Vous êtes sur la page 1sur 221

Jan Karski

TAJNE PASTWO
OPOWIE O POLSKIM PODZIEMIU
(c) PRACOWA WALUEMAR
fiSTYL
Tytu oryginau STORY OF A SECRET STATE
Opracowanie graficzne BOGNA BURSKA
Zdjcie na okadce (s. l.): "Warszawa na starej fotografii",
Wydawnictwo Artystyczno-Graficzne, Warszawa 1960;
wyklejka: Archiwum Biblioteki Gwnej ASP w Warszawie;
okadka (s. 4.) Blackstone Studios, Inc. New York City (zdjcie grne)
Redaktor ELBIETA JASZTAL-KOWALSKA
Opracowanie i korekta ROMA SZCZECISKA
Wybr ilustracji i podpisy ANDRZEJ KRZYSZTOF KUNERT
Ilustracje pochodz ze zbiorw: Archiwum Akt Nowych w Warszawie (ii. 3, 7),
Studium Polski Podziemnej w Londynie (ii. 8, 9), Instytutu Polskiego i Muzeum im. Gen.
Sikorskiego w Londynie
(ii. l, 4-6, 10, 11, 18, 22-24, 30, 31, 34-36), Hoover Institution w Stanford (ii. 12, 13, 15, 1921)
Za pomoc przy kompletowaniu materiau ilustracyjnego
vyrazy wdzicznoci skadamy Janowi Karskiemu
i red. Stanisawowi M. Jankowskiemu
Ksinica Koperhikaska w Toruniu
onierzom i czonkom
walczcym o woln i niepodleg Polsk,
tym, ktrzy oddali ycie,
tym, ktrzy przeyli, oraz
wszystkim tym, ktrych spotkaem na syiojej
wojennej drodze,
opowie t -

Od Autora
Nigdy nie przypuszczaem, e moja wojenna ksika " Story of a Secret State" (" Tajne
pastwo - Opowie opolskim Podziemiu ") ukae si w Polsce.
Przed laty ch wydania ksiki wyrazi szlachetny Jerzy Giedroyc. Pocztkowo zgodziem
si. Opaciem tumaczenie z jzyka angielskiego. Do wydania jednak nie doszo.
Obecna sytuacja w Polsce, argumentacja wydawcy pana Andrzeja Rosnera, z wyksztacenia i
pasji historyka, oraz podjcie si pracy nad przekadem i opracowaniem (opartych take na
moich uzupenieniach i korektach) przez publicyst i dziennikarza Waldemara Piaseckiego
zdecydoway o mojej zgodzie na polsk edycj.
Wdziczny jestem take panu Andrzejowi K. Kunertowi, e zechcia pochyli gow nad
ksik przed j ej skierowaniem do druku.

Ksika ta nie jest dokumentem historycznym sensu stricto. Nie jest histori polskiego
wojennego Podziemia. Jest natomiast opowieci o nim, opart na osobistych
dowiadczeniach i wraeniach.
Z racji mej roli w polskim Pastwie Podziemnym -politycznego cznika w kraju i tajnego
kuriera, czterokrotnie wysyanego w misjach na Zachd i z powrotem do Polski - wiedziaem
o sytuacji i przywdcach zarwno w kraju, jak i na wychodstwie wicej ni inni. Byem
znany z fotograficznej pamici. Nigdy te nie zawiodem pokadanego we mnie zaufania:
raportowaem wiernie, a powierzonych mi przekazw nie uyem dla jakichkolwiek innych
celw. Kadej misji podejmowaem si, jakby m przystpowa do Komunii witej.
Pamita mnie Kazimierz Puak, gdy po wojnie, na dnie nieszczcia, spisywa w polskim
wizieniu swj e pene goryczy wspomnienia.
Skarc si na intrygi i rzekomy brak zaufania rzdu generaa Sikorskiego do przywdcw
Podziemia w kraju, w pierwszym okresie wojny, pisa:
" (...) Dopiero gdzie w poowie maja (1940) przyby emisariusz Witold (zdaje si
Kozielewski), ktry w sprawie delegata i stosunkw rzdowych i emigracyjnych -jak si
pniej okazao - najdokadniej i naj obiektywniej nas poinformowa.
Mia w swoim pooeniu emisariusza najwaniejszy atrybut - doskona foto-geniczn [!]
pami. Przekonalimy si na jego sprawozdaniu, napisanym po zoeniu go nam przed tym ustnie. By to rzeczywicie majstersztyk dokadnej pamitli-woci (...)".
Piszc t ksik w 1944 roku, posugiwaem si pamici wiernie i uczciwie. Istniejce
jednak wtedy okolicznoci narzucay pewne ograniczenia tego, co mona byo napisa.
Tumaczy to w swoim sowie wstpnym, lokujcym ksik w szerszym kontekcie
polityczno-historycznym, pan Waldemar Piasecki.
W Waszyngtonie, l wrzenia 1999 roku.
Jan Karski
Jak czyta
Tajne pastwo - Opowie o polskim Podziemiu"
K
sika, ktr Czytelnik ma przed sob, powstawaa w Stanach Zjedno-;zonych pomidzy
marcem a sierpniem 1944 roku. Niemal dokadnie pidziesit pi lat temu. Dotd nie bya
wydana po polsku, mimo e w samych Stanach wydano j cznie w 360 tysicach
egzemplarzy, co - jak na w czas - byo nakadem gigantycznym. Szybko doczekaa si
wyda: szwedzkiego (1945), norweskiego (1946) i francuskiego (1948). Przez wielu
krytykw uznana zostaa za najpopularniejsz ksik czasu wojny w ogle. Nim dojdziemy
do przyczyn, dla ktrych Autor powstrzymywa si przed jej wydaniem w jzyku ojczystym,
krtkie przypomnienie wczesnej sytuacji politycznej.
By to fatalny okres dla sprawy polskiej. W poowie kwietnia 1943 roku Niemcy ujawniaj
zbrodni katysk dokonan na kilkunastu tysicach oficerw polskich przez NKWD. Stalin
protestuje przeciwko obarczaniu ZSRR odpowiedzialnoci za mord. 25 kwietnia zrywa
stosunki dyplomatyczne z rzdem generaa Wadysawa Sikorskiego. rodowiska
emigracyjne odpowiadaj zmasowan kampani antysowieck, domagajc si dochodzenia
Midzynarodowego Czerwonego Krzya w kwestii zbrodni. 4 maja Stalin da od Churchilla
wyeliminowania "prohitlerowskich elementw" w rzdzie londyskim. Chur-chill reaguje
natychmiast i obiecuje, e "nieszczsne szmatawce" atakujce rzd sowiecki zostan
uciszone, a zmiany w polskim rzdzie przypieszone. Roose-velt pozostaje chwilowo
neutralny i nie podejmuje prb interwencji w konflikt. Rwnoczenie Stalin czyni
Rooseveltowi wyrzuty, e uruchomienie drugiego frontu na zachodzie Europy jest odwlekane.
Z wiosny 1943 roku Anglia i Stany Zjednoczone przesuwaj ldowanie na wrzesie, by
ostatecznie prolongowa ca operacj do wiosny 1944 roku. Stalin uroczycie protestuje i

odwouje ambasadorw Majskiego i Litwinowa. Ustaje nawet korespondencja midzy trzema


przywdcami. Temperatura stosunkw osiga najniszy poziom od wybuchu wojny.
Wadysaw Sikorski apeluje z kolei u przywdcw Anglii i Ameryki, aby wymogli na Stalinie
respektowanie praw ludnoci polskiej na terenie ZSRR, ktra po zerwaniu stosunkw
sowiecko-polskich pozostaa bez jakiejkolwiek obrony, w tym prawa do opuszczenia ZSRR,
opieki konsularnej etc. Sikorski zabiega te o jak najszybsze przemieszczenie II Korpusu z
Persji, po wyjciu z ZSRR, na teren europejskiego teatru dziaa wojennych.
4 lipca 1943 roku Sikorski ginie pod Gibraltarem w katastrofie lotniczej, a jego mier staje
si. oczywistym ciosem dla rzdu londyskiego. Jego nastpca, Stanisaw Mikojczyk, by
wtedy zupenie nieznany.
Churchill istotnie wydaje 13 lipca rozkaz przeniesienia II Korpusu w rejon Morza
rdziemnego, a miesic pniej wysya wraz z Rooseveltem projekt dokumentu dotyczcego
Polakw w ZSRR. Przez sze tygodni Stalin nawet nie potwierdza jego otrzymania. 27
wrzenia w jednozdaniowej depeszy do przywdcw Anglii i Ameryki odrzuca ich
propozycje w caoci.
W poowie padziernika 1943 roku ma si rozpocz w Moskwie konferencja ministrw
spraw zagranicznych Anglii, Stanw Zjednoczonych i ZSRR, poprzedzajca szczyt ChurchillRoosevelt-Stalin w Teheranie. 5 padziernika Mikoajczyka wzywa Eden i obcesowo
komunikuje, e Polska ma si natychmiast zgodzi na ustpstwa terytorialne wobec Rosji.
Domaga si od premiera rzdu londyskiego upowanienia do prowadzenia na ten temat
negocjacji z Rosjanami. Mwi, e los Wilna jest przesdzony, ale Lww moe si uda
uratowa. Obiecuje w zamian Prusy Wschodnie i cz lska. Mikojczyk odmawia. Tego
samego dnia Eden na posiedzeniu gabinetu wojennego doradza, aby nie robi nic w kwestii
przywrcenia stosunkw sowiecko-polskich, nim Polacy nie zaaprobuj ustpstw na rzecz
Stalina. Gorco popiera go Churchill.
Notabene, od marca obowizuje w Wielkiej Brytanii zapis cenzury wojennej na dyskutowanie
problemu granic sowiecko-polskich w prasie i radiu.
Polska liczy jeszcze na Ameryk. Sekretarz stanu Cordell Hull wylatuje do Moskwy z dan
wczeniej ambasadorowi RP Janowi Ciechanowskiemu obietnic, e spory terytorialne bd
rozstrzygane dopiero po wojnie, na konferencji pokojowej. Po powrocie do Waszyngtonu
Hull mwi zdumionemu Ciechanowskiemu, e bez ustpstw terytorialnych ze strony rzdu
londyskiego rzd sowiecki nie wznowi zerwanych stosunkw, a Stany Zjednoczone s w tej
sprawie bezsilne.
Co si stao w Moskwie? Hull wnis pod obrady tekst wsplnej deklaracji, mwicej, e
alianci zobowizuj si w s p l n i e podejmowa decyzje zwizane z "poddawaniem si i
rozbrojeniem nieprzyjaciela", a take z "wszelk okupacj terytorium nieprzyjaciela i
terytoriw innych pastw pozostajcych w rkach nieprzyjaciela". Sowiecki minister spraw
zagranicznych Wiaczesaw Mootow powiedzia, e deklaracja jest wietna i... wykreli
sowo "wsplnie". Wywoao to konsternacj Hulla i Edena. Oznaczao bowiem, e Rosjanie
bd mogli sobie poczyna na zdobytych terenach, jak zechc. Spraw odoono do dyskusji.
Wieczorem na Kremlu wydano przyjcie na cze delegacji USA i Wielkiej Brytanii. Zjawi
si na nim nieoczekiwanie Stalin. Biorc pod rk Hulla, odszed na bok i powiedzia: "Prosz
powiedzie swemu prezydentowi, e Zwizek Radziecki zaatakuje Japoni. Po wsplnym
pokonaniu Niemiec". Bya to wiadomo, ktrej Ameryka, prowadzca wojn na Pacyfiku,
oczekiwaa od dawna. Hull natychmiast przekaza znakomit nowin Rooseveltowi. 3
listopada 1943 roku ze wsplnej deklaracji znikno sowo "wsplnie". Dobito targu. Grunt
pod szczyt w Teheranie zosta przygotowany.

Ani Mikojczyk, ani jakikolwiek inny Polak nie wiedzia o faktycznym przekazaniu Polski
pod dominacj moskiewsk. Kurs na zblienie by jednak nadto widoczny. Prasa i radio
opieway bohaterstwo Sowietw, samotnie dwigajcych ciar wojny z Hitlerem. Na
ekranach kin pojawi si film "Misja do Moskwy" ("Mission to Moscow"), zrealizowany na
podstawie ksiki byego ambasadora USA w ZSRR Josepha E. Daviesa. Produkcja ta bia na
gow wszystko, co w czasie wojny ukazao si na Zachodzie na temat Sowietw i Stalina.
Wdz sowiecki ukazany by w wymiarze nieomal biblijnym: jako zbawca ludzkoci,
poskromiciel za, czowiek wielkiej dobroci. Davies objeda Ameryk, promujc swj
"utwr". Na wiecu w Chicago, na ktry przyszo ponad 50 tysicy ludzi, krzycza w
zapamitaniu: "Sowo dane przez rzd sowiecki jest rwnie wite, jak Biblia. (...) Zwizek
Sowiecki jest arliwym zwolennikiem i stranikiem moralnoci midzynarodowej". I tak
dalej. Renomowany tygodnik "Life" z 29 marca 1943 roku, w caoci powicony ZSRR,
okrela Lenina mianem "najwikszego zapewne czowieka wspczesnego", sawic
naturalnie take geniusz Stalina. "Dementowano" tendencyjne opinie na temat NKWD. "Life"
wyjania, e jest to po prostu "policja narodowa podobna do FBI".
Pomidzy 28 listopada a l grudnia 1943 roku odbya si w Teheranie konferencja trzech
wielkich wczesnego wiata: Churchilla, Roosevelta i Stalina. Ten ostatni uzyska wszystko,
co chcia, w kwestii Polski: granice i przyzwolenie na skonstruowanie uzalenionego od
Moskwy rzdu. Podjto take decyzje w sprawie: Woch, Japonii, Chin, Persji, Austrii i
Finlandii, a take Ba-kanw. Tworzono podwaliny nowego "adu politycznego" na dugie
lata.
Po zakoczeniu konferencji w Londynie i Waszyngtonie zaczy szerzy si plotki o tajnych
decyzjach i porozumieniach w sprawie Europy rodkowej i Wschodniej. 15 grudnia 1943
roku Anthony Eden zdementowa je w Izbie Gmin. 11 stycznia 1944 roku w Kongresie
Stanw Zjednoczonych to samo uczyni Franklin Delano Roosevelt.
Sytuacja rzdu na wychodstwie stawaa si dramatyczna. Zabiegi Mikoajczyka o spotkanie
z Churchillem i Rooseveltem byy ignorowane i zbywane. Rwnoczenie kwestionowano
reprezentatywno gabinetu londyskiego i struktur Pastwa Podziemnego w kraju, w
zwizku z coraz aktywniejsz dziaalnoci w okupowanej Polsce Polskiej Partii Robotniczej
i powizanej z ni partyzantki: Armii Ludowej.
W Londynie dojrzewa w tej sytuacji projekt przedsiwzicia propagandowe10
11
go na du skal. Minister informacji, profesor Stanisaw Kot, wzywa do siebie porucznika
Jana Karskiego, aby poinformowa go o nowym zadaniu. Mody, niespena trzydziestoletni
emisariusz Polski Podziemnej ma ju za sob udan misj do czoowych przedstawicieli
establishmentu w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Raportowa o sytuacji w
okupowanej Polsce, strukturze Pastwa Podziemnego i tragedii ydw midzy innymi
Anthony'emu Edenowi, lordowi Selborne w Anglii czy prezydentowi Rooseveltowi,
Cordellowi Hullowi, Henry'emu Stimsonowi i Felixowi Frankfurterowi w Stanach
Zjednoczonych. Dotar take do pisarzy, jak Herbert G. Wells i Arthur Koestler, i
dziennikarzy miary Waltera Lippmana czy Marthy Gellhorn Hemingway, ony Ernesta,
starajcej si nawet cign z Hawany do Londynu swego ma, aby pozna osobicie
polskiego emisariusza.
Udajc si do Stanw Zjednoczonych, Jan Karski ma tym razem powaniejsz misj. Premier
Stanisaw Mikoajczyk pisze w licie z 20 lutego 1944 roku do ambasadora RP w
Waszyngtonie Jana Ciechanowskiego:

"Po raz drugi polecam opiece Pana Ambasadora p. Jana Karskiego. Pierwotnie mia on jecha
ze mn- obecnie, po odoeniu mojej podry, zdecydowaem si wysa go samego.
Zadaniem p. Karskiego bdzie doprowadzi, przy pomocy Pana Ambasadora, do
zrealizowania wielkiego filmu o polskim ruchu podziemnym. Scenariusz napisany przez
niego zyska cakowit aprobat Rzdu. Poza tym Karski bdzie si stara przeprowadzi
akcj odczytow na terenie okrgu konsularnego chicagowskiego oraz w zachodnich stanach
USA. Prosz wyda stosowne zarzdzenia w tym kierunku. Niezalenie od tego p. Karski
powinien stara si rozwin j ak naj szersz akcj prasow i radiow - zaopatrzy si w tym
celu w bardzo bogate materiay.
Za swoim pierwszym pobytem w USA p. Jan Karski, na moje polecenie, przedstawi si
czynnikom amerykaskim jako powracajcy do kraju. Niestety, fakt ten rozszed si w opinii
publicznej i uniemoliwi na przecig kilku miesicy wysa go do Kraju. Obecnie naley go
przedstawia jako pozostajcego do koca wojny poza ziemiami polskimi. Niemniej, podaj
do wiadomoci Pana Ambasadora, a gdyby zachodzia potrzeba, prosz to poda do
wiadomoci najbardziej kompetentnym czynnikom amerykaskim, i po trzymiesicznym
pobycie w USA zostanie on szybko wysany do Kraju. Jego wyjazd z Ameryki i powrt do
Londynu zostanie utrzymany w dyskrecji. By moe, e zostanie on wezwany do Londynu
znacznie wczeniej. W tym wypadku musiaby przerwa prac (...). Prezes Rady Ministrw
Stanisaw Mikoajczyk".
27 lutego 1944 roku Jan Karski przypyn do Nowego Jorku. Rozmowy w kilku
wytwrniach w Hollywood nie przyniosy rezultatu. Po pierwsze, znani producenci woleli
unika "polskiego tematu", bowiem nis on kontrowersje wok stosunkw polskorosyjskich. Po drugie, dynamika wydarze wojennych moga atwo film zdezaktualizowa. Po
trzecie, trudno byo oceni, jak na wojenne przygody w Polsce zareaguje widownia w
Ameryce.
W tej sytuacji pozostawao pomyle o ksice. W marcu 1944 roku Jan Karski pozna agenta
literackiego Emery'ego Reevesa, reprezentujcego na amerykaskim rynku wydawniczym
m.in. Winstona Churchilla i Antho-ny'ego Edena. Reeves szybko zorientowa si, e trafia si
co zupenie innego. Wojenny autentyk. Karski nie by w Ameryce osob nieznan.
Ukazyway si o nim artykuy, bra udzia w licznych odczytach i spotkaniach. Agent uwaa,
e ksika odniesie wielki sukces i bdzie znakomitym narzdziem propagowania sprawy
polskiej.
Karski natychmiast powiadomi rzd w Londynie i uzyska zgod na zawarcie umowy.
Warunki agenta byy cikie. Po pierwsze, oczekiwa, e ksika powstanie szybko, jeszcze
przed wakacjami. Po drugie, z gry zapowiedzia, e tekst ma by wolny od elementw
antysowieckich lub czegokolwiek antagonizujcego ZSRR. "aden wydawca nie bdzie
firmowa ksiki, ktra jest propagand obcego rzdu, panie Karski. Co kogo obchodz wasze
ktnie ze Stalinem?" - tumaczy Polakowi. Po trzecie, Reeves zagwarantowa sobie
ingerencj w dowolny fragment tekstu, w celu jego uatrakcyjnienia. Zada te podziau
honorarium autorskiego p na p. Normaln praktyk byy prowizje dziesicio-,
dwudziestoprocentowe. Karski jednak przysta.
Pisa do Kota: "Warunki finansowe mordercze. Chc jednak jak najsilniej zainteresowa
finansowo mego agenta, aby zapewni ksice jak najszersz sprzeda i eksploatacj.
Wychodz jednak z zaoenia, e waniejszy jest efekt propagandowy".
Ambasada RP wynaja Karskiemu pokj w hotelu na Manhattanie, ktry na czas pisania sta
si biurem. Oddelegowano take do jego dyspozycji maszynistk, Krystyn Sokoowsk,
biegle znajc angielski i dowiadczon w tumaczeniu na ten jzyk. Praca wygldaa tak, e
od rana do wieczora Karski dyktowa tekst polski, ktry nastpnie Sokoowsk tumaczya na

angielski. Co tydzie Reeves otrzymywa okrelon liczb stron. Przekazywa je swojemu


redaktorowi Williamowi Posterowi, ktry nadawa tekstowi ostateczny ksztat.
Przystpujc do pracy, autor narzuci sobie rygory formalne. Ksika powinna by prawdziwa
w tym sensie, e tworzywem dla niej powinny by wydarzenia autentyczne. Nie oznaczao to
jednak ujawniania konkretnych miejsc, adresw czy danych pozwalajcych na lokalizacj.
Wojna wci trwaa. Karski postanowi wprowadzi kilka kategorii postaci. 1) Osoby
wymieniane z imienia i nazwiska, jeeli nic im nie mogo zagrozi, bo, na przykad,
pozostaway poza zasigiem Niemcw albo nie yy. 2) Bohaterowie autentyczni,
wystpujcy pod kryptonimami. Zwykle pierwsze litery kryptonimw nawizyway do
prawdziwego nazwiska (np. "Laskowa" to w rzeczywistoci Langrodowa; "Leczewski" to
Lenczowski). 3) Postaci autentyczne potraktowane opisowo. Tak jest m.in. z doktorem Janem
Sowikow-skim - w ksice "Lekarzem z Nowego Scza" - czy osobami biorcymi udzia w
odbiciu autora ze szpitala. Na kocu ksiki umieszczono "klucz"
13
12
"UplSUWC . t) DUI1UCIUW1C
bdcy kompozycj kilku osb. Do takich naley na przykad "Dziepatow-ski" czy "Profesor
ze Lwowa". 5) Postaci fikcyjne, gdy naleao wprowadzi kamufla osobowy lub sytuacyjny.
I tak np. przez Pireneje przeprowadza Karskiego jeden przewodnik, ale dla potrzeb ksiki
epizod ten zosta skomplikowany poprzez wprowadzenie kilku osb pomagajcych w
przedostaniu si do Hiszpanii.
W wydaniu angielskim cz nazwisk i kryptonimw zostaa znieksztacona. W polskiej
edycji przywrcono im waciwe brzmienie. Przywrcono te imiona pominite przez
amerykaskiego edytora.
Nazwy geograficzne generalnie odpowiadaj rzeczywistym. W wersji angielskiej zamiast
Nowego Scza wystpowaa "Krynica" ze wzgldw kamu-flaowych. W obecnej edycji nie
byo takiej potrzeby. Utrzymano natomiast zasad niewymieniania niektrych miejscowoci,
aby zachowa klimat "kon-spiracyjnoci". Gdy mowa o majtku, gdzie ukrywa si Karski,
chodzi o Kty. Skoro jednak w wydaniu amerykaskim mwi si o nim opisowo, jako o
nalecym do rodziny Saww, tak te zostao w tym wydaniu.
W jednym przypadku rozbieno nazewnicza ma gbsze przyczyny. Nazwa obozu, do
ktrego zostaje zabrany Karski, podawana jest jako "Beec". Tak nazw wymieni mu
organizujcy wypraw Leon Feiner oraz ydowski przewodnik jadcy z nim pocigiem do
Lublina, a potem chopskim wozem do miasteczka. Karski by przekonany, e przywieziono
go do Beca. Gray rol emocje. Emisariusz koncentrowa si przede wszystkim na tym, aby
si nie zdradzi, a nie na tym, aby dokadnie zidentyfikowa miejsce, gdzie si znalaz. Jeeli
plan zakada wiadome zdezorientowanie Karskiego, uda si dobrze. Po wojnie historycy
izraelscy i polscy zmierzali do ustalenia, gdzie kurier przebywa. Profesor Yitzhak Arad,
historyk Holocaustu i wczenie dyrektor Instytutu Pamici Yad Yashem w Jerozolimie, na
pocztku lat 80. zwrci uwag na fakt, e Karski opisywa zaadunek ydw do pocigu,
podczas gdy z Beca transporty nigdzie dalej nie wychodziy. Arad skania si ku wersji, e
wprowadzono Karskiego do ktrego z obozw rozdzielczych, z ktrych wychodziy
transporty do Beca. Wedle profesora Jzefa Marszaka z Uniwersytetu Marii CurieSkodowskiej w Lublinie, znanego autorytetu w dziedzinie historii obozw niemieckich na
terenie Polski wschodniej, kurier trafi do obozu w Izbicy. Miasteczko to, znane jako
tradycyjne skupisko ydw, trafio midzy innymi do prozy Isaaca Bashevisa Singera, a
przez okoliczn ludno zwane byo "Izbica - ydowska stolica". W Izbicy hitlerowcy

zorganizowali jeden z obozw tranzytowych. Beec lea 45 kilometrw dalej, na wschd.


Obz izbicki pooony by mniej wicej czterdzieci metrw poniej poziomu miasta, co
odpowiadao opisom topograficznym podawanym pniej przez kuriera.
W amerykaskim wydaniu "Story of a Secret State" Karskiego wprowadza do obozu
"estoski stranik". W rzeczywistoci by to stranik ukraiski z foroo. JTUWUUCIU zmiany oyia ueiintuna sytuacja w stosunkach polsko-ukraiskich pod
okupacj niemieck, a przede wszystkim na ziemiach polskich zajtych przez Stalina. Rzd
na wychodstwie uzna, e wskazywanie na Ukraicw jako pomocnikw Niemcw w
eksterminacji ydw -niezalenie od prawdy historycznej - moe tylko szkodzi i
antagonizowa. Std zmiana. Gwoli prawdy - formacje estoskie i otewskie byy rwnie
wykorzystywane przez Niemcw do podobnych zada. W polskiej edycji po pidziesiciu
latach przywrcono stan faktyczny.
W ksice ulegy zmianie dane faktograficzne o samym autorze, jak i wikszoci
opisywanych postaci. Byo to naturalne dla zachowania rygorw konspiracji. Na amach
ksiki pojawiali si przecie ludzie aktualnie dziaajcy w Podziemiu. W swoim raporcie dla
rzdu w Londynie z 15 stycznia 1945 roku Karski stwierdza: "Piszc ksik, staraem si
pisa przede wszystkim prawd: zarwno z mojej dziaalnoci osobistej, jak i prawd o
rzeczywistoci Polski. Oczywicie musiaem zmienia ze wzgldw technicznych rne przez
siebie opisywane incydenty, nigdy jednak nie przeinaczyem rzeczywistoci".
W sierpniu 1944 roku maszynopis by gotowy i agent Reeves objeda z nim kolejne
wydawnictwa. Ostatecznie, spord czterech oficyn gotowych wyda ksik, Reeves wybra
renomowany bostoski dom wydawniczy Hough-ton Mifflin Company. Okazao si jednak,
e wydawca ma swoje wymagania. Zada usunicia fragmentw tekstu o wywrotowej
dziaalnoci komunistw wobec Podziemia londyskiego, rozbudowania wtku ydowskiego
o opis walki w powstaniu w getcie (ktrego Karski nie by wiadkiem ani nawet nie by wtedy
w Polsce) oraz... wprowadzenia wtku erotycznego, z myl o czytelniku. Ostatecznie, po
konsultacjach z Londynem, "wypady" fragmenty "antykomunistyczne". Mimo solidarnoci z
narodem ydowskim Karski nie zgodzi si na fikcyjny opis powstania w getcie
warszawskim, bowiem podwaaoby to wiarygodno caej ksiki. Z podobnych powodw
nie wprowadzi te wtku erotycznego, mimo natarczywego nalegania wydawcy na
pojawienie si romansu Jana Karskiego z Danut Saw (Sawikwn).
Odpowiadajcy za styl i kompozycj redaktor ksiki, William Poster, w wielu miejscach
doda swoje "trzy centy".
Od wczesnej jesieni 1944 roku ruszya intensywna kampania reklamowa ksiki Karskiego.
Jej fragmenty publikowane byy w poczytnych magazynach: "Life", "Harper's Bazaar",
"Collier's", "American Mercury" czy "Jewish Forum". W padzierniku renomowany Book of
a Month Club ogosi "Story of a Secret State" ksik stycznia 1945 roku w Stanach
Zjednoczonych.
Autor bra aktywny udzia w kampanii promocyjnej. Ju w kwietniu 1944 roku, tu po
zawarciu umowy z Reevesem, Karski podpisa drug z Clarkiem H. Gettsem, znanym
impresariem nowojorskim. Sta si on organizatorem publicznych wystpie polskiego
emisariusza. W rnych rodowiskach amerykaskich, na terenie 42 stanw, odbyo si ich
ponad dwiecie. Gdy "Story of
14
15
a Secret State" wchodzia na rynek, jej autor by ju osob znan w Stanach Zjednoczonych.

A wchodzia na rynek w czasie zaiste dramatycznym dla rzdu londyskiego. 24 listopada


1944 roku, na cztery dni przed ukazaniem si "Story of a Secret State", Stanisaw
Mikoajczyk zrezygnowa ze stanowiska premiera. Stalin odrzuci jego ofert rezygnacji z
terenw polskich na wschodzie, za wyjtkiem Lwowa. Rwnoczenie trzy spord czterech
stronnictw politycznych w rzdzie odciy si od oferty premiera zoonej Kremlowi.
Mikoajczyk mg si tylko poda do dymisji. Natychmiast zosta okrelony przez wikszo
emigracji mianem kapitulanta.
W Polsce tymczasem funkcjonowa "rzd lubelski". Zorientowany promo-skiewsko, nie by w
najmniejszym stopniu zainteresowany w legitymizowaniu Pastwa Podziemnego i jego
organw. Los powstania warszawskiego dowid tego z ca bezwzgldnoci. PKWN zosta
obojtny wobec braku pomocy Armii Czerwonej dla walczcej Warszawy. Na terenach
"Polski lubelskiej" trwa terror wobec onierzy Armii Krajowej i przedstawicieli
podziemnych wadz administracyjnych. Propaganda szydzia z "londyskiego podziemia",
przedstawiajc je jako "antynarodowe" czy wrcz "faszystowskie". Kpia ze struktur Pastwa
Podziemnego jako "fikcyjnych" i powstaych dla "mydlenia oczu". W takiej sytuacji ksika
Karskiego stawaa si nie tylko wiadectwem elementarnej prawdy o Pastwie Podziemnym,
ale take wyrzutem sumienia czynionym Zachodowi, ktry coraz bardziej ulega Stalinowi.
"Story of a Secret State" robia furor. Ponad sto tytuw prasy amerykaskiej zamiecio
pozytywne (w wikszoci entuzjastyczne) recenzje ksiki. Byy to midzy innymi: "New
York Times", "Washington Post", "Los Angeles Times", "Publisher's Weekly".
Z pocztkiem grudnia 1944 roku Karski wyruszy w podr promocyjn ksiki, trwajc
sze miesicy. Podpisa rwnie kontrakty na wydanie jej: po szwedzku, norwesku i dusku;
po francusku, hiszpasku i portugalsku oraz po hebrajsku i arabsku. Ukazaa si w Szwecji
("Den hemliga staten", Sztokholm 1945), Norwegii ("Den hemmelige stat, Oslo 1946) i
Francji ("Mon temoignage devant le monde", Pary 1948). W pozostaych wymienionych
jzykach nie ukazaa si. Z jakich przyczyn - nie wiadomo, cho - by moe -jest pewien lad.
12 lutego 1945 roku w Jacie dobiega koca konferencja przywdcw pastw
sprzymierzonych: Churchilla, Roosevelta i Stalina. Ogaszajc wyniki spotkania, komunikuj,
midzy innymi, e ZSRR otrzyma tereny wschodniej Polski, zajte przez Sowietw we
wrzeniu 1939 roku. W marcu tego roku szesnastu czoowych dziaaczy Podziemia zostaje
zaproszonych na rozmowy, po czym porwanych do Moskwy, mimo wczeniejszej gwarancji
bezpieczestwa. Karski, wbrew opiniom Reevesa i Gettsa, publicznie krytykuje "azjatyckie
poczynania" Stalina i przestaje unika krytyki Sowietw. Nastpuje reakcja.
W marcowym numerze magazynu "Soviet Russia Today", wydawanego po angielsku za
pienidze ZSRR i rozprowadzanego po Stanach Zjednoczonych, ukazuje si artyku atakujcy
ksik i dziaalno Karskiego. Publikacja nosi tytu "Not the Whole Story" ("Nie caa
historia") i podpisana jest "Eve Grot". Autorka (?) atakuje polityk wojenn rzdu
londyskiego i Podziemia w kraju. Twierdzi, e bya ona nieodpowiedzialna wobec narodu,
bowiem nie liczya si z jego cierpieniami i stratami. Szczeglnie ostro atakuje "obojtny"
stosunek Podziemia do zasady odpowiedzialnoci zbiorowej stosowanej przez okupanta
wobec cywilnej ludnoci. Karskiego okrela jako arystokrat nie posiadajcego pojcia o
yciu robotnikw czy chopw i w gruncie rzeczy obojtnego na ich los. Ponadto nazywa go
"antysemit powizanym z polskimi nacjonalistami". Karski otrzymuje take miano
prowokatora starajcego si podwaa wysiek wojenny aliantw, gdy nazywa konferencj
jatask .jeszcze jednym ukadem monachijskim". (Byo to prawd; Karski uy tych sw na
spotkaniu publicznym po ogoszeniu wynikw Jaty). Na koniec "Soviet Russia" stwierdza, e
Karski to zwyke "narzdzie w rkach aparatu propagandy rzdu londyskiego", i ostrzega
Amerykanw przed dawaniem mu wiary.

