Vous êtes sur la page 1sur 408

Barbara Szacka

WPROWADZENIE
do socjologii

OFICYNA -W" NAUKOWA


Warszawa 2003
Spis tre ci
Przedmowa 11

CZ PIERWSZA. PROLEGOMENA 15

Rozdzia I. CHARAKTER SOCJOLOGII I HISTORYCZNE WARUNKI JEJ POWSTANIA 17


1. Przedsocjologiczna wiedza o spo ecze stwie 19
Przedsocjologiczna refleksja teoretyczna 20
Wiedza potoczna i wiedza naukowa 21
2. Historyczne warunki narodzin socjologii jako dyscypliny naukowej 23
3. Socjologia jako dyscyplina naukowa 26
Kszta towanie si socjologii jako dyscypliny naukowej 26
Socjologia jako jedna z nauk spo ecznych 28
Wewn trzne zró nicowanie socjologii 32
Socjologia wspó czesna 36
Socjologia wspó czesna a powojenna socjologia polska 40
4. Metody i narz dzia badawcze socjologii 43
Empiryczne poznawanie spo ecze stwa 43
Narz dzia badawcze socjologa 45
5. Socjologia jako dyscyplina u yteczna praktycznie 49

Rozdzia II. BIOLOGICZNE PODSTAWY YCIA SPO ECZNEGO Z PERSPEKTYWY BIOLOGII


EWOLUCYJNEJ 53
1. Ekologia, etologia i socjobiologia 55
2. Podstawowe problemy ycia spo ecznego istot ywych 60
3. Sposoby rozwi zywania problemów ycia spo ecznego w ród kr gowców 61
Mechanizmy ograniczania agresji 62
Wspó praca i wspó dzia anie 65
4. ycie spo eczne cz owieka z perspektywy biologii ewolucyjnej 66

Rozdzia III. KULTURA 73


1. Kultura jako wyró nik cz owieka 75
Charakterystyka kultury jako atrybutu cz owieka 76
Tre kultury 77
2. Wielo kultur i relatywizm kulturowy 81
Wielo kultur i kryteria ich wyodr bniania 81
Relatywizm kulturowy 83
3. Dziedziny kultury i kultura symboliczna 86
Kultura symboliczna 87
4. Kultura jako przedmiot zainteresowania socjologii 89

Rozdzia IV. ZMIANA SPO ECZNO-KULTUROWA 93


1. Klasyczne teorie rozwoju spo ecznego: marksizm i ewolucjonizm 96
Marksizm 96
Ewolucjonizm 99
2. Typy spo ecze stw 100
Spo ecze stwo tradycyjne 101
Spo ecze stwo przemys owe 102
Spo ecze stwo poprzemys owe, ponowoczesne i informacyjne 103
3. Teorie modernizacji, konwergencji i zale no ci 104
Modernizacja 104
Teoria konwergencji 106
Koncepcja zale no ci i systemu wiatowego 107
4. Dzia ania ludzi oraz ruchy spo eczne jako czynniki zmiany 108
Ruchy spo eczne 109
Nota bibliograficzna 113

CZ DRUGA. CZ OWIEK W SPO ECZE STWIE 117

Rozdzia V. INTERAKCJE SPO ECZNE 119


1. Poj cie interakcji spo ecznej 121
2. Interakcje jako przedmiot zainteresowania psychologii 122
3. Interakcje jako przedmiot zainteresowania socjologii 123
Interakcja jako wymiana 124
Interakcja jako gra 125
Interakcja jako komunikacja 126
4. Spo ecze stwo z perspektywy interakcji 130
Instytucje 132

Rozdzia VI. SOCJALIZACJA 135


1. Poj cie socjalizacji 137
2. Osobowo 139
Osobowo jako przedmiot zainteresowania antropologii spo ecznej i socjologii 141
3. Rola spo eczna 144
Dwa kierunki zainteresowa rol spo eczn 146
Rola spo eczna a osobowo 148
4. To samo 149
5. Rodzaje socjalizacji 152
Socjalizacja pierwotna 152
Socjalizacja wtórna 153
Resocjalizacja 154

Rozdzia VII. KONTROLA SPO ECZNA 157


1. Kontrola spo eczna i porz dek spo eczny 159
2. Konformizm 162
3. Dewiacja 164
Co to jest dewiacja 164
Dewiacja jako przedmiot zainteresowania socjologii 166
Rola dewiacji w zbiorowo ci 172
4. Kontrola spo eczna jako reakcja na dewiacj 174
Nota bibliograficzna 177

CZ TRZECIA. ZBIOROWO CI SPO ECZNE 179

Rozdzia VIII. GRUPA SPO ECZNA 181


1. Grupa spo eczna jako przedmiot zainteresowania socjologii 183
2. Ma e grupy jako mikrostruktury spo eczne 185
3. Struktury wewn trzgrupowe 188
Struktura socjometryczna 188
Struktura przywództwa 189
Struktura komunikacji 191
4. Spójno grupy 192
5. Wybrane rodzaje grup 194
Grupa pierwotna 194
Grupy w asna i obca 197
Grupa odniesienia 199

Rozdzia IX. ORGANIZACJA FORMALNA 203


1. Celowe grupy formalne, czyli organizacje 205
2. Historyczne ród a socjologii organizacji 207
Max Weber i typ idealny biurokracji 207
Teorie zarz dzania 209
3. „Patologie" organizacji formalnych 212
4. Organizacje jako przedmiot zainteresowania socjologii 215
Trzy poziomy analizy problematyki organizacji 217

Rozdzia X. SPO ECZNO LOKALNA 223


1. Historyczne ród a socjologii spo eczno ci lokalnych 225
Ferdynand Tönnies i dwa typy zbiorowo ci 225
Socjologia ameryka ska okresu mi dzywojennego 226
Franciszek Bujak 228
2. Spo eczno lokalna i zbiorowo terytorialna 229
Spo eczno lokalna 229
Zbiorowo terytorialna 230
3. Spo eczno ci lokalne i zbiorowo ci terytorialne jako struktury redniego poziomu 230
4. Lokalizm 233

Rozdzia XI. NARÓD 237


1. Naród jako przedmiot zainteresowania socjologii 239
2. Zbiorowo etniczna 241
Charakter zbiorowo ci etnicznej 241
Rodzaje grup etnicznych 242
Grupa etniczna a naród 243
3. Dwie drogi kszta towania si narodów w Europie 244
4. Naród a nowoczesno 246
Trzy fale ruchów narodowych i kszta towania si pa stw narodowych w epoce nowoczesnej 249
5. Pa stwa wielonarodowe i narody wieloetniczne 250
Konflikty etniczne 254
6. Zawi e drogi kszta towania si nowoczesnych narodów: przyk ad Polski 256
Od pa stwa do narodu 256
Od narodu do pa stwa 262
Mniejszo ci narodowe i etniczne we wspó czesnej Polsce 267
Nota bibliograficzna 271

CZ CZWARTA. PODZIA Y SPO ECZNE 273

Rozdzia XII. ZRÓ NICOWANIE SPO ECZNE


I RUCHLIWO SPO ECZNA 275
1. Ró nice i nierówno ci jako przedmiot zainteresowania socjologii 277
2. Trzy klasyczne spojrzenia na podzia y spo eczne 280
Karol Marks i poj cie historyczne klasy 280
Max Weber i trzy p aszczyzny podzia ów spo ecznych 282
Koncepcje stratyfikacji (uwarstwienia) 285
3. Klasy i warstwy - rozmaito znacze 287
Klasa 288
Warstwa 289
4. Zró nicowanie spo eczno-zawodowe 291
Klasyfikacje i skale zawodów 291
Presti zawodu 293
5. Ruchliwo spo eczna 294

Rozdzia XIII. ZRÓ NICOWANIE SPO ECZNE


SPO ECZE STW PONOWOCZESNYCH 299
1. „ mier klas" 303
2. Klasa rednia 307
3. Underclass i marginalizacja spo eczna 310
Bezrobocie 312
Bieda 313

Rozdzia XIV. ZRÓ NICOWANIE SPO ECZNE, NIERÓWNO CI I RUCHLIWO


SPO ECZNA W POLSCE 317
1. Zró nicowanie spo eczno-zawodowe 320
Zró nicowanie spo eczno-zawodowe w okresie PRL 320
Zró nicowanie spo eczno-zawodowe po zmianie ustrojowej 1989 roku 323
2. Ruchliwo spo eczna 325
Charakter ruchliwo ci spo ecznej 326
czy ni i kobiety w procesie ruchliwo ci spo ecznej 328
3. Polska klasa rednia 329
4. Nierówno ci spo eczne w wietle antropologicznych bada poborowych 332
5. Wie w uk adzie nierówno ci spo ecznych 334
Wie -miasto jako wymiar zró nicowania spo ecznego 334
Zró nicowanie ludno ci wiejskiej 336
Zró nicowanie rolników 336
6. Oblicze polskiej biedy 337
Miary ubóstwa i ich ograniczenia 337
Zasi g i g boko polskiego ubóstwa 339
Stara i nowa bieda 340
ugotrwa a bieda jako zal ek underclass 342

Rozdzia XV. RÓ NICE P CI JAKO RÓ NICE SPO ECZNE 345


1. Kobiety jako przedmiot zainteresowania nauk spo ecznych 347
2. Spo eczne ró nice p ci 349
Ró nice p ci w sferze pracy 350
Ró nice p ci w sferze w adzy i polityki 353
Ró nice p ci w sferze obyczaju 355
3. Feminizm i ruchy kobiece 357
Ideologie feministyczne 358
Dylematy feminizmu 359
Wspó czesne ruchy kobiece 360
Wp yw feminizmu i ruchów kobiecych na prawo europejskie 361
Nota bibliograficzna 365

CZ PI TA. INSTYTUCJE 367

Rozdzia XVI. SFERA REPRODUKCJI 369


1. Rodzina jako instytucja 371
Biologiczne pod e reprodukcji ludzkiej 371
Poj cie rodziny 372
Rozmaito form rodziny 372
2. Europejska rodzina w epoce przedprzemys owej 377
Gospodarstwo domowe, czyli domostwo 377
Ma onkowie, rodzice, dzieci 378
3. Rodzina w spo ecze stwie przemys owym 380
4. Rodzina wspó czesna 383
Wspó czesna rodzina jako rzeczywisto empiryczna i jako warto 387
5. Wspó czesna rodzina polska 388

Rozdzia XVII. SFERA POLITYKI 395


1. Polityka i w adza 397
Prawomocno w adzy 399
2. Pa stwo 400
Kszta towanie si nowoczesnych pa stw europejskich 401
Pa stwa narodowe we wspó czesnym wiecie 402
3. Demokracja 403
Demokracja i liberalizm 407
Demokracja i biurokracja 409
Elity i demokracja 412

Rozdzia XVIII. SFERA EKSPRESYJNO-INTEGRACYJNA 415


1. Edukacja 417
Zadania szko y 420
O wiata w uk adzie nierówno ci spo ecznych 421
2. Kultura symboliczna spo ecze stwa masowego 424
Kultura masowa 424
Kultura popularna 426
Kultura popularna w epoce spo ecze stw ponowoczesnych 427
3. Religia 431
Ró norodno religii 432
Religia w spo ecze stwach przemys owych kr gu kultury europejskiej 434
Religia jako przedmiot zainteresowania socjologii 436
Nota bibliograficzna 439
Literatura przywo ywana 441
Indeks osób 463
Indeks rzeczowy 469
Przedmowa
Podr cznik ten wyrós z wyk adów w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego, w którym przez wiele
lat naucza am przedmiotu „Wst p do socjologii". Przyst pienie do pisania podr cznika zawdzi czam namowom dr
Piotra Kwiatkowskiego, bez których zapewne nie podj abym tej decyzji, do lekkomy lnej, jak si wkrótce
okaza o. Pocz tkowo s dzi am bowiem, e konspekty wyk adów szybko i bez wielkiego trudu przekszta w
ksi . By o to jednak z udzenie, które rozwia o si dopiero w momencie, kiedy zainwestowany wysi ek by
zbyt wielki, aby zaniecha przedsi wzi cia i nie trudzi si dalej. W sumie praca nad ksi zaj a wi cej lat
mego ycia, ni si spodziewa am.
Podstawow trudno ci by o poradzenie sobie z wewn trznym zró nicowaniem socjologii, któr
charakteryzuje wielokierunkowo zainteresowa oraz istnienie wielu rozbie nych koncepcji teoretycznych. Po-
mocna okaza a si analiza wydawanych w ró nych krajach podr czników do nauczania socjologii na poziomie
elementarnym. Pozwoli a ona stwierdzi , e mimo rozmaito ci orientacji teoretycznych i sposobów uprawiania tej
dziedziny nauki ukszta towa si w niej w ci gu ostatniego dwudziestolecia korpus wiedzy zgodnie uznawanej za
podstawow . Znikn y podr czniki pisane z jednej, atwej do identyfikacji perspektywy teoretycznej. Pojawi y si
takie, które prezentuj ró ne orientacje teoretyczne nie jako konkurencyjne, ale jako uzupe niaj ce si : ka da
wietla b inne fragmenty wiata spo ecznego, b te same od innej strony, dzi ki czemu uzyskujemy jego
pe niejszy i bogatszy obraz. W podr cznikach panuje to, co Piotr Sztompka nazywa „programowym
eklektyzmem" (Sztompka 1985: 40-41). Jest on obecny równie w mojej ksi ce.
Opracowuj c podr cznik, przyj am za enia le ce u podstaw moich wyk adów, w których d am do
przedstawiania problematyki socjologicznej mo liwie jasno i prosto, ale bez nadmiernych uproszcze . Chcia am
napisa podr cznik b cy dos ownie wprowadzeniem do socjologii, przeznaczony dla tych, którzy nic o niej nie
wiedz , dostarczaj cy im elementarnej wiedzy sozologicznej, nast pnie rozszerzanej w ró nych kierunkach. Taki,
który wprowadza by w wiat zasadniczych problemów podejmowanych przez socjologi , a tak e poj i terminów
zyka

12 Przedmowa

socjologicznego, przy czym sam napisany by by w j zyku mo liwie prostym. Taki, aby kto , kto nauczy si
dzi ki niemu tego lub owego i przyszed z t wiedz do specjalisty z jakiego zakresu, móg us ysze : „W
zasadzie ma pani/pan racj , ale sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana".
Innym moim za eniem by o to, e podr cznik ma dostarcza nie tylko podstawowej wiedzy o socjologii,
ale tak e o problemach spo ecze stw wspó czesnych, zw aszcza polskiego, tak jak rysuj si one z perspektywy
socjologicznej. Wzorem by y dla mnie anglosaskie podr czniki socjologii, które mówi nie tylko o socjologii, ale i
o spo ecze stwie brytyjskim — w przypadku brytyjskich, a o ameryka skim - w przypadku ameryka skich.
W podr czniku wprowadzi am szczegó owe podzia y na cz ci, rozdzia y i podrozdzia y wewn trz nich.
Moim celem by o uzyskanie konstrukcji przypominaj cej budowl z klocków lego. Chcia am umo liwi
ka demu z wyk adowców tego przedmiotu, który w ró nego typu szko ach i na wydzia ach uniwersyteckich
nauczany jest w innym zakresie, stworzenie w asnej wersji podr cznika przez swobodne manipulowanie
fragmentami niniejszego: pomijanie poszczególnych rozdzia ów czy te ich cz ci b zmienianie ich
kolejno ci. Zasadniczy tekst ilustrowany jest przyk adami i danymi z bada empirycznych; fragmenty te wyodr b-
niono w ramkach.
Literatura, na któr si powo uj w tek cie, to pozycje bezpo rednio wykorzystywane w danym miejscu. Ich
dobór w adnej mierze nie mo e by traktowany jako pe na bibliografia prac dotycz cych poszczególnych
problemów. U omno bibliografii prac cytowanych sk oni a mnie do uzupe nienia ka dej cz ci podr cznika
not bibliograficzn . G ównym celem by o dostraczenie informacji o dost pnych w j zyku polskim i -z ma ymi
wyj tkami - niecytowanych w tek cie podstawowych pracach dotycz cych problematyki omawianej w kolejnych
rozdzia ach. Na ko cu ksi ki znajduje si spis wszystkich pozycji wymienianych zarówno w rozdzia ach
podr cznika, jak i w notach bibliograficznych.
W czasie moich zmaga z materi tego podr cznika spotyka am si z ogromn yczliwo ci przyjació ,
kolegów i znajomych, którzy, po wi caj c swój czas, s yli mi rad i pomoc . Byli wspania ymi krytykami
ró nych partii tekstu, yczliwymi, ale nie pob liwymi. Zawdzi czam im wszystkim bardzo wiele i ywi wobec
nich gor ce uczucie wdzi czno ci.
Na pierwszym miejscu wymieni musz Antoniego M czaka i Andrzeja Mencwela, którzy, chocia nie s moimi
kolegami socjologami, zechcieli przeczyta i przedyskutowa ze mn rozdzia y poruszaj ce problemy z kr gu
ich zainteresowa . W nast pnej kolejno ci - kolegów z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego,
zaczynaj c od zespo u Zak adu Socjologii Ogólnej, na którego zebraniach dyskutowali oni rozdzia y podr cznika

Przedmowa 13

sprawiaj ce mi najwi ksz trudno . Szczególnie wiele wnie li Piotr Chmielewski, Gra yna Kacprowicz i
awomir odzi ski. Osobno wymieni pragn kierownika tego zespo u, Aleksandr Jasi sk -Kani , która
jeszcze przed napisaniem recenzji wydawniczej dzieli a si ze mn uwagami o kolejnych partiach pracy w miar
ich powstawania, udziela a mi yczliwego wsparcia w tym trudzie oraz udost pnia a swoje jeszcze
nieopublikowane prace. Drugim recenzentem wydawniczym by Marek Zió kowski, który uciele ni moje
marzenia o wnikliwej i krytycznej, a zarazem yczliwej recenzji.
Koledzy z Instytutu Socjologii, Kazimierz Frieske, Antoni Kami ski, Witold Morawski, Ewa Nowicka i
Renata Siemie ska, byli przyjacielskimi krytykami rozdzia ów z zakresu ich specjalno ci i udzielali mi wska-
zówek bibliograficznych, za które dzi kuj tak e Antoniemu Su kowi. Agnieszce Latale dzi kuj za redakq'
cz ci rozdzia ów, udost pnianych studentom jako skrypt. Podzi kowa tak e pragn kolegom z IFiS PAN,
Henrykowi Doma skiemu i El biecie Tarkowskiej, za yczliwe porady i udost pnione materia y.
Wszystkim im, jak równie tym, których z powodu u omno ci pami ci nie wymieni am, jeszcze raz z ca ego
serca dzi kuj . Oczywi cie, w jakiej mierze z ich rad i pomocy potrafi am skorzysta , to ju zupe nie inna
sprawa.
Podzi kowania nale si wreszcie cz onkom rodziny, których wci gn am do mojej pracy. M , Jerzy Szacki,
mi swoj socjologiczn wiedz , systematycznie czytaj c kolejne rozdzia y. Pomocni byli mi tak e syn,
Jakub Szacki, oraz wnuk, Wojciech Szacki, jako przedstawiciele innych ni socjologia dziedzin wiedzy.
ROZDZIA I

Charakter socjologii i historyczne warunki jej


powstania

1. Przedsocjologiczna wiedza o spo ecze stwie 19


2. Historyczne warunki narodzin socjologii jako dyscypliny naukowej 23
3. Socjologia jako dyscyplina naukowa 26
4. Metody i narz dzia badawcze socjologii 43
5. Socjologia jako dyscyplina u yteczna praktycznie 49

l. Przedsocjologiczna wiedza o spo ecze stwie


Socjologia jako dyscyplina naukowa narodzi a si w pierwszej po owie XIX wieku. Za jej ojca
uwa any jest August Comte (1798-1857). Wprowadzi on nazw „socjologia" do obiegu publicznego i
sformu owa program nowej nauki. Jednak e je li zwa , e socjologia dostarcza wiedzy o zjawiskach
i procesach zachodz cych w zbiorowo ciach ludzkich (Jan Szczepa ski 1972: 12), to staje si oczywiste,
e wyznaczenie momentu jej powstania i wi zanie go z jednym nazwiskiem jest spraw umown . Zdo-
bywanie, gromadzenie i wykorzystywanie takiej wiedzy musia o by i by o znacznie starsze ni
przybranie przez ni postaci dyscypliny naukowej. Cz owiek, który od zarania swoich dziejów
w gromadzie, rozporz dza jak wiedz praktyczn o zjawiskach i procesach zachodz cych
w zbiorowo ciach ludzkich. Bez niej nie móg by sobie poradzi z problemami, jakie nastr cza o ycie
gromadne.
Wraz z rozwojem pi mienno ci pog biona refleksja dotycz ca otaczaj cego wiata zacz a przybiera
posta ogólnych systemów filozoficznych. Nast pi o oddzielenie porz dku ludzkiego od porz dku
natury, co by o pierwsz rewolucj w dziejach wiedzy o spo ecze stwie i podstawowym krokiem w
stron nauki o spo ecze stwie (Szacki 2002:16). W naszym kr gu kulturowym nast pi o to w staro ytnej
Grecji. Pocz wszy od Platona i Arystotelesa, w pismach wielu filozofów znajdujemy wnikliwe opisy i
analizy zjawisk ycia zbiorowego.
Jednak e mimo licznych problemów „wiecznych" zwi zanych z yciem zbiorowym, które by y
podejmowane i rozwa ane w ci gu stuleci i obecnie znajduj si w polu uwagi socjologii, a tak e mimo
licznych powinowactw socjologii z poprzedzaj j my spo eczn , wiele przemawia za tym, by jej
narodziny lokowa w nie w pocz tkach XIX wieku. Nie tylko dlatego, e wtedy powsta a jej nazwa,
która ostatecznie uzyska a powszechn akceptacj . Wa niejsze jest to, e w tym okresie zacz si
zasadniczo zmienia sposób my lenia o zachodz cych w zbiorowo ciach ludzkich zjawiskach i
procesach, które sta y si przedmiotem zainteresowa socjologii. By o to pochodn zarówno rozwoju
europejskiej nauki, jak i zasadniczych zmian zachodz cych w spo ecze stwach Europy Zachodniej.

20 Cz pierwsza. Prolegomena

Wiedza przedsocjologiczna o zjawiskach spo ecznych mia a dwie postacie: refleksji teoretycznej oraz
wiedzy potocznej.

Przedsocjologiczna refleksja teoretyczna

Poprzedzaj ca socjologi refleksja teoretyczna dotycz ca rozmaitych aspektów ycia spo ecznego by a
przez wiele stuleci cz ci filozofii, podobnie jak i zacz tki innych nauk. Trzy cechy ró ni y j od
wiedzy spo ecznej (Jan Szczepa ski 1969: 8) spe niaj cej pó niejsze standardy naukowo ci.
• W przedsocjologicznej my li spo ecznej cz sty by normatywny i finalistyczny punkt widzenia.
Znacznie bardziej interesowa o filozofów to, jak by powinno, ni to, jak jest. Projekty idealnego
pa stwa kre lili Platon i Arystoteles, a tak e autorzy renesansowych i pó niejszych utopii. Je li w
pismach filozofów zainteresowanych idealnym pa stwem mo emy znale ca kiem du o wiedzy o
spo ecze stwie i zasadach jego funkcjonowania, to opis i analiza rzeczywisto ci by y dla nich g ównie
kontrastowym t em dla idea u.
• Przedsocjologiczna my l spo eczna by a w znacznym stopniu przesi kni ta woluntaryzmem.
Wyra si on na ró ne sposoby. Przede wszystkim w postaci wiary we wszechmoc w adcy.
Uwa ano, e panuj cy, je li tylko rozporz dza odpowiednimi rodkami, mo e w sposób dowolny
ukszta towa form pa stwa i spo ecze stwa. S dzono, e je li istniej jakie wady ycia spo ecznego,
to tylko dlatego, e rz dz cy nie chc b nie potrafi ich usun . ywa by a wiara w „dobrego i
drego w adc ", który jest pe en dobrej woli i, je li tylko zrozumie, co jest dobre, natychmiast wcieli
to w ycie.
Inn postaci woluntaryzmu, która zreszt mia a bardzo d ugi- ywot, by o przekonanie, e skoro
ludzie obdarzeni s woln wol i ka dy mo e robi , co chce i co mu tylko do g owy w danym
momencie przychodzi, to rzeczywisto spo eczna sk ada si wy cznie z niespodzianek i jest ca kowicie
nieprzewidywalna. Dlatego te mo e by opisywana jedynie ex post.
Za form woluntaryzmu wypada te uzna wiar w Opatrzno , w to, e mo e ona interweniowa
i zmienia bieg spraw ludzkich; trudno wi c s dzi , e rz dz nimi jakie prawid owo ci.
• Inn charakterystyczn cech przedsocjologicznej my li spo ecznej by a koncentracja uwagi na
pa stwie i w adzy. W rozwa aniach dotycz cych pa stw i ich ustrojów podejmowano wprawdzie
zagadnienia daleko wykraczaj ce poza kwestie zwi zane z sam w adz i jej sprawowaniem, ale nie
by o znane poj cie spo ecze stwa jako czego innego ni pa stwo. Dla powstania socjologii musia o
ukszta towa si poj cie spo-

Rozdzia I. Charakter socjologii i historyczne warunki jej powstania 21

ecze stwa. Oddzielenie porz dku spo ecznego od politycznego by o drug rewolucj w rozwoju
wiedzy naukowej o procesach i zjawiskach zachodz cych w zbiorowo ciach ludzkich.
Wiedza potoczna i wiedza naukowa
Ka dy cz owiek rozporz dza pewn wiedz o tym, jak jest skonstruowany i jak funkcjonuje otaczaj cy
go wiat spo eczny. Tego rodzaju wiedza jest koniecznym warunkiem radzenia sobie z problemami, jakie
stwarza ycie w zbiorowo ci, a w konsekwencji osobniczego przetrwania. Zdobywaniu tej wiedzy
przy wiecaj cele praktyczne i cz owiekowi najcz ciej wystarcza taki jej zakres, który jest mu
przydatny bezpo rednio. Nie mo e jej sam zdoby , bowiem z natury rzeczy jest ograniczony w swoich
mo liwo ciach poznawczych. Na wiat spo eczny patrzy z perspektywy ma ego wycinka
rzeczywisto ci, z któr ma bezpo rednio do czynienia. Dlatego te musi korzysta z wiedzy
pochodz cej z do wiadczenia innych. I tak przez wymian do wiadcze narasta potoczna, zbiorowa wie-
dza spo eczna cz onków danej zbiorowo ci, b ca rezultatem ich wspólnych do wiadcze . Cz sto
przybiera ona posta przys ów, w ród których nietrudno znale wyra nie „socjologiczne". Przys owie:
„Je li wejdziesz mi dzy wrony, musisz kraka jak i one", mówi o konieczno ci konformizmu; „Kruk
krukowi oka nie wykol " powiadamia o solidarno ci grupowej; „Gdy kota nie czuj , myszy ta cuj "
przekazuje wiedz o roli w adzy w utrzymywaniu porz dku w spo ecze stwie.
Potoczn wiedz spo eczn nabywamy w toku naszego ycia spontanicznie, sami nie wiedz c, jak,
kiedy i gdzie. Od najwcze niejszego dzieci stwa wch aniamy j , kontaktuj c si z innymi lud mi,
i nasi kamy ni jak owa przys owiowa skorupka.
Tak zdobywana wiedza ma pewne cechy szczególne zwi zane po cz ci z podporz dkowaniem jej
osi gania celom praktycznym, po cz ci - z ograniczonym zakresem obserwacji dost pnych danej
zbiorowo ci, a po cz ci - ze specyfik ludzkiego umys u. Równie z tym, e cz owiek kieruje si nie
tylko rozumem, ale i emocjami. Wp ywaj one na proces poznawczy i powoduj , e wiedza potoczna
rzadko jest neutralna. Nie ogranicza si do opisu, ale mówi, e to jest z e, a tamto dobre, to korzystne, a
tamto szkodliwe. Jest wi c zwi zana z warto ciowaniem.
Inn jej cech jest tendencja do przedstawiania wiata w kolorach czarno-bia ych, bez uwzgl dniania
odcieni po rednich, i operowania podzia ami dychotomicznymi. Znajdujemy w niej sk onno do
traktowania nast pstwa w czasie jako zwi zku przyczynowego, a tak e do upatrywania przyczyn w
celowych dzia aniach ludzi. Kolejna jej cecha to pochopno uogólnie . Wystarczy kilka przypadków, a
czasem nawet jeden, by

22 Cz pierwsza. Prolegomena

zosta sformu owany s d ogólny (kiedy m ody cz owiek nie ust pi w autobusie miejsca starszej pani, z
pewno ci us yszymy, e: „ca a dzisiejsza m odzie "... etc).
Potoczna wiedza spo eczna jest przenikni ta stereotypami. Stereotypy bywaj okre lane jako
stypologizowana, przej ta od innych wiedza. Powszechnie wskazuje si na takie ich cechy, jak charakter
upraszczaj cy, nadmierne generalizacje, sztywno i odporno na zmiany, a tak e to, e rzadko maj
charakter neutralny i najcz ciej s zabarwione emocjonalnie.

róde stereotypów upatruje si mi dzy innymi w pewnych w ciwo ciach procesu poznawczego cz owieka i sposobach
przetwarzania przez niego informacji, w jego sk onno ci do klasyfikowania i typologizowania postrzeganych zjawisk. W
odniesieniu do rzeczywisto ci spo ecznej powiada si , e stereotypy to „pewne struktury poznawcze, które s zakodowane w
umy le, a które w sposób uproszczony, nadmiernie zgeneralizowany, bez uwzgl dniania ca ej mo liwej wiedzy na dany
temat, odnosz si do jakiej kategorii spo ecznej" (Kurcz 1994: 14). Stereotypy s wi c zapisem wiedzy u omnej, której
omno jest konsekwencj ograniczonych mo liwo ci ludzkiego systemu poznawczego. Jednak e mimo u omno ci wiedza ta
pomaga ludziom w yciu, gdy pozwala redukowa niepewno i podejmowa decyzje co do sposobu post powania. Je li nie
wiemy nic o jakiej konkretnej osobie, ale mo emy j zaklasyfikowa do okre lonej grupy, uzupe niaj ce informacje czerpiemy
ze stereotypu tej grupy i na tej podstawie oceniamy osob i ustalamy nasz sposób jej traktowania. Nie trzeba dodawa , e w
konkretnej sytuacji taka ocena mo e by nietrafna, a niekiedy i ogromnie krzywdz ca, zw aszcza kiedy w stereotypie grupy,
do której zaliczyli my dan osob , przewa aj cechy negatywne.

Chocia o szkodliwo ci stereotypów napisano niema o, to przy wszystkich swoich wadach u atwiaj
one orientacj w wiecie spo ecznym. Dla przetrwania cz owieka niezmiernie istotn rzecz jest ycie w
zbiorowo ci, co poci ga za sob konieczno trafnego rozpoznawania tych zbiorowo ci, których jest
cz onkiem, a wi c odró niania grup w asnych od obcych (zob. Grupy w asna i obca, s. 197), a w ród tych
ostatnich - przyjaznych od wrogich. Stereotypy s w tym pomocne.
Przenikni ta stereotypami potoczna wiedza spo eczna nie znikn a wraz z powstaniem socjologii. Jej
prawdy konkuruj , niekiedy nawet zwyci sko, z prawdami g oszonymi przez socjologi akademick .
Charakterystyczny dla niej sposób my lenia daje si niejednokrotnie odnale w rozmaitych rozwa aniach
publicystycznych dotycz cych procesów i zjawisk zachodz cych w zbiorowo ciach ludzkich.
Niezale nie od wszelkich sporów o kryteria naukowo ci, mo na wskaza trzy powszechnie uznawane
cechy wyró niaj ce naukowe podej cie do zjawisk spo ecznych.
Po pierwsze, nauk cechuje niezadowalanie si samym opisem, ale zmierzanie do wyja niania przy
wykorzystywaniu istniej cych teorii. Przez

Rozdzia I. Charakter socjologii i historyczne warunki jej powstania 23

teori socjologiczn rozumie si „wszelki zespó za ontologicznych, epistemologicznych i


metodologicznych, abstrakcyjnych poj oraz ogólnych twierdze o rzeczywisto ci spo ecznej, maj cy
dostarcza wyja nienia dost pnej wiedzy opisowej na jej temat oraz ukierunkowywa dalsze badania"
(Sztompka 1985: 12).
Po drugie, uczonych obowi zuje przestrzeganie regu post powania badawczego. S trzy
podstawowe regu y: 1) wyra ne okre lenie badanego problemu tak w kontek cie dotychczasowej
wiedzy faktograficznej, jak i istniej cych teorii; 2) staranne zbieranie danych i umo liwienie innym
badaczom kontroli ich rzetelno ci (jawno warsztatu naukowego obowi zuje zreszt na wszystkich
etapach post powania badawczego); 3) odró nianie twierdze opartych na faktach od tych, które s
tylko domys ami, a tak e dopasowanie stopnia ogólno ci formu owanych twierdze do zakresu danych,
które stanowi ich podstaw .
Po trzecie, wyró nikiem nauki jest neutralno i powstrzymywanie si od warto ciowania.
Wypowiadaj c oceny, wykraczamy poza jej granice, chocia oczywi cie informacje dostarczane przez
nauk mog by dla nas podstaw do ich formu owania. I tak na przyk ad nauka nie mówi nam, e
palenie tytoniu jest rzecz z , a jedynie e wywo uje takie to a takie zmiany w organizmie ludzkim,
których konsekwencj jest skrócenie ycia cz owieka. Wiedz c to, mo emy uzna palenie za rzecz z , ale
tylko wówczas, kiedy d ugie ycie jest dla nas rzecz cenion . O tym za nie decyduje nauka.

2. Historyczne warunki narodzin socjologii


jako dyscypliny naukowej
Aby socjologia mog a si narodzi jako dyscyplina naukowa, niezb dny by nowy sposób my lenia o
spo ecze stwie. Musia y zosta przezwyci one ograniczenia wiedzy potocznej, porzucona
finalistyczna i woluntarystyczna perspektywa ogl du spraw spo ecznych. Konieczne by o tak e
dostrze enie, e spo ecze stwo jest tworem swoistym, odr bnym od pa stwa.
Nie dokona o si to jednorazowo, ale by o wynikiem d ugiego procesu. Stanowi o pochodn
przemian spo ecznych w Europie Zachodniej, które nabiera y coraz wi kszego tempa i wywo ywa y
nowe postacie zjawisk i procesów zachodz cych w zbiorowo ciach ludzkich.
Wraz z wyprawami handlowymi do dalekich krajów poszerzy y si granice znanego wiata -
równie spo ecznego, gdy poznawano ró ne ludy, yj ce zgo a odmiennie, ni o si w Europie.
Europejskie formy ycia spo ecznego przestawa y by postrzegane jako jedyne mo liwe. W XVI wieku
Michel de Montaigne zauwa : „Barbarzy cy nie s w ni-

24 Cz pierwsza. Prolegomena

czym osobliwsi dla nas ni my dla nich ani te nie z wi ksz s uszno ci " (Montaigne 1985: t. l, 229). W
nast pnym stuleciu zacz to dostrzega , e zmienno form ycia spo ecznego wyst puje nie tylko w
przestrzeni, ale równie w czasie. Pojawi o si poj cie rozwoju.
Wiek XVIII mo e by zreszt zasadnie uznany za wiek zapowiedzi socjologii. To wtedy zrodzi a si
my l, e istniej jakie prawa naturalne rz dz ce zachowaniami ludzi, a w konsekwencji zjawiskami
spo ecznymi, i pojawi a si wiara w istnienie jakiego jednego podstawowego prawa, dzia aj cego w
wiecie spo ecznym na podobie stwo odkrytego przez Newtona w wiecie fizycznym prawa
powszechnego ci enia. Wierze tej towarzyszy o pragnienie jego odkrycia. Jednak e nie porzucono
przekonania, e m dry w adca, który pozna, na czym polega porz dek naturalny, niew tpliwie
natychmiast zechce i potrafi nada yciu spo ecznemu zgodny z tym porz dkiem kszta t. Kres tej
wierze po a dopiero rewolucja francuska.
Rewolucja francuska, obalaj ca dotychczasowy system polityczny i stary ad spo eczny, by a
wstrz saj cym do wiadczeniem, które przeora o wiadomo europejsk . Poza wszystkim innym
ukaza a spontaniczno procesów spo ecznych, ich wymykanie si spod kontroli i rozbie no mi dzy
ostatecznymi rezultatami a wcze niejszymi zamiarami. Ukaza a równie , e wbrew oczekiwaniom
zniesienie przywilejów urodzenia i zadeklarowanie w konstytucji równo ci wszystkich obywateli nie
adzie kresu nierówno ciom spo ecznym. W sumie rewolucja francuska uprzytomni a, e najbardziej
nawet dog bna zmiana ustroju politycznego nie likwiduje problemów spo ecznych. Pozwoli o to
dostrzec, e spo ecze stwo jest czym odr bnym od pa stwa i rz dzi si w asnymi prawami.
Innym wielkim do wiadczeniem europejskim prze omu XVIII i XIX wieku by o przyspieszenie
tempa uprzemys owienia, co nast pnie zyska o miano rewolucji przemys owej. By a to w istocie rzeczy
zmiana rewolucyjna dotychczasowego sposobu ycia znacznych rzesz ludzi. Spowodowa o j przej cie
od gospodarki opartej na rolnictwie, w której podstawowymi jednostkami produkcyjnymi by y
gospodarstwa domowe, w znacznej mierze samowystarczalne, do gospodarki, w której takimi jed-
nostkami sta y si fabryki produkuj ce towary na rynek wi cy ze sob w coraz wi kszej skali
wszystkie jednostki produkcyjne.
Zmiana pracy w gospodarstwie domowym na prac w fabryce by a zmian ca ego trybu i rytmu
ycia. Dzie zacz si dzieli na t cz , w której cz owiek przestawa by panem samego siebie, i t ,
która w postaci czasu wolnego pozostawa a do jego dyspozycji. Konieczno synchronizacji pracy
wielu ludzi wymaga a, by zegar, a nie s ce, regulowa jej rytm. Wi za a si z tym dog bna zmiana
sposobu postrzegania czasu.
Rozwój przemys u to powstawanie fabryk poszukuj cych si y roboczej, co oznacza
przemieszczanie si ludzi ze wsi do miast i rozrost tych

Rozdzia I. Charakter socjologii i historyczne warunki jej powstania 25

ostatnich. Przej cie ze wsi do miasta nie by o wy cznie zmian miejsca w przestrzeni, ale ca ego
rodowiska spo ecznego. Spo eczno wiejska jest tradycyjna i niedu a, wszyscy znaj tu swoje i
swoich s siadów usytuowanie spo eczne. ycie w niej sk ada si z kontaktów lokalnych ze stosunkowo
niewielk liczb wci tych samych, dobrze znanych ludzi, wedle sta ych wzorów. Jest to te
spo eczno , która, ogarniaj c ca e ycie cz owieka, poddaje je pe nej kontroli. Miasto natomiast to
zgromadzenie wielu nie znaj cych si wzajemnie osób, kontaktuj cych si ze sob dora nie i jedynie w
okre lonych celach.
Te przeogromne zmiany, których tempo wci ulega o przyspieszeniu, nie dokonywa y si
bezbole nie. Dla wielu -ludzi przej cie ze wsi do miasta i praca w fabryce nie by y popraw losu. Praca
w fabrykach, je li uda o si j znale , by a n dznie wynagradzana i morderczo ci ka, nikt jeszcze nie
ysza o o miogodzinnym dniu pracy. Mieszkano w fatalnych warunkach, stan higieny, a co za tym idzie
i zdrowia, by op akany. Wielu wstrz saj cych opisów warunków ycia ludu dziewi tnastowiecznych
miast, a tak e panuj cej w nich n dzy, dostarcza ówczesna literatura. Zachodz ce zmiany wi za y si z
powa nymi kosztami psychicznymi. Znika wiat, którego regu y funkcjonowania by y dobrze znane, a
sposoby radzenia sobie w nim opanowane. W to miejsce powstawa wiat nowy, trudny do
zrozumienia i ma o przyjazny, w którym nie wiadomo by o, jak si porusza , zw aszcza e wci si
zmienia . Zanika y wspólnoty sprawuj ce kontrol i okre laj ce to samo jednostki. Jednostka pozo-
stawiona sama sobie zyskiwa a nie tyle poczucie wolno ci, ile wykorzenienia i zagubienia, które w
po czeniu z n dz sprzyja y najró niejszym patologiom spo ecznym. Rewolucja przemys owa zrodzi a
nie tylko spo ecze stwo przemys owe, ale i powa kwesti socjaln .
Wszystko to razem by o przyczyn wielu niepokojów my cych ludzi w pocz tkach XIX wieku.
Zburzenie starego adu wielu z nich postrzega o jako zburzenie wszelkiego adu, a istniej cy stan rzeczy
przedstawia im si jako jeden wielki chaos. Nie dostrzegali w nim adnego porz dku i adnych
prawid owo ci. W takim w nie klimacie intelektualnym narodzi a si socjologia, która w zamy le
Comte'a mia a by lekarstwem na bol czki epoki.
Upatruj c w socjologii nadzieje na pomoc w rozwi zaniu kwestii praktycznych i stworzenie
„w ciwego" adu spo ecznego, Comte nie ró ni si od wielu dawniejszych my licieli, którzy
poszukiwali idealnego kszta tu organizacji spo ecznej. Ró ni o go natomiast przekonanie, e cel ten da si
osi gn dzi ki nauce. Niew tpliw zas ug Comte'a jest stwierdzenie, e mo liwa jest nauka o
spo ecze stwie kieruj ca si takimi samymi regu ami jak wszystkie inne nauki. Konstruuj c jednolity,
pi trowo zbudowany system nauk, na którego szczycie umie ci socjologi , okre li trzy podstawowe
regu y post powania naukowego: bada fakty i tylko

26 Cz pierwsza. Prolegomena

fakty, szuka mi dzy nimi zwi zków i ustala prawa. W ten sposób wyra nie oddzieli to, co jest
opisem naukowym, od tego, co jest ocen - nauk od warto ci - a tak e stworzy poj cie nauki o
spo ecze stwie jako nauki wykrywaj cej prawa, co bywa uwa ane za trzeci rewolucj w procesie
kszta towania si naukowej wiedzy o spo ecze stwie.
W Comte'owskim systemie nauk wzór naukowo ci wywiedziony zosta z procedur nauk
przyrodniczych, których imponuj ce osi gni cia by y wyra nie widoczne na pocz tku XIX wieku.
Wzór ten d ugo obowi zywa w socjologii, a trudno ci z jego stosowaniem t umaczono m odo ci
dyscypliny i jej niedojrza ci , która - jak wierzono - zostanie w ko cu przezwyci ona. Z czasem uleg
on zakwestionowaniu. Lecz nawet je li w dalszym swoim rozwoju socjologia jako wiedza naukowa o zja-
wiskach i procesach zachodz cych w zbiorowo ciach ludzkich posz a inn drog , ni wskazywa Comte,
nie ulega w tpliwo ci, e uda o mu si sformu owa to, z czym do dzisiaj zgadzaj si przedstawiciele
ró nych orientacji - mianowicie pogl d, e ycie spo eczne nie jest czym przypadkowym i
chaotycznym, ale s w nim pewne prawid owo ci i mo na do pewnego stopnia przewidywa jego bieg.

3. Socjologia jako dyscyplina naukowa Kszta towanie si socjologii jako dyscypliny naukowej
Aby powsta a nowa dyscyplina naukowa, nie wystarcza samo jej nazwanie, wskazanie w ciwego dla
niej pola docieka oraz wyra enie przekonania, e dociekania te mo na prowadzi zgodnie z
uznawanymi w danym czasie standardami naukowo ci. Nie wystarcza tak e usytuowanie jej przez
ciesz cego si nawet najwi kszym autorytetem filozofa w ogólnym systemie nauk ani uzyskanie przez
ni popularno ci. Aby rzeczywi cie si pojawi a, musi zosta w czona do ycia akademickiego, znale
sobie miejsce w ród innych nauk i sta si cz ci ich systemu. Innymi s owy, zyskawszy uznanie, musi
ulec instytucjonalizacji (zob. Instytucje, s. 132) w postaci powo ywania uniwersyteckich katedr i kierun-
ków studiów, towarzystw naukowych, wydawania czasopism i ksi ek z jej nazw w tytule.
Instytucjonalizacja socjologii dokonywa a si w poszczególnych krajach w rozmaitym tempie.
Najszybciej w Stanach Zjednoczonych, gdzie wyk ady z socjologii zjawi y si na niektórych
uniwersytetach ju w latach siedemdziesi tych XX wieku, a pierwsza katedra socjologii na uni-
wersytecie w Chicago powsta a w 1892 roku. Najwolniej w Anglii, gdzie jako uznana, odr bna
dyscyplina akademicka zacz a istnie dopiero po drugiej wojnie wiatowej.
Rozdzia I. Charakter socjologii i historyczne warunki jej powstania 27

W Polsce instytucjonalizacja socjologii zacz a si w latach dwudziestych XX wieku. W roku


akademickim 1919/1920 na Wydziale Prawa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego
stworzono katedr socjologii, któr obj Leon Petra ycki (1867-1931), w 1920 roku za taka katedra
powsta a na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Pozna skiego; obj j Florian Znaniecki (1882-
1958), maj cy ju uznan pozycj w socjologii wiatowej. W tym e samym roku powsta w Poznaniu
Polski Instytut Socjologiczny nastawiony na prowadzenie prac badawczych. Instytut ten do szybko
przekszta ci si z organizacji regionalnej w ogólnopolsk . Jako odr bny kierunek studiów socjologia
zosta a w Polsce uznana w 1930 roku. W tym samym roku powsta „Przegl d Socjologiczny", a tak e
za one zosta o Polskie Towarzystwo Socjologiczne oraz odby si w Poznaniu pierwszy zjazd
socjologów.
Zdobywanie przez socjologi miejsca w yciu naukowym trwa o, jak wida , nie tylko przez ca y wiek
XIX, ale i cz XX, i by o jednym z elementów dokonuj cego si w tym okresie podzia u pracy w
obr bie nauki. Podzia ów dokonywa si tak e pod wp ywem rozwoju i upowszechniania o wiaty, w
rezultacie czego powstawa y nowoczesne uniwersytety oraz kszta towa a si w nich struktura
dyscyplin akademickich.
W toku tego procesu okazywa o si , e pewne dyscypliny, takie na przyk ad jak historia, maj ce
wszelkie dane, by ro ci pretensje do miana nauki i bycia pe noprawnymi dyscyplinami akademickimi, w
adnym razie nie mog spe nia wzoru nauk przyrodniczych. Praktyczne wzgl dy sprzyja y
kwestionowaniu sformu owanej przez Comte'a tezy o jednolitych dla wszystkich dziedzin wiedzy
kryteriach naukowo ci, a co za tym idzie - pog bionej refleksji filozoficznej dotycz cej ró nic
mi dzy naukami.
Tego rodzaju refleksja filozoficzna rozwija a si w drugiej po owie XIX wieku w Niemczech. Jej
inspiracj by o z jednej strony dziedzictwo Immanuela Kanta (1724-1804), który odró ni wiedz o
przyrodzie od wiedzy o cz owieku jako istocie moralnej, a z drugiej - tradycja romantyzmu
niemieckiego. Rozró niono dwa rodzaje nauk: nauki cis e i nauki humanistyczne. Wprowadzenie tego
rozró nienia, a nast pnie podj cie rozwa nad filozoficznymi podstawami humanistyki zwi zane jest
z nazwiskami filozofów niemieckich: Wilhelma Diltheya (1833-1911) i Wilhelma Windelbanda (1848-
1915) oraz m odszego od nich Heinricha Rickerta (1863-1936). Wskazuj c na ca kowit nieprzydatno
procedur poznawczych przyrodoznawstwa dla humanistyki, zwrócili oni uwag , e te dwa rodzaje nauk
maj do czynienia z innymi obszarami rzeczywisto ci. W przypadku jednych przedmiotem
zainteresowa jest niezale ny od cz owieka, zewn trzny wobec niego wiat natury. W przypadku
drugich - wiat, który jest tworem cz owieka i którego cz owiek jest cz ci , wiat kultury.
28 Cz pierwsza. Prolegomena
Wskazali dalej, e skoro kultura jest tworem cz owieka, to podmiot i przedmiot poznania nale do
tego samego wiata, co poci ga za sob konieczno stosowania odmiennych procedur badawczych ni
te, które s w ciwe dla poznawania natury. Dla Diltheya tak procedur badawcz by o „rozumienie",
polegaj ce na docieraniu do ukrytego znaczenia tworów kultury i na interpretacji ich sensów.
W ten oto sposób potoczne, oczywiste odró nienie przyrodoznawstwa od humanistyki zyska o
uzasadnienie filozoficzne, a dyscypliny humanistyczne - podstawy prawomocno ci naukowej jako nauki
„inne", ale bynajmniej nie „gorsze".
Kiedy socjologia szuka a dla siebie miejsca w ród istniej cych dyscyplin naukowych, mia a do
czynienia z dychotomicznie podzielonym wiatem nauki. Najcz ciej znajdowa a je mi dzy tymi dwoma
rodzajami nauk, ale nie by to jedyny problem, z jakim musia a si upora w procesie okre lania w asnej
to samo ci naukowej i akademickiej. Nie ona jedna bowiem czyni a przedmiotem zainteresowania
procesy i zjawiska zachodz ce w zbiorowo ciach ludzkich.

Socjologia jako jedna z nauk spo ecznych


Nie ma pe nej zgodno ci co do tego, jakie nauki zajmuj ce si zjawiskami i procesami spo ecznymi
obejmuje kategoria nauk spo ecznych. W ró nych podr cznikach i opracowaniach wyst puj odmienne
ich zestawienia, co jest wyrazem umowno ci podzia ów wewn trz sfery docieka naukowych.
Socjologia, ekonomia i nauki polityczne s zgodnie uwa ane za rdze nauk spo ecznych. Poza nimi do
tej kategorii w czane bywaj , ju znacznie mniej zgodnie, historia, antropologia i psychologia. Mi dzy
ka z nich a socjologi istniej okre lone relacje.
Historia. Ma najd szy rodowód jako uznana dyscyplina akademicka. Jej dostrzegalnym na pierwszy
rzut oka wyró nikiem jest to, e przedmiotem swgo zainteresowania czyni przesz , podczas kiedy inne
nauki spo eczne koncentruj uwag na tera niejszo ci. Innym wyró nikiem historii, który pojawi si w
XIX wieku wraz z rozró nieniem nauk nomotetycznych, czyli takich, które d do wykrywania praw
ogólnych, oraz idiograficznych, czyli zajmuj cych si opisywaniem tego co jednostkowe i
niepowtarzalne, jest jej idiograficzno . Wyst puje pogl d, e histori ró ni od socjologii jednostkowy
punkt widzenia. Historyk pyta raczej o przyczyny danej wojny, socjolog - o przyczyny wojen jako
takich.
Jednak e je li przyjrze si zarówno wspó czesnej historii, jak i socjologii, natychmiast okazuje si ,
e wykre lenie ostrych granic mi dzy tymi dyscyplinami nie jest mo liwe. Zarówno historia, jak i
socjologia s dyscyplinami

Rozdzia I. Charakter socjologii i historyczne warunki jej powstania 29

wewn trznie zró nicowanymi i niektóre z ich odga zie s bardzo bliskie sobie. Tak na przyk ad w
obr bie socjologii istnieje subdyscyplina, zwana socjologi historyczn . Podejmuj c problematyk socjo-
logiczn , pos uguje si danymi pochodz cymi z przesz ci. W obr bie historii z kolei istnieje
subdyscyplina, zwana histori spo eczn , która w odniesieniu do przesz ci podejmuje klasyczne
tematy socjologiczne, na przyk ad zró nicowania spo ecznego, a tak e wykorzystuje sozologiczne
metody analizy danych.
Antropologia. Nazwa ta u ywana jest na okre lenie dwóch odmiennych dyscyplin. Odró nia je
odpowiedni przymiotnik. W jednym przypadku mówi si o antropologii fizycznej, w drugim o
antropologii kulturowej b spo ecznej. Pierwsza z nich zajmuje si cz owiekiem jako gatunkiem
przyrodniczym i interesuje si fizycznym zró nicowaniem cz owieka w przestrzeni i w czasie (Nowicka
1991: 39). Tak okre lony przedmiot zainteresowa sytuuje t antropologi w ród nauk przyrodniczych
i sprawia, e zajmuj ce si ni katedry i zak ady bywaj lokowane na wydzia ach przyrodniczych.
Mi dzy antropologi fizyczn a kulturow istniej zawi e relacje. Podejmowane s tak e próby
budowania pomostów mi dzy nimi.
W odniesieniu do antropologii kulturowej jej wspó cze ni przedstawiciele powiadaj , e jej
przedmiotem jest „poszukiwanie cech typowo ludzkich, czyli tych, które wi si z kulturow istot
cz owieka" (Nowicka 1991: 40-41). Jednak e przez d ugi czas wyró nikiem tej antropologii by o to, e jej
przedmiotem zainteresowania i obiektem bada by y spo ecze stwa pierwotne, przedpi mienne,
kra cowo ró ne od spo ecze stwa nowoczesnego, przemys owego, które ukszta towa o si w Europie.
Takimi odmiennymi spo ecze stwami zajmuje si równie historia, ale s to spo ecze stwa oddalone w
czasie, podczas kiedy antropologia bada spo ecze stwa oddalone w przestrzeni. Ze wzgl du na taki
przedmiot jej zainteresowa , niektórzy antropolodzy wyra aj przekonanie, e jest to nauka nadrz dna
w stosunku do socjologii, albowiem, zajmuj c si spo ecze stwami ró nego typu, rozporz dza szerok
perspektyw porównawcz , podczas gdy socjologia zajmuje si spo ecze stwem tylko jednego rodzaju
- nowoczesnym spo ecze stwem przemys owym.
Chocia takie okre lenie przedmiotu antropologii jako jej wyró nika mog oby by dyskusyjne,
przez d ugi czas odpowiada o rzeczywisto ci i zgodne by o z istniej cym podzia em pracy w ród
uczonych i badaczy. W ostatnich dekadach uleg o to zmianie za spraw zachodz cych na wiecie
przemian. Na wszystkich kontynentach znikaj spo ecze stwa pierwotne jedno za drugim. Tam, gdzie
jeszcze istniej , staj si niedost pne z przyczyn politycznych - nowe pa stwa niech tnie udzielaj wiz,
a liczne miejscowe konflikty powoduj , e badania terenowe sta y si po prostu niebezpieczne.

30 Cz pierwsza. Prolegomena

To mi dzy innymi sprawi o, e antropolodzy zwrócili oczy na swoje w asne, nowoczesne


spo ecze stwa i uczynili je przedmiotem bada , u ywaj c metod wykszta conych do badania
spo ecze stw pierwotnych. Zamazuje to granice mi dzy antropologi a socjologi , zw aszcza e podej-
mowana przez tak zorientowanych antropologów problematyka bywa a ju uprzednio przedmiotem
zainteresowa socjologii i naukowców instytucjonalnie usytuowanych w jej obr bie.
Psychologia. Podobnie jak antropologia, psychologia jest rozdarta mi dzy naukami przyrodniczymi i
spo ecznymi. Z jednej strony ma cis e zwi zki z fizjologi i neurologi , z drugiej - przez subdyscyplin
zwan psychologi spo eczn - z socjologi . Psychologia spo eczna uwa ana jest za dyscyplin
hybrydaln , czego wyrazem jest mi dzy innymi to, e na jednych uniwersytetach ulokowana jest na
wydzia ach psychologii, na innych - soq'ologii, a na niektórych, jak to jest w przypadku Uniwersytetu
Warszawskiego, na obu. Psychologia spo eczna z perspektywy psychologii to dyscyplina, która zajmuje
si tym, w jaki sposób na my li, uczucia i zachowania jednostki wp ywa obecno innych ludzi i sytuacje
spo eczne. Natomiast z perspektywy socjologii jej przedmiotem jest badanie wp ywu osobniczych i
gatunkowych cech psychicznych cz owieka na sposób jego funkcjonowania w zbiorowo ciach oraz na
przebieg procesów spo ecznych.
Ekonomia. Encyklopedyczne okre lenie ekonomii informuje nas, e jej przedmiotem s
„indywidualne i zbiorowe decyzje dotycz ce produkcji, dystrybucji i konsumpcji dóbr i us ug"
(Ko mi ski 1998: t. l, 170). Ekonomia jest nauk silnie zmatematyzowan , a jako taka - najbardziej
cis spo ród nauk spo ecznych i najbli sz wzorowi nauk przyrodniczych. Dotyczy to zw aszcza jej
subdyscypliny zwanej ekonometri , która za pomoc metod matematyczno-statystycznych zajmuje si
ustalaniem ilo ciowych prawid owo ci ycia gospodarczego. Mog oby si wydawa , e ekonomi mo na
wyra nie oddzieli od socjologii. Tymczasem tak nie jest. W obr bie socjologii istnieje subdyscyplina
„socjologia ekonomiczna" (Morawski 2001) usytuowana na pograniczu obu nauk.
Zacieraniu tych granic sprzyja tak e takie wspó czesne rozumienie ekonomii, które w pole jej uwagi
cza koszty i zyski, a tak e podzia zasobów spoza sfery dóbr materialnych. S to koszty i zyski
psychologiczne - wydatkowanie energii i napi cia z jednej strony, a z drugiej -satysfakcje emocjonalne w
postaci wzrostu poczucia w asnej warto ci czy poczucia bezpiecze stwa. Tak rozumiana ekonomia,
interesuj c si zachowaniami jednostek, zajmuje si problematyk sposobu podejmowania przez nie decyzji
oraz ich racjonalno ci , co jest przedmiotem uwagi równie innych nauk spo ecznych. Towarzyszy temu
przekonanie, e podej cie ekonomiczne do zachowa ludzkich, to jest z perspektywy szeroko ro-
zumianych kosztów i zysków, daje si stosowa do wszystkich ich prze-

Rozdzia I. Charakter socjologii i historyczne warunki jej powstania 31

jawów. W ten sposób ekonomia zg asza ch wykroczenia poza granice swojego tradycyjnego obszaru
zainteresowa i stania si najogólniejsz nauk spo eczn .
Nie mo na tak e nie wspomnie , e wiele kategorii zaczerpni tych z ekonomii sta o si narz dziami
analizy socjologicznej lub te wesz o do sozologicznego j zyka opisu rzeczywisto ci spo ecznej. W
obr bie socjologii (a tak e antropologii) rozwijane s teorie wymiany, a takie terminy jak „kapita
spo eczny" czy „kapita kulturowy" wesz y na sta e do j zyka socjologii (zob. mier klas", s. 303).
Nauki polityczne. Podstawowym przedmiotem zainteresowania nauk politycznych jest w adza, jej
ród a i sposoby sprawowania na poziomie pa stwa. W odniesieniu do pa stwa politolodzy interesuj
si zarówno problemami szczegó owymi: zachowaniami wyborczymi, funkcjonowaniem
wyspecjalizowanej administracji pa stwowej, dystrybucj w adzy, jak i ogólnymi problemami filozofii
spo ecznej i politycznej. Trudno wyznaczenia granicy mi dzy socjologi a innymi naukami
spo ecznymi, daj ca si zauwa w odniesieniu do ka dej z nich, w przypadku nauk politycznych
wzrasta niepomiernie. Nauki polityczne maj wspóln z socjologi prehistori . Poniewa przez d ugi
czas spo ecze stwo nie by o postrzegane jako co odr bnego od pa stwa, w refleksji
przedsocjologicznej problematyka w adzy i pa stwa ci le splata a si z rozwa aniami odnosz cymi si
do wszystkich innych aspektów ycia zbiorowego.
Instytucjonalne wykszta canie si socjologii i nauk politycznych przebiega o ró nie w poszczególnych
krajach. W rezultacie w ka dym z nich rozmaicie ustali y si ich wzajemne stosunki. Nie bez wp ywu na
nie by a panuj ca sytuacja polityczna, która niekiedy hamowa a instytucjonalizacj nauk politycznych
jako odr bnej dyscypliny akademickiej. Sprzyja to mog o, jak w PRL, rozwojowi subdyscypliny
sozologicznej okre laj cej si jako „socjologia stosunków politycznych" lub „socjologia polityki",
która podejmowa a klasyczn problematyk nauk politycznych.

Ten krótki przegl d nauk spo ecznych pozwala zda sobie .spraw z dwóch istotnych rzeczy. Po
pierwsze z tego, e adna z nich nie jest dyscyplin jednolit , po drugie, e adnej z nich nie daje si
ostro oddzieli od socjologii. Granice mi dzy socjologi a pozosta ymi naukami spo ecznymi s
zamazane, a je li nawet daj si dostrzec, to w ró nych krajach przebiegaj rozmaicie. Co wi cej, s
ynne i zmienne. To, co dzi jest niekwestionowan cz ci socjologii, wczoraj mog o stanowi
odr bn enklaw , a jutro mo e znale si poza jej granicami jako dyscyplina nowa i niezale na.
Powstaje pytanie, czy wyznaczanie wyra nych granic mi dzy socjologi a innymi dyscyplinami jest do
czego potrzebne. Na pewno by o potrzebne w XIX wieku, w czasach instytucjonalizacji nauk i szukania
przez

32 Cz pierwsza. Prolegomena

ka z nich uznanego miejsca w wiecie akademickim. Wówczas socjologia musia a dowodzi swego
prawa do istnienia przez wskazywanie takiej cz ci rzeczywisto ci spo ecznej, której adne inne nauki nie
badaj , lub takiego sposobu jej badania, którego adna inna nauka nie stosuje. Teraz potrzeba ta nale y
do przesz ci. Nie tylko zreszt w przypadku socjologii.
U podstaw kszta towania si w XIX wieku podzia u nauk tkwi o przekonanie, e powinien on by
odbiciem podzia ów wyst puj cych w wiecie rzeczywistym. Rzeczywisto , w tym równie spo eczn ,
postrzegano jako podzielon na ró ne, wyra nie wyodr bnione obszary. Dzi ten pogl d nale y do
przesz ci. Je li obecnie chce si scharakteryzowa jak dyscyplin , wskazuje si nie tyle na ró nice
przedmiotu, którym si zajmuje, ile pyta , jakie kieruje pod adresem rzeczywisto ci. Najcz ciej jednak
nikt takim rozró nieniom nie po wi ca wiele uwagi i, podejmuj c prace badawcze, nie trapi si
istnieniem mi dzydyscyplinarnych granic ani nie ywi obaw przed ich przekraczaniem. Kluczow
spraw jest to, co i jak si robi, a nie pod jakim szyldem.
Pocz wszy od ko ca lat czterdziestych XX wieku dziewi tnastowieczne podzia y zacz y by coraz
cz ciej kwestionowane w praktyce ycia naukowego. Zacz y mno si interdyscyplinarne programy
badawcze, a nawet kierunki studiów, zacz y powstawa nowe, pograniczne dyscypliny, i to nie tylko w
obr bie nauk spo ecznych. Wystarczy wymieni biochemi czy biofizyk . Podzia y w naukach spo ecznych
obecnie znacznie bardziej podzia ami administracyjnymi porz dkuj cymi organizacj uniwersytetów i
innych, ró norako z nauk zwi zanych placówek naukowych ni podzia ami merytorycznymi.
Uwzgl dniaj c p ynno granic mi dzydyscyplinarnych, na pytanie, co to jest socjologia, mo na
prowokacyjnie odpowiedzie , e jest to to, co robi socjolodzy. Socjologami za s ci, którzy pracuj na
uniwersyteckich wydzia ach socjologii czy w innych instytucjach akademickich okre laj cych si jako
socjologiczne.

Wewn trzne zró nicowanie socjologii


Powy sza prezentacja nauk spo ecznych pokazuje, e nawet w najkrótszej ich charakterystyce nie
sposób pomin wewn trznego zró nicowania ka dej z nich. Nie mo na zignorowa tego, e w ka dej
istnieje wiele subdyscyplin i rozmaitych orientacji teoretycznych. Zró nicowania te wynikaj w niema ym
stopniu z usytuowania nauk spo ecznych mi dzy naukami cis ymi a humanistycznymi.
Tak te jest w wypadku socjologii, która jest dyscyplin wielce i wielowymiarowo zró nicowan . Jej
podstawowe zró nicowanie wynika ze

Rozdzia I. Charakter socjologii i historyczne warunki jej powstania 33

zmagania si na jej gruncie dwu koncepcji nauki o procesach i zjawiskach zachodz cych w
zbiorowo ciach ludzkich. Wedle jednej, socjologia jest tak sam nauk jak nauki zajmuj ce si
zjawiskami i procesami zachodz cymi w przyrodzie i w toku post powania badawczego powinna od-
wo ywa si do ich wzorów. Wedle drugiej, która, wskazuj c na specyfik wiata cz owieka, kwestionuje
te wzory, socjologia jest bli sza naukom humanistycznym. Mo emy wi c mówi o socjologii
scjentystycznej i socjologii humanistycznej. Tym dwóm koncepcjom socjologii odpowiadaj dwa
sposoby traktowania zjawisk spo ecznych: b przedmiotowo, „jak rzeczy", b podmiotowo, to jest
jako wci stwarzanych przez istoty obdarzone wiadomo ci .
August Comte, tworz c koncepcj nauki spo ecznej i nazywaj c j socjologi , nie w tpi ani przez
chwil w jedno nauki i powszechn stosowalno wzorów nauk przyrodniczych. Poniewa jego system
filozoficzny nosi nazw pozytywizmu, socjologia zgodna z jego rozumieniem nauki, to jest taka, która
bada fakty i tylko fakty, szuka mi dzy nimi zwi zków i na tej podstawie formu uje prawa ogólne, bywa
nazywana pozytywistyczn , a przez niektórych uczonych równie naturalistyczn . Wy ej zosta a
okre lona jako scjentystyczna.
Traktowanie socjologii jako nauki wzoruj cej si na naukach przyrodniczych zosta o jednak e do
wcze nie zakwestionowane. Uczyni to pod wp ywem wcze niej wspomnianej tradycji filozofii
niemieckiej Max Weber (1864-1920), do dzisiaj niekwestionowany autorytet naukowy dla
przedstawicieli nauk spo ecznych. Weber w swoich studiach metodologicznych zwraca uwag na
ró nice mi dzy procedurami poznawczymi w odniesieniu do wiata spo ecznego, którego cz ci jest
badacz tworz cy w jakiej mierze przedmiot swego poznania, a procedurami poznawczymi w
odniesieniu do wiata przyrody, zewn trznego w stosunku do badacza. Dla Webera socjologia by a
nauk , „która d y dzi ki interpretacji do zrozumienia dzia ania spo ecznego i przez to do
przyczynowego wyja nienia jego przebiegu i skutków" (Weber 2002: 6). Dzia anie natomiast by o dla
niego spo eczne „ze wzgl du na subiektywne znaczenie, jakie przypisuj mu podmioty dzia aj ce"
(Wallace 1972: 7).
Tak okre laj c przedmiot poznania nauk spo ecznych, Weber wprowadzi do nich metod rozumiej ,
której wprawdzie nie wymy li , ale opracowa jej cis e regu y i procedury. Dla Webera zanegowanie
wzoru nauk przyrodniczych w adnym razie nie oznacza o zwolnienia z obowi zku cis ci i porz dku
w my leniu. Pocz wszy od Maxa Webera, nurt humanistyczny w mniej lub bardziej radykalnej postaci
jest stale, cho z ró intensywno ci , obecny w socjologii. Na gruncie polskim znakomitym jego
przedstawicielem by wspomniany wy ej jako jeden z twórców polskiej socjologii akademickiej Florian
Znaniecki. Znaniecki, zwracaj c uwag , e to, co bada socjologia, jest ludziom dane w ich do-

34 Cz pierwsza. Prolegomena

wiadczeniu, wprowadzi koncepcj wspó czynnika humanistycznego, ywo do dzisiaj dyskutowan .


Nale y te wspomnie o Stanis awie Ossowskim (1897-1963), który w latach powojennych zastanawia
si nad osobliwo ciami nauk spo ecznych i wykazywa z udno wiary w mo liwo wiernego
na ladownictwa wzoru nauk przyrodniczych. Przeszkod jest to, e badacz, b c cz ci wiata, który
bada, nie mo e przy jego interpretacji wy czy wp ywu wiedzy pochodz cej z do wiadczenia osobis-
tego. Ossowski podkre la , e maj c tego wiadomo , mo na ten wp yw kontrolowa . Wskazywa
nadto, i nauki spo eczne ró ni si zasadniczo od nauk przyrodniczych tym, e rezultaty ich bada , a
nawet same czynno ci badawcze maj wp yw na badan rzeczywisto .
Charakteryzuj c zwi le socjologi scjentystyczn i humanistyczn , nale y o nich powiedzie , co
nast puje:
Socjologia scjentystyczn . U jej podstaw le y przekonanie, e fakty spo eczne nale do
obiektywnie istniej cej rzeczywisto ci, zewn trznej w stosunku do poznaj cego podmiotu. Zjawiska
spo eczne s ze sob powi zane, rz dz nimi okre lone prawid owo ci oraz obiektywne prawa.
Podstawowymi kategoriami opisu i analizy rzeczywisto ci spo ecznej dla jednych przedstawicieli tej
orientacji s maj ce realny byt ca ci spo eczne, takie jak grupy i ich struktury; dla innych natomiast,
cych zwolennikami skrajnego empiryzmu - wy cznie obserwowane z zewn trz zachowania
jednostek, które s jedynymi realnie istniej cymi bytami i do nich ostatecznie redukuj si wszystkie
ponadjednostkowe ca ci spo eczne.
Socjologi t cechuje niech do metafizyki, przywi zywanie wagi do precyzji j zyka i nacisk na
empiryczn sprawdzalno wszelkich twierdze teoretycznych. Wi e si z ni tak e rygorystyczny
wymóg obiektywno ci badacza, którego obowi zkiem jest mówi , jak jest, i powstrzymywa si od
oceniania przedmiotu bada w kategoriach dobra i z a czy te jakichkolwiek innych.
Socjologia humanistyczna. wiat spo eczny nie jest wed ug niej gotowy i dany, zewn trzny w
stosunku do cz owieka. Jest czym nieustannie tworzonym w procesie interakcji podmiotów
obdarzonych wiadomo ci . Kieruj c si swoim rozumieniem wiata i systemami warto ci, podejmuj
one celowe dzia ania i interpretuj zachowania innych. Dla tej socjologii podstawowymi kategoriami
opisu s dzia ania oraz instytucje rozumiane jako utrwalone wzory dzia , powsta e w wyniku
interakcji wiadomych podmiotów i spo ecznie reprodukowane tak w czasie, jak i w przestrzeni.
Socjologia ta skupia uwag na tym, jak aktorzy widz i interpretuj wiat, poniewa przyjmuje, e
wzajemne oddzia ywania aktorów przebiegaj w sferze znacze .
Socjologia humanistyczna podwa a tak e poj cie obiektywnych praw rz dz cych yciem spo ecznym na
podobie stwo praw rz dz cych

Rozdzia I. Charakter socjologii i historyczne warunki jej powstania 35

w wiecie przyrody. Sk onna jest uwa regularno ci wyst puj ce w yciu spo ecznym za rezultat norm,
regu i wzorów wytworzonych przez ludzi w toku ich interakcji (zob. Interakcje spo eczne, s. 119), porz -
dek spo eczny za - za rezultat ustanowionych przez ludzi regu gry. Cz onków spo ecze stwa postrzega
raczej jako graczy na boisku pi karskim ni jako moleku y poddane rz dom elaznych praw (Sztompka
1985: 39).
W socjologii tej nacisk na ci e tworzenie rzeczywisto ci spo ecznej prowadzi do podkre lenia
znaczenia aktywno ci ludzkiej, tego, e nie jeste my na nic skazani, e wiele od nas zale y i powinni my
mie wiadomo istnienia wielu potencjalnych mo liwo ci. Konsekwencj takiego stanowiska bywa
podwa enie zasady obiektywno ci socjologii i wskazywanie, e konieczne jest powi zanie socjologii z
krytyk spo eczn ; równie pogl d, e socjologia nie mo e by neutralnym przedsi wzi ciem
intelektualnym i nie interesowa si konsekwencjami, jakie jej analizy maj dla tych, których dzia ania
bada (Giddens 1998).

Przedstawiona charakterystyka dwóch typów socjologii jest oczywi cie bardzo uproszczona i
wyostrzona. I chocia da oby si znale przyk ady orientacji ci le odpowiadaj ce jednemu lub
drugiemu z nich, to z ca pewno ci wyst puj ce w obr bie socjologii orientacje teoretyczne nie dadz
si tak dychotomicznie podzieli . Rozró nione dwa typy socjologii s dwoma biegunami, mi dzy
którymi „rozci ga si spolaryzowana mozaika tradycyjnych i wspó czesnych teorii, a debata mi dzy
nimi stanowi g ówny nurt kontrowersji teoretycznych od XIX wieku do dzisiaj" (Sztompka 1985: 26).
Warto doda , e w tki „scjentystyczne" i „humanistyczne" wyst puj niekiedy obok siebie w tych
samych systemach teoretycznych.
Skomplikowanie obrazu wspó czesnej i nie tylko wspó czesnej socjologii jest w jakie mierze
zwi zane z tym, e przedstawiony podzia socjologii na scjentystyczn i humanistyczn , b c
niew tpliwie podzia em istotnym, nie jest jedyny. S tak e inne podzia y. Ich krzy owanie si i wzajemne
nak adanie na siebie tworzy ow mozaik orientacji teoretycznych.
Nie pretenduj c do pe nej prezentacji wszystkich wewn trznych zró nicowa socjologii, wskaza
nale y ich dwa wa ne wymiary:
• Rozumienie zbiorowo ci spo ecznych w sposób redukcjonistyczny b holistyczny. W
pierwszym przypadku zbiorowo ci spo eczne s pojmowane wy cznie jako zbiory pewnej liczby
jednostek. Tylko jednostki istniej realnie i tylko one, jak si niekiedy dodaje, s empirycznie uchwytne.
Wszystkie twierdzenia o zbiorowo ciach oraz zachodz cych w nich procesach mo na przet umaczy na
zyk opisu zachowa b wiadomych dzia jednostek. Poniewa opisywanie wszystkich przejawów
ycia spo-

36 Cz pierwsza. Prolegomena

ecznego jako zachowa jednostkowych jest mudne i uci liwe, ze wzgl du na wygod opisujemy je
jako zachowania zbiorowo ci.
Z kolei zbiorowo ci spo eczne rozumiane holistycznie s traktowane jako ca ci swoiste, które
nie daj si zredukowa do zbioru tworz cych je jednostek, tak jak trójk t nie daje si zredukowa do
trzech tworz cych go odcinków. Zbiorowo to nie tylko jednostki, ale sie ich powi za . Nie tylko
interakcje osobników, ale tak e to, co jest ich rezultatem - normy, regu y, wzory zachowa , które,
wyznaczaj c ramy zachowa i dzia , wp ywaj na nie i sprawiaj , e jednostki w grupie zachowuj
si inaczej, ni zachowywa yby si poza ni .
• Poziomy analizy: mikro- i makrospo eczny. Na poziomie mikrospo ecznym przedmiotem
zainteresowania jest to, co bywa niekiedy okre lane mianem mikrostruktur, czyli ma e zbiorowo ci,
których podstaw s bezpo rednie interakcje jednostek; tak e struktura i funkcja takich zbiorowo ci,
jak równie wzory jednostkowych zachowa i bezpo rednich interakcji. Na poziomie
makrospo ecznym przedmiotem zainteresowania s du e zbiorowo ci o z onej, wielopoziomowej
budowie, których cz ciami sk adowymi s grupy, instytucje i organizacje, wzajemne ich relacje, a
tak e procesy zachodz ce na poziomie ca ego spo ecze stwa (Turowski 1994: 49). Niekiedy wyró nia
si tak e poziom po redni, mezospo eczny. Na tym poziomie przedmiotem zainteresowania s ca ci
spo eczne, takie jak spo eczno ci lokalne czy wielkie organizacje.
Socjologia wspó czesna
Po drugiej wojnie wiatowej nast pi ogromny rozwój socjologii, co wyrazi o si wzrostem na ca ym
wiecie liczby katedr socjologicznych oraz pracowników naukowych uprawiaj cych t dyscyplin .
Dynamicznie rozwijaj ca si socjologia by a pod znacznym wp ywem socjologii ameryka skiej.
Jedna z przyczyn tego by a nader prozaiczna. W latach pi dziesi tych Stany Zjednoczone
rozporz dza y wieloma stypendiami, mi dzy innymi Fundacji Forda. Przyznawane uczonym z
ró nych krajów, sprzyja y przenoszeniu przez nich na rodzimy grunt nabytych w naukowych
rodkach ameryka skich wzorów uprawiania socjologii i prowadzenia bada . Mia o to swoje wady,
gdy uto samianie socjologii wiatowej z socjologi ameryka sk prowadzi o do zapoznawania
osi gni socjologii innych krajów, nawet o tak powa nym dorobku i bogatych tradycjach jak
socjologia francuska. Ale mia o te i zalety. Sprzyja o bowiem wytwarzaniu si mi dzynarodowej
wspólnoty naukowej socjologów, przyjmuj cej podobne ramy odniesienia rozwa teoretycznych i
uznaj cej podobne standardy metodologiczne bada empirycznych.
Przez pierwsze dziesi ciolecia powojenne w socjologii ameryka skiej w zakresie teorii
dominowa funkcjonalizm strukturalny zwi zany z nazwiskami Talcotta Parsonsa (1902-1979) i
Roberta Mertona (ur. 1910).

Rozdzia I. Charakter socjologii i historyczne warunki jej powstania 37

Poniewa socjologia ameryka ska nadawa a ton socjologii wiatowej, wp yw tej orientacji by w niej
widoczny.
Orientacj t charakteryzuje perspektywa makrospo eczna i traktowanie spo ecze stwa jako
zorganizowanego, stabilnego, spójnego systemu, który jest czym wi cej ni sum jednostek i ka da
jego cz pe ni okre lone funkcje oraz przyczynia si do umacniania ca ci. W funkcjonalistycznej
teorii spo ecze stwa nacisk pada na struktur rozumian jako sposób powi zania cz ci oraz na
funkcje tych cz ci i ich wspó dzia anie. G ównym przedmiotem zainteresowania jest równowaga
systemu oraz czynniki dzia aj ce na rzecz jego stabilizacji. Funkcjonalizm bywa krytykowany za to,
e nie uwzgl dnia problematyki zmiany. Krytyka ta by a nie ca kiem sprawiedliwa, aczkolwiek
prawd jest, e -interesuj c si zmianami - koncentrowa uwag na takich, które zachodz wewn trz
systemu i przyczyniaj si do jego utrwalania.
Innym ameryka skim nurtem dominuj cym w socjologii pierwszych powojennych dziesi cioleci
by nurt maj cy u swych podstaw empiryzm logiczny. Jego czo ow postaci by Paul Lazarsfeld
(1901-1976). W centrum uwagi tej orientacji znajdowa a si metodologia bada . Dawano jej
pierwsze stwo przed teori zjawisk spo ecznych, uwa aj c, e istot nauki s metody bada . K adziono
nacisk na kwantyfikacj wiedzy, uto samiaj c uj cia naukowe z ilo ciowymi, oraz przywi zywano
wag do jasno ci i precyzji j zyka. Uwa ano, e w naukach spo ecznych strategia poznawania wiata
powinna by taka sama jak w naukach cis ych. D enie do maksymalnej cis ci sk ania o do
redukcjonizmu: cis e nauki spo eczne nie mog by naukami o spo ecze stwie, które nie ma bytu
realnego, ale musz by naukami o uchwytnych empirycznie zachowaniach jednostek.
Trzecim, ju nieameryka skim nurtem, który wp ywa na oblicze socjologii powojennej, by
marksizm wywodz cy si od Karola Marksa (1818--1883). Marks nie tylko nie uwa si za socjologa,
ale nawet nie traktowa rozwijania teorii zjawisk spo ecznych jako swojego podstawowego zadania.
Zajmowa si , podobnie jak wielu mu wspó czesnych, krytyk stosunków spo ecznych w
spo ecze stwach europejskich pierwszej po owy XIX wieku. Od innych tego rodzaju krytyków
odró nia o go przekonanie, e stosunków tych nie mo na zmieni bez rewolucyjnej przebudowy
ca ego spo ecze stwa. Jego rozwa ania teoretyczne wyrasta y z ch ci o wietlenia drogi prowadz cej
do tego celu.
Marksizm, któremu dal pocz tek, charakteryzuje si koncentrowaniem uwagi na zjawiskach i
procesach zachodz cych na poziomie makrospolecznym. Podobnie jak funkcjonalizm, cechuje go
postrzeganie spo ecze stwa jako swoistej ca ci, której wszystkie cz ci s ze sob powi zane. Ró ni go
natomiast od funkcjonalizmu, i to w sposób zasadniczy,

38 Cz pierwsza. Prolegomena

skupienie uwagi na rozwoju spo ecznym i rz dz cych nim prawach, nie za na równowadze i
stabilizacji systemów spo ecznych, a tak e na konfliktach spo ecznych, nie na konsensie.
Podstawowe cechy teorii socjologicznej Marksa, któr on sam okre la jako materializm
historyczny, to jej zwi zek z praktyk rewolucyjn , holizm, dynamiczne ujmowanie zjawisk
spo ecznych, szukanie klucza do nich w sferze gospodarki i upatrywanie róde dynamiki spo ecznej w
wewn trznych sprzeczno ciach i konfliktach klasowych (zob. Marksizm, s. 96, a tak e Karol Marks i
poj cie historyczne klasy, s. 280).
W socjologii wspó czesnej Marks jest obecny w trojaki sposób. Po pierwsze, na ca ym wiecie istniej
kierunki bezpo rednio nawi zuj ce do Marksa i okre laj ce si jako marksistowskie. Po drugie, w
wielu teoriach socjologicznych wyst puj bezpo rednie b po rednie nawi zania do
poszczególnych w tków jego teorii. Po trzecie, wci podejmowany jest dialog i spór z Marksem.
Dominacja tych trzech nurtów (funkcjonalizmu strukturalnego, empiryzmu logicznego i
marksizmu) w socjologii powojennej sprawi a, e jej orientacja ogólna by a mniej lub bardziej bliska
biegunowi scjentystycznemu. W latach siedemdziesi tych zmieni o si to radykalnie, przy czym
niema rol odegra y przemiany w naukach cis ych i ich filozofii. Sta o si widoczne, e wzór nauk
przyrodniczych, tak jak wyobra ali go sobie przedstawiciele nauk spo ecznych, ma niewiele
wspólnego z rzeczywistymi naukami przyrodniczymi. Okaza o si , e niektóre problemy, na przyk ad
takie jak wp yw badacza na rzeczywisto badan , wbrew temu, co s dzono, s tak e problemami
poznania wiata fizycznego i nie stanowi o specyfice nauk spo ecznych.
W ostatnich trzech dziesi cioleciach XX wieku nast pi rozkwit najrozmaitszych postaci
socjologii humanistycznej. Od y jej dawniejsze kierunki, takie jak ameryka ski interakcjonizm
symboliczny zwi zany w swych pocz tkach z nazwiskiem George'a H. Meada (1863-1931) czy
socjologia fenomenologiczna Alfreda Schütza (1899-1959). Kierunki te poddane reinterpretacji
zacz y zyskiwa now popularno . Powsta y te nowe orientacje takie jak etnometodologia, któr
u schy ku lat sze dziesi tych zapocz tkowa Harold Garfinkel (ur. 1917).
Obok nich tak e marksizm zacz si liczy w interpretacjach antyscjentystycznych tak zwanej
teorii krytycznej. Orientacja ta zrodzi a si w Niemczech w latach dwudziestych ubieg ego wieku, a
nast pnie by a rozwijana w Stanach Zjednoczonych przez uczonych niemieckich, którzy wskutek
prze ladowa opu cili w asny kraj. Po drugiej wojnie wiatowej zyskiwa a coraz wi ksz popularno
oraz nowych przedstawicieli w USA i Europie.
Wszystkie warianty socjologii humanistycznej (okre lanej te mianem interpretacyjnej
rozumiej cej) czy to, e interesuj si wiatem

Rozdzia I. Charakter socjologii i historyczne warunki jej powstania 39

spo ecznym jako wiatem tworzonym i wyposa anym w znaczenia w procesie interakcji
mi dzyjednostkowych. Dla interakcjonizmu symbolicznego spo ecze stwo jest procesem interakcji
symbolicznych, dzi ki którym dochodzi do koordynacji dzia wielu jednostek. Dla socjologii
fenomenologicznej grupy spo eczne s wspólnotami poznawczymi organizuj cymi systemy znacze i
systemy warto ci swoich cz onków (Ha as 1994: 25, 29).
Dominacja orientacji humanistycznych w socjologii ostatnich dziesi cioleci nie oznacza eliminacji z
niej innych, scjentystycznie zorientowanych nurtów. Socjologia by a, jest i najpewniej pozostanie nauk ,
w której wspó wyst puj wielorako zró nicowane orientacje teoretyczne. Oto cztery mo liwe reakcje na t
sytuacj (Sztompka 1985: 40-41).
Po pierwsze, mo e by ni nihilizm - zakwestionowanie warto ci socjologii i odmówienie jej miana
nauki.
Po drugie, dogmatyzm - pe na akceptacja jednej i tylko jednej orientacji.
Po trzecie, programowy eklektyzm - uznanie, e ka da z perspektyw teoretycznych pozwala dojrze
inne strony rzeczywisto ci spo ecznej i pozna inne jej aspekty. S uszne jest wi c korzystanie ze
wszystkich.
Po czwarte, twórcza rekonstrukcja - poszukiwanie syntezy rozmaitych perspektyw.
Dwie pierwsze nale raczej do przesz ci. Zró nicowanie orientacji teoretycznych przesta o by
uwa ane za wyraz niedoskona ci czy niedojrza ci dyscypliny. Je li za chodzi o dogmatyzm, to
dogmatyczni wyznawcy poszczególnych orientacji zapewne istniej , ale w socjologii, tak jak jest ona
uprawiana w placówkach akademickich i nauczana na uniwersytetach, panuje programowy eklektyzm.
Natomiast na poziomie teorii ogólnych podejmowane s próby twórczej rekonstrukcji ró nych
perspektyw. I chocia nie istnieje, a tak e w tpliwe jest, czy kiedykolwiek powstanie jedna,
wszechobejmuj ca teoria zjawisk i procesów zachodz cych w zbiorowo ciach ludzkich, to rezultaty
wysi ków w kierunku twórczej rekonstrukcji s godne odnotowania. Napotka mo na nawet pogl d, e
mi dzy ró nymi, cz sto konkurencyjnymi punktami widzenia jest wi cej zbie no ci, ni mog oby si na
pierwszy rzut oka wydawa (Giddens, Turner 1987: 3). Zwraca si raczej uwag na to, w jaki sposób
ró ne rodzaje teorii wzajemnie si uzupe niaj , ni na to, jak sobie przecz .
Pojawia si w tym miejscu pytanie o mo liwo kumulacji wiedzy o spo ecze stwie ogl danym z
ró nych perspektyw teoretycznych. Podejmuj c je, nale y powiedzie , co nast puje:
Zró nicowanie perspektyw ogl du nie pozwala na proste dodawanie kawa ków wiedzy uzyskanej w
ich rezultacie. Nie daje si ich czy w taki sposób, w jaki czymy ró ne fragmenty jednego, poci tego na
kawa ki obrazka. Ale je li porównamy ró ne fragmenty wiedzy, uzyskanej dzi ki

40 Cz pierwsza. Prolegomena

ró nym perspektywom, z wieloma zdj ciami tego samego przedmiotu fotografowanego z ró nych stron
i pod ró nymi k tami oraz z ró nych odleg ci, to wprawdzie nie mo emy z nich u jednego
obrazka, ale - maj c kilka takich fotografii - uzyskujemy z pewno ci pe niejsz wiedz o
fotografowanym przedmiocie, ni gdyby my mieli tylko jedno, z jednej strony zrobione zdj cie.
Wspó cze nie w zró nicowaniu socjologii dostrzega si nie przeszkod , ale szans rozwoju wiedzy o
spo ecze stwie, do którego przyczyniaj si ró norodne typy bada socjologicznych podejmowane z
inspiracji rozmaitych orientacji socjologicznych. Zyskuje popularno pogl d, e „ró ni badacze mog
reprezentowa ró ne orientacje problemowe lub [...] nale do ró nych «szkó ». Udzielaj oni wówczas
ró nych odpowiedzi na ró ne pytania, oparte na ró nych, ale nawzajem wobec siebie komplementarnych
cz stkowych wizjach, modelach czy teoriach wiata zjawisk i procesów spo ecznych" (Stefan Nowak
1985: 57). Towarzyszy temu przekonanie, e „dopóki istniej wystarczaj ce rodki porozumiewania si ,
pozwalaj ce zrozumie to, co czyni inni, i dopóki wykorzystywany b dzie wk ad pojedynczych
uczonych o ró nych specjalno ciach, dopóty dyscyplina jako ca b dzie dzia jako rodzaj jednego,
wszechobejmuj cego teoretycznego programu badawczego" (Szmatka, Lovaglia, Mazur 1996: 80).

Socjologia wspó czesna a powojenna socjologia polska


Kiedy po zako czeniu wojny uniwersytety powróci y do ycia, katedry i studia socjologii pojawi y si
nie tylko tam, gdzie uprzednio istnia y, to jest na starych uniwersytetach Krakowa, Poznania i
Warszawy, ale równie na nowo powstaj cych uniwersytetach odzi, Wroc awia i Lublina. Wobec
zniszczenia Warszawy, opó niaj cego uruchomienie tu uniwersytetu, w pierwszym powojennym roku
czo owym o rodkiem akademickim, w którym skupili si naukowcy warszawscy, sta si Uniwersytet
ódzki. Tak by o równie w przypadku socjologii. W odzi te reaktywowano w 1946 roku wydawanie
„Przegl du Socjologicznego".
Socjologia pierwszych lat powojennych by a kontynuacj socjologii przedwojennej tak pod
wzgl dem horyzontów teoretycznych i metodologicznych, jak i programów nauczania, albowiem do
ko ca 1947 roku wy sze uczelnie dzia y na podstawie przedwojennych uregulowa prawnych.
Wkrótce to si zmieni o. Wraz z zaostrzeniem si kursu politycznego i wkroczeniem na drog
budowy socjalizmu, co oznacza o pocz tek okresu stalinowskiego, socjologia uleg a likwidacji jako
niepotrzebna i wr cz szkodliwa „nauka bur uazyjna". W ciwych odpowiedzi na pytania, jakie
mogliby zadawa socjologowie, mia dostarcza marksizm-leninizm.

Rozdzia I. Charakter socjologii i historyczne warunki jej powstania 41

Przesta wychodzi „Przegl d Socjologiczny", a rok akademicki 1948/ 1949 by ostatnim rokiem naboru na
studia socjologiczne.
Po pa dziernikowym prze omie roku 1956 socjologia polska wysz a z u pienia i powróci a na
uniwersytety. W 1957 roku po niemal dziesi cioletniej przerwie wznowiono rekrutacj na
uniwersyteckie studia socjologiczne, zacz si ponownie ukazywa „Przegl d Socjologiczny", po-
jawi o si te nowe czasopismo „Kultura i Spo ecze stwo".
Socjologia zacz a si rozwija równie poza uniwersytetami. W 1956 roku w Polskiej Akademii
Nauk powsta Instytut Filozofii i Socjologii, a kilka lat pó niej, w 1961 roku, instytut ten zacz
wydawa jeszcze jedno czasopismo socjologiczne - „Studia Socjologiczne". Powstawa y tak e ró ne
resortowe o rodki badawcze, z których na szczególn uwag zas uguje powo any do ycia w 1956 roku
rodek Badania Opinii Publicznej przy Polskim Radiu, b cy pierwszym w Polsce o rodkiem
nastawionym na prowadzenie masowych bada przy wykorzystaniu nowoczesnych, ilo ciowych
technik badawczych. O rodkowi temu, mimo licznych trudno ci zwi zanych z kolejnymi
zawirowaniami politycznymi w nast pnych latach, uda o si dotrwa do dnia dzisiejszego.
W roku 1957 zosta o reaktywowane Polskie Towarzystwo Socjologiczne. Z czasem zacz y si
tworzy jego oddzia y terenowe, a tak e sekcje tematyczne. W 1965 roku odby si pierwszy po
wojnie krajowy zjazd socjologiczny. Przez ca y czas swego istnienia Polskie Towarzystwo Socjologiczne
odgrywa o ogromn rol zarówno je li chodzi o integracj polskiego rodowiska socjologicznego, jak i
jego kontakty z socjologi wiatow oraz promocj socjologii polskiej na arenie mi dzynarodowej. Z
inicjatywy Towarzystwa w 1961 roku zacz si ukazywa przeznaczony dla zagranicznych odbiorców
„The Polish Sociological Bulletin" publikuj cy rozprawy socjologów polskich w j zyku angielskim
(w 1993 roku jego nazwa zosta a zmieniona na „Polish Sociological Review").
Ten bujny rozwój instytucjonalny socjologii po 1956 roku mia pewn osobliwo . W adze, godz c
si na powrót socjologii, d y do zagwarantowania dominacji socjologii marksistowskiej. W zwi zku
z tym „potrzebna by a recepta na co , co da oby si przedstawia jako socjologia , marksistowska i
jednocze nie zaspokaja oby potrzeby licznych entuzjastów socjologii i potrzeby stra ników czysto ci
ideologicznej" (Szacki 1997b: 446). Ostatecznie socjologia marksistowska, maj c zagwarantowan
urz dowo pozycj dominuj cej szko y naukowej, w znacznej mierze „z czysto merytorycznego punktu
widzenia nale a do wiata pozorów" (Szacki 1997b: 477).
Mimo nacisków politycznych i ogranicze wynikaj cych z istnienia cenzury, które zmierza y do
wymuszania lojalno ci wobec ustroju i pilnowa y panowania oficjalnie przyj tej doktryny marksizmu,
socjologii polskiej uda o si nawi za kontakt z socjologi wiatow . Ta za w latach

42 Cz pierwsza. Prolegomena

niebytu socjologii polskiej znacznie si zmieni a. W rezultacie na odradzaj si w ko cu lat


pi dziesi tych socjologi polsk znacznie silniej oddzia ywa a zamerykanizowana socjologia wiatowa
ni przedwojenna socjologia polska.
Mimo licznych utrudnie , których pokonanie wymaga o niema ego trudu i przebieg ci, socjolodzy
polscy zacz li wyje na stypendia naukowe, a tak e otrzymywa rozmaite zaproszenia na wyk ady
w krajach zachodnich, w tym tak e w USA. Uczestniczyli systematycznie w ró nych mi dzynarodowych
imprezach naukowych, i to ju od 1956 roku, kiedy po raz pierwszy wzi li udzia w Trzecim
wiatowym Kongresie Socjologicznym, zorganizowanym przez powsta e w 1949 roku Mi dzynarodowe
Towarzystwo Sozologiczne - International Sociological Association (ISA). By to pocz tek cis ego
kontaktu z t mi dzynarodow organizacj . Stanis aw Ossowski zosta w 1956 roku cz onkiem jej Ko-
mitetu Wykonawczego, a trzy lata pó niej wiceprzewodnicz cym. W nast pnych latach Polacy czynnie
uczestniczyli w pracach ISA, w 1966 roku Jan Szczepa ski zosta jej przewodnicz cym, a Piotr Sztompka
w roku 2002.
Nawi zywaniu kontaktów z socjologi wiatow s o równie to, e na zaproszenie PTS
przybywali do Polski wybitni socjolodzy, którzy wyg aszali nieraz po kilka odczytów w ró nych
oddzia ach terenowych Towarzystwa (Krasko 1996: 176). Poznaniu pr dów socjologii wiatowej sprzyja a
te zainicjowana w latach sze dziesi tych przez Pa stwowe Wydawnictwo Naukowe seria wydawnicza
zatytu owana „Biblioteka Socjologiczna", w której oprócz prac klasyków dawniejszych, w tym George'a
H. Meada, przedstawiciela interakcjonizmu symbolicznego, wydawane by y i nowsze prace.
Dzi ki tym inicjatywom wydawniczym, a przede wszystkim dzi ki mi dzynarodowym kontaktom
pojedynczych socjologów, z którymi wi za si prywatny import najnowszej literatury socjologicznej, do
wszystkich o rodków socjologicznych w Polsce dociera y i znajdowa y pewn liczb zwolenników
najnowsze pr dy wspó czesnej socjologii.
Doskonale znany by funkcjonalizm, który wprawdzie nie znalaz ortodoksyjnych wyznawców, ale
polska praca po wi cona jego analizie zosta a opublikowana na Zachodzie (Sztompka 1974), pewne za
elementy teorii funkcjonalistycznej sta y si cz ci powszechnego my lenia socjologicznego. Zw aszcza
te, w których sprzeczno z marksizmem nie wyst powa a lub przynajmniej nie by a widoczna.
W socjologii polskiej zyska zwolenników empiryzm logiczny i zwi zane z nim zainteresowanie
metodologi , co sprzyja o przyswojeniu najnowszych ilo ciowych metod badawczych, w tym technik
skomplikowanych analiz statystycznych. By y one wykorzystywane przede wszystkim w badaniach
zró nicowania spo ecznego i ruchliwo ci spo ecznej.

Rozdzia I. Charakter socjologii i historyczne warunki jej powstania 43

Prze om humanistyczny w socjologii lat siedemdziesi tych znalaz równie odbicie w socjologii polskiej.
Obecnie w rozmaitych o rodkach socjologicznych widoczne jest zainteresowanie, a nawet fascynacja
ró nymi najnowszymi nurtami socjologii humanistycznej, a tak e przejmowanie jej wzorów.

4. Metody i narz dzia badawcze socjologii


Socjologia jako nauka akademicka wyros a nie tylko z towarzysz cej cz owiekowi od wieków refleksji nad
jego yciem zbiorowym, ale tak e z pojawiaj cych si wraz z powstawaniem spo ecze stwa
przemys owego prób badania bolesnych kwestii socjalnych, jakie rodzi y si wraz z tym
spo ecze stwem. W toku swego akademickiego ycia wypracowa a wiele narz dzi badawczych,
okre li a sposoby pos ugiwania si nimi i sformu owa a ogólne zasady metodologiczne naukowego
badania zjawisk i procesów zachodz cych w zbiorowo ciach ludzkich.

