Vous êtes sur la page 1sur 135

TRINE ANGELSEN

PRZEPOWIEDNIA

Rozdzia 1
Elizabeth czua, jak jej strach przeradza si w zo. Pocztkowo nie chciaa wierzy,
e to Pernille przecia rzemie u sioda Sary, ale przypomniaa sobie, jak pewnego razu
opiekunka grozia Sarze... A teraz miaa czelno grozi jej! Podesza do kobiety i chwycia j
za rk.
- Nie puszcz ci, dopki mi wszystkiego nie wyjanisz! Co to znaczy, e moesz
sta si moim wrogiem ? Kobieta pocigna nosem.
- To zaley tylko od ciebie - powiedziaa i odrzucia hardo gow. Elizabeth zmruya
oczy.
- Nie zamierzam przejmowa si twoimi grobami. Chc, eby bya tego wiadoma.
adne groby nie robi na mnie wraenia. Pernille przestaa si umiecha. Kciki jej ust
drgay.
- Groby? Ja nikomu nie gro. Tylko nie godz si na niesprawiedliwo!
- Kiedy odpowiesz za to, co zrobia Sarze i innym. Co mi si wydaje, e nie jeste
taka niewinna, za jak chciaaby uchodzi.
Pernille umiechna si swoim dziwnym umiechem. Elizabeth poczua, e je jej
si wosy. Wzdrygna si. Nie bardzo wiedziaa, co powiedzie, wic pozwolia kobiecie
odej. Syszaa, jak jej kroki milkn w oddali. Po chwili doszed j gos Pernille;
najwyraniej opowiadaa co Linie.
Elizabeth przecigna rk po twarzy i poczua, e dry. Doskonale rozumiaa, e nie
wolno jej lekceway zachowa opiekunki. Przekonaa si ju, do czego ta kobieta jest
zdolna. Moe jednak ona lensmana miaa racj? Moe Pernille rzeczywicie otrua swojego
ojca? Moe ju jako dziesicioletnie dziecko nosia w sobie zo? Wysza powoli z salonu i
ruszya na gr, do pokoiku, w ktrym leaa Sara.
- Zastpi ci - zwrcia si do Helene. Przyjacika wstaa.
- Nic si nie dziao, kiedy ci tu nie byo. Ley tak cicho i spokojnie, jakby ju umara.
- Nie mw tak, Helene. Ona po prostu pi. Helene nie odpowiedziaa, tylko patrzya
smutno na lec nieruchomo posta.
- Jak dugo wytrzyma bez wody i jedzenia? - spytaa.
- Nie wiem. Bez picia czowiek moe y kilka dni - odpara Elizabeth. Czua, jak
ciska jej si serce. - Przynie, prosz, troch wody. Chc j umy - dodaa. Helene wysza
bezszelestnie z izby, a Elizabeth zaja jej miejsce na krzele.
- Prosz, obud si - powiedziaa cicho. Pogadzia Sar po policzku.

- Nie rozumiesz, jak bardzo si o ciebie niepokoimy? Obud si chocia na chwil,


ebym moga da ci co do picia. Musisz pi.
Westchna. Po co to wszystko mwi? Sara pewnie i tak jej nie syszy.
Po chwili wrcia Helene z wod do mycia. Postawia misk na nocnym stoliku i
spojrzaa na Elizabeth.
- Jedyn osob, ktrej dopisuje humor, jest Pernille. Jest tak samo pogodna i radosna
jak dawniej. Jakby nic si nie stao. Kiedy jej to powiedziaam, zacza mi tumaczy, e w
ten sposb chce nam pomc. Zadziwiajca osoba.
Elizabeth poczua, e robi si czerwona na twarzy. Zacisna donie. Jaki czas temu
zwierzya si Helene, e by moe postpia nierozsdnie, zatrudniajc Pernille, ale
przyjacika nie chciaa jej sucha. Teraz te chyba by jej nie uwierzya. Kto by pomyla, e
ta mia, pogodna kobieta otrua kiedy wasnego ojca, a teraz prbowaa zabi Sar? Kto wie,
kogo jeszcze usiowaa zgadzi?
- Dzikuj ci - powiedziaa gono i umiechna si do przyjaciki.
- Zawoaj mnie, jeli bdziesz potrzebowaa pomocy - rzucia Helene i wysza.
Elizabeth wykrcia ciereczk i zacza my Sar. Najpierw delikatnie obmya jej
twarz, a potem rce.
- Teraz znw jeste czysta. Pewnie od razu lepiej si poczua, prawda? - mwia do
chorej. - Gdyby to byo moliwe, daabym ci moj nocn koszul, ale na razie nie chc ci
rusza. Poza tym na pewno nie jest ci zimno pod t grub pierzyn.
Cay czas uwanie przygldaa si kobiecie. W pewnym momencie odniosa wraenie,
e Sarze drgna powieka, ale moe to byo tylko przywidzenie? Chora nie poruszya si;
nadal leaa, jakby uszo z niej ycie. Elizabeth znw pogadzia j po policzku.
- Saro! Saro, syszysz mnie? Jeli nie moesz mwi, to przynajmniej mrugnij.
adnej reakcji. A wic jednak to byo zudzenie. Elizabeth mya j i dalej do niej
przemawiaa. Mwia o pogodzie, o domownikach, o wszystkim i o niczym. Jeli jej sowa
nie byy w stanie pomc Sarze, to przynajmniej uspokajay j sam. W ten sposb odrywaa
myli od Pernille.
- Na dworze jest zimno, ale przecie zblia si Boe Narodzenie. Moe obudzisz si
na Wigili? Wtedy przyjdziemy tu wszyscy do ciebie i razem otworzymy prezenty.
Na jej ustach pojawi si wymuszony umiech.
- Wyobraasz sobie, jaka to bdzie rado? To ju za tydzie.
Zamilka, bo poczua, e gos jej si amie. Wiedziaa, e jeli Sara si nie obudzi i nie
zacznie przynajmniej pi, to za tydzie najprawdopodobniej nie bdzie ju ya. aden

czowiek nie wytrzyma tak dugo bez wody. A jeeli Sara umrze, Pernille nie poniesie adnej
kary. Zaprzeczy wszystkiemu. Powie, e Elizabeth jest zazdrosna, bo Sara flirtowaa z
Kristianem.
Odoya szmatk i zacza myle o zbliajcych si witach. A jeli Sara umrze, a
ona rzeczywicie poczuje ulg? Natychmiast dopady j wyrzuty sumienia. Jak moe tak
myle?! Zoya donie i zacza si modli:
- Boe Wszechmogcy, wcale tego nie pragn... Nie wiem, dlaczego w ogle przyszo
mi to do gowy. Dobry Boe, spraw, eby Sara wyzdrowiaa. Czy prosz Ci o zbyt wiele?
Nagle z korytarza dobiego j skrzypnicie podogi. Wzdrygna si.
- Amen - zakoczya szybko modlitw i wstaa. Podesza do drzwi, otworzya je i
wyjrzaa na korytarz. Nikogo nie byo.
- Jest tam kto? - rzucia w powietrze. - To ty, Helene? adnej odpowiedzi. Ju miaa
zamkn drzwi, kiedy nagle usyszaa szelest spdnicy, dochodzcy gdzie z dou schodw.
To Pernille, pomylaa. Tylko ona nosi tyle halek, e zawsze sycha, kiedy si zblia.
Dlaczego teraz przemykaa obok zamknitych drzwi tak cicho, eby nikt jej nie sysza? A
moe po prostu opiekunka, przystana, zaintrygowana gosem gospodyni? Elizabeth wrcia
na krzeso.
Pozostaa przy ku Sary do koca dnia. Co jaki czas zagldaa ktra ze sucych i
proponowaa, e j zmieni, ale za kadym razem Elizabeth odmawiaa. W kocu jednak
poczua, e jest zmczona.
- Moesz posiedzie przy niej w nocy ze trzy-cztery godziny, Helene? - spytaa,
prostujc plecy. Przyjacika zgodzia si bez chwili wahania.
Lina przysza na gr z Williamem, ktry stskni si za mam. Elizabeth wzia
synka na kolana, a potem pozwolia mu zajrze do przepastnych szuflad komody. Chopiec
zainteresowa si te stojc tu pikn porcelanow lalk. Wkrtce jednak zacz si nudzi i
zbieg na d do pozostaych dzieci. Wieczorem zajrza te Kristian. By wyranie
zmartwiony.
- Wygldasz na zmczon - stwierdzi.
- Bzdura! - odpara natychmiast. - Jeli dziewczta radz sobie na dole, ja mog
posiedzie tutaj. Wypi si w nocy, kiedy zastpi mnie Helene.
- Syszaem, ale podobno to tylko trzy - cztery godziny.
- Ona te potrzebuje snu. Dopki Sara si nie obudzi, musimy przy niej czuwa.
- Moe posiedz z tob i dotrzymam ci towarzystwa?
- Nie ma takiej potrzeby. Poradz sobie - zapewnia go z umiechem. M ruszy

cikim krokiem do drzwi.


- Kristianie! - zatrzymaa go. - Mylisz, e to pomoe, jeli bd do niej mwia?
Umiechn si.
- Nie wiem, czy pomoe, ale na pewno nie zaszkodzi. Elizabeth opucia pokj Sary
dopiero wtedy, kiedy w kuchni podano kolacj.
- Nic si nie stanie, jeli Sara przez chwil zostanie sama - powiedziaa, siadajc do
stou razem ze wszystkimi.
- Ja mog... - zacza Lina, ale Elizabeth nakazaa jej spokojnie siedzie.
Zbliay si wita i w domu byo duo pracy. Wiedziaa, e suce nie maj chwili
wytchnienia.
- Helene, po si na chwil po kolacji. Musisz si troch przespa, eby miaa si
czuwa w nocy. Kobieta zacza protestowa, ale bez wikszego przekonania. Wiedziaa, e
Elizabeth ma racj.
- Tak, to by okropny wypadek - westchna Pernille, sigajc po maso.
Elizabeth wymienia spojrzenie z Kristianem. Zastanawiaa si, czy powinna mu
powtrzy, co piastunka powiedziaa Sarze. I poinformowa go o jej zym spojrzeniu.
Westchna cicho. Kristian pewnie by nie uwierzy. Trudno byo sobie wyobrazi, e Pernille
moga otru wasnego ojca trutk na szczury i e wiadomie spowodowaa wypadek Sary.
Gdyby Kristian powzi choby najmniejsze podejrzenie, natychmiast wyrzuciby piastunk i
powiadomi lensmana. Tylko co wtedy? Kobieta bya szalona, z pewnoci chciaaby si
zemci. Moe znw signaby po trutk? Elizabeth wzdrygna si, ju kolejny raz tego
dnia.
- Pomog wam przetrwa ten ciki okres - zaofiarowaa si Pernille. - Zajm si
dziemi i pomog w domu i w obejciu.
- Dobrze, e ci mamy - odpar Kristian z umiechem. No c, pomylaa Elizabeth,
teraz ju na pewno nie mog mu powiedzie.
- Wszyscy tu ciko pracuj. I Lars, i Jens, wszyscy.
- Do Boego Narodzenia zosta zaledwie tydzie -odezwaa si Elizabeth gono. Moe sprztnaby swj pokj, Pernille?
- Oczywicie, do Wigilii wszystko bdzie lnio.
- Zapewne zechcesz spdzi wita ze swoj rodzin? Pomylaam, e przyjemnie
bdzie ci wrci do czystego, sprztnitego pokoju. Z twarzy Pernille znikn umiech.
- Wyrzucasz mnie? - spytaa czerwona na twarzy. Elizabeth rozemiaa si pogodnie.
- Skde! Ale Wigili wszyscy spdzaj w gronie rodziny. Ty te chyba chciaaby

by ze swoimi bliskimi?
- A co z dziemi? - zapytaa Pernille, wyranie poruszona.
Wszyscy pochylili si nad swoimi talerzami. Niektrzy poczuli si zaenowani, ale
Elizabeth wiedziaa, e pilnie ledz ich rozmow.
- A co miaoby sta si z dziemi? - zadaa retoryczne pytanie, wytrzymujc
spojrzenie opiekunki. Pernille milczaa. Oddychaa z trudem. Zerkna na Jensa, ktry
przyglda si jej ze zmarszczonymi brwiami.
- Nie chcesz spdzi wit ze swoj siostr? - spyta.
- Ty oczywicie zostaniesz tutaj, mimo e te nie masz tu rodziny? - odpara kobieta
wymijajco, patrzc mu prosto w oczy. Jens wyprostowa si na krzele.
- Zawsze jest tak, e w Wigili wsplnie otwieramy prezenty. Bo Lina nie ma rodziny
w pobliu.
- Jeli z jakiego powodu nie chcesz spdzi wit w domu lensmana... - zacz
Kristian i chrzkn znaczco.
- Ale nie ma adnego powodu, eby Pernille nie moga pojecha! - przerwaa mu
Elizabeth. - Musiaa co le zrozumie. Wrcisz do nas w drugi dzie wit, prawda?
- Tak - wycedzia opiekunka przez zacinite zby. Siedziaa wyprostowana, z
zawzitym wyrazem twarzy. - A wic wszystko ustalilimy. Jestem pewna, e i siostra, i
lensman uciesz si z twojego przyjazdu. - Na pewno - odpara kobieta ostro, ucinajc dalsz
dyskusj. Po chwili jednak opanowaa si i na jej twarzy znw pojawi si umiech.
- To Boe Narodzenie bdzie inne ni poprzednie -powiedziaa Elizabeth, wracajc do
przerwanej rozmowy.
Powioda wzrokiem po zgromadzonych przy stole.
- Sara nadal ley nieprzytomna na grze i nikt nie potrafi przewidzie, co z ni bdzie.
Dlatego musimy odwoa wszystkie witeczne przyjcia. Zwykle mielimy goci z Heimly,
ale w tym roku bdziemy musieli odwoa ich przyjazd.
- Ja ich o tym powiadomi - obieca Jens. - Jutro wybieram si do nich z prezentami.
Wszystko im wyjani. A przy okazji zajad do doktora.
- Bd ci bardzo wdziczna - umiechna si do niego Elizabeth. - Pozdrw od nas
Indianne. Torstein zaprasza nas do siebie, ale zobaczymy, jak si sprawy potocz. Nie wiem,
czy bdziemy mogli ich odwiedzi.
Elizabeth mwia dalej, wyznaczajc kademu zadania na najblisze dni.
Nastpnego ranka bya wyranie zmczona. le spaa, waciwie nie zmruya oka,
kiedy Helene czuwaa przy Sarze. Nikomu jednak o tym nie wspomniaa. Przeciwnie -

zapewniaa, e doskonale spaa i czuje si wypoczta.


- Zdrzemnam si chwil, kiedy siedziaam przy Sarze - dodaa szybko, widzc, e
Kristian patrzy na ni z powtpiewaniem.
By moe jej uwierzy; w kadym razie nie wraca ju do tego.
Helene skoczya poranne prace w oborze, wzia wiadra z mlekiem i wysza. Musiaa
zastpi Lin przy ku Sary, ktra nadal bya pogrona w gbokim nie. Elizabeth zerkaa
ukradkiem na Jensa, zajtego szykowaniem konia do drogi. Wybra Mi, klacz Ane.
- Musz z tob porozmawia - rzucia szybko, jakby z obawy, e za chwil moe
poaowa swoich sw. Jens przerwa prac i spojrza na ni.
- Tak? A o co chodzi?
Elizabeth zwilya wargi i zerkna na drzwi, jakby chciaa si upewni, e nikt ich nie
syszy.
- Mam wraenie, e Pernille... wcale nie jest taka, za jak chciaaby uchodzi. Jens
zmarszczy czoo i zrobi krok w jej stron.
- Chodzi ci o to, e bya wzburzona tym, e ma spdzi wita w domu lensmana?
- Te, ale nie tylko. Waciwie zaraz po podpisaniu z ni umowy zaczam mie
pewne wtpliwoci. Dlatego wybraam si do lensmanowej i dowiedziaam si od niej, e... przerwaa i zawiesia gos. Zastanawiaa si, ile powinna mu powiedzie. I czy w ogle si
odway.
Spojrzaa w jego due ciemnoniebieskie oczy i upewnia si, e jemu moe
powiedzie wszystko. Zawsze tak byo.
- Ot dowiedziaam si, e kiedy Pernille miaa dziesi lat, otrua swojego ojca
trutk na szczury. Nikt nie podejrzewa dziecka, ale ona lensmana jest tego pewna. A ja na
wasne uszy syszaam, jak grozia Sarze. No a potem si okazao, e rzemie u sioda zosta
przecity noem... To nie by wypadek, Jens. Kiedy jej to zarzuciam, zacza grozi take
mnie. Pniej oczywicie wszystkiemu zaprzeczya.
- Boe drogi! Jens przecign rk po wosach.
- I ona cae dnie spdza sama z dziemi!
- Dzieci s bezpieczne. Jest gotowa pj za nimi w ogie. Ona nienawidzi dorosych.
- Rozmawiaa o tym z Kristianem?
- Nie. Boj si, e natychmiast pojechaby do lensmana i powiedzia mu o wszystkim.
Albo w ogle mi nie uwierzy. Jens ledwo zauwaalnie pokiwa gow. Elizabeth chwycia go
za rkaw.
- Jeli lensman nie bdzie mia konkretnych dowodw, nie pole jej do wizienia, a

wtedy ona moe si na mnie mci. Bg jeden wie, do czego jest zdolna. Elizabeth rozoya
bezradnie rce i rozejrzaa si dokoa.
- Co mam robi, Jens? Tylko z tob mog tak otwarcie rozmawia. Zawsze tak byo,
moglimy mwi ze sob o wszystkim.
Umiechn si na to wspomnienie. Elizabeth odniosa wraenie, e chce jej co
powiedzie, ale nagle znw spowania.
- Trzeba przenie Sar - stwierdzi. - Nie mona jej tu zostawi.
- Tak. Tylko jak to zrobi? Jens podrapa si w gow.
- Tego nie wiem. Prawd mwic, nie mam zielonego pojcia. Elizabeth poczua si
zawiedziona.
- Na pewno co wymylimy - zapewni szybko. -A teraz staraj si unika z ni ktni.
- To nie bdzie atwe. - Elizabeth umiechna si smutno.
- Wiem - przyzna Jens.
Pogadzi j po policzku; jego do pachniaa komi. Elizabeth pragna chwyci j,
podnie do ust i pocaowa.
- Pozdrw wszystkich w Heimly, a take doktorostwo - powiedziaa amicym si
gosem.
- Zrobi to na pewno - obieca. Kiedy odjecha, staa jeszcze chwil i patrzya za nim.
Potem powoli posza do domu.

Rozdzia 2
W kuchni siedziaa Pernille z Williamem i Signe na kolanach. Kiedy wesza Elizabeth,
opiekunka nawet na ni nie spojrzaa, tylko dalej bawia si z dziemi.
- Kristian pewnie niedugo wybierze si po choink
- rzucia Elizabeth jakby od niechcenia. - Moe... - zacza i zamilka. - Nie - dodaa
po chwili. - Dzieci s jeszcze za mae. Pernille, pomoesz im udekorowa drzewko
pierniczkami? Opiekunka nadal j ignorowaa.
- Syszysz, co do ciebie mwi? - spytaa Elizabeth, biorc si pod boki. Czua na
sobie spojrzenia obecnych.
- Jeli nie bdziesz robia tego, o co ci prosz, to...
- zacza i nagle urwaa.
- To co? Wypowiesz mi? - umiechna si Pernille.
- By moe.
- Nie masz powodu. Zostaam najta do opieki nad dziemi. Mog robi co innego, ale
tylko jeli sama zechc. Poza tym dlaczego miaabym ubiera choink, skoro wyrzucasz mnie
na wita z domu?
- Nie zachowuj si jak nadsane dziecko! - parskna Elizabeth. - Jeli nie chcesz
razem z dziemi ubiera drzewka, poprosz kogo innego. Pernille spowaniaa.
- Nikt inny nie bdzie zajmowa si dziemi. To moja praca.
- No wanie. Dlatego spodziewam si, e zrobisz to, o co ci prosz.
Opiekunka nie odpowiedziaa. Elizabeth nie chciaa si z ni kci, wic wysza z
kuchni i ruszya na gr.
- Co z Sar? - spytaa, wchodzc do pokoiku chorej.
- Bez zmian - westchna Lina. - Prbowaam j obudzi, ale w ogle nie reaguje.
- Zwilasz jej usta wod?
- Tak. Staram si te, eby cho kilka kropli wpado jej do ust.
- Musimy cierpliwie czeka. Bergette obiecaa wpa dzisiaj, ale dopiero po poudniu.
A teraz wybieram si do sklepu. Przy okazji odwiedz Mari i zamieni z ni dwa sowa.
Posiedzisz tu jeszcze troch?
- Oczywicie - zgodzia si Lina.
- Dzikuj. Niedugo wrc. Elizabeth zacza ubiera Williama; najwyraniej
zamierzaa wzi go ze sob.
- Po co cigniesz ze sob dziecko? Mylisz, e nie jestem w, stanie si nim

zaopiekowa? - spytaa zaczepnie Pernille.


- Oczywicie, e jeste, ale ja jestem jego matk i chc spdza z nim wicej czasu.
Chciaa doda co jeszcze, lecz przypomniaa sobie rad Jensa, e powinna unika
wszelkich sporw, dopki nie wymyl sposobu, eby pozby si Pernille. Wcale bowiem nie
byo pewne, e Sara odzyska przytomno i bdzie moga wiadczy przeciwko opiekunce.
Wyjedajc, nadal czua zo. Pernille pracowaa u nich i powinna okazywa wicej
szacunku i jej, i Kristianowi. Postanowia jednak nie przejmowa si tym. Miaa powaniejsze
problemy. William by zachwycony, e jedzie saniami. Jego twarzyczka promieniaa, cay
czas pokazywa jej co paluszkiem.
- Patrz, mamo! Patrz! Elizabeth, pogrona w mylach, potakiwaa, umiechajc si od
czasu do czasu do synka.
- O Boe, rzeczywicie! No co podobnego! - rzucaa, nie bardzo wiedzc, co chopiec
chce jej pokaza.
Kiedy dotarli do sklepu, zdja dziecko z sa i odwina z cikich futer. Czua, e
synek jest rozgrzany, z pewnoci nie zmarz w drodze. Opara go sobie na biodrze i
otworzya drzwi.
- Dzie dobry! - powita ich Peder. - Wejdcie do rodka. Prosz, siadajcie - zaprasza.
- Na pewno zmarzlicie. Moe filiank kawy?
- Nie, dzikuj. Poza tym wcale nie zmarzlimy - odpara Elizabeth, zdejmujc
synkowi rkawice i czapk. Ciemne wosy dziecka byy wilgotne i zmierzwione.
- liczny chopczyk - pochwali Peder. Sta i przyglda mu si dusz chwil.
- Podobny do mamusi, jeli mam by szczery.
- Chyba raczej do tatusia - zaprotestowaa Elizabeth. - Gdzie jest Maria?
- W domu. Ostatnio nie czuje si najlepiej - powiedzia Peder i umiech znikn z jego
twarzy. W tym momencie drzwi si otworzyy i do rodka wesza Maria. Ucieszya si na
widok siostry.
- To ty, Elizabeth? - spytaa, jakby chciaa si upewni. - Tak si ciesz - dodaa,
zerkajc na siostrzeca.
Podesza do lady, na ktrej staa gowa cukru. Elizabeth zwrcia uwag na jej
koyszcy chd. W ostatnim czasie sylwetka Marii bardzo si zmienia, mimo e do porodu
zostao jeszcze kilka miesicy. Moe to nie jest pojedyncza cia?
- Prosz - powiedziaa Maria. Nachylia si nad chopcem i woya mu do buzi
kawaek cukru.
- Nie pracujesz dzisiaj? - spytaa Elizabeth, starajc si nie okazywa niepokoju.

- Nie, nie czuj si najlepiej - odpara Maria i pogadzia swj okazay ju brzuch.
Peder spojrza na ni, a potem na Elizabeth.
- Na pewno chcecie sobie spokojnie porozmawia. Idcie do domu. Mamy chyba
kaw i ciasto, prawda? Maria przytakna.
- Tak, mamy wszystko. Chod. - Pocigna siostr w stron drzwi. Elizabeth sza za
ni, podziwiajc kolejne pokoje, ktre mijay po drodze.
- Kiedy si tu wprowadziam, wszystko byo ju piknie urzdzone, wic niewiele
zmieniam - wyjania Maria. - Waciwie tylko sypialni urzdziam od nowa - dodaa,
otwierajc drzwi. Elizabeth wesza i si rozejrzaa.
- Masz ju koysk?
- Tak, Peder ju j kupi. Now. Pikna, prawda? A widziaa te koronki? Patrz! Na
niczym nie oszczdza. Maria wysuna szuflady i pokazaa starannie poskadane dziecice
ubranka.
- Wszystko ju czeka.
- wietnie sobie radzisz - pochwalia Elizabeth siostr.
Pokj by przyjemny. W oknach wisiay adne niebiesko-biae firanki, na pododze
leay szmaciane dywaniki, a na ku kapa, dobrana kolorem do firanek. Komod zdobia
koronkowa serwetka.
- Tak tu mio, e waciwie mogybymy wypi kaw tutaj - rozemiaa si Elizabeth.
- artujesz! - Maria take si rozemiaa. - Pjdziemy do kuchni, usidziemy sobie
przy stole i opowiesz mi, co nowego w Dalsrud.
Zeszy do kuchni. Elizabeth patrzya, jak siostra si krzta, szykujc poczstunek.
Zaproponowaa swoj pomoc, ale Maria stanowczo odmwia.
- Jeste moim gociem - powiedziaa.
- Ale ty le si czujesz - zaoponowaa Elizabeth. Maria wyja chusteczk i otara pot
z czoa.
- Rzeczywicie, wszystko ostatnio przychodzi mi z trudem. Pewnie dlatego, e
zrobiam si taka gruba. Bardzo przytyam w tej ciy.
- Nie wicej, ni powinna - uspokoia j siostra. -Moe porozmawia z Torsteinem? zaproponowaa.
- On ju tu by - odpara Maria.
Nalaa siostrze filiank kawy, a Williamowi kubeczek kompotu. Chopiec chwyci
kubek obiema rczkami i zacz apczywie pi.
- Peder po niego posa. Te si niepokoi, ale Torstein uwaa, e nic zego si nie

dzieje, tak po prostu musi by. Cia nie jest chorob.


- A poza tym dobrze si czujesz, kochanie?
- Tak. Peder jest troskliwy i miy, czasem a mnie to krpuje.
Elizabeth pomylaa o tym, co siostra jej kiedy powiedziaa: e Peder nie ywi do
kobiet takich uczu jak inni mczyni. Nie chciaa jednak teraz do tego wraca.
- Ty sama tak piknie to wszystko poukadaa? - spytaa, zdziwiona, e Maria, mimo
dokuczliwoci ciy, tak wietnie sobie radzi.
- Peder si tym zaj - wyjania Maria. - Ale powiedz mi, co sycha w Dalsrud? zapytaa, zmieniajc temat. Umiechna si i pogadzia Williama po wosach. Elizabeth
zamylia si chwil, zastanawiajc si, co odpowiedzie.
- Sarze przytrafi si wypadek... - zacza. Opowiedziaa ca histori, nie
wspominajc jednak o podejrzeniach wobec Pernille. Maria siedziaa zamylona, patrzc
przed siebie. Lece na talerzyku ciasto pozostao nietknite.
- Biedna Sara - odezwaa si w kocu. - Nigdy za ni nie przepadaam, ale teraz jej
wspczuj. Mylisz, e przeyje? - spytaa, patrzc uwanie na Elizabeth.
- Nie wiem. Najpierw musi si obudzi. Dobrze, eby stao si to jak najszybciej.
- Co mwi Bergette? Elizabeth si umiechna.
- Denerwuje si, chocia w tej chwili jest gwnie zajta swoim ukochanym.
- Ukochanym? Kto to jest? - Maria bya wyranie zaintrygowana. Uamaa kawaek
ciasta i daa Williamowi.
- To ten mczyzna, ktry w swoim czasie pomg Helene przy Kathince. Siostra si
rozpromienia.
- To cudownie! - wykrzykna. - Podobno jest miy. Prawie jak Peder - dodaa z
umiechem. Po chwili jednak znw spowaniaa.
- Biedna Sara.
- Saja, Saja - powtrzy zadowolony William, ciskajc w rczce ciasto. Zacz pada
nieg; przez szyby wida byo wirujce w powietrzu wielkie biae patki.
- I pomyle, e niedugo Boe Narodzenie - powiedziaa Elizabeth, waciwie sama
do siebie. - A trudno w to uwierzy. Rozumiem, e przyjedziecie do nas na Wigili? zwrcia si do siostry. Maria pokrcia gow.
- Nie dam rady - westchna. - Peder zetnie ma choink, a ja j ubior.
Przygotowaam ju nawet dekoracje. Zjemy witeczn kolacj, posiedzimy chwil razem i
wymienimy si prezentami. A wanie: mam co dla was. Maria wstaa i signa po lniany
woreczek, w ktrym leay spakowane prezenty.

- Przy wszystkich s karteczki z imionami, eby byo wiadomo, co jest dla kogo.
Elizabeth wzia prezenty.
- Dopilnuj, eby i do was co dotaro - obiecaa. Prbowaa si umiechn, ale bya
zawiedziona. Po raz pierwszy spdz wita osobno. Rozumiaa jednak, e siostra nie czuje
si na siach odby podr do Dalsrud.
- Na pewno spdzimy miy wieczr - cigna podekscytowana Maria. - W
towarzystwie Pedera nie mona si nudzi. Ma niezwyky dar opowiadania, uwielbiam go
sucha.
- Ciesz si - powiedziaa Elizabeth.
Pooya rk na doni siostry i mocno j ucisna. Umiech, ktry tym razem pojawi
si na jej twarzy, by naprawd szczery.
- Bam! - wykrzykn nagle William, kadc swoj pen okruszkw rczk na ich
doniach. Trudno byo im si rozsta. Elizabeth obiecaa odwiedzi siostr, jak tylko znw
znajdzie troch czasu.
- Przed witami chyba nie dam rady, ale na pewno zajrz do ciebie jeszcze przed
Nowym Rokiem. Zobaczymy, co bdzie z Sar.
- W kadym razie o mnie nie musisz si martwi. Poradz sobie. Troszcz si o swoich.
Tylko obiecaj mi jedno... Elizabeth otulia synka futrem, odwrcia si i spojrzaa pytajco na
siostr.
- Obiecaj mi, e bdziesz przy mnie, kiedy zacznie si pord.
- Moesz na mnie liczy, Maryjko. Wtedy nic mnie nie powstrzyma...
Nagle urwaa. Zauwaya, e siostra si zaczerwienia na dwik dawno
nieuywanego zdrobnienia. Moe poczua si uraona? W kocu bya ju dorosa.
- Uwaaj na siebie i dbaj o Pedera - dodaa i nie przeduaa ju rozmowy. Kiedy sanie
zajechay przed dom, na spotkanie im wyszed Kristian.
- Co nowego w Storvika? - spyta i wzi od ony lejce.
- Maria bardzo przytya i ma wielki brzuch, ale Peder dobrze si ni opiekuje. Nawet
sprowadzi do niej Torsteina.
- Co jest nie tak?
- Martwi si o ni, ale skoro doktor twierdzi, e wszystko w porzdku, to trzeba mu
zaufa.
- Ty zawsze si zamartwiasz. A jak nasz may mczyzna znis podr? - zapyta
artobliwie i uszczypn Williama w policzek.
- Ciasto! - odpowiedzia chopiec.

- Dostae ciasto? William milcza. Chcia jak najszybciej wydosta si z sa, eby
poklepa konia po bie.
- Tylko nie nachylaj si za bardzo - ostrzega Elizabeth, podnoszc synka do gry.
- Zaprowadzisz konia do stajni i kaesz go oporzdzi? - poprosia ma. W tym
momencie na dziedziniec wjechaa Bergette. Twarz miaa czerwon od mrozu. /
- Jak si czuje Sara? - spytaa, jeszcze zanim ko zdy si zatrzyma.
- Chyba bez zmian - odpara Elizabeth i nagle poczua si okropnie zmczona.
Gdybym tak moga si pooy i przespa kilka godzin, a nawet dni, pomylaa.
Szybko jednak wzia si w gar. Wiedziaa, e musi by silna. Dla swoich bliskich, ktrym
bya teraz bardzo potrzebna.
- Chod, zobaczmy, co z ni - zwrcia si do Bergette. Wzia przyjacik pod rk i
razem skieroway si do domu. Na szczycie schodw czekaa ju na nie Pernille z Signe na
rku.
- Dugo ci nie byo - powiedziaa niezadowolona. -William na pewno zmarz i
zgodnia - dodaa ze skwaszon min.
Zaraz jednak si umiechna, jakby chcc zagodzi swoje sowa. Elizabeth znw
poczua narastajc zo. Miaa ochot zwrci opiekunce uwag, da jej jasno do
zrozumienia, gdzie jest jej miejsce, ale w ostatniej chwili si opanowaa. Pernille bya
niebezpiecznym wrogiem. Poza tym mieli przecie gocia. Nie chciaa teraz si kci. Musi
wszystko dokadnie przemyle i znale sposb, eby pozby si piastunki.
- William nie zmarz i nie jest godny. Zjedlimy u Marii - odpara. - A jak si czuje
Sara? Pernille pocigna nosem i ju chciaa co odpowiedzie, kiedy nagle dostrzega
stojc nieco w cieniu Bergette. Od razu zmienia ton, a na jej twarzy pojawi si smutek.
- Biedaczka. Co za tragedia, pani Bergette! Sw nie znajduj, eby wyrazi, jak mi
przykro. Na szczcie zawsze chtnie wysucham Elizabeth, gdyby potrzebowaa z kim
porozmawia. Jestem co prawda tylko zwyk opiekunk do dzieci, ale potrafi ludzi sucha.
I pocieszy, gdy zajdzie taka potrzeba. No, ale nie bd ju paniom przeszkadza. Na pewno
chcecie pj zobaczy, co z biedn Sar - zaszczebiotaa. Wzia dzieci za rce i wysza z
kuchni.
- Boe drogi - westchna Bergette, patrzc za ni.
- Czasem bywa nieco... - zacza Elizabeth i zamilka, nie bardzo wiedzc, co
powiedzie.
- W ogle nie ma dla ciebie szacunku, ale o dzieci chyba dba - zauwaya Bergette.
- Tak, prawda? - podchwycia pospiesznie Elizabeth. - Pewnie martwia si o

Williama, dlatego bya taka szorstka. Zabraam go ze sob do Storvika. Pojechalimy


odwiedzi Mari i Pedera - wyjaniaa gorczkowo. Znw zamilka. - Chodmy zobaczy, co
z Sar - rzucia po chwili. Weszy do pokoju. Na ich widok Lina wstaa i grzecznie dygna.
- Co si zmienio? - spytaa Elizabeth, zerkajc na chor.
-Nie, nic - odpara Lina amicym si gosem. Elizabeth pooya rk na ramieniu
sucej.
- Uspokj si, prosz. Zobaczysz, e wszystko bdzie dobrze. Lina zacza trze oczy.
- Po prostu strasznie mi al, e ona tak tu ley. Jakby ju umara, chocia nie do koca.
Przepraszam, Bergette, nie miaam nic zego na myli...
- Rozumiem - odpara kobieta cicho.
- Moesz i na d, Lino. Zostaniemy tu chwil -powiedziaa Elizabeth i poklepaa
suc po ramieniu. Bergette podesza do ka i usiada.
- Nigdy bym sobie nie wybaczya, gdyby Sara umara - oznajmia, kiedy Lina wysza i
zamkna za sob drzwi.
- Ona nie umrze. Nawet nie wolno ci tak myle! Elizabeth te podesza do ka.
Wzia yeczk i stojc na nocnym stoliku szklank z wod.
- Saro! Syszysz mnie? Obud si! Musisz pi, prosz. Przysza Bergette, obud si! przemawiaa do nieruchomo lecej kobiety.
W pewnym momencie poklepaa j lekko po policzku i nagle zauwaya jakby lekkie
drgnicie powieki. Miaa wraenie, e Sara z wielkim trudem usiuje otworzy oczy. Bergette
drgna i nachylia si nad kobiet.
- Saro, auj moich zych sw. Nie bierz ich sobie do serca. Czy moesz mi
wybaczy? Sara zamrugaa oczami, ale nie potrafia skupi wzroku.
- Pij! - polecia Elizabeth i przysuna jej do ust yeczk z wod. - Dasz rad
przekn? Uniosa jej nieco gow i podtrzymaa. Woda znikna w ustach chorej. Elizabeth
zauwaya, e Sara przekna. - Zaraz dam ci wicej. Czua narastajce podniecenie, serce
bio jej mocniej.
Sara wypia kilka yeczek wody, po czym zamkna oczy, a gowa opada jej na bok.
- Nie yje? - zaniepokoia si Bergette. Elizabeth nachylia si i przyoya ucho do ust
kobiety.
- yje, tylko zasna. Wyprostowaa si i umiechna.
- Teraz bdzie ju coraz lepiej. Sara wyzdrowieje, zobaczysz! Bergette zakrya twarz
domi i zacza paka.
- Dobry Boe, dzikuj, e mnie wysuchae! Spojrzaa na Elizabeth oczami penymi

ez.
- Tak si modliam! I Pan mnie wysucha. Nadal siedziaa na brzegu ka z domi
na kolanach.
- To zasuga Boga i twoja, Elizabeth. Zdarzy si cud. Elizabeth odkaszlna.
- Teraz nareszcie mog si cieszy witami! - powiedziaa rozpromieniona.
Nagle przyszo jej ha myl, e skoro Sara yje, to bdzie moga wiadczy przeciwko
Pernille. Poczua, jakby kto zdj z jej plecw wielki ciar. Westchna cicho i zoya
donie do modlitwy.

Rozdzia 3
Elizabeth zanurzya si w wielkiej balii, tak e tylko gowa i kolana wystaway jej z
wody. Wosy unosiy si na powierzchni niczym wodorosty, mikkie i byszczce. Chwycia
kostk pachncego myda i namydlia si caa, chonc bogi zapach. Szybko jednak odoya
mydo na bok, nie chcc go marnowa.
- witeczna kpiel - wyszeptaa.
Bya w ani sama. Wczesnym rankiem napalia w piecu, byo wic ciepo i
przyjemnie. Zamkna oczy i sprbowaa si odpry. Waciwie powinna si pospieszy, bo
kolejka do kpieli bya duga. Postanowia jednak cieszy si chwil. Jej myli powdroway
do wczorajszego dnia. Kiedy Sara otworzya oczy i wypia kilka yeczek wody, Elizabeth i
Bergette popakay si ze szczcia. Gdy w kocu troch si uspokoiy, Elizabeth zbiega
szybko do kuchni.
- Sara si obudzia! - zawoaa. - Wypia nawet troch wody - dodaa ju nieco
spokojniej. Nigdy chyba nie zapomni reakcji Pernille. Jej twarz zrobia si biaa. Otworzya
szeroko oczy i wymamrotaa co niewyranie. Elizabeth miaa wraenie, e opiekunka
znalaza si na chwil w jakim innym wiecie. Helene i Lina rzuciy si sobie na szyj.
- Dziki Bogu! - wykrzykiway jedna przez drug.
- Tak si baam, e ona umrze. Och, jak si ciesz! - miaa si Lina.
- Moe mwi? Co j boli? - dopytywaa si Helene. Elizabeth pokrcia gow.
- Nic nie powiedziaa. Wypia tylko troch wody i znw zasna. Elizabeth pomylaa,
e powinna zawiadomi mczyzn. I Torsteina...
Wybiega i kazaa Jensowi natychmiast jecha do doktora. Torstein na szczcie by w
domu i przyjecha najszybciej, jak mg.
Od razu poszed do pokoju, w ktrym leaa Sara. Bergette nadal siedziaa obok niej
na brzegu ka. Lekarz unis powieki chorej, posucha serca i zbada puls. Potem
sprbowa j obudzi. Sara uniosa na chwil powieki i znw udao si Elizabeth poda jej
kilka yeczek wody.
- Powinna duo odpoczywa - zaleci Torstein. - Ale trzeba te j budzi. Co p
godziny. I poi wod. Nie duo, lecz czsto. Mona te podawa jej troch zupy i herbat.
Masz jeszcze te krople, ktre umierzaj bl? Elizabeth przytakna.
- Stoj na nocnym stoliku.
- Dobrze. - Torstein umiechn si do niej.
- Jak dugo potrwa, zanim cakowicie si wybudzi? - spytaa Bergette.

- Trudno powiedzie. Moe kilka dni. Jeli bdzie pia, powinna szybko odzyska siy
- odpar doktor. Zamkn swoj torb lekarsk i z umiechem spojrza na Elizabeth.
- Teraz moesz ju odoy na bok zmartwienia i spokojnie powici si
przygotowaniom do wit -oznajmi. W jego gosie sycha byo trosk i Elizabeth poczua, e
znw ma zy w oczach. Wzia si jednak w gar i odwzajemnia jego umiech.
Torstein zszed na d, gdzie w salonie czeka na niego Kristian.
Zanim Bergette wyjechaa, uzgodnili, e wrci ju nastpnego dnia, chocia ona sama
miaa pewne obiekcje. - Macie teraz duo pracy. Nie do, e wita za pasem, to jeszcze
trzeba si opiekowa Sar. I na dodatek jeszcze ja.
- Co ty mwisz? Oczywicie, e zajmiemy si Sar. A ty nie bdziesz nam
przeszkadza. Wprost przeciwnie - tylko nam pomoesz. Bergette si rozemiaa.
- To prawda, ale pozwl mi zapaci za opiek nad ni.
- Bardzo ci przepraszam, ale mwisz bzdury. Lepiej od te pienidze na lub.
- Na jaki lub? Bergette zmarszczya czoo; bya wyranie zmieszana.
- Na twj lub! Bo chyba si pobierzecie, ty i Einar?
Kobieta rozemiaa si gono. - Ty nigdy nie bawisz si w ceregiele! - powiedziaa i
si poegnaa. Elizabeth poruszya si w wielkiej balii. Zaczerpna powietrza i poczua
rany zapach myda. Umiechna si na myl o mczyznach, ktrym przyjdzie si kpa
po niej. Pewnie nie bd zachwyceni. Bd musieli si ratowa perfumami, ktre dostali od
Amandy i Olego. Msk perfum", jak mwi Kristian.
Signa po dzbanek z wod. Chciaa spuka wosy, zanim woda wystygnie. Zajo
jej to troch czasu, bo musiaa je dokadnie rozczesa. W kocu jednak udao jej si; potem,
zadowolona, owina rcznik wok gowy i znw zanurzya si w wodzie. Chciaa mie
jeszcze chwil dla siebie. Jeli mczyni zaczn si niecierpliwi, na pewno zapukaj do
drzwi.
O stanie Sary poinformowali tylko Mari. Kristian i Elizabeth pojechali do Storvika i
zrobili to osobicie. Siostra wydawaa si w nieco lepszej formie. Bya w sklepie razem z
Pederem, chocia wikszo czasu spdzaa na krzeseku za lad. Ucieszya si i z odwiedzin,
i z dobrej wiadomoci.
- Nie przepadam za ni, ale oczywicie przykro mi z powodu wypadku. I ze wzgldu
na Bergette. Na pewno bardzo si ucieszya. Elizabeth przytakna.
- Mario, miaa moe jakie wiadomoci od Ane? Wiem, e do niej pisaa. ^
- Tak, wysaam do niej list, ale nie oczekuj, e mi odpowie. Chciaam po prostu
zawiadomi j o lubie.