- Artyku ten mia negatywny wpyw na akcj promocyjn ksiki - mwi Jan Karski. Zaczlimy otrzymywa coraz mniej zaprosze ze rodowisk li-beralno-demokratycznych,
ktrych zapleczem bya inteligencja i krgi opiniotwrcze. Gwatownie wzrosa natomiast
liczba zaprosze z prawicowych krgw antykomunistycznych. W oglnej atmosferze euforii
wobec pokonania Niemiec i komplementw wobec Rosji i Stalina moja ksika zaczynaa
by niewygodna. Gdy 5 lipca 1945 roku Stany Zjednoczone i Wielka Brytania uznay rzd w
Polsce - staa si niewygodna jeszcze bardziej.
Nie jest wykluczone, e Rosjanie uyli stosownych rodkw oddziaywania na wydawcw w
innych krajach i podpisane kontrakty nie zostay zrealizowane. Agent literacki Reeves nigdy
nie poda Karskiemu przekonujcej informacji o przyczynach wycofania si edytorw.
Pochwali si natomiast kiedy, i wie, e kilka egzemplarzy ksiki miaa ze sob w Jacie
liczna delegacja amerykaska.
W Polsce po 1945 roku ksika Jana Karskiego ukaza si nie moga z oczywistych
wzgldw politycznych. Jak napisa ju w kocu 1944 roku Ster-ling North z "New York
Post": "Lubelscy Polacy zwizani z Moskw be_d wciekli, kiedy przeczytaj t ksik. Jan
Karski kradnie komunistom ich marsz zwycistwa". Ofertom wydawnictw emigracyjnych
odmawia. Uywa argumentw, e ksika posiadaa w edycji amerykaskiej liczne
przerysowania i uproszczenia, ktre dla polskiego czytelnika mogyby si okaza a nazbyt
oczywiste. Do skorygowania decyzji przekonay Autora zarwno zmiany w Polsce po 1989
roku, zapewniajce ksice dostp do rzetelnej i uczciwej oceny w kraju, jak te racje
wydawcy Andrzeja Rosnera. Argumentowa on, e ksika jest wanym wiadectwem walk i
stara o zachowanie niepod17
16
Rozdzia I KLSKA
legoci Polski u schyku II wojny wiatowej. Jak z kurtuazj stwierdza Autor, decydujcym
argumentem okazay si prbki uwspczenionego opracowania wersji polskiej, na postawie
ktrych podjto ostateczn decyzj.
Reszta pozostaje lektur. Przed szedziesiciu laty Autor wyruszy na wojn...
WALDEMAR PIASECKI
Waszyngton, wrzesie 1999
N
oc 23 sierpnia 1939 roku zesza mi na wesoej zabawie. Wydawa j syn ambasadora
Portugalii w Warszawie, Susa de Mendes. Mia oko-to dwudziestu piciu lat i by moim
rwienikiem. By te szczciarzem - bratem piciu piknych i czarujcych sistr. Do
czsto widywaem jedn z nich i dlatego nie mogem wprost doczeka si naszego
wieczornego spotkania.
Do Polski wrciem niedawno. Po ukoczeniu Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie w
roku 1935 i rocznej podchorwce artylerii konnej, odbyem stae w Szwajcarii, Niemczech
i na koniec - w Anglii. Interesoway mnie problemy demograficzne. Po trzech latach
spdzonych w synnych bibliotekach europejskich, gdzie gromadziem materiay do swojej
pracy, po opanowaniu francuskiego, niemieckiego i angielskiego, po poznaniu ycia tych
krajw, zostaem wezwany do Polski. Zmar mj ojciec.
Jakkolwiek demografia, z jej opisem grup narodowociowych, statystykami i analizami
porwnawczymi, bya moj ulubion dziedzin nauki, stawao si coraz bardziej jasne, e nie

mam talentu do pisania prac naukowych. Zwlekaem z dokoczeniem rozprawy doktorskiej,


ktrej znaczne partie uznane zostay za nie speniajce kryteriw. Bya to jedyna ciemna
chmura na jasnym i sonecznym niebie perspektyw, jakie przed sob widziaem.
Nastrj zabawy by wesoy i beztroski. Wielki salon rezydencji zaaranowany by wytwornie,
cho nieco moe romantycznie. Chodny bkit tapet kontrastowa z surow powag woskich
mebli. W przygaszonym wietle robiy stosowne wraenie ozdobne wazony z bukietami
kwiatw, ktrych wo czya si z zapachem perfum piknych, barwnie ubranych pa.
Towarzystwo byo zgrane i dobrane. Wkrtce salon rozbrzmiewa artami i wesoymi
rozmowami. Niektre tematy pozostay mi w pamici. Przede wszystkim, entuzjastyczna
obrona pikna warszawskiego Ogrodu Botanicznego i jego przewagi nad innymi tego typu w
Europie oraz wymiana uwag o kolejnej wersji
19
ne obgadywanie. W pewnej chwili zobaczyem, e moi znajomi, panna Mar-celle Galopin i
Stefan Leczewski, dyskretnie, od dawna ustalonym zwyczajem, zniknli z salonu. Polityk
prawie sienie interesowano.
Popijalimy dobre wina i nie oszczdzali si w tacu. Byy to zwiewne, beztroskie tace
europejskie, pord ktrych dominoway liczne odmiany walca. Nie mogo zabrakn take
tanga. Popisowym numerem byo tango portugalskie, ze wszystkimi jego zawiociami
figurowymi, brawurowo wykonane przez Sus de Mendesa i jego siostr Helen.
Tego wieczoru miaem okazj poumawia si na nastpny tydzie. Ostatecznie z
powodzeniem przekonaem pann de Mendes, e jestem jedynym i najwaciwszym jej
przewodnikiem po Warszawie. Umwiem si z moimi przyjacimi Leczewskim i Mazurem
na obiad i kolacj, a z pann Obromsk na niedzielny spacer. Niestety to spotkanie musiaem
szybko odwoa, gdy okazao si, e tego dnia s urodziny mojej ciotki. Z kolei z pann
Galopin mielimy si telefonicznie umwi na przejadk konn.
Przyjcie skoczyo si bardzo pno. Poegnania si przeduay. Grupki balownikw stay
jeszcze przed bram i ustalano terminy spotka na nadchodzcy tydzie. Wrciem do domu
zmczony, ale dugo nie mogem zasn. Mylaem o zabawie i planach na najbliszy czas.
Obudzio mnie energiczne koatanie do drzwi. Miaem wraenie, e kto budzi mnie tu po
zaniciu. Zwlokem si z ka i schodami ruszyem na parter. Walenie narastao z kad
sekund, co dodao mi przypieszenia. Jednym szarpniciem otworzyem drzwi. Przede mn
sta policjant. Poda mi jaki czerwony kartonik, wycedzi co przez zby i odszed, rzucajc
mao przyjazne spojrzenie.
Miaem w rku rozkaz mobilizacyjny. W cigu czterech godzin miaem opuci Warszaw i
doczy do mego puku. Byem podporucznikiem artylerii konnej, a mj puk stacjonowa w
Owicimiu, niedaleko granicy polsko--niemieckiej. Zapewne forma dorczenia rozkazu jak i
wczesna pora sprawiy, e odczuem groz i powag sytuacji. Naturalnie wszystkie moje
plany towarzyskie staway si nieaktualne.
Poszedem obudzi brata i bratow. O dziwo, przyjli wiadomo bardzo spokojnie. Byo mi
nawet gupio z powodu mojej ekscytacji.
Ubierajc si i przygotowujc do podry, dyskutowaem z bratem nad przyczynami
mobilizacji. Doszlimy do wniosku, e posiada ona zapewne bardzo ograniczony charakter i
chodzi raczej o uwiadomienie oficerom rezerwy potrzeby zachowania stanu gotowoci, a nie
jakie realne zagroenie. Brat i jego ona doradzali mi, abym nie bra ze sob zbyt wielu
rzeczy. Bratowa zaprotestowaa, gdy zaczem pakowa kilka kompletw zimowej bielizny.
- Przecie nie jedziesz na Syberi... - strofowaa mnie jak uczniaka ogarnitego
romantycznymi wizjami. -Najdalej za miesic bdziesz z powrotem.
Rozpogodziem si. Moe to wszystko okae si zabawn przygod. Prze-

Jako jej wielbiciel, ju si widziaem w mundurze, przemierzajcego galopem pola na


piknym wojskowym koniu... Spakowaem moje najlepsze skrzane buty. Opanowao mnie
wraenie, e udaj si na wojskow parad. Koczyem pakowanie w nastroju tryumfalnym.
Nawet ironicznie zoyem bratu wyrazy wspczucia, e armia nie ma aktualnie
"zapotrzebowania na starszych panw". Posa mi kilka przeklestw i ostrzeg, e jak si nie
zamkn, przyleje mi. Bratowa przerwaa sprzeczk, mwic, e zachowujemy si jak
smarkacze. W popiechu koczyem pakowanie.
Gdy dotarem na dworzec kolejowy, zdawao mi si, e s tam mczyni z caej Warszawy.
Pojem, e caa ta mobilizacja bya tajna o tyle, e nie podano jej do wiadomoci publicznej.
Byo jasne, e rozkazy mobilizacyjne otrzymay setki tysicy ludzi. Wtedy przypomniaem
sobie plotk sprzed dwch czy trzech dni, e rzd polski zamierza ogosi mobilizacj ze
wzgldu na zagroenie ze strony Niemiec, ale przestrzegaj przed tym przedstawiciele Anglii
i Francji. Dlaczego? By nie "prowokowa" Hitlera. Europa wci jeszcze liczya na
zaagodzenie sytuacji. Decyzja polskiego rzdu o "tajnej" mobilizacji musiaa jednak zosta
zaakceptowana przez naszych zachodnich sojusznikw w obliczu niemal otwartych
przygotowa Niemiec do napaci na Polsk.
O tym wszystkim dowiedziaem si duo pniej. Na dworcu wypenionym tumem
mczyzn plotka robia na mnie rwnie niewielkie wraenie jak wtedy, gdy j syszaem
pierwszy raz. Wielotysiczna rzesza zmobilizowanych oblegaa pocigi. Wszyscy byli atwo
rozpoznawalni po wojskowych kuferkach mieszczcych ich baga. Pord tumu wyrniali
si eleganccy wysi oficerowie rezerwy, ktrzy pomachiwali do znajomych, nawoywali si,
wymieniali pozdrowienia. Podtrzymywali atmosfer towarzysk. Szukaem wzrokiem jakich
znajomych, ale nie dostrzegem nikogo. Odruchowo odtwarzaem z pamici "list obecnoci"
zeszonocnej zabawy u Susy de Mendesa. Niedawnych kompanw jednak nie byo w tumie
dworcowym. Patrzc na tysice pchajcych si do pocigw, zrozumiaem zy wzrok
policjanta, ktry obudzi mnie nad ranem. Przecie on musia roznie co najmniej
kilkadziesit kart mobilizacyjnych, a ja z takim ociganiem reagowaem na jego walenie w
drzwi...
Poddaem si masie ludzkiej suncej do najbliszego wagonu. Zostaem wcignity do
rodka. Wszystkie przedziay byy przepenione, na kadym miejscu cisny si po dwie
osoby. cisk panowa w korytarzach. Okupowane byy nawet toalety. Nikt jednak nie
narzeka. Panowao radosne podniecenie. Oficerowie byli pewni siebie. Cywile - mniej
entuzjastyczni. Wielu z nich eskapada oderwaa od codziennych zaj i obowizkw, tote
traktowali j bez zapau, cho naturalnie okazywali solidarno ze wsptowarzyszami
podry.
Lokomotywa zacza sapa. Pocig ruszy powoli z miejsca. "Jedziemy! Ju jedziemy!" - day
si sysze normalne w takich razach komentarze.
20
21
W miar jednak, jak pocig nabiera szybkoci, przeradzay si. w coraz goniejsze,
wydawane penym gardem okrzyki entuzjazmu.
Podr z kadym kwadransem wzmagaa moje przekonanie o powadze sytuacji. Nie miaem
naturalnie pojcia o bliskoci wojny, ale rozumiaem nadto dobrze, e jest to prawdziwa
mobilizacja. Fanfaronada porannego pakowania si i rozmw z bratem uleciaa. Na kolejnych
stacjach doczepiano nowe wagony. Byy wypenione chopami. Byli oni bardziej realistyczni
ni my: stoeczna inteligencja. Liczyli si z moliwoci prawdziwej wojny. Modzi wiejscy
chopcy demonstrowali stanowczo i determinacj typow raczej dla dorosych, yciem

dowiadczonych mczyzn. Wszyscy staralimy si by dla siebie yczliwi i uczynni.


Jakkolwiek oglny nastrj spad z poziomu euforii do przekonania, e ,jest robota do
zrobienia" i trzeba j wykona, daleko byo nam do wtpliwoci czy przygnbienia.
By jednak wyjtek: kobiety. ony, matki, siostry, narzeczone toczyy si na peronach,
pakay, zaamyway rce, ciskay swoich najdroszych. Za wszelk cen staray si odwlec
moment rozstania. Nawet gdyby to miaa by tylko sekunda. Zaenowani chopcy starali si
wyrwa z matczynych obj.
- Pu mnie ju, mamo! - krzycza jaki dwudziestolatek na jednej ze stacji. - Niedugo
przyjedziesz do mnie do Berlina.
Podr do Owicimia trwaa dwukrotnie duej ni normalnie. Na kadej stacji pocig
przystawa, doczepiano nowe wagony, dosiadali si nowi pasaerowie. W kocu konieczne
okazao si doczepienie dwch dodatkowych lokomotyw: jednej z przodu, drugiej - z tyu
skadu. Upa, tok i zmczenie odbiy si negatywnie na naszych nastrojach. Do koszar
dotarlimy pnym wieczorem. Dobra kolacja poprawia jednak nasze humory.
Udaem si na kwater w towarzystwie kilku oficerw poznanych w kantynie. Nie wszyscy
zmobilizowani zdoali ju dotrze. Dwie baterie artylerii konnej ju odkomenderowano na
pozycje w pobliu granicy z Niemcami. W koszarach pozostay tylko trzecia i czwarta bateria
rezerwy. Idc do barakw, unikalimy powanych tematw. Koncentrowalimy si na tym, co
istotne "tu i teraz"...
Podporucznik Pietrzak, absolwent Uniwersytetu Jagielloskiego w Krakowie, mwi, e jest
ledwie ywy z wyczerpania. Zbiegiem okolicznoci, poprzedni noc spdzi na zabawie, tak
jak j a. Bya pod kadym wzgldem wyborowa i czarujca. Pietrzak chwali si niezwykym
powodzeniem u kobiet. Musia si ucieka do makiawelicznych forteli, by unika
natarczywoci licznych piknoci, zainteresowanych nim rwnoczenie. Kiedy wraca do
domu, zauway policjanta wchodzcego do jego klatki schodowej. By przekonany, e jest to
zwizane z jego miosnymi manewrami, i postanowi wizyt stra porzdku przeczeka.
Ubawi nas obrazowym opisem skradania si po schodach, gdy policjant jednak nie schodzi.
Nastpnie za ulga, jaka we wstpia, e ma si stawi w wojsku, a nie w... sdzie.
Historia ta, jakkolwiek zupenie nieprawdopodobna, ubawia nas wszyst22
kich. Skonia te do wynurze na tematy rodzinne, zawodowe i towarzyskie. Zawizyway
si pierwsze wizi koleestwa i przyjani, na ktre zostalimy skazani w tych kilku krtkich
dniach.
Pietrzak, mody "Don Juan", ktry pierwszy zacz te opowieci, sta si moim nieodcznym
kompanem. Pochodzi z zamonej rodziny, a jego profesja -jak si zorientowaem - zwizana
bya ze wiatem finansw. Tak jak ja uwielbia konie i lektur dobrych ksiek, a ponadto
posiad wielki dar opowiadania anegdot, co czynio go towarzyszem bardzo podanym. Jego
zabawne opowieci budowane byy na wyprbowanej formule otaczania jakiego faktu
aurprzekolorowanych, niekiedy ewidentnych zmyle. Nasuchaem si ich w przytulnym
klubie oficerskim owicimskiej jednostki do
woli.
Podczas skoszarowania mobilizacyjnego regulamin wojskowy i dryl byy surowsze ni
podczas normalnych wicze, nie miay jednak wpywu na swobod korzystania wieczorami
z dobrodziejstw klubu oficerskiego. Trudno to wyjani, ale panowaa w nim niepisana
umowa, e unikamy tematw kontrowersyjnych i - generalnie - politycznych. Gdy dochodzio
ju do rozwaa nad obecn sytuacj w kraju i moliwociami jej rozwoju, prezentowalimy
niemal pen jednolito i zgodno opinii. Opieray si one na optymizmie, co chronio nas
przed lkiem, zwtpieniem, ale niestety take przed trzewym osdem tego, co si dzieje na
politycznej scenie europejskiej. Inna sprawa, e zmiany na tej scenie nastpoway w tempie

trudnym do ogarnicia rozumem. A my wcale nie chcielimy ich rozumie. Poddaem si


temu letargowi intelektualnemu. Odrzucaem wysiek zgbienia nowej sytuacji. To
stanowioby bowiem wielkie zagroenie dla mego dotychczasowego i obecnego trybu ycia.
Ju w Ameryce podsunito mi psychologiczn "diagnoz" tej dobrowolnej inercji,
przekonujc, i bya to - "obronno percepcyjna". Po prostu: wygodniej byo "nie widzie" i
"nie wiedzie".
Wracay jednak w pamici uwagi brata bezporednio po rozpoczciu mobilizacji. By starszy
ode mnie o blisko dwadziecia lat, zajmowa wysokie stanowisko rzdowe. Odkd
pamitaem, zawsze nalea do osb dobrze poinformowanych. Opinie Pietrzaka, budowane
na wiedzy jego ojca, posiadajcego by moe lepsze rda informacji ni mj brat, zdaway
si potwierdza analizy brata. Inni koledzy dorzucali swoje uwagi. Wszystko to ukadao si
w jeden zgodny nurt mylowy: mobilizacja stanowi odpowied Polski na niemieck wojn
nerww. Hitler jest zbyt saby, aby rozpoczyna prawdziw wojn, i blefuje. Kiedy tylko
przekona si, e Polska jest "silna, zwarta i gotowa", szybko wycofa swoje wojska znad
granicy, a my wrcimy do domw. W przeciwnym razie damy temu opertkowemu
fanatykowi srog lekcj. Jeli nie samodzielnie, to z pomoc Anglii i Francji.
Ktrego wieczoru nasz major powiedzia wrcz:
- Tym razem Anglia i Francja nie s nam potrzebne. Skoczymy to sami...
Pietrzak doda za beznamitnie:
23
- Tak jest, panie majorze. Jestemy silni... to oczywiste, ale... zawsze milej w dobrym
towarzystwie.
Nad ranem l wrzenia, krtko przed godzin pit, gdy dywizjon artylerii konnej spokojnie
posypia, samoloty Luftwaffe, po pokonaniu niewielkiego dystansu dzielcego ich od granicy,
usiay ca okolic Owicimia ognistym deszczem bomb zapalajcych. W tym samym czasie
ruszya nawaa setek nowoczesnych czogw, dopeniajcych aktu zniszczenia.
Po niespena trzech godzinach bombardowania i ostrzeliwania liczba ofiar oraz skala
zniszczenia i dezorganizacji byy niewiarygodne. Gdy oprzytomnielimy z pierwszego szoku
na tyle, by zorientowa si w sytuacji, stao si przejrzycie jasne, e nie ma szans na
jakikolwiek skuteczny opr. Mimo to, jakim cudem, kilka baterii przez dugi czas
utrzymywao swoje pozycje i zdoao odda nieco strzaw w kierunku nacierajcych
czogw. Przed poudniem dwie baterie z owicimskiego dywizjonu przestay istnie.
Koszary zostay zniszczone niemal cakowicie. Dworzec kolejowy zrwnany z ziemi. Kiedy
okazao si, e nie da si powstrzyma natarcia Niemcw, dano rozkaz odwrotu. Nasza
bateria rezerwowa miaa opuci miasto i w szyku bojowym, pod broni, z zapasami amunicji
i prowiantu posuwa si w kierunku Krakowa. Ruszylimy. Kiedy przechodzilimy przez
ulice Owicimia, ku naszemu osupieniu z niektrych domw zaczy pada do nas strzay. Z
okien strzelali obywatele polscy niemieckiego pochodzenia, hitlerowska pita kolumna.
Dawali dowd swojej nowej lojalnoci. Reakcja onierzy bya gwatowna i natychmiastowa.
Chcieli atakowa budynki, z ktrych pady strzay, i w odwecie podpala je. Powstrzymali ich
oficerowie. Takie akcje dezorganizowayby marsz, a o to akurat pitej kolumnie chodzio. Po
drugie, w domach mieszkali przecie Polacy, ludzie uczciwi i patrioci...
Po dotarciu do linii kolejowej okazao si, e tory kolejowe ulegy zniszczeniu. Trzeba wic
byo czeka, a zostan naprawione. Porozsiadalimy si na ziemi. Soce grzao
niemiosiernie. wieo przed oczami stay nam jeszcze obrazy rozhisteryzowanej ludnoci
Owicimia, poncych domw i zdradzieckich okien, skd raono nas ogniem. Gdy wreszcie
podstawiono pocig, pakowalimy si do wagonw w ponurym, zacitym milczeniu.
Ruszylimy na wschd, w kierunku Krakowa.

Noc pocig przystawa wielokrotnie. Staralimy si "zapa" nieco snu, a obudzeni kllimy
wulgarnie i gono zastanawiali nad tym, co si waciwie stao. Wszyscy chcieli, aby
wreszcie zacza si prawdziwa walka z wrogiem.
Rankiem nadleciaa nad pocig gromada kilkunastu Heinkli. Ostrzeliway nas i
bombardoway przez prawie godzin. Ponad poowa wagonw ulega zniszczeniu, a
wikszo jadcych nimi - zabita lub ranna. Jakim cudem mj wagon nie zosta trafiony.
Gdy samoloty odleciay, pozbieralimy si do kupy i nie starajc si nawet formowa szykw,
ruszyli dalej na wschd.
Nie bylimy ju polsk armi. Nie bylimy bateri artylerii konnej. Nie bylimy
czymkolwiek, co daoby si uzna za wojsko. Bylimy gromad zmierzajc do jakiego nie zdefiniowanego celu. Na drodze kbi si zdezorientowany tum
uciekinierw. onierze poszukiwali swoich oddziaw i dowdcw. Cywile podali wraz z
nimi, spodziewajc si najwidoczniej, e wojsko wie lepiej, co robi. Przez dwa tygodnie ta
masa ludzka powoli posuwaa si na wschd.
Grupa, w ktrej szedem, staraa si utrzymywa wygld rozpoznawalnego oddziau
wojskowego. Zachowywalimy wiar, e uda nam si kiedy doczy do wikszego
zgrupowania i podj walk albo przynajmniej znale odpowiednie miejsce do prowadzenia
dziaa obronnych samodzielnie, oczekujc na nadejcie Niemcw. Kiedy tylko zdawao nam
si, e taki teren wypatrzylimy, tum podajcy z nami take si zatrzymywa. Zdawa si
przekazywa naszemu dowdcy jaki "nakaz" kontynuowania marszu, a ten wzrusza tylko
ramionami i wskazywa na wschd. Po chwili kolumna znw ruszaa.
Ze wieci jak spy, ywic si resztkami naszej nadziei, poday za nami. Niemcy zajli
Pozna. Pada d. Ju s w Kielcach, wkroczyli do Krakowa... Powtarzajce si naloty
utwierdzay nas w przekonaniu, e nawet jeeli mielimy jakie samoloty i obron
przeciwlotnicz, to przestay one istnie. Dymice ruiny miast i miasteczek, wzw
kolejowych, wsi, zakadw przemysowych tylko t gorzk prawd pogbiay.
Po pitnastu dniach marszu, umczeni, zlani potem, otpiali i zdezorientowani dotarlimy w
okolice Tarnopola. By 17 wrzenia i dat t zapamitaem do koca ycia.
Szosa tarnopolska bya rozpraona upaami, a nasze buty, po niemal czterodniowym
nieprzerwanym marszu, tak zniszczone, e ich wierzchy uwieray nieopisanym, piekielnym
blem. Wikszo z nas wolaa i mikkim poboczem, cho w oczywisty sposb zwalniao
to tempo marszu.
Szlimy wic niespiesznie, bowiem i tak nie bardzo rozumielimy cel tej wdrwki. Nagle
dotar do mnie narastajcy haas i dostrzegem pojedynczych ludzi biegajcych pomidzy
grupami. Oznaczao to zwykle nadejcie jakiej wanej wiadomoci lub kolejnej sensacyjnej
plotki.
Posuwaem si naprzd w grupie omiu oficerw-lekarzy. Zbliyem si do nich od czasu,
kiedy jeden z nich opatrzy moj otart pit. Szo nam si razem dobrze. Teraz wszyscy
zrozumielimy, e dzieje si co niezwykego.
- Id sprawdzi, o co tu chodzi - odezwa si mody kapitan, budzcy powszechny podziw z
powodu schludnego i dystyngowanego wygldu, jaki udao mu si zachowa. - Moe jaka
dobra nowina dla odmiany...
- Pewnie Hitler chce nam si podda - dorzuci kto ironicznie.
- Wkrtce bdziemy wiedzie - odpar kapitan i pody w kierunku kompanii piechoty, o
jakie dwadziecia pi metrw za nami.
onierze o czym ywo dyskutowali, co wynikao z ich energicznej gestykulacji. Czekalimy
w cieniu rzucanym skpo przez postarzae i na wp uschnite drzewo, patrzc, jak kapitan
sprycie zblia si do grupy. Po kil-

25
24
ku minutach by ju z nami. Zasapany, ykajcy szybko oddech, krzycza do nas na odlego.
- Rosjanie! Rosjanie przekroczyli nasze granice! - woa. - Syszycie?!
Niestety, syszelimy. Otoczylimy naszego "wysannika" i natychmiast zarzucili lawin
chaotycznych pyta. Miay one, jak si nam zdawao, sprawdzi, jak wiarygodna jest
wiadomo.
Okazao si, e o wkroczeniu Sowietw usysza od cywila jaki onierz. Wiadomo podao
radio.
Co to znaczy Czyby i oni wypowiedzieli nam wojn? Czy przychodz jako wrogowie, czy
przyjaciele? Pytania mnoyy si. Kapitan nie wiedzia, ale "jego zdaniem"...
Nie dalimy mu nawet dokoczy. Uprzejmie powiedzielimy kapitanowi, e nikogo w tej
chwili jego zdanie nie interesuje. Chcemy faktw...
Jak wynikao z relacji, kto "zapa" w radiu audycj rosyjsk, ale na falach, gdzie dotd
nadawaa polska stacja. Bya to seria komunikatw po rosyjsku, ukraisku i polsku
wzywajca ludno do traktowania wojsk sowieckich jako oswobodzicieli, a nie wrogw.
Przyszli bowiem "broni Biaorusinw i Ukraicw".
"Broni"? To sowo zabrzmiao zowrogo. Dobrze pamitalimy, e Hiszpani, Austri i
Czechosowacj te brano w "obron". Czyby Rosjanie zamierzali bi si z Niemcami? Ale
przecie Ribbentrop i Mootow podpisali pakt o nieagresji i przyjani. Czy zosta
wymwiony?
Kapitan naturalnie nie potrafi odpowiedzie. W oddziale piechoty take nie mieli bladego
pojcia. Radio nie podao adnych wyjanie. Byy natomiast uwagi kierowane do
"ukraiskich i biaoruskich braci", zakoczone gorcym apelem o jedno i poparcie w
tworzeniu zwizku "wszystkich ludw sowiaskich".
Dalsze deliberowanie w upalnym socu nie miao sensu. Najmdrzejsze, co moglimy
zrobi, to jak najszybsze dotarcie do Tarnopola i tam poszukiwanie informacji.
Do miasta mielimy okoo pitnastu kilometrw. Z pewnym wysikiem powinnimy tam by
w cigu trzech godzin. Ruszylimy z wiksz energi. Mielimy teraz jaki motyw, ktry
popycha nas naprzd. Bylimy niemal szczliwi, e udao si zdefiniowa cel tego marszu.
Idc, spekulowalimy na wszelkie moliwe sposoby, starajc si znale jak sensown
interpretacj zasyszanych pogosek. Nareszcie mona byo mwi o czym innym ni o tym,
jak kolejn cz kraju zajli Niemcy.
Odpowied na nasze pytania znalelimy wczeniej, ni si spodziewalimy. Na trzy
kilometry przed Tarnopolem dolecia nas jaki gony tumult, przez ktry przedzieray si
dwiki megafonu. Kto przemawia. rdo tego dwiku kryo si za zakrtem szosy, a
sowa byy wyranie zdeformowane, postrzpione. Treci nie sposb byo dociec. Czulimy,
e dzieje si co wanego, i mimo zmczenia zaczlimy biec.
Za zakrtem wyoni si dugi odcinek prostej szosy. Na przestrzeni kilkudziesiciu metrw
droga bya opustoszaa. To nas nieco zbio z tropu, bo ju przywyklimy do widoku suncych
tumw. Stoczylimy si w gromad. Marszowe odstpy znikny. Suchalimy cigle
niezrozumiaych sw przemowy. W oddali wida byo dug kolumn wojskowych
samochodw i czogw. Nie wida jednak byo, co to za armia.
Idcy za nami zaczli nas w podnieceniu wyprzedza i biec w kierunku zwartej grupy. Jeden
z pdzcych, posiadajcy zapewne sokoli wzrok, zawoa: "Rosjanie, Rosjanie... Widz sierp i
mot...". I tyle go widzielimy.

Wkrtce i nam nie potrzeba byo a tak dobrego wzroku, aby stwierdzi, e mwi prawd. Z
kadym krokiem przybliajcym nas do megafonu sowa staway si coraz bardziej wyrane.
Kto mwi po polsku. Rosjanin. Zna dobrze nasz jzyk, ale zdradzaa go typowo rosyjska
intonacja. apic pojedyncze sowa, podeszlimy tak blisko, jak tum pozwala. Trafilimy
jednak na koniec przemwienia.
onierze stali wok sowieckiego, armijnego wozu radiowego z kilkoma megafonami na
dachu. Panowaa cisza. Wkrtce jednak kto j przeama i zacza si haaliwa, bezadna
dyskusja o tym, co sowieckie megafony z siebie wyrzuciy.
Dobieglimy zdyszani i zarzucili pytaniami. Wikszo sowieckich pojazdw wojskowych
ozdobiona bya czerwon gwiazd, niekiedy sierpem i motem. Ciarwki pene byy
uzbrojonych sodatw. Zrozumielimy, e gos z megafonu potwierdzi wczeniejsze
pogoski. Rosjanie wkroczyli. Megafon nada za apel, aby przycza si do nich, jak do
braci. Stalimy wic i popiesznie szukalimy pomysu, co robi, jak reagowa. Nagle z
wieyczki jednego z czogw dolecia ostry gos:
- Hej, wy! - kierowa do nas bardzo proste, zbiorowe zapytanie: - Jestecie z nami czy nie?
Nie bdziemy tu sta na rodku drogi cay dzie i czeka, a si namylicie. Nie ma si czego
ba. Jestemy Sowianie, tak jak wy, a nie Niemcy. Nie jestemy waszymi wrogami. Jestem
dowdc tego oddziau. Przylijcie do mnie kilku oficerw na rozmowy.
Zapanowao wielkie zamieszanie. Paday setki pyta, komentarzy. Wikszo onierzy
wrogo odnosia si do sowieckich propozycji. Oficerowie wydawali si skonsternowani,
niepewni i niezadowoleni ze wszystkiego, take z siebie samych. Byem cakowicie
zagubiony w tym wszystkim. Serce bio mi jak szalone, napdzane wysikiem i podnieceniem,
wszystko na co si mogem zdoby, to odburknicie na jakie dwa pytania, gdy moje
milczenie wzito za brak zgody na jak kolejn koncepcj wikszoci.
Najwysi szar oficerowie ustalili, e bdziemy mieli lepsz pozycj w negocjacjach, jeeli
zachowamy pozory organizacji wojskowej. Podoficerowie zaczli si stara, aby uformowa
z onierzy jakie pododdziay. Bya to sprawa beznadziejna. W oglnym tumie niewiele
rnilimy si od niego. Ot, zbieranina oficerw, podoficerw, szeregowych. Nie mona byo
doszuka si
26
27
nawet tuzina ludzi z tego samego oddziau czy jednostki. Wielu onierzy nie miao ju broni.
Nie mielimy artylerii ani karabinw maszynowych. Stan niezdecydowania i niepewnoci
przeciga si w nieskoczono.
Wrd oficerw byo dwch pukownikw. Naradzali si dugo nad jakim planem dziaania.
Nastpnie przywoali do siebie innych starszych oficerw i szepczc, naradzali si dalej.
Wreszcie od grupki odczy kapitan. Z kieszeni wyj niewie chusteczk i machajc ni
nad gow, ruszy niepewnym krokiem w kierunku sowieckich czogw.
Tum zamar. Wpatrywalimy si w niego jak w aktora, ktry wychodzi na scen w chwili
dramatycznej kulminacji. Nikt nawet si nie poruszy. W dawicej ciszy odprowadzalimy go
wzrokiem a do chwili, gdy spomidzy czogw wyoni si idcy na spotkanie naszego
kapitana jaki oficer Armii Czerwonej. Spotkali si w p drogi i szybko zasalutowali.
Zdawao si, e rozmawiaj przyjanie. Rosjanin wskaza rk na czog, z ktrego poprzednio
zwraca si do nas dowdca sowiecki, i obaj skierowali si w t stron. Te pozory kurtuazji i
przyjani wywoay ulg w tumie.
Minione dwa i p tygodnia, pene wysiku i napicia, wykoczyy nas zupenie. Fizycznie
znajdowalimy si w cakiem niezej kondycji. Niemiecki Blitzkrieg porazi nas jednak

emocjonalnie, zaskoczy, zniszczy poczucie wartoci i doprowadzi do depresji, gdy twardo


przyszo zrozumie, co si waciwie dzieje z nami i naszym krajem. I cho w zdecydowanej
wikszoci uniknlimy ran, czulimy si zupenie sabi i pozbawieni krzty energii.
Nasz parlamentariusz znikn na dobry kwadrans. My przez ten czas czekalimy, owadnici
tpym, bezsilnym lkiem. Wydarzenia byy tak nierealne, tak rne od dotychczasowych
dowiadcze i tak niewyobraalne, e nie chcielimy nawet o nich ju rozmawia. W tej
nerwowej, niespokojnej ciszy rozleg si silny, stanowczy gos. Z gonika pyna polska
mowa bez cienia obcego akcentu.
- Oficerowie, podoficerowie, onierze! - rozpoczynao si jak w generalskich przemowach
przed wan bitw. - Mwi do was kapitan Wielszorski. Dziesi minut temu widzielicie
mnie, gdy szedem, by konferowa z oficerem sowieckim. Teraz mam dla was wane
wiadomoci.
Nastpia pauza. Czekalimy na cios. Nastpi.
Dotd gos by wolny i podniosy. Teraz sta si szybki, ostry, przygniatajcy.
- Armia Czerwona przekroczya granice, aby pomc nam w walce z Niemcami, miertelnymi
wrogami Sowian i caej ludzkoci. Nie mamy co czeka na rozkazy naczelnego dowdztwa.
Polski rzd i komenda gwna przestay istnie. Musimy poczy si z siami sowieckimi.
Komendant Paskow da, aby natychmiast doczy do jego oddziau, po uprzednim zoeniu
broni. Bdzie nam zwrcona w pniejszym czasie. Informuj wszystkich suchajcych mnie
o powyszych faktach oraz rozkazuj wszystkim oficerom, podoficerom i onierzom
zastosowa si do dania komendanta Paskowa. mier Niemcom! Niech yje Polska i
Zwizek Sowiecki!
Odpowiedzi bya kompletna, paraliujca cisza.
Dziao si co, co wykraczao poza nasze zdolnoci rozumienia. Trwalimy w bezwolnym
transie. Jak manekiny. Nie byo sycha adnych szeptw. Nikt nie drgn. Czuem si jak
zahipnotyzowany. Podobn chwil przeyem kiedy, gdy podawano mi eter przed operacj.
Zbiorowy trans przerwany zosta przeraajcym szlochem, gdzie na przo-dzie naszej grupy.
Mylaem, e mam halucynacje, za chwil jednak pacz rozleg si ponownie i zacz si
przeradza w ochrypy, desperacki krzyk, rozrywajcy gardo, z ktrego si dobywa.
- Bracia! To jest czwarty rozbir Polski! Boe, zlituj si nade mn...
Huk wystrzau rozleg si w powietrzu. Ogarno nas przeraenie. Zaczlimy si toczy
wok miejsca, skd doszed. Na ziemi lea podoficer. W stygncej doni trzyma jeszcze
pistolet. Z przestrzelonej gowy wycieka na traw mzg. mier nastpia natychmiast. Nikt
nic o nim nie wiedzia, nikt go nie zna. Ani nazwiska, ani jednostki... Nikomu nie przyszo na
myl, aby przeszuka zwoki, by to ustali na podstawie jakich dokumentw.
Nie bylimy w stanie zinterpretowa tego tragicznego wydarzenia. Nie stao si jednak
sygnaem do innych desperackich czynw. Wszyscy zaczli natomiast mwi, gestykulowa,
tumaczy co jeden drugiemu. Sytuacja przypominaa sal teatraln w minut po opadniciu
kurtyny. Oficerowie powikszali jedynie zamt. Biegali od onierza do onierza, dajc
skadania broni. Przekonywali opornych. Gdy szeregowiec uparcie trzyma karabin, starali si
mu go wyrwa. Dochodzio do przepychanek, ktrym towarzyszyy cikie, mskie
przeklestwa i impertynencje.
Odezwa si megafon. Znw mwi po polsku rosyjski oficer.
- Polscy onierze i oficerowie! Skadajcie bro przed bia chat otoczon drzewami, po
lewej stronie drogi. Ca bro, jak posiadacie: karabiny, pistolety. Oficerowie mog
zatrzyma szable. onierze musz odda pasy i bagnety. Kada prba ukrycia broni bdzie
traktowana jak akt zdrady.
Jak na komend gowy zwrciy si w kierunku chaty. Janiaa biel pord kilku starych
modrzewi. Byo do niej nie wicej ni trzydzieci metrw. Z jej obu stron ustawiono gniazda

karabinw maszynowych. Ich lufy byy w nas wycelowane, nie pozostawiajc zudze co do
sytuacji. Stalimy niepewni. Nikt nie chcia by tym pierwszym, ktry ruszy wykona
polecenie. Wreszcie dwaj pukownicy przerwali t bezczynno. Ruszyli zdecydowanym
krokiem. Gdy byli moe o pi krokw od chaty, wyjli z kabury swoje pistolety i z
rozmachem cisnli nimi w drzwi. Tak samo postpili dwaj kapitanowie. Pierwszy ruch zosta
wykonany.
Za nimi, jeden po drugim, robili tak inni oficerowie: porucznicy i podporucznicy. onierze
przypatrywali si temu z niedowierzaniem. Rwnie ja ruszyem w kierunku chaupy.
Szedem, nie wierzc, e to wszystko dzieje si naprawd, e nie jestem uczestnikiem
jakiego przedstawienia teatralnego. Byem jak w transie. Zdumiay mnie rozmiary sterty
pistoletw. Z alem wy29
28
cignem mego visa, mylc, jak bardzo si o niego troszczyem. Nie uyem go nigdy.
Cisnem nim w stert i szybko odwrciem si. Chciaem by jak najdalej od tego miejsca.
Wracaem do grupy z poczuciem totalnej pustki. Nie miaem nic. Byem niczym.
Po oficerach ruszyli onierze. Szli ponurzy, cignc za sob nogi i spode ba spogldajc na
sowieckich sodatw. Mieli wicej broni, ni mylaem. Sterty karabinw rosy szybko.
Pojawia si nawet bro maszynowa. W oddali zobaczyem dwie pary koni cigncych
armatk polow. Zachodziem w gow, dlaczego i jak si tam znalaza.
Kiedy ju ostatni karabin i ostatni bagnet z chrzstem upady na stos, koczc sw wojenn
przygod, z ciarwek sowieckich wysypay si dwa plutony onierzy. Biegiem rozsypali
si w rzdach po obu stronach szosy, kierujc w nas lufy lekkich karabinw maszynowych.
Megafon poda komend formowania kolumn twarz w kierunku Tarnopola. Czogi stojce za
nami zapuciy silniki, odwracajc lufy dzia w nasz stron. Czogi na czele kolumny te
zwrciy w nas dziaa. Wolno z pocztku i niemrawo, nabierajc z kadym krokiem
regulaminowej szybkoci marszowej, wymuszanej przez tanki z przodu i tyu, ruszylimy na
Tarnopol.
Byem jecem Armii Czerwonej. Staem si nim, nie majc okazji walki z Niemcami.
Rozdzia II
JENIEC W ROSJI