Empiryczne poznawanie spo ecze stwa


Socjolog, d c do poznania rzeczywisto ci spo ecznej, mo e korzysta z trzech rodzajów róde .
Jednym jest tocz ce si wokó niego ycie spo eczne, które poznaje, pytaj c ludzi i obserwuj c ich
zachowania. Drugim - ró nego rodzaju teksty pisane i przekazywane przez rodki masowego przekazu,
które socjolog czyta i ogl da. Trzecim - eksperyment, który socjolog przeprowadza w laboratorium.
Troisto róde poznania socjologicznego obrazowo oddaje tytu jednej z ksi ek po wi conych metodo-
logii bada : W terenie, w archiwum i w laboratorium (Su ek 1990).
Pomin wszy eksperyment, pozosta e dwa ród a poznania socjologicznego to ród a, z których
wszyscy korzystamy dl? zdobycia niezb dnej w naszym codziennym yciu wiedzy o wiecie
spo ecznym i zachodz cych w nim procesach. Wszyscy czytamy ksi ki, gazety i og oszenia, ogl damy
telewizj , chodzimy do kin i teatrów, spacerujemy po ulicach, odwiedzamy place targowe, gdzie
spotykamy ludzi i widzimy, jak si zachowuj . Wszyscy te rozmawiamy z innymi lud mi i pytamy
ich o ró ne rzeczy, tak e o to, co my o tym lub owym. Co wi c wyró nia pytania i obserwacje ludzi,
które w ciwe s socjologowi i uznawane za naukowe?
Aby zosta uznane za naukowe, badanie musi spe nia pewne warunki na wszystkich etapach
procedury badawczej.
Pierwszym etapem jest zdefiniowanie problemu badawczego. Na wybór problemu i jego okre lenie
wp ywaj dwa rodzaje czynników:

44 Cz pierwsza. Prolegomena

• czynniki spo eczne - tu donios e, a zw aszcza bolesne problemy danego spo ecze stwa
przyci gaj uwag badaczy bardziej ni problemy b ahe,
• czynniki teoretyczne - tu zainteresowany jak teori badacz mo e chcie j przetestowa , mo e
te chcie sprawdzi wyniki innych bada dotycz cych interesuj cych go kwestii.
Najcz ciej o wyborze problematyki badawczej decyduje splot czynników obu rodzajów.
Dalszym etapem jest przegl d istniej cej literatury - zarówno teoretycznej, jak i prezentuj cej
wyniki wcze niejszych bada tego samego problemu. Pozwala to na okre lenie w asnej perspektywy
badawczej, co prowadzi do kroku nast pnego. Jest nim sformu owanie pyta , na które dane badania
maj dostarczy odpowiedzi. Na rodzaj stawianych pyta ogromny wp yw ma orientacja teoretyczna
badacza. Jest rzecz oczywist , e w odniesieniu do ka dego problemu mo na interesowa si roz-
maitymi jego aspektami, a w konsekwencji formu owa ró ne pytania. Tak na przyk ad, badaj c
bezrobocie, mo na interesowa si nim na poziomie makrospo ecznym i zadawa pytania o jego
wielko w ró nych dzielnicach kraju, a tak e w ró nych kategoriach wieku, wykszta cenia i p ci.
Mo na te interesowa si wp ywem bezrobocia na ycie rodzinne, ró nymi postaciami roli
bezrobotnego, strategiami zachowa osób poszukuj cych pracy - stawia pytania odpowiadaj ce tym
zainteresowaniom.
Po okre leniu problemu badawczego i sformu owaniu pyta nast puje etap wyboru narz dzi
badawczych i sposobu zbierania danych. Nie ma jednego uniwersalnego narz dzia badawczego.
Ka de umo liwia dotarcie do pewnego tylko rodzaju danych. Narz dzia badawcze musz wi c by
dostosowane do badanej problematyki i wybrane ze wzgl du na ni . Niekiedy badana problematyka
wymaga pos enia si wi cej ni jednym narz dziem.
Kolejny etap to zbieranie danych. Zebrane dane zostaj poddane analizie. Socjologia pos uguje si
dwoma rodzajami analiz: ilo ciowymi i jako ciowymi. W przypadku analiz ilo ciowych
wykorzystywane s najró niejsze, niekiedy bardzo wyrafinowane, metody statystyczne. Jest rzecz
oczywist , e tego rodzaju analizy wymagaj zgromadzenia du ej liczby danych, co sprawia, e sposób
zbierania danych w znacznym stopniu przes dza o rodzaju pó niejszych analiz.
W socjologii o orientacji scjentystycznej, która uznaje obiektywno wiata spo ecznego oraz ceni
cis i rygoryzm metodologiczny, za prawdziwie naukowe uznawane s wy cznie badania
wykorzystuj ce analizy ilo ciowe. W socjologii humanistycznej ceni si przede wszystkim badania
pos uguj ce si analizami jako ciowymi, to znaczy takimi, które, skupiaj c si na niewielu przypadkach,
pozwalaj pozna je dog bnie i dociera do tego, co zachodzi w procesach mi dzyosobniczych
interakcji,

Rozdzia I. Charakter socjologii i historyczne warunki jej powstania 45

podczas których wci na nowo tworzy si i odtwarza wyposa ony w znaczenia wiat spo eczny. W tak
zorientowanych analizach znaczn rol odgrywa pomys owo i intuicja indywidualnego badacza.
Nie oznacza to jednak odrzucenia wszelkich rygorów w post powaniu badawczym (Czy ewski 1990:
99).
Ostatnim wreszcie etapem jest interpretacja wyników analiz oraz sformu owanie wniosków,
czyli stwierdzenie, jakiego rodzaju odpowiedzi zosta y uzyskane na pytania sformu owane w punkcie
wyj ciowym bada .
Mówi c o badaniach naukowych i ich metodach, mówimy o ca ym ci gu etapów badawczych.
Albowiem - jak powiada podr cznik metodologii - „w naukach empirycznych metody badawcze to
przede wszystkim typowe i powtarzalne sposoby zbierania, opracowywania, analizy i in-
terpretacji danych empirycznych [wyró nienie - BS], s ce do uzyskiwania maksymalnie (lub
optymalnie) uzasadnionych odpowiedzi na stawiane w nich pytania" (Stefan Nowak 1985: 22).

Narz dzia badawcze socjologa


Ankieta. W potocznym wyobra eniu badania sozologiczne to masowe badania sonda owe
przeprowadzane za pomoc ankiety. Jednak e ankieta, b c warto ciowym narz dziem badawczym
socjologa, jest tylko jednym z szerokiego ich repertuaru. Ma zarówno zalety, jak i wady i w adnym razie
nie jest narz dziem uniwersalnym, podobnie zreszt jak wszystkie inne. Jest niezast piona w przypadku
jednych celów poznawczych, zupe nie za nieprzydatna w przypadku innych.
Nadaje si g ównie do badania zjawisk masowych, zachodz cych na poziomie makrospo ecznym.
Jedynie ona dostarcza danych, które poddaj si analizom ilo ciowym. Nie nadaje si natomiast do
badania ma ych zbiorowo ci i zjawisk spo ecznych o ograniczonym zasi gu. Poniewa polega na
pytaniu pojedynczych respondentów, umo liwia poznawanie jedynie tych zjawisk na poziomie
makrospo ecznym, które mieszcz si w atomistycznej perspektywie ogl du spo ecze stwa. Nie
pozwala natomiast na poznanie zjawisk mówi cych o funkcjonowaniu spo ecze stwa jako ca ci
onej z powi zanych ze sob cz ci.
Ankieta jest wykorzystywana zarówno do poznawania pogl dów ludzi, a wi c wiadomo ci
spo ecznej, jak i obiektywnej rzeczywisto ci spo ecznej, na przyk ad zró nicowania spo ecznego i
ruchliwo ci spo ecznej.
Badania ankietowe maj dobrze opracowan metodologi : pocz wszy od regu poprawnego
formu owania pyta , poprzez teorie doboru próby i zasady okre laj ce jej reprezentatywno , do metod
analiz danych. Dane dostarczane przez ankiet s w zasadzie analizowane metodami ilo ciowymi. Nie
znaczy to, e jaki ich fragment nie mo e by analizowany

46 Cz pierwsza. Prolegomena

równie w inny sposób, na przyk ad kiedy badacz z takich lub innych wzgl dów jest zainteresowany tre ci
skrywaj si za ilo ciowo analizowanymi odpowiedziami. Wówczas w przypadku tak zwanych pyta
otwartych, to jest takich, które, nie zawieraj c zbioru gotowych odpowiedzi, pozwalaj na ich swobodne
sformu owanie, badacz obok analizy ilo ciowej poddaje je tak e analizie jako ciowej.
Wywiad. To, co bywa okre lane w ró nych podr cznikach jako wywiad, nie jest jednorodnym
narz dziem badawczym. W pewnych postaciach zbli a si do ankiety, w innych do obserwacji. Do
obserwacji upodabnia si wtedy, kiedy przeprowadzany jest nie z jedn osob , ale z kilkoma na raz, i to
dyskutuj cymi ze sob . We wszystkich postaciach wywiadu istnieje bezpo redni kontakt mi dzy badaj cym
a badanym, podczas gdy ankieta mo e by realizowana bez takiego kontaktu, na przyk ad drog pocztow .
Rodzaje wywiadów ró ni si stopniem sformalizowania pyta . Raz mo e to by wywiad z u yciem
kwestionariusza, kiedy indziej po prostu badanie ankietowe realizowane przy pomocy zadaj cych pytania
ankieterów.
Drugi rodzaj to wywiad swobodny, który najcz ciej ma si na my li, mówi c o wywiadzie. Tu w
kra cowym przypadku badacz okre la jedynie temat wypowiedzi. Nast pnie s ucha i nagrywa, interesuj c
si nie tylko tym, co, ale i jak mówi badany, a wi c obserwuj c jego zachowanie. W innych przypadkach
badacz w trakcie wywiadu zadaje mniej lub bardziej szczegó owe pytania. Stopie formalizacji i swobody
wywiadu zale y od tego, czy zadawane pytania s wcze niej przygotowane, czy te rodz si w
bezpo rednim zwi zku z wypowiedzi badanego.
Przy pos ugiwaniu si wywiadem jako narz dziem badawczym du rol odgrywa pomys owo
badacza. Przyk adem mo e tu by wywiad przeprowadzony przez polskich badaczy przy u yciu fotografii,
które pokazywali badanym z pro o komentarz (Kose a 1989).
W przypadku wywiadu swobodnego badana próba zazwyczaj jest ma a i dobierana celowo, nie za ze
wzgl du na statystycznie wyznaczone zasady reprezentatywno ci. Wywiad swobodny jest narz dziem
badawczym dostarczaj cym danych poddaj cych si g ównie analizom jako ciowym, co nie oznacza, e nie
mo na w jakim zakresie pos si tu równie analizami ilo ciowymi.
Podstawowe problemy metodologiczne zbierania danych za pomoc wywiadu wi si z bezpo redni
relacj badacz-badany. Takim problemem jest mi dzy innymi sposób okre lenia ich ról i charakteru relacji mi -
dzy nimi; w jakiej mierze maj by one hierarchiczne, a w jakiej partnerskie, kiedy to badacz rezygnuje z roli
tego, „który wie lepiej". Za tym ostatnim rozwi zaniem opowiadaj si niektóre wersje socjologii
humanistycznej.
W wywiadzie swobodnym mo na unikn narzucania badanym siatki kategorii poznawczych i zespo u poj
badacza. Niebezpiecze stwo to

Rozdzia I. Charakter socjologii i historyczne warunki jej powstania 47

natomiast zagra a w badaniach przeprowadzanych za pomoc kwestionariusza zawieraj cego pytania


ze sformu owanymi przez badacza standaryzowanymi odpowiedziami. Badany zmuszony jest
dokonywa mi dzy nimi wyboru nawet wtedy, kiedy adna nie odpowiada jego sposobowi widzenia
wiata.
Obserwacja. Obserwacja jako narz dzie poznania socjologicznego ró ni si od potocznej obserwacji
wyra nym ukierunkowaniem i systematyczno ci . Na szczególne wyró nienie zas uguje obserwacja
uczestnicz ca, kiedy to socjolog w celu poznania zjawisk i procesów zachodz cych w okre lonej
zbiorowo ci, nie ujawniaj c swojej to samo ci badacza, staje si tej zbiorowo ci cz onkiem. Pozwala mu to
spojrze na jej ycie oczyma uczestnika i pozna jej wewn trzn stron . Zatrudnia si jako robotnik,
kiedy chce pozna problemy spo eczno ci robotniczej danego zak adu pracy, bierze udzia w
pielgrzymce, interesuj c si pielgrzymkami jako zjawiskiem spo ecznym. Ten sposób bada rodzi
pewne problemy moralne, które s przedmiotem debaty socjologów. Wynikaj one z ukrywania przed
osobami obserwowanymi faktu, e s obserwowane, oraz wykorzystywania materia u badawczego
zdobytego podst pem, bez przyzwolenia badanych.
Wszystkie zreszt rodzaje bada , w których obiektami s ywi ludzie, rodz wiele problemów natury
moralnej i nie tylko. Takim problemem jest na przyk ad to, e ka de badanie stanowi mniej lub bardziej
wyra ingerencj w wiat badanego i narusza jego sfer prywatno ci. Ponadto ka de badanie zawsze
w jakim stopniu zmienia samego badanego, który, odpowiadaj c na pytania, zmuszany jest do
przemy lenia i sformu owania stanowiska wobec spraw, nad którymi nigdy si nie zastanawia i
zastanawia nie mia zamiaru.
Zmuszanie badanych do formu owania swego stanowiska mo e by przez uczonych wykorzystane do celów pozanaukowych.
Przyk adem jest „metoda interwencji socjologicznej" socjologa francuskiego Alaina Touraine'a. U ywa jej do badania ruchów
spo ecznych, mi dzy innymi „Solidarno ci" na pocz tku lat osiemdziesi tych. U podstaw tej metody le o przekonanie, e rol i
zadaniem socjologii jest aktywne uczestniczenie w procesach spo ecznych swej epoki. Nie tylko zdobywanie wiedzy o nich, ale i
oddzia ywanie na nie. Uwa , e wiedza tworzona jest na potrzeby konkretnego u ytkownika, którym w tym przypadku s
uczestnicy ruchu spo ecznego. Dlatego te , prowadz c wywiady z grupami aktywnych jego uczestników, w kolejnych spotka-
niach czyni ich nie tylko odbiorcami wiedzy narastaj cej w toku bada , ale tak e jej wspó twórcami (Krzysztof Nowak 1989;
Touraine, Dubet, Wieviorka, Strzelecki 1982).

ród a pisane. Socjolog korzysta z trzech rodzajów róde pisanych. Po pierwsze, z ró nego rodzaju
materia ów i danych urz dowych, z rocznikiem statystycznym w cznie. Po drugie, z najrozmaitszych
publikacji prasowych, podr czników szkolnych, a tak e tekstów audycji radiowych czy tekstów
literackich. Po trzecie, z dokumentów osobistych, to

48 Cz pierwsza. Prolegomena

jest listów, pami tników, autobiografii. W przypadku autobiografii badacze niekiedy prowokuj ich
powstawanie, og aszaj c na przyk ad konkurs z nagrodami na yciorys. (Gromadzenie i analizowanie
materia ów autobiograficznych jest od dawna specjalno ci socjologii polskiej.)
Tego rodzaju materia y, zw aszcza pami tniki i yciorysy, poddawane s najcz ciej jako ciowej
analizie tre ci, chocia w ograniczonym zakresie mo e by w odniesieniu do nich stosowana tak e
analiza ilo ciowa. Jako ciowe analizy tre ci osi gaj obecnie du y stopie subtelno ci. Wykorzystywana
jest w nich wspó czesna wiedza z zakresu semiotyki, socjologii j zyka, socjo- i psycholingwistyki.
Eksperyment. W naukach spo ecznych mo liwo prowadzenia eksperymentów jest do
ograniczona, g ównie ze wzgl dów moralnych, gdy wi si one z manipulacj lud mi. Niemniej
jednak eksperymenty wyst puj . S to najcz ciej eksperymenty z pogranicza socjologii i psychologii
spo ecznej. Polegaj na tworzeniu w celach badawczych ma ych grup i obserwowaniu w warunkach
laboratoryjnych zachowywania si ich cz onków. Znane s równie eksperymenty przeprowadzane w
warunkach naturalnych. Ponadto niekiedy bez udzia u socjologa powstaje sytuacja odpowiadaj ca
warunkom eksperymentu, na przyk ad wtedy, kiedy jaka zmiana zostaje wprowadzona w jednej
gminie, a nie wprowadzona w innej, do niej podobnej.
Ten skrótowy przegl d metod i narz dzi badawczych socjologa oraz problemów zwi zanych z ich
stosowaniem unaocznia, co nast puje:
• Nie mo na w sposób jednoznaczny i bez reszty przyporz dkowa jednych narz dzi badawczych
metodom ilo ciowym, innych za - jako ciowym. Nie znaczy to, e nie ma adnych powi za mi dzy
tymi metodami a stosowanymi narz dziami badawczymi. Socjolog, którego interesuj procesy i regu y
mi dzyosobniczych interakcji, nie b dzie pos ugiwa si ankiet ani sformalizowanym wywiadem, ale
wykorzysta wywiad swobodny i obserwacje, a ten, którego interesuj ludzkie interpretacje wiata
spo ecznego, si gnie ponadto do dokumentów osobistych.
• Dostarczone przez to samo narz dzie dane mog by analizowane w ró ny sposób.
• W tych samych badaniach empirycznych bywaj równolegle u ywane rozmaite metody i s
wykorzystywane ró ne narz dzia badawcze. Tak na przyk ad w polskich badaniach stylów ycia
pos ugiwano si obserwacj , wywiadem, opisem etnograficznym, a tak e wykorzystywano autobiografie i
dokumenty osobiste cz onków badanych rodzin (Gli ski 1989). Podobnie w badaniach monograficznych
ma ych zbiorowo ci korzysta si zarówno z obserwacji, jak i wywiadów oraz ró nego rodzaju doku-
mentów, w tym z danych urz dowych.

Na gruncie socjologii mamy nie tylko do czynienia z pluralizmem metod badawczych, ale i z pe jego
akceptacj . Co wi cej, jest on uzna-

Rozdzia I. Charakter socjologii i historyczne warunki jej powstania 49

wany za warto . Powa ni metodolodzy g osz pogl d, e „pluralizm metodologiczny [...] ma za sob
lepsze racje ni pogl dy wywy szaj ce jedne procedury i dane nad wszystkie inne. Zjawiska spo eczne
zbyt z one, by mo na je by o zbada jak jedn metod , maj zbyt wiele aspektów, by wszystkie
je mo na by o uchwyci [pos uguj c si tylko jedn metod ]. Pojedyncze procedury chwytaj tylko
wybrane aspekty z onych zjawisk. Co wi cej [...] ka da procedura chwyta nie tylko zjawiska, które
mia a zmierzy , ale tak e zjawiska irrelewantne [i] obci ona jest b dem [...] ch rzetelnego poznania
nakazuje [...] czy ró ne procedury i bada zjawiska za pomoc metod obci onych ró nymi rodza-
jami b du. Je li nasze hipotezy uzyskaj poparcie w wielokrotnych i tak zró nicowanych pomiarach, to
stopie ich konfirmacji b dzie wy szy ni wtedy, gdy oprzemy si na jednym rodzaju bada " (Su ek
1990: 8).

5. Socjologia jako dyscyplina u yteczna praktycznie


Z powstaniem socjologii zwi zana by a nadzieja na uzyskanie naukowych podstaw rozwi zywania
praktycznych kwestii spo ecznych. Tak te zreszt widzia zadania nowej nauki o spo ecze stwie jej
twórca, August Comte, i z tak my kre li jej program.
Drog dalszego rozwoju socjologii wyznaczy y zarówno spekulacje teoretyków, jak i do wiadczenia
reformatorów zmierzaj cych do agodzenia bolesnych skutków wspó czesnych im procesów
uprzemys owienia. Zainteresowanie rzeczywisto ci spo eczn , wyrastaj ce z d reformatorskich i
motywów filantropijnych, prowadzi o do wynajdywania sposobów jej badania, co mia o wp yw na
kszta towanie si metod badawczych socjologii jako nauki empirycznej. Przyk adowo warto wymieni
w tym kontek cie Francuza Frederica Le Playa (1806-1882), z zawodu in yniera górnika, który bada
ycie rodzin robotników francuskich i na podstawie zebranych danych formu owa program reform.
Innego przyk adu dostarcza Anglik Charles Booth (1840-1916), który zbada i opisa ycie i prac ludno ci
Londynu, a nast pnie wyniki swoich bada opublikowa w kilkunastu tomach, chc c dostarczy
parlamentowi danych faktograficznych pomocnych w jego dzia alno ci ustawodawczej i reformatorskiej
(Jan Szczepa ski 1969). W Stanach Zjednoczonych pocz tki socjologii w ko cu XIX wieku mia y cis y
zwi zek z potrzebami reform spo ecznych, a prace pierwszego wydzia u socjologii zaczyna y si od
podejmowania kwestii praktycznych (Kwa niewski 2002).
Powi zanie socjologii z problemami praktycznymi jest sta ym elementem historii tej dyscypliny.
Punktem wyj cia wielu koncepcji teoretycznych by y zainteresowania donios ymi w danym czasie
problemami spo-

50 Cz pierwsza. Prolegomena

ecznymi. Powoduje to, e odró nienie socjologii od „spo ecznych nauk stosowanych", które to
okre lenie wyst puje niekiedy jako nazwa wydzia ów uniwersyteckich i kierunków studiów, jest nie
tylko trudne, ale wr cz niemo liwe. Rozprawy w tomach maj cych w tytule „spo eczne nauki
stosowane" cz sto nie ró ni si od tych, które znajdujemy w ksi kach zawieraj cych w tytule s owo
„socjologia".
Przy próbach odró nienia spo ecznych nauk stosowanych od socjologii wskazuje si , e w tych
pierwszych punktem wyj cia rozwa i bada s kwestie praktyczne, a nie problemy teoretyczne i
potrzeby rozwoju teorii, oraz e podejmowane s one z my o odbiorcach spoza kr gów akademickich
(Abercrombie, Hill, Turner 1994; Frysztacki 1996).
Problem zastosowa praktycznych wiedzy socjologicznej zawsze by i jest przedmiotem ywego
zainteresowania socjologów. W ko cu lat siedemdziesi tych XX wieku wyodr bni a si samodzielna
dziedzina bada nad wykorzystywaniem sozologicznej wiedzy naukowej w ró nych obszarach ycia
zbiorowego (Frieske 1990: X).
Socjologia mo e przyczynia si do rozwi zywania problemów spo ecznych dwojako, pe ni c rol
edukacyjn i instrumentaln . W pierwszym przypadku jest jednym ze róde wiedzy przydatnej do
likwidacji bol czek spo ecznych; w drugim s y bezpo redni pomoc w znajdowaniu sposobów
skutecznego rozwi zywania poszczególnych problemów. Pe ni c rol instrumentaln , socjolodzy s
swoj profesjonaln wiedz zazwyczaj klientom pozaakademickim, którymi bywaj ró ne agendy sa-
morz dowe i pa stwowe zainteresowane skuteczno ci zamierzonej b realizowanej polityki spo ecznej
(Kwa niewski 2002).
Relacja socjolog-klient przybiera mo e dwie odmienne postacie: technologiczn i kliniczn . W
przypadku pierwszej socjolog przyjmuje przedstawiony mu problem jako dany i nie wnika w sensowno
jego sformu owania ani powody zlecenia bada . Pos uguj c si profesjonaln wiedz , przedstawia rodki
realizacji okre lonych przez klienta celów oraz daj ce si przewidzie skutki i koszty spo eczne ró nych
rodzajów dzia na rzecz ich osi gni cia. W przypadku drugiej socjolog zwraca uwag równie na
samo sformu owanie problemu i ocenia je w wietle istniej cej wiedzy socjologicznej. Klient zgadza
si na poddanie ocenie sformu owanego przez siebie celu oraz proponowanego sposobu jego realizacji.
Rezultatem mo e by nowe zdefiniowanie problemu wyj ciowego.
Niezale nie od podejmowanych na zamówienie dzia eksperckich socjolodzy cz sto z w asnej
inicjatywy rozpoznaj problemy spo eczne, proponuj sposoby ich rozwi zania i uczestnicz w ich
realizacji (oczywi cie, je li znajduje si kto tak realizacj zainteresowany).
Osobn , autonomiczn sfer bada spo ecznych realizowanych przez wyspecjalizowane instytucje
pozaakademickie s badania opinii spo ecznej oraz rynku. Badania te prowadzone s bez nawi zywania
do jakich-

Rozdzia I. Charakter socjologii i historyczne warunki jej powstania 51

kolwiek teorii socjologicznych, natomiast z ogromnym naciskiem na technik i metodologi bada . Ka dy


d w rozpoznaniu rynku oraz przyj cie strategii reklamowej opartej na nietrafnym ustaleniu motywów
zakupu promowanych towarów oznacza straty finansowe. St d waga przywi zywana do procedur
badawczych.
Techniki sprawdzone w badaniach rynkowych bywaj wykorzystywane w badaniach naukowych, a
powsta e na ich gruncie nowe pomys y zbierania i analizy danych mog inspirowa refleksj teoretyczn
nad metodologi nauk spo ecznych.
ROZDZIA II

Biologiczne podstawy ycia spo ecznego z


perspektywy biologii ewolucyjnej

1. Ekologia, etologia i socjobiologia 55


2. Podstawowe problemy ycia spo ecznego istot ywych 60
3. Sposoby rozwi zywania problemów ycia spo ecznego w ród kr gowców 61
4. ycie spo eczne cz owieka z perspektywy biologii ewolucyjnej 66

Socjologi okre lili my jako nauk o zjawiskach i procesach zachodz cych w zbiorowo ciach ludzkich.
Podkre lenie, e chodzi o zbiorowo ci ludzkie, jest rzecz nader wa , albowiem po ród gatunków
zamieszkuj cych ziemi nie tylko cz owiek yje w zbiorowo ciach. ycie spo eczne rozumiane jako
wszelkie postacie bytowania zbiorowego w ciwe jest nie tylko gatunkowi ludzkiemu i znacznie
wykracza poza jego granice. Formy ycia spo ecznego cz owieka, jakkolwiek niezwykle zró nicowane i
niekiedy ogromnie skomplikowane, s w istocie swoi cie ludzkimi rozwi zaniami tych samych
ogólnych problemów ycia gromadnego, które s problemami wszystkich istot tworz cych zbiorowo ci.
Zanim zaczniemy zajmowa si nami samymi i naszymi spo ecze stwami, dobrze jest spojrze na
cz owieka jako na jeden z wielu gatunków prowadz cych ycie zbiorowe, które pojawi y si na ziemi w
wyniku procesu ewolucji. Warto tak e zidentyfikowa podstawowe problemy ogólne ycia spo ecznego i
pozna sposoby ich rozwi zywania w wiecie zwierz cym.
Problematyk ycia zbiorowego istot ywych podejmuj od ró nych stron trzy dyscypliny
biologiczne: ekologia, etologia i socjobiologia.
1. Ekologia, etologia i socjobiologia
Ekologia. Ekologia bywa najogólniej okre lana jako nauka badaj ca zale no ci mi dzy gatunkiem a
ca ci jego rodowiska. W centrum uwagi ekologów znajduje si populacja, która jest cz stym
przedmiotem ich bada . Populacja jest w ekologii rozumiana jako zespó osobników danego gatunku
zamieszkuj cych jaki wyodr bniony obszar. Ekologia, zwracaj c uwag na stosunki mi dzy populacj a
rodowiskiem, traktuje populacj jako ca , która ma okre lon struktur i organizacj . Sk d si ta
organizacja bierze?
Podstawowe czynno ci zwierz t to poszukiwanie i spo ywanie pokarmu, sen i odpoczynek oraz
rozmna anie si . W toku tych czynno ci mi dzy osobnikami powstaj najró niejsze wi zy i
wspó zale no ci. cytujmy znanego polskiego ekologa: „ eby je , musi zwierz pokarm znale .
Osobniki jednego gatunku, u ywaj c tego samego pokarmu, po-

56 Cz pierwsza. Prolegomena

szukuj c go, spotykaj si . Cz sto sobie przeszkadzaj , czasem pomagaj w zdobyciu pokarmu. Ju s
jakie zale no ci: spotykania si , skupiania si , wspólne polowanie lub po prostu wspólne
poszukiwanie pokarmu, lub te antagonizm w zdobyciu pokarmu, konkurencja o pokarm.
eby je i odpoczywa , musi do tego osobnik mie miejsce. Szukaj c miejsca do spoczynku lub
róde pokarmu, organizmy spotykaj si , pomagaj sobie lub przeszkadzaj . St d te w ró ny sposób
mo e by zrealizowane wykorzystywanie przestrzeni, to, co nazywamy: struktura przestrzenna
populacji" (Petrusewicz 1978: 90-92).
Ekolodzy podkre laj , e wi zy te i wspó zale no ci nie maj charakteru intencjonalnego, ale s
prost konsekwencj czynno ci yciowych. Powstaj b bezpo rednio mi dzy osobnikami, b za
po rednictwem rodowiska. Niektórzy ekolodzy uwa aj ponadto, e populacja nie jest prostym
zbiorem osobników, ich zwyk sum , ale jest swoist , zintegrowan ca ci , która reaguje na wp ywy
rodowiska. Wysuwanym przez zwolenników tego pogl du argumentem na rzecz traktowania
populacji jako ca ci ponadjednostkowej jest mi dzy innymi to, e procesy yciowe, na przyk ad
metaboliczne, pojedynczych osobników przebiegaj inaczej w obecno ci innych osobników ni w izolacji
od nich, co potwierdzaj eksperymenty.
W rozwa aniach i badaniach ekologów znaczne miejsce zajmuje przestrzenna organizacja populacji.
Du o uwagi po wi caj zagadnieniom terytorializmu. Przez terytorium rozumiej oni t cz area u
osobniczego, to jest przestrzeni, po której porusza si osobnik w toku swoich czynno ci yciowych, a do
której w okresie godowym i l gowym nie dopuszcza innych osobników tego samego gatunku i broni
jej przed nimi. U wielu gatunków posiadanie terytorium jest niezb dnym warunkiem sukcesu
reprodukcyjnego. Osobniki s absze, które nie s w stanie wywalczy swojej cz ci przestrzeni, zmuszone
migrowa . Prowadzi to ekologów do interesowania si procesami migracji, a tak e hierarchiami
dominacji, chocia te ostatnie nie zajmuj wiele miejsca w ich rozwa aniach.
Perspektywa teorii ewolucji ka e ekologom widzie w procesach ró nicuj cych szans sukcesu
reprodukcyjnego mechanizmy selekcyjne, dzi ki którym dokonuje si ewolucja.
Etologia. Etologia zrodzi a si w Europie, a za jej klasyków uwa ani s Konrad Lorenz i Nikolaas
Tinbergen. Wspó cze nie okre la si j jako nauk o zachowaniu si zwierz t.
Etolodzy, tak samo jak badacze innych orientacji, interesuj si bezpo rednimi przyczynami
konkretnego zachowania i jego rozwojem, ale ponadto funkcj danego zachowania oraz jego ewolucj .
Uwa aj , e wyró nia ich nie przedmie bada i rodzaj badanych problemów, ale sposób podej cia do
nich.

Rozdzia II. Biologiczne podstawy ycia spo ecznego... 57

Etologia wypracowa a wiele wyrafinowanych technik obserwacji zachowania si , metod jego


opisu i zasad klasyfikacji, a nadto nagromadzi a ogromn ilo informacji. Mimo e zbieranie i
porz dkowanie danych empirycznych zaprz ta znaczn cz uwagi etologów, nie rezygnuj oni z
ambicji teoretycznych. Badane zachowania widz w perspektywie teorii ewolucji i przyjmuj
za enie, e ka dy gatunek charakteryzuj wytworzone w procesie ewolucji nie tylko pewne
szczególne cechy anatomiczne, ale równie charakterystyczne wzory zachowaniowe, których ca
okre laj mianem biogramu. Tym samym zak adaj , e zachowanie si jest co najmniej cz ciowo
warunkowane dziedzictwem genetycznym. Za jeden z problemów badawczych uwa aj wydzielenie
w konkretnych, obserwowanych zachowaniach komponentu dziedzicznego oraz powsta ego pod
wp ywem rodowiska i na ladownictwa.
Udanego przyk adu dostarczy y badania dialektów zi b, które wykaza y istnienie wiele wariantów
piewu doros ych samców. Przeprowadzone eksperymenty dowiod y, e zi by wychowane w izolacji
potrafi wykona jedynie bardzo prosty wariant pie ni. Aby wykona wariant pe niejszy, zi ba musi
si go nauczy od innych samców. Ka da izolowana grupa ma swój w asny rodzaj pie ni.
Szczegó owe analizy melodii piewu zi by pozwoli y wyró ni podstawowy, nie b cy rezultatem
uczenia si wzór melodii oraz ozdobniki, o które jest wzbogacona pod wp ywem piewu innych
przedstawicieli gatunku. Jednocze nie ptaki te nie s w stanie nauczy si piewu ptaków innych
gatunków (Thorpe 1961).
W etologii zauwa mo na sk onno do stosowania perspektywy gatunku, co wyra a si w
zainteresowaniu repertuarem zachowa osobniczych w ciwych danemu gatunkowi oraz
stosowaniu szerokiej perspektywy porówna mi dzygatunkowych. Niemniej jednak wyra na jest
tak e perspektywa osobnika, który jest podstawow jednostk obserwacji.
Tak jak w ekologii populacji pierwszoplanowym tematem jest terytorializm i wzory procesów
migracji, tak w etologii, zw aszcza w wersji Konrada Lorenza, jest nim wewn trzgatunkowa agresja,
jej przejawy oraz mechanizmy, które j wyzwalaj i które j hamuj .
Socjobiologia. W odró nieniu od ekologii i etologii, które s w pe ni ukszta towanymi i uznanymi
dyscyplinami akademickimi z w asn tradycj , socjobiologia jest powsta ym w ko cu lat
siedemdziesi tych XX wieku projektem nowej dyscypliny. Mo liwo jego realizacji od pocz tku
budzi a wiele w tpliwo ci, i to nie tylko z powodu kontrowersyjno ci samej propozycji; jednak
sformu owana przez ni problematyka zacz a by coraz powszechniej podejmowana, cz sto zreszt
pod innym ni so-cjobiologia szyldem. Jednocze nie socjobiologi zacz to nazywa wszelkie odwo ania
do biologii ewolucyjnej przy wyja nianiu zachowa i zjawisk spo ecznych. Prezentuj c tutaj
socjobiologi , przedstawiam j jako

58 Cz pierwsza. Prolegomena

dyscyplin , której projekt w latach siedemdziesi tych ubieg ego wieku stworzy ameryka ski entomolog
Edward O. Wilson.
W odró nieniu od ekologii i etologii socjobiologia nie prowadzi do wiadcze . Korzysta z tych, które
przeprowadzili inni, w tym ekolodzy i etolodzy. Jej projektodawca okre la j jako nauk zajmuj si
badaniem biologicznych podstaw zachowa spo ecznych wszystkich organizmów ywych, cznie z
cz owiekiem.
Umieszczaj c w centrum uwagi socjobiologii zachowania spo eczne, Wilson wyró ni trzy szczyty
„socjalno ci". Pierwszy osi gaj korale i g bki, drugi - owady spo eczne, trzeci - ssaki. (W pó niejszych
pracach pogl d ten zmodyfikowa i za dodatkowy, czwarty szczyt „soq'alno ci" uzna zachowania
spo eczne cz owieka.) Socjobiologia czy dwie odr bne tradycje nauk biologicznych: genetyki populacji i
ewolucyjnej ekologii z jednej strony, a etologii i innych bada zachowania si zwierz t z drugiej.
Podstawowym problemem socjobiologii w momencie jej powstania by problem „altruizmu", to jest
takich zachowa w obr bie gatunku, których koszty ponosz jedne osobniki, korzy ci za odnosz inne.
Dlaczego w ród owadów spo ecznych istniej kasty bezp odnych robotnic, które opiekuj si siostrami,
zamiast same si rozmna ? Dlaczego, kiedy stadu grozi drapie nik, osobnik, który go dostrzeg ,
wydaje krzyk ostrzegawczy, nara aj c si na niebezpiecze stwo? W jaki sposób mog y wyewoluowa
tego rodzaju zachowania, wyra nie sprzeczne z interesem w asnym, mimo e dobór naturalny dzia a na
poziomie jednostek i faworyzuje osobniki najlepiej przystosowane? Co wobec tego jest miar przy-
stosowania?
Odpowiadaj c na te pytania i d c do rozwi zania zagadki altruizmu, socjobiologia odwo uje si do
dwu teorii stworzonych przed jej powstaniem, w po owie lat sze dziesi tych i na pocz tku lat
siedemdziesi tych XX wieku.
Jedn z nich jest sformu owana w matematycznej postaci teoria cznej warto ci przystosowawczej
(inclusive fitness). W ogromnym uproszczeniu teori t mo na przedstawi w postaci trzech tez:
• W toku ewolucji jednostk doboru naturalnego nie jest ani gatunek, ani grupa, ani nawet osobnik,
ale gen. Te geny, które odpowiedzialne s za wykszta cenie cech morfologicznych i zachowaniowych
sprzyjaj cych sukcesowi reprodukcyjnemu osobnika, a tym samym przekazaniu wi kszej liczby kopii
tych e genów nast pnemu pokoleniu, rozprzestrzeniaj si w populacji. Powoduje to, e coraz liczniej
pojawiaj si osobniki maj ce te w nie cechy.
• Organizmy „d " do przekazania jak najwi kszej liczby kopii w asnych genów nast pnemu
pokoleniu, to jest zachowuj si w sposób sprzyjaj cy maksymalizacji tego przekazu. To d enie jest
podstawowym mechanizmem wyja niaj cym zachowanie si . Jednocze nie przekaz ten sta-

Rozdzia II. Biologiczne podstawy ycia spo ecznego... 59

nowi miar przystosowania. Najlepiej przystosowane s nie osobniki najsilniejsze i najokazalsze ani
najbardziej d ugowieczne, ale te, które odnosz najwi kszy sukces reprodukcyjny - maj najwi cej
potomstwa, które do ywa wieku reprodukcyjnego i z kolei samo ma wiele potomstwa.
• Nosicielami kopii tych samych genów s osobniki spokrewnione ze sob . Z tego te wzgl du
„op acaj " si nak ady na rzecz krewnych, którzy s nosicielami kopii tych samych genów. Op acalna
wielko tych nak adów zale y od stopnia pokrewie stwa, co daje si wyliczy matematycznie.
Teoria ta pozwala a wyja ni istnienie w ród owadów spo ecznych bezp odnych robotnic
opiekuj cych si siostrami. U owadów tych siostry czy bli sze pokrewie stwo ni to, które czy
matk z dzieckiem. W przypadku owadów bardziej „op acaj " si wi c nak ady na rzecz sióstr ni
asnych dzieci.

Geny ka dego osobnika gatunku rozmna aj cego si p ciowo pochodz w po owie od ojca i w po owie od matki. Samce
owadów spo ecznych l gn si z niezap odnionych jaj, wobec czego maj tylko jeden komplet genów pochodz cy od matki.
Wszystkim córkom przekazuj taki sam. Siostry maj wiec jedn po ow genów identyczn . Z kolei otrzymywany od matki
komplet genów jest losowo wybierany z posiadanych przez ni dwóch kompletów. Prawdopodobie stwo zbie no ci tego
wyboru u rodze stwa wynosi 50 procent, co oznacza, e ma ono dzi ki matce jedn czwart wspólnych genów. W sumie
wszystkie siostry u owadów maj trzy czwarte wspólnych genów, podczas kiedy matka i dziecko mog ich mie tylko jedn
drug .

W odniesieniu do istot ludzkich teoria ta powiada, e bezdzietna siostra, która pomaga wychowywa
dzieci swojemu rodze stwu, mo e sprawi , e w nast pnym pokoleniu b dzie wi cej potomków jej
rodziców, ni by oby, gdyby sama nie zrezygnowa a z posiadania dzieci i pozbawi a rodze stwo
pomocy, sk aniaj c je do ograniczenia liczby potomstwa. Tak wi c w tej grupie krewnych czne szans
sukcesu reprodukcyjnego wzrastaj dzi ki temu, e jeden z jej cz onków zostaje wy czony z procesu
reprodukcji.
Teoria cznej warto ci przystosowawczej - incluswe fitness - umo liwia a wyja nianie wielu
przejawów „altruistycznego" zachowania si zwierz t, pozwalaj c na ich zinterpretowanie jako
egoistycznych w istocie dzia na rzecz w asnych genów. Jednak e nie wszystkie „altruistyczne"
zachowania dawa y si w ten sposób wyja ni . Wyt umaczenia domaga y si czyny „altruistyczne" na
rzecz osobników niespokrewnionych.
Z pomoc przychodzi a teoria „altruizmu odwzajemnionego". Altruizm odwzajemniony polega na tym, e
osobnik dzia a na rzecz innych osobników, spodziewaj c si , e one z kolei post pi podobnie, kiedy
sytuacja ulegnie odwróceniu i on sam znajdzie si w potrzebie. Oczywi cie, pojawia si tu natychmiast
pytanie o mo liwo ci oszustwa i czerpania ko-

60 Cz pierwsza. Prolegomena

rzy ci z czynów altruistycznych innych osobników bez odp acania im tym samym; jednym s owem
powstaje problem „pasa erów na gap ". Dla samego Wilsona nie by o to wielkie zmartwienie. Uwa ,
e na d sz met zachowania oszuka cze nie s mo liwe. Oszu ci zostaj rozpoznani i przestaje si im
wiadczy przys ugi. Zmniejsza to ich szans przetrwania i sukcesu reprodukcyjnego, czego
konsekwencj jest spadek w nast pnych pokoleniach liczby genów odpowiedzialnych za zachowania
oszuka cze, które wobec tego zanikaj . (W tym rozumowaniu wida bardzo wyra nie, w jak niezwykle
uproszczony sposób twórca socjobiologii widzia zale no mi dzy genami a zachowaniem, co sta o si
powodem gwa towanych ataków na socjobiologi .)
Socjobiologia przy wszystkich swoich uproszczeniach i s abo ciach przyczyni a si do
spopularyzowania teorii cznej warto ci przystosowawczej, która - jak si okaza o - pozwala na
wyja nienie wielu zachowa wyst puj cych w wiecie zwierz cym. Jednocze nie zwróci a uwag na
problem reprodukcji, wskazuj c, e w wiecie istot ywych u podstaw wszelkich mi dzyosobniczych
relacji mo emy odnale gr o maksymalizacj sukcesu reprodukcyjnego.
Nale y podkre li , e maksymalizacja sukcesu reprodukcyjnego zale y nie tylko od biologii rozrodu.
Równie od konkurencji w dost pie do p ci przeciwnej, udanego doboru partnera, opieki nad potomstwem.
W proces reprodukcji uwik ane s wi c ró nego rodzaju zachowania spo eczne (Poleszczuk 1992).

2. Podstawowe problemy ycia spo ecznego istot ywych


Przedstawione dyscypliny, ka da z w asnym aparatem poj ciowym i dorobkiem badawczym, ka da
zainteresowana innymi stronami ycia zbiorowego istot ywych, uprzytomniaj istnienie ogólnych
problemów ycia zbiorowego, bez których rozwi zania ycie to nie jest mo liwe. Ten ogólny,
uniwersalny aspekt szczególnie mocno podkre la socjobiologia, czyni c przedmiotem uwagi zachowania
spo eczne wszystkich gatunków cznie i rysuj c ambitny program poszukiwania ich jednolitych podstaw
biologicznych.
Pojawia si tak e ogólne pytanie, które staje przed wszystkimi naukami podejmuj cymi badania
zbiorowo ci zarówno ludzi, jak i innych istot ywych: Czy zbiorowo jest zwyk sum wchodz cych w
jej sk ad osobników? Czy wszystko, co si w niej dzieje, mo na opisa w kategoriach zachowa
jednostek, czy te zbiorowo jest swoist , ponadjednostkow ca ci , która nie daje si zredukowa do
jednostkowych zacho-

Rozdzia II. Biologiczne podstawy ycia spo ecznego... 61

wa , poniewa jest now jako ci , a nie zwyk sum sk adaj cych si na ni cz ci?
Problem redukcjonizmu i holizmu pojawia si , jak wida , nie tylko w socjologii i innych naukach
spo ecznych, ale wsz dzie tam, gdzie obiektem rozwa s zbiorowo ci organizmów.
Prowadzi to do nast pnego pytania. Jak to si dzieje, e z pojedynczych zachowa zmierzaj cych do
zaspokojenia indywidualnych potrzeb i zapewnienia w asnego sukcesu reprodukcyjnego, z przypadkowych
kontaktów i spotka osobników powstaje uporz dkowana zbiorowo , swoista, zorganizowana ca ?
Obserwacje wiata zwierz cego ucz , e dzieje si tak nawet wówczas, kiedy w gr nie wchodz adne
intencje i nie bierze w tym udzia u wiadomo . W wiecie cz owieka w nie ze wzgl du na wiadomo
tworzenie rzeczywisto ci spo ecznej jest procesem znacznie bardziej skomplikowanym. Jednak, jak ucz
dyscypliny biologiczne, wiadomo nie jest warunkiem koniecznym istnienia porz dku spo ecznego.
Konieczne jest natomiast rozwi zanie dwóch podstawowych problemów ycia zbiorowego:
ograniczenia wewn trzgatunkowej agresji i konfliktów oraz zapewnienia wspó dzia ania i wspó pracy.

3. Sposoby rozwi zywania problemów ycia spo ecznego w ród kr gowców


ród mnóstwa najró niejszych gatunków istot ywych istniej cych na ziemi dostrzec mo na wiele
wariantów rozwi za wskazanych ju problemów ycia zbiorowego. Jest rzecz oczywist , e wiat
przyrody w ca ym jego bogactwie nie jest tutaj przedmiotem zainteresowania. Wykraczamy poza
gatunek ludzki jedynie w tym celu, aby zda sobie spraw z ogólno ci pewnych problemów ycia
zbiorowego i pozna sposoby ich rozwi zywania bez udzia u wiadomej dzia alno ci, która wchodzi w
gr w wypadku cz owieka.
Si gaj c po przyk ady rozwi za problemów ycia spo ecznego, ograniczymy si do kr gowców, do
których sami nale ymy, i pominiemy fascynuj ce sk din d ycie zbiorowe owadów spo ecznych, gdy
u nich mechanizmy te maj inne ni u kr gowców uwarunkowania biologiczne.
Zgodnie ze wspó czesnymi pogl dami, w wiecie zwierz cym podstaw relacji mi dzyosobniczych
jest gra o maksymalizacj sukcesu reprodukcyjnego, która jest ci le powi zana z konkurowaniem o
zasoby. W rezultacie mamy do czynienia z nieustannym wspó zawodnictwem, z którym nieuchronnie
wi si zachowania agresywne. Przez zachowania agresywne rozumiemy tu napa fizyczn lub
gro enie napa ci skierowane ku osobnikowi tego samego gatunku biologicznego.

62 Cz pierwsza. Prolegomena
Jednocze nie u wielu gatunków ycie gromadne jest warunkiem przetrwania. Tak wi c ju w ród
zwierz t pojawia si dylemat wspó zawodnictwa i wspó pracy. A je li nie wspó pracy, to przynajmniej
ograniczenia agresji do poziomu, na którym nie grozi aby ona wzajemnym wyniszczeniem. Gatunki, w
których obr bie nie wytworzy y si odpowiednie mechanizmy ograniczaj ce agresj , po prostu wygin y.

Mechanizmy ograniczania agresji


Obserwacje zwierz t wykaza y, e nie tocz one ze sob nieustannych walk o dost p do zasobów czy
samic oraz e nie s to walki na mier i ycie. W ród zwierz t dzia a wiele mechanizmów
ograniczaj cych gwa towno star , przy czym posta i si a dzia ania tych mechanizmów s ró ne w
poszczególnych gatunkach.
Zaobserwowano mi dzy innymi, e toczone o dost p do samicy walki okresu godowego s raczej
walkami rytualnymi i pokazami si y ni krwawymi rozprawami z przeciwnikiem. W ró nych
gatunkach wyst puje te wiele zachowa stopuj cych agresj , które w j zyku opisu wiata cz owieka
nazwaliby my oznakami poddania si . W rezultacie walka toczy si tylko dopóty, dopóki jeden z
przeciwników nie uzna w sposób w ciwy danemu gatunkowi zwyci stwa drugiego.
W wypadku gromadnego wspó ycia zwierz t na jednym obszarze najpowa niejszymi
mechanizmami ograniczaj cymi konflikty s hierarchia i terytorializm, które reguluj
wspó zawodnictwo o zasoby.
Zbiorowo ci zwierz t yj cych gromadnie nie s chaotycznymi zbiorami osobników. S
uporz dkowane we w ciwy dla danego gatunku sposób i ka dy osobnik ma w nich okre lone miejsce,
a co najmniej wyodr bniona jest w nich pozycja przewodnika stada. Ustalenie w stadzie hierarchii,
która zazwyczaj odznacza si pewnym stopniem trwa ci, sprawia, e ka dy osobnik zna swoje
miejsce i ani nie musi, ani nie próbuje wci na nowo o nie walczy . W stadach, w których hierarchie
jasno okre lone, walki s rzadkie.
Pozycja najwy szego w hierarchii dominanta nie zawsze jest osi gana dzi ki sile fizycznej. S
zbiorowo ci, w których jej zdobycie jest rezultatem umiej tno ci przyci gania uwagi. Badacze
wyró niaj spo eczno ci zwierz ce „agonistyczne", w których o tym, kto zostanie dominantem,
decyduje si a, oraz „hedonistyczne", w których decyduj takie cechy jak spryt i przyci ganie uwagi. Z
pozycj dominanta wi si okre lone przywileje. Ma on pierwsze stwo w dost pie do pokarmu i
zazwyczaj wi cej go otrzymuje. Dominant ma te pierwsze stwo w dost pie do samic. Badaj c kury
domowe, stwierdzono, e 74 procent wszystkich kopulacji w stadzie przypada o na dominanta.

Rozdzia II. Biologiczne podstawy ycia spo ecznego... 63

Dominant dzia a onie mielaj co na inne zwierz ta. Trzymaj si one od niego w odleg ci
wi kszej ni od innych cz onków stada. Jednak e trzymanie si z dala od dominanta wyst puje do
momentu pojawienia si niebezpiecze stwa. Wówczas przestraszone zwierz ta skupiaj si wokó niego.
Dominant ma nie tylko przywileje, ale i obowi zki. Przede wszystkim strze e stada. Aby pe ni stra ,
musi przerywa jedzenie i wypoczynek -i z tej perspektywy przywilej pokarmowy ma swoje
uzasadnienie. Innym jego obowi zkiem jest pacyfikacja konfliktów wewn trz stada.
U niektórych gatunków hierarchia przyjmuje posta piramidy, na której dole znajduje si osobnik
pomiatany przez wszystkich i niekiedy nawet izolowany. Jeden z badaczy zauwa , e w ród ryb,
które obserwowa , najni sza rang ryba pe ni a wa ne funkcje spo eczne. Przyjmowa a na siebie ataki
wszystkich innych, tak e pozosta e osobniki wy adowywa y na niej swoj agresj i rzadziej atakowa y
si wzajemnie. W przypadku nieobecno ci tej ryby wzrasta o napi cie w grupie.
Tak jak hierarchia reguluje wspó zawodnictwo o zasoby, ustalaj c kolejno dost pu do nich,
terytorializm czyni to, wyznaj c prawa do nich na okre lonej cz ci u ytkowanej przestrzeni. Zasoby te
to nie tylko po ywienie, ale równie miejsca daj ce schronienie i mo liwo budowy gniazd czy nor,
które zapewniaj dost p do samic.
Terytoria, rozumiane jako broniona przed obcymi cz przestrzeni, na której zwierz prowadzi
swoj aktywno yciow , maj ró posta u ró nych gatunków. Bywaj terytoriami pojedynczych
osobników, bywaj par i stad.
U gatunków, u których istniej terytoria par, zdobycie terytorium przez samca jest warunkiem
zwabienia samicy i udanego rozrodu. Wi ksze szans powodzenia maj osobniki silniejsze i sprytniejsze.
Te, którym nie udaje si zaj terytorium, zostaj wy czone z procesu reprodukcji. Cz sto musz
migrowa , gdy na danym obszarze mie ci si ograniczona liczba terytoriów. Bywa te , e jaki
obszar obok osobników posiadaj cych terytoria i po czonych w pary zamieszkuj równie samotnicy,
wyczekuj cy momentu, by zaw adn terytorium, gdy jego dotychczasowy w ciciel ulegnie jakiemu
wypadkowi, i zapewni sobie mo liwo rozrodu.
Terytoria reguluj dost p do zasobów, a tak e rozmiary populacji i to nie tylko przez ograniczanie
udzia u w procesie reprodukcji, ale równie przez ograniczanie liczby osobników zamieszkuj cych dany
obszar. Jak wykaza y obserwacje, nadmierne zag szczenie samo w sobie wywo uje zgubne skutki.
Nawet w sytuacji obfito ci po ywienia prowadzi do tak wielkiego obci enia psychicznego, e w
organizmach zwierz t zachodz zmiany fizjologiczne, cz sto prowadz ce do ich wymierania.

64 Cz pierwsza. Prolegomena

W przypadku stad, jak zauwa jeden z polskich etologów, „posiadanie przez jak grup spo eczn
zwierz t w asnego terytorium spaja t grup , koordynuje jej dzia ania i sprawia, e ka dy osobnik grupy
znajduje si wobec drugiego w odleg ci umo liwiaj cej ich wzajemne dora ne porozumiewanie si "
oraz przekazywanie sygna ów o gro cym niebezpiecze stwie (Korda 1987: 123).
W wiecie zwierz cym ograniczaj ce agresj mechanizmy hierarchiczno ci i terytorializmu wyst puj
w najró niejszych kombinacjach, nawzajem si uzupe niaj c b zast puj c. Na przyk ad u naczelnych
zauwa ono ujemn korelacj mi dzy terytorializmem a hierarchiczno ci : gatunki terytorialne s w
minimalnym stopniu hierarchiczne, silnie za zhierarchizowane nie s na ogó terytorialne.
Poza funkcj ograniczania agresji oba te mechanizmy maj jeszcze inn cech wspóln . Jeden i drugi
daj wi ksze szans reprodukcji osobnikom przewy szaj cym inne pod wzgl dem cech umo liwiaj cych
zwyci stwo we wspó zawodnictwie o przywództwo czy terytorium. W rezultacie do puli genowej
gatunku przekazywanych jest wi cej kopii genów wygrywaj cych, bardziej uzdolnionych osobników ni
pozosta ych, mniej sprawnych. Z perspektywy ewolucji s to wi c mechanizmy selekcyjne.
Innym, wyst puj cym u niektórych gatunków, ale mniej powszechnym mechanizmem hamuj cym
agresj jest podzia na swoich i obcych. Jest on pochodn wzajemnego rozpoznawania si , która to
umiej tno wcale nie dotyczy wszystkich gatunków kr gowców.
Ma y g bacz, rybka piel gnicowata, potrafi poznawa s siada i toleruje jego obecno , zachowuj c
si agresywnie wobec innych. G si g gawe s zdolne do osobistego rozpoznawania, natomiast szczury
poznaj si jedynie po wspólnym zapachu stada. Od czony od stada i pozbawiony tego zapachu szczur z
chwil kiedy zostaje do niego ponownie do czony, traktowany jest jako obcy.
Jeden z badaczy tak pisze o szczurach: „W dziedzinie zachowania si w stosunku do cz onków w asnej spo eczno ci
prawdziwe wzory wszystkich spo ecznych cnót. Jednak e te same istoty zamieniaj si w prawdziwe bestie, gdy tylko maj do
czynienia z kim przynale nym do obcego im spo ecze stwa [...]. To, co dzieje si w ród szczurów, gdy cz onek obcego rodu
znajdzie si w ich rewirze b gdy zostanie tam umieszczony przez eksperymentatora, jest chyba najbardziej denerwuj ,
przera aj i ohydn spraw , jak w ogóle mo na prze przy obserwowaniu zwierz t" (Lorenz 1963: 212, 217-218). Obcy
zapach podnieca szczury, które gor czkowo zaczynaj poszukiwa intruza. W trakcie tych nerwowych poszukiwa atakuj si
wzajemnie, a zorientowawszy si , e maj do czynienia z pobratymcem, odst puj od ataku. W ko cu odnajduj obcego i
rzucaj si na niego, a biedna ofiara nawet nie próbuje si broni . Cz sto zreszt umiera z przera enia, zanim jeszcze nast pi
atak.

Rozdzia II. Biologiczne podstawy ycia spo ecznego... 65

Oddzielenie terytoriów poszczególnych stad jest jednym ze sposobów ograniczania agresji


wewn trzgatunkowej. Dopóki osobnik nie zapu ci si na terytorium obcego stada, nic mu nie grozi.
Hierarchiczno i terytorializm ograniczaj agresj wewn trzgatunkow , ale jej nie likwiduj . Co
wi cej, s równie za ni do pewnego stopnia odpowiedzialne, gdy prowokuj do walk o pozycj i
terytorium. Jednak e tego rodzaju walki nie tocz si nieustannie, a ustalone w ich wyniku stosunki
odznaczaj si pewn trwa ci .

Wspó praca i wspó dzia anie


Istnienie w ród zwierz t wspó pracy, a nawet zachowa okre lanych mianem altruizmu, nie budzi
tpliwo ci. Badacze zaobserwowali liczne ich przejawy. Zwierz ta nawzajem iskaj si , dziel
po ywieniem, wspólnie walcz i poluj , a tak e wzajemnie si ostrzegaj . Problemem jest wyja nienie,
sk d si tego rodzaju zachowania bior u istot niezdolnych do wiadomych dzia i w jaki sposób
mog y one powsta w procesie ewolucji.
Prób odpowiedzi na to pytanie, poza teoriami indusive fitness i altruizmu odwzajemnionego, s
symulacje komputerowe, których podstaw jest tak zwany dylemat wi nia.

„Dylemat wi nia", b cy podstaw skomplikowanych matematycznych analiz problemów wspó pracy, przedstawia si prosto:
Zosta y aresztowane dwie osoby podejrzane o wspólne dokonanie powa nego przest pstwa. Materia dowodowy nie pozwala
na wytoczenie procesu i skazanie ich. Wi niów zamkni to w areszcie bez mo liwo ci kontaktowania si i porozumiewania.
Prowadz cy ledztwo ka demu z nich przedstawia t sam propozycj : Je li si przyznasz, a twój wspólnik b dzie si wypiera ,
wyjdziesz na wolno , a on zostanie skazany na dziesi lat. Je li ty si wyprzesz, a on si przyzna, to on wyjdzie na wolno , a
ty pójdziesz do wi zienia na dziesi lat. Je li obaj si przyznacie, dostaniecie po pi lat kary wi zienia. Natomiast je li aden z
was si nie przyzna, to wprawdzie nie b dzie was mo na skaza za to przest pstwo, ale co si zawsze znajdzie i obaj
zostaniecie wsadzeni na rok do wi zienia.
Zmieniaj c wysoko kar i nagród, mo na tworzy ró ne warianty tego dylematu. Dzi ki symulacjom komputerowym
mo liwe jest równie powtarzanie rozgrywek.

Symulacje te doprowadzi y do czterech wniosków:


• Osobniki b zawsze oszukiwa , dopóki prawdopodobie stwo powtórnego spotkania tych samych
partnerów nie b dzie dostatecznie wysokie. Je li uczestnicy rozgrywek spotykaj si wielokrotnie,
potrafi si rozpozna i pami taj wynik poprzednich spotka - wspó praca jest bardziej
prawdopodobna.

66 Cz pierwsza. Prolegomena

• Z powy szego wynika, e do spontanicznej wspó pracy dochodzi raczej w ma ych ni w du ych
grupach. Wspó praca obejmuj ca wszystkich cz onków nie mo e przetrwa w grupach, które
przekroczy y pewn wielko krytyczn .
• Wynika tak e, e wspó praca jest o wiele atwiejsza do utrzymania w populacji osiad ej. W
anonimowym t umie zdrajcy bez trudu znajduj ofiary, natomiast w ród s siadów wzajemna pomoc jest
regu .
• Zachowania w populacji mog zmienia si skokowo. Wprawdzie zmiana zachodzi rzadko, ale je li
ju zachodzi, to dokonuje si szybko. Im d ej system ewoluowa , tym wi ksza szansa, e wspó praca
oka e si zachowaniem dominuj cym. Nie mo na jednak wykluczy pojawienia si okresu powszechnej
zdrady.
Uczeni, którzy analizowali ró ne aspekty procesu ewolucji za pomoc modeli matematycznych,
stwierdzili ponadto, e „mimo swojej schematyczno ci nasze modele pokazuj , jak wspó praca powstaje i
rozpowszechnia si w rzeczywistych uk adach biologicznych. Istoty wy sze mog by sk onne do
ywania strategii opartych na wspó pracy dzi ki umiej tno ci rozpoznania kontrpartnera i
zapami tywaniu jego zachowania. Nawet jednak u bardzo prymitywnych organizmów mo na dopatrzy
si wspó pracy, któr umo liwiaj samoorganizuj ce si struktury przestrzenne oparte na oddzia ywaniach
z najbli szymi s siadami. Tak wi c w czasie ewolucji ycia na Ziemi by o wiele okazji do wspó pracy".
Z ca ym przekonaniem twierdz dalej: „z symulacji komputerowych wynika, e to raczej
wspó praca, a nie wyzysk dominuje w darwinowskiej walce o byt" (Nowak, May, Sigmund 1995: 48).

4. ycie spo eczne cz owieka


z perspektywy biologii ewolucyjnej
W rezultacie procesu ewolucji na ziemi pojawi o si wiele gatunków istot ywych, w tym tak e yj cych
spo ecznie. Poprzez mechanizm doboru naturalnego ka dy z nich uzyska charakterystyczne,
odró niaj ce go od innych cechy oraz wytworzy w ciwe sobie strategie wspó zawodnictwa i
wspó pracy, które s rozwi zywaniu podstawowych problemów przetrwania i reprodukcji.
Wspó cze ni biolodzy uwa aj , e niezale nie od zró nicowania strategii gatunkowych, wszystkimi
rz dz te same podstawowe zasady, które wywodz si z ogólnych regu procesu ewolucji i
dziedziczenia genetycznego.
Skoro za tak jest, to czy odnosi si to tak e do cz owieka, który jako gatunek biologiczny jest równie
wytworem procesu ewolucji? Czy jest on gatunkiem takim samym jak wszystkie inne, czy te osobliwym i
szczególnym?

Rozdzia II. Biologiczne podstawy ycia spo ecznego... 67

Prawd jest, e ka dy gatunek biologiczny mo na okre li jako szczególny. Ka dy ma w ciwe sobie,


niepowtarzalne cechy zarówno budowy anatomicznej, jak i zachowania: kot nie tylko wygl da zupe nie
inaczej ni pies, ale te inaczej poluje i chwyta zdobycz. Cz owiek za tak wyra nie ró ni si od
przedstawicieli wszystkich innych gatunków, e nieodparcie sk onni jeste my s dzi , i jego
osobliwo jest innego rodzaju i mi dzy nim a pozosta ymi istotami ywymi istnieje g boka, nieprze-
kraczalna przepa . Bardzo trudno jest nam przysta , e na równi z innymi gatunkami mo emy
podlega tym samym co i one prawom natury, które rz dz nie tylko procesami fizjologicznymi, ale
równie zachowaniem.
Czy jest jednak co , co usprawiedliwia poczucie wyj tkowo ci cz owieka? Odpowied brzmi
twierdz co. Cech jaskrawo odró niaj cz owieka od innych istot ywych jest jego du y mózg i
rozwini ta w niespotykanym u innych gatunków stopniu kora mózgowa. I chocia mo na wymieni
wiele innych charakterystycznie ludzkich cech, takich jak pionowa postawa, chwytna d czy aparat
osowy pozwalaj cy na wydawanie bogato zró nicowanych d wi ków, podstawow osobliwo ci
cz owieka jest jego kora mózgowa.

Dzi ki niej cz owiek mo e przetwarza informacje, pami ta , co by o wczoraj, oraz przewidywa , co


dzie jutro i pojutrze. Mo e my le abstrakcyjnie, pos ugiwa si symbolami, a tak e formu owa
normy i zasady okre laj ce wzory jego zachowania i reguluj ce stosunki mi dzy osobnikami. Mo e w
postaci j zyków tworzy sposoby porozumiewania si umo liwiaj ce uczenie si nie tylko przez
na ladownictwo. Dzi ki j zykom mo e te przekazywa z one informacje dotycz ce nie tylko
otaczaj cego wiata i w asnych stanów emocjonalnych (potrafi to i zwierz ta), ale równie w asnych
przemy le , zamiarów i ocen. Innymi s owy, cz owiek wyposa ony w tak skonstruowany mózg mo e
tworzy w asn rzeczywisto , to jest kultur , i w wiecie, który jest jego w asnym tworem.
Mo e tak e wiadomie podejmowa dzia ania, maj ce na celu jego kszta towanie i zmienianie, i to w
ogromnym tempie. Porównanie tempa zmian ewolucyjnych z tempem zmian historycznych
przedstawia si nader efektownie. Gdyby bowiem w ci gu dwóch godzin wy wietlono przyspieszony
film o ewolucji kr gowców, cz owiek sporz dzaj cy narz dzia pojawi by si na nim dopiero na dziesi
sekund przed ko cem. Gdyby z kolei powsta film po wi cony dziejom cz owieka u ywaj cego
narz dzi, uprawa ro lin i udomowienie zwierz t zaj yby ostatnie dwie minuty, a okres mi dzy
wynalezieniem maszyny parowej a odkryciem energii j drowej trwa by tylko trzy sekundy.
Czy jednak zakres ludzkich mo liwo ci wiadomego kszta towania form w asnego bytu nie jest niczym
ograniczony? Czy oznacza, e cz owiek jest wszechmocny? Czy dzi ki swojej inteligencji ca kowicie
wyzwo-

68 Cz pierwsza. Prolegomena

li si spod panowania praw przyrody i pozby dziedzictwa ewolucyjnego?


Twierdz ce odpowiedzi na te pytania przez d ugi czas uchodzi y za oczywiste. Bywa, e za takie
uchodz jeszcze dzisiaj, chocia od drugiej po owy lat sze dziesi tych XX wieku zacz y by powa nie
kwestionowane.
W ostatnich dziesi cioleciach dzi ki obserwacjom yj cych na wolno ci zwierz t uzyskano wiele
informacji o ich zachowaniach. Nast pi tak e znaczny rozwój biologii ewolucyjnej, na której gruncie
sformu owano nowe teorie dotycz ce mechanizmów ewolucji, w tym teorie wyja niaj ce altruistyczne
zachowania zwierz t. Wiele wi cej wiemy tak e o genetycznym dziedziczeniu oraz o funkcjonowaniu
mózgu. Ca a ta nowa wiedza kaza a w nowy sposób spojrze na relacje mi dzy natur a kultur , mi dzy
tym, co w cz owieku wrodzone, a tym, co nabyte. Obecnie coraz cz ciej cz owiek jest postrzegany nie
jako gatunek kulturowy, ale biokulturowy (Wierci ski 1990). Coraz cz ciej te wyra ane jest przeko-
nanie, e „zadaniem biologii, a tak e nauk humanistycznych jest okre lanie ogranicze
powodowanych przez nasze biologiczne dziedzictwo oraz badanie, jak dalece i w jaki sposób
ograniczenia te mog by modyfikowane" (Kunicki-Goldfinger 1993: 86).
Towarzyszy temu pojawienie si orientacji biologicznej w naukach spo ecznych. Orientacja ta nie
ma jednolitej postaci i z ró wyrazisto ci zaznacza swoj obecno w poszczególnych naukach
spo ecznych. Wyst puje te pod ró nymi szyldami. Jednak e wszystkie jej postacie czy jedno, to jest
odwo ywanie si do biologii ewolucyjnej przy wyja nianiu zjawisk ycia spo ecznego cz owieka.
Najogólniejsz charakterystyk orientacji, która rozpatruje ycie spo eczne cz owieka z perspektywy
biologii ewolucyjnej, mo na przedstawi w kilku punktach:
• Podstawowym za eniem jest, e wzory zachowania cz owieka, podobnie jak cechy jego
budowy anatomicznej, s wytworem procesu ewolucji i s zakodowane w jego materiale
genetycznym.
Tego rodzaju teza w wersji wspó czesnej nie oznacza determinizmu biologicznego. Postrzeganie tego,
co wrodzone, i tego, co wyuczone, tego, co wynika z genów, i tego, co wynika z wychowania - jako
alternatywy, nale y do przesz ci. Obecnie uwa a si , e dziedzictwo genetyczne okre la jedynie
zakres mo liwo ci, których stopie i forma realizacji zale y od wp ywu rodowiska. W przypadku
cz owieka - równie od wp ywu rodowiska spo ecznego. Odwo ajmy si do prostego przyk adu. Ostatnio
uczeni odkryli gen oty ci, co oznacza, e nadmierna tusza jest uwarunkowana genetycznie. Czy jednak
oznacza to, e ka dy posiadacz tego genu musi by oty y? Oczywi cie nie. Oznacza jedynie, e osobnik
cy nosicielem takiego genu, je li nie chce sta si grubasem, musi kontro-

Rozdzia II. Biologiczne podstawy ycia spo ecznego... 69

lowa swoj diet i nie mo e oddawa si rozkoszom sto u w takim stopniu, w jakim to czyni osobnik
pozbawiony tego genu. Oznacza tak e, e to, czy tak kontrol podejmie, zale y od istniej cych w
danym spo ecze stwie wzorów zdrowia i urody.
W odniesieniu do ycia spo ecznego cz owieka elementarn prawd jest, e cz owiek wyewoluowa
jako gatunek zdolny zarówno do wspó pracy, jak i wspó zawodnictwa. Jednak e to jego dziedzictwo
genetyczne w adnej mierze nie decyduje o stopniu i sposobie wykorzystywania tych zdolno ci. Ró ne
zbiorowo ci tworz rozmaite normy opatrzone sankcjami w postaci kar i nagród, które wzmacniaj
sk onno do wspó pracy i altruizmu b przeciwnie, os abiaj j i promuj wspó zawodnictwo. W
rezultacie w obr bie gatunku ludzkiego obserwowa mo emy najrozmaitsze sposoby rozwi zywania
dylematów wspó pracy i wspó zawodnictwa zbudowane na tym samym pod u dziedzictwa
gatunkowego cz owieka.
• Orientacja biologiczna nie kwestionuje wzgl dnej autonomii stwarzanego przez cz owieka wiata, to
jest kultury. Wskazuje natomiast na jej biologiczne ród a. Zdolno cz owieka do tworzenia kultury
powsta a w wyniku doboru naturalnego i w tym sensie wywodzi si z jego biologii.
Przedstawiciele tej orientacji, analizuj c kultur i jej rozmaite przejawy, zak adaj , e w ostatecznym
rezultacie sprzyjaj one maksymalizacji warto ci przystosowawczej (fitness). dz , e je li nawet
powsta o wiele cech kulturowych, które tej warto ci nie maksymalizuj , to takie maksymalizuj ce
znaczenie ma system przekazu kulturowego jako taki.
Towarzyszy temu g bokie przekonanie, e z punktu widzenia biologii ewolucyjnej zwi zki mi dzy
genami a kultur s najbardziej interesuj cym problemem naukowym, jaki wi e si z ewolucj
cz owieka. Równie z tego wzgl du, e w zgodzie z tez o biologicznym pochodzeniu kultury i o jej
dzia aniu na rzecz maksymalizacji warto ci przystosowawczej mo na sformu owa wiele ró nych hipotez
dotycz cych genezy kultury i wzajemnych zwi zków genów i kultury oraz stopnia jej autonomii.
• Zjawiska ycia spo ecznego cz owieka mog by wyja niane na wielu poziomach. Mo na
ogranicza si do poziomu spo eczno-kulturowego i wskazywa jedynie na ich bezpo rednie,
spo eczno-kulturowe uwarunkowania i przyczyny. Mo na te szuka ich przyczyn g bszych,
ostatecznych. Orientacja biologiczna jest zainteresowana poszukiwaniem takich w nie przyczyn w
odniesieniu do ycia spo ecznego cz owieka.
Z perspektywy orientacji biologicznej przejawy ycia spo ecznego zwierz t s interesuj ce nie ze wzgl du na
ich zewn trzne podobie stwa do

70 Cz pierwsza. Prolegomena

przejawów ycia spo ecznego ludzi. Zwa ywszy wielo gatunków zwierz cych z jednej strony, a z
drugiej ogrom zró nicowania form ycia spo ecznego cz owieka, nietrudno o znalezienie podobie stw
potwierdzaj cych dowolne hipotezy. Nie o podobie stwa wi c chodzi, ale o to, e wzgl dna prostota
przypadków zwierz cych u atwia odkrywanie ogólnych zasad rz dz cych zachowaniem spo ecznym i
yciem gromadnym. Tak odkryte zasady mog by przydatne do wyja niania zjawisk ycia spo ecznego
cz owieka (Hinde 1990).
• W orientacji biologicznej, zainteresowanej poszukiwaniem ostatecznych przyczyn zjawisk ycia
spo ecznego i zachowa spo ecznych cz owieka, wyró ni mo na dwa kierunki. Ró ni si one
wyborem dróg, jakimi zmierzaj do tego celu.
Jeden z nich odwo uje si do zmatematyzowanych modeli ewolucji opartych na zasadzie „koszt-
zysk" i szeroko wykorzystuje teori gier.
Drugi zwraca si w stron psychologii poznawczej oraz neurologii i odwo uje do wiedzy o
funkcjonowaniu mózgu.
Orientacja biologiczna najbardziej dostrzegalna jest w antropologii i naukach politycznych.
W antropologii b cej dyscyplin , której podstawowym przedmiotem zainteresowania s
spo ecze stwa rozpatrywane w szerokiej perspektywie porównawczej, w sposób naturalny pojawia si
pytanie, czy mimo ich ró norodno ci istnieje co , co jest im wszystkim wspólne. Jest to pytanie o
powszechniki kulturowe, którymi zainteresowanie sprzyja rozwojowi orientacji biologicznej. Inn
okoliczno ci sprzyjaj s zwi zki zarówno tradycyjne, jak i postulowane antropologii spo ecznej z
antropologi fizyczn .
W naukach politycznych natomiast orientacja biologiczna wyst puje w sferze filozofii politycznej.
Klasycznym przedmiotem zainteresowa filozofii politycznej jest prawo naturalne i jego normy, a tak e
ogólne zasady regulacji porz dku spo ecznego. Tradycyjnie klucza do nich poszukiwano w naturze
ludzkiej. Sprzyja to otwarciu na orientacj biologiczn , która - proponuj c perspektyw biologii
ewolucyjnej - wprowadza do tej tradycji nowy element.
W socjologii orientacja biologiczna jest nieobecna. Nie sprzyja jej to, e g ównym przedmiotem uwagi
socjologii jest jeden typ spo ecze stwa: nowoczesne spo ecze stwo przemys owe. Wyst puj ce w nim
zjawiska i procesy socjolodzy analizuj w krótkim horyzoncie czasowym. W tego rodzaju analizach
uzasadnione jest ograniczanie si do przyczyn bliskich. Zbyteczne jest si ganie do przyczyn
ostatecznych, które znajduj si w centrum zainteresowa orientacji biologicznej.
Jednak dla perspektywy socjologicznej tak e przydatna mo e by wiadomo , e - jak to formu uje
Kunicki-Goldfinger - „pewne normy

Rozdzia II. Biologiczne podstawy ycia spo ecznego... 71

ludzkiego post powania, uwa ane za arbitralne moralne nakazy, pochodz bezpo rednio od
instynktownych reakcji zwierz cych. Opieka nad m odymi i obrona stada jest tyle instynktem, co i
wiadomionym sobie nakazem moralnym. Wzajemna pomoc w ród cz onków stada wydaje si
zdobycz ewolucyjnie star , warunkuj powstanie zacz tków spo ecze stwa i poprzedzaj wszelkie
wiadome na ten temat sformu owania" (Kunicki-Goldfinger 1974: 440).

ROZDZIA III

Kultura
1. Kultura jako wyró nik cz owieka 75
2. Wielo kultur i relatywizm kulturowy 81
3. Dziedziny kultury i kultura symboliczna 86
4. Kultura jako przedmiot zainteresowania socjologii 89

l. Kultura jako wyró nik cz owieka

Poszukiwaniem wyró nika cz owieka, to jest takiej jego cechy, która by aby w ciwa tylko jemu,
zajmowa o si i zajmuje wielu filozofów. Wszystkich ich czy przekonanie o zasadniczej odr bno ci
cz owieka od pozosta ych istot ywych, ale ró ni si pogl dami na istot owej odr bno ci. Jedni za
gatunkowy wyró nik cz owieka uwa aj to, e jest on zwierz ciem spo ecznym, inni - e potrafi
ywa narz dzi, jeszcze inni za - e jest istot pos uguj si symbolami.
Ka de z tych okre le istoty cz owieka wskazuje na inn jego cech , ale tylko na jedn . Tote nie
wykluczaj si wzajemnie, wszystkie bowiem aspekty specyfiki gatunkowej cz owieka mo na „zespoli
i uogólni w stwierdzeniu, e cz owiek jest twórc i uczestnikiem kultury" (K oskowska 1991a: 17).
Kultura, której tworzenie umo liwia cz owiekowi jego rozwini ty mózg, odró nia go od reszty wiata
zwierz cego.
To, e kultura jest specyficznie ludzkim tworem, nie budzi niczyich w tpliwo ci. Rozumiana jako
wyró nik cz owieka ma bardzo szeroki zakres. Oznacza wszystko, co jest stworzone przez
cz owieka, co jest przez niego nabywane przez uczenie si i przekazywane innym ludziom, a
tak e nast pnym pokoleniom w drodze informacji pozagenetycznej.
Wszystko, co wchodzi w sk ad tak rozumianej kultury, spotka mo emy tak e w wiecie
zwierz cym, ale jedynie w formie zal kowej. Dlatego te to, co w wiecie zwierz cym jest, podobnie
jak ludzka kultura, rezultatem uczenia si oraz pozagenetycznego przekazu informacji, okre lane jest
mianem protokultury.
Pisze polski biolog: „Kultura jest narz dziem poznania i opanowywania wiata przez cz owieka [...].
U cz owieka [...] pozageneryczny szlak przekazywania cech, b cy w istocie przekroczeniem ewolucji
biologicznej, ma znaczenie decyduj ce" (Kunicki-Goldfinger 1993: 231).
Jego rola jest tak ogromna, e daje z udzenie tworzenia przez cz owieka wiata ca kowicie
wyzwolonego spod panowania praw przyrody.

l 76 Cz pierwsza. Prolegomena
Charakterystyka kultury jako atrybutu cz owieka
Najogólniejsz charakterystyk kultury rozumianej jako atrybut cz owieka mo na przedstawi w czterech
punktach:
• Kultura obejmuje ca ycia cz owieka. Nie ma takich czynno ci i zachowa ludzkich, których nie
regulowa aby kultura. Dotyczy to nawet zaspokajania podstawowych potrzeb organizmu. We my przyk ad
jedzenia.
Aby , cz owiek musi je . O tym, co mo e je , decyduj zasoby naturalnego rodowiska, w którym
yje. Ludzie yj cy na brzegach mórz i oceanów mog je ryby, skorupiaki i ro liny morskie, natomiast
ludzie yj cy w ród lasów mog ywi si rosn cymi w nich ro linami, grzybami oraz spotykanymi tam
zwierz tami. Ale czy rzeczywi cie jedz wszystko to, co nadaje si do spo ycia? Odpowied brzmi: nie.
Ró ne ludy maj najrozmaitsze pogl dy na to, co z rzeczy przyswajalnych przez system trawienny
cz owieka jest jadalne. Chi czyk uwa a za jadalne mi so psa. Europejczyk wzdraga si przed jego spo yciem.
Francuz uwa a za przysmak abie udka. W Polaku takie danie budzi obrzydzenie. Istniej te ró ne tabu
ywieniowe i to przeciwstawnie uzasadniane. yd nie je wieprzowiny, poniewa winia jest stworzeniem
nieczystym, Hindus za nie je wo owiny, poniewa krowa jest stworzeniem wi tym.
Wp yw kultury na to, jak si je, jest jeszcze wyra niejszy ni na to, co si je. Istniej najrozmaitsze
sposoby przyrz dzania potraw i ich przyprawiania. Ró nie te si je podaje i ró technik spo ywa.
Europejczyk pos uguje si , no em i widelcem (tym ostatnim stosunkowo od niedawna). Ludy
Dalekiego Wschodu u ywaj pa eczek. W etiopskiej restauracji podawane s p aty ciasta przypominaj ce
ogromne nale niki. W odrywane palcami kawa ki owija si k sy potrawy i wk ada do ust.
Spo ywaniu posi ków towarzyszy te wiele przepisów dotycz cych sposobu usadowienia biesiadników
czy kolejno ci podawania potraw, z których wiele ma znaczenie symboliczne. Takie znaczenie nadawane
jest tak e pewnym potrawom i produktom spo ywczym. Znamy w naszym kraju zwyczaj witania chlebem i
sol czy to nowo ców, czy dostojnych go ci. W dawnej Polsce m ody cz owiek ubiegaj cy si o r
panny, z chwil kiedy w czasie obiadu zosta pocz stowany czarn polewk , wiedzia , e nie ma ju o co si
ubiega .
• Poj cie tak rozumianej kultury nie ma charakteru warto ciuj cego. Kultur jest nie tylko to, co
dobre, szlachetne i pi kne, ale wszystko, co jest dzie em cz owieka. Pewne praktyki mog budzi nasz
sprzeciw czy oburzenie moralne, ale nie znaczy to, e nie s elementami kultury. W rezultacie o adnym
cz owieku nie mo na powiedzie , e jest bez kul-

Rozdzia III. Kultura 77

tury, a co najwy ej, e jego kultura nam si nie podoba. Nie jest bez kultury kanibal, chocia
pot piamy jego kanibalizm, który przejmuje nas groz .
Dla uwydatnienia niewarto ciuj cego charakteru poj cia kultury w antropologicznych opisach
kultur u ywa si raczej przymiotnika kulturowy ni kulturalny. Ten ostatni ma bowiem w
potocznym odczuciu ton dodatniego warto ciowania.
• Kultura jest tworem zbiorowym, nie indywidualnym. Kultura powstaje i rozwija si w
wyniku kontaktów mi dzy osobnikami przekazuj cymi sobie ró ne informacje i ucz cymi si od
siebie nawzajem, jak reagowa i zachowywa si w rozmaitych okoliczno ciach. Pojedynczy
cz owiek mo e wnie znaczny wk ad w tworzenie kultury, ale to, co sam wymy li, stanie si cz ci
kultury dopiero wtedy, kiedy zostanie przej te przez innych i wprowadzone w obieg spo eczny. Nie
jest cz ci kultury sposób zachowania, który w ciwy jest tylko jednemu cz owiekowi i odbiega od
zachowa innych ludzi. Jest jego osobistym dziwactwem. Nie jest cz ci kultury schowany w
szufladzie, a nast pnie zniszczony r kopis, którego nikt nigdy nie przeczyta .
Kultur jako zbiorowym tworem spo ecznym mo na interesowa si dwojako.
Po pierwsze, jako zobiektywizowanym systemem; jako czym zewn trznym w stosunku do
ludzi, którzy j stworzyli. Uwaga jest wówczas skierowana na powi zania ró nych elementów tego
systemu oraz jego wewn trzne regularno ci.
Po drugie, jako procesem tworzenia kultury. W takim przypadku uwaga kieruje si na to, jak
ludzie „w toku swego istnienia wynajduj nowe sposoby my lenia i dzia ania zarówno w
stosunkach wzajemnych, jak i w stosunku do przyrody, która ich otacza [i] tym sposobem pro-
dukuj kultur " (Carrithers 1992: 51).
• Kultura narasta i przekszta ca si w czasie. Jest skumulowanym do wiadczeniem
przekazywanym z pokolenia na pokolenie w drodze pozagenetycznego dziedziczenia. Dlatego te jest
nieod cznie zwi zana ze wiadomo ci czasu i istnienia w czasie, a tak e z ró nymi formami pa-
mi ci przesz ci i sposobami jej utrwalania.
Tre kultury
Rozumienie kultury jako mi dzyosobniczego przekazu informacji i rezultatu uczenia si oznacza
zakwestionowanie przynale no ci do niej przedmiotów materialnych. Nie uczymy si bowiem butów
ani krzese . Uczymy si , jak je wytwarza oraz jak si nimi pos ugiwa . Uczymy si , e w kapciach
„nie wypada" i do lubu i e w meczecie nale y zdj obu-
78 Cz pierwsza. Prolegomena

wie. Uczymy si , jak siedzie na krze le w sposób „przyzwoity" i kiedy oraz komu nale y poda krzes o
i poprosi , aby „spocz ". Nie przeszkadza to, e dla badaczy kultury przedmioty mog by i bywaj
cennym ród em informacji o kulturze.
Co wi c jest tre ci kultury pojmowanej jako mi dzyosobniczy przekaz pozagenetyczny?
Stanis aw Ossowski uwa a, e na dziedzictwo kulturowe sk adaj si „wzory reakcji mi niowych,
uczuciowych i umys owych", natomiast przedmioty s „korelatami dziedzictwa kulturowego" (Ossowski
1966: 64-66).
Na pocz tku lat pi dziesi tych dwaj znani ameryka scy antropolodzy, Alfred Louis Kroeber i Clyde
May Kluckhohn, zebrali i poddali analizie ponad sto pi dziesi t definicji kultury, a nast pnie postarali si
wydoby z nich wspóln tre . W rezultacie takiej procedury stwierdzili, e „na kultur sk adaj si
wzory sposobów my lenia, odczuwania i reagowania" oraz e „zasadniczy trzon kultury stanowi [...]
idee, a szczególnie zwi zane z nimi warto ci" (Kroeber, Kluckhohn 1950, za: Kluckhohn 1975: 32).
Tak wi c za tre kultury rozumianej w podany tu sposób nale y uzna wzory sposobów
odczuwania, reagowania i my lenia, warto ci i wyrastaj ce z tych warto ci normy, a tak e
sankcje sk aniaj ce do ich przestrzegania.

Wzory sposobów my lenia, reagowania i odczuwania. Wzory mog by zarówno idealne, jak i
realne.
Wzór idealny post powania czy odczuwania to wzór, który mówi, jak post powa lub co odczuwa ,
a przynajmniej jakim odczuciom dawa wyraz w okre lonych okoliczno ciach. W takim rozumieniu
wzorem odczuwania jest uczucie smutku na pogrzebie, a rado ci na weselu. Wzory idealne pe ni
podobn rol w stosunku do naszych zachowa jak przechowywany w podparyskim Sevres wzorzec
metra w stosunku do narz dzi mierniczych. Wzory te niektórzy badacze nazywaj modelami.
Wzór realny post powania czy odczuwania to widoczne regularno ci zachowa cz onków pewnej
zbiorowo ci. Wzory realne nie okre laj , jak si nale y zachowywa , ale ujawniaj , jak si ludzie
zachowuj . Takim zauwa alnym wzorem zachowania jest na przyk ad pó ne ko czenie dnia w
Madrycie, na którego ulicach d ugo w noc toczy si bujne ycie, w przeciwie stwie do Wiednia, który
pustoszeje i zasypia przed godzin jedenast . Oczywi cie, nikogo w Madrycie nie obowi zuje pó ne
adzenie si spa , podobnie jak nic nie przeszkadza, by ka dy, kto tylko zechce, spacerowa po ulicach
Wiednia nawet do witu.
Wzory realne mog by jawne b ukryte.

Rozdzia III. Kultura 79

Wzór jawny to taki, z którego istnienia cz onkowie danej zbiorowo ci zdaj sobie spraw i potrafi go
opisa badaczowi. Nikt w Polsce nie ma w tpliwo ci, e na Bo e Narodzenie ubieramy choink , a na
kolacj wigilijn sma ymy karpia. S to jawne wzory naszej kultury.
Wzór ukryty to taki, który realizujemy, nie maj c poj cia, e zachowujemy si zgodnie z nimi Jest to
wzór, z którego istnienia nie zdaj sobie sprawy uczestnicy danej kultury, natomiast dostrzega go badacz.
Znane s przypadki, kiedy antropolodzy stwierdzali, e rzeczywiste zachowania ludzi przebiegaj wedle
zupe nie innych wzorów ni te, o których dowiadywali si z rozmów z lud mi. Tego rodzaju odkrycia
zawsze bardzo ciesz antropologów.
Mo e te tak si zdarzy , e wzór idealny jest wzorem jawnym jakiego zachowania, natomiast wzór
ukryty jest wzorem realnym, zgodnie z którym ludzie rzeczywi cie si zachowuj .
Przyswojenie wzorów zachowania mo e by mniej lub bardziej dog bne. W jednym przypadku
cz owiek mo e zachowywa si zgodnie z nimi, ale odczuwa je jako co narzuconego z zewn trz i
kr puj cego, a nawet uci liwego. W innym natomiast mo e je przyswoi tak g boko, e stan si jego
„druga natur ", a ich realizowanie jest odczuwane jako zaspokajanie wewn trznej potrzeby. W tym
drugim przypadku mówimy, e wzory kulturowe zosta y zinternalizowane.

Warto ci. Wedle najprostszego okre lenia warto to dowolny przedmiot materialny lub idealny,
„w stosunku do którego jednostki lub zbiorowo ci przyjmuj postaw szacunku, przypisuj mu wa
rol w swoim yciu i d enie do jego osi gni cia odczuwaj jako przymus" (Jan Szczepa ski 1972: 97).
Do tak szeroko rozumianej kategorii warto ci mo e nale zarówno mieszkanie, jak i zdrowie.
Zarówno samochód, jak wolno i mi . Zarówno dochód, jak szacunek otoczenia. Zarówno ojczyzna,
jak zgrabna figura i adna cera.
Te przyk adowo wymienione warto ci uprzytomniaj ich ogromne zró nicowanie pod wzgl dem
stopnia wa no ci. Waga warto ci ojczyzny i adnej cery ró ni si tak bardzo, e nawet samo ich
zestawienie mo e by uznane za szokuj ekstrawagancj , a nawet za wi tokradztwo. Dlatego te
mówimy, e warto ci tworz hierarchi .
W ró nych zbiorowo ciach mo e obowi zywa d enie do realizacji ró nych warto ci. Mówimy
wówczas, e zbiorowo ci te maj „ró ne systemy warto ci". Systemy owe mog si ró ni nie tylko pod
wzgl dem zespo u tworz cych je warto ci, ale równie (b tylko) sposobu ich zhierarchizowania.
Systemy i hierarchie warto ci ró nych zbiorowo ci ludzkich s jednym z przedmiotów zainteresowania
oraz badania zarówno antropologów, jak i socjologów.

80 Cz pierwsza. Prolegomena

Niezale nie od wagi warto ci mo na w ród nich wyró ni warto ci uznawane, odczuwane oraz
realizowane (Ossowski 1967d). Warto ci uznawane to takie, o których cz owiek wie, e powinny by dla
niego atrakcyjne i e powinien je ceni . W przypadku warto ci uznawanych cz owiek, akceptuj c je i
c do ich realizacji, mo e odczuwa pewien przymus zewn trzny.
Warto ci odczuwane to takie, które zosta y g boko wch oni te i sta y si cz ci wewn trznego
wiata cz owieka, a d enie do ich osi gni cia odczuwane jest przez niego jako w asna, nagl ca
potrzeba. S to warto ci zinternalizowane.
Ten sam przedmiot mo e by dla jednego cz owieka warto ci uznawan , dla drugiego za
odczuwan . Pozbawiony s uchu cz owiek mo e uznawa warto muzyki i, ywi c przekonanie, e
nale y bywa na koncertach, wykupuje karnet i systematycznie ucz szcza do filharmonii, chocia nudzi
si tam miertelnie. Dla cz owieka muzykalnego, który lubi muzyk klasyczn , koncert jest warto ci
odczuwan i dlatego staje si bywalcem filharmonii.
Warto ciami realizowanymi mog by zarówno warto ci odczuwane, jak i uznawane. Jednak e nie
wszystkie warto ci, których odczuwanie i uznawanie ludzie deklaruj , s przez nich realizowane w
praktyce ycia codziennego. Niejedno przewidywanie zachowa ludzi oparte na zadeklarowanych
przez nich podczas bada warto ciach zawiod o ca kowicie.
Realizacja warto ci odczuwanych przychodzi nam atwiej, natomiast cz ciej realizujemy
uznawane. Cz ciej robimy co ze wzgl du na to, e tak wypada, czy te ze wzgl du na to, e uwa amy
to za nasz obowi zek, ni dlatego, e mamy tak ochot . Niekiedy zreszt robimy co nawet wbrew
ochocie. Oznacza to, e zrezygnowali my z realizacji warto ci odczuwanej na rzecz realizacji warto ci
uznawanej.
Konieczno takich wyborów pojawia si nader cz sto. Mówimy wówczas, e mamy do czynienia z
konfliktem warto ci.
Rozstrzygni cie takiego konfliktu przychodzi na ogó bez trudu. Kiedy konflikt wyst puje mi dzy
warto ciami o niejednakowej wadze, wybór przedstawia si nam jako tak oczywisty, e nawet mo emy
nie zauwa konfliktu. Je li na przyk ad, w momencie kiedy wychodzimy do kina, matka, z któr
sami mieszkamy, dostaje ataku serca, bez chwili zastanowienia zostajemy w domu i zajmujemy si
zapewnieniem jej pomocy lekarskiej, zapominaj c o filmie, który chcieli my obejrze .
Kiedy indziej jednak konflikty warto ci s znacznie powa niejsze, a niekiedy wr cz dramatyczne.
Powa decyzj jest na przyk ad wybór mi dzy po wi ceniem czasu yciu zawodowemu a
rodzinnemu. Cz sto staj przed nim pracuj ce zawodowo kobiety. Dramatycznych wyborów musi
niekiedy dokonywa lekarz, kiedy na przyk ad, odbieraj c poród, staje w obliczu tego rodzaju
komplikacji, e mo na uratowa ycie matki kosz-

Rozdzia III. Kultura 81

tem ycia dziecka albo ycie dziecka kosztem ycia matki. W dodatku wyboru nale y dokona
natychmiast, gdy inaczej umr oboje. W odniesieniu do tego przypadku mo na - parafrazuj c s owa
poety - powiedzie , e od takich wyborów bieleje w os.

Normy. „Norma to w potocznym mniemaniu jaka regu a, jaki przepis" (Ossowska 1947:104).
Normy s to prawid a i regu y, wedle których grupa yje. Normy wyrastaj z warto ci. Wi si z
poczuciem powinno ci. Wiele norm przyswajaj sobie ludzie spontanicznie w procesie wzajemnego
obcowania. Normy okre laj moralno , obyczaje, zwyczaje.
Tre ciowo mog si do pewnego stopnia pokrywa z jawnymi wzorami kultury. Ró ni si jednak e
od nich wyra niejszym zwi zkiem z poczuciem powinno ci, a tak e tym, e s wyra niej s ownie
artyku owane. W ciwa danej kulturze konfiguracja norm i warto ci bywa okre lana jako jej ad
aksjonormatywny.

Sankcje. Sankcje to zarówno kary, jak i nagrody. Ka da zbiorowo ma w asny system kar i nagród,
za pomoc których zach ca do pewnych zachowa uwa anych za po dane i zniech ca do innych,
niepo danych. Kary i nagrody mog mie charakter formalny i nieformalny. Sankcje formalne to takie,
które s okre lane przez przepisy oraz kodeksy karne i których stosowaniem zajmuje si
wyspecjalizowany aparat administracyjny. To kara wi zienia i nadawany za zas ugi order. Sankcje
nieformalne to w przypadku kary wy mianie czy ostracyzm towarzyski, w przypadku za nagrody -
pochwa a b oznaki szacunku. W spo ecze stwach pierwotnych, a tak e w ma ych grupach
rozwini tych spo ecze stw wspó czesnych przewa aj sankcje o charakterze nieformalnym, które w
przypadku kar mog by niejednokrotnie odczuwane jako bardziej dotkliwe ni srogie nawet kary
formalne.

