Vous êtes sur la page 1sur 289

Komu Potrzebna Jest Przeszłość?

Pod redakcją Danuty Minty-Tworzowskiej


i Łukasza Olędzkiego

Poznań 2006
Materiały z konferencji
„Komu potrzebna jest przeszłość?”
(Obrzycko 19-21 listopada 2003 roku)

Organizatorzy:
Agnieszka Dolatowska
Katarzyna Jasiewicz
Dagmara Kapitaniuk
Grzegorz Kiarszys
Arkadiusz Klimowicz
Igor Kołoszuk
Michał Krueger
Ewa Loba
Anna Musiał
Łukasz Olędzki
Przemysław Sakrajda
Aleksandra Wilgocka
Kinga Vorbrich
Marta Ziółkowska

Praca wydana przez Koło Naukowe Studentów Archeologii


działające przy Instytucie Prahistorii
Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu
oraz
Stowarzyszenie Archeologiczne „Przeszłość dla Przyszłości‖
z siedzibą w Poznaniu.

Redakcja: Danuta Minta-Tworzowska


Łukasz Olędzki
Przygotowanie do druku: Łukasz Olędzki
Recenzja wydawnicza: Dr hab. Henryk Mamzer
Logo i projekt graficzny: Leshek Geremek

Praca finansowana ze środków Dziekana Wydziału Historycznego


Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

ISBN 83-916671-3-8

Zakład Poligraficzno – Wydawniczy


Typo-Offset
al. Wojska Polskiego 66, 64-920 Piła
tel. 0 67 212 25 60 · fax 0 67 212 93 69

2
Spis treści:

Danuta Minta-Tworzowska & Łukasz Olędzki


Wstęp………………………………………………………………….5
Danuta Minta-Tworzowska
Archeolog i inni „kulturolodzy‖ wobec pytania o potrzebę przeszło-
ści……………………………………………………… .................26
Włodzimierz Rączkowski
Bezużyteczna przeszłość…………………………………………….34
Ewa Bugaj
W kwestii czynienia użytku z przeszłości w przeszłości i obecnie –
uwag kilka o starożytnych Grekach i o współczesności………….…44
Adriana Ciesielska
Rola dziedzictwa kulturowego i archeologii w tworzeniu się więzi
etnicznych (narodowych i regionalnych). Wybrane przykłady z dzie-
jów archeologii polskiej………………………………………..……60
Ewa Domańska
O potrzebie przeszłości…………………………………………...…72
Arkadiusz Marciniak
Ayodhya – przypadek archeologii dwóch przeszłości………………84
Michał Pawleta
W otchłani niebytu. Marginalizacja problematyki dziecka / dzieciń-
stwa w archeologii…………………………………………….........102
Jacek Wierzbicki
Komu potrzebna jest przeszłość?......................................................130
Katarzyna Jasiewicz
Podróże w przeszłość……………………………………………....146
Kinga Vorbrich
Folklor i archeologia. Çatalhöyük, czyli przeszłość w życiu i świado-
mości mieszkańców Küçükköy…………………………….........…162
Michał Krueger, Łukasz Orylski
Polityczna poprawność – nowy paradygmat czy zagrożenie dla arche-
ologii?................................................................................................187
Mariusz Marszewski, Łukasz Olędzki
Tożsamość a konstruowanie przeszłości………………………...…200
Wojciech Busiel
Historyczne uwarunkowania rozwoju psychicznego człowieka...…219

3
Jacek Jeremicz, Karolina Szczepańska
Kręgi kamienne – symbolika przeszłości i teraźniejszo-
ści……………..................................................................................236
Magdalena Karkowska
Taniec w nie swoich ciałach czyli Japonia – kraj zjednoczonych kon-
trastów……………………………………………………………...256
Radosław Sajkiewicz
Rośliny – świadkowie przeszłości……………………..…………...269
Szymon Zdziebłowski
Przeszłość oczami idealisty…………………………………..…….280

4
Danuta Minta-Tworzowska & Łukasz Olędzki
Instytut Prahistorii UAM

Słowo wstępne, czyli komu potrzebna jest przeszłość

Niniejsza publikacja ma charakter szczególny. Stanowi


bowiem w części pokłosie V międzynarodowej sesji pod znamiennym
tytułem; ―Komu potrzebna jest przeszłość?‖, zorganizowanej przez
Koło Naukowe Studentów Archeologii z Uniwersytetu im. A.
Mickiewicza w Poznaniu oraz Fundację „Dziedzictwo‖. Sesja miała
miejsce w dniach 19-21 listopada 2003 roku, w Ośrodku Pracy
Twórczej w Obrzycku. Stanowiła swoistą kontynuację
międzynarodowych spotkań, idei wymyślonej i realizowanej przez
środowisko poznańskich studentów archeologii od 1999 roku. Po
―etyce w archeologii‖, ―społecznym funkcjonowaniu archeologii‖,
―horyzontach archeologii‖, ―wierze, pamięci i archeologii‖ przyszła
pora na fundamentalne pytanie ―Komu potrzebna jest przeszłość?‖.
W trakcie tych sesji kształtowało się szerokie forum do dyskusji, ale
po raz pierwszy na historycznym, V spotkaniu, wprowadzono nową
formę owej dyskusji - warsztaty tematyczne. Ożywiło to znacznie
obrady i wzbogaciło sposoby wypowiedzi oraz dyskursu. Opiekunem
Koła Naukowego była dr Ewa Bugaj. Sesja odbywała się pod
szczególnym patronatem: JM Rektora UAM, prof. dr hab. Stanisława
Lorenca, Prezydenta miasta Poznania, Ryszarda Grobelnego oraz
Marszałka Województwa Wielkopolskiego, Stefana Mikołajczaka.
Patroni medialni to Radio Merkury oraz Głos Wielkopolski.
Organizatorami sesji z ramienia studentów byli bardzo aktywni i
utalentowani członkowie Koła Naukowego: Agnieszka Dolatowska,
Katarzyna Jasiewicz, Dagmara Kapitaniak, Grzegorz Kiarszys,
Arkadiusz Klimowicz, Igor Kołoszuk, Michał Kruger, Ewa Loba,
Anna Musiał, Łukasz Olędzki, Przemysław Sakrajda, Aleksandra
Wilgocka, Kinga Vorbrich, Marta Ziółkowska.
Uznaliśmy cyfrę V jako pierwszy ważny jubileusz i z tego
względu wydawnictwo ma również inny charakter. Zaprosiliśmy do
udziału w nim osoby związane z działalnością Koła Naukowego,
opiekunów koła, sympatyków inicjatyw Koła oraz nauczycieli
akademickich, dla których praca ze studentami ma najwyższą wartość.

5
Dlatego spotykają się w nim teksty uczniów i nauczycieli. Podobnie
redakcję pracy stanowi duet uczeń-nauczyciel. Czy można chcieć
czegoś więcej, gdy tropem wcześniejszych myśli idzie młode
pokolenie, świetnie wykształconych młodych ludzi, które choć w
części mieni się czyimiś uczniami?
Zmiana charakteru publikacji polega też na tym, że zyskuje
ona charakter monografii skupionej wokół głównego, inspirującego
zagadnienia, którym był temat sesji „Komu potrzebna jest przeszłość‖.
Podobnie źródłem inspiracji zarówno autorów jak i redaktorów tomu
było metaforyczne logo sesji, człowiek uwięziony w klepsydrze, które
znajdzie się na okładce wydawnictwa.
Wszystkie spotkania były swoistym fenomenem, opartym na
otwartości, gorących umysłach studentów archeologii, wspieranych
przez studentów innych kierunków, poszukujących nowych rozwiązań
dla nauki, której adeptami się stali, zgłębiających jej istotę w
przeszłości i współcześnie. Jednak bardzo istotna jest logiczna więź
bardzo wyraźnie widoczna w cyklu publikacji powstałych jako
pokłosie sesji Koła Naukowego Studentów Archeologii. Świadczy to
nie tylko o wiedzy merytorycznej studentów, ale przede wszystkim o
pewnej szkole i wiedzy metodologicznej, jaką odebrali na
Uniwersytecie w Poznaniu, zwłaszcza w Instytucie Prahistorii.
Takiego dynamizmu i wybuchu myśli intelektualnej w archeologii,
reprezentowanej przez studentów ani się spodziewaliśmy, ani
oczekiwaliśmy. Wyniki ich pracy wpisują się na trwałe w osiągnięcia
poznańskiej i polskiej archeologii. Niektóre tematy podejmowane
przez studentów antycypują pytania formułowane później przez
badaczy akademickich. Wszyscy bezustannie podejmujemy trud
namysłu nad przeszłością, by lepiej ją rozumieć, ale też by rozumieć
teraźniejszość. A to, że studenci w swych staraniach otrzymywali
wsparcie od opiekunów, nauczycieli, to przecież oczywiste, tak
musiało być.
Niniejszy tom zawiera 16 podrozdziałów. Mimo że praca nie
jest podzielona na merytoryczne części, to rysują się one poprzez treść
poszczególnych artykułów.
Tak więc pierwsza część związana jest z kluczowym
pytaniem, dotyczącym potrzeby przeszłości. Takie pytanie zadają
zwłaszcza Autorzy: J. Wierzbicki, W. Rączkowski, E. Domańska, a
także D. Minta-Tworzowska. Natomiast Jacek Wierzbicki
najwyraźniej nawiązał do potrzeby przeszłości i formułuje je wprost
6
―Komu potrzebna jest przeszłość?‖; pragnie rozwiązać je śmiało.
Autor uważa, że powodem zainteresowania przeszłością jest
teraźniejszość i mimo że przeszłość odeszła, to każde dzisiaj
rozpoczęło się wczoraj. J. Wierzbicki uważa, że przeszłość potrzebna
jest nam wszystkim jako przeszłość narodu, rodziny, nas samych. To
w przeszłości poszukujemy wydarzeń ku pokrzepieniu serc. Jednak to
cel badań, jaki formułujemy, ma znaczenie najważniejsze. Mimo że
przeszłość, jeśli istnieje, to istnieje w teraźniejszości, poznawana jest
tylko w niej. Zmienność świata i nas samych w nim sprawia, że nie
istnieje obiektywna wizja przeszłości, dlatego w jej kreowaniu przez
archeologów są pewne stałe elementy, ale większość zagadnień jest
związana z aktualną modą. Historię pisze się, na dodatek z różnych
punktów widzenia, jedni eksponują zmienność kultury, inni
gospodarki, jeszcze inni kwestii społecznych. Najczęstsze pytanie
zdaniem J. Wierzbickiego to „dlaczego„, czy „jak do tego doszło‖ w
poszukiwaniu przyczyn zjawisk i procesów. Jednak winno to
prowadzić do interpretacji, mimo że może być ich wiele. Następnie
Autor przechodzi do nakreślenia doniosłości przełomu między
gospodarką mezolityczną a neolityczną, gdzie „rajskie ogrody‖
łowców zostały zastąpione znojną pracą pierwszych rolników. Autor
zadaje pytania, czy przyczyny tkwią w kontaktach kulturowych, w
wymianie, budowaniu nowego świata i nowego prestiżu, powstaniu
nowych rytuałów, a może było to dziełem przypadku, „szatańskiej‖
decyzji czarownika. Jednak archeolodzy deklarują zdaniem Autora, że
wielość faktów, znalezisk zawęża pole hipotez wyjaśniających, czyli
jesteśmy bliżej wyjaśnienia i poznania przeszłości. J. Wierzbicki
bardzo odważnie zanalizował przypadek pewnej daty C 14, choć
wydaje się, że zawahał się, by postawić ową kropkę nad „i‖. Jest to
data z Sarnowa na Kujawach z grobowca megalitycznego (stan.8),
wynosząca ok.. 4465 BC i ma ona znaczenie w oświetleniu procesu
genezy pierwszej rodzimej kultury neolitycznej (kpl). Autor pokazał
poglądy na temat genezy tej kultury w wydaniu dwóch „szkół„; T.
Wiślańskiego, a drugiej- A. Kośko i L. Czerniaka. Pokazał, jak w
wyniku zmiany poglądów A. Kośko, czy A. Kośko i L. Czerniaka,
data ta zyskiwała odmienną wymowę, by zakończyć swą karierę
poprzez wyparcie jej przez inną, zgoła odmienną. Autor konkluduje,
że wszystkie konstrukty używane przez archeologów, historyków to
narzędzia badawcze, służące komunikacji wewnątrz naszej
dyscypliny, ale też interpretacji. Patrzenie w przeszłość kojarzy się J.
7
Wierzbickiemu z lotem samolotem, gdy z perspektywy tracimy coraz
to więcej szczegółów; nie tylko źdźbło trawy, ale las i miasto. Tak
dzieje się z perspektywa badań archeologa, więc może dlatego z taką
swobodą wypowiada się on na temat kontaktów między nawet bardzo
odległymi krajami na podstawie niekiedy jednego naczynia.
Przeszłość nie tylko jest potrzebna archeologom, historykom, ale nam
samym i taka jest zasadnicza konkluzja J. Wierzbickiego.
Natomiast D. Minta-Tworzowska rozważa ten problem w
postaci „Archeolog i inni „kulturolodzy‟ wobec pytania o potrzebę
przeszłości‖. Oparła odpowiedź na odbiorze retorycznym lub
fundamentalnym pytania, komu potrzebna jest przeszło i rozróżnieniu
odpowiedzi, jakie są na nie udzielane. Autorka ukazała charakter
odpowiedzi już poprzez zadawane pytania. A odpowiedzi są udzielane
następująco: przeszłość potrzebna jest historykowi kultury i
społeczeństwa, dla którego najważniejsza jest użyteczność wiedzy
historycznej, a więc potrzebuje jej Człowiek Poważny. Przeszłości
potrzebuje też polityk, który dla skomplikowanych problemów
teraźniejszości poszukuje wyjaśnienia w „prostszej‖ przeszłości.
Potrzebuje jej nauczyciel, który od historii chce się uczyć. Potrzebują
jej grupy mniejszościowe, marginalne, w poszukiwaniu tożsamości.
Przeszłość potrzebna jest narodom, historiom narodowym, w
politycznym programie tożsamości i dyskursie pamięci. Przeszłość
potrzebna jest historykom, prahistorykom, by mogli ją interpretować,
lub czynić ją użyteczną. Przeszłości potrzebuje romantyk, w tym
romantyczny hermeneutyk. Ale przeszłości potrzebuje też człowiek,
który tęskni za „zaczarowanym‖ minionym światem. Przeszłość dla
niektórych to trauma i w takiej roli jej potrzebują. A może przeszłość
potrzebna jest po prostu, ponieważ chcemy ją poznać? Przeszłości
potrzebuje współczesny dyskurs pamięci. D. Minta-Tworzowska
stwierdza, że Człowiek Poważny, fundamentalista, boi się
przygodności, zmienności, zamyka się w fortecy ―istoty rzeczy‖. To
czego boi się fundamentalista, ogromnie raduje człowieka
Retorycznego, który jest twórczy; między tymi światami istnieją stałe
napięcia.
Kolejny Autor, budujący swą wypowiedź wokół tematu
potrzeby przeszłości Włodzimierz Rączkowski dość prowokująco
zatytułował swoją wypowiedź, jako dotyczącą ―Bezużytecznej
przeszłości‖. Buduje swoją narrację na stwierdzeniu, że przeszłość nie
istnieje, a skoro wyobrażenie o niej jest konstruowane społecznie, to
8
zasadne jest pytanie, kto jej potrzebuje. Stąd śmiała teza o jej
bezużyteczności została pokazana w określonej praktyce społecznej,
dotyczącej ochrony krajobrazu kulturowego na Pomorzu Środkowym.
Sam Autor przyznaje, że argumenty do jej uzasadnienia dobrał bardzo
tendencyjnie, (tym bardziej że z Pomorzem łączą go więzi
sentymentalne), jednak mają one pokazać rozmiar problemu w
zglobalizowanym świecie, którego w coraz mniejszym stopniu
obchodzi przeszłość. W. Rączkowski dochodzi do wniosku, że tylko
politykom i tzw. specjalistom od przeszłości jest ona potrzebna.
Politycy jego zdaniem traktują przeszłość bardzo instrumentalnie, jest
ona formą ‗pokazania się‘ np. w związku z obchodami ważnych
historycznych rocznic jak wybuch powstania warszawskiego, czy
oswobodzenie obozu Auschwitz-Birkenau. Jednak na co dzień nie
czynią prawie nic by skutecznie szerzyć wiedzę o przeszłości lub
wspomagać tworzenie prawa, które będzie ją chroniło. Podobnie,
zdaniem W. Rączkowskiego czynią media, dla których przeszłość jest
atrakcyjna tylko poprzez spektakularne odkrycia np. odkopywanie
grobowca egipskiego ‗na żywo‘. Autor zadaje pytanie, jakich
nauczycieli historii mieli decydenci w mediach, zapewne takich,
którzy z historii uczynili nudny przedmiot, polegający na wkuwaniu
na pamięć dat, a nie dziedzinę poznawalną poprzez barwny korowód
procesów, zjawisk. Tych, którzy poważnie angażują się w ochronę i
promocje przeszłości Autor nazywa idealistami, uważając że nie ma
ich zbyt wielu, choć można ich znaleźć we wszystkich grupach
społecznych. W. Rączkowski kończy swoje wywody tezą, że
powinniśmy zapytać, czy potrzebni są nam idealiści i jeśli ‗odpowiedź
będzie pozytywna to i miejsce na przeszłość się znajdzie‘. Z
dotychczasowych działań W. Rączkowskiego sądzić należy, że można
go na pewno widzieć w owej grupie idealistów, który pokonuje każdą
przeszkodę, więc odpowiedź na pytanie jakie zadał, chyba znamy.
W duchu postmodernistycznym interpretuje pytanie tytułowe
sesji Ewa Domańska pisząc ―O potrzebie przeszłości‖. Uważa ten
dyskurs jako dyskurs zależności, twierdzi (za Gumbrechtem), że od
przeszłości jesteśmy zależni i uzależnieni. Wokół tej metafory buduje
swoją wypowiedź. Dochodzi do wniosku, że o potrzebie przeszłości
można myśleć w kategoriach patologii. Wśród sposobów uzależnienia
od przeszłości widzi: ontologiczny, epistemologiczny, etyczny,
estetyczny, erotyczny, neurotyczny, a wreszcie zawodowo-finansowy.
Wszystkie te sposoby często się przenikają. Potrzeba przeszłości ma
9
charakter wybiórczy, bowiem potrzebujemy jej fragmentu, a nie
―całości‖, a także nie można jej oddzielić od kwestii użyteczności
historii. Stąd Autorka precyzuje pytanie w formie- ―jakiej przeszłości
nam dzisiaj potrzeba―?. Kontynuując wywody w duchu sobie
właściwym, uważa że uzależnienie epistemologiczne przeplata się z
erotycznym - pasja poznania z umiłowaniem wiedzy. A owa przemoc
epistemologiczna staje się źródłem przemocy politycznej i społecznej.
W wyniku tej przemiany pozostałości po przeszłości stają się
poręcznym instrumentem władzy i przedmiotem różnych przetargów.
Przytacza znamienny przykład zaginionych ciał przeciwników reżimu
w Argentynie, które stały się przedmiotem konkurujących z sobą
dyskursów żałoby i sprawiedliwości. E. Domańska łączy ten problem
z pytaniem o status szczątków ludzkich, pozostałych po przeszłości.
By na nie odpowiedzieć odwraca po raz kolejny pytanie i teraz brzmi
ono ― czy przeszłość kogoś potrzebuje?‖, czy zmarli i rzeczy
potrzebują archeologów, czy maja prawo do milczenia. Kolejny wątek
wypowiedzi E. Domańskiej oscyluje wokół modnej ostatnio
problematyki ciała. Wplata w niego również archeologię, formułując
zadanie dla niej w punkcie krzyżowania się ciała i historii i polegające
na analizie genealogicznej (w nawiązaniu do M. Foucault). Pytanie
jakie tu jest zadawane dotyczy tego, czym jest martwe ciało, kiedy
staje się szczątkami, kto ma prawo nimi rozporządzać. Nie jest to
jedynie problem archeologii, a wiąże się z zasadami etyki
współczesnej. Autorka sięga po bardzo kontrowersyjne przykłady, czy
budzące powszechnie odrażę lub niesmak, oburzenie, a dotyczące
Świata ciał Gunthera von Hagensa. Cytuje tu myśl, że została
stworzona przez owego skandalistę nowa wersja pornografii. E.
Domańska idąc dalej pyta, czy mumie w muzeach, albo
―rekonstrukcje‖ grobów w postaci nagich kości, nie są także rodzajem
pornografii? Autorka analizuje dalej artykuł z prasy codziennej,
napisany beznamiętnie przez archeologa, ujmujący szczątki ludzkie
przez pryzmat obrzędu pogrzebowego. Natomiast zwraca uwagę na
publikowanie zdjęcia szczątków ludzkich, w ułożeniu, które Autorce
przypomina akty z typowym ułożeniem ciała w postaci półleżącej.
E. Domańska stara się przekonać czytelnika, że w świecie
zmarłych żywi są intruzami, i kończy apelem, by archeolodzy
zostawili zmarłych w spokoju, o co dodajmy, obecnie apeluje coraz
więcej samych archeologów.

10
Grupa druga prac rozważa poszczególne problemy
użyteczności przeszłości, pokazując swoje myśli w wybranych
obszarach badań lub na wybranych przykładach. Należy do nich Ewa
Bugaj, Adriana Ciesielska, M. Marszewski i Ł. Olędzki, M. Krueger i
Ł. Orylski, A. Marciniak.
Ewa Bugaj rozważa problem ―W kwestii czynienia użytku z
przeszłości o obecnie- uwag kilka o starożytnych Grekach i o
współczesności”. Tekst stanowi próbę odpowiedzi na pytanie, z jakich
pobudek ludzie czynią użytek z przeszłości, zarówno ci z przeszłości
jak i żyjący obecnie, co stanowi w ostatnim czasie przedmiot
zainteresowań wielu dyscyplin naukowych w tym również
archeologii. Temat jest bardzo interesujący i bardzo ciekawie
przedstawiony. Autorka poprzez dostępne źródła archeologiczne, stara
się odpowiedzieć na pytanie, jak w starożytnej Grecji podchodzono do
przeszłości grupowej, społecznej. Postrzeganie przeszłości przez
starożytnych Greków ujmuje jako kształtowane kulturowo i łączy z
ujmowaniem przez nich czasu, kształtowaniem krajobrazu
kulturowego, a przede wszystkim z pamięcią kulturową i
pamiętaniem. Pamięć dla Ewy Bugaj jest najistotniejsza, bowiem
przeszłość żyje tak długo, jak istotna jest pamięć o niej. W odniesieniu
do starożytnej Grecji czy Rzymu istnieją dokumenty pisane,
dotyczące ars memoriae (sztuki pamięci). Autorka przypomina etapy
greckiej historii po to, by zarysować kontekst życia w tamtych
czasach i logicznie, barwnie kreśli podejście do przeszłości,
wskazując iż już z okresu archaicznego, a następnie klasycznego
pochodzą źródła świadczące o nostalgii za czasami minionymi.
Autorka dostrzega w tym charakterystyczny rys społeczeństw, które
doświadczyły w swych dziejach przejścia z życia na wysokim
poziomie do biedniejszego i prostszego. Dostrzega to zjawisko po
upadku cywilizacji mykeńskiej. Te heroiczne dzieje wpierw sławili
bardowie, a później, około VIII wieku, gdy pojawiło się pismo, w
centralnej Grecji zaczęto tworzyć poezje sławiące przeszłość.
Przypuszcza się nawet, że owi wędrujący poeci scalili lokalne
mitologie w jedną wielką genealogię, jako podstawę dla
panhellenskich pieśni. Nawet po zaadoptowaniu pisma, pieśni nadal
były główną formą przekazywania historii. Dalej obraz heroicznej
Grecji utrwaliły niezwykłej klasy eposy Homera, ale jak rzadko co
przemawiające do wyobraźni ówczesnych Greków poprzez
przedstawienia przed nimi odgrywane. Autorka zgrabnie i
11
przekonująco kreśli, jak stały się z czasem w jakimś stopniu
narzędziem manipulacji politycznych, światopoglądowych. Pojawiła
się również forma dramatu i pierwsze prace historyczne, choćby
Herodota. Kolejne pokolenia wzrastają w atmosferze kultywowania
pamięci o przeszłości, utrwalanej w dziełach literackich, w których
dramat pełni rolę kluczową. Autorka przechodzi następnie do
ikonografii, która epatowała wszystkimi wątkami związanymi z
dumną przeszłością, zmitologizowaną, ale dostarczającą pozytywnych
wzorców do naśladowania. Archeologiczne ślady świadczą o
heroizowaniu grobowców; interpretuje się jako narodziny kultu
herosów, a w okresie ok.. 750-700 przed Chr. zjawisko to ulega
intensyfikacji. Tak więc przeszłość jest związana z konkretnymi
miejscami pamięci- groby, świątynie, miejsca kultu. Autorka
formułuje pewien model dalszych studiów nad tą problematyką,
wskazując, iż należałoby zastanowić się nad wielością sposobów już
wówczas interpretacji przeszłości, nad zainteresowaniami Rzymian
kulturą grecką. Te znamienne przemiany widoczne są wyraźnie w
ateńskiej agorze. Autorka stwierdza, że pytania jakie rodzą się w
kontekście starożytnych Greków, zachowują aktualność również dziś.
Tym większa więc konieczność odpowiedzialności archeologa w
kształtowaniu obrazu przeszłości, a także wskazywaniu i podejściu do
miejsc pamięci, promowaniu swej wiedzy w społeczeństwie. Autorka
dostrzega też współczesne zagrożenia dla archeologów poprzez
związanie ich z agendami rządowymi i samorządowymi i podatnością
ich na realizację celów politycznych, narodowych, etnicznych. Jest to
studium erudycyjne i wnikliwe oraz interesujące.
Adriana Ciesielska skupiła swą uwagę na problematyce
„Roli dziedzictwa kulturowego i archeologii w tworzeniu się więzi
etnicznych (narodowych i regionalnych). Wybrane przykłady z dziejów
archeologii polskiej‖. Na wstępie Autorka sytuuje pojęcie etniczności
wśród często stosowanych, ale najbardziej dyskusyjnych pojęć w
archeologii. Zmiany we współczesnej archeologii w podejściu do
etniczności nastąpiły pod wpływem osiągnięć antropologii kulturowej,
która etniczność przedefiniowała jako pewien typ więzi społecznych,
które leżą u podstaw formowania się określonych grup ludzkich,
obejmujących zarówno więź plemienną, regionalną, lokalną. Jest ona
obecna tam, gdzie poszczególne grupy się porównują i postrzegają
swoją odrębność, definiowaną poprzez odwoływanie się do swojego
pochodzenia, terytorium, języka, cech kultury itp. Więź społeczna
12
staje się szczególnie silna w okresach zagrożenia, a ulega osłabieniu
bądź zanikowi w okresach spokoju i stabilizacji. A. Ciesielska uważa
takie podejście do etniczności jako najwięcej dające archeologii, co
więcej jako pozwalające na analizę kontekstu społeczno-politycznego
tworzenia wiedzy archeologicznej w różnych okresach historycznych.
Tym samym odchodzi od rozważań nad etnicznością w stylu
archeologii kulturowo-historycznej, tradycyjnej. Autorka przedstawiła
dzieje Europy od końcu XIX wieku w aspekcie procesów etnizacji.
Określiła te procesy jako przechodzenie od więzi nawykowej do więzi
ideologicznej i pokazała je głównie na przykładzie Polski. Ukazała,
jak poczucie więzi narodowej było kultywowane przez Polaków w
czasach zaborów, i jak na jego kształtowanie wpływało
zainteresowanie przeszłością własnego narodu. Kształtowały je
dziewiętnastowieczne zbiory starożytności, które zaczęły
funkcjonować jako symbole przeszłości narodowej, zwłaszcza
arystokracji, a to rozbudziło zainteresowania zwykłych ludzi.
Niekwestionowanym symbolicznym dzianiem było usypanie kopca
Kościuszki pod Krakowem, a dwa inne kopce: Wandy i Kraka stały
się symbolami minionej wielkości narodu. Autorka dostrzega ten sam
mechanizm tworzenia symboli narodowych również po II wojnie
światowej, choć jak słusznie zauważa, ocena działalności archeologów
polskich w tym czasie budzi kontrowersje. Te paralele widoczne są w
podobnych celach stawianych przez polityków naukom o przeszłości,
zwłaszcza w celu zachowania polskości na ziemiach odzyskanych,
jako dawnych ziemiach piastowskich. Autorka kreśli zawiłości
traktatów pokojowych i ich konsekwencji dla Polski, a także działania
ówczesnych władz. Autorka barwnie kreśli przygotowania do 1966 r.,
do Millenium Chrztu Polski władz kościelnych, oraz obchodów
Tysiąclecia Państwa Polskiego, lansowanych przez władze świeckie, a
działania te miały charakter wyraźnie konfrontacyjny, manifestowany
w trakcie różnych zwyczajowych i nadzwyczajnych działań,
uroczystości. Wszystko to posłużyło pokazaniu jak archeologia była
użyteczna, a niekiedy wykorzystywana do budowy obrazu wspólnoty
narodowej, etnicznej Polaków. Na koniec rozważyła przypadek Ziemi
Kaliskiej, z którą ostatnio jest związana, który w wymowie jest dość
zaskakujący.
Mariusz Marszewski i Łukasz Olędzki napisali wnikliwy
esej zatytułowany „Tożsamość a konstruowanie przeszłości”.
Tożsamość to bardzo istotny temat, tworzona jest ona poprzez
13
uczestnictwo w doświadczeniu (przestrzeni), oraz w kulturze (czasie).
Autorzy nawiązują do dwóch znaczeń historii, jako biegu zdarzeń, a z
drugiej strony jako interpretacji tychże zdarzeń. Zdarzenia te
ujmowane są w pewnym linearnym ciągu. Stąd wiele nauk o
przeszłości usiłuje ja zawłaszczać, w tym archeologia. Archeologia
poprzez skanseny, muzea tworzy „magię sympatyczną wizualnej
reprezentacji‖. Są one swoista matrycą, dzięki której widz ma
doświadczyć przeszłości. Tworzona jest określona aura przeszłości.
Aura jest atrybutem miejsca/przedmiotu. Jednak przeszłość do nikogo
nie należy. Także kultura materialna, na podstawie której tworzona
jest wizja przeszłości, nie jest przeszłością jako taką, ale jej śladem,
otwartym na wszelkie zbiegi. Każda kultura definiuje przeszłość na
swój własny użytek, w oryginalny sposób. Przeszłość jest niezbędnym
składnikiem procesów budowania tożsamości, bowiem jest jedną z
najważniejszych wartości kulturowych. Po tym doniosłym
stwierdzeniu Autorzy odnoszą swoje tezy do współczesnych
konfliktów etnicznych, które są kluczem do konfliktów o własność
przeszłości. Obecnie zdefiniowano czym jest dziedzictwo kulturowe i
obowiązują w tym zakresie określone prawa międzynarodowe. Samo
rozumienie dziedzictwa etnicznego nie jest jednoznaczne, jeśli ująć je
dynamicznie, to jest raczej wynajdywaniem i kreowaniem, niż
posiadaniem. Na tym tle Autorzy analizują najbardziej
rozpowszechniony i żywotny mit etniczny, a mianowicie dotyczący
narodu, którego wyznacznikiem ma być język, który ma zdolność
generowania wspólnot wyobrażeniowych i budowania partykularnej
solidarności. Proces konceptualizacji pojęcia narodu był ściśle
związany z procesem konceptualizacji wyróżników konkretnych
narodów, takich jak terytorium. Siłą napędową był patriotyzm, a to
prowadziło do idei państwa narodowego. Nacjonalizm stwarza
narody. Autorzy tego szkicu, zdając pytanie o tożsamość, pytają o
wspólnotę wyobrażeniową, choć wprawdzie zaznaczają, że niektórzy
badacze ujmują jako najważniejszy czynnik rodzenia się tożsamości w
powstaniu społeczeństwa przemysłowego oraz inne poważne zmiany
świadomości. Z kolei naród jako idea polityczna to jedna z form
świadomości społecznej. Jednak współczesność mocno nadszarpnęła
tą ideę, bowiem epoka państw narodowych, zwłaszcza w Europie, czy
w Ameryce, zmierza ku końcowi. Autorzy uważają, że niezawisłość w
sferze kulturalnej jest kluczowa w utrzymaniu i budowaniu
tożsamości. Jednak kultura konsumencka, czy popularna, dość
14
powierzchownie nawiązuje do przeszłości; a jej rysem jest to, że
wszystko jest możliwe: dziś jesteśmy Amerykanami, wczoraj byliśmy
Słowianami, a jutro będziemy na Marsie. Jednak nawiązywanie do
tradycji, przywiązanie do niej nadal jest ważne. Tożsamość więc
odwołuje się do określonej wizji przeszłości, a owa przeszłość jest
kreowana zazwyczaj na potrzeby określonej tożsamości. Na kształt
naszej tożsamości wpływ mają rodzina i bliscy, ale też media i świat
społeczny, tak więc enkulturacja i edukacja. Na kształt naszej
tożsamości wpływ ma partykularna reprezentacja przeszłości.
Michał Krueger i Łukasz Orylski są Autorami wypowiedzi
„Polityczna poprawność - nowy paradygmat czy zagrożenie dla
archeologii?” Autorzy budują ją wokół faktu, że przeszłość stanowiła
narzędzie uprawomocniania działań elit politycznych. Oddają to idee
panowania: tradycyjnego i charyzmatycznego (M. Webera). Z kolei
wyparcie wiedzy o czasach przeszłych było istotnym składnikiem
ideologii rewolucyjnych. Autorzy rozważają również problem
„politycznej poprawności‖ sugerując, że jest to postawa środowisk
liberalnych, głoszących poglądy o równouprawnieniu, czy wręcz
uprzywilejowaniu wszelkich mniejszości. Nurt ten w naukach
humanistycznych wprowadził nowe dyscypliny i nowe sposoby
interpretacji, jednak zaczął wypierać stare. Uznano również tożsamość
Autora za kluczową w interpretacji tekstów. Nurt ten ma początki w
latach 60. XX wieku, powstały wówczas organizacje (gdyż same
ruchy społeczne były wcześniejsze), pacyfistyczne, feministyczne,
ekologiczne, antyglobalistyczne, które miały doniosłe skutki
społeczne. Wywarły one również głęboki wpływ na uniwersytety,
zwłaszcza feminizm, wyrosły głównie na glebie postmodernizmu. I
tak np. w 1977 r. powstało w USA Stowarzyszenie Studiów
Kobiecych. Pierwsza konferencja na temat gender, która odbyła się
dopiero w 1986 r., sformułowała pewne cele badania przeszłości
pradziejowej, z których rozwijany był zwłaszcza jeden- tworzenia
nowej metodologii oraz języka nauki, zdekonstruowano wiele pojęć
m.in. Termin man, który oznacza jednocześnie człowieka i
mężczyznę, podobnie ‗his-tory‘ (jako ‗jego‘ historia), na ‗her-story‘
(‗jej‘ historia) itp., choć lingwistycznie takie eksperymenty brzmią
niedorzecznie. Swoistą bronią przeciw feminizmowi jest właśnie
poprawność polityczna, która z feminizmu czyniła twór uładzony,
deklaratywny. W latach 90. XX wieku powstają głosy, by bronić się
przed poprawnością polityczną, wobec mniejszości, płciowych
15
nierówności, marksizmu, antykolonializmu. Jednak studia nad płcią
kulturową, zdaniem M. Kruegera i Ł. Orylskiego to nie tylko wynik
poprawności politycznej, ale sprawa intelektualnej uczciwości.
Polityczną poprawność odnoszą Autorzy do badań słynnej
archeolożki- feministki, M. Gimbutas. Nawiązują też do
współczesnych nurtów narodowych, które selektywnie traktują
dorobek minionych pokoleń. Poruszają problem dyskusji nad
powstaniem Centrum Wypędzonych, i w tym kontekście
przedstawiają wypowiedź archeologa szczecińskiego, E. Wilgockiego
na temat kontaktów rodzimych mieszkańców grodu i osady
słowiańskiej we wczesnośredniowiecznym Szczecinie z niemieckimi
kolonistami. Wilgocki podkreśla wyższe zaplecze techniczne u
kolonizatorów, co sprawiło, że znaleźli się oni szybko w
uprzywilejowanej sytuacji względem rodzimych mieszkańców.
Wypowiedź ta nie należy do politycznie poprawnych, a jednak
zasługuje na uwagę, bowiem kamuflowanie niektórych kwestii, czy
ich pomijanie prowadzi do przełomów. Mają one na celu „stworzenie
historii z bardziej ludzkim obliczem‖, i jeśli taki właśnie będzie
przejaw „politycznej poprawności‖ na uniwersytetach, to będzie to
bardzo pozytywne zjawisko.
Z tą problematyką można powiązać artykuł, dotyczący wizji
tej samej przeszłości, ale kreowanej z perspektywy zupełnie
odmiennych kultur, a dokładniej religii. A. Marciniak przedstawił
taki przykład ze współczesności: „Ayodhya - przypadek archeologii
dwóch światów‖. Tekst jest napisany w formie suchych,
zdystansowanych relacji, dotyczących konfliktów polityczno-
społecznych i religijnych, kolejnych prób ich rozwiązania i ich fiaska.
W sposób prawie kronikarski, przypominający formą narrację z
„Medalionów‖ Zofii Nałkowskiej, bez komentarza Autora. Rzecz
dotyczy Ayodhya, które Hindusi uważają za miejsce narodzin Boga
Ramy, i do którego do dziś odbywa się wiele pielgrzymek. Kolejny
ważny kontekst, to najazdy muzułmanów od czasów Mahometa i
niszczenie przez nich nie muzułmańskich miejsc kultu od Hiszpanii
po Chiny. Fakty są następujące; w Ayodbya zostaje zbudowany
meczet w XVI wieku, nazywany ‗meczetem miejsca narodzenia‘,
nigdy niedokończony. Miał on powstać w miejscu wcześniejszej
zburzonej świątyni narodzin boga Ramy. Od XIX wieku meczet staje
się przedmiotem sporu pomiędzy Hindusami a muzułmanami, a istota
sporu dotyczy, czy jest to miejsce w istocie związane z religią
16
hinduską i bogiem Ramą. Aktorami w tym spektaklu są hinduskie
partie polityczne o silnym zabarwieniu nacjonalistycznym po
demokratyczne, a wreszcie organizacje powstałe w celu obrony
meczetu i reprezentowania interesów muzułmańskich w sporze czy
meczet, czy świątynia. Historia sięga 1949 r., kiedy meczet na długo
przed tą datą był miejscem kultu muzułmanów, ale wskutek incydentu
zostaje zamknięty. Od tego czasu uznawany jest za świątynię
hinduską, a otwarcie go następuje w 1986 r. Zaczynają się działania
na rzecz wzniesienia tu świątyni boga Ramy. Następuje polaryzacja
konfliktu hindusko-muzułmańskiego. Rok 1992 to czas, gdy oczekuje
się od archeologów wyników prac w tej miejscowości. W trakcie
rozmów odbywają się demonstracje aktywistów hinduskich, które
prowadzą do zburzenia meczetu w grudniu 1992 r. Uznaje się te
działania za nieprzypadkowe. Wybuchają zamieszki w dużej części
Indii. A. Marciniak kreśli rolę archeologów w podsycaniu tego
konfliktu, sprzecznych interpretacji materiałów archeologicznych,
między którymi nie ma żadnego nawiązania.
Autor przechodzi do wydarzenia, w którym brał bezpośrednio
udział, w grudniu 1994 r. odbył się w New Dehli trzeci WAC, data
symboliczna, związana z drugą rocznicą zburzenia meczetu. Komitet
wykonawczy WAC zostaje zmuszony do nie podejmowania tego
tematu, co pozostaje w sprzeczności z zasadami WAC. Jednak
archeolodzy w końcowej części WAC podjęli temat okoliczności
udziału archeologów w wydarzeniach prowadzących do zniszczenia
meczetu. Spotkało się to z gwałtownym protestem Hindusów
biorących udział w WAC. Jako post scriptum Autor oznajmia, że w
1998 r. na wyspie Rac w Chorwacji odbywa się kongres WAC, w
dużej części poświęcony zniszczeniu meczetu w Ayodhya i udziału
archeologów w tym wydarzeniu. Od 1997 roku do 2002 roku Hindusi
żyją nadzieją budowy świątyni boga Ramy, kiedy Sąd Najwyższy 5
marca 2003 roku nakazuje przeprowadzenie badań archeologicznych.
Prace się przeciągają, strony wnoszą kolejne protesty, badania mają
stałą kontrolę zewnętrzną. Powstały podejrzenia o fabrykowanie
dowodów przez archeologów. Określa się je w końcu jako
‗archeologię kryzysową‘. W 2004 roku zostaje powołana Komisja,
która ma doprowadzić do jakiegoś rozwiązania. Czas pracy Komisji
został przedłużony do 30 czerwca 2005 r.

17
Tekst ten jest wyjątkowy ze względu na tematykę, pokazanie
roli archeologów w sercu konfliktu, co więcej tekst ten po prostu
trzyma czytelnika w napięciu.
Z kolei z serii problemów teoretycznych współczesnej
archeologii i jej współpracy z innymi naukami można wymienić prace
M. Pawlety, Sz. Zdziebłowskiego, M. Karkowskiej.
M. Pawleta napisał artykuł zatytułowany „W otchłani niebytu
Marginalizacja problematyki dziecka/dzieciństwa w archeologii” Jest
to rozległe, wnikliwe i erudycyjne studium z zakresu archeologii
dzieciństwa, która generalnie wyrasta z gender studies. Autor nie
neguje faktu, że problematyka dziecka/dzieciństwa obecna jest w
archeologii od jej zarania, to jednak dzieci są przedstawiane jako
niemi uczestnicy, masa pozbawiona praw społecznych. Znajdują się
na najniższym szczeblu hierarchicznej drabiny społecznej. Autor
szczegółowo rozważa istotę archeologii jako nauki o świecie męskim,
dającej niepełny obraz przeszłości, stąd przedmiotem jego studiów
staje się marginalizacja pewnych grup społecznych. Jest to zgodne z
nurtem feministycznym, który taki sposób widzenia pradziejów
poddał ostrej krytyce. Epistemologia feministyczna zakwestionowała
prawomocność sposobów zajmowania się nauką, wskazując na
stronnicze pokazywanie przeszłości, i zakwestionowanie
obiektywizmu nauki. Archeologia bowiem daje obraz męskiego
świata, wyznaczanego rozwojem technologii i przyrostem jakości i
ilości narzędzi, które miały być udziałem nie kobiecego świata.
Jednak feminizm w archeologii nie jest tak powszechny jak w innych
naukach o kulturze, społeczeństwie. M. Pawletę wpierw interesuje
nieobecność kobiet w dyskursach archeologicznych, dostrzega
paralele między traktowaniem kobiet, a ujmowaniem problematyki
dziecka/dzieciństwa w archeologii. Wśród przyczyn, stanowiących
podstawę marginalizacji dziecka w archeologii M. Pawleta wskazuje
na ważne kwestie, takie jak brak wyraźnej ewidencji materialnej.
Równie ważne są problemy epistemologiczne i poznawcze. Negacja ta
ma głębokie źródło w relacjach, które można wyrazić w schemacie
władza/wiedza/obecność. Czynniki te M. Pawleta uznał za
odpowiedzialne za brak zainteresowania w problematyce dzieciństwa,
a z drugiej strony jako prowadzące do sytuacji, że ich analiza odbywa
się w terminologii dotyczącej osób dorosłych. Tak więc podstawowa
opozycja, jaka powstała to dorosły-dziecko. Tak więc nie zważa się na
odrębność dzieciństwa, ale definiuje się dziecko i dzieciństwo poprzez
18
brak cech, jakie posiada osoba dorosła. Dziecko naznaczone jest
brakiem, stąd dziecko staje się niewidoczne w interpretacjach
archeologów. Tak więc mówiąc coś o dzieciach mówi się o tym
pobocznie, dziecko i dzieciństwo postrzega się pasywnie, bądź
definiuje się je poprzez kryteria biologiczne, takie jak długość trwania
dzieciństwa, co stanowi w dużym stopniu powielanie anachronizmów
myślenia i postrzegania dziecka. Problematyka ta wpasowuje się
schemat władzy/wiedzy. W ten sposób dzieci są spychane na
margines, bowiem nie posiadają władzy/wiedzy. Poszukiwanie
dziecka i dzieciństwa w przeszłości to nie tylko zdaniem M. Pawlety
kwestia ewidencji materialnej, czy reprezentatywności tejże, lecz jest
to głównie problem teoretyczny, czy inaczej - problem adekwatnych
pytań dotyczących tego okresu w życiu ludzkim, jako specyficznego
okresu. Stąd pytania powinny być tak kierowane, by uchwycić tą
specyfikę. Tylko to pozwoli wydobyć dzieciństwo z niebytu i
przyznać mu prawo do obecności na kartach pradziejów. M. Pawleta
uważa dalej, że zrozumienie jakiegokolwiek społeczeństwa bez
pokazania jego stosunku do dzieci, jest niepełne, a właściwie
niemożliwe. Miejsce dziecka określa porządek kulturowy, tak więc
np. brutalne traktowanie dzieci, zaniedbania, dzieciobójstwo, czy
edukacja dzieci świadczą o porządku społeczno-kulturowym. Tak
więc problematyka dziecka/dzieciństwa winna podlegać procesom
emancypacji.
Z tego cyklu jest też artykuł Szymona Zdziebłowskiego-
„Przeszłość oczami idealisty‖. Przy czym rozumie on idealistę jako
kogoś, kto wierzy w poznanie bez granic, uprzedzeń, w pełne
zrozumienie przeszłości. Autor sygnalizuje, że nasz pogląd na temat
przodków ukształtował się niedawno, a uważamy go za
niepodważalny, oczywisty. Dlatego zadajemy kolejne pytania, która z
form proto- czy wczesnoludzkich miała zdolność posługiwania się
symbolami, a kto miał świadomość przemijania? Stwierdza, że
przeszłość to my; jesteśmy jej częścią i nieuniknionym dziełem.
Przeszłość zdaniem Autora to również wspomnienia, którymi można
żyć, co więcej uważać, że kiedyś było lepiej. Samego Autora
przeszłość inspiruje do „odkrywania zagadek człowieka‖. W związku
z czym, uważa, że najważniejsze to starć się zrozumieć przeszłość, a
nie jest to łatwe, bo w jakim celu stawiano monumentalne megality,
czy gigantyczne świątynie. Przeszłość to również przestrzeń dla wielu
teorii, to też miejsce dla romantyków i osób poszukujących przygód.
19
Dla Autora, przeszłość to poszukiwanie siebie i swojego miejsca.
Dlatego archeologia odpowiada na fundamentalne pytania.
Magdalena Karkowska napisała „Taniec w nie swoich
ciałach czyli Japonia - kraj zjednoczonych kontrastów”. Jest to
opowieść, nawiązująca do modnego obecnie dyskursu, dotyczącego
ludzkiego ciała oraz kultury, którą Europejczyk rozumie z trudem.
Rzecz dotyczy historii Japonii, w której zdaniem Autorki, kulturowe
poddanie ciała politycznym czynnikom takim jak tradycja, przemysł,
oczekiwania społeczne i normy społeczne są bardzo wyraziste. Dużo
spraw w kulturze japońskiej należy do wstydliwych, co doprowadziło
do wygenerowania w sobie ogromnego dystansu względem własnej
osoby i swojego ciała. Autorka określa to wywłaszczeniem z ciała, co
jest widoczne we współczesnej Japonii. To że współczesny Japończyk
ulega presji rodziny, firmy, w sprawach tak osobistych jak
małżeństwo, czy orientacja seksualna, jest sprawą tradycji i etykiety
powstałej w epoce Heian i Kamamura (XIII wiek). Autorka zawęziła
temat do etykiety stosunków seksualnych, określając je jako
wymuszone „spotkania‖. Wszystkie przypominają czyny
‗gwałtopodobne‘, lub wręcz gwałty. Z naszego punktu widzenia, te
dworskie obyczaje budzą odrazę, a piękny i pełen cnót bohater Genji
jest w istocie niemoralny i nieprzyzwoity. Jednak Autorka rozważa
problem dystansu wobec swoich ciał; zarówno owego księcia,
któremu nie przystoi samotnie spędzać nocy i niejako „musi‖ z tym
coś począć, a także przypadkowo spotkanej dziewczyny, którą gwałci,
a której przerażenie musi zmienić się w dystans względem swego
ciała. Paradoksem jest fakt, że w Japonii mężczyzna zakochiwał się w
kobiecie, której nigdy nie spotkał, a same kobiety oglądano przez
zasłony i parawany. Wszystko to było podporządkowane pewnym
zasadom, łączącym sprzeczności. Autorka określa to tańcem wśród
konwenansów i uczuć prawdziwych, choć i te wydają się być
konstruowane przez konwenanse. Prywatność miesza się z
nieprywatnością i nie stanowią opozycji. Tak więc nie istnieje ciało
indywidualnie konstruowane, ale jedynie ciało społeczne, zostawione
normom i oczekiwaniom społecznym. Tak więc ludzkie ciało było
„używane‖. Taniec płci w nie swoich ciałach, jak to określa Autorka,
jest widoczny w ramach rodziny we współczesnej Japonii, w której
najważniejszy jest potomek, a dla samej kobiety często czynnik
ekonomiczny. Chodzi o dobre odegranie swoich ról społecznych. Tak

20
więc można zadać pytanie, czy była to wersja braku szacunku do
Innego i nadal w jakimś stopniu jest aktualna?

Kwestię współpracy archeologii z innymi naukami rozważyli:


R. Sajkiewicz, W. Busiel.
Radosław Sajkiewicz rozważył problem „Rośliny -
świadkowie przeszłości” . Artykuł dotyczy współpracy archeologii i
botaniki w celu odtworzenia niegdyś panujących warunków
środowiskowych. Autor omawia metody badawcze paleobotaniki w
połączeniu z wiedzą na temat współczesnej flory, i uważa pozwalają
one prześledzić zmienność szaty roślinnej na przestrzeni wieków.
Jednak nie jest to jedyny aspekt tych badań, wnoszą one wiele do
ukazania życia codziennego ludzi w pradziejach. Autor omawia po
kolei poszczególne analizy paleobotaniki, jak analizę pyłkową,
wskazując na stan zachowania ziaren pyłku i zarodników, zależność
tego zachowania od warunków środowiska, w którym zalegały,
pobierania prób, analiz laboratoryjnych i interpretacji ich wyników.
Następnie podobnie omawia analizę makroszczątków, by przejść do
współczesnej flory. Ukazuje to wyraźnie, jak kształtują się
zbiorowiska roślinne w sytuacji wejścia działalności człowieka.
Niektóra roślinność długo się jej opiera, inna ginie szybko. Artykuł
ten jest ważny ze względu na systematyczny wykład dotyczący metod
paleobotaniki, ale jeszcze bardziej istotny ze względu na wyraźny
związek z tezami archeologów i próbę pokazania miejsca
paleobotaniki w procesie badawczym archeologa.
Wojciech Busiel – „Historyczne uwarunkowania rozwoju
psychicznego człowieka‖ to artykuł, który nie traktuje o znaczeniu
przeszłości, a jedynie rozważa problem, jak kontekst kulturowy
wpływa na rozwój jednostki, ale również w wymiarze historycznym.
Autor zaznacza, ze jest to jego osobista refleksja na ten temat. Za
Brzezińską wydziela kilka poziomów rozwoju człowieka w sferze
poznawczej, osobowości, umiejętności. Autora interesuje rozwój
psychiczny człowieka, który wpływa na inne sfery rozwoju człowieka.
Rozwój ten sytuuje między obszarem ciała ludzkiego a obszarem
życia społecznego. Wpisuje się to w procesy socjalizacji człowieka.
Na rozwój ten ma wpływ kontekst społeczny, kulturowy. I tu Autor
widzi miejsce dla wydarzeń z przeszłości, które warunkują rozwój
człowieka; dotyczą poziomu indywidualnego i społecznego, ważnych
wydarzeń z przeszłości. Tylko takie wydarzenia ulegają zapamiętaniu
21
przez jednostki, czy grupy ludzi. Stąd istotna wg Autora, dla tego
rozwoju jest pamięć autobiograficzna. Tak więc na rozwój psychiczny
człowieka wpływa kontekst, a konteksty mają określone
uwarunkowania historyczne. Rozwój ten przebiega na płaszczyźnie
samopoznania oraz formowania tożsamości.

Kolejna grupa artykułów wyraźnie idzie w kierunku, który


można określić: inspiracje archeologii dla współczesności. Należą tu
prace K. Jasiewicz, K. Vorbrich oraz w pewnym stopniu J. Jeremicza i
K. Szczepańskiej.
Katarzyna Jasiewicz podejmuje temat „Podróże w
przeszłość”. Wpierw kreśli kontekst nauk humanistycznych
współcześnie, jako procesy globalizacji i powstanie kultury
konsumenckiej. Uważa, że dyskurs społeczny jest zdominowany przez
kulturę przyjemności, a kultura popularna nawiązuje chętnie do
przeszłości, bowiem nie łączy się z tą przeszłością dyskurs pamięci,
wzniosłości, czy traumy. Tak więc nie ma już znaczenia z przeszłości.
Autorka skupiła się na różnych nawiązaniach do przeszłości, w tym na
turystyce, oraz na kiczu. Turystyka wiąże się z podróżą, źródłem
niecodziennych przeżyć, inspirujących doświadczenie. Turystyka
obecnie to bardzo dochodowa profesja, która przybrała formę gałęzi
przemysłu. Autorka (za MacCanellem) uważa, że turystyka stała się
formą zawłaszczania zabytków z przeszłości, dzieł sztuki,
krajobrazów, ruin świątyń, miast. Jej efektem jest gromadzenie
pamiątek, pocztówek i wrażeń; nie doświadcza się świata, lecz
odwiedza się atrakcje. Podróże to tworzenie dla turystów rodzaju
kulis, żywego muzeum. Tak więc turysta nie poznaje ani
teraźniejszości, ani przeszłości, oferuje mu się inscenizacje.
Przeszłość może też funkcjonować w performansach, jako tradycja
kulturowa. Dlatego wzrasta popularność turystyki związanej z tzw.
dziedzictwem kulturowym, ale jest to również pokaz, którym
społeczności przedstawiają samych siebie takimi jakimi chcieliby być
postrzegani. Jednak potrzeba autentyczności zwiedzania zabytków
przeszłości jest bardzo silna. Szuka się jej w zdaniach specjalistów,
ekspertów, w wartości pamiątek. Stąd rodzi się swoista moda na kicz,
którym jest najczęściej mniej autentyczna pamiątka. W krainie kiczu
panuje dyktatura serca. Kicz zadomowił się we współczesnej kulturze,
jako wyraz przeciętności. Tak więc tzw. pamiątki z przeszłości są
przemieszczone poza ich kontekst kulturowy, historyczny, co zdaje się
22
dla turysty nie ma znaczenia. Tak więc niekoniecznie ich główny atut
to odnoszenie się do przeszłości dawnej; chodzi w nich o pamięć
chwil przeżytych w czasie podróży. Jest w tym wymowa mityczna,
polegająca na tym, że turyści chcą przeskoczyć do świata, w którym
się to działo.
Z kolei Kinga Vorbrich rozważa problem „Folklor i
archeologia. Catalhoyuk, czyli przeszłość w życiu i świadomości
mieszkańców Kucukkoy‖. Autorka podkreśla fakt, że przeszłość
poznajemy w teraźniejszości, a archeologia i folklor są dwiema
spośród wielu soczewek, poprzez które przeszłości nadawane są
znaczenia. Autorka skłania się do rozumienia folkloru w sposób
szeroki, jako baśni, rytuałów, ale też kultury materialnej, społecznych
zwyczajów, czy działań artystycznych związanych z dana grupą ludzi.
Folklor dla archeologii ma znaczenie, bowiem daje zupełnie nową
perspektywę w podejściu do przeszłości, choć nie można mu
przypisać dokładności przekazu. Ważne jest jego miejsce w
konstruowaniu tożsamości zbiorowej grupy, rozumieniu krajobrazu
kulturowego. Cechy te maja charakter integrujący grupę, a z drugiej –
wyodrębniający ją. A spoiwem miedzy folklorem a archeologią są
ludzkie doświadczenia. Stąd właściwe pytanie dotyczy tego „jak‖
zdarzenia były doświadczane przez uczestników, jak zapamiętywali je
ich potomkowie oraz jak to wpływało na tworzenie, zachowywanie i
niszczenie zabytków w krajobrazie. Folklor odbija część późniejszych
interpretacji stanowisk archeologicznych oraz współczesne
rozumienie zabytków. Dlatego Autorka analizuje folklor dwóch
miejsc: stanowiska neolitycznego oraz współczesnej wioski leżącej
nieopodal. Stanowisko archeologiczne w Catalhoyuk było badane już
od lat 60. XX wieku i zyskało międzynarodową sławę. Do badań
powrócono w 1993 r., a obecnie badane jest przez Iana Hoddera.
Wioska Kucukkoy leży w odległości 2 km od stanowiska.
Społeczność ją zamieszkująca reprezentuje tradycyjny typ kultury:
patrylinearnej oraz patrylokalnej. Podział zajęć jest również
tradycyjny. Przejawy folkloru rejestrowane są w czasie każdego
sezonu wykopaliskowego. Symbole Catal są wykorzystywane m.in. w
logo młodzieżowej radiostacji, nazwę Catal przejął klub sportowy,
choć w świadomości mieszkańców wpływ Catal nie jest dostrzegany.
Sami badacze dostrzegają jakiś wpływ ekonomiczny (robotnicy
pracujący na stanowisku otrzymują wynagrodzenie, nabywają za nie
domy, czy pola). Jednak ów wpływ jest dostrzegalny w skali szerszej,
23
mimo że relacja ta jest złożona. Wzgórza osadnicze w Catal pełnią
rolę naturalnych granic pól, służą rozrywce (pikniki), oraz sferze
duchowej (opowieści o duchach, diabłach, a współcześnie lokowane
są tam cmentarze). Wiele jest zabytków pochodzących ze stanowiska
w Catal, zaadoptowanych do celów praktycznych w wiosce. Na
stanowisku tym występują nie tylko warstwy neolityczne, ale też
zabytki rzymskie, a także pozostałości po ludziach bezpośrednio
poprzedzających współczesnych mieszkańców wioski. Mieszkańcy ci
są muzułmanami, uważającymi że ich korzenie są niezmiernie dawne.
Ich wierzenia i opowieści nie zawsze są zgodne z ich religią
(światełka na wzgórzu jako duchy przodków). Zwłaszcza kobiety
chętnie odwiedzają groby świętych mężów, zajmują się
uzdrawianiem, organizowaniem pikników w Catal, co stanowi formę
‗folklorystycznej‘ wersji islamu. Wydaje się jednak, co podkreślają
niektórzy badacze, że Catal zniknie z romantyczny i folklorystycznych
opowieści, a stanie się elementem zdystansowanej wiedzy, ujmującej
je jako stanowisko archeologiczne. W odniesieniu do Catal dostrzega
się wielogłosowość wyrażaną przez polityków, sponsorów, turystów.
Nie kto inny, ale kobiety pracujące na stanowisku zorganizowały
wystawę, do której same zrobiły zdjęcia, które uwidoczniły skutki
opadania poziomu wód w okolicy. Rozważania K. Vorbrich zatoczyły
swoiste koło - wróciła do sytuacji sprzed 100 lat, kiedy to archeologia
stoczyła bój, by oddzielić się od studiów nad folklorem, a obecnie do
nich wraca, wraz z postmodernistycznym podejściem do świata. Tak
więc współczesność w formie folkloru może służyć poznaniu
przeszłości.
Jacek Jeremicz i Karolina Szczepańska są Autorami pracy
„Kręgi kamienne - symbolika przeszłości i teraźniejszości.” Autorzy
zajęli się kręgami kamiennymi, pochodzącymi z przeszłości, a
fascynującymi ludzi do dziś. Opisują kromlechy, których najwięcej
jest na Wyspach Brytyjskich, a najważniejszy krąg to Stonehenge.
Autorzy bardzo uściślili dane dotyczące ich konstrukcji, surowców
użytych w poszczególnych fazach rozbudowy, zwłaszcza Stonehenge.
Nawiązują tu do analogii dotyczących budowy piramid egipskich.
Kręgi były użytkowane w epoce brązu i żelaza; znane są szczątkowe
przekazy pisane na ten temat, dotyczące ich funkcji religijnych,
magicznych, leczniczych. Inne interpretacje Stonehenge to otwarte
sanktuarium, swoiste centrum astronomiczne. Rozważają też problem
folkloru, dotyczący kręgów kamiennych, a także obecne zwyczaje
24
dotyczące obrzędów druidycznych i pochodnych. Stonehenge jest
pretekstem do przejścia do kręgów występujących również w Poslce,
a mianowicie w Odrach, Węsiorach i Grzybnicy. Autorzy przedstawili
szczegółową historię badań tychże; i tak np. Odry zaczęto
eksplorować od 1874 roku. Przytaczają interpretacje kręgów jako
miejsc rytualnych, świątynnych, czy astronomicznych (swoisty
kalendarz). Niektórzy przypisują budowniczym kręgów znajomość
Zodiaku. Także rodzaj skały, czy kolory kamieni są tłumaczone jako
wybór intencjonalny i związany z emisją „dobrej‖ energii. Na koniec
Autorzy stwierdzają, że kręgi kamienne pobudzają działania wielu
ludzi, a interpretacja ich przeznaczenia jest bardzo różna i trudno
jedną z nich uznać za tą właściwą.

Oddajemy tą publikację do rąk czytelników, w nadziei, że


również będzie pobudzała do refleksji i przemyśleń.

25
Danuta Minta-Tworzowska
Instytut Prahistorii UAM

Archeolog i inni „kulturolodzy” wobec pytania o potrzebę prze-


szłości

Pytanie, komu potrzebna jest przeszłość można odebrać jako


retoryczne, ale też jako fundamentalne. Jest to więc pytanie Człowieka
Retorycznego, ale stawia je również Człowiek Poważny (wg termi-
nologii Stanleya Fisha, za: K. Jenkins 2002, s. 264).
Przeszłości potrzebuje historyk kultury i społeczeństwa, dla
którego najważniejsza jest użyteczność wiedzy historycznej, a więc
Człowiek Poważny.
Potrzebuje jej polityk, który dla skomplikowanych problemów
teraźniejszości poszukuje wyjaśnienia w „prostszej‖ przeszłości.
Potrzebuje jej nauczyciel, który od historii chce się uczyć.
Potrzebują jej grupy mniejszościowe, marginalne, w
poszukiwaniu tożsamości.
Przeszłość potrzebna jest narodom, historiom narodowym, w
politycznym programie tożsamości i dyskursie pamięci.
Przeszłość potrzebna jest historykom, prahistorykom, by mo-
gli ją interpretować.
Przeszłości potrzebuje romantyk w tym romantyczny her-
meneutyk.
Ale przeszłości potrzebuje też człowiek, który tęskni za „za-
czarowanym‖ minionym światem.
Przeszłość dla niektórych to trauma i w takiej roli jej potrze-
bują.
A może przeszłość potrzebna jest po prostu, ponieważ chcemy
ją poznać?
Ludzie mają to do siebie, że formułują pytania, na które szukają od-
powiedzi. Jest to tak, jak przebywając w dużym domu, otwieramy
kolejne drzwi po prostu dlatego, że one istnieją. Podobnie „tropimy‖
rzeczywistość. Przeszłość zdarzyła się dokładnie tak, jak się zdarzyła.
Jednak to my jesteśmy „źródłem‖ tego, co dla nas znaczy. Przeszłość,
którą tworzą wciąż istniejące po niej ślady, jest przez nas przyswajana
i rozumiana tekstualnie. Sama przeszłość nie ma w sobie z „natury‖
nic historycznego. Stąd wszystko, co mamy, to wersje świata. Nie ma
oryginału, nie ma faktu, są tylko interpretacje. Bowiem „Historia to
26
szmer słów, który podąża za pochodem wojen i świąt, prac i dni, nigdy
nie zakończonym...”(Descombes 1997, s. 216, 220; za: Jenkins 2002,
s.259).
Bowiem na to, jaka była przeszłość brakuje dowodów, dlatego
gdy wszystkie zinstytucjonalizowane formy wykorzystania przeszło-
ści zginą, to przetrwa pragnienie uobecniania przeszłości.
Przeszłość jest potrzebna historykom, by mogli ją
interpretować. Jednak gdyby interpretacja była powolnym wydoby-
waniem na jaw ukrytego w źródle znaczenia, to jedynie metafizyka
mogłaby wyjaśniać powstawanie ludzkości. Interpretacja polega na
zawładnięciu systemem zasad i nadaniu mu pewnego wymuszonego
kierunku; wówczas dzieje ludzkości stają się serią interpretacji. Histo-
ryk podejmuje wówczas przede wszystkim odpowiedzialność za wła-
sne interpretacje. Historyk do niedawna był absolutną wyrocznią,
ekspertem, któremu bez zastrzeżeń wierzono w to, co mówi na temat
przeszłości. Obrazy przeszłości uważano za realność. W związku z
tym utrwaliło się przekonanie, że jest on wyznaczony na jedynego
strażnika przeszłości. Stąd historia podporządkowana była filozofii
własnej misji na ziemi - uważano, że im więcej źródeł tym będziemy
bliżej przeszłości. Przywykliśmy do tego, że obiektywizm jest moż-
liwy i jedyna trudność to odpowiednie pokazanie przeszłości. Dzieje
historii to kopalnia przykładów potwierdzająca, że wizja dziejów wy-
nika z układów personalnych, czy nawet z antagonizmów między
nimi, wynika też z potrzeb społecznych, politycznych; a niekiedy
charakterologicznych. Przykładem może być spór G. Kossinna i J.
Kostrzewski, dotyczący etnogenezy Słowian, który nosi wyraźne
piętno czasów, w których obaj badacze żyli, co więcej nosi piętno
polityki tamtych czasów.
Współczesność coraz bardziej pozbawia historyka tej wyjątkowej roli,
choć jego rolą staje się interpretacja i ocalanie od zapomnienia owej
przeszłości.
Wracając do Człowieka Poważnego i Retorycznego, to Człowiek
Poważny jest fundamentalistą, przeszłość wykorzystywał i
wykorzystuje do rekonstrukcji, do uczenia się od niej. W takim sensie
przeszłość jest dla niego użyteczna.
Człowiek Retoryczny natomiast pragnie przeszłość uobecniać,
a nie wykorzystywać. Ma też poczucie zależności od przeszłości. Owa
zależność kształtuje tożsamość indywidualną i zbiorową. Uobecnianiu
przeszłości towarzyszy fascynacja. Najbogatszy repertuar uobecniania
27
zawarty jest w katolickiej teologii Eucharystii. Każda msza uobecnia
tamto wydarzenie z przeszłości – ostatniej wieczerzy, przemianę
chleba w ciało a wina w krew.
Kształtowanie tożsamości, to rola przeszłości narodów czy
grup mniejszościowych.
Przeszłość potrzebna jest polityce i politykom. O tym pi-
sano już dużo, zwłaszcza w odniesieniu do archeologii i historii, jed-
nak nie sposób w tym miejscu od tego abstrahować. Fascynacja prze-
szłością dotąd prowadziła do wykorzystania historii do celów uży-
tecznych moralnie i politycznie. Historia archeologii, w tym europej-
skiej, pokazuje jak bardzo archeologia była i jest powiązana z proble-
mami i naciskami politycznymi. Wielu polityków, ba nawet polityka
całych państw była wspierana przykładami z przeszłości. Przeszłość
pradziejowa przeminęła, dlatego wydaje się być nie kontrowersyjna w
interpretacjach, a archeolog postrzegany jako oderwany od niepoko-
jów współczesności, wydaje się więc bardzo wiarygodny. Wielu, w
tym sami archeolodzy, ulega złudzeniu, że przeszłość była o wiele
prostsza od współczesności, dlatego łatwo się w niej poruszać, doko-
nywać ocen. Archeologia w dwudziestoleciu międzywojennym w
Niemczech była oficjalnie nauką nacjonalną, służącą rozstrzyganiu
kwestii etnicznych korzeni, sporów o terytoria zwaśnionych narodów,
czy rozstrzyganiu o ich cywilizacyjnej „wyższości‖ lub „niższości‖.
Podobnie duże zainteresowanie archeologią nastąpiło po II
wojnie światowej i to w realiach odbudowującej się Polski. Trudno się
dziwić polskim archeologom, bowiem Polska w pierwszej połowie
XX wieku dwukrotnie wracała na mapę Europy. Po latach rozbiorów
znów zaistniała; był to prawie cud i dlatego wysiłek wszystkich był
skierowany na odbudowanie niepodległej Polski. Archeolodzy ze swej
strony szukali w przeszłości dowodów na ciągłość zamieszkania na-
szych ziem przez Prasłowian od najdawniejszych pradziejów. W la-
tach 50. i 60. XX w. przeznaczono ogromne, jak na ówczesną sytuację
Polski, środki finansowe na programy badań archeologicznych, służą-
cych głównie umocnieniu ówczesnej władzy, eksponującej, za waż-
nym pośrednictwem archeologów, ciągłość tradycji co najmniej ty-
siącletniej, a także wspólnotę ludów słowiańskich. Służyło to uzasad-
nieniu lansowanej idei „przyjaźni‖ wszystkich narodów słowiańskich.
Polscy archeolodzy, zajmujący się już od okresu międzywojennego
Prasłowiańszczyzną, byli w czołówce tychże badań. W dwudziestole-
ciu walczyli z nacjonalistyczną archeologią niemiecką, która forso-
28
wała ideę stricte polityczną „Drang nach Osten‖, wspierając ją wyka-
zywaniem germańskości naszych ziem zachodnich i północnych od
pradziejów do schyłku starożytności. Natomiast archeolodzy polscy z
Józefem Kostrzewskim na czele uzasadniali „odwieczną‖ słowiań-
skość naszych ziem. Natomiast po II wojnie archeologia Słowiańsz-
czyzny stała się wręcz koniecznością – zajmowano się nią niejako
przymusowo również w NRD, na Węgrzech, na Litwie, Łotwie i Es-
tonii. Została powołana Międzynarodowa Unia Archeologii Słowiań-
skiej, a jej kongresy (od 1965 r.) przyciągały setki osób. Z drugiej
strony, dopiero wówczas zaistniały warunki jej rozwoju.
Kolejny fenomen jedności intencji archeologów i polityków
skupionej w modelu Człowieka Poważnego, to badania milenijne,
związane z wejściem Mieszka I (poprzez chrzest Polski) do grona
cywilizowanych władców Europy. Programowy artykuł Witolda
Hensla „Potrzeba przygotowania wielkiej rocznicy‖ został opubliko-
wany w 1946 r. i dał początek największej kampanii wykopaliskowej
w Europie. W 1949 r. powołano Kierownictwo Badań nad Początkami
Państwa Polskiego. Zbadano wówczas wiele miast i pozostałości gro-
dów o słowiańskiej metryce. Można powiedzieć, że dzięki archeolo-
gom, ale też historykom „zwrócony‖ został Polsce Gdańsk, Wrocław i
Opole, Kołobrzeg i Słupsk. Był to również cel ówczesnych władz,
pokazania sukcesu Polski w odzyskaniu ziem piastowych. Być może
była to też forma rekompensaty wobec faktu utracenia ziem wschod-
nich Polski. Nie można zaprzeczyć, że wysiłki te były efektem auten-
tycznej pasji i patriotyzmu wszystkich: archeologów, historyków,
polityków, ale też większości społeczeństwa. Wszyscy wierzyli w
słowiańskość ziem odzyskanych, w autentyczność powrotu do macie-
rzy. Jednak owo zbliżenie archeologii i polityki dało wręcz fenome-
nalne, niespotykane nigdy wcześniej ani potem rezultaty, dało też
możliwość rozwoju archeologii, który to fenomen już się nie powtó-
rzył. Tak więc archeologia ówczesna była tą dziedziną, o którą ówcze-
sne władze bardzo dbały, bowiem cele i dążenia jednych i drugich
okazały się zbieżne, stąd archeolodzy mieli wiele szczęścia, czego nie
można powiedzieć o innych humanistach tamtych czasów. Natomiast
nie można oczekiwać, że duch czasu zupełnie nie wywarł na ówcze-
snych archeologach swego piętna. Archeologia miała dużo ułatwień,
była nagradzana, gdyż była użyteczna dla dobra ogółu Polaków, ale
też dla ówczesnych władz. Stało się to widoczne po obchodach mile-

29
nijnych, gdy „miłość‖ polityków do archeologii mocno przyszarzała i
osłabła.
Współcześnie zaistniał nieco inny dyskurs polityki i archeologii.
Przeszłość potrzebna jest współczesnej polityce tożsamo-
ści. W tym przypadku przeszłość i teraźniejszość łączą się. A tożsa-
mość krystalizuje się jako ahistoryczna opowieść o cierpieniu i wy-
kluczeniu:

„Tożsamość upolityczniona ...sama się wyraża, sama stawia sobie żą-


dania poprzez obwarowywanie się, odnawianie, dramatyzowanie oraz
wpisywanie swego cierpienia w politykę; nie widzi ona przyszłości,
która mogłaby pokonać to cierpienie‖. (za: Scott 2002, s.228).

Jednak dopiero „historyzacja‖ tożsamości pozwala znaleźć


alternatywę dla uniwersalizacji odmienności. Archeologia w tym
względzie włączyła się w genderowy dyskurs. Ale wydaje się, że za-
miast dociekać, jak traktowano kobiety w czasach przeszłych, należy
pytać o to jak i w jakich okolicznościach odmienność płciowa nabrała
znaczenia w ich traktowaniu, to dopiero wówczas stworzymy pod-
stawy do analizy „kobiet‖, a która to analiza nie stanie się ponownym
odkryciem nas samych w przeszłości. Jeśli nie będziemy pytać, co to
znaczy być Europejczykiem, Niemcem, Polakiem, ale jak i przez kogo
w różnych okresach była definiowana europejskość, germańskość,
słowiańskość, to dopiero wówczas stworzymy podstawy do wyjścia
poza nasz świat i nas samych.
Dyskurs pamięci ściśle łączy się z tożsamością. Obie są
formą obowiązku, obowiązku współczesności wobec tego, co już mi-
nione. Tak jak przechodzimy do tożsamości społecznej, tak samo
przechodzimy do pamięci zbiorowej. Bowiem zbiorowe dziedzictwo
kulturowe określa nasze korzenie, ale głównie kreuje, za pośrednic-
twem historii, tożsamość narodową, legitymizuje współczesność. To
dzięki niemu naród czuje się wielki, ma poczucie wspólnoty, tożsa-
mości.
W swoich „miejscach pamięci‖- parafrazując Pierre Nora, na
całym świecie już od lat 80. przeżywamy nadejście „czasu pamięci‖.
Dlatego ważne są miejsca pamięci (sites of memory), podstawy pa-
mięci, pamiętania (ground of memembering).
Współczesność to pochwała subiektywności. Bardziej bowiem
istotne jest oddziaływanie wiedzy historycznej w społeczeństwie. Jako
30
historycy kultury musimy mieć tego świadomość. Należy wyraźnie
raz jeszcze podkreślić, iż związek historii z pamięcią zmienia jej cha-
rakter - nie chodzi już o istnienie historii i historyków, ale o myślenie
(Denken M. Heideggera) o przeszłości. Z horyzontu znika patrzenie w
przeszłość w celu dotarcia do prawdy o niej, a pojawia się dążenie do
jej zrozumienia, do myślenia o niej.

Podsumowując: Człowiek Poważny, fundamentalista, boi się


ataku przygodności, zmienności i nieprzewidywalności, charakteru
lokalnego; zamyka się w fortecy istoty rzeczy. To czego boi się fun-
damentalista, ogromnie raduje Człowieka Retorycznego, który ma
moc ulepszania, tworzenia i niestałości własnych tworów (Fish 1989,
s. 478, za: Jenkins 2002, s. 264). Tak więc między ich światami ist-
nieją stałe napięcia. Dziś przewagę ma zyskiwać człowiek retoryczny-
jednak czy odnosi się to do archeologii? Ma to miejsce tylko wów-
czas, gdy archeolog uznaje, że przeszłość jest zrozumiała jedynie w
obrębie kontekstów, sytuacji lokalnych i lokalnych społeczności.
Zapewne jesteśmy zgodni co do tego, że łatwiej fundamentali-
stę związać z programem politycznym i kulturowym, niż retoryka.
Jednak czy romantyk tęskniący za utraconym lądem wiedzy prawdzi-
wej, mimo że to człowiek ogromnie poważny, to jednak czy nie
wzbudza sympatii? A Retoryk, który pyta, co po historii? I odpo-
wiada: oczywiście inna historyczność!
Jak dotąd stwierdziliśmy, że przeszłości potrzebuje zarówno
Człowiek Poważny jak i Retoryk. Jednak czy w istocie teraźniejszość
potrzebuje przeszłości? Michel Foucault (2000) uważa, że nie. Wg
niego teraźniejszość jest rezultatem zerwania z przeszłością. Badania
historyczne określają momenty takiego zerwania i opisują jako od-
stępstwa od ustalonych norm. Brak ciągłości oznacza zasadnicze pęk-
nięcia i głębokie różnice między teraźniejszością a przeszłością. Te
pęknięcia nie pozwalają na transmisję z przeszłości do teraźniejszości
– ani tożsamości, ani przodków, jak i tego wszystkiego, co stanowi
dziedzictwo ludzkie. W takim ujęciu przeszłość nie jest potrzebna
teraźniejszości, bowiem kwestionuje ona pewność teraźniejszości.
Jeśli więc ani uczucia, ani instynkty, ani ciała nie były tym za co je
uważaliśmy, to nie można „poznać człowieka jako człowieka”. Z tego
punktu widzenia przeszłość nie jest potrzebna teraźniejszości. Bo-
wiem nie potrzebujemy jej by istnieć w teraźniejszości, czy planować
przyszłość. Tym bardziej tak odległa, jak pradziejowa.
31
Już w starożytności zdawano sobie sprawę, że dzieje są opo-
wieścią oraz że wpływ na to mają moralne i polityczne przekonania
tego, kto daną historię przedstawia. Najwyraźniej dopiero pozytywizm
zakładał możliwość dotarcia do wiedzy obiektywnej, stawiając sobie
za cel pokazania wszystkiego z przeszłości ‗tak jak było‘. To dzięki
niemu przywykliśmy do tego, że obiektywizm jest możliwy i jedyna
trudność to odpowiednie pokazanie przeszłości. W historii moderni-
stycznej, zakłada się, że to czas wyznacza różnicę między przeszłością
a teraźniejszością, a także pomiędzy tym co jest, a co być powinno.
Ale czy nie jest tak, że tylko ta przeszłość jest realna, w którą się wie-
rzy. Stąd powstaje pytanie jakiej historii chcemy? Dla jednych czas
wydaje się najważniejszy w historii. Sądzę, że mogę się odwołać do
takiego wyobrażenia dziejów w teilhardowskim stożku czasu, a więc
zacieśniającej się ewolucji ludzkiej dzięki działaniu ducha ludzkiego,
aż do osiągnięcia noogenezy – sfery ducha, która ma być zbliżeniem
się do Omegi, idei Boga (Teilhard de Chardin 1971, s. 393; por. też
Minta-Tworzowska 1986). Jednak w owym stożku nie ma fizycznego
człowieka; są wysublimowane wartości duchowe, umysłowe. Współ-
czesna historia tak chętnie odwołuje się do człowieka. Z drobin piasku
w klepsydrze czas usypał owego historycznego człowieka. Jednak
człowiek ów jest bez twarzy, a jego ciało jest uwięzione. Czy to czas
uczynił go „bez serc, bez ducha”, czy to my historycy kultury, trzy-
mając się kategorii czasu, uczyniliśmy to z człowiekiem z przeszłości?
Wydaje się, że historia jest zmęczona czasem, który ją stwo-
rzył, tak więc wydaje się, że czas historii scjentystycznej minął. O
jaką historyczność pytamy współcześnie. Nawet jeśli nie będzie to już
„onto-teo-archeo-teleologia” (w terminologii J. Derridy 1994, s.52),
czy zbliżona do niej „archeontologia” (w terminologii E. Domańskiej,
2001, s.37 n.), to będzie to jakaś „inna historyczność‖ (Derrida). Tak
więc po historii jest historia, choć „inna‖, niehistoryczna, która po-
ciąga za sobą nowe pojęcie (rozumienie) choćby polityki. Ulegamy
złudzeniu, że można uniknąć stronniczości politycznej i moralnej, a
także własnych upodobań i własnych ograniczeń.
Tak więc horyzonty historii wyznacza przeszłość, ale głównie
teraźniejszość.
Musimy więc zapytać, czym obecnie jest historia? W istocie
pytamy o znaczenie przeszłości dla nas. Gniezno dla Polaków jest
symbolem państwowości polskiej, natomiast dla turysty z innego
kraju ma inne znaczenie i wzbudza inne uczucia. Ważny jest sposób
32
interpretacji przeszłości i jej prezentacja. Najogólniej, przeszłość jest
miejscem, z którego pochodzimy. Dziedzictwo to nie ma charakteru
jedynie duchowego, jest realne poprzez przedmioty z przeszłości, a
nasz świat materialny ma z nim wyraźny związek.

Wykaz cytowanej literatury:

Derrida J. (1994), Specters of Marx, New Left Review, t.205.


Descombes V. (1997), To samo i inne. Czterdzieści lat filozofii fran-
cuskiej (1933-1978), Warszawa: Spacja.
Domańska E. (2001), Ku archeontologii martwego ciała, Er®go, nr 3,
s.37-60.
Foucault M. (2000), Filozofia, historia, polityka, Warszawa: PWN.
Jenkins K. (2002), Żyć w czasie, lecz poza historią, w: Pamięć, etyka i
historia, E. Domańska (red.), Poznań: Wydawnictwo Poznań-
skie, s.235-284.
Minta-Tworzowska D. (1986), Elementy metodologii prahistorii w
historiozofii P. Teilharda de Chardin, Poznań: Wydawnictwo
Naukowe UAM.
Scott J.W. (2002), Po historii?, w: Pamięć, etyka i historia, E. Do-
mańska (red.), Poznań: Wydawnictwo Poznańskie, s.207-234.
Teilhard de Chardin, P. (1971), Fossil Men, Oeuvre Scientifique,
Freiburg t. 9, s. 3932.

33
Włodzimierz Rączkowski
Instytut Prahistorii UAM
Poznań

Bezużyteczna przeszłość

1. Wprowadzenie

Próbując odpowiedzieć na pytanie ‗komu potrzebna jest


PRZESZŁOŚĆ?‘ w pierwszej kolejności warto zastanowić się co jest
przedmiotem rozważań, czyli czym jest ‗przeszłość‘. Z pewnością
można napisać dość długą rozprawę na ten temat (por. Mamzer 2004).
Do wyboru też jest wiele rozmaitych sposobów myślenia o czasie, a
tym samym o takich kategoriach jak przeszłość, teraźniejszość i przy-
szłość. Może być sporym zaskoczeniem, ale w kontekście postmoder-
nistycznej refleksji nad czasem przydatne okazuje się być stwierdze-
nie św. Augustyna, pozwalające na zakwestionowanie przeszłości i
przyszłości – jest tylko teraźniejszość (św. Augustyn 1999, s. 287).
Wychodząc z takiego punktu, to co określamy jako przeszłość okazuje
się być konstruowane społecznie w teraźniejszości (tu i teraz).
Jakie są konsekwencje takiego stwierdzenia? Otóż jeżeli prze-
szłość nie istnieje, a wyobrażenie o niej jest konstruowane społecznie,
to uzasadnione jest pytanie ‗KOMU potrzebna jest przeszłość?‘ Pyta-
nie to sugeruje społeczne zróżnicowanie stosunku do przeszłości.
Zatem nie ma czegoś takiego jak ‗zintersubiektywizowane‘, po-
wszechnie akceptowane rozumienie przeszłości. Lecz jest ono rów-
nież kształtowane i kulturowo reprodukowane. Pozwala to na taką
kategoryzację, która obejmuje różne grupy społeczne reprezentujące
‗względnie ujednolicone‘ reguły kulturowe.
Pytanie ‗komu POTRZEBNA jest przeszłość?‘ sugeruje
dodatkowo utylitarne podejście do przeszłości. Zatem głównym kryte-
rium kategoryzacji grup społecznych może stać się ‗użyteczność‘
przeszłości. Oczywiście nie będzie to kategoria ‗zobiektywizowna‘, a
wręcz przeciwnie bardzo ‗zsubiektywizowana‘.
Tytułową ‗bezużyteczność przeszłości‘ będę starał się poka-
zać w perspektywie określonej praktyki społecznej. Wykorzystam tu
swoje doświadczenia związane z działalnością na rzecz ochrony kra-
jobrazu kulturowego na Pomorzu Środkowym (np. Rączkowski, Sroka
2002b). Lecz moje uwagi odnosić się będą również szerzej – do poli-
34
tyki związanej z ochroną dziedzictwa kulturowego w Polsce. Z góry
chciałbym przeprosić ewentualnego Czytelnika za to, że uwagi za-
warte w poniższym tekście będą BARDZO subiektywne i niekoniecz-
nie zgodne z potocznymi opiniami.

2. ‘Specjaliści od przeszłości’

Na początku chciałbym przyjrzeć się grupie społecznej, którą


można określić (albo nawet przedstawiciele tej grupy sami się tak
określają) jako ‗specjaliści od przeszłości‘. Jest to stosunkowo spora
grupa ludzi obejmująca archeologów, historyków, historyków sztuki,
architektury, konserwatorów, etnologów (etnografów) itp. Poprzez
swoje wykształcenie uzyskane w ramach określonego systemu spo-
łecznego zajmują się badaniem przeszłości, jej waloryzowaniem. W
obrębie swojej kultury mają status ‗eksperta‘.
Taka pozycja w społeczeństwie rodzi wiele niebezpieczeństw
wynikających z dominującego pozytywistycznego myślenia. Ekspert
dysponuje bowiem jedyną uprawnioną wiedzą na temat przeszłości
(bliższej lub dalszej, dotyczącej takiego lub innego aspektu przeszło-
ści). Co więcej kształtują obraz tej przeszłości, definiują czym ona
jest, określają jej wartość dla współczesnej kultury i społeczeństwa
oraz znaczenie dla przyszłego rozwoju. Dysponując pewnym wyobra-
żeniem o niej wskazują na jej walory edukacyjne, budowania tożsa-
mości narodowej lub grupowej. Coraz częściej podkreślają również
wartość przeszłości dla rozwoju społeczno-ekonomicznego (np. prze-
szłość jako produkt turystyczny – por. Szalewska 1999; 2000). Dla
uzasadnienia swojej ważnej i odpowiedzialnej roli społecznej starają
się wskazać na rozmaite dziedziny życia społecznego, w których prze-
szłość staje się nieodzownym elementem.
Oczywiście nie jest tak, że wszyscy zgodnie tę przeszłość
widzą, oceniają, wykorzystują. Jest cała gama różnorodnych poglą-
dów na to czym jest przeszłość i jak należy (można) ją badać (np.
Trigger 1989; Topolski 1996). W obrębie grupy ‗specjalistów od prze-
szłości‘ toczą się spory merytoryczne, kompetencyjne, metodolo-
giczne itp. Wynikają one z różnego usytuowania poszczególnych ba-
daczy w kontekstach społecznych, historycznych. Z uwikłania w te
konteksty rodzi się zależność pomiędzy naukami historycznymi (i nie
tylko) a polityką. W archeologii doskonale znane są przykłady wyko-
rzystywania ustaleń dotyczących przeszłości dla potrzeb różnych
35
orientacji politycznych. To samo dotyczy wszystkich nauk historycz-
nych.
Pozycja eksperta w społeczeństwie daje poczucie swego ro-
dzaju władzy, możliwości rozstrzygania co jest ważne, a co mało
istotne, jak należy postępować itp. Ekspert oczekuje, że pozostałe
grupy społeczne będą liczyć się z jego/jej zdaniem, że głoszone po-
glądy będą uwzględniane przy podejmowaniu różnorodnych decyzji.

3. Samorząd terenowy – narzucona odpowiedzialność

W całkowicie odmiennej sytuacji są samorządy terenowe.


Chodzi mi tu o pewien aspekt przeszłości – obiekty zabytkowe, które
można potraktować jako ślady przeszłości. Ustawa o ochronie zabyt-
ków i opiece nad zabytkami z lipca 2003 roku nakłada na samorządy
terenowe odpowiedzialność za stan zabytków. Oczywiście wszelkie
decyzje ustawodawca pozostawił w rękach służb konserwatorskich,
ale to samorządy terenowe odpowiadają za ich stan. Tym samym na
barki samorządów złożona została odpowiedzialność za przeszłość
(właściwie za pewien jej aspekt) – za jej obecność w społeczeństwie,
wykorzystanie, rewaloryzację itp.
Można sobie zadać pytanie jak samorządy terenowe są
przygotowane do wypełnienia ustawowych zadań. Od strony teore-
tycznej wszystkie informacje o zasobach dziedzictwa kulturowego
znajdują się w Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania
przestrzennego. Każda gmina powinna dysponować takim Studium,
które po uchwaleniu przez gminę staje się obowiązującym prawem na
jej terenie (Kamiński 1998). Powinno ono zawierać nie tylko informa-
cje na temat istniejących zabytków, lecz także obowiązujących aktu-
alnie form ochrony, a także propozycje ochrony i zagospodarowania
istniejących zasobów dziedzictwa kulturowego z uwzględnieniem
nowych funkcji adekwatnych dla kierunków rozwoju społeczno-go-
spodarczego (Rączkowski, Szymczak 1998). Przy wykorzystaniu Stu-
dium poszczególne gminy przygotowują Strategię rozwoju (np. Idziak
2001–2002). Strategia budowana w oparciu o analizę istniejących
zasobów i potencjału wskazuje kierunki preferowanego rozwoju oraz
określa poszczególne programy operacyjne, które w perspektywie
mają przyczynić się do dynamicznego rozwoju gminy, miasta, po-
wiatu, województwa.