ciemniao si, gdy dotarlimy do Tarnopola. Dudnic po bruku, sowieckie czogi przywiody
nas do jakich magazynw kolejowych. Miejscowa ludno, gwnie ludzie starsi, kobiety i
dzieci, tumnie wypenia ulice. Patrzyli na nas zrezygnowani. Ponad dwa tysice mczyzn,
ktrzy przed dwoma tygodniami opucili domy, eby pogoni Niemcw do Berlina,
maszerowao teraz, pod lufami sowieckich karabinw, w niewiadomym kierunku.
Dotd wleklimy si apatycznie, ale teraz, na oczach tych ludzi, pojlimy znacznie lepiej,
jak rol mielimy odegra, a jak opakany jest koniec tej roli. Wtedy po raz pierwszy
pomylaem o ucieczce. Spogldajc na moich towarzyszy niedoli, widziaem, e wielu z nich
myli o tym samym. Nie szli ju ze wzrokiem wbitym w ziemi, a rozgldali si na boki.
Wypatrywali szczeliny w otaczajcym nas kordonie czerwonoarmistw, przez ktr daoby
si wymkn i zmiesza z tumem.
Kolumna poruszaa si w zwartych szeregach, po dziesiciu w kadym. Szedem w trzecim
rzdzie od koca, po lewej stronie. Przy co pitym rzdzie, bezporednio przy nas, poda
stranik z lekkim karabinem maszynowym. Tak si akurat zoyo, e miaem go o metr od

siebie. Gdy tylko odwrciem gow, aby mu si przyjrze i oceni swoje szans, natychmiast
uchwyci moje spojrzenie i przeszy mnie wzrokiem.
W tej samej chwili cztery rzdy przede mn powstao jakie lekkie zamieszanie. Serce zabio
mi silniej. Wstrzymujc oddech, obserwowaem, co si dzieje. Mczyzna idcy po
zewntrznej stronie szeregu wysun si z linii i dosownie tu za plecami stranika uskoczy
w tum. Sodat maszerowa dalej, nie wiedzc, co si stao. Idcy obok mnie stranik te nic
nie zauway, bo bacznie obserwowa "swoich" jecw. Tum natychmiast wchon miaka,
a opuszczone miejsce od razu zaj ssiad z prawej. Pozostali onierze te si przesunli o
jedno miejsce, a poniewa rzdy i tak byy nieregularne, ubytek zosta zakamuflowany.
31
Caa operacja zaja jedn, pen napicia chwil. Poczuem, e nastpia jaka trudna do
okrelenia zmiana w postawie onierzy, ktrzy widzieli, jak ich kolega zrobi co innego,
bardziej sensownego ni caa reszta.
Idcy po mojej prawej, niski, barczysty chopak ze wsi, pewnie szeregowy, ktem oka
spoglda w kierunku dopiero co oprnionego miejsca. Poczuem ogarniajc mnie fal
radoci i ch podzielenia si z nim mymi uczuciami.
- Widziae? - wyszeptaem, lekko zwracajc gow.
Ledwie skin gow. Widzia. W tym samym momencie dostrzegem wzrok naszego
stranika, ktry wpatrywa si we mnie bardzo uwanie i bokiem przesuwa w moim
kierunku. Nie tylko by czujny, ale najwyraniej wybra mnie sobie na cel obserwacji.
Gotowy do strzau karabin trzyma tak, aby uy go w kadej chwili. Byoby gupot
wystawianie na prb jego gotowoci do pocignicia za spust.
Gdy zapad zmrok, nadal szukaem dogodnej okazji do ucieczki. Bez powodzenia. Rozpalona
wyobrania podsuwaa obraz wymykajcych si z naszego szeregu cieni. Niewtpliwie
niektre byy prawdziwymi ludmi, ale w gstniejcym mroku nie mogem mie adnej
pewnoci. Haas czogw, byski luf karabinowych w wietle ksiyca oraz napicie zwizane
z uporczywym wypatrywaniem umykajcych cieni tworzyo iluzj, e uczestnicz w jakiej
niesamowitej grze. Ilekro zdawao mi si, e jestem wiadkiem udanej ucieczki, przeszywa
mnie trudny do opisania deszcz tryumfu. Ukradkiem zerkaem wtedy na stranika, jakbym by
wsplnikiem chytrego spisku, ktrego ofiar znw pad przed chwil. Prowadziem swoj
wojn iluzji. Gdy jednak dostrzegem zabudowania kolejowe, musiaem pogodzi si z
faktem, e i t wojn przegraem. Cokolwiek by si miao sta z tym tumem wleczonych w
nieznane biedakw, byo take moim przeznaczeniem.
Na twarzach tarnopolan malowaa si rezygnacja. Nie tylko jednak. Byo co jeszcze, czego
nie mogem zrozumie, ale co poruszao mnie do gbi. Oni wiedzieli, e pastwo polskie
przestao istnie. Wiedzieli duo lepiej ni caa warszawska inteligencja, lepiej ni moi
dobrze poinformowani, ustosunkowani przyjaciele, lepiej ni wyksztaceni koledzyoficerowie. Ci proci ludzie wiedzieli, e Polska pada! Toczyli si wok nas, aby nie
pomoc tym spord jej synw, ktrzy gotowi byli dalej walczy, gotowi byli ucieka.
Gdy zblialimy si do koca tego naszego ponurego marszu, zobaczyem, e niektre
kobiety w towarzyszcym nam tumie trzymay w rkach cywilne mskie ubrania. Jedna z
nich, w rednim wieku, rzucia paszcz onierzowi, ktry przedosta si poza lini stray. Ich
czujno te ju wyranie osaba... Widzc to, poczuem, jak duma i podziw rozsadzaj mi
serce. Signem do kieszeni. Wycignem portfel z pienidzmi i czci dokumentw, z rki
zdjem zoty zegarek po ojcu. Patrzc ostentacyjnie w kierunku marszu, rzuciem za siebie w
tum portfel i zegarek. To byo jedyne, co mogem zrobi dla tych dobrych i dzielnych ludzi.
Byo mao prawdopodobne, e kiedykolwiek bd

jeszcze tych rzeczy potrzebowa. Mogy si przyda komu innemu. Zostao mi nieco
pienidzy pozaszywanych w ubraniu, najwaniejsze dokumenty i zoty medalik z Matk
Bosk Ostrobramsk. W chwil pniej wprowadzono nas do mrocznej, obskurnej hali
dworcowej.
W murach dworca szans ucieczki zmalay do zera. Wraz z nimi krtkotrwaa pogoda ducha
pozwalajca i ulicami miasta z podniesion gow. W zatoczonej, cuchncej hali zaczo
wychodzi z nas zmczenie marszem przez p Polski i bl utraconych zudze ostatnich
dwch tygodni. Zaraz po wejciu onierze opadli na awki, rozsiedli si na schodach czy po
prostu na pododze. Zasypiali natychmiast. Udao mi si znale wolny skrawek podogi koo
awki, na ktrej chrapali ju trzej oficerowie. Usiadem, opierajc gow o awk. Opanowa
mnie niespokojny, mczcy sen.
Obudzi mnie bl. Nogi miaem zdrtwiae i nie mogem ich rozprostowa. Zaduch potu,
brudu i oddechu ponad dwch tysicy ludzi przyprawia o wymioty. Ludzie leeli we
wszystkich moliwych pozycjach, przewracali si z boku na bok, chrapali, mamrotali jakie
sowa, jczeli, krzyczeli przez sen. Poczuem gd i pragnienie. Wrciy ze myli zwizane z
tym, co si stao, i tym, co nas jeszcze mogo spotka.
Oficerowie na awce te ju nie spali. Rozmawiali szeptem o naszej armii i spekulowali, czy
jest moliwe, aby odnosia ona zwycistwa wszdzie tam, gdzie nas nie byo.
- Powiedzieli prawd - spokojnie mwi powanie wygldajcy porucznik. - Polskie wojsko
przestao istnie. Dlaczego uwaacie, e mogoby by inaczej? Skoro my nie dalimy rady
stawi oporu ich czogom i samolotom, to skd wam przychodzi do gowy, e innym si
udao? Przecie nie byli lepiej uzbrojeni. Najlepsze dowodzenie by nie pomogo. Nie byo
czym ich powstrzyma. Sama odwaga to mao. Potrzeba czogw i samolotw. Przecie oni
mieli pewnie jaki tysic samolotw na nasz jeden. Ja myl, e taki sam los spotka ca
armi. Bg wie, ile dni nie mielimy adnych wieci z dowdztwa. Dlaczego? Bo go ju nie
ma...
- Dajcie spokj, kolego! - przerwa mu inny oficer. - Za duo pesymizmu. To, e nie byo
kontaktu z dowdztwem, nie przesdza niczego. Nie ma cznoci, ale wcale bym si nie
zdziwi, gdyby si to wszystko zmienio. Zobaczycie, panowie, jeszcze bdziemy na
pierwszej linii. Przepdzimy Niemcw szybciej, ni do nas weszli.
- Jeeli mylenie o zwycistwie pomaga ci spa, to sobie myl dalej... Nie przeszkadzam usysza optymista.
Musz przyzna, e spokojny i zdecydowany gos porucznika robi wraenie. By
przekonywajcy i trudno byo co zarzuci jego logice. Pocztkowo zgadzaem si z nim.
Potem jednak wizja porucznika zacza wydawa mi si odraajca i odmawiaem jej nawet
cienia racji. Wojsko polskie, nasza duma, rozbite w niespena trzy tygodnie!
Nieprawdopodobne. Niemcy nie byli przecie cudotwrcami... Warszawa jeszcze si bronia,
a z innych czci kraju te
32
33
nadchodziy informacje o walkach. Zaczem masowa nogi, aby przywrci normalne
krenie. Oficerowie na awce znw zasnli. Zrobiem to samo.
Rano obudzi nas haas wtaczajcego si na stacj pocigu towarowego. Sowieccy onierze
zaczli nas kierowa do wagonw. Nikt nie sprawdza naszych papierw, naszej tosamoci,
ani nie prbowa zaprowadzi jakiego porzdku. Jak popado, pakowano nas do wagonw.

Przy drzwiach kadego z nich sta sowiecki onierz, ktrego zadaniem byo odliczanie
wchodzcych. Po sowie "szedziesit" drzwi zamykano. Czekaa nas duga droga, bo
jeszcze na stacji polecono nam napeni wod wszystkie posiadane naczynia i pojemniki.
Na stacj tarnopolsk zaczy napywa kolejne grupy polskich onierzy wzitych do niewoli
przez Sowietw. Pniej mwiono mi, e wielu onierzy ucieko, korzystajc z pomocy
tarnopolan.
Trafiem do jednego z pierwszych wagonw. Cay skad liczy ich ponad szedziesit. Przez
ponad dwie godziny czekalimy na zapenienie caego pocigu, byo wic troch czasu na
zorientowanie si w sytuacji. Na rodku wagonu ustawiony by elazny piecyk, przy ktrym
leao troch wgla. Wywnioskowalimy zatem, e jedziemy w chodniejsze okolice.
Dostalimy po p bochenka chleba i po p kilo suszonej ryby. To rwnie wskazywao, e
podr potrwa. Suchy prowiant nie by bowiem podatny na zepsucie.
Przewidywania potwierdziy si. Podr trwaa cztery doby. Koyszc si i trzeszczc, pocig
posuwa si na wschd. Siedzielimy lub leeli, cile wypeniajc wntrze. Nie byo co robi
poza masowaniem obolaych koczyn czy energicznym poruszaniem nimi, gdy sztywniay z
zimna. Banalne zajcie, jakim byo palenie w piecyku, nabierao wymiaru jakiego misterium.
Urozmaicao monotoni jazdy.
Codziennie rano pocig mia pgodzinny postj. Otrzymywalimy racje ywnociowe, po
czym wypuszczano nas na zewntrz. Moglimy rozprostowa koci i zaatwi potrzeby
fizjologiczne gdzie na uboczu, a nie -jak w wagonie - do wiadra. Staralimy si rusza jak
najwicej. Niektrzy wykonywali namiastk gimnastyki.
W drugim dniu podry zwrcilimy uwag na zdecydowanie odmienny wygld miejscowej
ludnoci, ktra przychodzia nas oglda. Nie byo wtpliwoci: bylimy ju w Rosji. Ludzie
stali maymi grupkami. Obserwowali nas z widoczn rezerw, lecz bez wrogoci. Sowieccy
stranicy nie zabraniali im patrze ani nam odzywa si do nich. Kilku oficerw i onierzy
znajcych rosyjski podeszo do miejscowych. Ci nie cofnli si. Pierwsze pytanie, jakie pado,
dotyczyo... picia. Ludzie proponowali wod. Widocznie ju wczeniej szy tdy transporty i
wiedzieli, czego polskim jecom trzeba.
Do jednego z naszych oficerw, wysokiego, przystojnego mczyzny w wieku nieco ponad
trzydzieci lat, zbliya si moda, moe dwudziestoletnia Rosjanka. Z powag na twarzy
wycigna w jego kierunku rk z puszk napenion wod. Oficer pi apczywie. Oddajc
puszk, da si unie euforii.
- Spasiba. Bolszoje spasiba! Jestecie naszymi drogimi przyjacimi. Razem pobijemy
niemieck swoocz... - dzikowa entuzjastycznie.
- Wy? Wy z nami? Wy, polscy panowie, faszyci? - Rosjanka wolno recytowaa sowa. Warn si trzeba nauczy u nas roboty. Do roboty to wam moe siy starczy, ale nie bdziecie
ju gnbi biednych.
To by kube zimnej wody. Oficer sta jak wryty, a moda kobieta hardo patrzya mu w oczy.
Wierzya w to, co powiedziaa, jak w wito. Zapewne "wito" bdc tworem
sowieckiej propagandy. Ale c to zmieniao? Dla niej polski jeniec zasugiwa na yk wody,
bo by - po ludzku - spragniony. Nie zasugiwa natomiast na jakiekolwiek familiarne
traktowanie, a ju najmniej na potwierdzanie jego deklaracji "braterstwa" z Rosjanami.
Zrozumiaem wtedy, jaka przepa dzieli nasze kraje. Bliskie geograficznie, ale dramatycznie
odlege historycznie i politycznie. To nas, polskich oficerw, obarczano win za stan
stosunkw polsko-sowieckich. Bylimy dla ludzi dzielcych si z nami wod band panw,
arystokratycznych prniakw yjcych z trudu innych. Takich jak oni. To byy grzechy nie
do odkupienia.

Odchodzilimy w stron wagonu sfrustowani kolejn lekcj, jak otrzymalimy. Nie


trafilimy do kraju, gdzie moglimy liczy na yczliwo. Nauczka bya brutalna.
Nakazywaa wiksz ostrono i mniej otwartoci w kontaktach z Rosjanami.
Pitego dnia podry pocig stan wczeniej ni zwykle. Bylimy u celu drogi. Wartownicy
otworzyli wagony i nakazali ustawianie si w rzdach semkami. Zorientowalimy si, e
jestemy opodal jakiej wioski, na tyle maej, e nie miaa nawet budynku stacyjnego, a
zwyky peron. W dali majaczyo kilka chaup.
Niebo byo szare, smaga ostry wiatr. W pewnej odlegoci zobaczylimy kilku tamtejszych
"muzykw", przysanych pewnie celem zorientowania si, co to za pocig zajecha do wsi nad
ranem. Byli biedni, skromnie ubrani i... wrodzy. Miotali jakie przeklestwa w naszym
kierunku. My z kolei, zzibnici na ko, kurczylimy si w naszych letnich mundurach,
paszczach. Precyzyjniej, w tym, co z nich pozostao. Sprawialimy wraenie tak sabych, e
wiatr moe nas poprzewraca. Kady ciska w rku toboek ze skarbami. Jaka zapasowa
koszula, cieplejsze gacie, para skarpet, yka, scyzoryk, kawaek sznurka, manierka...
Wszystko, co nam zostao na wiecie.
"Co ja tu robi?" - pytaem siebie bezgonie. I zaraz potem przychodzia myl: "Musisz
ucieka". Rozsdek pyta: "Jak? Dokd?". Czuem si zagubiony. Oszukany przez wodzw.
Zapomniany przez Opatrzno. Imaginacja krelia obraz cikich walk, jakie toczy nasza
armia, do ktrej koniecznie musz doczy i pomci si za klsk zadan nam w
Owicimiu l wrzenia.
Wydano rozkaz wymarszu. Powoli ruszylimy w kierunku wzgrza wznoszcego si nad
rwninnym terenem. Dyskutowalimy. Starsi jak zwykle wykazywali wiksz odporno i
realizm, znosili los z wiksz powag i jakby fatalistyczn godnoci. Modsi klli, skaryli
si, knuli jakie fantastyczne
35
34
plany buntu przeciw Sowietom lub ucieczki. I tak w cichym pomruku rozmw grupa suna
przed siebie.
Po kilku godzinach marszu, nieustannie pod gr, nasze myli zdaway si zda w zupenie
odwrotnym kierunku. Z grnolotnych planw, buntu, ucieczki i rewanu nie pozostao nic.
Wdara si natomiast bolesna niepewno, dokd nas wlok, oraz wiadomo nieszczcia i
caej tej drogi, ktr w trzy tygodnie tak bardzo oddalilimy si od normalnego wiata. Dotd
nie zastanawiaem si, jak bardzo bliskie mi byo wszystko, co zostawiem w Warszawie:
rodzin, przyjaci, nadzieje na przyszo. Kade wspomnienie dawnego ycia, kada dobrze
utrwalona chwila zdaway si pogbia przepa, w jakiej si znalazem. Schylajc si, aby
poprawi uwierajce buty, zastanawiaem si nad absurdalnoci ich "obecnoci" tu, na
rosyjskiej ziemi, w rosyjskim bocie. To przecie byy robione na miar, eleganckie buty od
Hiszpaskiego, najlepszego szewca w Warszawie. Ile musiaem czeka, aby w ogle zechcia
przyj ode mnie zamwienie. Jak si potem nimi cieszyem. Co one tu robi? Gdy znw
staraem si przekn lin, a ta pieka w gardle, wspominaem smak chodnego
"Chardonnay" na balu w rezydencji ambasadora Portugalii, pitego pod dobr muzyk, i
kolejne tango z pann de Men-des...
Co za szataska zmiana w cigu dwudziestu dni! Kto za tym stoi? Kto kieruje moim losem? tuky si myli.
Sowieccy sodaci zatrzymali nas okrzykami. Bylimy na pustej przestrzeni, czciowo
otoczonej gstym i wysokim lasem. Na polanie wznosiy si zabudowania. Budynek cerkwi,
dom sucy kiedy jako klasztor, pomieszczenia gospodarskie, jakie stare obory i stodoy.

Nagle zapiszcza megafon i popyny polskie sowa wypowiadane z rosyjskim akcentem.


Otrzymalimy instrukcje na nasze nowe ycie.
Przede wszystkim podzielono nas na onierzy i oficerw. Gdy to si ju dokonao, nastpi
podzia na czterdziestoosobowe grupy. Ku oglnemu zaskoczeniu, onierzy potraktowano
lepiej ni oficerw. Skierowano ich do bu-iynku cerkwi i zabudowa poklasztornych. Nas do stod i obr. Zupenie naczej potraktowano wzitych do niewoli policjantw oraz tych
oficerw rezerwy, ktrzy w cywilu byli sdziami, adwokatami czy wyszymi urzdnikami.
Megafon okreli ich mianem tych, "ktrzy gnbili polskich komunistw i das robotnicz".
Dla nich polecono pozbija z desek osobne komrki na po-iwrzu.
Dowiedzielimy si, e przywieziono nas tu "do roboty". Bdzie ona polega na wycinaniu
lasu. Pozostaniemy tu tak dugo, jak bdzie potrzeba. Mamy yykonywa polecenia i stara si
pracowa jak najlepiej. Wszelka niesubor-lynacja bdzie surowo karana.
Nie miaem zamiaru analizowa sensu tych zarzdze. Nie spodziewaem i pozosta tam
duej, tylko szuka szansy ucieczki. Std te postanowiem koncentrowa si na jak
najszybszej adaptacji do zastanych warunkw. Szans przysza szybciej, ni mylaem. Sowieci postanowili pokaza "zdegenero-wanym polskim
arystokratom", e u nich obowizuje zasada: "adna praca nie habi". Przede wszystkim za,
e mogjej nas nauczy...
Jedzenie byo przygotowywane dla winiw w wielkich eliwnych kotach. Po rozdzieleniu
porcji koty naleao wymy. Nie byo to zajcie sympatyczne ani lekkie. Koty byy cikie i
gbokie. Nachylanie ich i obracanie wymagao nie lada krzepy, a co dopiero wygrzebywanie
z nich resztek strawy. Czyszczenie owocowao blami krzya, poranionymi domi,
poamanymi paznokciami. Pocztkowo bya to robota szeregowych sowieckich sodatw. Po
kilku dniach zakomunikowano, e nie maj oni na to czasu. Jeeli chcemy je, musimy sami
zacz czyci koty. By szybciej znale chtnych, obiecano, e wszystkie wygrzebane z dna
i cian resztki ochotnik moe... zje sam. Propozycja napotkaa szybki odzew po stronie
onierskiej. Z barakw oficerskich zgosio si zaledwie trzech. W tym -ja...
Zajcie, istotnie, nie byo przyjemne. Koty mierdziay, lepka ma oblepiajca rce bya
obrzydliwa. Jednak przez sze tygodni pobytu w tym agrze naleaem niewtpliwie do
najlepiej odywionych jecw. Mao tego, praca fizyczna na rwni z prostymi onierzami
sprawiaa mi satysfakcj. Pokazywaem samemu sobie, e w razie koniecznoci potrafi
wykona najpodlejsze suebne roboty.
Wolne obozowe chwile spdzaem z porucznikiem Kurpiosem. By yw, niecierpliw natur.
Myli zaprztaa mu idea ataku na sowieckich stranikw, gdy tylko nadarzy si taka szansa i
bdzie miaa jakiekolwiek widoki powodzenia. Kad spdzan razem chwil
wykorzystywalimy na analizowanie ewentualnych drg ucieczki. Samo wyjcie poza obrb
obozu nie byo specjalnie trudne. Zraaa natomiast perspektywa dotarcia do linii kolejowej.
To byo dobrych par godzin marszu. Pewnie zapaliby nas po drodze. Poza tym pocigi byy
dobrze strzeone i dostanie si do nich wymagao jakich dokumentw sowieckich. Mielimy
na sobie polskie mundury. Poszarpane, brudne, ale wci do rozpoznania. Zaraz by nas kto
zadenuncjowa. No i drobiazg: nie znalimy ani w zb jzyka rosyjskiego... Z wrodzon
Polakom wiar bylimy jednak gotowi zaryzykowa, pokadajc nadziej w Opatrznoci.
Nieoczekiwanie jednak Kurpios wpad na nowy, "genialnie prosty" pomys.
Gdy ktrego dnia szedem do swych kuchennych zaj, kto trci mnie w plecy. Czerwony z
emocji i nieco zdyszany Kurpios szybko wysycza mi w ucho: "Mam plan. wietny. Zadziaa
na sto procent...".
Na chwil mnie zamurowao.
- Jaki? - rzuciem przez rami.

Szedem dalej, widzc, e sowiecki wartownik, stojcy moe o trzydzieci krokw od nas,
zaczyna si bacznie w nas wpatrywa. Nie odwracajc gowy, wymamrotaem:
- Uspokj si, do cholery. Wygldasz, jakby chcia ten cay obz wysadzi w powietrze...
Nie odwracaj si za siebie.
37
36
Zrozumia. Zrwna si ze mn. Teraz, od biedy, wygldalimy jak dwch jecw idcych w
jakim celu w okrelonym kierunku. Kurpios istotnie przynosi rewelacyjne informacje.
Zapowiadaa si wymiana jecw pomidzy Niemcami i Sowietami, ktra miaa dotyczy
jedynie tych, ktrzy posiadali stopie nie wyszy od szeregowego. Niemcy mieli odesa
Sowietom wszystkich Biaorusinw i Ukraicw oraz Polakw mieszkajcych w chwili
wybuchu wojny na terenach zajtych przez Zwizek Sowiecki, jeeli ci wyra tak wol.
Rwnoczenie strona sowiecka miaa przekaza Polakw pochodzcych z terenw
wczonych do III Rzeszy jako "historyczne ziemie niemieckie". Kurpios recytowa te
postanowienia z pedanteri prawnicz, chcc najwyraniej zrobi na mnie wraenie. Dla
dodania efektu strzeli na koniec palcami i zastyg w oczekiwaniu na moj reakcj.
- Znakomicie - odparem z widoczn ironi. - Za tydzie od tej chwili bd w Warszawie
wybiera si na bal. Tylko drobiazg... mam si zdegradowa do szeregowca, jeszcze raz
urodzi, przekona Rosjan, no i nie da si zapa Niemcom. Przecie to proste. A si
dziwi, e tego sam nie wymyliem...
- Oj, Jasiu, Jasiu... - odpowiedzia, wspczujco krcc gow. - Widz, e ci rozum odbiera.
Trzeba ci std zabra jak najszybciej.
- No dobra. Zamy, e co jest w tym gadaniu. Jakie ziemie waciwie wczyli do tej ich
tam Rzeszy? d?
- Ma si rozumie, Lietzmanstadt te... Jak dotd, idzie dobrze. Masz jaki dokument, e si
tam urodzi?
- Mam ksieczk wojskow i metryk urodzenia zaszyt w czapce. Sfatygowana, troch
podarta, ale jest... A ty? - zainteresowaem si.
- No, z moim miejscem urodzenia nie jest a tak dobrze. Pan Hitler nie by askaw go zabra
do siebie. Ale pewnie jako z tym sobie poradz. Wszystko po kolei... Pki co, ty musisz
zosta szeregowcem. To nie bdzie trudne. Zreszt sam zachodz w gow, jak w ogle
zostae oficerem... - Kurpios dawa si nie euforii.
- Jak waciwie mam udawa szeregowca? Przecie nie ukryj munduru, a innego nie mam.
Spodziewasz si, e komu ukradn?
- Zaraz: ukradn. A poyczy nie aska? Poszukaj szeregowego, ktry nie chce i "pod
wymian", zaapeluj do jego humanizmu i patriotyzmu i si z nim zamie mundurami.
Zaatwcie to gdzie w lesie podczas wyrbu i wrcicie do barakw jako dwie rne osoby. Co
za sprawa?
Nie mona byo zarzuci wiele temu rozumowaniu. Recepta Kurpiosa wydawaa si
sensowna. Sowieccy stranicy nigdy nie sprawdzali nazwisk powracajcych z roboty. Po
ebkach przeliczali grupy i jak im si zgadzaa liczba, uwaali, e wszystko jest w najlepszym
porzdku. Gdybym znalaz chtnego, a w to akurat nie wtpiem, operacja zamiany
mundurami i zajcia jego miejsca w grupie bya praktycznie nie do wykrycia. Zdecydowaem
si zaryzykowa niezalenie od tego, co mnie mogo spotka. Ponadto nadal wierzyem, e polska armia gdzie walczy, i e do niej docz. Chciao mi si krzycze z radoci.
- Ale co z tob? - przypomniaem sobie o moim towarzyszu niewoli.

- Albo, albo... Albo zdobd jaki "kwit" z odpowiednim miejscem urodzenia, albo bd
musia Ruskich do tego przekona bez papierw...
- Suchaj, nie moe tak by... - chciaem jeszcze doda, e albo wydostajemy si razem, albo
razem pozostajemy, ale w adnym wypadku nie skorzystam z jego rad tylko dla siebie.
Kurpios przerwa mi.
- Bez sentymentw - rzuci stanowczo. - Nie zachowujmy si jak ucznia-cy. Wiem, co
mylisz, i ceni to bardzo. Nie moesz jednak rezygnowa dlatego, e mnie nie wyszo. Nie
bd gupi. To, co moesz dla mnie zrobi, to zorientowa si, jaka jest waciwie procedura
tej caej wymiany. Zamie si mundurem, id do komendanta i powiedz, e chcesz wraca do
odzi. Przekonasz si, czy dokadnie bada papiery, czy wypytuje o szczegy albo usiuje ci
przyapa na kamstwie. Wrcisz, opowiesz, a ja bd wiedzia, czego si spodziewa.
Rozumiemy si, panie poruczniku?
Machinalnie kiwnem gow. Szlimy w milczeniu. Ja skrciem do zabudowa garkuchni, a
on poszed dalej, w kierunku kwater.
- Musz go znale. Musz znale szeregowego... - powtarzaem bezwiednie.
Staraem si zaguszy wyrzuty sumienia, jakie mn drczyy w zwizku z Kurpiosem.
Widziaem, jak macha rk na poegnanie.
W kuchni zaczem przyglda si innym "kucharzom". Jeden z nich, szeregowy Paradysz,
ukraiski chop spod Stanisawowa, wyda mi si dobrym kandydatem. By nieco wyszy ode
mnie, pewnie w tym samym wieku. Od pocztku mego przyjcia do kuchni mielimy dobry
kontakt. Nie zraa mnie jego kaleczony niemiosiernie polski. Nie przeszkadzao
prawosawne wyznanie. Nie wywyszaem si z powodu swej szary oficerskiej. On to
widzia i -jak mg - okazywa sympati i pomoc w cikiej robocie pomywacza.
- No i co pereywajesz? - zapyta mieszanin polskiego i ukraiskiego.
Wygldaem na wyranie podekscytowanego, wic nie byo co si bawi w ciuciubabk.
Powiedziaem, e potrzebuj jego pomocy i na czym ona miaaby polega. Nie waha si
nawet sekundy. "Tak i zrobim..." - odpowiedzia spokojnie. Zaraz te doda, e nie ufa
Niemcom jak psom i gdyby nawet by uprawniony, toby pozosta u Ruskich. Od razu
wymyli te, jak moe si taka zamiana mundurw odby.
Ot, po wykonaniu z rana czynnoci pomocniczych w kuchni i wymyciu kotw po
niadaniu, pomywaczy wyganiano do lasu, aby pomagali innym przy wyrbie. Potem, krtko
przed por obiadu, znowu nas zabierali do kuchni. To by zatem najlepszy czas: przerwa
midzy posikami. I tak postanowilimy.
W drodze do lasu staraem si maksymalnie zbliy do grupy szeregowych. Generalnie
Sowieci pilnowali, aby grupy nie mieszay si ze sob, ale nie bya
39
38
to zasada bez wyjtkw. Dostrzegem Paradysza. Jemu pozostawiem inicjatyw.. Kiedy
mijalimy gruby db, spojrza na mnie znaczco. Zrozumiaem, e za jego oson bdzie
nasza "przebieralnia". Po nastpnych trzydziestu metrach dotarem do miejsca mojej pracy.
Na ziemi spoczywao cite drzewo, z ktrego odrbywalimy siekierami gazie. Uderzyem
raz i drugi. Zobaczyem, e najbliszy stranik stoi o dobre sto metrw. Nie mg mnie
widzie dokadnie przez zarola. Cisnem siekier obok pnia i pobiegem w kierunku dbu.
Paradysz ju tam by. By ju rozebrany do onierskich gaci. Rzuciem si na ziemi i
zaczem ciga z siebie mundur.
- Wiesz, nigdy ci nie zapomn tego, co robisz... - zaczem chaotycznie dzikowa
Paradyszowi.

- Ne pereywaj... - umiechn si. - Nie bd si nawet wprowadza do tych twoich oficerw.


Zaraz zrywam te pagony i tyle mnie poznaj. Mam papiery, em szeregowy, a po rusku dam
sobie rad, jakby o co pytali. Ne pereywaj...
Zaimponowa mi spokojem.
- Ale oficerowie nie s wcale tacy okropni -powiedziaem, aby co powiedzie.
- A kto mwi, e s?
- Dzikuj ci jeszcze raz...
Dopinalimy guziki i poprawiali spodnie. Szeregowy Paradysz jednym szarpniciem zerwa
lewy pagon. Spojrza na. To samo zrobi z drugim. Rozejrza si. Dostrzeg kamie
obronity mchem. Odsun go nieco i dwign w gr. Drug rk wrzuci pod spd
naszywki z mego munduru. Opuci kamie, pod ktrym lego moje "oficerstwo". Widzc,
jak si gapi, Paradysz zasalutowa w kierunku kamienia. Ruszy do swj ej roboty, ju si na
mnie nie ogldajc.
Dopadem swojej siekiery. Ile si w rkach zaczem ni rba gazie, aby rozadowa
napeniajce mnie napicie i ekscytacj.
Wracaem ju z szeregowymi. Paradysz, tak jak si umwilimy, pozosta w tyle, aby
sowieccy stranicy mogli mnie policzy za niego. Sam dosta si do cerkwi przez wybite okno
od zakrystii. Byem szeregowym.
Nastpnego dnia rano zameldowaem stranikowi, e prosz o zgod na wysuchanie przez
komendanta. Spojrza na mnie badawczo i zapyta: "Po co?". Jak mogem, amanym
rosyjskim lub tym, co mi si wydawao tym jzykiem, zaczem wyniszcza mj problem.
Jestem z odzi. d jest w III Rzeszy. Podlegam pod wymian jecw. Chc o tym
zameldowa komendantowi.
- Idi za mnoj... - pado polecenie.
Zaprowadzi mnie do pomieszcze cerkiewnych, ktre niegdy stanowiy zapewne kancelari.
Przy biurku siedzia oficer, ktrego stopnia nie byem w stanie rozpozna. Mg mie moe
trzydzieci pi lat. Jego wosy miay kolor piasku na play i wyranie nie poddaway si
grzebieniowi. Co pisa.
- Przyprowadziem tego szeregowego, towarzyszu komendancie - zameldowa onierz.
Rosjanin przecign si, ziewn znudzony i spojrza na papiery.
- Nazwisko? Czego chcesz? - zapyta machinalnie.
- Szeregowy Karski, poprzednio robotnik. Urodzony w odzi - wyrecytowaem.
-1 co? Czego chcesz?
- Chc wraca do siebie, panie komendancie.
- Zanotuj - wygldao na to, e to ju koniec rozmowy. Sowiecki oficer jeszcze raz si
przecign.
- Jak moesz udowodni, skd jeste? - zapyta.
Podaem mu metryk urodzenia. Oglda j przez chwil. Co zapisa na kartce. Znowu zacz
demonstrowa swoje znudzenie: ziewn, przetar oczy. Nie wiem, na ile byo to naturalne, a
na ile wystudiowane zachowanie. Efekt w kadym razie mia by taki, e sowieckiego
komendanta jacy tam polscy jecy zwyczajnie nudz i musi si opdza od nich jak od
much. Staem, mylc o tym wszystkim, i umiechnem si. Rosjanin dostrzeg to i wyranie
spowania. cign usta i patrzc mi prosto w oczy, wycedzi:
- Na co czekasz?
Posuchanie dobiego koca.
Stranik odprowadzi mnie do baraku. Musiaem si powstrzymywa, aby nie zdradzi si z
moj radoci. Wygldao na to, e moja wersja trafia sowieckiemu oficerowi do
przekonania. Jeszcze tego dnia, podczas roboty w lesie, odnalazem porucznika Kurpiosa.