2. Wielo kultur i relatywizm kulturowy Wielo kultur i kryteria ich wyodr bniania
Zdolno tworzenia kultury, która jest podstawowym wyró nikiem cz owieka w wiecie istot ywych,
realizowana jest w rozmaitych rodowiskach geograficznych o zró nicowanych zasobach. Poszczególne
zbiorowo ci ludzkie yj na odmiennie ukszta towanych terenach, na ziemiach o rozmaitej glebie i w
rozmaitych warunkach klimatycznych. Ka da z tych zbiorowo ci zmuszona jest stara si o przetrwanie i
rozwi zywa podstawowe problemy bytu cz owieka, w tym jego bytu spo ecznego, w sposób
dostosowany do warunków, w jakich przysz o jej . Co wi cej, na-

82 Cz pierwsza. Prolegomena

wet w tych samych warunkach problemy te mog by i bywaj rozwi zywane na ró ne sposoby. W
dodatku ka da zbiorowo ma inne koleje losu. Inne s jej dzieje, z innymi przeciwno ciami
przychodzi o jej si boryka , inne kl ski na ni spada y. Rozporz dza wi c swoistym, sobie tylko
ciwym zbiorem do wiadcze . Wszystko to powoduje ogromne zró nicowanie kultur w obr bie
gatunku ludzkiego.
Poniewa kultura jest tworem zbiorowo ci, podzia na ró ne kultury jest pochodn podzia ów na
odr bne zbiorowo ci ludzkie; takie, z których ka da wytwarza w ciw sobie kultur i yje zgodnie z
asnymi systemami warto ci oraz realizuje sobie w ciwe wzory zachowa . W rezultacie kryteria
wykre lania granic poszczególnych kultur s tak ró ne, jak ró ne s kryteria, na których podstawie
wyró niane s zbiorowo ci ludzkie. Kryteria te maj ró ny stopie ogólno ci, a nadto cz sto si ze
sob krzy uj . Mamy wi c, po pierwsze, kultury zbiorowo ci terytorialnych. Takimi s , a raczej by y
izolowane plemiona, które zamieszkiwa y, a niekiedy wci zamieszkuj wyra nie wyodr bnione
obszary i tworz wyra nie wyodr bnione ca ci. Jednym z takich plemion byli Trobriandczycy
zamieszkuj cy wyspy Pacyfiku, których kultur bada wybitny antropolog polsko-angielski Bronis aw
Malinowski (1884-1942).
Pewnymi ca ciami s tak e kultury ró nych zbiorowo ci zamieszkuj cych terytoria jednolite pod
wzgl dem cech rodowiska, które wymusza okre lone sposoby ycia i sprzyja upodobnianiu si
kultur tych zbiorowo ci. Mo emy wi c mówi o kulturze górali karpackich czy ameryka skich Indian z
Równin.
Mo e te by tak, jak w przypadku Europy Zachodniej, w której wielowiekowe s siedztwo
zbiorowo ci zamieszkuj cych obok siebie oraz trwaj ca przez stulecia komunikacja mi dzy nimi
doprowadzi y do ujednolicenia wielu cech kulturowych, co pozwala mówi o kulturze zachodnio-
europejskiej.
Wyró niamy te kultury narodowe. Przy czym kiedy mówimy o narodowej kulturze polskiej,
francuskiej czy jakiejkolwiek innej, kryterium terytorialne czy si z kryterium etnicznym.
Odr bno ci kulturowe wyst puj te w zbiorowo ciach ró ni cych si typem gospodarki. Istnieje
kultura spo ecze stw pierwotnych, spo ecze stw rolniczych oraz kultura spo ecze stw przemys owych.
Kultury bywaj wyodr bniane równie wedle kryteriów chronologicznych. Wyró niana jest
kultura redniowiecza, kultura epoki renesansu czy o wiecenia.
Odr bno ci kulturowe charakteryzuj tak e zbiorowo ci, które s segmentami wielorako
zró nicowanych, wi kszych zbiorowo ci. W dawniejszych czasach takimi zbiorowo ciami o
ró ni cej si kulturze by a szlachta i mieszcza stwo. W nowszych s to na przyk ad ch opi i ro-
botnicy.

Rozdzia III. Kultura 83

W spo ecze stwach wspó czesnych zauwa alne s tak e odr bno ci kulturowe zbiorowo ci
onych z ludzi nale cych do tej samej kategorii wiekowej, na przyk ad kultura m odzie owa.
Wobec tak wielorakiego zró nicowania kryteriów rozgraniczania kultur, w sytuacji kiedy „stopni
ogólno ci kultur [...] mo e by wiele, mog one by , co wi cej, mierzone w ró nych skalach", szczególnej
wagi nabiera „pilne rozró nianie stopni i wymiarów ogólno ci". Jest to bardzo wa ne, poniewa
„niewiele zda ogólnych da si sformu owa , które odnosi yby si w równej mierze i z równym
sensem do kultur wyodr bnionych ze wzgl du na ekologiczne osobliwo ci rodowiska lokalnego i
do kultur przywi zanych do spo ecze stw wy szego rz du, do kultur wyodr bnionych ze wzgl du na
dystanse etniczne i kultur oddzielonych z punktu widzenia dystansów spo eczno-klasowych itp."
(Bauman 1966: 43-44).
Z pewn pomoc przychodzi poj cie subkultury, czyli podkultury. Podkultura to nie kultura ni sza,
co sugerowa móg by przedrostek „pod-", ale pewien zespó regularno ci kulturowych, wyst puj cych w
dowolnej zbiorowo ci, która jest mniejsza od wi kszej zbiorowo ci b cej podstaw wyodr bnienia
danej kultury. I tak na przyk ad kultur polsk mo emy rozpatrywa równie jako subkultur kultury
europejskiej.
Najcz ciej jednak termin subkultura stosowany jest na okre lenie wzorów zachowa wyst puj cych w
niewielkich zbiorowo ciach, które dzi ki odmienno ci tych wzorów wyodr bniaj si w ramach
szerszych spo ecze stw. Tak wi c mamy subkultur m odzie ow i subkultur kibiców pi karskich,
subkultur górnicz i subkultur wi zienn .
Stosunek subkultury do kultury szerszego spo ecze stwa bywa ró ny. Czasami jest ona wariantem
szerszej kultury, jej selektywnym dostosowaniem do specyfiki pracy (subkultura górnicza) b
warunków ycia (subkultura m odzie owa) jakiej mniejszej zbiorowo ci. Czasami jest programow
negacj warto ci, norm i wzorów zachowa obowi zuj cych w szerszym spo ecze stwie. Bywa
wówczas okre lana mianem kontrkultury b kultury alternatywnej. Terminy te upowszechni y si
pod koniec lat sze dziesi tych XX wieku na okre lenie pojawiaj cych si , zw aszcza w ród ówczesnej
odzie y ameryka skiej i europejskiej, rozmaitych form negacji kultury zastanej i prób budowania
nowej.
Kultura wi kszo ci danego spo ecze stwa jest okre lana mianem kultury dominuj cej.

Relatywizm kulturowy

Wielo kultur, cz sto ró ni cych si zasadniczo, powoduje, e ludzie, którzy wyro li w jednej
kulturze i obowi zuj ce w niej wzory zachowa traktuj jako naturalne, stykaj c si z odmienn
kultur , sk onni s jej

84 Cz pierwsza. Prolegomena

wzory zachowa postrzega jako mieszne dziwactwa, a nawet zas uguj ce na pot pienie bezece stwa.
Inno kulturowa atwo i wr cz odruchowo oceniana jest negatywnie. W niektórych spo eczno ciach
nazwa „ludzie" odnosi a si wy cznie do wspó plemie ców. Kiedy Europejczycy, odkrywaj c nowe l dy,
spotykali si z ich mieszka cami, uwa ali ich za „barbarzy ców" i „dzikusów" pozbawionych jakiejkolwiek
kultury. Robili wi c, co mogli, aby ich „ucywilizowa ", to jest narzuci im, cz sto przemoc , kultur
europejsk . Niszcz c tubylcze kultury, przekonani byli, e post puj szlachetnie.
Sk onno do wynoszenia w asnej grupy ponad inne i traktowanie jej kultury jako przewy szaj cej
wszystkie inne oraz ocenianie praktyk innych kultur wedle norm kultury w asnej nosi miano etnocentryzmu,
którego jedn z form jest europocentryzm.
Przeciwie stwem etnocentryzmu jest relatywizm kulturowy. Relatywizm kulturowy nie jest czym
jednorodnym. International Encyclopaedia of the Social Sciences wyró nia nast puj ce jego odmiany:
Relatywizm kulturowy jako zasada metodologiczna. Oznacza wymóg, aby badacz, obserwuj c i
opisuj c jak kultur , stosowa perspektyw uczestnika danej kultury; aby na praktyki badanej kultury nie
patrzy z punktu widzenia norm i warto ci kultury w asnej, ale zwraca uwag na znaczenia, jakie przypisuj
im uczestnicy badanej kultury, oraz na funkcje, jakie praktyki te pe ni w yciu danej zbiorowo ci.
Relatywizm kulturowy jako element wiatopogl du. Polega na przekonaniu, e wszystkie kultury s
równe. Mo na je porównywa i wskazywa podobie stwa oraz ró nice mi dzy nimi, ale nie wolno ich
mierzy jedn miar i szeregowa na skali kultur wy szych i ni szych, lepszych i gorszych.
wiatopogl dowy relatywizm kulturowy przejawia si nie tylko w uznaniu równouprawnienia kultur, ale i w
towarzysz cym mu postulacie tolerancji wobec wszelkich praktyk rozmaitych kultur.
Relatywizm kulturowy jako teoria i filozofia cz owieka. Jest to pogl d, e cz owiek jest bez reszty
wytworem kultury. Jego sposób postrzegania, warto ciowania i zachowania zale y tylko i wy cznie od
kultury, w jakiej si wychowa i w jakiej yje. Taki pogl d bywa okre lany mianem kulturalizmu.
Relatywizm kulturowy jako relatywizm warto ci. Jest to pogl d, e nie ma warto ci uniwersalnych.
Wszystkie s produktem okre lonych kultur, s wobec nich funkcjonalne oraz zrozumia e w ich kontek cie.
Relatywizm kulturowy w postaci zasady metodologicznej budzi najmniej w tpliwo ci i jest naj atwiej i
najszerzej akceptowany. Inaczej jest w przypadku pozosta ych jego postaci.
Relatywizm kulturowy jako element wiatopogl du wyrós ze szlachetnych intencji zakwestionowania
europocentryzmu, a co za tym idzie - kolonializmu europejskiego, którego by podbudow ideologiczn . Jed-

Rozdzia III. Kultura 85

nak e wraz ze znikni ciem kolonii zacz nabiera dwuznaczno ci. Doskonale pokazuje to wypowied
jednego z przedstawicieli krajów rozwijaj cych si , uczestnika konferencji Association Internationale de
Science Economique w Santa Margherita w 1953 roku: „To pi knie, e cenicie nasz odr bno
cywilizacyjn . Prawda, e w naszej cywilizacji bardziej cenione s walory kontemplacji, a mniej dobra
materialne i praca gospodarcza. Tylko e, widzicie, z tym wszystkim my te chcieliby my wi cej je ,
cieplej si ubra , wygodniej i zdrowiej mieszka , mie nowoczesne lekarstwo w razie choroby, jednym
owem, lepiej i d ej " (Kula 1963: 691).
Jeszcze powa niejsze zastrze enia budzi relatywizm kulturowy jako teoria i filozofia cz owieka oraz
jako relatywizm warto ci. Pocz wszy od ko ca lat sze dziesi tych XX wieku zastrze enia te s coraz
dobitniej formu owane.
Coraz cz ciej rozmaite badania przynosz wyniki nakazuj ce badaczom, niekiedy wbrew nim
samym, kwestionowa tez , e cz owiek jest wy cznie wytworem kultury i nie ma adnych, czy to
gatunkowych, czy osobniczych, sk onno ci wrodzonych. Kryzys teorii i filozofii relatywizmu
kulturowego nast puje tak e w rezultacie prób wprowadzenia perspektywy biologii ewolucyjnej do
nauk spo ecznych.
Przejawem tego kryzysu jest zainteresowanie powszechnikami kulturowymi, a tak e prawem
naturalnym, tak w wersji religijnej, jak i wieckiej.
W odniesieniu do powszechników znamienny jest przypadek ameryka skiego uczonego, Donalda
E. Browna. Prowadzi on wraz z Donaldem Symonsem w 1974 roku seminarium po wi cone
seksualno ci cz owieka. Na tym seminarium Symons przedstawia pierwszy szkic swojej ksi ki, w
której dowodzi , e mi dzy p ciami istniej pewne przyrodzone, ogólnogatunkowe ró nice. Brown,
przekonany o prawdziwo ci teorii relatywizmu kulturowego i fa szywo ci tezy Symonsa, za si z
nim, e znajdzie tak zbiorowo ludzk , w której ró nice mi dzy m czyznami a kobietami b si
przedstawia y odwrotnie ni to opisuje Symons. Nast pnie zacz poszukiwania i... przegra zak ad.
Sprowokowa o go to do zaj cia si powszechnikami kulturowymi i napisania o nich ksi ki. Stwierdzi
bowiem, e wiedza o powszechnikach kulturowych wyznacza relatywizmowi kulturowemu wyra ne
granice (Brown 1991).
Relatywizm warto ci budzi zastrze enia nie tylko rzeczników doktryn religijnych, przekonanych o
istnieniu ustanowionych przez Boga powszechnych norm moralnych, których przestrzeganie obowi zuje
wszystkich ludzi. Antropolog francuski i twórca strukturalizmu, Claude Levi-Strauss, z ca kowicie
wieckiej perspektywy dostrzeg pu apk czyhaj na konsekwentnego zwolennika relatywizmu
kulturowego. Kwestionowanie istnienia powszechnych norm i przestrzeganie zakazu oceniania

86 Cz pierwsza. Prolegomena

praktyk obcych kultur w kategoriach dobra i z a skazuje na bezradno wobec tego wszystkiego, co we
asnej kulturze postrzega si jako z o. Nie maj c ogólnej miary dobra i z a, cz owiek nie ma
uzasadnienia dla mniejszej tolerancji w stosunku do tego, co go otacza, ni do tego, z czym styka si w
kulturach obcych. Jednocze nie nie mo e zrzec si odpowiedzialno ci za z o b ce cz ci jego w asnej
kultury. Proponowanym przez Levi-Straussa sposobem na unikni cie tej pu apki jest odwo anie si do
istoty cz owieka jako podstawy odró nienia dobra od z a. T za odnale mo na przez oderwanie
wzroku od poszczególnych spo ecze stw i ogólne na nie spojrzenie (Levi-Strauss 1960: 411-424).

3. Dziedziny kultury i kultura symboliczna


Kultura spo ecze stwa pierwotnego by a kultur spo ecze stwa stosunkowo niedu ego i ma o
zró nicowanego, w którym ró ne sfery ycia wzajemnie si przenika y. Czynno ci zwi zane z
zaspokajaniem potrzeb bytowych wi za y si nie tylko ze stosunkami spo ecznymi, ale i z praktykami
magicznymi oraz rozmaitymi rytua ami. Same stosunki i powi zania spo eczne równie obudowane by y
magi oraz rytua em, a ich posta uzasadnia y mity. W rezultacie kultura spo ecze stwa pierwotnego
by a wzgl dnie jednolit konfiguracj powi zanych ze sob elementów. Jej ca ciowe badanie by o nie
tylko mo liwe, ale i konieczne. Tak te badali j antropolodzy.
Inaczej jest w przypadku wspó czesnych, wielorako zró nicowanych spo ecze stw przemys owych,
w których stopniowo zanikaj zbiorowo ci ogarniaj ce ca ycia cz owieka. W spo ecze stwach tych
ró ne sfery ycia zbiorowego oddzielaj si i autonomizuj . Powoduje to, e ca ciowe badanie ich
kultury przestaje by mo liwe. W tej sytuacji stosowane s dwa rozwi zania.
Jedno polega na tym, e badacze dalej skupiaj uwag na ca ci kultury, ale ju nie ca ego
spo ecze stwa, tylko jego segmentów wyró nianych na podstawie rozmaitych kryteriów (zob. Wielo
kultur i kryteria ich wyodr bniania, s. 81).
Drugim rozwi zaniem jest wydzielanie w ca ciowej kulturze ró nych jej dziedzin i skupianie
uwagi tylko na niektórych z nich. Przydatnym dla socjologa podzia em jest podzia na kultur bytu,
kultur spo eczn oraz kultur symboliczn , wprowadzony przez Antonin K oskowsk (K oskowska
1981: 110-111).
Zwa ywszy, e tre ci kultury s warto ci, wyrastaj ce z nich wzory zachowa i normy oraz
sankcje zabezpieczaj ce ich przestrzeganie, kultura bytu to ta ich cz , która odnosi si do relacji z
natur , produkcji, dystrybucji i konsumpcji dóbr oraz us ug, a tak e do czynno ci ochron-

Rozdzia III. Kultura 87

nych i obronnych. Kultura spo eczna z kolei to tre ci kulturowe odnosz ce si do stosunków mi dzy
lud mi, reguluj ce te stosunki i okre laj ce ich formy. Kultura symboliczna wreszcie to ta cz
kultury, która bliska jest temu, co potocznie postrzegane jest jako kultura po prostu, czyli „kultura" bez
adnego przymiotnika. W pracach badaczy bywa okre lana jako „kultura w w szym sensie". W szym
oczywi cie w stosunku do ca ciowego, antropologicznego poj cia kultury.
W publicystyce i nie tylko spotka mo na równie takie okre lenia, jak kultura literacka, kultura
muzyczna, kultura polityczna i inne. Stosunek tak wydzielanych dziedzin kultury do wskazanego ju
podzia u bywa dwojakiego rodzaju. Po pierwsze, s to cz ci kultury symbolicznej (na przyk ad kultura
muzyczna). Po drugie, jest to cz ca ciowej kultury, zwi zana z jak wyra nie wyodr bnion sfer
ycia zbiorowego i zawieraj ca w sobie elementy zarówno kultury spo ecznej, jak i symbolicznej. Tak
rozumiana jest na przyk ad „kultura polityczna". Nie od rzeczy b dzie te wspomnie , e cz sto
pos ugiwanie si okre leniem „kultura" z najrozmaitszymi przymiotnikami nie ma ugruntowania w
adnej ogólnej teorii kultury i jest zwyczajnym nadu yciem s ownym.

Kultura symboliczna
Kultura symboliczna obejmuje warto ci i wzory zachowa zwi zane z zaspokajaniem potrzeb ludzkich
wykraczaj cych poza podstawowe potrzeby cz owieka, których zaspokojenie jest niezb dne dla prze ycia.
Jest specyficznie ludzkim rodkiem zaspokajania w ciwych cz owiekowi takich potrzeb, jak dawanie
wyrazu uczuciom i impulsom twórczym oraz uzyskiwanie poczucia czno ci z innymi lud mi i
uczestnictwa we wspólnocie. Tego rodzaju potrzeby nazywane s ekspresyjno-integracyjnymi.
Dziedzina kultury symbolicznej to dziedzina symboli. Symbole cz sto bywaj rozumiane szeroko i
uto samiane ze znakami. Jednak e istnieje wiele racji, aby mianem symboli okre la tylko niektóre
znaki odznaczaj ce si pewnymi szczególnymi cechami.
Znak w najogólniejszym uj ciu to ka dy przedmiot czy zjawisko, które ludzie odnosz do czego
innego. Znak charakteryzuje stosunek do tego, co oznacza. Jest to stosunek mi dzy znaczonym a
znacz cym. Taki stosunek zachodzi na przyk ad mi dzy czerwonym wiat em na skrzy owaniu ulicznym
(znacz ce), które oznacza nakaz „zatrzymaj si " (znaczone). Najpowszechniejszym systemem znaków jest
zyk. Systemem znaków jest te dowolny alfabet, w którym ka dy znak graficzny oznacza b
wi k, jak w fonetycznym alfabecie aci skim, b przedmiot czy poj cie, jak w alfabecie chi skim.
Znaczna cz znaków pe ni funkcje instrumentalne. Nie ma w asnej tre ci i ich warto jest
wy cznie warto ci narz dzia s cego przeka-

88 Cz pierwsza. Prolegomena

zywaniu tre ci tego, co jest znaczone. Zadanie przekazu spe niaj tym lepiej, im mniej same narzucaj
si uwadze.
Jednak e istniej warto ci o tak wielkiej wadze, e cz przynale nego im respektu sp ywa na ich
znaki. Znaki te wskutek tego nabieraj samoistnej warto ci. Te znaki to w nie symbole w w szym
czy - jak niektórzy uwa aj - w ciwym znaczeniu.
Antonina K oskowska pisze o nich: „Cech symbolu ró ni go od innych postaci znaku jest [...] to,
e sam no nik znaczenia, przedmiot oznaczaj cy, staje si wyczuwalny i wa ny. Znak o instrumentalnych
funkcjach tym lepiej spe nia swoje zadanie, im bardziej jest przezroczysty, nie narzucaj cy si uwadze
nadawcy i odbiorcy. Symbol natomiast w swym postrzegalnym aspekcie sam staje si warto ci . Musi
by traktowany z szacunkiem, jaki nale y si temu, co oznaczane" (K oskowska 1991a: 30).
Doskona ym przyk adem tak rozumianego symbolu jest krzy w kulturze chrze cija skiej. W
kulturze katolickiej Polski tak e obraz Matki Boskiej Cz stochowskiej, i to nie tylko jego orygina , ale i
kopie. Kopia tego obrazu w druje po Polsce, wsz dzie przyjmowana niezwykle uroczy cie i z
ogromnym nabo stwem. Innym przyk adem tak rozumianych symboli s symbole narodowe: Orze
Bia y, flaga bia o-czerwona. Obowi zuje wobec nich postawa szczególnego szacunku, a lekcewa ce
zachowanie postrzegane jest jako ich profanacja.
Warto ci, których znaki maj posta symboli, maj nie tylko wag szczególn , ale s warto ciami
autotelicznymi, to jest s wa ne jako takie, a d enie do ich realizacji jest samoistnym celem, nie za
drog do celu znajduj cego si poza nimi.
Dziedzina kultury symbolicznej to wiat autotelicznych warto ci, symboli i zachowa . W prze eniu
na konkrety spo eczne jest to wiat religii, sztuki, zabawy, a po cz ci równie nauki. Wiele bada
naukowych motywowanych jest potrzeb zaspokojenia ciekawo ci. Twórczo artystyczna w znacznej
mierze wynika z potrzeby samego tworzenia czy te ekspresji emocji. Kiedy modlimy si , nie chcemy
realizowa adnego innego celu poza sam modlitw , która jest dla nas form kontaktu z Bogiem.
uchaj c muzyki, ogl daj c obrazy w muzeach i czytaj c ksi ki, nie mamy na celu niczego innego jak
uchanie, ogl danie i czytanie. Jednocze nie ka da z tych czynno ci nie jest biernym odbiorem tre ci,
albowiem ka demu z przekazów przypisujemy znaczenie i rozumiemy go „po swojemu". Oczywi cie, w
wielu przypadkach w gr mog wchodzi tak e dodatkowe cele uboczne (na przyk ad ch zarobienia
pieni dzy, uzyskania wy szej pozycji b dostosowania si do obowi zuj cych wzorów zachowa ), ale
nie jako uboczne, które nie okre laj charakteru wiata religii, nauki, sztuki czy zabawy.
Obraz przedstawiaj cy pejza nie ma adnego innego celu poza ukazaniem jego pi kna. Powieszony na
cianie, dodaje urody pomieszczeniu

Rozdzia III. Kultura 89

i nie s y niczemu poza dostarczaniem prze estetycznych. Jest elementem autotelicznej kultury
symbolicznej. Jest nim nawet wtedy, kiedy motywem jego namalowania by a potrzeba pieni dzy, a
zawieszenia na cianie - ch podniesienia presti u w ciciela. Motywy te bowiem nie przekre laj jego
autotelicznej warto ci jako obrazu, którego jedynym celem jest bycie obrazem.

4. Kultura jako przedmiot zainteresowania socjologii


Kultura stanowi przedmiot zainteresowa kilku dyscyplin, nie tylko socjologii. Zajmuje si ni
oczywi cie antropologia. Oprócz niej etnografia oraz stosunkowo m oda na naszym gruncie dyscyplina
nosz ca miano kulturoznawstwa. Ka da z nich nieco inaczej wykre la obszar kultury b cy
przedmiotem jej docieka , na czym innym koncentruje uwag oraz stosuje odmienne procedury
badawcze. Granice mi dzy tymi dyscyplinami, tak jak mi dzy wszystkimi innymi wchodz cymi w
zakres nauk spo ecznych, s p ynne. Ponadto w ró nych krajach przebiegaj odmiennie i s cz sto
wyznaczane nie tyle przez ró nice za teoretycznych, ile przez ukszta towan w danym kraju tradycj
akademick i praktyk badawcz .
Na gruncie polskim g ównym przedmiotem zainteresowa socjologii jest kultura symboliczna i jej
zwi zki z yciem zbiorowym ludzi (Boksza ski 1991: 245). Nie znaczy to, e zainteresowania polskich
socjologów ograniczaj si do tej dziedziny kultury. W ród polskich prac socjologicznych mo na
znale wiele takich, które podejmuj problematyk kultury w jej antropologicznym, ca ciowym uj ciu.
Cz stym przedmiotem zainteresowa socjologii polskiej s systemy warto ci i ich zró nicowanie
spo eczne. Innym - style ycia, ich spo eczne zró nicowanie i przemiany. W polu uwagi socjologów
polskich s tak e najró niejsze zbiorowo ci o w asnej subkulturze. Prawd jednak jest, e wielu
autorów podejmuj cych t lub inn problematyk z zakresu ca ciowo rozumianej kultury, z trudem,
je li w ogóle, zgodzi oby si na miano socjologów kultury, a mo e nawet zdziwi oby si , dowiaduj c,
e zajmuj si socjologi kultury.
W podej ciu socjologicznym do zjawisk kultury, rozumianej zarówno ca ciowo, jak i uto samianej z
kultur symboliczn , wyró ni mo na dwie odmienne perspektywy. Jedn jest perspektywa
zró nicowania spo ecznego, która prowadzi do zainteresowania zwi zkami wzorów zachowania si ,
sposobów u ywania j zyka oraz stopnia przyswojenia kultury symbolicznej z miejscem zajmowanym w
hierarchii spo ecznej. Drug -perspektywa spójno ci grupy.

90 Cz pierwsza. Prolegomena

Rozpatrywanie kultury jako czynnika zespalaj cego grup widoczne jest zw aszcza w rozwa aniach i
badaniach dotycz cych kultury narodowej. W odniesieniu do niej wa nym przedmiotem uwagi
sozologicznej jest kanon kultury narodowej. Jest on rozumiany jako zespó „dzie artystycznych,
wiedzy, norm i zasad, których znajomo uwa a si za obowi zuj cz onków zbiorowo ci narodowej i
która jest wpajana nowym pokoleniom w procesie kulturalizacji, czyli wprowadzania w narodow
kultur przez tradycj rodzinn , rodowisko i specjalne instytucje o wiatowe" (K oskowska 1991b: 53).
Kszta t tego kanonu, jego zmiany w czasie, czynniki wp ywaj ce na te zmiany oraz stopie jego
akceptacji i rzeczywistej znajomo ci w ró nych segmentach spo eczno ci narodowej s przedmiotem
socjologicznych bada empirycznych.
Kultura w uj ciu socjologicznym bywa te traktowana jako system komunikowania. Przy takim
podej ciu pojawiaj si natychmiast klasyczne pytania dotycz ce procesu komunikacji: kto komunikuje,
co, przez jaki kana i z jakim skutkiem. Pytania te wyznaczaj obszar docieka teoretycznych i bada
empirycznych. W odniesieniu do nadawcy tre ci kulturowych najcz ciej zaznacza si druga z
wymienionych perspektyw badawczych. Podkre lany jest wp yw warstw dominuj cych na kszta t ka-
nonu kulturowego. To one decyduj , jak nale y si zachowywa , jakiego s ownictwa u ywa , jakie
warto ci uznawa , a tak e co si ma podoba . Narzucanie w asnych standardów kulturowych s y
umacnianiu ich uprzywilejowanych pozycji.
W odniesieniu do dróg przekazu socjologowie kultury wyró niaj trzy „uk ady", w których przekaz
tre ci kultury symbolicznej odbywa si w odmienny sposób (K oskowska 1964, 1991a; Boksza ski 1991).
• Pierwszy to uk ad bezpo rednich i osobistych stosunków spo ecznych. Tak przekazywane s tre ci
kulturowe w spo ecze stwach pierwotnych, jak równie w rodzinach, grupach kole skich czy spo ecz-
no ciach lokalnych. W tym uk adzie nie ma podzia u na twórców i odbiorców. Tworzenie kultury jest
procesem spontanicznym, który zachodzi w toku bezpo rednich kontaktów i jest spleciony z
codziennymi czynno ciami.
• W drugim uk adzie te mamy do czynienia z przekazem bezpo rednim, ale sprofesjonalizowanym.
Wyst puje tu wyra ny podzia na profesjonalnych twórców i odbiorców. Jedni i drudzy mog zreszt
zamienia si miejscami: aktor graj cy w teatrze mo e nast pnego dnia kupowa obraz od malarza, który
poprzedniego wieczoru ogl da go na scenie. Kontakty mi dzy twórc a odbiorc poddane s okre lonym
regu om i odbywaj si w obr bie organizacji takich, jak teatr, filharmonia, galeria sztuki. Ponadto twórcy
legitymuj si formalnym wykszta ceniem, które uprawnia do zajmowania si dan dzia alno ci twórcz .

Rozdzia III. Kultura 91

• Trzeci wreszcie to uk ad, w którym mamy do czynienia z po rednim kontaktem mi dzy twórc a
odbiorc , a przekaz tre ci kulturowych odbywa si przy u yciu takich rodków jak druk, radio, telewizja.
Te trzy uk ady, charakteryzuj ce si ró nymi sposobami przekazu kultury symbolicznej, pozwalaj
wyró ni jej trzy formy. W pierwszym uk adzie kultura symboliczna jest przemieszana z kultur bytu i
kultur spo eczn . Kultura symboliczna drugiego uk adu jest najcz ciej kultur elitarn , kultura trzeciego
za to kultura masowa (zob. Kultura masowa, s. 424).
W empirycznie zorientowanej socjologii kultury centralne miejsce zajmuj badania tak ilo ciowe, jak i
jako ciowe „uczestnictwa kulturalnego". W tego rodzaju badaniach podstawowym problemem jest
okre lenie zwi zku mi dzy spo ecznym usytuowaniem ludzi a ich uczestniczeniem w wyró nionych wy ej
uk adach kultury.

ROZDZIA IV

Zmiana spo eczno-kulturowa


1. Klasyczne teorie rozwoju spo ecznego: marksizm i ewolucjonizm 96
2. Typy spo ecze stw 100
3. Teorie modernizacji, konwergencji i zale no ci 104
4. Dzia ania ludzi oraz ruchy spo eczne jako czynniki zmiany 108

Socjologi zrodzi a w wieku XIX potrzeba zrozumienia kszta tuj cego si spo ecze stwa przemys owego i
znalezienia rodków zaradczych na utrapienia spo eczne towarzysz ce temu procesowi (zob. Historyczne
warunki narodzin socjologii jako dyscypliny naukowej, s. 23). August Comte, tworz c program socjologii, z
któr wi zano nadzieje na pomoc w rozwi zywaniu kwestii praktycznych, nie móg uciec od pytania,
sk d wzi si stan obecny i jak zapowiada si przysz . W socjologii wyró ni dwa podstawowe
dzia y: statyk i dynamik . Ta ostatnia mia a zajmowa si odpowiedzi na te w nie pytania. W
wersji Comte'a odpowiedzi te przybra y posta historiozoficznego schematu rozwoju ca ej ludzko ci,
podobnego do tych, jakie z upodobaniem tworzyli osiemnastowieczni filozofowie, upowszechniaj c
poj cie rozwoju spo ecznego kojarzonego z post pem.
Okre lenie socjologii jako nauki o zjawiskach i procesach zachodz cych w zbiorowo ciach
ludzkich jednoznacznie wskazuje, e pole uwagi socjologii obejmuje zarówno statyczne, jak i dynamiczne
strefy ycia spo ecznego. Procesy zmian by y i s przedmiotem zainteresowa socjologii, chocia w miar
jej rozwoju przekszta ca si charakter tych zainteresowa . Pocz tkom socjologii w ciwa by a
perspektywa historiozoficzna, która z czasem zanika a, ust puj c miejsca badaniom zmian
zachodz cych w okre lonych miejscach i w obr bie ograniczonych odcinków czasu. Uwag przedstawicieli
poszczególnych subdyscyplin socjologicznych i orientacji teoretycznych zacz y przyci ga rozmaite
zakresy i przejawy zmian.
Mo na bowiem interesowa si zmianami zachodz cymi na poziomie makrospo ecznym w ca ych
spo ecze stwach i systemach mi dzynarodowych albo zmianami na poziomie mezospo ecznym
zachodz cymi w spo eczno ciach lokalnych lub wielkich organizacjach albo te zmianami na poziomie
mikrospo ecznym, to jest dziej cymi si w obr bie ma ych grup i w ludzkich postawach.
Badaj c zmiany, mo na kierowa uwag na charakter nast puj cych po sobie form spo ecznych
te skupia si na czynnikach wywo uj cych dane zmiany. Pyta , jak zachodzi zmiana lub
dlaczego.
Podstawowym pytaniem, zw aszcza w odniesieniu do zmian na poziomie makrospo ecznym, jest
pytanie o to, czy i w jakiej mierze zmiana jest wynikiem samoistnego rozwoju mo liwo ci tkwi cych w
danym spo-

96 Cz pierwsza. Prolegomena

ecze stwie, czy te jest rezultatem bod ców zewn trznych (na przyk ad zmian rodowiska
przyrodniczego, zapo ycze z innych spo ecze stw, oddzia ywania wzorów kulturowych innych
spo ecze stw).
Rozmaicie ukierunkowane studiowanie zmian w ramach ró nych podej teoretycznych prowadzi do
formu owania szczegó owych socjologicznych teorii zmiany okre lonych wycinków ycia spo ecznego
zamiast jednej ogólnej teorii zmiany, która dotyczy aby jego ca ci i okre la a wszystkie jej czynniki.
Dla socjologii wspó czesnej charakterystyczne jest odej cie od pojmowania zmiany jako procesu
samoistnego rozwoju, a tak e porzucenie przekonania, e proces historyczny jest nieodwracalny, a jego
przebieg - konieczny. Podkre la si znaczenie dzia alno ci cz owieka i nieprzewidywalno biegu
wydarze oraz nieokre lono przysz ci, otwartej na ró ne mo liwo ci.
Jest to jeden z przejawów wzrastaj cego wp ywu ró nych wersji socjologii humanistycznej (zob.
Socjologia jako dyscyplina naukowa, s. 26). Takiej wi c socjologii, która traktuje rzeczywisto spo eczn
jako wci tworzon przez ludzi i podkre la znaczenie ich aktywno ci oraz konieczno ci u wiadomienia
sobie, e na nic nie jeste my skazani i wiele mo liwo ci jest przed nami otwartych.
Przy wszystkich ró nicach zainteresowa i podej teoretycznych uwaga socjologów podejmuj cych
problematyk zmian skupiona jest na zmianach zwi zanych ze spo ecze stwem przemys owym - jego
kszta towaniem oraz dalszymi przekszta ceniami, ich przyczynami i skutkami.

1. Klasyczne teorie rozwoju spo ecznego: marksizm i ewolucjonizm


Marksizm
Teoretyczne rozwa ania Marksa wynika y z potrzeby znalezienia sposobu zmiany wspó czesnego mu
spo ecze stwa, nazywanego przez niego kapitalistycznym b bur uazyjnym.
Marks, z pasj krytykuj c istniej rzeczywisto , stwierdzi , e krzywdy i cierpienia ludzi i w ogóle ca e
o, jakie niesie ze sob kapitalizm, nie s niczym przypadkowym i przej ciowym, ale nale do jego
niezbywalnych cech. Wynika z tego prosty wniosek, e nie nale y my le o naprawianiu istniej cych
stosunków, ale z ca moc d do ich ca kowitej zmiany. Aby jednak dzia ania na rzecz realizacji tego
celu by y skuteczne, nale y odkry , co rz dzi zmianami spo ecznymi. Pytanie o to sta o si dla niego
pytaniem podstawowym, a odpowied , jakiej udzieli , w znacznej

Rozdzia IV. Zmiana spo eczno-kulturowa 97

mierze okre li a charakter marksowskiej socjologii jako materializmu historycznego.


Teori Marksa charakteryzowa a scjentystyczna i makrospo eczna perspektywa oraz holizm (zob.
Socjologia jako dyscyplina naukowa, s. 26). Z takiej perspektywy teoretycznej spo ecze stwo ukazywa o
mu si jako obiektywnie istniej ca ca , której wszystkie cz ci s ze sob powi zane, a
zainteresowanie jego zmian prowadzi o do koncentrowania uwagi na procesie historycznym. Marks
uzna , e proces ten, podobnie jak procesy przyrodnicze, poddany jest rz dom praw i przebiega w
sposób konieczny. Marksowska teoria zmiany sta a si teori rozwoju spo ecznego, zadaniem
naczelnym za - wykrycie jego praw.
Marks sformu owa je na podstawie analizy wspó czesnego mu kapitalizmu. Dostrze one
prawid owo ci jego dynamiki uzna za ogólne prawa rozwoju spo ecznego, sam kapitalizm za za
jedn z przej ciowych form historycznych. Doprowadzi o to Marksa do sformu owania teorii
formacji spo ecznych. Formacje spo eczne by y przez niego traktowane zarówno jako typy
spo ecze stw, jak i etapy rozwoju spo ecznego. Wyró ni formacje: azjatyck , antyczn , feudaln i
bur uazyjn . Z czasem dodano do nich formacj wspólnoty pierwotnej, w której nieznana by a
asno , oraz przysz , ko cow formacj komunistyczn , w której w asno zostanie zniesiona.
Marks uwa , e charakter formacji okre la istniej cy w niej sposób produkcji uwarunkowany
poziomem materialnych si wytwórczych, to jest rodków technicznych i umiej tno ci
pos ugiwania si nimi. Pisa : „ arna daj nam spo ecze stwo, któremu przewodzi pan feudalny, m yn
parowy - spo ecze stwo, w którym wysuwa si na czo o przemys owy kapitalista" (Marks 1962: 141).
Rodzaj si wytwórczych i sposób produkcji okre lany jest przez kszta t stosunków produkcji, to
jest stosunków mi dzy lud mi, w tym form w asno ci, jakie w sposób konieczny i niezale ny od
czyjejkolwiek woli powstaj w zwi zku z procesem produkcji. Si y wytwórcze i uwarunkowane nimi
stosunki produkcji stanowi baz ka dej formacji. Baza ta decyduje o kszta cie nadbudowy, to jest o
ustroju prawno-politycznym i charakterze kultury symbolicznej ka dej formacji. My l t Marks sfor-
mu owa dobitnie i lapidarnie: „Ca okszta t [...] stosunków produkcji stanowi ekonomiczn struktur
spo ecze stwa, realn podstaw , na której wznosi si nadbudowa prawna i polityczna i której
odpowiadaj okre lone formy wiadomo ci spo ecznej. Sposób produkcji ycia materialnego
warunkuje spo eczny, polityczny i duchowy proces ycia w ogóle. Nie wiadomo ludzi okre la ich
byt, lecz przeciwnie, ich byt spo eczny okre la ich wiadomo " (Marks 1966: 9).
ród a dynamiki spo ecznej Marks widzia w bazie. Si y wytwórcze wci si rozwijaj i w miar ich
rozwoju pojawia si i narasta sprzeczno

98 Cz pierwsza. Prolegomena

mi dzy nimi a dotychczasow form stosunków produkcji. Wymusza to ich zmian . Powstaje nowa baza,
z któr z kolei zaczyna by sprzeczna istniej ca nadbudowa, co wywo uje zmiany w tej ostatniej. Te pra-
wid owo ci rozwoju spo ecznego uzna za obowi zuj ce we wszystkich formacjach.
Dla Marksa istotne by o wykazanie na podstawie praw rozwoju spo ecznego, e koniec kapitalizmu
jest konieczno ci historyczn . Kres kapitalizmu mia zapocz tkowa prawdziw histori ludzko ci.
Dotychczasowe dzieje to tylko prehistoria.
O specyfice marksowskiej teorii rozwoju decyduj jej dwie cechy. Jedn jest orientacja przysz ciowa,
drug uznanie sprzeczno ci i konfliktów za si nap dow rozwoju.
Teoria formacji i rozwoju spo ecznego Marksa by a w pó niejszych czasach ró nie interpretowana i
stanowi a przedmiot gor cych sporów w rodowiskach marksistowskich. By y trzy kwestie sporne.
• Czy przysz e spo ecze stwo komunistyczne mo e by zwie czeniem tylko jednej, europejskiej drogi
rozwojowej, czy te wiedzie do niego wi cej dróg? Wymieniona przez Marksa formacja azjatycka obok
antycznej pozwala a s dzi , e uwzgl dnia on t drug mo liwo . Nie by o to jednak do ko ca jasne.
• Czy aby doj do komunizmu, konieczne jest przej cie przez wszystkie wcze niejsze etapy
(formacje)?
• Jaka jest rola wiadomej dzia alno ci ludzkiej w procesie rozwoju spo ecznego, który ze swej istoty
jest konieczno ci historyczn ? W jakiej mierze zmiany form spo ecznych zachodz samoistnie wskutek
zmian w sferze gospodarki, w jakiej za wymagaj wiadomego dzia ania politycznego? Marks bowiem
raz pisa , e adna formacja spo eczna nie ginie, zanim nie rozwin si wszystkie te si y wytwórcze,
którym daje ona dostateczne pole rozwoju" (Marks 1949: 338), kiedy indziej natomiast podkre la
znaczenie wiadomo ci klasowej dla powstania rewolucyjnego ruchu mas, który po y kres formacji
bur uazyjnej (zob. Karol Marks i poj cie historyczne klasy, s. 280).
Dyskusje wokó tych kwestii nie mia y charakteru czysto akademickiego. Przek ada y si na pytania, na
które odpowied mia a bezpo rednie znaczenie dla praktyki politycznej. Na przyk ad czy mo e powsta
komunizm w kraju, w którym nie ma w ogóle kapitalizmu? Albo czy tam, gdzie kapitalizm istnieje w
formie nie rozwini tej, nale y dzia na rzecz jego obalenia, czy te przyspieszenia jego rozwoju dla
szybszego przej cia przez ten konieczny etap drogi do komunizmu? I wreszcie -czy nale y zak ada , e
do rewolucji obalaj cej kapitalizm dojdzie samoistnie, czy te konieczna jest aktywno polityczna mas,
a dla jej pobudzenia - dzia alno organizacji takich jak partie polityczne i zwi zki zawodowe?
Rozdzia IV. Zmiana spo eczno-kulturowa 99

Na pytania te udzielano rozmaitych odpowiedzi, co prowadzi o do ró nicowania si orientacji


politycznych o marksowskim rodowodzie, z których jedne okre la y si jako komunistyczne, a inne jako
socjalistyczne. Na przyk ad w Zwi zku Radzieckim ró nice w interpretacjach Marksa mia y tak gro ne
konsekwencje, e niektórych doprowadzi y przed pluton egzekucyjny lub do obozu.

Ewolucjonizm
Podstawowe za enia ewolucjonizmu, którego dziewi tnastowiecznym klasykiem by Herbert Spencer
(1820-1903), by y po cz ci takie same jak marksowskie. Ewolucjonizm, podobnie jak teori Marksa,
cechuje perspektywa makrospo eczna i scjentystyczna oraz holizm. czy je te przekonanie, e
rozwojem spo ecznym rz dz prawa. W tym miejscu jednak ko cz si podobie stwa i zaczynaj
ró nice. O zasadniczej odmienno ci ewolucjonizmu i teorii marksowskiej decyduj dwie rzeczy.
• Jedn jest odmienne pojmowanie praw rz dz cych rozwojem spo ecznym. Dla Marksa prawa te
by y prawami ci le spo ecznymi, chocia pod wzgl dem rygoryzmu podobnymi do praw przyrody. Dla
Spencera, a tak e wielu pó niejszych neoewolucjonistów, prawa rz dz ce ewolucj spo ecze stw by y
tymi samymi prawami, które rz dz ewolucj w wiecie przyrody. Za podstawowe, ogólne prawo ewolucji
uznawali integracj materii i rozproszenie ruchu. W j zyku Spencera by o to przechodzenie od
„zdezintegrowanej homogeniczno ci" (w przyrodzie jej przyk adem jest kolonia korali) do
„zintegrowanej heterogeniczno ci" (przyk adem jest wielokomórkowy organizm). Uwa ali, e
ewolucja tak w wiecie przyrody, jak i wiecie spo ecznym jest tym bardziej zaawansowana, im
bardziej skomplikowana jest struktura organizmu i wi cej funkcji ulega w nim wyodr bnieniu. Zgodnie
z tym prawem przebiega zarówno rozwój cywilizacji jako ca ci, jak i rozwój jednego plemienia czy
narodu.
• Drug jest odmienna orientacja czasowa, która u ewolucjonistów jest orientacj przesz ciow .
Uwag ich przyci ga droga, jak ludzko kroczy a i kroczy w kierunku nowoczesnego spo ecze stwa
przemys owego, b cego w ich oczach zwie czeniem dziejów i poniek d ich kresem. Za g ówne
zadanie uwa aj wykre lenie ogólnej linii rozwoju, który mniej lub bardziej wyra nie uto samiaj z
post pem.
Ewolucjonizm zyska znacz cy wp yw w antropologii spo ecznej. Ewolucjonistycznie zorientowani
antropolodzy, badaj c rozmaite spo ecze stwa pozaeuropejskie, za jedno z g ównych zada uwa ali
okre lenie ich etapu rozwojowego.
Zaliczanie spo ecze stw do ró nych stadiów jednokierunkowego rozwoju, uznawanie jednych za mniej,
innych za bardziej rozwini te nie mog o nie mie w podtek cie elementu oceniaj cego. W rezultacie
ubocz-

100 Cz pierwsza. Prolegomena

na konsekwencj orientacji ewolucjonistycznej sta o si odmawianie warto ci tym elementom kultury,


które odbiega y od wzorów europejskich. Pozwala o to znajdowa usprawiedliwienie europejskiego
panowania kolonialnego jako misji cywilizacyjnej przyspieszaj cej dochodzenie do spo ecze stwa
przemys owego i jego dobrodziejstw przez spo eczno ci znajduj ce si na ni szych etapach rozwoju.
Po drugiej wojnie wiatowej nast pi zmierzch kolonializmu. Sprzyja o to coraz szerszemu
dostrzeganiu warto ci innych kultur i prze wiadczeniu, e z pewnymi problemami potrafi radzi sobie
lepiej ni europejska kultura spo ecze stwa przemys owego, a nawet e ich w ogóle nie maj .
Ewolucjonizm stan przed powa nym wyzwaniem.
Podj je neoewolucjonizm, i to na ró ne sposoby. Jednym z nich by o na przyk ad odró nienie
ewolucji konkretnej od ewolucji ogólnej. Ta pierwsza to ewolucja poszczególnych kultur, z których
ka da idzie w asn drog rozwojow , przechodz c przez powi zany historycznie ci g form. Ta druga to
wy anianie si kolejnych poziomów rozwoju powszechnego, ci g stadiów, których ilustracj s
konkretne, historyczne formy. Autorzy tej koncepcji uwa ali, e wtedy kiedy koncentruj uwag na
aspekcie konkretnym ewolucji kulturowej, s relatywistami kulturowymi (zob. Relatywizm kulturowy, s. 83)
(Sahlins 1975).
Neoewolucjonizm ma wiele wariantów. czy je z klasycznym ewolucjonizmem nawi zywanie do
jego podstawowych tez, podejmowanie poszczególnych problemów, którymi si interesowa , b te
stosowanie ewolucjonistycznej perspektywy przy badaniu zjawisk spo ecznych. W tym ostatnim przypadku
ewolucjonizm mo e oznacza jedynie uznanie zmienno ci za niezbywaln cech zjawisk, postrzeganie
ich jako stale zmieniaj cych si w sposób agodny i powolny, czyli ewolucyjnie (Chmielewski 1988).
Poza kr giem swoich zwolenników ewolucjonizm wywar wp yw na socjologi , rozbudzaj c u jej
przedstawicieli wiadomo rozmaito ci spo ecze stw, a tym samym istnienia ró nych dróg wiod cych do
spo ecze stwa przemys owego oraz specyficznych dla ró nych typów spo ecze stw barier i skutków
uprzemys owienia.

2. Typy spo ecze stw


W konstruowanych przez ewolucjonistów ci gach rozwojowych najcz stszym kryterium wyró niania
typów spo ecze stw traktowanych jako etapy rozwoju jest poziom techniki okre laj cej podstawowy
sposób zdobywania rodków do ycia. W typologiach ewolucjonistów wyst puj cztery podstawowe
typy spo ecze stw: spo ecze stwo zbieracko-my liwskie nie znaj ce uprawy roli; rolnicze spo ecze stwo
kopieniackie nie znaj ce
Rozdzia IV. Zmiana spo eczno-kulturowa 101

uga i uprawiaj ce ziemi za pomoc motyki; rozwini te spo ecze stwo rolnicze u ywaj ce p uga;
spo ecze stwo przemys owe.
Charakterystyka tych typów, uzupe nianych o podtypy, bywa bogata i wielostronna. Uwzgl dnia
charakter podzia u pracy, rodzaj wzajemnych powi za mi dzy lud mi, zró nicowanie spo eczne, kszta t
rodziny i form w adzy, a tak e znajomo pisma.
Bogatych charakterystyk typów spo ecze stw przedprzemys owych znajduj cych si w ró nych
cz ciach wiata dostarczaj dzie a antropologów spo ecznych i kulturowych. Socjolodzy, jak wiadomo,
skupiaj uwag na wspó czesnym spo ecze stwie przemys owym, jego powstaniu oraz przemianach. W
odniesieniu do wcze niejszych form spo ecznych zadowalaj si ogólnym poj ciem spo ecze stwa
tradycyjnego.
W analizach socjologicznych oznacza ono najcz ciej spo ecze stwo istniej ce w europejskim kr gu
kulturowym do czasu rewolucji przemys owej. S y zazwyczaj jako t o do charakterystyki
spo ecze stwa przemys owego.
W ostatnich dziesi cioleciach zacz o upowszechnia si przekonanie, e zachodz ce w
spo ecze stwie przemys owym zmiany doprowadzaj do powstania nowej jako ci - spo ecze stwa
nowego typu. Pojawi o si poj cie spo ecze stwa poprzemys owego, ponowoczesnego, zwanego tak e
informacyjnym.

Spo ecze stwo tradycyjne


Spo ecze stwo tradycyjne oparte jest na rolnictwie i dominuje w nim gospodarka naturalna. Jednostkami
produkcyjnymi s gospodarstwa domowe, w znacznej mierze samowystarczalne. Rynek i wymiana
towarowa s s abo rozwini te. Znikom rol odgrywa d enie do zysku jako motywacja dzia
gospodarczych. Pieni dz ma niewielki wp yw na kszta t stosunków spo ecznych oraz okre lanie miejsca
cz owieka w spo ecze stwie. Cz owiek jest postrzegany jako cz stka zbiorowo ci, a nie jako autono-
miczna jednostka.
Komunikacja i przekazywanie informacji odbywa si g ównie drog ustn . Pismo jest znane, ale
umiej tno czytania i pisania posiadaj nieliczni i s oni elit . Miast jest ma o. Ludno skupiona jest
ównie na terenach wiejskich. Charakter spo eczno ci wiejskich decyduje o obliczu ca ego
spo ecze stwa. Tradycyjna spo eczno wiejska jest zamkni ta, a jej cz onkowie s zasiedziali i ma o
ruchliwi przestrzennie. Silnie odczuwaj odr bno od reszty wiata, co daje im poczucie wspólnoty
nawet przy widocznych ró nicach po enia ekonomicznego. Podstawowymi cz ciami sk adowymi
spo eczno ci wiejskiej s rodziny i s siedztwa. S siedzi bardzo wa ni. Regu jest pomoc s siedzka i
wzajemna wymia-

102 Cz pierwsza. Prolegomena

na us ug, jak równie spotkania s siedzkie w celu wspólnego wykonywania ró nych prac. Spotkania te,
cz ste zw aszcza jesieni i zim , s ród em najrozmaitszych informacji i pe ni rol odpowiadaj roli
gazet i ksi ek w spo ecze stwie przemys owym.
Tradycyjn spo eczno wiejsk cechuje zachowawczo i orientacja przesz ciowa. Przesz
uzasadnia sposób post powania i dostarcza wzorów zachowania si . Ich przestrzeganie zapewnia silna,
nieformalna kontrola spo eczna (Dobrowolski 1966).

Spo ecze stwo przemys owe


Szkicowy obraz spo ecze stwa przemys owego zosta przedstawiony ju wcze niej przy charakterystyce
historycznych warunków powstania socjologii (zob. Warunki historyczne narodzin socjologii jako dyscypliny
naukowej, s. 23). Jego obecny opis wymaga po cz ci powtórzenia, po cz ci uzupe nienia tego, co
zosta o wcze niej powiedziane.
Istot spo ecze stwa przemys owego jest gospodarka rynkowa oraz masowe wytwarzanie dóbr
materialnych przy u yciu maszyn i poza gospodarstwem domowym. Jednostki produkcyjne s
wyspecjalizowane w wytwarzaniu dóbr jednego rodzaju, z czym wi e si pog bianie podzia u pracy.
Wraz z rozwojem przemys u i gospodarki rynkowej upowszechnia si d enie do zysku jako motywacja
dzia gospodarczych. Pieni dz nabiera znaczenia jako wyznacznik miejsca cz owieka w
spo ecze stwie.
Rozwojowi przemys u towarzyszy rozwój miast. Zwi ksza si przestrzenna i spo eczna ruchliwo
ludzi. Pojawiaj si zbiorowo ci spo eczne nowego rodzaju. Celowo konstruowane, oparte na normach
prawnych i ogarniaj ce jedynie cz ycia jednostek w odró nieniu od wcze niej istniej cych, które
ogarnia y ca e ycie cz owieka i tworzy y si spontanicznie na podstawie wi zów krwi b s siedztwa.
Umacnia si i rozrasta w adza centralna pa stwa, gdy s abnie nieformalna kontrola spo eczna, co
wzmaga potrzeb kontroli formalnej: policji, s dów, wi zie .
Upowszechnia si umiej tno czytania i pisania oraz ro nie rola wykszta cenia. Pojawiaj si rodki
masowego przekazu: prasa, radio, z czasem telewizja. W rezultacie ich oddzia ywania wytwarza si
kultura masowa (zob. Kultura masowa, s. 424).
Jednostka przestaje by tylko cz stk zbiorowo ci i zyskuje warto autonomiczn , wa za
motywacj dzia zaczyna by d enie do osi gni osobistych.
enie do osobistych osi gni , racjonalno , sekularyzacja i indywidualizm to charakterystyczne cechy
kulturowe spo ecze stwa przemys owego.

Rozdzia IV. Zmiana spo eczno-kulturowa 103

Spo ecze stwo poprzemys owe, ponowoczesne i informacyjne


Ró norodne zmiany, które zachodzi y na wiecie od schy ku lat sze dziesi tych XX wieku, by y tak
znaczne i wielorakie, e zacz to widzie w nich oznaki narodzin spo ecze stwa nowego typu. Kategorie
powsta e dla opisu i analizy stosunków spo ecznych w spo ecze stwach okre lanych mianem
przemys owych b nowoczesnych, a niekiedy kapitalistycznych, coraz cz ciej nie przystawa y do
nowo powstaj cej rzeczywisto ci.
Poczuciu nowo ci da wyraz Daniel Bell w klasycznej ju dzi ksi ce The Corning of Post-Industrial
Society, opublikowanej w 1974 roku. Autor og asza w niej narodziny nowego, poprzemys owego
spo ecze stwa. Dla Bella istotn cech tego spo ecze stwa by o przekszta cenie dotychczasowej struktury
zatrudnienia i organizacji pracy spowodowane pojawieniem si nowych technologii.
W pó niejszych latach poj cie spo ecze stwa poprzemys owego uleg o upowszechnieniu, a za jego
podstawow cech uznano przesuni cie wi kszo ci aktywno ci gospodarczej ze sfery produkcji dóbr
materialnych do sfery us ug. Proces pracy zacz polega znacznie bardziej na relacjach z innym lud mi
ni na przetwarzaniu surowców.
Poprzemyslowy typ spo ecze stwa okre lany bywa wspó cze nie jako spo ecze stwo ponowoczesne,
a nawet pokapitalistyczne (Drucker 1999). Wyst puje te poj cie spo ecze stwa informacyjnego.
Przez niektórych autorów to ostatnie bywa uwa ane za odr bny typ spo ecze stwa, nie za za inn
nazw spo ecze stwa poprzemys owego (Marek S. Szczepa ski 1999).
Spo ecze stwo informacyjne to takie spo ecze stwo, w którym produkcja towarów i us ug w
znacznej mierze zale y od przekazywania informacji. Tak jak uprzemys owienie umo liwi o
produkowanie znacznych ilo ci dóbr materialnych, tak szybkie komputery i rozwój technik teleko-
munikacyjnych umo liwiaj wytwarzanie, przekszta canie i przekazywanie znacznej liczby informacji.
Powstanie i rozwój spo ecze stwa informacyjnego ma wiele konsekwencji. Zmienia si sk ad
zawodowy i pojawia si p ynno rynku pracy zagra aj ca stabilizacji zatrudnienia i wymagaj ca sta ej
elastyczno ci. Spo ecze stwo to bywa nazywane spo ecze stwem ryzyka. Zmieniaj si te relacje
mi dzy pracownikami a ich miejscem pracy i domem. Aby wype nia obowi zki s bowe i polecenia
pracodawcy, nie jest niezb dne opuszczanie domu.
Spo ecze stwo informacyjne umo liwia zarówno rozwój demokracji, jak i rozszerzanie si
niedemokratycznej w adzy korporacji mi dzynarodowych. Zyskuj one mo liwo takiej kontroli
pracowników, która ogranicza ich swobody demokratyczne. Wraz z rozwojem technik infor-
104 Cz pierwsza. Prolegomena

matycznych intensyfikuje si proces globalizacji, który dodatkowo, poza samymi zmianami techniki,
wp ywa na przemiany spo eczne.
Globalizacja „jest stopniowym rozszerzaniem si na skal ca ego globu ziemskiego terytorialnego
zasi gu spo ecznego podzia u pracy i wymiany rynkowej, powi za i oddzia ywa wzajemnych
mi dzy zbiorowo ciami ludzkimi we wszystkich sferach ycia. Oznacza wzrastaj ce tempo
ogólno wiatowego przep ywu technik, dóbr, us ug, kapita u, si y roboczej, rodków komunikacji,
informacji i idei. Obejmuje rozwój ponadnarodowych instytucji i organizacji technicznych,
ekonomicznych, socjalnych, politycznych, kulturalnych, naukowych i artystycznych (na przyk ad
Mi dzynarodowy Fundusz Walutowy, Bank wiatowy, ONZ, UNESCO, wystawy wiatowe,
mi dzynarodowe festiwale teatralne i filmowe, olimpiady sportowe)" (Jasi ska-Kania 2000:1-2).
Globalizacja k adzie kres izolacji poszczególnych spo ecze stw i powoduje nasilanie si zewn trznych
wp ywów na wszystkie sfery ich ycia.
Globalizacja jest najbardziej odczuwalna w sferze gospodarczej. Pojawia si coraz wi cej pot nych
korporacji mi dzynarodowych, które róde si y roboczej, surowców oraz rynków poszukuj w skali
ca ego globu. Dzia aj jednocze nie w wielu ró nych krajach, co pozwala im wykorzystywa ró nice
lokalne w kosztach si y roboczej, systemach podatkowych i przepisach reguluj cych dzia alno
gospodarcz w poszczególnych pa stwach. Mog wi c uwalnia si od ogranicze ze strony pa stw
narodowych. Post puj cej globalizacji towarzyszy wzrost wiadomo ci, e to, co zachodzi w jednej
cz ci wiata, wywiera wp yw na to, co dzieje si w innych jego cz ciach. Zauwa amy, e krach na
gie dzie w Tokio odbija si na notowaniach gie dowych w Warszawie. Zaczynamy sobie zdawa spraw ,
e wyci cie lasów w Brazylii grozi zmianami klimatycznymi na wszystkich kontynentach. Coraz
atwiejsza i szybsza komunikacja, któr umo liwia poczta elektroniczna i sie internetowa, sprawia, e z
ka dym dniem wiat kurczy si w naszych oczach i coraz wyra niej u wiadamiamy sobie zale no ci w
skali ca ego globu.

3. Teorie modernizacji, konwergencji i zale no ci


Modernizacja
Modernizacja oznacza proces zmian prowadz cych do powstania nowoczesnego spo ecze stwa
przemys owego. Odnosi si do szerokiego zakresu zjawisk, w najró niejszy sposób i w rozmaitym stopniu
powi zanych z uprzemys owieniem. Nale y do nich mi dzy innymi upowszechnienie umiej tno ci
czytania i pisania, rozwój o wiaty, miast, dróg, wodoci gów i kanalizacji, systemów komunikacji, opieki
medycznej, a tak e poszerz -
Rozdzia IV. Zmiana spo eczno-kulturowa 105

nie zakresu uczestnictwa obywateli w yciu politycznym. Za przejaw modernizacji uwa a si tak e
zmiany w sposobie patrzenia na wiat i systemach warto ci, które towarzysz rozwojowi spo ecze stwa
przemys owego, oraz kszta towanie si osobowo ci cz owieka nowoczesnego (zob. Interakcje jako
przedmiot zainteresowania psychologii, s. 122).
Modernizacja budzi a szczególnie ywe zainteresowanie w latach pi dziesi tych i na pocz tku lat
sze dziesi tych XX wieku. Sprzyja a temu ówczesna sytuacja polityczna na wiecie.
By to okres tak zwanej zimnej wojny mi dzy dwoma wielkimi blokami polityczno-militarnymi.
Stanowi y one dwa biegunowo ró ne wiaty. W ka dym z nich panowa y odmienne ustroje polityczne,
inne typy gospodarki i inny by charakter ich spo ecze stw. „Pierwszy wiat" tworzy y Stany
Zjednoczone i Europa Zachodnia. Kraje, które do niego nale y, cechowa wysoki stopie
uprzemys owienia, kapitalistyczna forma gospodarki rynkowej, ustrój demokratyczny i wy szy ni gdzie
indziej poziom dobrobytu. „Drugi wiat", w którym g ówn rol odgrywa Zwi zek Radziecki,
obejmowa kraje s abiej uprzemys owione, o socjalistycznej formie gospodarki planowanej, ustrojach
autorytarnych, ni szej stopie yciowej, natomiast wi kszej pewno ci pracy i bardziej rozwini tym sys-
temie zabezpiecze spo ecznych.
Poza tymi „dwoma wiatami" znajdowa y si kraje s abo, je li w ogóle, uprzemys owione, które
przyj o si okre la mianem Trzeciego wiata. Oba bloki polityczne rywalizowa y o uzyskanie w nich
wp ywów. Przed ka dym krajem Trzeciego wiata stawia o to pytanie, czy jego droga do
uprzemys owienia ma by kapitalistyczna, czy socjalistyczna, a teoretyków sk ania o do rozwa ania
plusów i minusów ka dej z nich.
Istnieje pogl d, e bod cem do podejmowania problematyki modernizacji by a ch przekonania
krajów Trzeciego wiata o wy szo ci kapitalistycznej drogi do uprzemys owienia i wykazania, e
prowadzi ona nie tylko do wzrostu dobrobytu, ale i do sprawiedliwo ci spo ecznej (Johnson 2000).
Podstawow przyczyn rozkwitu zainteresowa problematyk modernizacji by o w znacznej mierze to,
e problemy zwi zane z wysi kami modernizacyjnymi krajów Trzeciego wiata by y dla przedstawicieli
nauk spo ecznych kusz cym wyzwaniem intelektualnym. Istnia bowiem docelowy wzór przemian, ale
nie by o wiadomo, w jaki sposób go zrealizowa . Wzorcowe, nowoczesne spo ecze stwo przemys owe i
zarazem demokratyczne powsta o w Europie w wyniku d ugiego procesu historycznego jako rezultat
wielu oddolnych i spontanicznych procesów, a nie jako realizacja jakiego teoretycznego programu. Drogi
tej nie mog y na ladowa kraje Trzeciego wiata. Modernizacji chcia y i musia y dokona w krótkim czasie,
i to rozpoczynaj c od ró nych punktów wyj cia, jakimi by y poziomy rozwoju gospodarczego w
ka dym z nich. Ze wzgl du na ich
106 Cz pierwsza. Prolegomena

znaczne ró nice kraje te w ma ym zakresie mog y si wzajemnie dzieli do wiadczeniami. Ka dy musia


sam stworzy program swoich zmian modernizacyjnych, uwzgl dniaj c w asne mo liwo ci wy onienia si
zdolnych go realizowa .
W p aszczy nie teoretycznych rozwa o modernizacji zaznaczy si wp yw ewolucjonizmu.
Niektórzy autorzy traktuj teorie modernizacji wr cz jako jedno z jego ostatnich wciele .
Neoewolucjoni ci zreszt sami z siebie podejmowali problematyk modernizacji. Tak na przyk ad
neoewolucjonista Gerhard Lenski, wykorzystuj c dane etnograficzne i antropologiczne, analizowa
przebieg procesów modernizacyjnych i ich polityczne, spo eczne i kulturowe skutki w spo ecze stwach
ró nego typu (Lenski, Lenski 1987).
Na prze omie lat sze dziesi tych i siedemdziesi tych XX wieku teorie modernizacji poddane zosta y
surowej krytyce. Zarzucano im niezgodno z faktami historycznymi oraz opieranie si na fa szywych
za eniach.
Zainteresowania modernizacj o ywi y si u schy ku lat osiemdziesi tych, wraz z ko cem
komunizmu i pojawieniem si na europejskiej scenie krajów postkomunistycznych, postrzeganych i
postrzegaj cych si jako zacofane w stosunku do Europy Zachodniej. Problematyka modernizacji
od a, ale w innym ni uprzednio kontek cie teoretycznym. Utraci a zwi zek z ewolucjonizmem i
zacz to na ni patrze jako na uwarunkowany historycznie proces kszta towania si i rozprzestrzeniania
cech uwa anych za znamiona nowoczesno ci, takie jak rynek, nowe technologie, demokracja, etos pracy
(Sztompka 1993: 135-137).

Teoria konwergencji
ownikowo „konwergencja" oznacza zbie no (Kopali ski 2000). U podstaw teorii konwergencji le o
ewolucjonistyczne za enie, e w miar post puj cego uprzemys owienia wszystkie kraje w sposób
konieczny b upodobnia si do siebie, w tym równie pod wzgl dem ustroju politycznego. Od
klasycznych teorii modernizacji ró ni o j koncentrowanie uwagi nie na Trzecim wiecie, ale na
odmienno ci „pierwszego" i „drugiego". Teoria konwergencji by a jeszcze wyra niej ni teorie mo-
dernizacji wytworem epoki, w której dwa wielkie bloki polityczne okre la y oblicze wiata.
Teoria konwergencji g osi a, e „pierwszy" i „drugi wiat" ró ni si nie jako ciowo odmiennymi
ustrojami, ale odmiennym usytuowaniem na tej samej linii rozwojowej, wiod cej do rozwini tego
spo ecze stwa przemys owego.
W wietle tej teorii socjalizm przestawa by wy szym w stosunku do kapitalizmu etapem rozwoju
ludzko ci, jak chcieli jego ideolodzy, i sta-
Rozdzia IV. Zmiana spo eczno-kulturowa 107

wal si mniej rozwini tym spo ecze stwem przemys owym. Teoria konwergencji, kwestionuj ca
przeciwstawno socjalizmu i kapitalizmu, by a ze wzgl dów ideologicznych surowo krytykowana w
krajach bloku socjalistycznego. Krytyka dotyczy a równie samej kategorii spo ecze stwa przemys owego
jako obejmuj cej zarówno spo ecze stwo kapitalistyczne, jak i socjalistyczne, a tym samym zamazuj cej
„gatunkow " ró nic mi dzy nimi.

Koncepcja zale no ci i systemu wiatowego


W powojennych dziesi cioleciach w ród spo ecze stw przemys owych Europy i Stanów
Zjednoczonych panowa o przekonanie, e kluczem do rozwoju i podniesienia poziomu ycia w krajach
Trzeciego wiata jest ich modernizacja. Wierzono, e dop yw do nich nowoczesnych technologii,
rozbudowa szkolnictwa, upowszechnienie w nich nowoczesnych postaw, takich jak pozytywny stosunek
do zmian, otwarto na innowacje, my lenie o przysz ci w d ugim horyzoncie czasowym, przynios
ogos awione skutki i pomog im wydoby si z zacofania, co automatycznie po y kres biedzie.
Okaza o si to z udzeniem.
Reakcj na rozwiane z udzenia by a koncepcja zale no ci i systemu wiatowego, powsta a w latach
siedemdziesi tych. Dotyczy a charakteru zmian powodowanych procesami globalizacji. G osi a, e
globalizacja prowadzi do wzajemnego uzale niania si wszystkich krajów, w wyniku czego powstaje jeden
system wiatowy. System ten wywiera znacz cy wp yw na ca ycia poszczególnych krajów.
Pierwszym teoretykiem systemu wiatowego by Immanuel Wallerstein.
W koncepcji zale no ci pobrzmiewa o echo marksizmu, podobnie jak w teoriach modernizacji -
ewolucjonizmu. G ówn jej tez by o, e wiatowy system gospodarczy jest obszarem nierówno ci i
wyzysku. Rozdzia bogactwa, w adzy i zasobów jest w wiecie nierówny. Pozwala to krajom najobficiej
w nie zaopatrzonym i najbardziej rozwini tym oraz b cym pot gami przemys owymi wyzyskiwa
gospodarczo kraje s abiej rozwini te i podporz dkowywa je sobie politycznie, a tak e traktowa wy-
cznie jako ród o surowców i taniej si y roboczej, co hamuje ich rozwój i utrwala bied .
O dop ywie technologii i kapita u do przemys u s abszych gospodarczo krajów decyduje interes krajów
bogatszych. Korporacje inwestuj ce w danym kraju nie lokuj w nim osi gni tych zysków, co
przyczynia oby si do jego rozwoju, ale je wywo . W rolnictwie zaczyna si uprawia to, co mo na
wyeksportowa i sprzeda na mi dzynarodowych rynkach, nie za to, co s y lokalnym potrzebom. W
rezultacie kraje biedne, dotychczas wzgl dnie samowystarczalne gospodarczo, uzale niaj si od ryn-
108 Cz pierwsza. Prolegomena

ków mi dzynarodowych. Warunkiem ich przetrwania staje si umiej tno zdobywania pieni dzy, co jest
rzecz trudn ze wzgl du na szybko zmieniaj ce si na tych rynkach ceny i wymagania.
Podstawowymi poj ciami koncepcji systemu wiatowego s centrum, peryferie oraz
pó peryferie.
Centrum tworz kraje bogate, wysoko uprzemys owione, rozporz dzaj ce najnowocze niejszymi
technologiami i produkuj ce zró nicowane produkty. Sprawuj kontrol nad wi kszo ci zasobów
produkcyjnych i finansowych wiata. S stosunkowo niezale ne, stabilne politycznie, o ustrojach
demokratycznych.
Peryferie tworz kraje niegdy zaliczane do Trzeciego wiata. S ubogie i maj ma o zasobów
produkcyjnych, wobec czego nie s konkurencyjne na rynkach wiatowych. Dostarczaj surowców lub
jednorodnych produktów przemys owych. S uzale nione od krajów tworz cych centrum: od nap ywu
stamt d nowych technologii, od ich rynków, a nawet pomocy finansowej. W rezultacie kraje peryferyjne
ma o stabilne politycznie i dalekie od demokracji.
Pó peryferie to kraje, które ze wzgl du na swój poziom rozwoju gospodarczego sytuuj si mi dzy
centrum a peryferiami i nie mo na ich zaliczy do adnej z tych dwóch kategorii. S to zarówno
odnosz ce sukcesy kraje pozaeuropejskie, jak i postkomunistyczne kraje europejskie, w których poziom
ycia, chocia znacznie wy szy ni w dawnych krajach Trzeciego wiata, wyra nie odbiega od poziomu
ycia czo ówki europejskiej.

4. Dzia ania ludzi oraz ruchy spo eczne jako czynniki zmiany
Prze om, jaki w socjologii ostatnich dwóch dziesi cioleci spowodowa o upowszechnienie si orientacji
humanistycznej (zob. Socjologia wspó czesna, s. 36), wp yn tak e na sposób widzenia zmiany
spo ecznej. Z nowej perspektywy, któr ta orientacja przynosi a, spo ecze stwo ukazywa o si nie jako
historycznie konieczny etap obiektywnego procesu ewolucji, ale jako wytwór dzia ludzkich. Takie
spojrzenie na spo ecze stwo uwydatnia o jego ci zmienno . Rzeczywisto spo eczna okazywa a
si nieustannie kszta towana przez przetargi i negocjacje oraz powstaj ce mi dzy lud mi konflikty i
podejmowan przez nich wspó prac .
W rezultacie zmiana spo eczna na poziomie makrospo ecznym zacz a by postrzegana jako
przekszta canie ram, w jakich ludzie podejmuj dzia ania, odpowiadaj c na pojawiaj ce si przed nimi
problemy i wyzwania. U róde zmiany zacz to widzie moc sprawcz jednostek i zbiorowo ci ludzkich
(Sztompka 1993: 196).

Rozdzia IV. Zmiana spo eczno-kulturowa 109


Takiemu postrzeganiu zmiany spo ecznej sprzyja charakter tych spo ecze stw wspó czesnych, które
okre lane s mianem ponowoczesnych. W zawrotnym tempie rozwija si w nich coraz bardziej
wyrafinowana technologia i rozszerza si zakres wyborów i mo liwo ci jednostek.

Ruchy spo eczne


Najszersze okre lenie ruchów spo ecznych powiada, e s to „zbiorowe d enia ludzi do realizacji
wspólnego celu" (Jan Szczepa ski 1972: 522--523). Zalet tego okre lenia jest pozostawienie otwart
kwestii zwi zku ruchów spo ecznych ze zmian spo eczn , chocia wi kszo definicji ruchów
spo ecznych wskazuje na ich bezpo redni z ni zwi zek (Sztompka 1993: 227). Zwi zek ten jednak nie
zawsze jest bezpo redni i jednoznaczny ze wzgl du na ogromn ró norodno zbiorowych d , okre -
lanych mianem ruchów spo ecznych.
W literaturze przedmiotu spotka mo na rozmaite typologizacje ruchów spo ecznych. Najprostsza
dzieli ruchy na rewolucyjne, reformatorskie i ekspresywne, czyli takie, których celem nie jest zmienianie
spo ecze stwa, lecz dawanie wyrazu pewnej postawie (Jan Szczepa ski 1972: 523).
Bior c za punkt wyj cia relacje mi dzy ruchem spo ecznym a zmian , wskaza mo na nast puj ce
ró nice mi dzy ruchami spo ecznymi:
• Ruch spo eczny mo e przyczynia si do zmiany spo ecznej lub by przez ni wywo any. Tym
samym by jej przyczyn albo skutkiem.
• Ruch spo eczny mo e zmierza do wprowadzenia zmian lub do ich zahamowania.
• Ruch spo eczny d cy do wprowadzenia zmian mo e orientowa si na przysz lub przesz .
Celem mog by nowatorskie przekszta cenia b przywrócenie wcze niejszego stanu rzeczy.
• Ruch spo eczny mo e by ukierunkowany na zmian zewn trznej rzeczywisto ci spo ecznej lub na
zmian cz owieka.
• Zarówno ruch ukierunkowany na zmian w spo ecze stwie, jak i na zmian cz owieka mo e
stawia sobie za cel zmian ca ciow albo cz stkow . W odniesieniu do spo ecze stwa zmiana
ca ciowa to przekszta cenie, najcz ciej rewolucyjne, ca ego systemu spo eczno-politycznego,
cz stkowa za to mniej lub bardziej daleko id ce zmiany ustawodawstwa czy sposobu organizacji i
funkcjonowania jakiego segmentu ycia spo ecznego. W odniesieniu do cz owieka ruchy d ce do
jego ca kowitej przemiany to tak zwane ruchy zbawienia, natomiast jego cz stkow zmian stawiaj sobie
za cel takie ruchy, jak na przyk ad ruch Anonimowych Alkoholików.
• Ruch spo eczny mo e d do wprowadzenia zmian szybko, za jednym zamachem, b dzia
na rzecz stopniowego, powolnego ich
110 Cz pierwsza. Prolegomena

wprowadzania. W pierwszym przypadku mamy do czynienia z ruchem rewolucyjnym, w drugim -


reformatorskim.
Ruchy spo eczne wyst powa y w ca ej historii ludzko ci. Jednak e nie zawsze w takim samym
nat eniu. Zgodnie z opini badaczy, wiek XIX i XX, czyli stulecia rozwoju spo ecze stwa
nowoczesnego, to czas rozwoju ruchów spo ecznych. Niektórzy stwierdzaj wr cz, e „ruchy spo eczne
zasadniczym elementem tego, co nosi miano nowoczesno ci. S cech definicyjn nowoczesnej
polityki i nowoczesnego spo ecze stwa" (Eyerman, Jamison 1991: 63, za: Sztompka 1993: 279).
W spo ecze stwie nowoczesnym pojawiaj si warunki sprzyjaj ce powstawaniu ruchów
spo ecznych, a tak e problemy sk aniaj ce do podejmowania zbiorowych dzia w celu ich
rozwi zania.
Urbanizacja, tworz c obszary zag szczonego zaludnienia, u atwia porozumiewanie si ludzi w ich
obr bie. Zakres mo liwych kontaktów wzrasta jeszcze bardziej wraz z pojawieniem si rodków
masowej komunikacji. Podnoszenie si ogólnego poziomu wykszta cenia usprawnia organizowanie
zbiorowych dzia , a umo liwia je umacniaj ca si demokracja.
Nowe, jaskrawo widoczne w miejskich skupiskach nierówno ci spo eczne i dramatyczne warunki
pracy w przemy le pobudzaj ch organizowania si ludzi w celu obrony przed wyzyskiem i stara o
zmian istniej cego stanu rzeczy. Indywidualizacja, któr przynosi ludziom spo ecze stwo nowoczesne,
rodzi poczucie wykorzenienia i osamotnienia. Jednym z lekarstw na to zjawisko jest skupianie si i
podejmowanie wspólnych dzia .
Przemianie rozwini tych spo ecze stw nowoczesnych w spo ecze stwa ponowoczesne towarzyszy
dalszy rozwój ruchów spo ecznych i powstawanie nowego ich rodzaju. Okre lane s mianem „nowych"
w przeciwie stwie do „starych", wyst puj cych we wcze niejszych fazach rozwoju spo ecze stw
nowoczesnych.
Klasyczne, „stare" ruchy mia y pod e ekonomiczno-polityczne i dzia y w spo ecze stwie, w którym
ówne linie konfliktów wyznacza a rozbie no interesów materialnych. Skupia y ludzi o podobnym
po eniu ekonomicznym i usytuowaniu spo ecznym, jednakowo zainteresowanych poprawieniem
swojego po enia materialnego. Przybiera y sztywn i scentralizowan form organizacyjn . Przyk adem
„starego" ruchu jest zwi zek zawodowy.
„Nowe" ruchy spo eczne maj pod e kulturowe. Ich uczestników czy nie wspólny interes
ekonomiczny, ale przywi zywanie wagi do tych samych problemów spo ecznych i wspólna reakcja na nie.
to problemy spoza sfery ekonomicznej: dyskryminacja ze wzgl du na p , orientacj seksualn czy
kolor skóry, zagro enie naturalnego rodowiska, ograniczenia autonomii jednostki. Ruchy te nie maj
sztywnej organizacji i cz sto
Rozdzia IV. Zmiana spo eczno-kulturowa 111

jedynie siatk lu nych powi za . Przyk adem „nowych" ruchów s ruchy feministyczne i ekologiczne.

„Podstawowe pola aktywno ci nowych ruchów spo ecznych przejawiaj si w zainteresowaniu terytorium (fizycznym),
wiatem ycia» (takim jak ludzkie cia o, zdrowie, to samo seksualna), otoczeniem s siedzkim, miejskim rodowiskiem,
dziedzictwem kulturalnym, etnicznym, narodowym, j zykowym i to samo ci w tych zakresach; fizycznymi warunkami
ycia i prze ycia gatunku ludzkiego jako ca ci. Owe zainteresowania, chocia ró norodne i niespójne, maj wspólne ród o
w pewnych warto ciach. Warto ci te nie s same w sobie nowe, lecz w ramach nowych ruchów spo ecznych uzyska y
odmienny wyraz i akcenty. Najbardziej znacz cymi w ród tych warto ci s autonomia i to samo (wraz z ich
organizacyjnymi korelatami, takimi jak decentralizacja, samozarz dzanie, samopomoc) jako przeciwstawienie manipulacji,
kontroli, zale no ci, biurokratyzacji itp. [...].
Je li chodzi o zewn trzne formy dzia ania, to spotykamy tutaj taktyk demonstracji i inne postacie akcji z wykorzystaniem
obecno ci du ej liczby osób. Ta taktyka protestu ma na celu mobilizacj opinii publicznej poprzez rodki przewa nie legalne,
acz «nie-konwencjonalne» [...].
Taktyka protestu i da wskazuje, i zmobilizowana grupa dzia aj cych osób postrzega siebie jako sojusz stworzony ad hoc
i cz sto koncentruj cy si na pojedynczym zadaniu, sojusz pozostawiaj cy du o miejsca dla szerokiego wachlarza przekona
osób podejmuj cych ów protest" (Offe 1995: 230-231).

Nowe ruchy wiadcz o pojawianiu si we wspó czesnych spo ecze stwach wielu nowych konfliktów i
napi poza tymi, które wynikaj z rozbie no ci interesów ekonomicznych. Nowe ruchy skupiaj ludzi
ró nie usytuowanych spo ecznie i ekonomicznie, chocia w ród ich uczestników nadreprezentowani s
ludzie z wy szym wykszta ceniem. Narodziny nowych ruchów nie oznaczaj mierci „starych" ruchów,
cych reakcj na stare problemy, wci nie zlikwidowane. Oba rodzaje ruchów istniej obok siebie,
tyle e „nowe" znacznie g niej i jaskrawiej zaznaczaj swoj obecno na scenie publicznej. Powoduje
to postrzeganie ich jako dominuj cych w spo ecze stwach ponowoczesnych.

Nota bibliograficzna
W Cz ci pierwszej prezentowane s problemy i kategorie teoretyczne, do których odwo ania
pojawiaj si w dalszych partiach ksi ki. Ma ona charakter wst pu do podr cznika (st d tytu
Prolegomena), co powoduje jej zró nicowanie tematyczne, a to z kolei wymaga znacznie bogatszych
informacji bibliograficznych ni pozosta e, bardziej jednolite cz ci.
Informacje te zacz nale y od serii „Biblioteka Socjologiczna" Pa stwowego Wydawnictwa
Naukowego w Warszawie, w której wydawane s dzie a klasyków socjologii wiatowej. W serii tej
ukaza y si mi dzy innymi prace czo owych przedstawicieli funkcjonalizmu: Talcotta Parsonsa Szkice z
teorii socjologicznej (1972) oraz Roberta K. Mertona Teoria socjologiczna i struktura spo eczna (1982a).
Wydana zosta a tak e praca twórcy interakcjonizmu symbolicznego George'a Herberta Meada Umy l,
osobowo , spo ecze stwo (1975), jak równie dzie o wielkiego klasyka nauk spo ecznych Maxa Webera
Gospodarka i spo ecze stwo. Zarys socjologii rozumiej cej (2002). W tej samej serii ukaza o si kilka prac
polsko-ameryka skiego przedstawiciela socjologii humanistycznej Floriana Znanieckiego, w tym Wst p
do socjologii (1988). Wydane zosta y równie prace dwóch przedstawicieli socjologii europejskiej, którzy
znacz co wp yn li na jej kszta t wspó czesny: Niemca Georga Simmla Socjologia (1975) i Francuza Emile'a
Durkheima Elementarne formy ycia religijnego (1990), O podziale pracy spo ecznej (1999), Zasady metody
socjologicznej (1985, 2000).
Jako cenne ród o wiedzy socjologicznej wskaza nale y kilkutomow Encyklopedi socjologii, któr
wydaje sukcesywnie, pocz wszy od 1998 roku, Oficyna Naukowa w Warszawie. Has a Encyklopedii
autorskimi artyku ami po wi conymi zagadnieniom z obszaru nauk spo ecznych.
Wszechstronnych informaq'i o rozwoju socjologii i poprzedzaj cej j my li spo ecznej dostarcza ksi ka
Jerzego Szackiego Historia my li socjologicznej (2002). W pracy tej dzieje my li socjologicznej
doprowadzone s do czasów najnowszych, dzi ki czemu jest ona równie przegl dem wspó czesnych teorii
socjologicznych. Tym ostatnim po wi cona jest praca Jonathana H. Turnera Struktura teorii socjologicznych,
która mia a kilka uwspó cze nianych wyda . W Polsce zosta a wydana w 1985 roku.

114 Cz pierwsza. Prolegomena

O dziejach socjologii polskiej dowiedzie si mo na z wydanej pod red. Jerzego Szackiego i


poprzedzonej jego wst pem antologii prac socjologów polskich Sto lat socjologii polskiej. Od Supi skiego do
Szczepa skiego (1995) oraz z ksi ki Niny Krasko Instytucjonalizacja socjologii w Polsce 1920--1970 (1996).
Problem swoisto ci nauk spo ecznych i ich nieprzystawania do wzoru nauk przyrodniczych omawia
Stanis aw Ossowski w pracy O osobliwo ciach nauk spo ecznych (wydanie pierwsze 1962, oraz w tomie 4 Dzie ,
1967a), a tak e Edmund Mokrzycki w ksi ce Filozofia nauki a socjologia. Od doktryny metodologicznej do
praktyki badawczej (1980). Humanistycznej perspektywie w naukach spo ecznych po wi cona jest praca
Zdzis awa Krasnod bskiego Rozumienie ludzkiego zachowania. Rozwa ania o filozoficznych podstawach nauk
humanistycznych i spo ecznych (1986).
Wersje socjologii humanistycznej w postaci interakcjonizmu symbolicznego i socjologii fenomenologicznej
omawia Marek Zió kowski w ksi ce Znaczenie - interakcja - rozumienie. Studium z symbolicznego
interakcjonizmu i socjologii fenomenologicznej jako wersji socjologii humanistycznej (1981). Jedna z cz ci tej pracy
po wi cona jest potocznemu my leniu i jego uwarunkowaniom. Kierunki traktuj ce socjologi jako nauk
zaanga owan spo ecznie omawia Janusz Mucha w rozprawie Socjologia jako krytyka spo eczna. Orientacja
radykalna i krytyczna we wspó czesnej socjologii zachodniej (1986).
O stereotypach dowiedzie si mo na z ksi ki Neila C. Macrae, Charlesa Stangor i Milesa Hewstone'a
Stereotypy i uprzedzenia. Najnowsze uj cie (1999) oraz z pracy zbiorowej pod red. Miros awa Kofty i
Aleksandry Jasi skiej-Kani Stereotypy i uprzedzenia. Uwarunkowania psychologiczne i kulturowe (2001).
Ogólnym problemom metodologii bada spo ecznych po wi cona jest obszerna praca Stefana Nowaka
Metodologia bada spo ecznych (1985). Opis rozmaitych metod badawczych i zwi zanych z nimi problemów
znale mo na w opracowaniu Martina Hammersleya i Paula Atkinsona Metody badawcze w naukach
spo ecznych (2000). Problematyk bada ankietowych omawia praca Krystyny Luty skiej Surueye w Polsce.
Spojrzenie socjologiczno-antropologiczne (Wybrane zagadnienia) (1993). Analizy ilo ciowe wyczerpuj co
przedstawiaj Metody badawcze w naukach spo ecznych (2001) Chavy Frankfort-Nachmiasa i Davida
Nachmiasa. Z kolei informacji o ró nych pozaankietowych metodach bada i analizach jako ciowych
dostarcza praca zbiorowa socjologów polskich pod redakcj Antoniego Su ka, Krzysztofa Nowaka i Anny
Wyki Poza granicami socjologii ankietowej (1989); metodologi bada jako ciowych omawia ponadto praca
Krzysztofa Koneckiego Studia z metodologii bada jako ciowych. Teoria ugruntowana (2000). W ksi ce Anny Gizy
ycie jako opowie . Analiza materia ów autobiograficznych w perspektywie socjologii wiedzy (1991) rozwa ane
tak e problemy metodologicznych analiz materia ów biograficznych.

Nota bibliograficzna 115

Problemy zwi zane z praktycznym wykorzystywaniem wiedzy socjologicznej porusza Kazimierza Frieske
w ksi ce Socjologia w dzia aniu. Nadzieje i rozczarowania (1990).
Wyja nienia spo ecznych zachowa cz owieka z perspektywy ekologii znale mo na w ksi ce Johna R.
Krebsa i Normana B. Daviesa Wprowadzenie do ekologii behawioralnej (2001).
Etologiczne podej cie do zachowa spo ecznych prezentuj prace klasyków: Konrada Lorenza Odwrotna
strona zwierciad a. Próba historii naturalnej ludzkiego poznania (1977), Tak zwane z o (1996) oraz Iraneusa Eibl-
Eibes-feldta Mi i nienawi . Historia naturalna elementarnych sposobów zachowania si (1997).
Tezy socjobiologii pozwalaj pozna prace Edwarda O. Wilsona O naturze ludzkiej (1998) oraz skrócona
przez autora wersja jego podstawowego dzie a: Socjobiologia. Wydanie popularnonaukowe (2000).
O sporach wokó biologicznych interpretacji zachowania si ludzi oraz socjobiologii informuj teksty
zebrane w tomie pod redakcj Barbary Szackiej i Jakuba Szackiego Cz owiek, zwierz spo eczne (1991).
Biologiczne interpretacje spo ecznych zachowa ludzkich rozwijane pod szyldem psychologii ewolucyjnej
prezentuje ksi ka Davida M. Bussa Psychologia ewolucyjna (2001).
Pograniczem biologii i nauk spo ecznych zajmuje si w sposób popularnonaukowy Krzysztof
Szymborski w esejach zebranych w tomie Poprawka z natury. Biologia, kultura, seks (1999). Ksi ka Richarda
Wranghama i Dale'a Petersona Demoniczne samce. Ma py cz ekokszta tne i ród a ludzkiej przemocy (1999) jest
godn uwagi prób obserwacji zachowania si zwierz t w celu wyja nienia róde zachowania si
cz owieka.
Wiedzy o teoriach antropologicznie rozumianej kultury dostarcza tom Antropologia kultury. Zagadnienia
i wybór tekstów, pod redakcj Andrzeja Mencwela opracowany przez Grzegorza Godlewskiego, Leszka
Kolan-kiewicza, Andrzeja Mencwela, Miros awa P czaka i wydany jako pierwszy tom seryjnego
wydawnictwa „Wiedza o kulturze" (1995). Z kolei tom Poj cia i problemy wiedzy o kulturze, pod redakcj
Antoniny K oskowskiej (1991), otwieraj cy seri „Encyklopedia kultury polskiej XX w.", prezentuje
podstawowe kategorie opisu i analizy zjawiska kultury.
Ksi ka Ewy Nowickiej wiat cz owieka - wiat kultury. Systematyczny wyk ad problemów antropologii
kulturowej (1991), która jest uniwersyteckim podr cznikiem antropologii, porz dkuje problematyk tej
dyscypliny oraz przedstawia genez i formy spo ecznego ycia cz owieka jako istoty biokulturowej.
Socjologiczne spojrzenie na zjawiska kultury oraz przegl d jej definicji znale mo na w ksi ce Antoniny
oskowskiej Socjologia kultury (1981).
Charakterystyk ewolucjonizmu zawiera ksi ka Piotra Chmielewskiego Kultura i ewolucja (1988).
Informacji o marksizmie dostarczaj wiel-

116 Cz pierwsza. Prolegomena

kie monografie Leszka Ko akowskiego ówne nurty marksizmu (1988) i Andrzeja Walickiego Marksizm i
skok do królestwa wolno ci. Dzieje komunistycznej utopii (1996).
Pomy lana jako podr cznik praca Kazimierza Krzysztofka i Marka S. Szczepa skiego Zrozumie rozwój.
Od spo ecze stw tradycyjnych do informacyjnych (2002) przedstawia w sposób zwi y teorie rozwoju oraz
opisuje spo ecze stwo informacyjne i zjawisko globalizacji.
Powstanie i charakter spo ecze stwa kapitalistycznego opisuje praca Petera L. Bergera Rewolucja
kapitalistyczna (1995a), natomiast charakterystyk spo ecze stwa poprzemys owego zawiera ksi ka Petera
F. Drucke-ra Spo ecze stwo pokapitalistyczne (1999).
Przemiany w Polsce po roku 1989 w kontek cie teorii zmiany analizuje Witold Morawski w ksi ce
Zmiana instytucjonalna. Spo ecze stwo. Gospodarka. Polityka (1998). O polskich problemach zwi zanych z
nowoczesno ci pisze Marek S. Szczepa ski w niewielkiej ksi eczce Pokusy nowoczesno ci. Polskie
dylematy rozwojowe (1992).
Praca Paw a Kuczy skiego i Marcina Frybesa z udzia em Jana Strzeleckiego i Didiera Lapeyronnie W
poszukiwaniu ruchu spo ecznego. Wokó socjologii Alaina Touraine'a (1994), analizuj ca polski ruch
„Solidarno ci" w latach osiemdziesi tych, ukazuje za enia socjologii ruchów spo ecznych Alaina
Touraine'a. Ruchowi pacyfistycznemu po wi cona jest praca Wojciecha Modzelewskiego Pacyfizm. Wzory i
na ladowcy (2000). O nowych ruchach spo ecznych w Polsce ostatnich lat pisze Piotr uk Spo ecze stwo w
dzia aniu. Ekolodzy, feministki, sk otersi. Socjologiczna analiza nowych ruchów spo ecznych w Polsce (2001).

II Cz owiek w spo ecze stwie


ROZDZIA V

Interakcje spo eczne

1. Poj cie interakcji spo ecznej 121


2. Interakcje jako przedmiot zainteresowania psychologii 122
3. Interakcje jako przedmiot zainteresowania socjologii 123
4. Spo ecze stwo z perspektywy interakcji 130

1. Poj cie interakcji spo ecznej


Poj cie interakcji spo ecznej w wielu, chocia nie we wszystkich uj ciach zwi zane jest z poj ciem dzia ania
spo ecznego, tak jak je rozumia Max Weber (zob. Socjologia wspó czesna, s. 36), albo z poj ciem „czynno ci
spo ecznej" wed ug terminologii Floriana Znanieckiego.
Dzia anie ró ni si od zachowania tym, e sk adaj si na nie tylko daj ce si obserwowa z zewn trz
jego przejawy, ale tak e niedost pna bezpo redniej obserwacji wiadomo dzia aj cego osobnika: to, w jaki
sposób interpretuje dan sytuacj i zachowania innych, jakie znaczenie nadaje swojemu zachowaniu, a
tak e jakie ma zamiary i jak widzi cel, którego realizacji okre lone dzia anie ma s . Oczywi cie,
mo emy ogranicza si do zewn trznych obserwacji zachowa spo ecznych ludzi i opisywa je tak, jak
opisujemy zachowania spo eczne mrówek czy lwów. Niektóre kierunki, jak etologia cz owieka czy
behawioryzm, tak w nie czyni . Behawioryzm mia swego czasu zauwa alny wp yw na nauki spo eczne.
W socjologii wp yn nawet bezpo rednio na jedno z uj interakcji.

Behawioryzm pojawi si w psychologii na pocz tku XX wieku jako teoretyczna orientacja przeciwstawiaj ca si
dotychczasowemu sposobowi uprawiania tej dyscypliny. Tradycyjna psychologia, odwo uj c si do introspekcji, pragn a
pozna to, co dzieje si w umy le cz owieka i jego wiadomo ci. Behawioryzm natomiast g osi , e przedmiotem psychologii
nie jest to, co dzieje si w umy le cz owieka, ale jego obserwowalne zachowania. Aby je zrozumie , nie trzeba odwo ywa
si do wiadomo ci. Zachowanie jest bowiem poddaj si pomiarowi odpowiedzi na bod ce, które mo na zidentyfikowa
i których si mo na zmierzy . Bod ce te s przyjemne b przykre. Tych pierwszych si szuka, tych drugich unika.
Behawioryzm dowodzi , e operuj c nimi w postaci kar i nagród mo na dowolnie modyfikowa zachowanie si istot
ywych. Proces taki nosi miano warunkowania. Kierunek ten g osi ponadto, e prawa rz dz ce zachowaniem s ogólnymi
prawami odnosz cymi si jednakowo do wszystkich istot ywych. W celu poznania tych praw przeprowadzano na go biach i
szczurach, a tak e psach (s ynne do wiadczenia uczonego rosyjskiego Iwana P. Pawiowa) laboratoryjne eksperymenty
dotycz ce mechanizmów warunkowania. Wierzono g boko, e odkrywane w ten sposób prawid owo ci rz dz równie
zachowaniem cz owieka.

122 Cz druga. Cz owiek w spo ecze stwie

Interakcja jest takim dzia aniem spo ecznym, które wynika z orientowania si na innych ludzi i jest
odpowiedzi na ich zachowania i dzia ania. W poj ciu interakcji uwypuklony zostaje element wzajemnego od-
dzia ywania, interakcji. Z takim oddzia ywaniem mamy do czynienia wtedy, kiedy poszczególni osobnicy
wzajemnie na siebie wp ywaj i ka dy z nich modyfikuje swoje zachowania w odpowiedzi na zachowania
pozosta ych. Wskazuje si , e „u pod a wszelkiej interakcji znajduje si ch ka dego z uczestników do
kierowania reakcjami innych obecnych i kontrolowania ich" (Goffman 1981: 38).
Uczestników interakcji okre la si najcz ciej mianem aktorów spo ecznych b po prostu aktorów.
Termin ten bywa odnoszony do wszystkich osób, które podejmuj dzia ania spo eczne. Z dodatkiem przymio-
tnika zbiorowy jest tak e stosowany jako okre lenie zbiorowo ci i organizacji.
Interakcj spo eczn mo emy ogólnie okre li jako proces wzajemnego oddzia ywania co najmniej
dwóch osobników ludzkich.
ci le rzecz bior c, tak rozumiana interakcja spo eczna nie wymaga kontaktów bezpo rednich i mo e mie
miejsce równie wtedy, kiedy jej uczestnicy kontaktuj si za pomoc listu czy telefonu. Jednocze nie mo e jej
nie by mimo kontaktów bezpo rednich, na przyk ad mi dzy osobami podró uj cymi w jednym przedziale
kolejowym lub oczekuj cymi w poczekalni lekarza. Przebywaj c obok siebie, mog one nie zamieni ze sob
ani s owa i w aden inny sposób nie wp ywa na swoje post powanie. Mimo to mówi c o interakcji, ma si
najcz ciej na my li oddzia ywanie wzajemne w sytuacji bezpo redniego kontaktu.

2. Interakcje jako przedmiot zainteresowania


psychologii
Interakcje spo eczne s przedmiotem zainteresowania nie tylko socjologii, ale tak e psychologii spo ecznej,
która niekiedy bywa wr cz okre lana jako dyscyplina zajmuj ca si dziedzin stosunków mi dzyosobowych.
Psycholodzy, badaj c eksperymentalnie interakcje spo eczne, podejmuj mi dzy innymi takie problemy,
jak sekwencje interakcji spo ecznych i ich regu y.
W odniesieniu do sekwencji interakcji pytaj , czy uczestnicy interakcji realizuj kolejno pojedyncze, nast puj ce
po sobie jej stadia, tak jak to jest w grze w szachy, czy te proces ten przebiega inaczej. Na przyk ad ka dy z
uczestników interakcji w ramach swojej kolejki wykonuje wi cej ni jeden ruch b te uczestnicy dzia aj
jednocze nie i ich dzia ania zaz biaj si . Tego rodzaju badania prowadz do wykrywania ró nych wzorów
interakcji.

