Vous êtes sur la page 1sur 4

http://www.mpp.org.pl/08-9/157-162.

html
Generated by Foxit PDF Creator © Foxit Software
http://www.foxitsoftware.com For evaluation only.

Konsekwencje rozszerzenia Unii Europejskiej Próba analizy wstępnej

Václav Klaus

W OSTATNICH TYGODNIACH MOGLIŚMY PRZECZYTAĆ setki sentencji na temat historycznego


znaczenia rozszerzenia Unii Europejskiej o dziesięć nowych, przeważnie byłych państw
postkomunistycznych krajów z Europy Środkowo-Wschodniej. Słów wypowiedziano wiele, obawiam się
jednak, że poważnych, należycie uporządkowanych analiz było bardzo mało. Praktycznie wszyscy mówcy
i komentatorzy założyli apriorycznie, że chodzi o jednoznacznie pozytywną zmianę, która wszystkim
przyniesie pożytek. Jakikolwiek ślad zastanowienia się nad tym twierdzeniem, każda oznaka krytyki,
pytania czy przypominanie niezerowych nakładów związanych z tą zmianą uważano za krótkowzroczność
czy też złą wolę. Wystąpienia takie ostro odrzucano, wyśmiewano i deprecjonowano.

Zacząć muszę od przypomnienia jednej, pozornie nieistotnej sprawy. W niemałej ilości wystąpień i
komentarzy mówiło się o rozszerzeniu Europy, a nie Unii Europejskiej. Było to dla nowych krajów
członkowskich bardzo bolesne i obraźliwe, ponieważ dobrze rozumiały, że nie chodzi o przejęzyczenie. Ja
się z tym też nie mogę pogodzić. Kraje takie jak Republika Czeska były, są i będą europejskie w ramach
UE i poza UE, były europejskie przed powstaniem UE i będą europejskie także po jakiejkolwiek kolejnej
metamorfozie stosunków na kontynencie europejskim. Żadna konkretna, a więc określona w czasie forma
porządku europejskiego nigdy nie miała prawa i także obecnie nie ma prawa do przywłaszczenia sobie
Europy. Utożsamianie Europy i Unii Europejskiej jest metodologicznym błędem, brakiem pokory wobec
historii a zarazem przejawem wyjątkowej niewrażliwości. Nie powinniśmy się tego dopuszczać.

W swoim krótkim wystąpieniu, które nie jest deklaracją polityczną prezydenta jednego z nowych państw
członkowskich, ale wystąpieniem na gruncie uniwersyteckim prezydenta rozmyślającego w kategoriach
akademickich, nie mogę się pokusić o scjentystyczną analizę skutków tegorocznego rozszerzenia UE, ani
tym bardziej o analizę empiryczną. To pozostaje długookresowym zadaniem naukowców, choć także w
ich przypadku nie jest to ani nie będzie zadaniem łatwym, gdyż trudno tu adekwatną metodologię i
instrumentarium. Spróbuję więc dzisiaj przynajmniej w sposób elementarny problem ustrukturalizować, w
oparciu o rozróżnienie skutków rozszerzenia dla nowych i „starych” krajów członkowskich oraz dla UE
jako całości.

a) Skutki formalnego członkostwa w UE dla nowych krajów członkowskich

W chwili akcesji, choć obwarowanej wieloma wyjątkami i ograniczeniami (które oznaczają korzyści dla
dotychczasowych członków), nowe kraje członkowskie uzyskują pewne, niezmiernie dla nich istotne,
uznanie polityczne. Zostaje w ten sposób potwierdzona formalnie wysoki poziom ich politycznej,
ekonomicznej i ogólnie rzecz biorąc – cywilizacyjnej dojrzałości i stabilności. Przez członkostwo w UE
znowu włączone zostają między normalne, standardowe kraje europejskie, po półwieczu stanu
nienormalnego, po półwieczu życia w komunizmie. Dla krajów tych i ich obywateli nagroda ta jest sprawą
bardzo ważną. Jest to dla nich także największa korzyść, która płynie z członkostwa w UE, choć nie
wszyscy z nich zdają sobie sprawę z tego, że ma ona raczej symboliczny charakter i nie pociąga za sobą
żadnych bezpośrednich, namacalnych skutków. O takie uznanie kraje te zabiegały półtora wieku. W
pewnym sensie ich członkostwo w UE jest dla nich samych i dla „reszty świata” sygnałem, że era
postkomunistycznej transformacji definitywnie się zakończyła, że w ich przypadku chodzi o kraje
odpowiadające systemowo, czy też instytucjonalnie krajom Europy Zachodniej, a więc krajom, które
miały to szczęście, że nie padły ofiarą komunistycznego eksperymentu.