36
Oba dokumenty przygotowywane są przez zespoły osób na
zlecenie samorządów terytorialnych. Wiadomo więc, że zróżnicowany
bywa poziom merytoryczny tych materiałów. W przypadku zasobów
dziedzictwa kulturowego dość częstym zjawiskiem jest umieszczanie
w rejestrze obiektów od dawana już nieistniejących (szczególnie czę-
sto dotyczy to zabytkowego budownictwa wiejskiego). Wynika to z
korzystania z istniejących w oddziałach służb konserwatorskich reje-
strów, które od wielu lat nie były weryfikowane. Jest niezwykłą rzad-
kością, by wykonawcy prowadzili własną inwentaryzację w terenie i
wzbogacali ewidencję o obiekty, które z różnych powodów wcześniej
przez służby konserwatorskie zostały zignorowane (bardzo często
dotyczy to zabytkowych obiektów przemysłowych). Często można
odnieść wrażenie, że wykonawcom bardziej zależy na ‗kasie‘ niż na
porządnym wywiązaniu się z zadania. W konsekwencji okazuje się, że
przeszłość w formie zasobów dziedzictwa kulturowego wcale nie jest
istotna.
Niezależnie od poziomu merytorycznego Studium i Strategii
są to dokumenty, które wskazują na istniejące zasoby dziedzictwa
kulturowego oraz możliwości ich wykorzystania. Można więc powie-
dzieć, że samorządy terytorialne dysponują podstawą prawną (nieza-
leżnie od Ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami) i dy-
rektywami pozwalającymi im, a wręcz też i wymuszającymi określone
działania na rzecz opieki nad zabytkami. Ta podstawa prawna oraz
dyrektywy powinny znajdować odzwierciedlenie w corocznych bu-
dżetach jednostek samorządowych, a także w strukturze organizacyj-
nej (osoby odpowiedzialne za realizację poszczególnych zadań). Pa-
trząc z tej perspektywy na praktykę samorządów lokalnych można
odnieść wrażenie, że wydatki związane z przygotowaniem Studium i
Strategii zostały całkowicie zmarnowane. Zwykle środki z budżetu
samorządu przeznaczane na ochroną dziedzictwa kulturowego są zni-
kome (por. Stefanowski 2002, s. 117). Aktualny stan planowanych w
2005 roku wydatków na ‗Kulturę i dziedzictwo kulturowe‘ (łącznie!)
przedstawia Tabela 1.

37
Tabela 1. Planowane na rok 2005 wydatki na ‗Kulturę i dziedzictwo
kulturowe‘ w gminach powiatu sławieńskiego

Gmina Wydatki ogó- Kultura i %


łem dziedzictwo kul-
w zł turowe w zł
Darłowo (gmina miej- 27 200 617,- 576 456,- 2,12
ska)
Darłowo (gmina wiej- 17 116 809,- 449 448,- 2,62
ska)
Malechowo 10 082 174,- 163 700,- 1,62
Postomino 18 404 859,- 376 000,- 2,04
Sławno (gmina miej- 23 225 258,- 857 510,- 3,69
ska)
Sławno (gmina wiej- 14 948 774,- 70 000,- 0,47
ska)
Źródło: Wybrzeże Środkowe Nr 2(6), luty 2005, s. 3

Nie trzeba być znawcą ekonomii by zorientować się, że po


uwzględnieniu środków przeznaczonych na biblioteki gminne lub
miejskie, domy kultury itp. na dziedzictwo kulturowe praktycznie nie
są planowane żadne fundusze! Analizując budżety gmin łatwo dojść
do wniosku, że przeszłość (w formie zasobów dziedzictwa kulturo-
wego) dla władz samorządowych i radnych jest całkowicie niepo-
trzebna, nie jest warta ‗złamanego grosza‘.
Rodzi się pytanie: jak to się dzieje, że z jednej strony mamy
dokumenty (Studium i Strategię), które samorządowcy znają i świa-
domie (?) uchwalili, a z drugiej strony praktykę, która w żaden sposób
nie odzwierciedla postulatów w nich zawartych? Wydaje się, że od-
powiedź znajduje się w istniejącej przepaści pomiędzy myśleniem
‗specjalistów od przeszłości‘ a samorządowcami. Jak wspomniałem
wcześniej Studium i Strategię zwyczajowo przygotowują grupy ‗eks-
pertów‘ na zlecenie samorządu terenowego. Wśród ‗ekspertów‘ znaj-
dują się również ‗specjaliści od przeszłości‘. Nawet jeżeli traktują
takie zlecenie jako niezłą ‗chałturę‘ i niespecjalnie się przykładają, to
ich myślenie daleko odbiega od świadomości samorządowców. To są
dwa zupełnie różne światy. Abstrahując od licznych patologii jakie się
pojawiają w samorządach terytorialnych (nepotyzm, ignorancja, nie-

38
kompetencja, korupcja itp.) ludzie tam pracujący mają zupełnie inny
sposób myślenia o przeszłości niż ‗specjaliści od przeszłości‘. Moim
zdaniem w zdecydowanej większości przypadków (w dalszym ciągu
naiwnie wierzę, że wyjątki są możliwe i istnieją gdzieś w Rzeczypo-
spolitej), nie ma szans na znalezienie wspólnej płaszczyzny dyskusji.
To są dwa zupełnie odrębne światy, które w żaden sposób do siebie
nie przystają. ‗Specjaliści od przeszłości‘ żyją w swoim wytworzo-
nym i z pietyzmem kształtowanym świecie i tracą kontakt z tzw. rze-
czywistością. Próba przełożenia własnych idei na rzeczywistość samo-
rządów terenowych kończy się głęboką frustracją. Jeżeli ‗specjaliści
od przeszłości‘ chcą to zmienić to nie pozostaje nic innego jak wrócić
do idei ‗pracy organicznej‘.

4. Przeszłość przeszkadzająca

Wspomniana wyżej dychotomia nie wyjaśnia wszystkich pro-


blemów związanych ze świadomością potrzeby ochrony dziedzictwa
kulturowego. Schemat ‗specjaliści od przeszłości‘ – samorządowcy, w
którym ci pierwsi myślą o przeszłości, a ci drudzy nie, jest z pewno-
ścią uproszczony. Proponuję trochę zamieszać w tym schemacie. W
grupie osób określanych jako ‗specjaliści od przeszłości‘ wymieniłem
m.in. urzędników służb konserwatorskich. I teraz chciałbym bliżej
przyjrzeć się ich stosunkowi do przeszłości oraz relacji z samorzą-
dowcami.
Służby konserwatorskie powołane są by chronić i zarządzać
dziedzictwem kulturowym (a więc i przeszłością). Oczywiście w śro-
dowisku służb konserwatorskich pojawiają się różne koncepcje
ochrony dziedzictwa kulturowego (np. Kobyliński 2001). Konse-
kwencją są rozmaite decyzje, dyrektywy, często sprzeczne czy wręcz
wykluczające się. Uwikłanie służb konserwatorskich w konteksty
społeczne i polityczne prowadzi często do zagłady zabytków (nisz-
czenia przeszłości). To służby konserwatorskie są odpowiedzialne za
zniszczenie dziesiątek kościołów na Pomorzu po II wojnie światowej
(Bastowska 2003). Można by oczekiwać, że po roku 1989, gdy presja
określonej opcji politycznej się zakończyła, to i zabytki uzyskały
większą szansę na przetrwanie. Nic podobnego! W dalszym ciągu
przy udziale służb konserwatorskich dochodzi do całkowitej dewasta-
cji zabytków i to w pełnej zgodności z przepisami prawa oraz z ak-
ceptacją służb konserwatorskich. Dość często pojawiają się informa-
39
cje, że rozebrano jakiś zabytek, bo.... urzędnicy służb konserwator-
skich nie zdążyli go wpisać do rejestru. Bardzo często nawet kilka-
dziesiąt lat nie wystarcza by zabytek został wpisany do rejestru! Iner-
cja służb konserwatorskich bywa czasem zatrważająca. Może zatem
przeszłość przeszkadza służbom konserwatorskim?
Oczywiście znajdą się tacy, którzy wezmą w obronę służby
konserwatorskie argumentując, że budżet państwa przeznaczony na
ochronę zabytków jest bardzo skromny, że brakuje etatów itp. (a za-
tem jednoznacznie wskazuje to, że władzom państwowym na prze-
szłości nie zależy). Można się z tym zgodzić, lecz nie tłumaczą one
postaw wielu konserwatorów, ich stosunku do przeszłości. Ogromne
zło jakie dotyka zabytków wynika z niekompetencji i arogancji kon-
serwatorów (nie wątpię, że są pozytywne wyjątki). Służby konserwa-
torskie jak sama nazwa wskazuje powinny SŁUŻYĆ wszystkim, któ-
rzy w jakikolwiek sposób powiązani są z ochroną zabytków, a także
samym zabytkom. Praktyka pokazuje jednak, że służby konserwator-
skie RZĄDZĄ. Wielu konserwatorów sfrustrowanych swoją pozycją
społeczną i zarobkami zapomina o najważniejszej rzeczy, czyli o za-
bytkach, i ogranicza się do biurokratycznych decyzji, zupełnie nie
przejmując się przeszłością.
Jaki to daje efekt w kontaktach z właścicielami, użytkowni-
kami lub osobami i instytucjami (np. samorządy lokalne) odpowie-
dzialnymi za stan zabytków? Dla nich wszystkich każda wizyta przed-
stawiciela służb konserwatorskich lub pismo z urzędu konserwator-
skiego to jedna z największych plag, które mogą ich spotkać. Trzeba
mieć ‗strasznego pecha‘ by ‗wpaść w oko‘ służbom konserwatorskim.
Decyzja o wpisie do rejestru lub nawet ewidencji zabytków to początek
niekończącego się pasma nieszczęść. Co chwilę otrzymuje się pisma
nakazujące coś lub zakazujące czegoś, ‗uprawomocnione‘ zupełnie
niezrozumiałymi paragrafami z różnych ustaw i rozporządzeń. Co wię-
cej, niedostosowanie się do poleceń grozi natychmiastowymi sankcjami
karnymi (grzywna, więzienie). I ani słowa na temat oferowanej pomocy
merytorycznej, organizacyjnej, konsultacyjnej. Nic więc dziwnego, że
służby konserwatorskie to największy wróg osób i instytucji zajmują-
cych się zabytkami (Rączkowski, Sroka 2002a, s. 16).
Chciałbym postawić tezę, że gdyby służbom konserwatorskim
naprawdę zależało na przeszłości to podejmowałby działania na rzecz
poprawy swego wizerunku, prowadziłby bardziej rozwiniętą działalność
edukacyjną i promocyjną (co ustawowo znajduje się w ich obowiąz-
40
kach!). Można również zmienić pracowników, którzy niekompetentnie
wykonują swą pracę. Decyzje konserwatorskie, które oczywiście mu-
szą być podejmowane zgodnie z prawem, mogą być chyba tak pre-
zentowane, by od razu nie straszyć właściciela. Czy bardziej ‗po
przyjacielsku‘ formułowane decyzje nie zmieniłyby, choć trochę tej
negatywnej opinii o służbach konserwatorskich? (por. Kobyliński
1997: 22). Czy urzędy konserwatorskie formułują pozytywne pro-
gramy, projekty adresowane w stronę użytkowników obiektów zabyt-
kowych? Czy są otwarte na inicjatywy lokalne, społeczne? Nie, za-
sadniczo tak się nie dzieje, a zatem upieram się, że przeszłość tylko
przeszkadza służbom konserwatorskim ‗w spokojnym życiu‘. A dla
polityków nie tylko sama przeszłość jest przedmiotem manipulacji, ale
również etaty w obrębie służb konserwatorskich pozwalają na ‗do-
świadczanie władzy‘ (por. ostatnie zmiany w Olsztynie).

5. Wniosek – bezużyteczna przeszłość i idealiści

Teza o ‗bezużyteczności przeszłości‘ jest z pewnością


prowokacyjna. Z drugiej strony argumenty dla jej uzasadnienia dob-
rałem bardzo tendencyjnie. Ale moim zdaniem problem jest znacznie
szerszy. Odnieść można wrażenie, że w dzisiejszym zglobalizowanym
świecie aspekty odnoszące się do przeszłości są coraz bardziej spora-
dyczne. Tylko politykom czy ‗specjalistom od przeszłości‘ jest ona
potrzebna. Politycy traktują przeszłość bardzo instrumentalnie – od-
wołują się do niej, gdy jest okazja ‗pokazania się‘ (vide ostatnie ob-
chody związane z rocznicą oswobodzenia obozu koncentracyjnego
Auschwitz-Birkenau czy wcześniejsze obchody rocznicy wybuchu
powstania warszawskiego). A z drugiej strony ci sami politycy nie
robią nic by skutecznie szerzyć wiedzę o przeszłości, by zwiększać
nakłady na instytucje zajmujące się przeszłością lub wspomagać je od
strony organizacyjnej poprzez tworzenie odpowiedniego prawa.
Podobnie jest z mediami, które mają ogromny wpływ na po-
glądy szerokich grup społecznych. Przeszłość staje się atrakcyjna
wówczas, gdy można zaproponować coś spektakularnego, super
atrakcyjnego (np. niedawna reklama odkopywania grobowca egip-
skiego ‗na żywo‘). Codzienność przeszłości nie jest wystarczająco
atrakcyjna by inwestować w nią czas i pieniądze. Można odnieść wra-
żenie, że decydenci w mediach mieli bardzo złych nauczycieli historii,
którzy nie potrafili zbudować atrakcyjnego obrazu przeszłości w opar-
41
ciu o ‗mało atrakcyjne‘ wydarzenia. Tym samym cała przeszłość (hi-
storia) kojarzy się z nudą wkuwania na pamięć dat z podręcznika.
Z mojej perspektywy niewielu jest idealistów, którzy chcie-
liby się poważniej angażować w ochronę i promocję przeszłości.
Można ich znaleźć w różnych grupach społecznych, lecz ich zaanga-
żowanie wynika z efektywnej ‗pracy organicznej‘ nauczycieli, histo-
ryków itp. Nie jest to efekt dobrze funkcjonującego systemu.
Może zatem zamiast zadawać pytanie ‗komu potrzebna jest
przeszłość?‘ powinniśmy sobie zadać pytanie ‗czy potrzebni są nam
idealiści?‘ Jeżeli odpowiedź będzie pozytywna to i miejsce na prze-
szłość się znajdzie.

Wykaz cytowanej literatury:

Augustyn św. (1999), Wyznania, Warszawa: Świat Książki.


Bastowska K. (2003), Z dziejów zabytkowych świątyń dawnego wo-
jewództwa koszalińskiego w latach 1945–1989, W: Historia i
kultura Ziemi Sławieńskiej, t. II, W. Rączkowski, J. Sroka
(red.), Sławno: Fundacja „Dziedzictwo‖, s. 197–242.
[Idziak W.] (red.) (2001–2002), Strategia Rozwoju Powiatu Sławień-
skiego do roku 2015, [Starostwo Powiatowe], [Sławno].
Kamiński Z. (1998) Charakter prawny Studium, W: Studium
uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego
gminy Widuchowa (woj. szczecińskie) – wybrane problemy, S.
Żynda (red.), Poznań: Bogucki – Wydawnictwo Naukowe, s. 5–
6.
Kobyliński Z. (1997), Aktualne zagrożenia dziedzictwa archeologicz-
nego w Polsce, W: Aktualne zagrożenia dziedzictwa archeolo-
gicznego. Materiały z konferencji ogólnopolskiej, Poznań, 17
kwietnia 1997 r., A. Prinke (red.), Poznań: Muzeum Archeolo-
giczne w Poznaniu, s. 7–25.
Kobyliński Z. (2001), Teoretyczne podstawy konserwacji dziedzictwa
archeologicznego, Warszawa: Fundacja Res Publica Multieth-
nica, Instytut Archeologii i Etnologii PAN.
Mamzer H. (2004), Archeologia i dyskurs. Rozważania metaarcheolo-
giczne, Poznań: IAiE PAN.
Rączkowski W., Sroka J. (2002a), Cudze chwalicie, swego nie znacie:
o różnym postrzeganiu krajobrazu kulturowego, W: De rebus
42
futuris memento: przyszłość przeszłego krajobrazu kulturowego
Ziemi Sławieńskiej, W. Rączkowski, J. Sroka (red.), Sławno:
Sławieński Dom Kultury, s. 7–22.
Rączkowski W., Sroka J. (red.) (2002b), De rebus futuris memento:
przyszłość przeszłego krajobrazu kulturowego Ziemi Sławień-
skiej, Fundacja „Dziedzictwo‖, Sławno: Sławieński Dom Kul-
tury.
Rączkowski W., Szymczak A. (1998), Kierunki ochrony i zago-
spodarowania komponentów środowiska kulturowego, W: Stu-
dium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzen-
nego gminy Widuchowa (woj. szczecińskie) – wybrane pro-
blemy, S. Żynda (red.), Poznań: Bogucki – Wydawnictwo Na-
ukowe, s. 53–57.
Stefanowski W. (2002), Zasoby środowiska kulturowego w polityce
gminy Sławno, W: De rebus futuris memento: przyszłość prze-
szłego krajobrazu kulturowego Ziemi Sławieńskiej, W. Rącz-
kowski, J. Sroka (red.), Sławno: Sławieński Dom Kultury, s.
115–122.
Szalewska E. (1999), Kultura i kultura ludowa „Krainy w kratę‖ jako
zintegrowany produkt turystyczny, W: Wieś letniskowa i agro-
turystyka, W. Misiak, D. Karolczuk (red.), Warszawa, Wro-
cław: Wydawnictwo Silesia DTIK, s. 56–63.
Szalewska E. (2000), Koncepcja zagospodarowania turystycznego
produktu markowego obszaru „Kraina w kratę‖, Słupskie Prace
Matematyczno-Przyrodnicze, t. 13c, s. 277–308.
Topolski J. (1996), Jak się pisze i rozumie historię. Tajemnice narracji
historycznej, Warszawa: Rytm.
Trigger B. (1989), A History of Archaeological Thought, Cambridge:
Cambridge University Press.

43
Ewa Bugaj
Instytut Prahistorii UAM
Poznań

W kwestii czynienia użytku z przeszłości w przeszłości i obecnie –


uwag kilka o starożytnych Grekach i o współczesności

All action is timed action, which uses the imprint of the past to cre-
ate an anticipation of the future. Together the body and material things from
the flow of the past into the future. Human time flows on a number of levels.
Each level represents a different aspect of the framework of reference. Long-
term frames of reference are those within which we are socialised, made up
of the particular shape of the landscape, historically special sets of relations
between people and definite forms of interaction between people and the
world.

(Wszelkie działania zachodzą w czasie i wykorzystują ślady prze-


szłości aby tworzyć i antycypować przyszłość. Wszystko razem, ludzie i rzeczy
materialne toczą się z przeszłości w kierunku przyszłości. Czas ludzki prze-
pływa jednak na licznych poziomach. Każdy poziom odpowiada innym
aspektom w obrębie jakiegoś kontekstu. Długotrwałe konteksty czasowe to
takie, w których ludzie się socjalizują, przysposabiają do życia w określo-
nym środowisku, tworzą konkretne historyczne relacje między sobą oraz
ustanawiają określone formy interakcji pomiędzy sobą a światem zewnętrz-
nym)1.
(Gosden 1994, s. 17-18)

Komu potrzebna jest przeszłość? to pytanie zadawali sobie je-


sienią 2003 roku studenci rozmaitych dyscyplin nauk humanistycz-
nych podczas sesji zorganizowanej już po raz piąty przez skupionych
w Kole Naukowym adeptów poznańskiej archeologii. Z takim pyta-
niem zwrócili się również do swoich nauczycieli, którzy w ramach
wykonywanych profesji podejmują bezustannie trud namysłu nad
przeszłością w jej wielorakich aspektach oraz starają się ją zgłębiać,
odczytywać, opisywać i przybliżać, a nierzadko też i kreować.
Biorąc udział w tej dyskusji pragnę na początku być może ba-
nalnie stwierdzić, że człowiek jest istotą świadomą swej egzystencji,
która toczy się w czasie i jest w nim ograniczona, zatem ma też świa-
domość przemijania i przeszłości, świadomość teraźniejszości oraz
1
Swobodny przekład – autorka niniejszego artykułu.
44
umiejętność projekcji przyszłości. Świadomość przeszłości jest po
prostu człowiekowi dana, pozwala nam się w świecie zakorzenić,
określić swe miejsce oraz swą tożsamość. Natomiast na ile ludzie
rozwijają świadomość przeszłości i z niej korzystają oraz na ile w
ogóle rozwijają potrzebę odnoszenia się do niej i z jakich pobudek to
czynią obecnie i czynili w czasach minionych, pozostaje godne zasta-
nowienia. Jest to też przedmiotem bardzo rozwiniętych w ostatnich
latach studiów, które podejmowane są w ramach wielu dyscyplin
społecznych i historycznych, od psychologii i socjologii poczynając,
poprzez etnologię, antropologię kulturową na historii kończąc. Bada-
nia owe, szczególnie te z zakresu antropologii społecznej, ukierunko-
wane na poznanie stosunku do bardziej lub mniej zmitologizowanej
przeszłości różnorodnych grup społecznych i etnicznych, funkcjonu-
jących w najrozmaitszych kontekstach środowiskowych i politycz-
nych, pokazują, jak dociekanie przeszłości i jej teraźniejsze interpreta-
cje bywają różnorodne i często dalekie od dominującej europejskiej
perspektywy studiów oraz stają się coraz bardziej owocne również dla
archeologii. W ostatnim czasie na fali tych zainteresowań pojawiły się
liczne publikacje, rozważające problem zarówno w na poziomie teo-
retycznym, jak i poparte mnogimi przykładami, wskazujące na poten-
cjalne kierunki i możliwości badań oraz ewentualne ich negatywne
uwikłania (Layton 1989; Gathercole, Lowenthal 1990; Bond, Gilliam
1994). Co więcej, oprócz tych rozważań ogólniejszej natury,
wynikających z dyskusji w obrębie szeroko rozumianej antropologii
społecznej, pojawiły się ostatnio prace podejmujące próbę
interpretacji stosunku do przeszłości poprzez źródła archeologiczne, i
to stosunku do przeszłości zarówno wybranych pradziejowych spo-
łeczności w Europie, jak i społeczności już historycznych, starożyt-
nych (Alcock 2002; Bradley 2002), że wspomnę tutaj jedynie dwie
świeżej daty książki. Udowadniają one, że archeolodzy również mogą
i powinni rozważać poprzez dostępne im źródła jak minione społecz-
ności podchodziły do przeszłości, biorąc pod uwagę na przykład od-
czuwaną i kultywowaną przez nie więź z odziedziczonymi po przod-
kach artefaktami, miejscem i całym szeroko rozumianym krajobra-
zem.
Ramy tego szkicu nie pozwolą mi na szersze zajęcie się tą
kwestią, nie zamierzam także obszerniej komentować wspomnianych
powyżej publikacji. Wykorzystując natomiast pewne ustalenia tam i
gdzie indziej zawarte, pragnę podzielić się kilkoma uwagami dotyczą-
45
cymi podchodzenia do przeszłości w starożytnej Grecji, a także wy-
branymi spostrzeżeniami na temat stosunku społeczeństw współcze-
snych do przeszłości.
Wymaga to jednakże poczynienia jeszcze kilku uwag o bar-
dziej ogólnym charakterze. Chodzić mi tutaj będzie oczywiście nie
przeszłość indywidualną, którą rzadko mamy okazję rozpoznawać, w
przypadku badania odległych w czasie społeczności, ale o przeszłość
grupową i społeczną. Ludzie od pradziejów egzystowali w jakiś gru-
pach, tworzyli i tworzą społeczności, które trwają i działają w czasie,
zatem dla tych wszystkich społeczności rozpoznanie swej przeszłości,
która określa i legitymizuje teraźniejszość oraz jest w niej w jakiś
sposób skumulowana, powinno być rzeczą zasadniczą. Nie potrafimy,
pomimo wspomnianych powyżej prób, bliżej bezpośrednio określić
stosunku do przeszłości w pradziejach, trochę więcej możemy w tym
względzie powiedzieć o starożytnych Grekach, natomiast niewątpli-
wie materialne ślady zwracania się ku przeszłości oraz chęć podkre-
ślania jakiś jej wybranych, kluczowych momentów możemy zaobser-
wować wszędzie.
Przy podejmowaniu rozważań, dotyczących szeroko rozumia-
nego stosunku do przeszłości odległych, minionych społeczności,
nieuchronnie jednak nasuwa się kilka podstawowych problemów.
Pierwszym, zasadniczym, będzie problem odczuwania i postrzegania
samego czasu przez owe społeczności. Następną istotną kwestią, którą
w przypadku takich rozważań należy wziąć pod uwagę, będzie kwe-
stia pamięci i pamiętania – szczególnie tej tak zwanej pamięci spo-
łecznej bądź też kulturowej, jak się ją nieraz próbuje określać
(Assmann 2002, s. 29-160). Na koniec kluczową sprawą jest kwestia
materialnych pozostałości przeszłości, tych tak istotnych dla
archeologa świadectw, bo często jedynych jakie są mu dostępne oraz
miejsca lub szerzej rzecz ujmując – krajobrazu, gdzie się to wszystko
rozgrywało.
Jeśli chodzi o kwestię czasu, to bardzo rzecz całą upraszcza-
jąc, należy mieć na uwadze, iż jego odczuwanie oraz postrzeganie jest
społecznie konstruowane, wiadomo, że nie zawsze i wszędzie czas
mierzono jedną skalą jaką mamy współcześnie, a ponadto nie postrze-
gano go jedynie linearnie. Mógł być przecież odmierzany zgodnie z
naturalnymi cyklami przyrody, generacjami w danej społeczności lub
nawet wedle etapów życia konkretnej osoby i na wiele innych jeszcze

46
sposobów, związanych często z podstawami egzystowania danej
grupy ludzkiej (Layton 1989, s. 5-10; Bradley 2002, s. 5-8).
W perspektywie rozważań, które poniżej chcę przedstawić, i
które najczęściej podnoszą archeolodzy próbujący interpretacji doty-
czących stosunku do przeszłości społeczności pradziejowych i staro-
żytnych, najistotniejsza wydaje się jednakże kwestia pamięci i
pamiętania – pamiętania, które jest zachodzącym nieustannie proce-
sem, pozostawiającym po sobie materialne ślady. Przeszłość sama
bowiem bezpośrednio łączy się najbardziej z pamięcią, a nawet sami
historycy niejednokrotnie ostatnio mocno włączają kwestię pamięci w
obręb swoich dociekań (Klein 2000, s. 127-150). Jeśli zdamy sobie
sprawę, że z perspektywy archeologicznej rzecz ujmując, najczęściej
mamy do czynienia ze społecznościami niepiśmiennymi lub takimi, w
których znajomość pisma ograniczona była do bardzo wąskiej grupy
ludzi, rola pamięci i wszelkie formy jej przejawiania się pozostaną
zasadniczym elementem badań. Najczęściej mówi się w tym
przypadku o tzw. pamięci społecznej lub kolektywnej, w ujęciu sfor-
mułowanym przez francuskiego socjologa Maurice Halbwachsa w
pracach opublikowanych w pierwszej połowie XX wieku2. Archeolog
Egiptu, Jan Assmann, biorąc pod uwagę ustalenia Halbwachsa oraz
wielu innych myślicieli i dane pochodzące ze starożytnych kultur
egzystujących w basenie Morza Śródziemnego, rozwija nawet kon-
cepcję tzw. pamięci kulturowej, która byłaby sumą wszystkich sposo-
bów pamiętania potrzebnych danej społeczności aby emulować swą
przeszłość, i na podstawie której uzyskuje ona swą tożsamość. Na ową
pamięć kulturową miałyby się składać, wedle Assmanna, różne ro-
dzaje pamięci, takie jak pamięć mimetyczna, pamięć materialna (rze-
czy) oraz pamięć komunikacyjna (Assmann 2002, s. 20-21). Nie za-
głębiając się bardziej w te studia, a przechodząc do deklarowanych w
niniejszym artykule rozważań związanych ze starożytną Grecją, pra-
gnę wspomnieć, że w tym wypadku mamy przekazy dotyczące pa-

2
Na owe dzieła powołuję się za książkami J. Assmanna (2002), s. 34-48 oraz
S. E. Alcock (2002), s. 1-2, 23-28, którzy oprócz publikacji oryginalnych
Halbwachsa (Les cardes sociaux de la mémoire, Paris 1925; La mémoire
collective, Paris 1950), przytaczają też niemiecko- i anglojęzyczne przekłady:
Das Gedächtnis und seine sozialen Bedingungen, Frankfurt 1985; Das
kollektive Gedächtnis, Frankfurt 1985 oraz On Collective Memory, Chicago
1992.
47
mięci pochodzące już od samych starożytnych, a badacze uważają, że
możemy to cofać nawet do późnoarchaicznego poety greckiego Simo-
nidesa (Alcock 2002, s. 21), chociaż najlepiej rzecz całą opisali do-
piero Rzymianie. Zalecali oni, tak jak na przykład Cyceron3, rozwija-
nie tzw. sztuki pamięci – ars memoriae oraz oddawanie się rozmaitym
praktykom mnemotechnicznym i kommemoratywnym. W przypadku
starożytności klasycznej rzecz wydaje się o tyle łatwiejsza, niż w
przypadku pradziejów, że w zasadzie począwszy od Arystotelesa aż
po św. Augustyna możemy odnajdywać wzmianki i śledzić rozwój
różnorodnych koncepcji na temat działania pamięci i jej znaczenia, a
ponadto wiemy, że umiejętność posługiwania się mnemotechniką,
szczególnie w starożytnym Rzymie, należała do stałych elementów
wykorzystywanych przez elity, a szczególnie oratorów (Alcock 2002,
s. 19-23).
Wreszcie ostatnia z podnoszonych powyżej zasadniczych
kwestii związanych z przeszłością – kwestia miejsca, a nawet szerzej
krajobrazu. Ponownie w przypadku starożytności klasycznej z pomocą
przychodzą sami starożytni, dla których pamięć zawsze powiązana
była z konkretnymi miejscami, poprzez które przy pomocy wyobraźni
przywoływała obrazy z przeszłości. Pisał dla przykładu Kwintylian, że
miejsca i wyobrażenia z reguły są ze sobą tak ściśle powiązane jak
ręce tancerzy4. Zatem pomiędzy rozmaitymi obiektami, miejscami
oraz pamięcią, która daje nam wyobrażenia o przeszłości, zachodzi
stały związek, który dostrzegali już starożytni Rzymianie postulując
uprawianie ars memoriae poprzez odnoszenie się do loci i wykorzy-
stywanie imagines. Ich uwagi, jak mi się wydaje, odnieść możemy
także do Greków.
Dane historyczne, od których rozpocznę, dotyczące stosunku
starożytnych Greków do swej przeszłości są różnej ilości i jakości –
czas zniszczył wiele przekazów, nie znane są jakieś starożytne dzieła
pisane poświęcone specjalnie temu tematowi, a podstawą badań pozo-
stają przede wszystkim utwory literackie.
Zanim przejdę do tych rozważań, dla porządku przypomnę je-
dynie pewne generalne etapy greckiej historii. W końcu epoki brązu
kwitło na terenie Grecji wysoko zorganizowane społeczeństwo my-
keńskie, będące elementem cywilizacji egejskiej, skupione wokół

3
Cytuję za Alcock 2002, s. 21.
4
Kwintylian Institutio Oratoria 11.2.21 – cytuję za Alcock 2002, s. 22.
48
znaczących ośrodków władzy w takich pałacach jak Mykeny, Pylos
czy Teby, w których dla celów administracyjnych posługiwano się już
formą pisma sylabicznego (pismo Linearne B). Około roku 1100
przed Chr.5 następuje upadek tej cywilizacji i sposobu jej egzystowa-
nia – ma miejsce zniszczenie pałaców oraz opuszczanie zasiedlanych
przez generacje osad w głębi lądu greckiego i przemieszczanie się
ludności do nowych, zakładanych między innymi na wybrzeżach Azji
Mniejszej siedlisk. Następują w Grecji tak zwane wieki ciemne. Od
około VIII wieku można zaobserwować ponowne ożywienie, które
doprowadzi z czasem do rozwoju inaczej zorganizowanej społeczno-
ści opartej na systemie małych, niezależnych miast-państw, będących
podstawą cywilizacji greckiej w okresie klasycznym. Na nowo usta-
nawiane są szersze kontakty ze światem zewnętrznym oraz pojawia
się literatura.
Dla jasności dalszych rozważań przytoczę jeszcze w formie
schematu ramy chronologiczne poszczególnych okresów oraz niektóre
postaci i wydarzenia, wspominane na łamach niniejszego artykułu6:
późna epoka brązu/okres mykeński - ok. 1600-1200
okres późno helladzki III C - ok. 1200-1075
wczesna epoka żelaza/wieki ciemne - ok. 1075-700
okres archaiczny - ok. 700-480
okres klasyczny - 480-323
okres hellenistyczny - 323-31
od panowania Oktawiana Augusta aż do
czasów bizantyńskich Grecja jest prowincją
imperium rzymskiego

wojna trojańska/ pismo linearne B - ok. 1250


upadek mykeńskich ośrodków władzy - ok. 1100
alfabet i początki greckiej literatury - od ok. 800
rozwój epiki/Homer
rozwój liryki
wojny perskie - 490-479

5
Znakomita większość dat dotyczących starożytnej Grecji, a przytaczanych
w tym artykule, odnosi się do czasów przed narodzeniem Chrystusa, zatem
w dalszej części tekstu pomijać będę to określenie.
6
Schemat podaję na podstawie zestawień znajdujących się m. in. w pracach
B. Sparkesa (1989, s. 120, tabl. 10.1) oraz I. Morrisa (2000, s. 7, tabl. 1.1).
49
rozwój dramatu w Atenach
Herodot (484-425)
wojny peloponeskie - 431-421, 415-404
Tukidydes (ok. 460-400)

Znamienne jest, że w greckich świadectwach pochodzących


już z okresu archaicznego, a następnie klasycznego, daje się zaobser-
wować zjawisko, które wielokrotnie i w historii innych społeczeństw
zachodziło – a w każdym razie tych, które doświadczyły w swych
dziejach etapu przejścia z życia na wysokim poziomie do egzystencji
o wiele biedniejszej i prostszej. Pojawiała się w nich nostalgia za cza-
sami świetności, w których żyło się lepiej, a ludzie byli bardziej od-
ważni i pełni cnót oraz skłonni do wyjątkowych wysiłków i działań.
Heroizowanie przeszłości w Grecji zakorzeniło się bardzo mocno i w
zasadzie Grecy nigdy się już od niego nie uwolnili. Podejście to mu-
siało krystalizować się właśnie po upadku cywilizacji mykeńskiej, w
tak zwanych wiekach ciemnych, kiedy przeszłość przywoływali, za-
pewne w jakimś stopniu wciąż ją na nowo kreując, przemieszczający
się po greckim świecie bardowie i nie funkcjonowała ona jeszcze w
formie pisanej. Około VIII wieku, kiedy pojawia się pismo, w central-
nej Grecji zaczęto tworzyć poezję dotyczącą głównie wątków hero-
icznych, teogonicznych i genealogicznych, co musiało zrewolucjoni-
zować związek Greków ze swą przeszłością, a niektórzy badacze su-
gerują nawet, że owi wędrujący poeci scalili wówczas lokalne mitolo-
gie w jedną wielką genealogię, która stała się kanwą dla
panhelleńskich pieśni (Morris 2000, s. 261-262). Z drugiej strony
nawet po zaadoptowaniu pisma, opowieści pozostawały główną formą
przekazywania historii, gdyż znaczna część ludności nie posiadała
umiejętności posługiwania się nim (Sparkes 1989, s. 119-121). Dalej
ów obraz heroicznej przeszłości utrwaliły przede wszystkim eposy
Homerowe, które musiały także z tych opowieści bardów wyrosnąć, a
będąc dziełami wysokiej klasy, wyjątkowo przemawiającymi do
wyobraźni Greków, co więcej odgrywanymi przez wieki w formie
przedstawień przed tłumami publiczności, wywierały olbrzymie
piętno i były mocno przekonujące (Sparkes 1989, s. 122-123). Przed-
stawienia takie stawały się z czasem zapewne w jakimś stopniu poli-
tycznym narzędziem sprawowania władzy i wpływania na świado-
mość mieszkańców uformowanych już miast-państw, dając im poczu-
cie, jak się to czasami w literaturze za samym Ajschylosem określa,
50
dostępu do ‗okruchów, które spadały ze wspaniałych Homerowych
bankietów‘, czyli poczucie udziału w tej przeszłości (Layton 1989, s.
8; Sparkes 1989, s. 123). Wizerunki heroicznej przeszłości utrwalał
też rozwój dramatu, a działo się to pomimo pojawienia się przecież w
Grecji w pewnym momencie pierwszych prac historycznych - Hero-
dota, a następnie Tukitydesa, które różnie współcześnie bywają oce-
niane jeśli chodzi o wiarygodność przedstawianych w nich zdarzeń,
jednak zwiemy je już dziełami historycznymi ze względu na postulo-
waną w nich chęć dociekania faktów na podstawie świadectw oraz
porządkowania zdarzeń z przeszłości (Arnold 2001, s. 27-30, 43-45). I
chociaż interpretacje przeszłości od czasu pojawienia się pierwszych
greckich historyków zaczynają się zmieniać, Homer oraz inne dzieła
literackie, w tym dramat, pozostają kluczowe w kwestii
przekazywania i utrwalania wybranych obrazów przeszłości - prze-
szłości takiej, która być może nigdy nie zaszła, ale była pożądana i
zapamiętywana, a ponadto w powszechnym odczuciu sankcjonowała
sposób życia i myślenia kolejnych generacji greckiej społeczności
(Sparkes 1989, s. 129).
Nie tylko eposy odgrywały tutaj znaczącą rolę. Ikonografia
grecka epatowała powtarzanymi ciągle przedstawieniami mitycznymi
– przeważnie tematami zaczerpniętymi z wojny trojańskiej, tematami
walk Lapitów z Centaurami czy też Greków z Amazonkami. Kwestią
od dawna dyskutowaną w literaturze jest co prawda problem, na ile
owe przedstawienia czy to literackie czy plastyczne były perswazyjne,
i na ile przyjmowano je za prawdziwe obrazy przeszłości. Nie znaj-
dziemy tutaj jednoznacznej odpowiedzi, ale znaczna część badaczy
uważa, że dla większości greckiej społeczności były one przekonu-
jące, ze wszech miar poważane i ludzie dawali im wiarę (Sparkes
1989, s. 121).
Zatem przedstawiane i nieustannie przywoływane heroiczne
działania z bardziej lub mniej zmitologizowanej przeszłości, dostar-
czały w Grecji stale modelu zachowań pożądanych i pozytywnie oce-
nianych, a dawni herosi pozostawali prototypami dla później żyjących
generacji greckich mężczyzn. Co więcej, prawdopodobnie w okresie
wieków ciemnych, kiedy, jak powyżej wspominałam, wyobrażenia o
tej heroicznej przeszłości musiały się krystalizować, same materialne
ślady w Grecji w postaci ruin mykeńskich pałaców, lokowanych z
reguły w miejscach naturalnie obronnych i wyniesionych, dostarczały

51
widocznego kontekstu dla tych podań z przeszłości (Sparkes 1989, s.
126).
Przechodząc dalej w kierunku innych jeszcze archeologicz-
nych śladów dających podstawę dla rozważań nad stosunkiem staro-
żytnych Greków do swej przeszłości, należy wspomnieć, że oprócz
ruin pałaców i całych towarzyszących im założeń obronnych, które, co
warto tutaj szczególnie podkreślić, zgodnie też z tą grecką tradycją
heroizowania zwane były murami Cyklopimi, centralna Grecja usłana
jest rozmaitymi mykeńskimi pochówkami. Ewidencje archeologiczne
pozwalają wnioskować, iż w okresie przypadającym na czasy około
750-700 przed Chr. groby te zaczynają wzbudzać wyjątkowe zaintere-
sowanie, objawiające się m. in. częstym ponownym ich wykorzysta-
niem, otaczaniem czcią i deponowaniem tam materiałów, których
wiemy, że pochodzą już z epoki żelaza, a datowane są na podstawie
ceramiki głównie na okres późno-geometryczny7 oraz na wiek VII.
Interpretowane jest to z reguły jako narodziny tradycji kultu herosów,
która następnie rozwijać się będzie w całym okresie archaicznym.
Badacze przy tym nie negują, iż heroizowanie grobowców z pocho-
wanymi tam osobami i generalnie miejsc grzebalnych zachodziło za-
pewne także i wcześniej, ale na podstawie szczegółowych analiz
cmentarzysk można wydzielić horyzont, datowany około 750-700
przed Chr., w którym zjawiska te się wyjątkowo intensyfikują. I.
Morris określa ten etap chronologiczny rozwoju Grecji nawet jako
„horyzont heroizacji‖, czasy kiedy ludzie zaczęli osiągać
prawdopodobnie jakąś nową świadomość swej przeszłości, w oparciu
o którą budowali teraźniejszość, a namacalne fizyczne monumenty z
dawnych epok przynosiły im niejako przeszłość do teraźniejszości
(Morris 2000, s. 267-273). Przemyślenie swej przeszłości było zatem
nieodłącznie związane z przemyśleniem miejsca, w którym się
egzystowało, a jeśli połączymy fakt rozwoju rozmaitych nowych
sanktuariów i w ogóle „porządkowania‖ miejsc kultu w tym czasie,

7
Na podstawie rozwoju ceramiki i wyróżnianych w jej obrębie stylów
wczesna epoka żelaza podzielona jest w Grecji na mniejsze odcinki – fazy.
Fazy te lokalnie mogą być trochę odmiennie datowane, ale dla Aten
wyglądają one następująco: okres submykeński – ok. 1075-1025,
protogeometryczny – ok. 1025-900, wczesnogeometryczny – ok. 900-850,
środkowogeometryczny – ok. 850-760 i późnogeometryczny – ok. 760-700 –
oczywiście wszystkie daty przed Chr. (za Morris 2000, s. 7).
52
wspominany powyżej fakt spożytkowania na nowo pochówków z
dawnych epok oraz w ogóle fakt wzmożonego zainteresowania nimi, a
wreszcie fakt spisywania tradycji ustnej na temat swych początków
oraz przeszłości, to rzeczywiście ten etap transformacji, przechodzenia
z wieków ciemnych do okresu archaicznego można określać jako
czasy heroizowania przeszłości, która nadawała ramy nowym
zasadom funkcjonowania greckiej społeczności (Morris 2000, s. 305-
306). Znaczenie owego okresu przejściowego oraz samych czasów
archaicznych, w których w Grecji miały miejsce wielorakie zmiany
społeczne, podkreślali rzecz jasna już badacze wcześniej, również
artykułując owo specyficzne nastawienie Greków do swej przeszłości
i jej heroizowanie (Snodgrass 1980, s. 77), a znamiennym jest fakt, iż
tego typu zjawiska zachodzą najczęściej w okresach transformacji i
różnorodnych zmian, kiedy teraźniejszość wymaga nowej interpretacji
przeszłości, a przeszłość staje się wyjątkową pożywką dla pamięci.
Wreszcie, na koniec tych bardzo ogólnych uwag na temat
podchodzenia do przeszłości w starożytnej Grecji w kontekście szer-
szych rozważań dotyczących w ogóle potrzeby odnoszenia się do
przeszłości w kulturze, chciałabym przytoczyć jeszcze jeden przykład
ze świata greckiego. Związany jest on ponownie z okresem różnorod-
nych zmian i transformacji, którym poddana była grecka społeczność,
ale pod rządami Rzymian. S. Alcock we wspominanej już w niniej-
szym artykule książce przywołuje bardzo wiele danych, zarówno hi-
storycznych, jak i archeologicznych, dotyczących preferowanych ów-
cześnie interpretacji przeszłości, narracji tworzonych poprzez wyjąt-
kowo nacechowane znaczeniami miejsca pamięci i rozmaitych kom-
memoratywnych akcji, które wtedy podejmowano (Alcock 2002, s.
19-23). Uderzające jest obserwowalne poprzez owe źródła ciągłe
przywoływanie przez Greków jedynie epoki klasycznej i bezustanne
odwoływanie się do niej, tak jakby czasy między Aleksandrem
Wielkim a rzymskim podbojem nic szczególnego, co zasługiwałoby
na pamięć nie wniosły. Wspominane są przede wszystkim znaczące
wydarzenia świetności greckich miast-państw, a głównie zwycięskie
bitwy w wojnie z Persami itp. Co prawda problem zainteresowania
epoką klasyczną i odwoływania się do powstałych wtedy wzorców
jest o wiele bardziej złożony, niż go tutaj w uproszczeniu komunikuję,
gdyż należałoby wziąć pod uwagę samo zainteresowanie Rzymian
kulturą grecką i jej osiągnięciami, szczególnie w zakresie sztuk
plastycznych, wykorzystywanie tego dla imperialnej propagandy, a
53
także narodziny tzw. drugiej sofistyki. Nie zamierzam jednak
rozpatrywać w tym miejscu tych obrosłych ogromną literaturą
zjawisk, natomiast myślę, że warto dodać, iż poza
niekwestionowanym admirowaniem wielu osiągnięć greckich przez
Rzymian, należy mieć na uwadze jednak fakt ich dominacji, nieraz
nawet brutalnej, nad podbitymi regionami (Alcock 2002, s. 36-51).
Z kolei zwracając uwagę na archeologiczne ślady dokumen-
tujące ówczesny stosunek zarówno Greków jak i Rzymian do tych
minionych czasów klasycznych, sądzę, że warto przywołać tutaj
choćby jedno z miejsc, które szczególnie dla Greków związane było i
nacechowane znaczeniem, a które Alcock poddaje interpretacji, a
mianowicie ateńską agorę (Alcock 2002, s. 51-74). Samo
przestudiowanie planów agory z okresu klasycznego, a następnie z
czasów rzymskich, wskazuje na zasadnicze zmiany jakie zaszły w jej
obrębie i można powiedzieć, że z przestrzeni otwartej i „niezależnej‖
stała się z czasem przestrzenią zapełnioną wieloma budowlami i po-
mnikami, promującymi rozmaite narracje na temat przeszłości. Alcock
uważa nawet (jej rozbudowane wywody tutaj upraszczam), że agora
ateńska w czasach rzymskich może być uznana za architektoniczny
ekwiwalent tendencji antykwarycznych okresu drugiej sofistyki - staje
się jakby „muzeum‖, do którego zaczynają być przenoszone budowle
lub ich zawartość z innych miejsc. Są one często wyrywane z pier-
wotnego kontekstu i uzyskują nowe znaczenia, tak jak na przykład
lokowane tam na początku epoki imperialnej klasyczne świątynie, w
których oprócz bogów greckich czczono wizerunki cesarskie. Poza
świątyniami i pomnikami klasycznymi pojawiającymi się jako „nowe‖
w czasach rzymskich na agorze, poddawane były renowacji także te,
które tam już funkcjonowały, a ponadto wznoszone naprawdę zupeł-
nie nowe założenia, jak choćby zbudowany opodal rynek Cezara i
Augusta oraz odeon Agrypy. Generalnie agora ateńska musiała stracić
swe pierwotne funkcje i zapewne nie mogła być dłużej rozpoznawana
jako symbol klasycznej demokracji i niezależności. Być może służyła
funkcjom reprezentacyjnym, a z pewnością uzyskała status miejsca
związanego głównie z aktywnościami handlowymi. Wiemy też ze
źródeł historycznych, że ateńscy notable aktywnie uczestniczyli w
ceremoniach publicznych i w sprawowaniu imperialnego kultu. Zatem
można konkludując powiedzieć, że to szczególne ateńskie miejsce
pamięci miało służyć integracji czasów klasycznych z rzymską teraź-
niejszością, miało pozostać świadectwem pożądanego przez wszyst-
54
kich ateńskiego dziedzictwa klasycznego, ale zarazem dawać
podstawy do akceptacji nowego porządku i przywoływać te obrazy z
przeszłości, które narzucali rządzący. Podobne zmiany można
prześledzić w obrębie wielu innych jeszcze miejskich przestrzeni
publicznych w Grecji pod rządami Rzymu (Alcock 2002, s. 68-74).
Uważam, że nawet to powyższe pobieżne przedstawienie pro-
blematyki stosunku do przeszłości na podstawie wybranych świa-
dectw pochodzących ze starożytnej Grecji rodzi kilka generalnych
pytań, które nasuwają się przy podejmowaniu tego typu rozważań. Co
więcej pytania te pozostają aktualne dla rozmaitych kontekstów spo-
łeczno-kulturowych, wraz z naszymi współczesnymi włącznie i zada-
jąc je powinniśmy próbować znajdować na nie odpowiedzi. Myślę, że
na początku ważne jest ustalenie co ludzie wybierają do zapamiętania
ze swej przeszłości, co zapominają lub pomijają, kto w danym społe-
czeństwie formułuje i promuje dominujące narracje na temat przeszło-
ści i na ile inne jej wizje lub wersje są uprawnione, mogą się przebić,
bądź też są alternatywne lub konkurencyjne? Jaki wpływ wywiera to
wszystko na życie społeczne i jakie pozostawia ślady?
W kontekście powyższych pytań, na koniec chciałabym
przedstawić kilka wybranych refleksji na temat obserwowalnego sto-
sunku do przeszłości w czasach nam współczesnych i krótko zastano-
wić się jaki wpływ na funkcjonowanie konkretnych obrazów tej prze-
szłości mają archeolodzy, na ile rozważają w ogóle ten problem i czy
biorą odpowiedzialność za kształt pamięci, który tworzą? Osobiście
uważam, że archeolodzy wciąż w niewystarczający sposób dociekają,
dlaczego poszczególne ich interpretacje przeszłości są wybierane i
znajdują posłuch w konkretnym kontekście społeczno-kulturowym
poza dyskursem toczonym w obrębie dyscypliny, a inne nie. Oczywi-
stym przecież i wielokrotnie opisywanym zjawiskiem jest fakt, że
wiedza o przeszłości jest istotnym narzędziem politycznym, a wizu-
alne jej pozostałości, z którymi najczęściej archeolodzy mają do czy-
nienia, są w centrum uwagi, gdyż pozostają namacalnym jej śladem.
Można zatem stwierdzić, że kto ma wiedzę o nich, ma też w jakiś
sposób nad nimi władzę, a snując dalej ten wątek należałoby stwier-
dzić, że ten promuje związane z nimi narracje dotyczące przeszłości,
czyli w tym zakresie ma i władzę nad daną społecznością. Są to wie-
lokrotnie w ostatnich czasach podnoszone kwestie, a wciąż wydaje
się, że archeolodzy w niewystarczającym stopniu zdają sobie sprawę z
siły i możliwości oddziaływania swych interpretacji, a poza tym nie
55
chcą rozpoznawać swej odpowiedzialności za owe ustalenia i sposób
ich wykorzystywania czy to polityczny, czy też komercyjny (Ucko
1989, s. XIV-XV; Kristiansen 1993, s. 3).
Staje się to szczególnie istotne w ostatnich latach, w których,
jak wielu badaczy konstatuje, wraz ze zmianą konfiguracji etnicznych
i politycznych w Europie oraz na świecie, odbywających się niejedno-
krotnie w bardzo bolesny sposób, że wystarczy wspomnieć tutaj cho-
ciażby wojnę na Bałkanach, przeszłość i miejsca pamięci stają się
wyjątkowym obiektem zainteresowania i uzyskują nowe polityczne
zadania oraz nowy kontekst funkcjonowania w teraźniejszości (Kri-
stiansen 1993, s. 13-19). Ponadto, w społecznościach nie przechodzą-
cych jakiś zasadniczych i często dramatycznych transformacji, też
obserwujemy chęć identyfikacji z jakąś formą przeszłości i jej śla-
dami. Wystarczy chociażby wspomnieć jedno z najbardziej spektaku-
larnych zjawisk z ostatnich lat – zainteresowanie Stonehage i całą
dyskusję, która wokół niego się toczy. Przecież zupełnie inną rolę tego
miejsca dla siebie widzą współcześni ‗druidzi‘ i wyznawcy rozma-
itych sekt, inną organizatorzy specjalnych spotkań i festiwali, inną
brytyjskie organy rządowe czy samorządowe związane z ochroną i
zarządzaniem dziedzictwem kulturowym, inną archeolodzy, inną jesz-
cze być może współcześni lokalni mieszkańcy okolic Stonehage i jak
te wizje pogodzić? (Stone 1989, s. 196).
Co powinni robić archeolodzy w takich czasach – poza dal-
szym prowadzeniem badań - powinni przede wszystkim rozwijać
krytyczną świadomość podchodzenia do przeszłości. Co więcej, nie
osądzając, które podejście do przeszłości jest słuszniejsze, powinni w
bardziej perswazyjny sposób prezentować wyniki swych badań, a
działalność edukacyjną ukierunkowaną na uświadamianie roli prze-
szłości oraz na poszanowanie rozmaitych, a nie tylko wybranych jej
śladów, rozpocząć już od najmłodszych członków społeczności.
Aby wypromować takie krytyczne myślenie o przeszłości dzi-
siejsza archeologia powinna włożyć wielki wysiłek nie tylko w reflek-
sję nad swymi metodami badawczymi, co czyni, ale też na bieżąco
analizować przede wszystkim sposoby rozpowszechniania wiedzy o
przeszłości, w tym tak istotną w ostatnich latach kwestię wizualizacji.
Owo krytyczne spojrzenie na przeszłość musi mieć miejsce nie tylko
w ramach dyskursu naukowego, ale musi znacznie intensywniej za-
cząć ogniskować się na podstawowych współczesnych środkach prze-
kazu, poprzez które z reguły opinia publiczna i szeroko rozumiani
56
odbiorcy dowiadują się czegoś na temat przeszłości, i poprzez które
powinni uczyć się też krytycznego podejścia do niej (Schadla-Hall
1999, s. 147-158; Conrad 2001, s. 113).
Ponadto symptomem ostatnich czasów jest także to, iż arche-
olodzy w różnych krajach przechodzą swoistą transformację i rozwi-
jają się z względnie niezależnej grupy badaczy o aktywności w małej
skali, opartej na placówkach akademickich, muzealnych i uniwersy-
teckich, w aktywną i dużą grupę ludzi działających w ramach licznych
agend rządowych lub samorządowych, zajmujących się ochroną i
zarządzaniem dziedzictwem kulturowym. Powiązani stają się coraz
bardziej tym samym z rozmaitymi politycznymi, narodowymi bądź
etnicznymi domenami, co powoduje w wielu miejscach drastyczną
nieraz zmianę profilu archeologii, a konsekwencje tego jest trudno,
jak mi się wydaje, jeszcze obecnie ocenić (Kobyliński 2001, s. 17-20).
Warto ponadto zauważyć, że swoisty kult przeszłości i ochrona dzie-
dzictwa kulturowego stają się współcześnie jednym z dominujących
nurtów, w których ponownie ujawnia się ta społeczna funkcja prze-
szłości, którą prezentowałam poprzez wybrane przykłady na łamach
tego tekstu, a mianowicie kreowanie jakiejś pożądanej w określonym
czasie tożsamości i jedności. Przecież badanie historycznego rozwoju
każdej, najmniejszej nawet lokalnej społeczności lub miejsca, o ile to
możliwe w perspektywie od pradziejów do współczesności, jest obec-
nie europejską codziennością. Co więcej, zjawisko to zaczyna być
także powszechnie obserwowane w krajach post-kolonialnych, a do-
chodzi do tego wybór odpowiednich symboli i mitów przeszłości, do
których badacze się odwołują (Gathercole, Lowenthal 1990).
Zatem konkludując należy stwierdzić, że przeszłość stale
człowiekowi towarzyszyła i towarzyszy, chociaż rozmaicie była i jest
uobecniana. Aby uniknąć jej zupełnego ideologicznego, politycznego
lub komercyjnego sfunkcjonalizowania należy promować krytyczną
postawę podchodzenia do niej, a organizowane przez środowisko
poznańskich studentów archeologii spotkania, wraz z tym ostatnim z
2003 roku na temat Komu potrzebna jest przeszłość są dowodem chęci
budowania tej postawy, czego im serdecznie gratuluję.

57
Wykaz cytowanej literatury

Alcock S. E. (2002), Archaeologies of the Greek past. Landscape,


monuments, and memories, Cambridge: Cambridge University
Press.
Arnold J. H. (2001), Historia (seria: bardzo krótkie wprowadzenie),
Warszawa: Prószyński i S-ka.
Assmann J. (2002) Das kulturelle Gedächtnis. Schrift, Erinnerung und
politische Identität in frühen Hochkulturen, München: Verlag
C.H. Beck, (4 edycja, 1 wyd. 1992).
Bond G. C., Gilliam A. (red.) (1994), Social construction of the past.
Representation as power, London and New York: Routledge.
Bradley R. (2002), The past in prehistoric societies, Routledge, Lon-
don and New York.
Conrad N. J. (2001), The future of archaeology, W: Quo vadis ar-
chaeologia?, Z. Kobyliński (red.), Warszawa: IAE PAN, Fun-
dacja "Res Publica Multiethnica", s. 106-117.
Gathercole P., Lowenthal D. (red.) (1990), The politics of the past,
London: Unwin Hyman Ltd.
Gosden C. (1994), Social being and time, Oxford: Blackwell.
Klein K. L. (2000), On the emergence of „memory― in historical dis-
course, Representations 69, 127-150.
Kobyliński Z. (2001), Quo vadis archaeologia? Introductory remarks,
W: Quo vadis archaeologia?, Z. Kobyliński (red.), Warszawa:
IAE PAN, Fundacja "Res Publica Multiethnica" , s. 17-20.
Kobyliński Z. (red.) (2001), Quo vadis archaeologia?, Warszawa:
IAE PAN, Fundacja "Res Publica Multiethnica".
Kristiansen K. (1993), ―The strength of the past and its great might‖:
an essay on the use of the past, Journal of European Archae-
ology 1, s. 3-32.
Layton R. (1998), Introduction: Who needs the past?, W: R. Layton
(red.), Who needs the past? Indigenous values and archaeology,
London: Unwin Hyman Ltd, s. 1-20.
Layton R. (red.) (1989), Who needs the past? Indigenous values and
archaeology, London: Unwin Hyman Ltd.
Morris I. (2000), Archaeology as Cultural History. Words and things
in Iron Age Greece, Malden and Oxford: Blackwell.

58
Snodgrass A. M. (1980), Archaic Greece: the age of experiment, Lon-
don: Dent.
Sparkes B. (1989), Classical Greek attitudes to the past, W: R. Layton
(red.), Who needs the past? Indigenous values and archaeology,
London: Unwin Hyman Ltd, s. 119-130.
Stone P. G. (1989), Interpretations and uses of the past in modern
Britain and Europe. Why are people interested in the past? Do
the experts know or care? A plea for further study, W: R.
Layton (red.), Who needs the past? Indigenous values and ar-
chaeology, London: Unwin Hyman Ltd, s. 195-206.
Ucko P. J. (1989), Foreword, W: R. Layton (red.), Who needs the
past? Indigenous values and archaeology, London: Unwin
Hyman Ltd, s. IX-XV.
Schadla-Hall T. (1999), Public archaeology, European Journal of
Archaeology, vol. 2, no. 2, s. 147-158.

59
Adriana Ciesielska
Wydział Pedagogiczno-Artystyczny UAM
Kalisz

Rola dziedzictwa kulturowego i archeologii w tworzeniu się więzi


etnicznych (narodowych i regionalnych). Wybrane przykłady z
dziejów archeologii polskiej

Pojęcie etniczności było i jest nadal jednym z najbardziej kon-


trowersyjnych pojęć stosowanych w archeologii. W archeologii pol-
skiej bardzo długo postrzegano je w kategoriach historycznych. Za-
miast o etniczności pisano o etnosie, ujmując etnos w sposób gene-
tyczny, jako jedną z form rozwojowych narodu.
Zmiany w postrzeganiu etniczności przez archeologów nastą-
piły pod wpływem osiągnięć antropologii kulturowej. Położenie naci-
sku na dynamiczną i sytuacyjną naturę identyfikacji etnicznej pozwo-
liło antropologom kulturowym zdefiniować etniczność bardzo sze-
roko. Etniczność zaczęła być traktowana jako pewien typ więzi spo-
łecznych, leżących u podstaw formowania się określonych grup ludz-
kich, obejmujących zarówno więź plemienną, regionalną i narodową.
Ten typ więzi społecznej występuje w różnych pod względem liczeb-
ności grupach ludzkich. Jest obecny wszędzie tam, gdzie poszcze-
gólne grupy ludzkie porównują się wzajemnie i postrzegają swoją
odrębność definiowaną poprzez odwołanie się do swojego pochodze-
nia (historii), cech kultury, terytorium, języka etc. Więź społeczna
staje się szczególnie silna i bardziej uświadamiana w momencie ze-
wnętrznego zagrożenia, natomiast może ulec osłabieniu, ale nie za-
nika, w okresach stabilizacji i spokoju (Jones 1997; Nowicka-Rusek
2003; Gellner 1991).
Ten sposób definiowania etniczności pozwala na jednej płasz-
czyźnie wyjaśniać zjawiska dotyczące rozwoju grup etnicznych sensu
stricto, grup regionalnych i narodów. Pozwala także analizować za-
gadnienia zarówno z bardzo odległej, jak i bardzo bliskiej przeszłości.
Nowy sposób definiowania etniczności stał się również
doskonałym punktem wyjścia dla analizy polityczno-społecznego
kontekstu tworzenia i funkcjonowania wiedzy archeologicznej. Na
polityczno – społeczną rolę archeologii, po raz pierwszy otwarcie i na
szeroką skalę, wskazano na pierwszym Światowym Kongresie Arche-

60
ologicznym (World Archaeological Congress) mającym miejsce w
Southampton w Wielkiej Brytanii w 1986 roku.
Wiele referatów opublikowanych w materiałach
pokonferencyjnych prezentowało nadal tradycyjny, tzn. kulturowo-
historyczny punkt widzenia i z tej tylko perspektywy podejmowało
krytykę wikłania archeologii w politykę, jednocześnie nie porzucając
założenia o możliwości obiektywnego rekonstruowania przeszłości.
Wspólną cechą większości referatów oraz nowych prac
opublikowanych u schyłku XX wieku na podobny temat, jest próba
ukazania roli archeologii w momentach przełomów historycznych. Z
tego względu najpowszechniej analizowanym zagadnieniem staje się
uwikłanie archeologii w rozwój ideologii narodowego socjalizmu w
nazistowskich Niemczech. Kolejnym równie popularnym zagadnie-
niem staje się wykorzystanie dziedzictwa kulturowego (w tym kultury
materialnej), w tworzeniu i destabilizacji różnych form kolonializmu
w Ameryce, Azji i Afryce.
Taka koncentracja zainteresowań badawczych niechcący spo-
wodowała wrażenie, iż o roli polityczno-społecznej archeologii można
mówić tylko w odniesieniu do czasów napięć politycznych.
Z tego rodzaju postrzeganiem omawianego problemu nie do
końca można się zgodzić, albowiem nawiązywanie do osiągnięć ar-
cheologii jest zjawiskiem często występującym w życiu politycznym i
społecznym. Aby ukazać jego powszechność, w dalszej części arty-
kułu skoncentruję się na trzech wybranych przykładach z dziejów
archeologii polskiej. W celu lepszego zobrazowania zagadnienia,
przykłady celowo dzieli duża rozpiętość chronologiczna.

1.Narodziny archeologii polskiej.

Początki systematycznych studiów archeologicznych przypa-


dają na XIX wiek i są ściśle związane z modnym wówczas kierun-
kiem preromantycznym i romantycznym.
XIX wiek jest epoką obfitującą w wydarzenia, które dzisiaj
można również postrzegać przez pryzmat pojęć stosowanych przez
antropologów kulturowych.
XIX wiek popularnie nazywany jest wiekiem nacjonalizmów.
Europa tego okresu nie jest jednolita, charakteryzuje się dominacją
trzech mocarstw: Rosji, Austrii i Prus oraz ostrymi podziałami regio-
nalnymi, związanymi z rozwijająca się świadomością narodową.
61
Posługując się pojęciami antropologicznymi w zjawiskach
społeczno-politycznych zachodzących w tym czasie możemy dopa-
trywać się przechodzenia od więzi nawykowej łączącej grupy ludzkie
do więzi ideologicznej. Więź nawykowa przejawia się, najogólniej
mówiąc, w poczuciu tubylczości, przynależności do określonego te-
rytorium. Więź ideologiczna jest to więź świadomie ukonstytuowana,
w której formowaniu się biorą udział procesy instytucjonalizacji i
legitymizacji.
W różnych regionach Europy proces przechodzenia od więzi
nawykowej do więzi ideologicznej był wówczas w rożnym stopniu
zaawansowany. Polska, nieobecna w XIX wieku na mapie Europy,
jest przypadkiem szczególnym. Polacy są narodem, który stosunkowo
niedawno (w 1772, 1793 i 1795 roku) stracił własne państwo, ale
świadomość wspólnoty państwowej istniała nadal, była pielęgnowana
i przekazywana z pokolenia na pokolenie. To właśnie różniło Polaków
od pozostałych narodów, z których niektóre, na przykład Niemcy,
pomimo świadomości przynależności do tego samego narodu, rozbite
były na wiele organizmów państwowych; inne narody, na przykład
Czechy, bardzo dawno straciły własne państwo i nie istniała wśród
nich silnie rozwinięta świadomość wspólnoty państwowej; pozostałe,
na przykład Ukraina czy Białoruś, nigdy wcześniej nie posiadały wła-
snego państwa.
Upadek państwowości polskiej był czynnikiem wpływającym
na wzrost zainteresowania przeszłością własnego narodu. Świado-
mość narodowa nie jest rozwinięta w takim samym stopniu wśród
wszystkich warstw społecznych. Najbardziej świadome są najlepiej
wykształcone warstwy społeczeństwa, które Florian Znaniecki (1990)
nazywa przodownikami. Te warstwy właśnie odgrywają najważniej-
szą rolę w procesie kształtowania i obrony ideologicznej więzi naro-
dowej. Ich działalność staje się następnie wzorem oddziałującym na
pozostałe warstwy społeczne.
W ten sposób właśnie rozumieć można działalność arystokra-
cji polskiej. Prekursorką zainteresowań starożytnością narodu pol-
skiego była niewątpliwie Izabella z Flemingów Czartoryska, funda-
torka Świątyni Sybilli i Domku Gotyckiego w Puławach. Dla jej zbio-
rów starożytniczych zabytki zbierali między innymi Stanisław Staszic,
Julian Ursyn Niemcewicz i Zorian Dołęga Chodakowski (Abramo-
wicz 1967, s. 9).

62
Dzisiaj nie ulega wątpliwości, że dziewiętnastowieczne zbiory
starożytności obejmowały, oprócz zabytków archeologicznych, także
zabytki etnograficzne i historyczne oraz dzieła sztuki (Abramowicz
1967, s. 51). Kolekcjonowanie zabytków związanych z przeszłością
własnego narodu było zjawiskiem wielowymiarowym. Z jednej
strony, którą za Janem Żakiem (1974) nazwać można stroną formalną,
było to kolekcjonerstwo mające na celu ratowanie i ochronę spuścizny
narodowej. Kolekcjonerstwo to miało także wymiar ideologiczny:
zebrane zabytki zaczęły funkcjonować w społecznej wyobraźni jako
symbole przeszłości narodowej, stały się elementami pobudzającymi
dumę narodową związaną z dokonaniami przodków, wreszcie zabytki
te stały się także dowodem na polskość terytorium będącego w XIX
wieku pod obcym panowaniem.
Działania arystokracji rozbudziły zainteresowanie mas. Uwi-
doczniło się to, z jednej strony w dużej liczbie nowo zakładanych
zbiorów starożytności przy różnych instytucjach szkolnych i pań-
stwowych, z drugiej strony, w dużej liczbie zabytków przekazywa-
nych przez społeczeństwo do tworzonych kolekcji.
Miarą oddziaływania starożytności narodowych na wyobraź-
nię społeczeństwa była akcja sypania Kopca Kościuszki w Krakowie.
W akcji tej niekwestionowanymi symbolami minionej wielkości na-
rodu stały się dwa kopce legendarnych władców polskich Kraka i
Wandy, co zostało dokładnie wyrażone w odezwie do społeczeństwa
w następujący sposób:

„dnia 19 lipca 1820 roku Senat Rządzący Wolnego Miasta Krakowa


postanowił oddać Kościuszce hołd taki, który sięgając wspaniałej pro-
stoty pierwiastkowych wieków naszej Ojczyzny, zaświadczyć ma po-
tomnym o całym ogromie żalu i uwielbienia naszego. Oto w bliskości
tego Starożytnego Grodu uderzają Krajowca i przechodnia proste, a
okazałe Wandy i Krakusa Mogiły. Czterdzieści pokoleń pochłonęły
grobowce, znikły obok nich z powierzchni ziemi wspaniałe gmachy,
zamki warowne, zatarły się wzniesione ręką nieudolnej sztuki tylu
znakomitych Mężów pomniki, a te starożytne Mogiły, usypane rękami
Naddziadów naszych, urągają się z zawiści czasów i długo jeszcze
urągać się nie przestaną. Niech więc ten, który tak świetnie dzieje
dawnej Polski zakończył, używa równej czci pierwszym założycielom
naszej wielkości; niech dzień Jego zgonu będzie dniem narodowej
żałoby; niech Polska obok osławionych imion Krakusa i Wandy, imię

63
nieśmiertelnie cnotliwego Kościuszki wspomni.‖ (Abramowicz 1967,
s. 21).

Działalność kolekcjonerska arystokracji oraz ogólna sytuacja


społeczno – polityczna na ziemiach polskich przyczyniła się także do
uwzględnienia poznania przeszłości Polski w rozwijających się wów-
czas pierwszych naukowych opracowaniach archeologicznych i histo-
rycznych. Między innymi już w 1818 roku Z. Dołęga Chodakowski
ogłosił drukiem pierwszy systematyczny program badań terenowych
na ziemiach polskich (Kostrzewski J. 1949).
Zainteresowanie przeszłością własnego narodu obecne jest w
podobnej kolekcjonerskiej formie w całym XIX wieku na ziemiach
wszystkich trzech zaborów.
Oddziaływanie starożytności narodowych na masową
wyobraźnię podbitego społeczeństwa dostrzegalne było także dla za-
borcy. Miedzy innymi represje po powstaniu listopadowym objęły
także zamknięcie towarzystw i zbiorów związanych z działalnością
starożytniczą (Abramowicz 1967, s. 66).
Do tych samych mechanizmów wytwarzania symboli narodo-
wych odwołały się władze PRL ponad pół wieku później, w latach 50.
i 60. XX wieku.

2. Archeologia polska po II wojnie światowej.

Ocena działalności archeologów polskich w okresie istnienia


PRL nadal wywołuje wielkie kontrowersje, czego dowodem jest brak
opracowań syntetycznych poświęconych rozwojowi archeologii pol-
skiej w tym czasie. W próbach oceny dokonań archeologicznych
trudno doszukiwać się dystansu wobec zjawisk i procesów wówczas
zachodzących, czasami trudno nawet mówić o trzeźwości myślenia.
Ocenę dokonań utrudniają najprawdopodobniej jednostkowe przeży-
cia, pełnione kiedyś role społeczne, a także, być może, zawiedzione
nadzieje i nabyte w młodości przekonania.
Ze względu na datę swego urodzenia należę jeszcze do
pokolenia, które zachowało, dziecinne wprawdzie ale zawsze, wspo-
mnienia schyłkowych lat PRL, a którego dorastanie przypadło już na
czasy III RP. Nie sądzę, aby stawiało mnie to w uprzywilejowanej
pozycji, ale pozwala mi to jednakże na pewien dystans. Sądzę też, że

64
łatwiej jest mi również porównywać dokonania z tego okresu z cza-
sami poprzedzającymi PRL i następującymi po nim.
W okresie po I wojnie światowej, podobnie jak w XIX wieku,
postawiono przed naukami zajmującymi się przeszłością pewne cele
propagandowe. W XIX wieku najważniejszym okazało się zachowa-
nie polskości. W połowie XX wieku sytuacja okazała się bardziej
skomplikowana. W propagandzie politycznej najpierw szczególną rolę
odgrywało przesunięcie terytorium państwa polskiego ze wschodu na
zachód, a następnie Millenium Chrztu Polski.
Przesunięcie terytorium Polski na zachód z jednoczesnymi
stratami na wschodzie ogłoszone zostało w formie projektu Stalina
najpierw podczas wizyty B.Bieruta i S.Osóbki-Morawskiego na
Kremlu 22 stycznia 1945 roku, a następnie podczas konferencji Wiel-
kiej Trójki w Jałcie w lutym 1945 roku. Wschodnią granicę Polski
oparto na linii Curzona z niewielkimi odchyleniami, granica zachod-
nia zaś została poprowadzona od Szczecina wzdłuż Odry i Nysy Łu-
życkiej. Jednym z ustaleń konferencji jałtańskiej była także decyzja o
masowym przesiedlaniu mniejszości narodowych, która objęła, z jed-
nej strony wysiedlenia ludności niemieckiej z ziem przyznanych Pol-
sce, z drugiej strony, wysiedlenia ludności polskiej z obszarów poło-
żonych teraz na wschód od nowej polskiej granicy na Bugu. Roz-
strzygnięcia konferencji jałtańskiej w sprawie granic, narzucone Pol-
sce, długo jeszcze napotykały znaczny opór ze strony polskiego społe-
czeństwa.
Ówczesne władze polityczne, z którymi większość społeczeń-
stwa polskiego nie identyfikowała się jeszcze, stanęły przed niezwy-
kle trudnym zadaniem. Za pomocą dostępnych im środków, w tym
propagandy, musiały zmusić społeczeństwo do zaakceptowania no-
wych granic. W tym kontekście polityczno-społecznym zrodziło się
propagandowe hasło „odzyskania starych piastowskich ziem‖ oraz,
związane z tym, bardzo popularne określanie ziem Polski Zachodniej
mianem „Ziem Odzyskanych‖.
Ponad dekadę później władze PRL postawione są przed kolej-
nym wyzwaniem. Zbliżał się rok 1966, Millenium Chrztu Polski. W
społeczeństwie PRL Kościół katolicki zajmował szczególną pozycję,
przede wszystkim jako instytucja, wokół której skupiona była ówcze-
sna opozycja. Ogólną sytuację polityczno – społeczną zaostrzyły do-
datkowo wypadki roku 1965, a zwłaszcza List biskupów polskich do
biskupów niemieckich, z głośnym zwrotem „udzielamy wybaczenia i
65
prosimy o nie‖. Władze PRL zdecydowały się także w swej propa-
gandzie państwowej wykorzystać rok 1966, zaostrzając jednocześnie
partyjno – rządową kampanię nienawiści do polskiej hierarchii ko-
ścielnej. Przygotowywanym przez Kościół obchodom Millenium
Chrztu Polski przeciwstawiono propagandowe, świeckie, obchody
Tysiąclecia Państwa Polskiego.
Sądzę, że na wymienione wyżej wydarzenia polityczno – spo-
łeczne można również spojrzeć przez pryzmat pojęć antropologicz-
nych odnoszących się do tworzenia więzi społecznych.
W rezultacie wysiedleń, które nastąpiły po II wojnie świato-
wej, PRL stanowił państwo jednolite narodowo, czyli złożone tylko i
wyłącznie z ludności mówiącej wspólnym językiem i charakteryzują-
cej się tymi samymi zwyczajami kulturowymi. Co więcej, społeczeń-
stwo to posiadało tę samą historię. Władze PRL, chcąc narzucić spo-
łeczeństwu określone przekonania polityczne, odwołały się do zna-
nych nam już mechanizmów wzmacniających więzi społeczne. Z ol-
brzymiego zasobu symboli z polskiej przeszłości wybrano wydarze-
nia, które podniesiono do rangi symboli narodowych, a następnie od-
wołując się do nich uzasadniano zaistniałe fakty polityczne, tworząc w
ten sposób obowiązującą, państwową wykładnię dziejów. W ten spo-
sób przesunięcie polskich granic na zachód uznano za „powrót na
ziemie piastowskie‖, a 1966 rok chciano łączyć tylko i wyłącznie z
początkiem państwowości polskiej. Społeczeństwo, reagując obron-
nie, z tego samego zasobu polskich symboli narodowych, wybierało
inne wydarzenia, o których pamięć przekazywano kolejnym pokole-
niom, pielęgnując i zachowując w ten sposób odmienny od obowią-
zującej ideologii system wartości. W tej perspektywie rok 1966 uzna-
wano przede wszystkim za tysięczną rocznicę przyjęcia chrztu przez
Mieszka I.
Jeżeli w tym kontekście osadzimy polskie badania archeolo-
giczne z lat 50. i 60. XX wieku, oczywistym staną się powody skon-
centrowania zainteresowań archeologicznych nad przeszłością „naj-
starszych piastowskich grodów‖, takich jak Szczecin, Wrocław, a
nawet Gdańsk.
Bardziej szczegółowego przytoczenia faktów stanowiących
kontekst polityczno – społeczny wymaga powstanie i realizacja pro-
gramu Badań nad Początkami Państwa Polskiego (znacznie później
dopiero nazywanego Badaniami Milenijnymi).

66
W momencie, gdy Kościół rozpoczął przygotowania do
obchodów Millenium Chrztu Polski, władze PRL z wielkim rozma-
chem propagandowym charakterystycznym dla tej epoki zaczęły po-
święcać świeckim obchodom Tysiąclecia Państwa Polskiego wszyst-
kie organizowane zwyczajowe i nadzwyczajne imprezy. Do imprez
zwyczajowych należały na przykład dożynki centralne, natomiast
projektami nadzwyczajnymi był: Kongres Kultury odbyty w paździer-
niku 1966 roku, sesja naukowa PAN i UJ na Wawelu w dniach 23-24
listopada 1966 roku, podczas której przedstawiono obowiązującą
wówczas wizję historii Polski. Projektami rozpoczętymi wcześniej,
ale którymi również nadawano „Tysiącletnią‖ etykietkę był między
innymi, program budowy szkół pod znanym powszechnie hasłem
„Tysiąc szkół na Tysiąclecie‖ rozpoczęty już, z powodu gospodarki
planowej, na przełomie 1959 i 1960 roku oraz, zapewne, część prac
wykopaliskowych wchodzących w skład programu Badań nad Po-
czątkami Państwa Polskiego (Fik 1991).
Bezpośrednie starcie idei świeckich obchodów Tysiąclecia
Państwa Polskiego z kościelnymi obchodami Millenium Chrztu Polski
nastąpiło dopiero w okresie od kwietnia do lipca 1966 roku. Wydaje
mi się, że przytoczenie przebiegu tych wydarzeń pozwoli lepiej nam
zrozumieć kontekst polityczno – społeczny.
Obchody Millenium chrztu Polski zapoczątkował Kościół w
dniu 14 kwietnia 1966 roku w Gnieźnie. We wszystkich kościołach o
godzinie 18 00 odśpiewano Te Deum. Na gnieźnieńskim Wzgórzu
Lecha mszę Świętą celebrował prymas Wyszyński w obecności arcy-
biskupów: Karola Wojtyły, Antoniego Baraniaka, Bolesława Ko-
minka, 60 biskupów i tłumu wiernych. Następnego dnia odbyły się
uroczystości religijne w intencji Polonii światowej, sesja naukowa
oraz specjalna konferencja Episkopatu. Noc z 16 na 17 kwietnia upły-
nęła w poznańskiej farze na adoracji obrazu Matki Boskiej Często-
chowskiej. O północy Mszę Świętą pontyfikalną odprawił abp Woj-
tyła, zaś kazanie wygłosił abp Kominek. 17 kwietnia mszę przed kate-
drą celebrował abp Baraniak, a przemówienie na temat Tysiąclecia
Chrztu i potrzebie miłości bliźniego wygłosił prymas Wyszyński. Po
sesji plenarnej Episkopat polski złożył następnie wyznanie wiary przy
sarkofagach Mieszka I i Bolesława Chrobrego (Albert 1989, s. 856).
W tym samym czasie władze świeckie 16 kwietnia zorganizo-
wały manifestację w 21 rocznicę forsowania Odry i Nysy przez I i II

67
Armię WP, podczas której odczytano akt fundacyjny pomnika
Mieszka I i Bolesława Chrobrego(Albert 1989, s. 856).
Centralne uroczystości religijne Millenium odbyły się na Ja-
snej Górze 3 maja 1966 roku. W trakcie uroczystości ukoronowano
obraz „Czarnej Madonny‖ częstochowskiej Koroną Tysiąclecia (Al-
bert 1989, s. 857).
Władze świeckie konkurencyjną imprezę zorganizowały 3
maja w Katowicach. Była to manifestacja z okazji 45-tej rocznicy
trzeciego Powstania Śląskiego, podczas której wmurowano kamień
węgielny i akt elekcyjny pod pomnik Powstańców Śląskich (Albert
1989, s. 857).
8 maja 1966 roku w Krakowie odbyła się procesja z Wawelu
na Skałkę, gdzie prymas Wyszyński przypomniał dzieje św. Wojcie-
cha i św. Stanisława. Po mszy procesja wróciła na Wawel, a przez go-
dzinę bił dzwon „Zygmunt‖ (Albert 1989, s. 857).
Kulminacyjnym punktem obchodów państwowych była nad-
zwyczajna sesja sejmu PRL w dniu 21 lipca 1966 roku, podczas której
„prawdziwą‖, czyli wówczas „jedynie słuszną‖ wizję historii Polski
przedstawił w swym przemówieniu Władysław Gomułka (Albert
1989, s. 858)..
Z powyższego przeglądu wydarzeń wynika, że polskie bada-
nia archeologiczne stały się dziedziną, z której rezultatów chętnie
korzystano w celach propagandowych. Polityczno – społecznemu
aspektowi Badań Milenijnych poświęcono do tej pory bardzo mało
uwagi, a niewątpliwie jest to zagadnienie, które zasługuje na dalsze
szczegółowe badania.
Na zakończenie artykułu chciałabym ukazać działanie
mechanizmów umacniania więzi społecznych również w czasach nam
współczesnych.

3. Archeologia regionalna – przypadek Ziemi Kaliskiej.

Wielkopolska jest regionem niejednolitym. W skład tzw.


rdzennej Wielkopolski wchodzą dwie Ziemie: Ziemia Poznańska i
Kaliska. Często również jako Wielkopolskę określa się obszar, w
skład którego, obok Ziem Poznańskiej i Kaliskiej, wchodzą także
Ziemie: Sieradzka, Łęczycka, Inowrocławska i Brzesko-Kujawska.
Ze wszystkich Wielkopolan mieszkańcy Ziemi Kaliskiej cha-
rakteryzują się najbardziej rozwiniętym poczuciem odrębności regio-
68
nalnej. Świadomość odrębności uległa jeszcze pogłębieniu po roku
1999, kiedy to w rezultacie reformy administracyjnej Polski zlikwi-
dowano stworzone w 1975 roku województwo kaliskie, a Ziemię Ka-
liską włączono do województwa wielkopolskiego.
Studenci historii dojeżdżający do Kalisza na studia z mniej-
szych miejscowości położonych w różnych częściach Ziemi Kaliskiej
zapytani o to, jakie symbole lub wydarzenia łączą najchętniej z odręb-
nością swego regionu, najczęściej przywoływali trzy wydarzenia w
następującej kolejności: „Calisię‖ Ptolemeusza, rozbiory Polski oraz
rozbicie dzielnicowe.
Zdaniem historyków genezy izolacji Ziemi Kaliskiej można
doszukiwać się w postanowieniach rozbiorowych i decyzjach Kon-
gresu Wiedeńskiego podjętych na przełomie XIX i XX wieku. Po
trzecim rozbiorze Polski w 1795 roku całość Wielkopolski znalazła
się w rękach pruskich. Prusy oparły wówczas swą granice na Niemnie.
Kalisz stał się stolicą jednego z pięciu departamentów wchodzących w
skład prowincji Prusy Południowe. Sytuację granic całkowicie zmie-
niły postanowienia Kongresu Wiedeńskiego. W 1815 roku wschodnie
okręgi Wielkopolski: z Kaliszem, Słupcą, Koninem, Kołem i Turkiem
weszły w skład zaboru rosyjskiego. Kalisz, trzecie co do wielkości i
liczebności mieszkańców miasto w królestwie Polskim, stał się stolicą
guberni. W roku 1815 rozeszły się zatem drogi rozwojowe Ziemi Ka-
liskiej i reszty Wielkopolski. Różnice, przede wszystkim w sferze
gospodarczej pomiędzy pruską a rosyjską częścią Wielkopolski są
dostrzegalne jeszcze dzisiaj.
Zastanawiające jest jednak to, że Kongres Wiedeński oraz
ogólnie cały okres rozbiorów są rzadziej wymieniane jako symbol
odrębności Ziemi Kaliskiej niż wydarzenie tak odległe, jakim jest
istnienie w tym miejscu osady handlowej zaznaczonej na mapie Pto-
lemeusza jako „Calisia‖. Pozycję „Calisi‖ Ptolemeusza jako symbolu
odrębności regionalnej wzmocniły prawdopodobnie celowe działania
władz lokalnych promujących miasto i region jako „najstarsze w
kraju‖. Codziennie widywany jest plakat znajdujący się na budynku w
centrum miasta Kalisza, przedstawiający mapę miasta z napisem „Ka-
lisz – najstarsze miasto w Polsce‖, czy też podtytuł lokalnej gazety
„Ziemia Kaliska – najstarszy region w kraju‖. Znaczenie mają rów-
nież badania archeologiczne założonej tu w 1954 roku Kaliskiej Stacji
Archeologicznej IHKM PAN, koncentrującej się w pierwszym okresie
swego istnienia prawie wyłącznie na badaniach nad okresem wpły-
69
wów rzymskich, które potwierdziły, zdaniem mieszkańców, identycz-
ność „Calisii‖ Ptolemeusza z osadą handlową odkrytą w kaliskiej
dzielnicy Piwonice.
W opisanym powyżej przypadku jesteśmy zatem świadkami
niecodziennego zjawiska, a mianowicie: społeczność regionu o bardzo
rozwiniętej świadomości własnej odrębności czyni symbolami tej
odrębności wydarzenie nie mające nic wspólnego z zaistnieniem tej
odrębności.
Przytoczona na wstępie bardzo szeroka definicja etniczności,
traktująca etniczność jako pewien typ więzi społecznych, leżących u
podstaw formowania się i istnienia określonych grup ludzkich, oka-
zała się także dobrym punktem wyjścia dla analizy roli dziedzictwa
kulturowego, jak i archeologii jako dyscypliny wiedzy, w tworzeniu i
pielęgnowaniu tych więzi społecznych. Z przytoczonych powyżej
trzech przykładów zaczerpniętych tylko i wyłącznie z dziejów arche-
ologii polskiej wynika, iż przeszłość, a zarazem rezultaty badań ar-
cheologicznych, stanowią źródło symboli niezbędnych dla normal-
nego funkcjonowania różnych grup społecznych: narodów, państw,
czy choćby tylko regionów. Przeszłość była i nadal jest środkiem, za
pomocą którego poszczególne grupy społeczne definiują swoją odręb-
ność, a także starają się narzucać tworzoną przez siebie ideologię.
Takie wykorzystanie przeszłości, w tym rezultatów badań archeolo-
gicznych, jest zjawiskiem bardzo rozpowszechnionym, którego w
pracy archeologicznej czy historycznej nie można ignorować, ani nie
można negować. Jest to zjawisko, którego po prostu trzeba być świa-
domym.

Wykaz cytowanej literatury

Abramowicz A. (1967) Wiek archeologii. Problemy polskiej arche-


ologii dziewiętnastowiecznej, Warszawa: PWN.
Albert A. (1989) Najnowsza historia Polski 1918-1980, Warszawa.
Barth F. (red.) (1969) Ethnic Groups and Boundaries, Boston.
Bond G.C., Gilliam A. (1997) Social Construction of the Past. Repre-
sentation as power, London and New York.
Chwalba A. (2001) Historia Polski 1795-1918, Kraków.
Fik M. (1991) Kultura polska po Jałcie, T. 1, Warszawa.

