Vous êtes sur la page 1sur 116

Edvin Goffman

“Człowiek w teatrze życia codziennego”

Tytuł oryginału
TFIE PRESENTATION OF SELF IN EVERYDAY LIFE
Okładkę projektowal MACIEJ URBANIEC
SŁOWO WSTĘPNE
"Świat jest teatrem, aktorami ludzie, Którzy kolejno wchodzą i znikają"
Szekspir - Jak Wam się podoba ~
Nieuważnemu czytelnikowi tej książki wysoka pozycja Ervinga Goffmana we współczesnej socjologii (mierzona -
z braku lepszych kryteriów - liczbą przekładów, cytowań i omówień w reprezentatywnych opracowaniach najnowszej
myśli socjologicznej) może wydać się trudna do pojęcia. Może też go zdziwić wyrażona na prawach oczywistości opinia
jednego z komentatorów, iż " ..społeczność naukowa jest zgodna, uznając w Goffmanie twórcę prądu myślowego, który
staje się dominujący w nowym pokoleniu socjologów amerykańskich." Zaiste, Człowiek w teatrze życia codziennego nie
wyróżnia się ani teoretycznym wyrafinowaniem, ani doskonałością tak zwanego warsztatu, ani precyzją sformułowań,
ani bezwzględną odkrywczością, dokonanych uogólnień, ani - wreszcie - makrospołeczną doniosłością poruszanych
spraw. Co więcej, problematyka Goffmana (a przedstawiana polskiemu czytelnikowi praca jest dla jego twórczości jak
najbardziej charakterystyczna) może wydać się wręcz błahe na tle tych kierunków współczesnej socjologii, które
skupiają swoją uwagę na zagadnieniach systemu społecznego, władzy, struktury klasowej czy ewolucji społeczeństw i
kultur. Ów świat zaludniony przez komediantów, ekspedientów, drobnych oszustów, urzędników, pielęgniarki,
służących, . handlarzy itd. - zajętych bardziej utrzymaniem "fasady" niż techniczną stroną wykonywanych zadań - jawi
się w pierwszej chwili jako świat marginesu, niegodny dociekliwości, z jaką jest w tej książce opisywany. I czegóż to
chce dowieść autor? - zapyta, być może, czytelnik. Że wszyscy jesteśmy aktorami? O tym wiedział już przecież Szekspir,
a Jean Jacques Rousseau jeszcze przed progiem nowoczesnego społeczeństwa (którego członkowie są - jak napisze
David Riesman - "ludźmi zewnątrzsterownymi") wymownie dowodził, że nie potrafimy już żyć autentycznie, stając się
tylko tym, czym jesteśmy i chcemy być w oczach swoich widzów. Autor Listu o widowiskach dlatego tak nie cierpiał
aktorów, że zawodowo uprawiają tę ucieczkę od własnego ja: "Czym jest talent aktorski? Sztuką przedzierzgania się w
innego człowieka, przybierania innego charakteru, udawania, że się jest innym, niż jest się naprawdę, pasjonowania się
z zimną krwią, mówienia innych rzeczy, niż się myśli i to z taką naturalnością, jak gdyby się je myślało naprawdę;
sztuką zapominania wreszcie własnego miejsca w życiu, gdy się zajmuje miejsce innego człowieka."' A iluż to
weześniejszych i późniejszych moralistów pisało - lepiej lub gorzej o tym, że życie światowe jest nieustannym
udawaniem? Iluż próbowało zrywać maski i burzyć dekoracje? I czyż na co dzień nie posługujemy się wieloma
wyrażeniami zaczerpniętymi właśnie z teatru ("dobrze grać swoją rolę", "wypaść z roli", "zgrywać się", "zajrzeć za
kulisy", "działalność zakulisowa", "tragedia", "dramat", "farsa" itd.)? Metaforyka teatralna dawno też przeniknęła z
mowy potocznej do socjologii, czego najlepszym przykładem jest teoria ról społecznych zapoczątkowana przez Ralpha
Lintona i Floriana Znanieckiego, ale przez nich bynajmniej nie wynaleziona, obecna bowiem implicite w pracach
Georga Simmela, Charlesa Cooleya, George'a H. Meada; Roberta E. Parka i kogoś tam jeszcze. Ralf Dahrendorf
bynajmniej nie przesadza, kiedy stwierdza, że „...metafora Szekspira stała się dziś centralną zasadą nauki o
społeczeństwie”. Park napisał ponad pół wieku temu: „Każdy zawsze i wszędzie, mniej lub bardziej świadomie, gra
jakąś rolę [...] To właśnie w tych rolach znamy się nawzajem i znamy samych siebie.” Skąd tedy bierze się rosnąca
popularność Goffmana oraz pojawiające się tu i ówdzie przekonanie, że jego „podejście dramaturgiczne” otwiera nową
drogę lub choćby dróżkę w socjologii? Myślę, że można wskazać przynajmniej dwie przyczyny niewątpliwego sukcesu
autora Człowieka w teatrze życia codziennego. Pierwsza, to konsekwencja i pomysłowość w zastosowaniu prastarej
metafory teatralnej, dzięki którym przekształciła się ona w schemat teoretyczny, zdolny zapewne pomieścić nawet
więcej, niż sam Goffman poezątkowo sobie uświadomił. Za Człowiekiem w teatrze życia codziennego (1956, wydanie
poprawione i rozszerzone - 1959) poszły inne książki, w których wręcz obsesyjnie powracał on do tych samych
tematów: Asylums. Essays on the Social Situation of Mental Patients and Other Inmates (1981); Encounters. Two Studies
in the Sociology of Interacion (1981), Stigma. Notes on the Management of Spoiled Identity (1963), Behavior in Public
Places. Notes on the Social Organization of Gatherings (1963), Interaction Ritual. Essays on Face-to-Face Behavior (1967),
Strategic Interaction. An Analysis of Doubt and Calculation in Face-to-Face, Day-to-Day Dealings with One Another
(1969), Relations in Public. Microstudies of the Public Order (1971), Frame Analysis. An Essay on the Organization of
Experience (1974), Gender Advertisement (1979). Z pewnymi zastrzeżeniami można stwierdzić, że socjologia Goffmana
ma właściwie jeden niezmienny przedmiot. Jest nim „...ta kategoria zdarzeń, która powstaje podczas współobecności i
na skutek współobecności. Jej podstawowymi materiałami są spojrzenia, gesty, pozycje i wypowiedzi, które ludzie
- świadomie lub nie - wprowadzają do sytuacji. Są to zewnętrzne znaki orientacji i zaangażowania - stany
umysłu i ciała, których zazwyczaj nie bada się ze względu na ich społeczną organizację.” Zostawiam na później
objaśnienie tej formuły. Na razie stwierdzam jedynie, że Goffman należy do tych uczonych, którzy nie zadowalają się
pomysłem, lecz drążą temat ze wszystkich możliwych stron. Druga przyczyna sukcesu Goffmana jest bodaj jeszcze
ważniejsza. Otóż miał on odwagę pójść pod prąd. Okres, w którym ukazał się Człowiek w teatrze życia codziennego, to
ciężkie czasy dla reprezentowanego przez tę książkę typu socjologii. Pięć lat wcześniej ukazała się książka Talcotta
Parsonsa The Social System (1951) - najważniejsze dzieło triumfujacego podówczas funkcjonalizmu socjologicznego.
Rok przed książką Goffmana Paul F. Lazarsfeld i Morris Rosenberg ogłosili The Language of Social Research. A Reader
in the Methodology of Social Research (1955) - swego rodzaju kodyfikację neopożytywistycznej metodologii, która
zaczynała uchodzić w USA za metodologię tout court. Człowiek w teatrze życia codziennego był z pewnością
wyzwaniem rzuconym obu panującym modom - wyzwaniem teoretycznym i metodologicznym. Co prawda, Goffman
nie podjął bezpośredniej polemiki ani z funkcjonalizmem, ani z neopozytywizmem: Kiedy wypowiadał się o socjologii
„oficjalnej”, nie zawsze był jednoznaczny. W ogóle, jest to autor niezwykle powściągliwy w składaniu deklaracji
programowych. Po prostu robi co innego i robi to inaczej. W dobie poszukiwania nade wszystko teorii systemu
społecznego zadał on sobie proste pytanie (przez niektórych zaliczane raczej do psychologii społecznej niż do
socjologii), co dzieje się wówczas, gdy jednostki współprzebywają w swojej obecności fizycznej, i odpowiadał na nie w
duchu symbolicznego interakcjonizmu - amerykańskiej odmiany socjologii humanistycznej, która zachowała
wprawdzie spore wpływy na uniwersytetach, ale mogła być uważana za odrobinę staroświecką. Klasyczne jej dzieła,
czyli prace Cooleya, Deweya, Thomasa i Meada, powstały, bądź co bądź, w pierwszej , ćwierci XX wieku. Goffman
pozostał wierny tej orientacji, zajmując się - podobnie jak jego mistrzowie z Chicago: Herbert Blumer i Everett C.
Hughes - tym, jak jednostki starają się sprostać sytuacjom życiowym i jak wzajemnie na siebie oddziałują za pomocą
symboli. W okresie mody na metodologiczne wyrafinowanie autor Cziowieka w teatrze życia codziennego odwoływał
się do "skromnej naturalistycznej (to jest prowadzonej w warunkach naturalnych, nie zaś sztucznie stworzonych przez
badacza - J.S.) obserwacji" (nazywał ją czasarni "etnograficzną") w tym fascynowało tylko to, co można zobaczyć na
własne oczy. Jej to, jak się wydaje, prace (a także prace innego swojego mistrza, W. L. Warnera) naśladował w swoicli
badaniach terenowych na Szetlandach, których wyniki wykorzystał częściowo w tej książce. Krótko mówiąc, Goffman
był inny niż większość współezesnych mu socjologów amerykańskich. Nie manifestował tej swojej inności tak
rozgłośnie jak C. Wright Mills, którego The Sociological Imagination była rówieśniczką ostatecznej wersji Czlowieka w
teatrze życia codziennego, ale nie budziła ona u nikogo wątpliwóści. To sprawiło, że twórczość Hoffmana, chociaż nie
ma w niej nic z manifestu, stała się w następnym dziesięcioleciu jednym z ośrodków mobilizacyjnych opozycji
przeciwko socjologii ,,oficjalnej". Z kolei Goffman zaczął być modny. Okazało się przy tym, że twórczóść ta - tak,
wydawałoby się, tradycyjna i filozoficznie bezpretensjonalna – może być odczytywana w zupełnie inny sposób. Oto
postulat badania "życia codzien nego", który u Goffmana nie kryje żadnych osobliwych głębi, będąc jedynie opcją na
rzecz przed kładania oglądu społecznego konkretu nad manipulację modelami i wskaźnikami, niektórym czytelnikom
objawił niespodziewanie swe pokrewieństwo z wywodzącym się z fenomenologii zainteżesowa niem „światem
nastawienia naturalnego”, z orientacją na badanie najbardziej pierwotnej, spontanicznej, nieuporządkowanej formy
doświadezenia, jaka dana jest każdemu człowiekowi przez sam fakt uczestnictwa w życiu społecznym. Orientacja ta -
zapoczątkowana w socjologii amerykańskiej przez Alfreda Schutza (1894-1959) - uzyskała znaczną popularność w
latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, kiedy to w toku dyskusji na temat „kryzysu socjologii” zaczęto poszukiwać
drogi do rekonstrukcji tej dyscypliny w 10 " ' " ie ~łożeń, przyjmowanych milcząco przez uczeestników życia
społecznego. Byłoby yr~ uę Y Po g Y Y~ jak g~dzę; ekstrawagancją dopatrywać się w Goffmanie przedstawiciela
socjologii fenomenologicznej, syntenejalizmu ezy etnometodologii avant la let. Nie ulega jednak wątpliwości, iż był on
współtwórcą nowego klimatu opinii, w którym „życie codzienne” stało się podstawowym tematem wpływowych
kierunków myśli socjologicznej - klimatu opinii coraz mniej przychylnego „naukowej socjologii” w wersji zarówno
funkcjonalistycznej, jak i neopozytywistycznej, życiodajnego natomiast dla socjologicznej - jak to określi sam Goffman
„alchemii” polegającej na tym, by problemem naukawym czynić „...byle okruch najzwyklejszej społecznej działalności.”
Tak więc socjologia tego autora okazała się arką przymierza między starymi i nowymi laty socjologii humanistycznej,
chociaż on sam dopiero we F`a~g~'rte Analysis (1971) ujawnił niejakie zainteresowanie filozoficznymi nowinkami.
Owszem, bywał przez rzeczników nowej orientacji krytykowany za mierną prostoduszność teoretyczną, a nawet za
konserwatyzm, niemniej jednak zaliczono go niemal bez dyskusji do nowego nurtu amerykańskiej !4~3ola~i, uznano za
jednego z „klasyków” socjologicznej nowoczesności. ~ ~`:~utit Goffmana przeciwko socjologii „oficjalnej” dotyczył
zarówno sposobu widzenia rzeczywistości społecznej, jak i metod jej badania. W pierwszej sprawie twórczość autora
Człowieka w teatrze życia codziennego nastręcza wszakże pewną trudność interpretacyjną. Nie zawsze jest mianowicie
jasne, czy proponuje on nową - skrajnie ~'akęjonistyczną - ontologię społeczną, koncepcję faktów spółecznych jako
ezegoś ex definitione płynnego i stającego się tylko na krótko w toku niezliczonych encounters między jednostkami
(Hex pin nazywa tę socjologię wheraklitejską z ducha" czy też może raczsj mamy tu do czynienia tyilk z , próbą
eksploracji
obszaru, który xiie przyciąg~ w dostatecznym stopniu uwagi socjologów zajęiyc badaniem - nazbyt dla
interakcjonisty bezosobc wego - systemu społecznego i operujących - ja to trafnie określił D. Wrong -
"przespołecznion koncepcją człowieka" ~°. W pierwszym przypadk chodziłoby o ~sadniczo inną od
funkcjonalistycs nej wizję rzeczywistości społecznej, w drugim jedynie o wybór takiego, a nie ~innego jej
aspekti co ma niewątpliwie dor_iosłe l~onsekwencje teor~ tyczne, ale samo przez się teorią jeszcze nie jest.
Jeżeli słuszna jest pierwsza z owycYi dwóch ix terpretacji, należałoby przyznać rację Gouldnerc wi, który
pisze, że "... jest to teoria społeczna, kti ra kładzie nacisk na epizodycżność i rozpatruje ż3 cie jedynie w
wąskim interpersonalnym kręgu, ah storycznym i nieinstytucjonalnym, jako egzystei cję poza historią i
spoleczeństwem, dochodzącą ć śkutku tylko w płynnym i przemija jącym spotk; niu [...]. Goffmanowskie
wyobrażenie życia sp~ łecznego to nie wyobrażenie trwałych, spoistyc struktur społecznyeh, lecz raczej
wyobrażen listronnej, krętej ścieżki, chybotliwego pomostu [... Z tego punktu widzenia ludzie są akróbatami i
gr~ czami, którzy oderwali się jakoś od struktur sp~ łecznych, a nawet od kulturowo ustalonych ról..."
9 N. Herpin, Les socioLogues a~nericains et Le si~cLe, Pa 1973, s. 74.płynnego i stającego się tylko na krótko
w tok~ niezliczonych ćncounters między jednostkami (Hex pin nazywa tę socjologię wheraklitejską z ducha"
czy też może raczsj mamy tu do czynienia tyilk z , próbą eksploracji obszaru, który xiie przyciąg~ w
dostatecznym stopniu uwagi socjologów zajęiyc badaniem - nazbyt dla interakcjonisty bezosobc wego - systemu
społecznego i operujących - ja to trafnie określił D. Wrong - "przespołecznion koncepcją człowieka" ~°. W
pierwszym przypadk chodziłoby o ~sadniczo inną od funkcjonalistycs nej wizję rzeczywistości społecznej, w
drugim jedynie o wybór takiego, a nie ~innego jej aspekti co ma niewątpliwie dor_iosłe l~onsekwencje teor~
tyczne, ale samo przez się teorią jeszcze nie jest.
Jeżeli słuszna jest pierwsza z owycYi dwóch ix terpretacji, należałoby przyznać rację Gouldnerc wi, który
pisze, że "... jest to teoria społeczna, kti ra kładzie nacisk na epizodycżność i rozpatruje ż3 cie jedynie w
wąskim interpersonalnym kręgu, ah storycznym i nieinstytucjonalnym, jako egzystei cję poza historią i
spoleczeństwem, dochodzącą ć śkutku tylko w płynnym i przemija jącym spotk; niu [...]. Goffmanowskie
wyobrażenie życia sp~ łecznego to nie wyobrażenie trwałych, spoistyc struktur społecznyeh, lecz raczej
wyobrażen listronnej, krętej ścieżki, chybotliwego pomostu [... Z tego punktu widzenia ludzie są akróbatami i
gr~ czami, którzy oderwali się jakoś od struktur sp~ łecznych, a nawet od kulturowo ustalonych ról..."
'o por. Edmund Mokrzycki (red.), Perspektywy socjoLo PIW, w opracowaniu.
m A. W, Gouldner, The Corning Crisis of western Socic gy, New York 1971, s. 379. Por. Peter L. Betger,
Invitat to Sobiotogy: A Hurrcanistic Perspective, Garden City, N. s. 13E-139. Podobnie bodaj odczytuje
Goffmana Anton Kłoskowska, pisząc, że " . charakterystyCZne dla nich (s nowiska Goffmana i Garfinkela - J.
S.) eliminowanie ka
22
~'prźyjmiemy drugą z wymienionych intęrk~jt ~a za jej przyjęciem przemawia wiele wy!~lzi samego
Goffmana), Gouldnerowska wy-~ ~ o,każe się nazbyt daleko idąca. Istotnie; lu~, GoffmanoW skim teątrze
życia codziennego ~ wszystko "akrobatami i graczami" poru:ymi się po "chybotliwym pomóście" zmieniat się
wieustannie sytuacji (autor tej ksiąźki da, że uprawia the socioiogy of occasions'~, it~zy z,aś komenta~torzy
nazywa ją go "sytuacjo), ale bynajmniej nie egzystują przecież poza ~em społecznym, oderwani od struktur
spo~ch i niezalężni od wzorów kultury. Żyją oni ~eśloxiym miejscu i czasie, należą do takich, innych klas
społecznych, przestrzegają norm Wenansów, uprawiają określone zawody itd. an nie ma, jak -się wydaje,
zaxxliaru unietć całej tej problematyk~, która uchodzi słuszpar excetlence socjologiczną. Po próstu ogląiat
społeczny z innej perspektywy, nie żąda
nikogo, aby postępował tak samo. Wynika ·aźnie z porównania perspektywy dramaturj z innymi
perspektywami, jakie znajduje się uoskach tej książki. A we France Anaiysis 4 ni mniej, ni więcej (można to
odnieść do ego twórczości): "Ta książka dotyczy organi4§wiadczexlia [.;.], a nie organizacji społeczeńVie
xnam zamiaru wypowiadać się o podsta;h tematąch socjologii - organizacji społeczót~rukturze społecznej^
[...]. Nie zajmuję się uą życia społecznego, lecz strukturą doświadjednostek w różnych momentach ich społecz
noszgcych się do trwałej struktury społecznej, a wyI się w stałych typach stosunków społecznych, zubo~a
o$raniczając ją do najbardziej zewnętrznych, płynrszElotnych zjawisk właściwych społecznym kontakyoteczna
sytuacja )comunikowania, "Studia Socjolo197~i rir 4/55 s. 119).
~offman, Interaction Ritual,.., cyt. wyd., s. 2.
13

płynnego i stającego się tylko na krótko w toi~ niezliczonych ćncounters między jednostkami (He pin nazywa
tę socjologię -heraklitejską z ducha czy też może raczej mamy tu do czynienia tyv z _próbą eksploracji obszaru,
który nie przyciąg w dostatecznym stopniu uwagi socjologów zajęiy, badaniem - nazbyt dla interakcjonisty
bezosob wego - systemu społecznego i operujących - ~j~ to trafnie określił D. Wrong - "przespołeczniol
lzoncepcją człowieka" 1°. W pierwszym przypadl chodziłoby o zasadniczo inną od funkcjonalistyc nej wizję
rzeczywistości społecznej, w drugim jedynie o wybór takiego, a nie innego jej aspekl co ma niewątpliwie
dor.iosłe l~onsekwencje teoz' tyczne, ale samo przez się teorią jeszcze nie jest.
Jeżeli słuszna jest pierwsza z owych dwóch i terpre'tacji, należałoby przyznać rację Gouidnei wi, który pisze,
że "... jest to teoria społeczna, ki ra kładzie nacisk na epizodycźność i rozpatruje ż cie jedynie w wąskim
interpersonalnym kręgu, al storycznym i nieinstytucjonalnym, jako egzyste cję poza historią i spoleczeństwem,
dochodzącą śkutku tylko w płynnym i przemija jącym spotl~ niu [...]. Goffmanowskie wyobra'zenie życia sX
łecznego to nie wyobrażenie trwałych, spoisty struktur społecznych, .lecz raczej wyobrażel ustronnej, krętej
ścieżki, chybotliwego~ pomostu [. Z tego punktu widzenia ludzie są akrobatami i g1 czami, którzy oderwali się
jakoś od struktur sl łecznych, a nawet od kulturowo ustalonych ról...'
9 N. Herpin, Les sociologues atnericains et le si~cle, Pa 1973, s. 74.
ao por. Edmund Mokrzycki (red.), Perspektywy socjolo~ PIW, w opracowaniu.
l A, w. Gouldner, The Coming Crisis of Western Socio g,y, New York 1971, s. 379. Por. Peter L. Berger,
Invitati to Soćiology: A Humanistic Perspective, Garden City, N: s. 138-139. Podobnie bodaj odczytuje
Goffmana Anton Kłoskowska, pisząc, te " . charakterystyCZne dla nich (s nowiska Goffmana i Garfirikeła -. J.
S.) eliminowanie ka
1 `?
~=p~źyjmiemy drugą z wymienionych intęr~ ~a, za jej przyjęciem przemawia wiele wy~i samego Goffmana),
Gouldnerowska wyy;o~każe się nazbyt daleko idąca. Istotnie; lu~.(~offmanowskim teątrze życia codziennego ~
wszystko "akrobatami i graczami" poru~mi się po "chybotliwym pomóście" zmieniat się ~e~~n~e sytuacji
(autor tej książki d~, że uprawia the sociobogy of occctsions'~, i~zy ~ś komentatorzy nazywają go "sytuacjo~,
ale bynajmniej nie egzystizją przecież poza 1em społecznym, oderwani od struktur spoyh i niezalężni od
wzorów kultury. Żyją oni ~eśloniym miejscu i czasie, należą do takich, innych klas społecznych, przestrzegają
norm ~renansów, uprawiają określone zawody itd. an nie ma, jak się wydaje, zamiaru unietć całej te j
problematyk~, która uchodzi słusz~a.r exceltence socjologiczną. Po próstu ogląiat społeczny z innej
perspektywy, nie żąda
nikogo; aby postępował tak samo. Wynika ~ażriie z porównania perspektywy dramaturi z innymi
perspektywami, jakię znajduje się doskach tej książki. A we France Ancilysis ~ ni mniej, ni więcej (można to
odnieść do ~go twórczościj: "Ta ksiąźka dotyczy organi®świadczenia [.:.], a nie organizacji społeczeńlTie
mam źamiaru wypowiadać się o podsta~h tematąch socjologii - organizacji społecz~rukturze społecznej` [...].
Nie zajmuję się ~ życia społecznego, lecz strukturą doświadjednostek w różnych momentach ich społecz
~120szących się do trwałej struktury społecznej, a wy~j się w stałych typach stosunków społecznych, zuboża
;Ograniczając ją do najbardziej zewnętrznych, płyn~2elotnych zjawisk właSciwycli społecznym kontak-
rpołeczna sytuacja )comunikowania, "Studia Socjolo° 1~74 nt 9/55 s. 119).
~offman, Interaction RftuaL..., cyt. wyd., s. 2.
, I3 :v ,

płynnego i Stającego się tylko na krótko w toku niezliczonych ćncounters między jednostkami (Herpin nazywa
tę socjologię wheraklitejską z ducha °), czy też może raczej mamy tu do czynienia tylko z.próbą eksploracji
obszaru, który nie przyciągal w dostatecznym stopniu uwagi socjologów zajęiych badaniem - nazbyt dla
interakcjonisty bezosobowego - systemu społecznego i operujących - ~jak to trafnie określił D. Wrong -
"przespołecznioną koncepcją człowieka" i°. W pierwszym przypadku chodziłoby o zasadniczo inną od
funkcjonalistycznej wizję rzeczywistości społecznej, w drugim jedynie o wybór takiego, a nie innego jej
aspektu; co ma niewątpliwie dor.iosłe l~onsekwencje teoretyczne, ale samo przez się teorią jeszcze nie jest.
Jeżeli słuszna jest pierwsza z owych dwóch interpretacji, należałoby przyznać rację Gouldnerowi, który pisze,
że "... jest to teoria społeczna, która kładzie nacisk na epizodycżność i rozpatruje życie jedynie w wąskim
interpersonalnym .kręgu, ahi= storycznym i nieinstytucjonalnym, jako egzystencję poza historią i
spoleczeństwem, dochodzącą do śkutku tylko w płYnnym i przemijającym spotkaniu [...]. Goffmanowskie
wyobrażenie życia społecznego to nie wyobrażenie trwałych, spoistych struktur społecznych, lecz raczej
wyobrażenie L2stronnej, krętej ścieżki, chybotliwego pomostu [...]. Z tego punktu widzenia ludzie są
akróbatami i graczami, którzy oderwali się jakoś od struktur społecznych, a nawet od kulturowo ustalonych
ról..." i'
a N. Herpin, Les socżoLoyues americains et Le si~cle, Paris 1973, s. 74.
'o por. Edmund !vIOkrzycki (red.), Perspektywy socjologii, PiW, w opracowaniu.
" A, w. Gouldner, The Coming Crisis oJ Western Sociołogy, New York 1971, s. 879. Por. Peter L. Berger,
Invitation to Soćtotogy: A Humareistic Perspective, Garden City, N. Y. s. 13E-139. Podobnie bodaj odczytuje
Goffmana Antonina Kłoskowska, pisząc, że " . charakterystyCZne dla nich (sta-' nowiska Goffmana i
Garfinkela - J. S.) eliminowanie kate- I
Jeżeli prźyjmiemy drugą z wymienionych intęrpretacji (a za jej przyjęciem przemawia wiele wypowiedzi
samego Goffmana), Gouldnerowska wy~ kładnia okaże się nazbyt daleko idąca. Istotnie; ludzie w
Goffmanowskim teątrze życia codziennego są nade wszystko "akrobatami i graczami" poruszającymi się po
"chybotliwym pomóście" zmieniających się nieustannie sytuacji (autor tej książki powiada, że uprawia the
sociology of occasions'~, niektórzy zaś komentatorzy nazywają go "sytuacjonistą"), ale bynajmniej nie
egzystują przecież poza systemem społecznym, oderwani od struktiu~ społecznych i niezalężni od wzorów
kultury. Żyją oni w określot~ym miejscu i czasie, należą do takichn ~a nie innych klas społecznych,
przestrzegają norm i konwenansów, uprawiają określone zawody itd. Goffman nie ma, jak się wydaje, zamiaru
unieWażniać całej tej problematyki, która uchodzi słusznie za par exceltence socjologiczną. Po próstu ogląda
świat społeczny z innej perspektywy, nie żądając od nikogo, aby postępował tak samo. Wynika to wyraźnie z
porównania perspektywy dramaturgicznej z iniiymi perspektywami, jakię żnajduje się we wnioskach tej
książki. A we France Analysis napisze ni mniej, ni więcej (można to odnieść do całej jego twórczości): "Ta
książka dotyczy organizacji doświadczenia [.:.], a nie organizacji społeczeństwa. Nie mam zamiaru
wypowiadać się o podstawowych tematach socjologii - organizacji społecznej i strukturze społecznej^ [...j. Nie
zajmuję się strukturą życia społecznego, lecz strukturą doświadc'zenia jednostek w różnych momentach ich
sgołeczI gorii; odnoszących się do trwałej struktury społecznej, a wyraż$jącej się w stałych typach stosunków
spo2ecznych, zuboża analizę, ograniczając ją do najbardziej zewnętrznych, płyn~i nych i przelotnych zjawisk
wła5ciwycli społecznym kontak
'I toW " (Spoteczna sytuacja )comunikowania, "Studia SocjoloI giczne", 1974 nr 4/55 s. 119).
i,
'° E. Goffman, Interactżon Ritual..., cyt. wyd., s. 2.
1~ ' 13
nego życia. Usobiście utrzymuję, że społeczeństwo jest pod każdym względem pierwotne, natomiast przeżycia
jednostek są pod każdym względem wtórne; niniejsza praca jest poświęcona wyłącznie temu, co wtórne." "
Tak więc Goffman mówi raczej o c z y m ś i nnym niż coś~ bezwzględnie innego. Nie kwestionuje zasadniczo
twierdżeń badaczy systemu społecznego; kwestionuje natomiast ich durkheimowskie z ducha przekonanie, iż
analizując osobliwości systemu uzyskujemy tym samynl ~'~'iedzę wystarezającą do wyjaśnienia zachowania się
jednostek. Otóż, jeśli nawet przyjmiemy, że socjologia potrafi już zadowalająco wyjaśnić funkejonowanie
systemu społecznego, pozostaje rozległa sfera zjawisk, o której, przy obecnym stanie socjologii, nie wiemy
prawie niczego: sfera działań i oddziaływań wzajemnych jednostek ludzkich - procesów, które nie są bez reszty
zdeterminowane ani przez właściwości systemu społecznego, ani przez biopsychiczn.e cechy organizmów.
Ta sfera, o której kilkadziesiąt Iat weześniej pisał Simmel: "Międzyludzkie więzi społeczne zadzierzgają się,
rozwiązują i zadzierzgają na nowo W wiecznym, pulsującym strumieniu, który wiąże jednostkę nawet
wówczas, gdy nie nalęży ona do organizacji w ścisłym sensie. Fakt, że ludzie patrzą~ na siebie wzajem, że są o
siebie zazdrośni, że pi~ sują do siebie listy, że razem jedzą obiad, że nie~ zależnie od konkretnych interesów
odnoszą się da siebie z sympatią lub antypatią, ie wdzięczność za~ altruistyczny uczynek rodzi nierozerwalne
więz3d o trwałym oddziaływaniu, że jeden człowiek pyt~
- drugiego o drogę, że ludzie stroją się i zdobią względu na innych ludzi - wszystkie te powiąz~ nia między
jedną jednostką a drugą, chwilowe bą . trwałe, świadome bądź nieświadome, błahe lub z
1~ E. Goffman, Frame AnaLysis..., cyt. wyd., s. 13.
czące, spośród których wybrano na chybił trafił powyższe przykłady, wiążą nas nieustannie ze sobą wzajem..
Odnajdujemy tu wzajemne oddziaływania elementów; które są przyczyną trwałości i elastyczności, kólorytu i
wartości wyrazistego, a zarazem zagadkowego życia społeczeństwa." fa
Ten właśnie ordinary human traf fic stanowi główny przedmiot zainteresowania Goffmana. Mówi on o sobie:
"W ostatecznym rachunku zajmuje mnie posuwaaie naprzód studiów nad interakcją odbywającą się «twarzą w
twarz~ jako dziedziną w naturalny sposób wyodrębnioną i z analitycznego punktu widzenia jednorodną -
poddziałem socjologii." f5 Na podjęciu tego rodzaju studiów polegało przede wszystkim nowatorstwo Goffma-
na, który słusznie stwierdził, że "...język socjologii odnosi się tradycyjnie do organizacji, struktur, ról i pozycji
społecznych; nie jest natomiast przystosowany do opisu zachowania się osób dochodzącego do skutku w
następstwie znalezienia się ich w towarzystwie ińnych osób".le Nie wypowiadając się na ogół o życiu
społecznym jako takim, autor Cztowieka w teatrze życża codziennego zauważa, iż fizyczna współobecność
jednostek wytwarza zjawiska; które wymagają odrębnego i skrupulatnego zbadania - niezależnie (w pewnych
granicach) od tego, co skądinąd o tych jednostkach wiemy.
Ten kierunek zainteresowań sprzyjał przyjęciu '~ G. Simmel, SocjoLogia, Warszawa 1975, s. 12.
rs E. Goffman, Strategie Interaction. An Analysis of Douót and Calculation in Face-to-Face, Day-to-Day
DeaLings with One Another, New Yor~s 1972, s. IX. Zauważmy, ~e wy
·, ~ltana przez Goffmana strategia badawcza okazu je się na jzu~~~~einiej zgodna z poglądami wspomnianego
tu już A. Schutza, Y`'~ry zalecał rozpoczęcie teoretycznej analizy środowiska spo~~gznego od stosunków jace-
to-Jace jako "podstawowej struk
. y bwiata 2ycia codziennego~~ (por. G. Psathas, Essenttal Fe". res of Face-to-Face Interaction, w; G. Pasathas
(wyd.), ` ~ertomenologicat SocioLOgy: Issues and Applications, New r1~ 1873, s. 159).
,~;~1~ E. Goffman, Interaction ftituaL..., cyt. wyd., s. 144. , ~; ..
15 1'~

, Goffmana perspektywy dramaturgicznej, za ~j głównego rzecznika pospolicie dzisiaj uchaOtóż rzećz w tym,
że obecność innych ludzi l~ształca każdą ludzką działalność w występ. :yna liczyć się ~ nie tyle to, ' co
jednostka robi, tyle to, czy z technicznego puńktu 'widzenia ~ze wykonuje swoje zadania, ile to, jak robi,
potrafi wywrzeć odpowiednie ~ wrażenie na rrwatorach, narzucić im swoją definicję sytuaJest oczywiste, że
jednostki wykonują przy tym :ślone zadania techniczne, a także czynią za: określonym wymogoln systemu,
pozycji i roli :ecznej, najważniejsze okazuje się wszakże to, konkretni partnerzy danej interakcji "kupią" ~o
zostaje im zaoferowane. Jak powiada Gould, zainteresowanie "wartością użytkową" ludzi działań ustępuje tu
całkowicie mfejsca zainesowaniu ich "wartością wymienną" ~` ~dybyśmy za przykładem cytowanego krytyka
iatrzyli się w tym wszechobejmującej wizji żyspołecznego" przekształcającej ludzkie "ja" ~' ~ar, a
społeczeństwo w rynek, perspekywa draturgiczna musiałaby budzić daleko idące wątpliści: Nie bierzmy jej
jednak za to, czym nfe t. O jej walorach decyduje nie to, jak wyglądaław postaci absurdalnie uogólnionej, lecz
to, czy ograniczonej dziedzinie, do jakiej zastosował ją ~ffman, pozwoliła ujawnić jakieś ważne fakty. tak
postawione pytanie wypada chyba odpowie~eć twierdząco. Jednym z koronny ch argumenw jest właśnie
niniejsza książka, której przeniklf~ść Czytelnik potrafi ocenić b'ęz mojej pomocy. Zajmując się c z y m i n n y
m, Goffman upraa socjologię inaczej niż większość współczesnych ,1 socjolvg'ow. Ma on za nic metody, z
których ynalezienia i udoskonalenid są oni tak bardzo imni. Nie prowadzi badań empirycznych v~ żna
7 A, W,, Gouldner, The Coming..., cyt. wyd., s. 393.
. czeniu. przyjętym dziś prawie powszechnie nie tyl-~ ko w Stanach Zjednoczonych. Jedynym wyjątkiem jest
niepi.iblikowana prąca o zagrodnikach szetlandzkich, na którą tyle razy powołuje się w tej książce. Ale ten
wyjątek potwierdza, jak się zdaje, regułę. Jeśli można wnioskować z pośrednich świadectw, studium to -
przywołujące wzory amerykańskich community studies z okresu międzywo_ jennego - bliższe jest monografii
etnograficznej niż standardowej monografii socjologicznej. Goffman przypatruje się najz vyklejszym
działaniom ludzkim w warunkach naturalnych, rejestruje je i stara się odkryć ich sens zakryty dla powierz-
chownego obserwatora. Na każdym kroku, choćby przedmiotem obsęrwacji były akty tak proste, jak głośne
szurani,e nogami przed wejściem do domu
~ sąsfada czy trzaśnięcie drzwiami w gospodzie, zadaje sobie pytanie: What is it that's going on here? Każda
czynność ludzka wydaje mu się brzemienna w znaczenie. Póstępuje jak antropolog" który nade wszystko
wystrzega_ się przyporządkowywania zebranych danych gotowym schematom własnej kultury.
Jeden z recenzentów książki Strategic Interaction napisał baTdzo słusznie: "Erving Goffman jest wielkim
etnologiem, jego plemieniem jest ludzkość, jegó ośrodkiem zainteresowania bezpośrednie stosunki życia
codziennego, jego metodą obserwacji połączenie naturalistycznych badań terenowych z rozległymi lekturami z
zakresu historii, biografistyki, nauk społecznych i literatury pięknej." la Inńe trafne porównanie daje Vivian
Gornick w przedmowie do Gender Advertisement - ostatniej książki 4offmana. Pisze ona, że socjolog ten
spędza życie ns ":..obserwowaniu zachowania się społecznego w tatki sposób, w. jal~i wrażliwy krytyk literacki
czy
i~ G. E. Swanson, Strateg2c Interactton Erving Goffman's, t~Zja w: "American Journal of Sociology", vol. ~9,
nr 4 :ra~itary 1974), s. 1004.
Cztowlek w teatrze 17 E i.=:

ta literaturę"'9 W socjologii współczesnej styl pracy autora Cztowieka w teatrze życia codziennego jest zaiste
jedyny w swoim rodzaju.
Warsztat naukowy Goffmana (jeśli to .określenie jest tu w ogóle na miejscu) może wzbudzić grozę każdego,
kto choć trochę zajmował się metodologią: Przede wszystkim, posługuje się on na dużą skalę źle notowaną
wśród współczesnych socjologów obserwacją potoczną, po prostu podgląda bliźnich w sytuacjach
wymagających od. nich reagowania na obecność innych ludzi. Korzysta również z bardzo rozległej literatury,
co zresztą widać po obfitości przytoczeń i odsyłaczy, ale korzysta z niej w bardzo szczególny sposób. Mówiąc
najkrócej, bierze z niej tylko pomysły i przykłady, wielkie uogólnienia, jakie można znaleźć w dziełach
filozofów, moralistów i socjologów-teoretyków typu Cooleya czy Simmela, i okruchy rzećzywistości, jakie ~aj-
dują się wszędzie - w literaturze pięknej i raportach z badań socjologicznych, wspomnieniach i podręcznikach
dobrych manier, relacjach podróżników i kronikach towarzyskich, gazetach i zbiorach anegdot.
Gdyby chciało się jednym słowem odpowiedzieć na pytanie, z jakich źródeł Goffman korzysta w swoich
pracach, należałoby powiedzieć: z wycinków. Ale trzeba byłoby dodać, że sposób ich zbierania jest daleki od
jakiejkolwiek systematyczr~ości. Nie przypisując im mocy dowodowej i traktując je wyłącznie jako ctaryfying
depictions, Goffman czuje się zwolniony od troski o reprezentatyw- ~ nośe. Nie zajmuje się przecież tym, jak
jest; Pi" ~I sze o iym, jak bywa. O swoim stosunku do wyko- , rzystywanych "anegdot" mówi zresztą z
rozbraja-' jącą szezerością: "Te dane mają inną słabość. Zbierałem je przez lata na chybił trafił, stosując za
1° Por. E. Goffman, GendeT Advertlsement, Cambridge, Mass, 1979, s. VII. ,
` sady wybóru tajemnicze dla mnie samego; które w dodatku zmieniały się z roku na rok i których nie
potrafiłbym odtwoFZyć, `gdybym chciał to zrobić." ~° W tym wyznaniu jest z pewnością sporo kokieterii, jeśli
nie prowokacji, w stosunku do socjologów (nie tak znowu rzadkich w naszych czasach), których w całym życiu
społecznym naprawdę interesują jedynie zasady ustalania reprezentatywności danych, ale - oczywiście - z
"anegdotami" tak właśnie jeśt i nie może być inaczej. Bierze się te, które z jakichś powodów zwróciły nasżą
uwagę, nie myśląc przy tym, że istnieją tysiące innych, prowadzącyeh do zgoła innych morałów.
Dla socjologa takiego jak Goffman nie jest to żadne poważne zmartwienie. Dowodził, iż życie społecżne jest
teatrem? Są fakty, które temu przeczą? Doda więc przy innej okazji: "Cały świat nie jest sceną - z pewnością i
teatr nie jest nią całkowicie." El Mógłby nawet dodać, że nie formułuje żadn~;ch twierdzeń bezwyjątkowych.
Zwróćmy zresztą uwagę, jak często w tej książce pojawiają się zwroty takie jak: "czasem", "w pewnych wypad-
kach",, "dość często", "często", "przeważnie" itp. Ta beztroska Goffmana budziła liczne zastrzeżenia nawet
wśród jego zwolenników. Na przykład Swanson pisał: "Goffman stoi wobec problemów, z którymi ma do
ezynienia każdy, ktokolwiek próbuje badać naturę ludzką lub występujące powszechnie cechy stosunków
społecznych. W Iniarę przechodzenia od taksonomii do wyjaśnień, problemy te będą nabierały ostrości.
Goffman chce ustalać powszechnie obowiązujące prawdy, ale nie potrafi zbadać wszystkich przypadków.
Wcześniej lub później będzie więc musiał stanąć oko w oko z zagadnieniem doboru próby. Mnożenie ilustraeji
wystarcza, aby pokazać, że coś istnieje, ale nie wystarcża,
'° E. Goffman, Frame Analysfs..., cyt. wyd., s. 15. '1 Tam~e, s. 1.
a. lg 19

przez Goffmana perspektywy dramaturgicznej, za której głównegó rzecznika pospolicie dzisiaj ucho~ dzi. Otóż
rzecz w tym, że obecność innych ludzi przekształca każdą ludzką działalność w występ. Zaczyna liczyć się nie
tyle to, ' co jednośtka robi, nie tyle to, czy z technicznego pun'ktu 'widzenia dobrze wykonuje swoje zadania, ile
to, jak robi, czy potrafi wywrzeć odpowiednie ~ wrażenie na obserwatorach, narzucić im swoją definicję sytua-
cji. Jest oczywiste, że jednostki wykonują przy tym określone zadania techniczne, a także czynią zadość
określonym wymogom systemu, pozycji i roli społecznej, najważniejsze okazuje się wszakże to, ezy konkretni
partnerzy danej interakcji "kupią" to, co zostaje im zaoferowane. Jak powiada Gouldner, zainteresowanie
"wartością użytkową" ludzkich działań ustępuje tu całkowicie miejsca zainteresowaniu icll "wartością
wymienną".w
Gdybyśmy za przykładem cytowanego krytyka dopatrzyli się w tym wszechobejmującej wizji życia
społecznego" przekształcającej ludzkie "ja" w towar, a społeczeństwo w rynek, perspekywa dramaturgiczna
musiałaby budzić daleko idącs wątpiiwości: Nie bierzmy jej jednak za to, czym nie jest. O jej walorach
decyduje nie to, jak wyglądałaby w postaci absurdalnie uogólnionej, lecz to, czy w ograniczonej dziedzinie, do
jakiej zastosował ją Goffman; pozwoliła ujawnić jakieś ważne fakty. Na tak postawione pytanie wypada chyba
odpowiedzieć twierdząco. Jednym z koronny ch argumentów jest właśnie niniejsza książka, której przenikli-
wość Czytelnik potrafi ocenić b'ęz mojej pomocy.
Zajmując się c z y m i n n y m, Goffman uprawia socjologię inaczej niż większość współczesnych ~ mu
socjolz~gów. Ma on za nic metody; z których
wynalezienia i udoskonaleniii są oni tak bardz~ dumni. Nie prowadzi badań empirycznych v~ zna
1° A, w., Goulcłner, T)xe Coming..., cyt. wyd., s. 393.
~~,'.A' niu przyjętym dziś prawie powszechnie nie tyl:;~p w Stanach Zjednoczonych. Jedynym wyjątkiem
j~st niep~iblikowana prąca o zagrodnikach szet. laradzkich, na którą tyle razy powołuje się w tej książce. Ale
ten wyjątek potwierdza, jak się zdaje, ieegułę. Jeśli można wnioskować z pośrednich świadectw, studium to -
przywołujące wzory amerygańskich community studies z okresu międzywo_
~ jennego - bliższe jest monografii etnograficznej . niż standardowej monografii socjologicznej. Goffman
przypatruje się najzwyklejszym działaniam ludzkim w warunkach naturalnych, rejestruje je i stara się odkryć
ich sens zakryty dla powierzchownego obserwatora. Na każdym kroku, choćby przedmiotem obserwacji były
akty tak proste, jak głośne szuran.ie nogami przed wejściem do domu sąsfada czy trzaśnięcie drzwiami w
gospodzie, zadaje sobie pytanie: What is it that's going on here? Każda czynność ludzka wydaje mu się
brzemienna w znaczenie. Póstępuje jak antropologp który
\ nade wszystko wystrz.ega. się przyporz~dkowywania zebranych danych gotowym schematom własnej '
kultury.
Jeden z recenzentów książki Strategic Interaction vapisał baidzo słusznie: "Erving Goffman jest wielkim
etnologiem, jego plemieniem jest ludzkość, je
' gó ośrodkiem zainteresowania bezpośrednie stosunI,-ki życia codziennego, jego metodą obserwacji po',
łączenie naturalistycznych badań terenowych z roz~°iegłyxnf lekturami z zakresu llistorii, biografistyki, `nauk
społecznych i literatury pięknej." ~ Inńe trafłne porównanie daje Vivian GQrnick w przedmo~ Wie do Gender
Advertisement - ostatniej książki ; Goffmana. Pisze ona, że socjolog ten spędza życie ' ~a "...obserwowaniu
zachowania się społecznego w '~aki sposób, w. jal~i wrażliwy krytyk literacki czys'' 'e G. E. Swanson,
Strategtc Interactton Erving Gojjman°s, ,~ecenzja w: "American Journal of Sociology", vol. 79, nr 4 !
~January 1974), s. 1004.
1: Czlowiek w teatrze 16

ta literaturę"'9 W socjologii współczesnej styl pracy autora Ćxłowieka w teatrze życia codxiennego , jest zaiste
jedyny w swoim rodzaju.
Warsztat naukowy Goffmana (jeśli to określenie jest tu w ogóle na miejscu) może wzbudzić grozę każdego, kto
choć trochę zajmował się metodologią. , Przede wszystkim, posługuje się on na dużą skalę ' źle notowaną
wśród współczesnych socjologów ; obserwacją potoczną, po prostu podgląda bliźnich ' w sytuacjach
wymagających od nich reagowania na obecność innych ludzi. Korzysta również z bardzo rozległej literatury,
co zresztą widać po obfi tości przytoczeń i odsyłaczy, ale korzysta z niej w bardzo szczególny sposbb. Mówiąc
najkrócej, bie- l rze z niej tylko pomysły i przykłady, wielkie uogól nienia, jakie można znaleźć w dziełach
filozofów, ~ moralistów i socjologów-teoretyków typu Cooleya ~ czy Simmela, i okruchy rzećzywistości, jakie
znaj- ~ dują się wszędzie - w literaturze pięknej i rapor- ~ tach z badań socjologicznych, wspomnieniach i pod-
! ręcznikach dobrych manier, relacjach podróżników ' i kronikach towarzyskich, gazetach i zbiorach ane- :
gdot.
Gdyby chciało się jednym słowem odpowiedzieć ~ na pytanie, z jakich źródeł Goffman korzysta w ', swoich
praćach, należałoby powiedzieć: z wycinków. Ale trzeba byłoby dodać, że sposób ich zbie- ' rania jest daleki od
jakiejkolwiek systematyczr~ości. Nie przypisując im mocy dowoc)owej i traktu-' jąc je wyłącznie jako
ctaryfying depictions, Goffman czuje się zwolńiony od troski o reprezentatywność. Nie zajmuje się przecież
tym, jak jest; pisze o tym, jak bywa. O swoim stosunku do wykorzystywanych "anegdot" mówi zresztą z
rozbrajającą szezerością: "Te dane mają inną słabość. Zbierałem je przez lata na chybił trafił, stosując za
~° Por. E. Goffman, Gender Advert2sement, Cambridge, Mass, 1979, s. VII.
',,
~ g~~y wybóru tajemnicze dla mnie samego, które ~cv, dodatku zmieniały się z roku na rok i których `~~
potrafiłbym odtworzyć, gdybym chciał to zrobqE " ~° W tym wyznaniu jest z pewnością sporo kokieterii, jeśli
nie prowokacji, w stosunku do soejologów (nie tak znowu rzadkich w naszych cza~ach), których w całym życiu
społecznym naprawdę interesują jedynie zasady ustalania reprezentatywności danych, ale - oczywiście - z
"anegdotami" tak właśnie jeśt i nie może być inaczej. Bierze się t~e, które z jakichś powodów zwróciły nasżą
uwagę, nie myśląc przy tym, że istnieją tysiące innych, prowadzących do zgoła innych morałów.
Dla socjologa takiego jak Goffman nie jest to żadrie poważne zmartwienie. Dowodził, iż życie społećżne jest
teatrem? Są fakty, które temu przeczą? Doda więc-przy innej okazji: "Cały świat nie jest sceną - z pewnością i
teatr nie jest nią całkowicie." Ei Mógłby nawet dodać, że nie formułuje żadnych twierdzeń bezwyjątkowych.
Zwróćmy zresz,tą uwagę, jak często w tej książce pojawiają się zwroty takie jak: "czasem", "w pewnych
wypadkach",, "dość często", "często", "przeważnie" ltp. Ta beztroska Goffmana budziła liczne zastrzeżenia
nawet wśród jego zwolenników. Na przykład Swanson pisał: "Goffman stoi wobec problemów, z którymi ma
do ćzynienia każdy, ktokolwiek próbuje badać naturę ludzką lub występujące powszechnie cecby stosunków
społecznych. W miarę przechodzenia od taksonomii do wyjaśnień, problemy te będą nabierały ostrości.
Goffman chce ustalać powszechnie obowiązujące prawdy, ale nie potrafi zbadać wszystkich przypadków.
Wcześniej lub później będzie więc musiał stanąć oko w oko z ~gadnieniem doboru próby. Mnożenie ilustracji
wystarcza, aby pokazać, że coś istnieje, ale nie wystarcza,
~° E. Goffman, Frame AnaLysts.." cyt. wyd., s. 1B. °' Tamte, s. 1.
1s 19

aby odsłonić systematyczne polviązanią między tym czymś, a innymi .zjawiskami." ~


Póki co, Goffman lekce sobie waży tego rodzaju pouczenia: Korzysta w pełni z przywilejów autora, który
"pokazuje, że coś istnieje", nie troszcząc się zbytnio o naukowe uprawomoćnienie swoich odkryć. Nie boi się,
że zostanie oskarżony o spekulację: Jest na ten zarzut przygotowany i uprzedza go: "Oczywiście, wiele z tych
danych ma wątpliwą wartość, moje ~ś ~~rpretacje - Zwłasźcza niektóre - mogą z pewnośoią zostać podważone,
zakładam jednak, że spekulatywne podejście do jakiejś ważnej dziedziny jest lepsze niż naukowo rygorystyczna
ślepota na nią:' ~ Inaczej mówiąc, autor Cxtowżeka w teatrze źycża codzienńego woli niepewną wiedzę o
sprawach, które uważa za ważne, od pewnej wiedzy o sprawach, które uważa za błahe lub dostatecznie
poznane. Rzec więc można, iż występuje jako jeden z heroldów "socjologicznej wyobraźni" i burzycieli
dogmatów wzorowanej na przyrodoznawstwie metodologii nauk społecznyćh.
Sądzę, że Meltzer, Petras i Reynolds - autorzy książki o symbolicznym interakcjonizmie jako kierunku - są dla
Goffmana najzupełniej sprawiedliwi, kiedy piszą: "W j`ógo dziele znajdujemy nie wy'tożoną explżcite teorię,
lecz przemawiający do przekonania luźno zorganizowany układ odniesienia; wykazuje on niewielkie
zainteresowanie schematami wyjaśniania, ale daje mistrzowską analizę opisową; brak w jego pracach
dowódów, są natomiast pouczające aluzje, impresje, anegdoty i i1ustracje; mało jest empiryczńie
sprawdzalnych twierdzeń, ale są niezliczone pobudzające pomysły," ~°
%% G. E. Swanson, Strategtc..., cyt. wyd., s. 1007.
%a E. Goffman, Encounters. Two Studtes tn the Sociology of interactton, Indianapolis - New York 1961, s. 4.
%~ B, N. Meltzer, John W. Petras i Larry T. Reynolds, Symtolte Interacttonism. Genests, variettes and
crttic@sm, London 1975, s. 70-71.
~ ~;;~oćjologia Goffmana - podobnie jak i inne od~` .:'~y socjologi~ humanistycznej - jest skierowana
'~iv~ko makrospołecżnemu determinizmowi. Z jej ": ~$tu widzenia-zachowania się jednostek nie są
~iimaczalne, a w kaźdym razie nie są wytłumap~ine w pełni, jako pochodne miejsca zajmowane~~ przez te
jędnostki w strukturxe spółecznej. Mó
~~triąc językiem tej książki, zachowania się jednostek ~e są po prost'u odgrywaniem ról określonych z gó1y
przez tekst sztuki. Rządzi nimi nade wszystko ~cena, W każdym razie Goffman zajmuje się raczej tym, jak
człowiek gra na scenie życia codzien
v nego swoją rolę, niż tym, jaka ta rola jest w oderwaniu od procesu jej wykonywania, w toku niekończących
się "spotkań" z innymi ludźmi, którzy nagradzają autora oklaskami lub wygwizdują go. Być może; wykonawća
roli trzyma się ściśle tekstu
. .sztuki lub niewolniczo naśladuje innego aktora. ' B9ć może, jego występ jest od początku do końca
i~nprowizacją. Z omawianego tu punktu widzenia
~ 'nie jest tó w istocie ważne. Rzecz w tym, źe zawsze nnemy do czynienia z występem, który rządzi się swymi
własnymi prawami. One to i tylko one interesują - jak już wspomniałem - Goffmana.
Fisze o tym z całą jasności~ we wprowadzeniu do niniejszej książki: "Ni2 interesuje mnie tutaj . swoista treść
działalności poszczególnych uczestni
&8w interakc ji czy też rola, jaką ta działalność odgrywa w danym systemie społecznym. Zajmę się ' arył~cznie
dramaturgicznymi problemami, na jakie
napotyka uczestnik interakcji, kiedy przedstawia ~oją działalność innym. Problemy, z którymi ma do czynienia
sztuka sceniczna i technika teatralna, :~ ~ekiedy banalne, ale za to występują dość powszechnie. Można je
znaleźć we wszelkich rejonach życia społecznego, co ppzwala na wyraźne określerrie ram formalnej analizy
socjologicznej ~ ~' ~ `
~' S, 5I niniejszej ksią2ki.
20 ~ 21
Na ten "formalizm" Goffmana - bezpośrednio zresztą odwołujący się do Simmela, któremu autor Cztowieka .
w teatrze życża codxiennego zawdzięcza z pewnością nie mniej niż klasykom symbolicznego interakcjonizmu -
warto zwrócić baczną uwagę. Oznacza on bowiem nie tylko rozpatrywanie na równej stopie nader różnych w
swej treści działań ludzkich i wyłączenie ich z szerszego ~ kontekstu makrospołecznego, ale i deklarację braku
zaA interesowania ludzkim wnętrzem. `'V odróżnieniu od wielu innych przedstawicieli socjologii humani-
stycznej, Goffman nie pyta o przeżycia uczestników procesów społecznych, nie stara się dociec, jak oni sami
postrzegają przebieg interakcji, w jakich biorą udział. W ogóle mało obchodzi go życie psychiczne jednostek.
Opisując maski, nie jest - zgodnie z mottem tej książki - ciekaw ukrytych pod nimi twarzy. Jeżeli jest tu mowa
o ekspresji, to nie dlatego, że owa ekspresja jest ekspresją czegoś, co ma byt niezależny od interakcji; ekspresja
jest wyłącznie tym, co wywołuje impresję, toteż jej stosunek do jakiegoś "prawdziwego" ja mało ma do rzeczy.
Z tego powodu oryginalny tytuł tego dziełka (nieprzetłumaczony i nieprzetłumaczalny) - The Presentation-of
Setf in Everyday Life - może być odrobinę mylący: self ~iie jest, w gruncie rzeczy, czymś, co w życiu
codziennym prezentujemy; jest raczej czymś, co dopiero w tym życiu powstaje.
Jak trafnie wykłada Goffmana Coser: "Według Goffmana, nigdy - nawet w szaleństwie - nie możemy uciec od
obecności innych ludzi i przemożnej skłonności . do kształtowania samych siebie odpowiednio do ich
oczekiwań. Jean-Paul Sartre ogłosił kiedyś, że inni ludzie .są naszym piekłem. Goffman nie posłużyłby się
takim językiem; głosi ~ on po prostu na zimno, że inni ludzie są naszymi stałymi Sowarzyszami podróży przez
życie i że nikt z nas nie byłby zdolny zbudować takięgo swego ·~ja~·, które nie byłoby najściślej związane z
inny22
~'~ ;.,ja»~ grającymi swe role na tej samej scenie. Tak jak Hamleta możemy wyobrazić sobie tylko `w,~'elacji z
Królem i Królową, Ofelią, Poloniuszem i<'wszystkimi innYrni występującymi postaciami, tak °samo
określamy samych siebie - i możemy być z kolei określani przez ińnych - w procesie zazębiania się naszego
postępowania z postępowaniem i~yych wszystkich, którzy towarzyszą nam na drodze życia." ~
U Goffmana nie ma więc dla jednostki ucieczki spod władzy społeczeństwa: uwolniona w jakimś stopniu od
wpływu systemu społecznego, oddana zostaje w niewolę mikrospołecznych praw sceny, na której ciągle musi
się poruszać. W teatrze życia codziennego pozostaje ona nadal kukiełką, chociaż porus~aną przez inne
sznurki. Warto w związku z tym zauważyć, że Goffman jest bodaj pierwszym w dziejach myśli społecznej
użytkownikiem metaforyki teatralnej, który nie wierzy w możliwość ocalenia - użyjmy słowa
spopularyzowanego przez egzystenejalistów - autentyczności jednostki ludzkiej czy też - jak mówił Riesman -
jej autonomii.
Ale to była dygresja. Powróćmy do sprawy zasadniczej: przedmiotu zainteresowań Goffmana. Wymaga on
jeszcze dookreślenia. W poruszonej już ~westii antypsychologicznego "formalizmu" wystarezy przytoczenie
dwóch - niewielkich cytatów z interaction Rituab. Pierwszy cytat: "Właściwym przedmiotem badań nad
interakcją nie jest jednostka i jej psychologia; są nimi raczej syntaktyczne związki między aktami różnych osób
znajdujących się nawzajem w swojej ob2cności." ~' Drugi cytat: "Not [...) ~rten and their ~rtoments but
morn.ents and their ~reen:" ~ Skłonny jestem sądzić, iż następuje
_° Lewis A. Coser, Masters of Soctotogtcai Thought. Ideas
!.n HtstortcaL and SociaL Context, se~ond edition, New York 2977, s. 576-577.
°7 E. Goffman, Interactton RttuaL..., cyt. wyd., s. 2. °° Tam2e, s, 3.
23

tu rozejście się Goffl~lana z tradycją symbolicznego interakcjonizmu.


Oryginalnośb autora Cztowieka w teatrze życża codzżennego polega w xnacznej mierze na tym, że przenosi on
ośrodek uwagi xe zjawisk postrzeganych przez uczestników interakcji na zjawiska, których nie są oni
świadomi lub nie są świadomi w pełni. Analizując procesy komunikowania się ludzi, na pierwszy,plan wyśilwa
proces przekazywania informacji bez intencji informowania innych uczestników interakcji i bez świadomości,
że swoimi zachowaniami dostarcza się im informacji. Inaczej mówiąc, Goffman woli badać wrażenia wywoły-
wane (given offl niż ~przekazywane (given) ~ Jest to punkt kluczowy dla zrozumienia jego dramaturgieznej
perspektywy. Dopiero uwzględnienie tego pozwala zdać sobie sprawę, iż mamy tu do czynieIlia z zarysem
pomysłow2j teorii zachowania się ludzkiego, nie zaś z tanią moralistyką; która ma nas pouczać, że nieustannie
oszukujemy się wzajemnie. Prace Goffmana są opisem niezbędnych. warunkóv,T koegzystencji jednostek Iia
podsta vie "doraźnej zgody", a -nie charakterystyką stanu ich świadomości. Skorzystajmy z .komentarza na ten
temat:
"W spojrzeniu na «życie jako teatr» badacz-dramaturgista nie prezentuje nam modelu świadomości aktora,
świadomości działającego; nie sugeruje
. on, że w ten sposób opisywany podmiot rozumie świat. Odwrotnie badacz-dramaturgista przywołuje teatralny
model jako zasadę, jako narzędzie, pozwalająee jemu, badaczowi, skupić uwagę na ludzkich działaniach jako
prowadzących do wywołania pewnego obrazu aktora w oczach innych ludzi. Badacz-dramaturgista uważa to za
ważne, ponieważ - zgodnie z jego, badacza, teorią społecznego trwania i zmiany - Kodblask» działania w
oczach innych determinu je sposób, w; jaki ci inni zareagują wo
=9.Por, s. 34 niniejszej książki.~
Aktora działa,nia pier votnego. Tak więc bez lędu ńa to, czy działający samoświadomie bie
,~e pod uwagę owe Kodblaski» siebie w oczach in: ~y~, czy nie, bez względu na to, czy jest, czy nie jeat nawet
świadomy tego, ża takie Kwrażenia» twor~y; one właśnie - co daje się udowodnić - są znaczące dla losów
interakcji, w którą nasz aktor wchodzi [...] Jako~ psycholog społeczny, badacz-dramaturgista jest mało
zainteresowany ~ dokumentowaniem tego, co ~każdy wie», Chodzi o coś wręcz odwrotnego - chce on dotrzeć
do tego, jak każdy wie ta, co wie, chce pojąć ~zasłonięte» efekty lub u~ryte funkcje interakcji. Porównanie
teatralne, . jak każde porównanie przywoływane przez badac~-dramaturgistę, jest precyzyjnym dowodzeniem
iylko o tyle, o ile wyjaśnia ono ukryte funkcje."'° Dia wielu czytelników Goffmana są to zapewne
~ konstatacje banalne. Ponieważ jednak w literaturze przedmiotu aż roi się od nieporozumień na ten temat;
warto je było przytoczyć.
' - Aby właściwie odczytać dzieła Goffmana, wart~ -- jak sądzę -= zastanowić się nad jeszcze jedną $prawą.
Otóż nie zawsze jest jasne, jaki mianowieie zasięg mają jego generalizacje. Jak już wspoipniałem, unika ón na
ogół wielkiego kwantyfikato~'a i pisze raczej o tym, jak bywa, niź o tym, jak 7ę~. -Ale przecież tu i ówdzie
zdaje się wygłaszać pr&wdy uniwersalne, których poparciu służą przykłady czerpane z różnycń społeczeństw i
kultur. Ghwilę później jest już zwykle ostrożniejszy, zazuaczając, że chodzi o społeczeństwo amerykaliskie,
ańglo-amerykańskie lub amerykańską klasę śred:---.
~ S. E. iVIessinger, H. Sampson i R. D. Towne, Life as Theater: Some Nótes on the Dramaturglc A~oroach to
Soctal
~R~~ty, w: Dennis Brisset i Charles Edgley (wyd.) Ltfe as '~'h$ater: A Dramat'urgtcai Sourcebook, Chicago
1975, s. 37:
~Ytat przytaczam w przekładzie Ireneusza Krzemińskiego, ~~n`acaląc jednocześnie uwagę na jego piękny
esej: Goffman: !~y~fe jako teatr, ogłoszony w "Dialogu°, 1979, nr VI, s. 115-120.
24 1 25

nit~. Dwuznaczność ta występuje w całej twórczo ści Goffmaną, w którego duszy filozof walczy z etnografem,
a socjolog-formalista z socjologiem-badaczem terenowym. Może nawet przydaje to niejakiego wdzięku
pisarstwu tego autora, które jest tak bardzo nieakademickie na skutek nieoczekiwanych przejść od języka teorii
do środowiskowej gwary, od filozofii do poradników etykiety.
Osobiście, najwyżej cenię w Goffmanie nie teoretyka, lecz obserwatora. Jakkolwiek obiecująca jest perspektywa
dramaturgiczna dla wzbogacenia socjologicznej teorii, daleko jej jeszcze do zadowalającego opracowania i
uzyskania statusu teorii w pełnym tego słowa znaczeniu. Szczegółowe obserwacje Goffmana już dzisiaj
składają się na swego rodzaju komedię ludzką społeczeństwa, w którym zwyciężyła "orientacja radarowa"'1
Goffmanowski aktar to przecież bliski krewny "człowieka bez kantów" Whyte'a i "człowieka zewnątrzsterow-
nego" Riesmana. Luc Boltanski w przenikliwym studium o Cztowieku w teatrze życia codziennega zwró'cił
uwagę na swoisty skład zawodowy populacji opisywanych przez naszego autora ~ Otóż jes) to świat, w którym
dominują usługi, a podstawowym problemem ekonomicznym jest marketing Może więc w pismach Goffmana
w ogóle nie należy szukać opisu kondycji ludzkiej? Może są one prze de wszystkim socjologicznym reportażem
z "post~ industrialnego" społeczeństwa amerykańskiego' Nie zamierzam odpowiadać na te pytania. Zwra~ cam
tylko uwagę, że Goffmana - jak każdego wy bitniejszego pisarza - można czytać na różne spa soby. A zresztą w
dobrym opisię każdego społe~ czeństwa . dostrzegamy zazwyczaj rysy znane ju;
a1 Por. Maria Ossowska, Socjoiogta moraLności. Zarys za gadnień, Warszawa 1969, s. 352 i nast.
~a i.. 8ołtanski, Erving GoffTnan et Le temps..., cyt. wyd s. 143-144.
""~ skądinąd i jesteśmy skłonni uznać, że tak 'x~mo.lub podobnie jest wszędzie.
`` Dla badacza życia społecznego twórczość Goffg~ana jest bardzo dobrą lekcją. Socaologiczny geniusz tego
autora polega na tym, że potrafi on o~rywać problemy teoretyczne w zjawiskach, zdawałoby się, najprostszych,
oczywistych, nie zasługujących z punktu widzenia zdrowego rozsądku na chwilę namysłu. Choć dosyć późno,
jak się wydaje, zaczął on czyta$ Schutza oraz innych przedstawicieli socjologii fenomenologicznej, jego twór-
cwść od samego początku przeńika tak charakterystyczne dla niej poczucie totalnej problematyczności świata
społecznego. Nie ma dla niego rzeczy oczywistych, nie ma faktów, które po prostu przyjinuje się do
wiadomości na prawach heideggerowskiego das Man, nie ma sytuacji, do których nie miałoby zastosowania
pytanie: co tu jest grane? Takiego patrzenia na świat trzeba się wciąż od nowa uczyć. Socjologia - podobnie jak
wszystkie inne nauki - rodzi się ze zdziwienia, z odkrycia, że świat, w którym żyje.my, jest tylko jednym z
możliwych światów, a .to, że jest właśnie taki, wymaga wytłumaczenia. Wszystkó, co najlepsze w twórczości
Goffmana;, pochodzi z przyjęcia przez niego tej postawy.
Niniejsza książka jest pierwszą książką Goffmana przetłumaczoną na język polski. Do tej pory (jeśli nie liczyć
ogłoszonego już jej fragmentu) dostępne były tylko dwa pomniejsze teksty.3'
Warszawa 1980 Jerzy Szackż a° Por. E: Goffman, Charakterystyka instytucjt totaLnych,
tłum. Z. Zwoliński, w; Wł. Derczyński, A. Jasińska-Kania i J. Szacki (red.), ELementy teorti socjoLogicznych.
Materiaty do dztejów wspótezesnej socjoLogii zachodniej, Warszawa 1975, s. 150._177, oraz E. Goffman,
Frarree AnaLysis, Uwagt końeowe (wst~P i tłum. Z. Łapiński), "Teksty", 1977, nr 5-8 (35-36), s. 22g-258. .
26

a
,
.
r G ~ska ·jest unieruchomioną ekspresją i cudownym y ecfiem uczucia,' ńiema, ostrożna i potężna jedno
-cześnie. To, ćo żywe, musi w zetknięciu z powieI trzem pokryć się naskórkiem. Nie jest wadą naśkórka to, że
nie jest sercem; a jednak niej~tórzy fiłozofowie mają za złe obrazom, że nie są rzeczami, i słowom, że nie są
uczuciami. Słowa, obrazy i naskórki są nie mniej integralnymi częściami przyrody niż substancje, które
pokrywają, narzucają się jednak zmysłom i łatwiej je obserwować. Substancja wszakże . nie istnieje po to, aby
być oglądana, -twar'z po to, aby można było nosić na niej maskę, namiętności zaś po to, aby możłiwe ~ stały
się poezja i cnota. W przyrodzie nic nie istnieje .pd ~, aby mogło istnieć coś innego; wszystko ~st w
jedńakowym stopniu wciągnięte w krąg istnienia...
· George Santayana Soliloctuies in England and Later Soliloquies
NatV York 1922, s. 131-132.

pRZEDMOWA
Chciałbym, aby ta praca posłużyła jako rodzaj podręcznika, przedstawiającego dokładniej jedną Z
socjologicznych perspektyw, z jakich można badać życie społeczne, , a zwłaszcza tę jego odmianę, która
v~rykształca się w fizycznych granicach budynku lub fabryki. Opisany zostanie zespół cech tworzących siatkę
pojęciową, którą można zastosować w bada~niu każdej konkretnej organizacji społecznej, nie~ zależnie ad
tego, czy będzie to dom, przedsiębiorśiwo handlowe lub przemysłowe.
Perspektywa przyjęta w tej pracy to perspektywa przedstawienia teatralnego: reguły, które będę opisywać, są
regułami dramaturgicznymi. Będę rozważał sposób przedstawiania przez jednostkę siebie i swojej działalności
innym ludziom w sy
I ttbacjach codziennych, sposoby kierowania przez i nią wrażeniem, jakie robi na innych, oraz to na co ~tioże,
a .na co nie może sobie ona pozwolić w trakcie dańego występu. Posługując się tym modelem, nie chcę
lekeeważyć jego oczywistych ograniczeń. Na ~scenie przedstawia się rzeczywistość udawaną, podcżas gdy w
życiu przedstawia się przypuszczalni~e coś realnego i często improwizowanego. Co może ważniejsze, na
scenie aktor występuje wobec innych ąktorów jako postać ze sztuki wobec granych przez nich innych postaci;
trzecią stronę interakcji tworzy widownia. Widownia ma zasadnicze znacze
, 31

nie, gdyby jednak to, co dzieje się na scenie, było rzeczywistością, byłaby ona nieobecna. W prawdzi.. wym
życiu te trzy strony interakcji, zostają zre_ dukowane do dwóch; rola, jaką gra jednostka, jest określona przez
role grane przez innych obecnych, którzy wszakże tworzą zarazem widownię. Inne ograniczeńia modelu
dramaturgicznego będą rozważone później.
Materiał ilustracyjny, jakim posługuję się w tym studium, jest niejednorodny. Część przykładów została wzięta
od badaczy, którzy dokonali prawomocnych uogólnień na podstawie rzetełnie zaobserwowanych
prawidłowości; część pochodzi z pozbawionych naukowych aspiracji wspomnień ludzi barwriych i ciekawych;
część można uznać za cQś pośredniego. Często też posługuję się materiałem z moich badań społeczności
zagrodników szetlandzkich 1 Ten sposób badań (podobni.e jak i sposób badań Simmela) usprawiedliwia to, że
wszystkie ilustracje tworzą całość, która porządkuje fragmenty wcześniejszego doświadczenia ezytelnika oraz
dostarcza badaczowi wskazówek, które warto wypróbować w monograficznych studiach nad instytucjami życia
społecznego.
W pracy przyjąłem logiczny porządek wykładu. Wprow~dzenie jest z konieczności ogólne i czytelnik może je
pominąć. '
1 Wyniki tych badań zostały częściowo przedstawione w: ~ E. Goffman, Communicatżon Ćonduct żn an
IsLand Communżty (niegublikowana praca doktorska przygotowana na Wydziale Socjologicznym University
of Chicago, 1953). Odtąd spo~ łeczność ta nazywana tu będzie społecznością wyspiarską.
/
pODZIFiKOWANIA
Praca ta powstawała w trakcie badań nad interakcją 'społeczną realizowanych dla Department of Sociał
Anthropology i Social Sciences Research Committee Uniwersytetu w Edynburgu i podcz~łs studiów nad
stratyfikacją społeczną sfinansowanych przez Fundację Forda za sprawą profesora E. A. Shilsa z Uniwersytetu
w Chicago. Jestem wdzięczny tym, którzy kierowali moją pracą i fi
' ·nansowali ją. Chciałbym podziękować moim nau~~ycielom, którymi byli: C. ~'V. Hart, W. L. Warner i E. C.
Hughes. Chciałbym też podziękować Elisabeth Both,, Jamesowi Littlejohn i Edwardowi Banfield, którzy
pomagali mi wówczas, gdy rozpoczynałern badania, oraz kolegom z Uniwersytetu w Chicaga zajmującym się
socjologią zawodów, którzy udzielili mi pomocy później. Bez współpracy mej żony, Angeliki S. Goffman,
praca ta. nie zostałaby napisana.
3 Człowiek w teatrze \

`'WPR.OWADZEhIIE
~~y jednostka staje wśród innych, zazwyczaj stafi~ją się oni zdobyć o niej informacje albo wykorzygtać ~
informacje już , posiadane. Interesują się jej pozycją społecznorekonomiczmą, jej koncepeją włas~ej osoby,
postawą wobec nich, tym, czy jest godna zaufania, ezy zna.się na rzeczy - itd. Zdoby~cie informacji tylko w
części jest celem samym dla `si,ebie; zaźwyczaj chodzi o powody czysto prak
°..,,tyc~ne. Informacje o danej jednostce ułatwiają zde`~Iiowanie sytuacji, pozwalają na wcześniejsze zo-
iientowanie się, czego będzie ona oczekiwała od at~ńych i czego inni mogą od niej oczekiwać. Dzięki ';ym
infoixńacjom b,ędą oni wiedzieli, jak należy zaChowywać się, by wywołać u niej pożądaną reak~ C~.
Bogactwo znaków stwarza możliwości zwiększe~. ńra informacji i ich źródeł. Nie znając danej osoby,
obserwatorzy mogą czerpać odpowiednie wskazów'ki z jej żachowania się i powierzchowności, co po`zwala
odnieść do niej wcześniejsze doświadczenia ~ ~obami w przybliżeniu podobnymi albo, co ważniejsze,
zastosować do niej nie sprawdzone stereotypy. Z własnego dotychczasowego doświadczenia mogą oni również
wnioskować, że w danym środowisku spotyka się wył,ącznie jednostki określonego ,typu. Mogą polegać na
tym, co jednostka powie ,o sobie samej, lub co powiedzą o niej jej doku
35

menty. Jeżeli obserwatorzy już jednostkę znają lub też o niej wćześniej słyszeli, mogą założyć, że wobec
trwałości cech psychicznych doświadczenie poprzedzające interakcję pozwala przewidzieć jej zachowanie się
teraźniejsze i przy'szłe. ~~
Jednakże w okresie, w którym jednostka znajduje się już w kręgu bezpośredniej obecności innych, niewiele
może się zdarzyć rzeczy wskazujących obserwatorom w sposób dostatecznie pewny, jak najmądrzej postępować
wobec jednostki. Wiele ważnych faktów dzieje się poza czasem i miejscem interakcji albo też pozostaje w
ukryciu. Na przykład "prawdziwe" czy "rzeczywiste" postawy, przekonania i uczucia jednostki można określić
tylko pośrednio na podstawie jej deklaracji lub tego, co mimowolnie wyrazi swym ~achowaniem. Podobnie,
kiedy jednostka oferuje innym jakiś towar czy usługę, często okażuje się, że w trakcie interakcji nie ma ani
czasu, ani miejsea na to, aby praktycznie sprawdzić, ile ta oferta jest warta. Niektóre fakty trzeba wtedy
potraktować jako umowne lub naturalne znaki czegoś, co nie jest bezpośrednio dostępne zmysłowemu
postrzeganiu. Posługując się term.inologią Ichheisera,' możemy powiedzieć, że jednostka działa tak, by w
sposób umyślny lub mimowolny w y r a z i ć s i e b i e, a inni pozostają pod jakimś jej w r a ż e n i e m.
Na wyrazistość jednostki (i stąd na jej zdolność wywierania wrażenia) składają się dwa zasadniczo odmienne
rodzaje symbolicznej działalności: wrażenia, które ona przekazuje (gives) i które wywołuje (gżves off).
Pierwszy rodzaj działalności obejmuje symbole werbalne lub ich substvtuty. zdaniem wszystkich stosowane
przez jednostkę wyłącznie
1 G. Ichheiser, Misunderstandings in Human Relations. dodatek do "The American Journa~ of Sociologyt',
i.V, październik 1949, s. 8-7.
ss
'.;ćel,u przskazania tych informacji, które ona oraz ' e~~ przypis.ują tym symbolom.. Jest to komuniko
°~,~ się w . wąskim i tradycyjnym rozumieniu ~ego słowa. Drugi rodzaj symbolicznej działalności ~ :p~jmuje
szeroki zakres działań, które inni mogą f~~$tować jako charakterystyczne dla: osoby działaj$cej~ prZYjmując
przy tym, że działania te były
- ;podjęte z innych powodów niż przekazanie infortn~cji: Podział ten, o czym się później przekonamy, jest
tylko pierwszym przybliżeniem do rzeczywi~śći. Jednostka oczywiście umyślnie przekazuje ~yhle informacje
za pomocą obu rodzajów komuu~cacji, w pierwszym wypadku posługując się fałzzeln, w drugim symulacją.
Rozpatrując łącznie komur~ikację w wąskim i szerokim rozumieniu, stwierdzamy, że wówczas gdy ~jednostka
znajduje się w bezpośredniej obecności innych jednostek, jej działalność zawiera dla nich swego rodzaju
obietnicę. Może się okazać, że muszą tę jednostkę zaakceptować na słowo, płacąc za coś, ~~go prawdziwa
wartość zostanie ustalona dopie~ wtedy, gdy interakcja ustanie. Oczy wiśćie, lud2ie ći, mając do czynienia ze
światem fizycznym,
` ~~iałają również na podstawie hipotez, ale jedynie ~ w świecie społecznych interakcji przedmioty ich `
.wnioskowań celowo ułatwiają lub utrudniają pro` ~oes wrlioskowania. Przekonanie o adekwatności po.'
t~iadanego przez nas obrazu danej jednostki będzie ; triewątpliwie zależeć od ilości dostępnych infor
~nacji, ale największa nawet wiedza o przeszłości hie może wyeliminować do końca hipotetyczności ' tego
obrazu. William I. Thomas twierdzi:
"Bardzo ważne jest też uświadomienie sobie fak_tu, vże w życiu codziennym nie żyjemy, nie podejxriuŻęmy
decyzji, nie osiągamy celów na podstawie ~.aliz statystycznych czy naukowyćh. Żyjemy ko`r~rstając z hipotez.
Powiedzmy, że jestem waszym `; gościem. Nie wiecie, nie możecie w sposób naukowy
orzec, czy nie ukradnę wam widelców lub pienię37

dzy. Ale zakładacie, że tego nie zrobię, i dlatego jestem waszym go§ciem." _
A teraz przyjmijmy punkt widzenia jednostki, która znalazła się w kręgu obecno§ci innych: Może ona chcieć,
by inni mieli o niej wysokie mniema nie albo żeby myśleli, że ma ona o nich wysokle mniemanie, albo by
zorientowali się, co rzeezywl śeie wobec nich ezuje, albo żeby mieli nieokre§lone wrażenia; może chcieć
stworzye harmonijną atmosferę po to, by przedłużyć interakcję, albo chcieć swych partnerów oszukać, pozbyć
się, zmylić, sk~ócić czy obrazić. Bez względu na konkretny cel, jakim kieruje się jednostka, i bez względu na
przyczynę, dla której wybrała taki właśnie cel, w jej interesie będzie leżeć kontrola nad postępowaniem innych,
a szczególnie nad reakcjami na jej działania' Ową kontrolę osiąga się głównie przez wpływanie na
formułowaną przez innych definicję sytuacji. Jednostka może tego dokonać wyrażając siebie w taki , sposób,
aby odbierane - przez innych wrażenie doprowadzało ich do dobrowolnego działania, zgodnego z jej własnymi
planami. Kiedy więc j~dnostka poiawia się w k;ęgu bezpo średniej obecno§ci innych, zazwyczaj znajduje po
wód do zmobilizowania się w taki sposób, by zro bić na innych wrażenie, odpowiadającs j°j zamierzeniom.
Ponieważ dziewczęta w domu akademlc
E Cytowane w: Social Behavior and Personality. Con
bntions of W. T. Thomas to Theory and Social Research, E. P. Volkarta, New York 1951, s. 5.
3 Zawdzięczam tu wiels niepublikowanej pracy Toma I nsa z Uniwersytetu Edynburskiego. Dostarcza on
argumen na rzecz tezy, że u podłoża wszelkiej interakcji znajduje chęć każdego z uczestników do kierowania
reakcjami nych obecnych i kontrolowania ich. Podobną tezę wys Jay Haley w swojej ostatniej niepublikowanej
pracy,
w odniesieniu do szczególnego rodzaju kontroli, jakkri definiowanle natury relacji, w której pozostają ze sobą
o: biorace udział w interakcji.
38
~ ;jpeenia ją powodzenie koleżanki na po 3stawie 'otrzymywanych przez nią te'efonów; może
`'` ejrzewać, że część dziewcząt będzie telefony ~bie specjalnie organizować. Można było zaa-'~ · przewidzieć,
że ustalenie Willarda Wallera `e takie oto:
t;~~~ łelu obserwatorów potwierdziło fakt, że d~iew, która jest proszona do telefonu w domu aka~ ekim, każe
się kilkakrotnie wołać po to, by
~III dać wystarczającą sposobność usłyszenia, że do niej telefonuje." °
° ,~" dwóch wyróżnionych poprzednio rodzajów ko~aikowania się - określonych jako wrażenia ~ekazywane i,
wrażenia wywoływane - w tym ~udiufn zajmować się będę pi'zede wszystkim tym ~ttgim, a więc
komunikowaniem się bardziej tea~lnym i · kontekstowym, niewerbainym i przygii5zczalnie pozbawionym
wyraźnej inteneji przej~ząnia informacji. Będą mnie interesowały zarówi~p` wypadki świadomego
organizowania tego ro
' ju-komunikowania się między ~jednostkami, jak ' adki, .w których dochodzi ono do skutku mik.,_
~vvolnie. Aby zilustrować to, co chciałbym zba~; posłużę się dłuższym cytatem z powie§ci, w ~dtym Preedy,
wczasujący Anglik, `ukazuje się po ~c pierwszy na plaży swego hotelu w Hiszpanii: "';;;'9P każdym razie dbał
o to, by nie napotkać ni~'jego wzroku. Przede wszystkim chciał, by je~o ~tencjalni towarzysze wakacji
wiedzieli, że w ogó~.!:;go nie interesują. Patrzył przez nich, obok nich, ~d. nimi - oczy zagubione w
przestrzeni. Plaża
~by być pusta. Jeśli przypaakowo piłka skieb?~W'ała się ku niemu, spoglądał zaskoczońy; wtedy ~chh uśmiech
rozbawienia rozświetli jego twarz ~~~ezliwy Preedy), spoglądał wokół oszołom?ony F r'~ ~. wailer, The
Rating and Dattng CoTreplex, "Ameiican ~oIogical Review~~, II, s. 730.
, ,,; 39

tym, że na plaży s ą ludsi~, odrzueał z powrotexn piłkę uśmiechając się do siebie, a nie d o ludzi, ż znów
nied>jale lustrował przestrzeń.
Ale nadszedł czas, by przystąpić do małej parady, parady idealnego Preedy. Sprytnie manipulując, dał
każdemu sposobność zobaczenia tytułu książki,, którą trzymał w ręku - hiszpańskiego przekładu Homera,
dzieła wystarezająco klasycznego, ale nie nazbyt odważnego czy kosmopolitycznego - a potem swój plażowy
ręcznik i torbę włożył do knbiny (Metodyczny i Rozsądny Preedy), podniósł się powoli, swobodnie naprężył
potężne ciało (Preedy Wielki Kot) i odrzucił sandały (poza v~szystkim Preedy Wolny od Trosk).
Związek Preedy'ego i Morza! Jakie możliwości działąnia! Najpierw spacer, który przechodzi w bieg, a potem
skok prosto do wody i silny kraul; bez bryzgania wodą, ku horyzontowi. Oczywiście nie aż do horyzontu. Mógł
nagle przewrócić się na plecy i chlapiąc nogami wodę pokazywać, że potra-. fiłby płynąć dalej, jeśli tego by
chciał, po czym już :magł stanąć w wodzie, aby wszyscy zobaczyli, ktti jest tym świetnym pływakiem.
Albo prościej, unikając nieprzyjemnego spotkania z zimną wodą i ryzyka ukazania się w przesadnie dobrym
nastroju. Sprawa polegała na zademonstrowaniu, iż jest się tak spoufalonym z Morzem Śródziemnym i aą
właśnie plażą, że granicę między morzem i ziemią przekracza się mimochodem. ~pokojny spacer nad wodą -
ni~ zauważając nawet, że stopy są mokre, bo ziemia i woda są dla n i e g o tym samym! - z oczami utkwionymi
w niebo, uważnie badając znaki pogody niedostępne dla innych (Preedy Miejscowy Rybak)." 5
Pisarz chce, byśmy zobaczyli Preedy'eao nieprzyzwoicie zajętego myślą, jakie wrażenie ruchy jego ciała robią
na otoczeniu. Można by złośliwie
5 W. Sanson, A Contest of Ladies, London 1956, s. 230-232.
~`~ 'erdzić, że zachowywał się tak tylko po to, by ~~rvvrzeć na innych określone wrażenie i że jest
:; ~-'~rrażenie fałszywe, ą obecni tam inni albo w ogót 3 y t.~ niczego nie dostrzegli, albo co gorsza, odnieśli Y
,~a,~rażenie, że Preedy wysila się; by-wywrzeć na nich
~eślone wrażenie: W tym wypadku istotne jest "-~,, że rodzaj wrażenia, jakie Preedy myśli, że wy_,:~era, jest
rzeczywiście tym rodzajem wrażenia,
~kie ludzie odnoszą w trakeie xetknięcia się z kimś, , ~~ znalazł się wśród nich.
Kiedy jednostka pojawia się wśród innych, jej działania wpływają - jak powiedziałem - na two~zoną przez nich
definicję sytuacji. Czasem jednost
- ka działa w sposób głęboko wyrachowany, zacho`` ~jąc się w określony sposób tylko po to, by zrobić na
innych określone wrażenie, które najpewniej
~;wywoła reakcję taką~ jaką chciałaby uzyskać. Cza~m jednostka kalkultzje, jak powinna działać, nie ~będąc
tego w pełni świadoma. Czasem jednostka
,~- zachowuje się w określony sposób celowo i świa~<~-~mie, ale głównie dlatego, że nakazuje jej to tra-
,~:=dycja grupy; pozycja społeczna, a nie dlatego, że ~-chce wywołać określony typ reakcji (inny niż tylko
.:ogólna akceptacja cży pochwała) u tych, którzy
~::~egli robionemu przez nią wrażeniu. Czasem tra~.~ycje związane z pełnieniem danej roli społecznej ~
~rowadzą jednostkę do przekazywania starannie ~limyślonego wrażenia określonego rodzaju, choć ~~ie jest
ona ani świadomie, ani nieświadomie na~tawiona na wytwarzanie takiego właśnie wraże:llia. Inne jednostki z
kolei mogą poddać się prze
zywanemu przez nią wrażeniu lub też źle zromieć sytuację i dojść do wniosków niezgodnych ~ ówno z
faktami, jak i z tym, co owa jednostka ~' ciała przekazać. W każdym razie, w tej mierze, . jakiej owe inne
jednostki działają tak, j a k b y
a jednostka wywarła na nich określone wraże; możemy przy jąć funkcjonalny czy też pragma~,Czny punkt
widzęnia i powiedzieć, że jednostka
4a . 4i

s k u t e c z n i e zaprojektowała daną definicję sytuacji i s k u t e c z n i e wpłynęła na sposób rozumienia