Siedziay chwil, rozmawiajc o rnych sprawach. O przygotowaniach do wit, o


ciekawskich klientkach, dopytujcych o zdrowie Marii, no i o pogodzie, o ktrej zawsze si
rozmawia. W kocu Elizabeth wrczya prezenty: paczuszk dla Marii, dla Pedera i malek
dla nienarodzonego jeszcze dziecka.
- Ale nie trzeba byo - umiechna si Maria, ciskajc w rku swoj paczuszk.
- Tylko nie otwieraj przed Wigili! - upomniaa j Elizabeth. Maria odoya prezent i
obiecaa powcign swoj ciekawo.
- Dostalimy te prezent z Heimly - powiedziaa. -Zapraszali nas do siebie na wita,
ale odmwilimy. Spdzimy Wigili we dwoje, ja i Peder. Mwiam ci ju.
Rozmawiali jeszcze chwil, po czym Kristian wsta i oznajmi, e pora si poegna.
Elizabeth uciskaa siostr i podaa rk Pederowi. Cieszya si, e Maria dobrze wyglda i e
wszystko zdaje si ukada. Bya przekonana, e w Wigili siostra i Peder nie bd si nudzi
we wasnym towarzystwie, chocia aowaa, e nie zobaczy si z nimi w wita. Tym
bardziej e w tym roku ona i Kristian nigdzie si nie wybierali ani te nikogo nie zapraszali
do siebie. Po prostu okolicznoci nie sprzyjay yciu towarzyskiemu. Zreszt nie bya w
nastroju do spotka w szerszym gronie.
Elizabeth ochlapaa si wod, ktra zdya ju nieco wystygn, ale nie chciao jej si
jeszcze wyj. Pernille miaa wczoraj jecha do domu lensmana, ale od rana narzekaa na bl
brzucha. Twierdzia, e nie jest w stanie wsta z ka. Elizabeth zastanawiaa si, co
opiekunka knuje. Bya bowiem przekonana, e bl brzucha to jedynie wykrt. Dosza do
wniosku, e albo Pernille nie chce jecha do lensmana, bo nie czuje si tam dobrze, albo po
prostu chce jej zrobi na zo. Postanowia, e dzisiaj stanowczo kae jej jecha i nie wraca
a do drugiego dnia wit. Usyszaa pukanie i w drzwiach pokazaa si gowa Helene.
- Wychodzisz, czy ju moe zdya si rozpuci?
- Zaraz przyjd! - krzykna Elizabeth.
Wstaa, wygramolia si z balii, wytara, ubraa i szybko przemkna przez dziedziniec
do kuchni. Pernille parzya wanie kaw.
- To ty - rzucia obojtnie. - Napijesz si kawy i sprbujesz ciasta? Elizabeth poczua
si bezsilna, a zarazem za. Spojrzaa na kobiet.
- Id i spakuj swoje rzeczy! Zobaczymy si w drugi dzie wit. Umiech znikn z
twarzy Pernille, odrzucia gow i sykna:
- A wic wyganiasz mnie? Naprawd tego chcesz, Elizabeth Dalsrud? Chcesz, eby
ludzie zaczli o tobie gada?
- Natychmiast std wyjd! - nakazaa Elizabeth i wskazaa jej drzwi. Jej cierpliwo

si skoczya. Pernille obrcia si na picie i znikna w swojej 1 izbie. Trzasna drzwiami


tak mocno, e zadraa zastawa na pce. Elizabeth zaczerpna powietrza. Nie chciaa, eby
uprzykrzona opiekunka popsua jej wita. W tym momencie do kuchni wszed Kristian.
- Jezu, jak zimno - powiedzia.
Zdj czapk i cign rkawice. Rzuci je na skrzyni z drewnem. Troch niegu
spado na ciepy piec i natychmiast si rozpucio.
- Jest kawa? - spyta.
- Chcesz?
- Nie odmwi. Elizabeth nalaa mu filiank.
- Gdzie s wszyscy? - zapytaa. M wzruszy ramionami.
- Dzieci s na grze. Dziewczta zmieniaj pociel, bo podobno musi by wiea na
wita - zaartowa. -A Lars i Jens rbi drwa, eby starczyo do Nowego Roku - doda.
W tym momencie usyszeli szarpnicie drzwiami.
- Chciaam ci tylko powiedzie, e poaujesz tego! Ja nigdy... Pernille zobaczya
Kristiana i zamilka. Zarumienia si i zacza sprawdza zamek przy torbie.
- Chciaam tylko powiedzie, e jestem gotowa do wyjazdu. I yczy wszystkim
spokojnych wit. Bez ciebie na pewno bd spokojne, pomylaa Elizabeth, ale oczywicie
nie wypowiedziaa tego na gos.
- Lars ci odwiezie. Znajdziesz go w szopie - rzucia. - My tobie te yczymy
wszystkiego dobrego -dodaa.
Pernille wymaszerowaa z kuchni zamaszystym krokiem; z sieni doszed ich jeszcze
szelest jej halek. Kristian zastyg z filiank w rce.
- Co si stao? - spyta.
- Nie ma o czym mwi - zbya go Elizabeth. - Dola ci kawy?
- Jak to nie ma o czym mwi"? Dlaczego bya taka za?
- Chcesz jeszcze ciasta? To witeczne wypieki - kusia Elizabeth.
- Poprosz - umiechn si Kristian, zapominajc o Pernille.
Elizabeth duo czasu spdzaa z Sar. Stan chorej si nie zmieni. Niekiedy otwieraa
oczy, pia wod, nieraz te troch zupy, i po chwili znw zasypiaa. Bergette zagldaa do
nich codziennie, tego dnia jednak nie moga przyjecha, czym bardzo si martwia.
- Jest tyle pracy, a ja jeszcze musz si zaj Karen-Louise - tumaczya si z
poczuciem winy. Elizabeth doskonale j rozumiaa.
- Nie przejmuj si - uspokajaa przyjacik. - Sarze nic si nie stanie, jeli nie bdzie
ci dzie czy dwa.

Zblia si wieczr i Elizabeth zacigna zasony w pokoiku, gdzie leaa chora.


Zacza do niej mwi:
- Niedugo otworzymy prezenty. Nie mog si doczeka chwili, gdy bd moga
rozpakowa prezent od Marii i Pedera. W ogle nie mog si doczeka prezentw. Stana
nad kiem i przygldaa si Sarze.
Jej rude wosy odcinay si od bieli poduszki, jej twarz bya blada, cera niemal
porcelanowa. Jest pikn kobiet, pomylaa Elizabeth. Nic dziwnego, e mczyni ulegaj
jej urokowi.
- Dla ciebie te mam prezent - dodaa nagle. - Masz duo piknych ozdb, korali,
broszek, wic zrobiam ci na drutach skarpety z weny. Wzia je do rki i pokazaa, jakby
chora moga je zobaczy.
- S grube i ciepe - zapewniaa. - Teraz na pewno nie zmarzniesz. Delikatnie woya
Sarze skarpety na stopy i okrya j kodr. Potem pogaskaa kobiet po policzku.
- Przyjd do ciebie pniej - szepna. - Teraz posiedzi z tob Helene. Wycofaa si po
cichu do drzwi, eby jej nie zbudzi.
Wigilia mina spokojnie. Zjedli kolacj, potem podano ciasta i kaw, a Kristian
przeczyta odpowiedni fragment Ewangelii. Dzieci zrobiy si senne i zaczy trze oczy.
Elizabeth uznaa, e pora rozda prezenty.
- Tak mi przykro, e Sara ley tam sama - westchna Helene.
- Nic jej nie bdzie - zapewnia Elizabeth. - Co chwila kto do niej zaglda. Pjd do
niej po rozdaniu prezentw.
- Co my tu mamy? - zacz Kristian, sigajc po pierwsz paczuszk. - To dla
Elizabeth ode mnie. Co to moe by? - spyta z umiechem, podajc prezent onie.
- Pikne! Tylko co to jest?
- To mufka! - rozemia si Kristian. - Moesz grza w niej rce. Zastpi ci
rkawiczki, kiedy wychodzisz gdzie elegancko ubrana.
- Kotek? - spytaa Signe i pogadzia futrzan mufk.
- Nie, to nie jest kotek. Elizabeth dotkna futerkiem policzka dziewczynki. Potem
schowaa w mufce rce.
- Teraz rozumiem. Jaka pikna! - wykrzykna i zrobia kilka tanecznych krokw.
Pewnie z krlika, pomylaa, dotykajc mikkiego futerka.
- Bardzo ci dzikuj! Na pewno bd czsto jej uywaa. A to jest prezent dla ciebie.
Podaa mu sweter, ktry sama dla niego zrobia na drutach. Kristian musia natychmiast go
przymierzy. Sweter pasowa jak ula. Kristian pokiwa gow zadowolony, patrzc onie

gboko w oczy z ciepym umiechem.


Wymieniono kolejne prezenty. Dzieci dostay zabawki, poza tym wrd podarkw
znalazy si te weniane skarpety, rkawiczki, grzebyki, papier listowy... Wszyscy byli
zadowoleni, cieszono si i dzikowano sobie nawzajem. W kocu zosta ostatni prezent: od
Marii i Pedera. Elizabeth ostronie odwina papier i wyja pikny haftowany obrus oraz
niewielk miseczk z niebieskiego szka.
- Jaka pikna! - wyszeptaa zachwycona. - Haft na obrusie jest tego samego koloru co
miseczka -zauwaya wzruszona.
Pomylaa, e miseczka to z pewnoci pomys Pedera. Wiedziaa, e szwagier zna si
na takich rzeczach. Ostronie postawia j na stoliku.
- Chyba pjd do Sary i wszystko jej opowiem -oznajmia wci wzruszonym gosem.
W pokoiku byo ciemno, wic zapalia lamp na nocnym stoliku. Jasne wiato pado
na blad twarz kobiety.
- Otworzylimy wszystkie prezenty... - zacza opowiada.
Mwia cicho, gadzc policzek chorej.
- Byo bardzo mio - cigna. - Wszyscy dostali pikne prezenty. Szkoda tylko, e
zabrako Marii i Ane. No i ciebie, Saro - dodaa, umiechajc si do wasnych myli. - Moe
za duo chc. Maria ma ma, takie jest ycie...
Nagle urwaa i uwanie popatrzya na Sar. Tamta otworzya szeroko oczy, powioda
wzrokiem po pokoju i zatrzymaa si na Elizabeth.
- Obudzia si? Tak naprawd? Sara nie odrywaa od niej wzroku.
- Wielkie nieba! - szepna Elizabeth. - Sta si cud. Musz wszystkim o tym
powiedzie! Maria ubieraa choink i piewaa:
- Radosny nasta dzie, narodzi si Syn Boy... Nagle uwiadomia sobie, e Peder jej
si przyglda.
- Wiem, e nie mam gosu - zacza si usprawiedliwia i opada na najblisze krzeso.
- Kto tak powiedzia? To nieprawda, Mario. Bardzo adnie piewasz. A wiesz moe,
kto napisa t kold?
- Marie Wexelsen.
- Skd wiesz?
- Miaam pi lat, kiedy dostaam od mamy na Gwiazdk ksieczk, w ktrej byy
wiersze i ta kolda. Peder pokiwa gow.
- Bya ma dziewczynk, gdy j napisaa. Jej ojciec pojecha po goci, ktrzy mieli
by na Wigilii, a ona czekaa w domu i wtedy napisaa ten wiersz. Potem dorobiono do niego

melodi - doda.
- Ty tyle wiesz, Peder.
- Duo czytam, no i sucham, co ludzie opowiadaj... - odpar, jakby si
usprawiedliwia. Maria uniosa kieliszek; zocisty napj skrzy si w agodnym wietle lampy
parafinowej.
- Wszystkiego najlepszego z okazji wit.
Peder te podnis swj kieliszek i umiechn si ciepo.
- Tsknisz za rodzin? - spyta nagle powanie. Maria upia yk i zacza si
zastanawia.
- W pewnym sensie tak. Dotychczas zawsze spdzaam wita z Elizabeth. Ale nie jest
mi przykro. Dobrze mi tu, poza tym sama podjam tak decyzj. Czuam, e nie dam rady
tak daleko pojecha. Zauwaya rado na jego twarzy i te si ucieszya.
- Wszystko byo rwnie dobre jak w Dalsrud? - dopytywa si Peder.
- Nawet lepsze. Nigdy nie jadam tak smacznych potraw. Peder rozemia si cicho.
- Nie sdzisz, e pora wymieni si prezentami? Maria przytakna i posza po prezent
dla ma.
- Prosz. Sama je zrobiam.
- Rkawice i kapcie! Bardzo ci dzikuj. Moje stare s ju bardzo zniszczone. Tak to
jest, kiedy w domu brakuje kobiety. Maria z przyjemnoci zauwaya, e jest zadowolony z
prezentu.
- Pocerowaam wszystkie twoje skarpety, ale niektre do niczego si ju nie nadaway
- powiedziaa. Peder wsta i te poszed po prezent.
- A to co ode mnie - oznajmi. - Pachnce mydo i ksika. Z przepisami kucharskimi.
Nie ebym narzeka na twoje gotowanie, ale kobiety, zdaje si, ceni sobie takie ksiki...
- Bardzo ci dzikuj. Jak piknie wydana! - wykrzykna Maria. - Nowa ksika
kucharska, 540 porad, jak gotowa, smay, piec, marynowa i w ogle przyrzdza posiki,
Christiania 1885 -przeczytaa na gos i rozradowana zacza przeglda ksik.
- Jest te prezent z Heimly - doda Peder. - Rkawiczki dla nas obojga. I kartka!
Maria wzia od niego zapisan karteczk i zacza czyta.
Dorte pisaa:
Teraz nie macie adnego usprawiedliwienia. Moecie odwiedza nas take, kiedy jest
zimno.
Oddana Wam Dorte i reszta domownikw.

Maria umiechna si i pooya rkawiczki na stoliku. Para duych, para mniejszych


i jedne malekie, dla dziecka, ktre dopiero miao si narodzi. Po chwili wstaa i przyniosa
prezenty z Dalsrud.
- To dla ciebie - powiedziaa, podajc Pederowi jedn z paczuszek. M rozpakowa
zawinitko. Wzi do rki pikny scyzoryk i dokadnie mu si przyjrza.
- Nie jest kupiony tu, w okolicy - zauway.
- Pewnie pochodzi z Bergen - zasugerowaa Maria, zajta odwijaniem swojego
prezentu. Wyja z papieru aurowy biay konierzyk, zrobiony na szydeku. Bdzie piknie
wyglda przy sukienkach i bluzkach, pomylaa. Przyoya go delikatnie do szyi i nagle
poczua tsknot za domem. Pragna podzikowa Elizabeth, brakowao jej siostry.
- A co jest w tej najmniejszej paczuszce? - dopytywa si Peder. Maria wzia si w
gar i zacza odwija ostatni prezent.
- Sweterek dla malestwa - szepna. - Jaki maleki! I jaki miciutki! - rozemiaa si
radonie. Przyoya ubranko do policzka.
- To chyba moja najpikniejsza Wigilia.
- Moja te - doda Peder powanie.
- Jak dotd spdzae ten wieczr? - chciaa wiedzie Maria.
- Samotnie. Po kolacji czytaem Ewangeli, potem zwykle wypijaem kieliszeczek,
zjadaem kawaek ciasta i szedem spa.
- Nie byo ci smutno?
Peder wzruszy ramionami i upi yk likieru.
- Przyzwyczaiem si. Zawsze tak spdzaem wita od mierci rodzicw. Zreszt
kiedy oni yli, te spdzalimy je we wasnym gronie. Ojciec czyta fragmenty Biblii, ale nie
dawalimy sobie prezentw. Wtedy nie byo to takie powszechne. Maria przecigna doni
po swoim duym brzuchu.
- Wyobraasz sobie, e w przyszym roku bdzie tu z nami dziecko?! Bdzie miao
prawie roczek! Ale bdzie cudownie! Moe ju zacznie chodzi? Wtedy bdziesz musia
pilnowa, eby nie zrobio sobie krzywdy, kiedy ja bd przygotowywaa potrawy z mojej
ksiki kucharskiej. Peder rozemia si radonie. Wsta i przynis jej podnek.
- Po na nim nogi, bdzie ci wygodniej. Maria podzikowaa. Pooya spuchnite
nogi na podnku i westchna z ulg.
- Jeste dla mnie taki miy, Peder.
- Co ty mwisz! Po prostu miaem szczcie, e trafia mi si taka ona. Jestem
najszczliwszym mczyzn na wiecie. Maria poczua, e si rumieni.

- Opowiedz mi jak histori - poprosia.


- O czym?
- Wszystko jedno.
Zamkna oczy i zacza si wsuchiwa w jego spokojny gos. Tsknota za domem
mina, ogarn j spokj. Kiedy pnym wieczorem kade szo do swojej sypialni, Maria
pocaowaa go na dobranoc w policzek. Peder drgn i dotkn palcem miejsca, gdzie go
pocaowaa.
- Dzikuj - powiedzia zmieszany.
- To ja chc ci podzikowa za niezapomnian Wigili. Jeszcze dugo bd j
wspomina. Rozbierajc si, nucia zadowolona. Woya nocn koszul, wesza do ka i
nakrya si pierzyn. Nie zgasia lampki na stoliku. Jeszcze chwil, pomylaa. Chciaa
jeszcze przez moment rozkoszowa si atmosfer tego wyjtkowego wieczoru. Nagle
przypomniaa sobie o paczuszce, ktr schowaa do szuflady nocnego stolika. Kilka dni temu
wpad do nich do sklepu Olav. Z list zakupw. Jakob chcia haczyki do wdki, Dorte
zamwia przyprawy i inne rzeczy potrzebne na wita. Kiedy Peder poszed po towar, Olav
wsun jej do rki malek paczuszk. - Wesoych wit - wyszepta.
Maria chciaa nawet mu j odda, ale w tym momencie wrci Peder, wic woya
zawinitko do kieszeni fartucha, a potem schowaa gboko do szuflady.
Teraz wyja paczuszk. Delikatnie rozwizaa wsteczk, odwina byszczcy
papier i jej oczom ukazao si liczne pudeeczko. Zdja wieczko i zobaczya acuszek z
maym zotym serduszkiem. Wyja je delikatnie. Zoto mienio si w ciepym wietle wiecy.
Po chwili odoya serduszko do pudeka. Zamkna wieczko. Nie byo adnego listu, nawet
karteczki. Ale zote serduszko mwio samo za siebie: Olav kocha j, tak jak ona kochaa
jego. Wiedziaa jednak, e nigdy nie bd mogli by razem. Nigdy.
Schowaa pudeeczko z powrotem do szuflady. Nawet jeli nigdy nie bdzie moga
nosi tego zotego acuszka z serduszkiem, to zachowa go jako swj skarb. Jako
wspomnienie czego cennego. Znw przecigna rk po brzuchu. Oby wszystko dobrze
poszo. Oby wszystko byo w porzdku z ich dzieckiem. Z moim dzieckiem, poprawia si w
mylach. Zamkna oczy. Jutro wyprbuje przepis z nowej ksiki kucharskiej. Peder na
pewno si ucieszy.

Rozdzia 4
Elizabeth zbiegaa ze schodw tak szybko, e a si potkna i niewiele brakowao, a
byaby upada. W ostatniej chwili zapaa si porczy, zebraa fady sukni i ju wolniejszym
krokiem zesza na d.
- Sara si obudzia! - zawoaa, otwierajc drzwi do salonu. - Naprawd si obudzia!
Wszyscy wstali.
- Jest przytomna? - spyta Kristian.
- Tak, chodcie, szybko!
I, nie wdajc si w szczegy, ruszya z powrotem na gr. Wpada do pokoiku, gdzie
leaa Sara, i dopiero wtedy nieco si uspokoia.
- Jak si czujesz? - zapytaa, siadajc na brzegu ka.
Sara otworzya usta, eby odpowiedzie i natychmiast je zamkna, bo do pokoju
weszli pozostali domownicy.
- Co ci boli? - dopytywa si Kristian. Sara pokiwaa gow.
- Zaraz podam ci krople, ktre umierz bl - powiedziaa Elizabeth. Signa
pospiesznie po buteleczk, odmierzya kilka kropli i wymieszaa je z wod.
- Wypij, pomog ci - zapewnia. - Masz zaman rk i nog. Doktor mwi, e nie
wolno ci rusza, dopki koci si nie zrosn. Bergette odwiedzaa ci tu codziennie.
- Cy Saja telaz wstanie? - zapytaa Signe.
- Ciszej - upomniaa j natychmiast Lina.
- Pewnie chce ci si pi? - zatroskaa si Elizabeth. Sara znw skina gow i
Elizabeth podaa jej szklank z wod. Chora oprnia j i opada na poduszk.
- Jeste godna? Sara pokrcia gow.
- Moe zjesz troch zupy?
Kobieta otworzya usta, ale nie wydaa z siebie adnego dwiku. Wargi jej dray, w
oczach miaa zy. Zdrow rk pokazaa na swoje usta, ktre znw bezdwicznie si
poruszyy. Nagle do Elizabeth dotaro, co chora chce im przekaza.
- Nie moesz mwi? - spytaa amicym si gosem. Sara skina gow, a po jej
policzkach popyny zy.
- Trzeba wezwa doktora! - zarzdzi Kristian. Elizabeth pokrcia gow.
- Jest Wigilia. Musimy zaczeka do jutra. Torstein i tak natychmiast jej nie pomoe.
Wyja chusteczk i zacza delikatnie ociera Sarze zy.
- Nie pacz, prosz. To na pewno minie. O, widzisz, teraz wytr ci twarz i zaraz

poczujesz si lepiej. Jens chrzkn.


- Zostawi was samych - oznajmi i wyszed.
- Przynios troch zupy. Tej z wczorajszego obiadu - zaproponowaa Helene i
podya za Jensen, ostronie zamykajc drzwi. Zostali sami.
- Lekarstwo zaraz zacznie dziaa. Nie martw si, prosz. Jutro na pewno odzyskasz
gos. Elizabeth pocieszaa chor najlepiej, jak potrafia, i w kocu Sara przestaa paka.
- Dzisiaj jest Wigilia - odezwaa si Elizabeth po duszej chwili. - Dostaa od nas
prezent. Skarpety. Masz je na nogach. Podobaj ci si? Sara pokiwaa gow i nawet
sprbowaa si umiechn.
Jeszcze kilka dni temu pewnie zachowaaby si inaczej, pomylaa Elizabeth.
Prychnaby i rzucia jak kliw uwag. Zapewne uznaaby taki prezent za niewart jej
uwagi.
- Pamitasz, jak to si stao, e spada z konia? Sara pokrcia gow.
- To normalne, e nie pamitasz samego wypadku -pospieszya z wytumaczeniem
Elizabeth. - Po upadku ko cign ci jeszcze spory kawaek. Najpierw mylelimy, e nie
yjesz, ale potem si okazao, e tylko si poamaa. Jensowi udao si w kocu zatrzyma
konia. Natychmiast posalimy po doktora. Elizabeth zamilka. Siedziaa i gadzia do Sary.
- Balimy si, e si nie obudzisz i umrzesz z godu - dodaa po chwili. Rozlego si
pukanie do drzwi.
- Przyniosam zup - oznajmia Helene.
Wesza do pokoju i umiechna si do Sary, ktra prbowaa odwzajemni jej
umiech. Postawia miseczk z zup na stoliku i szybko wysza.
Elizabeth zacza karmi chor. Dmuchaa na zup, eby nie bya za gorca. Sara jada
powoli, a w pewnym momencie pokrcia gow.
- Najada si, tak? Na pewno skurczy ci si odek. Elizabeth zastanawiaa si, czy
wspomnie co o Pernille, ale szybko zrezygnowaa z tego pomysu. Nie chciaa kobiety
denerwowa.
Po chwili signa po basen, ktry zostawi doktor, i pomoga Sarze z niego
skorzysta. Potem siedziaa w milczeniu, a chora leaa spokojnie.
- Jeste zmczona? - spytaa znowu Elizabeth i zaraz cigna dalej: - Powinna teraz
duo odpoczywa. Przynios ci dzwonek i postawi koo ka. Jeli bdziesz czego
potrzebowaa, dzwo.
I nie krpuj si, prosz. Obiecujesz? Sara skina gow i nawet si umiechna.
Elizabeth zacza si podnosi i wtedy poczua, e kobieta chwycia jej do i mocno

cisna. Poruszaa przy tym wargami, jakby chciaa powiedzie dzikuj". Elizabeth znw
napyny zy do oczu.
- Nie masz mi za co dzikowa - powiedziaa i gwatownie zamrugaa, eby si nie
rozpaka. -Najwaniejsze teraz, eby odpoczywaa i zbieraa siy. Pjd po dzwonek.
Pamitaj, e masz go uywa, kiedy tylko bdziesz czego potrzebowaa, o kadej porze dnia
i nocy. Poza tym oczywicie bdziemy czuwa przy tobie tak czsto, jak tylko bdziemy
mogy.
Wysza, zostawiajc uchylone drzwi, tak jak to robia, kiedy Maria i Ane byy mae.
Wiedziaa, e wtedy czuy si bezpieczniej.
Elizabeth posza po dzwonek, wrcia na gr i jeszcze chwil posiedziaa przy chorej.
Sara spaa, co zreszt byo dla niej najlepsze. Na pewno bya wyczerpana. Musiaa przey
szok, kiedy zrozumiaa, e nie jest w stanie mwi. Nagle Elizabeth przyszo na myl, e Sara
moga straci pami. Nawet jeli odzyska mow, moe si okaza, e nie pamita wypadku.
Co podobnego przydarzyo si przecie kiedy Jensowi. Westchna ciko, wstaa i ruszya
do drzwi.
Kiedy zesza na d, reszta domownikw ju dawno posza spa. Cicho wlizgna si
do sypialni. Lampa na stoliku nadal si palia. Kristian poruszy si, robic jej miejsce w
ku.
- Co z ni? Jest przytomna?
- Tak, ale teraz pi.
- Dziwne, e jest taka zmczona po tylu dniach leenia.
- A jednak.
Elizabeth zacza si rozbiera. Zdja sukni i przerzucia przez oparcie krzesa. Jutro
powiesi j w szafie, teraz nie miaa siy.
Kristian unis pierzyn, a ona szybko si pod ni wlizgna.
- Zimno ci?
- Troch - skamaa, przytulajc si do niego. Lina napalia we wszystkich pokojach,
byy przecie wita. W te dni nie oszczdzano na niczym.
- A jeli Sara nie odzyska gosu? - zastanowia si gono Elizabeth.
- Na pewno odzyska. Moe po prostu boli j gardo? Sama wiesz, jakie to czasem
dokuczliwe -pociesza j m. - Nie martwmy si na zapas - doda i pocaowa j w gow.
Usyszeli, e William przewraca si w swoim eczku. Nasuchiwali chwil, ale na
szczcie chopiec si nie zbudzi. By ju na tyle duy, e spokojnie przesypia ca noc.
Natomiast Signe podobno budzia si nieraz w nocy i chciaa spa z rodzicami.

- Wszyscy jutro wybieraj si do kocioa? - spytaa Elizabeth.


- Tak, z wyjtkiem Liny. Powiedziaa, e zostanie w domu z dziemi i z Sar.
- To ja te zostan - owiadczya Elizabeth.
- Moe i ja powinienem?
- A ty co masz tutaj do roboty? Mczyni nie potrafi si opiekowa ani dziemi, ani
chorymi. Id do kocioa i posuchaj sowa Boego, na pewno dobrze ci to zrobi. Kristian
rozemia si i obj j.
- Nie, nie dzisiaj - bronia si. - Nadal nie wiemy, jak bdzie z Sar. Nie jestem w
nastroju. Kristian westchn i przesun si na swoj cz ka. Nieco zbyt daleko,
pomylaa Elizabeth. Przysuna si i pooya gow na jego rce.
- Obejmij mnie - poprosia, zamykajc oczy. M obj j, a ona westchna
zadowolona.
- Jeste taki dobry - szepna. Po chwili poczua, e Kristian mocniej ciska jej rami.
Nazajutrz wczesnym rankiem Jens pojecha po doktora. Elizabeth, z maym
Williamem na rku, chodzia niespokojnie po kuchni od okna do okna. Miaa wyrzuty
sumienia, bo ostatnio powicaa synkowi za mao uwagi. Pewnie dlatego tak mocno si teraz
do niej tuli.
- Dlaczego tak dugo ich nie ma? - niecierpliwia si, po raz kolejny podchodzc do
okna.
- Na pewno nie chcesz, ebym zostaa w domu? - spytaa Helene. - Bdziecie same z
dziemi i z Sar, ktra te przecie wymaga opieki.
- Poradzimy sobie! - prychna zniecierpliwiona Elizabeth. - Pamitaa, eby wzi
perfumy? -zapytaa po chwili, ju agodniej. Helene skina gow i wycigajc malek
buteleczk, wyjania:
- Jeszcze si nie skropiam. Zrobi to przed samym wyjazdem, eby zapach duej si
utrzyma. Elizabeth skina gow i umiechna si do przyjaciki
- Jak czua si Sara, kiedy bya u niej rano? - zapytaa Lina.
- Tak samo jak wczoraj. Spaa ca noc. No, nareszcie s! - wykrzykna Elizabeth i
ruszya mczyznom na spotkanie.
- Sysz, e Sara odzyskaa przytomno - powiedzia od progu zadowolony Torstein.
- Tak, chodmy na gr. - Ruszya szybkim krokiem, ale nagle stana i zwrcia si
do Williama: -Zosta tu, synku, chwil i pobaw si z Signe. Bd dzielnym chopcem. Malec
pokiwa gwk i podrepta z powrotem.
Kiedy weszli, Sara ju nie spaa. Umiechna si, ale zaraz na jej twarzy pojawi si

grymas blu. Elizabeth natychmiast podaa jej krople i wod do popicia.


- Podobno nie moesz mwi - odezwa si Torstein i usiad na brzegu ka. Sara
skina gow.
- Pamitasz co? Poznajesz nas? Wiesz, kto to jest? - spyta, wskazujc na Elizabeth. Wiesz, gdzie mieszkasz i gdzie teraz jeste? Kobieta ponownie skina gow, najwyraniej
pewna swoich odpowiedzi.
- Rozumiem, e nie pamitasz tylko samego wypadku? - docieka doktor, drapic si
po brodzie. -Chc zerkn na twoj gow. Zostaa ranna. Bada kobiet uwanie i bez
popiechu. W kocu usiad i spojrza jej gboko w oczy.
- Myl, e mowa wrci.
- Kiedy? - zapytaa Elizabeth.
- Tego niestety nie wiem.
- Ale mniej wicej?
- To moe si sta za godzin lub dwie albo za par dni czy nawet tygodni. Nie
potrafi tego przewidzie.
- Dlaczego nie mwi?
- Miaem kiedy do czynienia z podobnym przypadkiem. To wskutek szoku. Elizabeth
patrzya na niego z niepokojem.
- Czy to znaczy, e jeli znw si przestraszy, to odzyska mow?
- Nie! - rozemia si doktor. - Sara potrzebuje teraz spokoju i odpoczynku. Gos sam
wrci po jakim czasie - zapewni. Wsta i zacz si zbiera do wyjcia.
- Niestety, w tej chwili nic wicej nie mog zrobi. Uwaam jednak, e i tak jest
dobrze. Ciesz si, Saro, e tak si to skoczyo. Obawialimy si, e moesz nigdy nie
odzyska przytomnoci. Sara pokiwaa gow, ale nie wygldaa na szczliw. Elizabeth
doskonale j rozumiaa.
- Sam trafi do wyjcia - powiedzia Torstein i si poegna. - Jeli chcesz - zwrci si
do Elizabeth -przeka pozostaym informacj o stanie zdrowia Sary, a ty zosta tu z ni
jeszcze chwil.
- Dzikuj, Torstein, i wesoych wit.
Lekarz ju jednak wyszed. Elizabeth syszaa, jak otwieraj si drzwi do kuchni,
potem dobieg j gwar rozmw, a po chwili znw odgos zamykanych drzwi zewntrznych.
W kocu zalega cisza.
- Niedugo wszyscy pojad do kocioa - odezwaa si do Sary. Uspokoia j jednak,
e ona, Elizabeth, zostanie, podobnie jak Lina.

- To ta ruda dziewczyna, ona Jensa - wyjania. -Chcesz pi? - spytaa po chwili.


Sara mrugna i Elizabeth podaa jej szklank. Sprawdzia, czy chora nie marznie, i na
wszelki wypadek dooya drew do pieca.
- Kristian te chcia zosta, ale przekonaam go, e nie ma tu nic do roboty.
Powiedziaa to lekkim tonem, lecz uwanie wypatrywaa reakcji kobiety. Sara zamkna oczy,
ale zaraz znw je otworzya.
Elizabeth usyszaa ruch na korytarzu: kto chodzi, kto si mia, toczyy si
rozmowy, w kocu wszyscy wyszli. W domu zapanowaa cisza. Elizabeth zacza si
zastanawia, czy powinna da Sarze do zrozumienia, e ma jej za ze zaloty do Kristiana.
Niemal natychmiast jednak zawstydzia si tej myli. Biedna kobieta nie mogaby si przecie
broni, to byoby niesprawiedliwe. Postanowia poczeka na lepszy moment.
- Chcesz, ebym ci poczytaa? - spytaa.
Na komodzie leay ksiki; signa po pierwsz z brzegu. Poyteczne porady
lekarskie w rnych przypadociach z dodatkiem traktujcym o mierci pozornej przeczytaa. Nie, to z pewnoci nie bya odpowiednia lektura. Zacza si zastanawia, kto tu
pooy te ksiki.
- Moe t? - zapytaa, podnoszc do gry kolejn. Bya to powie Camilli Collett
Crki wojewody. Wzia j i usiada na brzegu ka.
- Czytaam j kiedy. Opowiada o czterech siostrach. Najmodsza, Sofie, zakochuje si
w swoim nauczycielu. Jej starsze siostry s ju zamne. Dochodzi do rnych
nieporozumie. W pewnym momencie Sofie jest przekonana, e jej wybranek kocha inn,
dlatego zgadza si wyj za m za mczyzn znacznie od niej starszego, ktry wcale jej si
nie podoba. Chcesz posucha? Sara skina gow i Elizabeth zacza czyta. Tak si
wcigna w opowie, e nie zauwaya, kiedy chora zasna. Ostronie odoya ksik,
okrya Sar szczelniej pierzyn i wylizgna si z pokoju. Pomylaa, e moe powinna
wykorzysta okazj i sprawdzi, czy Pernille nie trzyma czasem w swoim kuferku trutki na
szczury. Zesza na d, do kuchni.
- Gnbi mnie sumienie - powiedziaa. Wzia Williama na rce i usiada z nim przy
stole. Trutka musiaa zaczeka.
- Masz wyrzuty sumienia? Dlaczego? Lina, ktra wanie nakrywaa do stou, bya
wyranie zdziwiona.
- Najpierw narzekaam, e Sara jest nieprzytomna i moe umrze z pragnienia. Teraz
ubolewam, e nie mwi. Czy ja nigdy nie bd zadowolona?
- Pewnie dopiero wtedy, kiedy Sara naprawd wyzdrowieje - stwierdzia Lina.

Postawia na stole talerz ze witecznymi wypiekami. Podaa Elizabeth filiank


kawy, a dzieciom mleko. Elizabeth dmuchaa na gorcy napj.
- Mylisz, e ona cakiem wyzdrowieje?
- Na pewno. Tylko musimy by cierpliwi - odpara Lina. Uamaa kawaek ciasta i
podzielia midzy dzieci.
Elizabeth przygldaa si jej uwanie. Moda kobieta sprawiaa wraenie zmczonej,
na jej twarzy malowa si smutek.
- Czy co ci gnbi? - spytaa Lin.
- Nie, skde - pada odpowied nieco zbyt szybka.
- Masz mi moe co za ze?
Lina umiechna si i pokrcia gow. Spucia wzrok i wtedy Elizabeth zauwaya,
e jej dolna warga dry.
- Mam wraenie, e Jens znalaz sobie inn - szepna w kocu.
- Co ty opowiadasz?! - achna si Elizabeth. - Nie pierwszy raz go o to
podejrzewasz. Zrozum wreszcie, e dla niego liczysz si tylko ty! Lina pomoga Signe upora
si z ciastem.
- Nie jestemy ju blisko ze sob. Mwiam ci o tym, pamitasz? Elizabeth
przytakna.
- Wtedy jednak zdarzao si jeszcze, e podszed do mnie czasem i pogadzi po
policzku, a teraz ju nie. Dlatego...
- Prbowaa z nim o tym porozmawia? - wesza jej w sowo Elizabeth.
- Co ty! Nie odwayabym si. Poza tym widz, e stara si by miy. Mwi mi
nieraz, e si adnie uczesaam czy ubraam. Ale traktuje mnie, jakbym bya jego siostr.
Elizabeth znw przytakna. Prawd mwic, te zauwaya, e co midzy
maonkami si zmienio. Moe Jens faktycznie znalaz sobie kogo innego? Ze zdziwieniem
stwierdzia, e jest zazdrosna. Wyobrazia sobie Jensa z inn kobiet i zrobio jej si przykro.
Zaakceptowaa, e si oeni z Lin, ale eby mia kochank? - Przecie on nigdy si std nie
rusza - zaprotestowaa. - Gdzie mgby kogo spotka? Lina spojrzaa na ni uwanie.
- Skoro Maria zasza w ci, a my niczego nie zauwayymy, to Jens te moe si z
kim spotyka.
Elizabeth zacza nagle nerwowo skuba skrki przy paznokciach. Milczaa.
- Czasem kae mi na siebie nie czeka, tylko wraca do domu. A kiedy w kocu si
zjawia, jest zwykle miy i pogodny, ale te jaki nieobecny. Jakby myla o niej...
Elizabeth zamara. To bya prawda. Ostatnio kilka razy si zdarzyo, e Jens kaza

Linie i do domu, a sam jeszcze zostawa. Wtedy bywa wobec niej, Elizabeth, szczeglnie
uprzejmy, nawet artowa i mia si. To o niej myla! Powiedzia jej kiedy, e nadal j
kocha i e Lina jest dla niego jak siostra, ale nie potraktowaa tego powanie. Nie moga. Bya
przecie on Kristiana.
- Jens nigdy ci nie zdradzi, Lino - owiadczya stanowczo. - Nigdy od ciebie nie
odejdzie. On nie jest taki - dodaa.
- Skd moesz by tego pewna? - zapytaa suca, ciskajc w doni filiank.
- Tak mwi. Lina otworzya szeroko oczy ze zdziwienia.
- Przy jakiej okazji?
- Dobrze wiesz, e ja i on bardzo si przyjanilimy i o wszystkim sobie mwilimy.
Lina pokiwaa gow.
- No wic kiedy powiedzia mi, e bardzo ci kocha i e nigdy ci nie opuci. To byo
wtedy, gdy wyjechaa do Danii. Lina dugo jej si przygldaa, a zaczo to by krpujce.
W kocu umiechna si z ulg.
- Jeli wtedy chcia by ze mn, to pewnie rzeczywicie jest tak, jak mwisz.
Wyprostowaa si na krzele i upia yk kawy.
- Waciwie to jest nam razem dobrze. Nie kada ma takie szczcie.
- Ja mam. Moim szczciem jest Kristian - odpara Elizabeth.
Szturchna lekko Lin i umiechna si do niej porozumiewawczo. Lina
odwzajemnia jej umiech i
wkrtce rozmawiay ju o innych sprawach.
A jednak Elizabeth nie moga przesta myle o tym, co przed chwil usyszaa.
Po jakim czasie reszta domownikw wrcia z kocioa. Ku swemu przeraeniu
Elizabeth zauwaya, e niewiele brakowao, a kilka razy powiedziaaby do Kristiana Jens".
On najwyraniej te si zorientowa, e co jest nie tak, bo kiedy skoczy oporzdza
zwierzta, nie wyszed z obory, tylko zaczeka na ni.
- Moe naszykujemy wicej siana, eby byo gotowe na jutro rano - zaproponowa.
Pogadzi jej warkocz.
- Masz som we wosach - zauway z czuoci.
- Nie szkodzi - odpowiedziaa lekko.
- Widziae w kociele Pernille? - spytaa po chwili, odsuwajc si nieco od ma.
- Nie, nie byo ani jej, ani lensmana, ani jego ony. Zreszt ja cay czas mylaem
tylko o tobie - powiedzia i obj j w pasie.
Tym razem Elizabeth nie odtrcia go. Zarzucia mu rce na szyj i pozwolia

zacign si na siano. Zamiaa si cicho i zacza odpina guziki bluzki, luzujc


jednoczenie pasek u jego spodni. Poczua powiew zimnego powietrza na udach, gdy Kristian
unis jej sukni. Rozoya nogi i cakowicie mu si poddaa. Czujc na sobie ciar ciaa
ma, westchna z zadowolenia. Rozkoszowaa si jego bliskoci. Narastao w niej
podniecenie.
Kristian liza jej sutki, caowa j i powoli wchodzi w ni coraz gbiej. Ugryza go
lekko w rami, tumic jk rozkoszy. Zamkna oczy i zobaczya czarne kropeczki, taczce
pod powiekami. Kristian porusza si w niej coraz szybciej, a ona obja go nogami i
cakowicie poddaa si fali rozkoszy. Po wszystkim Kristian lea na niej jeszcze chwil,
potem unis si lekko na okciach i przyjrza si jej uwanie.
- A ju mylaem, e przestaa mnie kocha - powiedzia. - Bya ostatnio jaka
nieobecna, pewnie przez te wszystkie kopoty i zmartwienia. My zawsze bdziemy si
kocha, prawda?
Skina gow i przycigna go do siebie. Przytulia si mocno i ukrya twarz w jego
ramieniu. Nic nie ujdzie jego uwagi, pomylaa.
Elizabeth wysza ze spiarni z osek masa w doniach. Usyszaa ttent koskich
kopyt, uniosa gow i zobaczya sanie lensmana, wjedajce na dziedziniec. Mczyzna
unis rk w gecie powitania i umiechn si do niej.
- Wesoych wit! - zawoa. Zszed z sa i pomg zsi Pernille.
Elizabeth odwzajemnia jego yczenia. Nagle wzdrygna si. Trutka na szczury!
Zapomniaa o niej, a teraz byo ju za pno.
- Jak dobrze by z powrotem - oznajmia Pernille radonie. - Jak tam moje anioeczki,
tskniy za mn?
Elizabeth pomylaa, e jakkolwiek wiele mona by zarzuci opiekunce, to jednak o
dzieci autentycznie si troszczya.
- Spytaj je sama - odpara. Zaprosia lensmana do rodka, ale urzdnik podzikowa.
- Musz wraca, spodziewamy si goci - usprawiedliwi si. - Bardzo nas zmartwiy
wieci o Sarze. Miejmy nadziej, e dojdzie do siebie.
Elizabeth pokiwaa gow i ju chciaa podzieli si z nim radosn wiadomoci, ale
lensman wsiad do sa, trzasn z bicza i ruszy w drog powrotn. -Jeszcze raz spokojnych
wit! - zawoa, odjedajc. Pernille staa zadowolona, umiechajc si szeroko.
- Tak si ciesz, e ju wrciam!
- Sara odzyskaa przytomno - oznajmia nagle Elizabeth. Z twarzy opiekunki znikn
umiech, jej oczy zrobiy si okrge.