70
Gathercole p., Lowenthal D. (1994) The Politics of the Past, London
and New York.
Gellner E. (1991) Narody i nacjonalizm, Warszawa.
Jones S. (1997) The archeology of ethnicity. Constructing identities in
the past and present, London and New York.
Kostrzewski J. (1949) Dzieje polskich badań prehistorycznych, Kra-
ków.
Kurnatowska Z. (2000) Badania nad początkami i rozwojem społe-
czeństwa wczesnopolskiego; (w:) Archeologia i prahistoria
polska w ostatnim półwieczu, Poznań, s. 381-412.
Nowicka-Rusek E. (2003) Etniczność w świecie współczesnym –
antropolog w działaniu; LUD t. 87, s. 193-205.
Pajewski J. (2001) Historia powszechna 1871-1918, Warszawa.
Pomian K. (2004) Europa i jej narody, Warszawa.
Shennan S. (red.) (1994) Archaeological Approaches to Cultural
Identity, London – New York.
Topolski J. (1999) Wielkopolska poprzez wieki, Poznań.
Trawkowski S. (1962) Geneza regionu kaliskiego; (w: ) Osiemnaście
wieków Kalisza, T. III, s. 7-51.
Znaniecki F. (1990) Współczesne narody, Warszawa.
Żak J. (1974) Słowianie i Germanie w historiografii polskiej i nie-
mieckiej; (w: ) Stosunki polsko – niemieckie w historiografii, T.
I. , s. 21-149.
Żywczyński M. (1990) Historia powszechna 1789-1870, Warszawa.

71
Ewa Domańska
Instytut Historii UAM
Poznań

O potrzebie przeszłości

Wszystko, co żyje, powstaje z tego, co nie żyje.


Platon, Fedon

Pytanie: „Komu potrzebna jest przeszłość?‖, które stało się


tematem tej sesji, jest fundamentalne. Zastanawiające jest jednak, że
sama „potrzeba przeszłości‖ potraktowana została tutaj jako fakt nie-
domagający się uzasadnienia. Najpierw należałoby więc zapytać, czy
przeszłość w ogóle jest potrzebna i co owa potrzeba w zasadzie ozna-
cza? Problem jest ważny, bowiem przyszłość naszych dyscyplin (hi-
storii i archeologii) określą rozważania dotyczące nie tego, jak badać i
przedstawiać przeszłość, ale właśnie po co (i komu) w ogóle prze-
szłość jest potrzebna?1
Dyskurs potrzeby przeszłości jest dyskursem zależności i uza-
leżnienia i można powiedzieć, że potrzebujemy przeszłości bowiem
jesteśmy od niej zależni i uzależnieni.2 Nasz stosunek do przeszłości
jest rodzajem toksycznego związku, którego historię można widzieć
jako proces przeradzania się zależności w uzależnienie. I tak, w pew-
nym momencie zdajemy sobie sprawę, że przeszłość jest fundamen-
tem naszego istnienia; że jest nam niezbędna dla życia i że cierpimy,
co zauważył Fryderyk Nietzsche, na chorobę historii – nazwijmy ją
„historiofilią‖. Sposób reakcji na ową zależność przybiera różne
formy: nadmiar przeszłości stanowi brzemię i uniemożliwia otwarcie
się na propozycję przyszłości; niedomiar podcina korzenie indywidu-
alnej i zbiorowej tożsamości, a strata uruchamia mechanizmy obronne
(żałobę, melancholię, agresję). Podobnie zatem do alkoholików i pra-
1
Zakładam, że zamysłem organizatorów sesji było rozważenie problemu
utylitarności historii, a nie refleksja na temat potrzeby przeszłości rozumianej
w sensie ontologicznym, zatem pojęć: przeszłość i historia w tekście tym
będę używała wymiennie w rozumieniu różnych sposobów przedstawiania
przeszłości.
2
Tak właśnie twierdzi Hans Ulrich Gumbrecht, który zaproponował
zastąpienie sformułowania „użyteczność historii‖ określeniem „sposoby
uzależnienia od przeszłości‖ (zob. Gumbrecht 2002, s. .).
72
coholików, istnieją ludzie i zbiorowości uzależnione od przeszłości,
co powoduje, że o „potrzebie przeszłości‖ możemy myśleć w katego-
riach patologii (pamiętając oczywiście, że granica między tym, co
normalne i patologiczne jest kwestią konwencji).
Sposoby uzależnienia od przeszłości ze względu na stosunek
do jej pozostałości mogą przybierać różny charakter: ontologiczny
(zależność od wszelkich szczątków, które stają się fetyszami pozwa-
lającymi ją przywołać); epistemologiczny (wytwory traktowane jako
obszar badań zaspokajających popęd do wiedzy); estetyczny (ślady
przeszłości traktowane są jako obiekty doznań estetycznych, często są
źródłami doświadczenia wzniosłości); erotyczny (przeszłość i to, co
stare, staje się obiektem fascynacji, a ich poznanie źródłem przyjem-
ności i spełnienia); etyczny (poczucie obowiązku wobec przyszłych
pokoleń zachowania i zabezpieczenia śladów przeszłości rozumianych
jako wspólne dziedzictwa); neurotyczny (badanie śladów przeszłości
staje się pasją ludzi, którymi kieruje reparacyjny impuls postawy de-
presyjnej, ujawniający się w pragnieniu odzyskania, odtworzenia i
naprawienia dokonanych w przeszłości czynów3), w końcu – zawo-
dowo-finansowy (badanie, przedstawianie i różnego rodzaju „kon-
sumpcja‖ pozostałości po przeszłości stanowi źródło dochodu i
przedmiot wymiany handlowej dla połowy populacji ziemskiej, która
żyje z przeszłości zajmując się nauką, prawem, turystyką sztuką, re-
klamą itd.). Rzecz jasna te różne sposoby uzależnienia od przeszłości
nie występują w formie czystej, ale przenikają się wzajemnie.
Ważną cechą „potrzeby przeszłości‖ jest fakt, że ma ona cha-
rakter wybiórczy. Nigdy nie jest tak, że potrzebujemy „całej‖ prze-
szłości, lecz tylko te jej fragmenty, które w danym momencie są dla
nas użyteczne. Zatem zamiast zastanawiać się komu potrzebna jest
przeszłość, można by - jak słusznie zauważył kiedyś Gwidon Zalejko,
zapytać – jakiej przeszłości nam dzisiaj trzeba? (Zalejko 1994, s. 138)
i kto jakiej przeszłości potrzebuje.
Wynika z tego, że zagadnienia potrzeby przeszłości nie można
oddzielić od kwestii użyteczności historii i sposobów jej wykorzysty-
wania. Od początków swego istnienia różne aspekty społeczno-poli-
tycznej funkcji historii były problemem, z którym każde pokolenie
zmagało się od nowa. Odpowiedź na postawione na początku pytanie
jest więc historycznie zmienne i nie można spodziewać się tutaj jed-

3
W tym miejscu idę tropem Melanie Klein (por. Segal 2003, s. 138).
73
noznacznych i uniwersalnych stwierdzeń. Ponadto bardziej świadczy
o tych, którzy je zadają, niż o tych, których zdaje się dotyczyć. Posta-
wienie tego pytania świadczy o intuicji pytających, którzy słusznie
przewidują, że postawienie tego problemu świadczy o procesie
„hamletyzacji historii‖ rozumianej jako specyficzne (europejskie)
podejście do przeszłości, bowiem dotyczy jej „być albo nie być‖.
Wszystko zależy bowiem od tego, czy jesteśmy w stanie nadać nowe
sensy jej istnieniu w świecie, w którym często nie wierzymy już w
tradycyjnie przypisywaną historii rolę gwaranta tożsamości oraz w
możliwości korzystania z lekcji, jakich nam udziela.
Dotychczas utożsamiłam potrzebę przeszłości z kwestią
uzależnienia się od niej, a wśród wielorakich form tego uzależnienia
wyróżniłam dominujące nad innymi formami, sterowane pasją pozna-
nia uzależnienie epistemologiczne, które przeplata się z erotycznym.
W takiej opcji samo miłowanie wiedzy (pasja poznawcza) jest pozna-
niem, a pęd ku poznaniu rodzajem namiętności. Związek badacza
przeszłości ze śladami (także szczątkami ludzkimi) jest zatem relacją
poznawczo-erotyczną, w której immanentnie zakodowana jest prze-
moc. Zamienia ona subiektywny byt w obiekt poznania uprzedmiata-
wiając go jednocześnie i czyniąc z niego „obiekt pożądania‖ i fetysz. 4
Ta przemoc epistemologiczna z kolei, staje się źródłem przemocy
politycznej i społecznej. W wyniku tej przemiany (od subiektywnego
bytu do przedmiotu badań i fascynującego fetysza), pozostałości po
przeszłości stają się poręcznym instrumentem władzy i przedmiotem
różnego rodzaju przetargów. Kwestie te analizowałam w innym miej-
scu, rozpatrując przypadek desaparecidos w Argentynie (zaginionych
ciał przeciwników reżimu, uprowadzonych przez juntę wojskową w
czasie „brudnej wojny‖), których szczątki stały się przedmiotem kon-
kurujących ze sobą dyskursów żałoby (ciało potrzebne dla dokonania
właściwego pochówku) i sprawiedliwości (ciało jako świadectwo
zbrodni) (zob. Domańska 2001, s. 37-60). W tekście tym postawiłam
też tezę, że kluczowe dla rekonceptualizacji badań nad przeszłością
jest ponowne postawienie pytania o status materialnych pozostałości
po minionych czasach, a zwłaszcza o status ludzkich szczątków, które
– jak sądzę – są ostatecznymi punktem odniesienia dla wszelkich ba-

4
O erotyzmie i fetyszyzmie archeologii, zob. niedoścignioną w swym
bogactwie pomysłów interpretacyjnych pracę Michaela Shanksa (1992),
Experiencing the Past. On the Character of Archaeology.
74
dań nad przeszłością. W tym kontekście bardziej interesujący dla
prowadzonych tutaj rozważań, może okazać się przewrotny zabieg
odwrócenia pytania, które stało się tematem tej sesji i sformułowanie
go w następujący sposób: „czy przeszłość kogoś potrzebuje?‖ W
przypadku archeologów można by je zawęzić i ująć następująco: czy
przeszłość potrzebuje archeologów?, a dokładniej, czy rzeczy i martwi
ich potrzebują? Czy ci, którzy odeszli mają prawo do milczenia i czy
nasz nienasycony popęd do wiedzy i fascynacja ich innością, może
tłumaczyć ciągłe uchylanie tego prawa? Postępowanie ze szczątkami
jest bowiem przede wszystkim zagadnieniem etycznym, a nie episte-
mologicznym. Relacja z innymi (żywym czy martwym) staje się o tyle
ważna, o ile ustanawiamy ją nie w relacji do teraźniejszości, ale do
wieczności. Jeżeli mówimy o zmiennym stosunku do przeszłości, to
zapytajmy się, czy w owym stosunku jest coś stałego? Czy na przy-
kład etyczna relacja z innym (także z jego szczątkami) nie może sta-
nowić jakiegoś stałego punktu odniesienia, które swoje miejsce znaj-
duje w wieczności, a nie w teraźniejszości rządzonej ekonomią wy-
miany i dyskursem użyteczności.

W jednym z najważniejszych dla badaczy przeszłości tekstów:


„Nietzsche, genealogia historia‖, Michel Foucault (2000, s. 120, 123)
pisze o ciele, które napiętnowane jest historią i przez nią rujnowane.
Ciało jest dla niego powierzchnią zapisu zdarzeń, miejscem na którym
zostawiają ślady relacje dominacji, przedmiotem służącym zaspokaja-
niu przemocy. Uwagi Foucault odnieść można nie tylko do ciała ży-
wego, lecz także martwego. Mimo, że archeologia dyskryminuje
szczątki zmarłych redukując je do przedmiotów użytkowych - obiek-
tów naukowych badań, to jednak właśnie archeolog jest jednym z tych
badaczy, którzy są najbardziej predestynowani, by wprowadzić w
życie analizę genealogiczną, która z miejsca gdzie krzyżuje się ciało i
historia czyni swój główny punkt zainteresowań. Analiza genealo-
giczna traktowałaby martwe ciało (szczątki) jako instrument władzy,
zaś zadaniem archeologa byłoby śledzenie systemów ujarzmiania
ciała; badanie systemów przemocy, które w imię osiągania wiedzy lub
dochodzenia sprawiedliwości zadają szczątkom gwałt. Przyjmując
taki cel badań, archeologia mogłaby obejść się bez prac wykopalisko-

75
wych a skupić się na badaniu tego, co zostało już odkopane.5 W pro-
jekcie takim należałoby odpowiedzieć na następujące pytania: czym
jest w istocie martwe ciało?6 Kiedy staje się ono szczątkami? Jaki jest
jego status? Do kogo należą szczątki i kto ma prawo nimi rozporzą-
dzać? Jaka się ma materialna forma szczątków (mumie, kości, prochy)
wobec ich statusu epistemologicznego, prawnego, etycznego? Czy
można mówić o nadrzędnej wartości (naukowej, czy innej) szczątków
wobec innych materialnych pozostałości po przeszłości (narzędzi,
ozdób, itd.)? Kto ma prawo „wystawiania‖ szczątków? W jakim celu i
dla jakiej publiczności?

Powyższe pytania mieszczące się w obszarze zainteresowań


wielu dziedzin m.in. prawa, historii, archeologii, antropologii, muze-
alnictwa, związane są z problemami ekshumacji, eksponowania
szczątków oraz powtórnego pochówku, które należą do jednych z
najtrudniejszych zagadnień współczesności. Z jednej strony istnieją
opinie mówiące o bezwzględnym poszanowaniu nietykalności i inte-
gralności szczątków ludzkich, z drugiej zaś o ich nieocenionej po-
mocy w rozwoju wiedzy medycznej i historycznej. W 1989 roku na
Światowym Kongresie Archeologicznym powzięto uzgodnienia doty-
czące etyki postępowania archeologów z ludzkimi szczątkami (cho-
dziło zwłaszcza o ochronę praw ludności tubylczej), podkreślając
zarówno szacunek dla nich, jak i wartość naukową.7 Ciągle jednak

5
Pomijam tutaj trudny problem archeologii kryminologicznej (forensic
archaeology). Christopher Tilley znany jest m.in. z kontrowersyjnego
stwierdzenia: „kopanie jest patologią archeologii‖. Jego zdaniem na
archeologii ciągle ciąży przeświadczenie, że jej celem jest prowadzenie
wykopalisk. Ponadto – jego zdaniem – dysponujemy już wystarczającym
materiałem reprezentatywnym, by móc wysuwać wnioski, a wiele
odkopanych stanowisk i znalezionych obiektów nie doczekało się jeszcze
analiz (Tilley 1989, s. ).
6
Klasyczną pracą na ten temat jest książka Louisa-Vincenta Thomsa (1991),
Trup. Od biologii do antropologii.
7
Tekst uchwalonego wtedy kodeksu etycznego można znaleźć na stronie
internetowej pod adresem:
http://www.wac.uct.ac.za/archive/content/ethics.html.
Różne konwencje deklaracje i akty, a także tytuły książek dotyczących
odzyskania szczątków oraz ich ochrony dostępne są pod adresem:
76
istnieje kwestia eksponowania szczątków, która w wielu przypadkach
trąci „pornografią śmierci‖, którą wolałabym określić „pornografią
szczątków‖.
Rozważmy konkretny przykład: od lat kontrowersje wzbudza
podróżująca od 1996 roku po świecie wystawa plastynatów Gunthera
von Hagensa pod tytułem Korperwelten (Światy ciała), którą widziało
prawie dziesięć milionów ludzi. Von Hagens konserwuje ciała przez
zastępowanie wody znajdującej się w komórkach ciekłym materiałem
plastycznym. W ten sposób powstają niezwykłe rzeźby ciał odartych
ze skóry ukazujące wnętrze człowieka, które przedstawiane są w róż-
nych pozach; i tak na wystawie można zobaczyć grającego w szachy,
jeźdźca na koniu, kobietę w półleżącej pozie. Celem wystawy – jak
twierdzi autor - jest lepsze zrozumienie ciała i jego funkcji oraz uka-
zanie indywidualnego piękna jego wnętrza. Nie wchodząc w szcze-
góły dyskusji toczących się wokół wystawy i samego von Hagensa,
zacytuję jedną z opinii autorstwa Piotra Semka (2004, s. 21): „Nie-
miecki skandalista wymyślił po prostu nowy rodzaj pornografii‖. Myśl
ta prowokuje zadanie następującego pytania: czy eksponowanie ludz-
kich szczątków w muzeach, zwłaszcza mumii, też nie jest pornogra-
fią? Dlaczego nie widzimy nic kontrowersyjnego i niezwykłego oglą-
dając dziesiątki mumii wystawionych na przykład w British Museum
w Londynie? Dlaczego nie dziwią nas rekonstrukcje grobów szkiele-
towych, w których eksponowane są nagie i bezbronne kości, które
znaleźć można w każdym muzeum archeologicznym? 9 Dlaczego nie
odwracamy wzroku od obrazów szczątków, którymi epatują nas co-
dzienne gazety?
W Rzeczpospolitej z dnia 26-28 lutego 2000 roku ukazał się
artykuł Krzysztofa Kowalskiego „Łopaty przed spychaczami‖, który
mówi o prowadzeniu badań archeologicznych na trasach przyszłych
autostrad. Dowiadujemy się z niego o wspaniałych znaleziskach:

http://www.ausanthrop.net/research/repatriation.php. Zob. także co mówi na


temat ekspozycji szczątków ludzkich kodeks etyczny The International
Council of Museums (ICOM):
http://icom.museum/code-restruct_eng.html.
9
Nikt nie opisał w Polsce ambiwalentności eksponowania szczątków
ludzkich (oraz postępowania z nimi) lepiej od Anny Wieczorkiewicz (2000),
autorki doskonałej książki Muzeum ludzkich ciał.
77
Na Pomorzu Gdańskim po raz pierwszy zbadano na tak dużą skalę osady i
cmentarzyska z okresu rzymskiego. Na przykład w Ulkowach, na cmenta-
rzysku z III wieku n.e. odkopano groby zawierające ozdoby z metali szla-
chetnych. ... [Na terenie Wielkopolski – dop. E.D.] wśród odkopanych
obiektów znajdują się groby ciałopalne i szkieletowe, niejednokrotnie o
skomplikowanym rytuale – np. czaszka w całości, reszta spopielona, pro-
stokątne domy o konstrukcji słupowej, piece wapienne i garncarskie. ...
Na odcinku Wrocław – Opole bogactwo materiału jest ogromne: obiekty
z epoki kamienia, brązu, żelaza. Budowle mieszkalne i gospodarcze,
groby ludzkie i zwierzęce, pojedyncze i zbiorowe. ...W Wojkowicach od-
kopano urządzenia do wytopu rudy darniowej, podobnie w Skrzypniku,
gdzie ponadto zachowały się szczątki kuźni (Kowalski 2000, s.8).

Zwróćmy uwagę, jak w tym typowym dla archeologów stylu, mówi


się o szczątkach ludzkich – są one o tyle istotne, o ile mówią na przy-
kład o rytuale pogrzebowym. Czasami wręcz można odnieść wraże-
nie, że nie są one ważne, ważny jest natomiast grób i jego wyposaże-
nie (szczątki są taką samą zawartością grobu, jak jego akcesoria).
Szczątki ludzkie wymieniane są jednym tchem pośród innych znale-
zisk jak domy, piece, ozdoby. Szlachetne słowo „szczątki‖ nie jest
zarezerwowane dla człowieka, bowiem autor pisze także o „szcząt-
kach kuźni‖. Co jest zatem unikalnego w szczątkach ludzkich? Otóż –
jak może okazać się przy czytaniu tego tekstu zamieszczonego w ga-
zecie codziennej i przeznaczonego dla przeciętnego odbiorcy – nic. Są
one takim samym materiałem badawczym i nośnikiem informacji, jak
innego rodzaju „pozostałości po przeszłości‖. Nie tekst jest jednak
tutaj sprawą najciekawszą. Interesujące wydaje się bowiem, że artykuł
ilustruje zajmujące 1/3 powierzchni artykułu zdjęcie przedstawiające
szkielet z archeologicznymi markerami (strzałka wskazująca kierunek
ułożenia szczątków, linijka określająca ich wielkość, numer znaleziska
– 254 i tabliczka z opisem: „wykop III. Wojkowice 15‖). Jest to zatem
zdjęcie dokumentacyjne, w kontekście którego pojawia się pytanie:
dlaczego artykułu nie ilustruje zdjęcie ozdób, odkopanych fragmen-
tów budowli, „szczątków kuźni‖ tylko właśnie wizerunek kompletnie
– jak pokazuje zdjęcie – zachowanego szkieletu? Zrelaksowana pozy-
cja zmarłego oraz „mimika‖ czaszki przypominająca uśmiech, nadaje
całości dość groteskowy wyraz. Przypomina kobiece akty z typowym
ułożeniem ciała w pozycji półleżącej. Czy patrząc na zdjęcie szkieletu
nie można mieć bowiem skojarzeń na przykład ze słynną Olimpią
Edouarda Maneta, która patrzy oglądającemu prosto w twarz – „bez-
78
wstydnie‖ dumna ze swojej nagości? Przy pewnej wyobraźni można
mieć wrażenie, że zdjęcie szkieletu to fotografia rentgenowska Olim-
pii.

Uwagę zwraca estetyka zdjęcia wkomponowująca się w sztukę


śmierci. Szczątki otacza aura tajemniczości; stają się podobne do
„martwej natury‖; wydają się suche, bezwonne, „czyste‖ i bardziej
wywołują w nas ciekawość i voyerystyczną przyjemność, niż odrazę.
Zdjęcie ilustrujące artykuł Kowalskiego – zapewne dodane
przez redakcję gazety, a nie przez autora - podpisane jest w następu-
jący sposób: „Ten człowiek został pochowany (Wojkowice) w III ty-
siącleciu p.n.e.”. Jest to jedyny wskaźnik identyfikacyjny zmarłego,
który określa go: „ten człowiek‖. „Ten‖ – znaczy jeden z wielu, który
prawdopodobnie został odkopany. „Ten‖ – bliski nam, bo przedsta-
wiony na zdjęciu – „inny‖ z przeszłości. Nie wiemy czy była to ko-
bieta, czy mężczyzna; ile miał/a lat, na co zmarł/a. Jedyną informacją,
która została uznana za ważną, jest czas pochówku – III tys p.n.e.
Kusi, by dodać, że „ten człowiek został pochowany w III tys p.n.e.‖ a
„odchowany w II tys n.e.‖, a tym samym to, co było ukryte, zawie-
rzone ziemi, zostało ujawnione i powierzone kulturze.

Do zmarłych, podobnie jak do wszelkiej inności, można pod-


chodzić w dwojaki sposób: albo traktować ich inność jak patologię i
starać się ich normalizować tj. czynić podobnych do żyjących, lub też
traktować ich jako pewien rodzaj „kultury‖ (czy kultur). Zazwyczaj
stosuje się pierwszą taktykę. O zmarłych mówi się podobnie jak o
żywych: stanowią oni rodzinę, należy dbać o ich obecność w pamięci.
Ma się wrażenie, że zmarli są infantylizowani; wymagają bowiem

79
takiej opieki, jak dzieci. Przypomnijmy być może banalny fakt, że
kwestia opieki zakłada pewną hierarchię: osoba, którą się opiekujemy
uznawana jest za słabszą; opiekun jest tym, który rości sobie pretensje
do opieki, a zatem kontroli. W istocie bowiem, opieka oznacza kon-
trolę. Tak też dzieje się ze zmarłymi. Większość badaczy, którzy zaj-
mują się różnymi aspektami i formami istnienia zmarłych, patrzy na
nich z pragmatycznego punktu widzenia; zmarły (jego ciało) jest
ważny o tyle, o ile służy żyjącym i o ile może być przez nich wyko-
rzystany czy to jako źródło natchnienia (Laura w sonetach Petrarki),
czy to jako przedmiot badawczy pozwalający na poszerzanie naszej
wiedzy medycznej lub historycznej, czy to jako corpus delicti (pro-
cesy sądowe dotyczące ludobójstwa), czy to jako obiekt pracy żałoby
(desperacja rodzin, których ciała bliskich nie zostały odnalezione), czy
też jako obiekt seksualnych perwersji (nekrofilia).
Książka Roberta Harrisona (2003) The Dominion of the Dead,
jest swojego rodzaju manifestem, który przenika hasło-przykazanie:
dbaj o szczątki i pamięć swych poprzedników, bo od nich zależy los
Twój i tych jeszcze nienarodzonych. Autor jest zwolennikiem idei
nekrokracji - dosłownie „rządów zmarłych‖, która stanowi, że żywi są
spadkobiercami i dłużnikami zmarłych. Ponieważ zmarli legitymizują
nasze istnienie, to przetrwanie ludzkości zależy od ochrony tych, któ-
rzy odeszli zarówno w sensie opieki nad ich szczątkami, jak i nad
pamięcią o nich. Z jego rozważań wynika, że nie tyle jesteśmy uzależ-
nieni i zależni od przeszłości, ile od zmarłych, bez których jesteśmy –
jak pisze - tylko bastardami. Zależność ta nie jest jednak jednostronna,
bowiem tak samo jak my zmarłych, tak też i zmarli potrzebują nas.
Martwi stanowią „historyczny nawóz‖, dostarczają żywym legacji,
legitymizują władzę i budują więzi społeczne. Żywi zaś są potrzebni
zmarłym, by dbając o ich szczątki i pamięć przedłużać ich istnienie. 10
Relacja te nie jest jednak symetryczna, bowiem naszym stosunkiem
do „świata zmarłych‖ steruje strategia „kolonizacji‖ i podbijania nie-
znanych i egzotycznych terytoriów w celu ich ujarzmiania, kontrolo-
wania i wykorzystywania dla „świata żywych‖ (Harrison 2003, s. 34 i
n; Domańska 2004, s. ).

10
Robert P. Harrison, The Dominion of the Dead. Chicago and London:
Chicago University Press, 2003, s. 34 i x. Zob. także: Ewa Domańska,
„Nekrokracja‖. Konteksty. Polska Sztuka Ludowa, nr 1-2, 2004.
80
W świecie zmarłych żywi są intruzami, a nie gośćmi. To, co
jest w grobie, należy do grobu i nie po to zmarłego „ukrywa‖ się w
trumnie czy urnie, by po czasie, kiedy już nikt nie może obronić jego
spokoju, wystawiać go na światło dzienne (i różnego rodzaju uży-
tek).11 Istotą grobu jest jego niedostępność, która zapewnić ma spokój
zmarłego. Odkopując grób zachowujemy się zatem jak kolonizatorzy,
którzy w imię misji szerzenia wiedzy, podbijają podziemne światy. A
przecież dokonanie pochówku to nie tylko złożenie do grobu, odsepa-
rowanie zmarłego od żywych, lecz także zabezpieczenie szczątków i
pozwolenie na ich naturalną dematerializację. Podajmy konkretny
przykład: dla wielu kultur, które cechuje wiara w życie pośmiertne
(czy wiara w zmartwychwstanie), cmentarz i grób jest szczególnym
miejscem kultu. Żydzi na przykład nazywają cmentarz „wiecznym
domem‖, „świętym miejscem‖, „domem grobów‖. Kultura ta nakazuje
przestrzegać nienaruszalności zwłok, a obrządek pogrzebowy, postę-
powanie ze szczątkami oraz zachowywanie się w ich pobliżu określają
bardzo szczegółowe przepisy prawne i religijne. Cmentarze zakładane
są na wieczność i mają być gwarancją bezpiecznego spoczynku kości
aż do dnia zmartwychwstania. Grobu nie wolno otwierać i obowiązuje
wobec niego zasada nietykalności. Tradycja żydowska nakazuje, by
zwłoki spoczywały w ziemi, na powierzchni zaś pamięć o zmarłym
chroni i symbolizuje nagrobek. Można zatem powiedzieć, że to, co w
grobie należy do nienaruszalnego świata zmarłych, a to, co na po-
wierzchni – do świata żywych, którzy zobowiązani się zapewnić
szczątkom spokój.12 Zakończmy zatem te rozważania stwierdzeniem,
że w przeszłości nie będziemy czuć się swobodnie, bowiem tylko
martwi mogą tam być sobą. Przeszłość potrzebna jest zmarłym, bo jest
ona ich światem. Nam zaś potrzebna jest wiedza o przeszłości, byśmy
wiedzieli skąd przychodzimy i dokąd zmierzamy. Spoczywa też na
nas obowiązek wobec martwego ciała – dbałość o nagrobną po-
wierzchnię i pamięć, zatem archeolodzy – zostawcie zmarłych w spo-
koju.

11
Tematy te porusza w swojej doskonałej książce Stanisław Rosiek (1997)
Zwłoki Mickiewicza. Próba nekrografii poety.
12
Informacje te zaczerpnęłam z tekstu Leszka Hońdo (2002, s. ), „Przestrzeń
żydowskiego cmentarza‖.
81
Wykaz cytowanej literatury

Chamberlain A. T. and Parker Pearson M. (2001) Earthly Remains.


The History and Science of Preserved Human Bodies. London:
The British Museum Press.
Domańska E. (2001) Archeontologia martwego ciała, Er(r)go, nr 3, s.
37-60.
Domańska E. (2004) Nekrokracja, Konteksty. Polska Sztuka Ludowa,
nr 1-2, s. .
Foucault M. (2000) Nietzsche, genealogia, historia, (w:) M. Foucault,
Filozofia, historia, polityka. Wybór pism, przeł. Damian Lesz-
czyński, Lotar Rosiński. Warszawa-Wrocław: PWN, s. .
Gumbrecht H. G. (2002) Użyteczność historii: uobecnienie i odkupie-
nie, przeł. Ewa Domańska, (w:) Pamięć, etyka i historia. An-
gloamerykańska teoria historiografii lat dziewięćdziesiątych,
Ewy Domańska (red.), Poznań: Wydawnictwo Poznańskie.
Harrison R.P. (2003) The Dominion of the Dead. Chicago and Lon-
don: Chicago University Press.
Hońdo L. (2002) Przestrzeń żydowskiego cmentarza, (w:) Śmierć,
przestrzeń, czas, tożsamość w Europie Środkowej około 1900,
K. Grodzicka i J. Purchla (red.), Kraków: Międzynarodowe
Centrum Kultury w Krakowie, s. .
Kowalski K. (2000) Łopaty przed spychaczami‖. Rzeczpospolita, 26-
28.02.2000, s. 8.
Parker Pearson M. (1999) The Archeaology of Death and Burial.
College Station: Texas A&M University Press.
Rosiek S. (1997) Zwłoki Mickiewicza. Próba nekrografii poety.
Gdańsk: słowo/obraz terytoria.
Segal H. (2003) Sztuka i pozycja depresyjna, (w:) H. Segal (red.) ,
Marzenia senne, wyobraźnia i sztuka, przeł. Paweł Dybel. Kra-
ków: Universitas, s. 138.
Semka P. (2004) Doktor śmierć, Życie, 31 stycznia-1 lutego 2004, s.
21.
Shanks M. (1992) Experiencing the Past. On the Character of Ar-
chaeology. London and New York: Routledge.
Thomas L-V. (1991) Trup. Od biologii do antropologii, przeł.
Krzysztof Kocjan. Łódź: Wydawnictwo Łódzkie.
Tilley Ch. (1989), Excavation as theatre, Antiquity, vol. 63, s. . (zob.
również „Wykopaliska jako teatr‖, przeł. Lidia Żuk – w druku).
82
Wieczorkiewicz A. (2000) Muzeum ludzkich ciał. Gdańsk:
słowo/obraz terytoria.
Zalejko G. (1994) Stereotypy w myśleniu historyków, (w:) Podręcznik
historii – perspektywy modernizacji, M. Kujawska (red.), Po-
znań: UAM, 1994, s. 38.

83
Arkadiusz Marciniak
Instytut Prahistorii UAM
Poznań

Ayodhya – przypadek archeologii dwóch przeszłości

Miejsce

Rama-Janmabhoomi/Babri Masijd – Ayodhya, Uttar Pradesh, Indie

Hindusi są przekonani, że jest to miejsce narodzin boga Rama. Na


pamiątkę tego wydarzenia wzniesiona zostaje ciesząca się kultem
świątynia. Tradycja puranicka zawiera przekazy o tym, że dynastia
Suryavamsa, do której należał Rama, rządziła w tym miejscu.

Ayodhya znana była jak miejsce pielgrzymkowe Hindusów.

Z czasów życia boga Ramy nie istnieją żadne przekazy pisane.

Rama Janmabhoomi oznacza dosłownie ‗miejsce urodzenia Ramy‘.

Kult boga Ramy jest szeroko znany i praktykowany w nieomal


wszystkich częściach Indii, jak również w Azji Południowo-Wschod-
niej i Środkowej począwszy od I wieku n.e. do XII wieku n.e.

Wg Methukumalli Venkata Narasimha Krishna Rao, cenionego arche-


ologa starszego pokolenia, miejscem narodzenia boga Ramy jest Ba-
nawali w rejonie Hisar w Karyana. Hipoteza opiera się na przedsan-
skryckich napisach na pieczęciach. Rao uważa, że odkryte w Ayodhya
fragmenty świątyni należą do króla Gahadwala i pochodzą z XI w n.e.
podczas gdy miejsca wiązane z kultem boga Ramy są datowane na c.
1000 p.n.e.

Od czasów proroka Mahometa najeźdźcy muzułmańscy wsławili się


niszczeniem nie muzułmańskich miejsc kultu od Hiszpanii po Chiny.

Meczet Babri Masjid w Ayodhya zostaje zbudowany przez muzuł-


mańskiego władcę Babara w 1528 r.

84
Meczet jest powszechnie nazywany Masjid-i-Janamsthan, co oznacza
‗meczet miejsca narodzenia‘.

Prof. Sinha uważa, że Hindusi nigdy nie pogodzili się z utratą swej
świątyni, o czym na świadczyć fakt, że meczet nie był dokończony,
brakowało w nim minaretów i wazu (basenu przeznaczonego do ablu-
cji).

Począwszy od XIX wieku meczet staje się przedmiotem sporu pomię-


dzy Hindusami a muzułmanami. Jego istotą jest określenie czy meczet
został zbudowany na miejscu zburzonej świątyni boga Ramy (e.g.
Shaw 2000).

Aktorzy

RSS – Rashtriya Swayamsevak Sangh (National Volunteer Organisa-


tion); partia polityczna o wyraźnym zabarwieniu nacjonalistycznym
powstała w 1925 r. Jej twórcą jest Keshav Baliram Hedgewar, który z
czasem staje się coraz bardziej rozczarowany przywództwem Ma-
hatmy Gandhiego. Początkowo organizacja nie ma celów politycz-
nych. Jeden z członków RSS Nathuram Godse morduje Gandhiego w
1948 r.

VHP – Vishva Hindu Parishad, odłam RSS, partia założona w 1966 r.


Jej celem jest zbudowanie globalnego braterstwa wszystkich Hidusów
szerząc wartości hinduskie w życiu społecznym i duchowym.

BJP – Bharatiya Janata Party – partia nacjonalistyczna, która powstaje


w 1980 r. jako odłam RSS. Jej twórcą i pierwszym przywódcą jest
Atal Behari Vajpayee. Przeciwstawia się nadaniu specjalnego statusu
mniejszościom, w szczególności muzułmanom. Prowadzi kampanię
nawracania na hinduizm przedstawicieli niższych kast, którzy wcze-
śniej przeszli na islam. W swej działalności odwołuje się do symboliki
religijnej.

BMMCC (Babri Masjid Movement Co-ordination Committee) – or-


ganizacja muzułmańska powołana w celu ochrony meczetu w Ay-
odyha.

85
BMAC (Babri Masjid Action Committee) – organizacja utworzona w
celu reprezentowania interesów muzułmańskich w sporze o meczet i
świątynię w Ayodhya.

Sunni Central Waqf Board – autonomiczna organizacja sunnitów fi-


nansowana z funduszy państwowych.

Archeolodzy- zwolennicy teorii o istnieniu świątyni hinduskiej w Ayod-


hya:
prof. Harsh Narain, prof. B.P. Sinha, dr S.P. Gupta, prof. B.B. Lal, dr
B.R. Grover, A.K. Chatterji (oficjalnie z VHP związany jest tylko B.P.
Gupta) (Elst 2002)

Archeolodzy/historycy – zwolennicy tezy o braku świątyni hinduskiej w


Ayodhya:
prof. Ifran Habib, prof. R.S. Sharma, dr Romila Thapar, dr S. Gopal
(przez swoich oponentów określani mianem marksistów i oskarżani o
współpracę z fundamentalistami islamskimi) (Elst 2002).

ASI (Archaeological Survey of India) – rządowa instytucja archeolo-


giczna odpowiedzialna za prowadzanie badań archeologicznych oraz
ochronę i zarządzanie obiektami i stanowiskami o narodowym i mię-
dzynarodowym znaczeniu.

Prolog I – kronika wydarzeń religijnych i politycznych

Przed 1949
Meczet w Ayodhya jest miejscem kultu muzułmanów.

1949
Hinduscy aktywiści wdzierają się do meczetu umieszczając tam posąg
Ramy. W rezultacie tego czynu rząd indyjski zamyka meczet. Meczet
jest od tego momentu uznawany za świątynię hinduską.

1986
Na wniosek VHP sąd podejmuje decyzję o otwarciu meczetu i po-
zwala Hindusom na wykorzystywanie go jako miejsca kultu.

1990

86
Lal Krishna Advani, wysoki przedstawiciel BJP, rozpoczyna kampa-
nię zwaną rathayatra mającą na celu zdobycie społecznego poparcia
dla postawienia świątyni Ramy na miejscu meczetu.

Decyzja ta polaryzuje konflikt pomiędzy stroną hinduską i muzułmań-


ską. Na przełomie 1990 i 1991 roku rząd indyjski inicjuje debatę po-
między stronami konfliktu. Biorą w niej udział historycy i archeolodzy
reprezentujący BMAC oraz VHP. Strona VHP uważa, ze przeciwnicy nie
wnieśli żadnych nowych dowodów empirycznych, które uzasadniałyby
powrót do dyskusji na temat meczetu w Ayodhya. Pierwsza tura roz-
mów zostaje przerwana w styczniu 1991 r.

Kolejna runda rozmów, zorganizowana z inicjatywy ówczesnego pre-


miera Indii PV Narasimha Rao z Partii Kongresowej, zostaje przepro-
wadzona jesienią 1992 roku. Dotyczy w głównej mierze interpretacji
znalezisk archeologicznych pozyskanych w trakcie badań w czerwcu
tego roku, głównie hinduskich rzeźb i innych elementów architekto-
nicznych znalezionych na obszarze przed meczetem oraz ich pozycji
stratygraficznej. W trakcie rozmów VHP zapowiada demonstracje w
Ayodhya na 6 grudnia 1992 r., co w rezultacie doprowadza do zburze-
nia meczetu. Z tego powodu BMAC wycofuje się z rozmów.

Prolog II - kronika wypadków archeologicznych

1862-63
Pierwsze badania archeologiczne w Ayodhya prowadzone przez A.E.
Cunninghama

1889-91
Kolejna kampania wykopaliskowa pod kierunkiem A. Fuhrera.

1969-70
Badania archeologiczne prowadzone przez A.K. Naraina.

1975-1980
Badania wykopaliskowe prowadzi B.B. Lal - były dyrektor generalny
ASI - w ramach projektu Archaeology of the Ramanaya Sites. Szcze-
gółowe wyniki tych badań nie zostają opublikowane. Raport wykopali-
skowy B.B. Lala po sezonach badawczych 1976-77 oraz 1979-80 nie
wspomina o żadnych podstawach kolumn w tym miejscu, mówi jedy-

87
nie o ‘pojedynczych poźnośredniowiecznych cegłach i fragmentach
wapiennych podłóg’ podkreślając, że ‘w całym tym późnym okresie nie
ma nic interesującego’.

1990
B.B. Lal ogłasza odkrycie baz kolumn podczas badań wykopaliskowych
prowadzonych w latach 1975-1980. Twierdzi, że zdają się one wska-
zywać na istnienie struktury przypominającej świątynię w południowej
części Babri Masjid (Engineer 2003; Shrimali 2003). Zwolennicy hipo-
tezy o zniszczeniu świątyni Ramy przez muzułmanów, znalezione
wówczas kolumny z cegły datowane na XI wiek, interpretują jako
dowód istnienia budowli kolumnowej w takim samym układzie jak
meczet (Erst 2002).

Lato 1992
Badania wykopaliskowe pod auspicjami ASI kierowane przez K.M.
Srivastavę i Y.D. Sharmę. Ogłoszone wyniki badań: 68 posągów w
tym boga Wisznu (którego Rama jest reinkarnacją). Jedna ściana
meczetu jest posadowiona na wcześniejszej strukturze, która może
należeć do wcześniejszej świątyni. Nie potwierdzone zostają dowody
zniszczenia tej budowli. Metryka tych pozostałości nie zostaje usta-
lona. Postuluje się dalsze badania (Mandal 1993; Jain 2003).

Scena I – zniszczenie meczetu: 6 grudnia 1992

Pod koniec listopada 1992 r do Ayodhyi przybywa około 20,000 hin-


duskich aktywistów karsevaks. Zdają się być dobrze przygotowani do
zniszczenia meczetu.

Według szacunków liczba uczestników zaplanowanego na ten dzień


kar seva wynosi ok. 200,000 przybyłych z całych Indii. Inne źródła
oceniają wielkość tłumu na ok. milion ludzi.

Wydarzenia tego dnia nie są żywiołowe ale dobrze przygotowane i


ściśle kontrolowane przez RSS. Kar seva nie była spontaniczną uro-
czystością religijną. Przedstawiciele BJP mobilizują przybyłych po-
twierdzając, że celem jest odbudowa świątyni na miejscu meczetu.

Meczet zostaje fizycznie zburzony przez uczestników kar seva.

88
W ruinach zniszczonej budowli znalezione zostają figurki hinduskie,
fragmenty zniszczonej budowli oraz inskrypcje datowane na XII wiek
n.e. (Jain 2003).

Zniszczeniu meczetu towarzyszą napady i grabieże domów i sklepów


należących do muzułmanów. Wg BBC w zamieszkach w mieście
ginie 13 osób, w tym kilkoro dzieci. Wszystkie pozostałe świątynie
muzułmańskie w mieście zostają zniszczone lub poważnie uszko-
dzone. Miasto opuszcza większość zamieszkujących je muzułmanów.
Jednocześnie na wieść o zburzeniu meczetu ściągają do Ayodhya duże
grupy muzułmanów z innych obszarów.

Zburzenie meczetu wywołuje poważne zamieszki w dużej część Indii,


które przynoszą ofiary śmiertelne w liczbie ok. 2,000 osób. Szczegól-
nie gwałtowny przebieg mają one w Mumbai (w dawnym Bombaju)
oraz w Bangladeszu. Sytuacja staje się coraz bardziej napięta i w nie-
których miejscach wymyka się spod kontroli władz.

II połowa grudnia 1992


Rząd P.V. Narasimha Rao z Partii Kongresowej jest oskarżany o brak
działań mogących zapobiec zniszczeniu świątyni posiadając stosowne
informacji ze służb specjalnych.

16 grudnia 1992 r.
Rząd powołuje specjalną komisję mającą na celu zbadanie okoliczno-
ści zniszczenia meczetu w Ayodhya. Komisji przewodniczy sędzia
M.S. Liberhan i stąd zwana jest ona Komisją Liberhana. Zostaje zo-
bowiązana do przedstawienia ostatecznego raportu w okresie trzech
miesięcy.

Mandat Komisji Liberhana jest w następnych latach wielokrotnie


przedłużany. Odbywa ok. 400 posiedzeń i przesłuchuje ona ok. 100
świadków m.in. wicepremiera L.K. Advani, byłych premierów P.V.
Narashimha Rao oraz V.P. Singha, byłego premiera Uttar Pradesh
Kalyana Singha oraz liderów BJP Murli Manohara i Uma Bharati.

Scena II – polityczny kongres

Grudzień 1994 – Trzeci World Archaeological Congress w New Delhi


89
Kongres WAC odbywa się w dniach, w których przypada druga rocz-
nica zniszczenia meczetu w Ayodhya.

W skład lokalnego komitetu organizacyjnego WAC 3 w New Delhi


wchodzą sympatycy i aktywiści VHP, RSS i BJP.

W rezultacie bezpośrednich nacisków na rząd Indii w dniu poprzedza-


jącym rozpoczęcie kongresu Komitet Wykonawczy WAC zostaje zmu-
szony do wprowadzenia zakazu wszelkiej dyskusji na temat okoliczno-
ści zniszczenia meczetu w Ayodhya podczas konferencji i nie podej-
mowania żadnych oficjalnych rezolucji w tej sprawie.

Decyzja ta pozostaje w sprzeczności do deklarowanych celów WAC, do


których należy nieskrępowane wyrażanie opinii na temat ‘historycznej
i społecznej roli oraz kontekstu politycznego poznania w archeologii,
organizacji archeologicznych i interpretacji archeologicznych’. Wobec
zaistniałej sytuacji Komitet Wykonawczy WAC wydaje oświadczenie
tłumacząc, że potencjalne konsekwencje odrzucenia żądania rządu
Indii znajdą się poza jego kontrolą.

Próby rozpoczęcia dyskusji na temat okoliczności udziału archeologów


w wydarzeniach prowadzących do zniszczenia meczetu w Ayodhya
podczas końcowej sesji plenarnej WAC 3 zostają uniemożliwione przez
gwałtowne protesty hinduskich delegatów o nastawieniu nacjonali-
stycznym. Prowadzący zabranie B.B. Lal, ten sam który prowadził
badania w Ayodhya w latach 70., przerywa je wobec wielkiego zamie-
szania i wrzawy.

Sesja plenarna WAC 3 zostaje później nazwana hańbą dla Indii i ar-
cheologii indyjskiej (Shrimali 2003).

Post scriptum

1998
Na chorwackiej wyspie Brač odbywa się Inter-congress WAC na temat
‘Destruction and Conservation of Cultural Property’, w dużej części
poświęcony okolicznościom zniszczenia meczetu w Aypodhya oraz
udziału archeologów w tych wydarzeniu.

90
Prezydent India Union Muslim League G M Banatwalla apeluje do
premiera Vajpayee o interwencję zapobiegającej ‗drażliwej i kontro-
wersyjnej dyskusji dotyczącej Babri Masjid‘ podczas kongresu w
Chorwacji. Określa ją jako niedopuszczalną biorąc pod uwagę brak
decyzji indyjskiego sądu w tej sprawie.

Scena II – polityczne spory

1997
Nowo zaprzysiężony premier Uttar Pradesh Kalyan Singh ogłasza w
swym programowym wystąpieniu, że ‗wspaniała świątynia boga
Ramy powinna zostać zbudowana w Ayodhya‘ potwierdzając, że
sprawa pozostaje w orbicie zainteresowań BJP.

Sąd stanowy w Allahabadzie, oddział w Lucknow, zostaje zobowią-


zany do zbadania wszystkich okoliczności prowadzących do zniszcze-
nia meczetu w Ayodhya. Na 21 listopada wyzywa 49 oskarżonych w
sprawie, w tym przewodniczących BJP oraz VHP oraz premiera Uttar
Pradesh Kalyana Singha. Przesłuchaniom towarzyszą zaostrzone
środki ostrożności.

1998
1. Przewodniczący Partii Kongresowej Sitaram Kesri obarcza
ówczesnego premiera (w roku 1992) P V Narashima Rao moralną
odpowiedzialnością za zniszczenie meczetu.
2. Przewodniczący BJP ogłasza, że jego partia nie przeprosi za
zniszczenie Babri Masjid.
3. Rządząca partia BJP, z premierem Atal Bihari Vajpayee, potwier-
dza, że dążyć będzie do odbudowy świątyni boga Ramy nawet
kosztem utraty poparcia partii centrowych, potwierdzając tym sa-
mym swoje obietnice złożone w trakcie kampanii wyborczej.
VHP poparło BJP w tych wyborach pod warunkiem zgody na bu-
dowę świątyni w Ayodhya. Jednocześnie oświadczenie podkreśla
konieczność znalezienia konsensusu w tej sprawie.
4. VHP wyraża rosnące zniecierpliwienie niezdecydowanym
stanowiskiem BJP, wynikającym z ograniczeń jakie wiążą się z
pozostawaniem u władzy, podkreślając, że bez względu na oko-
liczności będzie dążyć do budowy świątyni Ramy. Jeden z wyso-
kich rangą przedstawicieli VHP ogłasza, że „nasze długo pod-
91
trzymywane marzenie o wspaniałej świątyni Ramy w Ayodhya
stanie się rzeczywistością‖.
5. Partia Kongresowa oskarża BJP o złamanie decyzji sądu
zarządzającej zachowanie status quo w kwestii Ayodhya i pota-
jemne rozpoczęcie przygotowania do budowy świątyni w Ayod-
hya.
6. Rząd BJP potwierdza, że będzie respektował werdykt sądu w
sprawie zachowania status quo w Ayodhya. Czeka też na dalszą
decyzję sądu w tej sprawie.
7. Sekretarz generalny VHP Giriraj Kishore ogłasza, że ‗żadna siła
na tym świecie nie powstrzyma nas od zbudowania świątynni
Ramy w Ayodha, nawet wyrok Sądu Najwyższego‘.
8. W prasie pojawiają się liczne doniesienia mówiące o rozpoczęciu
budowy elementów świątyni z inicjatywy i pod kierunkiem VHP.
Prace ulegają przyśpieszeniu pod dojściu do władzy BJP w Uttar
Pradesh.
9. VHP ogłasza początek budowy świątyni Ramy na 2001 r. Sekre-
tarz partii wyraża nadzieję, że Sąd Najwyższy wyda do tego
okresu wyrok po myśli VHP.
10. Przewodniczący RSS Rajendra Singh apeluje do muzułmanów o
zrzeczenie się roszczeń do Babri Masjid – Ram Janambhoomi w
Ayodhya.
11. Wobec 7500 osób zastosowano areszt tymczasowy w przededniu
6 rocznicy zniszczenia meczetu. Zmobilizowano siły policyjne i
wojskowe szacowane na 100,000 ludzi.

1999
World Buddhist Council – nowy uczestnik na scenie konfliktu – żąda
przeprowadzania badań archeologicznych na szeroką skalę twierdząc,
ze Ayodhya była miastem buddyjskim.

2000
W ósmą rocznicę zniszczenia meczetu VHP ogłasza, że duża ilość
kamiennych elementów przyszłej świątyni Ramy została przewieziona
z warsztatów w Radżastanie. Ogłasza również, że wszystkie elementy
świątyni będą gotowe przed marcem 2001 r.

2001

92
Replika świątyni, która powstaje w Jaipur zostaje przeniesiona do
Allahabadu i pokazana publicznie.

2002
VHP grozi ‗gwałtowną reakcją hinduską‘ jeżeli trwał będzie opór
przeciwko budowie świątyni Ramy. Ostrzega, że około milion zwo-
lenników przebędzie do Ayodhya przed 15 marca, na który to dzień
wyznaczono rozpoczęcie wznoszenia świątyni. Sekretarz generalny
partii Pravin Togadia ogłasza, że ‗nie możemy czekać bez końca zanim
rząd znajdzie rozwiązanie (tego problemu)‘. Oznajmia, że świątynia
boga Ramy powstanie do połowy 2004 r.

Scena III – sądowe wykopaliska 2003

5 marca 2003 r.
Sąd w Allahabadzie, oddział w Lucknow nakazuje ASI przeprowa-
dzanie badań wykopaliskowych w obrębie dziedzińca, na którym stał
meczet i pozostałości meczetu w Ayodhya w celu stwierdzenia czy w
miejscu na którym znajdował się zniszczony 6 grudnia 1992 r. Babri
Masijd istniała wcześniejsza świątynia. Badania mają się zakończyć w
ciągu 30 dni. Materiał z badań ma zostać zapieczętowany i przedsta-
wiony sądowi (e.g. Jain 2003). Badania prowadzone są pod nadzorem
sądu.

Decyzja sądu jest uzasadniana m.in. wynikami archeologicznych ba-


dań nieinwazyjnych za pomocą radaru (GPR – ground penetrating
radar) zleconych przez sąd i przeprowadzonych w lutym 2003 r. przez
prywatną firmę Tojo India Vikas International Pvt Ltd. Otrzymane
wyniki potwierdzają istnienie starszej konstrukcji ok. 0,5 do 5 metrów
pod powierzchnią ziemi (e.g. Jain 2003).

Teren badań zostaje zamknięty dla postronnych osób a archeolodzy


oraz robotnicy są zobowiązani do noszenia kart identyfikacyjnych
(Chakrabarti 2003). VHP oraz BMAC dostają sądową zgodę na mo-
nitorowanie prac wykopaliskowych.

Obydwie strony konfliktu wiążą ogromne nadzieje z wynikami prac


archeologicznych wierząc, że zakończy on toczący się od setek lat

93
spór o miejsce urodzenie boga Ramy oraz wyrażają przekonanie, że w
wyniki badań będą zgodne z ich oczekiwaniami.

BMAC wystosowuje oficjalny protest podkreślając, że ta decyzja sądu


nie leży w jego gestii.

BMAC znajduje się w posiadaniu wyników badań radarowych, któ-


rych wyniki nie są zgodne z ich oczekiwaniem.

Uzasadnienie sądu zostaje skrytykowane przez znanych indyjskich


historyków K.M. Shimaldi, Ifran Hababa oraz archeologa Suraj Bahna
wskazując, że Tojo-Vikas nie posiada żadnych wcześniejszych do-
świadczeń w badaniu pozostałości archeologicznych. Zarzuca się jej
także nie przeprowadzenie pomiarów magnetyzmu poprzestając jedy-
nie na zbadaniu oporności gruntu.

12 marca 2003 r.
Początek badań wykopaliskowych. Pracami kierują R. S. Bisht oraz M.
R. Mani. Początkowi prac towarzyszą zaostrzone środki ostrożności.

BMAC oraz Sunni Central Waqf Board domagają się ścisłego nadzoru
w związku z podejrzeniami o możliwość manipulacji wynikami ze
strony ASI.

13 marca 2003 r.
Ekipa ASI rozpoczyna prace usuwając szczątki zniszczonego meczetu
w celu dotarcia do starszych warstw.

15 marca 2003 r.
Przedstawiciele BMAC oraz Sunni Central Waqf Board zgłaszają
protest w związku z brakiem robotników muzułmańskich w ekipie
archeologicznej i domagają się zatrudnienia równej liczby robotników
muzułmańskich i hinduskich podczas prac wykopaliskowych.

25 marca 2003 r.
ASI prosi sąd w Allahabadzie, oddział w Lucknow o dodatkowy czas na
dokończenie prac wykopaliskowych z racji na ich dużą czasochłon-
ność.

94
Grupa miejscowych muzułmanów apeluje do sądu o wstrzymanie
badań wykopaliskowych, które ich zdaniem nie przyczynią się do
zakończenia sporu. Jednocześnie składa wniosek do sądu przeciwko
przewodniczącemu VHP Ashok Singhal za sprzeniewierzenie się pro-
cedurom przez twierdzenie, że wyniki badań GPR są wystarczającym
dowodem na istnienie świątyni pod zniszczonym meczetem.

26 marca 2003 r.
Sąd w Lucknow odrzuca prośbę ASI uznając ją za przedwczesną bio-
rąc pod uwagę, że nie upłynął jeszcze miesiąc od rozpoczęcia prac.
Apeluje do ASI o złożenie ponownego wniosku 7 kwietnia. Jednocze-
śnie odrzuca wniosek o zgodę na równą ilość robotników hinduskich i
muzułmańskich podczas badań wykopaliskowych. Nakazuje arche-
ologom rejestrowanie wszystkich materiałów, w tym w szczególności
ceramiki muzułmańskiej i kości zwierzęcych.

Sąd przychyla się jednocześnie do wniosku Sunni Central Waqf Board


nakazując kontrolę wyników badań po każdym dniu poprzez wgląd do
dokumentacji wykopaliskowej i wydobytych materiałów. Przedstawi-
ciele politycznych stron konfliktu są zobowiązani do parafowania
podsumowania każdego dnia prac wykopaliskowych. Zdaniem Sunni
Central Waqf Board ma to na celu ‗zminimalizowanie szans manipu-
lacji podczas badań wykopaliskowych‘.

7 kwietnia 2003 r.
ASI ponawia prośbę do sądu o zgodę na przedłużenie terminu prowa-
dzenia badań archeologicznych.

Sąd przychyla się do wniosku.

12 kwietnia 2003 r.
Aligarh Historical Society zwraca uwagę, że wśród 14 osobowej
grupy archeologów wyznaczonych przez ASI do przeprowadzenia
badań wykopaliskowych znalazł się tylko jeden muzułmanin. Za zor-
ganizowanie siły roboczej wyznaczony został przez ASI kontraktor
należący do VHP. Wszyscy robotnicy są Hindusami, wielu wyraźnie
sympatyzuje z VHP. Sąd w Lucknow poinformowany o tych okolicz-
nościach nie podejmuje żadnych kroków, aby temu zapobiec.

95
Aligarh Historians Society uważa, że głównym celem zespołu powo-
łanego przez ASI było ‗poszukiwanie jakichkolwiek śladów świątyni
ignorując wszystkie rodzaje negatywnych dowodów‘. W szczególności
nie rejestrowana była glazurowana ceramika - cecha osadnictwa mu-
zułmańskiego.

2 maja 2003 r.
Sąd w Lucknow wyraża zgodę na kolejne przedłużenie badań wyko-
paliskowych i ich zakończenie w nie przekraczającym terminie 15
czerwca. Sędziowie wyrażają zadowolenie z postępu prac wykopali-
skowych.

26 maja 2003 r.
Hari Majhi zastępuje B.R. Mani w roli prowadzącego badania na pole-
cenie sądu w Allahabadzie. Następuje to w rezultacie wniosku przed-
stawionego przez Sunni Central Waqf Board oskarżającego go o nie-
przestrzeganie zasad prowadzenia badań wykopaliskowych.

9 czerwca 2003 r.
Sunni Central Waqf Board oskarża zespól archeologów o ‗fabrykowa-
nie‘ dowodów na podstawie ekspertyz formułowanych przez powoła-
nych przez siebie ekspertów archeologów.

10 czerwca 2003 r.
ASI przedstawia wstępny raport do sądu w Allahabadzie. Mówi on o
braku dowodów na istnienie jakiekolwiek struktury w badanym miej-
scu. Raport kwestionuje też wyniki prospekcji GPR przeprowadzonej
przez Tojo India Vikas International Pvt Ltd. Zawarte konkluzje ozna-
czają w praktyce odrzucenie twierdzeń VHP o istnieniu w spornym
miejscu świątyni Ramy. Termin dostarczenia ostatecznego raportu
określono na 15 czerwca.

11 czerwca 2003 r.
VHP ogłasza, że bez względu na wnioski przedstawione przez ASI
świątynia Ramy zostanie wzniesiona w spornym miejscu. Wyrok sądu
nie ma mocy wyrokowania w sprawie wiary Hindusów.

12 czerwca 2003 r.

96
BJP wydaje oświadczenie mówiące, że nie można wyciągnąć ‗osta-
tecznych wniosków‘ z raportu przygotowanego przez ASI.

15 czerwca 2003 r.
Hari Majhi prowadzący badania występuje do sądu o pozwolenie na
kontynuację badań o kolejnych 15 dni.

1 lipca 2003 r
ASI prosi o zgodę na przedłużenie prowadzenie badań wykopalisko-
wych o kolejne dwa miesiące i o dodatkowy miesiąc na przygotowanie
końcowego sprawozdania.

2 lipca 2003 r.
Sąd w Lucknow wykazuje zniecierpliwienie prośbą ASI o kolejne
przedłużenie prowadzenia badań, nakazując kontynuację prac aż mo-
mentu kolejnej decyzji w tej sprawie.

Sunni Central Waqf Board oskarża ASI, że kolejne prośby o przedłu-


żenie badań mają podłoże polityczne i są spowodowane naciskiem
rządu federalnego (BJP).

3 lipca 2003 r.
Sąd w Lucknow wyraża zgodę na przedłużenie badań o 5 tygodni i
określa termin przedstawienia końcowego sprawozdania na 22 sierp-
nia.

11 lipca 2003 r.
Ifran Habib (2003) określa badania w Ayodhya mianem ‗archeologii
kryzysowej‘. Podkreśla, że głównymi celami ekipy ASI było poszu-
kiwanie pozostałości świadczących o obecności świątyni takich jak
elementy konstrukcyjne, a nie systematyczne wykopaliska. Niektóre
rodzaje materiałów takich jak szczątki kostne i roślinne czy ceramika
glazurowana, uważana za muzułmańską, nie były systematycznie reje-
strowane, pomimo jasnego nakazu sądu z 26 marca. Można przypusz-
czać, że spowodowane to było obawą o to, że mogą one zaprzeczyć
istnieniu świątyni w tym miejscu. Wcześniejsza podłoga znajdująca
się poniżej Babri Mojisd wskazuje na istnienie w tym miejscu star-
szego meczetu. Kwestionuje, że znalezione pozostałości można na-
zwać podstawami kolumn.
97
7 sierpnia 2003 r.
ASI kończy prace wykopaliskowe w Ayodhya.

22 sierpnia 2003 r.
ASI przedstawia końcowy raport z prac w Ayodhya do sądu w Allaha-
badzie. Zapieczętowany raport znajdujący się w dwóch kartonach
przywozi do sądu prowadzący wykopaliska Hari Majhi w towarzystwie
prawników reprezentujących zwaśnione strony. Pierwszy karton
zwiera część opisową, drugi zaś mapy i dokumentację rysunkową.

25 sierpnia 2003 r.
Sprawozdanie z badań wykopaliskowych zostaje oficjalnie odpieczę-
towane i otwarte przed sądem w Lucknow.

574-stronicowy raport ASI potwierdza obecność pozostałości


masywnej świątyni z X wieku poniżej Babri Masjid, która była
używana nieprzerwanie aż do powstania meczetu. Głównym
dowodem jest obecność podstaw kolumn pozwalającej na okre-
ślenie wielkości budowli na minimum 50 x 30 m znajdującej się
dokładnie poniżej meczetu, przebudowywana przynajmniej trzy
razy. Raport określa ją mianem ‗masywnej struktury‘ składają-
cej się z ‗siedemnastu rzędów baz kolumn na osi północ – połu-
dnie, w każdym z nich znajdowało się po 5 baz kolumn‘. Od-
kryte też zostają ślady wcześniejszego osadnictwa.

Raport w oczach polityków oraz archeologów

Zafaryab Jilani – prawnik reprezentujący stronę muzułmańską twier-


dzi, że ‚zespół badawczy niepoprawnie zinterpretował znaleziska‗.

Sunni Central Waqf Board:


określa raport jako ‗nieprecyzyjny i zaprzeczający sobie‘.

Sitaram Rai – archeolog z Patna


kwestionuje wnioski z raportu ASI, w szczególności fakt zniszczenia
budowli przez budowniczych meczetu. Twierdzi, że raport został przy-
gotowany na zamówienie polityczne. Wskazuje na dużą muzułmań-

98
skiego materiału archeologicznego datowanego na XIII w n.e. co
świadczy jego zdaniem o intensywnym osadnictwie muzułmańskim na
tym miejscu na długo przed powstaniem Babri Masijd.

Shrimali (2003)
Bardzo krytycznie ocenia jakość raportu. Uważa, że wyniki GPR zo-
stały podważone z powodów technicznych. Wyniki te wprowadziły
sąd w błąd. Błąd popełniła też ASI od początku kierując się tymi re-
zultatami planując prace wykopaliskowe. Shrimaldi uważa dalej, że
badania nie były prowadzone metodycznie, przede wszystkim pod
kątem stratygrafii. Dokumentacja rysunkowa dołączona do raportu
była bardzo skromna biorąc pod uwagę 90 zbadanych wykopów. W
szczególności nie dokonany został zrys baz kolumn aby potwierdzić
istnienie świątyni. Shrimali podejrzewa, że stratygrafia w Ayodhya
została w celowy sposób zagmatwana. Uważa też, że nie można ety-
kietować etnicznie materiału ruchomego, szczególnie gdy jest on
znaleziony na złożu wtórnym.

27 sierpnia 2003 r.
Sąd wzywa znanych indyjskich archeologów jako ekspertów w roz-
patrywanej sprawie. Są to: Suraj Bhan z Uniwersytetu w Kurukshetra,
D. Mandal z Uniwersytetu w Allahabadzie oraz Shireen Ratnakar z
Uniwersytetu Jawaharlala Nehru z New Delhi.

Początek września 2003 r.


Jeden z członków zespołu archeologów prowadzącego badania w
Ayodhya twierdzi anonimowo, że wyniki badań archeologicznych
wskazują na ‗brak dowodów na istnienie świątyni‘. Dodaje następnie,
że ‗w istocie schodząc na niższe poziomy napotykaliśmy na coraz
więcej dowodów na wpływy islamskie‘ (Engineer 2003).

10 września 2003 r.
Wicepremier rządu indyjskiego Lal Kishenchand Advani, ten sam,
który zainicjował akcję na rzecz budowy świątyni w 1990 r., bez cze-
kania na werdykt sądu podkreśla, że raport ASI potwierdza stanowi-
sko BJP o obecności świątyni Ramy w Ayodhya.

12 września 2003 r.

99
Historyk Ifran Habib określa raport ASI mianem jednostronnego, a
decyzję sądu nakazującą przeprowadzanie badań wykopaliskowych
określa mianem niezwykle niefortunnej.

10 października 2003 r.
ASI składa wniosek do sądu w Lucknow z prośbą o możliwość doko-
nania niewielkich zmian w swoim raporcie z 22 sierpnia.

Listopad 2003 r.
Sąd skierowuje oskarżenia przeciwko 6 politykom BJP i VHP w
związku ze zniszczeniem meczetu w Ayodhya.

Bez epilogu

Maj 2004

Po zwycięstwie wyborczym Partii Kongresowej premierem rządu


Indii zostaje Manmohan Singh.

Październik 2004

Sprawa meczetu jest w toku i czeka na rozstrzygnięcie, kolejne osoby


są przesłuchiwane. Istnieje wiele dowodów aby skazać Advaniego.

Część zwaśnionych stron próbuje załatwić sprawę drogą negocjacji.


BJP i VHP podejmują kolejną turę rozmów mającą na celu rozwiąza-
nie tego problemu. VHP krytykuje BJP za ‗zdradę‘ hinduizmu.

24 marca 2005 r.
Termin działania Komisji Liberthana zostaje przedłużony do 30
czerwca 2005 r.

Wykaz cytowanej literatury

Chakrabarti, Dilip K. (2003) Archaeology under the judiciary.


Ayodhya 2003, Antiquity 77, s. 579-580.
Elst, Koenraad (2002) Ayodhya. The case against the temple. New
Delhi: Voice of India.
100
Engineer, Asghar Ali (2003) Archaeological excavations and temple.
Countercurrents.org.
Habib, Ifran (2003) Crisis of archaeology. The Hindustan Times, 11
July 2003.
Jain, Sandhya (2003) Ayodhya. Over to archaeology. The Pioneer
(www.hvk.org/articles/0303/107.html).
Mandal D. (2003) Ayodhya. Archaeology after demolition. A critique
of the „new‟ and „fresh‟ discoveries. New Delhi: Orient Long-
man.
Shaw J. (2000) Ayodhya‘s sacred landscape. Ritual memory, politics
and archaeological ‗fact‘, Antiquity 74, s. 693-700.

Uwaga: Część faktograficzna pracy oparta jest na kilkadziesięciu


doniesieniach i artykułów prasowych dostępnych w serwisie Rediff On
The Net. Ich autorami są Shahid K. Abbas, Praful Bidwai, Josy Jo-
seph, Anand Mohan Sahay, Sharat Pradhan, Tara Shankar Sahay,
M.S. Shanker i K.G. Suresh. Niektóre teksty nie są podpisane.

101
Michał Pawleta
Instytut Prahistorii UAM
Poznań

W otchłani niebytu.
Marginalizacja problematyki dziecka / dzieciństwa w archeologii1.

„Historycznie rzecz ujmując, dyskurs nieobecności należy do


Kobiety: Kobieta jest osiadła, Mężczyzna jest myśliwym, podróżni-
kiem; Kobieta jest wierna (czeka), Mężczyzna się ugania (żegluje od
do, podrywa). To kobieta nadaje nieobecności formę...‖ – pisał Roland
Barthes we Fragmentach dyskursu miłosnego (Barthes 1999, s. 54).
Autor ów w swej książce analizuje dyskurs kochanka nie tylko po-
przez pryzmat wyłączania i nieobecności, lecz również poprzez wy-
siłki osoby zakochanej, zmierzające do zaistnienia w porządku sym-
bolicznym Innego. Dyskurs nieobecności w społeczeństwach zachod-
nich i nauce, co uwypuklił i czemu następnie przeciwstawił się femi-
nizm, należy przede wszystkim do kobiety. Ja zaś starał się będę po-
kazać, że dyskurs nieobecności w archeologii należy również i – a
może przede wszystkim – do dziecka.
Archeologia dzieciństwa, jeśli terminem takim mogę się po-
służyć, jest dziedziną stosunkowo niedawno wyrosłą na gruncie ar-
cheologii, a ściślej powstałą w łonie studiów nad kategorią płci kultu-
rowej (ang. gender), których to bujny rozkwit znamionował schył-
kową dekadę ubiegłego stulecia. W studiach nad kategorią gender

1
Przyjmując, iż archeologia jest projektem zakotwiczonym w świecie
współczesnym, że nie istnieje w próżni, lecz jest zawsze i bezpośrednio
związana ze światem „realnym‖, z „tu i teraz‖ (Johnson 1999, s. 107; szerzej
na temat tejże relacji patrz też Mamzer 2004), posiada aspiracje polityczne i
pretenduje do odpowiadania na zmiany zachodzące w świecie, dziwnym
może wydać się – wobec współczesnej obsesji dzieckiem i jego potrzebami
(Scott 1992, 1999, s. 13n) – brak zainteresowania dzieckiem, albo
stosunkowo późne zainteresowanie się nim w archeologii. We współczesnym
świecie zaobserwować można wyraźne wydzielenie kategorii dzieciństwa
przy pomocy zarówno kontroli nad przestrzenią (James, Jenks, Prout 1998, s.
39n), jak i specyficznej kultury materialnej dziecku przynależnej (Buchli,
Lucas 2000). Dziecko posiada więc w nim swe własne i jasno określone
miejsce, jednak pomimo tego faktu nie posiada takowego tak w archeologii,
jak i naukach społecznych.
102
skupiono się jednakże głównie na dorosłych kobietach, natomiast
dziecku jako nie-dorosłemu nie poświęcano jak dotąd zbyt wiele
uwagi w dyskursie archeologicznym. Podczas gdy studia nad katego-
rią płci / rodzaju w archeologii doczekały się wielu praktycznych apli-
kacji i zmieniły obraz pradziejów, jak i praktykę archeologiczną, po-
tencjał heurystyczny studiów nad dzieciństwem nie został jak dotąd
przedstawiony w kontekście poznawczym archeologii.
I jakkolwiek sama problematyka dziecka / dzieciństwa obecna
jest w archeologii – zdawać by się mogło – od jej zarania, tym nie-
mniej dzieci pojawiają się na kartach pradziejów jako li tylko niemi
uczestnicy, kolektywny podmiot, masa pozbawiona praw społecz-
nych. Znajdują się one na najniższym szczeblu hierarchicznej drabiny
społecznej, nie odznaczają żadną przydatnością gospodarczą, logicz-
nie nie wnoszą nic do rozwoju przeszłych społeczeństw. Takie po-
strzeganie dziecka predestynuje je niejako do nie uwzględniania w
analizach i interpretacjach2. Marginalizacja problematyki dzieciństwa,
jak też niedostrzeganie jej ważności, wynika z wielu czynników, które
stanowić będą oś, wokół której oscylowały będą me rozważania.
Kwestia dzieciństwa bowiem, tak sposobów jego stanowienia, defi-
niowania, czy wreszcie i samego podejścia do dzieci – wydaje się, iż
stanowi problem centralny dla każdej kultury, jak i szeroko pojętej
(re)produkcji społecznej. Tym bardziej wymowna staje się indyferen-
cja archeologiczna wobec tych jakże kluczowych zagadnień.
Archeologia jest – czy raczej do niedawna była – o świecie
męskim. W centrum jej zainteresowań znalazł się mężczyzna, arche-
ologia faworyzowała zaś wyłącznie aspekty jego działalności w pra-
dziejach (szerzej Pawleta 2002). Archeologie feministyczne zakwe-
stionowały i zmieniły androcentryczny obraz pradziejów, uzupełniając
przeszłość o domeny kobiecego doświadczenia (Gero, Conkey 1991;
Conkey, Gero 1997; Moore, Scott 1997; Nelson 1997; Gilchrist 1994,
1999; Sørensen 2000; Arnold, Wicker 2001; Nelson, Rosen-Ayalon

2
Dużo wspólnego z dzieciństwem posiada pod tym względem
niepełnosprawność fizyczna, gdyż w jednym i drugim przypadku dotykamy
kwestii społecznej zależności, braku funkcjonalnej wartości w
społeczeństwie, niewydajności w sensie ekonomicznym, konieczności opieki,
etc. Kategorie, określające osoby niepełnosprawne, podobne są do tych,
jakimi określa się dzieci. Osoby niepełnosprawne są również jedną z grup
wykluczonych, którym odmawia się prawa do obecności w pradziejach.
103
2002). W swych studiach skupiły się jednak głównie na osobach doro-
słych (Gilchrist 1999, s. 89), choć w ich wydaniu były to kobiety.
Dzieci pozostały na uboczu, nie będąc przedstawiane jako aktywni
uczestnicy przeszłych procesów społecznych czy kulturowych. Po-
mimo, iż gender archaeology ujmowała w swych studiach kategorie
zarówno płci kulturowej, jak i pośrednio wieku (pokazując, w jaki
sposób wiek osoby określa i wpływa na zmiany tożsamości osoby),
tym niemniej kategorie te były rozpatrywane jako dwa oddzielne za-
gadnienia (Sofaer Derevenski 1997, s. 486). Skupienie się wyłącznie
na osobach dorosłych i marginalizowanie osób z pozostałych grup
wiekowych zaowocowało w rezultacie niepełnymi obrazami przeszło-
ści (Sofaer Derevenski 1997, s. 487).

Marginalizacja kobiet

Trajektoria rozwoju studiów nad gender w archeologii i stu-


diów nad dzieciństwem – a ściślej przyczyn znajdujących się u powo-
dów negacji tych zagadnień, jak i marginalizacji w dominującym,
męskocentrycznym nurcie archeologii – jest zbliżona (Sofaer De-
revenski 1997, s. 487). Zatrzymam się przez chwilę więc przy powo-
dach, które skutecznie blokowały zaistnienie studiów nad kategorią
płci / rodzaju w archeologii, by następnie przejść do problematyki
dziecka i dzieciństwa.
Kwestia nieobecności kobiet w dyskursach archeologicznych
została podniesiona pod wpływem krytyki feministycznej. Epistemo-
logia feministyczna zakwestionowała prawomocność obowiązujących
sposobów zajmowania się nauką, spełniając niejako dwie role. Z jed-
nej strony stanowiła podstawę krytyki tradycyjnej nauki, z drugiej zaś
była alternatywą wobec dotychczasowych ujęć, obciążonych męską
stronniczością (Gilchrist 1991; Cierniak-Szóstak 1997, s. 289).
Przedmiot odniesień krytyki feministycznej stanowił wpływ systemu
patriarchalnego na naukę, który można dostrzec zarówno w wyklu-
czaniu kobiet z dyskursu naukowego, jak również i w samym doborze
treści nauk. Następstwem takiej sytuacji były kategorie, którymi defi-
niuje się wiedzę naukową, a które rozwinęły się na gruncie męskich
sposobów percepcji świata. Naruszona została tym samym zasada
obiektywizmu nauki (feminizm obala zresztą mit nauki obiektywnej),
co miało i wciąż posiada wpływ tak na kształt samej nauki, jak rów-
nież na sposoby jej uprawiania (Bator 2001).
104
Z tych to właśnie powodów wskazywano, iż kobiety są niewi-
doczne na kartach pradziejów nie dlatego, iż na zidentyfikowanie ich
obecności i aktywności w przeszłości posiadamy relatywnie mniej
dowodów materialnych, lecz przede wszystkim z powodu teorii fawo-
ryzujących męskie sfery aktywności, czyli androcentryzmu (Roberts
1993, s. 19). Archeologia faworyzuje bowiem domeny związane z
męskością, przedstawiając kluczowe innowacje i zmiany, zachodzące
na przestrzeni dziejów, jako rezultat działania wyłącznie mężczyzn
(po liczne przykłady patrz Nelson 1997). Wobec takiego stanu rzeczy,
pod wpływem krytyki feministycznej wiele założeń o „męskiej‖ prze-
szłości zostało zakwestionowanych i zredefiniowanych, przez skupie-
nie uwagi na kobiecych sferach i zajęciach (Conkey 1991, s. 27).
Przyczyny samego braku, jak również opóźnienia w zaistnie-
niu tychże studiów w archeologii w porównaniu z dziedzinami jej
pokrewnymi, upatruje się też w archeologii procesualnej, a ściślej w
jej pozytywistycznej metodologii, postrzegającej kategorię rodzaju
jako niedostępną z powodu niemożności dotarcia do odpowiednich
danych (Wylie 1991, s. 34-38, 1998, s. 85). Paradygmaty funkcjonali-
styczny czy ekologiczny skupiały swą uwagę na procesach mających
miejsce w szerszej skali (large-scale analysis), zmiany zaś odnoszono
do całych populacji, skutkiem czego takie kategorie jak gender
(aspekt jednostkowy) były niewidoczne. Logiczną konsekwencją
faktu, iż płeć kulturowa nie była empirycznie „namacalna‖, byłó więc
pomijanie jej przez archeologów w analizach. Archeologia procesu-
alna odrzucała też zastosowanie symbolicznych czy idealizacyjnych
komponentów jako czynników eksplanacyjnych. Wiele aspektów
archeologii procesualnej skupiało się na teoriach i metodologiach
„przysłaniających‖ człowieka, jak i naturalizujących płeć kulturową,
traktując ją jako pochodną binarnego podziału ludzi ze względu na
płeć (żeńska, męska). Płeć kulturową określano bowiem na podstawie
oznaczonych pod względem płci szkieletów i redukowano do wy-
miaru anatomicznych różnic pomiędzy kobietami i mężczyznami
(Gilchrist 1994, s. 6), nadając tymże różnicom wydźwięk społeczny.
Aktywności kobiece definiowano na podstawie ich biologicznie okre-
ślonych właściwości (opieka nad dziećmi, macierzyństwo, zajęcia
związane ze sferą domową), szeroko posiłkując się obserwacjami
zaczerpniętymi z etnografii, przy czym zazwyczaj traktowano je jako
odstępstwo od „męskiego‖ wzorca i przydawano mniejszą wagę. Po-
dejścia takowe spotkały się z ostrą krytyką ze strony feministek wska-
105
zujących, iż różnice rodzajowe nie są naturalnym czy nieodwracalnym
wynikiem różnic biologicznych pomiędzy kobietami i mężczyznami
(Gilchrist 1999, s. 32n), ale że przede wszystkim należy wziąć pod
uwagę wartościujący wpływ kultury na definiowanie różnic biolo-
gicznych. Wskazywano ponadto, iż gender nie jest materialnym ko-
relatem, możliwym do odkopania przez archeologów, lecz raczej za-
sadą strukturyzującą społeczeństwa i wzajemne relacje między
płciami. Z tego powodu wymagane jest przede wszystkim rozpozna-
nie i teoretyczne ujęcie sposobów, w których gender mógł wpływać
na tworzenie określonych wzorców, obserwowanych przez nas głów-
nie za pośrednictwem kultury materialnej (Conkey, Gero 1991, s. 7;
Gilchrist 1994, s. 4). Wreszcie wskazano na wagę odpowiednich teorii
i adekwatnych pytań, skierowanych na interesujące nas tu aspekty,
których uwzględnienie pozwala na spojrzenie w całkiem nowym
świetle na wiele zagadnień i wydaje się stanowić podstawową kwestię
w podejmowaniu studiów nad problematyką płci / rodzaju w arche-
ologii.

Dziecko / dzieciństwo w archeologii

Gender, jak zaznaczyłem wyżej, może być środkiem, pozwa-


lającym nam wniknąć w skomplikowaną siatkę znaczeń podczas
nadawania sensu zdarzeniom z przeszłości, jednak nie stanowi czegoś,
co archeologowie odkopują w trakcie wykopalisk. Podobnie należy
porzucić złudzenia o możliwości „odkopania‖ dzieciństwa i stwier-
dzenia, jak było ono doświadczane i jaki kształt posiadało w przeszło-
ści. Kwestia ta bowiem jest o wiele bardziej złożona i wymaga raczej
skupienia uwagi na przyjmowanej perspektywie nadawania znaczeń
przeszłości.
Na brak, jak też na stosunkowo późne zainteresowanie się
problematyką dziecka / dzieciństwa w archeologii, złożyło się wiele
przyczyn. W wielu opracowaniach pradziejów pojawia się co prawda
problematyka dzieci i dzieciństwa, jednak dzieci postrzegane są jako
pasywne, nie zaś jako aktywne podmioty. Mamy tutaj do czynienia z
podejściem, któremu można by nadać miano przedmiotowego. Trady-
cja ta stoi w opozycji do podejścia akcentującego podmiotowość
dziecka, która przyznaje dziecku prawo aktywnego uczestnictwa w
świecie społecznym, odrzucając tym samym pasywną koncepcję dzie-
ciństwa. Postrzegając dziecko jako obiekt, widzimy je jako niewinne,
106
bezbronne i zależne, poprzez pryzmat zabaw czy organicznie związa-
nych z nimi zabawek (Lillehammer 1989, s. 90). Co również zna-
mienne, tematyka ta pojawia(-ła) się zawsze pobocznie, na marginesie
podejmowanych kwestii. Przedmiotowe ujmowanie dziecka i dzieciń-
stwa powoduje sytuację, w której dzieci z założenia tylko „są‖, nato-
miast aktywnie nie uczestniczą. Szeroko podkreślano w literaturze
(np. Wiślański 1969, Czarnecka 1990), że dzieci w przeszłości po-
zbawione były statusu społecznego, zajmując najniższy szczebel w
hierarchii społecznej. „U ludów prymitywnych dziecko takiego zna-
czenia (społecznego – dop. M.P.) nie posiada, ze względu na brak
jakiejkolwiek przydatności gospodarczej‖ (Gabałówna 1958, s. 293).
Do wniosków takich dochodzono najczęściej na podstawie braku,
bądź też ubogiego wyposażenia grobowego pochówków dzieci, ana-
logii etnograficznych, jak również i wiedzy potocznej. W literaturze
zwracano uwagę jedynie na nieliczne pochówki dzieci, których wypo-
sażenie odbiegało „bogactwem‖ i różnorodnością od ubogo wyposa-
żonych (np. neolityczne pochówki „księżniczek‖ z Kruszy Zamkowej,
st. 3). Powstaje nieodparte wrażenie, iż sam fakt istnienia dzieci w
przeszłości nie posiadał dla tamtych ludzi innego znaczenia poza ko-
nieczną z biologicznego punktu widzenia potrzebą zachowania ciągło-
ści gatunku ludzkiego i zapewnienia grupie przetrwania. Dziecku w
archeologii można więc przydać miano absent presence – „nieobecnej
obecności‖ – a więc jego istnienie, jak i niski status, są zakładane,
opierane na wiedzy apriorycznej, aniżeli krytycznie konceptualizo-
wane (Sofaer Derevenski, 2000a, s. 3n).
Poszukajmy odpowiedzi na pytanie o taki stan rzeczy, jak i
przyczyny dotychczasowej negacji problematyki dziecka i dzieciństwa
w archeologii.

Ograniczenia ewidencji materialnej

Powodów, które znajdują się u przyczyn negacji problematyki


dotyczącej dziecka i dzieciństwa w archeologii, wyszczególnić można
wiele. Szeroko podkreślana w literaturze jest kwestia braku odpo-
wiednich danych do podjęcia studiów nad tym zagadnieniem, jak
również brak zgody do tego, co i w jaki sposób należy badać (Sofaer
Derevenski 1994a, s. 8n). Identyfikowanie śladów dzieci z przeszłości
ma miejsce na podstawie dwóch głównych kategorii źródeł, a miano-
wicie szkieletów dzieci, jak również artefaktów grobowych, stanowią-
107
cych wyposażenie ich pochówków. Generalnie jednak dzieci w złych
warunkach glebowych zachowują się jednak gorzej, aniżeli szczątki
osób dorosłych z powodu ich słabszej mineralizacji. Relatywnie wy-
soki jednak stopień kolagenu w kościach, stanowić może kompensatę
braku mineralizacji, i z tego powodu kości płodów i noworodków
powinny zachowywać się lepiej, aniżeli kości starszych dzieci (Scott
1999, s. 109; Lucy 1994, s. 26). Kości dzieci są mniejsze od kości
osób dorosłych i często bardziej rozdrobnione, mogły więc się nie
zachować lub zostać niezauważone, zwłaszcza podczas starszych ba-
dań (Henneberg 1977). Dodatkowo groby dzieci często zalegają
płytko w ziemi, część z nich mogła więc ulec zniszczeniu na skutek
działania procesów podepozycyjnych (Scott 1999, s. 109). Przywołuje
się też szereg innych kwestii, mianowicie brak fachowej eksploracji
podczas badań, brak odpowiednich metod zabezpieczenia szkieletów
dzieci w czasie i po badaniach, czy też stosowanie tych samych pro-
cedur w eksploracji pochówków dzieci jak w przypadku pochówków
osób dorosłych (Kozłowski 2004, s. 79). Dodajmy do tego również
mniejsze zainteresowanie archeologów pochówkami dzieci ze
względu na ubogie ich wyposażenie, jak i nieprzydatność materiału
kostnego z punktu widzenia analiz typologicznych (Kozłowski 2004,
s. 79).

