Vous êtes sur la page 1sur 244

[patrz: dołączony katalog UFO Z PLEJAD ilustracje i zdjecia - UFO Z

PLEJADa]

GUIDO MOOSBRUGGER

UFO Z PLEJAD
Tłumaczenie Halina Ostapczuk
AGENCJA NOLPRESS
Białystok 1994
Tytuł oryginału ...und sie fliegen doch!
Verlag Michael Hesemann, München/Dusseldorf, Germany Copyright © 1991 by Yerlag
Michael Hesemann
Okładka Ryszard Z. Fiejtek
Redaktor serii Ryszard Z. Fiejtek
Projekt i własność znaku serii Ryszard Z. Fiejtek
For the Polish translation Copyright © 1994 by Halina Ostapczuk
ISBN 83-85212-11-6
Książkę złożono Timesem firmy Adobe System Inc. za pomocą programu Cyfroset 3.0
w
AGENCJI NOLPRESS
ul. Witosa 25 lok. 22
15-660 Białystok
Wydanie I
Druk
Białostockie Zakłady Graficzne Tysiąclecia Państwa Polskiego 2 15-111 Białystok

SPIS TREŚCI
Podziękowanie...12
Przedmowa...14
Od autora...17
I. Era Wodnika...21
1. Era Wodnika w ujęciu astronomicznym i astrologicznym...21
2. Znaczenie ery Wodnika...25
3. Precesja...29
4. Era Wodnika w liczbach...31
II. Zagadaka NOLi...32
1. Nieprawdziwe NOLe...33
1.1. Złudzenia optyczne...33
1.2. Mistyfikacje...33
1.3. Nieświadome złudzenia wywołane obcym wpływem...33
1.4. Nieświadome złudzenia wywołane autosugestią...34
1.5. Transcendentalny stan wywołujący rozdwojenie jaźni...34
2. Prawdziwe NOLe...34
2.1. Materialne obiekty latające pochodzenia ziemskiego...34
2.2. Obiekty latające pochodzenia pozaziemskiego...35
A. Materialne obiekty latające...36
B. Niematerialne obiekty latające...38
1. Bioorganiczne obiekty latające...38
2. Energetyczne obiekty latające...38
3. Inteligencje kierujące pozaziemskimi obiektami latającymi...39
4. Światła Kaikoura...39
III. Plejadanie...41
1. Uczucia i doznania...47
2. Przeciętny czas życia i obliczanie upływu czasu...48
3. Język i pismo...50
4. Mieszkanie...53
5. Ubiór...54
6. Odżywianie...54
7. Rośliny...55
8. Kwiaty...56
9. Zwierzęta domowe...56
5
10. Praca...57
11. Pojazdy...60
12. Problem chorób...60
13. Muzyka, sztuka i literatura...62
14. Chowanie zmarłych...63
15. Prawo karne...64
16. Forma rządów...66
17. Kosmiczne zrzeszenia i służby porządkowe...67
18. Życie małżeńskie...68
IV. Pojazdy kosmiczne Plejadan...72
1. Urządzenia telemetryczne...72
2. Statki rozpoznawcze...73
3. Statki promienne...73
3.1. Urządzenie chroniące żywe istoty...74
3.2. Bulaje...75
3.3. Ekrany obserwacyjne...76
3.4. Antena...76
3.5. Schemat wnętrza statku...76
3.6. Ekrany kontrolne...77
3.7. Analizator powierzchni...78
3.8. Analizator myśli...78
3.9. Analizator miejsca...78
3.10. Ekrany zerowej widoczności...80
3.11. Przekaźnik telepatyczny...81
3.12. Urządzenia leczące i regenerujące...81
3.13. Leczenie złamania żeber...81
3.14. Leczenie z zatrucia jadem kiełbasianym...83
3.15. Czytnik pamięci...84
3.16. Paralizator drgań...84
3.17. Laserowe działo podkładowe...85
3.18. Przekaźnik rozmów...85
4. Wytwarzanie materiału na powłoki statków...85
5. Możliwości techniczne statków Plejadan...86
6. Ekrany ochronne statków Plejadan...87
V. Billy – łącznik Plejadan...89
1. Kim jest Billy?...89
2. Współczesny prorok...93
3. Gorzkie słowa prawdy...96
4. Kto finansuje Billy'ego?...97
5. Demonstracje siły duchowej Billy'ego...99
6
5.1. Wpływanie na ludzi impulsami myślowymi...99
5.2. Umysłowy telefon Billy'ego...100
5.3. Niesamowite siły...101
5.4. Piec...102
5.5. Potęga sił umysłu...103
5.6. Z początku pomyślałem, że śnię...103
5.7. Wiadomo, jak...104
5.8. Drzwi...106
5.9. Zdarzenie w Semjase-Silver-Star-Center...107
6. Wypadek Billy'ego i jego następstwa...108
7. Iloraz mózgu...110
7.1. Materialny iloraz mózgu...111
7.2. Duchowy iloraz mózgu...111
VI. Kontakty Billy’ego z pozaziemskimi inteligencjami...113
1. Kontakty osobiste Billy'ego...114
1.1. Możliwość pierwsza...114
1.2. Możliwość druga...115
1.3. Możliwość trzecia...115
2. Co się dzieje, gdy łącznikowi towarzyszy inna osoba?...116
3. Co widzą i słyszą osoby towarzyszące?...116
4. Środki bezpieczeństwa stosowane podczas kontaktów...117
5. W jakim języku prowadzone są rozmowy podczas kontaktów?...117
6. Przekazywanie zapisów rozmów...118
7. Dlaczego teksty przekazywane telepatycznie zawierają nawyki językowe Billy'ego?...119
8. Mechanizmy niszczące...120
9. Urządzenie ostrzegawcze... 120
10. Kontakty telepatyczne...121
11. Inspiracje...122
12. Dlaczego Plejadanie utrzymują kontakt tylko z Eduardem Albertem Meierem?...124
13. Telepatia zwykła...126
14. Telepatia duchowa...127
15. Teletransmisja...128
15.1. Teletransmisja kontrolowana...128
15.2. Teletransmisja nie kontrolowana...128
16. Teleportacja...129
16.1. Teleportacja materialna...129
16.2. Teleportacja duchowa...129
7
17. Dematerializacja i rematerializacja...130
VII. Dzienne demonstracje Plejadan...132
1. Statki kosmiczne i ślady ich lądowań...132
1.1. Ślady lądowania pierwszego rodzaju...133
1.2. Ślady lądowania drugiego rodzaju...133
1.3. Relacja ze zdarzenia w dniu 15 czerwca 1980 roku...136
2. Teletransmisje Billy'ego...137
2.1. Zaginiony bez śladu...138
2.2. Zamknięte drzwi...139
2.3. Ślady stóp w śniegu...139
2.4. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki...139
2.5. Nocny wypad w rejon Schönbergeru...140
2.6. Niepojęte dla osób postronnych...141
3. Pozaziemskie krasnoludki...142
Niewiarygodne przeżycie...143
4. Niecodzienne rozmowy radiowe...144
4.1. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki...144
4.2. Przeżycie z 4 stycznia 1978 roku...145
4.3. Instrukcje radiowe ze statku Semjase...146
4.4. Niezwykła przemowa...148
5. Pokaz pistoletów laserowych...149
6. Niezwykłe odgłosy...152
Symfonia statku promiennego...153
7. Zagadkowa eliminacja jodeł...155
Zdarzenie z 17 października 1976 roku...156
VIII. Nocne demonstracje Plejadan...158
1. Moja pierwsza obserwacja UFO...158
2. Moja druga obserwacja UFO...169
3. Moja trzecia obserwacja UFO...171
4. Nocny pokaz w dniu 14 marca 1976 roku...172
IX. Obserwacje dzienne i nocne...174
1. Obserwacje dzienne...174
1.1. Niezwykła obserwacja...174
1.2. Moja pierwsza obserwacja UFO...176
2. Obserwacje nocne...177
2.1. Światła na niebie...177
2.2. Któż to błąka się po nocy...177
2.3. Zdarzenie z 8 kwietnia 1983 roku...180
A. Moje pierwsze spotkanie z UFO...180
B. Niezwykłe zdarzenie z 8 kwietnia 1983 roku
8
(godz. 20.15)...181
C. Sprawozdanie z rozmowy o zdarzeniu z 8 kwietnia
1983 roku...182
2.4. Moje pierwsze przeżycie z UFO...188
X. Dlaczego pozaziemskie statki kosmiczne unikają nas?...190
XI. Material_fotograficzny Billy’ego...196
1. Trudności podczas fotografowania i filmowania...197
2. Ułatwienia...199
3. Różne opinie i oszczerstwa na temat zdjęć i filmów Billy'ego...201
4. Nieustanne kradzieże...200
5. Manipulacje obcych osób...201
6. Podwójne ekspozycje...201
7. Zarzuty wobec niektórych zdjęć Billy'ego...205
7.1. Zbliżenie — zdjęcie nr 65...205
7.2. Wyrzucone zdjęcia — zdjęcie nr 67...206
7.3. Fabryka modeli Billy'ego — zdjęcie nr 67...206
7.4. Zdjęcie nr 66 lub 16... 209
8. Zdjęcia kosmiczne Billy'ego... 211
8.1. Zdjęcie Semjase i Asket — zdjęcie nr 4... 213
8.2. Oko Boga (JHWH Mata) — zdjęcia nr 68 i 69...214
8.3. Kolonia kosmiczna czy bariera wszechświata?
- zdjęcia nr 70 i 71...215
8.4. Połączenie statków Apollo-18 i Sojuz-19 17 lipca
1975 roku — zdjęcia nr 72, 73 i 74...216
XII. Badania naukowe i inne dowody...219
1. Opinie świadków o zdjęciach Billy Meiera...220
2. Wyniki niektórych analiz zdjęć i filmów...221
3. Analiza próbki metalu...222
4. Analizy odgłosów statków Plejadan...225
5. Badania fizyczne miejsc lądowań...228
6. Testy na detektorze kłamstw...229
7. Potwierdzenie pewnych faktów astronomicznych...232
7.1. Legendarna planeta Malona...232
7.2. Reguła Titiusa-Bodego...234
7.3. Historia Wenus według Semjase...236
7.4. Księżyce Saturna...239
7.5. Niektóre fakty dotyczące Jowisza...240

8. Dwa listy...242
9. Uwagi końcowe...255
9
9.1. Tajemnicza likwidacja jodeł...255
9.2. Niesamowite dźwięki...255
9.3. Historia z brodą...256
9.4. Badania ogólne...256
9.5. Najważniejsze ogniwa łańcucha dowodów...258
Oświadczenie świadków...260
XIII. Zamachy na Billy’ego...262
XIV. Ataki Inteligencji Giza...273
1. Kim jest Inteligencja Giza?...273
2. Ataki Inteligencji Giza...276
2.1. Pierwszy atak — zakłóczacz myśli...276
2.2. Drugi atak — infekcja bakteryjna...276
2.3. Trzeci atak — betonowy mur...279
2.4. Czwarty atak — uderzenie fali dźwiękowej ...280
2.5. Piąty atak — negatywne wibracje...281
2.6. Szósty atak — szok psychiczny...282
2.7. Siódmy atak — dziwne zjawisko świetlne...282
XV. Czego chcą od nas istoty pozaziemskie?...286
l.. Skąd pochodzą NOLe i co wiemy o ich załogach?...286
1.1. Sens ludzkiego istnienia...289
1.2. Co się dzieje z człowiekiem po śmierci?...290
1.3. Co to jest Kreacja i kim jest Bóg?...291
2. Dlaczego istoty pozaziemskie odwiedzają nas na Ziemi?...291
3. Cel działalności Plejadan i ich sprzymierzeńców na Ziemi ...293
Przekazywanie wiedzy duchowej ...295
4. Niektóre wiadomości przekazane przez Plejadan... 296
4.1. Totalne przeludnienie...296
4.2. Niszczenie warstwy ozonowej chroniącej żywe organizmy...298
4.3. Militarne oraz pokojowe wykorzystanie energii atomowej...300
4.4. Bezwzględna eksploatacja Ziemi...302
4.5. Ostrzeżenie przed podejmowaniem zaborczych planów...304
4.6. Konieczność istnienia barbarzyństwa...305
4.7. Niszczyciel...306
4.8. Czerwony meteor..307
4.9. Niezwykła historia Semjase o Księżycu...308
A. Kosmiczna katastrofa...308
B. Narodziny Niszczyciela...309
10
C. Narodziny Księżyca...310
5. Czego nie wolno robić Plejadanom?...310
6. Czy w rządach różnych państw działają istoty pozaziemskie?...311
7. Dlaczego Plejadanie nie wspierają nas finansowo?...312
8. Dlaczego nie można całkowicie zlikwidować wojen?...313
9. Dlaczego nie ujawnia się metody leczenia raka?...313
10. Akcje specjalne przeprowadzone dla dobra Ziemian...314
10.1. Powstrzymanie groźby zagłady ludzkości...314
10.2. Powstrzymanie kosmicznej katastrofy...314
11. W jaki sposób każdy z nas może przyczynić się do utrzymania pokoju na świecie?..315
Spis zdjęć...320
Biblografia...327

PODZIĘKOWANIE
Wszystkim ziemskim i pozaziemskim istotom, które przyczyniły się do powstania tej książki,
składam niniejszym gorące podziękowanie za udzieloną mi pomoc.
Szczególne podziękowanie składam na ręce łącznika Eduarda Alberta Meiera i jego
pozaziemskich przyjaciół i pomocników z systemu Lira-Wega oraz Plejad za cenne
wskazówki i informacje. Słowa podziękowania i uznania kieruję przede wszystkim do
Sfaatha, Asket oraz trzyosobowego zespołu Semjase, Quetzala i Jszwjsza Ptaaha z planety
Erra. Wyrazy wdzięczności kieruję również do znanych mi z imienia istot Jsodosa, Solara,
Pleji, Elektry, Nery, Menary, Rali, Aleny, Taljdy i Hjlaary.
Słowa uznania składam również na ręce amerykańskich naukowców i inżynierów, którzy nie
bacząc na ewentualną utratę swojego prestiżu badali materiał dowodowy Billy'ego Meiera,
przyczyniając się w ten sposób do uwiarygodnienia całej tej sprawy.
Dziękuję również za ogromny wkład w upowszechnienie historii Billy'ego amerykańskiej i
japońskiej grupie badaczy pod kierownictwem emerytowanego podpułkownika lotnictwa
wojskowego Wendelle'a C. Stevensa oraz Jun-Ichi Yaoi. Nie sposób również pominąć w tym
miejscu amerykańskiego dziennikarza i pisarza Gary Kindera.
Serdeczne podziękowanie kieruję również pod adresem wszystkich tych, którzy wspierali
mnie w mojej pracy relacjami ze swoich przeżyć bądź tłumaczeniem angielskich tekstów. Są
to: moja żona, Elisabeth, dr Walter Bühler, Bernadette Brand, Christian Frehner, Rainer
Schenck, Hans Lanzen-dorfer, Engelbert Wachter, Jacobus Bertschinger, żona Billy'ego,
Kalliope, Gilgamesha Meier, Elisabeth Gruber, Brunhilde i Bernhard Koye, Thomas Keller,
Herbert Runkel, Mariann Uehlinger, Christina Gasser, Simone
12
Holler, mgr inż. Marete Mattern, Piero Petrizzo, Louis Memper oraz wydawca Michael
Hesemann.
Gorące słowa podziękowania za hojne finansowe wsparcie składam również Marie-Louise i
Christianowi Frehnerom, Renatę Steur, Louisowi Memperowi, Mariannowi Uehlingerowi, dr.
Walterowi Bühlerowi i Erns-towi Kroegerowi.
13

PRZEDMOWA
Poniższą przedmowę do tej książki poświęconą mojej osobie napisał mój przyjaciel z Brazylii
dr Walter Bühler, z którym koresponduję od lat. Pragnę w tym miejscu gorąco mu za nią
podziękować, a także za jego ogromne zaangażowanie w sprawę Billy'ego Meiera.
Autor książki, Guido Moosbrugger, urodził się 14 lutego 1925 roku w Dornbirn w Austrii.
Obierając zawód nauczyciela, a później dyrektora szkoły ludowej w Hirschegg, potwierdził
swój zamiar pracy dla dobra ogółu. Od wielu lat zajmuje się badaniem zjawiska UFO oraz
astrofizyką, w tym zagadnieniem wielkości, budowy oraz genezy Wszechświata. Od
najwcześniejszych lat żywo interesuje się także innymi dziedzinami nauk przyrodniczych. W
roku 1951 brał udział w trwającej 9 tygodni austriackiej wyprawie naukowej do Maroka,
której celem było poznanie kilku białych plam w Wysokim Atlasie.
Poza tym podróżował w celach naukowych po prawie wszystkich krajach Europy, Afryki
Północnej (Maroko, Tunezja, Algieria, Egipt, Liban, Turcja), Ameryki Południowej oraz
Meksyku.
Pierwszą książkę poświęconą zjawisku UFO przeczytał już w roku 1954. Wzbudziła ona jego
duże zainteresowanie i wówczas to doszedł do przekonania, że te obiekty istnieją
rzeczywiście. Niestety nie znał wówczas nikogo, z kim mógłby podyskutować na ten temat.
Dopiero 20 lat później natknął się na ogłoszenie w gazecie informujące o comiesięcznych
prelekcjach poświęconych temu zjawisku wygłaszanych w Monachium. W latach 1975-1976
uczęszczał na nie regularnie zdobywając w ten sposób liczne materiały dotyczące tej
tematyki.
14
Do pierwszego kontaktu Guida ze sprawą Billy'ego doszło w kwietniu 1976 roku
podczas jednej z prelekcji w Monachium. Materiał o Billym był tak fascynujący, że
postanowił osobiście przyjrzeć się jego sprawie. Niezwłocznie napisał do niego list z
pytaniem, czy i kiedy mógłby go odwiedzić. Ku jego ogromnej radości Billy odpowiedział
mu bardzo szybko, zapraszając go do Hinwil. Miał dużo szczęścia, bowiem już w pierwszych
miesiącach częstych odwiedzin Billy zaczął zabierać go ze sobą w różne miejsca, gdzie mógł
obserwować manewry statków Plejadan. Otrzymał nawet pozwolenie na fotografowanie
pozostawianych przez nie śladów oraz ich nocnych demonstracji.
Od maja 1976 roku jest członkiem zarządu FIGU i propagatorem misji Billy'ego. (FIGU to
skrót od Freie Interessengemeinschaft fur Grenz- und Geisteswissenschaften und
Ufologiestudien oznaczającego Niezależne Stowarzyszenie do spraw Nauk Pogranicza,
Wiedzy Duchowej oraz Studiów Ufologicznych, które w roku 1977 założył łącznik Szwajcar
Eduard Albert Meier. Skupia ono poszukiwaczy i badaczy działających w imię prawdy i
duchowego rozwoju. Jego siedziba mieści się w Semjase-Silver-Star-Center w
Hinterschmidruti w dolinie Tóss w gminie Turbenthal w kantonie Zurych).
O Billym usłyszałem mniej więcej w tym samym czasie, co Guido, kiedy to zwiedzając
Europę odwiedziłem krewnych w Bazylei, gdzie poznałem Lou Zinstag — kobietę-ufologa,
która poinformowała mnie o jego kontaktach i pokazała wspaniały materiał fotograficzny. Nie
mogła zdecydować się na opisanie jego przypadku w formie książki, bowiem jak wyznała,
jego idee i filozofia oraz poglądy samych Plejadan stały w sprzeczności z jej szwajcarskim
patriotyzmem. Wspominam o Lou, gdyż mimo wszystko przysłużyła się ona
upowszechnieniu prawdy o Billym. Podczas swojej wizyty w Ameryce w Tucson w Arizonie
spotkała się z czołowym ufolo-giem amerykańskim, emerytowanym podpułkownikiem
Wendelle'em C. Stevensem, któremu opowiedziała szczegółowo o nim i jego kontaktach. W
rezultacie Stevens odbył w towarzystwie kilku innych badaczy szereg podróży do
Hinterschmidruti, aby osobiście zbadać tę sprawę na miejscu. Ich plonem są trzy książki oraz
kilka filmów video poświęconych kontaktom Meiera z Plajadanami.
Na stronach 204-207 oraz 234-25 3' książki Gary Kindera Light Years (Lata świetlne)
opisanych jest szereg dowodów potwierdzających kontakty Billy'ego. Kiedy skontaktowałem
się listownie ze Stevensem, który interesował się również przypadkiem z Mirassol w stanie
Sao Paulo w Brazylii
1 Strony 180-183 i 205-221 polskiego wydania.

15
(badanym przez Marię de Lourdes i Ney Matiel Piresa), w odpowiedzi otrzymałem odeń w
prezencie jego własną książkę UFO... Contactfrom the Pleiades (UFO... kontakt z Plejad).
Korzystając z okazji, pragnę podziękować Billy'emu, że mimo złego stanu zdrowia zdołał
poświęcić mi ponad dwie godziny w czasie mojej wizyty w Semjase-Silver-Star-Center. Pod
jej koniec Guido opowiedział mi między innymi treść niniejszej książki, ja zaś obiecałem mu
pomoc w przetłumaczeniu jej na portugalski i znalezieniu wydawcy. Ogromną zasługą Guido
jest obiektywne — na ile to było możliwe — i wierne przedstawienie całej sprawy związanej
z osobą Billy'ego Meiera i jego kontaktami z Pleja-danami. Być może książka ta stanie się
pomostem dla tych naukowców, którzy mimo swej pychy i arogancji, zrozumieli już, że
zarówno w najdrobniejszym atomie, jak i całym, gigantycznym Kosmosie przejawia swoją
obecność siła ducha. Jeśli nasi politycy staną się rozsądniejsi, wówczas nasze ziemskie wojny
z całą pewnością same znikną, zaś przyroda nie będzie nas już „obdarzać" tellerycznymi
nieszczęściami, a kosmos grozić uderzeniami komet. W ten sposób alternatywa przedstawiana
przez Plejadan stanie się realniejsza. Mając przed sobą perspektywę zgliszcz pokrywających
powierzchnię naszej planety, powinniśmy przestać zwlekać i zacząć wspierać dążenia FIGU,
bowiem w ten sposób możemy przyczynić się do zachowania pokoju na naszym globie.
Brazylia, styczeń 1991
dr Walter Bühler
16

OD AUTORA
Prowokujący tytuł tej książki ...a jednak latają1 nawiązuje do znanego powiedzenia
Galileusza „...a jednak się kręci". W jego czasach burzono fałszywe średniowieczne
wyobrażenia, aby stworzyć miejsce nowym poglądom i utorować drogę nowemu wiekowi.
My, obywatele XX wieku, znajdujemy się dzisiaj w podobnej sytuacji, kiedy to rewidowane
są nieaktualne i fałszywe poglądy. Po pierwsze musimy odpowiedzieć sobie na bardzo istotne
pytanie, czy oprócz Ziemi istnieją inne planety zamieszkałe przez ludzkie cywilizacje oraz
czy w związku z tym mamy prawo do uprzywilejowanego stanowiska. Jeśli uznamy, że istoty
pozaziemskie istnieją rzeczywiście, to musimy rozstrzygnąć, czy mogą być one tak dalece
zaawansowane technologicznie, aby móc pokonywać nieprzekraczalną w naszym
wyobrażeniu barierę czasu i przestrzeni i odwiedzać nas w swoich statkach kosmicznych.
W świetle logiki na to pierwsze pytanie istnieje tylko jedna odpowiedź. Jak wiadomo dziś
każdemu uczniowi, Ziemia z kosmicznego punktu widzenia jest niczym więcej jak
kosmicznym ziarnkiem piasku. Stąd też często powtarzane jeszcze dziś twierdzenie, że jest
ona jedynym miejscem we Wszechświecie, w którym występują istoty rozumne, jest
kompletnym idiotyzmem. Na szczęście coraz szerszą akceptację zyskuje pogląd, że
mieszkańcy Ziemi nie są jedynymi istotami myślącymi, a już na pewno nie są
ukoronowaniem dzieła Stwórcy, jak to dotychczas z pychą głoszono. Właśnie w tym sensie
dokonał się istotny postęp w procesie rozumowania, choć na ostatni decydujący przełom
przyjdzie nam jeszcze nieco poczekać, bowiem gros ludzkości nadal nie może lub nie chce
pojąć, że tak zwane NOLe istnieją rzeczywiście i od wieków są obserwowane ziemskim
niebie.
1 Oryginalny tytuł książki brzmi ...und się fliegen dochL Ze względów komercyjnych Agencja NOLPRESS zmieniła go jednak na UFO z
Plejad. — Przyp. red.

17
Ich istnienie wzbudza dziś kontrowersje jak nigdy dotąd. W ten sposób znowu doszliśmy do
stwierdzenia: „...a jednak latają".
W dwóch pierwszych rozdziałach książki wyjaśniam, czym są te owiane aurą tajemnicy
NOLe i dlaczego „obcy przybysze" właśnie teraz tak często manifestują swoją obecność na
naszym globie. W rozdziałach X i XV odpowiadam z kolei na pytanie, dlaczego pozaziemskie
obiekty latające nie lądują na oczach wszystkich i czego właściwie od nas chcą ich załoganci.
W rozdziale III opisany jest w ogólnym zarysie styl życia mieszkańców planety Erra zwanych
Plejadanami w oparciu o wszelkie dostępne informacje uzyskane od łącznika Eduarda Alberta
Meiera. Plejadanie z planety Erra nie są istotami nadprzyrodzonymi, lecz takimi samymi
ludźmi jak my, tyle że bardziej zaawansowanymi pod względem rozwoju ewolucyjnego. Ich
rodzinna planeta znajduje się w układzie planetarnym gwiazdy Taygeta2 położonym wewnątrz
otwartej gromady gwiazd zwanej przez nas Plejadami i oddalonym od Ziemi o około 500 lat
świetlnych. Erra znajduje się jednak w innym wymiarze, to znaczy w innej czasoprzestrzeni,
która przesunięta jest w stosunku do tej, w której istnieje nasz system słoneczny, o ułamek
sekundy w przyszłość, co oczywiście jest trudne dla nas do pojęcia w świetle naszej
dzisiejszej wiedzy. Plejadanie, a właściwie Erranie, przewyższają nas pod względem
technologicznym o około 3.500 lat, zaś pod względem rozwoju duchowego o około 30
milionów lat.
Dzięki swojemu niezwykle wysokiemu rozwojowi ewolucyjnemu w sposób perfekcyjny
opanowali podróżowanie w przestrzeni. Posiadają kilka punktów wypadowych w całym
Wszechświecie i funkcjonują w pewnym stopniu jako kosmiczni strażnicy porządku, a także
duchowi misjonarze.
Także i my, mieszkańcy Ziemi, mogliśmy i nadal możemy korzystać z ich cennej pomocy.
Dysponują ogromną armadą pojazdów kosmicznych służących do pokonywania wprost
niewyobrażalnych odległości kosmicznych. Ich technologia podróży kosmicznych jest tak
wspaniale rozwinięta, że mogą dosłownie przeskakiwać z jednego systemu gwiezdnego do
drugiego, co dla nas jeszcze długo pozostanie w sferze marzeń. Ich pojazdy kosmiczne
omówione są szczegółowo w rozdziale IV.
Następny poświęcony jest szwajcarskiemu łącznikowi zwanemu UFO-Billym, który już od
najwcześniejszych lat dziecinnych kontaktował się — najpierw telepatycznie, a potem
osobiście — z istotami pozaziemskimi. Działa on jako pośrednik między nimi i mieszkańcami
Ziemi. W rozdziale tym opisałem kilka znamiennych „kamieni milowych" na burzliwej
drodze jego pełnego wrażeń życia oraz jego jedyną w swoim rodzaju misję.
2
Jak podają niektóre źródła astronomiczne Taygeta położona jest w odległos'ci 390 lat świetlnych od Ziemi. — Przyp. red.

18
Omawiając to, przedstawiłem jego kontakty z istotami pozaziemskimi, wyjaśniając
jednocześnie, w jaki sposób do nich dochodzi, choć dzisiaj nie są już one tak częste, jak przed
laty.
W następnych trzech rozdziałach mowa jest o rozmaitych dziennych i nocnych
demonstracjach ich pojazdów oraz wrażeniach obserwujących je świadków - - często o
charakterze wręcz mistycznym. Aby Billy mógł potwierdzić prawdziwość swoich kontaktów,
Plejadanie pozwolili mu nakręcić osiem krótkich filmów oraz wykonać kilkaset kolorowych
zdjęć przedstawiających ich różnego typu statki kosmiczne, ich niezwykłe manewry oraz
ślady lądowania. Ten materiał fotograficzny jest nie tylko najobszerniejszy, ale i najlepszy na
świecie.
Przypadek ten był szczegółowo badany przez różnych badaczy. Jedną z rzeczy, która
szczególnie zainteresowała badaczy amerykańskich i japońskich, były ślady lądowań statków
tych istot. Badacze ci przebywali kilka tygodni w miejscu zamieszkania Billy'ego i dzień i
noc obserwowali jego poczynania mając cichą nadzieję odkrycia mistyfikacji. Billy'ego oraz
kilku naocznych świadków poddano nawet testowi na „wykrywaczu kłamstw". Wypowiedzi
różnych świadków będące wynikiem przeprowadzanych niezależnie od siebie wywiadów
okazały się ze sobą zgodne. Część materiału dowodowego będącego w posiadaniu Billy'ego
została zabrana do USA i zbadana przez kilku wybitnych specjalistów przy użyciu
najnowocześniejszego sprzętu badawczego.
Badaniu poddano:
a) kilka zdjęć i fragmentów filmów,
b) nagrania dźwięków wydawanych przez statki Plejadan,
c) cztery niewielkie próbki metalu, z którego wykonywane są powłoki statków Plejadan.
Badania tych rzeczy nie wykazały jakichkolwiek oznak fałszerstwa, a co za tym idzie
potwierdziły autentyczność kontaktów Billy'ego. W rezultacie Japończycy nakręcili film o
nim i jego kontaktach. Inny film na ten sam temat nakręciła czternastoosobowa ekipa z
Hollywood. W ciągu ostatnich piętnastu lat ukazało się ponadto kilka książek opowiadających
o Billym i jego kontaktach — wszystkie w języku angielskim.
W rozdziale IX przedstawione jest moje stanowisko wobec materiału fotograficznego
Billy'ego i jego autentyczności, zaś w rozdziale XII — najistotniejsze wyniki analiz
naukowych oraz kilka innych dowodów.
Godnym ubolewania faktem są opinie krążące w światku ufologicznym, w wyniku których
osoby będące łącznikami oraz ich sympatycy są w mniejszym lub większym stopniu
nieustannie krytykowani. Dotyczy to szczególnie Billy Meiera. Takie jest właśnie
podziękowanie tych ludzi za to, że nie bacząc na swoje zdrowie przekazuje on ludziom ważne
informacje, mądroś-
19
ci i niestrudzenie kontynuuje swoją misję. Jego przeciwnicy bezustannie przeszkadzają mu w
rozpowszechnianiu prawdy. Na jego życie dokonano 13 zamachów, o czym jest mowa w
rozdziale XIII. W następnym przedstawiona jest tak zwana Inteligencja Giza, która również
stara się, jak tylko może, przeszkadzać Billy'emu w jego misji. Jest to rozproszona grupa
obcych istot-renegatów, która przysporzyła Billy'emu i FIGU wielu kłopotów. W roku 1978
została deportowana przez Plejadan w bezpieczne miejsce.
Jeśli chodzi o szykany, muszę z przykrością stwierdzić, że to właśnie Billy cieszy się
najgorszą sławą wśród licznej grupy ufologów, których jest na całym świecie około 20.000.
Powodem tego stanu rzeczy są nieporozumienia, oszczerstwa, omyłki, a nade wszystko brak
rzetelnej informacji. Jego wrogowie określają go jako osobę pośrednią między Einsteinem,
Dylem Sowizdrzałem i Myszką Miki. Mimo wszystkich tych fałszywych opinii i złośliwych
kłamstw rozpowszechnianych na całym świecie, między innymi przez byłych członków jego
grupy, nikomu nie udało się jednak dowieść tego, co „złe języki" rozpowszechniają jako
prawdę. Z drugiej strony, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że osoby chcące zostać łącznikami
wyrastają jak „grzyby po deszczu", to nie należy się dziwić ludziom, że stają się
zaniepokojeni i w końcu przestają rozumieć, o co w tym wszystkim chodzi. Stąd też
niezbędne stało się gruntowne sprawdzenie i rozważenie wszystkich informacji, którymi
dysponujemy. Polecam uczynić to wszystkim, którzy w labiryncie błędów chcą odnaleźć
właściwą drogę. Z mojej strony mogę jedynie zapewnić, że w żadnym wypadku nie
ośmieliłbym się występować publicznie, nie mając stuprocentowej pewności co do realności
kontaktów Billy Meiera.
Biorąc pod uwagę swoje przeżycia i długoletnie badania, mogę stwierdzić ze spokojnym
sumieniem, że nie mamy tu do czynienia z czymś w rodzaju bajki braci Grimm czy też „Z
tysiąca i jednej nocy", lecz z nagimi faktami. Moim jedynym dążeniem było przedstawienie
faktów takimi, jakimi są. Jeśli lektura mojej książki pobudzi kogoś do poważnego rozważenia
tej sprawy, będzie do dla mnie najlepsza zapłata za trud, jaki włożyłem w napisanie tej
książki. Będąc jedyną w swoim rodzaju, historia Billy Meiera oceniana jest w dwojaki sposób
— przeciwnicy określają ją jako niezwykle wyrafinowane oszustwo, zaś zwolennicy jako
największą sensację XX wieku.
Rozstrzygnięcie, który punkt widzenia jest właściwy, pozostawiam Czytelnikom.
Hinterschmidrüti, styczeń 1991
Gnido Moosbrugger
20

I ERA WODNIKA
1. Era Wodnika w ujęciu astronomicznym i astrologicznym
New Agę, Nowy Wiek, Złoty Wiek, Era Wodnika — tak brzmią modne obecnie hasła, które
spotykamy na każdym kroku krocząc przez świat z otwartymi oczyma, nie chowając głowy w
piasek przed tym, co stale przynoszą nam nowe zdarzenia. Niezależnie od tego, czy
dokonaliśmy już tego odkrycia, czy też nie, tkwimy już w środku okresu przejściowego tej
nowej ery, która nosi nazwę „Wodnika".
Zanim jednak szczegółowo omówię niezwykłe znaczenie Ery Wodnika, niezbędne jest
choćby ogólne wyjaśnienie podstawowych pojęć astronomicznych. Iluzją jest mniemanie, że
Ziemia jest spokojnym ciałem niebieskim, wokół którego krążą pozostałe — w
rzeczywistości jest odwrotnie. Ziemia wykonuje wiele ruchów równocześnie. Nawiązując do
sentencji Archimede-sa: „Dajcie mi stały punkt, a ruszę z posad cały świat" - - należy
stwierdzić, że w całym Wszechświecie nie istnieje ani jedno nieruchome ciało niebieskie, co
nieustannie potwierdzają badania kosmosu.
Jak wiadomo dzisiaj każdemu, Ziemia obraca się wokół własnej osi raz na 24 godziny,
wywołując w ten sposób zjawisko dnia i nocy. Z kolei oś ziemska będąca umowną linią
przebiegającą przez środek Ziemi łączącą biegun północny z południowym okrąża raz w
ciągu roku Słońce wzdłuż eliptycznej orbity. Pozornie wygląda to, jak gdyby to Słońce
wędrowało wokół Ziemi, a nie odwrotnie. Ze zjawiskiem tym łączy się pojęcie ..precesji",
które omówione zostało w dalszej części tego rozdziału. Wcześ-
21
niej jednak należy zapoznać się z poszczególnymi ruchami wykonywanymi przez Ziemię.
By umiejscowić ciała niebieskie i określić ich ruchy, całą sferę niebieską traktujemy umownie
jako olbrzymią powierzchnię kulistą otaczającą Ziemię, której równik leży na tej samej
płaszczyźnie co równik Ziemi. Na jej górnej i dolnej powierzchni na przedłużeniu ziemskiej
osi leżą dwa bieguny określane mianem północnego i południowego bieguna nieba. Równik
Ziemi nachylony jest do płaszczyzny jej orbity pod kątem 23°27' albo inaczej mówiąc oś
Ziemi nachylona jest do płaszczyzny jej orbity pod kątem 66°33' (płaszczyzna orbity Ziemi to
powierzchnia, wzdłuż której Ziemia krąży wokół Słońca). Rzutowana na powierzchnię sfery
niebieskiej płaszczyzna orbity Ziemi nazywa się ekliptyką. Ekliptyka to pozorna orbita, którą
przemierza w ciągu roku Słońce obserwowane z Ziemi. Wzdłuż ekliptyki rozciąga się Zodiak
zwany Zwierzyńcem Niebieskim, który jest pasem na sferze niebieskiej o szerokości 16°.
Zodiak tworzy 12 konstelacji: Wodnik, Koziorożec, Strzelec, Skorpion, Waga, Panna, Lew,
Rak, Bliźnięta, Byk, Baran i Ryby.
W znaczeniu astronomicznym Era Wodnika zaczyna się w chwili, gdy punkt równonocy
wiosennej zwany także punktem Barana wstępuje w gwiazdozbiór Wodnika (punkt
równonocy wiosennej to jeden z dwóch punktów przecięcia się ekliptyki z równikiem nieba,
który Słońce przekracza 21 marca; równik nieba dzieli nieboskłon na sferę północną i
południową i może być traktowany jako przedłużenie równika ziemskiego leżącego na tej
samej płaszczyźnie).
Wskutek powolnego ruchu zataczającego osi ziemi punkt równonocy wiosennej przesuwa się
po równiku niebieskim w ciągu roku o kąt 50,116" w kierunku przeciwnym niż Słońce i w ten
sposób co 2155 lat przemierza jeden gwiazdozbiór, a co 26.000 (dokładnie 25860) lat — cały
pas zodiakalny (patrz podrozdział „Precesja").
W tym miejscu sprzeniewierzyłem się nieco sobie samemu, bowiem podane przeze mnie dane
nie pokrywają się dokładnie z danymi astronomicznymi. Mogę jednak zapewnić, że nie są one
wytworem mojej fantazji, lecz danymi przekazanymi przez pilotkę statku kosmicznego po-
chodzącą z Plejad imieniem Semjase. Jest ona jednym z najważniejszych kontaktów Eduarda
Alberta „Billy" Meiera (patrz rozdział III}.
Na stronie 31 w podrozdziale „Era Wodnika w liczbach" przedstawiłem w sposób przejrzysty
istotne punkty i okresy czasowe. Koniec lub inaczej mówiąc czas upływu ery Ryb i
jednocześnie początek pierwszej połowy okresu przejściowego ery Wodnika nastąpił 3 lutego
1844 roku o godzinie 11.20 czasu środkowoeuropejskiego. W tym samym momencie
czasowym
22
93 lata później, a więc 3 lutego 1937 roku, zaczęła się druga połowa okresu przejściowego, po
której to dopiero w roku 2029 Era Wodnika zacznie się naprawdę i będzie w pełni na nas
oddziaływać. Podobnie jak inne era Wodnika trwać będzie 2155 lat i zakończy się w roku
3999. Bezpośrednio po niej nastanie era Koziorożca, a po niej era Strzelca. Dopiero po 25860
latach zakończy się cały cykl precesyjny i zacznie następny.
Podając te związki astronomiczne, do których większość astronomów i innych naukowców
prawdopodobnie nie przywiązuje żadnej wagi, jako że astrologia do dziś nie jest uważana za
naukę, wsadziłem zapewne głowę w przysłowiowe gniazdo os.
Znaczenie Ery Wodnika można przedstawić jednak tylko z astrologicznego punktu widzenia
bez względu na to, czy to się komuś podoba, czy nie. Postaram się te nie najprostsze
zagadnienia przedstawić możliwie najprzystępniej, jak potrafię. Zanim jednak dotknę tego
„parzącego" tematu, pragnę dodać, że astrologia jest traktowana przez mieszkańców Plejad
jak każda inna dyscyplina naukowa w rodzaju astronomii, astrofizyki, fizyki, chemii etc.
Plejadanie są mieszkańcami otwartej gromady gwiazd zwanej Plejadami znajdującej się w
gwiazdozbiorze Byka (patrz rozdział III). Nasza dotychczasowa wiedza w dziedzinie
astrologii jest bardzo skromna i dlatego musimy nauczyć się jeszcze wielu rzeczy, zanim
osiągniemy poziom wiedzy Plejadan w tej materii. Obecnie wśród nas jest już wielu
wybitnych astrologów poważnie traktujących swój zawód i świetnie znających się na rzeczy,
jak choćby znany na całym świecie dr Hans Holzer. Niestety, oprócz tej stosunkowo
nielicznej grupy ekspertów działa cała armia domorosłych astrologów, wśród których
dominują zwyczajni krętacze, łgarze i zarozumialcy wykorzystujący ludzką łatwowierność,
aby wyłudzić od nich jak najwięcej pieniędzy. Tym swoim przestępczym postępowaniem
dyskredytują rzetelnych znawców i badaczy tej gałęzi wiedzy. Jak w każdej dziedzinie
ludzkiej działalności nie należy „wrzucać wszystkich do jednego worka", lecz starać się
„oddzielać ziarno od plew".
Twierdzenie oponentów astrologii, że jest ona nic niewarta, jest błędne i do niczego nie
prowadzi. Zarzut ten powinien raczej brzmieć: „błędnie stosowana astrologia jest nic
niewarta" - dopiero takie stwierdzenie jest słuszne. Należy zatem wyraźnie oddzielić
rzeczywiste fakty od spekulacji, które z natury rzeczy nie posiadają wielkiego znaczenia.
Mniemanie, że los pojedynczego człowieka lub całych narodów zależy wyłącznie od gwiazd,
jest oczywiście błędne, z drugiej zaś strony prawdziwy jest pogląd, że gwiazdy wywierają
określony wpływ na Ziemię i jej mieszkańców, lecz
23
nigdy w takim sensie, że determinują los poszczególnych ludzi. Głównym czynnikiem, który
o tym decyduje, jest sposób, w jaki człowiek reaguje na wibracje. Każdy może kierować się w
tym względzie własną wolą i sam decydować o swoim losie. Z astrologicznego punktu
widzenia należy uwzględniać następujące promieniowania:
1. Najsilniejsze oddziaływanie kosmiczne, jakim jest promieniowanie Centralnego Słońca
Galaktyki. Jest ono niezwykle silne i przekazywane poszczególnym gwiazdom. Jego odbiorcy
przemieniają je na swój własny sposób odpowiednio do własnego poziomu ewolucyjnego
(dotyczy to zarówno gwiazd, jak i żywych istot zamieszkujących krążące wokół nich
planety). Każdy układ, konstelacja ciał niebieskich (gwiazd i planet) przekazuje nam inną
część promieniowania centralnego słońca objawiającą się różnym stopniem jego
intensywności. Odbierane drgania pojedynczych ciał niebieskich to jedynie cząstka tego, co
wysyła centralne słońce galaktyki.
2. Kolejnym pod względem siły oddziaływania jest promieniowanie konstelacji pasa
zodiakalnego — na przykład w erze Ryb występują najniższe częstotliwości drgań, zaś w erze
Wodnika najwyższe.
3. Drgania własne planet, które odgrywają istotną rolę w obliczeniach astrologicznych.
Jest pewien drażliwy dział astrologii, o którym należy tu wspomnieć. Są to horoskopy. Na ich
temat krąży wiele sprzecznych opinii. Otóż produkowane taśmowo roczne horoskopy, a także
cotygodniowe ogólnikowe prognozy zamieszczane w licznych czasopismach są całkowicie
bezwartościowe. Nie oznacza to jednak, że horoskopy należy generalnie odrzucić. Aby miały
one sens, aby posiadały pewną wymowę, niezbędne jest posłużenie się do ich sporządzenia
odpowiednimi informacjami i umiejętnościami. Nasza obecna wiedza w tej dziedzinie jest
zbyt uboga, abyśmy mogli precyzyjnie prognozować przyszłe wydarzenia. Nie jest tego w
stanie zrobić nawet najlepszy astrolog.
Przykładem na to może być chociażby znaczenie daty urodzin. Znajomość dokładnego czasu
narodzin — co do sekundy — to znaczy momentu, w którym głowa dziecka wynurza się z
ciała matki i „ogląda światło dzienne", ma fundamentalne znaczenie przy sporządzaniu
horoskopu. Również poświęcanie zbyt mało uwagi innym, z pozoru błahym, faktom może w
znacznym stopniu wpłynąć na dokładność horoskopu.
Pewnym powodem, dla którego odczytywanie gwiazd traktowane jest jako bezsensowna
spekulacja, jest fakt, że usytuowanie konstelacji astro-
24
nomicznego pasa zodiakalnego nie jest zgodne z kolejnością astrologicznych znaków zodiaku
o tej samej nazwie.
Wskutek precesji przesunięcie punktu równonocy wiosennej względem astrologicznych
znaków zodiaku następuje w kierunku odwrotnym, a więc na przykład nie od znaku Wodnika
do Ryb, lecz od Ryb do Wodnika etc. Poza tym czasy trwania astrologicznych znaków
zodiaku są takie same, podczas gdy długość kątowa poszczególnych konstelacji
astronomicznych nie jest taka sama.
Ponadto symboliczne znaczenie astrologicznego zodiaku jest zawsze takie same, zaś
niewielkie zmiany, jakie w nim występują, zależą od tego, jakiej konstelacji astronomicznej
jest on w danym momencie przyporządkowany. Konstelacja jest tak zwanym tłem, które
można porównać z kulisami teatralnymi. Aby to łatwiej zrozumieć, załóżmy, że przed wielu
laty oglądaliśmy pewną sztukę w teatrze, która wywarła na nas duże wrażenie. Po dłuższym
okresie czasu ponownie nadarza się nam okazja jej obejrzenia. Oczekując na to wydarzenie
początkowo nie zauważamy, że zmieniły się już zewnętrzne okoliczności. Udajemy się na
swoje miejsce i czekamy na rozpoczęcie spektaklu. W końcu kurtyna unosi się i rozpoczyna
się przedstawienie. I nagle doznajemy uczucia zdziwienia. Naszym oczom ukazują się nowe
kulisy, nowi aktorzy, kostiumy etc. Przez chwilę odnosimy wrażenie, że jesteśmy na zupełnie
innej sztuce, mimo iż jej wymowa wcale się nie zmieniła. Wszystko zależy teraz od tego, jak
ta zmieniona sytuacja zadziała na nas.
Krótko mówiąc, znaczenie poszczególnych astrologicznych znaków zodiaku jest niezmienne
w ciągu całego cyklu precesji wynoszącego 25.860 lat - zmienia się jedynie ich tło, to znaczy
poszczególne konstelacje astronomiczne.
Wielu czytelników odbierze to zapewne jako czystą bzdurę, lecz bez względu na to, co będą o
tym sądzić, tak jest i nic tego nie zmieni. Taka jest natura rzeczy, czy się to nam podoba, czy
nie. Wszystko wokół nas ulega stałym cyklicznym zmianom — powstawaniu i znikaniu. Te
powtarzające się bez końca zmiany wspomagają ewolucję, czyli przyczyniają się do dalszego
rozwoju wszelkich form życia.
2. Znaczenie ery Wodnika
Początek nowej ery oznacza, że nasz układ planetarny „wszedł" w obszar nieba należący do
gwiazdozbioru Wodnika, a co za tym idzie w obszar bezpośredniego promieniowania
Centralnego Słońca Galaktyki. Z powodu specyficznego układu konstelacji gwiezdnych
promieniowanie Słońca Cent-
25
ralnego jest w tej erze tak mocno odczuwalne, jak w żadnej innej. Stąd też słuszne są uwagi
mówiące o „złotym wieku".
Era Wodnika zaczęła się 3 lutego 1844 roku, w chwili gdy znaleźliśmy się w najbardziej
zewnętrznym brzegu jej promieniowania. Obecnie znajdujemy się w końcowej fazie okresu
przejściowego, w którym jednocześnie odczuwamy słabnący wpływ minionej ery Ryb i stale
rosnący wpływ promieniowania ery Wodnika.
To, co dokonuje się w czasie owych 185 lat okresu przejściowego, można w pewnym stopniu
porównać do przechodzenia zimy w wiosnę, które również następuje stopniowo, a nie z dnia
na dzień.
Minioną erę Ryb cechowały mordy, zamachy, przemoc, fanatyzm religijny, wiara w urojenia,
czarnoksięstwo, mistycyzm i inne negatywne aspekty ludzkiej psychiki. Ryba należy do
wody, zaś wodnik do powietrza. Wygląda to tak, jak gdyby latająca ryba wyskoczyła z wody i
w locie przemieniła się w ptaka. Czas trwania tej metamorfozy wynosi 185 lat. Pogrążona w
mroku ludzkość stopniowo wychodzi ku światłości chłonąc nową wiedzę. Najtrafniejszym
określeniem tego okresu jest przełom. Chyląca się ku upadkowi budowla życia musi zostać
zburzona bez względu na koszty — jednocześnie na jej gruzach powstają fundamenty nowego
domu. Niekorzystny wpływ Ery Ryb sprawia, że dokonujące się przemiany zachodzą z
pewnymi kłopotami objawiającymi się w postaci wojen, rewolucji, terroru, fanatyzmu,
rządnych władzy polityków, nienawiści, waśni, kłamstw, fałszu etc. Ta spuścizna przeszłości
jest drogo opłacana.
Zatroskane o losy świata umysły już od dłuższego czasu głoszą czarne wizje przyszłości,
mówiąc o totalnej zagładzie. Jak powszechnie wiadomo, znajdujemy się obecnie w
niebezpiecznej sytuacji i to pod wieloma względami. Oto krótki cytat z 5 numeru naszego
biuletynu Wissenswertes (Godne uwagi) z lutego 1985 roku, str. 7, zwierający główne
przyczyny i zagrożenia:
...przeludnienie, militaryzm, przemysł zbrojeniowy, rozmaite trucizny, radioaktywność,
przestępczość, lekomania, herezje, wyzysk finansowy, przemysł chemiczny, terroryzm,
rasizm, handel ludźmi, prostytucja, anarchia, mistycyzm etc.
Jeśli dodamy do tego jeszcze różne kataklizmy, takie jak trzęsienia ziemi, huragany,
powodzie, obumieranie lasów, zmiany klimatyczne, dziury ozonowe, zagrożenia nuklearne,
AIDS, zboczenia seksualne i temu podobne plagi, to wówczas będziemy mieli pełny obraz
objawów okresu przejściowego, w którym się obecnie znajdujemy.
26
Mimo tego wszystkiego osiągnęliśmy jednak niezaprzeczalne sukcesy we wszystkich
możliwych dziedzinach życia, zwłaszcza w naukach przyrodniczych i technice. W ubiegłych
dziesięcioleciach jak nigdy dotąd dokonaliśmy wielu odkryć i wynalazków. Niestety postęp w
naukach humanistycznych nie był tak szybki, w wyniku czego powstała znaczna, trudna do
przekroczenia, przepaść między znacznym postępem naukowo-technicznym a wiedzą
socjalno-etyczną. Inaczej mówiąc, nasz poziom etyczny jest daleko w tyle za poziomem
rozwoju technicznego, co widać po wykorzystywaniu przez nas odkryć naukowych w
negatywnych celach, to znaczy w celach militarnych, oraz po podporządkowywaniu sobie
przyrody pod kątem chęci zysku. To błędne nastawienie należy czym prędzej zlikwidować,
bowiem ciąży ono nad ludzkością niczym miecz Damoklesa.
Erę Wodnika często określa się jako „Czas Końca". To określenie jest prawdziwe jedynie w
tym sensie, że to co przestarzałe musi zniknąć. Nie chodzi tu o ostateczny koniec, apokalipsę,
lecz o początek, który da o sobie znać w pełni dopiero w roku 2029.
Drgania energetyczne Słońca Centralnego o dużej częstotliwości zalewają naszą planetę
inicjując erę pozytywnego duchowego przełomu. Promieniowanie Ery Wodnika aktywizuje
ewolucję planety i jej mieszkańców w tak ogromnym stopniu, że jej wpływowi ulega każdy.
Nowa era wywołuje gruntowne zmiany we wszystkim, co dotychczas obowiązywało, uspraw-
niając to i podporządkowując nowym kryteriom. Kosmiczne wpływy osiągają taki stopień, że
przełomowe wydarzenia, odkrycia i wynalazki stają się czymś powszednim. W tym
„dostojnym" wieku mają miejsce również ogromne przemiany w warstwie duchowej.
Zdaniem Semjase to co intelektualne przestaje być miarodajne i uzupełnione zostaje wiedzą i
umiejętnościami. Wszystko, co hamuje i zniewala umysł, podlega zniszczeniu. Ten nowy
początek niesie ze sobą konsekwencje brzemienne w skutkach, zarówno dla całej ludzkości,
jak i dla każdego człowieka z osobna.
Pojedyncze osoby różnie reagująjednak na impulsy. Niektórzy odczuwają je jako zagrożenie i
uporczywie czepiają się tego co konwencjonalne oraz bardziej niż dotychczas oddają się
materialnym potrzebom i konsumpcji, inni z kolei — nękani wewnętrznym niepokojem —
szukają schronienia w instytucjach religijnych, które wyrastają jak grzyby po deszczu i biorą
swych zwolenników pod swoje niebezpieczne skrzydła. W tę „pajęczą sieć łowców ludzi"
najczęściej wpadają młodzi ludzie. Ci rzekomi uzdrowiciele i fałszywi profeci panoszą się na
oczach wszystkich, wyciągając swoje macki po nowe ofiary, które są następnie
wykorzystywane i wiedzione na manowce.
Nowy wiek wymaga swojego trybuna, dlatego też tak wielu złośliwych kłamców i
oszczerców łatwo znajduje pożywkę do swojej niecnej działalno-
27
ści. Inni ludzie szukają ukojenia w narkotykach, ale zamiast niego grozi im trafienie do
rynsztoka lub wiezienia, jeśli nie zerwą z tym nałogiem.
Istnieje jeszcze grupa ludzi, którzy są bardzo wyczuleni na wszelkie pozytywne zmiany, przez
co są niezwykle podatni na wahania kosmicznych oddziaływań. Ludzie ci nie zachowują
swojej nowo ukształtowanej świadomości tylko dla siebie, lecz przekazują ją —
nieświadomie — w formie promieniowania swojemu otoczeniu, co z kolei wywołuje
odpowiednie oddziaływania ewolucyjne.
Złoty Wiek jest początkiem prawdziwego życia w sensie twórczym. Wraz z jego nastaniem
Ziemianie rozpoczną jedyny w swoim rodzaju „wzlot umysłowy", lecz zanim się on
rozpocznie musi zdaniem Semjase upłynąć jeszcze wiele dziesięcioleci. Żadna inna era nie
jest w stanie wynieść Człowieka na tak wysoki poziom rozwoju umysłowego. Doznamy
największej ewolucji, jak miała kiedykolwiek miejsce. Wraz ze stopniowym nastawaniem Ery
Wodnika mieszkańcy naszej planety będą pokonywali w swoim rozwoju stopień po stopniu, z
wyjątkiem tych, którzy będą się temu rozwojowi opierali. Ci odpadną, o ile nie wyzbędą się
swoich złych przyzwyczajeń.
Aby choć w niewielkim stopniu zmniejszyć „bóle porodowe" okresu przechodniego, w
którym będziemy żyli aż do 3 lutego 2029 roku, odwiedzać nas będą inteligencje
pozaziemskie w tak zwanych NOLach, aby dać nam znać o swoim istnieniu.
Coraz rzadziej nawiązują kontakty z wyselekcjonowanymi ludźmi, których misją jest
przekazywanie mieszkańcom naszej planety ważnych informacji i różnego rodzaju nauk. Ich
działalność tego typu jest nam niezbędna. Należy bezwzględnie „zaorać pole niewiedzy",
zanim będziemy mogli zbierać owoce nowych czasów. Najbardziej zaangażowanymi w
niesieniu tej pomocy są nasi pozaziemscy bracia i siostry z Plejad oraz ich sprzymierzeńcy z
gwiazdozbioru Lutni. To oni wytyczyli nam drogowskazy na upstrzonej licznymi
przeszkodami drodze ku przyszłości. Dzięki swojej wszechstronnej pomocy zasługują na
więcej niż tylko uznanie.
Już od dawna wśród ludzi działają jako pośrednicy między nami i istotami pozaziemskimi
specjalnie wybrane osoby, które przez swoją funkcję są swego rodzaju prorokami na „scenie
naszych dziejów". Aby uniknąć nieporozumień, należy wyjaśnić, że ludzie ci nie należą do
żadnej kasty. Są to zupełnie normalni ludzie, którzy różnią się od innych tym, że posiadają
pozaziemską wiedzę, dzięki której są w stanie korygować błędne przekazy oraz głosić
prawdziwe prawa i nakazy Kreacji. Często jednak głoszona przez nich gorzka prawda jest
niewłaściwie odbierana przez wielu ludzi i poddawana w wątpliwość, między innymi ze
względu na sposób, w jaki
28
jest oznajmiana. Jak wiadomo, prorocy od zarania dziejów przedstawiani byli jako kłamcy i
oszczercy, często prześladowani i uśmiercani za słowa prawdy, które ośmielali się głosić.
Mówiąc słowami Semjase: „Wielu proroków zarówno ziemskich, jak i kosmicznych, to
znaczy rewolucjonistów, buntowników i nauczycieli urodziło się w lutym. Najwięksi spośród
nich to ci, którzy przyszli na świat na początku drugiej połowy okresu przechodniego, przy
czym bardzo istotny jest tutaj również czas z dokładnością co do godziny i minuty, bowiem
im bliższy jest on punktowi przechodniemu, to jest godzinie 11.20 czasu ziemskiego, tym
wyraźniej wykształcone są w takim człowieku cechy Wodnika. Tego rodzaju osób jest
niewiele i są oni rozproszeni po całym świecie".
Zatem nie powinno nikogo dziwić, że Plejadanie wybrali na swojego pośrednika człowieka z
taką datą urodzin. Jest nim Szwajcar Eduard Albert Meier, znany również pod przydomkiem
UFO-Billy. Jest on jednym z najważniejszych proroków Ery Wodnika.
Mimo licznych sukcesów w wielu dziedzinach, wciąż jeszcze mamy przed sobą wiele
zamkniętych drzwi uniemożliwiających nam dostęp do lepszego świata; świata trwałego
pokoju, dobrosąsiedzkich stosunków między wszystkimi narodami ziemi, miłości, przyjaźni
etc. Nowa era przyniesie nam wprawdzie olbrzymi postęp, lecz wymaga też od nas radykalnej
zmiany dotychczasowego, zbyt materialistycznego sposobu myślenia nasyconego nierealną
wiarą oraz przesiąkniętego różnymi niskimi pobudkami, takimi jak żądza posiadania, władzy,
egoizm i apodyktyczność.
Należy uruchomić wszystkie siły, aby jak najszybciej wyjść z tej „ślepej uliczki", w której
znajduje się obecnie ludzkość. Sama zmiana świadomości tu jednak nie wystarczy.
Następstwem oddziaływań kosmicznych będą gigantyczne zmiany, jakich nasz świat jeszcze
nigdy nie przeżywał. Musimy wykorzystać tę szansę i każdy z nas może „dorzucić swój
grosik" do tego, aby era Wodnika świeciła w przyszłości pełnym blaskiem, w co wszyscy
wierzymy, że nastąpi.
3. Precesja
Pod wpływem działania sił grawitacyjnych Słońca, Księżyca i pozostałych planet usiłujących
ustawić równik ziemski w płaszczyźnie ekliptyki odchylona od pionu względem niej oś Ziemi
wykonuje powolny ruch okrężny w kierunku przeciwnym do kierunku obrotu Ziemi.
Przedłużona umowna oś Ziemi (oś nieba) wykonuje raz na 25.860 lat pełny obrót wokół
bieguna północnego ekliptyki zakreślając podwójny stożek w przestrzeni.
29
Ponadto precesji towarzyszy zjawisko nutacji, które wywołuje dodatkowe niewielkie zmiany
w precesyjnym ruchu osi Ziemi. Jest ono efektem periodycznych zmian położenia orbity
Księżyca w stosunku do płaszczyzny równika ziemskiego, a także zmieniających się
wzajemnych odległości Słońca, Ziemi i Księżyca. W wyniku precesji punkt równonocy
wiosennej przesuwa się co roku o 56,116 sekund łuku i co 2155 lat przemierza jedną
konstelację, obiegając cały pas zodiakalny co około 26.000 lat (dokładnie 25.860).

[patrz: dołączony katalog UFO Z PLEJAD ilustracje i zdjecia - UFO Z


PLEJADc]
30

[patrz: dołączony katalog UFO Z PLEJAD ilustracje i zdjecia - UFO Z


PLEJADd]
31
II ZAGADKA NOLI
24 czerwca 1947 roku amerykański pilot Kenneth Arnold doniósł o zaobserwowaniu formacji
dziewięciu jaskrawo połyskujących obiektów lecących na wysokości 3.000 metrów z
prędkością około 1.500 km/godz. Twierdził, że lecąc podskakiwały one jak spodki rzucone
poziomo do powierzchni wody. W taki lub podobny sposób narodziło się określenie „latające
spodki" używane powszechnie do dzisiaj, niestety z pejoratywnym podtekstem. Mówiąc o
nich mamy najczęściej na myśli tak zwane NOLe, czyli Niezidentyfikowane lub Nieznane
Obiekty Latające.
Dla większości z nas NOLe nadal są tajemnicą, która nie została do dzisiaj wyjaśniona.
Zasadnicze pytanie, jakie automatycznie nasuwa się w związku z nimi, dotyczy istoty tego
mistycznego zjawiska, które od dziesięcioleci manifestuje się wokół naszego globu. Czy jest
ktoś, kto potrafiłby udzielić wiążących informacji o tych obiektach, czy też nadal musimy
zadowalać się mglistymi domysłami i hipotezami?
Bazując na absolutnie wiarygodnych informacjach, które posiadamy w FIGU, jestem w stanie
wyjaśnić tajemnicę tak zwanych NOLi. Jednak również w tych sprawach obowiązuje znane
przysłowie: „Nie wszystko złoto, co się świeci". Innymi słowy, nie wszystkie obserwacje
NOLi dotyczą w rzeczywistości obiektów latających w dosłownym tego słowa znaczeniu. W
przypadku tego zjawiska mamy do czynienia z ogromną—większą niż to można sobie nawet
wyobrazić—paletą złudzeń optycznych, pomyłek i oszustw. W związku z tym niezbędnie jest
wyraźne oddzielenie nieprawdziwych NOLi od rzeczywistych obiektów latających.
32
1. Nieprawdziwe NOLe
Do nieprawdziwych NOLi należą:
1.1. Złudzenia optyczne
Są to niecodzienne zjawiska obserwowane na niebie w ciągu dnia lub nocy, które w wyniku
błędnej interpretacji lub niedostatecznej znajomości rzeczy są omyłkowo traktowane jako
nieznane obiekty latające. Mogą to być na przykład jaskrawo błyszczące planety, takie jak
Jowisz lub Wenus, chmury w kształcie soczewek, światła polarne, odbicia powietrza w
rodzaju fatamorgany, kuliste błyski, świecący gaz bagienny (tak zwane błędne ognie), wysoko
przelatujące roje owadów oraz inne zjawiska przyrodnicze. Mogą to być również różne
obiekty ziemskiego pochodzenia jak na przykład balony meteorologiczne, reklamowe lub
sportowe, światła reflektorów, błyszczące powłoki spadochronów, samoloty i inne urządzenia
latające, latawce, sztuczne satelity Ziemi, spadające części urządzeń latających etc.
1.2. Mistyfikacje
Najczęstszymi mistyfikacjami są proste fotomontaże lub zdjęcia trikowe rzekomo
zaobserwowanych obiektów latających. Często towarzyszom im pełne fantazji opisy
kontaktów, a nawet lotów kosmicznych odbywanych w pojazdach istot pozaziemskich.
Autorami tych oszust są z reguły notoryczni kłamcy, którzy kierując się niskimi pobudkami
próbują w ten sposób wzbudzić sensację i zdobyć sławę i uznanie. Nierzadko szalbierstwa
tego typu są dziełem młodych, często chorych umysłowo ludzi, którzy rozpowszechniają
wymyślone przez siebie opowieści o NOLach w celu oszukania innych ludzi dla zwykłej
uciechy.
1.3. Nieświadome złudzenia wywołane obcym wpływem
Złudzenia tego typu mogą być wywołane zarówno bez, jak i z pomocą odpowiedniej
aparatury. Osoby mające owe halucynacje są głęboko przekonane, że to, co widziały lub
odczuły, wydarzyło się naprawdę. Ludzie ci odpowiadają między innymi o bliskich
spotkaniach pierwszego, drugiego lub trzeciego stopnia, o kosmicznych przejażdżkach i
innych temu podobnych rzeczach. Naprawdę jednak ulegają pod wpływem teleprojekcji lub
realwizji złudzeniom, które wyglądają tak wiarygodnie, że nie potrafią odróżnić ich od
rzeczywistości. (Realwizje to iluzje, których celem jest przekazanie innym osobom
określonych wrażeń lub przeżyć. Zwykle trwają one tyle samo czasu, ile trwałoby prawdziwe
zdarzenie, przez co są bardzo trudne do odróżnienia od rzeczywistości). Ludzi doznających
tego typu złudzeń nie można oczywiście nazywać oszustami, bowiem opowiadają oni
33
nieprawdziwe historie, nie mając pojęcia, że są przez kogoś manipulowani.
1.4. Nieświadome złudzenia wywołane autosugestią
Złudzenia te mogą powstawać w normalnym stanie świadomości lub w czasie transu. Osoby
doznające tego typu złudzeń opowiadają potem często niezwykłe historie o spotkaniach z
istotami pozaziemskimi, podróżach w kosmos etc. Czynią to tak przekonywająco, że nawet
poważni ufolodzy dają się na nie nabierać i opisują je potem w swoich pracach. Również i w
tym przypadku nie należy określać tych — na swój sposób godnych pożałowania — ludzi
mianem oszustów, gdyż nie są oni świadomi, że ich rzekome przeżycia w rzeczywistości nie
miały miejsca.
1.5. Transcendentalny stan wywołujący rozdwojenie jaźni
Od pewnego czasu pojawia się coraz więcej ludzi, którzy potrafią wprowadzić się w stan
transu, rozdwojonej świadomości, podczas którego użyczają swoich narządów mowy
zmarłym ludziom lub obcym istotom. Trans ten może być wywoływany nieświadomie przez
„niewłaściwe" czynniki psychiczne lub zupełnie świadomie w oszukańczych celach. Metoda
ta jest obecnie bardzo popularna na świecie i nosi nazwę „przekazu medialnego"
(„channeling").
2. Prawdziwe NOLe
Powyższe uwagi mogą wywołać wrażenie, że tak zwane NOLe w ogóle nie istnieją, że są
urojeniami powstającymi w głowach ufologów i ezoteryków. Tak jednak nie jest. W ten
sposób doszliśmy do najistotniejszego i najbardziej właściwego pytania: Czym są w
rzeczywistości Nieznane Obiekty Latające?
Otóż prawdziwymi obiektami latającymi są:
2.1. Materialne obiekty latające pochodzenia ziemskiego
Nie, nie, to nie przejęzyczenie. Materialne obiekty latające pochodzenia ziemskiego
przypominające z wyglądu NOLe naprawdę istnieją!
Chodzi tu o niemieckie i kanadyjskie latające spodki skonstruowane i częściowo
przetestowane podczas II wojny światowej będące tajną cudowną bronią Hitlera, które nie
zostały jednak użyte na froncie. Na wschód od Lipska, w zakładach BMW w Pradze,
Wrocławiu, Wiedniu i innych miejscowościach, stworzono podwaliny pod całkowicie nowe
urządzenia latające. Wynikiem tych badań było skonstruowanie tak zwanych ognistych kuł
oraz latających tarcz (latających bąków). Prace badawcze i konstrukcyjne prowadzone były
przez austriackiego przyrodnika Yiktora Schaubergera
34
(miał prawdziwe kontakty z obcymi istotami), niemieckich konstruktorów i pilotów Miethe,
Schrievera i Habermohla, Włocha Belluzzo i wielu innych.
Latające dyskoidalne tarcze posiadały początkowo konwencjonalny napęd odrzutowy, potem
bardziej nowoczesny. Pierwsze udane loty prototypów miały miejsce pod koniec II wojny
światowej i jak na ówczesne możliwości stanowiły znaczące osiągnięcie. W połowie lutego
latający dysk wzniósł się nad Pragą na wysokość 12 kilometrów w ciągu 3 minut i w locie
poziomym osiągnął prędkość dwukrotnie większą od prędkości dźwięku. Pojazd ten latał jak
helikopter.
Pod koniec wojny wszystkie istniejące pojazdy, park maszynowy oraz plany konstrukcyjne
postanowiono całkowicie zniszczyć, aby nie dostały się w ręce wroga. Zamiar ten nie został
jednak wykonany w stu procentach, w związku z czym ocalały plany i częściowo park
maszynowy, które bardzo szybko trafiły w niewłaściwe ręce. Niektóre pogłoski mówią, że ta
bezcenna dokumentacja trafiła w ręce zwycięskich mocarstw. Nie wiadomo jednak, czy tak
się rzeczywiście stało. Według Plejadan niektóre wycofujące się pod koniec wojny
nazistowskie oddziały natknęły się na te materiały konstrukcyjne, dzięki czemu same podjęły
w ścisłej tajemnicy dalsze prace nad budową i udoskonaleniem tych pojazdów. Z ich danych
wynika, że w roku 1976 największy pojazd osiągnął już średnicę 100 metrów. Stałe
udoskonalanie mechanizmu napędowego z biegiem czasu znacznie zwiększyło jego moc. Z
obserwacji wynika, że te ziemskie pojazdy latające są bardzo podobne do dyskoidalnych
obiektów latających pochodzenia pozaziemskiego, stąd też często mylone są ze sobą.
Pod względem możliwości ustępują one jednak znacznie pozaziemskim pojazdom latającym.
Tego faktu nie zmieniłoby nawet posiadanie przez nie nowoczesnego systemu napędowego.
Wiedząc już, że istnieją ziemskie pojazdy latające w kształcie dysków i że od czasu do czasu
można je obserwować na naszym niebie, możemy wyodrębnić dwa błędne poglądy:
a) Ci, którzy wiedzą o istnieniu ziemskich latających spodków, są w oczywistym błędzie,
uważając, że wszystkie tego rodzaju obiekty są wyłącznie pochodzenia ziemskiego bądź
oszustwem lub złudzeniem. Według nich pozaziemskie pojazdy latające to nic innego jak
urojenia.
b) Drudzy z kolei, którzy nie wiedzą lub nie chcą uwierzyć w istnienie ziemskich latających
spodków, wszystkie obiekty tego typu uważają za pozaziemskie pojazdy latające.
2.2. Obiekty latające pochodzenia pozaziemskiego
Większość ludzi informacje o pozaziemskich obiektach latających czerpie z prasy codziennej,
w związku z czym ich pojęcie o nich jest bardzo mgliste.
35
Pozaziemskie obiekty latające można podzielić na dwa rodzaje: materialne i niematerialne.
A. Materialne obiekty latające
(zdjęcia 6 l od 8 do 28)
Są to rzeczywiste, widzialne, namacalne obiekty wykonane z wysoko-wartościowych
materiałów — głównie stopów metali. Jeśli chodzi o ich postrzeganie, należy stwierdzić, że
większość tych pojazdów posiada zabezpieczenia przed namiarem akustycznym, optycznym
oraz radarowym, w związku z czym mogą być dla nas całkowicie niedostrzegalne. Abs-
trahując od możliwości technologicznych, to, czy będziemy mogli je postrzegać, zależy
wyłącznie od nastawienia istot pozaziemskich.
Plejadanie i przedstawiciele wielu innych cywilizacji starają się być niedostrzegalni. Są
jednak rasy, którym nie zależy na ukrywaniu swojej obecności i beztrosko latają na oczach
wielu świadków.
Przelotom tych obiektów towarzyszą różnorodne efekty świetlne, które najbardziej widoczne
są w czasie nocnych obserwacji. W zależności od szybkości obiektów światło emanują
określone ich części lub też one całe, a niekiedy nawet otaczające je powietrze, przy czym
intensywność światła oraz paleta barw jest zmienna.
Latające obiekty są obserwowane jako pulsujące światła lub ich pasma, także jako świetlne
kule wypuszczające niekiedy snopy światła, czasami stwierdza się ich obecność poprzez
występowanie różnego rodzaju promieniowania oraz silnych pól magnetycznych. Po ich
lądowaniach często pozostają różne ślady, jak na przykład wgłębienia, wypalenia roślinności
itp.
Zewnętrzny kształt statków jest niezwykle zróżnicowany. Najbardziej rozpowszechnionym
jest dysk. Innymi najczęściej występującymi formami są kule, dzwony, kopuły, cygara,
wrzeciona, prostopadłościany, pierścienie i elipsoidy. Ich wielkość jest również bardzo
zróżnicowana i może się wahać od centymetra (zdalnie sterowane przyrządy obserwacyjno-
pomiaro-we) do kilkuset metrów.
Gigantyczne rozmiary osiągają jedynie wielkie statki kosmiczne. Będący w posiadaniu
Plejadan pojazd tego typu ma 17 km średnicy (sam korpus bez ramion). Tego rodzaju cuda
techniki wyposażone są zawsze w najnowocześniejszy sprzęt, o którym my możemy tylko
marzyć. Z konieczności wyposażone są one również w skuteczną broń, począwszy od
stosunkowo niewinnych urządzeń oszałamiających aż do broni masowego rażenia, znacznie
groźniejszej w działaniu od broni jądrowej. Chodzi tu o tak zwaną broń typu „Overkill", która
zamienia w ułamku sekundy każdy obiekt materialny w energię. Nawet całą planetę.
36
Najbardziej charakterystyczną cechą pozaziemskich pojazdów kosmicznych jest ich zdolność
wykonywania niezwykłych manewrów. Są to na przykład:
1. Zdolność nagłego przyspieszania, podczas którego w ciągu kilku sekund prędkość obiektu
może być kilkakrotnie zwiększona lub zmniejszana bez jakiegokolwiek uszczerbku dla
pasażerów oraz pojazdu. Obiekty te mogą błyskawicznie przyśpieszać aż do prędkości
światła (299.792,5 km/sek)... a nawet poza nią, co w świetle naszej wiedzy wydaje nam się
całkowitą utopią.
2. Nagłe pojawianie się obiektów -- pozornie znikąd --i równie nagłe znikanie bez śladu z
pola widzenia. Mogą być tego trzy przyczyny:
a) włączenie lub wyłączenie optycznej osłony, która odchyla promienie świetlne biegnące
wokół statku czyniąc go w ten sposób niewidocznym;
b) błyskawiczne przyśpieszenie - - tak nagłe, że nasze oko nie jest w stanie nadążyć za
oddalającym się obiektem;
c) nagłe przejście do innego wymiaru lub teleportacja (zjawiska te omówione zostały
szczegółowo w rozdziale VI).
3. Zdolność do bezdźwięcznego i niewidocznego przemieszczania się za pomocą
odpowiednich osłon energetycznych. Urządzenia napędowe tych pojazdów wytwarzają
oczywiście różne dźwięki, jednak dzięki odpowiednim osłonom można sprawić, że nie będą
one słyszalne w ich bezpośrednim otoczeniu. Szczególnie interesujący jest w ich przypadku
brak huku przy przekraczaniu przez nie bariery dźwięku.
4. Dowolnie długi czas unoszenia się na każdej wysokości.
5. Niezwykłe manewry niemożliwe do wykonania przez nasze urządzenia latające, takie jak
huśtanie się na boki, lot zygzakiem itp.
Sprawność urządzeń latających zależy oczywiście od poziomu techniki mieszkańców danej
planety, zwłaszcza od rodzaju używanego przez nich napędu. Jedne napędy przydatne są
jedynie do przemieszczania się wewnątrz atmosfer planet, inne umożliwiają dalekosiężne loty
kosmiczne do innych układów planetarnych, galaktyk, a nawet wszechświatów. Jak wiadomo,
istnieje jedna zasada fizyki, która obowiązuje wszystkie lub prawie wszystkie rodzaje napędu
bez względu na poziom techniki. Chodzi mianowicie o regułę akcji i reakcji, czyli siłę
odpychania, która wykorzystywana jest we wszystkich rodzajach napędu w całym
wszechświecie.
Różnice w poziomie techniki pomiędzy poszczególnymi rasami kosmicznymi najwyraźniej
widać po czasie trwania lotów. Być może brzmi to niewiarygodnie, ale ogromne odległości
astronomiczne oddzielające poszczególne układy planetarne mogą być bez trudu pokonywane
przez
37
poszczególne rasy i to na różne sposoby. Właśnie od rodzaju napędu zależy czas trwania lotu,
który na tej samej trasie może się od siebie bardzo różnić. Odległości, które jedne rasy
przemierzają w ciągu kilku minut, godzin czy dni, inne muszą pokonywać przez wiele
miesięcy lub lat. Pierwsza lepsza technologia podróży kosmicznych wykorzystywana przez
istoty pozaziemskie przewyższa naszą pod każdym względem.
B. Niematerialne obiekty latające
(zdjęcia od 29 do 32)
W przeciwieństwie do już omówionych istnieją jeszcze niematerialne obiekty latające
składające się z substancji pierwotnej, to znaczy z określonego rodzaju energii. Do tych
niezwykłych obiektów należą:
1. Bioorganiczne obiekty latające.
Są to formy życia, które swobodnie wnikają z innych wymiarów w naszą czasoprzestrzeń.
2. Energetyczne obiekty latające.
Są to statki energetyczne. Posiadają one możliwość przekształcania się, to znaczy w
zależności od woli załogi mogą przybierać dowolny kształt. Przyjęcie określonego kształtu
lub jego zmiana dokonywana jest za pomocą myśli.
Wiosną 1979 roku dwa takie statki zatrzymały się na kilka miesięcy w przestrzeni
wokołoziemskiej w celu wykonania określonej misji. Billy obserwował je wielokrotnie w
nocy, gdyż telepatycznie został poinformowany o ich obecności. Wprawdzie podana godzina
była niewłaściwa, niemniej dzień się zgadzał, dzięki czemu udało mu się je sfotografować.
Początkowo statki te przybrały kształt wanny, jednak później przekształciły się w kule i pręty.
W czasie tych przemian zmieniła się również ich wielkość od 5 do kilkuset metrów.
Emitowane przez nie światło było anormalne. Na przykład oświetlony ciemną nocą pagórek
wyglądał jak w świetle dziennym, zaś zaparkowane przed domem samochody zaczęły
zużywać przeciętnie o 5 litrów benzyny więcej na 100 km po tym, jak znalazły się w zasięgu
ich promieniowania. Zdaniem ich właścicieli po tym energetycznym napromieniowaniu
wymagały gruntownego remontu.
Gdy statki te zatrzymywały się w pobliżu biur, wówczas znajdujące się w nich maszyny do
pisania „wariowały". Pewna maszynistka stwierdziła, że po którymś razie zaczęła się czuć
bardzo głupio musząc po raz kolejny zanieść swoją maszynę do pisania do naprawy.
Oczywiście te efekty uboczne nie były zamierzone przez załogantów tych statków.
Jak się później dowiedzieliśmy od Plejadan, te pojazdy należały do wysoko rozwiniętej rasy
karłów-półzjaw. (Półzjawa to forma bytu będą-
38
ca stopniem pośrednim, który człowiek osiąga podczas swojego rozwoju duchowego. Ciało
półzjawy tylko częściowo składa się ze stałych elementów i wygląda jak mglisty,
półprzeźroczysty twór). Istoty te nazywają się Nabulanerami i pochodzą z mgławicy
Andromedy położonej w odległości ponad 2 milionów lat świetlnych od Ziemi.
3. Inteligencje kierujące pozaziemskimi obiektami latającymi
W przypadku pozaziemskich obiektów latających pod względem sposobu kierowania nimi
wyróżniamy dwa rodzaje pojazdów:
a) Zdalnie sterowane z bazy lub statku-matki bezzałogowe obiekty latające. Niekiedy
używane są w pełni zautomatyzowane pojazdy wykonujące samodzielne zadania.
b) Załogowe obiekty latające kierowane przez roboty, androidy lub żywe istoty. (Androidy są
półorganicznymi, półmechanicznymi tworami wykreowanymi przez żywe istoty na swoje
podobieństwo. Posiadając organiczny mózg są one w stanie samodzielnie myśleć i
podejmować decyzje w ramach dopuszczalnych przez oprogramowanie. Są jednak
maszynami, które można w dowolnej chwili wyłączyć tak jak roboty. Można unieruchamiać
je w całości lub wyłączać tylko niektóre ich funkcje. Odłączenie dopływu energii do
sztucznego mózgu powoduje blokadę całego organizmu. Ze względów bezpieczeństwa
androidy są w stanie wyłączać się samoczynnie w przypadku wystąpienia różnego rodzaju
przeciążeń - - na przykład procesów myślowych. Androidy nadzorują działanie robotów
często wspomagając je w wykonywaniu różnych prac, wykonują także typowo ludzkie
czynności).
Co ciekawe, wśród pozaziemskich ras najczęściej pilotami są osobniki żeńskie. Wynika to z
faktu, że sterowanie statkami kosmicznymi nie wymaga siły fizycznej i że kobiety są bardziej
subtelne w nawiązywaniu kontaktów od mężczyzn. W przypadku innych ras nie będących na
zbyt wysokim stopniu rozwoju ewolucyjnego jest odwrotnie, to znaczy pilotami są prawie
wyłącznie osobniki męskie w myśl błędnej zasady, że kobiety są mniej wartościowe od
mężczyzn. Wśród Plejadan pilotami są przede wszystkim kobiety.
4. Światła Kaikoura
(przykład nieprawdziwego zjawiska UFO)
Pod koniec grudnia 1978 roku nad położonym na wschodnim wybrzeżu Nowej Zelandii
(Wyspa Południowa) miastem Kaikoura przez 12 dni miały
39
miejsce liczne niezwykle widowiskowe zjawiska świetlne, które wbrew powszechnie
panującym poglądom nie mają nic wspólnego NOLami. Oto wypowiedź Billy Meiera na ten
temat:
Obserwowane zjawisko było trójwymiarowym odbiciem różnych planet układu słonecznego.
Tego typu odbicie powstaje podobnie jak fatamorgana, z tą jednak różnicą, że jest ono dużo
bardziej plastyczne i realistyczne. Rzutowane podczas niego planety w jedno miejsce
przesuwają się nagle w pobliże obserwatora i wyglądają, jakby przemieszczały się wokół
samolotu. Ogólnie mówiąc planety rzutowane w ten sposób na Ziemię wyglądają na większe i
jaśniejsze niż normalnie. Ich wielkość zmienia się na skutek projekcji typowej dla
fatamorgany, ponieważ odpada działanie czynników utrudniających widoczność. Takie
trójwymiarowe odbicia mogą obejmować jednocześnie wiele planet, których rozmiary mogą
być tak duże, że można ujrzeć na nich nawet obłoki, jak w przypadku świateł nad Kaikourą.
Że tak było w tym przypadku, dowodzą tego nakręcone filmy oraz zdjęcia.
O ile mi wiadomo, podczas tej obserwacji widoczne były odbicia Merkurego, Wenus, Marsa,
Jowisza i Saturna. Nie wiem jednak, czy obserwowano wówczas wszystkie pięć planet
jednocześnie. Jeśli tak było, to trzeba uznać, że było to wyjątkowe zjawisko, ponieważ
podczas podobnego zdarzenia, które miało miejsce w Indiach w roku 1964 i trwało 11 dni,
widoczne były tylko trzy planety.
Trójwymiarowe odbicia planet układu słonecznego w ziemskiej atmosferze powstają na
skutek zakrzywienia promieniowania świetlnego, którego pasma wiją się w kosmosie na
przestrzeni miliardów kilometrów niczym węże. Jeżeli wiązka takiego promieniowania
dostanie się w obszar układu planetarnego, wówczas obraz jednej lub kilku planet rzutowany
jest na inną w taki sposób, jak to miało miejsce w przypadku świateł znad Kaikoury.
Obraz pojedynczej planety lub kilku z nich, a nawet całego układu planetarnego może być
rzutowany za pośrednictwem takiej wiązki w głąb przestrzeni kosmicznej na odległość
milionów lub miliardów kilometrów tworząc ich plastyczne obrazy w miejscach, w których
ich w rzeczywistości nie ma.
40

III PLEJADANIE
Plejady są drugą pod względem jasności gromadą otwartą na naszym niebie, która składa się
ze stosunkowo młodych gwiazd. Znajduje się ona w gwiazdozbiorze Byka i oddalona jest od
Ziemi o około 500 lat świetlnych. Często określa się ją mianem „gwiazdozbioru siedmiu
gwiazd", ponieważ co najmniej siedem gwiazd wchodzących w jej skład można bez trudu
dostrzec gołym okiem w północnej części zimowego nieba. Większość znajdujących się w
niej planet jest wciąż w fazie rozwoju, przez co są one całkowicie nieprzydatne jako
ewentualne miejsce zamieszkania ludzkich form życia.
Istnieją tam jednak układy planetarne zamieszkałe przez ludzkie cywilizacje, lecz w innych
wymiarach, w których istnieje taki sam układ czasoprzestrzeni oraz występuje podobna
gęstość materii jak na Ziemi. Jeden z nich przesunięty jest w czasie w przyszłość o ułamek
sekundy, co nam Ziemianom, wciąż jest niezrozumiałe i trudne do zaakceptowania.
Jedna z tamtejszych gwiazd nazywająca się Taygeta posiada w swoim układzie 10 planet,
spośród których 4 są zamieszkałe. Żyjące tam istoty nazywamy Plejadanami. Jedna z tych
planet nazywa się Erra i jest ona ojczyzną Erran, o których to właśnie jest przede wszystkim
ta książka. W niniejszym rozdziale przedstawiony jest ich styl życia, zaś przytoczone tu
informacje pochodzą z bezpośrednich wypowiedzi Semjase, Quetzala i Ptaaha zawartych w
sprawozdaniach z kontaktów z nimi. (Sprawozdania z kontaktów zawierają spisane słowo w
słowo rozmowy, które łącznik
41
Eduard Billy Meier prowadził z wieloma Plejadanami, głównie z Semjase, Quetzalem i
Ptaahem).
Wiele przytoczonych tu spraw może wydać się egzotycznych i dziwnych, przeto wskazane
jest, aby podczas ich lektury uwolnić się od własnych wyobrażeń i uprzedzeń. Do wszystkich
tych niezwykłych wypowiedzi należy podchodzić oczywiście krytycznie, aczkolwiek z pewną
dozą obiektywizmu. Być może lektura ta stanie się impulsem do własnych przemyśleń nad
obrazem naszego świata i doprowadzi do nowych wniosków.
Na początek kilka danych fizycznych dotyczących Erry i porównanie ich z analogicznymi
danymi dotyczącymi Ziemi. Jak widać poniżej, między naszymi planetami istnieje bardzo
duże podobieństwo.
Ziemia:
Odległość od centrum układu słonecznego: Czas obiegu wokół słońca: Nachylenie pozornej
osi planety: Średnica w płaszczyźnie równika: Gęstość:
około 150 min km 365,25 dni 23,5 stopnia 12.756 km
5,5 g/cm
Erra:
Odległość od centrum układu słonecznego: około 150 min km
Czas obiegu wokół słońca: 365,25 dni
Nachylenie pozornej osi planety: 22,99 stopnia
Średnica w płaszczyźnie równika: 12.749 km
Gęstość: 5,5 g/cm
Atmosfera: 3,4% tlenu więcej niż na
Ziemi
Grawitacja: 0,03% większa od ziemskiej
Rok na Errze trwa tyle samo co na Ziemi, lecz podzielony jest nie na 12, a na 13 miesięcy
(miesiąc nazywa się asar) z okresem wyrównania co 23 lata. Dzień (musal) liczy 23 godziny i
59,4 minut. Godzina (odur) prawie dokładnie równa się ziemskiej.
Mówiąc o symbolu swojej planety Semjase powiedziała Meierowi: - Już wyjaśniłam, że
wasze symbole gwiazd [Semjase ma tu na myśli planety — przyp. red.] pochodzą od naszych
przodków, którzy stworzyli je w oparciu o ich poziom wibracji i promieniowania. Innymi
słowy oznacza to, że symbole te odzwierciedlają poziom ewolucji poszczególnych planet. W
ten sposób pojedynczy znak pokazuje, w jakim miejscu cyklu ewolucyjnego lub na jakim
poziomie ewolucji jest dana planeta. Dotyczy to również
42
Erry, mojej ojczystej planety, której symbol składa się z różnych dawnych, tradycyjnych
znaków stosowanych przez naszych przodków, tych samych, jakich użyto do oznaczenia
planet Układu Słonecznego i których wy również używacie obecnie. Jego pozioma część
symbolizuje równowagę między górą i dołem, to jest harmonię. Porównaj to z symbolami
Układu Słonecznego, gdzie nie występuje równowaga, lecz stała dominacja czynników
negatywnych bądź pozytywnych.

[patrz: dołączony katalog UFO Z PLEJAD ilustracje i zdjecia - UFO Z


PLEJADe]
Symbol planety Erra
Liczba mieszkańców Erry wynosi około 500 milionów i dzięki stałej kontroli urodzeń mieści
się w ramach ustalonej normy, zgodnie z którą na l kilometr kwadratowy urodzajnej ziemi
przypada nie więcej niż 12 osób. Pozaziemskie istoty nie są żadnymi potworami,
niebiańskimi zjawami czy też istotami obdarzonymi magiczną mocą niczym nasi bajkowi
czarodzieje. Są to istoty z krwi i kości, takie same jak my. Co więcej, Erranie prawie w ogóle
nie różnią się swoim wyglądem od nas, co wyraźnie widać po wizerunku Semjase
przedstawionym na zdjęciu nr 7 oraz fotografii Asket (zdjęcie nr 5). [Asket pochodzi z
sąsiedniego wszechświata nazywającego się DAL i była drugim kontaktem1 Billy'ego; ich
kontakty odbywały się w latach 1953-1964]. Żadnej z nich z całą pewnością nie wzięto by za
istoty pozaziemskie, gdyby odpowiednio ubrane przechadzały się ulicami na przykład Paryża
lub robiły zakupy. Zdaniem Billy'ego, który pod koniec lat siedemdziesiątych przebywał
przez kilka dni z wizytą na Errze, jej mieszkańcy nie tylko mają dbały wygląd, ale są również
bardzo pogodni i przyjaźni. Okazywana przez nich uprzejmość i życzliwość, dotyczy w
równym stopniu obcych, jak i swoich rodaków. Każdy pozdrawia każdego, niezależnie od
tego, czy go zna, czy nie. Nie oglądają się też za obcymi, nawet jeżeli są oni dziwacznie
ubrani lub mają inny kolor skóry.
Na powitanie lub pożegnanie mieszkaniec Erry kładzie prawą rękę na sercu i pochyla lekko
głowę. Pod względem technicznym Erranie wy-
1
W literaturze ufologicznej mianem „kontaktu" określa się obcą inteligencję lub istotę kontaktującą się z wybranym przez siebie
Ziemianinem, którego z kolei nazywa się „łącznikiem" lub — mniej elegancko — „kontaktowcem".

43
przedzają naszą cywilizację o około 3.500 lat, zaś pod względem rozwoju duchowego i
intelektualnego o około 30 milionów lat.
Ze względu na wysoki poziom drgań własnych Erry żyją oni na o wiele wyższym poziomie
wibracji niż my. Nieco dokładniej przedstawił to w swojej wypowiedzi Quetzal (jeden z
głównych kontaktów Meiera):
- Nasze wibracje są nad wyraz delikatne i odpowiednio do nich reagujemy na drgania [innych
form życia], które wnikną w nasze pole wibracji. Gdyby więc dotarły do nas drgania niezbyt
wrażliwego Ziemianina, wówczas jego niewyważone i negatywne wibracje wchodząc w
nasze pole wywołałyby wstrząs wewnątrz całego naszego pola drań, co doprowadziłoby do
niekontrolowanych myśli, a te wzbudziłyby z kolei niekontrolowane uczucie strachu.
Oznacza to, że znalazłszy się w zasięgu pola wibracji człowieka, które zawiera wiele
negatywnych drgań, zaczynamy działać w sposób niekontrolowany, co miało miejsce w
przypadku Semjase, kiedy upadła w Centrum i doznała uszkodzenia głowy. Poziomy wibracji
między nami i ludźmi bardzo się od siebie różnią. Ludzkie wibracje zawierają elementy
zarówno negatywne, jak i pozytywne, nie brak w nich jednak także elementów równowagi.
Wszystko to jest bardzo ważne w przypadku wzajemnego zbliżenia. Pole wibracji człowieka
rozciąga się z reguły na odległość do 90 metrów i ta odległość w kontaktach z nami nie może
być przekraczana, w związku z czym Ziemianie nie zbliżają się do nas na mniejszą odległość.
Ze względów bezpieczeństwa Erranie stosują odpowiednie urządzenia ochronne, aby
zabezpieczyć się przed szkodliwymi wibracjami Ziemian (patrz rozdział VI). Mówiąc o
Billym, Quetzal dodał, że w jego przypadku środki ochronne są zbędne, bowiem jego
wibracje są na tyle wyważone, że nie wyrządzają im szkody.
Spośród Erran najczęściej z Billym kontaktowała się Semjase, Ptaah i Quetzal. Oto niektóre
dotyczące ich dane.
Ptaah:
Ma 770 ziemskich łat i troje dzieci: dwie córki, Semjase i Pieję, oraz nieżyjącego już syna,
Jucatę. Ptaah jest dowódcą floty Plejadan w randze Jszwjsza (JHWH) oznaczającej „Króla
Mądrości". (JHWH oznacza osobę posiadającą największą wiedzę i mądrość, jaką może
posiąść ludzka istota. Dawniej pojęcie to utożsamiano z bogiem, lecz nie w sensie stwórcy.
Zadaniem Króla Mądrości jest służenie radą i pomocą oraz nadzór nad zamieszkałymi
planetami, lecz nie jako władca, co dawniej często miało miejsce na Ziemi). Ptaah nadzoruje
obecnie trzy różne planety, z których znane są nam z nazwy tylko dwie, a mianowicie Erra i
Terra (Ziemia).
44
Semjase:
Ma 344 ziemskich lat i około 1,7 metra wzrostu. Jest szczupłą, młodo wyglądającą kobietą o
białej karnacji, błękitnych, błyszczących oczach i jasnoblond włosach. (Ich pukiel znajduje
się w archiwum Semjase-Sil-ver-Star-Center). Uwagę zwracają jej bardzo długie i wysunięte
nieco do przodu uszy —jedyna zewnętrzna różnica anatomiczna odróżniająca ją i jej rodaczki
od naszych kobiet. Dzięki swojej ogromnej wiedzy znacznie przewyższającej poziom wiedzy
przeciętnego jej rodaka jest Pół-Jszrjsz, czyli Półkrólową mądrości lub zgodnie z naszą
mitologiczną terminologią półboginią.
Od chwili nawiązania pierwszego kontaktu z Billym w dniu 28 stycznia 1975 roku aktywnie
zajmuje się problemami naszej planety i jak żadna inna istota pozaziemska jest zorientowana
w naszych ziemskich sprawach. Od lutego 1965 do czerwca 1973 roku przebywała we
wszechświecie DAL wśród rodaków Asket. (Wszechświat DAL jest wszechświatem
równoległym lub jak kto woli, bliźniaczym do naszego, nazywanego przez nich DERN, który
powstał w tym samym czasie co nasz). Po powrocie z wszechświata DAL na Errę w czerwcu
1973 roku przybyła na Ziemię i w ukrytej bazie przystąpiła do wykonywania swojej misji. 28
stycznia 1975 roku odbyła pierwszy kontakt z Billym. Z ziemskich języków zna tylko niemie-
cki i do czasu ostatecznego opuszczenia naszej planety, co nastąpiło w listopadzie 1984 roku,
nie uczyła się żadnego innego. Naszą planetę musiała opuścić ze względów zdrowotnych.
Zakres jej działań ograniczony był wyłącznie do Europy, bowiem nie była upoważniona do
działań bądź nawiązywania kontaktów z kimkolwiek spoza tego obszaru. 15 grudnia 1977
roku uległa groźnemu wypadkowi w Semja-se-Silver-Star-Center mieszczącym się
Hinterschmidrtüi, w wyniku czego musiała poddać się leczeniu na swojej rodzinnej planecie.
W maju 1978 roku wróciła na Ziemię i na nowo nawiązała kontakt z Billym, który trwał do
26 marca 1981 roku. Następnie ponownie opuściła Ziemię, gdzie powróciła pod koniec
stycznia 1984 roku. Ziemię opuściła w celu spełnienia ważnej misji w innej części kosmosu. 3
lutego 1984 roku odbyła ostatni kontakt z Billym.
W wyniku kontuzji głowy, której doznała 15 grudnia 1977 roku, na początku listopada 1984
roku doznała porażenia mózgu, w związku z czym bezzwłocznie przetransportowano ją do
wszechświata DAL, gdzie została poddana leczeniu przez rodaków Asket. Kuracja
zakończyła się szczęśliwie, jednak -- jak wyjaśnił jej ojciec, Ptaah — całkowita regeneracja
mózgu oraz odzyskanie wszystkich sił oraz zdolności Psi zajmie jej około 70 lat.
Do tego czasu Semjase będzie przebywała we wszechświecie DAL, skąd nie może się
komunikować z nikim z naszego wszechświata. Jedynym
45
sposobem nawiązania kontaktu z kimkolwiek stamtąd jest odbycie tam podróży lub stamtąd
tutaj. Jest to bardzo ważna informacja, ponieważ od czasu do czasu pojawiają się ludzie,
którzy twierdzą, że mają lub mieli telepatyczne, a niekiedy nawet osobiste kontakty z
Semjase, co z wymienionego powodu jest obecnie całkowicie niemożliwe.
Semjase jest wdową po zaledwie siedmioletnim związku małżeńskim. Jej partner zginął
blisko 200 lat temu podczas wyprawy badawczej do innej galaktyki, kiedy nie mieli jeszcze
dobrze opanowanej techniki lotów przez nadprzestrzeń. Z dwóch wysłanych wówczas
statków badawczych po 11 latach wrócił tylko jeden, drugi natomiast, na którego pokładzie
znajdował się jej mąż, miał usterki w układzie sterowania i spadł na jedną z gwiazd. Ich
małżeństwo było bezdzietne.
Pieją (siostra Semjase):
Wiadomo o niej jedynie, że ma długie, czarne włosy. Według Billy'ego jest pełną życia i
rządną przygód osobą. Pewnego razu chciała koniecznie przejechać się motorowerem
Billy'ego. Semjase oznajmiła mu, że Pieją nigdy jeszcze nie jeździła tak niebezpiecznym
pojazdem.
Quetzal:
Ma 464 ziemskich lat, 1,9 metra wzrostu, szaroniebieskie oczy i jasno-brązowe włosy. Jest
mężem czterech pięknych kobiet oraz ojcem sześciorga dzieci. Jego żony są bardzo blisko
zaprzyjaźnione z Semjase i chętnie widziałyby ją jako piątą w tym związku, jednak Quetzal i
Semjase są innego zdania w tej kwestii. W czasie jedenastoletniego okresu kontaktowania się
z Billym (1975-1986) Quetzal był dowódcą wszystkich punktów wypadowych Plejadan w
naszym układzie planetarnym. Billy twierdzi, że posiada on niezwykłe uzdolnienia, zwłaszcza
w dziedzinie techniki, na polu której dał się wielokrotnie poznać jako wynalazca i konstruktor
wielu użytecznych urządzeń.
Semjase, Quetzal i Ptaah angażowali się w różne sprawy dotyczące naszej planety, za co
należą się im specjalne podziękowania. Dzięki swojemu niezwykłemu rozwojowi
ewolucyjnemu Plejadanie do perfekcji opanowali podróże kosmiczne i dysponują ogromną
armadą pojazdów umożliwiających pokonywanie ogromnych odległości. Pełnią rolę swego
rodzaju strażników kosmicznego porządku oraz przewodników wspomagających duchowy
rozwój wszystkich potrzebujących pomocy istot.
Posiadają liczne punkty wypadowe w całym wszechświecie. Trzy z nich znajdują się na
Ziemi, jeden w Ameryce, drugi w Azji a trzeci w Europie.
46
Wszystkie one są doskonale ukryte i zabezpieczone przed wykryciem przez nasze urządzenia
namiarowe. Europejska baza istniejąca już od blisko 300 lat usytuowana jest w górach w
Szwajcarii. W czasie jedenastoletniego okresu kontaktów z Billym przebywało w niej bez
przerwy w zależności od potrzeb od 50 do 300 Plejadan. Mimo iż 28 stycznia 1986 roku
kontakty z nim zostały oficjalnie zawieszone, to jednak nadal przebywa w niej
siedmioosobowa załoga, której zadaniem jest różnego rodzaju kontrola i nadzór.
Razem z pozostałymi członkami ziemskiej ekipy Plejadan po roku 1986 Ziemię opuścili także
ich sprzymierzeńcy należący do innych ras. Ze względów zdrowotnych kontakty z Billym
Meierem ograniczono do formy czysto prywatnej. Od 17 listopada 1989 roku nabrały one
jednak z powrotem oficjalnego charakteru.
1. Uczucia i doznania
Sposób zachowania się Plejadan (Erran) wzbudza silne zainteresowanie ich sferą uczuciową,
to znaczy, czy odczuwają radość, smutek bądź złość. Wysoki poziom rozwoju ewolucyjnego
sprawia, że ich życie duchowe jest bardzo bogate — dużo bardziej, niż jesteśmy w stanie to
sobie wyobrazić. Najlepiej oddają to słowa Semjase:
-Tak samo jak Ziemianie doznajemy takich uczuć jak miłość, przyjaźń, sympatie i antypatie
etc. W niektórych sprawach jesteśmy niewątpliwie o wiele subtelniejsi, wrażliwsi i mamy do
nich bardziej realistyczne podejście. To sprawiło, że w ciągu ostatnich tysiącleci zaczęliśmy
się zbytnio kontrolować, izolując i tłumiąc swoje uczucia. Uważaliśmy, że musimy to robić,
aby chronić się przed mniej rozwiniętymi istotami. W miarę postępowania ewolucji wszystkie
nasze doznania stawały się subtelniejsze, przez co wymagały zwiększonej kontroli, która
wywołuje ogólny wzrost harmonii. Dzięki temu potęguje się w nas miłość oraz chęć
wspólnego życia z istotami na tym samym etapie rozwoju, jak również w pewnym stopniu
mniej rozwiniętymi. Te doznania nie zastępują wiedzy ani myślenia, lecz są ich rezultatem,
ponieważ to właśnie wiedza i myślenie rodzaje. W związku z tym nieprawdą jest, że pewne
misje mogą wywoływać zmiany naszej sfery uczuciowej, ponieważ nasze uczucia są tak
dalece rozwinięte i stale kontrolowane, że nie mogą podlegać żadnym zmianom poza dalszą
ewolucją. Inaczej jest u Ziemian, których rozwój w tej sferze jest jeszcze dość niski, przez co
realizowane przez nich zadania wywierają na nie duży wpływ. Przykładem może być tu
strażnik więzienny, który może doznawać agresywnych uczuć podczas pełnienia swoich
obowiązków. Popełniliśmy błąd za
47
bardzo kontrolując nasze uczucia, w wyniku czego analizowaliśmy je z punktu widzenia
prawdopodobieństwa. Zrozumieliśmy to po poznaniu ciebie [chodzi o Billy'ego], ponieważ
często dawałeś upust swoim uczuciom. Błędem było również zamykanie naszych uczuć przed
mniej rozwiniętymi inteligencjami. Doszło do tego, że blokada uczuć zaczęła wśród nas
systematycznie wzrastać. Na szczęście zrozumieliśmy to w porę i w ciągu kilku miesięcy
udało się nam pokonać to zło, zanim doszło do ewolucyjnej blokady uczuć, co ma miejsce u
innych ras. Ten problem mamy na szczęście już za sobą. Erranie są najbardziej rozwiniętą
rasą pod tym względem. Decyzją Wysokiej Rady zlikwidowano to zło, postanawiając
jednocześnie chronić w przyszłości przed powtórzeniem tego błędu inne mniej rozwinięte
rasy. Mam na myśli oczywiście inne rasy zamieszkujące wszechświat.
Na temat namiętności Semjase powiedziała:
— Każdy zmienia się odpowiednio do poziomu rozwoju duchowego, również cechy jego
charakteru, jako że namiętność i obojętność powstają właśnie podczas tego rozwoju. Stąd też
podobnie jak na Ziemi również wśród nas występują pod tym względem ogromne różnice.
Tego rodzaju różnice między Erranami są znaczne, bowiem emocje i temu podobne cechy
zanikają dopiero wraz z zanikiem ciała fizycznego, zaś rozwój duchowy czyni je tylko
subtelniejszymi. Istnieją tylko tak długo, jak długo istnieje ciało fizyczne. Emocje w takiej
postaci, w jakiej występują u Ziemian, u nas nie istnieją. Nie jesteśmy istotami doskonałymi,
jak to głoszą w celach religijnych różni pseudołącznicy. Tego rodzaju rzekomo doskonałe
istoty są albo kłamliwymi kreaturami chcącymi trzymać Ziemian w ryzach, co faktycznie ma
niekiedy miejsce, albo nie istniejącymi istotami będącymi wyłącznie wytworem fantazji
pseudołączników.
Ze słów Semjase jednoznacznie wynika, że między istotami jedyną różnicą jest intensywność
uczuć. W związku z tym zupełnie zrozumiały staje się fakt, że nawet bardzo rozwinięte rasy
mogą popełniać błędy, co może być dla nas swego rodzaju pocieszeniem.
2. Przeciętny czas życia i obliczanie upływu czasu
Plejadanin żyje przeciętnie 1000 lat. Wypowiadając się na ten temat Jszwjsz Ptaah stwierdził:
- Wszelkie formy życia osiągają wiek odpowiedni do swojego poziomu umysłowego.
Dawniej, gdy człowiek płodzony był przez swoich pozaziemskich przodków, jego średni czas
życia wynosił 1007 lat, gdyż uczony przez nich dysponował ogromną wiedzą i
umiejętnościami. Nieoczekiwanie jednak szybko stał się ofiarą religii [kultów religijnych] i
ich herezji. W rezul-
48
tacie zaczął działać wbrew prawom i nakazom Kreacji, co doprowadziło do obniżenia jego
średniego czasu życia, który systematycznie spadając osiągnął poziom jednej dwudziestej
pierwotnej wartości. Dopiero wraz z nastaniem nowego wieku zacznie się zmiana na lepsze i
przeciętny wiek życia powoli się podniesie. Przyczyna tego leży w stosunku do prawdy i w
związanym z tym kierunkiem rozwoju intelektualnego. Tak więc im bardziej rozwój
umysłowy dąży ku prawdzie, tym bardziej wydłuża się czas życia, bowiem w ten sposób
następuje regulacja czynników genetycznych, które zostały zniekształcone w ciągu minionych
tysiącleci.
Dzisiejsi Plejadanie i Ziemianie są potomkami tej samej grupy istot, co oznacza, że na Ziemi
żyli kiedyś Plejadanie, a właściwie dawni Liranie2 i Weganie. Przodkowie Plejadan płodzili
potomstwo z Ziemianami (biblijni ojcowie plemion), zachowując wierność prawdzie oraz
prawom i nakazom Kreacji, dzięki czemu ich przeciętny czas życia utrzymał się na poziomie
1000 lat.
Ktoś mógłby zapytać w związku z tym, ile lat liczyłaby sobie przykładowo Semjase, gdyby
żyła na Ziemi. Biorąc pod uwagę, że przeciętny czas życia Plejadanina jest mniej więcej
dziesięć razy dłuższy do naszego, na Ziemi byłaby ona trzydziestoczteroletnią kobietą.
Plejadanie obliczają upływ czasu na dwa sposoby. W pierwszym przypadku liczą czas od
roku, w którym nastał ostateczny pokój na ich planetach, co nastąpiło około 50.000 lat temu
(dokładnie 49.711 lat w odniesieniu do roku 1977). Drugi pomiar czasu rozpoczęto 1951 lat
temu (w odniesieniu do roku 1977), kiedy to poszczególne grupy Plejadan i sprzymierzone z
nimi rasy tworzące „kosmiczną konfederację" oddały się pod kontrolę „Wysokiej Rady",
która stała się ich centralnym rządem (patrz podrozdział „Forma rządów ").
Tak więc rok 47.734 p.n.e. według naszego ziemskiego pomiaru czasu jest rokiem nastania
wśród Plejadan ostatecznego pokoju, który trwa nieprzerwanie do dzisiaj, natomiast rok 26
n.e. jest momentem, w którym nastąpiło duchowe zjednoczenie ich światów.
Po roku 26 n.e. zgodnie z wolą „Wysokiej Rady" Plejadanie dokonali zmiany polegającej na
nadaniu swoim planetom dźwięcznie brzmiących nazw, na przykład rodzinna planeta
Semjase, Quetzala, Ptaaha, Pleji i Jso-dosa została nazwana Errą.
2
Właściwie należałoby ich nazywać Lutnianami, ponieważ gwiazdozbiór, z którego pochodzą, po polsku nazywa się Lutnia. Z uwagi jednak
na to, że to określenie nie brzmi najlepiej, w książce tej istoty te nazywać będziemy Liranami, jako że łacińska nazwa tego gwiazdozbioru
brzmi Lyra, co oznacza lutnię, lirę (późniejsza odmiana lutni) lub cytrę.