- I co mwi? Co powiedziaa? - zapytaa szybko.


- Nic nie powiedziaa. Stracia mow. Pernille wyprostowaa plecy.
- Zaniemwia? Doktor ju by?
-Tak.
- I co on na to?
- Ze to przejciowe. Niedugo zapewne wszystko wrci do normy. Pernille staa i
patrzya na ni w zamyleniu.
- Skoro doktor tak twierdzi, to pewnie tak bdzie -bkna. W kocu jednak wzia si
w gar. - To wspaniale! - wykrzykna. - Bd si za ni modli - dodaa.
Elizabeth dostrzega Jensa, ktry szed po drewno do szopy. Podaa osek masa
Pernille i poprosia, eby zaniosa j do kuchni.
- Zaraz wracam - rzucia pospiesznie i podya za Jensem.
- Chc zamieni z tob sowo, masz chwil? - zapytaa.
- Oczywicie - odpar z umiechem. - Co ci ley na sercu? Postanowia nie kluczy,
tylko mwi wprost.
- Lina uwaa, e znalaze sobie inn kobiet.
- Skd jej to przyszo do gowy?
- My, kobiety, nie jestemy gupie. Takie rzeczy si czuje.
- Nikogo nie mam.
- Tak wanie jej powiedziaam, ale ona sdzi, e nawet, kiedy z ni jeste, to mylisz
o innej. Jens spowania.
- Nie mog przesta myle o tobie. Cay czas mam ci przed oczami, sysz twj
gos...
- Przesta - poprosia, kadc do na jego rce.
- Nic ci nie obchodz?
- Obchodzisz. Dobrze o tym wiesz, ale nie jestemy wolni i musimy o tym pamita.
- Tak - przyzna zawstydzony. - Sprbuj si zmieni. Postaram si by lepszym
mem.
- Dzikuj. Wiesz, e bardzo lubi i ceni Lin. Umiechna si smutno i szybko
odesza. Poczua, e marznie; cienka chusta nie chronia przed mrozem.
Wesza do domu i zauwaya w sieni porzucon osek masa. Zirytowaa si.
Dlaczego opiekunka nie zaniosa jej do kuchni, tak jak j prosia?
- Gdzie jest Pernille? - spytaa, kadc maso na stole. Helene spojrzaa na ni
zdziwiona.

- Widziaam, e przyjechaa z lensmanem.


- Tak, ale zaraz wesza do domu.
- Nie widziaymy jej - odezwaa si Lina, nie odrywajc si od swoich zaj przy
kuchni. Nagle Elizabeth poczua, e ciska jej si odek. Stana na dole schodw i zacza
nasuchiwa. Z gry nie dochodziy adne dwiki. Zdja chodaki i bezszelestnie ruszya po
schodach. Drzwi do pokoiku, w ktrym leaa Sara, byy uchylone. Chwycia za klamk,
otworzya je i zastyga z przeraenia. Nad kiem Sary pochylaa si Pernille z poduszk w
rce.

Rozdzia 5
- Co ty robisz?! - krzykna Elizabeth. Podbiega do ka i wyrwaa poduszk z rk
kobiety. Pernille zblada, oddychaa z trudem.
- Chciaam tylko...
- Mylisz, e nie wiem, co chciaa?
- Chciaam podoy Sarze pod gow dodatkow poduszk - oznajmia Pernille.
- Nie kam! Mylisz, e jestem gucha i lepa? Czua, jak mocno bije jej serce.
Podesza bliej.
- Chciaa j zabi! Udusi poduszk! - wykrzyczaa i zrobio jej si ciemno przed
oczami.
- Co za bezczelno...! Jeli mi nie wierzysz, to spytaj j!
- Przecie dobrze wiesz, e ona nie jest w stanie nic powiedzie! A ty si boisz, e
kiedy odzyska gos, prawda wyjdzie na jaw! Wyjd std, bo nie rcz za siebie! I nie pokazuj
si tu wicej! - krzyczaa. Pernille ruszya chwiejnym krokiem do drzwi.
- Nie myl, e ujdzie ci to pazem. Twoja bezkarno musi si skoczy! - zawoaa za
ni Elizabeth. Pernille odwrcia si, rzucia jej nienawistne spojrzenie i znikna za
drzwiami. Elizabeth odoya podusz i usiada obok Sary, ktra leaa i cicho pakaa. Rce
jej dray.
- Ju dobrze, uspokj si, prosz - przemawiaa do niej serdecznie. - Nie pozwol,
eby zrobia ci krzywd. Od dzisiaj bd zamykaa pokj na klucz, ktry zawsze bd nosia
przy sobie, wic moesz by spokojna. Jej sowa wpyny kojco na Sar; w kadym razie
leca przestaa paka.
- Szkoda, e nie moesz mi wszystkiego powiedzie - westchna Elizabeth i
sprbowaa si umiechn. - Niedugo na pewno odzyskasz mow, koci si zrosn i znw
wszystko bdzie dobrze. Jeste zmczona? Sara skina gow.
- Spij spokojnie. Posiedz przy tobie. A kiedy wyjd, zamkn drzwi na klucz.
Usiada na brzegu ka i zacza nuci koysank, ktr piewaa Ane, kiedy creczka
bya maa. Gdy si upewnia, e Sara zasna, wysza cicho z pokoju i zamkna drzwi na
klucz, ktry nastpnie doczya do innych noszonych przy pasie.
- Tutaj bdzie bezpieczny - rzeka cicho do siebie i zesza na d.
Usyszaa skrzypienie podogi w gabinecie, a wic Kristian pewnie jeszcze co tam
robi. Zastanawiaa si, czy powinna mu powiedzie o tym, co si wydarzyo, czy te raczej
jeszcze zaczeka. Dosza do wniosku, e nie moe duej milcze. By przecie jej mem.

Zapukaa miao do drzwi i wesza, nie czekajc na odpowied.


- To ty? - umiechn si na jej widok.
- Przeszkadzam ci?
- Ale skd. Wejd.
Kristian siedzia na krzele; wskaza rk na swoje kolana. Ona jednak udaa, e tego
nie widzi, i usiada po drugiej stronie biurka.
- Musz z tob porozmawia. Jest co, o czym powinnam bya ju dawno ci
powiedzie. Kristian zmarszczy brwi i przyglda si jej uwanie. Elizabeth miaa wraenie,
e dostrzega w jego oczach lekki niepokj, nic jednak nie odrzek, tylko skin gow na znak,
e moe mwi.
- Pernille wcale nie jest taka, za jak chce uchodzi! Lk w jego spojrzeniu znikn.
M westchnli odchyli si w krzele, wyranie zrezygnowany.
- Jeli nie chcesz tego sucha, dam ci spokj - powiedziaa Elizabeth i wstaa.
- Nie, usid, prosz. Sucham ci. O co chodzi? Elizabeth zwilya wargi i zacza
opowiada mu wszystko od pocztku. O umowie, ktr Pernille sama napisaa, troch za
szybko. O swoich podejrzeniach i o rozmowach, ktre niechccy podsuchaa. Zakoczya
opowieci ony lensmana o tym, co si zdarzyo dawniej; o tych strasznych czynach, ktrych
Pernille si dopucia.
Kristian sucha jej w milczeniu. Kilka razy zmarszczy czoo, a na jego ustach pojawi
si sceptyczny grymas.
Elizabeth udaa jednak, e tego nie widzi, i opowiadaa dalej. Mwia o stosunku
Pernille do niej, o tym, jak opiekunka le si do niej odnosi, kiedy s same, no i o ostatnim
wydarzeniu, ktrego przed chwil bya wiadkiem.
W kocu zamilka i zapada cisza. Przez moment aowaa, e mu o wszystkim
powiedziaa. A jeli j wymieje? Jeli uzna wszystko za wymys jej wyobrani?
- Jeste pewna, e chciaa j udusi? - pado w kocu pytanie.
Wyczua w jego gosie powtpiewanie i zacisna donie. Tego si wanie obawiaa!
Jeeli masz jakie wtpliwoci, spytaj Sar. Moe ci to potwierdzi lub zaprzeczy ruchem
gowy. Moesz te porozmawia z lensmanem i jego on. Kristian wsta i zacz kry po
pokoju.
- Sara zostaa sama w pokoju?
- Tak, ale zamknam drzwi na klucz, ktry mam przy sobie. Nagle zamilka, jakby si
nad czym zastanawiaa.
- Mylisz, e powinnam powiedzie o tym dziewcztom?

- Poczekajmy jeszcze.
- Bd si dziwi, dlaczego zamknam drzwi. Kristian znw zmarszczy brwi.
- Powiedz, e zamkna je, bo dzieci cigle tam wbiegay i przeszkadzay Sarze.
- Dzieci! Ktre ledwo chodz?! M usiad za biurkiem i pooy rce na blacie.
- Szczerze mwic: nie wiem. Ani co powiedzie innym, ani co zrobi z Pernille. To
powane oskarenia. Nie moemy pojecha z tym do lensmana, bo nie mamy dowodw,
jedynie sowo przeciwko sowu. Ludzie mog nas wymia, by moe musielibymy nawet
wypaci Pernille odszkodowanie.
- To moliwe? - spytaa Elizabeth, wyranie przestraszona. - Ale przecie ona...
- Nie wiem - przerwa jej Kristian. - Na pewno jednak musimy by ostroni. I zdoby
dowody.
- Co to znaczy? e mamy zapa j na gorcym uczynku? Jak kogo morduje, i to
najlepiej jeszcze przy wiadkach...
- Miejmy nadziej, e do tego nie dojdzie. A co z dziemi? - zaniepokoi si nagle. S z ni same?
- O dzieci moemy by spokojni. Pernille je uwielbia. ona lensmana te to mwia.
Jeli wic o to chodzi, nie musimy si obawia. Elizabeth zamilka, a po chwili dodaa:
- Mam wraenie, e ona jest szalona. Dawno ju powinna trafi do domu wariatw.
Kadego, kto jej si nie podoba, morduje albo karze w taki czy inny sposb.
- Ale dzieciom nie robi krzywdy? - chcia si jeszcze raz upewni Kristian.
- Nie, dba o nie, jakby byy jej wasnymi dziemi.
- Kto jeszcze o tym wie? - spyta m, wstajc.
- Jens.
- Rozmawiaa z nim o tym?
- Wydao mi si to naturalne. Pamitaj, e dorastalimy razem, znamy si od dziecka.
A co z kluczem? Co mam powiedzie dziewcztom?
- Co wymylisz. Pilnuj tylko, eby Pernille nie wchodzia do pokoju Sary.
- Dobrze. Elizabeth wstaa i ruszya do drzwi, ale zatrzymaa si w progu.
- Wybierasz si gdzie wkrtce?
- A o co chodzi?
- Mylaam o Marii. Jeli bdziesz w pobliu, zajrzyj do niej i powiedz, e Sara
odzyskaa przytomno. Tylko nie wspominaj o Pernille. Przy okazji podzikuj jej i
Pe-derowi za prezenty. No i nie zapomnij spyta jej o zdrowie; ostatnim razem wygldaa na
bardzo zmczon. Kristian si umiechn.

- Odnosz wraenie, e byaby szczliwa, gdybym natychmiast uda si w drog.


- A mgby?
- Pojad jutro z samego rana.
- Dzikuj. Jeste taki dobry. W tej sytuacji nie bardzo chc si rusza z domu wyjania z powag. Przez reszt dnia uwanie obserwowaa kady ruch Pernille. Kobieta
zapewne to wyczua, bo zachowywaa si niezwykle poprawnie. Umiechaa si i bya dla
wszystkich bardzo grzeczna. Nic nie wskazywao na to, e co z ni jest nie w porzdku.
Elizabeth wzdrygna si. Wiedziaa, e nikt nie widzia, jak Pernille si zmienia, kiedy
wpada w zo.
Poczua pulsowanie w skroniach, zacza j bole gowa. Zajrzaa do szafki w kuchni,
gdzie byy krople, ktre niedawno da jej Torstein. Podobno skutecznie zwalczay take ble
gowy. Mina j Helene, nucc wesoo.
- Zanios Sarze obiad - rzucia w przelocie.
- Ja to zrobi - powiedziaa Elizabeth machinalnie, zerkajc na Lin, ktra nakrywaa
do stou. Na kuchni gotowaa si ryba, okna byy zaparowane. Signe staa na krzele i
rysowaa co na szybie. Gdzie s te przeklte krople? Moe wemie ktre z kropli, ktre
dawaa Sarze? W tym momencie dotar do niej sens slow Helene, szybko wic ruszya w
stron schodw.
- Ja si ni zajm! - zawoaa. Helene odwrcia si i spojrzaa na ni zdziwiona.
- Dlaczego? Pooya rk na klamce, eby otworzy drzwi, ale te si nie poddaway.
Zacza je szarpa, w kocu zrozumiaa, e s zamknite na klucz.
- Co si stao? Dlaczego drzwi s zamknite?
- Bo... dzieci jej przeszkadzay - wyrzucia Elizabeth z siebie, korzystajc z
wytumaczenia, ktre podsun jej Kristian.
- Dzieci? - powtrzya Helene z niedowierzaniem. Elizabeth westchna i przecigna
rk po czole.
- To duga historia - odezwaa si w kocu cichym gosem. - Chodzi o to, e z Pernille
jest co nie w porzdku. Grozia mi, a potem prbowaa zabi Sar. Dwukrotnie, ostatnio
dzisiaj. Chciaa udusi j poduszk.
- Co takiego?! Na twarzy Helene malowao si przeraenie poczone z
niedowierzaniem.
- To prawda. To ona przecia rzemie u sioda i w ten sposb spowodowaa wypadek.
Ludzie mwi te, e otrua wasnego ojca. - Nie mog w to uwierzy. We tac, prosz, bo
zaraz j upuszcz! Elizabeth wzia od niej tac.

- Nie mamy adnych konkretnych dowodw, ale jak tylko Sara odzyska gos, bdzie
moga powiadczy nasze domysy. Pernille musi odej, tylko jak do tego doprowadzi?
Musimy mie dowody.
- A jeli Sara nie odzyska gosu?
- Nie martwmy si na zapas. Sara jest nasz jedyn nadziej. Nagle Helene zrobia si
biaa jak kreda.
- Ona zajmuje si dziemi! Elizabeth po raz kolejny zacza zapewnia, e nie maj si
czego obawia.
- Wcale mnie nie przekonaa - westchna Helene.
- Wiem, ale to prawda. A teraz przepu mnie, bo zaraz jedzenie wystygnie. Wzia
klucz i otworzya drzwi.
- Powiedz o wszystkim Linie i Larsowi. Waciwie miaam o tym nikomu nie mwi,
ale trudno. Tylko uwaaj, eby Pernille niczego nie usyszaa. I eby nikt wicej si o tym nie
dowiedzia. Nikt, syszysz? Pniej o tym porozmawiamy.
Helene pokiwaa gow i cikim krokiem zacza schodzi ze schodw.
Elizabeth zaczerpna powietrza. Stao si: powiedziaa przyjacice wszystko. Na
szczcie Helene chyba jej uwierzya.
Elizabeth staa w oknie i patrzya na d, wypywajc w lutowy dzie w morze.
Zaczy si zimowe poowy. Kiedy mczyni wypywali, kobiety nie odprowadzay ich na
brzeg; to oznaczaoby nieszczcie.
Minione tygodnie nie przyniosy adnego przeomu. Sara nie odzyskaa gosu. Kiedy
Lina i Lars dowiedzieli si o Pernille, przeyli szok. Owszem, przyznali, e kobieta jest nieco
dziwna, ale trudno im byo uwierzy, e moe kogo zabi. Obiecali jednak nie
rozpowszechnia tych wiadomoci. Elizabeth szybko zauwaya, e wszyscy starali si teraz mniej lub bardziej otwarcie - unika piastunki.
Natomiast sama Pernille wcale si nie zmienia. Kiedy wiedziaa, e nikt ich nie widzi,
posyaa Elizabeth szydercze spojrzenia albo skradaa si i nagle zaskakiwaa j swoj
obecnoci. Elizabeth wzdrygaa si i serce walio jej jak motem. Jeli jednak zwracaa
opiekunce uwag, ta udawaa niewinitko.
- Przestraszyam ci? Naprawd nie chciaam... Elizabeth nie moga nic zrobi.
Przyoya czoo do chodnej szyby i westchna. Modlia si do Boga, bagajc Go o pomoc.
- Te chc zobaczy - marudzi William, cignc j za spdnic. Wzia go na rce.
- Widzisz, jak tatu odpywa? -Tak! Widz! Wskaza paluszkiem na morze i si
umiechn.

-Jak bdziesz duy, te kiedy z nim popyniesz. Ale na szczcie minie jeszcze wiele,
wiele lat. Pocaowaa synka w krgy policzek, chonc bogi zapach dziecka.
- dka?
- Popyna, tam daleko! - powiedziaa i poaskotaa go w szyj.
- dka! - upiera si William.
Elizabeth podya wzrokiem za jego paluszkiem. Dziecko miao racj: daleko na
horyzoncie wida byo d. Szybko zbliaa si do brzegu. Na pokadzie byo czterech, nie
piciu mczyzn.
- Kto do nas pynie! - zawoaa do pracujcych w kuchni kobiet.
- Pjd na brzeg. Zosta w domu, synku! - krzykna. Szybko woya gruby sweter,
narzucia na ramiona
chust i niemal pobiega na brzeg. Kiedy dotara, d cigle jeszcze bya na wodzie.
Spostrzega, e na pokadzie jest take kobieta, ktra te j zauwaya i zacza macha rk.
Elizabeth odwzajemnia jej pozdrowienie, zastanawiajc si, kto to moe by.
d zbliya si do brzegu. Dwch mczyzn wyskoczyo i zaczo wciga j na
kamienie. Dopiero wtedy Elizabeth rozpoznaa Gebor, matk Liny. Podesza bliej. Gebora
wysiada z odzi i zmierzaa w jej kierunku. Miaa na nogach wysokie boty, sukni zebraa
nieprzyzwoicie wysoko nad kolanami.
- Witam w Dalsrud! - odezwaa si Elizabeth. - Co za niespodzianka! Musielicie
pyn ca noc, skoro przybywacie o tak wczesnej porze. Gebora przytakna.
- Zapragnam odwiedzi Lin. To moja jedyna crka, ale nie bd wam przeszkadza.
Jeden z ludzi zaproponowa, e mog si zatrzyma u jego ciotki, ktra mieszka w tym
starym...
- Ale moja droga - przerwaa jej Elizabeth. - Oczywicie, e zamieszkasz u nas!
Bdziesz moga rozmawia z Lin do woli - umiechna si.
Przygldaa si drobnej, szczupej kobiecie. Gebora wygldaa na zagubion, kiedy tak
staa w za duych botach, ciskajc w rku fady spdnicy. Kobieta najwyraniej podya za
jej wzrokiem, bo podesza do niej i szeptem zacza si tumaczy:
- To jest moja najlepsza suknia. Nie chciaam, eby si zmoczya. A woyam j, eby
jako wyglda, skoro wybraam si w odwiedziny. Kupiam j siedem lat temu, ale jest jak
nowa. Elizabeth zakasaa, eby zdusi miech.
- Wejdcie do rodka i si ogrzejcie - zwrcia si do mczyzn. Jeden z nich wynis
na brzeg niewielki podrny kuferek. Teraz zdj czapk i si ukoni.
- Bardzo dzikujemy, ale musimy pyn dalej. Ludzie na nas czekaj. Jeli nie

zjawimy si na czas, zaczn si martwi. Pomyl, e utonlimy.


- A wic innym razem - rzucia Elizabeth.
- Dzikujemy. Mczyzna jeszcze raz si ukoni i wrci do odzi.
- Pomog ci nie kuferek - zaproponowaa Elizabeth. - Razem bdzie nam lej. Kiedy
Lina zobaczya matk, zblada tak, jakby zaraz miaa zemdle.
- Mama! Co si stao? Jak ty si tu dostaa, na lito bosk?!
- Nie uywaj imienia Pana nadaremnie! Gebora zgania crk i pogrozia jej palcem,
po chwili jednak obejmowaa j i ciskaa z caej siy.
- Moja mama! - zaprotestowaa nagle Signe, wciskajc si midzy obie kobiety.
- A kog my tu widzimy? To to maleka Lina! Gebora ukucna i podaa
dziewczynce rk.
- Pewnie jeste Signe. A ja jestem twoj babci. Dziewczynka staa i przygldaa si
jej uwanie. W kocu pokiwaa gwk. Lina rozemiaa si serdecznie.
- Jak dugo zostaniesz? - spytaa.
- Nie chc by wam ciarem. Poprosiam kogo, eby doglda domu pod moj
nieobecno... Mwiam ju Elizabeth, e mog mieszka w osadzie, ale ona zaproponowaa,
ebym zatrzymaa si tutaj, wic... -urwaa nagle i rozejrzaa si po kuchni.
- Ile tu tego drobiazgu! Znw ukucna i wycigna rk do Williama.
- A ty jak masz na imi?
- dka - odpar chopiec.
- To chyba nie jest twoje imi? Co mi si wydaje, e ty jeste William - rozemiaa
si Gebora.
- Moesz zamieszka z nami, mamo - powiedziaa Lina.
- Chtnie, jeli tylko znajdziecie dla mnie miejsce.
- Ale po co? - zaoponowaa Elizabeth. - Moesz spokojnie spa u nas. Mamy duo
miejsca. Lina pokrcia gwatownie gow.
- Reszt zimy i tak zamierzaam spdzi w domu. Jens zostanie tutaj, wic byabym
sama, a z mam bdzie mi przyjemniej. Moe spa w ka Jensa, pomiecimy si.
- Jak chcesz. Ale jeli zmienisz zdanie, to pamitaj, e miejsca u nas nie brakuje.
Zawsze moecie tu przenocowa: i ty, i mama - umiechna si Elizabeth.
- Wielkie nieba, macie wicej goci? - zdziwia si Gebora na widok Pernille.
Dygna, nieco zawstydzona. Pernille natomiast rozpromienia si i natychmiast podaa jej
swoj pulchn do.
- Mam na imi Pernille i jestem piastunk tu, w Dalsrud

- Co podobnego, jeste suc! Jak mio, bardzo si ciesz. Moemy czasem razem
popilnowa dzieci. Zadowolona, uszczypna lekko Pernille w policzek.
- Okrglutka jeste, moja droga - powiedziaa, mrugajc do niej okiem. - Jeli chcesz,
pomog ci schudn. Znam si na takich rzeczach.
Elizabeth i Helene wymieniy spojrzenia. Przyjacika zakrya doni usta, eby si nie
rozemia. Ale w jej oczach wida te byo strach. Ona pewnie take zastanawiaa si, jak
Pernille to przyjmie.

Rozdzia 6
Maria poprawia nog szmaciany dywanik. Nucc, usuna zwidy listek i przesuna
palcem po szklanej miseczce. Ani drobinki kurzu, pomylaa zadowolona. W ich domu
zawsze panowaa cisza, inaczej ni w Dalsrud, gdzie zwykle byo peno ludzi, gdzie wszdzie
sycha byo kroki, gdzie zawsze jakie dziecko miao si albo pakao. Tutaj tylko od czasu
do czasu dobiega j z oddali stukot kopyt czy parsknicie konia, rzadko czyje gosy, jakie
woanie.
Codziennie sprztaa cay dom, ale niewiele miaa tu do roboty. Poza tym Peder
chtnie jej pomaga. Czas spdzaa wic gwnie na czytaniu ksiek i szyciu ubranek dla
dziecka. Kiedy wspomniaa Pederowi, e nieraz ta cisza j mczy.
- Ciesz si ni, pki moesz - odpar. - Ju niedugo to si skoczy. Nagle Maria
poczua parcie na pcherz i ruszya pospiesznie do swojego pokoju. Zanim zdya doj do
drzwi, stwierdzia, e ma mokr bielizn. Zrobio jej si wstyd. Spojrzaa na d, na podog, i
nagle zrozumiaa. Zaczy odchodzi jej wody! W tym samym momencie poczua lekki bl
krgosupa, jakby cignienie. Opara si o ko i zacza gboko oddycha. Szybko znalaza
wie bielizn i przebraa si, podoya te pod spd grub podpask. Wrcia do saloniku,
podesza do okna, otworzya je i rozejrzaa si dokoa. Musi poprosi kogo o przekazanie
wiadomoci. Na pewno zaraz kto si zjawi.
Zacza nasuchiwa. I rzeczywicie, wkrtce usyszaa czyje lekkie kroki, a po
chwili zobaczya przechodzcego nieopodal chopca. Najwyraniej zmierza w jej stron.
- Hej! - zawoaa. Chopiec stan i spojrza na ni zdziwiony.
- Przeka Pederowi, eby posa po Elizabeth. Ju on bdzie wiedzia, o co chodzi.
Chopak skin gow i po chwili wszed do sklepu.
Maria zamkna okno. Musi teraz naszykowa czyste przecierada, nocn koszul i
ubranka dla dziecka; poza tym misk, noyczki i rne inne drobiazgi. Dobrze, e zamiast
bezczynnie czeka, moga si czym zaj. W drzwiach stan Peder. By czerwony na twarzy
i wyranie poruszony.
- le si czujesz? To ju pora? Maria umiechna si do niego.
- Jeszcze troch to potrwa... - zacza, ale nie dokoczya, bo znw poczua skurcz.
Peder patrzy na ni, coraz bardziej przeraony.
- Kochanie, bardzo ci boli?
- Nie - odpara i sprbowaa si wyprostowa. - Nie jest tak le. Jeli tylko nie bdzie
gorzej, to nie mog narzeka. - Znowu si rozemiaa, eby nie straszy Pedera. - Posae po

Elizabeth?
- Chopak ju wyruszy, ja zostan z tob. Zamknem sklep. Ludzie bd gada, bo
musiaem wyprosi kilku klientw. Nie przyszli po nic wanego, wic to bez znaczenia, ale
nie byli zadowoleni. Peder zamilk. Sta i przyglda si jej bezradnie.
- Nie powinna si pooy, zamiast szuka czego w tej szufladzie?
- Jeszcze za wczenie, ebym si kada - powiedziaa Maria z umiechem. - Poza tym
musz naszykowa rne rzeczy. Peder zmarszczy brwi i przecign rk po swojej ysinie.
- Mog ci pomc - zaproponowa.
- Nie, id do kuchni i zaparz kaw.
Maria poczua, e zblia si kolejny skurcz. Ukucna i jkna cicho, na szczcie bl
szybko min. Peder niechtnie poszed do kuchni. Maria syszaa, jak haasuje naczyniami.
Przed sob sam moga przyzna, e si boi. Baa si skurczw, ktre przybieray na sile, i
baa si, e co moe pj nie tak. Pamitaa, jak Elizabeth cierpiaa przy porodzie Williama,
a przecie jest bardzo wytrzymaa na bl. Pamitaa, jak la si z niej pot, jak skrcaa si z
blu. Czy z ni te tak bdzie? Jak to zniesie?
- Wszystko w porzdku? - spyta Peder, zagldajc przez drzwi.
- Jak najbardziej - zapewnia.
- Mog co dla ciebie zrobi? Maria pokrcia gow.
- Nie, Peder, zajmij si kaw.
Jak tylko m znikn za drzwiami, opada na ko. Biedny Peder, pomylaa. Czuje
si zagubiony. Chciaby jej pomc, ale nie wie, jak. Dobrze, e z ni zosta. Kiedy przyjedzie
Elizabeth, bdzie mg wrci do sklepu. Nagle znw chwyci j skurcz. Poczekaa, a
przejdzie, potem wstaa i posza do saloniku.
Peder ustawi na tacy filianki i talerz z kruchymi ciasteczkami.
- Jeszcze si nie pooya? - spyta zdziwiony. Maria si rozemiaa.
- To moe potrwa kilka godzin.
- Kilka godzin?! Patrzy na ni z przeraeniem.
- Ale...
- Kobieta nie rodzi tak atwo jak kotka - odpowiedziaa, siadajc w fotelu.
- Tak, oczywicie, wiem. Odstawi tac i przynis jej podnek.
- Odpocznij troch. Jeli to ma trwa kilka godzin, to teraz odpoczywaj. A moe
powinienem posa po doktora?
- Nie, nie trud go, prosz. W kocu to tylko zwyky pord. Niedugo przyjedzie
Elizabeth. Poradzi sobie rwnie dobrze jak Torstein.

- Jeste pewna?
- Tak. Chod, usid. Napij si kawy i nie martw si. Od razu poaowaa swojego
pewnie nieco zbyt ostrego tonu. Chciaa go przeprosi, ale w tym momencie poczua kolejny
skurcz. Peder natychmiast do niej podszed.
- Czy mog ci jako uly?
- Nie moesz. No, ju mino. Napij si kawy, prosz. Umiechna si i ucisna
jego do.
- Przepraszam ci. Peder pogadzi j po policzku.
- Nie masz mnie za co przeprasza. Chod, ty te napij si kawy. I poczstuj si
ciasteczkami. Maria signa po filiank i wzia ciasteczko. Wspczua Pederowi, ktry
przecie chcia dla niej jak najlepiej. Nagle poczua, e podpaska znw jest mokra.
Westchna i ruszya do swojego pokoju, eby zmieni bielizn. Zastanawiaa si, czy nie
powinna ju si pooy.
Syszaa, e kiedy odejd wody, kobieta ma lee i stara si nie rusza, a
przynajmniej jak najmniej. Ale nie miaa ochoty si ka. Skurcze nie byy jeszcze bardzo
silne. Wrcia do saloniku. Peder sta w oknie, trzymajc si kurczowo parapetu.
- Dlaczego tak dugo ich nie ma? Maria zauwaya, e ma plamy potu pod pachami.
- Mona by pomyle, e to ty masz rodzi - powiedziaa.
- Niepokoj si o ciebie. Nagle jakby si zawstydzi. Maria umiechna si ciepo.
- Jeste bardzo troskliwy, ale wszystko bdzie dobrze, nie martw si. Kobiety zawsze
rodziy dzieci. Nie jestem-ani pierwsza, ani ostatnia.
Sama jednak take odczuwaa niepokj. eby ju Elizabeth przyjechaa! Potrzebowaa
kogo, kto by j wspar; zapewni, e wszystko bdzie dobrze, e nie ma powodu do
niepokoju.
- No, nareszcie jest! - zawoa Peder i wypad powita gocia.
Wkrtce Maria usyszaa ich gosy na korytarzu. Teraz bya bezpieczna. Zaczerpna
powietrza i szybko zamrugaa, eby nikt nie zobaczy jej ez, nawet jeli byy to zy szczcia.
- Jak si czujesz, Maryjko? - spytaa Elizabeth, obejmujc j czule.
- Dobrze... Tak myl.
- Jak czsto masz skurcze?
- Nie wiem, nie mierzyam czasu.
- Wody ju ci odeszy? Maria zaczerwienia si i zerkna na stojcego obok nich
Pedera. Elizabeth podya za jej wzrokiem.
- Moesz wraca do sklepu, zajm si Mari - owiadczya. - Jeli co si wydarzy, na

pewno dam ci zna.


Peder niechtnie ruszy do drzwi. Od progu rzuci jeszcze ostatnie spojrzenie na on.
- Mam skurcze i chyba odeszy mi wody - zacza szlocha Maria.
- Spokojnie - pocieszaa j siostra. - Duo byo tej wody? Taka spora kaua?
- Mniej. Waciwie to niewiele... Przerwaa, bo znw poczua skurcz. Wstrzymaa
oddech.
- Coraz bardziej mnie boli! - kaa.
- Tak musi by - uspokajaa j Elizabeth. - To znaczy, e dziecko chce ju przyj na
ten wiat. Sprbuj si troch odpry midzy skurczami. Chodmy do sypialni, przebierzesz
si. Lepiej si poczujesz w czym luniejszym. Poza tym zaraz zaczniesz si poci. Maria
pozwolia si zaprowadzi do sypialni. Przybycie Elizabeth uspokoio j. Siostra przyniosa
wod i ciereczk.
- Opucz sobie twarz, lepiej si poczujesz. Maria skina gow. Przebraa si w nocn
koszul, ktra przyjemnie chodzia jej ciao.
- Kiedy nadejdzie kolejny skurcz, po si do ka. Jeli chcesz, moesz te sta, ale
pamitaj, e masz gboko oddycha.
- Dlaczego? Co jest nie tak?
- Nie, tylko musisz oszczdza siy, bo to moe potrwa. Maria znw skina gow.
Miaa do siostry pene zaufanie.
- Co nowego w Dalsrud? Czy Sara odzyskaa mow?
- Nie, nic si nie zmienio. Mam wyrzuty sumienia, e tak rzadko ci odwiedzam, ale
nie starcza mi na wszystko czasu.
- Kristian zajrza tu raz. Jens take kiedy wpad. Maria poprawia si na ku.
- Co mwi Torstein o Sarze?
- Niewiele. Od samego pocztku ostrzega, e poprawa moe nieszybko nastpi.
Mwi, e musimy by cierpliwi. Powinnam bya te odwiedzi Indianne, ale dni s za krtkie.
- Syszaam, e u nich wszystko w porzdku - odezwaa si Maria. - Dorte czasem do
nich zaglda. Podobno wszyscy maj nadziej, e wkrtce pojawi si jakie malestwo.
Indianne dotd jeszcze nie zasza w ci.
Elen i Olav te nie mieli dzieci, a teraz ona leaa tu i rodzia jego dziecko. A co
bdzie, jeli urodzi si chopczyk podobny do tatusia? Wtedy tajemnica si wyda. Krzykna,
bo znw chwyci j skurcz. Elizabeth gadzia j po plecach i szeptaa sowa pocieszenia.
- Gebora przyjechaa w odwiedziny - powiedziaa po chwili.
- Kto? Maria otara pot z czoa i powtrzya pytanie, nie bardzo wiedzc, o kim

Elizabeth mwi.
- Matka Liny - wyjania siostra. - Zjawia si tego dnia, kiedy mczyni wypynli
na poowy. Maria chciaa co powiedzie, ale w tym momencie chwyci j kolejny skurcz.
Znw na jej czole pojawiy si kropelki potu, ciao wygio si w uk. Gdzie z daleka
dochodzi do niej gos Elizabeth, nakazujcy jej spokojnie oddycha. Jak ona sobie to
wyobraa? Spokojnie mona oddycha, kiedy jest si odpronym, a nie kiedy bl rozrywa
wntrznoci.
Kiedy skurcz min, nie bya w stanie otworzy oczu. Zacisna donie na poszwie i
dyszaa zmczona.
- Nie mam ju siy - szepna. Poczua chodn szmatk na czole i usyszaa spokojny
gos Elizabeth:
- Pozwl mi dotkn brzucha. Musz te sprawdzi rozwarcie. Maria nie protestowaa.
Kiedy siostra skoczya, poprosia o wod. Elizabeth podaa jej pen szklank. Maria
pia chciwie.
I co?
- Zaparz zioa, ktre przyspiesz pord - powiedziaa Elizabeth i wstaa.
Maria znw usyszaa brzk naczy w kuchni. Syszaa te, jak siostra otwiera
drzwiczki od pieca. Pewnie dokada drew. To dobrze, pomylaa, bo na dworze jest zimno.
Nagle doszed j gos Pedera. Mwi cicho, ale wiedziaa, e si martwi. Elizabeth
odpowiedziaa mu co, lecz tak cichutko, e nie potrafia odrni sw. Ponownie nadszed
skurcz. Maria chwycia si wezgowia i krzykna. Natychmiast zjawia si Elizabeth. Zacza
masowa jej plecy i pociesza j.
- Przepraszam, Elizabeth - szepna Maria, kiedy skurcz min.
- Nic nie szkodzi. To normalne. Sprbuj troch odpocz, zaraz podam ci napar.
Maria wypia kilka kubkw, ale zioa niewiele pomogy. W kocu Elizabeth wstaa.
Na bluzce miaa plamy potu.
- Trzeba wezwa lekarza. Maria zauwaya, e siostra jest blada.
- Czy ja umieram? - wyszeptaa.
Przez moment pomylaa, e to wcale nie byoby takie ze. Nie miaa ju siy. Nasta
wieczr, a dziecko nadal nie spieszyo si na wiat.
- Oczywicie, e nie umierasz - owiadczya Elizabeth surowym tonem. - Czasem
pord trwa dob i wicej. Zwaszcza u pierwordek. Chc wezwa lekarza tak na wszelki
wypadek. Moe bdzie mg jako pomc.
Maria skina gow i zapada w sen. Zdya jeszcze pomyle o 01avie. Tak bardzo

chciaa, eby teraz przy niej by! Czuaby si bezpieczniejsza... Tyle chciaa mu powiedzie.
Tyle miaa mu do powiedzenia.

Rozdzia 7
Elizabeth odgarna mokre wosy z twarzy siostry. Zaniepokoia si, e Maria ley tak
spokojnie, ale zaraz wytumaczya sobie, e to dobrze, e siostra zbiera siy przed nastpnym
skurczem. Wstaa i cicho wysza z sypialni. Na korytarzu spotkaa Pedera.
- Jak jej idzie?
- Musisz jecha po doktora. Peder zblad.
- Po doktora? - spyta szeptem.
- Na wszelki wypadek. Mam wraenie, e dziecko le si uoyo albo utkno. Tak
czy inaczej, nie moe wyj, a ona nie ma ju siy. Peder wyj chusteczk z kieszeni i otar z
potu twarz i szyj.
- Ju po niego jad.
Elizabeth wrcia do sypialni i usiada na brzegu ka. Na zewntrz byo ju ciemno,
dokoa panowaa cisza. Co si dzieje w Dalsrud? - zastanawiaa si. Umiechna si na myl
o Pernille i Geborze. Drobna kobieta nie miaa pojcia, jaka opiekunka jest naprawd.
Elizabeth prosia Lin, eby na razie nic matce nie mwia. Uznaa, e tak bdzie najlepiej.
Przypomniao si jej pierwsze spotkanie obu kobiet.
Kiedy Gebora wspomniaa co o jej tuszy, Pernille spojrzaa na ni tak gronie, e
kobieta a si przestraszya.
- Mruysz oczy. Czy co wpado ci do oka? - spytaa matka Liny.
Natychmiast wycigna chusteczk, zapewniajc, e jest czysta.
- Sied spokojnie, zaraz zobacz, co ci si stao.
- Nic mi si nie stao i nic nie mam w oku! - prychna Pernille.
- Tak dziwnie si zmarszczya. Pomylaam, e albo si przestraszya, albo co ci
boli...
- Nic mnie nie boli i niczego si nie boj! Gebora umiechna si za jej plecami,
pokazujc pozostaym chusteczk. Dawaa do zrozumienia, e najwyraniej Pernille wanie
jej si zlka. I tak byo przez cay dzie. Elizabeth czekaa, a Gebora zrozumie, jaka
naprawd jest Pernille, ale nic takiego nie nastpio.
- Moe powinnymy powiedzie mamie o wszystkim? - spytaa Lina w pewnym
momencie. Elizabeth pokrcia gow.
- Nie, ale miej na nie oko.
Lina obiecaa, e bdzie na nie uwaaa. Zanim Elizabeth wyjechaa, przekazaa
Helene klucz do pokoju Sary.