danego stanu rzeczy.
Jeden ąspekt reakcji innych wymaga w tym miejscu odrębnego komentarza. Wiedząc o tym, że dana jednostka
jest skłonna przedstawiać siebie w korzystnym świetle, inni mogą dzielić otrzymywane od niej świadectwa na
dwie grupy: na takie,, którymi ta jednostka potrafi bez większego trudu dowolnie manipulówać (wchodzić tu
będą w grę głównie zachowania werbalne), i takie, które trudniej jest jej kontrolować, ponieważ chodzi głów-
nie'o wrażenia, jakie wywołują jej działania. Inni mogą zatem traktować to, co uznają za niekontrolowany
element ekspresyjnego zachowania się jednostki, -jako sprawdzian wiarygodności informacji zawartych w
kontrolowalnej części zachowania. W tym ujawnia się podstawowa asymetria proceśu komunikacyjnego:
jednostka działająca jest przypuszczalnie świadoma tylko jednego nurtu swojego komunikowania się z innymi,
podczas gdy obserwatorzy są świadomi obu. Na przykład żona zagrodnika z Szetlandów, podając gościom z
Wysp Brytyjskich tradycyjne potrawy, słucha z miłym uśmiechem uprzejmych zapewnień o tym, jak bardzo
smakuje iin miejscowa kuchnia, a jednocześnie patrzy, z, jaką szybkością gość podnosi do ust łyżkę lub
widelec, obserwuje zapał, z jakim zajada, traktując te sygnały jako sprawdzian wypowiedzianego przez niego
zdania. Ta sama kobieta, aby stwierdzić, jaki jest n a p r a w d ę stosunek A do B, czeka aż B, pozostając wciąż
w towarzystwie A,, podejmie rozmowę z C. Wbwczas ukradkiem'przygląda się wyrazowi twarzy A, który
ogląda B rozmawiającego a C. A., który nie jest już zajęty rozmową z B i nie jest przsz niego obserwowany,
rozluźnia się i swobodnie wyraża to, co r z e c z y w iś c i e czuje wobec B. Krótko mówiąc: ta Szetlandka
obserwuje nieobserwowanego obserwatora.
~iedząc o tym, że inni są skłonni sprawdzać wiag~dność bardziej kontrolowalnych aspęktów za~wania przez
mniej kontrolowalne, można ocze~ać, iż niekiedy jędnostka będzie chciała wykor~ć tę sytuację i sterować
robionym przez siebi~e ~żeniem przy pomocy działań poczytywanych za drie zaufania źródło informacji na jej
temat s. Na ,ykład chcąc dostać się do ekskluzywnego kręgu ołecżnego uczestniczący obserwator zachowa miły
miech zarówno wtedy, gdy słucha informatora, ~ i wtedy, gdy obśerwuje informatora rozmawia:ego z innymi
osobami; obserwatorom obserwa~a nie będzie przeto łatwo ustalie, jaką w rzeczystości postawę przyjmuje.
Ilustrację możemy zarrpnąć z Szetlandów. Kiedy sąsiad wpada na her~ę, przekraczając próg domu zazw5 cza j
ciepło się ~ niecha. Ponieważ można go obserwować, nie bę
przez niego widzianym, wyspiarze znajdują ~sem przyjemność w patrzeniu, jak gość w miarę iźania się do
domu pozbywa się jednej miny, ~tępując ją tuż przed drzwiami miną bardziej torzyską: Wiedząc o tyrn, że są
poddawani takiej tracji, niektórzy goście daleko od domu gospo·zy bez zastanowienia przyjmują towarzyski
wy; twarzy, utrwalając w ten sposób dobre o sobie ~obrażenie.
Cen rodzaj kontroli nad rolą odgrywaną przez nostkę przywraca symetrię procesowi komuni.yjnemu i tworzy
scenę dla ~Swego rodzaju gry orxnacyjnej - potencjalnie nie kończącego się tlu ukrywania i odkrywania,
fałszywych objarń i ponownych odl~ryć. Trzeba dodać, że inni ~ stosunkowo mało podejrzliwi wobec trudniej-
vch do sterowania elementów zachowania się jed
Szeroko znane i dość rozsądne prace Stephena Pottera Cxęści dotyczą znaków, jakie mogą być fabrykowane,
aby
bystremu obserwatorowi przypadkowe na pozór wskazówuno2llwiające odkrywanie w gracztv .pizymiotów,.
których w istocie nie posiada.
42 43
nostki, toteż moźe o.na wiele zyskać, zdobywając nad nimi kontrolę. Oczywiście, ci inni mogą z kolei wyczuć,
że jednostka mańipuluje również spontaniczn3~mi rzekomo elelrlentami swego zachowania, po czy m szukać
w samym akcie manipulacji czegoś takiego, ezego jednostka nie będzie potrafiła kontrolować. To również
dostarcza sprawdzianu zachowania się jednostki, tym razem zacllowania się przypuszczalnie
niewyrachcwanego, przy~racając w ten sposób asymetrię procesu komunikacji. Do tego chciałbym ńa razie
dołączyć jedynie sugestię, że o wiele łatwiej jest przeniknąć czyjś wysiłek wprowadzenia elementu
wyrachowania do zachowań spontanicznych, niż manipulcwać własnym zachowaniem. Niezależnie przeto od
tego, jak długo toczy się gra informacyjna, obserwator najprawdopodobniej zdobędzie przewagę nad aktorem i
pierwotna asymetria procesu komunikacyjnego zostanie utrzymana.
Jeśli przyjmiemy, 'ze jednostka znajdując się w obecności innych dokonuje projekcji własnej defińicji sytuacji,
to musimy także uznać, że również, oni, niezależnie od tego jak pasywne wydaje się nam ich zachowanie, będą
skutecznie projektować jakąś własną definicję sytuacji, a to przez reagowanie na działania owej jednostki i
podejmowanie określonych działań .wobec niej. Zazwyczaj definicje sytuacji tworzone przez kilku różnych
uczestników interakcji są wystarczająco ze sobą zestrojone; aby nie powstawały między nimi jawne
sprzeczności, Nie mam tu na myśli konsensusu, z którym mamy do czynieni~ wówczas, gdy każda z osób
otwarcie wyraża to, co rzeczywiście czuje, i szczerze zgadza się z uczuciami wyrażanymi przez innych. Ten
rodzaj harmonii jest optymistycznym ideałem; ale harmonia taka nie jest w żadnym razie niezbędna do
sprawnego. działania społeczeństwa.. Od każdego z uczestników oczekuje się raezej, źe stłumi swoje głębsze
uczucia i będzie ko
~~` unikować innym taki pogląd na sytuację, który '``edle. jego odezucia potrafią oni przynajmniej cza
~`~Owo zaakceptować. Utrzymanie tej doraźnej zgó~.F;~y, tej cieniutkiej warstewki konsensusu, ułatwia y~ ~,
że' każdy z uczestników, skrywa swe własne chę. ~i pod zasłoną wypowiedzi, zawierających uznanie
=;wartości, które każdy czuje się zobowiązany wer
~alnie uznawać. F'rzy tworzeniu definicji sytuacji ,v,tclalny -zwykle do czynienia ze swego rodzaju po`:
działeln pracy., Każdemu z uczestników gozwala się
;tlstalać tymczasowe zasady-odnoszące się do spraw, . które dla niego mają iyciowe znaczenie, ale nie ;gą
bezpośrednio istotne dla ilnych, na przykład ra'' cjonalizacje i usprawiedliwienia minionej działal
~r nośei. W zamian za tę uprzejmość jednostka zachowl.lje milczenie i neutralność w sprawach istotnych ` tila
innych, ale nie mających bezpośredniego zna
czenia dla niej. W ten sposób osiąga się interakcyjriy modus vivendi. Wszyscy uczestnicy wnoszą ~ swój wkład
do jednej wspólnej definicji sytuacji,
~a j~tóra zakłada nie tyle rzeczywistą zgodę co do "~`:::$tanu rzeczy, ile rzeczywistą zgodę co do tego, czyĄ je
i jakie roszczenia będą przez pewien czas ho;`:~lorowane. Uczestnicy interakcji osiągają równiei ~`~'-.realną
zgodę co do tego, że należy unikać otwar:,~go konfliktu w kwestii definicji sytuacji.' Ten po°ziom zgody będę
określać mianem "doraźnej zgo'~i~r". Warto zdać sobie sprawę, że doraźna zgoda ; swstalona w ramach jednej
interakcji będzie zasad
'czo różniła się w treści od doraźnej zgody pow
7Interakcja może być celowo zawiązana po to, by jej xestnicy mogli dać wyraz różnicom opinii, w takićh jedk
wypadkacti" jej uczestnicy muszą przezornie osiągnąć >dę co do właściwego tonu głosu, słownićtvya, i :
sEopnia poigi w ujęciu sprawy, a tak2e,w toku'sporu okazywać so
stale wzajemny szacunek. Taka parlamentarna ezy tet ademicka definicja sytuacji może również pojawić się
na
' jako rozsądny sposób przekształcenia goważnego konflik- opinii w-konflikt, któTy będzie można-rozwiązać w
spo1 możliwy do zaakceptowania przez wszystkich obecnych.
44 ~ 45

stałej w innej sytuacji. Tak więc w óypadku dwóch przyjaciół spożywających razem lunch mamy do czynienia
z obustronnym pokazem przywiązania, szacunku i zainteresowania. W usługach natomiast specjalista ' będzie
często manifestował bezi~lteresowne przejęcie się problem.em klienta, podczas gdy ten drugi odwdzięczy się,
okazując szacunek dla kompetencji i uczciwości specjalisty. Mimo różnic w treści, ogólna forma tych
rozwiązań służących celom doraźnym będzie taka sama.
Kiedy dostrzegamy, że uczestnik interakcji skłonny jest akceptować roszczenia innych uczestników do
definiowania sytuacji, potrafimy zdać sobie sprawę z ogromnej wagi informacji na temat wśpółuczestników,
jakie jednostka posiada lub zdobywa na samym początku interakcji.·Na podstawie właśnie tej wstępnej wiedzy
zaczyna ona definiować sytuację i ustalać zasady reagowania na działania innych. Pierwszy ogląd sytuacji.
przez jednostkę decyduje o tym, kim będzie starała się być, zmuszając ją zarazem do rezygnacji z wszelkich
roszczeń do bycia kimś innym. W miarę rozwoju interakcji te wstępne informacje ulegają oczywiście
przekształceniom i uzupełnieniom, istotne jest wszakże to, by 6w rozwój nie był sprzeezny z wyjściowymi
pozycjami uczestników, a nawet po prostu z nich wynikał. Wydaje się, że na początku spotkania jednostce
łatwiej jest wybrae śposób postępowania, jakiego w stosunku do siebie będzie wy~gać od innych i sama w
stosunku do nich stosować, niż zmienić linię postępowania wtedy° gdy interakcja jest już w toku.
W życiu codziennym wiadomo, rzecz jasna, bardzo dobrze, jak ważne są ~pierwsze wrażenia. I tak
przystosowanie do pracy w usługach często zależy od umiejętności przejęcia i utrzymania inicjatywy w
stosunkach z klientem, umiejętności, która wy maga delikatnej agresywnośFi ze strony usługują
46
Y~,~go, szczególnie wówczas gdy zajmuje on niższą yd -swego klienta pozycję społeczno-ekonomiczną.
x' ~:F. Whyte daje jako przykład kelnerkę:
~r ;.;. "Od razu rzuca się w oczy, że kelnerka nie ogra'~icza się do odpowiadania na wezwania klientów. Umie
ona panować nad ieh zachowaniem. Kiedy
~ patrzymy -na śtosunek klient-obsługa, od razu na' suwa się pytailie: HCzy keln.erka naskoczy na klienta, czy
klient na kelnerkę?» Wykwalifikowana kelnerka rozumie ważkość tego pytania...
Wykwalifikowana kelnerka zwraca się do klien_ ta bez wahania i z pewnością siebie. Widzi na przyx kład, że
nowy gość usiadł przy stoliku zanim zo'. stały uprzątnięte brudne naczynia i zmieniony
.obrus. Teraz oparł się na stole i studiuje kartę. Kelnerka wita go, mówi: - Czy mogę zmienić na` kry~eie - i
nie czekając na odpowiedź odbiera kar
tę tak, iż gość odsuwa się od śtołu, a kelnerka mo~ skończyć swoje zajęcie. Stosunek zostaje nawiązańy
zręcznie, ale stariowczo, nigdy nie ma wątpliwości, kto tu sytuacją kieruje." s .
Kiedy interakcja .zainicjowana przez "pierwsze ` wrażenia" stanowi tylko początkowe ogniwo w dłuższym
łańcuchu interakcji, obejmujących ciągle tych samych uczestników, mówimy o "zrobieniu
=. dobrego początku" i czujemy, że tak właśnie być ;` powinno. Tak więc dowiadujemy. się, że niektórzy c
nauczyciele wyznają następujący pogląd:
"Nie- można im pozwolić, by zdobyli przewagę nad tobą, inaczej pr2epadłeś. Przystąpiłem ostro `w do rzeczy.
Od razu, pierwszego dnia, gdy wszed~łelń ~ do klasy, dałem im do zrozumienia, kto tu rządzi. ~ Trzeba
zaczynać ostro, to potem będzie łatwiej. Je' żeli źaczniesz łagodnie, to wtedy gdy będziesz chciał
, ° W. F. Whyte, When Workers and Customers Meet, rozdz. VI~, Industry and Soc2ety, New York 1946, S.
132-133.
.r
47
,y , >;

być mocny, będą na ciebie się gapić i śmiać się z ciebie." y


Podobnie personel w szpitalach psychiatrycznych uważa, że jeśli paejenta od razu ostro usadzi się na
właściwym miejscu i pokaże mu, kto jest szefem" to uniknie się później wielu kłopotów.'°
Wychodząc z założenia, że jednostka wkraczając w krąg obecności innych narzuca im śwoją definieję sytuacji,
musimy ró.wr.ież przyjąć, że w toku interakeji może się zdarzyć coś takiego, co tej definicji zaprzeczy,
zdyskredytuje ją lub jakoś inaczej podda ~vątpliwości. Kiedy dochodzi do tego rodzaju wstrząsów, interakcja
ulega zatrzymaniu na skutek konfuzji i zakłopótania. Część założeń, na których podstawie przewidywano
reakcje uczestników interakcji, okazuje się nie do utrzymania, oni sami zaś odkrywają, że są uwikłani w
interakeję, w której sytuacja była źle zdefiniowana, a teraz w ogóle zdefiniowana nie jest. W takich chwilach
jednostka, której przedstawiony weześniej wizerunek własny został zdyskredytowany, może poczuć się zawsty~
dzona i spotkać śię z wrogością, inni zaś partnerzy interakcji mogą odczuwać zakłopotanie, zagubienie, rodzaj
anomii, która powstała z chwilą załamania
~ się skomplikowańego systemu interakcji twarzą w twarz (f ace-to-f ace).
Kiedy odkreślamy, że wstępna definicja sytua cji narzucona innym przez jednostkę określa .plan dalszej
wspólnej działalność~, to jest kiedy przyjmujemy punkt widzenia działania, nie powinniśmy przeoczyć faktu,
że każda iaka definicja sytuac~i ma swój specyficzny odcień moralny. Moralne ce
9 Wywiad z nauczycielem przytoczony w: H. S. Becker, SocżnL Class Varżatżons tn the Teacher-Pupżl
Relatżonsitżp, "Journal of Educational Sociology", XXV, s 459.
io H. Taxel, Authorżty Structv~e in a MentaL Hospżtal Ward (niepublikowana praca dyplomowa, Department
of Sociology, University of Chicago, 1953).
g i~hy tych projekcji interesują mnie w tym stu~ '' dium szczególnie. Społecz,eństwo jest zorganizowa
. `he w iaki sposób, że jednostka posiadająca pewne ' k`v s;_-; społeczne cechy ma moralne prawo oczekiwać
że
' ,I ~ . inni-będą ją odpowiednio oceniać i traktować. Z tą
f-',;;: zasadą wiąże się następna: jednostka, która implicite lub expiicżte sygnalizuje posiadanie jakichś ~ cech
społecznych, powinna być rzeczywiście tym,
za kogo się podaje. W rezultacie, kiedy jednostka
zgłasza swą definicję sytuacji i tym samym otwar- . e~ lub w sposób zawoalowany określa, kim jest,
autamatycznie wywiera moralny nacish na innych, obligując ich do jej oceniania i traktowania w spo
sób, jakiego osoba tego rodzaju ma prawo oczekiwać. Jednostka impdicite wyrzeka się również wszelkich
pretensji do bycia kimś, na kogo nie wygląda,ll wyrzekając się traktowania, które byłoby stosowne wobec
innych osób. Partnerzy interakcji stwierdzają, że jednostka powiadomiła ich, kim jest, i jak oni p o w i n n i do
tego "jest" się odnosić.
Znaczenia załamywania się definicji sytuacji nie ;
da się ocenić na podstawie jego częstotliwości, poe. nieważ najpewniej zdarzałoby się ono dużo czę, ` ściej,
gdyby nie podejmowano ciągle środków ` ostrożności. Zauważmy, że w celu uniknięcia owych
kłopotliwych sytuacji stosuje się rozmaite praktyzl ki zapobiegaweze, kiedy zaś nie daje się -ich uni` knąć,
stosuje się odpov~~iednie praktyki korekcyj
ne, ~jące doprowadzić dó odbudowy definicji. ~ . Kiedy te strategie i taktyki s~ stosowane przez jedk;' no5tkę
dla ochrony jej własnych projekcji, można
mówić o praktykach obronnych, kieś dy natomiast korzysta z nich uczestnik interakcji :
. n Tę rolę świadka w ograniczaniu tego, czym może być ,,;: jednostka podkreślali egzystencjaliści, którzy
uważali ją za ;~' podstawowe zagro~enie wolności jednostki. Zob. J.-P. Sar~` · tre L'etre et le nóant, Paris
1948, Cytat wg wyd. amerykań
~M'- skiego: Being and Nothżngness, New York 1956, s. 365 i nast.
4 Człowiek w teatrze ' 49 48

dla obrony definicji sytuacji pochodzącej od kogeś innego, mówimy o praktykach zapobieg a w c z y c h lub pó
prostu o . takcie. Praktyki obronne i zapobiegawcze tworzą ł~czńie techniki stosowane w celu utrzymania
wrażenia wywołanego przez jednosthę podczas jej obecności wśród,innych. Łatwo zauważyć, że żadne
wrażenie nie da się utrzymać bez uży cia technik obronnych, z trudem natomiast daje się dostrzec, że niewiele
wrażeń przetrwałoby, gdyby ich odbiór nie był skojarzony z taktem w stosunku do jednostki będącej ich
źródłem.
Niezależnie od tego, że podejmuje się środki ostrożności mające zapobiec załamywańiu się definicji sytuacji,
zainteresowanie takimi załamaniami odgrywa doniosłą rolę w życiu społecznym grupy. Urządża się gry i
zabawy, które celowo mają doprowadzić do zakłopotania pozbawionego poważ= nych konsekwencji.'~
Fantazjuje się tworząc opowieści, w których pojawiają się kompromitujące wypadki. Opowiada się historyjki -
prawdziwe, upiększone lub całkowicie zmyślone - przedstawiające szezegółowo zakłócenia interakcji i wspa-
niałe sposoby ich usuwania. Nie, ma ,bodaj takiej zbiorowości, która nie posiadałaby gotowego zbioru tych
gier, opowiadań i przestróg będący ch jednocześnie rozrywką, śradkiem uwalniania od niepokojów oraz
pouczeniem, aby ludzie byli skromniejsi w swoich roszczeniach i barriziej rozsądni w swoich oczekiwaniach.
W snach nawiedzają czasem człowieka obrazy nieznośnych sytuacji. W przekazach rodziny. znajdują się
opowieści o gościach, którzy pomylili terminy i przyszli z wizytą, kiedy ani dom, ani nikt z gospodarzy nie był
gotów na ich przyjęcie. Dziennikarze opowiadają o pomyłkach drukarskich, które w ~ humorystyezny sposób
u E. Goffman, Communication..., cyt. wyd., s. 319-327.
50
ważyły przekonanie o obiektywności i dobrych '~óbyczajach ich gazety. Urzędnicy opówiadają o ,, `~`~liencie,
który zabawnie nie zrozumiał formularza "4A .i dawał odpowiedzi zakładające nieoczekiwaną ': i dziwaczną
definicję sytuacji" Marynarze, któ
rych pływający dom jest wyłącznie męski, opowiadali, jak po powrocie do rodziny bez zastano~~~r4 wienia
zwracali się do matki, aby "podała to ku
rewskie masło" 1'. Dyplomaci zaś opĄwiadają o krótkowzrocznej królowej, która zapytała ambasadora państwa
republikańskiego o zdrowie jego króla'~
Podsumowując: zakładam, że jednostka wkraczay jąc w krąg bezpośredniej obecności innych jednostek ma
wiele powódów, aby próbować kontrolować wrażenie, jakie robi na innych. W tym studium zajmę się
niektórymi spośród rozpowsze~chnionych technik, stosowanych w celu podtrzymywania odpowiednich
wrażeń, oraz niektórymi kosztalńi związanymi zwykle z użyciem tych technik. Nie interesuje mnie tutaj
swoista treść działalności poszczególnych uczestników interakcji czy też ro~`
la, jaką ta działalńość odgrywa w danym syste. mie społecznym. Zajmę się wyłącznie dramaturgicznylni
problelnami, na jakie napotyka uczestnik inierakcji, kiedy przedstawia swoją działalność innym. Pr~blemy, z
którymi ma do czynienia sztuka
° sceniczna i technika teatralna, są niekiedy banalr.e, ale za to występują dość powszechnie. Można je znaleźć
we wszelkich rejonach życia społecz
. ąh,,'
ą'- 1~ P. Blau, Dynamics oJ Bureaucracy (praca doktorska, I)epartment of Sociology, Columbia University,
uka2e się · '#` \ nakladem University of Chicago Press), s. .127-129, ;
~.,. ~~ w. M. Beattie, Jr., The Merchant Seaman (niepublikowana praca dyplomowa, Department of Sociology,
University of Chicago, 1950), s. 35.
Ig F. Ponsonby, itecollections of Three fteiQns, New Yorlt 1952, s. 46:
4~ '
51

nego, co pozwala na wyraźne określenie ram formalnej analizy socjologicżnej.


Na zakończenie tego wprowadzenia Vrarto sformułować pewne definicje, które są zawarte w tym, co zostało
powiedziane, i będą potrzebne do dalszego wywodu. Interakeję (to jest interakcję face-to-face) można dla celów
prowadzonych tu analiz w przybliżeniu zdefiniować jako wzajemny wpływ jednostek znajdujących się w swojej
bezpośredniej fizycznej obecności na swe postępowanie. Poszczegćlne interakcje można określić jako wszelkie
działania występujące przy jakiejś jednej okazji, kiedy współobecność dar.ego zespołu jednostek jest
nieprzerwana. W tym wypadku słowo "interakeja" można zastąpić słowem "spotkanie" (encounter). .,Występ"
(performance) można zdefiniować jako wszelką działalność danego uczestnika interakcji w danej sytuacji,
służącą wpływaniu w jakiś sposób na któregokolwiek z innych jej uczestników. Biorąc poszczególnego
uczestnika interakcji i jego występ za najważniejszy punkt odniesienia, możemy tych, którzy przyczyniają się
do występów innych, nazywać widownią, publicznością, obserwatorami lub współuczestnikami. Ustalony
wcześniej wzór działania ujawniający się w czasie występu, ale mogący mieć zastosowanie także przy innych
okazjach, możemy nazwać "rolą" lub "punktem programu"'e Te sytuacyjne terminy łatwo można powiązać z
ogólnie przyjętymi terminami odnoszącymi się do struktury społecznej. Kiedy jednostka lub wykónawca
odgrywa przy różnych okazjach tę samą rolę przed tą samą publicznością, prawdopodobnie zawiąże się
stosunek społeczny. Definiując rolę spo
ls Komentarz dotycz~cy wagi rozró2nienia między ogólnym wzorem interakcji a jego konkretnymi przejawami
znaleźć moźna w: J. von Neumann i O. Morgenstern, The Theory of Games and Economic Behaviour, II wyd.,
Princeton 1947, s. 49.
łeczną jako deklarację praw i obowiązków przy° pisanych danej pozycji społecznej, możemy powiedzieć, że
rola społeczna obejmuje jedną lub więcej ról granych przy kolejnych okazjach przez wykonawcę przed
publicznością tego samego rodzaju lub przed publicznością złożoną z tych samych osób.
52

Rozdział I WYSTFiPY
ZAUFANIE DO ROLI
Kiedy jednostka gra jakąś rolę; oczeku.je od obser- , watorów, że wrażenie, jakie pragnie w nich wywołać,
odbiorą zgodnie z jej zam~słem. Wymaga od ni.ch, by uwierzyli, że oglądana przez nich postać rzeczywiście
posiada cechy, które zdaje się posiadać,~e wykonywane przez nią , zadanie będzie miało efekty zgadne z
zadeklarowanym zamiarem oraz że w ogólności rzeczy mają śię tak, jak je przedstawia. l3ezpośrednio z tym
łączy się rozpowszechniony pogląd, że jednostka występuje i organizuje widowisko "dla innych ludzi".
Rozważania o występach dobrze będzie zacząć od odwrócenia zagadnienia i zastanowienia się nad tym, czy
jednostka, odgrywająca jakąś rolę, sama dysponuje tym poczuciem reaIIYości, które usiłuje wywołać u innych.
Na jednym krańcu mamy do czyni~nia z. wykonawcą, którego, całkowicie wciąga akcja scenicz· na i który
może być szczerze przekónany, że zainscenizowana iluzja rzeczywistości jest samą rzeczywistością.
Publiczność najczęściej odbiera widowisko w ten sam sposób i tylko socjolog lub malkontent mogą wątpić w
;,realność" tego, co jest przed5ta.wiane.
Na drugim krańcu mamy do czynier.=a z wykonawcą, który wobec swej gry zachowuje dystans. Taką
możliwość łatwo sobie wyobrazić, nikt bowiem nie ma równie dogodnego stanowiska do
obserwowania przedstawienia, jak ktoś, kto sam je zainscenizował. Ponadto wykonawca może sterować
przekonaniami publiczności, traktując to jako śro
, dek prowadzący do osiągnięcia jakichś innych celów i nie interesując się tym, co myśli ona o nim x.=''` czy
też o sytuacji.
Jędnostkę, która nie utożsamia się z rolą i nie i' troszczy się o to, w co wierzy publiczność, możemy nazywać
cyniczną, zachowując określenie "szczery" dla ludzi, którzy wierzą we wrażenia,
' jakie wywołają swymi występami. Należy zdawać sobie sprawę z tego, że cynika, mimo profesjonalnej
obojętności, może prywatnie radować uprawiana maskarada, która pozwala mu doświadczać pewnego rodzaju
złośliwej satysfakcji, iż., potrafi ba
, wić się wedle woli czymś, co jego publiczność musi traktować zupełnie serio f
Oczywiście, nie znaczy to, że wszyscy cyniczni wykonawcy chcą oszukać publicznośe dla "własnego interesu"
czy zysku. Cynik może okłamywać publiczność, w imię tego, co uznaje za jej dobro, dobro ogółu itp. Aby to
zilustrować, nie musimy powoływać się na takich niebywale światłych wykonawców jak Marek Aureliusz czy
Sun Cy. Wiemy, że w zawodach usługowych ludzie, którzy mogliby być szczerzy, są czasami zmuszeni do
wprowadzania w błąd swoich klientów, ponieważ ci z głębi serca tego pragną. Lekarze zapisują lekarstwa,
które nie mają na nic wpływu, po to tylko, by uspokoić swoich pacjentów; zrezygnowani pracownicy stacji
benzynowych sprawdzają w nieskończoność ciśnienie w oponach samochodów rozhistery
1 Prawdziwe przestępstwo oszusta połega, być może, nie na tym, 2e bierze on od swych ofiar pieniądze, ałe na
tym, 2e okrada nas wszystkich z przekonania, ~e sposób bycia i wyglądwvłaściwy klasie średniej maj~ jedynie
jej członkowie. Pozbawiony złudzeń fachowiec mo2e być cynicznie wrogo usposobiony do swej słu2ebnej roll,
jakiej klient od niego oczekuje; donosiclel zdolny ~est gardzić w ten sposób całym "oficjalnym" światem.
54 55

zowanych automobilistek; sprzedawcy obuwia oferują buty dostątecznie duże, by pasowały dó nogi, ale podają
klientkom rozmiar, jaki chciałyby nosić - oto przykłady cynicznych wykonawców ról, którym publiczność nie
pozwala na szczerość. Podobnie, życzliwi pacjenci oddziałów psychiatrycznych będą niekiedy wobec uczących
się pielęgniarek symulowali dziwne symptomy, by nie czuły się one zawiedzione dobrym samopoczuciem
chorych ~ Tak samo, wówczas gdy podwładni chcą jak najlepiej przyjąć wizytujących ich przełożonych, nie
muszą bynajmniej kierować się głównie samolubną chęcią pozyskania ich względów; podwładny może po pro-
stu taktownie starać się ułatwić sytuację zwierzchnikowi, symulując istnienie świata, który - jego zdaniem -
zwierzchnik uznaje za jedynie możliwy.
Przyjąłem możliwość występowania dwóch skrajności: jednostka może być przejęta swym występem
scenicznym lub odnosić się do niego cynicznie. Te skrajności to coś więcej niż po prostu krańce pewnego
continuum. Każda z nich daje jednostce swoiste zabezpieczeni2 i rękojmię, w związku z czym każdy, któ
skierował się w jedną czy
a Zob. H. Taxel, Authórity..., cyt. ,wyd., s. 4. H. S. Sullivan podsuwa my§l, że takt zinstytucjonalizowanych
wykonawców może działać w innym kiecunku, prowadząc do zdrowia na zasadzie noblesse oblige. Zob. jego
Socio-Psychiatric Research, "American Tournal of Sóciology" X, s. 987-988. "Hadanie społecznych ozdrowień
w jednym z naszych wieikich szpitali psychiatrycznych przeprowadzone kiłka lat temu nauczyło mnie, że
pacjenci są często wyłączani spod opieki psychiatrycznej dlatego, 2e nauczyli się nie ujawniać symptomów
choroby wob,ec osób, z którymi się stykają. Innymi słowy, że na tyle poznali swe otoczenie, by zdać sobie
sprawę z nieprzychylnego stosunku do ich urojeń. Wygląda to prawie tak, jakby na tyle zmądrzeli, by stać się
tolerancyjnymi wobec otaczającej ich głupoty, odkrywając
ostatecznie, że to jest właśnie głupota, a nie zła wola. W ten sposób mogą czerpać satysfakcję ze stosunków z
innymi, xaspokajać jednocześnie część swoich potrzeb za pomocą środków psychotycznych."
~'v drugą stronę, będzie skłonny dotrzeć do samego kpńca. Jednostka; której brak wewnętrznej wiary we .
własną rolę, może w naturalny sposab podążyć drogą opisaną przez Parka:
"Nie jest chyba wyłącznie dziełem historycznego . przypadku, że pierwszym znaczeniem słowa «osoba»
(person) jest «maska». Jęst to uznar~ie faktu, że każdy zawsze i wszędzie, bardziej lub mniej świadomie,
odgrywa jakąś rolę [...] To właśnie w tych rolach znamy się nawzajem i znamy samych siebie."'
"W pewnym sensie i o tyle, o ile maska odpowiada naszemu obrazowi samych siebie, roli, jaką chcemy
odegrać, maska- ta jest naszym najprawdziwszym «ja», tym «ja», którym pragnęlibyśmy być. QV końcu taki
obraz własnej roli staje się naszą drugą naturą i integralną częścią naszej osobowości. Przychodząc na świat
jako jednostki, kształtujemy stopniowo charakter i stajemy się osobami." 4
Można to zilustrować przykładem z aycia szetlandzkiej społeczności lokalnej.s Przez ostatnie cztery czy pięć
lat istniejący na wyspie hotel turystyczny należał do małżeństwa wywodzącego się z zagrodników i był przez
nie prowadzony. Od sa
, inego początku właściciele byli zmuszeni zrezygnować z własnej konoepcji życia, zapewniając swym gościom
pe~nię mieszczańskich wygód i usług. W końcu okazało się, że w tej inscenizacji stają się coraz mniej
cyniczni, mieszczaniejąc i lubiąc coraz bardziPj to "ja", jakie przypisywali im ich klienci. '
Innym przykładem może być rekrut, który początkowo przestrzega regulaminu po to, aby uniknąć kary, ~ w
końcu stosuje się do przepisów tak dokładnie, iż wojsko przesta je się go wstydzić,
' R. Ezra-Park, Race and CuLtare, Glencoe 1950, s. 249. ' Tamże, s. 250,
'; 5 8adania szetlandzkie. `
56 ~' 57

a oficerawie i koledzy-żołnierzę zaczynają się z nim solidaryzować i szanoivać go.


Jak powiedziałem cykl od niewiary do wiary może potocz~yć się w odwrotnym kierunku, zaczynając się od
głębokiego przekonania, a kończąc na cynizmie. W zawodach, do których publiczność odnosi się z religijną
czcią, często pożwala się nowicjuszom i§ć wła§nie w tym kierunku. Dzieje się tak nie dlatego, że powoli zdają
sobie oni sprawę z tego; że mamią własną publiczno§ć (albowiem według zwykłych standardów społecznych
ich roszczenia mogą być najzupełniej uprawnione) ale dlatego, że dzięki cynizmowi mogą odizolować swe we-
wnętrzne "ja" od zetknięcia się z publiczno§cią. Można nawet uważać za typowe, że jednostka na początku
swej drogi życiowej głęboko przejmuje się występem, jaki musi dawać, po czym waha się : jakiś czas między
szczero§cią i cynizmem, aby na koniec przejść przez wszystkie fazy pocżucia własnej słuszności, jakie przystoi
osobi,e na tym stanowisku. Tak więc badacze ~zkół medycznych twierdzą, że idealistycznie nastawieni
nowicjusze zazwyczaj odkładają na jakiś czas swoje §więte aspiracje. Podczas pierwszych dwóch lat studiów
studenci orientują się, że muszą zarzucić swoje zainteresowanie służbą lekarską a zająć się wyłącznie przy-
gotowaniami do zdawania egzaminów. Z kolei przez następne dwa lata są tak zajęci pozna'~vaniem chorób, że
nie mają czasu zainteresować się chorymi. Dopiero po skończeniu szkoły mogą na powrót przejąć się
pierwotnymi~ ideałami służby lekarskiej.s
Choć możila oczekiwać naturalnych wahań między cynizmem a szczerością, nie powinni§my wykluczyć
możliwo§ci postawy po§redniej, która daje się utrzymać dzięki odrobinie złudzeń co do własnej osoby.
Zauważamy, że ,jednóstka może starać
^ A. S. Becker i B. Greer, The Fate of Ideal3s~n tn Medleal School, "American Sociological Review", 23, a.
50-5B.
~si~ę s)Słonić publiczno§ć' aby oceniała ją i sytuację w określony sposób, oraz traktować zdobycie tej. oceny
jako cel sam w sobie, choć nie musi wierzyć, że zasłużyła na taką ocenę i że wywołane przez nią wrażenie ma
pokrycie w rzeczywistośći. Inne połączenie cynizmu i głębokiego przekonania po
~Y kazuje Kroeber, pisząc o szamanach:
"Istnieje, następnie, stary problem oszustwa. Zapewlle większo§ć szamanów czy czarowników na całym
§wiecie pomaga sobie w leczeniu, a zwłaszcza demonstrowaniu swej mocy, rozmaitymi sztuczkami. Te
sztuczki są czasem stosowane najzupełniej świadomie, ale w wielu wypadkach świadomość jest zaledwie
zalążkowa. Najczęstsza postawa zdaje się wskazywać na oszustwo popełniane w zbożnym celu. Pracujący w
terenie etnografowie dość zgodnie stwierdzają, że nawet szamani świa
, domie uciekający się do oszukańczych sztuczek, wierzą w swoje moce, a zwłaszcza moce innych szamanów i
korzystają z ich porad wówczas, gdy chorują sami lub gdy chorilją ich dzieci."'
FASADA .
Termin "występ" wprowadziłem w celu określenia wszelkiej działalno§ci jednostki, która przebiega podczas
stałej obecności pewnej grupy obserwatorów i wywiera na nich jaki§ wpływ. "Fasadą" moż
` ' na nazwać tę czę§ć występu ~jednostki, która funkcjonuje niezmiennie przez cały czas jego trwania,
dostarczając obserwatorom definicji sytuacji. Fasadą są więc te standardowe §rodki wyrazu, które jednostka
stosuje celówo lub mimowolnie podczas występu. Wstępnie warto wyróżnić i nazwać typo-~ we czę§ci fasady.
7 A. L. Kroeber, The Nature of Culture, Chicago 1952, s. 911.
58 ~ ! ~e' : 59

Po pierwsze, mamy do czynienia z ,.dekoracją", a więc meblami, sprzętami i innymi elementami, które
skłądają się na scenerię i rekwizyty sceniczne wykorzystywane przez jednostkę podczas przedstawienia.
Dekoracja znajduje się na ogół stale w tym samym miejscu, tak że ci, którzy chcą ją wykorzystać do swojego
występu, nie mogą zacząć grać, zanim nie znajdą się we właściwym miejscu i opuśzczając je muszą kończyć
swój występ. Tylko w wyjątkowych wypadkach dekoracja przemieszcza się razem z wykonawcą: tak dziej~ się
z konduktem ~ogrzebowym, defiladą, orszakiem królewskim. Na ogół, w tych wyjątkowych sytuacjach
wykonawcy uzyskują dodatkową ochronę; ponieważ są lub stają się na ten czas postaciami sakralnymi.
Postacie takie należy oczywiście odróżnić od zwykłych ludzi, takich jak domokrążcy czy żebracy,, którzy
między występami - często pod wpływem konieczności - zmieniają miejsce pracy. Aby posiadać jedną stałą
dekorację, władca znajduje się zbyt wysoko, żebrak ząś zbyt nisko.
Myśląc o scenicznych aspektach fasady, jesteśmy skłonni myśleć o najważniejszym pokoju w określonym domu
i niewielkiej liczbie wykonawców, którzy pot: afią całkowicie utożsamiać się z tym miejscem. Zbyt mało uwagi
zwracamy na nagromadzeh~e symboli, które wielka liczba wykonawców mo~e uznawać za swoje przez krótki
czas: Dla krajów Europy Zachodniej charakterystyczna jest dostępnośe dużej liczby luksusowych dekoracji dla
każdego, kto tylko może sobie pozwolić na ich wynajęcie (bez wątpienia jest to czynnik społecznej stabilizacji).
Ilustracji dostarczają nam badania nad wyższymi urzędnikami w Wielkiej Brytanii:
"Pytanie, na ile ośoby; które wzniosły si~ na szczyt Administracji przyjmują «ton» i «barwę» klasy innej niż ta,
do której należały z urodzenia, jest delikatne i trudne. Jedynej wyraźnej odpo
wiedzi dostarczają nam dane na temat przynależności do wielkich lońdyźiskich klubów. Więcej niż trzy
czwarte naszych wysokich urzędników należy do jednego lub więcej klubów o wysokim prestiżu i znacznym
luksusie, do których wpisowe w.ynosi co najmniej 20 gwinei, a rocz_na składka od 12 do 20 gwinei. Kluby te
są instytucjami klas wyższych (już nawet nie klasy wyższej-średniej) co widać po lokalach, jakie zajmują, ich
wyposażeniu, praktykowanym w nich stylu życia, całej ich atmosferze. Chociaż wielu członków klubów nie
można nazwać ludźmi bogatymi, tylko bogacz mógłby bez niczyjej pomocy zapewnić sobie i swej rodzinie taki
poziom życia" jedzenie, picie, otoczenie, służbę i inne udogodnienia, jakie znajduje w Klubie Union, The
Travellers czy The Reform." ~ Innego przykładu dostarczają niedawne przemiany zawodu lekarskiego, w
którym coraz większego znaczenia nabiera dla lekarza dostęp do skomplikowanej naukowej sceny, tworzonej
przez wielkie szpitale; coraz rzadziej trafiają się medycy, którzy za swoją dekorację uważają miejsce zamykane
na noc 9
Jeśli termin "dekoracja" odniesiemy do scenicznej części środkó d wyrazu, to termin "fasada osobista"
będziemy mogli odnosić do tych środków wyrazu, które są najmocniej związane z samym wykonawcą i
przemieszczają się razem z nim. Częściami "osobistej fasady" mogą być insygnia związane z pozycją i
urzędem, strój, płeć, wiek, cechy rasowe, postura i wygląd, sposób mówienia;, mimika, gesty, itd. Niektóre z
tych środków przekazywania znaków, na przykład cechy rasowe, są stosunkowo stałe i w wypadku danej
jednostki nie ulegają zmia
e H. E. Dale, The Higher CiviL Serfvce of Great Britain, Oxford 1941, s. 50.
9 D. Solomon, Career Contingenetes of Chicago Physicians (niepublikowana praca doktorska, Department of
Sociology, University of Chicago, 1952), s. 74.
60 ~ , 61

nom zależnie od czasu i miejse~, gdy tymczasem inne s~ stosunkowo płynne i nietrwałe, i mogą (jak
mir~nika) zmieniać się raz po raz , podczas tego samego występu.
Wśród bodźców tworzących "osobistą fasadę" dobrze jest czasem wyróżnić powierzchowno§ć (appearance) i
"sposób bycia" (manner), a to ze względu na funkcję, jaką pełnią przenoszone przez nie informacje.
Powierzchowność odnosi się do bodżców pouczających nas o społecznych statusach wykonawcy.
Powierzchowność informuje nas również o tym, w jakim rytuale jednostka bierze aktualnie udział: czy
uczestniczy w sformalizowanej aktywności społecznej, pracuje czy odpoczywa, celebruje wkraczanie w nowy
okres swego życia czy też nie. Określenie "sposób bycia" możemy odnie§ć do bodźców, których funkcją jest
uprzedzanie nas o tym, jaką rolę w interakcji wykonawca spodziewa -się odgrywać w zawiązującej się sytuacji,
Jeśli na przykład czyj§ sposób bycia jest wyniosły i agre`sywny, możemy odnie§ć wrażenie, że wykonawca
chce być tym, kto zainicjuje i ukierunkuje interakcję słowną. Z ~kolei sposób bycia potulny i przepraszający,
sprawia wrażenie, że wykonawca będzie podporządkowywał się innym lub przynaj~ mniej będzie do tego
skłonny. .
Często, rzecz jasna, oczekujemy zgodności między powierzchowno§cią jednostki a jej sposobem bycia,
spodziewamy się, że różnice społecznych statusów między uczestnikami interakcji będą jakoś wyrażać się w
odpowiednich różr.icach sygnalizowanych prz~z nich sposobów uczestniczenia w interakcji. Ten rodzaj
fasadowej zgodności można zilustrować sięgając do opisu przejścia mandaryna przez chińskie miasto:
"...luksusowe krzesło mandaryna niesione przez ośmiu tragarzy zajęło całą szeroko§ć ulicy. Jest on
burmistrzem miasta i praktycznie rzecz biorąc naj
,., , , wyższą w nim władzą. Ma idealny wygląd urzędnika - jest wysoki i masywny, ma srogie i nieuśtępliwe
spojrzenie, uważane za niezbędne dla
z`:: każdego, kto chce wśród swych poddanych utrzy'~ mać rygor. Ma w sobie coś karzącego i surowego,
wygląda jakby udawał się na egzskucję jakiegoś zbrodniarza. Kiedy mandaryni pojawiają się publicznie, taką
właśnie tworzą wokół siebie aurę.
j Nigdy nie udało mi się zobaczyć niesionego przez ' , ulicę mandaryna; który miałby uśmiech na twarzy lub z
śympatią spoglądał na ludzi." iu
Oczywiście, może się zdarzyć, że po vierzchowy ność i sposób bycia wzajemnie sobie przeczą, na przykład
kiedy wykonawca, który zdaje się zajmo
j . wać wyższą pozycję społeczną niż publiczność, działa w sposób nieoczekiwanie poufały lub pokorny albo
gdy wykonawca noszący strój wskazujący na przynależność do klasy wyższej pierwszy, przed
I stawia się jednostce o jeszcze wyższym statusie. Oczekujemy nie tylko zgodności między powierzchowno§cią
i sposcbem bycia, lecz również pewne
I go stopnia zgodności między dekoracją, powierz, chownością i sposobem bycia.ll Zgodność tych trzech
elementów tworzy typ idealny, dzięki któremu dostrzegamy wyjątki i interesujemy się nimi. To za-
interesowanie badacz dzieli z dziennikarzem, ponieważ zaskąkująca niespójność między dekoracją,
powierzchowno§cią i sposobem bycia dodaje wielu osobom pikanterii i uroku, a jednocześnie jest atrakcyjnym
materiałem prasowym.. Na przykład
i "New Yorker" przedstawiając Rogera Stevensa I (pośrednika w sprawach kupna i sprzedaży nieruchomo§ci,
który zorganizował sprzedaż Empire Stat2
io J. Macgowan, Stdeiights on Chtnese Life, Philadelphia isoa, s. iav.
s' por. uwagi Kennetha Burke'a o "scene-act-agent-ratio" w: A grammar of Mottves, New York 1845, s. 8-9.
62 y~ 63

Building) - zaj~xnuje się wstrząsającym faktem, że Stevens ma mały domek, śkromne biuro i nie po: siada
swojego papieru firmowego'~
Aby ~'łębiej zanalizować związki między poszczególnymi częściami społecznej fasady, warto rozważyc w tym
miejscu istotne cechy informacji przenoszonych przez fasadę, a mianowicie ich ogólność i abstrakcyjność.
Nawet wówczas; gdy mamy do czynienia z jakimś bardzo swoistym i niepowtarzalnym przedstawieniem, jego
"społeczna fasada", z małymi wyjątkami, dostareza informacji, których równie dobrze mogłyby dostarczyć
nieco inne przedstawienia. Na przykład wiele przedsiębiorstw usługowych urządza przed swoimi klientami
przedstawienie, ktbre uświ,etniają dramatyczne efekty czystości, nowoczesności, kompetencji i uczciwości.
Chociaź w rzeczywistości wiele z tych ogólnych wzorców ma odmienne znaczenie w różnych sferach
działalności usługowej, obserwator powinien uchwycić ich ogólne podobieństwa. Jest to dla niego
udogodnienie cudowne, choć czasem zgubne. Zamiast dostosowywać się do różnorodnyeh oczekiwań
wykonawców i traktować każdego z nich odrobinę inaczej, może zaliczyć sytuację do szerszej kategorii i wyko-
rzystać dzięki temu odpowiednie przeszłe doświadczenia, pozwalające mu myśleć przy pomocy stereotypów.
Obserwator może przeto znać tylko skromny i przez to poręczny słownik "fasad" oraz wiedzieć, jak na nie
reagować, aby orientować się w wielu różnorodnych sytuacjach. W Lendynie kominiarze i sprzedawcy w
drogeriach'~ chętnie nosiliby zwykle białe fartuchy, aby klient mógł się domyślić, że delikatne zadanie
realizowane przez te osoby będzie wykonane w ustalony, uważny
u E. J. Kahn, Jr., CLosings and Openings, "The New Yorker" z 13 i 20 lutego 1954 roku.
1' Zob. M. Jones, White as a Sweep, "The New Statesman and Nation" z 6 grudnia 1952 rOku.
1.
i godny zaufania sposób. Są podstawy, aby sądzić, iż tendencja do przedstawiania licznyeh działań kryjących
się za nielicznymi fasadami jest w organizacji społecznej czymś naturalnym. Taką suge
~f stię zawiera twierdzenie Radcliffe-Browna: "Qpiso~ ~ wy system pokrewieństwa, w którym każda osoba :,;
otrzymuje swoje niepowtarzalne miejsce, może
sprawnie działać w bardzo małych społecznościach, natomiast w miarę powiększania się liczby osób ;
konieczny staje się podział na klany, zapewniający mniej skomplikowany system identyfikacji i wzajemnych
stosunków."'4 Tendencja ta ujawnia się w
i fabrykach, koszarach oraz innych wielkich organizacjach społecznych. Organizatorzy nie potrafią stworzyć
dla każdego oddziału i kategorii służbowej osobnyeh stołówek, systemów wynagrodzeń, uprawnień urlopowych
czy warunków sanitarnych, choć jednocześnie zdają sobie sprawę z tegd, że osoby różniące się statusem nie
powinny być
' umieszczane razem i zaliczane do tej samej grupy. W wyniku kompromisu całe wewnętrzne zróżnicowanie
organizacji sprowadzone zostaje do niewielu różnic podstawowych, a członkowie wyodrębnionych w ten
sposób grup mogą w pewnych sy
j tuacjach korzystać z tej samej społecznej fasady lub nawet muszą to robić.
Tak więc w różnych działaniach można posługiwać się tą samą fasadą. Do tego trzeba do,dać, że j dana
spQłeczna fasada instytucjonalizuje się jako j zespół wzbudzonych przez siebie abstrakcyjnych,
stereotypowych oczekiwań i uzyskuje seńs i trwaI łość niezależńie od swoistych zadań, jakie bywały ? w jej
imię wykonywane. Fasada staje się "zbioro
wym wyobrażeniem",, faktem niesprowadzalnym do żadnych innych faktów.
Kiedy aktor przyjmuje określoną rolę społeczną, 1' R. Radeiiffe-E;rown, The SociaL Organization of Ausj
traLian T~rtbes, "Oceania", I, s. 440.
64 ; 5 Człowiek w teatrze

zdaje sobie zazwyczaj sprawę, że pr2y pisana jest już do niej określona fasada. Niezależnie od tego, czy przyjął
tę rolę po to, by wykonać określone zadanie, czy tei po to, by utrzymać odpowiadającą temu zadaniu fasadę,
przekonuje się, że musi robić zarówno jedno, jak i drugie,
Jeżeli jednostka podejmuje się zadania, które nie tylko jest nowe dla niej, lecz równieź w społeczeństwie nie
ma gotowych wzorów jego wykonywania, lub jeżeli jednostka chce, by jej zadanie było widziane w nowym
świetle - okazuje się, że ma do wyboru szereg gotowych. od dawna fasad. Kiedy więc zadanie otrzymuje nową
fasadę, rzadko zdajemy sobie sprawę, że sama ta fasada wcale nie musi być nowa.
Skoro fasady śą raczej' wybierane niż tworzone, można się spodziewać powstawania kłopotów wówcza3, gdy
wykona-wcy danego zadania stają wobec konieczńości wybrania dla siebie odpowiedniej fasady. Na przykład w
organizacjach wojskowych pojawiają się więc. zadania, których wykonanie wymaga zbyt wiele umiejętnóści i
autorytetu, aby mogły być podejmowane za fasadą właściwą niższym rangą, a zbyt mało umiejętności i
autorytetu, by mogły być wykonane za fasadą właściwą nieco wyższej randze. Ponieważ między rangami są
~am zbyt duże przeskoki, wykonanie zadania okazuje się "zbyt wielkim honorem" lub zbyt małym. .
Interesującej ilustracji dylematu, jakim jest wybbr właściwej fasady spośród kilku niezupełnie pasujących do
sytuacji, dostarcza stanowisko anlerykańskich organizacji medycznych w kwestii stosowania środków
anestezjologicznych 15 W niektórych szpitalach o stosowaniu środków anestezjologicz
' 1$ Zob. pelne ujęcie tego zagadnienia przez D. C. Lortiego: Doctors w@thont Pat@ents: The
Anestiees@olog@st, a New Med@eaL Spec@aL@ty (niepublikowana praca dyplomowa, Department of
Sociołogy, University of Chicago, 1950). Zob.
66
nyeh, decydują nadal pielęgniarki, których fasada - hez wz lędu na rodza
g j wykonywanych zadań wym~aga rzucającego się w oczy podporządkowania lekarzom i zakłada stośunkowo
niższą płacę. Aby anestezjologia mogła się stać specjalnoscią dyplo= mowanych lekarzy, zainteresowani
musieli bronić
. poglądu, że jej stosowanie jest wystarczająco złożonym i ważkim zadaniem, by wykonujących je ludzi
wynagradzać finansowo i moralnie, tak jak wynagradza się lekarzy: Różnica między fasadą
. pielęgniarki i fasadą lekarza jest ogromna; wiele rzeczy wybaczalnych u pielęgniarki jest infru dignitatem u
lekarzy. Część pracowników służby~zdrowia sądziła, że anestezjologia jest zajęciem zbyt złożonym dla
pielęgniarek, a zbyt prostym dla lekarzy, Gdyby istniał status pośredni xrliędzy pielęgniarką i lekarzem, łatwiej
zapewne byłoby zńaleźć rozwiązanie.'s
Podobnie, gdyby w armii kanadyjskiej istniała ranga pośrednia między stopniami kapitana i porucznika - dwie
i pół gwiazdki, zamiast trzech lub dwóch;, kapitanom z Korpusu Stomatologicznego, należącym w dużej części
do nisko usytuowany'ch społecznie grup etnicznych, można byłoby nadać rańgę bardziej w oczach armii
stosowną niż przyznana im ranga,kapitańska.
Ńie mam tu zamiaru przyjmować punktu widze- nia organizacji formalnej czy śpołeczeństwa; jedtak2e M.
Murphy'ego trzyćzęściowy wizerunek' Dr Rov
enstine'a: Anesthes@oLog@st, "The New YorkĄr" z 15 październi~Ca i z 1 i 8 listopada 1949 roku.
" w niektórych szpitałach mlodzi łekarze i studenci medycyny wypełniają zadania wykraczaj~će poza
kompetencje pielęgniarek, a leźące goniźej kwalifikacji lekarza. Zadania takie nie wymagają duźego
dośw3adczenia i głębokiej wiedzy, a poniewaź owa pośrednia pozycja, jaką zajmują medycy bez pełnego
wykształcenia lekarskeigo, jest stała
skladową źycia szpitala, wszyscy, którym ona przysługuje, wypelniaja przejściowo takie zadania. ,
z,. - 5~ _
69

nostka jako ktoś rozporządzający ograniczoną liczbą znaków musi również dokoliywać niefortunnych
wyborów. Na przykład w badanej przeze. mnie społeczn ści zagrodników gospodarz często częstuje
, skła~ającego mu wizytę przyjaciela łykiem mocnego trunku, szklanką wina, kuflem domowego piwa lub
filiżanką herbaty. Im w,yższa pozycja spo; łeczna lub aktualny status towarzyski gościa, .tym większe
prawdopodobieństwo, że zostanie on poczęstowany czymś mocniejszym. Problem zagrodników polegał na tym,
że niektórzy z nich nie mogli sobie pozwolić na trzymanie w zapasie butelki mocnego trunku i najszerszym
gestem w stosunku do gości było podawanie im wina. Ale częściej kłopot polegał na tym, że niektórzy goście
czuli się w ~stosunku do swojego stątusu zbyt wysoko uhonorowani jakimś napitkiem, natomiast zbyt-nisko
napitkiem zajmującym następne Iniejsce w hierarchii znaków gościnności. Występowało w związku z tym
niebezpieczeństwo, że albo gość poczuje się nieco urażony, albo kosztowny i ograniczony zasób znaków będący
w posiadaniu gospodarza pójdzie na Inarne. Podobna sytuacja powstaje w domach naszych klas średnich, gdy
gospodyni musi zdecydować, czy poda'c gościom srebrne sztućce, albo czy włożyć najlepszą suknię
popołudniową, czy też najprostszą suknię wieczorową.
Założyłem, że społeczną fasadę można podzielić na takie ezęści, jak dekoracja, powierzchowność i sposób
bycia. Założyłem również, że skoro różne działania mogą korzystać z takiej samej fasady, niemożliwe jest
odkrycie doskonałej odpowiedniości między swoistymi cechami danego występu i ogól
, nymi społecznie uznanymi przebraniami, w jakich aktor pojawia się przed nami. Te dwa fakty, roz'
patrywane łącznie, każą nam uznać nie tylko to, i że elementy społecznej fasady jakiegoś działania ' występują
zarazem w społecznych fasadach wielu
' `' n . innych działań, lecz również to, że ogół działań, w ' - których wykorzystywany jest jakiś element wypo,
sażenia symbolicznego będzie s:ę różnił o:l tych
wszystkich działań, w których przy taliiej samej społecznej fasadzie wykorzystywany jest inny element 'tego
wyposażenia. I tak na przykład prawnik
. może rozmawiać ze swoim klientem w dekoracjach , społecznych, które służą mu tylko do t~go celu (lub do
samotriej pracy), natomiast w odpowiednim na tę okazję ubraniu będzie mógł z powodzeniem pójść z żoną do
teatru lub z kolegami na
i obiad. Podobnie, sztychy na ścianie jego kancelarii; dywan leżący na podłodze, mogłyby równie dobrze
znajdować się u niego w domu, w pokoju, w któ~rym przyjmuje gości. Oczywiście, w sytuacjach szczególnie
uroczystych dekoracje, powierzchowność i sposób bycia będą dostosowane do wyjątkowej okazji,
niepowtarzalne, używane tylko do wy
; stępów jednego rodzaju, ale takie rezerwowanie wyposażenia symbolicznego dla jednego celu stanowi raczej
wyjątek niż regułę.
DRAMATI ZACJA DZIAŁALNO~CI
W obecności innych jednostka z reguły wyposaża swoją działalność w znaki pozwalające dramatycznie
óświetlić i wydobyć z cienia przemawiające na jej korzyść fakty, które w innym wypadku mogłyby pozostać
niewidoezne lub nie zauważone. Jeśli bowiem zachowanie się jednostki ma dla innych coś znaczyć, musi ona
tak się zmobilizować, by w t r a k c i e i n t e r a k c j i wyrazić to, co chce zakomunikować. W rzeczy samej,
może okazać się, że wykonawca jakiejś roli ma na zademonstrowanie kompetencji, jakie sobie przypisuje, nae
cały czas interakcji, lecz tylko ułamek sekundy. Tal: więc, jeśli sędzią baseballowy .chce zrobić wrażenie, że
88 ~ 1 69

jest pewny swego werdyktu, musi wydać go bez namysłu 1'


Łatwo zauważyć, że osoby zajmujące pewne pozycje społecżne nie mają trudno§ci z dramatyzacją swoich
zachowań, ponieważ działania służące
1 realizacji zasadniczego celu związanego z daną ro-' lą jednocześnie §wietnie się nadają do ,przekazywania
informacji o przymiotach i cechach przypisywanych sobie przez wykonawcę. Przykładami mogą być role
zawodowego boksera; chirurga, skrzypka ezy policjanta. Takie rodzaje działalności pozwalają na tak wiele
dramatycznej samoekspresji, że ich przykładni przedstawiciele - prawdziwi lub wymyśleni - uzyskują sławę i
zdobywają specjalne miejsce w skomercjalizoWanych marzeniach narodu.
W wieh~ wypadkach udramatyzowanie czyjejś pracy nastręcza trudno§ci. Ilustrację można zaczerpnąć ze
studium poświęconego szpitalnictwu, z którego wynika, że pielęgniarki poza oddziałami chirurgicznylni
borykają się z takim oio problemem:
"Czynności, które siostra na oddziale. chirurgicznym wykonuje przy pacjencie po operacji mają wyraźny sens,
nawet dla pacjentów nieobznajmionych z życiem szpitalnym. 'PVidząc na przykład jak pielęgniarka zmienia
bandaże czy ustawia przyrządy ortopedyczne pacjent może dostrzec, iż są to czynności celowe. Nawet jeśli
pielęgniark~ nie zajmujesię właśnie nim, szanuje jej pracę.
Praca pielęgniarek na innych oddziałach również wymaga wysokićh kwalifikacji , [...] Diagnoza internisty
opiera się tu na dokładnej, wielookresowej obserwacji symptomów, gdy tymczasem w wypadku chirurga można
często gołym okiem uchwycić rodzaj choroby. Owa niewidoczno§ć stanowi problem dla personelu lekarskiego.
Pacjent widzi, jak
17 Zob. B. Pinelli w wypowiedzi zanotowanej przea Joe Ringa, Mr. Ump, Philadelphia i9B3, s. 75.
70
~,`' ~ ~` ' ~ostra xatrzymuje się przy sąsiednim łóżku i przez
' krótszą lub dłuższą chwilę gawędzi z ~eżącym tam pacjentem. Nie wie, że obserwuje ona głęboko§e jego
oddecbu lub kolor i stan jego skóry. Sądzi, ~ przyszła go po prostu odwiedzić. Podobnie, niestety, sądzi jego
rodzina, orzekając. następnie na tej podstawie, że ·d:e pielęgniarki nie robią zbyt do
' brego wrażenia». Je§li pielęgniarl~a spędza więce j ezasu przy innym łóżku, paC jent może się nawet poczuć
urażony [...]. Siostry, w jego mniemaniu, :
j .~marnują ezas», zamiast zajmować się czym§ wij docznym, na przykład wydawaniem lekarstw." " Podóbnie
wła§ciciel przedsiębiorstwa usługowego
tlioże mieć trudno§ci z udramatyzówaniem tego, 'co rzeczywi§cie robi dla swoich klientów; po- r nieważ. nie
mogą oni "widzieć" całości kosztów
-świadczone j im usługi. Przedsiębiorcy pogrzebowi muszą więc pobierać nieproporejonąlnie wysokie opłaty za
najbardziej widoczny rezultat swej ~działal~o§ci, to jest za przekształcenie trumny w urnę,
, wiele innych kosztów związanyćh z pogrzebem trudno jest bowiem udramatyzować ~' Również kupcy czują
się zmuszeni ustalać wysokie ceny za towary, które tylko wyglądają na kosztowne, wynagradzając sobie w ten
sposób niewidoczne dla klientów wydatki związane z ubezpieczeniem, martwymi okresami w handlu itp.
Dramatyzacja czyjej§ pracy nie oznacza wyłącżnie uwidocznienia niewidocznych nakładów. Pra, ca, jaką
muszą wykonać ludzie grający pewne role,
jest często tak kiepsko zaprojektowana z punktu
se E, Lenz, A Comparison of Medtcai attd Surgtcat FLoors (tekst powielony), New York ` State School of
Industriał and Labour Relations, Corne)1 Vniversity, 1954, s. 2~,
" Materiał o usługach kremacyjnych, jakim posługuję się w tej pracy, zaczerpnięty jest od Roberta W.
Habensteina: The Amertean Funerai Director (riiepublikowana praca doktoraka, Department of Socioiogy,
Vniversity of Chicago, 1954). wiele zawdzieczam dosonane~ przez 1~. w. Habensteina analizie pogrzebu jako
przedstaWienia.
71

widzenia pożądanych znaczeń, że jej wykonawca, który chciałby udramatyzować swój występ, musiałby
po§więcić na ten cel wiele ąodatkowej energii.
Często droga do osiągnięcia zamierzonej dramatyzacji wiedzie przez aktywność całkowicie z nią sprzeczną.
Je§li na przykład ktoś chce, by jego mieszkanie robiło wrażenie umeblowanego z prostotą i godno§cią, musi
biegać po aukcjach, targować się z antykwariuszami i wytrwale o-bchodzić wszystkie miejscowe sklepy w
poszukiwaniu odpowiednich zasłon i tapet. Aby głos spikera radiowego brzmiał naprawdę bezpośrednio,
spontanicznie i beztrosko, musi on przedtem uważnie przeanalizować tekst, przeprowadzając próbę każdego
zdania, aby czytanie nie różniło się pod żadnym względem od zwykłego mówienia ~° Podobnie modelka z
"Vogue" swoim strojem, postawa,, wyrazem twarzy musi wyrazić, że rozumie książkę, z którą pozuje.
Jednakże modelkom, które muszą namęczyć się nad znalezieniem w takich sytuacjąch wła§ciwego wyrazu,
pozostaje zazwyczaj mało czasu na lektury. "Pilny uczeń, który chce u w a ż a ć - pisze Sartre - ma oezy
skierowane r.a nauczyciela i uszy szeroko otwarte; jest tak zajęty odgrywaniem swej roli, iż nie potrafi już
niczego słyszeć." Z' Jednostki często stają więc wobec dylćmatu: robić wrażenie c z y działać. Ci, którzy mają
dość talentu i czasu, by dobrze wykonywać swe zadania, mogą nie mieć z tego powodu czasu ezy talentu, by
pokazywać innym, że dobrze pracują. Można powiedzieć, że niektóre organizacje rozwiązują ten dylemat w ten
sposób, że oficjalńie przekazują funkcję dramatyczną specjalistom od pokazywania publiczno§ci znaczenia
wykonywanych w tej organizacji zadań, od których oni sami są zwolnieni.
'~ ~. Hilton, CdaLcuLaled Spontaneity, "Oxford 8ook o! Eriglish Talk"; O%ford i9a3, s. 399=4A4.
~i J.-P: Sartre, L'etre...:,'cytat wg wydania amerykańskiego,
s. so.

Je§li zmienimy na chwilę nasz układ odnietsienia i.,skupimy uwagę nie na pojedynczym występie, ale na
uczestniczących w nim jednostkach, dostrzeżemy interesujące cykle różnych zrutynizowanych działań,
przedsiębranyćh przez każdą grupę czy kategorię jednostek. Kiedy obserwuje się jaką§ grupę -czy kategorię,
okazuje się, że jej członkowie skłonni są angażować swoje "ja" przede wszystkim w wykonanie pewnych
zadań, kładąc mniejszy nacisk na wykonanie innych. Tak więc fachowiec może zaćhowywać się bardzo
skromnie na ulicy; w domu czy w sklepie, wkładając wszakże wiele wysiłku w popisanie się swymi
ko~petencjami w tym kręgu społecznym, w którym odbywa się jego działalność zawodowa. Przygotowując się
do takiego popisu, będzie interesował się nie tyle całością swych różnorodnych czynności, ile tymi tylko, od
których zależy jego reputacja zawodowa. Na podstawie tego typu obserwacji niektórzy autorzy uznali za
stosowne odróżnić grupy arystokratyczne (niezależnie od ich społecznej pozycji) od drobnomieszczańskich.
Arystokratyzm polega - jak się sądzi - na tym, że człowiek przywiązuje szczególne znaczenie do drobnych
zachowań, które nie mieszczą się w ramach wyspecjalizowanej działalności innych klas, szukając w tej właśnie
sferze możliwo§ci pokazania, jaki jest jego charakter, władza i miejsce w społecznej hierarchii.
"W jaki sposób młody arystokrata ma, podług swych nauczycieli, dbać o honor własnego stanu i okazywać się
godnym wyniesienia ponad współobywateli, które zawdzięcza przodkom? Czy ma temu służyć jego wiedza,
pracowito§ć, cierpliwość, zdolność do samowyrzeczeń, czy może cnota jakiegoś innego rodzaju? Ponieważ
zwraca się uwagę na każde jego słowo i każdy ruch, uczy się on dbało§ei o każdy szczegół codziennegti
zachowania; ćwic2ąC się w wypełnianiu wszystkieh małych obowiązków tak, aby nikomu i niczemu- nie
uchybić.
72 ~ 93

Ponieważ uświadamia sobie, że jest u.ważnie obserwowany, i wie, jak bardzo ludzie są skłońni pochwalać jego
p~~ania, w najbardziej obojętne j sytuacji postępuje ze swobodą i dostojeństwem, którymi go ta świadomość
prz~epełnia. Jega wygląd, ułożenie; maniery świadczą o eleganckim i pełnym wdzięku poczuciu własnej
wyższości, do które j ludzie urodzeni w niższych stanach z trudem mogliby dorosnąć. To jest właśnie ta sztuka,
której używa, by ludzie łatwiej poddawali się jego władzy i powściągali własne skłonności odpowiednio do jego
zachcianek. W zwykłych warunkach ta sztuka, wzmocniona przez stanowisko społećzne i przywilej, wystareza,
by rządzić światem." ~
Jeżeli tacy wirtuozi rzeczywiście istnieją, można ich uznać za doskonały materiał do badań nad technikami, za
których pomocą działalność przekształca się w popis.
IDEALIZACJA
Pisałem już wcześniej, że fasada każdego występu obejmuje szereg dość abstrakcyjńych roszczeń pod adresem
publicznośći, z którymi styka się ona najpewniej przy okazji innych występów. ~ Jest to jeden ze sposobów
socjalizacji, modelowania i módyfikowania występu tak, by odgowiadał sposobowi myślenia i oczekiwaniom
społeczności, w której się odbywa. W tym miejscu chciałbym rozważyć wykonawców przedstawienia do
podsuwania jego inny ważki aspekt procesu socjalizacji.- skłonno§ć obserwatorom swych wyidealizowanych na
różne sposoby obrazów. ,
$wiadomość, że występ daje wyidealizowany obraz sytuacji,, jest oczywiście dość powszechna. Świadczy o tym
pogląd Cooleya:
i~ A. Srriith, The Theory ot Moral Sentt~noe~nts, London, 1853, s. 75.
i ;~ 3~ "Gdybyśmy nigdy nie próbowali wyda~ się odro'$# ~` ~5 le s mi niż este§m
,; ~lnę P zy j y, jakże moglibyśmy pra~owae nad sobą czy też sami siebie wychowywać? Ten sam impuls, który
karze człowiekowi pokazywać światu lepszy lub wyidealizowany aspekt samego siebie, znajduje swój wyraz w
przedstawieniacfl różnych zawodów i klas, z których każda _ ~orzysta w pewnej mierze z fraz~su i pozy.
Członkowie tych zawodów i klas posługują się nimi w większo§ci nieświadomie, robi to jednak wrażenie
konspiracji skierowanej przeciwko łatwowiernym ze świata zewnętrznego. Własnymi frazesami posługuje się
nie tylko teologia i filantropia, lecz również prawo; medycyna, szkolnictwo, a nawet nauki przyrodnicze - być
~może obecnic nąde yvszystko te ostainie, im bardziej bowiem czyjaś zasłu
_ g8 jest uznawana i podziwiana, tym większe prawdopodobieństwo, że będą ją sobie przypisywać ludzie
niegodni." ~'
Kiedy więc jednostka prezentuje siebie innym, jej występ bardZiej niż jej zaćhowanie jako całość ucieleśnia i
odzwierciedla wartości oficjalne danego społeczeństwa. Dlatego , możemy rozpatrywaó występ - ria sposób
Durkheima i Radcliffe-Browna - jako ceremonię: publiczny wyraz odnowienia i potwierdzenia moralnych
wartości wspólnoty. Ponadto; o tyle, o ile akcja sceniczna z~taje przyjęta jako rzeczywistość, to, co w danym
momencie zostaje przyjęte jako rzećzywistość, ulega jak gdyby uwzniośleniu. Pozostać w swoim pokoju, z dala
od miejsca, w którym odbywa się przyjęcie, być poza salą, w której lekarz' przyjmuje swego ~ pacjenta itd., to
pozostać poza miejscem, w którym rozgrywa się rzeczywistość. Świat jest w istocie uroczystością, w której
wszyscy bierzemy udział.
Jednym z najbogatszyeh źródeł informacji o poi' Ch. H. Cooley, Hu~ntan Nature ttnd the Soctal Order, New
York 1822, s. 352-.353.
74 ~ 75

kazywaniu widzom wyidealizowanych w5·stępów jest literatura dotycząca społecznej ruchliwości. W


większości społeczeństw istnieje jakiś główny
czy ogólny system uwarstwienia, a w większości ( społeczeństw uwarstwionych spotykamy się z idealizacją
warstw wyższvch i większymi lub mniejszymi aspiracjami części członków warstw niższych
do zdobywania wyższych pozycji śpołecznych. (Należy zwrócić baśzną uwagę na to, że ruch w górę wiąże śię
nie tylko z chęcią zdobycia prestiżowej pozycji, ale również z pragnieniem znalezienia się bliżej uświęconego
ośrodka wspólnych wartości społeczeństwa.) Zazwyczaj okazuje się, że ruch w górę obejmuje prezentację
odpowiednich wy stępów, a wysiłki związane z posuwaniem się ku górze i obroną przed spadkiem znajdują
wyraz w wyrzeczeniach robionych w celu utrzymania fasady. Jeżeli jednostka nauczy się posługiwać
właściwym zespołem znaków, będzie mogła je wykorzystywać do upiększania swoich codziennych występów i
nadawania im cenionego w społeczeństwie stylu.
Najiśtotniejszym bodaj elementem związanego z pozycją klasową wyposażenia symbolicznego są symbole
statusu wyrażające zamożność. Pod tym względem społeczeństwo amerykańskie stanowi skrajny przykład
społeczeństwa; w którym strukturę klasową wyznacza nade wszystko bogactwo. Dzieje się tak przypuszczalnie
dlatego, że rozmach w posługiwaniu się symbolami bogactwa, a także finansowe ~nożliwości zachowywania
się w taki sposób, są w Ameryce powszechniejsze niż gdzie indziej. Społeczeństwo hinduskie natomiast bywa
uważane za społeczeństwo, w którym ruchliwość społeczna dokonuje się grupowo (przesunięcia w hierarchii
dotyczą kast, a nie poszezególnych jednostek), jak również takie, w którym występy nastawione są na
demonstrację wartości niematerialnych. Jeden z badaczy Indii pisał:
"System kastowy nie jest bynajmniej na tyle ?6
. sztywny, by pozycja każdej jego części była ustalon~ raz na zawsze. Możliwe są zawsze przesunięcia,
szczególnie między grupami usytuowanymi w środku hierarchii, Niska kasta mogła za życia jednego lub
dwóch pokoleń zająć wyższą pozycję w hierarchii przechodząc na wegetarianizm i absolutną abstynencję oraz
«sanskrytyzując» swój olirządek i panteon. Krótko mówiąc, przejmowanie przez niższe kasty zwyczajów,
rytuałów i przekonań braminów, ich stylu życia, wydaje się dość częste, choć teoretycznie jest niemożliwe...
Chęć naśladowania -kast wyższych przez niższe znacznie przyczyniła się do rozpowszechnienia rytuałów i
zwyczajów sanśkryckich i osiągnięćia przez społeczeństwo indyjskie pewnej jednolitości kulturowej, zarówno
ponadkastowej, jak i ponadregionalnej." ~
Oczywiście, w Indiach istnieją również kręgi, których członkowie zainteresowani są przede wszystkim tym, by
ich codzienne występy robiły wrażenie bogactwa, luksusu i wysokiej pozycji klasowej, mało kłopocząc się o
ascetyczną czystość. Podobnie w Ameryce zawsze istniały wpływowe grupy, których członkowie byli
przekonani, że należy w swojej grze wyciszać efekty związane z własnym bogactwem po to, aby dominującym
wrażeniem publiczności byłó dobre urodzenie, kultura czy żarliwość moralna.
Być może, z pówodu tej dążności ku górze, istniejącej w większości dzisiejszych społeczeństw, przyjmujemy,
że wykorzystywane podczas występu środki ekspresji służą koniecznie wywołaniu wrażenia, że aktor zajmuje
wyższą pozycję klasową, niż byłaby mu przypisana bez owej gry. Na przykład, nie dziwią nas następujące
szczegóły dawnych występów domowych w Szkocji:
°~ M. N. Srinivas, Relżgżon and Society Among the Coorgs of south Indża, ~Qxford 1952, s. 30.
??

"Jedna rzecz zdaje się być pewńa: prżeciętny dziedzie ze swoją rodziną żył na co dT,ień znacznie skromnięj
niż wtedy, gdy przyjmował gości. Od wielkiego dzwonu podawano potrawy przypominające średniowiecżne
uczty rycerskie, na co dzień jednak, kiedy dom był zalnknięty dla ciekawych, jadano znacznie skromniej.
Tajerinnicy dobrze strze-żono. Nawet Edward Burnet, tak dobrze znający szkockich górali, miał trudności z
opisaniem ich codziennych posiłków. Z całą pewno§cią mógł jedynie stwierdzić, iż wówczas gdy goszczono
Anglika, przygotowywano zbyt dużo jedzenia. ·~I - zauważał - .mówiono często, że lepiej zedrzeć skórcę z
dzierżawcy, niż by inni myślełi źle o naszym domu; od wielu osób, których u siebie zatrudniali, słyszałem [...]
że choć obiad podawało pięciu lub, sześciu lokai" na 'co dzień jadało się owsiankę, marynowane śledzie albo
inne, równie nędzne potrawy~ ,, $
Istnieje jednak wiele grup osób, które z różnych powodów wolą zachowywać skromność i zachowywać
się~poniżej swego stanu, bogactwa, możliwości, duc owej siły czy godno§ci własnej.
Naiwny, niezaradny, niefrasobliwy sposób bycia, udawany czasem przez Murzyhów ze stanów południowych w
kontaktach z białymi, ilustruje; w jaki sposób występ może realizować idealne wartości, przeznaczające
grającemu niższą pozycję niż ta, którą w cichości sam sobie przypisuje. Współczesną wersję takiej maskarady
tak oto można opisać:
"Tam, gdzie istnieje współzawodnictwo o pracę wymagającą kwalifikacji i zwykle uważaną za~~zajęcie dla
białych», Murzyni, wykonując taką lepszą prac~, będą z własnego wyboru przyjmować symbole niższeego
statusu. Na przykład urzędnik spedycyjny przyjmować będzie tytuł, i płacę gońca,
u M. Plant, The Domestic Life of Scotiand in the Ełghteenth Century, Edinburgh 1952,\ s. 98-97.
98
` pięlęgniarka pozwoli nazywać się służącą, a pedi_ kiurzystka będzie wchodzić do domu białych wie~czorem,
kuchennymi drzwiami." ~ .
Amerykański,e dzieWczęta ż collegów skrywają swoją inteligencję, umiejętności i odwagę przed atrakcyjnymi
chłopcalni, demonstrując ~iw ten sposób cechy, które podważają ich międzynarodową reputację osób
kaprySnych.~' Owe dziewczęta pozwalają swym chłopcom w nudny sposób wyjaśniać to, co dawno już wiedzą;
ukrywają przed swaimi mniej zdolnymi sympatiami biegłość w matematyce, przegrywają mecz w ping-ponga
jeszcze przed jego zakończeniem.
"Jedną z ulubionych technik jest nieprawidłowe pisanie długich słów. Mój chłopak ma z tego wielką uciechę i
p~isze mi: ·~Kochanie, ty naprawdę nie znasz ortografii~·." ~
W ten to sposób potwierdza się naturalną wyższość mężczyzny i równie naturalną niższość kobiety.
Na Szetlandach opowiadano mi, że dawniej nie odnawiano domów, ponieważ dziedzic mógłby uznać to za
powód do podniesienia czynszu właścici~lom tych domów. Szetlandczycy popisywali się również ubóstwem
przed niższymi urzędnikami. Co więcej, jeszcze dzisiaj niektórzy wyspiarze, choć ~rezygnowali z pracy na
farmach_ i odrzucili surowe reguły nie kończącej się pracy, życia bez wygód, jedzenia złożonego z ryb i
ziemniakówn to
' w miejscach publicznych często noszą skórzane kurtki podbite wełną i wysokie gumiaki, typowy strój
dzierżawców rolnych. Swojemu otocżeniu chcą przedstawić się jako osoby, które nie "zadzierają nosa" i
uważają, by nie odbiegać od poziomu in
°e Ch. Johnson, Patterns of Negro Segregation, New York 1943, s. 273.
_~ M. Komarovsky, CuLturai Contradictions and Sex Roles, "American Journal of Sociology", t. II, s. 18B-
188.
~~ Tam2e, s. 187.
, 99 ·

nych: Rolę tę grają szczerze, z oddaniem, ~we właściwym stylu i z wielką biegłością. Ale w zaciszu domowym
lojalność wobec wspólnoty słabnie. Tu mogą się już cieszyć mieszczańskimi wygodami, do których zdąży'.i
przywyknąć.
Ten sam rodzaj negatywnej idealizacji był, oczywiście, powszechny w Ameryce w okresie wielkiego kryzysu,
gdy ubóstwo domu było niekiedy przesadnie pokazywane na użytek odwiedzających dom przedstawicieli opieki
społecznej. Tam gdzie sprawdza się, czy ktoś zasługuje na świadectwo ubóstwa, można się 'spodziewać popisu
biedy:
"Pewna urzędniczka instytucji opiekuńczej podzieliła się kilkoma interesującymi doświadczeniami tego
rodzaju. Jest ona Włoszką o jasnej cerze, blond włosach i zdecydowanie nie włoskim wyglądzie. Jej głównym
zadaniern było badanie sytuacji włoskich rodzin według kwestionariusza służącego do określenia rozmiarów
ubóstwa. To, że nie wyglądała na Włoszkę, pozwalało jej podsłuchiwać rozmowy toczące się po włosku i
wnioskować na ich podstawie o stosunku zainteresowanych do pomocy społecznej. Na przykład kiedy siedziała
w pokoju i rozmawiała z kobietą, ta zawołała po włosku dziecko, by przyszło przywitać się z gościem, ale
najpierw kazała mu założyć stare buty. Urzędniczka słyszała też jak żona lub mąż mówili do kogoś z głębi
mieszkania, aby przed jej wejściem sprzątnął jedzenie i wino." ~
Po dalsze przykłady możemy sięgnąć do niedaw- ` nych badań nad handlem złomem; dostarczają one
informacji, jakiego rodzaju wrażenia handlarze uważają za korzystne dla siebie.
"...handlarz złomem jest żywotnie zaintere~owany tym, by ukryć przed swoją publicznością prawdziwą
wartość Hodpadków». ~ Pragnie on utrwalić
" E. w. Bakke, The Unemployed Worker, New Haven 1940, s. 371.
80
-v`~ ' i'nit bezwartościowości złomu i stworzyć wrażenie, że każdy, kto podejmuje się takiego zajęcia jest
·~skończony» i godzien tylko litości."'o
Tego typu wrażeńia mają swój wyidealizowany aspekt, bowiem jeśli przedstawienie ma się udać, wykonawca
musi stworzyć sytuację, która dla obserwatora z zewnątrz odpowiadać będzie stereotypowi skrajnej biedy.
' Socjolog nie znajdzie lepszych przykla3ów wy', idęalizowanych zachowań niż te, jakie dają nam obserwacje
występów ulicznych żebraków. Jednak od przełomu wieku w społeczeństwach zachodnich sceny przedstawiane
przez żebraków straciły w dużej mierze swą dramatyczną wartość. Dziś rzadziej widać sztukę prezentującą
"czystoś~: w rodzinie", w której rodzina pojawia się w nieskazi.t~lńie czystych łachrnanach, twarze dzieci bły
sżczą pod warstwą mydła, wypolerowane miękką szmathą. Nie widuje się już przedstawienia, w ktarym
półnagi człowiek dławi się brudną skórką od chleba, bo
, jest zbyt słaby, by ją połknąć; nie zobaczymy też sceny,- w której człowiek w łaehrnanach odgania wróbla od
kawałka chleba, wyciera kromkę o rękaw płaszcza i wyraźnie nieświadom obserwującej go publiczności,
usiłuje jeść. Rzadziej też widać ;,żebraka zawstydzonego", którego oczy pokornie błagają o to, o co delikatność
nie pozwala mu prosić. Nawiasem mówiąc, sceny przedstawiane przez żebraków bywały rozmaicie nazywane i
nazwy te - "wyłudzanie", "śpiewki", "sztuczki"., "kantowanie", "picowanie", "bajcowanie" itd. - mogą
. nam służyć ~do opisu rozmaitych rvystępów o różnym stopniu legalńości i artyzmu.3'
'° J. B.lRałph, Tlae Jurak Bustness and Junk PeddLer (niepublikowana praca dypłomowa, Department of
Sociology, University of Chicago, 1950), s. 26.
~' Szczegóły z życia żebraków znałeźć można w: H. Mayhews, London Labour and the London Poor (4 tomy;
tom I: London 1861, s. 415~17 i tom IV: London 1862, s. 404-438.
6 Człowiek w teatrze 81