- Powinno si uda przekona ich bez papierw. Nie wydaj si specjalnie interesowa
przetrzymywaniem tych, ktrzy si kwalifikuj do wymiany.
- Sprbuj jednak zorganizowa jakie "kwity". Lepiej nie ryzykowa -odpowiedzia Kurpios.
- Wiesz przecie, e mamy jecha razem...
- Jeeli si uda. Jak nie da rady pojecha tym samym transportem, zobaczymy si w
Warszawie. Gdybymy si jednak mieli nie zobaczy, trzymaj si! -usyszaem.
- Postaraj si. Powodzenia. Bd ostrony - rzuciem za odchodzcym porucznikiem.
Nigdy wicej ju go nie zobaczyem.
Nastpnego ranka, t sam drog, ktr przebyem sze tygodni wczeniej, maszerowaem w
kierunku stacji kolejowej. Byem w transporcie okoo dwch tysicy onierzy odsyanych
Niemcom na uzgodnionych zasadach. Pniej dowiedziaem si, e Kurpiosowi udao si
zmieni tosamo na oniersk i e odjecha pniejszym transportem. Nasze drogi nigdy
si jednak nie przeciy.
40
Rozdzia III
UCIECZKA
W
ymiana jecw odbya si koo Przemyla, miasta na granicy rosyj-iko-niemieckiej,
ustanowionej na mocy ukadu Ribbentrop-Moo-ow. Dotarlimy tam o wicie. Polecono nam
opuci wagony i uformowa szeregi po dwunastu w kadym. Stalimy w polu, na
przedmieciach miasta. Byo zimno, zacina drobny deszcz. Jak to w listopadzie.
Nasze mundury byy zniszczone. Wydane na letni kampani, nie przystosowane do
jesiennych chodw, stanowiy ju tylko namiastk odzienia chronicego przed zimnem i
deszczem. Jak moglimy, staralimy sieje naprawia, wkada pod nie jakie szmaty. W buty
z kolei pakowalimy zdobyte kawaki papieru. Tak walczylimy z naszym nowym wrogiem:
pogod.
Postj w polu trwa ponad pi godzin. Stalimy w bocie, a wilgo wypeniaa buty. Ci z nas,
ktrzy pochodzili ze wsi, znaleli szans ulenia trudom postoju. Pozbierali z pola resztki
somy i starali si zrobi z nich rodzaj mat chronicych przed wilgoci i pozwalajcych usi
na ziemi. Jeden z nich proponowa mi nawet miejsce obok siebie, ale pokusa dania ulgi
utrudzonym nogom nie wydaa mi si warta siadania w bocie, nawet na somiance.
Podzikowaem wic szeregowemu, starajc si go nie urazi. Machn tylko rk, a na moje
miejsce zgosio si dziesiciu innych, ktrym nogi odmawiay posuszestwa.
Sowieccy stranicy nie przesadzali z drylem i byli pobaliwi. Byli to tacy sami synowie
chopw i robotnikw pogonieni na wojn jak nasi onierze. Naturalnie byli odpowiednio
urabiani propagandowo i polskich oficerw brali za "faszystowskich gnbicieli". Wobec
szeregowych obowizywaa wersja, e jest to "klasa robotnicza wykorzystywana przez
polskich panw". To by zapewne wany powd pobaliwoci. A inny? By moe sowieccy
onierze chcieli mie jak najszybciej za sob misj konwojowania Polakw. Nawet
porzdnie zdenerwowany stranik nie uderzy naszego onierza ani nie obrzuci wyzwiskami.
Najpowaniejszreakcjbyo ostrzeenie: "Zamknij si albo
ci pol na Syberi!". Najprawdopodobniej myleli, e sowo "Syberia", od pokole
zowieszcze dla Polakw, i teraz bdzie dla nich straszakiem przywoujcym do porzdku.
Wielu sodatw prbowao nawiza z naszymi rozmow. Te prby szybko si jednak
koczyy z powodu trudnoci jzykowych. Na og proci sowieccy onierze czuli si
zdziwieni nasz decyzj dobrowolnego powrotu pod kontrol Niemcw. Jak potrafili, starali

si uzmysowi nam gupot tego wyboru... Przejawem tego by slogan: "U nas wsio
charaszo, u Giermancew chu-e budiet!".
Niektrzy z naszych starali si dowiedzie od Rosjan, co z nami Niemcy planuj pocz. Sens
sowieckiej wersji sprowadza si do podobnych odpowiedzi:
- Nasz komendant powiedzia Niemcom, aby was pucili wolno do domw. Oni na to, e
najpierw zagoni was do roboty, tak aby la si z was pot...
Jak wielu innych, czuem si zapany w puapk. Naturalnie cieszylimy si z opuszczenia
sowieckiego obozu, ale Niemcw obawialimy si jak najwikszej plagi. I ja baem si ycia
pod ich butem, ale nie opuszczaa mnie myl, e gdzie przecie armia polska z Niemcami si
bije, a ja musz uciec i do niej doczy.
Nagle usyszelimy warkot silnika samochodowego pracujcego na wysokich obrotach.
Narasta z kad chwil. Stranicy kazali wstawa z ziemi i formowa szyki. Terenowy
odpowiednik amerykaskiego jeepa zahamowa z polizgiem. Poza szoferem byo w nim po
dwch oficerw sowieckich i niemieckich. Po chwili bylimy wiadkami zadziwiajcej sceny.
Nikt z pojazdu nie chcia wysi pierwszy. Sowieci zapraszali Niemcw, a ci zachcali tych
pierwszych. "Wersal" trwa jaki czas, potem jednak Niemcy ustpili. Wysiedli pierwsi. Szli o
p kroku przed ich sowieckimi sojusznikami, a ci wskazywali im uprzejmie drog. Ta celowa
zapewne demonstracja przyjani i kurtuazji nie usza naszej uwagi. Czulimy si dodatkowo
sfrustrowani.
- A c to za wdziczenie jak na dworze? Niech ich szlag trafi - usyszaem za sob.
Uwaga rzucona podniesionym, histerycznym gosem moga by niebezpieczna zarwno dla
autora, jak i stojcych obok. Nie ogldajc si, kopnem ssiada w nog. Zakl wulgarnie,
ale zamilk. Oficerowie wanie koo nas przechodzili. Gdy dotarli do koca szeregw,
zawrcili i ruszyli z powrotem. Szli niespiesznie, przystawali, wymieniajc uwagi.
Pokazywali nas sobie palcami. W pewnej chwili jeden z Niemcw zauway bosego,
szczeglnie obdartego jeca. Podarty mundur pouszczelnia som. By zaronity, trzs si z
zimna. By jedn kup nieszczcia. U Niemca wywoao to atak miechu. Jego towarzysze
sowieccy i drugi oficer niemiecki natychmiast take ryknli miechem. Odeszli.
Obejrzaem si w lewo do tyu, aby zobaczy, kogo waciwie "poczstowaem" kopniakiem
w piszczel. Mia niewiele ponad dwadziecia lat. By
43
42
mego wzrostu, mia dugie, ciemne wosy i wymizerowan twarz. Jej niesamowity wygld
podkrelay byszczce od gorczki, due, piwne oczy. Podarty mundur wisia na nim jak na
strachu na wrble. Nie mia czapki.
- Uwaaj, kolego, bo ci w kocu postawiprzed plutonem egzekucyjnym - rzuciem w jego
kierunku.
- Niech ci to nie obchodzi. Mnie ju wszystko jedno... - mwi z desperacj i
rozgoryczeniem. - To ycie jest tak pogmatwane, a wiat taki pody.
To nie by jzyk prostego chopa ani zaciganie wskazujce na biaoruskie lub ukraiskie
pochodzenie. Chopak posugiwa si nienagann polszczyzn. Moe tak jak ja przeksztaci
si z oficera w szeregowca? By wyranie w depresji psychicznej. Nie bardzo wiedzc, jak
mog mu pomc, powiedziaem:
- Trzymajmy si razem. Dobrze?
- Dobrze, prosz pana...
Umiechnem si zaskoczony. Po raz pierwszy od wybuchu wojny kto powiedzia do mnie
"prosz pana". Dotd komunikowalimy si w naszym jenieckim gronie, uywajc na og

imion lub powstajcych na poczekaniu przezwisk oraz chamskich przeklestw, dla


wzmocnienia efektu naszych wypowiedzi.
Inspekcja dobiega koca. Dostalimy rozkaz marszu. Od mostu granicznego na Sanie dzielio
nas okoo piciu kilometrw. Po mniej wicej trzech kwadransach czoo naszej kolumny
dotaro w to miejsce.
Po drugiej stronie rzeki, jak gdyby w gigantycznym lustrze, ujrzelimy taki sam jak nasz tum
ludzi. Nie byo jedynie mundurw stranikw. W naszym yciu otwiera si nowy rozdzia...
Nieodwoalnie trafialimy w rce niemieckie.
Zaoga sowieckiego jeepa wysiada. Niemieccy oficerowie ruszyli na swoj stron mostu,
Rosjanie pozostali. Zaczto formowa kolumn. Ze strony niemieckiej wykrzyknito jak
liczb. Sowiecki stranik potwierdzi po niemiecku. Pad sygna do marszu. Grupy ruszyy
rwnoczenie. Powoli i niepewnie. Gdy mijalimy si gdzie w poowie mostu, doszo do
sytuacji, ktr w normalnych warunkach daoby si okreli jako... zabawn. Jecy, ktrzy z
wasnej woli zdecydowali si na wymian, nagle osabli w entuzjazmie i ogarna ich
niepewno. Zaraz potem przysza zo wymagajca jakiego ujcia. Posypay si szyderstwa
i kpiny wobec idcych z przeciwka. To miao by lekarstwem na wasne poczucie
niepewnoci losu.
- Patrzcie, gupich! Id tam i nie wiedz, co ich czeka! Idcie, durnie, idcie! - krzycza wielki
chop, najpewniej Ukrainiec.
By zwalisty jak skaa, o wielkiej gowie. Growa nad tumem i by dobrze widoczny. Jego
wygld niewtpliwie wzbudzi respekt. Nasi jednak ochonli po wystpie tego goliata i
postanowili da odpr.
- Co si o nas martwisz, ole? My wiemy, co robimy. Tobie si we bie pomieszao! Nie ma
czego wam zazdroci, ale sami si przekonacie... -krzycza zapalczywie kto z naszych.
Doszlimy wreszcie do koca mostu. Tam Niemcy szybko uporzdkowali nasze szeregi. Po
kilku minutach zjawi si oficer i wygosi kilka komunikatw. Tumaczy go kto tward,
lsk gwar. Po pierwsze, wymienia si nas na mocy porozumienia niemiecko-sowieckiego,
ktre jest penoprawnym dokumentem obu zaprzyjanionych pastw. Po drugie, bdziemy
dobrze traktowani. Mamy jednak sucha niemieckich polece. Niesubordynacja bdzie
karana. Po trzecie, zabieraj nas do pracy. Bdziemy mieli zapewniony dach nad gow i
jedzenie. Po jakim czasie zostaniemy zwolnieni do domw. Teraz idziemy do wagonw i
udamy si do miejsca przeznaczenia. Wykona!
Niemcy, chcc stworzy pozytywne wraenie, dali kilkanacie minut na ugaszenie pragnienia
z pompy ulicznej i napenienie wod posiadanych naczy. W wagonach znalelimy bochenki
twardego chleba i soiki ze sztucznym miodem. Do kadego wagonu przydzielono po
szedziesiciu chopa. Przeliczylimy bochenki. Byo ich trzydzieci. Zaczlimy ama je na
poow i dzieli midzy siebie.
Tak jak zapowiedzieli nam Niemcy, jazda trwaa niemal czterdzieci osiem godzin.
Przywyklimy ju do tych podry towarowymi wagonami. W czasie jazdy dominowa temat
naszej przyszoci. Zastanawiano si, dokd nas wioz i co bdziemy robi. Pojawiy si
gosy, e Niemcy nie mog nas jeszcze wypuci do domu, bo... polska armia cigle jeszcze
walczy. Byo to w oczywistej opozycji do tego, co mwili nam Sowieci i Niemcy, ale
uznawalimy ich gadanie za wrog propagand. Wiedzielimy swoje. Nawet najbardziej
fantastyczne "autentyczne informacje", opowiadane w wagonie, bralimy serio, cho byo
oczywiste, e ich autorzy, ktrzy s z nami od tygodni, po prostu... zmylaj. Prowadzona
bya subtelna gra zudze. Jedni co wymylali, a drudzy udawali, e wierz, aby nie robi im
przykroci. Zwaszcza e te fantazje trafiay w skryte oczekiwania, e moe jeszcze nie
wszystko stracone...

Peni tych zbiorowych imaginacji wychodzilimy z pocigu w Radomiu. Oficerowie


niemieccy, ktrzy nas przejli, byli zdecydowanie bardziej aroganccy. Krzyczeli, grozili,
poganiali. Zaczlimy si niepokoi, ale wiara w to, e zostaniemy zwolnieni do domu,
skutecznie powstrzymywaa nas od jakich nerwowych akcji. Cignlimy pod niemieck
stra do obozu przejciowego opodal miasta. Bylimy przemoknici, oszoomieni nag
zmian postawy Niemcw. Nie tego oczekiwalimy. Zaczo ogarnia nas zwtpienie.
Widok obozu pogbi nasze wtpliwoci. Teren ogrodzony by drutem kolczastym, sprawia
zowrogie i ponure wraenie. Co jaki czas widoczne byy posterunki stranicze. Kazano nam
ustawi si na rodku placu obozowego. Ponownie dowiedzielimy si, e zostaniemy
zwolnieni, ale najpierw czeka nas praca. W obozie obowizuje specjalny regulamin, ktry
poznamy. Jego naruszenie bdzie karane szybko i surowo. Nie bd tolerowane adne
ucieczki, za ktre kara jest jedna: rozstrzelanie.
Ta ostatnia zapowied utwierdzia mnie w przekonaniu, e trzeba zacz przygotowywa
jaki plan wydostania si z tego miejsca. Wykoncypowaem,
44
45
e Niemcom chodzi o przetrzymanie nas w niewoli, a nie o zwolnienie, a groby kar maj
wzbudzi w nas posuch i bezwzgldne podporzdkowanie. System wartowniczy mia
skutecznie zniechca do prb ucieczki. Posterunki miay dobry przegld sytuacji. Byy
uzbrojone w karabiny maszynowe. Ogrodzenie z drutu kolczastego byo trudne do
sforsowania. Ucieczka t drog nie rokowaa powodzenia. Postanowiem czeka i uwanie
rozglda si dookoa.
Nastpne dni spdzone w Radomiu zeszy na poznawaniu mentalnoci i -jeeli w ogle
mona tak powiedzie - kodeksu moralnego oferowanego przez Niemcw. Byo to tak obce,
e a niezrozumiae. Po raz pierwszy w yciu zetknem si z tak brutalnoci i nienawici,
co zmusio mnie do znacznego poszerzenia horyzontw mojej wyobrani na temat tego, co si
moe na tym wiecie zdarzy.
Warunki obozowego ycia byy trudne do opisania. Podstaw naszego wyywienia bya jaka
lura majca przypomina zup, wydawana dwa razy dziennie. Wielu winiw, w tej liczbie i
ja, nie byo w stanie zmusi si do przeknicia tego wistwa. Do tego dostawalimy jeszcze
okoo dwustu gramw czerstwego chleba. Mieszkalimy w jakim walcym si budynku,
ktry moe kiedy by koszarami, ale wyobraenie sobie tego wymagao duego wysiku.
Spalimy na pododze, ktr pokrywaa cienka warstwa somy. Rzucono j tam pewnie zaraz
na pocztku wojny.
Nie mielimy ani kocy, ani adnego innego okrycia. Spalimy tak, jak bylimy odziani. Nie
istniaa adna opieka medyczna. Szybko pojem, e mier moe by wydarzeniem
banalnym i codziennym. Zarwno w czasie mojego pobytu, jak i wczeniej zdarzay si
zgony, ktrych mona byo unikn, gdyby na czas podano jecom odpowiednie
medykamenty. Umierali z przezibienia, z wycieczenia, zimna, godu, na zapalenie puc.
Czasami na skutek obrae, jakich doznali od Niemcw po jakich prawdziwych lub
urojonych naruszeniach dyscypliny.
Motywacji tej przesadnej brutalnoci nie mogem poj. Bya ona gorsza ni pode warunki
obozowej egzystencji. Tu nie chodzio o zaprowadzenie dyscypliny i posuchu. Nie chodzio
o odstraszenie od ewentualnej ucieczki. Pewnie te nie zaleao im na zniszczeniu naszego
ducha i nadziei, cho to akurat osigali. Szo o rzecz szatask: o stworzenie wraenia, e oto
istnieje jaki tajemniczy system dziaajcy automatycznie i niesychanie brutalnie, a wadze

obozowe i stranicy s jego czci. Naturalnie nie mona si temu systemowi ani
przeciwstawia, ani usiowa go zrozumie. Trzeba si dostosowa albo... zgin.
W czasie krtkiego pobytu w obozie widziaem co najmniej szeciu jecw zabitych seriami z
broni maszynowej, dlatego e prbowali ucieka lub takie stwarzali wraenie. Stranicy byli
w nieustannej gotowoci do zadawania razw w gow i rozdzielania kopniakw w brzuch.
Kady lad niesubordynacji, opnienie wykonania polecenia czy przeoczenie czego
powodoway natychmiastow i bolesn reakcj. Nawet zwracajc si do nas, wskazywano nam nasz pozycj,
nie aujc okrelenia "ty polska winio".
Jadc z Przemyla, zaprzyjaniem si z trzema innymi jecami i staralimy si trzyma
razem. Podczas pierwszej nocy w pocigu stwierdzilimy, e czy nas myl o ucieczce przy
pierwszej nadarzajcej si okazji. Postanowilimy zatem poczy nasze indywidualne
umiejtnoci, wiedz oraz posiadane "dobra" w rodzaj wsplnoty majcej suy ucieczce.
Pierwsi dwaj pochodzili ze wsi. Byli twardymi realistami, mocno trzymajcymi si ziemi.
Ludmi zrwnowaonymi, dumnymi i odwanymi, ktrych minione nieszczcia nie
zaamay i nie pozbawiy wiary. Trzeci nalea do szczeglnego gatunku ludzi, ktrych dane
mi byo spotyka w czasie tej wojny bardzo rzadko. Opromienia sw osob i postaw klsk
i ponienie, jakie cierpielimy na kadym kroku. Czyni je atwiejszymi do zniesienia i dawa
nowe motywacje do wytrwania...
Nazywa si Franek Macig, przed wojn mechanik w pobliskich Kielcach. By niezwykle
silnym, potnie zbudowanym mczyzn okoo trzydziestki. Mia kruczoczarne krcone
wosy, stanowice stay temat artw. By inteligentny, odpowiedzialny i godny zaufania.
Cechowaa go niezmcona wiara w to, e uda nam si oszuka Niemcw i uciec z niewoli.
ywi do nich gbok nienawi i ironiczn pogard. Udao mu si przy tym zachowa rzecz
bezcenn w tych cikich czasach: naturaln serdeczno i poczucie humoru.
Dokonalimy przegldu wsplnych zasobw. Troch tego byo. Jeden z wiejskich chopakw,
nie wiedzie skd, mia kilka par wojskowych skarpet i kalesonw. Drugi - komplet
wojskowych sztucw, pochodzcych jeszcze z czasw carskich, ktry da mu na wojn
ojciec. Franek z kolei mia przybor-nik do golenia, scyzoryk i sto zotych zaszyte w bielinie.
Ja miaem medalik z Matk Bosk Ostrobramsk i dwiecie zotych w bucie. Ucieszyy nas
zwaszcza te pienidze, bo od kolejarzy wiedzielimy, e zote polskie nadal s w obiegu,
cho straciy na wartoci.
Sia wewntrzna i zmys praktyczny moich wsptowarzyszy byy budujce i krzepice na
duchu. Oni z kolei, zorientowawszy si, e mam jakie wyksztacenie i znam niemiecki,
oczekiwali ode mnie pomysw i roli kierowniczej. Zapewne domylali si, e jestem
ukrywajcym si oficerem, a nie "w-kiennikiem, robotnikiem z dzkiego Widzewa", ale
nigdy o to nie zapytali. Na pocztku naszej znajomoci Franek, komentujc jak mojuwag,
powiedzia: "No, nie mog. Gada jak profesor...". "Profesor" sta si moim przezwiskiem.
Nasza "korporacja" przynosia nieoczekiwane poytki. Franek, posiadajcy przybory do
golenia, postanowi mnie ogoli. Wygldaem jak zbj Madej z popularnej bajki: zaronity,
ponury, brudny. Skra na twarzy, zawsze wraliwa, pokrya si teraz licznymi wypryskami i
krostami wskutek braku higieny, zimna i fatalnego odywiania. Golc zarost, Franek rozcina
i zdziera krosty. Wkrtce twarz pokrya si krwi. Zaciskaem zby i udawaem, e abso46
47

lutnie nic mnie to nie obchodzi. Koledzy przygldali mi si uwanie, a Franek opowiada
jakie wiskie dowcipy. Tortura trwaa blisko godzin, lecz w ostatecznym rachunku okazaa
si zbawienna. Mimo blu zniosem j dzielnie i saboci nie okazaem. Zachowaem fason
wobec moich towarzyszy.
Nasza spka wymylia take inn "racjonalizacj". Ustalilimy, e po racje ywnociowe dla
caej czwrki bdzie chodzi tylko jeden. Pobieranie ywnoci "per procura" byo moliwe dla
chorych winiw. Zasady nie przestrzegano jednak bezwzgldnie, zreszt jedzenie wydawali
inni jecy. Unikalimy bywania w "kuchni", bowiem grasowa tam niemiecki podoficer,
zwany przez nas z racji postury "Bykiem". Stara si, jak mg nauczy nas porzdku i
pedanterii. Nosi ze sob pejcz, ktrym rozdziela uderzenia na lewo i prawo. "Byk" zajmowa
si take porann pobudk, a waciwie sprawnym jej przebiegiem. Kiedy dochodzi do
wniosku, e wstawanie jest zbyt powolne, wpada do sali i pomaga "leniwym" pejczem i
kopniakami podkutych butw. Generalnie zatem unikalimy go jak ognia i staralimy si nie
rzuca mu w oczy.
Bodaj w trzecim dniu pobytu zorientowalimy si, e istnieje moliwo pozyskiwania
dodatkowej ywnoci. Przez ogrodzenie obozu kto przerzuca owinite w papier zawinitka.
By w nich najczciej chleb, ale zdarzao si czasem jabko, kawaek soniny, jakie drobne
pienidze czy para starych butw, wtedy bezcennych. Wiadomo o darach niczym poar
rozprzestrzenia si wrd winiw i wok ogrodzenia zacza si toczy ciba,
przeszukujc krzaki.
W tych "polowaniach na skarby" wykazywaem si pewnym talentem i zrcznoci.
Ustaliem, e paczki rzucano czciej w rewirze zajmowanym przez jecw pochodzcych z
wymiany sowiecko-niemieckiej, a nie tam, gdzie przebywali pojmani przez Niemcw
"osobicie". By to teren przylegy do latryn, poronity krzakami. Staraem si bywa tam
najczciej, jak mogem. Cierpliwo i determinacja zostay nagrodzone: znalazem niewielki
pakunek. Pobiegem z nim do moich przyjaci. Zawinitko kryo kawaek chleba
okraszonego sonin, troch soli w osobnym papierku oraz flaszk jakiego tajemniczego,
przeraliwie cuchncego pynu, ktrego przeznaczenia nawet nie podejrzewaem. Franek po
otwarciu butelki krzykn z radoci, jakby odkry jakie najszykowniejsze perfumy lub wod
kolosk. By to za... pyn przeciw wszom i wierzbowi. Istotnie: to by skarb! Nasze ubrania
pene byy insektw. Oblegay one nasze ciaa, gniedziy si we wosach. Nasz kolega dzieli
pyn z aptekarsk precyzj i tak, aby nie uroni nawet kropli. Kady z nas wtar swoj porcj
w ciao i wosy. Mikstura bya skuteczna. Odczulimy zdecydowan ulg, chocia odr, jaki
si z nas unosi, by o wiele intensywniejszy ni z butelki.
Nastpne trzy dni polowania wok latryn przyniosy trzy dalsze pakunki. Udao mi si take
nawiza kontakt z dobroczyc. W jednej z paczuszek znalazem kartk z pytaniem: "Co
potrzeba?". Na tym samym skrawku papieru napisaem jakim ogryzkiem owka: "Trzeba cztery cywilne ubrania. Chcemy ucieka.
Jestemy gotowi na wszystko". Papierkiem owinem kamyk i cisnem za ogrodzenie.
Nastpna paczka zawieraa odpowied: "Nie ma szans na ubrania, bo Niemcy by zauwayli.
Za par dni wywioz was na roboty. Prbujcie wia po drodze".
Tre kartki staa si przedmiotem naszych domysw i narad. Wynikao z nich tylko jedno:
trzeba by w pogotowiu. Istotnie, na pity dzie obudzono nas wczeniej ni zwykle. "Byk"
bieg przez sal z wrzaskiem, kopic lecych po nogach, walc pejczem i poganiajc do
wstawania. Tryskaa z niego jaka nowa energia i furia. Mia nowe zadanie do wypenienia. O
co chodzio?
Wypdzono nas na plac i polecono formowa szyki marszowe. Z okrzykw stray wynikao,
e idziemy na stacj kolejow. Otoczyy nas silne warty, odbierajce nawet myl o prbie

ucieczki. Nerwowo, szeptem zastanawialimy si, co si dzieje. Zdecydowalimy, e trzeba


czeka na rozwj wydarze i naradzi si ju w wagonie.
Na dworcu sta dugi skad wagonw towarowych. Popychajc kolbami i kopniakami,
pakowano nas po szedziesiciu do kadego wagonu. Ich wygld wewntrz i zapach nie
pozostawiay wtpliwoci, e niedawno przewoono nimi bydo. Wagon mia okoo pitnastu
metrw dugoci, trzy metry szerokoci oraz dwa i p wysokoci. wiato dochodzio
poprzez cztery prostoktne okienka umieszczone w rogach wagonu, mniej wicej metr
osiemdziesit od podogi. W wagonie sta pojemnik z wod zaopatrzony w kurek do jej
dozowania.
Gdy ju znalelimy si w rodku, stranicy przynieli worki, z ktrych wyjmowali bochenki
suchego chleba i ciskali do wntrza wagonu. Nastpnie zjawi si podoficer trzymajcy w
rku odbezpieczony pistolet. Osaniali go dwaj onierze z broni maszynow. Mwi szybko,
aman polszczyzn:
- Achtung! Jestecie zabierani do roboty. Tam dostaniecie wolno. Nie ma co si ba, ale
trzeba si sucha i dobrze sprawowa. Inaczej kula w eb. Co sze godzin pocig staje na
kwadrans i mona wyj. Za robienie buntu albo zanieczyszczenie wagonu kula w eb. Jasne?
Spojrza gronie i wycofa si w kierunku peronu. Stranicy zamknli drzwi i zaczli
ryglowa je elaznymi sztabami. Syszelimy podobne odgosy z innych wagonw. Dobiegay
nas wrzaskliwe rozkazy i ponaglenia. Pocig szarpn i powoli zacz rusza z miejsca. Po
chwili wytoczy si ze stacji Radom.
Wleklimy si niemiosiernie, czsto przystajc. Pocig by przepeniony. Jedynie na krtkich
odcinkach jecha z normaln prdkoci. W wagonie panowa niesamowity zaduch:
mieszanina zwierzcych odchodw i naszego potu. Chciao si wymiotowa.
Nasza czwrka bya w komplecie. Zebralimy si w kcie wagonu i nerwowo naradzalimy.
- Panowie, jak teraz nie zwiejemy, to co mi si zdaje, e zostaniemy w niewoli do koca
wojny - rozpoczem narad.
49
48
Zgodzili si. Zaczlimy si zastanawia, ktry moment byby najlepszy do ucieczki. Jeden z
chopw sugerowa, aby zrobi to podczas ktrego z przyobiecanych postojw.
Zaprotestowalimy zgodnie, przekonujc go, e wtedy strae bd najsilniejsze, a moliwo
pocigu najatwiejsza. Zdecydowalimy si czeka do zmroku, bo wtedy -jak twierdzi Franek
- pocig bdzie przejeda przez lasy kieleckie. Wyoni si zaraz problem wydostania si
przez okienko wagonu. Powiedziaem im, e trzeba do tego trzech ludzi trzymajcych w
pogotowiu tego, ktry ma wyskoczy. Ten obserwuje teren i gdy uzna, e nadszed w
moment, daje znak, a koledzy wypychaj go przez okienko. Jeden z chopw przytomnie
zauway, e w takim razie nie obdzie si bez pomocy pozostaych wsptowarzyszy
podry. Franek za doda, e musimy bezwzgldnie uzyska zgod ze strony wszystkich w
wagonie, bo Niemcy, zauwaywszy ucieczk, poddadz ich na pewno represjom. Poza tym,
jeeli oni si sprzeciwi, nie mamy adnych szans. Mog nas zwyczajnie od okna odepchn,
a s w ogromnej przewadze.
- Musisz ich przekona - powiedzia Franek dobitnie, patrzc mi prosto w oczy. - Wygaszaj
mow, "Profesorku"...
Z pocztku zawahaem si, ale sia argumentw bya poza dyskusj. Musielimy pozyska
sojusznikw dla naszego planu. Byy take inne racje. Po pierwsze, sam namawiaem do
ucieczki. Po drugie, byem dobrym -jak mi si zdawao - oratorem. Miaem ambicje zosta
wielkim mwc procesowym lub parlamentarnym. Pilnie studiowaem wybitne mowy

adwokatw i prokuratorw, mw stanu i politykw. W 1934 roku w auli Collegium


Maximum Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie odniosem prawdziwy tryumf
krasomwczy.
No, Jasiu - pomylaem sobie - godzina prby wybia. Teraz musisz by j eszcze lepszy ni
wtedy...
Powiodem wzrokiem po twardych, obojtnych i zrezygnowanych twarzach pasaerw
wagonu. Staraem si przewidzie ich reakcj na wie o ucieczce, jak mielimy ich uraczy.
Czuem pot na plecach. Franek Macig co jaki czas wyglda przez okienko wagonu i
wypatrywa lasw. Za ktrym razem powrci w kt podniecony. Wiedziaem dobrze, co to
oznacza.
- Teraz! - rzuci bez tchu, apic mnie za rk. - Zaraz bdziemy w odpowiednim miejscu.
Moesz zaczyna...
Wstaem. Zaczerpnem powietrza do granic pojemnoci puc. Zacisnem pici, aby
opanowa nerwy. Poczuem, e paznokcie wbijaj mi si w donie.
- Rodacy! Obywatele Rzeczypospolitej! - krzyknem, a twarze zwrciy si w moim
kierunku. - Musz wam co powiedzie. Nie jestem szeregowym, lecz oficerem. Ja i trzej moi
przyjaciele chcemy ucieka z tego pocigu. Nie dlatego, e idzie nam o ycie czy
bezpieczestwo. Chcemy doczy do armii polskiej. Niemcy mwi, e rozbili nasze wojsko,
ale my wiemy, e kami. Wiemy, e nadal walczy ono bohatersko. Czy chcecie speni swj
onierski obowizek i uciec z nami, aby dalej walczy o ojczyzn?
Zaskoczenie i skupienie towarzyszyy moim sowom. Na wielu twarzach pojawiy si
umiechy. Patrzyli jak na kogo, kto nagle zwariowa. W miar jak mwiem, zainteresowanie
wzrastao. Dostrzegaem jednak, e wielu plan si nie podoba i s mu przeciwni. Przerwaem.
Rozleg si gwar popiesznych dyskusji. Napotkaem jednoznaczny, silny i niemal
natychmiastowy opr z koca wagonu. Siedziao tam siedmiu, moe omiu mczyzn w
starszym wieku. Z pewnoci kady by ju po pidziesitce.
- Z jakiej paki mamy wam pomaga? - krzycza jeden z nich. - Jeli uciekniecie, Niemcy nas
rozwal. Co my zyskamy, wyskakujc? Nic. Niemcy nie bd nas le traktowa, jeeli
bdziemy pracowa dla nich uczciwie, bez obijania si. Wasza ucieczka tylko moe nam
wyj na ze. Stracimy wszystko!
Ten gos zyska poparcie.
-Nie pozwalajcie im skaka! Rozwal nas wszystkich! - rozlegy si okrzyki aprobaty.
Zawsze wierzyem, e dla dobrego mwcy najwikszym bodcem jest gniew. Wcieky na
oponentw, rozpoczem tyrad pen demagogicznych chwytw i doranej retoryki,
dyktowanej chwil. Sowa same pyny mi na usta.
- Jestemy modzi! Mamy po dwadziecia lat, a niektrzy ledwie skoczyli osiemnacie. Nie
bdziemy niewolnikami niemieckimi. Niemcy chc Polakw wyniszczy albo zrobi z nas
bezwolnych sualcw. Czy mylelicie kiedy, co powiedz wasze rodziny, co powiedz
wasi znajomi i przyjaciele, gdy kiedy wrcicie do domw i powiecie, ecie si wysugiwali
wrogowi? Jakim prawem chcecie nam zabroni ucieczki i ratowania honoru Polaka? krzyczaem.
Protesty ucichy. Wida byo, e spora grupa traktuje nas nadal wrogo i niechtnie, ale byo
ju jasne, e nie bd nam utrudnia zadania. Doczyo do nas kilku innych i zakrzyczelimy
opozycj do koca. Teraz trzeba si byo bra do roboty.
Byo ju dostatecznie ciemno, aby zaryzykowa. Pada deszcz. Oznaczao to, e
przemokniemy do suchej nitki, ale z drugiej strony take i to, e czujno stranikw powinna
by osabiona. Pokrtce przedstawiem plan. Podeszlimy do dwch okienek. Trzy osoby
podniosy jako pierwszego Franka Maciga. Jeden trzyma go pod ramiona, drugi w pasie, a
trzeci za nogi. Franek sam si te podcign na rkach tyle, ile zdoa. Gono odliczylimy

do trzech. Macig wyszarpn si jak ptak z klatki, a pomagajcy mu popchnli go na


zewntrz. Znikn w wilgotnym mroku. Zapanowaa cisza w caym wagonie. Czekalimy, co
bdzie. Nic. Nie pady adne strzay. Nie usyszelimy okrzykw. Franek by wolny i pewnie
bieg ile si, byle dalej od torw. Albo... lea gdzie w pobliu nasypu w ciemnoci i deszczu.
Wolaem wierzy w to pierwsze.
Pocig posuwa si powoli przez las, skrcajc szerokim ukiem. Wrcilimy do pracy z now
energi. Procedura si powtrzya. Chopak unoszony by do okienka, podciga si do jego
otworu, a potem na "trzy" wypychany
51
50
by na zewntrz. Kiedy udao si tym sposobem wyekspediowa na wolno czwartego,
usyszelimy strza. Po cianach wagonw przesuno si wiato reflektora umieszczonego na
ostatnim z nich.
- Szybciej! Nie przerywa, dopki jeszcze jedziemy! - krzyknem.
Popiesznie zastanawiaem si, czy Niemcy zdecyduj si zatrzyma cay skad po to, aby
szuka jednego czy dwch zbiegw. Pocig jecha jednak dalej. To nas tylko zdopingowao.
Po wyrzuceniu nastpnej czwrki rozlegy si serie z broni maszynowej z dwch
przeciwlegych kierunkw. Poleciao kolejnych dwch. "O Jezuuuuu!" - dolecia nas
przeraliwy okrzyk. Nie wiedzielimy: zosta postrzelony czy dozna kontuzji, upadajc.
Trjka przy ssiednim okienku unosia chopaka. Rwnoczenie to samo dziao si ze mn.
Poczuem, e lec w powietrzu...
Upadajc, staraem si asekurowa gow, ale nie do koca mi si to udao. Walnem o
ziemi twarz. Gsta trawa zagodzia si uderzenia. Gdzie za sob syszaem strzay. Z
trudem apaem oddech. Lec, staraem si sprawdzi, czy nie doznaem jakiego urazu.
Wygldao na to, e nie. Wstaem i popdziem w kierunku ciany lasu. Pocig oddala si.
Gdy tylko dobiegem do pierwszych drzew, wybraem najgrubsze i przykucnem za nim.
Wypatrywaem, czy jeszcze kto nie nadbiega. wiata pocigu znikny. Nie byo sycha
strzaw. To mnie uspokoio. Najwyraniej Niemcy nie mieli zamiaru zawraca sobie gowy
poszukiwaniami.
Siedzc za drzewem, wytaem wzrok i jednoczenie uwiadomiem sobie, e w podnieceniu
spowodowanym ucieczk i przekonywaniem do niej innych zapomnielimy o tym, aby ustali
jaki punkt zborny. Franek Macig, znajcy okolic, pewnie mgby co takiego
zaproponowa. Tak, ale przecie ja rwnie dobrze mogem go o to sam zapyta. Analizujc te
bdy, pomylaem, e waciwie poszlimy za gosem emocji, "na wariata", nie troszczc si,
co bdzie potem. Ilu z uciekinierw wytrzymao skok? Czy nikt nie poama ng? Gdzie teraz
s? Pytania cisny si caymi seriami. Nagle usyszaem jaki trzask. Spojrzaem w tamt
stron i zobaczyem posta przemykajc si pomidzy drzewami. Krzyknem: "Hej, kolego!
Nic ci nie jest?". Usysza i przystan. Pewnie si waha, czy odpowiedzie. Wreszcie
usyszaem: "Nic mi nie jest" i posta zacza i w moim kierunku. Wyszedem zza drzewa,
eby mnie dobrze widzia. By modym chopakiem. Gdyby nie fakt, e do wojska brano po
ukoczeniu osiemnastu lat, nigdy nie przypuszczabym, e moe mie wicej ni pitnacie.
By chudy, mia krcone blond wosy. Nadawa si bardziej do szkoy czy sierocica ni do
wojska.
Usiad obok mnie bezradnie. Wyglda na zdenerwowanego i desperacko oczekujcego
jakiej rady, co robi dalej. Zaczem mu tumaczy, e najwaniejsze byo uwolnienie si od
Niemcw, a to nam si -jak dotd - udao. Po drugie, nie szukaj nas, i to kolejny plus
sytuacji.