- We go i pamitaj, e tylko tobie wolno tam wchodzi. Nikomu nie dawaj go do


rki, nawet Linie.
- Oczywicie. Helene trzymaa klucz w rce niczym jaki wielki skarb.
- Moesz na mnie polega - zapewnia j powanie, przypinajc klucz do pasa. - W
nocy schowam go pod materac, nikt mi go nie odbierze. Elizabeth drgna. Maria zacza
pojkiwa.
- Cicho, kochanie, cicho - pocieszaa siostr, gadzc j po plecach. - Wszystko bdzie
dobrze. Maria otworzya oczy, na jej twarzy pojawi si grymas blu. Nie krzyczaa, tylko
wanie pojkiwaa cicho. Wida byo, e cierpi. Elizabeth syszaa, jak mocno bije jej serce.
Czyby siostra nie miaa ju siy krzycze, czy moe skurcze ustay? Nie wiedziaa, co
gorsze. Wstaa i podesza do okna. Dlaczego nie ma jeszcze doktora? Zoya donie i zacza
si modli, eby Peder zasta go w domu i eby lekarz zdy przyjecha na czas.
- Dobry Boe, bagam, spraw, eby Torstein by w domu...
Nagle drgna; usyszaa ttent kopyt. Na podwrze wjecha galopem Peder, z nozdrzy
konia buchaa para, na pysku mia pian. Biedne zwierz, pomylaa Elizabeth i ruszya im na
spotkanie.
- yje? - wyszepta Peder.
- Oczywicie, e yje. Id, zajmij si koniem, eby nie pad!
Surowoci prbowaa pokry swj strach. Przywitaa si z Torsteinem i od razu
zaprowadzia go do Marii.
Doktor zdj swoje cikie palto, cign rkawk i czapk i sign po torb, cay
czas bacznie obserwujc Mari.
- Jak dugo tak ley?
- Skurcze zaczy si rano.
- Wiem, ale od kiedy jest w takim stanie?
- Chyba od poudnia. Nie jestem pewna, ale mam wraenie, e dziecko le si uoyo.
- Mario! Mario, syszysz mnie? - dopytywa si Torstein, klepic j po policzku. Maria
otworzya oczy i przekrcia gow.
- To ty...? - spytaa sabym gosem i chwycia go za rk. - Boe Przenajwitszy...
Znw zacza pojkiwa, po czym nagle umilka i w pokoju zapada cisza. A po chwili
powietrze przeszy jej przeraliwy krzyk.
- Widz, e masz jeszcze troch siy - powiedzia Torstein i umiechn si smutno.
- Musz ci zbada od dou, mog? - doda. - Musz sprawdzi rozwarcie i pooenie
dziecka - wyjani.

Maria pokiwaa gow, ale wida byo, e jest ledwie przytomna. Torstein
nasuchiwa, uciska brzuch, nastpnie sprawdzi rozwarcie.
- Dziecko chyba rzeczywicie le ley.
- Poladkami do przodu?
-Tak.
- Moemy co zrobi?
- Niewiele, niestety - westchn lekarz. Elizabeth przygldaa si jego adnemu
profilowi. By przystojny, mia prosty nos, wysokie czoo i mocno zarysowan brod. Pewnie
poczu jej spojrzenie, bo odwrci si do niej.
- Przykro mi, Elizabeth - powiedzia powanie. - Jedyne, co moesz zrobi, to modli
si, eby wytrwaa. Sprbuj namwi j, eby wstaa. Moe dziecko zmieni pozycj.
- Mylisz, e Maria jest wystarczajco szeroka? Maria bya do pulchna, ale raczej
wska w biodrach.
- Miejmy nadziej. Kiedy byem wiadkiem, jak... - zacz i zamilk.
- Czego?
- Widziaem, jak kobiecie otworzono brzuch i wyjto dziecko - dokoczy. Elizabeth
chwycia go mocno za okie i wyprowadzia z pokoju. Zamkna za nimi drzwi.
- Chcesz powiedzie, e nic nie wiesz? Nie potrafisz oceni, czy ma wystarczajco
szerok miednic, eby dziecko wyszo? Czy w ogle przeyje? Czego ci nauczyli w tej
twojej mdrej zagranicznej szkole? Kto da ci dyplom doktora?! Poczua zy na policzkach i
w tej samej chwili usyszaa, e do pokoju wchodzi Peder.
- Co si stao?
- Musisz spowodowa, eby dziecko wyszo! - krzyczaa Elizabeth w bezradnej zoci.
- Nie moe jej si nic sta! Rozumiesz mnie?! Torstein chwyci jej donie.
- Elizabeth, kochanie...
- Nie chc tego sucha!
- Nie jestem wszechmocny. Niekiedy musimy odda nasz los w rce Pana i zda si na
Jego ask. Elizabeth zakrya twarz domi. Pacz wstrzsa jej ciaem.
- Wracaj do domu, skoro nie wiesz, co robi! - szlochaa. Poczua jego rk na swoim
ramieniu.
- Rozumiem, e jest ci ciko, ale musisz wzi si w gar ze wzgldu na Mari.
Jeste jej potrzebna. Tylko ty moesz doda jej siy, a ona tego bardzo potrzebuje.
Elizabeth pocigna nosem i wytara twarz fartuchem. Nagle napotkaa wzrok Pedera.
Patrzy na ni wielkimi oczami.

- Oporzdzie konia? Peder przytakn.


- Mam nadziej, e nie napoie go zimn wod?
- Nie, dobrze go wytarem i okryem derk.
- Dobrze - skwitowaa po prostu.
- Pjd teraz do Marii i sprbuj postawi j na nogi. Pomoesz mi? - zwrcia si do
Torsteina.
- Oczywicie. Weszli do sypialni, chwycili razem Mari za rce i postawili na
pododze.
- Mario, sprbuj troch pochodzi, wtedy dziecko szybciej wyjdzie. Syszysz mnie?
Musisz chodzi! Ale Maria bya tak saba, e przelewaa im si przez rce.
- Nie mam siy - szepna. - Chc si pooy. Boli... Tak bardzo boli... Zacza
paka.
- Nic z tego - owiadczya Elizabeth i pomoga siostrze wrci do ka.
Nagle w drzwiach stan Peder.
- Kto o ciebie pyta - zwrci si do Torsteina. Doktor pospiesznie opuci pokj, a po
chwili Elizabeth usyszaa, jak zamykaj si za nim drzwi wejciowe.
- Kto z wyspy go wezwa - wyjani Peder, gdy wrci do sypialni.
- Popyn na wysp? Po co?
- Jaki mczyzna mia wypadek i bardzo krwawi. Doktor powiedzia, e go opatrzy i
zaraz wrci. Elizabeth czua na przemian zo i rozpacz. Rozumiaa, e lekarz ma wielu
pacjentw, a Marii w tej chwili niewiele mg pomc. W kadym razie niewiele wicej ni
ona sama. Mimo to uznaa to za niesprawiedliwe. Wieczr przeszed w noc. Na zewntrz
szalaa nieyca. Podmuchy wiatru uderzay o szyby.
- Nie sdz, eby doktor wrci przed rankiem - odezwa si Peder. - Nikt w tak
pogod nie wypynie na fiord. Elizabeth doskonale o tym wiedziaa. Spienione morze byo
niebezpieczne.
- Nie do, e s fale, to jeszcze widoczno jest kiepska. Zamilkli. Elizabeth
prbowaa zdusi pacz, ale bya zrozpaczona.
Maria nadal pojkiwaa i pakaa. Chwilami tracia przytomno. Leaa nieruchomo
na ku, jakby ju umara. Elizabeth modlia si i pokornie bagaa Boga, eby nie odbiera
jej siostry i dziecka, ktre nosia w swoim onie. Chwil pniej wciekaa si i robia Mu
wyrzuty, e jest zym Bogiem, skoro pozwala na takie rzeczy. A zaraz potem przepraszaa
Go. Tumaczya, e wcale tak nie myli. Prosia, eby ukara j, ale pozwoli y siostrze.
Niech nie zabiera Marii do siebie.

Peder cay czas kry po pokoju. Od czasu do czasu dokada drew do ognia.
Chwilami zapadaa cakowita cisza. Pewnie stoi w oknie i wyglda przez nie w zadumie i
przeraeniu, pomylaa Elizabeth.
- Dlaczego nie pooysz si spa? - spytaa.
- Nie potrafibym zasn.
Elizabeth spojrzaa na niego uwaniej. Peder, zawsze taki schludny, zmieni si nie do
poznania. Mia rozpit koszul przy szyi, podwinite rkawy, przekrwione oczy. Wyglda
na wykoczonego.
- Jak mgbym zasn, kiedy Maria walczy o ycie swoje i malestwa?
- Chc tylko, eby troch odpocz - wyjania Elizabeth, spuszczajc wzrok.
- Wiem. Peder umiechn si i zdj buty.
- Nie bd ju haasowa - powiedzia.
Elizabeth wrcia do ka siostry. Zdja z niej mokr od potu koszul i woya jej
inn. Przy okazji umya j troch. Maria jkna cicho, ale nie otworzya oczu.
Czy to ju koniec? - zastanawiaa si Elizabeth. Czy tak miao by? Gdyby Maria
krwawia, mogaby przynajmniej prbowa co dla niej zrobi, ale w tej sytuacji czua si
cakowicie bezradna. Moga jedynie zda si na Boga.
Uklka obok ka i opara gow na rkach. Musiaa chwil odpocz. Bl gowy
przybiera na sile, byo jej niedobrze, baa si, e zaraz zwymiotuje. Bolay j oczy, dawa si
we znaki brak snu. Westchna, wstaa i usiada na krzele. Peder mia racj: nie zanie, gdy
Maria walczy o ycie, a nawet o dwa ycia.
Nasta ranek, a doktora wci nie byo. Sztorm nieco ucich, z zewntrz dochodziy
odgosy budzcego si dnia. Zycie toczyo si dalej.
Maria zdawaa si spokojniejsza, skurcze zdarzay si coraz rzadziej. Nagle Elizabeth
usyszaa, e na dole kto puka do drzwi. Peder najwyraniej z kim rozmawia. Po chwili
wszed do sypialni.
- Jest jaka zmiana?
- adnej. Nie chciaa mu mwi, e Maria jest coraz sabsza, bo wiedziaa, e Peder
bardzo si tym przejmie.
- Ludzie pytaj, czy otworz dzisiaj sklep. Chyba pjd i wywiesz kartk, e dzi te
bdzie zamknite.
- Dobrze.
Elizabeth skina gow, nie spuszczajc wzroku z siostry. Maria bya blada i miaa
podkrone oczy. Mokre wosy kleiy jej si do twarzy. W pewnej chwili Elizabeth

przypomniaa sobie Ragn, ktra umara podczas porodu. Wtedy kobiety zrobiy lalk i
pooyy obok niej. Ale Maria przeyje! Elizabeth wzdrygna si, prbujc odegna od siebie
ponure myli. Pogadzia siostr po policzku.
- Nie wa si mnie zostawi, syszysz? - szeptaa waciwie do siebie samej. - Musisz
urodzi. Ciekawe, czy to bdzie chopiec, czy dziewczynka... - zacza znw, ale gos jej si
zaama, a po policzkach potoczyy si zy. Nawet nie prbowaa ich powstrzyma.
Nie wiedziaa, jak dugo tak siedzi. Pewnie zdrzemna si na chwil, bo a
podskoczya, kiedy nagle usyszaa pukanie do drzwi. Nareszcie wraca Torstein, pomylaa.
Ale drzwi si otworzyy i do sypialni wesza kobieta. Bya niska i szczupa, poow jej
twarzy zakrywa obszerny kaptur. Elizabeth wstaa i zacza i w jej stron.
- Przepraszam, ale kim pani jest? Kobieta zdja kaptur i spojrzaa na Elizabeth
swoimi ciemnymi oczami.
- Nie poznajesz mnie, mamo?
- Ane? Wielkie nieba! To ty, moje dziecko?!
Patrzya na crk przez zy. Podbiega do niej i obja j mocno. Pakaa.
- Wrcia do mnie! Niech no ci si przyjrz! Cofna si nieco i zacza si jej
przyglda. Ane chrzkna i potara oczy. Zerkna na Mari.
- Co jej jest?
- Rodzi. Doktor twierdzi, e dziecko le si uoyo... Elizabeth przerwaa. Nie bya w
stanie dokoczy zdania. Ane zdja rkawice i swoje grube palto. Podwina rkawy i
zawoaa do Pedera:
- Przynie torb, ktr postawiam w korytarzu. Tylko si pospiesz!
Peder natychmiast wykona polecenie. Ane otworzya swoj torb akuszerki, starajc
si cay czas rozmawia z Mari.
- Syszysz mnie, Mario? Obud si! Nie wolno ci spa! Jestem przy tobie, wrciam
do domu. Maria zamrugaa oczami, na jej ustach pojawi si cie umiechu.
- To ty, Ane? Dostaa mj list?
- Tak, ale nie napisaa mi, e spodziewasz si dziecka. Chc je zobaczy, syszysz?
Maria znw zamkna oczy, gowa opada jej na bok.
- Do tego! Musisz mi pomc, mamo. Dziecko musi wyj, inaczej oboje umr.
Podeprzyj j, musi si obudzi.
Elizabeth suchaa jej polece. Ane zdja z Marii pierzyn i podcigna jej koszul.
Sprawdzia rozwarcie, po czym pooya si na jej brzuchu, usiujc wycisn z niej dziecko.
- Co ty robisz?! - spytaa przeraona Elizabeth.

- Dziecko musi wyj, obojtnie w jaki sposb!


Maria obudzia si i znw zacza krzycze. Prbowaa odepchn Ane, ale nie miaa
siy. Zacisna donie, bo ponownie poczua skurcz.
- Dobrze. Przyj! Przyj, syszysz? - woaa Ane.
Maria para. Wygia si w uk i wrzasna.
- Nie wytrzymam duej, nie dam rady - szepna po chwili popkanymi wargami.
- Bzdura! - zbya j Ane. - Jeszcze raz! Przyj! Jeszcze troch. Ju idzie! Signa po
torb i wyja z niej byszczce narzdzie.
- Co to takiego? - spytaa Elizabeth i a si wzdrygna.
- Musz chwyci dziecko - wyjania Ane i woya byszczce kleszcze do wntrza
Marii.
- Przyj! Teraz! wietnie, widz dziecko! Po chwili dziecko rzeczywicie wyszo, a
nastpnie usza reszta wd podowych.
- yje? - szepna Elizabeth. Ane nie odpowiedziaa. Chwycia malestwo i poklepaa
je po poladkach. Cisza.
- Peder, przynie troch alkoholu! - zawoaa w stron drzwi.
- Ju witujemy? - spyta Peder, niosc butelk i kieliszki.
Nie zwracajc na niego uwagi, Ane szybko wpucia kilka kropli alkoholu do ust
malestwa. Dziecko niemal natychmiast zaczo paka i wierzga swoimi chudymi nkami.
Maria patrzya na to ledwo przytomnym wzrokiem.
- Co urodziam? - wyszeptaa.
- Creczk, zaraz ci j podam. Ane woya malestwo w objcia matki.
Elizabeth opada na krzeso i ukrya twarz w doniach. Nie bya w stanie wydoby z
siebie sowa. Gos wiz jej w gardle, w oczach miaa zy.
- Dzikuj Ci, Panie, dzikuj - szeptaa w mylach.

Rozdzia 8
Elizabeth siedziaa i przygldaa si Ane i Marii. Jej crka wrcia! Ledwie moga w
to uwierzy. Maria ya, dziecko te. Umiechna si sama do siebie. Czy wanie tak miao
by? Tego pragn Pan? Chcia da jej lekcj cierpliwoci i pokory?
- Pjd zagotowa troch wody - owiadczya Ane. Pochylia si i pogadzia Mari po
policzku. - Przytul dziecko, eby nie zmarzo. O tak, teraz jest dobrze. Wyprostowaa si i
wysza na chwil do kuchni.
- Mog je zobaczy? - spyta niepewnie Peder, podchodzc do ka. Elizabeth skina
gow. Mczyzna pochyli si nad matk i dzieckiem.
- Jakie malekie! Tak ma by? I ma tak row buk... Maria si umiechna.
- Nie powiedziaabym, e jest takie malekie. Ale jest liczne, prawda?
- Najpikniejsze na wiecie! Jak may Jezusek -stwierdzi zachwycony Peder.
Elizabeth umiechna si przez zy.
- Jezusek? Co ty opowiadasz? To jest dziewczynka! Peder odwrci si do niej, cay
rozpromieniony.
- Id i zaraz wszystkim to ogosz!
I nie marnujc czasu, wybieg z sypialni. Elizabeth usyszaa, jak zbiega po schodach,
a po chwili dobieg ich jego donony gos:
- Maria urodzia creczk! Jest rowa i najpikniejsza na wiecie!
- Maria jest rowa? - odezwa si jaki gos.
- Gupi! Dziecko jest rowe, nie Maria! Elizabeth rozemiaa si serdecznie.
Jak to dobrze znw mc si mia. Wyjrzaa przez okno i zobaczya Pedera w
otoczeniu kobiet w chustach i mczyzn w skrzanych butach i kurtkach z samodziau.
Wszyscy byli ciekawi ostatnich wydarze.
Peder opowiada, ywo gestykulujc. Kobiety zaamyway rce, mczyni spluwali i
krcili gowami. Elizabeth zastanawiaa si, czy mwi im, jak bardzo si ba i jak ona pakaa.
Raczej nie. Przypuszczalnie opowiada o doktorze, ktry nie by w stanie nic zrobi, i o tym,
e na szczcie zjawia si Ane-Elise, ktr przecie wszyscy znaj, bo urodzia si i
mieszkaa tu, w Dalen. Teraz jest akuszerk w samej Christianii. To ona poradzia sobie z
sytuacj, w ktrej doktor okaza si bezradny. Czy to nie cud?
Czy wanie to opowiada teraz Peder swoim suchaczom? Miaa nadziej, e tak, bo
to bya prawda. Wrcia Ane z misk zimnej wody i emaliowanym kubkiem penym wrztku.
- Umyjesz malestwo, mamo?

- Naprawd chcesz, ebym to zrobia?


- O ile wiem, nie bdzie to pierwszy raz - powiedziaa Ane z umiechem i podaa jej
dziecko. Elizabeth przytulia ostronie drobne ciako. Dziecko byo takie mae... Kiedy jednak
si zastanowia, dosza do wniosku, e William chyba wcale nie by wikszy. Ostronie
pooya malestwo na komodzie, gdzie Maria ju wczeniej przygotowaa miejsce do
przewijania, i zacza je my. Do kogo maa bya podobna? Trudno powiedzie. Miaa
niebieskie oczy, ale to mogo si jeszcze zmieni. W przyszoci moga mie brzowe. Teraz
ciemne, niemal czarne woski mogy zjanie, a potem znw ciemnie. Na lewym udzie
dziecka Elizabeth dostrzega malekie znami.
Przecigna po nim palcem, zastanawiajc si, czy w przyszoci dziewczynka bdzie
miaa ich wicej.
Maa zacza paka i Elizabeth szybko j ubraa. Zaoya pieluszk, malekie
skarpetki, kaftanik, a na koniec piochy, ktre waciwie byy specjalnym workiem,
niekrpujcym ruchw dziecka. Na szczcie Maria ju wczeniej zdecydowaa, e nie bdzie
bandaowa nek niemowlcia, jak wiele innych matek, ktre w ten sposb prboway nie
dopuci, eby dziecko w przyszoci miao pakowate nogi.
Elizabeth pocaowaa paczc dziewczynk i wzia j na rce.
- Moe jest godna? Ane wya ciereczk i odoya j na bok.
- Jeste ju czysta, Mario. Moe sprbujesz nakarmi ma? Masz pokarm?
Maria pooya si na boku, eby zrobi miejsce dla dziecka. Malestwo odwrcio
gwk i zaczo akomie ssa. Do sypialni wszed Peder, wnoszc ze sob powiew chodnego
powietrza.
- Przepraszam, nie chc przeszkadza - powiedzia i odwrci si do Marii plecami.
- Mam ci przekaza gratulacje. Wszyscy ju wiedz, jaka bya dzielna, i s pod
wraeniem. Elizabeth podesza do niego i pocigna go ze sob do saloniku.
- Zasuylimy sobie na kieliszeczek - oznajmia i opada na krzeso.
- Ale oczywicie! - przyzna Peder i natychmiast postawi na stoliku butelk i trzy
kieliszki. - Ane na pewno te dobrze zrobi co mocniejszego - wyjani. Wzili kieliszki i
oprnili je niemal jednym haustem.
- Tego mi byo trzeba! - powiedzia Peder i umiechn si bogo. Szybko jednak
spowania. - Baem si, e obie umr. Nigdy nie bagaem Pana Boga tak jak tej nocy.
Pewnie go ucho boli od tych moich prb.
- Ja te si do tego dooyam - rozemiaa si Elizabeth. Peder dola sobie, ale ona
zakrya doni swj kieliszek.

- Nie, dzikuj. Mnie ju starczy.


Peder oprni swj kieliszek i siedzia, zerkajc w stron drzwi. Po chwili otworzyy
si one i do saloniku wesza Ane.
- Moesz ju do nich i - oznajmia. - W tej chwili obie pi, ale kiedy Maria si
obudzi, na pewno ucieszy si na twj widok.
Peder wsta i wyszed, zamykajc za sob drzwi. Ane wzia butelk i nalaa sobie
kieliszeczek.
Elizabeth nie moga oderwa wzroku od crki. Ane, jej maleka Ane, jest ju doros
kobiet. Pije alkohol. Ma siedemnacie lat i jest akuszerk.
- Gdzie doktor? - spytaa Ane.
- Popyn na wysp i pogoda go tam zatrzymaa.
- To si zdarza - stwierdzia Ane. - Zreszt my, akuszerki, lepiej sobie radzimy w
takich sytuacjach.
- Uratowaa ycie Marii i dziecku - odezwaa si Elizabeth cicho.
- Jestem akuszerk. Elizabeth zaczerpna powietrza.
- Przepraszam, e nie powiedziaam ci wczeniej o Leonardzie. Crka podniosa gow
i spojrzaa jej w oczy.
- Nie przejmuj si tym, mamo. Rozumiem, dlaczego tak postpia. Miaam czas, eby
dokadnie wszystko przemyle. Doszam do wniosku, e sama pewnie te bym tak postpia.
Leonard wzi ci si, kiedy miaa zaledwie szesnacie lat... To musiao by straszne.
- To prawda. Poza tym ty i Kristian bylicie przyrodnim rodzestwem. Po naszym
lubie nie mogam si zdoby, eby z tob o tym porozmawia. Ane pokiwaa gow.
- Chciaa si mnie... pozby? - spytaa po chwili niepewnie.
- W pierwszej chwili tak, ale szybko zmieniam zdanie. A potem si okazao, e jeste
najlepszym, co mi si w yciu przytrafio.
- Zawsze chciaa mnie chroni, prawda? Baa si, e co zego mi si przytrafi.
- Tak. Bya jak drogocenny klejnot, jak skarb. Zawsze tak jest z pierwszym
dzieckiem.
- Teraz jest nas dwoje. Mam braciszka. Elizabeth umiechna si do niej.
- Tak. Ma na imi William i jest rwnie ciemny, jak ty jeste jasna.
- Ciesz si, e go poznam!
- Dugo z nami zostaniesz? - spytaa Elizabeth, wstrzymujc oddech.
- Na zawsze.
- Naprawd?!

Elizabeth poczua, jak mocno bije jej serce. Ane skina gow, a na jej twarzy pojawi
si promienny umiech.
- Dostaam prac jako akuszerka! Elizabeth chwycia nad stoem jej donie.
- Tak si ciesz! Dawno nie byam taka szczliwa. Nawet w Wigili czy jedzc mj
ulubiony ros...
- Nie wierz, przepadasz za rosoem! - rozemiaa si Ane.
- Bya ju w Dalsrud?
- Nie, przyjechaam prosto tutaj. Ane zwilya wargi, jakby czua si w obowizku
wytumaczy.
- Dostaam list od Marii. Napisaa, e wychodzi za Pedera. W pierwszej chwili
pomylaam, e artuje. Chciaam jej odpisa, ale w kocu postanowiam przyjecha.
Uznaam, e Maria moe mnie potrzebowa.
- Dlatego zdecydowaa si wrci?
- Midzy innymi dlatego. Ale i ze wzgldu na ciebie, i na innych te. Bardzo mi ciebie
brakowao. Mam wszystkie twoje listy. Gniewasz si na mnie, e na aden ci nie odpisaam?
- Nie, kochanie. Zrozumiaam, e potrzebujesz czasu, ale chciaam te, by wiedziaa,
e nadal ci kocham. No i eby wiedziaa, co si u nas dzieje.
- Dlaczego Maria wysza za Pedera? - spytaa dziewczyna, zniajc gos. - Bo bya w
ciy?
- Peder to dobry czowiek, Ane. Ale nie on jest ojcem dziecka. Maria powiedziaa nam
jedynie tyle, e ojciec jej dziecka jest onaty. Kiedy wic Peder jej si owiadczy, zgodzia
si, bo nie miaa wyboru.
- Pisaa, e pracuje w sklepie.
- Tak, w ten sposb si poznali. Twierdzi, e jest jej tu dobrze, i wierz jej.
- Przyjemnie tutaj - skonstatowaa Ane, rozgldajc si dokoa. - Bardzo mio. Tyle
adnych drobiazgw. Podoba mi si - dodaa. Elizabeth podya za jej wzrokiem i pokiwaa
gow.
- Czy co ostatnio wydarzyo si w Dalsrud? - dopytywaa si Ane.
- Zatrudnilimy piastunk. Ma na imi Pernille. Poznasz j - poinformowaa Elizabeth
i na tym poprzestaa. Powiem jej przy innej okazji, pomylaa. Czua si zmczona.
- A Sara wci nie odzyskaa mowy - dodaa, zmieniajc temat.
- Sara? Kto to jest Sara? Elizabeth zacza wic ca opowie od pocztku.
- Boe drogi! Co si tam u was dzieje?
Ane siedziaa chwil zadumana, krcc z niedowierzaniem gow.

- A co z Bergette? - spytaa po chwili.


- Ma narzeczonego. To ten, u ktrego Helene rodzia w stodole.
Ane umiechna si agodnie, a w jej wzroku pojawia si zaduma. Elizabeth uznaa,
e pewnie myli o Sigvardzie. Przecie Bergette zostaa wdow, bo Ane go zastrzelia. Musi
zadba, eby crka znw nie zacza si zadrcza.
- Bergette na pewno si ucieszy, kiedy ci zobaczy.
- Tak sdzisz?
- Nie sdz, tylko wiem. Ona nie ma do ciebie alu. Dobrze znaa Sigvarda. Teraz
znowu jest szczliwa.
- Mimo to boj si tego spotkania.
- Niepotrzebnie! Raczej powinna si cieszy, e poznasz nasze malestwa: Williama i
Kathink. W Dalsrud wiele si zmienio. Zawsze jest u nas duo ludzi, jest gwar, wszdzie
sycha miech dzieci. A teraz jeszcze odwiedzia nas matka Liny.
- Pamitam j. Zawsze bya bardzo mia - umiechna si Ane. Elizabeth ziewna i
przecigna rk po twarzy.
- Moe powinnymy si zbiera?
Zanim jednak Ane zdya odpowiedzie, rozlego si pukanie do drzwi. Elizabeth
przypomniaa sobie, e Peder jest w sypialni, wstaa wic i posza otworzy.
- Przychodzisz za pno - powiedziaa na widok stojcego w progu Torsteina.
- Za pno? Ona chyba nie...
- Maria yje. Dziecko te, a wszystko to zasuga naszej nowej akuszerki! owiadczya z dum, wskazujc na crk. Torstein patrzy to na jedn kobiet, to na drug.
- Jeste nasz now akuszerk? Nigdy tu kogo takiego nie mielimy. Nawet babki
nigdy tu nie byo.
Ane wstaa, podesza i podaa mu rk.
- Wanie dostaam tutaj posad. Maria urodzia creczk. Dziecko jest mae, lecz
zdrowe. I pewnie rwnie zmczone jak matka. Teraz obie pi, ale moe jednak zajrzysz do
nich?
Torstein ucisn jej do, pokrci gow i ruszy w stron sypialni. Po chwili
zatrzyma si, odwrci i spojrza na Elizabeth.
- Bardzo mi przykro, ale pogoda mnie zatrzymaa.
- Wiem. A co z tym czowiekiem, ktry potrzebowa twojej pomocy?
- Przey.
- Ciesz si.

Elizabeth odetchna z ulg. Poczua, e nareszcie moe si odpry. Trzy osoby


otrzymay tej nocy wielk szans. Wszechmogcy wystawi ich na cik prb, ale wida tak
musiao by.

Rozdzia 9
Chodne zimowe powietrze orzewio j, ale nie usuno zmczenia. Elizabeth
najchtniej przykryaby si futrem i przespaa ca drog do domu, zbyt wiele jednak si
wydarzyo. Wiedziaa, e myli nie dadz jej zasn.
Peder kaza jednemu z parobkw odwie j i Ane do Dalsrud. Posa te po matk
Mathilde, eby w pierwszym okresie po porodzie zaja si Mari i dzieckiem.
- Mylisz, e sobie poradz? Mona zaufa tej kobiecie, po ktr Peder posa?
- Tak - zapewnia Elizabeth. - Nie mam co do tego adnych wtpliwoci. Matka
Mathilde uznaa to wrcz za zaszczyt. Powiedziaam jej, e Maria jaki czas przed porodem
przeniosa si z maeskiej sypialni do... - urwaa przestraszona. Obiecaa Marii, e nikomu
nie zdradzi, jak to naprawd jest z Pederem.
- No tak - dodaa szybko, majc nadziej, e Ane wybaczy jej, jeli kiedy dowie si
prawdy o tym zwizku. - Peder nie bardzo potrafiby zaj si dzieckiem, w kocu to
mczyzna - tumaczya crce.
- Na szczcie, kiedy wyjedaymy, Maria ju si obudzia. Wkrtce znw j
odwiedzimy. Elizabeth odetchna z ulg; Ane najwyraniej w ogle nie zwrcia uwagi na
jej niebaczne sowa. Sanie mkny, a ludzie ustpowali im z drogi. Czuy na twarzach
podmuchy wiatru i oblepiajce je patki niegu. Elizabeth zamkna oczy. Nareszcie byo jej
dobrze.
- Szkoda, e ani Kristiana, ani Jensa nie ma w domu - odezwaa si Ane. Elizabeth
drgna, wybudzona z krtkiej drzemki.
- Jak tylko troch odpoczn, zaraz do nich napisz. Uciesz si z twojego powrotu i z
tego, e Maria urodzia creczk...
- Mam narzeczonego - wtrcia nagle Ane. Elizabeth przerwaa i spojrzaa na ni
uwanie.
- Mieszka w Bergen.
- Pochodzi std?
- Nie, z Lofotw, ale jego rodzice wiele lat temu przenieli si do Bergen. Maj tam
due gospodarstwo.
- Ma rodzestwo?
- Starszego brata.
- I naprawd si kochacie? - dociekaa Elizabeth. Ane przytakna i si zaczerwienia.
- Jest bardzo miy. Jak Jens. Pamitam, jak powiedziaam kiedy, e jeli bd miaa

narzeczonego, to musi by rwnie dobry jak tata Jens. Elizabeth poczua ciepo w piersi. Ane
nadal nazywaa Jensa tat.
Zerkaa na crk, zastanawiajc si, czy dowie si od niej czego wicej. Bya
ciekawa, kim jest ten, ktry zdoby jej serce. Ane odgraaa si kiedy, e nigdy nie zwie
si z adnym mczyzn, chocia oczywicie Elizabeth w to nie wierzya. Chciaaby
wiedzie, jakie plany maj modzi, lecz nie miaa spyta. W swoim czasie crka wszystko jej
powie sama. Ju nie moga si doczeka tych rozmw. Ale przecie miay czas, duo czasu.
Wrciam na zawsze", tak powiedziaa Ane. Na zawsze! Jak to wspaniale brzmiao!
Kiedy sanie podjechay pod dom, wszyscy wyszli je powita. Dzieci - William i Signe
- przeciskay si, eby by jak najbliej.
- Mama! - zawoa William, machajc do niej radonie rczk.
Elizabeth wysiada z sa, podzikowaa wonicy i pomoga Ane zdj bagae: torb
akuszerki i podrny kuferek. Nie weszy od razu do domu, tylko zatrzymay si chwil na
dziedzicu.
- Widzicie, kogo przywiozam? - spytaa rozradowana Elizabeth.
Dawno nie czua si taka szczliwa. Ane odrzucia kaptur i umiechna si szeroko.
Helene zachwiaa si i opara si o futryn, eby nie upa.
- Ane-Elise - wyszeptaa. - Jak to moliwe...
- Przypynam odzi - odpara Ane, jakby to wszystko tumaczyo. - Potem kto
podwiz mnie do Pedera i Marii.
Nagle zamilka i spojrzaa na matk. Uwiadomia sobie, e przecie nie wszystko
byo takie proste. Kiedy std ucieka, w gniewie i zoci. Dugi czas nikt nie wiedzia, gdzie
jest ani co si z ni dzieje.
- Maria urodzia creczk - oznajmia wic po prostu. Lina klasna w donie.
- Jest dua? Dobrze poszo? Dugo ci nie byo -zwrcia si do Elizabeth.
- Wszystko dobrze si skoczyo, ale teraz ju nas pucie. Marzniemy. Zdymy o
wszystkim porozmawia.
Weszy do sieni, rozebray si i skieroway do kuchni. William przyklei si do matki,
ale od czasu do czasu rzuca zaciekawione spojrzenia na Arie.
- To jest twoja siostra - wyjania Elizabeth i wzia go na rce.
- Jak si nazywa? - wyszepta jej do ucha.
- Ma na imi Ane. Potrafisz powtrzy?
- Mm.
- Pjdziesz do mnie? - spytaa Ane i wycigna do niego rce.

Chopiec pokiwa gwk i trafi w ramiona siostry. Pernille odkaszlna.


Najwyraniej te chciaa si przywita z Ane, ale Elizabeth celowo j pomijaa.
- Teraz musisz pozna Kathink. Ma roczek i wanie zaczyna chodzi. Signe
skoczya trzy latka, waciwie to ma ju trzy i p.
Elizabeth zauwaya, e zarwno Lina, jak i Helene bacznie przygldaj si Ane.
Pewnie pkay z ciekawoci, co si waciwie stao, e postanowia wrci. Gebora
natychmiast zacza nakrywa do stou.
- Na pewno jestecie godne - owiadczya z umiechem. -Jak to mio, e mamy goci.
Gdzie mieszkasz, Ane?
- Przyjechaam z Bergen - odpara dziewczyna i usiada na krzele z Williamem na
kolanach.
- Masz wic za sob dug podr i z pewnoci jeste godna - stwierdzia Gebora,
lustrujc zastawiony st. - Maso, sery, chleb... Brakuje jeszcze suszonego misa i cukru orzeka i ruszya z powrotem do spiarni. Pernille znw chrzkna, tym razem goniej.
Elizabeth odwrcia si do niej.
- Ach, zapomniaam przedstawi ci Pernille, nasz now piastunk. Ane podaa
kobiecie rk i przywitaa si, wci trzymajc Williama w objciach.
- Czy Pusia jeszcze yje? Elizabeth przytakna.
- Pewnie jest w oborze i poluje na myszy.
- A Mia?
- Twoja klacz jest w stajni.
- Mog wzi Williama i pj j obejrze? Elizabeth si umiechna. Ane bya
podniecona jak dziecko.
- Tylko ubierzcie si ciepo. Jest mrz. Crka i synek wyszli, a ona staa i ledzia ich
wzrokiem.
- Dlaczego zdecydowaa si wrci? - spytaa Helene.
- Maria wysaa do niej list. Napisaa, e wysza za Pedera. Ane dostaa tu prac jako
akuszerka.
- Wielkie nieba!
- To musi by bardzo przyjemne - wtrcia Gebora. - Przyjmowa na wiat takie
malestwa, zajmowa si nimi... Umiechna si z rozmarzeniem, a po chwili znw znikna
w spiarni.
- Jest akuszerk? - zapytaa Pernille. - A gdzie mieszkaa po wyjedzie std?
- Najpierw uczya si w Christianii, a potem przez jaki czas mieszkaa i pracowaa w

Bergen.
- Co za szczcie - westchna Lina. Elizabeth przygldaa si Pernille. Piastunka
wydawaa si zamylona; staa, podpierajc brod doni.
- Ane, Ane... - powtarzaa cicho. Nagle odwrcia si do Elizabeth.
- Czy to nie twoja crka pozbawia Sigvarda ycia? Elizabeth miaa wraenie, e usza
z niej caa krew. Pozbawia ycia"... Jak ona moga tak powiedzie?
Bya wzburzona, lecz wzia si w gar i odwzajemnia jej spojrzenie.
- Ane wielu ludziom uratowaa ycie. Sigvard by... szalony, gotw zastrzeli i
Bergette, i mnie. Pernille wci staa i kiwaa gow.
- Siostra mi o tym mwia. Tak, teraz sobie przypominam. Ane strzelia mu w plecy wycedzia, jakby nie syszaa tego, co Elizabeth przed chwil powiedziaa.
Elizabeth znw poczua narastajc wcieko. Ju miaa zbeszta bezczeln
opiekunk, ale w tym momencie do kuchni wrcia Gebora z talerzem ciasta.
- Mamo! - zawoaa przeraona Lina. - Nie moesz tu si tak rzdzi!
- Co? Ja tylko chciaam... - Gebora urwaa i, zalkniona, spojrzaa na Elizabeth. Pomylaam, e trzeba uczci narodziny creczki Marii i powrt Ane... - tumaczya
zmieszana, zerkajc na ciasto.
- Nic si nie stao - oznajmia Elizabeth. - Dobrze, e o tym pomylaa, Geboro dodaa z umiechem. Kobieta odzyskaa dobry humor. Wzia dzbanek z kaw i postawia go
na stole.
- A ty ani si wa tkn tych smakoykw - zwrcia si do Pernille, dotykajc palcem
jej grubego brzucha. - Mwiam ci, co powinna robi, eby schudn, ale ty nie chcesz mnie
sucha - cigna niezraona.
Elizabeth poczua ciarki na plecach, gdy dostrzega zo w oczach Pernille i jej
wykrzywione w grymasie usta.
- Musz z tob porozmawia - odezwaa si Lina i pocigna Elizabeth za rkaw.
Wyszy razem do sieni.
- Nie sdzisz, e powinnymy powiedzie mamie o Pernille? - spytaa szeptem,
zerkajc lkliwie w stron kuchennych drzwi. - Mama lubi sobie czasem zaartowa, a
Pernille...
- Nie - przerwaa jej Elizabeth. - Twoja mama gotowa jest zrobi z tego wielk
sensacj, a to tylko pogorszyoby spraw. Po prostu musimy je obie
bacznie obserwowa.
Lina pokiwaa gow, ale nie wygldaa na przekonan.

- Boj si, e w pewnym momencie mama przesadzi i wszystko wymknie si spod


kontroli - bkna i posza do kuchni. Po chwili wrcia Ane. William wisia jej u szyi.
- Widzielimy i Pusi, i Mi - powiedziaa Ane i posadzia chopca na pododze.
- Pusia, Mia - powtrzy William, usiujc zdj kurteczk. Elizabeth podesza i
pomoga mu.
- Jeste godny? Chopiec pokrci gow.
- Jad tu przed waszym przyjazdem - wtrcia Pernille. Elizabeth podniosa synka.
- Wezm go ze sob na gr. Musz si przespa, a jemu te przyda si drzemka oznajmia, mierzwic jego ciemn czupryn. - Ale nie przejmujcie si mn, zjedzcie co dodaa.
- Nie chc spa! - protestowa William, kiedy sza z nim po schodach.
- Tylko troch odpoczniemy - zapewniaa go matka. - Zapiewam ci piosenk.
Chcesz?
- Mm.
Weszli do sypialni i pooyli si na ku. Elizabeth zacza cicho piewa i po chwili
oczka synka same si zamkny. Leaa na boku, wdychajc jego bogi zapach, i mylaa o
Marii. Zastanawiaa si, co siostra teraz robi. Czy te ley ze swoim malestwem u boku i
czuje, jak przepenia j matczyna mio? Powieki zaczy jej ciy i po chwili ju spaa.
Po poudniu usiada w salonie z kartk papieru i pirem, eby napisa list do ma.
Najdroszy, najukochaszy Kristianie!
- zacza.
Dzisiaj rano Maria zostaa matk malekiej dziewczynki. Pord trwa dugo i wszyscy
si o ni lkalimy. Bardzo cierpiaa. Dziecko le si uoyo i doktor nie by w stanie jej
pomc, na domiar zego musia popyn na wysp do innego pacjenta.
Modliam si do Boga, eby nie zabiera mi jedynej siostry. A teraz posuchaj, co si
wydarzyo, bo to prawdziwy cud. Kiedy ju naprawd traciam resztki nadziei, w drzwiach
stan Anio. Takie przynajmniej miaam wraenie. To bya Ane! Moja maleka Ane, ktra
jest ju doros kobiet! Zostaa akuszerk. Bez wahania zabraa si do pracy i ju po chwili
dziecko przyszo na wiat. Teraz matka i crka czuj si dobrze, a ja i Ane wrciymy do
domu. Ane obiecaa, e zostanie tu ju na zawsze. Cieszysz si, kochany, prawda? Opowiedz o
wszystkim pozostaym, przede wszystkim Jensowi, bo przecie on by dla niej jak ojciec.

Umoczya piro w atramencie i zacza pisa o

wszystkim, o czym mwia jej Ane:

o tym, e crka dostaa prac akuszerki, e ma narzeczonego w Bergen, a przede wszystkim,


e wyjaniy sobie pewne sprawy i e midzy nimi jest ju dobrze. Napisaa te o
niespodziewanej wizycie matki Liny.
By moe spotkalicie ich d, kiedy wypywalicie, bo przypynli zaraz po was.
Na koniec wspomniaa o Pernille:
Kiedy gdzie wychodz, klucz do pokoiku Sary zostawiam Helene. Mam do niej pene
zaufanie.
Odoya piro, bo usyszaa pacz Williama. Wstaa i ruszya do kuchni. Na korytarzu
spotkaa Ane.
- Chcia do mamusi.
- Dlaczego jest taki zy?
- Pokci si z Signe - rozemiaa si Ane. Zanim Elizabeth zdya cokolwiek
powiedzie, rozlego si pukanie do drzwi.
- Prosz! - zawoaa. Po chwili jednak wstaa i sama otworzya. Na progu staa
Bergette.
- Jak mio, wejd, prosz.
- Nie przeszkadzam? - Bergette si zawahaa.
- Ale skde! - zapewnia j Elizabeth. Bergette wesza i nagle zobaczya Ane.
Umiech znikn z jej twarzy. Dziewczyna pierwsza dosza do siebie. Wycigna do gocia
drc rk.
- Witaj, Bergette.
- Dzie dobry.
Kobieta podaa jej do, nie zdejmujc rkawiczki. Ane zwilya wargi i zerkna na
Elizabeth, jakby szukajc u niej wsparcia.
- Ane przyjechaa wczoraj. Na szczcie, bo Maria zacza rodzi. Pord bardzo si
przedua. Balimy si nawet, e j stracimy. Urodzia creczk, ale gdyby nie Ane...
- Gratuluj - umiechna si Bergette. - Czy ju wszystko dobrze?
- Tak, jak najbardziej. Jak tylko znajd chwil czasu, pojad do nich i wszystkiego si
dowiem. Elizabeth bya wyranie zdenerwowana, mwia duo i szybko.