Jeżeli jednostka w trakcie 'swego występu ma zamiar wyrazić idealne wzorce, musi wówczas ukryć lub
powstrzym.ać się przed działaniami z nimi niezgodnymi. Jeżeli jednak takie niestosowne postępowańie jest dla
tej jednostki źródłem zado- ~ woleńia, to na ogół pozwala sobie na nie w ukryciu. W ten sposób potrafi wyrzec
się cukierka i jed'nocześńie go zjeść. Na przykład dzieci amerykańskie w wieku lat ośmiu twierdzą, że nie
interesują ich programy telewizyjne dla pięcio- czy sześciolatków; ale niekiedy po cichu je oglądają.'~ Okazuje
się także, że gospodynie z klas średnich używają czasem w tajemnicy tanich substytutów kawy, lodów czy
masła. Dzięki temu mogą oszczędzić pieniąc~ze, wysiłek lub czas, a jednocześnie robić na gościach wrażenie,
że jedzenie, które podają, jest wysokiej jakości" Ta sama kobieta może na stole w jadalni zostawić "Saturday
Evening Post", a jednocześnie mieć w sypialni schowany "True Romance" - ( sprzątaczka musiala zapomnieć")
~ Ten
, sam typ zachowania, który n~zwać możemy ;,ukry ; tą konsumpcją" odnajdujemy wśród Hindusów:
"Obserwowani podporządkowują się wszystkim
zwyczajom, ale w zaciszu domowym nie, są już tak skrupulatni w ich przestrzeganiu."'~
"Wiarygodni świadkowie mówili mi, że niektó= rzy bramini w małych grupkach chodzą w tajemnicy do
domów siudrów, gdzie bez wyrzutów sumienia spożywają mięso i piją mocne alkohole."'s
"Tajemne używanie alkoholu jest wciąż mniej
~ Niepublikowany raport z badań Social Research, Ine.,
Chicago. Jestem wdzięczny Social Research, Inc. za zezwolenie na przytoczenie tych i innych danych
zawartych w tym raporcie.
~~ Tamże. '
a~ Przytaczane przez prof. W. L. Warnera z Uniwersytetu w Chicago na seminarium w 1951 roku.
~ Abbó J. A. Dubois, Characters, Manreers, and Customs of the Peopłe of Indi.a, Philadelphia 1818, t. I, s.
235. ,
$' Tam3e, s. 237.
82
"' niezwykłe niż spożywanie zabronionego jadła, ponieważ łatwiej to jest ukryć. Jednakźe nikt nie widział
pijanego bramina w miejscu publicznym." "
! Można tu dodać, że niedawny raport Kinseya . pchnął naprzód badania i analizy "ukrytej konśumpcji"'~
Trzeba zaznaczyć, że jednostka dając przedstawienie ukrywa zazwyczaj coś więcej niż tylko nie, stosowne
przyjemnostki i oszczędności. Zapoznamy
się tutaj z niektórymi sprawami, które jednostka może chcieć ukryć.
Po pierwsze, poz~ tajemnymi przyjemnostkami i oszczędnościami może ona zajmować się jakąś zyskowną
formą działalności, którą ukrywa przed wi
! dzami, ponieważ nie daje się ona pogodzić z poglądem na własny temat, jaki- ma nadzieję im wpoić.
Zabawnym a wyrazistym przykładem może tu być trafika będ-ąca zarazem meliną bukmacherską, ale
~ podobnego ducha spotykamy i w innych miejscach. Zadziwiająco wielu robotników chwali sobie swe miejsce
pracy, ponieważ można stamtąd wynieść narzędzia czy artykuły żywnościowe, a potem je odsprzedać~
podróżując służbowo można spędzać
, czas w wesołej kampanii, nawiązywać korzystne znajomości czy też zachwalać towary.'9
We wszystkich tego rodzaju wypadkach miejśce ~7 Tam2e, s. 238.
°° Jak zwraca uwagę Adam Smith, (The theory..., cyt. wyd., s. 88) ukryć motna tak wady, jak i zalety; "LUdzie
prb~ni okazują wobec innych modną, rozrzutność, której w głębi
duszy nie aprobuj$ i której, być mo~e wcale nie sa winni. Pragng być sławiend za coś, ezego w gruncie rzeczy
nie centą i wstydzą .się niemodnych zalet, którym w sekrecie 'hołdują i dla których mają w jakimś stopniu
prawdziwa cześć.~~
°° Niedawno dwóch badaczy pracoWników słu~by socjalne~ określajac tajne źródła dochodów ehicagowskich
pracowników ~socjalnych stworzyło termin "bokf~~ (outstde racket). Zob. E. gogdanoff i A. Glass, The
Socioiogy of the
Publte Case Worker tn an Urban Area (niepubllkowana praca dyplomowa Department of- Soclology,
University of Chicago, 1953). ,
83

pracy i oficjalna działalność jest rodzajem powłoki,, za którą kryje się pełne werwy życie wykonawcy.
Po drugie, często dzieje się tak, że błędy i pomyłki póprawia się jeszcze przed rozpoczęciem występu; jednak
to, że popełniono i naprawiono błąd ukrywa się przed publicznością, osiągając dzięki temu tak niezbędne
wrażenie niezawodności. Nie darmo mówi się, że ,"lekarze grzebią swoje błędy". Inny przykład można znaleźć
w rozprawie o społecznej interakcji w trzeeh rządowych urzędach, vv której zwraca się uwagę, że urzędnicy
nie lubią dyktować raportów stenografistkom, chcą bowiem mieć czas na przejrzenie i poprawienie błędów, za-
nim apracowanie przeczytają maszynistki czy tym bardziej przełożeni °°
Po trzecie: w tych interakcjach, w których jednostka ma przedstawić innym jakiś produkt, będzie starała się
pokazać jedynie produkt końcowy, aby był on oceniany jako gotowa; wyczyszczona i zapakowana całość. W
pewnych wypadkach uzyskanie produktu końcowego wymaga jedynie niewielkiego wysiłku, ale nikt się do tego
n'ie przyznaje. Tak samo ukryte zostają kiedy indziej nie kończące się godziny nudnej, samotnej pracy. Na
przykład v~ykwintny styl niektórych uczonych książek ukrywa gorączkową harówkę, nieuniknioną przy
zestawieniu w terminie indeksu, lub spory z wydawcą o odpowiednie wyeksponowanie nazwiska autora na
okładce książki.
Można podać jeszcze czwarty ródzaj rozbieżności n~.iędzy wrażeniem a pełnią rzeczywistości. Jest wiele
występów, których nie wypada pokazywać, bowiem są fizycznie brudne, półlegalne lub w jakiś sposób
poniżające. Chcemy ukryć przed innymi wszelkie świadectwa "czarnej roboty" niezależnie od tego, czy ją
wykonujemy po cichu sami, czy też
~~ p, Blau, Dyna~ntcs..., cyt. wyd., s 184.
' przekazujemy dó wykonania służbie, bezosobowe' zxlu rynkowi lub uprawnionym (albo i nie) tlo tego
specjalistom.
Ściśle związany z pojęciem "czarnej roboty" jest piąty rodzaj rozbieżności między wrażeniem a istotną
działalnością. Jeśli jednostka ma urzeczywistnić szereg idealnych wzorców i jeżeli ma dać dobry spekta.kl, to
jest prawdópodobne, że publiczne realizowanie niektórych z nich będzie wymagać cichej rezygnacji ze
stosowania innych. Często oczywiście wykonawca będzie poświęcać te wzorce, których nieobecność może
zostać niezauważona. Będzie to ezynić pó to, by zachować wzorce inne, których niewłaściwego stosowania nie
dałoby się ui~ryć. Jeśli na przykład w okresie racjonowania żywności restaurator, właściciel sklepu spożywcze-
go czy rzeźnik zechce podtrzymać u klientów zW ykłe wrażenie różnorodności produktów i utwierdzić
pozytywne wyobrażenie na swój telrlat, wówczas będzie nielegalnie zaopatryivał się w żywność. Tak samo
jeżeli usługi są oceniane ze względu na szybkość i jakość ich wykonania, wówczas jakość zostaje poświęcona
na rzecz szybkości, łatwiej bowiem ukryć niską jakość miż powolność. Podobnie, jeżeli personel szpitali
psychiatrycznych ma zachować porządek~ a jednocześnie nie bić pacjentów, i jeżeli tych dwóch wymogów nie
daje się pogodzić, wówczas niesforny pacjent "dostanie" mokrym ręcznikiem i będzie zmuszony do
posłuszeństwa bez pozostawienia widocznych śladów złego traktowania.'~ Złe traktowanie daje się ukryć,
bałagan nie.
"Najłatwiej wprowadzać w życie te reguły, przepisy i polecenia, których przestrzeganie bądź nie..
przestrzeganie zostawia widoczny ślad, a więc na przykład zasady dotyczące sprzątania sal, zamy
u R. H, wiilougpby, The Attendaat !n the State Mental Hospital (niepubllkowana ,praca dyplomowa,
Department of Soclology; "Univsrsity of Chicago, 1955), s. 44.
84 85

kania drzwi, nie picia , alkoholu w czasie pracy, używania kaftanów bezpieczeństwa itd."'~
Nie należy być nazbyt cynicznym. Często ókazuje się, że dążąc do zasadniczych celów organizacji, trzeba od
ezasu do czasu nieuchronnie~ pomijać pewne ideały i zachowywać przy tym wrażenie, że te ideały nadal
obowiązują. W takich .wypadkach poświęca się je w imię tego, co najważniejsze, nie zaś tego, co najbardziej
rzuca się w oczy. Przykładu dostarcza artykuł o biurokracji w marynarce:
"Tej cechy (dyskrecja wymagana przez grupę), nie można przypisać wyłącznie lękowi przed wydobyciem na
światło dzienne jakichś kompromitujących rzeczy. Lęk gra wprawdzie zawsze pewną rolę w nieprótokołowaniu
·~wewnętrznych spraw» biurokracji, ale dyskrecja jest jedną z najważniejszych cech nieformalnej struktury
jako takiej. Struktura nieformalna gra bowiem doniosłą rolę, stwarza k a n a ł o m i j a n i a formalnie nakaza-
nych reguł i metod postępov~~ania. Żadna organizacja nie może sobie pozwolić na ujawnienie tych metod
(umożliwiających, co ważne, rozwiązywanie wielu problemów), które są sprzeczne z metodami oficjalnie
usankejonowai~ymi, a w tym wypadku posiadającymi mocne oparcie w tradycjach gruPY.» ~u
Wreszcie, w~konawcy ezęsto starają się stworzyć wrażenie, że przyjmując da,ną rolę kieru~ą się idealnyxni
motywami, że mają do jej zagrania najlepsze kwalifikacje i w celu jej objęcia nie musieli cierpieć żadnych
wyrzeczeń i upokorzeń ani też wchodzić w jakieś tam taktyczne układy. (Chociaż wrażenie doskonałego
dopasowania człowieka i jego zajęcia szezególnie mocno podtraymują osoby wykonujące "wyższe" zawody, nie
jest ono obce oso
~ Tam2e, s. 4S--~1&
·~ Ch. H. Page, Bureaucracy's Other Face, "Social Forces", X?LV, s. 80.
~'bo~n z innych profesji.) Służy temu swego rodzaju ~~ ~~ ;;retoryka kształcenia", z której pomocą związki,
zawodowe, uniwersytety, izby handlowe oraz inne instytucje nadające uprawnienia wymagają od za~ :
interesowanych, by szanowali naukę i poświęcili jej
określony czas,.. po części po to, by zachować swój monopol, po ezęści po to, by stworzyć wrażenie, . ~
posiadacz dyplomu jest kimś, kto dzięki pobra
niu nauk został stworzony na nowo i wyodrębniony spqśród innych ludzi. I tak na przykład jeden z badaczy
sugeruje, że w odczuciu farmaceutów czte-. róletnie studia uniwersytęckie niezbędne do uzyskania dyplomu są
"dobre z punktu widzenia zawodu", ale niektórzy z nich przyznają, że tak naprawdę wystarczyłby
kilkumiesięczny kurs.'4 Dodajmy, że podczas II wojny światowej w wojsku amerykańskim na przygotowanie
do wykonywania pracy farmaceuty lub zegarmistrza przeznaczano ku zgorszeniu starych speejalistów -
zaledwie pięć, sześć tygodni. Duchowni starają się robić wrażenie,
. że poszli za głosem powołania, ukrywając, jak to dzieje się w Ameryce, swe pragnienie awansu spo" łecznego
luh, jak to dzieje się w Wielkiej Brytanii,
lęk przed ześlizgnięciem śię w dół. Starają się też stworzyć wrażenie, że' óbjęli parafie ze względów wyłącznie
duchowych, a nie dlatego - jak to śię v~ wielu wypadkach zdarza - że przełożeni za
~ oferowali im ładny dom lub zwrot kosztów przeprowadzki. Amerykańskie szkoły medyczne w naborze
studentów uwzględniają w pewnej mierze pochodzenie etniczne i z pewnością pacjenci kierują się tym
czynnikiem w wyborze swoich lekarzy, ale w trakcie interakcji między lekarzem i pacjentem wytwarzane jest
wrażenie, że lekarz jest lekarzem wyłącznie dzięki swym specjalnym uzdolnieniom i specjalnemu
wykształceniu. Podobnie,.ludzie
W A. Weinlein, Pharmacy as a Projesston tn Wtsconstn (niepublikowana praca dyplomowa, Department of
Sociology. University of Chicago,1943), s. 89.
86 .' , . 87

kania drzwi, nie picia .alkoholu w czasie pracy, używania kaftanów bezpieczeństwa itd."'~
Nie należy być nazbyt cynicznym. Często okazuje się, że dążąc do zasadniczych celów organizacji, trzeba od
czasu do czasu nieuchronnie~ pomijać pewne ideały i zachowywać przy tym wrażenie, że te ideały nadal
obowiązują. W takich .wypadkach poświęca się je w imię tego, co najważniejsze, nie zaś tego, co najbardziej
rzuca się w oczy. Przykładu dostarcza artykuł o biurokracji w marynarce:
"Tej cechy (dyskrecja wymagana przez grupę), nie można przypisać wyłącznie lękowi przed wydobyciem na
światło dzienne jakichś kompromitujących rzeczy. Lęk gra wprawdzie zawsze pewną rolę w nieprotokołowaniu
~wewnętrznych spraw» biurokracji, ale dyskrecja jest jedną z najważniejszych cech nieformalnej struktury jako
takiej. Struktura nieformalna gra bowiem doniosłą rolę, stwarza k a n a ł o m i j a n i a formalnie nakazanych
reguł i metod postępo~~ania. Żadna organizacja nie może sobie pozwolić na ujawnienie tych metod
(umożliwiających, co ważne, rozwiązywanie wielu problemów), które są sprzeczne z metodami oficjalnie
usankcjonowar~ymi, a w tym wypadku posiadającymi mocne oparcie w tradycjach gruPY"~'~
Wreszcie, w~konawcy często starają się stworzyć wrażenie, że przyjmująe daxlą rolę kierują się idealnymi
motywami, że mają do jej zagrania najlepsze kwalifikacje i w celu jej objęcia nie musieli cierpieć żadnych
wyrzeczeń i upokorzeń ani też wchodzić w jakieś tam taktyczne układy. (Chociaż wrażenie doskonałego
dopasowania ezłowieka i jego zajęcia szczególnie mocno podtr~mują osoby wykonujące "wyższe" zawody, nie
jest ono obce oso
~ Tam2e, s. 43~-4B.
~i Ch. H. Page, Bureaucracy's Other Face, "Social Forces", XltV, s. 80.
bo~n z innych profesji.) Służy temu swego rodzaju ~~; , ' - ~~retoryka kształcenia", z które~ pomocą związki,
2awodowe, uniwersytety, izby handlowe oraz inne instytucje nadające uprawnienia wymagają od za'
interesowanych, by szanowali naukę i poświęcili jej
określony czas,,. po części po to, by zachować swój monopol, po części po to, by stworzyć wrażenie, - że
posiadacz dyplomu jest kimś, kto dzięki pobra
niu nauk został stworzony na nowo i wyodrębniony spĄŚród innych ludzi. I tak na przykład jeden z badaczy
sugeruje, że w odczuciu farmaceutów czte-. ro~letnie studia uniwersytęckie niezbędne do uzyskania dyplomu
są "dobre z punktu widzenia zavodu", ale niektórzy z nich przyznają, że tak naprawdę wystarczyłby
kilkumiesięczny kurs 44 Dodajmy, że podczas II wojny światowej w wojsku amerykańskim na przygotowanie
do wykonywania
- pracy farmaceuty lub zegarmistrza przeznaczano ku zgorszeniu starych speejalistów - zaledwie pięć, sześć
tygodni. Duchowni starają się robić wrażenie,
, że poszli za głosem powołania, ukrywając, jak to dzieje się w Ameryce, swe pragnienie awansu spo` łecznego
lub, jak to dzieje się w Wielkiej Brytanii,
lęk przed ześlizgnięciem śię w dół. Starają się też stworzyć wrażenie, że' óbjęli parafie ze względów wyłącznie
duchowych, a nie dlatego - jak to śię v~ wielu wypadkach zdarza - że przełożeni za
~ oferowali im ładny dom lub zwrot kosztów prze= prawadzki. Amerykańskię szkoły medyczne w naborze
studentów uwzględniają w pewnej mierze pochodzenie etniczne i z pewnością pacjenci kierują się tym
czynnikiem w wyborze swoich lekarzy, ale w trakcie interakcji między lekarzem i pacjentem wytwarzane jest
wrażenie, że lekarz jest lekarzem wyłącznie dzięki swym specjalnym uzdolnieniom i specjalnemu
wykształceniu. Podobnie, ludzie
u A. weinlein, Pharnxacy as a Profession tn Wtsconstn (nie
pubiikowana praca dyplomowa, Department oE Sociology, University oE Chicago,1943), s. 89.
88 ~ .. 87

na kierowniczych stanowiskach często tworzą wokół siebie aurę kompetencji i wszechwiedzy, ukry-, wając
przed sobą i innymi fakt, że zajmują takie stanowiska nie dlatego, że potrafią pracować jako kierownicy, ale
dlatego, _że jak kierownścy wyglądają:
"Mało kierowników zdaje sobie sprawę z tego, jak ważlly dla pracodawcy może być ich fizyczny wygląd.
Ekspert od spraw zatrudnienia, Ann Hoff, twierdzi, że pracodawcy szul~ają teraz na tego typu stanowiska
ludzi odpowiadających hollywoodzkim ideałom piękności. Jedna z firm odrzuciła kandydata, bo Iniał «zbyt
kanciaste zęby», inni zaś zostali zdyskwalifikowani ze względu na odstające uszy lub dlatego, że w trakcie
wstępnej roz,mowy zbyt dużo palili lub pilf. Często też otwarcie stawiano kandydatom określone ~~ymagania
rasowe i religijne."'~
Pracownicy mogą nawet starać się stworzyć wrażenis, że ich obecna postawa i biegłość w wykonywaniu
danych zadań jest czymś, co zawsze posiadali, i że nigdy nie musieli specjalnie mozolić się nauką. W
pewnych, wypadkach może to uzyskać ciche poparcie ze strony firmy, która zadańia stawia. Tak więc wiele
szkół i instytucji ogłasza, że stawia kandydatom wysokie wymagania i żąda zdania trudnych egzaminów
wstępnych, ale v~ rzeczywistości przyjmowani są niemal wszyscy. Na przykład szpital psychiatryczny może
wymagać od swego przyszłego personelu, by poddał się testowi Rorschacha i odbył długą rozmowę wstępną,
ale zatrudnia każdego, ktokolwiek się zgłosi.46
Ciekawe, iż wówczas, gdy stosowane kryteria nieoficjalne mają charakter obyczajowy lub polityczny, od ezasu
do czasu ogłasza się wszem wobec
~a P. Stryker, How Ezecutives Get Jobs, "FOrtune", sierpień 1953, s. 182.
~~ R. H. willoughby, The Attendant..., cyt. wyd., s. 22-23.
f a'~~"p pr.zyjęciu kogoś wyraźnie nie 'podpadającego pod awe kryteria, aby wykazać, że gra toczy się zgod
' nie z zasadami fair-play. ~T ten sposób stwarza się wrażenie, że wszystko jest w porządku." Stwierdziłem, że
wykonawca chce ukryć (lub
pomniejszyć ich znaczenie) przed publicznością te elementy swej działalności, te fakty i motywy, któ~re są r-ie
do pogodzenia z wyidealizowaną przezeń wersją własnej osoby i wytworów jej. pracy.'~V dodatku często
wykonawca pragnie, by wśród publiczności zrodziło się przekonanie, że jego stosunek do niej jest dużo
bardziej idealny niż podczas wszystkich innych przedstawień. Tezy te można zilustrować dwoma przykładami:
Po pierwsze: jednostki często podtrzymują wrażenie, że to, co właśnie przed oczyma publiczności wykonują,
jest ich jedynym lub w każdym razie najważniejszym zajęciem. Jak już sugerowałem poprze~inio, publiczność
z kolei skłonna jest nierzadko przyjmować, że oglądana pra.ez nią postać sceniczna jest dla przedstawi"ającego
ją aktora tym samym, czym jest dla niej. Jak pisał William Jamgs w znanym fragmencie Zasad psychologii.:
"...W praktyce możemy powiedzieć, że ma on tak wiele społecznych jaźni, jak wiele jest różnych gru,p osób, na
których opinii mu zależy. Na ogół każdej z tych różnych g r u p ukazuje on inną stronę samego siebie.
Niejeden młodzieniec, który w óbecności rodziców i nauczycieli j~st dość skromny, pośród swycli «brutalnych»
rówieśników zadziera nosa i przeklina jak rozbójnik. Inaczej ukazujemy samych siebie naszym dzieciom,
inaczej kolegom z klubu; inączej klientom, inaczej pracowni
~7 Patrz na przykład w. Kornhauser, The Negro Unton Gfftc2ai: A Study of Sponsorsh2p and Control,
"American Journal oi Sociology", LVII, s. 44S-452 i Scott Greer, Si
tuated Pressures and Funet2onal Role of Ethnte Labour Leaders, "Sociel Forces", XXXII s. 41-45.
88 ~ 89

kom; inaczej zwierzchnikom, a inaczej przyjaciołom." °~


Zarówno skutkiem, jak i przyczyną tego rodzaju zaangażowania się w rolę graną w danej chwili jest "podział
publiczno§ci". Przez podział ten jednostka zyskuje pewno§ć, że ci, przed którymi gra jedną ze swoich ról, nie
znajdą się wśród tych, przed, którymi zagra kiedy indziej inną rolę w innym przedsiawieniu. Podział
publiczności jako sposób ochrony .stworzonego wrażenia omówię nieco później. W tym miejscu pragnę 'tylko
zaznaczyć, że jeżeli nawet wykonawca chce zlikwidować ten podział i wytwarzane przezeń złudzenia, często
napotyka ~1a opór ze strony~samej publiezności. Ludzie oszczędzają wiele czasu i energii emocjonalnej dzięki
prawu brania innych za tych, za których podają się oni sami, po§wiadczając to określonym działaniem.'~ Życie
w mieście byłoby niezno§ne, gdyby podezas każdego spotkania jednostki dzieliły się ze sobą swoimi
przeżyciami, zmartwieniami i ~sekretami. Jeżeli mąż chce zjeść w spokoju obiad, powinien wybrać usługi
raczej kelnera aniżeli żony.
Po drugie, ĄTykonawca pragnie stworzyć wrażenie, że jego. obecny występ i stosunek do tej konkretnej
publiczności mają w sobie coś szczególnego i niepowtarzalnego. Stara się on ukryć to wszystko, co w jego grze
opiera się na rutynie (sam wykonawca na ogół nie jest świadomy tego, jak bardzo jego przedstawienie jest
zrutynizowane) i wydobyć na pierwszy plan elementy spontaniczności. Dobitnym przykładem jest
przedstawienie, jakie daje lekarz. Jak zauważa pisarz:
"...musi on udawać, że wszystko pamięta. Pacjent, przekonany o niepowtarzalności i wadze tego, co dzieje się
w jego organizmie, nie zapomina
~ W. Jam~, The Philosophy of Wiiliam Ja~mes, New York bd, s. 128-129.
~' Wdzięczny jestem Warrenowi Petersonowi za tę i inne sugestie:
so
=b niczym i lubi opowiadać o swojej chorobie leka~ ~CZOwi, cierpiąc na ~madczynność pamięci». Nie mo
`~ że on uwierzyć, że doktor nie pamięta wszystkiego =ównie dobrze, i ezu je się głęboko urażony, je§li : okazu
je się, że doktor nie wie dokładnie, jakie tabletki zapisał podczas ostatniej wizyty i jak polecił je stosować." °°
Podobną opinię wyraża ją autorzy nowego stu; dium o chicagowskich lekarzach: lekarz opiekujący się stale
pacjentem przedstawia mu specjalistę, do
' którego go kieruje na konsultację, jako osobę najbardziej kompetentną w danej dziedzinie, chociaż w
rzeezywisto§ci na wybór danego śpecjalisty mogły wpłynąć względy koleżeńskie, umowa o podziale
honorarium lub inny wyraźnie określony układ międźy dwoma medykami" W naszym świecie interesów ta
cecha występów jednostki przed innymi jest wykorzystywana i krytykowana'jako "personalizacja usług"; w
innych dziedzinach życia żartuje się na temat chwytów, mających na celu wzbudzenie zaufania partnerów i
udawanej serdeczności. Często zapominarr~y, że jako wykonawcy , roli klienta taktownie wzmacniamy efekt
",personali~seji", dając do zrozumienia, że nie "zdradzamy" swojego sklepu i nie przyszłoby nam do głowy
kupować gdzie indziej. Być może, tacy już jesteś~y, że skupiamy uwagę na tych dziedzinach prostego pseudo-
gemeinscliaft, albowiem trudno znaleźć taki występ, który nie odwoływałby się do akcentów osobistych w celu
podkre§lenia niepowtarzalności stosunku powsta jącego w jego trakcie między aktorem i publicznością. Na
przykład czujemy się lekko zawiedzeni, kiedy nasz bliski p~rzyjaciel mzmawia równie serdecznie i ciepło jak z
nami z kimś in,nym (szczególnie z kim§, kogo ~e -znamy). Taką sytuację jasno opisuje wydany
°° C. E. M. Joad, On Doctors, "The New Statesman and Nation" z 7 marca 1953, s. 255-256.
~l D. Solomon, Career..., cyt. wyd., s. 14B.
si ~a.:;:

w XIX wieku amerykański podręcznik dobrych manier:


"Je§li powiedziałeś komuś jakiś kompleme~nt lub w jakiś inny sposób wyraziłeś swą szczególną grzeczność,
nie powinieneś w jego obecności powtarzać tego samego gestu wobec żadnej innej osoby. Na przykład jeżeli
odwiedzi cię znajomy i ty z serdecznością powiesz mu ~Cieszę się, że Pana widzę!N, będzie on z tego
zadowolony i najpewnie~ ci podziękuje. Ale jeśli usłyszy, jak itę samą formułkę powtarzasz dwudziestu innym
osobom, nie tylko uzna, że twoja kurtuaaja jest nic nie warta, ale poczuje się urażony, że tak łatwo dał s:ę
nabrać." 'E
KONTROLOWANIE EKSPRESJI
Uprzednio już st~~ierdziłem, że wykonawca może polegać na publiczności, która potrafi odnaleźć naj-
drobniejsze znaki w sposób istotny informujące o jego występie. Ta wygodna sytuacja ma niedogodną
implikację. Na skutek tej samej skłonności do odbierania zn.aków publiczność może opacznie zrozumieć
znaczenie, jakie miał znak w intencji nadawcy, lub przypisać kłopotliwe dla niego znaczenie gestowi lub
zdarzeniu, które było przypadkowe, mimowolne czy marginesowe, to znaczy nie posiadało dla wykonawcy
żadnego zgoła znaczenia.
Chcąc zaradzić tym nieprzewidzianym zakłóceniom w komunikacji znaczeń, wykonawcy próbują zwykle
zastosować swojego rodzaju rozszerzanie zakresu odpowiedzialności, uzyskując w ten sposób pewność, że
możliwie dużo pomniejszych zdarzeń zachodzących w trakcie przedstawienia, bez względu na to, czy miały do
czegoś służyć, prze~iegnie w taki sposób, że albo nie wywrą żadnego wraże
5= The Canons of Good Breedtng: or the Handbook of the Man ot Fashton, Philadelphia 1E39, s. 89.
92
~~ia, albo wywrą wyłącznie takie, które jest do po~'.,~odzenia Iub wręcz zgodne z ogólną definicją syv'- tuaeji.
Kiedy wiadomo, że publiczność jest w duchu
sceptycznie nastawiona wobec rzeczywistościu jaką ' chce się jej przedstawić, łatwo zrozumieć jej skłonność do
rzucania się na najbardziej błahe potknięcia i uznawania ich za widomy znak fałszywości całego pokazu. Jako
badacze życia społecznego powinniśmy jednak również ~iedzieć, że nawet pozytywnie nastawiona publiczność
może być chwilami zaniepokojona, zaszokowana ezy zachwiana w swej wierze, odkrywając drobne
sprzeczności Ińiędzy składnikami przedstawionego jej widowiska. Część tych drobnych przypadków i
"mimowolnych gestów" bywa tak zręcznie zaprojektowana w celu stworzenia wrażenia kłócącego się z
wrażsniem -zamierzonym przez wykonawcę, że publiczność nie może powstrzymać się przed zmniejszeniem
swego zaangażowal~ia, jeśli nawet okaże ~ię z czasem, że zdarzenie będące źródłem niepokoju nie miało żad-
nego znaczenia i nie należało zwracać na nie uwagi. Istotne okazuje się tu nie to, że przelotna definicja
sytuacji zrodzona przez mimowolne gesty jest sama przez się godna potępienia, ale to, że jest i n n a od tej;
jaka została oficjalnie zaprojektowana. Ta odmienność rodzi kłopotliwe napięcie między oficjalnym projektem
a rzeczywistością, bowiem jedną z cech oficjalnego projektu jest to, że w danych warunkach ma być jedynym
możliwym. Być może, nie powinniśmy analizować występów w kategoriach mechanicznych, w kategoriach
zysków i strat, poniesionych nakładów i uzyskanych rezultatów. Pojęcia, z jakich korzysta sztuka, będą tu
bardziej na miejscu; ponieważ tylko ż ich pomocą potrafimy zrozumieć, że jedna fałszywa nuta może zniszczyć
tonację całego występu.
W naszym społeczeństwie pewne mimowolne gesty występują podczas tak wielu różnych występów 93

w XIX wieku amerykański podręcznilc dobrych manier:


"Jeśli powiedziałeś komuś jakiś kompleme~nt lub w jakiś inny sposób wyraziłeś swą szczególną grzeczność,
nie powinieneś w jego obecności powtarzać tego samego gestu wobec żadnej innej osoby. Na przykład jeżeli
odwiedzi cię znajomy i ty z serdecznością powiesz mu ~Cieszę się, że Pana widzę!~, będzie on z tego
zadowolony i najpewniej ci podziękuje. Ale jeśli usłyszy, jak itę samą formułkę powtarzasz dwudziestu innym
osobom, nie tylko uzna, że twoja kurtuazja jest nic nie warta, ale poczuje się urażony, że tak łatwo dał się
nabrać."'Q
KONTROLOWANIE EKSPRESJI
Uprzednio już stvvierdziłem, że wykonawca może polegać na publiczności, która potrafi odnaleźć naj-
drobniejsze znaki w sposób istotny informujące o jego występie. Ta wygodna sytuacja ma niedogodną
implikację. Na skutek tej samej skłonności do odbierania znaków publiczność może opacznie zrozumieć
znaczenie, jakie miał znak w intencji nadawcy, lub przypisać kłopotliwe dla niego znaczenie gestowi lub
zdarzeniu, które było przypadkowe, mimowolne czy marginesowe, to znaczy nie posiadało dla wykonawcy
żadnego zgoła znaczenia.
Chcąc zaradzić tym nieprzewidzianym zakłóceniom w komunikacji znaczeń, wykonawcy próbują zwykle
zastosować swojego rodzaju rozszerzanie zakresu odpowiedzialności, uzyskując w ten sposób pewność, że
możliwie dużo pomniejszych zdarzeń zachodzących w trakcie przedstawienia, bez względu na to, czy miały do
ezegoś służyć, pr zebiegnie w-taki sposób, że albo nie wywrą żadnego wraże
5: The Canons of Good Breedtng: or the Handbook of the Man of Fashton, Philadelphia 1839, s. 87.
92
~ftia, albo wywrą wyłącznie takie, które jest do po~ ~~"~~odzenia lub wręcz zgodne z ogólną definicją syj°~.,
tuaeji. Kiedy wiadomo, że publiczność jest w duchu
5ceptycznie nastawiona wobec rzeczywistościn jaką ehce się jej przedstawić, łatwo zrozumieć jej skłonność do
rzucania się na najbardziej błahe potknię~ia i uznawania ich za widomy znak fałszywości całego pokazu. Jako
badacze życia społecznego powinniśmy jednak również v~iedzieć, że nawet pozytywnie nastawiona
publicznośe może być chwilami zaniepokojona, zaszokowana czy zachwiana w swej wierze, odkrywając
drobne sprzeczności rriiędzy składnikami przedstawionego jej widowiska. Część tych drobnych przypadków i
"mimowolnych gestów" bywa tak zręcznie zaprojektowana w celu stworzenia wrażenia kłócącego się z
wrażeniem -zamierzonym przez wykonawcę, że publiczność nie może powstrzymać się przed zmniejszeniem
swego zaangażowal3ia, jeśli nawet okaże ~ię z czasem, że zdarzenie będące źródłem niepokoju nie miało żad-
nego znaczenia i nie należało zwracać na nie uwagi. Istotne okazuje się tu nie to, że przelotna definicja
sytuacji zrodzona przez mimowolne gesty jest sama przez się godna potępienia, ale to, że jest i n n a od tej;
jaka została oficjalnie zaprojekto= wana. Ta odmienność rodzi kłopotliwe napięcie między oficjalnym
projektem a rzeczywistością, bowiem jedną z cech oficjalnego projektu jest to, że w danych warunkach ma być
jedynym możliwym. Być może, nie powinniśmy analizować występów w kategoriach mechanicznych, w
kategoriach zysków i strat, poniesionych nakładów i uzyskanych rezultatów. Pojęcia, z jakich korzysta sztuka,
będą tu bardziej na miejscu; ponieważ tylko ź ich pomocą potrafimy zrozumieć, że jedna fałszywa nuta może
zniszczyć tonację całego występu. o
W naszym społeczeństwie pewne mimowolne gesty występują podczas tak wielu różnych występów 93

i tak często wywołują wrażenia nie do pogodzenia z tymi, jakie usiłuje.się wytworzyć, iż niestosowności
uzykały wspólny symboliczny status. Z grubsza można wyróżnić trzy rodzaje takich potknięć. Po pierwsze:
wykonawca może przez przypadek okazać nieumiejętno§ć, niezręczność towarzyską czy brak szacunku, tracą,c
chwilowo kontrolę nad swoim ciałem. Może się potknąć, zająknąć, ziewnąć, czknąć, podrapać się, dostać
wzdęcia albo niechcący zderzyć się z inną osobą. Po drugie: wykonawca może działać w taki sposób, że
wywoła wrażenie nadmiernego lub niedostatecznego przejęcia się interakcją. Może się zająknąć, zapomnieć
rolę, okazać zdenerwowanie, zmieszanie czy skrępowanie. Może ulec w nieddpowiednim momencie nagłemu
atakowi śmiechu, gniewu lub czegoś innego, co chwilowo obezwładni go jako uczestnika interakcji. Może
okazać za wielkie lub za małe zaangażowanie czy zainteresowanie. Po trzecie: dramaturgiczny kierunek
występu wykonawcy mo~a okazać się niewłaściwy. Dekoracja może być jeszcze w nieładzie, może być
przygotowana do zupełnie innego przedstawienia lub w trakcie występu ulec zniszczeniu; nieprzewidziane
wydarzenia mogą spo-' wodować, że wykonawca wejdzie na scenę lub ópu§ei ją w niewła§ciwym czasie albo
też podczas interakcji powstaną kłopotliwe chwile milczenia ~'
5~ Jeden ze sposobów radzenia sobie z mimowolnymi zakłóceniami polega na tym, ~e uczestnicy interakcji
śmieją
się z ńich; oznacza to, że owe zakłócenia zostały zauwa2one ale n3e sa traktowane zbyt serio. Na tej zasadzie
esej H. Berg
sona o śmiechu mo2e być uznany za opis jak -~- w myśl naszych oczekiwań - wykonawca posługu je się
ludzkimi mo~liwo§ciami ruchowymi, jak te motllwości od początku_ na
wiązania kontaktu publiczności przypisuje wykonawcy, a także ~ak ta efektywna projekeja zostaje zakłócona,
kiedy posunięcia wykonawcy realizowane są, sztucznie i niezrecznie.
Podobnie eseje Freuda o psychopatologii 2ycia codziennego mogą być na pewnym poziomie traktowane jako
opis sposobów osiągania przez wykonawcę określonych norm taktu,
~° Występy różnią się, oczywiście, stopniem dbało;~ci o szczegóły ekspresji, jakiego wymagają. ,w'W
niektórych obcych nam kulturach jesteśmy ;~kłonni dostrzegać wysoki stopień koherencji §rod
.,,:ków wyrazu. Tak na przykład wyglądają opisane ;' przez Graneta synowski,e występy w Chinach: "Ich
piękna toaleta jest sama w sobie hołdem.
' Ich wła§ci va postawa będzie miała wartość ofiary szacunku. W obecno§ci rodziców obowiązuje powaga:
unika się więc czkania, kichania, kasłania,
, ' ziewania, wycierania nosa i plucia. Wszelkie wydalanie czegokolwiek mogłoby skalać §więto§ć rodziców.
Dopuścić do tego, by dała się widzieć wewnętrzna strona szat, byłoby zamachem na tę §więto§ć. Aby
udowodnić ojcu, że się go traktuje jako zwierzchnika, trzeba zawsze w jego obecności ~tać,~` patrzeć prósto,
zachować dobrze osadzone na obu nogach ciało, nie ważąc się ~ nigdy oprzeć ani pochylić~ ani też stać na
jednej nodze. W ten oto sposób, głosem pokornym i łagodnym, jaki przystoi poddanęmu, trzeba rano i
wieczorem złożyć hołd. Następnie oczekuje się na rozkazy." ~°
Również od scen naszej własnej kultury, jeśli a uczestniczą w nich wybitne osobistości podejmujące
symbolicznie ważne działania, oczekuje się spójności. Pisze o tym nie żyjący już Koniuszy na bry
. tyjskim dworze, Sir Frederick Ponsonby:
"Gdy przebywałem na Dworze, zawsze uderzała mnie niestosowno§ć muzyki granej przez orkiestrę i byłem
zdecydowany zrobić wszystko, co w mojej mocy, aby jakoś temu zaradzić. Większość osób na dworze była
zupełnie niemuzykalna i domagała się muzyki popularnej\ [...J Dowodziłem, że taka. muzyka ograbia
ceremonie z wszelkiego do,stojeństwa. Dla damy przedstawienie u dworu częskro,~nno§ci i cnoty oraz opis
sposobów, na jakie te udane
Projekeje mogą zostać zepsute przez gafy śmieszne dla laika, ałe znaczące dla psychoanalityka.
sś M, Granet, CywiLtzacja chtńska, Warszawa 1973, s. 309.
94 ' 95 , .

stq było wielkim przeżyciem, lecz kiedy szła za królem i królową w takt melodii «Jego nos zrobił się
czerwieńszy» całe wrażenie pryskało. Twierdzi= łem, że w takich chwilach powinno się grać menuety, stare
melodie lub muzykę ope~ową o «tajemniczym» zabarwieniu." 55
"Zająłem się również inuzyką graną przez orkiestrę gwardu honorowej podczas uroczystych nominacji i
napisałem w tej sprawie do Starszego Kapelmistrza kapitana Rogana. Nie podobało mi się, że w trakcie
nadawania szlachectwa wybitnym ludziom orkiestra grała komiczne piosenki, kiedy zaś minister mówił o
heroicznych czynach, jakich dokonała osoba odznaczana orderem Alber'ta, orkiestra na dziedzińcu grała two-
stepa, co pozbawiało uroczystość wszelkiego dostojeństwa. Zasugerowałem kapitanowi, z ezym się zgodził, że
powinno się grać muzykę operową..." 5s
Podobnie, na pogrzebach członków amerykańskiej klasy średniej kierowca karawanu, przyzwoicie odziany na
czarno i taktownie trzymający się na uboczu, gdzie może sobie pozwolić na papierosa, prawdopodobnie
zaszokuje i zdenerwuje żałobników, kiedy zamiast zadeptać niedopałek odrzuci go z rozmachem daleko w
krzaki.''
Uzupełniając to, co powiedziałem o wymaganiu spójności przedstawień daw anych przy okazjach ~wiązanych
z sacrum, warto zauważyć, że w trak cie świeckich konfliktów, szczególnie na wysokich szczeblach, każdy z
protagonistów działa z niezwykłą ostrożnością, by nie dać opozycji powodu do bezpośredniej krytyki. Na
przykład Dale, rozważając warunki pracy wyższych urzędników państwowych, pisze:
"Jeszcze dokładniej [niż oświadezenia] analizuje
ss F. ponsonby, RecotLections..., cyt. wyd., s. 192-18s. , ~ Tamże, s. 183.
s7 R. W. Habenstein, The Amertcdn Funeral..., cyt. wyd.
v"ry się projekty oficjalnych listów, bowiem niewłaści- we sformułowanie lub niefortunńe zdanie w nie
'sZkodliwym .liście, dotyczącym spraw błahych, moie wPrawić ministerstwo w zakłopotanie, szczególnie
wtedy, gdy taki list dostanie się w ręce
' jednej z wielu osób, dla których najbanąlniejszy błąd Inixlisterstwa jest smakowitym kąskiem, który
koniecznie należy podać społeczeństwu. Trzy lub cztery lata tego rodzaju dyscypliny, przypadające na okres
największej chłonności umysłu między 24 a 28 rokiem życia, przyzwyczają urzędnika do szacunku dla faktów,
umiejętności poprawnego wnioskowania i niechęci do bezpodstawnych uogólnień." ~
Choć zdajemy sobie sprawę z konieczności manipulowania ekspresją w tych kilku rodzajach sytuacji, to jednak
skłonni jesteśmy uważać je za wyjątkowe, nie dostrzegamy bowiem faktu, że wiele występów w
najzwyklejszych warunkach życia ćodziennego jest często w naszym anglo-amerykańskim spółeczeństwie
poddawanych surowej próbie zręczności, stosowności, przyzwoitości i wyglądu. Ten brak spostrzegawczości
wynika zapewne po :części z tego, iż jako wykonawcy częściej jesteśmy świadomi wzorców, które xrioglibyśmy
w naszym działaniu stosować, ale nie stosujemy, niż wzorców, które stosujemy bez zastanowienia. W każdym
razie jako badacze powinniśmy umieć zanalizować dysonans wytwarzany przez nieortograficznie napisane
słowo czy halkę wystającą spod sukienki. Musimy rozumieć, dlaczego krótkowidz hydraulik w celu
podtrzymania wrażenia siły, niezbędnego w jego profesji, zbliżając się do gospodyni i zmieniając swą pracę w
występ, ezuje, że musi schować okulary do kieszeni. Musimy też zrozumieć, dlaczego doradcy do spraw
reklamy radzą mechanikom telewizyjnym, by śrub, które zapomną
s' H. E. Dałe, The Htgher..., cyt. wyd., s. 81. ~? Człowiek w teatrze

przykręcić z powrotem do reperowanego odbior nika; nie trzY~li na widoku, gdyż mogłoby to zrobić złe
wrażenie na kliencie. Innymi słowy, musimy dostrzegać, 'ze wrażenie rzeczywistości tworzone przez występ
jest czymś delikatnym, kiuchym, czymś, co najnlniejszy przypadek może zniszczyć.
Spójność ekspresji wymagana przez występ ujawnia istotną rozbieżność między naszym aż na= zbyt ludzkim
"ja" i "ja" uspołecznionym. Jako istoty ludzkie jeste§my przypuszezalnie poddani najrożmaitszym bodźcom,
pod których wpływem nasze nastroje i energia zmieniają się z minuty na minutę. Jako postacie sceniczne
występujące przed publicznością nie możemy jednak poddawać się zmiennym _nastrojom. Durkheim zwraca
uwagę, że nie możemy pozwolić, by ną- naszej działalności ~połecznej "odbijały się stany organizmu, choć od
ierają je zlnysły i ciało." 53
Oczekuje się od nas niejakiej biurokratyzacji ducha po to, byśmy byli w każdej chwili gotowi dać doskonale
jednorodne przedstawienie. Proces socjalizacji - jak twierdzi Santayana - nie tylko nas przekształca, ale i
usztywnia:
"Przybierając wesołe lub smutne oblicze, określamy rządzące nami usposobienie. Odtąd tak długo, jak- długo
pozóstajemy we władzy tej samowiedzy, już po prostu nie żyjemy;, ale działamy, tworzymy i odgrywamy
wybraną postać, wchodzimy na koturny rozwagi, bronimy i idealizujemy własne namiętności, zachęcamy się
do tegó, by być tym, kim jesteśmy, pełni poświęcenia lub pogardy, beztroscy lub surowi, mówimy do siebie
(Przed wyobrażoną publicznością) i zgrabnie spowijamy się w płaszcz własnej niewyzbywalnej roli. Tak
udrapowani ubiógamy się o owacje, oczekując na śmierć w powszechnej ciszy. Chcemy żyć w zgodzie z
wygła=
59 E. Durkheim, The Elementary Forms of the ReLigious Life, London 1926, s. 272.
~ y"Y ~i,anymi opiniami, podobnie jak próbujeW y wier~yć w religię, jaką wyznajemy. Im więcej x~apo'
tykamy trudności, ,tymwuiększy w naś zapał. Stosownie do podanych do wiadomtiści ~asad -i .obranego
języka, musimy wytrwale ukrywać wahania nastrojów i zachowań, i to bez hipokryzji, bowiem nasz
przemyślany charakter jest prawdziwszy nawet niż to, co niosą nasze niekontrolowane sny. Portret, jaki
malujemy w ten sposób i przedsta
_ wiamy jako nasze prawdziwe «ja», może być w stylu uroczystym, z kolumną~, kurtyną, krajobrazem na
dalszym planie i palcem wskazującym na kulę . ziemską lub na czaszkę Yoricka filozofii. Jeżeli styl jest nam
przyrodzony, a nasza sztuka żywa, to im bardziej model zostanie przekształcony, tym głębsze i prawdziwsze
będzie to dzie~o sztuki. Surowe popiersie starożytnego rzeźbiarza, ledwie uczłowieczony kamień, wyraża
ducha znacznie lepiej niż ospałe poranne spojrzenie czy przypadkowy grymas; Każdy, kto jest pewien swego
umysłu, dumny ze swego urzędu czy przejęty swoim obowiązkiem przyjmuje maskę tragiczną. Pozwala tej
masce, by była nim samym, i przelewa na nią całą swoją próżność. Jak długo żyje i podlega niepokojom
własnego ciała, jak wszystko, cokolwiek żyje, tąk długo z duszy tworzy ideg i bardziej z dumą, nii żalem
ofiarowuje swe życie na ołtarzu iVZuz. Samowiedza, jak wszelka sztuka i nauka, powierza swój przedmiot
nowemu medium, medium idei, w którym traci on dawne wymiary i dawne miejsce. Nasze zwierzęce nawyki
dzięki sumieniu przeobrażają się w lojalność i obowiązki; stajemy się «osobami» czy też «maskaxni»." s°
~ ~ Tak więc dzięki społecznej dyscyplinie maska obyczaju moźe być od wewnątrz utrzymywana na swoim
miejscu. Jak wszakże sugeruje Simone de Beauvoir, w zachowywaniu tej pozy pomagają nam
eo G, ~ntayana, SoliLoquies",, cyt, wyd., s. 133-134.
9s '' 99
,, .

kleszcze - czasem ukryte, czasem widoczne - zaciska jące się wprost na ciele.
- "Jeśli jednak nawet każda ubiera się stasownie do wieku i losu, pozostaje zawsze element zabawy.
Sztuczność, tak jak sztuka, mieści się w wyobraźni. Nie tylko gorset, stanik, farbowane włosy i makijaż
maskują ciało i twarz; najmniej wyrafinowana kobieta, gdy tylko się «wystroi~, umyka zrozumieniu: jest jak
obraz, jak posąg, jak aktor na scenie, sobowtór podsuwający myśl o nieohecnym obiekcie, będący jej
osobowością, ale nie będący samą kobietą..I właśnie to pomieszanie rzećzywistej kobiety z obiektem
nierealnym, absolutnym, idealnym, jak bohater powieścin portret czy popiersie, pochlebia kobiecie - usiłuje się
ona w him wyobcować i ukazać tak sobie samej w niezbędnej, zamkniętej, raz na zawsze ustalonej postaci." sl
FAŁSZYWA PREZENTACJA
Uprzednio już wysunąłem przypuszczenie, że publiczność potrafi orientować się w sytuacji, przyjmując
aktorskie repliki na wiarę i traktując zawarte w nich sygnały jako świadectwo czegoś istotniejszego lub innego
niż one same. Jeżeli ta skłonność publiczności do zawierzania dawanym przez wykonawcę znakom naraża go
na to, że zostanie źle zrozumiany, i zmusza go do nieustannego uważania na wszystko, cokolwiek robi podczas
występu przed publicznością, to ta sama skłonność naraża publiczność na to, że będzie oszukana czy
wprowadzona w błąd przez grającego, ponieważ większości znaków można użyć na potwierdzenie istnienia
czegoś, co w danej ehwili i miejscu w rzeczywistośei nie istnieje. Niewątpliwie wielu wykonawcom starczy
ss S. de Beauvoir, Druga pteć, t. II. Kraków 1972, s. 364-365.
100
-łoby umiejętności i motywacji do tego, by,opacznie ` przedstawiać fakty, i tylko wstyd, poczucie winy
albo strach magą ich przed tym powstrzymać. Jako członkowie publiczno§ci czujemy naturalnie, że wrażenie,
jakie chce wywrzeć na nas wykonawca, może.być prawdziwe lub fałszywe,, zgodne z rzeczywistością ,lub
"zmyłkowe". To wątpienie w autentyczność odbieranych wrażeń jest tak powszech- ` ne, że szczególną uwagę
zwracamy na te elementy występu, którymi nie można łatwo manipulować, dzięki czemu stwarzamy sobie
możliwość oceny wiarygodności tych elementów, które dają się wy- ' ~ korzystywać jako narzędzia mistyfikacji
czyjegoś działania. (Skrajnymi przykładami mogą tu być nowoczesne metody policyjne i testy projekcyjne.)
I chociaż niechętnie pozwalamy, by pewne symbole statusu dawały wykonawcy prawo do określonego
traktowania, to przecież jesteśmy zawsze gotowi rzucić się na pęknięcia w jego symbolicznym pancerzu, by
podważyć zasadność jego żądań.
Gdy mówimy o tych, którzy prezentują fałszywą fasadę lub "tylko" fasadę, o tych, którzy symulują,
wprowadzają w błąd i oszukują, myślimy o roz
' bieżności między podtrzymywanymi przez nich po, zorami a rzeczywistością. Myślimy również o ryzykownej
sytuacji, w jakiej stawiają się tacy wykonawcy, bowiem w każdej chwili może wydarzyć się coś" co pozwoli
przyłapać ich na gorącym uczynku, ujawni przepaść między tym, do czego się otwarcie przyznawali, a tym, co
faktycznie jest. Grozi to im upokorzeniem, a czasem całkowitą utratą dobrego imienia. Często ezujemy, że
właśnie tej okropnej sytuacji, która powstaje wówczas, gdy
, ktoś zostaje schwytany flagrante deticto na jawnym oszukiwaniu, potrafi uniknąć uczciwy wyko~. nawća. Ten
zdroworozsądkowy pogląd ma jednak
ograniczoną przydatność analityczną.
Pytając, cz~r stworzone wrażenie jest prawdziwe, czy fałszywe, pytamy niekiedy o to, czy wykonawlUl

ca był uprawniony do dania takiego przedstawienia - mniej interesuje nas wtedy sam występ. Gdy odkrywamy,
że ktoś, z kim mamy do czynieniay jest szalbierzem albo krętaczem, odczuwamy, ~że nie miał on prawa grać
roli,, jaką odgrywał, że -bezpodstawnie korzystał z danego statusu. Zakładam.y przy tym, że występ takiego
szalbierza nie tylko go opacznie przedstawia, ale i pod innymi względamf wyprowadzą nas w pole, często
jednak odkrywamy fakt maskarady, zanim potrafimy wykryć jakiekolwiek inne różnice między
przedstawieniem fałszywym a prawdziwym, którego było ono symulacją. Paradoksalnie, im bardziej
przedstawienie dawane przez szalbierza upodabnia się do przedstawienia prawdziwego, tym bardziej czujemy
się zagrożeni, fachowe bowiem wykonanie roli przez kogoś, kto okazał się szalbierzem, osłabia nasze -
przekonanie o istnieniu koniecznego związku między moralnym prawem da odgrywania jakiejś roli i
techniczną umiejętnością jej odgrywania. (Zręczni imitatorzy, którzy od samego początku swego występu
przyznają, że ich intencje nie są poważne, pokazują, jak się zdaje, jedną z dróg. uśmierzania części tych
niepokojów.)
Społeczna definicja podawania się za kogoś innego nie jest wszakże zbyt logiczna. Na przykład jako
niewybaczalne odczuwa się podawanie się za osobę o uświęconym statusie, za księdza, czy za lekarza,
natomiast ,o wiele mnięj martwi nas, gdy ktoś ,podaje się za członka grupy mało ważnej i nie ciesżącej się
szacunkiem, za włóczęgę albo za robotnika niewykwalifikowanego. Kiedy okaże się, 'ze wykonawca miał
wyższą pozycję niż ktoś, za' kogo się podawał, naszą reakcją będzie raczej zdumienie i smutek niż wrogość.
Mitoiogie i popularne xnagazyny są pełne romantycznych opowieści, w których zarówno czarny charaktez~,
jak i pozytywny bohater oszukańczo podają się za kogo innego; prawda wychodzi na jaw w ostatnim rozdzia-,
';, w którym okazuje się, że nikczemnik zajmuje~ ;~r istocie niższą, a bohater wyższą pozycję.
:. ~onadto, inożemy surowo oceniać wykonawców, ~tórzy z premedytacją nadużywają czyjegoś zaufa`,~ i
świadomie fałszują wszystkie fakty ze swojego życia, z pewną sympatią natomiast odnosimy się do judzi,
którzy mają jakąś jedną skazę i zamiast
e przyznać się do niej, chcieliby ukryć, że są na przykład byłymi więźniami, ofiarami gwałtu, epilęptykami lub
mieszańcami. Czym innym jest też d1a nas podawanie się za jakąś konkretną osobę, ~ uważamy za
niewybaczalne, a czym innym podawanie się za członka jakiejś grupy, do czego odnosimy się mniej surowo.
Często również wyczuwamy różnicę między tymi, którzy podają się za kogoś innego w imię społecznych celów
uznanych przeż 'nich za słuszne, a tymi, którzy robią to przypadkowo lub dla kawału, i tymi, którzy przebierają
się w cudze piórka dla materialnego ezy psychologicznego zysku.
Istnieją wreszcie takie sytuacje, w których nie~,zupełni,e jasne jest pojęcie "statusu" i tym samym niejasne jest
to, czym jest podszywanie się pod
r kogoś innego. Na przykład istnieje wiele pozycji społecznych, których zajmowanie nie jest w żaden sposób
formalnie poświadczone. Potrafimy sprawdzić, ezy ktoś skońezył prawo, ale trudno precyzyjnie orzec, czy ktoś
jest czyimś przyjacielem, prawdziwym wyznawcą lub melomanem. Tam, gdzie ni~ ma obiektywnych
kryteriów, a ludzie posiadający określone uprawnienia nie są zorganizowani w celu ich obron.y, jednostka
może samą siebie nazywać ekspertem, nie narażając się na karę większą niż chichot bliźnich.
Wszystkie tę źródła zamieszania widać w naszych zmiennych postawach wobec osób, które ma~nipulują
swoim wiekiem i płcią. Jest czymś karygodnym, gdy piętnastoletni chłopak prowadzi samochód lub pije w
knajpie, by udawać osiemna
102 ;~ 103

stolatka, ale w wielu sytuacjach towarzyskich byłoby dla kobiety rzeczą niewłaściwą nie prżedstawiać się
fałszywie za młodszą i bardziej atrakcyjną seksualnie, niż jest w istocie. Kiedy mówimy, że dana kobieta nie
jest w rzecżywistości tak dobrze zbudowana, na jaką wygląda, i riie jest w rzeczywistości lekarzem,
posługujemy się dwoma różnyini rozumieniami pojęcia "rzeczywistości". Zmiany czyjejś osohowej fasady,
które jednego roku wydają się nadużyciem, pasę lat później mogą wydawać się niewinnym upiększeniem. Tego
rodzaju różnice mogą też występować w tym samym czasie między poszczególnymi podgrupami. Na przykład
farbowanie siwvch włosów zostało uznane za dopuszczalne, są jednak nadal grupy, w których uchodzi to ciagle
za naganne,~ Imigranci mogą bezkarnie sdawać Amerykanów z dziada pra~ziada odpowiednio ubierając się i
zachowując, ale niechętnie widzi się, gdy ktoś amerykanizuje swoje nazwisko ~' lub poddaje się operacji
plastycznej nosa s°
Spróbujmy podejść inaczej do kwestii fałszywej prezentacji. O "otwartym", "jawnym", bezczelnym kłamstwie
możemy mówić wówczas, gdv dysponujemy niepodważalnvm dowodem na to, że opowiadający wie, że kłamie
i robi to naumyślnie. Przykladem może być sytuacja, kiedy ktoś twierdzi, że był w danym miejscu w
określonym czasie, ~chociaż nic takiego się nie zdarzyło. (Niektóre, choć nie wszystkie, rodzaie podawania się
za kogoś innego obejmują takie kłamstwa i wiele takich 'kłamstw nie wymaga podawania się za kogoś innego.)
Ludzie przyłapani na bezczelnym kłamstwie nie tylko
~ Zob. na przykład Ttntat~', "P'ortune", listopad 1951, s. 102. ea Zob. na przykład H. L. Mencken, The
American Lan
guage, 4 wyd., New York 1936, s. 474-525.
~ Zob. na przykłed Ptastte Surgery, "Ebony", maj 1949, i F. C. Macgregor i B. Schaffner, Sereentng Pattents
for NasaE Ptastte Operattons: Some Soc3oiogtcat and Psychiatrte Con.
aideratto~es, "Psychosomatic Medicine", XII, s. 277-291.
~~'acą twarz w trakcie danej interakcji, ale mogą ją również utracić na dobre, publiczność bowiem nie~dko
czuje, że je§li ktoś raz pozwoli sobie na kłamstwo, to już nigdy nie można mu w pełni ufać. Istnieje wszakże
wiele "kłamstw dyplomatyczriych", mówionyclz pacjentom przez lekarzy czy gospodarzom przez gości
przypuszczalnie po to, by nie ranić uczuć słuchaczy. Tego rodzaju kłamstw nie uważa się za oburzające.
(Kłamstwa mające chronić innych, a nie samego kłamiącego, będą jeSzćze rozważane później.) W życiu
codziennyin zazwvczai prawie każdy rodzaj fałszywych wrażeń jest tworzonv celowo, przy czym nie są to
sytuacie, w ' których kłamie się w sposób oczywisty. Dzięki aluzjom, zamierzonvm dwuznacznościom i
przemilczeniom można czerpać korzyści płynące z kłamstwa, nie kłamiąc przy tym. Środki masowego prze-
kazu opanowały własną odmianę tych technik i udowadniają, że zręcznie operując kamerą i montażem można
strużkę zainteresowania wybitną osobistością przemienić w rwący potok entuzjazxnu ~
UZnano, że prawda i fałsz tworzą krańce jednego con.t.inuum. z czego wynikają kłopotliwe trudności. Takie
organizacje jak biura liandlu nieruchomościami sprecyzowały zasady określające, w jakim stopniu można
posługiwać się przesadą, niedo
. mówieniami czy przemilezeniami.~ Urzędnicy państwowi w V~ielkiej Brytanii opierają się na podobnych
założeniach:
"Zasada [dotycząca oświadczeń kierowanych do a Dobrą ilustrację.tego znaleźć można w stud~łum o przy
byciu Mac Arthura do Chicago w czasie Konweneji Republikańskie3 w 1952 roku. Zob. K, i G. Lang, The
Unique Perspecttve of TeLevtston and tts Effect: A Pttot Study, "American Sociological Review", XVIII, s. 3-
12,
ee Zob. na przykład E. C. Hughes, St~etdy of a Secular In
stttutton: The Chtcago ReaL Estate SoaTd (niepublikowana praca doktorska, Department of Sociology,
University of Chicago, i928); s: 85.
104 ~ ~ 105

ogółu lub takich, które mogą dostać się do publicznej wiadomości] jest prosta. Nie można powiedzieć niczego,
co nie jest prawdą, ale czasem nie należy i nie powinno się nawet w ~interesie społecznym mówić całej
prawdy; fakty można .porządkować wedle dowolnej zasady. Niebywałe, co potrafi uczynić w tych granicach
wytrawny specjalista. Można powiedzieć cynicznie, ale nie bez podstaw, że najlepsza odpowiedź na kłopotliwe
pytanie w Izbie Gmin, to odpowiedź krótka i tak skonstruowana, by robiła wrażenie, że w pełni wyczerpuje
temat. To odpowiedź, której całkowitej prawdziwości będzie można w razie jej zakwestionowania dowieśe;
odpowiedź nie pociągająca za sobą potrzeby żadnych kłopotliwych ~uzupełnień~ i nie wyjawiająca w istocie
niczego." s'
Na subtelności języka potocznego nakła~lają się subtelności prawne. W prawie amerykańskim rozróżnia się
zamiar, ~zaniedbanie i ścisłą odpowiedzialność; podawanie się za kogoś innego jest traktowane jako działanie
intencjonalne, takie jednak, które może polegać zarówno na niówieniu, jak i na robieniu pewnych rzeczy,
zarówno na wypowiedziach dwuznacznych lub wprowadzających w błąd, mimo swej formalnej prawdziwości,
jak i na zatajeniu lub niedopuszczeniu do ujawnienia prawdy.~ Karalność zatajenia zależy od dziedziny życia,
w jakiej się zdarza: inaczej wygląda to w przemyśle ogloszeniowym, inaczej w przypadku zawodowych
daradców.
Według prawa: "Fałszywe przedstawienie czegoś w dobrej wierze może być traktowane jako zaniedbanie, jeśli
nie zatroszczono się dostatecznie o ustalenie stanu faktycznego lub właściwe wyrażenie swojej wiedzy o nim,
ewentualnie jeśli bra
°~ H. E. Dale, The H2gher..., cyt. wyd., s. 105.
ee Zob. W. L. Prosser, Handbook of the Law of Torts, St. Paul, Minn. 1941, s. ?01-776.
i~~ ło umiejętności i przygotowania wymaganych 'f:;;wykonywania danego rodzaju działalności." ~
, ~~r:N.-..fakt, że oskarżony działał bezinteresownie; że ~ ,~grował się najczystszymi motywami, że sądził, ~.
~v ten sposób przysłuży się powodowi, : nie zwal~-go od odpowiedzialności tak długo, jak długo ~~ą~~~ ~
wistym zamiarem było wprowadzenie
Kiedy przechodzimy od ordynarnego podszywar~i,a się pod kogoś innego i bezczelnego kłamstwa da innYch
typów fałszywej prezentacji, zdroworozsądkowe rozróżnienie między wrażeniami prawdziwymi i fałszywymi
staje się jeszcze trudniejsze do ~etrzymania. To, co w jednej dekadzie uwaźamy za azarlatanerię, w następnej
rnoże stać się działalnością zawodową całkowicie uprawnioną.'i Działal-. n8ść, kt,órą pewna publiczność
uważa za uprawnioną; inna może uważać za naciąganie gości.
Co ważniejsze, z trudem możemy wskazać takie codzienńe stosunki lub zajęcia, których wykonawcy - nie
podejmowaliby ukrytych działań niezgodnych
z tworzonym wrażeniem. Chociaż część występów, ~ nawet część ról czy zachowań zrutynizowanych, .może
nie zmuszać wykonawcy do ukrywania czegoś, to, jeśli weźmiemy pod uwagę~ wszystkie jego
` przedsięwzięcia, zawsze znajdzie się coś, czego nie b~dzie mógł ujawnić. Im większa liczba spraw i im
Większa liczba zachowań, które wchodzą w zakres
~ rali lub stosunku, tym bardziej prawdopodobne, j~k się wydaje, że będzie coś do ukrycia. Na przy&iad w
zgodnym małżeństwie możemy spodziewać si~; że każdy z partnerów ukrywa przed drugim .
n Tamże, s. 733. r° Tamże, s. 728.
°~ Zob. H, D. MeDowell, Ostheopathy: A Study of a Se
mlorthodor FIealing Agency and the Recruitment of fts C1tentele (niepublikowana praca dyplomowa,
Department of
Soclology, University of Chicago, 1951). .
ios ~ ~07

ogółu lub takich, które mogą dostać się do publicznej wiadomości] jest prosta. Nie można powiedzieć niczego,
co nie jest prawdą, ale czasem nie należy i nie powinno się nawet w łinteresie_ społecznym mówić całej
prawdy; fakty można porządkować wedle dowolnej zasady. Niebywałe, co potrafi uczynić w tych granicach
wytrawny specjalista. Można powiedzieć cynicznie, ale nie bez podstaw, że najlepsza odpowiedź na kłopotlawe
pytanie w Izbie Gmin, to odpowiedź krótka i tak skonstruowana, by robiła wrażenie, że w pełni wyczerpuje
temat. To odpowiedź, której całkowitej prawdziwości będzie można w razie jej zakwestionowania dowieść;
odpowiedź nie pociągająca za sobą potrzeby żadnych kłopotliwych uuzupełnieńH i nie wyjawiająca w istocie
niczego." s'
Na subtelno§ci języka potocznego nakła~dają się subtelności prawne. W prawie amerykańskim rozróżnia się
zamiar, ~zaniedbanie i ścisłą odpowiedzialność; p~dawanie się za kogoś innego jest traktowane jako działanie
intencjonalne, takie jednak, które może polegać zarówno na lńówieniu, jak i na robieniu pewnych rzeczy,
zarówno na wypowiedziach dwuznacznyc~l lub wprowadzających w błąd, mimo swej formalnej prawdziwości,
jak i na zatajeniu lub niedopuszczeniu do ujawnienia prawdy.~ Karalność zatajenia zalaży od dziedziny życia,
w jakiej się zdarza: inaczej wygląda to w przemyśle ogłoszeniowym, inaczej w przypadku zawodowych
doradców.
według prawa: "Fałszywe przedstawienie ezegoś w dobrej wierze może być traktowane jako zaniedbanie, jeśli
nie zatroszczono się dostatecznie o ustalenie stanu faktycznego lub wła§ciwe wyrażenie swojej wiedzy o nim,
ewentualnie je§li bra
°~ H, E. Dale, The Higher..., cyt. wyd., s. 105.
°° Zob. W. L. Prosser, Handbook of the Law of Torts, St. Paul, Minn. 1941, s. ?01-776.
' ~ło umiejętności i przygotowania wymaganych wykonywania danego rodzaju działalności." ~
F ~~.x";:,;fakt, że oskarżony działał bezinteresownie; że ~.~rował się najczystszymi motywami, że sądził, ~ ;
vv ten sposób przysłuży się powodowi, : nie zwal.g~r-go od odpowiedzialno§ci tak długo, jak długo
~ wistym zamiarem było wprowadzenie Kiedy przechodzimy od ordynarnego podszywa~ się pod kogoś innego
i bezczelnego kłamstwa do innych typów fałszywej prezentacji, zdroworozSądkowe rozróżnienie między
wrażeniami prawdziwymi i fałszyv~ymi staje się jeszcze trudniejsze do utrzymania. To, co w jednej dekadzie
uważamy za szarlatanerię, w następnej może stać się działalnością zawodową całkowicie uprawnioną.'i
Działalnbść, kt,órą pewna publiczno§ć uważa za uprawnion~; inna może uważać za naciąganie gości.
Co ważniejsze, z trudem możemy wskazać takie codzienrie stosunki lub zajęcia, których wykonawcy nie
pod~ejmowaliby ukrytych działań niezgodnych z tworzonym wrażeniem. Chociaż część występów, a nawet
część ról czy zachowań zrutynizowanych, . może xlie zmuszać wykonawcy do ukrywania czego§, to, jeśli
weźmiemy pod uwagę~ wszystkie jego przedsięwzięcia, zawsze znajdzie się coś, czego nie będzie mógł
ujawnić. Im większa liczba spraw i im większa liczba zachowań, które wchodzą w zakres roli lub stosunku,
tym bardziej prawdopodobne, jak się wydaje, że będzie coś do ukrycia. Na przykład w zgodnym małżeństwie
możemy spodziewać si~, że każdy z partnerów ukrywa przed drugim °° Tamże, s. 733.
q° Tamże, s. 728.
u Zob. Ii. D. MeDOwell, OstYaeopathy: A Study of a Se
mtorthodox IieaLireg Agerecy and the Recruitment op tts Cdżentele (niepublikowana praca dyplomowa,
Department of
Soclology, University of Chicago, 1951). .
ios a ~07

coś, co wią'ze się ze sprawami finansowymi, prze. szłością, aktualnymi flirtami, "złymi" lub kosztow. nymi
nawykami, osobistymi aspiracjami, zmartwie. niami, postępkami dzieci, szczerymi opiniami o krewnych czy
wspólnych żnajomych itd.'a Mają~ tak strategicznie rozmieszczone obszary niedomó. wień, można zachować
pożądany status quo w sto. sunkach z partnerem, nie będąc zmuszonym do dostosowywania do niego wszelkich
sfer życia.
Co najbardziej tu może istotne, to fakt, że kompromitujące odkrycie fałszu w zachowaniu się jed: nostki w -
jakiejkolwiek dziedzinie jej działalności może zagrażać całości stosunków lub roli, której ta dziedzina jest
częścią, bowiem odkrycie fałszu w jednej sferze rzuca cień również na te sfery~` w których jec~nostka może
nie mieć nic do ukrycia: Podobnie, jeśli w trakcie występu-ma się tylko jed.' ną rzecz do ukrycia i nawet jeśli
szansa na jej ujawnienie jest realna tylko przez chwilę, to jed nak niepokój wykonawcy może rozciągnąć się
całe przedstawienie.
V poprzednich podrozdziałach wskazane został następujące ogólne cechy występu: aktywność z rientowana na
wykonanie pracy przekształca si w aktywnośe zorientowaną na ~omunikaeję; fasa da, zza której przedstawia
się dany numer, moż ł najprawdopodobniej pasować również do innyc nieco odmiennych numerów i nie
pasować idealn' do żadnego pojedynczego numeru; do podtrzymarti doraźnej zgody niezbędna jest
odpowiednia doz samokontroli; proponuje się publiczności wyideali zowane wrażenie, wysuwając na pierwszy
pla pewne fakty i ukrywając inne; wykonawca utrzy muje wewnętrzną spójność przedstawienia, dbają bardziej
o to, by nie wystąpiły najmniejsze dys ..
n Zob. na przykład D. Dressłer, What Don't They
Each pther, "This Week" z i3 października 1953.
r ś~e; niż byłoby to w oczach publiczności uspra' ~,~dliwione przez jasno sformułowany cel wystę
~; Wszystkie: te ogólne cechy występów możemy ~,aktować jako działające na jednostkę przymusy interakeji,
pod których wpływem przekształca o~a svvą działalność w występy. Zamiast po prostu ~'3'konywać swe
zadania i folgować własnym u~zuciom, jednostka wykonywane przez siebie zadariia wypowiada w sposób
akceptowany przez in- . nych. Na ogół, prezentowanie działalności różni się do pewnego stopnia od
działalności i tym samym ili,euchronnie przedstawia ją fałszywie. A ponieważ, aby przedstawić swą
działalność jednostka musi polegać na znakach, obraz, jaki w ten sposób tvaorzy, jakkolwiek wiernie
odpowiadałby faktom, podlega wszelkim zniekształćeniom, na jakie podatne są wra'zenia.
Chociaż możemy pozostać przy zdroworozsądkowym przekonaniu, że narzucane obserwatorom po~ry mogą
być zniszczone przez niezgodną z nimi rzeczywistość, to jednak często. nie ma żadnych podstaw, by twierdzić,
że fakty niezgodne z wywoływanym przez "aktora" wrażeniem są bardziej rzeczywiste niż powstała podczas
występu rzeczywistość, której przeczą. Cyniczne spojrzenie na codzienne występy może okazać się równie
jednostronne, jak to, na którym zależy wykonawcy. Z punktu widzenia wielu zagadnień socjologicznych nie
ma znaczenia, która z rzeczywistości jest bardziej realna: ta przedstawiana czy ta, którą aktor-wykonawca chce
ukryć przed publicznością. Zasadnicze znaczenie, w każdym razie dla tego studium, ma tylko stwierdzenie, że
wrażenia kształtowane w toku codziennych występów podlegają zniszczeniu. Chcielibyśmy wiedzieć, jaki
rodzaj wrażeń odbieranych z rzeczywistości może prze
I kreślić wrażenie kreowane przez innych ludzi. Py, ~ie, jaka jest rzeczywiście ta rzeczywistość, mo
108 / 109