Rozdzia V. Interakcje spo eczne 123

W odniesieniu do regu interakcji psycholodzy pytaj zarówno o ogólne regu y rz dz ce wszystkimi


interakcjami, jak i o regu y poszczególnych typów interakcji. Regu y s czynnikiem stabilizuj cym interakcj :
koordynuj zachowania, reguluj poziom intymno ci oraz pozwalaj eliminowa ród a konfliktów.
Psychologiczne zainteresowania interakcjami maj te aspekt praktyczny - dostarczaj teoretycznej
podstawy treningu umiej tno ci spo ecznych. Tego rodzaju trening bywa stosowany zarówno w terapii kli-
nicznej, jak i w przygotowaniu do niektórych zawodów (na przyk ad lekarza czy nauczyciela), a tak e wobec
osób, które odczuwaj potrzeb zwi kszenia pewno ci siebie lub umiej tno ci nawi zywania kontaktów z
innymi lud mi. W toku takiego treningu ludzie ucz si komunikacji niewerbalnej, umiej tno ci rozmawiania,
nagradzania innych, a tak e samoprezentacji i samoods aniania si .

3. Interakcje jako przedmiot zainteresowania socjologii


Wprowadzenie problematyki interakcji spo ecznych do socjologii zwi zane jest z nazwiskiem jednego z
klasyków socjologii, niemieckiego filozofa, Georga Simmla (1858-1918). Pisa on: „Wszystkie te powi zania
mi dzy jedn jednostk a drug , chwilowe b trwa e, wiadome b nie wiadome, b ahe lub znacz ce, [...]
wi nas nieustannie ze sob wzajem. Odnajdujemy tu wzajemne oddzia ywania elementów, które s przy-
czyn trwa ci i elastyczno ci, kolorytu i warto ci wyrazistego, a zarazem zagadkowego ycia spo ecze stwa
[...]. Wszystkie te wielkie systemy i ponadindywidualne organizacje, które zazwyczaj mamy na my li, u y-
waj c poj cia «spo ecze stwo», wyra aj tylko bezpo rednie wzajemne stosunki mi dzy jednostkami,
zachodz ce zawsze i nieustannie" (Simmel 1975: 12).
We wspó czesnej socjologii problematyk interakcji podejmuj ró ne orientacje teoretyczne, z których
ka da, zgodnie ze swymi preferencjami, kieruje uwag na inny aspekt procesów interakcyjnych i inaczej
interakcj rozumie. Mimo wszystkich, niekiedy bardzo zasadniczych ró nic mi dzy nimi czy je jedno:
odrzucanie obrazu spo ecze stwa jako autonomicznej i zewn trznej w stosunku do dzia i zachowa ludzi
ca ci. Jest ono dla nich najcz ciej sieci jednostkowych spotka i powi za mi dzyludzkich.
W socjologicznych zainteresowaniach interakcjami mo na wyró ni dwa podej cia. W przypadku
pierwszego, interakcja postrzegana jest jako wzajemne oddzia ywanie racjonalnych podmiotów, które d do
realizacji w asnych interesów, czyli do osi gania jak najwi kszych zysków
124 Cz druga. Cz owiek w spo ecze stwie

przy jak najmniejszych kosztach. Z takim podej ciem wi e si rozpatrywanie interakcji jako wymiany oraz
jako gry. W przypadku drugiego, interakcja rozumiana jest jako komunikacja partnerów, którzy swoim
dzia aniom przypisuj znaczenia i poddaj je interpretacji.
Podej cie do interakcji jako wymiany oraz gry bli sze jest obszarowi socjologii scjentystycznej. Podej cie do
interakcji jako komunikacji sytuuje si natomiast w granicach socjologii humanistycznej.
Ogólnie rzecz bior c, zainteresowania interakcjami w znacznej mierze dotycz przebiegu procesów
interakcyjnych, a tak e kszta towania si w ich toku osobowo ci i to samo ci jednostek oraz kreowania ról
spo ecznych (zob. Osobowo , s. 139, To samo , s. 149, Rola spo eczna, s. 144). W kontek cie procesów
interakcji rzadszym przedmiotem zainteresowania s trwa e stosunki spo eczne, które si z nich wy aniaj , oraz
mechanizm ich wy aniania.

Interakcja jako wymiana


Teoretycy wymiany widz w niej jeden ze sposobów, w jaki ludzie tworz i umacniaj organizacj spo eczn .
Wymiana jest dla nich istotnym ród em porz dku spo ecznego, który powstaje jako nieplanowany rezultat
aktów wymiany mi dzy cz onkami spo ecze stwa. Spo ród ró nych wersji teorii wymiany najbardziej znana
jest wersja zwi zana z nazwiskiem George'a C. Homansa (1910-1989).
Wymiana rozumiana jest jako dobrowolne transakcje polegaj ce na przekazywaniu ró nego rodzaju dóbr mi dzy
dwoma lub wi cej osobnikami, z czego wszyscy odnosz korzy . Przekazywane dobra maj zarówno natur
materialn , jak i niematerialn - w postaci uznania spo ecznego i presti u oraz wszystkiego tego, czemu
jaka grupa przypisuje warto .
Dla Homansa, którego inspirowa y ekonomia i behawioryzm, interakcja by a to sama z wymian . Jego
zdaniem z interakcj mamy do czynienia wtedy, kiedy „aktywno (lub sentyment) jednego cz owieka zostaje
nagrodzona lub ukarana przez innego cz owieka" (Homans 1961: 35, 45, za: K oskowska 1981: 231).
Pod em tak rozumianych interakcji spo ecznych jest prze wiadczenie, e dobra cenione przez jednego
cz owieka lub mu niezb dne s w posiadaniu innych ludzi, którzy dzi ki temu mog go nagradza . Aby ich do
tego sk oni , nale y im co w zamian ofiarowa - jakie dobro lub us ug .
Oczekiwana wysoko kary lub nagrody ma decyduj ce znaczenie przy wchodzeniu jednostek w interakcje.
Natomiast w czasie trwania interakcji istotn rol odgrywa cz sto i ogólna warto otrzymywanych kar i
nagród. Nagradzaj ce mog by zreszt same zwi zki, na przyk ad zwi zki przyja ni, a tak e korzy ci w
postaci wspó pracy.
Rozdzia V. Interakcje spo eczne 125

Do opisu procesów interakcji jako wymiany wykorzystywane s zarówno kategorie psychologii


behawiorystycznej, takie jak bodziec, reakcja, wzmocnienie, warunkowanie, jak i ekonomii, takie jak koszt,
zysk, popyt, poda .

Interakcja jako gra


Traktowanie interakcji jako gry jest zwi zane z teori gier i teori racjonalnego wyboru. Ta ostatnia jest
zastosowaniem teorii gier do zjawisk spo ecznych.
Interakcja jest pojmowana jako gra mi dzy podejmuj cymi decyzje racjonalnymi osobnikami w sytuacji,
kiedy stopie zaspokojenia potrzeb któregokolwiek z nich zale y nie tylko od jego sposobu post powania, ale
równie od sposobu post powania innych. Analiza tak rozumianych interakcji prowadzona jest za pomoc
sformalizowanych modeli matematycznych.
ród nauk spo ecznych ekonomia pierwsza pos ugiwa a si teori gier i teori racjonalnego wyboru do
wyja niania interesuj cych j zjawisk spo ecznych. W jej lady posz y nast pnie nauki polityczne oraz
socjologia i zacz y wykorzystywa wymienione teorie do analizy zachowa aktorów jednostkowych i
zbiorowych w sytuacjach pozarynkowych (Lissowski 1994: 7), to jest w takich, kiedy gra toczy si nie
tylko o dobra niezb dne do prze ycia i nie tylko o dobra materialne, ale równie o dobra zaspokajaj ce
potrzeb mi ci, szacunku, wiele potrzeb ekspresyjno-integracyjnych, a tak e wszelkich innych, których
ród em jest kultura.
Z podej ciem do interakcji jako gry wi e si koncentracja uwagi na jednostce jako na aktorze
podejmuj cym decyzje (Lalman, Oppenheimer, wistak 1994: 22), czyli metodologiczny indywidualizm.
czy si tak e traktowanie jednostki jako istoty racjonalnej. Racjonalno jest przy tym pojmowana jako
zdolno do porz dkowania swoich wyborów ze wzgl du na oczekiwane korzy ci i koszty podejmowanych
dzia (Chmielew-ski 1994: 234). Korzy ci i koszty rozumie si oczywi cie nie tylko w kategoriach
ekonomicznych.
dwa typy gier: o sumie zerowej i sumie zmiennej. W przypadku pierwszych suma dóbr, o które toczy
si gra, jest okre lona i ka dy z graczy mo e wygra jedynie kosztem innych. W przypadku drugich korzy -
ci i nagrody pochodzi mog z zewn trznego ród a, a uczestnicy gry mog wszyscy razem zyska b
straci . W takich grach cz sto bardziej op aca si wspó pracowa ni wspó zawodniczy . Przyk adem gry o
sumie niezerowej jest „dylemat wi nia", szeroko zreszt wykorzystywany jako model sytuacji wyboru
mi dzy wspó prac a wspó zawodnictwem.
126 Cz druga. Cz owiek w spo ecze stwie

Takie sytuacje wyst puj we wszystkich, nie tylko ludzkich zbiorowo ciach (zob. Wspó praca i
wspó dzia anie, s. 65).
W perspektywie teorii gier i racjonalnego wyboru szczególnym przedmiotem zainteresowania s tak zwane
dylematy spo eczne. Sposoby ich rozwi zywania rozpatrywane bywaj zarówno w p aszczy nie norma-
tywnej (jaka strategia prowadzi do najlepszych rezultatów), jak i opisowej (jak zachowuj si indywidualni i
zbiorowi aktorzy i jak przebiegaj procesy, które prowadz do okre lonego wyniku).
Mianem dylematu spo ecznego okre la si „tak sytuacj decyzyjn lub konfliktow , w której stoj ce
naprzeciwko siebie strony, staraj c si doprowadzi do optymalnego urzeczywistnienia w asnych interesów,
w rezultacie wychodz na tym, zarówno ka da z osobna, jak i obie razem gorzej, ni gdyby interesy te ze
sob uzgodni y" (Hankiss 1986: 7).
Jednym z klasycznych przyk adów dylematu spo ecznego jest tak zwana tragedia wspólnego pastwiska. Przedstawia si
nast puj co:
Jest pastwisko gminne, na którym zgodnie z tradycj ka dy mieszkaniec wsi ma prawo wypasa jedn krow . W pewnym
momencie jeden z nich zaczyna wypasa dwie krowy. Jego zysk jest oczywisty, strata za pozosta ych niezauwa alna. Zach ca
to innych, aby zrobi to samo, i jeden po drugim ami pierwotn zasad wypasania tylko jednej krowy. Dopóki jest ich
niewielu, z dwóch krów ka dy ma wi cej mleka i mi sa, ni mia z jednej. Pozostali maj jednak mniej ni kiedy , poniewa
na pastwisku jest coraz mniej trawy i krowy chudn . Aby si ratowa , zaczynaj te pa dwie krowy. W ko cu trawy zaczyna
brakowa dla wszystkich i ka dy gospodarz ma mniej dochodu z dwóch krów, ni pocz tkowo mia z jednej. Ostatecznie
wszyscy trac .

Rezultaty po czenia wielu interakcji cz sto daj skutki, które odbiegaj od tego, do czego zmierza y celowo
dzia aj ce jednostki. Dlatego te , mimo metodologicznego indywidualizmu, zbiorowo ci spo eczne z per-
spektywy teorii racjonalnego wyboru postrzegane s nie jako proste agregaty pojedynczych aktorów i ich
dzia , ale jako ca ci o swoistych w ciwo ciach. Ograniczaj one jednostki i wp ywaj na ich
preferencje.
Przedmiotem zainteresowa teorii racjonalnego wyboru jest nie psychologia jednostek, ale zwi zki mi dzy
mikrospolecznym poziomem indywidualnych dzia a makrospo ecznym poziomem zachowywania si
systemu. Makrospo eczny poziom jest przy tym pojmowany jako struktura instytucji, mikrospo eczny za
jako zachowania aktorów w ramach tej struktury (Coleman, Fararo 1992: X).

Interakcja jako komunikacja


Rozumienie interakcji jako komunikacji wyst puje w trzech wariantach. W ka dym z nich uwaga
skierowana jest na inny aspekt tego procesu. Interakcja rozpatrywana jest b jako komunikacja
symboliczna, b
Rozdzia V. Interakcje spo eczne 127

jako manipulowanie wra eniami, b te uwaga zostaje skierowana na ukryte za enia i milcz co
przyjmowane procedury b ce pod em interakcji.

Interakcja jako komunikacja symboliczna. U podstaw interakcji rozumianej jako komunikacja symboliczna
znajduje si koncepcja cz owieka jako istoty, która potrafi tworzy symbole i pos ugiwa si nimi.
Zdolno t ludzie wykorzystuj do wzajemnej komunikacji i przekazywania sobie rozmaitych informacji
za pomoc zachowa , maj cych charakter symboliczny. Zachowaniami symbolicznymi s nie tylko wypo-
wiedzi s owne z one z symboli j zykowych, ale tak e strój i wygl d zewn trzny, mina, ton g osu, gesty i
pozycje cia a, czyli zachowania niewerbalne. Zachowania niewerbalne odgrywaj ogromn rol w komu-
nikacji mi dzyludzkiej. Obliczono, e w toku przeci tnej rozmowy s owa okre laj charakter danej sytuacji
jedynie w 35 procentach, natomiast pozosta e 65 procent wynika z gestów, min, pozycji cia a. Wiemy, e
mo na siedzie na krze le w sposób oznaczaj cy lekcewa enie rozmówcy. Je li kto podczas rozmowy
ci gle spogl da na zegarek, to bez wzgl du na to, co mówi, wiadomo, e chcia by j jak najpr dzej
zako czy .
Problemem jest to, e nie tylko s owa, ale i wszelkie gesty musz mie wspólne dla rozmówców znaczenie i
by przez nich jednakowo rozumiane, czyli by jednoznaczne jako symbole. Tymczasem sensy i znaczenia
tych samych gestów mog w poszczególnych zbiorowo ciach ró ni si kra cowo. W Polsce kiwni cie
ow z góry na dó oznacza potakiwanie, na boki za zaprzeczenie. W Bu garii znaczenie tych gestów jest
dok adnie odwrotne. atwo sobie wyobrazi wszystkie nieporozumienia, które z tego wynika y w czasach
masowych i w znacznej mierze handlowych woja y do Bu garii ludzi nieznaj cych miejscowego j zyka.
Nieporozumienia by y tym wi ksze, e cz miejscowej ludno ci nauczy a si , i poza Bu gari gesty te
maj odwrotne znaczenie, cz za przybyszów, e w Bu garii. W rezultacie nigdy nie by o wiadomo, czy
dana osoba kiwa g ow „po bu garsku" czy „po zagranicznemu", co znakomicie utrudnia o porozumiewanie
si ludzi.
Przyk ad ten uprzytomnia, jak istotne jest uzgodnienie znaczenia nie tylko s ów, ale i gestów, tak by ich
symbolika by a zrozumia a dla uczestników interakcji.
W odczytywaniu, interpretowaniu i uzgadnianiu znaczenia zachowa symbolicznych ogromn rol
odgrywa zdolno cz owieka do wcielenia si w drugiego osobnika i spogl dania na dan sytuacj z jego
perspektywy. Dzi ki temu mo e odgadn znaczenia, jakie ten drugi nadaje swoim zachowaniom. W toku
interakcji ludzie, rozszyfrowuj c znaczenia symboli u ywanych przez drug stron , odczytuj i interpretuj
wzajemnie swoje zachowania - tak werbalne, jak i niewerbalne.
128 Cz druga. Cz owiek w spo ecze stwie

Ostatecznie na interakcj symboliczn sk adaj si dwa procesy: odczytywanie znaczenia zachowa drugiej
osoby i przekazywanie jej informacji, jak samemu zamierza si post pi i jak si chce, aby post pi a ona.
Interakcja symboliczna jest ci ym procesem interpretowania znacze , odczytywania zamiarów i
wzajemnego dopasowywania si jej uczestników.
Problematyka interakcji symbolicznych zosta a sformu owana i rozwini ta w obr bie kierunku, zwanego
interakcjonizmem symbolicznym, zainicjowanego przez George'a Herberta Meada (1863-1931). Kierunek ten
wywar znaczny wp yw na ukszta towanie oblicza socjologii wspó czesnej. Da pocz tek wielu pó niejszym
orientacjom usytuowanym w obszarze socjologii humanistycznej i koncentruj cym uwag na procesach
interakcji.

Interakcja jako manipulowanie wra eniami. Z interakcjonizmu symbolicznego wywodzi si mi dzy


innymi podej cie dramaturgiczne zwi zane z nazwiskiem Ervinga Goffmana (1922-1982). Goffman
poddawa drobiazgowej analizie przebieg procesów interakcyjnych, przy czym interesowa o go g ównie to,
jak post puj ludzie, aby przekaza taki a nie inny obraz tego, kim s i co robi . Je li przedmiotem jego
uwagi by by na przyk ad pracuj cy cz owiek, to nie interesowa aby go jego praca i jej rezultat, ale to, co
robi, aby inni nabrali przekonania, e pracuje dobrze, z zapa em i wydajnie.
Goffman podkre la , e w procesie interakcji mamy do czynienia nie tylko z tre ciami, które jednostka
przekazuje za pomoc symboli werbalnych i niewerbalnych, ale tak e z wra eniami, które jednostka
wiadomie lub nie wiadomie wywo uje. Zajmowa si technikami manipulowania wra eniami i
wykorzystywa metafor teatru, wskazuj c na problemy, jakie musi rozwi zywa uczestnik interakcji,
kiedy przedstawia sw dzia alno innym.
Dzia ania danego uczestnika interakcji w danej sytuacji, których celem jest wp ywanie w jaki sposób na
któregokolwiek z jej uczestników, okre la mianem „wyst pu" (Goffman 1981: 52). Wyró nia „scen ", na której
odbywa si przedstawienie, i „kulisy", gdzie si je przygotowuje. I tak na przyk ad w przypadku przyj cia
imieninowego „scen " s pomieszczenia, w których przyjmuje si go ci i gdzie gospodarze prezentuj si im
jako zgodna, zrelaksowana, elegancka para. „Kulisy" to kuchnia, w której pani domu, ocieraj c pot z czo a,
trz cymi si ze zdenerwowania r kami wyci ga kolejn potraw z piecyka, azienka, do której wpada, aby
zmieni rajstopy, bo polecia o w nich oczko, czy sypialnia, gdzie pan domu robi awantur onie, e nie kupi a
dosy wina, a nast pnie znów pojawia si w ród go ci i prezentuje im u miechni twarz i pe en czu ci
stosunek do ma onki.
Dla goffmanowskiej perspektywy dramaturgicznej istotne jest poj cie fasady. Na fasad sk adaj si trzy
elementy: dekoracja, powierzchowno jednostki oraz jej sposób bycia. Te dwa ostatnie elementy tworz
fasad osobist jednostki.
Rozdzia V. Interakcje spo eczne 129

Dekoracja to, powiedzmy, wyposa enie gabinetu lekarskiego czy dyrektorskiego. Niektóre zamieszczone w
nich sprz ty mog nie mie praktycznego znaczenia i s jedynie wywo ywaniu odpowiedniego wra-
enia. Na przyk ad ogromne dyrektorskie biurko zamiast biurka zwyk ej wielko ci czy kilka telefonów na
nim, podczas kiedy wystarczy by jeden. Tak samo w ró nych obskurnych hotelikach wej cie i recepcja bywaj
elegancko urz dzone dla wywarcia wra enia na potencjalnych klientach.
Fasada osobista jednostki to jej wiek, p , uroda, a tak e strój. Inaczej ubieramy si na pla , inaczej na
obron pracy doktorskiej. Inny te mamy sposób bycia w ró nych sytuacjach.
Goffman podkre la , e fasady nie powstaj w procesie interakcji, ale s wybierane spo ród tych, które ju
istniej . Fasady funkcjonuj przez ca y czas wyst pu jednostki i dostarczaj obserwatorom podstawowych
elementów definicji sytuacji.

Definicja sytuacji polega na okre leniu przez aktorów ich orientacji wobec danej sytuacji i dyspozycji do dzia ania w niej.
Je li wchodzimy do jakiego pomieszczenia, w którym przebywaj inni ludzie, musimy zda sobie spraw , co to jest za
miejsce. Czy jest to kino, urz d skarbowy, bank, restauracja McDonald'sa czy te dworzec kolejowy? Napotykani w ka dym z
tych miejsc ludzie maj odmienne oczekiwania co do naszych zachowa . Musimy tak e wiedzie , po co i dlaczego
znale li my si w tym miejscu. Czy do pomieszcze urz du skarbowego weszli my, aby podziwia pi kn klatk schodow ,
zeznanie podatkowe, czy odwiedzi pracuj tam cioci ? Czy do McDonald'sa wst pili my, poniewa jeste my
odni, czy te w poszukiwaniu toalety? W ka dym z tych przypadków b dziemy oczywi cie zupe nie inaczej si
zachowywa . Musimy tak e okre li , co si w danym momencie i w okre lonym miejscu odbywa. Czy przychodz c do
znajomych, przychodzimy na przyj cie imieninowe, czy na styp pogrzebow ? Ka da z tych sytuacji wymaga innych
zachowa . Tak e same przyj cia bywaj ró ne: zarówno dostojne i sztywne, jak swobodne i weso e. Istotnym elementem
definicji sytuacji jest tak e zdefiniowanie ról wyst puj cych w niej osób. Nie tylko kto jest kim: kto go ciem, a kto
gospodarzem, ale tak e kto jest jakiego rodzaju go ciem: kto lekcewa onym go ciem-natr tem, kto go ciem, którego
obecno gospodarze uwa aj za zaszczyt. Konsekwencj definicji sytuacji jest okre lenie naszego w niej miejsca, a co za tym
idzie - sposobu naszego zachowania.

Celem wszystkich wyst pów jest definiowanie sytuacji. Istotn cz ci tego procesu jest definiowanie przez
jednostk samej siebie i narzucanie tej definicji obserwatorom. Tak jest zarówno w przypadku jednostki, jak i
zespo u. Przy czym „zespó jest grup , ale [tak ] grup , która wywodzi si nie ze struktury spo ecznej, ale z
interakcji lub serii interakcji, dzi ki którym utrzymywana jest stosowna definicja sytuacji" (Goffman 1981:
154).

Ukryte za enia i milcz co przyjmowane procedury interakcji.


Zwrócenie uwagi na tego rodzaju za enia i procedury le ce u pod a interakcji oraz uczynienie ich
zarówno przedmiotem refleksji teoretycz-
130 Cz druga. Cz owiek w spo ecze stwie

nych, jak i bada empirycznych jest zas ug socjologii fenomenologicznej i wyros ej z niej etnometodologii
zwi zanej z nazwiskiem Harolda Garfinkela (zob. Socjologia wspó czesna, s. 36). Dla tej orientacji teoretycznej
grupy spo eczne s wspólnotami poznawczymi organizuj cymi systemy znacze i systemy wa no ci
swoich cz onków.
Takie spojrzenie na rzeczywisto spo eczn prowadzi do pytania o sposoby tworzenia wspólnego wiata
znacze , konstruowania, a tak e potwierdzania b zmieniania obrazu zewn trznego wiata. Kieruje rów-
nie uwag na zasoby wiedzy potocznej o rzeczywisto ci spo ecznej, w któr s wyposa eni i któr
wykorzystuj uczestnicy interakcji, a która sprawia, e wiat spo eczny jest traktowany jako dany. Wiedza ta
jest nabywana w trakcie procesu socjalizacji (zob. Poj cie socjalizacji, s. 137, oraz Rodzaje socjalizacji, s. 152) i
dotyczy regu w ciwego post powania. Znajomo tych regu pozwala interpretowa to, co zachodzi w
trakcie podejmowanych dzia praktycznych. Uczestnicy interakcji rozporz dzaj znajomo ci procedur
interpretacyjnych, które maj pochodzenie spo eczne. Procedury te s stosowane, najcz ciej nie wiadomie,
do okre lania znaczenia poszczególnych dzia spo ecznych. Je li co przebiega niezgodnie z tymi
procedurami, kwalifikowane jest jako zachowanie odbiegaj ce od normalno ci (Heritage 1987: 240).
Badania empiryczne maj ce na celu ujawnienie tych procedur polega y na wiadomym zak ócaniu
„normalnego" przebiegu interakcji. Studentom polecano na przyk ad zachowywa si w rodzinnym domu
nie tak jak cz onkowie rodziny, ale jak sublokatorzy. Kiedy indziej polecano dopomina si o wyja nienie
sensu wypowiedzi przyjmowanych zazwyczaj jako oczywiste. Na przyk ad podczas po egnania
szczegó owo wypytywa , co egnaj cy ma na my li, kiedy mówi „do widzenia".
Badania te pozwoli y stwierdzi , e wszelkie zak ócenia rutynowego przebiegu interakcji denerwuj
partnerów, wywo uj u nich niepokój, a nawet gniew i prowadz do jej zdezorganizowania. Dowodzi o to,
e u pod a niezak óconego przebiegu interakcji le y wiele ukrytych za i milcz co przyj tych
procedur.

4. Spo ecze stwo z perspektywy interakcji


Je eli spogl damy na spo ecze stwo z perspektywy interakcji, jego podstawowymi elementami sk adowymi
staj si nie zbiorowo ci ani nawet nie jednostki, ale interakcje spo eczne, ono za samo przybiera posta
skomplikowanej sieci wzajemnych oddzia ywa jednostek. Taka perspektywa prowadzi do koncentrowania
uwagi na tym, co dzieje si na poziomie stosunków mi dzyosobniczych. Dla kierunków analizuj cych
interakcje jako procesy komunikacji jednym z kluczowych problemów tych
Rozdzia V. Interakcje spo eczne 131

procesów jest definicja sytuacji i jej negocjowanie. Podkre la si dynamiczny charakter tej definicji, która w
miar rozwoju interakcji jest nieustannie modyfikowana, a sytuacja redefiniowana przez uczestnicz ce w
niej osoby.
Modyfikacje te dotyczy mog najró niejszych aspektów sytuacji. Mog by na przyk ad korekt wadliwie
zdefiniowanych na wst pie ról uczestników interakcji. M odziutka lekarka pogotowia opowiada a, jak to
pacjenci, do których przyje a, cz sto traktuj jako lekarza nie j , ale towarzysz cego jej starszego wiekiem
piel gniarza. Wyja nienie pomy ki wp ywa oczywi cie na zmian sposobu zwracania si do ka dego z nich
i zmian definicji sytuacji. Chorzy uprzytomniaj sobie, e zamiast do wiadczonego lekarza maj do
czynienia ze „ wie o upieczon " lekark . Zmiany definicji sytuacji mog polega tak e na zmianie stopnia
dominacji poszczególnych uczestników interakcji. W miar jej rozwoju jedni mog uzyskiwa coraz wi ksze
wp ywy, inni za je traci .
Dynamiczny charakter definicji sytuacji uprzytomnia dynamiczno procesów interakcji. Spojrzenie na
spo ecze stwo z interakcjonistycznej perspektywy ujawnia dynamiczny aspekt rzeczywisto ci spo ecznej i
ukazuje spo ecze stwo w ci ym procesie stawania si .
Tego rodzaju spojrzenie jest przeciwstawne spojrzeniu na spo ecze stwo jako na uk ad stabilnych i
sztywnych systemów oraz struktur pozycji, ról czy grup. Te dwa spojrzenia, aczkolwiek mog by traktowane
jako alternatywa, uzupe niaj si nawzajem. Ka de z nich pozwala dostrzec inny aspekt zjawisk i procesów
zachodz cych w zbiorowo ciach ludzkich.
Mimo e interakcjoni ci ograniczaj swoje zainteresowania do analiz dynamicznego aspektu interakcji, nie
zaprzeczaj , e mamy w niej do czynienia równie z pewnymi sta ymi, pochodz cymi z zewn trz i ogra-
niczaj cymi j elementami. Nale do nich wzory zachowa uznawanych w danym kr gu kulturowym za
ciwe w danej sytuacji i odpowiednie dla danej roli. Na pogrzebie nie nale y okazywa rado ci, a na
weselu rozpacza , prezydent pa stwa za na spotkanie z korpusem dyplomatycznym nie mo e pojawi si
w szlafroku ani w rozmowie z jego przedstawicielami u ywa wulgarnego j zyka.
Definicje tak sytuacji, jak i roli s wprawdzie przedmiotem negocjacji, w których wyniku zostaje okre lony
ich ostateczny kszta t, ale nie znaczy to, e w sposób ca kowicie dowolny. Jakkolwiek daleko mog yby
pój modyfikacje definicji sytuacji, nie mog przekroczy spo ecznie okre lonych ram, poza którymi
sytuacje sta yby si nierozpoznawalne. Konsekwencj nieodró niania wesela od pogrzebu, studenta od
profesora, by by chaos i brak mo liwo ci porozumienia. Dowolno w ustalaniu przebiegu procesu
interakcji mo na porówna z dowolno ci kreowania wariacji muzycznych. Wariacje mog by bardzo
ró ne, ale w ka dej z nich temat musi pozosta czytelny.
132 Cz druga. Cz owiek w spo ecze stwie

Poniewa trudno zaprzeczy istnieniu ogranicze zewn trznych, spraw centraln staj si wzajemne
stosunki mi dzy jednostk a spo ecze stwem. Do ich okre lenia niezb dna jest odpowied na dwa pytania.
Pierwsze: w jaki sposób spo ecze stwo wywiera nacisk na jednostk i okre la jej dzia ania. Jest to pytanie o
kontrol spo eczn (zob. Kontrola spo eczna, s. 157). Drugie: w jaki sposób dzia ania indywidualne w
interakcjach mi dzyosobniczych prowadz do ukszta towania spo ecze stwa, które wobec dzia aj cych
jednostek wyst puje jako rzeczywisto zewn trzna; rzeczywisto , która narzuca ograniczenia i z której
wymogami nale y si liczy . W odpowiedzi na drugie z tych pyta pomocne jest poj cie instytucji.
Instytucje
W yciu codziennym termin „instytucja" kojarzony jest najcz ciej z jakim urz dem. W rozmowach
codziennych nierzadko mo emy us ysze pytania w rodzaju: „w jakiej instytucji pracujesz?", „czy w twojej
instytucji by y ostatnio podwy ki p ac?", b te stwierdzenia: „w mojej instytucji dyrektor bardzo dba o
pracowników".
Socjologiczne poj cie instytucji odbiega od jej potocznego rozumienia. W uj ciu kierunku zwanego nowym
instytucjonalizmem oznacza utrwalone wzory dzia i regu y zachowa ludzkich, które porz dkuj
interakcje ludzkie i okre laj ramy prowadzonych przez jednostki gier (Chmielewski 1995: 9). W uj ciu
funkcjonalistycznym odnosi si do kompleksów ról skupionych wokó dzia alno ci, której celem jest
zaspokajanie jakiej istotnej potrzeby spo ecznej, na przyk ad reprodukcji, edukacji czy porz dku
spo ecznego.
We wspó czesnych, wielorako zró nicowanych spo ecze stwach przemys owych, które charakteryzuje
wysoki stopie specjalizacji, istnieje bardzo wiele bardzo ró nych instytucji, rozumianych jako kompleksy
ról. Maj rozmaite skale i s ze sob rozmaicie powi zane. W ród nich wyró ni mo na cztery zasadnicze,
zwi zane z podstawowymi potrzebami, których zaspokojenie jest niezb dne dla przetrwania cz owieka,
przedstawiciela gatunku biokulturowego. S to potrzeby reprodukcji, bezpiecze stwa, po ywienia i
schronienia oraz specyficznie ludzka potrzeba integracji i ekspresji, w ciwa istocie, która yje nie tylko w
wiecie biologii, ale tak e kultury symbolicznej.
Dla przedstawicieli orientacji teoretycznych, dla których spo ecze stwo jest skomplikowan sieci
wzajemnych oddzia ywa jednostek, znacznie wa niejsze od pytania o instytucje i ich rodzaje jest pytanie o
instytucjonalizacj : o to, w jaki sposób z pojedynczych interakcji, w których toku negocjuje si definicje
sytuacji i sposoby rozumienia znacze oraz

Rozdzia V. Interakcje spo eczne 133

realizuje najrozmaitsze warianty zachowa , wyrastaj utrwalone wzory zachowa oraz zewn trzne w
stosunku do jednostek regu y ograniczaj ce i kontroluj ce ich dzia ania. Jednej z odpowiedzi na to pytanie
udzielaj Peter L. Berger i Thomas Luckmann:
„Wszelkie dzia anie ludzkie ma sk onno do przechodzenia w nawyk. Dzia anie o du ej cz stotliwo ci
zostaje uj te we wzór, który nast pnie mo e by odtwarzany z zachowaniem ekonomii wysi ku i który, ipso
facto, jest jako wzór postrzegany przez tego, który go realizuje. Przechodz ce w nawyk dzia anie, o którym
mowa, mo e w konsekwencji zosta wykonane powtórnie w ten sam sposób oraz z tym samym
ekonomicznym wysi kiem. [...] Psychologicznie - nawyki przynosz istotny zysk; ograniczaj wybór. Kiedy
w teorii mog istnie setki sposobów budowy czó na z kawa ków drewna, nawyk ci ga je do jednego. [...]
Dzi ki nawykom nie musimy w ka dej sytuacji definiowa ka dego kroku na nowo. Znaczna
ró norodno sytuacji mo e by sprowadzona do jakich uprzednich definicji. W zwi zku z tym mo na
antycypowa dzia ania, jakie trzeba b dzie podj w tych sytuacjach" (Berger, Luckmann 1983: 95-96).

ROZDZIA VI

Socjalizacja
1. Poj cie socjalizacji 137
2. Osobowo 139
3. Rola spo eczna 144
4. To samo 149
5. Rodzaje socjalizacji 152

1. Poj cie socjalizacji


Socjalizacja to z ony, wielostronny proces uczenia si , dzi ki któremu cz owiek, istota biologiczna, staje
si istot spo eczn , cz onkiem okre lonego spo ecze stwa i reprezentantem okre lonej kultury. Jest to
proces stawania si takim, jakim chce nas mie nasze otoczenie spo eczne (Malewska 1973).
Tak rozumiana socjalizacja jest przedmiotem zainteresowania psychologii, antropologii spo ecznej i
socjologii. Ka da z tych dyscyplin koncentruje uwag na innym jej aspekcie. Dla psychologa spraw
podstawow jest rozwój indywidualnej osobowo ci, jej harmonijne ukszta towanie i dobre dostosowanie do
wymogów stawianych przez otoczenie spo eczne. Jest to uwa ane za istotny warunek zdrowia
psychicznego. Dla antropologa spo ecznego socjalizacja to przede wszystkim przekaz kultury. Socjolog z
kolei oprócz mechanizmu przekazu kultury widzi w socjalizacji przyczyn podobie stw i regularno ci
zachowa cz onków zbiorowo ci spo ecznych oraz mechanizm utrwalania porz dku spo ecznego.
Socjalizacja jest rezultatem zarówno wp ywów zamierzonych, okre lanych cz sto mianem
„wychowania", jak i niezamierzonych. Na cz owieka wp ywaj agendy i instytucje, które wychowanie
stawiaj sobie za jeden ze swych celów - rodzina, szko a, Ko ció - oraz wszystkie inne, z którymi
cz owiek ma do czynienia w ci gu swojego ycia, a tak e wszystko to, z czym si styka w swoim otoczeniu.
Wp yw socjalizacyjny na cz owieka ma grupa rówie nicza, grono przyjació , organizacje, do których nale y,
miejsca, w których pracuje, to, co czyta i co ogl da na ekranie telewizora oraz na reklamowych bilboardach
zape niaj cych wspó czesne miasta (Tillman 1996).
W toku socjalizacji cz owiek poznaje i przyswaja sobie:
• Umiej tno ci, które le u podstaw wszelkich interakcji spo ecznych, takie jak znajomo spo ecznie
konstruowanych systemów znacze , zdolno rozumienie znaków, w tym j zyka oraz symboli; tak e
umiej tno
pos ugiwania si nimi oraz poznanie procedur interpretacyjnych zachowa innych ludzi.
Normy i wzory zachowa ; zarówno spo ecznie akceptowane i kulturowo okre lone wzory zaspokajania
biologicznych potrzeb i pop dów
138 Cz druga. Cz owiek w spo ecze stwie
( odu, pop du seksualnego etc), jak i wzory reakcji emocjonalnych. Uczy si , jak zachowywa si w
okre lonych sytuacjach i jak te sytuacje rozpoznawa .
• Warto ci.
• Umiej tno pos ugiwania si rozmaitymi przedmiotami, która jest konieczna do sprawnego
funkcjonowania w danej cywilizacji, a nawet wr cz do prze ycia. W spo ecze stwach zbieracko-
my liwskich by a to na przyk ad umiej tno polowania, w cywilizacji wspó czesnej za mo e ni by
umiej tno czenia si z Internetem (Jasi ska-Kania 1991: 91).
Ponadto w toku socjalizacji cz owiek kszta tuje swoj osobowo i okre la w asn to samo .
Uczenie si tych wszystkich umiej tno ci opiera si na trzech mechanizmach. Jednym z nich jest
wzmacnianie. Zachowania „w ciwe" zostaj nagrodzone i w ten sposób skojarzone z przyjemno ci ,
niepo dane za - ukarane i skojarzone z przykro ci . Je li dotkniemy rozpalonej blachy, to poparzymy
sobie r i wi cej tego robi nie b dziemy, nie chc c nara si na ból. W przypadku spo ecznie
po danych zachowa pozytywnym wzmocnieniem jest pochwa a, szacunek otoczenia, niekiedy
gratyfikacja materialna, a w rodzinie - zadowolenie matki czy ojca wyra one u miechem b u ciskiem.
Negatywnym wzmocnieniem jest niedopuszczenie przez kolegów do wspólnej zabawy czy odmowa matki
poca owania na dobranoc.
Drugim mechanizmem jest na ladowanie. Widz c, jak wokó nas zachowuj si inni ludzie, zaczynamy
zachowywa si podobnie. Ma a dziewczynka, przypatruj c si mamie zagniataj cej ciasto na kluski, bawi
si , przygotowuj c podobne ciasto swoim lalkom z wyproszonej od matki m ki lub z piasku w
piaskownicy.
Trzecim wreszcie mechanizmem uczenia si , w ciwym tylko cz owiekowi, jest przekaz
symboliczny.
Cz owiek znaczn cz wiedzy
0 tym, co jest dobre, a co z e, i jak si nale y zachowywa w ró nych sytuacjach, uzyskuje przez
pouczenia s owne ze strony innych ludzi, a tak e dzi ki rozmaitym tekstom pisanym.
Tak rozumiana socjalizacja jest procesem, który nigdy si nie ko czy i trwa tak d ugo, jak d ugo yje
cz owiek. Dorastaj c, a nast pnie starzej c si osobnik musi przyswaja sobie coraz to nowe wzory zachowa .
To, co
„wypada" nastolatkowi (na przyk ad obejmowanie i ca owanie dziewczyny w miejscu publicznym czy
szale cze ta ce w dyskotece) nie uchodzi staruszkowi. Wzory zachowania w ciwe studentowi nie s
ciwe dyrektorowi przedsi biorstwa. Inne wzory zachowania obowi zuj barmank , a inne zakonnic .
Ka dy z nas w toku swojego ycia, id c do szko y, zaczynaj c prac , awansuj c, przechodz c na
emerytur , eni c si czy wychodz c za m , musi uczy si coraz to nowych wzorów
Rozdzia VI. Socjalizacja 139

zachowa , w znacznej mierze dlatego, e otoczenie spo eczne spodziewa si po nim innego rodzaju
zachowywania si .
Konfiguracje wzorów zachowania odnosz ce si do rozmaitych usytuowa ludzi w zbiorowo ciach
socjologowie nazywaj rolami spo ecznymi.

2. Osobowo
Ka dy cz owiek ma swój w asny sposób reagowania ruchowego i emocjonalnego; tak e okre lon
wyobra ni i pami . Ma te w ciwe sobie postawy, motywacje, d enia i zainteresowania. W ciwy
danemu cz owiekowi sposób postrzegania samego siebie i tego, co go otacza, jego pragnienia, a tak e
konflikty, jakie go dr cz , jego ycie osobiste i wewn trzne oraz jego zachowania spo eczne - wszystko
to razem sk ada si na jego osobowo .
W klasycznym uj ciu psychologii „termin osobowo jest u ywany dla oznaczenia zorganizowanej
struktury cech indywidualnych i sposobów zachowania, które decyduj o sposobach przystosowania si
danej jednostki do jej rodowiska" (Hilgard 1967: 658, Strelau 1977: 684). W psychologicznych badaniach
osobowo ci wyst puj trzy kierunki zainteresowa . Jednym jest zainteresowanie genez osobowo ci i
mechanizmami jej przekszta ce ; drugim - zainteresowanie elementami, z jakich sk ada si osobowo , i
ich wzajemnymi powi zaniami; trzecim za bliskie fizjologii zainteresowanie strukturami nerwowymi
umo liwiaj cymi powstanie takiej zorganizowanej ca ci, jak jest osobowo .
W odniesieniu do genezy osobowo ci psycholodzy zgodnie uwa aj , e podstawowe znaczenie dla
jej kszta towania maj do wiadczenia dzieci stwa, z którymi wi si silne emocje. Psycholodzy
twierdz , e do wiadczenia dzieci stwa s ród em potrzeb emocjonalnych. Twierdz tak e, e w
zachowaniu cz owieka nie od razu dostrzec mo na ci , organizacj i kierunek, czyli osobowo
(Reykowski 1977: 813). Osobowo nie jest cz owiekowi dana od zarania, ale kszta tuje si z czasem.
W przypadku drugiego kierunku zainteresowa znaczna cz uwagi psychologów skupia si na
badaniach poszczególnych wymiarów osobowo ci, takich jak potrzeby, motywacje b reakcje
emocjonalne i odporno na stres czy te sposób porz dkowania do wiadcze w postaci schematów
poznawczych. Badania te s wielce zró nicowane i prowadzone za pomoc najrozmaitszych metod - od
eksperymentów laboratoryjnych nad zwierz tami do rozmaitego rodzaju testów i kwestionariuszy.
Pog bionym badaniom poszczególnych cz ci sk adowych osobowo ci towarzyszy przekonanie, e
osobowo nie jest przypadkowym zbiorem najró niejszych cech, ale pewn ca ciow organizacj ,
która nadaje
140 Cz druga. Cz owiek w spo ecze stwie

zachowaniom danego cz owieka jednolito i wewn trzn spójno w czasie (Nuttin 1968: 51-52). Dlatego
te psycholodzy nie zadowalaj si badaniami poszczególnych elementów osobowo ci i poszukuj metody
pozwalaj cej na badanie jej jako strukturalnie powi zanej ca ci.
Jedn z takich metod s rozbudowane badania kwestionariuszowe, sk adaj ce si z wielu skal
mierz cych poszczególne cz ci sk adowe osobowo ci (postawy, zainteresowania etc.) (Sanocki 1976).
Pomiary te dostarczaj empirycznych danych, które poddane analizie korelacyjnej pozwalaj okre li
stopie powi zania ró nych cech osobowo ci.
Tego rodzaju analizy s jedn z podstaw konstruowania typów osobowo ci. Typy konstruuje si ,
wyodr bniaj c w postaci dwubiegunowej pewn w ciwo uznan za podstawow i okre laj
funkcjonowanie psychiczne, a nast pnie wskazuje si na jej zwi zki z innymi cechami (Nuttin 1968: 105-
106). Zarówno w dawniejszej, jak i wspó czesnej psychologii znale mo na wiele tego rodzaju typologii.
Tworzenie ich wiadczy, e w polu zainteresowania psychologów jest nie tylko to, co ró ni osobowo ci
poszczególnych jednostek ludzkich, ale tak e to, co jest wspólne osobowo ciom jakich kategorii ludzi.
Typem osobowo ci szeroko spopularyzowanym w naukach spo ecznych poza granicami psychologii
jest osobowo autorytarna. Konstrukt ten kojarzony jest z nazwiskiem Theodora Adorna (1903-1969).
Adorno by jednym z tych uczonych niemieckich, którzy w uzasadnionej obawie przed
prze ladowaniami wyemigrowali z faszystowskich Niemiec i znale li si w Stanach Zjednoczonych.
Problemem, który go absorbowa , by o okre lenie cech osobowo ciowych sprzyjaj cych przyj ciu fa-
szystowskiego wyznania wiary: jakie s i jakie maj ród a. Badania dotycz ce tej problematyki Adorno
prowadzi z ca ym zespo em uczonych. Teoretyczn podstaw bada by a freudowska psychoanaliza,
niekiedy do naiwnie stosowana. Uzyskane wyniki zosta y przedstawione w ksi ce Authoritarian
Personality, opublikowanej w 1950 roku.
Osobowo autorytarna zosta a scharakteryzowana jako wyposa ona w takie cechy, jak aprobata
konwencjonalnych warto ci i przyj tych zwyczajów, tendencja do surowego karania osób uznaj cych normy
odmienne od przyj tych przez dan osob , bezkrytyczne podporz dkowanie si autorytetom, niech do
wnikania w psychik tak w asn , jak i innych ludzi, poczucie zagro enia, tak e w siln sk onno do
wrogo ci wobec innych grup i du y stopie etnocentryzmu, sztywno , osch , odrzucanie
indywidualizmu i twórczej inwencji, preferowanie dzia ania z pozycji si y lub identyfikowanie si ze
sprawuj cymi w adz , projekcj w asnych nieu wiadomionych stanów emocjonalnych na otoczenie,
wreszcie przesadne zainteresowanie sprawami seksualnymi.
W pó niejszych latach ró ne elementy zaprezentowanej przez Adorna teorii osobowo ci autorytarnej
spotyka y si z do zasadnicz krytyk ,
Rozdzia VI. Socjalizacja 141

która jednak e nie podwa a w istotny sposób charakterystyki tej osobowo ci. Stosowana w tych badaniach
skala do pomiaru cech osobowo ci autorytarnej z ona z dziewi ciu podskal (tak zwana skala F) jest z ró -
nymi modyfikacjami wykorzystywana do dzisiaj, tak e w Polsce (Koralewicz 1987).

Osobowo jako przedmiot zainteresowania antropologii spo ecznej i


socjologii
Chocia w psychologii wyst puje zainteresowanie tym, co powtarzalne w osobowo ciach poszczególnych
ludzi i co pozwala mówi o typach osobowo ci, nie jest to dominuj cy kierunek jej zainteresowa . Inaczej
jest w antropologii i socjologii.
Antropolodzy, badaj c ró nego rodzaju spo eczno ci i kultury, zauwa yli swego czasu, e pewne
sk adniki osobowo ciowe, uwa ane dotychczas przez europejskich psychoanalityków za cechy natury
ludzkiej (na przyk ad kompleks Edypa), nie wyst puj w kulturach pozaeuropejskich. Dostrzegli ponadto,
e typy osobowo ci przedstawicieli ró nych kultur s odmienne oraz e w ró nych kulturach wyst puj
inne idea y osobowo ci, to jest modele szczególnie cenionych w ciwo ci i dyspozycji (Jasi ska-Kania
1991: 91). Tego rodzaju spostrze enia doprowadzi y w latach trzydziestych do powstania w antropologii
ameryka skiej kierunku skupiaj cego uwag na relacjach mi dzy osobowo ci a kultur . Jego
przedstawiciele przyjmowali teoretyczne za enia freudowskiej psychoanalizy i stosowali je do interpretacji
danych antropologicznych.
Jakkolwiek w tpliwe z dzisiejszej perspektywy mog yby si wydawa ich interpretacje, niew tpliw
zas ug tego kierunku, który straci popularno w latach pi dziesi tych XX wieku, jest zwrócenie uwagi
na relacje mi dzy kultur a osobowo ci , a tak e na rol socjalizacji w formowaniu osobowo ci cz owieka i
upodobnianie si osobowo ci kszta tuj cych si w podobnym otoczeniu.
Do zas ug tych badaczy zaliczy mo na równie wprowadzenie poj osobowo ci podstawowej i
osobowo ci modalnej.
Osobowo podstawowa to cz powi zanych ze sob elementów osobowo ci wyst puj cych u
przedstawicieli danej kultury i zharmonizowanych z jej instytucjami. Jest ona pod em postaw
uczuciowych i systemów warto ci wspólnych dla cz onków danej zbiorowo ci. Stanowi rodzaj kanwy, na
której tworz si zindywidualizowane formy osobowo ci (Kardiner 1975: 86).
Twórcy tego poj cia, wychodz c z za enia, e najwa niejsze znaczenie dla kszta towania si
osobowo ci maj do wiadczenia dzieci stwa, wyst powanie odmiennych osobowo ci podstawowych w
poszczególnych
142 Cz druga. Cz owiek w spo ecze stwie

kulturach wi zali z ró nicami w sposobach wychowywania dzieci. Inny bywa stopie rygoryzmu, zakres
dyscypliny i intensywno okazywania uczu . Zwracali uwag , e sama organizacja rodziny ró ni si w
poszczególnych kulturach.
Osobowo modalna nawi zuje w swojej nazwie do u ywanego w statystyce okre lenia warto ci
wyst puj cej najcz ciej w zbiorowo ci. Osobowo modalna to typ osobowo ci wyst puj cy najcz ciej w
danej populacji. Jest, a w ka dym razie mo e by kategori empiryczn , drog za do jej poznania s analizy
statystyczne. Badaj c osobowo modalna, skupia si uwag na cz sto ci wyst powania w danej
zbiorowo ci pewnych cech psychicznych i ich powi za . Poj cie osobowo ci modalnej mo e odnosi si do
ka dej zbiorowo ci, a nie tylko do takiej, która ma wspóln kultur . Nie wyklucza te istnienia wielu
ró nych typów osobowo ci w obr bie jednej zbiorowo ci. Ponadto poj cie osobowo ci modalnej nie musi
wi za si z adn okre lon teori psychologiczn (Szacki 1975:

Zainteresowanie typami osobowo ci wyst puje nie tylko w antropologii, ale i w socjologii. Dzieje
socjologii dostarczaj wielu przyk adów zainteresowania typami osobowo ci i ich zró nicowaniem
odpowiadaj cym ró nicom mi dzy spo ecze stwami b ich segmentami. Wielu socjologów, w tym
równie socjolog polski, Florian Znaniecki, tworzy o rozmaite typologie osobowo ci. By y to zazwyczaj
konstrukty teoretyczne, wyros e wprawdzie z obserwacji wiata spo ecznego, lecz oparte g ównie na intuicji.
Nie bez powodu powiada si , e „niewiele systematycznego wysi ku po wi cano na zbadanie, czy typy
te naprawd istnia y w rzeczywisto ci, a je eli istnia y, to z jak cz stotliwo ci wyst powa y one w
ró nych spo ecze stwach i warstwach spo ecznych" (Inkeles 1984: 477).
W socjologii wspó czesnej nadal wyst puje zainteresowanie zró nicowaniem typów osobowo ci w
zale no ci od warunków spo ecznych, ale obecnie jest to przede wszystkim przedmiot bada
empirycznych.
Przyk adem takich bada s badania Alexa Inkelesa z pocz tku lat siedemdziesi tych, po wi cone
osobowo ci cz owieka nowoczesnego. Okre laj c swoje podej cie do nowoczesno ci jako
„socjopsychologiczne", Inkeles potraktowa nowoczesno „jako proces zmiany sposobów postrzegania,
wyra ania czego i oceniania [...] jako sposób funkcjonowania jednostki, jako zbiór predyspozycji do
dzia ania w pewien okre lony sposób" (Inkeles, Smith 1984: 434). Stworzy nast pnie hipotetyczny
konstrukt cz owieka nowoczesnego i podda go empirycznemu sprawdzeniu w szeroko zakrojonych
badaniach, które przeprowadzane by y w populacjach zamieszkuj cych ró ne cz ci wiata.
Obecnie osobowo ci cz owieka nowoczesnego przypisuje si takie cechy jak otwarto na nowe
do wiadczenia i atwo akceptacji zmian,
Rozdzia VI. Socjalizacja143

z czym wi e si innowacyjno i gotowo podejmowania ryzyka, rozbudowana potrzeba osi gni ,


negowanie fatalizmu i przekonanie o mo liwo ci zapanowania nad si ami przyrody; orientacja na
tera niejszo i przysz , aspiracje o wiatowe i zawodowe, d enie do zdobywania szerokich
informacji, umiej tno kalkulowania i przewidywania, nastawienie liberalne i demokratyczne (Inkeles 1984,
Marek S. Szczepa ski 1999).
Innym przyk adem s badania relacji mi dzy osobowo ci a zró nicowaniem spo ecznym. By y one
prowadzone w Stanach Zjednoczonych przez Melvina L. Kohna. W nawi zaniu do nich podobne badania
przeprowadzano w Polsce jako cz szeroko zakrojonych bada zró nicowania spo ecznego
realizowanych w latach 1978-1992.
U podstaw bada ameryka skich le o za enie, e usytuowanie w spo ecze stwie wp ywa na
systemy warto ci. „Cz onkowie ró nych klas spo ecznych z racji zró nicowanych warunków yciowych,
którymi si ciesz (lub które musz znosi ), zaczynaj postrzega wiat na ró ne sposoby, rozwijaj w sobie
odmienne wyobra enia o rzeczywisto ci spo ecznej, ró ne aspiracje, nadzieje i obawy, a tak e odmienne
idee tego, co jest w yciu godne po dania" (Kohn, Schooler 1986: 28). Wp ywa to tak e na ró nicowanie
sposobów wychowywania dzieci.
We wspó czesnych spo ecze stwach przemys owych praca zawodowa zajmuje w yciu cz owieka
miejsce centralne, a jego pozycja w spo ecze stwie zale y w pierwszym rz dzie od posiadanego zawodu i
rodzaju wykonywanej pracy. Do wiadczenia zwi zane z prac z czasem zaczynaj okre la pogl dy nie
tylko na sam prac , ale tak e na wiat i na samego siebie. Autorzy wspomnianych bada stwierdzili, e
wprawdzie zale no ci mi dzy wyborem zawodu (i co za tym idzie, do wiadczeniami zawodowymi) a
osobowo ci s obustronne, ale do wiadczenie zawodowe silniej wp ywa na kszta towanie osobowo ci ni
cechy osobowo ci na wybór zawodu i sposób wykonywania pracy. W perspektywie procesów socjalizacji
badania te s interesuj ce ze wzgl du na empiryczne wykazanie, e proces socjalizacji cz owieka i
kszta towanie si jego osobowo ci odbywaj si nie tylko w dzieci stwie, ale w ci gu ca ego jego ycia.
Zainteresowanie socjologiczne osobowo ci nie ogranicza si do jej genezy i powi zania ró nic
osobowo ci z odmienno ci spo ecze stw oraz ich wewn trznym zró nicowaniem. Socjolodzy interesuj
si osobowo ci równie jako podmiotem dzia ania i zmian spo ecznych (Jasi ska-Kania 1991: 83-84). W
wielu kwestionariuszowych badaniach socjologicznych uwzgl dniane bywaj skale pomiaru cech
osobowo ci. Cechy te s wykorzystywane jako zmienne wyja niaj ce tak orientacje wiatopogl dowe, jak i
losy jednostek, ich sukcesy edukacyjne czy przesuwanie si w hierarchii spo ecznej.
144 Cz druga. Cz owiek w spo ecze stwie

Badania wykaza y, e poza oczywistymi ró nicami wynikaj cymi z odmienno ci po enia spo ecznego, które ma wp yw
na stopie pewno ci miejsca pracy i stabilno ci dochodów z pracy, ró nice mi dzy prac w zawodach typowych dla
klasy redniej (zob. Klasa rednia, s. 307) a prac w zawodach typowych dla klasy robotniczej sprowadzaj si do trzech
punktów:
• Przedmiotem pracy w zawodach klasy redniej s g ównie idee, symbole i stosunki interpersonalne. Praca w zawodach
robotniczych w wi kszym stopniu polega na manipulowaniu przedmiotami.
• Zawody klasy redniej umo liwiaj wi ksz samodzielno wykonawcy pracy. Zawody robotnicze s bardziej podatne na
standaryzacj i bezpo redni nadzór.
• W zawodach klasy redniej sukces zawodowy i korzy ci p yn ce z roli zawodowej s w du ej mierze oparte na
indywidualnym dzia aniu. W zawodach robotniczych, szczególnie w ga ziach przemys u, w których istniej silne zwi zki
zawodowe, w wi kszym stopniu zale one od dzia zbiorowych.
Ogólnie rzecz bior c, zawody klasy redniej wymagaj wi kszej samodzielno ci w pracy, zawody robotnicze za
post powania zgodnego ze ci le okre lonymi zasadami ustanowionymi przez kogo z nadzoru.
Na podstawie empirycznie uzyskanych danych, zosta y skonstruowane dwa typy osobowo ci. Za podstawow cech
jednego z nich zosta a uznana samosterowno , natomiast drugiego - konformizm.
Typ samosterowny. Cechuje go „dzia anie na podstawie w asnego, indywidualnie wypracowanego os du sytuacji,
zwracanie uwagi zarówno na wewn trzn dynamik zachowa , jak i ich obserwowalne konsekwencje, szerokie horyzonty
my lowe, ufno wobec innych, a tak e wyznawanie standardów moralnych, wed ug których nic nie zwalnia cz owieka
od odpowiedzialno ci za w asne zachowanie przed samym sob ". Typ konformistyczny. Cechuje go „przestrzeganie
nakazów zewn trznego autorytetu, koncentracja na zewn trznych efektach zachowania z pomini ciem jego wewn trznej
motywacyjno-emocjonalnej dynamiki, nietolerancyjno wobec nonkonformizmu i odmiennych zapatrywa , brak ufno ci
wobec innych, a tak e wyznawanie standardów moralnych akcentuj cych mechaniczne pos usze stwo wobec litery
prawa" (Kohn, Mach 1986: 13).
atwo zauwa podobie stwa mi dzy tak scharakteryzowanym typem konformistycznym a osobowo ci autorytarn .)
Autorzy omawianych bada sadz , e cechy typu konformistycznego s konsekwencj warunków yciowych, które
ograniczaj wolno dzia ania i daj jednostce nik e podstawy do wiary, e jest panem swojego losu.

3. Rola spo eczna


Poj cie roli spo ecznej zwi zane jest z poj ciem pozycji spo ecznej (statusu). Pozycja spo eczna to sposób
usytuowania cz owieka w zbiorowo ci. W spo ecze stwie nowoczesnym ka dy cz owiek nale y do wielu
zbiorowo ci, a w ka dej z nich zajmuje jak pozycj . W rodzinie mo e zajmowa pozycj ojca b
dziecka, w szkole - nauczyciela, ucznia, wo nego, w szpitalu - lekarza, piel gniarki, pacjenta, salowej.
Ka dy cz owiek zajmuje jednocze nie b kolejno w swoim yciu wiele pozycji - tyle, do ilu
Rozdzia VI. Socjalizacja 145

zbiorowo ci nale y. Mo e by ojcem, lekarzem i cz onkiem zwi zku zawodowego, a nast pnie pos em na
Sejm. Jakkolwiek wiele pozycji zajmowa by jednak dany osobnik, nigdy w toku swojego ycia nie jest w
stanie wyczerpa wszystkich mo liwo ci, jakie stwarza dane spo ecze stwo.
dwa zasadnicze rodzaje pozycji: przypisane i osi gane. Pozycje przypisane to takie, na których
zajmowanie cz owiek nie ma adnego wp ywu, które s mu wyznaczone bez udzia u jego woli wraz z
urodzeniem i od których w zasadzie nie ma ucieczki. Pozycje osi gane to takie, które sam zdobywa, a tak e
takie, które wprawdzie mog by mu narzucane (pozycja wi nia czy poborowego wcielonego do wojska),
ale na których zaj cie ma jaki wp yw. Nie by by wi niem, gdyby nie pope ni przest pstwa, i nie
poszed by do wojska, gdyby zacz studiowa .
W ka dym spo ecze stwie istniej oba rodzaje pozycji, z tym e w spo ecze stwach ró nego typu
rozmaicie przedstawiaj si ich proporcje. W nowoczesnych europejskich spo ecze stwach
przemys owych niewiele jest pozycji przypisanych, a te, które s , wyznacza g ównie biologia. Takimi
przypisanymi pozycjami s pozycje kobiety i m czyzny, dziecka i starca. W podzielonych na stany
spo ecze stwach feudalnych czy w spo ecze stwach kastowych by o znacznie wi cej pozycji przypisanych.
Przypisane by y pozycje ch opa, mieszczanina i szlachcica czy te cz onków poszczególnych kast.
Rol spo eczn okre la si w odniesieniu do pozycji w dwojaki sposób. Powiada si , po pierwsze, e
rola spo eczna to zespó praw i obowi zków zwi zanych z dan pozycj . Po drugie, e jest to schemat za-
chowania zwi zanego z pozycj , scenariusz pozycji, jej element dynamiczny, zachowaniowy.
Przy jednym i drugim okre leniu roli jest ona rozumiana jako wyznacznik sposobu zachowywania si
osoby, która zajmuje dan pozycj . Zwi zek pozycji z rol , która jest jej elementem dynamicznym,
powoduje, e cz sto s one uto samiane i przy opisie zjawisk spo ecznych mówi si po prostu o „rolach".
W konstrukcji roli mo na wyró ni trzy elementy: zachowania nakazane, zachowania zakazane oraz
margines swobody. W przypadku roli matki zachowania nakazane to na przyk ad zapewnianie dziecku
opieki i warunków rozwoju, zachowania za zakazane to katowanie i g odzenie dziecka. Margines swobody
natomiast to zakres i stopie okazywania uczu , opowiadanie bajek, ca owanie na dobranoc i tak dalej.
Poszczególne role ró ni si szeroko ci marginesu swobody. Scenariusz jednych pozycji jest sztywniej
okre lony i pozostawia mniej miejsca na improwizacje ni w przypadku innych. Z pewno ci rola
oficera w wojsku ma mniejszy margines swobody ni rola studenta.
Cz owiek, uczestnicz c w rozmaitych grupach i zajmuj c ró ne pozycje o najrozmaitszych
wymaganiach co do zachowania, znajdowa si
146 Cz druga. Cz owiek w spo ecze stwie

mo e w sytuacjach konfliktu ról, kiedy to ró ne jego role wymagaj w tym samym czasie sprzecznych ze
sob zachowa . Najprostszym przyk adem jest sytuacja dziecka, które matka wola na obiad w momencie,
kiedy na podwórku bierze ono udzia w zabawie z kolegami. Oczywi cie, tego rodzaju konflikty bywaj
tak e znacznie powa niejsze, a wszystkie s bardzo przykre. Nie mo na ich w pe ni unikn , ale mo na je
minimalizowa przez odpowiedni dobór ról. Pozycje osi gane, a wi c te, na których zaj cie cz owiek ma
wp yw, mog by tak dobierane, aby zwi zane z nimi role „pasowa y" do pozosta ych. Ksi dz z pewno ci
nie zdecyduje si na zostanie w cicielem sex-shopu.
Ka da pozycja zak ada istnienie innych pozycji, a tym samym ka da rola istnienie innych ról. Rola
przywódcy zak ada istnienie ról popleczników, rola matki - roli dziecka, a rola nauczyciela - ról uczniów.
Cz owiek zajmuj cy jak pozycj uczy si mniej wi cej w tym samym czasie nakazów w asnej roli oraz
nakazów ról ci le z jego rol zwi zanych. G ównym powodem dosy dobrego spe niania przez wi kszo
z nas nakazów ról jest to, e zbiorowo ci formu uj nakazy nie tylko pod adresem osób zajmuj cych pewne
pozycje, ale równie tych, które, wchodz c z nimi w interakcje, maj reagowa na ich zachowania.
Dla kszta tu roli istotne jest te to, kto j okre la. Rola ucznia mo e przedstawia si bardzo ró nie w
zale no ci od tego, czy okre la j nauczyciel reprezentuj cy system szkolny i jego wymagania, czy
wagaruj cy koledzy kontestuj cy ten system ( 1985).

Dwa kierunki zainteresowa rol spo eczn


W socjologii wyst puj dwa podej cia do problematyki roli spo ecznej: funkcjonalno-strukturalne i
interakcyjne.
Podej cie funkcjonalno-strukturalne. Przy tym podej ciu zainteresowanie rolami to zainteresowanie
nimi jako czynnikami porz dkuj cymi rzeczywisto spo eczn i sk adnikami struktury spo ecznej.
Role klasyfikuj i porz dkuj rzeczywisto spo eczn . Dzi ki temu, e okre laj , jak powinna si
zachowywa osoba zajmuj dan pozycj , pozwalaj orientowa si , czego mo na oczekiwa w
poszczególnych sytuacjach. Id c do sklepu, wiemy, e sprzedawca poda nam dany towar i pobierze
nale no . Byliby my bardzo zaskoczeni, gdyby zamiast tego wskoczy na lad i zacz piewa ari
operow . Podobnie zaskoczeni byliby my, gdyby w czasie wyk adu uniwersyteckiego wyk adowca zacz
si goli b wyk adowczyni robi na drutach czy poprawia makija . We wszystkich tych przypadkach
zacz liby my zapewne podejrzewa , e zwariowali, i my le o sprowadzeniu pogotowia psychiatrycznego.
Tymczasem zachowania te s najzupe niej normalne, tylko w tym
Rozdzia VI. Socjalizacja 147

momencie sprzeczne z nakazami danej roli. Mo emy sobie wyobrazi , jak bardzo poczuliby my si
zagubieni, gdyby nagle wszyscy zacz li zachowywa si w sposób zupe nie inny ni ten, do którego
jeste my przyzwyczajeni w danej sytuacji i który uwa amy za „w ciwy".
Role spo eczne, porz dkuj c rzeczywisto spo eczn , s czynnikiem stabilizuj cym spo ecze stwo.
Przeciwdzia aj zmianie, chocia jej nie wykluczaj - elementem dynamicznym jest zawarty w ka dej z nich
margines swobody. Wi cej jednak szans na wprowadzenie zmian maj ci, którzy wykraczaj poza nakazy
roli, ni ci, którzy ich przestrzegaj .
Przy podej ciu funkcjonalno-strukturalnym role to co zewn trznego w stosunku do cz owieka, to
rodzaj stwarzanych przez spo ecze stwo gotowych ubra czy raczej gorsetów, które cz owiek decyduje si
nosi b do których noszenia jest zmuszany. Tak rozumiana rola pozwala rozpatrywa zbiorowo jako
uk ad ról, a nie jako zbiór osób. Osoby mog si wymienia , natomiast uk ad pozycji i ról pozostaje w
zasadzie niezmieniony i to on tworzy struktur zbiorowo ci. Mo na by go porówna z raf koralow , która
w swym zasadniczym kszta cie pozostaje niezmieniona, chocia zamieszkuj j wci nowe koralowce.
Z takim uj ciem roli wi e si rozumienie struktury spo ecznej jako uk adu ról.
Jednym z czo owych przedstawicieli tej orientacji jest Robert Merton, który, zajmuj c si problematyk
ról, stwierdzi , e z ka pozycj zwi zana jest nie jedna rola, ale ca y ich zespó . Z pozycj matki zwi zane
role matki wobec dziecka, matki wobec nauczycieli w szkole, matki wobec s siadów etc. Wprowadzi on
poj cie zespo u ról, szeroko nast pnie spopularyzowane (Merton 1982a).
Podej cie interakcyjne. Przy podej ciu interakcyjnym role spo eczne s pojmowane nie jako co
gotowego i z zewn trz narzucanego cz owiekowi, ale jako co , co wci powstaje w procesach
mi dzyosobniczych interakcji. Zwolennicy tego podej cia zwracaj uwag nie na to, jakie role s , ale na to,
jak s odgrywane. Nie interesuje ich miejsce roli w strukturze spo ecznej, ale to, jaki kszta t przybiera rola
w toku odgrywania jej przez poszczególnych aktorów, a tak e w ich relacjach z ró nymi partnerami. Z tej
perspektywy mertonowski zespó ról nie jest zespo em ról, ale jedn i t sama rol rozmaicie odgrywan w
ró nych okoliczno ciach i wobec ró nych partnerów.
Przedstawiciele tej orientacji, badaj c, jak role s odgrywane, a tak e modyfikowane i tworzone w toku
interakcji, zwracaj uwag na ca zachowania aktorów, cznie z gestami, minami, czyli z
zachowaniem niewerbalnym.
Nie kwestionuj , e poj cie roli nie odnosi si do osób, ale do typów aktorów, i e ka da rola mimo
najrozmaitszych wariantów osobniczych jest atwo rozpoznawalna jako jedna i ta sama rola. Nie neguj ,
148 Cz druga. Cz owiek w spo ecze stwie

e aktora kr puj rozmaite ograniczenia zewn trzne i wewn trzne wynikaj ce z samej roli. Wskazuj
jedynie, e cz owiek ma ró ne mo liwo ci. Mo e identyfikowa si z dan rol i odgrywa j z
ca kowitym przekonaniem, mo e te zachowywa wobec niej rezerw i odgrywa j „z przymru eniem
oka". Mo e j zinternalizowa , ale mo e te odrzuci . W sumie jednostce ludzkiej przypisuj znaczny
stopie swobody.
Mo na by powiedzie , e przy podej ciu interakcyjnym g ównym obiektem zainteresowania jest margines
swobody odgrywanej roli, podczas kiedy przy podej ciu funkcjonalno-strukturalnym s nim nakazane i za-
kazane jej elementy.

Rola spo eczna a osobowo


Przyjmuj c nowe role, cz owiek dopasowuje je nie tylko do swoich wcze niejszych ról, ale równie , a
mo e nawet przede wszystkim do siebie samego: do swoich zami owa i zdolno ci, a wi c do swojej
osobowo ci. Rol chirurga wybiera ten, u kogo my l o wzi ciu skalpela do r ki i ci cia ludzkiego cia a nie
budzi odrazy. Rol piewaka operowego ten, kto ma s uch, odpowiedni glos i ch wyst powania na
scenie. Osobowo cz owieka ma tak e wp yw na sposób odgrywania roli. Rola petenta w urz dzie inaczej
wygl da w wykonaniu cz owieka nie mia ego, a inaczej pewnego siebie. Wp yw osobowo ci na role jest
atwo dostrzegalny i oczywisty. Mniej oczywista wydaje si zale no odwrotna.

Jaskrawego przyk adu oddzia ywania roli na osobowo dostarczy s ynny eksperyment Philipa Zimbardo. Zimbardo
podzieli losowo grup normalnych, dojrza ych, zrównowa onych, inteligentnych ludzi na „stra ników" i „wi niów", a
nast pnie umie ci ich w „wi zieniu", które zainscenizowa w podziemiach Wydzia u Psychologii Uniwersytetu w
Stanford. O tym, co z tego wynikn o, pisze tak: „Po up ywie zaledwie sze ciu dni musieli my zlikwidowa nasze niby-
wi zienie, gdy to, co ujrzeli my, by o przera aj ce. Nie by o ju jasne ani dla nas, ani dla wi kszo ci badanych, gdzie
jeszcze s oni sob , a gdzie zaczynaj si ich role. Wi kszo istotnie sta a si «wi niami» lub «stra nikami», niezdolnymi
ju do wyra nego rozró nienia mi dzy odgrywan rol a samym sob . Wyst pi y dramatyczne zmiany prawie w ka dym
aspekcie ich zachowania, my lenia i odczuwania. W czasie krótszym ni tydzie do wiadczenia zwi zane z pobytem w
«wi zieniu» przekre li y (tymczasem) to, czego badani nauczyli si przez ca e ycie; warto ci ludzkie uleg y zawieszeniu,
obraz samego siebie zosta podwa ony, ujawni a si najbrzydsza, najnikczemniejsza, patologiczna strona natury ludzkiej.
Byli my wstrz ni ci, gdy widzieli my, e niektórzy ch opcy («stra nicy») traktuj pozosta ych jak n dzne zwierz ta,
znajduj c przyjemno w okrucie stwie, podczas gdy inni ch opcy («wi niowie») stali si s alczymi, odcz owieczonymi
robotami, my cymi jedynie o ucieczce, o swym w asnym, indywidualnym przetrwaniu i o swej wzrastaj cej nienawi ci
do stra ników" (Aronson 1976: 38).
Rozdzia VI. Socjalizacja 149

Psycholodzy wskazuj , e cz owiek, ucz c si ról, przyswaja je sobie jako cz swojego ja i czyni je
elementami struktury w asnej osobowo ci (Reykowski 1964: 192-193). Ró ne badania empiryczne dowodz
nadto, e wp yw odgrywanych ról na osobowo jest silniejszy ni wp yw osobowo ci na role. Jednym z
przyk adów jest wspomniany wcze niej wp yw rodzaju wykonywanej pracy na osobowo (zob. Osobowo
jako przedmiot zainteresowania antropologii spo ecznej i socjologii, s. 141).
Wp yw odgrywanych ról na osobowo bywa wykorzystywany do celów psychoterapeutycznych. Tak
jest w psychodramie, która polega na nak onieniu pacjentów do odgrywania wyznaczonych ról, przy czym
okre lona jest jedynie ogólna sytuacja, natomiast sam przebieg gry pozostawiony jest improwizacji
(Czapów, Czapów 1969: 10). Jest te wykorzystywany w pedagogice, kiedy to niesubordynowanemu
uczniowi powierza si stanowisko pilnuj cego porz dku gospodarza klasy, co cz sto w sposób wr cz
magiczny zmienia go w stra nika porz dku klasowego i szkolnego.

4. To samo
Zainteresowania to samo ci pojawi y si w naukach spo ecznych stosunkowo niedawno, bo w ostatnim
pó wieczu. Mia y dwie teoretyczne inspiracje. Jedn by a psychoanaliza freudowska, drug
interakcjonizm symboliczny. Problematyk inspirowan przez psychoanaliz zacz a rozwija psychologia i
psychiatria, natomiast przez interakcjonizm symboliczny - psychologia spo eczna i socjologia.
W przypadku psychologii g ównym przedmiotem zainteresowania sta o si poczucie to samo ci
osobistej okre lane jako „ wiadomo w asnej spójno ci w czasie i przestrzeni, w ró nych okresach ycia, w
sytuacjach spo ecznych i pe nionych rolach, a tak e wiadomo w asnej odr bno ci, indywidualno ci,
niepowtarzalno ci" (Jarymowicz, Szustrowa 1980, za: Melchior 1990: 26) Na gruncie psychologii poczucie
to cz sto bywa rozpatrywane z perspektywy zdrowia psychicznego. Przy takim punkcie widzenia
klasycznym przedmiotem zainteresowania, zw aszcza nurtu nawi zuj cego do psychoanalizy, jest proces
dorastania i zwi zany z nim kryzys to samo ci, a ponadto wszelkie zaburzenia to samo ci jednostki cz ce
si z ró nego rodzaju dog bnymi zmianami w jej yciu, spowodowanymi czy to wydarzeniami losowymi
(rozwód, mier wspó ma onka, narodziny dziecka, utrata pracy) czy te jej przemieszczaniem si w
przestrzeni fizycznej b spo ecznej. Nurty inspirowane interakcjonizmem symbolicznym zwracaj z kolei
uwag na proces krystalizowania si to samo ci w toku interakcji spo ecznych. Z perspektywy tej orientacji
to samo jednostki nie jest czym trwa ym, nie jest jakim bytem nie-
150 Cz druga. Cz owiek w spo ecze stwie

zale nym od sytuacji. „Jest ona raczej procesem, ci gle kreowanym i odtwarzanym w ka dej sytuacji
spo ecznej, w któr cz owiek wkracza, spajanym przez w ni pami ci" (Berger 1995b: 102). Ta ni
pami ci, jakkolwiek by aby w a, ma podstawowe znaczenie dla poczucia to samo ci. Ujawni o si to w
jednym z eksperymentów psychologicznych, w którym, pos uguj c si hipnoz , wymazano ze
wiadomo ci badanego istnienie przesz ci. Skutki by y dramatyczne. Utraci on pami w asnej
przesz ci, a wraz z ni poczucie w asnej to samo ci, co spowodowa o tak wielki niepokój, e
eksperyment musia by natychmiast przerwany (Aaronson 1971).
Socjolodzy interesuj si nie tylko poczuciem to samo ci jednostki, ale tak e tym, jak to samo danej
jednostki jest postrzegana z zewn trz i jak jest okre lana przez innych ludzi. Interesuj si odpowiedzi
nie tylko na pytanie „kim jestem?", ale tak e „kim on/ona jest?". Obie te odpowiedzi s zreszt z sob
powi zane, albowiem z socjologicznej perspektywy to samo przedstawia si jako spo ecznie nadawana,
spo ecznie potwierdzana i przekszta cana (Berger 1995b). Widz c, jak wobec nas zachowuj si inni ludzie,
uprzytomniamy sobie, za kogo nas maj i jak nas oceniaj . Okre la to nasz sposób postrzegania samych
siebie. Je li kto jest traktowany jako okropna niezdara, trudno, aby nie uwierzy , e jest niezdar , i aby nie
zacz y mu lecie z r k ró ne przedmioty. Je li inni uwa aj nas za pi kno , my sami zaczniemy o sobie
my le jako o kim niezwykle urodziwym. I tak przez odbicia w oczach innych poznajemy samych siebie.
Innymi s owy, to, jak nas widz inni i jakiego zachowania od nas oczekuj , kszta tuje nasz w asny obraz
samych siebie. Na okre lenie tego naszego ja, które jest zwierciadlanym odbiciem naszego ja w oczach innych,
ywany jest w socjologii termin ja odzwierciedlona, wprowadzony przez ameryka skiego socjologa
Charlesa Cooleya (1864-1929) (Cooley 1992).
Dla socjologów rzecz interesuj jest nie tylko to samo osobista, ale równie , a mo e nawet przede
wszystkim to samo spo eczna jednostki. To samo spo eczna jednostki jest pochodn jej
przynale no ci do ró nych grup i kategorii spo ecznych. To samo ta ma zarówno wymiar subiektywny
(poczucie to samo ci), jak i obiektywny (zaklasyfikowanie jednostki przez innych).
W przypadku poczucia to samo ci osobistej jednostka widzi swoj osob jako ró od innych i
niepowtarzaln . „Jestem rudy, wysoki, przystojny, nie lubi flaków, atwo wpadam w gniew, uwielbiam
krymina y, na deszcz strzyka mi w kolanie" etc. W przypadku poczucia to samo ci spo ecznej granica
przebiega nie mi dzy „ja" a „reszta ludzi", ale mi dzy „my" a „oni". „Jestem Polakiem", „jestem lekarzem",
„jestem kibicem Legii" etc. „Ka dy akt afiliacji spo ecznej poci ga za sob wybór to samo ci. I
odwrotnie, ka da to samo wymaga dla swego przetrwania
Rozdzia VI. Socjalizacja 151

swoistych afiliacji spo ecznych" - pisze Peter L. Berger (Berger 1995b: 98-99).
To samo cz owieka, tak osobista, jak i spo eczna, jest silnie zwi zana z odgrywanymi przez niego
rolami spo ecznymi. Odgrywane role, wp ywaj c na osobowo cz owieka i zmieniaj c j , powoduj
zmiany jego obrazu samego siebie. W nowych rolach cz owiek mo e na przyk ad odkry , e jest despot
e ma talent organizacyjny. Role dzia aj ponadto na rzecz takiego przekszta cania obrazu samego
siebie, aby by on zgodny z przepisami odgrywanych ról.
Role tym silniej okre laj to samo jednostki, im mocniej jednostka identyfikuje si z nimi i im g biej
one przez ni zinternalizowane. Je li cz owiek odnosi si z rezerw do odgrywanej roli, mo e mie
silne poczucie, e nie jest tym, kogo gra, i e jego prawdziwe ja jest zupe nie odmienne od tego, które
prezentuje innym.
Zwi zek to samo ci z rolami dodatkowo wskazuje na znaczenie socjalizacji. System ról jest bowiem
sposobem klasyfikacji jednostek w spo ecze stwie. Cz owiek w toku socjalizacji uczy si go, tak jak uczy
si j zyka, a nast pnie uczy si klasyfikowa siebie oraz innych w ramach tego systemu. Z kolei takie
inne zaklasyfikowanie okre la sposób postrzegania zarówno innych ludzi, jak i samego siebie.
Spojrzenie na to samo cz owieka z perspektywy socjologicznej ukazuje jej ci zmienno .
Zmienno ta jest pochodn ogromnej ró norodno ci kulturowej i znacznego zró nicowania spo ecznego
wspó czesnych spo ecze stw przemys owych. W spo ecze stwach tradycyjnych to samo ci by y
jasno okre lone i ma o zmienne, a zmianom towarzyszy y rytua y przej cia; aby ch opiec sta si
czyzn i zmieni sw to samo , musia przej inicjacj . W spo ecze stwie nowoczesnym cz owiek
yje w „kalejdoskopie zmiennych ról" i niekiedy nawet tego samego dnia co chwila jest kim innym:
rano pokornym ma onkiem, w po udnie despotycznym szefem, po po udniu przestraszonym pacjentem
dentysty, wieczorem swobodnym, pe nym uroku, rozbawionym uwodzicielem.
Jak sobie wobec tego radzi, aby si nie pogubi i wiedzie , kim w ogóle jest? Odpowiadaj c na to
pytanie, wskazuje si , e cz owiek rozdziela rozmaite sfery swoich dzia . Na czas funkcjonowania w
okre lonej roli skupia uwag na tej to samo ci, która jest potrzebna w danym momencie, i zapomina o
reszcie (Berger 1995b). Jaskrawym przyk adem literackim takiego zabiegu jest Dr Jekyll i Mr. Hyde.
Ponadto zbiór pozycji i zwi zanych z nimi ról obejmuje role o niejednakowej wadze dla
spo ecznego usytuowania cz owieka, a tym samym okre lenia, kim jest w oczach innych, a kim w
oczach w asnych. W ród ró nych ról cz owieka jedna z nich bywa rol kluczow , wyznaczaj , jak jest
on postrzegany, a tym samym - jego to samo . W nowo-
152 Cz druga. Cz owiek w spo ecze stwie

czesnych spo ecze stwach przemys owych tak kluczow rol jest zazwyczaj rola zawodowa i ona
najcz ciej decyduje o jego obrazie samego siebie.

5. Rodzaje socjalizacji
Trwaj ca przez ca e ycie socjalizacja nie zawsze przebiega tak samo. Ze wzgl du na ró nice przebiegu
socjalizaqi odró nia si socjalizacj pierwotn i socjalizacj wtórn . Ka da z nich dokonuje si inaczej i
wprowadza w inne obszary ycia zbiorowego (Berger, Luckmann 1983).
Niekiedy pojawia si równie potrzeba resocjalizacji, to jest wymazania rezultatów wcze niejszej
socjalizacji, „oduczenia" dotychczas przyswojonych warto ci, norm i wzorów zachowa oraz nauczenia
nowych.

Socjalizacja pierwotna
Socjalizacja pierwotna jest socjalizacj , któr cz owiek przechodzi w dzieci stwie i dzi ki której staje si
cz onkiem spo ecze stwa. W jej toku uczy si elementarnych wzorów zachowa i podstawowych ról
spo ecznych. Uczy si pos ugiwa j zykiem i gestem, uczy si , e jest dzieckiem, dziewczynk b
ch opcem, uczy si , e nie nale y bi m odszego rodze stwa, tylko opiekowa si nim. Uczy si tak e, e
rodzice maj nad nim w adz i nale y ich s ucha , e s wa niejsi od innych otaczaj cych go ludzi, e s
znacz cymi innymi. Jednym s owem, w socjalizacji pierwotnej cz owiek uczy si abecad a spo ecznego.
Dlatego te jest ona najwa niejsza w yciu jednostki.
W procesie socjalizacji pierwotnej kszta tuje si tak e charakterystyczna dla danej kultury osobowo
podstawowa, ta, na której kanwie rozwijaj si pó niej poszczególne zró nicowane osobowo ci cz onków
zbiorowo ci.
Socjalizacja pierwotna przebiega w atmosferze nasyconej uczuciami. Silna wi emocjonalna czy
dziecko z rodzicami, którzy s dla niego najwa niejszymi osobami, przekazuj cymi wiedz o otaczaj cym
wiecie i jego regu ach. S oni dla niego takimi znacz cymi innymi, z którymi czy je silny zwi zek
emocjonalny. Zwi zek ten sprawia, e dziecko atwo uto samia si z rodzicami i bez trudu, wr cz
automatycznie przejmuje i internalizuje ich sposób widzenia wiata, ich warto ci, postawy i wzory
zachowa .
Ponadto rodzice, tacy jacy s , s dla dziecka jedynymi znacz cymi innymi, na których jest
nieodwo alnie skazane. W rezultacie wiat spo eczny, w takiej postaci, w jakiej rodzice go do wiadczaj ,
postrzegaj i oceniaj , przedstawia si dziecku jako jedynie istniej cy i jedynie mo liwy,
Rozdzia VI. Socjalizacja 153

jako wiat „w ogóle". Dziecko nie ma wyboru mi dzy ró nymi znacz cymi innymi i czy chce czy nie chce,
yje w wiecie zdefiniowanym przez swoich rodziców.
Ma to powa ne konsekwencje. Jak pisz Berger i Luckmann, „to w nie dlatego wiat zinternalizowany
w socjalizacji pierwotnej jest o wiele lepiej zakorzeniony w wiadomo ci ni wiaty internalizowane w
socjalizacji wtórnej" (Berger, Luckmann 1983: 210). Prawda ta dawno zosta a dostrze ona przez m dro
ludow , czego wyrazem jest znane przys owie: „Czym skorupka za m odu nasi knie, tym na staro
tr ci".
Za ko cow faz socjalizacji pierwotnej uznawane jest pojawienie si w wiadomo ci jednostki poj cia
uogólnionego innego. W socjalizacji pierwotnej pouczenia pocz tkowo pochodz od konkretnych osób i
dotycz konkretnych sytuacji. Matka pewnego dnia ka e umy r ce przed obiadem. Innego dnia ojciec nie
pozwala wej z brudnymi butami na kanap . Stopniowo okazuje si , e pewne rzeczy nale y robi , a
innych nie robi nie tylko danego dnia, ale zawsze, oraz e podobne wymagania maj tak e inne matki i
inni ojcowie, jak równie swoi i cudzy dziadkowie, wujkowie i ciocie. Wreszcie dochodzi do odkrycia, e to
nie tylko oni maj takie wymagania, ale e „w ogóle tak si nie robi". Odkrycie owego si jest odkryciem
istnienia ogólnospo ecznych regu , to jest uogólnionego innego. W tym momencie ko czy si socjalizacja
pierwotna.

Socjalizacja wtórna
Socjalizacja wtórna dotyczy jednostki, która ma ju za sob socjalizacj pierwotn i zna w wersji
wyniesionej z domu abecad o ycia spo ecznego. Socjalizacja wtórna uczy, jak si nim pos ugiwa . Wa na
cz tej nauki zdobywana jest w szkole.
Socjalizacja wtórna wprowadza cz owieka w poszczególne segmenty ycia spo ecznego. W jej toku
cz owiek nabywa wiedz niezb dn do poprawnego odgrywania ról wyst puj cych w ich obr bie. W
socjalizacji wtórnej uczy si , jak by uczniem, koleg , stolarzem, fryzjerk , przewodnicz cym studenckiego
ko a naukowego, pi karzem reprezentacji narodowej, a tak e m em, cioci , dziadkiem, przyjacielem.
W socjalizacji wtórnej cz owiek ma do czynienia z wieloma wiatami spo ecznymi oraz ró norodnymi
propozycjami ich interpretacji, w ród których mo e wybiera . Na jego wybory w znacznym stopniu
wp ywa wcze niejsza socjalizacja pierwotna, nad któr socjalizacja wtórna jest nadbudowywana. Socjalizacja
wtórna nie jest jednak e prostym, mechanicznym uzupe nieniem socjalizacji pierwotnej. Przekazywane w
jej toku tre ci bywaj odmienne od tre ci zinternalizowanych w toku socjalizacji pierwotnej, a czasami wr cz
sprzeczne z nimi. Socjalizacja pierwotna wp ywa
154 Cz druga. Cz owiek w spo ecze stwie

na sposób odbioru tre ci socjalizacji wtórnej. Jedne z tych tre ci s przyjmowane, inne odrzucane, jeszcze
inne za dopasowywane do wcze niej zinternalizowanych. Niekiedy wymaga to rewidowania,
modyfikowania, a nawet eliminowania niektórych tre ci nabytych w toku socjalizacji pierwotnej. W sumie
w toku socjalizacji wtórnej tera niejszo interpretowana jest przez cz owieka tak, aby by a w zgodzie z
jego przesz ci .
W socjalizacji wtórnej cz owiek mo e decydowa o tym, kto b dzie dla niego znacz cym innym. W
zró nicowanym wiecie spo ecznym inaczej ni w rodzinie, która jest jedynym wiatem ma ego dziecka,
cz owiek mo e mie wielu ró nych znacz cych innych.
Co wi cej, pomy lna socjalizacja wtórna nie wymaga wi zi emocjonalnej ze znacz cymi innymi, a
nawet ich samych. Socjalizuj ce tre ci mog by przekazywane anonimowo. Wielu rzeczy, cznie ze
wzorami zachowa okre lanych jako „dobre maniery", mo na nauczy si z podr czników i przekazów
medialnych.
Chocia socjalizacja wtórna nie musi by zabarwiona emocjonalnie, bywa, e ma takie zabarwienie.
Dobrze gra w pi no czy rozwi zywa zadania matematyczne mo e nauczy ten albo inny trener i ten
albo inny nauczyciel. Ich wymiana nie wp ywa na skuteczno socjalizacji wtórnej, w której liczy si przede
wszystkim rola, a nie osoba. Nie wyklucza to w adnym razie mo liwo ci wytworzenia si wi zi
emocjonalnej, niekiedy bardzo silnej, mi dzy danym trenerem a jego dru yn czy danym nauczycielem a
jego uczniami. Dobrze znane jest zjawisko uczennic, które „kochaj si " w nauczycielce, nie mówi c ju o
nauczycielu. Powstanie takiej wi zi emocjonalnej powoduje wi ksz podatno na przekazywane tre ci,
równie takie, które nie s zwi zane z dan rol . Trener pi karski mo e wp yn na to, jak szkoleni przez
niego pi karze b g osowa w wyborach, a nauczycielka - jakie fryzury b nosi i jak si ubiera jej
uczennice. Cz sto zreszt wp ywaj mimo woli, wcale do tego nie zmierzaj c.
W socjalizacji wtórnej nierzadko wiadomie d y si do na ladowania mechanizmów socjalizacji
pierwotnej i stosuje techniki pozwalaj ce zabarwi j emocjonalnie. Dzieje si tak, poniewa bez tego
socjalizacja wtórna jest wprawdzie skuteczna, ale tre ci nabyte w jej toku bywaj s abiej zinternalizowane i
mniej trwa e ni tre ci nabyte w procesie zabarwionej emocjonalnie socjalizacji pierwotnej.

Resocjalizacja
Na ladowanie mechanizmów socjalizacji pierwotnej jest szczególnie istotne w procesie resocjalizacji, której
celem jest przemiana cz owieka: wymazanie z jego wiadomo ci dotychczasowych tre ci i wprowadzenie
no-

Rozdzia VI. Socjalizacja 155

wych; ca kowite przekszta cenie jego dotychczasowego obrazu wiata oraz siebie samego; przebudowa
osobowo ci i zmiana to samo ci.
Aby resocjalizacja by a skuteczna, musz ponownie, tak jak w socjalizacji pierwotnej, dokonywa jej
znacz cy inni i musi powsta silna identyfikacja emocjonalna z nimi.
Przy wszystkich podobie stwach resocjalizacji do socjalizacji pierwotnej istnieje mi dzy nimi zasadnicza
ró nica. W socjalizacji pierwotnej wszystko zaczyna si od zera. Male kie dziecko jest w sensie umiej tno ci
spo ecznych niezapisan kart . Osobnik resocjalizowany to karta zapisana, niekiedy bardzo g sto. Problem
polega na poradzeniu sobie z wytarciem tej karty, aby zrobi miejsce dla nowych tre ci.
Powoduje to konieczno reinterpretacji biografii wcze niejszej. Jak w przypadku relacji mi dzy
socjalizacj pierwotn a wtórn przesz w znacznej mierze decyduje o tera niejszo ci, czyli to, co jest
wyniesione z domu, o tym, co jest wch aniane i przyswajane pó niej, tak w przypadku resocjalizacji
zale no ta ulega odwróceniu. Tera niejszo decyduje o przesz ci - przyswojone nowe tre ci wymagaj
odrzucenia tre ci przyswojonych wcze niej, nowego spojrzenia na w asn przesz i jej oceny zgodnie z
nowo przyj tymi warto ciami.

ROZDZIA VII
Kontrola spo eczna
1. Kontrola spo eczna i porz dek spo eczny 159
2. Konformizm 162
3. Dewiacja 164
4. Kontrola spo eczna jako reakcja na dewiacj 174

1. Kontrola spo eczna i porz dek spo eczny


Jakkolwiek wiele swobody maj ludzie w definiowaniu sytuacji, negocjowaniu sensów czy kszta tu
swoich ról, nie jest to nigdy swoboda bezgraniczna. Istniej bowiem granice, których przekroczenie czyni
sytuaqe czy role ca kowicie nierozpoznawalnymi, co oznacza za amanie si mo liwo ci porozumiewania
si , a wraz z ni porz dku spo ecznego i zapanowanie powszechnego chaosu. Wyznaczenie tych granic
oraz ich respektowanie jest rezultatem kontroli spo ecznej.
Kontrola spo eczna w najszerszym i najstarszym w socjologii rozumieniu to wszelkie mechanizmy
uruchamiaj ce, a niekiedy i wymuszaj ce wspó dzia anie, które utrzymuje porz dek spo eczny.
Przy tak szerokim rozumieniu kontroli spo ecznej pytanie o ni jest w gruncie rzeczy pytaniem o
mechanizmy, które wytwarzaj i utrzymuj porz dek spo eczny.
Potocznie kontrola kojarzy si z ró nego rodzaju przykrymi presjami zewn trznymi, które uosabia
kontroler w tramwaju wymierzaj cy kar za jazd bez biletu, policjant wypisuj cy mandat za
wykroczenie drogowe, cz onek stra y miejskiej blokuj cy ko a samochodu zaparkowanego w
niew ciwym miejscu. Jednak e chocia te formy kontroli rzucaj si najbardziej w oczy i bywaj
najbardziej odczuwalne i dolegliwe, nie one s najwa niejsze dla porz dku spo ecznego, tak dla jego
podtrzymywania, jak i kreowania.
W tworzeniu tego porz dku zasadnicz rol odgrywa proces instytucjonalizacji (zob. Instytucje, s.
132). Instytucje i instytucjonalizacja dzia ludzkich nale do podstawowych mechanizmów szeroko
rozumianej kontroli spo ecznej. Instytucje kontroluj ludzkie dzia ania, narzucaj c wzory post powania,
które ka zachowywa si w taki a nie inny sposób i okre laj jako obowi zuj cy jeden z wielu
mo liwych kierunków dzia ania (Berger, Luckmann 1983: 97).
Aby zachowywa si i dzia zgodnie ze zinstytucjonalizowanymi wzorami, nale y te wzory zna .
Dlatego te innym podstawowym mechanizmem kontroli spo ecznej jest proces socjalizacji. Mechanizm
ten dzia a tym skuteczniej, im g biej zostan zinternalizowane przekazywane warto ci, normy i wzory
zachowa . W przypadku ich internalizacji kontrola spo eczna zostaje wprowadzona do wn trza cz owieka
i powstaje mechanizm

160 Cz druga. Cz owiek w spo ecze stwie


kontroli wewn trznej. Wag socjalizacji znakomicie doceniaj re imy totalitarne, które wiele uwagi
po wi caj tre ciom przekazywanym w podr cznikach szkolnych i w rodkach masowego przekazu.
Re imy te charakteryzuje mi dzy innymi manipulacja informacjami i blokada kontaktów ze wiatem
zewn trznym jako ród em informacji o niepo danych wzorach zachowa .
Dopiero kiedy zawodzi kontrola wewn trzna, pojawia si potrzeba uruchomienia ró nych
mechanizmów kontroli zewn trznej, operuj cych szerokim repertuarem sankcji, to jest kar i nagród (zob.
Tre kultury, s. 77). Wielorako postaci kontroli spo ecznej znakomicie oddaje b yskotliwe
stwierdzenie Barringtona Moore'a jr.: „Aby system warto ci umacnia i przekazywa , ludzi obdarza si
kuksa cami, zastrasza, wtr ca do wi zie , zsy a do obozów koncentracyjnych, wabi pochlebstwami,
przekupuje, czci jako bohaterów, zach ca do czytania gazet, stawia pod cian i rozstrzeliwuje, a czasami
nawet uczy socjologii" (Moore 1973: 486, za: Watkins 1975: 10).
Kontrola spo eczna zarówno wewn trzna, jak i zewn trzna dzia a na wszystkich poziomach ycia
zbiorowego - w rodzinach i ma ych grupach kole skich oraz w wielkich zbiorowo ciach spo ecznych.
Jednak e w poszczególnych rodzajach zbiorowo ci, niezale nie od wszelkich ró nic mechanizmów
kontrolnych i rodzajów stosowanych sankcji, inny jest zakres zachowa podlegaj cych kontroli
zewn trznej.
W ma o zró nicowanych niewielkich zbiorowo ciach, takich na przyk ad jak wiejska spo eczno
siedzka, w których kontakty mi dzy poszczególnymi jej cz onkami obejmuj wszystkie sfery ycia
cz owieka, wszyscy wiedz o sobie wszystko. Znakomicie oddaje to przys owie: „Wiedz s siedzi, jak
kto siedzi". Wiadomo, kto jak si prowadzi, kto bije on , kto jest pijakiem, kto z odziejem, a tak e kto
jest dobrym gospodarzem, dobr on i kto dobrze wychowuje dzieci. Wszyscy widz , jaki kto jest, a
widz c, os dzaj . W rezultacie ca e ycie cz owieka jest przezroczyste i podlega kontroli zbiorowo ci.
Inaczej jest w du ych, wielorako zró nicowanych zbiorowo ciach wielkomiejskich, w których
znaczna cz kontaktów mi dzyludzkich to przelotne kontakty mi dzy nieznaj cymi si wzajemnie
osobami. Ponadto w takich zbiorowo ciach ró ne sfery ycia cz owieka, takie na przyk ad jak sfera pracy
i sfera ycia rodzinnego, s od siebie oddzielone. W miejscu pracy koledzy pracuj cy w jednym pokoju
dobrze wiedz , kto jest jakim pracownikiem, ale mog nie wiedzie , kto jest jakim m em czy on .
Nawet mieszka cy jednego wielkomiejskiego bloku cz sto nie wiedz nic o s siadach mieszkaj cych
obok. W tego rodzaju zbiorowo ciach pewien zakres ycia cz owieka mo e zosta ukryty przed oczyma
bli nich b te nie budzi ich zainteresowania, a tym samym znale si poza zakresem kontroli
spo ecznej.