Zastanawiaa si, dlaczego Bergette jest taka powcigliwa. Zapewniaa j przecie, e


nie ma alu do Ane, e rozumie, i dziewczyna strzelaa w obronie wasnej. Poza tym mwia,
e to byo dawno temu i nie chce ju do tego wraca.
- Wybacz mi, Bergette - powiedziaa Ane cicho, patrzc jej w oczy. Kobieta zdja
rkawiczki, lecz nadal trzymaa je w rce.
- Ju dawno ci wybaczyam - odezwaa si w kocu.
- Zrobia, co musiaa. Poza tym to byo tak dawno. Elizabeth zobaczya ulg na
twarzy Ane.
- Dzikuj - szepna dziewczyna. Bergette umiechna si szczerze.
- Dobrze ci znw widzie, Ane. Dugo u nas zostaniesz?
- Ju na zawsze.
- Ciesz si.
- Pewnie chcesz zajrze do Sary? - spytaa Elizabeth.
- W tej chwili jest u niej Helene, wic po prostu id na gr.
Bergette zdja chust i schylia si, eby strzepa resztki niegu z fad spdnicy. Po
chwili wyprostowaa si i znw spojrzaa na Ane.
- Powiedziaam to szczerze. Naprawd si ciesz, e wrcia. Po prostu bardzo si
zdziwiam, kiedy tak nagle ci tu zobaczyam.
Elizabeth poczua ciepo na sercu. Wiedziaa, e Bergette nie kamie.
Nastpnego dnia Elizabeth postanowia odwiedzi Indianne. Ane chciaa jecha razem
z ni; obie nie mogy si doczeka spotkania.
- Nie wyobraam jej sobie w roli gospodyni - oznajmia Ane, wsiadajc do sa. - To
znaczy, nie chodzi mi o to, e si do tego nie nadaje czy te e sobie nie radzi, tylko e ja
nadal kojarz j z Heimly - zacza wyjania. Elizabeth pokiwaa gow, lecz mylami bya
gdzie indziej. Wspominaa wczorajszy wieczr, gdy siedziay same w saloniku u Marii i
Pedera, a ona opowiadaa crce, co si u nich wydarzyo podczas jej nieobecnoci. Kiedy
dosza do wizyty Nilsa i Amandy, w oczach Ane pojawiy si zy. aowaa, e nie byo jej
wtedy w domu. Przyznaa si matce, jak bardzo cieszyy j listy, ktre od niej dostawaa.
- Mam wraenie, jakbym w ogle std nie wyjedaa. Donosia mi na bieco o
wszystkim, co si tu dziao. Ale Bertine i Simon take zachowali si bardzo mdrze. Nigdy
nie wywierali na mnie nacisku, nigdy te nie brali mojej strony, z czego teraz ogromnie si
ciesz. Inaczej moe nie zrozumiaabym, jak bardzo si myliam.
- To nie jest do koca prawda, e si mylia - zauwaya Elizabeth.
Ane si rozemiaa. Rozbawi j sposb, w jaki matka to powiedziaa, chocia

doskonale rozumiaa, o co jej chodzi. Zacza opowiada o yciu w Christianii i w Bergen. O


duych sklepach, dorokach, brukowanych ulicach i targowiskach, na ktrych mona kupi
wszystko. I o tumie ludzi, w ktrym mona si zgubi. A take o miejscach, gdzie kobiety w
wydekoltowanych sukniach i z
rozpuszczonymi wosami wystawiay na sprzeda swoje wdziki. Niektre z nich byy
brzydkie, stare i bezzbne, a mimo to znajdowali si mczyni, chtni skorzysta z ich usug.
Na koniec opowiedziaa matce o swoich dowiadczeniach akuszerki.
Elizabeth suchaa tych opowieci z zapartym tchem. Ane wydaa jej si nad wiek
dojrzaa. A miaa przecie zaledwie siedemnacie lat. Elizabeth zastanawiaa si, jakby
potoczyy si losy crki, gdyby zostaa w Bergen duej. Cieszya si, e Ane wrcia.
Dalsrud byo o wiele bezpieczniejsze.
- Syszaam, e Indianne wietnie sobie radzi. Jestem przekonana, e ucieszy si na
twj widok - powiedziaa z umiechem.
Nagle przypomniaa sobie o robtce rcznej, ktr zostawia w kuchni. cigna lejce
i zatrzymaa
konia.
- Co si stao? - spytaa zdziwiona Ane.
- Zostawiam w domu robtk.
- To wane?
- Chciaam zabra j ze sob. Posied tu, a ja po ni wrc. To zajmie tylko chwil.
- Daruj sobie, mamo. Jeli wrcisz, William zacznie marudzi, e chce z tob jecha.
- Nie, wcale mu na tym nie zaleao - owiadczya Elizabeth i ju wysiadaa. Naprawd zaraz wrc -rzucia przez rami. Ruszya biegiem do domu. Szybko dotara do
drzwi. Przed wejciem otrzepaa nieg z butw. Nagle usyszaa gos Pernille. Natychmiast
wesza do rodka.
- Pernille zaraz zaparzy pyszn herbatk dla Gebory. Gebora na pewno si ucieszy rozemiaa si piastunka, ale jej miech brzmia inaczej ni zwykle. W tym momencie
Elizabeth zauwaya schodzc Z gry matk Liny.
- Elizabeth, ju wrcia? - zdziwia si kobieta.
- Tak, to znaczy nie. Wrciam tylko po robtk.
- Dobrze ci rozumiem. Ja te zawsze musz mie zajte rce. Chwili nie usiedz
bezczynnie -rozemiaa si Gebora i ruszya przed ni do kuchni. Pernille spojrzaa na
Elizabeth ze zdumieniem.
- Ty tutaj?

- Wrciam po robtk.
Wzia lecy na krzele kbek i druty, ale nadal staa. Z pokoiku Gebory doszy j
gosy dzieci, ktre czsto si tam bawiy. Pernille podaa Geborze kubek.
- Twoja herbata - powiedziaa z umiechem. Kobieta wzia kubek i upia yk.
- Dziwnie pachnie, a smakuje jeszcze dziwniej -stwierdzia. - Co ty tu wrzucia?
Zmarszczya nos i podejrzliwie przygldaa si napojowi.
- To zioa. Pij!
- Sama wypij to paskudztwo! - prychna Gebora i odstawia kubek.
Pernille zrobia si purpurowa ze zoci. Patrzya to na kubek, to na Gebor.
Wymamrotaa co, czego Elizabeth nie zrozumiaa.
- Jeli Gebora tego nie chce, to trzeba to wyla. Elizabeth otworzya okno i wylaa
napar.
- Wylaa tak pyszn herbatk!
- Wic dlaczego sama jej nie wypia? - spytaa Elizabeth, patrzc jej w oczy. Pernille
odrzucia gow i zacisna wargi. Elizabeth odwrcia si do matki Liny.
- Miaa pomc Linie naciga obrusy na strychu, a przy okazji wybra co dla siebie.
Tak si przecie umwiymy.
- Wanie to robiam, kiedy Pernille zawoaa mnie na herbat.
- Ale herbata bya niedobra, wic wracaj do pracy. Kiedy wrc, wypijemy razem
kaw. Gebora wysza, a Elizabeth jeszcze przez chwil staa i przygldaa si Pernille. Nic
jednak nie powiedziaa. W kocu odwrcia si i wysza.
- Strasznie dugo ci nie byo - powitaa j Ane.
- Nie mogam znale robtki - skamaa Elizabeth. Wzia lejce i ko natychmiast
ruszy.
- William marudzi?
- Co? Nie.
Elizabeth czua, jak krew pulsuje jej w yach. Czyby Pernille prbowaa otru
Gebor? A moe po prostu zaparzya herbat i zezocia si, bo kobieta nie chciaa jej wypi?
Jeli jednak herbata bya zatruta, to czy ten yk, ktry Gebora wypia, moe jej zaszkodzi?
Miaa nadziej, e zastan Torsteina w domu i bdzie moga go o wszystko wypyta. Indianne
czekaa na nie na schodach.
- Zobaczyam przez okno, e jedziecie - rozemiaa si serdecznie. - Ane! wykrzykna ze zami w oczach. - Torstein mwi mi, e wrcia. Przycigna j do siebie i
obja mocno.

- Nawet nie wiesz, jak si ciesz, e znw ci widz. Cofna si nieco i bacznie
przyjrzaa si przyjacice.
- Nic si nie zmienia - stwierdzia.
- Dzikuj - odpara Ane sabym gosem.
- Wejdcie, prosz. Zamarzniecie tu na mier. Podesza dziewczyna i wzia od nich
wierzchnie okrycia,, a Indianne zaprowadzia je do saloniku. Na oknach od strony drogi
wisiay grube zasony, przytrzymywane szerokimi tamami. Meble byy nieco zniszczone, ale
wszdzie panowa ad i porzdek. Na stoliczkach leay szydekowe serwety, na cianach
wisiay obrazy, gwnie pejzae grskie.

- Wikszo mebli jest stara - wyjania

Indianne. Najwyraniej zauwaya spojrzenie Elizabeth, bo dodaa:


- Ale cz jest nowa. Sporo rzeczy dostalimy w prezencie lubnym.
- Gratuluj! - zawoaa Ane. - Niestety, nie mogam przyjecha. Byam wtedy w
Bergen. Indianne umiechna si do niej.
- Wszystko ci opowiem. Siadajcie, prosz - powiedziaa, wskazujc na krzesa. Do
saloniku wesza jedna ze sucych i dygna grzecznie.
- Mam co poda?
- Tak, kaw i ciasto.
- Jak pani sobie yczy.
Dziewczyna znw dygna i ju chciaa wyj, kiedy Indianne j zatrzymaa.
- I jeszcze talerzyk z czekoladkami - dodaa. - Po jednej dla kadej z nas, dla ciebie
te.
- Bardzo dzikuj. - Dziewczyna jeszcze raz dygna i si umiechna.
- Opowiedz mi o lubie i o weselu - poprosia Ane. Indianne zacza opowiada.
Elizabeth suchaa jednym uchem, bo jej myli kryy wok Dalsrud. Czy Geborze
nic si nie stao? Czy w razie czego Helene wezwie lekarza? Moe nie powinna bya
wyjeda?
- Torstein jest w domu? - zapytaa nagle. Mode kobiety spojrzay na ni zdziwione.
- Nie, pojecha do pacjenta - odpara Indianne. -Masz do niego spraw?
- Tak, chciaam z nim o czym porozmawia.
- Niedugo powinien wrci - zapewnia j Indianne, wygldajc przez okno.
- To nic pilnego - dodaa Elizabeth szybko. - Ten wazonik to te prezent lubny? spytaa. Indianne skina gow.
- Tak, i ta salaterka, chocia Torstein uwaa, e... -powrcia do swojej opowieci.
Do saloniku wesza suca, niosc kaw, wieo upieczone ciasto i may talerzyk z

czekoladkami. Postawia wszystko na stole i bezszelestnie opucia pokj.


- Prosz, czstujcie si - zachcaa Indianne. - Namwiam Pedera, eby zamwi te
czekoladki, bo s niebywale dobre. Rozpywaj si w ustach. Doskonale pasuj do ciasta.
Prosz. Poczstoway si, biorc po czekoladce i po kawaku ciasta.
Elizabeth staraa si uczestniczy w rozmowie. Od czasu do czasu potakiwaa, rzucaa
kilka sw, ale mylami wci bya gdzie indziej. Zastanawiaa si, czy nie powinna bya
powiedzie Ane prawdy o Pernille. Ale wtedy crka zapewne nie chciaaby wyjecha z domu.
Nagle pomylaa o Linie, ktra wiele razy prosia j, eby wtajemniczy we wszystko matk,
by miaa si na bacznoci. A ona za kadym razem bya temu przeciwna. Jeli wic, nie daj
Bg, Geborze co si stanie, wtedy Lina znienawidzi j na zawsze. I bdzie miaa racj.
- Co z twoj robtk? - wyrwaa j z zadumy Ane. Elizabeth signa do torby.
Zauwaya, e zarwno Ane, jak i Indianne miay ju swoje robtki w rkach.
- Jest Torstein! - oznajmia nagle Indianne, wycigajc szyj. - Powiem mu, e chcesz
z nim rozmawia. Elizabeth prbowaa j powstrzyma, ale Indianne ju wybiega.
- Mam nadziej, e to nic powanego? - spytaa zaniepokojona Ane.
- Nie, takie tam zwyke kobiece sprawy. Ane odetchna z ulg.
- To pikny dom, prawda? Indianne ma szczcie, ale zasuya sobie na nie.
Wyobraam sobie, jakie pikne mieli wesele. Po chwili gospodyni wrcia.
- Torstein prosi, eby zaczekaa na niego w gabinecie. Zaraz przyjdzie.
Elizabeth wstaa i odoya robtk. Wysza na korytarz i rozejrzaa si niepewnie.
Gdzie jest gabinet? W tym momencie poczua powiew chodnego powietrza. Drzwi si
otworzyy i wszed Torstein.
- Tu jeste, Elizabeth. Witaj. Mam nadziej, e to nic powanego? Chodzi o Mari?
Elizabeth umiechna si i pokrcia gow.
- Wpadymy odwiedzi Indianne. Dziewczta rozmawiaj, a ja chciaam zamieni z
tob par sw. W cztery oczy, jeli to moliwe.
- Ale oczywicie. Zdj palto i wskaza jej drog do gabinetu.
- Prosz, usid. Elizabeth usiada. Zwilya wargi i zacza si zastanawia, jak
rozpocz rozmow.
- Sucham - zachci j Torstein, kadc rce na blacie biurka.
- Ile potrzeba trutki na szczury, eby zabi czowieka? Doktor si wzdrygn i
natychmiast wyprostowa.
- Boe drogi, zamierzasz kogo otru?
- Nie! - rozemiaa si. - Ale nie mog ci powiedzie, dlaczego o to pytam.

- Rozumiem. Tylko e to nie jest pytanie dotyczce zdrowia. Przed chwil spytaa
mnie, jak kogo zabi. Elizabeth milczaa.
- Dlatego nie wiem, czy ci na nie odpowiem - cign Torstein. Elizabeth nadal
milczaa. Siedziaa, zaamujc palce.
- Podejrzewam, e kto mg zosta otruty, ale nie jestem pewna - odezwaa si
wreszcie cicho. - To si stao tu przed naszym wyjazdem z domu i nie wiem, co powinnam
teraz zrobi.
- Jak trucizna zostaa zayta? - spyta Torstein, marszczc czoo.
- Kobieta wypia herbat. Tylko jeden yk, bo stwierdzia, e dziwnie smakuje.
Moliwe zreszt, e nic nie wypia, tylko powchaa podany jej napar.
- To byo w Dalsrud? Elizabeth si zawahaa.
- Pamitaj, e obowizuje mnie tajemnica lekarska -doda szybko Torstein.
- Tak, w Dalsrud - potwierdzia.
- Chyba wiem, o kim mwisz. Wanie fakt, e obowizuje mnie tajemnica, sprawia,
e sysz wiele rzeczy. Nie sdz jednak, eby ta kobieta zachorowaa. Z pewnoci zrazi j
zapach. Poza tym wcale nie jest pewne, e do naparu dodano trutki.
- Mam tak nadziej!
- Uwaam, e powinna zbada spraw dokadniej. Tylko bd ostrona! Trutka na
szczury to nie przelewki. Czowiek umiera w blach. Elizabeth spojrzaa na niego, wyranie
zatroskana.
- Sprbuj dociec prawdy, chocia pewnie nie bdzie to atwe.
- Wiem, dlatego musisz uwaa. Pamitaj te, e bierzesz na siebie du
odpowiedzialno. Elizabeth przytakna. Po chwili wstaa i podaa mu rk.
- Dzikuj, e powicie mi czas.
- Nie masz mi za co dzikowa. Chciaem ci jeszcze powiedzie, e zajrzaem do
twojej siostry. Wszystko jest w porzdku i z ni, i z dzieckiem.
Elizabeth wrcia do saloniku w znacznie lepszym nastroju i od razu wczya si do
rozmowy. Posiedziay z gospodyni jeszcze chwil, ale wkrtce trzeba si byo egna.
W drodze powrotnej Ane bya nadzwyczaj rozmowna. Mwia o Indianne, o weselu, o
urzdzeniu domu, o wszystkim. Elizabeth doskonale j rozumiaa, w kocu mino duo
czasu, odkd ostatnio widziaa przyjacik. Suchaa jednak tych opowieci jedny^m uchem,
zajta mylami o tym, co czeka je w Dalsrud. A jeli Gebora zachorowaa?
Kiedy wchodziy do domu, Elizabeth wstrzymaa oddech. Wewntrz panowaa cisza.
Nagle kto otworzy drzwi od kuchni.

- Ach, to wy! - rozemiaa si Gebora. - Przychodzicie w sam por, bo wanie


podaam obiad. Kobieta dodaa co jeszcze, ale Elizabeth ju jej nie suchaa. Na widok matki
Liny, caej i zdrowej, poczua tak wielk ulg, e a zakrcio si jej w gowie.
- Jak wam byo? - spytaa dla pewnoci.
- Dobrze.
- Podobno sporo ludzi w okolicy choruje na odek - skamaa. - Ale u nas wszyscy
zdrowi?
- U nas? O, tak. Wszyscy s zdrowi. Chodcie, jedzenie gotowe - powiedziaa Gebora
i ruszya przed nimi do kuchni. Elizabeth odetchna gboko. Dziki Bogu, pomylaa. Tym
razem si udao.

Rozdzia 10
W nastpnych dniach Elizabeth pilnie ledzia kady krok i ruch Pernille; staraa si
nie dopuci, by opiekunka i Gebora cho na chwil zostay same.
W nocy le sypiaa, ponure myli nie daway jej spokoju. Co zrobi, eby pozby si
tej kobiety?
aowaa, e nie ma w domu mczyzn! Miaaby przynajmniej wsparcie psychiczne. I
moe razem potrafiliby rozwiza problem.
Zastanawiaa si, czy po prostu nie zwolni Pernille. Moga powiedzie, e dosza do
wniosku, i opiekunka waciwie nie jest im potrzebna. Wiedziaa, e ludzie czsto uywali
takiego argumentu, chcc zwolni sub. Albo mogaby co wymyli, na przykad, e
Pernille co jej ukrada lub e le pracuje. Cokolwiek. To jednak wydawao si niebezpieczne,
bo Pernille na pewno obmyliaby zemst. Tak wic Elizabeth nie miaa wyboru. Musiaa
czeka. Z czasem sprawa na pewno si rozwie. Mam nadziej, dodawaa w mylach.
Pewnego ranka wracaa zmczona z obory. Lina sza przed ni, skulona z zimna.
nieg chrzci pod ich butami. Byo jeszcze ciemno, a mrz szczypa w twarz.
- No, mamy to za sob - westchna Lina. W sieni zdjy chodaki i odwiesiy
wierzchnie okrycia. Lina, ziewajc, posza do kuchni.
-Jestem gotowa! - obwiecia Gebora, wychodzc ze swojego pokoiku.
- Jak to gotowa"? - spytaa Elizabeth i wymienia zdziwione spojrzenie z Helene.
- Wyjedam dzisiaj - odpara Gebora.
- Co takiego? Lina patrzya na matk ze zdumieniem.
- Kiedy? Dlaczego nic nam nie powiedziaa?
- Nie mwiam wam? Naprawd? Helene pokrcia gow.
- Ja nie syszaam.
- Ale mamo! Lina bya bliska paczu.
- Dlaczego wyjedasz tak szybko? Niedobrze ci tu?
- Bardzo mi dobrze - zapewnia Gebora i obja Lin. - Mieszkaam jak w paacu,
spotkaam si z crk, poznaam swoj wnuczk. Znakomicie jadam, nie brakowao mi ani
kawy, ani ciast, ani masa, ani cukru. Ale przecie wiesz, e w domu te na mnie czekaj,
prawda?
Lina pokiwaa gow i bkna co pod nosem.
- Nie pacz, creczko - pocieszaa j Gebora. -Jeszcze do ciebie przyjad. A moe wy
wybralibycie si latem do Kabelvaag? W czerwcu jest jarmark. Lina nie odpowiedziaa, staa

tylko i ocieraa zy.


- To cakiem moliwe - oznajmia Elizabeth. Zrobia to przede wszystkim po to, eby
pocieszy Lin. Postanowia, e sprbuje wszystko tak uoy, eby Lina i Jens mogli
wyjecha chocia na par dni.
- Jak zamierzasz wrci? - spytaa Ane, ktra cay czas uwanie przysuchiwaa si
rozmowie.
- odzi. Przypyn po mnie - wyjania Gebora. Staa i gaskaa paczc crk po
policzku.
- Przepraszam. Zachowuj si jak mae dziecko - zreflektowaa si Lina.
- Nieprawda.
- Przygotuj ci jedzenie na drog i co ciepego do ubrania - postanowia Elizabeth.
Najpierw posza do spiarni. Wzia stamtd chleb, maso i troch suszonego misa tyle, eby nie tylko starczyo na drog, ale te eby Gebora moga co zawie do domu.
Potem przejrzaa rzeczy w korytarzu i znalaza tam par zbdnych rkawic oraz ciepe
weniane skarpety, ktre niedawno zrobia na drutach.
- Prosz - powiedziaa i podaa wszystko Geborze. - Naszykowaam ci troch jedzenia
na drog. Moe schowasz do kuferka?
- Wielkie nieba! Nie trzeba byo. Tak, oczywicie wo wszystko do kuferka zapewnia kobieta. -Masz wielkie serce, Elizabeth. Bardzo ci dzikuj.
- Nie ma za co - odpara Elizabeth i pomoga jej zamkn kuferek.
- Kto mi pomoe go zanie? - spytaa Gebora, rozgldajc si dokoa. - Pernille, ty
jeste silna. Wemiemy go razem.
Pernille dotd cay czas milczaa. Teraz poblada, a w jej oczach pojawi si dziwny
bysk - istne szalestwo. Elizabeth wzdrygna si i szybko sama zaproponowaa pomoc.
Dziewczta ubray dzieci i ju po chwili wszyscy razem ruszyli na brzeg. Elizabeth i
Gebora niosy kuferek, a za nimi poda korowd kobiet i dzieciarnia. Byo lisko, wic
posuwali si powoli. Wypatrywali odzi, lecz na horyzoncie byo pusto.
- Bd musiaa zaczeka - stwierdzia matka Liny. -Na pewno zaraz si pojawi dodaa. Jeszcze raz podzikowaa za gocin.
- To ja dzikuj za pomoc - odpara Elizabeth. -Mam nadziej, e wkrtce znw nas
odwiedzisz. Naprawd wkrtce, a nie za par lat - dorzucia. Gebora pokiwaa gow i
odgarna z twarzy rudy kosmyk, wystajcy spod czarnej chusty.
- Dzikuj ci za gocinno i za prezenty, przede wszystkim za buty, ktre mi daa,
jak tylko przyjechaam. Teraz bd moga odda tamte ich wacicielowi.

Elizabeth pomylaa, e jednak miaa racj: Gebora poyczya buty na przyjazd.


Wszyscy ustawili si w kolejce do poegnania. Na samym kocu staa Lina. Kiedy
podpyna d, obja matk i mocno uciskaa. Elizabeth zauwaya, e pacze.
- Zobaczymy si latem, Lino - pocieszaa j matka, wyzwalajc si z jej obj. Pamitaj, e masz dba o swoje malestwo - dodaa, gadzc Signe po wosach.
- Pa, baba - powiedziaa dziewczynka i pomachaa rczk.
Gebora podesza do odzi, wsiada i jeszcze raz wszystkim pomachaa. Kobiety
zaczy powoli wraca; na brzegu zostay tylko Elizabeth i Lina. ledziy wzrokiem
odpywajc d, a zamienia si w maleki punkcik na horyzoncie. Wtedy Lina z paczem
rzucia si Elizabeth w ramiona.
- Biedactwo, tak bardzo przeywasz wyjazd mamy? Chodzi mi o to, e Jens...
Mwiam ci ju. Gdybym chocia miaa przy sobie mam....
- Rozmawiaymy przecie o tym. Elizabeth staraa si, eby jej gos brzmia
stanowczo i surowo.
- Wiesz rwnie dobrze jak ja, e Jens ci kocha. Jeste dorosa. Nie moesz sta i
maza si jak dzieciak tylko dlatego, e twoja mama wyjechaa. Lina zaczerwienia si i
zakrya twarz domi.
- Wiem - szlochaa. - Cieszyam si, e tu jest, ale jednoczenie cay czas si baam, e
Pernille zrobi jej krzywd. Mama okropnie si wobec niej zachowywaa.
-Nie mw takich rzeczy. Zapamitaj lepiej wszystkie mie chwile, ktre razem
spdziycie. Pomyl te, jak mio bdzie odwiedzi matk latem w Kabelvaag.
- Naprawd bdziemy mogli pojecha? - rozpromienia si Lina.
- A dlaczegby nie? Moe jeszcze kto z wami pojedzie? Chod - powiedziaa.
Chwycia j za rk i pocigna za sob.
- Proponuj, eby zacza si zastanawia, co kupisz na jarmarku.
- Masz racj. Zachowaam si jak dziecko - przyznaa Lina, wycierajc nos w rkaw
sukni.
- Jeste po prostu zmczona.
- I niedugo dostan miesiczk.
- No, widzisz. Masz wyjanienie - podchwycia Elizabeth. Miesiczka zawsze bya
dobrym wytumaczeniem.
Elizabeth staa i zagniataa ciasto na chleb. Ane bawia si z dziemi. Siedziaa z nimi
na pododze. Na drewnianych deskach pooya kilka muszelek, ktre miay udawa rne
zwierzta.

- To jest krowa. A to winka - wyjaniaa. - Wiecie, jak mwi krwka?


- Pip - powiedzia William.
- Oszukujesz! - rozemiaa si Elizabeth. - Dobrze wiesz, jak mwi krwka.
- Muu - poprawia go Signe, dumna, e wie. - A winka mwi chrum, chrum. A potem
zjemy j na wita. Ane si rozemiaa.
- Dobrze, e tak lekko to traktuje. Pamitam, e ze mn byo inaczej. Pogadzia
dziewczynk po gwce.
- Jakie masz pikne warkocze. Mama ci je zaplota?
- Mm - potwierdzia Signe, gadzc swoje cienkie warkoczyki.
- A ja? - dopytywa si William.
- Ty te masz liczne woski. Jeste moim najdroszym skarbem, braciszku zapewnia Ane.
Zacza askota go po szyi, a malec skrca si ze miechu.
-Tak si ciesz, e mam braciszka - dodaa Ane i a si zaczerwienia.
- Jestecie tylko przyrodnim rodzestwem - poprawia j Pernille, ktra ukadaa
wieo upieczone bochny chleba na awie.
- A c to za rnica?
Opiekunka nic nie odrzeka, tylko zacza nuci pod nosem.
Ane zmruya oczy i ju chciaa co jej odpowiedzie, ale Elizabeth powstrzymaa j
gestem rki. Crka spojrzaa na ni z pretensj.
- Przyrodnie rodzestwo czy nie, to chyba adna rnica - powiedziaa Elizabeth
spokojnie. - W kadym razie dla mnie nie ma adnej. Oboje s moimi dziemi, wic s
rodzestwem. Nie wracajmy ju do tego.
Pernille nadal si nie odzywaa, tylko zacza nieco goniej podpiewywa. Elizabeth
moga wychwyci jedynie pojedyncze sowa. Nagle si zorientowaa, e to psalm, piewany
zwykle podczas pogrzebw.

W tym momencie rozlego si pukanie i zanim ktokolwiek

zdy zareagowa, drzwi si otworzyy i do kuchni wpad wysoki, zdenerwowany


mczyzna. Zdj czapk i ciska j mocno w rkach, z trudem apic oddech.
- Przepraszam. Szukam Ane-Elise. Moja ona rodzi. Potrzebuje pomocy. Boj si, e
j stracimy! Ane natychmiast si poderwaa, chwycia torb i wybiega z kuchni.
- Tylko ubierz si ciepo! - zawoaa za ni Elizabeth, ale w tej samej chwili usyszeli
trzanicie drzwiami.
Przez okno zobaczya jeszcze, jak Ane, wkadajc akiet, rozmawia z mczyzn,
ktry wskazywa rk co w oddali. Pewnie Ane wypytywaa go, gdzie mieszka. Elizabeth

otrzepaa rce z mki. Po raz pierwszy od przyjazdu jej crk wezwano do porodu. A wic
wie ju si rozniosa, pomylaa i poczua dum. Znw wyjrzaa przez okno. Ane
wychodzia wanie ze stajni, prowadzc swoj klacz. Nie woli pojecha saniami?
-zastanowia si Elizabeth. Bya zaniepokojona. Ane chwycia si koskiej grzywy i bez
niczyjej pomocy wskoczya na grzbiet Mii. Uderzya pitami w boki klaczy, a ta natychmiast
przesza w galop.
- Zwariowana dziewczyna - odezwaa si schrypnitym gosem.
- Boisz si o ni - zauwaya Pernille. Elizabeth najpierw nie zareagowaa. Przygldaa
si mczynie, ktry sta nieruchomo na dziedzicu, po chwili jednak najwyraniej wzi si
w gar i ruszy za Ane.
- Boj si, e spadnie z konia - odpowiedziaa Elizabeth zadumana.
- Boisz si, e skoczy jak ta na grze? Elizabeth odwrcia si gwatownie.
- Co masz na myli? Pernille wzruszya ramionami i umiechna si zowieszczo.
- Sara te spada z konia. Wypadki si zdarzaj. Elizabeth chwycia j za klapy bluzki.
- Jeli sprbujesz choby tkn Ane, to poegnasz si z tym wiatem!
Opiekunka nie prbowaa si oswobodzi. Patrzya na ni spokojnie. Po chwili
Elizabeth zwolnia uchwyt i w kocu pucia kobiet, a ta szybko doprowadzia swoje ubranie
do porzdku, cay czas umiechajc si pod nosem.
- Wypadki zwykle chodz parami, pamitaj o tym! - rozemiaa si nagle gono.
Elizabeth a si trzsa ze zoci. Miaa ochot chwyci pierwsz lepsz rzecz, ktra
bya pod rk, i rzuci ni w Pernille, ale opanowaa si i dokoczya wyrabia ciasto.
Nie moga si jednak powstrzyma. - - Bd ostrona, Pernille. Sama zastawiasz na
siebie sida, radz
ci uwaa.
Opiekunka znw si rozemiaa tak, e a trzsy si jej podbrdki. 1
- Nie prbuj mnie straszy, bo ci si to nie uda!
- Nie prbuj ci straszy - powiedziaa Elizabeth patrzc jej prosto w oczy. - Po
prostu ci ostrzegam. Wzia dzieci, opucia kuchni i posza na gr, gdzie spotkaa Helene.
- Jak ty wygldasz? Jeste caa w mce! - rozemiaa si przyjacika.
- We dzieci - poprosia Elizabeth, a sama udaa si do swojego pokoju. - Musz si
umy. Ane pojechaa do porodu - rzucia przez rami.
- Co si stao?
Helene nie dawaa za wygran. Wesza za ni do pokoju z Kathink na rku. Elizabeth
przekna gono lin i zerkna na dzieci Signe na pewno sporo zrozumiaa z tego, co si

wydarzyo w kuchni, teraz jednak bya zajta szczotk do wosw, ktra leaa na toaletce
Elizabeth nalaa wody do miski. Zauwaya, e dr jej rce.
- Pernille daa mi do zrozumienia, e Ane moe sie przytrafi wypadek. Ja... Helene
natychmiast podesza do niej i obja j woln rk.
- Uspokj si, prosz. Obiecuj, e nie dopuszcz do tego, eby skrzywdzia Ane.
- Pernille jest niebezpieczna!
- Wiem, ale nie wolno ci pokaza, e si jej boisz. Ona to wyczuje i zyska nad tob
przewag. Doprowad si do porzdku, a kiedy wrci Ane, musisz jej o wszystkim
powiedzie. Niech bdzie czujna. Elizabeth pokiwaa gow.
- Musi by jaki sposb, eby si jej pozby. Raz na zawsze! - stwierdzia Helene.
- Wierzysz, e to si uda? - spytaa Elizabeth. Woya rce do wody, do ktrej
wczeniej wrzucia troch pachncego myda.
- Na pewno - powiedziaa Helene z przekonaniem. - Na wszystko znajdzie si rada,
jak mawiaa stara Gurine - dodaa. Elizabeth rozemiaa si na wspomnienie ich dawnej
kucharki.
- Biedna Gurine. Dobrze, e nie doya tego, co si tu dzieje. Helene przytakna i
posadzia sobie Kathink na drugiej rce.
- Synku, nie dotykaj pieca! - upomniaa Elizabeth Williama. Co za dziecko, musi
wszystkiego dotkn!
Elizabeth postpia tak, jak jej radzia Helene. Nie daa si zastraszy i nadal staraa
si ignorowa Pernille. Odzywaa si do niej gwnie wtedy, kiedy miaa jakie zastrzeenia.
W ten sposb chciaa jej te pokaza, kto naprawd rzdzi w Dalsrud.
Pernille natomiast wiedziaa, e jeli nie bdzie wykonywaa polece Elizabeth bez
szemrania, to gospodyni moe natychmiast j zwolni.
Zblia si wieczr, a Ane wci nie byo. Dzieci ju leay w kach, wszystko w
obejciu byo zrobione. Tylko boks Mii nadal sta pusty.
Co si mogo sta? Moe pord by ciki? Elizabeth wspczua i crce, i rodzcej
kobiecie, bo doskonale pamitaa, jak bolesne mog by skurcze. Pamitaa te swj strach,
e w kadej chwili co moe pj nie tak.
Niespokojnie chodzia po pokoju. Wszyscy ju spali. Na dworze byo ciemno, wia
wiatr, w powietrzu wiroway patki niegu i przyklejay si do szyb.
Dooya drew do ognia i westchna. Chciaa, eby w pokoju byo ciepo, kiedy Ane
wrci. Starajc si nie robi haasu, posza do kuchni i nastawia kocioek z wod. Po chwili
wsypaa do wrztku gar zi. Poczekaa, a napar nacignie, i przelaa go do dzbanka, ktry

nastpnie wzia ze sob do salonu. Po raz setny tego wieczora podesza do okna i zacza
wyglda. Jest! Nareszcie. Zobaczya crk wychodzc ze stajni. Natychmiast pobiega do
drzwi i otworzya je szeroko.
- Wejd! - szepna.
Od razu zaprowadzia Ane do salonu i wskazaa jej wygodny fotel koo pieca. Kiedy
crka usiada, podaa jej kubek z naparem zioowym.
- Jak poszo? - spytaa w napiciu. Ane upia yk i zacza rozwizywa sznurwki
butw.
- Odebraam duego chopca. I matka, i niemowl czuj si dobrze, jak to si mwi.
Ale byo ciko, bo dziecko utkno. Na szczcie jako sobie poradziymy.
- Niepokoiam si o ciebie - przyznaa Elizabeth i wzia kubek, eby crka moga
zdj akiet.
- Takie rzeczy si zdarzaj. Kiedy w Bergen kobieta umara przy porodzie. Ane
siedziaa chwil w milczeniu i po prostu patrzya przed siebie.
- Jeste zmczona? - spytaa Elizabeth i natychmiast poaowaa swojego niemdrego
pytania. Dziewczyna tylko pokiwaa gow. Po chwili jednak spojrzaa na matk i
umiechna si lekko.
- Moment, kiedy podaj szczliwej matce jej malestwo, wynagradza mi wszystko.
Wtedy pocieszam si, e Bg chyba jednak wie, co robi, chocia my nie zawsze potrafimy to
zrozumie.
- By moe. Pewnie uzna, e biedni nie s w stanie wykarmi wszystkich swoich
dzieci, i dlatego niektre od razu zabiera do siebie, gdzie na pewno jest im dobrze - odpara
Elizabeth.
- Te si nad tym zastanawiaam. Ale dzieci bogatych take umieraj. Zreszt na og
to wanie ludzie majtni po mnie posyaj. Biednych na to nie sta.
- A ci, u ktrych dzisiaj bya?
- Chcieli mi odda ostatnie maso, jakie mieli, ale oczywicie nie wziam.
Wystarczajc zapat byo dla mnie szczliwe zakoczenie. Obiecali, e bd si za mnie co
wieczr modli - powiedziaa Ane. Nagle gos jej si zaama, zakrya oczy doni. Szybko si
jednak opanowaa.
- Ktrego dnia pojad do nich i zawioz im troch ubra i co co jedzenia.
Dziecicych ubranek chyba nam nie brakuje, prawda? Matka skina gow.
- Oczywicie, jed do nich. Spenisz dobry uczynek. Znw zapado milczenie.
- Jeste zmczona? Chcesz si pooy? - zapytaa po chwili Elizabeth.

Nagle pomylaa, e jeli ma powiedzie Ane o Pernille, musi zrobi to teraz. Rano
dom znw wypeni si ludmi i nie bdzie miaa okazji.
- Teraz i tak nie zasn. Posiedz tu chwil, ale jeli chcesz si pooy, to nie zwracaj
na mnie uwagi.
- Nie, prawd mwic, chciaam z tob o czym porozmawia. Ane spojrzaa na ni
zaciekawiona, ale i lekko przestraszona.
- To co powanego?
- Chodzi o Pernille - oznajmia Elizabeth, zniajc z ostronoci gos.
Opowiedziaa crce ca histori od pocztku do koca. Ane wysuchaa wszystkiego,
nie przerywajc matce, ale wyranie zblada.
- Dlaczego nie powiedziaa mi tego od razu? Elizabeth pomylaa, e nie pierwszy raz
zataia co przed crk.
- Wci krcili si ludzie, tyle ostatnio si dziao zacza si usprawiedliwia. - Tak
naprawd ani przez chwil nie byymy same. Dlatego postanowiam dzisiaj zaczeka, a
wrcisz. Chciaam ci o wszystkim powiedzie, eby si miaa na bacznoci. Jak Pernille co
postanowi, to atwo z tego nie rezygnuje.
- Nadal chyba nie powiedziaa mi wszystkiego - zauwaya Ane.
- To prawda - westchna ciko Elizabeth i gono przekna lin. - To dla mnie
trudna sprawa. Jak wiesz, Pernille mnie nienawidzi. Kiedy dzisiaj tak nagle wyjechaa,
niepokoiam si o ciebie. Wtedy Pernille rzucia ze nieszczcia zwykle chodz parami i e
tobie te moe si przytrafi wypadek, jak Sarze, ktra wci ley w ku, caa poamana i
milczca.
- Tak powiedziaa?
Ane zamilka. Siedziaa i pia napar. -Jest jak anio mierci, niby taka mia i pomocna,
ale w rodku za i dna zemsty - odezwaa si po chwili.
- Mam nadziej, e nie zrobisz nic nieprzemylanego - zaniepokoia si matka.
- Na pewno nie, ale sama mwia, eby si mie na bacznoci. Elizabeth wypia yk
zioowej herbaty. Napar zdy juz wystygn, ale zachowa smak.
- Podejrzewam, e w swoim kuferku trzyma trutk na szczury. Nawet chciaam to
kiedy sprawdzi, ale nie zdyam. Niewiele brakowao, a przyapaaby mnie na gorcym
uczynku. No a potem po prostu o tym zapomniaam. Kiedy znw sobie przypomniaam, nie
miaam okazji ponowi prby.
- Musisz to sprawdzi - uznaa Ane.
- Tylko jak...