żemy pozostawic`' innym badaczom. Chcielibyśmy zapytać: "W jaki sposób dane wrażenie może zo_ stać
zdyskredytowane?", co.nie jest tożsame z py_ taniem: ,;Kiedy daxie wrażenie okazuje się fałszywe?"
Choć przedstawienie dawane przez kłamców i oszustów jest jawnie fałszywe i tym różni się od zwykłych
przedstawień, to wszystkie występy są do siebie podobne, ponieważ ich wykonawcy muszą dołożyć wielu
starań, by wywołać odpowiednie wrażenie. I tak na przykład wiemy, że formalne przepisy dotyczące
brytyjskich urzędników państwowych'3 i amerykańskich sędziów baseballo-, wych'4 nie tylko zakazują i
robienia "interesów", ale również nakazują poniechać zgoła niewinnych działań, które mogłyby stworzyć
(mylne) wrażenie, że robią jakieś maćhlojki. Niezależnie od tega, czy uczciwy wykonawca chce przekazać
prawdę, czy też nieuczciwy wykonaw~ca fałsz, obaj muszą starać się ożywić swe występy eliminując wrażenia;
które mogłyby zniweczyć wrażenie zamierzone, i troszczyć się o to, by publiczność nie przypisała występowi
niewłaściwego sensu.'S Ponieważ wszelkie przedstawienia są do siebie dramaturgicznie podobne, analizując
przedstawienia całkowicie fał= szywe możemy dowiedzieć się wiele o przedstawieniach najzupełniej
uczciwych.'s ,
7s g, F. I>ale, The Higher..., cyt. wyd., s. 103. ~4 B. Pinelli, Mr. Ump, cyt. wyd. s. 100.
~5 Nalei,y jednak wspomnieć o jednym wyjątku. Zwykle
wykonawca stara się podkreślać niepowtarzalność swojego przedstawienia. Wykonawca fałszywy, by uniknąć
podejrzeń, dą2y do podkreślania Tutynowego charakteru swojego przedstawienia.
~óIStniej,ą inne jeszeze powody, by zwracać uwagę na
przedstawienia i fasady, które są w oczywisty ~sposób fałszywe, Kiedy widzimy, że osobom, które nie mają .
telewizorów, sprzedaje się atrapy anten telewizyjnych, osobom, które nigdy nie podróżowały, walizki z
egzotycznymi nalepkami, właśctcielom zaś przeciętnych samochodów - imitacje skomplikowanych urządzeń,
mamy bezśporny dowód
A
~~~.~rzedstawiłem spósoby, przy których pomocy jedy: ~ostka w przedstawieniu uwydatnia pewne rzeczy,
~ ukrywa inne. Jeżeli uznamy percepcję za formę /kontaktu i wspólnoty, to kontrola nad tym, co jest ,,
postrzegane, będzie zarazem kontrolą nad kontak
tem, a ograniczanie i regulowanie tego, co jest po~azywane, będzie ograniczaniem i regulowaniem kontaktów.
Między informacją i rytu.ałem iśtnieje związek. Niemożność panowania nad informacjami . otrzymywanymi
przez publiczność zagraża tworzonej definicji sytuacji, jaką chce się jej przekazać, riiemożność ~regulowania
kontaktu może doprowadzić do obrzędowego skalania 'wykonawcy.
Dość powszechnie sądzi się, że ograniczenia kontaktów i utrzymywanie dystansu społecznego ro~izą i
utrzymują wśród publiczności lęk. Jak twierdzi Kenneth Burke jest to sposób na utrzymanie publiczności w
stanie mistyfikacji wobec wykonawcy. Jako ilustracją posłużmy się stwierdzeniem Cooleya: '
"To, jak dalece człowiek potrafi wpływać na innych przy pomocy fałszywej koncepcji samego siebie, zależy od
wielu czynników. Zwracano uwagę na fakt, że między jednostką a jej wyobrażeniem, może nie być ścisłego
związku; może być on czystym tworem wyobraźni. Dziać się tak może wówczas, gdy między przywódcą i jego
zwolexlnikiem nie ma bezpośredniego kontaktu. Wyjaśnia to po części, dlaczego osoby będące u władzy,
zwłaszcza jeśli chcą ukryć osobiste słabostki, są zawsze skłonne tworzyć wokół siebie rytuał i au-
wra~eniotwórczej funkeji przedmiotów w załofeniu funkęjonalnych. Badając rzeczywistość - na -przykład
ludzi posiadających prawdziwe anteny i prawdziwe telewizory
W wielu wypadkach mo2emy mieć trudności z pokazaniem w przekonujący sposób wrażeniotwórczej funkcji
działań podawanych za działania spontaniczne lub instrumentalne.
11U 111

rę tajemniczości. Te zabiegi mają uniemożliwić innym nawiązanie z nimi poufałych stosunków" a tym samym
umożliwić wyobraźni idealizowanie władcy [....] W wojsku i mal'ynarce dyscyplina, w której wiellcą wagę
prz3'wiązuje się -do zacho vania form, ułatwiających oddzielenie zwierzchników.od podwładnych, zapewnia
bez dyskusji prr.ewagę tych pierwszych. Tak samo - jak twierdzi profesor Ross w swej pracy o kontroli
społecznej - postępują ludzie o wysokiej pozycji społecznej wykorzystując dobre maniery jako środek
ukrywania siebie, co między innymi pomaga zachować przewagę nad prostaczkami." "
Ponsonby, udzielając rad królowi Norwegii, posługuje się tą samą teorią:
"Pewnego wieczora król Haakon opowiedział mi o swoich kłopotach z republikańsko nastawioną opozycją i o
tym, jak z tej racji musi zachowywać ostrożność we wszystkim, co robi i mówi. Zamierza, powiedział, jak
najwięcej przebywać wśród ludzi. Uważa, że gdyby jeździł z królową Maud nie samochodem, lecz tramwajem,
byłby dużo bardziej popularny.
Szczerze odradziłem mu ten krok, widząc w nim wielki błąd, poufałość bowiem może zrodzić pogardę. Jako
oficer marynarki wojennej król powinien wiedzieć, że kapitan nigdy nie jada posiłków wraz z innymi
oficerami, lecz zasiada do stołu samotnie. W ten sposób nie dopuszeza ich do spoufalenia. Powiedziałem, że
musi wspiąć się na piedestał i schodzić z niego tylko od czasu do czasu. Lud nie chce króla, z którym może się
kumać. Chce króla, który jest tajemniczy, jak Wyrocznia Delficka. Monarcha jest w istocie tworem kążdego z
poddanych. Każdy lubi myśleć o tym, co by robił, gdyby był królem. Lud przypisuje panującemu wszelkie
możliwe cnoty i talenty. Ludzie mo
77 Ch. H. Coołey, Human..., cyt. wyd., s. 351.
172
by~ być mocno rozczarowani, widząc jak król pa`~~duje po uli~y podobny do zwykłego ezłowieka."'8 `
'Skrajną logiczną konsekweneją tego rodzaju ·
~,iusznej czy też niesłusznej - teorii jest całkowity zakaz oglądania "al~tora" przez publiczność; w cza~aeh,
gdy przypisywał on sobie nadziemskie cechy i, moce, rzeczywiście dochodzono do tej skrajności.
Oczywiście sama publiczność często współpracuje z wykonawcą przy utrzymaniu społecznego dystansu,
odnosząc się do niego z trwożliwym szacun'kiem i nabożną czcią. Jak sugeruje Simmel:
;,Stosunki między ludźmi, rozpatrywane w aspekcie wzajemnej wiedzy partnerów o sobie, różnią się w
zależności od tego, którą z poniższych dwóch formuł można do nich zastosować: «Co nie jest ukrywane, może
być 'poznane» czy t_eż: «Co nie jest ujawnione, nie powinno być poznane».
Stosowanie tej ostatniej zasady odpowiada poczuciu, że każdego człowieka otacza sfera idealna, której
rozległość jest różna w stosunkach z różnytni osobami, a w którą nie można wdzierać się,, nie naruszając
osobistej godności jednostki. Taki właśnie krąg zakreśla wokół człowieka honor. Subtelaość języka każe
określać obrazę honoru jako :~afront», «ubliżenie», a więc «nadmierne zbliżenie». Promień tego kręgu
wyznacza niejako dystans, którego przekroczenie przez osobę obcą równoznac~ne jest z obrazą honoru."'9
Podobną tezę wygłasza Durkheim:
"Osobowość ludzka jest czymś świętym: nie śn'1ie się jej pogwałcić, resgektuje się granice osońy, chociaż
jednocześnie dobrem w pełnym tego słowa znaczeniu jest wspólnota z innymi." 8°
Trzeba jasno powiedzieć (inacze j niż wynikałoby to z uwag Cooleya), że lęk i dystans są odczu~$rie zarówno
wobec "aktora'.' zajmującego wyż
7° F. Ponsonby, RecolLections.:., eyt. wyd., s. 277.
~° G. Simmel, Socfotog3a, Warszawa 1975, s. 399-400.
°° E. Durkheim, Socdotogże et phitosophie, Paris 1963, s. 51.
a Człowiek w teatrze 113

szą pozycję społeczną, jak i (chociaż może nie w tak dużym stopniu) wobec "aktorów" zajmujących pozycję
równą i niższą. ~ .
To skrępowanie publiczności, nięzaieżnie od tego, co oznacza dla niej samej, daję "aktorowi" możliwość
tworzenia wrażeńia wedle własnego uznania i ~ozwala mu działać dla własnego dobra iub dla dobra
publiczności pod swego rodzaju ochroną - ochroną, która trwa tak długo, jak długo nie zniszCzy jej zbytnia
dociekliwo§ć zaintereso. wanych.
Chciałbym dodać na koniec, że sprawy, w które publiczność nie wnika z lęku przed "aktorem" to na ogół
sprawy, któiych ujawnieniu towarzyszyłoby jego zawstydzenie. Jak twierdzi Riezler społeczna moneta posiada
dwa oblicza: jednym jest lęk, drugim - wstyd ~' Publiczność vyczuwa, że za przedstawieniem kryją się
taj~Innice, a "aktor" wie, że tajemnice te są śmieszne. Niezliczone legendy i mity pokazują, że prawdziwa
tajemnica polega na tyln, że nie kryje ona żadnego sekretu; chodzi o to, by nie dowiedziała się o tym publicz-
ność.
RZECZYWISTOSC I GRA
Wydaje się, że w naszej anglo-amerykańskiej kulturze istnieją dwa zdroworozsądkowe modele zachowania się:
zachowania się jako występu prawdziwego, szczgrego ezy ucźciwego i zachowania się jako występu
fałszywego, które specjalnie się dla nas fabrykuje, niezależnie od tego, czy traktujemy je z przymrużeniem oka,
jak w przypadku występu aktora w teatrze, czy serio, gdy mamy na przykład do czynienia z występem
człowieka naduży
e~ I~. Riezler, Comment on the Social Psychology of Shame, "American Journal of Soc3ology", XLVIII, s.
462 i nast. 114
" atjącego zaufania. Skłonni jesteśmy sądzić, że ` ~dstawienia prawdziwe w ógóle nie są przygo
,~pvvywane, stanowią niezamierzony wytwór bezre~'~ . `~ieksyjnej reakcji jednostki na sytuację. Przedsta''
pvienia fałszywe natomiast skłonni jesteśmy uwa', żać za coś starannie skomponowanego z niepraw
~dziwych elementów, jako że nie istnieje żadna r~zeezywistość, którą elementy takiego zachowania mogłyby
być bezpośrednią odpowiedzią. Należałoby, jędnak powiedzieć sobie, że ta dychotomiczna kón
, cepcja zachowania się jest rodzajem ideologii uczciwego wykonawcy, dodającej siły organizowanemu przez
niego widowisku, .ale nie pomagającej w analizie' jego działań.
Po pierwsze, możemy założyć, iż wiele jednostek szczerze wierzy, że definicja sytuacji, ja~ką posługują aię w
swoim zachowaniu, odpowiada rzeczyWistej rzeczywistości. W studium tym nie mam za- . miaru zajmować
się tym, iiu jest takich ludzi. Interesuje mnie raczej strukturalny związek między ich szczerością a jakością
przedstawień, jakie dają. Jeśli występ ma się~udać, świadkowie muszą mniej lub bardziej uwierzyć, że
wykonawcy są szezerzy. Takie f~st i.vłaśnie strukturalne miejsce szczerości w dramacie wydarzeń.
Wykonawca moie być szczery lub nieszczery, ale musi być szczerze przekonany o swojej szczerości - szczerość
jako taka nie jest konieczna do przekonującego odegrania przeds~awienia. Niewielu francuskich kucharzy
' jest w rzeczywistości rosyjskimi szpiegami i nie tak wiele zapewne możemy znaleźć kobiet, które ' wobec
jednego mężczyzny grają rolę żony, a wo
bec innego - kochanki; podwójna gra będzie jednak istnieć zawsze i często trwać będzie z powodzeniem przez
długi czas. Wszystko to prowadzi do wniosku, że chociaż ludzie są na ogół tymi, za których się podają, to
jedriak takie pozory mogą zostać celowo stworzone. Między przedstawieniem a rzeczywistością istnieje zatem
związek staty8·
115

styczny, a nie przyrodzony czy konieczny. Biorąc pod uwagę nieoczekiwane zagrożenia oddziałujące na
pr,zebieg występu oraz konieczność (będzie o niej mowa później) utrzymania przez wykonawcę solidarności z
innymi wykonawcami i dystansu wobec publiczności, zauważamy, że niezdolność do oderwania się od
vłasnego poglądu na rzeczywistość może być czasem niebezpieczna dla samego występu. Niektóre z nich
kończą się sukcesem, choć są całko.wicie nieuezciwe, inne - ponieważ są do końca uczciwe; lecz ani
uczciwość, ani . nieuczciwość nie są w przedstawieniu najistotniejsze. Być może, nie są nawet dramaturgicznie
pożądane.
Okazuje się więc, że uczciwe, szczere, poważne przedstawienie jest słabiej związane ze światem .
rzecźywistym, niż można było z początku pizypuszczać. Wniosek ten uzyska jeszcze jedno potwierdzenie, jeśli
przyjrzymy się odległości, jaka ; zwykle dzieli całkowicie uczciwe i całkowicie zmy- ' ślone przedstawienia.
Rozpatrzmy w tym kontekście zjawisko vaystępowania na scenie. Od dobrego aktora scenicznego wymaga się
talentu, długich lat ~ nauki i odpowiednich dyspozyCji psychicznych: 'e Lecz fakt ten nie przeczy temu, że
prawie każdy e może szybko opanować scenariusz na tyle dobrze, ; by przychylna publiczność odniosła
wrażenie, że : odgrywa przed nią rzeczywistość prawdziwą. '; A dzieje się tak dlatego, że naturalne stosunki
społeczne powstają w taki sam sposób, w jaki powstaje sytuacja na scenie: przez wymianę dramaturgicznie
uwznioślonych działań, reakcji na działa- ' nia i zamykających kolejne sceny odpowiedzi. Sce-' nariusz nawet
w ręku niewprawnego aktora może ożyć dlatego, że samo życie ma konstrukcję dra- ; matyczną. Oczywi§cie,
nie cały świat jest sceną, lecz niełatwo rozstrzygnąć, w jakiej mierze sceną nie jest.
Niedawne wprowadzenie "psychodramy" jako
~~'~chniki' terapeutycznej może ilustrować koIejny v- r punkt naszych roźważań. W tej psychiatrycznej sy
' ~acji scenicznej pacjenci nie tylko grają rolę z dobrym skut$iem, ale grając nie posługują się żadnym
scenariuszem. Ich własna przeszłość jest im dostępna w formie, która pozwala na przedstawienie jej w pewnym
skrócie. Widać, że rola grana kiedyś uczciwie i na serio umożliwia "aktorom" jej odegranie w sytuacji
stworzonej później sztucznie. Co więcej, jednostka zdaje się uzyskiwać dostęp do ról, jakie ważni dla niej~ inni
grali wobec niej w przeszłości, co pozwala jej przekształcać się z osoby, którą była, w osoby, którymi inni byli
dla niej. Ta zdolność do przestawiania się w razie potrzeby z roli na rolę jest do przewidzenia; robimy to
wszyscy. Ucząc się bowiem odgrywać nasze role w realnym życiu, kierujemy się w swych działaniach niezbyt
świadomie kulty«owaną zalążkową wiedzą o tym, jak grają swoje role ci, do których się zwracamy.
Prawdziwym przeds'tawieniem potrafimy więc właściwie kierować dzięki "antycypującej socjalizacji",eE
nauczywszy się już uprzednio rzeczywistości, która teraz staje się dla nas rzeczywistością prawdziwą.
Jednostka, która zmienia pozycję w społeczeństwie i dostaje do odegrania nową rolę, nie znajduje się w sytuacji
osoby, której po viedziano dokładnie, jak postępować. Sama sytuacja też nie wpływa na taką jednostkę
dostatecznie silnie, aby jej postępowanie mogło zostać określone bez poważniejszego namysłu. Na ogół
jednostka dostaje ki1ka prostych rad i aluzyjnych wskazówek sćeniczńych. Zakłada się, że ma już ona w swoim
repertuarze wiele numerów i scen widowiska, jakie będzie musiała dawać w nowych dekoracjach. Jednostka
wchodzi w nową rolę z gotowym wyobraże
4 Zob. R. Merton, SociaL Theory and Social Structure, Glencoe 1957, s. 265.
tis ~ ~ ~17

niem o tym, jak wyglądają skromno§ć, szacilnek dla innych czy słuszne oburzenie, i w miarę potrzeby bedzie
je potrafiła odegrać. Może być nawet zdolna odegrać rolę hipnotycznego medium °~ 'ezy popełnić
"kompulsywną zbrodnię" e4 na podstawie wżorców tvch czynno§ci, z którymi zaznajomiła się kiedyś.
Występ'teatralny czy zainscenizowane nadużycie czyjego§ zaufania, wvmagają starannego przygotowania
mówionego tekstu przedstawienia; jednakże znaczna cze§ć widowiska, obejmująca "wrażenie wyw,oływane",
jest czesto okre§lona jedvnie przez skromne didaskalia. Oczekuje się, że twórca iluzji wie inż wiele o tym, jak
prowadzić głos, kierować mimiką i ciałem, chociaż byłoby mu trudno, podobnie jak kierującej nim osobie -
zwerbalizovpać w pełni wiedzę tego rodzaju. W takiej svtuacji znajduje się człowiek prostolinijny. Socjalizacja
nie pole:ra na uczeniu się mnóstwa detali poszczec'ólnvch ról; często nie starczyłoby na to czasu i energii. To,
ćzego wvmaga się od jednostki, to wyuczenie się pewnej ilości "chwytów", wystarczającej do "wypełnienia" i
dani_a sobie radv w mniejszym lub wiPkszym stopniu z każdą rolą, jaka mo'ze jej PrzYpa§ć w udziale.
Autentyczne występv w. życiu codziennym nie są "grane" czy "wystawiane" w tym sensie, że ich wvkonawca
wie z góry, co bedzie robił, i robi to jedvnie ze względu na efekt, jaki chce uzyskać. Wrażenie, jakie czuje, że
wywiera; jest mu w jakim§ sensie niedostępne s5 Ale, jak to dzieie się w wvpadku mniej autentycznych wyko-
nawców, niezdolność zwykłej jednostki do ustale
~~ Taki pogląd na hipotezę klarownie przedstawia T. R. Sarbin w: Contributions to Role-Taktng Th2ory. I:
Hypnotic Behaviour, "PSychological Review". 57, s. 268-270.
« Zob. D. R. Cressey, The Difperentiai Association The
ory and Compulsive Crimes. "Journal of Criminal Law, Criminoltigy and PoHce Science", 45, s. 29--4U.
es pojęcie to zaczerpnąłem od T. R,. Sarbina z Role The
ory, w: G. Lindzey, Handbook oJ SociuL Psychołogy, Cambridge 1954, t. I. s. 235-238.
" z góry ruchów oczu i ciała nie oznacza, że jej ~zy i ciało nie wyrażają teg0, co chce ona wy
§ ~ ~.~ w sposób udramatyzowany i uprzednio już ~ n 'vnbudowany w repertuar je j działań. Krótko . mó;
wiąc, wszyscy lepiej gramy niż wiemy, jak mamy grać. _
Oglądając w telewizji jak zapa§nik; oszukuje, fauluję i obrzuca wyzwiskami swojego przeciwnika, gotowi
jesteśmy wierzyć, że chociaż chodzi o forsę, udaje on tylko (i wie, że udaje) "twardziela", i w innym meczu
może dostaó rolę zapa§nika walczącego czysto, którą zagra z równą werwą i sprawno§cią. Mniej skłonni
jesteśmy uwierżyć, że chociaż liczba i rodzaj ciflsów mogą być ustalone z góry, szczegóły pochodzą nie ze
scenariusza, lecz od ' s~amego zapaśnika, dostosowującego swe zachowanie do sytuacji zmieniającyeh się z
momentu na moment, nie zaplanowanych i nie wykalkulowanych.
Czytając o ludziach w Zachodnich Indiach opęiąnych czy nawiedzonych przez ducha voodoo,as do~dujemy się,
że osoba nawiedzona potrafi przeds:lawić dokładny opis boga" który w niej żamieszkał, "dzięki wiedzy i
wspomnieniom zgromadzo~nych w ciągu życia ~pędzanego na odwiedzaniu miejsc 'kultu" °'. Dowiadujemy się
dalej, że osoba ' hawiedzona jest w jak najlepszych stosunkach z ` obserwatorami, że nawiedzenie następuje we
wła§
~wym momencie uroczysto§ci obrzędowych, że wreszcie - nawiedzony dopełnia swoich rytualnycli
t~bowiązków do chwili, gdy wraz z ludźmi nawiedzonymi w tym czasie przez inne duchy weźmie udział w
pewn~go rodzaju zbiorowym obrzędzie. ~obrze jest wówczas sobie uświadomić, że to kontekstowe
zorganizowanie roli nawiedzonego nie Przeszkadza uczestnikom kultu~ wierzyć, że nawie' N Zob. ńa przykład
Aifred MEtrauxt Dramatżc Elements tn
R4tuai Poasession, "Diogenes", ii, s. 18~8.
~t TBmte, s. 24. ,
118 ~.. : 119

dzenie jest czymś rzeczywistym i nikt nie w ybiera sobie ducha, przez którego zostanie opętany,
Obserwując młodą amerykańską dziewczynę z klasy średniej udającą przez wzgląd na s,wego ~ chłopca, że jest
głupiutka, jesteśmy gotowi wskazać w jej postępowaniu elementy chytrości~ i manipulacji. Lecz podobnie jak
ona sama i jej przyjaciel, przyjmujemy za fakt nie do ukrycia to; że chodzi o młodą amerykańską dziewczynę z
klasy średniej: W ten sposób jednak opuszczamy znaczną część występu. Banałem jest stwierdzenie, że w róż-
nych grupach społecznych w odmienny sposób przejawiają się takie cechy, jak płeć, seks, miejsce
zamieszkania i pozycję klasow~, i 'ze w każdym przypadku te elementarne atrybuty są przetwarzane za
pomocą swoistej i nader złożonej konfiguracji kulturowej wzorów właściwego zachowania. Być osobą
określonego rodzaju to nie tylko posiadać odpowiednie cechy, ale także trzymać się wzorców postępowania i
wyglądu, jakie dana grupa łączy z osobą o danych cechach. Bezmyślna łatwość, z jaką wykonawcy stosują
konsekwentnie takie wzsrce, nie podważa faktu, że mamv do czynienia z przedstawieniem, lecz jedynie
oznacza, że ucześtnicy nie są tego świadomi'
Status, społeczna pozycja, miejsce w społeczeństwie nie są czymś materialnym, co można nabyć i potem
pokazywać; są to ~ wzory właściwegó zachowania się, spójne, wygładzone i dobrze zartykułowane. Stosowane
z łatwością lub z trudem, świadomie lub nie, podstępnie lub w dobrej wierze są w każdyxn razie ezymś, co
musi być zagrane i pokazane, czymś, co musi być zrealizowane. Sartre dobrze to ilustruje:
"Zastanówmy się nad tym kelnerem w kawiarni. Jego gesty są ożywione i nacechowane niejaką przesadą.
Podchodzi on do klientów krokiem trochę zbyt dobrze wymierzonym i trochę za szybkim.
yla się ku nim z odrobinę nadmierną skwa` ością. Jego głos i spojrzenie wyrażają trochę ' iernie'przepełnione
troską zainteresowanie za
~ ~~Wieriiem klienta, Na koniec, widzimy go, kiedy ~ca, próbując naśladować niezawodną precyzję , '
jgkiegoś automatu, i niesie swą tacę niczem zu
~hwały linoskoczek, wprawiając ją w stan .równoy~,agi wciąż chwiejnej i wciąż naruszanej, ale wciąż ,
przywracanej lekkim ruchem ramienia i ręki. Całe . jega postępowanie wydaje się nam grą. Zajmuje się
an zazębianiem swych ruchów jak gdyby były one zneci~anizmami napędzanymi jedne przez drugie; jego
gesty, a nawet głos wydają się mechanizmami; nadaje on sobie bezlitosną wartkość i prędkość rzeczy. Gra,
bawi s~ię. Ale co gra? Nie trzeba przyglądać się długo, aby zdać sobie z tego sprawę: odgrywa b y c i e
kelnerem w kawiarni. Nie ma w tym nic zaskakującego: gra jest rodzajem oznaczania i badania świata.
Dziecko bawi się swoim
i ciałem, aby je odkryć, sporządzić jego inwentarz; kelner bawi się swą kondycją, aby ją u r z e c z yw i s t n i
ć. Tsn obowiązek nie różni się od obowiązku ciążącego na każdym, kto handluje: jego ~ działalnośe jest
nieodłączna od obrzędu; publiczność damaga się od nich, by realizowali ją jako obrzęd. Są tańce sklepikarza,
krawca, licytatora, z których pomocą starają się oni przekonać swych klientów" że są nie kim innym jak
sklepikarzem, licytatorem czy krawcem. Rozmarzony sklepikarz obraża klienta, ponieważ przestaje być
sklepikarzem. Grzeczność wymaga, by trzymał się on swojej funkcji sklepikarza. Zupełnie tak saxno żołnierz
stojący na baczność staje się żołnierzem-rzeczą ze wzrókiem skierowanym przed siebie, lecz nie widzącym,
źo~nierzem, który nie ma już widzieć, gdyż regulamin, nie zaś to, co w danej chwili interesujące, określa
punkt, na jakim wzrok ma spoczywać (spojrzenie ustalone na 10 kroków). Oto sposoby
J20 , ~ ., 121

więzienia ezłowieka w tym, czym jest. Jak gdy,' byśmy żyli w nieustannej obawie, że stamtąd uciek. nie,
wyrwie się i nagle ~wywinie się swojej kon., dycji." °~
se J, p, ~Ttre, L'~tre..., Paris 1948, s. 98--98.
` : g~dział II ~POŁY
I~iedy lnyś~nly o występie bar.dzo łatwo jest nam przyjąć, że treść przedstawienia jest całkowicie określona
przez charakter wykonawcy, i rozpatry
. y~ać jego funkcje wyłącznie w tych jednostkowych gategoriach. Jest to jednak zbyt wąski punkt wi~nia,
przesłaniający inne, istotne funkcje występu jednostki w stosunku do interak~ji jako całości,
Po pierwsze, często się zdarza, że występ służy ~łównie scharakteryzowaniu wykonywanego zadania, a nie
scharakteryzowaniu wykonawcy. Na przy~cłąd pracownicy wykonujący zadania usługowe, niezależnie od tego,
czy należą do wolnych zawodów, aparatu biurokratycznego, zajmują się han
; dlem czy rzemiosłem, włączają do swojego sposobu ~bycia gesty wyrażające kompetencję i uczciwość, ~;'
pfezależnie od tegti, co ten sposób bycia mówi
o nich samych; najczęściej ich zasadniczym celem ; jest stworienie zdecydowanie korzystnego obrazu
wykonywanych usług ezy produktów. Co więcej, często okazuje się, że osobowa fasada wykonawcy
wykorzystywana jest nie dlatego, źe pozwala ukazać samego siebie takim, jak by się chciało, lecz dlatego, że
powierzchowność i sposób bycia wyko
' nawcy mogą mieć wpływ na rozleglejszą widownię. Dlatego w wyniku przesiewu przez sita miejskiego _
życia dziewczęta o. dobrej prezencji i poprawnym
akcencie zostają recepcjonistkami, czyli podejmu ją 123

pracę pozwalającą prezentować fasadę dla dobra zarówno własnego, jak i organizacji.
Ale rzeczą jeszcze ważniejszą jest zwykle to, że definicja sytuacji projektowana przez pojedynczego uczestnika
interakcji jesf integralną częścią projekcji dokonywanej i utrzymywanej dzięki bliskiej współpracy więcej niż
jednego uczestnika. Na przykład w szpitalu dwóch internistów może wymagać od stażysty, by w ramach
praktyki zawodowej przestudiował kartę pacjenta i ocenił wszystkie zapisane tam dane. Stażysta może nie
zdawać sobie sprawy, że swoją względną niewiedzę, jaką w takiej sytuacji ujawnia, zawdzięcza po części temu,
że jego egzaminatorzy już wcześniej przestudiowali kartę i uzgodnili stanowiska. Najprawdopodobniej nie
uświadomi on sobie również, że wrażenie niewiedzy zostało wzmocnióne przez to, że kartę opracowywały dwie
różńe osoby 1 Ta zespołowa praca zapewxiia personelowi placówki możliwość pokazania się od dobrej strony -
oczywiście pod warunkiem, że w odpowiedniej chwili chorym zajmuje się dobry internista. `
Jeśli ogólny efekt występu jakiegoś zespołu ma być zadowalający, to często zdarza się, że każdy z jego
członków musi pokazać się w innym świetle. Jeśli więc na przykład w domu ma być zainscenizowany oficjalny
obiad, w składzie zespołu musi być ktoś w liberii lub uniformie. Jednostka, która gra tę rolę, powinna
zachowywać się zgodnie ze społeczną definicją służącego. Jednocźeśnie osoba, która gra rolę pani domu, musi
zachowywać się i wyglądać tak, by pasowała do niej społeczna definicja kogoś, kto przywykł do wydawania
poleceń służbie: Takie właśnie wrażenie mieli goście turystycznego hotelu na Szetlandach (odtąd zwanego
"hotelem szetlandzkim") badanego przez autora tej pracy, w którym właściciele wyznaczyli sobie rolę
1 Niepublikowana praca autora o słu~bie zdrowia.
' ``podarza i gospodyni. należących do klasy śred~ j, a dla swoich pracowników rolę służby, choć ` kategoriach
lokalnej struktury klasowej dziew
~~yny grające rolę pokojówek miały status nieco `y~ryższy od statusu zatrudniających je właścicieli. -~od
nieobecność gości pokojówki pozwaiały sobie ~~ pewną ekstrawagancję w stosunkach państwo.:~łużba. Innym
przykładem może być życie rodzinge ludzi z klasy średniej w naszym~społeczeństwie. Kiedy mąż i żona
pojawiają się na spotkaniu tovvarzyskim u nowych znajomych, żona może demonstrować pełne szacunku
podporządkowanie się woli i poglądom męża, większe niż w domu lub wśród starych przyjaciół. Kiedy ona
przyjmuje rolę osoby podporządkowanej, mąż gra rolę osoby dominującej, i małżeńska para jako jedna całość
może podtrzymywać wrażenie, jakiego od niej oćzekuje nowa publiczność. Przepisy etykiety od,noszące się do
stosunków między rasami na Południu dostarczają kolejnego przykładu. Charles Johnson zwraca uwagę, że
kiedy w okolicy nie ma wielu białych, robotnik Murzyn może zwracać się do swego białego kolegi po im~eniu,
ale w obecności innych białych ~est rzeczą samo przez się Zrozumiałą, że mówi do niego "pan" 2 Przepisy ety-
kiety obowiązującej w świecie interesu dostarczają podobnego przykładu:
"Kiedy abecni są ludzie spoza biura, odrobina urzędowej sztywności jest nawet bardzo pożądana. Przez cały
dzień możesz mówić do swojej se' kretarki «Mary~, ą do wspólnika «Joe~, jeśli jednak do biura wchodzi ktoś
obcy, powinieneś zwracać się do swoich współpracowników w sposób, w jaki chciałbyś, żeby zwracali się do
nich obcy, to jest per «pani~ azy «panieH. Zwykle możesz żartować z telefonistką, lecz nie wolno ci tego robić,
gdy chcesz dzwonić w obecności obcego." 3
~ Ch. S. Johnson, Pattertts..., cyt. wyd., s. 137-138. ~ Esquire Etżquette, Philadelphia 1953, s. 6.
124 ~ 125

"Chce ona [twoja sekretarka), abyś w obliczu obcych zwracał się do niej per Kpani», Nie byłoby jej bowiem
przyjemnie, gdyby za przykładem twojego ~Mary», ktoś inny zwrócił się do niej w podobnie poufały sposób."'
Będę posługiwał się terminem "zespół biorący udział w występie" czy krótko "zespół" na określenie każdej
grupy osób współpracujących ze sobą w inscenizacji jakiegokolwiek -fragmentu przedstawienia.
Do tej pory w moich rtizważaniach punktem odniesienia był występ indywidualny. Zajmowałeln się dwoma
poziomami faktów: z jednej strony, jednostką i jej występelr~, z drugiej strony, ogółem uczestników oraz
interakcją jako całością. Dla badania pewnych rodzajów czy też aspektów interakcji taka perspektywa wydaje
się w-ystarezająca: wszystko, cokolwiek nie mieści się w ty ch ramach, można traktować po prostu jako
pozbawioną większego znaczenia komplikację. Tak więc współpraca między dwoma wykonawcami, z których
każdy był pozornie zaangażowany jedynie w prezentację swojego indywidu~rlego występu, moie być inter-
pretowana jako typ zmowy czy porozumienia, co nie.wymaga zmiany przyjętego układu odniesienia.
W przypadku studiów nad poszezególnymi organizacjami społecznymi, współpraca niektórych ich uczestników
jest jednak rzeczą zbyt istotną, by mogła być traktowana jako wariacja na poprzedni temat. Kiedy członkowie
zespołu wystawiają podobne indywidualne przedstawienia lub grają różn,e przedstawienia składające się na
pewną całość, pojawia się wrażenie zespołowości, która moż~ być z pożytkiem traktowana jako fakt swoisty,
jako trzeci poziom faktów mieszczący się między poziomem występu indywidualnego a poziomem całości
interakcji uczestników widowiska. Można by na
4 Ta:nże, s. 15.
powiedzieć, że jeśli szezególnie interesuje nas ie manipulacji, towarzyszących temu nieprze
ych okoliczności i technik dawania sobie ~'~i ~rady to najlepszym punktem ,odniesienia 5 ,~dzie wtedy zespół
i jego występ. Przyjmując ten : ~ad odniesienia, przednliotem analizy można uczy' ~tć także takie sytuacje, jak
interakcja między
dwiema osobami, traktująe ją jako interakcję mię~zy dwoma zespołami, z których każdy składa się z . jednego
tylko członka. (Logicznie rzecz biorąc, nlożna nawet powiedzieć, że publicźnośe pożostają~ pod. wrażeniem
jakiejś społecznej inscenizacjio w której nie biorą udziału żadne inne osoby, jest publicznością przyglądającą
się występowi zespołu nie xnającego ani .jednego członka.)
Pojęcie zespołu umożliwia nie tylko rozpatrywanie występów (jednego lub wielu) wykonawców, śIe ~także
innego jeszcze przypadku. Wzmiankowa~em przedtem, że wykonawca może zostać wciągnięty przez własną
grę i przekonany w danej chwili, że wrażenie rzeczywistości, które tworzy, jest rzeczywistością samą. W takich
przypadkach wykonawca stanowi własną . publiczność - staje się aktorem i obserwatoręm tego samego
przedstawie- ° nia: Przypuszczalnie tak przyswoił on sobie ezy też
= uwewnętrznił wzorce, które starał się realizować ' w obecności innych, że jego sumienie każe mu działać w
.sposób społecznie właściwy. Jednostka jako aktor musi zataić przed sobą jako widzem nie da
' jący powodów do chluby fakt, że musiała przygotować się do swojej gry; mówiąc po prostu: istnieją sprawy, o
których jednostka wie lub wiedziała, ale ,
ó Traktowanie zespołu (zamiast pojedynczego wykonawcy) jako podstawowej jednostki analizy zaczerpnąłem
od von Nteumanna, (The Theory of Games..., cyt. wyd., szezególnie s. 5S), gdzie bryd~ anallzowany jest jako
gra, w której bierze udział dwóch graczy, z których każdy pod pewnymi względami składa się z dwóch
odrębnych grających ~ednostek.
126 ~° 127

nie jest zdolna ich sobie powiedzieć. Z tym skomplikowanym zabiegiem samooszukiwania się mamy do
czynienia stale, psychoanaliza dostarcza narn bogatych~ danyeh empirycznych na ten temat, nazywając
zjawisko Fepresją i dysocjacją.s Tu, byc może, leży przyczyna procesu nazywanego "samo dystansowaniem
się", polegającego na tymo że jednostka zacżyna odezuwać obcość w'stosunku da samej siebie.' ,.
Aktor, który w życiu osobistym postępuje zgodnie z wewnętrznymi wzorcami moralnymi, może kojarzyć te
wzorce z grupą odniesienia określonego rodzaju, tworząc w ten sposób dla siebie nieobecną publiczność.
Możliwość ta każe nam rozważyć jeszcze jedno. Jednostka prywatnie może realizować wzorce zachowań,
których osobiście nie akceptuje z tego powodu, że jest głęboko przekonana o obecności jakiejś niewidzialnej
publiczności, mogącej ukarać ją za odchylenia od owych wzorców. Innymi słowy, jednostka moźe być widow-
nią dla samej siebie albo może wyobrazić sobie, że widownia jest obecna. (Widać tu analityezną różnicę
między pojęciem zespołu i pojęciem pojedynczega wykonawcy.) Należy w związku z tym za
s Indywidualistyezny sposób myślenia zwykle prowadzi do traktowania takich zjawisk jak samo9szukiwanie się
i nieszezerość jako słabości eharakteru, której źródło tkwi w głębokich pokładach osobowości jednostki. Być
może, lepiej by
3oby zaczynać analizę od tego, co dzieje się poza jednostką, a potem odwoływać się do niej samej, niż
odwrotnie. Można powiedzieć, że punktem wyj5cia tego wszystkiego, co ma nastąpić później, jest przyjęcie
przez pojedynczego wyko
nawcę określonej definicji sytuacji wobec publiczności. Jednostka automatycznie staje się nieszczera, kiedy
bierze na siebie obowiązek bronienia doraźnej zgody i uczestniczy zv różnych przedstawieniach lub odgrywa
różnę role przed różnymi widowniami. Samooszukiwanie się można uważać
za skutek zamknięcia w tej samej jednostce dwóch odmiennych ról: wykonawcy i publiczności.
~ Zob. K. Mannheim, Essays on the Soclotogy of Culture, London 1956, s. 209.
' ażyć, że także zespół może zainscenizować przedF ~,~iienie d1a publiczności, która w sensie fizyCz
~ j obecności nie istnieje. I'~a przykład w niektó~~~rch szpitalach psychiatrycznych W Ameryce zmar~ym
pacjentom, po których ciała nie zgłosiły się ~:~iny, organizuje się stosunkowo staranny po~~b na terenach
szpitalnych. Bez wątpienia potnaga to zachować minimum standardów kulturalności w sytuacjach, w których
złe warunki i ogólny brak zainteresowania ze strony społeczeństwa ~gą standardom tym zagrozić.. W każdym
razie vv sytuacji, kiedy zmarły nie ma krewnych, kierownik. szpitala zarządzający sprawami pogrzebów oraz
jeden czy dwóch funkcjonariuszy mogą sami grać wszystkie role w pogrzebie i wobec zmarłego pacjenta
przedstawiać właściwy społeczeństwom cywilizowanym szacunek dla zmarłego, choć nikt poza nimi nie jest
obecny.
Jednostki będące członkami tego samego zespołu czują się właśnie ze względu na tę przynależność 'w istotny
sposób ze sobą związane. Można wyodrębnić dwie istotne części składowe tego związku.
Po pierwsze, podczas zespołowego występu każdy członek zespołu może przez nieodpowiednie zachowanie
popsuć lub przerwać widowisko. Każdy z partnerów jest więc zmuszony polegać na do
~°~ brym zachowaniu kolegów i, odwrotnie, inni w ~ ,_' ten sam sposób zmuszeni są polegać na nim. Istnie-
~~" je więc z konieczności wzajemna zależność łącząca ~ : .członków zespołu. Jeśli, jak to się często zdarza,
Ezłonkowie zespołu mają różne pozycje społeczne ~ , i różne stanowiska w organizacji, wzajemna zależ~,~
~ość powstała w wyniku uczestnictwa krzyżuje się ; źwykle z podziałami strukturalnymi, stając się dla
organizacji źródłem społecznej spoistości. Kiedy wyższe i niższe pozycje dzielą organizację, zespoły ' biorące
udział w występie mogą dążyć do jej zinte~arOWanla.
Po drugie, jest rzeczą oczywistą, że jeśli ezłon
CzłoWiek w teatrze 129 1~~ .

kawie zespołu muszą współpracować ze sobą, aby utrzymać określoną definicję sytuacji przed śwoją widownią,
to nie są zdolni utrzyniać tego samego stanu ducha co ich widzowie - wspólnicy w tworzeniu pozorów i są
zmuszeni uważać siebie za osoby "wtajemniczone", przed którymi niemożliwe jest zachowanie fasady. Koledzy
z zespołu, zależnie od tego, jak często występują jako zespół i jak wiele spraw wchodzi w zakres ich
zainteresowania jako twórców wrażeń, wiążą się ze sobą przez uprawnienia do czegoś, co można by nazwać
zażyłością. Między kolegami z zespołu przywilej poufałości, która może tworzyć rodzaj bliskości bez ciepła,
nie musi być czymś organicznym, tworzącym się powoli w miarę upływu czasu razem spędzanego; jest raczej
formalnym związkiem, automatycznie rozciąganym na jednostkę, która przystępuje do zespołu.
Zwracając uwagę, że koledzy z zespołu pozostają ze sobą w stosunkach wzajemnej zależności i zażyłości, nie
chciałbym zaciemniać różnic między powstałą w ten sposób grupą a grupami innych rodzajów, takimi jak
grupa nieformalna czy klika. Kolegą z zespołu jest ktoś, od czyjej dramatur~icznej współpracy jest się
zależnym w narżucaniu publiczności określonej definicji sytuacji. Nawet jeśli taka osoba znajduje się poza -
zasięgiem nieformalnych sankeji i stara się popsuć zespołowy występ lub nadać mu charakter indywidualnego
popisu nie przestaje być przez to częścią zespołu. W gruncie rzeczy może ona poWOdować ten rodzaj
trudności
4' właśnie dlatego, że jest częścią zespołu. Tak więc izolowany robotnik podbijający normy w fabryce nie
przestaje być częścią zespołu, chociaż jegc2 działalność produkcyjna przeczy wrażeniu o wypełnianym dniu
roboczym, jakie starają się stworzyć inni robotnicy. Można go całkowicie zignorować jako przedmiot
przyjaźni, ale nie można go pominąć jako osoby zagrażającej definicji sytuacji przyjętej
130
`ez zespół. Podobnie, na zabawie dziewezęta mo~~ unilćać swojej puszczalskiej koleżanki, ale: w
ym sensie jest ona częścią ich zespołu i zawspólnie utrzymywanej przez nie definicji, r y,ya~edług której
dziewczyna jest trudno osiągalną
r "_~ ~dobyczą seksualną. Dlatego też, chociaż partnerzy ,,,;,~ sespołu częąto godzą się jakoś skierować swe
wy.~ ~iłki ku obronie przed zagrożeniem z zewnątrz, two
, ~c tym samym grupę nieformalną, .takiego nie>~rmalnego układu''nie można uznać za kryterium '
yoy~rębnienia zespołu. _
Członkowie nieformalnej kliki (nazywamy w ten spo~ób niewi,elką liczbę osób łączących się w celu
~formalnej zabawy) także mogą tworzyć zespół, ponieważ przeważnie muszą współpracować ze sobą w
taktownym ukrywaniu swojej wyłączności przed pewnymi nieczłonkami, jednocześnie chwaląc
~się nią snobistycznie przed innymi. Istnieje jednak : znacząca różnica między pojęciami "zespołu" i "kli~ ki".
W wielkich całościach społecznych jednostki
` r o danej pozycji społecznej łączy ze sobą koniecz~ -: ność współpracy w celu utrzymania wspólnej de~ .
fi~icji sytuacji wobec tych na górze i tych na do~~' ~je. W ten sposób jednostki, które pod wieloma waż= nymi
względami mogą być niepodobne do siebie
i pragnąć zachowania społecznego dystansu, znaj. dują się w stosunku przymusowej zażyłóści, jaka ćechuje
członków zespółu insćenizujących wspólnie
, pr~edstawienie. Często wydaje się, że małe kliki . ~owstają nie po to, by chronić interesy tych, z któ~rymi
jednostka razem występuje; ale raczej po to, ~y chronić ją przed niechcianą identyfikacją z ni
-._ .mi. Tak w,ięc kliki często chronią jednostkę nie przed osobami o innej pozycji społecznej, ale przed
~obami o takiej samej pozycji. Stąd chociaż wszy~y członkowie jakiejś kliki mogą mieć taki sam
--~tus, istotne może być to, aby nie wszystkie oso-, ..
~.°:x= . 131

by posiadające określony status były do kliki dopuszczone s


Na koniec trzeba powiedzieć kilka słów o tym, czym zespół nie jest. Jednostki mogą formalnie lub
nieformalnie występować~w grupie po to, aby z pomocą wszelkich dostępnyah sobie środków bronić jej celów
zbiorowych lub ińteresów poszczególnych członków. Dopóki współpracują one ze sobą w utrzymaniu
okre§lonego wrażenia, pósługując się nim jako środkiem osiągania swoich celów, dopóty tworzą to, co
nazwałem zespołem. Lecz należy zdawać~ sobie sprawę, że poza dramaturgiczną współpracą istnieje wiele
dróg osiągania przez występującą grupę swoich celów. Inne środki~ takie jak siła lub zdolność przetargowa,
mogą mieć większą lub mniejszą skuteczność w zależności od takiej lub innej straiegicznej rnanipulacji
wrażeniami, ale używanie siły lub zdolności przetargowej, staje się dla zespołu jednostek podstawą zespolenia,
niezależnie od tego, czy w pewnych sytuacjach grupa w ten sposób powstała może, mówiąc językiem teatru,
występować jako zespół. (Podobnie, jednostka posiadająca władzę lub zajmująca stanowisko przywódeze może
zmniejszyć lub zwiększyć siłę swego oddziaływania, zależnie od stopnia, w jakim potrafi mieć właściwy i
przekonujący wygląd i sposób bycia; nie znaczy to wszakże, że dramaturgiczne walory jej działania są główną
podstawą jej pozycji społecznej.)
Jeśli posługujemy się pojęciem zespołu jako podstawowym punktem odniesienia, rzeczą pożyteczną będzie raz
jeszcze przyjrzeć się temu, co już zrobiliśmy i przedefiniować przy jętą siatkę terminów
e Oczywiście kliki powstają na bardzo różnych podstawach. E. Gross w: Informal Relations and Social
Organbzation of Work in an Industrlal Ofjtce (niepublikowana praca doktorska, Department of Sociology,
University of Chicago, 1949), zwraca uwagę, że kliki mogą przecinać typowe podzialy wiekowe i etniczne,
łącząc jednostki, których działalnośe zawodowa nie jest pos~rzegana jako wzajemnie konkurencyjna. 13z
taki sposób, hy podstawową jednostką analizy ;ł być raczej zespół niż pojedynczy wykon~w
' Jak zaznaczyłem, celem występującego jest utrzy~artie szczególnej definicji sytuacji -- definicji wyrażającej,
rzec można, jego przekonanie, czym jest rz~eczywisto§ć. Jako zespół składający się z jednej osoby, bez
partnerów, któryeh trzeba informować o swoich decyzjach, może on szybko decydować, ja` kie zająć
stanowisko i następnie działać z całym przekonaniem, tak jak gdyby żatien inny wybór nie był możliwy. I taki
wybór stanowiska może być bez trudu dostosowany do osobistej sytuacji i interesu jednostki.
Wraz z przejściem od zespołu jednoosobowego do większego, charakter rzeczywistości, której orędownikiem
jest zespół, zmienia się. Zamiast.bogatej definicji sytuacji, jaką rozporządza v~r wielu wypadkach jednostka,
może się pojawić definicja redu: kująca rzeczywisto§ć do elementów najprostszych, do których zostaje
dostosowana linia postępowania zespołu. Można oczekiwać, że linia postępowania niejednakowo odpowiada
poszczególnym członkom
, zespołu. Można spodziewać się ironicznych uwag, po których członek zespołu będzie niby odrzucać tę linię,
w istocie ją akceptując. Z drugiej strony, tu właśnie można znaleźć nowy czynnik lojalności jednostki wobee
zespołu i jego członków, czynnik poparcia dla linii zespołu.
Wydaje się, że w powszechnym odczuciu uzewnętrznianie braku zgody między ezłonkami zespołu nie tylko
uniemożliwia im skoordynowane występy, ale również poddaje w wątpliwo§ć rzeczywisto§ć, za którą zespół
się opowiada. Aby je ochronić członkowie zespołu muszą się wstrzymywać od publiczlzego zajmowania
stanowiska do czasu uzgodnienia stanowiska zespołu. Kiedy zespół zajmie stanowisko, wszyscy jego
członlsowie mogą być zobowiązani do przestrzegania go. (Nie zajmuję
133

się tu kwestią doppszczalnej przed ogłoszeniem stanowiska zespołu porc ji ,"samokrytyki" i tym, kto na nią
pozwala.) Ilustrację można. zaczerpnąć z .pracy o urzędnikach państwowych:
"W takich komisjach (chodzi o posiedzenia Komisji Rady Ministrów) urzędnicy państwowi dzielą się
poglądami i swobodnie wyrażają w dyskus ji własne opinie, nie pozostając jednak nigdy w jawnej opozyeji -do
swego ministra. Możliwo§ć wystąpienia takie j otwartej niezgody pojawia się bardzo rzadko, w istocie '2a§ nie
powinna pojawić się w ogóle. W dziewięciu na dziesięć wypadków minister i udający się z nim na posiedzenie
komisji urzędnicy z góry godzą się co do stanowiska, jakie należy zająć, a ów dziesiąty, który nie zgadza się ze
swym ministrem w jakiej§ sprawie, nie uczestniczy w posiedzeniu, na którym omawia się ową kwestię." a
I~olejnej ilustracji dostarcza nowe studium na temat struktury władzy w małym mieście: "Kogoś, kto w
jakimkolwiek~ stopniu jest zaan
gażowany w działalno§ć społeczno§~i Iokalnej, uderza raz po raz co§, co można byłoby nazwać «zasadą
jednomy§lno§ci». Kiedy tylko przywódcy ustalą kierunki polityki, natychmiast zaczynają domagać się
całkowitej zgodności opinii. Decyzje są na ogół podejmowane bez po§piechu. Przed przystąpieniem do
działania jest wystarczająco dużo czasu na przedyskutowanie, zwłaszcza przez przywódców, większo§ci
projektów. Tak jest z planami dotyczącymi spraw lokalnych. Po okresie dyskusji i ,ustaleniii ..linii» przywołu
je się zasadę jednomyśino§ci. Na my§lących inaczej wywiera się odpowiednie naciski i projekt wkracza w fazę
realizacji" lo
Jawna niezgoda w obliczu widzów wprowadźa, jak zaznaczyłem, fałszywy ton. Łatwo zauważyć, o H. 1@.
Dale, The Htgher..., cyt. wyd., s. 141.
~o F. Hunter, Communtty Power Structure, Chapel FIil1 1959, s. 181. 2ob. tak2e s. 118 i s. 212.
~fałszowania w sensie dosłownym unika się z tycli , ych powodów, co fałszywych tonów w sensie
~~ : .~eno§nym; w obu wypadkach rzecz polega na ~trzymywaniu definicji sytuacji. Ilustrację moż~
zaczerpnąć ź książeczki po§więconej problemom
' p~c.y zawodowego akompaniatora:
"Najbliższe ideału jest robienie podczas występu, zarówno przez śpiewaka, jak i akompaniatora, do~ładnie
tego, czego chce kompozytor, czasem jed~k §piewak będzie wymagał, by jego partner ro
. bił co§, co stoi w sprzeczno§ci z zapisem kompozytora. Będzie on wymagać akcentu tam, gdzie go być nie
powinno, będzie robić f ermata tam gdzie nie potrzeba, będzie śpiewać ratlentando, tam gdzie
. powinno być tempo, będzie §piewać f orte, tam gdzie powinno być piano i będzie sentymentalny, podczas.gdy
nastrój wymaga nobilmente.
Lista możliwych różnic nie została, oczywiście, . wyczerpana. Śpiewak będzie z ręką na sercu i łzami w oczach
przysięgał, że jego celem jest zawsze wykonywać utwór dokładnie tak, jak go napisał kompozytor. Jest to
bardzo niezręczna sytuacja. Jeśli będzie on śpie vać inacze j niż gra akompaniator, powstanie chaos. Dyskusja
może nie dać rezultatów. Co więc może zrobić akompaniator?
W czasie wykonywania utworu musi p o d ą ż a ć z a § p i e w a k i e m, lecz po wykonaniu pozwólx" my mu o
tym zapomnieć..." u
Wszelako jednomyślno§ć często nie jest jedynym wymogiem zespołu. Wydaje się, że w powszechnyln odczuciu
najbardziej prawdziwymi i trwałymi rzeczami w życiu są te, co do których opisu jed
` nostki zgadzają się niezależnie od siebie. Jeżeli dwóch uczestników jakiego§ wydarzenia decyduje ~się być do
końca uczciwymi w jego opisie, skłonni jeste§my wierzyć, źe stanowiska, jakie zajmą, będti
" G. Moore, The Ureashamed Accompanfst, New York i944, s. 80.
134 :~:; 135

w zasadzie do siebie podobne, nawet jeśli przed opisanism wydarzenia nie będą się ze sobą , porózumiewali.
Intencja mówienia prawdy sprawia ponoć, że taka uprzednia kónsultacja nie jest potrzebna. Tak samo jesteśmy
skłonni wierzyć, że ~jeżeli dwie osoby pragną skłamać lub dać tendencyjną tversję wydarzenia, to "nie tylko
muszą porozumieć się wcześniej ze sobą, aby - jak powiadają się dogadać", ale muszą także ukryć fakt, że
mogli to zrobić. Innymi słowy, inscenizując definicję sytuacj~, niektórzy członkowie zespołu muszą być jed-
nomyślńi w swoich wystąpieniach i zachowywać w tajemnicy fakt, że jednomyślnośe ta nie pojawiła się
spontanicznie, bez żadnych wstępnych porozumień. (Można wspomnieć mimochodem, że jeśli ćzłonkówie
zespołu angażują się takźe w wystawianie wobec siebie spektaklu szacuńku do samych siebie, muszą ezasem
starać się dowiedzieć, jaka będzie linia postępowania zespołu, i przyjąć ją, nie przyznając się przed sobą i
innymi, jak bardzo stanowisko, jakie zajmują nie jest samodzielne. Problem ten wykracza jednak poza
problematykę przedstawienia zespołowego jako podstawowego punktu odniesienia.)
Trzeba zaznaczyć, że podobnie jak członek zespołu powinien ezekać na oficjalną wykładnię, zanim sam zajmie
stanowisko, tak i owa wykładnia powinna być~dla niego dostępna, jeżeli ma on grać swoją rolę w zespole i
czuć się jego częścią. Komentując sposób, w jaki niektórzy chińscy kupcy ustalają ceny swych towarów w
zależności od wyglądu klienta, jeden z autorów powiada:
"Kiedy klient wehodzi do sklepu w Chinach i po obejrzeniu kilku artykułów pyta o cenę któregoś z nieh, nie
dostanie żadnej odpowiedzi" zanim sprzedawca, do którego skierował pytanie nie upewni się, że żaden z jego
kolegów wcześniej nie podał ceny pytającemu. Jeśli, co zdąrza się bardzo rzad
~u.
` ; ten środek ostrożności nie zostaje zastosowany, y~iie zawsze każdy sprzedawca wymienia inną
~~T ę, ujawniając w ten sposób, że ocena klienta ~~,e-została w porę uzgodniona." u
~ ~,- pozbawianie ezłonka zespołu informacji o stano° .;wttsku, jakie zajmuje jego ze5pół, jest w istocie ~. -
ukrywaniem - przed nim jego scenicznej róli, po
nieważ nie wiedząc, jaką ma przyjąć postawę, nie może on utwierdzić swego "ja" przed publicznością. : Tak
więc, jeśli chirurg ma operować pacjenta skie
rowanego do niego przez innego lekarza, zwykła uprzejmość może go obligować do poinformowania ` kolegi o
terminie, a jeśli tamten nie będzie przy
operacji obecny, do przekazania mu telefonicznie jej rezultatu. Dzięki takiemu "wprowadzeniu", lekarz- może
skuteczniej przedstawiać się bliskim pacjenta jako ktoś, kto uczestniczy w leczeniu'~
Chciałbym dodać tu kilka ogólnych danych dotyĆZących trzymania się określonej linii postępo' wania w
trakcie trwania przedstawienia. Kiedy '` Członek zespołu popełnia przed publiczności.ą błąd, ' inni członkowie
zespołu często muszą tłumić spon"`taniczne pragnienie poinstruowania i ukarania wi<' `howajcy aż do
momentu opuszczenia przez publiez
no§ć widowni. Poza wszystkim innym, natychmiastowa interwancja mogłaby tylko zakłócić dalszy ~~rzebieg
interakcji i, jak zwracałem na to wcześniej uwagę, v~,rtajemniczyć widzów w to, co powinno być zastrzeżone
dla członków zespołu. Tak więc , tv organizacjach autorytarnych, gdzie zespół źwierzchników daje
nieprzerwany pokaz posiadar~ia zawsze racji i utrzymywania jednolitego fron'':lu, istnieje zwykle
nienaruszalna zasada, źe żaden '':ze zwierzchników nie może okazywać wrogości czy 'braku szacunku' wohec
jakiegokolwiek innego ';,2wierzchnika w obecności członków zespołu pod
I~ Ch. Holcombe, The Reai Chlnaman, New York 1895, e. 293. ,
'° D. Solomon, Career..., cyt. wyd., s. 75.
138 , 139

v
ległego. Oficerowie demonstrują swą zgodę wobec rekrutów, rodżice wobec dzieci,i° kierownicy wobeć
robotników, pielęgniarki wobec pacjentów'~ i tak dalej. Ocżywiście, kiedy osoby. podległe są nieobecne,
otwarta, ostra krytyka może się pojawiać i często się pojawia. Na przykład" ż niedawno przepro- _ wadzonych
badań nad zawodem nauczyciela wynika, iż nauczyciele są przekonani, że dla utrzymania wrażenia zawodo vej
kompetencji i autorytetu instytucji muszą mieć pewność, iż w obliczu rozgniewanych rodziców przychodzących
do szkoły ze skargą, najważniejszą rzeczą jest poparcie stanowiska nauczyciela, którego skarga bezpośrednio
dotyczy, w każdym razie w obecności rodziców's Podobnie, nauczyciele są głęboko przekonani, że koledzy nie
powinni spierać się czy podważać wzajemnie swego stanawiska w oblicźu uczniów. "Pozwólmy tylko podnieść
nauczycielowi brew, a dzieci od razu to zauważą, przestaną uważać, -,a ich szacunek dla ciebie natychmiast
zniknie." " Również zawód lekarza obowiązują dokładne przepisy etykiety: kons~ltant w obecności pacjenta i
lekarza prowadzącego uważa, by nie powiedzieć niczego, co mogłoby podważyć wrażenie kompetencji kolegi,
które on sam stąra się utrzymać. Hughes zwraca uwagę, że "I~~'~'odowa] e t y k i e t a jest całym rytuałelll,,
który kształtuje się nieformalnie, aby móżna było chronić w obliczu klientów wspól
~f Interesujaca jest trudność dramaturgiczna w rodzinie polegająca na tym, że płeć i więzi krwi, stajac w
poprzek solidarności mał2eńskiej, utrudniaj~ mę2owi i ~onie wzajemne "popieranie się" w spektaklu
autorytetu, wystawianym wobec dzieci, lub w spektaklu jut to dystansu, jut to nuskości wystawianvm w^bec
dalszych krewnych. Jak wcześ
~- niej zwracałem uwagę, tego rodzaju krzy~ujace się więzi zapobiegają pogłębianiu się podziałów
strukturalnych.
is H. Taxel, Authority..., cyt. wyd., s. 53-ó4.
ia Ii. S. Becker, The Teacher tn the Authoritg Systene ot
the Pubitc Schooi, "Journai of Educational Soclology", 3śXVII, s. 139.
17 TamLe, z wywiadu, s. 139.
138
;~~sadę zawodu."'s Oczywiście, w ten sam spe~ solidarni są podwładni wobec przełożonych.
;:~owego studium poświęconego policji mogliśmy dowiedzieó, że zespół patrolowy, złożony "dwóch polic
jantów, którzy są nawzajem świad
' swoich nielegalnych i półlegalnych czynów ~~~ażdy z nich mógłby łatwo skompromitować przed ~~igdzią
popis praworząd#iości dawany przez kolegę, w~:y~~owuje bohatersko solidarność, i policjanci w ze
~Jnaniach wspierają się nawzajem, nie bacząe na to, ~, jttkie niegodziwości ukrywają i jak mało prawdo-
;,~adobne byłyby ich opowieści.'~
Jeśli wykonawcy troszczą się o utrzymanie linii ~Stępowania zespołu, to jest oczywiste, że na partnerów będą
wybierali ludzi, którym można ` źaufać, że grać będą właściwie. Tak więc dzieci gospodarzy zazwyczaj
wyłąeza się z przedstawienia odgrywanego przed gośćmi, ponieważ dzieciom czę"atto Ii~e można. zaufać, że
będą' "ghzeczne", to zna;~y, że powstrżymają się od działania psującego ~ażenie; jakie gospodarze chcą
zrobić.m Podobnie itisoby zn~ne z tego, że łatwo się upijają, .po ezym stają się gadatliwe lub "rozrabiają",
stanowią za~roźenie dla przedstawienia; zagra~żają mu także isysoby trzeźwe, ale głupio niedyskretne i takie,
które #~ie chcą czy nie potrafią "poddać się ~nastrojowi", ~szystkie przeszkadzają w utrzymaniu wrażenia,
u E. C. Hughes, Instttuttons, w; Netn Outetne of the Prtn. L'fptes of Soctołogy, New York 1946, s. 273.
-.'u`VP. Westley, The Poitce (niepublikowana praca doktorr$a, Department of Sociology, University of
Chicago, 1952), · 18?-198.
_° W stopniu, w jakim dzieci traktowane są jako "osoby, ~rych nie ma", maja one poniekgd prawo do
nietaktowiD'ch zachowań, których konsekwencji ekspresywnych pu~iczność nie musi traktować zbyt serlo.
Jednak3e niezałeź!~e, od tego, ć2y traktowane sq jako osoby, których nie ma, ~Y fe2 nie, dzieci potrafią
wylawiE podstawowe sekrety ro~innego zespołu.
139

jakis goście mileząco zgodzili się wspólnie zachować wobec gospodarzy.


Zwracałem uwagę, że w wielu inscenizaejach niektórzy uczestnicy interakcji współpracują ze sobą jako zespół
albo znajdują się w położeniu, w którym utrzymanie określonej definicji sytuacji zależy od tej współpracy.
Zajmując się konkretnymi instytucjami społecznymi, często stwierdzamy, że w pewnym istotnym sensie
wszyscy pozostali uczestnicy interakcji, dając wy stępy w odpowiedzi na występ zespołu, sami ~równieź tworzą
zespół. Ponieważ każdy zespół gra dla innego zespołu, możemy mówić nie o dramatycznej akcji, lecz o
dramatycznej interakcji, i.możemy ją rozpatrywać nie jako mieszaninę wielu głosów pochodzących od
poszczególnych uczestników, ale raczej jako rodzaj dialogu i oddziaływania na siebie dwóch zespołów.
Nie potrafiłby~n podać żadnego ogólnego powodu, dla którego w naturalnych warunkach interakcja przybiera
zwykle formę wzajemnego oddziaływania dwóch zespołów albo daje się do tej formy sprowadzić, jest to jednak
fakt empiryczny. Tak więc w wielkich organizacjach społecznych, w których istnieje kilka różnych szczebli
statusu, okazuje się, że na czas trwania poszczególnych interakcji osoby o wielu różriych statusach dzielą się
na ogół
. przejściowo na dwa zespoły. Na przykład porucznik będzie traktował siebie wobec rekrutóW jako członka
zespołu oficerów, w innsj sytuacji będzie zaliczał siebie do młodszych oficerów, dając z nimi przedstawienie na
benefis obecnych starszych oficerów. Istnieją, oczywiście, takie postaci pewnych interakcji, w których model
dwuzespołowy jest najwyraźniej nieodpowiedni. Na przykład, ważne elementy arbitrażu wydają się pasować
raczej do modelu trzyzespołowego, pewne zaś sytuacje v~spół zawodnictwa i pewne sytuacje .towarzyskie
wyma gają modelu wielozespołowego. Należy też zazna
140
`~ ` '~, że niezależnie od tego, z jaką liczbą zespołów ;~?tamy do czynienia, możemy do pewnych celów
~tializować intęrakcje w terminach współpracy
~%yvszyst~ich uczestników, mającej doprowadzić do doraźnego konsensusu.
Je§li traktujemy interakcję jako dialog między ~.~. .
' ~wama zespołami, może być czasem wygodnie na* ~" ęx zwać jeden z zespołów wykonawcami, drugi zaś
widownią czy obserwatorami, pomijając na chwilę fakt, że publiczność również wystawia zespołowe
przedstawienie. W pewnych wypadkach, kiedy na
^ przykład jednoosobowe zespoły oddziałują na siebie w publicznej instytucji albo w domu przyjaciela, wybór
zespołu określanego jako publiczność i zespołu określanego jako wykonawcy może być arbitralny. Jednakże w
wielu ważnych sytuacjach społecznych inscenizacja, której część stanowi interakcja, jest organizowana i
kierowana tylko przez jeden zespół i bardziej bezpośrednio przyczynia się do popisania się przez ten zespół niż
do popisania
~ ~; się przez zespół występujący w odpowiedzi na jego : występ. Klient w sklepie, interesant w biurze, go§cie
w domu prywatnym - wszystkie te osoby
~ ś , dają przedstawienie i zachowują fasadę, ale scena, na której to robią, znajduje się poza ich bezpo~ §rednią
kontrolą, jest integralną częścią przedsta
.~: :.. wienia dawanego przez tyth, do których przyszli. Czasem w takich wypadkach może 'być wygodnie '
określać zespół kontrolujący miejsce akcji jako ze
s ół w st u c dru i zaś ako widowni . NieP Y ęP ją Y, g j ę
r'' ' kiedy może być również wygodnie nazywać wykonawcą zespół bardziej aktywny w interakcji, któ` ~ ry gra
w niej pierwsze skrzypce lub ustala tempo
i kierunek interakc ne o dialo
- yj g gu obu zespółów. Trzeba podkreślić tu rzecz oczywistą: jeżeli zespół ma utrzymać wrażenie, które stara
się wy
' tworzyć, musi istnie'c pewność, że żadna jednostka ' ~ będąca członkiem zespołu nie będzie jednocześnie s '"
należała do widowni, i odwrotnie. Tak więc kiedy : .'
#.~, 141 k

właściciel niewielkiego sklepu z damską konfekcją wyprzedaje towar i mówi swojej klisntce; że towar
' został przeceniony z powodu końca sezonu lub braku pełnego asortymentu, a ukrywa przed ńią, że w
rzeczywistości towar został ~przeceniony, ponieważ po starych cenach nie można go było sprzedać albo
ponieważ niemodny stał się jego kolor czy fason, a jednocześnie, chcąc zrobić na niej wrażenie opowiada na
przykład o kupnie biura w Nowym Jorku, którego naprawdę nie kupuje, albo o zaangażowaniu nowego
kierownika, który jest po prostu sprzedawczynią - .musi mieć pewność, że gdyby musiał zatrudnić do~ywczo
dodatkową pracownicę na soboty, nie będzie nią dziewczyna, która jest właśnie jego klientką i która późnlej
stać się nią może z powrotem.~'
Często kontrolę nad miejscem akcji uważa się za przewagę w interakcji. ~Vąsko rozumiana kontrola ~
pozwala zespołowi na zastosowanie strategicznych środków panowania nad zakresem informacji dostępnych
widowni. 3eśli na przykład lekarze chcą, by chorzy na raka nie wiedzieli, na co są chorzy, skutecznym
środkiem może być rozproszenie ich po różnych oddziałach szpitala, by z tego, gdzie są, nie mogli
wywnioskować, na co chorują. (Nawiasem mówiąc, z tego powodu personel szpitala musi tracić dodatkowo
czas lta chodzenie po korytarzach i przewożenie aparatury.) Fryzjer, który w dostępnej wszystkim książce
notuje zgłoszenia napłyWa jących klientów, może wykroić dla siebie przerwę śniadaniową wpisując zmyślone
nazwisko na określoną godzinę. Ewentualny klient na własne oczy widzi, że na tę godzinę fryzjer jest już
umówiony Inny ciekawy przykład użytku czynionego z dekoracji i rekwizytów można znaleźć w artykule po
=i Ilustracje te zaczerpnięte są z pracy: G. Rosenbaum, Aa
Analysis of Personalization in Neighbourhood Apparel RetaiIing (niepublikowana praca dyplomowa,
Department o! Sociology, University of Chicago, 1953), s. 86-87.
142
$conym amerykańskim żeńskim klubom stuim, w ~ którym opisuje się, w jaki sposób "_~'~'~ nkinie klubu
, podejmujące podwieczorkiem ~~indydatki na członkinie, wybiera j~ spośród nich '~ ~ewczęta rokujące
nadzieje, nie robiąc wrażenia, ~,~~,goście txaktowani są niejednakowo: "Nawet ma
.fąc rekomendacje trudno jest zapamiętać każdą ~;,~ a
~ ~,,; a 962 dziewcząt, jeśli widzi się ją przez kilka miT. g~.~~:nut - przyznaje Carol. By zatem oddzielić inte-
pesujące dziewczyny od nudnych, posługujemy się
~u· $ztuczką. Mamy trzy tace, na których składa się i, bilety wizytowe: jedna taca jest dla ·~dobrych~ g
dzieweząt, druga dla wątpliwych,, trzecia - dla
'` tych do niczego. Dziewczyna, która rozmawia ~· z .mową» dyskretnie kieruje ją ku jednej z tac lwntynuuje
Carol. Nowe nigdy nie zdają sobie sprawy z tego, co robimy!" ~
Innej ilustracji dostarcza nam ~ praca o śztuce kierowania hotelem, Jeśli ktokolwiek z personelu ~F : ma jakieś
podejrzenia co do zamiarów hotelowej
~~ pary, ukradkiem daje sygnał pokojowemu, by ;,na~ p ei,snął guzik".
' ~ ' "Jest to prosty sposób ułatwiający pracownikom ~ ' trzymani.e na oku podejrzanego towarzystwa.
~;'~':' ` , Po zaprowadzeniu pary do pokoju, pokojowy, zaj_' mykając za sobą drzwi, nac#ska malutlci guzik po
wewnętrznej stronie klamkił powodując w ten sposób obrót małego bębenka w zainku i pokazanie
~y ° się w jego widoćznej od strony korytarza części czarnego paska. Gościom nie rzuca się to w oczy, ,. 1 v ale
pokojówka, hotelowa służba bezpieczeństwa, `°`s , kelnerzy i windziarze s prz uczeni do zsvracania . ą Y
~. `uwagi na takie paski i meldowania kierownictwu ~, b każdej głośnej rozmowie czy innych niezwykłych "~a
odgłosach dochodzących zza oznaczonych w ten sposób drzwi." ~'
.;:,r:; - _
`z~a . 2= J. Beck, What's Wrong with Sorority Rushing?, "Chicago Tribune Magazine" z 10 stycznia 1954, s.
20-21.
°° D. Collans przy_ wspblpracy S. Sterlfnga, 1 Was a House
143

Mówiąc ogólnie, kontrola nad miejscem akeji może dać kontrolującemu~ zespołowi poczucie bezpieczeństwa.
Zwraca na to uwagę jeden z badaczy rozpatrując stosu~hki między aptekarzem i lekarzem:
"Innym czynnikiem jest apteka. Lekarz ezęsto przychodzi do aptekarza po lekarstwo, po informa_ cjęr po to,
by porozmawiać. W takiej rozmowie człowiek za ladą ma w przybliżeniu taką samą przewagę, jaką ma mówca
nad siedzącym audytorium." ~'
"Do wzmocnienia tego poczucia niezależności medycznej działalności farxriaceuty przyczynia się apteka. Jest
ona w pewnym sęnsie jego częścią. Podobnie jak w legendzie o Neptunie, który wynurza się z morza,
jednocześnie w nim przebywając, w etosie farmaceuty zawarta jest wizja czcigodnego aptekarza, wyrastającego
ponad półki z buteleczkami i przyrządami, ale będącego zarazem częścią ich istoty." ~
Znakomity literacki przykład skutków, jakie wynikają z pozbawienia kontroli nad własną sceną, dał Franz
Kafka w Procesie, gdzie opisał spotkanie Józefa K, z władzami w jego własnym mieszkaniu:
"- Józef K.? - spytał nadzorca, może tylko po to, aby ściągnąć na siebie jego latający wzrok. K. przytaknął.
- Pan jest zapewne bardzo zaskoczony wypadkami dzisiejszego rana? - spytał nadzorca i przesunął przy tym
obiema rękami kilka przedmiotów leżących na stoliku: świecę, zapałki, książkę i poduszeczkę na szpilki, jakby
to były przedmioty potrzebne mu do rozprawy.
- Pewnie - odparł K. i ogarnęło go miłe uczucie zadowolenia, że wreszcie ma do czynienia
DetectLve, New York 1954, s. 56. Skróty dokonane przez autorów.
_~ A. Weinlein, Pharmacyas..., cyt. wyd., s. 105. 'S Tamże, s. 105-106.
144
~cziowiexlem rozumnym i może z nim móWvić i~L ;svVOje j sprawie. - Bez wątpienia, jestem zasko~y~~~y,
ale znowu nie tak bardzo.
..-- Nie bardzo zaskoczony? - spytał nadzorca ~ postawił świecę na środku stolika, grupująe wokoło niej inne
przedmioty.
- Może mnie pan źle rozumie - śpiesznie zau; ważył K. - Przyznaję - tu ~przerwał i obęjrzał ~ię ~ jakimś
krzesłem. - Mogę chyba usiąść? ~PY~ł.
- To u nas nie jest przyjęte - odpowiedział nadzorca." ~
Za przywilej występowania na własnym terenie trzeba, oczywiście, zapłacić; w takiej sytuacji ma s~ę co
prawda możliwość przekazywania informacji o sobie przy pomocy środków scenicznych, ale nie ma się
możliwości ukrycia faktów, o których informuje sceneria. Można więc oczekiwać, że potencjalny aktor będzie
zmuszony do unikania włas
; n~ej sceny i rezygnowania z przewagi, jaką mu @;l;,.ona daje, aby zapobiec kompromitacji; może przy tym
chodzić o ~ coś więcej niż odłożenie spotkania towarzyskiego z tego powodu, że nie dostarczono jeszeze
nawego umeblowarlia. Na przykład o lon
~` dyńskiej dzielnicy slumsbw możemy dowiedzieć się; że:
"...matki w tej dzielnicy, chętniej niż matki z innyeh dzielnic rodzą swoje dzieci w szgitalu. Główy ną tego
przyćzyną wydają się być wydatki, jakie
wiążą się z porodem odbywanym w domu, ponie; waż trzeba wtedy kupić ręczniki i miednice, i to zvszystko,
czego wymaga położna. Poród w domu óznacza też obecność obcej kobiety, czyli konieczność dodatkowego
sprzątania." ~'
Kiedy bada się występ zespołowy, często okazuje się, że ktoś jeden posiada prawo dó kierowania es g, Kgfka,
Proces, Warszawa 1957, s. 15.
°' B. M. Spir.:=y, The Deprżved ar~d the PrivtLeged, i,ondon 1953, s. 45.
li Człowtek w teatrze ~45

i kontrolowania'postępów akcji sceniczrrej. Przykładem koniuszy na dworze. Czasem osoba, która dominuje w
widowisku ~i jest w peW nym sensie jego Teżyserem, sama gra istotńą rolę w _przedsta_ wieniu, którym
kieruje. rlustruje to pogląd pisarzą na rolę pastora w uroczystościach ślubnych:
"Pastor zostawił drzwi uchylone, tak że mogli oni (pan młody Robert i drużba Lionel) słyszeć, co dzie je się w
środku ~ i wejść bez zwłoki. Stali pod drzwiami, jakby podsłuchiwali. Lionel dotknął kieszeni, wyczuł kształt
obrącżki, potem dotknął łokcia Roberta. Kiedy miała rozpocząć się scena zawarcia małżeństwa, Lionel
otworzył.drzwi i popchnął Roberta naprzód.
Uroczystość toczyła się bez przeszkód, kierowana pewną i doświadczoną ręką pastora, który ruchami brwi
sygnalizował aktorom, co mają robić. Goście nie zauważyli, że Robertowi trudno było włożyć obrącżkę na
palec panny młodej, zauważyli jednak, że ojciec panny młodej bardzo płakał, a matka wcale. Ale były to
drobiazgi, o których szybko zapomniano." ~
Ogólnie rzecz biorąc, członkowie zespołu różnią się więc zarówno sposobami, jak i stopniem, w jakim wolno
im kierować przedstawieniem. Można zauważyć na marginesie, że strukturalne podobieństwa pozornie
różnych przedstawień znakomicie widać w podobieństwie umysłowości wszelkich reżyserów. Niezależnie od
tego, czy j:est to pogrzeb, ślub, przyjęcie weselne, piknik, wyprzedaż, wieszanie przestępcy, reżyser skłonny
będzie oceniać przedstawienie na podstawie tego, czy przeszło ono "gładko", "szezęśliwie", "bez zakłóceń" i
czy uczestnicy byli prżygotowani na ~wszystkie możliwe niespodzianki.
W wielu występach muszą być zrealizowane dwie doniosłe furrkcje i jeśli zespół ma swojego reży
aa W. Miller, The SLeep of Reason, Boston 1958, s. 524.
146
~y na niego właśnie nakł.ada się obowiązek rea"'-cji tych funkcji:
, ;~~b pierwsze, reżyser może mieć za zadanie przy~~.' anie do porządku każdego z członków ze~"'' ' u, któfy
niewłaściwie gra swoją rolę. Uspokaja' °~ . i karanie to najczęściej stosowane zabiegi ko~`~cyjne. Jako
ilustracja może tu służyć rola sęt3iiego baseballowego v~ utrzymywaniu określonego g~dzaju rzeczywistości
wobee kibiców.
"W'szyscy sędziowie pilnują, aby gracze pano' yvali nad sobą i powstrzymywali się. od gestów wyrażających
lekceważenie ich decyzji." ~'
~;,Będąc zawodnikiem sam dawałem upust swej . energii i dlatego wiedziałem, że musi istnieć klapa
bezpieczeństwa pozwalająca rozładować straszliwe napięcie. Jako sędzia mogłem ~doskonale rozumieć
. zawodników. Lecz jako sędzia musiałem także decydować, na jak wiele mogę pozwolić graczom bez
przerywania gry i bez pozwolenia im na zranienie, obrażenie czy też ośmieszenie mnie i obniżenie po
-- ~iomu gry. Radzenie sobie z kłopotami i ludźmi ; : podczas gry było równie ważne, jak sędziowanie , ' ~ve
właściwym sensie tego słowa, a znacznie trudF` iiiejsze.
Łatwo jest sędziemu wykluczyć kogoś z gry. Na `.pgół znacznie trudniej jest zachować go na boisku"
rozumiejąc i uprzedzając jego skargę tak, aby nie ` doszło do awantury."'o ~
.' ,;Nie toleruję błazenady w trakcie gry, podobnie jak nie tolerowałby jej żaden z sędziów. Komedianci dobrzy
są na scenie czy w telewizji, a nie w baseballu. Burleska czy parodia może tylko zul3ożyć grę i narazić
sędziego dopuszczającego do ~podobnych przedstawi.eń na lekceważenie. Illatego wesołków i mądrale usadza
się już w momencie, kiedy zaczynają swoje numery."'1 _
a° B. Pinelli, Mr. Ump..., cyt. wyd., s. 141. a° Tamże, s. 131.
, a' Tam2e, s. 139. ~-I0~
' 147

Często oczywiście, reżyser musi nie tyle studzić niestosowne emocje, ile pobudzać odpowiednie emo_ cjonalne
zaangażowanie: "rozkręcić spektakl" jest określeniem używanym do ogisania tego zadanla.
Po drugie, ponieważ każdą organizację można rozpatrywać jako miejsce z pewną liczbą ról ~io: zagrania przez
spodziewanych wykonawców oraz jako zbiór symboli lub uroczystych rekwizytóvv wymagających
odpowiedniego rdzmieszczenia, lla reżyserze może spoczywać obowiązeli rozdania ról i dobrania dla
wykonawców przedstawienia najlepszych fasad.
Jest rzeczą oczywistą, że jeżeli reżyser koryguje niewłaściwy wygląd akto°ów i przyznaje im więksźe i
mniejsze uprawnienia, to inni cz3ankowie zespołu (którzy są zwykle zainteresowani zarówno występem, jaki
wspólnie 1_lają dla widowni, jak i występem dla kolęgów), będą mieli wóbec niego inną postawę niż wobec
któregokolWiek członka zespołu. Co więcej, jeśli publiczność zda sobie sprawę, że przedstawier3i~ lna
reżysera, uczyni go bardziej niż innych oui:owiedzialnym za sukces spektaklu. Reżyser będzie zapewne
reagować na spoczywającą na nim odpowiedzialność wysuwając pod adresem wykonawców wymagania
sceniczne, jakic!:, być może, oni sami nigdy by sobie nie postawili. hoże być to dodatkowe źródło niechęci,
którą i tak m~ogą już czuć do niego. Dlatego reżyser, będąc z początku ezłonkiem zespołu, może z czasem
zostać zepchnięty do marginesowej roli kogoś, kto znajduje się w pół drogi między wykonawcami i widownią,
może stać się rodzajem pośrednika, jednak bez przysługującej zwykle pośrednikom ochrony. Przykładem z
nowszych studiów może tu być sytuacja mistrza w fabryce'p
Badając punkt programu, którego wystawienie n Zob. na przykład D. E. Wray, Margtnal Men of Industry: The
Foreman, "American Journal of Sociology", LIV, s. 298~Ol i F. Roethlisberger, The Foreman: Master and
Victim oJ
l4łd
`'` ~laga zespołu złożonego z kilku wykonawców, ,~@ ą ~:ni zauważamy, że jeden z członków zespołu ~-~5~
gwiazdą czy też ośrodkiem uwagi. Skrajnym - ~aykładem może tu być tradycyjne życie dworskie,
~e sala pełna bywalców dworu jest zorganizo;yw~la na podobieństwo żywego obrazu w taki spo: ~b~ że
spojrzenia z każdego punktu będą kierować gię ku królewskiemu orszakowi. Królewska gwiaz' ~a
przedstawienia może także być ubrana w spo= sób najbardziej rzucający się w oczy i siedzieć wyżej niż inni
obecni. Bardziej wyraźny - sądzę ~rodek uwagi źnajdujeliiy w choreografii wielkich komedii Inuzycznych, w
których czterdziestu ezy pięćdziesięciu tancerzy kładzie się w stóp bohaterki.
Ekstrawagancje przedstawień, jakie można obserwować na dworach krółewskich, nie poa~inny przysł~aniać
nam przydatności pojęcia dworu: w rzeczy samej, dwór istnieje nie tylko-w pałacu, jest nim na przykład także
atelier filmowe w Hollywood. Chociaż ogólnie rzecz biorąc, zdanie o endogamiczności życaa towarzyskiego
jest prawdziwe, ponieważ iudzie przeważnie ograniczają swe nieformalne więzy do kręgu osób o takiej samej
pozycji społecznej, to jednak, badając dokładniej klasę społeczną, stwierdzamy, że składają się na nią odrębne
grupy jednostek, z których każda obejmuje jeden i tylko jeden kontyngent odmiennie usytuowanych
wykonawców: Często grupa formuje się wokół jed- ~ hej dominującej postaci, która ciągłe utrzymuje się w
centrum uwagi, pośrodku sceny. Evelyn Waugh zwraca na to uwagę w rozważaniach o brytyjskiej klasie
wyższej:
~ "Cofnijmy się o dwadzieścia pięć lat, do czasów, , kiedy istniała je5zcze silna struktura arystokratyczna, a
kraj ciągle podzielony był na sfery wpły
Double Talk, "Harvard Business Review", XXIII, s. 285-294.
Rola pośrednika rozwa~ana jest później.
149

wów dziedzicznych magnatów. Pamiętam, że grandowie, jeśli nie byli blisko spokrewnieni, unikali się
nawzajem. Spotykali się z okazji uroczystości państwowych i x~a wyścigach. Nieczęsto składali sobie wizyty.
W zamku księcia można było znaleźć wszystkich: rekonwalesćentów, ubogich krewnych, doradców,
pochlebców, żigolaków, szantażystów, tancerzy. Jednej rzeczy można było być pewnyrn: nigdy nie pojawiał się
tam drugi książę. Angielskie' wyższe sfery tworzyły zespół plemion, z których każde miało swojego wodza,
atarszyznę, wojowników i czarowników, kaźde~miało swój własny dialekt i własne bóstwo, każde było mocno
ksenofobiczne."'3
Nieformalne życie towarzyskie prowadzone przez profesorów naszych uniwersytetów i inne intelektualne
biurokracje wydaje się podzielone w podobny sposób na kliki i strdnnictwa, tworzące mniejsze grupy dworskie,
w których lokalni bohatero.wie mogą bezpiecznie pielęgnować mit sv~~ego rozumu, kompetencji i głębi.
Ogólnie więc biorąc, ci, którzy pomag~ą w organizowaniu zespołowego występu, róźnią się między sobą
stopniem posiadanej drąmaturgicznej władzy, a poszczególne punkty programu różnią się od siebie zakresem
władzy przypadającej różnym człónkom zespołu.
Pojęcia dramatycznej pierwszoplanowości i reżyserii, jako dwóch różnyeh typów dominacji istniejących w
przedstawieniu, można mutatżs mutandis -: przenieść na całą interakcję i pytać, jaki typ domiriacji jest
ważniejszy w danym zespole i który wykonawca spośród ogółu członków obu zespołów przewodzi pod oboma
względami:
Oczywiście, często wykonawca lub zespół, który doininuje pod jednym względem, dominuje również'
a3 E. waugh, An Open Letter, w: "Nobłesse Oblige~~, wyd Nancy Mifford, London 1958, s. 78. ,
n^.. . ~ ~ ~ . . /
~ drugim, ale z pewnośeią nie jest to reguła.' Na kład; podcz~s wystawienia ciała w domu po`'`zebowym
społeczna sceneria i ogół uczestników, łączając w to zarówno zespół bliskich zmarłego,
~~4~jC i zespół przedsiębiorstwa pogrzebowego, są zorr .k~ ~anizowana tak, b'y wyrażały uczucia obecnych
do .'.~narłego i ich dó niego przywiązanie; zmarły jest
ośrodkiem spektaklu i, drą.maturgicznie rzecz biorąc, jego pierwszoplanowym uczestnikie~: Ponieważ jednak
klienci są pogrążeni w żalu, nie mają doświadczenia potrzebnego do kierowania przed';atawi,eniein, gwiazda
zaś prz~edstawienia gra rolę
: postaci pogrążonej. w głębokim śnie, przedsiębiorca pogrzebowy sam kieruje spektaklem, chociaż może w
obecności zmarłego usuwać się w cień lub zgoła przebywać w innym pomieszezeniu, przygotoiwując się do
innego występu.
Podkreślić tu trzeba, że zarówno pierwszoplano~vość dramatyczna, jak i reżyseria są terminami z zakresu
dramaturgii i że wykonawcy, którzy korzystają z takiej dominacji, mogą rrie posiadać innych typów władzy.
Jest rzeczą powszechnie znaną, że wykonawcy, których przywódcza pozycja rzuca się w oczy,,są ezęsto tylko
figurantami wybranymi w drodze kompromisu albo w celu zneutralizowania kogoś iub przemyślnego ukrycia
rzeczywistego o§rodka władzy za fasadą władzy widoeznej na scenie. Również wtedy, kiedy niedoświadczony
czy
~ mianowany czasowo przywódca obejmuje formalną władzę nad doświadczonymi podwładnymi, często
okazuje się, że osobę formalnie wyposażóną We władzę wynagradza się powierzeniem jej pierwszoplanowej
roli, pódczas gdy w istocie przedstawieniem kierują podwładni.'4 Tak więc mówiło się często, że w brytyjskiej
piechocie w ezasie I wojny doświadczeni sierżanci pochodzący z klasy ro
ał 2ob. D. Riesman, we współpracy z R. Denny i M. Gła. zerem, Samotny ttum., Warszawa 1971, s. 363-367.
150 ;~, ,. 151

bothiczej umieli dyskretnie nauezyć swoich nowych poruczników odgrywania pełnej dramatycznego wyrazu
roli dowódcy idącego na czele plutonu i umierania szybko w pierwszoplanowej scenicznie sytuacji, jak
przystało na wychowanków ekskluzywnych szkół. Sierżanci natomiast zajmowali skromniejsze rniejsce na
tyłach plutonu, starając się przeżyć, by uczyć, czego trzeba, wciąż nowych poruczników.
Dramatyczną pierwszoplanowość i reżyserię rozpatrywaliśmy jako dwa wymiary; które określają n~iejsce
każdego z członków -zespołu. Zmieniając nieco punkt odniesienia, możemy wyróżnić jeszcze trzeci wymiar,
wedle którego porządkować ~można miejsce w zespole.
Mówiąc ogólnie, ci, którzy biorą udział w działalności odbywającej się w organizacji-społecznej, stają się
członkami zespołu, wtedy gdy współpracują ze sobą po to, by przedstawić tę działalność w określonym świetle.
Jednakże przyjmując rolę wykonawcy jednostka nie musi zaprzestać poświęcania ezęści swoich wysiłków na
działalność niesceniczną, to znaczy na działalność po prostu, której dramatyzacją są występy. Możemy
oczekiwać, że jednostki występujące w danym zespole będą różnić się między sobą ilo§cią czasu poświęconego
na ,;czystą" działalność i "czyste" przedstawienie. ~Ta jednym krańcu znajdować się będą osoby; które rzadko
pojawiają się przed publicznością i mało troszczą się o fasadę. Na drugim krańcu znajdzie się to, co bywa
nazywane "rolai czysto reprezentacyjnymi", których wykonawcy troszczą się o wrażenie, jakie robią i mało co
poza tym. Na przykład, zarówno przewodniczący, jak i dyrektor biura studiów związku zawodowego mogą
przebywając w centrali związku należycie się wyrażać i być odpowiednio ubrani, by zapewnić związkowi
fasadę szacowności. Może się jednak okazać, że przewodniczący podejmuje przy tej okazji wiele ważnych
152
~`~~ecyzji, podczas gdy dyrektor nie ma prawie nic do roboty oprócz uczestniczenia w świcie przewod
` rliczącego. Urzędnicy związku traktują takie ezysto reprezntacyjne role jako część "wystawy' :'° Z takim
samym podziałem pracy można się spotkać w domaeh prywatnych, które powinny demonstrow.ać coś więcej
niż tylko zdolność wykonywania swoich zadań. W opisach ostentacyjnej konsumpcji w nowoczesnym
społeczeństwie występuje motyw mężów zajmujących się zdobywaniem ekonomiczno-społecznej pozycji i żon
popisujących się ich zdobyczami. W ezasach niećo dawniejszych znakomitszym przykładem takiej specjalizacji
był lokaj.
"Główna wartość lokaja polegała na skuteczności, z jaką reklamował on bogactwo swego pana. przyczyniała
się do tego cała służba domowa, ponieważ jej obecność w domu wskazywała na to, że pana stać na jej
utrzymywanie bez żądania w zamian pracy produktywnej. Nie wszyscy jednak nadawali się w równym stopniu
do tego celu. Ci, których szczególne zdolności i specjalne przygotowanie wymagały wysokiego wynągrodzenia,
lepiej
1 świadczyli o znaczeniu tego, kto ich zatrudniał, niż ci, którzy byli wynagradzani niżej. Służba, któ' -rej
zajęcia rzucały się w oczy, dobitniej świadczyła
o bogactwie pana niż służba, której praca nie była widoczna. Służba nosząca liberię, poczynając od stangreta,
kończąc na lokaju~. stanowiła najbardziej
k ~ efektywne świadectwo bogactwa. Swoje przedstawienia dawała przed największą widownią. Co więcej, już
sama liberia podkreślała przypisanie ćio
' pracy całkowicie nieproduktywnej. Najbardziej p przydatny był lokaj, ponieważ jego rola wystawiała go na
~widok publiczny częściej niż kogokolwiek
'° Zob. H. L. wilensky, Tke Staf@ sEzpertu:.A Study of the IntelCtgence Functton in A~m,ertcan TTade
Untons (nieputilikowana praca doktorska, Department oi SocioloBY, Uryi
versity of Chicago, 1953), rozdz. IV. Ponadto, wdzięczny jestem p. wilensky'emu za wiele dodatkowych uwag.
153

z pozostałej służby. Był on, w rezultacie, jednym z najniezbędniejszych elementów w grze swojego pana." ~
Można zauważ~tć, że jednostka pełniąca rolę czysto reprezentacyjną nie musi być osobą dramaturgicznie
pierwszoplanową.
Tak więc zespół może być zdefiniowany . jako grupa jednostek, które muszą blisko ze sobą współpracować,
jeśli ma być utrzymana założona definicja sytuacji. Zespół jest grupą, ale grupą, która wywodzi się nie ze
struktury społecznej czy organizacji społecznej, lecz z interakcji lub serii interakcji, dzięki którym
utrzymywana jest stosowna definicja sytuacji.
Widzieliśmy już i zobaczymy dalej, że jeżeli występ ma się udać, to rozmiar i charakter umożliwiającej go
współpracy musi być trzymany w sekrecie. Zespół ma więc w sobie coś z tajnego związku. Widownia może
oczywiście zdawać sobie sprawę, że wszystkich członków zespołu łączą jakieś więzi, z których widzowie są
wyłączeni. Na przykład klienci wchodzący do instytucji usługowej wyraźnie zdają sobie sprawę z tego, że
każdy z zatrudnionych różni się od nich swoją oficjalną rolą. Jednostki należące do personelu instytucji są jed-
nak członkami zespołu nie ze względu na, samą przynależno'ść do personelu, ale ze względu na współpracę,
którą utrzymują ze sobą po to, by podtrzymać określoną definicję sytuacji. Nie trzeba się specjalnie starać, aby
utrzymać w tajemnicy, kto należy do personelu; zespół tworzy jednak tajny związek w tej mierze, w jakiej jego
członkowie współpracują, ze sobą w utrzymywaniu sto
, sownej definicji sytuacji. Jednostki mogą tworzyć zespoły po to, by pomóc grupie, której są człon
3s J. J. Heeht, The Domestic Servant Class 2n Eighteenth - Century England, London 1956, s. 53-54.
~``jcami, ale pomagając w ten sposób sobie i swojej rupie działa p
ją jako zsspół, nie jako gru a. Tak % więc zespół, w sensie, w jakim pos~uguję się tu tym terminem, jest
rodzajem tajnega związku, którego członków mogą znać nieczłonkowie, ale ów związek, o którym wiedzą
nieczłonkowie nie jest tym
~ . samym zespołem, który powstaje przez zespołowe dźiałanie jego uczestników.
Ponieważ wszyscy uezestrriczymy w jakichś zespołach, wszyscy mamy w sobie coś ze słodkiego poczucia winy
konspiratorów. A ponieważ każdy zespół bierze udział w utrzymywaniu stabilności jakichś defini~ji sytuacji,
ukrywając pewne fakty po to właśnie, by to osiągnąć,, możemy przyjąć, że w~konawca przeżywa swą karierę
konspiratora specjalnie się nią nie chwaląc.
154
Rozdział III SCE1~1A I KULISY
Strefę można zdefiniować jako każde miejsce ograniczone w jakimś stopniu przez bariery percepcji. Strefy
różnią się, rzecz jasna, zależnie od stopxlia swego wyodrębnienia i rodzaju środków komunikacji, które
wytyczają ieh granice. Na przykład szklane płyty, jakie spotyka się w pomieszczeniach kontrolnych stacji
nadawczych, wyodrębniają strefę ze względu na głos, nie wyodrębniają jej natomiast wizualnie; w biurze, w
którym zamiast ścian są drewniane przepierzenia, strefy wyodrębniają się dokładnie na odwrót.
W naszym stosunkowo "zamkniętym w czterech ścianach" społeczeństwie anglo-amerykańskim występ
odbywa się zwykle w strefie ściśle wyodrębnionej i dodatkowo ograniczonej ~w czasie. Wrażenie i zrozumienie
wywołane przez występ wypełniają zwykle ową strefę i odcinek ezasu tak, że każda jednostka umieszczona w
tym czasoprzestrzennym kolektorze może obserwować występ i przyjąć definicję sytuacji narzucaną przez ten
~'3's'~P 1
Często przedstawienie ogniskuje się wizualnie wokół jednego tylko ośrodka - zarówno z punktu I H. F.~
Wright i ft. G. Barker wprowadziwszy termin
"przestrzenne ramy zachowania się~~ (behavioral setting) w sprawozdaniu z badań metodologicznych, bardzo
jasno określili, w jakich sensach oczekiwania dotyczące zachowania się
~'::.y~dzenia wykonawców, jak i z punktu widzenia publiczności. Tak dzieje się na przykład podczas mowy
prżywódcy politycznego w miejscu zgromadzeń albo w czasie rozmowy lekarza z pacjentem w gabinecie
lekarskim. W wielu wszakże przedstawieniach pojawiają się jako części składowe odrębne skupiska czy
ośrodki interakcji werbalnej, na przykład podczas cocktait party, gdzie zwykle formuje się kilka
konwersujących podgrup o zmiennym składzie i wielkości. Podobnie, przedstawienie odbywające się w sklepie,
obejmuje kilka ognisk interakcji werbalnej, z których każda złożona jest z pary: sprzedawca - klient.
Mówiąc o określonym przedstawieniu można ezasem z pożytkiem posługiwać się terminem ,,,strefa fasadowa"
czy "scena" na określenie miejsca, w którym odbywa się występ. Stałym symbolicznym wyposażeniem takiego
miejsca jest wspomniana już część fasady, nazywana "dekoracją". Zobaczymy później, że pewne aspekty
przedstawienia nwżna rozpat~ywać jako grane nie dla widowni, lecz dła sceny. _
Występ jednostki na scenie można traktować jakfl próbę stworzenia wrażenia, że w tym miejscu jej działalność
polega na zastosowaniu i uosobieniu pewnych wzorców. Wzorce dzielą się na dwie duże grupy. Jedne z nich
odnoszą się do sposobu, w jaki wykonawca traktuje widownię, kiedy angażuje się w rozmowę z nią lub w
wymianę gestów, zastępującą rozmowę. Wzorce te nazywa się czasem zasadami dobrego wychowania. Drugą
grupę stanowią wzorce dotyczące sposobu, w jaki wykonawca zachowuje się w wizualnej czy głosowej
obecności publiczności, ale nie wchodząc z nią koniecznie w kontakt słowny. Na określenie wzorzwiązane są z
olsreślonym miejscem. Zob. H. /F. Wright i A· G. Barker, Methods in PsychoLogicaL EcoLog~f, Topeka,
Kansas 1950.
15? 156

ców tej drugiej grupy będę posługiwał się ~erminem "dobre obyczaje", choć. to określenie wymaga w tym
kontekście pewnych wyjaśnień i zastrzeżeń.
Po przyjrzeniu się wymogom dobrych obycząjów w jakiejś strefie, nie ograniczających się do sposobu
traktowania innych w rozmowie, możemy je podzielić na dwie podgrupy: wzorce moxalne i wzorce
instrumen.taln.e. Wzorce moralne stanowią cel sam w sobie i dotyczą, na przykład, niewtrącańia się w sprawy
innych i nie narzucania się im, ezystości seksualnej, poszanowania miejsc świętych itp. Wzorce
instruxnentalne nie są celem samyni w sobie, lecz odnoszą się do takich na przykład obowiązków, jak te,
których spełniańia pracodawca może żądać od swych pracowników - ~ troski o własność, utrzymywania
określonej- wydajności pracy, itp. Mogłoby się wydawać, że termin "dobre obyczaje" powinien odnosić się
jedynie do wzorców moralnych i 'ze określając wzorce instrumentalne należałoby posługiwać się jakimś innym
terminem. Kiedy jednak badamy porządek utrzymywany w danej strefie; okazuje się, że te dwa rodzaje
wymogów, moralne i instrumentalne, zdają się wpływać w taki sam sposób na jednostkę, która musi im
sprostać, i że niezależnie. od ich charakteru większość wzorców uprawomocnia się i raejonalizuje przez
odwoływanie się do względów tak moralnych, jak i instrumentalnych. Chociaż na straży norm śtoją określone
sankcje i ich obrońcy, dla wykonawcy nie ma większego znaczenia, czy te normy uzasadnione są moralnie, ezy
też instruxnentalńie i czy nalega się, aby zostały zinternalizowane czy też nie uważa się tego za konieczne.
Mpżna zauważyć, że część osobowej fasady, .którą nazwałem "sposobem bycia" będzie istotna z punktu
widzenia zasad dobrego wychowania, część zaś, nazwana "wyglądem", będzie ważna z punktu wi,dzenia
dobrych obyczajów. Można też zauważyć, że 158
''Qaiaż obyczajne zachowanie przybiera czasem for~~j,~ę okazywania poszanowania danej strefy i deko
x~ %~acji, przed ktbrymi ktoś się znajduje, pokaz pot ~~nowania bywa, oczywiście, motywowany przez ~hęć
zrobienia dobrego vrażenia na widowni ~ lub ~ęć uniknięcia kary, itp. W końcu trzeba zazna
~ czyć, że wymogi dobrych obyczajów są ściślej związane z przestrzenią niż wymogi dobrego vychowania.
Widownia potrafi nieustannie kontrolować śc:enę z punktu widzenia przestrzegania zasad dobrych obyczajów,
kiedy wszakże tak się dzieje, wykonawcy rzadko muszą zwracać się do widowni demonstrując przy tym dobre
wychowanie. Wykonawcy mogą przestać świadomie kśztałtować wrażeńia widzówa ale nie mogą przestać
wywoływać wrażeń.
Przy badaniu instytucji społecznych ważną rzeczą jest opis panujących tam wzorców dobrych obyezajów. Nie
jest to łatwe, ponieważ informatorzy i badacze mają skłonność do przyjmowania wielu z tych wzorców ~za
rzecz oćzywistą, nie zdając sobie nawet sprawy z ich istnienia do czasu, gdy powstaje sytuacja kryzysowa lub
pojawią się.jakieś niezwykłe okoliczności. Wiadomo na przykład, że różne biura różnią się xniędzy sobą
wzorcami dopuszczalności nieformalnych pogawędek między pracownikami. Jednakże zdajemy sobie z tego
sprawę dopiero .wtedy, kiedy na .przykład zdarzy się nam ba-d,ać biuro, w którym pracuj~ znaczna liczba
cudzoziemców: nagle okazuje śię, że zezwolenie na nieformalne rozmowy może nie obejmować rozińów .w
obcym jęzYku.E . .
Przyzwyczailiśmy się myśleć, że prawidła dobrych obyczajów, które dominują w instytucjach sakralnych,
takich na przykład jak kościoły, różnią się znacznie od tych, które dominują w miejscach pracy. Nie wynika, z
tego, że wzorce obowiązujące
t Zob. E. Gross; Injormal..., cyt, wyd., s. 186.,
159 . _~~.,;,

w miejscach świętych są liczniejsze i bardziej rygorystyczne.-Podczas gdy w kośeiele kóbieta może usią§ć,
pomarzyć, a nawet się zdrzemnąć, od sprzedawczyni w sklepie z konfekcją wymaga się, by stała~ była w
pogotowiu, nie żuła gumy, była uśmiechnięta nawet wtedy, kiedy z nikim nie rozmawia, i nosiła stroje, na
które ledwo może sobie pozwoli'c.' .
Formą dobrych obyczajów, ujawnioną podczas badania zakładów pracy, jest coś, co nazywane jest "pracą na
pokaz". W wielu instytucjaeh uznaje się za rzecz oczywistą, że robotnik powinien w danej jednostce czasu nie
tylko produkować określoną ilość rzeczy, ale także sprawiać wrażenie, że jest bardzo zapracowany. O pracy w
stoczni dowiedzieć się możemy rzeczy następującyćh:
"Można się było ubawić obserwując nagłą przeI~ mianę, jaka następowała, kiedy ktoś dawał znak, ','I że zbliża
się mistrz lub kto§ z dyrekcji. Brygadzi
sta pospiesznie gonił swoich podwładnych do pracy II rzucającej się w oczy. «Nie pozwól, by przyłapano I ~
cię na nic nie robieniu» - stanowiło hasło ogólne. II Jeśli akurat nie było nic do roboty, pilnie gwinto
wano rury albo dokręcano doskonale już dokręcone I sworznie. Był to formalny haracz.~ który zawsze głacono
szefowi; konwencja była znana obu stronom równie dobrze, jak konwencja generalskich
li inspekcji w wojsku. Zaniedbanie, jakiegokolwiek , szezegółu w tym nieprawdziwym i pozbawitinym !, treści
widowisku zostałoby poczytane za dowód braku szacunku." 3
A teraz przykład z oddziału szpitalnego: "Od razu pierwszego dnia inni (członkowie persónelu) 'I powiedzieli
abserwatorowi wprost, że powinien
«nie dać się przyłapać» na biciu pacjenta; w czasie j obchodu powinien udawać bardzo zajętego_ i nie
I a K, Archibald, Wartime Shipyard, Aerkeley and Los Angeles 1947, s 159.
lód ~ .
~ywać się nie pytany. Widać było, jak niektórzy °onkowie personelu czujnie obserwowali, czy nie
'.~: '~ : ~a się przełożona, i ostrzegali innych, aby ni.;~ ~~ogo nie przyłapano na nieodpowiednim zachowa`
~tiu się. Niektórzy z pracowników tak organizowali
~bie pracę, aby mieć zajęcie w czasie obecności , przełożonej i nie otrzymać dzi~i temu żadnych dodatkowych
zadań. W większości wypadków ta zmia~ zachowania personelu nie rzucała się w oczy; a. znścznym stopniu
zależała od charakteru pracownika, usposobienia przełożonej i sytuacji na oddziale. Jednakże niemal wszyscy
pracownicy w obećności przełożonej zachowywali się inaczej niż zwykle. Nikt nie kpił sobie jawnie z zasad i
prze~r 4
~lSÓw... Od rozważań o pracy na pokaz niedaleko do sprawy innych wzorców działalności pracowniczej
wymagających zachowywania pozorów, takich jaktempo pracy, zainteresowanie nią, oszczędność materiałów,
dokładność, itd.5 A rozważania o standardach pracy tylko jeden krok dzieli .od rozważa'ń ó innych ważnych
aspektach dobrych obyczajów w miejscach pracy - zarówno moralnych, jak i instrum2ntalnych - takich jak:
sposób ubierania się, przestrzeganie ciszyo zakazane rozrywki, przerwy w pracy i sposoby okazywania emocji.
Praca na pokaz wraz z innymi aspektami dobrych obyczaji~w w miejscach pracy jest uważana, zwykle ;za
szezególne obciążenie warstw niższych. Podej§cie dramaturgiczne wymaga od nas jednak rozpatrywania pracy
na pokaz łącznie z problemem inscenizówania jej przeciwieństwa, a mianowicie
, ~ycia bez pracy. Na przykład ze wspomnień o życiu biednej szlachty w początkach dziewiętnastego ' wieku
dowiadujemy się:
~ R. H. Willoughby, The Attendant..., cyt. wyd., s. 43.
a Analizę niektórych podstawowych weorców pracy znaleźć można u E. Grossa, Inpormal..., cyt. wyd., od
którego Powyższe przykłady takich wzorców zostały zaczerpnięte.
, 11 Człowiek w teatrze 161
I . .:. ;

"Ludzie byli niezwykle drobiazgowi w przestrzeganiu etykiety składania wizyt'- wystarczy przypomnieć wizytę
opisaną (przez George Eliot) w MilZ on the Floss. Wizyty i rewizyty należało składać w okre§lonych
terminach, tak - że wcześniej już znano dni wizyt i rewizyt. W izyta była to uroczysto§ć bardzo ceremo ialna i
wymagająca udawania. . Nikt na przykład n~~ powinien był dać się zaskoczyć przy pracy: W szlacheckich
rodzinach panowało przekonanie, że damy nie robią po obiedzie nic poważnego czy pożytecznego; popołudnie
przeznaczano na spacer, składanie wizyt lub wytworne rozrywki w domu. Dlatego dziewczęta, które właśnie
robiły coś pożytecznego, pospiesznie chowały robotę pod kanapę i udawały, że czytają, malują, haftują lub
prowad~zą nieobowiązującą konwersaeję. Zupełnie nie wiem, dlaczego tak bardzo zależało im na aachowaniu
pozorów, skoro każdy wiedział, że dziewczęta wyplatają, cerują, kroją, łatają,, przerabiają, przyszywają guziki.
Jakim cudem niezamożna panna mogłaby tak wspaniale zaprezentować się w niedzielę, gdyby nie była dóść
zapobiegliwa, by przygotować sobie sama odpowiedni strój? Wszyscy, oczywi§cie; wiedzieli o tym , i trudno
dziś pojąć, po co była ta cała maskarada. Może uprawiano ją w nadziei czy też pragnieniu, że reputacja
prawdziwie bezczynnej damy umożliwi przekroczenie na balu hrabstwa linii podziału i znalezienie się w§ród
najlepszego towarzystwa." s
Chociaż osoby, od których wymaga się pracy na pokaz i osoby, od których wymaga się ostentacyjnego życia
bez pracy, zdają się być w położeniu biegunowo różnym, w, gruncie rzeczy muszą one sprostać podobnym
wymogom scenicznym.
Wcze§niej już zwróciłem uwagę, że kiedy kto§ ;
e W. Besant, Fifty Years Ago, "The Graphic Jubilee Number" 1887, cytowane w: J. Laver, "Victorian Vista",
Boston 1955, s. 147. ~
' a w obecno§ci innyćh osób, pewne aspekty ~' o dxiałania zostają uwydatnione, inne zaś ule
stłumieniu - te Iliianowicie, które mogłyby . ` ważyć wrażenie, jakie działający chce wywizeć. "~~tkty
uwydatniane zjawiają się ~w strefie, którą ' j~~zwałem "sceną". Oczywistą rzeczą powinno być Frzeto istnienie
drugiej strefy, gdzie widoczne`~są ~akty skrywane na scenie, a więc kulis czy też garcieroby.
v Kulisy ezy też garderoba to miej~ca, gdzie najzupełniej §wiadomie przeczy się wrażeniom, których
~rywołaniu służy przedstawienie. Pełnią one oczyvvi§cie liczne funkcje, znamienne dla takich miejsc. Tutaj
pracowicie można fabrykować te fragmenty przedstawienia, które pozwalają mu wyrażać coś poza samym
sobą; tutaj jawnie produkuje się złudzenia i pozory. Tutaj rekwizyty i fragmenty osobowej fasady układane są w
taki sposób, by ze scenicznych zachowań i ról powstała zgrabna całość.' Tutaj przechowywane są rekwizyty do
uroczystości rbżnej rangi, takie jak nakrycia czy trunki, aby publiczność nie widząc, jak jest za kulisami trak
r._~wąna, nie mogła tej rzeczywisto§ci porównać ze swoim wyobrażeniem o tym, jak traktowana być powinna:
Tutaj chowa się takie urządzenia, jak telefon, aby nie mogły się nimi pasługiwać osoby
- niepowołane. Tutaj dopasowuje się kostiumy oraz iune elementy osobowej fasady i sprawdza, czy nie mają
jakichś wad. Tutaj członkowie zespołu mogą na chwilę wbiegać podczas przedstawienia i folgo'v z Jak zwraca
uw8gę Mótraux-, (Dramattc..., cyt, wyd., s. 24), ka2dy obrzęd kultu voodoo wymaga takich udogodnień.
,;ica2dy przypadek nawiedzenia ma swój aspekt teatralny, jak to pokazano omawiając maski 1 przebrania.
Pomieszczenia sanktuarium, gdzie nawiedzony znajduje odpowiednie rekwizyty mają coS` wspblnego z
kuiisami teatru. Inaczej niż
a histeryków, którzy ujawniaja własne cierpienia i pragnie~1a za pomoca symptomów - jednostkowych
środków wy~ obra2enia - rytuał nawiedzenia must pasować do postaci mityczne j."
162 il~ 163

wać sobie bez obawy, że obrażą widownię. Tutaj poucza się lub wyrzuca z przedstawienia nieudolnych
członków zespołu, którzy mogą zrobić złe wrażenie. Tutaj wykonawca może się odprężyć, porzucić fasadę,
wyjść z roli. Simóne de Beauvoir opisując sytuaeje, w których kobiety pozostają bez męskiej widowni,
znakomicie przedstawia tę zakulisową działalność:
"Wartość takich stosunkbw polega na prawdzie, która leży u ich podstaw. Wobec mężczyzny kobieta , zawsze
coś chce odegrać; kłamie, udając, że traktuje siebie jako nieistotną inność, kłamie, stawiając przed mężczyzną -
poprzez mimikę, stroje i przygotowane słowa - urojoną postać; taka zaś komedia wymaga bezustannego
napięcia. W obecności męża czy kochanka każda kobieta myśli, w mniejszym lub większym stopniu: Nie
jestem sobą. Świat męski jest twardy, ma ostre zęby, głosy w nim są zbyt donośne, światła zbyt jaskrawe, zbyt
szorstkie. W obecności innych kobiet kobieta znajduje się jakby za zasłoną - ostrzy broń, ale walczy, kombinuje
stroje, obmyśla makijaż, przygotowuje podstępy - wałęsa się za kulisami w rannych pantoflach i w szlafroku
przed wejściem na scenę; lubi tę ciepłą, łagodnąo odprężoną atmosferę [...]
Dla niektórych kobiet ta płocha i gorąca zażyłość jest cenniejsza niż uroczysta powaga stosunków z
mężczyznami." $
Bardzo często kulisy mieszczą. się dosłownie na zapleczu miejsca; w którym odbywa się występ, oddzielone od
niego tylko jakąś przegrodą i strzeżonym przejściem. Dzięki temu, że scena i kulisy graniczą w ten sposób ze
sobą, wykonawca może w trakcie przedstawienia otrzymywać pomoc zza kulis; może też przerwać
przedstawienie dla krótkiej chwili odpoczynku za kulisami. Ogólnie biorąc, kulisy są miejscem; w którym
wykonawca może być
° S. de Beauvoir, Druga pteć, t. II, cyt. wyd., s. 364, s. 366. 164
,' że nie pojawi się nikt nieproszony. z wi
Skoro za kulisami ujawnia się istotne tajemnice ~zedstawienia i skoro wykonawcy wychodzą tutaj
~ x, roli, jest rzeczą naturalną, że miejsce to jest nie~pstępne dla publiczności i że nawet ukrywa się przed nią
jego istnienie. Ta rozpowszechniona tech~a sterowania wrażeniami wymaga dokładniejszego omówienia.
, Kontrolowanie zaplecza odgrywa, rzecz jasna, poważną rolę w procesie "doraźnej kontroli", poprzez którą
jednostka stara się złagodzić naciski ze strony świata zewnętrznego. Jeśli robotnik fabryczny ma z
powodzeniem robić wrażenie pracującego _ ciężko przez cały dzień, musi mieć jakieś bezpieczne miejsce,
które pomoże mu przetrwać dzień pracy bez wysilania się przez cały czas 9 Jeśli rodzina zmarłego ma odnieść
wrażenie, że jego śmierć jest w istocie głębokim i spokojnym snem, to przedsię~ biorca pogrzebowy musi
trzymać ją z daleka od pómieszczeń, gdzie ciała preparuje się, balsamuje i -maluje dla potrzeb końcowego
przedstawienia xo Jeśli szpital psychiatryczny ma zrobić dobre wrażenie na rodzinach, które odwiedzają
chorych, trzeba zadbać o to, by goście nie wchodzili na oddziały, zwłaszcza na oddział dla chroników, lecz
pozostali w specjalnych salach przyjęć, zazwyczaj
° Zob. O. Collins, M. Daiton i D. Roy, Restriction oj ~Output and Sociai Cłeavage tn Industry, "Applied
Anthropology" (obecnie "Fluman Organization"), IV, s. 1-14, zwłaszcza s. 9.
'° Pan R. W. Hsbenstein zwrócił na seminarium uwagę, że
w niektórych stanach prawo daje przedsiębiorcy pogrzebowemu mo~liwość niewpuszezania bliskich zmarłego
do pracowni, w której przygotowuje się ciało do pogrzebu, Przypuszczalnie widok tego, co trzeba zrobić z
ciałem, by. zmarły ładnie wyglądał, mógłby być zbyt wielkim szokiem dla niespecjalist,ów, a szczególnie dla
bliskich zmarłego. Pan Habenstein zwraca także uwagę, 2e krewni mogą sami chcieć trzymać się z daleka od
pracownl przedsiębiorcy z powodu lęku przed widokiem jakby samych siebie po śmierci.
. 165

ładnie 'urządzonych, gdzie wszyscy pacjenci są dobrze ubrani, umyci i stosunkowo spokojni. Podobnie, w wielu
punktach naprawczych prosi się klien ta o zostawienie przedmiotu wymagającego napra wy i przyjście później;
w ten sposób robotnik może pracować bez świadków. Kiedy rzemieślnik wraca po, swój samochód, zegarek,
śpodnie czy radio, widzi dobrze funkcjonujący przedmiot, nie widzi natomiast, ile pracy wymagała reperacja,
nie widzi potknięć i pomyłek popełnionych, zanim się ona udała, nie zna innych szczegółów, na których pod
_stawie mógłby ocenić zasadność żądanej opłaty. Pracownicy usługowi często uważają za rzecz oczywistą, że
publiczności nie dopuszcza się na zapleczę; tym bardziej więc zwracają uwagę przypadki, w których ta
powszechna strategia nie jest stosowana. Na przykład pracown-icy amerykańskich stacji benzynowych mają z
tym wiele kłopotów.'~ Kiedy potrzebna jest naprawa, klienci często nie godzą się zostawić tam samochodu na
noc czy na następny dzień, chociaż nie protestowaliby przeciwko zostawieniu go nawet na dłużej w
warsz~tacie mechanicznym. Klienci stacji często uważa~ą, że mają prawo obserwować~ pracę mechanika,
który naprawia lub reguluje ich pojazd. Gdyby więc chodziło o pobrani,e opłaty~, za usługę i,3ozorną, trzeba
byłoby jej dokonać w obecności osoby, która ma by'c oszukana. Klienci w rzeczywistości nie tylko kwestiohują
prawo obsługi stacji do posiadania ku- ~ lis, ale często uważają stację za rodzaj miasta otwartego dla mężczyzn
- miejsca, gdzie mężczyzna naraża się na pobrudzenie ubrania, zyskując tym samym prawo do korzystania z
wszystkich przywilejów przyznawanych sobie przez ludzi za kulisami. Kierowcy mężczyźni włóczą się po tere
m Następujące dalej stwlerdzenla, są zaczerpni~te z badań Social Research, Inc. dwustu właścicieli małych
przedsiębiorstw.
.~'." L ., . _
~ śtacji, plują, klną i żądają bezpłatnej obsługi wskazówek co do dalszej drogi. Korzystają bez a z toalety, z
narzędzi należących do stacji, ~ r~
~" f służbowego telefonu albo przeszukują magazyn, `4~cąc znaleźć potrzebne im akcesoria.~ Ażeby uni: ~ąć
konieczności zatrzymania się przed światłami,
~~owcy przecinają drogę należącą do stacji, lekce~naż~c prawo własności.
' Hotel szetlandzki dostarcza przykładu innego rodzaju problemów, na jakie napotykają pracowni~y, jeśli nie
panują dostatecznie nad swoim zaple;czem. W kuchni hotelowej, gdzie przygotowywano ~otrawy dla gości i
gdzie personel jadł i spędzał cały dzień, panowały stosur.ki przeniesione z kultury zagrodniczej. Może być
rzeczą pożyteczną przytoczenie pewnych szczegółów tej kultury.
` w kuchni między pracodawcą a pracownikiem panowały stosunki nieformalne. Wszyscy mówili sobie .po
imieniu, chociaż pomywacz miał lat czternaście, 4
' ` i~ Właściciei warsztatu naprawczegb samochodów sportowyćh zrelacjonował mi następującą scenę. Do
magazynu w~ódzi nieproszony kllent, bierze potrzebną mu pszezelkę gpoza lady i pyta właściciela:
- Ile to kosztuje? właściciel
- - Sir, dokąd pan wszedł? Co by to było, gdyby wszedł pan za ladę banku, wziął rulon monet i zaniósł ją do
kasjeCal
Kllent - Ale nie jesteśmy w banku. Właśc.iciel
- Ale to, są moje monety. A więc czego sobie pan 2yczy, sir?
lClient - ' - Jeśli pan to tak odbiera, to w porządku. To pana praWo. Szukam uszczelki do 51 Anglia.
Właściciel - Ta jest do pięćdziesiątki czwórki.
Nawet jeśli ta anegdota nie jest wierna w szezegbłach, mówi nam ona coś wiarygodnego o sytuacji i uczuciach
właBciciela warsztatu.
166 ~ , .. 169 .
.
a właściciel ponad trzydzieści. Małżeństwo właścicieli i pracownicy jadali razem, uczestnicząc mniej więcej w
tym samym stopniu w pogaduszkach i plotkach. Kiedy właściciele podejmowali w kuchni przyjaciół i licznych
krewnych, w tych przyjęciach uczestniczyli także pracownicy hotelu. Ten wzór zażyłości i równości między
kierownikiem i pracownikami kłócił się jednak ż wrażeniem, jakie obie strony starały się wywrzeć na
publiczności, ~ i był sprzeczny z wyobrażeniami gości o dystansie społecznym, jaki powinien dzielić tych, z
którymi załatwia się formalności związane z pobytem w hotelu, od portierów i pokojówek noszących bagaże,
czyszczących buty i opróżniających nocniki.
W hotelowej kuchni panówały zwyczaje kulinar- ' ne przyjęte na całej wyspie. M'ięso było zwykle gotowane:
Często jadano rybę,- na ogół gotowaną lub soloną. Ziemniaki, nieodłączny składnik głównego posiłku dnia,
prawie zawsze gotowano w łupinach i jedzono zgodnie z miejscowym obyczajem: każdy z jedzących sięgał po
ziemniaka ręką do miski, dzielił gó na kawałki widelcem, zdejmował nożem łupinę i składał ją na kupkę przy
swoim talerzu, zgarniając ją nożem po posiłku. Stół przykrywano ceratą. Prawie każdy posiłek zaczynał się od
miski zupy, po czym tych samych misek używano zamiast talerzy do dalszych dań. (Ponieważ większość dań
gotowano byle jak, było to bardzo praktyczne.) Noże i widelce ujmowano czasem całą dłonią, a he'rbatę
podawano w filiżankach bez spodków. Chociaż dieta wyspiarska wydaje się bardzo zdrowa, a wyspiarski
sposób zachowania przy stole może nikogo specjalnie nie razić, i często rzeczywiście nie razi, to jednak
wyspiarze zdawali sobie doskonale sprawę, ie ich zwyczaje nie tylko różnią się od wzorów brytyjskiej klasy
średniej, ale im wręcz urągają. Ta odmienność stawała się szczególnie dobrze widoczna wówczas, gdy w kuch-
ni jedzono te same dania, które podawano gościom. 168
~ ~ zdarzało się to często, ponieważ personel na wolał dania wyspiarskie ód dań podawanych
':~!4ściom.) W takich wypadkach czę§ć jedzenia prze'-:~czona dla kuchni była przygotowywana i poda'- ynana
na sposób wyspiarski, to jest mało uwagi
~acano na wygląd porcji, więcej natomiast na a,spólną miskę. Często podawano resztki mięsa, odłamane
kawałki pieczywa czy ciasta -- to samo jedzenie, które na stołach go§ci pojawiało się w for
_ rnie odpowiadającej zwyczajom gości, jeszcze wyspiarzom niepotrzebnej. Jeśli pudding zrobiono z
czerstwego chleba, a ciasto nie całkiem się udało, nie podawano ich gościom; lecz przeznaczano dla kuchni.
W kuchni występowały także typowe dla zagrodników wzory ubierania się i zachowania. Tak więć szef mógł
czasem zgodnie z miejscowym zwyczajęm nie zdejmować czapki; pomywacz mógł używać kubła na węgiel
jako spluwaczki, a kobieta z personelu mogła pozwolić sobie na odpoczynek w niestosownej dla damy pozycji.
Poza tymi różnicami między życiem kuchni i życiem gości hotelowych, mającymi źródło w kultu~rze, były
jeszcze inne źródła rozbieżności, ponie
, waż pewne wzorce usług hotelowych demonstrowane w strefie gości nie były w pełni przestrzegane w strefie
kuchennej. W tej części kuchni, w któ
· rej zmywano naczynia, zupa przeznaczona do jedzenia mogła pokryć się pleśnią. W kuchennej su: szarni czy
~aa czajniku z gotującą się wodą suszono
wilgotne skarpetki - praktyka częsta na wyspie. Kiedy gość prosił o świeżo zaparzoną herbatę, parzono ją w
czajnicżku z tygodniowymi fusami na dnie. Świeże śledzie czyszczono posługując się gazetą. Porcjom masła,
rozmiękłym czy częściowo zużytym przywracano poprzedni kształt i dawano Z Powrotem na stół. Drogi
pudding, za dobry dla kuchni, przed podaniem go§ciom próbowano oblizując zanurzone w nim. palce. W
godzinach obia
, 169

dowego szczytu używane szkło niekiedy tylko opróżniano i nie myjąc wycierano, co pozwalało szybciej puścić
je z powrotem w obieg ~
Skoro działalność w kuchni pozostawała pod tyloma względami w sprzeczności z wrażeniem robionym w
strefie przeznaczonej dla gości, trudno się dziwić, że drzwi dzielące kuchnię.od reszty hotelu były nieustającym
punktem spornym w organizacji pracy. Kelnerki chciały, by te drzwi -były otwarte, gdyż ułatwiało to im
wnoszenie i wynoszenie tac z jedzeniem, obserwowanie, czy gościom można już podać następne danie, i
utrzymywanie możliwie ścisłego kontaktu z salą.
Ponieważ kelnerki odgrywały przed gośemi rolę służby, miały poćzucie, że mają niewiele do stracenia,
pozwalając gościom zaglądającym przez otwarte drzwi do kuchni obserwówać się na własnym podwórku. Z
drugiej strony; szef chciał, by drzwi do kuchni pozostawały zamkr.d~te, ponieważ ujawnienie tego, jak
zachowuje śię on w kuchni, mogłoby go skompromitować jako wykonawcę roli członka klasy średniej, którą
grał wobec gości. Toteż niemal codziennie drzwi to ze złością zatrzaskiwano, to ze złością otwierano. Drzwi
wahadłowe używane w nowoczesnych restauracjach stanowią częściowe rozwiązanie tego problemu seenicz-
nego. Pomocne bywa również zrobienie w drzwiach małego okienka, które. służy jako judasz - urządzenie
sceniczne używane w wielu małych placówkach.
Innym ciekawym przykładem kłopotów z kulisami jeśt praca stacji radiowych i telewizyjnych. Tutaj kulisy to
na ogół miejsca, których w danej
~~ Tych przykładów rozbie2no§ci między rzeczywistością a jej `pozorami nie należy uważać za skrajne.
Dokładna obserwacja kulis w domach klasy średniej w miastach Zachodu odkryłaby zapewne rbwnie wielkie
rozbie~ności. A tam, gdzie istnieje pewien stopień kotnercjalizacji, rozbie2ności bez wątpienia są często
większe.
"`~' ili nie obejmuje kamera lub ~które są poza za'em włączonych mikrofonów. Jeden z żartów
`' ga ną tym, że przed kamerą trzyma się na wyn 'ętej dłoni reklamowany przedmiot, drugą rę}~°-- dla kamery
już niewidoczną = pokazuje się ~bżne sztuczki. Słyszy się wiele anegdot o tym, ~ to osoby przekonane, że. są
za kulisami, były, ;Rr istocie na planie i jak to ich zachowanie prze~yło definicji sytuaćji podtrzymywanej na
scenie. Z przyczyn technicznych osłony, za którymi muszą kryć się pracownicy studio, bywają bardzo
xdradliwe: znikają przy gwałtowniejszym ruchu j~mery czy przy przypadkowym włączeniu mikro
. fonu. . Pracownicy studio muszą liczyć się z tą nieoznaczonością swej sceny.
' Źródłem dość podobnych trudności jest niekie' dy nowoczesne budownictwo. Ściany są tak cierxllkie, że
chronią mieszkańców tylko przed cudzym wzrokiem, pozwalają natomiast słyszeć, co dzieje się u' sąsiadów
(tak na scenie, jak i za kulisami).
` Angielscy badacze - posługujący się terminem -,~ściany częściowe" - tak opisują tego konsekwenj .
"Mieszkańcy słyszą wiele odgłosów dóchodzących z «sąsiedztwa»: od hałasów towarzyszących uroczysta~ciom
urodzinowym po odgłosy codziennych zajęć. Nasi rozmówcy wymieniają radio, płacz nie
' mowląt w nocy, kaszel, zdejmowanie butów przed położeniem się do łóżka, bieganie dzieci po schodacH lub
po sypialni, brzdąkanie na pianinie, śmiech i głośne rozmowy. W sypialni małżeńskiej słyszalnpść intymnych
zachowań sąsiadów może szokować: «Zawsze słychać; jak korzystają z nocnika, to ~est okropne»;
przeszkadzać: «Słyszałem, jak kłócą
n ~ę w łóżku. Jedno chciało czytać, drugie spać. To żenujące, przysłuchiwać się takim rozmowom, prze-
Btawiłem więc łóżko...», «Lubię czytać- w łóżku i, mam wrażliwy słuch, toteż ich rozmowy mi prze
i7o ; ~ m1

szkadzają~; albo krępować: «Czasem słyszy się, jak mówią sobie rzeczy raczej prywatne, na przykład mąż
mówi żonie, że ma zimne stopy. Takie rzeczy powinno się mówić szeptem» i: «Czujesz się mało swobodnie,
je§li nocą musisz chodzić po własnej sypialni na palcach~·."'4 Sąsiedzi, którzy niemal się nie znają znajdują
się tu w niezręcznej sytuacji osób zbyt dobrze o sobie poinformowanych.
Jeszcze jednym przykładem kłopotów z kulisami mogą być osoby na bardzo wysokich stanowiskach. Osoby te
stają się niekiedy tak święte, że jedynym odpowiednim dla nich sposobem bycia jest pokazywanie się na czele
orszaku i w centrum ceremonii; ich pojawienie się w jakiejkolwiek innej sytuacji może być poczytane za
niestosowność w obawie, że taki nieformalny występ zniweczy przypisywane im właściwości magiczne.
Dlatego nikomu z publiczności nie wolno bywać w miejscach, gdzie dostojnik zwykł wypoczywać. Jeśli te
miejsca są tak rozległe, jak w przypadku miejsc odpoczynku cesarzy chińskich w XIX wieku, lub gdy nie ma
pewno§ci, gdzie w danej chwili- znajduje się dostojnik, powstaje problem naruszenia zastrzeżonego obszaru.
Królowa Wiktoria zarządziła, by każdy, kto na terenach pałacowych zobaczy, że królowa zbliża się w powozie
ciągniętym przez kucyka, odwrócił głowę lub poszedł w przeciwnym kierunku; wielcy mężowie stanu bywali
zmuszeni uskakiwać za krzaki, nie bacząc na swoją godność, kiedy nieoczekiwanie pojawiała się królowa 15
Chociaż niektóre z tych przykładów są szczególnie jaskrawę, wydaje się, że nie ma skupiska społecznego, w
którym nie pojawiałyby się jakie§ problemy związane z dostępem za kulisy. Inny taki rejon przywodzi na myśl
powszechna w naszym społeczeństwie tendencja do sprawowania przez
i~ L. Kuper, BLueprint jor Li,ving Together, w: L. Kuper i inni, Living in Towns, London 1953, s. 14-15.
ls F. ponsonby, RecoLLections..., cyt, wyd., s. 32.
konawcę l~ontroli nad miejscem, które odwiedza ' y celu załatwienia tak zwanych potrzeb fizjolo
~.`,` ych. W naszym społeczeństwie wypróżnianie ` ś,~~ga jednostkę w działalność, która jest sprzecz~~~ z
wzorcami czysto§ci i obyczajno§ci wyrażanymi ~v wielu naszych poczynaniach. Działalno§ć ta po
- ~,ąga za sobą zdekompletowanie stroju i wyj§cie ~ gry, czyli zrzucenie z twarzy scenicznej maski, k~tbrą
jednostka posługuje się podczas bezpośredniej interakcji z innymi. Jednocz~§nie jest jej trudno w takiej
sytuacji przywołać z powrotem oso~wą fasadę, kiedy nagle powstaje potrzeba wznowienia interakcji.
Prawdopodobnie dlatego toalety są zawsze zamykane. Także człowiek §piący jest olaezwładniony jako aktor;
wobec nagłej konieczno§ci wej§cia w interakcję może nie być zdolny naty,chmiast po przebudzeniu przybrać
odpowiedniej pozycji lub odpowiedniego wyrazu twarzy. Jest to jeden z powodów umieszczania sypialni poza
częścią domu przeznaczoną na towarzyską działalno§ć. Pożytek takiego odosobnienia jest tym większy, że w
sypialni toczy się też zwykle życie seksualne, które jest formą interakcji uniemożliwiającą partnerom
natychmiastowe wejście w inną interakcję.
Jedną z najlepszych okazji do obserwowania, jak odbywa się manipulowanie wrażeniami, jest chwila, kiedy
wykonawca przybywa zza kulis na miejsce, gdzie może spodziewać się widowni lub kiedy stamtąd wraca. Są to
chwile, kiedy znakomicie można zobaczyć wchodzenie w rolę i wychodzenie z roli. Przykładu dostarcza
Orwell, opisując kelnerów z pozycji znajdującego się na zapleczu pomywacza.
"Pouczający jest widok kelnera wkraczającego do, hotelowej jadalni. Kiedy mija on drzwi, następuje w nim
nagła zmiana. Zmienia się cała jego postura; cały brud, pośpiech i zdenerwowanie`natychlniast go opuszczają.
Płynie po dywanie, sta
172 ~ . 173

szkadzają~; albo krępować: «Czasem słyszy się, jak mówią sobie rzeczy raczej prywatne, na przykład mąż
mówi żonie, że ma zimne stopy. Takie rzeczy powinno się mówić szeptem» i: HCzujesz się mało swobodnie,
jeśli nocą musisz chodzić po własnej sypialni na palcach»." " Sąsiedzi, którzy niemal się nie znają znajdują się
tu w niezręcznej sytuacji osób zbyt dobrze o sobie poinformowanych.
Jeszcze jednym przykładem kłopotów z kulisami mogą być osoby na bardzo wysokich stanowiskach. Osoby te
stają się niekiedy tak święte, że jedynym odpowiednim dla nich sposobem bycia jest pokazywanie się na czele
orszaku i w centrum ceremonii; ich pojawienie się w jakiejkblwiek innej sytuacji może być poczytane za
niestosowność w obawie, że taki nieformalny występ zniweczy przypisywane im właściwości magiczne.
Dlatego nikomu z publiczności nie wolno bywać w miejscach, gdzie dostojnik zwykł wypoczywać. Jeśli te
miejsca są tak rozległe, jak w przypadku miejsc odpoczynku cesarzy chińskich w XIX wieku, lub gdy nie ma
pewności, gdzie w danej chwili- znajduje się dostojnik, powstaje problem naruszenia zastrzeżonego obszaru.
Królowa Wiktoria zarządziła, by każdy, kto na terenach pałacowych zobaczy, że królowa zbliża się w powozie
ciągniętym przez kucyka, odwrócił głowę lub poszedł w przeciwnym kierunku; wielcy mężowie stanu bywali
zmuszeni uskakiwać za krzaki, nie bacząc na swoją godność, kiedy nieoczekiwanie pojawiała się królowa'S
Chociaż niektóre z tych przykładów są szczególnie jaskrawę, wydaje się, że nie ma skupiska społecznego, w
którym nie pojawiałyby się jakieś problemy związane z dostępem za kulisy. Inny taki rejon przywodzi na myśl
powszechna w naszym społeczeństwie tendencja do sprawowania przez
' konawcę kontroli nad miejscem, które odwiedza ~ celu załatwienia tak zwanych potrzeb fizjolo
ych. W naszym społeczeństwie wypróżnianie ,f~~ a jednostkę w działalność, która jest sprżecz~~$ z wzorcami
czystości i obyczajności wyrażanymi ~ wielu naszych poczynaniach. Działalność ta po~ga za sobą
zdekompletowanie stroju i wyjście y gry, czyli zrzucenie z twarzy seenicznej maski; którą jednostka posługuje
się podczas bezpośredniej interakcji z innymi. Jednoczęśnie jest jej trudtto w takiej sytuacji przywołać z
powrotem osobową fasadę, kiedy nagle powstaje potrzeba wznowienia interakcji. Prawdopodobnie dlatego
toalety są zawsze zamykane. Także człowiek śpiący jest obezwładniony jako aktor; wobec nagłej konieczności
wejścia w interakcję może nie być zdolny natychmiast po przebudzeniu przybrać odpowiedniej pozycji lub
odpowiedniego wyrazu twarzy. Jest to jeden z powodów umieszczania sypialni poza częścią domu
przeznaczoną na towarzyską działalność. Pożytek takiego odosobnienia jest tym większy, że w sypialni toczy
się też zwykle życie seksualne, które jest formą interakcji uniemożliwiającą ~artnerom natychmiastowe wejście
w inną interakcję.
Jedną z najlepszych okazji do obserwowania, jak odbywa się manipulowanie wrażeniami, jest chwila, kiedy
wykonawca przybywa zza kulis na miejsce, gdzie może spodziewać się widowni lub kiedy stamtąd wraca. Są to
chwile, kiedy znakomicie można zobaczyć wchodzenie w rolę i wychodzenie z roli. Przykładu dostarcza
Orwell, opisując kelnerów z pozycji znajdującego się na zapleczu pomywacza.
"Pouczający jest widok kelnera wkraczającego do, hotelowej jadalni. Kiedy mija on drzwi, następuje w nim
nagła zmiana. Zmienia się cała jego Postura; cały brud, pośpiech i zdenerwowanie natychmiast go opuszczają.
Płynie po dywanie, sta
is L. Kuper, HLueprint for Ltving Together, w: L. Kuper i inni, Ltving in Towns, London 1853, s. 14-15.
's F, ponsonby, RecoLtections..., cyt. wyd., s. 32:
1~2 i , 1~3

rając się wyglądać uroczyście. Pamiętal~, jak nasz ma.żtre d'hóteL, ognisty Włoch, opuścił jadalnię, by
rozprawić się z praktykantem, który zbił butelkę . wina. Potrząsając pięścią nad głową wrzeszczał (na szczęście
drzwi były mniej więcej dźwiękoszczelne); «Tu me fażs - ty s..., ty uważasz się za kęlnera? Ty zas... kelnerze!
Nie potrafiłbyś nawet wyszorować podłogi w burdelu swojej matki! Maquereau!~. Zabrakło mu słów, odwrócił
się do drzwi, a kiedy je otworzył, ostatnią zniewagę wyraził w taki sposób, w jaki zrobiłby to Squire Western w
Tomże Jonesie. Potem wszedł do jadaln~ i żeglował z daniem w ręku, zręczny jak łabędź. Dziesięć sekund
później kłaniał się z szacunkiem klientowi. I widząc go kłaniającego się i uśmiechającego tym łagodnym
uśmiechem wyszkolonego kelnera, można było pomyśleć, że klient pnwinien się wstydzić, że usługuje mu taki
arystokrata." 16
Inny przykład też pochodzi od obserwatora patrzącego od strony społecznych nizin: "Zaobserwowałam, że
wspomniana służąca - na
zywała się Addie - i dwie kelnerki zachowywały się, jak ludzie grający na scenie. Wchodziły , do kuchni niosąc
tace wysoko nad głowam~, z napiętym wyrazem dumy na twarzy, tak jak gdyby ze sceny udawały śię za kulisy;
pl`zez chwilę odpoczywały, po czym z wściekłością ładowały nowe dania na tace i sunęły z powrotexń na salę,
z twarzami przygotowanymi do kolejnego wejścia. Ja i kucharz pozostawaliśmy w kuchni, niczym robotnicy
pracujący zawsze za kulisami, którzy ujrzeli w przelocie inny świat, i niemal nadsłuchiwaliśmy, ezy
niewidoczna wido~~nia nie klaszcze." 1'
Zmierzch słuźby domowej zmusił panie domu z klasy średniej do szybkich zmian, przypominających sytuację
opisaną przez Orwella. Wydając obiad
~e G. Orwell, Down and Out in Paris and London, London 1951, s. 68-69.
'7 M. Dickens, One Pair of Hands, London 1952, s. 13.
'' ~zyjaciół, pani domu musi radzić sobie z brud~~,pracą kuchenną w taki sposób, by móa płynnie
chodzić od =rQli damy do roli gosposi i z po= `~otem, zmieniając za każdym razem rodzaŻ za~; sposób bycia i
nastrój, w miarę wchodzenia
..". .,y~rychodzenia z jadalni. Podręczniki dobrego wywania dostarczają pożytecznych wskazówek uła-
:~śających takie przejścia, doradzając na przykład -~,ężowi gospodyni, która musi na dłużej wycofać ~ę za
kulisy i posłać łóżka, ąby w tym czasie dla . p~aeho dania pozorów zalarał gości na krótką prz.e~adzkę do
ogrodu.
:; W naszym społeczeństwie podział na scenę i ku"~ysy można znaleźć wszędzie. Zwracaliśmy już uwa' gę, że
łazienka i sypialnia są - wyłączając domy klasy niższej - miejscami, do których publiczność nie ma zwykle
dostępu. Ciało myje się, ubiera f upiększa w tych właśnie pomieszczeniach, pokazuje zaś zna~omym gdzie
indziej. W kuchni, oczywiście, jedzenie podlega podobnej obróbce jak ciało ludzkie w łazience i sypialni.
Posługiwanie się 'f,eg0 rodzaju chwytami scenicznymi różni styl ży
,~ ~Gia klasy średniej od stylu życia klasy niższej. Jednakże we wszystkich klasach naszego społeczeństwa
3stnisje tendencja do wyróżniania w miejscach
P'mieszkalnych sceny i kulis. Scena jest zazwyczaj : ~tosunkowo dobrze udekorowana, u~trzymywana w
~orządku i czystości: część mieszkania znajdująca fcię z tyłu jest zwykle gorzej przygotowana: Od,: ~owiednio
do tego, towarzysko pełnoprawni znajo`~ mi wchodzą od frontu, ludzie zaś towarzysko nie
Pełnoprawni - służba, dostawcy i dzieci - od kuchni. , Znając dość dobrze urządzenia sceniczne, w ja
~ie wyposażone jest miejsce przez nas zamieszki~eane, nie zawsze zdajemy sobie sprawę z istriienia takich
urządzeń gdzie indziej. W amerykańskich dzielnicach mieszkaniowych chłopcy w wieku od ośmiu do
czternastu lat i inni "profani" doskonale
174 ~~ , ., . 175

wiedzą, gdzie znajdują się i do czego służą ścieżki i alejki za domami; dorastając wiedzę tę tracą. Podobnie,
dozorcy i sprzątaczki dóskonale wiedzą, gdzię znajdują się niewielkie drzwi prowadzące na zaplecze
pomieszczeń biurowych i gdzie jest ukryty wewnętrzny system komunikacyjny, który służy do dyskretnego
wywożenia śmieci, przenoszenia wielkich rekwizytów scenicznych i im samym. Podobnie urządzone są sklepy,
gdzie miejsce za ladą i magazyn służą jako kulisy.
Znając system wartości danego społeczeństwa, możemy łatwo zauważyć; że zakulisowy charakter pewnych
miejsc określony jest przez sam sposób ich zagospodarowania, miejsca takie w stosunku do przyległego
obszaru pełnią źawsze funkcję kulis. W rozróżnianiu sceny i kulis pomagają nam dekoratorzy, malując
służehne części budynków ciemniejszymi kolorami lub pozostawiając je nieotynkowane, strefy frontowe zaś
tynkując na biało. Podział ten uwyraźniają odpowiednie elementy stałego wyposażenia wnętrz. Do
uwypu'klenia różnic przyczyniają się także pracodawcy, którzy przesuwają osoby o niepożądanych cechach
zewnętrznych do pracy za kulisami, a osoby robiące "dobre wrażenie" umieszczają w strefaćh pierwszoplano-
wych. Środki służące skrywaniu pracy, która nie robi dobrego wrażenia, mogą dotyczyć nie tylko tego, co musi
być ukryte przed widownią, ale i tego, ~co może być ukryte, ale żadnego ukrywania nie wymaga. Jak zwrócił
uwagę Everett Hughes ls, Murzyni w fabrykach amerykańskich łatwiej mogą awansowaó, jeśli - jak w
przypadku chemików znajdą się poza główną strefą procesów technologicznych. (Chodzi tu o rodzaj
ekologicznej selekcji, ktbry jest dobrze znany, lecz słabo zbadany.) I często'tylko od pracujących za kulisami
oczekuje się osiągnięcia odpowiednich parametrów technicznych,
.
la Na seminarium, University of Chicago.
:zas gdy od zatrudnionych na scenie oczekuje że przede wszystkim będą robili dobre wraże
~~;:,,~:', Dekoracje i stałe wyposażenie miejsca, w któ=~=~m zwykle odbywa się określone przedstawienie, :
~uvytwarzają podobnie swoistą aurę jak wykonaw
~~; nawet jeśli przedstawienie w danej chwili się '-'nie odbywa, miejsce takie niezupełnie traci charak" fier
sceny. Tak więc kościół czy klasa `szkolna za
ehowują coś ze swojej aury również podczas re, montu; i chociaż ekipy remontowe mogą zachowywać się tam
bez należytego szacunku, ich nonszajancja ma zazwyczaj dość szczególny charakter; jak
~ by wywołana była przez fakt, że nie czują czegoś, o czym wiedzą, że czuć to powinni. Inne miejsca natomiast
tak bardzo kojarzą się z kryjówką, gdzie pewne wzorce nie muszą być przestrzegane, że na stałe zostają uznane
za kulisy. Domki myśliwskie czy szatnie w klubie sportowym mogą być tegti przykładem. Miejsca letniskowe
też nie wymagają zachowywania fasady, pozwalają ludziom bardw -konwencjonalnym pokazywać się ńa ulicy
w strojach, jakich normalnie nie nosiliby przy obcych.
'~ Można także wskazać miejsca spotykania się, a nawet zamieszkiwania przestępców, gdzie nie potrzeba
pilnować się, aby być "jak się należy". Takie ciekawe miejsce istniało podobno w Paryżu:
"Aby stać się w wisku siedemnastym rasowym argótierem, trzeba było nie tylko zbierać datki jak pierwszy
lepszy żebrak, lecz także opanować umiejętność odpruwania sakiewek i kradzieży. Sztuk
' tych można było się wyuczyć w miejscach spotkań najgorszych~ mętów społecznych, które znane były
powszechnie jako Cours des Miracles. Jeśli wierzyć pisarzowi z początku wieku siedemnastego nazywano tak
pewne domy czy raczej obszary, ~ponieważ włóczędzy [...] i inni, którzy przez cały dzień byli kalekami,
chromymi, chorymi na lpuchlinę wodną i nieszczęśnikami trapionymi przez wszelkie in
' 12 Człowiek w teatrze l~q 176

ne choroby, przychodzą tam wieczorem jak dó domu, niosąc pod pachą kawał mięsa wołowego, udziec barani
czy cielęcy, nie zapominając przy tym o'butelce vvina. Wkroczywszy na podwórko, odrzucają kule. Stają się
zno vu zdrowi i silni, tańczą wszystkie możliwe tańce ze swymi trofeami w rękach, niczym podczas
starożytnych bachanaliów, gdy tymczasem gospodarz przygotowuje kolację. Czyż może być większy cud niż
ten, który można zobaczyć na tym podwórzu, gdzie chromi tańczą i biegają»." fs
Za takimi kulisami ton interakcji nadaje sam fakt, że nie trzeba się już starać o nic ważnego, a każdy, kto się
tam znalazł, może sobie pozwolić na takie zachowyv~~anie się, jakby istotnie był na przyjacielskiej stopie ze
wszystkimi.
Chociaż występuje tendencj~ do uznawania każdej strefy za scenę lub za kulisy, wiele stref może pełnić,
zależnie od okoliczności, obie te funkcje. Tak więc gabinet kierownika jest oczywiście, sceną, na której
pokazuje się jego pozycję w hierarchii za pomocą mebli i dywanów. Jednocześnie kierownik może w tym
samym miejscu zdjąć marynarkę, rozluźnić krawat i trzymać w ręku butelkę, zachowując się przyjacielsko czy
wręcz swobodnie wobec kolegów o tej samej pozycji ~° Podobnie, w instytucjach, w których używa się do ko-
respondencji z osobami spoza firmy reprezentacyj
Is P. LaCroix, Manners, Custom and Dress during the MiddLe Ages and during the Renaissance Period,
London la7s, s. 971.
ao Fakt, 2e małe prywatne biuro można łatwo przekształcić w kułisy, kiedy jest się tam samemu, jest jednym z
powodów, dła których stenografistki czasem wolą pracować tam właśnie, a nie w wiełkich przedsiębiorstwach,
gdzie na ogół zawsze jest ktoś, przed kim utrzymywana być musi fasada pracowitości; w małym biurze cały
pozór pracy i odpowiedniego zachowania można odrzucić, kiedy szef wychodzi. Zob. R. Rencke, The Status
Characteristics oj Jobs 2n a Factory (niepubłikowana praca dyplomowa, Department of Sociology, University
of Chicago, 1953), s. 53.
papieru z nagłówkiem firmowym, obowiązu,°e=:jednocześnie następująca dyrektywa:
~;~;~4ybór papieru do korespondencji wewnętrznej f'v~inien wiązać się bardziej ze względami ekono`- w nymi
niż z etykietą. Nadaje się do tego celu ~dy papier: tani, kolorowy, częściowo zadruko
, ~e»." ~wszystko jest dobre, jeśli «zostaje w ro~-_ Ale to samo źródło zwraca uwagę na pewne ogra~łłiczenia
owej zakulisowej definicji sytuacji:
,., ;,Jest dopuszczalne, by papier do notatek z imie` ~em i nazwiskiem, zwykle przeznaczony do kores-
~ondencji wewnątrz biura, był również używany : do innych celów. Z jednym zastrzeżeniem: młodsi
pracownicy nie powinni zamawiać takiego papieru dla siebie. Podobnie jak dywan na podłodze czy wizytówka
na drzwiach, taki Hosobisty» papier do notatek jest w niektórych biurach symbolem pozycji.~~ ~e :
Podobnie w niedzielny poranek rodzina może ko':rzystać z otaczających ognisko domowe ścian, aby ukryć
świąteczną niechlujność stroju, rozciągając na wszystkie pomieszczenia swobody ograniczone
~::na eo dzień do kuchni i sypialni. W dzielnicach ~amieszkałych przez amerykariską klasę średnią miejsce
zabawy dzieci może być po południu uznaue przez matki za kulisy, gdzie chodzi się w dżin
` saeh, bez makijażu i z przylepionym do warg papierosem, gdzie pchając wózek z dzieckiem, otwarcie mówi
się z koleżankami o swoich sprawach domowych. Podobnie, w robotniczych dzielnicach Paryża kobiety
wczesnym rankiem pozwalają sobie na traktowańie okolicznych sklepów jak kulis i schodzą po mleko i świeży
chleb w kapciach, szlafrokach, z lokówkami i bez makijażu. W dużych miastach amerykańskich modelki
ubrane w stroje,
_' Esquire Etiquette, cyt. wyd., s. 65. '° Tamże.
178 ~: zz=
179

w których będą fotografowane, przeehodzą przez główne ulice poniekąd nieczułe na to, co dzieje się ~ wokół
nich; z pudłem na kapelusze w ręku, z siat- _ ką na włosach, troszczą się one .nie o to, by zrobić wrażenie na
przechodniach, ale o tó, aby uni= knąć popsucia efektu w drodze do studia, "gdzie ~ dopiero rozpocznie się
prawdziwy, fotografowany ~ występ. Oczywiście, strefa, która jest sceną dla re. gularnie powtarzanego
przedstawienia, w przer-, wach między występami nierzadko przekształca się ; w kulisy, ,ponieważ w tym
czasie remontuje się de- y koracje, a wykonawcy przymierzają kostiumy. Aby ł to zobaczyć, wystarczy zajrzeć
do restauracji, skle- : pu czy domu na pięć minut przed przyjęciem go- j ści. Mówiąc ogólnie, trzeba pamiętać,
że podział-3 na scenę i kulisy ma charakter funkcjonalny; da- ~ na strefa jest sceną lub kulisami tylko z punktu
' widzenia określonego przedstawienia.
Zwracałem juź u~~agę na to, że osoby współdzia- ; łające w wystawieniu tego samego zespołowego :'
przedstawienia są zwykle ze sobą w zażyłych sto= ; sunkach. Ta zażyłość ujawnia się na ogół pod me e
obecność publiczności, ponieważ wrażenie, jakie ro-~; biłaby na widzach, mogłoby kłócić się z wrażeniem, ;
jakie członkowie zespołu pragnęliby wywołać; skoi ro kulisy są z reguły poza zasięgiem widowni, moż-: na
oczekiwać, że zażyłość będzie tu nadawała ton stosunkom xniędzyludzkim. Na scenie zaś możemy~
spodziewać się dominacji stosunków formalnych.
W społeczeństwach' zachodnich język zachowań: nieformalnych czy zakulisowych różni się od języ-' ka
używanego wtedy, gdy przedstawienie trwa. Dla języka zakulisowego charakterystyczne jest mówie= nie sobie
po imieniu, wspólne podejmowanie decyzji, przeklinanie, jawne poruszanie tematów seksualnych,
bezpośredniość; palenie, niedbały ubiór; "byle jaki" sposób siedzenia lub stania, posługiwanie się żargonem czy
wyrażeniami niezbyt poprawnymi, mamrotanie i wykrzykiwanie, swawolna
~' ' ność i "wygłupianie się"
' na obecn ch ~ niezwracanie y przy robieniu takich albo indrobnych gestów, które mogłyby mieć sym
~y charakter, pozwalanie sobie na pogwizdy'e, żucie, ogryzanie, bekanie i wiatry. Język ~r można opisać jako
wolny od tego wszystkiego
~ . ~~ w pewnym sensie jako przecivieństwo języka ` ). Mówiąc ogólnie, kulisy pozwalają na takie ~ bne
działania, które łatwo mogą być wzięte za
,~takę poufałości lub braku szacunku dla . innych ~iecnych osób i dla miejsca, natomiast scena nie .~puszcza
zachowań, które ktoś mógłby uznać za . ~ibraźliwe. Można zauważyć; że zachowania zaku
jii~owe mają cechy określane przez psyehologów ;~,go regresywne. Oczywiście, pojawia się problem ~y to
kulisy dają jednoace szansę na regresję, czy ~` raczej regresja w sensie klinicznym jest zakuj3sowym
zachowaniem, wywołanym przez społecz
~"~ie nieaprobowane motywy, które pojawiają się , ~yr niewłaściwych momentach.
~:~~--_:Uciekając się do zakulisowego stylu bycia jed~.~ostka może każde miejsce przekształcić w kulisy.
`~`ak więc w wielu instytucjach wykonawcy wy
'elają sobie jakąś część sceny, po czym - za'~~towując się tam poufale = odcinają ją symbo;.; ileznie od
pozostałych części. W niektórych amery
;k~fiskich restauracjach - szczególnie tanich - per~~~~Onel skupia się w miejscu położonym najdalej od ~jścia
i najbliżej kuchni, zachowując się tam tak, `;~kby to były kulisy. Podobnie w czasie nocnych ~tltów, kiedy jest
niewielu pasażerów, stewardessy ; ~a wykonaniu pierwszych obowiązków mogą siąść `:~v' tylnej części
samolotu na przeznaczonych dla _' .p~asażerów fotelach, założyć wygodne obuwie, za
.~slić papierosa i stworzyć wokół siebie strefę wyi~ezynku, która czasem bywą nawet rozległa, obej~ując
.jednego lub dwóch najbliżej siedzących pa: aażerów.
Co ważniejsze, nie należy sądzić, że zawsze po
180 ~. 181

trafimy jednoznacznie zaklasyfikować każde konkretne zachowanie się jako wyłącznie nieformalne albo
wyłącznie form,alne, chociaż definicja sytuacji skłania się zwykle ku jednemu z ,tych dwóch 'biegunów. Ta
niejednoznaczność wynika stąd, że członkowie zespołu z uwagi na jedno przedstawienie, pragną podzielić się
do pewnego stopnia na wykonawcaw i widownię, wykonawcy zaś mogą w innym przypadku stać się w jakiejś
mierze jakkolwiek nieznacznej - jednym zespołem. Tak więc w konkretnej sytuacji można. oczekiwać do-
minacji jednego lub drugiego stylu, czemu towarzyszyć może pewne poczucie winy lub niepewność
uczestników interakcji co do prawidłowości aktualnego łączenia owych dwóch sposobów bycia.
Chciałbym podkreślić, że w kónkretnej sytuacji działanie jest zawsze kompromisem między stylem formalnym
i nieformalnym. Trzeba przytoczyć trzy powszechnie spotykane ograniczenia, jakim podlega swoboda
zachowań zakulisowych. Po pierwsze, pod nieobecność publiczności każdv członek zespołu stara się wywołać
wra'zerxie, że można mu powierzyć tajemnice zespołu i że dobrze odegra swą rolę wobec widowni. Każdy
członek zespołu pragnie, aby publiczność miała go za postać pozytywną, ale pragnie - również, aby koledzy z
zespołu uważali go za lojalnego, zdyscyplinowanego wykonawcę. Po drugie, za kulisami często zdarzają się sy-
tuacje, w których wykonawcy muszą udzielać sobie nawzajem moralnego wspar~,ia i podtrzymywać wobec
siebie wrażenie, że występ, który przygvtowują, będzie sukcesem albo też; że zakońezone już przedstawienie
zostało zagrane całkiem nieźle Po trzecie, jeśli w zespole są ludzie różniący ~siE wiekiem, przynależnością
etniczną itd., to zmniej~ sza się swoboda działalności zakulisowej. Najista tniejsza różnica to, oczywiście,
różnica płci; nie m~ bowiem społeczeństwa, w którym przedstawicieli obu płci, bez względu na to, jak blisko
są ze sob~
nie zachowywaliby wobec siebie pewnej
;:~.~T~ przykład o stoczniach Zachodniego Wybrze~Zy'tamy:
~" r,,: ~~w, kontaktach ~z kobietami większość robotni~r~w zachowywała się grzecznie, a nawet z pewną
lanterią. Pojawieniu się kobiet na pokładzie to
~;~grzyszyło zdejmowańie ze ścian zdjęć nagich ko~iet lub fotosów pornograficznych, które znikały yv
czeluściach skrzynek na narzędzia. Przez wzgląd
.,-~a obecność, «damN poprawiały się obyczaje, twa; rze golono częściej, a język był tonowany. Tabu
~iieczystości mowy w obecności kobiet było tak mocne, że aż zabawne, pónieważ zachowanie sa
', tnych kobiet często dowodziło, że zakazane słowa są im znane i nie bardzo im przeszkadzają. Często wi'
działem mężczyzn, którzy chcieli wyrazić się do; sadnie i mieli po temu powody, czerwieniących się :'i
zniżających głos do szeptu, kiedy zauważali, że zbliża się do nich kobieta. W czasie lunchu i po
~ gawędek, w chwilach odpoczynku oraz wszędzie tam, gdzie okolićzności sprzyjały bliższym kontak~tom
towarzyskim, a nawet w głębi okrętu, w niesprzyjającym temu środowisku stoczni, mężczyźni zacłiowali w
formie prawie niezmienianej wzo:;ry przeniesione z domu: szacunek dla wiernej żo~y i dobrej matki, pewną
przyjaźń dla siostry, a na
~ wvet opiekuńcze uczucia wobec niedoświadczonej ; ,ćórki." ~
Podobną uwagę dotyczącą innego społeczeństwa -ezyni Chesterfield:
"QV mieszanym towarzystwie ludzi równych so:bie (a w mieszanym towarzystwie wszyscy ludzie są w
pewnym stopniu sobie równi) dozwolona jest `-'większa swoboda i beztroska; ale i tu mają one ~Śwe granice,
które ustanawia bienseance. Koniecznie trzeba zachowywać się z szacunkiem. Kiedy
" K. Archibald, Warttme..., cyt. wyd., s: 1B-17.
182 ~;, 183

zaczynasz mówić, musisz mówić ze skromnością ' i największą uwagą, aby de ne jamais parler de corde dans
1a maison d'un pendu. Twoje słowa, gesty i postawy, jakie przybierasz, mogą być swobodne, ale bez przesady.
Możesz trzymać ręce . w kieszeniach; zażywać tabaki, siedzieć, stać lub przechadzać się,, jeśli tylko masz na to
ochotę. Ale sądzę, że nie uznasz za rzecz przyzwoitą gwizdania, siedzenia na wizycie w kapeluszu, kładzenia
się na kanapie, rozpierania w fotelu czy spania. Na takie niedbalstwo w sposobie bycia i nieskrępowanie można
sobie pozwolić tylko w całkowitej samotności. Byłyby one obelgą dla ludzi stojących wyżej od ciebie,
zaskoczeniem i obrazą dla równych, brutalnością i uchybieniem w stosunku do ludzi niższego stanu." ~ .
Do podobnych wniosków skłaniają dane Kinseya dotyczące tabu nagości między mężem i żoną, zwłaszcza w
starszym pokoleniu amerykańskiej klasy robotniczej ~' Skromność nie jest tu na pewno jedynym istotnym
czynnikiem. Na przykład dwie kobiety z Szetlandów twierdziły, że po swoich ry-~ chłych ślubach zawsze będą
nosiły w łóżku koszule; nocne nie tylko ze względu na skromność ale i dlatego, że ich figury zbyt odbiegają od
tego, co uznają za współczesny miejski ideał sylwetki kobiecej. Mogły one wskazać jedną czy dwie przyjaciół=
ki, które ich zdaniem nie musiałyby zachowywać podobnych środków ostrożności; przypuszczalnie nagły
spadek wagi zachwiałby również ieh własną skromność.
lVIówiąc, że wykonawca zachowuje się za kulisami w stosunkowo nieformalny, poufały, swobodny sposób, ma
się natomiast na baczności wówczas;
a9 I,etters of Lord Chesterfield to His Son, New York 1929, S. 239.
as A, C. Kinsey, W. B. Pomeroy i C. E. Martin, Sexual Behavior in the Human Male, Philadelphia 1948, s.
366-367.
~yiystępuje ńa scenie, ńie twierdzę bynajmniej, ~~i obcowania z ludźmi - grzeczność, ciepło, ~ość i
przyjemność znajdowana w towarzyt innych - są zawsze zarezerwowane dla tych, ey: znajdują się za kulisami;
a podejrzliwość, ,izm, popisywanie się swą władzą charakterydziałalność na scenie. Często wygląda na to, ~ły
nasz entuzjazm i żywe zainteresowanie ini ludźmi, przeznaczamy dla tych, przed któryrobimy przedstawienie,
najprawdziwszą zaś ką zakulisowej bliskości jest poczucie bezpiestwa, przejawiające się w posępnym, cichym
~iekawe, źe chociaż każdy zespół potrafi doce~ wagę "niegranych" elementów swego zakuli-, wego
zachowania, nie potrafi na bgół wyobrazić bie tego samego w stosunku do zespołu, z którym wstaje ~ w
interakcji. Uczniowie wychodzący na ~erwę, gdzie będą się swobodnie i ;,niegrzecznie" Chowywać, często nie
zdają sobie sprawy, że ich t~czyciele wycofują się do pokoju. nauczycielskie; gdzie będą kląć i palić,
korzystając z podobj; co orii, swobody. Wiemy oczywiście, że zespół, którego skład wchodzi tylko jedna osoba,
może ęć bardzo niejasną wiedzę o sobie samym, toteż elu .psychoterapeutów trudni się łagadzeniem tej
~mności i zarabia na życie opowiadając pacjenn fakty z życia innych ludzi. Poza tym ta wiex o sobie i
złudzenia co do in:lych są istotnym ,~nnikiem wszelkiej - do góry, w dół i na boki ruchliwości społecznej i
to~~arzyszących jej roztrowań. Próbując uciec od świata o dwóch oblitch - świata podzielonego na scenę i
kulisy (nostki mogą mniemać, źe nowa pozycja, którą fłyją osiągnąć, nie będzie wymagać od nich byi zarówno
kimś, kim chcą być, jak i tym, kim są: edy przybędą już tam, dokąd zmierzały, okazuje ,, że nowa sytuacja
zawiera nieprzewidziane po
184 ; ``~ ~ 185

dobieństwa do sytuacji' poprzedniej, w obu pre. zentuje się swą fasadę widowni, angażując się prz~ tym w
paskudną robotę inscenizowania widowiska.
Czasem prostacką poufałość uważa się za cech~ charakterystyczną określonej kultury, na przykład kultury
klasy robotniczej, sądząc, że ludzie . z wy2, szych sfer nigdy w ten sposób się nie zachowują, Chodzi
oczywiście o to, że osoby z wyższych sfer działają zazwyczaj w małych zespołach i na og~ spędzają część dnia
na występach wymagających konwersacji, padczas gdy robotnicy są na og~ członkami dużych zespołów i
zwykle dużą część dnia spędżają za kulisami lub na występach bez: słownych. Tak więc im wyższe miejsce
ktoś zajmu: je w piramidzie społecznej, tym mniejśza jest liczba osób, wobec których może być poufałym; ty~
mniej czasu spędza za kulisami i tym bardziej jes~ prawdopodobne, że będzie wymagać się od niego~ by cały
czas przestrzegał towarzyskich konwenany sów. Kiedy jednak czas i towarzystwo pozwalają~ uświęcony
wykonawca może, a nawet musi, zacho~ wywać się wręcz wulgarnie. Wszelako z wielu -: statystycznych i
strategicznych - powodów woli~ my myśleć, że zakulisowy sposób bycia jest właś~ ciwy robotnikom, natomiast
lordom jest on nie zna: ny. W ciekawej sytuacji znajduje się głowa pań~ stwa, dla której nie istnieją koledzy z
zespołu. Cza: sem w chwilach wypoczynku czyni ona kolegamd z zespołu starych kompanów. Sytuację taką
opisuj~ Ponsonby relacjonując pobyt króla Edwarda n~ dworze duńskim w roku 1904:
"Obiad składający się z kilku dań i wielu ga·, tunków win trwał zwykle półtorej godziny. Poter~ wszyscy
przechodziliśmy do salonu, gdzie spotyka· ło się ponownie króla Danii i całą duńską ro~zinR królewską. O
ósmej udawaliśmy się do swoich po· kojów, by zapalić fajkę albQ papierosa, poniewa2 jednak towarzyszyła
nam duńska świta, konwersa· cja ograniczała się do grzecznego omawiania zwy~ 186 `
w obu krajów. O dziewiątej wracaliśmy do ` u; gdzie odbywały się gry towarzyskie, na
W karty, bez hazardu. O dziesiątej byliśmy liwi i wolni, mogliśmy wracać do swoich po~` w: Wieczory te były
dla wszystkich ciężką pró`: ale król zachowywał się jak anioł, grając w "`~odnego już wtedy wista, po bardzo
niskich `wk,~ch. Po tygodniu zdecydował się zagrać w ': dża, ale mógł pozwolić sobie na to dopiero wte~ gdy
król Danii udał się do' łóżka': Do dziesiątej ''_ stko odbywało się wedle zwykłego protokołu. ` @niej
przychodził do pokojów królewskich książę
a midoff z poselstwa rosyjskiego i graliśmy w ;~ydża z nim, królem i Seymourem Fortescue po =~rdzo
wysokich stawkach. Trwało to już do koń,;~ wizyty i było przyjemnym wypoczynkiem po r,.~gztywności
protokołu dworu duńskiego." Eg
J=: Mówiąc o stosunkach za kulisami warto na koniec s~vrócić uwagę na jeszeze jedną sprawę. Jakkolwiek
`~~obom współdziałającym w wystawianiu przed
' wienia wolno pod nieobecność ~vidowni dawać raz zażyłości w stosunkach wzajemnych, może a
ę zdarzyć., że ktoś tak bardzo przywyknie do ~ 'ałalności scenicznej (i grania .postaci znajdującej stale na
widoku), że jego uwolnienie się od
~~7~iiej będzie wymagało specjalnej inscenizacji. Taki ~~~łowiek może za kulisami czuć się zobligowany ~~o
odgrywania poufałości, _ w czym bywa więcej ~` zy niż w występie, po którym miał wypoczywać. k, `~.
Mówiłem w tym rozdziale o pożytku płynącym
~ kontrolowania kulis i o dramaturgicznych kłopoł~ach, jakie pojawiają się wtedy, gdy taka kontrola ,F~st
niemożliwa. Teraz chciałbym rozważyć pro~~?iem kontrolowania dostępu do sceny, aby to jed~~tak uczynić,
muszę najpierw rozszerzyć nieco pierrvotny punkt odniesienia.
Rozważałem dwa rodzaje stref wydzielonych: sce°° F. Ponsonby, Recollecttons..., cyt. wyd., s. 269.
189

nę, gdzie odbywają się lub mogą odbywać się wy, stępy, i kulisy, gdzie toczy się akcja związana z da..' nym
występem, ale niezgodna z wrażeniem, jakie : ma on zrobić na widzach. Wydaje się, że w na_ ~ szycli
rozważaniach warto uwzględnić jeszcze jed.. j ną strefę, a mianowicie, wszystkie te miejsca, któ-:;~ re z
punktu widzenia danego przedstawienia nie_; śą ani sceną, ani kulisami. Strefę tę można nazwać' strefą
"zewnętrzną". Pojęcie strefy zewnętrznej jestzgodne ze zdroworozsądkowym wyobrażeniem na; temat
instytucji społecznych: w większości budyn: ków znajdujemy miejscą, które stale lub czasowó' traktowane są
jako scena i kulisy, i dostrzegamy zarazem, że ściany zewnętrzne odcinają oba te ty-' py miejsc od świata
zewnętrznego. Jednostki znajdujące się na zewnątrz instytucji możemy nazwać, outsiderami.
Chociaż samo pojęcie strefy zewnętrznej nie ńa-: stręcza trudności, jednak nieostrożne posługiwanie się nim
może prowadzić do nieporozumień. Prze-. chodząc w naszych rozważaniach od sceny czy kulis do strefy
zewnętrznej, . skłonni jesteśmy przenosić nasz punkt odniesienia z jednego występu na drugi. Jeżeli punktem
odniesienia jest tocząc się właśnie przędstawienie, osoby znajdujące się na zewnątrz są osobami, dla których
wykonawcy rzeczywiście lub potencjalnie występują, ale (jal~' zobaczymy) jest, to występ różny lub nieco tylko'
podobny do tego, który właśnie się odbywa. Kiedy outsiderzy nieoczekiwanie wkraczają na scenę lub za kulisy
tego przedstawienia, skutki ich niepożą= danej obecności najlepiej można opisać w ka~8egoriach wpływu nie
na odbywający się występ, lecz raczej na inny występ - występ, jaki wykonawcy 1ub widownia dają zwykle dla
outsiderów tam i wtedy, gdzie i kiedy ci ostatni są spodziewaną widownią. '
Ostrożność w posługiwaniu się pojęciami jest potrzebna nie tylko tutaj. Ściana oddzielająca scenę
od świata zewnętrznego pełni zwykle w przedstawidniu jakąś funkcję, zewnętrzne dekoracje budynku trzeba w
czę§ci uważać
~adową innego widowiska; ta ich zewnętrzna ~ ~est czasem dużo ważniejsza. Tak' więc o mia;3iku
angielski~L czytamy:
~odza j materiału, z jakiego uszyte są zasłony p~ększości domów, zależy- od tego, w jakim stopokno jest
widoczne od ulicy. Najlepsze zasłony riesza się w oknach najbardziej widocznych, du~orsze zaś w oknach
ukrytych przed wzrokiem echodniów. JeśIi tkanina miała wzór tylko z jedstrony, wieszano ją wzorem na
zewnątrz. Wyuianie w ten sposób na pokaz najmodniejszych tjdroższych materiałów stanowiło najlepszy spo-
zdobywania prestiżu." ~'
~ pierwszym rozdziale zwracałem uwagę, że wy~awcy starają się zrobić wrażenie (lub w każn razie nie
popełnić niczego, co mogłoby je zni;zyć), że rola, którą właśnie grają, jest ich rolą ważniejszą, a cechy, jakie w
tej roli sobie przyiją, są ~ ich cecłlami najistotniejszymi i najbar
charakterystycznymi. Kiedy jednostki stają świadkaini przedstawisnia, które nie było przeczone dla nich, mogą
nie tylko stracić wszelkie izenia co do tego konkretnego przedstawienia, i przestać wierzyć w przedStawienia
zainsceni~ane z myślą o nich. Sam wykonawca również śe stracić orientację. Zwraca na to uwagę Kenh Burke:
My wszyscy, z naszymi rozproszonymi reakcjajesteśmy podobni do człowieka, który w pracy tyranem, a w
domu pantoflarzem, albo muzyktóry w swej sztuce jest apodyktyczny, a w . taktach z ludźmi chorobliwie
nieśmiały. Takie szczepienie może stanowić poważn'y problem
p° W. M. Williams, 2he Sociotogy of an Engtish Vittage, ~ondon 1956, s. 112. . _
188 - ~ r89

w chwili, kiedy staramy się scalić nasze postępowanie. Gdyby człowiek, który w pracy jest tyranem, a w domu
pantoflarzem, nagle został zwierzchnikieirl swojej żony i dzieci, mógłby odkryć, że jega rozbieżne sposoby
pośtępowania są nieodpowiednie, i pop~ść w zakłopotanie i udrękę: ' ~
Te problemy pojawiają się w szczególnie ostrej postaci wtedy, kiedy jednostka do jednego ze swoich
przedstawień potrzebuje wyszukanych dekoracji. Stąd wyczuwalne rozczarowanie Hermana Melville'a,
opisującego, jak to kapitan statku, który "nie zauważał" jego obecności na pokładzie, stał się dla niego
niezwykle grzeczny, kiedy - już po zakończeniu służby przez Melville'a - spotkał go przypadkiem na przyjęciu
w Waszyngtonie:
"I chociaż na pokładzie fregaty komodor nigdy riie zwracał się do mnie - ani ja do niego - inaczej niż
służbowo, teraz, na przyjęciu u ministra, staliśmy się niezwykle rozmowni; nie mogłem jednak oprzeć się
wrażeniu, że w tłumie zagranicznych dygnitarzy i magnatów ze wszystkich stron Ameryki mój znakomity
przyjaciel ani przez chwilę nie był tak ożywiony jak wtedy, kiedy samotnie stał na nadbudówce KNeversink».
Jak wielu innych gentlemenó.w, wyglądał on najwspanialej i był traktowany z najwyższym szacunkiem w ser-
cu swojego domi;, na fregacie:" ~
Wykonawca radzi sobie z tym problemem, tak rozdzielając publiczność, by każda grupa widzów oglądała go
tylko w jednej z jego ról i w żadnej innej. Chociaż w Kanadzie niektórzy francuscy księża nie cllcą prowadzić
życia na tyle surowego, by zrez9gnować z kąpieli w morzu z przyjaciółmi, to jednak czują, że najlepiej pływa
im się w towarzystwie osób, które nie pochodzą z ich parafii;
ie K. gurke, Permaneńce and Change, New York 1953, s: 309.
=s H. Melville, White Jackets, New York bd., s. 277.
" ałość, pożądana na, plaży, jest nie do pogodze~ dystansem i szacunkiem, jakiego oczekują od
~-`~i~. Dzielenie publiczności jest jednym ze ~-ków kontrolowania sceny. Utrata tej kontroli ~ 'e p~tawić
wykonawcę w sytuacji niepewności
t~ ": do roli, jaką w danym momencie ma grać i do~ówadzić do fiaska przedstawienia. Nietrudno jest t.
;~zue się w sytuację farmaceuty, który zachowuje jak sprźedawca czy jak magazynier wobec , "j~lientki z
receptą w ręku, a w chwilę potem de
~nstruje dostojną, lekarską, nieskazitelnie facho~~ pozę wobec kogoś, kto prosi o plaster za trzy ' =;centy czy
torebkę cukierków 30
Dla wykonawcy rzeczą równie ważną jak usunięcie z wystawianego w danym momencie przedgtawienia tych
widzów, którzy oglądają go w innym, jest usunięcie z widorc·ni tych osób, którym ~ przeszłości dawał
przedstawienie o zasadniczo innej wymowie. Csoby, które szybko awansowały
. lub uległy społecznej degradacji, osiągają to opu~ ~, 8zezając swe strony rodzinne. Równie pożądane, jak ~-
dawanie różnych przedstawień dla różnych widzów, ~:; jest oddzielanie od siebie różnych widowni tego
~'samego przedstawienia, ponieważ tylko dzięki te' :#tau każda widownia może być przekonana, że nie .r,,jest
wprawdzie jedyną widownią, ale tylko ona '.`jest tak mile widziana. Raz jeszcze powraca tu ~3, problem
sprawowania kontroli nad sceną.
- ` Dzięki właściwemu rozplanowaniu występów ~` można nie tylko oddzielić od siebie poszczególne 'v $rupy
widzów (ukazując się tym samym widzom r: na różnych scenach lub różnym widzom po kolei "-ba tej samej
scenie); ale również zapewnić sobie ~ ehwile przerwy między występami, potrzebne, aby ~ fizycznie i
psychicznie wyswobodzić się od jednej ..t~gobowej fasady przed przybraniem następnej. Kie·'dy jednak, jak
dzieje się to w niektórych instytu
~° Zob. A. Weinlein, Pharmacy as..., cyt. wyd., s. 147-148.
190 191

cjach, ci sami lub ~różni członkowie zespołu muszą w tym samym czasie mieć do czynienia z różnylni
grupami publiczności, sprawa znacznie się kompli: kuje. Jeśli .owe różne grupy mogą się ,wzajemnie słyszeć,
trudno ~ jest zachować wrażenie, że każdą z nich traktuje się w sposób wyjątkowy i nie-: powtarzalny. Tak
więc jeśli pani domu zależy, by ż każdym z gości przywitać się lub pożegnać szcze_ gólnie ciepło, czyli dać dla
każdego osobne przedstawienie, musi ona zaaranżować to w przedpokoju, oddzielanym od pokoju, w którym
znajduje się reszta gości. Podobnie, jeśli firma pogrzebowa musi urządzić dwa pogrxeby tego samego dnia, jej
pracownicy tak muszą kierować grupami publiczności, by ich drogi nie przecinały się; w przeciwnym r~zie
wrażenie, że dom pogrzebowy jest domem, zostanie zniszczone. W salonie meblowym sprzedawca
namawiający klienta do zainteresowania się droższym kompletem mebli przez wytykanie wad kompletu
tańszego musi uważać, by klient nie usłyszał, ~ jak w tym samym ezasie inny sprzedawca stara się
zainteresować innego klienta tym właśnie tańszym kompletem i podkreśla jego zalety" Oczywiście, jeżeli dwie
widownie są oddzielone ścianami, wykonawca może zachować wrażenie, na którym mu zależy, przerzucając
się z jednej strefy do drugiej. Takie urząd-zenia sceniczne w postaci dwóch pokojów pr~yjęć cieszą się rosnącą
popularnością wśród amerykańskich dentystó v i lekarzy.
Kiedy nie daje się rozdzielić publiczności i outsider trafia na przedstawienie, które nie było dla niego
przeznaczone, pojawiają się trudne problemy sposobu manipulowania wrażeniami. Można wymienić dwie
techniki radzenia sobie z tymi problemami. Po pierwsze, dotychczasową widownię można przejściowo
przesunąć za kulisy, uzyskując
" ~ob. L. Conant, The Borax fiouse, "The American Mercury°, XVII, s. 172.
h pdę; by przyłączyła się do wykonawcy w~jego ` ~ownej zmianie roli na taką, która nadaje się ~kazania
intruzowi. Tak więc mąż i żona xa
ni w trakcie sprzeczki przez gościa, którego znają zbyt blisko, odłożą na później swe nie'' ozumienia i będą
grali między sobą stosunki ''°awie tak dobre i przyjacięlskie, jak te, które a j~ razem z niespodziewanym
przybyszem. Sto
~i i rozmowy,,z; których jedna z obecnych osób ~usiałaby być vyłączona, zostaną zawieszone. ;;:~gólnie więc
mówiąc, jeśli nowo przybyły ma być -~aktowany w sposób, do jakiego przywykł, wy`~Dnawca musi przejść
nagle od przedstawienia, '~tbre właśnie wystawiał, do przedstawienia przy`,~osowanego do oczekiwań gościa.
Zmiana ta rzad,~o przebiega dostatecznie sprawnie, aby nowo przy`°~yły ,mógł żywić złudzenie, że oglądane
przez nie~p przedstawienie jest naturalnym sposobem zachowywania się danego wykona~;~cy. Jeśli nawet
Okazuje się to możliwe, obecni przy tym widzowie ;;;~ajprawdopodobniej odczują, że to, co uważali za
prawdziwe "ja" wykonawcy, bynajmniej nie jest ~:~ak bardzo prawdziwe.
' Powiedziałem już, że z nagłym wtargnięciem kogo§ obcego można sobie poradzić, przekształcając ~przyjętą
przez obecnych definicję sytuacji na taką, 'tio której uda się wcielić przybysza. Drugi sposób xadzenia sobie z
problemem polega na powitaniu :intruza jako kogoś, kto od początku powinien był ;9majdować się w danej
strefie. Kontynuuje się ~mniej więcej to samo widowisko, włączając do niego nowo przybyłego. Tak więc ktoś
składający niezapowiedzianą wizytę znajomym,~ u których właśnie odbywa się przyjęcie, jest zwykle głośno i
serdecznie zapraszany do wejścia i pozostania.. Gdyby ~proszenie nie było dostatecznie entuzjastyczne,
odkrycie przez gościa,'ie wyklucza się go z grona mile widzianych gości, mogłoby naruszyć jego zaufanie do
fasady przyjacielskości i sympatii powsta
192 ~g Cz3owiek. w teatrze 193 ~,·r

łej w stosunkach pomiędzy nim a gospodar~a~ ~ wyraianej przy innych okazjach.


Na ogół jednak żadna z tych dwóch technik nie jest zbyt skuteczna. Zwykle, kiedy intruzi wkra- , czają na
scenę, wykonawcy skłonni są gotować się do rozpoczęcia występów, jakie dają dla nich w innym miejscu i
czasie. Ta nagła gotowo§ć do zmiany sposobu działania wprowadza co najmniej przej§ciowe zamieszanie do
rozpoczętych już przez wykonawcę występów. Przez chwilę czuje się on rozdarty między dwienna możliwymi
rzeczywistościa- ' mi; do czasu nadania i odebrania odpowiednich sygnałów członkowie zespołu mogą
pozostawać bez~ wytycznych co do kierunku, w ktbrym winno zmierzać przedstawienie. Rezultatem prawie
pewnym jest zakłopotanie. W tej sytuacji wykonawca ra~ czej odrzuci wspomniane możliwo§ci -przystosowa-
~ nia przedstawienia do obecno§ci intruza, traktując go tak, jak gdyby go w ogóle nie zauważył, lub bez-
ceremonialnie wypraszając za drzwi.
ii.ozdział IV
~#OLE POBOCZNE
Podstawowym celem każdego zespołu jest podtrzymywanie definicji sytuacji, którą rodzi przedstawienie.
Wiąże się z tym wybiórczość w komunikacji, przesadne uwydatnianie jednych faktów, ukryvvanie zaś innych.
Ponieważ rzeczywisto§ć podlegająca dramatyzacji w trakcie przedstawienia jest nieuchronnie ulotna i wymaga
dopiero ujednolicenia w sferze ekspresji, nie brak zazwyczaj faktów, które - dostrzeżone przez widzów - mogą
łatwo osłabić, zniweczyć lub pozbawić następstw wrażenia, jakie starają się zrobić wykonawcy. Można po-
vviedzieć, że te fakty dostarczają "informacji destrukcyjnych". W przypadku wielu występów zasadnicze
znaczenie ma więc kontrola nad informa
~. ' ' cjami, jakie uzyskuje widownia: nie powinny do ,a niej docierać destrukcyjne informacje o sytuacji, ~w"-
którą się dla niej definiuje. Inaczej mówiąc, zespół
, musi umieć zachować swoje tajemnice.
ks' Na v~tstępie warto opisać różne typy sekretów ze` społu, ponieważ ich ujawnienie zagraża przedstawieniu
na różne sposoby. Rozmaite typy sekretów można wyodrębnić ze względu na funkcję sekretu oraz ze względu
na związek między nim a koncep
a,; cją osoby będącej .jego posiadaczem, jaką mają inni ludzie; zakładam przy tym, że kaźda końkretna
tajemnica może reprezentov~~ać więcej niż jeden taki typ.
195 .

Po pierwsze, są sekrety, które nazywa się czasem "wstydliwymi". Składają się one z faktów dotyczących
zespołu, których on sam jest świadom, ll;cz ukrywa j~ przed innymi, są bowiem niezgodne z obrazem, jaki
zespół stara się zachować dla publiczności: Sekrety tego rodzaju są oczywiście sekretami niejako pod~vójnymi:
ukrywa się zarówno' ważny fakt, jak i to, że ważny fakt został ukryty. Sekrety wśtydliwe omawiałem w
rozdziale pierwszym, zajmując się problemem fałszywej prezentacji.
Po drugie, są sekrety, które można nazwać "strategicznymi". Odnoszą się one do możliwości i pla^nów
zespołu. Ukrywa się je w tym celu, aby przeszkodzić tym, przed którymi się je ukrywa, w skutecznym
przystosowaniu się do stanu rzeczy, jaki zespół zamierza stworzyć. Tajemnicami strategicznymi pośługują się
przedsiębiorcy i dowódcy wojskowi planujący posunięcia przeciwko stronie przeciwnej. Tak długo, jak długo
zespół nie udaje, że nie ma sekretów strategicznych, jego sekrety strategiczne nie muszą być sekretami
wstydliwymi.~ Jednakże nawet jęśli 'strategiczne sekrety zespołu nie są wstydliwe, ich ujawnienie lub odkrycie
niszczy przedstawienie, gdyż nagle i nieoczekiwanie okazuje się, że rzeczą nieużyteczną i niemądrą jest dalsza
ostrożność, milczenie i tajęmniczość w działaniu, które było niezbędne, zanim jego sekrety stały się wszystkim
znane. Można dodać, że sekrety o wyłącznie strategicznym charakterze zespół z konieczności ujawnia
wówczas, gdy ma już _ za sobą działania oparte na 'tajemnych przygotowaniach, natomiast sekrety wstydliwe
stara się utajnić na zawsze. Dodać też można, że częśto ukrywa się iriformacje nie z powodu ich akt~alnego
strategicznego znaczenia, ale dlatego, że sądzi się, iż pewnego dnia mogą takiego znaczenia nabrać.
Po trzecie, istnieje coś, co można nazwać sekretami "wewnętrznymi". Ich posiadanie czyni jed
" ~k~ członkiem grupy i pomaga grupie uzyskać P zucie odręl~xiości w stosunku do ludzi, którzy
należą do "dobrze poinformowanych" 1 Tajeme wewriętrzne nadają obiektywną treść intelek;"~..,
:~Slną subiektywnemu poczuciu dystanśu społecz, ~Y~go. Niemal wszystkie informacje w każdej in;~;;
~tytucji społecznej .pełnią w jakimś stopniu taką ~'·~.~rykluczającą funkcję. '
Tajemnice wewnętrzne mogą mieć małe znacze~ strategiczne i nie muszą być bardzo wstydliwe. e; Kiedy tak
jest, ich odkrycie lub przypadkowe ujaw` nienie przez członka zespołu nie musi prowadzić ` do rozbicia
zespołowego występu i wystarczy, jeśli - t8jemnicą zostanie objęta jakaś inna sprawa. Oczy` wiście, sekrety
wstydliwe i (lub) strategiczne mogą doskonale służyć jako sekrety wewnętrzne, co często prowadzi do
wyolbrzymiania strategicznego znaczeriia i wstydliwego charakteru pewnych ta
~: jemnic. Ciekawe, że przywódcy grupy społecznej. stają czasem wobec dylematu związanego z ważny; v- mi
tajemnicami strategicznymi. Ci członkowie gruy~:. py, którzy nie są do nich dopuszczerii, czują się wy":.
łączeni z grupy i urażeni wtedy, gdy wychodzą one `' w końcu na jaw. Z drugiej strony, im większa liczg ' ba
wtajemniczonych, tym większe prawdopodo
. bieństwo; że sekrety zostaną - chcący iub nie`~ chcący - ujawnione.
Uświadomienie' sobie, że zespół może znać ta;: jemnice innych zespołów, pozwala nam wyróżnić ;' jeszeze
dwa typy sekretów. Pierwszy obejmuje se: krety, które można nazwać "powierzony-mi". Posiaa; dacz tego
rodzaju tajemnic jest zobowiązany za' Cłiować je dla śiebie z powbdu swego związku z ze`yapołem, do którego
owe sekrety się odnoszą. Jeśli 7ednostka, której powierzono sekret, chce być oso
~"'bą, za jaką się podaje, musi zatrzymać go w ta' Por. rozważania D, Riesmana o .,dobrze poinformowaT
.nych", Samotny ttum, cyt. wyd., s. 244-253.
196 ,::: 197

jemnicy nawet wówczas, gdy sekret jej bezpośrednio nie dotyczy. Tak więc adwokat, ujawniający coś
niewłaściwego w postępowaniu swoich klientów, naraża na szwank dwa różne przedstawienia: pokaz
niewinno§ci klienta przed sądem oraz pokaz spolegliwo§ci adwokata w stosunku do klienta. Można też
wspomnieć, że strategiczne - wstydliwe lub nie - sekrety zespołu są najczę§ciej powierzonymi sekretami
poszczególnych ezłonków zespołu, ponieważ każdy z członków zespołu pragnie przedstawić się swoim
kolegom jako osoba wobec tego zespołu lojalna.
Drugi typ informacji o sekretach innych ludzi nazwiemy sekretami "nieobowiązującymi". Sekret taki to czyja§
tajemnica, znana jednostce, którą może ona ujawnić bez obawy zdyskredytowania prezentowanego przez nią
obrazu aamej siebie. W pośiadanie tego typu sekretów można wejść różnymi drogami: mogą one zostać odkryte
przypadkowo, ujawnione, nieostrożnie wyznane, powtórzone przez kogo§ irzeciego itd. Ogólnie rzecz biorąc,
sekrety powierzone, będące w posiadaniu jednego zespołu; mogą być wstydliwymi lub strategicznymi tajem-
nicami innego zespołu. Zespół, którego sekrety posiada ktoś inny, stara się zobligować ou~ego posiadacza do
traktowania ich nie jako sekretów nieobowiązujących, lecz powierzonych.
Rozdział ten jest po§więcony różnym rodzajom osób, które zdobyły dostęp do tajemnic zespołu, oraz
podstawom i zagrożeniom ich uprzywilejowanej pozyeji. Zanim jednak przejdziemy do istoty sprawy, warto
zaznaczyć, że zakres pojęcia informacji destrukcyjnej jest szerszy od pojęcia informacji, która musi być
utrzymywana w sekrecie, i że panowanie nad informacjami sprowadza się do czegoś więcej niż do
zachowywania tajemnicy. Na przykład wydaje się, że niemal każdemu występowi towarzyszą fakty nie do
pogodzenia z wrażeniem forsowanym przez wykonawc,ę, których
198
_ nikt nie gromadzi i nie wykorzystuje. Tak gazeta związkowa może mieć tak mało czy
w, że naczelny redaktor z obawy o swoje owisko nie zgadzi się na fachowe zbadanie sta~~ź ~ ~,~ czytelnictwa,
by nie dostarczyć nikomu, nawet , ;: ;~mu sobie, dowodu wątpliwej skuteczności ' ~' ;tw~,ojej pracy ~ Są to
sekrety utajone, a problemy
~~ymywania tajexnnicy polegają na zupełnie ': '~rm innym niż problemy zachowania sekretów v utajonych w
utajeniu. Innym przykładem infor; ` macji destrukcyjnych, które nie mają postaci se` icretu, są przedtem już
omawiane mimowolne ge
~yr. Tego rodzaju niefortunne zdarzenia wprowadzają informację - definicję sytuacji - niezgodną z
roszczeniami wykonawców, ale nie mają cech sekretu. Unikanie takich zdarzeń o niewłaściwej vvymowie jest
również rodzajem kontroli nad informacjami, ale w tym rozdziale zagadnienie to pominę.
Biorąc za punkt odniesieńia określone przedstak .; wienie, wyróżniamy ze wzgIędu na funkcję trzy `
podstawowe role: role tych, którzy występują, role
Eych, dla których występ się odbywa i role outsiderów, ezyli tych osób, które nie są ani wykonawcami, ąni
widzami. Role te możemy wyróżnić takźe na podstawie rodzajów informacji dostępnych ~każdej z tych trzech
grup. Wykonawc$~ są świadomi wrażenia, jakie kształtują, i zazwyczaj dysponują także potencjalnie
destrukcyjnymi informa
' cjalni na temat całego przedstawienia. Widownia wie to, co wykonawcy pozwolą jej dostrzec, oraz to; co sama
nieoficjalnie zobaczy dzięki uważnej obserwacji. Przede wszystkim zna ona jednak definicję sytuacji
kształtowaną przez przedstawienie, nie ma natomiast dostępu do destrukcyjnych in
, iormacji o tej definicji. Outsiderzy nie znają ani ~ Przytaczane przez H. L. V'Iilensky'ego, The Stnff..., roz-
dZ~ał VII.
199

tajer~nnic przedstawienia, ani tworzonego przez nie złudzenia rzeczywistości. W końcu te trzy podsta_ wowe
role można byłoby wyróżnić przez wskaza- ~ nie stref, do jakich osoby grające te role mają dostęp: wykonawcy
pojawiają .się zarówno na scenie, jak i za kulisami; publiczność ogląda wyłącznie scenę, outsiderzy natomiast
nie mają dostępu do żadnej z tych stref. Można by więc oczekiwać, że podczas przedstawienia występuje
korelacja między funkcją danych osób a rodzajem osiągalnych dla nich informacji i dostępe m do określonych
stref. Gdyby tak się działo, wiedząc, do jakich stref jednostka ma dostęp, wiedzielibyśmy zarazem, jaką gra ona
rolę w przedstawieniu i jakie posiada o nim informacje.
~ W rzeczywistości jednak rzadko występuje pełma zgodność funkcji, rodzaju posiadanych informacji i dostępu
do określonych stref. Istnie~a; inne jeszcze perspektywy, z jakich oglądać można przedstawienie, któryeh
przyjęcie komplikuje prostą relację między tyllii trzema zmienilymi. Niektóre z owych perspektyw pojawiają
się tak często i ich znacz~nie dla przedstawienia jest tak oczywiste; że .możemy nazywać je rolami; chociaż
odnosząc je do trzech ról podstąwowych wypadnie . nam mówić o rolach pobocznych. Część takich ról
zanalizuję w tym rozdziale.
Najbardziej rzucające się w oczy role poboczne, to role osób wchodzących do organizacji w cudzym
przebraniu. ·
Po pierwsze, istnieje rola i n f o r m a t o r a. Informatorem jest osoba, która wchodzi za kulisy podając śię za
członka zespołu, zdobywa destrukcyjne dla niego informacje, po czym otwarcie lub w tajemnicy sprzedaje je
publiczności. Powszechnie znane są polityczne, wojskowe, przemyśłowe, kryminalne warianty tej roli. Jeżeli
się wydaje, że tego rodzaju jednostka przyłączyła się początkowo
=~społu w uczciwych z,amiarach,, bez ułożonego "~,czasu planu ujavnienia jego tajemnic, nazywa~, ją
zdrajcą, renegatem lub kimś, na kim nie ~żna polęgać. Kogoś, kto wszedł do danego ze' ~ tylko po to, by
donosić, nazywamy czasami ' iegierrl. Oczywiście zdarza się bardzo często, że
f ' ormatorzy - niezależnie od tego, czy są zdraj~ini, czy szpiegami - mają znakomitą sytuację do ,.~dwójnej
,gry, sprzedając tajemnice tych, któizy ~·Qd. nich inne tajemnice kupują: Informatorów moż;'~, rzecz jasna,
klasyfikować inaczej, na przylcład ~;dzieląc ich za Hansem Sp.eierem na takich, którzy ':a$ specjalnie
szkoleni, i.na amatorów; na ludzi wyvsokiego i niskiego stanu, na pracujących dla piepiędzy i pracujących dla
idei.'
Po drugie, istnieje rola k 1 a k i e r a. Klakier zachowuje się w taki sposób, jakby był zwykłym widzem, w
rzeczywistości jednak działa w porozumieniu z wykonawcami. Zazwyczaj klakier już to `;~ostarcza
publiczności pożądanego przez wykonaw''~6w wzoru reagowania na występ, już to wywołuje "~~akie jej~
zachowania się, które są w danej chwili tuezbędne do dalszego toku przedstawienia. Okre!ś~ęnie "klakier",
ezęste w przemyśle rozrywkowym, weszło do powszechnego użytku. Przekonanie 4 ważności tej roli
wynieśliśmy z obserwacji festy~iów , i jarmarków. Poniższe definicje dotyczą podobnych pojęć.
` ,;S ~ c z ę ś 1 i w i e c - osoba, czasem miejscowy ~lrostaczek, wynajęta przez właściciela «stałego» ~iska
hazardowego, aby wygrywała wysokie staw~i, zachęcając w ten sposób tłum do gry. Kiedy ~rawdziwi gracze
zaczynają już grąć, szczęśliwcy ~Vycofują się i zwracają swoją wygraną komuś, kto ;t~a pozór nie ma z grą nic
wspólńego."'
"P r z y n ę t a - pracownik cyrku, który spieszy ° H. Speier; Soctal Order and the RlslCs of War, Glencoe
~962, e. 284.
' ~ D. Maurer, Carnlval Cant, "American Speech"; VI, s. 336:
200 ~' ` 201

do budki z biletami w momencie, gdy facet reklamując~ przedstawienie kończy swą mowę. On i jego koledzy
kupują bilety i wchodzą do środka, a tłum pospiesza w ich §lady."'
Nie jest bynajmniej tak, że klakierzy występują wyłącznie w niezbyt szacownych przedstawieniach (jeżeli
nawet klakierzy, grający swą rolę systematycznie i bez złudzeń, nie są osobami zasługującymi na szacunek).
Często zdarza się na przykład, że w trakcie towarzyskiego spotkania żona z zainteresowaniem słucha
anegdoty, którą opowiada jej mąż, zachęcając go w ten sposób do dalszego opowiadania, choć tę samą historię
słyszała już po wielekroć i wie, że mąż tylko udaje, że opowiada ją po raz pierwszy. Klakier jest więc kimś, kto
podaje się za zwykłego widza i swą niezauważalną dla innych widzów wiedzę wykorzystuje- w interesie
występującego zespołu.
Przypatrzmy się teraz innemu mistyfikatorowi, kryjącemu się w§ród publiczności, tym razem takiemu, który
posługuje Się swą niewidoczną na zewnątrz wiedzą nie dla dobra zespołu, ale dla dobra publiczności. Może to
być na przykład osoba, kt'ora została wynajęta do kontrolowania wykonawców w celu,ustalenia, czy tworzone
przez nich wrażenia nie rozmijają się zbytnio z rzeczywistością. . Działa ona - oficjalnie lub nie - jako rzecznik
interesów niczego nie podejrzewającej publiczno§ci, występując w roli widza o większej niż przeciętna
spostrzegawczo§ci i rygoryzmie moralnym.
Czasem rzecznicy tacy działają otwareie, z góry ostrzegając wykonawcę, że ich następny występ . będzie
podlegać kontroli. W ten sposób debiutujący wykonawcy i osoby aresztowane zostają uprzedzone, że cokolwiek
powiedzą może zosta~ potraktowane jako dowód przeciwko nim. Człowiek przeprowadzający obserwację
uczestniczącą, który od
6 P. W. White, A Circus List, "American Speech", L, s. 283.
202
'`~` ticu przyznaje się do swoich ćelów, daje obyanym wykonawcom równe szanse.
jednak rzecznicy interesów pubiiezności ją z ukrycia, udając, że są tak samo łatwvo~ jak reszta widzów;
podsuwają w ten spo",
wykonawcom sznur, na którym ci sami się ją. Takiego rzecznika, działającego bez uprze'a, potocznie nazywa
się niekiedy "wtyćzką" .
~;~ zrozumiałych powodów nie lubi. Może się zda,~ć, że klient, do którego sprzedawca odniósł się
,~grzecznie; jest w rzeczywistości przedstawicie~ zatrudniającej go firmy, sprawdzającym spo~ traktowania
klientów przez personel, kiienci . ~; którym sklepikarz sprzedał towary po niele``::~lnych cenach są
przedstawicielami komisji ćen. . ~ tym samym problemem spotykają się kolejarze:
"Kiedyś konduktor pociągu mógł domagać się "`:~zacunku od pasażerów. Teraz «wtyczka» może ~ ~iztapać»
go, jeśli nie zdejmie czapki wchodząc do
ziału, w którym siedzi kobieta, lub gdy nie ` 'e zachowywał się z ową służalczością, uświa~,~niającą mu
różnice klasowe, rozpowszechnienie ~` ~ę wzorów Europy i świata hoteli oraz konkuren~~ję między różnymi
§rodkami transportu." s
~ .~ Podobnie, może się zdarzyć, że prostytutkę pod~~:~tas jej ulicznego występu zaczepia kiient, który
~~szuje się policjantem.' Ciągła możliwość powtó~.~~tenia się takiej sytuacji, nakazuje jej zachować
~ś~strożność w ~stosunkach z obcymi, co zmniejsza ~`M c §ci skuteczność działań.
~' Ńawiasem mówi c
ą , powinniśmy odróżnić praw~#~ziwe "wtyczki" od samozwańczych, nazywanych '.t~ęsto "krytykantami" czy
"mądralami", które _k~'Wbrew swoirll zapewnieniom nie orientują się w ~ilperaćjach dokonywanych za
kulisami i nie są ani
~~'' ~ W. F. Cottrell, The RaiLroader, Stanford 1940, s. 87.
9 J. M. Murtagh i S. Harris, Cast the First Stone, New iiork 1958, s. 100, s. 225-230.
'°~,`' . 203

przez prawo, ani przez zwyczaj upoważnione do", reprezentowania publiczności.


Przywykliśmy do traktowania osób, które kon_ trolują poziom przedstawienia i wykonawców (nlezależnie od
tego~ ezy robią to otwarcie; czy też bez, uprzedzenia) jako przedstawicieli sektóra usł zwłaszcza zaś kontroli
społecznej, sprawowanuej przez organizacje rządowe w ~nteresie konsumentów. i podatników. Często wszakże
praeę tego rodzaju wykonuje się na szerszą społe~zną skalę. Wy_· konują ją na przykład biura heraldyczne i
proto_ · kolarne, służące - z jednej strony r- do wspiera- ; nia pozycji szlachty i wysokich urzędników, z drugiej
strony tych, którzy bezpodstawnie pretendują; do wyższych pozycji społecznych.
Wśród publiczności spotykany jest jeszcze jęden osobliwy typ. Zajmuje on skromne, nie rzucające się w oczy
miejsce i wraz z innymi widzami opu-' szcza salę po prz~edstawi.eniu. Po wyjściu udaje się ~ do swego .
pracodawcy, który konkuruje z wystę-'' pującym zespołem, aby opowiedzieć, co widział. To~ "podglądacz":
zawodowy klient kupujący u kon~ kurencji, żeby jego pracodawca wiedział, co się'~ tarn dzieje; to wysłannik
salonu mody na pokazi~ w innym salonie; to cudzoziemiec-szpieg na defi-:~ ladzie wojskov~~ej. Jest to osoba,
która jest upraw-~ niona do oglądania spektaklu, ale dla przyzwoito=~ ści powinna kryć się za własnyxpi
kulisami, po-; nieważ ogląda spektakl ze złej perspektywy; w po-~ równaniu z tym, jak odbiera spektakl widz
w peł=; ni prawowity, jest on dla niej ciekawszy; a zara-~ zem bardziej nudny. .
Inną rolą poboczną jest rola pośrednika ~czy mediatora. Pośrednik poznaje sekrety óbu stron, robi° na każdęj
wrażenie, że zachowa jej tajemnice i rze-; czywiście je zachowuje, ale zarazem kłamie, suge-; rując każdej ze
stron, źe jest wobec niej bardziej lojalny niż wobec drugiej strony. Czasem, jak w wypadku mediatora sporów
między robotnikami
siębiorcami, dwi~ spierające się strony mó` ęki niemu dojść do korzystnej dla obu ugo
'a,~~2asem, jak w wypadku agehcji teatralnych, ik..każdej ze stron może dostarczać takich `Fr,nacji'o drugiej,
które ułatwią przysżły zwią~ C~sQm, jak to dzieje się w wypadku swatów,
może podejmować r~iezobowiązujące roz~~yvy na tematy, które omawiane bezpośrednio ~Z zainteresowanych
mogłyby doprowadzić do ;łpotliwej konieczności powiedzenia tak lub nie. ~iedy pośrednik pracuje w obecności
obu zespo~v, których jest członkiem, powstaje cudowne wiwisko, przypominające nieco człowieka próbują~o
desperackó grać z samym sobą w tenisa. Raz ~zeze musimy zauważyć, że zasadniczym przedotem naszej
analizy jest nie jednostka, lecz zeSł i jego członkowie. Działalność pośrednika jako lnostki jest dziwaczna, nie
do utrzymania, pozba~na godności, pełna zmiennych pozorów. Jego loność oscyluje między jednym a drugim
zespołem. te wahania rozpątrywane w kontekście jednoteznej przynależności..do dwóch zespołów są całwicie
zrozumiałe. Pośrednika można uważać za @oś, kto po prostu gra rolę podwójnego klakiera: tolę pośrednika
ilustrują . niedawno przeprowatne badania funkcji mistrza. Nie tylko musi on yjąć obowiązki kierownika,
kierującego wido~ciem dawariym w fabrycę dla widowni z dyrekMusi on również przybrać w słowa to, o czym
; i co widzi publiczność, w taki sposób, by nie ~aść w konflikt z własnym sumieniem i powieeć coś, co będzie
do przyjęcia dla publiczności.$ ~tm przykładem roli pośrednika jest przewodnicy prowadzący oficjalnie
zebranie. Od momenw którym otworzył zebranie i przedstawił-mówod razu został uznany przez słuchaczy za
wzórnaśladowania,. pokazujący swoim przesadnym
zob. F. Roethlisberger, The Foreman..., cyt. wyd.
204 - 205

zachowaniem się, jak uważnie i ze zrozumienieln ą należy słuchać oraz które fragmenty przemówienia -
przyjmować z powagą, które zaś kwitować §mie_ chem lub aprobującym chichotem. Mówcy, którzy przyjmują
zaproszenie do źabrania głosu, zakła_ dają, że przewodniczący będzie "troszczył się°~ o nich stając się
wzorowym słuchaczem i starannie podkreślając, że ich wypowiedzi naprawdę mają znaczenie. Występ
przewodniczącego jest skuteczny po czę§ci dlatego, że słuchacze są zobowiązani potwierdzić każdą definicję
sytuacji, jaką on wpra_' wadzi, czyli przyjąć jego linię słuchania. Nie jest rzeczą dramaturgicznie łatwą
jednocześnie pokazy-; wać mówcy, że się go docenia, i panować nad salą; ! bywa, że przewodniczący nie jest
zdolny skupić i się na tym, czego tak pokazowo słucha.
Rola po§rednika jest szczególnie istotna podczas~ nieformalnych interakcji towarzyskich, co uśwlą-a damia
nam raz jeszcze przydatność dwuzespoło ` wego . modelu analizy. Kiedy jednostka w kręgu' osób zajętych
konwersacją podejmuje jakieś dzia ' łanie lub zabiera głos, zwracając na siebie uwag obecnych, dokonuje ona
definicji sytuacji w s sób, który nie musi być od razu do przyjęcia całego audytorium. Ktoś z obecnych może
poczu się wtedy bardziej niż pozostali -odpowiedzialny dalszy przebieg,interakcji i będzie starał się prz łożyć
różnicę Iniędzy słuchaczami i mówcą na j , zyk, który jest łatwiejszy do przyjęcia dla wszys kich, niż język
użyty przez tego ostatniego. W chwi lę później, gdy głos zabierze ktoś inny, może p jawić się inny po§rednik i
mediator. Na nieformal ną konwersację można więc patrzeć jak na two~ rzenie i odtwarzanie się zespołów,
kreowanie sy coraz to nowych po§redników.
Przedstawili§my kilka rodzajów ról pobocznych~ informatora, klakiera, "wtyczki",. podglądacza i p~ średnika.
W każdym wypadku mamy do czynienia z nieoczekiwanym, niewidocznym związkiem Inię~
`' symulowaną rolą, posiadanymi informaćjami , 4dostępem do określonych stref. W każdym też
adku mamy do czynienia z kimś, kto może `'~ w ~ stniczyć w rzeczywistej interakcji wykonaw~'~w i
publiczno§ci. Dalsza rola pobóczna, jaką moż_
~~ ~ rozważyć, to~ rola "osób, któx~ych nie ma", to 't "~ ~st osób, które są obecne podczas interakcji, ale ' .
;~d pewnymi względami nie pełnią ani roli wy
ltonawcy, ańi roli widza, ani też nie podają się za , iogo§, kim nie są (jak to ma miejsce w wypadku
informatorów, klakierów i "wtyczek") ~
W naszym społeczeństwie klasycznym przykładetn "osoby, której nie ma", bywa służący, obecny tła sceliie
wówczas, gdy gospodarz popisuje się ;'~yvoją go§cinno§cią przed zaproszonymi gośćmi. ~hociaż w jakilnś
sensie należy do zespołu gospo
~ darza (i tak go poprzednio traktowałem), to z pewnego punktu widzenia jest definiowany, zarówno przez
wykonawcę, jak i publiczność, jako ktoś, kogo nie ma: W niektórych grupach służący może
~,~ : mieć swobodny dostęp do kulis i w jego obecności ~r w zasadzie nie trzeba się wysilać na robienie wra-
.`żenia. Pani Trollope podaje nam takie przykłady:
` "Miałam wielokrotnie możność obserwować, jak ~ .: bardzo nie zwracano uwagi na obecność niewolni-
r'r.ków. Mówiono w ich obecno§ci o nich, o ich położe~.:r0.iu; zdolno§ciach, prowadzeniu się w taki sposób, ~
: jakby byli głusi. Kiedyś widziałam młodą damę,
v` która przy stole wstydziła się dotknąć łokciem ~-~~n ę ż c z y z n y, ale w obecności murzyńskiego słu-
~j"~,ir~cego z całkowitym spokojem sznurowała sobie ~,~vgorset. Pewien gentleman z Wir~inii powiedział
_~` ~ tx~i, że od czasu gdy się ożenił, przywykł do tego; ~~ ,~e w tym samym pokoju, co on i żona, spała mło~
~- da Murzynka. Spytałam, do czego jest mu potrzeb~, ~~ ~y taki- nocny dozorca. - Mój Boże - odpowie
~ Pełniejsze u'ęcie roli znałeźć można w pracy: E. Goffman, Cotnmunicat2on..., cyt. wyd., rozdz. XVI.
~ĘF ,
207 206
f~

dziak - a cóż zróbiłbym w noc~, gdyby zachciało mi się pić?» to ,


Jest to przykład skrajny. Chociaż w zasadzie sku- ~` żący odzywa się tylko na wezwanie, to jego obecność
narzuca pe`wne ograniczenia ósobom w pełxli óbecnym, tym większe; im mniejszy jest społećzny. dys.tans
między obsługiwanym a służącym. W wy_ padku innych ról zbliżonych w naszym społeczeń- . stwie do roli
służącego, na przykkad roli windziarza czy taksówkarza, obie strony bywają niepewne co do tego, na co można
sobie pozwolić w obecności takiej "osoby, której nie ma".
Prócz wymienionych ról zbliżonych do roli służącego są także inne typowe kategorie osób, które mimo
fizycznej obecności bywają traktowane tak, . jakby ich nie byko. Podobnie zachowujemy się w obecności dzieci,
osób bardzo starych czy ciężko chorych. Obecnie wzrasta też ilość per sonelu technicznego - stenografów,
techników radiowych i telewizyjnych, fotografów, tajniaków itd., którzy, podczas ważnych ceremonii
odgrywają isto~ną tech- ' nicznie, ale nie uwzględnioną w scenariuszu rolę.
Może wydawać się, że z pełnieniem ról "osób, których nie ma" wiąże się niejako podległość czy ' ,
lekceważenie przez innych, ale nie powinniśmy za- .
pominać, że przyjęcie takiej roli lub zgoda na narzucenie jej sobie bywa dla wykonawcy wygodna. Ponadtó
zdarza się, że osoba podlegka uznaje za jedyny sposób odnoszenia się do zwierzchnika traktowanie go tak,
jakby go nie było. Tak więc na Szetlandach, gdy brytyjski lekarz, wyksztakcony ' w ekskluzywnej szkole,
odwiedza domy swoich pacjentów, biednych zagrodników, gospodarze nie wiedząc; jak powinni się przy nim
zachować, traktują go tak, jakby byk Iiieobecny. Zdarza się również; że zespół traktuje jednostkę tak; jakby
była
~~ Mrs. Trollope, Domestic Manners of the Amertcans, Lóndon 1832, tom II, s. 56-57.
208
ecna, nie dlatego, że jest to naturalny czy ie możliwy sposób postępowania, ale dlatego, ,ce wyrazić swoją
niechęć wobec kogoś, kto pił niewłaściwie. W takich sytuacjach wido, ma uzmysłowić wyrzutkowi, że jest
ignoro, to natomiast, z jakiej działalności zostaje on i sposób wyłączony, ma drugorzędne znacze
Potąd mówiłem ó osobach, które nie są ani wiami, ani wykonawcami, ani też outsiderami, powodu trudnego do
przewidzenia dostępu do 'ormacji i określonych stref. Obecnie chciałbym sedstawić jeszcze cztery dodatkowe
rodzaje ról bocznych. Będą to głównie role osób, które nie zestniczą w przedstawieniu, lecz mają o nim in
Po pierwsze, istnieje ważna rola "specjalisty" !vpbsługi. Jest ona pełniona przez ludzi specjalizują`;~ych się w
organizowaniu, ulepszaniu i czuwaniu .pad sprawnym przebiegiem widowiska, którę ich ~lienci wystawiają
przed innymi ludźmi. Niektóz.~y z tych pracowników, na przykład architekci ~ sprzedawcy mebli - to
specjaliści oą dekoracji; ~~tni, na przykład dentyści, fryzjerzy, dermatolo~~zy - zajmują się osobową fasadą,
jeszcze inni, na ='~rzykład księgowi, adwokaci czy badacze - przy~otowują dane potrzebne klientowi do
występu, ~CZyli ustalają linię argumentacji zespołu i podbu'~dowują jego pozycję intelektualną.
Z konkretnych badań zdaje się wynikać, że spe~aliści obskugi nie potrafiliby pomóc klientowi, ~dyby nie znali
pr,zynajmniej tylu destrukcyjnych ,~iformacji o przedstawi~niu, ile zna ich on sam. ~'odobnie jak czkonkowie
zespołu, specjaliści pozna
tajemnice widowiska i mają dostęp za kulisy. ;~cz w odróżnieniu od członków zespołu, nie po'iaoszą ryzyka i
odpowiedzialności ani nie dzielą ~tysfakcji, jakich dostarcza występ przed publicz#lością, w którym mają swój
udział. W odróżnieniu
Człowiek w teatrze 209'

od członków zespołu, poznając jego tajemnice nie muszą .odsłaniać swoich. W tym kontekście można
zrozumieć, dlaczego etyka zawodowa często naka_ zuje specjalistom "dyskrecję",, to znaczy nie p~_ zwala na
ujawnianie przed . osobami z 'zewnątrz powierzonych im tajemnic. Tak na przykład psy_ choterapeuci, przed
którymi masowo toczy się ro_ dzinne wojny naszych czasów, są zobowiązani do milczenia wobec wszystkich, z
wyjątkiem ludzi sprawujących nad nimi .kontrolę. Kiedy ogólna po. zycja społeczna specjalisty obsługi jest
wyższa niż pozycja jego klientów, ogólne oszacowanie ieh przez niego powinno znaleźć potwierdzenie w
szczegółach, jakie taki specjalista musi zdobyć na ich temat, W pewnych sytuacjach jest to istotny czynnik
utrzymywania status quo. Na przykład w małych miastach Ameryki banlsierźy z upper-middie-class dowiadują
się, że właściciele niektórych drobnych przedsiębiorstw prezentują z przyczyn podatkowych fasadę, która nie
pasuje do rozmachu ich transakcji bankowych, inni zaś przedsiębiorcy prezentują publicznie budzącą zaufanie
iasadę wypła: cainości, natomiast po cichu iebrzą o pożyczkę. `'V podobnej sytuacji znajdują się lekarze z klasy
średniej filantropijnie leczący wstydliwe choroby we wstydliwych okolicach, którzy sami nie mogą ochronić
spraw intymnych osób z klasy niższej przed wglądem ich zwierzchników. Podobnie, wła~ śeiciel domu
odnajmujący mieszkania wie, że cho· ciaż wszyscy lokatorzy zachowują się tak, jakby zawsze w terminie
płacili czynsz, to jednak nie· którzy z nich płacą tylko za ~pierwszym razelxia (Czasem również osoby nie
będące specjalistami obsługi mają taką samą pozbawioną złudzeń per~ spektywę.) W wielu organizacjach na
przykład, dc obowiązków urzędnika dyrekcji należy obserwo· wanie pokazu niezmordowanej fachowości perso·
nelu, chociaż moie on, na własny użytek, mieć od~ powiednio złą opinię o podległych mu Iudziach.
jGasami zdarza się, oczywiście, że ogólny status ~tów jest wyższy od statusu specjalistów, zaan_wanych po to;
by dbali o ich fasadę. Jest to
cja interesującej rozbieżn~ści ęlernentów po_ ~~"ji społecznej: z jednej strony, mamy dó czyniea~z wysoką
pozycją i niskim stopniem panowanią ' d informacjami, z drugiej - z niską pozycją yvysokim stopniem
panov~~ania nad informacjami.
~yaakich wypadkach specjalista móże być szczegól~`~(ie uwrażliwiony na słabości widowiska dawanego
r;~atzez lepszego od siebie , klienta, zapominając przy `a;)rm o słabościach własnego przedstawienia. W re'
~ultacie, tacy specjaliści wykazują czasami zna~tienną ambiwalencję, odnosząc się cynicznie do '~;świata
;,lepszych" dokładnie z tego samego po:~odu, z jakiego ich wyręczają w pracy. Dozorca ~ xacji swych zajęć
wie, co piją lokatorzy, co jedzą, `'~akie otrzymują listy, jakich rachunków nie za~g~acili, kiedy dama z
najlepszego apartamentu przechodzi za swoją nieskazitelną fasadą men~truację i czy kuchnia, łazienka araz
inne strefy `;i~&kulisowe są czyste.ll Podobnie, kierownik stacji ~lienzynowej potrafi zauważyć, że człowiek;
który` ~wali się swym nowym Cadillakiem, kupuje naj:~ańsze paliwo za dolara i szuka darmowej napra~^y.
Wie on także, kiedy mężczyźni popisujący się ~sjomością samochodów, w gruncie rzeczy, nic ~e umieją, gdyż
nie potrafią wskazać przyczyny ~ajprostszego uszkodzenia czy~ nawet sprawnie ~d jechać do pompy
benzynowej. Także sprzedaw~ ubrań dostrzega, że klient, po którym zupełnie ~ę tego nie spodziewał, ma
brudną bieliznę i że ~lienci bez żenady oceniają odzież według tego; ~Y pomaga stwarzać pozory. Sprzedawcy
męskich titbrań zauważają, że gburowaty pokaz braku zain~_resowania swoim wyglądem zewnętrznym, dawa
11 Zob. R. Gold, The Chicago Ftat Janitor (niepublikowa~ praca dyplomowa, Department of Sociology,
UniversitY ~ `Chicago, 1950) sżczególnie rozdz. IV, The Garbage.
210 '" ~ 21l

ny przez mężczyzn, jest często jedynie popisem, i ci mocni, milczący panowie będą przymierzać garnitur za
garniturem, kapelusz za kapeluszem dopóty~ dopóki nie natrafią na taki, w którym wyglądają dokładnie tak,
jak to sobie wymarzyli. Podobnie na I~dstawie tego, co szacowni businessmeni chcą od nich, by robili lub ni,e
robili, policjanci dowiadują się, że owe filary społeczeństwa nie mają tak znowu niewzruszonych zasad'~
Hotelowe pokojó vki wiedzą, że zachowanie gości - mężczyzn, zalecających się do nich w pokojach, ma
niewiele wspólnego z nienagannością manier demonstrow aI~ych gdzie indziej 1'
Hotelowi funkcjonariusze bezpieczeństwa, popularnie zwani szpiclami domowymi, w większości twierdzą, że
kosz na §mieci może ukrywać dwie odrzucone wersje listu samobójcy:
"Kochanie, W chwili, gdy to otrzymasz, będę tam, gdzie nie potrafisz już mnie zranić"
oraz: "Kochanię, W chwili, gdy będziesz to czytała, nic, do czego
jesteś zdolna, nie będzie mogło mnie już zranić:' 1° Te wersje listów samobójcy, w których ćwiczył
pożegnanie, starając się utrafić we właściwy ton, dowodzą, że nie był to bynajmniej akt niekontrolowanej
rozpaczy. Jeszcze innym przykładem mogą być specjaliści obsługi o wątpliwej reputacji, którzy urzędują w
niereprezentacyjnej części miasta po to, by klient nie zauważony mógł przyjść po poradę. Pan Hughes mówi:
"w powieściach trafiają się opisy dam, które za woałowane udają się samotni,e do wróżki lub aku szerki o
wątpliwej reputacji praktykującej w po
1~ W. Westley, The PoLice, cyt. wyd., s. 13i. 13 Studium autora o hotelu szetlandzkim.
ls D. Collans i' S. 5terling, i Was a Iiouse..., cyt., wYd ~ s. 156.
212
~":zanej czgści miasta. Anonimowośe pewnych `-ielnie pozwnla ludziom szukać fachowych
`' g - nielegalnych lub legalnych, ale wstydlir - u osób, z którymi nie chcieliby byó zoba_ u
~~~' przez kogo§ z ich własnej sfery." "
~:; Qczywi§cie, specjalista może także krążyć po ~ie§cie, zachowując anonimowość, jak to dzieje się `~,~,;
wypadku specjalisty od tępienia robactwa
'~_ ,-f szczurów, reklamującego się jako osoba, która ` przyjeżdża do: domu klienta ciężarówką, nie zdra-
:.;dzając jej zawartości. Każdy, kto gwarantuje ano:- ~mowo§ć, przyznaje, rzecz jasna, tym samym, .~ .,:
klienb jej potrzebuje i z niej skorzysta.
Nie ulega wątpliwości, że specjalista, którego praea wymaga dostępu za kulisy, może być dla klien: ta
kłopotliwy. Przyglądając się jednak innym `; przedstawieniom stwierdzamy, że nię zawsze tak , .być musi.
Stale spotyka się klientów, dla których
~- ;'. korzystanie z usług specjalisty jest wartością samą ~` ^ ` w sobie i nie pełni służebnych funkcji wobec wi~
~:dowisk prezentowanych przez nich wobec inn,ych
,Iudzi. Wiele kobiet chodzi do śalonów piękności ~ ..;bynajmniej nie po to, żeby się uczesać, ale po to, by mieć
poczucie, że ktoś wokół nich się krząta
~ ;', i mówi im: - Łaskawa pani: Twierdzi się, że na
: przykład w Indiach korzystanie z pomocy specja-` ~'. listy w kwestiach obrzędowo ważnych_ ma podstaa
;wowe znaczenie dla potwierdzenia pozycji kasto
4~.,~ej.'e W takich wypadkach wykonawca może być , zairiteresowany tym,, by dać się dobrze pożnać ob-
~~~'sługującemu go specjaliście, nie zaś tym, jak wy
`~~:' padnie jego występ, który ten specjalista pomaga , mu zorganizować. Istnieje oprócz tego specyficzny ,.a~
, t'odzaj specjalistów, do których klient udaje się ~~ ~' wtedy, gdy sprawn jest zbyt wstydliwa, by móc y
~~~`,'~" '° E. C. Hughes i H. M. Hughes, Where Peopie Meet, fllenE'oe 1858, s. 191.
'~ Za te i inne dane dotyez~ce Indii i sa wiele innyclv 'i~dZięćzny jestem MeKisxl Marriottowi. i
~_w * ,. ,
21s