- Ale co dalej? - spyta niepewnie. - Gdzie pan idzie?


- Chc si dosta do Warszawy. Najpierw jednak trzeba si wystara o cywilne ubranie, bo w tym daleko nie zajdziemy - pokazaem mu podarty mundur. - Zaraz nas
zapi...
Myl o Warszawie wyranie mu si spodobaa. Mia tam ciotk. Siedzielimy, analizujc
sytuacj. Nie mamy dokumentw. Nie mamy jedzenia ani picia. Jestemy przemoczeni. Jest
rodek nocy. Nie wiadomo, dokd i...
Ostatecznie zdecydowalimy, e trzeba zaryzykowa i jeszcze noc dotrze do jakiej wioski
lub zabudowa. Potem, dalej ryzykujc, zapuka do jakiej chaupy i poprosi o pomoc.
Ruszylimy przez las, spodziewajc si, e znajdziemy jak ciek uczszczan przez ludzi
albo drog. I faktycznie, po jakim kwadransie poczulimy pod nogami wydeptan ziemi
wskiej, lenej droyny. Poszlimy w kierunku przeciwnym do torw kolejowych. Po trzech
godzinach marszu las si rozrzedzi. Wyszlimy na jak polan. W dali majaczyo jakie
wiateko. Ruszylimy w jego kierunku. Wkrtce wyoni si zarys chaupy. Migotliwe
wiato rzucaa lampa naftowa widoczna przez szyb okienka.
Zaczlimy stuka do drzwi. Potem wali w nie. Pewnie chcielimy tym zaguszy nasze
zdenerwowanie i doda sobie odwagi.
- Kto tam? - usyszelimy niepewny mski gos.
- Sprawa bardzo wana. Prosz otwiera - wyrecytowaem rozkazujcym tonem.
Drzwi uchyliy si powoli. Sta w nich siwy, brodaty chop. By w bielinie. Wydawa si
zdenerwowany i przestraszony. Fala ciepego powietrza uderzya mnie w twarz. Omal nie
zemdlaem. Jedyne, czego teraz chciaem, to wej do rodka i ogrza si. Chop jednak, pki
co, nie by skory do zapraszania.
- Czego chcecie? - burkn niechtnie.
Nie odpowiedziaem wprost. Postanowiem gra na nucie patriotyzmu.
- Jeste Polakiem czy nie? Odpowiedz - rzuciem sucho.
- Pewnie, e jestem. Kim mam by, jak nie Polakiem - odpowied bya znacznie szybsza, ni
si spodziewaem.
- Ojczyzn kochasz?
-Kocham...
- W Boga wierzysz?
-Wierz...
Chop stawa si coraz bardziej niecierpliwy. Strach mija. Ciekawo braa gr.
- Jestemy polskimi onierzami. Uciekamy z niemieckiej niewoli. Chcemy doczy do
polskiej armii, aby walczy. Ratowa kraj. Walka jeszcze nie skoczona. Potrzeba nam
cywilnych ubra. Jeeli nam odmwisz pomocy albo wydasz Niemcom, Bg ci skar... wyrzuciem jednym tchem.
Wieniak spoglda na mnie spod gstych brwi. Nie mogem zgadn, czy bardziej by
rozweselony, zdziwiony czy przestraszony t tyrad.
- Chodcie do rodka. Nie stjcie na tym deszczu - burkn. - A Niemcom was nie oddam.
52
53
Dwa razy nie trzeba byo nam powtarza. Weszlimy do izby. Przy piecu stay dwa mocno
podniszczone fotele, kiedy okazae i eleganckie. Bez wahania opadlimy na nie. Nie
pasoway do tego wntrza zupenie. Prcz nich by tu jeszcze st i awa, zbite z sosnowych

desek, oraz dwa drewniane krzesa. U sufitu wisiaa lampa naftowa dajca blade wiato. Przy
piecu siedziaa stara, pomarszczona kobieta w chucie na gowie.
Piec by dla nas w tej chwili miejscem magicznym. Przysunlimy si do niego tak blisko, jak
byo to moliwe. Chonlimy czarodziejskie ciepo. Nasze minie i koci doznaway
zbawiennego odprenia.
- To polskie chopaki, onierze. Uciekli Niemcom. Zmarzli, przemokli. Trzeba im co na
rozgrzewk... - rzuci gospodarz do ony.
Umiechna si, pokiwaa gow. Postawia garnek na kuchni i nalaa mleka. Posza gdzie w
kt i wrcia z dwiema pajdami razowca. Rzucilimy si najedzenie i picie jak zgodniae
wilki... Gdy skoczylimy, zaczem wylewnie dzikowa za t gocin. Staraem si zatrze
nieprzyjemne wraenie, jakie musiaem zrobi mj demagogiczn przemow przed chaup.
Stary milcza i stara si zachowywa dystans.
- Dobra, dobra... - mrukn. - Idcie teraz spa. Rano pogadamy. Otworzy drzwi do ciemnej
izby i wskaza na ko.
- Musicie si jako pomieci...
Rozebralimy si szybko i wsunli pod koce. Po raz pierwszy od tygodni mielimy do
czynienia z materacem. By cienki, pokryty surowym, drapicym ptnem, ale nie miao to
adnego znaczenia. Pogratulowalimy sobie szczcia, jakie nas spotkao, i zaraz potem
zapadlimy w kamienny sen.
W nocy budziem si par razy. Co mnie gryzo, swdziao, ale byem zbyt senny, aby
zajmowa si wyjanianiem przyczyn. Obok gono chrapa mj ssiad. Pomylaem, e te
moje wraenia s wytworem wyobrani, a pewnie dokuczaj mi wypryski na ciele.
Wyjanienie byo bardziej prozaiczne: ko byo zapchlone. Nawet po przebudzeniu insekty
nie chciay nas opuci. Pozbyem si ich na dobre dopiero po kilku tygodniach.
Obudzilimy si koo poudnia. Przez wskie okno wpadao jasne wiato soneczne. Mimo
pche czulimy si wypoczci, peni optymizmu i nadziei.
artujc i przeklinajc, apalimy pchy. Drzwi si otworzyy i zobaczylimy gospodarza.
- Nie ma na nich rady - mia si gono. - Tyle ich, cholera, e nie idzie si pozby. Chyba
eby spali posanie... No, ale wielkiej krzywdy to wam nie zrobiy, co?
Odpowiedziaem, e spalimy doskonale.
- Niewiele bd mg dla was zrobi - zacz chop, drapic si w gow. -U nas zawsze bya
bieda, a co dopiero teraz, za Niemca... Co mog, to pomog. Trzeba si pieszy, bo oni mog
tu za wami trafi.
- Dobry z pana czowiek - odpowiedziaem.
Da nam dwie pary starych, cerowanych wielokrotnie spodni i dwie stare,
zniszczone kapoty. By moe wszystko co mia dla siebie na zmian. My po-zostwilimy mu
nasze mundury. Chcielimy da jakie pienidze, ale odmwi stanowczo. Gospodyni daa
nam gorcego mleka z chlebem, a na drog jeszcze dwa bochenki.
Ju w progu chop zapyta, czy wiemy, gdzie jestemy, i dokd idziemy.
- Jestemy koo Kielc, a idziemy do naszych, do polskiego wojska - odparem.
- No to nigdzie nie pjdziecie... - zareagowa stary.
- Co to znaczy?
-Nie ma adnego polskiego wojska. Szukaj wiatru w polu. Pojedynczy onierze si zdarzaj,
ale armii nie ma. Rozbita. Nie mwili wam tego Niemcy?
Osupiaem. Pierwsza myl, jaka przysza mi do gowy, bya taka, e ten prosty czowiek
zosta oszukany przez wrog propagand i nie wie, co mwi.
- Tak. Niemcy nam to mwili, ale nie mona im wierzy. Nie damy si oszuka oponowaem energicznie.

- Czowieku, nikt was nie oszukiwa. Wszyscy wiedz, e wojna przegrana. Gazety pisz,
radio gada. Ja tam nie czytam i radia nie mam, ale ssiedzi ze wsi syszeli, jak byli w miecie.
Sotys ogasza. Najduej to chyba Warszawa si trzymaa, ale pada jako tak na koniec
wrzenia. Nie ma Polski. P Niemcy wzili, a reszt Ruskie. - Chop by wyranie
rozgoryczony. Czciowo pewnie take nasz niewiedz i naiwn wiar.
Twarz gospodarza bya stara, poorana zmarszczkami i wyraaa bolesn rezygnacj. Gdy
przeniosem wzrok na mego towarzysza ucieczki, zobaczyem, e cay si trzsie, oddycha
nerwowo, a na policzkach ma wypieki.
- Tylko Bg nam zosta - usyszelimy nagle gos kobiety.
- Boga nie ma! - wrzasn w odpowiedzi zrozpaczony chopak.
- Nie blunij, synu, bo nie uchodzi. Tylko On nam zosta - kobieta przeegnaa si i wycofaa
w gb chaupy. Pooyem mu rk na ramieniu.
- Uspokj si i nie tragizuj. Anglia i Francja przyjd nam z pomoc. Niemcy si jeszcze
przekonaj, jak smakuje lanie w tyek... - objem chopaka i zwrciem si do starego.
- Moe sjakie wieci o Francji i Anglii? To nasi alianci i przyjaciele. Czy ju ruszyli? zapytaem.
- Nie wiem, czy ruszyli, ale tu ich nikt nie widzia. Nie przyszli z pomoc, i tyle. Prne
gadanie... - machn rk chop.
Chopak trzs si jak galareta. Podesza do niego gospodyni.
- Musisz by odwany. Ciesz si, e zdrowy i wolny. Dla nas nie pierwszyzna by w
niewoli. Cara my tu jeszcze pamitamy. Z Bo pomoc Niemca te przegnamy... pocieszaa mego kompana.
Chopak nieco si uspokoi. Gospodarz tumaczy mi, jak znale drog na Kielce, a potem na
Warszaw. Kobieta podesza do nas. Kadego ucaowaa w
55
54
oba policzki i pobogosawia. Omal si nie rozpakaem, gdy pochylaem si ku niej.
Polami zdalimy do szosy kieleckiej. Chopak pochlipywa. Staraem si jako oderwa go
od czarnych myli, ale nie bardzo mi si to udawao. Na adne z moich pyta nie by w stanie
odpowiedzie. Kiwa tylko albo przeczco potrzsa gow. Po trzech godzinach doszlimy
wreszcie do szosy. Std do samych Kielc nie byo ju dalej ni dwa kilometry.
Chopak by w zej kondycji psychicznej. Nie wyglda na kogo, kto da rad sprosta dalszej
drodze. Postanowiem odda go komu pod opiek. Pocztkowo pomylaem o kociele, wic
zaczem si rozglda za charakterystycznymi zabudowaniami jakiej wityni. I
zobaczyem... siostr Czerwonego Krzya idc po przeciwnej stronie ulicy. Podeszlimy do
niej, a ja -jak tylko mogem najdyskretniej - powiedziaem, e chopak wymaga opieki i
bacznego dozoru na wypadek, gdyby usiowa popeni samobjstwo. Pielgniarka obiecaa,
e si nim zajmie. Zapytaa, czy moe mnie czego potrzeba. Nie potrzebowaem niczego.
Pokazaa, jak i na Warszaw, i yczya powodzenia. Chopak bezwolnie pody za ni.
Ruszyem przed siebie.
Rozdzia IV
POLSKA PODBITA
C
o gnao mnie naprzd. Warszawa wydawaa mi si "ziemi obiecan". Spodziewaem si w
niej znale co, co nada sens mojej wojennej egzystencji. Byem bowiem zupenie
zdezorientowany i zagubiony. Dobiega koca drugi tydzie listopada 1939 roku. Mino

jedenacie tygodni od momentu, gdy policjant dorczy mi kart powoania do wojska, i nieco
ponad dwa miesice od chwili, kiedy przeraliwy huk niemieckich bombowcw wyrwa mnie
ze snu w owicimskich koszarach. Przez cay ten czas doznawaem szoku za szokiem,
napotykaem rozczarowanie po rozczarowaniu. Wali si wiat, w jakim yem, i obraz tego
wiata, jaki sobie wyimaginowaem. Byem jak rozbitek na oceanie, ktry po ataku fali moe
tylko oczekiwa kolejnej, po niej za nastpnej. I tak bez koca. Do utraty si i wyczerpania.
Polski nie byo. Przestaa istnie. Wraz z ni moje dotychczasowe ycie. Nagle zaczynaem
rozumie reakcje innych ludzi. Tego oficera, ktry popeni samobjstwo w Tarnopolu,
stwierdziwszy, e wiat jest pody, a ycie bez sensu. Tego modego chopaka, ktrego
zostawiem w Kielcach, w milczeniu dawicego si paczem. Oni wczeniej ode mnie pojli,
e Polska pada. Szczerzej i bardziej po ludzku reagowali na wiadomo tej sytuacji. Byli po
prostu sob. Czyja byem sob, kiedy bez koca i bez sensu bredziem o walczcej gdzie
polskiej armii? Czy w to wierzyem, czy tylko t fanfaronad staraem si zaguszy swj
strach? Myli nie daway spokoju...
Dlaczego klska ma w Polsce tak wyjtkowe znaczenie?
Co rni Polsk od innych pastw, a nasz nard od innych narodw? Przypominaem sobie
wykady moich profesorw z Uniwersytetu Jana Kazimierza, dyskusje z ojcem i bratem...
Polacy posiadaj szczeglnie silne poczucie wizi midzyludzkich, ktremu towarzyszy
przewiadczenie, e klska militarna pociga drastyczne konsekwencje dla caego narodu.
Inne pastwa po przegranej wojnie byway okupowane, nakadano na nie kontrybucje czy
limi57
ty dotyczce armii, czasami zmianie ulegay granice. Gdy polski onierz przegrywa w polu,
nad caym narodem ciyo widmo zagady: ziemie grabiono i rozdzielano midzy ssiadw,
niszczono kultur i jzyk. Dlatego wojna miaa dla nas wymiar totalny.
Ludzie reagowali na klsk rnie. Dowiadczajc jej skutkw, przyjmowali postaw obrony
przed rzeczywistoci. Otaczali si "barier obronn", nie dopuszczajc realiw do
wiadomoci, yli w innym wiecie. Inni z kolei, wiedzc, co niosy dla Polski klski,
popadali w depresje graniczce z mani samobjcz. Te chcieli "uniewani" to, co si stao,
ale inaczej: decydujc si na mier.
Rozumiaem teraz dobrze, co musia czu w oficer, wieszczcy strasznym gosem czwarty
rozbir Polski i strzelajcy sobie w gow w Tarnopolu. Rozumiaem, co czu ten
osiemnastolatek, ktrego "pozbyem si" w Kielcach.
Szedem poboczem szosy, chowajc si do przydronego rowu, gdy dostrzegaem jaki
pojazd. Samochodami poruszali si Niemcy, a spotkania z nimi wolaem unikn. Te przerwy
marszowe wyryway mnie z natrtnych myli o tym, gdzie s teraz nasi zachodni sojusznicy.
Czy ju atakuj Niemcy? Kiedy je pokonaj? A moe ju postawili danie, aby Hitler si
wycofa? Nie dopuszczaem myli, e Polska znikna z mapy, bo takie narody jak nasz, ot
tak, po prostu, nie znikaj. Musz istnie jakie orodki oporu, a jeeli istniej, to pewnie w
Warszawie. Myli ponaglay rytm moich krokw.
Droga do Warszawy zabraa mi sze dni. Staraem si, jak mogem, przypieszy podr,
jakbym tam mia jakie wane i terminowe spotkanie, od ktrego wiele zaley. Pusta w
okolicy Kielc droga w miar posuwania si ku stolicy zapeniaa si grupami idcych ludzi,
chopskimi wozami, bryczkami, z rzadka tylko samochodami. Tok narasta z kadym
kilometrem.
Zdecydowan wikszo stanowili warszawiacy powracajcy do swego miasta, ktre opucili,
gdy zbliaa si do niego niemiecka nawanica. Z ubioru i zachowania mogem wnioskowa,
e byli to ludzie rnych zawodw: kupcy, urzdnicy, robotnicy. Doczali do tego pochodu

take mieszkacy z terenw podwarszawskich, ktrych rodzinne domostwa zniszczya wojna,


a w stolicy spodziewali si znale oparcie u rodziny czy znajomych.
Ludzie szli objuczeni jakimi bagaami, tobokami, pakunkami. Wozy uginay si pod
ciarem mebli i sprztw gospodarstwa domowego. Na jakiej furmance zobaczyem
byszczcy mahoniem i koci soniow klawiszy fortepian.
W przeciwnym kierunku zmierzali ludzie, ktrzy albo opuszczali stolic na dobre, albo ci,
ktrzy wracali po zaatwieniu w miecie jakich spraw. Mieli duo trudniej, bo poruszali si
pod prd gwnego strumienia.
W tysicznym tumie dostrzegaem takich samych jak ja modych ludzi: zdrowych, bez
widocznych ran, ktrzy pewnie nie mieli okazji uycia swojej starannie oczyszczonej, cho
przestarzaej broni. Byli to pewnie niedawni o58
nierze i oficerowie przegranej batalii wrzeniowej, ktrzy gdzie si dotd przechowali, a
teraz postanowili szuka swego przeznaczenia w stolicy. Nikt nie by skonny do rozmw ani
do zaprzyjaniania si. Po pierwsze, ludzie nie wiedzieli, z kim rozmawiaj i na ile mog by
szczerzy. Po drugie, kady mia wasne kopoty i problemy. Po co mu byy jeszcze cudze?
Tum sun wic w milczeniu, a wszyscy sprawiali wraenie okropnie zmczonych.
Na og nie miaem trudnoci ze skorzystaniem z podwody. Wiele wozw i bryczek
wydobyto na wiato dzienne po latach nieuywania. Czsto si psuy i wymagay jakich
napraw. To pka zleaa uprz, to spado koo, to ko cierpia na odparzenia. Na moje
dowiadczenia, wyniesione z artylerii konnej, byo stae zapotrzebowanie. Za rad i pomoc
dostawaem miejsce na wozie. Niekiedy jedzenie i picie albo nawet nocleg w stodole lub
chopskiej chaupie.
Wszdzie widoczne byy lady wojny. Miasteczka, wsie, stacje kolejowe nosiy lady
bombardowania czy ostrzau artyleryjskiego. Wrd gruzw widoczne byy szkielety domw.
Po wiejskich chaupach pozostay leje w ziemi. Opowiadano mi po drodze, e w jakiej
wiosce bomba dosownie "wyrwaa" z posad trzy stojce blisko siebie chaty, tak jakby to
byy... marchewki. W wielu wypadkach ofiary bombardowa chowane byy w zbiorowych
mogiach, zanim nawet rodziny zdoay rozpozna zwoki. Wok tych grobw modlili si
ludzie.
Ostatni odcinek drogi pokonaem kolej. Pocig by stary i zdezelowany. Bardziej
nowoczesny tabor kolejowy Niemcy zarekwirowali. Kursoway stare wagony, pamitajce
pewnie czasy pierwszej wojny. Ich stan techniczny by opakany: wntrza zniszczone,
odpadajca farba, pordzewiae koa. Jako to jednak jechao...
W pocigu panowa tok. Pierwsz rzecz, jak zrobiem, byo rozpytanie si o wymagane
przez Niemcw dokumenty oraz o sposb ich kontrolowania. Dowiedziaem si, e
sprawdzanie papierw odbywa si zwykle na wikszych stacjach, a ci, ktrzy ich nie maj lub
maj w nich co nie w porzdku, zostaj aresztowani. Niemcy zatrzymywali take ludzi
dowocych do miasta ywno. To mnie zdziwio, ale ostatecznie okazao si prawd.
Okupanci zaczynali realizowa plan nkania miast godem i stwarzania jak najgorszych
warunkw yciowych. Zdarzay si take aresztowania "bez powodu", nie majce zwizku z
dokumentami. Waciwie kada zdrowo wygldajca moda osoba moga tego dowiadczy,
gdy wydaa si Niemcom podejrzana. O pretekst nie byo trudno.
Uzyskawszy odpowiedzi na te pytania, ktre wyday mi si w tym momencie najwaniejsze,
doszedem do wniosku, e o realiach okupacyjnych nie wiem nic. Najlepiej wic, gdy bd
siedzia cicho i nie zwraca na siebie w pocigu uwagi. Do Warszawy byy jeszcze dwie
stacje. Postanowiem wysi na ostatniej przed stolic, eby unikn kontroli. Jak si
okazao, zrobio tak wielu innych pasaerw.
59

Widok Warszawy porazi mnie. Skala zniszcze bya o wiele wiksza, ni mogem sobie
wyobrazi. Radosna stolica przestaa istnie. Eleganckie budynki, teatry, kawiarnie, kwiaty,
urocza, gwarna, pena rodzinnego ciepa Warszawa gdzie znikna. Szedem ulicami
zawalonymi gruzem zrujnowanych domw. Ludzie byli ponurzy, przybici i niechtni.
Wszdzie widoczne byy prowizoryczne groby: w parkach, na trawnikach, na placykach,
nawet na chodnikach. Nie byo czasu przewie zabitych na cmentarz i da im godny
pochwek.
W sercu miasta, u zbiegu ulicy Marszakowskiej i Alei Jerozolimskich, opodal Dworca
Centralnego, wykopano zbiorowy grb dla nieznanych onierzy. Pokryway go narcza
kwiatw, a otacza gsty krg zapalonych zniczy. Dookoa modlili si ludzie. Dowiedziaem
si pniej, e mody i czuwanie przy mogile trway nieprzerwanie od chwili pochowania
obrocw miasta.
Przez kilka nastpnych tygodni widziaem nadal tych ludzi. Trwali przy grobie od witu a do
godziny policyjnej. Ich obecno przestawaa by li tylko wyrazem kultu zmarych, a stawaa
si rodzajem manifestacji patriotycznej, symbolem polskiego oporu wobec niemieckich
najedcw. W grudniu 1939 roku gauleiter Moser, hitlerowski zarzdca miasta, zda sobie
spraw ze znaczenia grobu. Wyda nakaz ekshumacji zwok i przeniesienia na cmentarz
komunalny. Tak te zrobiono. Ludzie jednak "nie przyjli do wiadomoci" tego faktu. Nadal
przychodzili w dawne miejsce. Skadali kwiaty, palili wieczki, modlili si. Niemieccy
onierze i ich opaty nie unicestwili polskiego sacrum.
Przez dobre p godziny staem przy grobie, chonc niepowtarzalny nastrj bolesnej,
solidarnej jednoci w nieszczciu. Potem skrciem w kierunku ulicy witokrzyskiej i
podyem do mieszkania mojej siostry Liii. Mieszkaa na Pradze, zaraz za Wis.
Uwielbiaem jej prostoduszno, dobro i ogromn witalno. Mieszkajc w Warszawie,
odwiedzaem j, ilekro czas pozwala. Z jej mem Aleksem, trzydziestoomioletnim
inynierem i utalentowanym konstruktorem, czyy mnie jak najlepsze stosunki. Idc do ich
mieszkania, byem peen optymizmu i nadziei. Spodziewaem si odnale jakie dobre
wspomnienia niedawnej przeszoci.
Kamienica, w ktrej mieszkali, nie bya zniszczona. Mury nosiy lady odamkw, ale nie
byy to jakie powane uszkodzenia. Solidna brama wejciowa pozostaa bez zmian i
wygldaa jak dawniej. Biegnc po schodach i przeskakujc po dwa-trzy stopnie na raz
odruchowo signem do szyi, aby -tak jak zwykle dawniej - poprawi krawat. Pomylaem o
wasnym wygldzie i pogadziem rk wielotygodniowy, brudny zarost. Spojrzaem na achy
oblekajce moje brudne, nie myte ciao. Gdybym zobaczy samego siebie gdzie na ulicy,
pewnie pomylabym, e mijam jakiego ebraka, i machinalnie signbym do kieszeni po
drobne. Na t myl zamiaem si po cichu. Rwnoczenie zdaem sobie spraw z jakiej
dziwnej ciszy wypeniajcej dom. Zza drzwi mieszka nie dochodzi nawet szmer. Gnaem
teraz, odpdzajc ze myli.
Zapukaem do drzwi. Nic. Jeszcze raz. Nic. Trzeci. Cisza. Uderzyem w drzwi pici.
- Kto tam? - usyszaem cichy, przestraszony gos. To bya siostra. Gos jednak wydawa si
zupenie obcy.
Nie chciaem si przedstawia z imienia bez upewnienia si, co si dzieje. Zapukaem raz
jeszcze, ale ju o wiele spokojniej. Usyszaem kroki. Drzwi powoli uchyliy si. Przez szpar
zobaczyem siostr. Wci jednak nie otwieraa drzwi z acucha. Patrzya badawczo.
- To ja, Jan. Poznajesz mnie?
- Tak, wejd... - odryglowaa drzwi.
Szedem za ni do pokoju poprzez dugi, ciemny korytarz, zastanawiajc si, co jest
przyczyn jej dziwnego zachowania. Rozgldaem si na boki, ale nic niezwykego nie

dostrzegem. Bylimy w mieszkaniu sami. Skd wic to chodne przyjcie? Dlaczego wyglda
o wiele starzej ni przed trzema miesicami? Dlaczego nie okazaa nawet cienia radoci,
widzc mnie? Weszlimy do stoowego.
- Tydzie temu uciekem Niemcom z niewoli - zaczem, aby jako nawiza rozmow. Wieli nas z obozu przejciowego w Radomiu gdzie na roboty. Pod Kielcami wyskoczyem
z pocigu. Droga zabraa mi tydzie, ale jestem. Przychodz prosto do ciebie.
Nie zareagowaa. Siedziaa sztywno wyprostowana i patrzya gdzie za okno. Wydawao mi
si, e caym wysikiem woli stara si utrzyma na krzele i nie upa. Potem przeniosa
wzrok w prawo, gdzie w kt pokoju. Podyem wzrokiem w tym kierunku. Stolik. Na nim
fotografia jej ma sprzed dziesiciu lat. Wesoa twarz rozjaniona umiechem. Siostra nadal
pozostawaa w bezruchu. Nadal bez sowa.
- Aleksander? - zaczem ostronie. - Czy co z Aleksandrem?
- Nie yje. Rozstrzelany. Aresztowali go trzy tygodnie temu. Przesuchiwali. Torturowali.
Potem rozstrzelali - mwia jak automat.
Sprawiaa wraenie nieobecnej. Zahipnotyzowanej. Rozpacz pozbawia j zdolnoci
okazywania emocji. Pojem, e powiedziaa mi tyle, ile moga, i nic wicej. Nie byo sensu
gnbi jej dalszymi pytaniami. Siedziaem bezradny, czekajc na jej reakcj. Ona jednak
skupiaa si na zachowaniu pozornego opanowania. Chciaa pozosta sama ze swoim blem.
C miaem robi?
- Nie moesz tu dugo zosta... - odezwaa si wreszcie. - To zbyt niebezpieczne. Gestapo
moe tu wrci w kadej chwili. Oni co ju mog o tobie wiedze i szuka ci. Boj si ich...
Wstaem i ruszyem do wyjcia. Spojrzaa w moim kierunku. By moe dopiero teraz
dostrzega, jak wygldam, jak jestem wycieczony. Nie zmieniajc tonu gosu ani wyrazu
twarzy, powiedziaa:
- Zosta do jutra. Rano we jego ubranie i odejd.
Znw pogrya si w mylach. Mnie ju dla niej nie byo. Wstaem bezsze61
lestnie z krzesa i wycofaem si z salonu. Obszedem cztery pozostae pokoje. Zmienio si
niewiele, waciwie nic. Meble na miejscu. Wszystko w nienagannym porzdku. Nawet ladu
kurzu. Siostra utrzymywaa dom w idealnym stanie bez niczyjej pomocy. Poczuem zimno.
Dotknem pieca kaflowego. By zimny. Widocznie musiay by kopoty z opaem albo...
Albo siostrze zimno stao si rwnie obojtne jak wszystko inne. Zajrzaem do spiarni. Bya
pusta. Dawniej pki dosownie uginay si od produktw. W azience znalazem kawaek
szarego myda. Postanowiem si umy.
Po wyjciu z azienki zauwayem siostr w tej samej pozycji, w jakiej j pozostawiem. Jej
profil wydawa si jak wykonany z alabastru. Zdaa mi si kim zupenie obcym. Nieznanym.
Poszedem do gabinetu szwagra. Ta sama sofa pokryta czarn skr. Ta sama biblioteczka z
ksikami i fachowymi czasopismami. Biurko z przyrzdami krelarskimi i suwakiem
logarytmicznym. Z komody wyjem koc. Rozebraem si, a rzeczy starannie uoyem na
krzele. Dugo przewracaem si z boku na bok, nim wreszcie zasnem.
Obudziem si koo poudnia. Na czci szyby widocznej pomidzy cikimi pluszowymi
zasonami zobaczyem struki deszczu. Byem zmczony t noc, ociay, przytoczony
tragiczn wiadomoci o szwagrze. Dokuczaa mi wiadomo, e spaem za dugo.
Podszedem do szafy, wybraem jakie ubranie. Zdecydowaem si na garnitur nie rzucajcy
si w oczy ani krojem, ani kolorem. Podobnie koszul i stonowany krawat. Ubraem si
szybko i wyszedem do przedpokoju.

Drzwi do salonu byy zamknite. Uchyliem je delikatnie. Siostra zareagowaa jednak


natychmiast. Gwatownie odwrcia gow. Wycieraa kurz na kredensie automatycznymi,
jednostajnymi ruchami szczotki z pir. Odoya j na mj widok. Na twarzy pojawi si jaki
dziwny wyraz, gdy spojrzaa na ubranie, ktre miaem na sobie. Bl?
- Bdziesz musia zaraz i... - powiedziaa bez powitania. - Czy jeszcze czego potrzebujesz?
- Nie. Dzikuj. Czy moe ja tobie jako mog by uyteczny, Liii? Nic nie odpowiedziaa.
Bya nieobecna.
- Id si ogoli - powiedziaa wreszcie beznamitnie. - Potem dam ci troch pienidzy.
Wrcia do odkurzania mebli.
Dotknem twarzy. Rzeczywicie zapomniaem si ogoli.
Poszedem do azienki. Szybko ogoliem si w zimnej wodzie. W szafce znalazem brzytw,
pdzel i mydo do golenia nalece do szwagra. Bya te resztka wody koloskiej w
ozdobnym flakonie z grubego szka. Wrciem do salonu. Liii siedziaa na krzele.
Wstaa. Podesza do sekretarzyka. Otworzya szuflad. Potem kolejn. Odwrcia si i ruszya
w moim kierunku. Zatrzymaa si o krok. Wycigna rk.
- Mnie si to ju na nic nie przyda. We to... - podaa mi zwitek banknotw, trzy piercionki i
zoty zegarek.
Machinalnie schowaem wszystko do kieszeni marynarki. Nie wiedziaem, co powiedzie.
- Zrobie sobie co do jedzenia? - spytaa.
- Tak, ju jadem - skamaem. Przecie w domu nie byo do jedzenia prawie nic.
Nie odpowiedziaa i zacza otwiera drzwi wyjciowe.
- Liii, czyja mog co... - zaczem, lecz nie dokoczyem.
Odwrcia twarz pen blu i jakiego tragicznego wyrzutu. Skinem tylko gow i
wyszedem na klatk schodow. Gdy byem pitro niej, usyszaem, jak rygluje drzwi.
Deszcz ju nie pada. Byo jednak pochmurno i nieprzyjemnie. Ulica bya pusta. Drug stron
sza stara kobieta z jakimi pakunkami w obu rkach. Dwa domy dalej, na balkonie, siedziaa
dwjka dzieciakw, chopiec i dziewczynka. Mogli mie po pi-sze lat. Wygldali
dramatycznie powanie i dorole. adnego umiechu, artw, przekomarzania. Patrzyli na
mnie uwanie, odwracajc gowy. Najpewniej pod wpywem tego wanie wzroku
zawrciem gwatownie i zaczem i w przeciwnym kierunku.
Po pgodzinnej wdrwce bez celu przystanem, aby zebra myli. Gdy zorientowaem si,
gdzie waciwie jestem, co - biorc pod uwag gruzy i zgliszcza - nie byo wcale takie atwe,
doszedem do wniosku, e o jakie dwie przecznice dalej mieszka przed wojn mj
przyjaciel. Byo mao prawdopodobne, e jeszcze dzi, po wszystkim, co si stao z tym
miastem i jego ludmi, znajd go pod starym adresem. Postanowiem jednak sprbowa.
62
Rozdzia V
POCZTEK
N
izywa si Dziepatowski. By ode mnie trzy lub cztery lata modszy, :ojednak nie
przeszkadzao naszej znajomoci. Zaliczaem go do gro-la najbliszych kolegw. Spotkalimy
si po raz pierwszy, gdy ja koczyem trzeci rok prawa na Uniwersytecie Jana Kazimierza, a
on sposobi si do egzaminw maturalnych. Budzi we mnie podziw i szacunek. Po pierwsze,
ze wzgldu na wielki talent muzyczny i wspania gr na skrzypcach. Zawsze byem
muzycznym antytalentem i takie umiejtnoci graniczyy dla mnie z magi. Po drugie, w

odrnieniu od wielu muzykw, posiada wiele innych zainteresowa i reprezentowa typ


czowieka renesansowego.
Pochodzi z ubogiej rodziny. Sukcesy zacz odnosi tylko i wycznie dziki cikiej pracy i
wyrzeczeniom. Najwaniejsze byy dla niego skrzypce, ale mia do nich specyficzny
stosunek. Umiejtnoci gry nie traktowa jak daru od Boga czy rda zarobku. Uwaa, e
kunszt muzyczny i jego doskonalenie musi opaci ogromnym wysikiem. Dorabia
korepetycjami, na ktre biega we wszystkich wolnych chwilach. Mwiono, e jest lubianym i
dobrym nauczycielem. Dzieci z podstawowej szkoy muzycznej, ktre doucza, przepaday za
nim. Czsto widywaem go, jak bieg spniony z jednej lekcji na drug. Czas nie pozwala
mu nawet przystan i zamieni paru zda. Koczyo si na pomachaniu rk czy krtkim
"Cze!", rzuconym ze stopni tramwaju. Jego dugie do ramion, ciemne wosy powieway
fantazyjnie na wietrze, a on sam czyni ekwilibrystyczne sztuki, aby chroni pudo ze
skrzypcami przed tumem przechodniw czy pasaerw. Czasami, kiedy widziaem w
tramwaju czyj rk trzymajc wysoko ponad gowami futera skrzypiec, wiedziaem od
razu, e rka ta naley do Dziepatowskiego.
Zarabianych korepetycjami pienidzy nie traci na zabawy, modne ubiory czy dziewczyny.
Inwestowa w sprawy wane dla jego kariery i nieustannego rozwoju. Byy to przede
wszystkim lekcje mistrzowskie, jakie sam pobiera u profesorw skrzypiec, bilety na koncerty
wielkich wirtuozw, zwizane wielekro z wyjazdami do Warszawy czy Krakowa. Kupowa te rozmaite, niekiedy bardzo
odlege od muzyki, ksiki wzbogacajce jego encyklopedyczn wiedz, ktr wszystkim
imponowa, aczkowiek wcale si z ni nie obnosi i nie narzuca. y ascetycznie, jak
pustelnik, a styl ycia czsto komplikowa mu stosunki z kolegami, rodzin czy
nauczycielami. Mimo bowiem caej swej skromnoci i niemiaoci, Dziepatowski posiada
niezachwian pewno co do roli muzyki w kulturze wiatowej oraz rwnie silne przekonanie
o poziomie swoich umiejtnoci. Bywao to niekiedy wrcz irytujce.
Kada rozmowa na temat muzyki, kady art czy kpina z jego talentu niosy zarzewie
awantury. Spokojny i - zdawaoby si - oderwany od rzeczywistoci, Dziepatowski
przeobraa si w tygrysa bengalskiego i z furi atakowa przeciwnika. Kiedy nasz wsplny
kolega, student historii, znany cynik i bawidamek, stworzy na poczekaniu teori, e
zamiowanie do skrzypiec jest kompensacj braku pewnoci siebie, a w szczeglnoci braku
pewnoci co do swojej... mskoci. Poda swj wywd w "sosie freudowskim", co miao mu
przyda rzekomych podstaw naukowych. Dziepatowski odpowiedzia wyrafinowanym
atakiem na ycie osobiste napastnika, dowodzc mu - rwnie w oparciu o Freuda - e cae
jego powodzenie u kobiet, tak chtnie reklamowane, jest przejawem kompleksu mskoci i
niezdolnoci do utrzymywania z pci pikn normalnych, duszych zwizkw. Kolega "Don
Juan" zaniemwi z wraenia i szybko zmy si pod byle pretekstem. Nigdy wicej nie
zamieni z Dziepatowskim sowa. Nawet mu si nie ukoni.
Inni koledzy oceniali go jako inteligentnego, sympatycznego i z gruntu dobrego czowieka,
ale nazbyt skoncentrowanego na sobie, nieprzystpnego i nad wraliwego. Nigdy nie
widziaem go w towarzystwie dziewczyny. By moe, jako artystyczna dusza, lokowa swoje
uczucia w rejonach bliszych absolutowi Sztuki (przez due "S"), a sprawami tak
przyziemnymi jak flirty z koleankami si nie zajmowa.
Zaprzyjaniem si z Dziepatowskim waciwie przez przypadek. Jako student czsto
jedziem z prelekcjami dla okolicznej modziey wiejskiej organizowanymi przez
Towarzystwo Kursw Szkoy Ludowej. Ich idea bya prosta: zmniejszenie dystansu
edukacyjnego pomidzy miastem a wsi. Przez trzy lata w kad niedziel w podlwowskich
polskich i ukraiskich wioskach wygaszaem odczyty z zakresu historii, literatury polskiej,
higieny czy nawet ruchu spdzielczego.