Negacja na płaszczyźnie poznawczej

Wymienione wyżej ograniczenia (i ich przyczyny) wynikające


z charakteru ewidencji materialnej – tak stanu jej zachowania, frag-
mentaryczności, jak również metod eksploracji – na podstawie, której
badać można świat dziecka w przeszłości, poważnie utrudniają podję-
cie studiów nad dzieciństwem3. Niemniej wydaje się, iż u przyczyn
3
Podczas gdy w archeologii anglosaskiej i skandynawskiej do
zainteresowania się problematyką dziecka / dzieciństwa doszło stosunkowo
niedawno, w archeologii polskiej zauważa się brak takowych studiów, choć
sytuacja i tutaj wydaje się z wolna zmieniać. Za duży krok naprzód należy
uznać konferencję zorganizowaną w 2003 r. na Ostrowie Lednickim, pt.
Dusza maluczka a strata ogromna, z której materiały ukazały się niedawno
drukiem (Dzieduszycki, Wrzesiński 2004). Stwierdzenie, będące jednym z
powodów podjęcia badań nad problematyką dzieciństwa w archeologii,
mianowicie, iż w studiach archeologicznych zauważalny jest rażący brak
takowej, wydaje się być po części niezasadne. Przyglądając się nawet
108
takiego stanu rzeczy znajdują się kwestie o wiele bardziej złożone i
zgoła odmiennej natury. Jedną z podstawowych stanowi androcen-
tryczny (wciąż!) charakter archeologii, co poddane zostało ostrej kry-
tyce na gruncie archeologii feministycznych (np. Engelstad 1991;
Gilchrist 1991, 1999; Scott 1999). Wskazuje się, że dziecko nie po-
siada swego właściwego i odpowiedniego miejsca w archeologii, bo-
wiem nie przydaje się mu żadnej epistemologicznej i ontologicznej
wartości (Scott 1999, s. 11), innymi słowy nie posiada ono z punktu
widzenia dyscypliny – jej nadrzędnych celów i priorytetów – znacze-
nia, dlatego jest pomijane (Lillehammer 2000, s. 19). Funkcjonali-
styczny paradygmat w podejściu do badania przeszłości, dominacja
perspektywy gospodarczej i teorii zorientowanych na męskie sfery
działalności faworyzowały dostrzeganie wytwórcy, myśliwego, rze-
mieślnika, skutkiem czego wszelkie zmiany kulturowe, mające miej-
sce na przestrzeni dziejów, ujmowane były jako rezultat działań doro-
słych mężczyzn (Nelson 1997, s. 131n). Dzieci postrzegane zaś są
jako niewydajne w sensie ekonomicznym4, przy założeniu zaś, że

pobieżnie historii archeologii, zauważyć można kilka generalnych podejść do


tejże problematyki. Na początku ubiegłego stulecia, jak podaje Lillehammer
(1989, s. 97) do „świata dziecka‖ starano się docierać głównie na podstawie
pochówków dzieci i przedmiotów o miniaturowych rozmiarach, uznawanych
za zabawki. Od lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku zauważa się rozwój
bardziej złożonych podejść, w związku z szerokim wykorzystaniem analiz
osteologicznych, demograficznych czy paleopatologicznych. W celu
dokładniejszego zrozumienia problematyki dzieciństwa nastąpiło też
umiejscowienie koncepcji dziecka i rozumienia dzieciństwa w perspektywie
historycznej, co pozwoliło ujawnić dyskursywny charakter tychże kategorii.
Olbrzymi wpływ na zmianę spojrzenia miała krytyka feministyczna, której
osiągnięciem było zakwestionowanie kanonicznej wiedzy i przesunięcie
uwagi na marginesy. Istotne są tutaj też zwłaszcza ustalenia poczynione w
ramach tzw. „nowej socjologii dzieciństwa‖ (James, Prout 1990; Jenks 1996;
James, Jenks, Prout 1998; Prout 2000) , które to podejście postawiło w
całkiem odmiennym świetle kategorię dzieciństwa. Zmiany te doprowadziły
w konsekwencji do zainteresowania się dzieciństwem nie pobocznie, ale
stawiając je w centrum uwagi i przydając tym studiom status tak samo
ważnych, jak podejmowanie innych kwestii, poszukiwań naukowych.
4
Dzieci cechuje nieprzydatnością w sensie ekonomicznym, podobnie jak
starsze kobiety (McMullin 1995, s. 31) , dlatego pomijane są analizach. Przy
czym zaznacza się, iż negacja ludzi w podeszłym wieku swe przyczyny
posiadać może w gerontofobii (Gilchrist 1999, s. 105), a więc obawie przed
109
archeologia jest o zjawiskach zmiany, nie wnosiły one niczego do
rozwoju przeszłych społeczności (Lillehammer 2000, s. 18). W
związku z czym przydaje się im pozycję o niższym statusie i pomija w
interpretacjach, marginalizuje, bądź pozornie tylko włącza w analizy5.
Do spotęgowania takiego stanu rzeczy przyczynia się sam fakt
restrykcyjnego dzielenia sfer aktywności na zajęcia męskie i kobiece,
gdzie zajęciom wykonywanym przez kobiety przypisuje się o wiele
mniejsze znaczenie, niż zajęciom wykonywanym przez mężczyzn.
Samemu zresztą studiowaniu zagadnień dzieciństwa przydaje się czę-
sto niższy status, aniżeli podejmowaniu innej problematyki (James,
Jenks, Prout 1998, s. 127). Dewaluacja ta znajduje swe podłoże w
relacji publiczne / prywatne, kultura / natura, gdzie pierwsza ze sfer
jest zawsze waloryzowana kosztem drugiej 6. W tej sytuacji, skoro
kobiece sfery życia i aktywności były (i nadal są!) dewaluowane, zro-
zumiałym staje się negacja problematyki dzieciństwa, uważanej głów-
nie za domenę kobiet (Moore 1997, s. 252; Scott 1999, s. 5). Z drugiej
strony natomiast wskazuje się na ciekawą kwestię, mianowicie, iż nie
podejmowanie problematyki dzieciństwa stanowiło po części sprzeciw
ze strony kobiet wobec powszechnego faktu łączenia podporządko-
wania kobiet wyraźnie uniwersalnej ich roli jako matek i wychowaw-
czyń dzieci (Moore 2003, s. 322). Podejście takie stanowić mogło

własną śmiertelnością, co widoczne jest w społeczeństwach zachodnich,


kultywujących życie i młodość, dążących do nieśmiertelności, i jednocześnie
skrupulatnie usuwających starość i śmierć z wizerunku publicznego (Bauman
1998).
5
Scott (1997, s. 2-3) wymienia trzy główne strategie, leżące u przyczyn
„niewidoczności‖ w analizach osób z określonych grup społecznych. Są to
mianowicie: w y k l u c z a n i e (nie włączanie w analizy, fakt istnienia nie
jest brany pod uwagę); p s e u d o - w ł ą c z a n i e (włącznie w analizy a
następnie marginalizowanie, postrzeganie jako stereotypowego zestawu cech)
i a l i e n a c j a (wyobcowanie), czyli włączanie w analizy, lecz tylko w
terminach interesujących badaczy, bez zdawania sobie sprawy z
odmienności, jakie sobą reprezentują.
6
Przypisanie kobiet do sfery domowej i jednoczesne określenie tejże sfery
(prywatnej) jako mniej ważnej od sfery publicznej, zarezerwowanej dla
mężczyzn. Ponadto jednostka analityczna matka – dziecko przedstawiana jest
jako uniwersalna, z tego powodu więc dziecko przypisane zostało również do
sfery prywatnej (na ten temat patrz Moore 2003), co jednak wydaje się być
pochodną i spuścizną nierozwiązanej wciąż dyskusji na temat pochodzenia,
jak i form rodziny, jaką odziedziczyliśmy.
110
więc po części strategię oporu i odrzucenie naturalności, jak i samej
konieczności związku kobiety i dziecka (Andersson 2002, s. 122).
Wśród przyczyn negacji problematyki dziecka / dzieciństwa w
archeologii wskazuje się również na absencję teoretycznego podejścia
do rozumienia wieku jako kategorii konstruowanej społecznie, jak też
na brak rozróżnienia pomiędzy wiekiem fizycznym, a wiekiem spo-
łecznym (Ginn, Arber 1995, Sofaer Derevenski 1997, s. 486), co po-
ważnie zawęża pole obserwacji. Rozumienie wieku jako kategorii
statycznej, opisującej określony etap w życiu człowieka, będącej wy-
nikiem linearnych i progresywnych zmian w trakcie procesu dojrze-
wania organizmu i mogącej być obiektywnie i z dużą precyzją okre-
ślonej podług kryteriów biologicznych, nie zaś jako konstruowanej
kulturowo, prowadzi bowiem do błędnego utożsamienia wieku fi-
zycznego z jego kulturowymi definicjami. W rezultacie czego otrzy-
mujemy uniwersalnie zakładaną kategoryzację ludzi ze względu na
wiek, podług jednego, określonego i spójnego schematu.
Kolejnym z czynników, stojących na przeszkodzie w podjęciu
tematyki dziecka i dzieciństwa tak w naukach społecznych, jak, co nas
bardziej interesuje, na gruncie archeologii, są wreszcie nasze domi-
nujące koncepcje dziecka i dzieciństwa i rozumienie tego, co składa
się na bycie dzieckiem (Prout, James 1990, s. 10n). Ogromną rolę w
upowszechnieniu tychże wyobrażeń odegrały ustalenia psychologii
rozwojowej dziecka i teorii socjalizacyjnych, utrwalone następnie na
przestrzeni dziejów poprzez różne i perswazyjne w wymowie dys-
kursy pediatryczne, edukacyjne, psychologiczne bądź psychoanali-
tyczne (Prout, James 1990, s. 11-14). To one właśnie nadały kształt
wiedzy zdroworozsądkowej i potocznemu wyobrażeniu dzieciństwa,
podkreślając uniwersalizm i naturalizm tegoż. Stopiły się w nienaru-
szalny, zdawać by się mogło, monolit7, co poważnie uniemożliwia
wyzwolenie się z tych ustaleń i dostrzeżenie zróżnicowania kulturo-
wego, mianowicie różnych treści i form, jakie kryć mogą się pod kon-

7
Nasze współczesne, idealistyczne komponenty na dzieciństwo się
składające, co jakiś czas brutalnie poddawane są jednak w wątpliwość. Nie
dziwi więc zszokowanie opinii publicznej przypadkami porzucania
noworodków na śmietnikach, zabójstw dzieci, wykorzystywania seksualnego
nieletnich, jak i z drugiej strony przypadki dzieci – morderców, które w
wyraźny sposób przeczą owej idealnej wizji dzieciństwa, powodując
chwianie się stabilnego dotychczas, zdawać by się mogło, fundamentu.
111
strukcją dzieciństwa (szerzej na ten temat Pawleta 2004). Archeologia
nie ustrzega się błędu ujmowania dzieciństwa jako fenomenu uniwer-
salnego, definiowanego tylko według kryteriów biologicznych, wła-
ściwych temu okresowi życia człowieka (co wyraźnie obrazują kate-
gorie wieku, określane podług zmian fizycznych). Brakuje tutaj szer-
szego rozpoznania, iż dzieciństwo stanowi głównie konstrukcję spo-
łeczną (Prout, James 1990, s. 8; Jenks 1996), posiadającą co prawda
odniesienia do biologii, jednak stanowiącą przede wszystkim katego-
rię kulturowo modyfikowaną i różnie definiowaną, zmienną w czasie i
przestrzeni. To zaś, co współcześnie kryje się pod pojęciem dzieciń-
stwa różnić się może od tego, co za nim stało dawniej. Nie powinni-
śmy w związku z tym oczekiwać bądź też zakładać, iż w przeszłości
występowały identyczne z naszymi własnymi postawy wobec dzieci
bądź zbieżne z naszymi kategorie wiekowe (Jenks 1996, s. 63). Na-
tomiast brak pewnych, koniecznych naszym zdaniem, postaw wobec
dziecka (np. afektywnego stosunku do dziecka), bądź też nieobecność
pewnych kategorii przedmiotów przynależnych światu dziecka, in-
formować nas może nie tyle o braku dzieciństwa jako takiego, lecz
tylko o braku naszej własnej jego koncepcji (James, Jenks, Prout
1998, s. 5).

Ryc. 1. Znaczenie męskości (za Baker 1997, s. 185, ryc. 13.1).

Dziecko w relacji władza / wiedza

Restrykcyjne dzielenie i przydawanie ważności jednej ze sfer


kosztem drugiej wymaga szerszego spojrzenia przez pryzmat tego,
jakie pojęcia zdominowały naukę. Do wykluczania dochodzi bowiem
często już w samym doborze treści nauki, jak i poprzez stosowanie
terminów czy schematów interpretacyjnych, podług których nauka
112
funkcjonuje. Zależność tą można zilustrować przy pomocy powyż-
szego schematu (ryc. 1).
Powyższy schemat (ryc. 1) obrazuje określoną zależność.
Punktem odniesienia jest tutaj męskość – a ściślej jej abstrakcyjna
koncepcja8, innymi słowy fallogocentryczne9, heteronormatywne
normy, definiujące i określające kształt wiedzy naukowej. Wyraźna
opozycja, jaka się tutaj rysuje, mianowicie pomiędzy męskością a jej
brakiem, opiera się na binarnych opozycjach i wzajemnym wyklucza-
niu, w wyniku czego otrzymujemy szereg zależności, jak:
Mężczyzna Kobieta
Dorosły Dziecko
Widoczne Niewidoczne
Publiczne Prywatne
Kultura Natura
Aktywne Pasywne

8
Nancy Hartsock w książce Money, Sex and Powe (1981) twierdzi, że
abstrakcyjna koncepcja męskości (ang. masculinity) jest konstrukcją
pojęciową, która akcentuje system opozycyjnych cech i ról przypisywanych
przez kulturę kobietom i mężczyznom. Odnosi się to z kolei do
hierarchicznych podziałów w strukturze społecznej, stanowiących podstawę
męskiej dominacji. Jak wskazuje dalej, pojęcie to nie opiera się na
rzeczywistej tożsamości mężczyzn, lecz na idealnym wzorcu różnicy płci,
konstytuowanym i tworzonym w trakcie kulturowego procesu zdobywania
tożsamości przez Mężczyznę – Człowieka. Procesu, który – jak pokazała
psychoanaliza – opiera się w swych podstawach na negacji, określaniu się
mężczyzny w opozycji do Innego. Wykluczanie ma miejsce w dalszym życiu
i we wszystkich jego fundamentalnych sferach, nie wyłączając z nich nauki i
sposobów jej uprawiania. Tradycyjne ujęcie nauki, podkreślające takie jej
składowe jak racjonalność, prawda, dystans, autonomia, separacja,
obiektywność, a więc cechy łączone z męskością sprawia, iż w samym
systemie naukowym męskość znajduje poczesne miejsce nie tylko w obrębie
samych definicji naukowych, lecz również w sposobach wykluczania
wszystkiego, co do ideału tego nie przystaje (Pawleta 2002).
9
Fallogocentryzm to – przyjmuję tutaj rozumienie, jakie terminowi temu
nadała Elizabeth Grosz (za Bator 2001, s. 47-48) „seria dyskursywnych
procedur, strategia wtłaczająca reprezentację każdej z płci w jeden model
nazywany modelem ‗człowieczym‘ czy ‗ludzkim‘, który w istocie odpowiada
temu, co męskie [...] to ukryta u podstaw kultury uniwersalizacja tego, co
męskie, stłumienie kobiecego głosu, reprezentacji, istnienia [...]. Stanowi [...]
nieodłączną cechę nowożytnego paradygmatu ‗męskiej‘ filozofii‖.
113
Ujmowane w opozycyjnych terminach, przy jednoczesnym
założeniu, że to męskość jest waloryzowana, powoduje, że to, co nie
przystaje do jej idealnego wzorca (co jest jego opozycją), jest dewalu-
owane i przydaje się mu mniejszą wartość.
Niewidoczność w tymże schemacie stanowi więc wynik opo-
zycyjnego wartościowania, to rezultat posługiwania się fallogocen-
trycznym szkieletem interpretacyjnym (Baker 1997, s. 184). W miej-
scu zdefiniowanym jako „brak męskości‖ umieścić możemy wszyst-
kie grupy społeczne, które nie przystają do norm męskości, do zna-
czącego Fallusa. Takie ujęcie powoduje zaś, że tylko męskość (i doro-
słość) stają się widoczne na poziomie konceptualnym, reszta nato-
miast konsekwentnie pozostaje niewidoczna, przy czym niewidocz-
ność – powtórzę raz jeszcze – nie ma tutaj odniesienia w rzeczywisto-
ści, lecz swą przyczynę posiada w stosowaniu „męskocentrycznej‖
ideologii. Dziecko w ramach tejże zaś definiowane jest głównie przez
brak, przez to czego nie posiada. Dziecko jest więc Innym, nie-męż-
czyzną, nie-dorosłym (Baker 1997, s. 187). Co również istotne, abs-
trahując od samego faktu wykluczania i konsekwencją czego jest nie-
widoczność, stwierdzić można, iż tak kobiecość, jak i dzieciństwo,
ujmowane są tylko w relacji do męskości, stanowiąc jej opozycję i
uzyskując znacznie tylko wówczas, gdy wchodzą w kontakt z męsko-
ścią (Baker 1997, s. 185). Pojawić się więc mogą jedynie wówczas,
gdy wchodzą w relację z męskością, stanowiąc niejako „produkt
uboczny‖ przy analizie zagadnień związanych z męskością.
Myślenie za pomocą binarnych, wzajemnie wykluczających
się pojęć, swymi korzeniami tkwi już w humanizmie oświeceniowym
(Bator 2001, s. 29n; Thomas 2000, 2002, s. 29n). W tym to okresie
historii społeczeństwa zachodniego doszło bowiem do wyraźnego
określenia, co znaczy człowiek, kolejne zaś dyskursy na przestrzeni
dziejów, jak i różnych nauk, doprowadziły do legitymizacji określonej
jego wizji. Humanizm, jak pamiętamy, w centrum postawił człowieka,
autonomiczną jednostkę ludzką, obdarzoną wolną wolą. W centrum
ulokował też Rozum, gloryfikując jego moc sprawczą, jak i określił
podstawowe cechy, które czynią człowieka człowiekiem10. Proces

10
Wiemy zaś nie od dziś, że wiara w rozum i racjonalny postęp doprowadziła
do Holocaustu, że podział ludzkie – nieludzkie stanowił usprawiedliwienie
popełnianych zbrodni i eksterminację chorych psychicznie,
homoseksualistów, Żydów, komunistów. Podobnie oskarżenia o
114
określania i nadawania znaczeń (ujemnych bądź dodatnich) zachodził
poprzez wpisanie w kartezjańską siatkę wzajemnie wykluczających
się opozycji (Grosz 1994, s. 6n; Meskell 1998, s. 143n). Humanizm w
swych założeniach opiera się więc na binarnych opozycjach, hierar-
chizuje i wyłącza wszystko to, co nie przystaje do jego logiki. Taka
wizja świata, opartego na dychotomicznych opozycjach, została jed-
nak poddana krytyce z tego względu, iż realizuje partykularną wizję
świata społeczeństwa zachodniego, które niekoniecznie przystaje do
obrazu świata społeczeństw nie-zachodnich. Poza tym feministki
wskazały, iż humanistyczny człowiek i rozum jest rodzaju męskiego,
iż punkt odniesienia i wszelkich definicji stanowi zawsze biały, hete-
roseksualny mężczyzna (Bator 2001, s. 51), co wydaje się być trudne
do utrzymania. Idealistyczna więc w swych założeniach wizja, jaką
pozostawił po sobie Humanizm, powoduje wykluczanie pozostałych,
którzy w zderzeniu z idealnym wzorcem Człowieka-Mężczyzny nie
liczą się, jak kobiet, dzieci, „dewiantów‖ seksualnych, chorych psy-
chicznie, osób w podeszłym wieku czy osób niepełnosprawnych.
Relację pomiędzy męskością a jej brakiem sprowadzić można
do zależności dorosły – dziecko. Przyjrzyjmy się w tym miejscu temu,
co ukrywa się pod pojęciem dziecko. Sam termin „dziecko‖ stanowi
produkt nowożytnego, zachodniego sposobu myślenia i związany jest
ze specyficznym jego rozumieniem (Jenks 1996, s. 122; Sofaer De-
revenski 1997a, s. 193). Dziecko jest bezbronne, niewinne, zależne,
nie posiada siły, niezdolne jest więc do funkcjonowania bez opieki
dorosłych. Sam zresztą termin infans, wywodzący się z łacińskiego
słowa infantia, oznacza dosłownie tyle co „niezdolny do mówienia‖
(Scott 1999, s. 1), co wyraźnie wskazuje na negatywną jego wymowę.
Dziecko więc, podobnie jak do niedawna jeszcze kobiety (lacanowska
kobieta jako „brak‖), którym jednak w wyniku procesów emancypa-
cyjnych udało się wydostać z przestrzeni niebytu, definiowane jest
więc przez brak – w odniesieniu do dorosłego (mężczyzny) – a więc
nie przez to, co posiada, ale przez to, czego mu brakuje, co musi na-
być w procesie stawania się człowiekiem, stanowiąc tylko niekom-
pletne odbicie osoby dorosłej (Scott 1999, s. 126; Pawleta 2004).
Dzieciństwo natomiast postrzegane jest li tylko jako przejście do do-

praktykowanie kanibalizmu, kierowane przez konkwistadorów i imperia


kolonialne pod adresem wielu plemion (wskazywanie na „nie-ludzką‖
wymowę takich praktyk) legitymizowały w rzeczywistości podbój ich ziem.
115
rosłości. Można w tym miejscu pokusić się o stwierdzenie, że to wła-
śnie w tradycji humanistycznej znajdują się ukryte powody negacji
dziecka w archeologii, skoro ujmowane jest ono jako istota irracjo-
nalna, zależna, pasywna, aspołeczna, a więc będąca zaprzeczeniem
tych wszystkich atrybutów człowieczeństwa (męskości), które huma-
nizm wyniósł na piedestał. Dziecko / dzieciństwo stanowi więc wy-
raźną opozycję tego, czemu przydaje się ważność, stanowi rewers –
jak ujęłaby to N. Hartsock – „abstrakcyjnej męskości‖.
Zaobserwować można, o czym wspominałem już wyżej, po-
dobieństwo czynników, które znalazły się u przyczyn wykluczania z
dyskursu naukowego kobiet i dzieci (Sofaer Derevenski 1997, s. 487),
które podług oszacowań demograficznych stanowić mogły w prze-
szłości jedną trzecią populacji (Acsádi, Neméskeri 1970). Kobietom
przydaje się często status grupy mniejszościowej, a więc grupy dys-
kryminowanej w społeczeństwie z wielu powodów (Mayer-Hacker
1982), taki sam zabieg zastosować można w stosunku do dzieci. Poję-
cie mniejszość odnosi się tu nie tyle więc do ustaleń demograficznych,
lecz raczej do braku znaczenia społecznego, upośledzania pewnych
grup społecznych, będącego wynikiem asymetrii władzy w społeczeń-
stwie (James, Jenks, Prout 1998, s. 31). W takim ujęciu grupa mniej-
szościowa to taka, której odmawia się przynależnych jej praw. Przypi-
sując dziecku status grupy mniejszościowej11 dąży się bardziej do
zmiany, aniżeli do potwierdzania istniejących nierówności (władzy)
pomiędzy dorosłymi a dziećmi (James, Jenks, Prout 1998, s. 30n).
Pomijając dyskryminowanie w sensie praw i przywilejów w sferze
społeczno-politycznej, interesuje mnie raczej prawo do obecności /

11
Istnieją tutaj pewne niebezpieczeństwa. Po pierwsze, przydawanie
dzieciom statusu grupy mniejszościowej prowadzić może do przyjęcia
postawy emancypacyjnej, i dążenie do przyznania tej grupie praw, których
nie posiada. Podejście emancypacyjne nie bierze jednak pod uwagę
zróżnicowania członków grupy ze względu na rodzaj, rasę, wyznanie, etc. a
raczej ujmuje dzieci jako kategorię uniwersalną, (James, Jenks, Prout 1998, s.
210n), jako grupę wykorzystywaną i marginalizowaną. Podobny zarzut
wysunięto w ramach studiów postkolonialnych, gdzie feministki (białe
intelektualistki) oskarżano o sprowadzenie różnorodności kobiet z krajów
rozwijających się do zunifikowanej kategorii „kobiet trzeciego świata‖
(szerzej Gandhi 1998, s. 81n). Lillehammer (2000, s. 18) wskazuje jednakże,
że studia nad dzieciństwem mogą być po części rozumiane jako jedna ze
strategii emancypacyjnych nowoczesności.
116
widzialności, co odnieść można z kolei do obecności na kartach pra-
dziejów jednych (dorosłych), nieobecności zaś drugich (dzieci).
Relacja, jaka zachodzi pomiędzy dorosłym a dzieckiem, do-
skonale wpasowuje się w schemat władzy / wiedzy, pojęcie ukute
przez M. Foucault. Francuski filozof w szeregu swych prac pokazał
wzajemne powiązanie władzy / wiedzy i konsekwencji wynikających
z umiejscowienia w tejże relacji. W wyniku nierównomiernego do-
stępu do władzy / wiedzy przez jednostki bądź grupy społeczne, do-
chodzi do uprawomocnienia określonej wiedzy, jak również sterowa-
nia sposobami wypowiadania się o świecie (Zybertowicz 1995, s.
176n). W wielu przypadkach władza wynika bezpośrednio z wiedzy.
Przy pomocy różnych dyskursów – medycznych, psychiatrycznych,
penitencjarnych, etc. – dochodzi do określenia, kto znajduje się w
centrum, kto zaś zepchnięty zostaje na margines (Foucault 1998,
1999, 2000). To z kolei prowadzi do wyciszania i dyscyplinowania
tych, którzy dostępu do władzy / wiedzy nie posiadają. Co istotne z
perspektywy moich rozważań, władzy / wiedzy nie posiadają dzieci i
to właśnie z powodu ich miejsca w tejże relacji nie są zauważane i
słyszane. Wiedza o przeszłości, jaka tworzona jest przez archeologów,
stanowi pochodną relacji władzy funkcjonujących w partykularnym
społeczeństwie. Z nią też organicznie powiązana będzie kreowana
„prawda‖ o przeszłości, legitymizacja określonych konceptualizacji
pradziejów, jak i samo prawo obecności na kartach pradziejów. W
takim ujęciu zbliżenie się do dziecka na płaszczyźnie epistemologicz-
nej i uwidocznienie tejże kategorii nastąpić musi poprzez umiejsco-
wienie jej w relacji do władzy / wiedzy, jak i będących pochodną tejże
zależności praktyk dyskryminacyjnych (James, Jenks, Prout 1998, s.
30).
I podobnie jak Foucault w swych pracach, decentralizując
władzę i przenosząc uwagę z centrum na peryferia, zajął się grupami
marginalizowanymi (chorymi psychicznie, więźniami, „dewiantami‖
seksualnymi), tak Philippe Ariès w swej przełomowej pracy Centuries
of Childhood (1995) pokazał, jak w określonym momencie w dziejach
nic nie znaczące do tej pory dziecko znalazło się w centrum zaintere-
sowań rodziny i społeczeństwa (Cox 1996, s. 6). Przesuwanie uwagi z
centrum na marginesy, jak i odrzucenie restrykcyjnych, hierarchicz-
nych podziałów, zbiega się z nurtami, którym przydaje się często
miano anty-humanistycznych (Thomas 2000, 2002). Anty-humanizm,
określany często też mianem nowa humanistyka, opierając się na ta-
117
kich filarach filozofii jak F. Nietzsche, M. Heidegger, J. Derrida czy
M. Foucault, wystąpił z krytyką modernizmu, odrzucając kartezjańską
spuściznę i hierarchiczny w swej wymowie, dualistyczny sposób my-
ślenia o świecie (dusza / ciało, kultura / natura, język / materialność,
etc.). Wskazywał, m.in. że nie istnieją ukryte, naturalne atrybuty
człowieczeństwa, dodawane do naturalnego ciała, że nie istnieją byty
przedlingwistyczne, wszystko zaś wpisane jest w porządek symbo-
liczny i dyskursywnie są tworzone, posiadają relacyjny charakter.
Zakwestionowanie wiedzy „kanonicznej‖ widoczne jest w szeregu
nurtów, jak choćby postfeminizm (Brooks 1997), studia postkolo-
nialne (Gandhi 1998), queer theory (Butler 1990, 1993; Dowson
2000), podejścia fenomenologiczne (Thomas 1996), czy też odrzuca-
jące bagaż antropocentryzmu (Karlsson 1998). Dochodzi w nich do
zwrócenia uwagi na te wszystkie kategorie, które dotychczas ujmo-
wane były jako naturalne (rasa, płeć, wiek, seksualność, niepełno-
sprawność fizyczna czy umysłowa), przez pokazanie ich znaczenia,
uwidocznienie praktyk wykluczania i dążenie do zniesienia istnieją-
cych form stratyfikacji społecznej, jak i pomijania ich na płaszczyźnie
epistemologicznej (James, Jenks, Prout 1998, s. 31). Odejście więc od
jednego, prawomocnego sposobu definiowania i opisywania świata,
za którym częstokroć kryją się polityczne wybory – co na gruncie
archeologii można ulokować w nurcie postprocesualnym12 – utoro-
wało drogę do wielu alternatywnych wizji przeszłości, przyznając
prawo do obecności grupom społecznym dotychczas stłumionym, w
tym również i dzieciom (Lillehammer 2000, s. 18).

12
Wiele podejść w ramach szeroko pojętego nurtu postprocesualnego wciąż
jednak zasadza się na tradycji humanistycznej i opiera na zrębach filozofii
oświeceniowej (Thomas 2002, s. 35-38). Na temat zaś krytyki
postprocesualizmu z feministycznego punktu widzenia patrz Engelstad
(1991). Autorka podkreśla androcentryczny charakter postprocesualizmu.
Wskazuje, iż pomimo głoszonego pluralizmu nurt ten stanowi kolejną
ortodoksję, zdominowaną przez męskich intelektualistów, realizującą
tradycyjne, męskie pryncypia, jak również redukującą znaczenie feminizmu,
negującą jego osiągnięcia i zmniejszającą impet feminizmu poprzez
postulowane programowo dopuszczenie go do głosu w ramach
polifoniczności podejść.
118
Gdzie są więc dzieci?

Jako archeologowie, nie zawsze oczekiwać możemy tak bez-


pośrednich, wymownych i namacalnych śladów obecności dzieci w
przeszłości, jak choćby znanych z okresu paleolitu odcisków ich stóp
w glinie, jak to miało miejsce na stanowisku Le Tuc d‘Audoubert, czy
odcisków ich dłoni z grot w Altamirze, Cola de Caballo czy choćby
Gargas. W swych studiach bazujemy głównie na szkieletach dzieci
(ich fizycznych pozostałościach) i informacjach z nich uzyskiwanych,
wyposażeniu grobów dzieci, czy wreszcie miniaturowych przedmio-
tach, którym często przydawać chcielibyśmy miano zabawek.
Fakt niewielkiej ilości reprezentatywnych źródeł, możliwych
do wykorzystania przy analizowaniu zagadnień związanych z dziec-
kiem i dzieciństwem, przywoływano często w literaturze na wytłuma-
czenie faktu nie uwzględniania dzieci w interpretacjach archeologicz-
nych. Wielokrotnie podnoszono zwłaszcza kwestię niedoreprezento-
wania szczątków dzieci na cmentarzyskach pradziejowych (np. Wi-
ślański 1969; Marciniak 1993), co widoczne jest zwłaszcza w okresie
neolitu. Profile demograficzne dotyczące pradziejów wskazują bo-
wiem na wysoką śmiertelność dzieci w przeszłości (ok. 30%), przy
czym oczekiwać należy wyższej umieralności w populacjach bardziej
zagęszczonych. Dzieci stanowić powinny według tych obliczeń blisko
jedną trzecią żyjących populacji pradziejowych (Acsádi, Neméskeri
1970; Dąbrowski 1973; Chamberlain 1997; 2000). Gdzie są więc
dzieci? Nie będą dziwić więc tytuły artykułów, jak choćby Where are
the children? (Sofaer Derevenski 1994), Where have all the children
gone? (Kamp 2001). Zdanie sobie sprawy z faktu, że blisko połowę
populacji pradziejowych stanowiły dzieci zmusza do przyjęcia, iż
dzieci uczestniczyły w przeszłych procesach społecznych bez względu
na to, czy dysponujemy na to odpowiednio licznymi i reprezentatyw-
nymi świadectwami.

119
Ryc. 2. Dzieci. Łukasz, lat 6.

Zapytany o to, jak mogła wyglądać przeszłość i jak ją sobie


wyobraża, sześcioletni Łukasz narysował kilka domów, pomiędzy
nimi zaś dzieci (ryc. 2). Było dla niego czymś naturalnym, iż prze-
szłość to nie tyle materialne relikty, a przede wszystkim ludzie. Jakże
odmienny to obraz od tego, jaki przedstawia nam archeologia, gdzie
ludzie, a zwłaszcza dzieci, dodawane są (o ile w ogóle!) do całościo-
wego obrazu na samym końcu.
Rysunek ów, zrodzony w dziecięcej wyobraźni, utwierdził
mnie jeszcze bardziej w przekonaniu, iż kategoria niewidoczności
dziecka w materiale dostępnym archeologom nie może być mylnie
utożsamiana z ich nieobecnością w przeszłości, przyczyn zaś absencji
dzieci w archeologii należy upatrywać gdzie indziej. Dość użyteczne
wydaje mi się w tym miejscu wprowadzenie rozróżnienia – zapropo-
nowanego przez M. Sørensen na potrzeby studiów nad kategorią płci /
rodzaju w przeszłości – na w i d o c z n o ś ć (visibility) i o b e c -
n o ś ć (presence). Pierwsza z przywołanych kategorii odnosi się do
podejścia, w którym kobiety (czy jakakolwiek inna grupa, w naszym
przypadku dzieci) ukazywane są jako kategoria centralna, nieistotne,
czy zajmowały takowe miejsce w społeczeństwie, czy nie. Druga na-
tomiast, dążąca do podkreślania obecności, opiera się na zgoła od-
miennych przesłankach i zmierza ku takiej przeszłości, w której dana
grupa osób z założenia uczestniczy, nie mając jednak zagwarantowa-
nego dostępu do wszystkich sfer aktywności (Sørensen 2000, s. 39).
Rozdzielenie takowe pozwala na uniknięcie przesuwania biegunów z
przeszłości „męskiej‖ na „kobiecą‖ lub „dziecięcą‖, które nie wydaje
się być odpowiednie i płodne poznawczo, ale raczej ujmowanie jej
aspekcie wielowymiarowym.
120
W studiach nad dzieciństwem wskazuje się więc, że to nie tyle
kwestia braku odpowiednich źródeł, możliwych do uwzględnienia w
rozważaniach nad tą problematyką i związana z tym „niewidoczność‖
dzieci, lecz głównie konieczność identyfikacji śladów obecności i
aktywności dzieci w materiale, który dostępny jest archeologom.
Dzieci, podobnie jak dorośli, żyły w przeszłości, wydaje się więc, iż
to nasze sposoby docierania do nich nie zawsze są odpowiednie i
skuteczne. Wiedza zaś o ich świecie w przeszłości w dużej mierze
zależy od wiedzy o świecie dorosłych, jednak musi być rozpatrywana
pod kątem skupienia się właśnie na dzieciach. W ramach nurtu post-
procesualnego (np. Tilley 1993; Barrett 1994; Hodder 1995; Holtorf
1997) podkreślono, że dany sposób interpretacji zależy przede
wszystkim od stanowiska badającego. Różne podejścia badawcze i
interpretacyjne do przeszłości są wynikiem przyjęcia różnych koncep-
cji, założeń metodycznych (metodologicznych), sposobów podejścia
do problemu, analizy oraz jakości uwzględnionych informacji źródło-
wych, co owocuje zaś w znajdowaniu odmiennych częstokroć rozwią-
zań. Wobec wytycznych takiego podejścia wydaje się być czymś
oczywistym, że podjęcie studiów nad problematyką dzieciństwa w
archeologii jest w dużej mierze kwestią podejścia badającego, jego
wyborów, pośrednio i jego / jej „doświadczenia‖ dzieciństwa, wy-
obrażeń i kształtującej je wiedzy potocznej, kwestią odpowiednich
pytań i definicji zorientowanych właśnie na ten okres życia ludzkiego.
Negacja problematyki dziecka / dzieciństwa w archeologii w takim
wymiarze posiadać więc będzie swe przyczyny głównie w sferze po-
znawczej.

Wnioski

Wśród przyczyn, znajdujących się u podstaw marginalizowa-


nia problematyki dziecka i dzieciństwa w archeologii wskazać należy
nie tylko kwestie braku adekwatnej ewidencji materialnej, lecz rów-
nież na tak samo istotne kwestie epistemologiczne i poznawcze. Ne-
gacja problematyki dzieciństwa, co starałem się wykazać, posiada
przyczyny głębszej i daleko bardziej złożonej natury niż tylko niedo-
statek danych, co pokazane zostało poprzez umiejscowienie tejże ka-
tegorii w schemacie władza / wiedza / obecność. Wyżej wymienione
czynniki odpowiedzialne są z jednej strony za brak zainteresowania w
problematyce dzieciństwa, z drugiej zaś prowadzą do sytuacji, iż we
121
wszelkich próbach analizowania tychże kwestii ucieka się do termi-
nów definiujących świat i społeczeństwo osób dorosłych, wyrażają-
cych założenia, oczekiwania i zapatrywania tegoż świata, nie zważa-
jąc na specyfikę i odmienność świata dziecka. Brak, jakim naznaczone
jest dziecko, w dominujących schematach interpretacyjnych nie może
zostać wyrażony, dziecko zaś konsekwentnie pozostaje nieuwzględ-
niane i niewidoczne w interpretacjach archeologicznych.
Oczekiwać można zarzutu, iż postulowana przeze mnie ab-
sencja jest w rzeczywistości wymysłem, bowiem przyglądając się
literaturze dotyczącej poszczególnych okresów pradziejów „coś‖ o
dziecku się mówi, jak i uwzględnia tą problematykę w analizach. Jak
jednak stwierdziłem, zajmowanie się tą problematyką pobocznie, jak
też postrzeganie dziecka / dzieciństwa pasywnie, bądź definiowanie
wyłącznie poprzez kryteria biologiczne, definiujące tak długość trwa-
nia tego okresu, jak i zasób kompetencji i społecznego znaczenia
dziecka, bez zwracania uwagi na czynniki kulturowe, jest nieodpo-
wiednie. Skupienie się na dzieciach, bądź też podejście do dziecka /
dzieciństwa czy wieku jako kolejnych tylko kategorii analitycznych,
kończy się bowiem powielaniem określonych i apriorycznych sądów,
założeń i anachronizmów13.
Poszukiwanie światów dziecka w przeszłości, podobnie jak
kiedyś świata kobiet, nie jest uwarunkowane li tylko kwestią repre-
zentatywności źródeł, lecz stanowi głównie problem teoretyczny, in-
nymi słowy problem adekwatnych pytań skierowanych na ten okres
życia ludzkiego, pozwalających uchwycić jego niuanse (Sofaer De-
revenski 1997, s. 496) i oddać specyficzność tak okresu dzieciństwa,
jak i dziecka archeologicznego. Podjęcie wysiłków wydobycia dzie-
ciństwa z otchłani niebytu i przyznania dzieciom prawa do obecności
na kartach pradziejów, nie wynika z roszczeń emancypacyjnych, lecz
z innej, istotnej przesłanki. Zrozumienie jakiegokolwiek społeczeń-
stwa, jak i zasad je organizujących, bez zrozumienia stosunku jego

13
Z sytuacją podobną mieliśmy już do czynienia w przypadku studiów nad
gender, w których dodawano płeć kulturową jako kolejną tylko kategorię
analityczną, co nie powodowało wszakże zmiany istniejących schematów
interpretacyjnych i pokutujących uprzedzeń, krytykowanych na gruncie
gender archaeology (Conkey 1991, s. 27). Podejście takie może więc być
uznane częściowo za wyraz poprawności politycznej (Baker 2000; Krueger,
Orylski 2004).
122
członków do dzieci jest zarówno niepełne, jak również niemożliwe.
Zasady, na jakich opiera się społeczeństwo, określają bowiem jego
porządek kulturowy. W takim świetle afektywny stosunek do dziecka,
brutalne jego traktowanie, zaniedbania, dzieciobójstwo, brak opieki
czy wysiłki edukacyjne są li tylko wytyczną czy efektem ogólniej-
szych założeń co do zasad, według jakich społeczeństwo jest zorgani-
zowane. Są to zaś kwestie nie tylko istotne dla samych studiów nad
dzieciństwem, ale wydaje się, iż dla całej archeologii.

Podziękowania: Chciałbym w tym miejscu podziękować


dzieciom mego życia, Łukaszowi, Oldze i Wiktorii, których obecność
stanowi dla mnie ciągłą inspirację i w różnych barwach pozwala spoj-
rzeć na teraźniejszość, przeszłość i przyszłość. Dziękuję zwłaszcza
Łukaszowi, który zobrazował mi graficznie swoją wizję przeszłości.

Wykaz cytowanej literatury

Acsádi G., Neméskeri J. (1970), History of Human Life Span and


Mortality, Budapest: Akadémiai Kiadó.
Andersson A.-C. (2002) (rec.) Children and Material Culture, Sofaer
Derevenski J. [red.], London, New York: Routledge, Dereven-
ski J. 2000, Norwegian Archaeological Review, t. 35, z. 2, s.
119-122.
Ariés P. (1995), Historia dzieciństwa, Gdańsk: Wydawnictwo Mara-
but.
Arnold B., Wicker N. (2001), Gender and the Archaeology of Death,
Walnut Creek, Lanham, New York, Oxford: Altamira Press.
Baker M. (1997), Visibility as a symptom of gender categories in ar-
chaeology, W: Invisible People and Processes. Writing Gender
and Childhood into European Archaeology, J. Moore, E. Scott
(red.), London, New York: Leicester University Press, s. 183-
191.
Baker M. (2000), Gender: enabling perspective or politically correct
term? An analysis of how gender and material culture are
viewed by 1990s Academia, W: Gender and Material Culture
in Archaeological Perspective, M. Donald, L. Hurcombe (red.),
London: Macmillan Press Ltd., s. 57-68.

123
Barrett J. (1994), Fragments from Antiquity. An Archaeology of Social
Life in Britain, 2900-1200 BC, Oxford, Cambridge: Blackwell.
Barthes R. (1999), Fragmenty dyskursu miłosnego, Warszawa: Wy-
dawnictwo KR.
Bator J. (2000), Feminizm, postmodernizm, psychoanaliza. Filozo-
ficzne dylematy feministek ,,drugiej fali”, Gdańsk: słowo/obraz
terytoria.
Bauman Z. (1997), Śmierć i nieśmiertelność. O wielości strategii ży-
cia, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.
Brooks A. (1997), Postfeminism. Feminism, Cultural Theory and
Cultural Forms, London, New York: Routledge.
Buchli V., Lucas G. (2000), Children, gender and the material culture
of domestic abandonment in the late twentieth century, W:
Children and Material Culture, J. Sofaer Derevenski (red.),
London, New York: Routledge, s. 131-138.
Butler J. (1990), Gender Trouble: Feminism and the Subversion of
Identity, New York, London: Routledge.
Butler J. (1993), Bodies that Matter. On the Discursive Limits of
„Sex‟, New York, London: Routledge.
Butler J. (2000), Minor concerns: a demographic perspective on chil-
dren in past societies, W: Children and Material Culture, J. So-
faer Derevenski (red.), London, New York: Routledge, s. 206-
212.
Chamberlain A. T. (1997), Commentary: missing stages of life – to-
wards the perception of children in archaeology, W: Invisible
People and Processes. Writing Gender and Childhood into
European Archaeology, J. Moore, E. Scott (red.), London, New
York: Leicester University Press, s. 248-250.
Cierniak-Szóstak E. (1997), Epistemologia feministyczna, W: Oglądy
i obrazy świata społecznego, J. Goćkowski, P. Kisiel (red.), Po-
znań: IF UAM, s. 289-304.
Conkey M. W. (1991), Does it make difference? Feminist thinking
and archaeologies of gender, W: The Archeology of Gender.
Proceedings of the Twenty-Second Annual Conference of the
Archaeological Association of the University of Calgary, D.
Walde, N.D. Willows (red.), Archaeological Association, Cal-
gary: The University of Calgary, s. 24-33.
Conkey M. W., Gero J. M. (1991), Tensions, pluralities, and engen-
dering archaeology: an introduction to Women and Prehistory,
124
W: Engendering Archaeology. Women and Prehistory, J.M.
Gero, M.W. Conkey (red.), Oxford: Blackwell, s. 3-30.
Conkey M. W., Gero J. M. (1997), Programme to practice: gender and
feminism in archaeology, Annual Review of Anthropology, t. 26,
s. 411-437.
Cox R. (1996), Shaping Childhood. Themes of Uncertainty in the
History of Adult-child Relationship, London, New York:
Routledge.
Czarnecka K. (1990), Struktura społeczna ludności kultury przewor-
skiej, Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Rolnicze i Leśne.
Dąbrowski J. (1973), Z problematyki stosunków społecznych ludności
kultury łużyckiej, Archeologia Polski, t. 17, z. 2, s. 337-353.
Dowson T. (2000), (red.) Queer Archaeologies, World Archaeology, t.
32, z. 2.
Dzieduszycki W., Wrzesiński J. (2004), (red.) Dusza maluczka, a
strata ogromna. Funeralia Lednickie, Spotkanie 6, Poznań:
Stowarzyszenie Naukowe Archeologów Polskich, Oddział w
Poznaniu.
Engelstad E. (1991), Images of power and contradiction: feminist
theory and post-processual archaeology, Antiquity, t. 61, s. 502-
514.
Foucault M. (1998), Nadzorować i karać. Narodziny więzienia, War-
szawa: Fundacja Aletheia.
Foucault M. (1999), Narodziny kliniki, Warszawa: Wydawnictwo KR.
Foucault M. (2000), Historia seksualności, Warszawa: Czytelnik.
Gabałówna L. (1958), Pochówki bydląt z młodszej epoki kamienia, Z
Otchłani Wieków, t. 24, s. 289-297.
Gandhi L. (1998), Postcolonial Theory. A Critical Introduction, New
York: Columbia University Press.
Gero J. M., Conkey M. W. (1991), (red.) Engendering Archaeology.
Women and Prehistory, Oxford: Blackwell.
Gilchrist R. (1991), Women‘s archaeology? Political feminism, gen-
der theory and historical revision, Antiquity, t. 65, s. 495-501.
Gilchrist R. (1994), Gender and Material Culture. The Archaeology of
Religious Women, London, New York: Routledge.
Gilchrist R. (1999), Gender and Archaeology. Contesting the Past,
London, New York: Routledge.
Ginn J., Aber S. (1995), „Only connect‖: gender relations and ageing,
W: Connecting Gender and Ageing. A Sociological Approach,
125
S. Arber, J. Ginn (red.), Buckingham, Philadelphia: Open Uni-
versity Press, s. 1-14.
Grosz E. (1994), Volatile Bodies. Toward a Corporeal Femi-
nism, St. Leonards: Allen and Unwin.
Hartsock N. (1981), Money, Sex and Power: An Essay on Domination
and Community Sex, New York: Longman.
Henneberg M. (1977), Proportion of dying children in paleodemo-
graphical studies: estimation by guess or by methodological ap-
proach, Przegląd Antropologiczny, t. 43, z. 1, s. 104-114.
Hodder I. (1995), Czytanie przeszłości, Poznań: Obserwator.
Holtorf C. (1997), Knowing without metaphysics and pretensiousness.
A radical constructivist proposal,
http://www.univie.ac.at/constructivism/papers/holtorf/97-
knowing.htm
James A., Prout A. (1990), (red.) Constructing and Reconstructing
Childhood. Contemporary Issues in theSociological Study of
Childhood, London, Washington D. C.: Falmer Press.
James A., Jenks C., Prout A. (1998), Theorizing Childhood, Cam-
bridge: Polity Press.
Jenks C. (1996), Childhood, London, New York: Routledge.
Johnson M. (1999), Archaeological Theory: an Introduction, Oxford:
Blackwell.
Kamp K. A. (2001), Where have all the children gone?: the archae-
ology of childhood, Journal of Archaeological Method and
Theory, t. 8, z. 1, s. 1-34.
Karlsson H. (1998), Re-thinking Archaeology, Göteborg: Göteborg
University, Department of Archaeology.
Kozłowski T. (2004), Szczątki dziecięce w antropologii historycznej,
W: Dusza maluczka a strata ogromna. Funeralia Lednickie,
Spotkanie 6, W. Dzieduszycki, J. Wrzesiński (red.), Poznań:
SNAP, Oddział w Poznaniu, s. 79-85.
Krueger M., Orylski Ł. (2004), Polityczna poprawność – nowy para-
dygmat czy zagrożenie dla archeologii? W tym tomie.
Lillehammer G. (1989), A child is born. The child's world in an ar-
chaeological perspective, Norwegian Archaeological Review, t.
22, z. 2, s. 89-105.
Lillehammer G. (2000), The world of children, W: Children and Mate-
rial Culture, J. Sofaer Derevenski (red.), London, New York:
Routledge, s. 17-26.
126
Lucy S. (1994), Children in early Medieval cemeteries, Archaeologi-
cal Review from Cambridge, t. 13, z. 2, s. 21-34.
Mamzer H. (2004), Archeologia i dyskurs. Rozważania metaarcheolo-
giczne, Poznań: Instytut Archeologii i Etnologii Polskiej Aka-
demii Nauk.
Marciniak A. (1993), Cultural adaptive strategies in the Neolithic in
Central Europe within the context of paleodemographic studies,
Journal of European Archaeology, t. 1, s. 141-151.
Mayer–Hacker H. (1982), Kobiety jako grupa mniejszościowa, W:
Nikt nie rodzi się kobietą, T. Hołówka (red.), Warszawa: Czy-
telnik, s. 37-57.
McMullin J. (1995), Theorizing age and gender relations, W: Con-
necting Gender and Ageing. A Sociological Approach, S. Arber,
J. Ginn (red.), Buckingham, Philadelphia: Open University
Press, s. 30-41.
Meskell L. (1998), The irresistible body and the seduction of archae-
ology, W: Changing Bodies, Changing Meanings: Studies on
the Human Body in Antiquity, D. Montserrat (red.), London:
Routledge, s. 139-161.
Moore H. L. (2003), Płeć kulturowa i status – wyjaśnienie sytuacji
kobiet, W: Badanie kultury. Elementy teorii antropologicznej,
M. Kempny, E. Nowicka (red.), Warszawa: Wydawnictwa Na-
ukowe PWN, s. 309-339.
Moore J. (1997), Conclusion: the visibility of invisible, W: Invisible
People and Processes. Writing Gender and Childhood into
European Archaeology, J. Moore, E. Scott (red.), London, New
York: Leicester University Press, s. 251-257.
Moore J., Scott E. (1997), (red.) Invisible People and Processes.
Writing Gender and Childhood into European Archaeology,
London, New York: Leicester University Press.
Nelson S. M. (1997), Gender in Archaeology. Analyzing Power and
Prestige, London: Altamira Press.
Nelson S. M., Rosen-Ayalon M. (2002), (red.) In Pursuit of
Gender. Worldwide Archaeological Approaches, Walnut Creek,
Lanham, New York, Oxford: Altamira Press.
Pawleta M. (2002), Mężczyzna i męskość w narracjach archeologicz-
nych, Czas Kultury, t. 3, s. 51-58.
Pawleta M. (2004), Re-konstruowanie dzieciństwa w archeologii, W:
Dusza maluczka, a strata ogromna. Funeralia Lednickie, Spo-
127
tkanie 6, W. Dzieduszycki, J. Wrzesiński (red.), Poznań: SNAP,
Oddział w Poznaniu, s. 87-97.
Prout A. (2000), (red.) The Body, Childhood and Society, London:
Macmillan Press Ltd..
Prout A., James A. (1990), A new paradigm for the sociology of
childhood? Provenance, promise and problems, W: Construct-
ing and Reconstructing Childhood: Contemporary Issues in the
Sociological Study of Childhood, A. James, A. Prout (red.),
London, New York, Philadelphia: The Falmer Press, s. 7-33.
Roberts C. (1993), A critical approach to gender as a category of
analysis in archaeology, W: Women in Archaeology. A Feminist
Critique, H. du Cros, L. Smith (red.), Canberra: The Australian
National University, s. 16-21.
Scott E. (1992), Images and contexts of infants and infant burials:
some thoughts on some cross-cultural evidence, Archaeological
Review From Cambridge, t. 11, z. 1, s. 77-92.
Scott E. (1997), Introduction: on the incompleteness of archaeological
narratives, W: Invisible People and Processes. Writing Gender
and Childhood into European Archaeology, J. Moore, E. Scott
(red.), London, New York: Leicester University Press, s. 1-14.
Scott E. (1999), The Archaeology of Infancy and Infant Death, Oxford:
BAR International Series 819.
Sofaer Derevenski J. (1994), (red.) Perspectives on Children and
Childhood, Archaeological Review from Cambridge, t. 13, z. 2.
Sofaer Derevenski J. (1994a), Where are the children? Accessing chil-
dren in the past, Archaeological Review from Cambridge, t. 13,
z. 2, s. 7-20.
Sofaer Derevenski J. (1997), Linking age and gender as social vari-
ables, Ethnographisch-Archäologische Zeitschrift, t. 38, z. 3-4,
s. 485-493.
Sofaer Derevenski J. (1997a), Engendering children, engendering
people, W: Invisible People and Processes. Writing Gender and
Childhood into European Archaeology, J. Moore, E. Scott
(red.), London, New York: Leicester University Press, s. 192-
202.
Sofaer Derevenski J. (2000) (red.), Children and Material Culture,
London, New York: Routledge.
Sofaer Derevenski J. (2000a), Material culture shock. Confronting
expectations in the material culture of children, W: Children
128
and Material Culture, J. Sofaer Derevenski (red.), London,
New York: Routledge, s. 3-16.
Sørensen M. L. S. (2000), Gender Archaeology, Cambridge: Polity
Press.
Thomas J. (1996), Time, Culture and Identity, London, New York:
Routledge.
Thomas J. (2000), Reconfiguring the social, reconfiguring the mate-
rial, W: Social Theory in Archaeology, M.B. Schiffer (red.),
Salt Lake City: The University of Utah Press, s. 143-155.
Thomas J. (2002), Archaeology‘s humanism and the materiality of the
body, W: Thinking Through the Body. Archaeologies of Corpo-
reality, Y. Hamilakis, M. Pluciennik, S. Tarlow (red.), New
York, Boston, Dordrecht, London, Moscow: Kluwer Academic
/ Plenum Publishers, s. 29-45.
Tilley C. (1993), (red.), Interpretative Archaeology, Providence, Ox-
ford: Berg.
Wiślański T. (1969), Podstawy gospodarcze plemion neolitycznych w
Polsce północno-zachodniej, Wrocław, Warszawa, Kraków:
Zakład Narodowy Imienia Ossolińskich, Wydawnictwo PAN.
Wylie A. (1991), Gender theory and the archaeological record: why
there is no archaeology of gender, W: Engendering Archae-
ology. Women and Prehistory, J.M. Gero, M.W. Conkey (red.),
Oxford: Blackwell, s. 31-54.
Wylie A. (1998), The engendering of archaeology, Osiris, t. 12, s.
80-99.

129
Jacek Wierzbicki
Instytut Prahistorii UAM
Poznań

Komu potrzebna jest przeszłość?

„Pytanie to, w tytule postawione tak śmiało, choćby z naj-


większym bólem rozwiązać by należało”, napisał mistrz K. I. Gałczyń-
ski, a ja, idąc za jego przykładem, chciałbym też spróbować odpowie-
dzieć na to pytanie na swój sposób, a więc traktując je prawie dosłow-
nie. Przy okazji warto by też było znaleźć rozwiązanie innej kwestii –
jakim potrzebom ma służyć badanie przeszłości? Czy chcemy doko-
nać jej afirmacji, czy odrzucić stereotypy i wyzwolić się ze złudzeń?
Przeszłość bezpowrotnie i nieodwołalnie minęła. Niezależnie
od tego co zrobimy, czy też czego nie zrobimy, nie będzie to miało na
nią żadnego wpływu. Nie zmienią jej żadne nasze czyny, myśli, spe-
kulacje lub akademickie dyskusje. Przeszłość odeszła w niebyt, choć
jej konsekwencje nadal realnie i bardzo istotnie wpływają na teraź-
niejszość – przecież każde dzisiaj rozpoczęło się wczoraj – choć
rzadko na co dzień uświadamiamy sobie istnienie tej oczywistej za-
leżności.
Prawdziwym powodem zainteresowania przeszłością jest
współczesność, gdyż to ona skłania nas do zadawania pytań prowa-
dzących wstecz, do początku, którego jest rezultatem. Tak naprawdę
dostrzegalne są dla nas tylko materialne ślady minionego czasu –
przedmioty, z którymi ma do czynienia badacz przeszłości, archeolog
lub historyk, które potrafi zamienić w źródła naukowe. Niestety, nie
potrafią one własnym głosem świadczyć o przeszłych wydarzeniach,
ale też ich milczenie nie jest zupełnie absolutne, gdyż zawierają war-
stwę informacji o sobie samych. Już samo istnienie tych przedmiotów
wymaga od nas szukania wyjaśnienia (Appleby i in. 2000, s. 266,
270–271, 274). Tak przecież narodziła się archeologia, która powstała
jako konsekwencja rozwoju kolekcjonerstwa starożytności, gdy prze-
stało wystarczać proste gromadzenie coraz większych ilości rozma-
itych urn, kamieni piorunowych, kości przedpotopowych zwierząt,
czy monet.
Przeszłość potrzebna jest nam wszystkim, choć większość z
ludzi rzadko się nad tym zastanawia i potrzeby tej z pewnością nie
umieściłoby na poczesnym miejscu w swojej skali wartości. Mimo to
130
tak naprawdę żyjemy w czasie teraźniejszym1, myśląc o przyszłości ze
strachem lub nadzieją kategoriami opartymi na doświadczeniach prze-
szłości, przeszłości naszej własnej, rodziny, kraju, narodu i tej części
ludzkości, z którą się utożsamiamy i której spadkobiercami się czu-
jemy. Niestety, często bywa ona, a raczej dowolnie wyrwane z jej
kontekstu niewielkie epizody, instrumentalnie wykorzystywana dla
doraźnych korzyści przez różnych „inżynierów‖ zbiorowej pamięci,
kreujących pod dyktando aktualnie panujących coraz to nowe wersje
dawnych dziejów. Każdą aneksję terytorialną, każdą zmianę przebiegu
granic państwowych, można uzasadnić i oprzeć na jakiś wydarzeniach
historycznych, nawet jeśli trzeba by w tym celu cofnąć się w dość
odległe czasy, lub dokonać lekkiego retuszu niektórych faktów.
Gdy w ciężkich chwilach szukamy czegoś dla pokrzepienia
serc, to bardzo łatwo jest nam wyszukać kilka przykładów bohater-
skich zrywów, heroicznej odwagi i poświęcenia dla ojczyzny, z nie-
długiej i znanej prawie każdemu na pamięć dyżurnej listy bohaterów i
ich patriotycznych czynów. Wszystko co się na tej podstawie buduje
jest jednak w większości przypadków tylko fikcją historyczną i zwy-
kłą propagandą, w której fakty historyczne pełnią wyłącznie rolę
ozdobników. Związek między aktualną sytuacją społeczno-polityczną
a zapotrzebowaniem na wiedzę o przeszłości jest już jednak wyraźny.
„Dla pokrzepienia serc‖ tworzyli przecież po upadku powstania
styczniowego H. Sienkiewicz (od Ogniem i mieczem – w latach 1883–
1884, aż po Krzyżaków – 1900 r.) i J. Matejko (np. Bitwa pod Grun-
waldem – 1878 r., Hołd pruski – 1882 r., Kościuszko pod Racławicami
– 1888 r.), a zwolnieni z tego obowiązku czuli się już artyści po odzy-
skaniu niepodległości, kiedy to np. wprowadzono do polskiej sztuki
abstrakcję.
Cel badań, a więc pytania jakie stawiamy przeszłości, ma tu
najistotniejsze znaczenie. Jeśli można to tak ująć, to przeszłość, jeśli
w ogóle istnieje, to istnieje w teraźniejszości (Appleby i in. 2000, s.
264). Skoro zmienia się teraźniejszość, zmienia się i to, co o przeszło-

1
Teraźniejszość rozumiem nie jako punkt na osi czasu, ale jako pewien jej
odcinek, obejmujący to co wydarzyło się przed chwilą, ale i to, co ma za
moment się stać. Im bardziej powszednie i błahe zdarzenie, tym szybciej
odchodzi w przeszłość i znika w niepamięci. Istotniejsze pozostają z nami na
długo, a inne żyją w naszych myślach i planach, są naszymi nadziejami i
lękami o wiele wcześniej, nim zaistnieją naprawdę.
131
ści sądzimy, czego chcielibyśmy się o niej dowiedzieć. Każdy czło-
wiek, także archeolog i historyk, żyje w swojej epoce i przywiązany
jest do niej poprzez całą swoją ludzką egzystencję. Każdy urodził się
w konkretnym społeczeństwie i określonym czasie. Choć pisze o prze-
szłości, to należy do teraźniejszości. Ponieważ wybór problematyki
poruszanej przez archeologa i dobór stawianych przez niego pytań
dokonuje się obecnie, wszystkie uzyskane odpowiedzi wyjaśniają sens
minionych zdarzeń głównie w kategoriach istotnych dla dzisiejszego
człowieka, z których tylko niewielka część, lub być może nawet
żadna, nie były istotne dla ówcześnie żyjących ludzi. Zainteresowanie
przeszłością jest nierozerwalnie związane z problemami dnia dzisiej-
szego, a kolejne pokolenia odczytują ją i będą odczytywać, rozmaicie.
Tak silne akcentowanie roli badacza w odtwarzaniu przeszło-
ści może prowadzić do logicznej konkluzji, że obiektywna historia
dziejów nie istnieje – jest jedynie tym, co stworzy historyk (Carr
1999, s. 36-37, 103). Oczywiście nikt rozsądny nie neguje istnienia
czegoś takiego jak, jak subiektywność każdego autora. Wszelka twór-
czość znajduje swój początek w ciekawości człowieka i nabiera
kształtu dzięki jego osobistemu i kulturowemu wyposażeniu2. Z tego
też względu można wskazać wiele tematów budzących szczególne
zaciekawienie naukowców, wielokrotnie poruszanych w publikacjach,
gruntownie i wyczerpująco omówionych oraz takie zagadnienia, które
nadal czekają na swe odkrycie. Nietrudno zauważyć, że oprócz pew-
nej stałej puli zagadnień podnoszonych regularnie przez prawie
wszystkich archeologów (podziały chronologiczno-kulturowe, kon-
takty interkulturowe/interregionalne3), inne tematy cieszą się tylko
okresowym zainteresowaniem, zgodnie z regułą pojawiania się i za-
niku mody na określone tematy, czy sposoby ujęcia. Aktualne wyda-
rzenia, w których badacz bierze aktywny udział (lub jest tylko ich
2
Ciekawe, czym ja sam zajmowałbym się obecnie, gdybym po dwóch
pierwszych tygodniach zajęć na I roku studiów, nie pojechał na badania
powierzchniowe do Łupawy? To tam po raz pierwszy usłyszałem terminy
„kultura pucharów lejkowatych‖ oraz „megality‖ i stało się — teraz jestem
gotów upierać się, że nie ma w archeologii nic ciekawszego nad neolit, a
przecież to właściwie przypadek zdecydował o tym wyborze za mnie!
3
Na swój prywatny użytek nazywam to głównym nurtem archeologii, gdyż
znacznie przeważa on ilościowo nad innymi (nie licząc setek opracowań
zatytułowanych zgodnie ze schematem „Stanowisko ludności kultury .... w
miejscowości ..., gm. ..., woj. ....).
132
biernym obserwatorem), prowokują do zadawania nowych pytań, z
których rozwijają się nowe wątki badawcze, natomiast znużenie, wy-
czerpanie tematu i argumentów zamykają stare dyskusje, często bez
doprowadzenia do definitywnych rozstrzygnięć.
Żadne badanie naukowe nie może być całkowicie neutralne,
gdyż zawsze uwikłane jest w walkę z innymi grupami badaczy. Kto z
nas nie potrafi przytoczyć przykładów sytuacji, w których z osobi-
stych uprzedzeń wyrastały pseudonaukowe spory, znajdujące swoje
odbicie w licznych recenzjach, replikach i głosach w dyskusji, publi-
kowanych często na łamach czasopism naukowych, albo wręcz prze-
ciwnie, kiedy to odstępowano od uzasadnionej krytyki tylko dlatego,
aby nie wchodzić w konflikt z osobą znaną i lubianą lub też nie nara-
żać się komuś wysoko postawionemu, kto mógłby skontrować nas np.
przy recenzji pisanej na stopień pracy. Wszystkie te zastrzeżenia nie
podważają jednak żadnych konkretnych fragmentów wiedzy o pra-
dziejach, która daje się konstruować i sprawdzać, ale wymagają no-
wego rozumienia obiektywności, odmiennego od nazbyt idealistyczne
i restryktywnie sformułowanego w czasach rozkwitu pozytywizmu
(Appleby i in. 2000, s. 264–265, 271).
Jednak podobnie wzniośle – choć współcześnie sformułowane
– brzmi stwierdzenie, że każdy archeolog, czy też historyk, jest człon-
kiem akademickiej społeczności mającej za swe główne zadanie re-
konstruowanie, interpretowanie i przechowywanie artefaktów prze-
szłości, która narzuca skomplikowany system reguł ograniczających
dowolność postępowania historyka/archeologa (Appleby i in. 2000, s.
266). Sądzę, że gdyby był ktoś, kto w taki właśnie sposób zdefinio-
wałby sens swojej pracy, to gdyby miał trochę szczęścia zostałby po-
czytany za skrajnego idealistę, a w przeciwnym razie dorobiłby się
etykietki zwykłego bufona. Nikogo nie dziwi, kiedy pytani o to, co
teraz robimy, odpowiadamy, że piszemy właśnie artykuł na tę lub inną
sesję, pracę doktorską, habilitacyjną lub recenzję, a może nawet wnio-
sek o grant. Uczestnictwo w życiu akademickim narzuca nie tylko
określone zasady postępowania naukowego, ale także reguły gry w
robienie kariery naukowej i awansu zawodowego. Są to nieuniknione
koszta tego, że wszelkie badania naukowe rozgrywają się w określo-
nym środowisku, a więc mają charakter społeczny. Wadą tego sys-
temu jest to, że dzięki dużemu bezwładowi, jakim się cechuje, wszel-
kie zmiany w nim zachodzące są z natury bardzo powolne. Z drugiej
strony nie znające granic państwowych ani cenzury reguły opiniowa-
133
nia, recenzowania, publicznych dyskusji i publikowania ciągle wery-
fikowanych wyników badań naukowych, stwarzają szanse uzyskania
wiedzy obiektywnej, a więc wolnej od indywidualnych uprzedzeń,
błędów i celowych zniekształceń (Appelby i in. 2000, s. 292).
Historię pisze się z najróżniejszych punktów widzenia i z róż-
nych pozycji metodycznych. W dodatku nigdy nie jest możliwe wy-
powiadanie sądów o minionej rzeczywistości w całej jej złożoności
(tak samo jak nie jest to możliwe w odniesieniu do teraźniejszości).
Podczas gdy jeden z badaczy skupia się na kwestiach społecznych,
inny podnosi znaczenie podstaw gospodarczych lub uwarunkowań
środowiskowych, a jeszcze inny koncentruje się na sprawach ściśle
technologicznych jednej wybranej dziedziny wytwórczości. Każdy z
nich kreśli zupełnie odmienny obraz przeszłości, ale nie można po-
wiedzieć, że są one ze sobą sprzeczne, czy też, że nie mogą one opi-
sywać tej samej minionej rzeczywistości. Podobnie jak z faktu, że
góra oglądana z różnych stron i pod odmiennymi kątami ma inny
kształt nie wynika, że poszczególne widoki wykluczają się wzajemnie,
obiektywnie nie ma ona żadnego kształtu albo ma ich nieskończoną
liczbę (Carr 1999, s. 38).
Archeolog, tak jak prawie każdy naukowiec, zadaje ciągle
pytanie „Dlaczego?‖. Poszukuje przyczyn zjawisk i wydarzeń, które
rozegrały się w przeszłości, choć obecnie częściej zastępuje się słowo
„przyczyna‖ terminami „wyjaśnianie‖ lub „interpretacja‖ (Carr 1999,
s. 112). Osobiście jednak uważam, że archeologia jest jedną z naj-
mniej uprawnionych nauk do takiego formułowania pytań, a raczej do
prób poszukiwania tego typu odpowiedzi. Z tego też powodu przy-
czynowe „Dlaczego?‖ wolę zastępować funkcjonalnym „Jak do tego
doszło?‖. Ale nie jest to jeszcze na tyle poważne uproszczenie pro-
blemu, aby nie powstawały wątpliwości przy próbie uzyskania na
odpowiedzi na tak sformułowane pytanie. Np. po naniesieniu na mapę
punktów występowania makrolitycznych narzędzi gładzonych, wy-
twarzanych przez ludność kultur „wstęgowych‖ (czyli charaktery-
stycznych radlic i kopyt szewskich oraz siekier asymetrycznych i wal-
cowatych) stwierdzimy z pewnością, że ich dyspersja znacznie wykra-
cza na północ (nawet do kilkuset kilometrów) poza zasięg osadnictwa
tych społeczności, wyznaczony lokalizacją ich osad i cmentarzysk.
Jak ten fakt właściwie zinterpretować? Zagęszczenia znalezisk wzdłuż
cieków wodnych oraz koncentracje w niektórych rejonach pozwalają z
grubsza prześledzić szlaki, jakimi następowało przemieszczanie tych
134
narzędzi. Ale jaki był tego cel? Może zapotrzebowanie na dobrej jako-
ści narzędzia rąbiące, jakimi nie dysponowała zamieszkująca te tereny
ludność mezolityczna, a zapewne bardzo przydatne w środowisku
leśnym, czy też dążność do posiadania przedmiotów elitarnych, niedo-
stępnych przeciętnym członkom danej społeczności lokalnej? A może
są to tylko ślady dalekosiężnych penetracji ludności „wstęgowej‖,
poszukującej nowych ziem przydatnych do uprawy, w rodzaju choćby
czarnoziemnych wysp takich jak ziemia pyrzycka? Kim byli ludzie,
którzy w swoich rękach transportowali te narzędzia? Wiemy więc
mniej więcej jak, domyślamy się po co, ale nie wiemy kto i dlaczego.
Musimy pogodzić się z faktem, że możliwych „wyjaśnień‖ każdego
zjawiska jest wiele, a w dodatku nie sposób wybrać te najwłaściwsze,
skoro wynikają one z przyjęcia odmiennych założeń.
Dla nikogo nie ulega chyba wątpliwości, że przejście między
gospodarką typu mezolitycznego a neolityczną przyniosło wiele za-
sadniczych zmian w sposobie bytowania ówczesnych ludzi. Z jednej
strony podkreśla się wyjątkowo korzystne warunki do życia łowców-
zbieraczy panujące w północnoeuropejskich lasach podczas optimum
klimatycznego holocenu (koncepcja „rajskich ogrodów‖), z drugiej
przeciwstawiano temu ogrom pracy fizycznej i inne wyrzeczenia,
jakie musieli ponosić pierwsi rolnicy próbujący wyprodukować na
terenie Europy Środkowej wystarczającą ilość pożywienia. Jeśli tak,
to dlaczego wszędzie łowcy w końcu jednak całkowicie ulegli kultu-
rze neolitycznej? Czy było to oczywistą konsekwencją samego faktu
zaistnienia kontaktów (wyższości kultury rolniczej) między tymi gru-
pami ludzi?, a może motorem napędowym była wymiana, dzięki któ-
rej biorący w niej udział łowcy uzyskiwali rolnicze produkty (zwie-
rzęta domowe, ziarno zbóż, topory kamienne, naczynia ceramiczne),
które stawały się podstawą budowania ich wyższej pozycji społecznej
(prestiżu) w lokalnych grupach ludzkich? Albo głównym bodźcem, a
zarazem istotą przejmowania kultury rolników, byłaby rolnicza sym-
bolika i złożone życie ceremonialne (sfera duchowa)? Każda z tych
prób wyjaśnienia, wychodząc z odmiennych założeń teoretycznych,
odwołuje się do innych potrzeb ludzkich (zdobycie pożywienia, pre-
stiżu, pozycji społecznej, uczestnictwa w atrakcyjnych ceremoniach,
zdobycia przychylności sił nadprzyrodzonych), których potrzeba za-
spokojenia (nawet częściowo nieuświadamiana), miała doprowadzić
do przyjęcia kultury neolitycznej. Większość z nich można podeprzeć
odpowiednio zinterpretowanymi wynikami analiz przyrodniczych
135
(palinologicznych, archeozoologicznych, itp.), przez co nabierają
prawdziwie „naukowego‖ charakteru. W istocie rzeczy są one jednak
równo uprawnione, tj. nie jest możliwym wykazanie przewagi jednej z
nich nad dowolną inną. Można także dopuścić taką możliwość, że w
każdej konkretnej sytuacji, w przypadku każdej rodziny, wspólnoty
wioskowej lub plemiennej, w grę wchodziły inne czynniki lub wypad-
kowa kilku z nich. Podobnie nie jesteśmy w stanie wykluczyć i takiej
możliwości, że o wszystkim przesądził podczas święta związanego z
przesileniem zimowym pewien cieszący się powszechnym szacun-
kiem szaman, który w czasie transu spowodowanego kilkudniowym
postem i spożyciem specjalnie sporządzonego wyciągu z halucyno-
gennych grzybów wszedł w kontakt z duchami przodków, które zasu-
gerowały mu taką decyzję. Dowodów na to co prawda brak — podob-
nie jak na to, że istnienie monumentów w postaci „wstęgowych‖ dłu-
gich domów lub „pucharowych‖ grobowców megalitycznych było
niezbędne, jako podstawy symbolicznej konstrukcji społeczeństwa
(Czerniak 1994, s. 133–134) — ale czyż można odkopać trans i wizję?
Ważność każdej z tych rekonstrukcji przyczyn zwycięstwa
modelu neolitycznego rolnictwa nad mezolitycznym łowiectwem za-
leżeć będzie przede wszystkim od dokładności i wszechstronności
obserwacji, od tego, która z nich lepiej wyjaśni możliwie wiele faktów
jakimi dysponujemy, nadając im wszystkim odpowiedni sens (Ap-
pleby i in. 2000, s. 267–268), a ponadto będzie w stanie przewidzieć
jakich jeszcze faktów można poszukiwać — inspirując tym samym
przyszłe badania. Im większą pulą faktów będziemy dysponować, tym
bardziej zawęzimy zbiór wszelkich możliwych do skonstruowania hi-
potez je wyjaśniających – jeśli przez dowolny punkt przestrzeni
można poprowadzić nieskończoną liczbę prostych, to przez dwa
punkty już tylko jedną. Rzecz jasna rzeczywistość nasza nie jest tak
prosta.
Z kilku świadków wypadku samochodowego każdy inaczej
będzie opisywał całe zdarzenie, bo oglądał je z innego punktu widze-
nia, w innym czasie włączył się w jego obserwację, posiada inną spo-
strzegawczość, mniej lub bardziej odporną na sytuację stresową,
wreszcie dysponuje odmiennymi doświadczeniami z przeszłości, które
pozwalają mu (a może raczej zmuszają go) na utożsamienie się z
osobą kierowcy lub pieszego. W rezultacie każda z osób biorąca
udział w wypadku, lub tylko biernie mu się przyglądająca, może
przedstawić swoją wersję jego przyczyn. Jednak całe to zdarzenie
136
absolutnie nie może równać się co do stopnia złożoności społecznej,
czasu trwania i wielkości przestrzeni na jakiej się rozgrywało z proce-
sem neolityzacji. O ile w przypadku samochodowego karambolu wie-
rzymy, że prawdy można dojść przed sądem, który po wysłuchaniu
świadków wyda sprawiedliwy wyrok, to dla rozstrzygania przyczyn
zwycięstwa rolniczego trybu życia trybunałem takim byłby ogół
uczonych parających się tym zagadnieniem, którzy w toku naukowego
dyskursu i ustawicznego ścierania się stanowisk powinni wypraco-
wywać określony konsensus. To właśnie cała społeczność naukow-
ców, kolegów po fachu, pełni w stosunku do archeologa rolę arbitra
wyznaczającego granicę tego, co można w danej sytuacji powiedzieć.
Historyk bez faktów jest bezpłodny, a same fakty bez histo-
ryka są martwe, pozbawione znaczenia (Carr 1999, s. 41-42; Appleby
i in. 2000, s. 272). Skorupa leżąca na polu przez tysiąclecia nie opo-
wiada nic o swej przeszłości i pod tym względem niczym nie różni się
zwykłego kamienia. Dopiero podniesiona przez archeologa i przetwo-
rzona przez aparat badawczy, jakim on dysponuje stanie się źródłem
archeologicznym. Oczywiście od jakości tego aparatu zależało będzie
znaczenie, jakie zostanie przypisane temu znalezisku, podobnie jak w
zależności od zastosowanej w jego interpretacji ogólniejszej wizji
pradziejów to samo źródło może stać się punktem wyjścia dla całkiem
odmiennych prób interpretacji – punkt widzenia zawsze będzie wa-
runkował wyniki. Nie da się wykluczyć, że zawsze będziemy mieli do
czynienia z więcej niż jedną wersją zdarzeń, z których wszystkie, w
oparciu o posiadany zasób wiedzy, będziemy musieli uznać za praw-
dziwe.
Dobrym tego przykładem może być znana data radiowęglowa
pozyskana dla węgli drzewnych znalezionych w jamie osadowej,
przeciętej grobem centralnym grobowca megalitycznego w Sarnowie
na Kujawach nr 8 na stan. 1, wynosząca – GrN-5035: 557060 BP4, tj.
ok. 4465 BC (Bakker, Vogel, Wiślański 1969, s. 7; Gabałówna 1970).
Dwa przedstawione tutaj poglądy na temat umiejscowienia jej w pro-
cesie genezy kultury pucharów lejkowatych najlepiej obrazują relacje
między faktami, a ich interpretacją w archeologii. W obu przypadkach
wartość uzyskana w laboratorium fizycznym podporządkowywana

4
Wszystkie wymienione daty radiowęglowe BP podane są tu w postaci
niekalibrowanej.
137
jest zaakceptowanym uprzednio poglądom na temat powstania tego
ugrupowania kulturowego.
Jeden z czołowych badaczy neolitu, którego poglądy na wiele
lat zdominowały sposób postrzegania tego okresu na terenie ziem
polskich – T. Wiślański – uważał, że kultura pucharów lejkowatych
powstała na szeroko pojętym styku ludów mezolitycznych ze starorol-
niczymi wskutek akulturacji ludności myśliwsko-zbierackiej pod
wpływem długiego sąsiadowania z ludami neolitycznymi, reprezen-
towanymi przez ugrupowania lendzielsko-polgarskie. Według niego
choć całość tego procesu mogła trwać kilka wieków, to pojawienie się
wyraźnie wykrystalizowanej nowej jednostki kulturowej (pucharów
lejkowatych) miało nastąpić na znacznych obszarach (od południowej
Skandynawii poprzez dolną Łabę po Kujawy) w mniej więcej tym
samym czasie. Dlatego też data z Sarnowa została przez
T. Wiślańskiego uznana za zbyt wczesną i początki najstarszej fazy
(sarnowskiej) kultury pucharów lejkowatych datował na 5250–5150
BP, tj. ok. 4095–3990 BC, a więc zgodnie z wiekiem innych najstar-
szych zespołów z obszaru Europy Środkowej (Wiślański 1979, s.
173–177, ryc. 106).
Natomiast A. Kośko (1981, s. 14–16, 61, 63, ryc. 9, 14; a
także Czerniak 1988) za punkt wyjścia do datowania pierwszej fazy
kultury pucharów lejkowatych na Kujawach w ramach lat 5850–
5550 BP wziął nową konceptualizację problematyki genetycznej.
Dużą rolę odegrało w niej podejście mezoregionalne, podkreślające
centralną pozycję kulturotwórczą Kujaw w strefie wielkodolinnej
Niżu Polski oraz hipoteza o wstęgowej akulturacji, inspirowana po-
glądami V.G. Childe'a (1949) i Wiślańskiego (1969). Kośko połączył
zjawisko krystalizacji pucharów lejkowatych z bezpośrednim kontak-
tem rolniczych społeczeństw kultury ceramiki wstęgowej rytej i kręgu
kultur postmaglemoskich. W jego ujęciu kultura pucharów lejkowa-
tych stanowi swoistą kontynuację rozwoju kultury ceramiki wstęgo-
wej rytej (za czym przemawia m.in. szamotowa technologia ceramiki),
określoną jaka model parawstęgowy. Skoro końca starszej ceramiki
wstęgowej nie da się w żadnym przypadku datować później niż na ok.
5850 BP, musiał Kośko przesunąć początek tworzenia się pucharów
lejkowatych wstecz aż do tego czasu, a w celu wypełnienia przynajm-
niej 300-letniej luki między tymi dwoma ugrupowaniami powołał do
istnienia hipotetyczną fazę I kultury pucharów lejkowatych, a nawet
przewidywał, że jeśli kiedyś zostanie odkryta ceramika z tego okresu,
138
to będzie ona pozbawiona pucharów, a przewodnią rolę odgrywać
będą wazy lub misy (Kośko 1981, s. 15). Według tej propozycji data z
Sarnowa wyznaczać miała koniec etapu formowania się (inicjacji)
najstarszej kultury pucharów lejkowatych.
Później L. Czerniak i A. Kośko (1993, s. 115–118) przedsta-
wili zmodyfikowaną wersję genezy kultury pucharów lejkowatych,
wracając do prób środkowoeuropejskiego uprawomocnienia dwóch
obecnie znanych kujawskich dat 14C dla fazy sarnowskiej (obok Sar-
nowa jest to data z Łącka) oraz poszukiwania poza Kujawami (w po-
łudniowo-wschodniej Polsce) czynników kulturowych, które nadały
formę zespołom tej fazy. W efekcie tego wyniki analizy 14C z Sar-
nowa zostały uznane za potwierdzające datowanie początków kultury
pucharów lejkowatych na ok. 5650/5550 BP.
Także wspomniane przed chwilą stan. 6A z Łącka (Domańska
1995) jest świetnym przykładem procesu selekcji wyników analiz 14C
przez archeologów, zgodnie z aktualnie akceptowanym przez nich
poglądem na temat wieku datowanych obiektów. Z tego stanowiska
uzyskano ogółem 5 dat radiowęglowych: jedną z dziegciu przylepio-
nego do glinianej łyżki – GifA-95488: 501070 BP, a pozostałe z
czterech dołków posłupowych – Gd-6019: 5570110 BP oraz
5970120 BP, 6870110 BP, 7220100 BP (Domańska 1995, s. 10).
Pomijając odosobnione znalezisko łyżki z przywartym do niej dzieg-
ciem, odkryte w warstwie poza obiektami, cztery daty dla jam posłu-
powych układają się w ciąg, w którym kolejne wartości dzieli od sie-
bie odpowiednio 400, 900 i 350 lat, a najmłodsza od najstarszej różni
się aż o 1650 lat radiowęglowych. Z tych czterech oznaczeń „karierę‖
w literaturze archeologicznej (np. Czerniak i in. 1991, s. 71, fig. 2,
Czerniak, Kośko 1993, ryc. 71) zrobiła tylko jedna data
(5570110 BP), gdyż jest prawie całkowicie zgodna (różni się tylko
odchyleniem standardowym) ze wspomnianym już datowaniem 14C
otrzymanym dla Sarnowa i jest to jedyny argument za jej poprawno-
ścią i przydatnością dla określenia bezwzględnego wieku początków
kultury pucharów lejkowatych. Pozostałe, o wiele wcześniejsze daty,
zostały uznane za świadectwo penetracji tego obszaru przez grupy
późnomezolityczne, choć wszystkie zarejestrowane tam materiały

139
łączone są wyłącznie z fazą I kultury pucharów lejkowatych, a znale-
zisk z okresu mezolitu nie stwierdzono (Domańska 1995, s. 10)5.
Chociaż fakty (dotyczy to także dat radiowęglowych) bez ak-
tywnego udziału człowieka są martwe, ale są obiektywne. Istnieją, a
ich obiektywność wynika z tego, że są niepodatne na każdą dowolną
interpretację. Z tego też wynikają spory pomiędzy różnymi badaczami
(Appleby i in. 2000, s. 270), którzy usiłują innym narzucić swoją ich
interpretację, siłą rzeczy mniej lub bardziej subiektywną. Odkrywane
wytwory materialne inspirują interpretacje, podsuwają ukryty w nich
sens, który intuicyjnie odczytujemy w oparciu o swoje własne wzorce
kulturowe, bo przecież celem ich twórcy nie było przekazanie nam
żadnego przesłania (Buchowski 1997, s. 59). Przedmioty te są jedynie
śladami działalności kogoś, kto pozostawił je w sposób nieświadomy,
a to że przetrwały do naszych czasów zawdzięczamy przypadkowi, w
większej mierze uzależnionemu od miejscowych warunków przyrod-
niczych, niż od woli człowieka.
Wyróżnianie kultur archeologicznych, podział pradziejów na
epoki, okresy i fazy, nie jest faktem historycznym czy archeologicz-
nym, a tylko wygodnym narzędziem umożliwiającym nie tylko
sprawne komunikowanie się i wymianę poglądów, ale także mogącym
służyć do wyjaśniania niektórych zjawisk, którego prawomocność
zależna jest od interpretacji (Carr 1999, s. 78). Pomimo to ulubionym
zajęciem wielu krytykantów jest imputowanie archeologom, że własne
konstrukcje myślowe biorą za odbicie rzeczywistości i traktują, np.
kulturę łużycką, jako realnie istniejące byty (Ostoja-Zagórski 1997, s.
11-12; Topolski 1997, s. 133-134, 140). Fazy i kultury, choć nie ist-
niały w pradziejowej rzeczywistości (ani obiektywnie, ani w świado-
mości poszczególnych ludzi), nie są tylko i wyłącznie sztucznymi
konstruktami. Nikt nie twierdzi, że kiedykolwiek istniała jakaś wspól-
nota ludności np. kultury pucharów lejkowatych, a jej przedstawiciele
czuli własną odrębność w stosunku do innych ludów, ale nie można
też zaprzeczyć istnienia podobieństwa stylu ceramicznego, określa-
nego mianem kultury pucharów lejkowatych, na szerokich połaciach
Europy Środkowej. Pozostaje do rozważenia problem w jaki sposób

5
Bywa jednak niekiedy i gorzej, kiedy to „niepasujące‖ daty radiowęglowe
są po prostu przemilczane, a poczesne miejsce w publikacji znajdują tylko te,
które potwierdzają wyniki typowo archeologicznej analizy stylistycznej
zdobnictwa.
140
doszło do tego, że społeczności zamieszkujące ten teren wytwarzały
naczynia tak do siebie podobne, że nie można przypisać tego przy-
padkowemu zbiegowi okoliczności, że ornamentowano je w podobny
sposób i że w zbliżonym czasie zdobnictwo to ulegało określonym
kierunkowym zbieżnym przemianom. Powstaje więc pytanie o przy-
czyny, sposoby i mechanizmy kontaktów/wymiany grup ludz-
kich/pojedynczych osobników, bo przecież przepływ czystej niemate-
rialnej informacji można chyba wykluczyć?

Gdy wzbijamy się w samolocie w powietrze przestajemy do-


strzegać najpierw źdźbła traw rosnące tuż obok pasa startowego, po-
tem także pojedyncze drzewa, ale za to w pełnej okazałości ukazuje
się nam całe lotnisko, las, miasto. Podobnie patrzymy na przeszłość z
dystansu wieków lub nawet tysiącleci. Ta perspektywa zaciera szcze-
góły, drobne niuanse, niewielkie odmienności przemian kulturowych,
ale pozwala za to łatwiej dostrzec tendencje natury ogólniejszej. Prze-
ciętny archeolog ze swobodą wypowiada się na temat kontaktów
interkulturowych i interregionalnych między Bałtykiem a Morzem
Czarnym, Skandynawią a Morzem Śródziemnym, ale najczęściej bez-
radnie staje wobec najprostszych pytań wymagających do sformuło-
wania odpowiedzi odwołania się do pojedynczego człowieka, kon-
kretnej kobiety lub konkretnego mężczyzny. Można długo rozprawiać
na temat rewolucji neolitycznej, gwałtownych przemian (w stosun-
kach demograficznych i gospodarczych, środowisku naturalnym i
kulturowym) jakie zachodziły w tamtym czasie sprowokowane na-
pływem nowej ludności zza Karpat, bogato przy tym ilustrując swój
wywód odpowiednimi materiałami, ale niestety pytanie „Co wyda-
rzyło się w roku 5263 p.n.e.?‖ musi pozostać bez odpowiedzi, podob-
nie jak każde inne tego typu zawierające konkretne koordynaty czaso-
przestrzenne.
Generalizacja wynika z samego faktu używania języka. Jed-
nym i tym samym słowem nazywa się różne przedmioty, wydarzenia
lub zjawiska. Archeologa o wiele bardziej zajmują takie pojedyncze
fakty, poprzez które może spojrzeć na pewne szersze procesy zacho-
dzące w przeszłości, a celem badań jest nie tyle ustalenie co robiła w
danym dniu żona naczelnika pewnej wioski rybaków położonej na
rzeczką, która dziś nosi nazwę np. Bystra, ale dlaczego prawie
wszystkie osady tych rybaków lokowane były na krawędzi doliny,
podczas gdy wcześniej czyniono to w bezpośrednim sąsiedztwie rzeki.
141
Jeżeli jednak dogłębne studia nad tym zagadnieniem mogą przynieść
bardzo prawdopodobne wyjaśnienie przyczyny powodującej dlaczego
95 % osad powstało na krawędzi doliny, to bezradni staniemy wobec
problemu pozostałych 5 %. Nie można wyjaśnić konkretnych wyda-
rzeń, ponieważ interweniuje tu element przypadku (Carr 1999, s. 87–
89), tak jak o ile w miarę pewnie można oszacować liczbę osób, które
zginą w wypadkach samochodowych w przyszłym tygodniu, to już
absolutnie niemożliwe jest wskazanie tych ludzi z imienia i nazwiska.
Jednak każdy taki wypadek, choć wydaje się że zupełnie lo-
sowy, będzie miał swoje jednoznacznie określone przyczyny6, gdyż
ludzkie zachowania są uzależnione od przyczyn, które prawie zawsze
można zrozumieć. To samo dotyczy tych wspomnianych przed chwilą
5 % osad. Niestety, badacz przeszłości nigdy nie jest w stanie uchwy-
cić wszystkich czynników, od których zależy zajście (lub nie) poje-
dynczego zdarzenia i które nadają mu pozornie przypadkowy charak-
ter. Ludzie żyją w sieci wzajemnie oddziaływujących na siebie roz-
maitych powiązań, nie ograniczających się tylko do sfery społeczno-
politycznej, ale obejmującej również stosunki gospodarcze i zależno-
ści między społeczeństwem a warunkami środowiska naturalnego.
Pełne wyjaśnienie zdarzenia musiałoby uwzględniać wszystkie te
uwarunkowania. To oczywiście niemożliwe. Jednak jesteśmy w stanie
uznać za prawdziwe wyjaśnienie polegające na wyodrębnieniu tych
przyczyn, które wydają się istotne ze względu na cel podejmowanych
badań, o ile będą się one powtarzać przy zachodzeniu wielu podob-
nych wydarzeń.
I tak czas zakończyć rozważania na temat przeszłości, prób jej
zrekonstruowania, wyjaśnienia i zrozumienia oraz wykorzystania w
świecie współczesnym. Przyszedł czas na małe podsumowanie. Prze-
wrotnie mógłbym powiedzieć, że przeszłość potrzebna jest przede
wszystkim archeologom i historykom, bo zajmując się nią zawodowo,
pracując na etatach w poważnych instytucjach naukowych, czerpią z
6
Niedościgłym wzorcem opowieści, w której każde, nawet drugoplanowe
wydarzenie ma swoje głęboko uzasadnione przyczyny jest „Iliada‖.
„Wszystko, co dzieje się w jej ramach, jest spójne, czymś uwarunkowane,
przyczynowo uzasadnione. Poeta wyzyskuje różne sposoby, aby określić
dokładnie, dlaczego sprawy potoczyły się właśnie tak, a nie inaczej. Można
by nawet rzec, że wprost lubuje się w ukazywaniu motywacji wydarzeń, ma
natomiast zdecydowaną awersję do faktów, których pojawienia się nie
potrafiłby wyjaśnić‖ (Krawczuk 1987, s. 128-129).
142
tego środki do życia oraz zawdzięczają dość prestiżową pozycję spo-
łeczną. Ale tak naprawdę w przeszłości wszyscy szukaliśmy, szukamy
i będziemy poszukiwać czegoś dla siebie – choćby godnych wzorów
postępowania, uzasadnienia naszego miejsca w świecie, naszego tu i
teraz, a nawet nadziei na przyszłość, w zależności od bieżących wyda-
rzeń i potrzeb. Najkrótsza odpowiedź na tytułowe pytanie brzmiałaby
więc tak, że przeszłość potrzebna jest nam wszystkim, bo wszyscy
czerpiemy z tego korzyści – zgodnie ze starą rzymską zasadą prawni-
czą, że is fecit, cui prodest7.

