Vous êtes sur la page 1sur 5

PERSPEKTYWA ANARCHOPOZYTYWISTYCZNA

Rewolucja jest sexy. Mówi Ci “chodźmy do łóżka, a jutro się zobaczy, co dalej.”

Dlatego tak wielu ludzi mówi o rewolucji I o niej w cichości marzy, a tylko garstka realizuje ją na codzień i w dłuższym okresie czasu.

A są to głównie ci, dla których jutro jest i tak zdecydowanie mniej ważne, niż dziś.

JAK PRZEGRYWAJĄ REWOLUCJE?

POJUTRZE

Klęska każdej rewolucji zaczyna się następnego dnia po jej zwycięstwie. Kiedy okazuje się, że rewolucjonistom skończył się wspólny temat, a zaczęła się nowa walka – o narzucenie wszystkim jedynie słusznej I najlepszej koncepcji (danego ugrupowania). W najlepszym wypadku prowadzi to do bratobójczej walki wśród niedawnych towarzyszy, co w efekcie wycina ich w pień, tworząc przestrzeń dla bardziej umiarkowanych i mniej ekspansywnych form politycznych. W skrajnie pozytywnym przypadku (jak w Grecji po wojnie domowej) na koniec wszystkie strony konfliktu zostają uznane za kombatantów i sytuacja się uspokaja.

Ponury scenariusz to wyłonienie się jednej silnej grupy, która łączy pragmatyzm, kompetencje i nakierowanie na władzę. Po spacyfikowaniu konkurencji, taka machina potrafi nałożyć społeczeństwu jeszcze cięższe okowy, tym samym przygotowując grunt pod kolejny krwawy zryw.

JUTRO

Szczęśliwsze są rewolucje, które wróg utopił we krwi. Ci, co zginęli, dzielą status herosów

z niedobitkami. Idee, co szczęśliwie uniknęły 'reality check' zwycięstwa, wraz z mitami walki i poświęcenia, zapewniają przetrwanie sprawy w umysłach młodzieży. Zarzewie rewolucji tli się, aby wybuchnąć ogniem w następnym pokoleniu. A społeczeństwo en masse ma trochę lepiej, bo ancient regime zwykle robi pewne ustępstwa, mając świeży sygnał swojej śmiertelności.

Po

20-30

latach,

emerytowani

rewolucjoniści

zaczynają

pisać

książki

i

występować

publicznie, wspominając, ile reform na rzecz ludności wprowadzono właśnie pod naciskiem ich formacji.

DZIŚ

Rajem dla rewolucjonisty jest rewolucja bez końca. Taka, jak pożar torfowiska. Tli się dekadami. Nie da się jej ugasić całkowicie, nie używając bomby atomowej. Ale też nie mająca ani pomysłu, ani energii na zwycięstwo. Takie polityczne dzikie pola, gdzie co bardziej wyrywne jednostki udają się na wakacje, albo na staż, albo po prostu zdobyć doświadczenie. Tak koło 30-40 roku życia większość już będzie całkiem gdzie indziej, zastąpiona przez młodą krew. Wygrywa się bitwy, ale nikomu tak naprawdę nie zależy na wygraniu wojny – bo nikt nie ma pomysłu na to, co dalej.

JAK WYGRYWAJĄ REWOLUCJE?

Rewolucje nie wygrywają. Rewolucje się wygrywa.

OK, TO JAK SIĘ WYGRYWA REWOLUCJE?

Tak samo, jak się robi trawnik angielski. Trzeba przekopać, posiać, zagrabić i dbać potem codziennie przez 300 lat.

Faktyczny zwycięzca Egipskiej Wiosny, Bractwo Muzułmańskie, swoją drogę do zwycięstwa zaczęło w 1928 roku, jako organizacja broniąca praw ówczesnego prekariatu – egipskich robotników zatrudnianych przez zachodnie firmy. Od tego czasu Bractwo przeszło przez wiele etapów. Akcji bezpośredniej, pracy z najuboższymi (przytułki, szkoły, szpitale, jadłodajnie), współpracy z różnymi siłami zewnętrznymi – ale zawsze dbało o poparcie społeczne wśród odrzuconych, wykluczonych i innych bezpośrednich beneficjentów rewolucji. A oni, gdy nadszedł czas, pamiętali, kto był przy nich, gdy wszyscy inni się odwracali plecami.

KTO SIĘ BOI ZWYCIĘSTWA REWOLUCJI?

Jest znacznie więcej tych, którzy pragną walki, niż tych którzy pragną zwycięstwa.

Nie chcą zwycięstwa ci, dla których walka stała się sposobem na życie. A są tacy po obu stronach frontu.

Nie chcą zwycięstwa ci, dla których obecne życie (jakkolwiek opresywne) jest jednak znane i jakoś-tam bezpieczne. A to dotyczy zdecydowanej większości społeczeństwa.

Bowiem lepszy diabeł znany, niż nieznany.

Oprócz desperatów, nikt nie poprze dezintegracji struktur społeczno-politycznych, jeśli nie będzie miał przekonującej wizji reintegracji. Chyba, że życie stanie się do granic nieznośne i opresywne – wtedy szeregi desperatów gwałtownie się wzmocnią. A ponieważ generalnie łatwo jest doprowadzić do tego, żeby ludziom było coraz gorzej żyć, strategia „im gorzej, tym lepiej” jest dość popularna w ruchach rewolucyjnych i ma opinię bardzo radykalnej i w ogóle fajnej.

Pierwsze pytanie, jakie stawia anarchopozytywista brzmi – czy chcę, aby ludzie, w swojej masie, byli zmuszeni CIERPIENIEM do poparcia tego, co ja uważam za słuszne. Czy może – z powodu zasad, jakie wyznaję - wolę szukać sposobu, aby ich skłonić do poparcia metodami bardziej pozytywnymi? I odpowiada – wolę ich zachęcić edukacją, niż zmusić terrorem.