Organizatorzy, z czasem, pomyleli o uatrakcyjnieniu tej naszej "mowy--trawy" jakimi


akcentami rozrywkowymi. Doczano zatem do "wykadowcw" take "artystw", majcych
po prelekcji wprowadzi bardziej bezporedni i pogodny nastrj. Ktrego dnia zgosi si do
mnie ucze liceum muzycznego z informacj, e bdzie mi towarzyszy. Przypomina mi
zapamitanego z ilustracji Henryka Wieniawskiego. Nim jeszcze spostrzegem jego pudo ze
skrzypcami, zapytaem, czy nie jest przypadkiem... skrzypkiem.
- Tak. W rzeczy samej, panie kolego - odpar z galanteri.
64
65
I tak poznaem Dziepatowskiego.
Ju podczas pierwszego wystpu zrobi na wiejskich suchaczach wstrzsajce wraenie. Gra
Paganiniego i Wieniawskiego wanie, a modzie wiejska suchaa jak oczarowana.
Cakowicie oddany muzyce pyncej z jego skrzypiec, z blad twarz o ywych, ruchliwych,
piwnych oczach, z kaskad dugich wosw, wydawa si. zjawiskiem zupenie nieziemskim.
Na miejscowych dziewczynach zrobi za tak niesychane wraenie, e po koncercie chciay
go bodaj tylko dotkn.
Owacja, jak otrzyma mj "pomocnik", trwaa kilka minut. Wobec niej kurtuazyjne oklaski,
jakimi skwitowano moje wywody na temat Rewolucji Francuskiej, zdaway si by
skromnym zefirkiem wobec trby powietrznej. Spalaa mnie zazdro, ale powodzenie misji
edukacyjno-owiatowej w terenie wzio gr. Umwiem si z utalentowanym koleg na
kolejne wyjazdy, a z jego talentu postanowiem uczyni atut dla moich odczytw. Tak te si
stao. Stanowilimy zgrany duet, o ktrym zaczo si mwi, a w wielu miejscach nie
chciano wrcz, aby przyjeda kto inny. Wiadomo byo, e po prelekcji bdzie muzyka i to
niekoniecznie ta powana, koncertowa, ale take lejsze, porywajce do taca motywy.
Czasami do Dziepatowskiego doczali lokalni grajkowie i rodzi si na poczekaniu "band",
przy ktrym bawia si caa okolica.
Wynosilimy z tych wyjazdw wiele. W tym czasie inteligencja znaa chopw gwnie z
ksiek i filmw. Wiedziaa, e chop "produkuje" jajka, mleko i mk, na og nie uczszcza
do dentysty oraz stara si "miastowego" przechytrzy i generalnie mu zazdroci.
Dyskutowalimy z Dziepatowskim, jak mona przyczyni si do wzajemnego obalania
stereotypw klasowych oraz zasypywania przepaci cywilizacyjnej dzielcej te wiaty.
Bylimy bardzo sw rol przejci, a sukcesy prelekcyjne napaway nas dum i optymizmem.
Przyja nasza stawaa si coraz trwalsza. Opowiadalimy sobie o problemach, planach,
marzeniach, snulimy plany. Coraz bardziej podziwiaem inteligencj, byskotliwo umysu i
determinacj, z jakDziepatowski radzi sobie z wszelkimi problemami wynikajcymi przede
wszystkim z cigego braku pienidzy oraz wtego zdrowia. Nawet kiedy byem za granic,
utrzymywalimy kontakt korespondencyjny. Wiedziaem, e przenis si do Warszawy i z
rwnym zapaem jak we Lwowie oddaje si pracy. Od czasu do czasu, gdy wrciem ju do
Polski, spotykalimy si i dyskutowali z takim samym zapaem jak dawniej.
Kiedy wic w chmurne listopadowe popoudnie 1939 roku staem o dwie przecznice od
kamienicy Dziepatowskiego, byem pewien, e jeeli wojna go stamtd nie rzucia w inne
strony, ofiaruje mi jeeli nie pomoc, to na pewno yczliwe zainteresowanie i dobr rad.
By w domu! Powita mnie serdecznie. Ucieszy si moim przybyciem i tym, e w ogle
jestem wolny i yj. Zwrci zaraz uwag na mj opakany wygld fizyczny: wychudzenie,
fataln cer, kaszel, poranione rce. On te si

zmieni, cho nie wyglda wcale gorzej ni poprzednio. Okrzep, a na modej twarzy
pojawiy si mskie rysy. Martwi si naturalnie klsk wrzeniow i okupacj kraju, ale nie
wyglda na kogo poddajcego si rozpaczy, desperacji czy choby tylko zwtpieniu.
- Nie jest wcale tak le, jak niektrzy myl- oceni sytuacj w Warszawie. - Nie naley
przesadza...
- Ale wszystko jest przecie takie straszne. To nie jest to samo miasto. Nie ma pastwa. Nie
ma co wini ludzi, e s ponurzy i pesymistyczni. Mnie samemu si to udziela ripostowaem.
- Mwisz tak, j akby wojna bya tylko w Polsce, a gdzie indziej bya nieznana - zacz z
odcieniem wyrzutu. - Tobie si wydaje, e walka jest skoczona? Janek, nie tego po tobie
oczekiwaem. Trzeba myle o przyszoci, a nie narzeka na to, co jest teraz.
Zrozumiaem, e mj pesymizm dotkn go. By moe z moich sw odczyta cie
dezaprobaty dla drogi, jak wybra. Drogi czowieka, ktry wojny nie zasmakowa i nie
odczu na wasnej skrze. Musiaem zmieni taktyk.
- Wiem tak jak i ty, e alianci t wojn kiedy wygraj- uderzyem w patriotyczn nut. - My
jednak musimy y tu, a nie w Paryu czy Londynie. Ta sytuacja, ta niemono zrobienia
czego, jakiego dziaania, sprzeciwu, czy ja wiem czego jeszcze, jest okropnie deprymujca.
Demoralizuje ludzi. To zupenie jasne...
Gdy to mwiem, Dziepatowski przyglda mi si bardzo uwanie. okcie wspar na
kolanach, a na doniach gow. By pochylony do przodu. Po chwili opad na fotel i wycign
przed siebie dugie nogi. Odpry si najwyraniej. Dugimi, chudymi palcami stara si
nieco opanowa burz wosw na gowie. Znw pochyli si w moj stron i spojrza w oczy.
Wyglda, jakby chcia mi zakomunikowa co wanego i szuka najlepszej formy dla tego
komunikatu.
- Nie kady Polak zrezygnowa i pogodzi si ze swoim losem - powiedzia cicho, ale
niezwykle dobitnie.
Nic wicej. Tylko tyle. Wiedziaem, e sowa te majjakie dodatkowe znaczenie, e kryje si
za nimi co wanego. Co? Czekaem na dalsze szczegy czy objanienia. On jednak walczy
z wosami. Emanowaa od niego jaka pewno siebie i wewntrzny spokj; to byo
niematerialne, lecz jake atwo wyczuwalne. W porwnaniu z dotd spotykanymi ludmi
tylko on zachowywa ten trudny do zdefiniowania optymizm i si spokoju. Podczas gdy inni
dawali si unosi fali bezradnej rezygnacji, on pyn zdecydowanie pod prd. Skd mia t
si? Co wiedzia? Co robi? Nie umiaem znale odpowiedzi.
Dziepatowski siedzia teraz, wpatrujc si we mnie, i najwyraniej oczekiwa jakiej reakcji.
Jakiej? Gra zaczynaa mnie mczy.
- Co ty waciwie teraz robisz? - zdecydowaem si na bezceremonialn szczero. - Daje ci
to jakie dziwne zadowolenie. Co to jest?
- Trzymam si. Walcz. Staram si nie upada na duchu...
Wybra kluczenie i oglniki. Nie tdy zatem wioda droga. By moe nie
67
nadszed jeszcze czas na szczero. Moe kiedy nadejdzie. Postanowiem wicej go nie
mczy. Zaczem rozglda si po pokoju. W kcie pitrzy si stos rwniutko poukadanych
partytur. Na jego szczycie spoczyway skrzypce. Futerau nie byo wida.
- Co z twoj muzyk? Nadal grasz? - spytaem. Zabolao go to wida.
- Troch wicz. Prawd mwic, teraz nie pora na koncerty... - potrzsn gow z wyranym
smutkiem.

- Niemdrze. Mimo wszystko, mimo tej wojny, tej niewoli, nie powiniene rzuca muzyki.
Jeste wirtuozem. Doszede do tego cik prac i wyrzeczeniami. Czy chcesz, aby to
wszystko poszo na marne? - zareagowaem gwatownie.
- Wiem, wiem... Nie mam jednak na to ani czasu, ani pienidzy. Poza tym... s teraz rzeczy
waniejsze - odpowiedzia dziwnie spokojnie.
Zmiany, jakie w nim nastpiy, musiay by o wiele gbsze, ni sobie wyobraaem. Byo
Co, co odmienio mojego przyjaciela. Jego dawne bezwarunkowe, idealistyczne oddanie
swojej pasji yciowej dramatycznie kontrastowao z dzisiejszym lekcewaeniem caego
dotychczasowego ycia. ycia, w ktrym skrzypce byy na pierwszym miejscu. Ogarniaa
mnie furia. Ostatkiem si powstrzymywaem si, aby nie wybuchn. Wtedy on wsta,
podszed do mnie i pooy mi rk na ramieniu.
- Janek, zrozum mnie dobrze. Sytuacja w Warszawie jest bardzo za. Modzi ludzie yj w
cigym zagroeniu. Ciebie te mog zapa i wysa na roboty. Musisz by bardzo ostrony.
Nie odwiedzaj rodziny, chyba e w ostatecznoci. Gdyby gestapo dowiedziao si o twojej
ucieczce, natychmiast rozpoczoby polowanie na ciebie. Trafiby w ich apy i albo by ci
zakatowali, albo odesali do obozu koncentracyjnego. Skd moesz wiedzie, e ju ci nie
poszukuj? - mwi dobitnie.
- Nie sdz, aby to byo moliwe...
- Oni ju maj sposoby, aby si dowiedzie. To nie s przecie idioci. Musisz uwaa i lepiej,
eby w to uwierzy. Masz w ogle jakie plany? - sta si bardzo konkretny.
- adnych - odpowiedziaem szczerze. - Nie mam adnych planw.
- Masz jakie dokumenty? Fors?
Signem do kieszeni. Wyjem to, co mi daa siostra, i pokazaem. Spojrza. Odszed w
kierunku okna i patrzy dobre pi minut w jaki punkt. Odwrci si. Machinalnie szczypic
doln warg, zmierza w moim kierunku. Stan krok przede mn z rkami w kieszeniach.
- Potrzeba ci nowych dokumentw. Nie bdzie ci przeszkadza nerwowe ycie pod faszywym
nazwiskiem? - zapyta, umiechajc si.
- Nie. To chyba nie jest a tak trudne. Skd jednak wemiesz takie papiery?
- To si da zrobi...
- No dobrze, ale jak? - staraem si pocign go za jzyk. - Ile to bdzie kosztowa? Kup
forsy...
- Zadajesz za duo pyta. To dzi niezdrowe. Zapacisz, ile bdzie trzeba.
Ciemny jak tabaka w rogu, atakowaem go pytaniami, kim s ci tajemniczy oni. Nie zwraca
na to uwagi. On dyktowa warunki w tej grze. Od czasu, kiedy opuciem chopsk chat pod
Kielcami, byem jak statek bez steru i agli. Dziepatowski sprawi, e ta tuaczka zaczynaa
nabiera jakiego sensu. Zaufaem bezwarunkowo.
- Wic co powinienem, twoim zdaniem, teraz zrobi? - spytaem.
- Pierwsza sprawa: musisz gdzie mieszka.
Podszed do biurka i zapisa co szybko na kartce. Poda mi j i zacz udziela wskazwek.
Jego sprawno dziaania szokowaa mnie. Dotd Dziepatowski by dla mnie idealist z
gow w chmurach.
- Przeczytaj, zapamitaj i zniszcz. Teraz jeste "Kucharski". Adres, ktry ci daem, to
mieszkanie ony urzdnika bankowego. Poszed na wojn, dosta si do niewoli. Mona na
niej polega, ale bez przesady. Uwaaj! W ogle musisz si taraz przyzwyczai do nowej
skry. Od tego zaley twoje bezpieczestwo. No i... moje - doda po chwili.
Zachowanie przyjaciela zaciekawio mnie. Chciaem zarzuci go pytaniami i ledwo
panowaem nad sob. Widzc to, spojrza wymownie na zegarek.
- No, panie kolego... My tu gadu-gadu, a jeszcze mam dzi kup roboty. Id pod ten adres.
Masz troch forsy, ale musisz mie wicej. Sprzedaj piercionek. Twoja gospodyni powie ci

gdzie. Zrb jakie zakupy: chleb, boczek, butelka wdki... Pamitaj, e w mieszkaniu musisz
mie jaki zapas jedzenia. Wychod z domu tylko wtedy, gdy musisz. adnych spacerw,
zwiedzania Warszawy czy czego w tym gucie. Przyjd za par dni z dokumentami. Do
widzenia! Gowa do gry, kolego. Aha, jeszcze jedno. Gospodyni powinna mie twoje
papiery dla celw meldunkowych, ale o nic ci nie bdzie pytaa, pki ja ich nie dostarcz.
Jasne?
Nawet nie zdawaem sobie sprawy, e tego dnia staem si, de facto, czonkiem polskiej
organizacji podziemnej. Poszo zwyczajnie, bez romantyzmu. Nikt nie wymaga ode mnie
jakich wielkich decyzji. Nie musiaem si decydowa na ryzyko czy niebezpieczestwo. Ot,
po prostu wizyta u starego przyjaciela ze Lwowa, do ktrego trafiem gnany bezradnoci,
desperacj i przygnbieniem.
Od Dziepatowskiego wyszedem niewiadomy tego, co si stao. To, o czym teraz mylaem,
to nadzieja, e w tym totalnym narodowym nieszczciu moe jednak by inaczej. Postawa
mego przyjaciela zapowiadaa, e moje ycie moe nabra jakiego sensu i celu.
Trafiem do wskazanego mieszkania bez kopotu. Leao w centrum Warszawy. Skadao si
z trzech skromnie urzdzonych, acz cakiem obszernych pokoi. Mieszkaa w nim kobieta w
wieku okoo trzydziestu piciu lat z dwunastoletnim synem. Oboje byli bardzo mili i
uprzejmi. Pani Nowakowa musia69
68
a by w przeszoci kobiet wielkiej urody. Mimo udrki i wymizerowania jej twarz
zachowaa pikne, regularne rysy. Z trosk i czuoci patrzya na swego jedynaka Zygmunta, o ktrym zawsze mwia w zdrobniaej formie: Zyg-mu. Troch to do chopca
nie pasowao, bowiem prezentowa si wyjtkowo powanie. By ponad wiek wysoki i
intelektualnie rozwinity. Zygmu by wyjtkowo podobny do swojej matki, po ktrej
odziedziczy pikne rysy twarzy.
Przywitanie odbyo si bez jakiego zaskoczenia ze strony pani Nowako-wej. Widocznie tacy
lokatorzy bywali tu ju wczeniej. By moe zreszt zostaa ju uprzedzona przez
Dziepatowskiego. Kobieta bya najwyraniej utrudzona dniem, a Zygmu niemiay.
Pozwolio mi to unikn wpltywania si w jakie rozmowy. Nie bardzo wiedziaem, jak
mam si zachowywa, i ten brak inicjatywy towarzyskiej by mi na rk. Wiedziaem co
prawda, e jestem "Kucharski", ale nie miaem pojcia, jaki jest mj zawd, miejsce pracy,
skd pochodz i co robi w stolicy. Czekaem dopiero na swoj "now skr", ktr
"garbowa" wanie Dziepatowski.
Dostaem soneczny, duy i... prawie nie umeblowany pokj. Byo tu ko i stary fotel. Na
cianie wisiaa kopia "Madonny" Rafaela w fatalnym wykonaniu.
Nie przeduajc spotkania, wrczyem gospodyni pienidze i poprosiem o zrobienie
zakupw wedle jej uznania. Zamknem si w swoim pokoju, przeprosiwszy wczeniej za
rzekome zmczenie. Kolejny dzie rwnie spdziem w pokoju, udajc zmczonego.
Gospodyni zupenie to nie przeszkadzao. Zapytaa, czy ma mi co zrobi do jedzenia, czy te
wol sam sobie przygotowa. Wolaem sam. Powiedziaa, gdzie s wiktuay. Po kwadransie
wysza z domu, proszc, abym nie otwiera nikomu. Zygmusia zabraa ze sob. Wrcia
dopiero pnym popoudniem.
Kolejnego dnia, koo poudnia, pani Nowakowa zapukaa do mego pokoju i powiedziaa, e
mam gocia. Wszed mody, najwyej osiemnastoletni chopak.
- Czy pan Kucharski?
-Tak.

- To dla pana. Do widzenia.


Wyszed, zanim mu si przyjrzaem. W rku pozostaa koperta.
Nerwowo rozerwaem przesyk. Byy tam dokumenty "Kucharskiego". Wynikao z nich, e
urodziem si w 1915 roku w ukach i jestem nauczycielem. W wojsku nie byem ze wzgldu
na stan zdrowia. Obecnie pracowaem w niemieckiej szkole powszechnej. Bya te kartka od
Dziepatowskiego. Otrzymaem instrukcj, e mam si zgosi do fotografa, ktry zrobi mi
zdjcie do niemieckiego dowodu osobistego, czyli kennkarty. Miaem na to dwie godziny.
Poza tym przyjaciel informowa, e przez dwa-trzy tygodnie bdzie bardzo zajty i nie ma
szans na spotkanie.
Natychmiast porwaem kartk, wrzuciem do muszli klozetowej i spuciem wod. Ubraem
si szybko i ruszyem pod podany adres.
"Zakad fotograficzny" mieci si w skromnym sklepie warzywniczym na
70
Powilu. Dokadniej, na zapleczu sklepowym, zawalonym jakimi skrzynkami, workami i
sojami. Fotograf zdawa si wiedzie o mnie wszystko i o nic nie pyta. Jego zadanie
polegao na takim wykonaniu i wyretuszowaniu zdjcia, aby byo do mnie podobne, ale
jednoczenie na tyle nieostre, abym si mg go wyprze. Mia na zapleczu mae
laboratorium, po ktrym porusza si jak byskawica. By prawie ysy i niewielkiego wzrostu.
Z postur kontrastowa gruby, tubalny gos.
Spod skrzynki z marchwi wydoby pudo, a z niego aparat fotograficzny z lamp byskow.
Kaza mi usi na tle ciany pomalowanej na brudnobiay kolor.
- Tylko bez mrugania, bo nie robi powtrek - wyda ostre polecenie.
Flesz bysn.
Fotograf wskoczy za brudn zason w kcie pomieszczenia.
- Niech pan tu siedzi i niczego nie dotyka. Teraz wracam do moich klientw - powiedzia. Bd za dwadziecia minut.
Pojawi si z punktualnoci szwajcarskiego zegarka. Nawet na mnie nie spojrza, tylko od
razu powdrowa za zason, gdzie miecia si ciemnia. Wyszed po jakim kwadransie,
machajc fotografi.
- No prosz. Tak to wyglda. Podretuszowaem, ile si dao. Co pan uwaa? - poda mi swoje
dzieo.
Istotnie byo nim. Wydawaem si podobny do siebie, ale tak, jakby zdjcie wykonano przed
kilku laty, i zdyem ju troch si zmieni. Fotografia sprawiaa wraenie tandetnej odbitki
wykonanej przez prowincjonalnego "artyst".
- Pan jest geniuszem! Zupenie jakbym tego faceta gdzie ju widzia, tylko nie wiem gdzie wykrzyknem.
Wzi do rki lup i przyglda si fotografii.
-Owszem, owszem... chyba jedno z moich bardziej udanych - mrucza bardziej do siebie ni
do mnie.
- Diablo sprytna robota! - nie ustawaem w zachwytach. - Duo pan takich robi?
Rykn miechem i poklepa si po bokach.
- Ale j a to mae piwo! To ty jeste sprytny jak sto diabw, mody czowieku. Koniecznie
musisz jeszcze do mnie wpa i popyta wicej. Przepraszam, e dzisiaj nie mog ci suy.
Do widzenia, panie ciekawy. Cha...cha...cha...
Zrozumiaem, e to ju koniec wizyty. Przepuci mnie w drzwiach, cigle si zamiewajc.
Nawet jeszcze na ulicy goni mnie ten miech. Nie ulegao kwestii: Dziepatowski by w
jakiej tajnej organizacji albo korzysta z jej uprzejmoci. Gubiem si w domysach.

Nie zdziwiem si specjalnie, gdy nastpnego dnia rano pani Nowakowa oznajmia, e kto do
mnie przyszed. Zobaczyem tego chopaka co wczoraj. Tak samo poda mi kopert i odszed
bez sowa. W rodku bya kennkarta z wczorajszym arcydzieem fotograficznym.
71
Siedziaem bezczynnie ju dwa tygodnie. Czas duy si okropnie. Czytaem ksiki z
domowej, niezbyt ciekawej biblioteki, paliem papierosy i wczyem si po mieszkaniu bez
celu. Tak jak obiecaem Dziepatowskiemu, na ulic nie wychodziem.
Kontakty z rodzin Nowakw stay si blisze i bardziej przyjacielskie. Gospodyni zwykle
nie byo w domu, a gdy wracaa, bya bardzo zmczona lub zajta przygotowywaniem obiadu.
Nie byo wic okazji do rozmw. Zamienialimy zwykle par zda wieczorami przed
udaniem si na spoczynek. Byy to zwykle wieci z miasta przynoszone przez pani
Nowakow lub uwagi na temat lektur wymieniane z Zygmusiem.
Nadal trwaem w irracjonalnym przekonaniu, e wojna szybko si skoczy, a Francja i Anglia
oswobodz Polsk. Podobnie mylaa caa niemal stolica oraz - o czym dowiedziaem si
pniej - nawet przywdcy Podziemia. Jednak te pene nadziei fantazje nie byy w stanie
poprawi mego nastroju. Dusiem si z bezczynnoci.
Dziepatowski zjawi si, tak jak obieca, po dwch tygodniach. By wesoy i w znakomitym
humorze. Zapyta o mieszkanie i gospodyni, o to, co robiem. Spojrza na mnie uwanie i
jakby od niechcenia wskaza gow na cian.
- Jest kto w domu?
- Nie ma. Pani Nowakow wysza, jak ty przyszede.
- Chodzi mi o chopca.
- Nie ma go.
- To dobrze. Widzisz, Janku, ja ci zapaem w puapk... - zacz tajemniczo.
- Jeeli to jest puapka, to cakiem wygodna - odparem.
- Mnie nie chodzi o to mieszkanie - zgnit w popielniczce papierosa. Podszed do mnie i
pooy mi rk na ramieniu.
- To o co?
- Widzisz, chc z tob powanie porozmawia. Wiem, e jeste porzdnym czowiekiem,
dobrym przyjacielem i szczerym patriot. Jeste teraz jednym z nas. Czonkiem Podziemia.
Stae si nim, przyjmujc dokumenty i nasz pomoc. Chcemy jednak by z tob uczciwi do
koca. Masz do wyboru: albo zaczniesz prac dla nas, albo wrcisz do normalnego ycia,
zapominajc o mnie i o tych, ktrych poznae z mojej porki - zawiesi gos i odgarn wosy
dobrze ju znanym mi gestem. - Rwnie uczciwo kae mi powiedzie, e gdyby na nas
donis lub prbowa to zrobi, dostaniesz kul w eb. Czy mwi jasno? - zapyta.
Poczuem, e wzbiera we mnie rado. Przecie na t chwil tyle czekaem. Na cel. Na co, co
wyrwie mnie z marazmu i da szans dziaania. Chciaem go uciska, lecz postanowiem
pokaza, e nie jestem egzaltowanym i romantycznym harcerzykiem. Odpowiedziaem wic o
wiele spokojniej, ni podpowiaday z trudem trzymane na wodzy emocje.
- Spodziewaem si, e moe ju jest jaka organizacja. Tak byo podczas
pierwszej wojny, a przecie z Polakami nie stao si co, co odbieraoby im wol czynu. Nie
spodziewaem si jednak, e tak szybko do niej trafi i e tak atwo zostan przyjty. Wiesz
przecie, e wiejc od Ruskich i od Niemcw, mylaem o dalszej walce i powrocie do
wojska.
- No wic, wanie jeste w wojsku.
- Nie wiesz nawet, co czuj. Zrobi, co bd mg. Sowo honoru!
- By moe ju wkrtce bdziesz mia do tego okazj - tajemniczo zakoczy spotkanie
Dziepatowski.

Pokrci si jeszcze po mieszkaniu, jakby co sprawdza.


- Nie bdzie mnie w domu, bo mam to i owo do roboty. Podam ci adres mojej kuzynki, ktry
zapamitasz bez notowania. Czekam na ciebie jutro o drugiej po poudniu. Jasne?
- Jasne! - odparem zapalczywie.
- No to czoem, onierzu!
Zapali papierosa i poegna si.
Nastpnego dnia wyszedem wczeniej, aby si nie spni. Dom znajdowa si pomidzy
witokrzysk a Jasn i Moniuszki, niedaleko konsulatu amerykaskiego. Przed wojn bya
to dzielnica domw towarowych, wytwornych sklepw, ksigami i dobrych restauracji.
Budynek, do ktrego si udawaem, by kiedy nowoczesnym trzypitrowym domem
mieszkalnym, wzniesionym na pocztku lat trzydziestych. Uchodzi w Warszawie za jeden z
bardziej luksusowych. Mieszkali w nim wysocy urzdnicy ministerstw, dwch bardzo
znanych aktorw, ludzie finansjery. Teraz by niemal doszcztnie zrujnowany. Front by
zburzony, ale zachowaa si stosunkowo dobrze tylna fasada. Numer domu kto wypisa na
supku bramy prowadzcej kiedy do garay na tyach budynku.
Zaczem docieka, jak waciwie dom zosta trafiony, e zniszczenie jest tak dziwne.
Zapewne bomba przebia dach i trzy kondygnacje, eksplodujc dopiero na poziomie parteru.
Zastanawiajc si, jak wej do budynku, okryem go i na cianie gwnego przewodu
kominowego, od strony podwrka, zobaczyem kolumn nazwisk wypisanych kred. W
sumie pitnacie pozycji. Znalazem to, ktre poda mi Dziepatowski. Strzaka na cianie
wskazywaa, jak i do poszukiwanego przeze mnie numeru 12 oraz - nie wiedzie czemu dwch innych, lecz bynajmniej nie kolejnych: 9 i 14. Ruszyem w lad za znakiem.
Kreda bya starta i mao wyrana, ale pozwalaa na orientacj. Poszedem zrujnowan klatk
schodow do koca, gdzie trafiem na czciowo nadpalone drzwi. Za nimi byy schody
prowadzce w d. Zszedem w ciemno. Nic nie widziaem.
- Jest tam kto? - krzyknem.
- A pan do kogo? - otworzyy si przede mn drzwi, ktrych w ogle nie zauwayem.
Podaem nazwisko.
73
72
- A, to trzeba za drugimi drzwiami w lewo... - tumaczy mi gos. Szedem, obmacujc kolejne
drzwi. Wreszcie dotarem. Zastukaem. Otworzy Dziepatowski i szybko wcign mnie do
rodka.
- Wa! Nie bj si- mwi rozbawiony, widzc moje zdumienie. - Zapraszam do drugiego
pokoju.
Podyem za nim. Wok unosi si fetor zgniych kartofli. Jak si zorientowaem, by to
jaki skadzik na narzdzia dla dozorcy. W drugim "pokoju" byo okienko na poziomie ulicy.
Osaniaa je solidna krata. Pomieszczenie wypeniay jakie przypadkowo zdobyte meble:
elazne ko, dwa rne krzesa, kolawa szafka, pka ze szklankami, talerzami i garnkami,
st przykryty grubym, chyba biaym ptnem. Poza Dziepatowskim nie byo nikogo.
- Ten budynek zosta niemal zupenie zburzony - rozpocz, bacznie mnie obserwujc. Ocalay pojedyncze mieszkania na parterze i te, tutaj, piwnice. Dla moich celw w sam raz.
To moja kwatera. wietna, no nie?
Odburknem co niewyranie.
- Musisz si jeszcze wiele nauczy, kolego. To jest wprost idealne pomieszczenie. Po
pierwsze, rodek miasta. Po drugie, bo tak wanie wyglda. Gestapo nie przyjdzie do gowy,
e tu si moe kry jaka organizacja. Kuzynka pracuje prawie caymi dniami i zaglda tu

rzadko. Mog korzysta z tego miejsca. Tu pracuj, tu si spotykam z ludmi i przechowuj


swoje papiery. Nikt tu nie wie, kim jestem i jak si nazywam. To bardzo wane. Trzeba stale
by w pogotowiu.
Przesiedziaem z nim do wieczoru. Opowiada mi o Podziemiu i tym specyficznym wiecie, w
ktrym miaem spdzi kilka nastpnych lat. Mwi tylko tyle, ile uzna za konieczne. Nie
cignem go za jzyk. Zdyem ju poj, e zadawanie wielu pyta wcale nie musi
oznacza otrzymania wielu odpowiedzi.
Rozdzia VI
PRZEOBRAENIE
D
ziepatowski by jedn z niewielu osb, ktre mogy mnie traktowa jak uczniaka. Darzyem
go podziwem. By dla mnie pierwszym wojennym autorytetem. Podziw zmieni si w kult,
gdy dowiedziaem si, na czym polegaa jego dziaalno. Wykonywa wyroki mierci na
agentach gestapo i zdrajcach. Nigdy nie dowiedziaem si o tym od niego. Dopiero po jego
mierci dotara do mnie ta wiadomo.
W czerwcu 1940 roku otrzyma rozkaz zlikwidowania gestapowca Schnei-dera. Chodzi za
nim kilka dni. Dopisao mu wreszcie szczcie: Niemiec wszed do publicznej toalety i tam
dosigy go kule mego przyjaciela. Krtko potem Dziepatowski zosta zapany na ulicy.
Najprawdopodobniej zosta rozpoznany przez jakiego innego uytkownika szaletu, co ze
wzgldu na jego charakterystyczne, artystyczne wosy nie byo trudne. Trafi na gestapo przy
ulicy Szucha. Torturowany, nie zdradzi nikogo. Rozstrzelano go w lipcu tego roku. Niemcy
oddali mu do szczeglny "ukon", rozplakatowujc po caej Warszawie pokrtn
wiadomo o wykonaniu wyroku na "polskim bandycie, ktry w celu rabunkowym napad
niemieckiego oficera". Miasto wiedziao, jaka bya prawda. Zreszt liczba tych "bandytw" z
kadym dniem rosa. Okupant nie mg spa spokojnie.
Po paru miesicach w peni zdaem sobie spraw z paradoksu sytuacji, jaka panowaa w
okupowanej Polsce. Wielekro bycie w Podziemiu byo korzystniejsze ni praca na posadach
urzdniczych wymagajcych penej lojalnoci lub tylko "neutralnoci" wobec wadz
okupacyjnych. Pomijajc ryzyko wpadki, czonek organizacji podziemnej mia wiksze
moliwoci i korzysta z udogodnie niedostpnych reszcie spoeczestwa.
Przede wszystkim czonek ruchu oporu by chroniony przez swoj organizacj, dysponujc
sprawnym zazwyczaj mechanizmem konspiracyjnym. Posiada doskonae jakociowo
dokumenty potrzebne do poruszania si oraz skutecznie chronice przed aresztowaniem w
apance. Dysponowa pewny75
t3J.WU.JVC
iiuansowymi, przydzielanymi w celu w miar normalnego funkcjonowania. Wiedzia, gdzie
wobec zagroenia ma si uda i gdzie je przeczeka.
Czonek Podziemia mia te przewag psychiczn nad kolaborantem pracujcym dla
Niemcw. Posiada spokj wewntrzny pyncy z przekonania, e suy susznej sprawie,
oraz poczucie wasnej godnoci i wartoci. Mia te przewag nad ludmi pozostajcymi poza
konspiracj. Skoncentrowani tylko na przetrwaniu, yli na og w wikszym strachu i
bezradnoci wobec terroru hitlerowskiego ni ludzie Podziemia. Terror hitlerowski dotyka
ludno polsk w sposb nie dajcy si przewidzie. Stosowana bya zasada
odpowiedzialnoci zbiorowej, bdca jednym z najokrutniejszych i nieludzkich aspektw tej
wojny. Polegaa ona na regule, e za czyny jednostki odpowiada grupa. Grupa zwykle nie
majca nic wsplnego z autorem aktu zbrojnego czy sabotau. Wielokrotnie bywao tak, e
bojownicy Podziemia wykolejajcy pocig, podpalajcy magazyny ze zboem czy zabijajcy

gestapowca wychodzili bez szwanku, a przed plutonem egzekucyjnym stawiano mieszkacw


najbliszej wsi czy ulicy. Ginli niewinni ludzie.
W Warszawie znana bya historia zamachu na kawiarni, do ktrej przychodzili codziennie
hitlerowscy oficerowie, w tym tacy, ktrzy szczeglnie angaowali si w zwalczanie ruchu
oporu. Podczas akcji zastrzelono bodaj dwch gestapowcw, a nastpnych kilku raniono.
Zamachowcom udao si zbiec. Odwet niemiecki by straszliwy. Rozstrzelano dwustu
mieszkacw domw ssiadujcych z kawiarni. Zginli niewinni ludzie, czsto nie majcy w
ogle pojcia o istnieniu organizacji podziemnej, ktra przygotowaa zamach. Chcieli przey
okupacj. Nie chcieli walczy. Zapacili yciem za walk innych.
Niemcy spodziewali si, e swoj diabelsk taktyk zmusz Podziemie do zaniechania
dziaalnoci zbrojnej przeciwko nim. Gdybymy ulegli tej okrutnej presji, osignliby swj
cel. Mimo niewinnych ofiar, mimo blu i nieszczcia ich rodzin nie dalimy si zastraszy.
Nie mogli czu si w Polsce bezpiecznie i bezkarnie.
W czerwcu 1940 roku Niemcy urzdzili w Warszawie gigantyczn apank. Schwytano okoo
dwudziestu tysicy ludzi, przewieziono ich w kilka miejsc, gdzie odbyo si sprawdzanie
dokumentw, rewidowanie, a gdy byy jakie podejrzenia, take przesuchiwanie. Wszyscy
mczyni poniej czterdziestki zostali wywiezieni na roboty do Rzeszy, najczciej do
zakadw przemysu zbrojeniowego. Kobiety pomidzy siedemnastym a dwudziestym pitym
rokiem ycia trafiy do pracy na roli, gwnie na tereny Prus Wschodnich. Osoby, ktre nie
miay dokumentw, posiaday "lewe" papiery lub nie do przekonujco tumaczyy, gdzie
pracuj i co robi, bd gubiy si w personaliach, odstawiono do obozw koncentracyjnych.
Ponad cztery tysice ludzi trafio do Owicimia, gdzie znalazo si praktycznie poza
moliwoci otrzymania pomocy.
Pniej dowiedziaem si, e w tej apance znalazo si take ponad stu czonkw Podziemia.
Zostali zwolnieni, bowiem ich dokumenty nie wzbudziy adnych podejrze. Kady
przekonywajco podawa, gdzie mieszka, co robi, w jakim zakadzie czy biurze jest
zatrudniony. Byli wiarygodni, pewni siebie.
Wszystko, o czym mowa, stanowi ilustracj niezbdn do waciwego zrozumienia sytuacji
ludzi decydujcych si na prac w ruchu oporu. Korzyci uczestnictwa w Podziemiu w daleko
wikszym stopniu kompensoway niedogodnoci i zagroenia, niby si to mogo wydawa
ludziom postronnym i niezorientowanym.
Sytuacja niewielkiej garstki kolaborantw, pragncych wzbogaci si na klsce ojczyzny bd
uwaajcych, e Polska w ich planach si "zdezaktualizowaa" i powinni wiza swj los ze
"zwycisk Tysicletni Rzesz Niemieck" - bya o wiele trudniejsza i bardziej
skomplikowana, ni wygldaa z pozoru. Ludzie ci obawiali si, po pierwsze, Polakw.
Wiedzieli, e ich postawa jest totalnie potpiana, a oni sami otaczani pogard. Nie mogli by
take pewni, e Podziemie nie wystawi im rachunku. Z kolei Niemcy te nie obdarzali tych
neofitw nadmiernym zaufaniem: kolaboracji zawsze towarzyszy obustronna podejrzliwo.
Brak zaufania kolaboranci naturalnie odczuwali i z pewnoci by dla nich dolegliwy. Tak
wic znajdowali si pomidzy motem a kowadem. Balansowali midzy iluzj poparcia ze
strony Niemcw a konkretn nienawici ogu uczciwych Polakw i czonkw Podziemia.
Nie naley jednak przypuszcza, i prbuj lokowa w pobliu siebie Polakw, ktrzy nie
brali udziau w czynnym oporze, i tych, ktrzy ojczyzn zdradzili. Wielu dzielnych,
patriotycznych i uczciwych rodakw nie naleao do Podziemia. Ograniczeni byli
okolicznociami, w jakich im przyszo y: czsto sytuacjami znaczonymi wielkim
powiceniem i cierpieniem. Ludzie ci nie odmawiali nam pomocy i byli do niej gotowi,
mimo ryzyka. I taka postawa dominowaa.
Klasycznym jej przykadem bya moja warszawska gospodyni. Nie naleaa do adnej
organizacji podziemnej. Wbrew pozorom wcale nie byo atwo zosta czonkiem ruchu oporu.