- Znajdziesz jaki sposb. Musisz zabra jej trucizn i zakopa gdzie nad morzem,
gdzie nikt jej nie znajdzie. Rozumiesz chyba, e to niebezpieczne.
- Kto bdzie musia czym j zaj. Wtedy to zrobi.
- Pomog ci.
- Ciii! - uciszya crk Elizabeth, kadc palec na ustach. - Mam wraenie, e co
sysz - szepna. Podesza cichutko do drzwi, otworzya je i rozejrzaa si uwanie.
- Nikogo nie ma - stwierdzia. Zamkna drzwi i wrcia do salonu.
- Byam pewno, e sysz jaki szelest, ale to mg by kot. Wpuciam go na noc do
domu. Ane wstaa.
- Chodmy spa, mamo. Jutro si wszystkim zajmiemy. Elizabeth przytulia crk.
- Tak si ciesz, e znw jeste w domu, Ane.
- Ja te.
Matka i crka poszy razem na gr.
Nazajutrz Pernille niemal w ogle nie wychodzia z kuchni. Elizabeth nie miaa
pomysu, jak j stamtd wywabi. Uznaa, e tego dnia raczej nie uda jej si zajrze do
kuferka opiekunki, kiedy nagle usyszeli dobiegajcy z gry gos Ane:
- Pernille, nie syszysz, e ci woam?
- Po co te wrzaski? O co chodzi? - spytaa kobieta i ruszya do drzwi.
- Pom mi porzdkowa ubrania na strychu!
- Dlaczego?
- Bo ty najlepiej wiesz, z czego dzieci ju wyrosy, a co jeszcze jest dobre. Trzeba
zrobi z tym porzdek. Elizabeth wstrzymaa oddech, zastanawiajc si, czy Pernille posucha
proby Ane. Tym bardziej e nigdy dotd takich przegldw nie robili.
- Jakie porzdkowanie? Co ona znw wymylia? -mamrotaa pod nosem opiekunka.
Westchna i wysza.
- Dajcie mi zna, kiedy wrci - zwrcia si Elizabeth do Liny i Helene, po czym
szybko ruszya do pokoiku Pernille.
Na szczcie klucz od kuferka wisia obok drzwi. Elizabeth zdja go, woya do
zamka i przekrcia.
Serce bio jej jak oszalae, czua kropelki potu na plecach.
- Co ty robisz? - spytaa Helene, zagldajc do rodka. Elizabeth wzdrygna si,
przestraszona.
- Pniej ci wszystko wyjani. Pilnuj drzwi - wycedzia przez zby.
Zacza popiesznie wyjmowa lece w kuferku ubrania; musiaa uwaa, eby

potem wszystko odoy na miejsce. Pernille nie moga niczego si domyli. Elizabeth
wyjmowaa zdobione koronkami nocne koszule i bielizn, i kada na pododze.
Papier listowy, pira, koperty i pachnce mydeka. Gdzie jest trutka? A moe jednak
wcale jej nie ma? Kuferek by pusty. Elizabeth odczua zawd, a zarazem ulg. Zacza z
powrotem wkada rzeczy do kuferka.
- Pospiesz si, chyba j sysz - szepna Helene. Elizabeth ju miaa zamkn wieko,
kiedy nagle jej wzrok pad na niewielk wewntrzn przegrdk po prawej stronie kuferka.
e te wczeniej nie zwrcia na ni uwagi! Signa do niej drc rk i trafia na mae
zawinitko w szarym papierze. Szybko chwycia je i schowaa do kieszeni. Zamkna wieko,
odwiesia klucz na miejsce przy drzwiach i wrcia do kuchni.
- Co za bzdura! - prychna Pernille, wpadajc chwil pniej do kuchni. - Jak mona
cokolwiek porzdkowa na ciemnym strychu! Lepiej robi to tutaj!
- Wiesz, e modzi ludzie miewaj rne pomysy -powiedziaa Helene. - Moe tak
robi ludzie w miecie?
Pernille postawia haaliwie kosz peen dziecicych ubranek. Wkrtce przysza Ane, z
nastpnym koszem. Posaa matce pytajce spojrzenie, a ta skina gow. Helene wzia tac
z jedzeniem dla Sary.
- Elizabeth, pjdziesz ze mn i pomoesz mi otworzy drzwi?
Dopiero kiedy drzwi do kuchni zamkny si za nimi, Helene zacza si domaga
wyjanienia. Elizabeth woya rk do kieszeni fartucha i wyja z niej zawinitko.
Delikatnie odwina papier.
- To trutka na szczury - stwierdzia, przygldajc si szarej grudce.
- Trucizna?! Przeraona Helene o mao nie upucia tacy. Elizabeth przytakna.
- Jak tylko si ciemni, pjd nad fiord i zakopi to gdzie gboko.
- wici anieli!
Helene staa i krcia gow z niedowierzaniem.
Elizabeth schowaa paczuszk z powrotem do kieszeni, otworzya drzwi i obie kobiety
weszy do pokoju Sary.
- Jak si dzisiaj czujesz? - spytaa Elizabeth pogodnie. Kobieta umiechna si
szeroko.
- Co ci boli? Sara pokrcia gow. ,
- To dobrze - powiedziaa Elizabeth i poklepaa j po doni. - Pewnie ci si tu duy,
ale musisz by cierpliwa. Koci si zrastaj i na pewno wkrtce odzyskasz gos.
Rzucia okiem na gow kobiety. ysy placek zaczyna zarasta, wiedziaa jednak, e

minie jeszcze kilka miesicy, zanim Sara wrci do dawnego wygldu. No c, do tego czasu
bdzie musiaa jako tuszowa przejciowe niedoskonaoci. Pomylaa, e powinna umy jej
wosy, bo zaczynay juz brzydko pachnie. Postanowia jednak zaczeka z tym, a koci
lepiej si zrosn. Sara jeszcze nie wstawaa z ka i nadal musiaa uywa basenu, w ktry
wyposay je Torstein. Elizabeth westchna ledwo syszalnie i zostawia Helene sam z
rekonwalescentk.
Elizabeth ziewna. Zacza nasuchiwa, czy wszyscy ju poszli spa. Dopiero wtedy
bdzie moga pj nad fiord zakopa trucizn. Piach i woda szybko j rozpuszcz, pomylaa
z ulg.
Helene powiedziaa Linie o strasznym znalezisku. Dziewczyna zrobia wielkie oczy.
Elizabeth widziaa, e jest przeraona, ale i uradowana zarazem.
- Boe, i cay czas miaa t trutk przy sobie! Ju na sam myl o tym przechodz
mnie ciarki -szepna wieczorem przed powrotem do swojej chaty.
- Moe zanocujesz dzi tutaj, eby nie wraca po nocy? - zaproponowaa jej Elizabeth.
- To duga droga -dodaa.
- Nie, dzikuj - rozemiaa si Lina. - Bardziej ni trolli boj si Pernille. Ju miaa
wychodzi, lecz nagle si zatrzymaa.
- A co bdzie, kiedy Pernille odkryje, e trucizna znikna? Nad tym Elizabeth w
ogle si nie zastanawiaa.
- Nie wiem - odpara zgodnie z prawd. - Ale nie wyobraam sobie, eby przysza z
tym do mnie.
- Zapewne nie. Chyba nie spyta: Przepraszam, Elizabeth, ale czy nie widziaa mojej
trutki na szczury?".
Lina zacza chichota i Elizabeth musiaa j uciszy. Potem sama ze miechem
wypchna j za drzwi. Jak tylko jednak Lina wysza, natychmiast spowaniaa. Wiedziaa, e
musi pozby si trucizny, zanim Pernille zacznie jej szuka. Uznaa, e trzeba dziaa szybko.
Posza do sypialni, a gdy upewnia si, e wszyscy pi, wstaa i po cichu zesza na
d. Tam postanowia jeszcze troch poczeka. Usyszaa, jak zegar wybija godzin. W domu
panowaa cakowita cisza. Po chwili otworzya drzwi i wysza na zewntrz. Bya penia, wic
nie potrzebowaa dodatkowego wiata. Posza do komrki, wzia opat i szybkim krokiem
ruszya w stron brzegu. Kiedy dosza do wody, skrcia w prawo. Po jakim czasie dotara do
miejsca, gdzie by piasek. Chwycia opat i zacza kopa. Gdy poczua gliniaste podoe,
wrzucia zawinitko z trucizn i zakopaa d. Na koniec miejsce dobrze udeptaa.
- Teraz jest dobrze - powiedziaa sama do siebie. Wyprostowaa plecy i jkna. Nie

baa si, e zostawia za sob lady; wiedziaa, e woda szybko je zatrze.


Poczua, e marznie, i zacza biec. Wychodzc w popiechu z domu, zostawia
rkawice. Kiedy dotara do szopy na odzie, miaa wraenie, e co w pobliu si poruszyo.
Stana i zacza si rozglda. W tym momencie chmura zasonia ksiyc i okrya szop
cieniem. Czy rzeczywicie kto tam by? Przypomniaa sobie, jak kiedy zobaczya ducha
Laviny, i si przeegnaa. Potem zebraa fady spdnicy i szybkim krokiem ruszya do domu.
Dopiero gdy wlizgna si pod pierzyn i przytulia do siebie Williama, odwaya si
odetchn z ulg. Pocaowaa ma gwk dziecka. Pomylaa, e synek bdzie
niezadowolony, kiedy Kristian wrci, a on znw powdruje do swojego eczka. Teraz
jednak nie zamierzaa si tym martwi. Zamkna oczy i poczua, ze morzy j sen.

Rozdzia 11
W caym domu pachniao niemowlciem. Nad piecem suszyy si dziecice ubranka.
Maria chodzia po pokoju, tulc do siebie swoje malestwo. Od czasu do czasu caowaa
gwk creczki i gadzia jej jedwabiste woski. Czua malekie pistki na swojej szyi. Byy
takie miniaturowe, e zastanawiaa si, jak to w ogle moliwe, e Bg stworzy co tak
cudownie misternego. A skra dziecka bya taka cienka, e przewityway przez ni
niebieskie yki. Moje dziecko, moja maleka creczka", powtarzaa i czua, jak przepenia
j przeogromna rado. Poprzedniego dnia odesaa do domu matk Mathilde.
- Dzikuj za wszystko, co dla nas zrobia. Nie wiem, jak bym sobie bez ciebie
poradzia - powiedziaa, egnajc si z kobiet.
- Ale nie masz mi za co dzikowa. Opiekowanie si takim malestwem to sama
przyjemno. Maria nie moga zrozumie, dlaczego niektre kobiety niemal od razu po
porodzie wracay do pracy. Byo jej wstyd, e sama tak dugo leaa w ku, ale faktycznie
potrzebowaa czasu, eby doj do siebie. Kiedy zwierzya si Pederowi, ten zacz j
pociesza:
- Bya o krok od mierci. Chocia pewnie gdyby musiaa, to te by wstaa i zacza
pracowa. Ale ty nie musiaa, sta nas na sub, dlatego moga doj do siebie.
- Ale Elizabeth...
- Elizabeth jest wyjtkow kobiet - rozemia si Peder. - Co o tym wiem, bo
pamitam j z czasw, kiedy jeszcze mieszkaa tu, w Dalen. Trudno j z kimkolwiek
porwna.
Maria umiechna si, suchajc tej opinii o siostrze. Zreszt Peder mia racj:
Elizabeth rzeczywici^ bya wyjtkowa. Jeli miaa kopoty, zawsze potrafia sobie z nimi
poradzi. Nic nie byo w stanie jej zama.
Matka Mathilde wrcia do domu z kieszeni pen byszczcych monet i torb
wypenion towarami ze sklepu. Peder zaopatrzy j w kaw, cukier i mk. Dostaa te
pikne koronki i materia na now bluzk; cznie tyle, ile zwykle dostawao si za cay rok
pracy. Kobieta nie chciaa przyj tak hojnych darw, ale Peder si upar i nie chcia sucha
jej protestw.
- Bardzo pomoga mojej onie, a to jest dla mnie najwaniejsze. We, prosz,
wszystko i nic nie mw.
Nagle Maria poczua, e krci si jej w gowie, kropelki potu wystpiy na czoo.
Opada na najblisze krzeso i otara pot. Kiedy Torstein ostatnio j bada, powiedzia, e to

normalne po tym wszystkim, co przesz a.


- Pomyl o zmianach, ktre zaszy w twoim ciele. Potrzebujesz czasu, eby w peni
odzyska siy. Maria zamkna oczy i si umiechna. Peder by nadzwyczaj troskliwy. Nosi
wod, my podogi, gotowa Na szczcie nie hodowali zwierzt, ktrych oporzdzenie te
wymagaoby pracy. Mleko, maso i jajka kupowali u okolicznych chopw.
- To nie jest praca dla mczyzny - powiedziaa kie-Nieprawda. A jak sobie radz
mczyni, kiedy wypywaj na poowy?
- Maj kucharza.
- Tak, zwykle jest to mody chopak, kuk, ktry niewiele potrafi. Wcale nie jest
pewne, czy bdzie dobrym kucharzem, ale musi gotowa. Poza tym pamitaj ze wczeniej te
gotowaem. Codziennie. Podog take sam myem i jako mi to nie zaszkodzio.
Peder zawsze potrafi j rozmieszy. Mana schylia gow i ostronie pocaowaa
gwk dziecka. Wci jeszcze nie wrcia do dawnej formy. atwo si mczya, czciej
musiaa odpoczywa, no i czciej w jej oczach pojawiay si zy. Zastanawiaa si, czy to
normalne, czy tak musi by. . Peder dba, eby dobrze si odywiaa. Poprzedniego dnia na
obiad jedli kiebas na gorco, chocia bya to zwyka roda. Peder uzna, e sta ich na to.
Zreszt w domu nigdy nie brakowao dobrych rzeczy. Ani dobrych sw! Peder zawsze by
dla niej miy i o wszystko si troszczy.
Maria wstaa, bo dziecko zaczo si niecierpliwi. Zbliaa si pora karmienia, a
wczeniej trzeba byo przewin malestwo. Woda bya ju podgrzana. Maria nalaa troch
do miski, wyja such pieluszk i czyste ubranko.
- Zaraz mamusia ci przebierze - umiechna si do creczki.
Mamusia", jak to dziwnie brzmi, pomylaa. Dotd zawsze bya Mari. Mama,
mamusia - to byo zupenie co innego.
- Maryjko? Odwrcia si zdziwiona.
- Elizabeth! Wejd szybko, eby nie wleciao zimne powietrze. O, jest i Ane!
Przepraszam, e ci nie zauwayam.
Obie kobiety weszy i zamkny za sob drzwi, po czym od razu podeszy do pieca,
eby si ogrza. Wniosy ze sob do pokoju powiew zimy. Maria szybko przewina dziecko,
zanim zaczo paka.
- Dobrze wygldasz. Zdrowo - stwierdzia Elizabeth. - Gdzie jest matka Mathilde?
- Wrcia do domu. Sama ju sobie radz - powiedziaa Maria z dum.
Chciaa, eby siostra bya z niej zadowolona. Uznaa, e skoro inne kobiety daj sobie
rad, to i ona sprbuje.

- Nabraa kolorw - zauwaya Ane.


Zdja wierzchnie okrycie i pooya je na krzele.
Maria usiada, rozpia bluzk i przyoya dziecko do piersi. Malestwo zaczo
apczywie ssa. Matka jkna.
- Bol ci brodawki? - spytaa Ane.
Maria przytakna.
- Popro Pedera, eby nazbiera na brzegu maych muszelek. wietnie chroni
brodawki. Naprawd. Maria przygldaa si jej uwaanie, jakby chcc si upewni, czy Ane
nie artuje, ale dziewczyna zdawaa si jak najbardziej powana. C, bya akuszerk, pewnie
wie, co mwi.
- Dobrze, poprosz go. Zreszt teraz ju mnie tak nie bol jak na pocztku. Powiedzcie
mi lepiej, co w Dalsrud? Elizabeth wzruszya ramionami.
- Sara jak leaa tak ley, a Pernille... - urwaa i spojrzaa na Ane.
- Co z ni? - zapytaa Maria, wyranie zaciekawiona. Nagle rozlego si pukanie, a po
chwili drzwi si otworzyy i do pokoju wesza Dorte.
- Ale tu goci! Nie przeszkadzam?
- Nie, wejd - zaprosia Maria.
- Nie zostan dugo - zacza si usprawiedliwia Dorte. Policzki kobiety byy rwnie
czerwone jak jej wci jeszcze rude wosy. Maria pomylaa, e mrz musia dzisiaj solidnie
cisn.
- Nawet nie chc tego sysze! - powiedziaa gono. - Posied z nami tak dugo, jak
dugo moesz. Tak rzadko mnie odwiedzasz. Chtnie posucham jakich nowych ploteczek,
ebym potem wieczorami miaa o czym opowiada Pederowi. Dorte si rozemiaa.
- Obawiam si, e w tym wzgldzie nie moesz na mnie liczy. Ale przyniosam ci
prezent. Pooya mae zawinitko na ku i zacza si rozbiera, - My te co dla ciebie
mamy! -przypomniaa sobie Ane i zerwaa si z miejsca. Elizabeth wzia malestwo na rce,
a Maria zacza rozpakowywa prezenty.
Ane uszya dla dziecka liczny kaftanik z koronk.
- O Boe! Maria z zachwytem przygldaa si ubranku.
- Jak ty sobie z tym poradzia? Przecie nienawidzisz robtek. Pamitasz, jak kiedy
postanowia zrobi na drutach obrus? - rozemiaa si Maria. - Wysza ci czworoktna
szmatka.
- Ktra w kocu zostaa kuchenn apk - dokoczya Ane. - Ale od tego czasu duo
si nauczyam. Robi na drutach, szyj.

- I wietnie ci to wychodzi. Bardzo dzikuj!


Nastpnie Maria otworzya drug paczuszk. Elizabeth podarowaa jej malekie
skarpeteczki i czapeczk dla dziecka, zrobione z miciutkiej jagnicej weny.
- Jaki liczny kolor wybraa! - zachwycaa si Maria, gadzc mikk, t wen.
- Dzikuj!
Od Dorte dostaa biay, zapinany na malekie guziczki sweterek dla dziecka, z
piknym wzorem na rkawkach.
- Jak ty to robisz? Ja tak nie potrafi - owiadczya Maria.
Dorte spucia wzrok, zawstydzona pochwa. Bkna, e to nic trudnego, trzeba
tylko mie troch wprawy.
Potem Maria zaparzya kaw, podaa ciasto i czekoladki. Gocie wszystko chwalili.
Zauwayli te, e wszdzie panuje idealny wrcz porzdek, i nie mogli si nadziwi, jak
Maria sobie z tym wszystkim radzi.
- Wikszo prac wykonuje Peder - przyznaa gospodyni.
Rozemiaa si, widzc ich zdziwienie. adna z kobiet jednak nie skomentowaa tego.
Moe i one chtnie przyjyby tak pomoc od swoich mw, pomylaa Maria.
- Wybralicie ju imi dla maej? - spytaa Elizabeth.
- Tak. Kristine.
- Rzeczywicie, wspominaa o tym, kiedy jeszcze bya w ciy. Maria przytakna.
- A ty i Ane bdziecie oczywicie chrzestnymi, skoro byycie przy porodzie.
Natomiast Kristian i Jens zostan ojcami chrzestnymi. Nagle zamilka.
- Chocia pewnie powinnam najpierw porozmawia o tym z Pederem - zastanowia si
gono. - Nie, tak bdzie dobrze, ju postanowiam - dodaa po chwili.
- Te tak myl - popara j Dorte. - Czworo chrzestnych to w sam raz, ani za duo,
ani za mao. Maria zacza opowiada o porodzie i Dorte nareszcie poznaa szczegy tego
dramatycznego wydarzenia.
Szybko jednak wszystkie kobiety skupiy uwag ponownie na malekiej Kristine.
Chrzciny miay si odby w Storvika. Maria wiedziaa, e Elizabeth liczya na to, i
uroczysto odbdzie si w Dalsrud, ale obstawaa przy swoim.
- Jestem dorosa, mam swj dom, wic chrzciny wyprawi u siebie. Z udziaem caej
rodziny. No i was
- dodaa, zwracajc si do Dorte. - Wszyscy z Heimly mog si czu zaproszeni.
Kiedy to powiedziaa, poczua, jak mocno bije jej serce. Tak naprawd wcale tego nie
chciaa, bo jeli zjad si wszyscy, to oczywicie take Olav i Elen. Dorte podzikowaa za

zaproszenie, zapewniajc, e bardzo si cieszy.


- Ale postanowilimy z Pederem poczeka z tym do wiosny - oznajmia Maria. Dokadny termin musz jeszcze uzgodni z Pederem, no i z pastorem. Pewnie bdzie to w
maju.
Kobiety wietnie j rozumiay. Od razu te zaproponoway, e chtnie pomog w
przygotowaniach. Niech Maria nie krpuje si ich prosi.
Maria podzikowaa im serdecznie, lecz zapewnia, e sama sobie poradzi.
Na poegnanie panie ponowiy swoj propozycj.
W pewnym momencie Maria odcigna Ane na bok. Chciaa j o co zapyta, ale na
osobnoci.
- Czy to normalne, e po urodzeniu dziecka kobieta czciej pacze? Przecie powinna
by szczliwa... Boj si, e skocz tak jak Lina, w domu wariatw, a przecie... Ane
chwycia j za rk.
- Nie martw si, Mario. Na pewno wszystko jest w porzdku. To si czsto zdarza.
Kobieta wtedy jest bardziej skora do paczu. Nawet jeli kto mwi jej co miego, to ma
ochot paka. A ty masz si z czego cieszy. Powinna by szczliwa. Maria domylia si,
e Ane chodzi zapewne o Pedera. Musiaa przyzna jej racj.
- Dzikuj - wyszeptaa.
Nic wicej nie bya w stanie powiedzie; gos uwiz jej w gardle.
Kiedy gocie wyszli, wrcia do sypialni i uoya creczk w koysce. Zauwaya, e
ma na bluzce plamy -cieko jej mleko, poza tym Kristine ulao si, kiedy trzymaa j na
rkach. Zdja bluzk, wymya si pachncym mydem i przebraa. Potem stana w oknie i
dugo przygldaa si nienemu krajobrazowi. Gdzie w oddali zobaczya konia cigncego
sanie. Z chrap zwierzcia leciaa para. Niedaleko dzieci bawiy si na niegu; rzucay w siebie
niekami i krzyczay rozradowane. Nagle jedno z nich zrobio unik i nieka trafia w plecy
stojcej obok kobiety, ktra zawoaa co i pogrozia im pici. Dzieci ucieky z wrzaskiem.
Maria si umiechna. Odwrcia si i sprawdzia, czy Kristine pi. Potem wysza po
cichutku z pokoju i posza do kuchni. Chciaa sprawi Pederowi niespodziank i upiec ciasto.
Signa po ksik z przepisami, ktr dostaa od niego na Boe Narodzenie. Nagle
przypomniaa sobie, e Elizabeth zacza co mwi o Pernille, ale nie dokoczya, bo w tym
momencie do pokoju wesza Dor-te. Potem Elizabeth nie wrcia ju do tego tematu. To
chyba nic powanego? Moe opiekunka zachorowaa? Nie, gdyby tak byo, Elizabeth pewnie
powiedziaaby jej co przed odjazdem.
Przesuwaa palcem po spisie treci, szukajc przepisu na ciasto. Moe jakie z

czekolad? Pederowi na pewno bdzie smakowao. Zacza nuci. Bya szczliwa.

Rozdzia 12
Ledwie weszy do domu, Elizabeth od razu si domylia, e co si wydarzyo.
Atmosfera bya napita. Lina i Helene odpowiaday pswkami. Nawet dzieci byy
zadziwiajco spokojne i grzeczne. Elizabeth wzia Williama na rce.
aowaa, e nie zabraa go ze sob. Ale przecie synek by jeszcze may. Nudziby
si, kiedy one siedziay i rozmawiay. Poza tym chciaa, eby Maria poczua, e to ona jest
teraz w centrum zainteresowania.
- Stsknie si za mamusi? - spytaa.
- Nie.
- Naprawd? Nie brakowao ci mamy? Elizabeth zrobia wielkie oczy i poaskotaa
synka po brzuchu,
- Taaak! - zacz piszcze.
Posadzia go sobie na biodrze. Prba przeamania dziwnego milczenia nie powioda
si jednak. Nadal nikt nic nie mwi. Helene posaa jej spojrzenie, ktrego nie potrafia
odczyta.
- Ty szperaa w moim kuferku? - spytaa nagle Pernille bez ogrdek
- Co takiego? Elizabeth potrzebowaa troch czasu, eby si pozbiera.
- Kto szpera w moich rzeczach! Le nie tak, jak powinny. Elizabeth ju chciaa
powiedzie, e szukaa igy albo nitki, ale w ostatniej chwili zmienia zdanie.
- Nie - odpara. - A co, czego ci brakuje?
Nie spuszczaa wzroku z Pernille. Za plecami opiekunki staa Ane. Elizabeth
zauwaya jej rozbawiony wzrok. Pernille musiaa si zorientowa, e co si dzieje, bo nagle
odwrcia si do dziewczyny.
- A moe ty co o tym wiesz?
- Ja? Skde! A zreszt czego miaabym szuka w twoim kuferku? Zacza kasa,
eby si nie rozemia.
Caa Ane, pomylaa Elizabeth. Potrafia by troskliwa i opiekucza, a teraz miechem
rozadowaa napit sytuacj. Jej dobry humor udzieli si take jej.
- To chyba ta mysz, ktr niedawno tu widziaam, buszowaa w twoim kuferku rzucia lekko. Kiedy Elizabeth poprzednim razem prbowaa zajrze do kuferka opiekunki,
upad jej na podog klucz i wtedy powiedziaa Pernille, e wesza do pokoju, bo miaa
wraenie, e grasuje tam mysz. Podniosa gow i spojrzaa hardo na kobiet, ktra wygldaa
jak chmura gradowa. Po chwili Pernille wysza z kuchni.

- Zachowywaa si jak szalona - szepna Helene. -Tarzaa si po pododze, krzyczaa,


grozia nam.
- Jak to: grozia? - zaniepokoia si Elizabeth.
- Mwia, e ten, kto dotyka jej rzeczy, bdzie na zawsze potpiony.
Lina patrzya na nie przeraonym wzrokiem.
- Nawet nie wiesz, jaka bya wcieka - oznajmia, rozgldajc si niepewnie.
- W kocu jednak uznaa, e to nie my, i zacza zaklina nas na wszystko, ebymy
jej powiedziay, kto to by. Ale oczywicie nic jej nie powiedziaymy.
- To dobrze. A teraz ju si tym nie zajmujcie. I nie martwcie si. Pernille wie, e to
byam ja.
- Jak to? - zdziwia si Helene.
- Ju kiedy prbowaam zajrze do jej kuferka. Niewiele brakowao, a przyapaaby
mnie na gorcym uczynku. Powiedziaam jej wtedy, e szukaam myszy.
- Myszy! - parskna Helene. - Nie moga wymyli czego lepszego? Elizabeth
rozemiaa si i napity nastrj pierzchn.
Na kuchni gotoway si ziemniaki i okna w izbie byy zaparowane. Signe wesza na
krzeso i rysowaa co na szybie. William natychmiast skorzysta z okazji i zabra jej zabawki.
- Patrz, pani! Signe zastukaa palcem w szyb, eby zwrci na siebie uwag.
- Tak, narysowaa bardzo adn pani - pochwalia j Lina, zajta nakrywaniem do
stou.
- Nie, tam jest prawdziwa pani! Signe ponownie zastukaa palcem w szyb.
- Tak. Mamusia wszystko widzi. Uwaaj, eby nie spada, Signe.
W tym momencie dziewczynka spostrzega, e William zabra jej zabawki, i
natychmiast zesza z krzesa.
- Mj! - wrzasna, wyrywajc mu z rk drewnianego konika.
- Mj kogucik! - owiadczy William, chowajc za plecami maego drewnianego
kogucika.
- Dzieci! - westchna Elizabeth zrezygnowana.
Po chwili usyszeli pukanie do drzwi i Helene posza otworzy. Elizabeth usyszaa
gosy i wysza do sieni.
- Dzie dobry, Bergette. Przysza odwiedzi Sar? - spytaa, chocia znaa
odpowied.
- Tak, ale pewnie przychodz nie w por? Widz, e siadacie do obiadu. My dzisiaj
zjedlimy wczeniej... Witaj, Ane.

Dziewczyna te usyszaa gosy i wysza do sieni. Nie widziaa si z Bergette od czasu


ich pierwszego spotkania, bo zawsze jako si mijay. Teraz znw stany naprzeciw siebie.
- Ludzie mwi o tobie - powiedziaa Bergette z umiechem. -Tak?
- Ciesz si, e nareszcie, mamy na miejscu akuszerk. I e wreszcie nie trzeba si
ba, e dziecko umrze podczas porodu. Ane si rozemiaa, ale Elizabeth widziaa, e crka
jest dumna z pochway.
- To mio zosta docenionym. Chocia moe si zdarzy, e i ja bd bezradna.
Pewnie wtedy ludzie zmieni zdanie.
- Na pewno ci wtedy wybacz - stwierdzia Bergette stanowczo.
Elizabeth zrozumiaa, e Bergette chce da Ane do zrozumienia, e wybacz jej tak,
jak ona to zrobia. Po wypadku ludzie dugo jeszcze o nim mwili, ale teraz Ane wrcia,
odmieniona, dorosa. I ratowaa ycie innym.
Nagle Elizabeth przypomniaa sobie, e klucz do pokoju Sary ma Helene. Daa go jej,
gdy wyjedaa do Marii.
- Zaczekaj chwil! - rzucia i znikna w kuchni.
- Id na gr i otwrz drzwi do pokoju Sary - szepna przyjacice do ucha. - Nie
chc wtajemnicza Bergette w t histori z Pernille.
Helene skina gow, wytara rce w fartuch i ruszya na gr. Elizabeth za wysza
do Bergette i zapytaa:
- Co z tob i Einarem? Kobieta zarumienia si i spucia gow.
- Nie powinnimy by ze sob tak blisko. Ludzie zaczynaj gada, wic... - urwaa i
zdja rkawiczk z prawej rki.
- Zarczylicie si?! - spyta Elizabeth, szczerze uradowana.
- Tak. Za rok bierzemy lub.
- Gratuluj! Poka! Chwycia jej do i zacza oglda piercionek.
- Jaki adny, taki byszczcy. Przyjacika skina gow i znw si zarumienia, jak
pensjonarka.
- O Einarze syszaam same dobre rzeczy - wtrcia si Ane. - Podobno jest bardzo
miy.
- To prawda - potwierdzia Bergette. Helene zesza wanie z gry i mina je, idc do
kuchni.
- Nie pamitam, kiedy byam taka szczliwa - westchna Bergette.
- Zasuya sobie na troch szczcia - stwierdzia Elizabeth.
- Dzikuj - odpowiedziaa przyjacika i zerkna na schody.

- Id na gr, prosz. - Elizabeth zauwaya jej spojrzenie.


- S jakie zmiany?
- Nie, ale nie tracimy nadziel Musimy po prostu by cierpliwi, jak mwi Torstein. Jest
przekonany, e wkrtce gos jej wrci, a koci si zrosn.
- Tak bardzo bym tego chciaa - westchna Bergette i ruszya na gr.
Pernille siedziaa przy stole i bacznie si wszystkim przygldaa.
Ciekawe, co jej chodzi po gowie, zastanawiaa si Elizabeth. Postanowia nie zwraca
na ni uwagi.
- Wiecie, e Bergette w przyszym roku wychodzi za m? - powiedziaa gono.
- Za Einara? - spytaa Lina, ktra gniota widelcem ziemniaki i ryb dla Signe.
- Tak, nawet ju si zarczyli. Uznali, e powinni, skoro s ze sob tak blisko.
- A co u Marii? - zapytaa Helene.
- Wszystko dobrze. Ju wstaa.
- Ma do pokarmu?
- Chyba nawet wicej ni dosy. Maa adnie ssie. Chc da jej na imi Kristine.
- Bardzo adnie - uznaa Lina.
- A ja bd chrzestn! - zawoaa radonie Ane, wymachujc widelcem.
Rozmowa przy stole toczya si dalej. Gawdzono o ostatnich wydarzeniach i o tym,
co czeka ich w przyszoci. Wiosn crka Mathilde, Sofie, przystpi do konfirmacji. Tak wic
po jednej stronie fiordu bd chrzciny, a po drugiej konfirmacja, pomylaa uszczliwiona
Elizabeth. Na pewno obie uroczystoci nie odbd si w t sam niedziel. Dorte ju
wczeniej proponowaa, eby przyjcie z okazji konfirmacji urzdzi w Heimly, gdzie mona
pomieci wicej goci, ale Mathilde zaleao, by odbyo si u nich, a Sofie j popieraa.
Potem zmieniono temat i zaczto rozmawia o strojach. Lina stwierdzia, e kad
sukienk mona przerobi tak, eby bya jak nowa. Wystarczy doszy nowe mankiety, doda
inny konierzyk czy falbank; czasem naprawd niewiele trzeba. Elizabeth wiedziaa, e Lina
jest zaradna i pracowita. Wczeniej sama te niejednokrotnie przerabiaa swoje nieliczne
ubrania, ale byo to jeszcze wtedy, zanim wysza za Kristiana. Teraz ju nie musiaa tego
robi - miaa wszystko, czego potrzebowaa, a nawet wicej.
Bergette zajrzaa do kuchni, eby poegna si przed wyjciem. Powiedziaa, e Sara
wydaa jej si w nieco lepszej formie i nie bya ju taka blada. Elizabeth wiedziaa, e to
nieprawda, ale nie zaprotestowaa. Zim wszyscy byli bladzi, a ju na pewno Sara, ktra
przecie cay czas leaa w ku.
- Zajrz do zwierzt - oznajmia Lina, kiedy Bergette wysza. - Mam wzi ze sob

take Williama?
- Take? A nie lepiej zostawi ich tu oboje?
- Obiecaam Signe, e zabior j potem na sanki. Elizabeth wzruszya ramionami.
- Rb, co chcesz. Nie pojmuj, skd ty na to wszystko bierzesz siy?
Lina zacza ubiera dzieci, ktre znw byy najlepszymi przyjacimi na wiecie.
Helene wzia paczc Kathink na rce i. owiadczya, e idzie do izby czeladnej.
- Idcie ju, idcie, ebym moga tu spokojnie posprzta - odpara Elizabeth. Nucc,
zacza zbiera naczynia ze stou i wkada je do duej drewnianej miski.
- To cudowne, e w Dalsrud znw s mae dzieci -stwierdzia Ane, nalewajc do miski
raz ciep, raz zimn wod.
- Wnosz wiele radoci do naszego ycia. Ale teraz czekam na wnuki. Ane si
achna.
- Sama masz malekie dziecko, a chcesz, ebym ja ju miaa dzieci? Poza tym mojego
ukochanego tu nie ma.
- A nie odwiedzi nas wkrtce?
- Moe. Ale na pewno nie teraz, zim. Elizabeth cisno si na usta jeszcze wiele
pyta, ale nie chciaa wywiera na crk nacisku. Moe znajomo bya na tyle wiea, e
Ane nie bya jeszcze pewna uczucia? Pogrona w mylach, drgna, gdy nagle rozlego si
pukanie do drzwi.
Ane posza otworzy. Na zewntrz sta may chopiec, cay czerwony na twarzy, z
czapk nacignit na uszy.
- Moja mama rodzi i potrzebna jest akuszerka. Strasznie krzyczy, a przecie mamy tak
nie krzycz, prawda? Kiedy nadepna na gwd i nawet nie zapakaa. Tylko strasznie
leciaa jej krew. Chopiec nie przestawa mwi, nawet kiedy Ane posza po swoj torb i
zacza si ubiera. Zanim drzwi si za nimi zamkny, Elizabeth usyszaa, jak chopiec pyta:
- To prawda, e nie bierzesz adnych pienidzy? Bo, wiesz, my nic nie mamy. Tata
wypyn na poowy. Dopiero jak wrci, bdziemy mogli co ci da. Drzwi si zamkny i
gosy umilky.
Elizabeth zanurzya rce w ciepej wodzie i zacza zmywa. Umiechna si do
siebie na wspomnienie sw chopca. A wic to prawda, co mwia Bergette. Ludzie ju
mwili o Ane. Kobiety najwyraniej zdyy jej zaufa.
Zmya i wytara ostatni talerz. W pewnej chwili dotaro do niej, e od duszego ju
czasu nie widziaa Pernille. Zacza si zastanawia, kiedy opiekunka wysza. Zaraz po
obiedzie? Nie, bya w kuchni, kiedy Lina ubieraa dzieci. A moe jednak jej nie byo? Nie

potrafia sobie przypomnie. Jako przestaa zwraca uwag na Pernille, pewnie bya zajta
czym innym.
Nagle si przerazia. Wybiega do sieni i zacza nasuchiwa. Wszdzie panowaa
cisza. Zajrzaa do salonu i jadalni. Gabinet Kristiana by zamknity na klucz, jak zwykle,
kiedy nie byo go w domu. Klucz miaa przy sobie. Wrcia do sieni i zatrzymaa si przy
schodach. Po chwili jedn rk chwycia si porczy, drug zebraa fady spdnicy i szybkim
krokiem ruszya na gr. Serce bio jej w piersi, kiedy zauwaya, e drzwi do pokoju Sary s
uchylone.
Usyszaa dobiegajcy ze rodka gos Pernille. Kobieta mwia na tyle cicho, e
Elizabeth nie bya w stanie rozrni sw. Powoli otworzya drzwi i zamara. Piastunka staa,
odwrcona do ka plecami. Woya rk do kieszeni fartucha, wycigna z niej kawaek
papieru, rozwina go i wyja niewielk szar grudk. Trutka na szczury! - pomylaa
Elizabeth, patrzc, jak Pernille wkada grudk w kawaek ciasta.
Jej krzyk przeszy powietrze. Elizabeth ruszya w stron opiekunki, a ta podskoczya
przestraszona, nie bardzo wiedzc, co si dzieje. Elizabeth dopada do niej i zaczy si
szamota. W pewnej chwili zdoaa podbi rk Pernille i kawaek ciasta przelecia przez
pokj.
- Ty wstrtna babo! - wysyczaa opiekunka i przecigna paznokciami po jej
policzku. Elizabeth poczua pieczenie. Schylia si, unikajc kolejnego ataku. Nagle
rozwcieczona kobieta chwycia cik, oprawn w srebro szczotk do wosw i zamierzya
si ni z caej siy. Elizabeth jednak zdya podnie rk w gecie obrony. Kiedy pad cios,
jkna z blu, ale udao jej si chwyci Pernille za nadgarstek. Trzymaa j teraz mocno.
- Prbowaa otru Sar! - wycedzia przez zacinite zby. - Morderczyni! Oto, kim
jeste! Morderczyni! - krzyczaa.
Pot la jej si po plecach, bya czerwona na twarzy. Opiekunka wygldaa nie lepiej.
Purpurowa z wysiku, dyszaa ciko.
- Powiedz to lensmanowi!
- eby wiedziaa, e to zrobi!
- Nie masz dowodw! - rozemiaa si Pernille. - Sara nie mwi, a poza tym dom jest
pusty. To bd twoje sowa przeciwko moim. A ja nie zrobiam nic zego. Elizabeth
poluzowaa chwyt. Opiekunka miaa racj.
Ale przecie dowodem moe by ciasto z trucizn! Musi je znale. Nagle zrozumiaa
te, e powinna bya zachowa trutk na szczury, wanie jako dowd. Ale na to byo ju za
pno.

- Mylisz, e nie syszaam, jak ty i Ane siedziaycie w salonie i planowaycie


przeszuka mj kuferek? -spytaa Pernille drwico. Wyswobodzia si z uchwytu Elizabeth.
- Widziaam te, jak posza na brzeg i co zakopaa na play. Nie wiem, jakie nosisz
w sobie tajemnice, ale...
- Zaplanowaa to sobie? - przerwaa jej Elizabeth.
- Zaplanowaam? Jak miesz tak mwi! - oburzya si Pernille i wymaszerowaa z
pokoju. Jednym susem Elizabeth rzucia si na kawaek ciasta z trucizn. Wzia go do rki i
schowaa do kieszeni. Potem podesza do ka Sary i usiada na brzegu. Delikatnie
pogadzia kobiet po wosach.
- Biedactwo - wyszeptaa. - Obiecuj, e nigdy wicej si to nie powtrzy. Moesz
ucisn mi do? Poczua lekki ucisk.
- wietnie. To znaczy, e zaczynasz odzyskiwa siy. Jeszcze troch i bdziesz moga
wrci do domu. Zamilka. Staa i patrzya przed siebie.
- Pernille poniesie kar - odezwaa si nagle. - Obiecuj ci to. A od dzisiaj tylko ja
bd miaa klucz do twojego pokoju. Helene najwyraniej zapomniaa zamkn drzwi po
wyjciu Bergette. Dotkna delikatnie zadrapa na policzku. Rana pieka. Elizabeth
przypomniaa sobie, e ma ma, ktra przyspiesza gojenie. Posmaruje ni zadrapania, a
innym powie, e kot j podrapa.
- Dzikuj... Elizabeth drgna i spojrzaa na Sar.
- Powiedziaa co? - szepna.
- Dzikuj - usyszaa znw. Tym razem zabrzmiao to goniej i wyraniej ni
poprzednio.
- Ty mwisz! Dziki Bogu, Saro, odzyskaa gos! Moesz mwi!
Sara otworzya i zamkna usta kilka razy, ale nie powiedziaa ju nic wicej.
Pokrcia gow. Wydawaa si zrozpaczona i szczliwa zarazem.
- Moe sprawi to szok? - zastanawiaa si Elizabeth. - Jeszcze troch, a znw bdziesz
mwia jak dawniej. Jestem tego pewna! Staa chwil i nasuchiwaa. Potem nachylia si nad
Sar i ciszya gos:
- Nikt nie moe si o tym dowiedzie. Niech to na razie pozostanie midzy nami. Bd
z tob codziennie wiczy, a pewnego dnia zaskoczymy Pernille. Ale dopiero wtedy, kiedy
bdziesz moga opowiedzie swoj histori. Sara pokiwaa energicznie gow. Po jej
policzkach stoczyy si zy.

Rozdzia 13
Elizabeth nie powiedziaa nikomu o tym, co zaszo w pokoju Sary midzy ni i
Pernille. Nie wiedziaa, czy opiekunka odczuwa z tego powodu rado, czy zo. Miaa
nadziej, e stracia nieco pewnoci siebie. Zadrapania na swoim policzku Elizabeth
przypisaa kocim pazurom. Nikt si szczeglnie nie dziwi, bo takie historie czsto si
zdarzaj.
W nocy napisaa list do Kristiana. Waciwie to go dokoczya, bo pisa zacza ju
kilka dni wczeniej. Teraz wrcia do przerwanego wtku. Opisaa mowi wszystko, co si
wydarzyo. Najwicej miejsca powicia Pernille. List zamieni si niemal w pamitnik,
ktremu zawierzaa wszystkie swoje myli.
Zapenia pismem cztery kartki po obu stronach, na koniec podpisaa si i zalakowaa
list. I prawie natychmiast tego poaowaa. Nie powinna obcia Kristiana takimi sprawami,
pewnie ma dosy wasnych kopotw!
W kocu jednak daa list Ane, ktra wybieraa si do sklepu, eby go wysaa.
Elizabeth patrzya za crk, kiedy odjedaa. Przypomniaa sobie ostatnie sowa listu:
Nie martw si o mnie, mj kochany. Radz sobie cakiem niele. Wychodziam cao z
gorszych opresji. Uwaaj na siebie i pozdrw wszystkich. Twoja na zawsze...
Kadego dnia wiczya z Sar, ktra robia szybkie postpy. Nadal jednak mwia
przede wszystkim Elizabeth. Nagromadzio si midzy nimi tyle nieporozumie i
przemilcze; teraz atwiej jej byo mwi o wszystkim, co je dzielio.
- Pernille postanowia si na mnie zemci. Pamitasz, jak si odgraaa? - spytaa
Sar pewnego popoudnia. Chora skina gow i szepna tak".
- Musisz wiedzie, e to nie ja jej powiedziaam o tobie i Kristianie. Sama to
zauwaya* Sara leaa wpatrzona w pierzyn.
- Przepraszam - wyszeptaa. Elizabeth poklepaa j po doni.
- W porzdku, Saro. Zapomnijmy o tym, co byo. Czasem tak jest najlepiej - dodaa.
Kobieta umiechna si z ulg. Elizabeth spojrzaa na ni zdziwiona. Co w twarzy
Sary si zmienio: to umiech tym razem dotar take do jej oczu.
- Dzisiaj przyjeda Torstein - oznajmia. - Niepokoisz si? Sara przytakna.
- Czy inni te wiedz...? - spytaa.
- O tym, e mwisz?