pójść z- nią do fachowca, z którego usług zazwy_ cza j korzysta. Tak więc chęć uniknięcia przedsta
; wienia przed własnym lekarzem kaie pacjentowi udać się do farmaceuty po środki antykoncepcyjne lub
lekarstwo na choro.bę weneryćzną 1' Podobnie w Ameryce człowiek, który .popadł w kompromitujące go
tarapaty, może - wstydząc się białych - awrócić się ze swymi kfopotami do murzyńskiego adwokata ~$
Oczywiście, specjaliści obsługi; którym powiei rzono jakieś sekrety, umieją wykorzystać posia' daną wiedzę w
celu uzyskania ~d swych klientóW i , jakichś koncesji. Prawo; zawodowa etyka ezy doi brze pojęty interes
własny powstrzymują ich
przed ordynarnym szantażem, co jednak nie zna-' czy, że ta społeczna kontrola jest równie skutecz, na w
wypadku delikatnego domagani~ się drob
nych korzyści. Jednym ze środków zapewnienia sobie dyskrecji jest zatrudnianie na stałe ekonomistów,
prawników, księgowych oraz innych spe
i cjalistów od tworzenia werbalnych fasad, w konI sekwencji śtają się oni udziałowcami, a nawet do' puszczeni
zostają do spółki. Włączając specjalistę
do organizacji i czyniąc go częścią zespołu osiąga ~ ię także poczucie większej pewności, że swoimi
umiejętnościami będzie ón służył raczej widowisku klienta niż chwalebnym, ale jakże niepraktycznym
i sprawom w rodzaju obiektywności s~dów czy prezentowania publiczności specjalistów ciekawych danych
teoretycznych.l~
i? A. Weinlein, Pharmacy as..., cyt. wyd., s. 106.
Ie W· H. FIale, The Career Development op the Negro
Lawyer (niepublikowana praca doktorska, Department of Sociology, University of Chicago, 1949), s. 72.
ie Od specjalisty od fasad słnwnych, wciągniętego do or
ganizacji, oczekuje slę, te będzle zbierał i przedstawiał dane w talci sposób, by maksymulnie, wesprzeć
roszczenia zespolu w danym cztzsie. : ame fakty zwykle są sprawą drugorzędną,
&ą tyllco jednym z czynników, który nale2y rotwaźać razem z innymi, takimi choćby, jak ~rawdopodobna
argućnenty
t~ jeszcze zatrzymać się nad pewną odmianą ,~peejalisty, a mianowicie rolą "specjalisty-nau~ieia"..Osoby
pełniące tę rolę mają złożone za~- nauczania wykonawcy sposclau tworzenia ~eianego wrażenia: przyjmując w
trakcie nauki ~ przyszłej widowni i pokazu jąc przy pomocy
konsekwenc je niewłaściwego postępowania. ~ ~ką pełnią zarównó nauczyciele 'w szkole czy ;ice; jak i
podoficerowie musztrujący rekrutów. ~ykonawcy często czują się w obecności instruk=
na.epewnie, jeśli od ehwili, kiedy pobierali ki upłynęło dużo czasu, a zdobyta wiedza wy~ się im oczywista.
Instruktor przywołuje w paci wykonawcy zrepresjonowany obraz własnej ~y jako kogoś, kto przechodził przez
trudny emiły okres "stawania się". Wykonawca mógł eć zapomnieć o swoich głupotach, ale nie mógł ,wić,, by
zapomniał o nich nauczyciel. Jak twierRiezler, mając na myśli każdy zawstyuzający , "jeśli inni o tym wiedzą,
to taki fa,~t rzeczy;ie się zdarzył i obraz samej siebie, jaki ma iostka, wymyka się spod jej kontroli" ~°. Trudno
Cugiej strony, predyspozycje szerszej publiczności, do któpj, zespół może apelować o poparcie, zasady, które
wszyscy
Ilnteresowani czują się zobowiązani werbalnie podtrzymy~1e itp. Jędnai.źe zdarza się, źe osoba, która pomaga
zbie
~E dane i sformułować strategię prezentowania faktów ~. słownym spektaklu zespołu, takźe wyraźa swe -
osobiste; f~kowicie odmienne zdanie podezas prezentowania owej fa
!dy pubiicznoźci, Istnieje bowiem ró3nica między napisa~1n scenariusza obrzędu a odegranie n go podczas
spek~tłu. Kryje się w tym potencjalnie dylemat. Im'bardziej
?awiem specjalista będzie skłonny odłożyć na bok swe 2aodowe standardy i mieć na względzie tylko interesy
zatiHniającego go zespołu, tym bardziej uźyteczne mogą być al zespołu jego argumenty; jednak im silniejsza
jest jego ~Ycjg jako niezależnego specjalisty zainter~esowanęgo je,~nie faktami, tym bardziej efektywne
będzie jego wystąl~3le pized publicznością i prezentowane rezultaty analizy. lrdzo bogatym źródłem jest tu H.
L. Wilensky, The Staff···, n. Wyd.
~° IC. Riezler, Comment..., cyt, wyd., s. 458.
21~ ~'~~a.- 215