Kandydaci musieli spenia okrelone kryteria. Przede wszystkim chodzio o dobre warunki
fizyczne oraz brak obcienia innymi obowizkami, mogcymi komplikowa prac
konspiracyjn. W moim przypadku, stan kawalerski bardzo uatwia spraw. Powicanie
caego czasu i energii Podziemiu nie byo trudne. Nie miaem rodziny, ktra czekaa w domu,
mogem spa gdziekolwiek i jakkolwiek. Przed nikim nie musiaem si ukrywa ze swoj
dziaalnoci. Robiem wszystko na swj wasny rachunek. Nikogo nie naraaem. Ludzie
obarczeni rodzinami ju nie mieli takiego luksusu. Nie mogli wie koczowniczego trybu
ycia, ukrywa przed najbliszymi, czym si zajmuj, czy wystawia ich na ryzyko tortur i
represji.
76
77
Pani Nowakowa miaa wystarczajco duo wasnych zaj. Caa jej uwaga i zapobiegliwo
koncentroway si na utrzymaniu domu i trosce o syna. Dokadnie nie wiem, czym si
zajmowaa. Nie sdz, aby to moga by jaka staa praca. Jeeli nawet, to w jakim bardzo
ograniczonym zakresie. Byem natomiast wiadkiem jej sprawnoci w tak zwanym
organizowaniu. Na pocztku wojny musiaa sprzeda niemal wszystkie kosztownoci i
wartociowe przedmioty, aby zdoby pienidze na utrzymanie. Potem chyba zajmowaa si
porednictwem w takim handlu. Sprzedawaa rzeczy swoich znajomych zawodowym
handlarzom, co zarabiajc. Jedzia te na wie po jedzenie: mk, maso, jajka, wdliny.
Pniej zacza przywozi ze wsi... tyto. Suszya go w kuchni, a potem skrcaa z niego
papierosy, w czym pomaga jej Zygmu. S woj produkcj rozprowadzaa midzy
znajomych, a take do zaufanych kioskw.
Dzielna kobieta prowadzia naturalnie dom. Zdobywaa opa, gwnie jakie stare skrzynki,
ktre rbaa siekier na podwrku. Czasem przynosia troch wgla. Staraa si, aby Zygmu
jada regularnie trzy razy dziennie i aby obiad przypomina posiek z czasw przedwojennych.
Dochodzia do tego nauka chopca oraz naturalne dla jego wieku problemy wychowawcze.
Nowakowa cay dzie spdzaa na nogach.
- Wieczorem zasypiam jak zabita - mwia. - Jedyne rzeczy, na jakie reaguj, to haas z ulicy,
kroki na klatce schodowej czy dzwonek do drzwi. Zrywam si wtedy spocona ze strachu, a
serce omal mi nie wyskoczy. Nie wyobraa pan sobie, jak si wtedy boj. Stojprzy ku jak
wronita w ziemi i czekam na... gestapo. Wyobraam sobie, e chc mnie rozdzieli z
synem. A ja tak bardzo chc, aby m, gdy wrci z obozu, zasta naszego chopca caego i
zdrowego. To dobry i mdry chopiec. M tak go kocha...
Naturalnie nic nie wspominaem pani Nowakowej o swoim zajciu. Takie opowiadanie
byoby wbrew zasadom konspiracji. Naraaoby i mnie, i j.
Pewnego wieczoru wrciem przygnbiony i zmczony. Pani Nowakowa koczya akurat
prasowanie. Poprosia, abym usiad przy stole. Zaproponowaa herbat. Zygmu siedzia obok
i odrabia lekcje. Piem herbaciany erzac, przegryzajc chlebem z marmolad. By to nie lada
rarytas i poczuem si tak, jakbym w jakim szlacheckim dworze dostpi szczeglnej
gociny...
Kiedy skoczyem, zaczlimy rozmawia o Warszawie, o wojnie i Niemcach. Moja
gospodyni, jak to czsto bywa u ludzi yjcych w cigym napiciu, zacza si zwierza.
Mwia, z jakim trudem utrzymuje dom i wychowuje syna, jak boi si o ma w obozie.
Rozpakaa si. Zygmu ledzi to, zaniepokojony i zaskoczony. Poblad jak kreda. Podszed
do matki i zarzuci j ej rce na szyj. Wybuchn paczem. Siedzieli objci i pakali razem.
Bladzi, wychudzeni, przeraeni i bezradni. Wyrzuty sumienia zaczy uwiadamia mi, e
stanowi dla nich dodatkowe obcienie i zagroenie. Wiedzc, e moja decyzja jest wicej

ni nierozwana, postanowiem opowiedzie co wicej o sobie. Poprosiem Zygmusia, aby


nas zostawi samych.
- Nie dokoczyem jeszcze lekcji - powiedzia. - Pjd si pooy i poczytam w ku, a
mama mnie zawoa, jak skoczy z panem rozmawia. Dobrze?
Odprowadzia chopca do jego pokoju. Widziaem, jak cauje go w gow. Wrcia do kuchni.
- Sucham pana. Co mi chcia pan powiedzie?
- To, co teraz robi, jest sprzeczne z reguami obowizujcymi w organizacji, ktrej jestem
czonkiem. Sdz jednak, e powinna pani to wiedzie. Musz pani ostrzec, e moja
obecno w tym domu jest dla pani bardzo niebezpieczna. Jestem w konspiracji. W tym
mieszkaniu jestem zameldowany. Niestety czasami mam tu rozmaite papiery, ktre stanowi
zagroenie, na przykad pras podziemn, o ktrej pewnie pani syszaa. Niekiedy musz t
"bibu" przetrzymywa kilka dni. Stawia to pani i syna w niebezpiecznej sytuacji. Nigdy nie
miaem zamiaru o tym mwi, ale patrzc na pani, jak si pani mczy, jak walczy o
przetrwanie, zdecydowaem, e tak bdzie lepiej. Powiedziaem pani, a teraz si wyprowadz.
Jutro poczyni w tym kierunku stosowne kroki.
- Dzikuj panu. Bardzo dzikuj za to, co pan powiedzia - mwia spokojnie.
Wstaa i zawoaa chopca.
- Zygmu, pan nie ma jakich sekretw. Moesz do nas wrci. Przybieg w podskokach, z
okrzykiem radoci. Usiad przy stole.
- Mam ci co do powiedzenia. Pan Kucharski chce si od nas wyprowadzi, bo uwaa, e nas
naraa. Pan pracuje w konspiracji dla dobra Polski. eby bya wolna i nie byo w niej
Niemcw. Tak jak twj tatu. Pan si boi, e jeeli Niemcy go aresztuj, to i nam mog zrobi
krzywd. Jeste ju duym chopcem. Jak mylisz, co powinnimy panu odpowiedzie? zakoczya pani Nowakowa.
Tego si nie spodziewaem. Fakt, e postanowia powiedzie chopcu, zaskoczy mnie
zupenie. Zaczem aowa swojego kroku. Zygmu patrzy to na matk, to na mnie.
Wyglda na zakopotanego i zmieszanego. Poszukiwa widocznie odpowiedzi na pytanie,
czego matka od niego oczekuje. Twarz Nowakowej opromienia umiech.
- To co panu powiemy?
Zygmu wsta. Podszed do mnie i poda swj ma do.
- Prosz, niech si pan o nas nie martwi. Mymy z mam ju wczeniej myleli, e pan
walczy z Niemcami. Mama nie ma przede mn tajemnic. Ona wie, e ja umiem dochowa
tajemnicy - wygosi przemwienie.
Jego bkitne oczy byszczay.
- Nawet gdyby oni mnie bili, nic nie powiem. Niech pan z nami zostanie - zakoczy, starajc
si, aby jego sowa brzmiay bardzo stanowczo i odwanie.
Musiaem wyglda na zaskoczonego i mie niewyran min, bo Zygmu
79
78
Rozdzia VII DEBIUT
nagle pogaska mnie po gowie, najwyraniej starajc si uspokoi. Pani No-wakowa
umiechaa si.
- Prosz nie aowa ani te nie mie adnych obaw. Zygmu nigdy dotd si nie wygada.
Prawie cay czas jest ze mn. Kolegw nie ma. Komu miaby powiedzie? Niech mi pan
wierzy, w czasie wojny dzieci szybko staj si dorose.
Milczaem.

E
;dy moi przeoeni doszli do wniosku, e zostaem dostatecznie /prowadzony w zasady
konspiracji, postanowili powierzy mi pierw-z misj. Jej celem by Pozna, wcielony do
Trzeciej Rzeszy. Przed wykonaniem zadania zostaem zaprzysiony, e nigdy nie bd
wspomina o jego szczegach. Miaem dotrze do wysokiego urzdnika pastwowego,
dziaajcego aktualnie w Podziemiu, i przedyskutowa z nim szans pozyskania do
konspiracji dawnych jego podwadnych. Ze wzgldu na charakter pracy, w urzdnik posiada
liczne, rozlege kontakty z Niemcami, podobnie jego pracownicy. Dla Podziemia byo bardzo
wane to, co wiedzia, oraz potencjalne kontakty, jakie mg nawizywa.
Pretekst dla mego wyjazdu zosta starannie wybrany. Crka czowieka, do ktrego si
udawaem, zostaa wybrana do odegrania roli mojej "narzeczonej". Podobnie jak ojciec, bya
w konspiracji. Mieszkacy ziem wcielonych do Rei-chu mogli ubiega si o niemieckie
obywatelstwo. Moja "narzeczona" skorzystaa z tego "przywileju" za zgod Podziemia. Teraz
zapraszaa swego "narzeczonego", aby omwi kwestie osobiste, a take... uwiadomi mu
jego niemieckie pochodzenie. Dla kamuflau, na czas zadania otrzymaem dokumenty na
nazwisko autentycznie yjcego w Warszawie Polaka pochodzenia niemieckiego. Tyle tylko,
e czowiek ten od miesica przebywa ju we Francji, a jego rodzina znikna ze stolicy.
Wykuem na blach dane personalne i informacje dotyczce mojej "rodziny". Byem teraz powiedzmy - Andrzejem Yogstem. Udawaem si do Heleny - powiedzmy - Siebert, ktra
rczya za moje zachowanie na terenie Poznania i, generalnie, Niemiec.
Gdyby gestapo chciao sprawdzi tego Yogsta, miaoby spore kopoty z wykryciem caej
mistyfikacji. Facet figurowa w ksigach parafii ewangelickiej, mia normalny meldunek. Z
mieszkania korzystaa dalsza rodzina, ktra doskonale go znaa i wiedziaa, co robi w razie
przepytywania. Na ten sam adres pisaa z Poznania "narzeczona". Ybgst pracowa w firmie
zaopatruj81
cej zakady fryzjerskie, a od nich z kolei skupowa... wosy, cenny w czasie wojny surowiec.
Mia wszystkie dokumenty potrzebne do podrowania w sprawach zawodowych po
Generalnej Guberni.
Do szczcia brakowao mu tylko... Poznania i czuego przekonywania "narzeczonej", e jest
Niemcem. To zreszt take trzymao si kupy, bo dziadek Yogsta by prawdziwym Niemcem
wenionym w warszawsk rodzin mieszczask, ktra go spolonizowaa.
Jak wida, przygotowania byy staranne i zmierzajce do minimalizacji ryzyka do... zera. W
kocu nie robili tego dyletanci.
Dojechaem do Poznania bez problemw. Kontrola w pocigu na granicy Generalnej Guberni
i Reichu przebiega bez najmniejszych kopotw. Miasto znaem do dobrze z czasw
przedwojennych. Szedem ulicami i... nie poznawaem go. Miasto o najwspanialszych
polskich tradycjach i historii sprawiao wraenie typowo niemieckiego. Wszystkie szyldy
instytucji, biur, bankw, sklepw - w jzyku niemieckim. Tak samo nazwy ulic. Afisze - tylko
w tym jzyku. Na rogach gazeciarze sprzedawali wycznie hitlerowskie gazety. Dookoa
sycha byo niemiecki. Niekiedy tylko z silnym akcentem. Zastanawiaem si, czy bardziej
dlatego, e mwicy nie zna jzyka, czy te moe celowo kaleczy, aby podkrela swoje
polskie pochodzenie. Idc dobre p godziny, nie natrafiem na nikogo, kto by si odezwa po
polsku. Wraenie byo piorunujce. Niemcy. Jestem w Niemczech...
Pniej miaem si dowiedzie, e hitlerowcy "oczycili" centrum miasta z Polakw
cakowicie. Po wielu ulicach w ogle zabroniono im si porusza. Mogli zamieszkiwa
jedynie na przedmieciach i w mniej reprezentacyjnych rejonach. Na miejsce Polakw

sprowadzono Niemcw, w celu utrwalenia "tradycyjnie niemieckiego charakteru" Poznania.


Chorgwie ze swastyk opotay na wietrze. W sklepach pozawieszano portrety Fiihrera.
Patrzc na niemieckie oddziay, raz po raz maszerujce gdzie ulicami, wpadem we
wcieko. Przecie nawet postronni, zdawaoby si, bezstronni ludzie, ktrzy nie znali
faktw historycznych, mogliby po kwadransie by wicie przekonani, e trafili do "rdzennie
niemieckiego miasta". Mnie samemu, znajcemu Pozna sprzed paru miesicy, trudno byo
si poapa, gdzie jestem. Zmiana bya szokujca i przygnbiajca.
"Narzeczon", Helen, spotkaem pod ustalonym adresem. Bya to wysoka, ciemnowosa
dziewczyna o agodnym sposobie bycia i mikkim, adnym gosie. Zaskoczyo mnie to,
bowiem w Warszawie rekomendowano mi j jako jedn z najodwaniejszych kobiet
Podziemia na tym terenie. Do przyjcia jej ojca byo jeszcze nieco czasu, wic
rozmawialimy, siedzc w elegancko umeblowanym salonie. Szybko zdaem relacj z
podry. Ona jednak interesowaa si przede wszystkim wydarzeniami w stolicy.
Relacjonowaem, jak mi si zdawao, dokadnie, ale raz po raz zadawaa ucilajce pytania i
upewniaa si, czy dobrze rozumie znaczenie tego czy innego wydarzenia. Kiedy skoczyem,
a waciwie kiedy to ona skoczya odpytywa82
nie mnie, rzeczowo i precyzyjnie zaja si sytuacj w Poznaniu i, generalnie, w
Wielkopolsce.
Z miasta usunito ca polsk inteligencj i wacicieli nieruchomoci, tak zreszt jak
wszdzie na terenach przyczonych do Rzeszy. Zezwolono na pozostanie Polakom, ktrzy
zarejestrowali si jako Niemcy. ycie tych Polakw, ktrzy nie zdecydowali si na taki krok,
byo nie do pozazdroszczenia. Byli praktycznie poza prawem. Cay ich majtek ruchomy i
nieruchomy mg zosta w kadej chwili skonfiskowany. Nie mogli korzysta z tramwaju czy
autobusu. Nie mogli nawet posiada roweru. Na ulicy Polak musia zdejmowa czapk przed
kadym umundurowanym Niemcem i na jego widok schodzi z chodnika, by ustpi miejsca.
Moja "narzeczona" mwia o tym rzeczowym tonem, jakby opisywaa epizod historyczny, z
ktrym nie ma nic wsplnego. Wielu ludzi w konspiracji hodowao temu sposobowi
relacjonowania spraw innym. Starali si zachowa maksymalny dystans do rzeczy czsto
bolesnych, byli chodni i bezosobowi, jak chirurg przy stole operacyjnym. To bya bardzo
profesjonalna postawa i imponowaa mi. Staraem si, jak mogem, zachowywa podobnie,
mimo i byem nowicjuszem w konspiracji. Jednak to, co zobaczyem w Poznaniu, nie
pozwalao mi na taki "naukowy chd analizy". Gdy moja rozmwczyni skoczya, zapytaem
j, jak wyobraa sobie rozwizanie tej dramatycznej dla Polski i Polakw sytuacji.
- Wyjcie jest tylko jedno. Wraz z klsk Niemiec musi nastpi masowy, bezwzgldny terror
skierowany przeciwko tym, ktrzy weszli na nasz ziemi i zaczli nas krzywdzi. Ich
"osadnicy" bd traktowani tak samo, jak traktowali Polakw. Bd std wyrzuceni si. Nie
bdzie adnych kompromisw, bo inaczej problem "odniemczania" Poznania i innych
terenw utknie. Zaczn si jakie rokowania, plebiscyty, reparacje wojenne, odszkodowania,
wzajemna wymiana wasnoci. Nie ma zudze, sytuacja idzie ku systematycznemu
pogarszaniu, a zmieni j i przeksztaci na nasz korzy moe tylko masowy, radykalny
terror - mwia do mnie pikna, delikatna dziewczyna.
Staraa si o waciwy dobr sw i staranne ich waenie. Jednak wyczuwao si
towarzyszcy temu pozornie beznamitnemu spokojowi wielki adunek uczuciowy i
emocjonalny. Ona bezgranicznie nienawidzia Niemcw i rwnie silnym uczuciem mioci
darzya swoj ojczyzn.
Zachowaa zimn krew i tylko mimika twarzy zdradzaa, co si dzieje w jej umyle.

Nurtowaa mnie myl, jak osoba tak silna i niezalena moga zdecydowa si na przyjcie
obywatelstwa niemieckiego. Czy to nie byo dla niej upokarzajce? Jakie s granice suenia
susznej sprawie? Nie wytrzymaem.
- Przepraszam za to pytanie - zaczem. - Prosz nie odpowiada, jeeli wyda si
niestosowne... Dlaczego pani zarejestrowaa si jako Niemka? Czy bez tego nie mogaby pani
suy Polsce?
83
Spojrzaa mi prosto w oczy. Nie zwlekaa z odpowiedzi ani chwili.
- Wanie tak. Musiaem "zosta Niemk", aby suy Polsce. Gdyby istnia jakikolwiek inny
sposb, na pewno zdecydowaabym si wanie na niego. Wy, w Generalnej Guberni, yjecie
innym yciem, w innych warunkach. Wasze metody walki musz by zatem inne ni nasze.
Posiadacie o wiele wikszy wachlarz rodkw pozwalajcych na uchronienie si przed
gestapo. My ich nie mamy. Tu, w Rzeszy, polska inteligencja nie istnieje. Jedyn drog, aby
tu pozosta i dla Polski pracowa, jest przyjcie niemieckiego obywatelstwa - mwia
przekonuj co.
- Czy wielu Polakw idzie t drog? - zapytaem.
- Bd szczera, niewielu. Nawet mj ojciec woli si ukrywa na wsi. Tu musiaby "zosta
Niemcem" i niewtpliwie zmuszono by go do wsppracy politycznej. On chce tego unikn
za wszelk cen. To jednak przypadek szczeglny. Wielu Polakw, nie idc jednak na taki
ukad, w gruncie rzeczy szkodzi... Polsce. Nie powinno by miejsca na lojalno czy honor,
gdy chodzi o walk z Niemcami. Czy pamita pan, jak si zachowywali we wrzeniu
obywatele Polski pochodzenia niemieckiego? Jak jeden m zdradzili. Bro skierowali
przeciw Polakom. Dlatego, jak by si nie potoczyy losy Polski, nie bdzie w niej miejsca dla
Niemcw! To nie powinno ulega wtpliwoci. Polacy na tych ziemiach powinni za wszelk
cen nie da si usun, bo ju tu nie wrc. Jeeli zatem mona zosta volksdeutschem czy
reichsdeutschem, trzeba zosta. To naprawd nic nie znaczy i nie wolno mie jakich
miesznych sentymentw czy rozterek. Ja ich nie mam.
Otrzymaem od niej kolejn lekcj. Nie mogem znale sabego punktu w jej argumentacji.
Zaczynaem si przychyla do jej koncepcji. Od razu spostrzega zmian mego nastawienia.
- Rozumie pan wreszcie o czym mowa? W cigu tylko dwch miesicy okupacji Niemcy
wywieli z terenw wczonych do Rzeszy ponad czterysta tysicy Polakw. Gwnie do
Generalnej Guberni. Chce pan wiedzie, jak to wyglda? Ludzie dostaj dwie godziny na
przygotowanie do opuszczenia domu, w ktrym spdzili ycie. Mog zabra pi kilogramw
bagau na osob. Musz pozostawi cay dobytek i jeszcze... wysprzta mieszkanie na
przybycie niemieckich osadnikw. Policja czsto zmusza, aby Polacy, odchodzc,
pozostawiali na stole wazon z kwiatami na powitanie nowych gospodarzy - nie oszczdzaa
mi detali.
Rozmowa z "narzeczon" dobiega koca, gdy do drzwi zapuka jej ojciec. Zostawia nas
samych bez sowa. W cigu paru godzin omwilimy wszystkie sprawy zlecone mi przez
moich mocodawcw. Ludzie, o ktrych chodzio Warszawie, byli - zdaniem mego rozmwcy
- gotowi do pracy w Podziemiu, ale nie na terenie Trzeciej Rzeszy, tylko w Generalnej
Guberni. Oczekiwali przerzucenia ich przez granic. Obiecaem przekaza te szczegy komu
trzeba.
Po dwch dniach opuciem Pozna i bez przygd wrciem do Warszawy.
Udaem si do lokalu konspiracyjnego, gdzie zdaem sprawozdanie z misji.
Gdy dotarem do swego mieszkania, pani Nowakowa i Zygmu powitali mnie z radoci.
Patrzyli na mnie z podziwem, jakbym wanie wrci z pierwszej linii frontu. Stopie ryzyka

mojej misji by znikomy, ale zwizane z ni przeycia sprawiy, e poczuem si prawdziwym


czonkiem Podziemia, a nie tylko terminatorem. Debiut zaliczyem.
84
Rozdzia VIII
BORECKI
Z
aczem rozumie funkcjonowanie Podziemia. To byo dowiadczenie wyniesione z misji
poznaskiej. Dziepatowski pozna mnie z kilkoma ludmi z konspiracji, ale nic na razie z
tego nie wynikao. Nie miaem adnego staego przydziau, a moje starania nawizania
jakiego trwaego kontaktu nie przynosiy skutku. Dostawaem jakie dorane i
nieskomplikowane zadania.
Po czci przyczyn tego by stan organizacyjny ruchu oporu w kocu 1939 roku. Nie
przypomina on jeszcze kompleksowej, wielopoziomowej i sprawnie funkcjonujcej
struktury, jaka miaa si wyoni w pniejszych latach okupacji. W tym stadium rozwoju nie
byo jeszcze jednej, zdecydowanie dominujcej organizacji podziemnej. Dziaao wiele grup i
orodkw konspiracyjnych. Robiy to "samodzielnie", bez koordynacji z innymi, czsto ze
sob konkurujc. Ich aktywno przypominaa zbiorowisko ludzi, ktrzy posiadaj oglny
cel, ale nie maj wypracowanych jakich form wsplnego dziaania.
W gruncie rzeczy, kady obdarzony wyobrani, inicjatyw, ambicj i odwag czowiek mg
stworzy swj wasn grup. Nazwy i cele tych, czsto efemerycznych, organizacji byy
niekiedy wrcz fantastyczne: "Mciciele", "Karzca Rka", "Sd Boy". Tej egzotyce
nazewniczej odpowiadaa take rnorodno programowa. Od klasycznie terrorystycznej
poprzez pseudopo-lityczn, na mistyczno-religijnej koczc. Polacy szczeglnie atwo ulegaj
atmosferze tajemnicy i konspiracji, a okolicznoci temu sprzyjay. Przywdcy tych
organizacji byli, generalnie, przekonani, e wojna rycho si skoczy, oni za odegraj
kluczow rol w odbudowie pastwa polskiego, zajmujc w nim stosowne do zasug pozycje.
W tym spontanicznym chaosie zaczy si jednak wyania pewne elementy stae, sprzyjajce
konsolidacji i deniom zjednoczeniowym. Dziao si tak za spraw przed wojennych
stronnictw politycznych, ktre mimo wojny i okupacji hitlerowskiej nie ulegy rozpadowi.
Najpierw zgodziy si one co do
pryncypiw, a za takowe uznano wzajemne zblienie w obliczu niemieckiego zagroenia,
prowadzenie konsultacji i uzgadniania przedsiwzi oraz wzmocnienie i utrzymywanie
staego kontaktu z rzdem polskim generaa Wadysawa Sikorskiego dziaajcym we Francji.
Obok struktury politycznej o charakterze cywilnym wyonia si take podziemna struktura
wojskowa. Cel by jeden: poczenie w cao wszystkich rozproszonych organizacji, grup i
grupek.
Od jednej z partii politycznych najsilniej zaangaowanych w te dziaania zjednoczeniowe
otrzymaem zadanie odbycia kolejnej misji. Z polecenia Stronnictwa Narodowego miaem
uda si do zajtego przez Sowietw Lwowa. Tam miaem wykona kilka zlece, po czym
przedosta si poprzez Wgry do Francji i nawiza kontakt z rzdem polskim w Paryu i
Angers. Zgodziem si z ochot. Prcz zasadniczego zadania organizacyjnego, wizaem z
misj take swoje osobiste nadzieje. Ot genera Sikorski wyda rozkaz, aby wszyscy modzi
Polacy starali si przedosta do Francji i doczy do naszego wojska. Rozkaz dotyczy
przede wszystkim pilotw, mechanikw lotniczych, marynarzy i artylerzystw. Byem w tej
ostatniej grupie zapotrzebowania. Jak si spodziewaem, pomylne wypenienie zadania

oznaczaoby dla mnie automatycznie wcielenie do armii i kontynuowanie walki z Niemcami.


Dlatego wrcz nie mogem si doczeka wyjazdu z Warszawy.
By to czas, kiedy siy polityczne w kraju i rzd we Francji potrzeboway zacienienia
kontaktw. Rzd dy do zdobycia oparcia w ludnoci na terenie kraju. Ona nadawaa sens
jego istnieniu, j reprezentowa wobec zachodnich sojusznikw. Przedstawicielami ludnoci
byy stronnictwa polityczne grajce gwne role w ruchu podziemnym. Te z kolei
potrzeboway poparcia rzdu i uznania przeze ich roli w kraju. Ponadto krajowe siy
polityczne oczekiway, e rzd bdzie informowa aliantw o ich pogldach. Innej drogi
stronnictwa praktycznie nie posiaday. Polityczna konieczno wymuszaa zatem zbudowanie
systemu wzajemnych kontaktw i przepywu informacji.
Poprzez kurierw, kursujcych pomidzy okupowan Polsk a Francj, uzgodniono zasady
wspdziaania. Kade z liczcych si stronnictw miao mianowa swoich przedstawicieli
przy rzdzie w Angers. Mogli to by albo obecni czonkowie gabinetu Sikorskiego, albo
przebywajcy we Francji dziaacze tych si politycznych. W ten sposb gwne siy:
Stronnictwo Narodowe, Stronnictwo Ludowe, Polska Partia Socjalistyczna i Chrzecijaskie
Stronnictwo Pracy, uzyskay moliwo wpywania na rzd. W okupowanej Polsce utworzyy
natomiast form koalicji. To z kolei zabezpieczao wpywy rzdu na sytuacj w kraju oraz
wzmacniao jego pozycj wobec aliantw, jako struktury kontrolujcej z daleka bieg
wydarze, a nie tylko reprezentacyjno-fasado-wej.
W Warszawie pocztki porozumienia stronnictw zaczy si wyania w pamitnych dniach
obrony stolicy przed nawa hitlerowsk, we wrzeniu 1939 roku. Mimo politycznych
odmiennoci, organizacje polityczne okazy87
86
way wwczas wielk dyscyplin i podporzdkowanie dowdztwu obrony miasta, patriotyzm
i ogromne powicenie. Dawne swary, spory i polityczne wzajemne ataki odeszy w
niepami.
Posyano mnie do Lwowa w celu zainicjowania podobnego porozumienia si politycznych
oraz nawizania cisej wsppracy pomidzy tym miastem a stolic. Miaem poinformowa
tamtejszych przywdcw o sytuacji w Warszawie oraz zapozna si z warunkami panujcymi
we Lwowie pod sowieck okupacj. Prosto stamtd miaem przedosta si do Rumunii i dalej
do Francji, aby zoy raport naszemu rzdowi.
Szykujc si do misji, poznaem Boreckiego. By jednym z najwybitniejszych organizatorw
Podziemia. W latach dwudziestych zajmowa jedno z kluczowych stanowisk w Ministerstwie
Spraw Wewntrznych. Po zamachu majowym 1926 roku i objciu wadzy przez Pisudskiego
Borecki zosta zwolniony i przeszed do opozycji. Prowadzi wwczas wietnie prosperujc
kancelari adwokack, posiada rozlege kontakty i znany by z wszechstronnych,
renesansowych niemale zainteresowa. Sw energi wykorzystywa midzy innymi na polu
bada naukowych.
Nie miaem z nim stycznoci przed wojn, cho oczywicie wiele o nim syszaem. Teraz
zostaem do niego skierowany. Ku memu absolutnemu zaskoczeniu dowiedziaem si, e
mieszka w swoim mieszkaniu, a na dodatek pod prawdziwym nazwiskiem. Borecki by
szedziesicioletnim mczyzn. Wysoki, szczupy, elegancki. Powita mnie serdecznie, co
wskazywao, e musia sysze o mnie dobre opinie. W celu wykluczenia wszelkich
wtpliwoci co do mojej osoby podaem mu zaklejon kopert, w ktrej znajdowa si
kawaek przedartej gazety. Borecki mia drug cz, ktra musiaa pasowa do mojej.

Przeprosi mnie na chwil i znikn w ssiednim pokoju. Wrci po chwili z umiechem na


ustach.
- Oczywicie wszystko si zgadza. Znam cel pana misji. Lww, a potem Francja. Zgadza si?
- zapyta.
Kiwnem gow. Poprosi mnie do stou. Zachowywa si bez cienia dystansu, dajc
najwyraniej do zrozumienia, e mimo wojny, konspiracji i innych spraw duej wagi mona
zachowywa formy waciwe gentlemanom.
- Musz si pochwali swymi talentami gospodarskimi - mwi, zaparzajc herbat. - on i
dzieci wyekspediowaem na wie i dobrze radz sobie sam.
Postawi przede mn szklank mocnej herbaty i elegancki talerzyk z herbatnikami.
- Moe to troch pno na odkrywanie urokw prowadzenia domu, ale co zrobi - mwi z
pewnym rozbawieniem. - Pomoga mi w tym moja matka, od maego sposobic do robienia
przy sobie wszystkiego. Szybko umiaem czyci buty, prasowa spodnie, przyszywa guziki.
Potem byem harcerzem.
Przerwa. Szuka czego w pamici.
- Tak, dokadnie czterdzieci pi lat temu nauczyem si gotowa - wspomina. - Matce i harcerstwu zawdziczam, e teraz mog sobie radzi samodzielnie. Ciesz
si, e rodzina jest daleko. Gdyby mnie zapali, tylko ja bd ofiar...
Borecki nalea do tej rzadko spotykanej kategorii ludzi, w ktrych towarzystwie mona si
byo czu zupenie swobodnie.
- Pozwol sobie zauway, e najprawdopodobniej zaniedba pan nieco nauk palenia w piecu
- zdobyem si na swobodniejszy ton.
- Nieadnie. Nie mona tak mwi. Pan si zupenie myli - Borecki zareagowa lekkim
wyrzutem. - Zimno panu? To bardzo zdrowo. Trzeba si przyzwyczaja. Wojna bdzie duga,
potrwa wiele zim, a wgla z pewnoci bdzie brakowa.
Dostrzegem dopiero teraz, e mj gospodarz jest... w palcie, a i ja nie pomylaem, eby
zdj swoje.
Wiedziaem o nim wiele wicej ni on o mnie. By postaci, o ktrej si w Podziemiu mwio
z wielkim szacunkiem. By niestrudzony w organizowaniu Podziemia, a przede wszystkim w
tworzeniu sprawnego systemu cznoci z rzdem we Francji.
- Czy nie sdzi pan, e to straszne ryzyko mieszka pod prawdziwym nazwiskiem? zapytaem.
- Mody czowieku, a skd pan wie, co jest dzi wikszym ryzykiem, a co mniejszym? W
Warszawie zna mnie wiele osb. Jak pan myli, co oni by o mnie pomyleli, gdybym nagle
sta si jakim - powiedzmy - "Wjcikiem" czy innym "Stasiakiem"? Czy to akurat nie
stanowioby wikszego ryzyka? Ja musz stosowa inne metody zabezpieczenia. Bardzo
rzadko jestem w mieszkaniu, gdzie posiadam meldunek. Zwykle mieszkam w lokalach
mieszczcych si w duych kamienicach, gdzie nikt mnie nie zna. Tam te pracuj...
- Co z tego? - nie daem si przekona. - Jeeli gestapo zacznie pana podejrzewa, bd pana
ledzi. Wtedy bdzie bez znaczenia, czy kto w ssiedztwie pana zna, czy nie...
- Prawie ma pan racj. S jednak sposoby, aby si przekona, czy mnie ledz. Jeeli
powzibym przekonanie, e chodz za mn, z pewnoci starabym si sta "kim innym" lub
"niewidzialnym" - dyskusja zaczynaa go bawi.
- Gdyby zatrzymali pana na ulicy, nie byoby czasu na zmian nazwiska -odparem
sarkastycznie.
- Mam jednak nadziej, e wystarczyoby go na poknicie mego "cukierka" - mrugn
znaczco.