Wykaz cytowanej literatury

Appleby J., Hunt L., Jacob M. (2000), Powiedzieć prawdę o historii,


Poznań: Zysk i S-ka.
Bakker J. A., Vogel J. C., Wiślański T. (1969), TRB and other C14
dates from Poland (c. 4300–1350 BC and 800–900 AD),
Helinium, vol. 9, s. 3–27 i 209–238.
Buchowski M. (1997), Wspólnota interpretacyjna: czy archeologia
jest potrzebna antropologii?, W: Jakiej archeologii potrzebuje
współczesna humanistyka?, J. Ostoja-Zagórski (red.), Poznań:
Instytut Historii UAM, s. 51–64.
Carr H. Edward (1999), Historia. Czym jest, Poznań: Zysk i S-ka.

7
Piszę te słowa w dniu (7 lipca 2004 r.), kiedy na ekrany amerykańskich kin
wchodzi film „Król Artur‖ reż. Antoine'a Fuquy, a którego polska premiera
odbędzie się dwa tygodnie później. Jeszcze na ten rok zapowiedziano dwie
inne ekranizacje legendy o królu Arturze – serial kręcony przez S. Spielberga
oraz film „Tristan i Izolda‖ w reżyserii K. Reynoldsa (Toczyński 2004), a
przecież jeszcze nie zeszła z ekranów wielka epopeja „Troja‖ W. Petersena
(polska premiera 14 maja 2004 r.), powstała na kanwie „Iliady‖ Homera.
Rzeczą oczywistą jest, że twórcy tych filmów nie robią tego z
bezinteresownej miłości do historii, ale chcą na swojej produkcji nieźle
zarobić, co jednak po sukcesie kasowym „Gladiatora‖ R. Scotta (polska
premiera 15 lipca 2000 r.) wydaje się niemal pewne. Ich przewidywania
okażą się słuszne, jeśli ludzie nie stracą dotychczasowego zainteresowania
historią, choćby nawet trochę baśniowo doprawioną, na co na razie się nie
zanosi. Wydaje się, że jednym z charakterystycznych rysów naszej
zachodniej cywilizacji są właśnie te ciągłe powroty do źródeł, do wspólnych
korzeni, z których wszyscy wyrośliśmy.
143
Childe V.G. (1949), The Origin of Neolithic Culture in Northern
Europe, Antiquity, vol. XXIII, s. 129–135.
Czerniak L. (1988), Czynniki zewnętrzne w rozwoju kulturowym
społeczeństw Kujaw w okresach wczesnego i środkowego neo-
litu, W: Kontakty pradziejowych społeczeństw Kujaw z innymi
ludami Europy, A. Cofta-Broniewska (red.), Poznań: Instytut
Prahistorii UAM.
Czerniak L. (1994), Wczesny i środkowy okres neolitu na Kujawach.
5400–3650 p.n.e., Poznań : PSO.
Czerniak L. Domańska L., Kośko A., Prinke D. (1991), The Funnel
Beaker Culture in Kujavia, W: Die Trichterbecherkultur. Neue
Forschungen und Hypothesen. Material des Internationalen
Symposiums Dymaczewo, 20–24 September 1988, Teil II, D.
Jankowska (red.), Poznań: Instytut Prahistorii UAM, Zakład
Archeologii Wielkopolski IHKM PAN, s, 67–75.
Czerniak L., Kośko A. (1993), Z badań nad genezą rozwoju i syste-
matyką kultury pucharów lejkowatych na Kujawach, Poznań:
Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.
Domańska L. (1995), Geneza krzemieniarstwa kultury pucharów lej-
kowatych na Kujawach, Łodź: Katedra Archeologii Uniwersy-
tetu Łódzkiego.
Gabałówna L. (1970), Wyniki analizy C-14 węgli drzewnych z
cmentarzyska kultury pucharów lejkowatych na stanowisku 1 w
Sarnowie — z grobowca 8 i niektóre problemy z nimi związane
(Informacja wstępna), Prace i Materiały Muzeum Archeolo-
gicznego i Etnograficznego w Łodzi. Seria Archeologiczna, nr
17, s. 77–91.
Kośko A. (1981), Udział południowo-wschodnioeuropejskich wzor-
ców kulturowych w rozwoju niżowych społeczeństw kultury pu-
charów lejkowatych. Grupa mątewska, Poznań: Wydawnictwo
UAM.
Krawczuk A. (1987), Starożytność odległa i bliska, Poznań: Wydaw-
nictwo Poznańskie.
Ostoja-Zagórski J. (1997), Wstęp, W: Jakiej archeologii potrzebuje
współczesna humanistyka?, J. Ostoja-Zagórski (red.), Poznań:
Instytut Historii UAM, s. 7–12.
Toczyński P. (2004), Król Artur znów rządzi, Gazeta Wyborcza, nr
157.4671 (z 7 lipca 2004), s. 10.

144
Topolski J. (1997), Historia i archeologia wobec nowych wyzwań
filozoficznych, W: Jakiej archeologii potrzebuje współczesna
humanistyka?, J. Ostoja-Zagórski (red.), Poznań: Instytut Histo-
rii UAM, s. 132–140.
Wiślański T. (1969), Podstawygospodarcze plemion neolitycznych w
Polsce północno-zachodniej, Wrocław-Warszawa-Kraków:
Ossolineum.
Wiślański T. (1979), Kształtowanie się miejscowych kultur rolniczo-
hodowlanych. Plemiona kultury pucharów lejkowatych, W:
Prahistoria ziem polskich, t. II, Neolit, W. Hensel, T. Wiślański
(red.), Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk: Ossolineum, s.
165–260.

145
Katarzyna Jasiewicz
Instytut Prahistorii UAM
Poznań

Podróże w przeszłość

Próba postawienia sobie pytania „Komu potrzebna jest prze-


szłość‖ w czasach, kiedy słowo – klucz do większości drzwi skrywa-
jących pokoje tradycyjnie rozumianych dziedzin nauk humanistycz-
nych, brzmi GLOBALIZACJA, uznać można za pomysł dość karko-
łomny. Tym bardziej, że chyba każdy, niezależnie od tego, w którym
z pokoi rezyduje, ma lub miewa nieprzyjemne poczucie „rzeczy wy-
mykających się z rąk‖ oraz „nowego nieporządku świata‖ jak to meta-
forycznie określił Bauman (2000, s. 71). Już od stosunkowo długiego
czasu (bo za okres niezwykłego przyspieszenia zgodnie przyjmuje się
II połowę XX wieku), jak informują a może raczej alarmują naukowcy
przyjmujący dość niewdzięczną rolę analityków swoich czasów (bo i
o autorytety dziś coraz trudniej), obserwować można procesy, które
bardzo mocno zmieniają kondycję społeczeństwa. Chodzi tu zarówno
o pogłębiające się dążenie do indywidualizacji w przeżywaniu świata,
relatywizm moralno-duchowy, o coraz bardziej „kapryśny i autono-
miczny charakter świata i jego spraw, brak centrum, brak pulpitu
operatora, zespołu dyrektorów, biura zarządu‖ (Bauman 2000, s. 71),
ale także całego spektrum problemów łączących się z rewolucją kon-
sumencką. Skomplikowana współczesność coraz bardziej domaga się
od nauki (szczególnie humanistyki) uprawomocnienia swojego funk-
cjonowania w świecie na wskroś konsumenckiej kultury popularnej.
Kiedy więc w dyskursie społecznym, zdominowanym przez kulturę
przyjemności, pojawia się pytanie o potrzebę przeszłości (jak cho-
ciażby w tytule niniejszej publikacji), coraz trudniej jest na nie jedno-
znacznie odpowiedzieć. Wiadomo bowiem nie od dziś, iż wpływ kul-
tury popularnej na recepcję przeszłości jest bardzo duży, a sama prze-
szłość stwarza przecież ogromne możliwości i jest niewyczerpaną
skarbnicą pomysłów dla kultury audiowizualnej. Oprócz zacisza na-
ukowego gabinetu, obecne wizje przeszłości są w dużej mierze for-
mułowane w ramach kultury popularnej, i nawet jeżeli proces „oswa-
jania jakiegoś zjawiska we współczesnym świecie, zaczyna się poważ-
nym dyskursem pamięci‖ (Jasiewicz, Olędzki 2005, s. 201), to i tak
istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, iż w dobie pogoni za pie-
146
niądzem i niepewności jutra, kończy się w ramach bardzo specyficz-
nego dyskursu konsumenckiej przyjemności. Istnieją oczywiście
pewne nie zawsze uświadamiane społeczne ograniczenia, które spra-
wiają, że elementem wspomnianej powyżej kultury popularnej łatwiej
stają się zdarzenia odległe, których pamięci nie przechowują już ży-
jący świadkowie. Takie pozbawione emocji i uczuć oraz wyrwane z
kontekstu fragmenty przeszłości, wpierw funkcjonują jeszcze w po-
staci pomników (które są właściwie tylko zapisem wizji, doświadczeń
i inspiracji ich twórców), następnie przykryte zostają kolejnymi war-
stwami światopoglądów kulturowych, by ostatecznie zatracić całko-
wicie swe pierwotne, przeszłe znaczenie i pozostać jednym z lepiej
lub gorzej sprzedających się elementów kultury popularnej. Oczywi-
ście nie jest taka sytuacja wymysłem tylko naszych czasów. Znaczenie
przeszłości zawsze zależało od łaski tych, co nadeszli. To oni wcielali
w życie pomysły, co zrobić z pozostawionym im dziedzictwem, czy i
w jaki sposób nadać mu znaczenie, przy czym i tak nawet najbardziej
oryginalny sposób upamiętniania, nie był gwarantem nieśmiertelności
(Jasiewicz, Olędzki 2005, s. 201-202). O ile więc sam proces zatraca-
nia znaczenia przeszłości uznać można za coś zupełnie naturalnego, o
tyle niepokój budzi jego skala we współczesnym „Złotym Wieku se-
miotycznej demokracji‖ (Tarkowski 2004, s. 12). Demokratyzacja
bowiem możliwości aktywnego współuczestnictwa w tworzeniu kul-
tury, co przecież zawsze uważane było za przywilej różnego rodzaju
elit, prowadzi do przyspieszania swoistej pauperyzacji znaczenia prze-
szłości, i przenoszenia jej elementów, nawet takich, które być może
dłużej pozostać powinny w sferze naszego kulturowego sumienia, do
świata kultury popularnej. Taki stan rzeczy nie jest oczywiście ak-
ceptowany powszechnie, i dlatego chociażby poszukuje się w nauce i
kulturze nowych sposobów mówienia zarówno o przeszłości jak i
sposobach jej doświadczania (Jasiewicz, Olędzki 2005, s. 196). Jedną
z sił sprawczych, intensyfikujących współczesne dyskusje teore-
tyczne, które prowadzą chociażby do łamania zasad tradycyjnego dys-
kursu historycznego, jest postmodernizm.
Oczywiście procesy kształtujące wyobrażenia współczesnego
człowieka o przeszłości są różnorodne i nie można ich rozpatrywać
jednopoziomowo. Zadaniem więc tej krótkiej i dalekiej od kompletno-
ści pracy, jest zwrócenie uwagi, z jednej strony na coraz bardziej po-
wszechny udział szeroko rozumianej kultury popularnej w kształto-
waniu wizji przeszłości, a z drugiej strony na tendencje współwystę-
147
powania i przenikania się takich elementów współczesności, jak prze-
szłość i jej postrzeganie, turystyka oraz kicz.

Podróże na antypody
Turystyka nieodłącznie związana jest z podróżą, która oprócz
dosłownego znaczenia (czyli przemieszczania się w przestrzeni, które
towarzyszy człowiekowi od początku jego dziejów) jest także jedną z
najbardziej uniwersalnych dla wielu kultur metafor ludzkiego życia.
Podróż traktowana była jako źródło niepowtarzalnych przeżyć, na-
głych metamorfoz, inspirujących doświadczeń. Wędrowanie, jak pisze
Piotr Kowalski (2004, s. 190) było bardzo często początkiem refleksji,
w której nie chodziło jedynie o „przemieszczanie się w przestrzeni czy
czasie‖ ale i o siłę sprawczą dyskursów, „których tematem jest czło-
wiek, jego kondycja, tęsknoty, transcendencja, metafizyka itd.‖ (Ko-
walski 2004, s. 190). Dostrzec jednak można, iż nasza postmoderni-
styczna współczesność awansowała turystykę do roli dziedziny życia,
która godna jest większej uwagi. Przyczyny zainteresowania są, jak to
zwykle bywa, bardzo różnorakie. Nie mógł ujść uwadze fakt, iż tury-
styka jest trzecią, pod względem wartości rocznych dochodów, gałęzią
przemysłu i plasuje się zaraz po przetwórstwie ropy naftowej i prze-
myśle samochodowym (Isański 2005, s. 133), tworząc nowe miejsca
pracy (czasami dla całych społeczności), nowe typy zachowań oraz
nowe funkcje społeczne. Co ciekawe, głównym celem tego ogrom-
nego już dziś przemysłu jest bardzo specyficzny rodzaj produkcji
kulturowej. Produkcja przyjemności bowiem, jest tym bardziej nie-
zwykła, iż często, jak chociażby w przypadku powszechnie rozpo-
znawalnych zabytków z przeszłości, „w sposób niemal magiczny nie-
ustannie generuje kapitał, często sama nie pochłaniając żadnej ener-
gii‖ (MacCannell 2002, s. 45). Turystyka stała się współcześnie swo-
istym sposobem na życie, „formą zawłaszczania, w której wszystko:
dzieła sztuki, krajobrazy, ludzi zmienia się w obrazy, te zaś gromadzi
się w kolekcje wrażeń i pocztówek; nie doświadcza się świata, odwie-
dza tylko atrakcje, wedle przewodnikowych scenariuszy‖ (Kowalski
2004, s. 121). Cały, wart obejrzenia świat jest podawany na tacy przez
rządne jak największych zysków biura podróży, a dobrze wyszkoleni
sprzedawcy potrafią precyzyjnie podać zarówno rynkową wartość
miejsca, zabytku czy wydarzenia, jak i skrzętnie poinformować czy
taki a nie inny kierunek jest w danym sezonie „dobrze widziany‖.

148
Wielu badaczy podkreśla1, iż większość współczesnych turystów, nie
chce ani tak naprawdę nie potrafi, zainteresować się głębiej odwie-
dzanymi miejscami, a uwagę swą zwracają tylko w kierunku wskaza-
nym przez przewodnika, jednocześnie najlepiej i najbezpieczniej czu-
jąc się w specjalnie dla nich przygotowanych hotelach i innych prze-
strzeniach użytkowych, które urządzone są według podobnego sche-
matu, właściwie w każdym zakątku świata. Niezależnie bowiem gdzie
przebywają, turyści lubią i chcą czuć się bezpiecznie i swojsko, a zbyt
dużo nieznanej egzotyki nie jest przez potencjalnego turystę mile wi-
dziane. Dostępność i łatwość podróżowania, jak na ironię, doprowa-
dzić może do tego, iż „realny‖ świat jest dla turysty coraz trudniej
osiągalny, że znajduje się coraz dalej, jest jeszcze bardziej niezrozu-
miały, a jeżeli zrozumiały, to w bardzo ograniczonym zakresie. Bo
przecież współczesny człowiek, unikający wszystkiego co stałe w
życiu (odpowiedzialności, trwałych związków, trudnych pytań a na-
wet naczyń wielokrotnego użytku) jadąc w bardzo odległe miejsca na
świecie, nie angażując się, jedynie je kolekcjonuje, a swoje wrażenia
„poddaje estetycznej obróbce‖, tworząc z nich „obrazy poukładane
niczym w muzealnej ekspozycji czy wystawie w galerii‖ (Kowalski
2004, s. 179), oddzielone właściwie od otaczającego go, realnego
świata. Turystyka jest corocznie dla wielu milionów ludzi, jedyną
chyba możliwością, aby zapomnieć o nudnej codzienności i zwyczaj-
nej, powszedniej aktywności oraz poczuć się w pełni współuczestni-
kiem krajobrazu powszechnej konsumpcji utożsamianej z nowocze-
snością. Zjawisko to, zdaniem MacCannella, postrzegać można nawet
jako „jeden z najbardziej złożonych i uporządkowanych uniwersal-
nych kodów współtworzących dzisiejsze społeczeństwo‖ (MacCannell
2002, s. 72), a za jego przejaw, można uznać chociażby istnienie
zbioru niepisanych zasad, które są różne dla turystów i dla tubylców.
Jest więc współczesna turystyka czymś na kształt, używając
znowu określenia klasyka w tej dziedzinie Deana MacCannella (2002,
s. vii-viii), „kultu wtajemniczonych, który można także postrzegać jako
swoistą próbę przezwyciężenia nowoczesnej totalności oraz łączenia
jej fragmentów w mniej lub bardziej spójną całość. Podróżując, sta-
rają się bowiem turyści gromadzić pewne elementy doświadczenia

1
O czym można się przekonać analizując podstawowe, dla rozumienia
procesów zwiazanych z turystyką, prace, jak chociażby D. Boorstna, D.
MacCanella a na gruncie polskim P. Kowalskiego czy K. Podemskiego.
149
zbiorowego „podglądanych i oglądanych‖ społeczeństw. I pomimo
swoistego oddzielenia od odwiedzanej rzeczywistości, znajdując się
poza domem, życie turysty jest szczelnie otoczone przez podróż, co
sprawia, iż jego świat „rozszerza się‖ a „w miarę rozszerzania zmierza
do dopełnienia się i zamknięcia‖ (MacCannell2002, s. 266-267).
Oczywiście, to co jest turystom udostępniane do obejrzenia nie jest
zazwyczaj sprawą przypadku i wielokrotnie podkreśla się2, iż w
Goffmanowskim ujęciu nie jest to nawet instytucjonalna strefa kulis.
Jest to rodzaj kulis zainscenizowanych na potrzeby turysty, które defi-
niuje się również jako scenerię turystyczną, scenografię lub po prostu
inscenizację. Jest to rodzaj „żywego muzeum‖ (MacCannell 2002, s.
155), którego istnienie i formę akceptuje większość turystów. Mniej
liczni wędrowcy, którzy wchodzą na szlak poszukiwań bardziej au-
tentycznych przeżyć, wiedzy i obserwacji, dając się ponieść swoistej
„wolnościowej tęsknocie‖, muszą czasami wedrzeć „się w życie spo-
łeczności którą odwiedzają‖ i dzięki temu „czasem pozwala im się
zerknąć za kulisy‖ (MacCannell 2002, s. 151). Tematyka związana z
poszukiwaniem autentyczności oraz kolejnymi stopniami przechodze-
nia od sceny do kulis będzie jeszcze szerzej omawiana poniżej.
Przeszłość może również funkcjonować w performansach
jako tradycja kulturowa w globalizowanym świecie. Owe performanse
‗życia etnicznego‘ tworzone dla krótkotrwałej i podróżującej publicz-
ności są ekwiwalentem w procesie odkrywania trzeciego i czwartego
świata, który to ma związek z procesem wzrostu popularności tury-
styki związanej z tzw. światowym dziedzictwem kulturowym. Jest to
w swej naturze swoisty proces konsumpcji kulturowej (Tilley 1999, s.
245), oraz specyficzna parodia oryginalnego znaczenia. Parodia, w
której performerzy sprzedają swe ciała jako część wydarzenia, a tym
co robi największe wrażenie w tym procesie jest permanentny brak
zwykłej wiarygodności, gdyż jest to pokaz, prosty i odarty z symbo-
liki. Owszem, chętnie i często sięga się przy okazji takich pokazów po
tradycję, lecz jest ona pozbawiona związku uczuciowego. Perfor-
mansy te nie mają na celu podtrzymywania tradycji, lecz są rodzajem
opakowania, w którym oferowana jest kulturowa pustka. Pokaz taki,
to w istocie kolaż elementów postrzeganych jako przejawy tradycyjnej
kultury (Tilley 1999, s. 253). A jednak jest w tym coś głębszego,

2
Chociażby w cytowanych już w tekście pracach D. MacCanella oraz J.
Isańskiego.
150
ukryty, ale bardzo istotny sens. Dobry performans bowiem, mimo
wspomnianej wyżej swoistej prostoty, nie tylko zwykłe widowisko
skierowane do turystów. To także dialog spotkania, które zawiera w
sobie idee poczucia własnej wartości i samooceny, a wszędobylscy i
wciąż robiący zdjęcia turyści jako część tego procesu, są pilnie obser-
wowani. W performansach własnej kultury przygotowanych specjal-
nie dla turystów, społeczności przedstawiają wizję samych siebie, i to
w sposób, w jaki chciałyby, aby myśleli o niej inni. Jest to obraz,
który jest samoświadomością niezależnej kultury (Tilley 1999, s. 256-
257).
Ciekawym aspektem, który można także zasygnalizować przy
okazji rozważań nad turystyką, jest mocno zakotwiczona już w naszej
świadomości metafora jednego z bohaterów ponowoczesności, opisy-
wany wielokrotnie przez Zygmunta Baumana turysta. Jak każdy z
typów osobowych proponowanych przez tego badacza, także turysta
wędruje przez życie przede wszystkim tropiąc własne ja i poszukując
swojego miejsca w świecie (Mamzer 2002, s. 142). Głównymi poję-
ciami charakteryzującymi turystę w ujęciu Baumana są: niczym nie-
skrępowana wolność, niechęć do jakichkolwiek zobowiązań, niezgoda
na żadną formę przywiązania, traktowanie każdego miejsca jako
chwilowej przystani, kontrolowanie wszystkich zdarzeń, itp. (Bauman
2000b, s. 143). Innym ważnym składnikiem egzystencji metaforycz-
nego turysty jest nieograniczona mobilność, która odnosi się jednak
nie tylko do przestrzennych, ale także wirtualnych jej aspektów, któ-
rych sprawcą jest nowoczesna technika, która umożliwia rezygnację z
przywiązania do fizyczności świata na rzecz różnego rodzaju wirtual-
nych rzeczywistości (Ogonowska 2004, s. 13). Deklaratywna dla tury-
sty wolność wyboru jest dla dzisiejszych społeczeństw ważna także z
powodu, może nie zawsze uświadamianego, traktowania jej jako pod-
stawowego wyznacznika stratyfikacji społecznej. Metaforyczny tury-
sta Baumana nie jest oczywiście tożsamy z współczesnym klientem
biur podróży – zwyczajnym poszukiwaczem przyjemności. Można
jednak dostrzec w tej okazjonalnie przyjmowanej roli społecznej wy-
raz dość powszechnej potrzeby bodajże chwilowego poczucia takiej
wolności, jaka jest codziennością dla modelowej sylwetki jednego z
ideałów ponowoczesności – turysty. Analizując jednak zarówno per-
spektywę turysty jako wzoru, do którego realny człowiek stymulo-
wany przez media może próbować się przybliżyć, jak i zwykłego tu-
rysty (korzystającego z różnych form turystyki zinstytucjonalizowa-
151
nej), trzeba sobie także zadać pytanie o to, jak i czy poznawanie in-
nych, odległych kultur, pozwala współczesnemu człowiekowi doko-
nać redefinicji własnej tożsamości (Mamzer 2002, s. 142). Wydaje
się, że odpowiedź jest dość oczywista, szczególnie biorąc pod uwagę
perspektywę globalnego świata bez granic, którego głównym składni-
kiem jest idea wielokulturowości. Ta eliminacja podziałów we współ-
czesnej kulturze odnosi się do bardzo różnych aspektów ludzkiej eg-
zystencji i to zarówno na poziomie społecznym jak i indywidualnym,
przy czym każdy człowiek w tylko sobie właściwy sposób przyswaja
różne doświadczenia, niejako „pomimo istnienia kultury, rozumianej
jako swego rodzaju świadomość społeczna‖ (Mamzer 2002, s. 142).
Kształtowanie tożsamości współczesnego człowieka z powodu cią-
głego zwiększania tempa życia oraz przyspieszenia zmian kontekstów
społecznych nabiera coraz bardziej charakteru konstruowania oraz
budowania większej całości z elementów nagromadzonych w czasie
wędrówek, czy to wirtualnych czy rzeczywistych, po świecie
(Mamzer 2002, s. 148). Tożsamość, nie jest więc dla współczesnego
turysty, jak to bywało onegdaj, czymś stałym, co można bezkrytycznie
zaakceptować i z góry przyjąć, ale jest ciągle zmieniającym się ze-
społem elementów pochodzących zarówno z kultury własnej jak i
innych kultur (Mamzer 2002, s. 149). Także mobilność, o której była
mowa wcześniej powoduje, iż tożsamość człowieka staje się procesem
twórczym, w którym swój udział ma każdy z członków społeczeń-
stwa, a tym co zwiększa pulę wzorców funkcjonowania oraz pokazuje
alternatywne systemy wartości są interakcje z innymi kulturami. To
wszystko sprawia, iż coraz częściej budowana jest tożsamość otwarta,
jednak z racji ogromnej ilości możliwych wyborów nie jest łatwo na
któryś się zdecydować (Mamzer 2002, s. 149).

Potrzeba autentyczności
Niezwykle istotnym aspektem w kontekście turystyki zinsty-
tucjonalizowanej która, o czym była mowa powyżej, traktowana bywa
jako przerwa w jednostajnym, codziennym życiu jest autentyczność
zwiedzanych obiektów. Każda próba zwiększenia ilości interakcji oraz
tzw. bratania się z tubylcami może być przejawem poszukiwania
przez turystę autentycznych przeżyć oraz pogłębiania wiedzy i zdo-
bywania nowych, także określanych jako autentyczne doświadczeń
życiowych (MacCannell 2002, s. 164). Kryterium autentyczności od-
nosi się zresztą nie tylko do doświadczeń, ale także do przedmiotów,
152
tak powszechnych pamiątek z podróży. Podstawowym warunkiem
uznania przez turystę danego przedmiotu za autentyczny jest fakt, iż
wytworzony jest przez lokalną (najlepiej dość egzotyczną) społecz-
ność, z wykorzystaniem dostępnych tylko w danym miejscu materia-
łów, a także według lokalnych recept i wzorów (Isański 2005, s. 134).
Turyści są gotowi poświęcić bardzo wiele, aby doświadczyć zdarzeń
albo wejść w posiadanie przedmiotów, których ilość jest zdecydowa-
nie ograniczona, szczególnie jeżeli są one elementem „normalnego
życia lokalnej społeczności‖ (Isański 2005, s. 134). Tym więc, co
ożywia świadomość turystyczną i to zarówno w sferze doznań jak i
sferze materialnej jest poszukiwanie autentyczności, która realizowana
jest poprzez przechodzenie przez kolejne „stopnie wtajemniczenia‖,
które wiodą od zaaranżowanej na potrzeby turystów sceny po także
przygotowane z myślą o turystach kulisy (MacCannell 2002, s. 157,
164). Zagrożeniem dla autentyczności w kontekście turystyki jest
jednak, sygnalizowane już wcześniej całkowite zrutynizowanie i zin-
stytucjonalizowanie podróżowania przez przemysł turystyczny, przez
co zdobycie przedmiotów oraz uczestnictwo w sytuacjach „nie-pozo-
wanych i nie-spreparowanych‖ oraz nie przygotowanych specjalnie na
użytek turysty jest coraz trudniejsze (Isański 2005, s. 136). Po-
wszechna dialektyka autentyczności sprawia, że w obliczu atrakcji
turystycznych wszyscy podróżnicy stają się sobie równi, przy czym
większości turystów trudno jest jednoznacznie stwierdzić, na ile au-
tentyczne jest dane doświadczenie, co więcej „poziom weryfikacji
autentyczności‖ zazwyczaj nie jest zbyt wysoki (MacCannell 2002, s.
21). Nie posiadając więc szerokiej wiedzy eksperckiej zdać się musi
współczesny podróżnik na pomoc instytucji wspierających rozwój
turystyczny albo też, na siłę przekonywania, zarabiających na życie
tubylców, którym jednak bardzo często w związku z tym przyświeca
przede wszystkim chęć osiągnięcia jak największych zysków ze
sprzedaży (Isański 2005, s. 133). Często oceny stopnia autentyczności
takich przedmiotów dokonuje turysta biorąc pod uwagę różnego ro-
dzaju certyfikaty, nadawane przez specjalnie do tego celu powoły-
wane, także międzynarodowe organizacje, albo po prostu oceniając tło
i atmosferę towarzyszącą zakupowi. Podstawowym sposobem rozróż-
nienia stopnia autentyczności atrakcji turystycznych, jest ich wiek.
Zwyczajowo przyjmuje się, iż większe możliwości autentycznych
doświadczeń niosą ze sobą spotkania z zabytkami z przeszłości, tym
bardziej, gdy także forma kontaktu z takim miejscem jest „tradycyjna‖
153
czyli związana z fizyczną obecnością (Isański 2005, s. 134). Niestety
liczba tych najbardziej cenionych atrakcji jest ograniczona, a w
związku z ekspansją „drapieżnego‖ kapitalizmu, ale także zanieczysz-
czeniem środowiska czy z powodu konfliktów w różnych regionach
świata ich liczba systematycznie maleje. Wiele natomiast atrakcji o
zupełnie współczesnym rodowodzie, służyć ma jedynie podnoszeniu
autentyczności najbardziej pożądanych, historycznych czy związa-
nych z przeszłością obiektów turystycznych. Problem zmniejszania się
ilości „starych‖ zabytków, zdaniem Jakuba Isańskiego (2005, s. 134),
jest także istotny w perspektywie powszechnego kolekcjonowania
najróżniejszych pamiątek turystycznych. Oczywiste jest bowiem, że
autentyczność podnosi cenę oraz rynkową wartość zarówno atrakcji
turystycznej jak i pamiątki z takiego miejsca. Zdaniem cytowanego
już badacza (Isański 2005, s. 139) przywożone z wojaży przedmioty
materialne – czyli pamiątki, oceniane są według stopnia natężenia
„atrybutów oryginalności‖, poczynając od pamiątek na których znaj-
duje się oznaczenie miejsca pochodzenia, poprzez przedmioty wyko-
nane ręcznie przez tubylców oraz takie, których ilość jest ograniczona
po te, które jeszcze do niedawna były używane w codziennym życiu
przez tubylców. Niezaprzeczalnie jednak, najwyżej w tej swoistej
hierarchii znajdują się przedmioty historyczne związane z dziedzic-
twem kulturowym danego regionu oraz dzieła sztuki (Isański 2005, s.
139).
Odwołując się do wcześniej omówionej hierarchii wartości
pamiątek, można zastanowić się jakie czynniki, w sensie instytucjo-
nalnym, wpływają na ową wartość. Przecież nawet autentyczność
zabytku bywa kwestią sporną, dwuznaczną. Nie jest ona cechą „wro-
dzoną‖, lecz jest atrybutem zabytku, negocjowanym społecznie. Lista
uznanych zabytków wymaga „stałych negocjacji, ustalania chwiej-
nych w zasadach i rozstrzygnięciach rankingów, które [zazwyczaj]
bywają powiązane z interesami firm turystycznych [...] cuda świata są
nimi dopiero wtedy, gdy uda się je dobrze sprzedać. Każdy nowy cud
wymaga dobrze prowadzonej akcji promocyjnej (Kowalski 2004, s.
174). Dodać tu tylko można, że w tych negocjacjach często uczestni-
czą instytucje polityczne, mające żywotny interes w propagowaniu
dziedzictwa kulturowego. Podobnie jest z przedmiotami, artefaktami
jakby powiedział archeolog, które w świecie turystyki i konsumpcji
zazwyczaj funkcjonują jako specyficzna forma pamiątki – replika
tudzież kopia. Relacja pomiędzy ty co jest kopią, a tym, co jest orygi-
154
nałem (czy może lepiej pomiędzy tym co jest postrzegane oryginał i
tym, co jako oryginał postrzegane nie jest) nie jest rzeczą wcale
oczywistą. Niech przykładem tu będzie rzeźba antycznej Grecji, znana
głównie z rzymskich replik. W 1999 roku duńska firma ‗Museums
Kopi Smykker‘ prowadziła kampanię reklamową tzw. „autentycznych
kopii‖ starożytnej biżuterii. W katalogu i na ulotkach powstałych w
ramach tej kampanii, przeczytać można było, że owe kopie wytwa-
rzane są ręcznie, z ogromną perfekcją i wyglądają tak, jakby wczoraj
opuściły warsztat starożytnego mistrza. Z ulotek i katalogu można
było również się dowiedzieć, że wszystkie oferowane kopie są sy-
gnowane znakiem firmy i są chronione prawami autorskimi. W ten
sposób przedmioty te stały się jednocześnie nowe (a może raczej no-
woczesne), jak i starożytne. Podobną strategię stosował znany, nie-
miecki producent replik zabytków, Markus Neidhardt, a katalogi z
jego produktami dostępne były w wielu muzeach na terenie Niemiec
(Holtorf & Schadla-Hall 1999, s. 239-240). Podobnie ręcznie robione
„oryginalne kopie‖ spotkać można na terenie całej Grecji, Włoch, czy
też w ogóle na współcześnie wykreowanego ‗świata starożytnego‘.
Oficjalne potwierdzenie oryginalności repliki zabytku, jest nie tylko
zręcznym chwytem reklamowym, ale może być również ważnym
argumentem w walce z konkurencją. Dobrym przykładem jest tu
pewna historia z ostatniej wojny w Iraku. Kiedy w kwietniu 2004 roku
tłum wdarł się na teren opuszczonego przez iracką Gwardię Republi-
kańską, kompleksu pałacowego Saddama Husejna na terenie starożyt-
nych ruin Babilonu, grupy wandali kompletnie splądrowały i zdemo-
lowały nie tylko pałac, czy muzeum, lecz również sklepik z pamiąt-
kami znajdujący się na dziedzińcu muzeum w Babilonie. W ten spo-
sób na lokalny rynek, który w niedługim czasie po przybyciu na ten
teren wojsk koalicyjnych znacznie zwiększył swoje obroty, trafiło
mnóstwo pamiątek, bardzo chętnie nabywanych przez żołnierzy3.
Wkrótce po tym zdarzeniu, przy okazji remontu muzeum w Babilonie,
wyremontowano także sklepik z pamiątkami i pojawiły się tam nowe
pamiątki. W zasadzie nie różniły się one niczym, od tych, które można

3
Swoją drogą wśród żołnierzy PKW Irak jednymi z najbardziej popularnych
pamiątek były gipsowe figurki faraonów egipskich, które bardzo często miały
„napisy‖ w piśmie klinowym na plecach. Wydaje się, że autentyczność nie
miała tu aż tak istotnego znaczenia... (informacja ustna przekazana mi przez
Łukasza Olędzkiego, za którą w tym miejscu serdecznie dziękuję)
155
było kupić na lokalnym bazarze. Były jedynie odrobinę droższe. Naj-
istotniejsza różnicą był jednak fakt posiadania przez właściciela
sklepu oficjalnej licencji irackiego Ministerstwa Kultury. Owa licen-
cja pozwalała właścicielowi sklepiku sygnować każdy produkt ofi-
cjalnym stemplem i ulotką potwierdzającą jej oryginalność, to znaczy
pochodzenie z oficjalnego źródła, w tym przypadku sklepu muzeal-
nego (Sałaciński i inni 2004).
Tą garść przykładów podsumować można stwierdzeniem, iż
jeśli zgodzimy się, że autentyczność pamiątki w istotny sposób pod-
nosi jej wartość, to przyjąć również musimy, że autentyczność może i
często jest nadawana przez określone instytucje, postrzegane jako
stojące na straży przeszłości. Taka „sygnowana autentycznością‖ pa-
miątka jakby antycypuje potrzebę istnienia przeszłości, gdyż tylko
zgodność z przeszłością określa i potwierdza jej wartość. Odpowied-
nia (czytaj bardzie wartościowa) jakość pamiątki wprost związana jest
z jakością od-tworzenia formy i techniki wykonania „znanych‖ z prze-
szłości. Niezwykle istotne jest też miejsce prezentacji, które jakby
definiuje, czy też decyduje o autentyczności. Konkludując stwierdzić
można, że „kiczowatość‖ (o której szerzej będzie mowa poniżej) jest
tu odmierzana od oryginału, jakością wykonania, która jest oceniana
przez pryzmat wiedzy o przeszłości. Im pamiątka jest mniej auten-
tyczna, tym bardziej jest kiczowata.
Z drugiej jednak strony ta biegunowość wartości pamiątki, czy
też spektrum jej autentyczności, często może być istotnie spłaszczona,
czy nawet pomijana, gdyż żadna pamiątka (replika, kopia) nie może
równać się z samym zabytkiem. Pamiątka jest substytutem, który ma
tylko zaspokajać naszą potrzebę posiadania. Być może dzisiejszy
świat nie potrzebuje już autentyczności przeszłości4.

Marzenie na jawie
Oprócz jednak powszechnego poszukiwania autentyczności i
świadomości istnienia wyżej wymienionych, niepisanych zasad okre-
ślających stopień oryginalności pamiątek, przeciętny turysta ma także,
raczej przeciętny gust. Mnóstwo z przywożonych z wojaży pamiątek,
skłania nas do bardzo jednoznacznego określenia ich po prostu mia-
nem kiczu. Skąd więc taka tendencja wśród mas współczesnych po-

4
Dobrym komentarzem do tej myśli jest jedna z rycin, czy też kreskówek
omówionych przez Yannisa Hamilakisa (2000, s. 60-61; ryc. 3).
156
szukiwaczy przygód? Dlaczego więc tak szybko, będąc nawet świa-
domi wartości autentyczności, rezygnują turyści ze swoich poszuki-
wań godząc się na substytuty? Jak powiedział kiedyś Milan Kundera:
„W krainie kiczu panuje dyktatura serca‖ i zasadniczo kultura współ-
czesna skłania się ku takiemu emocjonalnemu podejściu do wartości
(a czasami wręcz anty-wartości), które kicz z sobą niesie. Nieprzy-
padkowo przecież Abraham Moles, francuski badacz kultury określił
kicz mianem „sztuki szczęścia‖ (Moles 1978). Przykłady z życia, ale
także z zakresu sztuki, muzyki czy teatru, ukazują nam z całą jaskra-
wością, iż kicz jest nie tylko coraz częściej świadomie stosowanym
środkiem artystycznym, ale na dobre zadomowił się w naszej kulturze.
Co więcej, bardzo często kojarzy się z relaksem, a nawet potrafi prze-
kazywać pozytywne treści. To właśnie kicz, jak mało który element
współczesności, pozwala w sobie zawrzeć prawie wszystko i to „bez
ryzyka odmowy zgody na przyjęcie przekazu, bez sprzeciwu wobec
kłamstwa materiału, zdrady medium i łączenia wykluczających się
właściwości (Kowalski 2004, s. 107). Nic, zdaniem wielu badaczy, w
tak jaskrawy sposób nie ukazuje zagubienia człowieka w świecie ma-
sowej produkcji i masowych potrzeb jak zjawisko kiczu. Spotkać się
można także z pojęciem kiczowatości percepcji świata (Kowalski
2004, s. 142), która iść ma w parze rozpadem wartości i ciągłą świa-
domością przygnębiającej dla współczesnego człowieka akceptacji
całego spektrum półśrodków i namiastek. Jest to tym bardziej dostrze-
galne, iż kicz w globalnej kulturze masowej jest wszechobecny.
Traktowany jest jako towar, a w związku z tym podlega tym samym
procesom i prawom co inne elementy komercyjnej kultury. Konsump-
cja zresztą, to aktualnie jedna z najbardziej powszechnych radości,
która tylko przyspiesza wędrówkę na wysypisko śmieci ogromnych
ilości przedmiotów, które dzięki temu nie muszą być produkowane
„dla pokoleń‖ i „na lata‖ oraz z założenia mogą być chwilowe i pro-
wizoryczne. To zjawisko przyspieszenia skutkuje „ugadżetowieniem‖
naszego życia, a każda kultura rozprzestrzenia się przede wszystkim
dzięki swoistej konkretyzacji w sferze materialnej (Burszta 2005, s.
2). Kicz zaspokaja nie tylko potrzebę konsumpcji, ale także bardzo
wiele innych potrzeb człowieka, jak chociażby dążenie do takiego
urządzenia „swojego świata‖, aby był przytulny. Na różnorodność
cech, jakie pomieścić w sobie może kicz, wskazuje 5 zasad, które wg
Abrahama Molesa (1978) rządzą tym zjawiskiem. Składają się na nie
przede wszystkim niedostosowanie, traktowane jako przekraczanie
157
zasad funkcjonalności i logiki, kumulacja będąca w tym ujęciu dąż-
nością do gromadzenia w jednym przedmiocie różnych funkcji i róż-
nych elementów dekoracyjnych oraz synestezja, którą w tym kontek-
ście rozumie się jako próbę oddziaływania na wiele zmysłów jedno-
cześnie. Ponadto niezwykle istotną cechą kiczu, zdaniem francuskiego
badacza jest zwrot w stronę przeciętności, przez co wszystko, co się z
nim wiąże znajduje się zawsze w połowie drogi pomiędzy tym co
akceptowane, a tym co pociąga nowością, jednak bez możliwości
wchłonięcia skrajnych idei awangardy. Nie można także pominąć
zasady komfortu, który sprawia, że kicz chętnie unika wszystkiego,
co trudne i niewygodne. Elementy te występują oczywiście w różnym
natężeniu i w różnych konstelacjach, i zmieniają się chociażby w za-
leżności od ogólnych skłonności kultury. Oczywiście „tendencja ki-
czowa‖, jak ją określił Abraham Moles (1978, s. 101) nie jest wyna-
lazkiem tylko naszych czasów. Jej istnienie uznać bowiem można za
sukces kultury mieszczańskiej, która bez żadnych rozwiązań siłowych
podbiła naszą planetę (Moles 1978, s. 218-219), choć oczywiście je-
żeli weźmiemy pod uwagę wartości estetyczne, to kicz jest raczej tym
czynnikiem, który dzieli niż integruje. O tym, że potrzeba kiczu ist-
niała w każdej epoce decydowała także potrzeba poczucia bezpieczeń-
stwa „wobec zdarzeń świata zewnętrznego, aprobata samego siebie,
akceptowanie sposobu życia i systemu ekonomicznego opartego na
zachowaniu i twórczym gromadzeniu kapitału, towarów, przedmio-
tów, posiadanie jako wartość podstawowa‖ (Moles 1978, s. 101).
Zresztą kicz nie tylko określa podejście człowieka do rzeczy i este-
tyczne stosunki ludzi z otoczeniem, ale przede wszystkim wskazuje
sposób, w jaki przekładają się one na realizowane strategie życiowe.
Może więc „kiczowate‖ pamiątki z podróży niosą ze sobą więcej wia-
domości o współczesnym człowieku, niż mogłoby nam się na pierw-
szy rzut oka wydawać, a ich niejasna funkcjonalność obrazuje glo-
balną tendencję kiczową, która przejawia się we wszystkich aspektach
naszego życia.

Pamiątki z przeszłości
Jak pisał Dean MacCannell (2002, s. 21), struktura
nowoczesnego świata jest tożsama z konstrukcją, na jakiej opierają się
atrakcje turystyczne, ponieważ i w jednym i w drugim przypadku
różne ich elementy są znacznie przemieszczone poza naturalny,
historyczny i kulturowy kontekst a przez to świetnie dopasowują się
158
do współczesności. Im zróżnicowanie jest większe, tym atrakcja czy
związana z nią pamiątka turystyczna, odbierana jest jako bardziej
interesująca i nie ma dla turystów żadnego znaczenia, iż jest zupełnie
oddzielona od ludzi, którzy byli jej twórcami oraz miejsc, w których
powstała. Równocześnie złamana zostaje solidarność wewnętrzna
grup, do których kultury wytwory te pierwotnie należały, a
wyswobodzeni z więzów tradycji ludzie trafiają do świata
nowoczesnego, gdzie jako turyści mogą próbować odkrywać czy
rekonstruować dziedzictwo kulturowe bądź tożsamość społeczną.
Globalizacja stymuluje procesy rozwoju turystyki, a przez to zmienia
kontekst symboliczny przeszłość. Przeszłość jakby się rozszerza, jest
po prostu globalna. Pytaniem zasadniczym jest, czy przeszłość
globalna ma jakieś znaczenie poza atrakcyjnością turystyczną.
Dlaczego autentyczność pamiątki jest taki istotna, czy chodzi tylko o
mocniejszy dowód bycia w elitach globalnego świata, czy też może
jest tu jakaś relacja do postrzegania przeszłości. Relacja w sensie
głębszego (czyli wyabstrahowanego) znaczenia przeszłości. Bo
przecież, o czym była już mowa powyżej, każde społeczeństwo
zawiera w sobie w sposób nieunikniony inne społeczeństwa, także te z
przeszłości. Zazwyczaj ludzie z nostalgią, swoistym senty-
mentalizmem odnoszą się właśnie do przeszłości, która z perspektywy
wydaje się bardziej uporządkowana, sprawiedliwa i przyjazna. Być
może więc z tego także powodu, wśród społeczeństw współczesnych
taką popularnością cieszą się zabytki związane z przeszłością. Być
może to właśnie upadek lokalnych tradycji i „tęsknota za reliktami
życia sprzed industrializacji‖ (MacCannell 2002, s. 129) sprawiają, że
tak prężnie rozwija się turystyka, szczególnie związana z „odkrywa-
niem przeszłości‖. To właśnie główne atrakcje turystyczne – zabytki
archeologiczne i architektoniczne, są dowodem na to, że dzieła czło-
wieka mogą się przeciwstawić niszczącym siłom natury. Tradycja cały
czas jest obecna w naszym sposobie myślenia, jednak coraz częściej
pełni jedynie funkcje służebne, będąc urozmaiceniem codzienności,
barwnym akcentem nadającym swoistego kolorytu czy też głębi
współczesności albo po prostu zaspokajając nasze nostalgiczne ka-
prysy. Podobnie jest z pamiątkami, szczególnie pamiątkami z po-
dróży, w których głęboko zaszczepiona jest „intymna pamięć przeży-
tych chwil‖ (Kowalski 2004, s. 118). Nasz codzienny świat pełen jest
przecież najróżniejszych rzeczy, które przypominają nam ważne
chwile, są niejako obdarowane magiczną wiedzą i stają się przez to
159
swoistymi drogowskazami pamięci. Być może wielu kolekcjonerów
podróżniczych pamiątek żyje w nie do końca uświadamianym przeko-
naniu, iż są stwarzani przez wszystkie przedmioty, które w ciągu życia
udało im się zgromadzić. Podobnie rzecz ma się z pamiątkami z prze-
szłości – także one, jak każdy skrawek kultury materialnej mogą być
dla nas świadectwem „autentycznych doznań gdzieś i kiedyś odczu-
walnych‖. (MacCannell 2002, s. 226). A więc współczesny świat cha-
rakteryzuje się tym, że „postmoderniści przeskakują na jedną stronę –
do świata bez historii, podczas gdy turyści skaczą na drugą: tam gdzie
to się działo‖ (MacCannel 2002, s. XVIII). To jakby ukryta struktura
mityczna w naszym postrzeganiu i funkcjonowaniu w świecie, „znaj-
dujemy swoistą przyjemność w odtwarzaniu, reprodukowaniu prze-
szłości‖ (Gajewska 2005, s. 162), a przeszłość jawi się tu jako mi-
tyczna kraina szczęśliwości, do której tak chętnie wracamy.

Wykaz cytowanej literatury:

Bauman Z. (2000), Globalizacja. I co z tego dla ludzi wynika, War-


szawa: Państwowy Instytut Wydawniczy.
Bauman Z. (2000b), Ponowoczesność jako źródło cierpień, War-
szawa: Wydawnictwo Sic!.
Burszta W. J. (2005), Kultura gadżetu, Katalog wystawy Kicz – mię-
dzy wstydem a zachwytem,
http://www.muzeumslaskie.netpr.pl/notatka_47707.html.
Gajewska G.
Hamilakis Y. (2000), No Laughing Matter: Antiquity in Greek politi-
cal cartoons, Public Archaeology, vol. 1, nr 1, 57-72.
Holtorf C., Schadla Hall T. (1999), Age as artefact: on archaeological
authenticity, European Journal of Archaeology, vol. 2, no. 2, s.
229-248.
Isański J. (2005), Autentyczność przyjemności. Autentyczność pa-
miątki turystycznej, W: Kultura przyjemności. Rozważania
kulturoznawcze, J. Grad, H. Mamzer (red.), Poznań:
Wydawnictwo Naukowe, s. 131-143.
Jasiewicz K., Olędzki Ł. (2005), Od nostalgii do fascynacji – do-
świadczanie przeszłości, W: Kultura przyjemności. Rozważania
kulturoznawcze, J. Grad, H. Mamzer (red.), Poznań: Wydawnic-
two Naukowe, s. 183-208.
160
Kowalski P. (2004), Popkultura i humaniści. Daleki od kompletności
remanent spraw, poglądów i mistyfikacji, Kraków: Wydawnictwo
Uniwersytetu Jagiellońskiego.
MacCannell D. (2002), Turysta. Nowa teoria klasy próżniaczej, War-
szawa: Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA S.A..
Mamzer H. (2002), Tożsamość w podróży. Wielokulturowość a
kształtowanie tożsamości jednostki, Poznań: Wydawnictwo Na-
ukowe UAM.
Moles A. (1978), Kicz czyli sztuka szczęścia. Studium o psychologii
kiczu, Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy.
Ogonowska A. (2004), Globalizacja. Sylwetki bohaterów ponowocze-
sności, Kultura popularna, 1/2004, s. 7 – 14.
Sałaciński i inni (2004), Działania Polski na rzecz ochrony dziedzic-
twa kulturalnego Iraku, Warszawa: Ministerstwo Kultury.
Tarkowski A. (2004), Radosna rewolucja, wolna kultura, Obieg, nr 2
(70), s. 10-20.
Tilley Ch. (1999), Metaphor and Material Culture, Oxford: Blackwell
Publishers.

161
Kinga Vorbrich
Instytut Prahistorii UAM
Poznań

Folklor i archeologia. Çatalhöyük, czyli przeszłość w życiu i świa-


domości mieszkańców Küçükköy.

“Value and importance given to the past and its re-


mains depend on its significance for the present”
P. J. Ucko (1989, s. XV)

Archeologia a folklor

Archeologia i archeolog nie egzystują w kulturowej próżni


(Shankland 1999, s. 140). Zarówno badacz jak i dyscyplina funkcjo-
nują w szerszym kontekście, którego istnienia należy jednak nie tylko
mieć świadomość, ale również szanować (Layton 1989, s. 8) i wyko-
rzystywać. Zarówno archeolog jak i każda osoba spoglądająca w prze-
szłość – niezależnie czy robi to w związku z wykonywanym zawodem
czy prywatnie – buduje jej idee i obrazy na podstawie elementów do-
stępnych w teraźniejszości (Gazin-Schwartz, Holtorf 1999, s. 3). Po-
przez owe idee i obrazy nadajemy znaczenie przeszłości – a właściwie
znaczenia, bowiem będą się one różnić w zależności od perspek-
tywy, którą się posługujemy (świadomie bądź nie). Amy Gazin-
Schwartz i Cornelius Holtorf (1999, s. 3) twierdzą, iż „patrzymy na
przeszłość przez soczewki teraźniejszości‖, a „archeologia i folklor są
dwiema z wielu soczewek, poprzez które przeszłość otrzymuje zna-
czenie‖1. Autorzy widzą również szansę znalezienia na przecięciu
dwóch powyższych dyscyplin nowych soczewek, które pozwolą na
„stworzenie alternatywnych obrazów ludzkich historii‖ (Gazin-
Schwartz, Holtorf 1999, s. 3).

Folklor i jego obecność w archeologii

Jak jednak zdefiniować folklor? Opublikowany w 1949 roku


przez M. Leach „The Standard Dictionary of Folklore, Mythology and

1
Tłumaczenia wszystkich obcojęzycznych cytatów zawartych w tekście
wykonane zostały przez autorkę.
162
Legend‖ zawiera 21 definicji folkloru i jak podsumowuje V. Newall
(1980, s. XV) żadna z definicji nie jest powszechnie akceptowana.
Jednak współcześni folkloryści skłaniają się ku szerszemu rozumieniu
folkloru, zwracając uwagę na różnorodność tradycyjnych praktyk,
przez które grupy ludzkie określają się oraz definiują. A. Gazin-
Schwartz i C. Holtorf (1999, s. 6) zwracają uwagę, iż w przeszłości
folklor w potocznym rozumieniu ujmowany był jako wiara i tradycja
grup poniżej poziomu „kultury wysokiej‖. Badacze proponują jednak
rozszerzenie powyższego rozumienia folkloru tak by swym zasięgiem
obejmował on już nie tylko baśnie, opowieści, nazwy, ceremonie czy
rytuały, lecz również kulturę materialną, społeczne zwyczaje czy
działalność artystyczną związaną z grupą. Dzięki temu, otwiera się
możliwość podejmowania pełniejszych interdyscyplinarnych działań.
Posługując się tak szerokim rozumieniem folkloru dostrzec
można różne jego wcielenia funkcjonujące w archeologii. Robert
Layton wyróżnia trzy podejścia przejawiane obecnie na tym polu
przez badaczy (1999, s. 32-33) i jako pierwsze wskazuje ożywienie
„wcześniejszego‖ traktowania folkloru i tradycji ustnej jako źródła
informacji dotyczących materialnych pozostałości przeszłości – np.
ich lokalizacji (Holm 1999, s. 221; Powell, Dockhall 1995, s. 350-
351). Kolejnym podejściem przedstawionym przez Laytona, które
wydaje się wciąż najczęstsze – jest poszukiwanie analogii etnoarche-
ologicznych dla sytuacji pradziejowych (Blake 1999; Hodder 2001, s.
107-1202). Antropologia może jednak wnieść do myśli archeologicz-
nej więcej niż „tylko‖ etnoarcheologię, która skupia się zazwyczaj na
przedstawianiu porównań z materiałem archeologicznym (Shankland
1999, s. 140). Może wnieść antropologiczny sens społeczny, w któ-
rym działania społeczności postrzegane są w szerszym kontekście
całościowego życia społecznego. W zgodzie z tym twierdzeniem
Shanklanda, Layton widzi więc trzecie ujęcie folkloru, w którym jest
on „lustrem‖ służącym dostrzeżeniu archeologicznych subiektywności
i będącym jednocześnie źródłem refleksji nad tzw. wiedzą naukową.
Folklor zapewnia więc inną perspektywę, odmienne ujęcie, skierowa-

2
Ian Hodder zauważa, że metody etnoarcheologii powinny skłaniać się ku
badaniom kultur z ich „wnętrza‖- poprzez uczestnictwo i analizy historyczne.
Stwierdza, iż etnoarcheologia powinna w większym stopniu przyswoić
metody antropologii, etnografii i etnohistorii, upodabniając się do tych
pokrewnych dyscyplin (Hodder 1999, s. 120).
163
nie zainteresowania na elementy, które archeologom umykają (Gazin-
Schwartz, Holtorf 1999, s. 16) lub pierwotnie wydają się nieistotne,
bowiem „konwencjonalna zachodnia archeologia nie bierze ich pod
uwagę‖ (Layton 1989, s. 10). W tym właśnie podejściu mieszczą się
badania antropologiczne prowadzone w ramach Çatalhöyük Research
Project w wiosce Küçükköy znajdującej się w neolitycznego stanowi-
ska archeologicznego Çatalhöyük w Centralnej Anatolii w Turcji
(Layton 1999, s. 33).

Cztery strony... świadomości

Badania nad folklorem i wykorzystanie go w archeologicznej


praktyce wymagają jednak konkretnej świadomości – ostrożności w
formułowaniu wniosków, a jednocześnie otwartości na nowe spojrze-
nia. A. Gazin-Schwartz oraz C. Holtorf wysuwają cztery istotne prze-
konania (1999, s. 4) – można wręcz powiedzieć, iż są to założenia –
dotyczące interakcji archeologii i folkloru. Autorzy zaznaczają więc
po pierwsze, że nie należy przypisywać folklorowi właściwości prze-
kazywania dokładnych i wiarygodnych reprezentacji przeszłych wie-
rzeń, zachowań czy wydarzeń, dodając jednak, iż kwestia ta nie doty-
czy jedynie folkloru, lecz także samej archeologii, w której przeszłość
postrzegana jest oczyma ludzi współczesnych (Gazin-Schwartz, Hol-
torf 1999, s. 5). Folklor natomiast „daje nam szersze rozumienie prze-
szłości jako postrzeganej, zapamiętywanej oraz podlegającej nadawa-
niu znaczenia przez ludzi żyjących zarówno w przeszłości jak i w
teraźniejszości‖ (Gazin-Schwartz, Holtorf 1999, s. 5). Nie można za-
pominać jednocześnie o symbolice przekazu i mitologicznym języku
opowieści, które często mają przekazywać wiedzę nie tyle na temat
faktów z przeszłości, ile jej znaczenia (Gazin-Schwartz, Holtorf 1999,
s. 13). Z tego powodu Gazin-Schwartz oraz Holtorf radzą przyglądać
się opowieściom właśnie pod kątem znaczenia, a nie faktów, bowiem
to ono zapewnia opowieści przekaz, a nie historyczna dokładność
(Thompson 1988, s. 113). Folklor nie może być więc rozważany w
kategoriach prawdy i fałszu, choć nie można mu odmówić właściwo-
ści konserwujących, które prowadzą do zachowywania w pamięci
pewnych wydarzeń czy praktyk przez nieraz długi czas (Gazin-
Schwartz, Holtorf 1999, s. 14; Holm 1999, s. 221). Fakt ten wykorzy-
stywany jest na przykład przy badaniach prowadzonych na cmenta-
rzach (Powell, Dockall 1995, s. 350-351). Jednak „podobnie jak inne
164
przedmioty kultury, folklor mówi wieloma głosami i narasta poprzez
różnorodne aspekty swej historii – w każdej jej fazie‖ (Gazin-
Schwartz, Holtorf 1999, s. 14) przez co wymaga krytycznego podej-
ścia.
Drugim ważkim aspektem podnoszonym przez Gazin-
Schwartz oraz Holtorfa jest kwestia sposobu w jaki archeologiczne
zabytki, stanowiska czy artefakty były (oraz są) rozumiane we
„względnych ludzkich światach‖ oraz jak były (oraz są) wykorzysty-
wane przy konstruowaniu tożsamości zbiorowej. Zgodnie z założe-
niami archeologii interpretatywnych przeszłość jest kreowana przez
każdego kto interpretuje pozostałości materialne lub składowe tradycji
– niezależnie czy występują one w postaci folkloru czy studiów ar-
cheologicznych (Gazin-Schwartz, Holtorf 1999, s. 5). Z tego powodu,
jak podkreślają autorzy, przeszłość ta jest istotnym czynnikiem wpły-
wającym na rozumienie krajobrazu kulturowego i ludzkich tożsamości
w jego ramach3. J. Widdowson zwraca uwagę na swoistą dychotomię
tradycyjnych cech (zaliczyć tu moża także cechy krajobrazu) w
kształtowaniu tożsamości zbiorowej. Cechy te z jednej strony mają
właściwości integrujące – wewnątrz grupy – a z drugiej strony wyróż-
niające - pomiędzy grupami (Widdowson 1980, s. 445). Widdowson
podkreśla także właściwą – można rzec – każdemu człowiekowi po-
trzebę nazwania pewnego miejsca domem (Widdowson 1980, s. 449).
O kulturowej roli przestrzeni mówi także Marek Ziółkowski, który
stwierdza, iż kulturowe wzory reakcji przekazywane są także w sto-
sunku do obiektów przestrzennie umiejscowionych, do których (obok
obiektów naturalnych oraz ludzi i ich czynów) zalicza „materialne
wytwory ludzkie o charakterze nieruchomości‖ (1991, s. 61-62). Au-
tor stwierdza dalej, iż:

„elementy umiejscowione przestrzennie determinują prawie bez reszty


pojęcie ojczyzny prywatnej, są też niezbywalnym składnikiem pojęcia oj-
czyzny ideologicznej jako własności zbiorowej‖.

Rozwijając problematykę znaczenia zabytków i stanowisk ar-


cheologicznych, Gazin-Schwartz i Holtorf zauważają również, że
spoiwem pomiędzy folklorem a archeologią są ludzkie doświadcze -
nia. Folklor pozwala wykroczyć poza pytania o „co‖ i „kiedy‖, a za-

3
Por. także: Layton 1989, s. 8.
165
stanowić się nad tym „jak‖ zdarzenia były doświadczane przez osoby
w nich uczestniczące, zapamiętywane przez ich potomków oraz „jak‖
owe „wspomnienia wpływały na tworzenie, zachowywanie i niszcze-
nie zabytków w krajobrazie‖ (Gazin-Schwartz, Holtorf 1999, s. 14-
15)4. Kwestie wiarygodności i znaczenia w stosowaniu folkloru w
archeologii prowadzą do kolejnego założenia wysuniętego przez Ga-
zin-Schwartz i Holtorfa, stwierdzającego że folklor – podobnie jak i
materiały archeologiczne – wymaga przeprowadzenia analiz i do-
piero wówczas można oczekiwać prawdopodobnych interpretacji dla
danych archeologicznych (Gazin-Schwartz, Holtorf 1999, s. 5, 15).
Formułując ostatnie – czwarte - przekonanie na temat współ-
istnienia archeologii i folkloru, autorzy zwracają uwagę, iż archeolo-
giczne badania zabytków i stanowisk koncentrują się na momencie ich
powstania i intensywnego użytkowania, a pomijany jest aspekt trwa-
nia (szczególnie istotny w odniesieniu do zabytków o własnej formie
krajobrazowej) aż do czasów współczesnych. Folklor „odbija‖ więc
zarówno część późniejszych (ale dla współczesności nadal należących
do przeszłości) interpretacji stanowisk archeologicznych, jak również
odzwierciedla współczesne rozumienie zabytków (Gazin-Schwartz,
Holtorf 1999, s. 5, 15). Stanowiska archeologiczne i zabytki mają
bowiem własne historie życia i mogą być przedmiotami (a może i
podmiotami) swoistych biografii (Holtorf 1998, s. 23-25, 34; Cha-
pman 1997, s. 147-148). Wyróżnić w nich można konkretne etapy
życia zabytków (Holtorf, s. 25-34), które stają się „widocznymi zna-
kami przeszłości w krajobrazie‖ (Holtorf, s. 34)5. „Wartość kulturowa
zabytków‖ kreowana jest zatem przez wieki, będąc wynikiem i sumą
nabudowujących się wraz z upływem czasu znaczeń im nadawanych
(Gazin-Schwartz, Holtorf 1999, s. 10). Podobnie jak artefakty oraz
stanowiska archeologiczne należą do wszystkich czasów, które nastą-
piły po ich wytworzeniu lub zbudowaniu, tak folklor należy do
wszystkich czasów, przez które przeszedł (Gazin-Schwartz, Holtorf
1999, s. 16).

4
Por. także: Champion, Cooney 1999, s. 196-197.
5
Zob. także artykuł J. Chapmana (1997), w którym omawia koncepcję miejsc
jako znaków czasu (―timemarks‖).
166
Czas

Czas w archeologii jest przedmiotem szczególnego zaintere-


sowania, co przejawia się w wadze przywiązywanej do datowań -
zarówno względnych jak i bezwzględnych (Gazin-Schwartz, Holtorf
1999, s. 15) i na tym polu zaznacza się wyraźna różnica w zestawieniu
z ujęciem zauważalnym w folklorze (Burström 1999, s. 35). W folklo-
rze istotny jest, nie czas, lecz miejsce i znaczenie przedmiotu – w tym
przypadku zabytku lub stanowiska archeologicznego. Jak stwierdzają
Gazin-Schwartz oraz Holtorf, nie oznacza to jednak, iż folklor jest
obojętny wobec tego wymiaru lub, że zaprzecza jego istnieniu (1999,
s. 15). Czas biegnie tam jednak inaczej niż w świecie archeologii –
może nie płynąć wcale, może biec szybciej, a nawet cofać się. Z dru-
giej strony często pojawia się czas nieokreślony, wyrażany przez frazę
„pewnego razu‖, po której zdarzenia następują jednak w sekwencji
pewnego odcinka czasu – np. dnia lub tygodnia. Zabieg ten ma na celu
oswojenie słuchacza z „bezczasowością wieczności‖ (Gazin-
Schwartz, Holtorf 1999, s. 15-16) poprzez wprowadzenie do opowie-
ści elementów rozpoznawalnych i znajomych. Ma to oczywiście duże
znaczenie dla archeologii bowiem wskazuje, że istnieje więcej niż
jeden sposób myślenia o czasie. Na stanowiskach archeologicznych
czas może więc biec swoim (innym) tempem, dzięki czemu miejsca te
należą do czasu alternatywnego i otrzymują swe znaczenie w krajo-
brazie sprawiając, iż ów alternatywny czas staje się dostępny „zwy-
kłym ludziom‖(Gazin-Schwartz, Holtorf 1999, s. 16). Mogą więc być
bramą do innego, podziemnego świata.

Inny głos

Archeolodzy przejawiają – zdaniem Roberta Laytona (1989, s.


18) – prawie samobójczy egocentryzm i należy nieustannie pamiętać,
iż nie są oni/my jedynymi ludźmi, zainteresowanymi przeszłością.
Archeolodzy skupiają się często na pewnych aspektach (np. na kon-
kretnym rodzaju materiału źródłowego), a teorie naszej dziedziny
podlegają zmianom przenoszącym akcent na inne elementy. Podobnie
selektywne – według Laytona – są koncepcje tubylcze, skupiające
uwagę na szczególnych kwestiach. Poglądy Laytona podziela P. J.
Ucko zauważając, iż potoczne przekonanie, że jedynie zachodni histo-
rycy i archeolodzy przejawiają prawdziwe zainteresowanie przeszło-
167
ścią jest zupełnie nie do przyjęcia (Layton 1999, s. XIV). Autor pod-
waża tym samym przekonanie archeologów o ich pierwszorzędnym
prawie do materialnych pozostałości przeszłości. Michael G. Mi-
chlovic (1990, s. 104) podnosi na tym polu też inną kwestię, zauwa-
żając, że obronna reakcja archeologii wynika częściowo z obawy
przed utratą dotacji finansowych, w sytuacji gdy nie będzie ona miała
już monopolu na badanie przeszłości i mówienie o niej. Autor za-
uważa również, że „folk archaeology‖ (jak ją nazywa) pozwala arche-
ologom na ujęcie swego przedmiotu badań w kategoriach politycz-
nych. Dzięki temu archeologia nie zajmuje się już jedynie „kamie-
niami i kośćmi‖, lecz „staje się częścią szerszej socjo-politycznej
sceny‖(Michlovic, s. 104).
Idąc dalej, Victor Raharijaona (1999, s. 191) pyta wręcz „co
dokładnie archeolodzy mogą zaproponować grupie kulturowej, która
posiada już wystarczającą i odpowiednią wersję własnej historii?‖.
Dialog ten nie jest łatwy i jak stwierdza Michlovic:

„Folk archaeology represents a challenge to archaeology‘s monopoly


on interpretation of the past, and it is to this threat that archaeologists
are responding‖
(Michlovic 1990, s. 103)

Zobaczmy, w jaki sposób dzieje się to w Çatalhöyük i Küçükköy.

Çatalhöyük i Küçükköy

Stanowisko archeologiczne Çatalhöyük leży na terenie Turcji


w Centralnej Anatolii, na płaskowyżu znanym jako Równina Konyn-
ska (ang. Konya Plain) na wysokości ok.1000 m n.p.m. Stanowisko o
formie tellowej6 i powierzchni 21 ha (Bahn 1992, s. 494) składa się z
dwóch wzniesień – Wschodniego (East Mound) oraz Zachodniego

6
Tell – w języku arabskim ‗wzniesienie‘, ‗wzgórze‘, lecz słowo wywodzi się
jeszcze z języka akadyjskiego – ‗tilu‘ (Shaw, Jameson 1999, s. 566). Jest to
wzniesienie pochodzenia antropogenicznego, powstałe w wyniku akumulacji
nawarstwień kolejnych faz osadniczych na stanowiskach o zabudowie z cegły
mułowej. Telle występują zatem na terenie południowo-wschodniej Europy,
zachodniej Azji i północnej Afryki. Odpowiedniki nazwy używane w
językach w Persji, Egipcie i Turcji, to kolejno ‗kom‘, ‗tepe‘ oraz ‗hüyük‘
(oboczna forma höyük). Zob. także artykuł D.W. Bailey‘a (2003).
168
(West Mound), na którym prowadzone są badania warstw chalkoli-
tycznych. Większość prac koncentrowała sie jednak (i nadal koncen-
truje) na Wzgórzu Wschodnim, w większości neolitycznym7, gdzie
sekwencja warstw kulturowych o miąższości 20 metrów uzyskała
szereg datowań radiowęglowych od 6400 BC do 5600 BC (Hodder
2000, s. 3)8.
Stanowisko badane po raz pierwszy w latach 1961-1965 pod
kierownictwem Jamesa Mellaarta (Mellaart 1967) szybko zyskało
międzynarodową sławę nie tylko dzięki swemu rozmiarowi oraz zło-
żoności osiągniętym w tak wczesnym okresie poza obszarem Żyznego
Półksiężyca9, lecz także ze względu na odkrytą na stanowisku sztukę
(malowidła, rzeźbę, sztukę figuralną). To właśnie ona sprawiła, iż
pomimo zlokalizowania w ostatnich 30 latach istotnych stanowisk o
wczesnym datowaniu na terenie Turcji oraz Bliskiego Wschodu, Çat-
alhöyük nie straciło swego centralnego znaczenia (Hodder 2000, s. 3).
Do badań na stanowisku powrócono w roku 1993 w ramach Çatalhö-
yük Research Project działającego pod egidą British Institute of Ar-
chaeology w Ankarze, a kierowanego przez Iana Hoddera. Projekt o
międzynarodowym zasięgu i interdyscyplinarnej strukturze rozrasta
się z każdym rokiem, gromadząc zarówno archeologów prowadzących
badania terenowe jak i specjalistów licznych dziedzin (m.in. antropo-
logów fizycznych oraz kulturowych, archeozoologów, paleobotani-
ków, mikromorfologów, konserwatorów, ceramologów, filmowców i
fotografików), którzy przeprowadzają analizy równocześnie z wyko-
nywanymi pracami wykopaliskowymi, co zapewnia swobodniejszy
przepływ myśli i informacji. W projekcie uczestniczą ekipy oraz ba-
dacze m. in. z Wielkiej Brytanii, USA, Turcji, Grecji, Serbii, Nowej
Zelandii oraz od sezonu 2001 – z Polski. Polska ekspedycja o nazwie
Team Poznań (TP) kierowana przez prof. dra hab. Lecha Czerniaka
oraz dra Arkadiusza Marciniaka prowadzi badania w wykopie zlokali-
zowanym niemalże na kulminacji tellu, eksplorując najpóźniejsze
warstwy zasiedlenia Wzgórza Wschodniego.
Çatalhöyük leży ok. 45 km od dużego miasta- Konya, 11 ki-
lometrów od miasteczka – Çumra oraz ok. 2 km od najbliższej wioski

7
Ekspedycja polska eksplorowała również w sezonach 2001-2004 warstwy
bizantyjskie, rzymskie oraz hellenistyczne.
8
Zob. także tablicę chronologiczną J. Mellaarta (Mellaart 1967, s. 52).
9
Centrum udomowienia zwierząt i roślin na Bliskim Wschodzie.
169
– Küçükköy. Osada ta składa się z około 100 domostw leżących
wsród bardzo żyznych (Anatolia zwana jest ‖spichlerzem Turcji‖) pól
i gdzie średnia powierzchnia gospodarstwa wynosi około 30 donum10.
Mieszkańcy Küçükköy uprawiają m.in. zboża, buraki cukrowe, me-
lony, fasolę, a także wielu hoduje zwierzęta – głównie owce oraz
krowy. Dotyka ich jednak coraz poważniejszy problem obniżania się
lustra wód gruntowych utrudniający uprawę, a jednocześnie stano-
wiący zagrożenie dla warstw archeologicznych Çatalhöyük.
Większość rodzin reprezentuje strukturę patrylinearną oraz
patrylokalną i jedno gospodarstwo zamieszkuje najczęściej rodzina
składająca się z pary małżonków, ich dzieci oraz jednego lub obojga
rodziców mężczyzny (Shankland 1996, s. 350). Pomimo iż gospodar-
stwa współpracują ze sobą i utrzymują różnorodne kontakty, każde z
nich stanowi jednak w znacznej mierze rolniczo niezależną jednostkę.
W centrum wioski znajduje się meczet, którego minaret i kopuła wi-
doczne są z daleka, (a śpiewy muezina nawołujące do modlitwy sły-
chać nawet na stanowisku) i który stanowi centrum życia społeczno-
ści. Naprzeciwko znajduje się rząd bardzo słabo zaopatrzonych skle-
pików oraz herbaciarnia. Jest to obszar unikany przez kobiety, nato-
miast zdominowany przez mężczyzn, z których starsi zbierają się na-
około meczetu, podczas gdy młodsi przesiadują w herbaciarni (Shan-
kland 1996, s. 350). W Küçükköy obowiązuje tradycyjny podział
pracy- mężczyźni zajmują się uprawą pól, obsługą i naprawą sprzętu
rolniczego, a kobiety pochłania utrzymywanie ogrodów, opieka nad
dziećmi oraz prowadzenie domu. W wielu kwestiach Küçükköy jest
więc typową środkowo-anatolijską wioską, której mieszkańcy zinte-
growani są z narodową gospodarką w stopniu wyższym niż rolnicy
mieszkający na wschodzie kraju, jednak wciąż nie na równi z obsza-
rami wybrzeża Morza Egejskiego (Shankland 1996, s. 350). Niektórzy
mieszkańcy wioski wyemigrowali do Konya, Istambułu lub Niemiec,
jednak większość z nich nadal prowadzi względnie dochodową pro-
dukcję rolną.

10
Oficjalnie miara o powierzchni 940 m², tradycyjnie obszar, jaki jeden
człowiek może zaorać w ciągu dnia przy pomocy pary byków (Shankland
1996, s. 356).
170
Antropologia w ramach Çatalhöyük Research Project

Zdaniem L.V. Grinsella przejawy folkloru powinny być reje-


strowane podczas każdych prac wykopaliskowych, a w „idealnej sytu-
acji‖, w każdej ekspedycji archeologicznej powinna uczestniczyć
osoba poświęcająca się jedynie temu zajęciu (Grinsell 1980, s. 215).
Çatalhöyük Research Project należy do tych „szczęśliwców‖, którym
do takiej „idealnej sytuacji‖ udało się doprowadzić. W latach 1995-
1997 badania antropologiczne mające na celu wyjaśnienie ekono-
micznych, społecznych i poznawczych nacisków wywieranych na
lokalną społeczność Küçükköy przez grupę archeologów prowadził
David Shankland (1999, s. 139). Interesowały go również różnorodne
sposoby, poprzez które krajobraz archeologiczny uzyskuje swe zna-
czenie. W ramach Çatalhöyük Research Project badania prowadziła
także Ayfer Bartu (1999), którą zajmowała koncepcja „etnografii
wielo-stanowiskowej‖ rozwijająca lansowaną w Çatalhöyük „wielo-
głosowość‖ w podejściu do stanowiska i swobodę wyrażania myśli i
odczuć na temat archeologii przez różne grupy.

Pierwsze wrażenie

Çatalhöyük przyciąga uwagę i zainteresowanie różnych grup i


instytucji w skali międzynarodowej, narodowej11 i lokalnej. W samej
tylko lokalnej sferze widocznych jest szereg nawiązań do stanowiska.
Przedstawiciele władz z pobliskiej Çumry zamieszczają bowiem wize-
runek najbardziej znanej figurki Bogini Matki z Çatalhöyük na bro-
szurach promocyjnych. W latach 70. oraz 80. trzy razy odbył się rów-
nież Çatalhöyük Melon Festival (Shankland 1996, s. 353), a doroczny
Festiwal Rolniczy w Çumrze otrzymał nazwę na cześć Çatalhöyük.
Natomiast lokalny klub sportowy przemianowany został na Çat-
alhöyük Çumra Sports Club (Bartu 2000, s. 101-103), a miejscowa
młodzieżowa radiostacja w swe logo wkomponowała wspomnianą już
figurkę Bogini Matki wraz z.... melonem (Shankland 1996, s. 354).
Çatalhöyük jest więc powszechnie wykorzystywane przez miejsco-
wych notabli i ludność miasteczka. Tym większe było zaskoczenie
Shanklanda, który na początku swych badań, pytając mieszkańców

11
Ataturk podkreślał na przykład bardziej anatolijskie niż muzułmańskie
korzenie narodu tureckiego (Shankland 1996, s. 352).
171
Küçükköy, w jaki sposób stanowisko wpłynęło na ich życie, otrzy-
mywał lakoniczną odpowiedź „Hic yok!‖ – co oznacza „Wcale!‖
(Shankland 2000, s. 168). Ponadto wielu mieszkańców wioski twier-
dziło, że wiedzę na temat stanowiska czerpali nie z jego – tak bli-
skiego przecież – sąsiedztwa, lecz ze szkolnych elementarzy (Shan-
kland 2000, s. 168). Shankland zauważa dalej, że możliwy jest tu błąd
występujący we wspomnieniach osób, które udzielając prymu „praw-
dziwej‖ wiedzy podręcznikowej, minimalizowały wagę własnych
doświadczeń. Badacz uważa, że fakt ten może być wskazówką nieod-
łącznych komplikacji towarzyszących próbom odniesienia zmian na-
stępujących w świecie mieszkańców wioski z archeologicznymi
działaniami.
David Shankland (2000, s. 168) stwierdza, że „rozsądnym
wydaje się podejrzewać, iż obecność dużej liczby obcokrajowców
może mieć ekonomiczny, społeczny i ideologiczny wpływ na wioskę –
nawet jeśli tylko z powodu pieniędzy płaconych robotnikom‖ pocho-
dzącym z wioski. Również Ayfer Bartu poddaje pod dyskusję kwestię
wpływu już samej obecności w sąsiedztwie projektu o takim zasięgu.
Stwierdza jednak, że:

„Konceptualizacja tego procesu poprzez model „wpływu‖ może być


niezwykle myląca. Model <<wpływu>> zakłada istnienie czystej,
statycznej społeczności i ludzi bez historii (Wolf 1982), którzy zaczną
się zmieniać z powodu obecności i wpływu ‗zachodniego‘ projektu w
okolicy. W rzeczywistości natomiast lokalni mieszkańcy wiosek są
częścią globalnego przepływu obrazów, przedmiotów i ludzi (poprzez
telewizję, imigracje oraz emigracje do i z Europy i Turcji). Przy zało-
żeniu nierównej siły relacji w ramach tych przepływów, lokalni
mieszkańcy mieli jednak pewną siłę działania w kształtowaniu i nego-
cjowaniu warunków tej interakcji.‖
(Bartu 2000, s. 105)

Oboje badacze mówią jednak o ekonomicznym wpływie, choć


raczej Shankland (2000, s. 168) rozumie go jako nikły, tłumacząc
jedynie czterema sezonami prac w latach 60. (w dodatku Mellaart
przywiózł własnych przyuczonych robotników), a także niewielkimi
szansami zarobkowania po ponownym otwarciu stanowiska w latach
90. Kwoty przepływające do wioski z projektu stanowią tylko mały
procent jej ogólnej ekonomii (Shankland 2000, s. 169), choć należy
zauważyć, że od czasu, gdy pisał on swój tekst (lato 1998) upłynęło 6
172
lat działania projektu, który z każdym sezonem się rozwija, co powo-
duje wzrastającą potrzebę zatrudniania dodatkowych robotników, a
więc i ów procent w ogólnej ekonomii wioski mógł ulec zmianie.
Shankland zauważa jednak, że osoby pracujące na stanowisku wywo-
dzą się najczęściej z najuboższych rodzin i dodaje, iż szczególnie gdy
dla projektu pracuje więcej niż jedna osoba z rodziny, po latach może
ona awansować w hierarchii społecznej wioski, nabywając dom lub
ziemię (Shankland 2000, s. 169) - stało się tak w przypadku wielolet-
niego strażnika zatrudnionego na stanowisku, który kupił dom w Ko-
nya. Ayfer Bartu wspomina zaś opowieść kobiety z Çumry przedsta-
wiającej wydatki opłacone z pensji otrzymywanej z Çatalhöyük –m.in.
zakup lodówki oraz świecidełek dla córki (Bartu 2000, s. 101). Pie-
niądze przepływające z projektu do wspólnoty mają więc znaczenie w
swym selektywnym wpływie, a w znacznie mniejszej mierze w ogól-
nej ekonomii wioski (Shankland 2000, s. 169).

Przeszłość w Küçükköy

Pomimo wstępnych przesłanek przemawiających za nikłym


zainteresowaniem stanowiskiem wśród mieszkańców Küçükköy,
Shankland dochodzi do wniosku, że w rzeczywistości interakcja po-
między mieszkańcami Küçükköy a zabytkami i dziedzictwem wypeł-
niającym ich otoczenie (krajobraz) istnieje, choć jest złożona, sub-
telna, a także tolerancyjna (Shankland 2000, s. 170). Wzgórza mogą
np. pełnić różne role zarówno w pracy (jako granice pól, źródło gleby
o pożądanych walorach), rozrywce (miejsce pikników) oraz sferze
duchowej (miejsce ulokowania współczesnych cmentarzy, rola w
opowieściach, jako mieszkanie duchów, diabłów). Okolica Küçükköy
obfituje także w liczne zabytki z okresu klasycznego, a ciosane ka-
mienie z tych czasów używane są m.in. jako elementy konstrukcyjne
domów lub dekoracje (Shankland 2000, s. 170); w centrum wioski
jeden z nich służy jako poidło dla zwierząt umiejscowione przy studni
- żurawiu.
Należy jednak pamiętać, że niezależnie z jakiego okresu za-
bytki pochodzą, żadnemu z nich nie można przypisać jednej, konkret-
nej wartości. Dotyczy to stanowisk, wzniesień, artefaktów, bowiem
proces nadawania krajobrazowi znaczenia nie jest ujednolicony. Kra-
jobraz archeologiczny pełni rolę wielorakich punktów mnemonicz-

173
nych12 zarówno dla reprezentacji indywidualnych jak i zbiorowych.
Nie można więc oczekiwać, ze ten sam zabytek dla każdej osoby bę-
dzie miał znaczenie lub, że owo znaczenie będzie takie samo (Shan-
kland 2000, s. 170).
Dziedzictwo kulturowe otaczające Küçükköy w najróżniej-
szych jego przejawach jest jednak wytworem także innych społeczno-
ści zamieszkujących to terytorium w przeszłości. Jaki może więc być
stosunek współczesnych mieszkańców do wytworów pozostawionych
przez poprzedników? Marek Ziółkowski wyróżnia cztery typy relacji
kultur w takiej sytuacji (Ziółkowski 1991, s. 63-65). Pierwszy z nich
dotyczy zabytków kulturowych należących do uniwersalnego, po-
wszechnego dziedzictwa całej ludzkości, powstałych zazwyczaj jesz-
cze przed wyłonieniem się istniejących grup etnicznych. Obiekty te
wywołują najczęściej stosunek neutralny, a niezmiernie rzadko odno-
szone są do nich zaimki „my‖, „nasz‖, jednak w rozumieniu ludzkości
jako całości, a nie konkretnej kultury lub kręgu kulturowego (Ziół-
kowski 1991, s. 64). Jako przykłady takich zabytków Ziółkowski
wskazuje megalityczne stanowisko Stonehenge lub malowidła z groty
Lascaux.
Drugą grupę zabytków stanowią elementy dziedzictwa grupy
kulturowej będącej bezpośrednią poprzedniczką (lub jedną z tako-
wych) grupy współczesnej. Sytuacja taka występuje w stosunku do
zabytków rzymskich, jednak nie tylko we Włoszech, lecz także w
Hiszpanii czy we Francji, gdzie poczuciu ciągłości towarzyszą rów-
nież poszukiwania przodków także w innych grupach, co przejawia
się w pewnego rodzaju synkretyzmie łączącym władców galijskich,
germańskiego Chlodwiga czy Karola Wielkiego.
Kolejną grupę tworzą zabytki, będące wytworem grupy, która
nie tylko nadal istnieje, ale i stanowi geograficzne i kulturowe są-
siedztwo współczesnych mieszkańców, jednak na skutek konfliktów
czy migracji została oddzielona od części swego dziedzictwa. W tym
przypadku interpretacja zabytków wiąże się bezpośrednio z proble-
mami współczesnych relacji.
Czwartym typem dziedzictwa wyróżnionym przez Ziółkow-
skiego są zabytki grupy kulturowej, która już bądź nie istnieje, bądź
egzystuje w oddaleniu, nie w bezpośrednim sąsiedztwie, nie stanowiąc
więc zagrożenia dla obecnych mieszkańców i nie rywalizując z nimi.

12
Mnemoniczny- związany z pamięcią, ułatwiający zapamiętywanie.
174
Wytwory te mają stanowić „zamkniętą historycznie kartę‖, nie mając
odniesienia do problemów współczesności i nie wzbudzając więk-
szych emocji (Ziółkowski 1991, s. 64). Jako przykład autor podaje tu
celtyckie zabytki w Europie oraz hetyckie w Turcji. Do tej kategorii
należałoby więc zaliczyć również neolityczne dziedzictwo Çatalhöyük
powstałe tysiąclecia temu. Czy Çatalhöyük jest jednak „zamkniętą
historycznie kartą‖? Co o samym Çatalhöyük oraz o swym pochodze-
niu sądzą mieszkańcy Küçükköy?

Korzenie

Zajmowanie się periodyzacją odległej historii czy prehistorii


nie jest częścią życia wioski, jednak jej mieszkańcy są świadomi ist-
nienia Imperium Ottomańskiego oraz faktu, że ziemię, którą oni teraz
uprawiąją, w przeszłości zamieszkiwali inni ludzie i grupy. Szczegól-
nie dobra jest jeszcze pamięć o populacji greckiej, która w roku 1923
została wysiedlona również z tych terenów13. Większość mieszkańców
Küçükköy nie buduje jednak ciągów zdarzeń i okresów w chro-
nologicznym bądź sekwencyjnym porządku. Część z nich nie stara się
nawet rozróżnić czy tell jest pochodzenia muzułmańskiego czy nie
(Shankland 2000, s. 170-171). Shankland zauważa również, że miesz-
kańcy Küçükköy osiadli na tym terenie od pokoleń mają własną wizję
przeszłości swej ziemi (na tej samej zasadzie, na której archeolodzy
mają własną), dla nich spójną i w jej ramach niektórym miejscom
(wzgórzom, stanowiskom) nadają znaczenie –ignorując inne - w taki
sposób, by współgrało to ze zbiorową wizją przeszłości (Shankland
1996, s. 355). Mieszkańcy Küçükköy są muzułmanami i w momencie,
gdy podnoszona jest kwestia ich powiązań ze stanowiskiem Çatal-
höyük, część z nich jest niechętna takim poczynaniom, wskazując na
figuratywną sztukę stanowiska będącą w konflikcie z zasadami ich
wiary. Twierdzą natomiast, że Grecy przesiedleni w latach 20. XX
wieku (a nazywani przez nich Rum) posiadali pola na tym obszarze i
to oni mogli być potomkami mieszkańców tellu (Shankland 1996, s.
355).
Co ciekawe mieszkańcy Küçükköy w większości (Shankland
2000, s. 170) pozytywnie wypowiadają się na temat powiązań z pozo-

13
Zob. także co pisze Marek Ziółkowski na temat wpływu przymusowych
przesiedleń – także Greków z Turcji (Ziółkowski 1991, s. 65).
175
stałościami pokrywającymi się częściowo z obszarem Çatalhöyük, a
które datowane są przez archeologów jako bizantyjskie, określając to
miejsce jako „dawną wioskę‖ i uważając jej mieszkańców za swych
przodków (Shankland 1996, s. 355). Miejsce to nazywają Efeköy, a
Shankland przytacza również opowieść z nim związaną, wyjaśniającą
pochodzenie Küçükköy. W czasach gdy Anatolię zajmowały małe,
nomadyczne, ale muzułmańskie państwa, na tym terenie mieszkał
przywódca (bey) ze swoim ludem i dwoma synami. Młodszy z nich
poróżniwszy się z bratem, opuścił wspólnotę i osiedlił się na miejscu
zwanym dziś Küçükköy. Po pewnym czasie ojciec wezwał go, stwier-
dzając, że nadszedł czas zawarcia zgody. Tak się też stało, jednak gdy
ojciec nalegał, by młodszy syn powrócił teraz do wspólnoty, skoro nie
ma już ku temu przeszkód, bohater odmówił, stwierdzając, że tam ma
już dom, ludzi, konie. Nazwa Küçükköy wywodzi się więc od „młod-
szego brata‖, który był założycielem osady. Sama nazwa składa się z
dwóch słów: „küçük‖ oraz „köy‖ – oznaczającego wioskę. ‗Küçük‘
natomiast można przetłumaczyć dwojako - jako „mały‖ (a więc by-
łaby to „Mała Wioska‖) lub „młodszy‖ – używany w sensie „młodszy
brat, siostra‖. Mieszkańcy Küçükköy używają nazwy swej wioski
właśnie w tym drugim znaczeniu. Podkreślają również, że ów młod-
szy brat dokonał słusznego wyboru, skoro Efeköy przestało istnieć,
podczas gdy Küçükköy rozwija się nadal.