jest znaleźć właściwą postawę wobeó osób, które ' znają nas z czasów, gdy nie posługiwaliśmy się obecną
fasadą, osób, które ,;znały nas kiedyś", jeśli
~ są to jednocześnie osoby, które reprezentują reakeję widowni na nasz występ i nie mógą być potrakto. wane
jako starzy koledzy z zes~łu.
Specjalista obsługi reprezentuje jedną kategorię osób, które nie będąc wykonawcami mają dostęp za kulisy i do
potencjalnie destrukcyjnyct~ infor~macji. Drugą kategorię stanowią~ ci, którzy grają role "powierników". To
im wykonawca zwierza się : z własnych grzechów, drobiazgowo opowiada; w jakim sensie wrażenie twórzone
w trakcie przedstawienia jest tylko wrażeniem. Powiernicy zazwyczaj umieszezeni są w strefie zewnętrznej i
tylko dorywczo pojawiają się za kulisami czy. na seenie. To właśnie takiej osobie mąż opowiada o swoiclr
biurowych strategiach i intrygach, to wobec niej ujawnia niewypowiedziane uczucia i sztuczki, z jakich
korzysta, to ona czyta brudnop,is listu dotyezącego rezygnacji czy przyjęcia posady, sprawdza-, jąc trafność
sformułowań i stosowność tonu. A kie-: dy byli dyplomaci i byli bokserzy piszą swe pa-, miętniki, czytająca
publiczneść wkracza za scenę i sta-je się bladym powiernikiem wielkich widó-` wisk, chociaż są już one od
dawna przebrzmiałe;'
Osoba, której się ktoś zwierza, nie robi tego dla interesu, ani jak specjalista obsługi nie pobiera za! to opłat.
Przyjmuje informacje jako wyraz zaufa-; nia, szacunku i przyjaźni: Często jednak klienci' dążą do
przekształcenia specjalistów w powierników .(jest to sposób zapewnienia sobie dyskrecji),' zwłaszcza wtedy,
gdy rola specjalisty sprowadza się do mówienia i słuchania, jak w wypadku kapła· na czy psychoterapeuty.
Etozważmy, na koniec, trzecią i ostatnią rcrlę. Kolega, podobnie jak specjalista czy powiernik, uzyskuje
informacje o przedstawieniu, cv którym iaie uczestniczy.
e 2tB
' tegami można nazwać ~soby, które występują ~~lsi.m samym programem przed tego samego ~a ju widownią,
ale - w odróżnieniu od partne~ z zespołu - robią to w innym ezasie i mie j~~ ~ przed innymi konkretnymi
widzami. Kolej~r łączy~ jak się to mówi; wspólnota losu. Zmu~i 'vystawiać ten sam rodzaj widowiska znają j~
nawzajem swoje trudności i punkty widzenia. ~&im by mówili językiem, łączyć ich będzie ten m jęźyk
społeczny. Nawet wtedy, gdy konkurują ~: sobą i ukrywają przed sobą pewne sekrety stragiczne, nie potrafią
ukryć ich tak dobrzs, jak. to [a je się im wobec publiczności. VOobec siebie nie uszą zachowywać fasady, mogą
się odprężyć. ughes opisał niedawno tę skomplikowaną soli~rność między kolegami:
"Do kodeksu roli należy dyskrecja, pozwala ona ~legom wymieniać poufne informacje o ich stonku do innych
ludzi. Wśród tych zwierzeń moż
odnależć cyniczne uwagi o tym, co muszą ros; o ich kompetencji, o słabościach przełożonych, śobie, o ich
klientach, podwładnych i publicznof w ogóle. Tego rodzaju rozmowy przynoszą ulgę, ~żąc jednocześnie
samoobronie. Niezbędne do ~ierzeń wzajemne zaufanie zasadza się na dwóch zesłankach. Przyjmuje się, że -
po pierwsze lega nie zrozumie nas op`acznie i, po drugie, że : nie przeniknie do niepowołanych uszu. Aby
ewnić się, że nowy kolega nie będzie nas opacz~ rozumiał, urządza się treningowy mecz gestów. ~rliwcowi,
który zabawę przekształca w prawdzij bitwę i zbyt poważnie traktuje nasze zaprosze~, nie będziemy powierza'c
bardziej finezyjnych ~śli o swojej ~racy ani teź wątpliwości i lęków. a zdoła się on nauczyć tych reguł
~·spółpracy, ire przekazuje się wyłącznie przy pomocy aluzji ~ gestów. Nie będzie mu się ufać i choć nie jest
~lny do podstępów, będzie się go posadzać ~kłonność do zdrady. Aby ludzie mogli swob~
21?

nie i~ utnie porozumiewać się ze sobą, muszą by~ zdolni do brania znacznej części cudzych uczuć za` caś
zrozumiałego samo przez się. Muszą nie żywić obaw ani wobec ich wypowiedzi, ani wobec ich milczenia:' ~
Inny aspekt koieżeńskiej solidarności doskonale pokazuje Simone de Beauvoir, która chciała opisać szcxagólną
sytuację kobiet, ale w rezultacie powiedziała, coś, co dotyc~y wszelkich grup koleżeńskich:
"Przyjaźń między kobietami ma zupełnie inny charakter niż stosunki- między męiczyznami; ci ostatni, obcują
ze sobą jako jednostki., poprzez swe osobiste idee i projekty, liobiety natomiast, uwię-. zione w gatunkowości
kobiecego losu,~ są złączone ezymś w rodzaju immanentnej wspólnoty - i szukają u siebie nawzajem
potwierdzenia wspólnego świata. Nie dyskutują na temat poglądów, ale wymieniają zwierzenia i przepisy;
sprzymierzają się, aby stworzyć jakby antyświat, którego walory przeważyłyby walory męskie. Wspóln,ie
znajdują siłę do rozluźnienia swych więzów, negują seksualną władzę mężczyzny, czyniąc sobie zwierzeni.a na
temat własnej oziębłośei i wykpiwając cynicznie ape-. tyt lub niezręczność mężów; kwestionują równiei
ironicznie moralną i intelektualną wyiszość mężów i w ogóle mężczyzn. Porównują swe doświadcze: ni.a:
ciąię, porody" choroby dzieci i własne choroby, kłopoty gospodarskie są dla nich najważniejszymi
wydarzeni.ami w dziejach ludzkości. Ich prar ca nie polega na technice: przekazując sobie nawzajem kuchenne
i gospodarskie przepisy nadają im godność wiedzy tajemnej, opartej na ustnej tradycji." ~
Powinno więc być zrozumiaie, dlacxego kolegów jednostki, podobnie jak i jej partnerów z zespołu z~ E. C,
Iiughes i H. nT. IIUghes, wherC People..., cyt. wyd., s. isa-iss.
_~ S. de Beauvoir, Druga pteć, t. II, cyt. wyd., s. 363-3sd:
~ jako in-groulv, natomiast terminy odnodo widowni nar$ucają silne skojarzenia
we, że kiedy partnerzy z zespołu spotyka` go, który jest ich kolegą, może on czasowo
~ć ceremonialńe - czy honorowe członkostwo ~u.. Istnieją wzory przyjmowania "ńajmilsze;~pścia", dzięki
którym mogłoby się wydawać, iszystkich obecnych łączą bardzo zażyłe i dłu~ałe stosunki. Niezależnie od
charakteru sto~szenia, takiemu gościowi przyznaje się pra~łonkowskie: Tego rodzaju grzeczności świad~ą w
sz~zególności wtedy, gdy i gość i gospo~-lsształcili się w tej samej instytucji, uczyli ~ tego samego nauczyciela
lub jedno i drugie: sie, którzy mieszkali kiedyś w tym samym dottczyli się w tej samej szkole, siedzieli w tym
trn-wi.ęzieniu, urodzili się w tym śamym miaku, są tu dobrymi przykładami. Kiedy spotyśię .,;starzy kumple",
trud~IO jest kontynuoniewybredne żarty za kulisami; obowiązkiem ~zą) staje się wtedy odrzucenie zwykłej
pozy. to trudne, ale jeszcze trudniej jest tego nie :e. Płynie stąd ciekawy wniosek, że zespół, I stale wykonuje
swój program dla tej samej wńi, może~dzielić od niej większy dystans niż olegi tworzącego z nim na krótko
zespół. Na '~tad źiemiaństwo na Szetlandach zna bardzo ~e swych sąsiadów zagrodników, od dziecińgrając
przed nimi swoją rolę. Jednakże odzający wyspę ziemianin z innych stron, jeżeli nie odpowiednio
zarekomendowany, moźe 3as popołudniowej herbaty wejść z gospoda-, i w większą zażyłość, niż mógłby to
osiągnąć ~-zagrodnik przez całe swe życie. Popołutt~e herbata ziemian stanowi bowiem kulisy reziemianin-
zagrodnik. To przy niej żartuje zagrodńików, a pawściągliwy sposób bycia,
mstrowany zwykle w ich obecności ustępuje
218 , 219

miejsca ziemiańskiej wersji towarzyskich błazeństw, Ziemiaństwo stawia tu czoła faktowi, że jest za: sadniczo
podobne do chłopstwa, różniąc się od nfe. go w sposób nie całkiem pożądany; robi to prLy tym z wesołością, o
jaką wielu zagrodników ~y ogóle by go nie podejrzewało.~'
Można by powiedzieć, że życzliwość, jaką kole: ga obejmuje kolegę, jest swego rodzaju propozycj~ ugodową:
"Ty nie będziesz źle mówił o .mnie, a ja o tobie." Tym właśnie można częśeiowo wyjaśnić, dlaczego lekarze i
sklepikarze okazują tyle zawo: dowej grzeczności i obniżają ceny tym, którzy s~ jakoś związani z zawodem.
Jest to swego rodzajV przekupstwo wobec tych, którzy są na tyle dobrz~ poinformowani, że mogliby stać się
"wtyczkami";.:
Charakter koleżeństwa pomaga nam zrozumie~ Ważne społecznie zjawisko endogamii, na której ma cy
rodziny z jednej klasy, ~kasty, zawodu, grupy re~ ligijnej czy etnicznej na ogół -łączą się przez ma~ żeństwa z
rodzinami o takiej samej pozycji. Osob~ złączone więzami powinowactwa znajctują się t~ sytuacji
pozwalającej widzieć się nawzajem poź~ fasadą; -jest to zawsze sytuacja żenująca, ale sta~ się mniej żenująca,
jeżeli poprzednio za kulisai~ obie strony dawały podobne widowiska i miały d~ stęp do tych samych
potencjalnie destrukcyjn informacji. Mezalians polega na tym,, że dostęp kulisy i uczestnictwo w zespole uzy
skuje ktoś, k normalnie powinien pozostawać na zewnątrz te tru lub najwyżej na widowni. '
Trzeba zaznaczyć, że osoby będące kolegami ~ jakiejś jednej sferze swej działalno§ci i pozostaj~ ce z tej racji
w niejakiej zażyłości mogą nie,b~
3 i~ Wśród wyspiarskiego ziemiaństwa mówi się czasa~ o tym, jak trudno byłoby obcować z ludźmi prostymi
względu na brak wśpólnych zainteresowań. Rozumie o2 dobrze, co stałoby się, gdyby zagrodnik pr2yszedł na
h~ batę, lecz zdaje się mnle~ u4wiadamiać sobie, jak bard9
s5?~rft hertsatek zale2y od tego, 2e wlaśnie zegrodnikbw h uich n~e ma.
1 220
v'$mi ną innych polach: Ludzie obawiają się ~dy, że ich kolega zajmujący niższą pozycję ~;ezrlą lub
rozporządzający mniejszymi wpły~ mógłby posunąć swą poufałość zbyt daleko, pszając dystans społeczny, jaki
powinien owe
szczeble hierarchii społecznej oddzięlać. ~ołeczeństwie amerykańskim osoby należące do ~y średniej, a
pochodzące z grup mniejszościo~ o niskiej pozycji społecznej, ezęsto narażone p,a arogancję "braci" z niższej
klasy. Oto, co ~es mówi o stosunkach między kolegami na~óymi do różnych grup rasowych:
powstaje dylemat polegający,na tym, że z jedstrony, nie można dopuścić, by laik dostrzegł ,eś szczeliny w ich
szeregach, ale nie jest rów; dobrze, jeżeli pacjenci Iub potencjalni pacjeniy nawet koledzy będą kojarzyć kogoś
z osobalależącymi do takiej pogardzanej grupy jak Muu. Wyjście polega najezęściej na unikaniu konbw z
Ezarnym fachowcem." ~
adobnie, przedsiębiorcy o jawnie niskiej pozy~łecznej, do jakich w Ameryce należą ną przyI.niektórzy
właściciele stacji benzynowych, częzdają sobie sprawę z tego, że ich pracownicy ~kują od nich, iż wszelkie
sprawy będą załavć sposobem zakulisowym: polecenia i wskaki wydając bardzo grzecznie lub żartobliwie:
,wiście tego rodzaju zagrożenie jest tym więlcim bardziej niekoledzy upraszczają sytuację, uając jednostkę na
podstawie tego, w jakiej żeńskiej kompanii można ją spotkać. Tu jedznowu pojawiają się problemy, których nie
ńa w pełni zrozumieć tak długo, jak długo ttem odniesienia nie uczyni się innego przed
ludzie są kłopatliwi zbytnio narzuca jąc się
E. C. Hughes and H,' M. Hughes, WheTe Peopie..., cy,t. ., s. 172. .
221

ze swoim koleżeństwem, inni przysparzają kłopa: tów podkreślając koleżeńskie związki w sposób Ilie.
wystarczający. Ur-ażony kolega zawszs ~noże się sta~ renegatem i sprzedać publiczności tajemnice tego~ co
nadal robią jego niegdysiejsi bracia. Ka~da rol~ ma swoich zakonników, którzy zrzucili habity i ópo. wiadają o
ty1'n, co dzieje się w klasztorze, lSras~ zaś żywo interesuje się takimi zwierzeniami. Ta~ więc lekarz publikuje
opowieści o tym, jak to jeg~ koledzy dzielą się zarobkami, jak podkradają sobie pacjentów, jak specjalizują się
w niekoniecznycb operaćjach wymagających skomplikowanej i dro~ giej aparatury po to, by chorzy słono
płacili z~ widowisko.~ W ten sposób zdobywamy - wedłuf terminologii Burke'a - informaćje o "r2toryce me~
dycyny":
"Medycznej aparatury znajdującej się w, gabine cie lekarskim nie można oceniać jedynie z punktt widzenia jej
diagnostycznej użyteczności, służy on~ bowiem również r e t o r y c e medycyny. Nieza~ leżnie od tego, jaka
jest techniczna wartość tycl urządzeń, działają one na wyobraźnię pacjentów Jeżeli chory jest z pomocą
rozmaitych przyrządó~ dokładnie osłuchany, obejrzany i zmierzony, Ini poczucie, że został gruntownie
zbadany, choć w xz~ czywistości lekarzowi to wszystko ńie było do ni czego potrzebne: czuje siq natomiast
zawied~ionj jeśli lekarz wyleczy, go bez całego tego widowi ska." ~ _ ,
W ograniczonym sensie, naturalnie, ilekroć ni~ koledze pózwala się być powiernikiem, ktoś mu! stać się
renegatem. '
Renegaci często zajmują stanowisko moralizatol slue, mówiąc, że lepiej zachowywać wierność idea łom roli,
niż być lojalnym wobec wykonawców, kt! rzy fałszywie siebie przedstawiają. Inny rodzaj ur~
as L, G. Arrowsmith, The Young Doctor in New York, "Tt! American Mercury", XXII, s. 1-10.
as K. Burke, A Rhetoric of Motives, New York 1953, s. 17
"'powstaje wów'czas,' gdy -kolega ;,dziczeje", czy~~ je się odstępcą, nie czyniąc najmniejszego wy
, by zachować fasadę, jakiej jego uznany sta" ;itaze' od niego oczekiwać kolegom i publiczności ~;.;takićh
odchyleńcach mówi się, że się "stoczyli". j~ więc mieszkańcy Szetlandów; którzy ~chcą się ~zedstawić
przybyszom z obcego im świata jako ,~tępowi farmerzy, odczuwają coś w rodzaju wro~ci wobec tych kilk~I
zagrodników, którzy r.ie ~j,ą o siebie, nie myją się i nie golą, nie chcą rządzić dziedzińca od frontu i zamienić
słomiane~ dachu swego domu na'coś mniej przywodzącego ~; myśl tradycyjny chłopski stan. Podobnie, w Chi-
tgo istniała organizacja niewidomych weteranów, ~rzy nie chcąc zaakceptować siebie w roli osób rdnych
litości, wędrowali po mieście, sprawdza,e, czy ich niewidomi koledzy nie upadli tak nisko, t ~vyciągają rękę po
jałmużnę. . Nąsze rozważania o związkach koleżeńśkich naś'y uzupełnić jeszcze jedną uwagą. Istnieją grupy
~Ieżeńskie, których ezłonków rzadko czyni się odwwiedzialnymi za dobr e sprawowanie kolegów. ac więc w
pewnym sensie matki stanowią grupe ilłeżeńską, ale zazwyczaj karygodne czyny jednej tiich lub jej wyznania
nie obciążają innych. Lecz ~ieją grupy koleżeńskie, które mają bardziej tarty ćharakter i w których dobra
opinia każdego fonka w oczach innych ludzi zależy bezpośrednio !~'sprawowania się wszystkich pozostałych.
Jeżeli 3en członek grupy zrobi coś skandalicźnego, cier~a~ tym reputacja wszystkich. Przyczyną i skutśm
takiego utożsamiania członków grupy kolebskiej jest często to, że tworzą ~oni jedną formalną ganizację
upoważnioną do reprezentowania zaldowyeh interesów grupy i do przywoływania do eządku wszystkich tych
jej członków, którzy za~ją lub podważają definicję sytuacji podtrzyYwaną przez innych. Rzecz jasna; w takiej
sytuakoledzy tworzą rodzaj żespołu, tym różniącego
222 ~ ~ 2?3

się od zespołu zwykłego, że jego widzowie nie są ze sobą w bezpośrednim kontakcie i rnuszą komunikować
sobie swoje reakćje juź po zakończ~eniu przedstaarienia. Oczywi§cie renegat z grupy koleżeńskiej jest kimś w
rodżaju zdrajcy czy sprzedawczyka.
Te osobliwo§ci grup koleżeńskich zmuszają do pewnego zmodyfikowania przyjętych pierwotnie definicji:
Kontynuując rozważania należy również uwzględnić marginesowy typ "rozrzedzonej" widowni, której
członkowie nie są ze sobą w bezpo§rednim kontakc,ie podczas przedstawienia, ale w końcu mogą sumować
swoje reakcje na widowisko, które oglądali każdy z osobna. Rzecz jasna nie tylko grupy koleżeńskie mają do
czynienia z tego ro= dzaju publicznością. Na przykład minist~rstwo spraw zagranicznych może przekazywać
oficjalne wytyczne dyplomatom rozrzuconym po całym §wiecie. Trzymając się §ciśle tej linii, koordynując ro-
dzaj i czas podejmowanych działań, dyplomaci funkcjonują lub mają funkcjonować jako jednolity zespół dający
ogólnoświatowe ~ grzedstawienie, Oczywi§cie, w takich wypadkach nie wszyscy członkowie publiczno§ci
pozostają ze sobą w bezpo§rednim kontakcie.
v
TY NIE W STYLU PRZEDSTAWIENIA
`_~iedy dwa zespoły przedstawiają się sobie, chcąc ;wzajemnie na siebie oddziaływać, członkowie każ'~go-z
nich starają się zachowywać tak" aby bra%;~ ich za tych, za kogo się podają, starają się więc j~ie wypaść z
roli. Aby wzajemne oddziaływanie ~wych r61 nie ustało i wszyscy uczestnicy interakcji ~~ie znaleźli się w
jednym zespole, niczego, by tak ~ec, nie odgrywając, utrzymują oni w tajemnicy
`.~ zakulisową zażyło§ć. Każdy z nich stara się kle trzymać swojego miejsca i . nie opuszczać utrzymując w
ten sposób ustaloną dla danej
. rakcji równowagę między zachowaniami forymi a nieformalnymi, sięgając nawet do spo~ ' ` w
wystudiowanego zachowywania się wobec
nków własnego zespołu. Jednocześnie, każdy zestara się ukryć swój szczery pogląd na siebie na drugi zespół i
wystawia na widok publicz
taką l~oncepeję, która jest względnie do przy'a dla członków drugiego zespołu. Aby mieć ' wność, że
porozumiewanie się będzie przebiegać
lonymi kanałami, każdy zespół jest gotów cii taktownie pomóc drugiemu zespołowi w ymaniu wrażenia, jakie
ten stara się osiągnąć.
cz jasna, w chwilach wielkich kryzysów moujawnić się nowe motywy, a ustalony dystans zny między
zespołami może ulec wyraźnemu
~viększeniu lub zmniejszeniu. Przykładu dostarcza °; ~z~owiek w teatrze 225
studiuzń oddziału. szpitalnegó, na którym chorych na zaburzenia metabolizmu - chorobę, o, której niewiele
wiedziano i którą ~lie bardzo potrafiono leczyć - leczono za zgodą pacjentów w sposób eks_ peiymentalny'
Postulaty badawcze kierowane pod adresem chorych i poczucie bezsilności wobec choroby ~zmniejszyły
ogromny na ogół dystans między patcjentem i lekarzem. Lekarze z szacunkiem .dy_ skutowali z pacjentami. o
objawach choroby, a pacjenci zaczynali myśleć o sobie po części jako o wśpółbadaczach. Na ogół jednak, kiedy
mija kryzys, powraca się, aczkolwiek nieśmiało, do poprzednich układów. Podobnie dzieje się w sytuacji na-
głego przerwania przedstawienia, szczególnie wtedy, kiedy wychodzi na jaw rzec2ywista tożsamość
wykonawcy: jego "zaPolńnienie się" i wyrwanie z jakimś spontanicznym oi~rzykiem momentalnie może
zmienić kreowaną przez niego postać. ~ona amerykańskiego generała wspomina, co przydarzy· ło się im, kiedy
pewnego letniego wieczora wy· brała się z ubranym po cywilnemu mężem rla prze; jażdżkę otwartym
wojskowym jeepem:
;,Usłyszeliśmy pisk hamulców jeepa Policji Woj; skówej. Kazali nam zjechać na pobocze. Policjan~ wyskocźyli
z samochodu i podeszli dp nas: - Par prowadzi samochód rządowy i jedzie `pan z kobiet~ -= warknął ten
najbardziej grubiański. - Pros2'a pokazać kartę podróży!
Wiadomo, że w wojsku nikt nie ma prawa pro wadzić wojskowego samochodu bez karty podróży z której
wynika, kto udzielił zezwolenia na wyka rzystanie wozu. Żołnierz był bardzo skrupulatn`; i poprosił następnię
męża o prawo jazdy -- kolej ny dokument wojskowy, który Wayne powinie: był mieć przy sobie.
Wayne nie miał oczywiście ani pra~va jazdy, ~ 1 g. C. Fox, A Socio~ogical Study op Stress: Physician ar
Patient on a Research Ward (niępublikowana praca dokto ska, Department of Social Relations, Raddiffe
Coliege, 195:
podróTy. Ale na tylnym siedzeniu leżała je,'`:~ .ażerka z ezterema gwiazdkami. Włożył ją na ~~ szybko ale s
okv nie kied
P j , y policjanci grze'~ w swoim samochodzie, szukając formularzy, ':''nałożyć na Wayne'a grzywnę za
wszelkie mo~~re przewinienia. Znaleźl~, ćzego szukali, odwró~ się do nas, znieruchomieli z otwartymi
ustami, ~:~ztery gwiazdki!
~,~ołnierz, który rozmawiał z nami, krzyknął: Boże! i w istocie wstrząśnięty, zakrył ręką usta. dważnie
próbował ratować sytuację, mówiąc: ~~ póznałem pana, sir." ~
W naszej anglo-amerykańskiej kulturze eksklaacje typu "Mój Boże!", "O Boże!" lub ich mimicz~
odpowiedniki często oznaczają przyznanie się ~konawcy, że na chwilę zajął miejsće, w którym st oczywiste, że
żaden występ nie jest możliwy. 'yrażenia te reprezentują skrajną formę komunittów nie w stylu przedstawienia,
tak jednak skonencjonalizowaną, że stała się niemal odgrywaną Dbec widowni prośbą o wybaczenie, w imię
teóo,
wszyscy jesteśmy braćmi w sztuce aktorskiej. Kryzysy zdarzają się wszakże v~'yjątkowo; reóujest doraźna
zgoda i trzymanie się roli. Ale za Pą dżentelmeńską umową często kryją się zwyejsze, choć mniej widoczne
nurty komunikacji. ~yby te nurty nie były nurtami podskórnymio yby owe wyobrażenia komunikowanb
oficjalnie, miast przekazywać je ukradkiem, mogłyby one przeczyć definicji sytuacji oficjalnie uznawanej zez
uczestnikóZv interakcji i pod vażyć do niej ufanie. Badając jakąś instytucję społeczną prae zawsze
odnajdujemy taką komunikacyjną dwu'owość. Chociaż wykonawca może zachowywać w taki sposób, że jego
reakcje w danej sytuą~ji !dają się całkowicie bezpośrednie, bezrefleksyjne
M. °Clark (Maurine Clark), Captain's Bridge, General's y, New York 1956, s. 128-129:
226 ~ 227

i spontanicźne, i chociaż zapewne uważa je on rze- ~° ozywiście za takie; zawsze może powstać sytuacja, ' w
której będzie chciał powiedzieć jednemu lub tiwóm widzom, że spektakl, jaki prezentuje, jest tylko i wyłącznie
spektaklem. Istnienie komunikatów nie w stylu przedstawienia jest więc argumentem na rzecz słuszności
badania występów w kategoriach zespołów i potenejalnej możliwości przerw ; w interakcji. Podkreślam, że nie
ma z tego wyni-v kać, iż ukradkowa komunikacja jest odbiciem jakiejś rzeczywistości bardziej prawdziwej niż
rze= czywistość, o której mówi sprzeczna z nią komu; . nikacja oficjalna. Rzecz w tym, że wykonawca jest ' na
ogół zaąngażowany w oba rodzaje komunikacji, ! i to podwójne zaangażowanie musi być realizowa- ne
rozważnie, w przeciwnym bowiem razie pod- ! waży się zaufanie do wyobrażeń oficjalnych. Roz-;~ waiymy
t~z cztery typy spośród wielu możliwych ~ typów komunikowania się dostareza jącego informa- : cji
niezgodnych z wrażeniem oficjalnie podtrzymy-' wanym w toku interakcji: stosunek do nieobecnych,:~
rozmowy inscenizatorskie, zmowę człónków zespo-~ łu oraz działania rza pograniczu zespołów, t
STOSUNEK DO NIEOBECNYCH
Kiedy członkowie zespołu udają się za kulisy, gć publiczność nie może ich widzieć ani słyszeć, c sto odnoszą
się do niej w sposób sprzeczny z t; jak traktowali ją w stosunkach bezpośrednich. zakładach usługowych na
przykład, klientów traktowanych z całym szacunkiem podczas przed wienia - za kulisami często wyśmiewa się,
op kowuje, krytykuje i przeklina. Również tam ol cowuje się niekiedy plany ich "wykiwania", ; bienia im
"kantu" lub spacyfikowania 3 Tak v
a Zob. na przykład sprawozdanie na temat "Central berdashery" w: R. Dubin, w-yd., Human Relations 1n i4dn
stration, New York 1951, s. 560-563.
`chni szetlandzkiego hotelu nadawano go§ciom dliwe przydomki, naśiadowano dla rozrywki ykowano ich
sposób mówienia, ton głosu, spo
`bycia, analizowano ze szkolną dokładnością ich tki i pozycję społeczną. Wymaganie przez go~~;
dodatkowych usług kwitowano przedrzeźnia~em ich i przekleństwami. Goście płacili pięknym ~, ~adobne,
nazywając w s~uoim gronie personel i~pałymi wieprzami, pry3nitywnylni typami i pap~nymi zwierzakami. W
bezpośrednich stosunkach ~rsonel i goście okazywali sobie wzajemnie szaj,j~lek i pewną delikatność.
Podobnie, istnieje wie~ takich związków prżyjaźni, w których za ple~.mi przyjaciela druga strona prezentuje w
pewyeh sytuacjach postawy całkowicie niezgodne z deionstrowanymi w jego obecności.
Czasem mamy, oczywiścię, do czynienia z sytuają odwrotną: wykonawcy za kulisami chw~alą puticznośe w
sposób, na jaki nie mogliby sobie powólić w jej obecności. Lecz poniżanie ukradkierri !ydaje się czymś o wiele
częściej spotykanym niż tejawna pochwała, być może dlatego, że pomniej~anie wartości innych służy
umacnianiu solidar~ci zespołu, demonstrowaniu kosztem nieobecnych zajemnego szacunku jego członków i,
być może · kompensowaniu utraty szacunku dla samego siee, jaka może nastąpić podczas bezpo§redniej stycz-
bśei z publicznością na skutek konieczności przy~psowywania się do niej.
Wartó' zwrócić uwagę na dwie powszechnie stowane metody pomniejszania wartości nieobecnej Idawni. Po
pierwsze, kiedy wykonawcy znajdują ~ w strefie, w której będą grać przed publicznoią, publiczności zaś
jeszcze łub już nie ma, wy~nawcy odgrywają czasem satyrę na swoją inter~ję x publicznością; niektórzy
ezłonkowie zespowystępują wówczas w roli widzów. Sugeruje to przykład Frances Donovan, opisując źródła
ucie~ dostępnej sprzedawezyniom:
z2s z~s

~,
"Dziewczęta niczym w danej chwili nie zajęte za. zwyczaj przebywają~ razem. Nieodparta siła przy_ ciąga je
nieustannie do siebie. Przy każde j okazji orgańizują grę pod tytułem Klient, którą same wy. ; mv§liły i która
na jwyraźnie j nigdy ich nie nudzi~ Siłą karykatury i komediowością przewyższa ona wszystko, co widziałam
na teatralnych scenach. Jed. na z dziewcząt gra rolę sprzedawczyni, druga rolę klientki, wybierającej suknię, i
pospołu grają scenę, która uradowałaby serca widowni wodewilu." °
Podobną svtuację opisuje Dennis Kincaid; oma. ~ wiając kontakty społeczne organizowane przez tubylców, dla
Brytyjczyków we wczesnych laiach bry_ :, tyjskich rządów w Indiach:
.,Młodzi pełnomocnicy znajdowali niewiele przy_; jemności w tych rozrywkach, a ich gospodarzę, ; choć
kie~iv indziej cieszyłby ich wdzięk Rajiego i dowCip Kalianiego, byli zbyt skrępowani, aby ba-!~ wić się na
wydanym przez siebie przyjęciu, zanimj wyjdą brytyjscy go§cie. Później bawili się oni w sposób, którego
niewielu angielskich gości by się domy§liło. Zamykano drzwi i tańczące dzieurczęta znakomicie, jak to
potrafią tylko Hinduski naśla dowały znudzonych go§ci, którzy wła§nie sobie po ' szli; niemiłe napięcie
ostatnich godzin rozpraszął wybuchy beztroskiego §miechu. Kiedy ostatriie p ' wozy Anglików odjeżdżały, Raji
i Kaliani przebi . rali się w skarykaturyzowane angielskie ubrani i wykonywali, z nieprzyzwoitą przesadą,
orientalf ną wersję tańców angielskich, tych menuetów i tań ców ludowych, które Anglikom wydawały się ta
niewinne, tak różne od wyzywających figur hiduskich bajader; w oczach Hindusów jednak był.; czymś
absolutnie skandalicznym." S
~ F. Donovan, The Saiesiady, Chicago 1929, s. 39. Odpo , wiednie przykłady znajdują się na s. 39-40.
~ D. Kincaid, British Sociat L3fe 3n Ind#a 1608-1937, Lon' don 1938, s. lOB-109.
e Mo2na podać przykład padobnego x~awiska. W biurnch
r` "łalność ta c~ydaje się mi~dzy innymi swego ~:ju .rytualną profanacją zarówno widowni, jak ~Y s
~, : d~gie, często mamy do czynienia z . istotną ~eą między sposobem, w jaki lnówi się o pu;~ności, a
sposobem, w jaki się do niej zwraca. ~c ją przed sobą wykonawcy skłonni są- użyy zw>'otów
grzecznościowych. W społeczeństwis erykańskim obejmują one formalne zwroty w ~ju ,"sir" lub "mister", a
także nieformalne wiadczące o pewnej poufałości korzystanie z nn lub przydomków. To, z jakiego rodżaju
zwro~ się korzysta, zależy od tego, czego źyczy sobie ba, do której się zwracamy. Kiedy jest ona niecna;
skłanni jesteśmy mówić o niej, używając iego tylko nazwiska, przydomka, imienia, choć ~ostaliśmy do tego
upoważnieni, ezy, wreszcie, >nia i nazwiska wymawianych lekceważąco. Czai członków publiczności ,określa
się już nawet
lekceważąco wymawianym nazwiskiem, ale lnie zalicza się ich do jakiejś kategorii. Zatem irz pod nieobecno§ć
pacjenta może mówić o
"zawałowiec" czy "zakaźny", a fryzjer o swoklientach "kudłacze". Także publiczność jako ść może być pod
swoją nieobecność określana lńś zbiorczym terminem §wiadczącym o dystana zarazem o poczuciu wyższości
mówiącego, a ~e każącym się domyślać podziału na "swoich" bcych". Tak więc arty§ci będą nazywać klien
"kołtunami"; urzędniczki będące rodowitymi ~rykankami mogą ~o cichu nazywać swoje cu
ych przestrzeti podzielona jest zgodnt~. z po2ycją zajmach ją osób, najwyżsi rangq opuszczają biuro na lunch,
K09tnli zajmują ich strefę na cEas lunchu czy na chwllę
~iednie~ pogawędki. Chwilowe weięcie w posiadanie miej-. prac~ zwierzchnika daje, poza innymi rzeczamt,
moQli` zbetczeszczenia go w jakiś sposób.
. .'~~ 231
"Dziewczęta niczym w danej chwili nie zajęte za. zwyczaj przebywają razem. Nieodparta siła przy_ ciąga, je
nieustannie do siebie. Przy każdej okazji organizują grę pod tytułem Klient, którą same wy.. my§liły i która
najwyraźniej nigdy ich nie nudzi; Siłą karykatury i komediowością przewyższa ona wszystko, co widziałam na
teatralnych scenach. Jedna z dziewcząt gra rolę sprzedawczyni, druga rolę klientki, wybierającej suknię, i
pospołu grają scenę, która uradowałaby serca widowni wodewilu." 4
Podobną svtuację opisuje Dennis Kincaid; oma. wiając kontakty społeczne organizowane przez tubylców,dla
Brytyjczyków we wczesnych latach brytyjskich rządów w Indiach:
"Młodzi pełnomocnicy znajdowali niewiele przyjemności w tych rozrywkach, a ich gospodarz~, choć kiedv
indziej cieszyłby ich wdzięk Rajiego i dow~ip Kalianiego, byli zbyt skrępowani, aby bawić się na wydanym
przez siebie przyjęciu, zanim wyjdą brytyjscy go§cie. Później bawili się oni w sposób, którego niewielu
angieiskich gości by się domyśliło. Zamykano drzwi i tańczące dziemczęta znakomicie, jak to potrafią tylko
Hinduski naśla dowały znudzonych go§ci, którzy wła§nie sobie po· szli; nżemiłe napięcie ostatnich godzin
rozprasząły wybuchy beztroskiego §miechu. Kiedy ostatńie powozy Anglików odjeżdżały, Raji i Kaliani
przebie= rali się w skarykaturyzowane angielskie ubrania i wykonywali, z nieprzyzwoitą przesadą, orientah ną
wersję tańcó v angielskich, tych menuetów i tańców ludowych, które Anglikom wydawały się tak niewinne, tak
różne od wyzywających figur hiduskich bajader; w oczach Hindusów jednak były czym§ absolutnie
skandalicznym." 5
~ F. Donovan, The Satesiady, Chicago 1929, s. 39. Odpowiednie przyklady znajdują się na s. 39--40.
~ D. Kincaid, Britlsh Soc2a1 Life 3~. Inciia 16o8-1937, Lon· don 1908, s. 106-i09.
e Mo2na podać ptzykład podobnego xjawiska. w biurnch,
_,. ;
' "łalność ta vydaje się miądzy innylńi swego ` ~ju rytualną profanacją zarówno widowni, jak . ny.s
~ drugie, cząsto mamy do -czynienia z .istotną ~ieą między sposobem, w jaki mówi się o pu~~Ości, a
sposobem, w jaki się do niej zwraca. ~jąc ją przed sobą wykonawcy skłonni są- uży~: zw>'otów
grzecznościowych: QV społeczeństwie rterykań5kim obejmują one formalne zwroty w ,~yaju ,"sir" lub
"mister", a także nieformalne świadczące o pewnej poufałości korzystanie z sion lub przydomków. To, z
jakiego rodzaju zwrow się korzysta, zależy od tego, czego źyczy sobie oba, do której się zwracamy. Kiedy jest
ona nieiecna, skło~nni jesteśmy mówić o niej, używająe mego tylko nazwiska, przydomka, imienia, choć s
~ostaliśmy do tego upoważnieni, cży, wreszcie, ienia i nazwiska wymawianych lekceważąco. Czam cżłonków
publiczności określa się już nawet e Iekcewaźąco wymawianym nazwiskiem, ale ólnie zalicza się ich do
jakiejś- kategorii. Zatem sarz pod nieobecność pacjenta może mówić o m "zawałowiec" czy ,;zakaźny", a
fryzjer o swo1' klientach "kudłacze". Także publiczność jako fo§ć możs być pod swoją nieobecność określana
eitńś abibrczym termin,em świadcżącym o dystan~, a zarazem o poczuciu wyższości mówiącego, a cże
każącym się domyślać podziału na "swoich" ,obcych". Tak więc artyści będą nazywać klien~ "kołtunami";
urzędniczki będące rodowitymi nerykankami mogą ~o cichu nazywać swoje cu
5rych przestrzeu podzieiona jest zgodnie,z pozycją zajmu. ` :ych ją osdb, najwy2sl rangq opuszczajq biuro na
lunch, potostali zajmują ich $trefę na czas lunchu czy na chwilę
obiadhiej pogawędki. ChwiloWe wzięcie w posiadanie miej-. t pracyi 2wier2chnika daje, poza lnnymi
rzeczamt, mo211~6l.` xbeZCxesxexenia go w jakiś apos8b.
230 ~ . 231

dzoziemskie koleżanki G. R's,' żołnierze amerykańscy mogą skrycie mówić o żołnierzach angielskich, z
którymi współpracu ją, Limeys,a handlarz uliczny na~ jarmarku może pryw.atnie mówić o słuchających
o ludziach "chamy"; "wsiochy" czy "mieszczuchy", ~yd~i o nieżydaeh~nówią "go je", a Murzyni, kiedy są w
swoim gronie, mówią o białych ,;bladawiec" (ofay). W znakomitym studium poświęconym szajce
kieszonkowców wysuwa się podobną tezę:
"Kieszenie «frajera» są ważne dla złodzieja kieszonkowego o tyle, o ile zawierają pieniądze. Kieszenie stały się
do tego stopnia symbolem tak «frajera», jak i jego pieniędzy, że bardzo często - być może, prawie zawsze -
«frajera» określa się przeZ kieszeń, z której gdzieś i kiedyś ukradziono pieniądze, jest więc «lewa kieszeń»,
«tylna kieszeń» czy «kieszeń wewnętrzna». W istocie o «frajerach» myślano w kategoriach kieszeni, z której
pochodziły ukradzione im pienią'dze i cała szajka podzielała teń sposób myślenia." a
Najokrutniej chyba traktowana jest jednostka,
? "German ltefugees", zob. E. Gross, Informai..., cyt. wyd., s. 186.
e Zob. D. Glaser, A Study of Relations between British and A~m.erican EnListed Men at «SHAEFn
(niepublikowana praca dyplomowa, Department of Sociology, University of Chlcago, 1947). D. Glaser mówi
na s. 16: "Termin Li~m.ey, tak
jak go używali Amerykanie, zamiast słowa «Brytyjczykn, miał na ogół sens uwłaczający. W obecności
Brytyjczyków starano się go nie używać chociaż ci Qstatni na ogół albo nie wiedzieli co oznacza, albo też nie
odbierali go jako zabarwionego ujemnie. Ostrożność w tym względzie przypomina uwagę, z jaką biali z
Północy posługuja się terminem ~cczarnuchn, lecz nigdy-nie używają go w obecności Murzyna. Istnienie
przezwisk charakterystyczne jest dla stosunków etnicznych, w których dominują kontakty w ramach własne~
g~,upy,~,
o D. W. Nlaurer, Whiz Mob, "American Dlalect Society" 1955, s. 113. .
''~ a chce, aby nazywać ją w sposób świadczący łości, i uzyskująca na to łaskawą zgod~, lecz
~asie nieobecności traktowana jak najoficjalniej. wlęc na Szetlandach przyjezdny proszący ~ jscowych
zagrodników, by zwracali się do nie~,po imieniu, czasem to uzyskiwał, ale kiedy tyl~ był nieobecny, formalna
tytulatura odsyłała go ~owrotem na miejsce, które uważano za bardziej a niego odpowiednie.
Zwróciłem u~~agę na dwa najczęstsze sposoby ~sowane przez wykonawców w celu pomniejsza~ swojej
widowni: wystawianie na pośmiewisko ~ez pl'zedrzeźnianie i niepochlebny sposób nazytnia. Są jeszcze inne
rozpowszechnione sposoby. id nieobecność widzów członkowie zespołu mogą iawiać swój program w cyniczny
lub czysto tech:zny sposób, dając tym samym znakomite świactwo, że ich pogląd na własną działalność odbie-
od poglądu przekazywanego publiczności. Kieczłonkowi,e zespołu zostają ostrzeżeni, że zbliża ! publicznośe,
mogą celowo ociągać' się z rozpo~ciem przedstawienia do ostatniej chwili, do momtu bliskiego odkrycia przez
widzów ich zaku~wego odprężenia. Podobnie zespół może spieszyć za kulisy już wtedy; gdy publiczność
wycho
)zięki tym celowo szybkim przejściom zza kulis scenę i ze sceny za kulisy zespół jest w pewnym sie zdolny w
sposób zakulisowy urągać publiczci, buntować się przeciwko obowiązkowi pod~~nywania przed nią
przedstawienia czy też wyiście pokazywać różnicę między sobą a publiczcią nie narażająe się na przyłapanie
na gorąi uczynku. Jeszcze inna spotykana często napaść nieobecnych, to wyszydzanie i tyranizowanie ~nka
zespołu, który ma właśnie opuścić swych tnerów (lub tylko ma na to chęć) i wspiąć się ~~paść w szeregi
publićzności. W takich wypadh członęk zespołu, który ma zamiar odejść, by
2s2 .. 233

wa traktowany tak, jak gdyby już odszedł; jest bezkarnie zasypywany obelgami i poufało§ciami, które za jego
po§rednictwem są kierowane pod adresem publiczno~ci. Ostatnim przykładem napa_ stliwo§ci w stosunltu do
nieobecnych, może byE sytuacja, kiedy kto§ z publiczno§ci`zostaje oficjal_ nie wprowadzony do zespołu.
~i.ównież on może być przedmiotem żartów i "dostawać szkołę" z tego samego powodu, z którego wyklinano
go wówczas; kiedy opuszczał swój poprzedni zespół.io
Omówione przeze inmie- techniki poniżania wskazują na.to, że werbalnie traktuje się jednostki stosunkowo
dobrze ~u ich obecności, a stosunkowo źle za ich plecami. Wydaje się to jednym z możlivaych podstawowych
uogólnień dotyczących interakcji; lecz nie będziemy tego wyjaśniać arcyludzką naturą. Jak zwracałem już
uwagę, póniżanie publicz~ ności za kulisami służy umacnianiu morale zespołu. Kiedy publiczno§ć jest obecna,
delikatne jej traktowanie jest niezbędne nie przez w2gląd na ni~ samą czy te'ż wyłącznie przez wzgląd na nią
samą,) ale dlatega, że zape~'nia spokojny i uporządkowa~ ny przebieg interakcji. "Pi~awdziwe" uczucia wyi,
konawców żywione w stosunku do widza (czy t~ pozytywne czy -negatywne) zdają się tylko w nie~ wielkim
stopniu określać traktowanie publicznośej tak "w oczy", jak i "za plecami". Być może, praw~ dą jest, że
zakulisowa działalnóść często pr2ybier~ postać narady wojennej, kiedy jednak dwa zesp spotykają się na polu
interakcji, na ogół nie czy nią tego ani po to, 1iy toczyć wojnę, ani też po t by zachować pokój. Spotykają się w
warunkac czasowegó zawieszenia broni, czyli doraźnej zg '~ dy, po to, by wykonać swoje zadanie.
~~ Por. K, Burke, A Rhetoric o~ Motives, cyt. wyd., s. i nast., który zajmuje sig społeczną anałiEą protesu
inicj
jednostki, posługując sis niczym kłuczem słowem "znęa się". .
INSCENIZATORSKIE
ry' y publiczność, jest nieobecna i członkowie zesą' sami, ich rozmo dy zbaczają często na prt~
y inscenizacji. Rozważa się stan symboliczneF'.vvyposażenia, próbuje się i "poleruje" kwestie ~le, analizuje
wady i zalety sceny, na której ~rjdzie wystąpić; rozważa przeu~idyt'v~ną liczeb~ i charakter publiczno§ci,
omawia dawniejsze ~ewidywane zakłócenia spektaklu, przekazuje p~riny o innych zespołach, zastanawia nad
przy~tem, z jakim spotkało się ostatnie przedstawienie, koriuje się "sekcji" ostatniego spektakl.u, leczy się ~y
_i wzmacriia morale przed kolejnym występem. ?ozmowy inscenizatorskie to pojęcie dobrze znapod takimi
nazwami jak "plotkówanie", "rozmo~ zawódowe" itp. Zwracam na to uwagę dlatego, fakt ten pomaga
uzlnysłowić sobie; że jednostki nader różnych rólach społecznych żyją w tym nym klimacie dramaturgicznych
doświadczeń. ~ozmowy toczone przez komediantów i uczonych ~czą całkowicie różnych spraw, lecz
charakter. ~ rozmów jest bardzo podobny. Zaskakująco po3nię plotkują oni przed występem z przyjaciółllxi
ym, co chwyci i co nie chwyci publiczność, co dotknie, a co nie dotknie, po występie zaś o tym, ~kim
pomieszczeniu występowali, jaką mieli pu~zlłość i jak zostali przyjęci. O rozmowach tego fzaju była już mowa
przy okazji rozważania ~alności zakulisowej i solidarności kole'zeńskiej, Dż' ~v tym miejscu nie będę się nad
nimi dłużej
OVA CZŁONKOW ZESPOF,V
uczestnik interakcji coś w jej toku komuinnym uczestnikor~p, oczekujemy, że będzie t jedynie ustami postaci,
którą zdecydował.
234 , ~ ''k' 235

się grać, zwracając się do wszystkich wprost - tah ~ że nikt z obecnych ni~e będzie się czuł w'sytuaeji,,:~
uprzywilejowane j: Toteż śzeptanie w towarzystvvie często jest uważane za f aux pas, gdyż może znisz_ ' ezyć
wrażenie, że wykonawca jest tylko tym, I~ ~ kogo wygląda i że rzeczy mają się tak, jak on twier- .ł
,,_.
Wbrew ocżekiwaniu, iż wszystko, cokolwiek m~ ~ wi wykonawca, będzie zharmonizowane z forsowa- ~ ną
przez niego definicją sytuacji, podczas inter-'. akcji może się okazać, że przekazuje on wiele informacji, które
nie należą do roli, robiąc to przy. tym w taki sposób, że publicznośe jako całość nie' jest świadoma, że coś nie
zgadza się z definicją sy-; tuacji. Osoby dopuszczane do tej potajemnej komunikacji pozostają ze sobą w
porozumieniu, z którego wyłąćzona jest pozostała część uczestników interakeji. Przyznając przed sobą, że
pewne sprawy utrzymują w sekrecie przed innymi, występując przyznają tym samym, że spektakl szczerości,
spek takl "bycia graną przez siebie postacią i nikim in nym" jest jedynie spektaklem. Posługująe się tak
podwójną grą nawet podczas występu umacniaj tini zakulisową solidarność, bezkarnie wyrażają uwagi,
informacje i opinie na temat widowni lu siebie samych, nie do przyjęcia przez publicznośb "Zmową członków
zespołu" będę nazywał wszel kie potajemne porozumiewanie się, które nie źa graża złudzeniu, kreowanemu
przed publiczności
Jednym z ważnych rodzajów zmowy członkó zespołu jest system potajemnych sygnałów, dzięk. którym
wykonawca może niepostrzeżenie otrzymy ,
l w grach towarzyskich ciche namawianie się może by f uznawane za dopuszczalne, podobnie jak
porozumiewanie si'
na stronie w obecności dzieci czy cudzoziemców, którymi ni trzeba specjalnie się przejmować. Na pr2yjęciach,
podczas któ rych kółka czy grupki osób toczą odrębne rozmowy moga
s!ę nawzajem obserwować uczestnicy poszezególnych kręgó towarzyskich często starają sii~ rozmawiać w taki
sposób, by to, co mówią, mogło być równie~ powiedziane w innych. ~
ealbo nadawać odpowiednie informacje, prosić oc i porozumiewać się z partnerami na każ
~'"temat mogący mieć związek z zapewnieniem powi sukcesu. Na- ogół owe wskazówki sceE pochodzą od
re~ysera lub są do niego skie
`''ane i możliwość korzystania z takiego "podego" języka ogromnie ułatwia mu zadanie 'pulowania
wrażeniami. Często znaczenie wska
''_'_ek scenicznych polega na tym, że zapewniają wykonawcom znajdującym się na scenie zwią,;,~ z
członkami zespołu zza kulis, którzy służą im
ocą lub radą. Tak więc pani domu może nożdzwonkiem wydawać polecenia służbie kuej, robiąc jednocześnie
wrażenie że jest całko
eie pochłonięta konwersacją przy stole. Podobe, w radio i telewizji pracownicy pokoju kontrolo posługują się
specjalnym słownikiem znaków ując wykonawcami (w szczególnóści dotyczy to gości trwania poszczególnych
odcinków progra
~") w sposób, który nie pozwala publiczności zotować się, że wykonawcy uczestniczą w jakimś !'.ym systemie
komunikacji niż ona. Tak samo ' nicy, którzy chcą kończyć rozmowy z intere
alńi szybko i taktownie, pouczają swoje sekre~i, by pod odpowiednim pretekstem przerywały n::właściwym
momencie spotkanie. Amerykańskie ~: py z obuwiem służą nam innym przykładem.
m' klient, który żąda butów o numer więkod tych, które posiada sklep, lub od tych, : ~ pasują na jego nogę,
może zostać potrakto~., y następująco:
~' prżedawca" chcąc przekonać klienta, że but da `:;Tozciągnąć, mówi mu, że rozciągnie but co najj do
trzydziestego czwartego, numeru. Zdanis
znacza dla pakowacza, by niczego z butami nie , tylko zapakował je i potrzymał przez chwilę ; ladą."'~
D. Gelier, Ltngo of the Shoe Salesmen, "American Y Ch", IX, s. 285.
236 ., 237

Wskazówki sceniczne przesyłają sobie, oczywiście~` również~ wykonawcy i objęte zmową osoby spośród.
publiczności, jak w przypadku "krzyżowego ognia'° kierowanego na tak zwanych frajerów przez ulicznych
handlarzy i ich potajeinnych wspólników, Częściej jednak wsleazówki takie przesyłają sobie członkowie
zespołu podczas występu, co jest dodatkowym argumentem ńa rzecz analizowania interakeji w kategoriach
zespołu, nie zaś występów po,, jedynczych wykonawców. Ten rodzaj zmowy członków zespołu gra na przykład
istotną rolę w manipulowaniu wrażeniami w sklepach amerykańskich, Chociaż sprzedawcy w poszczególnyeh
sklepach ng: ogół tworzą włas~ly system znaków, pożwalającp im radzić sobie z występami wobec klientów,
to, jednak pewne terminy tego slownika wydają si~ stosunkowo ujednolicone i pojawiają się w niema~
identycznej formie w sklepach całego kraju. Jeśli~ co się niekiedy zdarza, ekspedienci należą do me~
angielskiej grupy . językowej, mogą komunikowa się między sobą w języku ojczystym. Podobną tech' nikę
stosują rodzice przeliterowując słowa w obe ności młodszych dzieci i członkowie naśzych~ sf wyższych,
rozmawiający ze sobą po francusku o rz ezach, które chcą, ukryć przed dziećmi, służbą c p~racownikami.
Taktyka ta jednak, podobnie j sźeptanie, uważana jest -za niedelikatną i niegrze ną; w ten sposób zostaje
zachowana tajemnica, a nie fakt jej istnienia. W takiej sytuacji członk wie zespołu nie bardzo mogą zachować
fasad szczerej troski o klienta (czy szczerości wobec dz' ci itp.). Znacznie bardziej użyteczne są dla spr ` dawcy
niewinnie brzmiące wskazówki, które klie towi wydają się zrozumiałe. Na przykład, je klientka w sklepie z
obuwiem bardzo chce, wiedzmy, kupić buty szerokości "B", sprzedaw może ją przekonać, że właśnie taki but w
tej chw' mierzy.
"Sprzedawca zwraca się do kolegi: - Benny, j
" t rozmiar tego buta? Nazywając sprzedawcę p~3~y», zwraca mu uwagę, że powinien odpowie~, że jest to but
szerokości «B»." " , iwietny przykład zmowy tego rodzaju znajduje
w pracy o Domu łVIeblowym Borax: ;;Klientka jest już w sklepie, co zamyśla kupić? ;iy są zbyt wysokie; musi
poradzić się męża, te
tylko ogląda. Pozwolić jej odej§ć (czyli uciec
; kupowania) jest w Demu ~eblowym Borax .. estępstwem. Wysyła się wtedy sygnał SOS jedn z licznych
nożnych dzwonków. W mgnieniu
~ na scenie pojawia się «kierownik», całkowicie ;hłonięty jakimś garniturem mebli, ńie zwra~cy uwagi na
Aladdyna, który po niego posłał. - Przepraszam, panie Dixon - zaczyna sprzesca, udając, że nie chce
przesz~adzać komuś tak ętemu - ezy mógłby pan pomóc mojej klientce? ~ uważa, że cena tego garnituru jest
zbyt wya. - Madam, to jest nasz kierownik, pan Dixon. 'an Dixon chrząka znacząco. Ma on sześć stóp t,ostu,
szpakowate włosy, w , klapie marynarki ilkę maso~ką. Patrząc na niego nikt nie móglpodejrzewać, że jest
tylko sprzedawćą do spe~nych poruczeń, któremu przekazuje się trud:h klientów.
- Dobrze - mówi pan Dixon, gładząc swój stamie wygolony policzek. - Zobaczymy. Możesz ~jść, Bennett, sam
zaopiekuję się pańią. W tej vili nie jestem zbyt zajęty.
~przedawca znika niczym lokaj, chociaż, jeśli ~on sfuszeruje sprzedaź, zrobi mu giekło." 1' ~aktyka
przekazywania klienta innemu sprze~cy, który gra rolę kierownika, jest wspólna wiepiacówkom handlu
detalicznego. Innych ilustradostarcza praca o języku sprzedawców mebli: *-W'odaj mi numer tego artykułu -
jest w isto:pytaniem o cenę. Odpowiedź jest zakodowana,
Tam2e, s. 284.
L. Conant, The Borax.,., cyt. wyd., s. 174.
238 239·

a kod jest taki sam w całych Stanach i polega na prostym podwojeniu ceny zakupu. Sprzedawca wie, jaki
procent zysku należy dodać: "s
"5łowo Verlier stosowane jest jako rozkaz... oznaczający ·~zmywaj się». Używa się go wtedy, kiedy
sprzedavt~ca chce zawiadomić kolegę, że jego obecność przeszkadza w sprzedaży." i°
Na marginesach naszego ży~ia handlowego od niezupełnie legalnych i słynących z nachalstwa sprzedawców
członkowie zespołu uczą się zwykle wyraźnie ustalonego słownika, umożliwiającego im potajemne
przekazywanie ważnych dla przedstawienia informacji. Można przypuszczać, że w bardziej szanujących się
kręgach ten rodzaj kodu spotykany jest rzadko" Wszędzie jednak, jak się okazuje, członkowie żespołu
posługują ~ się nieformalnym; a ezęsto i nieświadomie_ przyswojonym, słownikiem gestów i spojrzeń;
wtajemniczeni posługując się nimi mogą sobie przekazywać wskazówki sceniczne.
Czasem takie nieformalne wskazówki ezy "znaki porozumiewawcze" rozpoczynają nową fazę przedstawienia.
Na przykład "w towarzystwie'' mąż subtelnie zmieniając ton -ezy postawę może dać znać żonie, że powinna już
zacząć się żegnać. W ten sposób małżeński zespół przedłuża spektakl jedności działania, które sprawia
wrażenie działania spon
~' Ch. Miller, Furniture Lingo, .,American Speech", VI,. s. 128.
~s Tam2e, s. 126.
17 Wyjątek stanowią oczywi§cie stosunk! między szefem i sekretarką w szacownych instytucjach. Esquire
Et@quette,
na przykład, zaleca co następuje (s. 24):
"Jeśli zajmujesz biuro wspólnie ze swoja sekretark$, pow!nieneś umówić się z nią co do znaku oznaczającego,
3e chciałbyś, aby wyszła z pokoju, kiedy będziesz przeprowadzał poufną rozmowę z interesantem: Zdanie:
ąCzy mogłaby pani, panno Smith, zostawić nas samychTn dla wszystkich brzmi;
niezręcznie, lepiej jest to samo wyrazić mówi$c co~ w ro: dzaju: HCzy mogłaby pani porozumieć się w sprawie
X z wydziałem handlowym, panno SmithP»."
`''"o2xlego, choć często jego warunkiem jest ścisła `. Gyplina. Czasem mamy do czynienia z sygnała-
~ostrzegającymi gartnera, że ten zaczyna wypa
z roli. Kopnięcia pod stołem i mrugnięcia są ''''r przykładami humorystycznymi. Akompaniator ~oponuje
sposób na ułatwienie fałszującemu śpie~;~.akowi powrótu do właściwej tonacji:
~;;, "Robi to on (akompaniator) przez nadanie tono;~~ ostrości, aby dźwięk mógł dotrzeć do uszu śpie:~,$ka
ponad czy raczej poprzez jego głos. Jeśli na ~~ykład jedna z nut partii fortepianowej jest nu`~, ktbrą śpiewak
powinien śpiewać, właśnie tę `;.~tutę akompaniator akcentuje. Jeśli ta ważna nuta ilie jest wpisana w partię
fortepianu, musi dodać ją `w kluczu wiolinowym, gdzie dźwięczeć będzie głośno i łatwo da się usłyszeć
śpiewakowi. Jeśli ten tistatni śpiewa o ćwierć tonu za nisko lub ćwierć ~~iu za wysoko, w takiej s5tuacji będ~ie
z jego eftTOny wyjątkową sztuką śpiewać poza tonacją, szezególnie jeśli akompaniator gra linię wokalną
z całą frazę. Zauważywszy niebezpieczeństwo, ~ompaniator będzie miał się na baczności grając ;:~d czasu do
czasu nutę śpiewaka."'s
~n; Ten sam autor powiada coś, co xl~ożna odnieść ~ wielu rodzajów występów:
~: ;,Wrażliwy śpiewak potrzebuje od swego partne' ;sygnału ledwie tylko słyszalnego. Może być to nał tak
nieznaczny, że zareaguje na niego nie
_ ąc tego nawet świadomym. Im mniej wrażliwy ' wak, tym sygnały muszą być wyraźniejsze, a " z to bardziej
dostrzegalne dla innych." ~
~vuly przykład można zaczerpnąć od Dale'a, opi_: ącego, w jaki sposób urzędnicy państwowi mo; podczaś
narady dawać znać swojemu ministro
że wkracza on na niepewny grur.t:
,~i,w czasie rozmowy mo~ pojawić się kwestie
~~ G. Moore, The Unashamed..., cyt. wyd., s. 56-57. :u Tam2e, s. 57.
,.-Cztowiek w teatrze 241 240 '

nowe i n~eprzewidziane. Jeśli urzędnik ' widzi, że jego minister zajmuje niesłuszne, jego zdaniem, stanowisko,
nie rnoże Powiedzieć tego wpros't;. w takiej sytuacji albo pisze karteczkę do ministra, albo delikatnie wysuwa
pewne fakty czy sugestie jałco nieznaczne modyfikacje jego poglądu. Doświadczony minister od razu zauważy
czerwone ~ światło i albo delikatnie wycofa się z zajętego stanowiska, albo przynajmniej odłoży dyskusję na
póżniej. Jest rzeczą jasną, że uczestnictwo w konferencji ministrów i urzędników wymaga z obu stron taktu i
pewn,ej lotności." ~°
Bardzo często nieformalne wskazówki sceniczne ostrzegają ezłonków zespołu przed nieoczekiwanym
wkroczeniem publiczności za kulisy. Na przykład w hotelu szetlandzkim każdy, kto zauważył, że. goe;ć jest
tak blisko kuchni, iż nie proszony może do niej wkroczyć, powinien szczególnym tonem wylnó~,vi.ć już to
imię przebywającego tam eżłonka personelu, już to, jeśli za kulisami przebywa więcej osób, jakąś nazwę
zbiorczą, taką na przykład jak "dzieci". Na ten sygnał niężczyźni zdejmowali z głów ezapki i nogi z krzeseł,
kobiety przyjmowały pozę bardzi,ej godną; wszyscy obecni przybierali postawę na "baczność", gotowi do
rozpoczęcia przedstawienia. Dobrze znanym sygnałem ostrzegawczym, którego uczy się oficjalnie, jest sygnał
wizualny używany w studiach telewizyjnych czy radiowych. Oznacza on dosłownie lub symbolicznie: "Jesteś
na wizji", czy: "Słychać cię". Równie niedwuznaczny sygnał ostrzegawczy opisuje Ponsonby,
"Królowa (Wiktoria) często zasypiała podczas męczących jazd, a ponieważ nikt w mieście nie po~ winien był
jej widzieć w tym stanie, ilekroć za~ uważyłem tłum przed nami, tylekroć ' spinałeln ostrogi, zmuszając
zaskoczonego konia do hałaśli wego skoku. Księżluczka Beatrice zawsze wiedzia·
z~ 13. E. Dale, The Higher..., cyt. wyd., s. 141.
`~;co to oznacza, i jeśli królowej nie obudził hałas, ~dz;ła ją sama." ~'
~ównież w wielu innych sytuacjach, różne oso~ czuwają nad wypoczynkiem innych, jak to iluj~;ruje cytat ze
studium Katherine Archibald`o pra~ w stoczni:
~ "Kiedy pracy było niewiele, sam stałem na strap~y przed drzwiami narzędziowni, gotów ostrzec ko,~gów,
gdyby zbliżał się ktoś z nadzoru czy dyrek;ji, a dziewięciu czy dziesięciu. pomniejszych kie~owników i
robotników całymi dniami namiętnie ~ddawało się grze w pokera." zE
`Oprócz tego istnieją, rzecz jasna, typowe wskabwki sceniczne mówiące, że droga jest wolna możn.a
zrezygnować z fasady. Inne znaki ostrze;ają wykonawców, że chociaż może się wydawać~ ~ wszystko jest w
porządku, że członkowie zespou są sami, to w istocie obecni są wic~zowie i lepiej° ~ieć się na baczności. W
świecie kryminalnym ~strzeżenie, że niepowołane uszy podsłuchują, jest ~k ważne, że ma swoją odrębną
nazwę: "Dawać ynk". Znaki tego rodzaju mówią t,akże członkom ~sspolu, że niewinnie wyglądający członek
publiczwości jest w istocie "wtyćzką", donosicielem lub ppdobną osobą, ,podającą się za kogoś innego.
Bez takiego systemu . ~ygnałów ostrzegawczych ~tźdy zespół - choćby na Przykład rodzina ~iałby trudności w
za:nierzonym manipulowaniu
~eniami. Wspomnienia dotyczące matki i córki, jących w jednym pokoju w Londynie, dorczają następującego
przykładu:
Ę~"W drodze powrotnej zac,~ęłam lękać się o nasz ~ch, zastanawiając się jak moja matka przyjmie ~9tty
(koleżankę, manikiurzystkę, po raz pierwszy ~proszoną do domu na lunch) i co Scotty pomy~"o mol'~j matce.
Już na schodach zaczęłam mó
g. Ponsonby, Recoltectlpns..., cyt. wyd., s. 102. . K. Archibald, Warttme...; cyt. wyd., s. 194.
242 . 243

wić głośno, by ostrzec ją, że nie jestem sama, po_ nieważ łatwo sobie wyobrazić, co może zobaczyć .
nieoczekiwany gość w pokoju, w którym miesz_ kają dwie osoby. Prawie zawsze jakiś brudny garnek czy taierz
stoi tam, gdzie nie powinien stać, koło pieca suszyć się mogą pończochy czy halka. Matka, ostrzeżona
podniesionym głosem swojej trochę zbyt impulsywnej córki, kręciła się w kółko, jak tancerka w cyrku,
chowając garnek, talerz ezy pończochy, po czym nieruchomiała w dostojnej po_ zie, zupełnie spokojna i
gotowa na przyjęcie gości. Gdyby uprzątała rzeczy zbyt szybko i, zapomniała o ezymś bardzo widocznym,
złapałabym jej czujny wzrok utkwiony w tym przedmiocie - w oczekiwaniu~ że coś z nim zrobię, bez
zwracania uwagi gościa." ~
Można, na koniec, zwrócić uwagę, że im mniej ° świadomie sygnały te będą wyuczane i stosowane, tym łatwiej
będzie członkom zespołu ukryć nawet przed sobą fakt, że działają właśnie jako zespół. A więc, jak już
mówiłem wcześniej, zespół może być tajnym związkiem nawet dla swych własnych; °członków. .
W ścisłym związku ze sprawą wskazówek sce-'; nicznych można zauważyć, że zespoły wypracowu-, ją sposoby
przekazywania dłuższych informacji; słownych w taki sposób, by nie narazić na szwanki tworzonegó przez
siebie wraźenia, które uległobg~ zniweczeniu, gdyby publiczność uśiviadomiła soble;; iż ów przekaz nastąpił.
Znowu można posłużyć si~ przykładem z życia brytyjskich urzędników pań-; stwowych:
"Całkiem inna sprawa, kiedy urzędnik państwo ~ wy wezwany jest po to, by dopilnował przejścia~ ustawy w
Parlamencie albo uczestniczył w debaci~ którejś z Izb. Nie wolno mu przemawiać w swoim~ imieniu; może on
tylko dostarczać ministrowi mai
i° R. Henrey, MadeLetne Grown Up, New York 1953, s.
żałów i sugestii, z nadzieją, że ten należycie je '`korzysta. Jest zrozumiałe, że przed każdą detą, na przykład
przed trzecim czytaniem ustawy
'°~ przed przyjęciem rocznego budżetu Minister
a, minister jest delikatnis Hustawiany>.; w takicli · uacjach dostarcza się ministrowi zestawu nota
i uwag dotyczących wszelkich możliwych kwe~,, jakie mogą zostać podniesione, łącznie z aneg~otami i
odpowiednimi Klekkimi żartami». Sam miitister, jego prywatny sekretarz i dyrektor gabine~,u poświęcają
prawdopodobnie mnóstwo czasu i pracy, by wybrać z tego materiału najcenniejsze śtrategiczne elementy,
przedstawić je w najwłaściw~ej kolejności i uwieńczyć efektowną perorą. To wszystko nie sprawia trudności
ani ministrowi, ani jego współpracownikom, praca pxzebiega więc w ispokoju i bez napięcia. Ale sprawą
kluczową jest ~dpov~iedź ministra na końcu debaty. Minister mu~i tu polegać na sobie samym. Co prawda,
urzędni~·, którzy siedzą cierpliwie na małej galerii po ~rawej stronie spikera albo przy wejściu do Izby
i~ordów, odnotowują w wystąpieniach przedstawi~li opozycji wszelkie niedokładności, przeinacze
faktów, nieuprawnione wnioski i nieporozumiew interpretacji rządowych propozycji, ale czętrudno jest
dostarczyć taką ainunicję na pierw
" linię. Czasami osobisty sekretarz ministra wstaze swego miejsca, znajdującego się akurat za ' ejscem swega
szefa, i przespaceruje się ostrożnie
ż urzędniczej galerii rozmawiając szeptem ~rzędnikami; czasem przesłana zostanie ministronotatka, czasem,
bardzo rzadko, min_ ister sam
~ ęjdzie do swych współpracowników i zada pye, Wszystkie te drobne wymiany zdań muszą uwadze Izby,
żaden minister nie chce bowie
minać aktora; który nie zna roli i potrzebu
°~ H. E. Dale, The Htgher..., cyt. wyd., s. 148-149.
244 . 245