Rozdzia VII. Kontrola spo eczna 161


Na szeroko rozumian kontrol spo eczn we wszystkich zbiorowo ciach sk adaj si zarówno
dzia ania podejmowane z zamiarem kontroli zachowa , jak i takie, które niezale nie od intencji
dzia aj cych wp ywaj na zachowania i tym samym pe ni funkcje kontrolne. Dobrym przyk adem
takiego dwoistego, zamierzonego i niezamierzonego oddzia ywania kontroli jest proces socjalizacyjny.
Kontrol spo eczn mo emy ponadto podzieli na kontrol nieformaln i kontrol formaln .
Kontrola nieformalna to wszystkie wzory zachowa przekazywane w stosunkach osobistych i wszystkie
reakcje i sankcje stosowane spontanicznie i na zasadzie zwyczaju. Kontrola formalna to wszystko, co
zapisane jest w regulaminach poszczególnych organizacji i stowarzysze , a przede wszystkim w
pa stwowych kodeksach prawnych. Oczywi cie, kontrola formalna jest zawsze zamierzona, podczas gdy
kontrola nieformalna mo e by zarówno zamierzona, jak i niezamierzona.
Wszystkie rodzaje kontroli rozporz dzaj sobie w ciwym repertuarem sankcji. W przypadku
kontroli wewn trznej negatywn sankcj s wyrzuty sumienia.
Nieformalna kontrola zewn trzna rozporz dza zarówno sankcjami pozytywnymi, takimi jak oznaki
szacunku i wzrost presti u, jak i negatywnymi, takimi jak wy mianie, lekcewa enie, pogarda, ostracyzm,
a nawet wykluczenie. Tego rodzaju kary mog by bardzo dotkliwe. Pogard i wykluczenie Peter L.
Berger okre li jako „jeden z najbardziej wyniszczaj cych rodków karania, jakimi rozporz dza
spo eczno ludzka", dodaj c przy tym, e „nieco ironicznie zabrzmie mo e uwaga, i jest to ulubiony
mechanizm kontrolny w grupach przeciwstawiaj cych si z zasady stosowaniu przemocy" (Berger 1995b:
74).
Sobie w ciwymi sankcjami zarówno formalnymi, jak i nieformalnymi rozporz dzaj tak e
systemy religijne. Ka da z religii okre la, jakie zachowania zostan nagrodzone, a jakie ukarane po
mierci, w yciu przysz ym. Sformalizowane religie rozporz dzaj ponadto formalnymi sankcjami
negatywnymi stosowanymi w yciu doczesnym. W Ko ciele katolickim jest to odmowa rozgrzeszenia
przy spowiedzi czy ekskomunika.
Najpowa niejszym systemem formalnej kontroli zewn trznej jest prawo. Przewidziane w
kodeksach karnych sankcje negatywne opieraj si na przymusie fizycznym i ich egzekwowaniem
zajmuje si wyspeq'alizo-wany aparat.
Zewn trzna kontrola spo eczna sprawowana za pomoc wyspecjalizowanego aparatu, którego
najwa niejsz cz ci s s dy i policja, jest wprawdzie najbardziej widoczna, ale bynajmniej nie
najistotniejsza dla zapewnienia porz dku spo ecznego. Jest ona tym mniej potrzebna, im bardziej
jednolita jest zbiorowo i im mniej zró nicowana jest jej kultura, a tym samym im bardziej harmonijny i
jednolity system tworz warto ci

162 Cz druga. Cz owiek w spo ecze stwie


i wzory zachowa przekazywane w toku socjalizacji tak pierwotnej, jak i wtórnej. W zbiorowo ci, w
której istnieje taka harmonia, niezwykle skutecznie dzia aj wewn trzne mechanizmy kontroli oraz
ywio owa presja opinii otoczenia.
W skomplikowanych, wielorako zró nicowanych spo ecze stwach o rozbudowanych systemach
komunikacji, w których krzy uj si najrozmaitsze wp ywy kulturowe i przekazywane s najró niejsze
warto ci i wzory zachowa , wzrasta rola kontroli formalnej i policja staje si coraz bardziej potrzebna.
Jednak e aby jej dzia ania by y skuteczne, a prawo w pe ni przestrzegane, nie wystarczy sama sprawno
aparatu cigania i karania. Wa ny jest stopie zgodno ci przepisów prawnych z normami moralnymi i
obyczajowymi. Je li istnieje mi dzy nimi rozziew, je eli zachowania podlegaj ce ustawowo karze jako
wykroczenia czy nawet przest pstwa nie s w danej zbiorowo ci uwa ane za naganne, ma a jest szansa
ich eliminacji nawet przy najsurowszym karaniu. Jednak znacznie wa niejsza od surowo ci kary jest jej
nieunikniono , o której decyduje sprawno aparatu kontroli formalnej.
Rozwój nowoczesnych spo ecze stw przemys owych rodzi wiele problemów zwi zanych ze
sprawnym funkcjonowaniem kontroli spo ecznej. Jednym z nich jest atomizacja os abiaj ca nieformaln
kontrol spo eczn , co zwi ksza potrzeb kontroli spo ecznej sprawowanej przez wyspecjalizowany
aparat pa stwowy. Jednak e skuteczno dzia tego aparatu mo e os abia to, e w spo ecze stwie
onym z izolowanych jednostek mo e nie by dostatecznej jedno ci moralnej, niezb dnej dla
mobilizacji kontroli formalnej, domagania si kar i wywierania przez wspólnot presji wspieraj cej
sankcje formalne. Os abienie kontroli nieformalnej prowadzi mo e nie tyle do rozwoju pot nych
systemów kontroli formalnej, ile do ogólnego os abienia kontroli (Horowitz 1990: 242).

2. Konformizm
Konformizm to dostosowanie w asnego zachowania i sposobu my lenia do zachowania i my lenia
innych cz onków danej zbiorowo ci (Aronson 1976). Takie okre lenie konformizmu kieruje uwag na
psychologiczne aspekty zachowa konformistycznych. Spraw centraln staje si pytanie, dlaczego
ludzie zachowuj si tak samo jak inni. Odpowiadaj c na nie, wskazuje si na trojakie powody
dostosowywania w asnego zachowania do zachowania innych:
• Zachowania innych cz sto informuj nas, jak nale y post pi , aby poradzi sobie w najrozmaitszych
sytuacjach. Je li na przyk ad chcemy wej do gmachu i nie wiemy, gdzie jest do niego wej cie i aden
napis o tym nie mówi, zwracamy uwag , któr dy wchodz inni, i idziemy za

Rozdzia VII. Kontrola spo eczna 163


nimi. Mo na wymieni wiele sytuacji, w których na ladowanie innych pomaga nam rozwi za nasze
problemy.
• Obawa kary. Strach przed kar za zachowania odmienne od obowi zuj cych bywa niekiedy silnie
zinternalizowany. Erwing Goffman zwraca uwag , e „jednostka prywatnie mo e realizowa wzorce
zachowa , których osobi cie nie akceptuje z tego powodu, e jest g boko przekonana o obecno ci jakiej
niewidzialnej publiczno ci, mog cej ukara j za od chylenia od owych wzorców" (Goffman 1981: 128).
• Akceptacja przez innych, zachowanie ich yczliwo ci, ch uczestnictwa w zbiorowo ci i „bycia
razem". Brak tej akceptacji i yczliwo ci zagra aj cy pe nemu uczestnictwu w zbiorowo ci mo na
interpretowa jako rodzaj nieformalnej kary i ten motyw zachowa konformistycznych sprowadzi do
poprzedniego. Jednak e z dzia aniem takich sankcji wi e si tyle osobliwych i zastanawiaj cych zjawisk
psychospo ecznych, e uzasadnione jest wyró nienie tego rodzaju motywacji. Szczególno owej
motywacji polega na tym, e doprowadzi mo e do przezwyci enia instynktu samozachowawczego i do
dobrowolnej mierci. W latach osiem dziesi tych XX wieku wiatem wstrz sn a wiadomo o
zbiorowym samobójstwie trzystu cz onków ameryka skiej sekty, zamieszkuj cych w Gujanie. Pewnego
dnia wszyscy spokojnie, jeden po drugim, podeszli do czaszy z truj cym napojem i wypili jego miertelne
porcj .
Socjologia zwraca uwag na si presji opinio communis, w którym udzia pomaga jednostce
przezwyci poczucie w asnej odr bno ci i czu si cz ci jakiej ca ci spo ecznej. Zauwa enie u
innych okre lonego nastawienia, je li tylko wyst puje dostatecznie masowo, wywo uje u postrzegaj cego
dyspozycje do podobnego nastawienia. „Anonimowi «oni», «ka dy» itd. staj si autorytetami, nawet
je eli niczego nie nakazuj , o niczym nas nie pouczaj i w aden zaiste sposób nie zwracaj si do
potencjalnego wyznawcy, który tylko postrzega akceptowanie przez innych danego pogl du, sam nie
c przez nich zauwa onym" (Shils 1984: 41).
Psycholodzy w wielu eksperymentach wykazali podatno cz owieka na presj opinii innych.
Najs awniejszym z tych eksperymentów jest eksperyment Solomona Asha (Aronson 1978: 43-49). W
najprostszej, klasycznej wersji polega na oszacowaniu przez badanych d ugo ci narysowanych na tablicy
odcinków. Odcinki wyra nie ró ni y si d ugo ci , a badanych pytano, czy d ugo ich jest taka sama,
czy ró na. Osoby poddawane eksperymentowi znajdowa y si w grupie z onej z pomocników
eksperymentatora, którym pytanie o d ugo odcinków zadawano najpierw, oni za odpowiadali, e
odcinki te s równej d ugo ci. Okaza o si , e wi kszo badanych udziela a odpowiedzi zgodnych z
odpowiedziami poprzedników i sprzecznych ze wiadectwem w asnych zmys ów.
Eksperyment ten wykaza , e sk onno do dostosowywania si do zachowa innych wyst puje
nawet w nietrwa ej zbiorowo ci nieznanych

164 Cz druga. Cz owiek w spo ecze stwie


osób, których ju nigdy w yciu dany osobnik mo e nie zobaczy , i równie wtedy, kiedy przedmiotem
opinii s ca kowicie neutralne tre ci.
Zmieniaj c warunki eksperymentu, a tak e prowadz c inne eksperymenty, starano si stwierdzi , co
wzmacnia, a co os abia t sk onno . Jednym z takich czynników okaza a si wiadomo w asnej pozycji
w grupie. Jednostka, która ma ustalon pozycj w grupie i jest jej pewna, a tak e taka, której samoocena
jest wysoka, atwiej wyra a pogl dy odmienne do panuj cych w grupie. Mi dzy innymi dlatego, e nie
obawia si braku akceptacji.
Ostatecznie wi c podstaw konformizmu okazuje si potrzeba akceptacji. Peter L. Berger pisze, e
„u podstaw tej najwyra niej nieuchronnej presji na rzecz zgody le y prawdopodobnie g boko ludzka
potrzeba akceptacji, przypuszczalnie bez wzgl du na to, jaka grupa ma tej akceptacji dokona " (Berger
1995b: 73-74).
Pojawia si w tym miejscu pytanie, dlaczego akceptacja daj ca poczucie uczestnictwa w grupie jest
tak wa na. Odpowiadaj c na nie, mo na odwo si zarówno do wyja nie psychologicznych, jak i
socjobio-logicznych.
W pierwszym przypadku wskazuje si na zwi zek akceptacji przez innych z samoocen i
jednostkow to samo ci . Odbijaj c si w oczach innych, kszta tujemy swój obraz. Brak akceptacji
dodaje czarnych barw do tego obrazu i ka e nam le my le o sobie, co jest rzecz przykr .
W drugim wskazuje si na to, e przez bardzo d ugi okres istnienia gatunku ludzkiego na ziemi
ycie w gromadzie by o dla osobnika warunkiem przetrwania, a wykluczenie z niej równa o si zag adzie.
Z tego te powodu w toku ewolucji zosta y wyselekcjonowane najró niejsze mechanizmy
przystosowawcze do gromadnego ycia. Cz owiecza potrzeba akceptacji i uczestnictwa w zbiorowo ci
oraz przeogromny strach przed odrzuceniem wywodz si z tego ewolucyjnego dziedzictwa.
Oba te rodzaje wyja nie nie stanowi alternatywy, ale w sposób widoczny uzupe niaj si
wzajemnie. Pierwszy z nich mówi o psychologicznych aspektach potrzeby akceptacji, drugi za - o jej
pra ród ach.
3. Dewiacja
Co to jest dewiacja
Nietrudno zauwa , e mimo ludzkich sk onno ci do konformizmu oraz istnienia najró niejszych
mechanizmów kontroli spo ecznej, które stoj na stra y porz dku spo ecznego, porz dek ten jest
nieustannie naruszany. Naruszenia te nosz miano dewiacji. S ownikowo dewiacja oznacza „zboczenie z
drogi, odchylenie od w ciwego kierunku; b dzenie". Dewiacje

Rozdzia VII. Kontrola spo eczna 165


okre la si najcz ciej jako zachowania, „które s niezgodne ze standardami normatywnymi,
sk adaj cymi si na wspólnotow , podzielan wizj adu” (Frieske 1991: 155).
Jednak e tego rodzaju okre lenie, zgodne z potoczn intuicj , jest na tyle ogólne, e dopuszcza
ró ne interpretacje. Pojmowanie dewiacji jako zachowa spo ecznych odbiegaj cych od tego, co uwa ane
jest za normalne w danym spo ecze stwie czy danej sytuacji spo ecznej, pozostawia otwarte co najmniej
cztery pytania. Poszczególne teorie dewiacji ró ni si od siebie tym, które z tych pyta podejmuj i
jakich odpowiedzi na nie udzielaj .
• Jedno z nich dotyczy tego, ezy mianem dewiaq'i nale y obejmowa tylko te zachowania i cechy
ludzi, nad którymi maj oni kontrol , czy te wszystkie odbiegaj ce od uznawanych za normalne. A wi c
czy jest dewiacj nadmierna tusza, kar owaty wzrost, chroniczna choroba etc?
• Ka da zbiorowo spo eczna ma zarówno otrów i ajdaków, jak wi tych i bohaterów.
Zachowania jednych i drugich odbiegaj od tego, co jest norm . Czy wi c wszystkie s dewiacj ? Czy
dewiacj jest to, co robi a Matka Teresa? Czy istnieje dewiacja pozytywna? Spraw dodatkowo
komplikuje fakt, e wiele zachowa przekraczaj cych normy w kierunku pozytywnym spotyka si z
negatywn reakcj otoczenia. Ameryka scy uczestnicy wojny w Wietnamie odnosili si niech tnie
zarówno do tych towarzyszy broni, którzy na polu walki wyró niali si tchórzostwem, jak i tych, którzy
wyró niali si bohaterstwem. Polscy robotnicy w czasach socjalistycznego wspó zawodnictwa pracy
darzyli niech ci przodowników pracy drastycznie przekraczaj cych normy. Przekraczaj cych normy
zreszt nikt nie lubi, poniewa takie przekroczenia gro zwi kszeniem ogólnego poziomu wymaga .
Okre lenie „nadgorliwiec" nie jest pochwa , chocia odnosi si do odchyle od normy w kierunku
pozytywnym.
• Trzecie pytanie dotyczy tego, kto okre la, co jest norm , a co zachowaniem norm t
naruszaj cym. W niewielkich, spójnych zbiorowo ciach o jednolitym systemie warto ci i wzorów
zachowa rzecz przedstawia si stosunkowo prosto. Co jest norm , a co od niej odbiega, jest przez
wszystkich postrzegane podobnie. Inaczej jest w zbiorowo ciach, w których krzy uj si najrozmaitsze
wp ywy kulturowe i wzory zachowa . Co decyduje, e zachowania zgodne z normami jednego systemu
kulturowego postrzegane s jako „normalne", zgodne za z normami innego - jako
„dewiacyjne"?
• Czwarte wreszcie pytanie jest pytaniem, jak przebiegaj granice tolerancji w danej zbiorowo ci i
kto je okre la. Wiadomo bowiem, e nie ka de pogwa cenie norm budzi takie same reakqe. Powszechnie
uwa a si , e ma e odchylenia od norm b odchylenia od norm uwa anych za niewa ne nie maj
adnych konsekwencji lub jedynie niewielkie. Lecz co

166 Cz druga. Cz owiek w spo ecze stwie


decyduje, e jedne normy uwa ane s w danej zbiorowo ci za wa ne, a inne za b ahe? Poszczególne typy
zbiorowo ci ró ni si zakresem tego, co uznawane jest za b ahe odst pstwo od normy, a tym samym
stopniem tolerancji wobec inno ci. Margines tolerancji pozostawiony jednostce przez grup jest
stosunkowo niewielki w grupach ma ych, spoistych, jednorodnych. Rodzina, grupa s siedzka czy
spo eczno lokalna poddaj zachowania jednostki cis ej i skrupulatnej kontroli, karz c nawet ma e
przejawy dewiacji. W grupach wielkich, wewn trznie zró nicowanych, margines tolerancji jest
odpowiednio szerszy. Spo eczno wielkomiejska, zw aszcza wielkich metropolii wieloetnicznych
pa stw, jest doskona ym przyk adem rozleg ego marginesu tolerancji.
Margines tolerancji zale y równie od pozycji jednostki. To samo zachowanie bywa oceniane
inaczej zale nie od tego, kto je przejawia. Pogwa cenie pewnych regu zachowania przez dzieci we
wszystkich spo eczno ciach spotyka si z wi ksz tolerancj ni ich pogwa cenie przez doros ych.
Zachowania, które uwa amy za zgodne z normami u barmanki, uznaliby my za dewiacyjne u
nauczycielki, nie mówi c ju o zakonnicy. Z kolei manifestowanie przez barmank pobo no ci w czasie
pracy postrzegaliby my jako odchylenie od normy. Problem tolerancji wi e si wyra nie z kwesti
zró nicowanego marginesu swobody poszczególnych ról spo ecznych (zob. Rola spo eczna, s. 144).
Bywa te , e zachowania, które s surowo karane, je li s zachowaniami cz owieka o ni szej pozycji
spo ecznej, cz owiekowi o wy szej pozycji uchodz p azem b spotykaj si z wyrozumia ci jako
przejawy za amania nerwowego.
Wszystko to pokazuje, w jak wielkiej mierze to, czy zachowanie jest akceptowane jako normalne,
czy pot piane jako dewiacja negatywna, zale y od kontekstu spo ecznego. Nawet pogwa cenie tak
elementarnego zakazu jak „nie zabijaj" nie zawsze spotyka si z pot pieniem. Zabijanie nieprzyjaciela na
wojnie nale y do obowi zku patriotycznego. W wielu krajach stosowana jest kara mierci. Zabicie w
samoobronie nie jest przest pstwem, w wielu przecie kodeksach karnych wyst puje poj cie „obrony
koniecznej".
Dewiacja jako przedmiot zainteresowania socjologii
W socjologicznych zainteresowaniach dewiacj zauwa alne s dwa nurty. W pierwszym, mniej lub
bardziej wyra nie zwi zanym z funkcjonalistyczno-strukturalistyczn perspektyw teoretyczn , system
norm i wzorów zachowa jest traktowany jako obiektywna, zewn trzna w stosunku do jednostek
rzeczywisto . Uwaga jest skierowana na poszukiwanie przyczyn narusze norm tego systemu, które
same w sobie nie s kwestionowane. Dewiacje s cz sto rozumiane w sko, w sposób bliski staremu
poj ciu patologii spo ecznej.

Rozdzia VII. Kontrola spo eczna 167


Drugi nurt wykazuje powi zania z perspektyw teoretyczn interakcjonizmu symbolicznego i
wyros ych z niego orientacji teoretycznych. Jest to perspektywa ogl du wiata spo ecznego nie jako
obiektywnie danego, lecz jako bezustannie tworzonego i przekszta canego w procesach interakcji. W
przypadku dewiacji perspektywa tego rodzaju kieruje uwag nie na to, dlaczego naruszane s normy
spo eczne, ale na to, jak one powstaj , oraz jakie s reakcje wobec osób zachowuj cych si niezgodnie z
normami i konsekwencje tych reakcji: „mniej wa ne jest, dlaczego kto narusza normy, istotne jest
natomiast, dlaczego zostaje uznany za naruszaj cego normy" (Siemaszko 1993: 261). Dewiacja jest
rozumiana szeroko jako ka da odbiegaj ca od norm inno , która wywo uje reakcje spo eczne.
Dewiantem z tej perspektywy jest nie tylko ten, kto wiadomie narusza normy spo eczne, ale równie ten,
kto swoim wygl dem i sposobem bycia odbiega od oczekiwa spo ecznych. Nie tylko przest pca,
alkoholik, narkoman, prostytutka, ale równie homoseksualista, karze , chory psychicznie, ekscentryk,
dysydent polityczny, cz owiek niepe nosprawny, a tak e bohater lub kto , kto ca y swój maj tek rozdaje
potrzebuj cym. Kryterium jest wi c pozytywna b negatywna reakcja spo eczna okre laj ca dan
jednostk jako dewianta. Przyk adu takiego bardzo krzywdz cego zakwalifikowania jako dewianta
negatywnego dostarczaj wzmianki w prasie opisuj ce na przyk ad odnoszenie si do chorych na
epilepsj . Mimo pe nej sprawno ci intelektualnej dzieci dotkni te t chorob s w szko ach traktowane
jako kandydaci do szkó specjalnych, rodzice innych dzieci nie pozwalaj swoim dzieciom bawi si z
nimi, natomiast jako doro li nie mog znale pracy nawet w przypadku agodnej wersji tej choroby,
która nie przeszkadza w sprawnym wype nianiu obowi zków.
Z pierwszym nurtem powi za mo na trzy licz ce si w socjologii teorie dewiacji. Ka da z nich
wskazuje na inne przyczyny zachowa dewiacyjnych. Jedna widzi je w rozregulowaniu systemu
spo ecznego, druga w transmisji kultury dewiacyjnej, trzecia za w niesprawno ci mechanizmów kontroli
spo ecznej.
Dewiacja jako rezultat rozregulowania systemu spo ecznego. Wszelkie zak ócenia porz dku
spo ecznego b ce nast pstwem czy to kryzysu gospodarczego, czy to wojny, a tak e gwa townych
zmian spo ecznych prowadz do za amania si jednolitego systemu powszechnie uznawanych norm, a
wi c do dezorganizacji spo ecznej. Zachowania zgodne z dotychczasowymi wzorami nie pasuj do
nowych warunków. Odpowiadaj ce nowym warunkom wzory zachowa nie s wykszta cone. Powoduje
to, e granice dobra i z a ulegaj zamazaniu. Ludziom trudno przestrzega norm, które nie s dla nich
jasne. Maj poczucie zagubienia i wykorzenienia sprzyjaj ce zachowaniom niekonformistycznym, a
nawet przest pczym. Chaosowi normatywnemu sprzyja te sytuacja po-

168 Cz druga. Cz owiek w spo ecze stwie


granicz kultur, na którym cieraj si ró ne, niekiedy sprzeczne ze sob normy.
Na zjawisko za amywania si adu spo ecznego i jego konsekwencje zwróci uwag jeden z
klasyków socjologii, Emile Durkheim (1858-1917), i okre li je mianem anomii. Od czasów Durkheima
poj cie anomii upowszechni o si w socjologii i jest jednym z jej podstawowych poj , cho w
pó niejszych czasach ulega o pewnym modyfikacjom.
Najs ynniejsz teori wi wyst powanie dewiacji z anomi jest teoria Roberta Mertona.
Interesowa o go, „w jaki sposób pewne struktury spo eczne wywieraj wyra presj na niektóre
jednostki w spo ecze stwie, sk aniaj c je do podj cia zachowa raczej nonkonformistycznych ni
zgodnych z przyj tymi wzorcami post powania" (Merton 1982: 196). Podstawowe ród o dewiacji
widzia w braku spójno ci mi dzy uznawanymi w spo ecze stwie warto ciami okre laj cymi cele d a
wzorami aprobowanych zachowa zapewniaj cych realizacj tych celów.
Z natury rzeczy relacje mi dzy uznawanymi warto ciami a aprobowanymi zachowaniami, tak jak
mi dzy ka dymi dwoma zmiennymi dychotomicznymi, mog przybiera cztery postacie. Na tej
podstawie Merton zbudowa swoj s ynn typologi dewiacji, wyró niaj c nast puj ce typy:
Konformizm. W tym przypadku oznacza aprobowanie warto ci uznawanych w danej zbiorowo ci i
stosowanie si do obowi zuj cych wzorów zachowa . Tak rozumiany konformizm mo e mie ró ne
postacie, gdy ró ne mog by motywy sk aniaj ce do post powania zgodnego z normami. Post powanie
takie mo e wynika z tego, e dane normy uznawane s za s uszne, sprawiedliwe i dobre. Kiedy indziej
normy mog by przestrzegane, poniewa za w ciwe uznawane jest samo ich przestrzeganie. I wreszcie
konformizm mo e wyst powa w postaci przestrzegania norm wy cznie dla „ wi tego spokoju" i z l ku
przed kar , co cz sto nosi miano oportunizmu.
Innowacja. Jest to aprobowanie warto ci przy jednoczesnym niestosowaniu si do uznawanych
wzorów zachowa ; zmierzanie do realizacji uznawanych przez zbiorowo celów innymi drogami ni
powszechnie przyj te i aprobowane. Nietrudno zauwa , e takie rozumienie innowacji wykracza poza
jej potoczne pojmowanie. W zbiorowo ci, która ceni bogactwo, a aprobowan drog do jego zdobycia
widzi w pracy i zgodnej z prawem dzia alno ci gospodarczej, zdobywanie go na drodze oszustw i
bandyckich napadów wbrew potocznemu odczuciu mie ci oby si w Mertonowskiej kategorii innowacji.
Rytualizm. Polega na nieaprobowaniu uznawanego w zbiorowo ci systemu warto ci, ale
stosowaniu si do obowi zuj cych wzorów zachowa . Rytualizm, uwa any przez Mertona za jedn z
postaci dewiacji, bywa przez innych socjologów uznawany za oportunizm b cy form konformizmu.

Rozdzia VII. Kontrola spo eczna 169


Bunt i ucieczka. S to dwie postacie, czynna i bierna, w jakich wyst puje takie samo ca kowite
odrzucenie zarówno obowi zuj cego systemu warto ci, jak i wzorów zachowa . Bunt, je li ogarnie
dostatecznie wiele osób, mo e doprowadzi do dog bnego przekszta cenia ca ego adu spo ecznego.
Dewiacja jako rezultat transmisji kultury dewiacyjnej. Istniej zbiorowo ci wytwarzaj ce
asny system warto ci i norm oraz zgodnych z nimi wzorów zachowa , których przestrzeganie
obowi zuje ich cz onków niekiedy wr cz rygorystycznie. Je li normy te s sprzeczne z normami
szerszego spo ecze stwa, zachowania konformistyczne w stosunku do standardów grupy s dewiacjami z
punktu widzenia norm szerszego spo ecze stwa. Jaskrawymi przyk adami s przedstawiane w wielu
filmach obyczaje mafii w oskiej albo innego rodzaju grup zawodowych przest pców, w których
obowi zuje w asny „kodeks zawodowy". Jedn z jego norm jest, e je li w rezultacie zespo owo
pope nionego przest pstwa jeden z jego uczestników zostaje zatrzymany, nie wolno mu wyda
towarzyszy, którzy z kolei obowi zani s utrzymywa jego rodzin przez ca y czas jego pobytu w
wi zieniu.
Teoria dewiacji wi ca ich wyst powanie z transmisj kultury dewiacyjnej wskazuje na istnienie
subkultur dewiacyjnych. Nowe pokolenia, które wyrastaj w kr gu takiej subkultury, podlegaj
„negatywnej socjalizacji".. Nabywaj specyficzne, niekiedy wcale nie atwe umiej tno ci „zawodowe" (na
przyk ad kieszonkowca), jak równie charakterystyczne „motywy, aspiraq'e i sposoby usprawiedliwiania
wykrocze przeciwko obowi zuj cym regu om prawnym" (Frieske 1991: 159).
Dewiacja jako rezultat niesprawno ci mechanizmów kontroli spo ecznej. U podstaw poprzednich
dwu teorii dewiacji znajdowa o si za enie, e konformizm jest czym „naturalnym", natomiast
wyja nienia wymagaj zachowania dewiacyjne. W teorii upatruj cej przyczyn dewiacji w niesprawnym
dzia aniu mechanizmów kontroli za enie to ulega odwróceniu. Przyjmuje si , e ludzie kieruj si
interesem egoistycznym i nie maj adnych powodów, aby przestrzega norm, które ich ograniczaj i
ad tam d eniom do zaspokajania w asnych potrzeb. Je li ludzie post puj zgodnie z obowi zuj cymi
normami, to jedynie dlatego, e dzia a kontrola spo eczna zarówno w postaci wewn trznego mechanizmu
kontroli wytworzonego w toku socjalizacji, jak i w postaci rozmaitych form kontroli zewn trznej,
operuj cych rozbudowanymi systemami sankcji.
Ludzie kalkuluj , czy wi kszy zysk przyniesie zachowanie zgodne z normami, czy te niezgodne z
nimi i zagro one kar . Od wyniku tej kalkulacji zale y, czy zachowaj si konformistycznie, czy
dewiacyjnie.

170 Cz druga. Cz owiek w spo ecze stwie


Prowadzi to do tezy, e ka de os abienie kontroli spo ecznej, czy to w rezultacie zak óce procesu
socjalizacyjnego, czy niesprawno ci b za amania zewn trznych mechanizmów kontroli, skutkuje
wzrostem zachowa dewiacyjnych. Na rzecz tej tezy wykorzystywany jest mi dzy innymi stwierdzony
empirycznie fakt, e od pope nienia przest pstwa znacznie bardziej powstrzymuje przekonanie o
nieunikniono ci kary ni jej wysoko . Jak zosta o wykazane, dla ograniczenia przest pczo ci znacznie
wa niejsza jest sprawno policji wykrywaj cej przest pstwa i chwytaj cej przest pców ni surowo
kodeksu karnego.
Teorie dewiacji mieszcz ce si w drugim nurcie socjologicznych zainteresowa dewiacj s
powi zane z orientacjami teoretycznymi, dla których podstawowym przedmiotem zainteresowania
socjologii jest podzielany przez jednostki obraz spo ecze stwa. Z takiej perspektywy teoretycznej
dewiacje ukazuj si jako zjawiska spo ecznie konstruowane. Dewiacj jest to, co jako dewiacja jest
postrzegane i na co ludzie reaguj jako na dewiacj . Kryterium jest wi c nie odniesienie do normy
obiektywnej, ale do reakcji spo ecznej. Przy takim rozumieniu dewiacji podstawowymi pytaniami staj
si pytania, dlaczego pewne zachowania s uznawane za poprawne, a inne za dewiacyjne oraz dlaczego
pewni ludzie s postrzegani jako dewianci i jakie to ma dla nich konsekwencje?
W przypadku pierwszego pytania wskazuje si na kulturow i historyczn zmienno tego, co
uwa ane jest za zachowanie poprawne, a co za odbiegaj ce od niego. Kazimierz Frieske przytacza
opowie , jak to w latach czterdziestych ubieg ego stulecia za dewiacj uchodzi a w Stanach
Zjednoczonych k piel w wannie. Gazety i opinia publiczna zaatakowa y wtedy u ywanie wanien jako
zwyczaj ekstrawagancki i niedemokratyczny. Lekarze doszli do wniosku, e k piele w wannie zagra aj
zdrowiu, i domagali si od w adz wydania odpowiednich zakazów. W 1843 roku legislatura stanowa
Wirginii ob a wanny podatkiem stanowym w wysoko ci trzydziestu dolarów rocznie, w dwa lata
pó niej w adze miejskie Bostonu zakaza y k pieli w wannie poza przypadkami uzasadnionymi
zaleceniami lekarskimi" (Frieske 1991: 154-155). W naszym kraju wielu z nas doskonale pami ta
pienie d ugich w osów u ch opców i negatywne sankcje stosowane przez szko y wobec uczniów o
takich fryzurach. Dzisiaj ju nikt nie uwa a noszenia d ugich w osów przez m czyzn za co nagannego,
a reakcje negatywne budzi raczej g adko wygolona g owa.
Mo na przytoczy równie bardziej dramatyczne przyk ady zmienno ci kryteriów nawet tego, co
jest prawnie kwalifikowane jako przest pstwo. W Polsce w latach pi dziesi tych samo posiadanie dewiz
i z ota, nie mówi c ju o handlowaniu nimi, by o uwa ane za powa ne przest pstwo. Za handel dewizami
i z otem grozi y surowe kary, z kar mier-

Rozdzia VII. Kontrola spo eczna 171


ci w cznie. Znane s przypadki tego rodzaju wyroków. Dzisiaj w ka dym polskim mie cie znajduj si
kantory legalnie handluj ce obc walut .
Innego dramatycznego przyk adu, tym razem mi dzykulturowej zmienno ci kryteriów przest pstwa
kryminalnego, dostarcza opisany przez „Newsweek" w grudniu 1966 roku przypadek dwóch Ira czyków
zamieszka ych w Stanach Zjednoczonych. M czy ni ci, przekroczywszy trzydzie ci lat ycia,
postanowili o eni si z dziewczynami z tej samej grupy etnicznej. Zgodnie z tradycyjnym obyczajem,
wybrano na ony dwie bardzo m ode, licz ce mniej ni szesna cie lat dziewczyny, nie pytaj c ich o
zgod . Obu parom lubu udzieli duchowny muzu ma ski specjalnie w tym celu sprowadzony z innego
miasta. Na drugi dzie po uroczysto ciach weselnych jedna z dziewczyn, uczennica szko y
ameryka skiej, uciek a i uda a si na policj . Obaj m czy ni zostali oskar eni o gwa t na nieletnich,
stan li przed s dem i otrzymali wysokie wyroki. Wywo o to wielki szok w ród ich pobratymców.
„Zawsze u nas tak by o", „Dlaczego nikt nam nie powiedzia , jakie jest prawo w Ameryce" - mówili
roz aleni.
Tego rodzaju przypadki kieruj uwag na rol kontroli spo ecznej i przepisów prawa w tworzeniu
dewiacji. Prawo tworzy dewiacje w tym sensie, e sformu owanie przepisów prawnych jest jednocze nie
okre leniem tego, co jest przest pstwem lub wykroczeniem. Zmiana przepisów mo e z dnia na dzie
wykreowa nowy rodzaj wykrocze i przest pstw.
Postrzeganie dewiacji jako konstruowanych spo ecznie, wi e si z podkre leniem wp ywu grup,
które rozporz dzaj ró nego rodzaju w adz , na przyj cie danych norm za obowi zuj ce. Grupy te forsuj
wzory zachowa zgodne z w asnymi interesami i sprzyjaj ce ich panowaniu. Cz sto jako przyk ad
przytacza si zró nicowany stosunek do poszczególnych u ywek. Picie alkoholu i palenie papierosów jest
spo ecznie akceptowane, mimo e jest szkodliwe dla zdrowia i uzale nia podobnie jak marihuana, której
palenie jest przest pstwem kryminalnym. Jest to t umaczone tym, e tyto i alkohol zyska y prawo
obywatelstwa w salonach, podczas kiedy palenie marihuany pozosta o elementem stylu ycia ludzi z
segmentów spo ecznych o niskim presti u.
Elementem spo ecznego kreowania dewiacji jest te jej wzmacnianie spo eczne. W pewnym
momencie jaki rodzaj zachowa dewiacyjnych skupia na sobie uwag rodków masowego przekazu,
które bij na alarm, wytwarzaj c wra enie, e pojawi o si nowe zagro enie. Niezale nie od stanu
faktycznego powoduje to mobilizacj opinii publicznej, która zaczyna domaga si wzmocnienia aparatu
kontroli i zaostrzenia sankcji wobec tego rodzaju zachowa . Nacisk opinii sprawia, e nast puje wi cej
ni zwykle aresztowa , wprowadzony zostaje tryb dora ny do os dzania
172 Cz druga. Cz owiek w spo ecze stwie
wykrocze i zapadaj surowe wyroki, o których informacje s szeroko rozpowszechniane. Utwierdza to
przekonanie, e nast pi szczególny wzrost danego rodzaju dewiacji. Niekiedy kryj si za tym interesy
aparatu represyjnego, który, wyolbrzymiaj c zagro enia, uzasadnia potrzeb dofinansowania swoich
struktur.
Odpowiedzi na drugie pytanie, to jest dlaczego poszczególni ludzie s postrzegani jako dewianci,
dostarcza teoria naznaczania. Powiada ona, e dewiantem staje si ten, kto przez otoczenie spo eczne
zostanie za takiego uznany.
Ró nym ludziom zdarza si zachowa niezgodnie z normami, cz sto bez z ej woli. Jest to
dewiacja pierwotna. Jednak nie do ka dego, kto przekroczy norm , zostaje przyczepiona etykietka
dewianta: oszusta, wariata, z odziejaszka czy lubie nika. Z chwil kiedy kto zostanie tak naznaczony,
zmienia si stosunek otoczenia do niego. Pojawiaj si oczekiwania zachowa zgodnych z przylepion
do etykietk , które „wpychaj " go w rol dewianta. Z czasem tak naznaczony cz owiek zaczyna
przekszta ca obraz samego siebie i my le o sobie jako o dewiancie. Proces ten, okre lany jest mianem
kariery dewiacyjnej. Jej kulminacj jest przyj cie nowej to samo ci. Akceptacja roli dewianta staje si
sposobem radzenia sobie z problemami stwarzanymi przez reakcje spo eczne na pierwotn dewiacj i
dewiacja staje si dla danego cz owieka sposobem na ycie.
Rozmaito teorii dewiacji uprzytomnia z ono spo eczn tego zjawiska. Ka da z nich zwraca
uwag na inny aspekt zachowa dewiacyjnych, od innej strony je o wietla i trafnie wyja nia ród a
spo eczne poszczególnych typów dewiacji. adna nie jest w stanie wskaza jednego ród a spo ecznego
wszystkich zachowa dewiacyjnych, poniewa róde tych jest wiele.
Rola dewiacji w zbiorowo ci
W potocznym my leniu o zachowaniach dewiacyjnych ich szkodliwo jest rzecz oczywist . Negatywne
skutki dewiacji w yciu spo ecznym zbiorowo ci s atwo zauwa alne. Dewiacje jako takie naruszaj
porz dek spo eczny, a nadto, je li nie zostaj ukarane, os abiaj sk onno ci konformistyczne, co grozi
dalszym jego rozk adem. Ponadto dewiacje s kosztowne. Powoduj zarówno koszty psychiczne
zwi zane z wydatkowaniem energii na reakcje wobec dewiacji i przywo ywanie do porz dku niesfornych
cz onków zbiorowo ci, jak i koszty materialne. Utrzymywanie aparatu represyjnego kosztuje.
Przeciwdzia anie dewiacjom, anga uj c rodki finansowe, uszczupla mo liwo zaspokajania innych
potrzeb spo ecznych.

Rozdzia VII. Kontrola spo eczna 173


Wskazane negatywne skutki dewiacji, a tak e inne, które utrudniaj funkcjonowanie zbiorowo ci i
maj szkodliwe nast pstwa dla systemu spo ecznego, okre lane s mianem dysfunkcji.
Jednak e dewiacje maj nie tylko skutki negatywne. Emile Durkheim by pierwszym socjologiem, który
zwróci uwag , e dewiacje nie s wy cznie dysfunkcjonalne, ale pe ni te okre lone funkcje w yciu
zbiorowo ci i mog dzia na rzecz umacniania systemu spo ecznego.
Kiedy jednak mówimy o pozytywnej roli dewiacji, musimy mie w pami ci dwie rzeczy. Po
pierwsze to, e socjologiczne rozumienie dewiacji jako zachowa odbiegaj cych od normy jest znacznie
szersze ni zakres zachowa okre lanych mianem patologii spo ecznej. Po drugie -je li mówimy, e jaka
rzecz ma skutki pozytywne, nie znaczy to, i sam t rzecz uwa amy za dobr . Gor czka ma dla chorego
pozytywny skutek, gdy pomaga zwalczy chorob , jednak e nikt nie uwa a gor czki za rzecz dobr i
choremu podaje si lekarstwa obni aj ce temperatur . Zbrodnia mo e mie pozytywne dla spo ecze stwa
konsekwencje (na przyk ad usprawnienie organizacji aparatu cigania), nie przestaj c zas ugiwa na
pot pienie.
Maj c to wszystko na uwadze, wymieni nale y nast puj ce pozytywne funkcje dewiacji:
• Dewiacja pozwala wyja ni sens norm. Wi kszo norm reguluj cych ycie zbiorowe nie jest
jednoznacznie sformu owana i zapisana w kodeksach. S one okre lane w procesach interakcji, z których
sk ada si codzienna dzia alno ludzi. „O istnieniu normy, o jej wa no ci, zakresie obowi zywania,
«sztywno ci» b «elastyczno ci» informuje nas dopiero si a i rodzaj reakcji spo ecznej" (Siemaszko
1993: 270). Okre laj c jaki rodzaj zachowa jako dewiacj , tym samym okre la si , jakie zachowania s
akceptowane, i wyznacza przebieg granic tolerancji spo ecznej.
• Dewiacja pomaga okre li to samo grupy i wyznaczy jej granice. Ka da zbiorowo ma swoje
obyczaje, uznaje okre lone warto ci i zwi zane z nimi wzory zachowa . Ci, którzy zachowuj si zgodnie
z nimi, to „my", ci, którzy inaczej, to „oni". Na t funkcj dewiacji zwróci uwag Kai T. Erikson. Pisa :
„Spo eczno ci wyznaczaj swoje granice w tym sen sie, e ich cz onkowie oddaj si specyficznemu
kr gowi aktywno ci i uwa aj ka de zachowanie, które wykracza poza ten kr g, za niew ciwe i
niemoralne. [...] Dewiant jest jednostk , której dzia alno wykroczy a poza granice zakre lone przez
grup , i kiedy spo eczno nakazuje mu wyt umaczy si z tego przewinienia, ustala tym samym
charakter i po enie swych granic" (za: Siemaszko 1993: 287).
• Dewiacje wp ywaj na spójno grupy. Postrzegane jako zagro enie, mobilizuj i sk aniaj do
jednoczenia si w celu stawienia mu oporu.
• Dewiacje s wentylem bezpiecze stwa dla niezadowolenia spo ecznego. Je li przestrzeganie
jakich norm doskwiera ludziom, po prostu nie stosuj si do nich, zamiast je zwalcza i zaburza
porz dek spo eczny.

174 Cz druga. Cz owiek w spo ecze stwie


• Wynika z tego nast pna funkcja dewiacji - jako ród a zmiany spo ecznej. To, co jest dzisiaj
zachowaniem dewiacyjnym, jutro mo e sta si zachowaniem poprawnym, usankcjonowanym
spo ecznie.
4. Kontrola spo eczna jako reakcja na dewiacj
Uto samianie kontroli spo ecznej z mechanizmami kreuj cymi i podtrzymuj cymi porz dek
spo eczny by o niejednokrotnie krytykowane. Oprócz merytorycznych, wysuwano równie zarzut, e
takie okre lenie kontroli spo ecznej obejmuje zbyt szeroki zakres zjawisk, aby mog y sta si wyra nie
okre lonym przedmiotem sensownych bada i docieka teoretycznych. Obecnie przedstawiciele nauk
spo ecznych, którzy podejmuj problematyk badawcz z zakresu kontroli spo ecznej, rozumiej j
najcz ciej w sposób zaw ony jako reagowanie na zachowania dewiacyjne (Black 1984: XI). Jak pisze
jeden z przedstawicieli tego kierunku zainteresowa , „to, co ludzie uwa aj za s uszne i nies uszne, i co
robi , kiedy zostaje pogwa cone ich poczucie sprawiedliwo ci, konstytuuje przedmiot bada nad kontrol
spo eczn " (Horowitz 1990: 1).
Takie w sze w stosunku do tradycyjnego w soqologii rozumienie kontroli spo ecznej pozwala
pomin rozleg i z on problematyk mechanizmów wytwarzania si w spo ecze stwie adu
aksjonormatyw-nego jako podstawy kontroli spo ecznej. Sk ania do koncentrowania uwagi na tym, co w
poszczególnych rodzajach zbiorowo ci i rozmaitych sytuacjach spo ecznych robi ludzie, kiedy zostaje
pogwa cone ich poczucie sprawiedliwo ci.
Przy takim podej ciu do zjawiska kontroli spo ecznej przydatniejszy od podzia u na kontrol
formaln i nieformaln okazuje si podzia na kontrol prawn , sprawowan przez wyspecjalizowany
aparat pa stwowy, i kontrol pozaprawn , obywaj si bez tego aparatu.
Ta druga posta kontroli spo ecznej ze wzgl du na swoj powszechno , a tak e ogromne
zró nicowanie, przyci ga szczególn uwag socjologicznie i antropologicznie zorientowanych badaczy.
Kontrola prawna bowiem to jedynie drobna cz kontroli spo ecznej, której na co dzie podlegamy. Jak
pisze jeden z badaczy tej problematyki, „wszelkie uk ady spo eczne, czy to rodziny, czy organizacje, czy
te profesje, s siedztwa, zwi zki przyjacielskie, czy te zgromadzenia obcych sobie ludzi, maj w ciwe
sobie rodzaje kontroli spo ecznej. Obejmuje ona wszystko od upomnienia, po zabójstwo, stronienie i
wykluczenie, plotk , negocjaqe i ró nego rodzaju interwencje trzeciej strony przybieraj ce posta
mediami, psychoterapii czy wyrokowania" (Black 1990: VII-VIII).
Wszystkie te zbiorowo ci musz radzi sobie z konfliktami w ród swoich cz onków,
powstaj cymi na tle oskar o wyrz dzenie krzywdy b spowodowanie szkody i towarzysz cych im
da wyrównania

Rozdzia VII. Kontrola spo eczna 175


krzywd i szkód. Musz wytworzy procedury post powania w przypadku tego rodzaju konfliktów, ustali
regu y okre laj ce zakresy odpowiedzialno ci i okre li zasady stosowania tych regu .
Tak rozumiana kontrola spo eczna w swojej pozaprawnej postaci dzia a równie w grupach
przest pczych i ca ym kryminalnym podziemiu.
Przy takim wyznaczeniu zakresu zjawisk kontroli spo ecznej istotnym problemem badawczym jest
jej zró nicowanie zarówno w zale no ci od rodzaju zbiorowo ci, jak i spo ecznego w niej usytuowania
kontrolowanych i kontroluj cych. Jak atwo zauwa , ci, którzy zajmuj w zbiorowo ci wy sze pozycje
spo eczne, maj atwy dost p do rodków kontroli w stosunku do podporz dkowanych im osób. Jednak e
nie jest tak, aby ci, którzy zajmuj pozycje podporz dkowane, nie mieli adnych mo liwo ci dochodzenia
swoich krzywd i wywierania nacisków na tych, którzy maj nad nimi w adz . Wystarczy wspomnie o
takich rodkach jak strajk czy sabotowanie nakazów (Baumgartner 1984).
W literaturze po wi conej ró nym postaciom tak rozumianej kontroli spo ecznej wyró niane s
rozmaite jej formy i style.
Formy kontroli. S dwie podstawowe formy kontroli. Jedn jest kontrola na zasadzie
samopomocy, kiedy to osoba pokrzywdzona sama karze krzywdziciela b osobi cie dochodzi
zado uczynienia i naprawienia swoich krzywd. Oczywi cie, mo e korzysta z pomocy innych, ale
niezale nie od tego, jak wiele osób uwik anych by oby w spór po tej lub innej stronie, ca a rzecz
rozgrywa si wy cznie mi dzy dwiema stronami.
Drug form kontroli jest kontrola, w której zaanga owane s trzy strony, przy czym trzecia strona
jest po rednikiem, który rozs dza spraw i rozstrzyga konflikt.
Kontrola prawna z natury rzeczy wyst puje zawsze w formie drugiej, podczas kiedy kontrola
pozaprawna mo e wyst powa w ka dej z nich.
Zmiany zachodz ce w nowoczesnych spo ecze stwach przemys owych wp ywaj na przemiany
form kontroli spo ecznej. Rosn cy indywidualizm ma dwa ró ne skutki. Jednym jest to, e os abienie
nieformalnych powi za mi dzyludzkich sk ania do coraz cz stszego odwo ywania si do
wyspecjalizowanego aparatu pa stwowego przy rozstrzyganiu ró nego rodzaju sporów, a tym samym do
trzeciej strony. Drugim, zgo a przeciwnym skutkiem jest to, e w warunkach panuj cych w
spo ecze stwach nowoczesnych atwiej jest machn na wszystko r i wycofa si ze sporu, ni d
do jego rozstrzygni cia (Horowitz 1990: 249).
Style kontroli. Egzekwowanie kontroli spo ecznej mo e mie ró ne cele. Celem mo e by ukaranie
sprawcy wyst pku, zado uczynienie ofierze, pogodzenie krzywdziciela i ofiary b te zapobie enie
dalszym tego rodzaju wyst pkom. Zale nie te od sposobu zdefiniowania wyst pku mo na d b do
ukarania sprawcy, b do sk onienia go do wyrównania szkody pokrzywdzonemu, b do pogodzenia
krzywdzi-

176 Cz druga. Cz owiek w spo ecze stwie


ciel z pokrzywdzonym, b te do poddania sprawcy leczeniu. St d rozmaito stylów kontroli, w ród
których wyró nia si cztery podstawowe: penalizacyjny, kompensacyjny, rozjemczy i terapeutyczny.
Styl penalizacyjny koncentruje uwag na samym czynie, kompensacyjny na jego konsekwencjach,
rozjemczy na relacjach mi dzy krzywdzicielem a pokrzywdzonym, terapeutyczny za na osobie sprawcy
(Black 1984:1.1, 8-9). Doskona ym przyk adem literacko-filmowym terapeutycznego stylu kontroli
spo ecznej jest Lot na kuku czym gniazdem.
Przewiduje si , e zmiany zachodz ce w nowoczesnych spo ecze stwach przemys owych
polegaj ce na wzro cie indywidualizmu i powi kszaniu si dystansów mi dzy krzywdz cymi,
pokrzywdzonymi i tymi, którzy sprawuj kontrol , sprzyja b coraz powszechniejszemu stosowaniu
stylu penalizacyjnego. Jednocze nie wskazuje si , e styl kompensacyjny, mimo e zapewnia wi ksze
zado uczynienie ofierze i mo e uchodzi za bardziej humanitarny ni styl penalizacyjny, ma t wad , i
nie sprzyja umacnianiu podstaw moralnego porz dku (Horowitz 1990: 249).

Nota bibliograficzna
Problematyka przedstawiana w trzech rozdzia ach niniejszej cz ci jest wzajemnie powi zana i w
ró nych pracach zazwyczaj rozpatrywana cznie. Podejmuj j zarówno socjologowie, jak i
psychologowie spo eczni. Systematyczn prezentacj punktu widzenia psychologii spo ecznej na
omawiane tu zagadnienia znale mo na w akademickim podr czniku Bogdana Wojcieszke Cz owiek
ród ludzi. Zarys psychologii spo ecznej (2002). Tak e w wydanych pod redakcj Janusza
Reykowskiego pracach psychologów Osobowo a spo eczne zachowanie si ludzi (1980). Dla socjologa
interesuj ca jest te praca Janusza Reykowskiego Motywacja. Postawy prospo eczne a osobowo (1979).
Prace klasyków socjologii i antropologii dotycz ce osobowo ci, to samo ci i socjalizacji w powi zaniu z
kultur to: Ralpha Lintona Kulturowe podstawy osobowo ci (1975), Margaret Mead Kultura i to samo .
Studium dystansu mi dzypokoleniowego (1978) i tej samej autorki Trzy studia. 1. Dojrzewanie na
Samoa. 2. Dojrzewanie na Nowej Gwinei. 3. P i charakter w trzech spo eczno ciach pierwotnych
(1986). Z tego samego nurtu my lenia
O osobowo ci i kulturze wywodz si prace j zykoznawcy Edwarda Sapira, którego wybrane eseje
zosta y opublikowane w tomie Kultura, j zyk, osobowo (1978).
Interakcjonistyczne podej cie do zjawisk ycia spo ecznego prezentuje nale ca ju do klasyki ksi ka
Petera L. Bergera i Thomasa Luck-manna Spo eczne tworzenie rzeczywisto ci (1983). Dwóch wyda
doczeka a si w Polsce praca innego klasyka jednej z odmian interakcjonistycznej orientacji, Ervina
Goffmana, Cz owiek w teatrze ycia codziennego (1981: 2000).
Prace polskich socjologów po wi cone interakcjonistycznym orientacjom w socjologii, w
chronologicznej kolejno ci ich ukazywania si , to: Marka Czy ewskiego Socjolog i ycie potoczne.
Studium z etnometodologii i wspó czesnej socjologii interakcji (1984), El biety Ha as Spo eczny
kontekst znacze w teorii symbolicznego interakcjonizmu (1987), Ireneusza Krzemi skiego Co si dzieje
mi dzy lud mi? (b.d.w.). Autor tej ostatniej pracy przedstawia ró ne koncepcje interakcji formu owane
na gruncie psychologii i socjologii. Podobny charakter ma praca Andrzeja Piotrowskiego ad interakcji.
178 Cz druga. Cz owiek w spo ecze stwie
Studia z socjologii interpretatywnej (1998) omawiaj ca socjologi interakcjonistyczn w jej rozmaitych
wersjach.
Wszechstronnych informacji o teoriach wymiany dostarcza wydana pod red. Mariana Kempnego i Jacka
Szmatki antologia Wspó czesne teorie wymiany. Zbiór tekstów (1992).
Szczegó owemu problemowi definicji sytuacji po wi cona jest praca Aleksandra Manterysa Klasyczna
idea definicji sytuacji (2000). Problematyk to samo ci jednostki podejmuje praca Zbigniewa
Boksza skiego To samo , interakcja, grupa. To samo jednostki w perspektywie teorii socjologicznej
(1989). Z punktu widzenia psychologii problem to samo ci w powi zaniu z badaniami empirycznymi
omawiaj Pawe Boski, Maria Jarymowicz i Hanna Malewska-Peyre w ksi ce To samo a odmienno
kulturowa (1992). Podobn problematyk podejmuje socjolog Ma gorzata Melchior w pracy Spo eczna
to samo jednostki (w wietle wywiadów z Polakami pochodzenia ydowskiego w latach 1944-1955)
(1990).
Podr cznikowy wyk ad teorii socjalizacji rozpatrywanej z punktu widzenia pedagogiki zawiera ksi ka
Klausa-Jiirgena Tillmanna Teorie socjalizacji. Spo eczno , instytucja, upodmiotowienie (1996). O
socjalizacji w szkole jako narz dziu kontroli spo ecznej traktuje teoria przemocy symbolicznej Pierre'a
Bourdieu, której elementy s wy one w ksi ce napisanej wspólnie z Jeanem-Claudem Passeronem
Reprodukcja. Elementy teorii systemu nauczania (1990). Podobny problem podejmuj prace Basila
Bernsteina, których wybór zosta wydany pod redakcj Andrzeja Piotrowskiego Odtwarzanie kultury
(1990).
Ksi ka Jacka Kurczewskiego Prawo prymitywne. Zjawiska prawne w spo ecze stwach
przedpa stwowych (1973) analizuje mechanizmy kontroli w spo eczno ciach pierwotnych, w których nie
ma prawa pisanego. Z kolei praca Kazimierza Frieske Socjologia prawa (2001) omawia prawo jako
zjawisko spo eczne i podejmuje kwestie prawa i adu spo ecznego jako mechanizmu kontroli spo ecznej.
Teorie dewiacji wszechstronnie omawia Andrzej Siemaszko w ksi ce Granice tolerancji. O teoriach
zachowa dewiacyjnych (1993).
Analizie konformizmu po wi cona jest praca Anny Tyszkiewicz eby chcieli chcie . Problematyka
konformizmu w teoriach zachowa i stosunków spo ecznych (1998).

3. Zbiorowo ci spo eczne


ROZDZIA VIII

Grupa spo eczna

1. Grupa spo eczna jako przedmiot zainteresowania socjologii 183


2. Ma e grupy jako mikrostruktury spo eczne 185
3. Struktury wewn trzgrupowe 188
4. Spójno grupy 192
5. Wybrane rodzaje grup 194

1. Grupa spo eczna jako przedmiot zainteresowania socjologii


Przez d ugi czas grupa spo eczna znajdowa a si w centrum zainteresowania socjologii. Przyci ga a uwag
socjologów do tego stopnia, e nauk t d ugo okre lano jako „nauk o grupach".
Jednak e zainteresowanie grupami spo ecznymi nie by o równie intensywne przez ca y czas dziejów
socjologii. W pocz tkowym okresie swego istnienia socjologia interesowa a si przede wszystkim zjawiskami i
procesami zachodz cymi w zbiorowo ciach ludzkich na poziomie makro-spo ecznym. Konsekwencj tego
by o operowanie g ównie poj ciem spo ecze stwa. Przez spo ecze stwo rozumiano i rozumie si do dzisiaj
zbiorowo trwaj przez wiele pokole , a wi c istniej d ej ni ycie jednostki, zespolon wewn trz
wielorakimi systemami stosunków spo ecznych, wyodr bnion od innych takich zbiorowo ci trwa
przynale no ci cz onków i stanowi w mniejszym lub wi kszym stopniu ca terytorialn . Dodatkow
cech spo ecze stwa jest posiadanie wspólnych norm i warto ci, a wi c w asnej kultury. Istotne jest
równie to, e rekrutacja cz onków do zbiorowo ci b cej spo ecze stwem odbywa si g ównie w drodze
reprodukcji seksualnej.
W toku rozwoju socjologii poj cie spo ecze stwa do szybko okaza o si niewystarczaj cym narz dziem
analizy skomplikowanych spo ecze stw nowoczesnych. Stanis aw Ossowski stwierdza : „Gdy od [...]
pierwotnych spo ecze stw przechodzi si do spo ecze stw o skomplikowanej strukturze, rozdartych
antagonizmami klasowymi, politycznymi, religijnymi, etnicznymi, stajemy natychmiast wobec faktów
uwarunkowania donios ych zjawisk spo ecznych przez przynale no jednostek do poszczególnych
zbiorowo ci, które si wyodr bniaj w onie wielkich spo ecze stw terytorialnych albo nie mieszcz w ich
granicach. [...] Analiza skomplikowanej struktury nowoczesnych spo ecze stw i rozszerzanie si socjolo-
gicznej problematyki narzuci y potrzeb terminu, który móg by mie zastosowanie do zjawisk ró nej skali i
który by móg obejmowa wszelkie typy zespo ów ludzkich warunkuj cych w taki lub inny sposób owe zja-
wiska. Takim terminem ogólnym, który obj zarówno klas spo eczn i zbiorowo religijn , jak i
rodzin , zarówno wspólnot wiejsk , jak i sto-
184 Cz trzecia. Zbiorowo ci spo eczne

warzyszenie sportowe lub parti polityczn , zarówno grup zawodow i klub towarzyski, jak i plemi
pierwotne i naród nowoczesny, sta a si «grupa spo eczna»" (Ossowski 1967c: 146, 148).
Jak z tego wynika, termin „grupa spo eczna" rozumiany by przez Ossowskiego bardzo szeroko. Zreszt
nie tylko przez niego. Podobne rozumienie grupy spo ecznej znajdujemy tak e u innego socjologa polskiego
z tego samego pokolenia, to jest Paw a Rybickiego. Rybicki, wskazuj c na rozleg terminu „grupa
spo eczna", pisa : „w jego zakresie mie ci si tak dobrze ród, plemi , naród, jak gmina wyznaniowa, to-
warzystwo naukowe, klasa szkolna, t um rewolucyjny - s owem wszelka zbiorowo spo eczna, ma a czy
wielka, jak mo na tylko spotka w yciu" (Rybicki 1979: 647).
Tego rodzaju rozleg e rozumienie „grupy spo ecznej" nie stanowi o osobliwo ci socjologii polskiej, ale
swego czasu wyst powa o w ca ej socjologii. Mia o to dwie istotne konsekwencje.
Po pierwsze, bardzo trudno by o zbudowa zadowalaj definicj wielce zró nicowanych tworów
spo ecznych obejmowanych jednym mianem „grupy". Boryka si z tym Ossowski i ostatecznie za
najbardziej zadowalaj ce uzna ogólnikowe okre lenie grupy sformu owane w 1905 roku przez Albiona W.
Smalla: „Wszelki zbiór osób, który mo emy ujmowa jako ca ze wzgl du na jakiekolwiek godne
uwagi stosunki zachodz ce pomi dzy jego cz onkami" (za: Ossowski 1967c: 148).
Po drugie, budzi o potrzeb porz dkowania tego zró nicowanego zbioru tworów spo ecznych zaliczanych
do kategorii „grupa spo eczna". Prowadzi o to do zaabsorbowania klasyfikacjami i typologiami grup spo-
ecznych, którym po wi cano wiele uwagi. W wydanej w latach trzydziestych XX wieku Encyklopaedia of
Social Sciences autor has a „grupa" stwierdza : „Teoria sozologiczna w aden sposób nie mo e analizowa
poj cia grupy w jej ró nych formach, dopóki nie zacznie pos ugiwa si okre lonymi zasadami
klasyfikacji". W wydanym w 1932 roku katalogu poj socjologicznych przedstawiono trzydzie ci dziewi
odmiennych klasyfikacji grup, opartych na ró nych kryteriach (Merton 1982c: 360). Klasyfikacje te wci
rozbudowywano i uszczegó owiano, co stawa o si zaj ciem coraz bardziej ja owym.
Z czasem, w miar przesuwania si zainteresowa socjologii w stron „zachowa ", „dzia " i
„interakcji" oraz uznawania ich za podstawowe elementy spo ecznego budulca, grupa spo eczna
przestawa a by centralnym poj ciem socjologii i to tak dalece, e niekiedy wr cz znika a z obszaru jej
zainteresowa . Na przyk ad wydana w latach sze dziesi tych XX wieku International Encyklopaedia of
Social Sciences w ogóle nie zawiera has a „grupa spo eczna". Tak e w ród wspó czesnych podr czników
socjologii i kompendiów wiedzy socjologicznej bez trudu mo na znale takie, które obywaj si bez tego
poj cia.
Rozdzia VIII. Grupa spo eczna 185

Nie znaczy to, oczywi cie, e zainteresowanie grupami spo ecznymi znikn o z socjologii. Istnieje
nadal, chocia ma inny ni dawniej charakter. Grupa spo eczna przesta a by tak rozlegle pojmowana jak
kiedy . Ograniczenie tego poj cia dokona o si w dwojaki sposób. Po pierwsze, to, co okre lano ongi jako
„celowe grupy formalne", sta o si pod mianem organizacji autonomicznym przedmiotem
zainteresowa i bada osobnego dzia u socjologii, socjologii organizacji, a nawet odr bnej dyscypliny:
nauki o organizacji. Po drugie, termin „grupa spo eczna" zacz by odnoszony g ównie, je li nie
wy cznie, do grup ma ych. Przestano zajmowa si klasyfikacjami grup i zacz to koncentrowa uwag na
tym, co dzieje si wewn trz ma ych grup, postrzeganych najcz ciej jako mikrostruktury spo eczne.
Wspó cze nie zainteresowanie ma ymi grupami i badanie zachodz cych w nich procesów - zarówno za
pomoc obserwacji uczestnicz cej, jak i ró nego rodzaju eksperymentów - tworzy jeszcze jedno pogranicze
socjologii i psychologii spo ecznej.

2. Ma e grupy jako mikrostruktury spo eczne


W odniesieniu do grupy spo ecznej podstawowym pytaniem jest, co przypadkowy zbiór ludzi czyni
grup spo eczn , czyli jakie warunki musz by spe nione, aby pewna liczba jednostek mog a by uznana
za grup .
W j zyku potocznym cz sto pos ugujemy si terminem „grupa" bardzo swobodnie, okre laj c nim zbiór
ludzi maj cych jak wspóln cech b te przypadkowo znajduj cych si w tym samym miejscu czy
te podejmuj cych jedn czynno w tym samym czasie, a nawet po prostu pewn liczb ludzi. Mówimy na
przyk ad, e dla grupy ludzi, których wzrost przekracza dwa metry, nie ma w naszych sklepach odpo-
wiedniej d ugo ci ek. Mówimy tak e, e kiedy grupa ludzi przechodzi przez jezdni , samochody musz
si zatrzyma . Okre lenie „grupa" wyst puje te niekiedy w raportach z bada jako okre lenie zbioru sta-
tystycznego. Jest tak wtedy, kiedy na przyk ad powiada si , e „grupa ludzi z wy szym wykszta ceniem
ró ni si w pogl dach na kar mierci od pozosta ych respondentów". W mediach mo emy te us ysze , e
na podwy ce zasi ków rodzinnych „skorzysta znaczna grupa spo ecze stwa" (sic!).
Ró nice mi dzy tego rodzaju lu nymi oraz przypadkowymi zbiorami jednostek a grup spo eczn
postrzegan jako swoista, wzgl dnie trwa a i spójna ca s tak widoczne, e odró nienie ich nie sprawia
trudno ci.
186 Cz trzecia. Zbiorowo ci spo eczne

Pos ugiwanie si terminem „grupa" w przytoczonych przyk adach z punktu widzenia socjologii mo na uzna
za nadu ycie j zykowe.
Pozostaj jednak trudne i podstawowe pytania o to, jakiego rodzaju zbiór ludzi mo na uzna za grup
spo eczn . Jednym z tych pyta jest pytanie, od ilu osób zaczyna si grupa. Jedni twierdz , e grup mog
by ju dwie osoby, to jest diada, inni za twierdz , e o grupie mo na mówi dopiero w przypadku trzech
osób, to jest triady. Zdecydowanie wi cej argumentów przemawia na rzecz drugiego pogl du. Zbiór
trzech osób z natury rzeczy tworzy bardziej skomplikowan i dynamiczn ca ni dwie osoby. Ka da
bowiem z trzech osób ustosunkowywa si mo e nie tylko do ka dej z pozosta ych dwóch, ale równie do
tego, co dzieje si mi dzy nimi, do tego, co je czy b dzieli. W ród trzech osób mog te powstawa
zmienne sojusze dwu osób przeciwstawiaj cych si trzeciej.
Innym istotnym pytaniem jest pytanie o czynniki, które sprawiaj , e pewna liczba osób mo e by
traktowana nie jako lu ny zbiór, ale spójna ca . Odpowiadaj c na nie, wskazuje si najcz ciej dwa ich
rodzaje.
Po pierwsze, ró nego rodzaju obiektywne relacje zachodz ce mi dzy tymi osobami. Dawniej mówi o si
w takim przypadku o cz cych je „stosunkach spo ecznych", obecnie mówi si o zachodz cych mi dzy nimi
„interakcjach" i wskazuje, e grup spo eczn charakteryzuje i wydziela z otoczenia „zag szczenie"
interakcji mi dzy jednostkami wchodz cymi w jej sk ad. Wprowadzenie tego kryterium w sposób
oczywisty wy cza z kategorii „grupa spo eczna" wiele zbiorowo ci wcze niej do niej zaliczanych, a
mianowicie te, które s tak du e, e mo liwe s interakcje mi dzy wszystkimi ich cz onkami. Pos uguj c si
tym kryterium, nie mo na w odniesieniu do narodu czy klasy spo ecznej stosowa okre lenia „grupa spo-
eczna". Zwraca na to uwag Merton, kwestionuj c sens terminu „grupa narodowa". Powiada, e ca ci,
które „nie spe niaj kryterium interakcji spo ecznej, powinny by poj ciowo i terminologicznie odró nione
od grup [...] mo na je nazywa zbiorowo ciami ludzi, maj cych dzi ki wspólnie wyznawanym warto ciom
poczucie solidarno ci, któremu towarzyszy poczucie moralnego zobowi zania do wype niania oczekiwa
zwi zanych z ich rol spo eczn . Wszystkie grupy s oczywi cie zbiorowo ciami, lecz zbiorowo ci, które
nie spe niaj warunków interakcji cz onków, nie s grupami" (Merton 1982c: 351-352; wyró nienie - BS).
Po drugie, wskazuje si na czynniki subiektywne, to jest wiadomo wspólnoty, poczucie bycia grup ,
postrzeganie siebie jako „my", a tak e uznawanie tych samych warto ci, podobny stosunek do tych samych
symboli, przejawianie takich samych postaw. Czynniki subiektywne, zw aszcza wiadomo bycia grup ,
przez niektórych socjologów uwa ane s nawet za warunek konieczny istnienia grupy spo ecznej.
Rozdzia VIII. Grupa spo eczna 187

Interakcje mi dzy cz onkami zbiorowo ci oraz poczucie wspólnoty wyra nie odró niaj grup
spo eczn od przypadkowego zbioru jednostek. Jednak e adne z tych kryteriów nie pozwala na wytyczenie
granicy mi dzy nietrwa ymi tak zwanymi quasi-grupami a grupami spo ecznymi, które s trwa ymi i
spoistymi ca ciami. W ród osób odbywaj cych podró , zw aszcza d sz , w jednym przedziale tego
samego poci gu mog pojawi si cz ste interakcje. Mo e te w ród nich wytworzy si poczucie
wspólnoty, zw aszcza kiedy poci g jest zat oczony i podró uj cy w jednym przedziale broni si przed
wej ciem do niego innych podró nych. Jednak e tego rodzaju zbiorowo trudno uzna za grup spo eczn
w pe nym znaczeniu tego s owa.
Wynika z tego, e aby zbiór ludzi mo na by o traktowa jako grup , oprócz interakcji oraz uznawania
wspólnych warto ci i wiadomo ci bycia grup w gr wchodzi musi czynnik dodatkowy. Za czynnik ten
uwa ane bywa najcz ciej wewn trzne ustrukturowanie grupy. Zwraca si uwag , e interakcje mi dzy
cz onkami grupy zachodz „wedle sta ych wzorów" i e grupa spo eczna to pewien zbiór osób, których
pozycje i role s ze sob powi zane.
Zadowalaj ce zdefiniowanie „grupy spo ecznej" nie jest mo liwe przy zachowaniu pe nej wierno ci
wobec interakcjonistycznej perspektywy mikrosocjologicznej. Wykracza poza t perspektyw samo
mówienie o „ustalonych wzorach" interakcji, a wi c o czym zewn trznym w stosunku do procesów
interakcji, a wyznaczaj cym ich ramy i charakter. Odej cie od perspektywy interakqonistycznej jeszcze
wyra niej wida w uznaniu powi zanych ze sob pozycji i ról za element konstytuuj cy grup . To, e poj cie
grupy jako swoistej i spójnej ca ci nie daje si pogodzi z pe wierno ci perspektywie
interakcjonistycznej, t umaczy znikni cie tego poj cia z niektórych podr czników socjologii. Nie ma dla
niego miejsca w tych, których autorzy chc konsekwentnie przedstawia ycie spo eczne z takiej
perspektywy.
Poj cie grupy spo ecznej, nie mieszcz c si w perspektywie interakcjonistycznej, jest podstawowym
poj ciem i przedmiotem zainteresowania mikrosocjologii, która okre la si jako strukturalistyczna (Szmatka
1989). Z jej perspektywy grupa spo eczna jest zbiorowo ci , któr charakteryzuj struktury
wewn trzgrupowe. Ich istnienie jest warunkiem koniecznym uznania zbiorowo ci za grup spo eczn .
Konsekwencj takiego punktu widzenia jest traktowanie tych struktur nie jako wtórnego rezultatu
procesów interakcyjnych, ale jako czynnika pierwotniejszego w stosunku do nich i je okre laj cego. Z tej
perspektywy interakcje s postrzegane jako zewn trzny przejaw „ukrytych, wewn trzgrupowych struktur
[...]. Grupa spo eczna wymusza skutecznie na swych cz onkach zarówno cz stotliwo , kierunek, jak i tre
interakcji, w jakie wchodz oni nawzajem" (Szmatka 1998: 46). Równie procesy
188 Cz trzecia. Zbiorowo ci spo eczne

samookre lania si i powstawania wiadomo ci bycia grup traktowane s przy tym podej ciu jako wtórne
w stosunku do wewn trznych struktur grupy, które „determinuj , kontroluj i wymuszaj wiadomo bycia
grup , podzielan przez wi kszo jej cz onków, oraz proces samookre lania" (Mazur 1998: 261).
Tak rozumiana grupa spo eczna jest postrzegana jako samoistna ca ,b ca czym wi cej ni sum
sk adaj cych si na ni jednostek i do nich nieredukowaln . Takie swoiste, nieredukowalne do swych
cz ci ca ci bywaj okre lane mianem emergentnych. Jak pisze Jacek Szmatka, „przekszta cenie si
amorficznego zbioru ludzkiego w grup spo eczn o wykrystalizowanych strukturach wewn trzgrupowych,
trwa ej wiadomo ci grupowej i wyra nej strukturze powoduje, e grupa jakby autonomizuje si ,
usamodzielnia i oddziela zarówno od dzia jednostki, jak i jej stanów wiadomo ciowych i w
pewnym sensie przeciwstawia si jednostce, staj c si wobec niej samodzielnym, niezale nym od
jednostki podmiotem dzia , wymogów i nacisków" (Szmatka 1998: 49).
Tak rozumiane grupy tworz zewn trzn w stosunku do jednostek rzeczywisto i wywieraj na nie
rozmaite naciski oraz stosuj wobec nich ró ne przymusy. Ze strukturalistycznej perspektywy
„najistotniejsz cech wszelkich zjawisk grupowych jest przymus i si a oddzia ywania p yn ca z
ukszta towanych struktur grupy, nie za dobra wola jej cz onków" (Szmatka 1989: 242).
W rezultacie istotn cech grupy, obok struktur wewn trzgrupowych, jest to, e grupa wytwarza
asne normy, warto ci, wzory zachowa i regu y post powania, których uznawanie i przestrzeganie
obowi zuje jej cz onków. W ten sposób staje si instrumentem kontroli spo ecznej.

3. Struktury wewn trzgrupowe


Mówi c o strukturach wewn trzgrupowych, najcz ciej wymienia si struktur socjometryczn ,
struktur przywództwa i struktur komunikowania (Mazur 1998: 261-262).

Struktura socjometryczn
Socjometria zajmuje si wzajemnymi oddzia ywaniami mi dzy lud mi zachodz cymi we wszelkich
grupach. W obr bie nauk spo ecznych socjometria zyska a pewn autonomi jako specyficzna metodologia
bada oraz dziedzina wiedzy. Wyrazem tego by o istnienie przez czterdzie ci lat
Rozdzia VIII. Grupa spo eczna 189

kwartalnika Ameryka skiego Towarzystwa Sozologicznego „Sociometry", przekszta conego w 1977 roku
w „Social Psychology".
Badania socjometryczne prowadzone s za pomoc prostego kwestionariusza. Polegaj na pytaniu ka dego
cz onka badanej zbiorowo ci, kogo chcia by mie do towarzystwa w toku jakiej czynno ci, a kogo nie. W
przypadku badania klasy szkolnej bywa to na przyk ad pytanie ka dego dziecka, z kim chcia oby siedzie w
jednej awce, a z kim nie. Kierowane do ludzi doros ych pytanie mo e dotyczy tego, z kim respondent
chcia by sp dza urlop, a z kim nie, albo z kim pracowa , a z kim nie etc. Niekiedy liczba tych wyborów
jest dowolna, czasami za ograniczona do jednej lub dwóch osób.
Wybory i odrzucenia pozwalaj na sporz dzanie graficznych obrazów relacji interpersonalnych, które
najcz ciej przybieraj posta tak zwanych socjogramów. Dane uzyskane dzi ki kwestionariuszowi socjo-
metrycznemu s tak e poddawane analizom statystycznym. W obu rodzajach analiz bywaj brane pod
uwag b jedynie wybory pozytywne, b te cznie z odrzuceniami. Analizy statystyczne, pos uguj c
si odpowiednimi wska nikami, pozwalaj okre li stopie ekspansywno ci grupy, spoisto ci grupy,
zwarto ci grupy etc. Analiza danych socjometrycznych dostarcza równie informacji o pozycji ka dej
jednostki w grupie i podzia ach na podgrupy, nazywane czasem klikami.
Za klik w tym przypadku uwa a si taki zespól cz onków zbiorowo ci, których rednia wzajemna
sympatia jest wi ksza ni ich rednia sympatia do pozosta ych cz onków tej e zbiorowo ci.
W sumie test socjometryczny pozwala bada zarówno stosunki interpersonalne, jak i uk ad pozycji w
grupie. Mo na spotka pogl d, e powstanie struktury socjometrycznej jest tym, co przekszta ca lu ny
zbiór jednostek w grup spo eczn . Uwa a si tak e, e to w nie struktura socjometryczna jest czynnikiem
wyznaczaj cym granice liczebno ci ma ej grupy (Szmatka 1989: 225, 228). Oznacza to, e o jakiej grupie
mo emy mówi jako o grupie malej tak d ugo, jak d ugo jednostki wchodz ce w jej sk ad mog si zna na
tyle, aby mie do siebie okre lony, pozytywny b negatywny stosunek.

Struktura przywództwa
Pytania o przywództwo, to jest o to, w jaki sposób i w wyniku czego jedni cz onkowie grupy uzyskuj
adz nad innymi, a tak e w jaki sposób ta w adza jest sprawowana i jakie s skutki rozmaitych stylów jej
sprawowania, stanowi jeden z klasycznych problemów badawczych ma ych grup. Badania tej
problematyki, usytuowane na styku psycho-
190 Cz trzecia. Zbiorowo ci spo eczne

logii spo ecznej i socjologii, prowadzone s najcz ciej przez psychologów.


Jednym z istotnych wyników tych bada jest stwierdzenie, e chocia przywódców charakteryzuj pewne
cechy osobowo ciowe, to zale no mi dzy tymi cechami a byciem przywódc nie jest statystycznie istotna.
Jeden z autorów tego rodzaju bada doszed na tej podstawie do wniosku, e: „dana osoba nie zostaje
przywódc na mocy posiadania pewnej konfiguracji cech, lecz wzór osobistych cech przywódcy musi mie
pewien istotny zwi zek z cechami, dzia aniami i celami osób jemu podw adnych [...]. Osoby, które s
przywódcami w jednej sytuacji, niekoniecznie musz by nimi w innej" (Stogdill 1948: 64, za: Szmatka 1989:
316--317). Innymi s owy, nie ma jednego typu osobowo ci przywódczej, ale ró nego rodzaju sytuacje oraz
cechy osobowo ciowe potencjalnych podw adnych sprzyjaj pojawieniu si w danej zbiorowo ci
przywódców o takich, a nie innych cechach osobowo ciowych.
Innym szeroko znanym wnioskiem z tych bada jest stwierdzenie istnienia dwojakiego rodzaju ról
przywódczych. Odkrycie to zosta o dokonane w wyniku bada eksperymentalnych prowadzonych przez
Roberta S. Balesa (Bales 1965).
Wykaza y one, e w toku rozwi zywania zadania przez grup kszta towa y si w niej dwie centralne
role. Jedn by o organizowanie dzia zmierzaj cych do wykonania zadania, drug za zapobieganie
konfliktom, dba o dobre stosunki i mi atmosfer .

Badania polega y na obserwacji wielu grup pi cioosobowych z onych z losowo dobranych ludzi, którzy wcze niej si nie
znali. Ka da grupa otrzymywa a informacje o pewnym problemie z zakresu stosunków mi dzyludzkich i proszona by a o
przedyskutowanie go i decyzj , co nale y zrobi w celu jego rozwi zania. Zachowania wszystkich dyskutuj cych cz onków
grupy by y szczegó owo obserwowane przez eksperymentatorów, ukrytych za szklan szyb przepuszczaj obraz tylko w
jedn stron . Ukrycie obserwatorów nie mia o na celu zatajenia faktu obserwacji, o której badani byli poinformowani, ale
wyeliminowanie mimowolnego, bezpo redniego oddzia ywania badaj cych na badanych.

Przedmiotem zainteresowania s te style przywództwa i ich konsekwencje dla dzia grupy.


Najcz ciej badano trzy style: autorytarny -przywódca wydaje polecenia, demokratyczny - przywódca
wspólnie z podw adnymi uzgadnia sposób post powania, anarchiczny - przywódca zachowuje „pe ny luz" i
nie podejmuje adnych wysi ków, aby kierowa grup i organizowa jej dzia ania. Ka dy z tych stylów ma
inne konsekwencje.
Konsekwencj stylu autorytarnego jest pojawienie si w grupie agresji, która bywa przejawiana zarówno
wobec przywódcy, jak i innych grup.
Rozdzia VIII. Grupa spo eczna 191

Styl ten prowadzi mo e do atomizuj cej grup apatii b cej rezultatem osobistego uzale nienia ka dego
cz onka od przywódcy. W autorytarnie kierowanej grupie zanika te inicjatywa. Grupa dzia a sprawnie tak
ugo, jak d ugo obecny jest przywódca, natomiast w przypadku jego nieobecno ci dzia anie grupy
zamiera.
Styl demokratyczny sprzyja pojawianiu si sk onno ci do harmonijnej wspó pracy i wzajemnej pomocy
oraz wytwarzaniu si pogodnej atmosfery. Poziom wzajemnej agresji jest niski. Nieobecno przywódcy nie
prowadzi do przerwania dzia alno ci grupy.
Konsekwencj stylu anarchicznego jest dezorientacja. Na pocz tku nikt nie wie, co ma robi .
Ostatecznie aktywno mo e by du a, ale najcz ciej nie prowadzi do adnych rezultatów. W ród
cz onków grupy wzrasta poziom mi dzyosobniczej agresji.
Stwierdzono tak e, e w grupach demokratycznych wyra nie zaznaczaj si indywidualne ró nice mi dzy
poszczególnymi cz onkami grupy. S one mniej wyra ne w grupach anarchicznych, natomiast w
autorytarnych ulegaj zatarciu.

Struktura komunikacji
W badaniach nad strukturami komunikowania si przedmiotem zainteresowania by wp yw ich ró nych
kszta tów na sposób funkcjonowania grupy jako ca ci. Tego rodzaju badania mo na uzna za
dope nienie bada nad konsekwencjami rozmaitych stylów przywództwa. Jest to o tyle zasadne, e
przedmiotem bada s modele komunikacji o zró nicowanym stopniu centralizacji, jedn za z cech roli
przywódczej jest nasilenie interakcji przywódcy z pozosta ymi cz onkami grupy.

Jedno z takich bada polega o na rozdawaniu pi ciu osobom kartek z kilkoma znakami graficznymi, przy czym jeden z
tych znaków powtarza si na wszystkich kartkach. Zadaniem badanych by o stwierdzenie, który to znak. Ustalono
nast pnie trzy modele ich komunikacji: kr g - ka dy móg przekazywa informacje wy cznie swoim s siadom; cuch -
trzy spo ród pi ciu osób mog y komunikowa si z oboma s siadami, dwie za jedynie z s siadem z jednej strony; gwiazda
- tylko jedna osoba mog a komunikowa si z pozosta ymi czterema, które nie mog y przekazywa sobie informacji.
Badacze zwracali uwag , jak te ró ne sposoby komunikacji wp ywa y na szybko i dok adno rozwi zania zadania, a tak e
na to, co dzia o si w ród rozwi zuj cych zadanie: na ich zadowolenie, rol kierownika i stopie zorganizowania grupy. W
przypadku „kr gu" rola kierownika by a nieokre lona, organizacja niestabilna, szybko i dok adno wykonania zadania
niewielkie, natomiast zadowolenie uczestników bardzo du e. Kra cowym przeciwie stwem by a „gwiazda", w której
przypadku rola kierownika by a wyra na, organizacja stabilna, szybko i dok adno by y du e, natomiast zadowolenie
bardzo ma e. „ cuch" lokowa si mi dzy tymi dwoma kra cami.
192 Cz trzecia. Zbiorowo ci spo eczne

4. Spójno grupy
Grupa spójna to taka, w której nie ma g bokich podzia ów i wyra nych podgrup czy klik. Wska nikami
spójno ci grupy, poza samym brakiem wewn trznych podzia ów, s przejawianie takich samych postaw,
uznawanie jednakowych norm i wzorów zachowa oraz wspólne dzia ania. W tradycyjnym j zyku
polskiej socjologii nale oby tu powiedzie , e grupa spójna to taka, któr spaja silna wi spo eczna.
Poj cie wi zi spo ecznej jest w socjologii polskiej rozumiane w sposób niejednolity. Niekiedy interpretuje
si je bardzo szeroko jako wszystko to, co spaja zbiorowo ci ludzkie. Tak na przyk ad Jan Szczepa ski przez
wi spo eczn rozumie „zorganizowany system stosunków, instytucji i rodków kontroli spo ecznej,
skupiaj cy jednostki, podgrupy i inne elementy sk adowe w funkcjonaln ca zdoln do utrzymania si i
rozwoju" (Jan Szczepa ski 1963: 119). Stanis aw Ossowski z kolei, nie neguj c znaczenia takich i tym
podobnych czynników obiektywnych jako spoid a grupy, okre lenie „wi spo eczna" woli zarezerwowa dla
czynników subiektywnych i sk onny jest wi spo eczn uto samia z „wi zi psychiczn ". Wedle niego, na
ostatni sk adaj si : „aprobuj ca wiadomo przynale no ci do grupy, tendencja do zachowywania
najwa niejszych konformizmów grupowych, kult wspólnych warto ci, wiadomo wspólnych interesów,
ale i gotowo do przedk adania interesów grupy ponad interesy osobiste, je eli taki konflikt zajdzie, albo
przynajmniej przekonanie, e si powinno interesy grupy przedk ada nad swoje [...] wiadomo
wspólnego stosunku do pewnych symboli, przedmiotów i osób" (Ossowski 1967c: 153-155).
Wskazana rozbie no rozumienia wi zi spo ecznej uprzytomnia wielorako czynników zespalaj cych
ludzi i dzia aj cych na rzecz spójno ci grupy oraz istnienie ró nych typów wi zi spo ecznej czy te ,
mówi c w innym j zyku, ró nych podstaw spójno ci grupy. Na przyk ad Robert Merton wyró ni trzy typy
podstaw spójno ci grupy: kreowan kulturowo - wynikaj „ze zinternalizowania przez cz onków grupy
wspólnych norm i warto ci"; kreowan organizacyjnie - wynikaj „z realizacji jednostkowych i
grupowych celów poprzez wspó zale ne dzia ania cz onków grupy"; kreowan strukturalnie - wynikaj
„na przyk ad z przeciwstawienia grup w asnych grupom obcym, z konfliktów z innymi grupami i tym
podobne" (Merton 1982c: 366).
Ogólnie rzecz bior c, stopie spójno ci grupy to stopie , w jakim grupa „trzyma si razem". Jest on
wypadkow wszystkich dzia aj cych na jej cz onków si , które sk aniaj ich do pozostawania w grupie. Z
punktu widzenia jednostki mo na wskaza dwa rodzaje motywacji sk aniaj cych ludzi do bycia razem i
wspólnego podejmowania ró nych dzia . Jed-
Rozdzia VIII. Grupa spo eczna 193

nym z nich jest wzajemna atrakcyjno cz onków, której odzwierciedleniem jest struktura socjometryczna
grupy. Drugim - korzy ci i satysfakcje, jakie wynika mog z cz onkostwa w grupie w postaci na przyk ad
wzrostu w asnego presti u b sprawniejszego dzia ania i atwiejszego osi gni cia celu uwa anego za
wa ny. Ze wzgl du na te ró nice motywacji wyró nia si grupy ekspresyjne i instrumentalne.
Grup ekspresyjn jest na przyk ad grupa m odych ludzi, którzy lubi by razem, wspólnie sp dza
czas, pi piwo, chodzi do dyskoteki i wyje na wakacje. Grup instrumentaln - grupa m odych
ludzi, którzy stowarzyszaj si w celu wspólnego prowadzenia dzia alno ci zarobkowej.
cis e rozgraniczenie obu rodzajów grup jest oczywi cie niemo liwe, albowiem grupa ekspresyjna mo e
zacz realizowa zewn trzne w stosunku do niej cele, a w grupie instrumentalnej mog pojawi si silne
wi zy wzajemnej sympatii.
W ka dej grupie niezale nie od jej charakteru wyst puje sk onno do wzmacniania jej spójno ci. W
tym kierunku dzia aj wytwarzaj ce si w grupie specyficzne obyczaje, systemy wewn trzgrupowych
warto ci czy sposób komunikowania si j zykiem aluzji niezrozumia ym dla osób spoza grupy. Trwaj c,
grupa konsoliduje si .
Grupy bardziej spójne dominuj silniej nad swymi cz onkami. Wraz ze wzrostem spójno ci wzrasta
sk onno , a tak e mo liwo kontrolowania cz onków przez grup . Wzrasta konformizm i tendencja do
odrzucania dewiantów (Szmatka 1989: 264, Mazur 1998). Stwierdzono przy tym, e nat enie presji grupy
wobec jej cz onków zale y od uk adu si mi dzy nimi. Im bardziej grupie zale y na jej cz onkach lub jej
cz onkom na grupie, tym wi kszy jest nacisk grupy na jednostk w kierunku podporz dkowania jej
normom grupowym. Jednocze nie im jednostka jest mniej pewna w asnej pozycji w grupie i im bardziej
obawia si braku akceptacji, która mo e doprowadzi do wykluczenia, tym bardziej sk onna jest do
zachowa konformistycznych. Jednostka pewna w asnej pozycji i maj ca poczucie pe nej akceptacji mo e
sobie pozwoli na mniej konformistyczne zachowania. Nie znaczy to, e tak czyni. Jak zauwa a Merton,
„funkcj konformizmu jest zdobycie akceptacji ze strony grupy, tak jak coraz wi ksze uznanie przez grup
wzmacnia tendencje konformistyczne" (Merton 1982b: 310).
Mo liwo wywierania przez grup daleko id cych presji na jednostk sprawia, e istnieje „bezpieczny
poziom spójno ci grupy" (Szmatka 1989: 266), którego przekroczenie mo e mie negatywne skutki.
Jednym z nich jest dezindywidualizacja jednostek i uznanie grupy za warto najwy sz oraz
uto samianie si z ni a do zatraty w asnej, indywidualnej to samo ci, a nawet instynktu
samozachowawczego, co resz-
194 Cz trzecia. Zbiorowo ci spo eczne

mo e wyst pi nie tylko w ma ej grupie. Dramatycznym przyk adem s wspomniane ju w innym


miejscu zbiorowe samobójstwa pope niane przez cz onków niektórych sekt (zob. Konformizm, s. 162).
Innym, mniej dramatycznym, cho mog cym mie powa ne negatywne konsekwencje skutkiem jest
tak zwany „syndrom my lenia grupowego". Jednostka czuje si tak zro ni ta z grup , e powstrzymuje
si nie tylko od kwestionowania g oszonych w grupie pogl dów i wyra ania w tpliwo ci co do trafno ci
podejmowanych decyzji, ale tak e ignoruje informacje podwa aj ce te pogl dy i wskazuj ce na mo liwo
innych, lepszych ni przyj te, rozwi za . Syndrom grupowego my lenia Amerykanie obwiniaj za
niepowodzenie ameryka skiej inwazji na Kub w Zatoce wi w 1961 roku, która skompromitowa a Stany
Zjednoczone i umocni a sojusz Kuby ze Zwi zkiem Radzieckim. W ród osób, które wraz z prezydentem
Johnem F. Kennedym podejmowa y decyzje o tej inwazji i sposobie jej przeprowadzenia, by y takie, które
- jak si pó niej okaza o - ywi y powa ne w tpliwo ci co do proponowanego planu. Mimo to nie
ujawni y ich i zaakceptowa y propozycj . Prezydent Kennedy pyta pó niej: „Jak mogli my by tak
upi?" (Zanden 1990: 100).

5. Wybrane rodzaje grup


To, e do przesz ci nale y zaabsorbowanie klasyfikacjami i typologiami grup spo ecznych oraz
wyró nianiem najrozmaitszych ich rodzajów, nie oznacza, e nie wyró nia si adnych. Grupa
pierwotna, grupa w asna i grupa odniesienia to kategorie grup, które wci przyci gaj uwag
socjologów, chocia - jak si oka e - nie zawsze chodzi o grupy w cis ym sensie socjologicznym. Ponadto nie
to kategorie roz czne. Zbiorowo ci nale do ka dej z nich ze wzgl du na inne swoje cechy. W
rezultacie jedna i ta sama zbiorowo mo e, chocia nie musi by jednocze nie grup pierwotn , grup
asn i grup odniesienia.

Grupa pierwotna
W socjologii istnieje tendencja do uto samiania grupy ma ej z grup pierwotn . Poj cie grupy pierwotnej
wprowadzi do socjologii Charles Horton Cooley, ameryka ski socjolog uwa any za jednego z prekursorów
interakcjonizmu symbolicznego. Przez grupy pierwotne rozumia „grupy odznaczaj ce si cis ym
zespoleniem jednostek poprzez stosunki osobiste (face to face) i wspó prac " (Cooley 1962: 23, za: Szacki
2002: 560). Wskaza pi cech grupy pierwotnej: wzgl dn trwa , bezpo rednie
Rozdzia VIII. Grupa spo eczna 195

kontakty, ma liczebno , niewyspecjalizowany charakter kontaktów, wzgl dn za uczestników.


Nie wszystkie z tych cech w równym stopniu decyduj o specyfice grupy pierwotnej. Pierwsza z nich
przys uguje wszystkim grupom, albowiem wzgl dna trwa jest warunkiem koniecznym uznania jakiej
zbiorowo ci za grup . Dwie nast pne te nie s niczym osobliwym. S one zreszt ci le ze sob powi zane,
gdy bezpo rednie kontakty s mo liwe jedynie w grupach o ma ej liczebno ci, a ma a liczebno z natury
rzeczy prowadzi do bezpo rednich kontaktów. O szczególnym charakterze grupy pierwotnej decyduj wi c
dwie ostatnie z wymienionych przez Cooleya cech: niewyspecjalizowany charakter kontaktów i wzgl dna
za jej cz onków.
Niewyspecjalizowany charakter kontaktów oznacza, e wa niejsze s kontakty z drug osob jako tak
ni p aszczyzna kontaktów, która mo e by za ka dym razem inna. Wa niejsze jest, z kim ni co si robi. W
takich warunkach nieuniknienie wytwarza si pewna za .
O grupie pierwotnej mo na te powiedzie , e cz onków jej cz przede wszystkim stosunki
osobowe, a nie rzeczowe. Stosunki osobowe to takie stosunki, w których druga osoba jest warto ci
autoteliczn , a relacje z ni s celem samym w sobie. Stosunki rzeczowe natomiast to takie, w których druga
osoba ma warto instrumentaln , a relacje z ni prowadz do osi gni cia jakiego celu znajduj cego si
poza ni sam . W innym sformu owaniu stosunki osobowe to stosunki mi dzy osobami, a stosunki rzeczowe
- mi dzy rolami spo ecznymi, kiedy jest rzecz ma o wa , kto dan rol pe ni, istotne jest natomiast, jak
pe ni.
Najprostszym przyk adem stosunku rzeczowego jest stosunek mi dzy sprzedawc a kupuj cym.
Kupuj c gazet w kiosku, nie obchodzi nas, kim jest sprzedawca, i bardzo cz sto wr cz nie zauwa amy, czy
sprzedaje nam j m czyzna czy kobieta, osoba m oda czy stara, przystojna czy brzydka. W gruncie rzeczy
móg by to nawet nie by cz owiek, ale automat do sprzeda y gazet. Obchodzi nas natomiast, czy
sprzedawca umie liczy pieni dze i dobrze wydaje reszt .
Grupy o podanych wy ej cechach uwa Cooley za grupy pierwotne ze wzgl du na ich podstawow
rol w rozwoju osobowo ci i w socjalizacji pierwotnej. Jak pisa , „s one pierwotne w wielu znaczeniach,
ale przede wszystkim w tym, e maj zasadniczy wp yw na kszta towanie si spo ecznej natury oraz
idea ów jednostki" (Cooley 1962: 23, za: Szacki 2002: 560). Przyk adami takich grup by y dla niego rodzina,
grupa rówie nicza, grupa s siedzka.
Grupy pierwotne odpowiadaj ce podanej wy ej charakterystyce napotka mo na w najró niejszych
obszarach ycia spo ecznego, niekiedy
196 Cz trzecia. Zbiorowo ci spo eczne

nawet wewn trz organizacji sformalizowanych (zob. Organizacja formalna, s. 203). Panuj ce w grupach
pierwotnych za e stosunki osobowe i niewyspecjalizowane kontakty sprawiaj , e uczestniczenie w nich
zaspokaja podstawowe potrzeby emocjonalne i psychologiczne cz owieka. Przynale no do nich daje
poczucie kole stwa, bycia lubianym, akceptowanym, pozwala czu si bezpiecznie i zapewnia ogólne,
dobre samopoczucie. Jak stwierdzi jeden z socjologów, „to one przede wszystkim zakotwiczaj nas w
spo ecze stwie, bez nich czujemy si osamotnieni i zagro eni" (Light, Keller, Calhoun 1989: 209).
Ma e grupy o charakterze grup pierwotnych po rednicz w komunikowaniu si jednostki z
makrostrukturalnym poziomem ycia spo ecznego. Dzia aj równie z jednej strony jako przeka nik, a z
drugiej filtr komunikatów p yn cych z makrostrukturalnego poziomu. Na drodze od makrospo ecznego
nadawcy do odbiorców, którymi s jednostki, „znajduje si modyfikator w postaci siatki grup
pierwotnych" (Szmatka 1989: 331).
Po rednicz rol ma ych grup ujawni o wiele bada nad zachowaniami wyborczymi, oddzia ywaniem
rodków masowego przekazu, a tak e armi . Okaza o si , e na zachowania wyborcze maj wp yw nie tylko
makrostrukturalne czynniki, takie jak przynale no klasowa, wysoko dochodu, zawód, religia etc, ale
równie , a nawet przede wszystkim ma e grupy, do których jednostki nale . Okaza o si ponadto, e
oddzia ywanie tre ci przekazywanych przez rodki masowego przekazu w du ej mierze zale y od ich
przyj cia przez opiniotwórczych cz onków ma ej grupy.
Z kolei badania nad armi udowodni y, e w sytuacjach zagro enia na polu bitwy nierze pozostawali
na pozycjach nie ze wzgl du na pos usze stwo wobec rozkazów prze onych ani przywi zanie do
warto ci patriotycznych, ale z powodu lojalno ci wobec towarzyszy broni z tej samej kompanii, których nie
potrafili opu ci i pozostawi na pastw losu. Badania nad armi ameryka sk wykaza y „ogromnie wa
rol lojalno ci w stosunku do grup pierwotnych dla morale wojskowego i st d -dla efektywno ci w walce.
Badania te ujawni y wzgl dnie ma e znaczenie prostej identyfikacji z symbolami organizacji wojskowej jako
ca ci, z pa stwem lub przyczynami politycznymi prowadzenia wojny" (Shils 1951, za: Szmatka 1989:
337).
Wyniki tych wszystkich bada w pe ni uzasadniaj wniosek, e „wi kszo ludzi jest cz onkiem
szerszego spo ecze stwa na mocy zwi zków z innymi lud mi, z którymi s oni w bezpo rednich
kontaktach. Wielu jest cz stk szerszego spo ecze stwa jedynie przez swoje zwi zki z grupami
pierwotnymi. Jedynie niewielka cz osób, maj cych specjalne przygotowanie lub szczególne cechy
osobowo ci, jest zdolna po wi ci wi -
Rozdzia VIII. Grupa spo eczna 197

cej uwagi i zainteresowania symbolom szerszego wiata" (Shils, Janowitz 1956, za: Szmatka 1989: 338).
Z perspektywy biologii ewolucyjnej ma e grupy o charakterze grup pierwotnych stanowi naturalne
rodowisko cz owieka. Przez tysi clecia istnienia gatunku ludzkiego by y form organizacji spo ecznej,
która zapewnia a cz owiekowi przetrwanie. Do uczestniczenia w takich grupach zaprogramowa a nas
ewolucja i potrzeba ta jest naszym dziedzictwem ewolucyjnym.
Grupy, które nie spe niaj warunków grupy pierwotnej, bywaj okre lane mianem grup wtórnych.
Poj cie grupy wtórnej rzadko wyst puje samodzielnie i najcz ciej pojawia si wraz z poj ciem grupy
pierwotnej jako jego kontrastowe przeciwstawienie s ce uwydatnianiu cech w ciwych grupie
pierwotnej.