49
3. Język i pismo
Na całej Errze używa się jednego języka, który nazywa się Sarat (dwa przykładowe wyrazy
pochodzące z niego „arimo" i „garasina" oznaczają odpowiednio „stop" i „teściowa"). Na
pozostałych planetach Plejadan i ich sprzymierzonych używa się wielu innych języków.
Istnieje jednak jeden wspólny język, który znają wszyscy. Jest to Kosan. Jest on powszechnie
znany wśród cywilizacji pozaziemskich, gdyż rozprzestrzenił się już poza granice naszej
galaktyki.
Billy zapytał swego czasu Semjase, gdzie tak doskonale nauczyła się języka niemieckiego.
Oto, co mu powiedziała:
— Podobnie jak wy, również i my musimy uczyć się innych języków, jednak w przypadku
waszych przychodzi to nam łatwiej, gdyż jesteśmy w posiadaniu wszystkich ziemskich
języków. Oznacza to, że dysponujemy ich dokładnym zapisem w różnych postaciach. Dzięki
temu stworzyliśmy kursy językowe, które prowadzone są przez językoznawców z pomocą
odpowiednich maszyn podobnych do waszych komputerów. Podczas nauki jesteśmy
podłączani do takiej maszyny, która przekazuje nam niezbędne dane dotyczące danego
języka. Wszystko to odbywa się w indukowanym przez maszynę stanie, który jest bardzo
podobny do hipnozy. W ten sposób w naszych umysłach kodowane są pojęcia i terminy
językowe. Cały ten proces trwa 21 dni, potem przez kolejnych 9-10 dni ćwiczymy się w
poprawnym posługiwaniu się danym językiem. Poprawną wymowę ćwiczymy przy pomocy
odpowiedniej aparatury i językoznawców. Tak więc do pełnego opanowania języka
potrzebujemy 30-31 dni. W podobny sposób postępuje się na Ziemi, zwłaszcza w specjalnych
instytutach językowych, gdzie stosuje się nagrania na taśmach magnetofonowych. Jest to
wstępny krok do skonstruowania i stosowania urządzeń, jakich my używany.
W przypadku trudności w opanowaniu jakiegoś języka Pląjadanie mogą posługiwać się
urządzeniami zwanymi „translatorami" (patrz rozdział VI), które potrafią bez trudu tłumaczyć
z i na dowolne języki. Poza tym do porozumiewania się stosowana jest jeszcze telepatia,
zwłaszcza gdy zachodzi konieczność porozumienia się z kimś na odległość, przy czym jej
wielkość nie ma żadnego znaczenia, to znaczy nie jest przeszkodą. Telepatia, czyli
przekazywanie myśli na odległość, używana jest w różnych postaciach przez wiele ras
zamieszkujących wszechświat (patrz podrozdziały „Telepatia zwykła" i „Telepatia duchowa"
w rozdziale Vf).
W sprawie używanego obecnie przez Plejadan pisma Semjase powiedziała:
50
- Znaki używane przez nas przejęte zostały przed 11.000 lat od naszych przodków, którzy żyli
wówczas na Ziemi. Nasze stare pismo jest bardzo skomplikowane, współczesne zaś bardzo
proste. Stworzone zostało na Ziemi przez naszych naukowców. Jako wzorców użyto
konstelacji gwiezdnych widocznych z Ziemi. Połączenie określonych gwiazd nadało tym
znakom różne kształty. Dlatego nasze pismo składa się z małych kółek i linii, przy czym owe
kółka symbolizują gwiazdy, zaś linie połączenia między nimi.
Pismo to zostało u was na Ziemi zapomniane niedługo po tym, jak biegli w nim ludzie
przejęli je od naszych przodków. Było ono w użyciu przez kilka stuleci i często w tym czasie
zmieniane. Dziś już niewielu Ziemian posługuje się nim, jego zmienionymi i niezrozumiałymi
znakami, które wywodzą się do naszych.

[patrz: dołączony katalog UFO Z PLEJAD ilustracje i zdjecia - UFO Z


PLEJADf]
Alfabet Plejadan
51
Ziemianie nie wymyślili własnego pisma, lecz przejęli je od swoich pozaziemskich przodków,
którzy żyli kiedyś na Ziemi. Owi „synowie niebios" uczestniczyli ponadto aktywnie w
powstawaniu i doskonaleniu wielu ziemskich języków.
W alfabecie Plejadan „ch" i „sch" są oddzielnymi literami, zaś „i", „q", „v" i „y" w ogóle nie
występują. Zamiast „i" używa się „j". Nie istnieją w nim również również: „a", „o" i „u" (oraz
inne znaki akcentowe).
Proces powstawania ziemskich języków jest bardzo interesujący. Z pierwotnego
prymitywnego języka Ziemian zwanego Bro wymieszanego z siedmioma językami
starolirańskimi, czyli językami pozaziemskimi — Westan, Trjdjn, Arjn, Hebrjn, Kjdan, Bamar
i Suman — powstawały z biegiem czasu podstawowe języki ziemskie, a z nich współczesne.
(Bro znaczyło pierwotnie „grzmot pochodzący z ust"). I tak z połączenia języka Bro z...
Westan powstały wszystkie języki afrykańskie
Trjdjn wszystkie języki indiańskie oraz insularne rejonu Pacyfiku
Arjn wszystkie języki indoeuropejskie, w tym germańskie, łaciński,
angielski, celtycki etc.
Hebrjn język asyryjski, babiloński, aramejski, arabski, hebrajski etc.
Kjdan język chiński i japoński
Bamar język australijski oraz języki bliskowschodnie i osmańskie
Suman język minojski (z którego powstał starogrecki), gobański, sumeryjski i
atlantyckie
Powyższe zestawienie nie jest w oczywiście kompletne. Przedstawia ono jedynie z
grubsza, z jakiego języka wywodzi się dany ziemski język lub ich grupa.
Poruszając te sprawy chciałbym przy okazji przytoczyć pewien fakt, który miał miejsce w
roku 1976. Dzieci z mojej klasy poprosiły mnie pewnego dnia o autograf Semjase. Przy
najbliższej okazji przedstawiłem tę prośbę Billy'emu, który przekazał ją z kolei Semjase
podczas osobistego kontaktu, do którego doszło 23 czerwca 1976 roku. Ku zadowoleniu
wszystkich zgodziła się na to bez wahania i jeszcze w czasie tego samego spotkania napisała
mazakiem po łacinie cztery swoje podpisy. Ponieważ nie znała dobrze naszego pisma, w
pierwszym autografie popełniła niewielki błąd wstawiając w swoim imieniu w miejscu „j"
literę „y". Gdy Billy zwrócił jej na to uwagę, trzy pozostałe napisała już bezbłędnie.
Następnie
52
oryginały te powieliłem w tylu kopiach, aby starczyło ich dla wszystkich uczniów. Mimo iż
żaden z nich nie otrzymał oryginalnego autografu, wszyscy byli jednak bardzo zadowoleni i
w dowód wdzięczności chcieli sprezentować jej małego kociaka. Prezent ten bardzo ją
ucieszył, jednak ze względów bezpieczeństwa nie mogła go przyjąć. (Plejadanie nie mogą
sprowadzać żadnych zwierząt z innych planet z obawy przed chorobami). Moja radość została
wkrótce przygaszona, kiedy okrężną drogą dowiedziałem się, że niektórzy rodzice
rozzłoszczeni tym faktem złożyli na mnie skargę do władz szkoły. Ta reakcja z ich strony była
dla mnie ogromnym zaskoczeniem, aczkolwiek jestem w stanie zrozumieć motywy, które
nimi kierowały. Była to dla mnie nauczka na przyszłość, aby zachowywać powściągliwość w
tych sprawach.
4. Mieszkanie
Jeżeli uprzytomnimy sobie, że około 500 milionów Erran ma na swojej planecie tyle samo
miejsca do mieszkania, co ponad 5 miliardów Ziemian tutaj, to nietrudno dojść do wniosku,
że na Errze każdy ma dosyć miejsca. Jak twierdzą Plejadanie, Ziemię powinno zamieszkiwać
jedynie 529 milionów ludzi. Jest to najbardziej odpowiednia ilość mieszkańców i musimy
podjąć wszelkie możliwe środki, aby ją osiągnąć, bowiem przeludnienie stanowi największe
zagrożenie dla naszej planety.
Na Errze jest co prawda kilka miast z wielopiętrowymi domami, lecz nie są to silosy
mieszkalne w formie wieżowców czy drapaczy chmur, w których ludzie zmuszeni są żyć
ściśnięci jak śledzie w beczce. Między budynkami mieszkalnymi rozciągają się parki z
alejami spacerowymi. Nie ma tam żadnych ulic, ponieważ są one całkowicie zbędne, jako że
Erranie nie używają pojazdów poruszających się po lądzie. Wszystkie miejsca spacerowe są
wolne od hałasu i spalin.
Większość mieszkańców preferuje wiejskie domki jednorodzinne w kształcie kuli lub półkuli
o minimalnej średnicy 21 metrów. Materiał budowlany to stop wytrzymałych i odpornych na
korozję metali, sztucznych tworzyw i piasku. Domy tego typu stanowią wystarczające
schronienie dla pięcioosobowej rodziny. Jedna kobieta może mieć maksymalnie troje dzieci.
Domy położone są na działkach urodzajnej gleby o powierzchni wynoszącej co najmniej l
hektar. Każda rodzina uprawia dla własnych potrzeb ogródek z kwiatami, warzywami i
drzewami owocowymi. Uprawia się także rośliny w rodzaju ziemniaków. Z zasady cała żyzna
ziemia jest jakiś sposób uprawiana. Fabryki oraz obiekty przemysłowe usytuowane są pod
ziemią w rejonach niezamieszkałych i nieurodzajnych ze względu na ochronę
53
środowiska. Na Errze nie ma kominów fabrycznych zatruwających powietrze spalinami.
Przykłada tam się ogromną wagę do ochrony środowiska. Poszczególne wspólnoty
mieszkalne starają się być w miarę możliwości samowystarczalne, w związku z czym
posiadają własne ujęcia wody i źródła energii.
5. Ubiór
O sposobie ubierania się Plejadan nie udało nam się niestety dowiedzieć zbyt wiele od
Semjase. Uważała ona, że jej ubranie może się nam wydać nieco obce, niemniej jest bardziej
funkcjonalne od naszego. Powiedziała, że po 2000 roku również u nas będzie się podobnie
projektować odzież, kiedy w naszym rozumowaniu w tej dziedzinie nastąpi przełom i zacznie
się przywiązywać większą wagę do funkcjonalności niż do mody.
Buty są bardzo podobne do naszych, lecz nie są wykonywane ze skóry, ale z tworzyw
sztucznych.
Do podróży kosmicznych używane są specjalne, ściśle przylegające do ciała kombinezony
ochronne zaopatrzone w obrożę na szyi do mocowania hełmu.
Jedynym rzucającym się w oczy, nietypowym elementem ubioru, który spostrzegł Engelbert
Wachter, członek naszej grupy, była srebrzyście połyskująca przeciwdeszczowa peleryna,
którą miał na sobie Quetzal w czasie nocnego spaceru. Było to w chwili, kiedy oczekujący w
umówionym miejscu na Billy'ego Engelbert oświetlił światłem reflektorów samochodowych
Quetzala spieszącego na spotkanie z Menarą, biorąc go za kogoś innego (patrz rozdział IX).
6. Odżywianie
Erranie odżywiają się zgodnie z prawami i nakazami Kreacji, to znaczy przyjmują przede
wszystkim pokarm pochodzenia mineralnego i roślinnego, jak również w odpowiednich
ilościach — zwierzęcego. Największą wagę przykładają do pożywienia roślinnego, zwłaszcza
owoców i warzyw. Zdecydowanie jednak odrzucają pokarm wegetariański, gdyż może on
wpływać negatywnie na procesy myślowe oraz świadomą zdolność reagowania i doprowadzić
do zwyrodnień, w wyniku których może dojść do zaniku zdolności do krytycyzmu, czego
skutkiem może być trudność w odróżnianiu rzeczy realnych od nierealnych. Jeśli chodzi o
skutki fizyczne, to o ile dorośli mogą konsumować tego rodzaju monotonne pożywienie bez
uszczerbku dla zdrowia stosunkowo długo, o tyle u dzieci i młodzieży mogą
54
wystąpić zakłócenia wzrostu oraz inne negatywne objawy. Z kolei niedobór pożywienia
roślinnego lub nadmiar produktów pochodzenia zwierzęcego wywołuje dokładnie przeciwny
skutek, a mianowicie bezwład myśli i reakcji.
Erranie nie rezygnują więc w żadnym wypadku z pożywienia zwierzęcego, nigdy jednak nie
konsumują go w nadmiarze. Poza tym nie zabijają zwierząt domowych tak jak my swoje
bydło, świnie i inne zwierzęta. Drobniejsza zwierzyna taka jak króliki, kaczki, kury itp. są
zabijane i spożywane jedynie w przypadkach koniecznych. Tak więc ludzie nie muszą
rezygnować ze wszystkich mięsnych specjałów i w ich menu powinny pozostać na przykład
kotlety. Lecz jak to wszystko ma się do tego, co powiedziałem wcześniej. Otóż mięso
przeznaczone do konsumpcji produkowane jest przez Erran sztucznie poprzez rozwój kultur
komórkowych, co oznacza, że na Errze można zjeść sznycel i nie musi w tym celu zginąć
żadne zwierzę.
Zdaniem Quetzala wielu Ziemian ma niestety fałszywe wyobrażenia o naszym odżywianiu.
Pogląd, że ludzkie formy życia mogą się w pełni rozwijać bez produktów zwierzęcych, jest
równie fałszywy jak pogląd, że duża ilość produktów zwierzęcych wpływa korzystnie na
konstytucję ciała. W rzeczywistości wszelkie poważne negatywne objawy pojawiają się,
zarówno przy nadmiarze produktów zwierzęcych, jak i ich całkowitym braku. Ludzkie ciało
jest zbudowane w taki sposób, że niezbędny jest mu tak pokarm zwierzęcy, jak i roślinny.
Jeżeli w jakimś miejscu nie występuje pożywienie zwierzęce lub też z błędnych założeń
zostało ono całkowicie wyeliminowane, wówczas brakujące składniki pochodzenia
zwierzęcego należy zastąpić ich odpowiednikami roślinnymi. Na Ziemi nie jest to jeszcze
możliwe, bowiem składniki te nie są tu jeszcze rozpowszechnione, zaś te, które są już znane,
są odrzucane z niezrozumiałą odrazą.
Interesujące jest, co Erranie piją. Niestety nie wiem zbyt wiele na ten temat. Z całą pewnością
piją różnego rodzaju soki roślinne w różnych możliwych kombinacjach. Nie używają żadnych
trunków, zamiast nich piją napoje alkoholopodobne.
Dobrze byłoby, aby nasi specjaliści od żywienia zainteresowali się bliżej ich sposobem
odżywiania się, by móc w przyszłości udzielać nam właściwych porad w tej dziedzinie.
7. Rośliny
Żyjący dawniej na Ziemi przodkowie dzisiejszych Plejadan sprowadzili na swoją planetę
wszelkie możliwe zwierzęta i rośliny, które spotkać można tam do dzisiaj. Uprawia się więc
zboże, ziemniaki, porzeczki i inne owoce
55
i warzywa, lecz między ich produktami i naszymi jest duża różnica. Ich owoce i warzywa są
bardziej treściwe i orzeźwiające, dzięki czemu na dłuższy okres czasu zaspokajają głód i
gaszą pragnienie. Ponadto ich owoce mają intensywniejszy smak i aromat, oraz barwę. Na
przykład kolor zielony, który ma u nas brudnawy odcień, na Errze jest klarowny i soczysty.
Wynika to z czystego powietrza wolnego od różnego rodzaju zanieczyszczeń.
Na Errze prowadzona jest także uprawa gigantycznych roślin, co może wydawać się nam
wręcz niemożliwe. Są to specjalne odmiany roślin hodowane w odpowiednim klimacie i
warunkach. Z racji ich niezwykłych rozmiarów winniśmy nazywać je roślinami-olbrzymami.
Jest wśród nich na przykład osiemnastometrowej wysokości kukurydza o kolbach długości
2 metrów i średnicy 20-25 centymetrów lub piętnastometrowej wysokości krzew mięty. Ale
to jeszcze nic wobec jabłoni, grusz czy wiśni, których drzewa osiągają wysokość nawet 120
metrów. Rosnące na nich jabłka mają wielkość dużych arbuzów i mogą osiągać ciężar od 20
do 30 kg. Te olbrzymie owoce poddawane są obróbce przemysłowej i wysyłane na inne
planety, na których brak jest artykułów żywnościowych w dostatecznych ilościach. Właśnie
chęć niesienia pomocy innym jest jedynym powodem uprawiania tych mamucich roślin.
8. Kwiaty
Gdy Billy przybył na Errę, został serdecznie powitany, lecz nie bukietem kwiatów, bowiem
Erranie nie zrywają ich. Nikomu z nich nie przyszłoby do głowy, aby wyrwać z ziemi kwiat,
zanieść go do domu i wstawić do wazonu, jak to się praktykuje u nas.
Jest jednak pewien kwiat podobny do naszej róży hodowany przez kobiety, który
charakteryzuje się między innymi tym, że po zerwaniu przez wiele godzin zachowuje
świeżość, jak gdyby nadal rósł w ziemi. Po wyschnięciu służy kobietom jako ozdoba włosów.
Jest to zresztą ich jedyna ozdoba, bowiem nie noszą one kolczyków, pierścionków,
naszyjników, broszek, bransolet i innych zdobników.
Wszyscy Erranie uważają, że każda, nawet najmniejsza roślina jest ważnym elementem bytu i
czują się blisko związani ze wszystkimi formami życia.
9. Zwierzęta domowe
Przodkowie dzisiejszych Plejadan sprowadzili z Ziemi po parze wszystkich żyjących na niej
zwierząt, eliminując jednocześnie z ich organizmów wszelkie szkodliwe drobnoustroje.
56
Obecnie ze względów bezpieczeństwa sprowadzanie przez nich zwierząt jest surowo
zabronione, chyba że jakieś zwierzę można w stu procentach zdezynfekować.
Mimo silnej miłości do zwierząt są one hodowane zupełnie inaczej niż u nas na Ziemi. Biorąc
pod uwagę fakt, że szereg chorób przenoszonych jest ze zwierząt na ludzi, od dawna
wszystkie zwierzęta domowe trzymane są w specjalnych zagrodach z dala od pomieszczeń
mieszkalnych. Dotyczy to zarówno kotów, psów, ptaków, chomików itp., które u nas są
prawie członkami rodzin. Z niewiedzy oraz fałszywie pojętej miłości do zwierząt ludzie
wyrządzają sobie takim postępowaniem wiele szkód natury zdrowotnej. Hołubione przez nas
zwierzęta domowe, będące często jedyną radością starych lub samotnych ludzi, przenoszą
prawie połowę wszystkich chorób. Dotyczy to przede wszystkim psów i kotów, bowiem są
one nosicielami wielu bardzo groźnych chorób. Ryzyko zarażenia się od nich jest stosunkowo
wysokie. Rzekoma czystość kotów jest tylko pozorna, ponieważ nawet po dokładnej
dezynfekcji już po minucie na ich futrze pojawiają się zarazki różnych chorób. To bolesne dla
nas słowa i trudno nam je zaakceptować. Jak pokazuje jednak życie, nasza fałszywie pojęta
miłość do zwierząt nie ulegnie jednak szybko zmianie. Wszyscy miłośnicy zwierząt powinni
pamiętać dla własnego dobra, że po głaskaniu lub dotykaniu zwierząt należy bezwzględnie
umyć ręce. Nie wolno ich także traktować jak ludzi, a więc na przykład całować ich lub spać
z nimi w łóżku.
10. Praca
Gdyby Ziemianie odkryli ezoterykę, chętnie odłożyliby wszystkie pozostałe sprawy, aby
poświęcić się wyłącznie sprawom umysłu. Nie byłoby to jednak słuszne, o czym się zaraz
przekonamy. Mniemanie, że Plejadanie osiągnęli już tak wysoki poziom ewolucji, że praca
naukowa przestała być ważna i straciła na znaczeniu, jest całkowicie błędne. W
rzeczywistości wygląda to zupełnie inaczej.
Jeżeli istota ludzka chce się rozwijać duchowo i powiększać swoją wiedzę, może to także
osiągnąć wykonując pracę manualną. Dotyczy to nie tylko Ziemian, ale również mieszkańców
innych planet. Praca manualna pomaga nie tylko podtrzymywać byt, ale przyczynia się
również do rozwoju intelektualnego. Jeśli więc człowiek pragnie żyć w zgodzie z prawami
Kreacji, musi wykonywać również pracę fizyczną, bowiem w przeciwnym razie jego rozwój
może stanąć pod znakiem zapytania. Im więcej dany człowiek chce się nauczyć, tym większy
musi wykonać wysiłek fizyczny.
Znając poziom rozwoju ewolucyjnego człowieka, można obliczyć czas trwania pracy
fizycznej, którą dana osoba powinna wykonywać. Oto, co na ten temat powiedział Quetzal:
57
— Ziemianie również muszą pracować fizycznie, aby trenować swój umysł i zdolność
pojmowania. Maksymalny czas pracy fizycznej na Ziemi powinien wynosić 11 godzin
dziennie, podczas gdy nam wystarczają tylko 2 godziny.
Tę dwugodzinną prace fizyczną wykonują wszyscy Erranie, zarówno dorośli, jak i młodzi. Jej
celem jest zapewnienie równowagi miedzy duchem i świadomością. Wykonują ją bez
wynagrodzenia, lecz w zamian otrzymują wszelkie niezbędne do życia dobra. Zasada ta
obowiązuje na całej planecie wzmacniając poczucie wspólnoty jej mieszkańców. Warunki i
charakter tej pracy są całkowicie różne od tych, które mamy na Ziemi. Erranie są bardzo
wszechstronnie wykształceni, dzięki czemu mogą należycie wykonywać wszelkie użyteczne
dla ogółu prace. Bez względu na miejsce zamieszkania żaden Erranin nie jest przypisany na
stałe do danego miejsca pracy, które może w każdej chwili zmienić na inne. Najważniejsze
jest, aby każdy wykonał swoją dzienną normę pracy na rzecz ogółu. Wszystko pozostałe jest
nieistotne. Może na przykład wsiąść do swojego pojazdu, przelecieć kilka tysięcy kilometrów
i wylądować, gdzie mu się podoba. Raz może pomagać w gospodarstwie rolnym, innym
razem w zakładzie przemysłowym. Zatem nie musi wykonywać stale tej samej pracy w tym
samym miejscu, lecz wybierać sobie taką pracę, jaka mu w danym momencie odpowiada. W
przypadku wystąpienia w jakimś miejscu braku siły roboczej może być ona uzupełniana
„androidami". Praca w zakładach przemysłowych nie wymaga z zasady wysiłku fizycznego,
ponieważ produkcja wykonywana jest przez maszyny i jest całkowicie zautomatyzowana.
Oprócz tych istnieją oczywiście jeszcze inne rodzaje prac, jak na przykład twórcza praca
natury technicznej lub zwyczajna umysłowa, jak u nas.
Po spełnieniu obowiązku dwugodzinnej pracy wszyscy mają wolny czas, który mogą spędzać
w zależności od swoich upodobań. Każdy stara się jednak spędzać go z pożytkiem. Na Errze
na porządku dziennym jest równoległe studiowanie około 30 różnych dziedzin wiedzy. Nawet
najstarsi nie udają się od razu na spoczynek, lecz uprawiają własną ziemię lub pomagają
innym w ich gospodarstwach. W ten sposób poznają ludzi, nawiązują kontakty i zawierają
przyjaźnie na całej planecie. Wszystko to wzmacnia miłość do bliźniego i poczucie
wspólnoty, co jest niezwykle ważne dla harmonijnego współżycia społeczeństwa.
Oprócz prac rolnych na rzecz ogółu i eksport, ważną rolę w życiu społecznym Erran odgrywa
prywatne ogrodnictwo. Gdyby chcieli, mogliby mieć dostateczną ilość maszyn, które
wyręczałyby ich z wszelkich prac we własnym ogrodzie, lecz świadomie nie korzystają z
nich. Po swoim powrocie z Erry Billy powiedział, że ręce jej mieszkańców pokryte są
58
odciskami. Jest to efekt celowego własnoręcznego uprawiania własnych ogrodów. Dotyczy to
również Quetzala, który z naszej planety sprowadził sobie widły, łopaty oraz inne narzędzia
niezbędne do pracy w ogrodzie.
W przeciwieństwie do tego uprawa roli do użytku ogólnego oraz na eksport prowadzona jest
przy użyciu maszyn. Ciekawostką jest to, że maszyny wykonujące te prace „unikają" kontaktu
z glebą, wyłącznie nad nią szybując. Posiadają one w zależności od potrzeb krótkie lub długie
odnogi z przymocowanymi do nich przewodami zakończonymi lejkami służącymi do
pobierania gleby, która przesyłana jest do danej maszyny, uzdatniana w niej, a następnie
„wypluwana" na zewnątrz. Podobne maszyny używane są do zasiewów, zbiorów i pielenia.
Do wyrywania chwastów używane jest specjalne ramię, które „zasysa" chwast wraz z ziemią,
następnie przerabia go na próchnicę, po czym miesza go z ziemią. Tak więc wszystkie te
roboty szybują nad ziemią i wykonują prace na zasadzie zasysania chroniąc w ten sposób
glebę przed zbędnymi zanieczyszczeniami, głównie w postaci metali ciężkich.
Podobnie jak inni również przywódcy duchowi Erry, którzy zastąpili polityków i kierują
życiem jej mieszkańców, pełnią swoje obowiązki przez dwie godziny dziennie. Czas wolny
poświęcają natomiast swojemu głównemu zadaniu, którym jest doradzanie, informowanie i
nauczanie Erran. Zakres ich rad obejmuje wszystkie aspekty życia — wszystko, co robią lub
powinni robić poszczególni mieszkańcy, aby żyć zgodnie z prawami i nakazami Kreacji. Owi
przywódcy duchowi, których liczba w przypadku pięciusetmilionowej populacji Erran wynosi
około 2800, także nie są związani ze stałym miejscem i jak wszyscy mogą zmieniać miejsce
swojego pobytu. Każde osiedle posiada specjalne miejsce, w którym wypełniają oni swoje
obowiązki. W większych osiedlach może być ich odpowiednio więcej. Jeżeli wybrane przez
danego przywódcę miejsce jest zajęte, wówczas mieszkający w nim przywódca przenosi się w
inne miejsce. Dzięki temu następuje stała zmiana. Każdemu mieszkańcowi przysługuje prawo
wybrania sobie przywódcy duchowego i zadawanie mu pytań. (Wszyscy przywódcy duchowi
wspierają rozwój duchowy ludności wykorzystując do tego celu wszelkie możliwe środki).
Twierdzenia różnych pseudołączników, że zwykłe istoty pozaziemskie są nadistotami, są
całkowicie błędne.
Ponieważ każdy Erranin otrzymuje wszystko, co mu potrzeba do życia, przeto zbędne są tam
jakiekolwiek środki płatnicze. Jak już wspomniałem, wszyscy zdolni do pracy mieszkańcy
Erry, pracują po 2 godziny dziennie na rzecz ogółu bez wynagrodzenia, w zamian za co
otrzymują bezpłatnie wszelkie niezbędne rzeczy.
59
Kończąc omawianie tego zagadnienia, chcę jeszcze raz podkreślić, że Erranie każdą pracę
traktują jako czynnik wspomagający ewolucję, bez którego niemożliwa byłaby zarówno
egzystencja, jak i rozwój duchowy.
11. Pojazdy
Na Errze istnieją różne pojazdy, jednak żaden z nich nie porusza się po lądzie. Nie ma więc
tam ulic, takich jak na Ziemi, a jedynie ścieżki pomiędzy domami oraz alejki spacerowe dla
pieszych w kompleksach zieleni.
Do celów komunikacyjnych w obszarze swojej planety Erranie używają pojazdów latających
dwóch typów: jeden ma kształt kulisty, drugi zaś dyskoidalny podobny do statków
kosmicznych. (Pojazdy kosmiczne szczegółowo omówione zostały w następnym rozdziale).
Typowy pojazd latający mieści 5 osób. Każdy dorosły mieszkaniec ma prawo posiadać co
najmniej jeden tego typu środek transportu. Zapotrzebowanie danej rodziny na pojazdy jest
sprawą indywidualną i może się zdarzyć, że dwie lub więcej osób używa wspólnie tego
samego środka lokomocji — nigdy jednak więcej niż 5 osób. Jeśli większa grupa zamierza
udać się w to samo miejsce, wówczas wszyscy oni muszą zadowolić pojazdem na 5 osób.
Chyba zbyteczne jest podkreślanie, że owe pojazdy nie zanieczyszczają środowiska,
ponieważ ich napęd nie jest zasilany energią pochodzącą ze spalania paliwa, jak to ma
miejsce w naszych silnikach. Poruszają się prawie bezszmerowo i z ogromnymi
prędkościami.
Na koniec tego tematu chciałbym jeszcze wspomnieć o pewnej atrakcji istniejącej na Errze.
Mam tu na myśli „Muzeum Ziemskich Pojazdów". Jest to teren o powierzchni wielu
hektarów, na którym zgromadzono wszelkie możliwe pojazdy kołowe i gąsienicowe, jakie
kiedykolwiek zbudowano na Ziemi. Szczególną atrakcją tego muzeum są wycieczki
organizowane w dzikie rejony jednym z pojazdów pochodzących z tej kolekcji, a mianowicie
ziemskim Landroverem!
12. Problem chorób
Zapewne każdego ciekawi, czy Plejadanie cierpią na te same choroby co my, zwłaszcza raka i
jeśli tak, to czy uporali się tą plagą trapiącą Ziemian. Jeśli problem raka został już przez nich
rozwiązany, dobrze byłoby skorzystać z ich osiągnięć w tej dziedzinie.
Zapytana o to Semjase, przedstawiła ten problem następująco: — Wiele chorób nasi uczeni
wyeliminowali już przed wiekami, lecz jeszcze dzisiaj nękają nas różne dolegliwości
wywodzące się z przeszłości
60
i innych planet. Nie mają one jednak działania śmiertelnego lub wyniszczającego organizm.
W większości są to choroby w rodzaju przeziębienia, które można szybko i łatwo pokonać.
Jesteśmy podobnie jak wy ludzkimi formami życia, które są podatne na choroby, jednak
wszystkie je potrafimy kontrolować i leczyć. Poza tym występują u nas choroby całkowicie
nie znane na Ziemi, ale i te nasza nauka także już całkowicie opanowała. Co się tyczy raka, o
którym mówiłeś, Billy, muszę powiedzieć, że na szczęście udało się nam go pokonać. Stało
się to jednak możliwe dopiero wtedy, gdy mieszkańcy naszej planety oraz uczeni zmienili
swoje negatywne zapatrywania oraz sposób postępowania i zaczęli rozumować i działać
według nowych norm. Konieczną wiedzę w tym względzie, Ziemianie muszą zdobyć sami,
gdyż jest to jedyny sposób na dalszy rozwój, który prowadzi do odmiennego pojmowania
wielu spraw. Udostępnienie wam tej wiedzy, byłoby daniem wam do ręki narzędzia, które
mogłoby zostać wykorzystane w destrukcyjnych celach, bowiem zawiera ona w sobie potężne
siły. Jeszcze nie nadszedł właściwy moment, aby człowiek posiadł tę wiedzę. W miarę
rozwoju ewolucji pozna i zrozumie ją, jej potęgę, a następnie zastosuje we właściwy sposób
zgodnie z prawami Kreacji, bez jakichkolwiek negatywnych następstw.
Te słowa z pewnością rozczarują wielu ludzi, jednak nie należy ich traktować jako odmowy
Plejadan udzielenia nam pomocy w sprawie leczenia raka. W rzeczywistości wyjawiając nam
ten sekret mogliby się przyczynić do nieszczęść, jakie ta wiedza mogłaby wywołać, gdyby
dostała się w niepowołane ręce. Podobna sytuacja, mogłaby powstać, gdybyśmy na przykład
ujawnili nieodpowiednim osobom śmiertelne działanie kurary, która jest powszechnie
używana w medycynie. Wszyscy, którzy chcieliby w tym momencie zarzucić Plejadanom
niehumanitarną postawę, powinni się na tym dobrze zastanowić i przemyśleć to.
Do celów leczniczych Plejadanie wykorzystują wiele różnych urządzeń, między innymi
maszyny regeneracyjne, które potrafią błyskawicznie leczyć różne dolegliwości, na przykład
złamania kości. Ich lekarstwa bazują na medycynie naturalnej. Wykorzystują pewne
substancje, które mają działanie sygnalizacyjnie. Nasze leki alopatyczne działają niestety w
ten sposób, że po ich użyciu w organizmie pozostają substancje chemiczne, które go
zatruwają, a zatem posiadają również szkodliwe działanie uboczne.
O technikach operacyjnych nie udało nam się niestety dowiedzieć zbyt wiele. Otrzymaliśmy
natomiast od Semjase szczegółowe informacje na temat transplantacji organów:
- .. .jest to swego rodzaju postęp w tej jeszcze stosunkowo prymitywnej nauce. Na przykład
transplantacje oka dokonywane są na żywym organiz-
61
mię; nad tym pracują także nasi naukowcy, którzy osiągnęli już znaczące sukcesy.
Przeszczepy są bardzo istotne, bowiem żaden narząd, a zwłaszcza oko nie może być
zastąpione jakąkolwiek, nawet najdoskonalszą protezą. Narządy wewnętrzne oraz części ciała
nie są pobierane ani od żywych, ani od zmarłych, a następnie przeszczepiane potrzebującym.
Tego rodzaju transplantacje kryją w sobie wiele niebezpieczeństw, z których dwa najważ-
niejsze to, po pierwsze, całkowite zniszczenie systemu immunologicznego organizmu, do
którego dany organ jest przeszczepiany. Oznacza to, że ciało, na którym dokonuje się
transplantacji, staje się zupełnie bezbronne w wyniku stosowania środków osłabiających jego
system immunologiczny; jego mechanizm obronny zostaje sparaliżowany, aby
przeszczepiony organ nie został odrzucony. W rezultacie organizm pacjenta staje się bardzo
podatny na wszelkie infekcje i wystarczy nawet bardzo mała drobina kurzu, aby pozbawić go
życia. Po drugie w organie dawcy istnieje fluid, który działa wbrew siłom istniejącym w
organizmie, do którego jest on wszczepiany. Rodzi to wiele zagrożeń, które mogą
doprowadzić nawet do degeneracji ciała oraz umysłu organobiorcy. Jeśli chodzi o nas, mamy
możliwość całkowitej regeneracji naszych organizmów. Ponieważ transplantacje nie dają
takiej możliwości, uszkodzone organy zastępujemy sztucznymi, które są w stanie przeżyć
nawet dany organizm. Tak właśnie postępujemy w przypadku narządów, które uległy
zniszczeniu. Oznacza to zatem żadnych transplantacji i do tego samego powinna dążyć
również ziemska medycyna.
Możliwości medycyny Plejadan z całą pewnością przyprawiłyby niejednego ziemskiego
lekarza o zawrót głowy. Na pocieszenie dodam, że my również możemy osiągnąć ten sam
poziom, odpowiednio ukierunkowując i potęgując swoje wysiłki na tym polu.
13. Muzyka, sztuka i literatura
Pewnego dnia Billy spytał Semjase, czy inne istoty pozaziemskie tak samo jak ludzie lubią
muzykę. Jej odpowiedź była twierdząca:
— Oczywiście, to upodobanie jest wspólne dla wszystkich ludzkich form życia we
wszechświecie. Jeśli chodzi o nas, posiadamy odpowiednie szkoły, do których mogą
uczęszczać jedynie odpowiednio uzdolnione osoby pracujące potem dla dobra ogółu. U nas,
w przeciwieństwie do Ziemi, inter-pretatorzy nie występują publicznie i nie wydobywają ze
swoich instrumentów drażniących uszy dźwięków. Czują się okropnie słuchając ziemskiej
muzyki. Lubimy słuchać dobrej i harmonijnej muzyki, nie mającej nic wspólnego z tymi
przebojami.
62
Podobne zdanie na temat tej muzyki, jak zresztą większość ludzi, ma również Billy. Dla nas
Ziemian muzyka Erran wydałaby się obca, z drugiej zaś strony jest tak harmonijna i
czarująca, że po bliższym jej poznaniu nie moglibyśmy się bez niej obejść, to znaczy
odczuwalibyśmy stale rosnącą tęsknotę do tego stanu harmonii, jaki niesie ona z sobą.
Niestety Billy nie mógł przywieźć z Erry żadnego utworu muzycznego. Wyjaśnił jednak, że
mamy na Ziemi trzy utwory wykazujące pod względem harmonii pewne podobieństwo do ich
muzyki. Jest to Bolero Maurice'a Ravela, opera Walkiria Ryszarda Wagnera oraz chór
więźniów z opery Nabucco Giuseppe Verdiego. Poza tym ludzie używają zupełnie innych
instrumentów niż oni.
Niestety brak jest jakichkolwiek informacji w sprawie innych form sztuki oraz literatury.
14. Chowanie zmarłych
Mimo swojego ogromnego rozwoju ewolucyjnego Plejadanie posiadają jednak pewne cechy
wspólne z nami. Jest to na przykład sposób chowania zmarłych. Według Semjase wygląda to
u nich następująco:
- Również my grzebiemy swoich zmarłych. Mamy do tego celu specjalne miejsce znajdujące
się poza terenem mieszkalnym. Z dawnych czasów zachowaliśmy również zwyczaj palenia
zwłok, jednak czynione jest to w bardzo rzadkich przypadkach i tylko na specjalne życzenie.
Oprócz chowania w ziemi stosujemy jeszcze dość często eliminację martwych ciał.
[Wprzeciwieństwie do palenia zwłok, po których pozostaje przechowywany często w urnach
popiół, po eliminacji nie pozostaje zupełnie nic. — Przyp. autora.] Chowanie w ziemi jest
aktem naturalnym wywodzącym się z zarania dziejów. Eliminacja jest możliwa, nawet jeżeli
w ciele zmarłego nadal jeszcze istnieją stopniowo zanikające fluidy życiowe, bowiem
ulatniają się one ostatecznie w momencie palenia zwłok lub podczas ich eliminacji.
Fluidy te mogą trwać w ciele zmarłego przez wieki aż do całkowitego zniszczenia szkieletu,
bowiem są bezpośrednio związane z ciałem materialnym, co może stanowić swego rodzaju
pocieszenie dla najbliższych. Wnikają także w przedmioty codziennego użytku używane
przez zmarłego (elementy garderoby, biżuteria etc.). Często dana część jego ubioru
przechowywana jest przez najbliższych w nadziei, że dzięki temu będzie przebywał on wśród
nich. To wszystko ma właśnie związek z owymi fluidami. Nigdy jednak nie należy
fetyszyzować tego rodzaju pamiątek, jak to się często czyni na Ziemi, bowiem w ten sposób
uszczupla się nieświadomie własne siły życiowe.
Plejadanie mają wyjątkowo racjonalne podejście do aktu śmierci, to znaczy umierania ciała
materialnego. Odczuwają oczywiście podobnie jak
63
my smutek i ból z powodu utraty kochanego człowieka, z drugiej jednak strony doskonale
wiedzą, co się z nim dzieje po śmierci. Wiedzą, że ciało rozpada się na mniejsze składniki,
które z kolei ulegają mineralizacji, zaś nieśmiertelna dusza przechodzi do innego wymiaru,
gdzie przetwarza zgromadzone za życia odczucia i informacje, po czym ponownie inkarnuje
w nowym ciele. Wiedzą, że związek uczuciowy istniejący pomiędzy poszczególnymi osobami
nie kończy się wraz ze śmiercią któregoś z nich lub ich wszystkich, lecz trwa dalej, bowiem
miłość jest stanem trwałym i niezniszczalnym.
Nieznajomość tych faktów jest często przyczyną dramatycznych scen, jakie się u nas nieraz
rozgrywają, zwłaszcza kiedy umierają młodzi ludzie ginący wskutek działań wojennych,
kataklizmów przyrodniczych, napadów terrorystycznych itp. Przesadna rozpacz wielu ludzi
jest jednak w większości przypadków niczym innym jak przejawem współczucia dla siebie
samego. Dodatkowe idealizowanie zmarłego może prowadzić wręcz do utraty kontaktu z
rzeczywistością. Aby uniknąć tego rodzaju nienaturalnych zachowań, należy po prostu
poważnie zająć się problem „życia i śmierci". Znajomość tych spraw może stanowić istotną
pomoc dla osób dotkniętych stratą najbliższych.
15. Prawo karne
Istnieje dość rozpowszechniane mniemanie, że istoty pozaziemskie są swego rodzaju
nadistotami, które nie popełniają błędów, dzięki czemu zbędne są im prawa i nakazy. To
rozumowanie jest całkowicie błędne, bowiem prawa i nakazy nie istnieją tylko tam, gdzie
twórczy porządek stał się absolutną oczywistością. Ma to jednak miejsce jedynie na wyższych
poziomach bytu, to znaczy na czysto duchowym szczeblu ewolucji. Wszystkie cielesne formy
życia popełniają błędy, w związku z czym ich byt musi podlegać określonym prawom.
Oznacza to, że również Plejadanie popełniają od czasu do czasu błędy, z tą jednak różnicą, że
przyznają się do winy, co jest następnie w zależności od rozmiaru występku odpowiednio
karane. Poruszając te sprawy Semjase powiedziała, że każdy popełniony błąd jest nazywany
po imieniu i nie może być zatajany, jak to się bardzo często zdarza, na Ziemi. Popełnianie
błędów jest niezbędne dla dalszego rozwoju, bowiem z każdego z nich wynika określona
nauka. Właściwe postępowanie może pozwolić wyplenić z biegiem czasu ich źródła, aby
nigdy więcej nie dochodziło do ich popełniania.
Plejadanie kroczą tą samą drogą ewolucji, jak wszystkie pozostałe ludzkie formy życia we
wszechświecie. Krzywa częstotliwości popełniania
65
błędów wraz z wiekiem stopniowo spada, gdyż w miarę upływu czasu i rozwoju danej
jednostki na czoło wysuwają się takie cechy charakteru, jak rzetelność, dokładność i
wiarygodność. Można powiedzieć, że droga do bezbłędnego postępowania wybrukowana jest
dobrymi chęciami. Godnymi pożałowania są jedynie ci, którzy nie pojmują lub nie starają się
pojąć swoich błędów, przez co nie wyciągają z nich żadnych nauk i w rezultacie muszą od
czasu do czasu za to „płacić".
Errańskie prawodawstwo jest dostosowane do ich poziomu rozwoju duchowego, dzięki
czemu jest humanitarne, czego niestety nie można powiedzieć o naszym.
Nawet najcięższe przewinienia nie są u nich karane śmiercią czy też barbarzyńskim
okaleczaniem. Na wszystkich planetach zamieszkałych przez Plejadan wprowadzono
jednolitą formę karania. W zależności od szkodliwości czynu sprawcy skazywani są na
banicję na odległą planetę, która w przypadku ciężkich przewinień może trwać aż do końca
życia. Ze zrozumiałych względów na wygnaniu nie mogą razem przebywać osobnicy obojga
płci — mężczyzn wysyła się w inne miejsce niż kobiety. Więźniowie skazani są tam
wyłącznie na siebie i muszą — dosłownie — „w pocie czoła" zapracować na swój chleb, nie
mogąc przy tym posługiwać się maszynami. Od czasu do czasu dokonywane są tam kontrole,
podczas których konfiskuje się wszelkie potajemnie wyprodukowane urządzenia.
Uniemożliwione są ponadto wszelkie kontakty z jakimikolwiek innymi formami życia.
Poruszając te sprawy, Semjase powiedziała:
- Tego rodzaju forma karania gwarantuje zachowanie porządku, z drugiej zaś strony osoba,
która popełniła błąd, nie staje się ciężarem dla ogółu społeczeństwa. Poza tym jest bardzo
humanitarna i rozsądna, ponieważ rozwój przebywających na wygnaniu skazańców nie jest
hamowany.
Ten sposób karania może się wydać wielu osobom brutalny. Osobiście uważam, że tak nie
jest. Po jego gruntownym przemyśleniu doszedłem do wniosku, że jest to prawdopodobnie
najbardziej słuszna metoda, gdyż każda forma życia ma prawo do wolności psychicznej,
cielesnej i materialnej. Zamykanie w więzieniach, a także wszelkiego rodzaju znęcanie się lub
w skrajnych przypadkach likwidacja nie jest zgodne z prawami natury. Tego rodzaju metody
odnoszą wręcz przeciwny skutek. Po kilkukrotnych ostrzeżeniach winny powinien zostać
ukarany, aby mógł zrozumieć, że postępował błędnie i że w przyszłości nie powinien więcej
tego robić.
Kara jest konieczna, lecz nie powinna ona naruszać godności ludzkiej i praw Kreacji. Będzie
ona skuteczna tylko wtedy, gdy osiągnie zamierzony cel. Wielu przestępców popełnia
wykroczenia, ponieważ kieruje się fałszywymi pobudkami lub nielogicznym rozumowaniem.
W takich przypad-
65
kach należy dać im szansę zrozumienia swoich błędów i umożliwić poprawę, izolując ich od
społeczeństwa. Przestępcy muszą zrozumieć swoje błędy, aby mogli w przyszłości
postępować zgodnie z prawami Kreacji. Maltretowaniem lub karą śmierci nigdy nie osiągnie
się tego celu. Stosowane jeszcze dziś tortury są nie tylko nieskuteczne, ale są przede
wszystkim najpodlejszym i najbardziej niegodziwym sposobem postępowania. Wobec nich
kara śmierci jest raczej niewinnym, choć całkowicie chybionym aktem, bowiem przestępcy
uniemożliwia się w ten sposób jakąkolwiek szansę pokuty, jednocześnie popełnia się
ewidentny błąd, sądząc, że wykonując karę śmierci rozwiązuje się ostatecznie problem. Jest
wręcz przeciwnie, bowiem z obiegu „wypada" tylko jego ciało, zaś nieśmiertelna dusza trafia
w zaświaty, skąd wcześniej czy później będzie musiała inkarnować w innym ciele, aby
rozpocząć nowe życie. Nie mając możliwości zrozumienia swoich błędów, jego myślenie
nadal może być spaczone i nietrudno przewidzieć, jakie błędy będzie mógł popełnić jako już
zupełnie nowy człowiek. Innymi słowy, wcześniej lub później popełni to samo przestępstwo,
co będzie oznaczało, że kara w żaden sposób nie przyczyniła się do poprawy jego
postępowania. Naszych terrorystów i innych przestępców rzadko odstrasza kara śmierci i
dlatego rozsądniej sze byłoby sięgnięcie po bardziej skuteczne środki zaradcze, takie jakie na
przykład stosują istoty pozaziemskie.
16. Forma rządów
Przed około 50.000 lat Plejadanie wywalczyli sobie ostateczny pokój. Zrezygnowali z
polityków, a ich miejsce zajęli duchowi przywódcy służący wszystkim radą i pomocą. Stąd
też na Errze i każdej z trzech pozostałych zamieszkałych planet systemu Taygety istnieje
jedno państwo. Ptaah wyjaśnił to następująco:
— Nasze światy nie są podzielone na różne państwa, jak to ma miejsce u was na Ziemi.
Rozumując waszymi kategoriami, należy stwierdzić, że na każdej z naszych planet żyje jeden
naród. Każda planeta posiada własny rząd, który pełni funkcje porządkowe i wykonawcze i
podlega Wysokiej Radzie. Wysoka Rada kieruje życiem na wszystkich naszych planetach, jest
więc swego rodzaju Centralnym Rządem, którego siedziba nie mieści się na naszym świecie
[Errze], lecz na specjalnie do tego przeznaczonej planecie nazywanej przez nas Centralną
Gwiazdą. Wysoka Rada składa się z ludzkich form życia, które są w połowie duchowe a w
połowie materialne. Stanowią one stadium przejściowe między formą materialną i duchową.
Cechuje je niezwykła wiedza i mądrość. Są one jedynymi ludzkimi formami
66
życia, które mogą kontaktować się z bardzo wysoko rozwiniętymi formami duchowymi, co
jest absolutnie niemożliwe w przypadku całkowicie materialnych form życia. Nawet my sami
nie możemy się z nimi kontaktować, tym bardziej nie mogą tego robić Ziemianie. [...]
Wszystkie nasze narody podlegają władzy Centralnego Rządu, czyli Wysokiej Radzie. Rządy
poszczególnych planet stanowią jedynie organy wykonawcze. Wysoka Rada rządzi w oparciu
o prawa Kreacji w zupełnie nie znany wam sposób. Każde zarządzenie oparte jest na prawach
Kreacji i dotyczy każdej formy życia z osobna. Warunkiem jest jednak jednolity poziom
rozwoju poszczególnych osobników, przy czym dopuszczalny jest tu pewien margines. Nasi
przywódcy duchowi dbają nieprzerwanie o ciągły duchowy rozwój każdego z nas.
W uzupełnieniu do wypowiedzi Ptaaha chciałbym jeszcze dodać, że mająca swoją siedzibę w
galaktyce Andromedy Wysoka Rada, jak wskazuje na to sama jej nazwa, jest organem
doradczym. Innymi słowy, jej zalecenia mogą być stosowane przez Plejadan lub nie.
Wyłącznie od nich zależy, czy je zaakceptują i będą postępować zgodnie z nimi, czy też
zgodnie z własnym uznaniem.
17. Kosmiczne zrzeszenia i służby porządkowe
Plejadanie są członkami Kosmicznej Konfederacji będącej organizacją zrzeszającą
mieszkańców wielu systemów planetarnych, których łączna liczba wynosi 127 miliardów.
Wszystkie zrzeszone planety podlegają Centralnemu Rządowi Wysokiej Rady, której siedziba
mieści się w galaktyce Andromedy. We wszechświecie istnieje oczywiście jeszcze wiele
innych tego rodzaju sojuszy. Ponieważ oprócz ras ludzkich miłujących pokój są także i inne,
konieczne jest dla zachowania pokoju i porządku istnienie swego rodzaju kosmicznej służby
porządkowej.
Ojciec Semjase, Ptaah, przedstawił to następująco:
— Niezliczone formy życia nieustannie podróżują po całym wszechświecie. Naturalną rzeczą
jest, że istoty o podobnych poglądach łączą się tworząc sojusze. Ich celem jest świadczenie
wzajemnej pomocy we wszystkich sprawach. Ta wzajemna współpraca sięga nawet innych
rejonów kosmosu, jak na przykład wszechświata DAL. Wszystkie sojusze, zarówno
wewnątrzgalaktyczne, międzygalaktyczne, wewnątrzwszechświatowe, jak i rozciągające się
poza dany wszechświat mają na celu zachowanie pokoju oraz wspomaganie postępu i
ewolucji duchowej.
Sojusznicy utrzymują siły porządkowe, których zadaniem jest nadzór całego obszaru
będącego w zasięgu sojuszu, a także tych rejonów kosmosu, Które leżą poza nim. Do
realizacji tego zadania używane są duże statki
67
kosmiczne wyposażone we wszelkie możliwe urządzenia techniczne. Czasami prowadzone są
nawet działania wojenne, w przypadku gdy inne od ludzkich formy życia próbują przemocą
realizować swoje zaborcze cele, bowiem walka to także część życia, czy tego chcemy, czy
nie.
Wszystkie wysoko rozwinięte formy życia starają się jednak z zasady realizować rozwój
duchowy przy użyciu środków pokojowych. Wszechświat zamieszkały jest przez różnego
rodzaju formy życia, tak że walka często jest nie do uniknięcia. Plejadanie starają się
wszelkimi siłami wszelkie zatargi likwidować na drodze pokojowej poprzez negocjacje. Jeżeli
nie udaje się dojść do porozumienia lub przeciwnik unika go stosując różnego rodzaju zwody,
wówczas nie pozostaje nic innego jak sięgnięcie po oręż i użycie przymusu w celu
przepędzenia go, uwięzienia lub zesłania na odległą planetę. Tylko w wyjątkowych
przypadkach stosuje się eliminację ich materialnego ciała. „Ziemianie oraz wiele innych form
życia istniejących w wszechświecie" — powiedział Ptaah — „jest obecnie na tym samym
etapie rozwoju duchowego, co nasi przodkowie, od których właśnie pochodzą między innymi
mieszkańcy Ziemi".
Kosmiczne siły porządkowe nie mieszają się zazwyczaj w sprawy poszczególnych planet,
chyba że ich działania wojenne zagrażają strukturze przestrzeni kosmicznej, to znaczy mogą
mieć wpływ na inne układy planetarne. W takich ekstremalnych przypadkach służba
porządkowa sięga po odpowiednie środki zaradcze, z użyciem siły włącznie, o ile inne
sposoby przywołania zwaśnionych stron do porządku nie odnoszą skutku. Mimo iż
mieszkańcy danej planety są gotowi ścinać sobie głowy i niszczyć się wzajemnie, co często
ma miejsce na Ziemi, pozaziemskie formy życia starają się udzielać im pomocy w formie
pouczeń, nauk etc. Co jednak zrobią oni z tą pomocą, czy ją przyjmą, czy odrzucą, jest już ich
sprawą, ponieważ zawsze i wszędzie musi istnieć wolny wybór. Dlatego właśnie istoty
pozaziemskie nigdy nie używają siły, aby zmusić innych do zaprzestania prowadzenia działań
wojennych na swojej planecie.
Ze względu na prawa Kreacji żaden Ziemianin z całą pewnością nie będzie przez nich
ewakuowany w sytuacji, kiedy my sami z własnej woli doprowadzimy kulę ziemską do
całkowitej katastrofy. Od nas zależy przyjęcie cennych nauk Plejadan, upowszechnienie ich i
działanie zgodnie z nimi, aby położyć kres grożącemu nam niebezpieczeństwu totalnej
zagłady.
18. Życie małżeńskie
Na Errze podobnie jak u nas są osoby samotne, zaś małżeństwo ma przeważnie formę
poligamiczną. Życie każdej formy bytu we wszech-
68
świecie podlega pewnym regułom i zasadom zgromadzonym w odpowiednich ustawach.
Tworząc te reguły istoty pozaziemskie kierują się przede wszystkim prawami przyrody. Jedno
z praw Kreacji mówi, że każda męska forma życia jest w stanie zapłodnić wiele form
żeńskich. Odnosząc to do ludzi można powiedzieć, że każdy zdrowy mężczyzna może
zawrzeć związek małżeński z wieloma kobietami. Inaczej mówiąc, kobieta może być zgodnie
z prawami przyrody w związku małżeńskim tylko z jednym mężczyzną, ponieważ jako biorca
może być zapłodniona tylko przez jednego mężczyznę.
Zasada ta jest w całej rozciągłości stosowana przez Plejadan, w związku z czym jeden
mężczyzna może mieć wiele kobiet. Jeżeli jest on związany z czterema kobietami z własnego
wyboru, to każdej z nich przysługuje samodzielne gospodarstwo domowe. Mężczyzna żyje w
takim związku na zmianę z każdą z nich. Nie ma to oczywiście nic wspólnego z haremem, zaś
między kobietami panuje przyjacielski układ podobnie jak między nimi i ich mężem i obca im
jest jakakolwiek forma zazdrości.
Należy w tym miejscu podkreślić, że kobiety będące w związku z mężczyzną mają pod
każdym względem równe prawa, zaś reinkarnacja przyczynia się do tego, że mężczyźni nie są
preferowani, bowiem płeć jest od czasu do czasu zmieniana, co gwarantuje istnienie stałej
równowagi.
Pełną dojrzałość duchową do zawarcia związku małżeńskiego osiąga się na Errze dopiero w
wieku 70 lat i nie można go zawrzeć wcześniej. Mieszkańcy Erry ćwiczą z reguły do tego
czasu swoją wstrzemięźliwość seksualną, najwięcej uwagi poświęcając rozwojowi
umysłowemu.
Jeżeli dwoje ludzi ma zamiar rozwijać dalej te najgłębsze uczucia wobec siebie, wówczas
mają trzy lata na rozważenie, czy są one trwałe i prawdziwe, czy też nie. Po tym okresie są
sprawdzani przez odpowiednich specjalistów, którzy oceniają ich związek, ich wzajemne
uczucia, a następnie poddają ich egzaminowi i dopiero jego zdanie pozwala im połączyć się w
związku małżeńskim. Małżeństwo trwa normalnie całe życie, lecz może zostać w którymś
momencie rozwiązane, jeżeli okaże się, że ich deklaracje były jednak błędne.
Trzyletni okres wstępny jest tak podzielony, że kandydaci spotykają się na kilka godzin w
ciągu 7 dni. Mają wolny wybór co do sposobu spędzenia randki, z wyjątkiem zbliżeń
seksualnych, które są im zakazane. Jeżeli dwoje Erran potrzebuje częstszych spotkań niż raz
w tygodniu, wówczas z reguły uzyskują na nie zezwolenie, niedopuszczalne są jednak między
nimi, jak już wspomniałem, jedynie kontakty seksualne. Zasada ta umożliwia wszystkim
takim parom gruntowne przemyślenie własnych przeżyć, których doznali w ciągu 6 dni
oddzielających ich spotkania. Jeżeli kandydaci na małżonków
69
przebrną pomyślnie pierwsze dwa lata okresu próbnego, wówczas poddawani są rocznej
rozłące, podczas której nie wolno im się w ogóle widywać. Często wyjeżdżają na obce
planety, aby tam jeszcze raz wszystko gruntownie przemyśleć.
Rozwody dopuszczalne są jedynie w krańcowych przypadkach, bowiem stanowią one
działanie wbrew prawom Kreacji. Dotyczy to również cudzołóstwa, które u Plejadan jest
bardzo ciężkim przewinieniem, a winni tego czynu skazywani są na dożywotnią banicję
(patrz podrozdział „Prawo karne"). Na pytanie, co się dzieje, jeżeli Plejadanin lub Plajadanka
zakocha się w istocie z innej planety, Semjase powiedziała:
— Jeżeli członek naszej rasy zakocha się w kimś z mniej rozwiniętej duchowo cywilizacji w
takim stopniu, że jest gotowy się z nim zjednoczyć [wejść w związek małżeński -- przyp.
autora], wówczas jest to rozpatrywane według naszego ustawodawstwa. Jeżeli okaże się, że
są spełnione wszelkie niezbędne warunki, to może dojść do małżeństwa. Bez znaczenia jest
wówczas, czy istota z innej planety jest na niższym szczeblu rozwoju duchowego, bowiem o
jej dalszy rozwój duchowy dbać będą nasi naukowcy [przy pomocy specjalnych urządzeń —
przyp. autora]. Tego rodzaju przypadki należą jednak do rzadkości.
Zastanawiając się nad tym wszystkim, nie sposób uniknąć pytania o zazdrość, które
mimowolnie się tu nasuwa, zwłaszcza kiedy uświadomimy sobie, co się dzieje u nas na
Ziemi, gdy jeden mężczyzna posiada kilka kobiet, które często właśnie z zazdrości o niego
wyrywają sobie nawzajem włosy. Ciekawe co by było, gdyby Ziemianki mogły posiadać
kilku mężczyzn, pomijając oczywiście, że byłoby to w całkowitej sprzeczności z prawami
Kreacji. Otóż zazdrość wśród Plejadan już dziś nie istnieje, lecz aby to osiągnąć, musieli oni
przejść przez odpowiednie stadia rozwoju. Wypowiadając się na ten temat, Semjase
zauważyła:
— Człowiek myślący kategoriami niematerialnymi nie jest w stanie wzbudzić w sobie
uczucia zazdrości, ponieważ jego rozumowanie ma obecnie charakter globalny, zgodnie z
którym miłość i zadowolenie urastają do rangi wartości ogólnych, zaś związek małżeński
opiera się na przestrzeganiu praw przez obie strony. Gdy dwoje ludzi zjednoczy się w zwią-
zku małżeńskim, nie oznacza to oczywiście chęci posiadania partnera, lecz po prostu
zjednoczenie. Nie ma więc tam miejsca jakakolwiek chęć posiadania, lecz miłość i
zrozumienie oraz radość z radości partnera. Każdy ma całkowitą swobodę w postępowaniu,
lecz musi przestrzegać praw i nakazów.
Wiem, że dla nas „ziemskich robaków" trudno to jeszcze pojąć, tę wolność w postępowaniu.
Wspomniałem o tym w nadziei, że stanie się to
70
impulsem do własnych przemyśleń na tym polu. W trakcie rozprawiania o tych sprawach
wyłonił się problem sprzeczek małżeńskich. Semjase odpowiedziała na to pytaniem, czy nie
uważamy ich przypadkiem za superludzi. Stwierdziła, że różnice zdań wśród partnerów są
rzeczą naturalną, lecz nie powinny one nigdy przybierać formy kłótni, jak to nagminnie dzieje
się u nas. Dodała ponadto:
— Podobnie jak wszędzie również i u nas występują różnice w poziomie rozwoju
duchowego, w związku z czym nigdy nie spotkają się ze sobą bieguny skierowane w tym
samym kierunku, co z kolei oznaczałoby zastopowanie rozwoju ewolucyjnego. Aby mógł się
on dokonywać, stale muszą spotkać się ze sobą przeciwne bieguny. Oznacza to ich wzajemne
ścieranie się ze sobą, zderzanie różnych poglądów, co zapewnia dalszy rozwój ewolucyjny.
Jest to podstawowe prawo, któremu podlegamy nie tylko my, ale wszystkie formy życia we
wszechświecie.
71

IV POJAZDY KOSMICZNE PLEJADAN


Plejadanie dysponują całą gamą mniejszych i większych pojazdów kosmicznych różniących
się między sobą kształtem, wielkością i zasięgiem w zależności od przeznaczenia.
Do ich floty należą między innymi następujące obiekty latające:
1. Urządzenia telemetryczne.
2. Statki zwiadowcze.
3. Statki promienne.
4. Duże statki kosmiczne (brak bliższych danych).
5. Pojazdy kosmiczne do zadań specjalnych (brak bliższych danych).
1. Urządzenia telemetryczne
(zdjęcia nocne 27 i 58)
Urządzenia telemetryczne są to zdalnie sterowane, najczęściej z terenu określonych baz,
obiekty bezzałogowe pełniące rolę sond lub przyrządów pomiarowych. Mogą mieć charakter
stacjonarny lub ruchomy. Ich zakres działania ograniczony jest powierzchni planet. Mają
wielkość od l centymetra do 5 metrów. W roku 1977 wokół Ziemi krążyło w sumie około
7000 tego rodzaju urządzeń. Podczas gwiaździstych nocy w latach 1975-1978 można je było
zauważyć gołym okiem na niebie, gdyż świeciły jaskrawym, migoczącym światłem o dużej
częstotliwości. Najlepiej widoczne były te, które poruszały się na stosunkowo niskich
orbitach. Owe migające światła
72
to pewnego rodzaju impulsy służące do sterowania ich lotem. Po roku 1978 ów mechanizm
zastąpiono innym.
Podczas mojego trzeciego kontaktu z NOLami w czerwcu 1976 roku udało mi się
sfotografować tor lotu migającego urządzenia telemetrycznego (patrz zdjęcie nr 59).
Obiektów tych nie należy w żadnym wypadku mylić z pojazdami kosmicznymi, które krążą
wokół naszego globu najczęściej na wysokości od 20 do 40 kilometrów i wyglądają jak małe
punkty świetlne podobne do ziemskich sztucznych satelitów.
2. Statki rozpoznawcze
(zdjęcia 9, 19 i 20)
Statki zwiadowcze służą przede wszystkim do celów rozpoznawczych, czasami również
pełnią rolę pojazdów towarzyszących. Ich średnica wynosi od 3,5 do 5 metrów. Podobnie jak
urządzeń telemetrycznych ich zakres działania ograniczony jest do planet, lecz w
przeciwieństwie do nich są to pojazdy załogowe. Czas ich lotu jest nieograniczony.
3. Statki promienne
(zdjęcia 6, 8 i od 9 do 28)
Statki te służą do różnych celów, z których głównym jest transport osób na różne odległości,
nawet międzygwiezdne. Wykorzystywane są do przeprowadzania osobistych kontaktów oraz
różnego rodzaju prac badawczych.
Nazwa „statek promienny" pochodzi od typu używanego przez ostatnie 400 lat, którego napęd
emanował wokół siebie specjalne promieniowanie, które sprawiało, że powietrze
wypełniające przestrzeń pod statkiem migotało. W efekcie wszystko, co się znajdowało w
jego zasięgu, miało rozmazany i zniekształcony wygląd. Fotografując taki statek należało
przebywać w bezpiecznej odległości wynoszącej minimum 90 metrów, aby uchronić błonę
fotograficzną przed jego szkodliwym działaniem.
W roku 1975 zrezygnowano z tych przestarzałych pojazdów i odtransportowano je na Errę,
gdzie zezłomowano je. Produkowane obecnie statki tego typu nie emanują już wokół siebie
tego promieniowania, niemniej pozostano przy ich nazwie.
W ciągu kilku lat trwania kontaktów z Semjase Billy miał okazję poznać i sfotografować
wszystkie używane przez Plejadan typy pojazdów, a niektóre z nich nawet sfilmować.
Wszystkie mają dyskoidalny kształt i średnicę około 7 metrów, rzadziej
14-21 metrów. Statek siedmiometrowy mieści 3 osoby, przy czym do
73
74
kierowania nim wystarczy tylko jedna osoba. Materiał, z którego wykonana jest jego
powloką, to stop miedzi, niklu i srebra z dodatkiem złota. Nie posiada ona żadnych łączeń,
ponieważ stanowi jednolity odlew. Ten stosunkowo miękki materiał wykazuje wszystkie
niezbędne właściwości do odbywania wszelkiego rodzaju lotów i manewrów. Ów stop
wytwarzany jest z czystego ołowiu w trakcie siedmioetapowego procesu (patrz podrozdział
„Wytwarzanie materiału na powłoki statków"). Zdaniem pewnego eksperta użyto tu nie
znanej jeszcze na Ziemi metody spawania na zimno. Jeden z kawałków tego stopu został
zbadany w USA (patrz rozdział XII „Badania naukowe i inne dowody"). Masa
siedmiometrowego statku wynosi 1,5 tony. W górnej części statku znajduje się kabina pilota
w kształcie półkuli,
0 wysokości około 2,2 metra. W nowszych typach zamontowana jest jeszcze dodatkowa
kopuła. Najnowocześniejszy statek, jaki został zbudowany przez Plejadan specjalnie do
użytku na Ziemi, wygląda jak tort weselny. Znajdujące się na jego obrzeżu kule służą do
przemieszczania go w inne wymiary. Po rocznym użyciu na Ziemi musiał zostać wycofany z
powodu licznych uszkodzeń korozyjnych wywołanych znacznym wzrostem zanieczyszczeń w
naszej atmosferze.
Statek promienny jest zdolny wylądować o dowolnej porze, tak dniem, jak
1 nocą, bardzo precyzyjnie w wybranym miejscu, nie będąc przy tym namierzonym radarem
dzięki specjalnym ekranom ochronnym. Przyziemiając się, najczęściej unosi się tuż nad
ziemią nie zostawiając na niej żadnych śladów swojej obecności. Jeżeli jednak jego załoga
postanowi wylądować, wówczas osiada on na trzech podporach zakończonych trzema
talerzami. W tym przypadku pozostają po nim na ziemi trzy odciśnięte w niej koła o średnicy
2 metrów (patrz podrozdział „Statki kosmiczne i ślady ich lądowań" w rozdziale VII).
Ze względów bezpieczeństwa lądujący statek wytwarza wokół siebie w razie konieczności
dwa ekrany ochronne (patrz podrozdział „Środki bezpieczeństwa stosowane podczas
kontaktów" w rozdziale VI).
3.1. Urządzenie chroniące żywe istoty
Jeżeli podczas lądowania statku Plejadan w obrębie jego pola ochronnego znajdą się
zwierzęta lub ludzie, wówczas automatycznie włącza się specjalne urządzenie ochronne, które
kieruje statek w inne miejsce, aby nikt nie odniósł szkody. Kiedy nie były one jeszcze
wyposażone w to urządzenie, 4 października 1977 roku wydarzył się nieszczęśliwy wypadek,
podczas którego pilotka siedmiometrowego statku nie zauważyła podczas lądowania na małej
leśnej polanie pasącej się między drzewami sarny. W rezultacie zwierzę dostało się w obręb
ekranu ochronnego i z miejsca zginęło. Pilotka była bardzo zrozpaczona tym nieszczęśliwym
wypadkiem.
74
Nawiasem mówiąc, dzieci Billy'ego i Jocobus Bertschinger widzieli tego samego dnia o
zmierzchu lądujący w oddali i zaraz potem startujący jasny obiekt latający. Nazajutrz Billy
znalazł w tamtym miejscu lekko odciśniętą trawę i martwą sarnę.
Zdarzenie to stało się impulsem do skonstruowania odpowiedniego urządzenia
zabezpieczającego, po którego zainstalowaniu podobne nieszczęśliwe wypadki nie miały już
miejsca.
3.2. Buląje
Znajdujące się w powłoce statku bulaje nie są właściwie oknami w powszechnym tego słowa
rozumieniu. Można wprawdzie przez nie wyglądać na zewnątrz, lecz do obserwacji otoczenia
statku służą głównie ekrany kontrolne w kabinie pilota. Zadaniem bulajów jest przede
wszystkim analiza składu chemicznego atmosfery na zewnątrz statku.
Ich zewnętrzna powierzchnia pokryta jest specjalnym materiałem, który zmienia barwę w
zależności od składu atmosfery. O tym, czy atmosfera danej planety nadaje się do oddychania
informuje odpowiedni kolor. Zabarwienie się ich na kolor pomarańczowy oznacza, że skład
danej atmosfery jest dla Plejadan bezpieczny. Wraz ze zmianą barwy bulajów na kolor
pomarańczowy w kabinie pilota zapala się ponadto żółtozielone światło. Są to wskazówki,
które mówią załodze, że może przebywać poza pojazdem bez kombinezonów.
W przypadku trującego składu atmosfery, nieodpowiedniego ciśnienia lub niebezpiecznych
temperatur zewnętrzna powłoka bulajów przybiera kolor żółty, zielony, niebieski, czerwony
lub jeszcze inny i odpowiednio do tego zmienia się równocześnie barwa światła w kabinie
pilota. Tak więc bez konieczności dokonywania specjalnych analiz załoga statku
informowana jest na bieżąco, czy atmosfera na zewnątrz jest znośna, czy nie.
Jeżeli atmosfera na zewnątrz statku jest znośna, mimo iż nie nadaje się do oddychania,
Plejadanie mogą opuścić statek w specjalnych kombinezonach. Wcześniej jednak muszą
przejść przez śluzę posiadającą dodatkowe zabezpieczenie, które w przypadku stwierdzenia
niekorzystnych warunków atmosferycznych uniemożliwia wyjście na zewnątrz. Urządzenia
ochronne sprzężone są ponadto ze specjalnymi czujnikami umieszczonymi na kom-
binezonach. Cały ten system wielokrotnych zabezpieczeń funkcjonuje doskonale i wyklucza
jakąkolwiek awarię.
W przestrzeni kosmicznej, gdzie nie ma powietrza ani jakiejkolwiek atmosfery, bulaje
wyglądają jak bezbarwne, przezroczyste szyby. W tym Przypadku ich zewnętrzna powłoka
pełni rolę ochronnego filtru zabezpieczającego przed szkodliwym promieniowaniem
kosmicznym.
75
3.3. Ekrany obserwacyjne
Ekrany te umożliwiają dokładniejszą obserwację otoczenia niż bulaje oraz rejestrowanie tego
za pomocą specjalnych urządzeń odpowiadających funkcją naszym aparatom fotograficznym
i kamerom. Plejadanie nie posługują się takimi przyrządami jak nasze aparaty fotograficzne
czy kamery filmowe, w związku z czym musieli skonstruować specjalne urządzenie
ochronne, aby umożliwić Billy'emu sfotografowanie wnętrza swojego statku. W przeciwnym
razie doszłoby do prześwietlenia błony filmowej.
3.4. Antena
W starszych typach statków na środku górnej powłoki umieszczona jest antena zakończona
półkulą. Pełni ona dwie funkcje:
a) gromadzenie energii, która jest „zasysana" przez nią z otoczenia — bardzo praktyczny,
„darmowy" sposób jej pozyskiwania;
b) antena nadawczo-odbiorcza wideofonu, który umożliwia rozmówcom jednoczesne
obserwowanie siebie, tak jak to ma miejsce w naszych współczesnych wideotelefonach. Ów
wideofon ma zastosowanie przede wszystkim w obrębie danej planety, zaś w przestrzeni
kosmicznej jedynie na niewielkie odległości. Do komunikowania się na odległości mierzone
w latach świetlnych używana jest tak zwana hiperradiostacja, która nie wymaga specjalnych
anten, bowiem anteną może być cały statek.
3.5. Schemat wnętrza statku

[patrz: dołączony katalog UFO Z PLEJAD ilustracje i zdjecia - UFO Z


PLEJADg]
Objaśnienie szkicu:
(1) Szyb antygrawitacyjny ze śluzą usytuowany w dolnej części statku służący do transportu
osób. Chcąc dostać się do wnętrza pojazdu wystarczy stanąć pod jego otwartym lukiem, po
czym pionowy strumień transportowy podnosi daną osobę niczym winda. Chcąc z kolei wyjść
na zewnątrz, wystarczy stanąć wewnątrz tego strumienia, który opuszcza następnie powoli
daną osobę na ziemię.
(2) Fotel, który można rozłożyć w poziomie. Elastyczne obicie ze sztucznego tworzywa jest
tak skonstruowane, że dopasowuje się do ciała siedzącej w nim osoby. Gdy nikt w nim nie
siedzi, ma płaską powierzchnię. Można go obracać wokół własnej osi o 360 stopni oraz
przesuwać w dowolnym kierunku.
(3) Pulpit w kształcie podkowy zawierający różne przyrządy, ekrany, przełączniki etc. W
dolnej części znajdują się liczne szuflady i schowki. Na ścianie nad nim rozmieszczone są
bulaje oraz ekrany i urządzenia kontrol-
76
no-pomiarowe. Centralne miejsce zajmuje pulpit sterowniczy z drążkami do ręcznego
sterowania używanymi w przypadku, kiedy lot nie odbywa się pod kontrolą autopilota. Sufit
kabiny wykonany jest z przezroczystego materiału i pokryty drugim zestawem ekranów, które
umożliwiają kierowanie statkiem w pozycji leżącej.
3.6. Ekrany kontrolne
Ekrany kontrolne umieszczone są głównie wokół pulpitu sterowniczego i swoim wyglądem
przypominają ekrany naszych monitorów. Różnią się
jednak od nich pewnymi funkcjami oraz sposobem przedstawiania obrazu.
Jedne z nich przedstawiają obrazy krajobrazu, osób, zwierząt lub innych rzeczy, które są
niezwykle realistyczne, inne zaś jedynie obrazy i symbole,
77
które wymagają odpowiedniej interpretacji, aby zrozumieć ich sens. Wszystkie obrazy,
również te z symbolami, po ukazaniu się na ekranie przekształcają się w plastyczne,
trójwymiarowe obrazy i formy wyglądające, jak gdyby były materialnymi obiektami.
3.7. Analizator powierzchni
Jest to urządzenie pozwalające obserwować powierzchnię krajobrazu z lotu ptaka ze
wszystkimi jej szczegółami. Każdy jej szczegół można dowolnie powiększyć, aby móc się mu
dokładnie przyjrzeć. Powiększony fragment krajobrazu można wyświetlić na innym ekranie
utworzonym w obrębie głównego.
3.8. Analizator myśli
Myśli każdego człowieka rozchodzą się w postaci fal elektromagnetycznych. Analizator myśli
pozwala obserwować je na ekranie w postaci odpowiednich symboli. Urządzenie to pozwala
śledzić myśli wysyłane nie tylko przez świadomość, ale również podświadomość. Dzięki
temu można poznać prawdziwy charakter człowieka, gdyż oprócz świadomych myśli można
zobaczyć to wszystko, co się za nimi kryje.
Plejadanie tylko w wyjątkowych przypadkach sondują podświadomość danego człowieka.
Jest to ogólnie przyjęta zasada, która wynika z poglądu, że najskrytsze tajemnice danego
człowieka nie powinny obchodzić innych. Nieprzestrzeganie tej zasady mogłoby doprowadzić
do poznania zbyt wielu negatywnych faktów obciążających każdego człowieka.
O ile mi wiadomo, analizator myśli można sprzęgnąć z analizatorem powierzchni i miejsca.
3.9. Analizator miejsca
Wskaźnik pozycji to globus ziemski obracający się zgodnie z kierunkiem lotu. Podaje on
pozycję statku z dokładnością co do metra1.
Poniższa relacja z kontaktu przedstawia, jak przy pomocy tego kulistego urządzenia może
odnaleźć odpowiednie osoby i pokazać je na ekranie.
SEMJASE: Billy, jeśli przyłożysz swoją rękę do tej powierzchni, to ten globus będzie się
obracał aż do wskazanego miejsca. Jeśli położysz ją na tej płytce, to na powiększeniu mapy
będziesz mógł stosownie do swoich myśli odbieranych przez to urządzenie za pomocą tego
odbiornika namierzyć
1
Jest to oczywiście określenie umowne, ponieważ Plejadanie używają innych jednostek miary.

78
każdą formę życia. Urządzenie to pokaże ci, gdzie dokładnie znajduje się ona w danym
momencie. Jeśli jeszcze przyciśniesz ten przycisk, to pojawi się ona na tym ekranie.
Oto jeszcze jeden przykład na odczytywanie myśli:
SEMJASE: Spójrz tutaj. To urządzenie to analizator miejsca. Teraz je włączę... no i... co
widzisz?
BILLY: Och, człowieka... To przecież Jacobus... jak żywy.
SEMJASE: Zgadza się. Jak widzisz, jest czymś bardzo zajęty. A teraz spójrz na ten ekran.
Zaraz pojawią się na nim wykresy myśli.
BILLY: Wyglądają jak zasieki z drutu...
SEMJASE: Z których możemy odczytać różne rzeczy. Spójrz, ta forma odpowiada na
przykład jego podświadomości. Teraz ją powiększę... i co teraz widzisz?
BILLY: Dziewczyno, przecież to są prawdziwe obrazy.
SEMJASE: Zgadza się, i co na nich widzisz?
BILLY: To... poczekaj... to... ale to przecież dzień. Jak to możliwe, że wiem o tym. Zaraz
chyba zwariuję. Skąd wiem, że to jest dzień? Człowieku, dziewczyno, to przecież następna
środa... a to... to jest czas.
SEMJASE: Fantastyczne, potrafisz interpretować dane z analizatora. I nie muszę ci w tym
pomagać. Ja musiałam się najpierw tego nauczyć, a ty poradziłeś sobie z tym od razu. To
mnie naprawdę zadziwia.
BILLY: Naprawdę?
SEMJASE: Oczywiście.
BILLY: Czy mam interpretować dalej?
SEMJASE: Oczywiście, co teraz widzisz?
BILLY: Jeżeli się nie mylę, to to jest środa 22 października 1975 roku godzina 11.03, zgadza
się?
SEMJASE: [Śmiejąc się] Tak, i co dalej?
BILLY: Jacobus sięga po słuchawkę i wykręca numer. O, ludzie, dzwoni do mnie... chce
przyjść po południu... tak, około czternastej. Ta godzina może się jednak trochę zmienić.
SEMJASE: Potrafisz bardzo dokładnie interpretować fakty, jako że to właśnie przekazuje ten
analizator. Jacobus jeszcze nic nie wie o tych zdarzeniach, ponieważ jeszcze sobie tego nie
uświadomił. Jego podświadomość wie już o nich i zdąża w tym kierunku. Jak widzisz, dzięki
temu urządzeniu jesteśmy w stanie rejestrować takie rzeczy, a następnie je odczytywać. Jest to
jeden ze sposobów, w jaki prowadzimy nadzór i kontrolę, w jaki uzyskujemy dane na temat
spraw, które są dla nas ważne. W ten
79
właśnie sposób ustaliłam, że nasze informacje na temat twojego wpływu na pewne zdarzenia
są poddawane przez niektórych ludzi z twojej grupy w wątpliwość. Pokazując ci to nie
dokonałam wglądu w przyszłe zdarzenia, lecz użyłam tego urządzenia w podobnym celu i
zajrzałam do podświadomości różnych ludzi z twojej grupy.
BILLY: Teraz rozumiem... ale to tutaj, te osobliwe formy, co one przedstawiają.
SEMJASE: Chwileczkę... i co widzisz na powiększeniu?
BILLY: Dziewczyno, to są również obrazy, lecz stale się zmieniają i to w zwariowanym
tempie. Poczekaj... o tak... tak, to musi być to... Te obrazy mogą pochodzić tylko ze
świadomości. To musi być świadomość Jacobusa, mam rację?
SEMJASE: Zgadza się.
BILLY: Niesamowite. Widzę, że nic nie da się przed tobą ukryć.
SEMJASE: Tak by było, gdyby to urządzenie było stale włączone. Ale tak nie jest. To
urządzenie wykorzystujemy tylko do kontroli i nadzoru. Ponieważ tak jak wy musimy się
uczyć, wszelkie niezbędne informacje staramy się gromadzić w naturalny sposób, tak jak to
ma miejsce w przypadku współpracy z tobą, poprzez wymianę poglądów, ponieważ ten
sposób jest zgodny z procesem ewolucji. Ten sposób poznania sprawia jednak, że popełniane
są błędy, przez co my również, tak jak ludzie na Ziemi, dochodzimy do fałszywych
wniosków, które rzutują na nasze zachowania, oceny etc.
BILLY: To jest dla mnie oczywiste. Czy mogę spojrzeć na jedną rzecz poprzez ten analizator,
ponieważ...
3.10. Ekrany zerowej widoczności
Jest to specjalne urządzenie, które pozwala uchwycić i następnie pokazać wszystko to, czego
nie można ujrzeć gołym okiem ani też namierzyć za pomocą urządzeń radarowych. Na
przykład za jego pomocą można zobaczyć statki kosmiczne zabezpieczone przed
zlokalizowaniem.
Billy miał okazję być świadkiem działania tego urządzenia podczas słynnego manewru
łączenia statków Sojuz i Apollo, które miało miejsce w roku 1975. Śledził to wówczas z
pokładu statku Plejadan, który znajdował się bardzo blisko obu obiektów. Poza nimi
przebywało tam w tym czasie jeszcze 5 innych statków, które podobnie jak ich otoczone były
specjalnymi polami ochronnymi uniemożliwiającymi dostrzeżenie ich. Cztery z owych pięciu
statków należały do ras zaprzyjaźnionych z Plejadanami. Wszystkie one widoczne były dzięki
ekranowi zerowej widoczności, który pozwala przeniknąć dowolną barierę i materiał. Dzięki
niemu obserwator może bez trudu obserwować, co się dzieje za jakimś murem, metalową
ścianą etc.
80
Oprócz wymienionej sytuacji, podczas której widział poruszających się w stanie nieważkości
wewnątrz obu statków radzieckich i amerykańskich astronautów, Billy miał jeszcze wiele
razy okazję oglądania tego urządzenia w akcji. Na przykład 6 września 1977 roku podczas
osobistego kontaktu z Semjase, kiedy zatrzymała swój pojazd kilkaset metrów nad centrum
FIGU. Wówczas to w czasie rozmowy z nią na temat prac budowlanych okazało się, że
zostawił na stole w wozowni plany rozbudowy centrum. Semjase powiedziała mu, że to żaden
problem i po chwili wyświetliła je na ekranie owego urządzenia.
3.11. Przekaźnik telepatyczny
Jak sama nazwa wskazuje, jest to urządzenie służące do przekazywania informacji za pomocą
telepatii. W przypadku Billy'ego używane jest między innymi do kierowania go na miejsce
kontaktu, którego nie zna — bezpośrednio ze statku otrzymuje poprzez nie wskazówki, jak
ma jechać.
Jeżeli Billy jedzie na miejsce kontaktu sam, wówczas przekaźnik doprowadza go aż do
miejsca lądowania statku, natomiast w przypadku gdy ktoś mu towarzyszy, wyłącza się
automatycznie w pewnej odległości od niego. Jest to swego rodzaju sygnał ostrzegawczy
nakazujący pilotowi statku sprawdzenie osoby towarzyszącej Billy'emu, to znaczy określenie,
czy jest ona usposobiona przyjaźnie, czy też wrogo, czyli czy jest godna zaufania, czy nie.
Kontrola ta polega na analizie myśli, której nie jest w stanie wykonać przekaźnik
telepatyczny. Jeżeli wynik kontroli jest pozytywny, kontakt jest podejmowany, natomiast w
przypadku gdy jest negatywny, kontakt zostaje odwołany i przesunięty na inny termin.
Przekaźnik telepatyczny rejestruje fale mózgowe wszystkich osób związanych z misją
Billy'ego, które zostały poddane kontroli myśli. Ułatwia to później ich identyfikację,
ponieważ fale mózgowe poszczególnych ludzi różnią się od siebie jak linie papilarne.
3.12. Urządzenia leczące i regenerujące
Urządzenia leczące i regenerujące umieszczone są w pulpicie sterowniczym i mogą być użyte
również w poza kabiną sterowniczą. Billy wielokrotnie był podłączany do maszyny
regeneracyjnej, gdy wymagał tego jego stan zdrowia. Zawsze po takiej kuracji odczuwał
znaczną jego poprawę (patrz dodatkowe informacje w podrozdziale „Leczenie złamania
żeber" °raz „Leczenie z zatrucia jadem kiełbasianym").
3.13. Leczenie złamania żeber
Oto fragment rozmowy Billy'ego z Semjase z 28 marca 1976 roku
na ten temat:
81
SEMJASE: Czujesz bóle?
BILLY: Niewielkie. Przewróciłem się na motorowerze i stłukłem sobie dwa żebra.
SEMJASE: To niedobrze. Pokaż, gdzie cię boli.
BILLY: Och, nie jest aż tak źle.
SEMJASE: Nie bagatelizuj tego, chcę, abyś mi to pokazał.
BILLY: To naprawdę nic takiego.
SEMJASE: Mnie się wydaje, że jest inaczej. Pozwól, że to obejrzę.
BILLY: W porządku, w porządku... tu mnie złapało.
SEMJASE: Rozbierz się do pasa.
BILLY: No dobrze, niech będzie... [zdejmuję płaszcz, koszulę i podkoszulek].
SEMJASE: No... tak jak przypuszczałam. Jak możesz w takim stanie jeszcze jeździć
motorowerem. To bardzo nierozsądne. Oba te żebra są złamane. Powinieneś się położyć.
Przypuszczam, że wiedziałeś o tym.
BILLY: Oczywiście, ale można się do tego przyzwyczaić. Te dwa żebra złamałem już po raz
trzeci. Może rzeczywiście powinienem w końcu je naprawić... skleić klejem...
SEMJASE: Jak zwykle jesteś w tych sprawach bardzo nierozsądny. Pójdziesz teraz do domu
i będziesz wypoczywał.
BILLY: To niemożliwe, mam mnóstwo pytań... [Zaraz potem poszedł do domu, ponieważ w
związku z tą sytuacją Semjase odmówiła mu odpowiedzi na dalsze pytania. — Przyp- G.M.]
W niedzielę 6 kwietnia 1976 roku miała miejsce kolejna rozmowa między nimi. Oto jej
fragment:
SEMJASE: Jesteś bardzo zagadkowy. Rozbierz się teraz do połowy. To urządzenie
zregeneruje twoje złamane żebra. Musisz tylko usiąść tutaj pomiędzy tymi dwoma biegunami.
Kości obu żeber będą po tym zabiegu całkowicie zregenerowane i po złamaniu nie zostanie
nawet ślad. Teraz usiądź między nimi... o tak... tak jest dobrze... Teraz przez minutę nie ruszaj
się... To całe miejsce jest bardzo zaognione, zwłaszcza powierzchnia kości. Niestety tym
urządzeniem nie da się zlikwidować tego stanu zapalnego. Potrwa jakieś dwa miesiące, zanim
to wszystko się ostatecznie zrośnie. Następnym razem wyleczę tamto specjalnym przyrządem.
BILLY: Dziękuję, to wystarczy, Semjase. Kiedy mam już kości połatane i posklejane, reszta
to pestka. Jakoś to już zniosę.
SEMJASE: Z pewnością, nie zamierzam być natrętna. Cieszę się, że twoje żebra są już
zdrowe. Tak, to wystarczy... wszystko w porządku. Poruszaj się trochę. No, tak, widzę, że
wszystko jest w porządku.
82
BILLY: To cudowne. Nie czuję już tego silnego bólu. SEMJASE: Tak być powinno. I
uważaj na siebie w przyszłości. BILLY: Będę się starał. Czy mogę się już ubrać? SEMJASE:
Oczywiście.
BILLY: Zatem wielkie dzięki, dobra dziewczyno. Jesteś mi bliższa niż siostra.
3.14. Leczenie z zatrucia jadem kiełbasianym
Temat ten został poruszony przez Semjase i Billy'ego podczas rozmowy, która miała miejsce
16 lipca 1977 roku:
SEMJASE: Twoja twarz wskazuje na ból i gorączkę, co ci dolega?
BILLY: Nie ma o czym mówić.
SEMJASE: Siądź tu.
BILLY: Po co?
SEMJASE: To urządzenie powie, co ci dolega.
BILLY: Nie ma potrzeby, sam wiem, co mi jest. Zatrułem się kiełbasą i wszyscy o tym
wiedzą. Nalegają, żebym poszedł do lekarza. Nie jest jeszcze tak źle. Najpierw spróbuję
wyleczyć się sam. Jakoś się trzymam i jeszcze mogę chodzić.
SEMJASE: Znam już to twoje bagatelizowanie zdrowia... Twoja twarz świadczy jednak o
czymś innym. Siądź tu.
BILLY: Jeśli uważasz, że to konieczne...
SEMJASE: Nie sprzeciwiaj się i usiądź.
BILLY: Niech ci będzie... Jesteś teraz zadowolona.
SEMJASE: Tak, tak jest dobrze. Wyglądasz na wykończonego i wydaje mi się, że nie jadłeś
od wielu dni.
BILLY: Nie jest tak źle. Jak mogłem jeść, skoro cały czas jest mi niedobrze.
SEMJASE: A jednak. To zatrucie nie jest wcale taką błahą sprawą, jak ci się wydaje. To
urządzenie pokazuje, że doszło już do zatrucia krwi, porażone zostały nawet niektóre komórki
mózgowe, stąd twój pesymistyczny nastrój.
BILLY: To przecież całkiem normalne przy zatruciu mięsem.
SEMJASE: To nie jest wcale takie całkiem normalne. Z tego, co tu widzę, to nie jest typowe
zatrucie, ale ciężka w skutkach infekcja wywołana pasożytami mięsa.
BILLY: Myślisz, że to są...
SEMJASE: Oczywiście, dlatego muszę podjąć odpowiednie kroki. Daj mi rękę. Tak, dobrze.
83
BILLY: Cóż to jest?
SEMJASE: Neutralizator pasożytów, jakby nazwali to Ziemianie. Ten przyrząd
automatycznie neutralizuje wszystkie zagrażające życiu pasożyty chorobotwórcze znajdujące
się w obrębie organizmu ludzkiej formy życia... w chwili zetknięcia się tej przezroczystej
powierzchni ze skórą. Czas neutralizacji całego ciała wynosi około sześciu sekund, przy czym
neutralizator w niespełna sekundę dostosowuje się automatycznie do budowy psychofizycznej
danego organizmu. To urządzenie neutralizuje również wszystkie szkody wywołane przez
pasożyty.
BILLY: To wspaniale. Znowu czuję się jako nowo narodzony. Powiedz mi, co właściwie
rozumiesz pod nazwą pasożyty w przypadku choroby lub
zatrucia?
SEMJASE: To pojęcie obejmuje wszystkie rodzaje drobnoustrojów, bakterii, wirusów i inne
czynniki chorobotwórcze, których istnienia w wielu przypadkach ziemska nauka jeszcze nie
zna, mimo iż wiele z nich zostało już odkrytych.
BILLY: Rozumiem. Zatem zalicza się do nich również salmonellę i inne
drobnoustroje.
SEMJASE: Oczywiście.
3.15. Czytnik pamięci
Jest to urządzenie w kształcie hełmu, które nakłada się na głowę człowiekowi jak fryzjerską
suszarkę. Pozwala ono dotrzeć do wiedzy i umiejętności zgromadzonych w czasie
poprzednich inkarnacji, które nigdy nie giną. Korzystanie z niego możliwe jest tylko pod
warunkiem, że owa wiedza i umiejętności zostaną wykorzystane wyłącznie do własnego roz-
woju i spełnienia swojej misji życiowej.
Specjalny mechanizm blokujący w mózgu uniemożliwia dostęp do owej wiedzy i
umiejętności, w przypadku gdy człowiek będzie chciał wykorzystać je w celach czysto
materialistycznych lub dla popisania się nimi. Ta blokada aktywizuje się również w
przypadku, gdy do tej wiedzy próbuje dotrzeć ktoś obcy. Wszystkie tego rodzaju próby
skazane są z góry na niepowodzenie.
Jak wykazały dotychczasowe próby z poddawaniem Billy'ego hipnozie, ta blokada istnieje i
jest tak silna, że w trakcie prób jej przełamania pojawiła się nawet groźba utraty życia przez
wszystkich tych, którzy mimo ostrzeżeń usiłowaliby wydobyć od niego chronione przez nią
informacje.
3.16. Paralizator drgań
Urządzenie to pozwala zatrzymywać pojazdy znajdujące się w ruchu, a także unieruchamiać
aparaty fotograficzne i kamery filmowe.
84
Specjalnie dla Billy'ego wyprodukowano urządzenie, które pozwala na robienie zdjęć z
wnętrza pojazdów Plejadan bez utraty ich jakości. Inne urządzenie znajdujące się wewnątrz
statku umożliwia podsłuch naszych ziemskich środków łączności. Potrafi ono także blokować
wysyłanie meldunków ze statków kosmicznych za pomocą fal radiowych poprzez ich
całkowitą absorbcję.
3.17. Laserowe działo pokładowe
Statki kosmiczne Plejadan wyposażone są w różne rodzaje broni. Spośród nich Billy mógł
sprawdzić w działaniu działko laserowe, którym zniszczył gniazdo niebezpiecznych bakterii
(patrz podrozdział „Drugi atak - infekcja bakteryjna" w rozdziale XIV).
3.18. Przekaźnik rozmów
Urządzenie to służy do przekazywania dokładnych zapisów rozmów prowadzonych przez
Plejadan z ich łącznikami. Odpowiednio do przekazywanych przez nie impulsów łącznik
wystukuje na maszynie do pisania dany tekst (patrzpodrozdział „Przekazywanie zapisów
rozmów" w rozdziale VI).
4. Wytwarzanie materiału na powłoki statków
Zewnętrzna powłoka statku kosmicznego Plejadan stanowi stop miedzi, niklu i srebra oraz w
przypadku statków do zadań specjalnych również złota. Jej powierzchnia jest całkowicie
pozbawiona jakichkolwiek spojeń, gdyż jest wykonana jako jeden odlew. Ów stosunkowo
miękki stop metalu posiada wszystkie właściwości niezbędne do wykonywania wszelkich
możliwych manewrów lotniczych. Wytwarzany jest w siedmioetapowym procesie
produkcyjnym z czystego ołowiu. W pierwszym etapie zbierane są różne substancje
zawierające ten pierwiastek, takie jak atmosfery ciał niebieskich, woda, określone rośliny etc.
W pierwszym etapie w trakcie bardzo skomplikowanych procesów produkcyjnych substancje
te zamieniane są w absolutnie czysty ołów nie zawierający żadnych zanieczyszczeń.
W drugim etapie czysty ołów pozbawiany jest szkodliwego promieniowania, jakie każda
substancja w mniejszym lub większym stopniu chłonie ze środowiska.
W trzecim etapie następuje upłynnianie ołowiu. Dokonuje się to poprzez poddawanie go
określonym wibracjom. Przemiana ta, podczas której zmienia on swoją strukturę, realizowana
jest w kilku podetapach.
W czwartym i piątym etapie upłynniony ołów przemieszczany jest przez specjalną spiralę
chłodzącą, w wyniku czego przybiera on postać kawałków
85
metalu. Proces ten powtarzany jest kilkakrotnie, aż materiał ten osiągnie wymagane
właściwości.
Podczas szóstego etapu powstaje ostateczny stop.
W siódmym i jednocześnie ostatnim etapie wytwarza się metalowe płyty, z których produkuje
się następnie powłoki statków, które jak już wspomniałem, stanowią jeden element.
Ów proces produkcyjny jest niezwykły głównie z dwóch powodów:
1. Z lekcji chemii wiemy, że każdy stop metali zawiera te same składniki, które zostały użyte
do jego wytworzenia. Na przykład do produkcji mosiądzu używa się 70-80% miedzi i 20-30%
cynku. Plejadanie do produkcji stopu miedzi, niklu i srebra używają wyłącznie czystego
ołowiu, przy czym ołów nie jest później w ogóle wymieniany jako jego składnik.
2. Plejadanie stosują nie znaną nam technikę wibracji pozwalającą na upłynnianie metali bez
ich podgrzewania, którą można nazwać topieniem na zimno. Dzięki Plejadanom wiemy, że
istnieje możliwość przemiany różnych substancji. Znając tę metodę można na przykład prze-
kształcić ołów w dowolny stop. Jednak sami Plejadanie nie opanowali jeszcze do końca tego
zagadkowego procesu. Mimo to możliwe jest przekształcenie ołowiu w złoto, do czego dążyli
wszyscy nasi alchemicy. Jak na razie również Plejadanie nie posiedli jeszcze owego
przysłowiowego kamienia filozoficznego.
5. Możliwości techniczne statków Plejadan
Jak już wcześniej wspomniałem, Plejadanie do perfekcji opanowali podróże kosmiczne.
Ostatnie z wymienionych na początku tego rozdziału statków są zdolne nie tylko do
wykonywania najbardziej niezwykłych manewrów lotniczych, ale potrafią również
wykonywać rzeczy, jakie są w stanie wykonywać pojazdy tylko niektórych cywilizacji w
naszym wszechświecie.
Podobnie jak pojazdy innych cywilizacji pozaziemskich statki kosmiczne Plejadan również
potrafią latać całkowicie bezgłośnie i niewidocznie oraz lądować w dowolnym miejscu. To co
je jednak odróżnia od innych, to zdolność przeskakiwania w tak zwaną hiperprzestrzeń, gdzie
nie istnieje przestrzeń i czas. Przenikając przez hiperprzestrzeń można pokonać dowolną
odległość w normalnej czasoprzestrzeni w zerowym czasie. Bez znajomości tej techniki
odwiedzanie przez nich Ziemi byłoby niemożliwe.
Ponadto potrafią one przenikać w inne wymiary (płaszczyzny czasoprzestrzeni), a także cofać
się w czasie, co dla nas wydaje się już zupełnym
86
cudem. Erranie potrafią nie tylko przemieszczać się w przeszłość, ale również w przyszłość.
Mimo iż zdecydowana większość naszych uczonych skwituje te stwierdzenia kpiącym
uśmiechem, nie zmieni to faktu, że to wszystko jest możliwe i że są istoty, które potrafią to
robić.
6. Ekrany ochronne statków Plejadan
1. Żaden statek Plejadan nie może być zlokalizowany radarem ani jakimkolwiek urządzeniem
optycznym lub akustycznym, gdyż każdy z nich wyposażony jest w odpowiednie ekrany
ochronne.
2. Ze względów bezpieczeństwa statek lądujący w ciągu dnia włącza 2 ekrany ochronne.
Zewnętrzny niewidoczny i niewyczuwalny ekran sięga na odległość około 500 metrów i
sprawia, że nieproszona żywa istota próbująca świadomie lub nieświadomie zbliżyć się do
statku prowadzona jest wzdłuż niego. Drugi, wewnętrzny ekran, sięga na odległość około
100 metrów i jest niemożliwy do przeniknięcia, nawet gdyby komuś udało się wcześniej
przedostać przez zewnętrzny. Nawet wystrzeliwane w jego kierunku pociski zmieniają
kierunek lub zagłębiają się w nim na głębokość około 30 metrów, po czym zostają odrzucone
jak od sprężystej ściany. Istnieją również specjalne ekrany chroniące nawet przed bombami
jądrowymi.
3. Każdy statek Plejadan dysponuje ekranem, który zapobiega przenikaniu do ich wnętrza
negatywnych wibracji, włącznie z wibracjami Ziemian posiadającymi stosunkowo niskie
częstotliwości. Przepuszczane są tylko pozytywne drgania.
4. Inny ekran ochronny odpycha wszystkie przeszkody, które występują na trasie lotu statku,
chroniąc go w ten sposób przed ewentualnymi uszkodzeniami mechanicznymi. Do tych
przeszkód należy na przykład atmosfera danego ciała niebieskiego, pył międzygwiezdny,
który wypełnia cały wszechświat, meteoryty, promieniowanie kosmiczne etc. Ów ekran
odpycha wymienione przeszkody, dzięki czemu statek unika kontaktu z nimi.
5- Statki Plejadan wytwarzają własne pole grawitacyjne czyniące z nich miniaturki ciał
niebieskich, które neutralizuje wszystkie pozostałe pola grawitacyjne niezgodne z ich
własnym. Dzięki temu wszystkie pojazdy załogowe zabezpieczone są przed wszelkiego
rodzaju zderzeniami. Specjalne czujniki, których wskazania śledzone są automatycznie przez
półorganiczny mózg statku lub pilota, dbają o to, aby statek w porę omijał przeszkody. W
przypadku gdyby zawiodły, wówczas każdy napotkany obiekt latający znajdujący się na trasie
statku jest odrzucany
87
przez ekran ochronny. Przechodzenie ze sterowania ręcznego na automatyczne może
dokonywać się w przypadku wystąpienia błędów samoczynnie lub poprzez przyciśnięcie
odpowiedniego przełącznika.
Nowoczesne statki Plejadan mają pełne zabezpieczenie dzięki urządzeniu, które odpowiednio
wcześniej wyłapuje wszelkie usterki, uszkodzenia materiałowe i inne wady, co umożliwia
usuwanie ich w porę.
88

V BILLY – ŁĄCZNIK PLEJADAN


1. Kim jest Billy?
Jest mężczyzną z jednym ramieniem
Wyraz oczu ma miękki i ciepły
l przejrzysty jak najczystsze źródło.
Miłością ból ludzki i troskę uśmierza
Nie lęka się nawet największego ryzyka
By osiągnąć cel wytyczony
I niczym wiosna
Z roku na rok swą wiedzę i mądrość rozwija
I taki już pozostanie na wieczność.
Elisabeth Moosbrugger
Nie sposób w jednym rozdziale opisać życia i osobowości tak niezwykłego człowieka, jak
Billy, niemniej starałem się to zrobić najdokładniej, jak to było możliwe. Przedstawienie go
jest dla mnie o tyle istotne, że z powodu swojej osobliwej osobowości i częściowo źle
rozumianej skromności jest on bardzo często niewłaściwie postrzegany. Nawet ludzie znający
go od lat wiedzą w rzeczywistości o nim niewiele, a już prawie zupełnie nic o tym, co w nim
siedzi. Chcę podkreślić z całą mocą, że nie można go mierzyć tą samą miarką, co innych
ludzi, co znalazło potwierdzenie nawet w słowach Semjase, która powiedziała, że wszystkie
znane im metody oceniania ludzi
89
zawiodłyby w jego przypadku, z wyjątkiem oczywiście astrologicznego sposobu określania
osobowości. W chwili obecnej jest jednak na Ziemi bardzo niewielu ekspertów, którzy
potrafiliby sporządzić całkowicie prawidłową analizę osobowości człowieka.
Pełne nazwisko Billy'ego brzmi Eduard Albert Meier, przy czym pierwsze imię oznacza
„Strażnik skarbu", co jest w pełni zgodne z jego osobowością. Przydomka „Billy" nie
wymyślił sam, nadała mu go w Teheranie Amerykanka Judy Ried, bowiem podczas pobytu
tam chodził ubrany na czarno niczym kowboj. Plejadanie od dawna nakłaniają go, aby
przestał go używać, ale przywarło ono do niego już tak bardzo, że jest to już chyba
niemożliwe. Określenie „Billy" pojawia się zresztą w dawnych przepowiedniach, w których
jest mowa o współczesnym proroku imieniem Billy.
Urodził się 3 lutego 1937 roku o godzinie 11. czasu środkowoeuropejskiego w rodzinie
Irlandczyków w Bułach położonym w odległości około 20 kilometrów na północ od Zurychu.
Ponieważ jego rodzinie nie wiodło się najlepiej, już od najmłodszych lat musiał wraz z
rodzeństwem pomagać rodzicom w codziennych obowiązkach. Dopiero nocą mógł odrabiać
lekcje.
Pierwsze kontakty istoty pozaziemskie nawiązały z nim, gdy miał pięć lat. Nie nauczył się
wówczas co prawda zbyt wiele, ale stopniowo zaczął się odróżniać od swoich rówieśników
— stał się samotnikiem i łatwo wpadał w złość w różnych sytuacjach, zarówno w szkole, jak i
w domu, przez co z reguły wszystko co złe zrzucano na niego, on zaś zamiast się bronić,
zwykle milczał jak grób. Z tego powodu był częstym gościem różnych zakładów
wychowawczych. Ale żaden z nich nie chciał go trzymać dłużej u siebie, w związku z czym
odsyłano go od jednego ośrodka do drugiego. W końcu miał dość tych ciągłych zmian
miejsca pobytu i postanowił uciec. Przez jakiś czas wałęsał się samotnie po lasach,
odżywiając się czym popadnie. W końcu został złapany i odstawiony do nowego zakładu.
Cała zabawa zaczęła się od początku i trwała przez 5 następnych lat.
W końcu trafił do kliniki psychiatrycznej, gdzie poddano go badaniu. Przebywając tam
postanowił uciec z kraju, co mu się udało, mimo iż nie obyło się to bez pewnych komplikacji.
Przekroczywszy granicę, udał się do Francji, gdzie jako piętnastolatek zgłosił się do Legii
Cudzoziemskiej. Szybko zrozumiał, że było to błędne posunięcie, jednak na wycofanie się
było już za późno, zaś ucieczka z niej była niemożliwa. Mimo to zaryzykował i szczęśliwie
przedostał się na drugi brzeg Renu. Wróciwszy do Szwajcarii oddał się w ręce władz, które
obciążyły go licznymi przewinieniami i zamknęły w klinice Kantonalnej Rheinau, gdzie
psychiatrzy stwierdzili u niego ponadprzeciętną inteligencję. Następnie postawiono go przed
sądem, który skazał go na 4,5 roku więzienia. Przez cały czas odbywania
90
tego wyroku, mimo iż siedział w więzieniu niesłusznie, nie zrobił nic, aby uzyskać
uniewinnienie. Pobyt w więzieniu wpłynął na niego pozytywnie, stając się znakomitą
podwaliną pod przyszłe skomplikowane zadania, jakie na niego czekały. Wspominając to
dzisiaj, powiedział:
- Muszę przyznać, że pobyt w zakładach wychowawczych i w więzieniu nie był tak całkiem
bezużyteczny, bowiem mogłem w tym czasie nauczyć się wielu rzeczy, o wiele więcej niż na
wolności. Bardzo istotne w tej edukacji było dla mnie zrozumienie, że należy być skromnym i
samodzielnym, aby móc być prawdziwym człowiekiem.
Po wyjściu z więzienia opuścił Szwajcarię i udał się na wędrówkę po świecie, podczas której
odwiedził 42 kraje Europy, Afryki i Azji. Wrócił do niej po 12 latach, w roku 1969,
przemierzając w tym czasie 35.000 kilometrów, z czego 1/10 pieszo, resztę natomiast
rowerem, samochodami osobowymi, ciężarówkami, autobusami, statkiem, awionetką,
helikopterem, koleją, a także na koniu, wielbłądzie oraz w Indiach na słoniu. Po drodze
poznawał kraje i ludzi oraz gromadził doświadczenia. Imał się każdej pracy, aby zarobić na
chleb. W rezultacie opanował 352 zawody. Posiadając sporą wiedzę w dziedzinie teologii,
teozofii, psychologii i psychiatrii pełnił rolę kaznodziei, duchownego, medyka, wiejskiego
lekarza i weterynarza. Gdzie indziej pracował jako murarz, szklarz, stolarz, cieśla, malarz,
instalator etc. Obeznany był również z leśnictwem, rolnictwem, budową ulic itp. Jeśli zaś
chodzi o jego umiejętności w pisaniu na maszynie, to mógłby rywalizować pod tym
względem z niejedną stenotypistką biurową (patrz rozdział VI). W Zachodnim Pakistanie
zajmował się nawet szmuglem, który cieszy się tam sporym poważaniem. Następnie był
nauczycielem niemieckiego, wartownikiem, pracował przy materiałach wybuchowych, a
także jako prywatny detektyw. Wykonując ten ostatni zawód stracił lewe ramię. Te liczne
umiejętności wykorzystane zostały potem przy budowie Centrum w Hinterschmidruti.
W trakcie swoich wędrówek studiował wszelkie możliwe religie, z jakimi się stykał,
uzyskując w ten sposób przejrzysty obraz najważniejszych światopoglądów. Aby wzbogacić
swoją wiedzę nie wahał się wstępować na krótko do różnych sekt i tajnych zrzeszeń.
Przebywał nawet u mędrców w Indiach, których istnienie nie jest znane opinii publicznej
świata, bowiem żyją oni w całkowitym odosobnieniu jak eremici.
3 sierpnia 1965 roku w Iskenderunie w Turcji spotkała go tragedia. Stracił wówczas w
wypadku autobusowym lewe ramię. Leżał przez trzy godziny nieprzytomny w rowie, gdyż
sądzono, że już nie żyje. Gdy później odkryto tę pomyłkę, było już za późno na uratowanie
ręki. Amputację przeprowadzono w urągających higienie warunkach, przez co nadal od czasu
do czasu odczuwa w pozostałym po niej kikucie silne bóle.
91
25 grudnia tego samego roku poznał w Grecji swoją przyszłą żonę Kalliope i miesiąc później,
25 stycznia 1966 roku, zaręczył się z nią. Z powodu sprzeciwu jej rodziny 25 lutego porwał ją
i 25 marca 1966 roku w Korinthos po wielu perypetiach odbył się ich ślub. Mają troje dzieci:
córkę Gilgameshę i dwóch synów, Atlantisa i Methusalema. Niestety wraz z zawarciem
małżeństwa ich problemy i konflikty nie ustały.
Ktoś, kto zna go pobieżnie lub tylko ze słyszenia, może z rozczarowaniem stwierdzić, że ani
jego pochodzenie, ani wygląd zewnętrzny nie wskazuje na taką osobowość, jaką jest. Nie
posiada dóbr materialnych, pozycji społecznej ani wyższego wykształcenia, a co za tym idzie
żadnego tytułu naukowego. Jedyną rzeczą tego rodzaju, którą mogę tu wymienić, jest tytuł
honorowy szejka Muhammeda Abdulli przyznany mu przez mosze Ahmdiyya z Karaczi w
Zachodnim Pakistanie. (Jego żona Kalliope otrzymała z kolei tytuł honorowy szejka Aischy
Abdulli). Poza tym w sierpniu 1988 roku w imieniu wszystkich japońskich klubów karate
nadano mu tytuł Mistrza Piątego Dana Honoris Causa. Billy jest człowiekiem jak każdy i
oprócz zalet posiada również wady. Jak wszyscy popełnia błędy, bez których nie byłby
możliwy dalszy rozwój. Najgorszą sprawą jest jednak rozczarowanie wielu ludzi, którzy
spodziewają się ujrzeć nad jego głową aureolę świętego. Jednak pozory mylą, jak głosi stare
przysłowie. Właściwie tylko w niewielkim stopniu poznaliśmy jego wielkość, bowiem jego
talenty są w większości ukryte, jako że nie chce ich on prezentować opinii publicznej.
Dlatego też między innymi od lat nie udziela już wywiadów (pominąwszy sporadyczne
przypadki), aby nie sprawiać wrażenia, że zależy mu na sławie. Kto go zna naprawdę, wie, co
on potrafi i jakie tkwią w nim siły. Muszę jednak stwierdzić — i wcale nie jest to przejaw
bałwochwalstwa - że pod wieloma względami jest on nadzwyczajną postacią. Już sama
wiedza i umiejętności manualne, a przede wszystkim jego wszechstronność, są godne
podziwu. Jego największa siła leży jednak gdzie indziej. Nie mam tu na myśli bogactwa
materialnego, lecz bogactwo wiedzy, którą zdobył poprzez intensywne studia tak zwanych
nauk duchowych. Chodzi tu przede wszystkim o poznanie uniwersalnych praw przyrody lub
inaczej mówiąc, praw Kreacji oraz o funkcjonowanie i zastosowanie sił umysłu.
Aby móc przyswoić sobie tę wiedzę i umiejętności, korzystał z pomocy istot pozaziemskich, z
którymi kontaktuje się od najmłodszych lat, zarówno osobiście, jak i telepatycznie, oraz z
inspiracji płynących ku niemu od bardzo rozwiniętych niematerialnych form bytu (te sprawy
są szczegółowo omówione w rozdziale VI).
Biorąc pod uwagę informacje, które łącznicy tacy jak Billy starają się upowszechnić, nie
dziwi fakt, że są atakowani -- zwłaszcza Billy. Aby
92
utrudnić mu rozpowszechnianie prawdy, pewne kręgi osób usiłują wszelkimi sposobami
zmusić go do milczenia, nawet próbując wysłać go w zaświaty. W latach 1975-76 dokonano
trzech podstępnych zamachów na jego życie (patrz rozdziały XIII i XIV).
Jego wrogowie określają go jako osobę pośrednią między Einsteinem i Dylem Sowizdrzałem
bądź mówią o nim wprost jako o szarlatanie i kłamcy. Dzieje się tak do dziś. Mimo tych
wszystkich intryg i oszczerstw, jakie kierowano pod jego adresem, nieraz z kręgu
najbliższych osób, nigdy nie zdołano mu udowodnić żadnej z rzeczy, które mu zarzucano.
28 stycznia 1975 roku rozpoczął się zupełnie nowy etap w jego życiu. Tego dnia Plejadanka
Semjase nawiązała z nim pierwszy spośród wielu kontaktów, które trwały potem przez 11 lat.
Ten dzień należy traktować jako początek jego misji, bowiem od tej chwili przestał pracować
zawodowo i całkowicie się jej poświęcił.
Wymienienie wszystkich jego poczynań trwałoby zbyt długo, dlatego ograniczę się tylko do
najważniejszych. Wiosną 1977 roku przeniósł się wraz z rodziną z Hinwil do
Hinterschmidruti położonego w dolinie Toss na Wyżynie Szwajcarskiej, gdzie do dzisiaj
znajduje się jego dom, który nosi nazwę „Semjase-Silver-Star-Center" na cześć jego
pozaziemskiej przyjaciółki, która okazała szczególną pomoc w czasie jego adaptacji i
rozbudowy. Tam również znajduje się siedziba FIGU założonego przezeń w sierpniu 1975
roku. Oficjalne zebranie założycielskie tego stowarzyszenia odbyło się jednak znacznie
później, to jest 17 czerwca 1978 roku. FIGU2 to skrót oznaczający Niezależne Stowarzyszenie
do spraw Nauk Pogranicza, Wiedzy Duchowej oraz Studiów Ufologicznych. Jest to
niedochodowa organizacja skupiająca poszukiwaczy i badaczy uniwersalnej prawdy. Centrum
zajmuje powierzchnię kilku hektarów i składa się z domu i kilku mniejszych zabudowań. Na
początku gospodarstwo to było zupełną ruiną otoczoną nieużytkami. Wiele lat ciężkiej pracy
wielu ludzi sprawiło, że ten zaniedbany kawałek ziemi wygląda dzisiaj jak kawałek raju.
2. Współczesny prorok
Znamienną cechą naszych czasów jest to, że wiele słów zatraciło swoje pierwotne znaczenie
lub nabrało innej wymowy. Jednym z nich jest słowo „prorok", które w obecnych czasach
rodzi niestety nie najlepsze skojarzenia. Co Billy ma z nim wspólnego? Czy stwierdzenie, że
jest on współczes-
2
Freie Interessengemeinschaft für Grenz- und Geisteswissenschaften und Ufologiestudien.