Zbiór pouczeń dla ludzi inieresu, poświęcąjący więcej miejsca tajnikom strategii niż kwestiom moralności,
zawiera nastęnujące uwagi:
".:.Dbaj o to, by zakończyć rozmowę przez telefon, jeżeli w pobliżu jest ktoś obcy, kto xnoże cię słyszeć. Jeśli
ktoś dzwoni do ciebie i chcesz się przekonać, czy dobrze zrozumiałeś przekazaną ci wiadomość, nie powtarzaj
jej sam, ale poproś, by powtórzyła ją osoba telefonująca. W ten sposób informscja, która może być poufna, nie
dotrze do niepowołanych uszu.
...Chowaj swoje papiery przed przyjściem inte resanta, miej zwyczaj trzymać je w skoroszytach lub pod
przykryciem.
...Jeśli musisz porozumieć się z kimś z twego biura,,, kto jest w towarzystwi~ człowieka z zewnątrz. lub kogoś,
kogo twoja informacja nie dotyczy, zrób to tak, by nie dotarła ona do osób niezainteresowanych. Użyj raczej
wewnętrznego telefonu niż ixltercomu, raczej napisz notatkę, niż przekazuj swoją wiadomość głośno." $
"Osoba oczekiwana powinna być natychmiast zaanonsowana. Jeśli u ciebie ktoś jest, twoja sekretarka powinna
przerwać rózmowę, mówiąc coś w rodzaju: «Osoba, z którą był pan umówiony na trzećią, już jest. Sądziłam, że
chciał być pan powiadomiony». (Przy obcym nie Wy~enia ona nazwiska ~ przybyłej osoby. Jeśli wyda się jej,
że nie l~~ętasz, kto io jest, powinna na kartce napisać nazwisko lub podać ci je przez telefon.)" ~
Wskaźówki sceniczne stanowią jeden z podstawowych przejawów zmowy członków zespołu. ~ Inny jej przejaw
to komunikaty, których główna funkcja polega - na utwierdzaniu samego wykonawcy w przekonaniu, że w
iatocie rzeczy nie jest on przywiązany do doraźnej zgody z publicznością. Tłu
~s Esqutre Ettquette, cyt. wyd., s. 7. Cyt. według H. E. Dale'a. Opuszc2enie autora. '
~ Tąmże, s. 22-23.
246
~_ :
~~łacząc sobie, że występ, sv którym ućzestniczy jest ~yylko widowiskiem, wykonawca zdobywa prywatne ~~~
pxzyrlajmnieJ środki obrony przed roszczeniami puy~, ~ blfczności. Działalność taką możemy nazwać "urą
~.. gliwą zmową".' Jej częścią jest zwykle ukryte poniżanie publiczności, chociaż niekiedy wchodzą w grę tak
pochlebne wyobrażenia o publiczności, że
` riie mieszczą się w ramach zgody doraźnej. Mamy tu do czynienia z odpowiednikiem zjawiska opisanego w
podrozdziale "Stosunek do nieobecnych".
"Urągliwa zmowa" to najczęściej zmowa wyko.= nawcy z samym sobą. Przykładem jest zachowanie się
szkolnych dzieci, które krzyżu ją palce, kiedy kłamią lub pokazują język, kiedy odwrócona ple~ nauczycielka
nie może ich przez chwilę widzi,eć. Pracownicy eżęsto przedrzeżniają swoich sze
~ fów lub odgrażają się im gestami, ale dokonują tych aktów pogardy czy lekceważenia wówczas, gdy nie
mogą być widziani przez osoby, pod których
: adre~em owe ućzucia są kierowane. Chyba najbar~~"~ ~ziej nieśmiałą formą tego rodzaju zmowy jest "wy:
łączanie się" ezy też "uciekanie" w myśli do przy
~;~.: j~niejszych miejsc, bez przerywania swego udzia' łu w przedstawieiliu, w którym gra się rolę uważ~ego
słuchacza.
Do "urągliwej zmowy" dochodzi także międ~y ćzłonkami zespołu wówezas, gdy występu ją. Tak ;'pięc chociaż
tajęmny kod werbalnych zniewag mo
~ śtosować tylko margin~ naszego życia handlo~~."'i~ego, to nie ma tak szacownego sklepu, magazynu ~=.,;~i
domu towarowego, którego pracownicy nie wy~ -i~ticnialiby ze sobą znaczących spojrzeń w obec
,~~to~Ci niepożądanego lub niewłaściwie zachowują~:~go się klienta. Podobnie, rzadko zdarza się w na~ ~
społeczeństwie małżeństwo czy dwójka blis~~tich przyjaciół, którzy przebywając w towarzystwie 'ttx~oby
trzecie j nie wymienialiby od czasu do czasu ~~'-żnaczących spojrzeń, zadając po cichu kłam posta. `~e, jaką
wobec tej osoby zajmują oficjalnie.
247

Bardziej szkodliwa forma tega rodzaju agresji przeciwko pubixczności pojawia się w sytuacjach, w których
wykonawca zmuszony jest zachowywać się w śposób głęboko sprzeczny z własnymi uczuciami. Przyk~ad
można zaczerpnąć z pracy opisującej niektóre działania obronne, podEjmowane przez amerykańskich jeńców
wojennych w chińskich obozach indoktrynacji ideologicznej:
"Trzeba zaznaczyć, że jeńcy wynajdywali wiele sposobów, by podporządkowywać się literze, ale nie duchowi
żądań chińskich. Na przykład podczas gódzin publiczńej samokrytyki, często podkreślali w zdaniu
ńieodpowiednie słowo, ośmieszając w ten sposób cały rytuał: - Przykro mi, że nazwałem towarzysza Wong n i
e d o b r y m skurwysynem. Inny ulubiony sposób polegał na obiecywaniu, że nigdy w przyszłości ~nie dadzą
się złapać~ na popełnianiu jakichś zbrodni. Sposóby te były skuteczne, ponieważ nawet ci z Chińczyków,
którzy znali angielski, nie znali dostatecznie dobrze idiomów i slangu, by wykryć wszystkie subteln~ żarty
językowe." ~'
Podobna forma komunikatu nie w stylu przedstawienia pojawia się wtedy, kiedy jeden z członków zespołu gra
swoją rolę ku cichej uciesze swoich partnerów. Na przykład, może on grać rolę z afektowanym entuzjazmem,
który tak bardzo wychodzi naprzeciw oczekiwaniom publiczności, że nie uświadamia ona sobie, że jest
przedmiotem drwiny, a w każdym razie nie jest tego pewna. Muzycy jazzowi zmuszeni grać muzykę
staroświecką, czasem grają ją odrobinę zbyt staroświecko, a owa leciutka przesada jest sposobem komuniko-
wania kolegom muzykom swojej pogardy dla publiczności i swojej wierności dla spraw wyższych ~ Z czymś na
kształt zmowy mamy do czynienia wte
~r E. H. Schein, The Chtne.se Indoctrtnatton Prograrn for Pr3soners of War, "Psychistry~~, i9, s. 159-160.
~a Przekaz ustny Howarda S. Beckera.
248
k' d 'eden z członków
, r~r~ ie y i zespołu usiłuje roz~`' ~pr~ieszyć drugiego w trakcie przedstawienia, w któ~, '_ ~m obaj
uczestniczą. Bezpośrednim celem jest do
, ~towadzenie partnera do grańicy wybuchu śmie~u, popełnienia blędu lub utraty równowagi w in`~y sl5osób.
Na przykład w hotelu szetlandzkim ku: charz stał czasami w kuchennym wejściu na hote
lową scenę i z godnością, poważnie, poprawną angielszczyzną odpówiadał na pytania góści, podczas ` ~'dy
znajdujące się w głębi kuchni służące, z po
ważnymi minami, cichutko, ale z uporex~ starały ~ę go rozśmieszyć. Wyśmiewając publiczność lub
rozśmieszając partnerów wykonawca nie tylko pokazuje, że nie jest skrępowany przez oficjalną interakcję, ale i
daje znać, że ma ją dostatecznie w garści, aby pozwoli.ć sobie na robienie z niej zabawy.
Istnieje jeszcze jedna forma urągliwej śródgry. Kiedy jednostka ucz,estniczy w interakcji z osobą, której
zachowanie jest w jakiś sposób napastliwe,
r ~;.; c~sto stara się napotkać spojrzenie osoby trzeciej, którą uważa za outsidera, dając w ten sposób do ~~, '-
:`. zrozumienia, że nie bierze odpowiedzialności za
źachowanie się swego partnera. Można wnioskować, ż~ wszystkie te fórmy zmawiania się powstają na ogół
niemal mimo woli, dzięki wskazówkom przekażywanym w sposób niekontrolowany.
Bio~rąc pod uwagę wielość dróg nieoficjalńego . porozumiewania się ezłonków zespołu można oczekiwać, że
będą oni uciekali się do niego nawet .wtedy, gdy nie istnieje tego praktyczna potrzeba, i odnosili się z sympatią
do partnerów, którzy dają
~: przed nimi występy solowe. Jest tedy zrozumiałe, ~- iż. w obrębie zespołu wykształca się wyspecjaliao~`
w~na rola ",kumpla", ta znaczy osoby wciąganej ; w przedstawienie w celu sprawienia komu§ inne~ .,,.
mu przyjemności, dania mu railości uczestniczenia :,' w zespole. Taka sytuacja występuje - jak można ~:.
oczekiwać - zwłaszeza tam, gdzie osoby wyraźnie Fs`; 249

różnią się zakresem posiadanej władzy, a jednocześnie nie istnieje tabu stosunków towarzyskicłi między
posiada jącymi władzę i władzy pozbawionymi. W powieściowej autobiografii z końea osiemnastego wieku
znajdujemy opis roli społecznej damy do towarzystwa:
"Moje zadanie polegało, krótko mówiąc; na tym, aby zawsze na znak mojej pani, towarzyszyć jej wszędzie
tam, gdzie się udawała. Przed południem bywałam z nią na aukcjach, wystawach itd., a przede wszystkim
towa'i"zyszyłam jej w tak ważnym zajęciu, jakim są s p r a w u n k i... Towarzyszyłam mojej pani na
wszystkich wizytach, chyba, że miały charakter wybitnie ekskluzywny, uczestniczyłam we wszystkich
spotkaniach towarzyskich, jakie o$bywały się w domu, występując w roli najwyżej usytuowanej sługi." ~
Zajęcie osoby do towarzystwa polegało, jak się wydaae, na towarzyszeniu panu zawsze, gdy on sobie tego
życzył, ale nie po to, by mu usługiwać, lub nie tylko -po to, ale dlatego, że pan chciał mieć przy sobie kogoś,
kto byłby jego sojusznikiem w obliczu innych ludzi.
DZIAt.AMA NA POGRANICZLT ZESPOŁbw
Mówiliśmy już, że kiedy jednostki spotykają się; ', by wejść ze sobą w interakcję, każda przyjmuje ' rolę
przeznaczoną dla niej w przedstawieniu jej
zespołu, i wraz z innym ćzłonkami tego zespołu stara się zachować odpowiednie proporcje między : sposobem
bycia formalnym i nieformalnym, dy
', stansem i bliskością w stosunku do członków in, nego zespołu. Nie oznacza to, że na pokaz człon' kowie
zespołu będą się nawzajem traktować w taki
~ Z ,.Lady's Megazlne" i789, XX, s. 235 cytowane przez J. J. Hechta, The Do~rreestte..., cyt. wyd., s. 63.
250
sposób, w jaki traktują publiczność, oznacza '' 'tomiast, że ich zachowanie wobec siebie różnić ` ~ będzie od
tego, które w§ród siebie uznają za
t~jbardziej "naturalne". Zwróciłem już uwagę na ~# , -:~awianie się jako jeden ze sposobów uwalniają~,
~,,.~r~h w jakimś stopniu członków zespołu od ogra
~.~t.':~czeń, jakie nakłada interakc ja między zespołami. ''°.' `To odchylenie od wzoru stosunków między
zespo~ami zakłada nieświadomość publiczności i nie zmierza - do naruszenia status quo: Wykonawcy rzadko
jednak zadowalają się takimi bezpiecznymi
}~ , grodkami wYi'ażającymi ich niezadowolenie ze zgo-· dy zawaitej w doraźnym celu. Często próbują oni ;~
mówić spoza roli, odchodząc od stylu przedstawie
nia, co słyszy publiczność, lecz robią to w taki sposób, by nie narazić na niebezpieczeństwo ani integralności
dwóch zespołów, ani społeeznego dystan
` su między nimi. Te chwilowe nieoficjalne czy też :,kontrolowane naruszenia porządku dramaturgiczn_ego
stanowią interesujący obszar badawezy.
v Kiedy dwa zespoły wprowadzają dla doraźnych " 'celów oficjalną zgodę, która ma być gwarancją bez-
~F';pieczeństwa interakeji społecznej, możemy zwykle
- wykryć nieoficjal~iy nurt. porozumiewania, ioczący się w obu kierunkach. Takie nieoficjalne komuni".
· `- kowaxiie się może odbywać się z pomocą delikatv `, ych aluz ji, akcentów mimicznych, żartów, znaczą~ch
pauz, zakamuflowanych docinków, celowego
_' nąbierania, podnoszenia głosu 'i wielu innych spey; sobów dawania do zrozumienia. Tą pozorną swo~;;'bodą
rządzą ścisłe reguły. Nadawca komuxiikatu '_ni~ prawo zaprzeczyć wyrażonemu wprost przypyi~~ azczeniu;
że zachowując się tak, a nie inaczej, "miał. ~= tta myśli coś niestosownego", a odbiorcy komuni~-~tatu mają z
kolei prawo zachowywać się tak,, jak~; by nie stało śię nic albo stało się coś zupełnie nie
Na jpowszechnie jszą zapewne tendencją te j podórnej komunikacji jest delikatne przedstawianie
251 ,

własnsgo zespołu w korzystnym świetle, a drugiego zespołu w świetle niekorzystnym, częstó pod przykrywką
grzeczności i wzajemnych komplementów.'° Zespoły dążą więc często do wyrwania się z cugli, w których
trzyxna je dóraźna zgoda. Rzecz ciekawa, że to właśnie ta ukryta tendencja do wywyższania siebie i .
poni.żania innych nierzadkó wpro~ wadza ponurą sztywność do spotkań towarzyskich, a nie do z natury
bardziej nudnych form społecznego rytuału.
W wielu rodzajach interakcji społecznej nieofiejalne komunikowanie się umożliwia jednemu zespołowi
wysuwanie określonych, bynajmniej nie kompromisowych żądań pod adresem drugiego zespołu: zmniejszenia
lub zwiększenia dystansu społecznego i stopnia sformalizowania stosunków albo przekształcanie danej
interakcji w inną, wymagającą innego zespołu ról. Czasem nazywa się to "obwąchiwaniem" i polega na
ostrożnym odslanianiu się i aluzyjnych żądaniach. Na podstawie wypowiedzi, z zamierzenia dwuznacznych
lub mających sens jedynie dla wtajemniczonych, wykonawca potrafi zorientować się, bez porzucania postawy
obronnej, czy może sobie pozwolić na zrezygnowanie z aktualnej definicji sytuacji. Na przykład, skoro można
nie zachowywać społecznego dystansu czy też nie inieć się na baczności przed ludźmi, których ze względu na
zawód, ideologię, przynależność do grupy etnicznej lub klasy społecznej można by nazwać kolegami, powstają
na ogół wtedy
5° S. Potter posługuje się na określenie tego zjawiska terminem "siła przebicia" (one upmanship). E. Goffman
w On Face-Work, ,PSychiatry", 18, 221-222, nazywa je "zdobywaniem punktów" (mak2ng polnts), a A.
Strauss w Essay on Identtty -. "forsowaniem statusu" (status forcing). W pew
nych kręgach w Ameryce określenie "rozłożyć kogo§" (putting a person down) u2ywane jest dokładnie w tym
kontek~cie. Znakomite zastosowania tego pojęcia do jednego z typów stosunkóW społecznych daje J. Hale~ w
artylcule The Art of Psychoanalysis, "ETC", XV, s. 189-200.
y systemy potajemnych znaków, niezrozumiałe dla , obeych; informują one wtajemniczonego, że jest
w,śród swoich i może porzucić pozę, jaką przybrał dla publiczności. Na przykład, zbrodniczy, Thugowie w
dziewiętnastowiecznych Indiach, którzy ukrywali swoje coroczne grabieże za zasłoną trwających dziewięć
miesiący pokazów prawomyślnych
- działań, mieli swój kod, pozwalający im rozpoznawać się wzajemnie. Jeden z autorów pisał:
;,Jest coś takiego w ich sposobie bycia, że łatwo rozpoznają się dśród obcych. By upewnić się wo~ łają: - E'tli
Khan!
Jeśli okrzyk zostanie powtórzony, potwierdza to » af
ich przypuszezenia...
Podobnie, wciąż jeszcze można-spotkać brytyjskich robotników, którzy pytają obcego, z jak dalekiego Wschodu
pochodzi. Brat mason wie, jak odpowiedzieć na to hasło. Po otrzymaniu właściwej odpowiedzi można sobie
pozwolić na wyrażenie swej niechęci do katolików i klas, które się przeżyły. (W naszym anglo-amerykańskim
społeczeństwie nazwisko i wygląd osób, którym jesteśmy przed
, stawiani, pełnią podobną funkcję, uświadamiając nam, o jakich grupach ludności niezręcznością będzie w ich
towarzystwie wyrażać się ubliżająco.) Podobnie niektórzy stali bywalcy żydowskich restauracji uważają za
stosowne domagać się podawania im źytniego pieczywa bez masła, dając w ten sposób do zrozumienia, z jaką
grupą etniczną są skłonni się identyfikować.3E
Ostrożne odsłanianie się, dzięki któremu dwóch członków jakiejś ukrytej wspólnoty rozpoznaje się wżajemnie;
jest chyba najmniej subtelną wersją odsłaniającego porozumiewania się. W życiu codziennym, gdzie, nie ma
tajnych związków, dv
" J. L. Sleeman, Thugs or a MiLLion Murders, London bd., s. 79.
~T Team Work and Perjormance in a Jeivish DeLicatesse,n, niepublikowana praca L. iIirscha.
252 i : 253

własnego zespołu w korzystnym świetle, a drugiego ~espołu w świetle niekorzystnym, częstó pod przykrywką
grzeczno§ci i wzajemnych komplementów.'° Zespoły dążą więc często do wyrwania się z cugli, w których
trzyma je doraźna zgoda. Rzecz ciekawa, że to właśnie ta ukryta tendencja do wywyższania siebie i . poniżania
innych nierzadko wprowadza ponurą sztywność do spotkań towarzyskich, a nie do z natury bartlziej nudnych
form społecznego rytuału.
W wielu rodzajach interakcji społecznej nieoficjalne komunikowanie się umożliwia jednemu zespołowi
wysuwanie określonych, bynajmniej nie kompromisowych żądań pod adresem drugiego zespołu: zmniejszenia
lub zwiększenia dystansu społecznego i stopnia sformalizowania stosunków albo przekształcanie danej
interakcji w inną, wymagającą innego zespołu ról. Czasem nazywa się to "obwąchiwaniem" i polega na
ostrożnym odsłanianiu się i aluzyjnych żądaniach. Na podstawie wypowiedzi, z zamierzenia dwuznacznych
lub mających sens jedynie dla wtajemniczonych, wykonawca potrafi zorientować się, bez porzucania postawy
obronnej, czy może sobie pozwolić na zrezygnowanie z aktualnej definicji sytuacji. Na przykład, skoro można
nie zachowywać społecznego dystansu czy też nie mieć się na baczności przed ludźmi, których ze względu na
zawód, ideologię, przynależność do grupy etnicznej lub klasy społecznej można by nazwać kolegami, powstają
na ogół wtedy
'~ S. Potter posługuje się na określenie tego zjawiska terminem "siła przebicia" (one upmanship). E. Goffman
w On Face-Work, "PSychiatry", 18, 221-222, nazywa je "zdobywaniem punktów" (making points), a A.
Strauss w Essay on Ident3ty --"forsowaniem statusu" (status forcing). W pewnych kręgach w Ameryce
określenie "rozłożyć kogoa" (pvtting a person down) u3ywane jest dokładnie w tym kontek~cie. Znakomite
zastosowanie tego pojęcia do jednego z ty
pów stosunków społecznych daje J. Hale~ w artykule The Art of PsychoanaLysis, "ETC", XV, s. 189-200.
252
l ·`~":, systemy potajemnych~ znaków, niezrozumiałe dla , obcych; informują one wtajemniczonego, że jest
' wśród swoich i może porzucić pozę, jaką przybrał dla publiczności. Na przykład, zbrodniczy Thugo! wie w
dziewiętnastowiecznych Indiach, którzy
ukrywali swoje coroczne grabieże za zasloną trwa! jących dziewięć miesiący pokazów prawomyślnych działań,
mieli swój kod, pozwalający im rozpozna
; wać się wzajemnie. Jeden z autorów pisał:
"Jest coś takiego w ich sposobie bycia, że łatwo rozpoznają się vdśród obcych. By upewnić się wo, - łają: - .~li
Khan!
`I Jeśli okrzyk zostanie powtórzony, potwierdza to ich przypuszczenia..."'i
Podobnie, wciąż jeszcze można - spotkać brytyjskich robotników, któr2y pytają obcego, z jak dalekiego
Wschodu pochodzi. Brat mason wie, jak odpowiedzieć na to hasło. Po otrzymaniu właściwej
- odpowiedzi można sobie pozwolić na wyrażenie swej niechęci do katolików i klas, które się przeżyły. (W
naszym anglo-amerykańskim społeczeństwie nazwisko i wygląd osób, którym jesteśmy przedstawiani, pełnią
podobną funkeję, uświadamiając nam, o jakich grupach ludności niezręcznością bę
_ dzie w ich towarzystwie wyrażać się ubliżająco.) Podobnie niektórzy stali bywalcy żydowskich restauracji
uważają za stosowne domagać się podawania im żytniego pieczywa bez masła, dając w ten sposób do
zrozumienia, z jaką grupą etniczną są skłonni się identyfikować 3Q
Ostrożne odsłanianie się, dzięki któremu dwóch członków jakiejś ukrytej wspólnoty rozpoznaje się wżajemnie;
jest chyba najmniej subtelną wersją odsłaniającego porozumiewania się. V~J życiu codziennym, gdzie, nie ma
tajnych związków, do
'1 J. L. Sleeman, Thugs or a MiLLion Murders, London 1, , bd., s. ?9.
~y " Team Work and Perjormance in a Jetuish DeLicatesseJS, niepubiikowana praca L. FIirscha.
253 t. .,

uczestniczenia w których jednostka miałaby się I. przyznawać, proces ten ma formy znacznie bar
dziej subtelne. Kiedy jedizostki nie znają wzajem, n.ie swoich poglądów i pozycji społecznych, odbywa się
długi proces "wymacywania", czyli powolnego wzajemnego ujawniania opinii i pozycji. Po
i nieznacznym odsłonięciu się, uczestnicząca w tym i procesie jednostka ezeka na znak ze strony drugiej
jednostki, wskazujący, że wychódząc z ukrycia nie
~ popełniła błędu i może bezpiecznie jeszcze troc~hę się odsłonić. Nadając każdemu swemu krokowi sens .
niejednoznaczny, może ona, jeśli takiego źnaku nie ' dostąnie, zatrzyrn.ać dalsze zrzucańie fasady i za.i
chowywać się od tej chwili tak, jakby nic się nie , stało. Kiedy więc dwie rozmawiające ze sobą oso
by próbują dowiedzieć się, jak dalece muszą być ostrożne w ujawnianiu prawdziwych opinii poli' tycznych,
jedna z nich może powstrzymać swoje
wyznania o tym, jak bardzo jest prawicowa Iub lei wicowa, w mam~encie, w którym druga strona zajęła już
stanowisko maksym,alnie dla siebie krań- :~ cowe. W takich wypadkach osoba o poglądach bar- e
y
dziej skrajnych będzie taktownie udawaó, że jel ` ' poglądy nie idą dalej ni.ż poglądy drugiej strony. Ilustracją
procesu stopniowego ostrożnego od
' słaniania się mogą być również mity i niektóre fakty związane w naszym społeczeństwie z życiem
heteroseksualnym. Związek seksualny jest określa- `~
, ny jako intymny związek, w którym inicjatywa na' leży do mężczyzny. W istocie zaloty polegają na
aprobowanym przez kobi,etę pogwałceniu ze stiony
, mężczyzny zasady równości płci, dzięki któremu próbuje on podporządkować sobie kogoś,' komu , ` z
początku okazuje szacunek.~ Jeszcze pardziej
, spektakularne działania przeciw równości płci moż~ Ostro2ne odsłanisnie się w świecie homoseksualnym ma
podwójną funkeję: ujawnienia przynale2ności do tajnego stoi warzyszenia i proponowania stosunku między
jego poszcze
gólnymi członkami. Dobrym przykładem literackim jest tu
iI' 254
i ~a jednak znaleźć w, sytuacjach, w któr~ych doraCna
, ;~goda jest zdefiniowana w kategoriach zwierzchI "= =tiotwa i dystansu ze strony wykonawcy-kobiety r
podporządkowania ze strony wykonawcy-mężczyzny. Powstaje wtedy możli vość przedefiniowania
j przez tego drugiego sytuacji, w taki sposób, by i uwydatniona została jego wyższość seksualna w 1I
przeciwieństwie do społeczno-ekonomicznej niżI szości.'° W naszej Iiteraturze proletariackiej, na
przykład, ubogi mężezyzna, w taki właśnie sposób przedefiniowuje swą sytuasję wobec bogatej kobiety. Jak
często zwracano uwagę, Kochanek Lady Chattertey jest znakomitym tego przykładem. Kiedy badamy zawody
usługowe, zwłaszcza podrzędniejsze, zawsze okazuje się, że ich przedstawiciele ma ją na podorędziu anegdoty
o tym, jak to im samym lub ich kolegom zdarzało się zmieniać stosun,ek służbowy w seksualny (lub też jak
ktoś im taką zmianę proponował). Opowieści o takich gwałtowllych zmianach definicji sytuacji są istotną ezęś-
cią skład.ową mitologii nie tylko poszczególnych zawodów, ale i męskiej podkultury jako takiej.
Chwilowe zmiany szyku" na skutek których kierowanie interakcją zostaje nieoficjalnie przejęte przez osoby
podporządkowane Iub też nieoficjalnie im przekazane, uzyskują swego rodzaju stabilizaeję i instytucjonalizację
w czymś, co nazywane jest
opowiadanie Gore'a Vidala, Three Stratagems, z tomu: \ , A Thirsty Evil, New York 1958, szczególnie s 7-17.
~ Prawdopodobnie przez szacunek dla etyki fręudowskiej
~ niektórzy socjologowie zdają się sądzić, ze traktowanie st~sunku płciowego jako c~ści ceremoniału, jako
odprawianeBo przez obie strony rytuału, mającego na celu symboliczne
utwierdzenie wyłączności społecznego związku - jest czymś w złym guście, obraźliwym 1 niesmacznym.
Rozdzfał ten
wiele zawdzięcza Kennethowi Burke'owi, który z całą jasnością przyjmuje socjologiczny punkt widzenia w
definlowanlu zalotów jako retoryki pozwalającej przezwycię3yć spo
" leczną obcość. Zob. K. Burke, A Rhetoric oj Motives, cyt. tll! wyd., s. 208 i nast: oraz s. 267-_288.
, 255

i,
ą
czasem "d~umową" (double ta.lk)'S. Korzystając z tej techniki porozumiewania się, dwie jednostki mogą
przekazywać sobie informacje, których treść lub sposób przekazywania nie pasują do charakteru stosunków
łączących oficjalnie te jednostki. "Dwumowa" zawiera ukryte sugestie, które obie strony mogą sobie
przekazywać przez dłuższy czas. Jest to rodzaj komunikacji wtajemniczonych, róźniący się od innych typów
zmowy tym, źe osoby przeciwko którym zmowa jest skierowana jednoeześnie w niej uczestniczą. Zwykle
"dwumowa" pojawia się podczas interakcji między podwładnymi i przełożonymi, której przedmiotem są
kwestie ofiejalnie leżące poza kompeteneją i władzą podwładnego, lecz w rzeczywistości od niego zależne. Po-
sługując się "dwumową", podwładny może wprowadzić odpowiednią linię działania bez jawnego uznania
ekspresywnych tego implikacji i bez narażania na szwank różnic statusu, jakie istnieją między nim a jego
przełożonym. "Dwumowę" często spotyka się w koszarach i więzieniach. Często występuje też ona w
sytuacjach, w których podwładny ma dużo większe doświadczenie zawodowe niż przełożońy, jak to na
przykład dzieje się w instytucjach rządowych, gdzie współpracują ze sobą ,;stały" wiceminister i miriister
mianowany ze względów politycznych, lub tam, gdzie podwładny mówi językiem grupy pracowników, którym
przełożony nie włada. "Dwumowę" spotykamy takźe w sytuacjach, w których dwie osoby zawierają nielegalne
porozumienie, dzięki niej bowiem mogą się ze sobą porozumiewać w taki sposób, że żadna z nicll nie będzie
zmuszona oddać się we
as w języku potocznym określenie "dwumowa" utyvaane jest także w dwóch innych znaczeniach: na określenie
wYpowiedzi, które robią wra~enie znaczących, ale w rzeczywłstości nimi r.ie są, i na określenie dwuznacznej
z zamierzenia odpowiedzi na pytania, na które pytający chciał uzyskać jednoznaczne oc9powiedzi.
4.) V
· władanie drugiej. Podobna forma zmowy wystęlluje czasem między dwoma zespołami, które muszą
~~'-'~ ' utr,zymywać przed sobą wrażenie pewnej wrogości, czy pewnego dystansu, ale dla których jest rzeczą
korzystną porozumienie w pewnych sprawach, jeśli tylko nie zagraża ono fasadzie, ja.ką zespoły te chciałyby
zachować's Innymi słowy, moina zała
i : twiać interesy bez wzajemnych solidarnych zobo, wiązań, do których zwykle wchodzenie w układy ,
prowadzi. Co może ważniejsze, "dwumowa" wy
stępuje stale w sytuacjach bliskich stosunków zawodowycl~ i domowych jako bezpieczny sposób wydawania i
odrzucania poleceń i próśb, które sformułowane wprost musiałyby prowadzić do zmiany wzajemnych
stosunków.
Rozważyłem wyżej niektóre spośród powszechnie spotykanych działań na pograniczu zespołów - ruchów
^wokół, ponad lub poza linią podziału między zespołami. Za przykłady posłużyły takie procesy,
; jak skrywane niezadowolenie, ostrożne odsłanianie się i "dwumowa". W celu uzupełnienia obrazu chciałbym
dodać jeszcze kilka rodzajów takich działań.
Kiedy doraźna zgoda zawarta między dwoma zespołami obejmuje uznanie wzajemnej opozycyjności,. okazuje
się, że podział pracy wewnątrz każdego z zespołów może prowadzić do chwilowej zmiany szyku, co każe nam
uzmysłowić sobie, że problem fraternizacji pojawia się nie tylko w armiach. Specjalista z jednego zespołu
może stwierdzić, że ma wiele wspólnego ze swoim odpowiednikiem z zespołu przeciwnego i że obaj posługu
ae Zob. H. E. Dale, The H2gher..., cyt. wyd., s: 182-183, u którego znajdujemy ilustrację sytuacji cichego
kompro~misu między dwoma zespołami, które oficjalnie przeciwsta
wiają się sobie. Zob. także M. Dalton, Unofjicial Union-Mawagement Relat2ons, "American Sociological
Review", XV, s. 611-819.
"ti 17 Człowiek w teatrze 257

ją się językiem, który czyni z ńich zespół pnzosta jący w opoźycji do wszystkich pozostałych uczestników
interakcji. Na przykład, podczas negocjacji przedstawicieli związków zawodowych z pracodawcami prawnicy
obu stron mogą wymieniać ze sobą porozumiewawcze spojrzenia, gdy laicy z któregoś zespołu robią ewidentne
prawnicze gafy. Kiedy specjaliści nie są stałymi członkami zespołów, ale są do nich angaźowani na czas
negocjacji, wykazują zwykle więcej lojalności wobec swych kolegów i zasad przyjętych w ich zawodzie niż
wobec zespołu, któremu akurat służą. Jeśli więc utrzymane ma być wrażenie, że zespoły pozostają w opozycji
do siebie, krzyżująca się z linią dzielącą zespoły,linia podziału na specjalistów i laików musi zostać zatarta lub
może być wspominana jedynie pa cichu. Tak więc prawnicy, wyczuwając, że ich klienci chcą, by byli wrogo
nastawieni do .prawników strony przeciwnej, poczekają na przerwę, by za kulisami przyjacielsko pogawędzić z
kolegami o sprawie będącej ~w toku: Omawiając rolę; jaką urzędnicy państwowi grają w debatach parlamentu,
Dale czyni podobną uwagę:
"Zasadnicza debata na jakiś temat [...] z reguły trwa tylko jeden dzień. Jeśli ministerstwo ma nieszczęście
przeprowadzać obszerną i kontrowersyjną ustawę w Izbie Parlamentu, minister i odpowiedni urzędnicy muszą
być na miejscu od czwartej po południu do jedenastej wieczorem (a ezasem dłużej), często codziennie od
poniedziałku do czwartku [...] Urzędnicy jednak wynagradzają sobie to w pęwien sposób, odnawiając i
rozszerzając swe znaj,omości z członkami Izby. Nacisk na to, by cały czas przebywać na sali obrad podczas
takich długotrwałych obrad jest mniejszy; zarówno członkowie parlainentu, jak i przedstawiciele władzy wy-
konawczej pozwalają sobie wychodzić z sali posiedzeń na małą pogawędkę do palarni lub na taras, podczas
gdy na sali niepoprawny nudziarż wnosi
· ppprawkę, która - o czym wszyscy wiedzą - jest ,-t , nie do przyjęcia. Pojawia się rodzaj camaraderie ~``
wszystkich zainteresowanych ustawą stron: rządu,
opozycji i urzędników państwówych." "
Jest rzeczą ciekawą, że w pewnych sytuacjach nawet zakulisowa fraternizacja bywa uważana za zbyt wielkie
zagrożenie widówiska, Na przykład graczom baseballowym, których zespoły mają re
y' prezntować przeciwstawiające się sobie grupy kibiców, regulamin ligowy nakazuje powstrzymanie się od
towarzyskich rozmów przed rozpoczęciem ~.Y.
"Nakaz ten łatwo jest wytłumaczyć. Nie byłoby rzeczą właściwą widzieć graczy gwarzących przed meczem,
niczym na popołudniowej herbatce, a potem uwierzyć, że tuż po rozpoczęciu gry będą wal
, czyć o piłkę z zażartością i, przekonaniem, jak to , się naprawdę dzieje. Muszą oni przez cały czas za-
chowywać się jak przeciwnicy." ~
We wszystkich tych przypadkach nie chodzi o to, że bratanie się specjalistów stron przeciwnych może
doprowadzić do ujawnienia tajemnic zespołu lub wyrządzenia szkody jego interesom ·(choć może się to
zdarzyć albo może wydawać się, źe tak się dzieje), ale raczej o to, że ucierpieć może wrażenie, ' ja~kie starają
się wytworzyć, iż zespoły te są sobie przeciwstawne. ~lkład specjalisty musi robić wrażenie spontanicznej
reakcji na dane, jakich dostar
; cza sytuacja, w sposób naturalny stawiająca go w ,opozycji wobec drugiego zespołu; bratanie się natomiast z
kolegami po fachu z zespołu przeciwnego może nie zmniejszać wartości jego pracy, ujawnia wszakże -
wyrażając się dramatycznie - czym ona poniekąd jest: pozbawionym entuźjazmu wykonywaniem
rutyniarskiego działania.
Nie chcę przez to powiedzieć~ że bratanie się chaa' H. E. Dale, The Htgher..., cyt. wyd., s. I50.
ae )3, plpelli, h7r Unap..., cyt. wyd., s. 169.
258 . ... ,:1~~ 259

.,.,._.
rakterystyczne jest jedynie dla specjalistów chwilowo występujących przeciwko sobie. Kiedykolwiek więzi
lojalności się krzyżują, dany zbiór jednostek może oficjalnie tworzyć jedną parę zeSpołów, po
;''' , tajemnie zaś stanowić całkiem inną garę. I kiedykolwiek dwa zespoły inuszą utrzymać wysoki stoi ' ; pień
niechęci wzajemnej lub dystansu społecznego,
lub też zarówno niechęci, jak i dystansu, może dojść 'i ' do wyraźnego wyodrębnienia strefy, która nie tylko !
służy za kulisy występów każdego zespołu z osob
na, ale i pozostaje stale otwarta dla człónków o b u 'E '' zespołów naraz. Na przykład, w koinunalnych szpi-
talach psychiatrycznych często znajduje się pokój ezy wydzielona część terenu, gdzie pacjenci razem
!I ' z członkami personelu mogą grać w pokera albo plotkować o dawniejszych lekarzach i pacjentach, i ' i
gdzie rozumie się samo przez się, że personel nie
będzie tu "zadzierał nosa". Podobne miejsca można czasem znaleić w obozach wojskowych. Wspomniei
nia o życiu na morzu dostarczają jeszcze innej ilustracji:
, , "Jest stary zwyczaj, że w okrętowej kuchni kaź, dy może bezkarnie mówić, co mu się podoba, nij ezym w
Hyde Parku w Londynie. Oficer, który
później wykorzystałby przeciwko komuś to, co ten I '' powiedział w kuchni, rychło zacząłby być na statku i
bojkotowany." 3s
"Nigdy nie jest się sam na sam z kucharzem. Zawsze ktoś się tam zaszyje i przysłuchuje jego ~ i ; plotkoivaniu
albo rozmaitym, mrożącym krew w
żyłaclz opowieściom, wygodnie usadowiony na ławeezce przy ciepłej ścianie, naprzeciw pieca, z nogami na
nadburciu i rozpalonymi policzkami. Kuch
i nia jest jakby rynkiem w miasteczku, a kucharz i jego piec to stoisko z kiełbaskami. Jest to jedyne miejsce,
gdzie oficerowie i marynarze spotykają się na rówrxe j stopie, o czym łatwo może przekonać się ;i
'i 's T. de Hartog, A Saitor's Life, l~Tew York 1955, s. 155. i ,,,.I,,,I ,
260
;' ~iłody oficer, jeźeli wejdzie tam, zadzierając nosa. `4 ~'. Kucharz, nazywając go ~koćhasiem» czy «bracisz
kiem" odeśle go od razu na właściwe miejsce" małą ławeczkę obo~C Hanka =- mechanika...
Bez tej swobody w kuchni; statek nie wytrzymałby wewnętrznego napięcia. 4Vszyscy zgadzają się, że w
trópikach napięcie rośnie i z załogą trudniej sobie poradzić. Niektórzy przypisują to gorącu, inni są
przekonani, że to skutek utraty trady
` .cyjnej klapy bezpiecżeństwa: kuchni."'o
Często zauważamy, że jeden z dwóch zespołów wchodzących w interakcję ma większy prestiż nii drugi. W
takich wypadkaeh, mówiąc o zmianie szyku; mamy na ogół na myśli wysiłki zespołu o niższym prestiżu,
zmierzające do zmiany podstawy interakcji na bardziej dla niego korzystną lub do zmniejszenia dystansu
społecznego i sztywności sto
, sunków między nim a zespołem o wyższym prestiżu, Jest rzeczą ciekawą; że w pewnych sytuacjach abńiżenie
barier i dopuszczenie żespołu o niższym prestiżu do większej równości i poufałości służy dalekosiężnym celom
zespołu o wyższym prestiżu. Chwilowe rozciągnięcie zakulisowej zażyłości na. zespół niźszy Ieżeć może na
dłuższą metę w interesie "lepszego" zespołu. Pan Barnard opowiada nam o tym, jak to w obecności komitetu
reprezentują
~. i., ~ oego bezrobotnych robotników umyślnie klął, świa' dom znaczenia swojego zachowania:
"W moim pojęciu, podzielanym przez innych, których opinię szanuję, na ogół używanie słów wulk ^·t.'
garnych przez kogoś o wyższej pozycji w obecności
' podwładnych ezy osób o niższej pozycji jest rzeczą naganną nawet wówczas, kiedy tym ostatnim to nie
pr~eszkadza, a nawet jeśli wiedzą, że zwierzchnik ma zwyczaj kląć. Nikt prawie nie może tego robić bez
szkody dla swojej pozycji. Myślę, że dzieje
~o Tam2e, s. 154-155.."~
261

rakterystyczne jest jedynie dla specjalistów chwi- f młody oficer, jeżeli wejdzie tam, zadzierając
nosa.
ć
lowo występujących przeciwko sobie. Kiedykolwiek Kucharz, nazywając go ~ko
hasiem~ czy «bracisz-
więzi.lojalności się krzyżują, dany zbiór jednostek kiem» odeśle go od razu na właściwe miejsce"
ma-
może oficjalnie tworzyć jedną parę zeSpołów, po- łą ławeczkę obo~ Hanka =--
mechanika...
tajemnie zaś stanowić całkiem inną parę. I kiedy- Bez tej swobody w kuchni; statek nie wytrzy-
kolwiek dwa zespoły inuszą utrzymać wysoki sto- małby wewnętrznego napięcia. Wszyscy
zgadzają
'i,'' pień niechęci wzajemnej lub dystansu społecznego, się, 'ze w trópikach napięcie rośnie i z załogą
trud-
i lub też zarówno niechęci, jak i dystansu, rnoże doj§ć niej sobie poradzić. Niektórzy przypisują to
gorą-
I'i ; do wyraźnego wyodrębnienia strefy, która nie tylko cu, inni są przel~onani, że to skutek utraty trady-
~ I, służy za kulisy występów każdego zespołu z osob- ~cyjnej klapy bezpieczeństwa:
kuchni."'°
' na, ale i pozostaje stale otwarta dla człónków-o b u ~ Często zauważamy, że jeden z dwóch
zespołów
zespołów naraz. Na przykład, w korinunalnych szpi-wchodzących w interakcję ma większy prestiż
niź
talach s chiatr ezn ch cz sto zna du e si pokójdru i W takich adkach mówi c
o zmianie s
'I PYYYęjję g · wyp , ą zy-
ezy wydzielona ezęść terenu, gdzie pacjenci razem ku, mamy na ogół na myśli wysiłki zespołu o
niż-
z członkami personelu mogą grać w pokera albo szyrn prestiżu, zmierzające do zmiany podstawy
in-
p lotkować o dawniejszych lekarzach i pacjentach, terakcji na bardziej dla niego korzystną lub do
i gdzie rozumie się samo przez się, że personel nie zmniejszenia dystansu społecznego i sztywno§ci
sto-
będzie tu "zadzierał nosa". Podobne miejsca można sunków między nim a zespołem o wyższym
presti-
i czasern znaleźć w obozach wojskowych. Wspomnie- żu. Jest rzeczą ciekawą; że w pewnych sytuacjach
'' nia o życiu na morzu dostarezają jeszeze innej ilu- obńiżenie barier i dopuszczenie zespołu o
niższym
stracji: prestiżu do większej równości i poufałości służy
"Jest stary zwyczaj, że w okrętowej kuchni każ- dalekosiężnym celom zespołu o wyższym
prestiżu.
dy mo'ze bezkarnie mówić, co mu się podobao ni- Chwilowe rozciągnięcie zakulisowej zażyło§ci na
ze-
j' czym w Hyde Parku w Londynie. Oficer, który spół niższy leżeć może na dłuższą metę w
interesie
;' później wykorzystałby przeciwko komuś to, co ten "lepszego" zespołu. Pan Barnard opowiada nam
povviedział w kuchni, rychło zacząłby być na statku o tym, jak to w obecności komitetu reprezentują-
bojkotowany: "° cego bezrobotnych robotników umyślnie klął, §wia-
"Nigdy nie jest się sam na sam z kucharzem. Za- dom znaczenia swojego
zachowania:
wsze ktoś się tam zaszyje i przysłuchuje jego "W moim pojęciu, podzielanym prz~ez innych,
któ-
I plotkowaniu albo rozmaitym, mrożącym krew w . rych opinię szanuję
na ogół używanie słów wul-
I '` żyłach opowieściom, wygodnie usadowiony na ła- ,
garnych przez kogoś o wyższej pozycji w obecności
weczce przy ciepłej ścianie, naprzeciw pieca, z no- podwładnych czy osób o niższej pozycji jest
rzeczą
gami na nadburciu i rozpalonymi policzkami. Kuch- naganną nawet wówczas, kiedy tym ostatnim to
nia jest jakby rynkiem w miasteczku, a kucharz nie przeszkadza, a nawet jeśli wiedzą, że
zwierzch-
i jego piec to stoisko z kiełbaskami. Jest to jedyne nik ma zwyczaj kląć. Nikt prawie nie może tego
ro-
;' miejsce, gdzie oficerowie i marynarze spotykają się bić bez szkody dla swojej pozycji. Myślę, że
dzieje
na równe j stopie, o czym łatwo może przekonać się
a9 J. de Hartog, A SaiLor's Life, New York 1955, s. 155. ~~ Tam~e, s. 154-155."r
i
260 261

.,.
się tak dlatego, że wszystko, co umniejsza godność , ~ i~~ wysokiego stanowiska, powoduje, że trudniej jest
zaakceptować zróżnicowanie pozycji. .leżeli owo wy
li~i ~ ~ sokie stanowisko symbolizuje pozycję całej organizacji, takie zachowanie się może naruszyć jej prestiż.
W omawianej sytuacji wulgarności były użyte ~'Yjątkowo i z rozmysłem, towarzyszyło im wale
, nie pięścią w stół." °~
Podobna sytuacja występuje w tych szpitalacli psvchiatrycznych, W których stosuje się terapię środowiskową.
Zezwalając na uczestnietwo pielę~niarek, a nawet niższego personelu, w otoczonych ńa ogół najwyższą estymą
zebraniach lekarzy, powoduje się, że ten personel bez wyższego wykształcenia medycznego wyczuwa
zmnieiszanie się dystansu
J między nim i lekarzami, co sprzyja przyjmowaniu , lekarskiego punktu widzenia na pacjentów. Poświęi ,;
cając swą ekskluzywność, góra zdolna jest godI ' nieść morale dołów. Opis te~o procesu przynosi
poważna praca Maxwella 3onesa, o angielskich do;! ' świadczeniach z terapią środowiskową:
', , "Na,oddziale staraliśmy się kształtować rolę lekarza odpowiednio do naszych ograniczonych celów
leczniczych oraz unikać udawania. Oznaczało to
'i ' jawne zerwanie z tradycją szpitalnictwa. Wyglądełń i ; zewnętrznym nie przypominaliśmy lekarza trady-
cyjnego., unikaliśmy białych fartuchów, rzucających
! !, się w oczy stetoskopów i silnie oddziałujących na ,' wyobraźnię i~nlotków do opukiwania fizycznych ko-
relatów nasżej roli." °~
I ~I ,,
s~ Ch. I. Barnard, Orgatttzatton and Management, Cambridge 1949, s. 73-94. Tego rodzaju postępowania nie
nałeży mieszać I z niewybrednym językiem i sposobem bycia, którym posłu
guje się zwierzchnik przebywający w zespole zło2onym ze
swoich pracowników i "wrabiający" ich w robotę.
~~ M. Jones, The Therapeuttc Community, New York 1953, s. 40.
I' 282
Kiedy badamy interakcję między dwoma zespo"` łami w sytuacjach życia codziennego, często okak ~uje się, że
od ~zespołu stojącego wyżej oczekuje ~' si$ pewnego rozluźnienia. Przede wszystkim, taka
częściowa rezygnacja z fasady stwarza podstawę swoistego handlu wymiennego: zespół wyższy zyskuje usługi
lub pewien rodzaj dóbr, zespół zaś niższy przyjemność spoufalenia się z przełóżonymi. Wiadomo, na przykład,
że powściągli wość, z jaką zachowują się członkowie brytyjskiej klasy wyższej podczas interakcji z kupcami
czy niźszymi urzędnikami, znil~a na jakiś czas, jeśli muszą ich
' oni prosić o jakąś szczególną przysługę. Ponadto, takie zmniejszenie dystansu pozwala uczestnikom .
interakcji zachować się z .większą spontanicznością
i zaangażowaniem. W każdym razie interakcja między dwoma zespołami zawiera niewielki margines,
swobody, wykorzystywany na ogół jedynie jako środek badania gruntu, w celu stwierdzenia, czy strona
przeciwna może być źródłem jakichś nadprogramowych korzyści.
Kiedy wykonawca odmawia trzymania się swego miejsca, niezaleźnie od tego, czy ma pozycję wyższą ezy też
niższą od publiczności, możemy ocze-. kiwać, że zarówno reżysera (jeśli taki istnieje)" jak i widownię, źlę to
do niego usposobi. W wielu wypadkach szeregowi członkowie zespołu również mogą być przeciwko niemu.
Mówiłem już, w odniesieniu do podbijaczy norm, że każda nadzwyczajna
~ koncesja na rzecz publiczności ze strony członka zespołu zagraża stanowisku, jakie przyjęli inni członkowie
zespołu oraz poczuciu bezpieczeństwa płynącego ze znajomości i możliwośoi kontrolowan#a pozycji, jakie
będą musieli zająć. Jeśli na przykład któraś z nauczycielek w szkole jest dla swoich pod
` ópiecznych niezwykle miła, bawi się z nimi podczas . przerw lub chce wejść w bliski kontakt z uczniami . , o
niskiej pozycji, inni nauczyciele mogą uznać to
za zagrożenie wrażenia dobrej pracy, jakietstarają :~~' ' 263

się podtrzymać:" Kiedy poszczegóini wykonawcy I przekraczają linię dzielącą dwa zespoły, kiedy ktoś staje się
zbyt poufały, zbyt konfliktowy czy zbyt tolerancyjny, możemy oczekiwać licznych reperku- , sji, mających
wpływ zarówno na oba zespoły, jak cerów, który, ich zdaniem, przegrał:
Napomknienie o takich reperkusjach można znaleźć w ogłoszonej niedawno pracy na temat marynarzy floty
handlowej. Jej autor zwraca uwagę, że kłótnie oficerów co do obowiązków na statku wykorzystują marynarze,
stając po stronie tego z oficerów, który, ich zdaniem, przegrał:
"Robiąc to (podbijając bębenek jednemu z kłócących się), załoga spodziewała się, że ów oficer spuści nieco z
tonu i pozwoli na bardziej partnerskie stosunki podczas omawiania sytuacji. Prowa'dziło to z kolei szybko do
oczekiwania przez nią pewnych prźywilejów, takich choćby, jak wachta w sterówce zamiast na mostku.
Kłótnię oficerów wykorzystywała ona do ich złagodzenia obowiązków przypisanych ich niższej pozycji." ~
Nowsze tendencje w leczeniu psychiatrycznym dostarczają nam innych przykładów; chciałbym tu przytaczyć
niektóre z nich.
Jedną z ilustracji można znaleźć w pracy Maxwella Jonesa, chociaż ma ona być argumentem na rzecz
zmniejszenia różnicy pozycji między poszczególnymi szezeblami personelu oraz między persenelem a
pacjentami:
"Integralność grupy pielęgniarek może zostać naruszona przez nieostrożność nawet jednej pielęgniarki;
pielęgniarka,· która otwarcie pozwala sobie na kontakty seksualne z pacjentem, powoduje zmianę postawy
pacjentów do całe j grupy pielęgniarek
9a Ustny pr2ekaz Helen Blaw, nauczycielki.
" W. M. Jr. Beattie, The Merchant Seavn.ant..., cyt. wyd., s. 25-26.
` i znacznie zmniejsza efektywność ich oddziaływa`s,°e, nia terapeutycznego." 4s
Inny przykład znajdujemy w uwagach Bettelheima o doświadczeniach wyniesionych przez nie- go z tworzenia
społeczności terapeutycznej w Sonia
Shankman Orthogenic School na uniwersytecie w Chicago:
"To, czego dostarczała społeczność terapeutyczna, poczucie bezpieczeństwa, odpowiednie zaspokojenie potrzeb
i oparcie w grupię, v~~szystko to uwra
. żliwiało dziecko na stosunki międzyludzkie. Oczywiście, socjoterapia nie spełniałaby swego celu, gdyby nie
oszczędzało się dziecku tego samego rodzaju rozczarowań, jakiego doznało ono w swoim ro
: dzinnym otoczeniu. Zgoda wśród personelu jest więc ważnym czynnikiem dziecięcego poczucia bezpie-
czeństwa; toteż dobrze jest, jeżeli członkowie personelu pozostają nieczuli na czynione przez dzieci próby
wygrywania ich przeciwko sobie.
W rodzinie wiele dzieci zdobywa uczucie jednego z rodziców ko~ztem emocjonalnych roszczeń drugiego.
Dziecięca technika kontrolowania sytua
; eji w rodzirrie opiera się na skłócaniu ze sobą rodziców; technika ta jednak zapewnia dziecku tylr ko
względne poczucie bezpieczeństwa. Dzieci, któ
rym udaje się manipulować rodzicami, póżniej z ~ największym trudem wchodzą z otoczeniem w relacje
'nieneurotyczne. W każdym razie, odtwarzając sytuacje edypalne, dziecko wchodzi z poszczególnymi
członkami personelu w relacje pozytywrie, negatywne i ambiwalentne. Rzeczą najważniejszą jest, aby takie czy
inne stosunki dziecka z poszczególnymi członkami personęlu nie wpływały na stostznki między tymi
ostatnimi. Bez konsekwencji
; ~ ze strony całej społeczności relacje dziecka przero
'`;Ą , ~ M. Jones, The Therapeutic..., cyt, wyd., s. 38.
264 ~-~`-. 265

,,,, ,, , ,
dzić się mogą w związki neurotyczne, niszeząc podstawę identyfikacji i istniejące więzy emocjonalne." ~
Ostatni przykład pochodzi z projektu terapii grupowej, w którym zarysowane są sugestie, jak radzić sobie z
pewnymi nagminnymi trudnościami w interakcji, jakie stwarzają trudni pacjenci:
"Próbują oni wejść. z lekarzem w szczególne stosunki. Pacjenci często starają się podtrzymywać wraźenie
sekretnego porozumienia z lekarzem, łapiąc, na przykład, jego spojrzenie, kiedy któryś z pacjentów mówi
Hgłupstw a». Jeśli udaje się im ~ uzyskać od lekarza odpowiedź, którą mogą zinterpretować jako
potwierdzenie szczególnych łąćzących ich z nilxl więzów, powstaje sytuacja niebezpieczna dla grupy.
Ponieważ ta niebezpieczna gra na stronie jest z reguły niewerbalna, lekarz musi szcze,gólnie uważnie
kontrolować tę stronę swojej działalności: ' °'
Ktoś mógłby powiedzieć, żę powyższe cytaty mó wią więcej o częściowo ukrytych społecznych uczu ciach
autorów niż o ogólnych prawidłowościach pro cesów, z którymi mamy do czynienia wtedy, gdy ktoś przekracza
linię podziału, jednakże w wyda nej niedawno pracy Stantona i Schwartza znajdu
4s B. Bettelheim i E. Sylvester, M@tieu Therapy, "PsychoanalytiC Review", XXXVI, s. 65.
~7 F. B. Powdermaker i inni, PreL@minary Report for the Nat@onai Research Councit: Group Therapy
Research Project, s. 26. Zdrada własnego zespołu poprzez łapanie wzroku członka innego zespołu jest praktyką
powszechną. Można zwrbcić te2 uwagę, 2e w 2yciu codziennym odmowa wejścia w chwilową zmowę tego
rodzaju wówczas, gdy ktoś do tego zaprasza, jest dla zapraszającego pewnym afrontem. W takiej sytuacji
mo3na stanąć przed dylematem: zdradzfć obiekt zmowy
czy obrazić osobę, która o zmowę prosi. Przykiadu dostarcza I. Compton-Burnett, A Fam@Ly and a FoTtune,
London I~J48, s. 13:
- Ale ja nie chrapałam, powiedziała Blanche tonem osoby przestajacej'cokolwiek rozumieć. Powinnam o tym
wie
266
~rny dobrze udokumentowany opis konsekwencji ;~żekraczania linii podziału Ińiędzy dwoma zespo..
Zwracałem uwagę na fakt, że w sytuacjach kryzysowych linie podziału illogą na pewien czas ulec załamąniu, a
.cźłónkowie przeciwstawnych zespołbw mogą na pewien czas zapomnieć, jakie jest ich właściwe usytuowanie
wzajemne. Zwracałem tak
` że uwagę, że ~zmniejszenie dystansu między zespołami służy czasem określonym celom, których realizacja
może wymagać, by zespoły nadrzędne przyłączały się, na jakiś czas do podrzędnych. Dodać _trzeba, źe zespoły
pozostające ze sobą w interakcji, gotowe są czasem wyjść z dramaturgicznych ram swej działalności i oddać się
na dłużej bezładnej orgii klinicznej, religijnej czy też etycznej wiwi'~: sekcji.
Tragiczną wersją tego procesu są ewangeliczne ~~ ruchy, korzystające z publicznej spowiedzi, kiedy to
grzesznik o wysokięj czasem pozycji społecznej mówi obecnym rzeczy, które w innych sytuacjach śtarałby się
zataić lub zepchnąć do nieświadomo§ci. Poświęca on swoje tajemnice i obronny dystans
~~_ ~ ; wobec innych, co na ogbł wśród zebranych two~ 4 'rzy poczucie zakulisowej solidarności. Tex:apia
gru~"~~ - wa uruchamia
.~~; po podobne mechanizmy tworzenia ;.w~ ~:eśpołowego ducha i zakulisowej solidarności. Psy'~~~-,
chiczny grzesznik wstaje, mówi o sobie, i zaprasza
dzieć. Nie jest możliwe obudzić się, wydawać dźwięki i nie ` słyszeć tego.
Justin~ spojrzała porozumieWawczo na obecnych. Edgar od
' poWiedział na jej spojr~enie i jak inni szybko odwrócił Wzrok."
" A. H. Stanton i M. S. Schwartz, The Manayement of a Tllpe of Institut@onaL Part@c@patton @n MentaL
ILLness, "Psy.ohiatry" XII, s. 13-26. w pracy tej autor opisuje poszezegól
~ych pacjentów wyró~nionych przez pielęgniarki z punlctu widzenia ich wpływu na innyoh pacjentów,
personel i samych ; gwałcicieli ustalonego porządku.
267

innych, by mówili o nim w sposób, który byłby niemożliwy w normalnej interakcji. Wynika stąd solidarność
wewnątrzgrupowa, a to - jak mówi się czasami - "społeczne oparcie" zdaje się mieć wartość terapeutyczną
(według norm życia codziennego uszczerbku doznaje tu jedynie miłość własna pacjenta). Echo tego samego
znajdujemy bodaj również we wspomnianych poprzednio zebraniach lekarzy i pielęgniarek.
Nie jest wykluczone, że to przerzucanie się od odosobnienia do bliskości pojawia \śię w czasach chronicznych
napięć. Być może, wolno nam je traktować jako część społecznego ruchu antydramaturgicznego, jako kult
mówienia o sobie wszystkiego.' Zapewne, takie "popuszczanie sobie" stanowi naturalny etap zmiany
spolecznej, przekształcającej dany zespół w inny: przypuszczalnie obce sobie zespoły posługują się wówczas
sekretami w taki sposób, jak ci, którzy chcą sekrety ukryć w miejscu widocznym.
W każdym razie, istnieją sytuacje; w których dwa przeciwstawne zespoły, niezalqżnie od tego, czy będą to
zespoły przemysłowe, małżeńskie czy narodowę, gotowe są nie tylko zdradżić swoje sekrety jakiemuś
specjaliście; ale także ujawnić je w obecności wrogów 4a
Warto zwrócić uwagę, że najlepszym, .być xnoże, miejscem do badania działań na pograniczu zespołów, ~
zwłaszcza czasówych sprzeniewierzeń, są nie tyle zhierarchizowane instytucje społeczne, ile towarzyskie,
nieformalne interakcje między mniej v~ięcej równymi sobie stronami. Naruszanie zespołowych lojalności
wydaje się być jedną z charakte
~ Ilustrację można dojrzeć w deklarowanej roli grupy . Tavistock jako terapeutów "leczących" antagonizm
robotni- ków i kierowników w instytucjach przemysłowych. Zobacz zapisy konsultacji przytaczane przez E.
Jaques'a, The Changi~.g Culture of a Factory, London 1951.
v ' ° rystycznych cech naszego życia towarzyskiego. Czę, sto zdarza się przy takich okazjach, że dwie osoby
wciągają się nawzajem w rozmowę będącą popisem przed słuchaczami, w której każda usiłuje w żartobliwy
sposób podważyć stanowisko zajmowane przez drugą. Flirtując mężczyzna może starać się podważyć kobiecą
pozę dziewiczej nieprzystępności, natomiast kobieta może starać się zmusić mężczyznę do wyznania, że jest
nią zainteresowany, nie osłabiając jednocześnie własnych pozycji obronnych. (Jeśli flirtujący są jednocześnie
członkami dwu różnych zespołó~w mał'zeńskich, można mówić także o stosunkowo niewinnej zdradzie.) W
pięcio- lub' sześcioosobowych kręgach rozmówców podstawowe koalicje (na przykład między parami
małżeńskimi, gospodarzami i gośćmi czy między mężczyznami i kobietami) można beztrosko zlelścaważyć, a
uczestnicy gotowi są zmieniać sojusze nieco prowokacyjnie i łączyć się ze swą poprzednią widownią przeciwko
byłym członkom własnego zespołu dokonując albo jawnej zdrady, albo żartobliwego przeciwko nim spisku.
Dopuszcza się także, by ktoś reprezentujący wysoką pozycję upiwszy się zrezygtlował z fasady i stał się poufale
przystępny dla osób o pozycji nieco niższej. Ten sam zaczepny ton często osiąga się w sposób mniej
wyszukany, przez wyśmiewanie osoby będącej kozłem ofiarnym i stawianie jej w absurdalnej sytuacji.
Chciałbym przedstawić podstawowy wniosek, jaki zdaje się wynikać z moich rozważań o zachowaniu
zespołowym. Bez względu na to, co leży u.podłoża ludzkiej potrzeby społecznego kontaktu i towarzystwa,
skutki bywają dwojałiie: jednym jest potrzeba widowni, przed którą wypróbowuje się swoje fanfarońskie "ja",
drugim natomiast potrzeba partnerów, z którymi można byłoby wejść w konfidencję i zażyłość odprężając się
razem za ku
; lisami. Wynikająca stąd problematyka wybiega po^ za ramy tej pracy. Chociaż dwie funkcje, jakie inni
268 ~' 269

I,;I' i i;,
~ , ,I
mogą względem nas pełnić są zwykle rozdzielone (praca ta jest poświęcona w dużym stopniu temu, dlaczegó to
rozdzielenie jest konieczne), bez wątpienia zdarzają się sytuacje, w których obie funkcje są wypełniane niemal
równocześnie przez tych samych ludzi. Jak mówiliśmy, może to następować za obopólną zgodą podczas
towarzyskich spotkań, ale, oczywiście, ta podwójna funkcja może występować,rrównież jako jednostronne
zobowiązanie kogoś, kto towarzysząc swemu panu jest zawsże gotów ~być §wiadkiem robionego przezeń
wrażenia i pomagać mu je robić. Na przykład, na terenie zamkniętych oddziałów szpitali psychiatrycznych,
gdzie członkowie personelu i pacjenci spędzają ze sobą wiele lat, można spotkać pacjentów l~ędących
przedmintem żartów personelu, którzy jednak, olidarowani w chwilę później porozumiewawczym
mrugnięciem pielęgniarza, gotowi mu będą pomagać w terapeutycznym oddziaływaniu na innych pacjentów.
Praca adiutantów wojskowych może być zapewne rozpatrywana, przynajmniej do pewnych granic, w tych
samych kategoriach "towarzysza": adiutant tworzy z generałem zespół, ale może z tego być zwolniony i stać
się na życzenie generała członkiem jego widowni. Niektórzy członkowie ulicznych gangów i asystenci reżysera
na dworach producentów hollywoodzkich mogą być innym jeszcze przykładęm.
W rozdziale tym zajmówałem się eztere~na typami komunikatów odchodzących od stylu przedstawienia:
stosunkiem do nieobecnych, rozmowami inscenizatorskimi, zmową członków zespołu i działaniami na
pograniczu zespołów. Każdy z tych ezterech typów działania kieruje uwagę na tę samą . sprawę: występ da
vany przez zespół nie jest spon- y taniczną, bezpośrednią odpowiedzfą na sytuację, która pochłaniałaby całą
energię zespołu i była dla jego członkóm jedyną rzeczywistością społeczną~ Przedstawienie jest czym§, wobec
czego. ezłonko
z~a
, wie zespołu mogą zachować dystarfs, dystans - na § ' tyle duży, by wyobrażaó sobie albo nawet jedno
' '': cześnie zagrać inny rodzaj przedstawienia, §wiadezący o istnieniu innyeh rzeczywistości. Niezależnie od
tego, czy dla wykonawców to, co oficjalnie przedstawiają, jest rzeczywistością najprawdziwszą, ~czy też nie,
dają oni ukradkiem znaki, mówiące o innych rzeczywisto§ciach, wzajemnie nie do po-` ~ godzenia.
.

, i ,,,,, , Ii
i ,.',, ' '. i
' I;
Rozdziak VI
SZTUKA MANIPULOWANIA WRAŻENIAMI
W tym rozdziale chciałbym zebrać w całość wszystko to, co zostało powiedziane lub wynikało z mego wywodu
na temat cech, jakie ~musi posiadać wykbnawca, aby mógł z powodzeniem odegrać swoją rolę. Dlatego też
zajmę się pokrótce niektórymi technikami m,anipulowania wrażeniami - technikami, w których owe cechy są
wyrażone.
Na wstępie warto zwrócić uwagę (w pewnych wypadkach juź po raz wtóry) na podstawowe rodzaje
dezorganizacji przedstawień, ponieważ techniki manipulowania wrażeniami prowadzą właśnie do ich
uniknięcia.
Analizując na początku tej pracy ogólne cechy występów, mówiłem o tym, że wykonawca musi działać w
sposób ekspresyjnie odpowiedzialny, ponieważ wiele drobnych nieumyślnych działań może z łatwością
przekazać wrażenia w danym momencie niestosowne: Te zdarzenia podczas występu zostały nazwane
"mimowolnymi gestami". Ponsonby pokazuje, jak reżyser, chcąc uniknąć jednego takiego gestu, wywołuje
niechcący inny:
"Jeden z attache z poselstwa miał nieść poduszeczkę z insygniami, a ja z obawy, aby się przypadkiem nie
ześlizgnęły, przymocowałem je nitkami. Attache, nie dośe z tego zadowolony, pozaginał jeszcze końce szpilek.
Książę Aleksander po wygłoszeniu przernówienia próbował podnieść Gwiaz
272
dę, ale była tak mocno przyczepiona do poduszki, że dopiero po kilku chwilach udało mu się ją oderwać. W ten
sposób zepsuty został najbardziej podniosły moment uroczystości." 1 '
Trzeba dodać, że jednostka, odpowiedzialna za mimowolny gest, może w jego wyniku zdyskredytować własny
występ, występ partnera lub występ swojej widowni.
Kiedy outsider przypadkowo wkracza do strefy, gdzie odbywa się przedstawienie, lub kiedy członek
publiczności niechcący wchodzi za kulisy, intruz najprawdopodobniej złapie obecne tam osoby in fiagrante
deLicto.
Chociaż nikt tego nie chciał, osoby te zostają zaskoczone na działalności, która nie daje się pogodzić z
wrażeniem, jakie z szerszych społecznych względów powinny były zrobić na intruzie. Mamy tu do ezynienia z
czymś, co niekiedy nazywa się "przybyciem nie w porę".
Dawniejsze życie i aktualna działalność wykonawcy przeważnie zawierają w sobie jakieś fakty, które -
ujawnione podczas przedstawienia - mogłyby zdyskredytować, a w każdym razie osłabić jego deklaracje na
temat własnej osoby, będące częścią projektowanej przezeń definicji sytuacji. Do faktów tych mogą należeć
dobrze strzeżone wstydliwe sekrety lub negatywnie oceniane cechy, dostrzegalne dla każdego, ale
przemilczane przez wszystkich. Kiedy tego rodzaju fakty wypływają na powierzchnię, rezultatem jest zwykle
zakłopotanie. Do ujawnienia tych faktów dochodzi; oczywiście, w nąstępstwie mimowolnych gestów lub na
skutek wejścia intruza. Najczęściej jednak ujawnia je swymi wypowiedziami lub niewerbalnymi zachowaniami
któryś z uczestników interakcji, nie zdając sobie w pełni sprawy z tego, co robi. Zgodnie
' F, Ponsonby, RecoLLections:.., cyt. wyd. s. 351.
1s Człowiek w teatrze 273

',. , j ,,,I I
,, , ,a,,,
, ', i;~
": , ,,I,,
z przyjętym obyczajem językowym, takie zakłócenia projekcji. możemy nazwać .faux pas. Kiedy wykonawca
działający w najlepszej wierze mimowolnie przyczynia się do zniszczenia obrazu samego siebie, swego
własnego zespołu, możemy mówić o "potknięciach" lub "wpadkach". Kiedy wykonawca psuje obraz będąey
projekcją innego zespołu, możemy mówić o tym, że popełnił "gafę" lub "nie= takt". Podręczniki dobrego
wychowania ostrzegają przed niezręcznościami tego rodzaju:
"Jeżeli w towarzystwie jest choć .jedna osoba, której nie znasz,, bądź ostrożny w żartach i złośliwostkach.
Mógłbyś opowiedzieć dowćip o stryczku człowiekowi, któremu powieszono ojca. Aby rozmowa była
rzeczywiście udana, musisz przede wszystkim poznać dobrze całe towarzystwo." 2
"Jeieli spotkasz przyjaciela, którego długo nie widziałeś, i nie wiesz, co dzieje się z jego rodziną, nie
powinieneś przedweześnie dopytywać się o poszczególnych jej członkói~ ani wspominać o nich. Jedni mogli
umrzeć, inni zejść na złą drogę" mogli przestać utrzymywać ze sobą stosunki albo też mogło przytrafić się iin
jakieś nieszczęście." 3
Mimowolne gesty, wejścia nie w porę i f aux pas są przyczyną zakłopotania i dysonansu, zazwyczaj
niezamierzonych przez sprawcę, i~tóry z pewnością by ich uniknął, gdyby był zawczasu świadom kon-
sekwencji swojego postępowania. Są jednak zachowania, które nazywa się "robieniem scen", polegające na
tym, że jednostka działa w taki sposób, jakby zależało jej na zniszczeniu lub poważnym zagro'zeniu wrażenia
zgody, i choć nie musi celowo zmierzać do wywołania rozdźwięków, działa świadoma możliwych skutków
swojego zachowania. Używane w języku potocznym określenie, że ktoś "robi scenę" jest niezwykle trafne,
ponieważ w wy
$ The Laws oj Etiquette, Philadelphia 1836, s: 10i.
z The Canons of Good Breeding, s. 80.
274
'. niku takiego przerwania noTmalnego toku inter;p akcji powstaje istotnie nowa scena. Grane do tej
poiy role zostają nagle odrzućone i rozpocząć się '`' musi nowy dramat. Ważne jest, że owa nowa scena
wymaga często przetasowania członków dawnego zespołu i ponownego rozdania ról, czego wynikiem bywa
powstanie dwóch nowych zespołów o~ innym niż dotychczas składzie.
Do niektóryćh scen dochodzi wtedy, gdy członkowie zespołu nie mogą dłużej znieść aktorskiej nieudolności
swoich partnerów i zaczynają publićznie krytykować osoby~ z którymi powinni dramaturgicznie
współpracować: Takie niezgodne z obowią= zującymi zasadami postępowanie często prowadzi do zniszczenia
widowiska, które skłóceni partnerzy mieli wystawiać. Pierwszym skutkiem kłótni jest dopuszczenie
publiczności za kulisy; drugim - pozostawienie jej z uczuciem, że z przedstawieniem dzieje się coś
podejrzanego, skoro osoby najlepiej w nie wprowadzone nie są co do niego zgodne. Do innego rodzaju scen
dochodzi wted~~, gdy publicznośe uznaje, że nie jest zdolna bawić się dalej w grzeczną interakcję lub nie ma
na to ochoty, i stawia wyltonawców przed faktami lub działaniami ekspresywnymi, o których każdy zespół wie,
że są
~ nie do przyjęcia. Dzieje się tó wtedy, gdy jednostka zbiera się na odwagę i postanawia, że "raz kozie śmierć"
i wszystko wygarnia drugiej jednostce. W procesach kryminalnych taka otwarta niezgoda
, została zinstytucjonali2owana jako ostatni rozdział misterium zbrodni, w którym oskarżony, przybierąjący do
tej pory pozę niewzruszonej niewinno§ci, zostaje skonfrontowany ze świadkami dostarczającymi dowodów, że
jego poza jest tylko pozą. Z, innym rodzajem scen mamy do czynienia wówezas, gdy interakcja między dwiema
osobami staje się
, tak gkośna, tak ożywiona, tak zwracająca uwagę otoczenia, że zai;~te swoimi sprawami' osoby postron
i8` ~ 2 i 5

i i ~~I , I
,' ;,.
,I ; 'I "'' i
il', I
ne są jej świadkami, a nawet~zostają zmuszone do zajęcia jakiegoś stanowiska, czyli włączenia się do
awantury. Wspomnieć trzeba; na koniec, o jeszcze jednym rodzaju "robienia scen".
Kiedy jednostka działająca jako zespół jednoosobowy angażuje się poważńie w starania o uzyskanie czegoś ód
innych, nie zostawiając sobie w wypadku odmowy żadnej możliwości odwrotu, zwykle upewnia się zawczasu,
czy jej żądania lub prośby mają szansę spełnienia. Jeżeli jednostka ma wystarezająco silną motywację, może
jedr.ak domagać się czegó§, c2ego z. całą pewnością nie otrzyma. Świadomie więc osłabia swoje możliwości
obrony, zdając się na łaskę publiczności. Tak postępując, jednóstka apeluje do widzów, aby uznali się za
członków jej zespołu lub aby pozwolili jej samej uważać się za członka ich zespołu. Takie postępowanie jest
dość niebezpieczne i kiedy nieostrożne żądania jednostki spotykają się z nieupięlcszoną odmową, ulega ona -
jak to się mówi -- upokorzeniu.
Rozważyłem niektóre z ważniejszych form dezorganizacji przedstawienia - mimowolne gesty, wejścia nie w
porę, f aux, pas i "robienie scen". Tego rodzaju zakłócenia w życiu codziennym bywają nazywane
"incydentami". Kiedy dochodzi do incydentu, rzeczywistość przedstawiana publiczności zostaje zagrożona. W
takich chwilach obecni mogą stracić głowę, poczuć się nieswojo, zakłopotać się ezy zdenerwować. Uczestnicy
przedstawienia całkiem dosłownie mogą się zmieszać: Kiedy widownia zauważa takie zagubienie się
wykonawców, rzeczywistość podtrzymywana przez przedstawienie może być tym bardziej zagrożona,
ponieważ w większości wypadków owe oznaki nerwowości~ mówią o niepokoju jednostki, która przedstawia
jakąś postać, nie zaś o niepakoju sarnej postaci, w związku z czym publiczność,_ chcąc nie chcąc, dostrzega za
maską człowieka.
276
~ Aby nie dopuścić do incydentów i ich kłopotliwych konsekwencji, zarówno wszyscy uczestnicy intei:akcji,
jak i ci, którzy w niej nie uczestniczą, muszą posiadać pewne przymioty i wykorzystywać ~je praktycznie w
celu ochrony widowiska. Te przymioty i praktyki podzieliłem na trzy grupy: środki obronne,, pozwalające
wykonawcom ratować występ przed klęską; środki protekcyjne, stosowa
" ne~,arzez widownię i outsiderów w celu dopomożenia w tym wykonawcom i, na koniec, środki, które muszą
wykorzystywać wykonawcy, aby umożliwić widowni i outsiderom zastosowanie na ich korzyść środkó w
protekcyjny ch.
PRZYMIOTY I PR,AKTYKI OBRONNE
1. Lojalność dramaturgiczna. .Jeśli zespół chce zachowywać się konsekwentnie, jego członkowie muszą działać
tak, jakby przyjęli na siebie pewne moralne zobowiązania. W okresach między występami nie powinni
zdradzać sekretów zespołu, czy to w imię zasad, czy to dla własnego interesu, czy to z braku dyskrecji. Starsi
członkowie rodziny
: muszą nierzadko wypraszać dzieci z pokoju, kiedy plotkują lub mówią o swoich sprawach pouf: nych, nie ma
bowiem - pewności czy dziecko nie
przekaże komuś tych tajemnic. Dopiero wówczas, gdy dziecko dorasta do wieku dyskrecji, rodzice _ prześtają
zawieszać głos, kiedy wkracza ono do po
. koju. Osiemnastowieczni pisarze, zajmujący się ~ problemami s:użby, podejmują podobny temat braku
lojalności, lecz w odniesieniu do osób, które są dostatecznie dorosłe, by wiedzieć, co czy~ą:
"Brak przywiązania (slużących do państwa) bywa źródłem wielu drobnych przykrości, których ~ika tylko
niewielu pracodawców. Jedną z naj
. 277

~ ' ~ i ~I ' ~ bardzie~j dokuczliwych rzećzy bywa skłonność służ-


by do roznoszenia plotek o sprawach państwa.
Defoe widzi to i poucza służące: «Do swych innych
cnót dodajcie UMIŁOWANIE dobroczyńców
które
~~ I~ ,
nauczy was rozważnego s t r z e ż e n i a t a j e m-
n i c d o m u, czego brak jest wielką bolączką.. ~" °
Głos zniża się również wtedy, gdy wkracza słu-
żący, ale na początku XVIII wieku znano jeszcze
inny sposób, by zachować przed służącymi tajem-
nicę:
"Głuchym kelnerem nazywano przygotowany
, zawczasu stół, na którym przed .kolacją służba kła-
dła jadło, napoje i naczynia stołowe, po czym była
odprawiana. Goście obsługiwali się sami." 5
O tym dramaturgicznym rozwiązaniu Mary Ha-
' i' ' milton pisała:
" "Mój kuzyn, Charles Cathcaa, jadł obiad razem
,,' z nami u Lady Stormont. 1Vlieliśrny g ł u c h e g o
k e 1 n e r a, mogliśmy więc swobodnie rozmav~iać,
nie skrępowani obecnością służby." 6
"W czasię obiadu mieliśmy wygodnych g ł u-
,j' c h y c h k e 1 n e r ó w, dzięki czemu w Toz:nowie
nie musieliśmy zachowywać o s t r o ż n o ś c i, do
, której zmusza obecnośe służby."' -
Członkom zespołu również nie wolno wykorzy-
stywać obecności na scenie do dawania własnych
popisów, jak to czasem robią stenografisthi na wy-
daniu, przytłaczając swoje biurowe otoczenie nie-
zwykle wyszukaną elegancją. Nie w olno im także
traktować przedstawienia jako okazji do zerwania
z własnym zespołem. Muszą z dobrą miną przyjąć
nawet podrzędne role w przedstawieniu i grać je
z zapałem, niezależnie od tego przed kim, kiedy
~ J. J. Hecht, The Domestic..., cyt. wyd., s. 81 cytowane
z: Defoe; The Mald-Servant's Modest Defense.
5 Tamże, s. 208.
s Tatnże.
~I i I ;, 7 Tamże.
I! , i'',,
i !,, ', 298 ~
~ ~.l gdzie zespół .jako całośe zechce występować. I muszą przejąć się własnym występem w tym stopniu,
r * w jakim jest to koniećzne, by nie zabrzmiały w : nim nieszczere i tałszywe tony.
Aby członkowie zespołu mogli zachować lojal, ność (dotyczy to, oczywiśćie, również członków zbiorowości
innego rodzaju), zasadnicze znaczenie
__ ma to., by jego aktorzy nie zżyli się zbytnio z publicznością, co mogłoby doprowadzić do ujawnieriia przez
wykonawców skutków bezkrytycznego poddania się emitowanym przez nich wrażeniom lub do wyrządzenia
jakiejś innej szkody zespołowi jako całości. Na przykład w małych miejscowo
' ściach brytyjskich kierownicy sklepów, zachowując lojalność wobec swej instytucji, gorąco polecają klientom
towar nie najlepszej jakości, sprzedawcy jednak często nie tylko udają, że przyjmują punkt
` widzenia klienta, kiedy udzielają mu rad, ale rzeczywiście taki punkt widzenia przyjmują. Słyszałem na
Szetlandach, jak pewien sprzedawca mówił do klienta, który chciał kupić butelkę napoju wiśniowego: "Nie
rozumiem, jak pan może pić takie świństwo." Nikt z obecnych nie uważał tego za zaskakującą szczerość, w
sklepach na wyspie podabne komentarze można było usłyszeć codzięnnie. Podobnie kierownicy śtacji
benzynowych nie aprobują czasem brania napiwków, ponieważ ci,' którzy by je brali, prawdopodobnie
udzielaliby wybranej garstee klientów dodatkowych bezpłatnych usług, podczas gdy reszta klientów musiałaby
czekać. '
, Jedńą z podstawowych technik, służących zespoło~vi do zabezpieczania się przed taką nielojalnością, ' jest
rozwijanie mocnej wewnątrzgrupówej solidar
' _ ności, pohgające na stwarzaniu za kulisami tak nieludzkiego obrazu publiczności, by moralnie i emo-
cjonalnie uódpornić wykonawcę na ewentualne z nią kontakty. O ile członkowie zespołu i ićh koledzy tworzą
samowystarczalną społećzność, która wyżna
. 299

,il, ;~ ,,,~i,.',
~k ,i ~'~I,' s i ,., ,, ,,
i ~I i
i LI '~1ć i
~,,il' i
': ł"
cza każdemu wykonawcy określone miejsce i dostareza moralnego wsparcia, niezależnie od tego, czy potrafi
utrzymać fasadę przed publicznością, o tyle wykonawcy są zdolni ustrzec się przed zwątpieniem i poczuciem
winy, posługując się wszelkiego rodzaju kłamstwem. Skoro tak, jest, potrafimy, być może, zrozumieć
bezlitosne mistrzostwo Thugów, odnosząc je do ich przekonań religijnych i rytualnych pral~tyk, których
integralną częścią jest rozbój. Zrozumiemy też zapewne nie znający wyjątków brak serca oszustów,
nadużywających zaufania innych ludzi, umieszczając go w kontekście społecznej solidarności wewnątrz ich
światka i wyobrażeń, jakie mają o świećie zewnętrznym. Ta koncepcja pozwala przynajmniej częściowo zrozu-
mieć, dlaczego grupy ~vyobcowane ze wspólnoty albo jeszeze z nią nie zintegrowane podejmują się brudnych
zajęć oraz zawodów usługowych związanych z nabieraniem klientów.
Druga technika przeciwdziałania niebezpieczeństwu tworzenia się więzi uczuciowych między wykonawcami a
publicznością polega na okresowej zmianie widowni. Osoby prowadzące stacje benzynowe przenosi się co jakiś
czas ze stacji do stacjiy aby zapobiec powstaniu silnych więzi osobistych między pracownikiem a określonymi
klientami, co mogłoby prowadzić do przedkładania nad interes instytucji interesów znajomego, który
potrzebuje kredytu $ Z podobnych powodów zmienia się dyrektorów banków, ministrów ezy administratorów
kolonialnych. Dodatkowym przykładem może być zorganizowana prostytucja:
"W tych czasach wszystkim kierował syndykat. Dziewc,zęta tak często zmieniały miejsce, że nie nadążały z
nikim nawiązać prawdziwej znajomości.
a Oczywiście zdrady tego rodzaju systematycznie dokonywane są w niektórych instytucjach handlowych, kiedy
klientowi oferuje się "specjalną'° zniżkę ceny, mówiąc, że robi się to tylko po to, by zdobyć sobie staiego
klienta.
280 '
°° W ten sposób mało było prawdopodobne, by dziewczyna zakochała się w jakimś chłopcu i zaczęła się
buntować. W każdym razie dziwka jest tydzień w Chicago, potem tydzień w St. Louis albo zmienia ~ w tym
samym mieście miejsce kilkanaście razy, zanim zostaje posłana gdzie indziej: Nigdy nie wiedzą, dokąd zostaną
wysłane następnym razem:' g
` 2. Dyscyplina dramaturgiczna. Sprawą zasadniczą dla utrzymania przedstawienia zespołu jest przestrzeganie
dyscypliny dramaturgicznej przez każdego z jego członków grających swoje role. Chodzi o to, że wykonawca -
pozornie bez reszty pochłonięty tym, co robi, i stwarzający wrażenie człowieka, który spontanicznie, bez
najmniejszego wyrachowania oddaje się swemu zajęciu - musi jednak zachować emocjonalny dystans wobec
przedstawienia, po to, by móc radzić sobie z nieprzewidzianymi trudnościami dramaturgicznymi, w miarę ich
pojawiania się. ll~Iusi okazywać intelektualne i emocjonalne zaangażowanie w to, co robi" ale musi uważać,
by naprawdę nie dać się porwać przez własny spektakl, co mogłoby zaszkodzić dobrem.u jego wystawieniu. '
Zdyscyplinowanym z dramaturgicznego punkttj widzenia wykonawcą jest ktoś, kto zna swoją rolę, nie
popełnia f aux pas, nie robi mimowolnych gestów. Jest osobą dyskretną i nie kompromituje zespołu, ujawniając
niechcący jego sekrety. Umie zachować ;,przytomność umysłu" i błyskawicznie zatuszować niewłaściwe
zachowanie się partnerów, a przy tym robi wrażenie, że po prostu odgrywa swoją rolę. A gdy nie można już
uniknąć lub ukryć pęknięć i dysonansów w przedstawieniu, zdyscyplinowany wykonawca jest gotów
przekonująco wyjaśnić, dlaczego nie należy nimi się przejmować, obrócić je w żart, pomniej~zając w ten
sposób ich
: e Ch, Hamilton, Men of the UnderworLd, New York 1952, s. 222.
281