Grupy w asna i obca


Poj cie grupy w asnej wprowadzi do socjologii antropolog ameryka ski William Graham Sumner (1840-
1910). Badaj c spo ecze stwa pierwotne, spostrzeg w nich kra cowo odmienny stosunek do zbiorowo ci
asnych i tych, które s na zewn trz nich. Stwierdzi : „Uczestników grupy w asnej cechuj wzajemne
stosunki pokoju, porz dku, prawa, rz du i gospodarno ci. Ich stosunek do wszystkich ludzi spoza grupy to
wojna i grabie , chyba e zmieni y to umowy. Stosunki kole stwa i pokoju w grupie w asnej oraz
wrogo ci i wojny w odniesieniu do grup obcych s wspó zale ne [...]. Lojalno wobec grupy w asnej,
po wi cenie dla niej oraz nienawi i pogarda dla ludzi spoza grupy, braterstwo wewn trz, wojna na
zewn trz - wszystko to powstaje jednocze nie jako produkt tej samej sytuacji" (Sumner 1906: 12-13, za:
Merton 1982c: 350).
Okaza o si nast pnie, e odmienny stosunek do grupy w asnej i grupy obcej nie jest cech wy cznie
spo ecze stw pierwotnych, ale czym powszechnym, chocia nie zawsze przybiera tak drastyczn posta jak
opisywana przez Sumnera. Jednym z przejawów tego odmiennego stosunku s ró nice w stereotypowym
sposobie postrzegania grupy w asnej i grupy obcej.
Grup w asn postrzega si zazwyczaj jako bardziej zró nicowan i zindywidualizowan ni grup
obc . W doniesieniu do grupy w asnej zapami tuje si raczej zachowania dobre, pozytywne, natomiast w
odniesieniu do obcej - z e, negatywne. Ponadto zachowania pozytywne grupy obcej t umaczy si najcz ciej
niezale od nich sytuacj zewn trzn , negatywne za - ich paskudnym charakterem. Dok adnie
odwrotnie jest w przypadku grupy w asnej - powodów zachowa negatywnych szuka si w
konieczno ciach wynikaj cych z sytuacji zewn trznej, po-
198 Cz trzecia. Zbiorowo ci spo eczne

zytywnych za - w szlachetnym charakterze jej cz onków (Kurcz 1994: 149-151).


Mimo e pytanie, czy ka da grupa, w której ludzie uczestnicz , to dla nich grupa w asna, jest
pytaniem zasadniczym, trudno o jednoznaczn odpowied . Z jednej bowiem strony sensownie by oby
uzna za grupy w asne tylko szczególne rodzaje grup uczestnictwa, takie, które cechuje silna wi
wewn trzna i wrogo wobec grup i zbiorowo ci zewn trznych. Z drugiej jednak strony podzia na swoich i
obcych wraz z towarzysz cymi mu postawami i zachowaniami charakterystycznymi dla grupy w asnej jest
nies ychanie atwo wywo . W wielu badaniach wykazano, e tego rodzaju zachowania mog pojawi si
nawet wtedy, kiedy zbiór „swoich" nie spe nia kryteriów pozwalaj cych uzna go za grup i jest zbiorem
ludzi losowo dobranych dla celów eksperymentu.

Jeden z takich eksperymentów opisuje John C. Turner. Polega on na tym, e „badacze podzielili losowo badane jednostki na
dwie kategorie (Grup X i Y), pomijaj c wszelkie mo liwe zmienne wi ce si zwykle z cz onkostwem grupowym.
Cz onkostwo by o anonimowe, brakowa o wspólnego celu, interakcji spo ecznej i innych podstaw spójnych stosunków
mi dzy cz onkami. Niemniej jednak osoby badane, dokonuj c rozdzia u nagród pieni nych (w warunkach, w których
same nie mog y korzysta z obranej strategii), dyskryminowa y cz onków anonimowej grupy zewn trznej i faworyzowa y
cz onków anonimowej grupy «w asnej»" (Turner 1998: 156). S ynny jest tak e eksperyment Muzafera Sherifa
przeprowadzony w ród ameryka skich ch opców przebywaj cych na obozie wakacyjnym. Ch opców stanowi cych jednolit
grup o znanej strukturze socjometrycznej podzielono na dwie, z których jedn nazwano grup „Czerwonych Diab ów", a
drug „Buldogów". Grupom tym organizowano zaj cia i wyznaczano zadania w taki sposób, aby nieustannie ze sob
wspó zawodniczy y. Rezultatem by konflikt mi dzy grupami, zerwanie wi zów cz cych ch opców, zanim zostali
przydzieleni do ró nych grup, oraz wzrost zwarto ci obu grup i wytworzenie si struktury socjometrycznej innej ni pierwotna.
W drugiej fazie eksperymentu, stawiaj c przed wszystkimi ch opcami zadania wa ne dla ca ego obozu, zlikwidowano
antagonizm i odnowiono pierwotne wi zi mi dzy ch opcami (Aronson 1978: 244 i nast.).

Stosuj c okre lenie „grupa w asna", najcz ciej nie zwraca si specjalnej uwagi, czy dany zbiór ludzi
spe nia kryteria bycia grup , i koncentruje j na samym wyst powaniu podzia u na „my" i „oni", „swoi" i
„obcy" oraz jego konsekwencjach. Wskutek tego okre lenie „grupa w asna" cz sto oznacza po prostu zbiór
ludzi postrzegaj cych si w jakiej sytuacji jako „my".
Powszechno podzia ów na „swoich" i „obcych" oraz nat enie towarzysz cych im emocji sk ania
niektórych naukowców do uznania ich za przejaw natury ludzkiej powsta ej na drodze ewolucji.
Niewykluczone, e maj racj . Jednak e, przyznaj c im racj , nie mo na zapomina , e nawet je eli emocje
zwi zane ze „swoimi" i „obcymi" wywodz si z na-
Rozdzia VIII. Grupa spo eczna 199

szego dziedzictwa ewolucyjnego, to o tym, kto jest „swoim", a kto „obcym" decyduje nie biologia, lecz
kultura. To kultura dostarcza kryteriów podzia u na swoich i obcych oraz znaków identyfikacyjnych
pozwalaj cych ich od siebie odró nia . wiadcz o tym wspomniane eksperymenty. Uprzytomniaj one
ponadto atwo manipulowania tymi podzia ami i towarzysz cymi im emocjami.

Grupa odniesienia
Okre lenie grupa odniesienia bywa u ywane w dwojakim sensie. Po pierwsze, na oznaczenie grupy,
która jest dla danej jednostki ród em norm i warto ci, a tak e wzorów zachowa , wedle których modeluje
asne post powanie. Po drugie, mo e oznacza grup , która jest dla jednostki t em oceny przez ni b
asnej sytuacji, b post powania.
Ocena w asnej sytuacji na tle innych dokonywana jest z perspektywy rozdzia u kar i nagród. Tak na
przyk ad student, którego praca roczna zosta a oceniona na trzy plus, b dzie bardzo niezadowolony z
siebie, je eli oceny reszty grupy to czwórki i pi tki, natomiast b dzie mia powody do zadowolenia, je eli
wi kszo grupy otrzyma oceny niedostateczne, a tylko jedna osoba zostanie oceniona wy ej od niego.
Ocenia w asne post powanie mo na zarówno przez zestawienie z norm uznawan w grupie,
która jest dla nas grup odniesienia, jak i z zachowaniem si innych cz onków tej grupy. Uzasadnieniem
asnego post powania staje si wówczas powo ywanie na to, e „inni tak robi " czy te „inni tak nie
robi ".
Z funkcjonowaniem grup odniesienia jako t a oceny w asnej sytuacji czy si poj cie wzgl dnego
upo ledzenia. Oznacza ono, e poczucie upo ledzenia wi e si nie tyle z umiejscowieniem na
obiektywnej skali posiadanych dóbr, ile z postrzeganiem w asnego usytuowania w stosunku do innych
osób o podobnych cechach, czyli zale y od subiektywnej skali ich pozycji.
Asystent w pa stwowej uczelni nie b dzie si czu upo ledzony, kiedy jego profesor b dzie zarabia
wi cej od niego, natomiast poczuje si upo ledzony na wie , e jego kolega, który jest asystentem w innej
uczelni, zarabia dwa razy tyle co on. Poj cie wzgl dnego upo ledzenia przydatne jest do wyja niania wielu
zachowa spo ecznych. Okazuje si , e sk onno do buntów i protestów cechuje wcale nie g ównie tych,
którzy s w obiektywnie najgorszej sytuacji ekonomicznej, ale tych, którzy postrzegaj si w sytuacji
upo ledzenia, nawet je li ich obiektywna sytuacja jest wyra nie lepsza ni najbiedniejszych.
Odró nienie dwóch rodzajów grup odniesienia, to jest tych, które s ród em norm, i tych, które s
ród em standardów oceny, jest odró -
200 Cz trzecia. Zbiorowo ci spo eczne

nieniem wy cznie analitycznym. Ta sama grupa mo e wobec jednostki pe ni obie role.


Grupy odniesienia bywaj zarówno grupami odniesienia pozytywnego, jak i negatywnego. Ponadto
jednostka ma zazwyczaj wi cej ni jedn grup odniesienia. W ró nych momentach swego ycia, a tak e w
stosunku do ró nych celów ró ne grupy staj si dla niej grupami odniesienia.
W literaturze dotycz cej grup odniesienia termin „grupa" u ywany jest w sposób ma o rygorystyczny.
Stosowany jest nie tylko wobec zbiorowo ci spe niaj cych kryteria bycia grup , ale tak e wobec
zbiorowo ci, które tych kryteriów nie spe niaj , a nawet wobec kategorii ludzi o pewnych wspólnych
cechach czy cesze, na przyk ad kategorii zawodowych. Dla lekarza tak kategori odniesienia mog by
lekarze, a dla adwokata adwokaci, chocia tak jednych, jak drugich trudno uzna za grup w cis ym,
socjologicznym znaczeniu tego terminu.
W rozwa aniach o grupach odniesienia rozumianych szeroko, w sposób obejmuj cy równie
zbiorowo ci i kategorie spo eczne, szczególn uwag przyci ga wybór przez jednostk grup odniesienia.
Jest rzecz wiadom , e grup odniesienia mo e by zarówno grupa, której jednostka jest uczestnikiem,
jak i taka, do której nie nale y. Natomiast nie do ko ca wiadomo, jakie s mechanizmy wyboru grup
odniesienia. Wskazuje si jedynie, e w spo ecze stwach mobilnych, otwartych, w których zmiany
pozycji i przynale no ci grupowych s nie tylko mo liwe, ale i atwe, jednostka mo e orientowa si nie
na grupy, do których nale y, ale do których aspiruje. Takie zorientowanie mo e by u yteczne jako rodzaj
socjalizacji przygotowuj cej do cz onkostwa w nowej grupie czy te do przynale no ci do nowej, na
przyk ad zawodowej kategorii. Natomiast w spo ecze stwach zamkni tych, niemobilnych, orientacja na
standardy grupy, w której nie tylko si nie uczestniczy, ale i nie ma adnych mo liwo ci spe nienia
warunków uczestnictwa, mo e mie szkodliwe skutki. Jednostka, która, uczestnicz c w jednej grupie, yje
wedle norm i standardów innej, takiej, do której nie ma adnych szans nale , staje si dziwol giem i
zostaje uznana za dewianta b zostaje wy czona z tej pierwszej i, nigdzie nie przynale c, staje si
cz owiekiem marginesu (Merton 1982c: 343-344). Wyobra my sobie mieszczanina, który w spo ecze stwie
stanowym zaczyna , zachowywa si i ubiera jak szlachcic, i pomy lmy, czym by si to dla niego
sko czy o.
Przypadki niepokrywania si grup odniesienia z grupami uczestnictwa uprzytomniaj , e nie ka da
grupa, w której ludzie uczestnicz , jest dla nich grup , z któr w pe ni si identyfikuj i która jest dla nich
grup w asn w wywodz cym si od Sumnera rozumieniu.

Rozdzia VIII. Grupa spo eczna 201

Problematyka grup odniesienia bywa rozpatrywana zarówno z perspektywy funkcjonalistycznej, jak i


interakcjonistycznej. Z perspektywy funkcjonalistycznej uwaga skupia si na funkcjach i dysfunkcjach
grup odniesienia w stosunku do jednostek i zbiorowo ci. W przypadku perspektywy interakcjonistycznej
grupa odniesienia jest przedmiotem zainteresowania jako grupa, której wiatopogl d jest dla aktora uk a-
dem odniesienia w organizowaniu w asnego sposobu postrzegania i reagowania.

ROZDZIA IX

Organizacja formalna

1. Celowe grupy formalne, czyli organizacje 205


2. Historyczne ród a socjologii organizacji 207
3. „Patologie" organizacji formalnych 212
4. Organizacje jako przedmiot zainteresowania socjologii 215

1. Celowe grupy formalne, czyli organizacje


W czasach kiedy socjologowie pos ugiwali si szerokim poj ciem grupy i zajmowali wyodr bnianiem ich
rodzajów, jednym z nich by y celowe grupy formalne. Obecnie ten rodzaj zbiorowo ci pod mianem
organizacji formalnych sta si autonomicznym przedmiotem zainteresowania jednej z subdyscyplin
socjologicznych.
Grupy celowe s to grupy, które powstaj dla zaspokojenia jakich potrzeb ich cz onków czy te
realizacji przez nich jakich zada . Z tego rodzaju grupami mamy do czynienia na ró nych poziomach
ycia spo ecznego, cznie z poziomem mikrospo ecznym. Jednak e grupy celowe wyst puj ce w wiecie
ma ych grup nie maj charakteru sformalizowanego. Zazwyczaj powstaj spontanicznie, a ich cz onków
cz g ównie stosunki osobowe.
Okre lenie organizacja z kolei w swoim najszerszym znaczeniu „odnosi si do wzgl dnie trwa ego,
celowego uporz dkowania dzia i zachowa ludzkich [...]. Uporz dkowanie dzia polega na
wprowadzeniu wzgl dnie trwa ych zasad post powania w okre lonych sytuacjach" (Kami ski 1991:133-
134). Organizacja rozumiana jako uporz dkowanie dzia zwi zana jest z podzia em pracy i wyst puje we
wszystkich ludzkich zbiorowo ciach, w których taki podzia istnieje. Dotyczy to równie grup pierwotnych.
Przyk adem mo e by rodzina. W ka dej rodzinie dzia ania jej cz onków s uporz dkowane i wiadomo, do
kogo nale y wykonywanie poszczególnych czynno ci. Wiadomo na przyk ad, e matka gotuje obiad, a
ojciec zmywa po obiedzie. Syn wyprowadza psa na spacer, a córka odkurza przedpokój. Jaka organizacja
dzia wytwarza si w ka dej rodzinie i kszta tuje zarówno pod wp ywem wzorów kulturowych danego
spo ecze stwa, jak i poszczególnych rodowisk, a tak e cech osobowo ciowych cz onków rodziny. W jednej
rodzinie ojciec zmywa po obiedzie, gdy matka tego nie cierpi, w innej matka zmywa, a ojciec gotuje obiady,
poniewa jest smakoszem i uwielbia eksperymenty kulinarne.
W grupach pierwotnych organizacja dzia powstaje spontanicznie, a nast pnie przechodzi w zwyczaj.
Jednak e nigdy nie jest sztywna i niezmienna, ale stanowi przedmiot ci ych negocjacji. Ponadto nie ona
okre la charakter grupy.
206 Cz trzecia. Zbiorowo ci spo eczne

Inaczej jest w przypadku celowych grup formalnych, wspó cze nie nazywanych organizacjami
formalnymi. O ich istocie decyduje to, e maj organizacj sztywno okre lon w przepisach i statutach. S
one bardziej szkieletem organizacyjnym, który wype niaj ludzie, ni zorganizowanym zbiorem ludzi,
jak to jest w przypadku grup pierwotnych.
Niezale nie od ró norodnych postaci, w jakich wyst puj organizacje formalne, maj one nast puj ce
cechy ogólne:
• powo ywane do realizacji okre lonych celów w sposób zaplanowany i za pomoc procedur
okre lonych przez przepisy. Aby powo do ycia przedsi biorstwo czy fundacj , za szko czy
zwi zek zawodowy, nale y spe ni odpowiednie warunki, dokona zg osze w takich lub innych
urz dach i spe ni wymagania okre lone w kodeksach, ustawach i rozporz dzeniach.
• Maj sformalizowan struktur , któr bez trudu mo na przedstawi w postaci diagramu.
• Wyst puje w nich wyra ny, przejrzysty podzia pracy w przeciwie stwie do grup pierwotnych, w
których kontakty mi dzy cz onkami maj charakter niewyspecjalizowany, a podzia pracy jest p ynny. W
organizacji raz na zawsze wiadomo, e sprz taczka ma pastowa pod og , a bibliotekarka wydawa
ksi ki czytelnikom. Wype niania tych w nie czynno ci, a nie adnych innych oczekuje si od ka dej z
nich.
• Maj wyra nie wyodr bnione o rodki w adzy. Wiadomo, kto komu podlega i w jakim zakresie.
• Istnieje w nich wymiana personelu. Zmiana ludzi wype niaj cych poszczególne funkcje nie
wp ywa na zmian charakteru organizacji.
• W organizacjach formalnych dominuj stosunki rzeczowe. Organizacje s zbiorami ról, a nie
zbiorowo ciami osób.
Wraz z rozwojem wspó czesnego spo ecze stwa przemys owego i ró nicowaniem si podzia u pracy
coraz liczniejsze s organizacje formalne, które realizuj coraz bardziej wyspecjalizowane zadania.
Wspó czesny cz owiek jest przez nie otoczony ze wszystkich stron. Podczas kiedy w spo ecze stwach
tradycyjnych ycie cz owieka toczy o si w ród grup pierwotnych, w nowoczesnych spo ecze stwach
przemys owych toczy si w ród organizacji formalnych.
Ka dy z nas ma z nimi do czynienia na ka dym kroku od rana do wieczora. Kiedy zaczynaj c dzie ,
czamy radio, odkr camy kran, by wzi poranny prysznic, otwieramy gaz, przygotowuj c niadanie,
a nast pnie wsiadamy do tramwaju czy autobusu, aby uda si do pracy b na uczelni , s uchamy
wyk adów, za atwiamy zakupy w supermarkecie, zamawiamy pizz , ogl damy telewizj , zapalamy
wiat o, pobieramy pieni dze w banku, wysy amy list na poczcie, telefonujemy - to przy okazji ka dej z
tych czynno ci mamy do czynienia z jak organizacj formaln powsta dla zaspokojenia danej
potrzeby.
Rozdzia IX. Organizacja formalna 207

Mnogo organizacji formalnych sprawia, e s czynnikiem okre laj cym charakter wspó czesnego
ycia spo ecznego. Dlatego te nale do centralnego obszaru zainteresowa nauk spo ecznych.

2. Historyczne ród a socjologii organizacji


Pocz tkowo obiektem bada by y poszczególne organizacje: przedsi biorstwo, administracja pa stwowa,
armia, Ko ció . Z czasem okaza o si , e mimo odmienno ci poszczególnych organizacji wszystkie maj
wiele elementów wspólnych. Zmieni o to perspektyw badawcz , czego konsekwencj by o wyodr bnienie
si w socjologii subdyscypliny „socjologia organizacji" oraz ukszta towanie si odr bnej dyscypliny
„nauka o organizacji". Bujny rozwój obu datuje si od lat pi dziesi tych XX wieku.
Nauka o organizacji i socjologia organizacji maj dwa ród a historyczne i nawi zuj do dwóch tradycji
teoretycznych i badawczych. Jednym z nich s zainteresowania nowoczesnym pa stwem i zasadami jego
organizacji. Drugim - teorie zarz dzania rozwijane w zwi zku z zainteresowaniem przedsi biorców
sprawnym zarz dzaniem przedsi biorstwem produkcyjnym i tak organizacj jego pracy, która prowadzi
do uzyskiwania mo liwie najlepszych wyników ekonomicznych.
W pierwszym nurcie tradycji centraln postaci jest Max Weber. Nie by pierwszym my licielem, który
podj problematyk administracji pa stwowej, ale stworzy typ idealny biurokracji, który sta si bod cem
do wielu bada empirycznych i dyskusji teoretycznych.

Max Weber i typ idealny biurokracji


Typ idealny potocznie rozumiany bywa jako synonim wzoru doskona ci. Je li us yszymy, e Marysia
jest idealnym typem ony, sk onni jeste my uzna to za informacj , e jest on doskonal . Jednak e w ro-
zumieniu Webera, które nast pnie przyj o si w naukach spo ecznych, okre lenie typ idealny nie oznacza
wzoru doskona ci, ale abstrakcyjny model, skonstruowany z cech istotnych jakiego zjawiska, w tak
czystej postaci nigdzie nie wyst puj cego. Model ten, ukazuj c istot danego zjawiska, jest przydatnym
narz dziem jego analizy, chocia istniej ce w rzeczywisto ci wcielenia modelu s zawsze po czeniem cech
istotnych z rozmaitymi innymi cechami, które s ró ne w ka dym poszczególnym przypadku.
Typ idealny biurokracji Weber przedstawi przy okazji rozwa dotycz cych podstaw prawomocno ci
adzy. Mianem biurokracji okre li w adz legaln , opart na normach prawnych i kompetencji osób spra-
wuj cych w adz na mocy tych norm. Weber wskazywa , e tego rodzaju
208 Cz trzecia. Zbiorowo ci spo eczne

adza wyst puje nie tylko w pa stwie. Pisa : „Typ panowania «legalnego» reprezentuj naturalnie nie
tylko nowoczesne struktury pa stwa i wspólnoty lokalnej, lecz w równej mierze stosunki w adzy w
prywatnym przedsi biorstwie kapitalistycznym, w dowolnej organizacji czy stowarzyszeniu, które
dysponuje rozbudowanym i hierarchicznie zorganizowanym zespo em zarz dzaj cym. Nowoczesne
organizacje polityczne s jedynie najwyra niejszymi przedstawicielami tego typu" (Weber 1975: 540).
Pod wp ywem Webera przyj o si w naukach spo ecznych u ywanie terminu „biurokracja" na
okre lenie specyficznej formy organizacji. Biurokracja - w rozumieniu socjologii - to „scentralizowany
system organizacyjny, w którym w adza zwi zana jest z zajmowanym w ramach hierarchii urz dem"
(Kami ski 1998: 67). Takie rozumienie biurokracji ró ni si od jej potocznego pojmowania jako synonimu
niesprawno ci administracji i nie yczliwego stosunku urz dników do petentów.
Sposób widzenia biurokracji przez Webera zwi zany jest ci le z jego teori dzia spo ecznych,
których istot stanowi - wedle niego - subiektywne znaczenie, w jakie wyposa aj je dzia aj ce podmioty
(zob. Wewn trzne zró nicowanie socjologii, s. 32). W zwi zku z tym uwa , e dla zrozumienia
dzia ania konieczna jest znajomo znacze i motywów le cych u jego podstaw. Weber wyró nia trzy
rodzaje takich motywów i odpowiadaj ce im trzy rodzaje dzia . Dzia ania emocjonalne, które s
rezultatem emocjonalnego stanu jednostki w danym momencie (takim dzia aniem jest na przyk ad
awantura zrobiona komu , kto nam nadepn na odcisk). Dzia ania tradycyjne, które wynikaj ze
zwyczaju, z tego, e „zawsze tak by o", i podejmowane s w znacznej mierze bezrefleksyjnie jako co
oczywistego. Dzia ania racjonalne, które charakteryzuje wyra ne okre lenie celu, a nast pnie przegl d
rodków pozwalaj cych go osi gn i wybór najw ciwszych.
Weber zauwa rozszerzanie si sfery dzia racjonalnych we wspó czesnych spo ecze stwach
przemys owych. Okre la to jako „proces racjonalizacji". Pierwszoplanowym przyk adem tego procesu
by a dla biurokratyzacja. Organizacja biurokratyczna ma bowiem jasno okre lony cel, precyzyjnie ocenia
rodki prowadz ce do jego osi gni cia i systematycznie eliminuje przeszkody stoj ce na drodze do tego
celu. Biurokracja by a dla niego zinstytucjonalizowan form racjonalnego dzia ania.
Typowi idealnemu biurokracji Weber przypisa nast puj ce cechy:
• Wszystkie sposoby post powania s okre lane przez normy prawne i przepisy. Ka dy urz dnik
ma jasno okre lon sfer dzia alno ci i zakres odpowiedzialno ci.
• Biurokracje maj struktur hierarchiczn . Przepisy reguluj sposób zwierzchnictwa i zakres
podporz dkowania. Urz dnicy s osobi cie wolni i podlegaj w adzy tylko w zakresie wyznaczonym
przez s bowe obowi zki wynikaj ce z zajmowanego stanowiska.
Rozdzia IX. Organizacja formalna 209

• Wszystkie stosunki maj charakter bezosobowy. stosunkami mi dzy stanowiskami, a nie


osobami. Nie podlegaj wp ywom uczu i cech osobowo ciowych, nie ma w nich miejsca na kaprys i
samowol .
• Urz dnicy s profesjonalistami. Zajmuj stanowiska stosownie do kwalifikacji potwierdzonych
dyplomami i awansuj w hierarchii zgodnie z ustanowionymi regu ami.
• Urz dnicy s pracownikami najemnymi. Nie s w cicielami adnej cz ci organizacji i nie mog
ywa jej do w asnych celów. Sfera zawodowa jest ci le oddzielona od sfery prywatnej.
• Komunikacja i wymiana informacji dokonuje si w formie pisanej, przez przep yw dokumentów
„drog s bow ", któr okre laj przepisy.
• Gromadzona jest dokumentacja pisana. Jest ona „pami ci " biurokraci.
adz biurokratyczn , czyli legaln , Weber uwa za najbardziej racjonalny typ w adzy. Racjonalno
adzy biurokratycznej wynika poza wszystkim innym tak e z tego, e jej dzia ania podporz dkowane s w
ca ci rozumnie ustanowionym, bezosobowym normom, oraz z tego, e ma ona „pami " organizacyjn .
Gromadzone w formie pisemnej informacje o przesz ych sytuacjach umo liwiaj wykorzystywanie
do wiadcze i jednakowe post powanie w podobnych sytuacjach. Obie te cechy zapewniaj nie tylko
wi ksz sprawno dzia biurokracji, ale tak e eliminuj z nich kaprys i samowol .
Nale y zaznaczy , e Weber, ceni c sprawno i racjonalno biurokracji, zauwa jej ujemne cechy i
niesione przez ni zagro enia. Dostrzega je w tym, e w biurokratycznej organizacji cz owiek traci swoj
osobowo i zostaje sprowadzony do roli trybika bezdusznej maszyny. Obawia si , e biurokratyzacja,
poniek d nieunikniona, doprowadzi do dehumanizacji stosunków spo ecznych.
Jest rzecz dyskusyjn , czy weberowskie poj cie biurokracji pokrywa si w pe ni, czy te tylko cz ciowo
z poj ciem organizacji formalnej, o którym by a ju mowa. Niemniej jednak w naukach spo ecznych oba te
okre lenia bywaj u ywane zamiennie.

Teorie zarz dzania


Rozwój nowoczesnego spo ecze stwa przemys owego z jego gospodark rynkow i rz dz rynkiem
zasad konkurencji zmusza przedsi biorców do nieustannego poszukiwania sposobów zwi kszania
wydajno ci pracy i zmniejszenia jej kosztów. Kierowa o to uwag na organizacj pracy jako jedn z dróg
wiod cych do tego celu. Zainteresowania te da y pocz tek trzem kierunkom badawczym. Jednym jest
kierunek zwany za-
210 Cz trzecia. Zbiorowo ci spo eczne

rz dzaniem naukowym, drugim - kierunek zajmuj cy si stosunkami mi dzyludzkimi w


przedsi biorstwie, trzecim za - tak zwany kierunek administracyjny (Kurnal 1972: 9).

Zarz dzanie naukowe. W pocz tkach dwudziestego wieku pojawi y si pierwsze analizy procesu
pracy w celu wykrycia najlepszego, z punktu widzenia wydajno ci, sposobu jej wykonywania. W
analizach tych pos ugiwano si zaczerpni tymi z nauk cis ych metodami obserwacji i pomiaru, które
stosowano do czynno ci na stanowiskach pracy. Ten nurt zainteresowa zyska nast pnie miano
zarz dzania naukowego. Oznacza on skupianie uwagi „na usprawnianiu organizacji pracy cz owieka na
pojedynczym stanowisku pracy oraz usprawnianiu pracy ma ych zespo ów wytwórczych i sposobów
kierowania nimi" (Kurnal 1972a: 9). Klasykiem tego kierunku jest Frederick Winslow Taylor (1856-1915).
Taylor osobi cie prowadzi badania i w ich wyniku stwierdzi , e o podziale zada w procesie
produkcyjnym, o tym, co i jak si robi, powinni decydowa nie pracownicy produkcyjni zaanga owani
w proces pracy, ale odr bny personel zarz dzaj cy. Personel ten ma si zajmowa decydowaniem o
normach i standardach pracy, o sposobach ich osi gania - i dla wykonywania poszczególnych zada
dobiera w ciwych pracowników
O odpowiednich cechach fizycznych i psychicznych. Decyzje te powinny by podejmowane na
podstawie szczegó owej analizy samego procesu pracy. Proces ten musi by rozbity na poszczególne
czynno ci i ka da z nich poddana badaniu dla wykrycia najbardziej wydajnego sposobu jej
wykonywania. Sam Taylor zajmowa si badaniem prze adunku surowców w sk adach Bethlehem
Company, mierz c czas ka dego rzutu opat i ci ar przerzucanego materia u. Pozwoli o mu to
stwierdzi , jakiego rodzaju ruchy i jaki ci ar jednorazowo przerzucanego surowca zapewniaj
najwi ksz wydajno przy niezwi kszonym wysi ku; tak e jakiego rodzaju opaty s
najodpowiedniejszymi narz dziami oraz jak minimaln wag powinien mie sam pracownik, by z
odpowiedni si naciska na opat .
Powo uj c si na swoje badania, Taylor udowadnia , w jak du ym stopniu wydajno pracy zale y od
organizacji procesu pracy. Wskazywa tak e na korzy ci wynikaj ce z powierzenia organizacji tego
procesu specjalnym pracownikom. W ten sposób zwróci uwag , e zarz dzanie i w asno mog by
rozdzielone.
Koncepcje Taylora charakteryzowa o czysto mechaniczne uj cie nie tylko procesu pracy, ale i samego
cz owieka. Przekonany by , e o wydajno ci pracy na ka dym stanowisku decyduje rodzaj
wykonywanych ruchów i posiadanych narz dzi. Wyuczenie tych pierwszych i dobranie tych drugich
zwi ksza wydajno , czym zainteresowany jest nie tylko pracodawca, ale i pracownik, gdy zwi ksza
to jego zarobki, a to jest
Rozdzia IX. Organizacja formalna 211

w przypadku pracy jego jedynym motywem i celem. Kry a si za tym atomistyczna koncepcja cz owieka
jako izolowanej jednostki, kieruj cej si wy cznie motywem w asnej, i to wy cznie materialnej korzy ci.

Stosunki mi dzyludzkie. Klasykiem tego kierunku, okre lanego cz sto angielsk nazw human relations,
jest Elton Mayo (1880-1949). Mayo prowadzi w 1927 roku badania w Hawthorne nad zachowaniem ludzi
w procesie pracy i ich motywacjami. Wyniki tych bada zaskoczy y badaczy. W punkcie wyj ciowym bada
stawiano sobie za cel poszukiwanie czynników materialnych maj cych wp yw na wydajno pracy, takich
jak wielko pokoju, kolor cian, rodzaj o wietlenia, kszta t narz dzi etc. Tego rodzaju kierunek bada zgodny
by z taylorowskimi za eniami naukowego zarz dzania.
Zaskoczenie by o podwójne. Po pierwsze, okaza o si , e na wydajno pracy ogromny wp yw maj
nie tylko, a nawet nie tyle same warunki fizyczne pracy, ile atmosfera panuj ca w zak adzie, zw aszcza w
najbli szym otoczeniu pracownika; tak e stany psychiczne pracowników, ich zadowolenie b stres,
zwi zane nie tylko z sytuacjami w zak adzie pracy, ale i z ich yciem poza zak adem.
Po drugie - e poczucie uczestnictwa w zespole i satysfakcja z udzia u w jego osi gni ciach silniej
motywuj pracowników ni wzgl d na w asn korzy materialn . Mayo stwierdzi , e „w ka dym
nieprzerwanie pracuj cym oddziale robotnicy formowali si wiadomie lub pod wiadomie w grup z
odpowiednimi zwyczajami, obowi zkami, nawykami, a nawet obrz dami". Na poziomie zak adu pracy
oznacza o to, e jednym z podstawowych zada kierownictwa jest organizowanie pracy zespo owej i
wspó pracy tak w zespo ach, jak i mi dzy nimi. Mayo pisa : „Pierwotnie miano bada warunki pracy
robotników jako zbiorowiska jednostek, ale pó niej nast pi o jasne uznanie stosunku zespo ów pracy do
kierownictwa za jeden z zasadniczych problemów wielkiego przemys u" (Mayo 1972a: 361, 363).
Oznacza o to zasadnicz zmian spojrzenia na ludzi, i to nie tylko w procesie pracy. Prowadzi o do
zakwestionowania atomistycznej koncepcji cz owieka oraz pogl du, e kieruje si wy cznie motywem
korzy ci materialnych. Mayo za niedorzeczn uwa „hipotez mentalno ci t umu", jak okre la pogl d
osz cy, e „ludzko jest zbiorowiskiem nie-zorganizowanych jednostek dzia aj cych we w asnym
interesie" (Mayo 1972b: 346). Nowy punkt widzenia mia daleko id ce konsekwencje równie w
odniesieniu do problematyki organizacji formalnych.

Kierunek administracyjny. W przypadku tego kierunku uwaga skupiona jest nie na pracy produkcyjnej
i bezpo rednim zarz dzaniu jej procesem, ale na zarz dzaniu ca ym przedsi biorstwem i na centralnych funk-
212 Cz trzecia. Zbiorowo ci spo eczne

cjach kierowniczych. Przedmiotem zainteresowania jest nie usprawnianie procesów pracy na


poszczególnych stanowiskach produkcyjnych, ale usprawnienie struktury organizacyjnej
przedsi biorstwa.
Ten kierunek zainteresowa mia nie tylko praktyczne znaczenie. W jego obszarze nast powa a
konfrontacja Weberowskiego modelu biurokracji z rzeczywi cie dzia aj cymi biurokracjami, co
przyczynia o si do modyfikacji tego modelu i rozwoju teorii biurokracji. Dostrze ono negatywne
konsekwencje cech biurokracji odpowiadaj cej klasycznemu modelowi weberowskiemu i odkryto nowe
cechy biurokracji niezauwa one wcze niej przez Webera. W rezultacie dostrze ono ograniczenia
racjonalno ci dzia biurokracji. Ca a ta problematyka prezentowana jest cz sto pod nazw patologii
biurokracji. Nie jest to nazwa najszcz liwsza, gdy zak ada uto samianie modelu Webera z
normatywnym wzorcem zdrowej biurokracji, chocia nie taki jest sens weberowskiego typu idealnego
biurokracji.

3. „Patologie" organizacji formalnych


Podstawowych odkry , które wskazywa y na ograniczenia Weberowskiego modelu biurokracji,
dokonywano stopniowo i w ramach rozmaitych podej teoretycznych. Odkrycia te mo na przedstawi
w pi ciu punktach:
• Organizacje biurokratyczne, których zasad dzia ania jest zgodno z obowi zuj cymi
przepisami, maj trudno ci w reagowaniu na sytuacje nietypowe. Poniewa przepisy nie obejmuj
wszystkich mo liwych sytuacji, pojawiaj si takie, do których nie mo na dopasowa adnego z
nich, co parali uje dzia anie organizacji.
Ka dy z nas zapewne zetkn si z trudno ciami za atwienia jakiej sprawy ze wzgl du na zwi zane
z ni nietypowe okoliczno ci. Kiedy nie mo na by o jej jednoznacznie zaliczy do adnej kategorii
przypadków, nast powa parali dzia ania. Charakterystyczn reakcj biurokracji na tego rodzaju
sytuacje jest wydawanie dodatkowych, coraz bardziej szczegó owych przepisów, co jeszcze bardziej j
usztywnia i zamiast likwidowa , pog bia parali .
Ta cecha biurokracji mo e nie by szczególnie dolegliwa w stabilnym rodowisku. Natomiast daje si
bardzo we znaki w sytuacjach szybkich zmian, kiedy to pojawiaj si wci nowe, „nietypowe"
przypadki.
• Biurokracje maj trudno ci z wdra aniem innowacji. Dzieje si tak z powodów ju wskazanych -
ka da innowacja stwarza nowe, nietypowe sytuacje. Dodatkowym powodem jest to, e ka da
innowacja mo e spowodowa konieczno przebudowy dotychczasowej struktury organizacyjnej. To
za zagra a istniej cemu uk adowi w adzy w organizacji, a w konsekwencji interesom najró niejszych
grup. Zagra a tym intere-
Rozdzia IX. Organizacja formalna 213

som co najmniej w ten sposób, e wymaga pozbycia si dotychczasowych nawyków i nabrania nowych, z
czym wi si dodatkowe koszty psychiczne.
• Dla Webera biurokracja zwi zana by a ci le z profesjonalizmem. Jednak e z czasem coraz
wyra niejsza stawa a si dysharmonia mi dzy biurokratycznym a profesjonalnym wymiarem organizacji
formalnych. Rozbie no mi dzy zasadami dzia ania ekspertów i urz dników, niezbyt widoczna w
administracji pa stwowej, ujawnia a si , niekiedy jaskrawo, w innych typach organizacji formalnych, na
przyk ad w przedsi biorstwach przemys owych. ród em jej jest odmienno podstaw autorytetu
ekspertów i urz dników. W przypadku ekspertów podstaw ich autorytetu jest wiedza, w przypadku za
urz dników stanowisko w hierarchii organizacyjnej. Eksperci podejmuj decyzje zgodnie z posiadan
wiedz , urz dnicy - zgodnie z obowi zuj cymi przepisami. Pierwsi s bardziej elastyczni w reagowaniu
na wyzwania rodowiska i bardziej otwarci na innowacje ni drudzy. Rozbie no ci te stwarzaj pole
konfliktów wewn trzorganizacji.
• Cz stym zjawiskiem w biurokracji jest tak zwane przemieszczenie celów. Ma ono kilka postaci. Jedna
polega na tym, e przestrzeganie przepisów przestaje mie warto instrumentaln i staje si celem samym w
sobie. W rezultacie rozwi zywanie problemów zaczyna by mniej wa ne ni drobiazgowe przestrzeganie
przepisów, które staje si podstawowym celem istnienia biurokracji.
Inn postaci przemieszczenia celów jest takie zaabsorbowanie organizacji biurokratycznej w asnym
funkcjonowaniem, e niewiele energii pozostaje na realizacj zewn trznych celów i wykonywanie funkcji
us ugowych, do których zosta a powo ana. Znanym mi z osobistego do wiadczenia przyk adem jest
og oszenie przerwy w pracy pewnego urz du ze wzgl du na potrzeb policzenia pieni dzy i przygotowania
wyp aty miesi cznych wynagrodze dla pracowników. Uczyniono to, mimo e czekali interesanci, którzy
przybyli z odleg ych miejscowo ci na wezwanie urz du.
Trzecia posta przemieszczenia celów zwi zana jest z trudno ci zaprzestania dzia alno ci przez
organizacj . Je li cel, do którego by a powo ana, zosta zrealizowany, rozpaczliwie szuka innego, by
przed swoje istnienie.
• Weber widzia biurokracj na podobie stwo bezosobowej maszyny z trybami w postaci personelu,
który dzia a wy cznie wedle przepisów okre laj cych zakres kompetencji i odpowiedzialno ci dla ka dego
stanowiska. By o to takie samo podej cie, jakie w odniesieniu do przedsi biorstwa wyst powa o u Taylora.
Zyska o ono miano klasycznego.
Jednak e coraz bardziej widoczne stawa o si , e dzia ania organizacji nie s dzia aniami pozbawionych
emocji bezosobowych maszyn, ale e
214 Cz trzecia. Zbiorowo ci spo eczne

„toczy si w nich ci a gra mi dzy grupami i jednostkami, której przedmiotem jest w adza i kontrola nad
organizacj " (Kami ski 1991: 142). Ju badania Mayo wykaza y obecno stosunków nieformalnych i
spontaniczne powstawanie ma ych grup wewn trz sformalizowanych struktur organizacyjnych. Ukaza y
tak e ich znaczenie i wp yw, najcz ciej ukryty, na funkcjonowanie organizacji i modyfikowanie jej
dzia . W rezultacie za okre lon w przepisach postaci organizacji formalnej zacz to dostrzega
nieformaln i p ynn struktur stosunków osobistych, uk adów i grup kole skich o charakterze grup
pierwotnych. Antoni Kami ski pisze: „Za fasad opisan w statucie i wewn trznych przepisach
formalnych rozkwita bogaty i nie mniej wa ny (a czasem wa niejszy) od formalnego wiat nieformalnych
uk adów, gier i niespisanych nigdzie paktów. Poza formalnymi regu ami gry wyra onymi w przepisach
powstaj regu y nieformalne, których skuteczno jest niejednokrotnie znacznie wi ksza" (Kami ski 1991:
142).
Okaza o si wi c, e ka da organizacja yje podwójnym yciem. To, co dzieje si w drugim,
nieformalnym yciu, ma wp yw, niekiedy znaczny, na ostateczny efekt jej dzia . Urz dnik, nawet
ulokowany w ma o wa nym miejscu formalnej struktury organizacyjnej, mo e dzi ki swoim kole skim
powi zaniom znacznie usprawni i przyspieszy za atwienie sprawy b , przeciwnie, skutecznie je
zablokowa , zale nie od tego, czy darzy petenta yczliwo ci , czy te ywi do niego wrogie uczucia.
Ulokowany w strategicznym miejscu pracownik mo e manipulowa informacjami dostarczanymi
zwierzchnikom i wp ywa na ich decyzje, a tym samym mie znacznie wi ksz w adz , ni by to
formalnie wynika o z charakteru jego stanowiska. Najprostszym przyk adem jest sekretarka, która mo e
przetrzyma wa ny dokument b dostarczy go szefowi do podpisu natychmiast i nawet poza
kolejno ci .
ciwo organizacji polegaj ca na wytwarzaniu w jej wn trzu drugiego ycia, poza kontrol
formalnej zwierzchno ci, mo e by i bywa wiadomie wykorzystywana. W okresie PRL wcale nierzadk
praktyk by o wykorzystywanie ró nych organizacji do prowadzenia w ich ramach, pod ich p aszczykiem i
szyldem, dzia alno ci realizuj cej cele sprzeczne z celami polityki pa stwa, do których realizacji
organizacje te by y powo ane i które formalnie realizowa y. Znanym mi osobi cie przyk adem jest Ko o
Przyjació Karagandy dzia aj ce w latach siedemdziesi tych w Warszawie w ramach Towarzystwa
Przyja ni Polsko-Radzieckiej (TPPR). Ko o zajmowa o si pomoc Polakom w Kazachstanie, stawiaj c
sobie za cel utrzymanie ich wi zi z ojczyzn . Skupia o nie tylko cz onków TPPR, ale i ludzi, którym
bliska by a idea pomocy rodakom w ZSRR i którzy nie tylko nie nale eli do TPPR, ale nawet ze wzgl du
na swoje przekonania nigdy by do niego nie wst pili. W Kole mo na by o te spotka by ych wi niów
agrów sowieckich, którzy lepiej ni inni rozumieli potrzeb
Rozdzia IX. Organizacja formalna 215

czno ci z Polakami pozostaj cymi w tamtym kraju i niesienia im pomocy. Poniewa Ko o po cichutku
robi o swoje, a wysy najró niejszych materia ów zajmowali si emeryci, nie brano go powa nie i
rzeczywista tre jego dzia alno ci umyka a uwadze w adz TPPR.
Biurokracja i „patologie" jej dzia ania s wdzi cznym tematem karykatur rysunkowych i prozatorskich
utworów satyrycznych. Jej prze miewcy w formie humorystycznej przekazuj spostrze enia dotycz ce jej
funkcjonowania, cz sto zreszt bardzo celne i w du ej mierze zgodne z tym,
0 czym w innym j zyku mówi badacze. Najbardziej znanymi utworami tego rodzaju jest Prawo
Parkinsona albo w pogoni za post pem i Zasada Pe era. Dlaczego wszystko idzie na opak. Prawo Parkinsona
osi, e „im wi cej mamy czasu na wykonanie jakiej pracy, tym wi cej czasu ona nam zabiera"
(Parkinson 1963:11). Natomiast zasada Petera powiada: „W hierarchii ka dy pracownik stara si wznie na
swój szczebel niekompetencji", „Z biegiem czasu ka de stanowisko zostanie obj te przez pracownika,
który nie ma kompetencji do wykonywania swych obowi zków". Je li mimo to ró ne organizacje
dzia aj jako tako sprawnie, to jedynie dzi ki temu, powiada Peter, e „prac [...] wykonuj ci, którzy
nie osi gn li jeszcze swego szczebla niekompetencji" (Peter, Hull 1975: 20-21).
W dzie ku Parkinsona znajdujemy te takie bystre stwierdzenia, jak: „Cz sto si zdarza, e m czy ni i
kobiety pe ni cy kluczowe funkcje, nie piastuj najwy szych stanowisk oficjalnych"; czy te : „Cz owiek,
któremu odmawia si prawa podejmowania wa nych decyzji, zaczyna uwa za nies ychanie wa ne te
decyzje, które wolno mu podejmowa . Zaczyna zrz dzi nad teczkami aktów, surowo sprawdza , czy
ówki s dobrze zatemperowane [...] i pilnie u ywa dwóch lub trzech kolorów atramentu" (Parkinson
1963: 61, 107).

4. Organizacje jako przedmiot zainteresowania socjologii


W socjologii organizacji ogromn rol odgrywaj badania empiryczne. Poszczególne propozycje
teoretyczne w jej obr bie s w znacznej mierze uogólnieniami sformu owanymi na podstawie bada
ró nego rodzaju organizacji. Przedmiotem bada bywaj najrozmaitsze organizacje: przedsi biorstwa
przemys owe, firmy handlowe, stowarzyszenia, partie polityczne, zwi zki zawodowe, agencje rz dowe,
szpitale, wi zienia. Ka dy rodzaj organizacji ma swoj specyfik i badanie ka dej z nich ukazuje inne
aspekty zbiorowo ci ludzkich maj cych posta organizacji formalnych.
W badaniach organizacji cz stym punktem wyj cia bywa y prace Maxa Webera, a wyniki tych
bada prowadzi y do dyskusji z nim.
216 Cz trzecia. Zbiorowo ci spo eczne

Jako teoretyczna podstawa bada d ugo dominowa a perspektywa strukturalno-funkcjonalna. Z tej


perspektywy organizacje przedstawiaj si jako zewn trzne wobec jednostek systemy regulacji dzia
ludzkich, jako zwarte ca ci z one ze wzajemnie powi zanych i zale nych od siebie cz ci. Przy
takim podej ciu istotne pytanie brzmi, czy i jak poszczególne cz ci dzia aj na rzecz ca ci i
przyczyniaj si do jej umacniania. Istotne s tak e pytania o sposoby zaspokajania potrzeb organizacji (z
których za podstawow uwa a si potrzeb przetrwania) i o relacje mi dzy organizacj a rodowiskiem.
Przedmiotem zainteresowania w tej perspektywie teoretycznej s nadto zak ócenia dzia organizacji
rozpatrywane jako jej „dysfunkcje". Dzia ania jednostek natomiast s rozpatrywane jako reakcje na
potrzeby organizacji.
Inna problematyka organizacji ukazuje si z perspektywy szeroko rozumianego interakcjonizmu.
Przedstawiciele tej orientacji teoretycznej nie kwestionuj , e dzia ania organizacji s okre lane przez
regu y i e charakterystyczn cech organizacji jest hierarchiczna struktura ról. Wskazuj natomiast, e
nie s to rzeczy niewzruszone i niezmienne. Dowodz , e struktury organizacyjne stale si zmieniaj , a ich
ka dorazowy kszta t jest rezultatem nieustannych negocjacji tak mi dzy samymi cz onkami organizacji,
jak mi dzy nimi a ich klientami. Zgodnie z podstawowymi za eniami tej orientacji, pytanie o to, co
dzieje si w organizacji, oznacza pytanie o znaczenia, jakie aktorzy przypisuj dzia aniom i w jakie
wyposa aj wydarzenia. Najcz stszym obiektem bada przedstawicieli tej orientacji by y szpitale
psychiatryczne i wi zienia. Drobiazgowo analizuj c zachodz ce w nich procesy interakcji, wnioski ze
studiów pojedynczych przypadków sk onni byli odnosi do wszelkiego typu organizacji.
W obr bie tej orientacji teoretycznej powsta a s ynna koncepcja „instytucji totalnej" Ervina Goffmana.
Mianem instytucji totalnej Goffman okre li takie organizacje, które dla pewnej liczby osób s miejscem
ugotrwa ego pobytu w izolacji od szerszego spo ecze stwa i pe nego podporz dkowania rygorom
administracyjnym reguluj cym ich wszystkie czynno ci yciowe. Przyk adem takich organizacji by y dla
niego szpitale psychiatryczne, wi zienia, sieroci ce, klasztory, garnizony wojskowe etc. Niezale nie od tego,
co je ró ni, wszystkie czy wskazana wy ej cecha. Goffmana interesowa przebieg interakcji w tego rodzaju
organizacjach, a przede wszystkim zachodz cy w nich proces niszczenia dawnej to samo ci jednostek i
narzucania im nowej oraz sposoby radzenia sobie przez ludzi z tego rodzaju sytuacjami i
dostosowywania si do nich.
Interakcjonistyczne analizy organizacji krytykowane by y za wy czne koncentrowanie si na
interakcjach i negocjacjach zachodz cych wewn trz organizacji. Koncentracji tej niew tpliwie sprzyja o
badanie takich organizacji jak szpitale psychiatryczne czy wi zienia, które s w znacznej mierze wiatami
zamkni tymi. Jednak e, jak wskazywali krytycy, rów-
Rozdzia IX. Organizacja formalna 217

nie w ich przypadku znaczenia i definicje sytuacji nie powstaj wy cznie wewn trz nich, ale pochodz
tak e z zewn trz, czego przyk adami s definicje dewiacji czy zdrowia psychicznego.
Niezale nie od tych krytyk niew tpliw zas ug podej cia interakcjonistycznego by o zwrócenie uwagi
na konieczno uwzgl dniania w analizach organizacji nie tylko czynników zewn trznych, ale i wewn trz-
nych, nie tylko obiektywnych, ale i subiektywnych.

Trzy poziomy analizy problematyki organizacji


Problematyka organizacji wyst puje i jest rozpatrywana na trzech poziomach ycia spo ecznego: na
mikrospo ecznym poziomie zachowa i dzia jednostek oraz procesów zachodz cych w ma ych
grupach, na mezospo ecznym poziomie pojedynczych organizacji formalnych i na makrospo ecznym
poziomie ca ego spo ecze stwa (Morawski 1979: 8).
Poziom jednostek i ma ych grup. Problematyka badawcza na poziomie jednostek inspirowana jest
zarówno interakcjonistycznym sposobem widzenia rzeczywisto ci spo ecznej, w tym tak e organizacji, jak
i dziedzictwem szko y stosunków mi dzyludzkich. Z tym ostatnim wi za mo na zainteresowanie
powstawaniem i funkcjonowaniem w ramach organizacji struktur nieformalnych, klik i ma ych grup,
cz sto o charakterze grup pierwotnych.
Poziom pojedynczych organizacji. Problematyka tego poziomu jest najcz stszym przedmiotem
zainteresowa przedstawicieli zarówno nauki o organizacji i zarz dzaniu, jak i socjologii organizacji.
Badacze, którzy si ni interesuj , rozpatruj wiele szczegó owych problemów o bezpo rednim znaczeniu
praktycznym, takich jak podejmowanie decyzji produkcyjnych i personalnych, kszta towanie celów
organizacji, procesy wdra ania innowacji etc.
Na poziomie pojedynczych organizacji obok ró norakich problemów szczegó owych podejmowane s
równie donios e problemy ogólne, dotycz ce nowych form organizacji dzia zbiorowych. Nabieraj one
szczególnej wagi w szybko zmieniaj cym si wiecie wspó czesnym, który na naszych oczach przybiera
nowy, dotychczas nieznany kszta t.
Wraz z rozwojem nowoczesnego spo ecze stwa przemys owego mno y si celowe grupy formalne,
coraz g ciej zape niaj c przestrze spo eczn . Ich najcz stsz postaci by y ró nego rodzaju
przedsi biorstwa produkcyjne i us ugowe. Du cz si y roboczej tych przedsi biorstw stanowili
pracownicy niewykwalifikowani b o niskich kwalifikacjach. Inni zreszt nie byli potrzebni, poniewa
ówczesny poziom techniki sprawia , e praca by a wykonywana za pomoc prymitywnych narz dzi, a o
jej efekcie decydowa a g ównie si a i sprawno fizyczna. (Taylor stwo-
218 Cz trzecia. Zbiorowo ci spo eczne

rzy teori organizacji, badaj c proces adowania rudy za pomoc opaty.) W biurach i urz dach
podstawowymi narz dziami by y papier, pióro i liczyd a, a wymagane kwalifikacje sprowadza y si do
umiej tno ci czytania i pisania.
Modele struktur organizacyjnych, w tym idealny typ biurokracji Maxa Webera, odpowiada y warunkom
spo ecze stwa przemys owego, w którym maszyna by a symbolem nowoczesno ci, i odnosi y si do form
organizacyjnych zwi zanych z tymi warunkami. Oczywi cie, warunki te ulega y zmianom, technika
rozwija a si , ale nie na tyle dramatycznie, aby doprowadzi do zakwestionowania poznawczej
przydatno ci tych modeli.
W drugiej po owie XX wieku w rozwoju technologii nast pi skok jako ciowy. Ju nie mechanika, ale
elektronika zacz a modelowa formy ycia zbiorowo ci ludzkich i wp ywa na kszta t ludzkiej
wyobra ni. W fabrykach i urz dach, w domach prywatnych coraz liczniej pojawiaj si komputery, a
wraz z nimi mo liwo szybkiego komunikowania si za pomoc poczty elektronicznej i sieci
internetowej. Elektronicznie sterowane maszyny coraz skuteczniej wyr czaj cz owieka w pracach wyma-
gaj cych wysi ku fizycznego. Jednocze nie korzystanie z coraz bardziej wyrafinowanych urz dze
wymaga coraz wy szych kwalifikacji. Wa niejszy od wysi ku fizycznego staje si wysi ek umys owy.
Wzrasta zapotrzebowanie na wysoko kwalifikowanych pracowników, specjalistów i ekspertów. Nowe
warunki stwarzaj mo liwo , a niekiedy i powoduj konieczno ca kowitej zmiany organizacji pracy.
Powstaj firmy, których pracownicy wykonuj swoje zadania nie w ich siedzibach, ale we w asnych
domach i komunikuj si ze zwierzchnikami i wspó pracownikami, korzystaj c z komputerów.
Wszystko to rodzi nowe problemy i stawia socjologi organizacji przed nowymi wyzwaniami.
Dawne modele organizacji, chocia wci przydatne, przestaj wystarcza .
Na pocz tku lat sze dziesi tych XX wieku dwaj uczeni brytyjscy Tom Burns i G.M. Stalker podj li
problem konieczno ci dostosowania systemów zarz dzania do zmienionych i szybko zmieniaj cych si
warunków. Wskazuj c, e organizacje odpowiadaj ce weberowskiemu modelowi biurokracji najlepiej
dzia aj w przewidywalnych, stabilnych i znanych warunkach, wyrazili przekonanie o nadchodz cym
zanikaniu tego typu organizacji w spo ecze stwach wspó czesnych, charakteryzuj cych si ci ym
procesem zmian. Na podstawie bada oko o dwudziestu szkockich i brytyjskich firm przemys owych, nota
bene ównie elektronicznych, stworzyli model zarz dzania nazwany „organicystycznym". By on bie-
gunowym przeciwie stwem klasycznego, biurokratycznego modelu, który okre lili mianem
„mechanicystycznego".
W modelu organicystycznym znikaj sztywne hierarchie i podzia y pracy. W toku interakcji
mi dzyosobniczych nast puje sta e wzajemne do-
Rozdzia IX. Organizacja formalna 219

stosowywanie si pracowników i okre lanie ich zada . Istot pracy jednostki nie jest wykonywanie z góry
okre lonych czynno ci, ale wykorzystywanie w asnych zdolno ci do realizacji celów organizacji. W
przypadku pojawienia si jakiego problemu wszyscy, którzy rozporz dzaj odpowiedni wiedz , wspólnie
dyskutuj i szukaj rozwi zania. Najwy sze kierownictwo nie ma monopolu na wiedz niezb dn do
rozwi zywania wszystkich problemów, a tym samym nie ma monopolu na podejmowanie wa nych
decyzji. Informacje nie s przekazywane wy cznie pionowo, ale rozchodz si we wszystkich kierunkach,
a komunikacja mi dzy lud mi zajmuj cymi ró ne pozycje nie polega na wydawaniu polece , ale na
konsultacjach.
Dla autorów tej koncepcji modele mechanicystyczny i organicystyczny by y dwoma biegunami skali, na
której sytuowa y si formy organizacyjne badanych przedsi biorstw. Ich podstawowym wnioskiem by o
stwierdzenie, e nie ma takiej jednej struktury organizacyjnej, która by zawsze i w ka dych warunkach
gwarantowa a najwy sz sprawno dzia ania. Najw ciwsz struktur organizacyjn jest taka, która
pozwala danej organizacji mo liwie jak najsprawniej realizowa jej cele w warunkach, w jakich dzia a
(Haralambos, Holborn 1990: 426-429).
Z organicystycznym systemem zarz dzania wi e si istotny problem. Skuteczno tego rodzaju
zarz dzania zale y od zaanga owania pracowników w sprawy firmy i uto samiania si przez nich z jej
celami. Model organicystycznego systemu ponownie przywo problem wi zi pracowników z organizacj
podnoszony wcze niej przez szko stosunków mi dzyludzkich.
W latach osiemdziesi tych XX wieku kwestia ta zacz a budzi ywe zainteresowanie. Zacz to mówi o
instytucjonalizacji organizacji i przekszta caniu organizacji w instytucje, maj c na my li powi zanie
organizacji, czyli systemu regulacji dzia ludzkich, z warto ciami, symbolami, a nawet rytua ami.
Wprowadzenie poj cia instytucji w tym kontek cie oznacza o skierowanie uwagi na „kulturowy wymiar
procesu regulacji, na sens i znaczenie, jakie dana spo eczno nadaje ró nego rodzaju zachowaniom"
(Kami ski 1991: 134).
W ka dej organizacji wcze niej czy pó niej praktyki organizacyjne zaczynaj by wyposa ane w sens
kulturowy. „W administracji pa stwowej, w korporacjach przemys owych, stowarzyszeniach spo ecznych
itp. powstaje cz sto specyficzny etos kulturowy, który nadaje celom i dzia aniom organizacyjnym charakter
misji. Misja ta znajduje wyraz w ideologii organizacji powi zanej z okre lonymi rytua ami i elementami
zachowa indywidualnych, które staj si symbolami umo liwiaj cymi identyfikacj [...] symbole i rytua y
organizacyjne tworz osobowo organizacji. Pracownicy nie czerpi dumy z tego, e fragmentarycznie
uczestnicz w procesie, którego ko cowym efektem jest jaki produkt czy us uga, ale
220 Cz trzecia. Zbiorowo ci spo eczne

cz sto s dumni z tego, e pracuj dla okre lonej organizacji, przedsi biorstwa lub firmy [...]. Dzi ki
instytucjonalizacji organizacja zaskarbia sobie lojalno swoich uczestników, staje si cz ci istotnej
tre ci ich ycia, a jej cele przedmiotem ich identyfikacji" (Kami ski 1991: 136-137).
Proces tak rozumianej instytucjonalizacji jest w pewnej mierze procesem spontanicznym i z czasem
dokonuje si w ka dej organizacji wraz z nawarstwianiem si tradycji. Jednak e jego znaczenie dla
skutecznego i sprawnego dzia ania organizacji sk ania do wiadomego zabiegania o jego
uruchomienie i przyspieszenie. Zmierzaj w tym kierunku mi dzy innymi takie zabiegi jak wprowadzanie
jednolitych strojów dla pracowników, eksponowanie logo firmy, tworzenie izb pami ci przedsi biorstwa,
obchody firmowych i pracowniczych jubileuszy, organizowanie wspólnych uroczysto ci, rytua y
zwi zane z nagradzaniem szczególnie zas onych pracowników firmy etc.
Poziom makrospo eczny. Wspó czesne spo ecze stwa s ca ciami z onymi z ró norodnych
cz ci, mi dzy którymi zachodz skomplikowane i p ynne relacje. Makrospo eczny poziom ycia
spo ecznego ma w asne, specyficzne dla tego poziomu mechanizmy regulacji dzia zbiorowych.
Przyci gaj one uwag socjologów organizacji, którzy uprzednio zajmowali si regulacj dzia ludzi na
poziomie organizacji (Morawski 1979: 8). Przyk adem mo e tu by francuski uczony Michel Crozier, autor
klasycznego, t umaczonego na j zyk polski dzie a Biurokracja. Anatomia zjawiska.
Analizy makrospo ecznych systemów organizacyjnych „prowadzone s pod wieloma szyldami. W
ró nych pracach pojawiaj si jako centralne takie poj cia jak «porz dek», «sterowanie», «kontrola» lub
«regulacja» (Kami ski 1979, 19-20).
Socjologowie organizacji, podejmuj c problematyk makrospo eczn , wykorzystuj w swych analizach
wiedz o mechanizmach funkcjonowania biurokratycznych organizacji i ich charakterystycznych
„patologiach". W wielu przypadkach daje to interesuj ce rezultaty. I tak na przyk ad, ogl d systemu
realnego socjalizmu z perspektywy socjologii organizacji pozwala dostrzec, e wiele jego wad i
przykrych dla obywateli cech nie by o „b dami i wypaczeniami", które da yby si wcze niej lub pó niej
naprawi b usun , ale nieuniknionymi, klasycznymi patologiami czy „dysfunkcjami" biurokracji.
Poniewa system spo eczno-polityczny skonstruowany by wedle wzoru gigantycznej, podlegaj cej
jednemu centralnemu kierownictwu organizacji biurokratycznej, w ciwe tego rodzaju organizacjom
patologie i dysfunkcje wyst powa y w równie gigantycznych wymiarach. Ówczesne publikacje, które
opisywa y otaczaj rzeczywisto w j zyku socjologii organizacji (je li mog y si ukaza , co si zdarza o
w schy kowym okresie istnienia PRL), znacz co poszerza y krytyczn wyobra ni spo eczno-polityczn .
Rozdzia IX. Organizacja formalna 221

Na poziomie makrospo ecznym szczególn uwag przyci ga problem relacji mi dzy organizacjami
formalnymi a demokracj . W rozwini tych spo ecze stwach przemys owych zarówno w adza, jak i zasoby
nie do pomy lenia bez oprawy organizacyjnej. ycie wspó czesnych spo ecze stw w coraz wi kszym
stopniu kszta tuj pot ne organizacje, na których decyzje ludzie yj cy w tych spo ecze stwach maj coraz
mniejszy wp yw. Dlatego te kluczowym problemem wspó czesno ci jest stworzenie takich mechanizmów
demokratycznych, które umo liwia yby sta kontrol w adzy, i to zarówno w adzy administracji pa stwowej
oraz samorz dowej, jak i korporacji przemys owych (zob. Demokracja i biurokracja, s. 409).

ROZDZIA X

Spo eczno lokalna

1. Historyczne ród a socjologii spo eczno ci lokalnych 225


2. Spo eczno lokalna i zbiorowo terytorialna 229
3. Spo eczno ci lokalne i zbiorowo ci terytorialne jako struktury redniego poziomu 230
4. Lokalizm 233
1. Historyczne ród a socjologii spo eczno ci lokalnych
W historii socjologii wiatowej odnale mo na dwa ród a inspiracji wspó czesnej problematyki
spo eczno ci lokalnych, tak teoretycznej, jak i badawczej. Jednym jest koncepcja Ferdynanda Tönniesa
dwóch typów zbiorowo ci spo ecznych, opartych na odmiennych rodzajach wi zi spo ecznej. Drugim -
ameryka ska socjologia okresu mi dzywojennego, której naczelnym tematem by y tak zwane community
studies, czyli badania spo eczno ci lokalnych. W odniesieniu do socjologii polskiej istnieje jeszcze trzecie
ród o w postaci prac polskiego historyka gospodarki, Franciszka Bujaka.
Ferdynand Tönnies i dwa typy zbiorowo ci
Ferdynand Tönnies (1855-1936) jest przedstawicielem socjologii niemieckiej. Chocia napisa wiele prac,
poczesne miejsce w historii soq'ologii zapewni a mu ksi ka Gemeinschaft und Gesellschaft, która jest
uwa ana za jedn z najbardziej znacz cych ksi ek w dziejach socjologii (Szacki 2002: 440). W ksi ce tej
przedstawi dwa typy wi zi spo ecznej i odpowiadaj ce im dwa typy zbiorowo ci spo ecznych. Typologia
Tönniesa zosta a przyswojona przez socjologi wiatow , i to tak dalece, e niemieckie nazwy wyró nionych
przez niego typów (Gemeinschaft i Gese schaft) wesz y w brzmieniu oryginalnym do j zyka socjologii wielu
krajów.
Tönnies, podobnie jak przedstawiciele socjologii humanistycznej, uznawa swoisto rzeczywisto ci
spo ecznej, która istnieje w inny sposób ni rzeczywisto przyrodnicza. Stosunki spo eczne i zrzeszenia s
rezultatem woli ludzi, która ich czy i wi e. Wola ta ma dwie postacie: Kurwille i Wesenwille. W polskim
przek adzie pierwsza okre lana jest jako „organiczna", „naturalna", druga za jako „arbitralna". W
przypadku pierwszej my l jest zwi zana z uczuciem i ca ci ludzkiego do wiadczenia, a dzia anie b ce jej
wynikiem jest dzia aniem z wewn trznej potrzeby. W przypadku drugiej my l oddziela si od uczucia i
usamodzielnia, a zwi zane z t wol dzia anie jest skierowane na osi ganie celów zewn trznych.
226 Cz trzecia. Zbiorowo ci spo eczne

Jedna i druga wola le u podstaw stosunków spo ecznych, ale dotycz stosunków innego rodzaju. Z
woli organicznej rodzi si Gemeinschaft (wspólnota), z woli arbitralnej Gesellschaft (t umaczone jako „zrze-
szenie", „spo ecze stwo", a obecnie najcz ciej jako „stowarzyszenie"). Charakteryzuj c te dwa rodzaje
zbiorowo ci, Tönnies podkre la ich przeciwstawno . Przypisywane im przeciwstawne cechy daj si
przejrzy cie przedstawi w postaci tabelki:

Wspólnota Stowarzyszenie
Wi zy cz ce ludzi pokrewie stwo, umowy, wymiana dóbr materialnych,
braterstwo, s siedztwo wyrachowanie

We wzajemnych osobowo ci role spo eczne


stosunkach ludzie
uczestnicz jako
rodki kontroli zwyczaj, tradycja prawo sformalizowane
Ludzie kieruj si wiar wzgl dem na opini publiczn

Podstawa gospodarcza asno zbiorowa pieni dz, w asno prywatna

Typologia Tönniesa by a opracowaniem - z nowych pozycji teoretycznych i ideologicznych - znanego


wcze niej tematu wspólnoty ulegaj cej rozk adowi pod wp ywem post pów kapitalizmu. Chocia Tönnies
nie by pierwszy, który podj ten temat, ani jedyny, który skontrastowa ze sob dwa typy zbiorowo ci —
tradycyjn wspólnot i nowoczesne spo ecze stwo - to w nie jego typologia upowszechni a si w socjologii.
Jest ona wci wykorzystywana jako okre lenie dwóch punktów skali, która stanowi narz dzie analizy
przemian zachodz cych w spo eczno ciach lokalnych pod wp ywem procesów zwi zanych z rozwojem
nowoczesnego spo ecze stwa, takich jak urbanizacja i uprzemys owienie.

Socjologia ameryka ska okresu mi dzywojennego


Problematyka spo eczno ci lokalnych by a centraln problematyk socjologii ameryka skiej okresu
mi dzywojennego. Zainteresowanie t problematyk ukszta towa o si g ównie w kr gu tak zwanej szko y
chicagowskiej. Jako szko chicagowsk okre lano grup badaczy skupionych wokó Roberta Ezry Parka
(1864-1944) i jego seminarium na Wydziale Socjologii Uniwersytetu Chicagowskiego. W ich
zainteresowaniach spo eczno ciami lokalnymi wyst powa y trzy charakterystyczne w tki, których
kontynuacje odnale mo na we wspó czesnych sposobach postrzegania i badania tych spo eczno ci.
Rozdzia X. Spo eczno lokalna 227

Po pierwsze, Park zwróci uwag na przestrzenne uwarunkowanie zjawisk spo ecznych, który to
rodzaj uwarunkowania uzna za bardzo donios y. Nawi zuj c do ekologii (zob. Ekologia, etologia i
socjobiologia, s. 55) jako nauki przyrodniczej, wprowadzi poj cie „ekologii spo ecznej".
Drug charakterystyczn cech socjologii uprawianej w tym rodowisku by o zainteresowanie miastem i
uczynienie podstawowym przedmiotem bada zjawisk i procesów spo ecznych zachodz cych na jego ob-
szarze. Przyjmuj c za enia ekologii spo ecznej, uwa ano, e zjawiska te i procesy daj si
przyporz dkowa poszczególnym cz ciom przestrzeni miejskiej. Zajmowano si przestrzenn organizacj
ycia w mie cie, usytuowaniem dzielnic n dzy i bogactwa, rozmieszczeniem przest pczo ci etc. Wszystko
to przedstawiano za pomoc najrozmaitszych map i wykresów.
Trzeci cech by empiryzm. Socjologowie chicagowscy byli przede wszystkim badaczami terenowymi,
którzy stworzyli pewien wzorzec sozologicznych bada terenowych. W kr gu seminarium Parka powsta o
wiele monografii dotycz cych poszczególnych aspektów ycia w mie cie, g ównie w Chicago. Z wydanego
w ko cu lat dwudziestych XX wieku podr cznika akademickiego mo na si dowiedzie , e metoda bada
terenowych polega na „intensywnym badaniu stosunków i procesów wyst puj cych w pojedynczym
wypadku. Badacz wybiera grup lub jaki aspekt zachowania si grupowego odpowiednio do
postawionego przez siebie problemu, po czym studiuje je z mo liwie wielu punktów widzenia" (Palmer
1928: 19-20, za: Szacki 2002: 609). Taki sposób badania bywa nazywany „metod monograficzn " i okre lany
mianem socjografii. W socjografii podstawowym celem bada nie jest weryfikacja teorii, ale mo liwie
wszechstronny, drobiazgowy opis wszystkich aspektów wybranego, pojedynczego wycinka rzeczywisto ci
spo ecznej. Ten typ bada bardzo d ugo dominowa w socjologii, tak e polskiej. A do lat pi dziesi tych
XX wieku badania socjologiczne kojarzone by y g ównie z tego rodzaju post powaniem badawczym,
podobnie jak obecnie kojarzone s najcz ciej z badaniami ankietowymi i ilo ciowymi analizami danych.
Wedle socjograficznego wzoru badano nie tylko Chicago i nie tylko w szkole chicagowskiej.
Korzystali z niego równie badacze spoza tej szko y, których przedmiotem zaintersowania by y miasteczka
ameryka skie i ich lokalne spo eczno ci. Rezultatem ich pracy by o wiele monografii poszczególnych
miasteczek. Najs ynniejsze z nich to monografia zatytu owana Middletoion. A Study in Contemporary
American Culture autorstwa Roberta S. i Helen M. Lyndów opublikowana w 1929 roku oraz pó niejsza
monografia Yankee City Series Lloyda Warnera, licz ca sze tomów wydawanych kolejno w latach 1941-
1959. W obu monografiach nazwy miasteczek b cych przedmiotami badania zosta y zmienione na naz-
wy fikcyjne.
228 Cz trzecia. Zbiorowo ci spo eczne

Obie wymienione monografie stanowi klasyczny wzorzec bada spo eczno ci lokalnych. Badacze
yli do poznania wszystkich aspektów ycia badanej spo eczno ci, mimo e w przypadku Lyndów
ównym przedmiotem ich zainteresowania by a dystrybucja w adzy w lokalnej spo eczno ci, a w przypadku
Warnera spo eczne zró nicowanie tej spo eczno ci (Bernard 1973). Ukierunkowanie zainteresowania nie
wyklucza o traktowania spo eczno ci lokalnej tak „jak gdyby by a ona pierwotnym plemieniem, tj.
zamkni w sobie ca ci strukturaln i funkcjonaln , któr mo na zrozumie bez wykraczania poza ni "
(Steward 1950: 29, za: Szacki 2002: 600).
Takiemu podej ciu towarzyszy o wykorzystywanie w jednych badaniach ró norakich narz dzi i technik
badawczych: obserwacji uczestnicz cej, wywiadu, analizy statystyk i dokumentów, a nawet ankiety.
W sumie zas ugi socjologii ameryka skiej w dziedzinie bada spo eczno ci lokalnych s trojakie i
polegaj na:
• zwróceniu uwagi na przestrzenny wymiar zjawisk spo ecznych,
• zwróceniu uwagi na spo eczno ci lokalne w obr bie miasta,
• wypracowaniu metody monograficznej jako jednej z metod socjologii.

Franciszek Bujak
Franciszek Bujak (1875-1953) podj w 1900 roku szczegó owe opisywanie wybranych wsi ma opolskich.
Zamierza na tej podstawie stworzy opracowanie ogólne. Chocia zamiaru tego nie zrealizowa , jego
monografie zapocz tkowa y „bardzo ywotny w polskich naukach spo ecznych nurt zainteresowa
badawczych" (Szacki 1995: 72).
Bujak, zbieraj c materia y do swoich monografii, przywi zywa wielk wag do bezpo redniego
kontaktu z badan zbiorowo ci . Wiele czasu sp dza w badanych miejscowo ciach, w których prowadzi
obserwacje i rozmawia z mieszka cami, a tak e przeprowadza wywiady zarówno z pojedynczymi
osobami, jak i wywiady grupowe. Si ga równie do materia ów archiwalnych i wykorzystywa dane
statystyczne.
Za eniem wyj ciowym Bujaka by o, e „gmina jest takim skupieniem spo ecznym, którego coraz
bsze i sumienniejsze badanie mo e jeszcze rzuci ca e snopy wiat a na spo ecze stwo i jego funkcje
[...] w niej mo na daleko atwiej bada zwi zek i zale no wzajemn ró nych zjawisk gospodarczych i
spo ecznych" (Bujak 1976: 547, za: Szacki 1995: 72).
Studia Bujaka, które nale do klasyki socjografii polskiej, zapocz tkowa y w Polsce empiryczne
badania zbiorowo ci spo ecznych.
Rozdzia X. Spo eczno lokalna 229

2. Spo eczno lokalna i zbiorowo terytorialna

Spo eczno lokalna


W ró nych, mniej lub bardziej rozbudowanych definicjach spo eczno ci lokalnej wyst puj trzy stale
elementy: terytorium, interakcje spo eczne oraz wi psychiczna wyra aj ca si w poczuciu wspólnoty z
lud mi zamieszkuj cymi to terytorium, a tak e w szczególnym stosunku do owego terytorium
postrzeganego jako „nasze miejsce".
Dwa z tych elementów s zbie ne z elementami definicji grupy jako mikrostruktury spo ecznej. Mimo
to wiele ró ni spo eczno lokaln od tak rozumianej grupy spo ecznej. Przede wszystkim ró ni j zasada
odr bno ci w postaci terytorium. Jest to ró nica podstawowa, ale nie jedyna. Ró ni tak e wielko .
Spo eczno lokalna jest na tyle du a, e cz cech definicyjnych grupy (na przyk ad struktura
socjometryczna) nie mo e jej przys ugiwa . Jednocze nie jest na tyle ma a, e wewn trzne interakcje mog
by jej cech definicyjn , podobnie jak jest w przypadku grupy, ale nie w przypadku makrostruktur
spo ecznych.
O spo eczno ci lokalnej mówi si jako o „strukturze spo eczno-przestrzennej", któr tworz „ludzie
pozostaj cy wobec siebie w spo ecznych interakcjach i zale no ciach w obr bie danego obszaru i
posiadaj cy jaki wspólny interes lub poczucie grupowej i przestrzennej to samo ci jako elementy
wspólnych wi zi" (Starosta 1995: 31).
Niekiedy do wskazanych trzech podstawowych cech spo eczno ci lokalnych dodaje si zdolno „do
podejmowania wspólnych dzia na rzecz rozwi zywania nurtuj cych je problemów". Zdolno ta jest po-
strzegana jako zale na od wewn trznej spoisto ci spo eczno ci lokalnych, na której rzecz dzia aj istniej ce
w nich systemy powi za , zale no ci i instytucji (Starosta 1995: 30).
Charakteryzowana w ten sposób spo eczno lokalna jest modelem wspólnoty, której wiele cech
przypomina Tönniesowsk Gemeinschaft. Cz ciami sk adowymi spo eczno ci lokalnej s g ównie grupy
pierwotne: rodziny i s siedztwa, relacje za mi dzy jej cz onkami maj zazwyczaj charakter stosunków
osobowych.
Najcz ciej wskazywanym i bezspornym przyk adem takiej spo eczno ci lokalnej jest zasiedzia a,
tradycyjna spo eczno wiejska (zob. Spo ecze stwo tradycyjne, s. 101), w znacznej mierze nale ca ju do
przesz ci. Sporne natomiast jest, czy we wspó czesnych warunkach wielkomiejskich mog istnie
spo eczno ci lokalne jako po czone siln wi zi wspólnoty. Rozmaite badania sozologiczne, równie
polskie, pozwalaj s dzi , e jest to mo liwe, a w starych dzielnicach miast nawet powszechne (Marek
Szczepa ski 1989: 178).
230 Cz trzecia. Zbiorowo ci spo eczne

Zbiorowo terytorialna
Spo eczno ci lokalne by y podstawow form organizacji ycia zbiorowego w spo ecze stwach
tradycyjnych. Rozwój nowoczesnego spo ecze stwa przemys owego wraz z towarzysz cymi mu procesami
industrializacji, urbanizacji i wzrostem ruchliwo ci przestrzennej powoduje s abni cie i zanikanie wi zi
cz cych spo eczno ci lokalne. Spo eczno ci lokalne trac swój charakter i przekszta caj si w
zbiorowo ci terytorialne. Zbiorowo ci terytorialne s skupiskiem zatomizowanych jednostek, którego
sk ad bywa p ynny i zmienny, co dodatkowo utrudnia tworzenie si wi zi spo ecznej. Jednostki, z których
sk ada si zbiorowo terytorialna, bytuj obok siebie i zaspokajaj swoje potrzeby w obr bie tego samego
obszaru geograficznego, ale nie musz czu si i najcz ciej si nie czuj zwi zane ani z nim, ani z sob
nawzajem. Znacznie silniejsze s ich zwi zki z lud mi spoza uk adu lokalnego. Poza tym uk adem znaj-
duj si te ich grupy odniesienia.
Maj tak e odmienny ni cz onkowie spo eczno ci lokalnych stosunek do zamieszkiwanej przestrzeni.
Spo eczno zamieszkuje miejsce, zbiorowo za zaludnia obszar. „Miejsce jest doskonale znane,
przyswojone, w asne. Obszar natomiast jawi si jako niczyj i obcy" (Ja owiecki 1989: 101).
Tak rozumiana zbiorowo terytorialna jest szersz kategori ni spo eczno lokalna. Ka da spo eczno
lokalna jest zbiorowo ci terytorialn , natomiast nie ka da zbiorowo terytorialna spo eczno ci lokaln ,
chocia ka da kryje w sobie mo liwo przekszta cenia si w po czon wi zi spo eczno .
W polskiej literaturze socjologicznej wyst puje odró nienie spo eczno ci lokalnej od zbiorowo ci
terytorialnej, w czym pobrzmiewa wyra ne echo typologii Tönniesa. Tak samo zreszt jak i we wszystkich
innych typologiach, w których wspólnota o silnej wi zi z przewag cz cych ludzi stosunków
osobowych jest przeciwstawiana zbiorowo ciom bez takiej wi zi i z dominuj cymi w niej stosunkami
rzeczowymi. Typologie te ponadto s z regu y podszyte nostalgi za wiatem tradycyjnych wspólnot.

3. Spo eczno ci lokalne i zbiorowo ci terytorialne jako struktury redniego


poziomu
Spo eczno ci lokalne maj rozmiar, który wraz z jego spo ecznymi konsekwencjami odró nia je, z jednej
strony, od mikrostruktur spo ecznych, takich jak ma e grupy, z drugiej za - od makrostruktur. Z tego te
powodu mówi si o nich niekiedy jako o strukturach „ redniego poziomu".
Rozdzia X. Spo eczno lokalna 231

Jako takie, s traktowane jako graniczna strefa wzajemnego przenikania si makro- i mikrospo ecznych
poziomów ycia spo ecznego.
Spo eczno ci lokalne widziane s jako miejsce, w którym „jednostka styka si z szerszym
spo ecze stwem i kultur . To w nie w swojej miejscowo ci przez wi ksz cz ludzkiej historii, a w
znacznej mierze tak e dzisiaj, jednostka staje wobec instytucji swego spo ecze stwa, wobec w ciwych mu
dróg wyra ania uczu religijnych, regulowania zachowa , ycia rodzinnego, socjalizacji m odych,
zarabiania na ycie, wyra ania ocen estetycznych" (Warren 1972: 21, za: Szacki 2002: 596).
Podobnie rzecz widzi wspó czesny socjolog polski: „W uk adach lokalnych produkowana jest cz
dóbr i us ug, wytwarzaj si systemy warto ci i etos pracy, podejmowane s decyzje dotycz ce migracji i
innych zachowa przestrzennych, kszta tuj si style ycia, konkretyzuje si w mi dzyludzkich relacjach
struktura klasowa spo ecze stwa i brutalnie ujawniaj si nie w statystyce, ale bezpo rednio w ludzkich
losach -nierówno ci spo eczne. W uk adach lokalnych wreszcie odbija si system instytucji pa stwowych i
ujawnia spo eczna tre sprawowanej w adzy" (Ja owiecki 1989: 102).
Wszystko to sprawia, e zjawiska spo eczne na poziomie lokalnym s przedmiotem ywego
zainteresowania nauk spo ecznych. Zainteresowania te maj ró posta , gdy ró nie rysuje si ich
przedmiot szczegó owy. Przedmiotem tym bywa spo eczno lokalna, sposób jej funkcjonowania jako
powi zanej ca ci i procesy jej przekszta ce . Kiedy indziej przedmiotem zainteresowania bywa
spo eczno lokalna jako miejsce przejawiania si i t o ogólniejszych zjawisk spo eczno-politycznych. Bywa
te , e przedmiotem uwagi s przejawy na poziomie lokalnym ogólniejszych zjawisk, które bada si w
obr bie jednostek terytorialnych o administracyjnie wyznaczonych granicach, bez odnoszenia tych bada do
koncepcji spo eczno ci lokalnych (Tarkowski 1994).
Zró nicowane s tak e metody bada struktur redniego poziomu i wyst puj cych w nich zjawisk.
Obok wszystkich innych metod wspó czesnej socjologii wykorzystywany jest w ich badaniu opis
socjograficzny i prowadzone s studia monograficzne wedle wzoru ukszta towanego w socjologii
ameryka skiej lat trzydziestych i dominuj cego w socjologii polskiej okresu mi dzywojennego.
W dorobku naszej powojennej socjologii mamy wiele tego rodzaju monografii. S w ród nich zarówno
takie, w których spo eczno lokalna jest samoistnym przedmiotem bada , jak i takie, w których jest
terenem bada ogólnospo ecznych procesów czy zjawisk.
Mimo wielu prac podejmuj cych problematyk socjologiczn spo eczno ci lokalnych problematyka ta
nie wyodr bni a si w osobn subdyscyplin socjologiczn . Zajmuj si ni ró ne subdyscypliny
sozologiczne, maj ce sobie w ciwe granice z innymi naukami, g ównie spo ecznymi,
232 Cz trzecia. Zbiorowo ci spo eczne

chocia nie tylko. W rezultacie problematyka spo eczno ci lokalnych uprawiana jest na pograniczu
ró nych dyscyplin, z których ka da kieruje uwag na inne aspekty zjawisk spo ecznych na poziomie
lokalnym.
I tak spo eczno lokalna jest przedmiotem zainteresowania socjologii wsi. Zarówno w Polsce, jak i m.
wiecie problematyka spo eczno ci lokalnych zajmuje w niej poczesne miejsce. Jednak e w adnym razie nie
jest to sama z zakresem zainteresowa tej subdyscypliny. Socjologia wsi jest bowiem równie socjologi
rolnictwa i zajmuje si rozmaitymi spo ecznymi aspektami przemian tradycyjnych sposobów
gospodarowania i podnoszenia cywilizacyjnego poziomu ycia na obszarach wiejskich. W polu jej
zainteresowania s na przyk ad takie problemy, jak utowarowienie gospodarki rolnej, przekszta canie si
tradycyjnego ch opa w zawodowego rolnika, urbanizacja wsi polegaj ca na tworzeniu infrastruktury
zapewniaj cej warunki ycia przypominaj ce miejskie - wodoci gi, drogi, telefony (Turowski 1995). Ze
wzgl du na rozleg y zakres podejmowanej problematyki socjologi wsi cz zwi zki z wieloma naukami,
nie tylko spo ecznymi. Jak stwierdza jeden z jej przedstawicieli, zwi zki te s zwi zkami z „geografi
rolnictwa, z racji wspólnych zainteresowa przestrzeni wiejsk ; z histori ch opów, ze wzgl du na
istotn rol wiedzy o przesz ci dla zrozumienia tera niejszo ci wsi; z prawem rolnym, z racji
zainteresowania normatywnymi aspektami organizacji produkcji rolnej; z etnografi , wnosz wiedz o
tradycji kultury materialnej i duchowej ludno ci wiejskiej; a tak e [...] z ekonomik rolnictwa, polityk i
statystyk agrarn " (Kaleta 1993: 90).
Inn subdyscyplin sozologiczn podejmuj problematyk spo eczno ci lokalnych jest socjologia
miasta. W jej obr bie szczególn uwag przyci gaj przestrzenne uwarunkowania procesów spo ecznych i
„spo eczne wytwarzanie przestrzeni" (Ja owiecki 1988). Problematyka spo eczno ci lokalnych w granicach
tej subdyscypliny wi e si z problemami gospodarki przestrzennej i urbanistyki. Pytanie, jakie w
odniesieniu do spo eczno ci lokalnych pojawia si w socjologii miasta, jest pytaniem o formy organizacji
przestrzeni miejskiej i kszta ty osiedli sprzyjaj ce powstawaniu takich spo eczno ci. Pytanie to i
poszukiwania id ce w tym kierunku pojawi y si w Polsce ju w okresie mi dzywojennym. Wybudowane
wówczas na warszawskim oliborzu osiedle Warszawskiej Spó dzielni Mieszkaniowej zosta o
zaprojektowane z my o stworzeniu warunków dla takiej spo eczno ci.
Z kolei socjologia polityki i nauki polityczne zainteresowane s formami przejawiania si w adzy na
poziomie lokalnym.
Rozproszenie problematyki spo eczno ci lokalnych jest równie jej rozproszeniem instytucjonalnym.
Podejmowana i rozwijana jest nie tylko na wydzia ach socjologii i w instytutach socjologii, ale równie w
takich jednostkach organizacyjnych, jak na przyk ad Instytut Wsi i Rolnictwa, In-
Rozdzia X. Spo eczno lokalna 233

stytut Gospodarki Przestrzennej ulokowany na Wydziale Geografii i Studiów Regionalnych Uniwersytetu


Warszawskiego czy Instytut Planowania Przestrzennego Politechniki Warszawskiej.
W zainteresowaniach powojennej socjologii polskiej spo eczno ciami lokalnymi i zachodz cymi na
poziomie lokalnym zjawiskami spo ecznymi wyró ni mo na trzy okresy. W ka dym z nich inna
problematyka znajdowa a si w centrum uwagi.
W pierwszych powojennych latach by y to procesy integracji zbiorowo ci z onych z ludzi pochodz cych z
ró nych rejonów Polski o odmiennych tradycjach kulturowych. Z tego punktu widzenia szczególnie
interesuj ce by y zachodnie dzielnice Polski, nowo w czone w obszar pa stwa polskiego i nazywane wówczas
Ziemiami Odzyskanymi. Na ich obszarze w jednej miejscowo ci zaczynali obok siebie rdzenni,
autochtoniczni mieszka cy tych ziem, repatrianci „zza Buga" i przybysze z Polski centralnej.
W latach sze dziesi tych XX wieku dominuj cym przedmiotem zainteresowania by y lokalne
konsekwencje procesu uprzemys owienia i urbanizacji, którego wyrazem by y rozmaite „budowy
socjalizmu": Nowa Huta czy Nowe Tychy jako wybudowane w szczerym polu zupe nie nowe miasta.
W ostatnim natomiast dziesi cioleciu kwesti centraln sta si problem lokalizmu i rozwoju lokalnego
zwi zany z poszukiwaniem w rodowiskach lokalnych róde rozwoju ekonomicznego i spo ecznego kraju
(Starosta 1995: 18).