Zbyt wielu innych skutków bezpośrednich nie dostrzegam. Często mówi się o efektach otwarcia, o
następstwach liberalizacji przepływu osób, towarów, kapitału, a zwłaszcza idei. Z dniem 1 maja 2004 r.
miara otwarcia tych krajów na starych członków UE, podobnie jak na odwrót – otwarcia na nie krajów
UE, nie zmieniła się w jakiś szczególny sposób. Efekty płynące z intensywnych kontaktów wzajemnych
wzrastały stopniowo od chwili zburzenia muru berlińskiego, przecięcia drutów kolczastych żelaznej
kurtyny w listopadzie 1989 r., a zostały „skonsumowane” już dawno przed 1 majem 2004 r. Efekt
rezydualny członkostwa formalnego z punktu widzenia stosunków między krajami oraz poszczególnych

1z4 2009-09-01 22:14


http://www.mpp.org.pl/08-9/157-162.html
Generated by Foxit PDF Creator © Foxit Software
http://www.foxitsoftware.com For evaluation only.
ich podmiotów jest i będzie bardzo mały.

Równie marginalne są też bezpośrednie skutki finansowe, zwłaszcza dla krajów bardziej rozwiniętych
spośród nowych członków UE. Wszystko wskazuje na to, że Republika Czeska będzie w najbliższym
czasie wpłacać do kasy UE więcej, niż z niej otrzymywać, co jest bardzo odległe od sytuacji, gdy do UE
(wówczas WE) przystępowały takie kraje jak Grecja, Irlandia, Hiszpania czy Portugalia. Dlatego też
stawianie tych krajów za przykład nie jest właściwe. Wielu obywateli nowych państw członkowskich
zawierzyło jednak doświadczeniom krajów mniej rozwiniętych ekonomicznie i oczekuje tego samego. Tak
się jednak nie stanie.

Wyraźnych skutków nie dostrzegam także w tym, że nowe kraje członkowskie zyskały możliwość
wpływania na procesy decyzyjne w UE. Nie są one do tego dostatecznie przygotowane (jeszcze długo
będą grać rolę „junior members“), przeważnie są to kraje małe, największą zaś przeszkodą, która stoi na
drodze do ich rzeczywistego udziału w podejmowaniu decyzji, faktycznie go uniemożliwiając, jest deficyt
demokracji w UE oraz obecny poziom jej zbiurokratyzowania.

Nowe kraje członkowskie już w okresie przed swoją akcesją przyjęły legislatywę UE, tzw. acquis
communitaire, a wraz z nią także europejski (a pierwotnie niemiecki) model korporacyjnego państwa
soziale Marktwirtschaft – jednoznacznie wiążący się z małą zdolnością do konkurencji firm, z niedrożną,
skostniałą gospodarką, z wysokim bezrobociem i powolnym wzrostem gospodarczym. Krajów
znajdujących się na niższym poziomie gospodarczym niż przeciętna europejska nie poprowadzi to w
kierunku rzeczywistej konwergencji gospodarczej. Co więcej grozi nam, że przeciwnie – nominalna
konwergencja (przyjęcie legislatywy UE) będzie hamulcem konwergencji realnej. Nie trzeba tego z
pewnością podkreślać w kraju, który przeżył Vereinigung, gdzie efekty ponownego zjednoczenia (czy też
szybkiej nominalnej konwergencji) są dostatecznie znane. Należy jednak powiedzieć, że ani pod tym
względem data 1 maja 2004 r. żadnej zasadniczej zmiany nie przynosi, gdyż legislatywa UE w nowych
krajach członkowskich była przyjmowana od wielu lat, co było warunkiem, a nie następstwem akcesji.

Powyższy zarys pozytywnych, neutralnych lub negatywnych efektów z pewnością nie jest ani
wyczerpujący, ani dostatecznie podparty empirycznie, ale wierzę, że może stanowić inspirację i
wskazówkę do głębszych analiz. Muszę zarazem podkreślić, że opiera się on na rzeczywistych
doświadczeniach aktywnego uczestnika „ery przedakcesyjnej” i nie jest to pogląd niezależnego
obserwatora.