93
nym prorokiem, rzeczywiście pochodzi od niego? Prawdę mówiąc, mnie samemu niełatwo
było się z tym oswoić. Jak wiele innych osób najpierw potrzebowałem nieco czasu na
oswojenie się z myślą, że jest łącznikiem, a dopiero potem zacząłem przyzwyczajać się do
faktu, że jest prorokiem. Jak się okazuje, to określenie nie pochodzi od niego. Nazwany tak
został podczas pierwszych inspiracji, które otrzymał od bardzo wysoko rozwiniętej
niematerialnej formy bytu zwanej Arahat Athersata (patrz podrozdział „Inspiracje"). Bardzo
się bronił przed tym określeniem.
W czasie rozmowy z Ptaahem powiedział:
- [Arahat Athersata] nazwał mnie wielkim prorokiem, jak gdybym zjadł wszystkie mądrości
świata. Jest to zbyt wyolbrzymione określenie, nie jestem żadnym prorokiem. To patetyczne
określenie Arahat Athersaty bardzo mnie denerwowało i dlatego między innymi
zrezygnowałem z kontaktów z nim. Musiałem się zastanowić, czy w ogóle chcę wziąć na
siebie tę misję. Gdybym zaczął nazywać się prorokiem, ludzie zarzuciliby mi zarozumiałość i
zaczęli traktować jak oszusta.
Ptaah zwrócił mu uwagę, że ludzie mają całkowicie fałszywy obraz proroka. Prawdziwy
prorok jest bowiem taką samą istotą jak inni. Oświadczył mu, że powinien zachować swoją
skromność uznając jednocześnie swoją wiedzę i związaną z tym mądrość. Mimo tych
pouczeń Billy z wielkimi oporami przyzwyczajał się do narzuconej mu roli.
W dzisiejszych czasach tak wielu ludzi podaje się za proroków, że nie sposób osądzić, co jest
prawdą a co kłamstwem. Rynek ezoteryczny przypomina dżunglę, w której łatwo zabłądzić,
jeśli nie trzyma się wytyczonego kierunku, który wyznacza nam właśnie prorok. Zgodnie z
prawami Kreacji każda zamieszkała planeta wydaje od czasu do czasu jedną lub kilka
nadzwyczaj wysoko rozwiniętych form życia, z którymi mogą porozumieć się wyższe
inteligencje, aby wspomóc ewolucję. Ludzie ci nazywani na Ziemi prorokami często są
szkalowani i wyśmiewani. Zarzuca, się im głoszenie kłamstw, szarlatanerię i wybujałą
fantazję.
Prorok—w danym momencie czasowym zawsze istnieje tylko jeden —jest szkolony i uczony
przez istoty pozaziemskie, dzięki czemu jego wiedza i mądrość zawsze wykracza ponad
przeciętną. To on odbiera i upowszechnia przełomowe, wybiegające w przyszłość informacje.
Ponieważ mają one charakter proroczy, stąd też nazwa prorok. On to przekazuje ludziom
prawa Kreacji, aby mogli oni przy ich pomocy dążyć do prawdy. Współcześni prorocy muszą
stosować zupełnie inne metody działania niż dawni. Tamci mieszkali w dzikich i
niedostępnych miejscach i tylko od czasu do czasu zjawiali się wśród ludzi. Wszelkiego
rodzaju nauki przekazywali wyłącznie ustnie, bowiem ludzie nie potrafili wówczas zarówno
pisać, jak i czytać. Te czasy należą już jednak do przeszłości, ponieważ
94
możliwości upowszechniania prawdy zmieniły się znacznie dzięki nowoczesnym technikom
przekazu. Prorok lub jak kto woli, głosiciel prawdy, zostaje przydzielony do tej misji jeszcze
przed swoimi narodzinami. Niestety coraz częściej pojawiają się prorocy-samozwańcy.
Prawdziwy prorok od momentu narodzin jest pod kontrolą wyższej formy życia. W
przypadku Billy'ego rolę tę pełnił Sfaath — dziadek Semjase. Jego zadaniem była ochrona i
nauczanie Billy'ego.
Zgodnie z tą regułą wszyscy dotychczasowi prorocy, jacy kiedykolwiek pojawili się na Ziemi,
już na długo przed swoimi narodzinami, a niekiedy i we wcześniejszym życiu byli
przygotowywani do pełnienia swoich misji. Jest to zgodne z prawem Kreacji, którego nikt nie
może ignorować. Z jednej strony ich wyboru dokonują wyższe pod względem rozwoju
duchowego formy bytu (na przykład z poziomu Petale lub Arahat Athersata), z drugiej zaś ów
wybór jest świadomie akceptowany z poczucia obowiązku, w związku z czym nie występuje
tu jakikolwiek przymus.
Życie tych ludzi już od chwili narodzin ukierunkowywane jest na pełnienie tej misji. Jest ono
z reguły bardzo ciężkie i gorzkie. Mimo ofiarnej pomocy ze strony pozaziemskich mistrzów,
swoją wiedzę muszą zdobywać w pocie czoła. Sami muszą dochodzić do swoich poglądów —
obce im jest beztroskie, przyjemne życie. Jeśli gdzieś pojawia się rzekomy głosiciel prawdy,
którego życie nie jest usłane cierniami, to należy przypuszczać, że nie jest to prawdziwy
prorok. Ludzie tacy głoszą zwykle fałszywe nauki wymagające stałych korekt, podczas gdy
prawdziwi prorocy głoszą nauki, które są zawsze aktualne i nie wymagają żadnych zmian. Ku
zmartwieniu wielu ludzi prorok zwykle otwarcie piętnuje zło, nieraz używając ostrych słów i
nie oszczędzając przy tym nikogo i niczego. Wielu ludziom się to oczywiście nie podoba. W
dzisiejszych czasach nie da się na Ziemi piętnować zła używając gładkich i miłych słów.
Każdy, kogo to razi, musi sobie uzmysłowić, że taki ostry język jest niezbędny do
„spulchnienia ziemi, aby mogło zakiełkować na niej nowe ziarno!" Szczególnego znaczenia
nabiera w tym kontekście zdanie z OM, kanon 23, wers 10:
To tylko słowa fałszywych proroków i oszczerców, którzy starają się przy pomocy
pochlebstw i obietnic ukryć prawdę.
Prawdziwych proroków poznajemy po ich jasnym, zrozumiałym języku, za pomocą którego
trudno jest ukryć kłamstwo.
Billy już w wieku 5 lat rozpoczął naukę pod nadzorem istot pozaziemskich i z biegiem czasu
przyswoił sobie niezwykłą wiedzę w wielu dziedzinach. Bez niczyjej pomocy nauczył się
odnajdywać prawdę, co oznaczało
95
nad wyraz uciążliwe życie. Zwykły człowiek nie byłby w stanie prowadzić takiego życia —
nie wytrzymałby go tak psychicznie, jak i fizycznie.
Aby móc sobie poradzić z tym brzemieniem, Billy otrzymywał ze wszystkich stron pomoc,
której normalny człowiek jest pozbawiony. Na przykład z Asket odbywał podróże w czasie w
przeszłość, co dla przeciętnego śmiertelnika pozostanie w sferze marzeń zapewne jeszcze
przez wiele tysięcy lat.
Głoszenie prawdy jest powinnością Billy'ego. Po raz pierwszy zaczęło się to na Ziemi przed
10.000 łaty i kontynuowane jest do dzisiaj. Billy nie bez wahania zdecydował się na pełnienie
tego trudnego posłannictwa. Jak każdy człowiek miał wolny wybór. Pozostaje jedynie się
cieszyć, że zdecydował się kroczyć tą ciernistą drogą.
3. Gorzkie słowa prawdy
Prawie z regularnością zegara poddaje się w wątpliwość chropawy i oschły język Billy'ego.
Większość ludzi woli sięgać po inne książki, których treść nie atakuje psychiki w takim
stopniu i działa raczej jak balsam. O wiele łatwiejsze bowiem jest hołdowanie potocznym
poglądom niż konfrontacja z całkiem nowymi faktami, które mogą być często bardzo bolesne.
Rzecz w tym, że prawda z zasady bywa gorzka, zwłaszcza gdy dotyczy kogoś osobiście,
bowiem niczym krzywe zwierciadło pokazuje nam naszą niedoskonałość i błędy, które
nieustannie popełniamy. Tak zwany język dyplomatyczny służy przede wszystkim kłamstwu i
temu, by kosztem innych uzyskać jak najwięcej korzyści. Prawdy nie wolno nigdy
upowszechniać w sposób dyplomatyczny, lecz nazywać rzeczy po imieniu, takimi jakimi są,
bez ogródek. Zdaniem Semjase piękne słówka i inne pokrętne sformułowania wywołują
fałszywe wrażenia, które z kolei prowadzą do błędów. Język prawdy zawsze był ostry i
zawsze taki być powinien. Każdy, kto próbuje go zmienić, szybko zatraca jej właściwy sens.
W głoszeniu prawdy nie może pobrzmiewać jakakolwiek fałszywa nuta, bowiem chodzi tu o
ponadczasowe prawa i nakazy Kreacji sięgające wieczności, przeto nie wymagające żadnych
zmian.
Ludzie zaawansowani w rozwoju duchowym zawsze zrozumieją ów oschły styl języka
Billy'ego. Oczywiście dany fakt zawsze można przedstawić w inny sposób, w zależności od
tego, do kogo jest kierowany. Lecz Billy celowo preferuje ów oschły styl, bowiem tylko on
jest w stanie naprawdę pobudzić ludzi do jasnych i szczerych przemyśleń.
Zdaniem Plejadan uzmysłowienie tego Ziemianom na ich obecnym etapie rozwoju wcale nie
jest takie łatwe, ponieważ za bardzo oddalili się od
96
tego, co jest prawdą. Dlatego każdy powinien zrozumieć ów oschły styl języka prawdy —
wartość, jaką z sobą niesie, gdyż tylko wtedy będzie mógł wkroczyć na właściwą drogę do
prawdziwej ewolucji, w przeciwnym razie bowiem zaczną się przed nim piętrzyć liczne
przeszkody.
4. Kto finansuje Billy'ego?
Słysząc lub czytając informacje o sytuacji finansowej Billy'ego, które wygadują lub wypisują
różni ludzie, nieraz włosy stają mi na głowie dęba ze zdziwienia.
Na przykład w pewnym artykule prasowym napisano, że Billy jest jednym z wodzów sekty
gromadzącej jego zaślepionych zwolenników wiodącym ich kosztem łatwe i dostatnie życie.
Jego rzekomo podejrzana organizacja służy do wykorzystywania ludzi i wyłudzania od nich
pieniędzy do ostatniego grosza. Dosłownie brzmi to tak:
Billy nie byłby Billym, gdyby nie wykorzystywał robotników, każe bowiem członkom swojej
sekty oraz tym, którzy pragną nimi zostać, pracować kilka dni lub tygodni bez zapłaty —
jedynie za jedzenie i nocleg.
Punkt 10 statutu FIGU mówi natomiast:
Jeśli szczęśliwym zrządzeniem losu, zechcesz pracować kilka dni lub nawet tygodni w
Centrum, wówczas jego współmieszkańcy będą Ci za to wdzięczni. Zgodnie z punktem 2, 3 i
4 statutu nie możemy niestety zaoferować Ci wynagrodzenia i noclegu u siebie. Możemy
jedynie zaoferować Ci zakwaterowanie i wyżywienie w restauracji Freihof w Schmidruti.
Co się tyczy pierwszej sprawy, to chciałbym podkreślić, że Wolna Wspólnota
Zainteresowanych nie jest żadną sektą, chociaż tak może się komuś wydawać. Jeżeli zaś
chodzi o drugą, to zdecydowanie odrzucam wszelkie pomówienia, że Billy jest
wyzyskiwaczem.
Komentując przytoczony fragment artykułu, należy zaznaczyć, że pod względem treści nie
odbiega on zbytnio od punktu 10 statutu, niemniej jego wydźwięk jest całkowicie fałszywy,
ponieważ nie uwzględnia punktów 2, 3 i 4, które są bardzo istotne. Punkt 2 Statutu brzmi:
Każda Twoja praca wykonywana u nas i na naszą rzecz, wykonywana jest dobrowolnie i bez
jakiegokolwiek wynagrodzenia.
97
Punkt 4 mówi zaś:
Zgodnie z obowiązującym ustawodawstwem nie jesteśmy restauracją i w związku z tym nie
wolno nam żywić ludzi w zamian za pracę, o ile nie są oni bezpośrednimi członkami rodzin,
krewnymi lub też bliskimi przyjaciółmi mieszkańców Centrum.
Punkt 3 z kolei:
Z powodu nieustannego wzrostu kosztów utrzymania oraz z uwagi na obowiązujące przepisy
prawa nie jesteśmy w stanie płacić Ci pieniędzmi za Twoją pracę.
Nie płacimy nikomu za pracę nie tylko dlatego, że popadlibyśmy w kolizję z prawem, ale
przede wszystkim dlatego, że nie stać nas na to. Dotyczy to również wszystkich członków
naszego stowarzyszenia. Nasz nieoceniony członek grupy, Silvano, pracuje na przykład od lat
na gospodarstwie jako rolnik i pomoc do wszystkiego całkowicie dobrowolnie, otrzymując w
zamian jedynie wyżywienie i zakwaterowanie. Uzupełnieniem tego skromnego
wynagrodzenia jest kilkaset franków kieszonkowego, które otrzymuje co miesiąc od innych
osób posiadających pieniądze. Jesteśmy zadowoleni, że cały czas radzimy sobie finansowo.
Dlatego też mile witamy wszelką pomoc, pod warunkiem że jest dobrowolna. Wszyscy,
którzy decydują się na nią, robią to oczywiście świadomie, mając na względzie dobro sprawy.
My wszyscy, to znaczy główni członkowie FIGU oraz bliżsi i dalsi współpracownicy,
pracujemy w ten sposób od lat mając na celu jak najlepsze spełnienie misji przez Bilły'ego.
Mimo tych wyjaśnień, wciąż jeszcze nie odpowiedziałem na pytanie: „Kto finansuje Billy'ego
i z czego żyje on i jego rodzina?" Prawdę powiedziawszy, to jego prywatna sprawa, niemniej
aby rozwiać błędne wyobrażenia na ten temat, omówię to pokrótce.
Billy pobiera skromną rentę inwalidzką oraz otrzymuje pieniądze za sprzedane publikacje.
Poza tym ma prawo wraz ze swoją rodziną do mieszkania w Centrum do końca życia,
podobnie jak każdy inny jego mieszkaniec. Billy i jego rodzina nie dysponują żadnym
majątkiem, zarówno na terenie Centrum, jak i gdzie indziej. Innymi słowy cała posiadłość
Semjase-Silver-Star-Center oraz jej kapitał jest własnością całej grupy. Zadaniem wszystkich
członków owej społeczności jest stała rozbudowa Centrum, aby było ono miejscem spotkań
jak największej liczby ludzi pragnących poznawać prawdę. Sytuacja finansowa Billy'ego z
biegiem lat
98
ustabilizowała się, lecz mimo to nadal nie może on sobie pozwolić na większe wydatki. W
pierwszych latach budowy Centrum, już na samym początku swojej działalności misyjnej,
która zainicjowana została w roku 1975, przeznaczył na ten cel całe swoje oszczędności.
Jeszcze dzisiaj finansuje FIGU. Najwyższy już jednak czas, aby zaczął myśleć o swojej
rodzinie, bowiem każdy powinien posiadać pewną rezerwę pieniędzy na nieprzewidziane
wydatki, na przykład nieszczęśliwy wypadek. Jak już wspomniałem, pełnienie misji proroka
w naszych czasach pochłania mu dużo czasu, przez co nie ma go na normalne zajęcia. Z
powodu swojego antymaterialistycznego nastawienia popadł w wewnętrzny konflikt, bowiem
z jednej strony stale potrzebował pieniędzy, których mu zawsze brakowało, na utrzymanie
rodziny, a z drugiej musiał przestrzegać zasady, którą mu wpoił Sfaath, że wiedzy nie wolno
sprzedawać za pieniądze. W końcu pojął, że w tym materialistycznym świecie nie można bez
nich egzystować. Niezmordowanie pracuje z wszystkich sił dla dobra FIGU, nie bacząc na
swoje zdrowie. Jesteśmy mu za to bardzo wdzięczni, zaś o rzekomym zysku finansowym i
wykorzystywaniu innych w ogóle nie może być tu mowy. I wszyscy powinni o tym pamiętać.
5. Demonstracje siły duchowej Billy'ego
W dawnych czasach prorocy wędrowali wzdłuż i wszerz kraju rozpowszechniając wśród ludzi
wiedzę i w różny sposób demonstrując swoją siłę duchową. Z uwagi na nierozumienie istoty
tych pokazów nazywano je cudami i w tej postaci przeszły one do historii. Współczesny
prorok nie musi dokonywać tego rodzaju demonstracji, bowiem obecnie każdy człowiek ma
określoną wiedzę i kieruje się intelektem a nie wiarą w poszukiwaniu prawdy. Dlatego
między innymi Billy wykorzystuje swoją siłę duchową tylko wtedy, gdy nie ma widzów.
Mimo to jednak kilku członkom stowarzyszenia dane było przekonać się o niej na własne
oczy. Poniżej przedstawiam kilka krótkich relacji ze zdarzeń, których byli oni świadkami.
5.1. Wpływanie na ludzi impulsami myślowymi
(według relacji Bernadetty Brand)
Bernadetta mieszka w Hinterschmidruti i codziennie jeździ do pracy do Zurychu. 11 stycznia
1979 roku jak zwykle wyszła około godziny 16. ze swojego zakładu pracy z zamiarem
powrotu prosto do domu. Wiedziona jakimś dziwnym impulsem postanowiła jednak pojechać
tym razem inną niż zwykle, okrężną drogą. Z powodu złej orientacji w terenie przegapiła
właściwe skrzyżowanie i pojechała w zupełnie innym kierunku. W końcu
99
znalazła odpowiednie miejsce do zawrócenia i ustawienia się na właściwym pasie jezdni. W
tym momencie opanował ją nagły niepokój i zwątpienie. Jej myśli zaczęły krążyć wokół
osoby Billy'ego — początkowo bez konkretnej przyczyny, ale potem przypomniała sobie, że
Billy dzień wcześniej mówił jej, że w pewnym sklepie w Dübendorfie są dwa urządzenia,
które chciałby kupić. Poddając się temu impulsowi zawróciła i pojechała w kierunku
Dübendorfu. Po dotarciu na miejsce zjechała na prawą stronę jezdni i ku swemu zdziwieniu
ujrzała przed sobą Billy'ego z jednym ze swoich synów. Zatrzymała się i pozdrowiła ich
wyrażając swoje zdziwienie spotkaniem ich w tym miejscu.
Okazało się, że Billy czekał na Jacobusa, z którym miał się udać na umówione spotkanie do
Zurychu. Ponieważ Jacobus spóźniał się, Bernadet-ta zaproponowała mu podrzucenie go tam.
Odjechali zostawiając Jacobuso-wi wiadomość.
Spotkanie odbyło się mimo piętnastominutowego spóźnienia. Gdy w końcu Jacobus dotarł na
miejsce, rozmowa Billy'ego była już zakończona. Nazajutrz Bernadetta poprosiła Bilły'ego,
aby wyjawił jej, jak doszło do tego ich rzekomo przypadkowego spotkania. W odpowiedzi
Billy wyznał jej:
- Miałem przeczucie, że Jacobus nie będzie mógł przybyć na czas i przypomniałem sobie, że
właśnie o tej porze wracasz zwykle z pracy do domu. Skoncentrowałem się na tobie i
zwabiłem cię do siebie przy pomocy tak zwanego wpływania na ludzi impulsami myślowymi.
Jest to nic innego jak przekazywanie określonej osobie impulsu wywołującego u niej pożąda-
ne myśli i działanie.
Zdaniem Bernadetty impulsy Billy'ego były tak silne, że nie mogła w żaden sposób się im
oprzeć. Nie ma tu mowy o jakimkolwiek przypadku.
5.2. Umysłowy telefon Billy'ego
Gdy przed wypadkiem w 1982 roku Billy był jeszcze w pełni sił duchowych, od czasu do
czasu przywoływał do siebie telepatycznie ludzi, których pilnie potrzebował. Jako przykład
chciałbym przytoczyć zdarzenie z maja 1979 roku dotyczące pewnej młodej kobiety
mieszkającej w Monachium. Przekazał jej telepatycznie, aby załatwiła pewną sprawę i
przyjechała na najbliższy weekend do Hinterschmidrüti. Po tym myślowym przekazie wziął
do ręki książkę Prorok, która akurat leżała na stoliku i przewertował ją pobieżnie, nie mając
pojęcia, do kogo należy i kto ją tam położył. Pomyślał przy tym: „To byłoby coś dla naszego
członka grupy, Elsi Moser".
Młoda kobieta z Monachium przybyła zgodnie z prośbą Billy'ego i przekazała niczego nie
spodziewającej się Eli Moser małą paczuszkę,
100
dodając, że wypożyczyła tę książkę w bibliotece i przywiozła ją zgodnie z życzeniem.
Jak to się stało?
Otóż owa młoda kobieta odebrała telepatyczne wezwanie Billy'ego, a następnie myśl, że Elsi
poprosi ją o tę właśnie książkę. W ten sposób spełniony został właściwy cel telepatycznego
„telefonu".
Oprócz tej stosunkowo prostej formy komunikacji Billy opanował także telepatię duchową, za
pomocą której dokonuje wymiany poglądów z istotami pozaziemskimi. Ich wzajemne
kontakty odbywają się prawie wyłącznie w tej postaci (patrz podrozdział „Telepatia
duchowa" w rozdziale VI).
5.3. Niesamowite siły
(według relacji nieznanej z imienia osoby)
Poniższa historia wyda się zapewne osobom postronnym niewiarygodna i fantastyczna,
niemniej jest wielu świadków, którzy mogą zaręczyć, że to, co opisuję, wydarzyło się
naprawdę. Dotyczy ona jednej z niezwykłych sztuczek, którą Billy zademonstrował w noc
sylwestrową z 1977 na 1978 rok. Podczas spotkania, jakie miało wówczas miejsce, jeden z
obecnych na nim wpadł na pomysł, aby Billy zademonstrował wszystkim jeszcze raz zginanie
łyżki.
Elsi Moser podała mu łyżeczkę od herbaty, którą Billy ujął między kciuk i palec wskazujący,
po czym na oczach wszystkich zaczął ją powoli zginać, aż w końcu upuścił na stół.
Widać zgromadzonym (około 20 osób) było tego za mało, bo zaczęli prosić go o dalsze
sztuczki. Odmówił, ale na nic się to nie zdało. Zgromadzeni nie dawali za wygraną. Był
zawiedziony, że tak bliskie mu osoby domagają się od niego takich dowodów jego „siły
duchowej". Mocno rozczarowany wziął do ręki monetę dziesięciocentymową i spytał: „Co
mam z nią zrobić?" Ktoś zawołał, żeby „odcisnął na niej swoje linie papilarne". „Dobrze" - -
odrzekł i mocno ścisnął monetę palcami, po czym uderzył pięścią z dużą siłą o blat stołu, aż
wszyscy podskoczyli przestraszeni, sądząc, że właśnie wpadł w złość. Moneta wyślizgnęła się
z jego palców - - jej powierzchnia pokryta była wyraźnie widocznymi, odciśniętymi na niej
liniami papilarnymi.
Lecz i ta demonstracja nie wystarczyła niektórym, bowiem zaczęli oni coraz głośniej krzyczeć
domagając się dalszych sztuczek. Billy wyjął wówczas dwie monety, jednofrankówkę i
dwufrankówkę, i położył je na stół, pytając, co ma z nimi zrobić. Nie otrzymawszy żadnej
odpowiedzi, Wziął jednofrankówkę do prawej ręki i zacisnął pięść. Gdy potem ją otworzył,
moneta była zgięta. To samo zrobił z dwufrankówką.
101
Kilka osób wciąż było nienasyconych. Ktoś podał Billy'emu następną monetę —
dwufrankówkę. Billy wziął ją z grymasem niechęci na twarzy, przesunął po dłoni i następnie
zacisnął wokół niej palce. Zmęczonym głosem powiedział, że to już ostatnia sztuczka tej
nocy. Uniósł gwałtownie rękę na wprost Haralda Procha i skrzywił się z grymasem bólu na
twarzy. Jego twarz przybrała dziwnie obcy wyraz, skóra stała się przezroczysta, a z oczu
pociekły łzy. Całe jego ciało zaczęło drżeć. Wzrok miał utkwiony gdzieś w oddali. W
pomieszczeniu zapadła martwa cisza. Wszystko to trwało 10-15 sekund. Zatrząsł się mocno
blady jak kreda i powoli otworzył dłoń, z której wypadła na stół ku zdziwieniu wszystkich
całkowicie zdeformowana dwufrankówka.
Zupełnie wycieńczony przywarł do ramienia Elsi. Minęło kilka minut, zanim zaczął mówić.
Jego usta były sinoblade, a na dłoni widniał ślad po oparzeniu. Dlaczego? Z niedowierzaniem
oglądaliśmy tę monetę, podając ją sobie z ręki do ręki. Była zdeformowana i przepalona.
Wyłącznie siłą umysłu Billy wytworzył w swojej dłoni temperaturę 1500 stopni Celsjusza.
Siad oparzenia na dłoni powstał na skutek nagłego spadku koncentracji wywołanego silnym
zmęczeniem, który spowodował chwilowy brak kontroli temperatury i częściowe poparzenie
dłoni przez rozgrzaną dwufrankówkę.
Jeden ze świadków tego pokazu powiedział potem: „Nikt z nas nie będzie więcej prosił
Billy'ego tego rodzaju sztuczki. Ujrzeliśmy to wszystko na własne oczy, więcej nie ma
potrzeby".
Cóż można o tym powiedzieć? Z pozoru Billy wygląda jak każdy z nas, jednak w środku
różni się od nas diametralnie. Jakże wielkiego ducha musi być człowiek, który posiadając
takie możliwości, nie wykorzystuje ich w celach materialnych.
5.4. Piec
(według relacji Bernadetty Brand)
30 kwietnia 1977 roku Billy, Kalliope, Engelbert Wachter, Hans Schutz-bach, Dolf Berroth,
Jacobus Bertschinger i Bernadetta Brand usiedli późnym wieczorem po wyczerpującym dniu
przy stole, rozmawiając o różnych sprawach. Byli w dobrym nastroju, do którego przyczynił
się również wermouth, po lampce którego wypili. Jedynym ich zmartwieniem, które mąciło
ich dobry nastrój, był ciężki, ważący blisko 500 kg żeliwny piec stojący na drodze przed
wozownią, który należało przesunąć o przynajmniej jeden metr, na jej skraj.
Na pytanie Billy'ego, czy są chętni pomóc mu w tym, nikt nie odpowiedział, co nie było aż
takie dziwne, biorąc pod uwagę ogólne zmęcze-
102
nie wszystkich. Niektórzy zaczęli nawet żartować, jak to dobrze byłoby, gdyby ktoś usunął go
z drogi za pomocą telekinezy. Nikomu poza Billym nie przyszło na myśl, że to jest możliwe.
Nagle zamilkł i w zamyśleniu zaznaczył jakiś punkt na blacie stołu. Po chwili oznajmił
wszystkim, jak gdyby nigdy nic: „Jest już przesunięty". Nieco zdziwieni i zaskoczeni
spojrzeli na niego i zapytali, jakby nie bardzo wiedząc, czy myślą o tym samym: „Co, piec?"
Billy skinął twierdząco, po czym wyjaśnił, że przesunął go telekinetycznie. Z powodu
zmęczenia nie był niestety w stanie przenieść go w inne miejsce unosząc go w górę.
Gdy już się ściemniło, wszyscy zgromadzeni przy stole wzięli latarki i poszli to sprawdzić.
Kiedy stwierdzili, że nie kłamał, ich radość była ogromna, zaś Billy po raz kolejny pokazał,
jaka drzemie w nim siła i że może być ona wykorzystywana, nawet gdy człowiek jest
zmęczony.
5.5. Potęga sił umysłu
(według relacji Hansa Schutzbacha)
W niedzielę 5 listopada 1977 roku pobudzony dyskusją o sile duchowej Billy udzielił
zgromadzonym lekcji poglądowej za pomocą siedmiokilog-ramowego krzesła kuchennego,
która miała pokazać im, jaka jest różnica, kiedy się z niej korzysta i kiedy nie używa się jej.
Najpierw zademonstrował zły przykład, a mianowicie marnowanie sił, które ma miejsce,
kiedy do wykonywania pracy używa się wyłącznie siły fizycznej. W tym celu wsunął palec
ręki pod oparcie krzesła i uniósł je. Wskutek wysiłku żyły na jego szyi nabrzmiały, a palce
zbielały. Po chwili ciężko oddychając opuścił krzesło na podłogę.
Następnie przedstawił właściwy przykład. Tym razem do podniesienia krzesła użył
dodatkowo siły duchowej. Skoncentrował się i jak poprzednio uniósł krzesło do góry.
Lekkość, z jaką to wykonał, była zdumiewająca. Bez widocznego wysiłku trzymał je w górze,
jak gdyby było lekkie jak piórko.
Ten przykład pokazuje, jak korzystne jest wspieranie siły fizycznej siłą duchową.
5.6. Z początku pomyślałem, że śnię...
(według przeżycia Freddy 'ego Kropfa)
Czas budowy Centrum w Hinterschmidrüti był bardzo trudny dla wszystkich. Z jednej strony
jego członkowie musieli pracować zawodowo, aby zarobić na swoje utrzymanie, z drugiej zaś
pomagać w nim w różnych pracach, przez co byli obciążeni podwójnym wysiłkiem. W tej
sytuacji zdarzało się, że Billy używał swojej siły duchowej, aby odciążyć siebie i innych od
ciężkiej pracy fizycznej, a także zaprezentować szczególnie
103
pilnym pracownikom jedną z swoich sztuczek, chcąc w ten sposób poprawić im humor lub
wynagrodzić ich za ciężką pracę.
Oto, co wiosną 1983 roku przeżył Freddy, Silvano i Thomas, gdy jechali traktorem z
Hinterschmidrüti do Pfaffikon. Za kierownicą siedział Billy, który prowadził pojazd wzdłuż
całej, pełnej zakrętów trasy z Centrum do Wiły i stamtąd dalej na południe. Wszyscy trzej
siedzieli z tyłu na przyczepie i dyskutowali.
Nagle Freddy zaniemówił patrząc ze zdziwieniem na kabinę kierowcy. Nie wierzył własnym
oczom. Billy siedział sobie w niej wygodnie rozparty nie dotykając przyrządów
sterowniczych. Traktor poruszał się całkowicie samoczynnie — skrzynia biegów, hamulec,
sprzęgło i pedał gazu działały same. Czy coś takiego jest możliwe? Wszyscy trzej odnieśli
wrażenie, że śnią, że to jakiś senny pojazd sterowany zdalnie lub automatycznie. W ten
sposób dotarli do Pfaffikon, załatwili co trzeba i w ten sam sposób wrócili do
Hinterschmidruti. Po około 40 kilometrach jazdy Billy wysiadł z kabiny traktora i uśmiechnął
się do całej trójki, jak gdyby nic się nie stało.
Freddy wyznał, że z początku poczuł się nieswojo, ale gdy zobaczył, że jazda jest bezpieczna
i przebiega bez komplikacji, zaczęło mu to nawet sprawiać przyjemność. Był to kolejny
przykład na potęgę siły duchowej i jej możliwości.
5.7. Wiadomo, jak...
(obserwacje Ewy Bieri, Bernadetty Brand i Guido Moosbruggera) Jeżeli chcemy dowiedzieć
się czegoś konkretnego, zwykle sięgamy po leksykon lub encyklopedię i szukamy objaśnienia
danego pojęcia, ale w przypadku błędnej jego nazwy nasze poszukiwania często są
bezskuteczne i wówczas często cenna okazuje się czyjaś rada.
W rzeczywistości istnieje coś takiego jak uniwersalna pamięć, w której gromadzone jest
wszystko. Ludzie obeznani z ezoteryką wiedzą zapewne,
0 czym mówię. Mam tu oczywiście na myśli tak zwaną Pamięć Kosmiczną nazywaną także
Blokiem lub Bankiem Pamięci. (Oprócz Pamięci Kosmicznej każda zamieszkała planeta
posiada własną pamięć planetarną znaną w kręgach ezoterycznych jako Kronika Akaszy).
Owa Pamięć Kosmiczna nie jest jednak uchwytna ani widoczna, jest to swego rodzaju blok
energetyczny odpowiedzialny za cały wszechświat. Gromadzone są w niej wszelkie impulsy
myślowe wszystkich form życia z całego wszechświata
1 przechowywane na zawsze. Zmagazynowane są tam wszystkie istotne dane na temat
przeszłych, teraźniejszych i przyszłych wydarzeń, które nigdy nie giną. Wszystkie te dane
można wywołać, jeśli wie się, jak się do niej podłączyć. W ten sposób można otrzymać
wyczerpującą odpowiedź na
104
swoje pytanie. Warunkiem jest jednak umiejętność absolutnie logicznego myślenia, czego
niestety większość Ziemian jeszcze nie potrafi. Logiczne myślenie oznacza bowiem
rozumowanie zgodnie z prawami Kreacji oraz działanie i życie zgodnie z nimi. Bez tej
umiejętności niemożliwe jest świadome wywołanie czegokolwiek. Jeżeli jakieś działanie
podjęte zostanie podświadomie, to dotarcie do tej pamięci jest możliwe, bowiem pod-
świadomość posiada tę niezbędną umiejętność. Pamięć Kosmiczna odmawia jednak
odpowiedzi, w przypadku gdy pytający nie powinien jej znać, z uwagi na to, że może być ona
dla niego za trudna do strawienia lub gdy mogłaby spowodować zbyt duży skok w rozwoju.
Krótko mówiąc, człowiek może korzystać z niej, zarówno świadomie, jak i podświadomie,
ale pod określonymi warunkami.
Jak nam wiadomo, Billy może świadomie podłączać się do niej, lecz czyni to rzadko i z
reguły tylko wtedy, gdy nie ma czasu na poszukiwania istotnych danych do swoich artykułów
gdzie indziej. Jednym ze świadków tego typu zdarzenia była Ewa. Było to 6 października
1983 roku. Billy zawołał ją wtedy do swojego gabinetu. Siedział przy biurku z długopisem w
ręce. Powiedział jej, aby zamknęła drzwi, zasłoniła zasłony i zgasiła światło. Po chwili zaczął
pośpiesznie coś notować. Nie trwało to jednak długo i zaraz potem mogła znowu zapalić
światło. Billy podłączył się właśnie do Pamięci Kosmicznej i zapisał otrzymaną odpowiedź na
przygotowanej kartce.
Jeśli się chce, wszystko może być proste. Nic nie jest u nas tajemnicą i razem z Bernadettą
mogliśmy się przyglądać, jak Billy korzystał z Pamięci Kosmicznej. Bezpośrednią przyczyną
sięgnięcia do niej w naszym przypadku był artykuł „Iloraz mózgu Ziemian", który Billy pisał
do swojego pisma Czas Wodnika, numer 4 (patrz definicja iloraz mózgu na końcu rozdziału).
Przy ustalaniu wartości procentowych za rok 1844, w którym liczba mieszkańców Ziemi
wynosiła około 1,4 miliarda, wkradł się błąd liczbowy i nie zgadzał mu się rachunek. Nie
mogąc sobie z tym poradzić zawołał mnie i Bernadettę do swojego gabinetu, mając nadzieję,
że pomożemy mu rozwiązać ten problem. Lecz i my nie wiedzieliśmy, jak to rozwikłać. W
końcu Billy postanowił podłączyć się do Pamięci Kosmicznej. Położył w tym celu głowę w
poprzek kikuta lewej ręki, zaś do prawej wziął długopis. Następnie skoncentrował się i
wywołał z niej wartości procentowe, które —• mając cały czas zamknięte oczy — zapisał
jedna pod drugą na kartce papieru formatu A4. Gdy je potem podliczyliśmy, otrzymaliśmy
sumę wynoszącą dokładnie 100%. W ten sposób znaleźliśmy przeoczone poprzednio 1,8%.
Na kartce papieru były następujące wartości procentowe: 60 — 24,08 - 9,007 — 5,1 — 0,008
— 0,003 — 0,002 i brakujące 1,8.
105
Wartości te pokazują, ile wynosił materialny iloraz mózgu ludności Ziemi w roku 1844:
1,800% = 25.200.000 Ziemian poniżej 10,0%
60,000% = 840.000.000 Ziemian między 10,0-11,0%

24,080% = 337.120.000 Ziemian między 11,0-14,5%

9,007 % = 126.098.000 Ziemian między 14,5-16,0%

5,100% = 71.400.000 Ziemian między 16,0-18,0%

0,008 % = 112.000 Ziemian między 18,0-20,0%

0,003 % = 42.000 Ziemian między 20,0-24,0%

0,002 % = 28.000 Ziemian powyżej 24,0%

Był to kolejny dowód niezwykłych umiejętności Billy'ego.


5.8. Drzwi
(relacja Bernadetty Brand — skrót)
Jesienią 1978 roku weszłam do kuchni z zamiarem pójścia na podwórze. Było tam czworo
drzwi. Dwoje z nich znajdowało się obok siebie — jedne w rogu pół metra na prawo
prowadzące na korytarz i obok nich drugie wychodzące na podwórze. Wewnątrz przebywał
Billy, z którym wymieniłam kilka zdań.
Właśnie miałam otworzyć drzwi na podwórze, kiedy stojąc w rogu Billy zapytał mnie, czy
chcę, żeby mi pomógł. Odpowiedziałam, że nie ma potrzeby, i sięgając po klamkę zerknęłam
przez ramię za siebie. Zobaczyłam, że drzwi na korytarz zamknęły się za nim i w niemal w tej
samej chwili, w momencie gdy wyciągałam rękę w kierunku klamki drzwi na podwórze, te
nieoczekiwanie otworzyły się. Uniosłam nogę robiąc krok do przodu i zamarłam w bezruchu
jak rażona piorunem — na wprost mnie stał uśmiechający się do mnie Billy. W pierwszej
chwili nie wiedziałam, co się dzieje, i z trudem złapałam oddech. Zaraz potem usłyszałam
dochodzący jakby z oddali jego głos mówiący: „No, przechodź".
Jak w transie przeszłam obok niego wychodząc na podwórze, on zaś wszedł do kuchni.
Miałam zamęt w głowie i rozpaczliwie zastanawiałam się, jak to możliwe, żeby w ciągu
ułamka sekundy udało mu się obiec cały dom dookoła. Brałam pod uwagę wszystkie moż-
liwości, aż w końcu stwierdziłam, że musiał po prostu teleportować się zza drzwi
prowadzących na korytarz na zewnątrz domu w pobliże drzwi prowadzących z podwórza do
kuchni.
Jeszcze tego samego dnia, wieczorem, to przypuszczenie stało się pewnością, kiedy
przeprowadziliśmy odpowiednią próbę. (Po raz
106
pierwszy umiejętność tego typu Billy zademonstrował 21 sierpnia 1977 roku w dzień urodzin
Marii Wachter. Świadkami tego pokazu byli wtedy ponadto oprócz Kalliope, Engelbert,
Conny i Rolf Wach-terowie, Herbert Runkel, jego przyjaciółka Ingrid, Amata Stetter,
Margareth Flammer, Olgi Walder, Hans oraz Konni Schutzbachowie, Eli Moser i kilka innych
osób). Trasa, którą musiałby pokonać Billy, gdyby chciał ją odbyć pieszo, wynosiła 63 metry.
Nasz najszybszy sprinter, Silvano, potrzebował na jej przebiegnięcie 22 sekundy - czas
mierzył Freddy. Z kolei dobrze wytrenowany biegacz potrzebowałby na to z uwagi na
przeszkody 10-15 sekund.
Aby móc otworzyć od zewnątrz drzwi kuchenne wychodzące na podwórze, Billy miał do
wyboru dwie możliwości: obiec dom dookoła albo teleportować się zza drzwi prowadzących
na korytarz. Ta druga możliwość jest jedyną, która wyjaśnia to zdarzenie.
Dla mnie i pozostałych osób, tego rodzaju zdarzenia są inspiracją do przemyśleń nad
możliwościami siły ducha. Poza tym są one dowodem na to, że Billy nie jest jakimkolwiek
szarlatanem bądź kłamcą, lecz mistrzem.
5.9. Zdarzenie w Semjase-Silver-Star-Center
(relacja Christiny Gasser)
Było to wieczorem 28 kwietnia 1990 roku. Mający wówczas 10 lat Atlant Bieri otrzymał w
prezencie teleskop. Z miejsca postanowił go wypróbować, w związku z czym poprosił mnie,
abym pomogła mu go zanieść w odpowiednie miejsce i ustawić. Po jego ustawieniu nie
zwlekając ani chwili przystąpił do obserwacji nieba. Noc była jasna i gwiaździsta; była
prawie pełnia Księżyca.
Ustawienie teleskopu wcale nie było takie proste i zajęło nam trochę czasu. Pomogłam mu
jednak chętnie, ponieważ sama chciałam przezeń popatrzeć. Lecz Atlant za nic w świecie nie
chciał nikogo do niego dopuścić. W międzyczasie nadeszła Edith Beldi zwabiona jego
krzykiem. Ona również miała ochotę popatrzeć przez teleskop, lecz i jej prośba została
odrzucona. Nie pozostało nam więc nic innego, jak uzbroić się w cierpliwość.
Wkrótce nadszedł także Christian Krakowski oraz Adrian Fischer, którzy tej niedzieli
pracowali w Centrum i właśnie szykowali się do powrotu do domu.
Nagle rozległ się krzyk Atlanta wołającego, że odkrył nowy księżyc. Billy, który akurat
wyszedł z domu, wyjaśnił mu, że to jego „nowe odkrycie", to tylko odbicie światła w
soczewkach. W końcu
107
zostaliśmy dopuszczeni do teleskopu i też mogliśmy popatrzeć na ten księżyc. Następnie
wyszukiwaliśmy na niebie znane nam gwiazdozbiory i kierowaliśmy na nie teleskop. W
pewnym momencie dostrzegliśmy NOLa wielkości gwiazdy wolno przemieszczającego się
nad Centrum. Uważnie śledziliśmy jego lot, gdy nagle Billy spytał Atlanta, czy chce, aby on
zabłysł. Chłopiec przytaknął z zachwytem. Wszyscy spoglądaliśmy w oczekiwaniu w niebo i
po chwili ujrzeliśmy, jak obiekt zwiększył trzykrotnie swoje rozmiary i rozbłysł jasnym
światłem. Wszyscy zamilkliśmy zachwyceni tym widokiem, zaś chłopiec chciał koniecznie
dowiedzieć się, jak to działa i jak można to zrobić. Billy wyjaśnił mu, że jest to bezzałogowe
urządzenie telemetryczne i że musi się mocno skoncentrować, jeżeli chce, żeby znowu
zabłysło.
Tej nocy odkryliśmy na niebie jeszcze wiele innych urządzeń telemetrycznych. Na koniec
rozeszliśmy się i każdy z nas ruszył w swoją drogę. Jestem przekonana, że to zdarzenie
pozostanie w nas na zawsze.
6. Wypadek Billy'ego i jego następstwa
Brak logiki oraz niekiedy niechętna postawa członków stowarzyszenia, a także inne
negatywne sprawy nieraz doprowadzały Billy'ego wręcz do rozpaczy, sprawiając, że za
każdym razem w takich sytuacjach zastanawiał się, czy nie rzucić tego wszystkiego. Mimo
tych przeciwności trwa jednak nadal przy swojej misji. Któregoś razu w czasie takiej chwili
zwątpienia Semjase powiedziała mu: - Spełnianie twojego zadania zależy wyłącznie od ciebie.
Jeśli je porzucisz, nie będzie to z korzyścią dla mieszkańców Ziemi. Nie zamierzamy jednak
wymuszać na tobie jakichkolwiek decyzji. Rozważając to, weź jednak pod uwagę, że jedynie
od ciebie zależy, czy Ziemianie będą w stanie osiągnąć pewne korzyści i wkroczyć na lepszą
drogę. Wiem dobrze, że uważasz, iż każdy człowiek musi sam odpowiadać za siebie. Wiedz
jednak, że tylko bardzo niewielu Ziemian dysponuje takimi umiejętnościami, jak ty, i że ci
ludzie nie mają nawet odwagi ich ujawnić. Jako człowiek masz obowiązek pomagać innym,
co w twoim przypadku polega na przekazywaniu im swojej wiedzy. Przecież od początku
wiedziałeś, że to zadanie będzie trudne. Dlatego też uważam, że zbyt pochopnie decydujesz
się to wszystko rzucić. Widzę, że jesteś zły, iż nie możesz liczyć na pomoc swoich
współziomków. Nie zapominaj jednak, że oni są daleko z tyłu za tobą w rozwoju duchowym.
Powinieneś najpierw to wszystko rozważyć w spokoju i dopiero wtedy podjąć decyzję.
Pamiętaj, że ludzkość potrzebuje twojej pomocy i że ty możesz jej pomóc w większym
stopniu, niż jakikol-
108
wiek inny prorok. Od około 2000 lat żaden inny Ziemianin nie był przeznaczony do
kontaktowania się z bardzo wysoko rozwiniętymi formami bytu. Pomyśl tylko, jak bardzo
jesteś ceniony przez nas i Arahat Athersatę. Przecież to uznanie nie bierze się z niczego. Jesteś
pierwszym współczesnym prorokiem i w ten sposób najważniejszą osobą waszego świata,
albowiem to ty torujesz drogę do nowych czasów. Musisz wykonać tę mozolną pracę,
wytyczając drogę swoim następcom. Przemyśl to wszystko jeszcze raz i nie podejmuj decyzji
kierując się gniewem. Doskonale rozumiemy tę złość tkwiącą w Was Ziemianach, gdyż
zawsze mieliśmy z wami kłopoty z tego powodu. Bądź więc sprawiedliwy i porzuć złość.
Billy wytrwał na swoim posterunku, mimo iż czasami było mu niezwykle ciężko. Był w
stałym stresie, uskarżał się na przepracowanie i bezsenność. Od swojego ciała wymagał
więcej, niż to było możliwe. W końcu musiał więc nadejść moment, w którym jego organizm
nie był już w stanie znieść stałego przemęczenia. Z jednej strony bowiem Billy obarczony był
ciężką pracą fizyczną przy przebudowie i rozbudowie Centrum w Hinterschmidrüti, z drugiej
zaś wysiłkiem umysłowym związanym z pełnieniem misji (przygotowywanie różnych
publikacji, przyjmowanie informacji, sporządzanie sprawozdań z kontaktów, nauczanie etc.).
Na domiar złego nieustannie obrzucany był kalumniami i pomówieniami, które pozbawiały
go snu i nadwyrężały nerwy. Nie ulega wątpliwości, że ogromną część winy za jego wypadek
ponoszą głosiciele tych kłamstw.
Wypadek miał miejsce 4 listopada 1982 roku, w czasie gdy zemdlał w łazience i upadł na
podłogę. Padając na twardą posadzkę doznał tak ciężkich obrażeń głowy, że uszkodzone
zostały nawet pewne części jego mózgu. Oto, co powiedział na ten temat Quetzal:
— Istocie rozumującej wyłącznie logicznie nie sposób pojąć niezwykłości nielogicznego
rozumowania Ziemian. Jest to po prostu niemożliwe. I ponieważ codziennie masz do
czynienia z tym brakiem logiki, nie masz nawet chwili na wypoczynek. Taka sytuacja
powoduje wzrost potencjału elektrycznego prądów mózgowych, które tworzą zgrupowaną
formę energii mogącą doprowadzić w trakcie przesileń do wyłączenia świadomości, czyli do
spięcia, co przejawia się czasowym omdleniem, jak to, które ci się przytrafiło, pomijając fakt,
że podczas tego wypadku potłukłeś niebezpiecznie głowę.
Chwilę przed tym wypadkiem Erranie przeprowadzili na androidzie jego symulację, aby
zobaczyć, jakie mogą być jego następstwa i w związku z tym w jaki sposób będą mogli
pomóc Billy'emu. Rezultat tego eksperymentu był szokujący, bowiem android nie znalazł z tej
sytuacji innego wyjścia jak samoeliminację.
Skutki tego nieszczęśliwego wypadku Billy będzie odczuwał do końca życia. Pomijając
wstrząs, jego mózg został w znacznym stopniu uszkodzony, przez co jego sprawność spadła o
27,2 procenta. Zachwianie równowagi,
109
występujące sporadycznie bóle głowy oraz częste uczucie strachu to najczęściej występujące
jego następstwa. Poza tym Billy nie był już w stanie wykonywać należycie pewnych
czynności fizycznych, przez co nie mógł sobie pozwolić na dłuższą jazdę samochodem czy
pociągiem. Telepatyczne kontakty z jego pozaziemskimi przyjaciółmi również musiały zostać
ograniczone z uwagi na jego trudności z dłuższą koncentracją.
Te nieprzyjemne dolegliwości nękały go przez blisko 7 lat, ale nawet z tej beznadziejnej
sytuacji Billy usiłował wydobyć to co najlepsze. W minionych latach udało mu się dzięki
ogromnej sile woli i pełnej mobilizacji wszystkich rezerw organizmu odzyskać większą część
utraconych umiejętności. Istoty pozaziemskie nie mogły się nadziwić, że jego pamięć znowu
funkcjonuje wspaniale, jak gdyby jego mózg nigdy nie uległ uszkodzeniu. Mimo tego sukcesu
w poprawie zdrowia od czasu do czasu zdarzają mu się nawroty tych dolegliwości, którym
towarzyszą czasami nowe, wobec których lekarze są całkowicie bezradni. Chcąc nie chcąc
musi z tym żyć, po prostu przyzwyczaić się do tych objawów, a także do stałego zażywania
leków.
Olbrzymim jego sukcesem po tym ciężkim wypadku było opracowanie prawie
czterystupięćdziesięciostronicowego dzieła OM określanego jako Księga Ksiąg lub Księga
Prawdy.
Kończąc ten rozdział, chciałbym zamknąć go jego słowami: — Nazywam siebie tworem
Kreacji, kreacją Kreacji. Jestem także wędrowcem przemierzającym przestrzeń i czas w
dosłownym tego słowa znaczeniu, wędrowcem podróżującym przez światy. Wiem o tym oraz
to, że wszędzie jestem obcym przybyszem, który po spełnieniu swojej misji rusza w inne
miejsce. Ani przestrzeń i czas, ani świat, jak również życie w nim nie odgrywają żadnej roli,
albowiem w wędrówkach tych jestem misjonarzem, dla którego liczy się tylko spełnienie
misji.
Moim zdaniem Billy jest człowiekiem takim jak każdy z nas, ale jednocześnie niezwykłym
dzięki swej niespotykanej wiedzy oraz umiejętnościom, którymi nie chwali się publicznie. Jak
wszystkim prorokom przed nim jemu również nie wiedzie się najlepiej. Wszyscy wątpiący w
jego umiejętności oraz jego przeciwnicy miast występować przeciw niemu, winni w końcu
zacząć starać się zrozumieć fakty. Najwyższy już bowiem czas, aby zaczęto go widzieć takim,
jakim jest naprawdę.
7. Iloraz mózgu
Każdy człowiek posiada świadomość materialną i duchową, w związku z czym materialny i
duchowy iloraz mózgu wyrażany jest w wartościach procentowych.
110
7.1. Materialny iloraz mózgu
Materialny iloraz mózgu (materialny iloraz świadomości, iloraz osobowości) składa się z
dwóch nierozerwalnych składników — wartości wykorzystywania mózgu oraz wartości
inteligencji.
Wartość wykorzystywania mózgu mówi, ile procent potencjału mózgu jest w stanie
wykorzystywać człowiek (na przykład materialny iloraz mózgu rzędu 14 procent oznacza, że
do pracy w zakresie materialnym wykorzystywanych jest 14 procent jego potencjału).
Materialna wartość inteligencji odpowiada zwykle liczbowo wartości wykorzystywania
mózgu. Różnice między tymi wartościami procentowymi powstają tylko w przypadku
zakłóceń świadomości.
W czasie swojego rozwoju człowiek uczy się coraz lepiej wykorzystywać potencjał swojego
mózgu, dzięki czemu jego materialny iloraz mózgu stale rośnie. Teoretycznie wartość ta
wzrasta w ciągu 1000 lat o l procent, co w przypadku przytoczonego przykładu oznaczałoby,
że materialny iloraz mózgu wynoszący 14 procent powinien osiągnąć wartość 100 procent po
86.000 latach. W praktyce jednak wygląda to niestety zupełnie inaczej, bowiem zależność ta
odpowiada ewolucji dokonującej się bez zakłóceń, to znaczy bez regresów, co jest
praktycznie niemożliwe. W związku z tym rzeczywisty wzrost wykorzystywania potencjału
mózgu dokonuje się znacznie wolniej i przypomina krzywą wzrostu wartości akcji, która raz
wznosi się, a raz opada, stale jednak pnąc się w górę. Dlatego też trzeba miliardów lat, aż ten
iloraz osiągnie wartość 100 procent.
7.2. Duchowy iloraz mózgu
Duchowy iloraz mózgu (duchowy iloraz świadomości) jest miernikiem duchowego potencjału
człowieka lub jego duchowego poziomu ewolucji. Wartość procentowa duchowego ilorazu
mózgu bywa w zasadzie zgodna z jego materialnym ilorazem, co jednak w przypadku
Ziemian ma miejsce tylko w niewielu przypadkach. Im niższy jest stan ewolucji ducha, tym
niższa jest ta liczba. Jak wynika z poniższego zestawienia odpowiadającego stanowi na rok
1978, największa różnica wynosi aż 7 procent.
Górna granica wartości procentowej jest jednak ściśle ograniczona i nie może przekraczać
wartości materialnego ilorazu mózgu o więcej niż l procent. Jest to bariera, która chroni
ludzkie formy życia przed przewymiarowaniem. Rozwój duchowy nie może wzrastać zbyt
gwałtownie, ponieważ byłoby to ze szkodą dla rozwoju materialnego — w przeciwnym
przypadku
111
dany człowiek nie byłby zdolny do życia, gdyż nie widziałby konieczności utrzymywania
swojego ciała przy życiu.
Zestawienie materialnych i duchowych ilorazów mózgu za rok 1978
l człowiek 25,70% m.i.m.
25,80% d.i.m.
2 ludzi 25,01% m.i.m.
24,06% d.i.m.
14 ludzi 20,00-24,00% m.i.m.
17,60% d.i.m.
1.246 ludzi 18,00-20,00% m.i.m.
16,04% d.i.m
456.021 ludzi 16,00-18,00% m.i.m.
15,06% d.i.m.
30% pozostałej części ludzkości 14,50-16,00% m.i.m.
13,80% d.i.m.
62% pozostałej części ludzkości 11,00-14,50% m.i.m.
10,90% d.i.m.
4% pozostałej części ludzkości 10,00-11,00% m.i.m.
9,60% d.i.m.
4% pozostałej części ludzkości poniżej 10,00% m.i.m.
3,00-6,00% d.i.m.
Oznaczenie skrótów:
m.i.m. — materialny iloraz mózgu,
d.i.m. — duchowy iloraz mózgu.
112
VI KONTAKTY BILLY’EGO Z POZAZIEMSKIMI
INTELIGENCJAMI
Życiorys Billy'ego jako łącznika rozpoczął się w roku 1942, kiedy miał zaledwie 5 lat.
Pierwszą istotą pozaziemską i równocześnie pierwszym jego mentorem był dziadek Semjase,
sędziwy rodowity Erranin imieniem Sfaath, który jak każdy śmiertelnik musiał w końcu
odejść z tego świata. Po jego śmierci kontakty z Billym przejęła kobieta o imieniu Asket,
która po raz pierwszy skontaktowała się z nim 3 lutego 1953 roku. W naszym posiadaniu
znajduje się jej zdjęcie, które wielokrotnie było publikowane w prasie (patrz zdjęcie nr 5) —
czasami mylnie jako zdjęcie Semjase.
Asket pochodzi z sąsiedniego wszechświata DAL, który jest równoległy lub jak to woli,
bliźniaczy w stosunku do naszego zwanego przez nich DERN. Oba powstały mniej więcej w
tym samym czasie. W tym miejscu nasuwa się pytanie, co ma ona wspólnego z Plejadanami.
Otóż Plejadanie oraz cywilizacja, do której należy Asket, mają wspólnych przodków, którzy
wywodzą się z systemu Wegi w gwiazdozbiorze Lutni. W czasie minionych milionów lat
starożytni Weganie-Liranie rozprzestrzenili się po kosmosie docierając nawet do sąsiedniego
wszechświata nazwanego przez nich DAL (nie ominęli również Ziemi, gdzie część z nich
osiedliła się przed dziesiątkami tysięcy lat; ich potomkowie żyją wśród nas po dziś dzień). Po
11 latach, w roku 1964, kontakty te — przeważnie osobiste — ustały.
Życie w tym czasie było dla Billy'ego ciężkim okresem nauki, podczas którego musiał zdobyć
mnóstwo doświadczeń i poszerzyć swoją wiedzę. Po
113
przyswojeniu sobie różnych umiejętności oraz ogromnej wiedzy, zajął się doskonaleniem
telepatii duchowej oraz własnym rozwojem duchowym.
Po jedenastoletniej przerwie w jego życiu pojawiła się kolejna kobieta z gwiazd — Semjase
— która zapoczątkowała nową fazę kontaktów. Było to 28 stycznia 1975 roku. Dzień ten
może być traktowany jako właściwy początek jego misji. W tym trwającym również 11 lat
okresie oprócz Semjase kontaktowali się z nim także inni Plejadanie z planety Erra: Quetzal,
Ptaah, Pieją, Elektra, Hjlaara, Solar i Jsodos — a także od czasu do czasu przedstawiciele
innych ras, jak na przykład ciemnoskóra Menara, żółtoskóra Taljda, przyjaciółka Menary
Alena, Rala i inni. 28 stycznia 1986 roku kontakty Semjase z Billym zostały zgodnie z
planem zakończone.
Dalsze kontakty z nim miały być kontynuowane wyłącznie na drodze telepatycznej przez
Asket i jej pomocników, lecz ze względu na jego zły stan zdrowia stało się to niemożliwe. W
tym czasie dochodziło do sporadycznych kontaktów osobistych, lecz miały one bardzo
ograniczony charakter. Gdy jego zdrowie poprawiło się i ustabilizowało na tyle, że mógł
ponownie podjąć kontakty telepatyczne, Plejadanie postanowili nawiązać je na własną rękę w
miejsce planowanych kontaktów z Asket. Od tego czasu trwają one nieprzerwanie.
Jego kontakty z istotami pozaziemskimi można podzielić na 3 rodzaje:
1. Kontakty osobiste.
2. Kontakty telepatyczne.
3. Inspiracje ze strony bardzo wysoko rozwiniętych form bytu.
1. Kontakty osobiste Billy'ego
Każdy osobisty kontakt z nim był zawsze zapowiadany telepatycznie. Niezależnie od tego
miał on prawo do samodzielnego kontaktowania się z Plejadanami, zarówno w sytuacjach
podyktowanych względami osobistymi, jak i dobrem misji. Istniało wiele sposobów
doprowadzania do tego typu kontaktów, które stosowane były w zależności od okoliczności.
1.1. Możliwość pierwsza
Billy otrzymywał drogą telepatyczną od istot pozaziemskich precyzyjne dane o miejscu i
czasie planowanego spotkania. Jeżeli miejsce to znajdowało się w niewielkiej odległości od
jego domu, to zazwyczaj udawał się tam pieszo. W innym przypadku używał własnego
pojazdu (motorower, samochód, traktor) lub prosił kogoś ze znajomych, aby go tam zawiózł.
Odcinek od drogi do miejsca lądowania statku kosmicznego pokonywał pieszo. Zgodnie z
wolą Plejadan osoby towarzyszące mu musiały czekać na niego do czasu jego powrotu w
samochodzie lub w jego pobliżu.
114
1.2. Możliwość druga
Jeżeli z jakichś względów niemożliwe było wcześniej dokładne ustalenie miejsca spotkania,
dokonywany był tak zwany losowy wybór drogi. Przekaźnik telepatyczny będący elementem
wyposażenia statku prowadził go wówczas na miejsce spotkania, przekazując mu po drodze
dane dotyczące kierunku jazdy.
Te dwie pierwsze możliwości były najczęściej stosowane w pierwszych latach trwania jego
kontaktów z Semjase, gdy mieszkał jeszcze w Hinwil. Plejadanie wybierali wówczas na
miejsce lądowania ukryte leśne polany lub trudno dostępne odludne miejsca położone zwykle
w niewielkiej odległości od jego domu. Najdłuższy odcinek, jaki przyszło mu w owym
okresie pokonać, wynosił aż 70 kilometrów. Najczęściej używanym przezeń środkiem
lokomocji w tym czasie był motorower.
Lądując statek najczęściej nie osiada na ziemi, lecz unosi się nad nią swobodnie na wysokości
2-3 metrów. Jeżeli dana osoba chce wejść do niego, wówczas staje po prostu pod otwartym
lukiem wejściowym znajdującym się w środku jego dolnej części, po czym winda
grawitacyjna unosi ją do góry. Po wjechaniu do wnętrza statku luk zamyka się automatycznie.
Chcąc wydostać się na zewnątrz wystarczy stanąć w obrębie szybu grawitacyjnego, po czym
strumień transportujący opuszcza daną osobę na powierzchnię ziemi.
Rozmowa podczas trwania kontaktu rzadko miała miejsce na wolnym powietrzu, na przykład
na trawie lub podczas spaceru. Zwykle odbywała się wewnątrz statku, który przeważnie
unosił się nad ziemią kołysząc się na boki.
1.3. Możliwość trzecia
Zupełnie inną, stosowaną dość często, a obecnie prawie wyłącznie, metodą przez Plejadan i
ich sprzymierzeńców jest kontrolowana teletransmisja (teleportacja) przy pomocy
teletransmitera (teleportera). Wykorzystywana jest ona w dwóch wariantach:
a) Billy jest transmitowany z dowolnego miejsca na pokład statku kosmicznego lub
odwrotnie w wybrane miejsce na łące, ulicy lub bezpośrednio do swojego gabinetu.
b) Plejadanie sami transmitują się do gabinetu Billy'ego lub w inne miejsce ze swojego
statku, który niewidoczny unosi się w pobliżu. Powrót odbywa się tą samą drogą. Jest to
zdecydowanie najprzyjemniejsza metoda przemieszczania się, bowiem Billy nie musi
odbywać długich wędrówek, aby spotkać się ze swoimi pozaziemskimi przyjaciółmi.
115
(Przykłady tego typu transmisji opisane zostały w rozdziale VII „Dzienne demonstracje
Plejadan").
Jeśli chodzi o porę i czas trwania kontaktów osobistych, można je określić przymiotnikami
„dowolna" i „nieokreślony". Nigdy też nie było określonego terminarza spotkań, w związku z
czym zdarzało się, że przez kilka tygodni nie było ani jednego kontaktu, podczas gdy innym
razem w ciągu krótkiego okresu czasu następowało ich kilka. Pozaziemscy goście pojawiali
się i pojawiają nadal o dowolnej porze dnia i nocy bez żadnych wcześniejszych ustaleń, w
zależności od tego, jak im pasuje. Czas trwania kontaktów wahał się od 15 minut do —
najczęściej — l godziny. Niekiedy z uwagi na specyficzne okoliczności trwały one nawet
kilka godzin.
Oprócz tych kontaktów Billy uczestniczył w trzech podróżach w głąb wszechświata, z
których najdłuższa trwała 5 dni.
2. Co się dzieje, gdy łącznikowi towarzyszy inna osoba?
Jeżeli łącznikowi towarzyszą inne osoby, wówczas przekaźnik telepatyczny rejestruje ich
obecność i nie będąc przystosowanym do ustalania, czy są one usposobione przyjaźnie, czy
wrogo, wyłącza się automatycznie w odpowiedniej odległości od miejsca kontaktu. Jest to
sygnał dla pilota statku, że musi przeprowadzić ogólną analizę myśli tych osób, aby ustalić
ich nastawienie. Jeżeli jej wynik jest pozytywny, wówczas przekaźnik telepatyczny
kontynuuje prowadzenie łącznika do miejsca lądowania statku, gdzie następuje kontakt.
Osoby towarzyszące muszą jednak czekać na jego powrót w odpowiedniej odległości.
Poszczególne osoby sprawdza się z reguły tylko raz, ponieważ fale mózgowe człowieka są
jak linie papilarne. Ich wzorce wprowadzane są do przekaźnika telepatycznego, który wie
dzięki temu od razu, jakiego rodzaju osoba towarzyszy łącznikowi. Czasami osoby badane
wcześniej poddawane są ponownej kontroli, kiedy zachodzi podejrzenie zmiany ich
nastawienia.
Kiedy za łącznikiem udającym się na spotkanie podążają skrycie nieznane osoby lub któraś z
osób mu towarzyszących nie budzi zaufania, wówczas istoty pozaziemskie odwołują
spotkanie lub przenoszą je w inne miejsce. Jeżeli jednak towarzyszą mu osoby przyjaźnie
usposobione, wówczas kontakt z nim jest podejmowany.
3. Co widzą i słyszą osoby towarzyszące?
Chociaż Plejadanie starają się ukrywać swoją obecność, to jednak od czasu o czasu można
usłyszeć odgłos ich statku podczas lądowania lub
116
startu, lecz tylko w chwilach wyłączenia ekranu ochronnego. Czasami można go również w
tych momentach dostrzec. Najmniejsza odległość, z jakiej udało się je zaobserwować osobom
postronnym, wynosiła 500 metrów. Lądujących nocą statków nie da się zauważyć, nawet
jeżeli mają wyłączone ekrany ochronne, ponieważ przyziemiają się zwykle na leśnych
polanach lub innych miejscach stanowiących naturalne kryjówki.
4. Środki bezpieczeństwa stosowane podczas kontaktów
Zapobieganie jest lepsze niż leczenie — to powiedzenie ma zastosowanie również u Plejadan.
Nic więc dziwnego, że przyziemiony statek otaczają dwa ekrany ochronne. Jak już wcześniej
wspomniałem, ekran zewnętrzny rozpościera się w odległości około 500 metrów od statku i
sprawia, że osoba zmierzająca w jego kierunku — świadomie lub nie — zmuszona jest krążyć
wokół niego, nie mogąc się w żaden sposób przedrzeć przez tę niewidoczną i niewyczuwalną
barierę.
Drugi ekran, wewnętrzny, rozpościera się w odległości około 100 metrów od statku i stanowi
dodatkowe, jeszcze skuteczniejsze, zabezpieczenie, w przypadku gdyby komuś udało się
przeniknąć przez ekran zewnętrzny. Jest niczym niewidoczny mur i jest nie do sforsowania
nawet przy użyciu ogromnej siły. Wystrzeliwane w jego kierunku różnego rodzaju pociski
wnikają weń najdalej na głębokość 30 metrów, po czym są odrzucane z powrotem, jak gdyby
odbijały się od gumowej ściany.
Statki Plejadan wyposażone są również w specjalne ekrany ochronne chroniące je przed
wybuchami bomb jądrowych.
Statki te są w stanie latać również całkowicie bezdźwięcznie oraz być całkowicie
niewykrywalne przez jakiekolwiek ziemskie urządzenia lokalizacyjne, jeżeli wokół nich
włączone są odpowiednie ekrany ochronne.
5. W jakim języku prowadzone są rozmowy podczas kontaktów?
Wszystkie rozmowy Billy'ego z jego pozaziemskimi przyjaciółmi prowadzone są w języku
niemieckim i to niezależnie od tego, czy jego partner zna ten język, czy nie. Nieznajomość
tego języka przez któregokolwiek z Plejadan nie jest żadną przeszkodą w porozumiewaniu się
z nim, ponieważ w takich sytuacjach używają oni translatora. To urządzenie tłumaczące
umożliwia bezbłędne porozumiewanie się w języku niemiecku lub każdym innym, pod
warunkiem że w jego pamięci zakodowane są odpowiednie dane. Ma ono wielkość paczki
papierosów i może być noszone przy pasku. Działa bez zarzutu, dzięki czemu jego
użytkownik może się skutecznie
117
komunikować w dowolnym języku, o którym nie ma nawet zielonego pojęcia.
6. Przekazywanie zapisów rozmów
Większość rozmów, które Billy prowadził z Plejadanami i ich sprzymierzeńcami, a także
innymi formami bytu, zarówno osobiście, jak i telepatycz-nie — począwszy od 28 stycznia
1975 roku do chwili obecnej — zebranych jest w tak zwanych Sprawozdaniach ze spotkań.
Pominięto w nich tylko te, które nie są przeznaczone do wiadomości opinii publicznej, że
względu na to, że dotyczą spraw wewnętrznych lub osobistych. Od 1978 roku są one
drukowane i udostępniane szerszemu ogółowi.
Sposób, w jaki są sporządzane, jest bardzo nietypowy i nie ma swojego odpowiednika na
naszej planecie. Każdy zapewne w tym miejscu pomyśli, że ustna rozmowa podczas
osobistego kontaktu była nagrywana na jakimś urządzeniu magnetofonopodobnym, a
następnie utrwalana dodatkowo w formie pisemnej. Nic z tych rzeczy. Aby zapewnić
absolutną wierność, Plejadanie używają przyrządu przekazującego, który z materialnej pod-
świadomości pozaziemskiego partnera rozmowy wywołuje dokładną jej treść i następnie
przekazuje ją telepatycznie Billy'emu. Aparatura ta przekazywała mu owe telepatyczne
impulsy tylko wtedy, gdy pozaziemski partner, z którym prowadził wcześniej rozmowę,
znajdował się w jego pobliżu, w związku z czym stale musiał przestrzegać rozkładu zajęć
istot pozaziemskich.
Nieco później Quetzal skonstruował znacznie lepsze urządzenie przekaźnikowe, które
pozwalało Billy'emu rejestrować rozmowy niezależnie od obecności jego partnerów w jego
bliskim sąsiedztwie. Nie muszę chyba wyjaśniać, że było to znaczące usprawnienie, gdyż
Billy mógł teraz w dowolnym momencie wywoływać z ich pamięci zgromadzone w nich
treści rozmów, niczym z pamięci komputera, niezależnie od tego, czy mieli oni w danym
momencie czas, czy nie.
Przesyłane telepatycznie impulsy Billy odbierał początkowo w formie obrazów, które
następnie tłumaczył na zwykły język i zapisywał na maszynie do pisania. Początkowo używał
do tego celu zwykłej maszyny mechanicznej, ale później otrzymał elektroniczną i „przesiadł"
się na nią. Właśnie wtedy Quetzal dokonał kilku zmian w urządzeniu przekaźnikowym oraz
maszynie. Od tego momentu prędkość przekazu telepatycznego mogła być zwiększana lub
zmniejszana w zależności od woli Billy'ego. Wraz z tym usprawnieniem jego wydajność
wzrosła do 100 procent, co oznacza, że mógł pisać z prędkością, na jaką pozwalała
konstrukcja maszyny. Szybkość,
118
z jaką pisał, dochodziła do 1200 uderzeń na minutę (20 na sekundę) i to palcami jednej ręki,
co z całą pewnością kwalifikuje go do zapisu w Księdze Rekordów Guinessa! To niezwykłe
tempo pisania było możliwe dzięki wspaniałemu urządzeniu skonstruowanemu przez
Quetzala. Poza tym należy zauważyć, że Billy nie pisze, tak jak się to robi normalnie, gdyż
kryje się za tym pewien trik polegający na tym, że cały ten proces znajduje się pod kontrolą
materialnej podświadomości, która zgodnie ze swoją naturą reaguje znacznie szybciej niż
świadomość materialna. To ona steruje ruchami palców podczas pisania. Ten superszybki
sposób pisania ma jednak również dość istotne wady. Zdaniem Quetzala l minuta
telepatycznego przekazu i pisania na maszynie odpowiada 23 minutom normalnego pisania z
udziałem świadomości, czyli ł godzina — 23 godzinom. Przeciętny człowiek nie byłby w
stanie znieść tak ogromnego wysiłku, lecz w przypadku Billy'ego nie jest to problemem ze
względu na jego ogromne zdolności regeneracyjne. Wypowiadając się na ten temat, Quetzal
powiedział:
- Tak intensywna praca niszczy nie tylko system nerwowy, lecz również siły fizyczne i
psychiczne, czego objawem jest silne zmęczenie, apatia, zmiana karnacji oraz marszczenie się
skóry na twarzy. Bardzo często, zwłaszcza w przypadku bardzo długiego przekazu, po około
2 godzinach mogą pojawić się objawy wycieńczenia.
Prawdziwość tej wypowiedzi może poświadczyć wielu świadków - przede wszystkim
członkowie rodziny Billy'ego.
Ze względu na nadwyrężenie jego zdrowia 31 października 1984 roku musiano przerwać
normalne przekazywanie rozmów, które wznowiono dopiero po pięciu latach, 17 listopada
1989 roku, kiedy jego stan znacznie się poprawił. W międzyczasie Billy rejestrował je jedynie
sporadycznie.
Obecnie rejestrowanie jego rozmów odbywa się jednak z pewnym ograniczeniem, to znaczy
bez owego dodatkowego urządzenia przy maszynie do pisania.
7. Dlaczego teksty przekazywane telepatycznie zawierają nawyki językowe Billy'ego?
Odpowiedź na to często stawiane pytanie znajduje się w poniższej wypowiedzi Quetzala:
- Rozmowy ze spotkań przekazywane są Billy'emu w postaci symboli, które tłumaczy on
następnie na język niemiecki, co sprawia, że każdy taki zapis przesiąknięty jest jego stylem
wypowiedzi.
Gdy pozaziemska istota wypowiada na przykład zdanie: „Zdarzenie to było, przed wieloma
laty które się rozegrało" — to w tłumaczeniu Billy'ego
119
brzmi ono: „Było to zdarzenie, które rozegrało się przez wieloma laty". Ten przykład
pokazuje, że w trakcie przekładu nigdy nie można oddać dosłownego znaczenia danego słowa
bądź zwrotu. Przekład z jednego języka na inny oznacza logiczne przekształcanie słowa lub
zdania, to znaczy przekształca-nie-tłumaczenie pojęciowe. Właśnie na tym polega praca
Billy'ego jako translatora. Jej należyte wykonywanie jest możliwe tylko dzięki temu, że
posiada on logicznie myślący umysł i właściwie rozpoznaje fakty i zdarzenia.
8. Mechanizmy niszczące
Wybierając się w podróż Plejadanie zabierają ze sobą różne narzędzia i przedmioty. Niektóre
z nich pozostawione na planetach zamieszkałych przez istoty stojące na niższym poziomie
rozwoju mogłyby stanowić dla nich zagrożenie, w związku z czym wszystkie one
wyposażone są w mechanizm niszczący.
Jeżeli podczas ich pobytu na przykład na Ziemi trafią one w niepowołane ręce lub po prostu
zginą, wówczas zainstalowane w nich specjalne mechanizmy spalają je na popiół. Ich zapłon
jest włączany zdalnie przez tak zwane nośniki impulsów. Powód instalowania tych urządzeń
zabezpieczających jest bardzo prosty. Chodzi mianowicie o to, aby te przedmioty nie trafiły
do rąk przedstawicieli cywilizacji stojących na niższym poziomie rozwoju ewolucyjnego,
gdyż posługiwanie się nimi mogłoby być dla nich tragiczne w skutkach.
Ewolucja ludzkości i innych cywilizacji nie powinna postępować zbyt szybko, gdyż mogłoby
to doprowadzić do pominięcia bardzo istotnych jej etapów. Można to porównać na przykład
do próby przeskoczenia przez ucznia jakiegoś okresu nauki, co z cala pewnością przyniosłoby
szkodę dla całej jego edukacji. My, Ziemianie, powinniśmy być szczególnie wyczuleni na
wszelkie nowe wynalazki ze względu na naszą skłonność do wykorzystywania ich w
pierwszej kolejności do celów wojennych. Mając to na uwadze, nietrudno zrozumieć intencje
Plejadan, aby nie udostępniać nam i innym prymitywnym cywilizacjom swoich
zaawansowanych narzędzi.
Większość urządzeń wyposażonych w mechanizm niszczący wykonana jest z tworzyw
sztucznych jak na przykład urządzenie ostrzegawcze.
9. Urządzenie ostrzegawcze
Oto fragment 62 rozmowy Billy'ego z Semjase:
BILLY: Co to za biała rzecz?
120
SEMJASE: To urządzenie ostrzegawcze.
BILLY: To znaczy...?
SEMJASE: Jest to urządzenie, które cichym dźwiękiem sygnalizuje nam, że ktoś się do nas
zbliża.
BILLY: Domyślam się, że jeśli je zgubisz, to jesteś załatwiona, tak?
SEMJASE: W żadnym wypadku, ponieważ zawsze mamy przy sobie drugie, o tutaj w
pasie... widzisz?
BILLY: W porządku, zażyłaś mnie. Czy mogłabyś mi pokazać, jak je niszczysz?
SEMJASE: Oczywiście, jeżeli to ma posłużyć poszerzeniu twojej wiedzy. Spójrz, rzucam je
na ziemię... stań tutaj z boku! A teraz tu... widzisz ten pas... jeśli przyciśniesz te przyciski, to
urządzenie ostrzegawcze spali się samoistnie zmieniając się w brejowatą brunatnoczarną
masę. Patrz na nie i naciśnij te dwa przyciski.
BILLY: [Naciskając je] Bajeczne. Ta rzecz faktycznie się pali. Czy naprawdę zamieni się w
popiół?
SEMJASE: Oczywiście!
BILLY: Czy mogę dostać te resztki? Chciałbym je poddać analizie.
SEMJASE: Oczywiście, ale potem zniszcz wszystko. Jednak nie dotykaj tego przed
upływem półtorej godziny, ponieważ przez ten czas działa jeszcze promieniowanie niszczące.
BILLY: W porządku. Czy nie boisz się, że nasi naukowcy mogliby znaleźć w tej pozostałości
coś ważnego?
SEMJASE: Takie prawdopodobieństwo jest znikome. To tworzywo, to znaczy jego skład, nie
jest znane na Ziemi. Musimy się już pożegnać, właśnie słyszę na ulicy czyjeś głosy.
BILLY: Zdaje mi się, że i ja je słyszę. Cześć i wracaj jak najprędzej.
SEMJASE: Postaram się. Powodzenia, przyjacielu, i pozdrów wszystkich ode mnie.
Podobnie jak w przekaźniku telepatycznym również w tym urządzeniu można zakodować
wzorce fal mózgowych zaprzyjaźnionych osób. Osoby, które się do nich zbliżały, zostały
właśnie zidentyfikowane jako przyjaciele.
10. Kontakty telepatyczne
Oprócz kontaktów osobistych między Billym i jego pozaziemskimi przyjaciółmi od czasu do
czasu mają również miejsce rozmowy za pośrednictwem telepatii, lecz nie tej zwykłej, ale
duchowej, która jest znacznie trudniejsza. Obecnie na Ziemi potrafi się nią posługiwać bardzo
niewielu
121
ludzi, którzy jednak nie ujawniają nikomu tej umiejętności. Nic więc dziwnego, że
opanowanie tej skomplikowanej formy komunikacji zabrało Billy'emu kilkanaście lat, to
znaczy przypomnienie jej z poprzednich inkarnacji.
Do prowadzenia telepatii duchowej niezbędna jest nadzwyczajna koncentracja, dlatego też
Billy zawsze w takiej sytuacji zaszywa się w swoim gabinecie, aby tam oddawać się jej w
spokoju i skupieniu. Co ciekawe, absolutnie nie przeszkadza mu w tym muzyka płynąca z
radia, nawet głośna, natomiast inne rzeczy uważane normalnie za nie zakłócające spokoju, jak
na przykład impulsy wysyłane przez ludzi, okazują się bardzo dokuczliwe. Gdy Billy
prowadzi kontakt telepatyczny, na drzwiach jego gabinetu zawsze wisi tabliczka: „Proszę nie
przeszkadzać". Hałasy o normalnym natężeniu zwykle nie przeszkadzają mu, ale gdy
przekroczona zostanie określona granica, ich następstwa mogą być czasami niebezpieczne.
Na przykład gdy dziecko zastuka w drzwi gabinetu jakimś twardym przedmiotem. Takie
zakłócenie wywołuje zwykle przerwę w pracy, ale nie tylko. Pamiętam, jak pewnego dnia
Billy wybiegł ze swojego gabinetu jak poparzony uskarżając się na niesamowity ból głowy.
Musiał oczywiście natychmiast przerwać kontakt. Jego niedyspozycja trwała przez dwa dni,
aż do chwili ustąpienia tego dokuczliwego bólu.
Jak już wspomniałem, inicjatywa przeprowadzenia spotkania z reguły wychodzi od istot
pozaziemskich, lecz jak od każdej reguły również i tutaj istnieją odstępstwa i w szczególnych
przypadkach inicjatorem może być Billy. Na przykład swego czasu często zastanawialiśmy
się nad zorganizowaniem uniwersytetu dochodząc w naszych rozważaniach do dość dziwnych
wniosków. Nękałem Billy'ego tym problemem przez wiele dni, aż w końcu złamałem go. W
niedzielne popołudnie 21 marca 1981 roku postanowił telepatycznie zaaranżować osobisty
kontakt z Semjase. Udało mu się od razu i jeszcze tego samego wieczora spotkali się.
Wróciwszy ze spotkania z nią odszukał mnie i pokazał mi wykonany własnoręcznie szkic.
Moje nagabywanie opłaciło się. Rezultat przeszedł moje oczekiwania. Informacje uzyskane
od Semjase wprawiły nas w zdziwienie, przekonując, że nieskończona jest potęga Kreacji! Do
dzisiaj czuję zadowolenie, że mi, „ziemskiemu robakowi", dane było dostąpienie zaszczytu
skosztowania napoju z kielicha wiedzy. (Patrz „Telepatia duchowa").
11. Inspiracje
Poza kontaktami osobistymi i telepatycznymi Billy otrzymuje ponadto inspiracje od bardzo
wysoko rozwiniętych form bytu z poziomu Arahat Athersaty i Petale. Komunikacja z nimi
odbywa się tylko jednostronnie, jak
122