4. Lokalizm
Dog bne zmiany stosunków spo ecznych i organizacji spo ecze stwa, jakie wywo a w Europie rewolucja
przemys owa, powodowa y rozk ad spo eczno ci lokalnych i przekszta canie si ich w zbiorowo ci
terytorialne. Towarzyszy o temu obumieranie lokalizmu. Zgodnie z najprostszym okre leniem lokalizmu,
oznacza on „wzgl dn autonomi oraz upodmiotowienie konkretnych spo eczno ci lokalnych w zakresie
gospodarczym, spo ecznym i kulturalnym w ramach szerszego uk adu spo eczno-przestrzennego i
politycznego" (Sowa 1989: 30). Tak rozumiany lokalizm zwi zany jest z pewn ideologi ; tak , w której
„wzgl dna autonomia i upodmiotowienie spo eczno ci lokalnych" s uznawanymi warto ciami.
abn ce uznanie tych warto ci oznacza zmierzch lokalizmu. Uwa a si , e w Europie proces ten
rozpocz si w wieku XIX, a jego szczytowy punkt przypada na po ow wieku XX.
Zmierzch lokalizmu to zmiana sposobu patrzenia na rzeczywisto spo eczn i problemy spo eczne.
To koncentracja uwagi na zbiorowo ciach makrospo ecznych oraz uwydatnianie znaczenia i roli
biurokratycz-
234 Cz trzecia. Zbiorowo ci spo eczne

nej organizacji pa stwa przy ignorowaniu spo eczno ci lokalnych, a nawet niech tnym czy wr cz wrogim
do nich stosunku. Taki wrogi stosunek zaznaczy si wyra nie w Polsce w okresie PRL. Cech ustroju komu-
nistycznego by o d enie do maksymalnej centralizacji umo liwiaj cej pe kontrol wszystkich
przejawów ycia spo ecznego. Niezale nie od g oszonych hase , niekiedy pi knie brzmi cych, rzeczywistym
celem by o przekszta cenie spo ecze stwa w jedn wielk , wszechogarniaj organizacj biurokratyczn .
Wszelkie przejawy spontanicznej samoorganizacji by y podejrzane i jako takie t pione b
podporz dkowywane biurokratycznej kontroli partyjnych i pa stwowych agend.
Tak by o równie w odniesieniu do spo eczno ci lokalnych. W Polsce powojennej procesy destrukcji
spo eczno ci lokalnych przekszta caj ce je w zbiorowo ci terytorialne nie ogranicza y si do samoistnych
procesów towarzysz cych rozwojowi spo ecze stwa przemys owego. By y równie rezultatem wiadomej
polityki, która mia a na celu zapewnienie wszechw adzy pa stwa b cego narz dziem Partii (zawsze
pisanej z wielkiej litery). W rezultacie zbiorowo ci terytorialne, w jakie zmienia y si spo eczno ci lokalne,
nabiera y szczególnego charakteru jako wytwory nie tylko procesów uprzemys owienia i urbanizacji, ale i
biurokratyzacji oraz upolityczniania (Starosta 1995: 113-120).
W ostatnim dziesi cioleciu lokalizm zacz si odradza na ca ym wiecie. Sta si „swego rodzaju
wiatopogl dem, który wyznaje na wiecie coraz wi cej zwyk ych obywateli, a tak e przedsi biorców,
mened erów i polityków" (Ja owiecki, Sowa 1989: 4-5). Jak zauwa jeden z polskich socjologów,
„lokalizm, czy raczej renesans lokalizmu na wiecie jest jednym z najbardziej niezwyk ych, zaskakuj cych
zjawisk spo ecznych ko ca XX wieku" (Sowa 1989: 37). Z tego rodzaju renesansem mamy do czynienia
tak e we wspó czesnej Polsce. Jednym z jego przejawów jest wzrost zainteresowania problematyk lokaln
ze strony przedstawicieli ró nych dyscyplin: socjologów, geografów, ekonomistów (Wódz 1989: 44).
Odradzanie si lokalizmu jest reakcj na nieporadno pa stwa i centralnej biurokracji w rozwi zywaniu
problemów spo ecznych. Nieporadno ta w ostatnich dziesi cioleciach ujawni a si wsz dzie, ale
szczególnie dramatycznie w krajach tak zwanego realnego socjalizmu. W tych krajach bowiem wszechobecne
pa stwo kontrolowa o wszystkie sfery ycia spo ecznego, cznie z gospodark . Jego niewydolno dawa a si
wi c szczególnie we znaki. Ostatecznie doprowadzi a do gospodarczego i politycznego bankructwa
pa stwa, co otworzy o drog przemianom demokratycznym.
W ideologii wspó czesnego lokalizmu nostalgiczna t sknota do daj cej poczucie zakorzenienia
tradycyjnej spo eczno ci lokalnej czy si z pragmatyzmem. Przejawem pragmatyzmu jest podkre lanie
po ytków wynikaj cych z realizacji potencjalnych mo liwo ci rodowisk lokalnych. Has o „rozwoju
lokalnego" kieruje uwag na niewykorzystane zasoby

Rozdzia X. Spo eczno lokalna 235

rodowisk lokalnych, zarówno materialne, jak i ludzkie. Wyra a te nadziej na rozwój ca ego kraju
przez zdynamizowanie spo eczno ci lokalnych i wykorzystanie ich zasobów.
Ideologia lokalizmu i rozwoju lokalnego ma wyra ny wymiar polityczny, który we wspó czesnej
Polsce, w epoce dog bnych przeobra ustrojowych jest szczególnie wyra ny. Przekszta cenie zbiorowo ci
terytorialnych w upodmiotowione spo eczno ci lokalne jest jedn , by mo e nawet najwa niejsz z dróg
prowadz cych do odbudowy spo ecze stwa obywatelskiego, czyli takiego spo ecze stwa, w którym
funkcjonuje wiele niezale nych od biurokratycznych struktur pa stwa zrzesze , powstaj cych z inicjatywy
obywateli w celu samodzielnego rozwi zywania najrozmaitszych problemów spo ecznych.
Ideologia lokalizmu czy si z przekonaniem, e jest on zwi zany z demokracj , która jest jego
warunkiem. Wskazuje si , e znaczenie struktur lokalnych jest tym wi ksze, im mniejsza jest centralizacja
adzy politycznej i bardziej równomierny jej rozdzia (Starosta 1995: 19). W ich rozbudowie widzi si te
przeciwwag dla zagro demokracji, jakie niesie ze sob biurokracja.
W ideologii lokalizmu mie ci si okre lony model spo eczno ci lokalnej. Przekszta cenie zbiorowo ci
terytorialnych w spo eczno ci lokalne nie mo e by powrotem do tradycyjnych spo eczno ci, na które z
oczywistych wzgl dów nie ma miejsca w warunkach wspó czesnych. Modelem spo eczno ci lokalnej,
cej wspólnot podobnie jak spo eczno tradycyjna, lecz funkcjonuj cej na ca kowicie odmiennych
zasadach odpowiadaj cych nowoczesno ci, jest lokalna spo eczno samorz dowa.
Jest to taka spo eczno , dla której przestrze i terytorium s naturaln podstaw dobrowolnego
zrzeszania si . Jest to spo eczno otwarta, nie stawiaj ca przeszkód nap ywowi nowych ludzi do danego
uk adu lokalnego i odp ywowi z niego dotychczasowych jego cz onków. Dobrowolne stowarzyszenia i
zrzeszenia s w niej rozbudowane. Poprzez nie cz onkowie spo eczno ci uczestnicz w rozmaitych sferach
ycia zbiorowego. Programy rozwojowe tworz obywatele i wspó pracuj ce z nimi lokalne stowarzyszenia i
organizacje. Lokalne elity w adzy s wy aniane przez procedury demokratycznych wyborów. Cz onków
spo eczno ci cechuje silna identyfikacja z miejscem zamieszkania i aktywny udzia w lokalnym yciu
politycznym (Starosta 1995: 102-106).
ROZDZIA XI
Naród

1. Naród jako przedmiot zainteresowania socjologii 239


2. Zbiorowo etniczna 241
3. Dwie drogi kszta towania si narodów w Europie 244
4. Naród a nowoczesno 246
5. Pa stwa wielonarodowe i narody wieloetniczne 250
6. Zawi e drogi kszta towania si nowoczesnych narodów: przyk ad Polski 256

1. Naród jako przedmiot zainteresowania socjologii


W pocz tkowym okresie swego istnienia socjologia interesowa a si g ównie zjawiskami i procesami
spo ecznymi zachodz cymi na poziomie makrospo ecznym. W odniesieniu do zbiorowo ci tego poziomu
podstawow kategori analityczn by o spo ecze stwo, a przedmiotem zainteresowania jego cz ci
sk adowe, ich wzajemne relacje, czynniki decyduj ce o spójno ci spo ecze stwa i przeciwdzia aj ce jej, jak
równie mechanizmy jego zmian.
Naród, b cy niew tpliwie zbiorowo ci w skali makrospo ecznej, nie budzi szczególnego
zainteresowania socjologii zachodniej, zw aszcza ameryka skiej, która w znacznej mierze decydowa a o
obliczu g ównego nurtu socjologii wiatowej. Nie oznacza to, e problematyka narodu by a ca kowicie
nieobecna w socjologii. Podejmowali j socjologowie w krajach centralnej i wschodniej Europy, w których
tak zwana kwestia narodowa by a kwesti ywotn , a nawet pal . Zaznaczy a swoj obecno w socjologii
niemieckiej, a w socjologii polskiej od samego jej zarania znajdowa a si w centrum uwagi (Kurczewska
1979). By y to jednak e socjologie na ogó peryferyjne w stosunku do g ównego nurtu rozwoju socjologii
wiatowej i cz sto ma o znane poza granicami swoich krajów.
W ostatnich dziesi cioleciach sytuacja ta uleg a zmianie. Ruchy narodowe nie tylko w miejscach z
europejskiego punktu widzenia peryferyjnych, ale i w samej Europie zacz y wyrasta na podstawow si
polityczn . Sta y si te g ównym ród em konfliktów zarówno na arenie mi dzynarodowej, jak i
wewn trz poszczególnych krajów. Zagro enie, jakie zacz y stwarza w skali wiatowej, dobitnie
uprzytomni o znaczenie sentymentów narodowych. Nauki spo eczne, w tym socjologia, bez wzgl du na
to, w jakim kraju s uprawiane, nie mog ju ich ignorowa .
I nie ignoruj . Pojawi o si wiele prac po wi conych problematyce narodu, podejmuj cych j od
ró nych stron i z rozmaitych perspektyw. Uprzytomniaj one, e zbudowanie definicji narodu okre laj cej
obiektywne kryteria, na których podstawie mo na by odró ni zbiorowo
240 Cz trzecia. Zbiorowo ci spo eczne

narodow od makrospo ecznych zbiorowo ci innego typu, jest niemo liwe. Jakiekolwiek bowiem by yby te
kryteria, zawsze mo na wskaza zbiorowo , która ich nie spe nia, a mimo to nikt nie ma w tpliwo ci,
e jest narodem. Jak stwierdzi jeden z polskich socjologów, „nie ma i prawdopodobnie nie b dzie
takiej definicji narodu, która pasowa aby do wszystkich grup, których cz onkowie uporczywie uwa aj
samych siebie za nale cych do jednego narodu i jako naród s postrzegani tak e przez ludzi nale cych
do innych grup tego rodzaju" (Szacki 1997a: 15-16).
Oczywi cie, jest to prawda dopóty, dopóki pragniemy zdefiniowa naród w kategoriach obiektywnych
cech, których posiadanie czyni dan zbiorowo narodem. Naród bowiem, co do czego panuje niemal po-
wszechna zgoda, to zjawisko ci le zwi zane ze sfer wiadomo ci, to samo ci, warto ci. To przede
wszystkim „organizacja uczu " (Jedlicki 1997: 60). Ju Max Weber pisa , e poj cie narodu nale y do
sfery warto ci, a to oznacza, i w pewnych grupach mo emy si spodziewa szczególnej solidarno ci
podczas ich zetkni cia z innymi grupami. Tak zbiorowo ci na poziomie makrospo ecznym jest naród. Jest
on przez jej cz onków postrzegany jako grupa w asna z wszystkimi tego konsekwencjami, znanymi
psychologii i socjologii (zob. Grupy w asna i obca, s. 197).
Je li próbuje si okre la naród za pomoc obiektywnych cech danej zbiorowo ci, kategoria narodu
staje si ma o, je eli w ogóle, odró nialna od kategorii spo ecze stwa. Nic w tym dziwnego, albowiem
naród jako zbiorowo w skali makrospo ecznej ma wszystkie cechy spo ecze stwa, chocia spo ecze stwo
nie ma wszystkich cech narodu. Nawet je li zachodzi aby (a jest to mo liwe) pe na zbie no mi dzy
zbiorem jednostek tworz cych spo ecze stwo a zbiorem jednostek tworz cych naród, to okre lenie tego zbioru
mianem spo ecze stwa kieruje uwag w zupe nie inn stron i ku innym kwestiom ni okre lenie go
narodem.
Spo ecze stwo nie budzi emocji. Z narodem wi si niezwykle silne uczucia. Dla narodu ludzie
oddaj w asne ycie i w imi narodu odbieraj je innym. Naród jest warto ci autoteliczn . Spo ecze stwo
ma warto instrumentaln jako forma organizacji ycia zbiorowego w obr bie jakiego terytorium. W
my leniu potocznym wyst puje intuicyjne odró nianie narodu i spo ecze stwa. Przyk adem mo e by
wypowied jednego z naszych parlamentarzystów, który stwierdzi , e „naród potrzebuje dobrze
wykszta conego spo ecze stwa".
W realnej rzeczywisto ci zakresy zbiorowo ci okre lanej mianem spo ecze stwa i mianem narodu
zazwyczaj krzy uj si . Spo ecze stwa s najcz ciej z one z cz onków ró nych narodów i grup etnicznych, a
cz onkowie jednego narodu wchodz w sk ad ró nych spo ecze stw.
Spo ecze stwo jest wielorako zró nicowan i cz sto rozdzieran konfliktami ca ci . Nie tylko
konfliktami o pod u ekonomicznym, ale
Rozdzia XI. Naród 241

równie narodowo ciowymi. Naród jest postrzegany jako jednolita ca , jako wspólnota, której wszyscy
cz onkowie s bra mi bez wzgl du na to, pod jak szeroko ci geograficzn yj i czym si zajmuj ; tak e
jako ca jednorodna etnicznie, chocia i w tym przypadku, podobnie jak w przypadku wszystkich
innych obiektywnych cech narodu, istniej znamienne wyj tki. Wszak trudno odmówi miana narodu
zró nicowanym etnicznie Amerykanom czy Szwajcarom. Niemniej poj cie narodu jest ci le zwi zane z
poj ciem etniczno ci i zbiorowo ci etnicznej, okre lanej najcz ciej mianem grupy etnicznej, chocia nie
spe nia ona wszystkich kryteriów grupy w cis ym, socjologicznym rozumieniu (zob. Ma e grupy jako
mikrostruktury spo eczne, s. 185).

2. Zbiorowo etniczna
Charakter zbiorowo ci etnicznej
Okre lenie obiektywnych cech decyduj cych o istocie zbiorowo ci etnicznej i etniczno ci jest nie mniej
trudne ni w przypadku narodu. Istot etniczno ci jest bowiem poczucie to samo ci grupowej i mocne
przekonanie o w asnej odr bno ci. Zbiorowo ci etniczne odznaczaj si spójno ci i s po czone siln
wi zi spo eczn , co sprzyja okre laniu ich mianem grup. Niekiedy mówi si te o nich jako o „etniach".
Istnieje powszechna zgoda, e rdzeniem etniczno ci jest wiadomo ostrego podzia u na my i oni. My,
wyposa eni w cechy szczególne, tylko nam ciwe i jaskrawo odró niaj ce nas od wszystkich innych. O
tym, jakie cechy zostan w odniesieniu do danej zbiorowo ci uznane za taki wyró nik, decyduj przypadki i
okoliczno ci. Mo e to by równie dobrze j zyk, jak religia, obyczaj, wygl d fizyczny etc. Wa ne jest jedynie
to, aby cechy te stanowi y niekwestionowan w asno danej zbiorowo ci i wyra nie j odró nia y od
innych, nawet, a mo e i zw aszcza, podobnych do niej pod wieloma innymi wzgl dami. Poczucie
etniczno ci rodzi si zawsze w sytuacji kontaktu mi dzygrupowego (Burszta 1998: 136).
Inn istotn cech zbiorowo ci etnicznych jest g bokie przekonanie o wspólnocie pochodzenia i
wi zach krwi cz cych ich cz onków. Konsekwencj tego przekonania jest postrzeganie etniczno ci jako
cechy naturalnej przypisanej jednostkom niezale nie od ich woli, podobnie jak p .
W literaturze po wi conej problematyce narodu i etniczno ci wyst puj rozbudowane charakterystyki
zbiorowo ci etnicznych. Anthony D. Smith, autor jednej z klasycznych prac z tego zakresu, wyró nia
nast puj cych sze sk adników etniczno ci (Smith 1986):
• Nazwa zbiorowo ci. Nazwa ma ogromne znaczenie symboliczne. W staro ytno ci, a tak e w
redniowieczu przypisywano jej niezwyk-
242 Cz trzecia. Zbiorowo ci spo eczne

moc. Nazwanie kogo czy czego by o jednoznaczne z okre leniem istoty nazywanego obiektu. Bóg
ydów nie ma imienia, albowiem cz owiek, nie b c w stanie zrozumie jego istoty, nie ma prawa
nadawa Mu imienia.
• Przekonanie o wspólnym pochodzeniu. Stanowi nieod czny element etniczno ci. Legendy i mity
mówi ce o pocz tkach i pochodzeniu zbiorowo ci etnicznej okre laj jej miejsce i pozycj w wiecie. Daj c
wyja nienie jej pocz tków, uzasadniaj jej dalsze losy i okre laj przysz e przeznaczenia.
• Wspólne dzieje. Zbiorowo ci etniczne s zbiorowo ciami historycznymi, które maj w asne dzieje i
pami wspólnej przesz ci.
• asna, odr bna kultura. Cz onków zbiorowo ci etnicznej czy i odró nia od ludzi spoza niej
przede wszystkim w asna, specyficzna kultura. Mechanizm tego odró niania dzia a wedle wzoru
podobie stwa i ró nicy. Podkre la si upodobnienie cz onków danej zbiorowo ci pod wzgl dem tych
cech kulturowych, które ró ni ich od cz onków innych zbiorowo ci. Oczywi cie, w poszczególnych
zbiorowo ciach bywaj to ró ne cechy. Najcz ciej jest to j zyk i religia, ale mo e te by rodzaj ubioru, a
nawet diety.
• Zwi zek z okre lonym terytorium. Jest to zwi zek istotny g ównie w planie symbolicznym. Liczy
si nie terytorium jako miejsce zasobów surowcowych i jego materialne posiadanie, ale terytorium jako
„w asne miejsce na ziemi", z którym zwi zane s narodziny zbiorowo ci i istotne fragmenty jej dziejów.
Jest ono wi ojczyzn , do której mo na zawsze symbolicznie powraca , nawet je li w realnym wiecie
dana zbiorowo jest go pozbawiona i yje od wielu lat w rozproszeniu.
• Poczucie solidarno ci i to samo ci. Grup etniczn charakteryzuje znaczna spójno i silna wi
spo eczna w rozumieniu wi zi psychicznej.
Nie w ka dej zbiorowo ci etnicznej tak wyró nione sk adniki etniczno ci wyst puj wszystkie razem.
Ponadto w rozmaitych zbiorowo ciach waga ich bywa ró na. Jednak kszta towaniu si etniczno ci zawsze
towarzyszy tendencja do podkre lania tego, co nam jest wspólne i co ró ni nas od innych w tych wszystkich
sze ciu wymiarach. Je li w którym czego nie dostaje, d y si do jego uzupe nienia.

Rodzaje grup etnicznych


Wspó cze nie termin grupa etniczna bardzo si upowszechni i cz sto wyst puje zamiast dawniej
ywanych okre le , takich jak plemi , spo eczno plemienna, a nawet spo ecze stwo tradycyjne.
Mianem grupy etnicznej bywaj obecnie okre lane zbiorowo ci czterech podstawowych typów:
Rozdzia XI. Naród 243

• Miejskie mniejszo ci etniczne. Przyk adem s Polacy w Chicago czy Nowym Jorku b te
Chi czycy lub Irlandczycy w dowolnym z miast ameryka skich czy Arabowie w Pary u.
• Ludy tubylcze, miejscowe. W tym przypadku mianem grupy etnicznej okre lane s ludy, które y na
jakim terytorium, zanim przybyli tam europejscy kolonizatorzy i osadnicy, na przyk ad Aborygeni w
Australii czy Indianie w Ameryce i Kanadzie.
• Kulturowo zró nicowane populacje pa stw b cych tworami kolonializmu.
• Protonarody. S to takie grupy, które maj swoich przywódców politycznych i ideologów oraz
do uzyskania w asnego pa stwa, co uwa a si za podstawowy wyznacznik ruchów narodowych. S
one te okre lane mianem narodów bez pa stwa (Burszta 1998: 135-136).

Grupa etniczna a naród


Czwarty z wymienionych typów grup etnicznych uprzytomnia powinowactwa mi dzy grup etniczn a
narodem. S one na tyle du e, e w wielu wypadkach utrudniaj lub wr cz uniemo liwiaj wytyczenie
wyra nej granicy mi dzy nimi. Bywa, e o jednej i tej samej zbiorowo ci mówi si raz jako o narodzie,
kiedy indziej za jako o grupie etnicznej. Spowodowane jest to tym, e grupy etniczne bywaj postrzegane
jako poprzedzaj ce naród formy wspólnot i zacz tkowe postacie narodów (K oskowska 1996). Podobnie jak
w ka dym innym przypadku, przej cie formy zacz tkowej w dojrza nie dokonuje si w jednym
momencie, ale jest p ynnym, rozci gni tym w czasie procesem, w którym zamazane s granice mi dzy
nast puj cymi po sobie formami.
Mimo tych trudno ci istnieje cecha powszechnie uznawana za znami narodu, ró ni ca go od grupy
etnicznej. Jest ni upolitycznienie, czego wyrazem jest d enie do posiadania w asnego pa stwa.
Rozpowszechniony jest pogl d, e w odró nieniu od wiadomo ci etnicznej wiadomo narodowa
„obejmuje z regu y wyobra enie w asnego - co najmniej wzgl dnie niezale nego - pa stwa, w którym
naród yje (ewentualnie kiedy w przesz ci) lub powinien w mo liwie bliskiej przysz ci"
(Szacki 1997a: 16).
enie zbiorowo ci etnicznej do suwerenno ci politycznej jest procesem, w którym wyró ni mo na
trzy etapy. Pierwszym jest pojawienie si poczucia etniczno-kulturowej to samo ci, a tym samym
wyodr bnienie si grupy etnicznej jako swoistej ca ci. W drugim etapie zbiorowo etniczna, rywalizuj c
z innymi grupami i stawiaj c czo o zewn trznym zagro eniom, umacnia swoj zwarto . Jednocze nie
wykszta ca w asne elity, które artyku uj jej potrzeby i formu uj dania, a tak e mobilizuj
244 Cz trzecia. Zbiorowo ci spo eczne

dla nich poparcie spo eczne. W tym momencie grupa etniczna wkracza na scen polityczn , co jednak wci
mo e godzi z lojalno ci wobec pa stwa, w którego granicach yje. Trzeci etap to przeciwstawienie si
temu pa stwu i danie niepodleg ci. W tym momencie mo emy ju mówi o narodzinach ruchu
narodowowyzwole czego i rozwini tej wiadomo ci narodowej.
Oczywi cie, nie zawsze zbiorowo ci etniczne przechodz (i musz przechodzi ) przez wszystkie te
etapy. O tym, które i kiedy je przeby y sta y si (b przejd i stan si ) narodami, a które nie, zale y w
ka dym poszczególnym przypadku od splotu wielu ró nych okoliczno ci. Z tego te powodu mo na
zasadnie twierdzi , e wspó czesna mapa narodów wiata jest dzie em wielu przypadków, jak równie , e
nie jest ona niezmienna i raz na zawsze dana.

3. Dwie drogi kszta towania si narodów w Europie


Przekszta cenie si zbiorowo ci etnicznej w naród przez sformu owanie i realizowanie d enia do
niezale no ci politycznej nie jest jedyn drog kszta towania si narodów. W Europie w taki sposób
powsta a tylko ich cz . S to przede wszystkim narody, które uzyska y niezale no polityczn w
stosunkowo nieodleg ych czasach, w centralnej i wschodniej cz ci kontynentu. W wielu krajach Europy
Zachodniej proces kszta towania si narodów przebiega inn drog (Pomian 1992).
Jedna droga jest drog od narodu do pa stwa, natomiast druga od pa stwa do narodu. W pierwszym
wypadku wspólnota kulturowa maj ca poczucie w asnej odr bno ci przekszta ca si w organizm politycz-
ny, w drugim organizm polityczny nabiera cech wspólnoty kulturowej. Je li w pierwszym wariancie
mamy do czynienia ze wspólnotami kulturowymi poszukuj cymi „dachu politycznego" (Gellner 1991), to w
drugim istniej cy „dach polityczny" stwarza warunki sprzyjaj ce powstawaniu wspólnoty kulturowej i
os abianiu, a nawet zacieraniu przedzia ów mi dzy ró nymi grupami etnicznymi, które wskutek
rozmaitych, cz sto przypadkowych okoliczno ci historycznych znalaz y si pod jednym „dachem".
Droga od pa stwa do narodu to równie przekszta canie si samego pa stwa z pa stwa
dynastycznego i terytorialnego w pa stwo narodowe, a jego poddanych w obywateli, którzy maj równe
prawa. Takie przekszta canie to d ugotrwa y proces historyczny, w którego toku wiele powi zanych ze sob
zmian w gospodarce, stosunkach spo ecznych i sposobach sprawowania w adzy doprowadza ostatecznie
do likwidacji przywilejów stanowych i uznania ludu za suwerena. Je li za lud jest suwere-
Rozdzia XI. Naród 245

Rozbie no w postrzeganiu swojego narodu da a o sobie zna w prowadzonych w Polsce badaniach pami ci spo ecznej.
Ujawni y one istnienie dwu odr bnych wzorów polskiej tradycji narodowej. Jeden by wzorem tradycji pa stwowej, w
którym centralnymi postaciami byli Boles aw Chrobry, Kazimierz Wielki, Józef Pilsudski. Drugi - wzorem tradycji
kultury polskiej, w którym centralnymi postaciami byli Miko aj Kopernik, Adam Mickiewicz, Fryderyk Szopen. Postacie
historyczne nale ce do ka dego z tych wzorów rzadko by y przez respondentów wskazywane jednocze nie jako
szczególnie przez nich cenione (Szacka, Sawisz: 1990). Dwoisto ta ujawni a si równie w badaniach CBOS-u
przeprowadzonych w 1988 roku na reprezentatywnej próbie doros ych mieszka ców Polski (Karpi ski 1999). Badanym
przedstawiano wiele okre le i mieli wybra te, które uwa aj dla siebie za wa ne. Okre lenie „jestem obywatelem
Polski" wybra o 80 procent, natomiast „jestem osob przywi zan do polskiej tradycji narodowej" 62 procent.
Zwa ywszy na to, e odsetek wyborów okre lenia „jestem Polakiem" wybra o 87 procent, wida wyra nie, e s takie
osoby, dla których „bycie Polakiem" oznacza bycie obywatelem, i takie, dla których oznacza przywi zanie do polskiej
tradycji narodowej, chocia dla znakomitej wi kszo ci oznacza jedno i drugie.
Dalsze badania prowadzone w latach dziewi dziesi tych XX wieku wykaza y, e „wspó cze ni Polacy stopniowo
odchodz w zakresie swojej identyfikacji narodowej od modelu wspólnoty kulturowej na rzecz wspólnoty obywatelskiej"
odzi ski 1999: 42).

nem, oznacza to, e ród em w adzy jest wspólnota spo eczna. T za trudno okre li , nie odwo uj c si do
jej kultury i historii (Rakowska-Harm-stone 1997: 117). Klasycznym przyk adem takiej drogi ukszta towania
si narodu jest Francja.
Te dwie drogi kszta towania si narodów sprawi y, e odró nia si dwa rodzaje narodów. Niekiedy
mówi si o nich jako o starych i nowych narodach, cz ciej jako narodach terytorialno-obywatelskich i
etniczno--genealogicznych te politycznych i etniczno-kulturowych. W odniesieniu do istniej cych
narodów rozró nienia te dotycz w gruncie rzeczy bardziej ich odmiennej przesz ci historycznej ni
wspó cze nie wyst puj cych mi dzy nimi ró nic. Niezale nie bowiem od przebiegu procesów
narodotwórczych w ich wyniku powstaj podobne do siebie ca ci. W ka dym narodzie wymiar kultury i
polityki ostatecznie wzajemnie si ze sob splataj i wspólnie zaczynaj okre la tre wiadomo ci
narodowej. W jednym przypadku nast puje polityzacja etniczno ci, w drugim za etnicyzacja polityczno ci,
kiedy to symbole w adzy pa stwowej i pa stwa (hymn, god o, flaga) staj si obdarzonymi adunkiem
emocjonalnym symbolami narodu. Ponadto naród nie mo e istnie bez rdzenia etnicznego. Je eli takiego
nie ma, musi by wynaleziony czy raczej odnaleziony (Smith 1986: 212), podobnie jak i jego si gaj ca w
mo liwie dalek przesz tradycja.
Ka dy z tych w tków, tak etniczno-kulturowy, jak i polityczny, chocia w rzeczywisto ci ci le ze sob
splecione, w ró nych narodach wyst puj z ró wyrazisto ci . S tak e akcentowane z ró si w po-
246 Cz trzecia. Zbiorowo ci spo eczne

szczególnych teoriach narodu. W literaturze przedmiotu mo na znale zarówno czysto polityczne, jak i
czysto kulturowe teorie narodu. W pierwszych jako podstawowy warunek uznania zbiorowo ci za naród
uwa ane jest posiadanie przez jej cz onków pe ni praw obywatelskich, a sam naród jest uto samiany z
pa stwem narodowym. W drugich wymiar polityczny narodu jest lekcewa ony i naród uto samiany jest ze
wspólnot kultury symbolicznej i istnieniem w ród jego cz onków wiadomo ci narodowej w postaci
poczucia przynale no ci do okre lonej zbiorowo ci etnicznej. W tym ostatnim przypadku bywa, e do
uznania jakiej zbiorowo ci za naród wystarcza istnienie poczucia przynale no ci do tego rodzaju
wspólnoty w w skim kr gu jej elity spo ecznej.
Zró nicowane s tak e tre ci potocznej wiadomo ci narodowej. Inna jest nie tylko wiadomo
cz onków ró nych narodów, ukszta towanych odmienn drog , ale i wiadomo narodowa poszczególnych
cz onków tego samego narodu. Jedni postrzegaj swój naród w nierozerwalnym zwi zku z organizacj
pa stwow , inni widz go w niezale nych od polityki wymiarach etniczno ci i kultury (patrz: ramka na
poprzedniej stronie).

4. Naród a nowoczesno
W my leniu potocznym rozpowszechnione jest przekonanie, e podzia ludzko ci na narody jest czym nie
tylko oczywistym, ale i odwiecznym, a same narody w dzisiejszej postaci istniej „od zawsze". Takiemu
przekonaniu sprzyja to, e istotnym elementem to samo ci narodowej jest wiadomo wspólnych dziejów.
Posiadanie d ugiej przesz ci jest traktowane jako mocny argument na rzecz politycznej niezale no ci
danej grupy etnicznej. Ponadto daleko w przesz si gaj ce dzieje zbiorowo ci dodaj jej splendoru.
Powo ywanie si przez naród na swoj przesz utwierdza w nim przekonanie o odwieczno ci jego
obecnej postaci.
Przekonanie to jest ca kowicie sprzeczne z tym, co twierdz wspó czesne teorie narodu. Mówi one, e
narody i ideologie narodowe s zjawiskiem stosunkowo m odym. Rozwin y si w Europie Zachodniej, w
epoce zwanej nowoczesn , która rozpocz a si wraz z osiemnastowieczn rewolucj francusk i
dziewi tnastowieczn rewolucj przemys ow . W ród przedstawicieli nauk spo ecznych pogl d ten zyskuje
coraz wi cej zwolenników. Jak stwierdza historyk polski, „historiografia europejska rezygnuje dzi z
poj cia «pa stwo narodowe» w odniesieniu do redniowiecza i czasów nowo ytnych". Jednocze nie
dodaje: „Nikt jednak nie kwestionuje, e struktury w adzy silnie wp ywa y na kszta towanie si
wiadomo ci narodowej" (M czak 1996a: 9).
Rozdzia XI. Naród 247

Nikt, kto wi e powstanie narodów z europejsk nowoczesno ci , nie twierdzi oczywi cie, e narody
powsta y nagle albo e zosta y powo ane do ycia w sposób ca kowicie dowolny. Wszyscy zgadzaj si , e
powstanie narodów to wynik d ugotrwa ych procesów historycznych, w których toku ukszta towa y si
zbiorowo ci ostatecznie okre laj ce si i okre lane jako narody. Równie wiadomo narodowa nie
powsta a nagle i z niczego. Co wi c sprawi o, e narody sta y si w epoce nowoczesnej charakterystyczn dla
niej form zbiorowej to samo ci, a tak e - jak to formu owa Stanis aw Ossowski - g ównymi sk adnikami
spo ecznej struktury wiata (Ossowski 1967b: 239). Tak te , dodajmy, zacz y by powszechnie postrzegane.
Z procesami modernizacyjnymi towarzysz cymi narodzinom spo ecze stwa przemys owego czy o
si wiele zmian tak w sferze stosunków spo ecznych, jak i wiadomo ci (zob. Typy spo ecze stw, s. 100).
Zmiany te sprzyja y krystalizowaniu si wiadomo ci poszczególnych zbiorowo ci jako wiadomo ci
narodowych i przydawa y znaczenia tego rodzaju to samo ciom. Uczeni wyró niaj pi rodzajów tych
zmian.
• Zniesienie sztywnych podzia ów stanowych, zrównanie wszystkich wobec prawa i przekszta cenie
ich w obywateli ciesz cych si , przynajmniej potencjalnie, pe ni praw obywatelskich. (Potencjalnie,
albowiem w wielu krajach europejskich d ugo obowi zywa cenzus maj tkowy, nie mówi c o
kobietach, które w wi kszo ci pa stw europejskich uzyska y prawa wyborcze dopiero w latach
trzydziestych ubieg ego wieku, a w Szwajcarii dopiero w 1971 roku - zob. Kobiety jako przedmiot zainte-
resowania nauk spo ecznych, s. 347). Postrzeganie narodu jako wspólnoty, której wszyscy cz onkowie s
bra mi, nie jest mo liwe bez jakiego oparcia w rzeczywisto ci.
Znikni cie okre lonych prawem podzia ów stanowych mia o dodatkowy skutek. Wraz z nimi znikn
konkurencyjny wobec to samo ci narodowej wymiar samookre lania si jednostek i poczucia ich
to samo ci. Dopóki istnia y stany, by o si przede wszystkim szlachcicem, mieszczaninem albo ch opem.
Dla polskiego szlachcica polski ch op czy nawet mieszczanin by znacznie bardziej „obcy" ni szlachcic
hiszpa ski b francuski, a ju na pewno litewski.
• Modernizacja wi za a si z upowszechnianiem o wiaty i wzrostem pi mienno ci. Rozszerzanie si
kr gu ludzi uczestnicz cych w jednej i tej samej kulturze symbolicznej sprzyja o dalszemu ujednolicaniu i
zespalaniu si zbiorowo ci. Procesy spontaniczne wspierane by y odgórnym administracyjnym przymusem.
We Francji dziadkowie dzisiejszych Breto czyków pami taj jeszcze napisy na podwórkach szkolnych:
„Zabrania si plu i mówi po breto sku" (Kruczkowska 1999).
• Przemiany, jakie nios a ze sob rewolucja przemys owa, powodowa y ruchliwo przestrzenn
ludzi i wzrost migracji ze wsi do miasta.
248 Cz trzecia. Zbiorowo ci spo eczne

Oznacza o to, e coraz wi cej ludzi, porzucaj c wspólnot spo eczno ci lokalnej oraz wiat grup
pierwotnych i stosunków osobowych, przechodzi o do wiata organizacji formalnych i stosunków
rzeczowych. W takim wiecie niezaspokojona pozostawa a elementarna ludzka potrzeba przynale no ci
do zbiorowo ci z onej ze swoich i daj cej poczucie zakorzenienia. Jak pisze historyk polski, „ludzka
potrzeba przynale no ci do rozpoznawalnej, d ugowiecznej wspólnoty, która nie rodzi si i nie umiera
wraz ze mn , i mocno z ni zwi zana potrzeba uznania albo szacunku, dumy i godno ci, zdaj si
niezbywalnym atrybutem naszej spo ecznej natury. I tak ju jest, e w czasach rosn cej ruchliwo ci ludzi
porzucaj cych rodzinn wie i mieszania si spójnych kiedy spo eczno ci etnicznych afiliacja narodowa
sta a si w naszej cywilizacji najskuteczniejsz , cho przecie nie jedyn form zaspokojenia tych potrzeb"
(Jedlicki 1997: 60-61).
Rozpad dawnych wi zi spo ecznych stworzy puste miejsce i tym samym warunki dla powstania wi zi
nowego typu cz cej cz onków szczególnego rodzaju zbiorowo ci - narodu. Osobliwo ci narodu jest to,
e -b c zbiorowo ci w skali makrospo ecznej - przybiera charakter grupy w asnej. Chocia jego
cz onkowie nie znaj si osobi cie, zwi zki mi dzy sob postrzegaj jako zwi zki o charakterze
ciwym grupie pierwotnej.
Ten rodzaj postrzegania wi zi narodowej wzmacniany jest w procesie socjalizacji. Jednym z jej
elementów jest rozszerzanie sentymentów zwi zanych z najbli szym otoczeniem i w asn rodzin na
makrospo eczn zbiorowo narodow . S temu metafory „ojczyzny-matki", „rodaków--braci",
kojarzenie ojczyzny z „domem rodzinnym", nazywanie Polski krajem „rodzinnym" etc. Znany, powsta y
jeszcze w XIX wieku wiersz zaczynaj cy si od s ów: „Kto Ty jeste ? - Polak ma y", uczy, e na pytanie:
„Gdzie mieszkasz?", odpowied ma brzmie : „Mi dzy swemi".
• Procesom modernizacyjnym towarzyszy laicyzacja spo ecze stwa i zaw anie si zwi zanej z
religi sfery sacrum. Pozostawia to niedosyt, który mo e zaspokaja i zaspokaja naród. Jak pisze Seton-
Watson, nacjonalizm sta si namiastk religii i naród zacz by pojmowany przez nacjonalistów na
podobie stwo boga (Seton-Watson 1977).
Wielu badaczy zwraca uwag na religijne zabarwienie ideologii narodowej i zwi zanej z narodem
sfery postaw i zachowa . wi ta narodowe i ich obchody wzorowane s na wi tach i obchodach
religijnych. Wobec symboli narodowych obowi zuje postawa szczególnej czci, a potraktowanie ich w
sposób jej pozbawiony uwa ane jest za profanacj , podobnie jak to jest w przypadku symboli religijnych.
• W wielorako zró nicowanym wiecie, w którym cz owiek nale y do wielu rozmaitych grup i
pe ni wiele ró nych ról, chwiejne jest jego poczucie to samo ci. Jednym ze stabilizuj cych je
elementów sta a si
Rozdzia XI. Naród 249

rola zawodowa. Jednak w coraz szybciej zmieniaj cym si wiecie, do którego przystosowanie wymaga
nabywania wci nowych specjalizacji, zachwianiu ulega równie to samo zwi zana z rol zawodow .
Kiedy ju nikt nie wie, kim jest, to samo narodowa pozwala wyj z tego chaosu.

Pierwszoplanowe miejsce to samo ci narodowej ukaza y wspomniane ju badania przeprowadzone w Polsce przez OBOP
w 1988 r. Okre lenie „jestem Polakiem" by o wybierane najcz ciej (87 proc), nieco cz ciej nawet ni okre lenia takich
podstawowych to samo ci jak „jestem on /m em" (85 proc.) i „jestem m czyzn /kobiet " (83 proc.) (Karpi ski 1999).

Trzy fale ruchów narodowych i kszta towania si pa stw narodowych w epoce


nowoczesnej
Wiek XIX w historii Europy by wiekiem rozwoju ideologii i aspiracji narodowych, a tak e ruchów
narodowych. W Polsce by to wiek powsta , a w Europie Wiosny Ludów i niezliczonych pomniejszych
rewolucji o zabarwieniu narodowym. Znaczenie i si sentymentów narodowych, które rozwin y si w
tamtym stuleciu, wyra nie ukaza a pierwsza wojna wiatowa.
Do czasu jej wybuchu nie w pe ni zdawano sobie z nich spraw . W kr gach lewicowych z nadziej , w
prawicowych z obaw odnoszono si do ponadnarodowych solidarno ci klasowych. W wi ziach cz cych
klasy widziano zwyci skiego konkurenta wi zi narodowych. Manifest komunistyczny w 1848 roku g osi
has o „Proletariusze wszystkich krajów czcie si ", a jego twórcy byli przekonani, e tego rodzaju po czenie
niechybnie nast pi. Socjali ci francuscy jeszcze w przeddzie wybuchu wojny wierzyli, e wojny nie
dzie, bowiem francuski robotnik nie b dzie strzela do niemieckiego, a niemiecki do francuskiego. Byli
przekonani, e cz ca ich wi , oparta na wspólnych interesach robotniczych, jest znacznie silniejsza od
wi zi ka dego z nich z kapitalist tej samej co i on narodowo ci. Wojna wybuch a, robotnicy strzelali do
siebie.
Koniec tej wojny przyniós fal konstytuowania si nowych pa stw narodowych. Zmieni a si mapa
Europy. Ko cz cy wojn traktat wersalski uwzgl dni aspiracje narodowe wielu grup etnicznych i uzna
prawo narodów do samostanowienia. Rozpad y si wieloetniczne pa stwa dynastyczne i na pó nocy oraz
po udniu wschodniej cz ci Europy powsta y nowe pa stwa zaspokajaj ce aspiracje narodowe wielu
zbiorowo ci.
Druga fala konstytuowania si nowych pa stw, d cych z mniejszym lub wi kszym powodzeniem do
realizacji wykszta conego w Euro-
250 Cz trzecia. Zbiorowo ci spo eczne

pie wzoru pa stwa narodowego, wyst pi a po drugiej wojnie wiatowej i by a rezultatem dekolonizacji
Azji i Afryki.
Trzeci fal ruchów narodowych mo emy obserwowa wspó cze nie. Pojawi y si wraz z upadkiem
panowania komunistycznego w wielonarodowych pa stwach. Dramatyczne przejawy tych ruchów
widzieli my na terenie by ej Jugos awii oraz w niektórych republikach dawnego Zwi zku Radzieckiego
(Czeczenia). W innych jego cz ciach d enie do samodzielno ci poszczególnych republik zaznacza si te
wyra nie, chocia nie tak dramatycznie.
Wspó cze nie pragnienie w asnego pa stwa przejawia coraz cz ciej i to coraz mniejszych
zbiorowo ci. Wedle ustale Organizacji Narodów Zjednoczonych, gdyby wszystkie grupy etniczne w skali
wiata uzyska y pe niepodleg , przed budynkiem ONZ trzeba by powiesi pi tysi cy odr bnych
flag (Burszta 1998: 143).
Dla niektórych jest to powa ny, budz cy niepokój problem; niepokoj si mo liwo ci destabilizacji
obecnej równowagi politycznej wiata, jak równie tym, e s to cz sto zbiorowo ci zbyt ma e, aby mog y
uczestniczy w mi dzynarodowym wspó zawodnictwie w roli samodzielnych podmiotów (Rakowska-
Harmstone 1997).

5. Pa stwa wielonarodowe i narody wieloetniczne


Procesy narodotwórcze, niezale nie od tego, jak przebiega y w poszczególnych krajach, niemal nigdzie nie
doprowadzi y do powstania pa stw narodowych jednolitych pod wzgl dem etnicznym i
narodowo ciowym. Nie s jednolite nie tylko te pa stwa narodowe, które rozwin y si z wcze niejszych
pa stw terytorialnych i dynastycznych, ale tak e te, które powsta y w wyniku d do suwerenno ci
politycznej grup etnicznych, przekszta caj cych si w narody. Wi kszo pa stw to etniczne mozaiki, które
prawie w ka dym wypadku maj inne wzory. Mo na jednak wskaza cztery podstawowe w tki tych wzorów,
które w poszczególnych przypadkach najrozmaiciej si ze sob splataj .
• W pa stwach narodowych, rozwini tych z wcze niejszych pa stw terytorialnych, to samo narodowa
powstawa a jako nowa jako . Tworzy a si na podstawie wspólnych dziejów i kszta tuj cej si wspólnoty
kultury symbolicznej. Nadbudowywa a si nad regionalnymi ró nicami etnicznymi, cz sto nie niweluj c
ich. Niekiedy mimo zachowania ostrych ró nic, powstawa a harmonijna ca , jak to si sta o w przypadku
Szwajcarii. Kiedy indziej podzia y i antagonizmy pozostawa y ywe, tak jak w przypadku Kastylii i
Katalonii w Hiszpanii, które dzieli nie tylko odmienne widzenie przesz ci Hiszpanii (Goward, b.d.w.)
oraz silne po-
Rozdzia XI. Naród 251

czucie odr bno ci, ale i ostry antagonizm. Podobnie ostry antagonizm wyst puje w Belgii mi dzy
Walonami i Flamandami.
Jest jeszcze trzecia mo liwo , której przyk adem jest Francja. We francuskim narodzie obywatelskim
zrodzonym wraz z rewolucj , regionalne ró nice kulturowe i zwi zane z nimi niech ci mimo usilnych
stara nie uleg y zatarciu, a co najwy ej wyciszeniu i u pieniu. Normandia, Bretania, Prowansja,
Okcytania, nie mówi c ju o kraju Basków, nigdy nie utraci y poczucia odr bno ci. W ostatnim
dziesi cioleciu to samo ci regionalne zacz y o ywa . Rozbudowano lokalne uczelnie, powo ano Akademi
zyka Baskijskiego, powsta y Rady Kulturalne Kraju Basków i Bretanii, a tak e Instytut Studiów Okcytanii.
W 1999 roku Francja podpisa a Europejsk Kart J zyków Regionalnych i Mniejszo ciowych. Jest to rów-
noznaczne z uznaniem, e francusko mo e by wyra ana nie tylko po francusku, ale tak e po
korsyka sku czy breto sku.
Wyrazem akceptacji ró nic regionalnych jest uchwalona w 1992 roku Europejska Karta J zyków
Regionalnych i Mniejszo ciowych. W 95 punktach zobowi zuje ona rz dy do zagwarantowania nauki
zyka regionalnego w szko ach pa stwowych, dwuj zyczno ci w s dach i urz dach, wspomagania
rozwoju kultury w miejscowym j zyku. Decyzje, których j zyków ma to dotyczy i które tym samym maj
by uznane za cz dziedzictwa j zykowego narodu, pozostawiono poszczególnym pa stwom.
Sygnatariusze nie musz wprowadza w ycie wszystkich jej punktów, mog ograniczy si do 35 z nich.
Do roku 2000 Kart podpisa o ponad dwadzie cia pa stw europejskich (Kruczkowska 1999; Janusz, Bajda
2000).
• Pa stwa narodowe, b ce realizacj d do suwerenno ci grup etnicznych uzyskuj cych
wiadomo narodow , powstawa y cz sto na obszarach, na których zamieszkiwa y, i to od dawna, tak e
inne grupy etniczne. Bywa o i tak, e w rezultacie porozumie mi dzynarodowych granice mi dzy
pa stwami zostawa y wykre lone w sposób, który nie pokrywa si z granicami ziem zamieszka ych przez
cz onków s siaduj cych narodów. W rezultacie cz ich znajdowa a si na terytorium s siedniego pa stwa.
W tego rodzaju sytuacjach zbiorowo ci odmienne etnicznie od dominuj cej zbiorowo ci narodu
pa stwowego okre lane s najcz ciej mianem mniejszo ci narodowych. Jest to wyrazem akceptacji
tego, e cz obywateli danego pa stwa przynale y do innego narodu. Mniejszo ci narodowe skupione s
najcz ciej na terenach przygranicznych. Ich cz onkowie maj zazwyczaj silne poczucie odr bno ci i
rozwini wiadomo narodow , wspieran kontaktami z macierzystym krajem.
Prawa mniejszo ci chronione s przez pakty i organizacje mi dzynarodowe. Problem stosunku do
mniejszo ci narodowych pojawi si w okre-
252 Cz trzecia. Zbiorowo ci spo eczne

sie mi dzywojennym, kiedy to traktat wersalski powo do ycia wiele nowych pa stw, silnie
zró nicowanych narodowo ciowo (w Polsce mniejszo ci narodowe stanowi y 31 proc. ludno ci). W tej
sytuacji pojawi o si donios e pytanie: „Czy nowe b gruntownie przeobra one organizmy pa stwowe
stan si wspóln ojczyzn ca ej ludno ci, która w cz ci wbrew w asnej woli znalaz a si w granicach
tych krajów, czy te jako pa stwa narodowe zostan ziemiami ojczystymi wi kszo ci narodowych, to
znaczy narodów pa stwowych, li tylko toleruj cych pozosta ych wspó obywateli nale cych do grup
mniejszo ciowych?" (Chlebowczyk 1989: 428).
Ochrona prawa mniejszo ci mo e by interpretowana dwojako:
Po pierwsze, jako ochrona przed represjami i dyskryminacj jednostek ze wzgl du na ich przynale no
narodow , która nie wyklucza polityki asymilacyjnej, nawet agresywnej.
Po drugie, jako ochrona warunków umo liwiaj cych zachowanie to samo ci narodowej danej
mniejszo ci.
Zazwyczaj przedstawiciele narodu panuj cego s zwolennikami pierwszej interpretacji praw mniejszo ci,
natomiast przedstawiciele mniejszo ci narodowych - drugiej. Ci ostatni nie maj ochoty na asymilacj i
dopominaj si o nauczanie w asnego j zyka w szko ach, a nawet o szko y we w asnym j zyku, o
dwuj zyczno urz dów na zamieszka ych przez siebie terenach i dwuj zyczne nazwy miejscowo ci.
Zazwyczaj nie przeszkadza to im by lojalnymi obywatelami pa stwa, w którego granicach yj . Bywa, e
uczestnicz w jego yciu politycznym, maj c swoje partie i swoich pos ów w parlamencie (na przyk ad w
Polsce ma ich mniejszo niemiecka).
• Znaczne zró nicowanie rynków pracy w poszczególnych krajach, istnienie pa stw naruszaj cych w
sposób drastyczny prawa cz owieka oraz atwo przenoszenia si z miejsca na miejsce sprzyjaj
ruchliwo ci ludzi. Wielu z nich porzuca swój kraj i rusza w wiat, b to w poszukiwaniu
bezpiecze stwa, b lepszych warunków ycia. W wielu krajach europejskich pojawiaj si coraz
liczniejsi imigranci, którzy cz sto w sposób jaskrawy ró ni si od ludno ci rodzimej. Ró ni si kultur ,
religi , a bywa, e i wygl dem (na przyk ad Turcy w Niemczech). Najcz ciej wykonuj najni ej
kwalifikowane i najgorzej op acane prace, których rdzenni mieszka cy nie maj ochoty podejmowa .
Imigranci maj ró ny stosunek do kraju nowego osiedlenia. Jedni z nich pobyt w nim traktuj jako
tymczasowy i maj zamiar powróci do w asnej ojczyzny po zgromadzeniu rodków pozwalaj cych na
dostatniejsze w niej ycie. Inni nie my o powrocie. Ci, którzy nie chc wraca do w asnego kraju, pragn
uzyska obywatelstwo pa stwa, w którym mieszkaj . Jednak e pragnieniu temu towarzyszy ch
zmiany w asnej
Rozdzia XI. Naród 253

to samo ci, stopienia si z narodem, w ród którego yj , i pe nej asymilacji kulturowej. Inni natomiast
pragn równouprawnienia politycznego w postaci obywatelstwa danego pa stwa przy jednoczesnym
zachowaniu w asnej to samo ci etnicznej.
Pa stwa cz sto broni si przed stabilizowaniem enklaw etnicznych powstaj cych w rezultacie nap ywu
imigrantów. Czyni to, obwarowuj c uzyskiwanie obywatelstwa ró nymi warunkami, niekiedy trudnymi
do spe nienia. Jednak nie likwiduje to problemu, albowiem nawet nie maj c obywatelstwa, imigranci latami
przebywaj legalnie w kraju osiedlenia i z ka dym rokiem coraz mocniej w nim si zakorzeniaj . Chc c nie
chc c, wspó czesne pa stwa europejskie stopniowo przeobra aj si w pa stwa wieloetniczne.
O zbiorowo ciach etnicznych, powsta ych w rezultacie nap ywu emigrantów, mówi si czasem jako o
grupach etnicznych, czasem jako o mniejszo ciach narodowych.
Panuj tendencj jest uznawanie za mniejszo ci narodowe takie mniejszo ci, które uto samiaj si z
narodem maj cym w asne pa stwo, a pozosta e - za etniczne.
• Czwarty, bardzo specyficzny wzór wieloetniczno ci wyst puje w Stanach Zjednoczonych Ameryki. W
przypadku mniejszo ci narodowych czy imigranckich grup etnicznych w pa stwach europejskich
wszystkie one istniej obok jakiej dominuj cej wi kszo ci narodowej, której prymat uzasadnia
historia. Dzieje wskazuj , e to ona od ich zarania yje na tym obszarze i ona przed wiekami
stworzy a pa stwo lub w czasach pó niejszych uzyska a je dzi ki zdeterminowanemu d eniu do
niepodleg ci. Wi kszo ta okre la charakter pa stwa narodowego (francuskie, polskie, niemieckie etc.) i
uwa a, e jest ono, a w ka dym razie powinno by jej i tylko jej w asno ci . Mniejszo ci narodowe i od-
mienne grupy etniczne traktuje jako „obcych", którzy z racji tej obco ci musz by jej podporz dkowane, a
ich prawa mog pochodzi tylko z jej nadania.
Specyfika USA polega na tym, e jest to kraj samych imigrantów. Rdzenni mieszka cy, Indianie,
zostali b wyt pieni, b zamkni ci w rezerwatach. Kraj zasiedlili przybysze z ró nych cz ci wiata,
ównie z Europy i Afryki. Byli wyznawcami rozmaitych religii, mówili ró nymi j zykami i mieli ró ne
obyczaje, a nawet kolory skóry. Wszyscy koniec ko ców stali si obywatelami tego samego pa stwa.
dzono ongi , e z biegiem czasu ca a ta mieszanka grup etnicznych stopi si w jedn ca w tyglu
pa stwa ameryka skiego. Czas pokaza , e obraz Ameryki jako tygla (melting-pot) jest fa szywy. W ostatnich
dziesi cioleciach okaza o si , e odr bno ci etniczne nie tylko nie s abn , ale zaczynaj by uwa ane za
warto i u przedstawicieli ró nych grup etnicz-
254 Cz trzecia. Zbiorowo ci spo eczne

nych o ywa zainteresowanie w asnymi korzeniami. W rezultacie przestano mówi o „tyglu", a zacz to o
„mozaice".
Dla Stanów Zjednoczonych charakterystyczne jest to, e ywej wiadomo ci etnicznej poszczególnych
grup towarzyszy wspólna ameryka ska wiadomo narodowa. USA s przyk adem narodu
wieloetnicznego. Ameryka ska wiadomo narodowa to w znacznej mierze wiadomo przynale no ci
do pa stwa, które jest przez jego obywateli postrzegane (mniej lub bardziej prawdziwie) jako przyk ad
demokracji doskona ej, jako rzecznik i obro ca demokracji oraz sprawiedliwo ci na ca ym wiecie.
Tradycja narodu ameryka skiego b ca podstaw takiej jego wiadomo ci to tradycja kszta towania tej
demokracji. Ale nie tylko. To równie tradycja pionierów w trudzie i znoju zagospodarowuj cych coraz
dalsze i dziksze tereny mi dzy Atlantykiem a Oceanem Spokojnym. To tak e wiara w istnienie
specyficznie ameryka skiego zespo u warto ci, do których nale y indywidualizm, przedsi biorczo ,
sukces, konkurencja. To tak e pewne elementy kultury masowej, które symbolizuj Ameryk , takie jak
hamburgery i coca-cola. W Stanach Zjednoczonych nad ró nicami etnicznymi nadbudowana zosta a i
nadbudowa a si warstwa wspólnej kultury symbolicznej, w której centrum znajduj si wprawdzie
warto ci polityczne, ale nie wype niaj ca ej jej przestrzeni.
Obywatele tego kraju, b c Amerykanami, nie wyrzekaj si swojej etniczno ci. S Hiszpano-
Amerykanami, Polako-Amerykanami, Szwedo-- Amerykanami czy te Afrykano-Amerykanami. Chocia
przybyli z najrozmaitszych zak tków wiata i wiele ich ró ni, czy ich wiara w to, e razem stworzyli
Ameryk i okre lili jej kszta t wspó czesny. Wierze tej nie przeszkadza fakt, e zró nicowanie etniczne jest
jednym z istotnych wymiarów nierówno ci spo ecznych w USA. Szczyt etnicznej hierarchii zajmuj tak
zwani WASP {White Anglo-Saxon Protestant), czyli biali anglosakso scy protestanci.
Zespoleniu zbiorowo ci etnicznych w USA sprzyja to, e nie tworz w tym kraju rozleg ych i zwartych
jednostek terytorialnych. Wag tego czynnika uzmys awia przyk ad Kanady podzielonej na cz
angielsk i francusk . Francuski Quebec ma bardzo wyra ne poczucie odr bno ci i wyst puj tam silne
tendencje separatystyczne wraz z d eniem do utworzenia w asnego pa stwa.

Konflikty etniczne
Mozaiki narodowo ciowe i etniczne wspó czesnych organizmów pa stwowych s potencjalnym ród em
ró nego rodzaju konfliktów, które staj si pod em ruchów narodowych. W XX wieku ruchy te sta y
Rozdzia XI. Naród 255

si pot si polityczn i podstawowym ród em zaburze , cz sto gwa townych i krwawych, tak w
poszczególnych pa stwach, jak i na wiecie. Wiele wskazuje na to, e nie inaczej b dzie i w nast pnym
stuleciu.
Sk ada si na to wiele powodów. Podstawowa przyczyna tkwi w tym, e z odr bno ciami etnicznymi
wi si silne emocje towarzysz ce wszelkim podzia om na „swoich" i „obcych". Emocje te atwo si
rozpalaj i nietrudno je wznieca . Jest to tym atwiejsze, im ostrzej zarysowana jest granica mi dzy „swoimi"
a „obcymi", to jest im wi cej przeciwie stw zbiega si po obu jej stronach. „Fundamentem pokojowych
stosunków religijnych i j zykowych w pa stwie szwajcarskim jest fakt, e granice polityczno-
administracyjne, j zykowe i wyznaniowe wzajemnie si ze sob krzy uj " - pisze szwajcarski historyk
(Altermatt 1997: 102).
Emocje te rozpalaj si najcz ciej w toku walki yj cych w jednym pa stwie ró nych grup etnicznych
o dost p do zasobów i przywilejów, a tak e o utwierdzenie swojej hegemonii lub poszerzenie autonomii.
Mo e to ostatecznie doprowadzi do rozpadu pa stwa. Czy do tego dojdzie, w du ej mierze zale y od
polityki pa stwa. Cytowany historyk szwajcarski twierdzi, e w unifikuj cym pa stwie centralistycznym
narody przejawiaj tendencje od rodkowe, natomiast je eli w pa stwie zostaje wprowadzona konstytucja
federalistyczna - do rodkowe (Altermatt 1997: 103).
Uczucia wrogo ci mi dzy zbiorowo ciami etnicznymi s tak e rozpalane przez cz sto pozbawionych
skrupu ów polityków, w których r kach staj si pot broni . Wykorzystuj oni etniczne symbole i emo-
cje dla uzyskania i umocnienia swojej w adzy politycznej. Jest to tym atwiejsze, e bardzo cz sto wspólnoty
etniczne maj powody, by czu si pokrzywdzone przez tych b innych „obcych". Czasami ich krzyw-
dy s krzywdami doznanymi w przesz ci, kiedy indziej s wynikiem dyskryminacji wspó czesnej, a
bywa, e w jednym i drugim przypadku s krzywdami wyimaginowanymi, co nie przeszkadza, e s
równie ywo odczuwane jak krzywdy rzeczywiste (Rakowska-Harmstone 1997: 118).
Wiele najnowszych bada problematyki etniczno ci wskazuje, e elity walcz ce o w adz , presti i
pieni dze szukaj poparcia (i znajduj je) w zbiorowo ciach etnicznych i narodowych. W wiecie, w
którym trudno jest zdoby dost p do ograniczonych zasobów, natomiast atwo si komunikowa , etniczne
symbole i rozró nienia nadaj si do wykorzystywania na rzecz mobilizowania do realizacji partykularnych
celów i koordynacji interesów. Pozwalaj skupia ró nych ludzi pod jednym sztandarem (Smith 1986: 9).
256 Cz trzecia. Zbiorowo ci spo eczne

6. Zawite drogi kszta towania si nowoczesnych narodów: przyk ad Polski


Mimo istnienia ogólnych prawid owo ci procesów prowadz cych do powstania nowoczesnych narodów
jako wspólnot zarówno o charakterze etniczno-kulturowym, jak i politycznym, w przypadku ka dego z
nich procesy te mia y swoisty przebieg. Podstawow , cho nie jedyn osobliwo ci kszta towania si
nowoczesnego narodu polskiego jest to, e przebiega o ono obiema drogami: najpierw od pa stwa do
narodu w okresie Pierwszej Rzeczypospolitej, a nast pnie od narodu do pa stwa w okresie zaborów.

Od pa stwa do narodu
W pocz tkowej fazie tworzenia si narodu w obr bie pa stwa wyst puj trzy procesy, które w ka dym
indywidualnym przypadku maj ró ny przebieg i ró ne tempo, a tak e najrozmaiciej si na siebie
nak adaj i ze sob splataj :
• Kszta towanie si zbiorowo ci ponadplemiennej i ponadregionalnej w obr bie okre lonego
terytorium, którego granice s pocz tkowo niewyra ne, a kiedy si ju ustal , to nigdy raz na zawsze.
Zmieniaj si wskutek ró nych posuni politycznych i wojen z s siadami, w których rezultacie zostaj
przy czane jakie nowe ziemie b tracone dotychczas posiadane.
• Kszta towanie si wiadomo ci przynale enia do takiej zbiorowo ci, której istot postrzega si wci
jako tak sam niezale nie od zmiany granic nale cego do niej terytorium.
• Kszta towanie si okre le odnoszonych do tego typu zbiorowo ci, pojawianie si poj cia narodu oraz
historyczne przemiany jego tre ci, jak równie tre ci wiadomo ci narodowej.
W kszta towaniu si narodu polskiego pod politycznym dachem pa stwa mo na wyró ni trzy okresy:
• powstania pa stwa i kszta towania si szlacheckiej rzeczypospolitej do ko ca XVI wieku,
• rozkwitu rzeczypospolitej szlacheckiej,
• prób reformy ustroju pa stwa u schy ku XVIII wieku w sytuacji zagro enia jego niepodleg ego bytu.

Powstanie pa stwa i kszta towanie si szlacheckiej rzeczypospolitej. Pocz tkiem Polski historycznej
jako ca ci ponadplemiennej by o pa stwo Mieszka I, który zjednoczy znaczn cz ziem mi dzy
Wis
Rozdzia XI. Naród 257

a Odr . Od nazwy jednego z zamieszkuj cych je plemion, Polan, wzi a si nazwa: Polska.
W 966 roku Mieszko przyj chrzest. Chrzest w adcy oznacza przyj cie chrze cija stwa przez kraj, w
którym panowa i który zgodnie z ówczesnymi normami uwa any by za jego w asno . Jego syn i
spadkobierca, Boles aw Chrobry, zosta uznany przez cesarza Ottona III za w adc chrze cija skiego godnego
korony, któr otrzyma pó niej z r k papie a. Oznacza o to uznanie suwerenno ci nowego pa stwa. Oba te
wydarzenia wyznaczy y miejsce Polski na mapie chrze cija skiej Europy.
Przyj cie przez Polsk chrze cija stwa w zachodniej, rzymskiej, a nie wschodniej, bizantyjskiej wersji
zwi za o j z kr giem kultury europejskiej. Jednak e nie tylko na tym polega znaczenie tego aktu. Wprowa-
dzenie do Polski chrze cija stwa oznacza o pojawienie si nowego elementu wi cego j w ca . W ród
ludzi jednej wiary powstawa y warunki do ujednolicania si obyczajów, systemów warto ci i wizji wiata.
Chrze cija stwo oznacza o te pojawienie si na ziemiach polskich ko cielnego, scentralizowanego systemu
organizacyjnego. Chrystianizacja Polski by a d ugim procesem, który w wieku XIII uleg gwa townemu przy-
spieszeniu, a parafia sta a si podstawow jednostk terytorialn (Samsonowicz 1996: 41).
Wprawdzie wczesne pa stwo polskie by o w asno ci w adcy, ale aden z nich nie móg rz dzi bez
wsparcia ludzi, którzy razem z nim brali udzia w wyprawach wojennych i uczestniczyli w rozszerzaniu
granic pa stwa, a tak e pomagali mu w tworzeniu jego wewn trznej organizacji. Rodzi o to w ród nich
poczucie, e pa stwo jest tak e ich w asno ci . Pochodzili oni nie tylko z jednego plemienia Polan
(Samsonowicz 1996: 19).
Do powstawania wi zi pa stwowej jako wi zi ponadplemiennej w sposób znacz cy przyczynia y si
opowie ci o dawniejszych wyprawach wojennych, wyczynach i dokonaniach. Na prze omie XI i XII wieku
powsta a pierwsza pisana kronika Galia Anonima, w której opowie o wydarzeniach zwi zanych z
rodowodem Polaków u ona zosta a w ci g chronologiczny. Pojawi a si historia, a wraz z ni nowy rodzaj
wi zi grupowej w postaci wspólnej przesz ci oraz uprawomocnienie pa stwa nie tylko w przestrzeni, ale
i w czasie.
W wieku XII zbiorowo pa stwow cementowa a ju wspólna dynastia, wspólna wielka historia i
wspólne prawo (Samsonowicz 1996: 29).
Proces konsolidacji pa stwa zosta przerwany w ko cu XIII wieku przez rozbicie dzielnicowe i
podzia kraju na wiele ksi stw. Po blisko stu latach zadanie ich zjednoczenia i ponownej budowy pa stwa
zosta o podj te przez W adys awa okietka i kontynuowane przez jego nast pców.
258 Cz trzecia. Zbiorowo ci spo eczne

Jaki ostateczny kszta t terytorialny b dzie mia o pa stwo polskie, a w konsekwencji, z jakich
zbiorowo ci ukszta tuje si naród polski, nie by o z góry przes dzone. Nie tylko nie by o wiadomo, czy
ksi stwa skie i pomorskie stan si cz ci Polski, czy te zachowaj odr bno i ukszta tuj si w
nich odr bne narody, ale równie niejasna by a przysz Mazowsza, dzi postrzeganego jako serce Polski.
Mazowsze, chocia ho downiczo zwi zane z królem Polski, d ugo utrzymywa o swoj odr bno .
By a ona tak wielostronna i tak daleko posuni ta, e historycy mówi wr cz o „przes ankach tworzenia si
narodu mazowieckiego" (Samsonowicz 1989). Mazowsze mia o „odr bny byt pa stwowy, odmienne
kszta ty gospodarki, inn ni Korona struktur spo eczn , w asne prawa, obyczaje, nawet odr bny dialekt.
Dla Mazurów by y to czynniki utrzymuj ce ich poczucie odr bno ci [...]. Dodatkowym czynnikiem
separatyzmu by [...] pogardliwy stosunek mieszka ców innych ziem polskich". Wprawdzie panowie
wielkopolscy i ma opolscy uwa ali Mazowsze za cz polskiego królestwa, ale dla „dalszych s siadów -
mieszka ców Prus Królewskich, Litwy, tak e dla W gier, Krzy aków, cesarza - Mazowsze by o krajem
odr bnym, ró nym od Polski" (Samsonowicz 1994: 242).
Wcielenie Mazowsza do Korony nast pi o dopiero w 1526 roku. Mazowsze przysta o na zjednoczenie w
zamian za dopuszczenie jego mieszka ców o niejasnej pozycji mi dzy rycerstwem a ch opstwem do przy-
wilejów, jakimi cieszy a si w Koronie szlachta (w innych cz ciach Polski ludzie o podobnej pozycji zasilali
najcz ciej stan ch opski). W ten sposób proces tworzenia si odr bnego narodu mazowieckiego zosta
przerwany (Samsonowicz 1994: 242).
W XV i XVI wieku jest ju w Polsce wiadomo jednego „cia a królestwa polskiego" istniej cego ponad
podzia ami etnicznymi i regionalnymi. Do „cia a" tego si nale o i w konsekwencji by o Polakiem ze
wzgl du na zamieszkiwanie na jego terytorium i podleganie w adzy jego królów. (Pewien drukarz
niemieckiego pochodzenia nazywa siebie „Polakiem wmieszkanym"; Tazbir 1998: 101). Takie rozumienie
„bycia Polakiem" nie przeszkadza o jednoczesnemu identyfikowaniu si ze wspólnotami regionalnymi, a
nawet etnicznymi. Znanym i cz sto cytowanym przyk adem jest pewien szesnastowieczny kanonik, który
zwyk by podpisywa si jako natione Polonus, gente Ru henus, origine Judaeus (Tazbir 1998: 92).
Równie cz sto cytowany jest Dymitr Solikowski, który w 1573 roku pisa : „W królestwie spólnym siedzi
Polak, Litwin, Prusak, Rusak, Mazur, mudzin, Inflant, Podlaszanin, Wo czyk, Kijowianin" (Tazbir 1998:
101). Ówcze nie tego rodzaju okre lenia odnosi y si do mieszka ców poszczególnych regionów bez
wzgl du na ich to samo etniczn , tak jak j dzisiaj rozumiemy.
Rozdzia XI. Naród 259

U schy ku redniowiecza równolegle z kszta tuj cym si polskim narodem politycznym zaczyna
kszta towa si polski naród etniczno-kulturowy. Symptomem tego procesu jest ekspansja j zyka polskiego,
który ju w XV wieku pojawia si w dokumentach takich jak ksi gi ziemskie i zapisy s dowe (Samsonowicz
1996: 62).
W miar rozwoju dzia alno ci handlowej wymagaj cej kontaktów z klientem mówi cym po polsku,
zykiem tym zaczyna y pos ugiwa si elity mieszcza skie, co prowadzi o do zaniku ich niemieckiego
charakteru, znamionuj cego je w redniowieczu. Je li nawet nie polonizowa y si , to w ka dym razie
upowszechnia a si w ród nich znajomo miejscowego j zyka i obyczaju (M czak 1996b: 99).
Stopniowo rodzi a si wiadomo roli j zyka jako elementu czno ci i czynnika wyodr bniaj cego
zbiorowo . Co wi cej, tak wyodr bniana zbiorowo zaczyna a by kojarzona z poj ciem narodu. W
owniku Jana M czy skiego z 1563 roku aci skie s owo natio umaczono jako „rodzaj, pokolenie, te lud,
której krainy albo królestwa, zw aszcza który jest jednego j zyka" (Samsonowicz 1989: 148).
Wiek XVI to równie wiek narodzin literatury w j zyku polskim. Wiek Reja i Kochanowskiego,
których dzie a wesz y na sta e do kanonu polskiej kultury narodowej.
Kroniki historyczne, pocz wszy od kroniki Wincentego Kad ubka z prze omu XII i XIII wieku,
wzmacnia y zbiorow to samo opart na wspólnocie dziejów.

Rzeczpospolita szlachecka. Osobliwo ci kszta towania si polskiego narodu pod dachem pa stwa by o
to, e w czasach nowo ytnych przebiega on w pa stwie o bardzo szczególnym ustroju.
W krajach Europy Zachodniej panowa w tym okresie absolutyzm. Monarchie absolutne sprzyja y
procesom narodotwórczym, dzia aj c na rzecz unifikacji zamieszkuj cych na ich terenie zbiorowo ci, i to w
dwojaki sposób.
Po pierwsze, os abia y podzia y terytorialne, wi c ze sob ró ne regiony przez rozbudowywany
centralny aparat administracyjny i fiskalny. Po drugie, zmniejsza y przepa mi dzy mieszcza stwem a
szlacht . W s bie przy dworze i w biurokratycznym aparacie w adzy spotyka y si elity szlacheckie i
mieszcza skie. We Francji pojawi si nawet nowy rodzaj szlachty, „szlachty urz du" (noblesse de robe), w
odró nieniu od „szlachty rycerskiej" {noblesse d'epee).
Absolutyzm prowadzi nadto polityk gospodarcz sprzyjaj emancypacji miast i mieszcza stwa. W
monarchiach scentralizowanych w adza ogólnie nastawiona by a na niwelowanie ró nic, widz c w nich
potencjalne ród o oporu.
260 Cz trzecia. Zbiorowo ci spo eczne

Inaczej dzia o si w Polsce, która by a dziwol giem ustrojowym w ówczesnej Europie. W Polsce
nie by o absolutyzmu, ale demokracja szlachecka. W tym ustroju czynnikiem umacniaj cym zwi zki
ró nych ziem i regionów z pa stwem nie by a si a centralnej w adzy, ale przywileje szlacheckie, które
przys ugiwa y wszystkim „szlachetnie urodzonym" bez wzgl du na ich regionalne i etniczne pochodzenie.
Przywileje szlacheckie dzia y na rzecz terytorialnego scalania pa stwa, ale jednocze nie rozbija y
yj w jego granicach zbiorowo , pog biaj c przepa mi dzy „szlachetnie urodzonymi" a reszt
mieszka ców kraju. J zyk i obyczaje ludu, tak e jego wyznanie (które w postaci katolicyzmu sta o si w
XVII wieku dodatkowym wyznacznikiem przynale no ci do narodu polskiego) nie interesowa y szlachty.
Mimo to a do schy ku XVI wieku naród by pojmowany „jako pewna zbiorowo ludzka zamieszka a
na wspólnym terytorium, ogarniaj ca te grupy ludno ci, które maj wspólny obyczaj i przesz historycz-
oraz pos uguj si tym samym j zykiem" (Tazbir 1998: 87). By o to mo liwe z tego wzgl du, e do
czasów unii lubelskiej pa stwo polskie obejmowa o obszary zamieszkane w przewa aj cej mierze przez
ludno o polskim charakterze etnicznym, a w ka dym razie mówi po polsku.
Zmian przynios a w 1569 roku unia lubelska. Po czenie Wielkiego Ksi stwa Litewskiego z Koron
wi za o si z przyznaniem przywilejów polskiej szlachty bojarom litewskim i ruskim. Podzia y etniczne i
stanowe skrzy owa y si , a wraz z nimi i dwa rodzaje to samo ci, z których wa niejsza dla szlachty by a
to samo stanowa; zreszt z biegiem czasu szlachta spoza Korony uleg a polonizacji. Powsta szlachecki
naród polski.
By a to wspólnota polityczna, obejmuj ca tych i tylko tych, którzy cieszyli si pe ni praw politycznych;
by a ich zreszt ca kiem spora rzesza. Dla ko ca XVIII wieku szacuje si j na 8-10 procent populacji.
Oznacza to, e taki odsetek mieszka ców kraju mia prawa wyborcze, z czym czy si szeroko
rozwini ty samorz d terytorialny (Tazbir 1998: 58-59).
Dla porównania warto wskaza , e we Francji w latach 1831-1846 prawo wyborcze mia o 1,5
procent ludno ci, a w Anglii w 1832 roku 3,2 procent. Oczywi cie, w szlacheckiej Polsce pozycja
wyborcy by a pozycj przypisan , wynikaj z urodzenia, natomiast w dziewi tnastowiecznych krajach
europejskich by a pozycj osi gan , zwi zan z cenzusem maj tkowym. Jest to zasadnicza ró nica
jako ciowa. Niemniej zestawienie to jest u yteczne dla zdania sobie sprawy z tego, jak znaczna cz
ludno ci mia a w dawnej Polsce prawa wyborcze.
Szlachcic polski by wysoce upolityczniony. Mia mo liwo wybierania i bycia wybranym pos em do
sejmiku i sejmu oraz uczestniczenia w elekcjach królów, co wci ga o go w kr g spraw publicznych. By y
one
Rozdzia XI. Naród 261

najcz stszym tematem rozmów przy okazji najró niejszych zjazdów rodzinnych i spotka towarzyskich. W
edukacji szlacheckiej k adziono nacisk na elementy niezb dne w karierze politycznej, rozwijanej najcz ciej
w skali powiatu czy województwa (Tazbir 1998: 68).
Wytworzy a si tak e szlachecka elita polityczna wykazuj ca ywe zainteresowanie sprawami
publicznymi przekraczaj cymi partykularne interesy szlachty danego regionu (M czak 1996b: 109).
Zrodzi o si poj cie rzeczypospolitej, rozumianej nie jako forma rz du, ale polityczna i spo eczna
organizacja obywateli, która ma na celu wspólne dobro. Dla polityków szlacheckich Polska by a „czym
wielkim, posiadanym wspólnie [ale tylko przez szlacht - BS], o co nale o si troszczy i poczuwa do
odpowiedzialno ci. I ten w nie organizm polityczny nazwali rzecz -pospolit " (Tazbir 1998: 65).
Wykszta ci o si poj cie suwerenno ci ludu, ale rozumianego jako ogó szlachty, silnie zreszt
ekonomicznie rozwarstwionej.
Kultura szlachecka przenikni ta by a gor cym patriotyzmem. Patriotyzm ten mia jednak ciemne
oblicze. Obrona Polski oznacza a nie tylko obron jej niezawis ci przed zagro eniami zewn trznymi,
ale równie obron jej ustroju, którego istot by y przywileje szlacheckie. Ustrój ten by postrzegany jako
podstawowy wyró nik polsko ci. Zagro eniem, przed którym nale o go broni , by y zarówno próby
wzmocnienia w adzy królewskiej, jak i d enia emancypacyjne innych stanów.
Politycznemu narodowi szlacheckiemu zacz to nadawa zabarwienie etniczne, przywo uj c czy te
wr cz konstruuj c mit jego odmiennego, sarmackiego pochodzenia. Mit ten sprzyja konsolidacji stanu
szlacheckiego i pog bia przepa mi dzy szlacht a reszt ludno ci. Do Sarmatów móg by sporadycznie
zaliczony mieszczanin, ale nigdy ch op (Tazbir 1998: 91). Z czasem Sarmatów zacz to uto samia z
Polakami, co oznacza o postawienie znaku równo ci mi dzy Polakiem a szlachcicem. Takiemu uto samianiu
pomaga a spo eczna i ekonomiczna pozycja ch o-pów-poddanych, która sprzyja a wytwarzaniu si w ród
nich przekonania o w asnej etnicznej odmienno ci, co zreszt na niektórych terenach by o prawd , na
przyk ad na Litwie. Zasadne czy nie, uto samianie Polaka i pana mia o na wsi bardzo d ugi ywot, d szy
ni Polska szlachecka.

Schy ek rzeczypospolitej szlacheckiej. Okres reform i zagro enia niepodleg ego bytu pa stwowego.
W ko cu XVIII wieku dla wielu wiat ych ludzi w Polsce sta o si jasne, e jej ustrój jest anachronizmem i
bez jego zasadniczego zreformowania pa stwo polskie nie utrzyma si . W publicystyce tego okresu,
argumentuj cej na rzecz reform, wyst puje zarówno polityczne, jak i etniczno-kulturowe rozumienie
narodu. Polityczne rozumienie narodu jako wspólnoty obywateli czy o si z kwe-
262 Cz trzecia. Zbiorowo ci spo eczne

stionowaniem monopolu szlachty na posiadanie praw politycznych i domaganiem si przyznania ich


tak e pozosta ym mieszka com kraju, w pierwszej kolejno ci mieszczanom. Zakwestionowanie
dotychczasowej formy ustrojowej pa stwa oznacza o zaprzestanie traktowania jej jako podstawowej
cechy okre laj cej polsko , co czynili ideolodzy szlacheccy.
U pisarzy o wieceniowych pojawia si etniczno-kulturowe poj cie narodu, które uzasadnia dopominanie
si o zniesienie podda stwa ch opów i wzi cie ich w opiek prawa jako cz onków tego samego narodu.
Poj cie narodu jako zbiorowo ci wykraczaj cej poza stan szlachecki zaznaczy o si w Konstytucji 3
Maja. W rozdziale mówi cym o armii narodowej stwierdza si , e wszyscy obywatele s zobowi zani do
obrony ziemi ojczystej, co traktowane jest jako wiadectwo, e „ustawodawcy mieli ju na my li ca y naród
w nowo ytnym tego s owa znaczeniu" (Tazbir 1998: 103).
U schy ku XVIII wieku istnia o ju poj cie Polski jako warto ci naczelnej. W imi jej dobra, w imi
utrzymania jej niezawis ego bytu domagano si od szlachty ust pstw i wyrzecze . Wykazywano jej, e nie
jest ca ym narodem, ale tylko jednym jego stanem.

Od narodu do pa stwa
Przedstawienie procesu formowania si nowoczesnego narodu polskiego po utracie pa stwowo ci wymaga
uwzgl dnienia zarówno okresu zaborów, jak i kszta towania si etnicznie zró nicowanego niepodleg ego
pa stwa polskiego.
Okres zaborów. W momencie upadku pa stwa polskiego pojmowanie Polski jako jednego cia a by o
ju mocno ugruntowane. Od samego pocz tku rozbiory traktowano jako rozcz onkowanie pa stwa.
Doskonale oddaje to pochodz ce z lat sze dziesi tych XIX wieku nazwanie Polski „m cze sko
rozsztukowanym cia em" (Szwarc 1996: 149-150). Takie postrzeganie Polski wzmacnia a pami o
pa stwie polskim istniej cym przez wiele wieków i maj cym ongi czasy wietno ci.
Podzia na cz ci w czone do ró nych organizmów pa stwowych kraju zamieszkanego w znacznej
mierze przez ludzi mówi cych jednym j zykiem, maj cych podobne obyczaje i wspóln przesz , pozwala
dostrzec, e czym innym jest zbiorowo po czona wi zami wspólnej kultury, a czym innym organizacja
polityczna. Dla Polaków ró nica ta by a jednocze nie ró nic mi dzy tym co „swoje" i „obce". Sprzyja o to
pojmowaniu narodu jako wspólnoty g ównie, je li nie wy cznie, pozapolitycznej.
Rozdzia XI. Naród 263

Dodatkowym czynnikiem dzia aj cym w tym kierunku by nowy sposób postrzegania wiata, jaki na
pocz tku wieku rozpowszechni! si wraz z romantyzmem. Jednym z jego prekursorów by niemiecki
filozof, Johann Gottfried Herder (1744-1803).
Filozofia Herdera legia u podstaw etniczno-kulturowego poj cia narodu, tak jak idee rewolucji
francuskiej u podstaw jego poj cia politycznego. Dla Herdera naród by nie tyle zbiorowo ci obywateli
zamieszkuj cych wspólne terytorium i poddanych tym samym prawom, ile ukszta towan historycznie
wspólnot kulturow , której wyrazem jest wspólny j zyk. Podstaw dobrego prawa by y dla niego
starodawne obyczaje, a organizacja polityczna - czym wtórnym w stosunku do czynników kulturowych.
Za rdze narodu uwa lud, którego obyczaje rozró niaj narody. O wieceniowemu obrazowi jednolitej
ludzko ci i jej post pu, który polega na rozwoju cywilizacji niweluj cej oparte na przes dach obyczaje
ludów, Herder przeciwstawia obraz ludzko ci, w którym ró norodno kultur i obyczajów jest cenn
warto ci .
Przez ca y okres zaborów podstawowym czynnikiem, który jednoczy Polaków, by a kultura. Granice
mi dzy zaborami by y atwe do przekraczania. Jedni robili to legalnie, inni przemycali przez nie ludzi i
idee zarówno z innych zaborów, jak i z ukszta towanych po powstaniu listopadowym polskich rodowisk
emigracyjnych.
wiadomo narodow Polaków kszta towa y w XIX wieku romantyczne poezje Mickiewicza i
owackiego nawi zuj ce do w tków ludowych, muzyka Szopena, a w pó niejszych czasach Moniuszki,
tak e malarstwo Matejki i powie ci historyczne Sienkiewicza przywo uj ce pami Polski szlacheckiej.
Znacz cym elementem wi zi narodowej w tym okresie by j zyk, do którego czysto ci zacz to
przywi zywa wag . U progu XIX wieku, w 1807 roku, zacz to wydawa pierwszy s ownik j zyka
polskiego, Samuela Bogumi a Lindego. W toku XIX wieku ukszta towa si wspó czesny polski j zyk
literacki.
Innym istotnym elementem wi zi by a pami dziejów Polski. Ju w 1802 roku w kr gu
Towarzystwa Przyjació Nauk powsta a my l napisania pe nej historii Polski. Podj j i urzeczywistni
Joachim Lelewel; natomiast Julian Ursyn Niemcewicz stworzy popularn wersj historii Polski w postaci
piewów historycznych. Poczucie jedno ci narodowej wzmacnia y tak e obchody, takie jak uroczyste
pogrzeby ksi cia Józefa Poniatowskiego w 1817 roku i Tadeusza Ko ciuszki w 1819 roku, sypanie kopca
jego imienia, u schy ku za wieku, w dobie autonomii galicyjskiej, krakowskie uroczysto ci zwi zane z
urodzinami Kopernika czy sprowadzeniem zw ok Adama Mickiewicza na Wawel. W Galicji mia y miejsce
tak e obchody grunwaldzkie.
264 Cz trzecia. Zbiorowo ci spo eczne

Sam Wawel jako siedziba dawnych królów Polski by wa nym symbolem jednocz cym Polaków.
Podobnie zreszt jak cz stochowskie sanktuarium Królowej Korony Polskiej, miejsce licznych pielgrzymek z
ca ego kraju.
Wiek XIX na ziemiach Polski to wiek stopniowego rozwoju spo ecze stwa przemys owego i zwi zanych
z nim przemian spo ecznych. S abnie znaczenie urodzenia, wzmacnia si rola pieni dza. Pojawia si nowa
„klassa umys owa", czyli inteligencja, grupuj ca ludzi wykszta conych i utrzymuj cych si z pracy
umys owej. Wywodz si oni zarówno ze zubo ej szlachty, jak i mieszcza stwa, a w pojedynczych
przypadkach nawet z ch opów (Czepulis-Rastenis 1973). Z czasem warstwa ta staje si g ównym no nikiem
ideologii narodowej.
Rozwija si i upowszechnia o wiata, która rozszerza zakres zbiorowo ci uczestnicz cej w kulturze.
Towarzysz temu starania o wieconych kr gów, aby by a to kultura polska, z czym wi e si opór wobec
nacisków germanizacyjnych i rusyfikacyjnych. Znana jest walka o j zyk polski w szko ach zaboru pruskiego
i rosyjskiego oraz tajne nauczanie j zyka i historii Polski w zaborze rosyjskim od schy ku XIX stulecia.
Stopniowo polska wiadomo narodowa, której podstaw jest wspólnota kultury, zaczyna przekracza
granice elit.
Dominacja wymiaru kulturowego w procesie kszta towania si narodu w XIX wieku nie oznacza, e
proces ten nie mia wówczas wymiaru politycznego. Powstania nie by y niczym innym jak d eniem do
uzyskania „dachu politycznego" dla wspólnoty kulturowej.
W wymiarze politycznym podstawowym problemem by a kwestia uobywatelnienia ch opów. Ch op
pozbawiony pocz tkowo wszelkich praw, nawet wolno ci osobistej, i zobowi zany do pa szczyzny czu
si kim obcym w kraju, którym w adali panowie - Polacy. Dramatycznym wyrazem tej obco ci by a
rze galicyjska w 1846 roku, kiedy to pod wodz Jakuba Szeli ch opi wyst pili przeciwko szlachcie jako
Polakom zagra aj cym cesarzowi.
Ka demu powstaniu, pocz wszy od ko ciuszkowskiego, towarzyszy y starania o wci gni cie ch opów
do walki o wolno Polski. Zdawano sobie spraw , e nie jest to mo liwe bez uczynienia ich cz onkami
wspólnoty narodowej, ciesz cymi si takimi jak wszyscy inni prawami. Przywództwa kolejnych powsta
zapowiada y im pe ne równouprawnienie, a nawet wydawa y zmierzaj ce w tym kierunku postanowienia.
Z chwil kiedy pod presj potrzeb rozwijaj cej si gospodarki w adze poszczególnych zaborów zacz y
przyznawa ch opom prawa, powsta y warunki do ich unarodowienia. Wraz z rozwojem o wiaty mo liwe
by o wykszta canie si poczucia przynale no ci do kulturowej wspólnoty narodowej. Poczucie to, do
po owy stulecia w ciwe elitarnej zbiorowo ci o wieconych, która tworzy a „klas polityczn ", z czasem
zacz o roz-
Rozdzia XI. Naród 265

przestrzenia si w ród coraz liczniejszych rzesz robotników i ch opów (Szwarc 1996: 198) - w niema ej
mierze dzi ki wiadomie podejmowanym przez elity wysi kom szerzenia o wiaty w ród ludu.
Po kl sce powstania styczniowego (w zaborze pruskim wcze niej) pod has em pracy organicznej
powstawa y najrozmaitsze towarzystwa i zrzeszenia, które - podejmuj c dzia ania na polu gospodarczym -
jednocze nie stawia y sobie za cel umacnianie polsko ci.
Wszystko to jednak e nie odnosi si do ca ego obszaru dawnej Rzeczypospolitej. Na Litwie, jak
równie na Kresach Wschodnich, gdzie lud mówi innym ni polski j zykiem, wyrasta y miejscowe elity
kulturotwórcze. Wraz z nimi zaczyna a rodzi si wiadomo narodowa miejscowej ludno ci, wspierana
poczuciem odr bno ci przede wszystkim wobec tego co polskie, a w przypadku ukrai skim i bia oruskim -
równie w jakiej mierze i tego co rosyjskie.

Wieloetniczne pa stwo Drugiej Rzeczypospolitej. W ko cz cym pierwsz wojn wiatow traktacie


podpisanym w Wersalu w 1918 roku za fundament porz dku politycznego powojennej Europy przyj to
uznanie zasady narodowo ci jako podstawy pa stw (Kersten 1989: 447). Idea em by y pa stwa jednolite
etnicznie.
By to jednak idea nie do zrealizowania, albowiem wytyczenie takich granic, które zapewni yby
jednolito etniczn tworzonych pa stw, okaza o si niemo liwe. W przypadku Polski ograniczenie jej
granic do obszaru etnicznego oznacza oby niewyobra alne jej skurczenie. Równie niewyobra alne by o
odrodzenie Rzeczypospolitej jako zwi zku czterech narodów: polskiego, litewskiego, ukrai skiego i
bia oruskiego. Litwa zreszt uzyska a w asne pa stwo.
Ostatecznie w wyniku zabiegów dyplomatycznych i walk zbrojnych Druga Rzeczpospolita uzyska a
granice szersze ni polski obszar etniczny. Znalaz y si w nich ziemie zamieszkane na zachodzie przez
ludno niemieck , na wschodzie ukrai sk i bia orusk , a tak e Wilno, do którego pretendowa a równie
Litwa.
Polskie pa stwo odrodzi o si jako pa stwo wieloetniczne. Wedle spisu z 1931 roku 31 procent jego
mieszka ców deklarowa o inny od polskiego j zyk ojczysty. Na podstawie kryterium j zykowego 14
procent mieszka ców stanowili Ukrai cy i Rusini, 8,5 procent ydzi, 3,1 procent Bia orusini, 2,3 procent
Niemcy. Na pozosta e 3,1 procent sk ada y si rozmaite inne zbiorowo ci (Kersten 1989: 443).
Powa nym problemem by a ludno bia oruska, a przede wszystkim ukrai ska, o rozwini tej ju
wiadomo ci narodowej i t skni ca do w asnego „dachu politycznego". Wielu mieszka ców ówczesnych
województw wschodnich, w niektórych zapewne wi kszo , nie yczy o sobie w adzy polskiej
(Tomaszewski 1996: 228).
266 Cz trzecia. Zbiorowo ci spo eczne

W tych warunkach w Polsce pojawi y si pytania podstawowe dla wszystkich pa stw wieloetnicznych.
Czy yj ce w tym samym pa stwie narodowo ci maj by jego wspó gospodarzami, czy te wy cznie go -
mi mniej lub bardziej ch tnie widzianymi przez dominuj liczebnie wi kszo narodowo ciow ? Czy
nale y zmierza do tworzenia narodu pa stwowego, z onego z obywateli ró nych narodowo ci, czy te
uzna dominuj cy naród kulturowo-etniczny (w tym wypadku polski) za wy cznego w ciciela pa stwa?
By y to dwie orientacje polityczne, które pojawi y si u progu odradzaj cej si pa stwowo ci. Pierwszej
patronowa Józef Pi sudski, drugiej Roman Dmowski.
Z czasem koncepcja narodu politycznego jako zbiorowo ci obywateli zacz a mie coraz mniej
zwolenników nie tylko w spo eczno ci polskiej, ale równie w ród mniejszo ci. Zwyci a koncepcja
narodu polskiego jako narodu etniczno-kulturowego. W nawi zaniu do niej powsta program forsownej
polonizacji, postuluj cy w razie jego niepowodzenia izolacj oraz ekspulsj ywio ów nie daj cych si
spolonizowa (Kersten 1989: 452). W 1935 roku Polska wypowiedzia a mi dzynarodowy traktat z 1919
roku o ochronie mniejszo ci.
Druga wojna wiatowa, wedle opinii historyka, spowodowa a „wyostrzenie identyfikacji narodowej
[...]. Kiedy prze ladowano i zabijano ludzi dlatego, e byli Polakami, ydami, Ukrai cami, to samo
narodowa wybija a si ponad inne systemy odniesienia. [...] ycie cz owieka zale o od tego, czy by
Polakiem, ydem, Ukrai cem, Litwinem, ale o tym, kim by , nie on sam decydowa , lecz wy szy
autorytet wyposa ony w moc rozporz dzania yciem i mierci . Owa narzucona z zewn trz wspólnota
losu formowa a samoidentyfikacj narodow , cementowa a wi zi i rodzi a solidarno wewn trz ka dej
grupy [...]. Rozdarcie spo ecze stwa II Rzeczypospolitej po szwach narodowych sta o si faktem"
(Kersten 1989: 461, 462).
Socjolog okre li by to jako dzia anie mechanizmu naznaczania. Cz owiek nazwany Polakiem, ydem czy
Ukrai cem niezale nie od tego, jak my la o sobie uprzednio, zaczyna przekszta ca obraz samego
siebie i uwa si za tego, kim zosta nazwany.
Praktyka zewn trznego naznaczania umacnia a przekonanie o istnieniu obiektywnych,
rozpoznawalnych z zewn trz wska ników narodowo ci. Tymczasem stosowane w czasie drugiej wojny
kryteria narodowo ci by y rezultatem biurokratycznych decyzji, cz sto równie arbitralnych, jak
przypadkowych. Jaskrawym przyk adem ich dowolno ci jest przypadek ydów. Wedle niemieckich ustaw
norymberskich, ydem by ka dy, kogo jedno z czworga dziadków by o ydem. Dlaczego jedno z
dziadków, a nie pradziadków albo rodziców? Nie by o innego powodu poza tym, e kto gdzie w nie tak
zdecydowa , prawdopodobnie kieruj c si wzgl dami pragmatycznymi. Sprawdzanie pradziadków
by oby zbyt trudne,
Rozdzia XI. Naród 267

ograniczenie si do rodziców eliminowa oby zbyt ma liczb ludno ci. Trudno sobie wyobrazi , aby kto ,
kogo tylko jedna babcia czy dziadek by /a ydem (i to zapewne takim/ , który/a przyj a chrzest w
momencie lubu, je li nie wcze niej), mia zwi zki z kultur ydowsk i sam uwa si za yda, póki nie
zosta tak nazwany i zaliczony do cz onków spo eczno ci skazanej na eksterminacj .

Mniejszo ci narodowe i etniczne we wspó czesnej Polsce


Po drugiej wojnie wiatowej granice Polski zosta y przesuni te na zachód. Wi kszo obszarów, na których
przewa a ludno ukrai ska i bia oruska, znalaz a si poza nimi, natomiast w ich obr b wesz y ziemie
zamieszkane przez Niemców. Powojenne w adze, zgodnie z ja ta skimi ustaleniami, d y do pozbycia si
mniejszo ci narodowych z Polski. Wobec Niemców zastosowano przymusowe wysiedlania. Okre lenie,
kto jest Niemcem, nie zale o wy cznie od samoidentyfikacji, ale by o tak e wynikiem arbitralnych
decyzji administracyjnych. W wielu wypadkach kwalifikowano jako Niemców i przymusowo wysiedlano
autochtonicznych mieszka ców nowo przy czonych ziem, którzy czuli si Polakami i byli przed wojn
prze ladowani za swoj polsko .
Dla krzywd, jakich doznali przesiedlani ludzie w wyniku nadu w adzy i brutalno ci stosowanych
metod, nie ma adnego usprawiedliwienia. Inaczej jest z sam zasad przesiedle , któr wspó cze nie tak e
jeste my sk onni pot pia i wi za jednoznacznie z systemami totalitarnymi. Tymczasem jest ona logiczn
konsekwencj zasady: „Jeden naród -jedno pa stwo", i miewa a zwolenników równie w pa stwach demo-
kratycznych. Franklin Roosevelt ju w 1943 roku akceptowa przesiedlenie ludno ci niemieckiej z Prus
Wschodnich, które mia y przypa Polsce po wojnie (Kersten 1989: 471). Akceptacja ta wiadczy o sile przy-
wi zania demokratycznych polityków do idei jednolitego etnicznie pa stwa i uznania jej realizacji za
warto nadrz dn , wart ceny ludzkich cierpie . Dzisiaj patrzymy na to inaczej.
W wyniku tej dwuznacznej moralnie polityki Polska po wojnie sta a si pa stwem jednolitym
narodowo ciowo. Ponad 90 procent jego obywateli uwa a si i jest uwa ana za Polaków. Liczby obywateli
polskich nale cych do poszczególnych mniejszo ci mog by szacowane jedynie w przybli eniu. We
wspó czesnej Polsce nie tylko nie stosuje si adnych zewn trznych kryteriów narodowo ci, ale równie nie
ma obowi zku jej deklarowania. Konsekwencj tego jest nieuwzglednianie przez G ówny Urz d
Statystyczny takiego rodzaju danych w spisach powszechnych.
Wedle istniej cych szacunków, najliczniejsze mniejszo ci narodowe w Polsce to niemiecka,
bia oruska i ukrai ska. Liczebno tych dwóch
268 Cz trzecia. Zbiorowo ci spo eczne

ostatnich okre lana jest w przypadku Bia orusinów na 215 tysi cy, Ukrai ców za na 265 tysi cy (Eberhardt
1996: 131). Mniejszo niemieck na pocz tku lat pi dziesi tych szacowano na 200 tysi cy. Po zmianach
ustrojowych w 1989 roku mniejszo ta nie tylko ujawni a si jako liczniejsza ni uprzednio szacowano -
obecnie jedni szacuj j na 300 tysi cy (Eberhardt 1996: 131), inni za nawet na 700 tysi cy (Bojar 1997: 406) -
ale nadto bardzo sprawnie i szybko potrafi a si zorganizowa .

Uderzaj ce s ró nice liczebno ci mniejszo ci wedle wyra nie zani onych szacunków z 1960 roku (podaje je Wielka
Encyklopedia Powszechna) i wedle szacunków z lat dziewi dziesi tych Ministerstwa Kultury i Sztuki oraz organizaqi
mniejszo ciowych. Te dwa ostatnie oszacowania ma o si od siebie ró ni z jednym wyj tkiem. Jest nim liczba
mniejszo ci niemieckiej, która wedle ministerstwa wynosi 350-450 tysi cy obywateli, a wedle organizacji
mniejszo ciowych - 700 tysi cy (Bojar 1997: 406).

Dane o liczbie szkó , w których nauczane s j zyki ojczyste mniejszo ci narodowych i etnicznych,
wskazuj , e prze om demokratyczny w 1989 roku stworzy nowe mo liwo ci wszystkim mniejszo ciom.
Znacz co wzros a liczba szkó , w których dzieci ucz si j zyka swoich mniejszo ci jako j zyka ojczystego, a
tak e liczba uczniów.
Wyrazem pr no ci mniejszo ci niemieckiej i jej rozwini tej wiadomo ci narodowej jest liczba
cz onków trzech regionalnych towarzystw kulturalnych Niemców, która cznie przekracza 280 tysi cy
osób. Podobnie towarzystwa ukrai skie i bia oruskie mia y w ko cu lat dziewi dziesi tych
odpowiednio: 7 i 5,2 tysi cy cz onków (Rocznik Statystyczny 1997), chocia wedle szacunków
dokonywanych przez same mniejszo ci by y one w tym czasie tylko o po ow mniejsze od niemieckiej.
Demokratyczne przemiany 1989 roku stworzy y warunki sprzyjaj ce nie tylko mniejszo ciom
narodowym, ale równie zbiorowo ciom regionalnym o w asnej kulturze, postrzegaj cym si jako grupy
etniczne: zakom i Kaszubom. Jedni i drudzy zacz li dopomina si o oficjalne uzna-

W roku szkolnym 1980/1981 szkól z j zykiem bia oruskim by o 42, a uczniów 2404; z j zykiem ukrai skim 15 i 409
uczniów. Mniejszo niemiecka nie mia a szkó ze swoim j zykiem a do roku szkolnego 1995/1996 (Rocznik Statystyczny
1998). Natomiast zgodnie z informacj MEN opart na danych GUS, w roku szkolnym 1999/2000 „najwi ksz grup pod
wzgl dem liczebno ci uczniów stanowi mniejszo niemiecka - 28 244 uczniów w 355 szko ach. Nast pna w kolejno ci jest
mniejszo bia oruska reprezentowana przez 3611 uczniów w 48 szko ach, ukrai ska (2645 uczniów w 107 szko ach i
zespo ach mi dzyszkolnych), s owacka (385 uczniów w 18 szko ach) oraz ydowska (25 uczniów w 1 szkole). W ród
mniejszo ci etnicznych najliczniej reprezentowani s Kaszubi - 1470 uczniów w 19 szko ach oraz emkowie - 80
uczniów w 10 szko ach (Informacja o mniejszo ciach... 2000).

Rozdzia XI. Naród 269

nie ich odr bno ci. Grupa zaków wyst pi a nawet o uznanie ich za mniejszo narodow i przyznanie
odpowiednich praw, na co s d nie wyrazi zgody. Jedni i drudzy dopominaj si , by j zyki, jakimi mówi ,
nazywane gwar sk i kaszubsk , nie by y otaczane pogard jako dialekty ludzi niewykszta conych i
pione w szko ach, ale zosta y uznane za j zyki pe noprawne. Kaszubi doprowadzili do powstania szkó ,
w których naucza si j zyka kaszubskiego.
W Polsce ochrona praw mniejszo ci narodowych i etnicznych jest konstytucyjnie gwarantowana. Mówi o
niej artyku 35 Konstytucji uchwalonej w 1997 roku.