- Tak.
- Nie, nikt nie wie. Baam si ryzykowa. Pamitasz, e postanowiymy nikomu nic
nie mwi -szepna. Chwil pniej usyszay gosy na korytarzu.
- To pewnie doktor - powiedziaa Elizabeth i wstaa, eby wyj mu na spotkanie.
- Co z ni? - spyta Torstein.
- Bez zmian. Gos jej jeszcze nie wrci, ale koci chyba dobrze si zrastaj.
- To dobra wiadomo - odpar i umiechn si pocieszajco.
Kiedy wszed do pokoju, Sara uniosa rk w gecie powitania. Elizabeth upewnia
si, e nikt za nimi nie pody, i zamkna drzwi.
- Dzie dobry - odezwaa si wtedy Sara, umiechajc si szeroko do Torsteina.
Doktor drgn, kompletnie zaskoczony, po czym -zdezorientowany - patrzy to na
Sar, to nas Elizabeth. - Ona...
- Tak, ale nikomu o tym nie mw - powiedziaa Elizabeth, kadc palec na ustach. - To
ma by niespodzianka. - Ach tak, rozumiem - umiechn si Torstein. - To fantastyczne!
Przystawi krzeso do ka i usiad. Torb lekarsk postawi obok na pododze.
- Jakie to uczucie odzyska gos?
- Mie - umiechna si Sara.
Elizabeth zauwaya, e chora uywa niemal wycznie pojedynczych sw. Moe
baa si nadwery gos?
- Powinna mwi jak najwicej - zachca j Torstein. - wicz te, kiedy jeste sama.
Moesz piewa, jeli dziwnie si czujesz, mwic sama do siebie.
- Tak... Sprbuj - zgodzia si Sara sabym gosem.
- Dobrze. A teraz obejrz twoje rce i nogi. Odkry pierzyn i zacz zdejmowa
bandae.
- Sprbuj poruszy nogami.
Sara spenia polecenie. Torstein pomg jej usi. Kobieta patrzya z przeraeniem
na swoje biae nogi.
- Jakie s chude! Torstein si rozemia.
- Dawno ich nie uywaa. Moe sprbujesz wsta? Sara skina gow, ale nie
wydawaa si przekonana, e zdoa to zrobi.
Elizabeth i Torstein chwycili j pod rce i pomogli wsta. Po dugim leeniu w ku
dray jej nogi, caa si trzsa, ale w kocu - przy ich pomocy - zrobia kilka krokw.
- Jakie dziwne uczucie - powiedziaa i umiechna si lekko. W tym momencie drzwi
si otworzyy i do pokoju zajrzaa Pernille.

- Wielkie nieba. Ona chodzi!


Elizabeth bya pewna, e usyszaa zgryliwo w jej gosie. Opiekunka jednak
natychmiast zmienia ton.
- To wspaniale! - rzeka z umiechem. - Moe wkrtce odzyska te gos? Przygldaa
si Torsteinowi uwanie. Elizabeth wstrzymaa oddech.
- To trudno powiedzie - odpar lekarz wymijajco.
- Nie wiem, czy jeszcze w ogle bdzie mwi. Tyle czasu ju mino.
- Naprawd? To straszne! - wykrzykna Pernille, krcc gow. - Ale nie bd wam
duej przeszkadza
- rzucia i wysza.
Sara bya tak zmczona, e caa draa. Ostronie pomogli jej wrci do ka. Opada
na nie z jkiem. Torstein przecign rk po wosach i poprawi koszul.
- Dziwna kobieta - stwierdzi, spogldajc na drzwi. Elizabeth przytakna,
zadowolona z przebiegu rozmowy.
- Zbadasz teraz Sar? - spytaa.
Doktor skin gow i sign do swojej torby. Potem poprosi Sar, eby otworzya
usta. Zajrza jej do garda i przyoy suchawk do piersi. Kiedy skoczy, wyprostowa si i
oznajmi z zadowoleniem:
- Teraz musisz tylko duo wiczy. Sied jak najwicej i codziennie staraj si po
trochu chodzi. Elizabeth na pewno ci pomoe. Lec w ku, opadasz z si. Waciwie to
moesz ju wrci do domu. Poda jej rk na poegnanie. Sara spojrzaa na mego oczami
penymi ez.
- Dzikuj - wyszeptaa.
Torstein poklepa j po doni, umiechn si i zacz schodzi. Elizabeth zamkna
drzwi na klucz i podya za nim.
- Pol po Bergette - powiedziaa.
Poegnaa si z lekarzem i jeszcze raz mu podzikowaa. Posza do kuchni, gdzie ju
czekano na najwiesze wiadomoci.
- Sara zacza troch chodzi, ale gos wci jeszcze jej nie wrci - oznajmia.
Elizabeth ubolewaa, e musi kama, ale wiedziaa, e to konieczne. Nie moga zdradzi
tajemnicy.
- Lino, jed do Bergette i przeka jej wiadomo, ze za godzin moe przyjecha po
Sar. Musimy j troch przygotowa. Pernille - zwrcia si do opiekunki -przynie wod i
zagrzej. Trzeba wykpa Sar. Twarz Pernille zrobia si purpurowa, a jej oczy okrge.

- Mam i po wod?! Jak to sobie...


- A dlaczeg by nie? - przerwaa jej Elizabeth.
- Zostaam zatrudniona jako opiekunka do dzieci, a nie do noszenia wody. Helene nie
moe tego zrobi?
- Helene popilnuje dzieci, a ty pjdziesz po wod. Syszysz, co do ciebie mwi?
Pernille wiedziaa, do czego Elizabeth zmierza. Jeli nie wykona polecenia, zostanie
zwolniona. Elizabeth posza na strych po bali do kpieli. Potem zajrzaa do pokoju Sary,
zapowiadajc, e czeka j kpiel. Obiecaa jej te da kawaek swojego pachncego myda.
- Bardzo ci dzikuj - rozpromienia si Sara. - Ju nie mog si doczeka.
A ja nie mog si doczeka widoku Pernille, nioscej cikie wiadra wody, pomylaa
Elizabeth. Sara siedziaa na krzele, z rkami zoonymi na kolanach. W ciepym wietle
lampy jej rude wosy, splecione w opadajcy na pier gruby warkocz, lniy jak mied.
Elizabeth chodzia niespokojnie po pokoju.
- Czemu jeszcze jej nie ma? - mruczaa pod nosem.
Nie moga si doczeka Bergette, ale te baa si tego spotkania. Byo wiele spraw, o
ktrych przyjacika nie wiedziaa. Jak na to wszystko zareaguje? - zastanawiaa si
Elizabeth.
Nagle usyszaa gosy w korytarzu. Zatrzymaa si i nerwowo poprawia ubranie.
Usyszaa kroki za drzwiami i otworzya je szeroko.
- Podobno ju chodzisz? - zawoaa od drzwi rozpromieniona Bergette. - Jak licznie
wygldasz, Saro. Braa kpiel? - dopytywaa si. Elizabeth potwierdzia skinieniem gowy.
- Po tak dugiej chorobie kpiel bya nieodzowna. Zapado milczenie.
- Posuchaj, Bergette - odezwaa si w kocu Elizabeth. - Jest co, o czym dotd ci nie
mwilimy. By moe nie powinnimy tego przed tob zataja, ale... Bergette zamkna drzwi
i patrzya na ni ze zmarszczonym czoem.
- Bo widzisz... rzecz w tym, e przypuszczalnie to Pernille przecia rzemie sioda,
eby spowodowa wypadek Sary. - Co takiego?! Bergette zblada. Spojrzaa na Sar, a ta
przytakna.
- Z Pernille co jest nie w porzdku. Z jakiego powodu uwzia si na Sar.
Niedawno prbowaa j otru, a jeszcze wczeniej chciaa j udusi poduszk. Bergette
zachwiaa si i musiaa przytrzyma si futryny, eby nie upa.
- Co ja sysz? Prbowaa zabi Sar?! I mc mi nie powiedziaa?
- To duga historia - zacza si tumaczy Elizabeth. - Pilnowaam, eby drzwi do
pokoju Sary zawsze byy zamknite na klucz. Wystarczy jednak moment nieuwagi, eby

ktrego dnia Pernille udao si wej do rodka. Elizabeth przemilczaa fakt, e to Helene
wychodzc od Sary, zapomniaa zamkn drzwi na klucz.
- I po tym wszystkim zostawia j sam w pokoju. Poaman, bez moliwoci
wezwania pomocy?
- Sara odzyskaa gos - oznajmia Elizabeth.
- Gdyby co takiego si powtrzyo... - cigna zdenerwowana Bergette. Nagle
urwaa i zamilka.
- Co takiego? Ona mwi?! Odwrcia si do Sary.
- Odzyskaa gos? - zapytaa szeptem.
- Tak, znw mwi.
- Wielkie nieba! Wic jednak Bg mnie wysucha. Elizabeth wysza z pokoju,
zostawiajc je same. Na pewno miay sobie wiele do powiedzenia. Ta chwila naleaa do
nich.
Kiedy nieco pniej Bergette wyjechaa, zabierajc ze sob Sar, Elizabeth staa
jeszcze dusz chwil na schodach i machaa im na poegnanie. Mimo wszystko smutno jej
byo rozstawa si z Sar.
- Odjechay - powiedziaa, wchodzc do kuchni. Staraa si nie zwraca uwagi na
Pernille, ktra, niczym furia, siedziaa przy kocu stou.
- Ane, masz ochot pojecha ze mn do sklepu?
- Bd gotowa za dwie minuty! - zawoaa crka i odoya robtk.
- Kto ma jakie zamwienia? - rzucia Elizabeth, sznurujc buty. Helene i Lina
pokrciy przeczco gowami.
- Jeli co wpadnie mi w oko, to wam kupi. A tobie przywieziemy co sodkiego zwrcia si do Williama. - Tylko musisz by grzeczny. Chopiec pokiwa gwk. Wycign
rczk i pokaza jej kilka muszelek.
- Kogucik, krowa i winka - oznajmi. W drzwiach stana Ane.
- Jestem gotowa, moemy jecha - owiadczya. Kiedy wsiady do bryczki i ko
ruszy, zerkna na matk. -Jeste taka milczca. Przykro ci, e Sara wyjechaa?
- Nie. Elizabeth odwrcia si i spojrzaa przez rami, jakby si baa, e kto moe je
usysze.
- Posuchaj, kochanie. Sara odzyskaa gos.
- Tak? Kiedy?
- Jaki czas temu.
- Ale... Dlaczego nic mi nie powiedziaa? - spytaa z wyrzutem w gosie.

- Uznaam, e lepiej zaczeka. Patrz! - wskazaa nagle rk przed siebie. - Sara i


Bergette czekaj na nas. Nie jedziemy do sklepu, tylko do lensmana. Tak postanowiymy z
Bergette.
Rka Elizabeth draa, kiedy pukaa do drzwi lensmana. Usyszaa czyj gos, jakie
kroki i drzwi si otworzyy.
- Widz, e mamy goci - powiedziaa ona lensmana. Cofna si i zaprosia kobiety
do rodka.
- Lensman jest w domu? - spytaa Elizabeth oficjalnym tonem. -Tak, jest u siebie w
gabinecie.
- Dzikuj. Musimy z nim porozmawia. Natychmiast. Wymina kobiet, ktra
przygldaa si jej zaintrygowana, i ruszya w stron gabinetu.
- Co si stao? Lensmanowa nie dawaa za wygran.
- Ma petentw? - dopytywaa si Elizabeth.
- Nie, jest sam.
- To dobrze.
Daa znak pozostaym kobietom i wszystkie trzy ruszyy za ni.
Lensman nie sprawia wraenia szczeglnie zdziwionego, kiedy cztery panie
wkroczyy do jego gabinetu. Odchyli si w krzele i gadzi swoj siw brod.
- W czym mog wam pomc? - spyta po chwili. Elizabeth zerkna na swoje
towarzyszki i zacza opowiada ca histori od pocztku, skupiajc si na ostatnich
wydarzeniach.
- Sara i Ane mog potwierdzi moje sowa - zakoczya opowie. Lensman przez
cay czas sucha jej w milczeniu. Teraz pochyli si i ciko westchn.
- Waciwie si tego spodziewaem.
- Jak to?! - spytaa wzburzona Bergette.
- Pernille jest przyrodni siostr mojej ony. A ona jej nie ufa. Jest przekonana, e to
Pernille, jeszcze jako dziecko, otrua swojego ojca.
- Nie powinna wic w ogle by na wolnoci!
- To stao si dawno temu, no i nie byo adnych dowodw, jedynie podejrzenia mojej
ony, ktra te wtedy bya dzieckiem. Chocia przyznaj, e take pniej Pernille
zachowywaa si dziwnie.
Lensman zamyli si chwil, po czym wsta i poprosi Elizabeth o pisemne
zgoszenie.
- Wyl ludzi do Dalsrud, eby j zabrali. Pisemne zgoszenie", pomylaa Elizabeth.

Jakie to proste! aowaa, e nie zgosia si do lensmana wczeniej. Sara moga przecie
podpisa takie zgoszenie. Westchna. e te nie przyszo jej to do gowy!
- Co si teraz stanie z Pernille? - spytaa nagle Ane. Elizabeth pokrcia gow
bezradnie.
- Nie wiem, ale... - urwaa, bo do gabinetu wesza ona lensmana. - Chod, musimy i
- zwrcia si do Ane.
Bergette i Sara poegnay si i pojechay do siebie. Bergette nadal bya wstrznita
obrotem sprawy. Lensman poinformowa je, e kiedy zgoszenie bdzie gotowe, bd musiay
stawi si ponownie, eby zoy swoje podpisy. Elizabeth zastanawiaa si, co zrobi
lensman. No i jak zareaguje Pernille? A co z dziemi? Nie chciaa, eby byy wiadkami tego
przykrego wydarzenia, tym bardziej e lubiy swoj opiekunk. aowaa, e nie uprzedzia
ani Helene, ani Liny o swoich zamiarach. Kiedy zajechali przed dom, w oknie kuchni
pojawiy si zaciekawione twarze. Szybko przywizaa konia.
- Zabierz dzieci - zwrcia si do Ane. - Nie chc, eby przy tym byy.
- Mylisz, e bdzie si opieraa?
- Nie wiem. W tym momencie nadjecha lensman.
- Jest w rodku? - spyta.
Elizabeth skina gow i posza przodem.
Lina i Helene spojrzay na nich zdziwione. Ane mina je, wzia za rce Signe i
Williama i szybko wyprowadzia ich z kuchni, obiecujc im po kawaku cukru. Kathinki nie
byo w kuchni, pewnie spaa.
- Gdzie jest Pernille? - zapytaa Elizabeth.
- Pooya si. Podobno bol j plecy od noszenia wody - powiedziaa Lina. Elizabeth
wskazaa palcem izb opiekunki.
Lensman szybkim krokiem podszed do drzwi i razem z dwoma pomocnikami
otworzy drzwi. Elizabeth syszaa jego gos jak przez mg.
- Pernille, jeste aresztowana za usiowanie morderstwa. Nagle wszystko wydao jej
si takie nierealne.
Pernille zacza krzycze i przeklina, ale mczyni chwycili j pod rce i niemal
wynieli z izby. Tga kobieta opieraa si i wia jak w. Wosy miaa w nieadzie, twarz
prawie purpurow.
- Poaujesz tego! - wysyczaa przez zby, mijajc Elizabeth. Mczyni szybko
pocignli j za sob. Pernille szalaa.
- Nikomu nic nie zrobiam! To s tylko jej sowa przeciwko moim! ebycie si

wszyscy w piekle smayli! Jej gos odbija si echem po dziedzicu.


- Ona nie ma na sobie nic ciepego! - zawoaa Lina i chwycia lec na krzele
chust.
Pobiega za Pernille i chciaa poda jej okrycie, ale kobieta zamachna si na ni,
chcc j uderzy. W kocu mczyznom udao si wsadzi j do bryczki. Lensman zaj
miejsce obok wonicy, pomocnicy usiedli z tyu, przytrzymujc Pernille. Elizabeth schylia
gow i zoya donie.
- Panie, miej w swojej opiece Pernille, gdziekolwiek trafi - modlia si cicho drcymi
wargami.

Rozdzia 14
Elizabeth rozwieszaa pranie. Opucia rce i odwrcia twarz do nieba. Dziedziniec
owietlao blade soce, ktrego promienie odbijay si od powierzchni fiordu.
Po aresztowaniu Pernille w Dalsrud zapanowa spokj. Wszyscy odetchnli z ulg.
Nie trzeba ju byo cigle oglda si za siebie, sprawdzajc, czy kto si nie skrada i nie
podsuchuje.
Sara te opucia Dalen. Wyjechaa do Bodo. Bergette zjawia si ktrego dnia, eby
przekaza od niej wiadomo. Elizabeth pomylaa, e kobieta pewnie wstydzia si napisa
list, ale mio, e przynajmniej przesaa informacj przez Bergette. Sara przepraszaa za
zamieszanie, ktrego staa si przyczyn, i dzikowaa za okazan jej pomoc. Zapewniaa, e
gdyby ktokolwiek z nich kiedykolwiek take potrzebowa pomocy, zawsze moe na ni
liczy. Wyraaa te nadziej, e Elizabeth jej wybaczya. Ze swojej strony obiecywaa zrobi
wszystko, eby wynagrodzi wyrzdzon jej krzywd. Elizabeth podzikowaa i poprosia,
eby Bergette przekazaa Sarze, e caa sprawa posza ju w zapomnienie.
Maria w kocu te dowiedziaa si o wszystkim. Bya zdziwiona, e tak dramatyczne
wydarzenia rozegray si w Dalsrud, i cieszya si, e wszystko dobrze si skoczyo.
Po kilku dniach przyjecha lensman i powiadomi ich, e Pernille zostaa odesana do
wizienia. Elizabeth odetchna z ulg. Dopiero teraz poczua si bezpieczna. Nadal jednak
nie potrafia o tym zapomnie.
Zdarzao si, e budzia si w nocy z wraeniem, e Pernille stoi obok jej ka albo e
czai si gdzie w ciemnym kcie i czeka na ni. Wiedziaa, e to tylko przywidzenia, ale
mczyo j to i troch niepokoio.
Schylia si po ostatnie przecierado i powiesia je na sznurze. Lekka bryza delikatnie
targaa rozwieszonym praniem. Nagle William powiedzia co, czego nie zrozumiaa, wic
poprosia go, eby powtrzy.
- Patrz, d! - wysepleni malec, pokazujc palcem. - Tata? - spyta.
Elizabeth przesonia oczy domi. Rzeczywicie. Daleko na morzu wida byo d.
Mczyni wracali! Zoya rce i przyoya do ust.
- Mczyni wracaj! Pospieszcie si! - zawoaa w stron uchylonego okna.
Podniosa Williama, posadzia go sobie na biodrze i ruszya biegiem na d do fiordu.
- Tata wraca do domu! - miaa si. - I Jens, i Lars, wszyscy wracaj!
Przypomniaa sobie dzie sprzed wielu, wielu lat, kiedy to rwnie radonie biega na
brzeg z ma Mari u boku. Wtedy jednak Jens nie wrci. Odsuna od siebie ze myli.

Zdya ju zauway, e tym razem wrcili wszyscy.


Pozostae kobiety take pobiegy nad wod, wic kiedy d przybijaa do brzegu,
mczyzn oczekiwa komitet powitalny, skadajcy si z czterech kobiet i trjki dzieci.
Elizabeth trzymaa Williama na rku, ale postawia go na ziemi, gdy tylko Kristian
zszed na ld. Zobaczy j i ruszy ku niej. Obj j mocno swoimi silnymi ramionami, a ona
tulia si do niego, chonc znajomy jej zapach mczyzny i morza. Dopiero teraz zdaa sobie
spraw z tego, jak bardzo go jej brakowao.
-Jest i mj may mczyzna! - rozemia si Kristian. - Jak ty urose!
- Jestem taaaki duy - odpar synek, podnoszc rce do gry i zapominajc, e jeszcze
przed chwil troch si wstydzi.
Kristian zrobi wielkie oczy, a chopiec rozemia si zachwycony.
Elizabeth przywitaa si z pozostaymi mczyznami. Jens przytrzyma jej do nieco
duej, ni wypadao. Musiaa oswobodzi si z jego uchwytu. Na szczcie Lina niczego nie
zauwaya. Jej twarz promieniaa szczciem.
Ane trzymaa si nieco z tyu, teraz jednak zrobia krok do przodu. Pierwszy zauway
j Kristian.
- Dobrze, e w kocu zmdrzaa i wrcia do nas - powiedzia i wzi j w ramiona. Nawet nie masz pojcia, jak si z tego ucieszylimy.
Ane nie bya w stanie nic odrzec. Elizabeth zauwaya, e crka gono przeyka lin.
Po chwili bya ju w objciach Jensa.
- Dziecko moje - mrucza pod nosem, gadzc jej wosy.
Elizabeth zerkna na Kristiana, ktry, zajty Williamem, nie zwraca na nikogo
uwagi. Synek domaga si, eby ojciec wzi go na barana i zanis do domu.
- A co z Pernille? - zapyta Lars.
- Lensman przyjecha i j zabra. Trafia do wizienia. Prbowaa otru Sar trutk na
szczury.
- Co takiego?! I jak si to skoczyo? - wczy si Kristian.
- Na szczcie w por si zorientowaam. Wkrtce potem Sara wyzdrowiaa i wrcia
do Bodo.
- Moe pjdziemy do domu, zanim tu zamarzniemy - zaproponowaa Lina. - Potem im
o wszystkim opowiemy.
Jens si rozemia i pooy rk na jej ramieniu.
- Chodmy. Musz si wykpa. Czujesz ten zapach mczyzny po czterech
miesicach bez myda? -spyta z umiechem.

Obj Lin w pasie i razem ruszyli do domu.


Elizabeth poczua ukucie zazdroci w sercu i zrobio jej si wstyd. Podesza do
Kristiana i chwycia go za rk.
Po powrocie do domu rozpalono ogie i zaczto gotowa wod na kpiel. Lars i Jens
myli si w pralni, Kristian w balii na strychu. Poszed tam ju jaki czas temu i zdawa si nie
spieszy. W kocu Elizabeth postanowia i na gr i sprawdzi, co si dzieje.
- Jeste gotowy? - spytaa przez uchylone drzwi.
- Tak, nawet ubrany.
Wesza i poczua, e si czerwieni. Przed ni sta Kristian, jak go Bg stworzy. Mia
mokre wosy, woda spywaa po jego piersi. W sabym wietle krople dray i poyskiway.
- Okamae mnie - powiedziaa, wchodzc.
- Troch tylko ci oszukaem. To chyba nic strasznego?
Nie odpowiedziaa. Podesza do komody i wyja czyst bielizn. Syszaa, e
podchodzi do niej, a jednak si wzdrygna, kiedy pooy rce na jej ramionach i pocaowa
j w kark. Pachnia mydem. Tak dawno nie czua go przy sobie...
- Tsknia za mn? - spyta i zacz rozpina jej bluzk.
- Tak - odpara, tulc si do niego. - Tskniam za tob.
- Bardzo? Jego rka szukaa jej pod warstw ubra; dotkn palcami jej piersi.
- Bardzo - jkna i zacza gadzi jego uda. Kristian odwrci j do siebie i
przyglda si jej uwanie.
- Patrz na mnie - poprosi cicho. - Cay czas. Elizabeth poczua, e podciga jej
spdnic.
- Nie wolno nam... - zacza, ale on przerwa jej pocaunkiem.
Podnis j i poczua, e w ni wchodzi. Zarzucia mu rce na szyj i obja mocno
nogami. Wszystko odbyo si szybko i gwatownie, potem jeszcze dusz chwil trwaa w
jego objciach.
- Zwariowae na punkcie tego mojego patrzenia na ciebie - wyszeptaa, tulc si do
jego piersi. - W ogle jeste szalony.
- I nawzajem - odpar ze miechem. Elizabeth wyswobodzia si z jego ramion.
- Doprowadmy si do porzdku i zejdmy do reszty. Opowiem wam wszystko o
Pernille. Ju chciaa wyj, ale Kristian j przytrzyma.
- Przepraszam - powiedzia powanie.
- Za co?
- Za to, e nie zaatwiem sprawy z Pernille przed wypyniciem na owiska.

- Nie wierzye, e w razie czego dam sobie rad sama? - spytaa i mrugna do niego
porozumiewawczo. Kristian znw si umiechn.
- Co do tego ani przez chwil nie miaem adnych wtpliwoci, ale to mnie nie
usprawiedliwia.
- Bzdura. Ubierz si i chodmy. Zaraz wszystkiego si dowiesz. Poza tym jest jeszcze
co, o czym chciaabym z tob pomwi.
I zaproponowaa, eby pod koniec czerwca wszyscy wybrali si w odwiedziny do
Kabelvaag, na doroczny jarmark.
- No i co ty na to? - spytaa. Kristian podrapa si za uchem.
- Pomys jest dobry. Zobaczymy, ilu znajdzie si chtnych. Elizabeth posaa mu
pocaunek i szybko zbiega po schodach.
Resztki niegu szybko topniay w wiosennym socu. Tylko na zacienionych zboczach
leay jeszcze biae aty. Na drzewach pokazay si ju pierwsze pki, a w rowach ci si
tranek grski. Maria otulia kocem ma Kristine, zamkna oczy i grzaa si w ciepych
promieniach wiosennego soca. Chrzciny byy nadzwyczaj udane, na pewno zapamita je do
koca ycia. Kiedy pastor pola wicon wod gwk jej creczki, poczua, e przeszed j
dreszcz, a serce zaczo bi mocniej. Caa uroczysto bya bardzo podniosa i pikna,
promienie soca paday na bia sukienk Kristine - t, w ktrej przed laty ona sama bya
chrzczona.
Kiedy potem wszyscy wyszli na zewntrz, Maria poszukaa wzrokiem Olava. Miaa
nadziej, e wrd goci nie ma ani jego, ani Elen. Ich widok byby dla niej bolesny.
Wiedziaa przecie, e nigdy nie bdzie z nim razem, e on nigdy nie bdzie jej. I e nigdy nie
dowie si, e ma crk Kristine. Zobaczya, e Peder si do niej umiecha.
- Pikna ceremonia.
Skina gow. Poprzedniej nocy posza spa pno. Musiaa dopilnowa, eby
wszystko byo przygotowane, jak naley. Na stoach leay biae, krochmalone obrusy,
spiarnia bya pena ciast i rnych smakoykw. W kuchni trway ostatnie przygotowania do
uroczystego obiadu. Peder osobicie ugotowa ros, a Maria upieka ciasta.
- Nie zauwayem w kociele ani Olava, ani Elen -odezwa si nagle Peder. Maria
drgna.
- Co ty mwisz? Nawet nie zwrciam na to uwagi - skamaa, silc si na obojtno.
- Nie zaprosia ich?
- Powiedziaam, e wszyscy z Heimly bd mile widziani. Moe po prostu nie mogli
przyjecha.

- Szkoda.
- Dlaczego tak mwisz?
- Bo wiem, e bardzo lubisz Olava.
- Tak?
- To naturalne, przecie dorastalicie razem, jestecie niemal jak rodzestwo - odpar.
Umiechn si do niej ciepo. Po raz kolejny Maria pomylaa, e bardzo lubi Pedera.
Ale nic wicej. Nie kochaa go tak, jak ona powinna kocha ma.
Nie skomentowaa jego ostatniego zdania, bo wanie podjechali pod dom, a zaraz za
nimi reszta goci. Oporzdzono konie i ludzie zaczli gromadzi si w salonie. Pokj szybko
si wypeni i Maria poaowaa; e nie przyja propozycji Elizabeth i nie przeniosa
przyjcia do Dalsrud, gdzie wszyscy swobodnie by si pomiecili. Peder jednak zdawa si
niczym nie przejmowa i po chwili jego spokj udzieli si take jej.
- Jestecie!
Usyszaa radosny gos Pedera, odwrcia si i zobaczya Olava. Poczua ukucie w
piersi, ale musiaa przyzna, e si cieszy. Chocia jej rado nie bya wolna od smutku.
Skina gow jemu i Elen. Syszaa, jak tumacz si Pederowi z nieobecnoci w kociele. Na
szczcie musiaa i na gr przewin i nakarmi creczk, skorzystaa wic z okazji i
szybko wysza. Zdja maej sukienk, usiada na krzele i przystawia dziecko do piersi.
Z dou dochodzi j gwar gosw, syszaa odsuwanie krzese i stukot k po bruku,
gdy nadjechali kolejni spnieni gocie. Dzieci woay co, bawiy si i nagle zapada cisza.
Rozlego si pukanie do drzwi i do pokoju zajrza Peder.
- Mog? - spyta szeptem. Maria skina gow i pooya creczk do koyski.
- Olav i Elen chc si z tob przywita.
- Zaraz zejd - odpowiedziaa, zapinajc bluzk.
Zerkna na wiszce na cianie lustro. Miaa zarowione policzki, jej due oczy
byszczay. Po porodzie zdya ju sporo schudn, w pasie bya chyba nawet wsza ni
przed ci. A jej wosy byy rwnie gste i byszczce jak dawniej. Pochylia si nad
koysk. Creczka skrzywia si, jej buzia zrobia si psowa i nagle zacza paka.
- Nie jeste zmczona? Maria wyja dziecko z koyski i wzia je na rce.
- No to zejdziemy razem do goci. Pocaowaa gwk malestwa i wysza z sypialni.
Elen staa i rozmawiaa z Elizabeth. Kiedy zobaczya Mari, natychmiast do niej podesza.
- Przepraszam za spnienie - zacza si usprawiedliwia, wyranie zmieszana. Niestety, nie moemy te dugo zosta, bo mj ojciec ma dzisiaj okrge urodziny. Jeli nie
przyjdziemy, gotw mnie wydziedziczy - rozemiaa si, eby zaznaczy, e oczywicie

artuje.
- Doskonale to rozumiem - zapewnia j Maria. Nie bardzo wiedziaa, czy jest
zadowolona z takiego obrotu sprawy, czy nie. Waciwie powinna si cieszy; przebywanie w
jednym pomieszczeniu z Olavem byo dla niej trudne, z drugiej strony cieszya si, e go
widzi.
- Mog j potrzyma? - spytaa Elen, wycigajc rce. Maria niechtnie podaa jej
creczk. Zerkna na Olava, ktry dotd cay czas milcza, pozwalajc mwi onie. Teraz
przyglda si dziecku. Z du uwag, stwierdzia Maria. Czyby szuka ladw jakiego
podobiestwa? Wstrzymaa oddech, zastanawiajc si, czy rzeczywicie tak byo.
- Jest podobna do ciebie - orzeka Elen. Pogadzia Kristine po policzku i przecigna
delikatnie palcem po nosku malestwa.
- Wszystkie mae dzieci s do siebie podobne. Dopiero potem si zmieniaj skomentowaa Maria.
- To prawda - przyznaa Elen i oddaa dziecko matce. - Musimy ju jecha. Nie
moemy zjawi si za pno.
- Dzikuj, e w ogle wpadlicie - powiedziaa Maria. Baa si spojrze na 01ava,
eby przypadkiem czym si nie zdradzi.
- Nie masz nam za co dzikowa - zapewniaa Elen. -Prezent zostawilimy na stoliku dodaa. - Olav sam go wybra.
- Na pewno wkrtce nadarzy si okazja, ebym moga wam podzikowa - odrzeka
Maria. Gdy tylko gocie si poegnali i wyszli, podesza do stolika i wzia do rki mae
pudeeczko - prezent od Olava i Elen. Otworzya je delikatnie i wyja malekie zote
serduszko, dokadnie takie samo, jak to, ktre dostaa od Olava na Boe Narodzenie, tylko
mniejsze.
Czyby Olav czego si domyla? Nie, to niemoliwe. Mg wprawdzie co
podejrzewa, ale pewnoci nie mia.
- Tylko tobie kiedy powiem prawd - szepna Maria, gadzc gwk creczki. - Gdy
nadejdzie waciwa pora - dodaa.

Rozdzia 15
W dniu wyjazdu do Kabelvaag na bezchmurnym niebie wiecio soce. Elizabeth
siedziaa w odzi i przygldaa si czarnej toni. Ruchy wiose mciy spokojn tafl fiordu, od
czasu do czasu krople wody paday jej na twarz. Smakoway sol. wiee morskie powietrze
dziaao orzewiajco.
Pomylaa o Williamie i poczua, e ju za nim tskni. Zosta w domu z Ane i z
pewnoci nie dziaa mu si adna krzywda, wrcz przeciwnie. Nawet nie protestowa, kiedy
wyjedaa. Gdyby zabraa ze sob synka, byoby to mczce i dla niej, i dla dziecka. Poza
tym nie bdzie jej dwa, gra trzy dni.
Ane nie miaa ochoty popyn z nimi. W Christianii i w Bergen widziaa wiksze
jarmarki, chtnie wic zgodzia si zosta w domu i zaj dziemi - nie tylko Williamem, ale
take Signe i Kathink.
Miaa jedynie nadziej, e nie wezw jej nagle do porodu. Wtedy musiaaby zabra
ca trjk ze sob, artowaa.
Maria poprosia Dorte, eby zaopiekowaa si ma Kristine. Wszystko ukadao si
pomylnie.
- Ju niedugo - oznajmia Lina, wycigajc szyj. -Syszysz muzyk?
Elizabeth zacza nasuchiwa. Rzeczywicie, z brzegu dochodziy odgosy rnych
instrumentw, miechy, gwar. Czua narastajce podniecenie. Wiele razy wyobraaa sobie
jarmark w Kabelvaag, a teraz zobaczy wszystko na wasne oczy!
Zbliali si do brzegu, widzieli ju cumujce obok siebie odzie. Jens wyjani, e
zjechao duo osb, z Salten, z Rana i z rnych innych miejsc. Wielu przyjechao kupi bd
sprzeda d. Na brzegu rozoyli si ju handlarze drewnem i materiaami budowlanymi.
Kristian uj on za rk i pomg jej zej na ld. Dopiero potem wrci po kuferek,
w ktrym mieli jedzenie na podr i rne inne potrzebne rzeczy.
- Moemy nie go razem - zaproponowaa Elizabeth i zapaa za uchwyt. Kristian
skin gow i ruszyli. Plac targowy by wypeniony namiotami. Stragany osonito szarym
ptnem eglarskim. Elizabeth staraa si wszystko chon, w kocu uznaa, e to
niemoliwe.
- Helene i Lars, pjdziecie z nami - zarzdzia Lina. -Najpierw zajrzymy do mamy, a
potem poka wam, gdzie bdziecie mieszka. Wy te - rzucia do Marii i Pedera.
Lina zaatwia im noclegi u swoich znajomych. Wszyscy byli jej bardzo wdziczni, ale
nie chcieli, eby goszczono ich za darmo; uparli si zapaci gospodarzom za kopot.

- A dla was wynajlimy bardzo wygodn szop na nabrzeu - powiedzia Jens i


poprowadzi Elizabeth oraz Kristiana wrd tumu ludzi.
Podali za nim krok w krok, eby nie zgubi si w cibie. Po drodze spotkali
brodatego mczyzn; Jens zatrzyma si na chwil i wzi od niego klucz. Mczyni
wymienili kilka zda i si poegnali. Jens, Elizabeth i Kristian ruszyli dalej wzdu dugiego
cigu rybackich szop.
- Tu bdziecie mieszka. Matka Liny wszystko ju naszykowaa.
W rodku uderzy Elizabeth zapach szarego myda. Rozejrzaa si dokoa. Czy to tutaj
mieszka Jens w czasie, kiedy nie pamita, kim jest? Moe spa na ku, ktre teraz posano
dla nich, i jad przy tym maym stoliczku pod oknem, zastanawiaa si.
- Kiedy tutaj mieszkaem - odezwa si Jens, jakby czytajc w jej mylach.
Kristian milcza, atmosfera bya napita. Czyby by zazdrosny? Elizabeth postawia
kuferek na pododze i przesza si po izbie.
- Na pewno bdzie nam si tu dobrze spao - stwierdzia. Jens zdawa si nieco
nieobecny, miejsce na pewno przywoywao w jego pamici wiele wspomnie.
- Pjdziecie od razu ze mn, czy chcecie najpierw troch odpocz?
- Odpocz? - achn si Kristian. - Nie przyjechalimy tu, eby odpoczywa, tylko
eby co przey, zobaczy.
Elizabeth chwycia jego do, a on j ucisn i umiechn si do niej. Najwyraniej
przypyw zazdroci ju min.
- Dokd pjdziemy najpierw? - spytaa. Kristian wzruszy ramionami i mocniej uj jej
rk.
- Nie wiem. Na pewno nie wolno nam si zgubi w tym toku. Tu jest co najmniej
kilkaset osb -powiedzia, przekrzykujc stojcego obok kataryniarza.
- Spjrz, Kristian, syszysz t pikn muzyk? -Co?
- Pytam, czy syszysz t pikn muzyk?
- Nie sysz, co mwisz. Muzyka jest za gona.
Elizabeth si rozemiaa i uszczypna go w bok; zrozumiaa, e artuje sobie z niej. A
on si umiechn i znw mocno cisn jej do. Jaki czas spacerowali midzy straganami,
chonc dziwn mieszank zapachw: gliny, kawy, kruchych ciasteczek, herbaty. Kupcy
gono zachwalali swoje towary. - Towar prima sort. Pikne noe, najlepszej jakoci! krzycza jeden ze straganiarzy, ale nagle zamilk, bo wanie podszed do niego klient.
- Kawa! wieo palona kawa! - zachcaa tga, siwa kobieta. - Chodcie, kupujcie!
- Patrz! - zawoaa Elizabeth.

Wskazaa rk na namiot, w ktrym jaki mczyzna sprzedawa wyroby ze zota.


Kiedy podeszli do niego, handlarz natychmiast ucich. Elizabeth przygldaa mu si
zaciekawiona. Na gowie mia niewielki czarny kapelusik, a jego twarz okalaa potna broda,
rozdzielajca si u dou na dwie czci.
- Moe modzieniec kupi co adnego dla swojej piknej narzeczonej?
- Co by chciaa, Elizabeth? - spyta Kristian, zerkajc na ni. - Co ci si spodobao?
Elizabeth si rozejrzaa.
- Duo tu adnych rzeczy, ale mam do byskotek.
- Moe naszyjnik? Handlarz si nie poddawa. Unis pod wiato acuszek z
serduszkiem.
- Towar pierwsza klasa. Prawdziwe zoto. Nie chcesz pokaza narzeczonej, e masz
zote serce? -kusi.
- Ona o tym wie - odpar Kristian. - Ale rzeczywicie jest adny. Wzi do rki
acuszek z serduszkiem i przyglda mu si uwanie.
- Wstydziby si! Jak mona tak nabiera ludzi! -skarcia Elizabeth handlarza.
- Chod, Kristian, jestem godna, a byskotkami si nie najemy - oznajmia i
pocigna go za sob.
- Co w ciebie wstpio? - spyta m, kiedy odeszli kawaek. - Chciaem ci kupi co
adnego.
- Jestem pewna, e to oszust. Nie wierz, e to byo prawdziwe zoto. Serduszko miao
dziwny kolor -owiadczya stanowczo. Nagle jednak zagodniaa.
- Dzikuj, e o mnie pomylae. Ale mamy jeszcze trzy dni, zdymy. Nie musimy
si spieszy. Uja go pod rk i przytulia si do niego.
- Spjrz, fotograf! Zrobimy sobie zdjcie - zaproponowa Kristian i zanim zdya
zaprotestowa, pocign j za sob.
- Musz poprawi fryzur - powiedziaa Elizabeth. Dotkna rk wosw, uoya
fady spdnicy i sprawdzia, czy nie ma na niej plam.
Fotograf poprosi, eby stanli na tle wielkiego malowida, przedstawiajcego
aweczk w cieniu drzew.
- Stacie bliej siebie - nakaza i po chwili znikn pod czarn pacht, narzucon na
skrzynk aparatu.
- Prosz si nie rusza! O, wanie tak!
Co bysno i zdjcie zostao zrobione. Elizabeth musiaa zamruga kilka razy, zanim
odzyskaa wzrok.

- Bdziemy mieli na pamitk - oznajmia, podajc mczynie swj adres, eby


wiedzia, dokd przesa zdjcie.
- Oprawimy je w ramk i powiesimy na cianie obok tego drugiego, sprzed kilku lat.
Min ich jaki zataczajcy si pijaczyna. Ju dla mnie zaa pnoo", piewa na cae
gardo. Zamilk na chwil i bekn.
Nagle pojawili si dwaj potnie zbudowani mczyni, wzili go pod pachy i gdzie
ze sob zabrali. To jednak nie popsuo mu humoru, bo nadal gono wypiewywa.
- Nie naprzykrza si wam? - spyta Jens, ktry wanie stan obok nich.
- Nie - zaprzeczya Elizabeth energicznie.
- Wyznaczono ludzi do pilnowania porzdku - tumaczy Jens. - Nie wiem, czy to
prawda, ale podobno w areszcie jest taki tok, e ju po godzinie zwalnia si zatrzymanych.
Elizabeth si rozemiaa.
- A co zrobie z reszt? - zapytaa.
- Wanie id.
- Czy nie jest cudownie? - wiergotaa Lina. - Nie masz pojcia, ile ju zdylimy
zobaczy!
- Pewien mczyzna namawia mnie na kupno pieca - wtrci Lars. - Powiedziaem, e
jest ciut za duy do mojej izby, ale upiera si, e na pewno si zmieci, i przekonywa, e
wietnie grzeje.
- Pamitajcie, e jeli bdziecie co kupowa, to musicie si targowa. Proponujcie
mniej, wtedy handlarz spuci z ceny. Nie ustpujcie za wczenie. Kiedy w kocu si zgodzi i
zobaczycie, e ma skwaszon min, to bdzie znak, e zrobilicie dobry interes. Jeli nadal
bdzie si umiecha, to znaczy, e was oszuka - doradza im Jens.
- Mona tak? - spytaa Elizabeth, lekko przestraszona. -Tak to si tutaj odbywa. Nie
jestecie godni? W jednym z namiotw mona zje obiad i wypi kaw.
- Chtnie bym co przeksi - przyzna Kristian. Ruszyli wic ca grup w stron
namiotu, gdzie mona byo si posili.
- Jest tu te wrka - szepna Lina do Elizabeth. -Nie masz ochoty pozna swojej
przyszoci? Wskazaa palcem na niewielki namiot w pobliu.
- Wierzysz w takie rzeczy? - zapytaa Elizabeth. Lina wzruszya ramionami.
- Ty chyba najlepiej powinna wiedzie, czy warto tam i - szepna, nie spuszczajc
oczu z namiotu wrki.
- Sama nie wiem... - odrzeka Elizabeth z wahaniem. - A jeli powie co, czego nie
chcemy sysze?