[patrz: dołączony katalog UFO Z PLEJAD ilustracje i zdjecia - UFO Z


PLEJADh]
Rękopis posłania pochodzącego od wysoko rozwiniętych form duchowych spisany
podczas przekazu medialnego.
123
ruch na ulicy jednokierunkowej, to znaczy, Billy odbiera informacje nie mogąc nic przekazać
w drugą stronę. Nie może więc nawiązywać z nimi kontaktu myślowego i zadawać im
jakichkolwiek pytań. Nawet sami Plejadanie nie są w stanie tego robić. Muszą w tym celu za
każdym razem zwracać się do Wysokiej Rady składającej się z istot półmaterialnych-
półduchowych, które mogą się kontaktować z duchowymi formami bytu.
Przekaz inspiracji następuje za pośrednictwem telepatii duchowej. Billy spisuje je
własnoręcznie, przy czym jego ręka prowadzona jest automatycznie bez udziału jego
świadomości. Zapis taki wolny jest od jakichkolwiek błędów merytorycznych, pomijając
występujące w nim niekiedy błędy ortograficzne. Czasami zapis taki wykazuje pewną
charakterystyczną cechę, którą jest występowanie w nim kilku różnych charakterów pisma,
jak gdyby pisany był przez różne osoby. Często różnią się one nawet od własnego charakteru
pisma Billy'ego.
Zdaniem Ptaaha przekazy inspiracji są bardzo wyczerpujące i człowiek potrzebuje tygodni, a
nawet miesięcy, aby móc podjąć nowy kontakt. Normalny człowiek nie byłby w stanie znieść
takiego wysiłku i mógłby nawet umrzeć wskutek wycieńczenia.
Billy musiał także wprowadzić długie przerwy między tymi przekazami, mimo iż jest zdolny
do szybkiej regeneracji sił. Inspiracje tych form duchowych mogą odbierać tylko specjalnie
wyszkoleni ludzie.
12. Dlaczego Plejadanie utrzymują kontakt tylko z Eduardem Albertem Meierem?
Jest to bardzo często stawiane pytanie i uważam je za bardzo ważne. Pragnę na wstępie
zaznaczyć, że ów przywilej Billy'ego jest dla wielu osób cierniem w oku. Wśród tych ludzi
jest wielu takich, którzy uważają, że to oni powinni mieć kontakty z Plejadanami. Ludzie ci
ze zwykłej zawiści imają się różnych sposobów, aby oczernić Billy'ego i zająć jego miejsce.
Dawni członkowie jego grupy nie potrafią jakoś pojąć, że po prostu nie mają na to żadnych
szans, chyba że w bardzo krótkim czasie dokonają ogromnych postępów w swoim rozwoju
duchowym, do czego w gruncie rzeczy żaden normalny człowiek nie jest zdolny. Plejadanie
jasno i wyraźnie dali do zrozumienia, że w najbliższych dziesięcioleciach nie będzie możliwy
z nimi absolutnie żaden kontakt fizyczny. To, co robią w tej kwestii inne rasy pozaziemskie,
jest wyłącznie ich sprawą i nie jest tematem moich rozważań.
Również i tutaj mają miejsce odstępstwa. Do tych bardzo nielicznych wyjątków zaliczają się
osoby, które dawniej były nauczycielami Billy'ego.
124
Właśnie z nimi Plejadanie utrzymywali dawniej kontakty, które obecnie nie są już
kontynuowane.
Pomijając te wyjątki, Billy jest obecnie jedynym człowiekiem na Ziemi, z którym Plejadanie
utrzymują stały kontakt, bez względu na to, czy to się komuś podoba, czy nie. Poniżej
przedstawiam najistotniejsze powody, dla których jedynie on może kontaktować się z
Plejadanami. Pochodzą one od Semjase, ja zaś je tylko zebrałem i uzupełniłem.
1. Nawiązując kontakt z Ziemianami, Plejadanie zawsze czynią to za zgodą Wysokiej Rady.
Mogliby co prawda zgodnie z zasadą wolnej woli nie konsultować tego z nią, niemniej
przestrzegają tej reguły.
2. Doświadczenie uczy, że zbyt duża grupa ludzi, z którymi utrzymywany jest kontakt, jest
niewskazana, gdyż taki układ zawsze rodzi rywalizację, która przynosi w rezultacie więcej
szkód niż korzyści, jak w przysłowiu: „Gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść".
3. Plejadanie oraz ich lirańscy przodkowie już od zamierzchłych czasów byli nauczycielami
Ziemian i zawsze kierowali się powyższą zasadą wybierając do swoich misji
najodpowiedniejszych ludzi. Wybór Bil-ly'ego nie był przypadkowy, ponieważ inkarnując po
raz pierwszy na Ziemi przed tysiącami lat pełnił już on podobną misję. Tak jak poprzednim
razem również i teraz był to jego wolny wybór, lecz dokonał go dopiero po tym, jak go o to
poproszono, a nie z powodu jakiegoś własnego pragnienia, bowiem nie chodzi tu o
czerpanie przyjemności, sławę czy innego rodzaju popularność, ale o niesienie pomocy,
spełnienie powinności spoczywającej na każdej wyżej rozwiniętej formie życia.
4. Biorąc pod uwagę wysoki poziom ewolucji Plejadan, nietrudno zrozumieć, dlaczego
utrzymują oni kontakty tylko z ludźmi, którzy spełniają wszelkie niezbędne wymagania.
Właśnie Billy dzięki swoim misjom we wcześniejszych inkarnacjach oraz własnym
poszukiwaniom, jak również naukom pozaziemskich przyjaciół osiągnął odpowiednio wysoki
stopień rozwoju, który jest absolutnie niezbędny do skutecznej współpracy z Plejadanami.
Na przekór wszystkim stwierdzeniom degradującym go do poziomu przeciętnego
niewykształconego farmera z głębokiej głuszy, to właśnie on osiągnął spośród mieszkańców
Ziemi najwyższy poziom ewolucji. Oczywiście nie chodzi tu o wiedzę materialną, jaką
zdobywamy w szkołach i z książek. Ta wiedza nie wystarczyłaby do spełnienia jego zadania.
Chodzi tu o inne umiejętności, którymi łącznik taki jak on musi koniecznie dysponować.
Należy do nich przede wszystkim sztuka telepatii duchowej, umiejętność kontrolowania
własnych myśli i niewy-
125
syłania do otoczenia negatywnych odczuć, wibracji etc. Ponadto absolutna wiarygodność i
gotowość dochowywania tajemnicy. I na koniec bardzo ważna umiejętność polegająca na
przyjmowaniu z pokorą i odpieraniu wszelkich ataków i pomówień.
5. Ostatnim i bardzo ważnym powodem są wibracje emanowane przez Plejadan, które mogą
wywoływać następujące skutki:
a) Wywieranie poprzez swoją intensywność silnego wpływu na ludzi poszukujących prawdy.
Osoby poddane ich działaniu stają się bardzo wrażliwe i całkowicie poświęcają się swoim
poszukiwaniom, nie bacząc na straty, jakie często ponoszą z tego tytułu, co w naszym
zmaterializowanym świecie czyni je wręcz kalekami niezdolnymi do normalnego życia.
b) Wchodząc bez odpowiedniego zabezpieczenia w obszar wibracji zwykłego Ziemianina
Plejadanie doznają uczucia apatii i przemożnego strachu. Wynikiem tego jest ich irracjonalne
i nie kontrolowane zachowanie. Znalazłszy się 15 grudnia 1977 roku w takiej sytuacji
Semjase uległa w Centrum, w siedzibie FIGU, poważnemu wypadkowi, którego następstwem
był groźny uraz głowy. Z tego właśnie powodu Plejadanie muszą zabezpieczać się przed
emanacjami Ziemian, przebywając przede wszystkim wewnątrz swoich statków lub w dobrze
ukrytych bazach na terenie Ziemi. Przebywając w bezpośredniej bliskości człowieka, to jest w
odległości poniżej 90 metrów, stosują specjalne urządzenia ochronne, które odpychają od nich
nasze wibracje. Najmniejsze z tych urządzeń działa do odległości 0,5 metra i tylko przez 12
minut. Najdłuższy czas działania tego typu urządzenia wynosi około 3 godzin, lecz ma ono
wielkość sporej walizki.
W tym miejscu nasuwa się pytanie, w jaki sposób Plejadanie znoszą wibracje Billy'ego i to
bez żadnych zabezpieczeń. Odpowiedź na to jest bardzo prosta i wiąże się z jego wyższym
poziomem rozwoju duchowego, dzięki któremu potrafi on je kontrolować. Z drugiej strony
również dzięki niemu Billy może bez żadnej szkody dla siebie znosić silniejsze od swoich
wibracje Plejadan, jak również znacznie słabsze pozostałych Ziemian.
13. Telepatia zwykła
Najprostszą formą telepatii, tak zwaną zwykłą, jest przekazywanie myśli. Ma ona u nas,
Ziemian, coraz szersze zastosowanie. W przeciwieństwie do
126
telepatii duchowej przebiega ona w warstwie materialnej naszego umysłu i dlatego jest
znacznie prostsza. Polega na tym, że nadawca przesyła odbiorcy strumień myśli w formie
zdań i słów. Ów strumień fal odbiorca wychwytuje muszlami usznymi, które pełnią rolę
anteny. Brzmi to niewiarygodnie, ale tak jest!
Ów strumień fal myślowych posiada tak wysoką częstotliwość drgań, że żadne obecnie
istniejące urządzenie techniczne nie jest w stanie go wyłapać. Ale człowiek jest do tego
zdolny, o ile wykształci w sobie tę umiejętność. Często słysząc taki głos w swojej głowie
przypuszcza z powodu swojej ignorancji, że to jakiś jego własny wewnętrzny głos
dobywający się z podświadomości, co oczywiście nie jest prawdą. Po prostu człowiek taki
odbiera czyjeś myśli, nie wiedząc, kto jest ich nadawcą.
Strumienie fal myślowych są dla naszego nie wyćwiczonego ucha co prawda niesłyszalne,
lecz istnieją rzeczywiście. Różnica między przekazem akustycznym a telepatycznym polega
na tym, że głos akustyczny odbierany jest przez świadomość materialną, a głos telepatyczny
przez materialną podświadomość.
14. Telepatia duchowa
Telepatia duchowa, jak już jej sama nazwa mówi, ma charakter czysto duchowy, w związku z
czym posiada nieograniczony zasięg. Jest w pewnym sensie uniwersalnym językiem
umożliwiającym porozumiewanie się na nieskończenie duże odległości wewnątrz naszego
wszechświata. Jej przebieg przedstawia się w uproszczeniu następująco.
Na początku każdy duchowy przekaz telepatyczny poprzedzony jest wysłaniem osobistego
kodu odbiorcy, który umożliwia nadawcy połączenie się z nim. Jeżeli odbiorca jest gotowy do
dialogu, wówczas nadawca przesyła swoje myśli z materialnej świadomości do materialnej
podświadomości, która przekształca je następnie na symboliczne obrazy i wysyła do odbiorcy
w postaci elektromagnetycznych impulsów przemieszczających się z prędkością wielokrotnie
przekraczająca prędkość światła. Dotarłszy do podświadomości odbiorcy impulsy te są z
powrotem przekształcane na symboliczne obrazy i przekazywane dalej do materialnej
świadomości, która z kolei przekłada je na normalny język.
Pewna część tych impulsów odbierana jest w korze mózgowej jako szept, który jako
niesłyszalne słowa wnika do materialnej świadomości. Ta praktykowana przez Plejadan forma
telepatii opiera się na 50,2 miliona symbolicznych znaków. Kto opanował ten uniwersalny
język, może się swobodnie porozumiewać w całym wszechświecie, to znaczy z tymi form-
127
ami życia, które znają go również. Jest to w sumie bardzo skomplikowany proces. Jedynym
utrudnieniem w tego rodzaju komunikacji jest duchowa blokada, którą wytwarza wokół siebie
człowiek.
15. Teletransmisja
Kiedy osoby lub przedmioty znikają nagle z pola widzenia, po czym po jakimś czasie
ponownie pojawiają się w tym samym lub innym miejscu, wówczas mamy do czynienia z
teletransmisją lub teleportacją.
Teletransmisja nazywana często teleportacją bardzo obrazowo przedstawiona została w
znanym filmie science-fiction Star Trek: The Motion Picture (Gwiezdna wędrówka — Film).
15.1. Teletransmisja kontrolowana
Teletransmisja kontrolowana to świadome superszybkie przemieszczanie ciał żywych istot,
statków kosmicznych etc. z jednego miejsca na drugie poprzez ich dematerializację i
rematerializację za pomocą maszyny teletransmisyjnej z wykorzystaniem energii naturalnych
i sztucznych. (Patrz podrozdział „Dematerializacja i rematerializacja").
Przykłady:
a) Jest to często stosowana przez istoty pozaziemskie metoda kontaktowania się. Przy jej
pomocy istoty pozaziemskie często przesyłały swoje ciała oraz ciało Billy'ego z pokładu
statku w wybrane miejsce i odwrotnie.
b) Metoda ta wykorzystywana jest również do przemieszczania różnych przedmiotów. Kilka
lat temu Quetzal przetransportował przy jej pomocy worek ziemniaków z Plejad do gabinetu
Billy'ego.
c) Ziemskim przykładem tego typu metody przemieszczania przedmiotów i ciał żywych istot
mógłby być osławiony „eksperyment filadelfijski". Nie ma jednak absolutnej pewności, czy
miał on rzeczywiście miejsce. Według krążących na ten temat informacji statek
amerykańskiej floty wojennej U.S.S. Eldridge został w 1943 roku rzekomo na oczach wielu
świadków zdematerializowany w Filadelfii, po czym w chwilę potem pojawił się 640
kilometrów dalej w Norfolk, a następnie ponownie w Filadelfii. Większość załogi rzekomo
zaginęła, a ci którzy przeżyli, podobno postradali zmysły i wkrótce potem zmarli.
15.2. Teletransmisja nie kontrolowana
Teletransmisja nie kontrolowana to superszybkie przemieszczenie danego obiektu z jednego
miejsca na drugie poprzez jego dematerializację
128
i rematerializację za pomocą energii naturalnych lub sztucznych nie wywoływane
świadomym działaniem ludzkich form życia. Może być ona spowodowana przez:
a) eksplozje, sztormy elektromagnetyczne (bardzo często) powstające we wszechświecie oraz
wybuchy na słońcu;
b) powstawanie dziur w ziemi, jak to miało miejsce w lipcu 1977 roku w Trójkącie
Bermudzkim, na Madagaskarze oraz Morzu Japońskim.
16. Teleportacją
Istnieją dwa rodzaje teleportacji — materialna i duchowa.
16.1. Teleportacją materialna
Teleportacją materialna to superszybkie przemieszczanie ciał żywych istot, przedmiotów etc.
z jednego miejsca na drugie poprzez ich dematerializację i rematerializację za pomocą
materialnych sił świadomości, czyli bez użycia środków technicznych. Może być ona
wywołana świadomie za pomocą świadomości materialnej lub podświadomie za pomocą
podświadomości materialnej.
Przykłady teleportacji materialnej wywołanej przez podświadomość:
a) Pewien mieszkaniec Afryki znalazł się swego czasu w stanie silnego zagrożenia ze strony
lwa. Będąc przerażonym do szpiku kości zapragnął znaleźć w tym momencie przed swoją
chatą we wsi. To uczucie niezwykle silnego strachu sprawiło, że jego życzenie ziściło się i
po chwili znalazł się w rodzinnej wiosce, która oddalona była o 3000 kilometrów od miejsca
zdarzenia. Skutkiem ubocznym tego zdarzenia było całkowite osiwienie jego włosów, które
nastąpiło w ciągu zaledwie jednej nocy.
b) Teleportacją Kalliopy (żony Billy'ego) w Grecji. Pewnego dnia udała się razem ze swoją
klasą na zwiedzanie katakumb. W pewnej chwili dotarli w podziemiach do grobowca
pewnego świętego. Każda z uczennic przechodząc obok jego grobu miała pocałować szklaną
pokrywę. Gdy przyszła kolej na Kalliopę, nagle ni stąd, ni zowąd znalazła się w ogrodzie
przed drzwiami kościoła. Jak to się stało? Otóż, silna niechęć przed pocałowaniem nagrobka
wyzwoliła w jej materialnej podświadomości siły, które przeniosły ją w ułamku sekundy
przed drzwi kościoła.
16.2. Teleportacją duchowa
Teleportacją duchowa to świadome superszybkie przemieszczenie ciała żywej istoty z
jednego miejsca na drugie poprzez jego dematerializację
129
i rematerializację za pomocą duchowych sił świadomości, czyli bez użycia środków
technicznych.
Są ludzie, którzy potrafią teleportować na duże odległości siebie samych, statki kosmiczne
oraz inne większe od siebie przedmioty. Oznacza to, że znajdują się oni na bardzo wysokim
poziomie rozwoju duchowego. Częściej jednak w przypadku tak dużych zadań ma miejsce
jednoczenie się duchowe wielu form życia w tak zwany blok, co pozwala łatwiej je
realizować.
17. Dematerializacja i rematerializacja
Ten z pozoru mistyczny proces dokonuje się w przypadku superszyb-kiego transportu ciał
żywych istot lub obiektów materialnych z jednego miejsca na drugie podczas teletransmisji i
teleportacji. Przebiega on w trzech etapach:
Pierwszy etap: w trakcie dematerializacji dany obiekt materialny błyskawicznie przekształca
się w substancję podstawową, to znaczy energię.
Drugi etap: powstała z danego obiektu energia tworzy spójny pakiet, którego
przemieszczenie się z jednego miejsca na drugie odbywa się tak, jakby stanowił on
nieprzenikliwy obiekt materialny, to znaczy, stanowi samodzielną i zwartą całość nie
mieszającą się z innymi energiami otoczenia.
Trzeci etap: w trakcie rematerializacji obiekt zamieniony wcześniej w energię błyskawicznie
przekształca się z powrotem ciało materialne.
Cały ten proces przebiega niewyobrażalnie szybko, niemal bez upływu czasu. Grube
betonowe mury, stalowe ściany i inne przeszkody, a także olbrzymie odległości nie są dla
niego jakimkolwiek utrudnieniem. Stosowany jest bądź zachodzi podczas:
1. teletransmisji kontrolowanej,
2. teletransmisji nie kontrolowanej,
3. teleportacji materialnej,
4. teleportacji duchowej,
5. podróży kosmicznych (pokonywanie odległości czasoprzestrzennych),
6. podróży w czasie.
Proces ten przebiega błyskawicznie i automatycznie. Niemożliwa jest w trakcie jego trwania
jakakolwiek korekta, dlatego też niezbędne jest jego bardzo precyzyjne zaprogramowanie,
aby uniknąć ewentualnych katastrof.
Każde ciało posiada swój własny wzorzec strukturalny, dzięki któremu po jego rozkładzie na
pakiet energii może ono zostać następnie precyzyjnie
130
zrematerializowane. Procesy przemiany w energię i jej ponownego przekształcenia w materię
muszą być ze sobą zsynchronizowane w czasie. Jakiekolwiek błędy mogą spowodować, że na
przykład osoba przemieszczająca się w czasie może stracić całkowitą orientację i zagubić się
na zawsze w czasie i przestrzeni.
Należy wiedzieć, że nie jest to proces fizyczny, to znaczy odnoszący się wyłącznie do
materialnej rzeczywistości, w związku z czym jego istotę można przedstawić jedynie w
pewnym przybliżeniu i to posługując się analogiami do znanych zjawisk fizycznych. Proces
dematerializacji i rematerializacji nie oznacza jednak w żadnym przypadku jakiejkolwiek
implozji lub eksplozji. Gdyby to była forma eksplozji, wówczas dany obiekt zostałby
rozerwany na niezliczoną ilość części i bezpowrotnie zniszczony, gdyż jego zestawienie w
całość nie byłoby możliwe.
Nie jest to więc ani eksplozja, ani implozja wytwarzająca próżnię. Problem w tym, że nie
posiadamy jeszcze odpowiedniego aparatu pojęciowego, aby móc dokładnie i jasno wyjaśnić
istotę tego zjawiska.
131

VII DZIENNE DEMONSTRACJE PLEJADAN


1. Statki kosmiczne i ślady ich lądowań
W kręgach urologicznych już od dawna wiadomo, że statki kosmiczne istot pozaziemskich od
czasu do czasu lądują na ziemi i pozostawiają po sobie różne ślady. Mogą to być odciśnięte w
gruncie ślady podpór, wypalona roślinność, połamane gałęzie, promieniowane etc.
Ślady takie stanowią doskonały dowód istnienia istot pozaziemskich, ponieważ można je
badać metodami fizyczno-chemicznymi, czyli w sposób akceptowany przez świat nauki.
Niekiedy przy ich pomocy udaje się nawet przekonać sceptyków, że takie odwiedziny są
możliwe.
Pozaziemscy przyjaciele Billy'ego zadeklarowali chęć dostarczenia mu tego rodzaju
dowodów. Właściwie rzecz biorąc Plejadanie nie mają zwyczaju lądowania bezpośrednio na
ziemi, nawet wtedy gdy załoga statku chce z niego wysiąść. Zwykle po przyziemieniu unosi
się on cały czas tuż nad ziemią. Właśnie dlatego Erranie nie pozostawiają po sobie
jakichkolwiek śladów.
Wiele śladów ich lądowań, które mogliśmy oglądać na Wyżynie Szwajcarskiej w pobliżu
Zurychu, powstało właśnie jako efekt ich świadomego działania, którego celem było
dostarczenie nam owych dowodów.
Wygląd oraz struktura śladów lądowania zależą zasadniczo od systemu napędowego danego
statku kosmicznego. Ślady w pobliżu Zurychu były dwojakiego rodzaju, które dla ich
łatwiejszego rozróżniania nazwać będę w dalszej części śladami lądowania pierwszego i
drugiego rodzaju.
132
1.1. Ślady lądowania pierwszego rodzaju
(zdjęcia od 33 do 38)
Ślad lądowania pierwszego rodzaju pochodzi ze statku Menary, Jest to kolista powierzchnia o
średnicy około 3,5 metra. (Menara jest ciemnoskórą kobietą z gwiazdozbioru Lutni należącą
do jednej z najbardziej zaprzyjaźnionych z Plejadanami ras, która w latach 1975-1986
przebywała na Ziemi często zastępując Semjase i Quetzala).
Latem 1976 roku na łące w pobliżu Hinwil (Ambitzgi) mieliśmy przyjemność podziwiania
dwóch śladów tego typu — jeden z nich pochodził ze statku Menary, drugi ze statku jej
przyjaciółki Rali. Takie same ślady pokazał nam Billy 2 października 1976 roku przed
drewnianą szopą w Blitterswil (w pobliżu Oberi Ebni, Juckern) po kontakcie, który prze-
prowadził tego dnia późnym popołudniem. Chociaż były one jeszcze bardzo świeże, nie
stwierdziliśmy wewnątrz nich żadnych oznak wypalenia trawy. Towarzyszący nam z
licznikiem Geigera fizyk nie stwierdził również występowania wewnątrz oraz wokół nich
jakiegokolwiek promieniowania. Nazajutrz w ich obrębie pojawiła się kolejna osobliwość,
która polegała na tym, że cała ich powierzchnia roiła się od mrówek, których nie było poza
nimi. Coś w tych śladach musiało je przywabić.
Tego samego rodzaju ślady zaobserwowano na parkingu przed domem Billy'ego w
Hinterschmidrüti. Było to 23 listopada 1977 roku oraz 21 lutego 1978 roku. O tej porze roku
ziemię pokrywała warstwa lodu grubości 10-12 centymetrów. Gorący strumień gazu
wydobywający się ze statku Menary stopił ją na wylot na całej powierzchni śladu. Co
ciekawe, ślad z 23 listopada 1977 roku powstał podczas krótkiej wizyty Menary trwającej
zaledwie 10 minut, która miała miejsce w chwili, gdy żona Billy'ego, Kalliope, poszła
zaprowadzić jedno z dzieci do pobliskiej szkoły. Oczywiście ktoś mógłby zarzucić, że Billy
zdążył w tym czasie mimo braku jednej ręki przetopić tę warstwę lodu na tej powierzchni.
Jeśli ktoś sądzi, że to możliwe, niech sam spróbuje to zrobić z takim samym skutkiem.
1.2. Ślady lądowania drugiego rodzaju
(zdjęcia od 39 do 46)
W różnych miejscach na łąkach w okolicy Hinwil (Betzholz, Baretswil, Wetzikon, Adelsriet,
Ettenhausen), jak również Hinterschmidrüti można było zaobserwować ślady lądowania
drugiego rodzaju pozostawione przez siedmiometrowy statek Plejadan pilotowany przez
Semjase, Quetzala i Menarę.
Tak oryginalne ślady powstają podczas lądowania statku Plejadan, który osiada na 3
podporach z talerzowatymi łapami wysuwanych z dolnej części
133
powłoki. Podpory są tak rozmieszczone, że tworzą trójkąt równoboczny, zaś ich łapy mają
kształt kół o średnicy około 2 metrów. Ich ogromne ślady w kształcie kolistych zawirowań
przygiętej do ziemi wysokiej trawy wywołują szczególne wrażenie (w przypadku statku
kosmicznego Semjase średnica śladów wynosiła prawie 2 metry, zaś Quetzala -- 1,80 metra).
Zwykle trawa zgnieciona przez silny wiatr po pewnym czasie podnosi się i rośnie dalej, jak
gdyby nigdy nic. Jedynie złamane łodygi przebarwiają się i usychają. W przypadku tych
śladów zaskakujące jest to, że pod wpływem ucisku wywartego przez spoczywający na ziemi
statek trawa nie zostaje zgnieciona ani uszkodzona mechanicznie, a mimo to nie podnosi się
już i dalej rośnie horyzontalnie nie zmieniając przy tym koloru.
Według naszych obserwacji przyciśnięta do ziemi podporami trawa leży ułożona poziomo
całymi tygodniami, o ile oczywiście łąka nie zostanie w międzyczasie skoszona. Po tego
rodzaju lądowaniu w rejonie Hinterschmid-rüti musiał minąć kwartał, zanim nowo wyrosła
trawa pokryła przygniecioną.
Duże wrażenie wywarły na mnie podwójne ślady lądowania drugiego rodzaju pozostawione
w czerwcu 1976 roku na małej polanie porośniętej wysoką trawą przez statki Semjase i
Quetzała. W środku każdego z obu obszarów zajmowanych przez potrójny zestaw kolistych
śladów znajdowało się wydeptane miejsce, od którego prowadziła wąska ścieżka skręcająca
na południowy skraj polany. Według Billy'ego w tamtych miejscach wysiedli ze swoich
statków jego pozaziemscy przyjaciele. Dokładne pomiary odcisków stóp Quetzala i siostry
Semjase, Pleji, wykazały, że ich stopy miały długość odpowiednio 30 i 26 centymetrów. Jak
nam powiedział Billy, Pieją chciała wówczas koniecznie przejechać się jego motorowerem.
Wysłuchawszy jego wskazówek wsiadła nań i odbyła krótką przejażdżkę, która sprawiła jej
dużą przyjemność.
Na koniec chciałbym jeszcze wspomnieć o pewnym śladzie położonym na skraju lasu w
odległości około 100 metrów poniżej siedziby Centrum w Hinterschmidruti, który
zaobserwowaliśmy 15 czerwca 1980 roku. Nigdy przedtem takiego nie widzieliśmy.
Wyglądał, jakby przez tamto miejsce przeszła trąba powietrzna. Billy wyjaśnił nam, że został
on zrobiony przez statek Semjase, który lądował tam podczas silnej burzy. Z uwagi na
pogarszające się warunki atmosferyczne statek został otoczony energetycznym ekranem
ochronnym. Dzięki niemu Semjase osiągnęła za jednym zamachem 3 cele: po pierwsze, żadna
z postronnych osób nie zauważyła lądującego pojazdu; po drugie, ekran chronił statek niczym
parasol przed padającym deszczem i, po trzecie, załoga statku czuła się wewnątrz niego jak w
klatce Faradaya, to znaczy całkowicie bezpiecznie mimo szalejącej wokół burzy.
134

[patrz: dołączony katalog UFO Z PLEJAD ilustracje i zdjecia - UFO Z


PLEJADi]
Szkic Hansa Schutzbacha przedstawiający rozmieszczenie śladów pozostawionych w
czerwcu 1976 roku przez statki Semjase i Ouetzala.
Semjase zaprezentowała wówczas ponadto Billy'emu pewną niezwykłą sztuczkę. Półżartem
zapytała go, czy nie chciałby wyjść ze statku. Nieco zdziwiony odrzekł jej, że właściwie nie
bardzo mu się uśmiecha chodzenie po mokrej trawie, a poza tym nie jest do tego odpowiednio
ubrany (miał na sobie domowe ubranie i sandały). Stało się tak dlatego, że na pokład statku
został zabrany ze swojego gabinetu przy pomocy teletransmitera. Semjase odparła na to: „To
żaden problem, przyjacielu, jedną chwilę". I wtedy ku jego ogromnemu zaskoczeniu w ciągu
kilku sekund zamieniła pełną wody glebę w zupełnie suchą, która wyglądała po tym zabiegu,
jakby przez dłuższy czas wystawiona była na działanie promieni słonecznych. Następnie
135
powiedziała mu, aby przespacerował się po niej i sam przekonał się o tej nagłej zmianie.
Kiedy stanął na trawie, powiedział zdziwiony:
- Och, jak fantastycznie, wszystko jest zupełnie suche.
Pragnę ponadto dodać, że wszystkie wymienione ślady lądowań widziało wielu świadków i że
część z nich została nawet sfotografowana, również przeze mnie.
Wyjaśniona została również zagadka rosnącej poziomo trawy w miejscu lądowań. Okazało
się, że jest to efekt działania napędu antygrawitacyjnego używanego podczas operacji
przeprowadzanych w pobliżu powierzchni planet, w który wyposażone są statki Plejadan.
1.3. Relacja ze zdarzenia w dniu 15 czerwca 1980 roku
(zdjęcia od 44 do 46 — relacja Herberta Runkeld) W nocy z soboty na niedzielę 15 czerwca
1980 roku siedziałem razem z Billym (Eduardem Meierem) w kuchni i pijąc kawę roz-
mawiałem z nim na różne tematy. Tuż przed północą Billy przerwał naszą rozmowę i na jego
twarzy ujrzałem znany mi już uśmiech.
— Stało się coś? — spytałem.
- Nie, nic takiego - - odrzekł. - - Dzisiaj w nocy będę miał jeszcze gości.
- W taką psią pogodę — odparłem. — To może być nawet zabawne. Biłly wzruszył
ramionami i wróciliśmy do przerwanej rozmowy, jak gdyby nic się nie stało. Następnie
zaparzył świeżą kawę i spojrzał na zegarek, jakby się gdzieś wybierał.
— Włóż coś odpowiedniego, bo zmokniesz — powiedziałem.
— Tak też będzie dobrze — odrzekł, po czym pożegnał się ze mną i wyszedł z kuchni.
Po paru minutach wyszedłem na podwórze. Na niebie rozgrywał się niezwykły spektakl --
błyskawice jedna po drugiej rozjaśniały nisko zwisające, ciężkie chmury, z których padał tak
ulewny deszcz, jakby nastąpiło ich oberwanie. Zapaliłem papierosa i obserwowałem z
zaciekawieniem ten rzadki spektakl przyrody. Po niejakim czasie wróciłem do kuchni i z
napięciem czekałem na powrót Billy'ego.
Po ponad godzinie otworzyły się drzwi do kuchni i Billy wszedł do środka. Był ubrany tak
samo, jak w chwili gdy z niej wyszedł — miał na sobie jasne letnie spodnie, koszulę i
sandały. „To niemożliwe"
- pomyślałem — „jak mógł pójść na miejsce spotkania nie moknąc ani trochę po drodze".
Pozdrowił mnie i poprosił o filiżankę kawy.
— Przekazuję ci serdeczne pozdrowienia — powiedział siadając przy stole. — Jutro musimy
coś sfotografować.
136
- Co mamy sfotografować? — spytałem zaintrygowany.
- Semjase wylądowała swoim statkiem na ziemi i myślę, że będzie tam kilka dobrych śladów.
- W taki deszcz, to niemożliwe - - odrzekłem. - - Na wszelki wypadek jednak pójdę tam zaraz
po wschodzie słońca.
- Możemy to zrobić razem — powiedział Billy i wypił kawę. Potem opowiedział mi jeszcze o
kilku sprawach, które omawiał podczas kontaktu z Semjase.
Nawet przez chwilę nie myślałem o spaniu, w związku z czym rozmawialiśmy aż do świtu.
Burza wkrótce oddaliła się i nad horyzontem zaświeciło słońce. Ubrani w gumowce udaliśmy
się na miejsce, gdzie miały się znajdować ślady lądowania. Ziemia wkoło była mokra i śliska,
zaś trawa przygnieciona do ziemi. Nagle z przodu ujrzeliśmy 3 koła o średnicy około 2
metrów. Trawa w ich obrębie była przygnieciona do ziemi spiralnie w kierunku przeciwnym
do ruchu wskazówek zegara od wewnątrz na zewnątrz.
Z miejsca zacząłem fotografować, mimo iż światło było jeszcze słabe.
— Jak długo stał tutaj ten statek? — spytałem Billy'ego, który był również zajęty robieniem
zdjęć.
— Jakieś pół godziny, jak sądzę.
- Nieźle to wygląda — dodałem.
Słońce powoli wznosiło się na horyzoncie i warunki fotografowania poprawiły się. Pierwsza
klisza została już wypstrykana i włożyłem do aparatu następną. To było niesamowite, mimo iż
już nieraz byłem świadkiem tego rodzaju zdarzenia.
Zrobione wówczas zdjęcia istnieją do dzisiaj i każdy, kto chce, może je obejrzeć.
Opisane tutaj ślady nie mają nic wspólnego z tak zwanymi kręgami zbożowymi licznie
występującymi w ostatnim okresie na polach uprawnych Wielkiej Brytanii.
2. Teletransmisje Billy'ego
Jak już wspomniałem w rozdziale IV, istoty pozaziemskie bardzo często wykorzystują do
transportu teletransmisję kontrolowaną, za pomocą której błyskawicznie przenoszą siebie lub
Billy'ego z jednego miejsca na drugie. Plejadanie kilkakrotnie zademonstrowali nam działanie
swoich teletrans-miterów. Poniżej przytaczam kilka przykładów.
137
2.1. Zaginiony bez śladu
(relacja Engelberta Wachtera — skrót)
Zdarzenie to miało miejsce w początkowym okresie istnienia Centrum w Hinterschmidrüti.
Rok 1978, podobnie jak poprzedni, w którym przenieśliśmy się do Hinterschmidrüti, był dla
nas okresem wytężonej i ciężkiej pracy. Otoczenie i zabudowania były jeszcze stosunkowo
zaniedbane, wszystko wymagało usprawnień i napraw, także wozownia. Najpierw wzięliśmy
się za naprawę dachu, ponieważ cały był dziurawy. Niektóre belki musieliśmy w ogóle
wyrzucić. Billy zebrał grupę pracowników, do której również i ja należałem. Pewnego dnia
pracowałem na dachu przy wymianie belek. Praca postępowała bardzo sprawnie i właśnie
zacząłem spasowywać je ze sobą. Stałem wysoko na kalenicy i miałem zamiar dokonać
jeszcze kilku ostatnich korekt, kiedy nagle usłyszałem głos Billy'ego: „Hej, cieślo, stań na
zewnątrz dachu, abyś mógł lepiej wbijać gwoździe". Nie posłuchałem tej rady i nadal
pracowałem po swojemu. Kilka minut później doszło do tego całkowicie nieoczekiwanego
zdarzenia.
Właśnie stałem na wąskiej desce, gdy Billy zwinnie niczym kot przesunął się za moimi
plecami. Gdy się odwróciłem, już go nie było. Odruchowo pomyślałem, że spadł z dachu, lecz
nie słyszałem żadnego odgłosu, który by na to wskazywał. Wyglądało, jak gdyby rozpłynął
się w powietrzu. Zaczęliśmy z miejsca szukać go w wozowni i poza nią, ale bez rezultatu.
Po jakiejś pół godzinie wróciliśmy do pracy i mniej więcej w tym samym czasie
zobaczyliśmy go, jak nadchodzi od strony parkingu. W chwilę potem zajął się swoją pracą,
jak gdyby nic się nie stało. Nasze pytanie o to, gdzie był, skwitował zagadkowym uśmiechem,
dorzucając zdawkowo, że Ptaah przetransportował go na swój statek za pomocą
teletransmitera.
W tym miejscu chciałbym przedstawić jeszcze inne zdarzenie, które miało miejsce mniej
więcej w tym samym okresie. Zaczęło się od tego, że Billy chciał mi pokazać i powiedzieć
coś ważnego. W tym celu zaprowadził mnie do swojego gabinetu. Otworzył drzwi i wszedł do
środka, ja zaś tuż za nim. Gdy był już tuż przy biurku, nagle zniknął. Przeszukałem cały
pokój, każdy jego zakamarek, ale nigdzie tam go nie znalazłem. Z mieszanymi uczuciami
opuściłem biuro. Po chwili jednak przypomniałem sobie zdarzenie na dachu wozowni i ze
spokojem wróciłem do pracy.
138
Jak się później okazało, tym razem Semjase sprowadziła go na swój statek przy pomocy
teletransmitera.
Były to jedyne zdarzenia, podczas których byłem naocznym świadkiem demonstracji
możliwości tej techniki.
2.2. Zamknięte drzwi
(relacja Guido Moosbruggera)
Billy często był teletransmitowany ze swojego gabinetu na pokład statków Plejadan. Któregoś
razu został przetransportowany z niego w sytuacji, kiedy obydwoje drzwi prowadzących doń
było zamkniętych przez niego od wewnątrz. Po kontakcie przeniesiono go omyłkowo nie do
gabinetu, lecz na korytarz. Dalszego ciągu można się już domyślić. Dodam tylko, że
ponieważ nie było kluczy zapasowych, musiano sporządzić specjalny wytrych, aby otworzyć
zamek jednych z drzwi.
2.3. Ślady stóp na śniegu
(zdjęcia 47 i 48 — relacja Guido Moosbruggera) Podczas kontaktu z Semjase w nocy z 5 na
6 stycznia 1977 roku Billy poprosił ją po zakończeniu rozmów o pewną przysługę. Zapytał ją
półżar-tem, czy mogłaby go wysadzić nie tam, skąd go zabrała (nie opodal Wetzikon, około
20 kilometrów od Hinwil), ale na środku pokrytej śniegiem łąki w Winkelriet w pobliżu
Hinwil. Semjase chętnie przystała na jego prośbę i przy pomocy teletransmitera przeniosła go
we wskazane miejsce, skąd udał się pieszo w kierunku drogi.
2.4. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki
(relacja Jacobusa Bertschingera — część l — skrót) 7 lutego 1977 roku zawiozłem Eduarda
Meiera (Billy'ego) swoim Yolkswagenem na umówione spotkanie z Semjase (patrz także
część 2 — podrozdział 4.1.). Po pewnym czasie zmęczony czekaniem i panującą ciszą
spróbowałem połączyć się z nim za pomocą krótkofalówki. Moje wysiłki spełzły jednak na
niczym, ponieważ znajdował się w tym czasie na pokładzie statku Semjase. W pewnym
momencie podskoczyłem w fotelu jak porażony prądem — na wprost mnie przed
samochodem ni stąd, ni zowąd jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki ukazała się ludzka
postać. Wyglądała niczym zjawa. Po chwili jednak usłyszałem w swoim głośniku głos
Billy'ego: „Oto jestem, przyjacielu". W tym momencie wiedziałem już, że to on. Wsiadł do
samochodu, uśmiechnął się i powiedział: „No i co, dziwisz się, prawda?" Oznajmił mi potem,
że usłyszał moje wezwanie
139
w chwili, gdy wchodził do windy grawitacyjnej, której strumień transportowy opuścił go na
ziemię z wysokości 8 metrów na wprost mojego samochodu. Został opuszczony przez
Semjase obok mojego samochodu na własną prośbę, gdyż jak mi powiedział, chciał zobaczyć
moją minę. Niestety to zamierzenie nie udało mu się w pełni, ponieważ z powodu panujących
ciemności nie mógł zobaczyć mojej twarzy schowanej za szybą samochodu.
Kiedy wracali, Semjase dokonała specjalnie dla nich widowiskowego manewru, który według
Jacobusa Bertschingera wyglądał następująco:
Z daleka z zachodu zbliżał się do Hinwil jaskrawo żarzący się obiekt wielkości piłki. Billy nie
pozwolił mi jednak na obserwowanie jego manewrów, domagając się, żebym czym prędzej
jechał do domu (wówczas jeszcze do Hinwil), skąd, jak się okazało, mieliśmy znacznie lepszy
widok — po raz kolejny mogłem się przekonać, że wiedział dobrze, co robi. Dwie minuty
później byliśmy już przy jego domu. Cała jego rodzina uprzedzona za pomocą krótkofalówki,
stała już na podwórzu i obserwowała z przejęciem zbliżający się statek Semjase, który świecił
niczym miniatura Księżyca w pełni. Na okolicznych ulicach stały grupki jego sąsiadów,
którzy gapili się w milczeniu na ten spektakl. Pojazd przemieszczał się bezszelestnie i po
około 3 minutach zniknął za pagórkiem na północnym wschodzie.
W każdej chwili gotów jestem zaręczyć za rzetelność i prawdziwość moich wypowiedzi.
Prawda zawsze pozostanie prawdą i nic tego nie zmieni.
2.5. Nocny wypad w rejon Schönbergeru
(relacja Engelberta Wachtera — skrót)
Późnym wieczorem 20 lutego 1977 roku Engelbert Wachter, Jocobus Bertschinger, Bernadette
Brand oraz Billy jechali dwoma samochodami w ulewnym deszczu w kierunku Horgen-Hirzel
na miejsce kontaktu.
Po przejechaniu prawie stumetrowego odcinka bagnistej drogi dotarliśmy w końcu do celu.
Sprawdziliśmy nasze krótkofalówki, po czym Billy oddalił się bez latarki w kierunku
ciemnego zagajnika.
Gdy zniknął nam z oczu, zabraliśmy się do pracy. Musieliśmy wyciągnąć nasze samochody z
bagna, w które wjechaliśmy, co w taką ulewę wcale nie było takie proste. Wyjechawszy z
niego, przystąpiliśmy do zakładania łańcuchów na koła, aby nie utknąć w innym
140
miejscu. Staliśmy na skraju lasu i rozglądaliśmy się za Billym. Deszcz lał nieprzerwanie. Od
czasu do czasu silny powiew wiatru strząsał z gałęzi drzew kaskady wody tworząc wokół
małe bajoro. Nasze ubrania wyglądały jak wyciągnięte z wody worki. Przyświecając sobie
latarką Jacobus mocował się z łańcuchami. Nagle przeraźliwy krzyk puszczyka przedarł się
przez szum deszczu. Kilka sekund później powietrze wypełnił dziwny szum, który po chwili
przeszedł w znany nam już melodyjny dźwięk.
Był to odgłos statku promiennego naszej wspólnej przyjaciółki Semjase z Billym na
pokładzie, który przeleciał powoli tuż nad naszymi głowami. Ledwie ów dźwięk ucichł, a
Billy już stał przed nami. Był uśmiechnięty, wręcz promieniujący radością, i co dziwne mimo
ulewnego deszczu jego ubranie było całkowicie suche. Dopiero po chwili jego skórzany
płaszcz zaczął moknąć i błyszczeć w świetle reflektorów.
W statku Semjase Billy był osłonięty przed deszczem, zaś podczas transportu przy pomocy
teletransmitera, jak wiadomo, się nie moknie.
Po jego powrocie oba samochody zostały pośpiesznie połączone liną holowniczą, aby
umożliwić mniejszemu z nich wydostanie się z błota bez łańcuchów. Około pierwszej
pożegnaliśmy się w Wadenswil i każdy z nas wrócił do siebie.
2.6. Niepojęte dla osób postronnych
(relacja Engelberta Wachtera — skrót)
W poniedziałek 21 września 1981 roku pracowałem na dachu naszego nowego kurnika, gdy
w pewnym momencie ujrzałem Bil-ly'ego spieszącego na spotkanie drogą Schmidrüti-
Sitzberg w kierunku „Sirrwies". (Sirrwies to położona na północny wschód od Centrum łąka,
z której kierunku często słyszane były odgłosy statków Plejadan).
Pozdrowiłem go, na co odpowiedział mi uśmiechem i zniknął w lesie. Kilka minut później,
około godziny 19.20, usłyszałem nad pobliskim lasem sosnowym szum statku promiennego.
To był Quet-zal, który zaprosił Billy'ego na spotkanie. Ów melodyjny odgłos statku
rozbrzmiewał w dolinie jeszcze przez dobrą minutę, po czym nagle ucichł.
Gdy skończyłem pracę na dachu, usiadłem i zacząłem obserwować „Sirrwies" przylegającą
do sąsiedniego skraju lasu. Błądziłem wzrokiem ponad wysokimi sosnami. Minutę przed
dwudziestą ponownie usłyszałem odgłos statku Quetzala, po czym zdarzyło się coś
nieoczekiwanego.
141
Nagle jak spod ziemi pośrodku łąki wyrósł Billy i szybkim krokiem ruszył w kierunku domu.
Dla osób postronnych takie zdarzenie jest wprost niepojęte, lecz dla nas niemal
codziennością. Mimo iż jesteśmy przyzwyczajeni do tego rodzaju demonstracji, to jednak za
każdym razem jesteśmy pełni podziwu dla poziomu techniki naszych pozaziemskich
przyjaciół.
Aby nieco poszerzyć ten wykaz, dołączam jeszcze krótki fragment z rozmowy między
Quetzalem i Billym:
QUETZAL: To jest zrozumiałe, ale teraz musisz już wracać. Mam jeszcze coś do zrobienia.
BILLY: Oczywiście. Czy widzisz tam w dole Engelberta? Co ty na to, aby przesłać mnie tam
na belkę, na której właśnie pracuje, tuż obok niego?
QUETZAL: To zbyt niebezpieczne, mój przyjacielu. Przypomnij sobie to zdarzenie, które
miało miejsce w Winkelriet.
BILLY: To było faktycznie zabawne — tak zwane lądowanie przymusowe.
QUETZAL: Dla ciebie rzeczywiście to była przygoda, lecz nie dla nas. Wysadzę ciebie
pośrodku łąki Sirrwies i postaram się, aby Engelbert zobaczył cię natychmiast po
materializacji.
BILLY: W porządku, zatem wysyłaj mnie.
QUETZAL: Masz przecież swoją własną metodę wysiadania...
BILLY: Oczywiście, masz rację. Zaczekam na moment, kiedy ta maszyna dematerializująca
przestanie działać i wtedy poszybuję na ziemię jak strzała. Chciałbym wtenczas zobaczyć
twoją minę i to, jak starasz się zapobiec, abym się nie rozbił.
QUETZAL: Czasami bardzo trudno jest mi zrozumieć twój humor, ponieważ łączysz go z
rzeczywistością. Muszę ci niestety wyjaśnić, że nie mógłbyś wskoczyć do luku
dematerializacyjnego w chwili awarii maszyny, pomijając fakt, że taka awaria jest całkowicie
niemożliwa. Po prostu pole energetyczne zatrzymałoby cię przed otworem.
BILLY: A jeśli i ono by zawiodło?
QUETZAL: Jesteś uparty, ale to też jest absolutnie niemożliwe.
BILLY: Jesteś tego pewny?
QUETZAL: Absolutnie.
3. Pozaziemskie krasnoludki
Z kilkunastu ras pozaziemskich współpracujących z Plejadanami posiadających swoje bazy
na Ziemi znane są nam także mierzące około 115
142
centymetrów wzrostu karły, które zamieszkują planetę sąsiadującą z Errą. Ich zadanie polega
na badaniu wpływu różnego rodzaju promieniowań oraz ruchów skorupy ziemskiej na nasze
środowisko. W naszym Centrum w Hinterschmidrüti często zajmowały się podobnymi
sprawami. Na przykład neutralizowały negatywne promieniowanie, które stale gromadziło się
w naszym rejonie. Cztery z tych karłowatych istot przeprowadziły 13 lutego 1978 roku w
naszym Centrum wielkie oczyszczanie, które zajęło im kilka godzin. Jak nas wcześniej
uprzedziła Semjase, z tej okazji przygotowano nam małą niespodziankę, którą opisała później
w swojej relacji Bernadetta Brand. Oto, jak ujęła to Semjase: „O tym, że pracujemy dla was z
czystej wdzięczności, będziecie mieli okazję przekonać się za 14 dni. Ponadto otrzymacie na
to także dowód fotograficzny".
Niewiarygodne przeżycie
(zdjęcia 49 i 50 — relacja Bemadetty Brand)
W niedzielę 13 lutego 1977 roku udałam się wczesnym popołudniem razem z Billym,
Jacobusem Bertschingerem, Engelbertem Wachterem i jego żoną Marią do Hinterschmidrüti,
aby obejrzeć nowy dom Billy'ego, jego rodziny i członków grupy.
Billy i Jacobus już od samego rana pracowali w pocie czoła w jego piwnicy wypompowując z
niej wodę. Po naszym przybyciu była ona już zupełnie sucha. Billy poszedł obejrzeć jej
ściany, podczas gdy my stanęliśmy na schodach i czekając na niego wdaliśmy się w rozmowę.
Wrócił po niedługim czasie z wyrazem zdziwienia na twarzy. Powiedział, że w północnej
części piwnicy znalazł w rogu odcisk stopy, którego wcześniej tam nie było. Musiała ona
zostać odciśnięta w czasie, kiedy nie było ich w domu. Zdaniem Billy'ego nie jest to odcisk
dwóch stóp, jak sądzą niektórzy, lecz jednej i to wielkości stopy dziecka. Było to rzeczywiście
ciekawe, jako że żadne dziecko nie mogło wejść w tym czasie do piwnicy, po drugie zaś
dlatego, że był to tylko jeden odcisk.
Mimo iż okazywałam zdziwienie, w duchu wątpiłam w niezwykłość tego zdarzenia.
Postanowiłam jednak na własne oczy obejrzeć ten ślad. Jak zwykle miałam ze sobą w
samochodzie aparat fotograficzny, lecz jak się okazało, zapomniałam zmienić w nim film i, co
gorsze, nie miałam ze sobą nowego. Powiedziałam o tym Billy'emu, który w odpowiedzi
pożyczył mi swój aparat z wmontowaną lampą błyskową. Razem z nim zeszłam do piwnicy,
pozostałe 3 osoby pozostały na zewnątrz, komentując to zdarzenie.
Billy i ja byliśmy w niej zupełnie sami. Wewnątrz panował półmrok rozjaśniany nikłym
światłem wpadającym przez otwarte
143
drzwi i maleńkie okienko. Billy wodził powoli strumieniem światła latarki po podłodze,
ścianach i każdym kącie w północnej części piwnicy, gdzie miał znajdować się odcisk małej
stopy. Rzeczywiście był tam. Obejrzałam go dokładnie w świetle latarki i zabrałam się do
fotografowania. Ostatnie cztery zdjęcia zrobiłam z odległości około 1,5 metra. Przez chwilę
miałam ochotę odwrócić się, przejść przez piwnicę i zrobić jeszcze jedno zdjęcie, lecz
zrezygnowałam z tego. (Bałam się, że Billy wyśmieje mój zamiar fotografowania pustej
przestrzeni. Chyba do końca życia będę żałowała, że jednak tego nie zrobiłam). Po zrobieniu
zdjęć, opuściliśmy piwnicę i dołączyliśmy do pozostałych.
Po ich wywołaniu Billy wyjaśnił mi, że widniejący na jednym z nich zamazany zarys postaci
przedstawia karłowatą istotę wzrostu 112-115 centymetrów, z której rasą współpracują
Plejadanie. Najbardziej zdziwił mnie fakt, że podczas robienia zdjęć nikogo nie zauważyłam.
Podsumowując to, Billy stwierdził, że z czterech obecnych tam wówczas, lecz niewidzialnych
karłów tylko jeden mógł zostać uchwycony na filmie, ponieważ był widoczny przez tyle
mniej więcej czasu, ile wynosił czas ekspozycji. Właśnie dlatego robiąc zdjęcie nie mogłam
go dostrzec.
4. Niecodzienne rozmowy radiowe
4.1. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki
(relacja Jacobusa Bertschingera — część 2 — skrót) Było to 7 lutego 1977 roku około
godziny 18. Wiozłem wówczas Eduarda Meiera (Billy'ego) w kierunku Ottikon na spotkanie z
Sem-jase. Na jego polecenie zatrzymałem się na leśnej drodze. Po chwili wysiadł i poszedł w
kierunku na południe. Zostałem sam w samochodzie. Po około 15 minutach usłyszałem go w
krótkofalówce, jak usiłował bezskutecznie porozumieć się z domem (krótkofalówką w
siedzibie FIGU). Ponieważ z trudem słyszałem go, włączyłem się i poinformowałem go, że
słabo go słychać. Odrzekł, że znajduje się na statku Semjase i że zaraz poprosi ją o
poprawienie połączenia. Po kilku sekundach słychać go było już doskonałe.
Powiedział, że ma mnie na optycznym ekranie i drogą radiową skieruje mnie w inne miejsce.
Uruchomiłem samochód i pojechałem zgodnie z jego wskazówkami, aż dotarłem do
wzniesienia na skraju lasu, skąd miałem wspaniały widok na okolicę. Siedziałem zamyślony
144
za kierownicą z wzrokiem utkwionym przed siebie. Nagle w głośniku rozległ się jego głos.
Pytał mnie, czy widzę statek, który unosi się teraz dokładnie nad lotniskiem Kloten. Niestety
widziałem tylko niewielki świetlny owal. Billy zaśmiał się i powiedział, że zaraz poprosi
Semjase, aby dała więcej światła. Po około 2-3 sekundach statek nagle rozbłysł jasnym
światłem. Mogłem teraz obserwować, jak powoli oddala się w kierunku Zurychu.
4.2. Przeżycie z 4 stycznia 1978 roku
(relacja Guido Moosbruggera)
Początek roku spędzałem jak zwykle w Semjase-Silver-Star-Center w Hinterschmidruti. 4
stycznia 1978 roku wieczorem siedziałem w ciepłym pokoju, na dworze zaś szalała śnieżna
burza i dął ostry wiatr. Nikomu z obecnych w domu nie przyszłoby do głowy, aby wychodzić
z niego w taką pogodę, lecz w Centrum nigdy nie narzekaliśmy na brak niespodzianek i tak
też było tego wieczora. Zupełnie nieoczekiwanie o godzinie 21.30 Billy otrzymał od
Cmetzala telepatyczne zaproszenie na spotkanie.
W chwilę później powiedział do Jacobusa i do mnie: - Przygotujcie się, jedziemy na
spotkanie!
Biorąc pod uwagę tę kiepską pogodę, to zaproszenie na przejażdżkę spadło na mnie jak grom
z jasnego nieba, niemniej szybko zabraliśmy się do pracy. Włożyliśmy odpowiednie ubranie i
zaczęliśmy się zastanawiać, jakim samochodem lepiej jechać. Zdecydowaliśmy się na
Yolkswagena, gdyż jak dotąd najlepiej sprawdzał się w zimowych warunkach. Zainstalo-
waliśmy krótkofalówkę i zabraliśrrfy się do zdrapywania lodu z szyb samochodu. Po
kwadransie samochód był gotowy do drogi.
Jacobus zasiadł za kierownicą, Billy obok niego, a ja na tylnym siedzeniu. W chwilę potem
ruszyliśmy w nieznane. Billy otrzymywał na bieżąco przekazywane telepatycznie dane
dotyczące kierunku. Oprócz złego stanu nawierzchni jazdę utrudniała nam dodatkowo silna
burza śnieżna. Po półgodzinnej jeździe dotarliśmy do celu. Zatrzymaliśmy się przed małym
mostem na skraju lasu i zaparkowaliśmy na poboczu. Billy wysiadł z samochodu, przewiesił
krótkofalówkę przez ramię i pożegnał się z nami. Z wielkim trudem przedzierał się przez
pokrywający łąkę głęboki śnieg. Nagle zniknął nam z pola widzenia. Pomyśleliśmy wtedy z
Jacobusem: „No, znowu ten błyskawiczny transport". Nasze przypuszczenie po chwili po-
twierdziło się. W ułamku sekundy został przeniesiony do sterowni statku Quetzala, który
unosił się w powietrzu gdzieś nad nami. Dla Billy'ego nie było to nic niezwykłego, ponieważ
tego rodzaju teletransmisje przeżywał już nieraz.
145
Nagle usłyszeliśmy jego głos dobiegający z krótkofalówki, lecz o nieco niższym tonie niż
zwykle, przypuszczalnie dlatego, że pochodził z wnętrza statku. Jacobus znał już ten efekt z
wcześniejszych spotkań. Billy powiedział nam, że „mamy się udać w kierunku najbliższych
zabudowań, gdzie do nas dołączy". Gdy dotarliśmy we wskazane miejsce, ukazał się nieocze-
kiwanie pośrodku ulicy. Nie dziwiło nas już wcale, że na jego skórzanym płaszczu i
kapeluszu nie było śladu śniegu, ponieważ, jak wiadomo, wewnątrz statku on nie pada.
Wracając pamięcią do tego zdarzenia, zastanawiałem się swego czasu, po co w taką paskudną
pogodę Billy w ogóle wychodził z domu i jechał w tamto miejsce, skoro równie dobrze mógł
zostać przetransportowany na pokład statku ze swojego gabinetu. Przecież to byłoby znacznie
prostsze dla wszystkich. Jak się później okazało, miało to związek z jego zdrowiem. Z
powodu permanentnego nawału pracy, jego wolny czas systematycznie się kurczył, co
odbijało się negatywnie właśnie na nim.
Cierpiał przede wszystkim na brak snu i ruchu na świeżym powietrzu. Ciągle lekceważył stale
ponawiane^ prośby Plejadan, aby jak najwięcej przebywał na świeżym powietrzu. Ów
lekceważący stosunek do swojego zdrowia sprawiał, że z roku na rok stale się ono pogarszało,
przez co nadejście kryzysu było już tylko sprawą czasu. I stało się. Późną jesienią 1982 roku
uległ groźnemu wypadkowi w łazience, którego efektem był między innymi wstrząs mózgu.
Jego skutki dają znać o sobie do dzisiaj.
Niestety, Plejadanie nie mogli mu zapobiec. Dlatego kierowali go w różną pogodę nieraz w
dość oddalone miejsca spotkań. Kiedy jechał na nie motorowerem, często ostatni odcinek
musiał przejść pieszo niosąc go. Najdłuższy odcinek, jaki musiał przebyć na miejsce
kontaktu, wynosił około 70 kilometrów. Od czasu do czasu po spotkaniu rozmyślnie
wysadzano go daleko od miejsca, z którego go zabrano, aby zmusić go w ten sposób do
spaceru.
Te i inne sposoby miały na celu poprawę jego zdrowia. Dokładnie temu celowi służył również
krótki wypad do Kanady, gdzie razem z Cjuetzalem brodził przez około 2 godziny w
głębokim śniegu podziwiając tamtejszą przyrodę. Niestety również Plejadanie byli mocno
obciążeni pracą, w przeciwnym bowiem razie częściej by mu urządzali takie wycieczki.
4.3. Instrukcje radiowe ze statku Semjase
(relacja Guido Moosbruggera)
W niedzielę 20 maja 1978 roku po wielu tygodniach nieobecności na osobistych spotkaniach
z Billym pojawiła się Semjase; była w towarzystwie swojej siostry Pleji. Około godziny 14.15
Billy otrzymał od niej telepatycz-
146
ne zaproszenie na spotkanie. Pół godziny później jechał już motorowerem z krótkofalówką
przewieszoną przez ramię.
Porozumiewanie się za pomocą krótkofalówki sprawdziło się w praktyce, ponieważ dzięki
niej Billy mógł o każdej porze skontaktować się z dowolną osobą w Centrum lub w
Yolkswagenie Jacobusa, gdzie najczęściej była instalowana druga przenośna. Jej długa antena
błyszczała właśnie w słońcu nad dachem samochodu, który stał na parkingu przed domem w
Hinterschmidrüti. Była słoneczna, wiosenna pogoda i większość członków grupy pracowała
w ogrodzie lub na łące.
Billy znajdował się w tym czasie na statku Semjase niedaleko Centrum. W czasie rozmowy z
nią i Pieją zadał im następujące pytanie:
BILLY: Powiedzcie mi, czy nie moglibyśmy polecieć do Centrum i zobaczyć, co się tam
dzieje?
PLEJA: Oczywiście, spójrz, już jesteśmy.
BILLY: Czy mogę tym moim urządzeniem porozmawiać z nimi na dole?
SEMJASE: No pewnie, podłącz je tylko. Ale nie chcę później niczego więcej słyszeć na ten
temat.
BILLY: Wcale nie musisz. Wystarczy mi, że porozmawiam z nimi tam na dole. Ale będą
zdziwieni! Hallo, Miranus-5... [Miranus-5 byt nazwą wywoławczą krótkofalówki w Centrum.}
Według Billy'ego statek Semjase unosił się na wysokości od 700 do 1000 metrów nad
Centrum, skąd rozciągał się wspaniały widok na nie. W dole krzątali się zajęci swoją pracą
członkowie grupy. Miało wówczas miejsce pewne zdarzenie, o którym chciałbym teraz
wspomnieć.
Statek Plejadan jak zwykle otoczony był ekranem ochronnym, który uniemożliwiał
namierzenie go, w związku z czym nie mogliśmy go zobaczyć. Nagle z głośnika
krótkofalówki rozległ się głos Billy'ego. Jego żona, która znajdowała się akurat w pobliżu,
przyjęła jego zgłoszenie, odpowiadając: „Miranus-1, Miranus-1, co się stało?" Po
początkowych kłopotach ze zrozumieniem jego słów wywołanych zakłóceniami jego głos
zabrzmiał następnie wyraźnie, lecz jego ton był nieco niższy. Billy polecił jej udać się do
ogrodu za wozownią i posadzić tam w określonym miejscu truskawki. Na jej pytanie,
dlaczego właśnie w tamtym miejscu, odrzekł jej, że zdaniem Semjase tam będą one rosnąć i
owocować najlepiej.
W końcu nadeszła kolej na mnie i Engelberta. W tym czasie zajęci byliśmy ustawianiem
ogrodzenia wokół parkingu. Jeden z nas trzymał właśnie w ręku drewniany słupek, a drugi
drewniany młot. Billy obser-
147
wował nas ze statku i nie przepuścił oczywiście okazji, aby udzielić nam porady, mówiąc, w
którym miejscu mamy wbijać słupki. Prawdę mówiąc, kilka słupków celowo ustawialiśmy
krzywo, aby dać mu okazję do pouczenia nas.
Od nieustannego wpatrywania się w niebo w nadziei wypatrzenia statku Semjase w pewnym
momencie zaczęły nas już boleć karki. Pieją skomentowała to, mówiąc:
PLEJA: Billy, wszyscy twoi przyjaciele wypatrują nas tu w górze.
BILLY: Tak, a czy mogą nas zobaczyć?
SEMJASE: Nie, ich trud jest daremny, ponieważ statek otoczony jest ekranem ochronnym.
Jeden ze sceptycznych członków grupy, wspiął się na „ambonę", aby stamtąd obserwować
niebo i przyłapać Billy'ego „in flagranti", ale oczywiście na nic się to nie zdało. (Ambona to
najwyższy punkt pagórka znajdującego się obok parkingu na wschód od głównego budynku
Centrum).
To samo dotyczyło potencjalnych obserwatorów stojących wzdłuż szosy z Sitzbergu do Wili,
ponieważ nawet patrząc pod kątem niemożliwe jest dostrzeżenie statku Plejadan. Było to
możliwe tylko z powietrza z jakiegoś obiektu latającego, który unosiłby się nad nim, na
przykład z helikoptera. A ponieważ to nie wchodziło w grę, dostrzeżenie go przez
kogokolwiek było wykluczone,
4.4. Niezwykła przemowa
(relacja Guido Moosbruggerd)
Kilku członków grupy od dłuższego czasu ponawiało prośbę, aby Semjase nagrała na
magnetofonie kilka zdań. Pewnego dnia Billy przedstawił jej to życzenie, ale nie wyraziła na
nie zgody. O ile mi wiadomo, próbował potem raz lub dwa razy nagrać ją potajemnie, ale nie
dała się nabrać i szybko odkryła schowany magnetofon. Tym większe było moje zdziwienie,
kiedy na początku roku 1983 dowiedziałem się, że Quetzal wygłosi mowę do naszej grupy
poprzez krótkofalówkę. Sądziłem, że chce nam przekazać jakieś poufne instrukcje, bo jak
inaczej można było wyjaśnić zmianę nastawienia Plejadan w tej sprawie.
Po kilku zmianach terminu spowodowanych nawałem jego pracy, ustalono w końcu, że ów
przekaz nastąpi 5 marca 1983 roku, a więc w pierwszą sobotę miesiąca, w którą jak zwykle
jak co miesiąc miało odbyć się zebranie naszej grupy. Tuż przed nim, spotkała mnie miła
niespodzianka, gdy przed godziną 17.30 Billy zapukał do moich drzwi i poprosił mnie, abym
z nim
148
poszedł. Na moje pytanie, co się stało, odpowiedział, że o 17.30 oczekuje radiowego
wezwania Quetzala w celu sprawdzenia jakości połączenia. Przyjąłem to zaproszenie z
radością. Znajdowaliśmy się w odległości około 15 metrów od Volkswagena, gdy to się stało.
Dokładnie co do sekundy z krótkofalówki, którą Billy miał przy sobie, rozległ się głos, lecz
nie męski, a damski. Zamiast Quetzala odezwała się Taljda, która przez chwilę rozmawiała z
Billym w doskonałej niemczyźnie. (Taljda jest kobietą o żółtej karnacji skóry pochodzącą z
planety Njssan w układzie Wegi w gwiazdozbiorze Lutni — kilkakrotnie odbywała kontakt z
Billym). Pod koniec głos zabrał Solar (Solar jest pozaziemskim mężczyzną pochodzącym z
rasy mającej swoją własną bazę na Ziemi, która od lat współpracuje z Plejadana-mi). Mówił
w niezrozumiałym dla mnie języku i dziwiłem się, że Billy nie miał żadnych kłopotów z
porozumieniem się z nim.
Ta próba generalna ku naszemu rozczarowaniu nie przyniosła oczekiwanego rezultatu —
słyszalność była zbyt słaba. Billy zaproponował więc, aby podłączyć dodatkowy głośnik.
Kolejne połączenie miało nastąpić o godzinie 20. Nie zwlekając ani chwili przystąpiliśmy
więc do przeciągania kabla z gabinetu Billy'ego do sali w wozowni. Po chwili musieliśmy
jednak zrezygnować z tego zamierzenia, ponieważ przewód okazał się tak stary, że ruszenie
go z miejsca groziło jego trwałym uszkodzeniem. Na szczęście Billy znalazł jednak w
ostatniej chwili wyjście z tej nieciekawej sytuacji. Powiedział Taljdzie, że odbierze jej
przekaz w swoim gabinecie i nagra go na magnetofonie. Pomysł ten wypalił znakomicie.
Taljda tak zachwyciła wszystkich swoją przemową, że Billy musiał ją odtwarzać dwa razy.
Mówiąc o Taljdzie przypomniała mi się jeszcze jedna drobna sprawa z nią związana, która
potwierdza fakt, że nawet tak wysoko rozwinięte istoty mają zupełnie ludzkie
przyzwyczajenia i że nie są żadnymi nadis-totami, jak uważa wielu Ziemian.
Jak twierdzi Billy, Taljda odwiedzała go kilkakrotnie w gabinecie pozostawiając po sobie
przyjemny cytrynowy zapach. Pochodzi z planety Njssan, której atmosfera ma intensywny
zapach przypominający zapach cytryn. Ilekroć zatrzymuje się na Ziemi, używa perfum o tym
zapachu, by w ten sposób przypominać sobie swoją ojczystą planetę. Czemu nie?
5. Pokaz pistoletów laserowych
W ramach dziennych demonstracji Billy otrzymał od Menary do wypróbowania dwa pistolety
laserowe. Pierwsza próba miała miejsce 29 września 1976 roku w okolicy Ambitzgi-
Wetzikon. Wówczas to Billy odstrzelił kilka gałęzi z zarośli oraz przepalił dużą jodłę.
149
Za drugim razem Billy otrzymał znacznie starszy model. Było to podczas jego osobistego
kontaktu z Menarą i jej przyjaciółką Aleną 6 lipca 1977 roku w Hinterschmidrüti. Menarą
zaparkowała swój pojazd wczesnym popołudniem nad Semjase-Silver-Star-Center i otoczyła
go ekranem ochronnym. Następnie za pomocą teletransmitera przeniosła się wraz z Aleną na
parking przed głównym budynkiem Centrum.
Kilka godzin wcześniej, rankiem tego samego dnia, Menarą poinformowała telepatycznie
Billy'ego, żeby dopilnował, aby w czasie ich spotkania przez przynajmniej godzinę nie było
nikogo w Centrum ani w jego pobliżu.
Każdy, kto zna Billy'ego, wie, że to nie było dla niego żadnym problemem. Po prostu wysłał
wszystkich obecnych w tym czasie w Centrum na wycieczkę, mówiąc im, że mogą wrócić
dopiero po zakończeniu wizyty Menary i Aleny. Menarą na wszelki wypadek wytworzyła
wokół Centrum dodatkowy ekran ochronny. W ten sposób nikt nie mógł zobaczyć, co się
dzieje wewnątrz niego. Poza tym w kilku miejscach rozmieszczone zostały urządzenia
ostrzegawcze mające informować o zbliżaniu się każdego człowieka lub pojazdu.
Program spotkania przewidywał wykonanie zdjęć oraz sfilmowanie prób z pistoletem
laserowym. Zostałby z pewnością zrealizowany niemal w całości, gdyby nikt im w tym nie
przeszkodził. Po około półgodzinie włączyło się urządzenie ostrzegawcze informujące, że do
Centrum zbliża się jakiś pojazd. Billy nie zdążył nawet dokończyć zdania, kiedy Menarą i
Alena przeniosły się na pokład swojego statku. Po chwili wyłączyły ekran ochronny i
wszystko wróciło do stanu pierwotnego. Nikt z osób postronnych nie wiedział, co się działo w
Hinterschmidrüti.
Wkrótce po oddaleniu się obu kobiet od strony drogi Billy'ego dobiegł warkot silnika traktora.
Był to Jacobus Bertschinger, który wracał z Wili, dokąd jeździł po cement, ale ponieważ go
nie dostał, wrócił wcześniej.
Mimo częściowego niepowodzenia tej wizyty, mogliśmy przynajmniej podziwiać później
wykonane podczas niej zdjęcia. Jedno z nich przedstawiało pochylone mury domu oraz
przekrzywiony słup z tablicą ostrzegawczą, mimo iż w rzeczywistości stoją one pionowo, na
drugim zaś widać w dalszym tle fragment traktora, mimo iż w momencie jego wykonywania
nie było go jeszcze w Hinterschmidrüti, ponieważ znajdował się w odległości kilku
kilometrów od Centrum — był to oczywiście traktor, którym jechał Jacobus. Billy poprosił
Menarę o wyjaśnienie tych zjawisk. Oto, co powiedziała na ten temat:
- W przypadku tego traktora chodzi o nieznaną wam formę uwidaczniania każdej materii
poprzez promieniowanie podczerwone. Nauka ziems-
150
ka zna promieniowanie podczerwone i wykorzystuje je w wielu dziedzinach, jak na przykład
obserwowanie niewidocznych gołym okiem obiektów materialnych, często bardzo
oddalonych. Ziemska technika potrafi obecnie uchwycić jedynie zarys danego obiektu,
podczas gdy nasza, o wiele bardziej rozwinięta, potrafi pokazać go ze wszystkimi
szczegółami. Natomiast co się tyczy owych pochylonych murów, mogę jedynie powiedzieć,
że wszystko, co znajduje się wewnątrz ekranu ochronnego ulega zniekształceniu i rozmyciu.
Objaśnienia Menary na temat pistoletu laserowego są równie interesujące. Oto, co
powiedziała na jego temat w rozmowie z Billym:
MENARĄ: Spójrz tutaj, to broń podobna do tej, którą uszkodziłeś tamte krzaki i jodłę (29
września 1976 roku w Ambitzgi-Wetzikon). Jest trochę starszego typu. To urządzenie
pokazuje powiększenie miejsca, w które celujesz. Dzięki niemu możesz dokładnie trafić w
cel, nawet z odległości wielu kilometrów. Ta urządzenie celownicze w kształcie rurki po
prostu przybliża optycznie cel. W przeciwieństwie do tej tu, to bardzo przestarzała broń
zbliżona pod względem działania do waszej broni eksplozyjnej. Aby wysłać promieniowanie,
wystarczy pociągnąć spust palcem wskazującym do siebie. Te dwa przezroczyste zbiorniki tu
na górze zawierają dwa różne pierwiastki niezbędne do wytworzenia promieniowania.
Sprzężone wyzwalają nieznany wam rodzaj promieni laserowych, które niosą drgania o
silnym działaniu destrukcyjnym. Niszczą one jednak tylko niektóre sztuczne formy materii —
na przykład uszkadzają wasze materiały światłoczułe. Dlatego nie należy fotografować w
trakcie używania tej broni. Jeśli poprzez przyciśnięcie w tym miejscu sprzężony zostanie
przedni i tylny zbiornik z pierwiastkami, wytwarza się wówczas promieniowanie niszczące,
które w ułamku sekundy może zamienić wszystko na popiół na odległość do 37,2 kilometra.
Jeśli natomiast poprzez przyciśnięcie w tym miejscu uaktywni się jedynie przedni zbiornik,
wtedy wyzwoli się promieniowanie, które ma działanie jedynie oszałamiające służące tylko
do celów obronnych, podczas gdy promieniowanie niszczące służy z reguły do eliminacji
celów. W ekstremalnych przypadkach używane jest również do likwidacji wrogiego pojazdu
lub obiektu latającego. Ten rodzaj broni wyszedł z użycia przed około 600 laty. Najnowsza
broń jest mniejsza, zmieniło się również jej działanie, to znaczy sposób wytwarzania promie-
niowania. Poza tym uzależniona została od indywidualnych zapotrzebowań, to znaczy, może
być wykorzystywana tylko przez jej właściciela. Uruchomienie wyzwalacza promieniowania
następuje na drodze umysłowej. W tym celu w jego mechanizmie sterującym
zaprogramowany został wzór
151
fal mózgowych jej właściciela. Jeżeli broń dostanie się w ręce innej osoby, może być użyta
przez nią dopiero po jej przeprogramowaniu.
BILLY: To bardzo ciekawe, co mówisz, choć, jak wiesz nie bardzo się na tym znam. Ale to
nieważne. Dziwi mnie tylko to, co powiedziałaś
0 właścicielu tej broni. Czy możesz to bliżej wyjaśnić?
MENARA: Właścicielem nazywam osobę, która może z niej korzystać, ponieważ takie
określenie odpowiada waszemu sposobowi myślenia. Inaczej mówiąc, jest
zindywidualizowana, dostosowana do konkretnej osoby.
Szczególną atrakcją tego spotkania było to, że Billy mógł sfotografować przyjaciółkę Menary
Alenę. Warunkiem było jednak to, że jej twarz pozostanie niewidoczna. Ponadto mógł
wypróbować ów pistolet, co też uczynił strzelając z odległości około 20 metrów do tak
zwanego drzewa Semjase (jest to stojące na wzniesieniu w Hinterschmidrüti drzewo, którego
korona została uszkodzona przez statek Semjase). Promień pistoletu błyskawicznie przepalił
dwudzies-toczterocentymetrowej średnicy pień drzewa pozostawiając w nim dziurę grubości
palca. Drzewo to stało się swego rodzaju symbolem Hinterschmidruti
1 wszyscy odwiedzający Centrum chcą je zobaczyć.
6. Niezwykłe odgłosy
Jak już wspomniałem we wcześniejszych rozdziałach, statki Plejadan mają zabezpieczenie
przed ich wykryciem, zarówno za pomocą wzroku, jak i radarów. Zabezpieczenie to może
mieć charakter całościowy lub selektywny i ma postać kokonu energetycznego, który otacza
statek niczym pancerz. Częściowe lub całkowite wyłączenie akustycznego ekranu ochronnego
powoduje, że można wówczas usłyszeć osobliwy odgłos wydzielany przez wirujące tarcze
układu napędowego przypominający szum dziecięcego bąka, który nasila się wraz ze
zwiększaniem jego prędkości obrotowej. Podobnie jest w przypadku tych tarcz.
Plejadanie w przeciwieństwie do innych istot pozaziemskich dbają o to, aby ich statki nie były
zauważane przez Ziemian. Dlatego też zabezpieczają je bardzo dokładnie, aby nie można ich
było zobaczyć, usłyszeć ani namierzyć w jakikolwiek inny sposób. Wyjątkami są sytuacje,
które mają miejsce podczas podchodzenia statku do lądowania lub jego odlotu, kiedy to
ekrany ochronne są wyłączane na krótki okres czasu. W tych momentach można wyraźnie
usłyszeć ich odgłosy.
Jeszcze inaczej było, kiedy Semjase umożliwiła Billy'emu (łącznie 3 razy) nagranie tych
odgłosów na magnetofonie. Dwa razy wiosną 1976 roku w okolicy Hinwil i raz 18 lipca 1980
roku w Sadelegg-Schmidrüti.
152
Podczas drugiego razu, w Wielki Piątek 1976 roku, statek Semjase szybował na wysokości
około 50 metrów nad łąką, na której Billy położył magnetofon. Ekran ochronny był
częściowo otwarty. Z jednej strony statek był zabezpieczony przed lokalizowaniem
optycznym i radiolokacyjnym, z drugiej zaś sygnały akustyczne mogły przechodzić otwartym
kanałem do najbliższego otoczenia. Świadkowie przebywający odległości kilku metrów od
stanowiska Billy'ego stwierdzili, że odgłosy nie pochodziły z głośnika magnetofonu, lecz z
niewidzialnego „głośnika" usytuowanego w powietrzu na pewnej wysokości. Dwa dni później
wszyscy oni udali się ponownie na miejsce zdarzenia, aby przeprowadzić pewien test.
Ustawili magnetofon w tym samym miejscu i puścili to nagranie na cały głos. Różnica
między tym dźwiękiem, a słyszanym pierwotnie była ogromna. Tym razem było wyraźnie
słychać, że źródło dźwięku znajduje się na ziemi, poza tym jego moc pozostawiała wiele do
życzenia. Świadkowie musieli zbliżyć się o niemal połowę odległości, w jakiej stali
poprzednio od magnetofonu, aby ów dźwięk brzmiał z taką samą mocą, jak wtedy. Poza tym
kierunek, z jakiego dobiegał, jak już wspomniałem, był zupełnie inny.
Cechą charakterystyczną owych niezwykłych dźwięków wydawanych przez statek Semjase
była zmienna tonacja.
Jedyną rzeczą, która podczas tego piątkowego pokazu nie podobała się Billy'emu i
zaproszonym przez niego świadkom, byli niepożądani gapie przy ogrodzeniu. Nie należy się
jednak temu dziwić, ponieważ oni również chcieli usłyszeć tę symfonię statku istot
pozaziemskich. Ich obecność spowodowała jednak nagłe przerwanie tego pokazu, który trwał
w sumie około 10 minut.
Symfonia statku promiennego
(relacja Engelberta Wächtera — skrót)
Trzecia i równocześnie ostatnia demonstracja odgłosów dźwiękowych miała miejsce latem
1980 roku w Sadelegg-Schmidrüti. Aby uniknąć jej ponownego przerwania, jak to miało
miejsce poprzednim razem, Semjase wcześniej poinformowała Billy'ego o jej szczegółach.
Należało przedsięwziąć odpowiednie środki bezpieczeństwa, aby wyeliminować niepożąda-
nych widzów. W związku z tym znaleziono bardzo proste i rozsądne rozwiązanie polegające
na zamknięciu wszystkich dróg dojazdowych do miejsca demonstracji na czas jej trwania.
Zostały one zamknięte zarówno dla pieszych, jak i pojazdów, z wyłączeniem kilku członków
naszej społeczności oraz rodziny Billy'ego. Na umówione miejsce pokazu sprzęt nagrywający
przywiózł osobiście traktorem Billy.
Po tym krótkim wstępie oddaję głos Engelbertowi Wächterowi.
153

[patrz: dołączony katalog UFO Z PLEJAD ilustracje i zdjecia - UFO Z


PLEJADj]
Usytuowanie Billy'ego oraz świadków w czasie demonstracji w Sädelegg
(Freddy Kropf)
My, to znaczy Engelbert Wachter, Maria Wächter, Kalliope Meier, Methusalem Meier,
Atlantis Meier, Jacobus Bertschinger i Eva Bieri, nawet nie przypuszczaliśmy wczesnym
rankiem 18 lipca 1980 roku', czego przyjdzie nam być świadkami. Na miejsce pokazu
dotarliśmy z opóźnieniem, ponieważ musieliśmy pomóc przy zamknięciu wszystkich dróg
dojazdowych.
Billy czekał już tam na nas. W międzyczasie w odległości około 300-400 metrów od miejsca
kontaktu umieścił aparaturę nagrywającą. Udzielił nam ostatnich wskazówek dotyczących
naszego zachowania, po czym szybko wskoczył do swojego pojazdu i udał się na miejsce
154
spotkania, my zaś usadowiliśmy się we wszystkich strategicznie ważnych punktach. Stamtąd
widzieliśmy, jak dotarł na umówione miejsce i wysiadł z traktora. Pośpiesznie zaczął coś przy
nim majstrować. W końcu wyciągnął jakiś kawałek blachy i zrobił sobie z niego swego
rodzaju dach przed zbliżającym się deszczem.
Po kilku minutach powietrze rozdarł głośny dźwięk, który rozniósł się po całej okolicy
niczym orkan. Był tak przenikliwy i donośny, że niektóre magnetofony uległy nawet
uszkodzeniu. Jak zamurowani staliśmy na swoich miejscach, słuchając w zauroczeniu i z
trwogą tej nawałnicy dźwięków, która rozchodziła się na wiele kilometrów. Potwierdziło to
potem pewne starsze małżeństwo, które w tym czasie znajdowało się w odległości około 3
kilometrów od nas, a także liczni rolnicy pracujący na pobliskich polach. Cały pokaz trwał
prawie 30 minut. Około godziny 20. uradowani nim, wdzięczni Billy'emu i Se-mjase,
wróciliśmy w dobrych nastrojach do domu.
7. Zagadkowa eliminacja jodeł
Głównym zadaniem w początkowym okresie kontaktów Semjase z Bil-lym było dostarczenie
mu możliwie wiarygodnego materiału dowodowego. Wtedy to Semjase upodobała sobie
szczególnie wolno rosnące w terenie jodły, które stanowiły dla niej punkt odniesienia do
określania wymiarów.
Nie wybierała jednak zwyczajnych drzew, ale najwyższe, najbardziej okazałe, jakie często
można spotkać w Kantonie Zürychskim. Jeden z jej ulubionych manewrów lotniczych polegał
na krążeniu statkiem wokół takiego drzewa i dotykaniu nim jego najwyższych gałęzi. Przy
tego rodzaju manewrach nie sposób było uniknąć oddziaływania na nie promieniowaniem
emanowanym przez układ napędowy statku. Zdaniem Semjase to promieniowanie, które
może się utrzymywać w poddanym jego działaniu obiekcie nawet przez kilka miesięcy, jest
zupełnie nieszkodliwe dla drzew.
Wielu naukowców z pewnością byłoby zainteresowanych jego zbadaniem w celu poszerzenia
swojej wiedzy. Bojąc się jednak, że wiedza ta mogłaby zostać wykorzystana przeciwko innym
ludziom, Plejadanie nie zamierzają pozwolić, aby do tego doszło.
W związku z tym promieniowaniem, to znaczy jego likwidacją, wyłonił się swego czasu
pewien problem, który polegał na tym, że Plejadanie nie byli w stanie zlikwidować jego
pozostałości przy użyciu dostępnych im środków technicznych z 5 jodeł. Przeto nie pozostało
im nic innego, jak zrobić użytek z przysługującego im w takich przypadkach prawa, które
zezwala w wyjątkowych sytuacjach na eliminację danej formy życia.
155
Dlatego właśnie zlikwidowali je oraz wszelką pamięć o nich. Nic więc dziwnego, że żaden z
okolicznych chłopów już ich sobie nie przypomina, mimo iż przez lata ścinali z nich gałęzie.
Aby podnieść niezwykłość tej historii i jednocześnie uwiarygodnić ją, 17 października 1976
roku Semjase zaprezentowała nam swego rodzaju miniaturę takiej akcji likwidacyjnej z
pewnymi oczywiście ograniczeniami.
Zdarzenie z 17 października 1976 roku
(zdjęcia 55 i 56 — relacja Guido Moosbruggerd)
Zdarzenie to zaczęło się kilka dni wcześniej, kiedy żona Billy'ego, Kalliope, zadzwoniła do
mnie z informacją, że na niedzielę 17 października Semjase zaplanowała pewien pokaz, w
którym mogę częściowo uczestniczyć, jeśli mam czas i ochotę. Zgodziłem się bez wahania i
zaraz po przybyciu do Hinwil zacząłem wypytywać rodzinę Billy'ego o jego szczegóły,
ponieważ on sam nie chciał puścić pary z ust, mimo iż wiedział dokładnie, co to ma być.
Powód jego milczenia poznaliśmy nieco później. Jedyne, co powiedział wówczas w związku
z tą sprawą, to:
- Zrobimy balon na gorące powietrze, przyczepimy do niego aluminiową taśmę i jutro po
południu wypuścimy go, aby sprawdzić, jak zareagują sąsiednie stacje radarowe. W okolicy
miejsca startu balonu dojdzie do właściwego pokazu, dlatego też radzę wam dokładnie
obserwować całą okolicę.
Nie pozostało nam więc nic innego, jak uzbroić się w cierpliwość i pozwolić się zaskoczyć tą
niespodzianką. Najpierw musieliśmy jednak zrobić balon, nad którym pracowali już
intensywnie Billy i Herbert Runkel, a ponieważ czasu było niewiele, przyłączyłem się do
nich, pomagając im sklejać poszczególne jego części. W niedzielę około godziny 16. był już
gotowy.
W międzyczasie w domu Billy'ego zebrało się już kilku ciekawskich niecierpliwie
oczekujących na odjazd na miejsce startu balonu. Po niedługim czasie mała kolumna
pojazdów ruszyła z miejsca i przejechała powoli ulicami Hinwil. Po dotarciu do celu
zajęliśmy się przygotowaniami do startu, zaś fotografowie zajęli swoje stanowiska, czekając
na dogodną okazję do zrobienia zdjęć.
Start nastąpił około godziny 19. i przebiegł bardzo pomyślnie. Widzowie wiwatowali
zachwyceni, patrząc, jak wypełniony ponad 60 m3 gorącego powietrza balon wznosi się
pionowo w niebo. Na czterech ścianach jego prostopadłościennej czaszy przyklejone były
szerokie aluminiowe paski. Dzięki nim miał być łatwiejszy do uchwycenia przez radary.
Pogoda sprzyjała nam i mogliśmy dokładnie obserwować jego lot. Sądziliśmy, że wkrótce
zostanie namierzony.
156
I rzeczywiście tak się stało, ponieważ kilka minut po jego wypuszczeniu na niebie pojawił się
samolot. Czy był to przypadek, czy też przyleciał tu w celach zwiadowczych? To pytanie
pozostawiam bez odpowiedzi. (Potem udało nam się ustalić, że nasz balon nie został jednak
namierzony przez radar. Tak przynajmniej oświadczyły pobliskie stacje radarowe).
Po starcie balonu z niecierpliwością oczekiwaliśmy na właściwą atrakcję, którą jak
sądziliśmy, miało być ujrzenie przez nas w końcu na własne oczy w świetle dziennym statku
Semjase, lecz niestety nic takiego się nie stało. Tymczasem balon poleciał w kierunku
północno-wschodnim. Billy wsiadł na swój motorower i pojechał za nim. Mieliśmy się z nim
spotkać potem w umówionym miejscu. Ku naszemu rozczarowaniu z powodu
nieporozumienia nie doszło jednak do tego. W końcu wróciliśmy do domu, gdzie już na nas
czekał. Następnie zaprowadził nas na miejsce startu balonu, aby powiedzieć nam tam o akcji
Semjase.
Pokazał nam miejsce, gdzie niedawno jeszcze rosła mierząca od 3 do 5 metrów wysokości
jodła, która dosłownie zniknęła bez śladu w wyniku akcji eliminacyjnej Semjase. Z miejsca
przeprowadziliśmy wnikliwe badanie ziemi, które nie wykazało, aby rosło tam kiedykolwiek
jakieś drzewo. Dziwiliśmy się, dlaczego Billy nie powiedział nam o tym wcześniej.
Uniemożliwiał mu to jednak kategoryczny zakaz Semjase podyktowany względami
bezpieczeństwa. Całe to zdarzenie byłoby bezsprzecznie cenniejsze, gdyby nie przebiegało
tak tajemniczo, lecz w tym przypadku nie mogło być niestety inaczej.
157

VIII NOCNE DEMONSTRACJE PLEJADAN


Wiosną i latem 1976 roku w Hinwil i jego okolicy miało miejsce kilka imponujących nocnych
demonstracji Plejadan. Ja sam uczestniczyłem w trzech z nich. Raz podczas pierwszej wizyty
u Billy'ego — była to moja pierwsza obserwacja UFO. Za drugim i trzecim razem, 12-13 i 26
czerwca, Plejadanie zezwolili po raz pierwszy na fotografowanie i filmowanie osobom
postronnym. Później nie było już takich pokazów, w związku z czym materiał fotograficzny z
tych dwóch demonstracji jest jedyny w swoim rodzaju.
1. Moja pierwsza obserwacja UFO
(relacja Guido Moosbruggera)
W połowie maja 1976 roku po raz pierwszy pojechałem na weekend do Hinwil z zamiarem
sprawdzenia wiarygodności szwajcarskiego łącznika Eduarda Meiera (zwanego przez
niektórych UFO-Billym). Zaprosił mnie do siebie po moim liście, w którym zapytałem go,
czy mogę go odwiedzić. Po półtoradniowym pobycie w Hinwil w niedzielny wieczór
chciałem wracać do domu, lecz stało się inaczej. Billy zaproponował mi bowiem, abym
przenocował u niego, ponieważ ma przeczucie, że tej nocy zdarzy się coś szczególnego.
Propozycja ta wydała mi się bardzo nęcąca i przyjąłem ją. Jego przeczucie okazało się
prawdziwe i jestem mu teraz bardzo wdzięczny, że mnie zatrzymał, gdyż dzięki temu
przeżyłem to, o czym marzyłem już od dawna — prawdziwe spotkanie z UFO.
158
W niedzielę wieczorem 16 maja 1976 roku przebywałem w domu Meierów oczekując w
napięciu na to mające nastąpić po godzinie 22. wydarzenie. W pewnym momencie Billy
oznajmił mi:
__Między wpół do pierwszej i pierwszą.
— Tak, ale co? - - zapytałem. W odpowiedzi machnął jedynie ręką wskazując'na niebo, i dalej
oglądał program telewizyjny, jak gdyby nic się nie stało. Zastanawiałem się, co miał oznaczać
ten gest, jako że nie byłem obeznany z tym, co się tam działo. Na moje kolejne pytanie,
odrzekł, że jego pozaziemska przyjaciółka Semjase poinformowała go, że musi się przygoto-
wać na spotkanie z nią.
Dokładnie o godzinie 23.30, godzinę wcześniej niż było uzgodnione, Billy ponownie
otrzymał od Semjase telepatyczną wiadomość, w której informowała go ona, że właśnie
przelatuje nad jego miejscowością. . oparzony Billy zerwał się na równe nogi i wybiegł z
pokoju, kierując się na zewnątrz domu. Jego żona, Kalliope, Konrad Schutzbach i ja
ruszyliśmy za nim Na dworze pani Meier wskazała na niebo. Z początku nie wierzyłem
własnym oczom, lecz to tam naprawdę było -- ognistoczerwony obiekt lecący bezgłośnie w
prostej linii nad ich domem. Żona Billy'ego podała mi lornetkę i wtedy wyraźnie zobaczyłem
światła w jego tylnej części. W napięciu śledziliśmy jego lot do czasu, aż zniknął na
horyzoncie za lasem. Swoim zwyczajem Semjase przesłała nam pozdrowienie. Pani Meier i j;
udaliśmy się na pobliskie wzniesienie, mając nadzieję, że jeszcze raz go zobaczymy. Po
chwili podszedł do nas Konrad Schutzbach i powiedział, abyśmy bezzwłocznie wrócili do
domu. Kiedy weszliśmy do niego, zastaliśmy w nim Billy'ego w trakcie przebierania się,
który oznajmił nam, że przed kilkoma minutami otrzymał sygnał do wymarszu. Nie zwlekając
ani chwili przebrałem się w ciepłe ubranie, Schutzbach również, i ruszyli; w ślad za nim.
Billy jak zwykle wsiadł na swój motorower i odjechał. Tym razem, w przeciwieństwie do
innych spotkań, nie znał jego miejsca ani drogi Instrukcje otrzymywał w trakcie jazdy za
pomocą przekaźml telepatycznego bezpośrednio ze statku Semjase. Schutzbach i ja
jechaliśmy za nim samochodem. Musieliśmy uważać, aby nie stracić go z oczu, ponieważ nie
mieliśmy zielonego pojęcia, dokąd jedzie. Z początku krążyliśmy po Hinwil, aby zgubić
postronne osoby, które mogły za nami jechać. Na rozwidleniu dróg musieliśmy się zatrzymać
i cofnąć, a następnie skręcić w prawo — przypuszczalnie źle zrozumiał instrukcje
przekazywane mu przez przekaźnik telepatyczny.
W końcu dotarliśmy do miejscowości Dürstelen, gdzie nasz przewodnik zatrzymał się nagle
pośrodku polnej drogi. Znajdowaliśmy się bez wątpienia w pobliżu miejsca kontaktu. Gdyby
Billy był sam, wówczas urządzenie
159
prowadzące zawiodłoby go aż na miejsce lądowania statku, ponieważ jednak towarzyszyły
mu obce osoby, przyrząd automatycznie się wyłączył. Jego nagłe wyłączenie się jest
sygnałem dla pilota, że ma skontrolować osobę towarzyszącą łącznikowi w celu ustalenia, czy
jest ona usposobiona przyjaźnie, czy wrogo, to znaczy, czy jest godna zaufania, czy nie.
Kontrola ta polega na analizie jej myśli. Jeżeli jej wynik jest pozytywny, wówczas kontakt
jest podejmowany, w przeciwnym przypadku zostaje on odwołany i przeniesiony w inne
miejsce i na inną porę.
Podczas tej kontroli w pamięci przekaźnika kodowane są wzorce fal mózgowych
poszczególnych osób, dzięki czemu może on potem sam dokonywać ich identyfikacji. Fale
mózgowe są bowiem jak linie papilarne.
Staliśmy więc na polnej drodze, czekając, aż zakończy się kontrola. Semjase nie miała w
swoich urządzeniach wzorców naszych fal mózgowych, dlatego sprawdzenie nas zajęło jej
nieco czasu. Czekając na jej werdykt, gorączkowo rozglądaliśmy się po niebie w nadziei
ujrzenia jej statku. W pewnym momencie dostrzegliśmy przelatujący stosunkowo blisko nas
obiekt w kształcie punktu, który rozjaśniał się od czasu do czasu. W pierwszym momencie
pomyślałem, że to samolot, ale nie słyszałem jakiegokolwiek odgłosu silnika. Schutzbach, z
zawodu prywatny pilot, poddał w wątpliwość moje przypuszczenie, ponieważ częstotliwość
migotania tego światła była bardzo nietypowa jak na samolot. W końcu Billy powiedział
półżartem, że mógłby sprawdzić, czy jest to obiekt ziemski, czy nie, co też zrobił. Po kilku
sekundach światło migacza nagle zgasło i obiekt przestał być widoczny. Billy wyjaśnił to
następująco:
— Po prostu wydałem rozkaz temu obiektowi, aby wyłączył migacz. W przypadku samolotu
nie odniosłoby to żadnego skutku.
Jak wyjaśniła potem Semjase było to bezzałogowe urządzenie telemetryczne używane w
celach zwiadowczych. Jego błyski, które nas tak zaintrygowały, są efektem pracy urządzeń
sterowniczych. W przypadku ich awarii kontrolę nad pojazdem przejmuje automatycznie
najbliższa ziemska baza Plejadan, która naprowadza go na właściwy kurs.
Po kwadransie oczekiwania i tym zabawnym epizodzie Billy otrzymał kolejny przekaz
telepatyczny od Semjase. Zgodnie z nim polecił nam pozostać na miejscu i czekać na swój
powrót. Poprosił również Semjase, aby dokonała nam niewielkiego pokazu. Zgodziła się, nie
obiecując jednak, czy to zrobi na pewno. Mieliśmy na wszelki wypadek uważnie obserwować
niebo, zwłaszcza jego północną część.
Następnie Billy wsiadł na swój wehikuł i pojechał na właściwe miejsce spotkania, które
położone było w odległości kilku minut drogi od nas na ukrytej polanie, gdzie czekała już na
niego Semjase.
160

[patrz: dołączony katalog UFO Z PLEJAD ilustracje i zdjecia - UFO Z


PLEJADk (Billy)]
„Billy" Eduard Albert Meier-Zafiriou
[dalej w oryginale jest seria 78 kolorowych zdjęć ]

[patrz: dołączony katalog UFO Z PLEJAD ilustracje i zdjecia – wszystkie


reprodukcje zdjęć od UFO Z PLEJAD z 01-04 aż do UFO Z PLEJAD z 77-
78 ]
Gdy Billy oddalił się od nas, pomyślałem, co by się stało, gdybym tak teraz za nim pobiegł.
Semjase musiała wyłapać tę myśl, gdyż inaczej nie przywitałaby go słowami:
„Przyprowadziłeś ze sobą dwie obce osoby. Sprawdziłam ich nastawienie. Ich
zainteresowanie jest szczere. Pan Moos-brugger przez chwilę zastanawiał się, co by było,
gdyby poszedł za tobą. Ale to bez znaczenia, ponieważ kryła się za tym jedynie ciekawość..."
Schutzbach i ja czekaliśmy na powrót Billy'ego. Była wspaniała widoczność, pełnia Księżyca.
Ponieważ robiło się nam coraz zimniej, wsiedliśmy z powrotem do samochodu, skąd
kontynuowaliśmy obserwację nieba. Ledwie zajęliśmy w nim miejsce, gdy nagle, jak gdyby z
nicości, znad lasu w północnej części nieba wynurzył się ognistoczerwony okrągły krążek
wielkości reflektora.
Początkowo unosił się w powietrzu huśtając na boki niczym wahadło, po czym zniknął.
Odległość do niego wynosiła prawie 3 kilometry. Wkrótce w tym samym miejscu pojawił się
biały jak śnieg okrągły obiekt, który zataczając kręgi przemieszczał się poziomo. Podczas
tego manewru wydawało się nam, że owa kula nagle zwiększyła swoją wielkość, to znaczy z
lewej i prawej strony u dołu pojawiły się następne, a potem jeszcze jedna, czwarta, nieco
mniejsza, która jak kropla odpadła od środkowej, głównej, ale nie spadła na ziemię. Po
następnej przerwie rozbłysł srebrzysty krążek, który pozornie zbliżając się do nas stawał się
coraz większy. Po chwili jednak skurczył się i wrócił do swojej pierwotnej wielkości, a
następnie zniknął bez śladu. W ten oto sposób zakończył się ów fascynujący spektakl, który
zawdzięczaliśmy Billy'emu i Semjase.
Billy nie mógł oczywiście go oglądać, ponieważ w czasie jego trwania jechał do nas
motorowerem. Kiedy dotarł do nas, po krótkiej przerwie ruszyliśmy w drogę powrotną.
Byłem pełen podziwu dla jego zręczności, z jaką pokonywał zakręty, mimo iż miał tylko
jedną rękę. Było około wpół do czwartej rano, gdy dotarliśmy do Hinwil. W pierwszej
kolejności poszliśmy do pokoju, aby ogrzać się przy ciepłym piecu.
Podsumowując muszę stwierdzić, że było to dla mnie niezwykłe przeżycie, którego z
pewnością nigdy nie zapomnę. Jeśli zaś chodzi o wiarygodność tego całego zdarzenia, to
chciałbym stwierdzić, co następuje:
1. Konrad Schutzbach potwierdził swoim podpisem, że moja relacja jest całkowicie zgodna z
prawdą.
2. Przypuszczeniu, że Billy sam to wszystko zainscenizował, przeczy ukształtowanie terenu,
które wyklucza, aby mógł on w tak krótkim czasie znaleźć się przy nas po pokazie. Poza tym
nie wyobrażam sobie, w jaki sposób mógłby go przeprowadzić.
161
Tego rodzaju nocne pokazy polegają, jak twierdzą Plejadanie, na spalaniu energii
elektrycznej. W tym celu statek wysysa ją z otaczającej go atmosfery, spręża i następnie
eliminuje w procesie spalania. Efektem tego procesu są takie zjawiska świetlne, jakie
opisałem w mojej relacji.
Na zakończenie przytaczam pełny zapis rozmowy Billy'ego z Semjase, która miała wtedy
miejsce podczas ich spotkania.
Kontakt 52, poniedziałek, 17 maja 1976 roku, godzina 00.47.
BILLY: Tutaj jest o wiele przyjemniej niż tam na dworze.
SEMJASE: Oczywiście. Przyprowadziłeś ze sobą dwie nie znane mi osoby. Znowu musiałam
sama przejąć sterowanie statkiem, podobnie jak wtedy nad Morzem Północnym, gdzie
miałam coś do załatwienia.1
BILLY: Och, znowu byłaś zajęta czymś specjalnym? Świetnie. To prawda, sprowadziłem tu
ze sobą panów Schutzbacha i Moosbruggera. Konrad Schutzbach mieszka w pobliżu Hegnau,
a Moosbrugger w dolinie Walsertal w Austrii. Obaj są miłymi i porządnymi ludźmi.
SEMJASE: Sprawdziłam ich nastawienie -- ich zainteresowanie jest szczere. Pan
Moosbrugger przez chwilę zastanawiał się, co by było, gdyby poszedł za tobą. Ale to bez
znaczenia, ponieważ kryła się za tym jedynie ciekawość i szczere zainteresowanie.
BILLY: Obydwaj przesyłają ci pozdrowienia, również pan R. Sch. z Biel. Właśnie on
przekazał mi ten dokument, prosząc cię, abyś powiedziała, czy jest prawdziwy. Co o tym
sądzisz?
SEMJASE: Dziękuję za pozdrowienia i przekaż im pozdrowienia ode mnie. Czy możesz mi
powiedzieć coś bliższego o tym, co trzymasz w ręce?
BILLY: Nie. Chcę usłyszeć twoją odpowiedź wolną od jakichkolwiek sugestii.
SEMJASE: Zgoda, pokaż mi to... Och, znam ten dokument. Dotyczy posłania od
pozaziemskich inteligencji. Ale to nie jest prawdziwy dokument, to prymitywne fałszerstwo.
BILLY: To, co mówisz, zgadza się z naszymi przypuszczeniami. Dzięki.
SEMJASE: Nie ma za co. A teraz spójrz tu, tę książkę możesz zwrócić panu S. z Lindau. Z
teozoficznego punktu widzenia jest to nad wyraz wartościowe dzieło, mogę je tylko
pochwalić. Przekaż to proszę panu S. Jest to znakomita książka, ale jeżeli ma być użyteczna,
należy ją zmienić, to
'To nawiązanie do Morza Północnego dotyczy awarii wieży wiertniczej, podczas której
zginęło wielu ludzi i doszło do poważnej katastrofy ekologicznej, którą Semjase zapewne
poleciała obejrzeć.
162
znaczy przyjąć inną kolejność, ponieważ wszystko jest w niej pomieszane. I mimo iż jest
bardzo dobra i w zgodzie z prawdą, nie powinna być rozpowszechniana wśród szerszych mas
społeczeństwa, ponieważ nie jest ono jeszcze w stanie pojąć tych wszystkich wywodów.
Dzieło to powinno być przeznaczone tylko dla ludzi, którzy osiągnęli już odpowiednio
wysoki poziom wiedzy. Udostępnienie jej szerokim masom wywołałoby tylko zamieszanie,
które zamiast pomóc tylko by zaszkodziło ich rozwojowi. Z rachunku prawdopodobieństwa
wynika, że jej powszechne zrozumienie będzie możliwe dopiero za 150-200 lat.
BILLY: Dziękuję ci, dziewczyno. Twoją ocenę przekażę panu S. Mam teraz specjalne
pytanie. 10 maja z poziomu Petale otrzymałem nowe proroctwo dotyczące świata, które
muszę „ubrać" w formę wiersza i objaśnić. Pojawiło się w nim jednak coś zupełnie dla mnie
nie znanego, co dotyczy żyjących gdzieś w Peru Indian ogromnego wzrostu, którzy jak
wynika z tej przepowiedni, jakieś 10 dni temu musieli zaatakować jakąś wioskę. Wygląda na
to, że są oni dawnymi wrogami Inków żyjącymi w głębi dżungli w chatach z liści i
podziemnych tunelach. Czy wiadomo ci coś o tych indiańskich gigantach? Byłbym ci
wdzięczny za nieco uwag na ten temat, poza tym inni również byliby tym zainteresowani.
SEMJASE: Oczywiście, istnienie tej formy życia jest nam znane. Chodzi tutaj o potomków
pewnej rasy pozaziemskiej, której przedstawiciele osiągają wzrost około 210 centymetrów.
Ich skóra ma kolor czerwono-brązowy jak w przypadku innych ras indiańskich. Mają
czerwone włosy z przebarwieniami. Przed około 500 laty giganci ci wycofali się do dżungli,
gdzie zbudowali podziemną wioskę, w której żyją do dzisiaj. Mieszkają także na powierzchni
ziemi w chatach z liści. Są dzicy, ubierają się w skóry zwierząt i żywią się roślinami oraz tym,
co upolują. Ponieważ mają ostatnio kłopoty z przyrostem naturalnym z braku kobiet, od
kilkudziesięciu lat porywają je z cywilizowanych terenów, zwłaszcza białe. Korzenie ich
pochodzenia sięgają czasów Inków, z którymi są spokrewnieni. W dawnych czasach szerzyły
się waśnie między różnymi grupami Inków, w rezultacie których walczyły one ze sobą na
śmierć i życie. Jedna z tych wojen toczona była między tymi gigantami a innym plemieniem
inkaskim, które nazywało się Chanaks lub Chanka. Bardzo często dochodziło do potyczek
między nimi, ponieważ Chanaks lub Chanka zwalczali wszystkich, którzy byli czystszej krwi
Inkami. Giganci stanęli po stronie czystszej krwi Inków i wypowiedzieli im wojnę nękając ich
swoimi atakami. Około 500 lat temu nagle opuścili swoją wspólnotę plemienną i wycofali się
w głąb dżungli, gdzie wiodą ciężkie i pełne wyrzeczeń życie. Od tamtego czasu uważa się, że
wyginęli zupełnie. Ponieważ są potomkami Inków, można ich uważać za
163

Środa, 19 maja 1976 INDIANIE-OLBRZYMY UPROWADZILI BIAŁE KOBIETY Dzikie olbrzymy, które
od 400 lat uważane były za wymarłe LIMA (Peru) — Dzicy olbrzymi odziani w skóry wdarli się do położonej
w dżungli peruwiańskiej wioski La Pampa del Sacrament. Przy pomocy prymitywnych siekier wymordowali
wszystkich mężczyzn, z wyjątkiem dziewięciu, których ciężko ranili. Następnie wybrali 3 najpiękniejsze białe
kobiety i uprowadzili je ze sobą.

Było to przed dwoma tygodniami. Kilka dni później grupa rudowłosych mężczyzn mierzących po około 2,15 m
wzrostu napadła na myśliwych obozujących w dżungli.

— Nadeszli z oszczepami i kijami — powiedział świadek tego zdarzenia peruwiańskiemu pismu Ultima Hora.
Odniósłszy rany myśliwi musieli się wycofać.

Miejscowa ludność żyje teraz w nieustannym strachu. Naukowcy i historycy zadają sobie natomiast pytanie:
„Kim są ci olbrzymi rudzielcy?"

Opis tych olbrzymów pokrywa się z opisem Indian ze szczepu „Chanka". Ci czerwo-noskórzy przez ponad 400
lat uchodzili za wymarłe plemię.

Toczyli liczne wojny z Inkami, po czym uciekli przed hiszpańskimi konkwistadorami.

Skutecznie przeciwstawiali się próbom cywilizowania. Potem zaginął o nich wszelki słuch. Aż do dzisiaj...