Opowieści

Również inne miejsca i stanowiska mają swe miejsce w sze-


rokiej kosmologii mieszkańców Küçükköy. W ich opowieściach po-
jawiają się często elementy nadprzyrodzone, duchy tych, co odeszli,
diabeł. Dawni mieszkańcy mają bronić części z dużych wzniesień,
napełniając trwogą tych, którzy próbowali na nich kopać w poszuki-
waniu skarbów lub na przykład prowadzić orkę na ich terenie. Osoby
te doświadczyły m.in. nagłego zerwania się porywistego wichru lub
pojawienia się obcej osoby (Shankland 1996, s. 355). Shankland
przytacza także opowieść o pochówku dokonanym na Çatalhöyük.
Pochowano tam pewną kobietę imieniem Gülü, która za życia była

176
tancerką kadin oynatma14, utrzymywaną przez potężnego mieszkańca
Küçükköy. Żyła ona w odosobnieniu, organizując dla niego pokazy, a
po śmierci została pochowana na Çatalhöyük, gdzie jej grób podobno
wciąż się znajduje. Po pewnym czasie dwóch mężczyzn z wioski za-
kradło się nocą, by zrabować z grobu jej złote zęby. Wedlug ich rela-
cji, podczas rabunku kości z grobu zaczęły grzechotać, a przerażeni
mężczyźni uciekli. Następnego dni wrócili jednak, by zwrócić ukra-
dzione przedmioty i ponownie pochować szczątki Gülü (Shankland
2000, s. 171). Przyczyny pochowania jej na Çatalhöyük nie są jasne,
mógł to być przypadek, bądź próba oddzielenia jej od muzułmanów
również po śmierci ze względu na jej nieobyczajne życie. Mogła ona
również być z pochodzenia Rum, a Çatalhöyük łączone było z tą grupą
(Shankland 2000, s. 174).
Duchy nie muszą być jednak szkodliwe, niebezpieczne czy
przerażające. Wielu informatorów opowiadało Shanklandowi o poru-
szających się światełkach, które nocą (szczególnie w piątek) prze-
mieszczają się – tempem nieco szybszym od marszu – od jednego
wzgórza do drugiego. Najczęściej wymieniane są tu Çatalhöyük, Ağa-
damı i Kapıdalı. Światełka te uważane są za duchy świętych ludzi
(ermiş kişi), którzy zostali pochowani we wzgórzach, a teraz odwie-
dzają się wzajemnie. Niektórzy wierzą także, iż tylko święci ludzie są
w stanie zobaczyć owe światełka, które mogą być też widziane we
śnie lub udzielać pomocy żywym (Shankland 2000, s. 171).
Pomocy można również szukać zdaniem - nie tylko - miesz-
kańców Küçükköy u grobów ludzi, którzy „są bliżej Boga‖ (Allaha).
Osoby takie posiadały keramet (znak od Boga, zazwyczaj moc czy-
nienia cudów). Zdolność ta może być przekazywana z pokolenia na
pokolenie w ramach patrylineażu lub przetrwać w miejscu pochówku i
pomagać tym, którzy czczą grób zmarłego. W Anatolii znana jest cała
sieć takich grobów zwana tekke, a poszczególne groby często mają
swoją „specjalność‖ – szczególną skuteczność w konkretnej chorobie
lub trudności (Shankland 2000, s. 173). Najczęściej odwiedzanym w
Anatolii jest zapewne grób Mevlany15 w Konya, jednak i w okolicy
Küçükköy znajduje się szereg miejsc, w których owi święci ludzie są

14
Kadin oynatma – nazwa zwyczaju panującego dawniej w Küçükköy (jak i
w całej Anatolii), w którym tancerka występowała dla grupy mężczyzn
(Shankland, 2000, s. 171).
15
Mevlana – założyciel bractwa Tańczących Derwiszy (Mevlevi).
177
według tradycji pochowani. Dwa najważniejsze z nich znajdują się na
wzgórzach. Są to Süttekkesi (częściowo zniszczone i mniej już
czczone) oraz Tekkehöyük – wciąż otaczane czcią, odwiedzane w celu
odprawiania modlitw i przynoszenia części odzieży osób potrzebują-
cych pomocy (Shankland 2000, s. 174).

...a islam

Mieszkańcy Küçükköy są muzułmanami i w niektórych


aspektach ich wierzenia i praktyki wchodzą w konflikt z ich religią.
Shankland zauważa, że w islamie widać rozłam pomiędzy tymi, któ-
rzy wierzą w możliwość indywidualnej świętości, a przez to we
wpływ świętych osób (żywych lub zmarłych) otaczając je (oraz ich
groby) czcią oraz na tych, których wiara koncentruje się wokół me-
czetu i codziennych praktyk religijnych nakazanych przez Koran -
przy jednoczesnym odrzuceniu idei świętości pojedynczych osób
(Shankland 2000, s. 174). Ostatni z nich reprezentowany i krzewiony
jest w Küçükköy przez członków religijnej politycznej partii Fazilit
Partisi wspomaganych przez miejscowego imama. Zniechęcają oni
innych mieszkańców wioski od czczenia grobów świętych mężów czy
zostawiania tam części odzienia w nadziei na uzdrowienie. Shankland
dodaje, że owi politycznie aktywni mieszkańcy Küçükköy zdają się
być bardziej świadomi periodyzacji dziejów.
Warta uwagi jest również różnica jaka zachodzi w praktykach
religijnych pomiędzy przedstawicielami obu płci. Kobiety, które mają
mniej okazji do realizowania swej wiary w meczecie, na cmentarzu
czy w innych miejscach publicznych, przejawiają większe zaintereso-
wanie i zaangażowanie w te aspekty wiary, które politycznie aktywni
mężczyźni uznają za nie do zaakceptowania i nie będące w zgodzie z
ich ortodoksyjnym rozumieniem wiary i religijności. Kobiety częściej
więc zajmują się uzdrawianiem (ocak) oraz odwiedzają groby świę-
tych. Każdej wiosny odbywa się w Küçükköy święto Hidrellez, bę-
dące elementem anatolijskiego islamu, a którego częścią są odwie-
dziny świętych grobów i organizowanie pikników. Dla Küçükköy
miejscem pikniku było Çatalhöyük, gdzie kobiety mogły się udać i
być niewidoczne dla mężczyzn. Od czasu, gdy stanowisko zostało
ogrodzone, jest to już niemożliwe, a nowe miejsce nie zostało wy-
brane. Rodziny, których wiara nie jest politycznie naznaczona, zaczęły
więc chodzić razem na wspólne miejsce piknikowe, gdzie jednak ko-
178
biety i mężczyźni siedzieli odrębnie, ale jednocześnie w zasięgu
wzroku. Okazało się to nie do przyjęcia przez bardziej ortodoksyjne
rodziny, które nie biorą udziału w świętowaniu. W ten sposób zwy-
czaj, który pozwalał kobietom na realizowanie alternatywnego ‗folk-
lorystycznego‘ islamu w ramach społeczności stał się przyczyną jesz-
cze większej polaryzacji (Shankland 2000, s. 175). David Shankland
przestrzega przed generalizowaniem, jednak przewiduje wzrost orto-
doksyjności w regionie i, mimo że zmiany widzi jako stopniowe, to
‗nieortodoksyjne‘ elementy wiary będą - jago zdaniem – zanikać.
Proces ten może mieć również wpływ na postrzeganie wzniesień,
które zaczną być rozumiane jako stanowiska archeologiczne o kon-
kretnym miejscu w przeszłości, a wyłączone ze sfery sacrum, gdzie
obecnie się znajdują, a na co zezwala brak periodyzacji (Shankland
2000, s. 176).

‗Wielogłosowość‘

Çatalhöyük jest miejscem wprowadzania w życie nowych ar-


cheologicznych koncepcji i podejścia do przedmiotu badań. Ian Hod-
der wyróżnił cztery tematy podkreślane w strategiach realizowanych
na stanowisku (Hodder 2000, s. 9). Należą do nich ‗reflexivity‘ (re-
fleksyjność), ‗relationality & contextuality‟ (relacyjność oraz kontek-
stualność), ‗interactivity‘ (interaktywność) oraz ‗multivocality‘ (wie-
logłosowość), która dostrzega zainteresowanie przeszłością wyrażane
przez różne grupy domagające się również włączenia (na różne spo-
soby) w proces archeologiczny. W przypadku Çatalhöyük są to m.in.
lokalni i rządowi politycy, sponsorzy, tureccy oraz zagraniczni turyści
(wśród których wyróżnić można wyznawców ruchu New Age oraz
członków grup ‗Mother Goddess‘), a także internauci (angażowani w
dialog poprzez oficjalną stronę internetową stanowiska16 – istnieje
także szereg nieoficjalnych stron!) czy sprzedawcy dywanów z Konya
(uważający, że tradycyjne wzory anatolijskich dywanów mają swe
źródła w sztuce Çatalhöyük). Idea ‗multivocality‘ odnosi się także na
przykład do samych archeologów wywodzących się przecież z
różnych tradycji swej dyscypliny i różnych części świata, a także do
mieszkańców Çumry i wreszcie najbliższych stanowisku

16
Adres oficjalnej strony internetowej stanowiska Çatalhöyük:
http://catal.arch.cam.ac.uk.
179
mieszkańcow Küçükköy (Bartu 2000, s. 104; Farid 2000, s. 19;
Hodder 2000, s. 3-4, 10-11; Tringham, Stevanovic 2000 ).
Głos mieszkańców Küçükköy jest uważnie na stanowisku słu-
chany i uczestnicy projektu odnoszą się z szacunkiem do ich uwag i
opinii, o które są niejednokrotnie proszeni. Większość miejscowych
pracowników zatrudnionych na stanowisku pochodzi z Küçükköy, co
samo w sobie zapewnia już pewien kontakt między uczestnikami
projektu, a wioską. Czynione są jednak dalsze starania, by przybliżyć
Çatalhöyük mieszkańcom Küçükköy. Zorganizowano więc pokazy
slajdów (osobne dla mężczyzn, osobne dla kobiet), połączone z dys-
kusjami, a przedstawiające pracę na stanowisku, wykonywaną za-
równo przez archeologów, jak i przez zatrudnionych tam mieszkań-
ców Küçükköy (Bartu 2000, s. 106). Spotkało się to ze szczególnym
zadowoleniem tamtejszych kobiet pracujących na stanowisku, które
ucieszyły się, że wreszcie inni mieszkańcy wioski zobaczą, jak wy-
gląda ich praca i zakończy to krążące na ten temat plotki, a jednocze-
śnie będzie przyczyną wzrostu prestiżu.
Kolejnym projektem angażującym mieszkańców Küçükköy
było zorganizowanie przez kobiety pracujące na stanowisku wystawy,
która została umieszczona w muzeum znajdującym się u stóp tellu.
Pomysł ten inspirowany był częściowo koncepcją tzw. „eko-mu-
zeów‖, które nawiązują bliższe relacje ze swoją widownią, zarówno
pod kątem samych kolekcji, jak i sposobu ich prezentowania i zo-
rientowane są na aktywny udział wspólnoty, częściowo przekazując
jej inicjatywę (Bartu 2000, s. 106). Najlepszym medium okazała się
dla tego celu w Çatalhöyük fotografia. Kobiety wykonywały zdjęcia
podczas wędrówek po tellu, w czasie których same były przewodnicz-
kami, a ich opowieści stały się później częścią wystawy. Motywem
przewodnim tych opowieści okazały się rośliny (używane jako lekar-
stwa, kosmetyki, obrona przed złymi mocami itd.), przez pryzmat któ-
rych autorki przedstawiały narracje dotyczące stanowiska. Fotografie
wykonane przez kobiety (które nie były ograniczone żadnymi tema-
tami) i wybrane do umieszczenia w ekspozycji można podzielić na
trzy grupy. Część z nich dotyczyła materiałów używanych do budowy
neolitycznych domów i życia w nich, inne pochowków, a ostatnia
grupa przedstawiała pracę archeologów. Jednak praca nad wystawą
uwypukliła także inne ważne dla kobiet tematy, szczególnie zaś kwe-
stię opadania poziomu wód gruntowych, na który to problem chciały
zwrócić uwagę odwiedzających stanowisko turystów czy polityków.
180
Jak zauważa Ayfer Bartu organizację podobnych wystaw należy kon-
tynuować z innymi grupami, lecz także powtarzać – upływ czasu
sprawia bowiem, że postrzeganie i doświadczanie stanowiska może
się zmienić (Bartu 2000, s. 107). Badaczka podkreśla również, że ten
typ współdziałania z okolicznymi wspólnotami pomaga im gromadzić
wiedzę na swój temat, dostrzegać własne potrzeby i w zgodzie z nimi
działać. Autorki wystawy przyznawały, że czują się po jej zorganizo-
waniu ważniejsze, docenione i dumne, że Çatalhöyük leży tak blisko
Küçükköy. Dodawały także, że wskazówki udzielane przez nie w
ramach badań etnoarcheologicznych sprawiają, że czują się częścią
zespołu pracującego w Çatalhöyük.
Zastanawiając się nad stosunkiem okolicznych mieszkańców
do projektu oraz archeologów w nim uczestniczących, nie można
pominąć wizji korzyści ściśle materialnych z niego płynących, jak
choćby rozwój infrastruktury wokół stanowiska i rozwój ruchu
turystycznego. Bartu zauważa, że część mieszkańców Küçükköy ma
stosunek utylitarny do projektu (Bartu 2000, s. 105) widząc w nim
szansę rozwoju.

Çatalhöyük i Küçükköy raz jeszcze

David Shankland pisze, że mieszkańcy Küçükköy nie wyka-


zują wielkiego zainteresowania znaleziskami z Çatalhöyük. Tłumaczy
to w części antyintelektualnym prądem wyczuwalnym w wiosce,
który zniechęca przed systematycznymi dociekaniami dotyczącymi
przeszłości (Shankland 1996, s. 355). Dodaje jednak również, że ów
brak zainteresowania można rozumieć w kategoriach obrony spójno-
ści własnej wizji świata, która by pozostać koherentną, musi zastoso-
wać swoisty filtr.
Shankland zauważa więc, że kluczem do zrozumienia spo-
sobu, w jaki mieszkańcy Küçükköy wiążą stanowiska archeologiczne
(telle) otaczające ich ziemię ze swoim wyobrażeniem przeszłości tego
terenu, są opowieści będące częścią ich folkloru (Shanklad 1999, s.
139).

Wczoraj, dziś. Jutro...?

„100 lat temu archeologia stoczyła walkę, oddzielając się od


studiów nad folklorem‖ (Layton 1999, s. 33). ‗Chciała‘ w ten sposób
181
zdobyć wiarygodność i stać się nauką obiektywną. Obecnie, w zgo-
dzie z postmodernistycznym prądem i dążeniem do zdecentralizowa-
nia archeologii (Layton 1999, s. 33; Bartu 2000, s. 108), ‗próbuje‘ ona
nawiązać dialog z folklorem, co stanowi zastanawiającą perspektywę i
zdaniem Roberta Laytona ciekawe wyzwanie.
Folklor mogąc działać decentralizująco na archeologię,
wprowadza alternatywne rozwiązania i wersje, które są o tyle po-
mocne (a może nawet niezbędne), że działając, wykazujemy zazwy-
czaj tendencję do przedstawiania wszystkich, bez względu na czas,
jako wersje nas samych (Gazin-Schwartz, Holtorf 1999, s. 5). David
Carmichael, Jane Hubert oraz Brian Reeves zauważają również, że
istnieje wiele sposobów zbierania wiedzy na temat m.in. stanowisk
archeologicznych. Wszystkie owe sposoby można jednak zaklasyfi-
kować jako bądź naukowe, bądź duchowe, a żaden z tych typów nie
neguje drugiego. Autorzy przyznają wprawdzie, że światopoglądy
oraz cele archeologów i miejscowej wspólnoty nie zawsze współgrają,
jednak działanie na rzecz ochrony miejsc o znaczeniu i wartości kultu-
rowej jest tym punktem, w którym powinny móc współdziałać (Car-
michael et al 1994, s. 7).
Ciekawą uwagę formułują także Amy Gazin-Schwartz oraz
Cornelius Holtorf (1999, s. 19), zauważając, że można mówić już
obecnie, iż archeolodzy rozwinęli własny folklor - folklor archeologii.
Archeologów jako subkulturę w społeczeństwie cechuje więc własna
tradycja, zwyczaje, rytuały czy specyficzne poczucie humoru i reper-
tuar anegdot i żartów. Jest to możliwe, bowiem folklor nie jest zani-
kającym fenomenem (Opie, Opie 1980, s. 68). Wprawdzie starzeje się
i czasem któryś z jego elementów umrze, jednak folklor jest płodny,
zdolny do rozwoju i rozprzestrzeniania się oraz cechują go ogromne
możliwości przystosowawcze do zmieniających się warunków i oto-
czenia.
Mottem tych rozważań jest myśl P. J. Ucko, zwracająca
uwagę na wartość i wagę przeszłości, i jej reliktów oraz ich znaczenie
w teraźniejszości (Ucko 1989, s. XV). Współczesność w formie folk-
loru również może służyć poznaniu zarówno przeszłości, jak i naszego
świata (naszych światów). Parafrazując metaforę stosowaną również
przez P. J. Ucko (1989, s. XIV) warto zauważyć, iż skoro „przeszłość
jest rzeczywiście obcym lądem‖, to poprzez szacunek wobec wszyst-
kich prób podróżowania przez tę krainę i wysiłek włożony w poznanie

182
owych prób, formułujemy „bardzo istotne twierdzenie o wspólnym
człowieczeństwie wszystkich ludzi‖!

Zatem, udanej podróży!!!

Pragnę ogromnie podziękować Panu Doktorowi Arkadiuszowi Marci-


niakowi oraz Panu Profesorowi Lechowi Czerniakowi, bez których
zaangażowania, pasji oraz pomocy nie mogłabym uczestniczyć w
pracach Çatalhöyük Research Project, a więc artykuł ten mógłby
nigdy nie powstać. Dziękuję!!!

Wykaz cytowanej literatury:

Bahn P. (1992) (red.), Collins Dictionary of Archaeology, London:


Harper Collins Publishers.
Bailey D. W. (2003), What is a tell? Settlement in fifth millennium
Bulgaria, W: Making places in the prehistoric world: themes in
settlement archaeology, J. Bruck, M. Goodman (red:), London
& New York: Routledge, s. 94-111.
Bartu A. (2000), Where is Çatalhöyük? Multiple sites in the construc-
tion of an Archaeological Site, W: Towards reflexive method in
archaeology: the example at Çatalhöyük, I. Hodder (red.),
Cambridge: McDonald Institute for Archaeological Research, s.
101-110.
Blake E. (1999), Coming to terms with local approaches to Sardinia‘s
nuraghi, W: Archaeology and folklore, A. Gazin-Schwartz, C.
Holtorf (red.), London, & New York: Routledge, s.230-239.
Burström M. (1999), Focusing on time: disciplining archaeology in
Sweden, W: Archaeology and folklore, A. Gazin-Schwartz, C.
Holtorf (red.), London & New York: Routledge, s.35-47.
Carmichael D. J., Hubert J., Reeves B. (1994), Introduction, W: Sa-
cred Sites, Sacred Places. One World Archaeology 23, D. L.
Carmichael, J. Hubert, B. Reeves, A. Schanche (red.), London:
Routledge, s. 1-7.
Champion S., Cooney G. (1999), Naming the places, naming the
stones, W: Archaeology and folklore, A. Gazin-Schwartz, C.
Holtorf (red.), London & New York: Routledge, s.230-239.

183
Chapman J. (1997), Places as timemarks – the social construction of
Prehistoric Landscapes in Eastern Hungary, W: Landscapes in
Flux. Central and Eastern Europe in Antiquity, J. Chapman, P.
Dolukhanov (red.), London: Oxbow Books, s. 137-162.
Farid S. (2000), The excavation process at Çatalhöyük, W: Towards
reflexive method in archaeology: the example at Çatalhöyük,
I.Hodder (red.), Cambridge: McDonald Institute for Archaeo-
logical Research, s. 19-36.
Gazin-Schwartz A., Holtorf C. (1999), As long as I‘ve known it… W:
Archaeology and folklore, A. Gazin-Schwartz, C. Holtorf (red.),
London & New York: Routledge, s.3-25.
Grinsell L.V. (1980), Century of the Study of Folklore of Archaeo-
logical Sites and Prospects for the Future, W: Folklore Studies
in the Twentieth Century. Proceedings of the Centenary Con-
ference of the Folklore Society, V. Newall (red.), Rownam &
Littlefield: Brewer, Woodbridge; Totowa NJ, s. 213-217.
Hodder I. (2000), Developing a Reflexive Method in Archaeology,
W: Towards reflexive method in archaeology: the example at
Çatalhöyük, I. Hodder (red.), Cambridge: McDonald Institute
for Archaeological Research, s. 167-176.
Hodder I. (2001), Reading the Past. Current approaches to interpre-
tation in archaeology, Cambridge: Cambridge University Press.
Holm I. (1999), Clearance cairns: the farmers‘ and the archeologists
views, W: Archaeology and folklore, A. Gazin-Schwartz, C.
Holtorf (red.), London & New York: Routledge, s.214-229.
Holtorf C. (1998), Life-histories of Megaliths in Mecklenburg-Vor-
pommern (Germany), World Archaeology, vol. 30, no. 1, s. 23-
38.
Layton R. (1989), Introduction: Who needs the past?, W: Who Needs
the Past? Indigenous Values and Archaeology, R. Layton
(red.), London: Unwin Hyman, s. 1-20.
Layton R. (1999), Folklore and world view, W: Archaeology and
folklore, A. Gazin-Schwartz, C. Holtorf (red.), London & New
York: Routledge, s.26-33.
Mellaart J. (1967), Çatal Höyük. A Neolithic Town in Anatolia, Lon-
don & Southampton: Thames & Hudson.
Michlovic, M. G. (1990), Folk archaeology in anthropological per-
spective, Current Anthropology, vol. 31, s. 103-107.

184
Opie I, Opie P. (1980), Certain laws of folklore, W: Folklore Studies
in the Twentieth Century. Proceedings of the Centenary Con-
ference of the Folklore Society, V. Newall (red.), Rownam &
Littlefield: Brewer, Woodbridge; Totowa NJ, s. 64-75.
Powell L.C., Dockall H.D. (1994), Folk narratives and Archaeology:
An African – American Cemetery in Texas, Journal of Field
Archaeology, vol. 22, no. 3, s. 349-353.
Raharijaona V. (1989), Archaeology and oral traditions in the MItin-
goa – Andrainjato area (Betsaleo region of Madagascar), W:
Who Needs the Past? Indigenous Values and Archaeology, R.
Layton (red.), London: Unwin Hyman, s. 189-194.
Shankland D. (1996), Çatalhöyük: the Anthropology of an Archaeo-
logical Presence, W: On the surface: Çatalhöyük 1993-1995, I.
Hodder (red.), Cambridge: McDonald Institute for Archaeologi-
cal Research, s. 349-357.
Shankland D. (1999), Integrating the Past. Folklore, mounds and peo-
ple at Çatalhöyük, W: Archaeology and folklore, A. Gazin-
Schwartz, C. Holtorf (red.), London & New York: Routledge,
s.139-157.
Shankland D. (2000), Villagers and the Distant Past: Three Seasons‘
Work at Küçükköy, Çatalhöyük, W: Towards reflexive method
in archaeology: the example at Çatalhöyük, I. Hodder (red.),
Cambridge: McDonald Institute for Archaeological Research,
s. 167-176.
Shaw I., Jameson R. (1999) (red.), A dictionary of archaeology, Ox-
ford: Blackwell.
Thompson P. (1988), The Voice of the Past. Oral History, Oxford:
Oxford University Press.
Tringham R, Stevanovic M. (2000), Different Excavation Styles Cre-
ate Different Windows into Çatalhöyük, W: Towards reflexive
method in archaeology: the example at Çatalhöyük, I. Hodder
(red.), Cambridge: McDonald Institute for Archaeological Re-
search, s. 111-118.
Ucko, P. J. (1989), Forewold, W: Who Needs the Past? Indigenous
Values and Archaeology, R. Layton (red.), London: Unwin
Hyman, s. IX-XV.
Widdowson J. (1980), Folklore and regional identity, W: Folklore
Studies in the Twentieth Century. Proceedings of the Centenary

185
Conference of the Folklore Society, V. Newall (red.), Rownam
& Littlefield: Brewer, Woodbridge; Totowa NJ, s. 443-453.
Wolf E. (1982), Europe and People Without History, Berkeley: Uni-
versity of California Press.
Ziółkowski M. (1991), Wspólnota przestrzeni i odmienność tradycji –
sąsiedzkie kultury etniczne, Kultura i Społeczeństwo, vol. 35, s.
59-70.

186
Michał Krueger
Instytut Prahistorii UAM
Poznań
Łukasz Orylski
Instytut Politologii UAM
Poznań

Polityczna poprawność – nowy paradygmat czy zagrożenie dla


archeologii?

„Kiedy wymawiam słowo przyszłość pierwsza sylaba odchodzi


już do przeszłości‖ – napisała W. Szymborska w wierszu „Trzy słowa
najdziwniejsze‖. Jakkolwiek wiele dzieli sztukę i naukę, słowa te
mogą nam uzmysłowić paradoksalność, a jednocześnie wielką wagę
pytania wyrażonego w tytule konferencji. Musimy bowiem zaznaczyć,
że sama istota przeszłości nie jest rzeczą oczywistą. Jeżeli – jak chce
wielu myślicieli Wschodu i Zachodu, wśród których najbardziej zna-
nym jest Heraklit z Efezu – permanentną zmienność uznać należy za
konstytutywną cechę rzeczywistości, to omawiane pojęcie stanowi
teoretyczny konstrukt, ułatwiający nam orientację w świecie. Przez
wieki wiedza o przeszłości, czy też raczej jej interpretacja stanowiła
narzędzie uprawomocnienia bieżących działań elit politycznych. Max
Weber wprowadził w obręb nauk społecznych pojęcie panowania
tradycyjnego i charyzmatycznego. To pierwsze opierało się na linear-
nej wizji czasu minionego, siła rządzących miała swe korzenie w
przestrzeganiu przez nich uświęconych wielowiekową praktyką norm
i zwyczajów oraz pełnieniu funkcji depozytariuszy dorobku minio-
nych pokoleń. Drugie wiązało się z indywidualnymi cechami wybitnej
jednostki, teologiczną wizją dziejów, często także inspirowaną pseu-
donaukową mitologią. Postulat wyparcia z ludzkiej świadomości wie-
dzy o czasach przeszłych był istotnym składnikiem ideologii rewolu-
cyjnych dwóch stuleci – anarchizmu oraz komunizmu. Konsekwentnie
pragnęli wprowadzić go w życie Pol Pot i Mao Tse Tung. W odnie-
sieniu do naszego kraju można mówić raczej o selektywności i o pró-
bach polityzacji refleksji historycznej, włącznie z nauką o pradziejach.
Przywołajmy słowa K. Marksa, cytowanego w pierwszym akapicie
opracowania cmentarzyska w Birce, autorstwa Lecha Leciejewicza:

187
„...szczątki środków pracy mają tak samo doniosłe znaczenie dla oceny
zamierzchłych ekonomicznych formacji społecznych, jak budowa
szczątków szkieletu dla rozpoznania organizacji zaginionych gatunków
społecznych‖ (Leciejewicz 1956, s. 141).

Cytat ten jest opatrzony przypisem:

Należy tu przypomnieć wskazówki J. Stalina dotyczące założeń meto-


dologicznych całej nauki historycznej: „Nauka o historii społeczeństwa,
pomimo skomplikowanego charakteru zjawisk życia społecznego, może
stać się taką samą nauką ścisłą, jak, powiedzmy, biologia, nauką mo-
gącą wykorzystać prawa rozwoju społecznego dla zastosowania prak-
tycznego (...)‖.

Pojęcia stosowane w historiografii archeologicznej miały jed-


nak charakter deklaratywny; postępowanie badawcze nie odzwiercie-
dlało idei marksistowskich (Minta-Tworzowska 1994: 136). Z marksi-
zmu bierze natomiast swój początek podejście neomarksistowskie,
popularne zwłaszcza w krajach Europy Zachodniej w latach 80. XX
wieku. Ujawniło maskującą rolę ideologii i rytuału, które miały tu-
szować nierówności społeczne. W duchu tym pisali m.in. Ch. Tilley
(1984), zajmujący się interpretacją szwedzkich megalitów, A. Gilman
(1984) badający społeczności górnopaleolityczne, czy J. Alvar i C. G.
Wagner wyjaśniający proces kolonizacji fenickiej na Półwyspie Ibe-
ryjskim (Alvar, Wagner 1988; Wagner, Alvar 1989).
Transformacja ustrojowa w Polsce oznaczała kres nacisków
instytucjonalnych na działania adeptów humanistyki, dając im możli-
wość uczestnictwa w powszechnym dyskursie ideowym. Zdomino-
wali go zwolennicy liberalizmu, ideologii wielce zasłużonej dla
współczesnego świata, aczkolwiek przejawiającej w niektórych swych
wersjach tendencje totalistyczne. Amerykański politolog F. Fukuyama
ogłosił wręcz koniec historii, eschatologiczne niemal zwycięstwo
wartości, sposobu życia oraz koncepcji państwa związanych z demo-
kracją i gospodarką wolnorynkową (Fukuyama 1998). Choć tragiczne
wydarzenia z 11 września 2001 roku znacznie osłabiły ten entuzjazm,
pragnienie liberalnego, uniwersalnego postępu pozostaje niezwykle
żywotne w kręgach intelektualnych, zwłaszcza amerykańskich. Jego
najłatwiej dostrzegalną emanacją jest ideologia poprawności politycz-
nej. Termin ten może być na pierwszy rzut oka nieco mylący, sugeru-
jąc konotacje ze sprawowaniem władzy, aktem wyborczym etc.; pod-
188
czas gdy chodzi raczej o promowanie określonych postaw i poglądów,
jak również opisującego je języka; w sferze kulturowej czy światopo-
glądowej. Jednak już Arystoteles określał mianem politycznych
wszelkie zachowania jednostki, a w o wiele bliższych nam czasach
hasło „sfera osobista jest sferą polityczną‖ znalazło poczesne miejsce
na sztandarach kontrkulturowej rewolucji; sformułowaniu temu trudno
zatem zarzucić nieadekwatność względem opisywanej rzeczywistości.
Termin „political correctness‖ ma zazwyczaj wydźwięk pejoratywny,
najczęściej bywa używany przez konserwatywnych krytyków tego
systemu wartości, podczas gdy jego admiratorzy wolą się posługiwać
pojęciami tolerancji, afirmacji, humanizmu, wielokulturowości. Inny
Słownik Języka Polskiego definiuje zjawisko jako postawę typową dla
środowisk liberalnych polegającą na głoszeniu poglądów o równo-
uprawnieniu lub wręcz uprzywilejowaniu wszelkich mniejszości spo-
łecznych: seksualnych, etnicznych itp. (Bańko 2000, s. 183). Publi-
cystka A. Kołakowska określa je mianem ideologii lewicowej, egali-
tarnej, antyelitarnej, odznaczającej się dogmatyzmem, jak również
pogardą dla rozumu. Z kolei jego wpływ na kondycję środowisk na-
ukowych ocenia następująco:

Nowe dyscypliny, podejścia i sposoby interpretacji niewątpliwie otwo-


rzyły wiele drzwi, odkurzyły i ożywiły skostniałe czasem dziedziny,
stworzyły wiele nowych możliwości i – owszem – pomogły kobietom
uzyskać akademickie pozycje i uznanie, jakie im się należały. Walka o
ideały, które potem stały się częścią poprawności osiągnęła wiele do-
brego i dała ogromne korzyści. Ale w końcu straciwszy wszelki umiar i
przeobraziwszy się we wszechobejmującą ideologię, zamiast otwierać
coraz bardziej zamyka (...). Przyjmując nowe dyscypliny i możliwości
interpretacyjne, stara się wypierać stare; zamiast wchłaniać je w ramy
większej całości, by tę całość ulepszyć, rozszerzyć i odnowić, narzuca
je wszędzie, odrzucając tradycyjną resztę. Jak w życiu społecznym i
politycznym kładzie nacisk na tożsamość grupową, tak w humanistyce
uważa tożsamość autora za kluczową do interpretacji jego tekstów (...).
W rezultacie z nauk humanistycznych zostają tylko poszczególne inte-
resy grupowe – feministyczne, homoseksualne, etniczne – gdzie każdy
dogmatycznie strzeże swej domeny, swojego wywalczonego skrawka
gruntu. Sporą rolę odgrywa tu interesowność, chodzi o utrzymanie po-
zycji i mnożenie ich. Polityczna poprawność na uniwersytetach stała się
rodzajem samonapędzającego się przemysłu.‖ (Kołakowska 2003, s.
16).

189
Radykalizm opisu może razić, faktem pozostaje jednak, iż nie
trzeba być analitykiem procesów społecznych, by uzyskać z mediów
informację o akcji afirmatywnej, polegającej na promowaniu człon-
ków mniejszościowych wspólnot etnicznych podczas egzaminów na
amerykańskie uczelnie, zaleceniu Komisji Europejskiej odnośnie in-
stytucjonalizacji związków homoseksualnych w krajach członkow-
skich i kandydujących, czy też rozporządzeniu Ministra Edukacji Na-
rodowej i Sportu o usunięciu z nazw placówek opiekuńczo-wycho-
wawczych dla osób niepełnosprawnych intelektualnie lub ruchowo
przymiotnika „specjalny‖, co rzecz jasna pochłonie spore środki fi-
nansowe.
Genezy poprawności politycznej można doszukiwać się już w
działalności ruchów społecznych z lat 60. ubiegłego wieku. C. Offe
określił sferę ich działania mianem polityki nieinstytucjonalnej (1998,
s. 227). Przez pojęcie powyższe rozumie on ważne społecznie działa-
nia podmiotów prywatnych i publicznych, za które nie mogą one po-
nosić odpowiedzialności prawnej lub instytucjonalnej. Działalność
organizacji pacyfistycznych, ekologicznych, feministycznych i anty-
globalistycznych miała doniosłe skutki społeczne. Grupy te charakte-
ryzował egalitaryzm, brak formalizacji struktur wewnętrznych, rady-
kalizm postulatów oraz istnienie wyrażającego je, specyficznego me-
tajęzyka. Wart podkreślenia jest pryncypialny antykonserwatyzm
omawianych zrzeszeń, jak również afirmacja i polityzacja wszelkich
zachowań wykraczających ponad rygorystycznie pojęte normy oby-
czajowe. Równocześnie teoretycy polityki zwracają uwagę na pro-
blem sekularyzacji kultury politycznej, obejmujący wyłączenie aktu
wyborczego ze sfery sacrum oraz racjonalizację i komercjalizację
czynników warunkujących tę czynność. Ponadto, wobec braku alter-
natywy dla gospodarki rynkowej, partie lewicowe coraz częściej kon-
centrują się na zagadnieniach walki o prawa grup mniejszościowych.
Jednym z warunków istnienia grupy społecznej jest istnienie
w świadomości uczestników odniesień aksjologicznych konstytuują-
cych świadomość zbiorową. Logiczną konsekwencją dążeń emancy-
pacyjnych wszelkiego rodzaju grup mniejszościowych jest zatem
działalność ich reprezentantów w obszarze nauk humanistycznych.
Najnowsze trendy filozoficzne znajdują odzwierciedlenie w niemal
wszystkich dziedzinach reprezentowanych na współczesnym uniwer-
sytecie, a zatem również w częstokroć postrzeganej jako niezwykle
hermetyczna archeologii. Zatrzymajmy się przy feminizmie. Jego
190
genezy szukać należy w dziewiętnastowiecznym ruchu sufrażystek,
okrzykniętym później Pierwszą Falą Feminizmu, choć już w czasach
oświecenia obserwujemy pierwsze działania kobiet walczących o
swoje prawa (Domańska 1994, s. 23). Druga Fala uderzyła w latach
1960., skutecznie podmywając podstawy społeczeństwa opartego na
patriarchacie, Trzecia zaś – rozpoczęta w kolejnej dekadzie - dopro-
wadziła do refleksji nad kwestią wykluczenia kobiet z dyskursu na-
ukowego, czy wręcz fallocentrycznego charakteru treści nauki. Wyro-
sły na filozoficznej glebie postmodernizmu feminizm odrzucił obiek-
tywizm nauki, próbując uzupełnić ją o kobiece doświadczenie. Posta-
wił pytanie o „właścicieli‖ nauki, jej związek z płciowością, z czasem
torując drogę dla studiów nad tożsamością kulturową („gender stu-
dies‖). Sam termin „gender‖ został po raz pierwszy użyty w pracy
zbiorowej amerykańskich psychologów pod tytułem „Identyfikacja i
wychowanie dziecka‖. Oznaczać miał on narzucony z zewnątrz,
sztywny zespół norm związanych z płcią biologiczną. Pozytywnego
znaczenia nabrał wraz ze zdominowaniem dyskursu feministycznego
przez jego nurt radykalny, którego zwolenniczki postulowały już nie
tylko faktyczne zrównanie przedstawicieli obu płci w prawach, lecz
dotarcie do autentycznej pierwotnej, mistycznej wręcz tożsamości
kobiet. W 1977 roku powstało w USA Stowarzyszenie Studiów Ko-
biecych. W tym samym czasie na brytyjskich katedrach uniwersytec-
kich pojawiły się „disability studies‖, zaś nieco później „gay and les-
bian studies‖ (Gowing 1997). Panoramy dopełnia „Queer Theory‖,
prekursorami której byli amerykańscy uczeni o orientacji biseksualnej
oraz nie utożsamiający się z anglosaskim kręgiem kulturowym
(Goldman 1996). O ile można mówić o obecności „gender studies‖ w
obrębie nauki polskiej (świadczy o tym choćby możliwość pogłębia-
nia wiedzy z tego zakresu na studiach podyplomowych, prowadzo-
nych przez Uniwersytety: Warszawski i Jagielloński), to model ba-
dawczy „Queer Theory‖ nie znalazł w naszej humanistyce reprezen-
tatywnego oddźwięku, zaś w archeologii pozostaje całkiem niewi-
doczny (Sakrajda 2003, s. 88).
Jakkolwiek już w latach 1970. amerykańscy badacze podej-
mowali w badaniach nad kulturami Mezopotamii oraz prekolumbij-
skiego Meksyku wątek „gender‖, to pierwsza międzynarodowa konfe-
rencja archeologiczna na ten temat odbyła się dopiero w 1986 roku na
uniwersytecie w Calgary (Kanada). W pierwszej fazie rozwoju oma-
wianego trendu metodologicznego skupiono się na dekonstrukcji fal-
191
locentrycznego charakteru zarówno archeologii tradycjonalistycznej,
jak i procesualnej. Na pytanie o rolę czynnika płci kulturowej w bada-
niach pradziejów odpowiadano trojako (Conkey, Tringham 1995, s.
204):
 płeć miała być jednym z wyznaczników tożsamości jednostki,
podobnie jak jej status społeczny;
 zadanie badacza stanowiło unaocznienie społecznej roli kobiet
w pradziejach;
 należy skupić się na stworzeniu nowej metodologii oraz ję-
zyka nauki;
Przyglądając się pracom zaliczanym do nurtu „gender stu-
dies‖, nietrudno zauważyć, iż wielu badaczy koncentrowało się na
ostatnim z wymienionych aspektów. Jednakże w naszym kraju do tej
pory zauważa się prób dekonstrukcji seksizmu języka. Tymczasem w
Europie Zachodniej oraz Stanach Zjednoczonych Ameryki pojawił się
zwyczaj zastępowania słowa „człowiek‖, znaczącego w większości
języków świata zachodniego także „mężczyzna‖ (angielskie man,
francuskie homme, hiszpańskie hombre, portugalskie homem) wyraże-
niem „istota ludzka‖ (human being, être humain, ser humano, ser
humano). Oryginalną propozycję przedstawiła angielska badaczka A.
Aldridge dekonstruując angielski termin history na his – zaimek oso-
bowy: jego i story - rzeczownik: opowieść, historia. Argumentując, iż
przedrostek his przywodzi na myśl męski charakter tej dyscypliny
nauki, zastąpiła go zaimkiem my (ang. mój, moja), co doprowadziło
do powstania kuriozalnego neologizmu mystory, zaś idące za jej przy-
kładem feministki stworzyły określenie herstory (ang. her – jej),
(Domańska 1994, s. 26- 27). Z punktu widzenia lingwisty tego ro-
dzaju eksperymenty są niedorzeczne, o żadnych przedrostkach nie
może być tu mowy, wyraz pochodzi bowiem z greki (historia – dosł.
badanie, wiedza), gdzie tworzył morfologiczną całość, a zatem po-
zbawiony był nacechowania płciowego. W wielu publikacjach odcho-
dzi się także od pojęcia gospodarki łowiecko – zbierackiej (ang. hun-
thers – gatherers), na rzecz pojęcia gospodarki zbieracko – łowieckiej
(ang. gatherers – hunters), (Gilchrist 1999, s. 21), ponieważ dowie-
dziono, iż zwyczajowo przypisywane kobietom zbieractwo dostar-
czało ówczesnym grupom ludzkim około 70% żywności.
Powyższe przykłady dowodzą, iż „gender studies‖ dobrze
wpisują się w nurt politycznej poprawności, jednak czy utożsamianie
tych dwóch zjawisk nie trywializuje studiów nad samym „gender‖?
192
Niebezpieczeństwo takie dostrzegła Mary Baker, polemizując z opu-
blikowaną na łamach „The Guardian‖ opinią Joanne Coles, w myśl
której ―poprawność polityczna‖ jest po prostu nowym określeniem na
to, co dawniej zwykliśmy nazywać dobrymi manierami. Baker katego-
rycznie stwierdza, iż
Gender jako perspektywa wielostronnego zaangażowania społecznego
może zdecentralizować męską wizję nauki. Gender jako uprzejmy gest
niewiele może zrobić (Baker 2000, s. 59).
Autorka sugeruje dalej, że termin ―poprawność polityczna‖
jest używany w celu zniweczenia feministycznych prób zmiany status
quo we współczesnym dyskursie naukowym. Omawiane pojęcie na-
brało obecnie wręcz ośmieszającego wydźwięku, co bez wątpienia
stanowi efekt świadomej reakcji luminarzy nauki wobec dokonują-
cych się społecznych i kulturowych zmian na współczesnym uniwer-
sytecie. Już blisko 20 lat temu pisano:

Kobiety chcące uciec od wyzysku nie tylko obalają „uprzedzenia‖, one


niszczą porządek panujących wartości: ekonomicznych, społecznych,
moralnych i seksualnych. Stawiają pod znakiem zapytania wszystkie
istniejące teorie, cały dorobek myśli, cały język, zmonopolizowany do-
tąd tylko i wyłącznie przez mężczyzn. Kwestionują podstawowe zało-
żenia naszego kulturowego i społecznego porządku, te wszystkie insty-
tucje, które przypisywane są systemowi patriarchalnemu (Irigaray 1985,
s. 165).

Sąd ów koresponduje z deklaracją Baker, która stwierdza, że


jeżeli idee „gender‖ są aplikowane tylko z myślą o politycznej po-
prawności, zamiast kreowania nowych interpretacji, nowych sposo-
bów myślenia o stosunkach społecznych, to górę znów weźmie podej-
ście maskulinistyczne. Dlatego autorka mówi dobitnie: „moje badania
są aktywnym zamierzeniem, by niszczyć, by wzbudzać niepokój‖
(Baker 2000, s. 66).
Obserwując niektóre poczynania współczesnych badaczy
faktycznie możemy natrafić na kuriozalne wnioski, świadczące o
braku dystansu wobec modnych trendów społecznych. Uczeni z uni-
wersytetu Browna G. McCafferty i S. McCafferty, korzystając z do-
robku teorii feministycznej podjęli się reinterpretacji szkieletu A ze
zbiorowego grobu 7, znajdującego się w Monte Alban w Meksyku,
jednego z najbardziej znanych pochówków prekolumbijskiej Mezo-

193
ameryki. W latach 30. XX wieku A. Caso, przy pomocy antropologów
fizycznych określił go jako mogiłę muskularnego mężczyzny w wieku
55 – 60 lat. Tymczasem współcześni adepci nauki, powołując się na
występowanie w pochówku przedmiotów związanych z przędzeniem i
tkaniem, jak również licznie występujące w regionie analogie uznali
grób ten za relikwiarz związany z kultem Bogini Matki (McCafferty,
McCafferty 1994, s. 442). W odpowiedzi K. Flannery z Muzeum An-
tropologicznego w Michigan i J. Marcus z tamtejszego uniwersytetu
stwierdzili:

Niech Cihuacoatl uchroni nas przed ―politycznie poprawną‖ archeolo-


gią! Przez lata obserwowaliśmy manipulację rejestru archeologicznego
w imię niezliczonych przyczyn społecznych – marksizmu, antykolonia-
lizmu, rewolucji kulturalnej, uprawomocnienia się mniejszości, praw
mieszkańców natywnych, a obecnie najwyraźniej narodziła się popraw-
ność płciowych nierówności. (...) Wiele starożytnych cywilizacji miało
androcentryczny charakter, ale teraz niewiele możemy z tym zrobić. Je-
dynym społeczeństwem, jakie możemy zmienić jest nasze własne (...),
(Flannery, Marcus 1994, s. 442).

Proces odszukiwania płci kulturowej w przeszłych społeczeń-


stwach nie jest tylko kwestią politycznej poprawności, lecz, jak kon-
statują G. McCafferty i S. McCafferty, sprawą intelektualnej uczciwo-
ści (1994, s. 444). Tymczasem o brak ostatniej ze wspomnianych cech
często oskarża się Marię Gimbutas, jedną z czołowych przedstawicie-
lek archeologii feministycznej. Zdaniem M. Conkey i R. Tringham,
także deklarujących się jako feministki, stanowisko tej badaczki sta-
nowi w istocie rewers naukowego matriarchatu. Dyskurs femini-
styczny powinien bowiem – w ich odczuciu – cechować się plurali-
zmem, otwartością, dynamiczną wizją świata oraz dystansem wobec
apriorycznych twierdzeń (1995, s. 229). Sama Gimbutas twierdzi, iż w
okresie paleolitu na terenie Europy oraz Bliskiego Wschodu zamiesz-
kiwały społeczności matriarchalne, żyjące w harmonii z naturą, miłu-
jące pokój oraz sztukę. Zdaniem uczonej, figurki z tego okresu świad-
czą o kulcie, jakim zbiorowości prehistoryczne otaczały macierzyń-
stwo. Jednakże krytycy tego założenia sądzą, iż choćby wygląd znale-
zionej w Austrii tzw. Wenus z Willendorf, obdarzonej pokaźnymi
narządami rodnymi i biustem, przy nieproporcjonalnie małych stopach
i dłoniach, sugeruje wręcz przedmiotowe traktowanie kobiet. Nato-
miast badaczka konsekwentnie utrzymuje, iż „oczywistym jest fakt, że
194
znajdujące się na terenie świątyń figurki reprezentują różnorakie wy-
obrażenia Bogini‖ (Conkey, Tringham 1995, s. 32). Autorka pomija
fakt, iż człowiekowi paleolitycznemu obca była opozycja między sa-
crum a profanum, a zatem również koncepcja świątyni jako obiektu
przeznaczonego wyłącznie dla celów religijnych. Warto tu przywołać
twierdzenie amerykańskiego religioznawcy V. Turnera, w myśl któ-
rego ―symbol jest niezależną siłą, będącą wytworem wielu innych,
sprzecznych sił‖ (Sikora 1999, s. 33).
Polityczna poprawność bywa również – zwłaszcza wśród pol-
skich publicystów konserwatywnych, czy też związanych z tzw. myślą
narodową utożsamiana z afirmacją historycznej niepamięci, selektyw-
nym traktowaniem dorobku minionych pokoleń oraz tabuizacją fak-
tów, których percepcja społeczna mogłaby zaburzyć ład międzynaro-
dowy lub wewnętrzny – wystarczy przywołać mit „zmowy w Magda-
lence‖. O postawę taką oskarża się „środowiska lewicowo – libe-
ralne‖, symbolizowane przez „Gazetę Wyborczą‖. W kontekście ubie-
głorocznej debaty dotyczącej idei Centrum Wypędzonych, warto za-
stanowić się, czy koniunkturalne aspekty polityki zagranicznej mogą
wpływać na ogląd pradziejów. Przytoczmy fragment artykułu Euge-
niusza Wilgockiego, poświęcony lokalizacji osady kolonistów nie-
mieckich we wczesnośredniowiecznym Szczecinie:

Tak więc obok funkcjonującego grodu i osady słowiańskiej powstaje


osiedle niemieckie. Określa się, że posiadało charakter ośrodka rze-
mieślniczo - handlowego i posługiwało się własnym prawem pisanym,
w przeciwieństwie do prawa zwyczajowego w osiedlu słowiańskim. Po-
siadało własną przystań, powyżej Mostu Długiego, a miejsce to nosi
później niemiecką nazwę Havening (port). Niemcy stopniowo zdoby-
wają przewagę gospodarczą nad ludnością słowiańską z racji lepszych
możliwości organizacji życia społeczno-gospodarczego, przywiezio-
nego dużego kapitału obrotowego, niezbędnego do organizacji produk-
cji rzemieślniczej i wymiany handlowej. Posiadali także lepsze narzę-
dzia pracy i dysponowali znacznie większymi umiejętnościami tech-
nicznymi, także inną techniką budowlaną. Zwyczajowo koloniści z re-
guły uzyskiwali od razu większe przywileje społeczno-gospodarcze i
uposażenie w dobra ziemskie co stawiało ich w zdecydowanie lepszej
sytuacji w stosunku do ludności miejscowej (Wilgocki 1998, s. 299-
300).

195
Naukowa rzetelność E. Wilgockiego pozwoliła na naświetle-
nie faktów, które we wcześniejszej literaturze przedmiotu były bądź
pomijane, bądź też nie był podkreślany ich wartościujący, potrzebny
dla zrozumienia społeczno-ekonomicznych relacji kształtujących się
osiedli, aspekt. Należy jednak dodać, że brak systematycznych badań
archeologicznych tego fragmentu wczesnośredniowiecznego Szcze-
cina może wyjaśniać nieobecność refleksji nad problemem we wcze-
śniejszej literaturze. Eksplorowanie warstw związanych z kolonizacją
niemiecką na terenach, na których za wszelką cenę próbowano udo-
wodnić odwieczną ich słowiańskość, nie mogła być dobrze widziana
przez władze PRL.
Przeprowadzone przez autorów powyższego referatu warsz-
taty studenckie dowiodły, iż termin „poprawność polityczna‖ jest
powszechnie znany, na ogół trafnie identyfikowano także jej prze-
jawy, zarówno w życiu społecznym, jak i naukowym. W sprawie
oceny zjawiska oraz trwałości jego naukowego pokłosia głosy uczest-
ników warsztatów rozłożyły się niemal po równo. Natomiast liczne
stanowiska w dyskusji świadczą, że omawiany fakt społeczny rozpa-
trywać należy na dwóch płaszczyznach: metajęzykowej oraz przed-
miotu badań naukowych. Co więcej, wydaje się, iż wnikliwa i konse-
kwentna analiza fenomenu „political correctness‖ przywołuje na myśl
kwestię obiektywizmu i uniwersalizmu nauki.
Bez wątpienia fundament europejskiej nauki stanowi arysto-
telesowska definicja prawdy jako zgodności stanu rzeczy i sądu o nim.
Według Maxa Webera implikowana przez nią postawa racjonali-
styczna determinuje konstytutywny element tożsamości mieszkańców
Starego Kontynentu jakim jest należny szacunek wobec działalności
naukowej. Jednak nawet badacze stojący na stanowisku europocentry-
zmu przyznają, iż:

pojęcie uniwersalizmu nauki wyraża różne idee, wśród nich ideę po-
wszechnego charakteru kryteriów obiektywizmu, ideę jednorodnej na-
tury przedmiotowej rzeczywistości, ideę obiektywnego charakteru praw
naukowych, a także ideę gatunkowych dyspozycji intelektualnych
człowieka. Każda z tych idei odsłania inne oblicze uniwersalizmu.
Wszystkie też zostały mniej lub bardziej zakwestionowane w myśli eu-
ropejskiej (Pucek 1993, s. 9).

196
Nadal wszakże ważkim wydaje się argument obrony nauki
przed ―zatopieniem się w kulturze‖. Mając na uwadze postulat spójno-
ści między dorobkiem różnorakich dyscyplin humanistyki, warto
zwrócić uwagę, iż przyjęcie go implikowałoby poniekąd zakwestio-
nowanie dorobku myśli socjologicznej. Bez względu na to, czy kul-
turę ujmujemy szeroko (np. jak chce Kłoskowska jako „względnie
zintegrowaną całość, obejmującą zachowania ludzi przebiegające
według wspólnych dla zbiorowości społecznych wzorów wykształco-
nych w toku interakcji oraz zawierającą wytwory takich zachowań‖),
czy też wąsko (np. Lavoie mówi o ― kompleksie znaczeń pozwalają-
cych na rozumienie ludzkich zachowań‖), to choć w żadnej z ponad
150 definicji nie wyrażono tego expressis verbis, nie ma wątpliwości,
że na gruncie nauk społecznych nauka jest elementem składowym
kultury.
Według M. Foucault „historia jest dyskursem władzy‖ (cyt.
za: Domańska 1999, s. 16). Dobitną egzemplifikację tej tezy stanowi
„poprawność polityczna‖ na poziomie metajęzykowym. Daje ona
pozory troski elit władzy o zbiorowości podlegające marginalizacji
społecznej, faktycznie nie rozwiązując żadnych problemów. Także na
poziomie naukowym nie przyczynia się ona do rozwoju jakościo-
wego, natomiast staje się bez racjonalnego powodu imperatywem dla
wielu środowisk. Należy wszak wyrazić nadzieję, że badacze ulega-
jący jej przejdą od prowadzonej z pasją dekonstrukcji struktur języ-
kowych do formułowania inspirujących tez dotyczących społeczności,
o których równouprawnienie walczą. Tylko jeśli uda im się stworzyć
„historię bardziej ludzką, o etnograficznym obliczu, która opowiada o
człowieku wrzuconym w świat, o ludzkim byciu w świecie i ludzkim
jego doświadczaniu‖ (Domańska 1999, s. 29), obecność fenomenu
„political correctness‖ w życiu współczesnego uniwersytetu będzie
można oceniać pozytywnie.

Wykaz cytowanej literatury

Alvar J., Wagner C. G. (1988), La actividad agrícola en la economía


fenicia de la Península Ibérica, W: J. Mª. Blázquez Martínez
(red.), Gerión, vol. 6, Madrid: Universidad Complutense de
Madrid, s. 169-185.

197
Baker M. (2000), Gender: Enabling Perspective or Politically Correct
Term? An Analysis of how Gender and Material Culture are
Viewed by 1990s Academia, W: M. Donald, L. Hurcombe
(red.), Gender and Material Culture in Archaeological
Perspective, Macmillan Press Ltd., s. 56-68.
Bańko M. (red.) (2000), Inny słownik języka polskiego, Warszawa:
PWN.
Conkey M., Tringham R. (1995), Archeology and the Godness.
Exploring the contours of feminist archeology W: D. Stanton,
A. Stewart (red.), Feminisms in the Academy, Michigan: The
University of Michigan Press, s. 199-248.
Domańska E. (1994), Historia feminizmu i feministyczna historia,
Odra 7-8, s. 22-28.
Domańska E. (1999), Mikrohistorie – spotkania w międzyświatach,
Poznań: Wydawnictwo Poznańskie.
Flannery K., Marcus J. (1994), On the Perils of ―Politically Correct‖
Archaeology, Current Anthropology, 35, 4, s. 441-442.
Fukuyama F. (1998), Koniec historii, Poznań: Zysk i s-ka.
Gilchrist R. (1999), Gender and Archaeology. Contesting the Past,
London and New York: Routledge.
Gilman A. (1984), Explaining the Upper Paleolithic Revolution, W:
M. Springs (red.), Marxist Perspectives in Archaeology,
Cambridge: Cambridge University Press.
Goldman R. (1996), Who is that Queer Queer?. Exploring norms
arround sexuality, race and class in Queer Theory, W: B.
Beemyn, M. Eliason (red.), Queer Studies. A lesbian, gay,
bisexual and transgender anthology, New York and London:
New York University Press, s. 169-183.
Gowing L. (1996), History, W: A. Medhurst, S. Mundt (red.), Lesbian
and gay studies. A critical introduction, London and
Waschington: Cassell, s. 215-224.
Irigaray L. (1985), This Sex Which is Not One, Ithaca.
Kołakowska A. (2003), Intelektualne korzenie poprawności
politycznej, Przegląd Polityczny, nr 59.
Leciejewicz L. (1956), Cmentarzysko w Birce. Próba interpretacji
społecznej, Warszawa: Polska Akademia Nauk.
Mc Cafferty G., Mc Cafferty S. (1994), Reply, Current Anthropology,
35, 4, s. 442-444.
Minta-Tworzowska D. (1994),
198
Offe C. (1996), Nowe ruchy społeczne: przekraczanie granic polityki
instytucjonalnej, W: J. Szczupaczyński (red.), Władza i
społeczeństwo. Antologia tekstów z zakresu socjologii polityki.
Tom 1, Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa.
Pacholski M., Staboń A. (1999), Słownik pojęć socjologicznych,
Kraków: Wydawnictwo Akademii Ekonomicznej w Krakowie.
Pucek Z. (1993), Kontekst cywilizacyjny nauki, W: J. Goćkowski, M.
Sikora (red.), Modele nauki. Szkice z zakresu filozofii i
socjologii nauki, Wydawnictwo Poznań: Instytutu Filozofii
Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza.
Sakrajda P. (2003), Seksarcheologia? Archeologia i przeszłość w
świetle badań nad społeczno-kulturową płcią człowieka, W: Ł.
Olędzki (red.), Wiara, pamięć i archeologia, Poznań: Koło
Naukowe Studentów Archeologii, s. 87-95.
Sikora T. (1996), Użycie substancji halucynogennych a religia,
Kraków: Zakład Wydawniczy Nomos.
Ślęczka K. (1996), Feminizm. Ideologie i koncepcje współczesnego
feminizmu, Katowice: Wydawnictwo Książnica.
Tilley C. (1984), Ideology and the Legitimation of Power in the
Middle Neolithic of Southern Sweden, W: D. Miller, C. Tilley
(red.), Ideology, Power and Prehistory, Cambridge: Cambridge
University Press.
Wagner C. G., Alvar, J. (1998), Fenicios en occidente: la colonización
agrícola, W: S. Moscati (red.), Rivista di Studi Fenici, vol.
XVII, 1, Roma: Consiglio Nazionale delle Ricerche, S. Moscati
(red.), s. 61-102.
Wilgocki E. (1998), Problem lokalizacji osady kolonistów
niemieckich w świetle ostatnich badań archeologicznych
szczecińskiego Podzamcza, Acta Archaeologica Pomoranica I,
s. 299-301.

199
Mariusz Marszewski
Instytut Historii UAM
Poznań
Łukasz Olędzki
Instytut Prahistorii UAM
Poznań

Tożsamość a konstruowanie przeszłości

Tradycja jest czymś więcej niż tylko


szczególną formą doświadczania czasu.
Jest nakazem moralnym płynącym z tego,
co zdarzyło się uprzednio, adresowanym
do życia codziennego
(Giddens 2003, s. 247)

Dlaczego przeszłość jest tak ważna? Prostą odpowiedzią na to


pytanie może być fakt, iż życie społeczne toczy się w czasie (Layton
1994, s. 3), a przeszłość często, jeśli nie zawsze, legitymizuje teraź-
niejszość, w której podejmowane są decyzje mające skutki w
przyszłości. Jednak nie wszystkie społeczności pojmują czas linearnie,
czy zatem odnoszenie się do przeszłości nie jest tylko atrybutem kul-
tury w europejsko-amerykańskim jej wariancie? Wydaje się, że nie...
Wizje, czy też reprezentacje przeszłości to bardzo ważny element
życia społecznego. Jest to praktyka społeczna, która jest podstawą
wiedzy o przeszłości. Każde zdarzenie społeczne, będące procesem
tworzenia nowej wartości funkcjonuje w określonym kontinuum cza-
sowym, które określa jego znaczenie i wagę społeczną (Layton 1994,
s. 3). Dość powszechne jest mniemanie, że jednym z najważniejszych
sposobów w jaki człowiek ustanowił swój odmienny status w świecie
natury było świadome postrzeganie wymiarów egzystencji, w postaci
uwolnienia się od ograniczeń przestrzeni i czasu. Tożsamość
człowieka można postrzegać jako proces rozszerzania zakresu po-
strzegania przestrzeni oraz operowania coraz dłuższymi przedziałami
czasu (Clark 1998, s. 180). Być może takie rozumienie dziejów czło-
wieka jest myśleniem ewolucyjnym, lub inaczej to ujmując jest to

200
ewolucyjny rozwój człowieka, od jaskiniowca w oparach ogniska, do
człowieka trybiku w globalnej wiosce. Z drugiej strony można rozu-
mieć to inaczej – jako rozwój tożsamości człowieka. Człowiek zbiera
doświadczenia (przestrzeni) i uczestniczy w kulturze (czas – historia,
pochodzenie). Każdy człowiek żyje w historii, choćby w tym sensie,
że jego życie płynie w czasie, lub inaczej to ujmując człowiek
postrzega rzeczywistość w kontekście czasowo-przestrzennym, ale to
w niczym go nie wyróżnia w świecie. Jednakże historia ludzi ma
swoisty charakter. Odpowiedź na pytanie czym ona jest w istocie ma
charakter historyczny. Wynika to stąd, że termin ‗historia‘ ma dwa
znaczenia: z jednej strony oznacza on bieg zdarzeń, ale z drugiej
oznacza on także kronikę, a więc interpretację zdarzeń. Fakt odróżnia-
nia tych dwóch znaczeń jest w zasadzie cechą współczesności, a te
rozważania można podsumować najprostszym stwierdzeniem, iż lu-
dzie sami tworzą swoją historię (Giddens 2003, s. 249). Jedną z cech
nowożytności, jak uważa Anthony Giddens, jest panowanie historycz-
ności. Jest to swoista świadomość postępowości dziejów, lub inaczej
to ujmując jest to wrażliwość na dziejowość. Związane z tym jest
gromadzenie, analiza i odzyskiwanie informacji wyrażających i
stymulujących dziejowość, które nie byłyby możliwe bez wynalezie-
nia druku i (powszechnej lub upowszechniającej się) umiejętności
czytania. Obecnie procesy te dodatkowo stymuluje proces rozwoju
multimedialnych środków komunikacji. Zarówno druk, jak i media
elektroniczne pełnią istotną rolę w kształtowaniu współczesnej świa-
domości historycznej (zarówno w sensie globalnym, jak i lokalnym,
czy też partykularnym) (Giddens 2003, s. 251). W takim rozumieniu
przeszłość wymaga procesów i instytucji kontroli. Anthony Giddens
określił tą cechę społeczności ludzkich jako autorefleksyjną regulację.
Cecha ta zależy od gromadzenia informacji, które mogą podlegać
kontroli i w rezultacie wpływać na okoliczności reprodukcji społecz-
nej. Jednak kontrola informacji wymaga innego sposobu ich przecho-
wywania niż indywidualna pamięć, mity, legendy czy świadomość
praktyczna ‗przeżywanej tradycji‘ (inaczej to ujmując wiedzy o tym
jak należy stosować wzory płynące z tradycji w codziennym życiu).
Stąd wynalazek pisma należy traktować jako radykalną cezurę w
dziejach społeczeństw ludzkich (Giddens 2003, s. 248).
Z drugiej strony, gdyby zrezygnować z linearnego pojmowa-
nia czasu, można pokusić się o mityczną wizję pochodzenia czło-
wieka, znamy przecież wiele takich koncepcji, z różnych stron świata.
201
Czym jednakże jest mit w świecie współczesnym, czy w tym świecie
jest w ogóle miejsce na myślenie mityczne, czy nasza tożsamość
składa się tylko z linearnego pojmowania czasu, ewolucyjnej wizji
pochodzenia człowieka? Mit w odniesieniu do intersubiektywnie po-
strzeganej rzeczywistości czasu współczesnego, to nie treść opowie-
ści, której można nadać status mityczny, jest to forma lub struktura
świadomości. Dziś ta struktura zazwyczaj jest utajona, ale jej moc
objawia się, gdy potrzebne są odpowiedzi ostateczne, bezwarunkowe i
wzmacniające grupową integrację. To właśnie mit przekształca histo-
rię w naturę. Możliwość niezmiennego odtwarzania się mitycznej
formy świadomości, nawet dziś, to mechanizm powrotu pamięci do
historycznej bezwarunkowości. Normy wyobrażane społecznie, ule-
gające na co dzień racjonalizacji, na przykład przez historię (uhisto-
rycznienie) objawiają mityczny rdzeń, niezmienną strukturę, czego
przykładem mogą być choćby wyobrażenia o narodzie (Burszta 1997,
s. 83-86). Człowiek myśli mitycznie i historycznie, a doświadczanie
przeszłości jest ważnym elementem naszej kultury, niemal od jej za-
rania. Sens tego doświadczania jest przekazywany, czy może raczej
re-odtwarzany przez kolejne pokolenia. Specyficzne formy wyrazu i
ekspresji tego doświadczenia uzmysławiają nam istnienie historycz-
nego procesu transformacji doświadczania przeszłości (Stewart 1999,
s. 17). U podstaw wielu nauk humanistycznych leży chęć zagarnięcia
przeszłości, jej posiadania, tak jest z archeologią, etnologią, czy
folklorystyką. U źródeł archeologii i folklorystyki, aby odnieść się do
tzw. naszej przeszłości, leży działalność antykwariuszy, kolekcjo-
nerów przeszłości. Archeologia zwracała się i zwraca się do tradycji
antykwarycznej nie tylko, aby zrozumieć swoje powstanie, lecz rów-
nież aby znaleźć więcej informacji, które w toku najnowszych dziejów
zaginęły, a jedynym po nich śladem jest działalność antykwariuszy
właśnie. Z drugiej strony podobnie jest z folklorystyką, która w kolek-
cjach z XVII, XVIII i XIX wieku poszukuje dawno wymarłych trady-
cji, pieśni, dzieł sztuki ludowej itd. (Gazin-Schwartz & Holtorf 1999,
s. 7). Ciekawostką jednak jest fakt, że dziś, bardzo często odmawia się
prawa kolekcjonerom do dysponowania przeszłością, napiętnuje się
ich działalność, a więc przeszłość ma swych właścicieli, jest jednak
komuś potrzebna... Nasze muzea i skanseny są prawdziwymi
sanktuariami przeszłości, czy raczej kultu przeszłości w naszej kultu-
rze. Są miejscami gdzie stwarzamy nasze doświadczenie przeszłości, z
różnych komponentów zawierających się pomiędzy kolektywną pa-
202
mięcią i prywatną manipulacją...a może raczej kolektywną manipula-
cją i prywatnym doświadczeniem. Potrzebujemy ich, są swoistymi
makietami, rytualną przestrzenią, gdzie uobecniana jest przeszłość
poprzez różne zabiegi, które w dużym skrócie określić można, jako
„magię sympatyczną wizualnej reprezentacji‖ (Stewart 1999, s. 30).
Nauki deklarujące jako przedmiot swych badań przeszłość w zasadzie
też są formą takiego zabiegu. Muzea i skanseny, to nie tyle sanktuaria
przeszłości jako takiej, lecz określonych wizji przeszłości. Poprzez
odpowiedni scenariusz tworzenia wizji przeszłości stwarza się jakby
coś w rodzaju matrycy, dzięki której odbiorca ma doświadczyć
„spotkania z przeszłością‖. W skrócie określić to można jako
tworzenie określonej aury przeszłości. To właśnie pojęcie aury stało
się asumptem do wielu rozważań nad prawomocnością określonych
wizji przeszłości.
Aura jakiegoś miejsca (w tym sensie także określonego wy-
cinka czasu materializowanego poprzez „muzealne matryce doświad-
czenia‖) jest związana ze sposobem postrzegania przestrzeni, a ściślej
z krajobrazem kulturowym. Krajobraz jest czymś, co człowiek widzi,
co można traktować jako całość, bez pustych miejsc do wypełnienia,
gdyż istotnym aspektem życia człowieka jest egzystencja wśród
miejsc i krajobrazów wywodzących swe znaczenie z przeszłości będą-
cej istotnym elementem tożsamości kulturowej. Człowiek żyje w
przestrzeni intersubiektywnie wyznaczonej przez jego reprezentacje
myślowe i mentalne (Ingold 1993, s. 154). Aura pełni bardzo istotną
rolę w procesie doświadczania miejsca i czasu. To doświadczanie
może być wywołane przez przedmioty, lub miejsca postrzegane jako
zjawiska o wiekowo niezmiennym charakterze. Przeżycie takie jest
zjawiskiem ściśle związanym z kontekstem, w którym uczestnik zo-
staje oddzielony od strumienia doświadczeń codziennego życia (An-
kersmit 1997, s. 28). Kultura materialna jako podstawowy element
gablot muzealnych nie wystarczy, aby „muzealna matryca doświad-
czenia‖ była skuteczna. Potrzebne jest również określone znaczenie,
konstruowane na potrzeby tu i teraz. Przeszłość często jest istotnym
elementem zjawiska kreowania doświadczenia, a samo doświadczenie
jest kombinacją indywidualnych doświadczeń przeszłości z kolek-
tywną wizją tejże. Uczestnicy tego typu zdarzeń społecznych do-
świadczają lokalizacji czy też wplątania w szersze rozumienie rze-
czywistości rozumianej jako teraźniejszość wypływająca z przeszło-
ści. Pojęcie aury zatem odnosi się do konkretnej koncepcji rzeczywi-
203
stości traktującej świat jako korespondujący, nie tylko jako byt, ale
jako byt nadający znaczenie. Aura odnosi się do powiązań stwarza-
nych przez przedmiot, można ją dostrzec, poczuć poprzez inwestycje
emocjonalne (Shanks 1992, s. 138-141). Autentyczność takiego miej-
sca/przedmiotu nie musi być wcale cechą najistotniejszą, choć jako
taka może być postrzegana. Replika, kopia zabytku może być miej-
scem/przedmiotem („matrycą doświadczenia‖), w którym, albo po-
przez który postrzega, odczuwa się niezwykłą aurę. Aura nie jest
czymś przynależnym miejscu/przedmiotowi, jest ona atrybutem tego
miejsca/przedmiotu. Odnosząc to do zabytku, aura jest w wysokim
stopniu zależna od sposobu prezentacji, od kontekstu społecznego
(Holtorf, Schadla-Hall 1999, s. 230-231). Czy zatem jest tu w ogóle
miejsce na przeszłość jako byt obiektywny? Wydaję się, że nie…czy
zatem przeszłość po prostu nie istnieje jako byt niezależny? Bo prze-
cież istnieć nie może skoro jest przeszłością właśnie, nie ma jej tu i
teraz. Pozostają tylko jej ślady, okruchy, czy może raczej ślady i okru-
chy jej różnych, zapewne partykularnych znaczeń. Kultura materialna,
na kanwie której kreowana jest wizja przeszłości w archeologii nie
jest przeszłością jako taką, jest tylko jej śladem, otwartym na wszelkie
zabiegi i manipulacje.
Z drugiej strony kultura materialna, w której przeszłość się
materializuje, jak by powiedział klasyczny archeolog, jest ważnym
elementem społecznej i personalnej pamięci. Relacja pomiędzy zapa-
miętywaniem i zapominaniem nie jest linearna, lecz jest swoistą dia-
lektyką, każde wspomnienie to wypadkowa tego procesu, w którym
pewne elementy zdarzenia, historii ulegają zapomnieniu, a inne są
upamiętniane, a bardzo ważną rolę w tym procesie odgrywa właśnie
kultura materialna (Van der Hoorn 2003, s. 197). Materialne
fragmenty przeszłości nie niosą ze sobą oczywistego znaczenia, nawet
w naszej kulturze, materialne elementy przeszłości będącej częścią
‗kultury tych, którzy pamiętają‘ ulegają licznym społecznym trans-
formacją, są wciąż reinterpretowane. Proces ten zawiera się gdzie
pomiędzy społeczną wizją historii (czy lepiej świadomością spo-
łeczną) a osobistymi doświadczeniami1 (Van der Hoorn 2003, s. 210).
Dziedzictwo to symboliczna wymiana, to poświęcenie przeszłości dla

1
Szerzej na temat relacji pomiędzy świadomością historyczną i indywidualną
pamięcią zobacz Van den Braembussche 1997, s. 101-118; a także Jasiewicz,
Olędzki 2005, s. 183-208.
204
teraźniejszości, co wcale nie musi oznaczać, że istnienie tej
przeszłości jest konieczne albo niepotrzebne. Jest to witalna energia
dziedzictwa, która jest raczej poświęceniem i konsumpcją niż
akumulacją i zawłaszczeniem (Shanks 1992, s. 108). Ta symboliczna
wymiana jest podstawą budowania naszej tożsamości, jest soczewką,
w której ogniskują się nasze wyobrażenia o świecie. Archeolog nie
bada minionej rzeczywistości lecz eksploruje pustkę, którą musi
wypełnić znaczeniem. Sama egzystencja jest tu niewystarczająca,
stwierdzając że coś istnieje, należy wytłumaczyć dlaczego (Shanks
1992, s. 114). Nasze zjednoczenie z przeszłością, będące naturą
doświadczenia przeszłości to wypadkowa wiedzy, którą posiadamy i
naszych oczekiwań wobec świata.
Partykularyzm przeszłości oczywiście może odnosić się nie
tylko do postaw indywidualnych, lecz również w odniesieniu do grup
społecznych. Każda kultura definiuje przeszłość i jej wagę społeczną
na swój własny oryginalny sposób, dziś to może truizm, ale jest bar-
dzo ważne aby o tym pamiętać, szczególnie teraz, kiedy na naszych
oczach nie tylko „globalizuje‖ się sztuka, gospodarka i wiele innych
aspektów życia codziennego, lecz również rozumienie przeszłości.
Być może linearne pojmowanie czasu, które zdaje się coraz bardziej
dominować we współczesnym świecie, nawet w naszej kulturze jest
tylko deklaracją. W naszej kulturze pojmowanie czasu często wyra-
żane jest w określonych relacjach, sens przeszłości często opiera się
na ekstremalnie opozycyjnych własnościach, terminach, takich jak
miłość/nienawiść, wiara/gnoza, wolność/obowiązek, czy wreszcie
kultura/natura. Ta swoista dialektyka przeszłości jest cechą społeczną
naszej kultury, niezależnie czy potraktujemy ją jako podstawę, czy
tylko społeczny konstrukt (Ingersoll & Nickell 1987, s. 200). Prze-
szłość wciąż się zmienia, jest wciąż negocjonowana, tylko przyszłość
jest niezmienna, odporna na wszelkie manipulacje i krytykę, jak to
ujęła Sarah Kane (2003, s. 1). Ważnymi elementami procesu przy-
właszczania czy też wykorzystywania przeszłości są jej materialne
atrybuty. Tak naprawdę żadna uprzywilejowana grupa nie włada prze-
szłością, to jest absolutnie oczywiste, ale może mieć, kupować i
sprzedawać, a nawet kreować oficjalną wizję przeszłości, wykorzy-
stując do tego obiekty i monumenty z tą przeszłością łączone. Czyli
własność przeszłości polega na partykularnych relacjach pomiędzy
grupą społeczną a określoną wizją przeszłości, opierającą się na pra-
wie do posiadania materialnych dóbr odkrywanych między innymi (a
205
może przede wszystkim) przez archeologów (Hodder 2003, s. 139).
Co więcej przeszłość jest wręcz nieodłącznym składnikiem procesów
budowania tożsamości, gdyż przeszłość jest jedną z najbardziej
istotnych wartości kulturowych. Jak to ujęła Hanna Mamzer,
„tożsamość należy rozumieć procesualnie, jak formę kształtowania
własnej definicji siebie, która może odnieść się do wielu aspektów
osobowości: jej funkcjonowania psychicznego, jej interakcji z innymi
jednostkami i jej konfrontacji z wartościami kulturowymi‖ (Mamzer
2002, s. 49). Tradycyjnie owe „wartości kulturowe‖ wskazywane były
przez instytucje chronione przez państwo, jednak współczesność
podważa funkcjonowanie takich instytucji jak państwo.

***

Jednym z komponentów współczesnych trendów globalnych


są ‗odnowione‘ konflikty etniczne oraz tożsamość etniczna znajdujące
wyraz na poziomie lokalnym. Tożsamości regionalne i etniczne są
kluczem do konfliktów o własność przeszłości. Z drugiej strony prze-
szłość jest redefiniowana, negocjowana przez pryzmat globalnych
koncepcji światowego dziedzictwa kulturowego i rozumianych uni-
wersalnie praw człowieka. Tak naprawdę globalne dziedzictwo kultu-
rowe jest definiowane przez kilka światowych organizacji, takich jak
UNESCO, czy World Monument Watch, a przez to tworzy się uniwer-
salne znaczenie przeszłości, a jej uniwersalne (powszechnie akcepto-
wane) atrybuty materialne, pomniki przeszłości będą pod szczególną
opieką różnych organizacji międzynarodowych (Hodder 2003, s. 140).
Zabytki, materialne pozostałości przeszłości są rozumiane jako mate-
rialna ekspresja sensu historii, która legitymizuje nasze działania,
nasze wybory, nasze decyzje. A więc archeologia i historia jakby
stwarzają znaczenie partykularnej, etnicznej przeszłości, a przecież
etniczności nie trzeba rozumieć jako stanu, który należy odkryć, gdyż
jest niezmienny, jakby ostatecznie nadany. Etniczność można rozu-
mieć procesualnie i dynamicznie, czyli jako coś co nie do końca jest
kontrolowane przez świadomość, jest raczej wynajdywane i kre-
owane, niż posiadane (Mamzer 2002, s. 79). Człowiek boi się utraty
tożsamości, gdyż bez niej łatwo może podlegać manipulacji. Ten lęk
jest obecny zarówno na poziomie jednostkowym, jak i grupowym, a z
tym związane jest problem utrzymania, czy czasem obrony tożsamo-
ści, także narodu, czy kultury (Mamzer 2002, s. 81). Odnosząc to do
206
procesów globalnych, to zabieganie o uznanie jakiegoś zabytku jako
dziedzictwa światowego, może być postrzegane jako sposób obrony
własnej kultury, przeszłości, poprzez uznanie jej jako istotnej dla
kultury świata. Również pewne społeczne mity, mimo osłabienia lub
nawet zaniku wielu tradycyjnych instytucji społeczno-politycznych, są
wciąż niezwykle żywotne. Można rzec, że tak kształtuje nas kultura,
że wciąż powracamy do pewnych ‗sprawdzonych‘ mitów, w sytu-
acjach, gdy obawiamy się o naszą egzystencję, zagrożoną utratą toż-
samości.
Wydaje się, że we współczesności najbardziej rozpowszech-
nionym i żywotnym mitem jest mit narodu. Jak pisał Benedict Ander-
son (1997, s. 16): „Przynależność narodowa jest najbardziej po-
wszechnie akceptowaną wartością współczesnego życia politycz-
nego‖. Ten mit jest nierozerwalnie związany z postrzeganiem prze-
szłości i czasu. Sens rodowodu grupy (narodu) nie musi mieć związku
z rzeczywistą historią. Najistotniejsze jest podzielanie intuicyjnego
przekonania o odrębności w zakresie pochodzenia i rozwoju (Burszta
1997, s. 88). B. Anderson zakłada, że narodowość, lub inaczej
przynależność narodowa jest (podobnie jak nacjonalizm) szcze-
gólnego rodzaju artefaktem kulturowym. Nie można właściwie zro-
zumieć znaczenia tego pojęcia bez rozpatrzenia procesu jego kształ-
towania się w relacji do czasu. Według tego badacza pod koniec XVII
wieku powstanie tych artefaktów wynikło z „żywiołowego splotu
rozmaitych, niezależnych od siebie czynników historycznych. Idąc
dalej tym tropem, uznać należy, że z chwilą gdy te artefakty kulturowe
powstały, uzyskały samoistność, a przez to dawały się ‗przeszczepiać‘
na rozmaite obszary społeczne i sprzęgać z najrozmaitszymi
koncepcjami politycznymi i ideologicznymi‖ (Anderson 1997, s. 18).
Pojawia się jednak problem jak rozumieć pojęcie narodu. Anderson
ogólnie definiuje naród (określając tą definicję jako antropologiczną)
jako wyobrażoną wspólnotę polityczną, wyobrażoną jako
nieuchronnie ograniczoną i suwerenną. Jest ona wyobrażona, gdyż
żaden członek, nawet najmniejszej wspólnoty narodowej nigdy nie
zna większości swych rodaków, nie spotyka ich, i właściwie nic o
nich nie wie, a mimo to pielęgnuje on w umyśle, jak każdy członek tej
wspólnoty, obraz owej wspólnoty (Anderson 1997, s. 19). Narody są
wspólnotami ograniczonymi, gdyż nawet największe narody zajmują
skończony, choćby i rozciągliwy obszar, poza którym żyją inne
narody. „Żaden naród nie wyobraża sobie siebie jako całej ludzkości‖
207
(Anderson 1997, s. 20). Każdy naród jest wspólnotą, gdyż mimo pa-
nującej w nim faktycznej nierówności i wyzysku, traktowany jest
zawsze jako głęboki, poziomy układ solidarności (Anderson 1997, s.
21). W istocie każda wspólnota większa od pierwotnej wioski, w któ-
rej kontakty nie mają charakteru bezpośredniego, jest wspólnotą wy-
obrażoną.
W procesie konceptualizacji pojęcia narodu wskazywano na
wiele czynników mających określać naród. Jednym z ważniejszych,
często przywoływanych wyróżników narodu jest język (przede
wszystkim w Europie, gdyż ruch nacjonalistyczny poza Europą często
opierał się na innych podstawach). Jednak język wcale nie jest em-
blematem narodowości, takim jak flagi, stroje, czy tańce ludowe.
Niemniej język pełni często ważną rolę w tym procesie, ze względu na
jego zdolność generowania wspólnot wyobrażonych, jak to określił B.
Andersen, budowania partykularnej solidarności. Dla przykładu języki
wielkich mocarstw nie pełniły takiej roli, gdyż były tylko jednym z
wielu języków imperiów. Język teoretycznie nie może być in-
strumentem wyłączenia, gdyż w zasadzie każdy może nauczyć się
dowolnego języka. Można powiedzieć, że przeciwnie, ma on charakter
włączający, a to co go ogranicza to tylko wielość języków na świecie,
gdyż nikt nie zna i nie może znać wszystkich języków (Anderson
1997, s. 134). W XVII wieku na kanwie osiągnięć takich wielkich
umysłów jak Izaak Newton, wielu myślicieli było przekonanych, że
czyny ludzi, podobnie jak ruchy ciał niebieskich, można ująć w prawa
naukowe. Rezultatem tego zwrotu w postrzeganiu świata, przeszłość
stała się czymś więcej niż tylko składnicą faktów, miała ukrywać
swoisty klucz do zrozumienia przyszłości. Pod wpływem takich my-
ślicieli jak Herder, czy Hegel, zaczęto uważać, że nowy polityczny
twór, jakim był naród, jest ucieleśnieniem ludzkich dążeń, a zatem
należy go badać w celu poszukiwania wskazówek do zrozumienia
sensu zdarzeń (Appleby, Hunt, Jacob 2000, s. 99).
Proces konceptualizacji pojęcia narodu był ściśle związany z
procesem konceptualizacji wyróżników konkretnych narodów. Jed-
nym z nich miało być terytorium państwa narodowego. I tak pojęcia
‗królestwo‘, w sensie terytorium należącego do konkretnego władcy,
czy też ‗kraj‘ oznaczające ziemie wspólnie zamieszkane przez podda-
nych tego władcy, zastąpiono terminem „państwo narodowe‖ oraz
koncepcją wspólnoty ludzi, świadomie złączonych w związek poli-
tyczny. Siłą napędową tych procesów była idea patriotyzmu, a ludzie
208
oczekiwali, że historia naświetli im drogi postępu, w wyniku którego
powstała nie tylko idea państwa narodowego, ale także jej praktyczne
wcielenie (Appleby, Hunt, Jacob 2000, s. 100). Na przełomie XVIII i
XIX wieku patriotyzm stał się potężną siłą polityczną nie tylko w
Europie, ale także w Ameryce. Często jako początek tego procesu
wskazuje się Rewolucję Francuską, co wiąże ideę państwa
narodowego i patriotyzmu z procesem tworzenia postawy obywatel-
skiej. Społeczeństwo obywatelskie miało być tworem, gdzie na oby-
watelach ciążą nowe obowiązki w życiu publicznym, gdzie sprzyja się
nauce, pisze historię i wyznacza politykę społeczną. Zjawisko to nie-
rozerwalnie związane jest z procesem industrializacji, wraz z
procesami alfabetyzacji, pojawieniem się tanich druków, niszcząc
przy okazji małe wspólnoty świata agrarnego (Appleby, Hunt, Jacob
2000, s. 109). Klasyczna definicja państwa Maxa Webera zakłada, że
państwo to społeczne działanie, które ma monopol na użycie siły.
Państwo jest instytucją, którą łatwo zidentyfikować, która jest scen-
tralizowana i zdyscyplinowana. Taka definicja państwa jest istotna ze
względu na rozumienie nacjonalizmu. Nacjonalizm wydaje się poja-
wiać w otoczeniu, w którym istnienie państwa jest zrozumiałe samo
przez się. Istnienie scentralizowanych jednostek politycznych, pełnią-
cych funkcję normatywną, jest warunkiem koniecznym do zaistnienia
nacjonalizmu, aczkolwiek niewystarczającym (Gellner 1991, s. 11-
13). Zarówno narody, jak i państwa są bytami przygodnymi, to zna-
czy, że nie są ani powszechne, ani konieczne, nie zawsze i nie wszę-
dzie istniały. Ponadto naród i państwo nie są bytami tożsamymi, mimo
że nacjonaliści twierdzą, że są one bytami sobie przeznaczonymi, że
jedno bez drugiego nie może się obejść, w przeciwnym razie dzieje się
tragedia (Gellner 1991, s. 15). Jak to ujął Ernest Gellner „…narody są
dziełem człowieka, wytworem jego przeświadczeń, lojalności i soli-
darności‖ (Gellner 1991, s. 16). To nacjonalizm stwarza narody, a nie
na odwrót, a w procesie tym zazwyczaj dochodzi do radykalnych
przeobrażeń. Nacjonalizm ożywia martwe języki, wymyśla tradycje,
wskrzesza fikcyjną, pierwotną czystość. Argumenty, którymi posłu-
guje się nacjonalizm, są zazwyczaj arbitralnymi kreacjami. Reasumu-
jąc, proces powoływania do życia narodu jest swoistą fuzją woli, kul-
tury i państwa, która staje się normą ściśle chronioną (Gellner 1991, s.
72).
Mimo, że dąży się we współczesności (a może dążyło, gdyż
dziś żyjemy już w czasach ponowoczesności) do unifikacji rozumienia
209
zjawiska nacjonalizmu, pojęcie to wciąż sprawia wiele problemów
interpretacyjnych. Jednym z tych problemów jest relacja nacjonalizmu
do zjawiska etniczności. Według Ernesta Gellnera kwestie etniczne
funkcjonują w sferze polityki pod postacią nacjonalizmu, ilekroć
podłoże ekonomiczne życia społecznego wymaga kulturowego ujed-
nolicenia (Gellner 1991, s. 115). Ten wymóg nierozerwalnie łączy się
z próbami zdefiniowania podmiotu zbiorowego, z którym można
identyfikować działania nowo powstałego państwa. Ideologizowanie
nacjonalistyczne krąży zazwyczaj wokół treści, względnego znaczenia
i właściwego związku dwóch podstawowych haseł, które Clifford
Geertz określił jako „rdzenny sposób życia‖ i „duch czasu‖. „Rdzenny
sposób życia‖ ogniskuje się wokół takich kwestii jak miejscowe oby-
czaje, ustanowione instytucje oraz jedności związane wspólnymi do-
świadczeniami, określane jako tradycja, kultura, narodowy charakter,
a nawet rasa, a wszystko to, aby poszukać korzeni nowej tożsamości.
„Duch czasu‖ zazwyczaj odnosi się do ogólnego zarysu historii, a
dokładniej do tego, co jest potrzebne do wytyczenia ogólnego kie-
runku i znaczenia tej historii. Owe hasła Clifford Geertz określił jako
esencjalizm i epokalizm (Geertz 2005, s. 274-275). Kwestia tożsamo-
ści narodowej nierozłącznie związana jest z tym, jakie formy kultu-
rowe, lub inaczej to ujmując jakie systemy znaczących symboli, na-
leży zastosować w celu nadania wartości i znaczenia działalności pań-
stwa oraz rozszerzenia zakresu życia społecznego jego obywateli. W
procesie tym nacjonalistyczne ideologie oparte na formach symbo-
licznych wywodzących się z tradycji lokalnych bywają łączące w
sensie psychologicznym, lecz izolujące w sensie społecznym (Geertz
2005, s. 276-277).
A tożsamość, jaka jest relacja tożsamości do przeszłości? Czy
tak sformułowany tytuł tego szkicu może sugerować ową relację? Czy
gdyby tytuł sformułować, że tak to ujmę odwrotnie: Przeszłość a kon-
struowanie tożsamości, tekst ten miałby zupełnie inny charakter? Ide-
ologiczne w swej istocie założenie, że przeszłość jako niezmienna
wartość kulturowa jest podstawą, glebą w której kiełkuje tożsamość
jest raczej obca paradygmatowi, który zdeterminował ten tekst. Pro-
blem warunków koniecznych do tworzenia się tożsamości narodowej
od dawna budzi dyskusje i kontrowersje. Można tu przytoczyć trzy
przykłady odmiennego podejścia do problemu. I tak Benedict Ander-
son uważał, że ważnymi czynnikami stymulującymi rozwój tożsamo-
ści, czy inaczej wspólnot wyobrażonych, były spadek zainteresowania
210
religią oraz rozwój języków rodzimych wraz ze wspierającym ten
proces drukiem. Natomiast dla Ernesta Gellnera dla przykładu, naj-
ważniejszym czynnikiem było powstanie społeczeństwa przemysło-
wego, które stworzyło homogeniczność kulturową przejawiającą się w
postaci nacjonalizmu. Jeszcze inaczej rozumiał ten problem Eric Hob-
sbawn, który uważał, że nacjonalizm powstał pod koniec XIX wieku i
ostrożnie podzielił go na dwa rodzaje: nacjonalizm narodowy i nacjo-
nalizm ludności (Burke 2000, s. 76). Wszystkie głębokie zmiany
świadomości pociągają za sobą swoistą niepamięć. Jest to istota pro-
cesu tworzenia narodu, jak pisał Michelet:

„Otóż, istota narodu polega na tym, że wszystkie jednostki mają wiele


rzeczy wspólnych i wiele rzeczy takich, o których muszą zapomnieć‖.
(cytat za Anderson 1997, s. 193).