Nota bibliograficzna
W socjologii problematyka ma ych grup wyst puje pod szyldem mikro-socjologii i dominuje w niej
perspektywa strukturalno-funkcjonalna. W j zyku polskim najpowa niejsze prace z tego zakresu to
Jacka Szmatki Ma e struktury spo eczne. Wst p do mikrosocjologii strukturalnej (1989) i opracowana
przez niego antologia Elementy mikrosocjologii. Wybór tekstów klasyków socjologii (1978). W tekstach
zebranych w tym tomie podejmowane . tak e kwestie roli spo ecznej, konformizmu, dewiacji,
kontroli spo ecznej, które wi si ci le z problematyk ma ych grup. Inna prac z tego zakresu jest
ksi ka Jana Turowskiego Socjologia. Ma e struktury spo eczne (1993), która ma charakter
podr cznika. Punkt widzenia psychologii spo ecznej na ma e grupy i ich funkcjonowanie przedstawia
ksi ka Carol K. Oyster Grupy (2002).
Problematyki wspólnoty spo ecznej, w tym grup pierwotnych i spo eczno ci lokalnych, dotycz
teksty zebrane przez Barbar Miko ajewsk w tomie Zjawisko wspólnoty. Wybór tekstów (1999).
W j zyku polskim dost pne s dwie klasyczne prace po wi cone biurokracji: Michela Croziera
Biurokracja. Anatomia zjawiska (1967) i napisana wspólnie z Erhardem Friedbergiem Cz owiek i system.
Ograniczenia dzia ania zbiorowego (1982).
Zjawiska zwi zane z biurokracj skrótowo omawia ksi eczka Ludwiga von Misesa Biurokracja
(1998). Nawi zuj ce do Maxa Webera zwi e przedstawienie problematyki organizacji na ró nych
poziomach ycia spo ecznego znajduje si w ksi ce Antoniego Kami skiego adza a racjonalno .
Studium z socjologii wspó czesnego kapitalizmu (1976).
Informacji o klasycznych teoriach zarz dzania dostarcza ksi ka pod redakcj Jerzego Kurnala
Twórcy naukowych podstaw organizacji. Wybór pism (1972b).
Najpe niejsz polsk prac teoretyczn o spo eczno ciach lokalnych jest praca Paw a Starosty Poza
metropoli . Wiejskie i ma omiasteczkowe zbiorowo ci lokalne a wzory porz dku makrospo ecznego (1995).
Problematyce spo eczno ci lokalnych i lokalizmu po wi cone s prace zebrane w tomie pod redakcj
Bohdana Ja owieckiego, Kazimierza Z. Sowy i Piotra Dudkiewicza Spo eczno ci lokalne. Tera niejszo i
przysz (1989). Problematy-

272 Cz trzecia. Zbiorowo ci spo eczne

ameryka skiej samorz dno ci lokalnej omawia praca Yincenta Ostroma Federalizm ameryka ski.
Tworzenie spo ecze stwa samorz dnego (1994). Dzia anie demokracji lokalnej we W oszech analizuje Robert
D. Putnam w pracy opartej na badaniach empirycznych i zaliczanej ju do klasyki Demokracja w
dzia aniu. Tradycje obywatelskie we wspó czesnych W oszech (1995).
Praca Ernesta Gellnera Narody i nacjonalizm (1991) zapocz tkowa a dominuj cy wspó cze nie sposób
my lenia o narodach. O historycznym procesie kszta towania si narodów w Europie opowiada ksi ka
Krzysztofa Pomiana Europa i jej narody (1992), natomiast przemianom zachodz cym w ostatnich latach
w Europie po wi cona jest praca Rogersa Brubakera Nacjonalizm inaczej. Struktura narodowa i kwestie
narodowe w nowej Europie (1998). Sytuacj narodowo ciow w Europie rodkowo-Wschodniej analizuje
Marek Waldenberg w ksi ce Narody zale ne i mniejszo ci narodowe w Europie rodkowo-Wschodniej.
Dzieje konfliktów i idei (2000). Dramatyczne skutki europejskiego etnonacjonalizmu ukazuje Urs
Altermatt w ksi ce, któr zaczyna od analizy poj cia narodu, Sarajewo przestrzega. Etnonacjonalizm w
Europie (1998). O kszta towaniu si narodu polskiego mówi ksi ka Tomasza Kizwaltera O
nowoczesno ci narodu. Przypadek Polski (1999), która zaczyna si od omówienia ró nych teorii
narodu. Omawia je te Antonina K oskowska w pracy Kultury narodowe u korzeni (1996), w której -
wykorzystuj c materia y autobiograficzne - analizuje problemy konwersji i to samo ci narodowej.

4. Podzia y spo eczne

ROZDZIA XII

Zró nicowanie spo eczne i ruchliwo spo eczna


1. Ró nice i nierówno ci jako przedmiot zainteresowania socjologii 277
2. Trzy klasyczne spojrzenia na podzia y spo eczne 280
3. Klasy i warstwy - rozmaito znacze 287
4. Zró nicowanie spo eczno-zawodowe 291
5. Ruchliwo spo eczna 294

1. Ró nice i nierówno ci jako przedmiot zainteresowania


socjologii
Wszystkie zbiorowo ci ludzkie sk adaj si z jednostek, które ró ni si mi dzy sob . Ró ni si wzrostem,
kolorem skóry, barw w osów i oczu, a tak e tusz i stopniem podatno ci na choroby; ró ni si p ci i
wiekiem; zdolno ciami i umiej tno ciami; tak e rozmiarami maj tku, zakresem w adzy i poziomem
wykszta cenia. Jedne z tych ró nic maj pochodzenie biologiczne (p , wiek, kolor oczu), inne za -
spo eczne (wykszta cenie, w adza, maj tek). Katalog obu rodzajów ró nic mo na by znacznie wyd ,
ale i to wyliczenie wystarcza, aby zda sobie spraw z wielo ci rodzajów zró nicowania jednostek
ludzkich.
Z punktu widzenia socjologii nie wszystkie ró nice mi dzy lud mi s równie donios e i zas uguj na
tak sam uwag . W ród ró nic, których ród em jest biologia, przedmiotem zainteresowania socjologii s
wy cznie te, które maj konsekwencje spo eczne, to jest okre laj pozycje spo eczne oraz wyznaczaj role
spo eczne i s podstaw niektórych podzia ów spo ecznych i zró nicowania spo ecznego. W nowoczesnych
spo ecze stwach takie spo eczne konsekwencje maj na przyk ad ró nice p ci, natomiast nie maj ró nice
koloru oczu czy wzrostu.
Socjologowie, zajmuj c si zró nicowaniem spo ecznym, g ówn uwag po wi caj tym ró nicom,
które s podstaw nierówno ci spo ecznej ludzi. Co prawda, trudno jest znale takie ró nice, które nie
przekszta ca yby si w nierówno ci chocia by w postaci podzia u na „lepszych" i „gorszych". Dotyczy to
nawet tak neutralnej cechy jak kolor w osów. Wszak dowcipy o kobietach idiotkach opowiada si o
blondynkach, wy czaj c z tej kategorii brunetki. Mo na mniema , e istnieje ogólnoludzka sk onno do
postrzegania ró no ci w kategoriach nierówno ci, a co za tym idzie - sta a tendencja do przeistaczania si
ró nic wyst puj cych mi dzy cz onkami zbiorowo ci w hierarchie nierówno ci.
Nierówno ci i hierarchie wyst puj we wszystkich zbiorowo ciach, nie tylko ludzkich (zob. Biologiczne
podstawy ycia spo ecznego z perspektywy biologii ewolucyjnej, s. 53). Je li za chodzi o zbiorowo ci ludzkie,
to w spo ecze stwach ró nego typu zbudowane s one na odmiennych, przynaj-
278 Cz czwarta. Podzia y spo eczne

mniej do pewnego stopnia, podstawach. Wiele do powiedzenia na ten temat maj zarówno historycy, jak i
antropolodzy.
Poniewa g ównym przedmiotem zainteresowania socjologii jest nowoczesne spo ecze stwo
przemys owe, socjolodzy skupiaj uwag na ró nicach i nierówno ciach spo ecznych wyst puj cych w
spo ecze stwach tego typu. S to spo ecze stwa, w których dominuj pozycje osi gane (zob.
Spo ecze stwo przemys owe, s. 102), a wi c takie, których uzyskanie uwa a si za zale ne od samego
cz owieka. Podstawowym pytaniem w odniesieniu do tego typu spo ecze stw jest pytanie o to, czy
rzeczywi cie tak jest. Prowadzi to do dalszych pyta o podstawy nierówno ci, stopie trwa ci podzia ów,
a tak e sztywno granic mi dzy nimi i mo liwo ich przekraczania, to jest o ruchliwo spo eczn .
Kszta towaniu si w Europie nowoczesnych spo ecze stw przemys owych towarzyszy o przekonanie,
e zrównanie wszystkich wobec prawa i zniesienie nierówno ci stanowych, których podstaw by y
prawem zagwarantowane przywileje zwi zane z okre lonymi pozycjami przypisanymi, oznacza b dzie
kres wszelkich nierówno ci. Co poniektórzy anty-feudalni ideologowie prze omu XVIII i XIX wieku nie
oczekiwali zniesienia nierówno ci, ale ywili przekonanie, e likwidacja zamkni tych stanów tworz cych
hierarchie da pocz tek takiemu spo ecze stwu, w którym miejsce cz owieka w uk adzie nierówno ci
zale ne b dzie jedynie od jego zdolno ci oraz pracowito ci. Wszelkie przedzia y ka da jednostka b dzie
mog a atwo przekracza w ci gu swego ycia nawet wielokrotnie. Tak wi c ju u zarania nowoczesnych
spo ecze stw przemys owych powsta wzorzec spo ecze stwa merytokratycznego, to jest takiego, w któ-
rym miejsce cz owieka w hierarchii spo ecznej zale y od niego samego i nie ma adnych przeszkód, aby
ka dy móg zaj takie, jakie mu si nale y stosownie do wyposa enia intelektualnego i cech osobowo ci.
Ten wzorzec merytokratyczny nigdy nie zosta porzucony. Do dzisiaj porównuje si z nim realnie
istniej ce spo ecze stwa; równie w socjologii. Do standardowych pyta badawczych tej dyscypliny
nale pytania o przeszkody i bariery na drodze swobodnego przep ywu jednostek mi dzy ró nymi
poziomami hierarchii spo ecznych i stopie oddalenia badanych spo ecze stw od idea u
merytokratycznego.
Socjologiczna problematyka podzia ów i nierówno ci spo ecznych jest podejmowana i badana przede
wszystkim na makrospo ecznym poziomie ycia spo ecznego, co nie znaczy, e nie zdarzaj si prace
podejmuj ce j równie na poziomie spo eczno ci lokalnych.
Podzia y spo eczne na poziomie makrospo ecznym bywaj rozpatrywane z dwojakiej perspektywy. Po
pierwsze, spo ecze stwa pojmowanego jako swoista, ponadjednostkowa ca z ona z powi zanych ze
sob strukturalnie cz ci. Po drugie, spo ecze stwa pojmowanego jako zbiór ró norodnych jednostek, które
mog by zaliczane do kategorii two-
Rozdzia XII. Zró nicowanie spo eczne i ruchliwo spo eczna 279

cych stopnie skali jakiej cechy przez nie posiadanej (na przyk ad dochodu, wykszta cenia). W
pierwszym przypadku uwaga skupiona jest na charakterze cz ci sk adowych danego typu spo ecze stwa i
ich wzajemnych relacjach. W drugim - na hierarchicznym uporz dkowaniu wyró nionych kategorii.
Pierwsze podej cie mo na nazwa strukturalnym, natomiast drugie gradacyjnym.
Podstawowymi kategoriami opisu zró nicowa , podzia ów i nierówno ci spo ecznych s klasa i
warstwa. Pos uguj si nimi zgodnie socjolodzy o odmiennych perspektywach badawczych i orientacjach
teoretycznych, chocia nie ma mi dzy nimi zgody co do sposobu ich rozumienia.
Niezgoda zaczyna si ju od tego, czy te dwie kategorie odnosz si do wszystkich spo ecze stw, w
których wyst puj zró nicowania i nierówno ci, czy te ich stosowanie ma by ograniczone do
spo ecze stw jednego typu, to jest nowoczesnych spo ecze stw przemys owych; takich spo ecze stw, w
których przewa aj pozyqe osi gane, a zró nicowania i nierówno ci nie s sformalizowane i wsparte
prawem, ale wynikaj z samoistnego dzia ania rozmaitych si spo ecznych. Innymi s owy, dotyczy tego,
czy „klasa" i „warstwa" s poj ciami ogólnymi, czy te historycznymi. Rozumienie ich w pierwszy sposób
prowadzi do skupiania uwagi na powszechno ci zjawiska zró nicowania zbiorowo ci ludzkich i jego
ogólnych prawid owo ciach, natomiast w drugi - na zró nicowaniach nowoczesnego spo ecze stwa
przemys owego, a wi c na specyficznych przejawach ogólnych prawid owo ci.
W charakterystyce podzia ów spo ecznych nowoczesnych spo ecze stw przemys owych oprócz klasy i
warstwy istotn rol odgrywa kategoria zawodu. Analiza zró nicowania spo eczno-zawodowego pozwala
na empiryczne okre lenie w ciwych temu spo ecze stwu zró nicowa i nierówno ci, a tak e procesów
ruchliwo ci spo ecznej.
W perspektywie bada empirycznych zró nicowania i nierówno ci spo eczne traktowane s jako
nierówno ci szans yciowych, to jest szans „korzystania z utworzonych spo ecznie dóbr ekonomicznych i
kulturalnych normalnie istniej cych w spo ecze stwie" (Giddens 1973: 130, za: Pohoski 1995: 346). S one
badane dwojako. Po pierwsze, jako „podzia dóbr mi dzy grupy lub kategorie spo eczne", po drugie, jako
„dost p jednostek do grup lub kategorii spo ecznych nierówno obdzielonych dobrami" (Pohoski 1995: 346).
Pierwsza perspektywa badawcza kieruje uwag na zró nicowania i nierówno ci spo eczne danego
spo ecze stwa, natomiast druga na procesy ruchliwo ci spo ecznej.
Badania empiryczne zró nicowa spo ecznych s w socjologii niezwykle rozwini te. S to g ównie
badania ilo ciowe o bardzo rozbudowanej metodologii, wykorzystuj ce wyrafinowane techniki
statystyczne, które pozwalaj na pomiary dystansów i ujawnianie barier mi dzy ró nymi poziomami
zró nicowania spo ecznego, a tak e na okre lanie rodzajów i mechanizmów ruchliwo ci spo ecznej.
280 Cz czwarta. Podzia y spo eczne

2. Trzy klasyczne spojrzenia na podzia y spo eczne


W socjologii wyst puj trzy podstawowe, uwa ane za klasyczne, uj cia podzia ów spo ecznych. S to:
koncepcja klas Karola Marksa, koncepcja trzech wymiarów podzia ów spo ecznych Maxa Webera oraz
koncepcje stratyfikacji (uwarstwienia).
Te trzy klasyczne koncepcje okre laj horyzont socjologicznej problematyki podzia ów i nierówno ci
spo ecznych. Nawi zuje si do nich zarówno w rozwa aniach teoretycznych, jak i w badaniach
empirycznych. Nawi zania te maj charakter b wzgl dnie wiernej kontynuacji której z tych koncepcji,
jej reinterpretacji i modyfikacji, b te s mniej lub bardziej udanymi próbami ich czenia.

Karol Marks i poj cie historyczne klasy


Materializm historyczny Marksa wyrós , jak wiadomo, z pytania o istot , ród a i sposób likwidacji
spo ecze stwa kapitalistycznego (zob. Socjologia wspó czesna, s. 36, oraz Marksizm, s. 96). Cz ci
odpowiedzi na to pytanie by a marksowska teoria klas.
Marks uwa , e podstawowe podzia y w spo ecze stwie s zwi zane z ró nic stosunku do rodków
produkcji - jedni je maj , inni za s ich pozbawieni. Tego rodzaju podzia wyst puje w spo ecze stwach
wszystkich typów, ale w spo ecze stwach przedkapitalistycznych jest zacierany i spychany w cie przez
podzia y oparte na innych zasadach. Natomiast w spo ecze stwie kapitalistycznym, które charakteryzuje
wolnokonkurencyjna gospodarka uwolniona od wszelkich polityczno-prawnych ogranicze , znikaj
przykrywaj ce go zas ony i wyrazisty staje si podzia na dwie podstawowe klasy: klas w cicieli rodków
produkcji - bur uazj , kapitalistów, i klas pozbawion rodków produkcji - proletariat. Jest to historyczne
poj cie klasy. Odnosi si ono do podzia ów, które s konsekwencj kapitalistycznego sposobu produkcji
maj cego charakter historyczny.
Marks twierdzi , e ró nice mi dzy klasami okre lanymi na podstawie odmiennego stosunku do
rodków produkcji nie ograniczaj si do ró nic po enia ekonomicznego i stopnia zaspokajania
podstawowych potrzeb. S równie ró nicami w ca ym sposobie ycia, dost pie do w adzy, wykszta ceniu,
stylu my lenia, a tak e ró nicami wiatopogl du, postaw politycznych. Dla Marksa wszystkie cechy
po enia spo ecznego poszczególnych klas by y ze sob ci le powi zane.
Mi dzy klasami istnieje sta y konflikt. Stosunki miedzy nimi to ci a walka. Walka ta toczy si na
trzech poziomach - ekonomicznym, politycznym i ideologicznym. Walki klas, tak samo zreszt jak i innych
konfliktów spo ecznych, Marks nie traktowa jako niebezpiecznej patologii
Rozdzia XII. Zró nicowanie spo eczne i ruchliwo spo eczna 281

spo ecznej, ale jako naturalny sk adnik ycia spo ecznego, który dynamizuje je i prowadzi do zmian.
Tak rozumiane klasy nie by y dla Marksa wy cznie kategoriami ekonomicznymi. Potencjalnie by y dla
równie grupami spo ecznymi, to jest zbiorowo ciami po czonymi wi zi spo eczn , której wyrazem by a
wiadomo klasowa". W zaczerpni tym od Hegla j zyku Marks pisa o przekszta caniu si klasy „w
sobie", to jest zbioru jednostek o jednakowym po eniu spo eczno-ekonomicznym, w klas „dla siebie", to
jest zbiorowo
0 poczuciu klasowej to samo ci i rozwini tej „ wiadomo ci klasowej".
wiadomo klasowa" proletariatu w uj ciu Marksa jest interpretowana jako rozpoznanie przez
cz onków klasy robotniczej w asnej roli w procesie produkcji, ich stosunku do w cicieli rodków
produkcji i na koniec zrozumienie, e mog poprawi swoje po enie tylko przez obalenie ustroju.
Proces kszta towania si wiadomej klasy robotniczej Marks przedstawi w napisanym wspólnie z
Fryderykiem Engelsem Manife cie komunistycznym. Pocz tkowo w jednej fabryce pojedynczy robotnicy
zaczynaj dopomina si o swoje prawa i wchodz w konflikt z w cicielem fabryki. Nast pnie wszyscy
robotnicy tej fabryki zauwa aj , e s w jednakowym po eniu i maj wspólne interesy. Potem
wiadamiaj to sobie robotnicy ca ego miasta i regionu, potem ca ego kraju, a wreszcie ca ego wiata i
has em ich staje si zawo anie: „Proletariusze wszystkich krajów czcie si ".
W pracach Marksa istniej dwa modele struktury spo ecznej jako struktury klasowej. Jeden jest modelem
biegunowym, w którym wyst puje dychotomiczny podzia na dwie podstawowe klasy - kapitalistów i pro-
letariat, drugi jest bardziej skomplikowanym modelem, w którym pojawiaj si podzia y wewn trz klas
podstawowych oraz klasy „po rednie" mi dzy tymi biegunami. W niektórych pismach Marksa wyst puje
pierwszy model, w innych drugi.
Model biegunowy pojawia si w Kapitale w rozwa aniach teoretycznych, kiedy Marks - pragn c dociec
istoty relacji mi dzy kapitalistami a proletariatem - klasy te z za enia rozpatruje tak, jak gdyby tylko one
istnia y w spo ecze stwie. Model ten dominuje tak e w programowym Manife cie komunistycznym,
wzywaj cym robotników do walki o obalenie kapitalizmu. Wprawdzie wymieniane s w nim najró niejsze
zbiorowo ci spo eczne, których cz onków krzywdzi rozwijaj cy si kapitalizm i które maj wszelkie
powody, by go zwalcza , ale nie one licz si w tej walce. Liczy si proletariat, albowiem nawet je li w
danym momencie jest mniej liczny ni pozostali wrogowie kapitalizmu, to wraz z jego rozwojem ich
liczebno i si a b s ab y, podczas kiedy proletariatu wzrasta y. Marks przekonany by o pog biaj cej si
polaryzacji spo ecze stwa kapitalistycznego, dlatego te w kontek cie walki politycznej pos ugiwa si
282 Cz czwarta. Podzia y spo eczne

modelem biegunowym. By to model u yteczny, albowiem pozwala zdiagnozowa podstawowy konflikt


spo eczny i wskaza si spo eczn zdoln dokona rewolucyjnej zmiany.
Skomplikowany model bardziej z onej struktury spo ecznej wyst puje w pracach Marksa
po wi conych analizie wspó czesnych mu wydarze historycznych, a zw aszcza zamachu stanu Ludwika
Bonapartego. W analizuj cej to wydarzenie pracy 18 Brumaire'a Ludwika Bonaparte Marks opisywa
spo ecze stwo w ca ym jego zró nicowaniu i analizowa najrozmaitsze si y spo eczne odgrywaj ce rol na
scenie politycznej oraz ich gr , która ostatecznie wynios a na tron cesarski Napoleona III.
Przy wszystkich ró nicach sposobu rozpatrywania podzia ów spo ecznych w poszczególnych pracach
Marksa, w analizach realnie istniej cych spo ecze stw i wydarze historycznych nie ma nic sprzecznego z je-
go ogólnymi tezami teoretycznymi i politycznym wyznaniem wiary. Marks ród a mi dzygrupowych
antagonizmów widzi w sprzeczno ci interesów ekonomicznych, która mo e wyst powa równie mi dzy
od amami tej samej klasy. W tak zwanych pracach historycznych Marksa wyra any jest pogl d, e
podstawowy konflikt spo eczny, jakim jest konflikt mi dzy kapitalistami a proletariatem, mo e by czasami
widoczny jedynie w d ugofalowej perspektywie rozwoju spo ecznego. W krótkich przedzia ach czasu
konflikt ten wskutek splotu najrozmaitszych okoliczno ci historycznych mo e schodzi na drugi plan i by
zag uszany przez innego rodzaju konflikty. Jednak e nawet w takim wypadku u pod a wszystkiego, co
si dzieje, tkwi konflikt mi dzy proletariatem a bur uazj i to on ostatecznie decyduje o biegu historii, której
zwie czeniem b dzie realizacja misji dziejowej proletariatu polegaj cej na zniesieniu wszelkich klas i
stworzeniu ustroju sprawiedliwo ci spo ecznej.
Dla Marksowskiego widzenia klas istotne jest to, e zawsze postrzega je w kontek cie struktury
spo ecze stwa, które jest dla niego dynamiczn ca ci podlegaj sta emu procesowi rozwoju. Klasy nie
dla niego kategoriami klasyfikacyjnymi i nie zajmuje si zaliczaniem jednostek do poszczególnych klas.
Poniewa interesowa si tym, jak toczy si wiat spo eczny, a nie klasyfikacjami, istnienie kategorii
jednostek nie mieszcz cych si w adnej z klas wyró nionych wedle jego kryteriów nie by o dla niego
problemem wartym uwagi.
Teoria Marksa jest doskona ym przyk adem rozpatrywania podzia ów spo ecznych z perspektywy
strukturalnej.

Max Weber i trzy p aszczyzny podzia ów spo ecznych

Karol Marks widzia struktur spo eczn jako jednowymiarow . Oczywi cie by w pe ni wiadomy
istnienia wielu p aszczyzn podzia ów spo ecznych, ale s dzi , e wszystkie s pochodn
podstawowych podzia ów
Rozdzia XII. Zró nicowanie spo eczne i ruchliwo spo eczna 283

klasowych i ostatecznie daj si sprowadzi do odmienno ci interesów ekonomicznych. Przekonanie to


zakwestionowa Max Weber.
Weber, blisko pó wieku m odszy od Marksa, mia mo liwo dostrze enia, e zmiany zachodz ce w
spo ecze stwach europejskich nie s zgodne z przewidywaniami Marksa. Nie nast powa a polaryzacja
ró nic spo ecznych i rzeczywisto spo eczna nie przybli a si do biegunowego modelu podzia ów
spo ecznych. Przestrze mi dzy dwoma biegunowymi klasami nie tylko nie pustosza a, ale zape nia a si
nowymi kategoriami spo ecznymi, takimi jak profesjonali ci czy pracownicy biurokratycznych organizacji.
Nie umiera y tak e przedkapitalistyczne wzory presti u zwi zanego ze szlachetnym urodzeniem. Czas
falsyfikowa znaczn cz Marksowskiej teorii.
Weberowska teoria podzia ów spo ecznych wyrasta a z przekonania, e nie jest mo liwe
uszeregowanie wszelkich nierówno ci spo ecznych w jedn hierarchi . Nierówno ci spo eczne s
rezultatem walki o podzia ró nego rodzaju sk pych zasobów dóbr zarówno materialnych, jak i nie-
materialnych, takich jak uznanie spo eczne i w adza. Te trzy rodzaje dóbr Weber widzia jako podstaw trzech
zasadniczych p aszczyzn zró nicowania spo ecznego. By y nimi: p aszczyzna ekonomiczna, w której wyst -
puje podzia na klasy, p aszczyzna presti u, w której istnieje podzia na stany, i p aszczyzna polityczna, w
której mamy do czynienia z podzia em na partie.
Klasy. Podobnie jak Marks, ród a podzia u na klasy Weber widzia w gospodarce. Podobnie tak e
podzia ten wi za z okre lonym typem gospodarki, a mianowicie z gospodark rynkow charakterystyczn
dla kapitalistycznych stosunków produkcji. Pisa : „«klas » tworz wy cznie interesy ekonomiczne, i to
zwi zane z istnieniem «rynku»" (Weber 1975: 417). Na tym jednak ko cz si podobie stwa z Marksem.
Wedle Webera, podzia na klasy wyznacza nie stosunek do rodków produkcji, ale rodzaj szans na
rynku, które zale nie tylko od posiadania w asno ci, ale i kwalifikacji. Z ró nego rodzaju zawodami wi e
si wykonywanie najrozmaitszych us ug, które maj zró nicowan warto rynkow . Szans na rynku
wyznacza dysponowanie dobrami lub umiej tno ciami pozwalaj cymi na osi ganie dochodów.
Przy takim podej ciu podzia na klasy okazuje si bardzo daleki od Marksowskiego modelu
biegunowego, który nawet wtedy, kiedy nie wyst powa w poszczególnych pismach Marksa, zawsze
znajdowa si w tle jego rozwa . Zgodnie z Weberowska koncepcj klasy, tak e posiadacze dziel si na
klasy, poniewa inaczej usytuowany na rynku jest rentier, w ciciel kapita u, a inaczej w ciciel
przedsi biorstwa produkcyjnego. Z kolei ci, którzy pozbawieni s w asno ci, te tworz rozmaite klasy,
ró ni ce si typem oferowanych na rynku wiadcze . Inne szans ma na rynku wysoko wykwalifikowany
specjalista, lekarz czy prawnik, inne za
284 Cz czwarta. Podzia y spo eczne

szewc czy krawiec, a jeszcze inne niewykwalifikowany robotnik, który ma do zaoferowania jedynie
asn si fizyczn .
Inn istotn odmienno ci Weberowskiego rozumienia klasy w porównaniu z Marksowskim jest to, e
dla Webera klasy nie by y ani realnie, ani potencjalnie zbiorowo ciami o poczuciu wspólnoty.
Stany. W koncepcji Webera stany, w przeciwie stwie do klas, maj poczucie wspólnoty, aczkolwiek
cz sto s abo wykszta cone.
Podczas kiedy sytuacj klasow wyznaczaj szans na rynku, to sytuacj stanow wyznacza „godno "
spo eczna, która wi e si z jak cech wspóln pewnej liczby osób. (Cz sto w prezentacjach pogl dów
Webera zamiast okre lenia „godno " wyst puje „presti ".) Od ka dego, kto chce nale do danego stanu,
oczekuje si okre lonego stylu ycia. Dlatego te podzia na stany wi e si ze sfer konsumpcji, podczas
gdy podzia na klasy jest zwi zany ze sfer produkcji.
Z „godno ci " stanow czy si d enie do zachowania dystansów wobec osób spoza danego stanu i
sk onno do odgradzania si od nich. Niech tnie, je li w ogóle, utrzymuje si z nimi stosunki towarzyskie i
zawiera zwi zki ma skie.
Podzia y klasowe i stanowe krzy uj si i nak adaj na siebie, tworz c najró niejsze konfiguracje. Tak
na przyk ad samo posiadanie jako takie mo e z czasem zacz si liczy jako cecha stanowa; jednak e nie od
razu. Kiedy ubogi szwajcarski handlarz Guggenheim, zaczynaj c od handlu obno nego, dorobi si w
Ameryce milionowej fortuny, nie wystarczy o to, by inni milionerzy zacz li uwa go za równego sobie.
Bez wzgl du na wysoko konta bankowego dla Rothschildów by parweniuszem, z którym nie mieli ochoty
utrzymywa stosunków towarzyskich i nie chcieli, by ich dzieci bawi y si z jego dzie mi. Samo poj cie
„nowobogackiego" i kpi cy stosunek do takiej osoby doskonale oddaje rozbie no mi dzy sytuacj
klasow a stanow .
Stanem mo e sta si tak e grupa zawodowa, a to wtedy, kiedy uzyska spo eczn „godno ", dzi ki
swoistemu stylowi ycia zwi zanemu z zawodem.
Rozmaite konfiguracje relacji mi dzy podzia ami stanowymi i klasowymi, zbie no ci i rozbie no ci
mi dzy tymi dwoma rodzajami podzia ów spo ecznych otwieraj interesuj ce pole docieka
socjologicznych. Sam Weber uwa , e zbieganiu si tych dwu podzia ów spo ecznych sprzyja wzgl dna
stabilizacja zasad nabywania i podzia u dóbr, natomiast przeciwdzia a wszelki wstrz s i przewrót techniczno-
gospodarczy. W warunkach szybkich zmian na plan pierwszy wysuwaj si sytuacje klasowe. Z regu y epoki
i kraje, w których pierwszoplanowe znaczenie maj sytuacje klasowe, s epokami przewrotów techniczno-
gospodarczych. Natomiast ka de opó nienie procesów przemian ekonomicznych prowadzi do dominacji
sytuacji stanowych i przywraca znaczenie spo ecznej godno ci jako podstawy nierówno ci spo ecznych.
Rozdzia XII. Zró nicowanie spo eczne i ruchliwo spo eczna 285

Partie. Mówi c o partiach, Weber mia na my li nie tylko takie organizacje, które wspó cze nie okre lane
mianem partii politycznych. Przez partie rozumia wszelkie grupy, które stawiaj sobie za cel wp ywanie
na aparat w adzy i budowanie go w miar mo no ci ze swoich stronników. Wynika z tego, e partie
wyst puj jedynie w obr bie zbiorowo ci o charakterze stowarzysze (zob. Ferdynand Tönnies i dwa typy
zbiorowo ci, s. 225), w których istnieje jaki racjonalny porz dek oraz aparat s cy jego utrzymywaniu. W
poszczególnych przypadkach partie mog reprezentowa interesy wynikaj ce z sytuacji klasowej lub
stanowej i stosownie do tego dobiera swoich stronników. Jednak wcale nie musz by partiami wy cznie
klasowymi czy stanowymi. Mo liwe s ró ne kombinacje. Weber zdecydowanie odrzuca pogl d, e w adza
polityczna jest w r kach klasy kapitalistów i s y tylko ich interesom.

Koncepcje stratyfikacji (uwarstwienia)


W najszerszym znaczeniu termin stratyfikacja jest u ywany do opisu spo ecze stw, w których istnieje
nierówny podzia dochodów, w adzy, presti u oraz innych po danych dóbr, i oznacza hierarchiczny
uk ad -pojmowanych na wzór pok adów geologicznych — poziomów po enia spo ecznego, które ró ni
udzia w podziale tych dóbr. Poziomy te w odniesieniu do wspó czesnych spo ecze stw przemys owych
najcz ciej okre lane s dzisiaj mianem warstwy, niekiedy klasy, je eli wyró nia si je w p aszczy nie
ekonomicznej.
Tak rozumiana stratyfikacja obrazuje rozmieszczenie jednostek na pewnej skali, nie jest natomiast
opisem spo ecze stwa jako strukturalnie powi zanej ca ci. Tak jak Marksowska koncepcja klas jest
doskona ym przyk adem strukturalnego podej cia do zró nicowania spo ecznego, tak koncepcje
stratyfikacji równie doskona ym przyk adem podej cia gradacyjnego, które z tego wzgl du mo e by
te okre lane po prostu jako stratyfikacyjne.
Rozpatrywanie podzia ów spo ecznych z perspektywy stratyfikacyjnej jest w du ej mierze zwi zane z
tradycj socjologii ameryka skiej, która przez do d ugi czas rozwija a si w asn drog , ma o interesuj c
si rozwojem socjologii europejskiej i powstaj cymi na jej gruncie teoriami. Do ameryka skich róde
koncepcji stratyfikacji zaliczy nale y pochodz ce z lat czterdziestych XX wieku badania spo eczno ci
lokalnej Williama Lloyda Warnera (zob. Socjologia ameryka ska okresu mi dzywojennego, s. 226) oraz
prace Kingsleya Davisa i Wilberta E. Moore'a, tak e z lat czterdziestych.
Warner, badaj c spo eczno miasteczka ameryka skiego, interesowa si zró nicowaniem spo ecznym
jego mieszka ców. Stwierdzi , e o po-
286 Cz czwarta. Podzia y spo eczne

zycji, jak ka dy z nich zajmuje w badanej spo eczno ci, decyduje nie tylko wysoko dochodów, ale i inne
czynniki, na przyk ad szacunek i powa anie ze wzgl du na walory moralne. Na podstawie wywiadów z miesz-
ka cami stwierdzi istnienie sze ciu poziomów pozycji spo ecznych, które nazwa „klasami". Przez klasy
rozumia „dwie lub wi cej grup ludzi, którzy sami s dz , e s i rzeczywi cie s zgodnie umiejscawiani
przez wszystkich cz onków community na spo ecznie wy szych i ni szych pozycjach" (Warner, Lunt 1942: 82,
za: Weso owski 1962: 159). Wyró ni sze klas, które nazwa : „wy sz -wy sz ", „wy sz -ni sz ", „ redni -
wy sz ", „ redni -ni sz ", „ni sz -wy sz " i „ni sz -ni sz ".
Z kolei Davis i Moore w publikowanych w latach czterdziestych XX wieku artyku ach sformu owali
funkcjonaln teori stratyfikacji. Stratyfikacj rozumieli szeroko jako nierówno poziomów udzia u w
dobrach, g ównie dobrach materialnych, i presti u. Wykazywali funkcjonaln niezb dno i u yteczno
tego rodzaju nierówno ci. Argumentowali, e zapewnia ona zajmowanie najwa niejszych pozycji przez
najbardziej kwalifikowane osoby, które kompetentnie wype niaj swoje zadania. Dowodzili, e zdobywanie
kwalifikacji wymaga nak adów i wi e si z wyrzeczeniami, których ludzie nie podejmowaliby bez nagród
w postaci przysz ych wysokich pozycji.
Teoria Davisa i Moore'a wywo a szerok dyskusj . Polemizowano zarówno z jej za eniami
ideologicznymi, jak i sposobem rozumienia stratyfikacji.
W warstwie ideologicznej wskazywano tkwi ce u podstaw rozumowania Davisa i Moore'a za enie,
e w punkcie wyj cia wszyscy maj takie same szans osi gni cia wysokich pozycji, a o tym, czy je osi gn ,
decyduje wy cznie talent i praca jednostki. Zwracano uwag , e szans wykszta cenia, zasi g wp ywów na
innych, stopie szacunku, a nawet szans doczekania pó nego wieku s w znacznej mierze ju w punkcie
startu okre lone przez wyj ciow pozycj jednostki w uk adzie stratyfikacyjnym.
W warstwie merytorycznej podj to pytanie, co to jest stratyfikacja, oraz próby zaw enia tego poj cia.
Proponowano, aby rozumie j nie po prostu jako ka de hierarchiczne zró nicowanie jednostek, ale jako
system utrwalonych warstw, do których przynale no jest w znacznej mierze okre lana przez
mi dzypokoleniowe przekazywanie pozycji lub co najmniej przez szans osi gni cia okre lonych pozycji.
Innymi s owy, proponowano, aby o stratyfikacji mówi tylko wtedy, kiedy istnieje „dziedziczna
nierówno ", a warstwy charakteryzuj si „biologiczn i spo eczn trwa ci " (Buckley 1958, za:
Weso owski 1966: 134) i maj tendencj do zamykania si .

W nast pnych latach poj cie stratyfikacji ulega o dalszym modyfikacjom. Pod wp ywem, po
pierwsze, rozwoju ilo ciowych bada empirycz-
Rozdzia XII. Zró nicowanie spo eczne i ruchliwo spo eczna 287

nych; po drugie, pod wp ywem kontaktów socjologii ameryka skiej z socjologi europejsk i teori Maxa
Webera.
Aby bada uwarstwienie spo eczne, nale o znale wska niki pozwalaj ce na okre lanie warstw na
podstawie kryteriów mierzalnych. Koncepcja trzech p aszczyzn zró nicowania spo ecznego Maxa Webera
wskazywa a drog tych poszukiwa . Ostatecznie takimi wska nikami powszechnie stosowanymi we
wspó czesnej socjologii sta y si : dochód, wykszta cenie mierzone liczb lat nauki i presti zawodu, którego
metody mierzenia zosta y w socjologii dobrze opracowane.
W perspektywie empirycznej przez stratyfikacj spo eczn rozumiane s takie podzia y spo eczne, w
których pozycja spo eczna ludzi mo e by ujmowana jako wy sza lub ni sza z punktu widzenia której z
wymienionych wy ej cech mierzalnych.
Badania tak rozumianej stratyfikacji spo ecznej pokazuj nierówny rozdzia takich dóbr jak formalne
wykszta cenie, ranga zawodu, dochód. W wyniku tego nierównego rozdzia u tworz si hierarchie.
Socjolodzy, badaj c stratyfikacj , interesuj si nie tylko tymi trzema odr bnymi hierarchiami, ale tak e, a
nawet przede wszystkim ich powi zaniami. Poniewa analiza tych powi za wykazuje, e zawód jest
czynnikiem wi cym wykszta cenie z dochodem, jest on traktowany jako podstawowy element
okre laj cy pozycje jednostek w uk adzie stratyfikacyjnym (S omczy ski 1989).
Zaw one, empiryczne pojmowanie stratyfikacji jako uk adu warstw wyznaczonych za pomoc
mierzalnych kryteriów nie wyeliminowa o ogólnego rozumienia stratyfikacji jako hierarchicznego
uszeregowania rozmaitego rodzaju grup (rozumianych tu i w dalszym ci gu jako ró nego rodzaju zbiorcze
kategorie spo eczne) ze wzgl du na zakres posiadanej przez ich cz onków w adzy, presti u i bogactwa. Tak
rozumiana stratyfikacja wyst puje w ró nego typu spo ecze stwach.
Podsumowuj c, stwierdzi trzeba, e niezale nie od tych wszystkich dyskusji termin stratyfikacja
wyst puje w socjologii ameryka skiej najcz ciej jako ogólne okre lenie obszaru problemowego
obejmuj cego zró nicowania, nierówno ci i podzia y spo eczne. W socjologii polskiej natomiast takim
ogólnym terminem jest zazwyczaj struktura spo eczna.

3. Klasy i warstwy - rozmaito znacze


Klasa i warstwa s terminami powszechnie u ywanymi do opisu podzia ów, zró nicowa i nierówno ci
spo ecznych. Socjolodzy o odmiennych perspektywach badawczych i orientacjach teoretycznych nadaj
tym terminom ró ne znaczenia. W przypadku klasy wskaza mo na nie mniej ni pi jej podstawowych
znacze , a w wypadku warstwy - trzy, przy
288 Cz czwarta. Podzia y spo eczne

czym w obu przypadkach dotyczy to klas i warstw rozumianych przede wszystkim historycznie, to
jest jako kategorii opisu podzia ów nowoczesnych spo ecze stw przemys owych.

Klasa
Z pi ciu podstawowych sposobów historycznego rozumienia klasy trzy z nich to uj cia klasyczne,
które w swojej ortodoksyjnej wersji nale ju w znacznej mierze do przesz ci. Pozosta e dwa s
uj ciami wspó czesnymi, w których jednak e odnale mo na co najmniej echa uj klasycznych,
je eli nie wr cz nawi zania do nich.

Uj cia klasyczne
• Klasa w rozumieniu Karola Marksa. Klasy s zasadniczymi segmentami struktury
spo ecze stwa pojmowanego jako swoista ca . Podstaw podzia u na klasy jest stosunek do
asno ci rodków produkcji. Wszelkie podzia y spo eczne i zwi zane z nimi konflikty maj u
podstaw podzia y i konflikty klasowe i mog by do nich sprowadzone. Klasy nie s kategoriami
statystycznymi, ale realnymi zbiorowo ciami zdolnymi do wytworzenia poczucia wspólnoty.
• Klasa w rozumieniu Maxa Webera. Podzia na klasy wyst puje tylko w jednym z trzech
wymiarów zró nicowania spo ecznego, to jest ekonomicznym. Klasa okre la rodzaj szans na rynku.
Klasy nie s zbiorowo ciami wytwarzaj cymi poczucie wspólnoty.
• Klasa w rozumieniu Williama L. Warnera. Klasa jest jednym z poziomów hierarchicznego
uk adu pozycji okre lanych przez wysoko dochodów i szacunek spo eczny. Jest wi c tym, co
wielu socjologów nazywa warstw .

Uj cia wspó czesne


• Rozumienie klasy w perspektywie stratyfikacyjnej. Klasy w tym uj ciu rozumiane s jako
poziomy zró nicowania spo ecznego w p aszczy nie ekonomicznej. Tak rozumiane klasy s w
gruncie rzeczy rodzajem warstw i jako takie s cz ci uk adu stratyfikacyjnego spo ecze stwa.
Nietrudno w tym uj ciu klasy odnale lady zarówno Webera, jak i Warnera. Takie rozumienie
klasy spotka mo na najcz ciej w socjologii ameryka skiej.
• Rozumienie klasy w perspektywie strukturalnej. Z tej perspektywy klasy traktowane s
jako cz ci spo ecze stwa postrzeganego w postaci strukturalnie powi zanej ca ci. Klasa w takim
uj ciu jest kategori analityczn , „która ma sens jedynie w kontek cie teorii klas" (Dahrendorf 1969:
9, za: Kozyr-Kowalski 1979:15). Tak rozumiane klasy „tworz grupy
Rozdzia XII. Zró nicowanie spo eczne i ruchliwo spo eczna 289

spo eczne i mog by rozwa ane jako tworz ce skal nominaln " (Slomczy ski 1989: 5).

Skala nominalna zgodnie z tym, o czym poucza podr cznik metodologii, to „skala, która sk ada si z dwóch lub wi cej
kategorii oznaczonych nazwami, wg których klasyfikujemy pewne przedmioty. Jedyn okre lon relacj pomi dzy tymi
kategoriami jest relacja ró no ci, nie implikuje ona, i jedna z tych kategorii zawiera «mniej» czy te «wi cej» w asno ci
mierzonych" (Jahoda, Deutsch, Cook 1955, za: Nowak 1965: 275).

W takim rozumieniu klas widoczne s nawi zania do Marksowskiej koncepcji, w której klasy by y
podstawowymi elementami okre laj cymi kszta t struktury spo ecznej. Jednak e mimo tych nawi za
strukturalnie rozumiane klasy bywaj wyró niane nie tylko na podstawie Marksowskiego kryterium
stosunku do rodków produkcji, ale tak e innych dodatkowych kryteriów, takich na przyk ad jak kontrola
sprawowana nad prac innych oraz podzia pracy na fizyczn i umys ow (S omczy ski 1989). W ich
uwzgl dnianiu dopatrzy si mo na wp ywów Webera.
Zdaniem czo owych badaczy problematyki zró nicowania spo ecznego takie pojmowanie klas
zwi zane jest z tradycj socjologii europejskiej. Pisz : „W europejskiej tradycji socjologicznej klasy s
definiowane poprzez stosunki kontroli nad produkcj oraz dystrybucj dóbr i us ug. Stosunki te, b ce
pochodn stosunków w asno ci, dotycz przede wszystkim procesu pracy i jego organizacji" (S omczy ski,
Janicka, Mach, Zaborowski 1996: 29).
Przy takim rozumieniu klasy zestawy wyró nianych klas i ich uk ady w poszczególnych
spo ecze stwach przedstawiaj si odmiennie w zale no ci od ró nic systemów polityczno-ekonomicznych
tych spo ecze stw.

Warstwa
Termin warstwa spo eczna ma zupe nie inne znaczenie w ka dym z dwóch wyró nionych sposobów
pojmowania podzia ów spo ecznych, to jest strukturalnym i stratyfikacyjnym. Ponadto w samej
stratyfikacyjnej perspektywie warstwa bywa rozumiana dwojako: b jako kategoria empiryczna, b
jako ogólna kategoria teoretyczna, na podobie stwo Weberowskiego stanu.
• Warstwa w uj ciu strukturalnym wyst puje w marksistowskiej perspektywie ogl du struktury
spo ecznej. Pojawia si w niej wówczas, kiedy podzia na klasy okazuje si niewystarczaj cy dla
zadowalaj cego opisu struktury danego spo ecze stwa. W takim przypadku terminem „warstwa" okre lana
jest b cz klasy - mówi si wtedy o warstwie bur- uazji przemys owej, bur uazji finansowej,
proletariatu wielkoprzemys-
290 Cz czwarta. Podzia y spo eczne

owego etc. - b istotne spo ecznie kategorie nie daj ce si jednoznacznie zaliczy do adnej z klas
wyró nionych na podstawie stosunku do rodków produkcji. Klasycznym przyk adem jest inteligencja, o
której mówi si jako o warstwie; tak samo mówi si o ch opstwie w krajach, w których podzieleni na
klasy ch opi wyodr bniaj si jako zbiorowo o w asnej kulturze i poczuciu to samo ci (Wiatr 1976: 255).
• Warstwa w uj ciu stratyfikacyjnym jako kategoria empiryczna jest wyró niana na podstawie
kryteriów mierzalnych. Kryteriami tymi jest wysoko dochodów mierzona ilo ci zarabianych pieni dzy,
wykszta cenie mierzone liczb lat nauki i presti zawodu. S to mierniki uniwersalne. Uniwersalnym
miernikiem jest pieni dz bez wzgl du na rodzaj waluty. Tak e liczba lat nauki mierzy to samo bez
wzgl du na ró nice w systemach edukacji. Wobec istnienia mi dzynarodowej skali presti u zawodów
równie i ta miara jest powszechna. Ponadto, jak wykaza y liczne badania, zwi zki mi dzy tymi trzema
sk adowymi okre laj cymi czn pozycj stratyfikacyjn przedstawiaj si podobnie w ró nych krajach.
Pozwala to traktowa je jako uniwersalne, które wynikaj „z logiki procesu modernizacji i w ma ym
stopniu zale od systemu ekonomiczno-politycznego" (Slomczy ski, Janicka, Mach, Zaborowski 1996:
49).
Tak wyró niane warstwy tworz skal porz dkow .

Skala porz dkowa „okre la wzgl dne pozycje przedmiotów lub osób z punktu widzenia pewnych w asno ci, nie okre laj c
dystansu mi dzy tymi pozycjami". Pozwala uporz dkowa obiekty od najmniejszych do najwi kszych, chocia nie
pozwala stwierdzi , o ile jeden od drugiego jest wi kszy lub mniejszy. Mo na j porówna do elastycznej ta my mierniczej
nierównomiernie rozci ganej (Jahoda, Deutsch, Cook 1955, za: Nowak 1965: 276).

• Warstwa w uj ciu stratyfikacyjnym jako ogólna kategoria teoretyczna jest jednym z poziomów
stratyfikacji rozumianej jako uk ad grup tworz cych hierarchi ze wzgl du na zakres w adzy, presti u i
bogactwa ich cz onków. Takiego rodzaju hierarchiczne uk ady wyst puj w spo ecze stwach ró nego typu,
nie tylko nowoczesnych spo ecze stwach przemys owych.
Cz onkowie tak rozumianych warstw maj pewn wiadomo wspólnych interesów, a tak e poczucie
grupowej to samo ci i podobny styl ycia, który mniej lub bardziej odró nia ich od cz onków innych
warstw spo ecznych (Haralambos, Holborn 1990: 25). Podobnie pojmowana „warstwa" nie tylko przypomina
Weberowski stan, ale staje si poj ciem tak ogólnym, e swym zakresem obejmuje równie i takie
tworz ce hierarchi kategorie spo eczne jak indyjskie kasty i europejskie stany feudalne.
Rozdzia XII. Zró nicowanie spo eczne i ruchliwo spo eczna 291

4. Zró nicowanie spo eczno-zawodowe


Zainteresowanie zró nicowaniem spo eczno-zawodowym wynika z potwierdzonego empirycznie
przekonania, e pozycje zawodowe i wykonywanie zwi zanych z nimi ról jest w spo ecze stwach
nowoczesnych podstawowym czynnikiem, który sytuuje ludzi w uk adzie nierówno ci spo ecznych
(S omczy ski, Doma ski 1998: 127). Zawody uwa a si za dobry syntetyczny wska nik warstw
stratyfikacyjnych jako kategorii empirycznych. Ponadto, jak wykaza y badania, przedstawiciele ró nych za-
wodów ró ni si pogl dami i cechami osobowo ci.
Zawód s to czynno ci: 1) trwale wykonywane, 2) wymagaj ce okre lonego przygotowania i
umiej tno ci, 3) b ce wiadczeniami na rzecz innych osób, 4) przynosz ce dochody b ce podstaw
utrzymania. Te cztery elementy wyst puj we wszystkich wspó czesnych definicjach zawodu (S omczy ski,
Doma ski 1998: 125).
Zawody s wynikiem podzia u pracy i pojawi y si wraz z rozwojem gospodarki i powstaniem rynku, na
którym praca i umiej tno ci sta y si jednym z towarów. Ju w redniowieczu istnia y nie tylko zawody,
ale i organizacje zawodowe w postaci cechów, które ustala y i formalizowa y procedury szkoleniowe i
egzaminacyjne uprawniaj ce do wykonywania zawodów. W miar rozwoju gospodarczego mno y si
specjalizacje zawodowe i zmienia y sposoby uzyskiwania kwalifikacji zawodowych. We wspó czesnych
spo ecze stwach przemys owych listy zawodów zawieraj tysi ce pozycji.

Klasyfikacje i skale zawodów


Jest rzecz oczywist , e wobec ogromnej liczby ró norodnych zawodów istniej cych wspó cze nie
pojedyncze zawody nie mog by ani u ytecznym narz dziem, ani przedmiotem bada socjologicznych. Aby
takimi si sta y, musz zosta po czone w szersze kategorie. Innymi s owy, niezb dna jest ich klasyfikacja.
W Polsce pierwsza nowoczesna klasyfikacja zawodów, znana jako Spo eczna Klasyfikacja Zawodów
(okre lana skrótem SKZ), zosta a opracowana w 1978 roku (Pohoski, S omczy ski 1978). Jest w niej
dwana cie ogólnych kategorii zawodowych, w niektórych badaniach czonych w jeszcze szersze kategorie
(patrz: ramka na nast pnej stronie).
Stworzenie klasyfikacji zawodów mia o dla soqologii dodatkowe znaczenie praktyczne, albowiem
pozwala o na ujednolicenie kategoryzowania zawodów w ró nych badaniach socjologicznych, a tym samym
umo liwia o porównywanie wyników tych bada .
Zmiany zachodz ce po 1989 roku w gospodarce polskiej i na rynku pracy sk oni y niektórych badaczy
do modyfikacji SKZ. W latach dzie-
292 Cz czwarta. Podzia y spo eczne

Klasyfikacj zawodów jeden z jej twórców charakteryzuje w nast puj cy sposób: „Zgrupowano 367 zawodów lub
skich kategorii zawodowych wydzielonych w tej klasyfikacji przy u yciu nast puj cych kryteriów: rodzaj
wykonywanych czynno ci, podzia pracy na fizyczn i umys ow , poziom kwalifikacji wymagany do
wykonywania zawodu, funkcja w organizacji pracy (stanowisko), rodzaj zak adu pracy, w jakim wykonywany
jest zawód (gospodarka uspo eczniona i nieuspo eczniona), stosunek do rodków produkcji (pracownicy
najemni, samodzielni i pracuj cy w rodzinnym warsztacie pracy). Na podstawie tych kryteriów wyodr bnili my
12 szerokich kategorii spo eczno--zawodowych [...]: specjalistów technicznych i nietechnicznych (1);
kierowników (2); techników i wyspecjalizowanych pracowników administracyjno-biurowych (3); pozosta ych
pracowników umys owych (4); pracowników fizyczno-umys owych (5); w cicieli zak adów wytwórczych i
us ugowych (6); majstrów i brygadzistów (7); wykwalifikowanych pracowników fizycznych (8);
pó wykwalifikowanych pracowników fizycznych (9); niewykwalifikowanych pracowników fizycznych (10);
rolników indywidualnych (11); najemnych pracowników fizycznych w rolnictwie (12)" (Pohoski 1983; Pohoski
1995: 347).

wi dziesi tych powsta a nowa Polska Socjologiczna Klasyfikacja Zawodów (okre lana skrótem PSKZ)
(Sawi ski, Doma ski 1996). Zmiany w stosunku do SKZ polega y na nieznacznym zredukowaniu liczby
jednostek najni szego szczebla oraz uwzgl dnieniu nowych zawodów, które w latach dziewi dziesi tych
pojawi y si na rynku pracy. S to zawody zwi zane ze sfer biznesu oraz us ug finansowych
(bankowo ci , rynkiem papierów warto ciowych) i osobistych (bezpiecze stwem publicznym, rozrywk ,
wypoczynkiem) (S omczy ski, Doma ski 1998:133). Nowa skala ma czterna cie najogólniejszych kategorii
zawodowych. Obecnie polscy socjolodzy korzystaj z obu tych skal.
Oprócz klasyfikacji zawodów w poszczególnych krajach, istnieje tak e Mi dzynarodowa Klasyfikacja
Zawodów (okre lana skrótem ISCO-88), w której jest dziesi najogólniejszych kategorii (PGSS 1993: 233).
Klasyfikacje zawodów dostarczaj podstawy dla konstruowania skal zawodów. W Polsce opracowano
trzy takie skale: 1) skal wedle z ono ci pracy (ogólnej z ono ci, z ono ci pracy z lud mi, z
przedmiotami i symbolami); 2) skal wedle kryterium presti u; 3) skal wedle kryterium pozycji spo eczno-
ekonomicznej (S omczy ski, Kacprowicz 1979).
Skale te pozwalaj na kontrol poprawno ci klasyfikacji zawodów. Jednak ich podstawowe znaczenie
polega na tym, e dostarczaj narz dzia do poznania hierarchicznego usytuowania w przestrzeni
spo ecznej przedstawicieli poszczególnych kategorii zawodowych, czyli cech ich po enia spo ecznego.
Stwierdzenie zbie no ci b rozbie no ci usytuowania na poszczególnych skalach prowadzi do pyta o
spo eczne przyczyny i skutki zbie no ci i rozbie no ci cech po enia spo ecznego. Równie do pytania o to,
która z tych sytuacji bardziej przybli a dane spo ecze stwo do wzoru spo ecze stwa merytokratycznego
o atwych do przekraczania granicach mi dzy warstwami.
Rozdzia XII. Zró nicowanie spo eczne i ruchliwo spo eczna 293

W badaniach uwarstwienia spo ecznego, w których za jego wska nik przyjmuje si zró nicowanie
spo eczno-zawodowe, wykorzystywane s najcz ciej skale presti u zawodów. Socjolodzy pos uguj si
zarówno skalami presti u skonstruowanymi w poszczególnych krajach, jak i Mi dzynarodow Standardow
Skal Presti u Zawodów, opart na Mi dzynarodowej Klasyfikacji Zawodów (Doma ski 1981: 125). Ta
ostatnia skala jest przydatna zw aszcza w mi dzynarodowych badaniach porównawczych.
Niektórzy badacze s sk onni s dzi , e zró nicowanie zawodowe okre la ca y system nierówno ci
w spo ecze stwie przemys owym, a w ka dym razie b dzie go okre la w przysz ci (Doma ski 1985:
38). Tymczasem wiele bada wskazuje, e istnieje umiarkowana zale no mi dzy zawodem a
dochodem. Na rozlu nienie zwi zku mi dzy zawodem a dochodem wp ywaj trzy podstawowe czynniki.
Pierwszym jest p . Kobiety zarabiaj rednio 80 procent tego, co w tych samych zawodach zarabiaj
czy ni. Drugim jest sektor gospodarki. Nawet personel administracyjno-biurowy zarabia inaczej w
przemy le, inaczej w administracji pa stwowej. Trzecim - wielko zak adu pracy. Zazwyczaj w
wielkich zak adach pracy zarabia si wi cej ni w ma ych (S omczy ski, Doma ski 1998: 135). Te dwa
ostatnie czynniki sprawiaj , e jedno ze róde nierówno ci spo ecznych mierzonych wysoko ci dochodu
widzi si w segmentacji rynku pracy (Doma ski 1987).

Presti zawodu
Na pierwszy rzut oka presti wydaje si cech subiektywn , niemo liw do zmierzenia. Ludzie tak bardzo
i pod tak wieloma wzgl dami ró ni si mi dzy sob , a oceniani s tak rozmaicie i wedle w asnego
uznania oceniaj cych, e trudno jest wyobrazi sobie prze enie tych rozmaitych subiektywnych ocen na
obiektywne, ilo ciowe miary.
Aby wykaza , e jest to mo liwe, nale y w pierwszym rz dzie podkre li , e badaczy interesuje
zró nicowanie spo eczne na poziomie makrospo ecznym, na którym w gr wchodzi nie presti osób, ale
zawodów.
W spo eczno ciach lokalnych na tyle ma ych, e wszyscy si znaj , a przynajmniej du o wiedz o
sobie, presti ka dego cz owieka zale y od jego cech osobistych. W nowoczesnych spo ecze stwach
przemys owych, w których najcz stsze stosunki mi dzy lud mi to stosunki rzeczowe mi dzy anonimowymi
jednostkami (w wielkich miastach nawet mieszka cy jednego budynku cz sto si nie znaj i nic o sobie nie
wiedz ), zalety i wady poszczególnych osób nie s widoczne i umykaj ocenie spo ecznej. Poza w skim
gronem rodzinnym i przyjacielskim ka dy postrzegany jest nie wprost jako osoba, ale przez stereotyp
zajmowanej pozycji zawodowej i zwi zanej z ni roli. O presti u cz owieka w kr gu znajomych decyduje
to, jaki on jest, o presti u w ród nieznajomych to, kim jest. Przejawem
294 Cz czwarta. Podzia y spo eczne

wykorzystywania przez jednostk presti u zajmowanej pozycji jest wy miewane przez satyryków
zawo anie: „Pan nie wie, kim ja jestem!"
Stwierdzenie, e przedmiotem zainteresowania jest nie presti osób, ale presti zawodu, nie wystarcza
do wyja nienia, w jaki sposób subiektywne oceny zostaj przekszta cane w obiektywn ilo ciow miar .
Dokonywane jest to za pomoc procedury, która polega na zbieraniu wielu pojedynczych ocen
poszczególnych zawodów i na ich podstawie okre laniu ogólnej oceny ka dego z nich, na przyk ad w
postaci matematycznej przeci tnej (Doma ski 1981: 121-122).
Badania wykazuj istnienie bardzo du ej zgodno ci w ocenach presti u zawodów. Podobnie oceniaj go
ludzie m odzi i starzy, wykszta ceni i niewykszta ceni, pracownicy fizyczni i umys owi (S omczy ski,
Doma ski 1998:137).
Analizy prowadzone w rozmaitych okresach w tych samych krajach oraz analizy porównawcze
prowadzone w ró nych krajach (nie tylko europejskich) wykaza y, po pierwsze, du stabilno hierarchii
presti u zawodów w czasie (Doma ski 1981: 131), a po drugie, znaczne podobie stwo tych hierarchii w
krajach o odmiennych systemach ekonomiczno--politycznych (na przyk ad mi dzy Polsk o gospodarce
planowej w okresie realnego socjalizmu a krajami kapitalistycznymi o gospodarce rynkowej), a tak e w
krajach o ró nych tradycjach kulturowych (Doma ski 1981:123). Oczywi cie, jest tak pod warunkiem, e
wszystkie badane kraje maj cechy pozwalaj ce na uznanie ich za ró ne warianty nowoczesnych
spo ecze stw przemys owych.
Znaczne podobie stwo hierarchii presti u zawodów w wielu ró nych krajach sk oni o badaczy do
wysuni cia hipotezy, e czynnikiem odpowiedzialnym za ten stan rzeczy jest poziom ekonomicznego
rozwoju kraju. S dzono, e wp ywa on mo e nie tylko na charakter samych zawodów, ale i na kszta t
kultury, a co za tym idzie - po rednio i na systemy warto ci le ce u podstaw oceny presti u zawodów.
Potwierdzi y to badania mi dzynarodowe, które wykaza y, e „w krajach bardziej pod wzgl dem
kulturowym zbli onych ludzie przypisuj na ogó zawodom te same rozmiary presti u" (Doma ski 1981:
145). Wykaza y tak e, e podstawowymi czynnikami, z którymi wi e si presti zawodu, s wykszta cenie
i dochód, aczkolwiek w ró nych krajach zwi zki te przejawiaj si z ró sil .

5. Ruchliwo spo eczna


W socjologii przez ruchliwo spo eczn rozumie si zmian miejsca jednostek, tak e grup (rozumianych
jako zbiorcze kategorie spo eczne) w systemie spo ecznego zró nicowania rozpatrywanego najcz ciej
jako hierarchiczny uk ad pozycji b warstw.
Rozdzia XII. Zró nicowanie spo eczne i ruchliwo spo eczna 295

Zmiana miejsca przez grup polega zawsze na przesuni ciu si jej w gór lub w dó uk adu
hierarchicznego. Prowadzi to w sposób nieunikniony do przebudowy tego uk adu lub nawet do zmiany
charakteru ca ego spo ecze stwa. Tak na przyk ad zmiana pozycji mieszcza stwa na drabinie spo ecznej
oznacza a koniec stanowego spo ecze stwa feudalnego.
W przypadku jednostek zmiana miejsca w systemie zró nicowania spo ecznego nie musi oznacza
zmiany ich usytuowania w hierarchii spo ecznej. Jednostki mog przemieszcza si mi dzy kategoriami na
przyk ad zawodowymi, które znajduj si na tym samym poziomie ich hierarchii. Tego rodzaju
przemieszczenia to ruchliwo pozioma (horyzontalna). Przyci ga ona znacznie mniejsz uwag
socjologów ni ruchliwo pionowa (wertykalna) polegaj ca na przemieszczaniu si jednostek mi dzy
poziomami hierarchii spo ecznej.
W badaniach ruchliwo ci spo ecznej g ównym ich przedmiotem jest ruchliwo pionowa jednostek, a
wska nikiem empirycznym poziomów hierarchii spo ecznej s zazwyczaj kategorie spo eczno-zawodowe.
Ruchliwo pionowa mo e oczywi cie polega zarówno na przemieszczaniu si w gór hierarchii
spo ecznej, a wi c awansie, jak i przemieszczaniu si w dó , a wi c degradacji.
Przemieszczanie si jednostek w gór lub w dó mo e mie dwojak posta i odpowiednio do niej
wyró nia si dwa rodzaje ruchliwo ci.
• Pierwsza posta ruchliwo ci to podnoszenie przez jednostk poziomu swojego wykszta cenia,
nabywanie nowych kwalifikacji, bogacenie si i w konsekwencji przesuwanie si z biegiem lat na
wy sze pozycje hierarchii spo ecznej (lub te wskutek innego rodzaju przyczyn - na ni sze). Jest to awans
(b degradacja) w granicach jednego pokolenia. Tego rodzaju ruchliwo to ruchliwo
wewn trzpokoleniowa. Badaj c j empirycznie, porównuje si pozycj respondenta w momencie bada z
jego pozycj w momencie podejmowania pierwszej pracy.
• Druga posta ruchliwo ci to zaj cie przez jednostk wy szej b ni szej pozycji, ni mieli jej
rodzice wskutek zdobycia przez ni innego wykszta cenia i uzyskanie innych kwalifikacji oraz dochodów.
Jest to ruchliwo mi dzypokoleniowa. Okre la si j empirycznie, porównuj c pozycj ojca, w czasie
kiedy syn/córka mia /a 14 lub 16 lat, z aktualn , to jest w momencie bada , pozycj syna/córki.
(Okre lenie wieku dziecka jest konieczne, chodzi bowiem o wyznaczenie punktu startu dziecka. W
toku jego ycia ojciec tak e móg zmienia pozycje i podlega procesowi ruchliwo ci
wewn trzpokoleniowej.)
O obu rodzajach ruchliwo ci decyduj rozmaite czynniki.
• Jedna grupa czynników to cechy jednostek oraz ich rodziców. Pewne osoby s utalentowane i
pracowite, a na dodatek sympatyczne, inne leniwe, niezdolne i antypatyczne. Jedni rodzice mog i chc
inwestowa
296 Cz czwarta. Podzia y spo eczne

w wykszta cenie dzieci, nawet kosztem w asnych wyrzecze , inni nie mog , nie potrafi b nie chc .
• Druga grupa czynników to mo liwo ci przesuni , jakie stwarza dane spo ecze stwo. Zale one
od stopnia jego otwarto ci, a tak e od istnienia w nim mechanizmów wyrównywania szans m odzie y ze
spo ecznie upo ledzonych rodowisk i rodzin w z ym po eniu materialnym. Ich dzia anie, mniej lub
bardziej skuteczne, sprowadza si na ogó do ró nych u atwie w dost pie do wykszta cenia. S to na
przyk ad rozmaite systemy stypendialne, a tak e punkty preferencyjne przyznawane „za pochodzenie"
przy przyjmowaniu na studia. W PRL przez wiele lat punkty przyznawano dzieciom robotników i
ch opów, a w USA przyznaje si je m odzie y z grup etnicznych uwa anych za spo ecznie upo ledzone.
• Trzecia wreszcie grupa czynników to zmiany na rynku pracy. Czasami s one rezultatem rozmaitych
kataklizmów powoduj cych ubytek ludno ci, ró ny w poszczególnych jej kategoriach. Na przyk ad
wojna sprawia, e gin przede wszystkim m czy ni. Niekiedy, jak to by o w czasie ostatniej wojny na
ziemiach polskich, celowo niszczone s elity intelektualne podbitego kraju. Najcz ciej jednak zmiany
rynku pracy s wynikiem rozwoju gospodarki, który powoduje zmian sk adu spo eczno-zawodowego
kolejnych pokole . W miar wzrastaj cego uprzemys owienia kraju coraz wi cej ludzi zaczyna pracowa
w przemy le oraz us ugach, coraz mniej za w rolnictwie. Ro nie tak e zapotrzebowanie na pracowników o
coraz wy szych kwalifikacjach, natomiast coraz mniej potrzebni s pracownicy bez kwalifikacji lub o
niskich kwalifikacjach.
Ruchliwo wynikaj ca ze zmiany sk adu spo eczno-zawodowego kolejnych pokole to ruchliwo
strukturalna, natomiast pozosta a to ruchliwo wymienna (czasem nazywana te cyrkulacyjn ). Jednym z
zada , jakie stawiaj sobie badacze procesów ruchliwo ci, jest oszacowanie proporcji obu tych rodzajów
ruchliwo ci w ogólnej ruchliwo ci spo ecznej zaobserwowanej w danym czasie w danym kraju.
Klasycznym problemem badawczym jest tak e okre lenie stopnia determinacji pozycji spo ecznej
jednostek przez rozmaite czynniki. Zosta y wypracowane techniki analiz statystycznych, które pozwalaj na
badania zakresu wp ywu dowolnej liczby rozmaitych czynników na ró ne elementy pozycji jednostek: na
dochód, wykszta cenie, pozycj zawodow . (W j zyku socjologii empirycznej formu owane jest to w
postaci pytania: „Jak proporcj wariancji danej zmiennej zale nej wyja niaj poszczególne zmienne
niezale ne?"). To, jakie czynniki zostan uwzgl dnione w analizie, zale y od wyboru badacza. Dokonuje
go na podstawie ogólnej wiedzy o procesach ruchliwo ci oraz wiedzy o badanym spo ecze stwie
dostarczanej przez wcze niejsze badania empiryczne i w asne obserwacje. I tak na przyk ad w odniesieniu
do jednego spo ecze stwa wart

Rozdzia XII. Zró nicowanie spo eczne i ruchliwo spo eczna 297

zbadania mo e by zakres wp ywu przynale no ci etnicznej i koloru skóry na pozycj spo eczn , w innym
za - przynale no ci partyjnej.
Klasycznymi czynnikami uwzgl dnianymi w tego typu analizach s takie czynniki „przypisane"
(niezale ne od jednostki), jak wykszta cenie i pozycja spo eczna ojca, oraz takie „osi gane", jak w asne
wykszta cenie.
Nat enie ruchliwo ci spo eczno-zawodowej traktuje si zazwyczaj jako sumaryczny wska nik dystansów i
barier spo ecznych, a tak e jako ród o informacji o mechanizmach odtwarzania si hierarchii spo ecznych
(Doma ski 1998: 448). Jest to równie wska nik stopnia otwarto ci danego spo ecze stwa.

ROZDZIA XIII

Zró nicowanie spo eczne


spo ecze stw
ponowoczesnych

1. „ mier klas" 303


2. Klasa rednia 307
3. Underclass i marginalizacja spo eczna 310

Przemiany przeobra aj ce spo ecze stwa przemys owe w tak wielkim stopniu, e zaczyna si je
postrzega jako spo ecze stwa nowego typu i okre la mianem „ponowoczesnych" (zob. Spo ecze stwo
poprzemy slowe, ponowoczesne i informacyjne, s. 103), dotycz tak e zró nicowania spo ecznego. W wyniku
zmian na rynkach pracy wywo ywanych przez rozwój techniki oraz proces globalizacji zmienia si ich
charakter.
Zmiany te przedstawiaj si nast puj co:
• S abnie zapotrzebowanie na proste prace fizyczne, wzrasta natomiast na prace wymagaj ce
wy szych kwalifikacji i odpowiedniego poziomu wiedzy. Wiedza jako taka zaczyna by uwa ana za
podstawowy „zasób" spo eczny (Drucker 1999).
Prowadzi to do zmniejszania si liczebno ci spo eczno-zawodowej kategorii robotników. Sprzyja temu
malej ce znaczenie tradycyjnego wielkiego przemys u, zw aszcza wydobywczego i ci kiego. Ponadto
mi dzynarodowe korporacje wol uruchamia pewne ga zie produkcji w krajach mniej rozwini tych, w
których si a robocza jest ta sza, zwi zki zawodowe s ma o aktywne b w ogóle nie istniej , a ochron
rodowiska nikt nie zawraca sobie g owy.

„[W Stanach Zjednoczonych] pomi dzy 1970 a 1990 ogólna [...] produkcja przemys owa wzros a wi cej ni dwa i pó raza w
ci gu tych dwudziestu lat. Ale zatrudnienie w przemy le nie wzros o w ogóle. A nawet przeciwnie, spada o. [...]
spad o [...] z 25 procent ca kowitej si y roboczej w 1960 roku do 16 lub 17 procent w 1990 roku. W tym czasie ca kowita
ameryka ska si a robocza podwoi a si i by to najwi kszy wzrost, jaki kiedykolwiek zanotowano w jakimkolwiek kraju w
czasach pokoju. Ale ten przyrost pojawi si w pracach innych ni wytwarzanie i przemieszczanie rzeczy [...]. Sytuacja w
Japonii jest prawie dok adnie taka sama. [...]
Dla ekonomii oraz polityki spo ecznej jest znacznie lepiej - twierdz Japo czycy - by zamiast wydawa pieni dze na
tworzenie stanowisk pracy dla pracowników fizycznych w krajach rozwini tych, przeznacza je na rozwijanie krajowej
edukacji i mie tym samym pewno , e ludzie m odzi naucz si wystarczaj co du o, by posi kwalifikacje do pracy
wymagaj cej wiedzy lub przynajmniej do wiadczenia us ug o wysokim standardzie" (Drucker 1999: 61-63).

• Kiedy podstawowym narz dziem pracy staje si komputer, zamazaniu ulega podzia na prace
„fizyczne" i „umys owe". Rozmywanie granicy mi dzy tymi dwoma rodzajami pracy, niegdy bardzo
wyra nej,
302 Cz czwarta. Podzia y spo eczne

nast puje z obu stron. Zak ady produkcyjne i us ugowe u ywaj skomplikowanej, opartej na elektronice
aparatury, której obs ug trudno uzna za prac fizyczn . Z kolei prace „przy biurku" w znacznej mierze
wskutek komputeryzacji ulegaj rutynizacji i mog by wykonywane na tyle mechanicznie i bez
umys owego wysi ku, e trudno nazwa je „umys owymi" w pe nym znaczeniu tego s owa.
• Przybiera na sile zauwa ony i opisany w latach czterdziestych XX wieku (Burnham 1941) proces
oddzielania si w asno ci od zarz dzania, w zwi zku z czym rozrasta si spo eczno-zawodowa kategoria
mened erów. Kategoria ta jest wewn trznie silnie zró nicowana ze wzgl du na rozmait skal
zarz dzanych przez nich przedsi biorstw, korporacji i banków.
• Zró nicowaniu ulegaj wszystkie kategorie spo eczno-zawodowe. Ró nice wewn trz kategorii
traktowanych uprzednio jako jednolite prowadz do nowego rodzaju nierówno ci spo ecznych. Opis
podzia ów spo ecznych w kategoriach zró nicowania spo eczno-zawodowego nie pozwala ich dostrzec, a
tym samym nie daje pe nego obrazu nierówno ci spo ecznych (Fitoussi, Rosanvallon 2000: 53-54).
• Rynek w krajach wysoko rozwini tych ulega bardzo szybkim przekszta ceniom. Wci pojawiaj si
nowe towary, szybko zmieniaj si mody. Stwarza to potrzeb ci ego dostosowywania si do nowych
kierunków popytu i modyfikowania b nawet zmieniania profilu produkcji. W tych warunkach ma e i
rednie przedsi biorstwa, które odgrywaj coraz wi ksz rol w spo ecze stwach ponowoczesnych,
zainteresowane s elastyczn polityk zatrudnienia. D do zawierania z pracownikami
krótkoterminowych kontraktów, które u atwiaj p ynno kadr i dostosowywanie ich sk adu do aktualnych
potrzeb. Jednym ze skutków tego jest wzrost ruchliwo ci wewn trzpokoleniowej.
Inym skutkiem jest sta a obawa utraty pracy odczuwana we wszystkich kategoriach spo eczno-
zawodowych, chocia nie we wszystkich równie mocno. W rezultacie istotnymi podzia ami spo ecznymi
staj si podzia y na tych, którzy s mniej, i tych, którzy s bardziej zagro eni bezrobociem, na tych, którzy
mniej, i tych, którzy s bardziej elastyczni w dostosowywaniu si do potrzeb rynku, a tak e na tych,
którzy maj mniejsze, i tych, którzy maj wi ksze mo liwo ci uzyskania sta ego, a przynajmniej
ugoterminowego zatrudnienia.
Wiedza i wy sze kwalifikacje u atwiaj dostosowywanie si do zmieniaj cych si zapotrzebowa rynku
pracy, ale nie likwiduj poczucia niepewno ci, które w spo ecze stwach ponowoczesnych znane jest
wszystkim. Nawet wysoko ulokowani w hierarchii spo ecznej mened erowie, którzy sprawnie zarz dzaj
przedsi biorstwami przynosz cymi zysk w danym kraju, nie maj pewno ci, czy kierowany przez nich
zak ad nie zostanie zlikwidowany ze wzgl du na ogólny interes korporacji okre lany w skali globalnej.
Rozdzia XIII. Zró nicowanie spo eczne spo ecze stw ponowoczesnych 303

W analizach ponowoczesnego zró nicowania spo ecznego i towarzysz cych im dyskusjach trzy kwestie
wysuwaj si na czo o. Jedn z nich jest „ mier klas", drug - „klasa rednia", trzeci - marginalizacja spo-
eczna i powstawanie tak zwanej „podklasy" (underdass).
W tym miejscu zaznaczy nale y, e termin „klasa" w ka dej z tych dyskusji jest rozumiany inaczej.

1. „ mier klas"
Na pocz tku lat dziewi dziesi tych XX wieku Clark i Lipset postawili pytanie: „Czy klasy umieraj ?"
(Clark, Lipset 1991). Sprowokowa o ono dyskusj dotycz charakteru zró nicowania spo ecze stw
ponowoczesnych i jego odr bno ci w stosunku do zró nicowania klasycznych spo ecze stw
kapitalistycznych dziewi tnastowiecznej Europy.
W rozwa aniach o tym, czy klasy umieraj i na czym ich mier polega, rozumienie klas bliskie jest ich
Marksowskiemu pojmowaniu. W debacie o mierci klas tradycja Marksowska jest na tyle widoczna, e
jeden z jej uczestników zada wr cz pytanie: „ mier klasy czy Marksowskiej teorii klasy?" (Pakulski
1993b).
W Marksowskiej perspektywie podzia na klasy wynikaj cy z ró nic usytuowania w procesie produkcji
by kluczowym podzia em spo ecznym, który koniec ko ców (w marksistowskim j zyku: w „ostatniej in-
stancji") wyja nia mia wszelkie ró nice spo eczne, cznie z ró nicami orientacji politycznych i
wiatopogl dowych, a nawet gustów estetycznych. Konflikt mi dzy dwiema biegunowymi klasami
spo ecznymi - kapitalistami, w cicielami rodków produkcji, i pozbawionymi tych rodków robotnikami
- by uwa any za podstawowy konflikt spo eczny, który le y u pod a wszelkich konfliktów i jest si
nap dowa wszystkich ruchów spo ecznych, z ruchami narodowymi w cznie. W tych ostatnich za naro-
dowymi has ami dostrzegano ukryt walk klas.
Teza o „ mierci klas" jest zakwestionowaniem dominuj cej roli tak rozumianej „klasy" w okre laniu
podzia ów spo ecznych, jak równie uznawania konfliktów klasowych za jedyne istotne konflikty spo eczne. W
adnym razie nie jest równoznaczna z twierdzeniem, e podzia y i nierówno ci spo eczne wywodz ce si
ze sfery ekonomicznej i wynikaj ce z odmiennego w niej usytuowania nie maj znaczenia. „ mier klas"
oznacza jedynie utrat przez klas (rozumian w duchu Marksowskim) dotychczasowej kluczowej roli w
okre laniu nierówno ci spo ecznych i przekszta cenie si jej w jedn „z wielu teoretycznych kategorii
analizy stratyfikacji i konfliktów" (Pakulski 1993b: 289).
Na rzecz tezy o zmniejszeniu si przydatno ci poj cia klasy do analizy wspó czesnych spo ecze stw
ponowoczesnych przytacza si wiele argumentów. S one trojakiego rodzaju.
304 Cz czwarta. Podzia y spo eczne

1. Jedne dotycz zmiany charakteru klas i relacji mi dzy nimi. Zmierzch tradycyjnego przemys u
wydobywczego i ci kiego oraz zamieranie wielkich zak adów produkcyjnych przy jednoczesnym wzro -
cie sektora us ug powoduje zmniejszenie liczebno ci klasy robotniczej i zanikanie warunków
sprzyjaj cych rozwojowi robotniczej wiadomo ci klasowej.
Wbrew przewidywaniom Marksa w spo ecze stwach wspó czesnych nie nast puje dychotomizacja
podzia ów spo ecznych i przybli anie si ich do biegunowego modelu. Wprost przeciwnie, zamazywaniu
ulegaj granice mi dzy biegunowymi klasami: kapitalistów - w cicieli rodków produkcji, i robotników -
posiadaczy wy cznie si y roboczej, a tak e pojawia si obszar ich wspólnych interesów.
Zamazywanie granic mi dzy biegunowymi klasami ma kilka przyczyn i wiele postaci. Po pierwsze,
znacznie rozrastaj si kategorie spo eczno-zawodowe sytuuj ce si mi dzy dwiema biegunowymi
klasami. Po drugie, same granice tych klas trac wyrazisto . W asno rodków produkcji, w tym kapita u,
oddziela si od jego zarz dzania. Rozrasta si wewn trznie zró nicowana kategoria mened erów, którzy
nie s w cicielami, ale zarz dcami przedsi biorstw, korporacji i kapita ów. W rezultacie rozporz dzanie
rodkami produkcji staje si wa niejsze od ich w asno ci, a tym samym zró nicowanie spo eczne w
wymiarze w adzy wa niejsze od zró nicowania w wymiarze asno ci.
Wiele przedsi biorstw to spó ki akcyjne. W cicielami akcji, a tym samym cz stkowymi w cicielami
rodków produkcji mog by równie robotnicy. W wielu krajach istniej nadto fundusze emerytalne, które
pochodz ze sk adek pracowniczych i których w cicielami s sk adkodawcy. Stanowi znaczn cz
kapita u finansowego, który bywa uwa any za najwa niejsz wspó cze nie form w asno ci (Drucker 1999).
Uczestnictwo w funduszu emerytalnym czyni jego uczestnika w cicielem jakiej cz stki rodków
produkcji nawet wtedy, kiedy podstaw jego utrzymania jest sprzeda w asnej si y roboczej.
Z kolei wspólnym interesem kapitalistów i robotników jest ochrona krajowych zak adów przed
mi dzynarodow konkurenq' zagra aj ich bytowi, a tym samym stanowi gro utraty miejsc pracy.
Dlatego te i w ciciele, i robotnicy zainteresowani s tak polityk gospodarcz pa stwa, która chroni
krajowy przemys i sprzyja jego rozwojowi.
2. Drugi rodzaj argumentowania polega na wskazywaniu, e szans yciowe jednostek zale nie
tylko od przynale no ci do klasy okre lanej przez kryteria ekonomiczne.
W spo ecze stwach ponowoczesnych nast puje przekszta canie wielu umiej tno ci w zawody
kwalifikowane. Ustanawiane s formalne progi kwalifikacji, wska nikiem za ich osi gni cia jest odbycie
stosownych szkole i zdanie egzaminów. Do orzekania o dopuszczeniu do danego
Rozdzia XIII. Zró nicowanie spo eczne spo ecze stw ponowoczesnych 305

zawodu decyduj cia a wyposa one w odpowiednie uprawnienia i powo ywane specjalnie w tym celu.
Oznacza to profesjonalizacj zawodów, która prowadzi do wzrostu znaczenia wiedzy po wiadczanej
formalnymi wiadectwami i dyplomami. W rezultacie jednym z istotnych wymiarów zró nicowania
spo ecznego staje si poziom wykszta cenia. Badacze zwracaj uwag , e w spo ecze stwach
ponowoczesnych „zmienia si zasada stratyfikacji spo ecznej: strukturyzuj ca rola kapita u i w asno ci
ust puje zró nicowaniu profesjonalnej wiedzy i kwalifikacji technicznych" (Do-ma ski 1994: 84). W ko cu
lat osiemdziesi tych XX wieku pojawi a si nawet teza o wy anianiu si „klasy dysponentów wiedzy"
(knowledge class) onej z ludzi zajmuj cych si produkcj i dystrybucj wiedzy, która to klasa zast puje
klas robotnicz w roli g ównego przeciwnika bur uazji przemys owej (Berger 1995a).
asno intelektualna staje si nie mniej wa na, a nawet wa niejsza od w asno ci materialnej, chocia
uzyskana dzi ki niej pozycja jest zagro ona ostr konkurenq' i jako taka niepewna.
W spo ecze stwach ponowoczesnych wzrasta znaczenie Weberowskich „stanów", to jest podzia ów w
wymiarze kultury, opartych na ró nicach systemów warto ci, stylów ycia i konsumpcji (w literaturze
socjologicznej cz sto okre la si to jako „wzrost znaczenia orientacji statusowych"). W tym typie
spo ecze stw cz owiek jest przede wszystkim konsumentem i charakter jego konsumpcji okre la jego
miejsce w przestrzeni spo ecznej. Zawód jest w dalszym ci gu wa nym wyznacznikiem pozycji spo ecznej,
ale nie dlatego, e sytuuje w klasowych relacjach posiadaj cy-nieposiadaj cy kapita ekonomiczny, lecz
dlatego, e jest oznak pozycji i wska nikiem spo ecznego znaczenia oraz mo liwo ci konsumpcyjnych
jednostki.
Podstawow rol w podzia ach spo ecznych przestaje odgrywa gospodarka, a zaczyna kultura. Do
opisu nowej sytuacji stosuje si poj cia kapita u kulturowego i kapita u spo ecznego. Ich posiadanie
ma znacz cy wp yw na usytuowanie jednostki w uk adzie nierówno ci spo ecznych (patrz: ramka na
nast pnej stronie).
W spo ecze stwach ponowoczesnych zwraca si te uwag na znaczenie pozycji przypisanych,
okre lanych przez przynale no etniczn , kolor skóry, preferencje seksualne, a tak e p , która zaczyna
by postrzegana jako wyznacznik ró nic spo ecznych (zob. Ró nice pici jako ró nice spo eczne, s. 345).
Osobn spraw jest rozwój najrozmaitszych regulaqi prawnych chroni cych przedstawicieli ró nego
rodzaju mniejszo ci, wynikaj cy z charakaterystycznej dla tych spo ecze stw silnej orientacji
indywidualistycznej i wysokiej warto ci jednostki. Ma to taki skutek, e szans yciowe jednostek
zaczynaj mniej zale od przynale no ci klasowej, natomiast bardziej od „politycznie zdefiniowanych
i prawem gwarantowanych uprawnie " (Pakulski 1993b: 285).
306 Cz czwarta. Podzia y spo eczne

Kapita kulturowy. Poj cie to wprowadzi Pierre Bourdieu. Oznacza idee, wiedz i umiej tno ci, jakie ludzie nabywaj ,
uczestnicz c w yciu spo ecznym. Obejmuje mi dzy innymi umiej tno poprawnego pos ugiwania si j zykiem i
znajomo regu grzecznego zachowywania si . Ogólnie okre lany jest jako j zykowe i kulturowe kompetencje.
Kapita spo eczny. W literaturze socjologicznej poj cie kapita u spo ecznego wyst puje w dwu znaczeniach. W
odniesieniu do spo ecze stwa oznacza „umiej tno wspó pracy mi dzyludzkiej w obr bie grup i organizacji w celu
realizacji wspólnych interesów" (Fukuyama 1997: 20). Zdolno ta wi e si z istniej cym w danej zbiorowo ci zaufaniem
spo ecznym oraz przestrzeganiem norm lojalno ci, rzetelno ci, uczciwo ci. Kapita spo eczny „tworzony jest i
przekazywany za po rednictwem mechanizmów kulturowych: religii, tradycji, historycznego nawyku (Fukuyama 1997:
39). W odniesieniu do jednostki kapita spo eczny rozumiany jest jako sie jej towarzyskich znajomo ci, spo ecznych
kontaktów i powi za (Markowski 1998: 120).

Wszystkie te nowe podzia y najrozmaiciej si krzy uj i nak adaj tak nawzajem na siebie, jak i na „stare"
podzia y klasowe. Pogmatwane staj si linie konfliktów spo ecznych. Badacze okre laj t sytuacj jako
„rozproszenie wzorów zró nicowania" (Pakulski 1993b; Waters 1997).
3. Trzeci wreszcie rodzaj argumentów dotyczy ma ej mocy wyja niaj cej przynale no ci klasowej.
Wyja nia ona jedynie 17 procent dochodów i oko o 10 procent preferencji wyborczych (Waters 1997: 37;
Halaby, Weak-liem 1993; Clark, Lipset, Rempel 1993; Franklin, Mackie, Valen 1992). Prowadzone w ró nych
krajach badania orientacji politycznych wykazuj , e ich zró nicowanie nie wi e si z podzia em na klasy.
(W tym miejscu kontrargumentem mog by wyniki bada systemów warto ci, które wskazuj na ich
zwi zek z usytuowaniem w procesie produkcji - zob. Osobowo , s. 139).
Zwolennicy tezy o mierci klas wskazuj , e rozdzieraj ce wspó czesny wiat konflikty i wyst puj ce w
nim ruchy spo eczne nie daj si interpretowa w kategoriach klasowych. Dotyczy to nie tylko
dramatycznych i krwawych konfliktów narodowo ciowych i ruchów zmierzaj cych do uzyskania
autonomii i niezale no ci narodowej, ale tak e takich ruchów, jak ruch „Solidarno ci" w Polsce lat
osiemdziesi tych czy „Zielonych" w Niemczech (Pakulski 1993a).
Wskazuj ponadto na ma e znaczenie klasy dla jednoznacznego okre lania to samo ci jednostki, która to
to samo jest obecnie bardziej ni kiedykolwiek p ynna i zale na od zmiennego kontekstu sytuacyjnego.
Jest tak mi dzy innymi dlatego, e wspó cze nie istnieje wi cej ni kiedykolwiek rozmaitych wspólnot, z
którymi jednostka odczuwa czno w ró nych sytuacjach. S to zarówno wspólnoty dane w
bezpo rednim do wiadczeniu, jak i „wspólnoty wyobra ane", które powstaj dzi ki rodkom masowego
przekazu. Jedne i drugie skupiaj ludzi o podobnych zainteresowaniach, troskach czy gustach: wegetarian,
obro ców rodowis-
Rozdzia XIII. Zró nicowanie spo eczne spo ecze stw ponowoczesnych 307

ka, rodziców dzieci niepe nosprawnych etc. rodki masowego przekazu wzmacniaj ponadto poczucie
wspólnoty ludzi o jednakowych cechach przypisanych, takich jak kolor skóry, p czy wiek.
Panorama spo eczna ponowoczesnych spo ecze stw to zawi a mozaika subkultur gustu,
niesformalizowanych zrzesze , zwi zków obywatelskich inicjatyw, buntowniczych grup etnicznych i
religijnych, kohort pokoleniowych, enklaw alternatywnych stylów ycia, internetowych grup dyskusyjnych,
stowarzysze zawodowych etc. Wiele z tych zrzesze ma ywot efemeryczny, inne trwaj d ugo. cz one
i mobilizuj do wspólnych dzia ludzi ró ni cych si pozycj ekonomiczn i usytuowaniem w
podzia ach sceny politycznej.
Wszystko to sprawia, e zanika zwi zek mi dzy spo eczno-ekonomiczn pozycj jednostki oraz jej
stylem ycia i konsumpq'i, jej to samo ci i politycznymi zachowaniami. Wedle zwolenników pogl du o
mierci klas", wiadczy to o utracie przez klas pozycji centralnej kategorii zró nicowania spo ecznego.
Tak rozumian „ mier klas" niektórzy wi ze wzrostem ogólnego dobrobytu w wysoko rozwini tych
spo ecze stwach. Wyra any jest pogl d, e po zaspokojeniu potrzeb materialnych znaczenia nabieraj war-
to ci pozamaterialne, takie jak wolno osobista, samorealizacja, a oprócz tego widoczne staj si koszty
dobrobytu oraz konieczno dbania o rodowisko i jego ochron . Pogl d ten znajduje wsparcie w wynikach
mi dzynarodowych bada porównawczych. Wykazuj one siln korelacj mi dzy wysoko ci dochodu
narodowego w przeliczeniu na jednego mieszka ca danego kraju a wyborami warto ci przez jego
mieszka ców (Inglehart 1990, za: Clark, Lipset, Rempel 1993).

2. Klasa rednia
Podczas kiedy w debacie o mierci klas dominuje pojmowanie klasy na sposób Marksowski, w dyskusjach
dotycz cych klasy redniej klasy rozumiane s podobnie jak u Warnera, to jest jako poziomy hierarchii spo-
ecznej (zob. Koncepcje stratyfikacji (uwarstwienia), s. 285). Klasa rednia, jak sama nazwa wskazuje, jest
okre leniem rodkowego poziomu. Poni ej niej umiejscawiana jest klasa robotnicza, ponad ni za klasa
wy sza. Klas robotnicz wyodr bnia wykonywanie pracy fizycznej, klasa wy sza natomiast jest wyró niana
na podstawie ma o precyzyjnych i w znacznej mierze intuicyjnych kryteriów, ró ni cych si zreszt w
poszczególnych krajach. I tak na przyk ad w Wielkiej Brytanii, mówi c o klasie wy szej, ma si na my li
ównie arystokracj , zw aszcza rodow , natomiast w Stanach Zjednoczonych osoby najbogatsze ze
szczególnym uwzgl dnieniem tych, którzy nale do takich od pokole .
308 Cz czwarta. Podzia y spo eczne

W rozwa aniach o klasie redniej cis e wyznaczenie jej granic nie budzi szczególnego
zainteresowania. Uwaga skierowana jest na jej sk ad i charakter, jej historyczn zmienno oraz miejsce i
rol we wspó czesnych spo ecze stwach ponowoczesnych.
W okresie klasycznego kapitalizmu dziewi tnastowiecznego „klasa rednia" obejmowa a tych
wszystkich, których nie mo na by o zaliczy ani do robotników, ani do wielkich kapitalistów. Sk ada a si
przede wszystkim z drobnych przedsi biorców i to oni decydowali o jej charakterze. Z biegiem czasu,
wraz z liczebnym wzrostem kadr urz dniczych, a tak e przedstawicieli wolnych zawodów, „klasa rednia"
zacz a si rozrasta , a drobni przedsi biorcy, dalej wchodz c w jej sk ad, przestali okre la jej oblicze.
Obecnie „klasa rednia" w rozwini tych spo ecze stwach przemys owych to wielce zró nicowany zbiór
kategorii spo eczno-zawodowych. Jej cz onków charakteryzuje do wysoki poziom dochodów, lecz nie on
jest ich podstawowym wyró nikiem. Mimo e wszyscy przedstawiciele klasy redniej ciesz si pewnym
dobrobytem, dochody ich s zró nicowane i w niektórych przypadkach nie odbiegaj od dochodów
pewnych kategorii robotników. Podstawow lini demarkacyjn mi dzy klas robotnicz a redni nie jest
dochód, ale praca umys owa o charakterze daj cym niejak samodzielno i niezale no lub praca na
asny rachunek (ale poza rolnictem) (Domaóski 1994; Drozdowski 1998).
W wyniku historycznej zmiany oblicza klasy redniej mówi si o niej obecnie jako o nowej klasie
redniej w odró nieniu od grupuj cej drobnych przedsi biorców starej klasy redniej, stanowi cej
„nieod czny element spo ecze stwa agrarno-drobnomieszcza skiego, które jest oparte na drobnej w asno ci
indywidualnej i rodzinnej" (Drozdowski 1998: 91).
Przedstawicieli nowej klasy redniej spo ecze stw ponowoczesnych charakteryzuje „si a
ekonomiczna", któr czerpi z trzech róde :
asno ci - czyli posiadania jakiej cz ci rodków produkcji, czy to w postaci w asnego
samodzielnego przedsi biorstwa, czy pakietu akcji, czy te udzia u w spó ce etc.
Kontroli - czyli umownego prawa do zarz dzania jak cz ci procesu produkcyjnego (prac ,
zasobami kapita owymi b te jednym i drugim).
Szans na rynku - czyli posiadania kwalifikacji b talentów uwa anych za szczególnie warto ciowe
na rynku pracy (Runciman 1990).
Wyró nikiem nowej klasy redniej jest te poziom wykszta cenia. Coraz wyra niej wida , e w gruncie
rzeczy trudno o dost p do dochodów klasy redniej bez posiadania formalnego dyplomu, który
potwierdza nabycie wiedzy w sformalizowanym procesie kszta cenia (Drucker 1999: 40).
Zró nicowany zbiór ludzi zaliczanych do nowej klasy redniej czy nie tylko to, e zajmuj
rodkowe pozycje w hierarchii spo ecznej. Mimo
Rozdzia XIII. Zró nicowanie spo eczne spo ecze stw ponowoczesnych 309

ró nych róde w asnych pozycji maj podobne orientacje i d enia. Podobny jest tak e ich styl ycia, i to
na tyle, e to on w nie bywa uwa any „za najbardziej charakterystyczny rys ich odr bno ci" (Doma ski
1994: 121).
Przedstawiciele tak rozumianej klasy redniej odznaczaj si przedsi biorczo ci , aktywno ci ,
eniem do sukcesu i ambitnymi planami kariery zawodowej, a tak e wysokimi aspiracjami w zakresie
kszta cenia zarówno w asnego, jak i swoich dzieci. Klas redni charakteryzuje równie indywidualizm,
którego wyrazem jest mi dzy innymi przywi zywanie wagi do osi gni zdobywanych osobistym
wysi kiem, dzi ki w asnym ch ciom i zdolno ciom.
Klas t , zw aszcza jej poziom ni szy, cechuje nadto silne d enie do zaznaczania swojej odr bno ci i
podkre lanie dystansu w wymiarze kultury do klasy ni szej. Klasa rednia jest bardzo wra liwa na oznaki
presti u i dominuje w niej orientacja stanowa, w Weberowskim rozumieniu stanu.
Poniewa nowa klasa rednia skupia ludzi o wysokim poziomie wykszta cenia, przewa aj w niej
orientacje wiatopogl dowe charakterystyczne dla ludzi wykszta conych. Liczne badania prowadzone w
wielu krajach wykazuj , e „ludzie wykszta ceni cz ciej deklaruj poparcie dla wolno ci osobistych,
maj pozytywny stosunek do dyskryminowanych grup mniejszo ciowych, s zwolennikami mniejszej
represyjno ci w karaniu przest pców i - w ogóle - mniejszego rygoryzmu, opowiadaj si za równo ci
ci, kontrol urodze , prawem do aborq'i i s bardziej tolerancyjni w sprawach obyczajowo ci seksualnej"
(Doma ski 1994: 86).
Nowej klasie redniej przypisuje si rol stabilizatora w spo ecze stwie, i to zarówno w sferze
gospodarki, jak i polityki.
W gospodarce jej stabilizuj ca rola wynika z posiadanych mo liwo ci konsumpcyjnych. B c zbiorem
ludzi o pewnym poziomie dobrobytu, s