Artykuł ze szwajcarskiej gazety Blick

[patrz: dołączony katalog UFO Z PLEJAD ilustracje i zdjecia - UFO Z


PLEJADl]
164
wrogów Inków tylko pod warunkiem uwzględnienia faktu, że występowali przeciw
zdegenerowanym Inkom, takim jak Chanaks lub Chanka.
BILLY: To bardzo interesujące. Czy nazywanie tych zdegenerowanych Inków Chanka lub
Chanaks, oznacza, że nie wiesz, jak się oni dokładnie nazywali?
SEMJASE: Te dwa określenia używane są od dawien dawna. Byli znani pod tymi dwiema
nazwami. Jest jeszcze jedna, trzecia, ale nie mogę ci nic o niej powiedzieć, ponieważ nie
jestem na ten temat dobrze poinformowana.
BILLY: Nie szkodzi i tak powiedziałaś mi więcej, niż się spodziewałem. Mam jeszcze jedno
pytanie, a właściwie dwa. Pochodzą od pana Moosbrug-gera z Walsertalu. Jaka astronomiczna
data jest związana z piramidą w Gizie i czy tak zwana „klątwa faraonów" istnieje naprawdę?
SEMJASE: Najpierw odpowiem ci na drugie pytanie. Nie ma żadnej „klątwy faraonów". To
tylko wytwór ludzkiej wyobraźni powstały w umysłach ludzi, którym wydaje się, że wszystko
wiedzą, że znają różne tajemnice, którzy wciąż tkwią w religijnych przesądach. Od dawna
zdarzają się przypadki zgonów wśród rabusiów okradających grobowce faraonów, również
wśród waszych naukowców, ponieważ oni także uprawiali grabież. Świadomość, że takie
grabieże będą miały miejsce, doprowadziła do konieczności zainscenizowania przez faraonów
i kapłanów wypadków poprzez zastosowanie odpowiednich środków. W tym celu sporządzali
oni odpowiednie pułapki. Kazali na przykład swoim niewolnikom zbierać kolce kaktusa
Figidindusa, które nasączali odpowiednimi truciznami. Następnie te zatrute kolce umieszczali
między bandażami balsamowanego ciała. Każdy, kto go potem dotykał, ulegał ukłuciu, po
którym do organizmu ofiary dostawała się trucizna wywołująca jej śmierć.
BILLY: Niesamowite. Masz na myśli kolce kaktusa Figidindusa, te, które pokrywają
powierzchnię jego owoców?
SEMJASE: Tak, a teraz drugie pytanie. W czasie gdy wznoszono piramidy, ówcześni
astronomowie obliczyli dalszy los Ziemi. Na podstawie tych danych ustalono wymiary
piramid. Obliczenia wykazały, że w przyszłych wiekach Ziemia zostanie zagrożona katastrofą
z kosmosu, podobnie jak to miało miejsce w czasie ich wznoszenia. Aby uzmysłowić
przyszłym pokoleniom ten grożący im kataklizm, dane na jego temat zakodowano w
konstrukcji piramidy. Oznacza to, że zostały one zbudowane w oparciu o dane, które staną się
jasne, kiedy ta katastrofa z kosmosu znowu zagrozi Ziemi. Dawna astronomia była bardzo
rozwinięta i obliczyła te daty nad wyraz dokładnie. Uwzględniono przy tym nawet wiele
globalnych przemian, których daty zostały wyliczone z ogromną precyzją. Zgodnie z prze-
widywaniami tej dawno zapomnianej nauki Ziemia ulegała ciągłym przeobrażeniom. Powoli
nadchodzi czas, kiedy te astronomiczne dane, które
165
zakodowano w konstrukcji piramid, zaczynają pokrywać się ze współczesnymi obliczeniami
astronomicznymi zapowiadającymi to, co przewidziano ponad 70.000 lat temu. Owo
zdarzenie nastąpi dokładnie wtedy, kiedy światło pewnej bardzo dalekiej gwiazdy, centralnej,
wpadnie przez Wrota Objawienia do walcowatego tunelu, który biegnie w prostej linii od
zewnętrznej ściany Wielkiej Piramidy do jej wnętrza, i oświetli pewien centralny punkt. Nic
więcej nie wolno mi powiedzieć.
BILLY: Ależ to chyba ważne, abym dowiedział się czegoś więcej na ten temat. SEMJASE:
Z całą pewnością, ale niestety nie wolno mi nic więcej powiedzieć. Jeżeli bardzo chcesz,
mogę to powiedzieć, ale tylko tobie. BILLY: Będę milczał jak grób.
SEMJASE: W porządku, ale jeszcze nie dzisiaj. Połączę się specjalnie w tym celu z tobą
telepatycznie, kiedy będę przekazywała ci tę rozmowę. BILLY: Zgoda. A jak wygląda sprawa
z tymi tajemnicami krążącymi wokół piramid i jak zostały one wzniesione, pewnie za pomocą
maszyn? SEMJASE: Prawdziwe tajemnice nie są po to, aby je wyjawiać, poza tymi, które
dotyczą istnienia Inteligencji Giza \jej dokładne omówienie znajduje się w rozdziale XIV],
pomiarów związanych z nadciągającą katastrofą i owego światła pewnej gwiazdy, które ma w
pewnym momencie wpaść przez Wrota Objawienia. Piramidy zostały wzniesione przy
pomocy duchowych sił telekinetycznych, o czym już zresztą wiesz, w związku z czym nie
muszę ci nic więcej mówić na ten temat.
BILLY: To wystarczy. Dzięki. Dziwi mnie bardzo, dlaczego w czasie ostatniego weekendu, a
nawet nieco wcześniej, tak dużo waszych statków krążyło nad Hinwil. Czyżbyś zgubiła jakieś
„złote nic", którego wspólnie szukaliście? To był prawdziwy pokaz. Naliczyliśmy łącznie
dziewięć pojazdów, nie licząc tych dwóch, w których byłaś ty i Quetzal.
SEMJASE: Tak, to prawda. Nie, nie zgubiłam niczego, a już z pewnością tej dziwnej rzeczy,
o której mówisz.
BILLY: Rozbawiasz mnie, dziewczyno. Przecież to był żart. Po prostu „złote nic" to tylko
przenośnia, która oznacza zwyczajne nic.
SEMJASE: Zapamiętam to na przyszłość. Otóż podczas kontroli stwierdziliśmy, że jakaś
organizacja militarna przy pomocy prymitywnej aparatury i niebezpiecznych helikopterów
badała miejsca lądowań w poszukiwaniu śladów promieniowania. Mówię o tych miejscach
lądowania, w których ja sama się przyziemiałam. Ponieważ zawsze istnieje możliwość
kumulowania promieniowania, dokonaliśmy inspekcji i zbadaliśmy, co trzeba. W żadnym z
tych miejsc nie stwierdziliśmy jakiegokolwiek promieniowania. Zapewne sam widziałeś te
helikoptery kilka dni wcześniej wieczorem, około godziny 21. Krążyły również nad twoim
domem.
166
BILLY: Wiem, widzieliśmy tych wojskowych głupków, ale nie przejmujemy się nimi,
ponieważ nie grzeszą sprytem. Daliście nam wspaniały pokaz, który sprawił nam wielką
radość. Kto z was latał w kierunku północno-wschodnim?
SEMJASE: Quetzal, chciał wam sprawić radość.
BILLY: Co mu się znakomicie udało. To było wspaniałe. Podziękuj mu za to.
SEMJASE: W porządku, z pewnością to go bardzo ucieszy.
BILLY: Chciałem jeszcze powiedzieć, że kiedy nagrywałem odgłos twojego statku, wśród
ludzi, którzy pojawili się nagle wokoło, jakby wyrośli spod ziemi, byli także lokalni
policjanci. Teraz nawet oni wtykają w to swoje nosy.
SEMJASE: Zauważyłam to, ale to bez znaczenia, ponieważ nie mają żadnego konkretnego
dowodu. Jak właściwie wyszły zdjęcia, które robiłeś tuż przed Wielkanocą?
BILLY: Masz na myśli te, na których ścigał ciebie ten samolot myśliwski? Chciałbym
widzieć wtedy głupią minę tamtego pilota. Wydaje mi się, że te zdjęcia wyszły dobrze. [Patrz
zdjęcie nr 18.]
SEMJASE: Pilot miał w samolocie aparat, ale nie mógł zrobić żadnych zdjęć, ponieważ
zablokowałam go. Wyraz jego twarzy był komiczny, wyrażał niedowierzanie i zdziwienie.
Nigdy przedtem nie widziałam tak głupkowatego wyrazu twarzy.
BILLY: Mogę to sobie wyobrazić. Ziemskie robaki często wyglądają głupkowato, kiedy są
zdziwione. Powiedz mi jednak, czy nie zauważyłaś wtedy czegoś dziwnego o godzinie 00.20?
Chodzi mi o obiekt, który przelatywał wtedy wysoko nad nami błyskając w dziwnym rytmie.
Aby sprawdzić, czy nie jest to samolot z uszkodzonymi migaczami, wydałem temu obiektowi
polecenie wyłączenia światła, co też uczynił, ale dopiero po pewnym czasie — mniej więcej
5-10 sekundach. Musiało to być urządzenie telemetryczne lub coś w tym rodzaju, ponieważ
nie jestem w stanie oddziaływać na samoloty. To samo powiedziałem moim przyjaciołom.
Wiadomo ci coś o tym? Acha i jeszcze coś. Mniej więcej 10 minut później pan Schutzbach
zobaczył czerwone światło w gwiazdozbiorze Wielkiej Niedźwiedzicy, które po chwili nagle
zniknęło.
SEMJASE: Nie zlokalizowałam tego drugiego obiektu, było to przypuszczalnie w
momencie, gdy byłam już na dole [w ukrytym na leśnej polanie statku]. Ten pierwszy obiekt,
któremu kazałeś wyłączyć światło, był naszym urządzeniem telemetrycznym. Baza
poinformowała mnie, że pod wpływem nie zlokalizowanych sił zszedł z kursu. Powinieneś
bardziej uważać w takich przypadkach.
167
BILLY: Czy kazanie wyłączenia światła takiemu śmigaczowi jest aż tak
niebezpieczne?
SEMJASE: Oczywiście. Światło wysyłane przez urządzenie telemetryczne jest bardzo
ważne, ponieważ służy do wyznaczania jego kursu. Jak sam zauważyłeś posiada ono
określoną częstotliwość i jest bardzo jaskrawe. Jego błyski są niczym impulsy fal radiowych
używanych do sterowania. Gdy siłą umysłu wyłączyłeś je, wówczas to urządzenie wypadło
spod kontroli i zboczyło z kursu. W rezultacie musiała interweniować baza, aby wprowadzić
je z powrotem na właściwą trajektorię.
BILLY: Obiecuję już tego nie robić. Naprawdę nie miałem złych
zamiarów.
SEMJASE: W porządku, nie mogłeś o tym wiedzieć.
BILLY: Mam jeszcze jedno pytanie. Czy możesz przeprowadzić dla obu moich przyjaciół
mały pokaz? Wiesz, interesują się wszystkim, a przede wszystkim naszą misją. Twój pokaz
byłby dla nich bardzo cenny.
SEMJASE: Doskonale rozumiem twoją prośbę. Wiesz, jak trudno jest ostatnio z takimi
rzeczami, zwłaszcza odkąd depcze się nam po piętach. Z tego między innymi względu
poinformowałam cię, żebyś był gotowy między godziną 00.30 a 1.00, zaś wezwałam cię
godzinę wcześniej o 23.30. Zastanowię się nad twoją prośbę, ale niczego nie obiecuję.
BILLY: W porządku, to mi wystarczy. Czy mogłabyś mi dać jeszcze dwie lub trzy rzeczy ze
swoich artykułów spożywczych. Mam na myśli małe pastylki, czy jak tam to wygląda. Pod
warunkiem że nie sprawię ci tym kłopotu, na przykład nie spowoduję, że umrzesz z głodu.
SEMJASE: Ależ oczywiście mogę spełnić to życzenie, tyle że nie mam teraz ze sobą nic
takiego. Wezmę to ze sobą następnym razem, najlepiej coś takiego, co będzie najbardziej
przypominało ziemskie wyroby, coś, co jest
już tutaj produkowane.
BILLY: Dzięki. Chyba tak będzie najlepiej, ponieważ gdyby to było coś obcego, mogłyby
być z tym kłopoty. Wiesz, jak zachowują się ludzie.
SEMJASE: Wiem, wiem. Ale już czas na mnie, muszę wracać nad
Morze Północne.
BILLY: Zatem leć, mój skowronku. Mało nie powiedziałem moja sowo, ale to przecież nie
pasuje do ciebie, ponieważ bardziej przypominasz właśnie skowronka, nawet w mowie, to
znaczy brzmieniem głosu.
SEMJASE: Twoje komplementy są bardzo miłe i szczere.
BILLY: Dziękuję, przyjmij proszę wszystkie kwiaty świata jako wyraz mojego hołdu i raduj
się ich wonią odczuwając radość i miłość.
SEMJASE: Jesteś tak miły, że aż wprawiasz mnie w zakłopotanie.
BILLY: Ty również. Życzę ci wszystkiego najlepszego, droga dziew-
168
czyno. Niech czarujący zapach ziemskich kwiatów towarzyszy ci napełniając cię miłością. Do
zobaczenia wkrótce.
SEMJASE: Do widzenia, moje myśli zawsze będą przy tobie. Jest mi często bardzo... [Nie
usłyszałem już ostatnich słów Setnjase, gdyż wszedłem do szybu antygrawitacyjnego i szybko
zjechałem na dół, następnie wsiadłem na motorower i odjechałem. Wydaje mi się, że życie jest
czasami dziwne i popieprzone. Anita z Wiednia zwykła w takich sytuacjach mówić: „Życie to
gówno"].
2. Moja druga obserwacja UFO
(zdjęcia 57, 58, 60 i 62 — relacja Guido Moosbruggerd)
Zdarzenie to przebiegało inaczej niż to sprzed miesiąca, wszystko było bowiem zaplanowane
i zapowiedziane. Trzy dni wcześniej w trakcie rozmowy telefonicznej z Billym, dowiedziałem
się, że na ten weekend przewidziany jest nocny pokaz Plejadan, w którym będę mógł
uczestniczyć i robić zdjęcia. Była to bardzo doniosła wiadomość, gdyż dotychczas nikomu nie
zezwalali na fotografowanie lub filmowanie, pomijając Billy'ego.
Ponieważ moje umiejętności w tej dziedzinie pozostawiały wiele do życzenia — nigdy nie
pracowałem ponadto z teleobiektywem, a już w ogóle nocą — poprosiłem o radę mojego
kolegę Huberta Riesera. Kierując się jego wskazówkami nabyłem odpowiednio czuły film i
ruszyłem w drogę. Pokaz miał nastąpić w nocy z 12 na 13 czerwca. Po moim przybyciu do
domu Meierów dowiedziałem się od Billy'ego, że jego początek ma nastąpić po północy,
między godziną 24. a 1. Aby przebiegł on bez zakłóceń, Plejadanie postanowili poddać
wcześniej badaniu mające w nim uczestniczyć osoby. Było nas sześcioro: bracia
Schutzbachowie, pani Stet-ter, pani Flammer, pani Walder i ja.
Po krótkiej naradzie ruszyliśmy o północy w drogę. Billy jechał swoim motorowerem — aż
do miejsca lądowania na ukrytej w lesie polanie, my zaś w dwóch grupach udaliśmy się na
miejsce obserwacji znajdujące się na łące między Hinwil i Wetzikon, niedaleko hali
sportowej. Na wąskiej polnej drodze ustawiliśmy trzy statywy i przygotowaliśmy nasz sprzęt
-- dwa aparaty fotograficzne i jedną kamerę - - nakierowując go na północny wschód, na skraj
lasu przy Winkelriet oddalonego od nas o około 2 kilometry. Widoczność była wspaniała. Po
około godzinnym oczekiwaniu, o 2.15, rozpoczął się długo oczekiwany spektakl.
Tak jak przypuszczaliśmy, na północnym wschodzie przed zalesionym zboczem góry Bachtel
pojawił się pierwszy błyszczący obiekt. Szczęśliwym trafem nie musiałem wcale
nakierowywać nań aparatu, ponieważ znalazł się
169
od razu w obiektywie. Najpierw podziwialiśmy ognistoczerwony krążek wielkości reflektora
samochodowego, który po kilku sekundach zniknął nam z pola widzenia, tak szybko, jak
szybko się pojawił. Po chwili przed nami rozbłysl przepiękny srebrzysty krążek. Zdaniem
obecnych pań był trójkolorowy, osobiście nie widziałem tego, ponieważ zajęty byłem
ustawianiem aparatu. Potem pojawił się jeszcze trzeci, nieco wyżej od poprzednich.
Po krótkiej przerwie nad skrajem lasu pojawił się srebrzysty krążek, który niczym struga
deszczu opadł w dół. Na zakończenie tego krótkiego, acz imponującego pokazu mogliśmy
jeszcze przez chwilę obserwować odlatujący statek w kształcie kuli świecący jaskrawym
światłem. Początkowo wznosił się pionowo ku niebu, po czym zaczął stopniowo opadać,
oddalając się coraz bardziej, aż w końcu skurczył się do rozmiarów małego punktu i
ostatecznie zniknął z naszych oczu. Wszystko to trwało w sumie nie dłużej niż 10 minut.
Wkrótce potem z oddali dobiegł nas odgłos silnika jakiegoś pojazdu zbliżającego się do nas
od strony Winkelriet. Przez chwilę zastanawialiśmy się, kto to może być? Wkrótce okazało
się, że to nie kto inny, jak sam Billy wracający ze spotkania z Semjase. Zachwycony
poinformował nas, że z miejsca lądowania sfotografował cały ten pokaz. Poza tym
zakomunikował nam, że Semjase poleciała swoim statkiem do Austrii i w drodze powrotnej
wyląduje raz jeszcze, lecz już w innym miejscu. W związku z tym natychmiast opuściliśmy to
miejsce i udaliśmy się w kierunku Hinwil. Zatrzymaliśmy się przed przejazdem kolejowym i
czekaliśmy. Po chwili Billy ruszył na spotkanie, które miało się odbyć w pobliskim lesie.
Podobnie jak za pierwszym razem w Winkelriet również tutaj podchodzenie do lądowania i
samo lądowanie statku Semjase odbyło się całkowicie bezgłośnie, poza tym w ogóle nie było
go widać dzięki ekranowi ochronnemu.
Zaniepokoiło nas dziwne zachowanie niektórych zwierząt. Początkowo wokół zapanowała
całkowita cisza, którą przerwało następnie głośne rżenie koni dochodzące do nas z lasu w
miejscu lądowania statku Semjase. Mniej więcej w tym samym czasie usłyszeliśmy także
osobliwe szczekanie, a nad naszymi głowami przeleciał ptak wielkości kruka. Jak wiadomo,
obecność pozaziemskich statków kosmicznych bardzo niepokoi zwierzęta. Jest to
spowodowane emanowanym przez nie promieniowaniem, które odbierają zwierzęta.
Gdy około godziny 4. nad ranem Billy wrócił ze swojego drugiego spotkania, wszyscy razem
udaliśmy się do domu.
A oto kilka interesujących spostrzeżeń związanych z materiałem fotograficznym
zgromadzonym tej nocy:
170
1. Zdjęcia pana Schutzbacha przedstawiają jedynie koliste świecące obiekty.
2. Na zdjęciach czarnobiałych widoczne są figury w kształcie robaczków, a nie krążków, i
można rozpoznać na nich manewry statku Plejadan.
3. Tylko na jednym z moich kolorowych slajdów robionych przy użyciu teleobiektywu
widoczny jest obiekt w kształcie koła. Na innym wyraźnie widać z kolei ślady po spalaniu w
kształcie chmury dymu. Widać także mżawkę, o której wspomniałem wcześniej, ale nie widać
krążka, który widzieli wszyscy obserwatorzy. Na jeszcze innym dobrze wyszedł odlatujący
statek widoczny jako świecący czerwony punkt.
4. Kolorowe zdjęcia Billy'ego robione bezpośrednio z miejsca lądowania i bez użycia
teleobiektywu przedstawiają zupełnie inne obiekty świecące. Całkowitą niespodzianką dla nas
było zdjęcie, na którym widoczna była cyfra „l". Godnymi uwagi są również intensywne
kolory, które widać jednak tylko wtedy, gdy zdjęcia ogląda się z bliska.
Każdy, kto widział te świecące obiekty, musi przyznać, że z całą pewnością nie są one
dziełem jakiegoś pirotechnika. Jak sądzę, nie zabraknie i takich, którzy znajdą jednak jakieś
„racjonalne" wyjaśnienie tych zjawisk.
3. Moja trzecia obserwacja UFO
(relacja Guido Moosbruggera)
Czternaście dni po mojej drugiej obserwacji statków Plejadan, Semjase i Quetzal postanowili
jeszcze raz powtórzyć ostatni pokaz w tym samym miejscu. Z powodu nieprzewidzianych
okoliczności musiał on jednak zostać odłożony.
W czasie kontaktu z Billym Quetzal wyjaśnił to przesunięcie w czasie następująco:
- Stwierdziłem, że wszędzie jest pełno ludzi, którzy z zaciekawieniem wpatrują się w niebo w
oczekiwaniu na nasz spektakl. Poza tym na skrzyżowaniu przed Hinwil stoi samochód, w
którym siedzi dwóch policjantów obserwujących całą okolicę.
Biorąc pod uwagę fakt, że Plejadanie nie tolerują niepożądanych gości w czasie swoich
pokazów, ich reakcja jest zupełnie zrozumiała. Tego wieczoru w Hinwil miała miejsce
potańcówka, w związku z czym na ulicy do późnej nocy panował ożywiony ruch.
I chociaż z zapowiedzianego pokazu nic nie wyszło, okazało się, że nie przyjechaliśmy tam
na darmo. Mimo iż nasza cierpliwość wystawiona została na ciężką próbę, to jednak została
ona w końcu nagrodzona.
171
Po pierwsze, mieliśmy przyjemność, to znaczy Hans i Konrad Schutz-bachowie, pani
Flammer, pani Stetter, pani Walder oraz ja, zaobserwować kilka urządzeń telemetrycznych
przelatujących powoli na stosunkowo niskich wysokościach. Przy tej okazji udało mi się
sfotografować trajektorie jednego z nich. Miałem właśnie zamiar sfotografować Wenus, gdy
jak na zawołanie pojawił się on w obrębie mojego obiektywu (patrz zdjęcie nr 59).
Po drugie, podobnie jak poprzednim razem mogliśmy obserwować i sfotografować odlot
statku załogowego wyglądającego jak ognistoczer-wona, płonąca kula. Tym razem jednak
nastąpił on dużo szybciej i wtedy zrozumiałem, dlaczego nie udało mi się zdjęcie specjalne.
4. Nocny pokaz w dniu 14 marca 1976 roku
(relacja Jacobusa Bertschingerd)
14 marca 1976 roku Jacobus Bertschinger był świadkiem zdarzenia, które miało miejsce w
pobliżu Betswil nie opodal domu dziecka Sun-nematteli. Oto jego relacja:
O godzinie 0.40 zauważyłem nagle na północy nad wierzchołkami świerków ciemnożółte
światło, które pojawiło się nagle, jakby wyłoniło się z nicości. Początkowo myślałem, że to
dom, w którym po prostu zapalono światło. Wydało mi się to jednak nieco dziwne, gdyż nad
świerkami i to do tego w głębi lasu nie może przecież być żadnego domu. To zmobilizowało
mnie do dokładniejszej jego obserwacji. Z początku było ono stałe i nieruchome, potem
jednak zaczęło się poruszać i powoli dotykać wierzchołków świerków. Powoli wzniosło się
do góry, aż osiągnęło wysokość 200-300 metrów, zmieniając przy tym powoli swój kolor na
ciemnoczerwony. Gdy osiągnęło tę wysokość przestało na chwilę migotać, po czym zaczęło
przybliżać się do mnie. Wszystko to działo się z niewiarygodną szybkością. Zbliżające się
światło zwiększyło swoją wielkość i zmieniło kolor, tym razem na mlecznobiały. Następnie ta
świetlna kula nagle znowu się zatrzymała, ja zaś w napięciu czekałem na ciąg dalszy tego
spektaklu. Należy przy tym dodać, że ten obiekt w czasie swojego lotu wzniósł się w górę i
znajdował się teraz na wysokości 2000-3000 metrów.
Spod tej świetlnej kuli zaczął się nagle sypać istny deszcz iskier, jak w trakcie pokazu
sztucznych ogni. Zjawisku temu towarzyszył niesamowity hałas przypominający odgłos, jaki
powstaje, gdy stykają się ze sobą dwa nie izolowane kable elektryczne. W końcu rozległ się
172
jakby strzał i całe zjawisko przybrało odwrotny kierunek — świetlna kula zaczęła oddalać się,
ponownie wznosząc się coraz wyżej. Sunęła na północ, aż w końcu zniknęła w chmurach.
Po około 30 minutach ta czerwona, świetlna kula pojawiła się znowu, po czym jeszcze raz
wzbiła się w górę, zatrzymała nad czubkami sosen, obróciła i odleciała na wschód. Śledziłem
ją aż do chwili jej zniknięcia w chmurach. [Według danych istot pozaziemskich pułap, na
jakim się znajdowała, wynosił 2200 metrów.]
Oświadczam, że powyższe informacje są zgodne z prawdą i żadna z nich nie jest wytworem
mojej wyobraźni lub efektem halucynacji.
W uzupełnieniu załączam krótki fragment rozmowy, którą Billy przeprowadził z Semjase i
Quetzalem przed tą nocną demonstracją (kontakt 48, niedziela, 14 marca 1976 roku, godzina
00.04).
BILLY: Cieszę się, że odwiedziliście mnie we dwójkę. Czyżbyście mieli dla mnie coś
szczególnego?
SEMJASE: Oczywiście, Quetzal chciałaby coś z tobą omówić.
QUETZAL: Ważne jest, abyś zachował milczenie w tej sprawie.
BILLY: Jeśli tylko sobie tego życzycie. Zapędziliście mnie bardzo wysoko na tę górę.
QUETZAL: To dobre miejsce. W przyszłości Semjase będzie za każdym razem ustalała
miejsce lądowania, ponieważ zbyt dużo osób interesuje się naszymi sprawami, jak już się
zresztą sam o tym przekonałeś.
BILLY: Niestety, dzisiaj musiałem przyjechać samochodem, ponieważ wczoraj w moim
motorowerze przerwał się przewód doprowadzający paliwo. Przywiózł mnie tutaj kolega,
który czeka teraz na mnie jakieś 2 kilometry stąd.
QUETZAL: To bardzo miło z jego strony. Podziękuj mu za to. Jego trud zostanie
nagrodzony, będzie miał bowiem okazję zobaczyć mój statek. Poza tym urządzę mu w
prezencie niewielki pokaz w postaci eliminacji energii elektrycznej. Dokonam jej koncentracji
poprzez „wyssanie" jej z atmosfery, po czym dokonam jej spalenia. Twój pomocnik będzie
musiał jednak uzbroić się trochę w cierpliwość, ponieważ nie mogę tego zrobić na wysokości
poniżej 2500 metrów, gdyż opadająca paląca się energia jest bardzo gorąca. Będzie widział to
wyraźnie, ponieważ będę leciał wysoko i bardzo wolno.
173

IX OBSERWACJE DZIENNE I NOCNE


Oprócz dziennych i nocnych pokazów kilka osób miało okazję zaobserwować pozaziemskie
obiekty latające w innych sytuacjach. Takie przypadkowe dzienne obserwacje statków
Plejadan należą do rzadkości i dlatego mogę tu przedstawić jedynie dwie relacje tego typu.
Istnieje oczywiście pewien konkretny powód, dla którego Plejadanie i ich sprzymierzeńcy
unikają sytuacji, w których mogliby być widziani w ciągu dnia. Jego wyjaśnienie zawiera
poniższa relacja żony Billy'ego, Kalliope. (Oberwacje i fotografowanie statków Plejadan
przez Billy'ego odbywało się za ich zgodą, w związku z czym nie mają one charakteru
przypadkowego, to znaczy obserwacji dokonywanych bez wcześniejszego ich zaplanowania).
W przeciwieństwie do nich dokonano stosunkowo wielu obserwacji nocnych, z których
przedstawię jednak tylko kilka, między innymi jedną, która nie miała zawiązku z pojazdami
Plejadan. Ów pozaziemski obiekt latający widziany był w Hinterschmidruti, Monachium i
szeregu innych miejsc. Powodem jej przytoczenia tu jest interesujące wyjaśnienie Taljdy,
jakiego udzieliła Billy'emu na ten temat.
1. Obserwacje dzienne
1.1. Niezwykła obserwacja
(relacja Kalliopy Meier)
Było to 28 czerwca 1976 roku, gdy mój mąż, „Billy", przyszedł do nas i ku naszemu
zaskoczeniu zażądał, abyśmy [Kalliope Meier, jej
174
córka Gilgamesha, synowie Atlantis i Methusalem, Amata Stetter i Hans Schutzbach] udali się
razem z nim w pewne miejsce poza Hinwil. Zrobiliśmy, jak nam powiedział. Wsiedliśmy do
samochodu pana Schutzbacha i pojechaliśmy do miejscowości Oberdorfler Riet (Betzholz-
Hinwil). Tam mieliśmy czekać na jego powrót. Na miejsce spotkania znajdujące się kilkaset
metrów dalej pojechał swoim motorowerem. Czekała już tam na niego Semjase z Cjuetzalem
i Pieją.
Wyczekując w cieniu drzewa na jego powrót prowadziliśmy ożywioną rozmowę. Po około
pół godzinie nasz sześcioletni wówczas syn Atlantis zawołał nagle: „Patrzcie, tam coś leci".
Ku naszemu zaskoczeniu ujrzeliśmy, jak w odległości około 300 metrów od nas z lasu
wzniósł się w powietrze duży srebrzystoszary obiekt.
Hans Schutzbach miał ze sobą pożyczony od Billy'ego aparat fotograficzny, który wziął ze
sobą na wszelki przypadek. Już od kilku miesięcy molestował Billy'ego, aby pozwolił mu
sfotografować statek kosmiczny Semjase w dziennym świetle.
Hans Schutzbach od początku był zaangażowany w misję Bil-ly'ego — jako fotograf-hobbista
był odpowiedzialny za dokumentację fotograficzną. Stał się mężem zaufania i od czasu do
czasu mógł razem z moim mężem zbliżać się do statku Semjase. Okazało się jednak, że nie
może [bez osłony] znieść jej pola promieniowania. Wielokrotnie opowiadał, że znajdując się
wewnątrz niego czuł się jak w raju, zaś po wyjściu zeń doznawał uczucia, jakby się świat
przed nim zawalał. W tych momentach czuł właśnie, co oznacza prawdziwa miłość i pokój, a
ponieważ tego stanu nie można było utrzymać po wyjściu z pola promieniowania Semjase,
popadał w silne uczucie przygnębienia.
Z powodu tak wrażliwego odbioru kontaktów z Semjase mąż mój przestrzegał go przed
zamiarem ujrzenia jej statku w dziennym świetle. Powiedział mu, że kiedy już taka okazja się
nadarzy, to z wrażenia nie będzie w stanie zrobić ani jednego udanego zdjęcia.
I rzeczywiście, kiedy nad lasem ukazał się statek Plejadan, przypuszczenie mojego męża
sprawdziło się. Hans Schutzbach biegał z wrażenia wkoło, nie wiedząc, jak ma się zachować,
aż w końcu wypuścił aparat z rąk. Po chwili uspokoił się nieco i — z ogromnym trudem -
podjął próbę wykonania kilku zdjęć. Ręka mu drżała, nie mógł utrzymać nieruchomo aparatu.
Gdy ochłonął, statek oddalił się już na tyle, że był widoczny jako mały punkcik.
Ta obserwacja statku kosmicznego trwała około 10 minut, tyle bowiem czasu wznosił się on i
powoli oddalał, aż w końcu zniknął na
175
południowym zachodzie. Byłam zafascynowana tym niezwykłym zdarzeniem i jeszcze dziś
często wracam do niego myślami.
1.2. Moja pierwsza obserwacja UFO
(relacja Elisabeth Grubef)
Wiosną 1978 roku przebywałam razem z rodziną przez kilka dni w Centrum w
Hinterschmidrüti. 23 kwietnia 1978 roku około godziny 9. sprzątałam właśnie dom i kurnik,
gdy nagle z kuchni wyszedł Billy i wlepił wzrok w niebo. Spojrzałam w tym samym
kierunku, co on, starając się nadążać za jego wzrokiem. W pewnym momencie powiedział do
mnie: „Popatrz, tam właśnie leci Quetzal swoim statkiem" - — i powiódł ręką w powietrzu,
wskazując trajektorię lotu obiektu i udzielając mi jednocześnie kilku dodatkowych wska-
zówek na jego temat.
Przeszył mnie dreszcz emocji, ponieważ rzeczywiście ujrzałam na niebie bardzo wyraźnie
widoczny kolisty obiekt o pozornej średnicy około 70 centymetrów, a więc imponującej
wielkości, zważywszy odległość, w jakiej znajdował się od nas. Poza tym wydawało mi się,
że często zmienia położenie, bowiem raz miał kształt podłużny, a raz dysku.
Przyszło mi do głowy, że ten widok może być niezwykłym przeżyciem dla mojego męża i
postanowiłam go zawołać, ale niestety nic z tego nie wyszło. Później okazało się, że
znajdował się w tym czasie kilkaset metrów od nas.
Kiedy ja wołałam swojego męża, Billy zawołał Bernadettę, która przebywała akurat w
łazience. Na jej pytanie, co się stało, powiedział, aby natychmiast wyszła na zewnątrz, jeśli
chce zobaczyć statek Quetzala, który w międzyczasie znacznie przyspieszył. Billy natych-
miast wyjaśnił mi dlaczego. Przyczyną był widoczny na niebie samolot, który usiłował go
przechwycić.
Kiedy nadeszła Bernadetta, statek był już daleko i wyglądał jak mała świetlna plamka. Billy
pokazał go jej i wspólnie obserwowaliśmy go do czasu, aż zniknął nam z pola widzenia. Billy
wyjaśnił nam potem, że w pewnym momencie otrzymał telepatyczny przekaz od Quetzala z
pozdrowieniami i informacją, że właśnie przelatuje nad jego domem i że może obejrzeć jego
statek na niebie, jeśli chce.
Dzięki temu i ja mogłam go zobaczyć. Było to tym cenniejsze, że całe to zdarzenie miało
miejsce w ciągu dnia. Jest to jedna z dwóch obserwacji tego typu, jakich udało się nam
dokonać. To niezwykłe przeżycie pozostanie na zawsze w mojej pamięci.
176
2. Obserwacje nocne
2.1. Światła na niebie
(relacja Gilgameshy Meier)
W 1975 roku, kiedy miałam osiem lat, przeżyłam coś, czego nie zapomnę do końca życia.
Pewnego dnia między godziną 20. a 21. matka kazała mi iść spać, poszłam więc do mojego
pokoju, lecz nie mogłam zasnąć. Byłam zbyt podekscytowana i zdenerwowana. W tym czasie
moi rodzice, Kal-liope i Eduard Meier, siedzieli za domem. Mieszkaliśmy wtedy w Hinwil
przy ulicy Wihalden pod numerem 10 w pięknym domu, jak mi się wtedy wydawało. Przez
chwilę podsłuchiwałam ich rozmowę i w pewnej chwili usłyszałam, jak tata powiedział do
mamy, aby spojrzała na horyzont. Zrobiłam to samo i aż zaparło mi dech, gdyż to, co
zobaczyłam, było tak fascynujące, że nie zapomnę tego do końca życia. Na horyzoncie
pojawiło się 16 NOLł. Miały kulisty kształt i białożółty kolor. Z miejsca, z którego patrzyłam,
ich pozorna średnica wynosiła około 20 centymetrów. Miałam mieszane uczucia, gdyż nie
wiedziałam, co to jest. Dopiero jakiś czas później dowiedziałam się, że to były pojazdy istot z
innej planety. Od tego czasu wiem już, że w naszym wszechświecie żyją także inne istoty
rozumne.
2.2. Któż to błąka się po nocy...
(relacja Engelberta Wachtera — skrót)
To dla mnie wielki zaszczyt wozić bez względu na porę i pogodę naszego „szefa". Po
odpowiednich przygotowaniach wyruszyłem razem z Billym około godziny 19.30 z domu.
Już wcześniej nieraz towarzyszyłem mu [jako osoba do towarzystwa lub kierowca] w drodze
na miejsca spotkań. Tym razem jednak prowadząc samochód musiałem jechać zgodnie z
instrukcjami, które Billy otrzymywał na bieżąco telepatycznie ze statku Semjase.
Rozmawialiśmy niewiele oprócz wymiany uwag dotyczących kierunku jazdy.
Tuż przed budynkiem firmy budowlanej Wittwe AG w Saland skręciliśmy nagle na lewo i
skierowaliśmy się w górę wzdłuż bardzo wąskiej drogi. Przejechaliśmy obok zabudowań
chłopskich, następnie skręciliśmy w prawo, potem lewo, prosto itd. Około 19.45 dotarliśmy
do Sacklen.
- Wjedź tutaj - - powiedział po jakimś czasie Billy. - - Tak, tutaj... a teraz zatrzymaj się.
177
Przez chwilę myślałem, że zabłądziliśmy, co się już nam zdarzało. Ale okazało się, że nie, to
był nasz punkt docelowy XY. Billy wyskoczył z samochodu i rozejrzał się po łące, gdzie od
czasu do czasu zapalały się małe światełka.
Zaparkowałem samochód w odpowiednim miejscu, aby łatwiej było potem stamtąd wyjechać.
Billy pożegnał się ze mną i zniknął w mroku nocy. Wokół mnie panowała martwa cisza tylko
od czasu do czasu przerywana dziwnym dźwiękiem. Robiło się zimno, wsiadłem więc do
samochodu, włączyłem dmuchawę i magnetofon. Potem zapaliłem papierosa i jak ryś
wpatrywałem się w mrok. Nigdzie wokoło nic się jednak nie ruszało. Po około 30 minutach
wysiadłem z samochodu, aby rozprostować kości.
W pewnym momencie odniosłem wrażenie, że mniej więcej w połowie drogi do ściany lasu z
prawej strony coś migocze. Szybko wróciłem do samochodu i po cichu wyjąłem ze schowka
toporek. Położyłem go obok na siedzeniu, drzwi zostawiłem otwarte i wlepiłem wzrok w
tamto miejsce. Nagle usłyszałem odgłos ciężkich kroków stawianych w trawie wskazujących
na dorosłego mężczyznę.
Nie mogłem uwierzyć, że to możliwe, ale wcale nie czułem strachu, a jedynie ciekawość.
Myślałem, że to jakiś chłop pasący swoje bydło na łące. Ni stąd, ni zowąd ujrzałem dziwny
płaszcz przeciwdeszczowy, który migotał w oddali. „Śmieszne, w taką pogodę" • -
pomyślałem. Na wszelki przypadek sprawdziłem swoją broń. „Poczekaj tylko, ty pastuchu" -
pomyślałem znowu — „zaraz napędzę ci strachu".
Pomyślałem, że reflektory halogenowe w moim samochodzie mogłyby na tym krótkim
odcinku nieźle oślepić tego nocnego marka. Szybko sprawdziłem kierunek jazdy i pospiesznie
usiadłem za kierownicą. Spojrzałem ponownie przez szybę, aby sprawdzić, czy będzie go
dobrze przez nią widać. Nagle znowu go ujrzałem, jego migoczący płaszcz. To niesamowite,
jak ten ktoś zupełnie nieświadomie szedł prosto w moją pułapkę. Jeszcze tylko kilka metrów.
Gorączkowo namacałem kluczyk samochodu. Tkwił w stacyjce, jak należy. Jeżeli się go nie
przekręci, to światło halogenowe nie zadziała. Błyszcząca postać zbliżała się coraz bardziej.
Jeszcze tylko kilka sekund. W jednej chwili przekręciłem kluczyk i włączyłem światło
halogenowe.
Szeroki snop światła otoczył srebrzyście połyskującą postać. Na moment mężczyzna zwolnił
kroku. Po dwóch, trzech krokach znalazł się na skraju ciemności. I to miał być chłop?
Szybko włączyłem silnik, aby objąć go jeszcze światłem reflektorów samochodowych i
przyjrzeć mu się dokładnie. Widziałem, jak
178

[patrz: dołączony katalog UFO Z PLEJAD ilustracje i zdjecia - UFO Z


PLEJADm]
Szkic sytuacyjny miejsca zdarzenia wykonany przez Engelberta Wachtera.
się oddalał w kierunku lasu, aż w końcu zniknął mi z oczu. Po kilku minutach obok mnie jak
spod ziemi wyrósł nagle Billy. Uśmiechnął się i zapytał mnie, czy zawsze straszę samotnych
wędrowców. Na moje pytanie, skąd o tym wie, skrzywił się i zapytał:
— Czyżbyś nie wiedział, kogo tak bardzo przestraszyłeś?
Oczywiście podejrzewałem, kto to mógł być, ale bałem się to wypowiedzieć, gdyż wydało mi
się to zbyt nieprawdopodobne. Tak, to był nasz przyjaciel Quetzal, zaś Billy obserwował to
zajście na ekranie monitora wewnątrz statku.
Oto odpowiedni fragment rozmowy Billy'ego z Semjase i Quetza-lem na temat tego zdarzenia
(kontakt 139, 9 października 1980 roku):
SEMJASE: .. .chwileczkę, wzywa mnie Quetzal przez radiostację.
QUETZAL: Właśnie strasznie się przestraszyłem.
BILLY: No no no, popatrzcie, co mu się przytrafiło.
SEMJASE: Chwileczkę, zaraz nam o tym opowie.
QUETZAL: [Ukazuje się na ekranie.] No wiec idę sobie w mroku jak zwykły człowiek, aby
spotkać się z Menara, doszedłem do skraju
179
lasu, do miejsca położonego w odległości kilku metrów od ogrodzenia pastwiska, gdzie przy
krowach czekała na mnie Menera, gdy nagle zostałem oświetlony dwoma reflektorami. Jak
wykazał mój analizator należały one do samochodu Engelberta. Musiał mnie pewnie
zauważyć mimo tego mroku i wziąć za jakąś osobę szpiegującą naszego przyjaciela.
BILLY: Quetzal, pewnie nie zdjąłeś tej srebrzystej peleryny?
QUETZAL: Wydawało mi się, że nie ma potrzeby, ponieważ sądziłem, że w tej ciemności
Engelbert nie będzie mógł mnie zauważyć.
BILLY: No i przeliczyłeś się.
QUETZAL: To prawda, na przyszłość będę o tym pamiętał.
BILLY: No cóż, świat się przez to nie zawali, a Engelbertowi pewnie sprawiło frajdę, że
napędził ci strachu, mimo iż nie miał pojęcia, że to właśnie ty, a nie jakiś samotny wędrowiec.
QUETZAL: Oczywiście, że nie wiedział, że to ja, i dlatego nie czuję się urażony. Doznałem
po prostu chwilowego uczucia strachu i to powinieneś mu powiedzieć, przekazując
jednocześnie pozdrowienia ode mnie. Do widzenia.
BILLY: Cześć. On też się pewnie przestraszył. Chciałbym teraz widzieć jego minę.
SEMJASE: Z pewnością wyglądał na zadowolonego.
BILLY: Quetzal musiał przejść chyba ze sto metrów w obrębie tego światła. Jak to możliwe,
że się na to odważył. Czy przebywanie w polu wibracji Ziemian w takiej odległości od nich
nie szkodzi wam. O ile wiem, to możecie zbliżać się do ludzi [bez urządzeń ochronnych] na
odległość od 90 do 100 metrów bez bycia narażonym na ich szkodliwe wibracje.
SEMJASE: To ostatnie jest zgodne z prawdą. Lecz pierwsze zdanie jest błędne. Quetzal nie
wszedł w istniejący już snop światła, lecz został nim niespodziewanie oświetlony.
Gdy wracaliśmy do domu, mój reflektor halogenowy musnął jeszcze skraj lasu i przez
moment oświetlił Quetzala, który był już przy Menarze. Stali obok siebie na skraju łąki.
Brak mi słów, aby dostatecznie barwnie opisać to przeżycie.
2.3. Zdarzenie z 8 kwietnia 1983 roku A. Moje pierwsze spotkanie z UFO
(relacja Brunhildy Koye)
Było to wieczorem 8 kwietnia 1983 roku około godziny 20.30 w Hinterschmidrüti.
Przyglądałam się akurat zasadzonym przeze mnie
180
drzewkom. Przez całe popołudnie wiał porywisty wiatr i jeszcze teraz o zmierzchu
odczuwałam jego silny powiew. Byłam w dobrym nastroju i przyglądałam się chmurom na
niebie, i nagle ujrzałam zbliżające się jakieś ogromne światło wyglądające jak wielki reflek-
tor. Przemieszczało się powoli wysoko nad wieżą strażniczą położoną na wschód od miejsca,
w którym stałam, w kierunku na zachód, w stronę Semjase-Silver-Star-Center.
Początkowo stałam jak zamurowana i wpatrywałam się w niebo kręcąc głową ze zdziwienia.
Przez chwilę myślałam, że to jakieś przywidzenie. Przez cały czas kołatała mi w głowie myśl:
„Przecież nie potrzebuję żadnego dowodu, jestem już od dawna przekonana
0 istnieniu pozaziemskich statków kosmicznych". Po chwili usłyszałam kroki i zobaczyłam
Billy'ego wychodzącego z domu z lornetką w ręku w towarzystwie Thomasa i kierującego się
na wschód w stronę garażu. W tym momencie byłam już pewna, że to nie przywidzenie, że to,
co widzę, dzieje się naprawdę. Pospiesznie sięgnęłam do kieszeni po klucze, ponieważ
przypomniałam sobie, że w samochodzie także mam lornetkę. Wzięłam ją i stanąwszy obok
Billy'ego
1 Thomasa, zaczęłam razem z nimi oglądać ów obiekt.
To, co zobaczyłam, zaszokowało mnie zupełnie — serce podeszło mi do gardła, zupełnie
odbierając mi mowę. Moim oczom ukazał się duży statek kosmiczny z mnóstwem świateł
wkoło. Po chwili zmienił swój kształt na trójkątny. Następnie odniosłam wrażenie, że ta
sprawiająca wrażenie lekkiej masa upodobnia się do balonu wypełnionego powietrzem.
Wokół niego krążyło sporo mniejszych obiektów świetlnych tworzących od czasu do czasu
trójkąt, by się po chwili rozpierzchnąć i nieco oddalić.
W pewnym momencie ten świetlny twór rozciągnął się przyjmując podłużny kształt, jego
światło zaczęło stopniowo słabnąć i odniosłam wrażenie, że przesuwa się powoli na wschód.
Nagle usłyszałam za sobą głosy. To Karin prosiła mnie o lornetkę. Podałam ją jej i gdy
niedługo potem dostałam ją z powrotem, ów obiekt był już niewielki.
Nigdy nie zapomnę tego niesamowitego widoku i do dzisiaj jestem wdzięczna tym istotom za
ten „dowód".
B. Niezwykłe zdarzenie z 8 kwietnia 1983 roku (godz. 20.15)
(relacja Thomasa Kellerd)
Miałem właśnie zamiar przynieść sobie jeszcze jedno narzędzie do murowania, którym się
właśnie zajmowałem, gdy nagle Slivano powiedział do Billy'ego, że na niebie jest duży
świetlisty obiekt. Pośpiesznie zawróciłem, aby sprawdzić, czy to prawda, Billy zaś
181

[patrz: dołączony katalog UFO Z PLEJAD ilustracje i zdjecia - UFO Z


PLEJADn]
Szkic Thomasa Kellera
pobiegł co tchu do domu po lornetkę. Gdy wrócił z nią, zajęliśmy odpowiednie miejsce do
obserwacji. Po pobieżnej lustracji nieba Billy powiedział nagle:
— Niesamowite, spójrz.
To, co zobaczyłem, zaparło mi dech. Moim oczom ukazał się biały podłużny twór wyraźnie
widoczny twór bez wyraźnych konturów, ponieważ ciągle zmieniał kształt i barwę. Na prośbę
Billy'ego pobiegłem do domy, aby zawołać innych. Po chwili ponownie zająłem miejsce obok
niego i jąłem obserwować niebo. Teraz obiekt iskrzył się jasnoróżowym odcieniem (niczym
„żywe chmury" w filmie Star Trek: The Motion Picture). Jeden kształt zapamiętałem jednak
wyraźnie, mimo iż nie było to łatwe z powodu ustawicznych zmian.
Obserwowana gołym okiem ta „rzecz" wydawała się 5 razy większa od Wenus. Ja, Billy i
kilka innych osób widziało wyraźnie pionowy obiekt w kształcie klina. Według obliczeń
Billy'ego obiekt znajdował się na wysokości około 18.000 metrów i w odległości około
35.000 metrów w prostej linii.
Gdy później siedząc w kuchni rozmawialiśmy o nim, Louis powiedział, że obserwował go
przez ponad 45 minut. Engelbert widział go przez krótszy okres czasu i specjalnie się tym nie
ekscytował, ponieważ widział już ciekawsze rzeczy. Nazajutrz po spotkaniu z Taljdą Billy
powiedział nam, że potwierdziła ona naszą obserwację, wyjaśniając przy okazji, że statek ten
miał średnicę około 350 metrów.
To zdarzenie na zawsze zachowam w swojej pamięci i dziękuję za to przeżycie moim
przyjaciołom z Druan (wyjaśnienie w poniższym sprawozdaniu).
C. Sprawozdanie z rozmowy o zdarzeniu z 8 kwietnia 1983 roku
(sobota, 9 kwietnia 1983 roku, godzina 11.16)
BILLY: Bardzo szybko zareagowałaś na moją prośbę, chociaż nie wymagało to aż takiego
pośpiechu. Mogłem przecież poczekać do jutra.
TALJDĄ: Przyczyną pośpiechu była nie tylko twoja prośba, ale również ważna informacja,
że w następnych miesiącach będą miały miejsce spotkania z innymi ludźmi z odległych
gwiazd.
182

[patrz: dołączony katalog UFO Z PLEJAD ilustracje i zdjecia - UFO Z


PLEJADo]
Szkic Hansa Zimmermanna pochodzący z jego raportu
BILLY: A więc przybywasz, jak gdyby z dwóch powodów. Ze swojej strony mam pytanie
dotyczące tego osobliwego zdarzenia, które obserwowaliśmy wczoraj, 8 kwietnia. O godzinie
20.14 zobaczyłem wysoko na niebie na wschodzie jaskrawe światło mniej więcej 3-4 razy
większe od Wenus. Początkowo myślałem, że to ona — Wenus, lecz ona widoczna jest
przecież tu u nas jedynie w południowej i zachodniej części nieba. Zacząłem więc dokładniej
obserwować to jaskrawe światło i wówczas stwierdziłem, że ustawicznie zmienia kształt i
barwę, mieniąc się wszystkimi kolorami tęczy. Pobiegłem wówczas do mojego domu po
lornetkę, przez którą mogłem dokładniej przyjrzeć się temu osobliwemu świetlnemu tworowi
widniejącemu na niebie. Wyglądał jak przezroczysta fatamorgana. Odległość, w jakiej się
znajdował, oceniłem na około 35.000 metrów, zaś pułap na 18-20 kilometrów, biorąc jako
punkt odniesienia miejsce, z którego go obserwowaliśmy. Zauważyłem, że po jego prawej
stronie poruszały się różne mniejsze obiekty, które co chwilę odrywały się od niego i
ponownie
183
Panika i zagadka w Norymberdze — widziały to tysiące ludzi DZIKIE POLOWANIE NA NIEBIE

Pojawiło się z nicości — niesamowity trójkąt połyskiwał srebrzyście na niebie nad Norymbergą. Nie poruszał
się, lecz migotał.

Tysiące ludzi wpatrywały się w niebo jak zauroczeni. Setki przestraszonych ludzi dzwoniły przez cały dzień na
policję oraz do stacji meteorologicznej mówiąc: „Nad nami lata olbrzymie UFO. Zróbcie coś. Boimy się .

[patrz: dołączony katalog UFO Z PLEJAD ilustracje i zdjecia - UFO Z


PLEJADp]
184
Lecz służby publiczne były bezradne. Czy był to satelita szpiegowski, wojskowy balon zwiadowczy czy też
statek kosmiczny z innych gwiazd?

Gdy to UFO było widać jeszcze następnego dnia, ekipa z Telewizji Bawarskiej wyruszyła w jego kierunku
samolotem odrzutowym Lear. Pilotował go szef norymberskiego lotniska Helmut Muller-Gutermann. Pilot:
„Lecieliśmy za tym UFO wznosząc się aż do pułapu 12.300 m, ale nie mogliśmy się do niego zbliżyć".

Posługując się dwumetrowym teleskopem kierownik stacji meteorologicznej w Norymberdze Eckard Póhl
dostrzegł nieco więcej: „Wyglądało to jak zdeformowana, wydłużona z przodu, piramida o średnicy około 150
m. Reszta wyglądała jak przezroczysta folia plastykowa".

Zagadkę tę rozwiązał w końcu, w piątek przed południem, kierownik kontroli lotów z Manching Gertwin
Huhnerbein: „Jesteśmy pewni, że ten «nieznany obiekt latający» jest badawczym balonem stratosferycznym".

doń zbliżały. Potem zobaczyłem ciemne punkty, plamy, na tym dużym obiekcie wyglądające
jak jakieś narośle. Coś podobnego widziałem na olbrzymim statku Ptaaha [gigantyczny
statek-baza dowodzony przez ojca Semjase, Ptaaha], w związku z czym pomyślałem, że to
podobny sta-tek-matka wyglądający jak swego rodzaju fatamorgana lub lustrzane odbicie.
Odrywające się od niego z prawej strony błyszczące punkty wziąłem za statki promienne, a
ciemne punkty i plamy za wloty do hangarów. Z obliczeń przeprowadzonych na podstawie
jego pozornej wielkości i odległości wyszło mi, że jego średnica wynosiła 320-340 metrów.
TALJDA: Zanim przyszłam tutaj, Quetzal przestrzegł mnie przed tobą, ponieważ jak się
przekonaliśmy, ten obiekt nie umknął waszej uwadze.
BILLY: Tak? A to dlaczego Quetzal ostrzegł cię przede mną?
TALJDA: Przysłuchiwał się twojej rozmowie z Thomasem i słyszał, co mu mówiłeś.
Zauważony przez was obiekt był rzeczywiście statkiem kosmicznym, jednak widzieliście
tylko jego odbicie, ponieważ w rzeczywistości szybował on bezpośrednio nad waszym
Centrum. Celem tego przelotu było zbadanie tego najbardziej znanego miejsca na Ziemi i
przyjrzenie się przebywającym w nim ludziom. Ze względów bezpieczeństwa, doskonale
znanych ci zresztą, był zabezpieczony przed lokalizacją, jednak w niewytłumaczalny dla nas
sposób powstały owe odbicia widoczne w atmosferze w odległości wielu kilometrów. Jak ci
wiadomo, inni wcale nie muszą posługiwać się taką samą techniką, jak my. Druanie posługują
się zupełnie innymi metodami zabezpieczającymi. A propos twoich obliczeń — zauważone
przez was lustrzane odbicie tego obiektu znajdowało się na wysokości około 26.000 metrów i
w odległości mniej więcej 36 kilometrów, zaś jego średnica wynosiła około 350 metrów.
Twoje obliczenia są więc zaskakujące dokładne.
185

[patrz: dolaczony katalog UFO Z PLEJAD ilustracje i zdjecia - UFO Z


PLEJADr]
186
Zagadkowy obiekt latający nad Kolonią

Kolonia. Zagadkowy jarzący się obiekt latający w nocy z poniedziałku na wtorek pozbawił snu mieszkańców
dzielnicy Holweide w Kolonii, policję zaś postawił na nogi. Pierwsze telefony do policji napłynęły od
mieszkańców miasta z prawego brzegu Renu około godziny 23.10.

Patrol „Arnold 19/20" udał się na miejsce obserwacji w dzielnicy Holweide. Dotarłszy na miejsce, zameldował:
„Na niebie jarzący się kolisty obiekt ze świecącą aureolą". Niestety nie można było określić wysokości i
wielkości tego niecodziennego zjawiska.

Policja zwróciła się do kontroli lotów na lotnisku. Okazało się, że ich urządzenia namiarowe nie wykazywały
obecności jakiegokolwiek obiektu. Za pomocą lornetki można było ujrzeć balonowaty twór ze źródłem światła w
środku. Przez całą jego długość przebiegały pionowe i poziome linie.

Uwagę policji zwróciło świecące światło. Wykluczono, aby mogła to być gwiazda. Po około 1 godzinie obiekt
zniknął zasłonięty chmurami, które w międzyczasie zasnuły niebo. Kolońska policja zarejestrowała w pamięci
komputera pojawienie się tego nieznanego obiektu latającego. Pod względem kształtu, koloru i wyglądu
zewnętrznego przypominał on obiekt, który tydzień temu obserwowano nad Norymbergą. Przypuszcza się, że
mógł to być balon metereologiczny o średnicy około 80 m.

Kolonia: „UFO nad miastem"

KOLONIA (dpa)

Zagadkowy obiekt latający zaparł dech w piersiach policji i mieszkańców Kolonii w nocy z poniedziałku na
wtorek. Liczne telefony od mieszkańców miasta potwierdziły obserwacje urzędników policji: „Uderzające
jaskrawe światło, okrągły przedmiot ze świecącą aureolą". Nocne poszukiwania tego obiektu okazały się jednak
bezowocne.

BILLY: Wspomniałaś coś o Druanach.


TALJDA: W przypadku tego obiektu latającego chodzi o statek z planety Druan kierowany
przez zamieszkujące ją ludzkie formy życia, zwane przez nas Druanami. Jest to bardzo
wysoko rozwinięta rasa ludzka o pokojowym usposobieniu. Planeta Druan znajduje się w
systemie NOL, który leży w galaktyce o średnicy 1,7 rażą większej od naszej i oddalonej od
Układu Słonecznego o około 310 miliardów lat świetlnych.
BILLY: W 1975 roku w czasie mojej podróży w głąb kosmosu byłem krok od niej. Więc te
miliardy lat świetlnych nie robią na mnie żadnego wrażenia. W końcu do wszystkiego można
się przyzwyczaić.
TALJDA: Rozumiem, ale nie dlatego podałam ci te dane.
BILLY: W ogóle się nie znasz na żartach.
TALJDA: Ach tak, więc to jest to, przed czym ostrzegał mnie Quetzal - twoje osobliwe
poczucie humoru.
187
BILLY: No właśnie. Wspomniałaś coś o jakichś gościach, których mogę mieć. Czyżby to
mieli być Druani?
TALJDA: Tak. Druani przebywali tutaj na Ziemi przez 5-6 miesięcy,
choć nam się wydaje, że to były całe lata. W czasie ich pobytu statek ten i te
mniejsze mu towarzyszące były często obserwowane przez Ziemian
— w pierwszych tygodniach jedynie w Europie, potem również nad innymi
kontynentami.
BILLY: Jak on właściwie wygląda, pomijając zniekształcony obraz jego odbicia?
TALJDA: W rzeczywistości ma dyskoidalny kształt, lecz z powodu specjalnego ekranu
ochronnego może być postrzegany jako ostrosłup lub wierzchołek kryształu górskiego.
BILLY: To jego ściany wywołują tę grę świateł, które mienią się wszystkimi kolorami tęczy?
TALJDA: Jesteś, jak widzę, dobrze zorientowany w tych sprawach.
BILLY: To prosta zasada pryzmatu, którą poznają już przedszkolaki bawiąc się szklanymi
kuleczkami w świetle słońca.
TALJDA: Widzę, że nie masz żadnych oporów przed stawianiem pytań.
BILLY: Nie. Ostatecznie po to mam usta, aby je zadawać. No, ale nie powiedziałaś mi
jeszcze o tym ewentualnym kontakcie.
TALJDA: Ach, rzeczywiście, wyleciało mi to z głowy. Przypuszczalnie jedna lub kilka osób
z załogi statku Druanów skontaktuje się bezpośrednio z tobą. Są w każdym razie
zainteresowani nawiązaniem kontaktu z tobą, po tym jak rozmawialiśmy z nimi i
wyjaśniliśmy im naszą wspólną misję na Ziemi.
BILLY: Czy mogłabyś mi zdradzić, czego chcą ode mnie? Jako Ziemianin nie mogę im
przecież nic zaoferować!
TALJDA: Jesteś zbyt skromny.
Dalszych obserwacji tego obiektu dokonano przede wszystkim w Niemczech i we Włoszech.
Na dowód załączam kopie artykułów prasowych zamieszczone na poprzednich stronach oraz
relację Bernharda Koye.
2.4. Moje pierwsze przeżycie z UFO
(relacja Bernharda Koye)
Było to we wtorek 19 kwietnia 1983 roku około godziny 21.10
w Monachium. Nasz pies domagał się wyjścia na dwór, a ponieważ
byłem już rozebrany, a nasz gość, Hans Zimmermann, pochłonięty był
lekturą zapisów rozmów z kontaktów [Billy'ego z Plejadanami
— przyp. red.], wyjść z nim postanowiła moja matka (Brunhilda Koye).
188
Około 21.25 wpadła do mieszkania i zawołała podekscytowana: „Ubierajcie się, szybko!"
Nasz gość, Hans Zimmermann, i ja pośpiesznie wrzuciliśmy coś na siebie i wybiegliśmy za
nią.
Cóż się stało? Jak nam opowiedziała, spacerowała z Wastlem (naszym psem) brzegiem Isary i
nagle zauważyła na niebie błyszczący obiekt. Właśnie był tym, co chciała nam pokazać,
zakładając, że będzie jeszcze widoczny. No i mieliśmy szczęście. Na drodze dojazdowej
niedaleko naszego domu mieliśmy widoczną wystarczająco dużą połać nieba, na której
zauważyliśmy to świecące cudo. Dzięki lornetce mogliśmy obserwować również szczegóły
jego wyglądu.
Po chwili postanowiliśmy zmienić miejsce obserwacji i przeszliśmy przez pobliski park nad
brzeg rzeki. Świecący obiekt wydał się nam teraz większy. Nagle matka przypomniała sobie
swoje pierwsze spotkanie z UFO w piątek 8 kwietnia w Hinterschmidrüti. Wyglądało na to, że
to był ten sam statek Druanów. Stopniowo oddalał się od nas powoli wzbijając się w górę.
Było to niezwykłe przeżycie i spontanicznie chwyciłem matkę za rękę.
Około 10 minut przed godziną 22. od strony oddalającego się obiektu zaczął dąć silny,
porywisty wiatr. Gdy wracając obejrzałem się za siebie, zabłysł raz jeszcze na krótko niczym
światło odległej latarni, po czym zniknął zupełnie. Oto, czym może zaowocować spacer z
psem.
189

X DLACZEGO POZAZIEMSKIE STATKI KOSMICZNE


UNIKAJĄ NAS?
W postępowaniu inteligencji pozaziemskich zastanawia, dlaczego lądują one swoimi statkami
w ciągu dnia, skoro tak dużo wagi przykładają do tego, aby nie być zauważonym bądź
namierzonym, jak to czynią na przykład Plejadanie.
Niektórzy pozaziemscy przybysze nigdy nie lądują bezpośrednio na powierzchni Ziemi lub
nie zostawiają na niej żadnych śladów lądowania, z drugiej zaś strony dostarczają nam innych
widocznych i namacalnych dowodów swojej bytności we wszystkich miejscach swojego
lądowania.
Osobliwy jest też sposób podejmowania przez nich kontaktów z Ziemianami. Większość istot
pozaziemskich unika jakichkolwiek kontaktów z nami, stąd też osobiste spotkania z nimi są
często przypadkowe i trwają bardzo krótko. W bardzo rzadkich przypadkach i w określonych
warunkach wybierają oni odpowiednie osoby, aby utrzymywać z nimi dłuższe lub krótsze
kontakty. Większość takich osób - - łączników - - otrzymuje od nich polecenia jedynie w
formie impulsów i to w taki sposób, że nie znają oni ich źródła pochodzenia. W
rzeczywistości bardzo niewiele osób miało prawdziwy osobisty kontakt z istotami
pozaziemskimi, poza tym odbywają się one nieoficjalnie, na bazie prywatnej, i często mają
tajemniczy charakter.
W tej sytuacji nie dziwią często zadawane pytania: Dlaczego obce istoty mają zwyczaj
utrzymywania kontaktów jedynie z nielicznymi wybranymi
190
przez siebie osobami i nie pokazują się publicznie? Dlaczego nie lądują na Placu Czerwonym
w Moskwie, na trawniku przed Białym Domem w Waszyngtonie, na międzynarodowym
lotnisku we Frankfurcie bądź w ogrodzie oenzetowskiego Pałacu Narodów w Genewie? Aby
uniknąć wywołania szoku swoją obecnością mogliby wykorzystać istniejącą bogatą sieć
informacyjną i w ten sposób wcześniej ogłosić swoje przybycie. Dlaczego nie zrobią z tego
użytku, zamiast prowadzić grę w kota i myszkę? Jeżeli istoty pozaziemskie odwiedzają nas
naprawdę, to dlaczego nie próbują skontaktować się z rządem jakiegoś supermocarstwa,
NASA lub ONZ, które to instytucje oddelegowałyby do rozmów z nimi jakąś wpływową
osobistość? Dlaczego nie mieliby uścisnąć ręki takiemu politykowi, jak Gorbaczow lub Bush
i powiedzieć: „Oto jesteśmy, co możemy dla was zrobić?"
Taka spektakularna akcja byłaby bezsprzecznie koronnym dowodem na istnienie i obecność
na Ziemi pozaziemskich inteligencji, w co nadal niestety wątpi gros ludzkości.
Aczkolwiek sposób ich postępowania nie jest jeszcze dla nas całkowicie zrozumiały, to
jednak istnieje kilka przekonywających dowodów na ich obecność. By dobitniej przedstawić
tę sytuację wyobraźmy sobie następującą rzecz: załóżmy, że załoga wojskowego helikoptera
otrzymała zadanie obserwowania nie zbadanego jeszcze obszaru w brazylijskim buszu oraz
skontaktowania się z jego dzikimi mieszkańcami i że w tym celu ma wylądować w ich wsi. A
teraz wyobraźmy sobie, co się stanie, gdy się okaże na przykład, że ci tybulcy to barbarzyńcy
traktujący każdego obcego jak wroga. To agresywne zachowanie wobec obcych może
wynikać z obawy przed nimi, przed tym, że kontakt z nimi może doprowadzić do spadku
prestiżu i pozycji przywódców plemienia. Aby uniknąć tej konfliktowej sytuacji, niezbędne są
dłuższe, często wieloletnie przygotowania. Niektórzy z tych buszmenów próbowaliby
zapewne przejąć helikopter, co raczej byłoby niemożliwe ze względu na ich prymitywną broń.
Inni członkowie ich plemienia uznaliby pewnie członków załogi helikoptera za bogów, a nie
zwykłych ludzi. Co bardziej sprytni mogliby z kolei wpaść na pomysł, aby przejąć nieznany
pojazd wraz z załogą i przy pomocy tej magicznej maszyny i jej załogi rządzić innymi
plemionami w dżungli.
Biorąc powyższe możliwości pod uwagę, należy stwierdzić, że lądowanie wśród nich byłoby
bezcelowe, chyba że załoga tego helikoptera wyposażona byłaby w niezbędną i odpowiednią
broń. Przy użyciu takich środków bezpieczeństwa lądowanie wśród tych buszmenów
mogłoby wprawdzie mieć miejsce, ale jaki miałoby wówczas sens.
Podobna sytuacja jest z istotami pozaziemskimi, które będąc na znacznie wyższym od nas
poziomie rozwoju ewolucyjnego, przybywają na Ziemię,
191
by wspomagać nas w rozwoju duchowym. Plejadanie i przedstawiciele innych cywilizacji
pozaziemskich mają wiele powodów, dla których nie lądują na oczach tłumów i nie nawiązują
kontaktów z poszczególnymi rządami, zaś potajemnie kontaktują się z wybranymi przez
siebie osobami, które nie są wpływowymi osobistościami politycznymi, wojskowymi lub
finansowymi.
Na samym wstępie tych rozważań powinniśmy jednak odpowiedzieć sobie na pytanie, czy
istoty pozaziemskie są w stanie swobodnie poruszać się po naszej planecie bez uszczerbku dla
swojego zdrowia. Musimy bowiem wiedzieć, że nie wszystkie ludzkie formy życia we
wszechświecie posiadają taką samą budowę fizyczną jak my. Środowiska naturalne na ich
rodzinnych planetach mogą być zupełnie inne niż nasze. Chodzi mi tu między innymi o skład
atmosfery oraz wielkość siły przyciągania. Mieszkańcy planet o innym składzie atmosfery
przebywając bez skafandrów w naszej atmosferze szybko by się udusili. Poza tym istotny jest
sposób ich porozumiewania się. Gdyby nie znali żadnego naszego języka lub porozumiewali
się wyłącznie telepatycznie, wówczas jakiekolwiek porozumienie z nimi było bardzo trudne,
o ile w ogóle możliwe.
Z drugiej strony wiadomo, że istnieją istoty pozaziemskie, które są w stanie lądować na
naszej planecie i oddychać naszym powietrzem, które znają również nasze języki i mogą
dzięki temu nawiązywać bez przeszkód wszelkie kontakty z nami, również oficjalne na
szczeblu politycznym. Dlaczego jednak taki oficjalny kontakt nie został do chwili obecnej
przez nie nawiązany? Otóż dlatego, że jak dotąd nie stworzono na naszej planecie
odpowiednich ku temu warunków. Oto kilka powodów tego stanu rzeczy:
1. W roku 1976 społeczności ziemskie, zwłaszcza kręgi ufologiczne, poddane zostały przez
Plejadan testom prawdy. Ich wynik był przygnębiający, bowiem okazało się, że ludzie nie
dojrzeli jeszcze do ich lądowania. Jak powiedziała Semjase: „Poziom umysłowy wielu
Ziemian jest zbyt niski i zbyt skrępowany religijnym niewolnictwem. Część z nich uznałaby
nas za posłańców Boga i czciła na równi z nim". Nie mam wątpliwości, że ogromna część
ludzkiej populacji czciłaby ich jak boskie istoty i wznosiła do nich modły. W trakcie
spotkania, które miało miejsce
2 października 1976 roku [kontakt 64] najgorszą ocenę ze strony Semjase otrzymały kręgi
ufologiczne. Oto, co powiedziała Billy'emu na ten temat: „...tak zwane kręgi ufologiczne są
tymi, które poddają w wątpliwość nasze istnienie. To właśnie ci ludzie przyczyniają się
najbardziej do ośmieszania naszego istnienia i twierdzenia, że jesteśmy wytworem wyobraźni
lub halucynacją. To, co mówię, nie oznacza oczywiście, że wszystkie te grupy postępują w ten
sposób, niemniej dotyczy to większo-
192
ści z nich. Z nieznajomości rzeczy i braku dostatecznej wiedzy ci spaczeni ludzie poszukują
fantastycznych wyjaśnień odwołując się do techniki oraz zjawisk paranormalnych i czysto
duchowych, gdzie można znaleźć najwięcej bzdurnych koncepcji. Ci błądzący ludzie zajmują
się rozważaniami na temat możliwości technicznych i konstrukcji naszych statków, negując
jednocześnie całkowicie naszą misję i to wszystko, co jest z nią związane. To typowy sposób
postępowania mieszkańców Ziemi, którzy zawsze przeoczają to, co istotne, to znaczy
wartości duchowe, na temat których wymyślają nieprawdopodobne bzdury, jak chociażby to,
że nasze statki promienne napędzane są siłami duchowymi, a nawet że są skonstruowane
według duchowych wzorców. W tej bzdurze jest tyle samo prawdy, jak w tym, że poruszamy
się w wymiarach paranormalnych. Prym w głoszeniu tego typu nonsensów wiodą przede
wszystkim kręgi parapsychologiczne, które w gruncie rzeczy nie mają najmniejszego pojęcia
o tym, czym się zajmują. Właśnie te grupy ludzi czynią najwięcej szkód w upowszechnianiu
prawdy... [...] Do tej kategorii ludzi należy wymieniony przez ciebie [...] jednak nie powinie-
neś się oburzać jego głupotą i prymitywizmem. [...] Rezultat jest taki, że Ziemianie nie są
jeszcze w stanie traktować naszego istnienia oraz naszych statków jako czegoś realnego i
przez to obiektywnie patrzeć na nasze działania. Ci tak zwani ufolodzy, których zadaniem jest
głoszenie prawdy i przygotowywanie gruntu na przybycie pozaziemskich inteligencji,
degradują się do prymitywnych, półnaukowych sekciarzy rozsiewających idiotyczne,
nonsensowne, wymyślone przez siebie teoryjki, które zamiast przybliżać ludzi do prawdy,
oddalają ich od niej". 2. Oficjalne lądowanie nie może nastąpić w żadnym przypadku bez
uprzedniego przygotowania na nie ludzkości. Nagłe ujawnienie się istot pozaziemskich
byłoby nie tylko bezcelowe, ale i nieodpowiedzialne na obecnym etapie naszego rozwoju
ewolucyjnego. Semjase jest zdania, że mogłoby to doprowadzić do powszechnej paniki.
Wystarczy tylko przypomnieć sobie, co się stało podczas nadawania słuchowiska radiowego
Wojna światów Orsona Wellesa w roku 1938 w Stanach Zjednoczonych. Moim zdaniem dla
większości ludzi nagłe, niespodziewane spotkanie z istotami pozaziemskimi byłoby zbyt
drastycznym przeżyciem. Ich światopoglądy zawaliłyby się wówczas jak domki z kart.
Dowiedzieliby się również przy okazji o wielu różnych nikczemnościach rządzących, na
przykład o sprzedaży jednych narodów drugim przez rządnych władzy i pieniędzy polityków.
Wielu ludzi z całą pewnością zażądałaby pociągnięcia winnych do odpowiedzialności, co nie
odbyłoby się bez przelewu krwi. Krótko mówiąc, mogłoby dojść do ogólnoświatowego
zamętu.
193
3. Zakładając, że pewna grupa istot pozaziemskich mimo wszystko zdecydowałaby się na
oficjalne lądowanie na Ziemi, wówczas należałoby się zastanowić nad jedną zasadniczą
sprawą - - w jakim kraju miałoby nastąpić ich lądowanie? Jaki kraj należałoby uhonorować
tym zaszczytem, nie urażając jednocześnie innych. To posunięcie musiałoby być bardzo
dyplomatyczne, by nie wzbudzić niczyjej zazdrości, a co za tym idzie — nienawiści. Tego
problemu nie byłoby, gdyby cała ludzkość rządzona była przez jeden rząd. Obecnie nie
istnieje jednak jeszcze żadna instytucja, czy też, jak to się mówi, wyższa instancja, która
mogłaby przemawiać w imieniu całej ludzkości i reprezentować jej interesy na zewnątrz. Do
tego niezbędny jest jeden globalny rząd i to z wielu powodów, lecz na razie nie nadszedł
jeszcze na to odpowiedni czas, bo jaki rząd zgodziłby się dzisiaj zrezygnować ze swoich
przywilejów i władzy na jego rzecz.
4. Niektórzy ludzie nie mający najmniejszych wątpliwości co do wyższości istot
pozaziemskich pod każdym względem dziwią się, że nie pojawiają się one oficjalnie,
zwłaszcza że nie mają żadnego powodu, by się nas bać, biorąc pod uwagę ich możliwości
techniczne i uzbrojenie. Rzecz w tym, że obawiają się one, iż lądowanie ich statku na naszym
terytorium bez zezwolenia mogłoby doprowadzić do niezręcznej sytuacji. Zdaniem Semjase
w kręgach militarnych nie brak osób, które pod przykrywką przyjaźni i pokoju dążyłyby do
zarekwirowania statku kosmicznego istot pozaziemskich. Powodzenie takiej akcji byłoby
wydarzeniem stulecia, gdyż dzięki jego wysoko zaawansowanej technice mogliby z łatwością
opanować cały świat. Wystarczy tylko popatrzeć, co wyczyniają służby wywiadowcze
różnych krajów, aby zapewnić przewagę swoim mocodawcom. Nawet jeżeli obcy przybysze
zachowają ostrożność i ich statek będzie uzbrojony, to i tak będą mieli wielkie szczęście, jeśli
uda im się odlecieć bez żadnego uszczerbku. Z drugiej strony pewni ludzie wszelkimi
sposobami staraliby się wykorzystać okazję i dowiedzieć różnych rzeczy od tych istot. Jak
jednak wiadomo, Plejadanie i nie tylko oni nie mogą ujawnić nam żadnych informacji
dotyczących swoich technologii, dopóki każdy nowy wynalazek wykorzystywany będzie
przez nas w celach militarnych. Obce istoty trzymają się ściśle tej zasady i odrzucają
wszystkie prośby i żądania Ziemian w tej kwestii. Co to oznacza, nie trudno przewidzieć.
Nawet gdyby próbowano wydrzeć od nich te tajemnice siłą, istoty pozaziemskie potrafiłyby
się przed tym obronić. Ich mentalność i szlachetne usposobienie nakazują im jednak unikać
sytuacji, które mogłyby doprowadzić do bezpośredniej konfrontacji, mimo ich zdecydowanej
przewagi militarnej.
5. Istnieje powszechne prawo, zgodnie z którym każdy człowiek niezależnie od rasy i
pochodzenia ma prawo do wolności fizycznej i psychicznej.
194
Żaden człowiek nie może być do niczego zmuszany i wszędzie i o każdej porze powinien
swobodnie i bez przymusu móc o sobie decydować. Dotyczy to wszystkich narodów. Ta
zasada nie mieszania się, to jest nieingerencji, jest doskonale znana istotom pozaziemskim i
przywiązują one do niej ogromne znaczenie. Co to ma jednak wspólnego z naszym tematem?
Otóż, takie nagłe objawienie swojego istnienia przez nie byłoby swego rodzaju ingerencją w
życie Ziemian, w których świadomości ich istnienie dopiero zaczyna się pojawiać jako
mglista możliwość.
6. Zdaniem Plejadan ludzie zbyt szybko straciliby zainteresowanie istotami pozaziemskimi,
gdyby ich istnienie zostało nagle, w jednej chwili całkowicie potwierdzone. Człowiek ma taką
psychikę, że potrzeba mu stałej stymulacji, nieustannego dawkowania niezwykłości, aby
utrzymać jego zainteresowanie jakąś sprawą przez dłuższy czas. W dawnych czasach było
inaczej, wtedy przekonywano ludzi przy pomocy tak zwanych cudów. Dzisiaj jest wręcz
odwrotnie — do prawdy dociera się poprzez własne rozważania i przemyślenia, a nie przy
pomocy zmysłów, bowiem ludzie wiedzą już, że są rzeczy, które istnieją, mimo iż ich nie
widzimy i nie słyszymy.
7. Plejadanie i ich sprzymierzeńcy, którzy już od wielu lat zaangażowani są w sprawy Ziemi
podlegają w mniejszym lub większym stopniu zaleceniom Wysokiej Rady, która zgadza się na
oficjalne masowe lądowanie jedynie wtedy, gdy istnieją ku temu odpowiednie warunki. Jeśli
o nas chodzi, to nie osiągnęliśmy jeszcze odpowiedniego poziomu rozwoju. Poza tym nie
jesteśmy jeszcze na tyle „ucywilizowani", aby stać się równoprawnym członkiem kosmicznej
federacji. Tak więc przede wszystkim od nas zależy, kiedy nastąpi Wielkie Lądowanie. Póki
co lepiej dla nas, że obce istoty kontaktują się tylko z wybranymi przez siebie osobami i
poprzez nie powoli oswajają nas ze swoim istnieniem i tym, że nieustannie odwiedzają nas.
Im szybciej otworzymy się na to, tym szybciej nastąpi to niezwykłe wydarzenie — oficjalne
lądowanie istot pozaziemskich na Ziemi.
Abstrahując od tego wszystkiego w roku 1979 Plejadanie zadeklarowali chęć nawiązania
kontaktu z jednym z ziemskich rządów, lecz jedynie poprzez swojego łącznika, to znaczy
Billy'ego. Służba wywiadowcza tego kraju zgodziła się nawet pełnić rolę pośrednika, lecz
niestety to zaplanowane przedsięwzięcie nie doszło do skutku z powodu nieodpowiedzialnego
postępowania niektórych polityków, którym albo zabrakło wyobraźni, albo po prostu nie
chcieli przyjąć warunków postawionych przez Plejadan. Wręcz nie sposób wyobrazić sobie
szkód, jakie wywołała głupota i krótkowzroczność tych polityków.
195