b) skutki rozszerzenia UE dla starych państw członkowskich

Choć skutki asymetrycznej liberalizacji przedakcesyjnej oraz szczerego otwierania się przyszłych państw
członkowskich były bezsprzecznie korzystne dla bardziej dojrzałych, starszych krajów członkowskich,
otwarcie trzeba powiedzieć, że formalne członkostwo nowych krajów nie przynosi żadnych namacalnych
korzyści dla starych członków UE. Chociaż w całym okresie przedakcesyjnym zyski starych państw
członkowskich, płynące z kontaktów z przyszłymi członkami, przewyższały związane z tym nakłady, to
jednak po formalizacji ich członkostwa stosunek zysków i kosztów się pogarsza. Stare kraje członkowskie
o tym wiedzą i dlatego ze swoją zgodą na rozszerzenie UE zbytnio się nie spieszyły. Nikomu nie mogę
mieć za złe tego podejścia, ponieważ respektuję liczenie się z autentycznymi interesami. Nie jest też żadną
niespodzianką fakt, że do rozszerzenia o wiele bardziej parła biurokracja brukselska (biurokracja zawsze
stara się rozszerzyć zakres swego działania), niż stare państwa członkowskie. Powtarzam, że ich działanie
uważam za racjonalne i nie widzę powodów, dla których miałyby się tego wypierać. Ze względu na
nieuprawnione, ale ciągle powtarzane utożsamianie UE z Europą stare państwa członkowskie nie mogły
utrzymywać dalej ekskluzywizmu „klubu UE” i dlatego nastąpiło rozszerzenie – bez względu na
rzeczywiste interesy tych krajów.

Pod kątem analitycznym bardzo trudne jest oddzielenie efektów bardzo ścisłych stosunków między
starymi i nowymi państwami członkowskimi, kształtujących się od ponad dziesięciu lat, od następstw
samej akcesji. Z pewnością zwiększa się konkurencja w dostępie do pieniędzy unijnych, na pewno
wzrośnie – choć w mniejszym stopniu, niż oczekiwano – migracja siły roboczej (a także studentów) w

2z4 2009-09-01 22:14


http://www.mpp.org.pl/08-9/157-162.html
Generated by Foxit PDF Creator © Foxit Software
http://www.foxitsoftware.com For evaluation only.
kierunku państw bogatszych, zapewne dopiero teraz niektórzy bardziej ostrożni Europejczycy z Zachodu
„nabiorą odwagi” i przyjadą do nowych krajów członkowskich jako turyści, handlowcy czy inwestorzy, na
pewno wzmocni się wymiana kulturowa czy ogólnie rzecz biorąc – cywilizacyjna, ale to są zjawiska, które
trudno kwantyfikować. Nie odważyłbym się dlatego prezentować żadnych orientacyjnych, szacunkowych
wyliczeń tych następstw. Nie powinno się wszakże uprawiać też taniej propagandy w odwrotnym
kierunku.

Ogólnie można powiedzieć, że nie należy oczekiwać zbyt dużych efektów bezpośrednich majowego
rozszerzenia UE dla starych państw członkowskich, a jego następstwa będą trudno dostrzegalne i
wymierne.

c) Skutki rozszerzenia UE dla samej UE

Zwiększenie liczby członków z 15 do 25 oznacza rozrost UE jako instytucji. Podkreślam słowo


„instytucji”, zaznaczając w ten sposób, że nie chodzi o wyraźne zwiększenie obszaru jednolitego rynku
(single market), gdyż miało to faktycznie miejsce dawno przed formalnym rozszerzeniem. Jednocześnie
jest także prawdą, że niska mobilność siły roboczej, skostnienie stosunków ekonomicznych i komplikacje
administracyjne, typowe dla UE, nie zmieniły się zasadniczo 1 maja 2004 r. Jakość rynku w żaden sposób
się więc nie zmieniła.

Siła UE także się wyraźnie nie zmieni, ale tegoroczne rozszerzenie UE doprowadzi do zwiększenia iluzji
tych, którzy cierpią na „blokowe”, czy wręcz kontynentalne widzenie świata, a więc tych, którzy
zakładają, że gdy będzie Europa większa i bardziej zwarta, będzie mieć większe szanse stawić czoła
hegemonii Stanów Zjednoczonych USA i ogromnym aspiracjom Azji. Ta blokowa (czy może raczej
„blokistyczna”) wizja świata, która się wyraźnie przejawiła w projekcie konstytucji europejskiej, stanowi
fatalną pomyłkę. Europa jest (i jeszcze długo będzie) zwykłym konglomeratem krajów, i w żadnym
wypadku nie da się mówić o istnieniu „ludu” Europy. Co więcej, nie istnieje żaden dowód na to, że „big is
beautiful“. Także zdolność konkurencyjna Europy jest tylko statystycznym artefaktem, gdyż istnieje
wyłącznie zdolność konkurencyjna firmy. Zdolność konkurencyjna kontynentu nie istnieje. Kontynent
(ani UE) nie jest podmiotem ekonomicznym, nie wytwarza, nie handluje, nie wdraża, nie oszczędza, nie
racjonalizuje produkcji i nie obniża kosztów. Wciąż szerzące się w polityce i mediach „blokistyczne”
widzenie świata pozostaje w ostrej sprzeczności nie tylko z polityczną, ekonomiczną i demograficzną
rzeczywistością współczesnej Europy, ale także z dominującymi tendencjami globalizacyjnymi.