Charakterystycznym narzędziem dla procesu konstruowania narodo-


wych genealogii jest powinność zapomnienia o tragediach, o których
nieustannie należałoby przypominać (Anderson 1997, s. 194). Tak jak
nie można pamiętać w procesie dojrzewania o doświadczeniach
okresu dzieciństwa (muszą nam w tym pomagać inni oraz przedmioty
będące swoistymi dowodami tej przeszłości, jak na przykład opowie-
ści członków rodzinny, czy rodzinne fotografie), tak samo naród jako
twór kulturowy nie może pamiętać o swej całej przeszłości, potrzebni
są ludzie którzy tą przeszłość będą pielęgnować i przypominać. Wła-
śnie z tego swoistego wyobcowania wywodzi się wg B. Andersona
koncepcja osobowości, tożsamości. Owa tożsamość nie może być
„zapamiętana‖ wobec czego musi zostać opowiedziana (Anderson
1997, s. 197)2. Tak więc podsumowując można stwierdzić, iż naród
jako idea polityczna jest jedną z form świadomości społecznej, która
jest chroniona i kontrolowana przez instytucje społeczno-polityczne.

2 Dobrym przykładem ideologii narodu w akcji jest pewien obrazek z


francuskiego podręcznika geografii z 1960 roku. Obrazek przedstawia
papierowe lalki, zestawione w pary mężczyzn i chłopców, przedstawiające
łańcuch kolejnych pokoleń. Każda kolejna para ubrana jest w strój
charakterystyczny dla innej epoki, od strojów średniowiecznych,
skończywszy na strojach współczesnych. Istota francuskiej tożsamości jest
oczywista, każdy może zobaczyć nieprzerwaną kontynuację francuskich
ojców, zamieszkujących ‗francuską‘ ziemię i płodzących synów (Appleby,
Hunt, Jacob 2000, s. 100-101).
211
Współczesność jednak, rzuciła ogromne wyzwanie tej świa-
domości. Rola państwa, niemal z dnia na dzień, traci znaczenie. Jak to
trafnie ujął Zygmunt Bauman niezawisłość współczesnego państwa
opierała się na trzech filarach: suwerenności w sferze wojskowej,
gospodarczej i kulturalnej. Dziś trudno znaleźć takie państwa na świe-
cie, epoka państw narodowych nieuchronnie zbliża się do końca. Dla
naszych rozważań kluczowa jest niezawisłość w sferze kulturalnej.
Państwo nie może funkcjonować bez możliwości zgromadzenia środ-
ków kulturalnych wystarczających do zachowania tożsamości państwa
i jego odrębności (Bauman 1999, s. 74-75). Skoro polityka kulturalna
jest jednym z filarów niezawisłości państwa, to archeologia (podobnie
jak historia) musi spełniać określone cele polityczne. Tym bardziej
dziś, gdy często polityka kulturalna jest ostatnią domeną rzeczywisto-
ści, w której może realizować się państwo w pełni niezależnie. Choć i
tu widać coraz większe pęknięcia na tym gmachu, który tak często
określa się mianem tradycji i kultury narodowej. Współczesna rze-
czywistość nie daje jednoznacznych definicji, wartości i schematów
efektywnego funkcjonowania, na których mogłoby opierać się poczu-
cie bezpieczeństwa i określoności. Zaniknęła także tradycyjnie poj-
mowana podmiotowość, czyli zdolność oceniania świata, będąca pod-
stawą tworzenia własnych konstrukcji tożsamościowych (Mamzer
2002, s. 64).
Współczesna kultura często jest charakteryzowana takimi po-
jęciami jak kultura popularna, kultura przyjemności, czy też kultura
audiowizualna. Taki jej charakter różnie się tłumaczy, lecz to co naj-
częściej wskazuje się jako jej źródło, to takie procesy jak wzrost za-
możności i wolnego czasu w wielu społeczeństwach, co pozwala na
większe zaangażowanie w ostentacyjną konsumpcję. Właśnie z tego
procesu ma wynikać szereg zjawisk, takich jak: kredyty konsumenc-
kie, ekspansja agencji reklamowych, marketing, projektowanie i pu-
blic relations, a wszystkie one mają zachęcać ludzi do konsumpcji.
Stąd współczesna kultura popularna celebrująca konsumeryzm, hedo-
nizm i styl (Strinati 1998, s. 188). Tak rozumiana kultura popularna,
podmioty w niej działające wciąż poszukują inspiracji, aby wymyślać
nowe oferty wydawania pieniędzy i spędzania czasu. Już dawno za-
uważono, że przeszłość stwarza ogromne możliwości, podsuwa wiele
inspiracji, a tak naprawdę proces oswajania jakiegoś zjawiska we
współczesnym świecie zaczyna się poważnym dyskursem pamięci, a
kończy językiem konsumenckiej przyjemności. W rzeczywistości ani
212
konsumeryzm, ani kultura audiowizualna nie tworzą podstaw tożsa-
mości i przekonań, lecz jedynie tworzą mgliste i rozmyte, szybko się
zmieniające ramy dla nich, które zyskują na popularności wobec
braku alternatyw (Strinati 1998, s. 191). Dziś wszyscy jesteśmy Ame-
rykanami, wczoraj byliśmy Prasłowianami, a jutro będziemy na Mar-
sie po drodze wpadając na pola Grunwaldu aby po raz kolejny poko-
nać Krzyżaków. Mimo, że to nie świat, a media i informacje stały się
szybkie, płytkie i efemeryczne, to tożsamość i kondycja człowieka
coraz bardziej ulega temu procesowi, a przez to człowiek coraz głębiej
zapada się w świat konsumentów, gdzie sprzedać i skonsumować
można już prawie wszystko.
W dobie świata globalnego, kultury popularnej można do-
strzec symptomy rozpadu tradycyjnych pryncypiów kulturowych. Nie
jest to w prosty sposób rozumiany proces załamania się tożsamości,
lecz rozrzedzenie i rozpad tradycyjnych, ustalonych tożsamości na
wiele, fragmentarycznych, często nawet efemerycznych, odmiennych i
płynnych tożsamości często konkurujących ze sobą. Coraz częściej i
głośniej mówi się o tym, że we współczesności można zaobserwować
stopniowy proces zanikania tradycyjnych i powszechnie akceptowa-
nych kulturowych ram odniesienia. Jedną z owych ram odniesienia
było państwo narodowe lub po prostu idea narodu. Jak to ujął Domi-
nic Strinati (1998, s. 190), „erozja dających niegdyś poczucie bezpie-
czeństwa tożsamości zbiorowych spowodowała rosnącą fragmentary-
zację tożsamości prywatnych‖. Z drugiej strony dość powszechnie
uważa się, że fragmentacja i epizodyczność współczesnego życia dają
wrażenie wolności i nieskrępowania, co jest niezbędne do wyzwolenia
chęci kontrolowania procesu tworzenia własnej tożsamości. Jednak
taka swoboda może prowadzić do nietrwałych konstrukcji, dość lekko
porzucanych na rzecz innych (Mamzer 2002, s. 57). Gdyby pokusić
się o pewną generalizację, to wydaje się, że współczesna tożsamość
ma charakter „wielowątkowy‖ lub wieloosiowy jak ujęła to Hanna
Mamzer (2002, s. 71). Wszystkie te wątki i osie wchodzą w związki i
interakcje ze sobą, co powoduje, że ma ona charakter zmienny i nie-
stały. Co więcej owe wątki wchodzą nieustannie w interakcje ze
światem zewnętrznym, co powoduje, że definiowanie siebie jest nie-
ustannym procesem, a proces ten we współczesnym świecie ma bar-
dzo zmienny charakter.

213
***

Richard Rorty napisał kiedyś, że współczesna współpraca na-


ukowa to nie wymuszone porozumienie. Wizja nauki, którą zapropo-
nował R. Rorty, to wspólnoty, których granice byłyby tak samo
płynne jak zainteresowania ich członków. Z drugiej strony nauka (hi-
storia i archeologia jako jej dziedziny) ma stać na straży przeszłości,
lecz czy aby to nie jest zbyt ambitne zadanie? A może to kolejny spo-
sób na kontrolowanie przeszłości? Wydaje się, że tak, co więcej nawet
sama nauka zawiera w sobie wiele odcieni, a o tym, które mają naj-
większy wpływ na społeczne wizje przeszłości, decydują relacje w
samej nauce. Dla przykładu od lat 70. XX wieku w archeologii dysku-
sje na temat teorii zostały zdominowane przez relatywnie małą ilość
autorów, instytucji i wydawnictw, w zasadzie tylko z kilku krajów, a
głównie z Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Sytuacja taka
skutecznie wpływa na wizję tego, w jaki sposób uprawiać współcze-
sną archeologię i chcąc nie chcąc naukowcy z różnych stron świata
muszą odnosić się do najbardziej znanych koncepcji (czytaj uznanych)
i w zasadzie zabiegać o uznanie swych idei przez grupę wpływowych,
głównie anglosaskich archeologów (Holtorf & Karlsson 2000, s. 4 i
5). Co więcej współczesna nauka wraz z rozwojem technik teleinfor-
matycznych zajmuje poczesne miejsce w procesie erozji tradycyjnych
tożsamości, co dobrze ujął Anthony Giddens w odniesieniu do wagi
słowa pisanego:

„Każdy tekst pisany autonomizuje się względem autora, a druk po-


głębia tą autonomizację. Media elektroniczne natomiast oddzielają
obecność w czasie od obecności w przestrzeni, co ma decydujące
znaczenie dla współczesnego kształtu zbiorowości.‖ (Giddens 2003,
s. 251)

Z drugiej strony przywiązanie do tradycji wciąż jest istotnym


elementem praktyki społecznej, nawet jeśli zarówno tradycja, jak i
praktyka społeczna ulegają procesom fragmentaryzacji. Tak więc, jak
w tym szkicu staraliśmy się wykazać, przeszłość i tożsamość pozo-
stają w niezwykle istotnym, dialektycznym związku. Tożsamość od-
wołuje się do określonej wizji przeszłości, a owa przeszłość kreowana
jest zazwyczaj na potrzeby określonej tożsamości. Jednym z najsil-
niejszych wcieleń tej dialektyki jest idea narodu. Można oczywiście

214
nie zgodzić się z tym założeniem, lecz gdy spojrzeć na historię takich
dziedzin nauki jak archeologia, czy historii można uświadomić sobie,
iż nawet nauka zazwyczaj realizuje określone kulturowo i politycznie,
partykularne cele. Wizja przeszłości jest zatem partykularną kreacją,
historią, tak często przekształcaną w naturę, a nacjonalizm… Dziś
nacjonalizm wciąż jest istotnym problemem społecznym, być może
jest to, jak to określił Clifford Geertz, nacjonalizm amorficzny, nie-
pewnie ogniskowany, czy też połowicznie wyartykułowany. Ów
ukryty nacjonalizm jest wciąż swoistą zbiorową pasją w większości
nowopowstałych państw, czy czasem jest wręcz jedyną dostępną
opcją (Geertz 2005, s. 271). Można dodać, że nacjonalizm oraz et-
niczność. We współczesnym świecie, jak pisał Zygmunt Bauman,
proces globalizacji obejmuje głównie wąskie elity. Większość ludzi na
świecie podlega raczej, lustrzanemu odbiciu globalizacji, procesowi,
który Z. Bauman określił jako lokalizacja. I nawet jeśli proces ten
będziemy kamuflować stwierdzeniami w rodzaju „mała ojczyzna‖ czy
wspólnota lokalna, przyznać musimy, iż ma on charakter izolacyjny.
Być może dlatego, iż owa wielość dostępnych tożsamości, oferowana
głównie przez dostęp do nowoczesnych mediów, ma w istocie cha-
rakter powierzchowny i efemeryczny. Wynika to nie z rozpadu trady-
cyjnych wartości, lecz bardziej z natury samych mediów, z których
czerpiemy tak wiele inspiracji. W ten sposób, mimo że świat wydaje
się na wyciągnięcie ręki, tak naprawdę nasza tożsamość opiera się o
konkretne wartości i krajobraz kulturowy, nieodłącznie związane z
partykularną reprezentacją przeszłości. Na kształt naszej tożsamości
mają wpływ rodzina i bliscy, nie tylko media i świat społeczny, czyli
dyskurs społeczny w szerokim sensie, lub to wszystko co związane
jest z procesem w antropologii kulturowej określanym jako enkultura-
cja, wraz ze swym najsilniejszym wcieleniem, edukacją. Wielu
uczestników warsztatów, które miały miejsce w Obrzycku w 2003
roku, poproszonych o wskazanie ważnych wydarzeń, których byli
świadkami, potrafiło bez większego problemu przypomnieć sobie co
w tym czasie robiło, co myślało i jaki wpływ te wydarzenia na nich
miały. Zastanowić się oczywiście można, na ile te opowieści zgodne
były z tym, co naprawdę się wówczas z nimi działo, ale to jest kwestia
drugorzędna. Ważne jest to, że wielkie wydarzenia, takie jak na przy-
kład ‗Okrągły stół‘ nie tylko utrwalają się w pamięci jako ważne wy-
darzenia, lecz również są swoistymi soczewkami, pryzmatami, przez
które przefiltrowywane są osobiste doświadczenia. Nawet w przy-
215
padku takich wydarzeń, których studenci biorący udział w warsztatach
świadomymi uczestnikami nie mogli być, ze względu na swój wiek,
miał miejsce podobny proces. Mogły to być próby zrekonstruowania,
tego co wówczas mogłem robić (jako małe dziecko), lub były to
wspomnienia bliskich (najczęściej rodziców), którzy byli świadkami
tych wydarzeń. Właśnie w ten sposób budujemy swoją tożsamość,
jako ludzi którzy urodzili się w ‗Stanie Wojennym‘, którzy przeżyli
‗Okrągły stół‘, czy wreszcie ludzi którzy pochodzą z konkretnego
miejsca, i mimo, że skłonni jesteśmy opisywać siebie jako obywateli
świata, to najistotniejsze oceny, wartości i recepty życia czerpiemy z
najbliższej lokalności, a nie z ogromnego parku tematycznego, jakim
wydaje się współczesny świat.

Sinke: Wezwę na pomoc moich przodków,


a oni wszyscy się stawią i wesprą mnie.
Muszą przyjść, bo tylko dzięki mnie ist-
nieją…
‗The Amistad‘ 2000, reż. S. Spielberg

Wykaz cytowanej literatury:

Anderson B. (1997), Wspólnoty wyobrażone. Rozważania o źródłach i


rozprzestrzenianiu się nacjonalizmu, Kraków-Warszawa: Znak
oraz Fundacja im. Stefana Batorego.
Ankersmit F. R. (1997), Modernistyczna prawda, postmodernistyczne
przedstawienie po-postmodernistyczne doświadczenie, W: E.
Domańska (red.), Historia: o jeden świat za daleko?, Poznań:
Instytut Historii UAM, s. 19-36.
Appleby J., Hunt L., Jacob M. (2000), Powiedzieć prawdę o historii,
Poznań: Zysk i s-ka.
Bauman Z. (1999), Globalizacja, Warszawa: PIW.
Burke P. (2000), Historia i teoria społeczna, Warszawa-Kraków: Wy-
dawnictwo Naukowe PWN.
Burszta W. J. (1996), Czytanie kultury. Pięć szkiców, Łódź: IEiAK.
Clark G. (1998), Przestrzeń, czas i człowiek, Warszawa: PIW.
Gazin-Schwartz A., Holtorf C. (1999), ‚As long as ever I‘ve known
it…‘ On folklore and archaeology, W: A. Gazin-Schwartz, C.

216
Holtorf (red.), Archaeology and Folklore, London & New
York: Routledge, s. 1-20.
Geertz C. (2005), Interpretacja kultur. Wybrane eseje, Kraków: Wy-
dawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Gellner E. (1991), Narody i nacjonalizm, Warszawa: PIW.
Giddens A. (2003), Stanowienie społeczeństwa, Poznań: Zysk i s-ka.
Hodder I. (2003), Sustainable Time Travel: Towards a Global Politics
of the Past, W: S. Kane (red.), The Politics of Archaeology and
Identity in a Global Context, Boston: Archaeological Institute
of America, s. 139-148.
Holtorf C., Karlsson H. (2000), Changing configurations of archaeo-
logical theory. An introduction, W: C. Holtorf, H. Karlsson
(red.), Philosophy and Archaeological Practice, Göteborg: Bri-
coleur Press, s. 1-12.
Holtorf C., Schadla Hall T. (1999), Age as artefact: on archaeological
authenticity, European Journal of Archaeology, vol. 2, no. 2, s.
229-248.
Ingersoll D. W., Nickell J. N. (1987), The Most Important Monument:
The Tomb of the Unknown Soldier, W: D.W. Ingersoll, G.
Bronitsky (red.), Mirror and Metaphor. Material and Social
Constructions of Reality, Boston: University Press of America,
s. 199-225.
Ingold T. (1993), The temporality of landscape, World Archaeology,
vol. 25 (2), s. 152-174.
Jasiewicz K., Olędzki Ł. (2005), Od nostalgii do fascynacji – do-
świadczanie przeszłości, W: J. Grad, H. Mamzer (red.), Kultura
przyjemności. Rozważania kulturoznawcze, Poznań: Wy-
dawnictwo Naukowe UAM, s. 183-208.
Kane S. (2003), Introduction. The Politics of Archaeology and Iden-
tity in a Global Context, W: S. Kane (red.), The Politics of Ar-
chaeology and Identity in a Global Context, Boston: Archaeo-
logical Institute of America, s. 1-10.
Layton R. (1994), Introduction: Who needs the past?, W: R. Layton
(red.), Who needs the past?, New York: Routledge, s. 1-20.
Mamzer H. (2002), Tożsamość w podróży. Wielokulturowość a
kształtowanie tożsamości jednostki, Poznań: Wydawnictwo Na-
ukowe UAM.
Shanks M. (1992), Experiencing the past. On the character of archae-
ology, London & New York: Routledge.
217
Stewart S. (1999), Prologue: From the Museum of Touch, W: M.
Kwint, Ch. Breward, J. Aynsley (red.), Material Memories, Ox-
ford & New York: Berg, s. 17-36.
Van den Braembussche A. (1997), Historia i pamięć: kilka uwag na
temat ostatnich dyskusji, W: E. Domańska (red.), Historia: o
jeden świat za daleko?, Poznań: Instytut Historii UAM, s. 101-
118.
Van der Hoorn M. (2003), Exorcizing remains, Journal of Material
Culture, vol. 8 (2), s. 189-213.

218
Wojciech Busiel
Instytut Psychologii UAM
Poznań

Historyczne uwarunkowania rozwoju psychicznego człowieka

Wstęp

Moim zdaniem, przeszłość posiada ugruntowaną pozycję na


wielu płaszczyznach funkcjonowania społecznego. W naukach huma-
nistycznych zwrócenie się w stronę przeszłości w celu wyjaśniania,
interpretowania czy znajdywania genezy teraźniejszych zjawisk jest
metodą często stosowaną. Artykuł ten nie będzie zatem traktował o
znaczeniu przeszłości. Postaram się jednak pokazać jak przeszłość
może być postrzegana przez psychologa. Proponowany sposób pa-
trzenia na przeszłość i jej rolę w rozwoju człowieka jest charaktery-
styczny dla nurtu psychologii zwanego historyczno – kulturowym
(Wygotski 1971; Cole 1988). W ujęciu tym rozwój postrzegany jest
jako interakcja indywidualnych predyspozycji jednostki (uwarunko-
wań biologicznych) i odpowiednio już funkcjonującego kontekstu
kulturowego. Tak rozumiany, jest procesem twórczej adaptacji do
zastanej rzeczywistości. Jednostka rodząc się w pewnym środowisku,
aby przetrwać, uczy się w procesie socjalizacji charakterystycznych
dla tego środowiska sposobów realizacji potrzeb, „sposobów na ży-
cie‖. Analiza stopnia rozwoju psychicznego zakłada więc interakcyjny
wpływ czynników genetycznych i środowiskowych. Tym samym
niemożliwe jest adekwatne interpretowanie czy wyjaśnianie zjawisk
bez uprzedniego umieszczenia ich w kontekście, w jakim się rozwi-
jały.
W pracy tej prezentuję konteksty rozwoju człowieka, a następnie na
ich podstawie formułuję wymiary historyczne, czyli obszary z przeszłości,
które mają wpływ na obecną sytuację. Przyglądam się znaczeniu historii
jednostki z perspektywy trzecio-osobowej, z punku widzenia badacza. Chcę
tym samym pokazać, że każde zjawisko nawet tak indywidualne jak psychika
człowieka uwarunkowane jest wieloma wydarzeniami. Praca ta jest osobistą
refleksją na temat znaczenia przeszłości dla wyjaśniania zjawisk obecnie
obserwowanych. Stanowi schemat prowadzenia obserwacji czy badania,
charakterystyczny dla ujęcia rozwojowego, a także sposób postrzegania

219
NACISKI SPOŁECZNE
Informacje z otoczenia
zewnętrznego

I. Poziom społeczny
ZMIANY RELACJI OSOBA
– GRUPA/OTOCZENIE

II. Poziom osobowościowy


ZMIANY OSOBOWOŚCI

III. Poziom poznawczy


ZMIANY STRUKTUR
UMYSŁOWYCH

IV. Poziom behawioralny


ZMIANY ZACHOWANIA

NACISKI BIOLOGICZNE
Informacje z własnego
organizmu

Rys.1. Poziomy rozwoju psychicznego (za Brzezińska 2000, s. 45).

Czego dotyczy rozwój psychiczny

W psychologii spektrum badań dotyczących rozwoju czło-


wieka sięga od koncepcji biologicznych, doszukujących się przyczyn
ludzkiego zachowania w czynnikach takich jak kształtowanie się na-
rządów, czy tkanek w fazie rozwoju płodowego (na przykład koncep-
cja biosyntezy D. Boadelle), po koncepcje rozwoju duchowego czy
transpersonalnego postrzegające wszechświat, w tym także człowieka,

220
jako przejaw kolejnych etapów urzeczywistniania się „Ducha w
Działaniu‖ (koncepcja K. Wilbera).
Spoglądając na jednostkę w jej codziennym funkcjonowaniu
możemy wyróżnić kilka poziomów, na których odbywa się rozwój
psychiczny. A. Brzezińska opisując owe poziomy mówi o „obszarach
rozwoju‖ (Brzezińska 2000, rys. 1, s.45). Koncentracja na poszcze-
gólnych elementach wyznacza zakres zainteresowań badacza, a także
zakres zjawisk jakie podda on obserwacji. Jak widzimy możemy więc
mówić o rozwoju osobowości, rozwoju poznawczym czy rozwoju
umiejętności. Schemat ten także, jak pisze autorka „pokazuje, (…), iż
poziomy funkcjonowania [w tym także rozwoju] człowieka są współ-
zależne od siebie. Zmiana w jednym obszarze może być skutkiem, a
jednocześnie przyczyną zmian w pozostałych obszarach albo też może
tylko towarzyszyć zmianom w innych obszarach…‖ (Brzezińska
2000, s. 45). Na tym prostym schemacie widzimy także ramy, w ja-
kich przebiega rozwój psychiczny człowieka. Z jednej strony nasza
droga wyznaczona jest naciskami biologicznymi, które w zależności
od sytuacji przyspieszają lub opóźniają rozwój, z drugiej strony pod-
dani jesteśmy naciskom społecznym, „(…) przybierającym najczęściej
formę jawnie formułowanych wymagań co do sposobu funkcjonowa-
nia w różnych sytuacjach.‖ (Brzezińska 2000, s. 46). Pomiędzy tymi
ograniczeniami leży sfera psychiczna człowieka. Odczuwanie, myśle-
nie, wyobrażanie, fantazjowanie, planowanie należą do przejawów
życia psychicznego. Przyjmijmy za Brzezińską (Brzezińska 2000, s.
192-198), że obszar ten nazwiemy „psyche‖. W odróżnieniu od po-
ziomu „somy‖, czyli wyposażenia genetycznego i związanych z nim
nacisków ze strony ciała, oraz od „polis‖ stanowiącego wyraz otocze-
nia zewnętrznego, zarówno fizycznego (przedmioty, przyroda) jak i
społecznego (ludzie, relacje między nimi czy symbole). Poziom „psy-
che‖ stanowi pole badań psychologii, do którego będę się odnosił w
tym referacie.
Obszar ten będę dalej określał jako psychiczną sferę życia
człowieka, przejawiającą się w różnoraki sposób w wyżej wymienio-
nych obszarach. Dla uproszczenia będę mówił o rozwoju psychicz-
nym, mając na uwadze, że sfera ludzkiej psychiki jest zbudowana z
wielu poziomów, i że zmiana w strukturach psychicznych wpływa
również na zmianę dotyczącą pozostałych obszarów funkcjonowania.

221
Tendencja do samoaktualizacji

Na gruncie psychologii humanistycznej pojawiło się pojęcie


„dążenia do samorealizacji‖ czy inaczej tendencji do samoaktualizacji
(actualizing tendency). Przedstawiciele tej szkoły (Rogers 1961, 1991;
Gordon 1990, 2002) zaobserwowali, że w każdym organizmie żywym
istnieje tendencja do rozwoju. Polega ona na wykorzystaniu dostęp-
nych środków czy to wewnętrznych czy zewnętrznych, w celu urze-
czywistnienia możliwości jednostki, istniejących na razie tylko w
formie potencjalnej. Carl Rogers przedstawiając ową tendencję jako
jedną z podstawowych cech ludzkiej natury wyjaśnia, że „(…) czło-
wiek (…) charakteryzuje się wrodzonym dążeniem do rozwijania
wszystkich swoich możliwości służących podtrzymaniu i wzmocnie-
niu własnego organizmu. Jest to dążenie, które (…) ujawnia się i kie-
ruje człowieka ku (…) rozwojowi, dojrzałości, pełni życia‖ (Rogers
1991, s. 31).
Rozwijamy się w ciągu całego życia. Próbujemy w jak najlep-
szy dla nas sposób wykorzystać zasoby jakie znajdujemy w sobie lub
w środowisku. Na wielu poziomach realizujemy cele wyznaczane
przez otoczenie czy przez nas samych. Szukamy lepszych sposobów
zaspokojenia potrzeb płynących z ciała, psychiki i środowiska. Jednak
bardzo często owo dążenie do samorealizacji może zostać zabloko-
wane. Zahamowanie tendencji do samoaktualizacji wywołuje frustra-
cję i stan chwilowej dezorientacji, zmuszając do poszukiwania alter-
natywnych sposobów realizacji własnych motywów. Paradoksalnie,
frustracje naszych potrzeb są niezbędnym elementem rozwoju, sty-
mulującym ludzi do poszukiwania bardziej odpowiednich, „wyższych
rozwojowo‖ form ich zaspakajania (Leontiew 1985, s.7-57), jednocze-
śnie zbyt duża ich ilość w stosunku do zasobów organizmu powoduje
różnego rodzaju zaburzenia.

Konteksty rozwoju człowieka

Powiedzieliśmy już do tej pory, że rozwój w sensie psychicz-


nym dotyczy obszaru ludzkiego funkcjonowania rozciągającego się
pomiędzy szeroko rozumianym obszarem ciała (genotyp, typ czy re-
aktywność układu nerwowego, różne naciski związane z rytmem ze-
gara biologicznego) a obszarem życia społecznego. Stwierdziliśmy
222
także, że każdy organizm żywy ma wrodzoną tendencję do rozwoju,
do urzeczywistniania swoich potencjalnych możliwości. Mniej więcej
od lat siedemdziesiątych coraz częściej badacze zwracają uwagę na
interakcyjny wpływ czynników biologicznych i społecznych na roz-
wój człowieka. Spór pomiędzy „genami a wychowaniem‖ zmienił się
w poszukiwanie wspólnych połączeń pomiędzy wieloma kontekstami
ludzkiego rozwoju. Okazało się bowiem, że człowiek jako istota spo-
łeczna, żyjąca w określonych warunkach poddana jest oddziaływa-
niom o wiele szerszym, niż jedynie naciskom biologicznych impulsów
czy wpływowi najbliższego otoczenia.

K. J. Tillman (za: Brzezińska 2000, s.203) do rozwoju osobo-


wości wprowadza pojęcie „społecznych płaszczyzn pola socjalizacji‖.
Zauważa on, że społeczeństwo nigdy nie ujawnia się człowiekowi w
223
postaci całkowitej. To jednostka przesuwając się pomiędzy różnymi
środowiskami wchodzi w coraz to inne układy, które z kolei tworząc
hierarchiczną strukturę powiązań warunkują siebie nawzajem. Brze-
zińska wzorując się na Tillmanie, wymienia pięć poziomów socjaliza-
cji jednostki (por. rys. 2). Na każdym z tych poziomów działają siły
mające wpływ na sposób naszego funkcjonowania. Mówiąc o siłach
mam na myśli ludzi, prawa, zwyczaje, normy i wszystko to co może
oddziaływać z człowiekiem zmieniając jego logikę rozwoju. Poziom
pierwszy dotyczy sfery intrapersonalnej. Są to obszary funkcjonowa-
nia wymienione przez nas wcześniej jako sfera psychiczna człowieka.
Do tego poziomu możemy zaliczyć doświadczenia jednostki, jego
filozofię, posiadane umiejętności, rozumienie siebie i świata. Poziom
drugi obejmuje relacje z innymi ludźmi. Jest to tzw. poziom interper-
sonalny. Zaliczyć tu możemy interakcje w jakie wchodzi człowiek ze
swoim najbliższym otoczeniem; kontakty w diadach i innych grupach
także zadaniowych. Kolejny obszar związków warunkujących funk-
cjonowanie i rozwój człowieka to poziom grupowy. „Styl i jakość
funkcjonowania grup społecznych formalnych typu rodzina, grupa
pracowników (…) także nieformalnych jak grupy rówieśnicze, towa-
rzyskie …‖ (Brzezińska 2000, s. 208). Stosunki panujące pomiędzy
ludźmi stają się matrycą do rozwoju charakterystycznego wzorca rela-
cji. Poziom czwarty stanowi funkcjonowanie w obrębie różnych in-
stytucji, tzw. poziom instytucjonalny. Zaliczyć tutaj możemy „instytu-
cje lokalne i ponadlokalne – rządowe i samorządowe, w których lu-
dzie jako obywatele państwa i jednocześnie obywatele społeczności
lokalnych mogą realizować swoje cele życiowe …‖ (Brzezińska 2000,
s. 208). Poziom piąty tzw. społeczny, obejmujący uwarunkowania
polityczne i ekonomiczne państwa. Do całości obrazu należałoby jed-
nak dodać poziom szósty. Poziom wykraczający poza ramy państwa i
uwzględniający pewne wspólne dla wielu narodów funkcjonujących
na jednym obszarze, podłoże kulturowe. Poziom, który jako najbar-
dziej rozległy obejmuje wszystkie poprzednie, nadając im pewien
wspólny kontekst. Dlatego do schematu proponowanego przez Brze-
zińską dodam jeszcze szósty poziom tzw. kulturowy. Jego znaczenie
widoczne jest szczególnie na obszarach „pogranicza kulturowego‖1.

1
Hanna Mamzer (2002) wprowadza za Jerzym Kmitą pojęcie „pogranicza
kulturowego‖ rozumianego w dwojaki sposób. Z jednej strony obszar
pogranicza może być rozumiany dosłownie jako zetknięcie się odrębnych
224
Każdy człowiek osadzony jest w specyficznym kontekście
rozwojowym. Kontekst ów stanowi jedyna i niepowtarzalna dla każ-
dej jednostki interakcja, pomiędzy indywidualnymi predyspozycjami
osobowymi i wyżej wymienionymi sześcioma obszarami. Człowiek
rozwijając się podlega wpływom sił działających na tych poziomach.
Kontakt jednostki z owymi obszarami ma charakter „pośredni‖ lub
„bezpośredni‖. Urie Bronfenbrenner wyróżnił dwa rodzaje oddziały-
wań: bezpośrednie – „związane z tym, z kim i w jakie interakcje
wchodzi jednostka‖ oraz pośrednie – „zdarzenia i sytuacje w innym
siedlisku, w których sama jednostka bezpośrednio nie uczestniczy, a
nawet nie jest obecna jako obserwator, mają na nią wpływ albo przez
ludzi w nich uczestniczących albo poprzez warunki jakie stwarzają‖
(za Brzezińska 2000, s. 187). Tendencja do samoaktualizacji, pchająca
człowieka w stronę rozwoju, spotyka się z oddziaływaniami ze strony
kontekstu rozwoju. Dorastając w określonym środowisku wrastamy w
jego sposoby funkcjonowania. Tym samym przejmujemy charaktery-
styczne dla naszego kontekstu rozwoju wzorce realizacji potrzeb,
wzorce działania. Świat psychiczny jednostki jest więc ustanawiany
przez kontekst, do którego musiała się ona przystosować. Zatem ba-
danie świadomości człowieka, jego systemu znaczeń, schematów
myślenia bez uwzględnienia specyficznego środowiska, w którym
doszło do ich ukształtowania, może rodzić wiele nieporozumień i
błędów interpretacyjnych.
Psychika człowieka podlega wpływom sił z owych sześciu
wymienionych obszarów. W bardziej lub mniej świadomy sposób
konteksty rozwoju znajdują odzwierciedlenie w naszym umyśle. Wi-
dzimy zatem, że uwarunkowania ludzkiego funkcjonowania bardzo
szeroko wybiegają poza bezpośrednie środowisko funkcjonowania.
Oprócz wpływu wewnętrznych uwarunkowań oraz czynników należą-
cych do najbliższego otoczenia (rodzina, społeczność lokalna, grupy
rówieśnicze) człowiek pozostaje pod pośrednim wpływem szerszych
obszarów oddziaływań takich jak instytucje, ustrój ekonomiczno-po-
lityczny czy jeszcze szerzej krąg kulturowy.

kultur w sensie terytorialnym, współwystępowanie w bliskim sąsiedztwie


przestrzennym. Z drugiej strony „pogranicze kulturowe‖ to także zetknięcie
się różnych kultur w sensie symbolicznym, jako bliskość symboliczna,
znaczeniowa odmiennych systemów interpretacji znaczeń.
225
Jakie wydarzenia z przeszłości nabierają znaczenia diagnostycz-
nego?

Jak pokazaliśmy wyżej, uwarunkowania rozwoju człowieka są


bardzo różne i sięgają wielu poziomów funkcjonowania. Aby wyja-
śniać mechanizmy kierujące zachowaniem człowieka, czy projekto-
wać ich zmianę, psycholog powinien zrozumieć kontekst, w jakim
kształtowało się dane zachowanie. Diagnoza jakiej dokonuje może
mieć charakter aktualny, skoncentrowany na obecnym stanie. W jej
skład będzie zatem wchodziła charakterystyka zastanego pola sił,
wpływających na jednostkę. Jednak diagnoza może także dotyczyć
genezy interesującego nas zachowania. W takim przypadku koniecz-
nym okazuje się przyjrzenie się uwarunkowaniom, które doprowa-
dziły do aktualnej sytuacji.
Każda płaszczyzna poddawana analizie diagnostycznej cha-
rakteryzuje się innym przedziałem czasowym. Przedziały te będę na-
zywał wymiarami. Jest to jednostka wprowadzona przeze mnie dla
pokazania historycznych uwarunkowań rozwoju człowieka. Wymiary,
z jednej strony, odnoszą się do perspektywy czasu, czyli mówią nam o
tym, kiedy dane wydarzenie miało miejsce. Z drugiej strony obrazują
konteksty rozwojowe. Innymi słowy pokazują w jakim związku z
osobą badaną pozostaje określone wydarzenie z przeszłości. Analo-
gicznie do kontekstów, w jakich rozwijał się człowiek możemy pod-
dać analizie zjawiska z punktu widzenia zmiany.

Wymiar kulturowy
(historia kręgu kulturowego)

Wymiar historyczny Wymiar interpersonalny Wymiar indywidualny


(historia (historia osób znaczących) (historia życia)
społeczności)
przeszłość teraźniejszość

Rys. nr 3.

Wymiar pierwszy – wymiar indywidualny – stanowić będzie


wszelkie wydarzenia z historii jednostki od narodzin do momentu
dzisiejszego. Wydarzenia, w których osoba brała udział. W skład tego
226
wymiaru możemy więc wpisać dwa pierwsze obszary kontekstu roz-
woju człowieka, czyli poziom intrapersonalny i poziom interperso-
nalny. Na wymiarze pierwszym prezentowane będą więc doświadcze-
nia jednostki. Co robił do tej pory? Jakie wydarzenia wywarły na
niego największy wpływ? Co pamięta, czego nie pamięta? Jak prze-
biegał rozwój? Z jakimi osobami związane są najważniejsze wspo-
mnienia? Wymiar ten obejmuje zatem „najnowszą historię psychiki
człowieka‖, czyli wydarzenia stanowiące jego prywatną historię (por.
rys. 3). Jednak nasza historia w dużej mierze zależy od historii osób z
jakimi się spotykamy. Im bardziej znacząca dla nas osoba, tym więk-
szy wpływ wywrze jej historia na sposób naszego funkcjonowania.
Wymiar drugi nazwałem więc wymiarem „interpersonalnym‖. Zna-
czenie mają tu bowiem historie osób ważnych z punktu widzenia jed-
nostki. Wydarzenia brane pod uwagę mogły zatem mieć miejsce
wcześniej (choć niekoniecznie), niż osoba badana przyszła na świat.
Analizie poddawane więc będą wydarzenia z historii życia osób zna-
czących i nie związane bezpośrednio z jednostką, której się pierwotnie
przyglądaliśmy. Kontekstowo odnosić się będzie to do poziomu gru-
powego. Na przykład: na funkcjonowanie dziecka może mieć wpływ
fakt utraty przez matkę pracy (wydarzenie miało miejsce w momencie
życia dziecka, ale nie dotyczyło go bezpośrednio) lub wydarzenie z
historii wcześniejszej niż okres życia dziecka (fakt, że jego matka
została wykorzystana seksualnie w czasach swojej młodości). Trzeci
wymiar dotyczy wydarzeń zewnętrznych względem grup w jakich
funkcjonuje jednostka, ale wywierających wpływ na ich funkcjono-
wanie. Nazywam ten wymiar historycznym. Odnosi się on do wyda-
rzeń będących udziałem większej zbiorowości jak społeczność lo-
kalna, naród czy państwo. W wydarzeniach tych ludzie mogli brać
udział bezpośrednio lub pozostawać pod wpływem owych wydarzeń
w sposób pośredni. Przykładem takich zjawisk zaliczanych przeze
mnie do tego wymiaru są np.: zmiana technologiczna, powstania, czy
epidemie. Czasowo wymiar ten może daleko wykraczać poza życie
osób poddanych naszemu badaniu. Dla przykładu, do dzisiaj utrzy-
muje się poczucie winy czy krzywdy wynikające z faktu bycia na-
jeźdźcą czy ofiarą w czasie Drugiej Wojny Światowej. Wymiar
czwarty, nazwany przeze mnie podobnie jak poziom szósty kontekstu
rozwoju, dotyczy kulturowych uwarunkowań zachowania jednostki.
Kultury rozumianej jako charakteryzującej się określonymi warto-
ściami, ideałami, moralnością, wzorami interpretacji i postępowania.
227
Trudno jest wskazać jakieś konkretne wydarzenie z przeszłości, decy-
dujące bezpośrednio o tym czy innym zachowaniu jednostki. Jednak
rodowód kulturowy każdej osoby sięga daleko wstecz poza życie jed-
nostki czy całej rodziny. Kontekstowo wymiar ten dotyczy przeważ-
nie znaczenia, jakie nadaje określona kultura pewnym przedmiotom i
zachowaniom. Szczególnie wpływ odmiennych kultur widać w sytu-
acji spotkania się na „kulturowym pograniczu‖. Badacz próbujący
zdiagnozować czyjeś zachowanie powinien wziąć pod uwagę wpływ
kultury, z jakiej wywodzi się osoba badana.
Przedstawiona powyżej próba wyodrębnienia kategorii cza-
sowych w analizie zachowania ma czysto teoretyczny charakter. Po-
kazuje jednak szerokość perspektywy, w jakiej zdaniem psychologa
można obserwować ludzkie zachowanie. Im szerszą zmianę planu-
jemy tym szerszy powinien być kontekst jaki poddawać będziemy
analizie. Tym samym powinniśmy w analizach uwzględnić szerszy
wymiar czasowy. W każdej diagnozie genetycznej wymiar czasowy
znajduje swoje odzwierciedlenie w mniej lub bardziej świadomy spo-
sób. Dla badacza uwzględniającego perspektywę genetyczną prze-
szłość jest potrzebna jako źródło wyjaśniania i interpretowania obser-
wowanych zjawisk. Rozwój każdego człowieka osadzony jest w sze-
ściu wyżej wymienionych kontekstach, każdy kontekst podlega innym
uwarunkowaniom historycznym, w każdym kontekście historia na-
biera innego znaczenia. Tym samym dla każdej jednostki historia
nabiera innego znaczenia. Praca z drugim człowiekiem nad zmianą
sposobów zachowania zawsze wiąże się z pracą na materiale obecnym
w teraźniejszości. Pomimo odniesienia do „tu i teraz‖ najczęściej ob-
szarem pracy są wcześniejsze wydarzenia. Nie jesteśmy w stanie
zmienić czyjejś przeszłości. Możemy natomiast wpłynąć na świado-
mość przeszłości i stosunek do niej. Poprzez analizę przeszłości jed-
nostki możemy starać się poznać uwarunkowanie jej zachowań i po-
móc przewartościować nastawienie względem niej, tym samy wpłynąć
na poprawę jej funkcjonowania w obecnym momencie lub na przy-
szłość.

Historia w doświadczeniu jednostki

Do tej pory próbowałem przedstawić znaczenie historii z


punktu widzenia obserwatora. Takie podejście do wydarzeń z prze-
szłości może mieć osoba zainteresowana w opisie czy wyjaśnianiu
228
czyjegoś zachowania. Rzadko jednak zdarza się, aby postrzegać histo-
rię w tak strukturalny i opisowy sposób. Zastanawiając się, czym jest
historia w moim życiu (tu przykład trochę mało obiektywny, gdyż z
racji zainteresowań w czasach liceum poświęciłem historii wiele czasu
i uwagi), postanowiłem zapytać ludzi czym dla nich jest historia. Mało
kto, a w gruncie rzeczy jedynie ludzie związani z myślą humani-
styczną lub w jakiś sposób z psychologią poprzez przedmiot naucza-
nia lub psychoterapię patrzyli na historię w tak analityczny sposób.
Czym więc jest historia dla ludzi, których o to zapytałem? W jaki
sposób postrzegali oni wydarzenia z przeszłości? W jaki sposób psy-
cholog postrzegał ich postawy?
Większość odpowiedzi dotyczyła dziejów ich życia. Wyda-
rzenia z przeszłości nabierały znaczenia w momencie gdy w bezpo-
średni sposób zaważyły na losie jednostki lub jej rodziny. Wydarzenia
okazywały się znaczące kiedy stawały się świadomymi doświadcze-
niami. Pytane osoby wspominały o sytuacjach z ich życia, w których
bezpośrednio brały udział lub o sytuacjach, które ich zdaniem zawa-
żyły na ich losie lub w jakiś inny sposób okazały się dla nich zna-
czące. Drugim aspektem, w którym historia nabierała znaczenia były
ich „korzenie‖. Wydarzenia z przeszłości okazywały się ważne, po-
nieważ określały przynależność osób do grup o wspólnej tradycji.
Tutaj wydarzenia sięgały dalej, niż jednostkowe życie. Osoby odwo-
ływały się do swojego pochodzenia głównie rodzinnego, ale też regio-
nalnego czy narodowego. Historia stawała się ważna, ponieważ od-
powiadała na pytanie kim jestem. Zestawiając odpowiedzi, jakie uzy-
skałem przeszłość jest potrzebna, kiedy jest moją historią, kiedy za-
wiera się w moim świadomym doświadczeniu oraz kiedy pomaga
określić mi skąd pochodzę, kim jestem. W dalszej części chcę sko-
mentować odpowiedzi jakie usłyszałem.

Pamięć autobiograficzna a poznanie siebie

W psychice człowieka funkcje przetrzymywania i odtwarzania


danych dotyczących życia podmiotu pełni pamięć autobiograficzna.
Niedźwieńska (2000, s. 111) definiując pamięć autobiograficzną pi-
sze, iż odnosi się ona do „określonego typu wiedzy o zdarzeniach
osobistych i faktach autobiograficznych‖. Jak podkreśla autorka dane
z pamięci są rekonstruowane i spełniają określone zadanie. „Przypo-
minanie służy uzasadnianiu aktualnych przeżyć, (…) koncentruje się
229
przede wszystkim na tym, jaki sens ma przeszłość w teraźniejszości i
czemu może służyć w kontekście realizowanych celów.‖ (Niedźwień-
ska 2000, s.115) Dzięki pamięci autobiograficznej człowiek ma po-
czucie ciągłości w czasie. Istnienie jednostki mimo, iż złożone z wielu
niezależnych od siebie doświadczeń, w pamięci autobiograficznej
nabiera sensu i znaczenia jednej historii. Idea rekonstruowania, czy
budowania własnej rzeczywistości jest również widoczna w koncep-
cjach narracyjnych P. Ricouera czy J. M. Fitzgeralda (za: Pawlak,
2000; Necker, 2000). Zauważyli oni, że ludzie opisując własne życie
organizują wydarzenia i doświadczenia w pewnego rodzaju historię.
Tutaj człowiek postrzegany jest jako autor opowieści, historii swojego
życia. Nasze życie biegnie wokół głównego wątku, który tworzy
jakby fabułę, spajającą w całość różnego rodzaju wydarzenia. Opo-
wieść ta może ulec zmianie w miarę napływania nowych informacji
jednak ma ona też siłę przekształcania postrzeganej rzeczywistości w
taki sposób by pasowała do opowiadanego schematu. R. Ornstein
(1977) pisząc na temat świadomości twierdzi, że „…codziennie po-
pełniamy błąd uważając, że nasza osobista świadomość jest światem
zewnętrznym, że zewnętrzny „obiektywny‖ świat jest dokładnie re-
prezentowany w naszym doświadczeniu.‖2 (Ornstein 1977, s.42).
Większość koncepcji psychologicznych potwierdza, że obrazy utrzy-
mywane w naszej pamięci bardzo często nie są faktycznym odwzoro-
waniem realnego świata, ale są wypadkową rzeczywistych wydarzeń
oraz specyficznych cech osobowości, psychiki człowieka. Zawartość
naszej pamięci, w tym także autobiograficznej jest więc w dużej mie-
rze zależna od „struktury charakteru‖ (Johnson, 1998) jaką posia-
damy. W indywidualnym doświadczeniu znaczące stają się właśnie
owe zmodyfikowane wspomnienia, które zostały utrzymane w pa-
mięci i są dostępne świadomości.
Proces rozwoju osobistego związany jest z poznawaniem uwa-
runkowań swojego postępowania. Jednym ze sposobów poszerzania
własnej świadomości jest przyglądanie się swojej historii. Badanie
wydarzeń, relacji, doświadczeń, które wpłynęły na ukształtowanie się
obecnego sposobu funkcjonowania. Często bowiem okazuje się, że

2
Przekład własny z języka angielskiego: „ At each moment of each day, (…)
we make mistake, we consider that our own personal consciousness is the
world, that an outside ―objective‖ rality is perfectly represented in our
experience‖ (Ornstein 1977, s. 42).
230
przyczyny zachowań nie są w bezpośredni sposób dostępne naszej
świadomości, a wytłumaczenia jakich na co dzień używamy fałszują
rzeczywistość, w taki sposób, by była jak najmniej zagrażająca. Mo-
ment, w którym zaczynamy się sobie przyglądać przynosi ze sobą
przeszłość jako narzędzie do weryfikacji naszego postępowania. Prze-
szłość odżywa w nas kiedy staramy się zrozumieć powody dla naszej
teraźniejszości. Na podstawie analizy indywidualnych doświadczeń i
wspomnień lub relacji innych osób odkrywamy faktyczny obraz wy-
darzeń z przeszłości. Tym samym odkrywamy jak daleko nasza
obecna świadomość zafałszowywała odbiór rzeczywistości, jednocze-
śnie odkrywając przyczyny takiego stanu rzeczy.
Według jednego z największych teoretyków, K. Wilbera
świadomość, im bardziej schodzimy w głąb swojej psychiki tym bar-
dziej doświadczamy wspólnej podstawy łączącej nas z coraz to szer-
szymi kręgami istnienia. Przyglądając się sobie zauważamy przyczyny
naszych zachowań, ale także doświadczamy większego poczucia
wspólnoty z otaczającym nas światem (Wilber 2000, s. 188-276). Na
każdym z etapów odkrywania siebie historia nabiera innego znacze-
nia. Z coraz głębszym rozumieniem własnych uwarunkowań obszar
historii znaczący dla nas zatacza coraz to szersze kręgi.
Innymi słowy przeszłość nabiera dla nas osobistego znacze-
nia, kiedy na jej podstawie próbujemy zrozumieć sens teraźniejszych
działań. Co więcej, dzięki przyglądaniu się swojej przeszłości i histo-
rycznym uwarunkowaniom swojego zachowania, uzyskujemy większą
kontrolę nad własnym zachowaniem. Proces rozwoju osobistego
można więc postrzegać jako proces poznawania swojej przeszłości,
pamiętając, że przejawia się ona na wielu poziomach.

Tożsamość a historia

W perspektywie indywidualnej historia nabiera również zna-


czenia w procesie określania, kim jestem. Wydarzenia z przeszłości
pomagają nam odpowiedzieć na pytanie kim jesteśmy, skąd pocho-
dzimy, często także jakie wartości reprezentujemy. Szukanie odpo-
wiedzi na te pytania jest związane z procesem formowania tożsamo-
ści. Jeden z głównych teoretyków rozwoju człowieka, E. H. Erikson
postrzegał proces tworzenia tożsamości jako kluczowe zadanie w ży-
ciu jednostki. Według tego badacza tożsamość to poczucie będące
efektem dwóch jednocześnie zachodzących procesów
231
„…bezpośrednim postrzeganiu swej niezmienności i ciągłości w cza-
sie oraz postrzeganiu faktu, że inni rozpoznają tę niezmienność i cią-
głość‖ (za Smykowski 2003). W doświadczeniu jednostki przejawia
się to z jednej strony w postrzeganiu swojej indywidualności, odręb-
ności. Wiąże się z postępowaniem według osobistych standardów,
postaw, motywów. Prowadzi do ukształtowania „struktury ja‖, która
pozwala na utrzymanie poczucia spójności i jedności, pomimo zmian
w czasie. Drugi aspekt tożsamości to poczucie wspólnotowości, to
poczucie przynależności do określonej grupy. Jest związane z formu-
łowaniem „struktury typu my‖, identyfikowaniem się jednostki z róż-
nymi grupami odniesienia, które stając się ważne pozwalają na zaspo-
kojenie potrzeb emocjonalnych i społecznych (por. Brzezińska 2000,
s.239 – 270). Poczucie tożsamości pozwala więc na wykształcenie się
specyficznej relacji, łączącej podmiot po pierwsze z nim samym, z
jego strukturą psycho-fizyczną, po drugie z innymi ludźmi. A. Gau-
dowa pisząc o tożsamości podkreśla także jej „…stopień czy poziom
świadomości (…) owej szczególnej relacji, jaka wiąże podmiot z nim
samym lub z innymi, a także (…) z kulturą i tradycją. Relacja ta bo-
wiem manifestuje się, daje o sobie znać poprzez określone działania
podmiotu: mentalne, emocjonalne, behawioralne, które są ważne, a
niekiedy o zasadniczym wręcz znaczeniu tak dla niego samego jak i
dla jego społecznego i kulturowego otoczenia‖ (Gaudowa 2000, s.11).
Podwójny aspekt poczucia tożsamości pociąga za sobą szuka-
nie odniesień w różnych kontekstach. Opisując siebie w kategoriach
niepowtarzalności, odrębności szukamy cech różniących nas od ogółu,
od grupy w jakiej funkcjonujemy, czy na której tle dokonujemy po-
równań. Wyciągamy tym samym ze swojej przeszłości elementy wy-
jątkowe, wydarzenia, które naszym zdaniem odróżniają nas od innych.
Nasza indywidualna przeszłość pomaga ustalić kim jestem, pozwala
ukształtować poczucie odrębności, indywidualne poczucie tożsamo-
ści. Określając siebie odnosimy się także do wspólnot, w których
funkcjonujemy. Każda jednostka funkcjonuje w wielu wspólnotach,
na różnych poziomach ogólności. Do takich wspólnot możemy zali-
czyć rodzinę, społeczność lokalną, instytucje, naród (por. Olencka
1996). Tworzenie tożsamości społecznej wiąże się więc z uwspólnia-
niem wielu kontekstów funkcjonowania. Mówiąc, że jesteśmy z ro-
dziny Kowalskich w jakiś sposób wyróżniamy cechy odróżniające tę
rodzinę od innych. W taki sam sposób, chociaż w relacji do innych
cech, postępujemy kiedy określamy siebie jako poznaniaka, psycho-
232
loga czy Polaka. Wyróżniamy własne elementy, które są tożsame z
grupą, do której przynależymy. Jednym z owych elementów, na pod-
stawie którego możemy dokonać takiego porównania jest wspólna
historia. Przeszłość, jak to pokazałem w odniesieniu do jednostki,
niesie ze sobą przyczyny określonego sposobu funkcjonowania,
uznawanych wartości, sposobów patrzenia na świat, także w odniesie-
niu do zbiorowości. Tym samym przeszłość pozwala nam ustalić
przynależność do określonej grupy. Przypatrując się historii jakiejś
wspólnoty, czy to będzie rodzina, czy naród tworzymy między innymi
na jej podstawie więź łączącą nas z nimi.
W odczuciu indywidualnym historia nabiera znaczenia w pro-
cesie samookreślania. Potrzeba odpowiedzi na pytanie, kim jestem
zwraca uwagę jednostki na przeszłość, z której się wywodzi. Tak jak
przeszłość w wymiarze indywidualnym pozwala na odróżnienie się od
grupy, tak samo przeszłość rozpatrywana w kontekście grupowym
pozwala zbudować poczucie wspólnotowości i przynależności. Bez
uwzględnienia historii zadanie budowania własnej tożsamości byłoby
o wiele trudniejsze, jeśli w ogóle możliwe.

Podsumowanie

Pisząc na temat historycznych uwarunkowań rozwoju psy-


chicznego człowieka chciałem podkreślić z jednej strony wpływ kon-
tekstu rozwojowego na strukturę psychiczną, z drugiej pokazać histo-
ryczne uwarunkowania owych kontekstów. Mówiąc o przeszłości
zamierzałem zademonstrować, w jakim stopniu i w którym momencie
nabiera ona znaczenia w pracy psychologa, badacza. Przeszłość w tej
pracy rozumiana jest jako jakiekolwiek wydarzenia mające miejsce
wcześniej niż chwila obecna. Pisząc więc o przeszłości mam na myśli
szerokie spektrum wydarzeń. Do wymiarów historycznych zaliczam
bowiem historię jednostki, jej przeszłość indywidualną, ale też historię
społeczeństwa czy kręgu kulturowego. Historia, stanowiąc element
kontekstu rozwojowego, odgrywa znaczącą rolę w warunkowaniu
psychiki człowieka. Z kolei przyjmując perspektywę genetyczną w
wyjaśnianiu zjawisk psychicznych, koniecznym okazuje się umiesz-
czenie ich w szerszym kontekście, w kontekście, w którym doszło do
ich ukształtowania. Takie podejście wymaga uwzględnienia wymiaru
historycznego jako części środowiska rozwoju.

233
Tak jak dla badacza konteksty rozwojowe i tym samym wy-
miary historyczne stanowią obszary codziennej pracy, w doświadcze-
niu człowieka niezwiązanego z nauką, historia nabiera innego zna-
czenia. W drugiej części pracy próbowałem pokazać, jaką rolę może
odgrywać przeszłość właśnie dla ludzi niezajmujących się zjawiskami
społecznymi. Skoncentrowałem się na dwóch aspektach indywidual-
nego doświadczenia, w których przeszłość uważana jest za znaczącą.
Pierwszym obszarem jest rozwój świadomości, samopoznania, który
uzależniony jest od badania uwarunkowań własnego zachowania.
Proces ten nieodzownie związany jest z konfrontowaniem przeszłości,
jako przyczyny obecnego sposobu funkcjonowania. Drugi obszar sta-
nowi przebieg formowania tożsamości. Tutaj historia staje się ele-
mentem określającym przynależność do poszczególnych grup, z któ-
rymi owo poczucie tożsamości próbujemy zbudować, określić.
Zajmując się rozwojem psychicznym człowieka z perspek-
tywy trzecio czy pierwszo osobowej konieczność uwzględnienia
aspektów historycznych wydaje się oczywista. Potrzeba patrzenia w
przeszłość okazuje się więc być powszechna, a w wielu przypadkach
niezbędna.

Wykaz cytowanej literatury

Brzezińska A. (2000), Społeczna psychologia rozwoju. Warszawa:


Wydawnictwo Naukowe Scholar.
Gaudowa A. (2000), Tożsamość człowieka. Kraków: Wydawnictwo
Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Johnson S. M. (1998), Style charakteru. Poznań: Zysk i S-ka.
Leontiew A. N. (1985), Działalność a osobowość. W: J. Reykowski,
O. W. Owczynnikowa, K. Obuchowski (red.), Studia z psycho-
logii emocji, motywacji i osobowości, Wrocław: Zakład Naro-
dowy im. Ossolińskich, s. 7-57.
Mamzer H. (2002), Tożsamość w podróży. Wielokulturowość a
kształtowanie tożsamości jednostki. Poznań: Wydawnictwo Na-
ukowe UAM.
Necker J. (2000), Narracyjne ujęcie „ja‖ na tle innych sposobów jego
ujmowania. W: A. Gałdowa (red.), Tożsamość człowieka, Kra-
ków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, s.139-148.

234
Niedźwieńska A. (2000), Pamięć autobiograficzna. W: A. Gałdowa
(red.), Tożsamość człowieka, Kraków: Wydawnictwo Uniwer-
sytetu Jagiellońskiego, s.111-126.
Olencka E. (1996), Społeczność lokalna - środowisko społeczne li-
dera. W: W: A. Brzezińska, A. Potok (red.), Kształcenie liderów
społeczności wiejskich, Poznań: Fundusz Współpracy, s. 21-39.
Ornstein R. E. (1977), The Psychology of Consciousness. New York:
Harcourt Brace Jovanovic, Inc.
Pawlak J. (2000), Paula Ricoeura koncepcja tożsamości narracyjnej.
W: A. Gałdowa (red.), Tożsamość człowieka, Kraków: Wydaw-
nictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, s .127-138.
Rogers C. R. (1991), Terapia nastawiona na klienta. Grupy spotka-
niowe. Wrocław: Thesaurus-Press.
Smykowski B. (2003), Proces formowania tożsamości wg E. H. Erik-
sona. Poznań: Instytut Psychologii Uniwersytetu im. Adama
Mickiewicza (materiały niepublikowane).
Wilber K. (1997), Krótka historia wszystkiego. Warszawa: Jacek
Santorski & Co.
Wygotski L. S. ( 1971), Wybrane prace psychologiczne. Warszawa:
PWN.

235
Jacek Jeremicz
Instytut Archeologii UMCS
Lublin
Karolina Szczepańska
Instytut Archeologii UMK
Toruń1

Kręgi kamienne - symbolika przeszłości i teraźniejszości

Wśród pozostałości kultury materialnej człowieka w przeszło-


ści przykuwają uwagę kręgi kamienne. Należą one do obiektów o
wyjątkowo trwałej i jednocześnie prostej strukturze. Budowniczowie
stworzyli je w konkretnym celu, a ich następcy kultywowali dawne
tradycje. Gdy zanikła pamięć o ich przeznaczeniu, kręgi nadal fascy-
nowały. Będąc wielką zagadką wywoływały wśród ludzi bardzo różne
reakcje, które z czasem stawały się integralną częścią historii kręgów.
To, w jaki sposób rozumiemy ideę kręgów, jest sumą tego, co przeka-
zuje nam świat. Zarówno kręgi megalityczne, jak i kręgi germańskie,
przyciągały i przyciągają wielu ludzi, dla których są ważnym ele-
mentem ich życia. To, w jaki sposób są postrzegane odzwierciedla
sposób myślenia społeczności zmieniających się przez wieki.

1
Karolina Szczepańska zgromadziła informacje o takich stanowiskach jak;
Odry, Węsiory, Grzybnica, natomiast Jacek Jeremicz zgromadził informacje
o Stonehenge
236
Ryc.1. Schematyczny obraz Stonehenge w rzucie z góry (wg. Krzak 1994,
s.21).

Kręgi megalityczne, czyli kromlechy, jako pozostałość idei


megalitycznej występują w większości krajów europejskich. Jednak
najbardziej typowe są dla Wysp Brytyjskich, gdzie zarejestrowano ich
ponad tysiąc (Krzak 2001, s.31). Jednym z najbardziej znanych krę-
gów epok neolitu i brązu jest Stonehenge, położony na równinie Sa-
lisbury. Początki datuje się na lata 3010/ 2980- 2110 B.C., kiedy
wzniesiono wokół okrągłego placu o średnicy 100 metrów wał
ziemny, wysoki na 1,8 metra. Przy wale powstał rów. W obrębie wa-
łów wykopano 56 dołków, zwanych otworami Aubreya. Wtedy też
ustawiono „Heel Stone‖, oraz wzniesiono słupową konstrukcję przy
bramie. Z tym okresem wiążą się pochówki ciałopalne w wale, wy-
pełnisku rowu i otworach Aubreya. W okresie 2110- 1950/1920 B.C.
wyznaczono oś skierowaną na wschód słońca w czasie letniego sol-
stycjum i poszerzono wejście w rowie i wale. Do nowego wejścia
dobudowano aleję długości około 530 metrów zakończoną małym
kopcem. „Heel Stone‖ został otoczony wąskim rowem a dodatkowo
ustawiono cztery kamienie zwane „Station Stones‖. Rozpoczęto
wznoszenie podwójnego kręgu z głazów sinego piaskowca, sprowa-
dzonego z Gór Prescelly na południu Walii. Dopełnieniem budowy w
tej fazie był ołtarz. Pomiędzy 1680 a 1460 rokiem B.C. ustawiono
parami dziesięć obrobionych głazów z arsenu – rodzaju piaskowca
237
eoceńskiego, sprowadzonych z oddalonych o 40 kilometrów wzgórz
Malborough Downs. W centrum placu utworzono z nich podkowę. Na
wierzchu każdej pary ułożono poziomą kamienną belkę tworząc tym
samym pięć ram zwanych trylitonami. Przy wejściu do budowli usta-
wiono dwa pionowe kamienie. Dookoła wzniesiono pierścień z nieco
mniejszych, czterometrowych głazów, także przykrytych głazami
poprzecznymi, umocowanych na czopach pionowych megalitów.
Ostatnia faza rozwoju budowli przypada na czas pomiędzy latami
1240 a 880 B.C., kiedy to przedłużono aleję do rzeki Avon w West
Ambesury. Całkowita jej długość wyniosła 3 kilometry. Na podstawie
badań wykopaliskowych ustalono, że twórcami kręgu byli przedstawi-
ciele tak zwanego drugiego okresu neolitycznego. Następna faza roz-
budowy Stonehenge wiązała się z aktywnością ludności kultury pu-
charów dzwonowatych, która przybyła na Wyspy Brytyjskie z Eu-
ropy. Z tą kulturą łączy się pochówek mężczyzny zaopatrzonego w
łuk, strzały i krzemienne ostrza, znajdujący się w rowie głównym.
Końcową fazę budowy poprowadzili przedstawiciele kultury Wessex.
Powyższe jednostki kulturowe nie miały jednak ze sobą kontaktu,
który umożliwiałby przekazanie idei. Kromlech jest fenomenem także
z tego względu, że podczas gdy w całej Europie zapominano o idei
megalitycznej krąg był rozbudowywany jeszcze przez kilka stuleci
(Krzak 1994, s.22-25). Na podstawie badań z zakresu archeologii
eksperymentalnej ustalono, że głazy z Walii transportowano morzem,
rzeką, lądem. Transport wodny odbywał się na tratwach. Jednak ka-
mienie, które ważyły 25- 40 ton przewożono lądem na saniach. Obli-
czono, że dostarczenie 81 głazów do Stonehenge dawało zajęcie 1500
ludziom, przez 5 lat, zakładając ciągłość ich pracy (Coles 1977, s.
116-118). Z pewnością w transporcie pomagały ludziom zwierzęta
pociągowe, którymi wtedy były woły.

Ryc. 2. Eksperymentalny model pionowania jednego z głazów kręgu (wg.


Coles 1977, s. 121)

238
Biorąc także pod uwagę analogie z systemu budowy piramid
w Egipcie oraz stopnie rozwoju Stonehenge możemy wnioskować, że
nie istniał „plan pięcioletni‖ dla kromlechu. Po dostarczeniu na miej-
sce, kamienie prawdopodobnie ustawiano na rolkach. Aby osiągnąć
poziom u podstawy, kopano dół z jedną ścianą prostopadłą, a drugą
pochyloną pod kątem 45 stopni. Głaz staczano pochyloną ścianą do
dołu, a później pionowano dźwignią połączoną z kamieniem linami.
26 tonowy kamień mogło ustawić 180 ludzi. Poziome głazy, z dużym
prawdopodobieństwem montowano przy pomocy drewnianych koryt,
zbudowanych z bali i dranic. Kamienie podciągano podpierając je na
jednym końcu, by podłożyć wspornik w łożysko. Następnie podno-
szono drugi koniec i w podobny sposób podpierano. Doświadczalnie
sprawdzono, że kamień o wadze 25 ton mógł być w ten sposób mon-
towany przez 12 ludzi (Coles 1977, s. 120-126). Wykopaliska w Sto-
nehenge nie wykazały sprzeczności z powyższymi eksperymentami.
Dzieje kromlechu w epoce żelaza, okresach przedrzymskim i wpły-
wów rzymskich to biała karta w dziejach kręgu. O jego istnieniu
wspominają ogólnikowo tylko Hekatajos z Abdery z przełomu IV i III
w p.n.e. i Diodor Sycylijski z I w p.n.e.. Badania wykopaliskowe nie
wykryły śladów praktyk religijnych w powyższych etapach rozwoju
ludzkości. Ponowne zainteresowanie Stonehenge nastąpiło w śre-
dniowieczu. Wtedy zaczęto jednak dociekać, jak i kiedy powstały
kamienne kręgi. Spekulacje rozpoczęły się w 1136 r., wraz z ukaza-
niem się dzieła Geoffreya of Monmouth „Historia Regnum Britan-
niae‖. Autor pracy wyjaśnił, że krąg to pomnik zbudowany dla
uczczenia zwycięstwa króla Brytów, Aureliusa Ambrosiusa, nad
szlachtą. W tym celu mag i prorok Merlin przetransportował kamienie
z Kręgu Gigantów istniejącego na irlandzkiej górze Killarus. Merlin
miał dopowiedzieć królowi, że to giganci przenieśli je z najdalszych
krańców Afryki i ustawili w Irlandii, gdy tam żyli. Mag powiedział
również, że kamienie są związane z pewnymi rytuałami religijnymi i
mają właściwości lecznicze (Krzak 1994, s.25). Średniowieczny, lu-
dowy pogląd głosił, iż Stone-heng, jak wówczas kromlech nazywano,
to niezwykły cud. Z kolei czternastowieczny autor „De Mirabilibus
Britanniae‖ przyznał, że o przeznaczeniu budowli, jak i o jej budow-
niczych nic nie wiadomo. W 1624 roku Edmund Bolton stwierdził, że
„Stonage‖ został wzniesiony przez Brytów i jest grobem Boudiki,
królowej plemienia, która przewodziła powstaniu przeciw Rzymia-
239
nom. Aylett Sammes w pracy z 1676r. przypisał budowlę Fenicjanom.
Z kolei Ingo Jones w swoim dziele z 1655 r. upatrywał w „Stone-
heng‖ świątynię rzymską w porządku toskańskim. Ta ostatnia teoria
stała się powszechna u progu XVIII wieku. Trzecim ludem, któremu
przypisywano budowlę Stonehenge byli Duńczycy. Na uczonych an-
gielskich podziałała wieść o odkryciu w Danii wielu megalitów, które
zostały udokumentowane w latach 1643 i 1651. W drodze analogii
powiązano budowle z obu krain. Zapomniano w tym wypadku zupeł-
nie o chronologii, która wskazywała na pobyt Duńczyków w Anglii
dopiero w IX wieku. Podobną genezę miała osiemnastowieczna kon-
cepcja uznania budowniczymi kromlechu Sasów (Piggot 2000, s. 136-
140).

Ryc. 3. Przedstawienie Stonehenge z 1722 roku (wg. Piggot 2000, s. 149)

Jednak w 1690 roku, a następnie w 1717 opublikowano pracę


Johna Aubreya „Templa druidum‖, która miała zaważyć na poglądach
o Stonehenge. Powyższa praca oraz dzieła Williama Stankleya i Joh-
nego Wooda z połowy XVIII wieku dotyczące wyjaśnienia pochodze-
nia i celu powstania budowli oparte zostały na dwóch informacjach z
przeszłości. Pierwszą było samo istnienie kamiennych kręgów, a
drugą opis druidów na wyspie Anglesey pozostawiony przez Publiusa
Corneliusa Tacyta. Z połączenia powyższych faktów powstała teoria,
iż Stonehenge było świątynią, w której odbywały się celtyckie święta
pod przewodnictwem druidów (Piggot, 2000 s. 143-144). To właśnie
240
wtedy termin Celtowie wyparł wśród brytyjskich antykwariuszy ter-
min Brytowie. Wraz z rozwojem nauki szedł rozwój swoistej mody na
poszukiwanie starożytnej i prawdziwej religii, opartej na boskich pra-
wach natury. Dlatego też zaczęły powstawać stowarzyszenia, czy też
zakony „druidów‖, takie jak założony w 1781 roku Starożytny Zakon
Druidów, czy Eisteddfod. Podtrzymywały one druidyczny pogląd na
Stonehenge przez cały XIX wiek. Pod koniec tego wieku stowarzy-
szenia druidyczne rozpoczęły w czasie przesileń letnich obrzędy w
kromlechu, który nieogrodzony znajdował się w rękach prywatnych.
Zawalenie się jednego z dźwigarów w 1900 roku spowodowało, że
ówczesny właściciel ogrodził krąg i wprowadził opłaty za wejście
(Piggot 2000, s. 180-181). W 1915 roku krąg został sprzedany Ceci-
lowi Chubbowi, który podarował go narodowi. Od 1919 roku Stone-
henge stał się zabytkiem narodowym na mocy ustawy o zabytkach
starożytnych. Nie uchroniło to obiektu przed dewastacją. Dlatego tez
w 1964 roku, z obrzędów wschodu słońca, podczas przesilenia let-
niego została wyłączona publiczność. Organizacje druidyczne przy
współtowarzyszeniu telewizji oraz tłumów turystów odprawiają po
dziś dzień swoje obrzędy zarówno w czasie przesilenia letniego, jak i
przy ważnych wydarzeniach astronomicznych, na przykład przy za-
ćmieniu słońca.

241
Ryc. 4. Współcześni druidzi odprawiający obrzędy letniego zrównania dnia z
nocą w Stonehenge 1968r. Rytualne przedmioty na pierwszym planie to róża
i rytualna, miedziana kula, w której rozpalany jest ogień (wg. Piggot, 2000 s.
179)

W cieniu widowiskowych obrzędów rozwijały się teorie ar-


cheologiczne dążące do odpowiedzi na pytanie – czemu służył krąg
kamienny na równinie Salisbury. W czasie badań wykopaliskowych
trwających od XIX wieku znaleziono jamy paleniskowe ze szczątkami
kości ludzkich. W najbliższej okolicy znajdowały się ceramika, krze-
mienie, narzędzia krzemienne i rogowe. Ich rozmieszczenie pozwoliło
wysnuć wniosek, że Stonehenge było wraz ze swoją najbliższą okolicą
wielkim centrum ceremonialnym, w którym odbywały się zgromadze-
nia, połączone z procesjami, o czym miałaby świadczyć aleja połą-
czona z kręgiem. Można przypuszczać, że był to centralny obiekt me-
galitycznej i brązowej Anglii, związany z datą przesilenia letniego,
gdyż główna oś Stonehenge jest zorientowana dokładnie na wscho-
dzące słońce w dniu 21 czerwca. John Michell po przeanalizowaniu
danych stwierdził, że kromlech był zbudowany w oparciu o jednostkę
242
mierniczą, zwaną „jardem megalitycznym‖ i wynoszącą 83 centyme-
try, a także, że budowniczowie znali trójkąt pitagorejski (Krzak 2001,
s. 33). Jeden z badaczy amerykańskich uważał, że krąg był „maszyną
seksualną‖, przy czym otwory Aubreya miały reprezentować cykl
menstruacyjny, a „Heel Stone‖ fallus. Inni natomiast uważali, że jest
to rodzaj „skrzynki przełącznikowej‖ magnetyzmu ziemskiego, kom-
puter, wybieg dla bydła, plac tańców, namiot Cezara, pałac, czy rynek
handlowy (Krzak 1994, s.25-26).
Sposób postrzegania Stonehenge jako otwartego sanktuarium
jest jednak także charakterystyczny dla astronomii. W 1901 roku sir
Norman Lockyer obliczył, że na osi ceremonialnej, słońce pojawiło
się w dniu przesilenia letniego ostatni raz w 1840 r. BC (Kosidowski
1968, s. 95). Jednak sukcesywne badania przeprowadzono w 1965
roku. Wtedy to amerykański astronom G. S. Hawkins ustalił, iż ka-
mienny obiekt był świątynią związaną z kultem słońca i księżyca, a
także ich zaćmieniami. Potwierdził wagę momentu przechodzenia
promieni słonecznych przez Wielką Bramę podczas przesilenia let-
niego. Godny podkreślenia jest fakt, że kolejne fazy rozbudowy pro-
wadzone przez różne kultury podkreślały tak cel swojej pracy. Intere-
sującą koncepcję przedstawiło kilku badaczy rosyjskich, którzy uwa-
żają kromlech za zakodowany system planetarny układu słonecznego.
Ich zdaniem miał istnieć związek pomiędzy średnicami kręgów Sto-
nehenge i planet. Powyższe teorie łączy fakt istnienia scentralizowanej
władzy mogącej zarządzać budową i odpowiednio motywować ludzi
oraz zapewnić zaplecze logistyczne (Krzak 2001, s. 33).
Na innym stanowisku stoją ufolodzy na czele Erichem von
Dänikenem. Przyjmują datowanie naukowe kromlechu na epokę neo-
litu. Uważają jednak, że przybysze z kosmosu dysponowali wiedzą o
budowie dużych obiektów, megalitów. Po przybyciu na ziemię na-
uczyli tej wiedzy ludzi, a Ci w oparciu o dodatkową wiedzę astrono-
miczną zbudowali Stonehenge, który miał wskazywać punkt wschodu
księżyca z dokładnością do kilku sekund kątowych (Däniken 1996,
s.121- 122). Krąg ma być do tej pory odwiedzany przez przybyszy z
kosmosu, czego dowodem mają być odciśnięte kręgi w zbożu w oko-
licy Stonehenge. Do tej formy swoistego upiększenia okolicy przy-
znają się Doug Bower i Dave Chorley, którzy traktują krąg jako na-
tchnienie do tworzenia sztuki, jak wyrażają się o swojej działalności
(Cieślak, Stawirej 1999, s.689). Z kolei jasnowidz Foster Forbes wy-
raził przypuszczenie, że kamienny krąg mógł służyć jako odbiornik
243
bezpośrednich wpływów Kosmosu. Natomiast geomanta Jens M.
Moller, łącząc różne miejsca na ziemi liniami, określił Stonehenge
jako jedno z miejsc szczególnej koncentracji pozytywnej energii przy-
rody (Matela 1997, s. 55-56).

Ryc. 5. Przebieg linii energetycznych w Europie, w miejscu ich skrzyżowań


mają istnieć centra energii. Takim centrum jest wdł. geomantów Stonehenge
(wg. Matela 1997, s. 54)

W cieniu bardziej lub mniej uczonych debat kształtował się


światopogląd społeczeństwa. W średniowieczu nazywano krąg du-
żymi kamieniami, a miejscowi chłopi starali się pozyskać kamień z
budowli, choć szybko okazało się, że jest to niezwykle trudne ze
względu na twardość kamienia, ale częściowo się udało. Począwszy
od XVI wieku, chętnie w podaniach łączono krąg ze sławnymi
ludźmi. Także wtedy uważano, że kamienie nie dają się policzyć dwa
razy. W XVIII wieku Merlinowi z legendy dano do pomocy diabła, co
niewątpliwie było zasługą doktryny chrześcijańskiej. Plagą byli rów-
nież ówcześni turyści, którzy odwiedzając krąg wydrapywali swoje
dane personalne na głazach. Z tego okresu pochodzi przeświadczenie,
że każde badanie kromlechu kończy się uderzeniem pioruna (Krzak
1994, s. 27). Wraz z początkiem działalności stowarzyszeń druidycz-
nych zaczęły przybywać tłumy gapiów, którzy od 1964 roku nie mogą
brać udziału w działaniach w centrum kręgu. Zainteresowanie w spo-
łeczeństwach nie zmalało nawet pod koniec XX wieku. Fascynacja ta
244
dociera do innych krajów, które zapominając o swoim megalitycznym
dziedzictwie kierują swoją uwagę na równinę Salisbury. Za przykład
może posłużyć choćby powstanie 14 kwietnia 1999 roku kromlechu
na Polach Mokotowskich w Warszawie, który ma upamiętniać Świa-
towy Dzień Ziemi (Wielowiejski 1999, s 27-29).
Kamienne kręgi występują również na terenie Polski. Historia
ich odkrycia, hipotezy dotyczące ich powstania, a także sposoby ko-
rzystania z nich przez przedstawicieli różnych nauk i prądów są jed-
nak odmienne od zaprezentowanych odnośnie Stonehenge. Najbar-
dziej znanymi kręgami kamiennymi z terenu Polski są obiekty z miej-
scowości Odry, Węsiory i Grzybnica i to właśnie w ich świetle omó-
wione zostaną rozmaite sposoby podejścia do idei kręgów kamien-
nych.

Ryc. 6. Rozmieszczenie kręgów kamiennych w Odrach i Węsiorach (za


ulotką informacyjną).

Kręgi kamienne w Odrach zaczęto eksplorować w 1874 roku.


Wtedy to miały miejsce dorywcze prace badaczy A. Lissauera i Stryj-
kowskiego. Po zakończeniu przez nich prac, ówczesny nadleśniczy
245
Feussner uporządkował kamienie i doprowadził kręgi do pierwotnej
pozycji (Tylżanowska, Potemski b.r.w., s. 12). Wydał także zakaz
zabierania kamieni z kurhanów i kręgów (Kmieciński, 1968, s.10). W
1926 roku badania przeprowadził z ramienia Działu Przedhistorycz-
nego Muzeum Wielkopolskiego J. Kostrzewski (Kostrzewski 1928, s.
59). W czasach II wojny światowej wykopaliska w Odrach organizo-
wane były pod patronatem Reichsführera SS (Paner 1974, s.15). Od
1962 roku prace badawcze odbywały się pod kierunkiem J. Kmieciń-
skiego z Uniwersytetu Łódzkiego (Walenta 1966, s. 51). Analogiczne
stanowisko z kręgami kamiennymi w Węsiorach zaczęto badać w
1938 roku. Wtedy to etnograf amator G. Petsch napisał artykuł o le-
gendach i podaniach ludowych związanych z tym miejscem.

Ryc. 7. Cmentarzysko kurhanowe w Węsiorach (za http: //kurhany. we-


bpark.pl/planik.jpg)

W latach 1946-1947 badania prowadził J. Antoniewicz, który


dążył do wykupienia terenu, na którym znajdują się kręgi, od jego
246
właściciela B. Białka. W 1954 roku J. Kmieciński zwrócił uwagę na
dewastację obiektu i użytkowanie kamieni do innych celów i od 1955
r. znów przeprowadzano tu systematyczne badania, które aż do 1963
r. prowadziła Katedra Archeologii Polski Uniwersytetu Łódzkiego
(Kmieciński 1966, s. 41-42). W 1974 r. odkryto kolejne stanowisko z
kręgami kamiennymi – w Grzybnicy koło Koszalina. Badania prze-
prowadzał tam w latach 1974-1986 r. Wołągiewicz z Muzeum Naro-
dowego w Szczecinie (Wołągiewicz 2000, s.3-4).
Od rozpoczęcia badań pojawiło się dużo teorii o powstaniu i
funkcji kręgów kamiennych na Pomorzu. A. Lissauer uważał, że Odry
są obiektem neolitycznym. Pogląd swój opierał na znalezieniu w są-
siedztwie kręgów krzemiennego grocika i słabo wypalonej popielnicy.
Kostrzewski natomiast uznawał je za cmentarzysko z okresu rzym-
skiego, wskazując na błędne datowanie obiektu przez Lissauera i fakt
braku źródeł neolitycznych, które mógł uchwycić w czasie własnych
badań (Kostrzewski 1928, s.57-59). Podobnie funkcje sepulkralne
Odrom przypisuje K. Walenta (Walenta 1966, s.51; 1981, s.195). R.
Wołągiewicz natomiast uznał kręgi w Grzybnicy za miejsce odbywa-
nia uczt obrzędowych i ceremonii rytualnych związanych z ciałopale-
niem i chowaniem prochów zmarłych. Za ojczyznę kręgów uznaje on
południową Skandynawię, gdzie kręgi nazywane były po norwesku
„tingplasser‖, a po szwedzku „tingstäde‖, co oznaczało miejsce tin-
gów, czyli wieców lub „dommaringar‖- kręgi sędziowkie (Wolągie-
wicz 2000, s.10-11). Również w świetle skandynawskich sag taka
interpretacja jest możliwa. Według nich, w dniach szczególnie uro-
czystych składano w obrębie kamiennych kręgów ofiary ze zwierząt i
ludzi. Część z nich towarzyszyła tingom, a sąsiedztwo nekropoli z
grobami przodków uwznioślała atmosferę (Hahuła 2000, s. 36). Teo-
ria o składaniu ofiar bóstwom lub zmarłym znalazła odzwierciedlenie
w postaci zaobserwowanych w najwyższych partiach jam grobów
szkieletowych w Odrach śladów długotrwałego składania darów z
tłustych potraw (Kmieciński 1968, s. 17). Z czasem kręgi zmieniły
swą funkcję i z początkiem wczesnego średniowiecza, wraz z zani-
kiem wspólnoty rodowej stały się konstrukcjami nagrobnymi (Wołą-
giewicz 2000, s. 11). Za formę nagrobków uważa kręgi także K. Wa-
lenta. Nie wyklucza on jednak obrzędowego ich charakteru, o czym
świadczy fakt niewystępowania pochówków w niektórych kręgach
(Walenta 2000, s. 50-51).

247
Ryc. 8. Jeden z kręgów w Grzybnicy (wg. Hahuła 2000, s. 35)

Według teorii J. Szelugi kamienne kręgi były świątynią, miej-


scem obrzędów i rytuałów kultowych, z których najważniejszy był
taniec. Miało to pozwalać ówczesnym ludziom osiągać inne stany
świadomości, w tym rodzaj transu przechodzącego w szał bitewny,
mający wpływ na ich sukcesy militarne (Szeluga 1997, s. 45- 46).
Z kręgami związane są również liczne legendy. W Odrach
miała istnieć niegdyś osada, która została przez złe moce pogrążona w
przepaść, otwartą przez nie w ziemi. Po osadzie i świątyni miał pozo-
stać tylko lej, który do dziś widać przy wejściu w sferę kręgów. Po-
dobno kiedy nastaje zupełna cisza można jeszcze usłyszeć delikatny
dźwięk dzwonów wydobywający się z leja. Inna legenda mówi o cu-
downym źródle, którego woda leczyła oczy, a uzdrowieni ludzie dzię-
kując dobrym duchom rzucali do wody dary i wota (Tylżanowska,
Potemski b.r.w., s.9).
Każda z tych opowieści zawierająca w sobie elementy tajem-
niczości, aura niezwykłości otaczająca kręgi i niesamowitość scenerii
przyczyniły się po części do zachowania obiektów przez bardzo długi
czas w niemal nie zmienionej formie. W związku z kręgami powstały

248
także koncepcje o charakterze astronomicznym. W 1914r. pod tym
kątem badał ja mierniczy P. Stephan. Zauważył on, że linie łączące
kamienie środkowe kilku kręgów dają w przedłużeniu punkty na ho-
ryzoncie, w których wschodzi słońce w dzień przesilenia letniego 21
czerwca i zimowego 21 grudnia. Pozostałe kręgi uznał on za rodzaj
kalendarza, o czym świadczyć ma liczba kamieni na obwodzie kręgów
odpowiadająca ilości dni i miesięcy w roku liczącym 18 miesięcy po
20 dni, czyli 360 dni lub 12 miesięcy księżycowych po 29 dni, czyli
348 dni (Kostrzewski 1928, s.58).
Kolejne badania przeprowadził w 1934r. R. Müller. Ich efek-
tem było stwierdzenie, że boki czworokąta i jego przekątne stworzone
w niektórych z obiektów pozwalają wyznaczyć wschód i zachód
słońca podczas przesilenia zimowego oraz wschód Słońca podczas
równonocy i przesilenia letniego (Kotlarczyk 1993, s. 130). Możli-
wość wyznaczenia zarówno wschodu, jak i zachodu słońca podczas
przesilenia zimowego miało wskazywać na dominację kierunku zi-
mowego (solstitium hiemale), co odpowiadałoby terminom uroczysto-
ści germańskich. Teoria ta związana była z chęcią uczynienia propa-
gandy z istnienia planetarium pragermańskiego (Tylżanowska, Potem-
ski b.r.w., s. 19).
Następną teorię, będącą w opozycji do teorii R. Müllera,
sformułował T. Przypkowski, który dopuszczał obecność kierunku
przesilenia letniego, a negował kierunek przesilenia zimowego (Ko-
tlarczyk 1993, s. 130). Kierunek letni (solstitium aestivum – 22 VI),
podkreślony przez prostopadłe ustawienie linii kręgów do spadzistego
brzegu rzeki Wdy, miał odpowiadać „sobótkom‖ typowo słowiańskim
(Tylżanowska, Potemski b.r.w., s. 20).
Badania w kręgach przeprowadzali również biolodzy. W
1938r. F. Krawiec wyróżnił w Odrach 41 gatunków porostów i 6 ga-
tunków mszaków naskalnych.
Kolejne badania przeprowadzili w latach 1980-1984 J. Kiszka
i L. Lipnicki. Ukazały one potrzebę kolejnej analizy dokonanej przez
tychże w 1992 r.. Prócz naturalnych przemian lichenoflory obejmują-
cych rozrost lub kurczenie się populacji poszczególnych gatunków,
ekspertyzy wykazały, że na głazach narzutowych żyje obecnie około
80 gatunków porostów, z czego prawie 60 gatunków to porosty ty-
powo naskalne, a pozostałe 20 to osiadłe na głazach porosty naziemne
i nadrzewne. Około 25 gatunków, czyli ponad 30 bytujących w re-
zerwacie, to gatunki wybitnie górskie. Około 40 gatunków nie było
249
dotychczas znajdowanych na głazach w okolicy, a prawie 30 gatun-
ków nie występowało dotychczas w rejonie Borów Tucholskich. W
związku z występowaniem na kamieniach szeregu gatunków nowych
lub rzadkich dla terenów Polski planowane jest objecie kręgów
ochroną lichenologiczną (Kiszka, Lipnicki 1993. s. 108- 109).
Również astrologiczna wersja o pochodzeniu kręgów znalazła
swych zwolenników. W bibliotece parafialnej w Odrach znajdowała
się notatka nieznanego autora, który powołując się na Przegląd
Astrologiczny z 1934 r., uważał kręgi za gwiaździarnię zbudowaną,
gdy przesilenie letnie, odpowiadające układowi kręgów, znajdowało
się pod znakiem Barana (czyli w 7800 r. BC). Miało to świadczyć o
tym, że budowniczowie kręgów posiadali znajomość 12 znaków Zo-
diaku (Tylżanowska, Potemski b.r.w., s 19).