XI MATERIAŁ FOTOGRAFICZNY BILLY’EGO


W celu uzyskania dowodów na autentyczność swoich kontaktów Billy otrzymał od swoich
pozaziemskich przyjaciół zgodę na wykonywanie zdjęć i kręcenie filmów. Łącznie wykonał
kilkaset rewelacyjnych zdjęć oraz osiem niezwykłych ujęć filmowych przedstawiających
różnego rodzaju pojazdy pozaziemskie widziane w ciągu dnia i w nocy oraz ślady ich
lądowań.
Bez przesady można stwierdzić, że materiał fotograficzny Billy'ego jest nie tylko najlepszy,
ale i najobszerniejszy. I co najważniejsze nie są to ujęcia przypadkowe. Wszystkie zdjęcia
będące w dyspozycji FIGU wykonane zarówno przez Billy'ego, jak i jego przyjaciół oraz
znajomych zostały zrobione wyłącznie za zgodą istot pozaziemskich. Informacje o tym, gdzie
i kiedy można fotografować lub filmować ich statki, Billy otrzymywał od nich telepatycznie.
Z wyjątkiem zdjęć wykonanych w kosmosie prawie wszystkie pozostałe powstały na
Przedgórzu Zürychskim, to znaczy na łąkach i polach położonych w pobliżu miejsca
zamieszkania Billy'ego w Hinwil, a potem Hinterschmidruti.
Celem ich wykonywania nie był zamiar wzbudzenia sensacji, ale jak już wspomniałem,
zgromadzenie odpowiednio dobrego materiału fotograficznego i filmowego mającego
stanowić potwierdzenie autentyczności jego kontaktów. Są one nie tylko cennym materiałem
poglądowym stanowiącym uzupełnienie jego tekstów, ale również potwierdzeniem tkwiącej
w nich prawdy. Poza tym stanowią także swego rodzaju przynętę dla osób, które
196
poprzez ufologię starają się dotrzeć do duchowej istoty rzeczy, bowiem duchowe wartości, co
chciałbym szczególnie podkreślić, są w gruncie rzeczy ważniejsze od wszystkich spraw
ufologicznych razem wziętych.
1. Trudności podczas fotografowania i filmowania
Fotografowanie oraz filmowanie utrudniały Billy'emu w mniejszym lub większym stopniu
następujące rzeczy:
1. Brak jednej ręki.
2. Z braku odpowiednich funduszy nie najlepszy aparat fotograficzny. Używał
najłatwiejszego w obsłudze aparatu, jaki udało mu się zdobyć
- OLYMPUS-35 ECR z przesłoną 1:2,8, ogniskową 42 mm i stałym czasem naświetlania
1/100 sekundy.
3. Różnego rodzaju niepożądane promieniowania, które normalnie nie występują w
przypadku fotografowania ziemskich obiektów latających.
a) W ciągu jedenastoletniego okresu kontaktowania się z Billym (28.1.1975-29.1.1986)
Plejadanie używali pojazdów zwanych przez nich od ich napędu statkami promiennymi.
Statki te emitowały do otoczenia szkodliwe dla materiałów fotograficznych promieniowanie,
zaś ich unowocześniony typ, wielokrotnie fotografowany i filmowany przez Billy'ego,
wysyłał na zewnątrz siebie niezwykle intensywne promieniowanie magnetyczne.
b) Niewidzialny ekran ochronny rozciągający się w odległości około 90 m od statku, który
zniekształcał wszystkie przeszkody (inne obiekty latające, meteoryty etc.) znajdujące się poza
nim, a także wszystko, co znajdowało się wewnątrz niego. Dopiero jego wyłączenie umoż-
liwiało robienie zdjęć ze zbliżenia, to jest z odległości mniejszej niż 90 metrów (patrz zdjęcie
nr 63).
c) Istniejące wewnątrz statku Plejadan promieniowanie, które zmniejsza jakość
wykonywanych z niego zdjęć do tego stopnia, że bez specjalnego urządzenia mija się to z
celem. Specjalnie dla Billy'ego Plejadanie sporządzili odpowiednią płytkę dyfrakcyjną, dzięki
której mógł je wykonać, jednak ich jakość mimo to była nie najlepsza.
d) Inne rodzaje promieniowań występujące w kosmosie oprócz wyżej wymienionych. Nawet
promieniowania pochodzące z naszego układu słonecznego mają pewien wpływ na jakość
zdjęć, jak to miało miejsce podczas nocnej demonstracji w czerwcu 1976 roku.
Wszystkie te czynniki w znacznym stopniu utrudniały fotografowanie i zmniejszyły jakość
produktu końcowego, to jest zdjęć, slajdów oraz
197
filmów. W związku z tymi promieniowaniami Billy musiał przełknąć niejedną gorzką
pigułkę, zwłaszcza na początku, gdy nie miał jeszcze o nich pojęcia. Pewnego dnia zdarzył się
na przykład przykry wypadek, kiedy to jego aparat fotograficzny nagle eksplodował, w
wyniku czego całkowitemu zniszczeniu uległ światłomierz. Dlatego właśnie zdjęcia
wykonywane z bliskiej odległości stanowią w zbiorze Billy'ego mało znaczący margines.
Inne nieprzyjemne zdarzenie miało miejsce kilka lat później, w roku 1981, gdy Billy jechał
swoim minitraktorem z przyczepionym do niego domkiem kempingowym, aby sfotografować
statek Plejadan nazwany później statkiem-tortem. Gdy zbliżył się do niego na niewielką
odległość, jego silne pole magnetyczne tak namagnesowało traktor, że nastąpiło uszkodzenie
jego zapłonu. Nie mogąc usunąć tej usterki, Semjase wezwała na pomoc Quetzala, który
musiał ściągnąć odpowiednie narzędzia, aby dokonać naprawy.
Co więcej, warte łącznie 550 franków szwajcarskich kasety z filmami poddane działaniu tego
silnego pola stały się całkowicie bezużyteczne. Quetzal obejrzał je dokładnie i stwierdził, że
musiałyby posiadać specjalny płaszcz ochronny o grubości 6,11 mm, aby były zabezpieczone
przed nim w stu procentach. W przyszłości więc Billy powinien przechowywać te kasety w
ołowianej skrzynce i raczej nie zbliżać się za bardzo do tego statku.
Robione z bliskiej odległości zdjęcia statku-tortu unoszącego się nad parkingiem przed
Centrum w Hinterschmidruti wyszły tylko dlatego, że Billy wykonał je z wnętrza wozowni i
przez bardzo grubą szybę (patrz zdjęcie nr 23).
Zdjęcia niezbyt ostre i zamazane, to też rezultat oddziaływania na błonę filmową jakiegoś
promieniowania. Tego rodzaju zdjęcia wykazują zmiany kolorów, zniekształcenia, odbicia
lustrzane podobne do fatamorgany, boczne przesunięcia oraz zmiany odległości. Przy zbyt
dużym zbliżeniu statku Plejadan do jakiegoś obiektu (np. drzewa) na zdjęciu może być ono
przesunięte lub mieć zupełnie zdeformowany kształt. Efekt ten może być tak silny, że sam
statek sfotografowany ze zbyt bliskiej odległości wygląda na przykład jak mgiełka (patrz
zdjęcie nr 63). Może się również zdarzyć w takich przypadkach, że jego kontury stają się
częściowo asymetryczne lub nawet przybierają kształt linii falistych. Te niezwykłe efekty
pojawiły się tylko na tych zdjęciach, podczas których wykonywania nie zachowana została
bezpieczna odległość.
Przy ocenie tego rodzaju zdjęć uszkodzonych promieniowaniem niezwykle ważna jest
znajomość prawdziwych przyczyn, dzięki czemu uniknąć można fałszywych wniosków.
199
4. Obecność innych ludzi. Fotografowanie w ciągu dnia w pobliżu osiedli było prawie
niemożliwe, ponieważ trudno było ustrzec się od ciekawości innych ludzi, którzy od czasu do
czasu zbliżali się do niego, aby zobaczyć, co robi. To utrudnienie było bez wątpienia naj
dokuczliwszy m ze wszystkich podczas fotografowania.
2. Ułatwienia
Mimo niezliczonych utrudnień zgromadzony przez Billy'ego materiał fotograficzny nie ma
sobie równego na całej naszej planecie i to zarówno pod względem ilości, jak i jakości. Dzięki
życzliwości Plejadan Billy miał przywileje, których nie posiadał żaden inny Ziemianin. Jak
już wspomniałem, jego zdjęcia nie są przypadkowymi ujęciami.
Było to możliwe również dzięki temu, że Billy miał z reguły wystarczająco dużo czasu na
poczynienie odpowiednich przygotowań, co w przypadku zdjęć przypadkowych nigdy nie ma
miejsca. Ponadto Plejadanie urządzali sesje zdjęciowe w miejscach, w których ich obiekty
mogły być dobrze widoczne w zasięgu obiektywu aparatu fotograficznego, unosząc się w
powietrzu i znajdując się w odpowiedniej odległości.
Istotnym ułatwieniem była umiejętność Plejadan ochrony swoich statków przed lokalizacją
zarówno optyczną, akustyczną, jak i radarową. Jej potwierdzeniem jest fakt, że mogą oni
startować lub lądować w dowolnym miejscu i o dowolnej porze, nie będąc przez nikogo
widzianymi. Jest to bardzo cenna umiejętność, zwłaszcza kiedy chce się ukryć swoją
obecność. Ich motto w tej kwestii brzmi: „Im mniej widzów, tym lepiej, a najlepiej żadnych!"
Stosowanie sektorowych ekranów ochronnych pozwalało Billy'emu fotografować ich statki w
ciągu dnia i w bliskim sąsiedztwie ludzkich siedzib. Sektorowe ekrany ochronne przede
wszystkim osłaniały statek w taki sposób, że był on niewidoczny dla radarów oraz
niesłyszalny. Jednocześnie znajdował się w nich wąski przesmyk, poprzez który był on
widzialny wzrokowo i mógł być fotografowany. Obserwowany z innego miejsca był
całkowicie niewidoczny.
W pewnych sytuacjach, chcąc uniknąć lokalizacji Plejadanie używają tak zwanej „czapki
niewidki", to znaczy na wszystkie obiekty otoczenia nakładają niewidzialny półkulisty ekran
energetyczny. Bez niego Billy mógłby w ogóle zapomnieć o fotografowaniu.
Mimo tych wszystkich zabezpieczeń od czasu do czasu w pobliżu Billy'ego pojawiają się
jednak przygodni widzowie. Aby mógł on fotografować w spokoju w ciągu dnia, należałoby
w zasadzie odizolować całą
199
okolicę, co z oczywistych przyczyn na zawsze pozostanie jedynie pobożnym życzeniem. W
zasadzie Plejadanie byliby w stanie nie dopuszczać postronnych osób do miejsc, w których
ma miejsce fotografowanie, aby je w ten sposób zdecydowanie ułatwić, lecz jest to
niemożliwe ze względu na prawo nieingerencji, gdyż niedopuszczanie ludzi do tych miejsc
byłoby stosowaniem wobec nich przymusu. Aby uniknąć zauważenia, nie pozostaje więc im
nic innego jak chwilowo zniknąć. W tym celu używają oni teletransmitera.
3. Różne opinie i oszczerstwa na temat zdjęć i filmów Billy'ego
Gdy w różnych artykułach prasowych opublikowano zdjęcia Billy'ego wprawiły one w
zakłopotanie wielu fachowców na całym świecie. Żaden inny przypadek związany z UFO nie
wywołał tyle zamieszania i nie wzbudził tyle emocji, co ten. To, co jedni z pewnym
zdziwieniem i podziwem przyjmowali do wiadomości, inni odrzucali kategorycznie jako
fałszerstwo. Okazało się, że najwięcej przeciwników swojego przypadku ma Billy w kręgach
ufologicznych, które z miejsca okrzyknęły go oszustem.
Mimo iż w miarę upływu czasu część jego przeciwników zmieniła zdanie po zapoznaniu się z
wynikami badań naukowych (patrz rozdział XII), to jednak wielu z nich nadal zaciekle broni
swoich błędnych poglądów wprowadzając jednocześnie w błąd innych. Dlatego też nie
jesteśmy w stanie przewidzieć, gdzie i kiedy wystartuje nowa grupa jego antagonistów.
Ponieważ te ataki najczęściej oparte są na fałszywych informacjach dotyczących zdjęć i
filmów Billy'ego, chciałbym rzucić nieco światła w ten ciemny i zawiły labirynt błędnych
opinii. Jestem jednocześnie całkowicie świadomy faktu, że jest to swego rodzaju syzyfowa
praca, biorąc pod uwagę trudności i argumenty, które niejednokrotnie bardziej przemawiają za
naszymi wrogami niż za Billym.
4. Nieustanne kradzieże
Zdaniem Billy'ego z około 100 negatywów, z których każdy zawiera po 36 klatek, prawie
połowa zdjęć była całkiem udana. Z tych około 1500 zdjęć do chwili obecnej pozostało
jednak jedynie 700. Reszta, to jest ponad połowa, z biegiem lat zaginęła bezpowrotnie. W
tych rachunkach pominąłem zdjęcia z kosmosu wykonane przez Billy'ego podczas jego
pięciodniowej podróży po wszechświecie. Jak oświadczył, większość z nich została
uszkodzona przez promieniowanie kosmiczne, w związku z czym są bezwartościowe. Jakość
innych waha się natomiast od przeciętnej do dobrej, niektórych jest nawet bardzo dobra.
200
Billy nie posiada obecnie ani jednego zdjęcia z kosmosu. Przyznaję, że brzmi to
nieprawdopodobnie. Sam bym w to nie uwierzył, gdybym nie przekonał się osobiście, że coś
takiego jest możliwe. Otóż byłem świadkiem, jak w ciągu jednej nocy z jego zbioru zginęło
bez śladu ponad 100 zdjęć.
Wszystko to tworzy razem stosunkowo smutny bilans. Poza tym jest w tym pewien paradoks,
bowiem z jednej strony przedstawia się Billy'ego jako mistrza mistyfikacji, z drugiej zaś jego
zdjęcia okazują się na tyle cenne, że wiele osób decyduje się na ich kradzież, mimo iż „są z
całą pewnością sfałszowane".
Pomijając te kradzieże, zastanawiające są również wysiłki pewnych kręgów osób, które
często dużym nakładem sił i środków starają się podważyć wiarygodność Billy'ego, a jego
kontaktom przypiąć etykietę „największego oszustwa w historii ufologii".
5. Manipulacje obcych osób
Według Semjase pewne kręgi osób nie skąpiły czasu i pieniędzy na spreparowanie fałszywych
zdjęć Billy'ego, które zostały sporządzone tak doskonale, że przy ich pobieżnym oglądaniu
nie sposób cokolwiek zauważyć. Dopiero dokładniejsza obserwacja pozwala dostrzec tę
manipulację.
Plejadanie poinformowali Billy'ego, że celem tych fałszywych zdjęć jest zniszczenie jego
wiarygodności.
Wiele wskazuje na to, że nie wszystkie fałszywe zdjęcia zostały sprawdzone przez ekspertów
dokładnie, bowiem w ich analizach można stwierdzić różne nieścisłości. Bo czym można
wytłumaczyć fakt, że dorysowana na jednym zdjęciu cienka nitka służąca rzekomo do
zawieszenia pojazdu kosmicznego znajduje się nie tylko w niewłaściwym miejscu, lecz
pojawia się również w innych. Można to wytłumaczyć na przykład tym, że podczas
wykonywania powiększeń komputerowych powstają pewne zniekształcenia wywołujące
wrażenie, że sfotografowany obiekt (model) zawieszony jest na kilku nitkach. Z pewnością
istnieje jeszcze wiele innych możliwości powstawania takich przypadkowych dowodów
mogących prowadzić do błędnych wniosków.
Przy tej okazji muszę zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz potwierdzającą fakt, że maczał w
tym ktoś swoje palce. Chodzi o to, że Billy nigdy nie wiedział, czy po wykonaniu zdjęć
wracały do niego oryginały negatywów, czy tylko ich kopie. Wiele wskazuje na to, że z
zasady dostawał właśnie ich kopie.
6. Podwójne ekspozycje
Podrozdział ten chciałbym zacząć od pisemnej wypowiedzi znanego badacza zjawiska UFO:
201
Pan H.J. [byty członek grupy] relacjonując swoje przeżycie z 19-20 marca 1975 roku
powiedział miedzy innymi: „...nazajutrz Billy przeprowadził z tą grupą i kilkoma dziećmi
eksperyment w pobliżu Baretswil, który polegał na sfotografowaniu obecnych tam osób na
filmie, na którym sfotografował wcześniej model. Nam powiedział natomiast, że chciał
sfotografować niewidoczny dla nas, unoszący się w powietrzu pojazd kosmiczny".
W tym samym tonie wypowiedział się w roku 1979 na łamach jednego z pism ufologicznych
po odwiedzeniu pana H.J. pewien wiedeński ufolog:
H.J. pokazał nam zdjęcia, na których stoi w grupie osób, nad którą unosi się NOL, który mógł
sfotografować tylko Meier.
Sprawa owej rzekomej „podwójnej ekspozycji" wygląda następująco. Będąc stale
atakowanym przez różnych niedowiarków, do których należał również pan H.J., Billy
postanowił przeprowadzić w końcu eksperyment mający udowodnić, że Plejadanie posiadają
umiejętność tworzenia ekranów ochronnych czyniących ich statki niewidzialnymi i
niewykrywalnymi.
W tym celu 20 kwietnia (a nie 20 marca, jak błędnie podano) 1975 roku Billy zebrał grupę
kilku osób składającą się z 4 mężczyzn, 2 młodych kobiet oraz dwójki małych dzieci i udał
się z nią około godziny 10. na górę Jakobsberg-Allenberg w pobliżu Baretswil. (Postąpił
wbrew zakazom Pleja-dan zabraniającym mu sprowadzania ze sobą obcych osób). Jeden z
mężczyzn z grupy miał ze sobą film Kodaka i na oczach wszystkich podał go Billy'emu, który
włożył go do aparatu i oddalił się, aby sfotografować statek Plejadan. Cała grupa
obserwowała Billy'ego, nie widząc unoszącego się nad sobą statku Semjase, który był
niewidoczny dzięki sektorowemu ekranowi ochronnemu. Po wykonaniu zdjęć Billy zwrócił
film właścicielowi, który wysłał go do wywołania i jako pierwszy oglądał gotowe zdjęcia,
zanim przekazał je Billy'emu.
Do tego momentu wszystko przebiegało zgodnie z planem i wszystko byłoby jak należy,
gdyby nie wmieszała się w to Semjase, która w jakiś sposób rozmyślnie podziałała na film
jeszcze przed jego wywołaniem w celu zniszczenia wykonanych przez Billy'ego zdjęć.
Zniszczeniu uległa część filmu. Na pozostałej jego części zachowało się jedynie kilka roz-
mazanych ujęć wyglądających na podwójną ekspozycję (patrz zdjęcie nr 64). W związku z
tym nasuwa się pytanie, dlaczego to zrobiła? Zrozumienie jej motywacji może nie być łatwe
dla wielu Ziemian, co jest kolejnym
202
dowodem na to, że Plejadanie z racji wyższego poziomu rozwoju ewolucyjnego myślą i
postępują inaczej, niż byśmy tego od nich oczekiwali.
Z powodu zupełnie nielogicznego postępowania Billy'ego polegającego na sprowadzenia na
miejsce kontaktu obcych osób Semjase straciła kontrolę nad swoim postępowaniem. Z
początku dopuściła do fotografowania, a potem gdy doszła do siebie, usiłowała zniszczyć tę
część filmu, na której były te osoby, co się jej zresztą udało tylko częściowo, gdyż omyłkowo
uszkodziła inną część filmu. Dlatego też zdjęcia z tymi osobami, które w końcu trafiły do
Billy'ego, były niewyraźne i częściowo prześwietlone.
Dla lepszego zrozumienia tego skomplikowanego przypadku przytaczam fragment rozmowy
Billy'ego z Asket i Semjase zaczynający się po tym, jak przedstawił im on sprawę z tymi
zdjęciami (kontakt 32, 8 września 1975 roku).
ASKET: Tak było, Semjase?
SEMJASE: Nie wiedziałam, że Billy może całkiem świadomie postępować tak nielogicznie.
[Asket śmieje się] Asket, i ty się z tego śmiejesz.
ASKET: Ta sytuacja ubawiła mnie. To nielogiczne postępowanie musiało rzeczywiście
wyprowadzić ją z równowagi. Co właściwie zrobiłaś?
SEMJASE: Nie rozumiem, jak mogłam postępować tak nielogicznie.
BILLY: Jeszcze przed wywołaniem zniszczyła jakimiś promieniami mój film.
ASKET: Ale dlaczego? Jeżeli z jakiegoś powodu nie chciałaś dopuścić do wywołania tych
zdjęć, to dlaczego w ogóle się tam pojawiłaś. Dlaczego po prostu nie odleciałaś stamtąd? To
rzeczywiście nielogiczne, najpierw pozwalasz na fotografowanie swojego statku, a potem
niszczysz zdjęcia.
SEMJASE: Powiedziałam przecież, że sama tego nie pojmuję. Rzeczywiście straciłam
kontrolę nad swoim działaniem. I zupełnie tego nie rozumiem.
BILLY: Nie denerwuj się tym, Semjase. Widocznie straciłaś głowę. To może przytrafić się
każdemu.
SEMJASE: Z pewnością masz rację. Z pewnych powodów nie chciałam, żebyś fotografował
tę grupę ludzi, lecz mimo to zezwoliłam na to, żebyś zobaczył i sfotografował mój statek. To
był mój błąd. Następnie w niezrozumiałym dla mnie zdenerwowaniu wyświetliłam przed
twoim aparatem krajobraz, który widziałam ze swojego statku. Nie zauważyłeś tego, ponie-
waż byłeś zbyt pochłonięty robieniem zdjęć. Była to podobna projekcja do tej z tamtymi
trzema twoimi przyjaciółkami. [Chodzi tu o trzy osoby widniejące na pewnym zdjęciu w
miejscu, w którym w rzeczywistości nie stały. Zdjęcie to jest jednak bardzo niewyraźne, a te
osoby prawie nieroz-
203
poznawalne.] Dlatego też na twoich negatywach są widoczne dwa różne nakładające się na
siebie obrazy [jak przy podwójnej ekspozycji]. Następnie w trakcie tej projekcji wysłałam
wiązkę światła, aby prześwietlić twój film, co z niezrozumiałych względów nie udało mi się.
To światła wywołało jedynie efekt przypominający podwójną ekspozycję - - nie zniszczyło
samych zdjęć, ale sprawiło, że straciły ostrość. W końcu na krótko przed wywołaniem filmu
wysłałam eliminatora, aby zniszczył film. Ze zdenerwowania zaprogramowałam go jednak
odwrotnie, niż chciałam, i w rezultacie uszkodzona została nie ta co trzeba część filmu. Tak to
właśnie wyglądało.
ASKET: Rzeczywiście postępowałaś bardzo nielogicznie. Przyczyną tego może być fakt, że
spotkałaś się z całkowicie nielogicznym postępowaniem z drugiej strony, na które nie byłaś
przygotowana. To doprowadziło w twoim wyłącznie logicznie rozumującym umyśle do
swego rodzaju spięcia, które wywołało tę reakcję łańcuchową.
SEMJASE: Zapewne tak było.
BILLY: To przecież zrozumiałe: człowiek, który rozumuje tylko logicznie, nie jest w ogóle w
stanie wyobrazić sobie nielogicznego postępowania. Jeżeli styka się z czymś takim, nie
potrafi sobie z tym poradzić. I w końcu w jego postępowanie wkrada się chaos. A ten
prowadzi do błędnych wniosków i takiegoż działania.
ASKET: Wyjaśniłeś to bardzo precyzyjnie.
SEMJASE: Tak, teraz to rozumiem. Bardzo trudno jest postępować zgodnie z regułami, do
których nie jest się przyzwyczajonym.
BILLY: Masz rację Semjase, lecz uważam, że byłoby bardzo dobrze dla ciebie i innych,
gdybyście zbadali i wypróbowali ten sposób rozumowania. Logika może stać się
niebezpieczną pułapką, kiedy ma do czynienia z nielogicznymi strukturami. Jestem zdania, że
logika i nielogika muszą współgrać ze sobą, bowiem uzupełniają się nawzajem.
ASKET: Tak właśnie jest.
SEMJASE: Muszę się więc jeszcze wiele nauczyć w tej materii.
ASKET: Masz do tego dobrego mistrza, jak by powiedzieli Ziemianie.
SEMJASE: To prawda, nauczyłam się już od niego wielu rzeczy. Właściwie to bardzo
dziwne, jak różne mogą być opinie o danym człowieku. Billy w każdym razie miał dobre
chęci, ale pomylił się co do mnie, gdyż w końcu wszystko obróciło się przeciwko niemu. Z
powodu tego prześwietlenia jego antagoniści zarzucają mu teraz, że to jego robota.
W dalszej części rozdziału przedstawiam najbardziej znane i najczęściej wysuwane pod
adresem Billy'ego zarzuty dotyczące jego materiału fotograficznego.
204
7. Zarzuty wobec niektórych zdjęć Billy'ego
7.1. Zbliżenie — zdjęcie nr 65
(spoczywający na ziemi statek po wylądowaniu 27 lutego 1975 roku w Jakobsberg-
Allenberg/Bettswil, Baretswil) Zarzuty:
a) Fotograf celowo odciął dolną część NOLa, aby uniemożliwić identyfikację modelu.
(Dokumentacja V — dowód B)
b) Dolna część zdjęcia została odcięta, jak gdyby nie chciano pokazać czegoś, na czym
spoczywał model, co określono jako mrowisko. (Dokumentacja K — str. 25)
Odpowiedź:
Zdaniem Billy'ego na oryginalnym negatywie pod statkiem widoczne były 3 podpory, na
których spoczywał on stojąc na Ziemi. Ktoś rozmyślnie odciął dolną część tego zdjęcia, po
czym wykonał powiększenia statku.
Zarzuty:
c) Zdjęcie nr 65 pokazuje, że prymitywny model statku wykonany został z grubego kartonu,
czego dowodzi jego grubość i prymitywne cięcia widoczne na krawędzi, na której założone są
na siebie oba stożki. Górny stożek odchylony jest w bok, zaś przyklejone krawędzie po lewej
i prawej stronie wykrzywiają się ku górze. (Dokumentacja V — dowód B)
d) Karton, z którego wykonany jest model, jest pofalowany, co można stwierdzić
przykładając do brzegu linijkę.
Odpowiedź:
Zdjęcie to należy do najlepszych, jakie mógł wykonać Billy ze statku Plejadan. Następstwem
zbytniego zbliżenia się do tego pojazdu był wypadek, w wyniku którego zniszczeniu uległ
światłomierz w jego aparacie marki Olympus. Faliste kontury sfotografowanego pojazdu są
wynikiem emitowanego przezeń intensywnego promieniowania.
Zarzut:
e) Biegnący wzdłuż obwodu widocznego na zdjęciu spoczywającego na ziemi statku pas
wykazuje zagadkowe podobieństwo do pasów noszonych przez chłopów mieszkających w
okolicy, w której mieszka Meier. Poza tym wykazuje on niezwykłe podobieństwo do sznura
używanego do zawieszania zwierzętom dzwonków.
Odpowiedź:
Komentarz zbędny.
205
7.2. Wyrzucone zdjęcia — zdjęcie nr 67
Zarzut:
„...należy stwierdzić, że widniejący na zdjęciu obiekt przypomina nieco zniekształcony
kapelusz noszony przez szwajcarskich chłopów". Z kolei tekst towarzyszący zdjęciu
zamieszczonemu pod spodem mówi: „Jest to odtworzone nadpalone zdjęcie znalezione w
pobliżu farmy Meiera. Ma ono rzekomo przedstawiać statek Plejadan, który wylądował na
podwórzu Meiera". (Dokumentacja K — str. 25)
Odpowiedź:
O tak zwanych wyrzuconych, nie udanych zdjęciach krąży wiele plotek. W rzeczywistości
było tak. Pewnego dnia w roku 1975 Billy otrzymał od Semjase na kilka dni metalowy model
statku promiennego do sfotografowania, aby na podstawie jego zdjęć mógł sam sobie zrobić
taki model, jednak to przedsięwzięcie nigdy nie doszło do skutku. Negatywy tych zdjęć trafiły
nieopatrznie do kosza na śmieci, które zostały następnie wrzucone do pieca. Żona Billy'ego,
Kalliope, wygrzebała je z popiołu i mimo iż były nadpalone zachowała je. Jak to się jej udało,
nie mam pojęcia. Osobiście znam tylko jedno dobre zdjęcie modelu wykonane przez Billy'ego
(patrz zdjęcie nr 67). Na nieszczęście inne gorsze zdjęcia dostały się w obce ręce i
wykorzystywane są teraz do jego atakowania.
7.3. Fabryka modeli Billy'ego — zdjęcie nr 67
(jedyne udane zdjęcie modelu) Zarzuty:
a) Statek Semjase spoczywający na śniegu. Sfotografowana jego część nie jest dłuższa niż l
,5 metra. Ów widoczny na zdjęciu siedmiometrowy pojazd to przejaw partackiej roboty.
Brzeg jego stożkowatej powierzchni nie wygląda, aby był on ze stopu miedzi i srebra, jak to
twierdził Billy. Wygląda raczej na brzeg kartonu. (Dokumentacja V — dowód C)
b) Według danych zamieszczonych w publikacjach Meiera ów statek ma średnicę 7 metrów.
Analiza fotograficzna wykazuje jednak, że wynosi ona nie więcej niż l metr. Jakość zdjęcia
przeczy, aby ów pojazd miał wielkość, o której mówi Meier. (Dokumentacja K — str. 27)
Odpowiedź:
W katalogu zdjęć FIGU fotografia ta figuruje jako zdjęcie modelu (numer katalogowy 63):
Zdjęcie statku po lądowaniu w śniegu. Ujęcie boczne. Zdjęcie
siedemdziesięciocentymetrowego modelu dostarczonego przez Semjase.
206
Jedyne, co mogę do tego dodać, to to, że w przypadku tego zdjęcia zawsze była mowa o
modelu, a nie o siedmiometrowym statku. Zarzut:
c) Od kiedy istnieją zdjęcia modelu, nieustannie krążą plotki, że wszystkie zdjęcia Billy'ego
przedstawiają wykonane własnoręcznie przez niego modele, które rzekomo odkryto w jego w
garażu. Odpowiedź:
Tego typu opinie świadczą o głupocie i niskich pobudkach głoszących je osób. Bardzo łatwo
jest paplać, że „Billy sam wykonał modele", wiedząc, że nie grozi za to kara, lecz gdyby
przyszło to udowodnić przed sądem, nie byłoby to już takie proste.
1. Jak już wspomniałem, we wrześniu 1975 roku Billy otrzymał od Semjase na kilka dni
blisko siedemdziesięciocentymetrowy metalowy model statku promiennego w celu
sfotografowania go, a następnie wykonania na podstawie tych zdjęć własnego modelu. Gdy
jednak doszło do tego zdarzenia z nie dopalonymi zdjęciami, Billy odstąpił od zamiaru
zbudowaniu tego modelu. Mimo to nadal słyszę od czasu do czasu zarzut, że przecież w
gabinecie Billy'ego wisi wspaniały model statku Plejadan. Wyjaśniam przeto, że jest to jeden
z dwóch modeli z tworzywa sztucznego o średnicy 42 centymetrów wykonanych przez
studentów z Hollywood, którzy sprezentowali mu jeden z nich. Kilka osób wykonało jego
zdjęcia. Jedna z tych osób trzymała go najpierw na uwięzi na kiju, a potem wypuściła w
powietrze. W tym czasie pozostali fotografowali go — również aparatem Bil-ly'ego — z
różnych odległości i pod różnymi kątami, a także z różnymi czasami naświetlania. Specjaliści
od komputerowej analizy fotografii bez trudu odróżnili je od prawdziwych zdjęć Billy'ego.
2. Billy musiałby pracować w modelarni studia filmowego, aby móc zrobić swoje zdjęcia,
gdyby w rzeczywistości przedstawiały one modele. Musiałby wykonać modele siedmiu
różnych typów statków — niektóre z nich nawet w kilku egzemplarzach — co wymagałoby
ogromnych środków oraz dużego nakładu pracy i czasu.
3. Każdy, kto zna warunki mieszkaniowe Billy'ego w Hinterschmidrüti, musi przyznać, że nie
mógł on tam wykonać potajemnie żadnych modeli, jako że nieustannie kręci się tam dużo
ludzi.
4. Klejąc modele na wolnym powietrzu na Przedgórzu Zürychskim bardzo łatwo jest zostać
przyłapanym na tej czynności przez wszędobylskich przechodniów.
5. Preparowanie fałszywych zdjęć statków Plejadan byłoby niemożliwe bez pomocy innych
osób.
207
6. Żona Billy'ego od początku miała bardzo sceptyczne podejście do całej tej sprawy,
zwłaszcza że stale cierpiało z jej powodu ich życie rodzinne, i z uwagą śledziła działalność
swojego męża. Chociażby z tego względu Billy nie mógł sobie pozwolić na jakiekolwiek
oszustwo.
7. Jak twierdzi, nie wykonywał żadnych modeli statków kosmicznych ani nie zlecał ich
wykonania innym, a co za tym idzie, nie używał ich do robienia swoich zdjęć. Billy i jego
żona mogą w każdej chwili to potwierdzić — nawet przed sądem.
8. Zeznania świadków w sprawie zdjęć Billy'ego oraz wyniki ich badań świadczą na jego
korzyść (patrz początek następnego rozdziału). Wszelkie twierdzenia, jakoby ten czy ów
widział, jak Billy sam wykonał modele tych statków, a następnie ukrywał je w jakimś
budynku, są rozmyślnie szerzonym kłamstwem bądź nieporozumieniem wynikającym na
przykład z błędów w tłumaczeniu.
W nawiązaniu do owych rzekomych modeli chciałbym zacytować pewien zabawny list
skierowany do Billy'ego przez krytycznie nastawioną do niego anonimową osobę, która jest
wręcz rozbrajająca w swojej naiwności. Nadany został na dworcu w Stadeł niedaleko
Niederglatt.
Pan Eduard Billy Meier 8499 Schmidrüti, ZH
l marca 1983
W Blicku [szwajcarskie czasopismo] z 11 marca 1981 donosi pan
0 NOLu, który rzekomo wylądował 22 października 1980 o godzinie 22.10 w pańskim
ogrodzie.
Zamieszczone zdjęcie tego obiektu to naturalnie atrapa nie mająca nic wspólnego z
rzeczywistością. NOLe zostały już dzisiaj zdemaskowane
1 nazywają się NZA (Niezidentyfikowane Zjawiska Atmosferyczne). Nie jest Pan jedyną
osobą twierdzącą, że widziała NOLe. Na naszej planecie jest wielu kłamców głoszących tego
rodzaju opinie. Jeżeli ktoś kłamie tak jak Erich von Daniken i twierdzi, że ludzie pochodzą od
małp i bogów, to nie należy on do naszej planety.
Pewien profesor powiedział mi kiedyś: Jeżeli Daniken wierzy w to, co
pisze, to świadczy to o jego bardzo niskim poziomie intelektualnym,
a jeżeli nie wierzy w to, co pisze, i robi to tylko dla pieniędzy, to jest
zwykłym krętaczem.
Myślę, że ten profesor miał rację.
W pana przypadku nie jest tak źle. Po prostu otrzymał Pan w swoim
życiu dużą porcję głupoty i musi Pan ją „przeżyć". Niech Pan jednak
208
skończy kłamać o NOLach. To, co od czasu do czasu pojawia się na horyzoncie, to NZA,
ziemskie twory z pary, które utrzymują się przez pewien czas, a potem rozpływają w
powietrzu. Życzę Panu dużo dobrego w życiu i mam nadzieję, że nabierze Pan z czasem
rozumu.
Pozdrowienia do Schmidruti
7.4. Zdjęcie nr 66 lub 16
Legenda:
Lot demonstracyjny statku Semjase wokół mierzącej 14-16 metrów wysokości sosny, która
została potem zlikwidowana bez śladu przez Semjase (9 lipca 1975 roku, godzina 15.08,
Fuchsbüel-Hofhalden, Ober-balm/Wetzikon).
Są to jedne z najbardziej krytykowanych zdjęć Billy'ego. W kręgach ufologicznych od lat
rozpowszechniana jest plotka, że przedstawiają one wykonany przez niego, pomalowany
srebrną farbą model, który wodzony był na sznurku wokół miniatury drzewa. O używaniu
modeli wypowiedziałem się już wyczerpująco. Zarzut odnośnie tego cyklu zdjęć jest o tyle
niedorzeczny, że w tym przypadku Billy jako jednoręka osoba musiałby mieć pomocnika, co
jest z kolei wykluczone i to nie tylko w tym, ale i w innych przypadkach. Mimo usilnych
poszukiwań antagonistów Billy'ego do dzisiaj nie udało się im znaleźć ani jednej osoby
pomagającej mu przy preparowaniu tych rzekomych fałszerstw. Poza tym coraz częściej
głoszona jest opinia, że pojazd tej wielkości jest za mały, aby mógł zmieścić w swojej kabinie
trzy osoby. W związku z tym chciałbym podać cytat z relacji pana W.M. z Wiednia
opublikowanej w roku 1979:
Zdjęcie Meiera przedstawia małe drzewko, wokół którego porusza się NOL. Stwierdziliśmy,
że maksymalna odległość, z jakiej mógł je objąć aparat, wynosiła niespełna 7 metrów. Po
zrekonstruowaniu czubka drzewa okazało się, że jego wysokość wynosiła zaledwie 60 cm!
NOL Meiera, który miał mieć rzekomo 7 metrów średnicy, mógł mieć w tej sytuacji wielkość
jedynie zwykłego talerza.
Odpowiedź:
Jeżeli do oceny wielkości statku kosmicznego użyjemy drzewa jako
punktu odniesienia, wówczas nietrudno o popełnienie błędu. Średnica
209
korony widocznej na zdjęciu limby jest zbliżona do średnicy statku promiennego i wynosi
około 7 metrów. Wewnątrz statku tej wielkości jest wystarczająco dużo miejsca dla 3 osób. Po
wizji lokalnej przeprowadzonej w miejscu wykonania tych zdjęć nasunęły mi się następujące
wnioski:
1. Jeżeli przyjmiemy, że był to model wielkości talerza (średnica 26 cm) umieszczony przed
sześćdziesięciocentymetrowym drzewkiem, wówczas odległość między nimi i aparatem
fotograficznym mogłaby rzeczywiście wynosić tylko kilka metrów.
2. W rzeczywistości ta odległość wynosiła około 70-90 metrów w zależności od miejsca w
którym stał fotograf.
3. Nie są to zdjęcia wykonane z bliskiej odległości, o czym świadczą następujące przesłanki:
a) Pierwszym dowodem na to są występujące na pierwszym planie gałązki jodły. Jeżeli
porównamy je z ostro zarysowaną koroną drzewa, wokół której krąży statek, wówczas
otrzymamy różnicę w odległości. Odległość tych rozmytych gałązek od stanowiska fotografa
wynosi ponad 7 metrów (patrz zdjęcie nr 16).
b) Jeżeli porównamy gałęzie jedno- lub dwumetrowego drzewka sfotografowanego z
odległości kilku metrów z koroną limby, wówczas łatwo będzie można stwierdzić między
nimi różnicę (do wszystkich porównań wielkości i odległości muszą być używane kopie
oryginalnej wielkości, gdyż inaczej pomiar będzie błędny).
c) Ludzie znający się na drzewach (leśnicy, ogrodnicy) zgodnie stwierdzili, że w przypadku
tej sosny mamy do czynienia z dorodnym drzewem (limbą), a nie jakąś jego miniaturą.
d) Pomiary dokonane w miejscach lądowania statków Plejadan przez amerykańskich badaczy
potwierdziły dane dotyczące odległości i ich średnicy podawane przez Billy'ego.
e) Naukowe analizy zdjęć Billy'ego wykluczyły używanie przez niego do ich wykonywania
modeli.
Zarzuty:
a) „Jak wynika z publikowanych na ten temat informacji, widoczny na tych zdjęciach statek
kosmiczny krążył wokół drzewa. Szwajcarski urząd meteorologiczny podał, że tego dnia,
kiedy były one robione, prędkość wiatru wynosiła zaledwie 25 km/h. Jeśli przyjrzymy się
dokładnie chmurom na zdjęciu, to zauważymy, że zdjęcia musiały być wykonywane przez
dłuższy okres czasu niż kilka sekund, jak się twierdzi. Poza tym oględziny miejsca, w którym
wykonano te zdjęcia,
210
nie potwierdzają, jakoby rosło tam kiedykolwiek jakieś drzewo". (Dokumentacja K — str. 30)
b) „Jeżeli chodzi o prawdziwość tego cyklu zdjęć z drzewem, należy stwierdzić, że stała
zmiana kąta, z jakiego widać drzewo, oznacza, że fotograf (Meier) był w ciągłym ruchu, a nie
jak się twierdzi, stał w jednym miejscu i szybko wykonał 8 zdjęć przedstawiających owego
rzekomego NOLa krążącego wokół drzewa". (Dokumentacja K —str. 110) Odpowiedź:
Billy twierdzi, że w Oberbalm wykonał dwie różne serie zdjęć tej limby. Zdjęcia pierwszej
serii robione były ze statywu, natomiast drugiej - z ręki, pod różnymi kątami i z różnych
odległości. Ponieważ odstępy czasowe między wykonywaniem kolejnych zdjęć drugiej serii
wynosiły nie sekundy, ale minuty, dalsze wyjaśnienia są zbędne. Nic więc dziwnego, że
widoczne na kolejnych zdjęciach układy chmur różnią się od siebie, ponieważ jest to
normalne przy wietrznej pogodzie, zwłaszcza w górzystym terenie. Każdy fotograf wie o tym
doskonale. Jak już wspomniałem w rozdziale VII („Zagadkowa eliminacja jodeł"), Semjase
do lotów pokazowych wybierała pojedynczo rosnące drzewa, gdyż dzięki nim mogła łatwiej
przedstawić zwrotność swojego statku oraz jego wielkość. Poza tym ciemnozielona korona
drzewa bardziej podkreślała kontrast z jego błyszczącą metaliczną powłoką. Wyjaśniłem tam
również, dlaczego Plejadanie musieli zlikwidować łącznie 5 drzew. Limba w Oberbalm była
jednym z nich. Semjase dokonała jej całkowitej eliminacji łącznie z wymazaniem wspomnień
o niej. Krótko mówiąc, nikt poza Billym, nie pamięta obecnie, aby kiedykolwiek rosło tam
jakieś drzewo — nawet właściciel tego terenu. Ta niezwykła historia jest tak
nieprawdopodobna, że większość osób traktuje ją jak zwykłą bajkę.
Tak się jednak składa, że na niebie i ziemi zdarzają się rzeczy, których nasze umysły nie są
jeszcze w stanie pojąć. W tym konkretnym przypadku Plejadanie nie udzielili nam dalszych
wyjaśnień. Erranie pod względem technologicznym wyprzedzają nas o około 3500 lat, co
oznacza, że ta rzekoma bajka o jodłach nie jest aż taką utopią, jak by się mogło wydawać.
8. Zdjęcia kosmiczne Billy'ego
Szczególnym rozdziałem historii Billy'ego jest bezsprzecznie ten, który dotyczy zdjęć
kosmosu wykonanych przez niego w czasie podróży po wszechświecie, którą odbył na statku
Plejadan w lipcu 1975 roku.
211
Jak już podałem na wstępie tego rozdziału, jedynie niewielka ich część była jakościowo na
tyle dobra, że warto było zrobić ich odbitki. Kilka z nich było nawet bardzo dobrych — były
one jedyne w swoim rodzaju. Billy nie nacieszył się jednak nimi długo, bowiem z biegiem lat
wszystkie one zostały mu skradzione i w chwili obecnej nie posiada już ani jednego zdjęcia z
kosmosu. Na domiar złego wiele z nich wykorzystywanych jest do podważania jego
wiarygodności.
Prawdziwą przyczyną tych ataków jest jednak zawiść o to, że to Billy, a nie jakiś wybitny
uczony z NASA lub innej tego typu organizacji, dokpnał tak niezwykłej rzeczy, czego wielu
ludzi wciąż nie może pojąć; również błędne tłumaczenia i interpretacje, jak choćby ta
dotycząca „Oka Boga" (patrz podrozdział 8.2.).
Ponadto zdarza się, że w telewizji pokazywane są zdjęcia Billy'ego bez podawania źródła ich
prawdziwego pochodzenia. Najgorsze jest jednak to, że niektóre z elementów widocznych na
jego zdjęciach z tej podróży wystąpiły już przed laty w filmach popularnonaukowych oraz
scien-ce-fiction, na długo przed tym, jak je opublikował. Nic więc dziwnego, że wielu ludzi
zaczęło wątpić w ich autentyczność. Kulisy tego stanu rzeczy, których nie znał również Billy,
wypłynęły na światło dzienne jednak dopiero jakiś czas później.
Chodzi o to, że tak zwane Inteligencje Baawi (sprzymierzeńcy Erran) miały za zadanie
przekazać drogą inspiracji odpowiednim ludziom (malarzom, autorom filmów science-fiction
etc.) szereg wizerunków określonych miejsc, z których pewna część pokrywała się z tym, co
przedstawiały zdjęcia Billy'ego. Niestety, część tych inspiracji przekazano, zanim Billy zdążył
rozpowszechnić swoje zdjęcia.
Zdaniem istot pozaziemskich Ziemianie mieli być za pomocą tych inspiracji przygotowywani
na przyszłe wydarzenia. Nie wiem jednak, według jakiej zasady dokonano wyboru
wizerunków, które znalazły się również na zdjęciach Billy'ego.
Billy'emu postawiono zarzut, że jego zdjęcia nie są prawdziwe i że z całą pewnością
sporządził je z reprodukcji ilustracji zamieszczonych w różnych czasopismach i innych
publikacjach. Na naszych pozaziemskich przyjaciół podziałało to jak zimny prysznic, bowiem
okazało się, że ich wysiłki odniosły wręcz przeciwny skutek.
Sposób postępowania Inteligencji Baawi okaże się zrozumiały, jeśli choć trochę spróbujemy
wczuć się w ich styl rozumowania. Ponieważ obce są im takie pojęcia jak kłamstwo i
oszczerstwo, nie można im zarzucać, że błędnie ocenili sposób postępowania Ziemian. Gdyby
wiedzieli, jak negatywna będzie reakcja na ich starania, z całą pewnością nie podjęliby się
tego zadania.
212
Posługując się kilkoma zdjęciami z opracowania The Billy Meier Fraud (Oszustwo Billy
Meiera) chciałbym przedstawić bliżej kilka zarzutów kierowanych pod adresem Billy'ego.
8.1. Zdjęcie Semjase i Asket — zdjęcie nr 4
Zarzuty:
Zdjęcia z bliska Semjase i Asket z Plejad, wszechświat DAL. Po wykonaniu wielu udanych
zdjęć NOLi dziwnym zbiegiem okoliczności Billy nie był w stanie porządnie sfotografować
swoich pozaziemskich przyjaciółek Semjase i Asket. Powód: galaktyczne promieniowanie ich
ciał. W rzeczywistości:
a) owo promieniowanie to po prostu blef mający uzasadnić nieostre zdjęcie;
b) zdjęcie przedstawia dwie normalne Ziemianki z długimi włosami; kości policzkowe
Semjase, zarys podbródka oraz wygląd jej oczu odpowiada żonie Billy'ego po nałożeniu
peruki. (Dokumentacja V — dowód F)
Wypowiedź pana R.S.: „Widziałem zdjęcie tych dwóch kobiet. W.S. powiedział mi, że Meier
wyjaśnił mu, iż są to dwie kosmitki... Stwierdziłem, że mają bardzo silny makijaż. Zapytałem
o to W.S., ponieważ wydało mi się dziwne, że istoty pozaziemskie będące rzekomo dużo
bardziej rozwinięte od nas pod względem umysłowym uważają za konieczne poprawiać swój
naturalny wygląd. W.S. powiedział mi, że Meier oświadczył mu, iż żadna z nich przed
przybyciem na Ziemię, nigdy nie robiła sobie jakiegokolwiek makijażu. Gdy jednak
zobaczyły jak bardzo poprawia on wygląd kobiet, również i one zaczęły go robić".
(Dokumentacja K) Rozmowa między panami B.R. i D.: B.R.: Czy oni są podobni do ludzi?
D: Tak, wyglądają jak ludzie. Z wyjątkiem uszu — ich małżowiny uszne są wydłużone i
sięgają aż do policzków. Poza tym wyglądają jak ludzie. Te istoty pozaziemskie powiedziały
podobno Meierowi, że te wydłużone uszy znacznie zwiększają ich zdolność słyszenia.
Odpowiedź:
1. Zdjęcie, o którym mowa, wykonane zostało wewnątrz statku należącego do Asket i
przedstawia ją samą (z lewej) oraz jej przyjaciółkę Nerę (z prawej). Brak ostrości nie jest
wynikiem promieniowania ich ciał, lecz wynikiem warunków technicznych panujących
wewnątrz statku powodujących rozmycie obrazu.
213
2. Zdaniem Billy'ego pozaziemskie kobiety — przynajmniej te z nich, które zna — używają
wyłącznie cieni do oczu i ewentualnie farbują włosy. Wszystko inne jest wytworem
wyobraźni.
3. Twierdzenie, że Billy przebrał dwie Ziemianki za istoty pozaziemskie, z których jedna to
jego żona, Kalliope, w blond peruce, jest niedorzeczne. Nie bardzo sobie wyobrażam kogoś,
kto przy pomocy peruki chciałby udowodnić, że nosząca ją osoba jest istotą pozaziemską. Nie
widzę żadnego podobieństwa między wizerunkiem Asket (błędnie braną tu za Semjase) a
Kalliope, nawet bez blond peruki. Poza tym każdy, kto zna Kalliope, wie, że nigdy nie
wzięłaby udziału w jakimkolwiek oszustwie.
4. Jeśli chodzi o wydłużone małżowiny uszne Plejadan, jest to jedyna różnica anatomiczna
między tymi istotami pozaziemskimi a białą rasą Ziemian. Ich większa długość nie wpływa
ani trochę na to, że te istoty mają lepszy od nas słuch, zwłaszcza że są one dłuższe zaledwie o
około 2 cm.
8.2. Oko Boga (JHWH Mata) — zdjęcia nr 68 i 69
Zarzuty:
Oko Boga sfotografowane podczas lotu Billy'ego z Semjase do wszechświata DAL. Znaleźli
się wówczas bliżej stwórcy i uzyskali szansę sfotografowania jego jednego oka.
(Dokumentacja V — dowód G) Meier twierdzi, że sfotografował Oko Boga w centrum
wszechświata DAL. Zdjęcie to zostało zidentyfikowane przez ufologa Toma Gatesa jako
mgławica w gwiazdozbiorze Lutni. Meier twierdzi ponadto, że zdjęcia te były wykonane z
bliskiej odległości. Na pytanie, dlaczego nie sfotografował obu oczu Boga, odrzekł, że było to
niemożliwe, ponieważ w tym czasie mrugał on do jego koleżanki, Semjase. (Dokumentacja K
— str. 26) Odpowiedź:
1. Na zdjęciach, o których mowa, widoczna jest mgławica znajdująca się w gwiazdozbiorze
Lutni w naszej galaktyce nosząca w naszych ziemskich katalogach symbol M 57. Meier nigdy
nie twierdził nic innego.
2. Prezentowane przez krytyków zdjęcie nr 68 to marna kopia, ponieważ w centrum
mgławicy nie widać nawet znajdującej się tam gwiazdy. Ale właśnie to nadaje całości wygląd
olbrzymiego oka wpatrującego się w kosmos. Tym między innymi różni się zdjęcie Billy'ego
od wykonanych przez naszych astronomów.
3. Według Semjase mgławica M 57 stworzona została sztucznie poprzez zniszczenie
olbrzymiej gwiazdy. Plejadanie nazwali ją „Jszwjszmata" (JHWHMATA), co oznacza „Oko
Boga". Jej twórcą był wyjątkowo
214
barbarzyński człowiek noszący tytuł Jszwjsza (w skrócie JHWH), który nadał sobie sam.
Tytuł ten oznacza „króla mądrości" lub po prostu „boga". Jszwjsz to człowiek posiadający
więcej wiedzy i mądrości od innych sobie współczesnych. Nosić go może tylko ta osoba,
która sobie nań zasłuży. Jest więc całkowitym absurdem łączenie mgławicy M 57 nazywanej
przez Plejadan „Okiem Boga" z wszechmocną siłą stwórczą wszechświata.
8.3. Kolonia kosmiczna czy bariera wszechświata? — zdjęcia nr 70 i 71
Zarzuty:
Do tej samej kolekcji zdjęć, co wspomniane wyżej, należy również zdjęcie z nagłówkiem
„Who Owns the Copyright? Billy (Meier) or dr O'Neill?" Z lewej strony u góry znajduje się
zdjęcie Billy'ego przedstawiające barierę wszechświata, którą widział on osobiście i sfoto-
grafował podczas swojej podróży po wszechświecie w roku 1975, z prawej strony u dołu
natomiast kolorowa reprodukcja ilustracji przedstawiającej hipotetyczną przyszłą kolonię
kosmiczną. (Dokumentacja V) Komentarz do obu zdjęć. Masa obciążających dowodów
pochodzi od samego Billy Meiera. Twierdzi on, że jest to rysunek tunelu prowadzącego do
wszechświata DAL, którego średnica wynosi jego zdaniem 75-80 kilometrów, zaś długość 1,3
miliona kilometrów. Porównanie rysunku Meiera z ilustracją przedstawiającą wyobrażenie
wnętrza kolonii kosmicznej opartej na projekcie dr. G. O'Neilla oraz NASA, pokazuje, że oba
zdjęcia są identyczne. Ilustracja kolonii ukazała się w magazynie Smith-sonian w lutym 1976
roku, strona 62-69. (Dokumentacja K — str. 34)
Odpowiedź:
1. Lewe górne zdjęcie nie jest rysunkiem, lecz zdjęciem zrobionym przez Billy'ego w czasie
jego podróży po wszechświecie. Przedstawia ono tak zwany tunel, poprzez który statek
kosmiczny Plejadan pod dowództwem Jszwjsza Ptaaha przechodził z naszego wszechświata
do sąsiadującego z nim wszechświata DAL.
2. Prawe dolne zdjęcie jest reprodukcją kolorowej ilustracji wykonanej przez malarza
zainspirowanego przez Inteligencje Baawi. Dolna część ilustracji została z niewiadomych
przyczyn przerobiona przezeń na osadę kosmiczną.
3. Co najważniejsze, zdjęcie Billy'ego wykonane zostało z całą pewnością kilka miesięcy
przed opublikowaniem tej ilustracji.
4. Zdaniem Semjase zdjęcie Billy'ego jest zgodnie z rzeczywistością, podczas gdy ilustracja
znacznie od niej odbiega, poza tym zawiera ona zauważalne nawet dla laika różnice. Na
zdjęciu Billy'ego (zdjęcie
215
nr 71) wlot do tunelu bariery wszechświata ma kształt owalny, co jest zgodne ze stanem
faktycznym, natomiast na ilustracji jest on kolisty. Poza tym znaczne różnice występują na
pierwszym planie. Na zdjęciu Billy'ego widać tam połyskujące skupiska energii, które na
ilustracji przyjęły postać elementów krajobrazu kolonii. Poza tym między obu zdjęciami
występuje jeszcze wiele innych bardzo łatwo zauważalnych znaczących różnic, w związku z
czym nie może tu być w ogóle mowy o identyczności.
8.4. Połączenie statków Apollo-18 i Sojuz-19 17 lipca 1975 roku — zdjęcia nr 72, 73 i 74
Zarzuty:
17 lipca 1975 roku amerykański statek Apollo-18 i radziecki Soj uz-19 zostały połączone w
przestrzeni kosmicznej. To historyczne zdarzenie zostało sfotografowane przez Billy'ego i
Semjase aparatem Polaroid przez okno jej statku. Zarówno USA, jak i ZSRR nie doniosły o
jakiejkolwiek kolizji z UFO w czasie tego wydarzenia. Billy twierdzi, że ich statek znajdował
się ze względów bezpieczeństwa pod osłoną ekranu ochronnego, dzięki któremu byli
niewidoczni. Statek Semjase nie ma w ogóle okien (patrz zdjęcie nr 67) - czyżby Billy
zapomniał je tam narysować? Nieco zakrzywiona rama okienna na każdym ze zdjęć ma
identyczną krzywiznę z ekranem telewizyjnym (patrz zdjęcie nr 72). (Dokumentacja V —
dowód D) Odpowiedź:
1. Billy nigdy nie wykonywał zdjęć NOLi Polaroidem.
2. Według Semjase w tym samym czasie na orbicie wokołoziemskiej w pobliżu miejsca
połączenia obu statków znajdowało się jeszcze 5 innych pojazdów pozaziemskich bardzo
dobrze zabezpieczonych przed dostrzeżeniem ich lub namierzeniem.
3. Jak już wiadomo, zdjęcie 67 nie przedstawia prawdziwego statku Plejadan, a jedynie jego
model, który Semjase wypożyczyła Bil-ly'emu na kilka dni. Statek Plejadan tego typu posiada
wyraźnie widoczne kolorowe bulaje ciągnące się wokół kabiny pilota (patrz zdjęcie nr 65 na
dole). Kabina pilota z bulajami usytuowana jest w górnej części statku. To, co widać na
zdjęciu modelu, to jego dolna część odwrócona do góry nogami. Jest to kolejny przykład na
to, skąd się biorą nieporozumienia bądź błędne interpretacje. Poza tym już wcześniej
wspomniałem, że te bulaje nie są oknami w dosłownym tego słowa znaczeniu. Przestrzeń
kosmiczną Billy fotografował poprzez odpowiedni ekran specjalnie wykonany dla niego
przez Plejadan. Nieprawdą jest, że wykonał te zdjęcia z ekranu telewizyjnego,
216
ponieważ było to niemożliwe. Po prostu takie ujęcie, jak widać na zdjęciach, nie mogło być
wykonane. Możliwy do pokazania był tylko obraz jednego statku z pokładu drugiego i na
odwrót.
Zarzuty:
W pewnym niemieckim magazynie wypunktowano następujące sprawy mające dowodzić, że
zdjęcia Billy'ego z połączenia statków Apollo i Sojuz są fałszerstwem.
1. „Skrzydła słoneczne" statku Sojuz-19 były rozłożone inaczej, niż to przedstawiają zdjęcia
Billy Meiera. Dowodem na to są udostępnione opinii publicznej zdjęcia zrobione „na żywo"
podczas zbliżania obu jednostek.
2. Radziecki statek kosmiczny nie posiadał „oszczepowatych" anten na końcach skrzydeł.
Anteny miały w rzeczywistości kształt litery "U" i były znacznie mniejsze niż na zdjęciach
pana Meiera.
3. Anteny Sojuza-19 nie były dłuższe niż szerokość skrzydeł słonecznych, jak to widać na
zdjęciach E. Meiera. W rzeczywistości ich długość odpowiadała prawie dokładnie szerokości
skrzydeł.
4. Cienie na obu obiektach sfotografowanych przez pana Meiera nie są zgodne z kształtem
obu pojazdów kosmicznych.
5. Na zdjęciu pana Meiera brak jest zupełnie modułu łączącego, w który wyposażony był
statek Apollo, a bez którego połączenie obu jednostek było niemożliwe.
Odpowiedź:
Zgodnie z informacjami zawartymi we wspomnianym artykule zarzuty jego autora
uważającego siebie za eksperta od astronautyki oparte zostały na analizie, którą
przeprowadził on na podstawie materiałów NASA, zapisów telewizyjnych oraz zdjęć Billy
Meiera. Należałoby naturalnie dokładnie wiedzieć, o jakie zdjęcia chodzi, bowiem właśnie w
przypadku zdjęć kosmicznych łatwo o pomyłkę. Załączony na następnej stronie schemat
statku Sojuz-19 obala niektóre z powyższych zarzutów. Jestem ponadto w dogodnej sytuacji
do ich odparcia, ponieważ posiadam w swoich prywatnych zbiorach także wiele zdjęć statków
Sojuz i Apollo. Są to jednak tylko kopie. Oryginały byłyby z pewnością jeszcze lepsze
jakościowo. Niemniej jakość tych kilku kopii jest na tyle dobra, że można na nich dokładnie
rozpoznać poszczególne detale. Ten materiał fotograficzny jest całkowicie wystarczający, aby
punkt po punkcie obalić przedstawione zarzuty.
Jako przykład chciałbym się bliżej zająć zarzutem nr 5. Mówi on, że na zdjęciu Billy Meiera
nie ma modułu łączącego statki Apollo i Sojuz. Wyjaśniam zatem, co następuje:
217
1. Na zdjęciu nr 72 (reprodukcja l i 2) środkowy odcinek miedzy dwoma pojazdami jest tak
zamazany, że prawie niewidoczny.
2. Na reprodukcji 3 część łącząca jest wprawdzie widoczna, lecz rozpływa się jak gdyby w
dalszym tle. Zapewne niektórzy powiedzą, że ta cześć jest niczym innym jak elementem tła.
Jeżeli dana osoba dysponuje tylko tymi trzema zdjęciami, wówczas jej przypuszczenie o
brakującym module łączącym jest uzasadnione i trudno mieć do niej o to pretensje. Gdyby
jednak miała dostęp do pozostałych zdjęć, wówczas zapewne odstąpiłaby od swoich
zarzutów. W tej serii .zdjęć są bowiem 3 zdjęcia, na których ten rzekomo brakujący moduł
jest w rzeczywistości widoczny (patrz zdjęcie nr 73 i 74).
Poniższy schemat pochodzi z książki Radzieckie wyprawy kosmiczne Hubertusa Hoose i
Klausa Burczika wydanej przez wydawnictwo Umschau.

[patrz: dołączony katalog UFO Z PLEJAD ilustracje i zdjecia - UFO Z


PLEJADs]
Schemat budowy stacji kosmicznej Sojuz
218

XII BADANIA NAUKOWE I INNE DOWODY


W naszym zmaterializowanym społeczeństwie nadal obowiązuje dewiza: „Należy uznawać
tylko to, co można zbadać przy pomocy urządzeń pomiarowych". Zasada ta rozciąga się także
na ufologię i dotyczy również osoby Billy Meiera. Od czasu ujawnienia przezeń swoich
kontaktów nieustannie rozlegają się głosy domagające się od niego naukowych dowodów.
Amerykańsko-japońska grupa badaczy podjęła wszelkie możliwe środki, aby je zdobyć, co po
wielu trudnościach zostało uwieńczone sukcesem. Ktoś, kto nie zajmuje się tego typu
sprawami, nie jest nawet w stanie sobie wyobrazić, jakiego nakładu czasu, sił i środków
wymagało to ogromne przedsięwzięcie. Najtrudniejszą sprawą nie były same analizy, lecz
znalezienie instytucji skłonnej sfinansować to ryzykowne zadanie. Poza tym należy wziąć
również pod uwagę ryzyko utraty prestiżu przez danego naukowca, w przypadku gdyby jego
przełożeni lub koledzy po fachu dowiedzieli się o jego uczestnictwie w tym przedsięwzięciu,
bowiem tak zwany przypadek Meiera nadal jest uważany na świecie jako największe
oszustwo w dziejach ufologii.
W całym tym przedsięwzięciu musiał być spełniony jeszcze jeden istotny warunek — badania
naukowe musiały być przeprowadzone gruntownie i bardzo rzetelnie, zaś otrzymane rezultaty
interpretowane zgodnie z prawdą, bez jakichkolwiek uprzedzeń, i opublikowane. Badania
przeprowadzone pobieżnie lub przekłamana interpretacja ich wyników byłyby całkowicie
bezwartościowe, a nawet szkodliwe.
219
Billy znajduje się jednak w szczęśliwym położeniu, ponieważ na poparcie autentyczności
swoich kontaktów może przedłożyć szereg wyników badań naukowych, którym poddane były
jego zdjęcia, próbka materiału używanego do produkcji statków promiennych, wydawane
przez nie dźwięki oraz miejsca lądowań. Ponadto na jego korzyść przemawiają testy
przeprowadzone na detektorze kłamstwa, którym oprócz niego poddano jeszcze pięciu innych
świadków.
Jesteśmy wdzięczni wszystkim osobom i instytucjom, które przyczyniły się w jakikolwiek
sposób do powstania tego materiału dowodowego/ Mimo to liczni sceptycy z uporem
maniaka wysuwają pod adresem Billy'ego różnego rodzaju zarzuty w myśl zasady: „Nie może
być prawdą to, co nią być nie powinno".
Oto kilka z nich najczęściej się powtarzających:
a) żadne z wymienionych badań nigdy nie miało miejsca, przeto wszystko to jest czczym
wymysłem;
b) wspomniane analizy to przejaw zmowy lub przekupstwa;
c) badania te są niewiarygodne, ponieważ przeprowadzający je naukowcy albo popełnili
jakieś błędy, albo byli niedostatecznie kompetentni. Czasami człowiekowi włosy stają dęba,
kiedy się czyta, co niektórzy
ludzie wypisują na ten temat. Ale jak do wszystkiego, również i do tego można się z czasem
przyzwyczaić.
W dalszej części przedstawiam wyniki najważniejszych analiz naukowych dowodów
Billy'ego.
1. Opinie świadków o zdjęciach Billy Meiera
Wszystkie czarnobiałe filmy przedstawiające NOLe Billy Meier wywoływał w sklepie
fotograficznym „Bar" w Wetzikon (Przedgórze Zürychskie), natomiast kolorowe w trzech
różnych laboratoriach na terenie Szwajcarii.
Właściciel sklepu, Willy Bar, w rozmowie z dwoma amerykański badaczami1 powiedział
między innymi:
Nigdy nie dostrzegłem niczego podejrzanego w wywoływanych przez siebie czarno-białych
filmach. Nigdy też nie proszono mnie o dokonanie jakichkolwiek manipulacji. Wielu ludzi
podejrzewało, że to moja robota, ale to nieprawda. [...] Nie wiem nic o NOLach, ale te zdjęcia
są prawdziwe. Gotów jestem w każdej chwili powtórzyć to
1Chodzi tu o Lee Eldersa i Thomasa K. Welcha.

220
przed sądem. [...] Gdyby [Billy] korzystał z czyjejś pomocy, nie musiałby wypróbowywać
wszystkich modeli [aparatów], aby sprawdzić, który z nich będzie dla niego
najporęczniejszy.2
Billy Meier zaprosił nawet któregoś razu Willy Bara na spotkanie ze statkiem Plejadan, ale
ten odrzucił to zaproszenie. Pomocnik Bara Fritz Kindlimann nie stwierdził na filmach
Billy'ego jakichkolwiek śladów manipulacji i potwierdził, że są one prawdziwe.
2. Wyniki niektórych analiz zdjęć i filmów
Analizy zdjęć i filmów Billy'ego przeprowadzone w USA nie wykazały jakichkolwiek śladów
fałszerstwa. Poniżej przytaczam kilka wypowiedzi na ten temat:
Oglądając zdjęcia specjalista od efektów specjalnych, Wally Gentleman, twierdził:
Zastanawiam się, czy jest tu wykorzystana specjalistyczna wiedza, czy też nie? Jeżeli nie, to
te zdjęcia muszą być prawdziwe.3
Po ich obejrzeniu dodał:
Jednoręki człowiek nie mogłaby w żadnym wypadku sfałszować tych zdjęć bez pomocy
innych osób. [...] Musiałby dysponować liczącą co najmniej piętnaście osób grupą. [...]
Gdybyśmy chcieli nakręcić podobne ujęcie [chodzi o jeden z krótkich filmów nakręconych
przez Billy'ego], ktoś, kto by zamówił u mnie podobną robotę, musiałby mi za to zapłacić
30.000 dolarów. Poza tym do jej wykonania potrzebowałbym odpowiednio wyposażonego
studia. Gdybym go nie miał, trzeba by było wyłożyć dodatkowe 50.000 dolarów na sprzęt.4
Eric Eliason, ekspert od analizy zdjęć pracujący w Służbie Geologicznej Stanów
Zjednoczonych, w rozmowie z Gary Kinderem powiedział:
Mogę tylko powiedzieć, że w materiale, jakim dysponowałem, nie
2
Gary Kinder Lata świetlne (Light Years), Agencja Nolpress, Białystok, 1993, str. 158.

3
Tamże, str. 214.

4 Tamże, str. 215.

221
stwierdziłem niczego podejrzanego, jeśli chodzi o nakładanie obrazów. Gdyby takie nałożenie
miało miejsce, komputer by je wykrył, lecz tam niczego takiego nie było.5
Dr Michael Malin, fizyk oraz specjalista w dziedzinie nauk planetarnych i geologii, tak
wyraził się o zdjęciach Billy'ego:
Te fotografie są o wiele lepsze od wszystkich zdjęć NOLi, jakie miałem okazje dotychczas
oglądać [...]. Widoczne na nich obiekty wyglądają niezwykle realnie. [...] Nie odkryłem [...]
na tych zdjęciach żadnych [...] nieprawidłowości. Z tego, co widziałem, mogłem wysnuć
wniosek, że te zdjęcia nie zostały sfabrykowane.6
Fizyk Neil Davis po zbadaniu zdjęć pod względem ostrości, kolorów, oświetlenia oraz
ewentualnego fotomontażu i zastosowania modeli w końcowym wniosku napisał:
W trakcie badania zdjęcia nie odkryto niczego, co by wskazywało, że widoczny na nim obiekt
[statek kosmiczny] jest czymś innym niż sfotografowanym z pewnej odległości dużym
urządzeniem.7
3. Analiza próbki metalu
Szef grupy amerykańskich badaczy stwierdził, że chociaż sfałszowanie zdjęć lub filmów jest
teoretycznie możliwe, to z całą pewnością wykluczone jest spreparowanie stopu metali
dostarczonego Billy'emu przez istoty pozaziemskie. Jego zdaniem stwierdzenie
pozaziemskiego pochodzenia tej próbki jest jednym z najlepszych dowodów, jakiego
dostarczono.
Gary Kinder dziwił się, że Billy przez 3 lata siedział cicho, nic nie mówiąc o tych kawałkach
metalu, które otrzymał od swoich pozaziemskich przyjaciół, dzięki którym mógłby o tyle
wcześniej potwierdzić autentyczność swoich kontaktów.
Jak się jednak wkrótce okazało, nie było to takie proste. Podjęta w roku 1979 pierwsza próba
ich zbadania, zakończyła się niepowodzeniem. Pierwsze oceny specjalistów były wręcz
zniechęcające, co było dodatkowo potęgowane brakiem odpowiednich środków finansowych,
zarówno
5 Tamże, str. 206-207.

6
Tamże, str. 208-209.

7 'Tamże, str. 132.

222
w Szwajcarii, jak i za oceanem. Efektem tego stanu rzeczy były bezwartościowe opinie, jak
na przykład ta wygłoszona przez pewnego metalurga z Uniwersytetu Stanowego w Arizonie
mówiąca, że jedna z tych próbek stopu metali to „kawałek żeliwnego garnka kuchennego".
Nieoczekiwana zmiana nastąpiła, gdy grupie amerykańskich badaczy udało się po długich
staraniach pozyskać do przeprowadzenia analizy próbki stopu metali dwóch wybitnych
specjalistów. Byli to dr Edwin Walker z Tucson w stanie Arizona i dr Marcel Yogel, chemik z
laboratorium badawczego koncernu IBM w San Jose w Kalifornii. Dr Yogel jest pionierem w
dziedzinie technologii luminescencyjnej i wynalazcą nośnika magnetycznego do dzisiaj
używanego w dyskach pamięci, ponadto wniósł ogromny wkład w badanie płynnych
kryształów obecnie powszechnie stosowanych w różnego rodzaju wyświetlaczach.
Obaj naukowcy stwierdzili, że badana przez nich próbka stopu metali wytworzona została w
procesie zimniej syntezy. Metoda ta nie jest jeszcze znana na Ziemi.8
Podczas badania próbki dr Walker przeżył coś, co mu się jeszcze nigdy nie zdarzyło w czasie
jego trzydziestoletniej praktyki. W pewnym momencie bez jakiegokolwiek zewnętrznego
oddziaływania rozprysł się pleksi-glasowy pojemnik, w którym znajdował się fragment
badanego stopu. Jak się potem okazało, przyczyną były uwolnione elementy gazowe
wchodzące w skład stopu.9
W wywiadzie z Japończykiem Jun-Ichi Yaoi dr Yogel stwierdził między innymi:
Nie potrafię wyjaśnić, z jakiego typu materiałem miałem do czynienia. Jako naukowiec nie
potrafię tego porównać do żadnej znanej mi kombinacji materiałów. Czegoś takiego nie da się
wykonać przy użyciu żadnej spośród znanych na Ziemi technologii! Pokazałem tę próbkę
swojemu przyjacielowi metalurgowi, który obejrzawszy ją potrząsnął na koniec głową i rzekł:
„Nie mam pojęcia, jak można by to połączyć w całość". W chwili obecnej znajdujemy się
właśnie w tym punkcie. Myślę, że my, przedstawiciele świata nauki, powinniśmy rzetelnie
zbadać tę sprawę, zamiast przypisywać wszystko ludzkiej wyobraźni.10
8Brit Elders, Lee Elders, Thomas K. Welch UFO... Contactfrom the Pleiades, Genesis III
Publishing, Munds Park, 1980, str. 58.
9
Stimme der Wassermannzeit, nr 29, FIGU, Hinterschmidrüti, 1978.

10
Gary Kinder Lata świetlne, str. 221.

223
Gary Kinder dwukrotnie rozmawiał z dr. Vogelem, który za każdym razem obstawał przy
swojej opinii, że analizowana próbka metalu była jedyną w swoim rodzaju.
Dwa pociemniałe na skutek utleniania kawałki metalu nie zawierały niczego poza pewną
ilością zanieczyszczeń w postaci aluminium, siarki, srebra, miedzi i ołowiu, lecz mimo to
stanowiły dla niego niespodziankę.
- Kiedy dotknąłem utlenionej powierzchni — wspomniał Vogel
- pojawiły się na niej czerwone smugi a cała warstwa tlenku
zniknęła. Wystarczyło lekkie dotknięcie, o tak, aby odwrócić proces
utleniania i odsłonić czysty metal. Nigdy przedtem nie widziałem
podobnego zjawiska. To było coś niezwykłego.11
I dalej:
Zanim znajdujący się w posiadaniu Marcela Vogela z IBM złocis-tosrebrzysty trójkąt zniknął,
Vogel zdążył go umieścić pod kosztującym około 250.000 dolarów elektronicznym
mikroskopem skaningowym i zarejestrować przebieg jego badania za pomocą sprzężonej z
nim kamery video. Niewielka próbka zawierała w sobie bardzo czyste srebro, a także „bardzo,
bardzo czyste" aluminium, potas wapń, chrom, miedź, argon, brom, chlor żelazo, siarkę oraz
krzem. Jeden z oglądanych pod mikroskopem obszarów ujawnił „olbrzymi melanż niemal
wszystkich pierwiastków układu okresowego". Każdy z nich był przy tym wyjątkowo czysty.
— Było to niezwykłe połączenie — powiedział później — ale nie powiedziałbym, żeby
cokolwiek wskazywało na pozaziemskie pochodzenie próbki.
Bardziej niż ilość czy czystość występujących w próbce pierwiastków Vogela intrygowała ich
odrębność. Każdy pierwiastek łączył się z pozostałymi, a jednocześnie w jakiś sposób
zachowywał swoje typowe cechy. [...] W pewnym momencie w pobliżu środka próbki, przy
pięćsetkrotnym powiększeniu, odkrył dwie równoległe bruzdy połączone między sobą
licznymi wyżłobieniami tworzącymi precyzyjny wzór wykonany w metalu przy użyciu jakiejś
mikroskopowej technologii. Chyba jeszcze bardziej zaskakujący okazał się fakt, że
pierwiastkiem dominującym na tym niewielkim obszarze był metal ziem rzadkich tul.
11 Tamże, str. 171.

224
- Tego się zupełnie nie spodziewałem — powiedział Vogel. — Tul został wyodrębniony
dopiero podczas II wojny światowej jako produkt uboczny prac nad energią jądrową i to w
ilościach minimalnych. Jest pierwiastkiem nadal rzadko spotykanym, a jego wartość
wielokrotnie przewyższa wartość platyny. Ktoś musiał dysponować rozległą wiedzą
metalurgiczną, aby wpaść na pomysł podobnego połączenia.
Powiększenie wzrosło do 1600 razy i Vogel ujrzał rzeczy, jakich nigdy dotąd nie widział w
całej swojej karierze naukowej.
— Próbka odsłoniła przede mną cały nowy świat. Pojawiły się struktury w obrębie struktur...
bardzo, bardzo niezwykłe. Przy mniejszym powiększeniu widać zaledwie metaliczną
powierzchnię. Teraz pojawiły się struktury złożone z przenikających się płaszczyzn różnych
typów. To jest bardzo podniecające.
Vogel coraz bardziej wnikał w głąb metalu.
— Mamy teraz powiększenie 2500 razy. Widzę struktury podwójnie załamujące światło.
Bardzo ciekawe! To niezwykłe, aby metal przejawiał podobne właściwości. Kiedy wykonuje
się przekrój i po oszlifowaniu ogląda się jego powierzchnię, wówczas wygląda ona jak metal,
ma lustrzany połysk metalu, ale teraz, w spolaryzowanym świetle, okazuje się, że... tak, to
metal, ale jednocześnie... kryształ!12
Osobliwa jest również miękkość owego stopu metalu używanego do produkcji statków
kosmicznych przez Plejadan w przeciwieństwie do stopów stosowanych przez nas do budowy
kadłubów samolotów. Końcowy wynik tych skomplikowanych badań jednoznacznie świadczy
o pozaziemskim pochodzeniu tych metalowych próbek.
4. Analizy odgłosów statków Plejadan
Jak już wielokrotnie wspominałem, statki kosmiczne Plejadan posiadają zabezpieczenia
uniemożliwiające wykrycie ich za pomocą urządzeń wzrokowych, akustycznych oraz
radiolokacyjnych. Częściowe lub całkowite otwarcie ekranu ochronnego sprawia, że można
usłyszeć dobiegający od strony statku osobliwy i bardzo przenikliwy dźwięk.
Billy Meier miał trzy razy możliwość jego nagrania (dwa razy wiosną 1976 roku w pobliżu
Hinwil i raz w Sadelegg-Hinterschmidruti 18 czerwca 1980 roku). Nagrania te, zbadane przez
kilku naukowców, okazały się interesującą niespodzianką. Poniżej przedstawiam kilka z ich
opinii.
12
Tamże, str. 218-219.

225
Dwóch specjalistów w dziedzinie akustyki po przeprowadzeniu badań za pomocą
odpowiedniego sprzętu powiedziało Gary Kinderowi, że jeszcze nigdy dotąd nie spotkali się z
dźwiękami o tak nietypowej charakterystyce spektralnej oraz częstotliwościach.13
Specjalista w dziedzinie techniki komputerowej Nils Rognerud wyznał Kinderowi:
Patrząc na tę sprawę z naukowego punktu widzenia byłem nastawiony do niej sceptycznie, ale
te dźwięki naprawdę były niezwykłe.14
Inny specjalista stwierdził:
Komputer wykazał, że nagrany dźwięk stanowi mieszaninę 32 wąskich częstotliwości
perfekcyjnie ze sobą zespolonych, z których 24 znajduje się w zakresie słyszalności ludzkiego
ucha, zaś 8 poza nią.15
Inżynier dźwięku Steve Ambrose, wynalazca mikromonitora będącego mikroskopijnym
odbiornikiem radiowym sprzężonym z głośnikiem, stwierdził, że te nagrania posiadają kilka
zaskakujących właściwości:
W jaki sposób powieliłbyś ten dźwięk? Chodzi mi nie tylko o samo brzmienie, ale również o
to, co pojawi się na ekranie analizatora widma. Stworzenie czegoś, co brzmi podobnie, to
jedna sprawa, a stworzenie czegoś, co oprócz podobnego brzmienia zachowuje jednocześnie
całą złożoność tych oscylacji to druga sprawa. Jeśli to jest oszustwo, to chciałbym spotkać
faceta, który je sprokurował. Prawdopodobnie zarobiłby kupę forsy na efektach specjalnych.16
Komentując wyniki badań Ambrose'a Gary Kinder napisał:
Ambrose znał wielu ludzi w Hollywood zajmujących się tworzeniem efektów specjalnych, ale
żaden z nich nie był w stanie zdup-likować tych odgłosów.17
13 MUFON UFO Journal, nr 28, kwiecień 1987.

14
Gary Kinder Lata świetlne, str. 182.

15 Wendelle C. Stevens UFO... Contact from the Pleiades: Preliminary Investigation Report, UFO Photo Archives, Tucson, 1982, str. 429.

16
Gary Kinder Lata świetlne, str. 183.

17 Tamże.

226
Jim Dilettoso zbadał nagrania przy pomocy analizatora cyfrowego. Po rozłożeniu dźwięków
na czynniki pierwsze stwierdził:
Podczas słuchania dźwięki te nie sprawiały aż tak niezwykłego wrażenia. Właśnie takich
odgłosów należałoby się spodziewać po latającym spodku w filmie science-fiction. Dopiero
analiza ujawnia ciągłe zmiany. Kombinacje poszczególnych dźwięków przybierają na sile
bądź słabną, a wszystko to odbywa się w takim tempie, że wygenerowanie tylu odgłosów,
nawet przy pomocy syntetyzera, nie byłoby sprawą łatwą.18
Następnie:
Chcąc uzyskać weryfikację swoich wyników z niezależnego źródła, Dilettoso wysłał taśmę z
nagraniem do Roba Shellmana, inżyniera dźwięku z laboratorium marynarki wojennej w
Groton w stanie Connecticut. Zaskoczony złożonością nagrania, Shellman z miejsca
wykluczył jedną z potencjalnych możliwości: źródłem dźwięku nie mogły być urządzenia
elektryczne. W liście do Dilettoso napisał:
„Sprzęt, którego użyłem, dostosowany był do analizy linii o częstotliwości od 50 do 60
herców, powszechnie występującej w instalacjach elektrycznych. Gdyby urządzenie
wytwarzające ten dźwięk było silnikiem lub inną maszyną elektryczną, linie częstotliwości
miałyby oczywisty przebieg. Tymczasem niczego takiego nie stwierdziłem".19
Jeden z inżynierów dźwięku powiedział, że do stworzenia tego rodzaju dźwięku niezbędne
byłoby bardzo nowoczesne studio.
Aby zduplikować ten dźwięk potrzeba by co najmniej 8 bardzo drogich syntetyzatorów i
bardzo nowoczesnych i skomplikowanych mikserów kosztujących na dzień dzisiejszy nie
mniej niż 100.000 dolarów [w cenach roku 1980]. Nie ma jednak sposobu na tak doskonałe
ich splecenie ze sobą.20
Dalszy komentarz wydaje się zbędny.
18
Tamże, str. 181.

19
Tamże.

20
Wendelle C. Stevens UFO... Contact from the Pleiades: Preliminary Investigation Report, str. 429.

227
5. Badania fizyczne miejsc lądowań
W rozdziale VII mowa była o osobliwych śladach lądowania pozostawionych przez statki
Plejadan w różnych miejscach Przedgórza Zürychskiego. Związany z nimi materiał
dowodowy jest istotny, ponieważ ma on wielu świadków. Wielu ludzi twierdzi jednak, że
ślady lądowali mogą stać się konkretnym dowodem dopiero wtedy, gdy poddane zostaną
odpowiednim badaniom fizyczno-chemicznym, co powinno być ich zdaniem w interesie
samego Meiera. Przy ich okazji można byłoby stwierdzić również oddziaływanie tych
pojazdów na otoczenie, zwłaszcza glebę (np. podwyższona radioaktywność, promieniowanie
magnetyczne itp.).
Przypomnijmy sobie choćby ślady powstałe 23 listopada 1977 roku na parkingu przed domem
Billy'ego, kiedy to w ciągu 10 minut doszło do stopienia dziesięciocentymetrowej pokrywy
lodowej o średnicy 3,5 metra, czy też 2 ślady lądowania na łące niedaleko Centrum. Jak to
możliwe, aby po prawie godzinnym przebywaniu poza domem w tak złą pogodę (burza,
wicher i ulewa) Billy mógł pojawić się w nim w absolutnie suchym ubraniu? Sceptycy
powiedzieliby zapewne, że schował się gdzieś na godzinę i uciął sobie krótką drzemkę.
Wobec tego, w jaki sposób w taką pogodę powstały ślady lądowania i kto je spreparował?
Idiotyzmem jest twierdzenie, że ktoś wybrał akurat tak paskudną pogodę, aby w jej trakcie
sporządzić te ślady i to jeszcze w tak osobliwej formie. Oto wypowiedzi kilku osób na ten
temat. Świadek Herbert Runkel uważa na przykład:
— Jestem całkowicie pewny, że Edi [Billy] nie spreparował tych śladów. Często sam
widziałem takie ślady lądowania i posiadam bardzo wyraźne zdjęcia niektórych z nich
zrobione w różnych miejscach. Widać na nich wiele szczegółów. Mogę zapewnić, że
zgnieciona trawa jeszcze po czterech latach rosła tam wolniej niż w innych miejscach.
Inny świadek, W. Witzer ze Stuttgartu, który oglądał ślady lądowania 6 lipca 1976 roku po
północy, stwierdził, co następuje:
— Przybywszy na miejsce lądowania, dokonałem (razem z rodziną F. z Karnwestheimu) kilku
pomiarów kompasem. Okazało się, że jego wskazówka przestała pokazywać właściwy
kierunek.
Mniej szczęścia miał pewien naukowiec, który usiłował w naszej obecności (Billy i ja)
zmierzyć w miejscu lądowania w Juckern licznikiem Geigera promieniowanie radioaktywne.
Próba ta od początku skazana była na niepowodzenie, gdyż statki kosmiczne Plejadan nie
wydzielają tego rodzaju promieniowania.
Jedynie w początkowej kontaktów z Semjase, w latach 1975-1976, statki kosmiczne Plejadan
wyposażone były w napęd wysyłający do otoczenia
228
intensywne promieniowanie, od którego nazywane były przez nich samych „statkami
promiennymi". Pozostawiały one widoczne i dające się mierzyć ślady w miejscach, w których
stykały się bezpośrednio z ziemią. Po takim lądowaniu w gruncie i roślinności pozostawało
promieniowanie, w związku z czym grupa amerykańskich i japońskich badaczy przepro-
wadziła w tych miejscach odpowiednie badania za pomocą detektora promieniowania gamma.
Najbardziej udane pomiary zostały dokonane w miejscu lądowania w rezerwacie Frecht w
pobliżu Hinwil, gdzie 28 stycznia 1975 roku po raz pierwszy pojawiła się Semjase w swoim
statku. Początkowo badacze nie wierzyli własnym oczom. Wewnątrz powierzchni o średnicy
6,5 metrów intensywność promieniowania była od 100 do 400 procent wyższa niż w
otoczeniu, zaś samo promieniowanie zdawało się mieć pulsujący charakter.
W innym miejscu lądowania, na skraju lasu położonego poniżej farmy, przyrząd pomiarowy
ponownie wykazał wzrost poziomu promieniowania od 100 do 300 procent. W jeszcze innym
miejscu, na prowadzącej do domu żwirowej drodze, było tak samo. Potem okazało się, że
kilka metalowych przedmiotów oraz sam Billy wykazywał wzrost promieniowania do 300
procent. Nigdzie więcej nie stwierdzono takiego wzrostu.21
Te liczby mówią same za siebie i wydaje mi się, że dalszy komentarz jest zbędny.
6. Testy na detektorze kłamstw
W ramach badań „sprawy Meiera" grupa amerykańskich badaczy podjęła wszelkie możliwe
środki w celu ustalenia prawdy. Jednym z elementów ich dochodzenia było poddanie
Billy'ego oraz kilku członków jego grupy testowi na prawdomówność. „Kłamstwo to, jak
wiadomo, celowe mówienie nieprawdy". Osoba, która kłamie, znajduje się w swego rodzaju
sytuacji stresowej, której objawem jest reakcja wegetatywnego układu nerwowego. Na ile jest
to skuteczna metoda, jako laik nie mogę się wypowiadać. Kompetentne źródła zapewniły
mnie jednak, że kłamcę zdradzić może nawet minimalna, ledwo zauważalna zmiana głosu, co
odpowiedni przyrząd może z łatwością wychwycić. Test głosowy został przeprowadzony za
pomocą Analizatora Stresu Mark IX-P.
Detektor ten rejestruje wszystkie, nawet najdrobniejsze wahania ludzkiego głosu, które są
następnie poddawane interpretacji przez prowadzącego
21
Gary Kinder Lata świetlne, str. 189-190.

229
przesłuchanie specjalistę. Podczas sporządzania listy pytań ważne jest, aby znalazły się wśród
nich takie, których zadaniem będzie wywołanie w przesłuchiwanej osoby jak największego
stresu.
Poddawszy w roku 1978 Billy'ego tego rodzaju testowi, zadano mu w obecności świadka 22
pytania, na które musiał odpowiadać krótko i węzłowato. Jeżeli chodzi o jego ocenę, zdania
mogą być oczywiście podzielone. Moim zdaniem mało który „łgarz" skłonny jest poddać się
dobrowolnie tego rodzaju testowi.
Oto kilka pytań zaczerpniętych z książki Wendelle C. Stevensa UFO... Contact from the
Pleiades: Preliminary Investigation Report:
1. Czy nazywa się Pan Meier?
2. Czy jesteśmy teraz w Hinterschmidrüti [miejsce zamieszkania Billy'ego]?
3. Czy mamy teraz rok 1978?
4. Czy używa Pan aparatu fotograficznego marki Olympus?
5. Czy rzeczywiście fotografował pan pozaziemskie statki kosmiczne?
6. Czy wie Pan, że są one pochodzenia pozaziemskiego?
7. Czy jest Pan obywatelem Szwajcarii?
8. Czy był Pan kiedykolwiek w Indiach?
9. Czy zna Pan osobę o imieniu Asket?
10. Czy zna Pan tę osobę jako istotę pozaziemską?
11. Czy w przypadku zdjęć wykonanych 28 marca 1976 roku w Ba-chtelhórnli używał Pan
modeli [zdjęcia przedstawiające trzy statki unoszące się w powietrzu obok siebie]?
12. Czy kiedykolwiek używał Pan modeli do wykonywania zdjęć statków kosmicznych?
13. Czy usiłował Pan kiedykolwiek upowszechniać zdjęcia modeli jako zdjęcia
pozaziemskich obiektów latających?
14. Czy był Pan kiedykolwiek w pozaziemskim obiekcie latającym?
15. Czy latał Pan kiedykolwiek pozaziemskim obiektem latającym?
16. Czy pocztę otrzymuje Pan w Hinterschmidrüti?
17. Czy używany przez Pana sprzęt został zafundowany Panu przez jakąś anonimową grupę?
18. Czy rzeczywiście nagrał Pan odgłosy pozaziemskiego obiektu latającego?
19. Czy wykonał Pan kiedykolwiek zdjęcia ze zdjęć lub obrazów i upowszechniał je jako
zdjęcia prawdziwych obiektów?
20. Czy usiłuje Pan nas oszukać tymi zdjęciami?
230
21. Czy jest Pan zadowolony, że ten test został przeprowadzony prawidłowo?
22. Czy chciałby Pan coś dodać do swoich odpowiedzi na powyższe pytania? Może Pan teraz
to powiedzieć.22
A teraz lista pytań skierowanych do żony Billy'ego, Kalliope, Jacobusa Bertschingera,
Engelberta Wachtera oraz Bernadetty Brand.
1. Nazywa się Pan...?
2. Mieszka Pan...?
3. Czy jest Pan/Pani obywatelem...?
4. Czy zna Pan/Pani Billy Meiera?
5. Czy wierzy Pan/Pani w kontakty Billy'ego z istotami pozaziemskimi?
6. Czy miał Pan/Pani jakieś osobiste przeżycia związane z tego typu kontaktami?
7. Czy zdaniem Pana/Pani możliwe jest, że w tego rodzaju kontaktach jacyś Ziemianie
grywają rolę istot pozaziemskich?
8. Czy zdjęcia, które robił Billy, przedstawiają pozaziemskich statki kosmiczne?
9. Jak Pan/Pani sądzi, czy do wykonania tych zdjęć mógł on użyć modelu?
10. Czy wie Pan/Pani, że Billy zrobił kiedyś zdjęcia wykonanego przez siebie modelu?
11. Czy te zdjęcia robiono przy użyciu innego modelu?
12. Czy to był model Billy'ego?
13. Czy to był model Semjase?
14. Czy zdjęcia te były kiedykolwiek rozpowszechniane jako zdjęcia prawdziwych statków
kosmicznych? [Chodzi tutaj o zdjęcia modelu pożyczonego Billy 'emu przez Semjase — patrz
zdjęcie nr 67.]
15. Czy zdjęcia te były zawsze oznaczone jako zdjęcia modelu?
16. Czy widział Pan/widziała Pani kiedykolwiek osobiście ślady lądowania statków
kosmicznych?
17. Czy widział Pan/widziała Pani już kiedyś na ziemi takie same lub podobne ślady?
18. Czy wie Pan/Pani, w jaki sposób Billy mógłby wykonać takie ślady?
22
Wendelle C. Stevens UFO... Contact from the Pleiades: Preliminary Investigation Report, str. 163.

231
19. Czy jesteś przekonany/przekonana, że kontakty Billy'ego mają naprawdę miejsce?
20. Czy chciałby Pan/chciałaby Pani złożyć jakieś dodatkowe wyjaśnienia lub oświadczenie?
Dokładna analiza wyników testów nie wykazała jakichkolwiek oznak kłamstwa tak u
Billy'ego, jak i pozostałych osób im poddanych.
7. Potwierdzenie pewnych faktów astronomicznych
Omówienie wszystkich informacji i proroctw przekazanych nam przez istoty pozaziemskie za
pośrednictwem Billy'ego w ciągu ostatnich 15 lat znacznie przekroczyłoby ramy tej książki,
w związku z czym ograniczę się jedynie do niektórych faktów dotyczących astronomii, które
zostały już w całości potwierdzone przez świat nauki.
7.1. Legendarna planeta Malona
Podobnie jak inne owiane legendą obiekty, również Malona, zwana także Malon, Maldek lub
Faeton, od starożytności intryguje wielu badaczy. Według informacji istot pozaziemskich
Malona była w czasach prehistorycznych bezpośrednią sąsiadką Ziemi i krążyła wokół Słońca
po dzisiejszej orbicie Marsa. Wenus w owym czasie nie znaleźlibyśmy tam, gdzie się obecnie
znajduje. Bliższe szczegóły o tej planecie podam w następnym podrozdziale.
Planety naszego układu słonecznego były pierwotnie usytuowane w następujący sposób:
(Słońce), Merkury, Ziemia, Malona, Mars, Jowisz, Saturn, Uran, Neptun, Pluton, Transpluton
i Uni.
Dwie ostatnie karłowate planety nie zostały jeszcze do dzisiaj odkryte z powodu ich
olbrzymiego oddalenia. Od dłuższego czasu astronomowie podejrzewają jednak istnienie
Transplutona.
Malona była miejscem zamieszkania ludzkich form życia, lecz wskutek działań wojennych
została przed około 75.000 laty dosłownie wysadzona w powietrze przez rządnych władzy jej
mieszkańców. Wbrew opiniom wielu badaczy uważających tę planetę za olbrzyma była ona
raczej karłowata, o wymiarach zbliżonych do Ziemi.
Nie jest prawdą również przypuszczenie, że tę straszliwą katastrofę wywołał olbrzymi meteor,
który wyłonił się z czeluści kosmosu i z całą siłą zderzył się czołowo z Malona, a także
domniemanie, że została ona rozerwana wskutek eksplozji potężnej bomby atomowej.
Według Plejadan mieszkańcy Malony w czasie wspomnianej wojny wpuścili ogromne ilości
222

[patrz: dołączony katalog UFO Z PLEJAD ilustracje i zdjecia - UFO Z


PLEJADt]
Przemieszczenie się planet w Układzie Słonecznym w wyniku wtargnięcia do niego
„Niszczyciela".
233
wody do jednego z wulkanów, co doprowadziło do owej kosmicznej katastrofy. Nieliczni,
którym udało się zbiec na statkach kosmicznych przed tą katastrofą, wylądowali na Ziemi i
osiedlili się na niej. Wszyscy pozostali, którzy pozostali na Malonie, zginęli.
Ta zagłada nie dotknęła oczywiście ciał duchowych Malonan, które mogą istnieć poza ciałem
fizycznym. Przytaczając opis tego zdarzenia, Billy powiedział:
- Reszta mieszkańców planety zginęła w ogniu, przy czym ich ciała duchowe uleciały z
miejsca katastrofy i w odpowiednich proporcjach rozlokowały się na najbliższych planetach,
na których istniało już życie, gdzie weszły w cykl inkarnacji będący elementem procesu
ewolucyjnego. Jedną z nich była Ziemia.
Resztki tej planety krążą dzisiaj wokół Słońca w formie pasa asteroid stanowiąc przestrogę
przed ludzką głupotą i żądzą władzy. Wiele asteroid (lub planetoid) porusza się po bardzo
wydłużonych eliptycznych orbitach z powodu niezwykłej siły eksplozji, która wyrzuciła je
daleko w kosmos. Innego dowodu na istnienie tej planety dostarcza nam luka między Marsem
i Jowiszem w regule Titiusa-Bodego, w miejscu w którym znajduje się wspomniany pas
astroid składający się z milionów drobnych cząsteczek, jak również z licznych,
nieregularnych kawałków skał o maksymalnej średnicy dochodzącej do kilkuset kilometrów.
Orbity większości z nich znajdują się w przedziale odległości od 2 do 3 AU23 od Słońca.
Niektóre z pozostałości Malony od czasu do czasu przecinają orbitę Ziemi, niejednokrotnie
przelatując bardzo blisko niej, jak na przykład Eros, który w roku 1937 zbliżył się do Ziemi
na 0,15 AU. 7.2. Reguła Titiusa-Bodego
W drugiej połowie XVIII wieku, gdy ludzie nie wiedzieli jeszcze o istnieniu Urana, Neptun i
Plutona, niemiecki matematyk J.D. Titius ustalił wzór pozwalający na obliczenie średnich
odległości od Słońca planet w kolejności występowania w Układzie Słonecznym, a astronom
J.E. Bodę rozpropagował go i wprowadził do astronomii.
Zasada odległości Titiusa-Bodego mówi:
1. Uszeregować planety według kolejności występowania, zaczynając od Słońca: Merkury,
Wenus, Ziemia, Mars, Jowisz, Saturn, Uran, Neptun, Pluton (oraz Transpluton i Uni).
23
Symbol jednostki astronomicznej. Jednostka astronomiczna jest jednostką długości używaną do wyrażania odległości w obrębie Układu
Słonecznego i odpowiada średniej odległości Ziemi od Słońca wynoszącej około 150 milionów kilometrów (dokładnie: 149,6 x 106 km).

234
2. Nadać im kolejne liczby O, l, 2, 4 etc.
3. Tak przyporządkowane liczby pomnożyć przez 3, następnie dodać do tego iloczynu 4 i
całość podzielić przez 10 (patrz poniższa tabela). Uzyskany wynik oznacza odległości planet
naszego układu planetarnego od Słońca w jednostkach astronomicznych. Na przykład
odległość Marsa od Słońca wynosi 1,6 AU, a Jowisza 5,2 AU etc.
Analiza odległości planet obliczonych według „prawa" Titiusa-Bodego ujawnia dwie
rozbieżności między nimi, a rzeczywistym rozmieszczeniem planet. Zgodnie z nimi Neptun
powinien znajdować się na orbicie Plutona, zaś w miejscu pasa asteroid między Marsem i
Jowiszem powinna istnieć planeta. Jak na razie nie ma naukowego wyjaśnienia tej
rozbieżności.
Zasada odległości planet Układu Słonecznego Titiusa-Bodego
(odległości w jednostkach astronomicznych)

[patrz: dołączony katalog UFO Z PLEJAD ilustracje i zdjecia - UFO Z


PLEJADu]
235
Prawo Titiusa-Bodego nie wyjaśnia zagadkowego przesunięcia się planet, które nastąpiło po
całkowitym zniszczeniu Malony. Gdy Wenus (pierwotnie księżyc Urana) weszła w
późniejszym okresie za pośrednictwem olbrzymiej komety zwanej „Niszczycielem" na swoją
dzisiejszą orbitę, Merkury był wewnętrznym sąsiadem Ziemi, zaś Malona zewnętrznym.
Gdy rozgrywała się ta kosmiczna tragedia, Malona wyrzucona została po pierwszej eksplozji
na ówczesną orbitę Marsa (2,8 AU), po czym rozerwana została na kawałki, które do dziś
krążą wokół Słońca jako pas asteroid. W tym samym czasie Mars został rzucony na najbliższą
wewnętrzną orbitę, na której znajdowała się poprzednio Malona (patrz szkic).
7.3. Historia Wenus według Semjase
Według Plejadan Wenus nie jest odpryskiem Malony, lecz dawnym satelitą Urana. Olbrzymia
kometa zwana przez nich „Niszczycielem" wyrwała ją przed 10.000 lat (dokładnie 10.314 lat
temu w odniesieniu do roku 1990) z orbity Urana i zawlokła w pobliże Ziemi, wywołując w
ten sposób szereg kosmicznych katastrof. Dopiero przed 3500 lat ów dawny księżyc Urana
usadowił się ostatecznie na obecnej orbicie pomiędzy Merkurym i Ziemią.
Owe dane i inne wyjaśnienia na temat tej planety, zwanej przez nas często gwiazdą poranną,
Semjase przedstawiła Billy'emu podczas 29 spotkania 7 lipca 1975 roku. Powiedziała
wówczas również:
— Po tych burzliwych wydarzeniach Wenus skierowana została na bardzo spokojną orbitę,
która jest najbardziej ustabilizowana ze wszystkich planet. Jest to skutkiem bliskiego przelotu
obok Ziemi, podczas którego doszło również pod wpływem siły przyciągania Ziemi do
zmiany jej kierunku obrotu na przeciwny. Krótki czas przebywania w obrębie ziemskiego
pola grawitacyjnego sprawił, że nie zdążyła ona nabrać większej prędkości obrotowej i
obecnie jej czas obrotu wokół własnej osi jest najmniejszy spośród wszystkich planet Układu
Słonecznego. Stąd też jeden dzień na Wenus trwa 117 ziemskich dni [doba słoneczna], przy
czym czas rotacji wokół nachylonej pod kątem 3 stopni osi biegunów wynosi 243 ziemskich
dni [doba gwiazdowa]. Podczas swojego przelotu w pobliżu Ziemi 3453 lat temu [3472 w
odniesieniu do roku 1994] Wenus została z powodu siły przyciągania Ziemi „okradziona" ze
swojej energii rotacyjnej i w wyniku sił tarcia wzrosła jej temperatura. Ów wzrost
temperatury pod wpływem sił tarcia jest przyczyną obecnie panujących na Wenus warunków.
Już same te warunki dowodzą fałszywości twierdzeń wszystkich tych, którzy utrzymują, że na
Wenus istnieją ludzkie formy życia. Taka możliwość w ogóle nie wchodzi w grę, ponieważ
warunki fizyczne panujące na
236
powierzchni tej planety oraz skład jej atmosfery są zabójcze dla ludzi. Temperatura
powierzchni Wenus mierzona na głębokości 32 kilometrów wynosi obecnie 457 stopni
Celsjusza. Dlatego właśnie wszelka woda, jak znajduje się na tej planecie paruje i tworzy ową
bardzo gęstą pokrywę chmur. Powstała w ten sposób atmosfera jest tak gęsta, że jej ciśnienie
przy powierzchni planety jest 334 razy wyższe od ciśnienie powietrza na Ziemi mierzonego
na powierzchni morza. Interpretując to w waszych naukowych kategoriach jej atmosfera jest
zabójcza dla ludzkich form życia, ponieważ w 87 procentach składa się z dwutlenku węgla,
przy czym ta wartość zmienia się nieznacznie w zależności od miejsca. Tlen istnieje dzisiaj
tylko w niższych warstwach i to w wyłącznie w ilości 4,23 procenta, resztę zaś stanowią azot
i gazy szlachetne. Para wodna występuje obecnie w niewielkich ilościach, a atmosfera jest
znacznie większa od waszej ziemskiej. Ciśnienie właściwe atmosfery Wenus jest 107 razy
większe od ciśnienia właściwego atmosfery Ziemi. Ono również jest zabójcze dla ludzkich
form życia, które zostałyby przez nie zmiażdżone; ten sam los spotkałby również metalowe
struktury. Przy okazji chcę ci powiedzieć, że znaleźliśmy na Wenus ziemskie urządzenie,
które zostało doszczętnie zmiażdżone przez jej atmosferę, zanim jeszcze dotarło do jej
powierzchni. Chodzi tu o sondę wysłaną przez naukowców jednego z waszych państw
zwanego Rosją. Wyglądało ono, jak gdyby zostało ciśnięte z ogromną siłą o metalową ścianę.
Wenus posiada nikłe pole magnetyczne oraz słabo jeszcze wykształconą warstwę nazwaną
przez was „Pasem Van Allena", co sprawia, że nie jest ona osłonięta przed tym, co nazywacie
„wiatrem słonecznym". Poza tym bardzo wysoka temperatura nieustannie uszkadza ten pas.
Brak wody jest również dodatkowym czynnikiem potęgującym nieprzyjazność tej planety dla
życia. Od chwili zajęcia orbity między Merkurym i Ziemią 3453 lat temu planeta ta znajduje
się w fazie wypoczynku i jednocześnie ponownego kształtowania. Z ciągu następnych stuleci
i tysiącleci powstaną na niej odpowiednie do rozwoju życia warunki, po czym zaczną
kształtować się jego prymitywne formy, tak to ma zawsze miejsce na wszystkich światach
tworzących życie... Mimo iż obecnie wydaje się to niemożliwe, w przypadku Wenus mamy
jednak do czynienia z planetą, która znajduje się w początkowym stadium na drodze do
stworzenia życia. Co się tyczy samej planety, to należy stwierdzić, że jest ona bardzo płaska,
zwłaszcza w obszarze równikowym, obszary reliefowe położone są daleko od tego rejonu.
Temperatura stron znajdujących się w fazie dnia i nocy jest prawie równa, duże różnice
występują natomiast w sile wiatrów wiejących na różnych wysokościach. Przy powierzchni
jest bezwietrznie. Wiatry zaczynają wiać w miarę oddalania się od niej i na dużych
wysokościach ich prędkość rośnie,
237
osiągając wartość nawet do 117 metrów na sekundę. Dolny pułap chmur zaczyna się na
wysokości 43,17 kilometra [licząc od powierzchni planety], przy czym wartość ta może
ulegać zmianie z powodu sztormów atmosferycznych. Jest to możliwe przede wszystkim nad
tymi obszarami, gdzie wiatry kierowane są w dół i docierając do powierzchni owiewają góry
wznoszące się średnio na wysokość 2,3 kilometra. Klimat i warunki atmosferyczne są w
zasadzie takie same na całej planecie, z kilkoma wyjątkami. Tak więc życie ludzi na tej
planecie jest obecnie niemożliwe, chyba że wsparte zostanie odpowiednimi środkami
technicznymi. W tym właśnie znaczeniu, wbrew twierdzeniom wielu oszustów, na Wenus nie
istnieje jakiekolwiek życie. Istnieją tam jednak zupełnie inne formy [życia], których nie da się
jednak w żaden sposób porównać do ludzkich. Planeta ta jest jeszcze bardzo dzika, bo i jaka
ma być po zaledwie 3453 latach. Przykładem może być chociażby wasz Księżyc, który jest
niemal kopią Wenus skrytą za grubą warstwą chmur. Jeśli my lub inne formy życia udajemy
się na Wenus, która jest bogata w różne minerały i pierwiastki, musimy używać do tego celu
specjalnych kombinezonów chroniących nas przed niebezpiecznymi wpływami jej atmosfery,
panującym tam żarem i tak dalej, a także różnorodnymi truciznami i gazami, których zabójcze
obłoki przemieszczają się nad jej powierzchnią. Ponadto musimy brać pod uwagę
występujące lokalnie różnice, które mogą sprawiać, że temperatura powierzchni planety może
wynosić w pewnych miejscach ponad 500 stopni Celsjusza, w innych może z kolei wystąpić
różnica w procentowym składzie gazów takich jak dwutlenek węgla, azot, hel, argon i neon, a
w jeszcze innych — różnice ciśnienia, które mogą się wahać od 88 i 107 atmosfer. Tak się
przedstawiają podstawowe fakty dotyczące możliwości istnienia ludzkich lub podobnych
form życia na Wenus.
W innym miejscu Erranie wyraźnie podkreślili, że obecnie w Układzie Słonecznym na żadnej
planecie oraz księżycu oprócz Ziemi nie istnieją jakiekolwiek ludzkie formy życia, również w
formie duchowej, z wyjątkiem nielicznej grupy istot pozaziemskich przebywających czasowo
w celach badawczych w kilku bazach na różnych planetach. W dawnych czasach oprócz
Ziemi zamieszkałe były jeszcze Malona i Mars.
Wszystkie dane fizyczne podane przez Semjase były sukcesywnie potwierdzane przez sondy
rosyjskie i amerykańskie. Od pewnego czasu ziemscy astronomowie wiedzą, że Wenus wiruje
wokół własnej osi w kierunku przeciwnym w porównaniu do wszystkich pozostałych planet i
jednocześnie przeciwnym do ruchu orbitalnego. Reiner Klingholz w swojej książce z roku
1990 Maraton w kosmosie podaje następujące czasy obrotu poszczególnych planet Układu
Słonecznego wokół własnej osi: Merkury
238
— 58,65 dni (ziemskich); Wenus -- 243 dni; Ziemia -- l dzień; Mars
— l dzień; Jowisz — 0,41 dnia; Saturn — 0,44 dnia; Uran — 0,72 dnia; Neptun — 0,67 dnia
oraz Pluton — 6,39 dnia.
Ziemska nauka nie potrafi jeszcze wyjaśnić tych anomalii. Rudolf Kippenhahn w swojej
książce z roku 1987 Obce światy na stronie 146 pisze:
Jeśli chodzi o tę ekstremalnie powolną i niezwykłą pod względem kierunku rotację Wenus,
wydaje się, że „maczała w tym palce" nasza Ziemia. Co 583,9 ziemskich dni Wenus i Ziemia
zbliżają się do siebie na bardzo małą odległość. Wenus podlega wówczas dolnej koniunkcji i
odległość między obu planetami wynosi wówczas zaledwie 41 milionów kilometrów.
Przypuszczenie Kippenhahna jest bliskie prawdy i godne uwagi, zwłaszcza gdy uwzględni się
fakt, że najprawdopodobniej nie wie on o opisanym powyżej wydarzeniu.
7.4. Księżyce Saturna
Oto fragment rozmowy Billy'ego z Quetzalem o księżycach Saturna przeprowadzonej
podczas 154 kontaktu 10 października 1981 roku:
BILLY: Rozumiem, a skoro już mówimy o gwiazdach, to mam jeszcze pytanie dotyczące
Saturna. Jak wiesz, amerykańska sonda kosmiczna Yoyager ruszyła w kierunku tej planety i
śle stamtąd na Ziemię zdjęcia. Znowu naukowcy się zdziwią, jak było w przypadku Jowisza,
kiedy okaże się, że wokół tego niedoszłego słońca krąży więcej satelitów, niż do tej pory
przypuszczano. Do dzisiaj sądzono, że Saturn posiada 10, maksimum 12 księżyców, podczas
gdy w rzeczywistości jest ich 19, pomijając planetki. Interesuje mnie, czy wszystkie księżyce
mogą zostać odkryte dzięki tym zdjęciom?
QUETZAL: Tak, a nawet jeszcze więcej. Jak sam się mogłeś przekonać podczas swojej
podróży, wokół Saturna krąży 19 księżyców. Wszystkie one mogły zostać sfotografowane
przez sondę i już niewiele brakuje do ich odkrycia [wszystkich 19]. Od czasu twojej podróży
w pobliże Saturna naukowcy ziemscy odkryli już kilka z nich i nadal liczą na odkrycie
następnych. I tam czeka na ich niespodzianka!
BILLY: Masz na myśli asteroidy?
QUETZAL: Owszem. Te planetki, asteroidy, są tak małe, że nie widać ich z Ziemi,
przynajmniej jeszcze nie teraz, ponieważ brak jest jeszcze odpowiednich przyrządów.
Większą część tych planetek sonda już sfotografowała, co wywołało spore zamieszanie wśród
naukowców.
239
BILLY: Aż trudno uwierzyć, że wokół tej planety krąży aż tyle asteroid, nie licząc tych
wędrownych, które od czasu do czasu przelatują obok niej. Nic dziwnego, że są niewidoczne
z Ziemi, skoro ich średnica wynosi od 10 do 15 kilometrów. O ile sobie dobrze przypominam,
w roku 1975 wspominali mi o tym Ptaah i Semjase.
QUETZAL: To prawda, lecz powinieneś również wiedzieć, skąd one się wzięły na orbicie
wokół Saturna.
BILLY: To wiem. Semjase powiedziała mi, że te małe obiekty są resztkami planety Malona,
która krążyła kiedyś między Marsem i Jowiszem, zanim eksplozja wywołana przez
nierozsądnych ludzi zniszczyłają, rozrywając ją na tysiące kawałków, które zostały
wyrzucone w przestrzeń kosmiczną na wszystkie strony. Większość z nich dostała się w pole
grawitacyjne Saturna i od tego czasu stanowią one jego satelity. Z tego wynika, że nie są one
właściwymi księżycami tego niedoszłego słońca, lecz jedynie przechwyconymi przezeń
obcymi ciałami wędrownymi wielkości asteroid. Właściwych księżyców Saturna jest tylko
19.
Jak podała 26 lipca 1990 roku znana szwajcarska gazeta Tages Anzeiger, osiemnasty księżyc
Saturna odkrył niedawno amerykański astronom Mark Showalter. Zatem do odkrycia przez
ziemskich astronomów pozostał jeszcze jeden z nich.
7.5. Niektóre fakty dotyczące Jowisza
W czasie spotkania w dniu 19 października 1978 roku Billy zapytał Semjase, czy
amerykańska sonda kosmiczna Voyager-l uzyska dobre dane podczas przelotu obok Jowisza.
Oto odpowiedni fragment tej rozmowy:
SEMJASE: Zgodnie z naszymi obliczeniami trajektoria lotu tej sondy przebiega bardzo
blisko Jowisza i jego księżyców, co oznacza, że należy się liczyć z dobrymi rezultatami, o ile
znajdująca się w niej aparatura będzie pracowała bez zarzutu.
BILLY: Czy to oznacza, że naukowcy niedługo odkryją, że ta tak zwana czerwona plama
Jowisza jest w rzeczywistości gigantycznym wirującym lejem na wzburzonej powierzchni tej
niedoszłej gwiazdy oraz centrum potężnej, trwającej od tysiącleci burzy? Czy to oznacza
również, że wkrótce okaże się, że nie tylko Saturn, ale także Uran i Jowisz posiadają
pierścienie, tyle że o wiele cieńsze i mniejsze.
SEMJASE: Oczywiście. Należy oczekiwać, że tak będzie, ponieważ sonda będzie
przelatywała tak blisko tych obiektów, że będą musiały być odkryte.
BILLY: Acha. To pewnie zostanie również odkryte, że pierścień otaczający Jowisza składa
się w większości z cząstek pochodzących z wulkanów
240
księżyca lo, których część została pochwycona przez pole grawitacyjne Jowisza, i że
większość wyrzuconego przez nie materiału opadła z powrotem na lo praktycznie
przykrywając otwory wulkanów, dzięki czemu jego powierzchnia w przeciwieństwie do
innych księżyców Jowisza jest gładka mimo licznych kraterów.
SEMJASE: Widzę, że uważnie słuchałeś wszystkich moich wyjaśnień i zapamiętałeś je. Czy
pamiętasz również inne rzeczy?
BILLY: Oczywiście, pamiętam jeszcze co nieco z tego, co ty i Ptaah mówiliście mi.
Pamiętam, że duże księżyce Jowisza różnią się od siebie barwami, mają na przykład kolor
czerwony, żółty, brązowy, biały oraz pomarańczowy. Wiem także, że mówiłaś mi, iż Jowisz
jest płyną kulą i powinien być właściwie gwiazdą, którą nie stał się jednak z powodu zbyt
małej masy, i że prawie w całości składa się z płynnego helu i wodoru. Także ty albo Ptaah
powiedzieliście mi, że powierzchnia jądra stanowi grubą skorupę złożoną z soli wapnia i
związków siarki, które są pozostałością po odparowaniu wody. O ile dobrze pamiętam, to
właśnie ty powiedziałaś mi, że księżyc lo był dawniej całkowicie pokryty wodą. Ty albo Ptaah
powiedzieliście mi, że księżyc Europa jest dokładnie przeciwieństwem lo. Masy wodne nie
wyparowały tam, lecz zamarzły i stworzyły gigantyczny pancerz lodowy. Poza tym
wyjaśniliście mi także wiele innych rzeczy, jak na przykład to, że księżyc, który przypominał
mi wyglądem kurze jajo, ma średnicę 200 km, zdaje się, że to był najbliższy księżyc Jowisza,
nie pamiętam jednak jego nazwy.
SEMJASE: Księżyc, o którym wspomniałeś, nazywana się u was Amalthea. Księżyc lo, o
którym mówiłeś, jest najbardziej aktywnym wulkanicznie ciałem w Układzie Słonecznym.
Ale musieliśmy już o tym mówić, skoro o tym wspomniałeś.
BILLY: Tak, takich rzeczy szybko nie zapominam. Powiedziałaś wówczas, że księżyc ten jest
bardziej aktywny wulkanicznie od Ziemi, a także i to, że wielokilometrowej wielkości
chmurowe twory w leju wichrowym Jowisza poruszają się z bardzo dużą prędkością i
obracają w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara.
SEMJASE: Tak, to prawda.
BILLY: Nie wiem, czy dobrze sobie przypominam pewne fakty związane z aktywnością
wulkaniczną lo. Powiedziałaś mi swego czasu, że wybuchy wulkanów następują tam z
ogromną siłą, które niczym eksplozje bomb atomowych wyrzucają materiał wulkaniczny
tworząc chmury w kształcie grzyba wznoszącego się na wysokość nawet do 180 kilometrów.
Są to głównie cząstki pyłu, gazy, popiół i nieco magmy, które mkną w górę z prędkością
dochodzącą do 2300 kilometrów na godzinę. Powiedziałaś mi
241
wtedy także, jak już wspomniałem, że większość wyrzuconego materiału opada z powrotem
na jego powierzchnie. Reszta jest wyrzucana w przestrzeń kosmiczną, gdzie część z niej jest
przechwytywana przez pole grawitacyjne Jowisza i w jego pierścieniu zagęszcza się w
ogromne pasmo jonów siarki. Czy tak? SEMJASE: Tak.
Wszystkie te i inne informacje udostępnione opinii publicznej były od początku przedmiotem
ataków sceptyków, którzy wyśmiewali je jako „faąta-zje" Billy'ego. Z czasem jednak zaczęły
one ustawać, gdyż w zasadzie wszystkie informacje podane powyżej zostały już potwierdzone
przez naszych naukowców, o czym świadczą informacje podawane we współczesnych
podręcznikach astronomii (z 17 księżyców Jowisza znanych jest już dzisiaj 16, znane są już
również pojedyncze pierścienie Jowisza oraz Neptuna, a także co najmniej 11 pierścieni
Urana, zaś czerwoną plamę Jowisza nazwano gigantyczną trąbą powietrzną wirującą w
kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara; największą niespodzianką dla
astronomów był jednak bezsprzecznie księżyc lo ze swoją aktywnością wulkaniczną).
Nawiasem mówiąc, kazałem poświadczyć własnoręcznym podpisem informacje podane w
punktach 7.4. i 7.5. zawarte w sprawozdaniach z rozmów z Semjase i to jeszcze w czasie, gdy
nasza ziemska nauka nie znała podanych tam faktów (1982).
8. Dwa listy
W roku 1975 Billy otrzymał od pana V. z Niemiec kopię bardzo interesującego listu.
Ponieważ jest ona złej jakości i nie nadaje się do przedstawienia tutaj, treść listu przytaczamy
w całości poniżej.
Szanowny Panie,
Proszę mi wybaczyć, że piszę do Pana ten list, mimo iż nie znam Pana osobiście. Pański adres
otrzymałam od pewnej osoby, która poradziła mi napisać do Pana jako do osoby, która może
być zainteresowana moim przeżyciem.
Najpierw chciałabym się jednak przedstawić. Jestem obywatelką Niemiec i mam 35 lat. Od
około 4 lat podróżuję autostopem po świecie w poszukiwaniu przygód. W czasie takich
podróży nietrudno o dziwne przeżycia, jakich się normalnie nie doznaje.
To, o czym chcę Panu opowiedzieć, przydarzyło mi się 17 dni temu. Było to na pustyni w
Iranie w odległości około 3 kilometrów od wsi Zahedan wczesnym rankiem. Razem z moim
przyjacielem Pete-
242
rem rozbiliśmy namiot z dala od wsi, aby nie być niepokojonym przez jej mieszkańców.
Około godziny 7. zbudził nas dziwny dźwięk, lecz z wnętrza namiotu nie widzieliśmy, co
mogło być jego przyczyną. Po chwili ustaliliśmy, że dochodził zza wydmy znajdującej się
około 50 metrów od nas. Peter uznał, że to jacyś robotnicy wykonujący tam jakąś pracę, i
zadowoliwszy się tym wyjaśnieniem, wrócił do namiotu.
Mnie jednak to wyjaśnienie nie zadowoliło i poszłam zobaczyć, co ci robotnicy tam robią.
Obeszłam dookoła całą wydmę i nagle stanęłam twarzą w twarz z kobietą mniej więcej w
moim wieku. Była dziwnie ubrana i przypominała wyglądem astronautów, jakich widziałam
na zdjęciach. Ona również się wystraszyła widząc mnie i z miejsca przerwała swoją pracę,
która polegała na grzebaniu w piasku jakimś dziwnym przyrządem. Wciąż zdziwiona jej
widokiem, podeszłam do niej i zapytałam ją po angielsku, co tu robi. Powiedziała, że szuka
czegoś, co spadło w tym miejscu. Po chwili wróciła do przerwanego zajęcia i po kilku
minutach znalazła to, czego szukała - dość osobliwie wyglądający spiralny cylinder, który
włożyła do dziwnego urządzenia stojącego obok. Szykując się do odejścia pożegnała się ze
mną.
Czułam, jak coś ciągnie mnie do niej, i szybko poprosiłam ją, aby została jeszcze trochę, na
co po chwili wahania w końcu przystała. Przedstawiłam się i spytałam ją, czy mieszka tutaj w
Zahedanie. W odpowiedzi zaśmiała się i powiedziała, że ta miejscowość nie jest zbyt
gościnna i że pochodzi z bardzo daleka. Następnie dodała, że nazywa się Semjaze lub
Semjase, o ile ją dobrze zrozumiałam. Poplotkowałyśmy jeszcze trochę o Irańczykach, po
czym powiedziała, że musi już iść. Pożegnałyśmy się więc i jeszcze przez chwilę krzątała się
przy swoim urządzeniu, które ku mojemu zdziwieniu wzniosło się nieco w powietrze, zanim
odeszła i zniknęła za pobliskim piaszczystym pagórkiem.
Gdy nieco ochłonęłam, ruszyłam w górę pagórka, za którym przed chwilą zniknęła. Kiedy
znalazłam się na jego szczycie, poczułam oszołomienie, widząc coś, co nie mogło być
prawdą. W odległości około 100 metrów ode mnie stało coś, z czego zawsze się śmiałam,
kiedy ludzie o tym mówili, to znaczy „latający spodek"! Nie mogłam w to uwierzyć i
pomyślałam, że chyba mi odbiło. Musiała to być jednak prawda, ponieważ widziałam, jak ta
kobieta wniknęła razem ze swoim urządzeniem przez otwór w dole statku, który następnie
zamknął się za nią. Wkrótce spodek wzniósł się bezdźwięcznie w górę i przeleciał nade mną.
W tym momencie jakaś niewidzialna siła
243
przydusiła mnie do ziemi. Przez chwilę widziałam, jak ten latający spodek wznosił się powoli
niemal pionowo w górę, po czym wystrzelił jak strzała, szybko niknąc na tle niebieskiego
nieba i wydzielając dziwny dźwięk.
Stałam jak zamurowana w tamtym miejscu przez jakiś czas, zanim wróciłam do namiotu. W
drodze do niego nagle poczułam się dziwnie i usłyszałam wewnątrz głowy obcy głos, który
kilkakrotnie powtórzył skierowane pod moim adresem przeprosiny.
Kiedy opowiedziałam o tym potem Peterowi, wyśmiał mnie, mówiąc, że to było „pustynne
przywidzenie". Pokłóciliśmy się i kilka godzin później rozstaliśmy na zawsze. Powiedział mi,
że nie chce mieć do czynienia z wariatką i zaproponował, aby każde z nas poszło swoją
drogą.
A przecież wiem, że nie jestem ani trochę stuknięta, i wiem także, co widziałam. Pamiętam,
jak powiedziała w pewnym momencie, że ma bardzo dobrego przyjaciela w Europie. Wiem,
że ją widziałam, także dziwny przyrząd, którym przeszukiwała piasek, oraz ten latający
spodek. Nie jestem stuknięta i wszystko, o czym tu piszę, przeżyłam naprawdę.
W międzyczasie poznałam pewnego mężczyznę, któremu opowiedziałam o tym zdarzeniu.
Powiedział mi, że takie rzeczy są możliwe, i dodał, że powinnam napisać do Pana, ponieważ
zajmuje się Pan takimi sprawami, i opowiedzieć tę historię, co niniejszym czynię. Ten
mężczyzna wiedział o Panu z jakiejś gazety. Proszę jednak nie wymieniać mojego nazwiska,
kiedy będzie Pan relacjonował tę historię komuś innemu. Wystarczy mi tych przykrości,
których już zaznałam od innych ludzi, którym o tym opowiedziałam. Nie chcę, aby po
powrocie do Niemiec ludzie wytykali mnie palcami i mówili: To ta „rąbnięta babka", która
widziała w Iranie latający spodek i kobietę z gwiazd szukającą czegoś na pustyni jakimś
dziwnym przyrządem. Proszę mnie zrozumieć i nie wymieniać mojego nazwiska. Dlatego też
nie podaję bliższych danych o sobie, żadnego adresu i tak dalej, ponieważ, jak już
powiedziałam, wystarczy mi tych przykrych słów, które już usłyszałam od ludzi, którym o
tym opowiedziałam. W Niemczech mogliby mnie wysłać do szpitala dla umysłowo chorych
po moim powrocie do domu, gdyby dowiedziano się, kim jestem. Proszę mieć to na uwadze.
Przesyłam Panu serdeczne pozdrowienia
Szczerze oddana
[Elsa Schröder]
Anatolia, Turcja, 8 marca 1975
244
Poniższe słowa dopisane zostały ręcznie u góry listu:
Szanowny Panie!
List, który dołączam, został przysłany do mnie omyłkowo przez turecką pocztę. Co miesiąc
otrzymuję z Anatolii w Turcji przesyłki z czasopismami, które są często źle zapakowane, a
czasami nawet otwarte. W ostatniej przesyłce znalazł się również niniejszy list. Wilgotny
znaczek przykleił się do jednej z gazet i dlatego trafił on do mnie razem z całą prasą. To nie ja
oderwałem znaczek, w związku z czym proszę mi to wybaczyć.
Ponieważ jestem uczciwym człowiekiem i nie otwieram cudzych listów, wysyłam ten list do
Pana.
Wyrazy szacunku
J. Krauer
W czasie rozmowy, która miała miejsce 17 listopada 1989 roku, Jszwjsz Ptaah, ojciec
Semjase, potwierdził autentyczność opisanego w liście spotkania.
Latem 1976 roku Billy otrzymał kolejny list, w którym opisane było spotkanie pewnego
niemieckiego obieżyświata z istotami pozaziemskimi, podczas którego zostało potwierdzone,
że kontakty Billy'ego z Plejadanami są prawdą.
Wielce szanowne Panie i szanowni Panowie!
W załączeniu przesyłamy Państwu kopie listu od jednego z naszych przyjaciół, który
podróżuje obecnie po świecie. Zgodnie z jego wolą nie podajemy Państwu jego adresu, a
dlaczego, zrozumieją Państwo po zapoznaniu się z jego listem.
Po wielu rozmowach z naszym pastorem, wielebnym Dillmannem, postanowiliśmy
sporządzić dodatkowe kopie załączonego listu i wysłać je pod podane przezeń różne adresy.
Mając nadzieję, że ów list będzie Państwu przydatny, jednocześnie wątpimy w zawarte w nim
informacje i poważnie martwimy się stanem zdrowia naszego przyjaciela. Mimo tych
wątpliwości spełniamy życzenie naszego przyjaciela i za radą wielebnego Dillmanna
przesyłamy ten list, którego treść muszą Państwo przeanalizować sami.
Poinformowano nas, że zajmują się Państwo sprawami, o których jest mowa w tym liście, i że
będą Państwo wiedzieli, o co w nim chodzi. Wraz z listem przesyłamy dodatkowo kopię
rysunku, który nasz przyjaciel załączył do swojego listu. Ze swojej strony zapew-
245
niamy, że jest on dobrym rysownikiem, zwłaszcza jeśli chodzi o ludzi, w związku z czym
szkice obu głów oraz latającego obiektu są najprawdopodobniej zgodne z rzeczywistością, o
ile oczywiście jego informacje odpowiadają rzeczywistym faktom i nie są wytworem gorączki
czy czegoś w tym rodzaju, co podejrzewamy, lecz czego nie możemy sprawdzić. Od lutego
nie mieliśmy od niego żadnych wiadomości. Dołączamy również wszystkie adresy podane
nam przez pastora Dillmanna, pod które wysłaliśmy kopie załączonego listu. Być może
wspólnymi siłami uda się Państwu ustalić coś na podstawie informacji przekazanych nam
przez naszego przyjaciela.
Mamy nadzieję, że nasza pomoc w tej sprawie okaże się na coś przydatna, zarówno Państwu,
jak i naszemu przyjacielowi.
Serdeczne pozdrowienia
A. Albers
Oto list, o którym mowa w liście A. Albersa:
Trinidad, 2 styczeń 1976
Drodzy przyjaciele!
Podróżując po świecie dotarłem właśnie do Trinidadu. Ta dziura znajduje się nad rzeką
Mamore na terenie Llanos de Mojos w Boliwii. Jestem tutaj już od trzech dni i zobaczyłem
wiele bardzo interesujących rzeczy. Moje wrażenia i przeżycia spisałem na maszynie.
Wczoraj rano zdarzyło się jednak coś, co sprawiło, że omal „nie wyskoczyłem z butów" z
wrażenia. Z początku myślałem, że to halucynacja lub objaw tropikalnej gorączki, ale szybko
stwierdziłem, że nic mi nie jest. Pewnie pomyślicie to samo po przeczytaniu tego listu. Znacie
mnie dobrze i wiecie, że nie mam zwyczaju zmyślać, w związku z czym będziecie musieli mi
uwierzyć, mimo iż nie przyjdzie wam to łatwo. To wszystko jest tak szalone, że jeszcze
dzisiaj zastanawiam się, czy nie wystąpiły jakieś błędy w funkcjonowaniu mojego umysłu, a
nawet biorę pod uwagę możliwość jakiegoś urojenia.
Wszystko to jednak wydarzyło się tak, jak to opisuję. Wrażenia z wczorajszego przeżycia są
wciąż jeszcze we mnie bardzo żywe i muszę wyznać, że dla mnie samego wydało się ono
nieprawdopodobne. Nie potrafię tego wyrazić inaczej. Nie uważajcie mnie więc za chorego
psychicznie, ponieważ tak nie jest. Jestem tak samo normalny, jak wy i nie zwykłem, jak
wiecie, fantazjować. Pozwólcie, że przejdę teraz do sedna sprawy i opowiem wam, co mi się
przytrafiło.
246
Obudziłem się o piątej rano i zwlókłszy się z łóżka, zacząłem przygotowywać się do wypadu
w okolice Trinidadu. Po około 10 minutach od chwili wstania dostrzegłem na porannym
niebie coś, w co nie mogłem uwierzyć. Słyszałem już kiedyś o latających spodkach, lecz
nigdy nie przywiązywałem do tego wagi, uważając to za bzdury. Informacje na ich temat
zawsze uważałem za czyjś żart. A tu nagle widzę, jak spokojnie, zupełnie bezdźwięcznie tego
typu obiekt przelatuje sobie nad Trinidadem powoli opadając, aż w końcu zniknął gdzieś za
drzewami w lesie. Pomyślałem, że śnię, i przetarłem z wrażenia oczy, ponieważ uważałem, że
to, co zobaczyłem, jest niemożliwe. Z miejsca, w którym stałem, wyglądał jak dwie nałożone
na siebie tarcze, jak dysk.
Usiadłem i zacząłem się zastanawiać, czy nie powinienem przypadkiem wrócić do
cywilizowanego świata i poddać się badaniom lekarskim. Ostatecznie jednak postanowiłem
zbadać dokładnie tę sprawę przed podjęciem jakiekolwiek kroków w tym kierunku. Wziąłem
kompas i określiłem dokładny kierunek, w którym opadł obiekt. Następnie spakowałem
plecak i ruszyłem w drogę w kierunku wskazanym przez kompas, to znaczy mniej więcej na
wschód. Z wielkim wysiłkiem przedzierałem się przez zarośla i z każdą upływającą chwilą
odnosiłem wrażenie, że nigdy nie dotrę do celu. Chciałem już zawrócić, byłem już bowiem
ponad 3 godziny w drodze i na nic nie trafiłem. Stopniowo dochodziłem do wniosku, że
uległem halucynacji. Z początkowej oceny wynikało, że niedługo powinienem natknąć się na
ten obiekt, jeżeli on rzeczywiście w ogóle wylądował. Sapałem z wysiłku i pot lał się ze mnie
ciurkiem, i coraz częściej myślałem o zawróceniu. Mimo rosnącego zniechęcenia brnąłem
naprzód, czując jakiś nieodparty przymus podążania dalej. Wyglądało to, jak gdyby jakaś
niewidzialna siła ciągnęła mnie do przodu bez jakiegokolwiek sprzeciwu z mojej strony. Tak
minęło dalsze pół godziny. W końcu uznałem, że mi odbiło, gdy nagle za krzakami
zamigotało coś metalicznego. Stanąłem jak wryty, nie wierząc własnym oczom. Po chwili
przełamałem się i przedarłem przez ostatnią ścianę zarośli.
Ponownie pomyślałem, że chyba śnię, ponieważ w środku polany unosił się na wysokości
około l metra nad ziemią duży metaliczny dysk o średnicy 14-15 metrów. Nie było słychać
żadnego dźwięku, bądź też był on niesłyszalny, poza tym obiekt unosił się swobodnie w
powietrzu. Stałem w miejscu jak sparaliżowany zaledwie 20 metrów od niego i gapiłem się
weń. Nie byłem zdolny jasno myśleć ani się ruszyć. Niejedno już widziałem podczas swoich
wędrówek
247
i nie tak łatwo zbić mnie z pantałyku, ale to zamurowało mnie zupełnie. To po prostu nie
mogło być prawdą, ponieważ coś takiego nie może istnieć.
Nie wiem, jak długo tak stałem, nie ruszając się. Wiem tylko, że nagle coś dotknęło mojego
ramienia i bezwiednie obróciłem się. To, co zobaczyłem, przeszło moje wszelkie
oczekiwania: obok mnie stało dwóch mężczyzn w kombinezonach nurków. Pamiętam, że się
bardzo zdziwiłem i zastanawiałem, co ci faceci w strojach nurków robią w środku dżungli. Po
chwili zacząłem dostrzegać różnice. Ich kombinezony były lżejsze niż skafandry nurków i w
przeciwieństwie do nich miały srebrzysty kolor. Obaj mężczyźni byli blondynami i nie mieli
na głowach hełmów ani żadnych urządzeń do oddychania w obcym środowisku. Mieli jednak
na swoich kombinezonach dziwnie wyglądające przyrządy różnej wielkości i kształtu. Stałem
nadal jak oniemiały nie mogąc wydusić z siebie słowa, mimo iż ci mężczyźni z całą
pewnością będący członkami załogi tego latającego spodka nie wyglądali złowrogo, a nawet
uśmiechali się do mnie przyjaźnie. Wtedy to jeden z nich powiedział coś do mnie, ale nie
zrozumiałem go ani trochę. Następnie odezwał się drugi, ale jego także nie zrozumiałem. Ani
jednego słowa. Ich język brzmiał dla mnie zupełnie obco, był jednak bardzo melodyjny i
sympatyczny dla ucha, co mnie nieco uspokoiło i sprawiło, że zacząłem się rozluźniać.
Obydwaj mężczyźni byli równi wzrostem i mierzyli mniej więcej tyle samo co ja, to jest
około 174 cm. Wzięli mnie pod pachę i poprowadzili w kierunku swojego pojazdu. Nie
opierałem się. Około 5 m przed nim stało ustawionych na ziemi kilka dziwnych przedmiotów,
wśród których były nietypowe stołki i krzesła. Usiedliśmy na nich. Nadal nie mogłem
wykrztusić z siebie słowa. Jeden z mężczyzn uśmiechnął się do mnie przyjaźnie i coś
powiedział, czego znowu nie zrozumiałem. Jego mówienie do mnie miało na mnie kojący
wpływ i powoli zacząłem czuć, jak opuszcza mnie ogólne zesztywnienie. Ogarnął mnie
spokój i odzyskałem mowę. Zapytałem ich pełnym zdziwienia głosem po hiszpańsku o to
niezwykłe zdarzenie i oczywiście, jak przypuszczałem, nie zostałem zrozumiany.
Spróbowałem więc po angielsku, lecz rezultat był taki sam. Podobnie było z niemieckim. Po
prostu nie mogliśmy się zrozumieć. Wówczas ponownie przemówił jeden z nich w tym
swoim sympatycznym i melodyjnym języku i jednocześnie sięgnął do paska, gdzie zaczął
manipulować przy jakimś urządzeniu niewiele większym od paczki papierosów. W trakcie
mówienia jego język zmieniał się i w pewnej chwili
248
usłyszałem słowa hiszpańskie, francuskie, a potem niemieckie. Nie wiem dlaczego, ale
ucieszyłem się w tym momencie, co ów mężczyzna musiał zauważyć, gdyż pozostał przy
niemieckim. Od tej chwili mówili do mnie w moim rodzinnym języku. Nadal pamiętam
bardzo dokładnie, co powiedzieli do mnie w tym momencie: „.. .teraz możemy porozmawiać
dzięki naszemu translatorowi. Pozdrawiamy cię i nie bój się. Przybyliśmy tu w pokojowych
zamiarach i w pokoju odlecimy". To były pierwsze słowa, które mogłem zrozumieć, i nigdy w
życiu ich nie zapomnę, a także ich brzmienia. Wywarły na mnie tak duże wrażenie, że
zapamiętałem je bardzo dokładnie, możecie mi wierzyć.
Mogliśmy teraz rozmawiać ze sobą. Spytali mnie, czy rozumiem ich i czy jestem w stanie
zapamiętać wszystko, co mówią. Powiedziałem, że tak i że wszystko to mogę stenografować
na bieżąco, jak zwykłem to czynić, o ile oczywiście nie mają nic przeciwko temu. Jestem
podróżnikiem i żyję z moich relacji. Jeden z nich powiedział, że to dobry pomysł, i zapytał,
co to jest stenografowanie. Zdziwiło mnie to pytanie, lecz odpowiedziałem na nie, za co mi
podziękował. Wyjąłem mój notatnik i ołówek i zabrałem się za spisywanie naszej rozmowy.
Dzięki temu właśnie mogę wam ją teraz przedstawić słowo w słowo. Z całą pewnością
będziecie nią zaskoczeni i trudno wam będzie w to wszystko uwierzyć, podobnie jak jest mnie
samemu.
Pozwólcie, że przedstawię teraz po kolei całą naszą rozmowę, tak jak ją zanotowałem.
[Rozmowa pomiędzy dwiema istotami pozaziemskimi Kohunem i Atharem z układu
Proximy Centauri z niemieckim podróżnikiem Horstem Fennerem]
— Jestem Kohun — powiedział jeden z mężczyzn.
— Mnie nazywają Athar — przedstawił się drugi.
- Nazywam się Horst Fenner — powiedziałem.
— Mieszkasz tutaj w tym dzikim kraju? — spytał Athar.
— Nie, jestem turystą z Niemiec.
- Co to jest turysta? — spytał Athar.
- To osoba, która odwiedza inne miejsca - odpowiedziałem.
- Zatem Athar i ja jesteśmy turystami — powiedział Kohun.
- Jak mam to rozumieć? — spytałem.
- Nie jesteśmy z tego świata, który nazywacie Ziemią — odrzekł Kohun.
— A jak to mam rozumieć? — spytałem zaskoczony.
- Pochodzimy z gwiazd — odparł Kohun. — Nie jesteśmy istotami z tego świata.
249
- Żartujesz sobie ze mnie, prawda? — spytałem.
- Ależ skąd, pochodzimy z układu Proximy Centauri — brzmiała odpowiedź Kohuna. - - To
jest najbliżej położony waszego układ słoneczny. Oddalony jest o około 50 bilionów
kilometrów według waszego pomiaru odległości.
— To przecież nie istnieje, to utopia — powiedziałem. [Aby było łatwiej zapisywać tę
rozmowę, w dalszej części tej transkrypcji przed wypowiedzią każdego z nas, będę umieszczał
imię mówiącego].
KOHUN: Nie żartujemy.
HORST: Zatem musicie być ludźmi z gwiazd.
KOHUN: Jesteśmy nimi, jeśli chcesz nas tak nazywać.
HORST: Nie mogę w to uwierzyć.
ATHAR: Nie kłamiemy.
HORST: Czy naprawdę mam w to uwierzyć?
KOHUN: Ależ to prawda.
HORST: To niewiarygodne, a co tutaj robicie?
KOHUN: Często odwiedzamy Ziemię, śledzimy przebieg wydarzeń na niej i obserwujemy
rozwój ludzkich istot. Niestety są one bardzo zacofane w swoim rozwoju religijnym z
powodu intryg politycznych. Błędny rozwój i nieustanna walka o władzę Ziemian może
spowodować wiele zła, którego skutki mogą dotknąć nawet odległe systemy gwiezdne.
Właśnie z tego powodu odwiedzamy Ziemię i prowadzimy obserwacje, aby w razie potrzeby
zapobiec złu.
HORST: To brzmi wręcz niewiarygodnie.
ATHAR: Mówimy prawdę.
HORST: Jeśli rzeczywiście mówicie prawdę, to powiedzcie mi, co moglibyście zrobić,
gdyby naprawdę stało się coś złego?
KOHUN: Nie obawiaj się, nie jesteśmy sami. Oprócz nas Centaurian jest jeszcze wiele
innych kosmicznych ras, których przedstawiciele rezydują na Ziemi. Wielu z nich pochodzi z
dużo bardziej odległych systemów słonecznych.
HORST: Mimo wszystko brzmi to dla mnie jak utopia. Co możecie zdziałać na Ziemi? Nie
możecie przecież nic zmienić używając przemocy, ponieważ to by oznaczało wojnę. Skąd
pochodzą inni gwiezdni ludzie?
KOHUN: Powiedziałem ci już przecież, że mówimy prawdę. To nie utopia. Nie zamierzamy
podejmować żadnych działań przeciwko Ziemi. Nie mamy do tego prawa, zwłaszcza
używając przemocy, która jest zakazana. Tak więc nie musicie obawiać się wojny z naszej
strony. Mamy wielu przyjaciół na Ziemi, z którymi utrzymujemy stały kontakt i którzy
działają w oparciu o nasze wskazówki i zalecenia
250
w pokojowy sposób w imię dobra całej ludzkości. Rozpowszechniają wiedzę o naszym
istnieniu i naszej misji. Ludzi tych nazywacie łącznikami. Działają oni zgodnie z naszymi
wskazówkami i z tego powodu są często ostro atakowani. Oskarża się ich o głoszenie
kłamstw i wprowadzanie ludzi w błąd, przed czym jest im niestety bardzo trudno się bronić.
Często w szeregi tych ludzi wkradają się jednostki, które kłamią i wprowadzają innych w
błąd, nieraz dla żartu, co nie służy dobrze naszej misji. Najważniejsi łącznicy bardzo często
atakowani są ze szczególną zajadłością, a nawet próbuje się ich pozbawić życia. Jest jeden
człowiek, który został wyedukowany na proroka obecnych czasów. Jego misja jest
najważniejsza, ponieważ ma za zadanie ponownie przedstawić mieszkańcom Ziemi nauki
dotyczące prawdy. Jego nauki to nauki duchowe. Nauki te zostały mu przekazane z bardzo
wysokich poziomów bytu przy współpracy z cywilizacjami pochodzącymi z gwiazdozbioru
Lutni, Plejad i wszechświata DAL. Oprócz nich na Ziemi stale przebywają jeszcze
przedstawiciele innych kosmicznych ras. Najważniejsze misje są realizowane przez rasy
należące do gromady gwiazd zwanej Plejadami, ponieważ ich dawni przodkowie są również
przodkami Ziemian, w związku z czym ta wielka misja spoczywa na ich barkach. Rasy te
posiadają trzy różne bazy na Ziemi, którymi kieruje istota imieniem Quetzal. Jego
namiestnikiem jest kobieta mająca około 350 lat ziemskich o imieniu Semjase, która jest
córką komendanta kosmicznej floty Plejadan. Ziemskim łącznikiem Plejadan jest blisko
czterdziestoletni mężczyzna mieszkający w kraju zwanym Szwajcarią. Ma na imię Billy.
Wiele różnych ras odwiedza Ziemię i jej najbliższe gwiazdy24, Wenus i Marsa, gdzie w bazach
przebywa niewielka, pięćdziesięcioosobowa grupa istot, jako że obie te planety nie nadają się
do normalnego życia z braku odpowiednich warunków. Ta sama uwagą dotyczy innych ciał
planetarnych w waszym systemie słonecznym, w którym, jak ci wiadomo, jedynie Ziemia
posiada odpowiednie warunki do rozwoju życia i na której istnieje ono zarówno w postaci
materialnej, jak i duchowej. Wasza nauka niedługo się o tym przekona, mimo iż na razie
twierdzi co innego.
HORST: To niewiarygodne, czy to wszystko jest prawdą?
ATHAR: Mówimy tylko prawdę.
HORST: Po prostu nie mogę w to uwierzyć. To brzmi jak jakiś utopijny horror.
24
Jak widać z tej wypowiedzi, również te istoty, podobnie jak Plejadanie, często nazywają gwiazdami te obiekty kosmiczne, które my
nazywamy planetami.