Rozszerzenie do 25 członków wyraźnie wpłynie na procesy decyzyjne w ramach UE. Z jednej strony
dojdzie do zwiększenia kosztów transakcyjnych funkcjonowania tej instytucji, gdyż do istniejącego
dotychczas mechanizmu bez jakichkolwiek zmian towarzyszących dodano 10 nowych uczestników tych
samych procesów (co stanowi wzrost o 40 proc.). Jest to jasna cena rozszerzenia, ale jej wysokość trudno
wyliczyć, o to więc trudniej ją zrozumieć i poważnie o niej dyskutować. Zakres polityk, działalności,
interwencji w UE się nie zmniejsza (a przez przyjęcie Konstytucji w obecnym kształcie by wręcz
radykalnie wzrósł), co również niesie za sobą, przy zwiększeniu ilości uczestniczących podmiotów,
określone nakłady. Dotyczy to każdego scentralizowanego, hierarchicznie zorganizowanego systemu i jest
to mechanizm, którego nie da się całkowicie uniknąć.

Metoda obniżenia kosztów transakcyjnych (czy może raczej hamowania ich wzrostu) jednak istnieje. Jest
nią pogłębienie deficytu demokracji w procesach decyzyjnych, ograniczenie zakresu procedur typu
demokratycznego na rzecz decydowania hierarchicznego, zwiększenie udziału we władzy węższego jądra
Unii, zwiększenie w niej liczby obszarów, w których stosuje się głosowanie większościowe itd.
Bezsprzecznie towarzyszyć temu musi wzrost anonimowości w podejmowaniu decyzji, zwiększenie
dystansu dzielącego obywatela od centrum decyzyjnego, dalsza depersonifikacja UE jako takiej. Wszystko
to są negatywne następstwa niedawnego rozszerzenia UE. Dobra wola polityków czy urzędników im
niestety nie zapobiegnie.

Chciałbym zostać dobrze zrozumiany, więc powtórzę argumentację: Mamy trzy zmienne – liczba krajów
członkowskich, zakres polityk UE oraz mechanizm procesów decyzyjnych. Między nimi nie ma i nie może

3z4 2009-09-01 22:14


http://www.mpp.org.pl/08-9/157-162.html
Generated by Foxit PDF Creator © Foxit Software
http://www.foxitsoftware.com For evaluation only.
istnieć pozytywna komplementarność, ale trade-off – coś za coś. Zwiększenie jednej zmiennej (liczby
krajów), przy zachowaniu na dotychczasowym poziomie zmiennej drugiej (zakres polityk) musi wywołać
przystosowanie zmiennej trzeciej (mechanizmów decyzyjnych). Jestem przekonany, że wyciągnięcie tak
banalnego wniosku nie jest eurosceptycyzmem, ale wynika z posłużenia się elementarną logiką. A to
należy do naszych obowiązków.

Dochodzimy w ten sposób do podsumowania. Formalne rozszerzenie UE nie jest żadną radykalną zmianą,
a jedynie punktem wyjścia do wzmocnienia procesów, które w różnym natężeniu trwały w całej ostatniej
dekadzie. Niektóre z nich miały cechy pozytywne, inne negatywne i nadal tak będzie. Zasadniczy problem
dostrzegam w czymś innym – w koniecznej zmianie wyjściowego modelu europejskiego porządku
społecznego. Przed rokiem Europę podzielono na „starą” i „nową” według kryterium preferowanego
sposobu krzewienia wolności politycznej i obywatelskiej w świecie. Nie uważam tego podziału za
użyteczny i właściwy. Spróbujmy jednak pozostawić termin „nowa Europa”, przypisując mu znaczenie
Europy wolności ekonomicznej, Europy małego, nierozpychającego się państwa, Europy bez
państwowego paternalizmu, Europy bez pseudomoralizowanej poprawności politycznej, Europy bez
intelektualnego snobizmu i elitarstwa, Europy bez ponadnarodowych, ogólnokontynentalnych ambicji,
Europy bez ideologii europeizmu. Byłoby dobrze, gdyby ktoś zza oceanu mógł nazwać taką Europę
mianem „Nowej Europy”. Muszę jednak podkreślić, że niedawne rozszerzenie UE o dziesięć państw nie
będzie miało takich konsekwencji.

Václav Klaus

Referat wygłoszony 22 VI 2004 r. na konferencji Instytutu Badań Ekonomicznych (IFO) na Uniwersytecie


w Monachium. Tłumaczenie z języka czeskiego – Mateusz Gniazdowski

4z4 2009-09-01 22:14