- To prawda - przyznaa Lina. - Nie, chyba si jednak do niej nie wybior. Chod,
pjdziemy obejrze czowieka, ktry poyka miecze.
- Gdzie ty go widziaa? - wzdrygna si Elizabeth.
- Tam stoi - wskazaa Lina i pocigna j za sob.
Wielkimi ze zdziwienia oczami przyglday si potnemu mczynie w szerokich
biaych spodniach i dziwnej koszuli z takiego samego materiau.
- Wyglda, jakby by owinity przecieradem! - zawoaa Helene, prbujc
przekrzycze haas i muzyk. - Na pewno oszukuje. aden czowiek nie jest w stanie tego
zrobi. W tym momencie mczyzna unis swj miecz.
- S tu jakie niedowiarki? - zapyta gono, dotykajc palcem ostrego czubka. - Kto
chce si przekona? Kilka osb dotkno ostronie miecza i pokiwao z uznaniem gow.
Mczyzna ustawi si tak, eby by widoczny z profilu, i woy ostry miecz do garda.
Ludzie bili brawo i gono krzyczeli. - Tutaj obok w namiocie dobrze karmi, zjadby ryb
zamiast tego elastwa! - zawoa kto z tumu.
- Idziemy - powiedzia Kristian i wycign Elizabeth z namiotu.
Min ich mczyzna z butelk w rku. Elizabeth miaa wraenie, e skd go zna. Po
chwili dobiegy ich sowa piosenki: Dla Innie ju zaa pnoo!". Chyba rzeczywicie areszt
by przepeniony i po godzinie puszczano zatrzymanych, eby zrobi miejsce dla nowych,
pomylaa rozbawiona.
- Nie kupisz sobie czego? - spyta Kristian. - Moe buty albo materia na sukienk, a
moe drewnian yk lub d?
- artowni z ciebie! - odpara z umiechem. - Mam wszystko, czego mi trzeba, ale
lubi sobie pochodzi i pooglda rne rzeczy. Patrz, tam sprzedaj ostrzaki do noy.
- Na pewno ci si przyda - zaartowa Kristian. Zanim zdya odpowiedzie,
zobaczya idcych w ich stron Mari i Pedera.
- Znalelicie co ciekawego? - spytali niemal chrem. Elizabeth pokrcia gow.
- Za duo tu wszystkiego.
Spojrzaa na siostr. Maria miaa zaczerwienione policzki i ledwie bya w stanie usta
spokojnie. Rozgldaa si na wszystkie strony.
- Tam jeszcze nie bylimy, Peder! - wykrzykna, wskazujc palcem na jeden z
namiotw. Umiechnity Peder pody za ni ochoczo. Midzy nogami ludzi biegay dzieci.
Jakie dziewczynki w sukienkach do kolan, z warkoczykami zwizanymi kawakami grubej
nici krzyczay i si goniy. Obok, trzymajc rodzicw za rce, szy dwie panienki w drogich
sukienkach, z jedwabnymi wstkami we wosach.

- Chodmy tam - zaproponowaa Elizabeth, cignc za sob opierajcego si Kristiana.


- Patrz, tam jest wrka! - zauway nagle. - Nie chcesz wej?
Elizabeth pokrcia gow.
- Nie wierz w takie rzeczy. To tylko wyciganie od ludzi pienidzy.
- I ty to mwisz? - rozemia si Kristian. - Przecie sama te potrafisz rne rzeczy
przewidzie. Chod, wejdziemy. Elizabeth poczua ciarki na plecach.
- Nie, moe jutro. Mamy jeszcze kilka dni.
W tym momencie z namiotu wysza wrka. Spod luno zawizanej chusty wystaway
jej ciemne wosy. Odwrcia gow i dostrzega Elizabeth. Patrzya na ni swoimi czarnymi
jak smoa oczami. Jakby przeszywaa mnie wzrokiem, pomylaa Elizabeth. Nie spuszczajc z
niej oczu, kobieta uniosa do. Elizabeth nadal udawaa, e jej nie widzi.
- Daje ci jakie znaki - powiedzia Kristian. - Dowiedz si, czego chce.
- Czekaam na ciebie - oznajmia kobieta cicho. Mwia dziwn mieszanin rnych
dialektw, a moe pochodzia z jakiego obcego kraju? Elizabeth poczua sucho w ustach.
- Znasz mnie? - spytaa, przygldajc si jej uwanie. Kobieta si umiechna.
- Jeste crk morza, prawda? Elizabeth si wzdrygna.
- Skd...? Kto ci powiedzia? 1
- Ja to po prostu wiem.
Elizabeth zauwaya, e skra kobiety jest ciemna i pomarszczona. Moe bya
Cygank? Bo przecie chyba nie bya po prostu brudna?
Czua jaki silny wewntrzny opr. Nie chciaa tam i! To, e kobieta zwrcia si do
niej tak, jak wiele lat temu nazwa j Jens, przerazio j.
- Nie wejdziesz? Elizabeth odwrcia si, szukajc wsparcia u Kristiana. On jednak
spotka znajomego i wanie z nim rozmawia.
- Nie - odpara wic stanowczo i chciaa odej.
- Dobrze, e twoja crka wrcia do domu - rzucia wrka.
Usyszawszy te sowa, Elizabeth odwrcia si, ale kobieta zdya ju wej do
namiotu. Elizabeth otulia si szczelniej szalem. Kristian skoczy rozmawia ze znajomym.
- No i jak? Powrya ci? - spyta.
- Nie. Nie miaam ochoty. Nie teraz.
- Jeste zmczona, kochanie?
- Troch. A ty nie? M skin gow.
- Waciwie te. Moe wic pjdziemy odpocz chwil? Elizabeth uja go za rk i
razem ruszyli w stron swojej szopy.

Rozebrali si i poczuli przyjemny chd pocieli. Elizabeth zdja z siebie cae


ubranie, eby si nie pognioto, bo nie mieli ze sob wiele na zmian. Kristian ochoczo
poszed w jej lady. Obj j i ugryz delikatnie w ucho.
- Bardzo jeste zmczona? - wyszepta.
- Nie - skamaa, umiechajc si do niego. Czua si nie w porzdku, lec tak nago
obok Kristiana w dawnej szopie Jensa. Nie odtrcia go jednak. By przecie jej mem. I
pragna go. Jego donie pieciy delikatnie jej plecy, uda, brzuch.
Elizabeth przerzucia nog przez jego biodro i odwzajemnia pocaunek. I nastpny, i
kolejny. Somiany materac by twardy i nierwny. Dawno ju na takim nie spaam,
pomylaa, tsknic za swoim wygodnym kiem w Dalsrud. Kiedy Kristian pooy si na
niej, nie opieraa si.
Dlaczego zreszt miaaby si wzbrania? Przecie te tego chciaa. Zamkna oczy i
bya gotowa. Wygia plecy w uk i przyja go z ochot. Kristian zawsze wiedzia, jak
obudzi w niej podanie. Gryz j lekko w ucho, caowa jej szyj i delikatnie pieci czue
miejsca. Po wszystkim leaa i patrzya w sufit. Kristian spa, delikatnie pochrapujc.
Znw zobaczya przed sob wrk. Widziaa jej pomarszczon do, bransoletki na
rkach, jej czarn, wcit w pasie sukni. I czarne wosy z siwymi pasemkami. Skd ta
kobieta wiedziaa, jak j nazywano? Moe znaa Jensa? To moliwe. Ale co z Ane? Skd
wiedziaa, e Ane wyjechaa i wrcia? Moe rozmawiali o niej przed namiotem, a ona
podsuchaa ich rozmow? Nie, na pewno o niej nie wspominali, bya tego pewna.
Poczua, e zaczyna bole j gowa, i przecigna rk po czole. Postanowia trzyma
si z daleka od wrki. Chocia pokusa bya dua. Zamkna oczy i w kocu zapada w sen.
Nastpnego dnia w ogle nie podchodzia do namiotu wrki. Byo wiele innych
ciekawych miejsc, by kataryniarz, wystpy cyrkowcw i liczne stragany, gdzie sprzedawano
wszystko, od ubra po melas. Kristianowi w kocu udao si j przekona, eby co sobie
kupia: wybraa lamp i ramk do fotografii. Dla Ane kupia szal w czerwone kwiaty z
jedwabn nici. Uznaa, e take Dorte naley si prezent, i wybraa dla niej zielony materia
na bluzk. Bdzie wietnie pasowa do jej rudych wosw, pomylaa. Kupiec poda swoj
cen, lecz Elizabeth stanowczo pokrcia gow - tak, jak radzi Jens. Nie, tyle na pewno nie
da za materia ha bluzk, stwierdzia stanowczo i ju chciaa odej. Kupiec jednak zatrzyma
j; chwil jeszcze si targowali i w kocu Elizabeth wysza zadowolona. Zdobyam nowe
dowiadczenie, pomylaa i umiechna si do siebie.
Jens opowiada jej kiedy o ulicy Koniakowej. Elizabeth udao si przekona
Kristiana, eby jej tam towarzyszy. Domy jednak na tej ulicy niczym si nie rniy od

innych domw, wic poczua si zawiedziona. Kiedy potem opowiadaa o tym Jensowi,
bardzo si z niej mia.
- W dzie te kobiety pi! Tam wszystko oywa dopiero w nocy, zwaszcza zim, w
okresie pooww. Elizabeth poczua si oszukana. Podejrzewaa, e Kristian te o tym
wiedzia, i miaa do niego pretensj.
- Ale kochanie, skd miabym o tym wiedzie? W yciu tam nie byem.
Elizabeth zdawaa si zadowolona z odpowiedzi, kupia mu nawet prezent - may
scyzoryk. Miaa ochot wybra si te do Storvaagen, ale nie byo ju na to czasu.
- Musielibymy jecha spory kawaek, poza tym nie ma tam nic do ogldania. Takie
zwyke miasteczko z szopami rybakw.
Nie zdradzia mu, e chciaa zobaczy miejsce, gdzie mczyni mieszkali zim, eby
potem wraca do tego we wspomnieniach, gdy zostawaa w domu sama. Moe wtedy czas
mniej by si duy, a tsknota nie bya tak dokuczliwa?
Odwiedzili take Gebor. Kobieta promieniaa ze szczcia. Cieszya si z wizyty
crki, Lina za bya zachwycona spotkaniem z matk i rodzestwem. Gebora w ogle bya
pogodna i lubia goci, zwaszcza gdy przybywali z Dalsrud, wielkiego gospodarstwa, o
ktrym tyle opowiadaa swoim ssiadkom. Kiedy pniej szli ulic z Jensem, doszo do
dziwnego spotkania.
- Andreas... To znaczy Jens! To ty, obuzie? - zawoa jaki mczyzna, kutykajc w
ich stron. Elizabeth przyjrzaa mu si uwanie. Mia dugie siwe wosy i siwy, kilkudniowy
zarost; z pewnoci przydaaby mu si porzdna kpiel.
- Do diabla, niech mnie kule bij... - zacz i urwa w p zdania. Przyglda si
Elizabeth, drapic si po gowie.
- To ona? Mrugn porozumiewawczo do Jensa i umiechn si szeroko, pokazujc
zgnie pieki zbw.
- Tak, to Elizabeth - potwierdzi Jens, speszony.
- No co takiego! - zawoa mczyzna.
- Enok jestem - przedstawi si.
Skoni si nisko i wycign do Elizabeth rk. Wzia j i te si przedstawia,
chocia waciwie Jens ju to zrobi. -To z twojego powodu Jens chodzi taki smtny...
- Smtny? - powtrzya zmieszana.
- Strasznie by markotny...
- Do tych opowieci! - przerwa mu Jens, ale mczyzna ani myla go sucha.
- Mwiem mu, eby zapomnia o tobie i oeni si z Lin. Pikna dziewczyna. Ale on

nie chcia. Upar si, e znajdzie swoj Elizabeth. Caymi dniami o tobie opowiada, nocami
spa mi nie dawa. No i...

Nagle urwa i przyjrza si Kristianowi.

- A ty co za jeden?
- Kristian Dalsrud. Jestem mem Elizabeth.
- A niech mnie kule bij! Enok sta, drapa si po gowie i zerka skonsternowany na
Jensa.
- Waciwie to troch mi si spieszy, wic... Nie dokoczy zdania, tylko szybko
wmiesza si w tum i znikn. Jens rozoy rce.
- Kama jak z nut - powiedzia. - Chyba musz z nim pogada.
I zanim si obejrzeli, te znikn im z oczu. Elizabeth i Kristian szli dalej w milczeniu.
W kocu Elizabeth postanowia je przerwa.
- To wszystko naley do przeszoci. Nie wracajmy do tego. Kristian obj j
ramieniem i umiechn si do niej.
- Mielimy przyjemnie spdzi czas. Poza tym chciaem ci jeszcze kupi szpilk do
wosw - oznajmi i zacz cign j do kupca z du brod, ktry handlowa biuteri.
Chwil potem Elizabeth staa si wacicielk piknej szpilki z dwoma serduszkami z
prawdziwego zota. Tym razem nie miaa adnych wtpliwoci.
Rankiem ostatniego dnia Elizabeth podja decyzj: przed powrotem do domu
odwiedzi wrk. Nie chciaa jednak, eby Kristian o tym wiedzia. Powiedziaa mu, e boli
j gowa i e chce zosta sama. Zaproponowaa, eby przeszed si bez niej.
Gdy tylko wyszed, wstaa i si ubraa. Rozczesaa wosy i zaplota warkocz, ochlapaa
twarz zimn wod i opucia szop.
Namiot wrki lea nieco na uboczu, nie musiaa wic i przez cay plac, ryzykujc,
e po drodze spotka kogo znajomego.
Kiedy bya ju kilka krokw od namiotu, zatrzymaa si i zastanowia. Moe jednak
nie powinna tam i? Nie raz przecie przeklinaa wasne wizje. Ludzie nie powinni zna
przyszoci, tylko Pan Bg ma do tego prawo.
A jednak jaka niewidzialna sia cigna j do namiotu. Wesza. . - A wic przysza powitaa j kobieta, bynajmniej nie zdziwiona. Wskazaa jej krzeso po drugiej stronie
niewielkiego stolika.
Elizabeth chtnie usiada, bo czua, e dr jej nogi. Pooya na stoliku kilka monet i
czekaa w napiciu.
Pniej nie potrafia powiedzie, jak dugo tam bya. Nie docieray do niej adne
dwiki z zewntrz, syszaa jedynie monotonny gos kobiety. Omywa j niczym fala.

Zalewa sowami, ktrych nie chciaa sysze; sowami, ktre j przeraay i sprawiay, e
serce bio jej szybciej.
W kocu udao jej si przerwa ten dziwny trans. - To wszystko kamstwa! - krzykna
i wybiega na soce.
Usyszaa radosne dwiki pozytywki. Gdzie niedaleko bawiy si dzieci i szczeka
pies. Mina namiot, z ktrego rozchodzi si zapach kawy, zauwaya dwch pijakw
podtrzymujcych si nawzajem.
Wreszcie zatrzymaa si, bo brako jej tchu. Potrzebowaa troch czasu, eby doj do
siebie. Opara donie o kolana i zamkna oczy.
To wszystko kamstwa. Wrka nie moga zna jej przyszoci. Nawet ona. Braa od
ludzi pienidze za przepowiednie, ale nie mwia im prawdy.
Elizabeth przecigna drc doni po rozpalonej twarzy. Postanowia poszuka
Kristiana i pozostaych. To by ostatni dzie ich pobytu na jarmarku.

Rozdzia 16
Nadesza jesie. Licie z drzew ju dawno opady, a najwysze grskie szczyty
przyprszy nieg. Wikszo ptakw odleciaa do ciepych krajw, zostay tylko mewy.
Maria syszaa, jak krzycz za oknem sypialni.
Kristine ju nie spaa. Leaa w koysce i gaworzya. Jakby co sobie opowiadaa; co,
co tylko ona rozumiaa. Miaa ju osiem miesicy i potrafia siedzie bez podparcia. Za kilka
miesicy pewnie zacznie chodzi. Ale czas szybko leci, pomylaa Maria. Wida to przede
wszystkim po Kristine.
Gaworzenie przeszo w popakiwanie, a po chwili dziewczynka uklka w eczku.
Mikkie jasnobrzowe woski okalay jej buzi; wygldaa jak anioek. Zobaczya matk i
umiechna si od ucha do ucha.
- Nie pisz ju? - rozemiaa si Maria. - Wstajemy? Podniosa ma i wysza z ni do
kuchni. Uderzyo j zimno; najwyraniej Peder nie zdy napali w piecu.
- Pewnie by dzisiaj bardzo zajty - powiedziaa do creczki.
Dorzucia drew do pieca. Czasem rano Peder gdzie si spieszy i wtedy zdarzao si,
e nie zdy zrobi wszystkiego w domu.
Maria naszykowaa misk do mycia, mydo i czyste ubranka dla Kristine.
Przestpowaa z nogi na nog; marza w cienkiej nocnej koszuli.
Na zewntrz byo jeszcze ciemno. Wzdrygna si na myl o czekajcej ich dugiej
zimie. Chocia nie powinna narzeka - jej m zostawa w domu, podczas gdy wikszo
mczyzn wyruszaa na zimowe owiska.
Dobrze im si wiodo. Na stole codziennie byy jakie delikatesy, ubra te im nie
brakowao. Peder by miy, nie pi, nie bi jej. Nigdy nie skrzywdzi ani jej, ani dziecka. Ale o
mioci moga zapomnie. Nigdy ju nie bdzie jej dana, bo to, co ona i 01av zrobili, byo
grzechem.
Odsuna od siebie ponure myli i sprawdzia, czy woda w kocioku jest wystarczajco
ciepa. Musiaa przewin dziecko, bo na pewno po nocy miao mokro. Wprawnymi rkami
umya creczk.
- Teraz lepiej! - owiadczya. - Posied tu chwil i pobaw si grzecznie, a mamusia
pjdzie si ubra. Posadzia ma na pododze, a sama posza do sypialni. Mijajc drzwi do
pokoju Pedera, zatrzymaa si na chwil. Czyby by chory? Nie wsta jeszcze z ka?
Ostronie uchylia drzwi.
- Peder? Peder, pisz? - spytaa cicho. Otworzya szerzej drzwi i do pokoju wpado

troch wiata z kuchni. Zobaczya porzdnie zasane ko ma i wzruszya ramionami.


Pewnie poszed ju do sklepu. Zwykle rano, przed otwarciem, przeglda jeszcze ksigi
rachunkowe.
Ubraa si, wrcia do kuchni i razem z creczk zasiada do niadania. Kristine jada
kaszk, ale cigle pokazywaa rczk na kubek z mlekiem.
- Nie moesz tylko pi - powiedziaa Maria, signa jednak po kubek i pozwolia jej
wypi troch mleka.
- Mniam, mniam, prawda?
- Am - odezwaa si Kristine i otworzya szeroko buzi, czekajc na kolejn yeczk
kaszki. Rozlego si pukanie do drzwi.
- Prosz - powiedziaa Maria, zdziwiona, e kto przychodzi o tak wczesnej porze.
Wstaa od stou, opara dziecko na biodrze i posza otworzy. Na zewntrz sta
mczyzna. Znaa go, chocia nie pamitaa, jak si nazywa.
- W czym mog pomc? - spytaa.
- Chodzi o to, e Peder jeszcze nie otworzy sklepu. Pomylaem, e moe jest chory.
Maria poczua ciarki na plecach.
- W domu go nie ma - odpara. - Wejd, prosz, i zamknij drzwi, bo leci zimno dodaa, przygldajc mu si uwanie.
Mczyzna wszed do rodka i szybko zamkn za sob drzwi. Z jego butw osypao
si na podog troch niegu. Jak wyjdzie, bd musiaa posprzta, pomylaa Maria.
- Zwrcie uwag, czy w kantorku pali si wiato? Peder czsto siada tam rano i
przeglda rachunki, jeli nie zdy zrobi tego wieczorem. Mczyzna pokrci gow. Zdj
czapk z gowy i nerwowo ciska j w rkach.
- Nie, nigdzie nie widziaem adnego wiata. Kristine pocigna Mari za rkaw,
dajc jej zna, e chce zej. Matka zdja j z krzeseka i posadzia na pododze.
Dziewczynka natychmiast zaja si swoimi zabawkami.
- Czasem rano idzie te do skadziku - powiedzia mczyzna. - Po towar. Trzyma tam
wiksze rzeczy, piecyki, narzdzia... Urwa, jakby uzna, e waciwie to przecie nie jego
sprawa, czym zajmuje si Peder.
- Na pewno wic tam jest - stwierdzia Maria. - Napijesz si herbaty? Mczyzna
znw pokrci gow.
- Bardzo dzikuj, ale nie jestem ubrany, eby siada do stou.
- Nieprawda - zaprzeczya Maria, silc si na umiech.
- Do widzenia - rzuci mczyzna, sigajc do klamki. - Nie bd duej przeszkadza.

Maria poczua, e narasta w niej niepokj. Szybko posprztaa ze stou, zmya


naczynia, stara st. Ubraa siebie i Kristine, wzia kilka zabawek dla dziecka i wysza.
Sklep by zamknity, wszdzie byo ciemno, ale Maria przezornie wzia swj klucz.
Drc rk otworzya drzwi i wesza. Rozpalia w piecu i zapalia lampy. Zajrzaa do
kantorka. Wszystko byo na swoim miejscu. Na biurku pitrzyy si starannie poukadane
papiery, obok, z prawej strony blatu, sta kaamarz i leay pira, na rodku ksigi
rachunkowe, a z lewej strony - plik rachunkw. Wszdzie panowa porzdek. Maria zamkna
drzwi i wysza. Posadzia sobie creczk na biodrze. Po chwili drzwi sklepu si otworzyy i
do rodka wszed ten sam mczyzna, ktry wczeniej odwiedzi j w domu. Spojrza na ni
zdziwiony.
- Przepraszam, mylaem, e to Peder przyszed.
- A to tylko ja. - Maria prbowaa si umiechn. -Mog ci w czym pomc?
- Nie, waciwie to chciaem spyta, czy mgby mi da troch tytoniu do ucia na
kresk. Zapac, jak tylko dostan pienidze.
- Ale oczywicie - powiedziaa Maria bez wahania. Podaa mu towar i zapisaa sum
w zeszycie.
- A Peder... - zacz mczyzna niepewnie.
- Zaraz przyjdzie - odpara, zamykajc zeszyt.
- To dobrze - odpar mczyzna i znikn za drzwiami.
Kristine rozemiaa si, pokazujc paluszkiem na zegar, ktry wanie wybi godzin.
W sklepie przybywao ludzi i wszyscy dopytywali si o Pedera. Maria nie bardzo wiedziaa,
co odpowiada. Nie miaa pojcia, gdzie jest m i dlaczego wci go nie ma. W kocu to ona
zacza rozpytywa. Czy nikt go nie widzia? Nie wspomina moe, e gdzie si dzisiaj
wybiera? Mogo si przecie zdarzy, e zapomnia jej powiedzie...
Ale nikt go nie widzia i nikt nic nie wiedzia. Po jakim czasie w sklepie zebrao si
sporo ludzi. Maria domylaa si, e powodem bya nie tylko poczta, ktrej zawsze
niecierpliwie wyczekiwano. Ludzie przychodzili dowiedzie si czego wicej. Syszaa ich
rozmowy i widziaa spojrzenia, ktre posyali w jej stron, sdzc, e tego nie widzi.
Zjawia si te matka Mathilde. Kiedy si dowiedziaa, co si stao, zaproponowaa, e
zajmie si Kristine, przewinie j i nakarmi. Maria umiechna si do niej z wdzicznoci.
Sama nie poradziaby sobie i z dzieckiem, i ze sklepem. Kiedy Peder mia jeszcze chopaka
do pomocy, ale ten niedawno wyjecha gdzie na pnoc. aowaa, e nie ma go tu teraz.
Zabrzczay dzwoneczki przy drzwiach i do rodka wszed mczyzna z workiem
pocztowym. Ludzie zebrali si wok niego, kady chcia by pierwszy w kolejce po list.

Maria wiedziaa, e wiele osb nie potrafio ani czyta, ani pisa i w yciu nie dostao
adnego listu, a jednak si udzio, e moe tym razem bdzie co i dla nich.
Maria zacza rozdziela gazety i listy. Nie moga si pomyli - list musia trafi do
rk adresata.
Czua, e si poci. Wprawdzie robia to nie pierwszy raz, ale wczeniej zawsze miaa
obok siebie Pedera. Wiedziaa, e moe na niego liczy, gdyby si pomylia. Nagle uderzyo
j, e dotd waciwie nigdy nie bya w sklepie sama.
W kocu zostay tylko dwie przesyki. Gazeta, Lofoten Tidene dla Kristiana i
paczuszka dla Ane.
Pomylaa, e kto z Dalsrud zajrzy tu pewnie pniej, wiedzc, e to dzie pocztowy.
Powoli ludzie zaczynali si rozchodzi. Cz jednak zostaa, ciskajc w doniach
swoje listy. By moe kto, kto dawno si do nich nie odzywa, teraz da znak ycia.
Niektrzy wstrzymywali si z otwarciem swoich listw, chcc zachowa przyjemno
czytania na pniej. Inni niecierpliwie rozrywali koperty, jeszcze zanim zdyli wyj na
zewntrz.
Maria zerkna na przesyk dla Ane. Nie byo na niej nazwiska nadawcy.
Zastanawiaa si, kto mg nim by. Bertine, Simon? A moe jej narzeczony? Ane
wspominaa o modym mczynie z Bergen...
Ale przecie rwnie dobrze moga to by paczuszka od ktrej ze szkolnych
przyjaciek Ane z Christianii...
Maria musiaa przerwa swoje rozmylania, bo do lady podszed nowy klient, a raczej
klientka.
Kobieta poprosia o melas, mk i kilka rnych zi. Po chwili pado te pytanie o
Pedera. Do tej pory nigdy si nie zdarzyo, eby nie byo go w sklepie. Czyby zachorowa?
Maria nie wiedziaa, co odpowiedzie. Bkna cos pod nosem. Chciao jej si paka.
Takie zachowanie byo niepodobne do Pedera.
Elizabeth czua dziwny niepokj.
- Podjad do sklepu - owiadczya. - Dzisiaj jest dzie pocztowy.
- Mog jecha z tob? Chciaabym si zobaczy z Mari - powiedziaa Ane i
popatrzya na matk wyczekujco.
- Czy moesz ze mn jecha? Oczywicie. Zastanawiam si tylko, czy wzi
Williama.
- Zostaw go w domu. Przynajmniej Signe bdzie miaa si z kim bi.
Itak te zrobia. Zostawia synka w domu i obiecaa dzieciom, e przywiezie im jakie

smakoyki ze sklepu.
- Jeste dzisiaj taka milczca - zwrcia si Ane do matki, kiedy ujechay ju kawaek.
- Co ci trapi?
- Nie... Waciwie to nie wiem. Czuj jaki dziwny niepokj, jakby co si stao.
- Zdarzao ci si to ju wczeniej?
- Tak, nawet kilka razy. Oby tylko Marii ani Kristine nic si nie przytrafio. Elizabeth
cigna lejce i ko przeszed w kus.
- To dlatego chciaa jecha, a nie ze wzgldu na poczt?

spytaa Ane powanie.

Elizabeth skina gow.


Obudzia si w nocy, bo poczua ten dziwny niepokj. Najpierw sprawdzia, czy z
Williamem wszystko w porzdku, potem przesza wszystkie pokoje, pniej wysza na
zewntrz i zajrzaa do obory. Pomylaa, e moe Pernille wrcia i std ten niepokj. W
kocu zmarza i wlizgna si do ka, ale mino sporo czasu, zanim si rozgrzaa i
ponownie zasna.
- Za bardzo si wszystkim przejmujesz - stwierdzia Ane.
Umiechna si do Elizabeth, ale niemal natychmiast spowaniaa. To byo co
innego, pamitaa podobne sytuacje sprzed lat. Na szczcie ze przeczucia nie zawsze si
sprawdzay. Jak wtedy, kiedy matka bya przekonana, e Dalsrud si pali, a to Amanda
urodzia
Pod sklepem stao sporo ludzi. Niektrzy rozmawiali, inni ciskali w doniach swoje
listy.
Elizabeth przywizaa konia i weszy do rodka. Maria rozpromienia si na ich widok.
Koczya obsugiwa klientk, wic musiay zaczeka. Elizabeth zacza si rozglda po
sklepowych pkach.
Ludzie pozdrawiali j, ale te przygldali si jej uwanie. Bya juz niemal pewna, e
co jest nie w porzdku. Gdzie jest Kristine? Rozejrzaa si dokoa. A co z Pederem?
Dlaczego Maria stoi za lad sama? Ju miaa j o to spyta, ale si powstrzymaa. Wiedziaa,
e Maria wszystko je, powie bez pytania.
Ane te szybko zrozumiaa, e co jest me tak, jak powinno. Przestpowaa
niecierpliwie z nogi na nog, czekajc, a starszy pan przy ladzie zaatwi swoje sprawunki. W
kocu odszed i Elizabeth z
Ane podeszy do Marii.
- Gdzie jest Kristine? I Peder? - spytaa cicho Elizabeth.
- Matka Mathilde zajmuje si Kristine - odpara Maria. Schylia si i wycigna

szuflad.
- Jest dla ciebie przesyka, Ane. I gazeta dla ciebie -dodaa, zwracajc si do Elizabeth.
- Gdzie jest Peder? - powtrzya siostra. Wzia gazet, ale nawet na ni nie spojrzaa.
- Nie wiem... - odpowiedziaa Maria amicym si gosem.
Odwrcia si, prbujc opanowa pacz. Miaa Izy w oczach. Elizabeth stana tak,
eby ludzie w sklepie tego nie widzieli.
- Kiedy rano wstaam, ju go nie byo. I nikt go nie widzia.
- Mwi, e gdzie si wybiera?
- Nie. I dlatego tak si boj, Elizabeth.
- Musisz zamkn sklep - stwierdzia stanowczo siostra. - Trzeba si dowiedzie, co
si z nim stao. Poza tym musisz zaj si dzieckiem. Maria nie zaprotestowaa. Podniosa
gow, zaczerpna powietrza i odchrzkna.
- Bardzo mi przykro, ale sklep bdzie dzisiaj zamknity do koca dnia - oznajmia
gono. Ludzie zaczli szepta co midzy sob, ale w kocu ruszyli powoli do drzwi.
Elizabeth widziaa przez okno, e cz pozostaa na zewntrz i dalej rozmawiaa. Od czasu
do czasu kto zerka na drzwi sklepu, kiwa gow i wraca do przerwanej rozmowy.
- Powiedz mi, co si stao - zadaa Elizabeth.
- Niewiele wicej wiem. Wstaam rano, jak zwykle, i zauwayam, e Peder nie
rozpali w piecu. Zajrzaam do jego sypialni i zobaczyam posane ko. Po kwadransie
przyszed jaki mczyzna i zapyta o Pedera. Ubraam si, wziam ma i poszam do
sklepu. Ludzie potrzebuj rnych rzeczy, poza tym dzisiaj jest dzie pocztowy.
Ane suchaa w milczeniu, od czasu do czasu wkadajc do ust czekoladk. Pewnie
byy w paczuszce, pomylaa Elizabeth.
- Poczstujecie si? Obie pokrciy gowami na znak odmowy.
- Jeste pewna, e inna kobieta nie wchodzi w gr? - spytaa Ane ostronie.
- To wykluczone - stwierdzia Maria stanowczo.
- Tak po prostu spytaam. Nigdy wczeniej nic takiego mu si nie zdarzyo? Nigdy
sam nie wyjeda?
- Jeli wyjeda, zawsze mwi mi, dokd - powiedziaa Maria i zacza paka.
Elizabeth podaa jej chusteczk.
- Uspokj si. Nie myl od razu o najgorszym. Na pewno wkrtce wszystko si
wyjani.
Maria pokrcia gow bezradnie.
- Sama nie wiem, co o tym myle. Po prostu rozpyn si w powietrzu! Gdyby

chocia co mi powiedzia...
Nie zdya dokoczy, bo rozlego si pukanie do drzwi. Ane wyjrzaa przez okno.
- To Dorte i Jakob - poinformowaa i posza otworzy. Co ja sysz? Peder si utopi?
- spyta Jakob. Maria odwrcia si gwatownie.
- Kto tak powiedzia? Kto go znalaz?
- Mwi, e poszed si... utopi.
- Boe! e te ludzie zawsze musz opowiada takie bzdury! - achna si Elizabeth.
Bya za. Czy nikt nie pomyla o Marii? O tym, ze si przejmuje i cierpi? Spojrzaa na siostr
i poczua, ze ciska jej si odek.
- Gdzie on jest? - zapytaa Dorte i pokrcia gow, gdy Ane podsuna jej czekoladki.
- Nie mamy pojcia - pospieszya z odpowiedzi Elizabeth. - Kiedy Maria wstaa, ju
go nie byo. Nikt go te nie widzia.
- A kto go szuka? - docieka Jakob. - Moz zemdla i ley gdzie nieprzytomny?
- Zaraz si tym zajm - owiadczya Dorte. Jakob pokiwa gow i zacz spacerowa
po sklepie.
- Chodmy do domu - zaproponowaa Ane i wzia Mari za rk. - Zaparz kaw,
usidziemy i si uspokoimy. Na pewno wszystko bdzie dobrze.
Wyszli ca grupk ze sklepu i ruszyli do domu, udajc, e nie dostrzegaj
ciekawskich spojrze. Czy ludzie naprawd nie maj nic innego do roboty? - zastanawiaa si
Elizabeth. Matka Mathilde wzdrygna si, kiedy nagle wszyscy weszli do domu.
- I co? Peder si znalaz?
- Ju zaczli go szuka - odpara Maria. - A jak Kristine?
- Dobrze. Niedawno zasna. Kobieta milczaa chwil, nie wiedzc, co powiedzie.
- Jeli nie jestem ju potrzebna, to wrc do swoich
- oznajmia w kocu. Wzia akiet i chust i zacza si zbiera.
- Zaczekaj chwil. Maria podesza do szafy i wyja z niej niewielk skrzan
sakiewk.
- Prosz, to dla ciebie - powiedziaa i wsuna jej do rki kilka monet.
- Ale to za duo! - krygowaa si matka Mathilde.
- Nie musisz mi paci za t chwil, ktr spdziam z Kristine. Tego by tylko
brakowao! Po prostu chciaam ci pomc. - We, prosz - ucia Maria.
Elizabeth wspczua siostrze. Widziaa, e Maria stara si wzi w gar, ale nie
bardzo potrafi. Silna, spokojna Maria, zawsze taka opanowana i rozsdna, bya przeraona jak
mae dziecko.

- Bardzo dzikuj - odpara kobieta. Dygna i wzia pienidze.


- Mam nadziej, e Peder niedugo si odnajdzie -rzucia, wychodzc. - Bd si za
was modli -dodaa. Kiedy drzwi si zamkny, Maria opada na najblisze krzeso, schowaa
twarz w doniach i zacza szlocha.
- A jeli on nie yje? Jeli ju nigdy go nie zobacz? Elizabeth ukucna obok niej.
- Nie mw takich rzeczy - przemawiaa do niej agodnie. - Oczywicie, e go
zobaczysz. Na pewno jest jakie naturalne wyjanienie tej sprawy. Pewnie pojecha gdzie w
interesach, ale zapomnia ci o tym powiedzie.
- To dlaczego wszyscy szukaj go tutaj? - spytaa ze zoci Maria. - Syszysz ich?
Syszysz, jak chodz i woaj?
Elizabeth oczywicie syszaa nawoywania. Gbokie basy mczyzn mieszay si z
cienkimi gosami kobiet.
- Peeder! Peeder! - krzyczano.
- Pamitasz, jak kiedy Jens wrci do domu, a Liny nie byo? Okazao si, e posza
do Mathilde.
- To zupenie co innego - owiadczya Maria i wstaa z krzesa. - Lina bya zazdrosna
o ciebie. Baa si, e Jens j opuci. To byo zrozumiae. Elizabeth przygldaa si wskim
plecom Marii. Wiedziaa, e siostra ma racj.
- Chodzi mi o to, e moe pojecha kogo odwiedzie. Odwrcia wzrok i nasuchiwaa.
Z kuchni dobiegy odgosy krztaniny Ane.
- Pojecha kogo odwiedzi? Mia przecie prac! -wybucha zapakana Maria.
- No tak, masz racj - westchna Elizabeth i spucia oczy. Maria podesza do niej,
obja j i zacza przeprasza.
- Nic nie mw - przerwaa jej Elizabeth. - Rozumiem, e si martwisz. Znw zapado
milczenie. Elizabeth staa, zagryzajc wargi.
- Sprawdzia dokadnie jego sypialni? Nie zostawi adnej kartki? Niczego?
Maria pokrcia gow, ale posza ponownie do pokoju ma. Dugo jej nie byo.
Kiedy wrcia, na jej twarzy widniay lady paczu. - Niczego nie znalazam.
Najwyraniej jednak wstpia w ni nowa nadzieja, bo postanowia dokadnie
przeszuka cay dom. Po jej wyjciu Dorte spojrzaa ze zdziwieniem na Elizabeth.
- Peder ma wasn sypialni? - zapytaa.
- To duga historia - zbya j Elizabeth. Czua si niezrcznie. Z jednej strony nie
chciaa okamywa Dorte, z drugiej obiecaa Marii, e nikomu nie zdradzi jej tajemnicy.
- Tu s mae pokoje. Nie ma miejsca i na maeskie oe, i na eczko dla dziecka.

Sama sprawdzaam - odezwaa si nagle Ane.


Elizabeth patrzya na ni zdumiona. Miaa wraenie, e Ane rzeczywicie w to wierzy,
a moe crka domylia si, jak naprawd wyglda to maestwo.
Ane zamilka i zaja si nakrywaniem do stou. Postawia filianki, talerzyki, a na
rodku miseczk z kawakami cukru. Elizabeth posza do Marii.
- Peeder! Peeder!
Nawoywania nie ustaway, a nawet jakby si nasiliy.
Maria staa w oknie saloniku. Bya bardzo blada. Elizabeth podya za jej wzrokiem.
Dostrzega odzie na fiordzie. Najwyraniej i tam ju go szukano! Zauwaya, e jeden z
mczyzn mia ze sob koguta. Powszechnie wierzono, e jeli kogut znajdzie zwoki, to
zacznie pia. Przeszed j dreszcz. Kiedy szukali Liny, te kto mia ze sob koguta. Wtedy
jednak tak si tym nie przeja. Wiedziaa, e w Dalsrud koguty piej z byle powodu.
- Mylisz, e go znajd? - spytaa Maria.
-Nie wiem, Maryjko, ale mam nadziej. Przypuszczam, e caa historia skoczy si
tak, e nagle zobaczymy go, jak idzie drog prosto do domu. A potem bdzie si dziwi,
czemu zamkna dzisiaj sklep. Maria umiechna si przez zy.
- Kawa stygnie! - zawoaa Dorte. Siostry wrciy do kuchni.
- Strasznie boli mnie brzuch - powiedziaa nagle Ane i a si skulia.
- Nic dziwnego, skoro zjada tyle czekoladek.
- Musz do wychodka - rzucia dziewczyna i wstaa od stou.
- Od kogo dostaa te czekoladki? - spytaa Elizabeth, kiedy Ane wysza.
- Chyba od narzeczonego - odpara Maria i wzruszya ramionami. Obudzia si
Kristine i Maria posza po ni. Dziecko byo zapakane, miao zmierzwione woski, ale
umiechno si szeroko na widok goci.
- Pjdziesz do cioci? - spytaa Elizabeth, wycigajc do niej rce. Kristine pokrcia
gwk i przytulia si do matki.
- Pamitasz moe, o czym wczoraj rozmawialicie z Pederem? - dociekaa Elizabeth.
Maria znw wzruszya ramionami.
- O niczym szczeglnym. O tym, co mwi ludzie w sklepie, co przygotowa na
obiad, no i jak zwykle o Kristine.
- Nie powiedzia nic, co by wskazywao, ze jest smutny albo zmartwiony?
- Mylisz, e mg odebra sobie ycie? - spytaa przeraona Maria, wpatrujc si w
siostr.
- Nic nie myl, ale wszystko musimy bra pod uwag. Maria wstaa i zacza

przewija creczk. Elizabeth pomylaa o Williamie i poczua, e ju za nim tskni. Co teraz


robi? Pewnie bawi si z innymi dziemi, a moe wanie je niadanie? Moe... Dwik
otwieranych drzwi wyrwa j z zadumy. Do kuchni wesza Ane, zgita w p z blu.
- Tak strasznie mnie boli! - pakaa.
Nagle kolana si pod ni ugiy i musiaa zapa za futryn, eby nie upa. Elizabeth
podbiega i chwycia j pod rk.
- Kochanie, jeste caa spocona! Co ci jest?
- Nie wiem - jczaa Ane.
- Trzeba posa po doktora - zdecydowaa Elizabeth. Czua, jak strach ciska jej
gardo.
- Zaraz znajd kogo, kto da mu zna! - zawoaa Maria. Wstaa, podaa creczk
Dorte i szybko wybiega z kuchni. Elizabeth zaprowadzia Ane do sypialni Marii.
- Po si, to zaraz poczujesz si lepiej. Przynios mokr ciereczk i zrobi ci okad.
Posza do kuchni po wod i nagle zobaczya Mari, biegnc do niej z kartk papieru w rce.
- Spjrz, co znalazam!
Elizabeth chwycia kartk i zacza czyta:
Droga Ane-Elise. Ten prezent by waciwie przeznaczony dla twojej matki Elizabeth.
Niekiedy jednak bl jest wikszy, gdy tracimy kogo z naszych bliskich. Dla. tego tym razem
pado na Ciebie, droga Ane. Pozdrw swoj matk i przeka jej, e jeszcze o mnie usyszy. PS
Jeszcze nie za wszystko jej podzikowaam. Pernille
Elizabeth upucia kartk. Czua si odrtwiaa. Miaa wraenie, e nagle cay wiat
si zatrzyma. Z sypialni dochodziy pene blu i cierpienia krzyki Ane.