~i~ ii~l,l, Ii , ,,, , , ,,I,,',; i Y;' i


",, i ''' i,
i , , i,,;,,i , , ,t : ,,, , Ii'~
znśczenie, lub dostarczyć usprawiedliwienia pozwalającego powrócić na scenę. Zdyscyplinowany wykonawca
jest też kimś, kto potrafi "panować nad sobą". Potrafi stłumić swe spontaniczne i emocjonalne reakcje na błędy
partnerdw lub niewłaściwe zachowania się publiczności. Umie powstrzymać śmiech z rzeczy, które ~o~tały
zdefiniowane jako poważne, i nie traktować poważnie tego, co zostało
~ uźnane źa śmieszne. Innymi słowy, zdolny jest stłumić swoje żywiołowe odruchy, aby robić wrażenie osoby
wiernej emocjonalnej linii_zespołu i ustalonemu status quo zespołowej ekspresji, ponieważ ujawnienie
sprzecznych z nimi emocji nie tylko może prowadzić do zagrożenia doraźnej zgody, ale, implicite, oznaczać
może nadanie członkom publiczności statusu członków zespołu. Wykonawca zdyscyplinowany to ktoś
dostatecznie zrównoważony, aby bez utraty orientacji przechodzić od,prywatności do najróżniejszych' sytuacji
oficjalnych.'o
Dia zachowania dyscypliny dramaturgicznsj naj~ _, ważniejszą bodaj umiejętnością jest pariowanie riad
własnym głosem i twarzą. To rozstrzygający sprawdzian czyichś zdolności jako `vykonawcy. Należy ukryć
prawdziwy stan swoich uczuć i zamanifestotwać stosowną do sytuacji reakcję. Dokuczanie nowemu członkowi
zespołu jest, jak się wydaje, czę= sto nieformalną metodą inicjacji, przy której po= mocy wychowuje się go i
sprawdza jęgo poczucie humoru. Jeżeli jednostka zda taki egzmain z panowania nad sobą, do ezego zostaje
zmuszona przez żarty pa~tnerów lub przez nagłą potrzebę wystąpienia w prawdziwyxń przedstawieniu,
zaczyna być, wykonawcą, który może polegać na sobie i na którym mogą polegać inni. Dobrą ilustrację tej tezy
zawiera artykuł Howarda S. Beckera o palaczach marihuany. Becker pisze, ~e osoby palące od przy
1~ Przekład znależć można w: Ch. H.'Page, Bureaucracy..., cyt. wyd., s:' 91-92. '
282
~`; padku do przypadku boją się; aby będąc pod wpływem marihuany nie spotkać rodziców lub współ-
pracowników, ktdrzy oczekują od nich ,otrzeźwego" występu. Nieregularny palacz nie staje się nałogowcem
dopóty, dopóki nie stwierdzi, że można być jednocześ~ie "naćpanym" i występować przed niepalącymi nie
zdradzająć swojego stanu. Ten sam problem, chóć może w mniej dramat;~cznej formie, pojawia się w życiu
codziennym wówczas, gdy rodzina ma zadecydować, czy może już wziąć ze sobą na publiczną lub
półpubliczną uroczystość młodego członka zespołu, co robi się dopiero wtedy, gdy dziecko potrafi panować nad
sobą i jest odpowiedzialnym uczestnikiem takich imprez.
3. Rozwaga dramaturgiczna. Lojalność i dyscyplina, w znaczeniu dramaturgicznym, są wymaganymi od
partnerów z zespołu przymi.o~ami, potrzebnymi
: do odegrania widowiska. Dobrze jest również, jeśli członkowie zespołu umieją zav~'czasu przewidzieć i
zaprojektować najlepszą inscenizację widowiska. Niezbędna jest tu ostrożność. Kiedy ma się pewność, źe nikt
nie patrzy, można sobie pozwolić na odpręźenie; kiedy nikt najprawdopodobniej nie zamierza wystawiać nas
na próbę, moźna po prostu jasno przedstawiać fakty i grać z godnością swą rolę nie nakładając na siebie
źadnych ograniczeń. Jeśli w ogóle nie przywiązuje się wagi do ostroźności i szczerości, łatwo pojawfają się
dysonanse; jeśli zaś dba się o nie nadmiernie, nieko
: ńiecznie jest się zrozumianym "aź nadto dobrze", można bowiem zostać zrozumianym opacznie lub `nie
vystarczająco. Innymi słowy, interes zespołu wymaga od wykonawców roztropności i rozwagi podczas
inscenizacji widowiska, wymaga przygo
, towania się z góry na nieprzęwidziane okoliczności i .; i wykorzystania wszystkich ·noźliwości.
Formy, w jakich przejawia się rozw aga drama.turgiczna, są dobrze znan~. Niżej omówimy pewne~a,. 283

go rodzaju techniki manipulowania wrażeniami: Jedna ź nich polega, oczywiście, na wcielaniu do zespołu osób
lojalnych i zdyscy131inowanych, druga - na jasnym uzmysławianiu sobie, w jaki~rl stópniu można polegać na
lojalności i dyscyplinie członków zespołu; stopień, w jakim posiadają oni te cechy, będzie wyznaczać
prawdopodobieństwo sukcesu przedstawienia, a więc i celowość inwestowania w nie powagi, przekonania o
ważności sprawy i godności.
Rozważny wykonawca będzie także starał się wybierać widownię najmniej kłopotliwą z punktu widzenia
zamierzonego widowiska. Wiadomo, na przykład, że nauezyciele na ogół nie lubią zarówno uczniów z
niższych klas społecznych, jak i uczniów z klas wyższych, ponieważ w obu wypadkach trud-no jest utrzymać w
szkole definicję sytuacji, która potwierdzałaby zawodową rolę nauczyciela It Z tych dramaturgieznych
powodów nauczyciele przenoszą się do szkół, do których uczęszczają dzieci z klas średnich. Wiadomo także,
że niektóre pielęr niarki wolą ,pracować w sali operac~·jnej niż na oddziale, ponieważ ~w sali operacyjnej
łatwiej sprawić, aby jednoosobowa publiczność szybko zapomniała o słabości widowiska, dzięki czemu zespół
operacyjny może odetchnąć i zająć się czynnościami o charakterze technicznym, a ilie dramaturgicznym 1E
Kiedy widownia śpi, można nawet pracę chirurga wykonać przez "murzyna", przypisując sobie później jego
zasługi" Podobnie, skoro od męża i żony wymaga się malżeliskiej solidarności w okazywaniu szacunku dla
zaproszonych gości, muszą oni wykluczyć spośród nich osoby, do których mają niejed
ss g, S. Beeker, Social CLass..., cyt. wyd. s. 461-4B2.
s= Niepublikowany raport z badań Edith Lentz. Zwróćmy
uwagę, 2e czasem pacjentowi operowanemu bez ogólnego znieczulenia apłikuje się słuchawki, w których
brzęczy muzyka, co dość skutecznie uniemoi;liwia mu rozmowy z zespołem operującym.
s3 D. Solomon, Career Contingencies..., cyt. wyd., s. 108.
nakowy stosunek.l' Tak samo jeieli człowiek na kierowniczyrri stanowisku chce być pewien, że może grać na
terenie biura rolę "swojego chłopa", rzeczą pożyteczną będzie dla niego posiadanie własnej windy i grupy
chroniących go recepcjonistek i sekretarek, aby nie mógł zetknąć się z nim nikt, kogo musiałby potraktować
sucho i z góry.
Sposób, który automatycznie zmniejsza niebezpieczeństwo niewłaściwego zachowania się czy to członków
zespołu, czy to widzów, polega na maksymalnym ograniczeniu liczebności obu zespołów. Jeśli inne warunki
nie ulegają zmianie, to im mniej uczestników, tym mniej możliwości błędów, "trudności" i zdrad.
Sprz~edawca woli sprzedawać klientowi, który jest' sam, gdyż sądzi się powszechnie, że dwuosobową
publiczność trudniej jest "nabrać", W niektórych szkołach istnieje niepisana zasada,
' że nauczyciel nie wchodzi do sali, w której drugi nauczyciel prowadzi lekcję; zakłada się widocznie, że nowy
wykonawca może zrobić coś takiego, co czujna uczniowska widownia uzna za niespójńe z wrażeniem
podtrzymywanym przez ich nauczyciela.ts Istnieją jednak co najmniej dwa powody, dla których owa metoda
ograniczenia liczby obecnych podezas występu osób ma' wąskie zastosov~anie. Po pierwsze, pewnych
przedstawień nie daje się zorganizować bez technicznej pomocy znacznej liczby osób. Choeiaż więc każdy
sztab generalny jest świadom, że im więcej oficerów wprowadzo
ą nych jest w dalszy plan kampanii, tym większe ~ ;. Prawdopodobieństwo jego ujawnienia, to jednak F. - ;
dapuszcza wielu z nich do tajemnicy po to, by mogli a<... ''odpowiednio prżygotować się do swych zadań. Po
'~ O sprawie tej traktuje opowiadanie M. McCarthy, ; f Ą Friend o f the Fa~m.ily, przedrukowane w tomie:
Cast a CoLd `' ~ile, New York 1950.
s° H. S. Becker, T he Teacher in the Authority..., cyt. wyd. 8. 139.
284 ~~ : ' . 285

drugie, okazuje się, że ludzie są znacznie bardziej efektywnymi rekwizytami, służącymi do zwiększenia
wrażenia, od rzeczy. Jeśli więc jednostce chce się dać miejsce o wyjątkowym znaczeniu dramatycznym,
powstać może konieczność stworzenia, wokół niej dużego dworu, który kształtować będzie atmosferę
powszechnego uwielbienia.
Powiedziałem, że trzymanie si.ę faktów może umożliwiać wykonawcy bezpieczne przeprowadzenie występu,
ale może również uniemożliwić mu inscenizację bardziej złożonego przedstawienia, którego powodzenie
zależy często od możliwości nieujawniania wszystkich faktów. Tak więc kapłan może poprowadzić uroczyste,
wzbudzające lęk przedstawienie, ponieważ nie istnieje żaden uznany sposób zdyskredytowania tego; co robi:
Podobnie, lekarz ezy adwokat wychodzą z założenia, że ich pracy nie powinno oceniać się na podstawie jej
rezultatów, lecz stopnia wykorzystania ich fachowych umiejętności, co, rzecz jasna, zdolna jest ocenić tylko
grupa koleżeńska. Dlatego przedstawiciele wolnych zawodów mogą całą duszą oddać się swoim występom,
wiedząc, że tylko bardzo głupi błąd może zniszczyć stworzone wrażenie. Wysiłek kupca, by uzyskać
uprawnienia zawodo~~e, rnożna traktować jako próbę zapanowania nad rzeczywistością, którą prezentuje
swoim klientom; zdobycie takiego panowania z kol2i zwalnia go od nadmiernej uniżoności w wykonywaniu
zawodu.
Istnieje, jak~się wydaje, związek między niezbędną w. przedstawieniu dozą skromności i czasem trwania
przedstawienia. Jeżeli publiczność ogląda tylko krótki występ, to prawdopodobieństwo powstania kłopotliwej
dla wykonawcy sytuacji jest niewielkie i może ori stosunkowo spokojnie, zwłaszcza w środowisku
anonimowym, utrzymywać fałszywą fasadę 16 W społeczeństwie amerykańskim istnieje
ls w krótkich anonimowych kontaktach, w których jedna . ze stron pełni rotę usługową, osoba usługu jąca uczy
się wY
~';coś,.co nazywa się "głosem telefonicznym", ujmujący sposób mówienia, którego nie stosuje się w roz-
mowach "twarzą w twarz" z powodu żwiązanych z tym niebezpieczeństw. W Wielkiej Brytanii, w
, krótkich z konieczności kontaktach między obcymi sobie ludźmi w słowach "proszę", ,;dziękuję", "prze-
praszam", "czy mógłbym o coś zapytać" przebija częściej akcent absolwentów elitarnych szkół, niż można by
tego oczekiwać, kiedy się zna ich liczbę. .Podobnie, w śpołeczeństwie anglo-amerykańskim większość domów
nie posiada wystarczającego wyposażenia scenicznego, aby przedstawiać widowisko gościłiności przez więcej
niż kilka godzin; tylko na szczytach klasy średniej i w klasach wyższych spotykamy instytucję gości
weekendowych, ponieważ
' jedynie tutaj wykonawcy czują, że rozporządzają wystarezającym wyposażeniem symbolicznym, aby dać długi
występ. Na przykład na Szetlandach część zagrodników czuła, że może urządzić widowisko na poziomie klasy
średniej tylko podezas herbaty,, czasem podczas posiłku i wyjątkowo podczas całego
'm`weekeńdu; większość wyspiarzy czuła się bezpieczi nie w obecności widzów z klasy średniej jedynie na
ganku domu, a j2szcze lepiej w miejscu publicz; nym, gdzie wysiłek i odpowiedzialność za występ dzielić musi
ze sobą wielu członkó~~ zespołu.
l~ozważny dramaturgicznie wykonawca zmuszony jest dostosowywać swój występ do informacyjnych
warunków jego inscenizacji. Starzejące się prosty
=.tutki w dziewiętnastowiecznym Londynie, pracu~ ,~$ce wyłącznie w ciemnych parkach, aby ukryć swą
``.iwarz i nie zniechęcić potencjalnej publiczności,
wać w tym, co widzi, afektację. Ponieważ jej własna poja jest jasno określona przez służebność roli, nie jest jej
so odpowiedzieć afektacją na afektację. Jednocześnie :nci, którzy są tymi, za których się podają, często ezują,
usługujący nie docenia tego należycie. Klient może wóws czuć się zawstydzony, ponieważ ma wrażenie, że wy-
?uje w fałszywej rołi.
2&6 `~-" 287

stosowały taktykę starszą nawet od ich profesji." Wykonawca musi liczyć się nie tylko z tym, co widownia
może dostrzec, ale i z tym, jakie informacje już o nim posiada. Im więcęj wie ona o wykonawcy, tym mniejsze
prawdopodobieństwo, że przebieg przeilstawienia wpłynie na radykalną zmianę jej postawy wobec niego. Z
drugiej strony, jeżeli przed przedsta`wieniem nię są dostępne żadne informacje, można oczekiwać, że
informacje zdobyte podczas jego trwania będą miały stosunkowo duże znaczenie. Dlatego, ogólnie rzecz
biorąc, osoby, które znają się dość długo, mogą w swojej obecności pozwolić sobie na nieco luzu, ale kiedy
pojawia się ktoś nowy, na powrót dbają o zachowanie fasady. ~ystęp przed osobami, których się nie zna,
wymaga ostrożności.
Można wspomnieć o jesźcze jednym warunku związanym z inforrnacją. Rozważny wykonawca musi również
brać pod uwagę dostęp publiczności do źródeł informacji zewnętrznych w stosunku do interakcji. Na przykład,
członkowie indyjskiego plemienia Thugów dawali podobno w początkach XIX wieku następujące
przedstawienia:
"Z reguły udawali handlarzy lub żołnierzy, podróżując bez broni w celu rozproszenia podejrzeń i zdobycia
pretekstu do szukania towarzystwa innych podróżnych. Nic w ich wyglądzie nie wzbudzało niepokoju.
Większość Thugów miała przyjemny wygląd i zachowywała się niezwykle uprzejmie, gdyż kamuflaż był
częścią ich narzędzi; dobrze uzbrojeni podróżni bez lęku pozwalali tym rycerzom dróg przyłączać się do siebie.
Mając ten pierwszy krok za sobą, Thugowie powoli zdobywali pokorą i wdzięcznością zaufanie swych
przyszłych ofiar. Udawali zainteresowanie podróżnymi, zdobywając szczegółowe wiadomości o ich
domostwach
'7 H. Mayhew, London Labonr..., cyt, wyd., vol. 4. s. 50. 288
~~· śąsiadach oraz orientację, czy ktoś zauważyłby r ~~~~h zaginięcie, gdyby ich zamordowano. Czasem ~.
podróżowali razem przez dłuższy czas, czekając na
`' sposobność zdradzieckiego rozboju; znany jest przypadek, że banda podróżowała z jedenastoosobową rodziną
przez dwadzieścia dni, pokonując 200 mil, zanim bez wzbudzania podejrzeń udało się jej zamordować
wszystkich."'s ,
Thugowie mogli dawać te przedstawienia, mimo że ich widzowie stale mieli się na baczności przed takimi
wykonawcami (i szybko zabijali tych, w których rozpoznawali Thugów), częściowo dzięki informacjom
zdobytym w podróży. Kiedy grupa wyruszała w daleką drogę, nie miała możliwości sprawdzenia tożsamości
tych, z którymi się stykała; zanim lstoś zorientował się, że podróżnym coś się przytrafiło, upływały miesiące,
Thugowie tymczasem znikali bez ślad~a. Ale w swoich rodzinnych wivskach członkowie plemienia byli znani,
mieli ustaloną pozycję i odpowiadali za swo je grzechy; toteż zachowywali się w przykładny spotób. Podobnie,
rozważni Amerykanie, którzy normalnie nie ryzykują podawania się za ludai o innej pozycji społecznej,
czasem, podczas wakacji poz~~alają sobie na to.
Zewnętrzne w stosunku do interakcji źródła informacji stanowią jedną trudną do przewidzenia okoliczność,
~aką rozważny wykonawca musi wziąć
`~' pod uwagę, drugą stanowią informacje zawarte w samej interakcji. I tak każdy rozważny wykonawca
aostosuje swój występ do charakteru. rekwizytów i zadań, z których musi budować przedstawienie. Na
przykład, amerykańscy sprzedawcy odzieży muszą być stosunkowo ostrożni w zachwalaniu swo
~'. Y ich towarów, ponieważ klienci łatwo mogą sprawdzić ich jakość, oglądając je i dotykając. Sprze
" .1. L. Sleeman, Thnqs..., cyt. wyd., s. 2~26. , 19 Człowiek w teątrze
289

datvcy mebli nie muszą jui zachowywać takiej ostrożności, ponieważ tylko nieliczna grupa klientów moie
stwierdzić,' co 2najduje się za pokazywaną im fasadą Iakieru i okleiny ls Personel hotelu szetlandzkiego miał
dużą. swobodę w doborze składników zup i puddingów, poniewai trudno jest sprawdzić, co kryje się w zupie
czy puddingu. Szczególnie łatwo jest "wystawić" zupę: wkłada się do niej prócz resztek w3zystko, cokolwiek
znajduje się pod ręką. Trudniej jest już z drugim daniem, tu bowiem łatwiej zobaczyć, co ma się na talerzu;
standardy kuchni są w tym wypadku sztywniejsze, ponieważ to, co dla tuziemców jest zna~komite, dia gości z
kontynentu może być nie do zjedzenia. W ten sam sposób powstała na Szetlandach tradycja pozwalająca
starszym zagrodnikom wycofać się z trudnych obowiązków życia przez symulowanie choroby, jako że nie
stworzono tam pojęcia kogoś tak starego, by nie mógł pracow,ać. Miejscowi lekarze zdają się uważać (clioć
ostatnio tradycja ta ulega zmianie), źe skoro nie można zobaczyć choroby ukrytej w ciele pacjenta, ich diag-
noza winna taktownie ograniczać się do wiHocznych dolegliwości zewnętrznych. Podobnie, jeżeli gospodyni
chce pokaząć, że u niej w domu jest ezysto, dba' szczególnie o szklane powierzchnie w pokoju gościnnym,
ponieważ brud na szkle jest łatwo dostrzegalny, mniej troszczy się nato riiast o wygląd ciemniejszych i mniej
wi~3ocznych kątów, wychodząc z założenia, że "na ciemnym nie znać brudu". Artysta nie musi zbytnio dbać o
wygląd śwej pracowni~(w rzecźy samej stereotyp pracowni artysty przedstawia ją jako miejsce zakulisowe,
gdzie pracuje, nie troszcząc się o to, kto i jak go widzi) po części dlatego, że prawdziwa wartość dzieła artysty
jest lub powinna być natychmiast dostrzegalna. Jednakże znalarze portreci§ci muszą dbać o zado
~s Mówi o tym L. Conant, The Borax..., cyt. wyd" s. 189.
..`walającą dekorację i siarają się zwykle nadać swe, ~ mu studio możliwie bogaty i miły wygląd; gdyż ~
stanowi on swego nodzaju gwarancję dobrej jakości
45, ich pracy. Podobnie, zauważmy, postępują oszu~:; ści, którzy muszą poslugiwać się gładkimi i w każdym
szezególe przemyślanymi fasadami, taka też ezęsto musi być dekoracja, w której pracują. Dzieje się tak nie
tylko dlatego, że żyją' z kłamstwa, ile dlatego, źe muszą kłamstwu nadać pożór prawdopodobieństwa; muszą
teź obracać się wśród osób, które są i pozostaną im obce, i ograniczać kontakty do niezbędnego minimum.
Przyzwoity człowiek interesu, który chciałby w tych warunkach przeprowadzić uczciwą transakcję, musiałby
tak samo
~ dbać o zachowanie pozorów~ znajdowałby się bo@:, wiem pod uważną obserwacją swych pótencjalź:': nych
kontrahentów.
Krótko mówiąc, nieuczciwy' kupiec musi oszukiT wać swych klientów nawet w okolicznościach, kiedy ci
zaczynają zdawać sobie sprawę, iź mogą
~?' być wyprowadzeni w pole. Oszukujący zmuszony jest z góry udaremnie bezpośrednie wrażenie, ~ iż ~'~
`mógłby być tym, kim jest w rzeczywistości; tak ~ r samo w o~creślonych okolicznościach musi reago~~~- wać
uczciwy kupiec, jeśli zabiega o-to, by nie dó~ puścić do wrażenia, iż jest tym, kim nie jest.
= Niewątpliwie wykonawca jest tym ostrQżniejszy ~'~:':im poważniejsze mogą być konsekwencje jego po-
;ytępowania. Dobrym przykładem jest tu rozmo
~~;wa z kandydatem do objęcia jakiegoś stanowiska. ~ Często prowadzący rozmowę musi podjąć niezwy~, ltle
ważne.dla kandydata decyzje wyłącznie na pod
.";~Stawie informacji uzyskanych podczas jego wystę~~~;pu jako rozmówcy. Kandydat czuje nie bez racji,
~:.':'ee każcłe jego posunięcie będzie traktowane jako ;r~ysoce znaezące i dlatego starannie obmyśla swój ' :
w3'stęp i przygotowuje się do niego. Można się ~ź~Podziewać, że w takich sytuacjach zwróci on bacz
;~ą uwagę na swoją powierzchowność i sposób by
290 __ . 291

cia nie tylko po to, by zrobić korzystne wrażenie, lecz również po to, by zapobiec niekorzystnemu wrażeniu,
jakie niechcący mógłby wywrzeć. Moźna sięgnąć po inny przykład. Ci,, którzy pracują w radio, a tym bardziej
w telewizji, świetnie zdają sobie sprawę ze znaczenia, jakie masowa publiczność przywiązuje do najbłahszego
gestu dostrzeganego w prowadzonych przez nich audycjach. Dlatego w tych środkach przekazu wielką wagę
przywiązuje się do umiejętności robieńia dobrego Wrażenia i z lękiem myśli się o tym, że mogłoby się wywołać
wrażenie niewłaściwe. Wysoko postawione osoby gotowe są znieść wiele, byle tylko dobrze wypaść w telewizji;
~kongresmeni pozwalają się szminkować i narzucać sobie strój, zawodowi bokserzy poniżają się, walcząc na
pokaz jak zapaśnicy, zamiast walczyć naprawdę.~°
Rozwaga wykonawców ujawnia się róv~nież w tym, jak uwalniają się od stwarzania pozorów. I~iedy zespół
znajduje się z dala od nadzorującej go widowni i prawdopodobieństwo jakiejś nie~:podziewanej wizyty jest
niewielkie, można sobie pozwolić na solidne odprężenie. Tak więc czytamy, że małe bazy amerykańskiej floty
na wyspach 1'acyfiku w czasie ostatniej wojny. były prowadzone zupełnie nieprzepisowo, natomiast dyscyplina
wzrastała wtedy, gdy przenoszono się na tereny, które częściej odwiedzała publiczność El Kiedy inspektorzy
mają łatwy dostęp do miejsca pracy zespołu, osiągana poreja odprężenia zależy od skuteczności i szybkości
działania systemu ostrzegawczego. Dłuż~~ szy wypoczynek wymaga nie tyll~o sprawnego sy
stemu ostrzegawczego,' ale i odpowiedniego czasu upływającego między ostrzeżeniem a wizytą, który
umożliwiałby przywrócenie porządku. Tak więc kie
z~ Zob. felieton J. Landnera w "Newsweeku" z 22 lutego 1954, s. S9.
m Ch. H. Page, Bureaucracy..., cyt. wyd., s. 92.
ily naaczyciel wychodzi na chwilę z klasy, jego ~:rr podopieczni mogą sobie pozwolić tylko na drobne ~'
poruszenia i szepty, bowiem tego rodzaju zakłóce`~ . nia porządku można usunąć w kilka sekund, zaraz
po usłyszeniu, źe nauczyciel wraca, natomiast nie . mogą sobie pozwolić na zapalenie papierosa, trudno jest
bowiem szybko usunąć z pomieszczenia dym.
' Ciekawe, że uczniowie, jak wszyscy wykonawcy, ustalają "dopuszczalne granice": rozradowani kręcą się po
klasie, by natychmiast~po ostrze'zeniu rzucić się na swoje miejsce i r_ie dopuścić do ,przyłapania ria czymś
niestosownym. Rolę istotną odgrywać tu może, rzecz jasna, charaktęr terenu. Na Szetlandach, na przykład, nie
było zasłaniających widok drzew i ~wartej zabudowy. Sąsiedzi mogli więc wpadać do siebie w każdej wolnej
ćhwili, ale niezmiennie, dobre parę minut wcześniej, można było w oddali zobaczyć zbliżającą się osobę.
Czujne psy zagrodników, obszczekując gości, dawały dodatkowe ostrzeżenie. Można więc było sobie pozwolić
na ,dłuższą chwilę odprężenia, ponieważ zawsze zostawało kilka minut wa przy wrócenię sceny do porządku.
Oczywiście, przy takim systemie ostrzegawezym pukanie do drzwi mijało się z celem, toteż zagrodnicy nie
zadawali sobie w tym wzblędzie trudu, chociaż niektórzy z nich szurali przez chwilę nogami przy wejściu, aby
dać w ten sposób jeszeze jedno, ostatnie ostrzeżenie. Stosowany w niektórych domach system otwierania się
drzwi wej
`" ściowych dopiero po naciśnięciu guzika wewnątrz ~ ' mieszkania daje podobną gwaraneję: ostrzega na ł
czas i podobnie pozwala na głębokie wytchnienie. Chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jeden sposób
przejawiania się dramaturgicznej rozivagi. Bez
' hośrednie spotykanie się zespołów powoduje zazwyczaj mnóstwo drobnych zdarzeń, które mogą przypadkowo
stworzyć ogólna wrażenie, niezgodne 2 zamierzonym. Ekspresyjna zdradl;wość jest za
~;` sadniczą cechą interakeji face-to-faće. Jak już mó
292 ~ 293

wiłein, z problemem tym móżna sobie poradzić dobierając zdyscyplinowanych wykonaswców, którzy, nie będą
grać swoich ról w sposób niezdarny, nietaktowny czy też zbytnio nieśmiały. Inna metoda polęga na
przygotowywaniu się z góry na wszelkie możliwe niespodzianki. Zastosowaniem tej strategii mo'że być
ustalanie dokładnego planu, określającego, co kto ma robić i w jakiej kolejności. W teń sposób unika się
przerw i chwil zakłopotania, które mogł~by zrobić na publiczności wrażenie, że przedstawięnie toczy się
niesprawnie. (Strategia ta kryje, oczywiście, pewne niebezpieczeństwa. Przedstawienie mające-kompletny
scenariusz, jak w wypadku inscenizacji sztuk teatralnych, przebiega sprawnie dopóty, dopóki. nie następuje
'zadne nieprzewidziane wydarzenie, przerywające zaplanowaną z góry kolejność wypowiedzi i działań; aktorzy
tracąc wątek bywają tak wytrąceni z równowagi, że często nie potrafią zrobić niczego, co pozwołiłoby im
opanować ·sytuację i przywrócić zakłócony porządek gry. Z tego względu wykonawcy gra jący dokładnie
według scenariusza mogą znaleźć się w gorszej sytuacji od wykonawców, którzy występują w przedstawieniach
mniej zorganizowanych.) Inne zastosowanie owej techniki programowania polega na uznatniu, że drobne fakty
(takie, na przykład jak to, kto pierwszy wchodzi do pokoju, kto siada koło gospońyni itp.) są wyrazem
szacunku i świadomym obdzielaniem tymi przywilejami obecnych, zgodnym z pewnymi niepodważalnymi
zasadami, takimi jak; wiek, stanowisko, płeć, rola w danej ceremonii itp. Tak. więc w pewnym ważnym sensie
etykieta jest sposobem nie tyle okazywania szacunku w trakcie interakcji, ile "przyhamowania" ewentualnych
zachowań destrukcyjnych, tąk aby były do przyjęcia dla wszystkich i nie wydawały się niczym nadzwyczajnym.
Trzecie zastosowanie technik programowania polega na przeprowadzaniu grób całego przedstawie
294
nia, dzięki czemu wykonawcy zdobywają wprawę, pozwalającą im radzić sobie z ni,espodźiankami. Czwarte
zastosowanie, to poinstruowanie zawczasu publiczności, jak ma reagować na przedstawienie. Kiedy takie
pouczenie nastąpi, zaciera się, oczywiścićo granica między wykonawcami i widownią. Z tego rodzaju
porozumieniem mamy do czynienia zwłaszcza wówczas, gdy wykonawca zajmu=
, je wysoką uświęconą pozycję i nie może zaufać spontanicznemu taktowi publiczności. W Wielkiej Brytanii,
na przykład, lcobiety, które mają zostać przedstawione na dworze (możemy je uważać za widownię
królewslciego występu) zostają starannie pouczone, jak mają się ubrać, jakim rodzajem samochodu zajechać,
jak dygać 'i co mówić.
PRAKTYKI PROTEKCYJNE
Mówiłem o trzech przymiotach, jakie muszą posiadać członkowie zespołu, jeżeli zespół ma b. zpiecznie
występować: o lojalności, dyscyplinie i rozwadze. Każdy lz tych przymiotów wyraża się w licznych i
rozpowszechnionych technikach obronnych, dzięki którym wykor~awcy mogą zapobiegać rozkładowi
przedstawienia. Niektóre z tych technik manipulowania wrażeniami omówiłem w tym rozdziale, inne
natomiast (takie jak praktyki kontrolowania wstępu na scenę czy za kulisyj opisałem w po
'. ~ przednich częściach książki. Teraz chciałbym pod' kreślić to, że większość praktyk obronnych ma swój
odpowiednik w taktownej tendencji publiczności i outsiderów do udzielania pomocy wykonawcom w ich
staraniach o uchronienie występów przed
''~ dezorganizaćją. Ponieważ zależność wykonawcqw od taktu publiczności i outsiderów jest zwykle nie-
doceniana, chciałbym w tym miejscu pokazać liczne gowszechnie stosowane praktyki protekcyjne, chociaż
każda z nich powinna być właściwie anali
' 295

i
zowana w związku z odpowiadającą jej praktyką obronną.
Po pierwsze, należy zdać sobie sprawę z tego, że dostęp za kulisy i na scenę jest kontrolowany nie tylko przez
wykonawców, lecz xównież przez inne dsoby. Ludzie z własnej woli nie wchodzą tam, gdzie nie zostali
zaproszeni. (Ten rodzaj taktu w stosunku do miejsca jest tym samym, co "dyskrecja", którą opisałem weześniej
jako takt w stosunku do faktów.) Kiedy outsiderzy zbliżają się do
; !,, stref tego rodzaju, ezęsto dają obecnym już tam osobom sygnały ostrzegawcze w postaci wiadomości, `'
pukania czy chrząknięcia, żeby mogły one.albo po
zbyć się intruza, albo pospiesznie uporządkować dekoracje i przybrać właściwy wyraz twarzy ~ Przedstawiając
się nżeznajomemu przy pornocy listu polecającego, uważamy za stosowne przesłać ten list, zanim dojdzie do
spotkania, dając mu ezas do namysłu, jak powinien nas przyjąć, i ezas na przygotowanie się do spotkania.~3
' Kiedy interakcja musi odbywać się w obecności outsiderów, często zdarza się, że takto~~rnie okazują ' oni
brak zainteresowania i uswvają się na bok, tak
że brak fizycznej izolacji w postaci ściany lub odległości na mocy konwencji zostaje zrekompensowany przez
emocjonalną izolację. Kiedy więc dwie
; grupy osób siedzą przy sąsiednich stolikach ~s re' stauracji, oczekuje się, że nie wykorzystają okazji, aby się
nawzajem podsłuchiwać:
Przepisy etykiety, dotyczące taktownej d~~skrecji n Pokojówkom~często zaleca się, by wchodziły do pokoju
bez pukania ałbo po zapukaniu wchodziły nie ezekając na odpoWiedź, prawdopodobnle zakładając, 2e są one
osobami, których nie ma, nie trzeba przed nimi zachowywa8 pozorów ani pozostawać w gotowości do
interakcji. Zaprzyjaźnione panie domu wchodzą w podobny sposób nawzajem do swoich kuchni, a zezwalając
na to okazują, że nie mają nic przed sobai do akrycia.
%' Esquire Etiquette, cyt: wyd., s. 93. i . ' zss
~ ' umożliwiającej życie prywatne innym ludziom, różnią się, oczywiście, w zależności od społeczeństwa
; i subkultury. W anglo-amerykańskiej klasie śred- " ńiej przyjmuje się, że w miejscach publicznych nie `'
należy wtykać nosa w cudze sprawy. Tylko wtedy,
gdy kobieta coś upuści lub gdy kierowca stanie na k" śradku drogi, albo gdy pozostawione w wózku
dziecko zapłacze; wtedy wolno na chwilę przekroczyć dzielące ludzi ściany. Inne zasady obowiązują na
Szetlandach. 3eśli ktoś znajdzie się w obecności
osób czymś zajętych, oczekuje się od niego, że 'im ~1~~'~, pomoże, szczególnie wtedy, gdy praca ma 'trwać
krótko, a jest stosunkowo męcząca. Taka dorażna ~;, pomoc wzajemna jest traktowana jako coś natu
ralnego i nie świadczy o niczym więcej niż o przynależności do tej samej wyspiarskiej zbiorowości.
Kied,y publiczność zostaje dopuszczona do udzia- ;; łu w przedstawieniu, nie zanika rzecz jasna potrzeba
tąktu. Istnieje sl~omplikowana etykieta kieru
jąca zachowaniami się jednostek jako widzów. Nakazuje ona: właściwy stopień uwagi i zainteresowania
przedstawieniem; utrzymywanie w ryzach własnych. poczynań, mogących powodować zbyt wiele zakłóceń i
odwracać uwagę od innych wykonawców; powstrzymanie się od wszelkich wypo- I wiedzi i ezynów, które
mogłyby stanowić faux pas,
a przede wszystkim od robienia scen. Takt publicz- r i ności jest czymś tak powszechnym, iż oczekuje się
, go nawęt od jednostek znanych z niestosownego zachowania, jakimi są pacjenci w szpitalach psy-
chiatrycznych. Tak więc jedna z grup badawczych ; donosi: ''
"Kiedy indziej kierownictwo bez porozumięnia ?j się z ~ pacjentami postanowiło urządzić dla nich
przyjęcie z okazji jakiegoś święta. Wielu chorych i , nie miało ochoty iść, ale w końcu wszyscy poszli, ,s~ , aby
nie robić przykrości studentkom pielęgniarkom;
które przyjęcie zorganizowały. Gry, które pielęgniarki urządziły, były bardzo dziecinne; wielu pa2s~

cjentów ezuło się głupio, biorąc w nich udział, ;j ; i cieszyło się, kiedy wreszcie imp`reza się skończy
ła i. ~można było zająć się tym, na co miało się ocho!;~;,i' "W innym szpitalu psychiatrycznym zaobserwo-
;jlf~~ wano, że kiedy jakieś organizacje etniczne urządza,°' ły tańce dla pacjentów w miejscowym domu ezer
wonego Krzyża umożliwiając w ten sposób dobroI''',I~, c~,nną działalno§ć swoim niezbyt obdarzolrym 'I!
przez los córkom, przedstawiciel szpitala namawiał ;;; kilku pacjentów do tallców z tymi dziewczętami
z zamiarem wywołania wrażenia, upewniającego ich, że dziewczyny, które obdarzają swym towarzystwem
bardziej potrzebują pomocy niż oni sami.°, ~
Kiedy wykońawcy popełniają jakąś gafę i wyraźnie odsłaniają rozziew między podtrzymywanym przez siebie
wrażeriiern a ujawnioną właśnie rzeczywistością, publiczność może taktownie błędu "nie widzieć" lub ochoczo
przyjąć przeprosiny. W chwilach kryzysu przeżywanego przez wykonawców cała publiczność może wejść z
nimi w milczącą zmowę, aby poinóc im wydobyć się z opresji. Tak więc wiadomo, że kiedy w szpitalach
psychiatrycznych pacjent umiera w sposób budzący wątpliwości co do sposobu jego leczenia, inni pacjenci,
i ~, zazwyczaj skłonni do sprawiania kłopotów personelowi mogą taktownie złagodzić swą wojowniezość i z
dużą delikatnością podtrzymywać całkowicie fałszywe wrażenie, że nie rozumieją sensu tego, co się stało Es
Podobnie, podczas inspekcji w szkole, koszarach, szpitalu czy domu prywatnym
'' , a~ W. Caudill, F. C. Redlich, ~H. R. Gilmore i E. B. Brody, SoctaL Structure and Interactton Processes on a
Psychtatric Ward, "American Journal of Orthopsychiatry", XXII, s, 321-322.
a5 Badania autora, 1953-1954,.
i' ae Zob. H. Taxel, Authortty..., cyt. wyd., s. 118. Kiedy dws
zespoły znają fakty dla drugiego niewygodne i katdy z ze
v 298
~' publiCZno§ć zachowuje się przewa'znie wzorowo, aby umożliwić kontrolowanym wykonawcom zor-
ganizowanie przykładnego widowiska. W takich chwilach granice zespołów nieznacznie się przesuwają;
wizytujący kurator, generał, dyrektor ezy gość stają przed widzami i wykonawcami, którzy są w zmowie. '
Przytoczmy na koniec jeszcze jeden przykład taktu w sposobie traktowania wykonawcy. Kiedy wiadomo, że
wykonawca jest debiutai2tem lub z innych powodów łatwiej może popełnić żenujące błędy, publiczność często
okazuje mu specjalne względy i powstrzymuje się od stwarzania trudności, jakich ' nie oszczędziłaby innym.
Publiczność działa taktownie już to dlatego, że identyfikuje się z wykonawcą, już to dlatego, że chce uniknąć
sceny, już to, wreszcie, dlatego, że stara się mu podlizać, aby go potem wykorzystać. Najezęściej bodaj uważa
się, żę najważniejszy jest ten ostatni motyw. Wśród dziewcząt ulicznych-największe sukcesy odnoszą te, które
umieją przekonująco pochwalić występy swoich klientów, w ten sposób wskazują na~ smutny fakt
dramaturgiczny,
, że nie tylka narzeczone i żony są przedstawicielkami płci pięknej, które muszą uprawiać wyższe formy
prostytucji: '
"Mary Lee twierdzi, że z panem Blakesee robi " to samo, co z inngmi bogatymi klientami:
~`` - Robię to, czego wiem, że chcą. Chcą, żebym udawała, że mam na ich punkcie bzika. Czasem ich
zachowanie przypomina bawiących się chłopców. Tak robi zawsze pan Blakesee. Bawi się w jaskiniowca.
Przychodzi'do mojego mieszlsania, porywa IiZnie w ramiona i trzyma tak długo, aż my§li, że spolów wie, że
drugi wie o tym, ale 2aden wprost nie przyznaje się do swojej wiedzy, mamy do czynienia z przykladem tego,
co Robert Dubin nazywa , filccją órganizacyjną". Zob. R. Dubin, Human..., cyt. wyd., s. 341-345.
299
straciłam oddech. Skowyczy. Kiedy kończy się że mną kochać, muszę go chwalić: - Kochanie,, jestem tak
szczęśliwa, że chce mi się płakać. Trudno uwierzyć, że dorosły chłop chce się w ten sposób bawić. Ale chce.
Nie tylko on. Większość tych bogaczy.
Mary Lee jest tak pewna, że jej największym atutem w grze z bogatymi klientami jest zdolność spontanicznego
działania, że ostatnio 'poddała się operacji, w której wyniku na stała jest zabezpieczona przed ciążą. Uważa to
za dobrą inwestycję." ~'
W tym miejscu jednak schemat stosowanej tu analizy staje się znowu za ciasny, ponieważ owe taktowne
działa.nia publiczności mogą stawać się bardziej. skomplikowane niż występ, na który są odpowiedzią.
Chciałbym na koniec dodać, że ilekroć publiczność za:chowuje się taktownie, wykonawcy mogą sobie
uświadomić, iż znajdują się pod ochroną. Kiedy do tego dochodzi, widzowie orientują śię, że wykonawcy zdają
sobie sprawę z okazywanych im wżględów. A wtedy z kolei wykonawcy mogą się zorientować, że widzowie
wiedzą o tym, że oni wiedzą. A gdy stan poinformowania obu stron tak się przedstaw~ia, może nadejść chwila
pęknięcia przegród między zespołami, zastąpienia opozycji wymianą spojrzeń i przyznania się otwarcie do te-
go, co każdy zespół wie. W taki~h chwilach nagle i z całą ostrością. ujawriia się cała dramaturgiczna struktura
społecznej interakcji, a granica dzieląca zespoły na czas jakiś znika. Niezależnie od tego, czy to zbliżenie
poglądów prowadżi do wstydu czy śmiechu, zespoły szybko powracają do ~wyznaczonych im ról.
a7 J. M. Murtagh i S. Harris, Cast..., cyt, wyd., s. 165. Por także strony 161-ifi7.
REAKCJE ~ NA ' TAKTOWNE POSTĘPOWANIE
: Stwierdziłem, że publiczność ma znaczny udział ,w ;e utrzymywaniu widowiska, czy ta stosując praktyki ~'
protekcyjn~ na rzecz wykonawców, czy to zdoby~!°; wając się na taktowne zachow'anie, wobec nich. Je
żeli publiczność ma korzystać ze swego taktu dla ' dobra wykonawcy, musi on, oczywiście, postępować ~% tak,
by umożliwić udziełenie sobie tej pomocy. Wy
maga to dyscypliny i rozwagi, ale szczególnego. ro, dzaju. Mówiłem na przykład o tym, że outsiderzy, kiedy
mają sposobność podsłuchiwania, mogą taktownie zademonstrować brak zainteresowania odbywającą się obok
nich interakcją. Aby pomóc im w takiownym wycofaniu się, jej uczestnicy; którzy zdają sobie sprawę z tego, że
mogą być podsłuchiwani, powinni zaniechać poruszania takich tematów, które mogłyby w~stawić na próbę
taktowne postępowanie outsiderów, równocześnie włączając do swej rózmowy tematy wystarczająco poufne, by
pokazać, że wierzą w ich pokaz braku zainteresowania. Podobnie, jeżeli sekretarka ma taktownie zawiadonlić
petenta, że osoba, z którą chciał się zobaczyć, jest nieobecna, ten powinien taktownie odejść od wewnętrznego
telefonu, aby nie słyszeć; co będzie mówił sekretarce człowiek, którego miało nie być.
Chciałbym na zakończenie wspomnieć o dwćch strategiach, dzięki którym takt jednej strony umov; żliwia
tąktowne zacho~~anie drugiej. Po pierwsze,
wykonawca musi być wyczulony na aluzje i umieć ~ je przyjmować, bowiem przy pomocy aluzji pubłiczność
może ostrzegać wykonawcę, że jego spektakl jest nie do przyjęcia i że powinien coś w nim zmienić, aby
ratować sytuację. Po drugie, jeżeli wyko
' nawca w jakikolwiek sposób fałszyveię przedstawia ~ fakty, musi to czynić zgodnie z pewnymi zasadami; nie
może ustawić się na takiej pozyeji, z której, na
3(i0 ~ 301

wet najbardziej mętne przeprósiny i najgorliwiej współpracująca publiczność nie mogłyby go. wyplątać.
Kłamiąc, wykonawca powinien w głosie żachować cT~oć cień ironii; b'y przyłapany na kłamstwie, mógł się
wszystkiego'wyprzeć i stwierdzić,, że tylko żartow~ł. Maskując swój prawdziwy wygląd fizyczny, wykonawca
winien posługiwać się metodami umożliwiającymi niewinne tego wyjaśnienie. Łysym mężczyznom, którzy w
domu i poza n~im noszą kapelusze, jakoś się to wybacza, ponieważ zawsze istnieje możliwość, że robią to z
powodu przeziębieńia, przez zwykłe zapomnienie lub dlatego, że, nagle może spaść deszcz; peruka natomiast
nie pozostawia noszącemu ją mężczyźnie żadnej możliwości usprawiedliwienia się przed widzami, widzom źaś
żadnej możliwości przyjęcia usprawiedliwienia. Istnieje wspomniana tu już poprzednio kategoria
rnistyfikatorów, których można by określić jako tisoby uniemożliwiające publiczności zachowanie taktu w
stosunku do oglądanego przez nią fałszywego przedstawienia.
Mimo że wykonawcy i widzowie (a także wiele innych osób) posługują się tymi technikami manipulowania
wrażeniami, wiemy, oczywiście, że incydenty .zdarzają się i będą się zdarzać, a publiczność będzie bez
uprzedzenia zaglądać za kulisy. Kiedy dochodzi do incydentu, widzowie otrzymują ezasem ważną lekcję,
znacznie ważniejszą dla nich niż agresywna przyjemność ezerpana z odkrycia czyichś wstydliwych,
powierzonych, wewnętrznych lub strateg~eznych tajemnic. Członkowie publiczności mogą nagle odkryć
zasadniczy demokratyzm stosunków międzyludzkich, który zazwyczaj jest dobrze ukryty: Niezależnie od tego,
ezy przedstawiana postać jest poważna czy beztroska, stojąca wysoko czy też nisko, przedstawiająca ją
jednostka jawi się nam taką, jaką w znacznej mierze jest - jako samotzly wykonawca udręczony myślą o tym,
czy uda mu się występ. Za wieloma maskami, jakie nosi,
~vieloma postaciami, jakie przedstawia, kaidy wyawca m~ zwykle tylko jedno oblicze - obliwolne- od
społecznych przebrań, oblicze czło
, eka skupionego na swoim trudnym, zdradliwym ~Claniu i oddanego mu bez reszty w Pisze o tym ~nohe de
Beauvoir w swojej książce o kobietch:
"I milno całej- ostrożności pada ofiarą przypadbw: kropla wina spada na suknię; papieros wypa~ dziurę -
wówczas znika luksusowa, odś'więtna tota, któro z uśmiechem paradowała w salonie: warz przybiera ostry,
surowy wyraz jędzowatej ~spodyni, otoczenie nagle odkrywa, że toaleta nie ~ła pękiem sztucznych ogni,
bezinteresownym, ukomym splendorem, mającym na celu szczodroliwe oświetlenie jednego jedynego momentu
.e, to tylko bogactwo, kapitał, lokata, to kosztoało moc wyrzeczeń i ofiar, uszkodzenię jest klę:ą,
.niepowetowaną stratą. Plamy, rozdarcia, nieiane suknie, nieudane trwałe ondulacje, to jesze poważniejsze
katastrofy niż prżypalona pieczeń 1~ stłuczony flakon, gdyż elegantka nie tylko wy~cowała się w przedmioty,
ale sama chciała być ~zedmiotem - i czuje się nagle zagrożona w żyu. Udana suknia robi z kobiety istotę, którą
saa sobie wymarzyła, w nieudanej czy nieświeżej uje się ostatecznie upodlona." Ea
Wiedząc o tym, że publiczność jest zdolna wyeść z oglądania jej złe wrażenie, jednostka może ~czuć się
zawstydzona swoim uczciwym i w doych inten.ejach podjętym działaniem tylko dlate, że kontekst
przedstawienia dostarcza fałszywych "ażeń, które są złe. Przeżywając taki niezawinio~ wstyd, jednostka może
przypuszezać,~że wszyscy widzą. Czując zaś, że jest w taki sposób widzia, może sądzić, że swym wyglądem
potwierdza fszywe o sobie opinie. I sama może się jeszcze ,
S. de Beeuvoir, Drvga płeć, t. II, cyt. wyd., s. 256-257.
302 ` 303

bardżiej pogrążyć, podejmując takie działania obronne, do jakich uciekłaby się, gdyby była naprawdę winna. W
ten sposób wszyścy jes'teśmy zdolni przeobrazić się w naszych.własnych oczal~h v~, najgorszą, jaką tylko
można sobie wyobrazić osobę, w osobę, jakiej inni nie potrafią nawet sobie wyobrazić.
Jeśli jednostka daje przed innymi widowisko, W które sama nie wierzy, może doświadczyć szczególnego
rodzaju wyobcowania od siebie samej. Mówi o tym jedna z dzieweząt z amerykańskiego collegu.
"Czasem na randkach udaję głupią,.ale to pozostawia niesmak. Emocje są bardzo złożone. Część mnie cieszy
się, że może zrobić wrażenie na niczego nie podejrzewającym chłopcu. Lecz to poczucie wyższości miesza się
z poczuciem winy z powodu mojej hipokryżji. Czasem na randce ezuję coś na ksztalt wzgardy, ponieważ dal
się on ńabrać na moje sztuczki albo, jeśli lubię chłopca, mam dla niego jakby macierzyńską wyrozLLmiałość.
Czaseni go po prostu nie lubię. Czemuż nie ina nade mną przewagi we wszystkich tych dziedzinach" w któ-
rych mężczyzna winien celować, co pozwoliłoby , mi być sobą? ~ak czy owak, co ja tu z nim robię? Bawię się
w fiiantropię?
Zabawne w tym jest to, że nie zawsze mężezyzni ' są tak łatwowierni. Mogą wyczuć, że coś jest nie ~ tak i
zaczynają czuć się nieswojo. - Co się dzieje, ~ ezy ona wyśmiewa się ze swojego niewolnika, ezy _" nagradza
go? Czy rzeczywiście zrobiła na niej wra- ~ żenie moja przemowa, ezy tyll:o uda.je, że nie rna v pojęcia o
polityce?
Raz czy dwa czułam, że to on ze mnie kpi. Chłopiec odkrył podsfęp i pogardzał mną za zniźanie': się do takich
sztuczek." E9
=9 M. Komarovsky, CuLturaL..., cyt. wyd., s. 188.
Wspólne problemy aktorskie, zmartwienie tym, ~k odbierane jest przedstawienie, usprawiedliwioa. · lub nie
uczucia wstydu, ambiwalentne uczucia ~ stosunku do samych siebie i publiczności - oto !ek~óre z
dramaturgicznych składników kondycji
304 Cztowiek w teatrze

R:azdział VII WNIOSKI


PUNKT WYJ$CIA
Instytucja społeczna to każde miejsce otoczone zauważalnymi i ustalonymi barierami, gdzże stale występuje
określony rodzaj działalności. Zwracałem uwagę, że każdą instytucję społeczną można z pożytkiem badać x
punktu widzenia manipulacji wra- ' żeniami. Za murami instytucji spolecznej odnajdujemy zespół
wykonawców współpracujących ze sobą w celu przedstawienia publiczności określonej definicji sytuacji.
Obejmuje ona koncepcję własnego ~społu i publiczności, a także założenia dotyczące etosu, podtrzymywanego
przez zasady grzeczności i dobrych obyczajów. Często spotykamy się z podziałem na kulisy, gdzie
przygotowuje się przedstawienie i scenę, na której odbywa się występ. ~ Dostęp do obu tych stref jest
kontrolowany z myślą o powstrzymaniu publiczności od zaglądania za kulisy oraz od przychodzenia na
przedstawienie obcych, dla których nie jest ono przeznaczone. Wśród członków zespołu dominują stosunki
zaży- ' łości i rozwija się solidarność, kompromitujące za§ dla przedstawienia tajemnice są przez wszystkich
dotrzymywane. Między wykonawcami i widzami ; istnieje ciche porozumienie co do działania na określonym
poziomie zgody i przeciwstawności. Z reguły, choć nie zawsze, uwydatnia się zgodę, pomniej- sza natomiast
przeciwstawność. Z wynikającą stąd doraźną zgodą kłóci się postawa wobec publiczności,
~ manifestowana przez wykonawców pod jej nieobec~: ność. Zgodzie tej przeczą również starannie kon;:'
trolowane komunikaty, odbiegające od stylu przed~ śtawienia; przekazywane sobie przez wykonaweów
w Tej obecności. Stwierdziliśmy, że wykształcają się role -poboczne: niektóre jednostki, które są pozornie
członkami zespołu, widzami lub outsiderami, wchodzą w posiadanie inform,acji i nawiązują stosunki, które nie
są bynajmniej pozorne i komplikują wystawianie spektaklu. Czasem do przerwania przedstawienia dochodzi
na skutek mimowolnego gestu, f aux pas i robienia scen, czego wynikiem jest dyskredytacja lub negacja
założonej definicji sytuacji. Na tego rodzaju wydarzenia kładzie nacisk mitologia zespołu. Okazuje się, że
wykonawcy, widzowie i outsiderzy posługują się bez wyjątku rozmaitymi technikami, mającymi na celu
ochronę spektaklu, polegającymi ezy to na unikaniu możliwych potknięć czy to na naprawianiu nieuniknio-
nych błędów, czy to, wreszcie, na pomaganiu innym w robieniu tego. Aby mieć pewność, że członkowie
zespołu posługiwać się będą tymi technikami, zsspół dobiera sobie na członków osoby lojalne, zdys-
cyplinowane i rozważne, a ~akże szuka taktownej publiczności.
Twierdzę, że te cechy i elementy są właściwe większości interakcji społecznych, jakie można obserwować w
naturalnych warunkach naszego anglo-amerykańskiego społeczeństwa. Zaproponowana tu. siatka pojęciowa
jest formalna i abstrakcyjna w tym sensie, że można ją stosować do każdej instytucji społecznej; pozwala ona
jednak nie tylko na statyczną klasyfikację. Umożliwia również analizę rezultatów działań, u których podłoża
leży motywacja utrzymania w obliczu innych ludzi założonej definicji sytuacji.
306 309

KONTEKST ANALIT,YCZNY
Praca ta dotyczy głównie inśtytucji. społecznych jako systemów względnie zamkniętych. Przyjęte w niej zostało
założenie, że stośunki między instytucjami stanowią samodzielny abszar badawczy i powinny być
rozpatrywane analitycznie jako część innego porządku faktów, porządku instytucjonalnej interakcji. Warto
podjąć tu próbę porównania perspektywy przyjętej w tej pracy z innymi perspektywami, jakimi - implicżte lub
expbżcite ,posługują się współcześni badacze instytucji społecznych, jako systemów zamkniętych. Można wy-
różnić z grubsza cztery takie perspektywy.
Instytucję można rozpatrywać w kategoriach "technicznych", pod kątem jej efektywności lub nieefektywności,
jako celowo zorganizowanego systemu działań podejmowanych dla osiągnięcia określonych z góry celów.
Instytucję można rozpatrywać w kategoriach "po~tycznych", czyli z punktu widzenia działań, jakich każdy z
uczestników (lub klas uczestników) może wymagać od innych, kar i nagród służących wzmacnianiu ,tych
wymagań oraz rodzajów koiltroli społecznej regulującej wysuwanie żądań i posługiwanie się sankcjami. Insty-
tucję można rozpatrywać strukturalnie, to jest w kategoriach horyzontalnych i wertykalnych podziałów
społecznych oraz wzajemnych stosunków między grupami. Na koniec, instytucję można rozpatrywać
kulturowo, w kategoriach wartości moralnych wpływającyeh na działalność prowadzoną w jej ramach -
wartości odnoszących się do mód, zwyczajów i kwestii smaku, do grzeczności i dobrych obycźajów, do celów
ostatecznych i normatywnych ograniczeń korzystania z pewnych środków, itd. Trzeba zwrócić tu uwagę, że
ćhociaż zrąb faktów za każdym razem jest ten sam, każda perspektywa nadaje poszezególnym faktom inną
wagę, i inaczej je porządkuje.
sos
~: .- Wyda Si że
je ę, podejście ~dr~maturgiczne moie ~ tworzyć piątą - po u jęćiu technicznym, polity,cz... ~:'xiym,
strukturalnym i kulturowym - perspektywę,l którą, tak~ jak i popz`zednie, dałoby się wykorzystać jako
docelowy punkt analizy, jako końco.. wy sposób uporządkowania faktów. Doprowadziłoby to jednak do
opisywania stosowanych w danej instytucji technik manipulowania wrażeniarni, zasadniczych problemów
manipulowania wrażeniami oraz wzajemnych stosunków i csch szszegól~lych szeregu zespołów
wykonawezych, jakie w danej instytucji działają. Podobnie jak w przypadku faktów, którymi opert,ttją badacze
innych orientacji, fakty najściślej związane z manipulowaniem wrażeniami są nie bez znaczenia również dla
spraw rozważanych z wszystkich innych perspektyw. Zilustruję to krótko.
Perspektywie technicznej i dramaturgicznej wspólne jest, na przykład, zainteresowanie standarelami pracy.
Obie przykładają dużą wagę do faktu, że jedna grupa jednostek jest zainteresowana sprawdzenierri trudno
dostrzegalnych zalet i właściwości rezultatów pracy drugiej grupy jednostek, która z kolei stara się zrobić
wrażenie, że jej dzieło ma owe ukryte przymioty. Perspektywę polityczną łączy z dramaturgiczną zaintereso-
wanie zdolnością jednostki do. kierowania działaniami innych. Przede wszystkim, jeśli jednostka ma kierować
innymi ludźmi, często będzie uważała za potrzebne ukrycie przed nimi swych sekretów strategicznych.
Następnie, . jeśli jednostka próbuje kierować działaniami innych, korzystając z przykładu, pouczania,
perswazji, wyjaśniania, manipula
~ Por, stanowisko zajęte przez Oswalda Halla w sprawie ` mo2liwoścl badania systemów zamknietych w jego
Methoda ; and Technlques of Research tn Human Relations (kwtecle6
1952) przytaczane przez T~ H. ~HUghesa i innych w Casea on FieLd Work (w druku).
s09

cji, wymiany dóbr, autorytetu, groźby, kary lub przymusu, to niezależnie od faktycznej władzy, jaką
rozporządza; musi posiad~ać skuteczny sposób przekazania informacji o tym, co chce, by zostało wykonane, co
jest gotowa zrobić, by zostało to wykonane i co zrobi, je§li nie,zostanie wykonane. Każda władza musi
dysponować środkami n~anifestowania swoich życzeń i jej skuteczno§ć zależy od tego, w jaki sposób jest
udramatyzowana (oczywiście, zdolność skutecznego przekazania definicji sytuacji może mieć niewielkie
znaczenie, jeśli kto§ nie potrafi posługiwać się przykładem, wymianą, karą itp.). Tak więc najbardziej
obiektywna form.a nagiej władzy - przyTńus fizyczny, często nie jest ani obiektywna, ani naga, funkcjonuje
raczej jako środek perswazji; często jest §rodkiem porozumiewania, a nie tylko narzędziem działania. Per-
spektywie strukturalnej i dramaturgicznej wspól-_ ne jest zainteresowanie dystansem społecznym. To, czy
grupa ludzi o danej pozycji społecznej potrafi utrzymać okre§lony obraz samej siebie w oczach publiczno§ci o
innej pozyc ji, zależy od umiejętno§ci wykonawców zawężenia kontaktów z publicznością. Perspektywą
kulturowa i dramaturgiczna nakładają śię na siebie najwyraźniej wówezas, gdy odnoszą się do problemu
przestrzegania wzorców moralnych. Wartości kulturowe instytucji szczegółowo okre§lają, jaki ma być stosunek
uczestników do rozmaitych spraw i jednocześnie okre§lają charakter puzorów, jakie muszą być utrzymane, nie-
zależnie od kryjących się za nimi uczuć.
OSOBOWOŚĆ - INTERAKCJA - SPOŁECZE1~ISTWO
W ostatnich latach mieli§my do czynienia z poważnymi próbami uporządkowania w ramach jednolitej
koncepeji pojęć i odkryć, pochodzących z trzech różnych obszarów: badań nad osobowo§cią jedno
stki, badań interakcji społecznej i badań społeczeństwa. Chciałbym coś dodać do tyeh interdyscyplinarnych
poszukiwań. ~ .
Kiedy jednostka znajazie się wśród innych, świadomie i nieświadomie projektuje definicję sytuacji, której
istotną składową stanowi jej koncepcja samej siebie. Kiedy podczas interakcji następuje co§, co w swej
wymowie jest nie do pogodzenia z kształtowanym przez nią wrażeniem, znaczące tego konsekwencje są
jednocześni~ odczuwane na trzech poziomach rzeczywistości społecznej, z których każdy obejmuje odrębny
porządek faktów i inny punkt odniesienia.
Po pierwsze, interakcja społeczna - traktowana tu jako dialog między dwoma zespołami - może znaleźć się w
kłopotliwym impasie i sytuacji może zabraknąć definicji. Zajmowane do tej pory pozycje mogą okazać się nie
do utrzymania, a uczestnicy mogą znaleźć się bez wytycznych co do dalszego toku akcji. Zwykle wyczuwają
oni w takiej sytuacji coś fałszywego, czują się niezręcznie, tracą głowę i wpadają w popłoch. Innymi Śłowy,
maleńki system społeczny powstały i utrzymywany dzięki uporządkowanej interakcji ulega dezorganizacji.
Takie są dla .interakcji społecznej konsekwencje przerwania przedstawienia.
Po drugie, przerwanie przedstawienia może mieć także konsekwencje bardziej dalekosiężne. Publiczność
zwykle uznaje "ja" projektowane w trakcie występu przez pojedynczego wykonawcę za charakterystyczne w
pewien sposób dla jego kolegów, jego zespołu i jego instytucji. Według publiczności przedstawienie, które
właśnie ogląda, świadczy też nie tylko o zdolności jednostki do tego konkretnego występu, ale i o jej zdolności
do innych występów. W pewnym sensie owe szersze jednostki społeczne - zespoły, instytucje itd. - znajdują się
na cenzurowanym tylekroć, ilekroć jednostka wykonuje swój punkt programu; każde przedstawienie
310 ~. 311

od -nowa sprawdza prawomocno§ć takiej zbiorowo§ci i kładzie na szalę je j trwałzl reputac ję. Ten eldment
próby jest w niektórych przedstawieniach szczegblnie wyraźny. Na przykład, je§li ehirurg i pielęgniarka
odwrócą się na chwilę od stołu operacy jnegó, a poddany narkozie pacjent w tym wła§nie momencie umI'Ze,
nie tylko ~w przykry sposób przerwana zostanie operacja, ale ucierpi także dobre imię lekarza jąko lekarza i
jako człowieka oraz dobre imię szpitala. Są to konsekwencje przerwania przedstawienia z punktu widzenia
struktury społecznej.
Na koniec, często się zdarza, że jednostka głęboko identyfikuje swoje "ja" społeczne z okre§loną rolą,
instytucją i grupą, wyóbrażając sobie samą siebie jako kogo§, kto nie narazi na szwank społecznej interakcji i
nie skompromituje całóści społecznych, które od tej interakcji zależą. W takich wypadkach przerwanie
interakcji może zdyskredytować to wyobrażenie, tak ważne dla jej osobowo§ci. Takie są konsekwencje
przerwania przedstawienia z punktu widzenia osobowo§ci jednostki.
Zerwania przedstawień mają więc konsekwencje na trzech poziomach abstrakcji: poziomie osobowóścż,
poziomie interakeji i poziomie struktury społecznej. Chociaż prawdopodóbieństwo zerwania przedstawienia i
waga tege faktu zmieniają się z interakcji na interakcję, to jednak wydaje się, że nie istnżeje interakcja, której
uczestnicy nie mieliby okre§lonej szansy znalezienia się w lekkó kłopotliwej lub głęboko upokarzającej
sytuacji. Być może; życie nie jest grą hazardową, ale ,jest nią z pewnością interakcja. Co więcej, wpływ na owe
trzy poziomy rzeczywistości mają' również podejmowane przez jednostki próby un~~ęcia zakłóceń i próby
naprawienia szkód, których nie udało się uniknąć. W tęn to sposób możemy połączyć trzy szczeble abstrakeji i
trzy perspektywy, z jakich bada się życie społeczne.
' 2R62NICOWANIA KULTUROwE
W pracy tej posługiwałem się również ilustracjami pochodząćymi ze społeczeństw innyćh niż nasze, anglo-
amerykańskie. Nie chciałem przez to powiedzieć, że przedstawiona tu koncepcja jest wolna od ograniczeń
kulturowych albo że można ją odnieść do tych samych obszarów życia społecznego w społeczeństwach innych
niż zachodnie. Prowadzimy życie tówarzyskie zamknięte w czterech ścianach. Naszą specjalnością są
nieruchóme d~koracje, trzymanie obcych na zewnątrz i zapewnianie wyko
~ nawcy pewnej prywatnóści podczas przygotowywania się do wys,tępu. Lubimy kończyć raz rozpoczgte
przedstawienie i jesteśmy bardzo wrażliwi na zdarzające się w nim zgrzyty. Jeśli ktoś przyłapie nas na fałszu,
czujemy się głęboko upokorzeni. Znając nasze ogólne zasady dramaturgiczne i upodobania w prowadzeniu
akcji, nie powinniśmy przeoczyć obszarów życia społecznego w innych kulturach, którymi w sposób oczywisty
rządzą inne reguły. Relacje zachodnich podróżników pełne są przykładów niespodzianek i gwałtów na ich po-
czuciu dramaturgicznego sensu, toteż jeśli chcemy rozciągać nasze uogólnienia na inne kultury, musimy brać
je pod uwagę na równi z przykładami potwierdzającymi nasze tezy. Musimy zdawać sobie sprawę, że ćhociaż
w Chinach działania i dekoracje mogą zxiakomi~ie do siebie pasować w domu, w pokoju, w którym pije się
herbatę, to najbardziej wyszukane jedzenie bywa podawane w najskromniejs~ych restauracjach, a w sklepach
wyglądających jak nory z gburowatą i niefachową obsługą mogą sprzedawać byle jak opakowane, lecz
cudównie delikatne sztuiri jedwabiu.E Obcując z ludźmi; o których mówi się, że są niezwykle taktowni,
rnusimy być przygotowani, że:
;,Na szezę§cie, Chińczycy nie uważają domu, jak a J, Macgowan, Sidelights..., cyt. wyd., s. 17&-179.
313 312

my, za ostoję prywatności. Nie mają nic przeciwko temu, aby k,ażdy, ktokolwiek ma na to ochotę, przyglądał
się wszystkim szczegółom ich dnia codziennego. To, jak żyją, co jedzą, a nawet rodzinne kłótnie, które my
staramy się zatuszować, wszystko są to rzeczy~ które zdają się być wspólną własnością, nie zaś wYłącznie
własnością zainteresowanej rodziny: ''
Musimy także być przygotowani na to, że w społeczeństwach o utrwalonej hieiarchii pozycji społecznych i
silnej orientacji religijnej, jednostki przywiązują czasem mniejsze niż my, znaczenie do gry społecznych
pozorów i przekraczają społeczne bariery bez żadnych wielkich przedstawień, zwra~ cając większą uwagę na
człowieka pod maską, niż my uznalibyśmy to za możliwe. Co więcej, kiedy mówimy o naszym własnym
społeczeństwie jako całości, musimy też być bardzo ostrożni w uogólnianiu zasad dramaturgicznych. Na
przykład, kiedy uwzględniamy stosunki między związkami zawodowymi i właścicielami, zdajmy sobie sprawę,
że na posiedzeniu konsultacyjnym może pojawić się potrzeba, by jedna ze stron udała, że została
wyprowadzona z równowagi danym obrotem sprawy. Czasem od zespołów dyplomatycznych wymaga się
podobnego widowiska. Innymi słowy, chociaż na wogół od zespołów w naszym społeczeństwie wymaga się
stłumienia gniewu i zawarcia doraźnej zgody, czasem zdaxza się, że wymaga się od nich stłumienia umiarko
vanej . opozycji i zademonstrowania uczuć gwałtownych. I'odobnie, zdarzają się sytuacje, kiedy jednostki,
chcąc nie chcąc, czują się zmuszone zniszczyć interakcję,. by ocalić twarz i honor. Byłoby więc przezorniej
rozpoczynać badania od inałych całości, od instytucji społecznych lub pewnych ich kategorii, od poszcze-
gólnych pozycji społecznych i w skromny sposób
~ Tam3e, s. 180-181.
314
" dokumentować różhiće i zmiany przy pomocy metody badania dziejów poszczególnych przypadkólv
- (the case-history Tn,ethod). Mamy- na przykład taki oto rodzaj informacji na temat gry, na jaką businessman
może sobie pozwolić zachowując granice legalności:
"W ciągu ostatniego półwiecza obserwować można było znaczną zmianę w stosunku sądów do kwestii
uzasadnionego zańfania. Wcześniejsze wyroki, wydawane pod wpływexli panującej doktryny caveat ennptor,
kładły duży nacisk na ·~obawiązek» obrony przez powoda swych interesów i nie ufania drugiej stronie oraz
utrzymywały; że nie ma on podstaw, aby polegać na twierdzeniach ~o faktycznym stanie rzeczy pochodzących
od osoby, z którą miał do czynienia. Zakładano, że khżdy może starać się, o ile tylko to możliwe, okpić
drugiego w interesach i że tylko głupiec oczekuje uczciwości powszechnej. Powód p.owinien więc sam uzyskać
odpowiednie rozeznanie w sytuacji i wyciągnąć wnioski. Pojawienie się nowych norm w etyce
- businęssu nakazujących, by oświadczenie o stanie rzeczy było przynajmniej składane w dobrej wierze, a
czasem i z poręką o jego prawdziwo$ci, doprowadziło do do§ć radykalnej zmiany tego punktu widzenia [...]
Obecnie uważa się, że stwierdzeniom stanu faktycznego, odnośzącym się do ilości i jakości sprzedawanej ziemi
czy innych dóbr, finansowego stanu korporacji i podobnych spraw mających wpływ na źawarcie transakcji;
można ufać bez przeprowadzania własnego dochodzenia i to nie tylko wtedy, gdy takie rozeznanie byłoby
utrudnione, ńa przykład, z powodu odległego położenia ziemi, będącej przedmiotem transakcji, lecz również
wtedy, gdy fałszywości zeznań można bardzo łatwo dowieść." ° I chociaż, być może, w stosunkach handlowych
~ W. L. Prosser, Handbook..., cyt. wyd., s. 749-750. i .
315

szczerości jest coraz vięcej, tti doradcy w sprawach małżeńskieh zgodni są co do tego, że -jednostka nie
powinna czuć się zobligowana do opowiadania współmałżonkowi o . swoieh poprzednich "przygodach",
ponieważ prowadzi to tylko do niepotrzebnych napięć. Można przytoczyć też inne przykłady. Wiemy, na
przykład, że w Wielkiej Brytanii gdzieś do roku 1830 puby stanowiły. kulisy gromadzące mężczyzn,
robotników, które niewiele różniły się od ich właśnych kuchni, po tej zaś dacie pojawiły się nagle okazałe bary,
dając tej samej w większości klienteli scenę, o jakiej nawet nie mogła marzyć 5 Istnieją dane na temat ame-
rykańskich miast, mówiące o zauważalnym ostatnio zaniku wyszukanej fasady, charakteryzującej kiedyś domy
i miejsca pracy przedstawicieli lokalnyćh klas wyższych. I na odwrót, dostępne są materiały, świadczące o
coraz większej wystawności dekoracji, jaką posługują się organizacje związkowe s, i coraz silniejszej tendencji
do "wyposażania" instytucji w ekspertów z tytułami akademickimi, którzy zapewniają aurę intelektualizmu i
szacowności.' Móżemy prześledzić zmiany w projektowaniu budynków organizacji przemysłowych i handlo-
wych i pokazać rosnące znaczenie fasady, zarówno w przypadku zewnętrznego wystroju budynku dyrekcji, jak
i w przypadku sal konferencyjnych, poczekalni i hallów. W społeczności zagrodników możemy zobaczyć, jak
obora, stanowiąca dawniej zaplecze kuchni i połączona z nią małymi drzwiami
5 M. Gorham i H. Dunnett, Inside the Pub, London 1950, s. 23-24.
s Zob. na przykład F. Hunter, Com°munity..., cyt. wyd., s. 1s.
~ Zob. H. Wilensky, The Staff..., cyt. wyd., rozdz. IV, gdzie
znaleźć można rozwa~ania o "wystawowej" roli ekspertów wchodzących w skład personelu. Odpowiedniki
tego zjawiska w handlu i przemy~le omawia D. Riesman, Samotny tłu~n, cyt. wyd.
316
znajdującymi się obok pieca, zostaje odsunięta od domu, i jak z kolei on sam" stojący kiedyś pośród ogrodu,
sprzętu gospodarskiego, śmieci i pasącego się bydła, włączony zostaje - w pewnym sensie w . stosunki
publiczne: od frontu ma dziedziniec, ogrodzony i utrzymywany we względnej czystości, wystawiony na pokaz,
podczas gdy wszystkie rupiecie rzucane są byle jak na niewidoczne dla obcych zaplecze. I w miarę tego, jak
znikają przylegające do domów obory, a przydomowe komórki stają się rzadkością, możemy obserwować
awans domu, w którym kuchnią, mająca niegdyś własne kulisy, staje się najmniej reprezen,tacyjną częścią, .
chociaż jednocześnie coraz bardziej nadaje się do pokazywania. Można także obserwować ten osobliwy ruch
społeczny, który doprowadził niektóre fabryki, statki, restauracje i domostwa do wyczyszczenia zaplecza do
tego stopnia, że w ystępujący tam ezłonkowie zespołów są niczym mnisi, komuniści ezy niemieccy radni -
zawsze na posterunku - i nie istnieje miejsce, którego fasada nie byłaby strzeżona; publiczność zaś ogarnia
chęć oglądania tego, co zostało dla niej przygotowane. .Jednym z najnowszych przykładów są ~ płatne kar
ty wstępu na próby orkiestr symfonicznych. Możemy obserwować to, co Everett Hughes nazywa ruchliwością
zbiorową, a co polega na usiłowaniu zmiany dotychczasowej pozycji społecznej zespołu w taki sposób, by
wywiązując się z zadania nie podejmował niczego, co wymagałoby wyrzeczenia się takiego obrazu własnego
"ja", jaki członkowie' zespołu starają się mieć o sobie. Możemy teź obśerwować równoległy proces
"wynajdywania ról" w ramach danej instytucji, kiedy to jakiś jej członek stara się nie tyle osiągnąć istni.sjące
już wyższe stanowisko, ile stworzyć dla siebie nowe stanowisko, związane z obowiązkami, które pozwalałyby
mu na wyrażenie właściwych przymiotów. Możeli~y śledzić proces specjalizacji, prowadzący do
319 '

krótkotrwałego użytkowania przez wielu specjalistów wymyślnej scenerii społecżnej - w gruncie rzeczy
wystarcza im w zupełńośei spokojne życie w bezpretensjonalnym odosobnionym miejscu. Możemy przy tym
śledzić rozpowszechniańie się pewnych fasad = takich jak laboratoryjna całość złożona ze szkła, nierdzewnej
stali, gumowych rękawic, białych kafli i fartuchów - które dla coraz większej.liczby osób wykonujących
nieczyste zadania, są sposobem samooczyszczenia się. Kiedyś w takich organizacjach autorytarnych, jak
szpitale, bazy lotnicze i wielkie , gospodarstwa domowe, przywiązywano wielką wagę, by w miejscach, w
których działać , będzie inny zespół, panowała czystość i porządek;. obecnie obserwuje się odejście od
nadmiernej pod tym względem surowości. I w końcu, możemy śledzić narodziny-i rozpowszechnianie 'się
jazzu i wzorów kulturowych Zachodniego ~Wybrzeża, gdzie weszły w powszechne użycie takie terminy, jak
bit, goof, scene, drag, dig; pozwalające jednostkom traktować - teehniczne aspekty przedstawień życia
codziennego w sposób właściwy zawodowym aktoróm.
ROLA EKSPRESJI POLEGA NA PRZEKAZYWANIU OBRAZU SWEGO "JA" '
Na zakończenie mogę chyba pozwolić sobie na- uwagę natury moralnej. W pracy tej ekspresja jako skłądnik
życia społecznego była traktowana w znaczeniu źródła wrażeń dostarczańych innym lub przez nich
odbieranych. Z kolei impres.ja była traktowana jako źr'ódło informacji o faktach nieoczywistych i jako środek
pozwalający odbiorcom odpowiadać informatorowi bez konieczności czekania na ujawnienie się wszystkich
skutków jego działań. Ekspresja była więc traktowana z punktu wi318
dzenia jej roli jako środka komunikacji w procesie wzajemnego oddziaływania ludzi na ~siebie, a nie' na
przykład jako samorealizacja czy też wyzwolenie się od wewnętrznego napięcia, czym może być dla osoby
dającej czemuś wyraz ~
~U podłoża wszelkiej interakcji społecznej zdaje się leżeć doniosła dialektyka. 3ednostka wchodząc między
innych ludzi, chciałaby odkryć fakty związane z sytuacją. Gdyby rozporządzała odpowiednimi informacjami,
mogłaby wiedzieć, .co ma się zdarzyć, przygotować się na to, i dać tym innym tyle z tego, co im się ~ależy, ile
dać może, zgodnie ze swym dobrze pojętym interesem. Aby w pełni zrozumieć sytuację, jednostka musiałaby
znać wszystkie fakty społeczne dotyczące innych, które mogą mieć z sytuacją jakiś związek. Musiałaby także
znać faktyczne skutki czy końcowy produkt dżiałalności innych podczas interakcji, a także ich najgłębsze
uczucia w stosunku do niej. Tego rodzaju kompletne informacje są na ogół nieosiągalne; wobec ich braku
jednostka skłonna jest posługiwać się takimi ich namiastkami, jak różnego rodzaju wskazówki, próby,
pośrednie sugestie, gesty zdradzające nastawienie działającego, symbole pozycji społecznej it~., aby przy ich
pomocy próbować przewidzieć to, co będzie się działo. Krótko mówiąc, skoro interesująca jednostkę
rżeczywistość jest dla niQj w danej chwili nieuchwytna, musi ona poiegać na pozorach tej rzeczywistości. I
paradoksalnie, im bardziej jednostka jest zaintereso~na tą nieuchwytną rzeczywistością, tym bardziej musi
skupiać swą uwagę na jej zewnętrźnych pozorach.
Stosunek jednostki do innych zależy na ogół od
° W nowsżej literaturze z tego rodzaju ujęclem można się spotkać u T. Parsonsa, R. F. Balesa i E. A. Shilsa,
Working Papers tn the Theory ot Actton, rozdz. II: The Theory op Symbblism tn Relatton to Actton, Glencoe
1953.
319

ob~azu przeszłości i przyszłości, jaki w danej chwili przekazują. Tu właśnie akty porozumiewania prze-
kształcają się w akty moralne. Wrażenia,. , jakie przekazują nam inni, są przez nas na ogół traktowane jako
zgłaśzane implićite roszćzenia i obietnice, roszczenia zaś i obietnice mają zwykle charakter moralny.
Jednostka mówi sobie: "Wykorzystuję wrażenia, jakich dostarczają mi stosunki z tobą, aby wyrobić sobie
pogląd na to, jaki jesteś, a więc nie powinieneś wprowadzać mnie w błąd." Ciekawe, że jednostka skłonna jest
zajmować takie stanowisko nawet wówczas, gdy zdaje sobie sprawę, że inni nie są świadomi wythowy wielu
swoich zachowań, i nawet wówczas, gdy spodziewa się wykorzystać innych, dzięki zebranym o nich informa-
cjom. Ponieważ u podstaw wrażeń wykorzystywanych przez obserwatora leżą rozliczne wzorce grzeczńości i
dobrych obyczajów, odnoszące się zarówno do interakcji społecznej, jak i do wykonywania zadań, możemy
uświadomić sobie raz jeszcze, jak bardzo w życie codzienne uwikłane są oceny moralne.
Przyjmijmy teraz punkt ~~idzenia innych. Jeśli potrafią oni działając na własną rękę zachowywać się po
d'zentelmeńsku, nie będą zwracali większej uwagi na to, że ktoś formuje sobie jakiś ich obraz, i będą wypełniać
swe zadania bez podstępów i kombinacji, pozwalając obserwującej ich jednostce odebrać odpowiednie
wrażenia o nich samych i tym, co robią. A jeśli zdarzy się im powziąć myśl, że są obserwowani, nie dopuszczą,
by ten fakt oddziałał na nich niewłaściwie i zadowolą się tym, że obserwująca ich jednostka na podstawie
dobrego wrażenia, jakie na niej zrobią, odda im sprawiedliwość. Gdy chcą zaś wywierać wpływ na sposób
odnoszenia się do nich innych ludzi, jak tego naIeży oczekiwać, mogą posługiwać się środkami
dżentelmeńskimi. Wystarczy, by w danym momencie tak kierowali swoimi aktualnymi działa
niami, by skutki tych działań upoważniały w przyszłości szanującą się jednostkę do traktowania ich tak, jak
sobie tego życzą; jeśli to zrobią, pozostaje im tylko zdać się na spostrzegawczość i poczucie sprawiedliwości
obserwującej ich jednostki.
Czasem, rzecz jasna, osoby obserwowane posługują się jakimiś środkami wpływającymi na sposób traktowania
ich przez obserwatorą. Istnieje jednak prostszy" bardziej skuteczny sposób oddziaływania obserwowanej
jednostki na obserwatora. Zamiast pozwalać, aby wrażenie, jakie wywiera jej działalność pojawiło się jako jej
produkt uboczny, może ona zmienić swój układ odniesienia i poświęcić się tworzeniu pożądanych wrażeń.
Zamiast próbować ósiągnąć określone cele za pomocą przyjętych śtodków, może starać się sprawić wrażenie;
że je w ten sposób osiąga. Zawsze istnieje możliwość manipulowania wrażeniami, które służą obserwatorowi
za namiastkę rzeczywistości, ponieważ z braku bezpośredniego dostępu do rzeczy można posługiwać się
znakiem istnienia rzeczy, który nie jest rzeczą samą, Już sama potrzeba obserwatora, by polegać na
przedstawieniach rzeczy, tworzy możliwość zafałszowań.
Wiele osób ma poczucie, że nie dałyby sobie rady z tym, co robią, cokolwiek by to było, gdyby ograniczały się
do wykorzystywania jedynie dżentelmeńskich środków oddziaływania na obserwującą je jednostkę. W tych czy
innych momentach swojej działalności uznają one za konieczne zjednoczyć się i bezpośrednio manipulować
wrażeniami wywieranymi na innych. Obserwowani stają się w teń sposób zespołem dającym przedstawienie,
obserwujący zaś widownią. Działania, robiące wraźenie skierowanych na przedmioty, stają się gestami adreso-
wanymi do widzów. Działalność ulega dramatyzacji.
A oto dialektyka ludzkiej działalności. W tej mierze, w jakiej jednostki są aktorami, starają się
320 ~ 21 Człowiek w teatrze 321

one nieustannie robić wrażenie, iż życie ieh jest zgódne z licznymi wzorcami, według,których oceriia się ich
samycłi oraz rezultaty ich działań. Ponieważ te wzorce są tak bardzo liczne ~ i rozpowszechnione, jednostki-
wykonawcy; bardziej niż mogłoby się wydawać, tkwią w świecie moralności. Jednakże jako wykonawcy
jednostki interesują się nie moralnym problemem realizacji tych wzorców, lecz amoralnym problemem
budowania przekonującego wrażenia, że owe wzorce są realizowane. Tak więc choć nasza działalność dotyczy
w znacznym stopniu spraw moralności, jako wykonawcy nie musimy zajmować się nimi w sposób moralny.
Jako wykonawcy jesteśmy handlarzami moralności. Spędzamy czas na bliskim obcow aniu z wystawianymi
dobrami, a nasze umysły przesyca poczucie ścisłego związku z nimi; lecz może być i tak, że im więcej uwagi
dobrom tym poświęcamy, tym bardziej czujemy się od nich oddalemi, podobnie jak i od tych, którzy mają
dosyć zaufania, aby je -kupować. Mówiąc innym językiem, obowiązek, ale i korzyści ukazywania się zawsze w
świetle moralnie dodatnim, obowiązek bycia jednostką uspołecznioną zmusza jednostkę do doskonalenia swego
teatralnego warsztatu.
INSCENIZACJA A LUDZKIE "JA"
Ogólnie biorąc, koncepcja, według której wciąż przedstawiamy śiebie innym ludziom, nie jest bynajmńiej
nowa. 1Va zakończenie zatem należałoby wysunąć twierdzenie, iż w naszym angla-amerykańskim
społeczeństwie sama struktura jaźni może być ujęta z punktu widzenia tegó, jak sposobimy się do służących
temu celowi występów.
W -pracy tej jednostka występowała w dwóch podstawowych'rolach. Rozpatrywałem ją jako w y322
k o n a w c ę, udręczonego wytwórCę wrażeń, zaangażowanego w realizację arcyludzkiego zadania:
inscenizowania przedstawienia, i jako p o s t a ć, na ogół wspaniałą, której ducha, siłę i inne zaiety ma to -
przedstawienie wyrażać. Cechy wykonawcy i cechy postaci należą do dwóch zasadniczo różnych porządków,
jednakże jedne i drugie mają znaczenie . w warunkach widowiska, które musi- się toczyć. ,
po pierwsze, p o s t a ć. W społeczeństwie naszym między "ja" wykonawcy a odgrywaną postacią stawia się
niemal znak równości i w tym "ja", czyli postaci-którą-się-gra, widzi_ się coś, co zamieszkuje ciało swego
posiadacza, zwłaszcza jego górne part'ie, zamknięte jakoś w ramach psychobiologii osobowości. Jestem
śkłonny twierdzić, ż;e pogląd ten wyraża w jakimś stopniu to, co wszyscy staramy się zaprezentować, ale - z
tego właśnie powodu, stanowi bardzo złą analizę zjawiska prezentacji. W tej pracy "ja" przedstawiane na
scenie było traktowane jako swego rodzaju obraz własnej osoby, na ogół pochlebny, który jednostka grająca
określoną postać stara się skutecznie wywołać u innych. Chociaż ten obraz dotyczy jednostki, a określone "ja"
jej wła§nie jest przypisywane, to samo "ja" kształtuje nie jednostka,. do której owo "ja" przynależy, lecz cała
sceneria jej działalności, ponieważ "ja" tworzy się dzięki temu, że świadkowie czynią jednostkę przedmiotem
interpretacji. Właściwie wystawiona i odegrana scena powoduje, że publiczność przypisuje jakieś "ja"
przedstawionej postaci, ale to przypisanie jest r e z u 1 t a t e m zaprezentowanej sceny, a nie jej p r z y c z y n
ą. Tak więc "ja" jako odgrywana postać, nie jest czymś organicznym, umiejscowionym w określony sposób,
czymś, czego przeznaczeniem są narodziny, dojrzałość i §mierć; jest efektem scenicznym, który rodzi
przedstawiana scena, sprawą zaś podstawową i najbardziej charakterystyczną jest to, czy efekt ten 21· 323

będzie dla publiczności przekonujący, czy też poddany.w wątpliwość.


Badając ludzkie "ja" oddzielamy je więc od jego posiadacza, od osoby, której przynosi korzyści lub straty,
ponieważ on i jego ciało stanowią na jakiś czas jedynie pretekst do zbiorowej fabrykacji wrażeń. A środki
służące wytwarzaniu i utrwalaniu osobowości nie znajdują się wewnątrz wykonawcy; często są one w
posiadaniu instytucji społecznej. Istnieją więc kulisy wyposażone w środki modelowania ciała i scena
wyposażona w określone rekwizyty. Istnieje zespół osób, które przez swą sceniczną działalność w połączeniu z
dostępnymi rekwizytami tworzą scenę; z niej wyłania się "ja" odgrywanej postaci i inny zespół, publiczność,
której działalność interpretacyjna jest konieczna, by "ja" zaistniało. "Ja" jest produktem całego tego układu i
we wszystkim nosi ślady tego swego pochodzenia.
Cały ten proces tworzenia "ja" jest żmudny, iZCiążliwy i czasami ulega zakłóceniu, odsłaniając poszczegółne
składniki: kontrolę nad kulisami, żmowę członków zespołu, takt publiczności itd. Kiedy jednak wszystko
przebiega bez żgrzytów; wrażenia rodzą się dostatecznie szybko, abyśmy mogli ogarnąć jeden z wyróżnionych
przez nas rodzajów rzeczywistości - przedstawienie odbywa się i ustalone ,"ja", przypisane każdej postaci,
zdaje się stanowić immanentną część jej scenicznego wykonawcy.
Przejdę teraz od jednostki jako postaci do jednostki jako wykonawcy. Wykonawca potrafi się uczyć, potrafi
przygotowywać się do roli, którą ma odegrać. Potrafi marzyć i wyobrażać sobie, przy czym wyobraźnia
podsuwa mu raz przyjemne obrazy triumfalnych występów, kiedy indziej pełne strachu i niepokoju obrazy
przedstawień, pełne fatalnych błędów popełnionych na scer_ie w obecności widzów. Wykonawca często ma
potrzebę zdobycia sobie partnerów i widzów, więc taktownie oka
zuje względy ich zainteresowaniom, ma głębokie poczucie wstydu, które pozwala mu ograniczyć ryzyko
wpadk~.
Te cechy jednostki jako wykonawcy~ nie są jedynie powierzchownym skutkiem określonych przedstawień; są
one cechami z istoty swej psychobiologicznymi, chociaż zdają się powstawać w następstwie doświadczeń
związanych z ~vystępami na seenie.
A teraz uwaga końcowa. W pracy tej posługiwałem się pojęciami zaczerpniętymi z języka sceny. Mówiłem o
wykonawcach i widowni, o kwestiach i rolach, o przedstawieniach zakończonych s~kcesem i klapach, o
wskazówkach scenicznych, dekoracjach i kulisach, o wymogach dramaturgii, dramaturgicznych
umiejętnościach i dramaturglcznych strategiach. Trzeba sobie teraz powiedzieć, że ta próba wprowadzenia
daleko idących analogii była po części kwestią retoryki. Twierdzenie, że cały świat to s,c~na,, jest dostatecznie
dobrze znane czytelnikom, by zdawali sobie sprawę z jego ograniczeń i byli wyrozumiali dla autora, wiedząc,
iż nie należy brać jego analegii zbyt poważnie. To, - co widzimy w teatrze, jest dość świadomie organizowaną
iluzją, o której wiadomo, że nią jest, inaczej niż w życiu codziennym; przedstawianym postaciom nic
rzeczywistego nie może się przytrafić, chociaż na innym poziomie, rzecz jasna, coś rzeczywistego stać się
może z dobrym imieniem wykonawców jako profesjonalistów, których zawód polega na dawaniu przedstawień
teatralnych.
W tym właśnie miejscu język i kostium sceniczny nale'załoby porzucić. Rusztowania służą przecież do
budowania innych rzeczy i winny być wznoszone z myślą, że kiedyś trzeba je będzie rozebrać. Praca ta nie
traktuje o elementach teatru, które wkradają się do życia codziennego. Traktuje o ~ strukturze społecznych
kontaktów - strukturze
32@ ~ ~ 32~

pewnych cało§ci społecznych, które pojawiają się zaws~e wtedy, gdy ludzie obeują ze sobą bezpośrednio.
Najbardziej doniosłym czynnikiem owej struktury jest utrzymywanie wciąż tej samej definicji sytuacji,
nadawanie te~ definicji wyrazu i podtrzymywanie jej w obliczu mno~o§ci potencjalnych zakł~ceń, które mogą
przerwać interakcję. Postać, którą aktor przedstawia w teatrze, nie
°jest w pewnym sensie prawdziwa, a jej istnienie nie ma tych realnych konsekwencji, jakie ma istnienie
całkowicie wymy§lonej postaci, odgrywanej przez mistyfikatora; jednak s jC u t e c z n e przedstawienie
którejkolwiek z tych fałszywych figur .~wymaga posłużenia się < prawdziwymi t e c hn i k a m i, tymi samymi
technikami, dzięki którym w życiu codziennym ludzie radzą sobie z rzeczywistymi sytuacjaini społecznymi.
Ludzie uczestniczący w bezpośredniej interakcji na teatralnej scenie muszą sprostać tym samym wymogom, z
jakimi mają do czynienia w rzeczywistym życiu; posługu-~ jąc się §rodkami ekspresji muszą oni utrzymać de
finicję sytuacji, czynią to jednak w okoliczno§ciach, które ułatwiają im znalezienie odpowiedniej terminologii
na określenie wspólnych dla nas wszystkich zadań wynikających z interakcji.
v
SPIS TRESCI
SŁOWO WSTF~PNE - Jerzy Szacki . . . . 5 PRZEDMOWA . . , . . . . , , . 31 PODZIF,KOWANIA . . . . . . . . .
33 WPROWADZENIE . . . . . . . . . 35
Rozdział I
WYSTF,PY . . . . . . . . . . 54 Zaufanie do roli - 54; hrasada - 59; Dramaty
zacja działałności - 69; Idealizacja - 74; Kontrolowanie ekspresji - 92; Fałszywa prezentacja - 100;
Mistyfikacja - 111; Rzeczywistość i gra - 114 .
Rozdział II
ZESPOŁY . . . . Rozdział ~III
SCENA I KULISY .
. 123
. . . . . . 156
Rozdział IV
ROLE POBOCZNE . . . . . . . . 195 Rozdział V
KOMUNIKATY W STYLU PRZEDSTAWIE
NIA . . . . . . . . . . . . 225 Stosunek do nieobecnych - 228; Rozmowy inscenizatorskie - 235; Zmowa członków
zespołu
- 235; Działania na pograniczu zespołbw - 250
327

Rozdział VI
SZTUKA MANIPULOWANIA WRAŻENIAMI 272 Przymioty i. praktyki obronne - 299; Praktyki protekcyjne
- 295; Taktowne reakcje na taktowne postępowanie - 301
WNIOSKI . . . . . 306 Punkt wyjścia - 306; Kontekst analityczny
308; Osobowość - interakcja - społeczeństwo i - 310; Zróżnicowanie kułturowe - 313; Rola ~ ekspresji połega
na przekazywaniu obrazu swe
go «ja» - 318; Inscenizacja a ludzkie «ja» ' 332
i..
i
zł 60,
BIBLIOTEKA MYŚLI WSP6ŁCZESNEJ Tytuły roku 1981 Stanisław T. Bębenek Myślenie o przeszłości
Władimir Bibler Myślenie jako dialog Jerzy Chłopecki Rewolucje i postęp Hoimar vo~n Ditfurth Dzieci
Wszechświata Na początku był wodór Duch nie spadł z nieba Erving Goffman Człowiek w teatrze życia
codziennego
,Ro~bert Jung.k ~"z~avv~łs tysiąclecia Georg Picht Odwaga utopii
Joel de Rosnay Makroskop Bolesław Szmidt Ład przestrzeni , Edvin Fuller Torrey Czarownicy i psychiatrzy
Benjamin Lee Whorf Język, myśl i rzeczywistośĆ