REWOLUCJA PRZEZ EDUKACJĘ

Anarchopozytywizm pracuje na "pojutrze" - na czas po zwycięstwie. I w ten sposób zwiększa szanse na zwycięstwo. Zwiększa szanse na to, że ludzie, uwolnieni od obecnej opresji nie będą tworzyć kolejnych zrób-to-sam opresji, tylko zaczną budować społeczeństwo aopresywne. Dla anarchopozytywisty, strategia anarchizmu nie może ograniczać się do destrukcji - nowe społeczeństwo nie ukształtuje się "samo", ani nie wolno go kształtować siłą. Należy zawczasu przygotować ludzi, aby byli zdolni do samoorganizacji na zasadach wolności i różnorodności.

HONEY, I SHRUNK THE SYSTEM.

Turbokapitalizm i republikanizm zachodu ma poważne kłopoty. Jego odpowiedzią jest skracanie frontu - wycofuje się z mniej ważnych dla siebie obszarów społecznych, za to zacieśnia kontrolę nad tym, co uważa za krytyczne. Anarchopozytywizm szuka miejsc, gdzie opór systemu słabnie i stara się tam budować zaczątki wolnego społeczeństwa.

KRAFT DURCH WISSEN.

Brak wiedzy i kompetencji praktycznych, a szczególnie zastępowanie ich pseudowiedzą i wyspecjalizowanym treningiem wykonawczym jest najskuteczniejszym sposobem utrzymywania ludzi w poddaństwie. Wszystko, co zwieksza sprawczość i samosterowność jednostki i społeczności, działa na rzecz wolności.

THE MAN WITH THE GOLDEN GUN.

Kompetencję do życia w wolności, będącą polityczną bombą atomową, buduje się z niepozornych cegiełek. Niezależności żywnościowej, konsensualnego podejmowania decyzji, powszechnej kultury technicznej, krytycznej i zdywersyfikowanej edukacji, przypominania tradycji samorządowych i wolnościowych. Te elementy, z osobna nie wzbudzające alarmu, łączą się w śmiertelne zagrożenie dla systemu - jak złoty pistolet Jose Scamarangi.

HAKIERNIA ROZSADNIKIEM WOLNOŚCI.

Nie tylko hakiernia - jaką FreeLab organizuje w jednej z podrzeszowskich wsi. Każda ekowioska, każda społeczność miejska, mogą być miejscem, gdzie ludzie się uczą wolności. Edukacja odbywa się na codzień, z ciągłą świadomością celu, któremu to służy. Szczególnie ważne są społeczności, w których ludzie żyją 'na pełny etat' - bez zaplecza w postaci domu rodzinnego i okresowych wyjazdów 'na urlop'. Dlatego właśnie ekoosady są najbardziej radykalnym przykładem. Ale wszelkie społeczności tworzone "w szczelinach" systemu będą pełnić tę rolę, jeśli ich członkowie będą mieć wystarczającą świadomość polityczną.

JAK ŻYĆ?

ANARCHIA, CZY WOLNOŚĆ?

Pytanie, które chodzi za każdym, kto przyznaje się do anarchistycznego lub wolnościowego spojrzenia na świat, brzmi: Co zrobić, jeśli następnego dnia po zwycięstwie anarchii, ludzie znów zaczną się dobrowolnie organizować w hierarchiczne społeczności? Anarchopozytywizm odpowiada: zajmij się tym teraz - ucz ludzi w praktyce, że lepiej jest żyć w wolności niż w opresji. A tych, którzy nie zechcą - zostaw samym sobie. Niech żyją, jak chcą.

SPOŁECZEŃSTWO BEZ OPRESJI.

ŻADNA doktryna - łącznie z anarchistyczną - nie nadaje się do tego, aby być jedyną słuszną. Dlatego ważniejsze jest, aby całe życie społeczne układać bez opresji, niż żeby wykorzenić każde odchylenie od linii ideowej. Jak mawiają niektórzy - nadgorliwość gorsza od faszyzmu.

PIERWOTNA ZUPA POLITYCZNA 1 .

W aopresywnym społeczeństwie potrzebne jest neutralne, niehierarchiczne środowisko polityczne, w którym 'zanurzone' będą społeczności różnych rodzajów. Traktowane jako dobro wspólne, to środowisko jest potrzebne aby blokować agresję, a wspomagać pokojowe interakcje między społecznościami. Jak pierwotna zupa białkowa, będzie ono zapewniać warunki życia i bezpiecznego rozwoju społecznościom w nim istniejącym. Ale dla jego zaistnienia i utrzymania potrzebna jest wspólna świadomość wielu, bardzo różnych ludzi i ich SOLIDARNE działanie. Osiągnięcie tego jest ostatecznym celem anarchopozytywizmu.

PODSUMOWANIE

Jeśli chcemy uczynić rewolucję anarchistyczną wielką sprawą ludu, musimy

pomóc ludziom wyartykułować ich stłumione potrzeby, których nie pozwala im zaspokoić opresywny ustrój;

przekonać ich, że nowe, aopresywne społeczeństwo wesprze ich dążenia;

przekazać im kompetencje, konieczne do realizacji ich pragnień.

Tylko w ten sposób zapewnimy sobie poparcie szerokich mas i skorzystamy z obszarów wolności, uwalnianych przez kurczący się system.

Jeśli tego nie zrobimy, anarchizm pozostanie zabawką garstki freaków i rozrabiaczy - dokładnie tak, jak to przedstawia mainstreamowa propaganda.