250
Ryc. 9. Rozmieszczenie kręgów kamiennych, kurhanów i pojedyńczych
głazów oraz głębokiego dołu na stanowisku Odry za P. Stephanem (wg. Ko-
tlarczyk 1993, s. 129)

Podobną teorię o znajomości Zodiaku u twórców kręgów wy-


snuła Z. Piepiórka. Uważa ona, że kręgi w Węsiorach i Odrach od-
zwierciedlają Plejady i Hiady w gwiazdozbiorze Byka (Piepiórka
1997, s. 43). Takie odzwierciedlenie gwiazdozbiorów na Ziemi mo-
głoby świadczyć według L. Mateli o chęci ściągnięcia do kręgów
przez ich budowniczych energii kosmicznych emitowanych przez
dany układ gwiazd (Matela, 2002, s.20).
Kręgi kamienne wykorzystywane są również przez radieste-
tów, twierdzących, że konstrukcje kamienne mogły być i są wykorzy-
stywane jako drogowskazy miejsc mocy (Matela 2002, s.20). Usta-
251
wione pionowo kamienie, takie jak menhiry miały być usadawiane w
miejscach przecięcia się pasm tak zwanej siatki szwajcarskiej z pa-
smami siatki diagonalnej lub żyłami wodnymi. Siatka szwajcarska to
przecinające się linie energetyczne oplatające całą ziemię i tworzące
siatkę o oczkach w kształcie kwadratu lub prostokąta. Podobne zna-
czenie ma siatka diagonalna, której oczka maja kształt rombów.
Skrzyżowanie dwóch lub więcej linii energetycznych ma powodować
wzmocnienie promieniowania i szczególne właściwości miejsca ich
przecięcia. Ponadto jak wykazały badania Z. Piepiórki kamienie cen-
tralne kręgów w Odrach stoją na skrzyżowaniach pasm złotych i pla-
tynowych. Pasma te są również pasmami energetycznymi, a ich pro-
mieniowanie w widmie światła białego ma odpowiadać kolorowi
czerwono-pomarańczowemu będącemu również kolorem radiestezyj-
nym złota oraz fioletowo- białemu będącemu odpowiednikiem koloru
platyny (Piepiórka 1997, s. 37). Dodatkowo kamienne kręgi zbudo-
wane są z tak zwanych kamieni żywych – emitujących energię w róż-
nych kolorach. Nie wykorzystywano kamieni martwych, emitujących
energie szarą i czarną – szkodliwe dla ludzi i zwierząt (Piepiórka
1997, s. 40). Wielkie głazy ustawione w miejscach mocy przyczyniają
się dodatkowo według radiestetów do wzmocnienia klimatu stymulu-
jącego promieniowanie. Zachowują się one jako swojego rodzaju igły
akupunkturowe – służą do nakłuwania odpowiednich punktów na
Ziemi. Dzięki tym zabiegom pobudzana jest energia na danym terenie
(Matela 2002, s. 24). Sam kamień osłabia działanie prądów tellurycz-
nych, czyli energii z Ziemi tworzącej pionowe słupy, mogącej joni-
zować wodę i powietrze, a będącej szkodliwą dla ludzi. Całe ujemne
naładowanie Ziemi zostaje wyrzucone na zewnątrz, a dodatnie nała-
dowanie kosmiczne skupia się na głazie (Le Lann 2000, s. 93). Ku-
mulacja energii w kamieniu powoduje oczyszczenie terenu wokół
niego w odległości 20-40 metrów ze szkodliwego działania prądów
tellurycznych i naładowanie samego kamienia pozytywną energią, co
pobudza człowieka do przeżyć wewnętrznych i umożliwia bardzo
głęboką medytację (Matela 1997, s. 141). Koncentracja taka pozwala
radiestetom na odebranie przesłania danego miejsca mocy wyrażają-
cego jego pierwotną funkcję. Kamienie takie mają być bowiem zapi-
sem charakteru miejsca i zdarzeń jakie się tam odbyły. Przesłanie
można odczytać w postaci obrazu, znaku lub symbolu. Do tego celu
radiesteci wykorzystują nawet drobne kamyki zabrane z miejsc mocy i
naładowane potrzebną im pozytywną energią. Te same kamyki poło-
252
żone pod poduszką mają stać się również pomocne w rozwoju zdolno-
ści jasnowidczych (Matela, 2002, s. 24).
Wśród teorii o przeznaczeniu kręgów kamiennych pojawia się
teoria E. von Dänikena, który w obiektach tych widzi lądowiska i
drogowskazy dla pojazdów przybyszy z obcych planet (Matela 1997,
s. 141). Potwierdzeniem tej tezy miałby być fakt częstej obserwacji
UFO w okolicach kręgów oraz nieporastanie kręgów runem i lasem w
wyniku zniszczenia gleby przez lądujące i startujące pojazdy ko-
smiczne (Konarski 2003, s.11). Kamienne kręgi zbudowane z małych
głazów wykorzystywane są także współcześnie, jako obiekty oczysz-
czające teren domu i ogrodu z negatywnej energii (Le Lann 2000, s.
283). Kręgi kamienne nie odpowiedzą nam na większość pytań doty-
czących ich dziejów. Informacje wydarte zapomnieniu są interpreto-
wane przez każdego człowieka w inny sposób. Może właśnie tak na-
leży dziś postrzegać kręgi kamienne – jako bodziec twórczego myśle-
nia. Nie wolno nam jednak zapominać o faktach – podstawie, od któ-
rej powinny wychodzić idee. Kręgi są wykorzystywane przez arche-
ologów, astronomów, biologów, ale także i radiestetów, ufologów,
jasnowidzów. Inspirację z ich istnienia czerpią romantycy i artyści, a i
zwykli ludzie w obcowaniu z nimi widzą swoistą przyjemność. Ar-
cheologia i inne nauki uniwersyteckie powinny pełnić rolę strażnika
przeszłości, tak by jej świadectwa mogły być natchnieniem dla przy-
szłych pokoleń.

Wykaz cytowanej literatury:

Cieślak A., Stawirej J. (red.) (1999), Faktor X, Warszawa: Marhsal


Cavendish Polska z o.o..
Coles J. (1977), Archeologia doświadczalna, Warszawa: PWN.
Däniken von E. (1996), Siejba i Kosmos. Ślady i plany inteligencji
pozaziemskich, Warszawa: Prokop.
Hahuła K. (2000), Rezerwat archeologiczny Kręgi kamienne w
Grzybnicy, Z Otchłani Wieków, R. 55, nr 1, s. 33- 38.
Kiszka J., Lipnicki L. (1993), Wstępne uwagi o wynikach badań li-
chenoflory głazów narzutowych w rezerwacie „Kręgi Ka-
mienne‖ W: Bory Tucholskie. Walory przyrodnicze- Problem
ochrony- Przyszłość; M. Rajewski, A. Nienartowicz (red.), Kra-
ków: IB- PAN, s. 108- 110.
253
Kmieciński J. (1966), Historia badań W: J. Kmieciński (red.), Cmen-
tarzysko kurhanowe ze starszego okresu rzymskiego w Węsio-
rach, w pow. kartuskim, Prace i Materiały Muzeum Archeolo-
gicznego i Etnograficznego w Łodzi; Seria Archeologiczna, nr
12, Łódź, s. 37-49.
Kmieciński J. (1968), Wstęp W: J Kmieciński (red.), Odry cmentarzy-
sko kurhanowe z okresu rzymskiego w pow. Chojnickim. Łódź:
Acta Archeologica Lodziensia, nr 15, s. 9-19.
Konarski B. (2003), Tajemnicze kręgi w Grzybicy, Poznaj swój kraj,
Rok XLVI.
Kosidowski Z. (1968), Rumaki Lizypa i inne opowiadania, Warszawa:
Iskry.
Kostrzewski J. (1928), Kurhany i kręgi kamienne w Odrach w pow.
Chojnickim na Pomorzu, Rocznik Muzeum Archeologicznego w
Poznaniu, R. III.
Kotlarczyk J. (1993), Kalendarzowe aspekty organizacji przestrzeni
kultowej stanowiska w Odrach W: M. Kwapiński, H. Paner
(red.), Wierzenia przedchrześcijańskie na ziemiach polskich,
Gdańsk: Muzeum Archeologiczne w Gdańsku, s. 128-135.
Krzak Z. (1994), Megality Europy, Warszawa: PWN.
Krzak Z. (2001), Megality Świata, Wrocław: Zakład Narodowy im.
Ossolińskich.
Le Lann R. (2002) Twoje zdrowie a środowisko. Geobiologia -
związki łączące ziemię i życie, Wrocław: Poligraf.
Matela L. (1996) Geomancja. Formy feng shui. Pozytywne energie,
Białystok: Studio Astropsychologii.
Matela L, Sakowska O. (2002), Potęga kamieni. Praktyczny poradnik
wykorzystania energii zwykłych kamieni, Białystok: Studio
Astropsychologii.
Paner H. (1997), Cmentarzysko w Węsiorach- przeszłość i przyszłość
W: H. Paner (red.), Na szlaku Gotów czyli tajemnice kamien-
nych kręgów (I- III w.n.e.); Gdańsk: Muzeum Archeologiczne w
Gdańsku.
Piepiórka Z. (1997), Logika radiestezyjna w badaniu kamiennych
kręgów W: H. Paner (red.), Na szlaku Gotów czyli tajemnice
kamiennych kręgów (I- III w.n.e.); Gdańsk: Muzeum Archeolo-
giczne w Gdańsku, s. 37-43.
Piggot S. (2000), Druidzi, Warszawa: RTW.

254
Szeluga J. (1997), Psychiatria w kamiennych okręgach W: H. Paner
(red.), Na szlaku Gotów czyli tajemnice kamiennych kręgów (I-
III w.n.e.); Gdańsk: Muzeum Archeologiczne w Gdańsku, s. 44-
46.
Tylżanowska A., Potemski Cz. (b.r.w.) Rezerwat kręgi kamienne,
Seria przewodników po rezerwatach przyrody, nr 2, Bydgoszcz.
Walenta K. (1966), Obrządek pogrzebowy W: J. Kmieciński (red.),
Cmentarzysko kurhanowe ze starszego okresu rzymskiego w
Węsiorach, w pow. kartuskim, Prace i Materiały Muzeum Ar-
cheologicznego i Etnograficznego w Łodzi; Seria Archeolo-
giczna, nr 12, Łódź,.
Walenta K. (1981), Wybrane zagadnienia obrządku pogrzebowego
wczesnej fazy kultury wielbarskiej W: T. Malinowski (red.),
Problemy kultury wielbarskiej, Słupsk.
Wołągiewicz R. (2000), Grzybnica. Kamienne kręgi Gotów, Koszalin:
Muzeum.
Wielowiejski P. (1999), Kromlech w Warszawie, Archeologia Żywa,
nr 2(11), s.

255
Magdalena Karkowska
Instytut Historii Sztuki UŁ
Łódź

Taniec w nie swoich ciałach czyli Japonia – kraj zjednoczonych


kontrastów

Kulturowe poddanie ciała politycznym czynnikom takim jak


tradycja, przemysł, oczekiwania społeczne i normy socjalne widoczne
są szczególnie w Japonii. Realizacja prywatnych marzeń i pragnień
jest nie na miejscu, gdy koliduje z normami społecznymi - a z reguły
koliduje - choć głośno mówi się o tym od niedawna. Cisza i milczenie
były, i często wciąż są udziałem wielu Japończyków; wstydem jest
poddanie się pożądaniom nie spełniającym oczekiwań rodziców, ro-
dziny, szefa w pracy. Sytuacja taka wymaga wygenerowania z siebie
wielkiego dystansu względem własnej osoby i swojego ciała. O ile
trudno jest prześledzić dystans Japończyka względem swych pragnień,
łatwiej wychwycić go w sposobie traktowania ciała. Ciało bowiem ze
swej natury jest najbardziej bezbronne wobec oddziaływań politycz-
nych. To ono jest fizycznym znakiem poddania się całej osoby nor-
mom i tradycjom. Jest też najbardziej podatne na wymuszanie owych
norm (np. przy użyciu przemocy lub za sprawą cichej dezaprobaty
otoczenia), więc wymaga największego dystansu od swego posiada-
cza. Wywłaszczenie z ciała, tak widoczne we współczesnej Japonii nie
pojawiło się z nikąd i ma swoje korzenie sięgające daleko w historię.
Fakt, że presja, jaką wywiera na jednostkę społeczeństwo, rodzina i
firma, w której pracuje, presja względem kwestii tak osobistych i
osobniczych jak małżeństwo i orientacja seksualna, nie spotyka się
niemal z oporem czy nawet z wygłoszeniem swego zdania, wiąże się z
tradycją i etykietą powstałą już w epoce Heian i Kamamura. Aby bez
mylnych interpretacji, właściwym ludziom Zachodu, stworzyć wizję
Japonii współczesnej, należałoby się bliżej przyjrzeć zachowaniom
ludzi tej epoki (Bryant 2000).
Rewizja japońskiej etykiety Heian i Kamamura nie byłaby
możliwa do przeprowadzenia, zawężę więc temat do etykiety stosun-
ków seksualnych, gdyż w nich widać najjaskrawiej w jaki sposób
Japończycy tamtej epoki odnosili się do własnych ciał i ciał swoich
partnerów. Głównym źródłem w badaniu zachowań erotycznych bę-
dzie tu literatura odzwierciedlająca społeczne wymagania związane z
256
posiadaniem takiego bądź innego ciała. Informacji o etykiecie Heian i
Kamamura oraz przykładów seksualnych poczynań dostarczają po-
wieści takie jak:‖Genji Monogatari‖, „Torikaebaya Monogatari‖,
„Towazugatari‖, i „Masu Kagami‖ (Rowley 1998, s. 15).
Wymuszonych „spotkań‖ seksualnych można wyróżnić trzy
kategorie. Każda ukazuje inny rodzaj dystansu, jaki muszą narzucić
sobie i swym ciałom uczestnicy wydarzeń. Pierwsze są anonimowe,
jednorazowe (One night stand), mają źródło w pragnieniu chwilowego
posiadania akurat dostępnego – jakiegokolwiek - obiektu, mogącego
zaspokoić głód seksualny. Drugi rodzaj regulowanych etykietą czy-
nów „gwałtopodobnych‖ to seksualna inicjacja kobiety, często plano-
wana na długo przed aktem, przez rodzinę „ofiary‖. Trzeci rodzaj to
zaskakujący finał nieodwzajemnionej, długotrwałej i często nie do-
puszczanej do świadomości miłości sekretnej. Miłość owa znajdowała
swoje spełnienie w chwili, gdy mężczyzna wyjawiał pożądanie przed
obiektem swych uczuć, w trakcie wyjawienia obiekt subtelnie zmu-
szany był do stosunku. Te trzy kategorie można znaleźć także w nie-
wymuszonych spotkaniach seksualnych, tyle że tutaj dodaje się jesz-
cze kategorię czwartą, gdy spółkujący są już zakochani a ich stosunek
jest efektem naturalnego rozwoju ich związku. W takim przypadku
brak strony wymuszającej jest oczywisty i zrozumiały, sama zaś
czwarta kategoria nader rzadka w opisach z epoki Heian.
Do rozpatrzenia trzech wymienionych rodzajów wymuszeń
seksualnych, ich miejsca w etykiecie oraz całej tradycyjnej otoczki,
która z taką siłą odciśnie swe piętno na umysłach współczesnych,
należałoby przedstawić parę przykładów, zaczerpniętych ze wspo-
mnianych wcześniej źródeł, czyli opowieści dworskich (monogatari).
Doskonałym przykładem jednorazowego wymuszenia seksu-
alnego (one night stand) będzie zamieszczona w rozdziale ósmym
„Genji Monogatari‖ opowieść o Lśniącym Księciu, który po uczcie
Kwitnących Wiśni u cesarza, nie ma nikogo, kto towarzyszyłby mu w
drodze do łoża oraz w samym łożu. Sfrustrowany zmusza anonimową,
przypadkowo spotkaną dziewczynę o imieniu Oborozukyo do sto-
sunku. Pomińmy fakt, że niemający pojęcia o skomplikowanych ro-
dowych koligacjach na dworze, Genji spędza noc z narzeczoną obec-
nego cesarza i żoną cesarza in spe. Genji, kręcąc się po korytarzach,
szuka jakiś otwartych drzwi do sypialni jakiejś pięknej a samotnej
damy. G.G. Rowley zauważa, że „jeśli Genji nie może spać ze swą
ukochaną towarzyszką życia, Fujitsubo, musi znaleźć sobie kogoś, kto
257
ją zastąpi.‖ (Rowley 1998, s. 10) Jest to wymóg stawiany mu nie tylko
przez jego własne, cielesne pożądanie, ale przez tradycję i dworskie
obyczaje. Dla określenia piękna i wartości poszczególnych zdarzeń
czy zachowań bohaterów używa się terminów aware i no. Piękno
emocjonalne, związane z charakterem postaci zawierało się w kręgu
znaczeń aware, zaś piękno zmysłowe w kręgu no (Melanowicz 1994,
s.240). Komuś tak pięknemu, utalentowanemu i potężnemu jak Genji
nie wypada po prostu spędzać nocy samotnie i marnotrawić swego
ciała, szczególnie pod czujnym wzrokiem sług cesarza. Rowley doko-
nała znakomitego przekładu spotkania, którego tak pragnął książę, i
którego domagały się: jego ciało, status społeczny oraz pozycja na
dworze.

Bezgranicznie zachwycony złapał ją za rękaw. Kobieta przeraziła się:,


„Co za okropność! A kto to?‖ – Zawołała – „Nie ma powodów do
niepokoju - zapewnił. Objął ją delikatnie i posadził, po czym zamknął
drzwi. Przerażenie nieznajomej rozbudzało jego wyobraźnię. „Niech
tu ktoś przyjdzie!‖- Zażądała drżącym głosem, na co Genji odparł:
„Mam przyzwolenie na wszystko, czego tylko zapragnę, przyzwolenie
udzielone mi przez wszystkich. Nawet, jeśli kogoś wezwiesz, nic ci z
tego nie przyjdzie. Bądź po prostu cicho.‖Po głosie poznała, z kim ma
do czynienia, i czerpała z tej wiedzy maleńką przyjemność (Rowley
1998).

Dla zachodniego czytelnika cytat ten, a szczególnie jego część


podkreślająca jak bardzo może rozbudzić wyobraźnię przerażenie
kobiety i jak piękną ją czynić w oczach Genjiego, stawia pod znakiem
zapytania maniery i moralność bohatera. Jeśli faktycznie był tak pełen
wszelkich cnót i zalet, można by od niego oczekiwać, że zlituje się
nad Oborozukyo i zrezygnuje ze swego „nocnego planu‖. Tymczasem
on stwierdza, że może z nią zrobić, co zechce, gdyż ma do tego prawo,
niechże więc dziewczyna siedzi cicho. Sytuacja stanowczo odejmuje
blasku Lśniącemu Księciu, ale w kategoriach moralności Heian Genji
zły nie jest, jego czyny są po prostu jego czynami, są zgodne z ety-
kietą. Sama autorka, Murasaki stwierdza, że Genji „nie jest człowie-
kiem, który dopuszczałby się nieprzyzwoitości‖ (Dalby 2003, s. 304).
Zarówno on jak i jego ofiara zmuszeni są - tyleż przez pożądanie co
normy społeczne - dystansować się względem swych ciał. On musi
zapomnieć chwilowo o swej ukochanej Fujitsubo, ona zaś próbuje
czerpać pociechę z faktu, że posiadł ją słynny Książę i nie żywić do
258
niego urazy, przecież to nie jego wina, że oboje muszą grać swoje role
bez uwzględnienia swych prawdziwych odczuć.
W społeczeństwie, w którym kobiety oglądało się tylko przez
zasłony i parawany, zostały one wyniesione niemal do rangi dzieła
sztuki. W dobrym tonie leżało, by mężczyzna zakochiwał się w kobie-
cie, której nigdy nie spotkał. Nawet jeśli mieszkali blisko siebie, co
było rzadkością, rozmawiali tylko przez parawan. Tu ujawnia się ko-
lejne „wymuszone‖ spotkanie Japonki z Japończykiem w ciałach bar-
dziej należących do społeczeństwa i tradycji, niż do nich samych.
Miłość na odległość często kończyła się zgwałceniem obiektu wes-
tchnień, choć obiekt z reguły nie miał pojęcia, że jest obiektem (Dalby
2003, s. 271). Światy żeński i męski rozdzielone były tak, jak to tylko
możliwe, do tego stopnia, że do dziś istnieją różnice w języku ze
względu na płeć osoby nim operującej. Oczywiście, japoński jest zro-
zumiały dla każdego Japończyka, bez względu na gender, lecz istnieją
zwroty zarezerwowane tylko dla mężczyzn, lub tylko dla kobiet. Mi-
łość na odległość i „heroiczne‖ wysiłki mężczyzny, by przedrzeć się
do świata kobiet przez parawany statusu społecznego, tradycji czy
nawet języka możemy odnaleźć w „Masu Kagami‖. Za czasów pano-
wania cesarza Kameyamy pewien średniego stopnia kapitan, Arifusa,
zakochał się w księżniczce Rinshi. Kochał ją przez długi czas, ale
mieszkali daleko od siebie, dzieliła ich też przepaść społeczna. Ona
była córką emerytowanego cesarza, on tylko kapitanem czwartego
stopnia. W końcu kapitan dostał szansę i gawędził z księżniczką przez
jej zasłonę aż do późnych godzin nocnych. Gdy Rinshi udała się w
końcu na spoczynek, w swoim łóżku znalazła mężczyznę. Oto jak
przedstawia to zdarzenie autorka:

„Kochałem Cię od lat‖ rzekł. ‖Wciąż powtarzałem sobie, że to nie-


możliwe, bo jesteś zbyt wysoko urodzona dla mnie, ale nie mogę już
tego dłużej ukrywać. Chcę tylko ukoić trochę moje cierpienie‖. Kapi-
tan nie opuścił już pokoju. Księżniczka zaczęła płakać, wzburzona i
skonsternowana. Kiedy była tak blisko, przestał panować nad emo-
cjami i nagiął ją wbrew jej woli, mimo iż litował się nad nią i żałował
gwałtowności swych czynów. Płakała już otwarcie [...] i wydawała
mu się jeszcze bardziej pociągająca. Bicie dzwonów i pianie kogutów
wyrwały śpiących z ulotnego snu, a średniej rangi kapitan, dręczony
pożądaniem, nie mógł zmusić się do opuszczenia komnaty. Księż-
niczki nic nie pociągało w jego wyglądzie; zdał się jej wręcz odraża-
jący. Po tej wspólnej nocy kapitan słał do niej listy i chociaż wyda-
259
wały się jej one niesmaczne i niemiłe, zdawała się ona tolerować sytu-
ację [...] Kapitan odwiedzał księżniczkę co noc (Rowley 1998).

To jeden z licznych romansów, których początkiem jest wy-


muszony stosunek seksualny. Tekst ujawnia obcość, z jaką dworzanie
traktowali swoje ciała, jak dwoiste uczucia żywili względem niego.
Próba ułagodzenia bólu beznadziejnej miłości na odległość przez wy-
muszone spełnienie. Litość nie wystarczająco silna, by oszczędzić
ciało ukochanej. Odraza żywiona ku oprawcy, jednoczesna z kontynu-
acją znajomości. Kobiety na dworze świadome były, że może je po-
siąść ktokolwiek, byle na pewnych zasadach. Mężczyźni wiedzieli to
także. Z jednej strony związani byli obowiązkiem względem cesarza,
przełożonych i tradycji, z drugiej strony posiadali jednostkowe pra-
gnienia, które mogli spełniać tylko według pewnych zasad, zgodnie z
konstrukcją zachowań ustanowionych przez tradycję. W obu przypad-
kach ciało traktowane było jako przedmiot, coś obcego, do czego na-
leży mieć dystans. Wydaje się, że w stosunku seksualnym utrzymanie
dystansu do własnego ciała jest niemożliwe, ale tego właśnie się wy-
maga. Księżniczka nie ma za złe kapitanowi wymuszonego spółko-
wania, ale niepoprawne, zbyt uczuciowe listy i zbytnie ociąganie się
przy opuszczaniu jej pokoju. Mężczyzna naruszający etykietę, w zgo-
dzie z którą jego obowiązkiem jest opuścić sypialnię kobiety przed
świtem, budził wśród kobiet powszechny „niesmak‖. Japończyk, jeśli
nie wycofywał się z miejsca wymuszenia w sposób dworski i dekora-
cyjny, o określonej porze, odbierany był jako grubianin, a jego za-
chowanie jako faux pas. Zbytnia opieszałość w tej kwestii była tak
fatalna dla jego wizerunku w oczach kobiety, jak dla kobiety zbytni
opór lub zbytnia uległość wobec etykietalnego gwałtu. Ceniono wy-
ważenie i dystans względem swego ciała i ciała partnera, choćby naj-
bardziej ukochanego, i głośno krytykowano wszelkie odstępstwa od
tej ledwo uchwytnej normy. A normy były rozmaite, nigdy jedno-
znaczne, balansujące na krawędzi teorii ciała jako obiektu politycznie
uwikłanego w sieć obowiązków względem rodziny, cesarza i swego
własnego statusu, oraz ciała jako narzędzia do wyrażania swych jed-
nostkowych pragnień, np. mężczyźni tak wrażliwi, że aż łkają przed i
po gwałcie na kochanej kobiecie są akceptowani i ogólnie szanowani
w epoce Heian. Natomiast mężczyzna głęboko zakochany, wyrażający
swe silne przywiązanie i domagający się wyłączności, jest obiektem
kpin i strofowania samych kobiet, nawet, jeśli udzielają mu one przy-
260
zwolenia na posiadanie swoich ciał i kontynuują romans. Dla nich
poprawność etykietalna ważniejsza była od efektu, jaki mogła wy-
wrzeć na ich ciele, nawet choćby ten efekt był przyjemny, dyskredy-
tował je w oczach społeczności dworskiej jeśli zbyt wyraziście prze-
czył jej prawom.
Może to wynikać z pozycji społecznej kobiety w Heian. Już
jako żony żyły one nadal w domach rodziców, gdzie łatwiej mogli je
odwiedzać kochankowie. By utrzymać cienką zasłonkę fikcji, że niby
„nic nie zaszło‖, kochanek musiał opuszczać dom mężatki przed świ-
tem. Jeśli tego nie uczynił, reputacja kobiety była zszargana, a męż-
czyźnie przyczepiano etykietkę człowieka o słabej woli, który nie
może dostosować się do norm (Tyler 1996, s. 54). Księżniczka Rinshi
nie gniewa się na kapitana o gwałt, a raczej o to, że jest zbyt niskiej
rangi, jego listy nie są wysmakowane i jest zbyt zakochany, by opu-
ścić sypialnię na czas. Rinshi traktuje z dystansem swe ciało, wie, że
mogą mu się przytrafić różne rzeczy, jeśli jednak chodzi o jej status
społeczny i normy etykiety, jest bardziej wymagająca. Wszystko, co
godzi w jej powinności społeczne jest groźniejsze niż to, co dotyczy
jej ciała. Już tutaj widać zasadę, która we współczesnej Japonii będzie
grała główną rolę, mianowicie potępienie egocentryzmu do tego stop-
nia, że pozwala się na dowolne dysponowanie swym ciałem czy to
przez rodzinę, czy przez tradycję, cesarza, czy kochanka-gwałciciela.
Wszystko to wygląda na taniec wśród konwenansów i uczuć
prawdziwych, choć te wydają się być także konstruowane przez kon-
wenanse. Prywatność i nieprywatność seksu nie stanowią tu opozycji,
raczej gamą zamkniętą dwoma skrajnościami, z których jedna jest
miłosna, erotyczna, czyli intymność i wstyd, mimo, iż z założenia te
dwie rzeczy się wykluczają. Drugą skrajnością byłaby tu polityka
tożsamości ciał, przeznaczonych do pracy i reprodukcji (znów dalekie
pozycje kłócące się ze sobą), które to pragnienia często kolidują z
normami społecznymi: należy więc je ujarzmić, co objawia się całko-
witym oddzieleniem się od swego ciała, stwierdzeniem, iż nie przystoi
poddawać się jego impulsom i utożsamiać się z nim. Lepiej dyspono-
wanie tak niesfornym ciałem zostawić normom i oczekiwaniom spo-
łecznym, by nie okryć się wstydem za niemożność wypełnienia owych
oczekiwań i być posądzonym o egocentryzm i egoizm.
Podczas zdobywania swego trofeum, mężczyźni ciągnąc opie-
rającą się partnerkę do łóżka, z litością i poczuciem winy patrzyli na
kobiece łzy. Nie przeszkadza im to kontynuować swoich poczynań,
261
choć zdają się odczuwać pewne emocje. Problem polega na tym, że
wiele tekstów pisanych jest przez same kobiety, więc nie wiemy tak
naprawdę, co czuli mężczyźni. Może poczucie winy to czysta, adop-
towana z etykiety tradycja literacka? Nie można tego stwierdzić na
pewno, a więc powstaje pytanie, czy oni robią to, czego się od nich
wymaga, pomimo poczucia winy, czy tylko to, czego się oczekuje w
grze w branie i dawanie (może to tylko początek związku kobiety i
mężczyzny w Heian?); dlaczego więc mieliby się czuć winni? To
właśnie jest taniec Heian, taniec w ciałach zdystansowanych wzglę-
dem siebie samych i siebie nawzajem, że zachodniemu odbiorcy
trudno to pojąć.
Przykładem niech tu będzie gwałt jako seksualna inicjacja ko-
biety. Trzynastoletnia dziewczynka Nijo i stary cesarz Go-Fukakusa,
znany libertyn, mają odbyć stosunek zaaranżowany sprytnie przez
rodzinę Nijo. Pierwszej nocy dziewczynka reaguje milczeniem i prze-
rażonym bezruchem na zaloty cesarza, natomiast drugiej nocy cesarz
już jej nie folguje, poczyna sobie z nią nader gwałtownie i tak Nijo
zostaje jego konkubiną. Pierwszej nocy dziewczynce udaje się odwlec
konfrontację, ale drugiej nocy nie ma już wyboru, co nasuwa pytanie,
czy w ogóle powinna stawiać opór. Kobiety dworskie miały obowią-
zek szamotać się i zręcznie opierać, tak by rozpalić kochanka, zara-
zem nie odpychając go, inaczej miało miejsce nieporozumienie. „Nie
znaczy nie‖ nie było dewizą epoki Heian (Bryant 2000). Kobieta im
bardziej walczy, tym mocniejszy zdaje się roztaczać czar. Jeśli tego
nie robi, nie stwarza atmosfery wyzwania, zniesmaczając mężczyznę.
Oczywiście odmowa nie wchodzi w grę - a więc należałoby spytać jak
wiele kobiet zmuszonych było do odbycia stosunku z obcymi lub
prawie obcymi mężczyznami i co działo się z tymi, które walczyły i
opierały się na serio, nie tańcząc przy muzyce etykiety i pragnąc po-
siadać swe ciało na własność.
Kobiety na dworze musiały być przygotowane na ewentual-
ność, kiedy to mężczyzna zapragnie użyć ich ciała. Nie oczekiwano
od nich gwałtownych, prawdziwych sprzeciwów, gdyż nawet, gdyby
udało im się zawołać kogoś na pomoc, odwlekłoby to tylko całą
sprawę. Przywołani na pomoc dworzanie musieliby w końcu z waha-
niem zostawić ofiarę samą, niewątpliwie sytuacja powtórzyłaby się
(Tyler 1996, s. 59). Zbyt szybkie uleganie wymuszonej namiętności
także uważano za rzecz w złym guście, kobieta powinna umieć wyra-
żać swój sprzeciw, by zdobywanie jej było przyjemne; niezbyt łatwe,
262
ale i nie uciążliwe. Często spotyka się pisane relacje kobiet z dworu,
które przez cienkie ściany słyszały nieraz przebieg podobnych wymu-
szeń seksualnych dokonywanych na ich koleżankach i oceniały, która
poddała się zbyt szybko, a która w sam raz. Takie podejście do wła-
snego ciała, dopuszczające jego „użycie‖ przez innego człowieka,
ujawnia dystans Japończyków do ciała. Ciało poddane jest rozmaitym
rygorom etykiety, w odpowiednich okolicznościach można z nim
zrobić wiele, bez oglądania się na jego właściciela. Skrępowani posłu-
szeństwem wobec cesarza, przełożonych, swego własnego stanowi-
ska, wymagającego np. spania zawsze z kimś, nigdy samemu itp.,
dworzanie Heian wykradali dla siebie chwile, w których mogli być
bardziej swobodni. Nie mogli, co prawda być bardziej sobą, gdyż ich
stanowisko, posłuszeństwo tradycji i cesarzowi konstytuowało ich
istotę do tego stopnia, iż nawet owe „kradzione chwile‖ były objęte
etykietą. Nawet w tak intymnej dziedzinie jak seks należało przestrze-
gać praw, choćby owe prawa zamykały oczy na gwałt.
Taniec płci w nie swoich ciałach, do których należy mieć od-
powiedni dystans, by funkcjonować wśród norm społecznych, prze-
niósł się z Heian do współczesności i najbardziej widoczny jest w
rodzinie. Dystans i wyobcowanie ciała przeszło z dworskiej kultury
etykietalnej wprost do współczesnej kultury megakorporacyjnej. Wy-
daje się jakoby obraz rzeczywistości wyczerpywał się całkowicie w
dyskursie megakorporacyjnym. Firmy i korporacje rządzą ciałami
pracowników tak, jak niegdyś robił to cesarz i etykieta. Zapewnienie
sobie kontroli nad pracownikiem zaczyna się w Japonii już we wcze-
snych latach dziecięcych przyszłego pracownika. Powszechny jest
tzw. system windy (elevator system), w którym dziecko idąc do okre-
ślonej szkoły, jeśli zda z odpowiednią ilością punktów, ma zagwa-
rantowane dostanie się na renomowany uniwersytet, i że będzie pra-
cowało dla takiej a takiej firmy. Najtrudniej dostać się na pierwszy
stopień, do "windy" tzn. do wybranej szkoły, potem system wynosi
delikwenta bez problemów utartą drogą w górę.
W firmach Japończycy doświadczają ogromnego nacisku ze
strony dyrektora i współpracowników, by założyć rodzinę. Kiedy już
ją założą, będą musieli zaciągnąć pożyczki, których spłacanie zajmie
im lata. Małżeństwo i kredyt są więc stabilizatorami systemu, gwaran-
cją, że pracownik zostanie w firmie, najlepiej do końca życia. Osob-
nicy ociągający się z ożenkiem traktowani są podejrzliwie choć
otwarcie się ich nie dyskryminuje, z reguły sytuacji długo nie wy-
263
trzymują, tym bardziej, że z góry wiadomo, że nie mają co liczyć na
awanse lub podwyżki. Ciała Japończyków nie należą do nich, bardziej
są własnością firmy, która robi wiele, by zapewnić sobie nad nimi
długotrwałą kontrolę.
W równym stopniu ich ciała należą do rodziny, która zwykle
pożąda wnuka bez względu na orientację potomków (McLelland
2000b, s. 13). „W Japonii ludzie nie śpią ze sobą, lecz z systemem‖
twierdzi japońska feministka i krytyczka Ueno Chizuko (McLelland
2000b, s. 15). Oddalenie i dystans względem swych ciał powszechne
wśród współczesnych Japończyków znów najlepiej zaobserwować w
seksualnym wyrażaniu siebie. Japońskie społeczeństwo podtrzymuje
ściśle dwa standardy uwzględniające seksualne wyrażanie się mężczy-
zny i kobiety. Pierwsze to wielki seksualny przemysł, zatrudniający
wielką liczbę krajowych i zagranicznych pracownic, których zada-
niem jest spełniać fantazje Japończyków (McLelland 2000a, s. 7),
jedyną usankcjonowaną ekspresją kobiecej seksualności jest małżeń-
stwo. Dwudziestoletnia Japonka żyje pod presją: ma wyjść za mąż i
zacząć produkować dzieci. Wychodzi za mąż, jak twierdzi antropolog
Jeniffer Robertson, nie z miłości ani nie dla wyrażenia swojej seksu-
alności, ale by przetrwać ekonomicznie. Ważniejsza jest finansowa
stabilność i dobre widoki na karierę przyszłego małżonka, niż ele-
menty sentymentalne. Omiai, czyli przedstawianie sobie ewentual-
nych narzeczonych i dopasowywanie ich do siebie, charakterami i
dochodami, jest nadal powszechne w Japonii (Robertson 1998, s. 24).
Co ciekawsze, najlepiej definiują rodzinę jednostki, które
mają problem z jej założeniem, czyli wszelkie mniejszości seksualne,
męskie i żeńskie POTSSy ( Persons Oriented Toward Same Sex).
Wywiady znanego antropologa amerykańskiego McLellanda ukazuje
jak elastycznie i dwuznacznie osoby homoseksualne podchodzą do
związków heteroseksualnych, a wiele z nich, pomimo iż doświadczyło
już impulsu seksualnego względem osoby tej samej płci, nie chce od-
rzucić idei małżeństwa hetero. Zachodni dyskurs „gejowskiej tożsa-
mości‖ promowany przez niektórych badaczy, wyczulony jest na tę
dwuznaczność, np. trzydziestoletni mężczyzna aktywnie szukający
seksu z innymi mężczyznami nie chce mieszkać z partnerem, gdyż,
jak mówi: „w Japonii ludzie uważaliby mnie za geja, gdybym z nim
mieszkał". Zamiast tego wolałby ożenić się z kobietą i założyć ro-
dzinę, w czym jego orientacja mu nie przeszkodzi, gdyż nie determi-
nuje jego osoby i charakteru. Ciało i reakcje tego ciała nie mogą de-
264
terminować całej osoby, która uwikłana w społeczne oczekiwania i
normy, dystansuje się do niego na tyle, że pożądanie osobników tej
samej płci nie przeszkadza jej w spełnieniu socjalnego obowiązku
założenia rodziny. Męskie POTSSy często na stronach gejowskich
rozważają ożenek przy jednoczesnej pewności, że ich zainteresowania
się nie zmienią. Pewien mężczyzna pisze:

„Aktualnie zastanawiam się nad małżeństwem (...) gdy rozważam ten


temat z moimi przyjaciółmi gejami twierdzą, że byłby to wstyd dla
mojej partnerki. Ale ja nie pragnę podróbki małżeństwa (gisso kek-
kon). Jestem pewien, że potrafiłbym cenić (daiji ni shite) i kochać (ai
suru) partnerkę, ale postąpiłbym głupio, gdybym... całkowicie przestał
umawiać się z chłopakami.‖ (McLelland 2000a).

Inny POTSS pisze, że choć nie czuje pożądania względem


kobiet, nie chce ostatecznie porzucić nadziei na małżeństwo. Mimo
wszystko twierdzi, że „dla mężczyzn i kobiet pobrać się i stworzyć
gospodarstwo (katei) i wychować dzieci to największe szczęście‖.
Twierdzi, że boi się, iż „tylko przez pożądanie seksualne (seiyoku no
tame dake) będzie musiał żyć sam bez żony‖, przez co udowadnia, że
seksualność nie jest aż tak ważnym akcentem jego osobowości
(Lunsing 1995, s. 12). Małżeństwo postrzegane jest jako przedsię-
wzięcie, którego celem jest stworzenie gospodarstwa i rodziny, pro-
dukującej dzieci. Homoseksualiści i heterycy po równo zobowiązani
są dać wnuki zarówno swoim rodzicom jak i społeczeństwu, a fakt, że
w tym celu muszą zdystansować się do siebie jako jednostki, siebie
jako ciała, jedynego i niepowtarzalnego, absolutnie się nie liczy. Ego-
istyczne użycie swego ciała, choćby w celu rozważenia swej płciowo-
ści, jest wielkim nietaktem względem rodziny, norm i w końcu statusu
społecznego samego zainteresowanego.
„Problem małżeńskiego‖ (kekkon mondai) jest powszechnym
tematem na internetowych stronach japońskich POTSSów męskich i
żeńskich, oraz heteryczek, pragnących wyjść za gejów. Media kobiece
wykreowały postać geja jako idealnego partnera i przyjaciela kobiet,
osobnika zniewieściałego a więc zdolnego im współczuć i je rozu-
mieć. (McLelland 2000 a, s.8). Wszystko to, by ułatwić trudny taniec
w nie swoich ciałach, by ciało nie dokuczało tak mocno w spełnianiu
oczekiwań rodziny i przyjaciół. Z drugiej strony pani Summerhawk
twierdzi, że homoseksualiści japońscy żenią się tylko po to, by ukryć

265
swą tożsamość i „przeżyć w szafie‖ tworząc zwodniczy falsyfikat
małżeństwa. Tu należy wyjaśnić pewne różnice między konstrukcją
małżeństwa japońskiego a zachodniego. To z nich m.in. wynika, dla-
czego męskie POTSSy w Japonii dystansują się względem swego
ciała, co pozwala im na odegranie swej roli społecznej poprawnie, nie
czują się oszustami i symulantami, oraz wyrażają skłonność do „sza-
nowania i kochania‖ partnera (ki). W Japonii małżeństwo nie jest
skonstruowane według „modelu towarzyskiego‖ (lub przyjacielskiego
- ja i mój kompan), powodem do ożenku jest chęć ustanowienia wła-
snego gospodarstwa, domu (katei). Różni się to w wielu punktach od
romantycznego, euro-amerykańskiego modelu rodziny, gdzie każdy
mocno utożsamia się ze swoim ciałem, nie dystansując się zupełnie.
W Japonii małżeństwo postrzega się jako praktyczną umowę,
w której dwie, zewnętrznie kompatybilne osoby z jednoznacznie zde-
finiowanymi rolami wchodzą w społecznie poprawny związek usta-
nowienia rodziny (Lunsing 1995, s. 14).
Małżeństwo i inne instytucjonalne związki, w które trzeba
wejść, by dobrze odegrać swoją rolę w społeczeństwie, poddawane są
coraz częstszej krytyce. Fushimi Noriaki, pisarz i homoseksualista
wprost określa małżeństwo jako „obopólny plan reprodukcyjny‖ (sa-
iseisan purojekuto) (Lunsing 1995, s. 12). Dystans względem ciała
swojego i ciała partnera, niezależnie jakiej płci, urósł do rangi para-
doksu, gdzie w małżeństwie homoseksualizm męża jest wiadomy
żonie i akceptowany przez nią. Mąż nie kryje swych zainteresowań
seksualnych i nie ma w tym względzie żadnych skrupułów, a ona nie
indaguje, do jakich barów chodzi on po pracy pod przykrywką „spo-
tkania z kolegami‖ (Lunsing 1995, s. 10).
Dlatego dla tych Japończyków, którzy przez swoją orientację
seksualną bądź z innych powodów, nie potrafią sprostać oczekiwa-
niom społecznym, nie najlepsza wydaje się rada innego słynnego ge-
jowskiego aktywisty, Satoru Ito, której udziela na stronie poświęconej
problemom japońskich POTSSów. „Bądź bardziej samolubny‖ radzi
on mężczyźnie, który nie może znieść już presji w pracy i wciąż czuje,
że okłamuje i krzywdzi rodziców swą orientacją seksualną, odwleka-
jąc małżeństwo z kobietą. Ta porada mogłaby być wyjściem z sytu-
acji, gdyby nie kształtujący się od epoki Heian i Kamamura dystans,
między posiadaczem ciała a obowiązkami nałożonymi owemu ciału
przez etykietę, tradycję i rodzinę, a jakie musi ono spełnić. Nieumie-
jętność dostosowania się do zasad tańca epoki Heian przebija wyraź-
266
nie we współczesnej megakorporacji, w jaką zmieniła się Japonia.
Teraz nie można już w sposób jednoznaczny mówić o nadużyciach
względem ciał Japończyków, gdyż w Japonii jakiekolwiek wymusze-
nie bądź gwałt, zarówno fizyczny jak i psychiczny jest pojęciem
mocno zatartym, podobnie jak w epoce Heian. W Japonii widać wy-
raźną symetrię w traktowaniu ciała swojego oraz ciała partnera. Tu nie
ma już chyba nawet wymuszenia czy gwałtu, zarówno fizycznego jak
i psychicznego, gdyż ich przedmiot przestaje istnieć. Podmiot jako
Inny, Ten Drugi w ogóle nie istnieje, zaprzężony w zobowiązania
reprodukcyjno-pracownicze, trudno więc mówić o zachowaniach
egoistycznych względem ciała swojego bądź partnera. Sytuacja
obecna ma korzenie już w XIII wieku i nie prędko ulegnie zmianie,
choć da się zauważyć próby wyjścia z tańca w nie swoich ciałach oraz
ponowne ich uwłaszczenie.

Wykaz cytowanej literatury

Aoyama T. (1998), Male Homosexuality as Treated by Japanese


Women Writers, W: G. McCormac, Y. Sugimoto (red.), The
japanese trajectory, modernization and beyond, Cambridge:
Cambridge University Press, s. .
Bryant A. (2003), Forced Affection Rape as first act of romance
www.sengokudaimyo.com/forced_affection.html
<http://www.sengokudaimyo.com/forced_affection.html(
10.07.2003).
Dalby L. (2003), Opowieści Murasaki, Warszawa: Albatros.
Lunsing W. (1995), Japanese Gay Magazines and Marriage Adver-
tisements, W: G. Sullivan (red.), Gays and Lesbians in Asia and
the Pacific: Social nad Human Services, Binghampton, New
York: Harworth Press.
Melanowicz M. (1994), Literatura japońska od połowy VI do połowy
XIX wieku, Warszawa: PWN.
McLelland M. (2000a) Male Homosexuality in Modern Japan; Cul-
tural myths and social realities, Richmond: Curzon Press.
McLelland M. (2000b) The love between beautiful boys in japanese
women`s comics, Journal of Gender Studies, nr.19, s. .
Robertson J. (1998), Takarazuka; Sexual politics and Popular Culture
in Modern Japan, Berkley: University of California Press.
267
Rowley G. (1998), Textual Malfeasance in Yosano Akiko`s Shin`yaku
Genji Monogatari, Howard Journal of Asiatic Studies, nr. 58/1
(Czerwiec), s. .
Tyler M. (1996), The Erotic Pastimes of Murasaki Shikibu, East Asian
History, nr. 12 (Grudzień), s. .

268
Radosław Sajkiewicz
Instytut Biologii UAM
Poznań

Rośliny – świadkowie przeszłości

Wstęp

Szczątki roślin odnajdywanie na terenie stanowisk archeolo-


gicznych stanowią obiekt zainteresowania badaczy już od prawie 200
lat. Początkowo analiza odkrytych materiałów florystycznych ograni-
czała się tylko do określenia taksonomicznej ich przynależności, do-
piero w późniejszym okresie zwrócono również uwagę na aspekty
takie jak rozmieszczenie poszczególnych gatunków oraz sposób ich
wykorzystywania w przeszłości przez społeczności ludzkie (Wasyli-
kowa 1994).
Wraz z rozwojem archeologii i botaniki coraz ściślejsza
współpraca między przedstawicielami obu wymienionych kierunków
okazuje się wręcz niezbędna, w szczególności, jeśli przedmiotem
uwagi są relacje na linii człowiek a otaczające go środowisko geogra-
ficzne. Nie sposób nie podkreślić w tym miejscu również potrzeby
kooperacji z przedstawicielami innych dyscyplin naukowych np. hi-
storii, geografii, zoologii, czy antropologii. Wiele problemów doty-
czących interpretacji otrzymanych wyników jest właśnie skutkiem
zbyt wąskiego ujęcia analizowanego zagadnienia.
Odtworzenie niegdyś panujących warunków środowiskowych
należy z całą pewnością do bardzo trudnych zadań. Wykorzystując
metody badawcze paleobotaniki takie jak analiza pyłkowa, analiza
makroszczątków, wsparte dodatkowo dogłębną syntezą stanu współ-
czesnej flory potrafimy ze stosunkowo dużą dokładnością odtworzyć
obraz nie tylko samej szaty roślinnej, lecz również prześledzić zmiany
zachodzące w jej obrębie na przestrzeni wieków. Uzupełniając w ten
sposób uzyskaną wiedzę danymi archeologicznymi stajemy przed
możliwością zrekonstruowania wielu elementów związanych z co-
dziennym życiem dawnych mieszkańców badanego przez nas obszaru.
Celem niniejszego artykułu jest przedstawienie metod bota-
nicznych, których zastosowanie umożliwia nam odtworzenie dziejów
nie tylko samej roślinności badanego obszaru, lecz również ukazanie

269
wielu aspektów związanych z codziennym życiem jego dawnych
mieszkańców.

Analiza pyłkowa

Metoda analizy pyłkowej stanowi niewątpliwie jeden z


podstawowych elementów badawczych paleobotaniki, w oparciu, o
które dokonuje się prób rekonstrukcji dawnego środowiska przyrodni-
czego. Za prekursora tej dyscypliny naukowej uważa się szwedzkiego
badacza L. von Posta (Szafer 1949; Kornaś, Medwecka Kornaś 2002).
Palinologia wykorzystuje niektóre właściwości sporomorf (kopalne
zarodniki i ziarna pyłku), które predysponują je jako dogodny materiał
badawczy. Jedną z ich podstawowych zalet jest wysoka odporność na
działanie szeregu niekorzystnych czynników zewnętrznych, którą to
zawdzięczają wierzchniej warstwie ściany komórkowej składającej się
z tzw. sporopollenin. Dzięki tej wytrzymałej osłonie, bardzo dobrze
zachowują się one w stanie kopalnym przez długi okres czasu, np.
udokumentowane są znaleziska doskonale zachowanych sporomorf,
datowane na okres syluru. Niezwykle urozmaicona morfologia ziaren
pyłku, zarodników, jest wysoce specyficzna dla określonych grup
taksonomicznych, stanowi z kolei dogodny czynnik diagnostyczny
sprzyjający ich identyfikacji i przypisaniu do konkretnej rodziny, ro-
dzaju lub nawet w pewnych przypadkach gatunku. Na wysoką wartość
sporomorf jako materiału badawczego wpływa niewątpliwie także
olbrzymia ich ilość deponowana rokrocznie w atmosferze, w porze
kwitnienia roślin, np. w jednym kwiecie maku polnego stwierdzono
2,6 mln. ziaren pyłku (Szafer 1949; Podbielkowski 1992; Kornaś,
Medwecka-Kornaś 2002).
Nie każde jednak warunki sprzyjają w równym stopniu zacho-
waniu się ziaren pyłku i zarodników w stanie, w którym będą mogły
zostać wykorzystane jako potencjalny materiał analiz i badań nauko-
wych. Najkorzystniejszym miejscem akumulacji sporomorf są przede
wszystkim torfowiska jak również zbiorniki wód stojących. Zacho-
dzące w ich obrębie procesy sedymentacji beztlenowej zdecydowanie
dodatnio wpływają na stopień utrwalenia się palinomorf w warstwach
osadów. Zanim będzie można przystąpić do żmudnego etapu laborato-
ryjnych analiz, konieczne jest zgromadzenie odpowiednio pozyska-
nych w terenie prób. Zasadniczo osad pobiera się warstwami, w pro-
filu pionowym, w celu zachowania chronologicznego ich układu.
270
Dysponując stosownym materiałem badań, rozpoczynamy stadium
gruntownej analizy sedymentów na zawartość frakcji sporomorf. Przy
wykorzystaniu mikroskopu świetlnego, w każdym z badanych pozio-
mów oznaczamy procentowy udział ziaren pyłku należących do roz-
maitych grup taksonomicznych (spektrum pyłkowe). W ten sposób
uzyskujemy relatywnie dokładny obraz roślinności, charakterystycz-
nej dla każdej z warstw profilu. Dzięki połączeniu spektrów pyłko-
wych ze wszystkich poziomów analizowanego profilu otrzymujemy
diagram pyłkowy, na podstawie którego możemy prześledzić dyna-
miczne zmiany w obrazie szaty roślinnej terenów sąsiadujących z
analizowanym zbiornikiem osadów biogennych. Dzięki tym informa-
cjom, możemy także wnioskować na temat ewentualnych zmian wa-
runków klimatycznych, glebowych, wodnych czy też wreszcie zaob-
serwować ślady działalności człowieka (Kornaś, Medwecka-Kornaś
2002; Kruk 1994; Tobolski 2000).
W obrazie diagramów pyłkowych dwa zjawiska, ściśle ze
sobą powiązane, najdobitniej świadczyć mogą o ewentualnej ingeren-
cji człowieka w naturalne układy florystyczne mowa tutaj o wyraź-
nym spadku udziału pyłku drzew (AP) przy jednoczesnym wzroście
zawartości pyłku roślin zielnych (NAP). Zmiany te najczęściej tłuma-
czy się gospodarczym wykorzystaniem lasu przez społeczności ludz-
kie (karczunek lasu pod pola uprawne, materiał budowlany), czego
rezultatem jest niższy udział procentowy AP w diagramie pyłkowym.
Odlesienie sprzyja rozprzestrzenianiu się gatunków roślin zielnych,
światłożądnych zyskujących dzięki działalności człowieka korzystne
warunki do rozwoju (wzrost NAP) (Kruk 1994; Szafer, Zarzycki
1977; Tobolski 2000).
Pojawienie się sporomorf gatunków takich jak Pteridium
aquilinum czy Calluna vulgaris wskazuje na możliwość występowa-
nia pożarów lasu o charakterze lokalnym. Wraz z upływem czasu,
antropopresja przybiera na sile, w diagramach pyłkowych można za-
obserwować coraz większy udział roślin ruderalnych, np. z rodzaju
Urtica i Artemisia, łąkowych tj. Plantago lanceolata czy Rumex ace-
tosa, zbóż np. Secale cereale lub Triticum sp., jak również chwastów
tych upraw, przykładowo Centaurea cyanus. Zmianie ulega także
struktura i skład gatunkowy drzewostanu, np. zauważyć można roz-
przestrzenianie się Carpinus betulus i Betula sp, przy jednoczesnym
ustępowaniu Corylus avellana i Quercus sp. Należy podkreślić, iż
przedstawiono tutaj tylko ogólne przykłady możliwych zmian w sza-
271
cie roślinnej wywołanych działalnością człowieka. Dla obszarów o
odmiennych warunkach przyrodniczych, stosunkach kulturowych
przekształcenia te mogły mieć zupełnie inny, specyficzny tylko dla
siebie charakter. Możliwa jest także sytuacja odwrotna, gdy dane pa-
leobotaniczne są „identyczne‖ dla odległych obszarów, natomiast w
żaden sposób nie są one skorelowane z ewentualnymi podobień-
stwami na gruncie społeczno-ekonomicznym. Dlatego też należy wy-
strzegać się przyjmowania a priori „klasycznych‖ modeli w odniesie-
niu do różnych terenów badań (Klichowska 1972; Kruk 1994; Wacnik
1999).
Diagramy pyłkowe pozwalają także określić przedział czasu,
w którym dany obszar był zasiedlony przez społeczności ludzkie oraz
podlegał wpływom ich gospodarki. Stała obecność sporomorf takso-
nów powiązanych z człowiekiem wskazuje na ciągłość osadnictwa na
danym terenie. Pojawiające się „przerwy‖ bądź „spadki‖ w występo-
waniu tych gatunków, niekoniecznie są świadectwem zaniku bądź
osłabieniu presji gospodarczej, osadniczej na tym obszarze. Zjawisko
to wytłumaczyć można również zastosowaniem ekstensywnego trybu
eksploatacji terenu przez człowieka (Milecka 1991; Kruk 1994). Dane
uzyskane na drodze analiz palinologicznych stanowią tylko jeden z
wielu elementów, którymi możemy się posłużyć przy próbie rekon-
strukcji obrazu życia dawnych mieszkańców interesujących nas tere-
nów. Uzupełniając te wiadomości badaniami archeologicznymi, uzy-
skamy znacznie pełniejsze odwzorowanie relacji społeczno-gospodar-
czych, leżących u podstaw funkcjonowania zorganizowanych grup
osadniczych (Wasylikowa 1994).

Analiza makroszczątków roślinnych

Podczas prac archeologicznych niejednokrotnie natrafia się na


zachowane w różnym stanie i formie szczątki roślinne. Bardzo często
ten niezwykle cenny materiał badawczy pozostaje niezauważony bądź
nieświadomie zniszczony w trakcie prowadzonych wykopalisk. Samo
pozyskanie makroszczątków roślinnych nie należy do najprostszych
zadań, lecz przy zastosowaniu odpowiednio dobranych technik, nie-
wymagających zbyt wielkich nakładów finansowych (płukanie prób o
tej samej objętości, wydobywanych z odpowiadających sobie warstw
w badanych obiektach zabytkowych) uzyskać możemy opartą na so-
lidnych podstawach stosunkowo obszerna bazę danych. Do jednej z
272
najskuteczniejszych metod wyodrębniania zachowanych fragmentów
materiału roślinnego ze stanowisk archeologicznych zaliczyć należy
technikę „szlamowania‖ – płukania nawarstwień (Kadrow, Lityńska-
Zając 1994; Kruk 1994) Makroszczątki mogą być utrwalone w bardzo
wielu formach. Często są to odciski pozostawione na tzw. polepie,
wyrobach ceramicznych, elementy roślin poddane procesom fosyliza-
cji, jak również w wyjątkowych przypadkach zachowane w naturalnej
postaci nasiona i owoce (Lityńska-Zając 1997).
Badanie makroszczątków pozwala na poznanie pewnego wy-
cinka życia dawnych społeczności związanego z użytkowaniem okre-
ślonych gatunków flory. Duża część danych pozyskanych na tej dro-
dze dotyczyć może preferencji żywieniowych mieszkańców osad,
miast, zmieniających się na przestrzeni dziejów; wiele informacji na
ten temat można uzyskać analizując zawartość dołów kloacznych lub
latryn. Badania w tym zakresie przeprowadzone zostały chociażby na
materiale wydobytym z krakowskiej latryny pochodzącej z XVI wieku
(Tomczyńska, Wasylikowa 1999). Stwierdzono w nim znaczne ilości
pestek owoców mięsistych (śliw, jabłoni i gruszy), fragmenty łupin
orzecha włoskiego i leszczyny, jagody (malina, jeżyna i poziomka)
oraz owocki gatunków przyprawowych. Mniej licznie reprezentowane
były natomiast warzywa zielone, zboża, rośliny olejodajne jak rów-
nież niektóre dzikie rośliny zielne (Tomczyńska, Wasylikowa 1999).
Szczątki makroskopowe dostarczać mogą również informacji
o historii i ewolucji upraw gatunków użytkowych i towarzyszących
tym zbiorowiskom chwastów. Szczegółowe analizy kopalnego mate-
riału florystycznego oparte na wykorzystaniu tzw. ekologicznych liczb
wskaźnikowych (Zarzycki 2002), mogą okazać się pomocne przy
rekonstrukcji warunków środowiskowych panujących niegdyś na ba-
danym przez nas terenie. Przy dobrym stanie wydobytego materiału
roślinnego, oraz starannym jego opracowaniu możliwe jest zrekon-
struowanie przypuszczalnych metod zbioru plonów, przykładem tego
może być wiązka lnu, odkryta w wykopie archeologicznym na grodzi-
sku we Wrześnicy. Pozbawiona była ona części korzeniowych, miała
wyrównaną nasadę, stwierdzono w niej także obecność licznych
chwastów i diaspor. Na tej podstawie wysnuto przypuszczenie, iż
została ona ścięta sierpem tuż przy powierzchni gruntu, co zaowoco-
wało sporym zanieczyszczeniem wiązki przez materiał pochodzący od
innych roślin (Latałowa, Rączkowski 1999). Szereg danych dotyczą-
cych wielu aspektów użytkowania określonych gatunków, bądź też
273
ich grup, dzięki współpracy, miedzy archeobotanikami, etnografami i
archeologami, uzyskuje znacznie pełniejszy wymiar. Interesująco
przedstawia się krótka historia zastosowania mszaków w gospodarce
człowieka na przestrzeni wieków. Wiele znalezisk archeobotanicz-
nych, uzupełnionych wiadomościami z innych dziedzin nauki wska-
zuje na niezwykle szeroką gamę dziedzin życia, w których to okazały
się one użyteczne. Służyły jako środek uszczelniający do łodzi, ścian
domostw, wyściółka do butów, artykuły higieniczne czy też wreszcie
jako środki lecznicze (Jarosińska 1999).
Elementem ograniczającym pełne wykorzystanie metody ana-
lizy szczątków makroskopowych jest jej jakościowy charakter. Sto-
sunkowo rzadko odnajdywane są na tyle bogate depozyty by można
na ich podstawie wnioskować o relacjach ilościowych w odniesieniu
do całości flory. W przypadku wielokulturowego charakteru osad-
nictwa należy się także liczyć z możliwością zanieczyszczenia pobra-
nych próbek materiałem wcześniejszym lub późniejszym (Kadrow,
Lityńska-Zając 1994). Ważny jest także aspekt zróżnicowanego stop-
nia trwałości poszczególnych rodzajów szczątków makroskopowych,
co w rezultacie także może zaważyć na merytorycznej wartości na-
szego wnioskowania (Jarosińska 1994).

Zbiorowiska roślinne w świetle historycznej działalności człowieka

Stopniowy rozwój gospodarki ludzkiej pozostawiał wyraźne


piętno na obrazie szaty roślinnej. Całokształt tych przemian określamy
mianem synantropizacji (Faliński 1966). Początkowo, ludy parające
się zbieractwem i łowiectwem tylko w znikomym stopniu ingerowały
w pierwotną strukturę zbiorowisk roślinnych. Presja, jaka wywierana
była przez nie na środowisko przyrodnicze nie różniła się znacząco od
tej, jaką wykazywały egzystujące w ich sąsiedztwie populacje dzikich
zwierząt. Jednakże już pasterstwo przyczyniło się do zwielokrotnienia
efektów wypasu, będącego do tej pory udziałem rodzimych roślino-
żerców. Zwiększająca się liczebność populacji ludzkich, jak i zasto-
sowanie nowych form gospodarki stworzyły konieczność pozyskania
gruntów nadających się pod uprawę. Wypalanie lasów, później rów-
nież ich karczunek, poważnie zachwiały ustabilizowaną konstytucją
ekologiczną pierwotnych ekosystemów leśnych. Przypieczętowaniem
niekorzystnych zmian w zbiorowiskach roślinnych, które coraz wy-
raźniej nabierały nieodwracalnego charakteru, było zastosowanie
274
przez człowieka ornej uprawy gruntów. W połączeniu z trwałym cha-
rakterem osadnictwa, doprowadziło to w krótkim czasie do bezpow-
rotnego zniszczenia roślinności naturalnej na terenach objętych tym
typem użytkowania. Człowiek nie ograniczał się jednak tylko do eli-
minowania pewnych układów florystycznych. Pod jego pieczą po-
wstawały coraz to inne kombinacje taksonów, tworzące nową grupę
zbiorowisk określanych mianem antropogenicznych, przeciwstawianą
z kolei zbiorowiskom naturalnym, ukształtowanym spontanicznie i
niezależnie od presji populacji ludzkich (Szafer. 1977; Kornaś, Med-
wecka-Kornaś 2002).
Pewne typy roślinności naturalnej potrafią jednak przez długi
okres czasu opierać się działalności człowieka, a nawet w pewien
sposób wykorzystywać stworzone w wyniku jego poczynań nowe
siedliska, odtwarzając układy gatunkowe w wyraźny sposób nawią-
zujące do pierwotnie występujących w przyrodzie; np. pożarzyska i
zręby leśne zajmowane są przez zbiorowiska towarzyszące zwykle
wiatrołomom, a z kolei pastwiska zasiedlają elementy flory charakte-
rystyczne dla muraw bezleśnych. Pewną szczególnie ważną dla
współczesnej botaniki konsekwencją zabiegów gospodarczych prze-
prowadzanych dawniej przez człowieka, jest zatarcie granic między:
roślinnością pierwotną – występującą zanim jeszcze populacje ludzkie
zdolne były do znaczącej ingerencji w obraz szaty roślinnej, a przy-
pominającą ją tylko roślinnością wtórną – wykształconą w konse-
kwencji wpływu czynników antropogenicznych (Szafer, Zarzycki
1977; Falińska 1997; Kornaś, Medwecka-Kornaś 2002).
Analiza współczesnych zbiorowisk roślinnych może się także
okazać jedynym narzędziem służącym rekonstrukcji warunków śro-
dowiskowych, w których egzystowały dawne społeczności. Sytuacja
taka może pojawić się w przypadku, gdy dane paleobotaniczne są
niewystarczające lub nie dysponujemy nimi wcale. Konieczne jest
wtedy ustalenie na podstawie obrazu współczesnych nam zbiorowisk,
tzw. potencjalnej roślinności naturalnej - czyli takiej, która wykształ-
ciłaby się gdyby człowiek całkowicie zaprzestał swojej działalności.
Sam proces badawczy jest niezwykle żmudny, lecz otrzymane wyniki
pozwalają z duża dozą dokładności odtworzyć historyczną roślinność
danego terenu (Kruk, Przywara 1983).

275
Rośliny towarzyszące człowiekowi

Człowiek na przestrzeni dziejów stopniowo nabywał wiedzę i


umiejętności, które pozwalały mu na wykorzystanie roślin w wielu
dziedzinach życia. Były one źródłem pożywienia, medykamentów,
materiałów budulcowych, ozdób. Gatunki roślin towarzyszące czło-
wiekowi określamy mianem synantropijnych. Zaliczamy tu zarówno
rodzimą florę jak i pochodząca z innych rejonów geograficznych za-
wleczona na określony teren w rezultacie rozmaitych przejawów ak-
tywności społeczności ludzkich.
Uwzględniając takie czynniki jak pochodzenie, historia roz-
przestrzeniania się oraz stopień zadomowienia na danym obszarze
przyjęto dla gatunków synantropijnych tzw. klasyfikację geogra-
ficzno-historyczną:
1. Apofity - rodzime gatunki synantropijne. Dane o tej grupie roślin
uzyskać możemy przede wszystkim opierając się na doniesieniach
paleobotanicznych. Są to, np.: Tussilago farfara, Agropyron repens i
Equisetum arvense.
2. Antropofity - gatunki synantropijne obcego pochodzenia. W ich
obrębie wyróżniamy w zależności od czasu przybycia na obszar Pol-
ski, dwie podstawowe podgrupy:
a) Archeofity – to rośliny które dotarły na teren Polski przed 1500
rokiem n. e. Wiadomości o tej grupie roślin czerpiemy głownie z da-
nych archeobotanicznych. Są to np. Agrostemma githago, Bromus
secalinus, Hyoscyamus niger i Malva neglecta,
b) Kenofity dotarły na teren Polski po 1500 roku n. e. Są to przykla-
dowo: Acorus calamus, Elodea canadensis czy Lupinus polyphyllus
(Szafer, Zarzycki 1977; Kornaś, Medwecka Kornaś 2001).
Pewne gatunki należące do flor synantropijnych cechują się
dużym stopniem przywiązania do swych dawnych siedlisk o wybitnie
antropogenicznym charakterze. Wiele obiektów historycznych, takich
jak grodziska czy zamki stanowi swoisty azyl dla zagrożonych i giną-
cych gatunków roślin, których duża część niewątpliwie miała istotne
znaczenie użytkowe i gospodarcze. Spośród reliktów upraw pradzie-
jowych i średniowiecznych związanych z dawnymi obiektami osadni-
czymi, wymienić można takie gatunki jak: Malva alcea, Lavatera
thuringiaca, Allium scorodoprasum, Origanum vulgare czy Litho-
spermum officinale (Celka 1999).

276
Wnioski

Metody paleobotaniczne w połączeniu z analizą współczesnej


nam flory, stanowią istotny element zbliżający nas do rekonstrukcji
zmian zachodzących na przestrzeni dziejów w strukturze szaty roślin-
nej. Na tej podstawie możliwe jest również wnioskowanie na temat
interakcji zachodzących między środowiskiem przyrodniczym a roz-
wijającymi się cywilizacjami ludzkimi. Pełniejszy obraz tych proce-
sów otrzymamy łącząc dane uzyskiwane ze źródeł archeologicznych i
botanicznych, w znakomitej zresztą większości przypadków świetnie
się nawzajem uzupełniających. Jest to naturalną konsekwencją nieod-
łącznego związku między światem roślinnym a człowiekiem. Jak pi-
sze J. Kruk (1994), nie zawsze botaniczne opracowanie makroszcząt-
ków odkrywanych w warstwach pradziejowych i wczesnohistorycz-
nych pozwala dostarczyć informacji o roślinach uprawnych. Wiele
gatunków nadal pozostaje poza zainteresowaniami badaczy. Podobnie,
powiązanie badań florystycznych na stanowiskach archeologicznych z
szeroką analizą chorologiczną, etnobotaniczną i ekologiczną danego
gatunku pozwala na włączenie go w krąg roślin użytkowanych przez
człowieka (Celka 1999).

Wykaz cytowanej literatury

Celka Z. (1999), Rośliny naczyniowe grodzisk Wielkopolski, Prace


Zakładu Taksonomii Roślin UAM, 9, Poznań: Bogucki Wy-
dawnictwo Naukowe.
Faliński J.B. (1966), Antropogeniczna roślinność Puszczy Białowie-
skiej jako wynik synantropizacji naturalnego kompleksu le-
śnego, Rozprawy Uniwersytetu Warszawskiego, 13.
Falińska K. (1997), Ekologia roślin, Warszawa: PWN.
Jarosińska J. (1994), Stan badań archeobotanicznych średniowiecza na
obszarze polskiej części pobrzeża Bałtyku, W: K. Wasylikowa
(red.), Warsztaty archeobotaniczne, Igołomia, 1990-1991-1992-
1993, [Polish Botanical Studies, Guidebook Series], 11, s. 93-
108.
Jarosińska J. (1999), Warkocze z Polytryichum commune Hedw. ze
średniowiecznego Elbląga jako przyczynek do znajomości
użytkowania mszaków, W: K. Wasylikowa (red.), Rośliny w
277
dawnej gospodarce człowieka. Warsztaty archeobotaniczne
1997, [Polish Botanical Studies, Guidebook Series, 23], s. 233-
244.
Kadrow S. Lityńska-Zając M. (1994), Analiza materiałów roślinnych
ze stanowisk wczesnej epoki brązu w Iwanowicach, W: K. Wa-
sylikowa (red.), Warsztaty archeobotaniczne, Igołomia, 1990-
1991-1992-1993, [Polish Botanical Studies, Guidebook Series,
11], s. 31-54.
Klichowska M. (1972), Rośliny naczyniowe w znaleziskach kulturo-
wych Polski Północno-Zachodniej, Poznańskie Towarzystwo
Przyjaciół Nauk, Wydział Matematyczno-Przyrodniczy, Prace
Komisji Biologicznej 35, 2.
Kornaś J. Medwecka-Kornaś A. (2002), Geografia roślin, Warszawa:
PWN.
Kruk J. (1994), Botanika w badaniach nad dawnymi społecznościami
ludzkimi (uwagi archeologa), W: K. Wasylikowa (red.),
Warsztaty archeobotaniczne, Igołomia, 1990-1991-1992-1993,
[Polish Botanical Studies, Guidebook Series, 11], s. 9-16.
Kruk J. Przywara L. (1983), Roślinność potencjalna jako metoda re-
konstrukcji naturalnych warunków rozwoju społeczności pra-
dziejowych, Archeologia Polski 28, 1, s. 19-43.
Latałowa M. Rączkowski W. (1999), Szczątki lnu (Linum usitatissi-
mum L.) z wczesnośredniowiecznego stanowiska we Wrześnicy
(Polska Północna) w interpretacji botanicznej i archeologicznej,
W: K. Wasylikowa (red.), Rośliny w dawnej gospodarce czło-
wieka. Warsztaty archeobotaniczne 1997, [Polish Botanical
Studies, Guidebook Series, 23], s. 263-278.
Lityńska-Zając M. (1997), Roślinność i gospodarka rolna w okresie
rzymskim. Studia archeobotaniczne, Kraków: Instytut Arche-
ologii i Etnologii PAN.
Milecka K. (1991), Analiza pyłkowa osadów jeziornych w Gieczu-
stan badań, W: W. Tobolski (red.), Wstęp do paleoekologii
Lednickiego Parku Krajobrazowego, Biblioteka studiów led-
nickich, t.1, s. 147-150.
Podbielkowski Z. Podbielkowska M. (1992), Przystosowania roślin
do środowiska, Warszawa: WSiP.
Szafer W. (1949), Zarys ogólnej geografii roślin, Warszawa: Spół-
dzielnia Wydawnicza „Czytelnik‖.

278
Szafer W. Zarzycki K. (1977), Szata Roślinna Polski, t. 1, 2, War-
szawa: PWN.
Tobolski K. (2000), Przewodnik do oznaczania torfów i osadów je-
ziornych, Warszawa: PWN.
Tomczyńska Z. Wasylikowa K. (1999), Rośliny znalezione w 16-
wiecznej latrynie w Krakowie, W: K. Wasylikowa (red.), Ro-
śliny w dawnej gospodarce człowieka. Warsztaty archeobota-
niczne 1997, [Polish Botanical Studies, Guidebook Series, 23],
s. 279-316.
Wacnik A. (1999), Antropogeniczne przekształcenia lokalnej szaty
roślinnej w okolicy Regetovki (północno-wschodnia Słowacja)
w świetle analizy pyłkowej, W: K. Wasylikowa (red.), Rośliny
w dawnej gospodarce człowieka. Warsztaty archeobotaniczne
1997, [Polish Botanical Studies, Guidebook Series, 23], s. 127-
137.
Wasylikowa K. (1994), Idea polskich „Warsztatów archeobotanicz-
nych‖, W: K. Wasylikowa (red.), Warsztaty archeobotaniczne,
Igołomia, 1990-1991-1992-1993, [Polish Botanical Studies,
Guidebook Series, 11], s. 5-8.
Zarzycki K. Trzcińska-Tacik H. Różański W. Szeląg Z. Wołek J. Ko-
rzeniak U. (2002), Ekologiczne liczby wskaźnikowe roślin na-
czyniowych Polski, Różnorodność biologiczna Polski, 2, s. 1-
183.

279
Szymon Zdziebłowski
Instytut Prahistorii UAM
Poznań

Przeszłość oczami idealisty?1

Wstęp

Jesteśmy ludźmi. Często nie zdajemy sobie sprawy, że jako


archeolodzy lub studenci tej dziedziny, poszukujemy odpowiedzi na
pytania tyczące nas samych. Nas! Obojętne czy zajmujemy się pale-
olitem czy epoką brązu, ciągle zadajemy te same pytania: kim byli
tamci ludzie, o czym marzyli, co postrzegali jako piękno, w jaki spo-
sób o siebie dbali i okazywali miłość i czy podziwiali zachody słońca
z takimi samymi wypiekami na twarzy jak my dzieci betonowej dżun-
gli? (fot. 1) Odpowiedzi na te pytania mają nam pomóc zrozumieć
siebie we współczesnym świecie. Przyjrzyjmy się im...

Fot. 1

Kiedy człowiek stał się człowiekiem...


1
Tu idealista rozumiany jest jako marzyciel, utopista w kontekście pełnego
zrozumienia przeszłości i próby jej badania w sposób pozbawiony uprzedzeń,
większych trudności przy próbach interpretacji. To też naiwna wiara w
niczym nie skrępowane, interdyscyplinarne badanie przeszłości i
generalizując, postawa zakrawająca o naiwny empiryzm.
280
Zacznijmy od początku. Nasz pogląd o najstarszych przod-
kach – australopiteku, homo habilisie, homo erectusie ukształtował się
stosunkowo nie tak dawno, ale mimo to obraz ten uznaje się za osta-
teczny (np. Kobusiewicz 1994). Trudno jest zmodyfikować pewne,
głęboko zakorzenione przekonania, które stały się niemal oczywistymi
prawdami. Niezauważenie do naszego światopoglądu wnikają zaka-
muflowane uprzedzenia - to co nie pasuje do ogólnie przyjętego mo-
delu musi być błędem. Bardzo trudna jest odpowiedź na pytanie – od
kiedy towarzyszy człowiekowi świadomość przeszłości – upraszcza-
jąc nieco sprawę - zdolność abstrakcyjnego myślenia. Od kiedy po-
dziwialiśmy – jako ludzie – piękno wszechświata, a właściwie jego
małej cząstki jaką jest Ziemia? Przypuszczamy, że dopiero neander-
talczyk był istotą, jakiej towarzyszyły zbliżone refleksje. Wielokrot-
nie, aż do znudzenia powtarzany jest przykład „ukwieconej‖ groty w
Szanidar. Jedna z koncepcji zakłada bowiem, że wskaźnik wysokiej
ilości pyłków kwiatów w grobie należy tłumaczyć złożeniem w jego
wnętrzu naręczy kwiatów. Wnioski o tak odległej przeszłości wycią-
gane są na podstawie stosunkowo małego materiału dowodowego -
czy aby na pewno reprezentatywnego? Nowe badania, a właściwie
wnioski pozwalają sadzić, że już homo erectus był odpowiedzialny za
działania nieutylitarne lub mówiąc wprost – stwarzał wizerunki sym-
boliczne (fot. 2), o czym rozpisywał się swego czasu redaktor na-
czelny Rock Art Research, Robert G. Bednarik (Bednarik 1995, s. 605
– 634, Mania i Mania 1988, s. 91 –107, Rudgley 2000, s. 167 - 185).
Czy jego wnioski poparte dość interesującym materiałem mogą być
słuszne? Czy homo erectus może okazać się bardziej podobny do
dzisiejszego człowieka niż nam się wydaje?

Fot. 2

281
Od momentu kiedy zaczęła nam towarzyszyć świadomość ist-
nienia zaczęliśmy zdawać sobie sprawę z tego jaką ważną pozycję
zajmuje w życiu to co było, minęło. Pojawiła się zdolność zapamięty-
wania i magazynowania wiedzy, a co za tym idzie – przekazywania
doświadczeń, idei. Zatem była to bardzo praktyczna innowacja. Nie-
stety, każdy kij ma dwa końce. „Człowieka‖ zaczęła męczyć sprawa
jego pochodzenia, egzystencji. Pytał, pytał, pytał... i ze zdziwieniem
stwierdził, że nie na każde pytanie jest w stanie odpowiedzieć.
Przeszłość to my. To ona na nas się złożyła i jesteśmy jej czę-
ścią, jej nieuniknionym dziełem. I obojętne kto ma rację: ewolucjoni-
ści którym potrzebne są miliony lat do dyspozycji by „stworzyć‖
człowieka poprzez kolejne bardziej rozwinięte hominidy czy kreacjo-
niści zakładający nagłe powstanie wszelakiego życia. Wszystkich
łączy Przeszłość.
Jednym ze ślepych zaułków okazała się chęć stworzenia
drzewa genealogicznego. Zawsze czujemy niedosyt, gdy nagle oka-
zuje się, że nie potrafimy zidentyfikować kolejnego przodka. Dobrze
jednak zdajemy sobie sprawę, że ukończenie tego dzieła jest możliwe
jedynie z chwilą, gdy podejmiemy decyzję o studiach archeologicz-
nych (fot. 3).

Fot. 3

282
Złoty Wiek a wizja przeszłości

Przeszłość to wspomnienia. Niektórzy nimi żyją mając na-


dzieję, że kiedyś będzie tak jak było dawniej – moja sąsiadka bezu-
stannie powtarzała swą nieśmiertelną śpiewkę: „Przedwojenny chleb
był świetny, a ten dzisiejszy ledwo da się przełknąć‖. A czy w poda-
niach starożytnych nie ma mowy o Złotym Wieku? I to obojętnie
gdzie – Ameryka czy Stary Świat, ich nazwy bywały różne, w Biblii
był to oczywiście Eden. Ale podobnie jak chleb mojej sąsiadki czas
nigdy się nie cofnie, w każdym razie na jawie.

Fot. 4

Przeszłość najlepiej się sprzedaje. Dokąd organizowane są


najczęściej wycieczki? Do Egiptu (fot. 4), Rzymu, a niby dlaczego -
bo jest tam ciepło? Dobrze znamy odpowiedź - ciągnie nas do pozna-
nia naszych korzeni. A sprzedawanie przeszłości to nie tylko wakacje,
to też szare życie na co dzień upiększane wypadami do kina.- Jaki film
osiągnął największą oglądalność w historii i dlaczego był to „Titanic‖
(fot. 5)? Znowu przeszłość... Co jest przyczyną tego fenomenu?
Czemu ciągle obracamy się za siebie? Czy to ma coś nam ułatwić?
Mówi się, że mądry Polak po szkodzie, ale złośliwi dodają, że nawet
po – nie zmądrzeje. Historia udowadnia, że z przeszłości mało kto
wyciąga konstruktywne wnioski. Nawiązując do starożytnych impe-
riów Adolf Hitler zapragnął opanować świat, ze swastycznym emble-
matem rodem z pradziejów naszytym na sztandarach. Idea Tysiąclet-
niej Rzeszy pomimo wielkiego optymizmu führera trwała 100 razy
krócej...
283
Fot. 5

Przeszłość moimi oczami

Na szczęście nie na wszystkich przeszłość ma tak drastyczny


wpływ. Mnie osobiście inspiruje ona do odkrywania zagadek czło-
wieka. Dla mnie bowiem archeologia to narzędzie do poznania sa-
mego siebie – swojego wnętrza, a także tego, w jaki sposób (to podej-
ście bardziej dosłowne) ewolucja doprowadziła do tego czym jestem
teraz... Jestem świadom, że chyba nigdy sobie nie odpowiem na wiele
pytań, jakże podstawowych, a dotyczących naszej wspólnej prahisto-
rii. Nadal jestem jednym z tych co wierzą w ewolucję, a nie są do niej
przekonani.
Przeszłość jest nam potrzebna! Życie bez niej dziś nie byłoby
możliwe. Bo przeszłość to pamięć, która w naszych czasach posze-
rzana jest o możliwość jej zmagazynowania w twardym dysku kom-
putera. Mózg nie jest w stanie przyjąć i przetworzyć tak wielkiej ilości
danych, jakże potrzebnych w życiu. Układ: przeszłość – teraźniejszość
– przyszłość jest koherentny, nierozerwalny. Przeszłość niczym ogon
ciągnie się za nami...
To my ją tworzymy, a możnaby rzec – staramy się zrekonstruować.
Moją osobistą ambicją było podejście do jej badania w sposób pozba-
wiony uprzedzeń narzuconych przez pewien paradygmat. Mówiąc

284
krótko – znać schematy, ale nie być im niewolniczo podporządkowa-
nym. Zapewne nawet najbardziej „otwarty‖ badacz nosi w sobie jakieś
uprzedzenia, bagaż takiego a nie innego zestawu teoretycznego, który
rzutuje nawet na metodykę badań. Czy przeszłość jest niezmienna i
jedynie prawdziwa? A czy rząd równoległych bądź promieniście roz-
chodzących się linii wyrytych na porożu to sztuka, czy może ślady po
produkcji rzemieni?

Zrozumieć przeszłość

Zachowań i sposobu myślenia nie da się perfekcyjnie odtwo-


rzyć za pomocą kultury materialnej. Jeśli nie dotrwały do dziś żadne
zrozumiałe dla nas zapiski, kroniki, sprawozdania, niemal każda próba
rekonstrukcji przeszłości będzie w większej części chybiona. Dlatego
badając przeszłość „przedpiśmienną‖ należy być bardzo ostrożnym
przy próbie wyciągania jakichkolwiek wniosków. Natura człowieka
zaskakuje i jest pełna nielogiczności, co dodatkowo daje do myśle-
nia... Nie odtworzymy przeszłości nie będąc kreatywnymi, a prze-
szłość nie ważne jak odległa (czy sprzed 60 lat czy 40 tys. lat), obfi-
towała w niepowtarzalne zjawiska.
Jeżeli ktoś mi powie, ze rozumie dlaczego ludzie z takim
zapamiętaniem stawiali olbrzymie kamienne struktury megalityczne w
okresie neolitu (fot. 6), a później gigantyczne świątynie (vide cywili-
zacja egipska, sumeryjska, chińska, olmecka, inkaska...) w zasadzie
bezużyteczne i nie potrzebne w praktycznym życiu, to gratuluję! Mnie
wydaje się to nielogiczne – to tak jakby wtedy żyli tylko ludzie wie-
rzący i to w dodatku fanatycznie! Historia świata to raczej ciąg nielo-
giczności. Czy więc i my nie jesteśmy dziećmi przypadku? Zakłada-
jąc, że ewolucja to prawdziwa ścieżka, to takie stwierdzenie jest nie-
zwykle trafne. W takim razie gdzie jest Bóg, jeśli ludzie od niepa-
miętnych czasów oddawali mu cześć w różnego rodzaju świątyniach?
Przeszłość i jej zgłębianie to zatem też poszukiwanie Najwyższej Siły
zaangażowanej w każdy człowieczy czyn.

285
Fot. 6

Podsumowanie

Przeszłość to wreszcie przestrzeń dla wielu teorii. To też miej-


sce dla romantyków i – nie oszukujmy się - poszukiwaczy przygód.
Śmiejemy się z Indiany Jonesa, ale czy opowieści o nim nie inspirują?
I powiedzcie Państwo, czy nie byłoby fantastycznie odkryć Arkę
Przymierza (fot. 7)?

Fot. 7

Nie założę teraz skórzanego, wytartego kapelusza i nie wezmę


do ręki bata, bo już jestem Jonesem. I każdy z nas nim jest, jeśli na-
prawdę kocha archeologię i odkrywanie mroków przeszłości. Bo w
niej tkwi piękno, a co nieznane i ukryte za kurtyną mroku, kusi by
rzucić na to snop światła, co w naszym fachu równa się raczej wbiciu

286
łopaty w ziemię, a nie majestatycznemu wkroczeniu z pochodnią do
zagubionej świątyni.
Reasumując - przeszłość, czyli przestrzeń, której badaniem
zajmuje się też archeologia, to w moim odczuciu przede wszystkim
poszukiwanie siebie i swojego miejsca na tej pięknej planecie, to chęć
dotarcia do Najwyższej Siły – do Boga i może zabrzmi to obrazobur-
czo, to wreszcie chęć (sic!), zweryfikowania jego postępów w tworze-
niu ludzi, a czy robimy coś innego kopiąc warstwy dolnopaleoli-
tyczne?
Archeologia dla mnie rozświetla to co najważniejsze w życiu.
Ma odpowiedzieć na najbardziej fundamentalne pytania. I chyba naj-
wyższa pora, aby poglądy na jej temat podległy weryfikacji znacznie
szybciej niż jak napisał Max Planck: „Nowa prawda naukowa zwykle
nie przebija się w taki sposób, że przeciwnicy zostają przekonani i
uznają się za pouczonych, lecz raczej tak, że dawni przeciwnicy wy-
mierają, a dorastające pokolenie od samego początku zaznajamiane
jest z tą prawdą‖. Nie mamy na to czasu. Odkrywajmy przeszłość
wspólnie, razem, bez uprzedzeń, ale działajmy, bo wkrótce staniemy
się jej częścią i będziemy szczęściarzami, gdy po kilku milionach lat
pozostanie po nas tak wyraźny ślad jak po jednym z australopiteków z
Laetoli (fot. 8).

Fot. 8

287
Wykaz Cytowanej Literatury:

Bednarik G. R. (1995), Concept – mediated Marking in the Lower


Palaeolithic, Current Anthropology vol. 36 nr 4, s. 605 – 634.
Kobusiewicz M. (1994), 500 tysięcy najtrudniejszych lat, Warszawa:
Amos.
Mania M. i Mania U. (1988), Deliberate engravings on bone artefacts
of homo erectus, Rock Art Research vol. 5 nr 2, s. 91 – 107.
Rudgley R. (2000), Secrets of the Stone Age, London: Century.

Źródła pochodzenia rycin:

Fot. 1 – Szymon Zdziebłowski (autor)


Fot. 2 - www.originsnet.org
Fot. 3 – Szymon Zdziebłowski (autor)
Fot. 4 - www.guardians.net
Fot. 5 - www.titanicmovie.com
Fot. 6 - www.knowth.com
Fot. 7 - www.indianajones.com
Fot. 8 – www.originsnet.org

288
ISBN 83-916671-3-8

289