251
KOHUN: Mimo to naszym zadaniem jest głoszenie prawdy.
HORST: Chyba muszę w to uwierzyć, czy chcę, czy nie. Wasz latający spodek dowodzi, że
musicie mówić rację.
ATHAR: My nazywamy nasze latające pojazdy statkami promiennymi.
HORST: Czy mogę dowiedzieć się czegoś o ich napędzie.
ATHAR: Nie wolno jest nam udzielać tego rodzaju informacji.
HORST: Szkoda.
ATHAR: Gdybyś mógł nam pomóc, bylibyśmy ci bardzo wdzięczni.
HORST: Chętnie, co mam zrobić?
ATHAR: Chcielibyśmy zlecić ci pewne zadanie w związku z naszym istnieniem.
HORST: Czy chcecie, abym coś o was napisał?
ATHAR: Właśnie.
HORST: Nie mogę tego zrobić, jeszcze nie zwariowałem. Nikt by mi nigdy nie uwierzył w
taką historię. Uznano by mnie za wariata.
KOHUN: Jak chcesz. Zatem nasz trud jest daremny. Musisz nas teraz opuścić.
HORST: Poczekajcie, nie to miałem na myśli. Może mógłbym
spróbować, ale anonimowo?
ATHAR: Jak mamy to rozumieć?
HORST: Zwyczajnie, nie podając swojego nazwiska.
KOHUN: To nie będzie dobrze służyło naszej sprawie.
HORST: Co mam więc zrobić?
KOHUN: Musiałbyś występować publicznie jako łącznik.
HORST: Co to, to nie, jeszcze nie zwariowałem!
KOHUN: Zatem naszą rozmowę możemy uznać za zakończoną.
HORST: Szkoda, że nie chcecie mnie zrozumieć. KOHUN: Jeśli to jest twoje ostatnie
zdanie, to znaczy, że zakończyliśmy tę rozmowę.
HORST: Niech więc tak będzie, po prostu nie mogę postąpić inaczej. Czy mogliście
odpowiedzieć przynajmniej na jedno pytanie?
KOHUN: O ile nie dotyczy ono naszych pojazdów i sprzętu, to tak.
HORST: Wspomnieliście coś wcześniej o osobach nazywających siebie łącznikami... ale nie
będących nimi. Swego czasu spotkałem się gdzieś z kilkoma nazwiskami. Jedno brzmiało coś
jak Adami lub podobnie, inne Genovesa, a inne Michalk. Czy moglibyście mi coś o tym
powiedzieć?
ATHAR: Dlaczego cię to interesuje, skoro sam chcesz zachować swoją osobę w tajemnicy?
HORST: To tylko pytanie. Z drugiej strony przekonaliście mnie, że faktycznie pochodzicie z
gwiazd. Po prostu chciałbym się dowiedzieć
252

[patrz: dołączony katalog UFO Z PLEJAD ilustracje i zdjecia - UFO Z


PLEJADv]
Szkic Horsta Fennera przedstawiający Kohuna, Athara i ich pojazd
czegoś nowego, lecz nie mogę występować publicznie, jak proponujecie. Z jednej strony nie
uwierzono by w ani jedno moje słowo, z drugiej zaś nie jestem odpowiednim człowiekiem do
tego celu. KOHUN: Może i masz rację. Z drugiej strony masz prawo znać prawdę. Te trzy
wymienione przez ciebie nazwiska są nam dobrze znane, chociaż źle je wymówiłeś: pierwszy
z tych ludzi nazywa się Adamski, drugi Genovese, a trzeci Michalek25. Nie są to prawdziwi
25
Te istoty również się pomyliły, ponieważ ten człowiek nazywa się Michalak.

253
łącznicy, lecz zwyczajni oszuści. Żaden z nich nie kontaktował się z nami ani też z
kimkolwiek z innych ras kosmicznych. Nie są oni wcale jedynymi kłamcami, jest ich o wiele
więcej. Jeżeli kiedykolwiek usłyszysz takie nazwiska, jak Zilar, Menger, Miller, Nelson,
Castillio czy Siracusa... możesz być pewny, że masz do czynienia z oszustami.
ATHAR: Naprawdę nie chcesz pracować dla dobra naszej misji?
HORST: To kusząca propozycja, ale naprawdę nie mogę. Może kiedy
indziej. Najpierw jednak chciałbym porozmawiać z kimś, kto zna-się
na tych sprawach. Znacie kogoś takiego?
KOHUN: Zwróć się po prostu do najważniejszej osoby. Nie możesz jednak podjąć się tego
zadania potem. Decyzję musisz podjąć teraz. Albo wiesz już teraz, co jest twoim
obowiązkiem i co jesteś w stanie zrobić, albo musimy zrezygnować z twojej pomocy.
Niestety, w tej kwestii musimy być nieustępliwi.
HORST: W takim razie muszę chyba zrezygnować, ponieważ nie jestem teraz w stanie podjąć
takiej decyzji. Szkoda. Przemyślę sobie to wszystko i być może spróbuję opisać i
opublikować to spotkanie z wami.
ATHAR: Sprawiłbyś tym nam dużą radość i byłoby to z pewnością użyteczne. Ale teraz
musisz już iść, ponieważ mamy jeszcze trochę pracy. Szkoda że trudziliśmy ciebie tutaj na
darmo. Idź w pokoju i nie bój się niczego!
Drodzy przyjaciele, tak oto przedstawia się cała nasza rozmowa, która pod koniec nie
wydawała mi się już tak fantastyczna. Po kilku przyjacielskich słowach pożegnania udałem
się w drogę powrotną do Trinidadu, gdzie dotarłem tuż przed zmierzchem. Przez całą noc nie
mogłem zasnąć i rozmyślałem o tym wszystkim. Doszedłem do wniosku, że postąpiłem
głupio, gdyż zgodziwszy się na propozycję Athara i Kohuna, mógłbym zapewne dowiedzieć
się od nich czegoś więcej. Bałem się panicznie, że zostanę potraktowany jak wariat, jeśli
spróbuję napisać cokolwiek na ten temat. Teraz już naprawdę nie wiem, co mam o tym
wszystkim sądzić, i czy przypadkiem nie uroiłem sobie tego. Proszę, porozmawiajcie o tym z
moim ojcem i pastorem i spytajcie ich, co o tym sądzą, a następnie napiszcie mi o tym.
Zapytajcie także pastora, czy powinienem rozpowszechnić tę rozmowę, czy nie. Jeśli uzna, że
tak, zróbcie to. Proszę tylko nie podawać mojego ani swojego adresu, ponieważ nie chcę być
przez nikogo nękany po swoim powrocie...
254
Czekam na waszą odpowiedź i opinię. Za mniej więcej miesiąc będę w La Paź, gdzie możecie
pisać pod znany adres.
Serdeczne pozdrowienia i wszystkiego dobrego
Wasz obierzyświat
Horst
9. Uwagi końcowe
9.1. Tajemnicza likwidacja jodeł
(zdjęcia 55 i 56)
Historia o zniknięciu jodły jest sprawą drażliwą (patrz rozdział VII). Wielu sceptyków
wykorzystało ją w swojej walce z Billym, twierdząc, że to drzewo nigdy nie istniało. Tym
zarzutom przeczą następujące sprawy:
1. Pierwszy zarzut, że jodła w ogóle nie istniała, łatwo obalić, ponieważ istnieją co najmniej
dwa zdjęcia, na których jest ona widoczna.
2. Poza tym istnieje zdjęcie tego samego fragmentu terenu bez drzewa, co daje nam
możliwość dokonania porównań. Na jednym z nich widać młode wybujałe drzewo w
otoczeniu czerwonawego buku rosnącego z boku, na drugim zaś nie ma po nim śladu, zaś
wymieniony buk widać nieco w dali. Jeżeli założymy, że Billy własnoręcznie usunął tę jodłę,
to należy przypuszczać, że ktoś mógł widzieć, jak to robi. Co więcej, musiał w ciągu 1-2
godzin zatrzeć wszelkie ślady. Jak wiadomo, trawa nie mogłaby wyrosnąć w tamtym miejscu
w tak krótkim czasie.
3. W końcu chciałbym zwrócić uwagę na wymieniony już buk rosnący nieco z boku - i to nie
bez powodu.
9.2. Niesamowite dźwięki
(szkic na stronie 154)
Trzecia demonstracja dźwięków wydawanych przez statek Semjase miała miejsce 18 lipca
1980 roku w Sadelegg-Hinterschmidrüti. Jest kilka argumentów przemawiających za
prawdziwością tego zdarzenia. Podobnie jak podczas poprzednich demonstracji, również tym
razem było wielu świadków mogących potwierdzić to zdarzenie, ponieważ wszyscy oni:
a) obserwowali Billy'ego przez cały czas dokonywania nagrań (patrz szkic z zaznaczonymi
pozycjami świadków);
b) słyszeli na własne uszy te głośne dźwięki;
c) również je nagrali.
Przy tej okazji pozwolę sobie przypomnieć jeszcze raz pozostałe dzienne demonstracje. Były
to ślady lądowania, pozaziemskie krasnoludki, nieco-
255
dzienne rozmowy radiowe, pokaz pistoletów laserowych. Do tej samej kategorii należą
również demonstracje nocne, a także obserwacje dzienne i nocne.
9.3. Historia z brodą
Regułą jest, że mężczyzna goli się w czasie porannej toalety. Jeżeli jednak tego nie zrobi z
jakichś powodów, na przykład braku czasu lub lenistwa, nie jest to przestępstwem. Niegolenie
się przez dłuższy czas sprawia, że zarost szybko staje się widoczny. Wie o tym każdy, ale
wspominam o tym nie bez przyczyny, ponieważ ma to posłużyć jako wprowadzenie do
pewnej historii związanej z brodą, którą usłyszałem od Jacobusa Bertschingera.
Zdarzenie to miało miejsce w roku 1975, gdy Eduard Meier mieszkał z rodziną jeszcze w
Hinwil. Nie nosił wówczas brody, jak to ma obecnie miejsce, i golił się codziennie. Było to
latem, a dokładnie w czwartek 17 lipca. Świeżo ogolony wyszedł rano około godziny 9. z
domu, gdzie wrócił dopiero wczesnym rankiem następnego dnia.
W tym czasie Jacobus czekał cierpliwie w jego domu na jego powrót. Gdy Billy wszedł do
mieszkania, Jacobus z miejsca zauważył dwie rzeczy: po pierwsze, Billy sprawiał wrażenie
bardzo zmęczonego, z trudem patrzył na oczy, po drugie, miał tak długą brodę, jakby nie golił
się od tygodnia. Jacobus doskonale wiedział, że nie było go zaledwie jeden dzień. Ciekaw
jestem, co pomyśleliby inni, gdyby ich dobry znajomy pojawił się z wielotygodniowym
zarostem, mimo iż wiedzieliby, że nie golił się tylko jeden dzień? Z pewnością pomyśleliby o
jakimś cudownym napoju bądź środku na porost włosów. Oba te przypuszczenia są jednak
błędne w tym przypadku, bowiem wyjaśnienie tej zagadki jest zupełnie inne. Otóż tego dnia,
kiedy Billy wyszedł z domu, Plejadanie zabrali go statkiem dowodzonym przez Ptaaha w
daleką podróż po naszym wszechświecie. Ta niezwykła podróż, jakiej nie odbył żaden inny
Ziemianin, trwała 5 ziemskich dni. Najbardziej zagadkowy był jednak jego powrót, który
nastąpił po 22 godzinach. Ale i na to jest wyjaśnienie, którym jest manipulacja czasem.
Kolejną ciekawostką było oświadczenie Billy'ego, że przez cały ten czas nie zmrużył oka. W
związku z tym nasuwa się pytanie, jak mu się to udało? Odrzekł, że nie było to jego zasługą.
Po prostu otrzymywał odpowiedni pokarm, który utrzymywał go w stanie pełnej
świadomości. Pokarm spożywany przez Plejadan działa podobnie jak dostępne u nas w
handlu środki pobudzające. Po tych pięciu bezsennych dniach Billy poszedł wypocząć i spał
przez 36 godzin.
9.4. Badania ogólne
Aby dokładnie zbadać całą tę sprawę, wielu badaczy zjawiska UFO z Ameryki i Japonii przez
około 4 lata (łącznie przez 300 dni) przebywało
256
w pobliżu domu Billy'ego, kontrolując go dosłownie w dzień i w nocy, a także jego przyjaciół
i współpracowników.
Wyniki tego dochodzenia opublikowane zostały w USA w dwutomowym albumie obficie
ilustrowanym zdjęciami Billy'ego UFO... Contactfrom the Pleiades (UFO... kontakt z Plejad)
autorstwa Brit i Lee Eldersów oraz Toma Welcha, a także książce emerytowanego
podpułkownika lotnictwa wojskowego Wendelle C. Stevensa UFO... Contactfrom the
Pleiades: Preliminary Imestigation Report (UFO... kontakt z Plejad — raport wstępny). Dwa
lata później, w roku 1984, pojawiła się kolejna książka w języku angielskim Istoty
pozaziemskie i tęsknota Ziemian za pokojem Maartena Dillingera, który już od dłuższego
czasu zajmował się tym problemem. Przez kilka tygodni na przestrzeni 3 lat znany
amerykański publicysta Gary Kinder badał przypadek Billy'ego. Owocem jego pracy był
bestseller Light Years (Lata świetlne).
Autorzy tych prac stwierdzają w nich jednoznacznie, że ów jednoręki mężczyzna, Billy, nie
byłby w stanie sam zgromadzić tak ogromnego materiału dowodowego. Ponieważ nie
dysponował wystarczającą sumą pieniędzy, nasuwa się pytanie, czy wspomagał go ktoś w
tym finansowo. Jeśli tak, to na pewno nikt ze Szwajcarii. W rzeczy samej nie udało się
znaleźć nikogo, kto by go finansował, w związku z czym to przypuszczenie należy odrzucić.
Jak już wcześniej wspomniałem, Billy nie żyje jak samotnik w jaskini, lecz mieszka pod
jednym dachem razem ze swoją rodziną i innymi ludźmi wspomagającymi go w jego misji.
Wszyscy oni mają stały wgląd w jego poczynania i doskonale wiedzą, co się dzieje w
Centrum. Nie wyobrażam sobie, aby pozwalali wodzić siebie za nos, gdyby wiedzieli, że coś
w tym jest nie tak.
Chciałbym również wspomnieć o dzieciach, które jak wiadomo, są bystrzejszymi
obserwatorami od dorosłych. Można więc przyjąć z pewnym prawdopodobieństwem, że jeśli
będą wiedziały coś, czego nikt nie wie, to być może pewnego dnia poznamy to.
Poza tym Billy musiał mieć się na baczności przed swoją żoną, która w początkowych latach
nie była do końca przekonana do jego kontaktów i pochodziła do nich z dużą rezerwą. Wraz z
nabraniem przez nie oficjalnego charakteru w jego rodzinie nastąpiły ogromne zmiany. Z dnia
na dzień został wciągnięty przez istoty pozaziemskie w wir intensywnej pracy, przez co coraz
mniej miał go dla rodziny. Której żonie podobałaby się taka sytuacja?
Z tych powodów żona Billy'ego z niechęcią śledziła wszystkie jego poczynania i wcześniej
czy później odkryłaby różne rzeczy, na przykład wykonywanie przez niego rzekomych
modeli statków kosmicznych. Nic takiego jednak się nie stało. Mając to na uwadze,
twierdzenie, że Kalliope wspierała Billy'ego w preparowaniu rzekomego oszustwa, jest
całkowicie
257
irracjonalne. Było wręcz odwrotnie, o czym może zaświadczyć wiele osób, które ją znają.
9.5. Najważniejsze ogniwa łańcucha dowodów
W przedstawionym dotychczas łańcuchu dowodów brakuje bezsprzecznie jeszcze jego
najistotniejszych elementów, a mianowicie łącznika i jego świadków. Spośród wszystkich
szczególnie nurtuje pytanie, co skłoniło Billy'ego, aby przez lata uważać siebie za
superłącznika, jak się go często błędnie określa. Jeśli wierzyć jego antagonistom, na ów
szczyt wyniósł się przy pomocy swoich zwolenników i ich kosztem.
Kto wierzy w takie bzdury, ten nie ma zielonego pojęcia o tej sprawie. Dlatego powtarzam to,
co już napisałem w rozdziale V, że mimo kłopotów zdrowotnych Billy niestrudzenie oddaje
się pracy twórczej będącej częścią jego misji, wspiera FIGU oraz pomaga przy rozbudowie i
utrzymaniu Centrum — oczywiście bez wynagrodzenia!
Z biegiem lat jego warunki mieszkaniowe znacznie się poprawiły, lecz jest to zasługą przede
wszystkim jego samego. Na szczęście wśród jego współpracowników jest wielu pasjonatów,
którzy wspierają go, jak mogą. Poza tym ma wielu sympatyków na całym świecie. Jeśli ktoś
sądzi, że kontakty z istotami pozaziemskimi należą wyłącznie do przyjemności, to jest w
wielkim błędzie. W rozdziale V wyjaśniłem wyraźnie, że wiąże się z tym bardzo uciążliwa
praca. W ten oto sposób dotarliśmy do odwrotnej strony medalu, to znaczy do nieco mniej
przyjemnej strony życia łącznika. W realizację jego misji zaangażowana jest spora grupa
ludzi, lecz mimo to na nim spoczywa największa odpowiedzialność. Stąd też twierdzenie, że
kieruje nim żądza zdobycia sławy, jest pozbawione racjonalnych podstaw. Dodatkowo
przemawiającym za tym argumentem jest odrzucenie przezeń między innymi bardzo ponętnej
propozycji objęcia intratnego kierowniczego stanowiska w mającym powstać globalnym
stowarzyszeniu wspierania przyjaźni z istotami pozaziemskimi. Skąd więc to ględzenie o
chęci zdobycia sławy. Niestety, nie jest mu dane wiedzenie zwykłego życia, gdyż był i jest
nadal nieustannie poddawany wielu próbom, zarówno psychicznym, jak i fizycznym.
1. Jak wiadomo, Billy nazywany jest kłamcą i oszustem, który spreparował cały swój
materiał fotograficzny i filmowy, a także pozostałe dowody. Tego typu opinie głoszą
najczęściej ci, którzy z reguły nie orientują się w całej tej sprawie.
2. Wielu wrogo do niego nastawionych dziennikarzy i reporterów neguje wszystko, co
dotyczy jego przypadku, jak na przykład regularnie organizowane przezeń medytacje o pokój,
wymyślając jednocześnie różne bzdury na jego temat.
258
3. Często twierdzi się, że nie dementuje on zarzutów, jakie są kierowane pod jego adresem, w
związku z czym muszą być one słuszne.
4. Coraz częściej dowiaduje się, że jego teksty sprzedawane są bez jego zgody w innych
krajach, często w złych przekładach i co najgorsze, świadomie przeinaczane.
5. Jest spora grupa ludzi, którzy akceptując w pełni jego wspaniały materiał dowodowy,
odrzucająjednocześnie jego opisy podróży kosmicznych oraz w czasie, a także opinie na
temat religii jako zmyślony stek bzdur. Mogę w tym miejscu powiedzieć jedynie, że wielu
zjawisk mających związek z jego kontaktami nie da się w świetle współczesnej nauki
wytłumaczyć, przeto nic dziwnego, że nie są one akceptowane. Tego typu reakcja jest czymś
naturalnym w przypadku zdarzeń, wobec których nauka jest bezsilna. Billy zdaje sobie z tego
doskonale sprawę i dlatego unika tego rodzaju tematów. Pomija zatem rzeczy, które mogłyby
prowadzić do nieporozumień i stać się przyczyną złośliwych pomówień. (Na przykład w
przeciwieństwie do Ziemian Plejadanie za system słoneczny uważają taki układ, w którym
istnieje co najmniej jedna planeta z nie mniej niż trzema księżycami).
6. Wielu przeciwników Billy'ego przypisuje mu wszelkie możliwe i niemożliwe cudowne
zdolności, a następnie określa go mianem szarlatana. Muszę stwierdzić, że to bardzo
niegodziwa gra. Gdyby ci ludzie wiedzieli, jakie brzemię dźwiga człowiek, którego zadaniem
jest głoszenie prawdy, być może zastanowili się nad swoim postępowaniem.
7. Wielu dawnych członków jego grupy i przyjaciół stało się z biegiem czasu źródłem jego
rozczarowań, kiedy to zaczęli go opuszczać. Niektórzy z nich dopuścili się nawet oszczerstw
- - ludzie, którym poświęcił tak wiele swojego czasu i cierpliwości.
8. Jestem pełen podziwu do Billy'ego, że mimo tych wszystkich przeciwności oraz złego
stanu zdrowia nie porzucił swojej działalności i wszelkimi siłami nadal usiłuje pełnić swoją
misję najlepiej, jak to tylko możliwe, dla dobra ogółu.
9. W podzięce za te starania jest nieustannie wyszydzany. W ciągu minionych 15 lat
dokonano łącznie 13 zamachów na jego życie (patrz rozdział XIII). Często również
atakowany był przez Inteligencję Giza (patrz rozdział XIV). Zastanawiające jest, dlaczego tak
usilnie próbuje się go wysłać w zaświaty, jeśli jest on kłamcą i oszustem?
10. Bardzo często grupę Billy'ego przedstawia się jako religijną sektę, a jego samego jako jej
guru.
Wymienione argumenty powinny, jak sądzę, dostarczyć notorycznym sceptykom
wystarczającej ilości materiału do przemyśleń. Ostatecznie każ-
259
dy czytelnik sam musi zadecydować, czy uważa Billy'ego za osobę wiarygodną, czy też nie.
Znaczącą rolę w sprawie Meiera odgrywają również jego współpracow-i nicy i świadkowie.
Gdyby to wszystko były brednie, wówczas nikt z nich nie narażałby na szwank swojej
reputacji, którą cieszy się w miejscu pracy oraz w swojej lokalnej społeczności. Tym bardziej,
iż wiedzą dobrze, że każdy, kto popiera publicznie Billy'ego musi się liczyć z szyderstwami i
ośmieszaniem. Znam to z własnego wieloletniego doświadczenia. Wiem dobrze, jak może
czuć się osoba publicznie oczerniana, lub gdy potajemnie szepce się za jej plecami, że na
przykład wskutek odniesionej w czasie drugiej wojny światowej rany w głowę brak jej „piątej
klepki".
Czy się to komu podoba, czy nie, prawda jest prosta i około 20 świadków udokumentowało
swoimi podpisami prawdziwość przytoczonych przeze mnie relacji. Oczywiście najchętniej
kwestionowane są najbardziej wymowne wypowiedzi, co przychodzi szczególnie łatwo, kiedy
świadków zna się tylko ze słyszenia lub przelotnie. Dla wielu ludzi nawet zbadanie faktów i
poznanie świadków nadal nie będzie dostatecznym argumentem do uznania ich za prawdziwe.
Nic dziwnego, bowiem prawdzie zawsze trudno jest się przebić na światło dzienne.
Semjase wielokrotnie usiłowała uzmysłowić Ziemianom, że właśnie w Erze Wodnika winni
wyprzedzać czas, kierować się przede wszystkim rozumem i logiką. Poza tym dała jasno i
wyraźnie do zrozumienia, że otrzymaliśmy za pośrednictwem Billy'ego znacznie więcej
dowodów do analizy niż trzeba i że jedyne, co nam teraz pozostaje, to jej rzetelne
przeprowadzenie.
Ze względu na obowiązujące prawa istoty pozaziemskie nie są upoważnione do
przekazywania Ziemianom gotowych prawd, co nie podoba się wielu ludziom, którzy nie
chcą w żadnym wypadku tego zaakceptować, gdyż nie odpowiada to ich wyobrażeniom. Ich
zdaniem istoty pozaziemskie powinny nieść nam pomoc oraz wspierać na wszelkie sposoby.
Intensywna praca umysłowa związana jest z ogromnym wysiłkiem i dlatego niezbyt lubiana
przez wielu, zwłaszcza gdy nie stoją za tym korzyści finansowe. Rzecz w tym, że droga do
prawdy wiedzie właśnie poprzez intensywny wysiłek umysłowy i w żaden sposób nie da się
tego ominąć. Wszystkim poszukującym prawdy mogę jednak powiedzieć na pocieszenie, że
zgodnie z uniwersalnym prawem każdy dążący do niej uparcie wcześniej czy później na
pewno osiągnie cel.
Oświadczenie świadków
Niżej podpisani oświadczają, że nigdy nie widzieli, aby Eduard Albert (Billy) Meier
mieszkający w Szwajcarii w miejscowości Schmidrüti nieda-
260
leko Zurychu dokonywał kiedykolwiek jakichś mistyfikacji, oraz że nigdy nie słyszeli, aby
ktokolwiek wspierał go finansowo w tego typu działaniach. Ponadto oznajmiamy, że zawarte
w tej książce nasze relacje z różnych przeżyć, których byliśmy świadkami, są całkowicie
zgodne z prawdą, i że w każdej chwili jesteśmi gotowi potwierdzić je przed sądem.
Hinterschmidrüti, Semjase-Silver-Star-Center, 16 lutego 1991 roku

[patrz: dołączony katalog UFO Z PLEJAD ilustracje i zdjecia - UFO Z


PLEJADw]
Nazwiska świadków i ich podpisy
261

XIII ZAMACHY NA BILLY’EGO


(według Bernadetty Brand)
Szykanowanie łączników oraz ich sprzymierzeńców nie jest niczym nowym. Odnosi się to
szczególnie do Billy'ego, którego usiłowano wielokrotnie zabić, w roku 1976 cztery razy, w
1978 — dwa, w 1980 —jeden, w 1982 — cztery, 1989 — jeden i ostatni raz w roku 1990.
W tym zestawieniu pominąłem wymyślne próby jego uśmiercenia przez Inteligencje Giza, o
czym jest mowa w następnym rozdziale.
Przyczyna wszystkich tych ataków jest jedna. Chodzi o to, że Billy jako orędownik prawdy
jest „solą w oku" wielu ludziom i organizacjom, ponieważ bez ogródek piętnuje ich
machinacje i kłamstwa.
Pierwszy zamach na jego życie miał miejsce 5 stycznia 1976 roku w Hinwil. Było to w
chwili, gdy znajdował się w swoim gabinecie. Około godziny 19.30 strzał z broni
małokalibrowej stłukł szybę w oknie i przed jego nosem przeleciała kula, która odbiła się od
miedzianej spirali przy żyrandolu i wbiła się w sufit. To wydarzenie Billy opisał potem w 23
numerze swojego miesięcznika Stimme der Wassermannzeit w artykule zatytułowanym
„Wszystkiego należy się nauczyć".
Jakiś czas temu zgłosiła się do mnie pewna osoba i ze skruchą przyznała się do zamachu.
Było to efektem mojej obietnicy, którą złożyłem w 7 numerze, że nie nagłośnię tej sprawy, o
ile sprawca zgłosi się do mnie. Obietnicy dotrzymałem, a wspomniana osoba należy już do
grona moich przyjaciół. Osoba ta w dowód wdzięczno-
262
ści napisała potem na moją cześć wiersz, ja zaś puściłem całą tę sprawę w zapomnienie.1
Drugi zamach miał miejsce 21 kwietnia 1976 roku w czasie wyjazdu Billy'ego wraz z
przyjaciółmi samochodem Jacobusa do Monachium, gdzie na spotkaniu ufologów miał
wygłosić prelekcję obrazując ją swoimi zdjęciami. W okolicach Bregenzy koła ich
samochodu zaczęły dziwnie podskakiwać. Zatrzymali się i ku swojemu przerażeniu
stwierdzili, że śruby mocujące wszystkie cztery koła były nie dokręcone. Później okazało się,
że nie była to wina mechanika.
W 65 relacji ze spotkania, które odbyło się 23 października 1976 roku, Ptaah przestrzegł
Billy'ego przed podróżami, gdyż wszędzie czają się jego wrogowie. Przypomniał mu przy
tym to ostatnie wydarzenie z nie dokręconymi śrubami. Na krótko przed ich wyjazdem do
Monachium widział nieznaną osobę, która je poluzowała.
W jednym przypadku mogliśmy zapobiec nieszczęściu w ostatniej chwili, kiedy jechałeś
razem z przyjaciółmi, podobnie jak chcesz dzisiaj. Jak sobie zapewne przypominasz, koła
samochodu twojego przyjaciela zaczęły nagle się chybotać z powodu poluzowanych śrub. Nie
była to wina mechaników ze stacji samochodowej, jak podejrzewałeś, ale zamierzony atak na
życie twoje i twoich przyjaciół. Przeprowadziłem własne dochodzenie w tej sprawie,
ponieważ ta sprawa zaintrygowała mnie. Śruby zostały odkręcone przy wszystkich czterech
kołach, co było według mnie nielogiczne, jeśli miało to wyglądać na wypadek lub
zaniedbanie. Zbadałem to i stwierdziłem, że wspomnianej nocy jakaś osoba, niestety nie
znana mi, manipulowała przy samochodzie i poodkręcała te śruby.
Na trzeci zamach nie trzeba było długo czekać. Doszło do niego wczesnym, deszczowym
rankiem 27 maja 1976 roku, w czasie gdy Billy zmierzał udać się w towarzystwie Jacobusa
Bertschingera oraz Hansa i Konrada Schutzbachów do Sadelegg na spotkanie z Semjase.
Śledziły ich wówczas dwie nieznane osoby. Gdy samochód z Billym znalazł się na wolnej
przestrzeni, z położonych w odległości około 25 metrów zarośli rozległ się strzał.
Sześciomilimetrowy pocisk wystrzelony z Magnum-High-speed trafił Billy'ego w okolicę
serca. Na szczęście pod ciepłą kanadyjską
1W niniejszym, polskim, wydaniu tej książki pominęliśmy ten wiersz, jako mało istotny, nie wnoszący nic nowego do całej sprawy Meiera.

263
kurtką miał na sobie kuloodporną osłonę własnej roboty. Tym razem uzbrojony był w pistolet
i wiedział, że jego trzem przyjaciołom nie grozi niebezpieczeństwo. Kula miała trafić
Billy'ego w serce, najpierw jednak przeszła przez kurtkę, a następnie przez wszystkie kartki
trzycentymetrowej grubości notesu, po czym odbiła się od metalowej płytki i utkwiła między
kartkami.
Dzięki swemu niezwykłemu opanowaniu wyszedł z tego zamachu bez szwanku. Udało mu się
nawet z odległości 70 metrów zestrzelić napastnikowi kapelusz z głowy (patrz zdjęcia nr 75 i
76).
We wrześniu tego samego roku miał miejsce czwarty zamach na jego życie. Było to w
miejscowości Winkelriet położonej niedaleko Wetzikon, gdzie Billy odkrył ślady statku
kosmicznego, który próbował następnie odszukać. Według Ptaaha był to pojazd
pozaziemskiej rasy pochodzącej z innej galaktyki, którego napęd międzygwiezdny z
nieznanych przyczyn uległ całkowitemu zniszczeniu, w związku z czym nie mógł on opuścić
naszej planety. Jego załoga utrzymywała się przy życiu, dopóki starczyło im ich gazu do
oddychania. Nasze powietrze nie nadawało się im do oddychania i wkrótce wszyscy się
udusili. Statek ten, którego anty grawitacyjny napęd planetarny funkcjonował bez zarzutu,
został opanowany przez jakąś grupę neonazistowską.2 Właśnie na ten obiekt natknął się Billy.
Jego nadejście zostało zauważone przez dwóch członków załogi, którzy licząc na jego
ciekawość chcieli zwabić go w jego pobliże, a następnie pojmać. Lecz intuicja Billy'ego i tym
razem go nie zawiodła. Jadąc motorowerem na miejsce lądowania miał wyłączone światła,
dzięki czemu nie było go dobrze widać. Wymierzona w niego kula chybiła celu. Zaraz potem
obiekt wzniósł się w powietrze i oświetlił okolicę. W kierunku Billy'ego padł kolejny strzał,
lecz i tym razem był chybiony, ponieważ Billy zdążył ukryć się w rowie i zniknąć
napastnikom z pola widzenia.
21 maja 1978 roku po północy siedemnastoletni wówczas Silvano Lehmann goszczący w
Centrum po raz pierwszy był bezpośrednim świadkiem piątego zamachu na Billy'ego.
Również ja sam byłem świadkiem tego zdarzenia. Silvano, Billy i ja staliśmy na parkingu
przed budynkiem Centrum obok psiej budy, rozmawiając o dochodzących z oddali dziwnych
dźwiękach. Billy wysłał mnie do domu, abym sprawdził, czy nic się tam nie stało. Ledwie
zniknąłem za jego rogiem domu, gdy od strony garażu padł strzał. Pocisk przeleciał obok
Silvano i wbił się w ziemię obok stóp Billy'ego. Na jego prośbę Silvano chwycił dwa
kamienie i udał się na poszukiwanie napastnika, sam Billy pobiegł zaś do domu po pistolet.
We
2
Całe to zdarzenie związane z przejęciem tego statku miało miejsce w Brazylii.

264
wschodniej części domu natknąłem się na nich obu i w trójkę udaliśmy się w stronę garażu,
skąd padł strzał. Stanowisko niedoszłego mordercy znajdowało się obok starej betoniarni przy
garażu.
Szósty zamach miał miejsce 4 grudnia również w 1978 roku. Było to około godziny 21., w
czasie gdy Billy udzielał swojej żonie Kalliope lekcji jazdy samochodem.
W czasie 118 spotkania, które odbyło się 7 grudnia 1978 roku, Semjase i Quetzal poprosili
Billy'ego, aby zrelacjonował im dokładnie przebieg tego zdarzenia.
BILLY: W poniedziałek 4 grudnia o godzinie 20.53 przejeżdżałem z żoną samochodem
Madeleiny obok garażu, gdy nagle silnik zaciął się i przestał funkcjonować pedał gazu. Mimo
usilnych starań nie udało mi się opanować samochodu. Za kierownicą siedziała Kalliope i to
po raz pierwszy, co utrudniało mi opanowanie pojazdu. Usiłowałem zahamować, ale bez
rezultatu, nie udało mi się również wyłączyć silnika. Znajdowaliśmy się kilka metrów od
domu i bałem się, że za chwilę wpadniemy w poślizg i z prędkością 65 kilometrów na
godzinę uderzymy weń. Silnik wył na cały głos i na chwilę przestałem walczyć z
samochodem. I wtedy nastąpiło zderzenie, w wyniku którego uderzyłem prawym okiem w
kierownicę, a potem głową w okno. Potem z Jacobusem obejrzeliśmy samochód dokładnie,
zwłaszcza pedał gazu, gdzie znaleźliśmy przyczynę. Okazało się, że był zablokowany.
SEMJASE: Zatem zawiodły hamulce. Wyjaśnił mi to Quetzal.
QUETZAL: To prawda. Nie rozumiem jednak, dlaczego razem z hamulcem nie wcisnąłeś
sprzęgła, dzięki czemu pojazd mógłby się zatrzymać. Och, oczywiście, przecież powiedziałeś,
że za kierownicą siedziała twoja żona i to po raz pierwszy. Rozumiem. Twoja relacja jest
zgodna z moją późniejszą obserwacją. Poza tym zauważyłem, że trzy nieznane osoby
manipulowały coś przy twoim samochodzie, niewykluczone że właśnie przy dźwigni
hamulca. Z całą pewnością planowali zamach na twoje życie i było im zupełnie obojętne, że
narażają przy tym inne osoby. Już od wielu miesięcy ostrzegamy cię przed podejmowaniem
ryzyka i namawiamy do tego, aby ktoś pilnował w nocy waszej siedziby, ale widzimy, że nie
dbasz o to. Nie muszę ci chyba wyjaśniać, jakie mogą być tego skutki. Przecież możesz
stracić przez to życie.
BILLY: Powiedź mi coś więcej o tych trzech postaciach.
QUETZAL: To członkowie tajnej grupy neonazistowskiej nazywającej się „Ludzie w
czerni"3. Jeden z tych trzech ludzi, którzy odwiedzili waszą
3
Men in Black.

265
siedzibę z piątku na sobotę stał na czatach, a dwaj pozostali manipulowali przy samochodzie,
w którym uległeś potem razem ze swoją żoną wypadkowi. Kiedy skończyli, odjechali dużym
czarnym pojazdem.
Prawdopodobnie dzięki nocnym dyżurom, które Billy wprowadził na stałe w Centrum, udało
mu się wyjść cało z siódmego zamachu. Było to 11 maja 1980 roku około godziny 22., kiedy
siedział razem z Wendelle'em Stevensem na sofie przed domem. Nagle poczuł tak silny ból
głowy, że aż nie mógł usiedzieć spokojnie w miejscu. Był on już mu znany,- bowiem stanowił
znak ostrzegawczy przed zbliżającym się niebezpieczeństwem. W chwilę potem tuż obok jego
głowy przeleciał pocisk i wbił się w mur kilka centymetrów od niej. Kilka minut później
Gilgamesha, jego córka, wydłubała z muru całkowicie zdeformowany pocisk. Bernadetta,
która pisała właśnie na maszynie w swoim pokoju, również słyszała ten strzał. Po prawie
rocznej przerwie między kwietniem i lipcem 1982 roku doszło do czterech kolejnych
zamachów. 5 kwietnia 1982 roku Billy siedział w swoim gabinecie i pracował. Nagle ciszę
wczesnego przedpołudnia przerwał wystrzał. Pocisk przebił szybę w przedpokoju, na
szczęście jednak nie zranił nikogo ani nie wyrządził większych szkód. Dziewiąty zamach miał
miejsce w niedzielny poranek 6 czerwca 1982 roku około godziny 6. Billy siedział w tym
czasie pod drzewem Semjase. Nagle z północnego zachodu nadleciał pocisk i wbił się w korę
drzewa. Był to pocisk kalibru 22. Jeszcze tego samego popołudnia Ferdinand Pfeiffen-berger
wydłubał go z kory drzewa.
Do dziesiątego doszło na krótko przed jedenastym, to jest na początku czerwca 1982 roku.
Tego dnia Billy i Uschi Büchli siedzieli naprzeciwko garażu. Około godziny 14. tuż obok
głowy Billy'ego przeleciał pocisk, który wystrzelony został od strony łąki Sirrwies lub
pobliskiego pagórka. Po chwili nadbiegł Silvano z Popi. Silvano udał się w kierunku, skąd
prawdopodobnie oddano strzał, ale niestety nic ani nikogo tam nie znalazł. Po tym zdarzeniu
na dachu garażu zamontowano reflektor.
Jedenasty zamach na życie Billy'ego dokonany został 19 lipca 1982 roku około godziny 23.,
kiedy siedział razem z Uschi Btichli na sianie w szopie. W pewnym momencie obok jego stóp
przeleciał pocisk i wbił się w ziemię. Obydwoje zerwali się na równe nogi i pobiegli w
kierunku domu po pomoc. W tym czasie padło kolejnych pięć strzałów, lecz na szczęście
wszystkie były niecelne. Billy z Jacobusem przeczesali cały budynek i okolicę w
poszukiwaniu strzelca, aby złapać go i oddać w ręce sprawiedliwości. Ich poszukiwania
zakończyły się jednak fiaskiem. Tuż przed północą miało miejsce jeszcze jedno przykre
zdarzenie. W pewnym momencie Billy
266
zauważył nagle cień i odruchowo sięgnął po broń. Już miał pociągnąć za spust, gdy w
ostatniej chwili stwierdził, że to jego przyjaciel Engelbert Wachter.
Niedługo potem, 30 września 1989 roku, nastąpił dwunasty zamach. Tego dnia Billy wybrał
się z Evą Bieri na zakupy. Około godziny 11.35 na drodze z Hittnau do Saland przed
warsztatem stolarskim Widmera szybę Łady, którą jechali, przeszył pocisk. Po południu Billy
i Eva złożyli doniesienie w tej sprawie w komisariacie policji w Pfaffikon. Okazało się, że
strzelec znajdował się w lesie za warsztatem stolarskim i prawdopodobnie wiedział, że Billy
będzie tamtędy przejeżdżał.
Wszystkie te zamachy dowodzą, że Billy jest dla wielu ludzi i organizacji bardzo niewygodną
osobą.
24 kwietnia 1990 roku miał miejsce trzynasty zamach, jedyny w swoim rodzaju, jako że był
dziełem obcych istot. Oto fragment rozmowy Billy'ego z Ptaahem na ten temat, która została
przeprowadzona dwa dni później, 26 kwietnia, podczas 236 kontaktu:
PTAAH: Tak, teraz mogę wyjawić, dlaczego właściwie przybyłem?
BILLY: Chętnie tego wysłucham, niemniej mam do ciebie pytanie dotyczące mnie osobiście.
PTAAH: Zatem słucham.
BILLY: Otóż we wtorek wieczorem o godzinie 19.30 przydarzyło mi się coś bardzo
zagadkowego.
PTAAH: Masz na myśli tę historię z błyskawicą?
BILLY: Tak. Otóż przez całe popołudnie jeździłem z Evą załatwiając różne sprawy. Było to
we wtorek 24. Około 19.15 wróciliśmy do Centrum i zajęliśmy się rozładowaniem
samochodu. Potem razem z Silvanem poszliśmy nad sadzawkę [położoną w Centrum obok
parkingu], aby oczyścić teren z korzeni i gałęzi pod kamień, który mieliśmy tam umieścić.
Przynieśliśmy go dzień wcześniej po południu około godziny 16. Stałem tuż za nim i w
pewnym momencie pochyliłem się do przodu w stronę Silvana, wyciągając do niego rękę po
gałąź. Stał na drodze nieco poniżej mnie. Mniej więcej 3 metry na lewo od niego stała
Bernadetta i jej syn Natan. Właśnie w momencie gdy wyciągnąłem rękę po gałąź z lewej
strony około 15 centymetrów od głazu przemknął błysk światła i rozległ się syk podobny do
tego, jaki powstaje podczas spięcia. Trwało to ułamek sekundy. Równocześnie na moim
kciuku pojawił się niebieskobiały łuk świetlny i poczułem silne uderzenie, które przeszło
przez całą rękę, następnie w tył głowy i do prawej nogi i stopy. Sekundę później błysk
przeniósł się z mojej dłoni na leżący obok mnie kamień, z którego odprysł odłamek i wyleciał
w powietrze niczym żarząca się kulka kierując się w stronę Bernadetty. W tym czasie mniej
więcej 35 centymetrów poniżej górnej krawędzi kamienia rozległ
267
się krótki trzask i wokół Silvana przeleciała duża ilość syczących odłamków kamienia. Były
one fragmentami odłamka kamienia grubości około l centymetra i wielkości talerza
wyrwanego z głazu przez świetlny błysk. Wszystko to rozegrało się w ciągu ułamka sekundy,
potem poczułem uderzenie w rękę i to tak silne, że odrzuciło mnie w lewą stronę. To miejsce
boli mnie do dzisiaj. Jak powiedziałem, trwało to ułamek sekundy, najwyżej sekundę. Mniej
więcej w tym samym czasie ujrzałem w odległości około 7 metrów z lewej strony nad
drzewem Semjase niebieskobiałą, jasno świecącą kulę wielkości około 6 piłek futbolowych.
Na wysokości około 2,50 metra nad ziemią, dokładnie w środku pomiędzy drzewem
cedrowym i czerwonym bukiem nad sadzawką, ów jaskrawo świecący obiekt eksplodował z
potężnym hukiem. Silvano przestraszył się nie na żarty, zaś Natan stojący 3 metry za nim
szybko cofnął i pobiegł co sił w nogach do domu. Bernadetta, która stała na drodze w
odległości około 3 metrów z lewej strony Silvana, zamarła w bezruchu jak sparaliżowana nie
mogąc wydobyć z siebie słowa. Z uwagi na reakcję Bernadetty i Silvana zmusiłem się mimo
silnego bólu ręki do uśmiechu, starając się w ten sposób rozładować grozę tej sytuacji.
Obydwoje stali przez chwilę jak zamurowani. Ale nie oni jedni byli ciężko przestraszeni. Po
chwili z budynku Centrum nadeszła Eva z pytaniem, co to za grzmot. Jak powiedział mi
potem Engelbert, również i on go słyszał. Kiedy potem rozważyłem to wszystko na spokojnie,
doszedłem do wniosku, że to zdarzenie nie miało nic wspólnego z normalnym piorunem. Po
pierwsze, stałem bezpośrednio pod japońskim modrzewiem [dwunastometrowej wysokości],
który z całą pewnością ściągnąłby go na siebie. To samo dotyczy sadzawki, która znajdowała
około 3,5 metra ode mnie z lewej strony, oraz dwóch brzóz i czarnych olch mierzących po
około 12 metrów wysokości rosnących za sadzawką w odległości około 15 metrów od
miejsca, w którym stałem. Jeżeli to był piorun, to dlaczego nie trafił w jedno z tych drzew.
Poza tym całe to zdarzenie miało miejsce w piękny słoneczny dzień. Za dużo tu niezwykłości.
Po prostu coś mi nie gra w tej historii. Wszystko tu było inne niż w czasie naturalnych
zdarzeń tego typu, jak na przykład podczas pewnej burzy, kiedy to piorun kulisty przeleciał w
odległości zaledwie pół metra od mojej głowy i eksplodował, w co zapewne nikt by nie
uwierzył, gdyby nie Freddy, który stał obok mnie i był świadkiem tego zdarzenia. Tego
wieczora we wtorek wszystko odbyło się zupełnie inaczej niż w czasie wspomnianej burzy w
roku 1977. Stałem wtedy w kuchni i spoglądałem przez okno, gdy nagle około metrowej
średnicy piorun kulisty przetoczył się po dachu i w końcu eksplodował. W wyniku jego
eksplozji z dachu spadło kilka dachówek. Całe to zdarzenie wyglądało na czyjeś celowe
działanie. W tym ostatnim zdarzeniu też była świetlista kula, na co
268
mam świadków. Choćby Bernadettę, która także widziała, jak z tej kuli wystrzelił „piorun".
Chciałbym jeszcze dodać, że nasi ziemscy naukowcy nie są wciąż zgodni, czy pioruny kuliste
rzeczywiście istnieją, czy też są ludzkim wymysłem lub halucynacją. To w zasadzie już
wszystko, co miałem do powiedzenia w tej sprawie. Teraz pójdę chyba do lekarza, ponieważ
nadal czuję ból i pieczenie w ręce [patrz zdjęcia nr 77 i 78].
PTAAH: Twoje opowiadanie było bardzo wyczerpujące i zgodne z tym, co zarejestrowało
urządzenie kontrolne. Powinieneś rzeczywiście niezwłocznie udać się do lekarza. Niestety nie
mogę ci pomóc w tej sprawie, ponieważ nie mam żadnego doświadczenia w tej dziedzinie. Na
wszelki wypadek chodź jednak ze mną do kabiny, abym mógł przynajmniej stwierdzić, czy
nie doznałeś poparzenia.
BILLY: Nie mam żadnych poparzeń.
PTAAH: Nie bagatelizuj tego. Twoje przypuszczenie, że to zdarzenie było sterowane, jest w
pełni uzasadnione. Było ono zaplanowane i sterowane, jednak nie miało charakteru
nienaturalnego, to znaczy, nie było nienaturalną siłą. Wręcz przeciwnie, ów piorun kulisty
miał charakter absolutnie naturalny i powstał z energii pochodzącej z atmosfery. Jej
koncentracja miała charakter naturalny, lecz siła, która do niej doprowadziła, była sztucznego
pochodzenia, podobnie jak ta, która wzbudziła błyski owych piorunów.
BILLY: Do diaska, tak właśnie myślałem. Może więc prawdą jest również, że ten ryczący
piorun rozerwał się nad nami na wysokości około 110 metrów.
PTAAH: Tak było, twoje przypuszczenia są bliskie prawdy. Jak obliczyłeś tę odległość?
BILLY: Bardzo prosto. Wystarczyło tylko pomnożyć czas między błyskiem pioruna, który
trafił mnie w rękę, a jego odgłosem przez prędkość rozchodzenia się dźwięku. Według
mojego szacunku czas ten wynosił jedną trzecią sekundy, a nawet nieco mniej. Przy
temperaturze O stopni Celsjusza dźwięk rozchodzi się w powietrzu z prędkością 331 metrów
na sekundę, co przy trzech sekundach odpowiada odległości 993 metrów. Trzy sekundy
odpowiadają więc odległości prawie jednego kilometra. Stąd więc mój wynik. Wiem, że moje
wyliczenie nie jest dokładne, ponieważ nie wiem, jaka była temperatura powietrza w czasie
tego zdarzenia, co jest istotne do uzyskania dokładnego wyniku4.
PTAAH: Właściwie to mogłem się spodziewać od ciebie tak logicznej odpowiedzi. Mogę ci
powiedzieć, że ten piorun powstał na wysokości 108 metrów nad ziemią, tyle że nie był to
normalny piorun.
4
Gwoli ścisłości znacznie istotniejszy jest w tym przypadku dokładny pomiar czasu. Temperatura powietrza ma tu całkowicie marginalne
znaczenie.
269
BILLY: Tak mogłem przypuszczać. PTAAH: Chwileczkę, nie wiesz, co chcę powiedzieć.
BILLY: Ależ wiem, przyjacielu. Grzmot był krótki, jakby powietrze zostało rozerwane na
strzępy, lecz nie przez błysk, ale unoszący się w powietrzu piorun, co nie jest normalne.
Stwierdziłem to w chwili, gdy trafił we mnie błysk światła. W normalnych warunkach, co
wiem z doświadczenia, w czasie uderzania pioruna powietrze rozrywane jest w ułamku
sekundy na strzępy. Uwzględniając obliczenia Adama Riese i innych mądrych głów, powinno
to nastąpić w momencie, gdy piorun trafił w moją rękę i odrzucił mnie w bok. Lecz nic
takiego się nie zdarzyło, natomiast dopiero po około jednej trzeciej sekundy nad naszymi
głowami rozległ się osobliwy grzmot w niczym nie przypominający naturalnego...
PTAAH: Tak, twoje przypuszczenie jest bardzo trafne. Eksplozja pioruna była efektem
zniszczenia przez nas nieznanego obiektu latającego, który został zaprogramowany, aby cię
zabić za pomocą tego pioruna kulistego. Ta błyskawica, która trafiła cię w rękę, to był jedynie
promień rozpoznawczy owej śmiercionośnej kuli energetycznej, to znaczy pioruna kulistego.
Już sam promień mógłby cię uśmiercić z powodu ogromnej energii, jaką niósł, gdyby tylko
trafił cię w klatkę piersiową lub plecy. Dzięki naszej interwencji, niestety nieco spóźnionej,
bowiem nie panowaliśmy w pełni nad sytuacją, ten zamach na twoje życie został
powstrzymany dosłownie w ostatniej chwili. Nie mogliśmy nic więcej zrobić, dlatego pewne
jego konsekwencje musiały cię spotkać. Bardzo nas zaskoczyło, że wcale się nie
przestraszyłeś, w przeciwieństwie do innych osób obecnych w Centrum. To, że poza błyskiem
jaskrawego światła, które trafiło cię w rękę, oraz piorunem kulistym nic więcej nie
zauważyłeś, nie jest dla nas niespodzianką, ponieważ ten obiekt, który był zaprogramowany
na zabicie ciebie, był zabezpieczony przed jakakolwiek lokalizacją. Niestety nie byliśmy w
stanie osłonić dźwięku eksplozji, jak również powstrzymać fali uderzeniowej i słabego
promieniowania radioaktywnego, przed którym nie udało nam się także ciebie uchronić. Na
szczęście po kilku tygodniach zniknie ono zupełnie. To by były właściwie wszystkie
objaśnienia, które chciałem ci przekazać. Właśnie one były celem mojej wizyty i oczekiwania
na ciebie dzień przed atakiem, 23 kwietnia, kiedy to przestraszyła mnie bardzo Eva. Tego dnia
przyszedłem ostrzec cię, co mi się jednak nie udało. BILLY: Jesteś dobrym człowiekiem. Czy
wiesz także, że... PTAAH: Jesteśmy naprawdę bardzo ostrożni, ty zaś nic mi nie powie-
działeś. Na szczęście jednak nie ma to dużego znaczenia, gdyż nasi...
BILLY: W porządku, czy mógłbyś mi teraz wyjaśnić, dlaczego ktoś chce mnie tak bardzo
wysłać w zaświaty? Kto za tym stoi i jakie przesłanki
270
tym kimś kierują? Przypuszczam, że znowu ktoś z Mlecznej Drogi maczał w tym palce, gdyż
Ziemianie nie dysponują jeszcze takimi możliwościami technicznymi. A może to ci... nie, oni
nie mają jeszcze takich możliwości? PTAAH: To prawda. Posłuchaj teraz uważnie. Masz na
Ziemi bardzo wielu wrogów, zarówno w Europie, Ameryce, Azji, jak i Afryce —: zwłaszcza
w Republice Południowej Afryki i Japonii. Na wszystkich kontynentach jest wielu
oszczerców, kłamców, którzy nienawidzą ciebie i za wszelką cenę starają się ciebie
zamordować. Wszyscy oni twierdzą, że kontaktują się z nami i innymi formami życia z
kosmosu. Niestety również twoi przyjaciele wyświadczają ci w tym względzie niedźwiedzią
przysługę, gdyż dają posłuch tym kłamcom. Czynią to nieświadomie i omamieni ich
oszczerstwami i kłamstwami nie są już w stanie rozpoznać prawdy. Nie pojmują już, że jesteś
jedyną osobą wybraną spośród wszystkich ludzi Ziemi i wszystkich nas do głoszenia prawdy.
W podzięce za to jesteś opluwany i szkalowany, ty, który niesiesz pomoc całej ziemskiej
społeczności. Wiele osób uchodzących za twoich przyjaciół często i chętnie oczernia cię po
kryjomu. Wielu z nich usiłuje zostać mistrzami i prorokami, nie posiadając ku temu
odpowiedniej wiedzy, zdolności i predyspozycji. To jest przyczyną tak wielu zamachów na
twoje życie, jak choćby tego wtorkowego. Winni im są wszyscy ci, którzy są częściowo
twoimi wrogami, mimo iż publicznie podają się za przyjaciół. Winnymi są także wszyscy ci w
Europie, którzy są przeciwni tobie i twojej pracy, dotyczy to także Lee Eldersa, Randy
Wintersa, Roberty Brooks, Freda Bella i wielu inni. Winni są kłamcy i oszczercy z Japonii
głoszący, że są z nami w kontakcie, którzy przy pomocy swoich kalumni, kłamstw i innych
wrogich tobie działań wytwarzają niezwykłe, groźne dla życia energie skierowane przeciw
tobie. Ten wtorkowy atak był efektem działań pewnej grupy, która postanowiła ciebie
zamordować i w ten sposób zniszczyć całą naukę prawdy. To właśnie jej członkowie
zaprogramowali ten obiekt, którego zadaniem było uśmiercenie ciebie. Jego istota działania
polegała na tym, że skupiał on w sobie wszystkie negatywne energie wysyłane przez ludzi
przeciw tobie, które następnie kumulowały się w nim. Minęły prawie dwa lata, zanim w
końcu wpadliśmy na ich trop. Stało się to w wyniku naszych starań zmierzających do
ustalenia, dlaczego doszło do wiarołomstwa. W trakcie naszych poszukiwań natknęliśmy się
na trzy osoby żyjące w ciągłym silnym strachu, że mógłbyś je zdemaskować. Myśli tych
„negatywnych osób" skierowane były na ciebie i zagrażały twojemu życiu do tego stopnia, że
poczuliśmy się zobowiązani do interwencji. Wkrótce znaleźliśmy sprawcę tego morderczego
przedsięwzięcia. Były to niedobitki grupy skazanego na śmierć Ashtara Sherana, który
zakończył swój żywot we wszechświecie DAL
271
[w 1983 roku]. Ludzie ci uważali za swój obowiązek pomszczenie swojego pana i mistrza i
stwierdzili, że najłatwiej to osiągną tłumiąc na Ziemi w zarodku prawdę. Dlatego też do kilku
twoich przyjaciół wysyłali negatywne impulsy, które przekształciły ich w kłamców i
oszczerców. Uderzenie pioruna skierowanego na ciebie miało spowodować twoją śmierć, a
eksplozja bomby energetycznej rozerwać cię na kawałki. Na szczęście udało nam się zapobiec
temu w ostatniej chwili. Aby móc zrealizować swój plan, twoi wrogowie musieli
zmagazynować wszystkie negatywne energie. Przy pomocy tych sił skoncentrowali w małym
punkcie nad waszym Centrum naturalną energię elektryczną w celu utworzenia z niej
energetycznej kuli i wysłania jej w ślad za promieniem. W ten sposób ludzie przebywający w
twoim pobliżu pomyśleliby, że po prostu trafił cię zwykły piorun.
BILLY: I co mam na to powiedzieć? Ileż nienawiści musi być w tych ludziach. Są po prostu
biedakami, którzy zbłądzili i w dzikiej nienawiści usiłują wszystko zniszczyć, jak to miało
miejsce w Japonii.
PTAAH: Nie tylko w Japonii. Teraz gdy polityka w państwach bloku wschodniego zmieniła
się na lepsze, także i tam docierają informacje z Zachodu o międzyplanetarnych obiektach
latających, a wraz z nimi wszelakie związane z tym fantazje. Niewykluczone że również w
tych państwach znajduje się wielu kłamców i oszczerców rozpowiadających o swoich
rzekomych kontaktach z istotami z obcych planet. Początek tego zjawiska nastąpił już przed
wieloma laty. Wdzięcznymi odbiorcami tych kłamstw są ludzie wierzący w życie
pozaziemskie i sekciarskie grupy ufologów. Z tych poczynań tworzą nową ideologię, ale
ideologie są...
BILLY: ...zawsze skazane na niepowodzenie.
PTAAH: To właśnie chciałem powiedzieć. Wiedziałeś to już w wieku 9 lat. Doskonale
pamiętam, jak w roku 1946 ojciec powiedział mi to, co ty mi teraz powiedziałeś: „W całym
wszechświecie nie istnieje ani jedna ideologia, która mogłaby być wytyczną dla ludzi lub
drogowskazem w ich życiu - - jedynie prawda Kreacji, ducha oraz wszelkie prawa i nakazy
płynące z mądrości są w stanie stać się wykładnią ludzkiego życia".
BILLY: Tak, przypomniałem sobie, że tak właśnie powiedziałem Sfaat-howi, który skwitował
to milczącym spojrzeniem.
PTAAH: Powiedział mi potem, że był całkowicie zaskoczony, że dziewięcioletni chłopiec był
w stanie tak rozumować. Nie znał jeszcze wtedy twojego pochodzenia. Kiedy opowiedziałem
mu o tobie, jego zaskoczenie zmieniło się w respekt i szacunek dla ciebie.
BILLY: Będę mu za to bardzo wdzięczny do końca życia. Często o nim myślę i bardzo
chciałbym się z nim spotkać i podziękować mu za wszystko, co dla mnie zrobił.
PTAAH: Już to uczyniłeś, Sfaath powiedział mi o tym.
272

XIV ATAKI INTELIGENCJI GIZA


1. Kim jest Inteligencja Giza?
Tak zwana Inteligencja Giza wywodzi się od przodków Plejadan zamieszkujących w czasach
prehistorycznych pewien obszar Ziemi. Po około 18.000 lat pokoju rządni władzy naukowcy
jak dawniej postanowili po nią sięgnąć, jednak Ziemianie w porę przewidzieli ich plany i
pokrzyżowali je. Nie pozostało więc im nic innego jak uciec w przestrzeń kosmiczną. Stało
się to przed 15.000 lat. Wypędzeni udali się w systemu Beta Centauri, gdzie się osiedlili i
rozwinęli wyjątkowo wyrafinowaną technikę. Nie zapomnieli jednak o Ziemi, wierząc, że
kiedyś wrócą na nią i odegrają się na całej ludzkości. Żyli więc przepełnieni nienawiścią do
naszej planety. Udało im się nawet przedłużyć przeciętny czas życia do kilku tysięcy lat.
Wszyscy oni zostali starannie wyszkoleni w sztuce wojennej oraz w snuciu intryg i
podstępów.
Po 2000 lat gotowi byli do ataku na Ziemię. Dowodzeni przez Jszwjsza Arusa-I przed 13.000
lat wylądowali na Ziemi. Arus-I był naukowcem o wyjątkowo bestialskim usposobieniu, w
związku z czym nazywano go Barbarzyńcą. 200 naukowców z różnych dziedzin mianował na
swoich zastępców. Jak grom z jasnego nieba zaatakowali Ziemię i w pierwszej kolejności
zawładnęli Hyperboreą położoną w północnej części Ameryki Północnej, gdzie wówczas
panował bardzo łagodny klimat. Dzisiaj jest to Floryda, która wskutek przesunięcia się
biegunów zawędrowała na obecne miejsce. Stamtąd rozpoczęli dalsze działania wojenne. Nie
chciałbym w tym
273
miejscu rozwodzić się szczegółowo o tych sprawach. Powiem tylko tyle, że Arus-I i jego
zastępcy podbili Ziemię i zniewolili pozostałych przy życiu Ziemian. Sam Arus-I wyniósł się
wkrótce ponad Kreację obwołując się Bogiem i Stwórcą Wszechrzeczy, zaś swoich zastępców
mianował straż-nikami-aniolami.
Trzech synów Arusa-I, Ptaah, Salam oraz Arussem, który go zamordował, chcieli początkowo
kontynuować jego dzieło, jednak dwaj z nich, Ptaah i Salam, postanowili w pewnym
momencie położyć kres złu i przepędzili z Ziemi Arussema i jego zwolenników. Niestety nie
na długo, ponieważ po pewnym czasie wrócił on do Układu Słonecznego i urządził sobie
kwaterę w podziemiach piramidy w Gizie, skąd wywodzi się nazwa jego grupy —
Inteligencja Giza. Przez długi czas działali w ukryciu przy pomocy najpodlejszych metod,
takich jak intrygi i kłamstwa. Ich celem było zawładnięcie całym światem.
A oto praktyczny przykład z nowszych czasów, który przytaczam na podstawie wypowiedzi
Semjase przekazanej Billy'emu podczas 35 kontaktu, który miał miejsce 16 września 1975
roku.
.. .Rządna władzy Inteligencja Giza przygotowała zbrodnicze przedsięwzięcie, którego celem
jest zniszczenie wrogich sobie inteligencji. W ostatnich latach zmuszali Ziemian do
popełniania przestępstw oraz wyśmiewania wszystkich, którzy wierzą w istnienie istot
pozaziemskich.
Od dawna pod szczególnie negatywnym wpływem Inteligencji Giza znajduje się para
Ziemian, której zadaniem jest rozpowszechnianie niebezpiecznych informacji mówiących, że
Ziemia w ciągu wieku nie będzie nadawała się do zamieszkania i że jej mieszkańcy zaczną
wkrótce masowo wymierać.
Całą akcję wspierały plakaty i ogromne reklamy. Mówiły one, że wszyscy, którzy będą z nimi
współpracować, zostaną uratowani. W tym celu zorganizowano nawet zjazd, który odbył się
14 września 1975 roku w miejscowości Waldport w Ameryce. Przybyłym na to spotkanie
wyjaśniono, że zostaną przewiezieni statkami do nowego lepszego świata. Warunkiem było
jednak sprzedanie całego swojego dobytku i rezygnacja z zabrania dzieci. O dziwo chętnych
było o wiele więcej, niż przypuszczano. Nikt z tych ludzi nie podejrzewał kryjących się za
tym przestępczym czynem intencji:
1. Spotkanie miało charakter zbliżony do spotkań sekt religijnych, dzięki czemu łatwo było
ukryć prawdziwe zamiary.
2. Osoby słabsze i chorowite miały być stopniowo wymordowane.
274

[patrz: dołączony katalog UFO Z PLEJAD ilustracje i zdjecia - UFO Z


PLEJADx]
TAGES-Anzeiger, Züirich, 7 października 1975

Wiadomość z kosmosu znalazła chętnych

Waldport, 6 października (AP), W Waldport w amerykańskim stanie Oregon prowadzone jest obecnie
dochodzenie w pewnej sprawie. Około 20 mieszkańców tego miasteczka sprzedało caty swój dobytek i
wyprowadziło się po otrzymaniu nakazu od rzekomych istot 2 kosmosu. Rion Sutton z wydziału kryminalnego
biura szeryfa powiedział w niedzielę, że słyszał o pewnym rybaku, który sprzedał za 5 dolarów swoją łódź wartą
5000. Podobnie postąpił pewien farmer, który zostawił swoje dzieci przyjaciołom, po czym zniknął bez śladu.

Podpis pod rysunkiem: „Czy to prawdziwe spodki? Johnsonowie wyzbywają się swojego dobytku".

275
3. Część członków sekty miała stać się ziemskimi niewolnikami
- robotami w służbie Inteligencji Giza.
4. Inną część miano wysłać jako niewolników na inną planetę.
5. Reszta miała założyć sektę, której zadaniem miała być realizacja planów Inteligencji Giza
na Ziemi.
Ten pięciopunktowy plan będący dziełem Inteligencji Giza miał być wprowadzony w życie,
zaś zwerbowani do jego realizacji ludzie nieświadomi jego prawdziwego celu.
Gdy poznaliśmy prawdziwy charakter tej przestępczej grupy, przestało nas dziwić, że
wszelkimi siłami starała się przeszkodzić budowie naszego Centrum w Hinterschmidrüti.
Próbowała nawet uprowadzić Billy'ego, co się jej jednak na szczęście nie udało. Inteligencja
ta działała nadal i przedsięwzięła szereg ataków na Billy'ego oraz Centrum. W dalszej części
przedstawiam niektóre z nich.
2. Ataki Inteligencji Giza
2.1. Pierwszy atak — zakłóczacz myśli
Pierwsza wroga akcja Inteligencji Giza w ramach kampanii prowadzonej przeciwko Billy'emu
i jego grupie miała miejsce wiosną 1976 roku w miejscowości Hinwil. Podobnie jak inne
działania również i to było bardzo precyzyjnie zaplanowane, chociaż tym razem nic
poważnego się nie stało.
Od pewnego czasu Billy narzekał, że nie może skoncentrować się na pracy. Stan ten pogłębiał
się coraz bardziej, zaś bezsilność wobec niego potęgowała go jeszcze bardziej. W końcu
zwrócił się o pomoc do swoich pozaziemskich przyjaciół w nadziei, że wyjaśnią tę zagadkę.
Po intensywnych poszukiwaniach okazało się, że był pod stałym wpływem niewidzialnych
promieni wpływających ujemnie na jego psychikę.
W lesie nie opodal Hinwil Quetzal odkrył trzy małe jednocentymetrowej wielkości
wzmacniacze zainstalowane w trzech drzewach tworzących trójkąt równoramienny o boku
długości 2300 metrów. Ich zadaniem był odbiór odpowiedniego promieniowania
zakłócającego z zewnętrznego nadajnika i przesyłanie go do gabinetu Bilły'ego. Nadajnik
umieszczony był wysoko w atmosferze ziemskiej na stałej pozycji.
Na szczęście Quetzalowi udało się unieruchomić to sprytne urządzenie.
2.2. Drugi atak — infekcja bakteryjna
Po ponad półrocznej przerwie doszło do kolejnego nieprzyjemnego zdarzenia w
Hinterschmidrüti, którego sprawcą była Inteligencja Giza i jej pomocnicy.
276
Według Plejadan Inteligencja Giza zaprzyjaźniła się z agresywną grupą istot pozaziemskich
zbiegłą z obszaru gwiazdozbioru Pegaza, która wiele tygodni wcześniej przybyła swoim
pięćdziesięciometrowym statkiem do naszego układu planetarnego. Istoty te z chęcią
przystały na propozycję współpracy z Inteligencją Giza.
Zdarzenie, o którym mowa, miało miejsce 10 sierpnia 1977 roku. Billy stał właśnie przed
drzewem Semjase i obserwował niezwykle dużego owada nie spotykanego w naszej
szerokości geograficznej. W pewnym momencie obleciał on wkoło Billy'ego i usiadł na nim.
Billy'emu z miejsca zrobiło się niedobrze i w tym samym momencie wszyscy mieszkańcy
Centrum poczuli silne bóle głowy, które nie były jednak tak intensywne, jak Billy'ego.
Oczywiście nikt nie wiedział, co jest przyczyną tej niespodziewanej dolegliwości.
Poza tym mieszkańców Centrum bardzo zdziwiło osobliwe zachowanie Semjase, która
umówiła się wcześniej telepatycznie z Billym na spotkanie w nocy 10 sierpnia i ledwie się
pojawiła, z miejsca odleciała bez słowa. Przyczynę tego dziwnego zachowania Billy poznał
podczas następnego spotkania.
Po telepatycznej zapowiedzi pojawiła się swoim siedmiometrowym statkiem w
Hinterschmidrüti ku radości mieszkańców Centrum, którzy mogli ją obserwować na niebie
przez krótki okres czasu. Zgodnie z życzeniem Billy'ego miała zostawić na drzewie swojego
imienia znak dla członków FIGU, czego jednak nie zrobiła.
Drzewo Semjase, jak wspomniałem w rozdziale VII, to rosnąca na terenie Centrum na
niewielkim wzniesieniu jabłoń, którą Billy przestrzelił wypróbowując pistolet laserowy
Menary. Posiada ono trzy znaki szczególne odróżniające je od innych drzew. Są to:
1. Otwór po przejściu przez jego pień promienia laserowego.
2. Brak korony.
3. Ślad po zlikwidowanym gnieździe mikrobów.
Podczas przelotu nad tym właśnie drzewem, Semjase odczuła tak silne impulsy bólu
pochodzące od Billy'ego, że aż krzyknęła i ze strachu wypuściła z rąk drążek sterowniczy, w
wyniku czego zawadziła statkiem w jego koronę. Odgłos łamanych gałęzi zwrócił uwagę
mieszkańców Centrum, którzy nie mogli jednak zobaczyć, kto jest tego sprawcą, ponieważ
Semjase zdążyła w porę włączyć ekran ochronny.
Jak już wspomniałem, nie kontrolowane impulsy bólu wysłane przez Billy'ego zostały
odebrane i zarejestrowane przez Semjase. Ich dokładna
277
analiza wykazała, że ta nagła dolegliwość Billy'ego ma konkretną przyczynę.
W tych okolicznościach doszła do wniosku, że zaplanowane spotkanie nie powinno się odbyć.
Wspólnie z Quetzalem postanowiła wyjaśnić, co się stało. Okazało się, że ów owad był
sztucznym tworem, wewnątrz którego znajdowało się gniazdo bakterii, którymi zainfekowano
Billy'ego poprzez wprowadzenie ich do jego organizmu za pomocą specjalnego urządzenia w
kształcie strzykawki. Krótko mówiąc, było to wyrafinowane urządzenie skonstruowane przez
przybyszy z gwiazdozbioru Pegaza. To oni skierowali je w kierunku Billy'ego, a następnie
zdalnie nim sterując wstrzyknęli mu z jego organizmu bakterie chorobotwórcze, by go nimi
zarazić, co im się znakomicie udało. Ale to nie wszystko. Za pomocą tego sztucznego owada
wśród gałęzi drzewa istoty te umieściły ponadto gniazdo owych bakterii, aby w ten sposób
rozprzestrzenić te zarazki po całej Ziemi. Zdaniem Quetzala wywoływały one nieznaną nam
chorobę, która mogła okazać się tragiczna w skutkach, gdy nie szybka interwencja Semjase.
Podczas następnego spotkania Billy otrzymał przywilej zlikwidowania gniazda tych bakterii
na drzewie. Oto odpowiedni fragment jego rozmowy z Semjase na ten temat pochodzący z
zapisu spotkania, które odbyło się 24 sierpnia 1977 roku:
SEMJASE: Jak wiesz, mój statek wyposażony jest w różnego rodzaju broń, na przykład
pistolet promienny, jakim zrobiłeś dziurę w drzewie. Wypalając powierzchnię drzewa
zniszczę to gniazdo. Spójrz tutaj na ekran.
BILLY: A czy ja mógłbym to zrobić?
SEMJASE: Przecież nigdy tego nie robiłeś.
BILLY: Mimo to chciałbym spróbować.
SEMJASE: Jeśli chcesz, ale musisz zbliżyć się do drzewa. Poczekaj... tak, teraz jesteśmy w
odległości 38 metrów. Tym regulatorem możesz ustawić wymiar promienia, a tym kierunek.
Jeśli dotkniesz tego małego wybrzuszenia, wówczas uwolniona zostanie energia z tego
niewielkiego otworu w dolnej części statku. Możesz jeszcze regulować moc promienia... o
tak, aby nie uszkodzić samego drzewa. A teraz poćwicz trochę.
BILLY: Dobrze, a co ty będziesz robiła?
SEMJASE: Ja tymczasem sprawdzę kilka funkcji statku, bądź ostrożny, przyjacielu, właśnie
uwolniłeś promień.
BILLY: Tak wiem, ta wstrętna rzecz właśnie zniknęła.
SEMJASE: Nie słuchałeś mnie... po prostu namierzyłeś cel i uwolniłeś energię.
BILLY: Właśnie tak.
278
SEMJASE: Mówiłam ci przecież, żebyś najpierw...
BILLY: Czy coś jest nie w porządku? Najpierw popatrz, zanim się zdenerwujesz.
SEMJASE: W porządku... wszystko w porządku, jedynie zasięg promieniowania był zbyt
duży. Dziwi mnie, że potrafisz tak dobrze obsługiwać to urządzenie.
2.3. Trzeci atak — betonowy mur
W ramach rozbudowy Centrum mieliśmy zgodnie z zaleceniami Plejadan zbudować
przestronne pomieszczenie medytacyjne. W tym celu wznieśliśmy wspólnymi siłami między
innymi mur długości około 5, wysokości 2 i o grubości 1,5 metra. Celowo wybraliśmy takie
nietypowe wymiary, ponieważ mur ten został ustawiony na wzniesieniu i musiał wytrzymać
napór wód gruntowych.
Po wielu godzinach wyczerpującej pracy około 4.30 nad ranem mur był gotowy. Mimo iż
wszyscy byli bardzo zmęczeni, tryskali humorem i byli nawet skorzy do zabaw. Herbert
Runkel i ja odtańczyliśmy mimo zmęczenia wokół niego taniec z łopatą. Nikt z nas nawet w
najczarniejszych myślach nie przypuszczał, że nasza radość będzie trwała tak krótko.
Nazajutrz okazało się bowiem, że nasz trud był daremny. Betonowy mur, z którego jeszcze
wczoraj tak się cieszyliśmy, został zniszczony. Staliśmy jak sparaliżowani, gapiąc się w tamto
miejsce i nie mogąc wydusić z siebie słowa. Po dłuższej chwili, gdy już nieco doszliśmy do
siebie, zgodnie uznaliśmy, że w żadnym wypadku nie mogło to się stać w sposób naturalny.
Wyglądał, jak gdyby został uniesiony w górę i następnie zrzucony na ziemię. Jedynym
wyjaśnieniem, jakie przychodziło nam do głowy, było działanie nie znanych nam sił.
Zagadka ta została wyjaśniona dokładnie tydzień później przez Plejadan. Podczas spotkania w
niedzielę 4 września 1977 roku, na które wyjątkowo przybyli razem Ptaah, Semjase i Quetzal,
ten ostatni wyjaśnił, co się stało.
Wrogo usposobiona Inteligencja Giza wszelkimi sposobami usiłowała przeszkodzić nam w
budowie pomieszczenia medytacyjnego. Zaaranżowała wszystko w taki sposób, aby jej
ingerencja wyglądała na działanie naturalnych sił przyrody. Zlikwidowała wszelkie dowody
świadczące o jej udziale, wiedząc, że sprzymierzeńcy Billy'ego będą starali się ustalić
sprawcę. Ów betonowy mur wydawał się jej odpowiednim obiektem do rozpoczęcia dzieła
zniszczenia. Podobnie jak poprzednim razem pomagały jej złośliwe istoty z gwiazdozbioru
Pegaza.
Początkowo jedna z nich wysłana została na przeszpiegi do Centrum. Jak się później okazało,
Billy i Renato wytropili ją na terenie Centrum poprzed-
279
niej nocy. Według Billy'ego miała ona 1,80 metra wzrostu. Szczególną uwagę zwracały jej
świecące w ciemności oczy wielkości podstawek pod piwo. Kiedy zorientowała się, że została
dostrzeżona, zniknęła bezgłośnie, wznosząc się nad Ziemię.
Właściwy atak nastąpił 30 sierpnia 1977 roku około godziny 4. nad ranem. Istoty z Pegaza
sprowadziły do Centrum specjalny wibrator i umieściły go bezpośrednio przy murze, po czym
jedna z nich uruchomiła go przy pomocy sił umysłu, ponieważ członkowie Inteligencji Giza
nie byli w stanie tego zrobić. Dalej wszystko poszło już jak z płatka. Wibrator wykorzystujący
mikrofale wytworzył potężną falę, która w ciągu kilku sekund wyrwała mur z fundamentów,
uniosła go w górę i cisnęła nim o ziemię.
Zdaniem Quetzala wibracje tego urządzenia są śmiertelne dla każdej żywej istoty. To zabójcze
działanie objawia się w postaci błyskawicznie postępującego procesu starzenia się. Gdyby coś
takiego spotkało kogoś, byłaby to sensacja na skalę światową, którą trudno byłoby zataić.
Na szczęście nikt z nas nie odniósł podczas tej akcji żadnej szkody i była ona ostatnią
skierowaną przeciwko nam, w której udział brały istoty z Pegaza, o co zatroszczył się
osobiście ojciec Semjase Ptaah, który pojmał je i jak to się u nas mówi, złożył im propozycję
nie do odrzucenia, odsyłając je na ich ojczystą planetę.
2.4. Czwarty atak — uderzenie fali dźwiękowej
(według Bernadetty Brand)
18 lutego 1978 roku w sąsiedztwie Schmidrüti odbywało się wesele i jak jest w zwyczaju w
Szwajcarii, z jego okazji wczesnym rankiem oddano trzy strzały. Dwie lub trzy sekundy po
trzecim wystrzale nad dachem naszego domu w Hinterschmidrüti rozległ się niesamowity
grzmot, który zatrząsł całym budynkiem. Billy odniósł wrażenie, że to uderzenie fali
dźwiękowej, jaka powstaje podczas przekraczania
18 lutego 1978 roku w sąsiedztwie Schmidrüti odbywało się wesele i jak jest w zwyczaju w
Szwajcarii, z jego okazji wczesnym rankiem oddano trzy strzały. Dwie lub trzy sekundy po
trzecim wystrzale nad dachem naszego domu w Hinterschmidruti rozległ się niesamowity
grzmot, który zatrząsł całym budynkiem. Billy odniósł wrażenie, że to uderzenie fali
dźwiękowej, jaka powstaje podczas przekraczania przez samolot bariery dźwięku, gdyż kilka
razy przeżył już coś takiego.
Raz miało to miejsce w czasie, gdy znajdował się w starej chacie na pustyni w Iranie nie
opodal Zahedanu. Pod wpływem nagłego impulsu wybiegł z niej i pobiegł na oślep przed
siebie. Oddaliwszy się na odległość około 150 metrów od niej, usłyszał w pewnym momencie
wycie samolotu odrzutowego. Spojrzał w kierunku, z którego dobiegał jego odgłos, i ujrzał
lecący na niewielkiej wysokości samolot, który kilkaset metrów od chaty wystrzelił nagle w
górę, przeleciał nad nią i przeraźliwie zaryczał. Dźwięk ten przetoczył się nad Billym, który
ujrzał, jak chata, z której przed chwilą wybiegł, w ciągu ułamka sekundy skurczyła się i
uniosła w górę w tumanie kurzu.
280
Grzmot, który rozległ się rankiem 18 lutego 1978 roku w Hinterschmidruti, brzmiał tak samo.
Billy oznajmił nam, że budynkowi Centrum mogło przytrafić się to samo, co tamtej chatce na
pustyni.
To, że tak się nie stało, zawdzięczamy głównie żonie Billy'ego, Kalliope, która od kilku dni
przebywała w szpitalu, gdzie miała być poddana operacji chirurgicznej. Ponieważ Billy
bardzo się o nią martwił, był pod stałą obserwacją Quetzala i Menary, którzy stali się dzięki
temu świadkami tego zdarzenia i z miejsca wkroczyli do akcji. Dzięki ich pomocy dosłownie
w ostatniej chwili to zagrożenie zostało zlikwidowane. W chwili tego zdarzenia Quetzal
przebywał w towarzystwie Menary tuż nad Centrum w swoim statku, który był całkowicie
niewidoczny dzięki ekranom ochronnym.
Po pierwszych dwóch salutach od południa nadleciał zdalnie sterowany trójkątny statek
kosmiczny Inteligencji Giza, który zatrzymał się na wysokości około 60 metrów nad
budynkiem Centrum, aby w chwili trzeciego wystrzału wzbić się pionowo w górę z
dwukrotną prędkością dźwięku.
Quetzal natychmiast zorientował się, o co chodzi, i błyskawicznie skierował swój statek nad
dach budynku, aby wytłumić potężną falę uderzeniową. Zrobił to mimo niebezpieczeństwa
uszkodzenia lub nawet zniszczenia swojego statku, do czego na szczęście nie doszło.
Statek Quetzala wytrzymał uderzenie fali dźwiękowej rozpraszając ją i zmniejszając jej moc.
Gdyby nie jego interwencja budynek Centrum z całą pewnością ległby w gruzach grzebiąc w
środku wiele ofiar, którymi mogli być: Billy i jego troje dzieci, Elsi Moser, Margarete Rosę,
Jacobus Bertschin-ger oraz Engelbert i Maria Wachterowie z dwójką dzieci, Connym i
Rolfem.
W odpowiedzi na ten atak Menara dała nauczkę Inteligencji Giza, której ta z całą pewnością
długo nie zapomni. Otóż w drodze powrotnej zlikwidowała ten trójkątny obiekt latający, który
był jedynym zdalnie sterowanym urządzeniem Inteligencji Giza.
2.5. Piąty atak — negatywne wibracje
Poza dotychczas wymienionymi atakami wymierzonymi w Billy'ego i jego misję Inteligencja
Giza podjęła również inne bardziej wyrafinowane działania, które polegały przede wszystkim
na nieustannym bombardowaniu wszystkich członków naszej grupy negatywnymi impulsami.
W zależności od odporności reakcje poszczególnych osób były bardzo różne. W następstwie
tego długofalowego ataku:
a) nie wszystkim członkom grupy udało się zmobilizować wszystkie siły obronne, w wyniku
czego doszło wielu nieporozumień,
b) liczba naszych wrogów zaczęła rosnąć.
281
Zaatakowane w ten sposób osoby nie miały oczywiście najmniejszego pojęcia, że ich
zachowanie jest efektem nikczemnych knowań Inteligencji Giza.
2.6. Szósty atak — szok psychiczny
30 marca 1978 roku nastąpił punkt kulminacyjny knowań Inteligencji Giza. Tego dnia po
południu grupa ta poszła na całość, dokonując haniebnego zamachu na życie Billy'ego. Został
on przeprowadzony w czasie złego stanu jego zdrowia, w efekcie którego jego psychiczna
blokada ochronna była znacznie osłabiona.
Nie chcę tutaj przytaczać szczegółowego przebiegu tego zdarzenia, bowiem jest ono bardzo
złożone, w związku z czym proszę mi to wybaczyć. Ograniczę się jedynie do stwierdzenia, że
ten zamach miał charakter wymuszonego szoku psychicznego. Jego intensywność i zakres
były tak ogromne, że zwykły człowiek przypłaciłby go co najmniej atakiem serca.
Nawet sami Plejadanie nie potrafili powiedzieć, jak to się stało, że Billy to wytrzymał. Po tym
zdarzeniu stwierdzili z niepokojem, że w tego rodzaju sytuacjach musi on liczyć wyłącznie na
własne siły. Ponadto przestrzegli go przed kolejnymi zamachami tego rodzaju, bowiem nic
nie wskazywało na to, aby Inteligencja Giza miała zaniechać prób wyłączenia go z gry.
Wkrótce potem Plejadanie uznali, że nie mogą już dłużej pozostawiać go bez ochrony, i
podjęli właściwe działania, które naszym zdaniem powinny były być podjęte dawno temu. Ich
celem było położenie ostatecznego kresu tej makabrycznej grze.
W maju 1978 roku rozpoczęły się skomplikowane przygotowania do tej jedynej w swoim
rodzaju akcji Plejadan, która miała pełne poparcie Wysokiej Rady. W związku z tym Ptaah i
Quetzal mieli pełne ręce roboty z lokalizowaniem miejsc kryjówek członków Inteligencji
Giza.
W czasie akcji oczyszczającej z jej najlepiej strzeżonej siedziby — kwatery głównej —
znajdującej się pod piramidami w Gizie wypędzono około 2100 osobników. Zlikwidowano
wszystkie znajdujące się tam urządzenia oraz statek kosmiczny, zaś pomieszczenia
wypełniono materiałem skalnym, aby uniemożliwić ich ponowne wykorzystanie. Po
zlikwidowaniu pozostałych punktów wypadowych Inteligencji Giza na Ziemi oraz w innych
miejscach Układu Słonecznego wszystkich jej członków deportowano dużym statkiem
kosmicznym na odległą planetę w galaktyce położonej w obszarze Neber.
2.7. Siódmy atak — dziwne zjawisko świetlne
Ostatni atak Inteligencji Giza nastąpił kilka lat po deportacji i był zupełnie nieoczekiwany.
Tym razem miał charakter dziwnego zjawiska
282
świetlnego, które 14 i 15 sierpnia 1982 roku wieczorem z terenu Centrum zaobserwował Billy
oraz częściowo ówczesna członkini naszej grupy pani Pfeiffenberger.
W niedzielę w nocy 15 sierpnia na niebie ukazał się bardzo duży jaskrawy obiekt świetlny
podobny do mgły, który wykonywał dziwne ruchy sprawiające, że wyglądał jak olbrzymia
ręka sięgającą w kierunku ogrodzenia biegnącego wokół domu.
Co było bardzo dziwne, to zjawisko-twór unikał światła, na przykład lampy oświetlającej
podwórze, i wysyłał w kierunku Billy'ego bardzo silne negatywne wibracje.
Noc wcześniej obok wozowni pojawiły się dwa podobne zjawiska, lecz
0 czerwonym odcieniu, a godzinę później jaskrawo zielone otoczone białą koroną, z której
wyłoniła się świecąca czerwona postać. Całe powietrze wokół opalizowało i przesiąknięte
było zapachem siarki. Wszystko to trwało około 15 sekund. Billy powiedział potem:
— Gdy wybiegłem za róg domu, zobaczyłem poruszający się opalizujący twór, który zaraz
potem przekształcił się w obracający się wir, który bardzo szybko jakby zgęstniał i skierował
się w kierunku lasu, gdzie zniknął pośród gałęzi.
Co miał oznaczać ten spektakl i kto za nim stał? I tym razem ściągnięto na pomoc Plejadan.
Po skomplikowanych poszukiwaniach udało im się w końcu wyjaśnić to skomplikowane
zjawisko. Od Quetzala dowiedzieliśmy się, że jedynie dzięki samokontroli Billy'ego i jego
niezwykłym siłom należy zawdzięczać fakt, że ani on, ani nikt inny z jego przyjaciół nie
odniósł żadnych szkód.
Jak stwierdził Quetzal, te osobliwe zjawiska świetlne wywołane zostały za pomocą klosza
energetycznego utworzonego nad Centrum, który skupiał
1 wysyłał do swojego wnętrza niezwykle silne szkodliwe promieniowanie wymierzone w
mieszkańców Centrum. Działanie promieniowania miało charakter trójstopniowy w
zależności od wielkości jego dawki wchłoniętej przez ofiarę. Porażenie nieznaczną dawką
tego negatywnego promieniowania miało sprawić, że dana osoba zaneguje wszelkie prawa i
zasady i zacznie przejawiać silne skłonności do fanatyzmu. Średnia dawka miała doprowadzić
ofiary do obłędu, zaś wchłonięcie pełnej dawki wywołać ich śmierć.
Aby zapobiec tego rodzaju skutkom, Plejadanie podjęli odpowiednie kontrdziałania. W tym
celu stacjonujące już od dłuższego czasu wysoko w atmosferze nad Centrum urządzenie
telemetryczne wyposażone zostało w dodatkowe przyrządy wysyłające do jego mieszkańców
ochronne wibracje mające charakter okrycia głowy — swego rodzaju kapelusza z szerokim
rondem o średnicy 34,2 centymetra.
283
W tym miejscu nasuwa się pytanie, co z tym wszystkim ma do czynienia Inteligencja Giza,
skoro w maju 1978 roku została w komplecie deportowana na odległą planetę. Okazało się
jednak, że pewien jej odłam wygnany z Ziemi przed wieloma wiekami osiedlił się na planecie
Saban, gdzie stworzył własne społeczeństwo. Ta nieżyczliwa planeta należy do niewielkiego
układu planetarnego zwanego Karan położonego w odległości około 2,8 miliona lat
świetlnych od Ziemi. Jej społeczność nie zaniechała swoich wrogich działań i cały czas była
w kontakcie telepatycznym ze swoimi sprzymierzeńcami. Jak więc widać, Inteligencja Giza
nawet po deportacji była wspierana i wspomagana w swoich działaniach. Sabanie stworzyli
wyjątkowo wyrafinowaną technikę, która pozwalała im wysyłać negatywne wibracje na
odległość wielu milionów lat świetlnych nawet do najmniejszych celów. To jednak nie
wszystko. Istoty te doszły do takiej perfekcji, że były w stanie zlokalizować na Ziemi obiekt
wielkości muchy. Jeśli chodzi o wytworzony przez Saban klosz energetyczny nad Centrum,
Plejadanie bardzo szybko zorientowali się, że jego źródło znajduje się poza Ziemią, daleko w
kosmosie, czego ponad wszelką wątpliwość dowodziły analizy Quetzala. Nie wiedzieli jednak
gdzie.
Aby ostatecznie zlokalizować miejsce pochodzenia tych wibracji, Plejadanie przeprowadzili
w kosmosie gigantyczną akcję poszukiwawczą, w której uczestniczyło prawie 11.000
obiektów latających wyposażonych w najnowocześniejsze urządzenia namiarowe. Ta
zakrojona na szeroką skalę akcja uwieńczona została w końcu sukcesem. Stwierdzono, że
urządzenie nadawcze umieszczone było na wspomnianej planecie Saban.
Na koniec tej historii przedstawiam fragment rozmowy Billy'ego z Quet-zalem, którą
przeprowadzili oni ze sobą podczas 179 spotkania w piątek 22 października 1982 roku.
QUETZAL: Aby całkowicie wyeliminować niebezpieczeństwo ze strony Saban, musieliśmy
zlikwidować wszystkie ich urządzenia, z czym mieliśmy duże trudności, ponieważ tak je
zabezpieczyli, że przy ich niszczeniu moglibyśmy spowodować ogólnoświatową katastrofę o
nieobliczalnych następstwach. Dlatego też w ciągu minionej nocy musieliśmy włączyć do
działań specjalne grupy, które ograniczyły zasięg katastrofy, odwracając ją.
BILLY: O ile cię dobrze zrozumiałem, miało to być coś w rodzaju bomby zegarowej. Nie
rozumiem jednak, dlaczego nie możecie zniszczyć urządzeń, skoro byliście w stanie
zastopować przebieg katastrofy.
QUETZAL: Całość jest skonstruowana w tak wyrafinowany sposób, że katastrofa rozpocznie
się, jak tylko przebieg czasu zostanie przerwany
284
i urządzenia zniszczone. Jedyną możliwością jest przebiegunowanie przebiegu czasu. Dopiero
wówczas niebezpieczeństwo zostanie zażegnane i będziemy mogli rozpocząć eliminację.
Zagrożenie polegało na przekształceniu całej planety w energię jak w przypadku eksplozji
bomby typu „Overkill". Ale i tę groźbę wyeliminowaliśmy, bowiem przebieg czasu można
odwrócić. Według ich obliczeń w najbliższą niedzielę [24 października 1982 roku] o godzinie
14.11 i 8 sekund ma on osiągnąć punkt wyjścia. Dopiero po tym czasie będziemy mogli
rozpocząć eliminację, co zajmie nam 46 minut. Tak więc dopiero w niedzielne popołudnie
około godziny 15. wszystko powróci do normy i negatywne wibracje ustaną.
Mogliśmy wreszcie odetchnąć z ulgą, bowiem dzięki pomocy naszych pozaziemskich
przyjaciół udało się ostatecznie zlikwidować wrogie działania Inteligencji Giza.
285

XV CZEGO CHCĄ OD NAS ISTOTY POZAZIEMSKIE?


1. Skąd pochodzą NOLe i co wiemy o ich załogach?
Odpowiadając na to pytanie, na samym wstępie należy ustosunkować się do dość popularnego
poglądu mówiącego, że źródła pochodzenia pozaziemskich obiektów latających należy
szukać w naszym układzie planetarnym. Opierając się na wyjaśnieniach Plejadan, którzy
znakomicie orientują się w stosunkach panujących na naszej planecie, należy stwierdzić, co
następuje:
1. W czasach prehistorycznych oprócz Ziemi zamieszkałe były jeszcze dwie inne planety
Układu Słonecznego, a mianowicie tak zwana Czerwona Planeta, czyli Mars, oraz legendarna
Malona. Ta ostatnia, jak już podałem w rozdziale XII, została całkowicie zniszczona przed
około 75.000 lat wskutek działań wojennych jej mieszkańców. Od tego czasu jej szczątki
krążą wokół Słońca jako pas asteroid między orbitami Marsa i Jowisza, stanowiąc ostrzeżenie
przed tym, do czego może doprowadzić wzajemna nienawiść i przemoc. Obie planety
zamieszkałe były przez ludzkie formy życia.
2. Obecnie w Układzie Słonecznym żadna inna planeta poza Ziemią nie jest zamieszkała.
Poszczególne planety znajdują się w całkowicie różnych stadiach rozwoju. Niektóre z nich
nie mogą już z racji wieku stworzyć
286
odpowiednich warunków do rozwoju i istnienia życia, inne zaś są jeszcze w stadiach, w
których co prawda istnieją już na nich najniższe formy życia, lecz potrzeba jeszcze milionów
lat, aby wytworzyły się z nich formy wyższe.
3. Wbrew wielu twierdzeniom, w całym Systemie Słonecznym nie ma żadnych
półduchowych form życia ani też wyższych - - czysto duchowych.
4. W Układzie Słonecznym istnieją jedynie bazy zbudowane i obsługiwane przez istoty
pozaziemskie będące punktami wypadowymi dla różnego rodzaju ekspedycji naukowo-
badawczych. Poza tym tego typu bazy istnieją również na Ziemi, gdzie są doskonale ukryte i
zabezpieczone. Nie ma prawie żadnych szans, abyśmy mogli je zlokalizować przy pomocy
posiadanych przez nas obecnie urządzeń. Na przykład od 300 lat istnieje w masywie górskim
w Szwajcarii jedna z trzech ziemskich baz Plejadan. Druga znajduje się na Dalekim
Wschodzie, trzecia zaś w Ameryce.
Wszystkie pozaziemskie rasy uczestniczące w jedenastoletnim okresie kontaktów, w latach
1975-1986, pochodzą z systemu Wegi w gwiazdozbiorze Lutni oraz gromady gwiazd zwanej
Plejadami. Wszystkie pozostałe istoty odwiedzające Ziemię zamieszkują sąsiednie układy
planetarne w stosunku do naszego, a nawet położone w odległych rejonach wszechświata.
Pozaziemskie odwiedziny nie są wymysłem ani też bajką pochodzącą z filmów i książek
science-fiction. Otóż w samej naszej galaktyce zwanej Mleczną Drogą istnieje około 7,5
miliarda ludzkich cywilizacji, z których spora część opanowała na tyle technikę lotów
kosmicznych, że mogą one bez trudu przybywać na Ziemię.
Ziemianie nie są więc jedynymi ludzkimi istotami powstałymi w wyniku aktu stworzenia,
bowiem zgodnie z Genesis „Człowiek" nie jest żadnym wyjątkowym zjawiskiem w
nieskończonym wszechświecie, a wręcz przeciwnie. Kreacja stworzyła 79, czyli 40.353.607,
czystych ras ludzkich, które z biegiem lat wymieszały się ze sobą osiągając liczbę rzędu wielu
miliardów. Co się tyczy ich budowy, mogę jedynie powtórzyć to, co podałem na temat
Plejadan w rozdziale III: Pozaziemskie istoty nie są żadnymi potworami, niebiańskimi
zjawami czy też istotami obdarzonymi magiczną mocą niczym nasi bajkowi czarodzieje. Są to
istoty z krwi i kości, takie same jak my. Określenie „pozaziemskie" nie powinno więc być
mylone z pojęciem „nadziemskie", czyli nadprzyrodzone.
Wszyscy ludzie w całym wszechświecie posiadają ciało z krwi i kości jak my, choć z
licznymi anatomicznymi różnicami. Są one często większe, niż
287
tylko kolor skóry, na przykład układ oczu, dwie lub więcej rąk etc. Biorąc te różnice pod
uwagę, możemy stwierdzić, że różnorodność ludzkich form życia jest ogromna. Nie możemy
oczekiwać, że wszystkie one wyglądają tak samo jak my, Ziemianie, mimo to około 95 % z
nich posiada wygląd podobny do naszego, choć wielu z nich brakuje nieco do naszego ideału.
Wiele z nich z pewnością wydałoby się nam obcych, inne zaś egzotyczne, bowiem mało która
ma idealnie wyważone proporcje.
Jeżeli chodzi o wzrost, mamy do czynienia zarówno z karłami, począwszy od 40 cm, jak i
olbrzymami mierzącymi po kilka metrów. Jeszcze więksi od nich są tytani dochodzący do 12
m.
Podobnie liczna jest różnorodność kolorów ludzkiej skóry. Kreacja stworzyła ich łącznie 73,
czyli 343. Większości z nich Ziemianie jeszcze nigdy nie widzieli. Ta paleta barw zawiera
również kolor zielony. Wspominam o tym, bowiem w wielu gazetach stale wyszydza się
„zielone ludziki", a następnie za pomocą tego zwrotu ośmiesza ludzi zainteresowanych
zjawiskiem UFO.
Pomiędzy poszczególnymi rasami istnieją również ogromne różnice w długości czasu życia.
Jedne osiągają wiek setek, inne wielu tysięcy lat (ziemskich), a jeszcze inne nawet więcej.
Wszystkie istoty są jednak śmiertelne w sensie życia cielesnego, bowiem zgodnie z prawami
przyrody wszystko podlega nieustannemu procesowi zmian, powstawania i przemijania,
narodzin i śmierci.
Poza tym istoty pozaziemskie posiadają prawie takie same cechy jak my i to zarówno
pozytywne, jak i negatywne. Podobnie jak my popełniają błędy.
Pod względem ewolucyjnym cywilizacje ludzkie istniejące w naszym wszechświecie znajdują
się na bardzo różnym etapie rozwoju. Jedne wiodą żywot ludzi epoki kamiennej tocząc
nieustanne walki ze sobą, inne zaś są na najwyższych szczeblach rozwoju duchowego. Są
dwie podstawowe przyczyny tego stanu rzeczy:
1. Rozpoczynanie rozwoju ewolucyjnego w różnym czasie, często w ostępach wynoszących
nawet dziesiątki milionów lat.
2. Kroczenie różnymi drogami na drodze rozwoju ewolucyjnego, mimo iż wszystkie one
prowadzą w tym samym kierunku, to znaczy, poszczególne fazy rozwoju pokonywane są w
różny sposób i w różnych okresach czasu. Inaczej mówiąc, los poszczególnych narodów oraz
jednostek zależy od nich samych, zarówno po względem ich rozwoju materialnego, jak i
duchowego.
Zatem każdy człowiek decyduje sam o tym, czy chce postępować zgodnie z prawami i
nakazami Kreacji.
288
W niezmierzonej przestrzeni kosmicznej oprócz pokojowo usposobionych inteligencji istnieją
również rasy wrogie i agresywne. Dlaczego wysoko rozwinięte pod względem technicznym
rasy zachowują się jak przysłowiowi barbarzyńcy wykorzystujący każdą okazję do podboju
słabszych cywilizacji, trudno wyjaśnić. Postępowe rasy w znacznym stopniu ograniczyły
swoją agresywność lub kontrolują ją, unikając mieszania się w wojenne rozgrywki.
Jeżeli cywilizacjom ludzkim uda się zaniechać działań wojennych, pokonać choroby i inne
zagrożenia, a także postępować zgodnie z prawami natury, wówczas ich życie stanie się
znacznie szczęśliwsze, bardziej udane, niż ma to miejsce w naszym przypadku.
Niezależnie od różnic wszyscy ludzie we wszechświecie mają jedno wspólne zadanie, inaczej
mówiąc, sens życia ich wszystkich jest taki sam. W ten oto sposób dotarliśmy do jednego z
najistotniejszych problemów istoty życia: Skąd przychodzimy? Dokąd zmierzamy? W jakim
celu? Co się dzieje po śmierci? I w końcu najważniejsze pytania: Po co człowiek w ogóle
żyje?
Niektórzy ludzie zdziwieniem reagują na tego rodzaju pytania, bowiem na co dzień nie
zaprzątają sobie głowy takimi filozoficznych dywagacjami. Ludzi takich porównać można do
pacjentów, który dopiero gdy zachorują, zaczynają się zdawać sobie sprawę, że problem
chorób dotyczy ich również. Dopóki są zdrowi, nie myślą, że kiedyś mogą sami zachorować.
Co się dzieje z ludźmi żyjącymi szczęśliwie i bez trosk, w bogactwie i dobrobycie? Uważają
oni, że nie ma najmniejszej potrzeby rozważać tego rodzaju filozoficznych problemów,
bowiem są przekonani, że i tak osiągną to, czego będą chcieli. Po cóż wiec im takie
dywagacje. Wszystko jednak może się zmienić, gdy ich karta nagle się odwróci. Właściwie to
godnym pożałowania jest fakt, że dopiero w sytuacji krytycznej człowiek uzmysławia sobie
sens swojego istnienia.
Odwrotnie jest z ludźmi ubogimi, którzy żyją często na skraju egzystencjalnego minimum.
Na szczęście dzięki wibracjom Ery Wodnika coraz więcej ludzi, coraz częściej i coraz
wnikliwiej będzie rozważało z wewnętrznej potrzeby ten problem.
1.1. Sens ludzkiego istnienia
Chociaż Kreacja jest czymś najdoskonalszym, co człowiek zna lub wydaje mu się, że zna,
podlega ona procesowi nieustannej przemiany. Być może zabrzmi to absurdalnie, ale do tego
celu niezbędna jest jej pomoc wszystkich ludzi. Dlatego też energia duchowa Kreacji
nieustannie wy-
289
twarzą nowe, niewielkie skupiska dusz, które zamieszkują ludzkie ciała. Owe duchowe
ludzkie formy ożywiają ludzkie ciała, które nie mogłoby bez z nich w żaden sposób
egzystować. Zgodnie z prawem Kreacji sens ludzkiego życia sprowadza się wyłącznie do
duchowej ewolucji. Każda duchowa forma zamieszkująca ludzkie ciało musi przejść przez
niezliczoną ilość inkamacji, począwszy od niedoskonałej
młodej formy aż do duchowego ideału, który w końcowym etapie wraca do początku
jednocząc się z Kreacją. Droga ewolucji wiedzie przez wiele przeszkód. Każdy człowiek
mimo wielu wspólnych cech z innymi stanowi oddzielną formę bytu i sam obiera własną
drogę rozwoju. Oznacza to, że w celu dokonania się pełnej duchowej ewolucji pojedyncze
życie Człowieka jest zbyt krótkie, w związku z czym musi się on nieustannie odradzać aż do
osiągnięcia celu.
1.2. Co się dzieje z człowiekiem po śmierci?
Gdy człowiek umiera, jego ciało rozpada się na części składowe, zaś zamieszkujący je duch
mylnie określany nieśmiertelną duszą przechodzi do innego świata zwanego zaświatami,
gdzie gromadzone są, oceniane i przetwarzane wszystkie przeżycia i doświadczenia zebrane
w danym wcieleniu. Informacje te nigdy nie giną i stają się cząstką danej duszy, stanowiąc
obraz i dowód jej drogi do prawdy i mądrości.
Zaświaty nie znajdują się w jakimś nieznanym rejonie wszechświata, lecz stanowią powłokę
otaczającą każde zamieszkałe ciało niebieskie. W przypadku Ziemi jest to obszar położony w
obrębie naszej atmosfery podzielony na siedem różnych sfer ewolucyjnych. Po śmierci ludzka
duchowa forma kierowana jest na odpowiedni poziom w zależności od stopnia jej rozwoju
duchowego.
Po pewnym czasie proces przetwarzania informacji dobiega końca i duch może ponownie
opuścić ten obszar i wcielić się w nowe ciało. Oto odpowiedni cytat z Życia i śmierci:
W czasie niezliczonych inkamacji duch wzbogacany jest kawałek po kawałku o takie
wartości jak logika, doświadczenie, miłość, wiedza, prawda, mądrość etc. Drobina po
drobinie gromadzi on bogactwo wyznaczające jego doskonałość. Droga prowadząca
do jej osiągnięcia pełna jest niewysłowionego trudu, wyrzeczeń, cierpienia, radości i
miłości w czasie niezliczonych lat życia.
Kreacja (energia duchowa Kreacji, wszechmocna siła Kreacji) stara się zapewnić każdemu
człowiekowi wszelkie niezbędne warunki do kroczenia
290
obraną przezeń drogą, natomiast to, jak będzie on postępował w trakcie jej przemierzania, to
już jego sprawa. Nie zabiega więc o pełną kontrolę jego życia, lecz zostawia mu swobodę
kierowania własnym losem. W związku z tym człowiek jest sam odpowiedzialny za swoje
myśli i czyny zgodnie z powiedzeniem: „Każdy człowiek jest kowalem swojego losu".
1.3. Co to jest Kreacja i kim jest Bóg?
Kreacja oznacza ducha Kreacji, energię ducha Kreacji, świadomość uniwersalną i inne tego
typu pojęcia.
Kreacja to nieograniczona masa czystej energii wypełniającej nasz wszechświat. Jest ona nie
uformowaną i najpotężniejszą siłą w całym wszechświecie, niepojętą w swojej wiedzy,
mądrości, prawdzie, miłości, logice, sprawiedliwości etc. Kreacja jest stwórcą wszelkich
rzeczy, co oznacza, że jest twórcą wszystkich światów oraz bytów.
Jedyny Bóg, o którym mówią niektóre religie, to właśnie Kreacja. Natomiast słowo Bóg
oznacza króla mądrości i jest odpowiednikiem staro-lirańskiego pojęcia Jszwjsz (JHWH)
oznaczającego ludzi o niezwykłej wiedzy, umiejętnościach i mądrości, którzy dzięki swej sile
duchowej stawali się przywódcami niczym nasi królowie lub cesarze.
Pojęciem Boga jeszcze dziś określa się istoty pozaziemskie posiadające tego typu
umiejętności. Sam Immanuel (Jezus Chrystus) powiedział: „Bóg jest człowiekiem jak każdy.
Nad Bogiem, znacznie wyżej od niego, jest Kreacja, ta zaś jest niezmierzoną tajemnicą".
Tak więc Bóg i Kreacja nie są tym samym. Bóg nie ma żadnego wpływu na życie duchowe
człowieka.
2. Dlaczego istoty pozaziemskie odwiedzają nas na Ziemi?
Od chwili opanowania techniki podróży kosmicznych, ludzka rasa dąży nieustannie do
poszerzenia swoich horyzontów. Nic więc dziwnego, że naszą planetę odwiedza tak wiele
różnych pozaziemskich inteligencji. Na pytanie, co je tu sprowadza, istnieje wiele
odpowiedzi:
a) Nieznaczny procent wszystkich odwiedzin ma charakter jednorazowy, często wynikają one
z kłopotów technicznych wymagających przymusowego lądowania.
b) Czasami jest to efekt niedostatecznego opanowania techniki lotów kosmicznych
objawiający się błędami w nawigacji w czasoprzestrzeni.
c) Inni przybywają do nas z czystej ciekawości, zbaczając nieraz z trasy swojego lotu, gdy
tylko nasza błękitna planeta znajdzie się w jej pobliżu.
291
d) Niekiedy są to grupy zwiadowcze z kosmosu, których zadaniem jest sprawdzenie, czy
nasza planeta jest zamieszkała i jeśli nie, to czy nadaje się do zamieszkania.
e) Od czasu do czasu, ale niezbyt często, pozaziemscy goście wydobywają na Ziemi pewne
pierwiastki, które nie występują na ich planecie. Nie oznacza to jednak, że uważają naszą
planetę za kopalnię.
f) Inną ważną przyczyną było wejście naszej planety w epokę atomową poprzez zrzucenie
bomb na Hiroszimę i Nagasaki oraz niezliczone próbne wybuchy jądrowe, które nastąpiły
potem. Ten. f akt postawił kosmiczne siły bezpieczeństwa w stan gotowości.
g) Największa część odwiedzin ma charakter naukowo-badawczy. Przybysze dyskretnie
gromadzą okazy występujących u nas roślin, minerałów, a po zakończeniu badań opuszczają
naszą planetę.
h) Wiele cywilizacji przybywa na naszą planetę, aby badać nasz styl życia i kulturę, głównie
w celach porównawczych, aby zobaczyć, jak mogła wyglądać ich droga lub czego unikać, aby
nie popełniać naszych błędów etc.
i) Główną przyczyną odwiedzin pozaziemskich przybyszy jest jednak Człowiek. Przy tej
okazji zdarza się, że z konieczności nawiązują oni kontakt z niektórymi Ziemianami.
Kontakty takie są z reguły krótkotrwałe, w rzadkich przypadkach trwają kilka miesięcy lub
lat. Czasami Ziemianie zabierani są przez załogi pozaziemskich statków kosmicznych skła-
dające się z robotów lub androidów do ich wnętrza, gdzie poddawani są różnorodnym
badaniom. Po ich zakończeniu „ludzkie króliki doświadczalne" wypuszczane są na wolność.
Osoby te w wyniku blokady pamięci z reguły prawie wcale lub bardzo słabo pamiętają to
niezwykłe zdarzenie. Dobry hipnotyzer jest jednak w stanie odblokować je i wywołać z
pamięci, jak to miało miejsce w przypadku małżeństwa Berty i Barneya Hillów w USA.
Jak wcześniej wspomniałem, nie wszystkie istoty pozaziemskie są usposobione pokojowo.
Istnieje spora grupa złowrogich istot owładniętych niepohamowaną żądzą władzy, które
przemierzają przestrzeń kosmiczną, próbując podporządkowywać sobie różne planety.
Niektórym z nich udaje się również docierać do Ziemi. Przemoc jest dla nich sprawą
naturalną, dlatego też nie wahają się przed uprowadzaniem ludzi. Najgorszą rzeczą, jak może
się przydarzyć pojmanej osobie, to uprowadzenie na obcą planetę, gdzie może zasilić szeregi
niewolników.
Uprowadzenia Ziemian przez istoty pozaziemskie zdarzają się na szczęście bardzo rzadko, w
związku z czym nie warto się nad tym rozwodzić.
292
j) Na koniec należy wymienić wszystkie te istoty, którym leży na sercu nasze dobro i które
niosą nam pomoc. Dotyczy to przede wszystkim Plejadan i ich sprzymierzeńców, o których
jest mowa w dalszej części.
W przeciwieństwie do często głoszonych opinii muszę podkreślić z całą mocą, że istoty
pozaziemskie, niezależnie od tego, skąd pochodzą, nie przybywają na Ziemię jako wysłannicy
Boga bądź aniołowie i w żadnym stopniu nie mają wpływu na los człowieka czy też całych
narodów. Nic takiego nigdy nie miało miejsca i nie będzie miało w przyszłości.
3. Cel działalności Plejadan i ich sprzymierzeńców na Ziemi
Zainteresowanie Plejadan losem Ziemi sięga zamierzchłej przeszłości. Wynika ono z faktu, że
mamy wspólnych przodków, którzy dawno temu przybyli na Ziemię z układu Wegi w
gwiazdozbiorze Lutni. Wpłynęli na ewolucję mieszkańców Ziemi i to zarówno w sposób
negatywny, jak i pozytywny. Niestety konsekwencje zła trwają do dzisiaj. Oczywiście nie
można im przypisywać całej winy, bowiem Ziemianie opacznie zrozumieli ich nauki, a nawet
zmienili je, przez co stali się współwinni szerzącego się zła. Z drugiej strony jednak należy
wziąć pod uwagę fakt, że gdyby nie kontakt z wiedzą i umiejętnościami istot pozaziemskich
nadal tkwilibyśmy w epoce kamiennej.
Tak więc mimo negatywnego wpływu Liran-Wegan (od których pochodzą Plejadanie)
Ziemianie nabyli wiele przydatnych wiadomości i umiejętności niezbędnych do rozwoju.
Plejadanie czują się zobowiązani do zadośćuczynienia za zło swoich przodków i niosą nam
pomoc zgodnie z prawem natury, które mówi, że silniejsi i mądrzejsi winni wspomagać
słabszych i potrzebujących. Dlatego też wiele wysoko rozwiniętych ras funkcjonuje w
kosmosie jako pomocnicy i obrońcy ludzkiego życia (kosmiczni strażnicy porządku) oraz
duchowi nauczyciele.
Oto kilka możliwych przykładów pomocy:
1. Jeżeli ewolucja jakiejś ludzkiej rasy jest zagrożona, na przykład w wyniku zbyt wczesnego
wypalenia się jej macierzystej gwiazdy, wówczas aby przetrwać, musi ona wyemigrować na
inną planetę. W przypadku Ziemian, którzy nie opanowali jeszcze techniki lotów
kosmicznych, z pomocą pośpieszyłyby im inne rasy.
2. W razie konieczności przesiedlenia jakiejś rasy adaptacja nie zagospodarowanej planety do
stanu, w którym będzie się ona nadawała do zamieszkania.
293
3. Wspieranie ludzkich ras, które osiągają określoną fazę rozwoju i wchodzą w nowe stadium
ewolucji.
4. Najtrudniejszym zadaniem jest utrzymanie pokoju i porządku w przestrzeni kosmicznej. W
przypadkach koniecznych niezbędne jest użycie przemocy w celu uniknięcia katastrofy i
zachowania harmonii.
Jeśli chodzi o Ziemię, znajdujemy się obecnie, jak już wspomniałem na początku książki, w
bardzo krytycznym i niebezpiecznym momencie rozwoju. Dlatego też mile widziana jest
każda forma pomocy. Żadna inna epoka nie jest w stanie podnieść ewolucji duchowej na
wyższy poziom niż Era Wodnika, w której wstępnym okresie właśnie się znajdujemy. Jest to
jedna z przyczyn, dla której Plejadanie właśnie teraz niosą nam swoją pomoc.
Co prawda forma i rodzaj ich pomocy nie bardzo odpowiada życzeniom i wyobrażeniom
współczesnej ludzkiej społeczności. Od istot pozaziemskich oczekuje się raczej bardziej
radykalnej postawy, to znaczy przyjęcia kontroli nad Ziemią, co byłyby one zresztą w stanie
uczynić, lecz czego nie biorą pod uwagę, ponieważ doskonale wiedzą, że tego rodzaju
rozwiązanie niczego by nie dało. Rzecz w tym, że sami musimy zrozumieć swoje błędy i
zadbać o to, aby pewnego dnia zapanował między nami pokój, szczęście, zrozumienie, a co za
tym idzie — dobrobyt.
Pomocy istot pozaziemskich nie należy utożsamiać z pracą chirurga usuwającego choremu
wrzód, ale raczej z praca lekarza rozpoznającego symptomy choroby i ordynującego
odpowiednie środki terapeutyczne. Dalej już pacjent sam musi przestrzegać przepisów lekarza
i regularnie zażywać leki. Podobnie jest z sugestiami istot pozaziemskich. Dotyczy to
zwłaszcza problemów, które stworzyliśmy sami — sami musimy „wyciągać z ognia
kasztany", które tam wrzuciliśmy. Sami musimy rozwiązywać swoje problemy, oni co
najwyżej mogą nam sugerować, jak tego dokonać. Nic nie powinno być na nas wymuszane,
bowiem od nas powinno zależeć, czy dane wskazówki przyjmiemy, czy nie.
Ku zmartwieniu wielu osób zainteresowanych zjawiskiem UFO Plejadanie i ich
sprzymierzeńcy nigdy dotąd nie wylądowali nigdzie oficjalnie, mimo iż pomagają nam już od
bardzo dawna. Wyszukują natomiast odpowiednie osoby do pełnienia określonych misji.
Najważniejszą z nich jest Eduard „Billy" Meier, który jest pośrednikiem między istotami
pozaziemskimi i Ziemianami. Jest jedynym mieszkańcem Ziemi utrzymującym osobiste
kontakty z Plejadanami. Aby móc sprostać swojemu zadaniu, przez lata był szkolony i
przygotowywany do jego pełnienia. Plejadanie przez cały czas czuwają nad nim i chronią go,
a także wspomagają go w urzeczywistnianiu inspiracji z duchowego poziomu Arahat
Athersaty, Petale lub Wysokiej Rady.
294
Liczba pozostałych łączników wynosi obecnie, w roku 1990, nie mniej niż 203 osoby na
milion osób, co przy 5,4 miliarda ludzi daje ogólną liczbę wynoszącą l .096.200. Są oni
rozsiani po wszystkich krajach, muszę jednak dodać, że ich kontakt ma charakter
nieświadomy, to znaczy, otrzymują oni przekazy, nie wiedząc, skąd one pochodzą. Zwykle
sądzą, że te „impulsy" wypływają z ich własnej podświadomości.
Jedyny wyjątek stanowi 5 osób, które otrzymują przekazy świadomie. Działają one
publicznie, nie ujawniając jednak swoich kontaktów (dane te zostały przekazane Billy'emu
przez Jszwjsza Ptaaha 17 listopada i l grudnia 1989 roku).
Podobne inspiracje otrzymują pisarze oraz producenci filmowi piszący książki i kręcący filmy
z gatunku science-fiction, poprzez które oswajają oni ludzi z myślą, że nie jesteśmy sami we
wszechświecie, oraz przygotowują ich na nadchodzące zdarzenia.
Również ziemska nauka otrzymuje bodźce do poznawania nowych rzeczy, dzięki którym
Człowiekowi łatwiej będzie stawiać czoło przyszłym problemom i kontynuować swój
duchowy rozwój. Wszystko to dawkowane jest w odpowiednich porcjach.
Pewni ludzie otrzymują impulsy do publicznych wystąpień, ale tylko wówczas gdy wiadomo,
że ich wiedza nie wyrządzi żadnych szkód innym. Z drugiej strony pozaziemscy pomocnicy
dbają o to, aby naukowcy uzyskali odpowiednią dawkę wiedzy i jednocześnie z racji swojej
pozycji nie stali się Bogami oraz by nie wykorzystywali swojej wiedzy do niecnych celów, co
mogłoby mieć nieobliczalne skutki. Plejadanie starają się nie popełnić błędów swoich
przodków.
Oczywiście ingerencja istot pozaziemskich odbywa się w pewnych ramach ograniczonych
odpowiednimi prawami. Głównym celem Plejadan jest wspieranie naszego duchowego
rozwoju i dlatego przypisują oni tak wielkie znaczenie do przekazywania wiedzy.
Na zakończenie muszę dodać, że poprzez Billy'ego przekazanych zostało już nam bardzo
dużo cennych wskazówek i rad. Ma to zresztą miejsce nadal. Część tych cennych i ważnych
informacji przedstawiam w dalszej części tego rozdziału.
Przekazywanie wiedzy duchowej
Plejadanie od zamierzchłych czasów nauczają Ziemian. Najważniejszym ich zadaniem jest
właściwe ukierunkowywanie tej wiedzy duchowej, która z biegiem lat została znacznie
wypaczona. Dotyczy ona praw i nakazów Kreacji oraz prawdziwej wiedzy o powstawaniu i
rozwoju wszelkich form życia. Jest to nauka o prawdzie, która jest niezmienna w całym
wszechświecie.
W Erze Wodnika jak w żadnym innym okresie dziejów niezbędne jest głoszenie prawdy.
Wszystkie postępowe siły przyjmują tę wiedzę z wdzięcznością i podziwem, bowiem
świadome są tego, iż bez niej ich rozwój
295
duchowy postępowałaby znacznie wolniej, a nawet mógłby popaść w stagnację. Plejadanie są
na tak wysokim szczeblu rozwoju duchowego, że mogą nam przekazywać najczystszą
prawdę. Oto wypowiedź jednego z nich:
Przekazywane przez nas objaśnienia reprezentują najwyższy znany nam poziom wiedzy o
prawdzie, w związku z czym nie ma potrzeby ich ponownego dociekania bądź poznawania.
To, co wam przekazujemy, stanowi ostateczną prawdę, jaka jest możliwa do poznania z na-
szego poziomu rozwoju duchowego.
Jest w tym wszystkim pewna kropla goryczy, którą my Ziemianie musimy przełknąć. Jest nią
fakt, że Plejadanie nie przekazują nam wszystkiego, co chcielibyśmy wiedzieć. Wynika to
stąd, że jest wiele rzeczy, które człowiek może poznać dopiero po osiągnięciu odpowiedniego
poziomu rozwoju duchowego. Pewne rzeczy muszą być po prostu przemilczane, aby z
powodu swojej niewiedzy człowiek nie wyrządził sobie nimi szkody.
Jak już wspomniałem na początku książki okres dziejów, w którym się obecnie znajdujemy,
jest najkorzystniejszy do upowszechniania wiedzy duchowej. Należy jednak usunąć z drogi
liczne przeszkody.
Postęp techniki tak bardzo wyprzedził rozwój duchowy, że nic dziwnego, iż wykorzystywana
jest ona w niewłaściwy sposób. Kładąc nacisk na zaspokojenie potrzeb materialno-
intelektualnych zupełnie zapomnieliśmy o potrzebach duchowych, odsuwając je na boczny
tor. Należy więc ponownie sięgnąć po nie i przywrócić równowagę.
Nie mniejszym złem są szerzące się u nas religie, które zdaniem Plejadan nie mają w całym
wszechświecie swojego odpowiednika. Innymi słowy, wszelkie panujące na Ziemi religie są
zjawiskiem wyjątkowym w całym wszechświecie. Nie sposób wręcz opisać szkód, jakie
uczyniły one mieszkańcom naszej planety w ciągu minionych tysiącleci. Musimy wrócić na
drogę prawdy, z której zboczyliśmy w zamierzchłych czasach. Aby to osiągnąć, musimy
zmienić sposób myślenia. Wielu ludzi będzie musiało zmienić swój światopogląd, aby móc
widzieć rzeczy takimi, jakimi one są. Każdy, kto zdobędzie się na wysiłek i wejdzie na drogę
prawdy, wkroczy tym samym na właściwą drogę prowadzącą do duchowego rozwoju.
4. Niektóre wiadomości przekazane przez Plejadan
4.1. Totalne przeludnienie
Jeszcze nie tak dawno w każdym państwie żyło tyle ludzi, ile mogło się wyżywić bez pomocy
środków chemicznych, to znaczy nawozów sztucz-
296
nych. Ten naturalny stan trwał mniej więcej do Rewolucji Francuskiej, kiedy to liczba
mieszkańców Ziemi wynosiła około 500 milionów. Stale rosnąc w roku 1990 przekroczyła
ona granicę 5 miliardów. Nasza planeta nie jest w stanie wytrzymać na dłuższą metę takiej
liczby mieszkańców, bowiem optymalna ich ilość wynosi około 500 (dokładnie 529)
milionów. Idealnym stanem jest 12 mieszkańców na l km urodzajnej gleby. Tak więc jednym
z największych problemów naszego wieku jest nadmierne przeludnienie, które jest przyczyną
dużej części zła panującego na naszej planecie.
a) Przeludnienie powoduje ograniczenie przestrzeni życiowej, sprawia, że ludzie żyją jak
ryby w puszce, tłumiona jest ich inwencja i wzrasta agresja, co z kolei rodzi niebezpieczne
spory terytorialne.
b) Z roku na rok miliony ludzi umierają z głodu, poza tym duża część ludzkości żyje na jego
granicy - - wszystko to sprawia, że sytuacja żywnościowa będzie się stale zaostrzała.
c) Coraz bardziej kłopotliwy staje się problem bezrobocia. W krajach wysoko
uprzemysłowionych są to już miliony ludzi, którzy w dużym stopniu wpływają na poziom
życia pozostałej części ich mieszkańców oraz krajów rozwijających się. Gdyby Trzeci Świat
otrzymał pomoc w postaci wysoko zaawansowanych technologii, mogłoby dojść do
ogólnoświatowej katastrofy gospodarczej.
d) Ludzkość potrzebuje co raz więcej surowców oraz energii w postaci kopalin (gaz ziemny,
ropa naftowa, węgiel) do produkcji elektryczności, których wręcz rabunkowa eksploatacja
może już w niedalekiej przyszłości doprowadzić do ich wyczerpania. Nie można bez końca
grabić Ziemi z bogactw naturalnych, które są przecież nieodnawialne. Grożą nam i inne
niebezpieczeństwa, jak na przykład wzrost liczby konfliktów wraz z wyczerpywaniem się
surowców energetycznych. W razie konieczności silniejsi będą starali się zabrać je słabszym.
e) Wzrost uprzemysłowienia prowadzi do systematycznego zanieczyszczania środowiska.
Czyste do niedawna rzeki i wody gruntowe powoli zamieniają się w ścieki. Nie lepiej jest z
powietrzem, które coraz mniej nadaje się do oddychania.
Głupota oraz żądza posiadania przyczynią się do tego, że na Ziemi coraz częściej występować
będą anomalie klimatyczne, których rezultatem będą liczne katastrofy przyrodnicze, takie jak
trzęsienia ziemi, potopy, susze, a co za tym idzie - - głód. I to w zaostrzonej formie. Stale
narastać będą konflikty zbrojne i może dojść do globalnych epidemii, które zdziesiątkują
ludność Ziemi.
297
Stąd też konieczne staje się podjęcie odpowiednich środków, aby zapobiec tej nadchodzącej
zagładzie. Odpowiedni przykład daje nam tu sama przyroda, która poprzez wybuchające od
czasu do czasu epidemie i głód eliminuje na przykład nadmiar populacji danych gatunków
zwierząt. W ten naturalny sposób przywracana jest równowaga w świecie zwierzęcym. Tylko
człowiek swoim postępowaniem depcze prawa natury. W przeciwieństwie do zwierząt płodzi
bez opamiętania swoje potomstwo, nie zastanawiając się nad tym, czy będzie ono miało
odpowiednie warunki do życia i wystarczającą ilość pożywienia.
Każdy rozsądny człowiek musi wreszcie pojąć, że jedynym wyjściem z tej niebezpiecznej
sytuacji jest zastosowanie dość niepopularnego środka, to znaczy kontroli urodzeń w
połączeniu z niezbędnymi środkami pomocniczymi i przy uwzględnieniu specyfiki danego
kraju. Jest to jedyny sposób na rozwiązanie tego problemu, wszelkie inne mogą go tylko
odwlec i zaciemnić. Zamiast zaakceptować tę gorzką prawdę i powziąć czym prędzej
odpowiednie działania, w imię fałszywie pojętego humanitaryzmu i miłości do bliźniego
podejmuje się błędne decyzje, które jedynie powiększają ludzką nędzę. Winnymi tego stanu
rzeczy są ostatecznie wszyscy, którzy nie reagują i z obojętnością przyglądają się temu, co się
dzieje.
4.2. Niszczenie warstwy ozonowej chroniącej żywe organizmy
Od pewnego czasu w naszej atmosferze rodzi się niebezpieczeństwo zagrażające
mieszkańcom Ziemi. Jest nim przewarstwienie pasa ozonowego. Rozciągający się w
stratosferze ozonowy parasol chroniący nas przed promieniowaniem ultrafioletowym od lat
nieustannie zmniejsza się z powodu zaniku tego gazu (O3). Przyczyną tego zjawiska jest
przede wszystkim zanieczyszczenie powietrza spalinami pochodzącymi z silników samocho-
dowych, samolotowych i innych. Ponadto spalinami z fabryk, elektrowni oraz gospodarstw
domowych, a także fluorochlorkiem węgla znanym jako freon masowo używanym w
sprayach i urządzeniach chłodniczych. Oprócz zaniku ozonu w tej górnej warstwie atmosfery,
której odbudowa jest niezwykle powolna, w zastraszającym tempie wzrasta zawartość tego
trującego gazu w warstwie najniższej.
Zdając sobie sprawę z ogromnego znaczenie warstwy ozonowej dla życia wszystkich
organizmów biologicznych istniejących na Ziemi już w roku 1975 Plejadanie przekazali
Billy'emu ostrzeżenie, które w formie listu otwartego zostało następnie przesłane przezeń do
kompetentnych naukowców, rządów i fabryk chemicznych na całym świecie. Oto, co 25
marca 1975 roku podczas 7 spotkania powiedziała na ten temat Billy'emu Semjase:
298
— Już od dziesiątków lat badamy wszystkie sfery waszego świata, zachodzące w nich zmiany
i wynikające z nich niebezpieczeństwa. Od wielu lat jesteśmy świadkami stopniowo rosnącej
niebezpiecznej zmiany zachodzącej w waszej atmosferze, która będzie miała zabójcze skutki
dla życia na całej Ziemi. Chodzi o zmiany zachodzące w warstwie ozonowej pod wpływem
nieodpowiedzialnych działań człowieka wynikających z jego technicznego rozwoju. Różne
związki chemiczne niszczące ozon nieustannie przedostają się pod postacią gazową do
stratosfery. Dotyczy to przede wszystkim gazów bromowych [w języku Plejadan bromos
oznacza związki fluorochlorowe -- przyp. G.M.], które dostają się do warstwy ozonowej i
powoli rozkładają ją. Jest ona już zniszczona w 6,38 procenta. Tak duża zmiana jest już
niebezpieczna dla wszystkich żywych organizmów i może wywoływać zmiany mutacyjne. To
zniszczenie dokonało się w ciągu zaledwie ostatnich 60 lat. Szczególnie niebezpieczne są
tutaj gazy zwane freonami. W rezultacie promieniowanie ultrafioletowe wysyłane przez
słońce przenika przez atmosferę, a następnie oddziaływuje na żywe organizmy. W wielu
miejscach warstwa ozonowa jest już niebezpiecznie zniszczona i nie spełnia swojej ochronnej
funkcji. W trzech różnych miejscach istnieje zagrożenie całkowitego jej przerwania w ciągu
najbliższych dziesięcioleci, o ile nie zostanie powstrzymana emisja szkodliwych substancji do
atmosfery. Jeżeli to nie nastąpi, wówczas w tym ekranie ochronnym pojawią się dziury i
promieniowanie ultrafioletowe będzie mogło swobodnie przez nie przenikać niszcząc życie
na Ziemi. Wszystko, co znajdzie się na drodze tego promieniowania, ulegnie destrukcji.
Niszczące związki chemiczne i promieniowanie pochodzą przede wszystkim z silników
spalinowych oraz wszelkiego rodzaju procesów związanych z rozszczepianiem materii, które
począwszy od roku 1945 wpłynęły na bieg spraw na całym świecie oraz zmieniły los
wszystkich form życia. Niszczące związki chemiczne oraz gazy uwalniane są do atmosfery
przez wiele przedmiotów codziennego użytku, takie jak na przykład spraye. Przedostawszy
się do atmosfery wznoszą się one ku górze, gdzie rozkładają ozon. W ostatnich latach
naukowcy z wielu państw zrozumieli niszczący wpływ wielu środków chemicznych na
warstwę ozonową, zwłaszcza freonów. Kierując się nieodpowiedzialnym rozumowaniem
rozważają również możliwość wykorzystania ich w celach wojennych, na przykład do
budowy rakiet, które eksplodowałyby w stratosferze i powodowały powstawanie w
odpowiednim miejscu dziur ozonowych, poprzez które na zaatakowany obszar mogłoby
przenikać szkodliwe promieniowanie słoneczne. Zabliźnianie się takich dziur trwa bardzo
powoli, nawet setki lat i to przy braku dalszej emisji szkodliwych substancji. Ponadto należy
wziąć pod uwagę fakt, że warstwa
299
ozonowa ulega stałemu nieznacznemu przemieszczaniu się. Dana dziura może więc
zaszkodzić nie tylko określonym obszarom, ale również innym, które nie były celem ataku.
Tego wasi naukowcy jeszcze nie wiedzą.
4.3. Militarne oraz pokojowe wykorzystanie energii atomowej
Od czasu zakończenia II wojny światowej zagrożenie nuklearne wisi nad nami niczym miecz
Damoklesa. Rzecz w tym, że nie tylko militarne (próby z bronią jądrową), ale również
pokojowe wykorzystanie energii atomowej kryje w sobie ogromne zagrożenie, czego
dowiodła katastrofa w Czernobylu. Wyliczanie w tym miejscu zagrożeń, które są powszechnie
znane, wydaje mi się zbędne. Ograniczę się jedynie do kilku faktów, które nie są jeszcze
znane szerokiej opinii publicznej. Przede wszystkim muszę stwierdzić, że według Plejadan
oprócz znanego nam promieniowania występuje jeszcze takie, o którym nawet nasi
najwybitniejsi fizycy jądrowi wciąż nie mają najmniejszego pojęcia.
Najbardziej niebezpieczne zjawisko związane z wykorzystywaniem energii jądrowej dotyczy
zakłóceń pola magnetycznego Ziemi i wynikającego z nich przesunięcia biegunów
połączonego ze zmianami klimatycznymi. Jest to jedna z rzeczy, która nie jest jeszcze
powszechnie znana. Oto, co powiedział na ten temat Jszwjsz Ptaah we wrześniu 1975 roku:
— Magnetyzm Ziemi został mocno naruszony poprzez eksplozje bomb atomowych [tak jak
przypuszczał sam Billy — przyp. G.M.]. Wpłynęły one również na zmianę jej ruchu
obrotowego w wartościach prawie niemierzalnych. Oznacza to, że normalny ruch obrotowy
Ziemi został zakłócony i obecnie dostosowuje się on do nowych warunków. Również w
niewielkim zakresie naruszona została orbita wokółsłoneczna, z której Ziemia została
nieznacznie wypchnięta. W ten sposób ziemscy naukowcy dokonali zbrodni na własnej
planecie oraz całej ludzkości, bowiem te zmiany będą miały katastrofalne skutki. W ostatnich
latach doszło także do poważnego przesunięcia się biegunów magnetycznych. I tak na
przykład północny biegun magnetyczny znajduje się dzisiaj w kanadyjskiej części Morza
Arktycznego, zaś południowy przesunął się w kierunku Ameryki Południowej. Za około 1000
lat, a więc na początku nowego tysiąclecia zmiany biegunów magnetycznych Ziemi będą tak
znaczne, że biegun południowy umiejscowiony będzie na Pacyfiku, zaś biegun północny
przesunie się w kierunku Arabii Saudyjskiej. Biorąc pod uwagę obecne tempo
przemieszczania się biegunów, w roku 3000 biegun północny będzie leżał między Dżuddą
nad Morzem Czerwonym a Mekką. Ptaah potwierdził jeszcze jedno przypuszczenie Billy'ego:
— W czasie eksplozji bomby atomowej w Hiroszymie i Nagasaki wyemitowane zostało
promieniowanie, które objęło swoim zasięgiem całą
300
Ziemię. Najniebezpieczniejsze jest promieniowanie pierwotne, które zostało uwolnione
podczas tych wybuchów. Stanowi ono największe zagrożenie dla życia. Działa ono powoli,
ale nieubłaganie. W przypadku wybuchu bomby
0 sile tej, którą zrzucono na Hiroszymę, jego negatywny wpływ na żywe organizmy może
trwać przez setki lat. W atmosferze wybuchy atomowe naruszają przede wszystkim warstwę
ozonową znajdującą się w stratosferze
1 to w katastrofalny sposób, w wyniku czego do jej najniższych warstw dociera teraz
promieniowanie ultrafioletowe, które powoduje powstawanie w nich ogromnych ilości
właśnie tego gazu. Zalegający w przypowierzchniowych warstwach atmosfery ozon niszczy z
kolei wszelkie mikroorganizmy.
W sprawie pokojowego wykorzystania energii atomowej Quetzal stwierdził, że jest to
możliwe bez narażania środowiska i ludzkiego życia.
— Jest to możliwe i sami to robimy, jednak Ziemianie nie potrafią jeszcze tego... na razie.
Postępują lekkomyślnie i nierozważnie z energią atomową, wywołując śmiertelne zagrożenie
dla wszystkich żywych istot. Energię atomową można wykorzystywać bez tego zagrożenia,
jednak jest to możliwe tylko wtedy, gdy wszystkie odpady radioaktywne będą w całości
neutralizowane. Dokonać tego można poprzez odpowiedni proces przetwarzania, podczas
którego z odpadów powstaje nieszkodliwy produkt wyjściowy. Postępowanie wbrew tej
zasadzie jest działaniem sprzecznym z prawami natury.
Na pytanie Billy'ego, czy Ziemianom uda się rozwiązać problem energii bez sięgania po
energię jądrową, Quetzal odrzekł:
— Każda planeta nieustannie dostarcza swoim formom życia dostatecznej ilości naturalnej
energii, która nie stanowi dla nich żadnego zagrożenia, pod warunkiem że liczba
mieszkańców danej planety mieści się w normie. Ze swoimi ponad 4 miliardami ludzi Ziemia
jest mocno przeludniona [te liczby pochodzą z okresu, kiedy Quetzal wygłaszał tę opinię —
przyp. G.M.]. Ziemianie owładnięci są żądzą władzy, zysku i luksusu. Gdyby postępowali
rozsądnie i wprowadzili kontrolę urodzin, w krótkim czasie nastąpiłoby zredukowanie liczby
ludności do stanu normalnego wynoszącego 529 milionów. W ten sposób problem energii
mógłby zostać rozwiązany w sposób naturalny, podobnie zresztą jak sprawa wyżywienia.
Ludzka głupota pod tym względem jest przerażająca. Jeszcze bardziej potęguje ją fałszywie
rozumiany humanitaryzm stojący w obronie tej zbrodni przeludnienia oraz narastający głód.
Przywrócenie liczby ludności Ziemi do normalnego stanu to jedyne i słuszne działanie, które
rozwiązałoby problem energii i żywności — wszystko inne to nielogiczne i co najwyżej
połowiczne rozwiązania. Zapytany przez Billy'ego, jak to osiągnąć, Quetzal powiedział: — ..
.rozwiązanie tego problemu jest możliwe i należy uporać się z nim w pierwszej kolejności. W
związku z tym podsuwanie innych rozwiązań
301
problemu rosnącego zapotrzebowania na energię i żywność jest w obecnym stanie niecelowe.
Poza tym ludzka głupota i chciwość mogłaby to zniweczyć. Możemy udzielić Ziemianom w
tej kwestii wszelkich rad, ale dopiero wtedy gdy zajmą się oni redukcją swojej populacji do
stanu normalnego.
Pilnego rozwiązania wymagają następujące sprawy:
1. Natychmiastowe zaniechanie wszelkich prób z bronią atomową.
2. Zakazanie produkcji broni atomowej przy jednoczesnym stopniowym niszczeniu
istniejących jej arsenałów.
3. Stopniowe zamykanie elektrowni jądrowych przy jednoczesnym przestawianiu się na
wykorzystywanie źródeł energii przyjaznych środowisku (energia słoneczna, tak zwana wolna
energia kosmosu etc.).
Quetzal zaznaczył ponadto, że poszczególne problemy nie powinny być rozwiązywane
oddzielnie, w oderwaniu od siebie, ale wspólnie. Oto, co powiedział:
- Ponieważ każde działanie wbrew prawom i nakazom Kreacji zawsze kończy się katastrofą,
oznacza to, że poszczególne problemy zazębiają się ze sobą. Dlatego żadnej z tych spraw nie
należy traktować w izolacji od drugiej. Wszystko, co istnieje we wszechświecie, zazębia się
ze sobą jak tryby w maszynie. Tworzy to coś w rodzaju zamkniętej spirali wznoszącej się z
dołu do góry. Innymi słowy, jeśli człowiek lub cała ludzkość postępuje naprzód w rozwoju,
wówczas ów proces pnie się spiralnie ku górze, jeśli natomiast dany człowiek lub jakiś naród
ogranicza się wyłącznie do zaspokajania swoich potrzeb materialnych, wówczas jego rozwój
będzie przemieszczał się ku dołowi, co oznacza cofanie się w ewolucji, czyli duchową
stagnację i materialną degradację.
4.4. Bezwzględna eksploatacja Ziemi
W sprawie nadmiernej eksploatacji Ziemi Semjase powiedziała podczas 45 spotkania, które
odbyło się 25 lutego 1976 roku, co następuje:
— Wydobywanie rud metali i innych surowców mineralnych na planetach oraz innych ciałach
niebieskich jest prowadzone przez nas tylko w wyjątkowych sytuacjach, ponieważ jest to
proces, który je niszczy. Żadna planeta ani inne ciało niebieskie nie jest niszczone w takim
stopniu, jak ma to miejsce na Ziemi. To, co człowiek wyprawia ze swoją planetą, jest niczym
innym jak jej niszczeniem. Pierwsze katastrofalne efekty tej działalności wystąpiły już
kilkadziesiąt lat temu i z każdym rokiem nasilają się. Człowiek musi zrozumieć, że
eksploatując swoją planetę poprzez wydoby-
302
wanie z niej ropy naftowej, gazu czy różnych rud okrada ją z jej podstawowych sił
życiowych. Następstwem tych działań jest jej pękanie i przesunięcia warstw wewnętrznych
objawiające się wzmożoną aktywnością wulkaniczną i trzęsieniami ziemi. Podobny skutek
wywołuje budowanie zapór wodnych i innych tego typu konstrukcji piętrzących masy wody,
które wywołują bardzo niebezpieczne przesunięcia wewnątrz skorupy ziemskiej.
Najgroźniejsze jednak w skutkach są przeprowadzane przez ludzi podziemne próbne
eksplozje bomb atomowych. [...] Ziemskie zasoby złóż ropy naftowej wynoszą 646 miliardów
ton, z czego do chwili obecnej wydobyto lub zniszczono około 65 miliardów ton. W wyniku
samych podziemnych eksplozji atomowych zniszczeniu uległo około 20 miliardów ton, czyli
prawie połowa tego, co do tej pory wydobyto [liczby te odnoszą się do stanu z lat 1975-1976
— przyp. G.M.]. Planeta taka jak Ziemia produkuje w ciągu miliarda lat zaledwie około l
miliarda ton ropy naftowej. Zatem licząc sobie 646 miliardów lat wyprodukowała do tej pory
około 646 miliardów ton ropy naftowej. Z tej ilości w ciągu niespełna jednego stulecia
Ziemianie wykorzystali już jedną dziesiątą, na której wytworzenie Ziemia potrzebowała 65
miliardów lat. Na zregenerowanie wydobytej do tej pory ropy naftowej Ziemia
potrzebowałaby z kolei 118 miliardów lat, czyli prawie dwa razy tyle co na jej wytworzenie.
Z powodu bezrozumnego postępowania ludzi Ziemia pozbawiona została wielu elementów
niezbędnych do jej produkcji, które zostały jej przez nich zrabowane. W tym samym czasie,
to znaczy w ciągu jednego stulecia, spora część urodzajnych gleb zamieniła się w pustynie i
będzie musiało upłynąć wiele milionów lat, zanim przyroda będzie w stanie przywrócić je do
pierwotnego stanu.
Tę wyliczankę szkód wywoływanych przez ludzką głupotę i chciwość można by ciągnąć bez
końca.
Kończąc ten ponury rozdział przytaczam jeszcze fragment rozmowy Billy'ego z Ptaahem,
która miała miejsce 3 lutego 1990 roku. W jej trakcie Ptaah przepowiedział między innymi
następstwa huraganu szalejącego w Europie w lutym tego roku.
PTAAH: ...wszystkie kataklizmy przyrodnicze, do jakich dojdzie w tym miesiącu, oraz te,
które wystąpią później, to skutki zbrodniczego niszczenia Ziemi i jej atmosfery przez
nieodpowiedzialną ludzkość. Zanieczyszczenie powietrza, próbne wybuchy bomb atomowych
i będące ich następstwem trzęsienia Ziemi, skażenie radioaktywne wywoływane również
przez elektrownie atomowe, a także gigantyczne sztuczne zapory wodne są przyczyną
nadchodzących katastrof, czego nie chcą zrozumieć ludzie będący u władzy. Wielu ludzi w
trakcie trwania tych katastrof oraz po nich twierdzić będzie,
303
że nie mają one nic wspólnego z dewastacją środowiska naturalnego przez człowieka. Jest to
dowód głupoty i nierozumienia elementarnych rzeczy oraz prymitywizmu wszystkich tych,
którzy chcą się uwolnić od poczucia winy, którym obce jest poczucie odpowiedzialności, nie
mówiąc już o ponoszeniu jej. To właśnie wszyscy ci kłamcy są winni owej zbrodni wobec
ludzkości i Ziemi niezależnie od tego, czy będąc członkami rządzących elit lub naukowcami
są bezpośrednimi autorami dzieła zniszczenia, czy tylko się do niego w jakiś sposób
przyczyniają. Dotyczy to również zwykłych ludzi, zwłaszcza tych, którzy żyją wbrew
prawom przyrody i przyczyniają się do wzrostu przeludnienia, płodząc licznych potomków
ponad dopuszczalne 529 milionów, którzy stanowią potworne obciążenie dla Ziemi i tym
samym wpływają na poziom życia ogółu ludzi. Nadmiar ludzi powoduje, że w miejscach ich
skupisk zwanych miastami, w których mieszkają ich setki tysięcy, a nawet miliony, wytwarza
się ogromny nacisk na powierzchnię planety pochodzący od nich samych, a w szczególności
od budowli, pojazdów i innych urządzeń wywołujący powstawanie wewnątrz Ziemi
olbrzymich ciśnień, które są przyczyną ruchów tektonicznych i pękania jej skorupy.
Ziemianie unikają myślenia o tym, a nawet posuwają się do dementowania tych faktów i
dalszego sukcesywnego dewastowania swojej planety, a co za tym idzie degradacji swojego
życia, mimo iż już najwyższy czas, aby powstrzymać to szaleństwo. Ziemia nie może być
dalej niszczona i sama zaczyna się już bronić oddając Człowiekowi cios za ciosem poprzez
różne kataklizmy przyrodnicze, takie jak trzęsienia ziemi czy cyklony i huragany. Biorąc pod
uwagę obecny stopień zniszczenia środowiska naturalnego na jego regenerację wasza planeta
potrzebowałaby około 340.000 lat, zaś na przykład na regenerację złóż ropy naftowej wiele
miliardów lat. Na zanik promieniowania radioaktywnego wyzwolonego przez elektrownie
jądrowe oraz wybuchy bomb atomowych potrzeba będzie wielu tysięcy, a nawet milionów lat.
[...] Ale dosyć już pytań, mój przyjacielu.
BILLY: Na razie wystarczy mi tego, co powiedziałeś. Dziękuję i do widzenia.
4.5. Ostrzeżenie przed podejmowaniem zaborczych planów
Podobnie jak w przypadku innych cywilizacji również na Ziemi zdarza się, że osiągnięcia
techniczne wykorzystywane są przez ludzi do zaspokajania żądzy posiadania. Mając to na
uwadze, Semjase podczas 4 spotkania, które miało miejsce 15 lutego 1975 roku, przekazała
Billy'emu następujące ostrzeżenie.
- Jeżeli w przyszłości [Człowiek] rozwinie na tyle swoją technikę, że będzie mógł latać na
inne planety, musi pamiętać, że nie zawsze będzie
304
zwycięzcą. W przestrzeni kosmicznej, wszędzie tam, gdzie żyją rasy zdolne obronić się przed
innymi, czyhają różnego rodzaju niebezpieczeństwa. W przypadku zaatakowania takiej
planety Ziemianie mogą ściągnąć na swoją głowę nieszczęście i popaść w niewolę, co
równałoby się cofnięciu w rozwoju do początku. Mogłoby się również zdarzyć, że zniszczona
zostałaby cała Ziemia, ponieważ we wszechświecie żyją różne rasy, zarówno humanitarne,
jak i niehumanitarne. Jeżeli Ziemianie będą wyruszali w kosmos kierowani swoją
barbarzyńską żądzą władzy i chciwością, muszą się liczyć z całkowitą zagładą i tym, że żadna
inna rasa nie przyjdzie im wówczas z pomocą. Ziemianie muszą także przygotować się do
obrony przed agresywnymi intruzami, co może się udać jedynie w przypadku zjednoczenia
się wszystkich waszych krajów. Niebezpieczeństwa zagrażające z kosmosu są ogromne i
czyhają w każdej galaktyce. Istnieje wiele barbarzyńskich, żądnych władzy istot
pozbawionych wszelkich uczuć. Wiele ras potrafi i broni się przed nimi skutecznie. Gdyby we
wszechświecie wybuchła wojna na dużą skalę, mógłby on ulec zniszczeniu. W dawnych
czasach toczonych już było wiele wojen pomiędzy różnymi układami planetarnymi, które
zakończyły się ich zniszczeniem. Wszystkie te rzeczy Ziemianie muszą brać pod uwagę,
kiedy w niedalekiej przyszłości wyruszą w kosmos. Inne rasy kosmiczne nie pozwolą się
bezkarnie atakować, wykorzystywać bądź podporządkowywać, jak to ma miejsce na Ziemi.
Będą się bronić i wiele z nich jeszcze przez długi czas pozostanie na dużo wyższym poziomie
rozwoju technicznego od Ziemian. A jeśli to nie pomoże, mogą liczyć na ochronę ras, które
osiągnęły już perfekcję pod względem technicznym.
Ta wypowiedź to ważna przestroga dla nas wszystkich, abyśmy wyruszając w kosmos,
okiełznali swoją niepohamowaną zaborczość, jeśli będziemy chcieli mieć przed sobą
jakąkolwiek przyszłość.
4.6. Konieczność istnienia barbarzyństwa
Ludzkość znajduje się obecnie w bardzo krytycznej fazie swojego rozwoju i jej najbliższa
przyszłość wciąż stoi pod znakiem zapytania. Mimo iż czasami można odnieść wrażenie, że
robi ona wszystko źle, to jednak w rzeczywistości tak nie jest. Nie jest ona bowiem w swojej
naturze bardziej zła niż inne ludzkie cywilizacje. Wynika to z faktu, że temu etapowi ewolucji
jako rzecz naturalna przypisana jest pewna doza barbarzyństwa, które jest wręcz niezbędne do
dalszego rozwoju, pod warunkiem że jest ono wolne od wynaturzeń.
Oto, co powiedziała na ten temat podczas 9 spotkania, które odbyło się 21 marca 1975 roku,
Semjase:
305
— ...Ziemianie kroczą swoją własną drogą ewolucji. Jest ona bezsprzecznie barbarzyńska,
pełna gwałtu i bezwzględności. Barbarzyństwo jest cechą charakterystyczną dla wielu form
życia i celowym uwarunkowaniem służącym do zachowania bytu. Mam tu oczywiście na
myśli naturalne barbarzyństwo, wolne od wynaturzeń. Charakteryzuje ono nawet bardziej
rozwinięte od Ziemian rasy i zanika w trakcie wchodzenia na wyższy poziom rozwoju
duchowego. Człowiek jest potomkiem dzikich przodków, który ma do przebycia własną drogę
ewolucji. Wiedzie ona poprzez niedole i z trudem zdobywaną wiedzę. Bez odpowiedniej
dawki barbarzyństwa dalszy rozwój ku lepszej przyszłości byłby utrudniony. Z początku
inspiruje ono badania i rozwój, ponieważ pozwalają one przezwyciężyć ograniczenia, które
hamują postęp. Ziemianie będą zdolni do znacznych osiągnięć, jeżeli wyzbędą się
przywiązania do religii i szukać będą prawdy tam, gdzie ona jest. Nie zmniejsza to oczywiście
w żadnym stopniu szacunku do życia ani do Kreacji, a wręcz przeciwnie szacunek do Kreacji
i życia dopiero dzięki temu nabiera znaczenia. Jako przykład na to można podać fakt, że aby
móc uwalniać ludzi od chorób, należy najpierw drogą eksperymentów zniszczyć inne życie,
bowiem w ten sposób można poznać przyczyny danej choroby i sposoby jej leczenia. Aby
móc zniszczyć czyjeś życie w celach badawczych, niezbędna jest z kolei pewna doza
barbarzyństwa. Dlatego też głęboko wierzący człowiek nigdy nie dokona postępu, gdyż myśli
i działa zbyt humanitarnie i jednostronnie.
Uważam, że doświadczenia nad zwierzętami należy zastąpić innymi, lepszymi metodami, gdy
tylko pojawi się taka możliwość.
4.7. Niszczyciel
Gigantyczna kometa zwana Niszczycielem (ta sama, która wyrwała Wenus z orbity Urana)
przed około 75.000 lat po raz pierwszy dotarła w pobliże Ziemi wywołując liczne zniszczenia.
Następnie opuściła nasz układ planetarny, po czym w roku 16.098 przed naszą erą ponownie
wróciła do niego. Od tego czasu wraca tu w mniej lub bardziej regularnych odstępach czasu.
Ten kosmiczny dziwoląg wyrządził na Ziemi wiele złego i będzie to czynił nadal, dopóki nie
położymy temu kresu. To właśnie on jest sprawcą między innymi biblijnego potopu, który
miał miejsce 6613 lat przed naszą erą.
W jednej z rozmów z Billym Quetzal podał mu kilka szczegółowych informacji na temat tego
zagadkowego ciała niebieskiego.
BILLY: Mówiąc o Niszczycielu zawsze nazywaliście go gigantyczną kometą. Interesują mnie
jego rozmiary.
306
QUETZAL: Jego masa jest znacznie większa od masy Ziemi, podobnie jak ciężar właściwy,
co oznacza, że jego materia jest bardziej zagęszczona od ziemskiej. W porównaniu do Ziemi,
która ma objętość prawie 1083,3 miliarda km3 i ciężar właściwy 5,51 g/cm3, Niszczyciel ze
swoim 1694,2 miliarda km3 objętości i ciężarem właściwym wynoszącym 7,18 g/cm3 jest
prawdziwym gigantem.
BILLY: To interesujące. Czy Niszczyciel wiruje także wokół własnej osi tak jak Ziemia?
QUETZAL: Tak, z tym że nieco wolniej od Ziemi. Prędkość obrotowa Ziemi na równiku
wynosi 465 m/s, podczas gdy Niszczyciela tylko 314,7 m/s.
BILLY: A więc mniej więcej 3/4 prędkości obrotowej Ziemi.
QUETZAL: Tak, lecz od dłuższego czasu za naszą sprawą systematycznie ona wzrasta,
ponieważ usiłujemy wyrzucić tę wędrującą gwiazdę z jej orbity na inną, gdzie nie będzie
wyrządzała żadnych szkód.
BILLY: Wspaniale. Zatem jeśli się wam uda, Ziemianie nie będą musieli się już obawiać
zagrożenia z jej strony. [Najbliższa katastrofa spowodowana wtargnięciem Niszczyciela do
naszego ukladu planetarnego mogłaby się wydarzyć w roku 2225. — Przyp. G. M.]
QUETZAL: Zgadza się. Mamy nadzieję, że się nam to uda.
BILLY: Mam jeszcze jedno pytanie. Dlaczego z jednej strony możecie wpływać na
Niszczyciela, aby zapobiec szkodom, jakie mógłby on jeszcze wyrządzić, a z drugiej nie
możecie nic przedsięwziąć, aby powstrzymać inne zagrożenia, jak to na przykład to, które
grozi nam ze strony czerwonego meteoru?
QUETZAL: Wynika to stąd, że sprawcami zmiany naturalnej orbity Niszczyciela byli nasi
przodkowie. To z ich winy wyrządził on wiele szkód w Układzie Słonecznym, co oznacza, że
nie mają one naturalnego kosmicznego charakteru. Niestety nie posiadamy dokładnych
danych z tamtego okresu, w związku z czym nie mogę ci podać bliższych informacji na ten
temat.
4.8. Czerwony meteor
Niniejszy przykład pokazuje, że Plejadanie wiedzą doskonale, w jakiej sytuacji mogą nam
pomóc, a w jakiej nie.
QUETZAL: Ten wymieniony w przepowiedniach ogromnej wielkości meteor spustoszy
Ziemię i wywoła wiele zmian klimatycznych, tektonicznych i innych, a także zrobi wyrwę w
jej powierzchni sięgającą od Bałtyku po Morze Czarne. Mknie on z otchłani kosmosu w
kierunku Układu Słonecznego.
307
BILLY: Nie chodzi tu o żadną znaną nam kometę? QUETZAL: Nie. Ten meteor porusza się
po trajektorii, która wiedzie do Układu Słonecznego, w którym jeszcze nigdy nie był.
BILLY: I jego wędrówka ma się zakończyć na Ziemi? Nie możecie temu zapobiec?
QUETZAL: Przecież wiesz dobrze, że tak się stanie i że nie wolno nam tego zmieniać. To
zdarzenie zaprogramowane zostało przez kosmiczne siły i zapobiec mu mogą tylko sami
Ziemianie. Kierując się materialistycznym rozumowaniem, a także z powodu głupoty
lekceważą wszelkie, proroctwa i ostrzeżenia, przez co to zdarzenie będzie musiało
nieuchronnie nastąpić. Będzie to nauczka i przestroga na przyszłość, jeśli o to ci chodzi. Nam
nie wolno w to ingerować. Ludzie powinni słuchać twoich słów i przestróg, ale niestety tego
nie czynią. Jesteś na straconej pozycji, niczym wołający na puszczy. Niektórzy ludzie
wysłuchają cię i wezmą sobie do serca twoje słowa, większość jednak, która zignoruje je,
spotka śmierć w chwili, gdy meteor ten rozpocznie swoją działalność, rozrywając Ziemię
między Bałtykiem i Morzem Czarnym, skąd na jej powierzchnię wydobędzie się lawa.
BILLY: Przedstawiasz to bardzo dramatycznie i nienaukowe. Interesuje mnie, gdzie
dokładnie powstanie ta wyrwa w Ziemi?
QUETZAL: Mamy zwyczaj, że nawet naukowym wywodom nadajemy ludzki wymiar. [...]
Co się tyczy wyrwy, to przecież już powiedziałem, że powstanie ona między Morzem
Pomocnym i Czarnym. Płonące masy lawy, które wydobędą się na powierzchnię, będą siać
śmierć i spustoszenie, tworząc na swojej drodze strefę śmierci.
4.9. Niezwykła historia Semjase o Księżycu
Nawiązując do wzmianki o Niszczycielu przedstawiam poniżej na podstawie informacji
przekazanych nam przez Semjase historię jego powstania, a następnie przytaczam fragment
jej relacji opowiadający o genezie naszego księżyca. Jest to jedna z wielu niezwykłych
historii z przeszłości przekazanych nam przez istoty pozaziemskie, o których milczą nasze
podręczniki historii.
A. Kosmiczna katastrofa
Historia powstania Księżyca bierze swój początek od pewnej kosmicznej katastrofy, która
wydarzyła się przed około 22 milionami lat. Była to eksplozja jednej z gwiazd sąsiadujących
z Wegą w gwiazdozbiorze Lutni, która nastąpiła z nieznanych powodów. W rezultacie doszło
do jej kolapsu i powstania w tamtym miejscu ogromnej kosmicznej dziury. W efekcie tego
procesu gwiazda ta skurczyła się z 11 mln km średnicy do 4,2 km. Jej gęstość wzrosła do tego
stopnia, że l cm3 jej materii waży teraz tysiące ton.
308
Od tego czasu ten gwiazdowy karzeł wędruje po kosmosie niczym ciemna żarząca się dziura i
wsysa wszystko, co napotyka na swojej drodze z odległości nawet wielu milionów
kilometrów. Według terminologii naszej astronomii tego rodzaju twór określany jest mianem
„czarnej dziury".
B. Narodziny Niszczyciela
W czasie tej eksplozji gwiazdy nie tylko ona zmieniła się, ale również cały jej układ
planetarny. Jedne planety zostały zniszczone, a inne wyrzucone w przestrzeń kosmiczną.
Jedna z wyrzuconych planet dostała się w końcu w obręb obszaru przyciągania sąsiedniej
gwiazdy, wokół której krążyła przez wiele tysięcy lat — daleko poza jej własnymi planetami
po niestabilnej i w związku z tym niebezpiecznej orbicie. Niczym wygnaniec martwa i
niedostępna przemierzała zimny wszechświat.
Dalszy ciąg tej historii opowie już sama Semjase. Oto fragment jej wyjaśnień w tej sprawie
udzielonych Billy'emu podczas 5 spotkania, które miało miejsce 16 lutego 1975 roku:
- Przez kolejne tysiąclecia jej orbita zacieśniała się coraz bardziej zwiększając zagrożenie. Po
pewnym czasie wpadła nieoczekiwanie w obszar orbit planet tego słońca. Niczym zjawa
wyłoniła się z kosmicznego mroku obwieszczając zagładę. Obijając światło słoneczne
niszczyciel ów ciągnął za sobą cienki ogon połyskujących cząsteczek. Znajdując się w
odległości setek tysięcy jednostek odległości od najbliższych planet wywołał na nich
potworne kataklizmy, w wyniku których zniszczeniu uległy ogromne połacie ziemi
uprawianej przez pokojowe ludzkie istoty. W nocy trzeciego dnia po wniknięciu Niszczyciela
w obszar orbit planet przeciął on eliptyczną orbitę szóstej planety. Wzniecając kosmiczne
sztormy wypchnął tę planetę o kilka jednostek poza jej orbitę i wprowadził ją na
niebezpieczną trajektorię przebiegającą w pobliżu słońca. Potężne trzęsienia ziemi i huragany
systematycznie niszczyły niezwykłe piękno tej planety. W czasie wchodzenia na nową orbitę
wokółsłoneczną góry zapadły się w głąb ziemi, a oceany wystąpiły z brzegów. Przerażeni
ogromem tego kataklizmu ludzie szukali ratunku na rozległych połaciach lądu rozrzuconych
po całej planecie. Rozpętane żywioły nie dały im jednak szans. W czasie tego aktu zagłady
zginęło około 2/3 ogółu mieszkańców tej planety. Przelewające się masy wody rozerwały
duże połacie stałego lądu, a eksplodujące wulkany pokryły jego powierzchnię płonącą lawą
obracając wszystko w popiół i zgliszcza. Ruch obrotowy planety zmniejszył się i dzień stał się
prawie dwa razy dłuższy, jej orbita wokółsłoneczną zmieniła kierunek. Ci, którzy przeżyli,
pozbawieni zostali wszystkiego i musieli zaczynać swój rozwój od początku. Niszczyciel
działał jednak dalej siejąc na swojej drodze zniszczenie i śmierć. W następnej kolejności
przeciął orbitę piątej planety, która
309
znajdowała się na wstępnym etapie rozwoju. W czasie tego zdarzenia znajdowała się na
szczęście daleko od niego, dzięki czemu nie doznała poważnych uszkodzeń. Niestety czwarta
planeta nie miała takiego szczęścia. Była najmniejszą z planet i mknąc po swojej orbicie
znalazła się na kursie kolizyjnym z Niszczycielem. I stało się! Niczym dwie rozjuszone dzikie
bestie obie planety pędziły ku sobie — olbrzym i karzeł. Zanim się jednak zderzyły,
olbrzymie eksplozje rozdarły pozbawionego życia karła. Część jego odłamków zostało
wyrzuconych w otchłań kosmosu, gdzie obserwowano je jako meteory, które pochwycone
przez pola grawitacyjne napotykanych planet, znajdowały swój kres płonąc w ich
atmosferach. Inne odłamki tej planety spadły na słońce i zostały rozbite na atomy. Jeszcze
inne spadły na Niszczyciela i stały się jego częścią.
C. Narodziny Księżyca
Po tym dość długim wstępie dotarliśmy wreszcie do momentu narodzin naszego księżyca. Po
wspomnianej eksplozji owej karłowatej planety jej spora część wyrzucona została z ogromną
siłą w przestrzeń kosmiczną niczym gigantyczna piłka. Wędrując przez kosmos kilkakrotnie
dostawała się ona w obszar pól grawitacyjnych różnych gwiazd, w wyniku czego ulegała
wstrząsom i bombardowaniu przez meteoryty, które powodowały systematyczną zmianę jej
kształtu na coraz bardziej zaokrąglony. Jej powierzchnia pokryta była licznymi kraterami i ani
trochę nie nadawała się do życia. Siły przyciągania napotykanych po drodze gwiazd i ich
układów planetarnych zmniejszyły jej prędkość i kurs. W końcu dostała się w obszar
przyciągania grawitacyjnego Układu Słonecznego. Przemknęła przez orbity zewnętrznych
planet nie wyrządzając żadnych szkód. Dopiero w obszarze wewnętrznych planet zderzyła się
z kilkoma planetoidami będącymi pozostałością po Malonie, które wyryły na jej powierzchni
głębokie kratery. Te zderzenia ponownie zmieniły tor jej lotu i wepchnęły ją na orbitę
równoległą do orbity drugiej planety, na której istniało już prymitywne życie. Planeta ta
(Ziemia) pokryta była ogromnymi oceanami i gęstymi pierwotnymi lasami. Od momentu
dostania się tego kosmicznego wędrowca w pole grawitacyjne Ziemi do chwili jego wejścia
na orbitę wokółziemską upłynęły zaledwie 34 dni. Od tego czasu krąży on wokół Ziemi
wzdłuż stale zmieniającej się eliptycznej orbity jako Księżyc.
5. Czego nie wolno robić Plejadanom?
Plejadanie nieustannie dostarczają nam cennych i użytecznych informacji, jednak ich
możliwości niesienia nam pomocy z uwagi na prawa
310
i nakazy Kreacji są ograniczone, co nie podoba się wielu ludziom. Nam, Ziemianom, trudno
jest to zrozumieć i zaakceptować, ponieważ nasze rozumowanie zdominowane jest przez
fałszywie pojmowany humanitaryzm, który narusza równowagę poprzez zaburzenie
funkcjonowania mechanizmów samoregulacji.
W przyrodzie wszystko funkcjonuje w ten sposób, że wszelkie odchyłki od normy są
eliminowane. Jedynie w przypadku człowieka owa samoregulacja nie funkcjonuje, czego
rezultatem jest między innymi beznadziejne przeludnienie.
Dlatego więc jakakolwiek pomoc nie może przekraczać pewnych granic. W związku z tą
zasadą Plejadanie nie mogą się za bardzo angażować w niesienie komukolwiek zbyt szeroko
zakrojonej pomocy, bowiem każdy człowiek, każda ludzka istota ma do przebycia określoną
drogę ewolucji, i to od początku do końca. Od skrajnej niewiedzy do najwyższej doskonało-
ści. Niewskazane jest, aby ktokolwiek opuścił choć jeden etap na tej drodze.
Bardziej rozwinięte rasy mogą przekazywać mniej rozwiniętym tylko tyle wiedzy, ile jest im
niezbędne do popchnięcia swojej ewolucji naprzód. Nigdy nie należy przekazywać im
wiedzy, której nie potrafią one wykorzystać we właściwy sposób. To tak, jak gdybyśmy
pierwszoklasiście usiłowali wbić do głowy algebrę, której nie jest on jeszcze w stanie pojąć.
Podobnie rzecz się ma z naszymi pozaziemskimi nauczycielami, którzy przekazują nam
dokładnie tyle wiedzy, ile ich zdaniem jesteśmy w stanie pojąć.
Oto, co powiedziała na ten temat Semjase:
- Nie możemy wpływać na ewolucję ludzi bardziej, niż zezwalają na to prawa i nakazy
Kreacji. Każda forma życia ma prawo w swojej egzystencji do działania według własnego
uznania i dlatego nie wolno nam jej do niczego zmuszać, chyba że jest to ważne dla jej życia.
6. Czy w rządach różnych państw działają istoty pozaziemskie?
Podczas jednej z rozmów Billy zadał Ptaahowi następujące pytanie:
— Niedawno usłyszałem, że w rządach różnych państw na Ziemi działają istoty
pozaziemskie. Czy jest w tym choćby źdźbło prawdy?
PTAAH: Takie informacje nazywa się u was bajkami. Gdyby tak było, to już od dawna na
Ziemi panowałby pokój, bowiem ludziom za pośrednictwem rządów przekazana zostałaby
prawda. Ponieważ nie wolno nam osobiście mieszać się w ziemskie sprawy, zmuszeni
jesteśmy wyszukiwać odpowiednich ludzi, poprzez których dopiero możemy przekazywać
naszą wiedzę. Gdybyśmy mogli to robić sami, z całą pewnością pracowalibyśmy w rządach.
Nie musielibyśmy się wówczas martwić, że byle głupek i złoczyńca będzie nam publicznie
ubliżał.
311
BILLY: Przecież te istoty mogłyby działać w ukryciu, potajemnie.
PTAAH: To nie jest tak, co powinna ci podpowiedzieć sama logika. Gdyby tak było, te istoty
w ciągu kilku dni mogłyby doprowadzić do tego, że żaden rząd, żadna siła militarna nie
uganiałaby się za naszymi pojazdami. Z całą pewności by o to zadbały.
7. Dlaczego Plejadanie nie wspierają nas finansowo?
Podczas budowy Centrum w Hinterschmidrüti Billy i jego grupa-musieli pokonać wiele
trudności, przede wszystkim finansowych. Mimo iż ich kondycja finansowa była w owym
czasie znacznie lepsza niż na początku, to jednak nie byli całkowicie wolni od trosk
finansowych. Stale musimy dokładać trosk, aby nie popaść w długi.
Dlatego też coraz częściej pojawiało się pytanie, dlaczego Plejadanie nie udzielają nam
pomocy finansowej, co nie powinno być przecież dla nich żadnym problemem. Mogliby na
przykład doprowadzić do wygrania przez nas odpowiednich pieniędzy w grach loteryjnych.
16 czerwca 1975 roku w czasie 25 kontaktu Semjase wyjaśniła Billy'emu, dlaczego jest to
niemożliwe:
— [Ludzie] powinni wiedzieć, że nie posługujemy się żadnymi środkami płatniczymi, jak to
ma miejsce na Ziemi. Nawet gdybyśmy chcieli, nie moglibyśmy dostarczyć wam waszych
środków płatniczych, które nazywacie pieniędzmi, ponieważ niczym takim nie dysponujemy.
Nie będziemy wykorzystywać do tego celu gier losowych i innych tego rodzaju środków,
ponieważ są one według nas wyjątkowym złem. Po trzecie i najważniejsze, nie damy się
sprowokować waszymi sugestiami i prośbami, ponieważ Ziemia jest waszą ojczyzną, a nie
naszą. To, że jesteśmy tutaj i chcemy wam pomóc w rozwoju duchowym, jest działaniem,
które podjęliśmy z własnej woli, i nie zamierzamy robić niczego pod presją łudzi. Nasza
misja jest aktem dobrej woli. Również z waszej strony musi nastąpić jakiś wkład. Ziemianie
także powinni wziąć na siebie pewne obowiązki. Nie mają racji, jeśli uważają, że mogą
korzystać z pomocy nie dając nic od siebie. Dopóki ludzie będą działali według zasady, że
lepiej jest brać niż dawać, dopóty nie uwolnią się od swojego zgubnego egoizmu. Innymi
słowy, należy nie tylko brać, ale i dawać. Jeżeli stwarzamy wam możliwość rozwoju
duchowego, to waszą powinnością jest nań zapracować. Ludzie są egoistami, zarówno
pojedynczo, jak i w grupie i dlatego wzajemne wykorzystywanie siebie jest tak powszechne
na waszej planecie.
Przy innej okazji Semjase powiedziała ponadto:
- Nie możemy wam pomóc finansowo, ale możecie liczyć na nasze rady w każdej sprawie.
Chętnie udzielimy wam również rad w kwestii
312
budowy Centrum. Gdybyśmy próbowali pomóc wam finansowo, moglibyśmy ściągnąć na
was ogromne nieszczęścia. Poza tym mogłoby to osłabić bojowego ducha wielu z was, którzy
zaczęliby coraz częściej liczyć na naszą pomoc. Żyjecie w innym świecie niż my. Musicie na
wszystko sami ciężko zapracować. Również Centrum musicie wznosić o własnych siłach.
Mam nadzieję, że te wyjaśnienia stanowią wystarczającą odpowiedź na pytanie, dlaczego
Plejadanie nie wspierają nas finansowo.
8. Dlaczego nie można całkowicie zlikwidować wojen?
Nieustannie słyszymy pytanie, dlaczego istoty pozaziemskie, zwłaszcza Plejadanie nic nie
robią, aby zapobiegać lub powstrzymywać działania wojenne. Wielu ludzi wciąż nie potrafi
zrozumieć, dlaczego Plejadanie nie kładą kresu wojnom. Aby to wyjaśnić, zacytuję krótki
fragment rozmowy Jszwjsza Ptaaha z Billym.
PTAAH: Działania wojenne są niezbędne i mogą mieć miejsce tylko wtedy, gdy może dojść
do katastrofy o zasięgu galaktycznym lub między-galaktycznym.
BILLY: Oznacza to więc, że mieszkańcy danego świata mogą go całkowicie zniszczyć, o ile
nie będzie to zagrażało całemu układowi lub galaktyce?
PTAAH: Widzę, że dobrze to rozumiesz. Każda forma życia musi kroczyć własną drogą
ewolucji, nawet jeżeli prowadzi ona do samozagłady.
BILLY: To bardzo brutalne. Przypominam sobie pewne prawo dotyczące przyrody, które
mówi, że to, co prowadzi do zwyrodnienia, będzie zniszczone, aby nie zagrażało normalnemu
życiu.
PTAAH: To prawda, widzę, że dobrze znasz to prawo. Jedynie przestrzeganie tego prawa
może zapewnić normalne życie. Utrzymywanie przy życiu zwyrodniałych form jest
przejawem fałszywie pojmowanego humanitaryzmu. Zgodnie z prawem zachowania życia
takie formy winny być eliminowane.
9. Dlaczego nie ujawnia się metody leczenia raka?
Oto, co powiedzieli na ten temat Plejadanie:
- Niezbędną wiedzę w tej sprawie Ziemianie muszą zdobyć sami. Dążąc do niej będą
dojrzewać i rozwijać się. W ten sposób poznają i zrozumieją wiele niezbędnych rzeczy, a
także nauczą się właściwego postępowania. Gdybyśmy przekazali Ziemianom tę wiedzę, z
całą pewnoś-
313
cią obróciliby ją przeciwko sobie w zbrodniczych celach, bowiem kryje ona w sobie potężną
moc. Człowiek jeszcze nie dojrzał do jej poznania.
10. Akcje specjalne przeprowadzone dla dobra Ziemian
Jak już wspomniałem w rozdziale III (podrozdział 17 „Kosmiczne zrzeszenia i slużby
porządkowe"), istoty pozaziemskie w szczególnych przypadkach mają prawo użyć siły wobec
innych istot. Zgodnie z prawami i nakazami Kreacji należy respektować wolę każdej formy
życia, nawet gdy kroczy w niewłaściwym kierunku. Dopiero przy przekroczeniu określonej
granicy może nastąpić ingerencja, to znaczy tak zwana logiczna przemoc. Tego rodzaju akcja
opisana została w rozdziale XIV.
10.1. Powstrzymanie groźby zagłady ludzkości
Nie wszystkie ludzkie formy życia usposobione są tak pokojowo, jak na przykład Plejadanie i
ich sprzymierzeńcy. Istnieje wiele niehumanitarnych istot, które w trakcie swojej ewolucji
wyzbyły się wszelkich uczuć. Jeżeli nie uda się im zlikwidować tego zwyrodnienia, pewnego
dnia wyginą wskutek samozagłady. Do tego czasu jednak ich byt stanowi ogromne
zagrożenie, przede wszystkim dla wszystkich tych, którzy są słabsi od nich militarnie. Należy
więc mieć się na baczności przed tymi kreaturami, bowiem niszczą one wszystko, co
napotykają na swojej drodze, nawet całe planety.
Wiem, że brzmi to jak scenariusz kiepskiego filmu science-fiction, jednak jest zgodne z
prawdą. Niewiele brakowało, aby los innych spacyfikowanych planet podzieliła również
Ziemia. Tylko dzięki Plejadanom i ich sprzymierzeńcom udało się temu zapobiec. Otóż pewni
mieszkańcy 16 planet poszukiwali właśnie nowej przestrzeni życiowej. Wśród planet, które
zwróciły ich uwagę, była również Ziemia. Jeśli ktoś sądzi, że chcieli oni zamieszkać wśród
nas przy takim przeludnieniu, bardzo się myli. Ich zamierzeniem była w pierwszym rzędzie
całkowita eliminacja ludzkości. Jedynie dzięki interwencji naszych pozaziemskich przyjaciół
nie doszło do naszej totalnej zagłady. , Możemy zatem odetchnąć z ulgą i powiedzieć sobie:
„Jeszcze raz mieliśmy szczęście". Sprawa ta po raz kolejny potwierdza fakt, że wszędzie w
kosmosie czai się niebezpieczeństwo, którego nie wolno lekceważyć. Wszystkie ziemskie
narody winny czym prędzej zjednoczyć się, aby móc wspólnymi siłami samodzielnie, bez
pomocy innych istot, stawiać opór tego rodzaju zagrożeniom.
10.2. Powstrzymanie kosmicznej katastrofy
Stosowanie tak zwanej logicznej przemocy jest dopuszczalne również wtedy, gdy potencjalny
konflikt z użyciem broni jądrowej stwarza niebez-
314
pieczeństwo nie tylko zagłady planety, na której może się on toczyć, ale również zniszczenia
całego układu planetarnego, co z kolei mogłoby wywołać dalsze kosmiczne katastrofy.
Pod koniec 1974 roku zaistniało poważne niebezpieczeństwo rozpętania na Ziemi wojny
światowej z użyciem broni jądrowej. Ponieważ Ziemia znajduje się w ważnym punkcie naszej
galaktyki (nie wewnątrz spiralnego ramienia, ale na jego zewnętrznym skraju), jej zniszczenie
wywołałoby reakcję łańcuchową i w konsekwencji potworną katastrofę kosmiczną.
Na szczęście dzięki zastosowaniu odpowiednich i skomplikowanych środków zaradczych
udało się zapobiec temu nieszczęściu. To niezwykle ciężkie zadanie będące najtrudniejszą
misją w historii wszechświata DAL przeprowadzone zostało przez Asket i jej rodaków. (Billy
przez 11 lat był z nią w stałym kontakcie telepatycznym. Co ma ona wspólnego z Plejadana-
mi, wyjaśnione zostało w rozdziale VI). Ziemianie nie mają jednak o tym najmniejszego
pojęcia, ponieważ wszystko to działo się za kulisami bez ich wiedzy.
Istoty pozaziemskie nie są w zasadzie zobowiązane do udzielania nam pomocy w każdej
sytuacji kryzysowej, a już w ogóle w przypadku lokalnych konfliktów, wojen czy
kataklizmów przyrodniczych. Z tymi problemami, musimy radzić sobie sami, zwłaszcza że
sami jesteśmy ich sprawcami. Wszelkie informacje mówiące, że wokół Ziemi krążą statki
gotowe w każdej chwili nas ewakuować, są wyssaną z palca bzdurą.
Dzięki swoim bliskim związkom z Ziemianami Plejadanie prawdopodobnie nigdy nie
dopuściliby do ich całkowitego wyginięcia, do tego, aby nie przeżył ani jeden człowiek.
11. W jaki sposób każdy z nas może przyczynić się do utrzymania pokoju na świecie?
Wszelkiego rodzaju działania wojenne, krwawe powstania, terror i porwania stały się już na
Ziemi codziennością. W wielu państwach deptane są prawa człowieka, przeto nic więc
dziwnego, że coraz częściej ludzie marzą
0 życiu w spokoju i pokoju. Aby to pragnienie mogło się ziścić, każdy z nas musi wnieść do
tego swój wkład.
To chwalebne życzenie może zostać spełnione tylko wtedy, kiedy każdy z nas będzie robił
wszystko, co w jego mocy, aby do tego doszło. Już słyszę głosy sceptyków, twierdzących, że
wojny na Ziemi toczone były od zawsze
1 że tak też będzie w przyszłości. Jeszcze częściej słychać głosy mówiące, że nawet przy
najlepszych chęciach nie da się w obecnym stanie rzeczy doprowadzić do ogólnoświatowego
pokoju.
315
Odwołując się wyłącznie do historii naszej cywilizacji można dojść do wniosku, że ludzkość
nie może się obejść bez wojen. Nie jest to jednak prawdą. To tylko kwestia czasu. Ten stan
trwać będzie dopóty, dopóki ludzie się nie zjednoczą i nie zaczną żyć zgodnie z prawami i
nakazami Kreacji. Tak więc nas los zależy wyłącznie od nas samych, od każdego z nas z
osobna.
Billy wyjaśnił to następująco:
— Pokój zaczyna się w każdym z nas. Człowiek nigdy nie osiągnie pokoju na świecie, dopóki
we własnym domu i okolicy będzie toczył boje. Najpierw musi osiągnąć pokój w sobie,
potem w stosunkach ze swoją rodziną, bliskimi, przyjaciółmi i sąsiadami. Pokój
ogólnoświatowy musi wychodzić z dołu i stopniowo się rozszerzać. W ten sposób z czasem
ogarnie cały świat bez względu na ogólnoświatową sytuację.
Lecz o zgrozo, nadal jak grzyby po deszczu wyrastają politycy i przywódcy, którzy
wykorzystując propagandę wzniecają zamęt wśród narodów.
Już w roku 1984 Plejadanie wskazali nam drogę, którą powinien kroczyć każdy rozumny
człowiek kierujący się w życiu dobrą wolą. Jest nią medytacja nad światowym pokojem,
której zasady przekazali nam Plejadanie i którą praktykujemy w FIGU. Aby zrozumieć jej
sens i celowość, należy sięgnąć nieco wstecz. Na początku chciałbym przedstawić pewną
sytuację sprzed kilku lat. W 52 numerze na stronie 8 magazynu Stimme der Wassermannzeit
napisałem, co następuje:
W roku 1984 Billy otrzymał od Quetzala przygnębiającą wiadomość mówiącą, że możemy
porzucić wszelkie nadzieje na powstrzymanie wybuchu IU wojny światowej. Wiele innych
przepowiedni pochodzących z różnych źródeł już od dawna zapowiadało to nieszczęście.
Jedną z nich mówiącą o totalnej katastrofie Billy otrzymał w roku 1981 z poziomu Petale.
Według niej w następstwie działań wojennych, kataklizmów przyrodniczych, epidemii i głodu
mają zginąć 2/3'ludności Ziemi, przy czym w Europie Środkowej w ogóle nie będzie żadnej
szansy na przeżycie.
W przeciwieństwie do dotychczasowych przepowiedni, w których daty ważnych zdarzeń są w
różny sposób szyfrowane, Billy podał precyzyjne dane. Według niego III wojna światowa
miała wybuchnąć 25 kwietnia 1998 roku. W swoich wyliczeniach nie wziął on jednak pod
uwagę pewnego czynnika czasowego, po uwzględnieniu którego według Quetzala to tragi-
czne zdarzenie ma nastąpić nieco wcześniej. Tak wygląda ta mroczna prognoza z roku 1984.
316
Na polecenie Plejadan jeszcze w tym samym roku całe FIGU rozpoczęło usilne medytacje
pokojowe, aby zapobiec tej katastrofie lub przynajmniej opóźnić ją o kilka lat.
Biorąc pod uwagę te przepowiednie wiele osób wyrażało następującą opinię: „I cóż takiego
się stanie? I tak wcześniej czy później będę musiał umrzeć. Jeżeli nastąpi to wcześniej, to
przynajmniej nic więcej nie będzie mi groziło. Godni współczucia będą tylko ci, którzy
przeżyją, ponieważ po wojnie będą żyli w strasznych warunkach i wszystko będą musieli
zaczynać od początku".
Moja odpowiedzieć na to brzmi następująco: Kto sądzi, że wraz ze śmiercią spowodowaną
działaniami wojennymi wszystko się kończy, jest w wielkim błędzie. Jest wręcz odwrotnie.
Jeśli człowiek ginie w tragicznych okolicznościach, na przykład podczas wojny, i traci w ten
sposób część przypisanego mu życia, to zgodnie z prawem inkarnacji musi ten okres życia
nadrobić rodząc się ponownie. Narodziny te powinny nastąpić bardzo szybko, najlepiej
jeszcze przed zakończeniem wojny lub tuż po jej zakończeniu.
Gdy zadamy sobie pytanie, co dała nasza prowadzona od roku 1984 medytacja nad pokojem,
odpowiedź może być tylko jedna — niezwykłe rezultaty. To, co wydarzyło się w Europie
Wschodniej dzięki inicjatywie Michaiła Gorbaczowa, jeszcze do niedawna uważalibyśmy za
absolutnie niemożliwe. Sukces ten nie jest jedynie zasługą naszej grupy i około 3400 naszych
pomocników rozsianych po całej planecie, ale przede wszystkim naszych pozaziemskich
przyjaciół, bez których pomocy nasze zamierzenie nie miałoby żadnych szans powodzenia.
Naszą pokojową akcję nieustannie wspierało z ich strony 511 milionów Plejadan, to znaczy
Erran, oraz około 3 miliardy ich sprzymierzeńców, za co im wszystkim w tym miejscu gorąco
dziękuję.
Słowa podziękowania oraz uznania należą się również wszystkim tym Ziemianom, którzy
zaangażowali się w sprawę pokoju na świecie i czynią to nadal.
Niestety nie mogę w tym miejscu pominąć pewnej sprawy, o której niektóre osoby kierujące
się niewątpliwie szlachetnymi pobudkami z pewnością wolałyby nie słyszeć. Chodzi mi tu o
organizowane dużym nakładem sił i środków tak zwane pokojowe demonstracje czy też
fałszywe medytacje. Mimo iż działania tych ludzi wynikają ze słusznych pobudek, to jednak
zdaniem Plejadan są całkowicie chybione i pozbawione sensu, ponieważ ani o krok nie
zbliżają nas do tego, do czego dążymy.
Być może zabrzmi to buńczucznie i nieprawdopodobnie, ale tylko nasza akcja jest jedynym
sposobem zachowania pokoju. Wynika to z faktu, że
317
pozytywne myśli wywołują odpowiednie działania, lecz jak długo dotyczą one jedynie pokoju
na Ziemi, ich skutek jest niewielki. Ma to związek z akcją podjętą przez Liran mieszkających
w dawnych czasach na Ziemi. Przedsięwzięcie to mające na celu utrzymanie pokoju na
świecie polegało na wprowadzeniu pewnego hasła do banku pamięci ziemskiej atmosfery. To
hasło to rodzaj „zdania-impulsu" pochodzącego z języka starolirańskiego. Brzmi ono
następująco: „Salonie gam nań ben Urda gen njber asala Hesporona" („Pokój niech będzie
na Ziemi i wśród wszystkich istot").
Jeżeli owo zdanie zostanie właściwie wypowiedziane, wówczas wytwarzane przez nie
wibracje trafiają do tak zwanych banków pamięci, skąd rozchodzą się po całym świecie w
formie pokojowych impulsów myślowych docierających do wszystkich ludzi, którzy
odbierają je podświadomie w wcielają w czyn.
Ten sposób przekazywania owych myślowych wibracji praktykowany przez naszych
pozaziemskich przyjaciół jest uciążliwy i oczywiście wymaga dużo czasu, lecz nie stoi mu na
przeszkodzie istotny czynnik hamujący, jakim jest odległość.
Pragnę przy tym wyraźnie podkreślić, że ten sposób wspierania i szerzenia pokoju na świecie
dotyczy wyłącznie tego starolirańskiego hasła. Zdaniem Ptaaha wszelkie inne sposoby
zmierzające do tego celu z braku niezbędnej wiedzy są niecelowe.
Niczym bumerang powraca pytanie, czy przepowiednie mówiące o III wojnie światowej są
nadal aktualne. W przeciwieństwie do przyszłościowych prognoz, których
prawdopodobieństwo spełnienia się jest niemal pewne, przepowiednie należy zasadniczo
traktować jako ostrzeżenie, jako groźbę, która nie musi się spełnić, o ile w odpowiednim
czasie podjęte zostaną właściwe działania zapobiegające. Jeśli chodzi o III wojnę światową,
to groźba jej wybuchu jest nadal aktualna.
Mimo iż w sprawie zachowania pokoju osiągnięto bez wątpienia wspaniałe sukcesy, groźba
tej wojny nie została zlikwidowana, a jedynie zahamowana. Z całą pewnością nie oszczędzą
nas różne kataklizmy, takie jak trzęsienia ziemi, potopy, susze, głód, epidemie nieuleczalnych
chorób, kryzys gospodarczy, a także lokalne wojny.
Zdaniem Ptaaha również ruchy wyzwoleńcze w krajach Europy Wschodniej będą miały swój
negatywny oddźwięk i mogą doprowadzić do zniszczenia wszystkiego, co zostało dotąd
osiągnięte. Z dużą dozą prawdopodobieństwa dotknie to te regiony, w których ludność nie
dorosła jeszcze do wolności i w swojej głupocie sięgać będzie po broń. Dlatego też w końcu
rządom nie pozostanie nic innego, jak sięgnąć po niepopularne środki
318
zaradcze. Wszystko to doprowadzi do krwawych starć, te zaś wywołają reakcję łańcuchową,
której następstwem może być wybuch wojny. Zatem jak już wspomniałem, groźba III wojny
światowej niestety wciąż wisi nad nami.
Jeżeli do głosu dojdą siły pokojowe, wówczas szansa uniknięcia wojny światowej stanie się
rzeczywistością, bowiem jak pouczają nas Plejadanie: , Jedynym właściwym i skutecznym
sposobem zachowania trwałego pokoju na świecie jest i będzie medytacja nad nim".
I to w takiej formie, w jakiej prowadzimy ją już od pewnego czasu w FIGU w oparciu o
wskazówki Plejadan. Każdy, komu sprawa zachowania pokoju na świecie leży na sercu,
powinien już dzisiaj przyłączyć się do naszych medytacji, bowiem są one naszą ostatnią
szansą.
319

SPIS ZDJĘĆ
(w nawiasie data, nazwisko fotografa i miejsce)

[patrz: dołączony katalog UFO Z PLEJAD ilustracje i zdjecia – wszystkie


reprodukcje zdjęć od UFO Z PLEJAD z 01-04 aż do UFO Z PLEJAD z 77-
78 ]
Łącznik „Bilty" Eduard Albert Meier-Zafiriou.

[patrz: dołączony katalog UFO Z PLEJAD ilustracje i zdjecia – UFO Z


PLEJADk (Billy)]
1. Zdjęcie Centrum Semjase-Silver-Star wykonane od wschodu. Freddy Kropf wykonał je z
sosny rosnącej na skraju lasu przy łące Sirrwies. (7 V1989)
2. Proces „spalania" statycznych ładunków elektrycznych przeprowadzony przez Quetzala na
parkingu Centrum. W środku ich pierścienia stoi Billy. (8 IX 1981, Semjase-Silver-Star-
Center)
3. Świadkowie opisanych w książce zdarzeń. Stoją — z tyłu od lewej: Bernadette Brand,
Engelbert Wachter, Freddy Kropf, Brunhilde Koye, Madeleine Brugger, Silvano Lehmann,
Methusalem Meier, Atlantis Meier, Billy; z przodu od lewej: Guido Moosburgger, Elisabeth
Gruber, Christina Gasser, Edith Beldi, Jacobus Bertschinger, Eva Bieri, Atlant Bieri, Kalliope
Meier, Gilgamesha Meier. (6 11991, Bernadette Brand, Semjase-Silver-Star- Center)
4. Asket (z lewej) i Nera. (26 VI1975, Billy, wnętrze statku Asket we wszechświecie DAL)
5. Asket. (26 VI1975, Billy, wnętrze statku Asket we wszechświecie DAL)
6. Lot demonstracyjny najnowszego statku promiennego Semjase z 1976 roku. Ten typ
statków umożliwia podróże w czasie oraz przenikanie do innych wymiarów. (29 III 1976,
Hasenbol-Langenberg, Fischenthal)
1. Semjase — rysunek wykonany przez E. Eichenbergera według wskazówek Billy'ego. (5 V
1982, E. Eichenberger, Semjase-Silver-Star-Center)
8. Start i odlot statku Semjase po pierwszym kontakcie. (28 11975, Billy, Rezerwat Przyrody
Frecht)
9. Statek załogowy w towarzystwie jednoosobowego zdalnie sterowanego pojazdu
zwiadowczego podczas lotu demonstracyjnego o zachodzie słońca. (3 III 1975, Billy, Ober-
Zelg, Bettswil)
10. Dwa statki promienne sfotografowane z okna trzeciego (Semjase) podczas lotu na dużej
wysokości. (25 VI1975, Billy, Berg-Rumlikon)
320
11. Objaśnienie jak do zdjęcia nr 6. (29 /// 7976, Billy, Hasenbol-Langenberg, Fischenthal)
12. Statek promienny Semjase podczas lotu demonstracyjnego. (27 // 7975, Billy,
Fuchsbuel-Hofhalden)
13. Widok dolnej części statku Semjase podczas lotu demonstracyjnego. (27II1975, Billy,
Jakobsberg-Allenberg, Bettswil)
14. Statek promienny Semjase w czasie manewru zbliżenia do drugiego statku (w chwilę
potem nastąpiło uszkodzenie aparatu fotograficznego). (27 77 7975, Billy, Jakobsberg-
Allenberg, Bettswil)
15. Objaśnienie jak do zdjęcia nr 6. (29 777 7976, Billy, Hasenbol-Langen-beg, Fischenthal)
16. Lot demonstracyjny statku Semjase wokół mierzącej 14-16 metrów wysokości jodły
(jakiś czas potem została ona poddana eliminacji). (9 V77 7975, Billy, Fuchsbuel-Hofhalden,
Oberbalm, Wetzikon)
17. Lot demonstracyjny nowego statku Semjase. (8 III 1976, Billy, Bach-telhornli-
Unterbachtel)
18. Statek Semjase podczas próby przechwycenia go przez myśliwiec (Mirage)
Szwajcarskich Sił Powietrznych. (14IV1976, Billy, Schmarbüel-Maiwinkel)
19. Lot demonstracyjny nowego statku Semjase w towarzystwie dwóch statków
zwiadowczych nowego typu. (8 III 1976, Billy, Bachtel-hornli- Unterbachtel)
zdjęcia nr 19. (8 III 1976, Billy, Bachtel-
20. Objaśnienie jak do hornli- Unterbachtel)
21. Zdjęcie nowego typu statku wykonane za pomocą teleobiektywu z pokładu drugiego
unoszącego się na wysokości 40 metrów. (3 IV 1981, Billy, Auenberg-Egg)
22. Najnowszy statek Semjase podczas lotu demonstracyjnego. (26 777 79S7, Billy, Sdckler,
Durstelen)
23. Najnowszy statek Semjase nad parkingiem Centrum. (22 X 1980, Billy, Semjase-Silver-
Star-Center)
24. Objaśnienie jak do zdjęcia nr 21. (4 IV 1981, Billy, Auenberg-Egg)
25. Siedmiometrowy statek obok drogi prowadzącej do Rotenthurmu uno-
321
szący się za samochodem (Mercedes); w górze pośrodku światło żurawia budowlanego. (2
VIII 1981, Billy, Altmatt, SZ)
26. Siedmiometrowy statek unoszący się bezpośrednio przed samochodem przy głównej
drodze do Rotenthurmu (z lewej strony u góry niewielki fragment drugiego
czternastometrowego statku). (2 VIII 1981, Billy, Altmatt, SZ)
27. Czternastometrowy statek unoszący się za drzewem przy drodze prowadzącej do
Rotenthurmu. Z lewej strony widać smugę światła będącą śladem manewru urządzenia
telemetrycznego. (2 VIII 1981, Billy, Altmatt, SZ)
28. Statek promienny nad parkingiem Centrum. (5 VIII 1981, Billy, Sem-jase-Silver-Star-
Center)
29. Statek energetyczny karłowatych humanoidów z Mgławicy Andromedy (poddane
działaniu promieniowania tego statku samochody spalały około 5 litrów benzyny na 100
kilometrów więcej). (22 VI1979, Billy, Semjase-Silver-Star-Center)
30. Statek energetyczny karłowatych humanoidów z Mgławicy Andromedy unoszący się w
pobliżu drzew „lasu Menary" położonego na zachód od Centrum. W oddali nieco wyżej drugi
statek tego typu. (22 VI1979, Billy, Semjase-Silver-Star- Center)
31. Dwa statki energetyczne karłowatych humanoidów z Mgławicy Andromedy nad
parkingiem Centrum. (22 VI1979, Billy, Semjase-Sil-ver-Star-Center)
32. Statek energetyczny karłowatych humanoidów z Mgławicy Andromedy bezpośrednio nad
parkingiem Centrum. (22 VI1979, Billy, Semja-se-Silver-Star-Center)
33. Konrad Schutzbach i Billy podczas filmowania i mierzenia śladów lądowania statków
Rali i Menary. (29 VI1976, Hans Schutzbach, Ambitzgi, Wetzikon)
34. Ślad lądowania statku Rali. (29 IX 1976, Hans Schutzbach, Ambitzgi, Wetzikon)
35. Ślad po lądowaniu statku Menary na parkingu Centrum 21 lutego 1978 roku o godzinie
3.41 (grubość lodu 10 cm). (21 II1978, Billy, Sem-jase-Silver-Star- Center)
36. Objaśnienie jak do zdjęcia nr 35. (27 II1978, Billy, Semjase-Sil-ver-Star-Center)
322
37. Ślad po lądowaniu statku Menary podczas odwiedzin 23 listopada 1977 roku o godzinie
9.05, w czasie gdy żona Billy'ego wyszła z domu na 10 minut, aby zaprowadzić dzieci do
szkoły (grubość pokrywy lodowej 12 cm). (23 XI1977, Billy, Semjase-Silver-Star-Center)
38. Objaśnienie jak do zdjęcia nr 37. (23 XI1977, Billy, Semjase-Sil-ver-Star-Center)
39. Ślady lądowania statku Quetzala. U góry zdjęcia od lewej: Methusalem Meier i Kalliope
Meier. (26 VI1976, Guido Moosbrugger, Chrutzler-boden, Oberchrutzleń)
40. Ślady lądowania (podpór) statku Quetzala w dniu 23 czerwca 1976 roku o godzinie
20.54. (26 VI1976, Guido Moosbrugger, Chrutzlerboden, Oberchrutzleń)
41. Ślad lądowania na terenie Centrum pozostawiony przez statek Semjase, którym 23
kwietnia 1977 roku o godzinie 19.34 przyleciała Menara (miejsce to od tego czasu
nazywa się „lądowiskiem Menary"). (24 IV 1977, Hans Schutzbach, Semjase-Silver-Star-
Center)
42. Ślad po lądowaniu statku Quetzala. (29 VI1976, Hans Schutzbach, Pfaffenholz-Hinwil)
43. Ślady po lądowaniu statku Quetzala i Semjase. (28 VI1976, Hans Schutzbach,
Pfaffenholz-Hinwil)
44. Billy podczas obserwacji śladów lądowania. (75 VI1980, Bertschinger sen., Semjase-
Silver-Star)
45. Ślady lądowania statku Semjase po 135 kontakcie, który miał miejsce w nocy z 14 na 15
czerwca 1980 roku o godzinie 0.55. (75 VI1980, Billy, Semjase-Silver-Star- Center)
46. Objaśnienie jak do zdjęcia nr 45. (75 VI1980, Billy, Semjase-Sil-ver-Star-Center)
47. Ślady stóp Billy'ego prowadzące z pola na drogę. Są rezultatem wysadzenia go przez
Semjase w nocy 6 stycznia 1977 roku po spotkaniu w miejscu, w którym się zaczynają. (7
11977, Billy, Winkel-riet-Wetzikon)
48. Wygląd z bliska śladów przedstawionych na zdjęciu nr 47. (7 11977, Billy, Wi