Wycign w moim kierunku swoj do o dugich palcach. Na rodkowym mia sygnet o


nietypowym ksztacie. Palcem lewej doni nacisn sygnet i wwczas rubinowe oczko
odskoczyo, ukazujc schowek, a w nim bia kapsuk.
Podobne rzeczy znaem dotd z opowiada czy z ksiek o Medyceuszach i Borgiach. Nigdy
nie spodziewaem si zobaczy, noszone w tak przemyl89
nym schowku, cyjankali w Warszawie. Gdy podzieliem si t myl, Borecki zareagowa
spokojnie.
- Tu nie ma niczego niezwykego. Jest to jedynie dowd, e ludzie, w gruncie rzeczy, si nie
zmieniaj. Podobne potrzeby rodz podobne rozwizania. Zawsze s jacy cigani i jacy
cigajcy. Ci, co poluj, i ci, na ktrych poluj. Jedni i drudzy prowadz swoj gr. To
poniekd normalne. Widz jednak, e pan od niedawna w Podziemiu...
- Tak, od niedawna. Jestem dumny z przynalenoci do konspiracji, ale musz przyzna, e
nie jest to praca, ktra mi bez reszty odpowiada - odparem nonszalancko.
- O, ciekawe... A c by panu odpowiadao tak "bez reszty" - Borecki stawa si ironiczny. Co pan waciwie robi przed wojn? Jaki ma pan zawd?
-Marzyem o pracy naukowej. Interesowaa mnie demografia i historia dyplomacji. Nie udao
mi si ukoczy doktoratu, ale nadal wolabym jak spokojn prac naukow...
- To wietnie. Mam nawet dla pana pomys. Niech pan zaczeka, a wynaj-d rakiet, ktra
zabierze pana na ksiyc. To jest idealne miejsce na spokojn prac naukow- mwi
dobitnie.
Przerwa i zamyli si.
- Bg jako nie chce zrozumie, e Polacy pragn spokoju. Musimy mieszka w Europie i
znosi jej losy. Walczy o spokojne ycie. Pan Bg umieci nas w najgorszym miejscu na
najbardziej niespokojnym kontynencie, pomidzy silnymi i zaborczymi ssiadami. Przez
kolejne stulecia musimy zmaga si o nasze prawo do ycia. Ledwo do czego dojdziemy, ju
nas napadaj, grabi. Jakie fatum zawiso nad nami. Co jednak mamy robi? Musimy
walczy, aby istnie. Do tego Stwrca, jakby mao byo tych cierpie, da nam t ogromn
mio. Do ojczyzny i wolnoci...
Borecki patrzy na mnie przeszywajcym wzrokiem. Jakbym by wrogiem narodu. Zacz
kry po pokoju. Zaciska palce, by po chwili gwatownie je rozprostowa. By wzburzony.
Nie wiedziaem, jak si zachowa. Przyszedem po konkretne instrukcje dotyczce
konkretnego wyjazdu, tymczasem rozmowa potoczya si w kierunku jakich dygresji.
Niepotrzebnych i irytujcych Boreckiego. Nagle przystan. Usiad przede mn i rzeczowym
tonem rozpocz instrukta. Niedawne emocje ustpiy. Mwi z obojtnym, chodnym
dystansem, z jakim przeoony powinien odnosi si do podwadnego. Czuem jednak, e za
t surowoci, jak czasami musi okaza ojciec swemu synowi, kryje si w gruncie rzeczy
sympatia i yczliwo. Przerywa co jaki czas i popija ze szklanki wystyg herbat.
- Przede wszystkim musi pan pamita, e powodzenie misji zaley od pana samego. Musi
pan relacj z tej rozmowy przekaza jak najwierniej i naj-skrupulatniej we Lwowie, a
nastpnie we Francji. Musi pan podkrela, e sprawa Polski nie jest stracona, dopki
zachowana zostanie cigo pastwa we wszystkich jego prawnych i moralnych aspektach
oraz wola walki. Naszym celem jest utrzymanie cigoci pastwa, ktre wskutek okolicznoci zmuszone zostao
zej do podziemia. Jednak w tym podziemiu musimy odtworzy wszystkie urzdy i
instytucje pastwowe. Wadza nad narodem musi by zachowana, aby zapobiec wyanianiu

si zdrajcw. Nie dopucimy do powstania na terenie Polski jakiejkolwiek konkurencji. Rzd


Sikorskiego musi broni nas, naszego mandatu do wypeniania wadzy oraz czu si za nas
odpowiedzialny. S to podstawowe warunki i od ich spenienia zaley skuteczno walki z
naszym wrogiem.
Borecki przerwa i zamyli si. Porzdkowa dalszy tok wywodu. Po chwili rozpocz z now
energi.
- Teraz nakrel najwaniejsze punkty w formie podsumowa. Prosz je zapamita moliwie
wiernie. Po pierwsze, uznajemy okupacj Polski za akt cakowitego bezprawia. Obecno
niemieckich wadz okupacyjnych jest nielegalna i bezzasadna. Jest to wynik niefortunnego
biegu wydarze. Po drugie, pastwo polskie istnieje. Forma tego istnienia dostosowana
zostaa do warunkw, w jakich kraj si znalaz. To, e pastwo musiao zej do podziemia,
ma charakter incydentalny i nie posiada jakiegokolwiek znaczenia prawnego. Wadza posiada
charakter legalny i realny. Po trzecie, nie bdzie tolerowania adnego rzdu, czyjego
namiastki, wsppracujcego z okupantem. Ewentualni zdrajcy, gdyby si tacy znaleli,
zostan zlikwidowani.
Niewyrany umiech unis kciki jego ust, gdy dodawa z odcieniem cynizmu:
- Na polskiej ziemi atwiej jest zabi Niemca ni Polaka.
Gdy si jednak potem zastanowiem, uznaem, e ta zowieszcza uwaga bya mniej cyniczna,
ni si mogo zdawa. Braa si po prostu z lat dowiadcze oraz znajomoci realiw. Borecki
czy w sobie absolutn wierno swoim przekonaniom oraz pen wiadomo
niebezpieczestw, jakie mu groziy. Przed przystpieniem do kadego kolejnego punktu robi
przerw, bacznie obserwujc, jakie wraenie robi na mnie jego sowa.
- Rzd na wychodstwie jest bezpieczny i wolny. Powinien uywa tego bezpieczestwa i
wolnoci do zagwarantowania nam praw i obrony naszych interesw. Powinien czyni to nie
tylko wobec naszych wrogw, za jakich uznajemy Niemcw i Sowietw, ale take wobec
naszych... sojusznikw. To my, tu w kraju, toczymy najcisz walk z wrogiem. Bdziemy
walczy do krwi ostatniej, jak mwi sowa "Roty". Za to jednak oczekujemy lojalnoci i
penego poparcia - zakoczy dobitnie.
Znw zacz chodzi po pokoju. Co chwila rozciera sine z zimna donie. Dotaro do mnie
uczucie chodu. Zupenie nie odczuwaem go, suchajc emfatycznego monologu tego
przywdcy Podziemia. Wyglda teraz o wiele starzej. Wyda mi si bardziej przygarbiony i
chorobliwie blady. Sprawia wraenie czowieka w bardzo zej kondycji fizycznej,
rachitycznego. W oczywistym przeciwiestwie do tego wraenia pozostawaa zadziwiajca
sia psychiczna. elazna logika argumentacji, nieugita wiara i wola poko91
90
nania wszelkich przeciwiestw, autorytet moralny - to wszystko reprezentowa Borecki.
Zapytaem, czy zorganizowanie tak wielkiej i skomplikowanej struktury jest w ogle realne.
Przecie terror niemiecki jest wszechobecny i nieprzewidywalny. Jego reakcja zaskoczya
mnie.
- A skd mam wiedzie? Nikt tego nie wie. Trzeba prbowa. To jedyna racjonalna postawa.
Podziemie musi by czym wicej ni prost reakcj na przemoc. Ono musi by oficjaln
kontynuacj Rzeczypospolitej. ycie polityczne musi si toczy w warunkach cakowitej
swobody, wolnoci.
Spojrzaem zdumiony.
- Tak, mody czowieku. Nie przesyszae si: w atmosferze cakowitej wol-no-ci akcentowa kad zgosk ostatniego sowa.

- Jakiej, na Boga, wolnoci. Przecie Niemcy nie bd tolerowa istnienia nawet jednego
stronnictwa! -krzyknem.
- Oczywicie. Niemcy niczego nie toleruj, a my nie mamy zamiaru ich o cokolwiek pyta.
Ignorujemy ich. Nie wolno dopuci, aby ich obecno wpywaa na nas deprymujco.
Musimy dziaa w ukryciu. Gdy zatem mwi o wolnoci, mam na myli wolno w ramach
okrelonych struktur. Kada partia i stronnictwo powinny mie w pastwie podziemnym
swobod dziaania. Pod jednym warunkiem, ktry jest nastpujcy: partia musi zadeklarowa
walk z okupantem i denie do budowania Polski demokratycznej. Musi te uzna nasz rzd
we Francji oraz zwierzchnictwo tworzcego si pastwa podziemnego.
Zaprotestowaem ywo.
- Przecie w takiej sytuacji kade stronnictwo moe uzna, e walczy na wasn rk z
okupantem. To wywoa chaos, osabi nas.
- Tak by nie musi. Dziaalno Podziemia bdzie skoordynowana. Powstan trzy sektory.
Podziemna wadza administracyjna zajmie si ochron ludnoci przed okupantem,
prowadzeniem rejestrw przestpstw i zbrodni hitlerowcw przeciwko ludnoci oraz budow
zrbw administracji w pierwszym okresie wolnoci. ycie polityczne bdzie biego swoim
torem, w sposb wolny i nieskrpowany, a jednoczenie wszystkie ugrupowania bd miay
okazj wczy si do walki z okupantem. No a teraz dochodzimy do zasadniczego punktu...
Borecki znw zawiesi gos. Zacz rytmicznie uderza palcem w blat stou, dla podkrelenia
znaczenia sw.
- Podziemie musi mie armi. Wszystkie akcje zbrojne przeciwko wrogowi musz by
podporzdkowane komendzie gwnej. Wojsko musi by reprezentatywne, a jego dziaania
oparte na realistycznej ocenie czynnikw spoecznych i politycznych. Kade ugrupowanie
polityczne moe przekaza podziemnej armii swoje wasne siy wojskowe. Bd one
utrzymywa kontakt ze swoim stronnictwem. Najwysz wadz nad wszystkimi orodkami
militarnymi bdzie sprawowa komenda gwna.
Mj rozmwca, widzc, e nie przekona mnie do koca, popieszy z nowymi argumentami.
To nie by jaki przypadkowy plan.
- Niech pan si nie martwi na zapas. Wiemy, e nasz plan jest skomplikowany i dalekosiny,
ale wiemy take, jak wana jest jego realizacja. Wojna moe si potoczy rozmaicie. To, co
opracowalimy, moe si sta modelem dla innych ruchw oporu w krajach walczcych z
Niemcami. Tak samo jak precedensem jest nasz zbrojny opr przeciwko okupantowi. Nasz
plan jest ju zaakceptowany przez wszystkie nasze stronnictwa zarwno tu, w Generalnej
Guberni, jak i na ziemiach polskich przyczonych do Trzeciej Rzeszy. Tak samo powinno si
sta na ziemiach pod niewol sowieck. Jest oczywiste, e take nasz rzd w Angers
powinien uzna ten plan. Ma si rozumie, informuj pana jedynie o oglnych zarysach. O
szczegach i technice wprowadzania go w ycie nie mog z panem rozmawia. Z tym do
Parya i Angers pojedzie kto inny. Mam nadziej, e nie bdzie pan rozczarowany.
Sta o krok ode mnie. Poklepa mnie po ramieniu i dorzuci jakby od niechcenia:
- Tylko bez dsw. To nie jest brak zaufania do pana, mody czowieku. W naszej sytuacji nie
jest najbezpieczniej wiedzie zbyt wiele. Od nadmiaru wiedzy gowa moe rozbole, czego
chciabym panu oszczdzi. Wielu z nas wie za duo. Ja sam czuj si tym przytoczony.
Nagle wyprostowa si jak struna, jakby chcc zaprzeczy sowom o przygniatajcej go
wiedzy. W zamyleniu bawi si sygnetem. Postawi konierz palta i usiad. Zaoy nog na
nog.
- No, a teraz o konkretach pana podry...
Omawianie trwao dobr godzin. Borecki okaza si rwnie biegy w rzemiole
konspiracyjnym, jak w meandrach wielkiej polityki i strategii organizacyjnej. Plan nie by
skomplikowany. Miaem dosta polecenie przeniesienia subowego do jednej z miejscowoci

opodal granicy niemiecko-sowieckiej. Dokument by niezbdny ze wzgldu na czste


kontrole. Ponadto miaem otrzyma przepustk od wadz niemieckich, wymagan na kad
podr ponad 160 kilometrw. Po przybyciu na miejsce miaem si skontaktowa z
czowiekiem, ktry zajmowa si przerzutem ludzi na stron sowieck. By to, jak si miao
okaza, yd. Organizacja za zajmowaa si generalnie szmuglowaniem ydowskich
uciekinierw, dla ktrych wyrwanie si do Sowietw oznaczao czsto uratowanie ycia. Na
terenie Generalnej Guberni rozpoczyna si ju masowy terror wobec ydw, a kierunek
ucieczki na wschd by jedynym moliwym.
Miaem zosta doczony do jednej z takich grup. Po przejciu granicy mielimy zosta
doprowadzeni na najblisz stacj kolejow, a z niej uda si pocigiem do Lwowa. Rosjanie
mieli pono w miar przyzwoity stosunek do ydowskich uciekinierw, a ponadto nie
przeprowadzali masowych, drobiazgowych kontroli dokumentw. We Lwowie miaem
zgosi si pod wskazany adres i poda umwione haso.
- Czy wszystko jasne? - zapyta Borecki.
93
92
- Tak jest - odpowiedziaem po wojskowemu.
- W porzdku. Wie pan, czego my oczekujemy od pana. Pora teraz na informacj, czego pan
moe od nas oczekiwa. Przede wszystkim, gdyby Niemcy zapali pana przed
skontaktowaniem si z przewodnikiem, nie moe si pan spodziewa adnej pomocy. Gdyby
pan wpad po spotkaniu z przewodnikiem, sytuacja byaby nieco lepsza. Zapewne dotaraby
do nas wiadomo, jak i gdzie pana zapali, i moglibymy podj jak prb dziaania.
Nawet i w takim przypadku musiaby pan cierpliwie czeka. Przy czym sowo "cierpliwie"
nie jest zbyt na miejscu, bowiem pewnie by pana torturowano. Jeeli chodzi o Sowietw,
sprawa wyglda chyba lepiej. Wtedy naley im mwi, e uciek pan, bo chce y pod ich
rzdami. Dotd takie opowiadania zwykle skutkoway. Czy to jest take dla pana jasne?
- Trudno o lepszy plan. Wszystkie warianty s uwzgldnione.
- Powiedzmy, prawie wszystkie. W dzisiejszych czasach nie da si przewidzie wszystkiego.
Robimy jednak, co mona. W zasadzie trzeba si te zda na hit szczcia...
Odprowadzi mnie do drzwi. Poegnanie byo krtkie i serdeczne. Na p-pitrze obejrzaem
si. Sta w drzwiach i obraca na palcu sygnet.
Zgodnie z planem Boreckiego, moja podr do Lwowa odbya si bez przygd. Przed
upywem szeciu miesicy Podziemie zostao zorganizowane wedug jego zaoe. Jedyne,
czego nie mg przewidzie, to jego wasny los. Nie pomoga ochrona osobista ani cyjanek
potasu. W kocu lutego 1940 roku Borecki wpad w rce gestapo. Nie zdoa pokn swego
"cukierka". Poddano go najokrutniejszym torturom. Bito wiele dni. Poamano koci,
poodbijano narzdy wewntrzne. Jego ciao przypominao krwaw, bezksztatn mas. Nie
wyda nikogo. Nie zdradzi adnej tajemnicy. Zosta rozstrzelany.
Niemiecka prasa napisaa, e skazano na mier polskiego bandyt i awanturnika za brak
lojalnoci wobec Rzeszy Niemieckiej.
Rozdzia IX LWW
P
o raz pierwszy od ucieczki Niemcom miaem przekonanie, e robi co naprawd wanego,
bior udzia w powanym zadaniu. Zaczem jego realizacj od wyuczenia si na pami
treci pisma z fabryki, "przenoszcego" mnie w inne miejsce.

Podr pocigiem odbya si bez komplikacji. Nie byo po drodze nawet rutynowej kontroli.
Moje oba dokumenty i psychologiczne przygotowanie na wypadek odpytywania przez
Niemcw okazay si nieprzydatne. To mnie jednak nie martwio. Przed dworcem kolejowym
ugodziem si z posiadaczem niewielkiej furki, e podwiezie mnie trzynacie kilometrw, do
wioski lecej niedaleko granicy niemiecko-sowieckiej. Na skraju wioski bez kopotu
odnalazem bielon chaup ze stojc obok stodo, na ktrej znajdowao si bocianie
gniazdo. Opis by precyzyjny. Miaem tam spotka przewodnika trudnicego si
przerzucaniem ydw przez granic. Zapukaem. Nikt nie odpowiada.
Obszedem dom dwukrotnie. Zauwayem, e szyby od frontu s pokryte par wodn.
Najwyraniej ogrzewano wntrze, a wic kto powinien by w chaupie. Zastukaem w szyb,
ale nic to nie zmienio. Zaczem obmacywa ram okna. Ku mojemu zdziwieniu
zauwayem nie domknity lufcik. Otworzyem go i zajrzaem do rodka. Nie zobaczyem nic
szczeglnego, ale dobiego mnie chrapanie picego czowieka. Wrciem do drzwi i
zaczem si energicznie dobija. Po jakich piciu minutach drzwi si otworzyy i stan
przede mn wysoki, mody mczyzna o rumianej, chopicej twarzy. Mia na sobie pomite
ubranie, w ktrym pewnie posypia. Przeciera oczy.
- Musiaem si troch zdrzemn. A pan kto? - bacznie mi si przyglda.
Powiedziaem ustalone haso. By uprzedzony i kaza wej do rodka. Tu dowiedziaem si,
e grupa ydw bdzie przechodzi granic za trzy dni. Zaoy ciep kufajk i buty.
- Pjdziemy do wsi. Wynajd panu jak kwater, a potem poka miejsce
95
zbirki. Nie ma na co czeka - mwi, biorc mnie pod rk i prowadzc do drzwi.
Szed, cigle ziewajc. By spokojny i nie zwraca na mnie specjalnej uwagi. Rzuci od
niechcenia, e mamy do przejcia "mae cztery kilometry". Zapytaem, dlaczego jest taki
picy.
- A bo robota taka, bardziej nocna... Jakby si pan tyle nachodzi po nocy, to te by si panu
spa chciao - wyjani enigmatycznie.
Potem doda, e przeprowadza kilkanacie osb, wrci po sidmej rano i si pooy. Potem
zbudzili go raz. Ledwie zasn, znowu. W kocu ja si zjawiem i te go budz. A on
kademu musi pokaza, gdzie bdzie zbirka. Na-azi si. Nie wypi. Zapytaem, czy nie
mona jako lepiej tego zorganizowa. Przytakn, ale zaraz doda, e jako nikt nie
wykombinowa niczego lepszego.
Po pokonaniu wskiego strumienia wyszlimy na polan. Znajdowa si na niej myn wodny,
a dalej ciana lasu.
- Tu si spotykamy za trzy dni. Prosz by o szstej rano, ale punktualnie, bo nie czekamy na
nikogo. Niech pan zapamita drog, bo musi sam tu trafi - mwi machinalnie, znany dobrze
tekst.
- Bd o czasie.
- Dobra. Teraz poka panu, gdzie jest gospoda. Tam si pan zatrzyma. Niech pan patrzy, jak
bdziemy szli...
Czeka, a si porozgldam dookoa, i ruszylimy z powrotem. Szed, ciko stpajc.
Odnosiem wraenie, e zasypia w marszu. Trciem go lekko. Zareagowa natychmiast.
- Co si stao? - zapyta przytomnie.
- Zasypia pan i pomylaem, e si moe pan przewrci i potuc...
- Potuc? Gdzie? Tutaj? Nawet gdybym by pijany i lepy, nic bym sobie nie zrobi odpowiedzia z przekonaniem.
Jaki czas szlimy razem. W pewnym momencie droga si rozwidlaa. Przystan.

- Ja w lewo, a pan na prawo. Przez wie, do koca. Tam jest gospoda. Innej nie ma. Nie
pomyli si pan. To do zobaczenia... - ziewn potnie i skrci w swoj stron.
Gospod znalazem bez najmniejszego problemu. Gospodarz, drobny, pomarszczony
mczyzna po szedziesitce, nie pyta o nic. Obojtnie wymieni wysoko opaty za nocleg
jak za hotel w stolicy. Jej wysoko odpowiadaa zapewne podejrzeniom, jakie ywi wobec
takich goci. Pokj by byle jaki, ale ko niespodziewanie wygodne. Zapaciem. Nie chcc
zwraca na siebie uwagi, powiedziaem karczmarzowi, e jestem przezibiony. Poprosiem o
butelk wdki, kiebas i chleb i zapowiedziaem, eby mi nikt nie przeszkadza. Przynis
wszystko po paru minutach. Od siebie doda par kiszonych ogrkw.
Dwa kolejne dni przesiedziaem w pokoiku, wychodzc tylko "za potrzeb"
i dokupujc co do jedzenia. Na trzeci dzie umyem si w misce zimnej wody i ogoliem.
Opuciem gospod, zostawiajc sobie ponad dwie godziny na dojcie na miejsce zbirki.
Mniej wicej dwa razy tyle, ile byo potrzeba.
Na polan koo myna dotarem p godziny przed czasem. Nie byem pierwszy. Zastaem
ponad dziesicioro czekajcych ju osb w rnym wieku. Byli starzy mczyni, kobiety,
matki z dziemi i troch modziey. Sami ydzi. Przeczuwali zapewne nadcigajc zagad i
pragnli wyrwa si std jak najszybciej.
Byo jeszcze ciemno. Jasne wiato ksiyca w peni sprawiao, e widzielimy si nawzajem
bardzo dobrze. Rwnie dobrze widoczna bya caa polana. Pomylaem, e przewodnik jest
fachowcem i wybra ten czas, aby wyprawa przebiega w miar szybko i bez bdzenia.
Bagae moich wsptowarzyszy skaday si z walizek, plecakw i tobokw. Kto przyszed
nawet z... poduszkami. Przewodnik oglda kady baga i ocenia, czy nadaje si do
dwigania w marszu, bez opniania caej grupy. Do walizek, na przykad, kaza
poprzywizywa powrozy, tak aby mona je byo nie na ramieniu. Poduszki poleci
zostawi. Zwrci uwag dwm kobietom z niemowltami, e tak maych dzieci nie wolno
zabiera i e - de facto - okamay go wczeniej, nic o nich nie wspominajc. Nakaza
natychmiastowe uspokojenie dzieci. Ich pacz rozchodzi si bowiem w promieniu paru
kilometrw. Starsze kobiety popieszyy modym matkom z podpowiedziami, co robi.
Niemowlta, ukoysane, posny i mona byo rusza. Przewodnik powiedzia, e mamy do
pokonania dwadziecia kilometrw przez las i ki i e liczy na maksymaln mobilizacj, to
znaczy jak najszybszy marsz. Bezporednio za nim miao i kilku modszych, potem ludzie
starsi, kobiety z dziemi i, na kocu, znw modzi. Miao to zapobiec pozostawaniu w tyle
marude-rw. Gdyby kto musia przystan, powinien natychmiast to zgosi.
- W drog... - wyda komend i nie ogldajc si, ruszy przed siebie.
Staraem si i tu za nim. Obserwowaem go uwanie. Szed pewnie, znan na pami
drog. cieka wprowadzia nas do zagajnika. Potem wdrowalimy przez podmoke ki i
znw wkroczylimy do lasu, tym razem gstszego. Bezlistne drzewa nie hamoway dostpu
ksiycowego wiata. Ciemnoci zapaday natomiast szybko, gdy jaka chmura przysaniaa
ksiyc. Wtedy niektrzy potykali si, przewracali. Znajdowali jednak pomocn do innych.
Panowaa budujca solidarno. Modsi pomagali i starszym czy dwiga ich baga.
Podpieralimy si wzajemnie i dodawali otuchy, e ,ju niedugo".
Obie matki z niemowltami szczeglnie dotkliwie odczuway trudy marszu. Szy, tulc dzieci,
i si rzeczy nie zwracajc dostatecznej uwagi na przeszkody wymagajce ominicia:
wystajce z ziemi korzenie, kamienie czy gazie drzew. Czsto potykay si. Ich wosy byy
potargane przez chaszcze, a twarze podrapane. Pozostali przynajmniej mieli jedn rk woln,
aby osania si przed kolczastymi zarolami, one nie. Kiedy si przewracay, dzieci
96
97

zaczynay paka. Caa grupa zamieraa wtedy w nerwowym oczekiwaniu i nasuchiwaniu.


Gdy matkom udawao si uciszy niemowlta, pochd znw rusza.
Nasz przewodnik prowadzi pewnie. Droga bya raczej trudno dostpna i zapewne nie
zachcaa niemieckich czy bolszewickich stranikw pogranicza do penetracji. Zreszt byli tu
niedugo i pewnie nie znali terenu dobrze. Moe w ogle nie podejrzewali, e idzie tdy
przerzut ludzi. Co pewien czas przewodnik dawa polecenie zatrzymania i sam si oddala na
par minut. Szed pewnie na zwiady i sprawdza, czy nic nam nie grozi. Wraca i rzuca: "No,
dalej! Koniec leniuchowania! Idziemy!". By po prostu zawodowcem.
Byo ju po dziesitej rano, gdy dotarlimy do skraju lasu. Przed nami lekkim ukiem
schodzia w d wiejska droga.
- Ludzie! Jestemy ju po drugiej stronie. Mona odpoczywa. Tu ju was Niemiec nie
znajdzie... - powiedzia z wyranym zadowoleniem przewodnik.
Zmczeni poukadalimy si na ziemi. Bya wilgotna, ale nam to nie przeszkadzao. ydzi
zaczli si ciska i cieszy si. Jaki stary mczyzna zacz si modli. Przewodnik kaza
doprowadzi ubranie do jak najlepszego wygldu. Potem podzieli nas na trzy grupy po mniej
wicej dziesi osb.
- Teraz, po kolei, odprowadz grupy do wsi. W rne miejsca. Potem inni was zabior na
dworzec kolejowy, na pocig do Lwowa. Sowieckich mundurowych nie ma si co ba. Jakby
pytali, uciekacie do Sowietw, bo oni dobrzy dla ydw. Nie to, co Niemiec - wygosi swoj
ostatni instrukcj przewodnik.
Jako pierwsz poprowadzi grup, w ktrej byo najwicej ludzi starszych i jedna z modych
matek z dzieckiem. W drugiej przewaay maestwa. Trzecia, w ktrej si znalazem,
zoona bya z modziey. Gdy nas odprowadza, sprbowaem nawiz z nim rozmow.
- Dugo pan przeprowadza ludzi? - zapytaem ostronie.
- Jaki tydzie po zajciu Warszawy... - odpowiedzia, nie odwracajc si w moim kierunku.
-1 dugo pan zamierza?
- A im si Warszaw odbierze...
We wsi nasza grupa ulega dalszemu rozparcelowaniu. Mnie, czterech mczyzn i kobiet
przewodnik zostawi w miejscu, ktre przed wojn musiao by ydowskim zajazdem. Co si
tu zmienio za Sowietw? - staraem si dociec. Czy wyrzucili waciciela? Czy toleruj
ydw, jak zapewnia przewodnik?
Wyszed do nas gospodarz. Stary, siwobrody, "wszechwiedzcy" yd. Zostalimy zalani
potokiem artw. Usyszelimy te "ostatnie wiadomoci" ze wiata. Hitler na wykoczeniu,
ledwie zipie. Jego dni policzone. W Holandii powd. Kraj zalany, a niemiecka armia
zatopiona. W Niemczech szykuj zamach na Hitlera. Dugo nie poyje. Rosja i Niemcy miertelni wrogowie. Skocz sobie do garda. Wojna midzy nimi pewna. Mwi bez
ustanku... Gdy
98
ju nas pokrzepi na duchu, zaproponowa herbat "na koszt firmy" oraz wdk
Baczewskiego "po przedwojennej cenie".
Przesiedzielimy u niego p dnia, suchajc jego gadek oraz raczc si "Baczewskim". Okoo
trzeciej po poudniu crka gospodarza zaprowadzia nas na stacj kolejow, pooon jakie
trzy kilometry od zajazdu. Po drodze napotkalimy dwa patrole sowieckiej milicji, ktre
pozdrowilimy, za przykadem prowadzcej nas dziewczyny, wznoszc w gr zacinite
prawe pici. "To ich takie przywitanie. Chyba komunistyczne..." - powiedziaa nam po
cichu.

Budynek stacyjny by przepeniony. Tum by zdenerwowany, haaliwy i majcy do siebie o


co pretensje. Kasa nie sprzedawaa biletw. Kryli natomiast midzy ludmi jacy
modziecy proponujcy je w cenie trzy-, czterokrotnie wyszej. Dosownie w cigu paru
minut crka karczmarza kupia dla nas sze biletw. Poczekaa, a nadjecha pocig do
Lwowa, a nastpnie odprowadzia do samego wagonu, na ktry mielimy miejscwki.
Machaa nam, gdy pocig rusza.
Podr przesza spokojnie i bez kontroli dokumentw. Udao mi si nawet troch przespa.
Na dobrze mi znanym dworcu lwowskim powitay mnie transparenty w jzyku rosyjskim i
sowieckie flagi.
Udaem si prosto do profesora Uniwersytetu Jana Kazimierza, u ktrego kiedy
studiowaem. Mieszka tam gdzie dawniej, w starym, niczym nie wyrniajcym si domu.
Zadzwoniem. Otworzy bardzo szybko. Nic nie mwi, tylko przypatrywa mi si w
milczeniu.
- Pozdrowienia od Antka - wyrecytowaem, wyranie akcentujc kad sylab tego hasa. Mam dla pana osobist wiadomo.
Gestem rki, nadal bez sowa, zaprosi mnie do mieszkania. Jego dystans nie wry nic
dobrego. Pomylaem, e we Lwowie mog mie kopoty z nawizywaniem konspiracyjnych
kontaktw. Byy one zreszt dalekie od doskonaoci, chaotyczne i niepewne. Czonkowie
Podziemia yli w obawie przed prowokacj. Profesor mia ekscentryczny wygld. Trudno
byo go sobie wyobrazi jako przywdc Podziemia. Nie rozumiaem do koca jego
ostronoci. Byy pewnie jakie wane powody, ktrych nie znaem. Moe przede mn by tu
inny kurier i zmieni haso - zastanawiaem si.
Przekonanie tego czowieka o mojej wiarygodnoci byo kluczowe dla powodzenia caej misj
i. Profesor mia odgrywa zasadnicz rol we wprowadzaniu planu, ktrego zarys przekaza
mi Borecki. By moe rdo konspiracyjnych osigni leao wanie w ogromnej
podejrzliwoci poczonej z zupenie niepozornym, miesznym i niewinnym wygldem
profesora.
By czowiekiem drobnej budowy, ogromnie ruchliwym, o ostrych, ptasich rysach, siwych,
sterczcych niesfornie wosach i piwnych, pprzymknitych, cigle mrugajcych oczach.
Jego gowa sprawiaa wraenie sztywno przymocowanej do tuowia, porodku staromodnego
konierzyka. Pod szyj mia pstrokat muszk na gumce, ktra bez przerwy przekrzywiaa si,
najwyra99
niej denerwujc jej posiadacza. Bezustannie manipulowa rkaw okolicy karku, aby zapi j
w odpowiedniej pozycji.
- Panie profesorze, przybyem z Warszawy - zaczem ostronie. - Tamtejsze Podziemie...
Patrzy na mnie obojtnie. Na sowo "Podziemie" odsun si ode mnie w kierunku okna.
Odwrci plecami i wyglda na ulic. Nadal manipulowa przy zapiciu muszki. Zupenie go
nie obchodziem.
- ...dao mi dla pana instrukcje zwizane z nowym planem organizacyjnym. - Mwic, zdaem
sobie spraw z nieprzekonujcego tonu. Przerwaem. Podszedem do profesora i lekko
dotknem jego ramienia.
- Czy pan mnie sobie przypomina? - zapytaem. - Kiedy w trzydziestym pitym wyjedaem
za granic, pan profesor kaza mi si zgosi po przyjedzie. Ale nie takiego powitania si
spodziewaem...
- Tak, tak... Poznaj pana - mruga oczami.
Widziaem jego wahanie. Nie by pewien, kim dzi jestem i dla kogo teraz pracuj. Dawniej
lubi mnie. ale co to byo dzi warte.

- Bardzo jestem zajty. Wieczorem mam wykad i wanie si do niego przygotowywaem.


Jeli pan chce si ze mn spotka, prosz by za dwie godziny przy bramie uniwersytetu.
- Bd z ca pewnoci. Szkoda, e ze wzgldu na okolicznoci nie mog by na pana
wykadzie...
Lekko si umiechn. Przebiem si chyba przez pierwsz warstw podejrzliwoci. Nadal
jednak nie wiza naszej dawnej znajomoci z gwarancj dzisiejszego bezpieczestwa. Dawa
sobie czas na przemylenie sytuacji. Zakadajc, e jestem prowokatorem, nie zrobi
najmniejszego ruchu, ktry mgby go zdekonspirowa. Poegnalimy si szybko.
Wolny czas postanowiem wykorzysta na odszukanie mego kolegi ze studiw, Jerzego Jura.
Najpierw studiowalimy razem, a potem spotkalimy si w szkole artylerii. Jurek by arbitrem
elegancji. Ubiera si szykownie i w najlepszym gucie. Wielu starao si, na og nieudolnie,
naladowa go. By take wybitnym studentem. Jednym z najlepszych na roku. Nie
przeszkadzao mu to bynajmniej w oddawaniu si pasji, jak bya dla niego polityka.
Z zapaem i energi propagowa demokracj i dziaa na jej rzecz, gdzie tylko mg. W liceum
i na uniwersytecie pisa do szkolnych pism arliwe artykuy w obronie pokrzywdzonych i
przeladowanych. By klasycznym typem dziaacza politycznego.
Rodzicw Jerzego jego aktywno wprawiaa w osupienie. Spodziewali si bowiem, e ich
syn wybierze bardziej tradycyjn drog kariery. Kiedy byem wiadkiem wyrzutw
czynionych Jurkowi przez matk. Zby j artem.
- Taki mam temperament. Chyba mama by nie chciaa, abym go rozadowywa, gonic za
dziewczynami...
Mj przyjaciel wiedzia dobrze, jak odpowiada na takie narzekania. Jego
matka panicznie baa si wszelkich "puapek", jakie moe nie kady flirt. Jerzy by bardzo
przystojny i wzbudza zrozumiae zainteresowanie dziewczt. Matka robia zatem wszystko,
aby chroni go od kontaktw z nimi. Wolaa ju "polityk". Tylko e po szkole, a nie zamiast
szkoy...
- Niech si mama nie obawia. Mam czas i na jedno, i na drugie - zwyk odpowiada Jurek.
Efekty tego spoecznego zaangaowania nie zawsze byy dla mego przyjaciela pozytywne.
Podczas rozruchw studenckich 1938 roku zosta brutalnie pobity przez politycznych
przeciwnikw i par tygodni przelea w szpitalu.
Idc do Jerzego ulicami Lwowa, przypominaem sobie sceny i zdarzenia ze wsplnej suby
w podchorwce. Ciekaw byem, co robi, jakie ma plany. Wiedziaem, e mieszka pod
dawnym adresem, i po cichu miaem nadziej, e go namwi na wspln eskapad do
Francji.
Takjak za dawnych czasw zadzwoniem do drzwi. Dwa dugie dzwonki... Otworzya starsza
kobieta, ktrej nigdy przedtem nie widziaem.
- Chciabym zobaczy si z Jerzym.
- Jerzego nie ma. Pojecha do ciotki. Wrci za par tygodni.
- To moe s rodzice Jurka?
- Nie. Oni take wyjechali.
- Czy mona wiedzie dokd?
-Tego nie wiem...
Stawao si dla mnie jasne, e Jerzego i jego rodzin wywieziono do Rosji. Nie byo sensu
zadawania dalszych pyta.
- Nazywam si Jan Karski. Czy pozwoli pani, e za dwa tygodnie znw si zjawi? Moe
bd mia wicej szczcia i spotkam Jurka - chciaem jako zakoczy wizyt.
- Syszaam o panu od Jurka wiele. Jestem jedn z sistr jego matki. Naturalnie moe pan
przyj. Jednak... - spojrzaa mi prosto w oczy - ...w dzisiejszych czasach lepiej nie czeka, a
wrc od ciotki ci, ktrzy jad do niej na par tygodni.

Nie, to nie moe by Rosja. Ta kobieta daje mi do zrozumienia, e Jerzy albo jest za granic,
albo si ukrywa. Ukoniem si i odszedem.
Trzy miesice pniej, ju na Wgrzech, dowiedziaem si, e mj przyjaciel na czele
dziesicioosobowej grupy przeszed Karpaty i zameldowa si w polskim posterunku
wojskowym. Uzbrojenie grupy wzbudzio prawdziw sensacj. Posiadali nie tylko pistolety
maszynowe, rewolwery i granaty. Przynieli ze sob take dwa... cikie karabiny
maszynowe. Wkraczali na Wgry jak prawdziwy oddzia wojskowy!
Nasze drogi krzyoway si pniej wielokrotnie. Jerzy, podobnie jak ja, przemierza trasy
kurierskie, przekraczajc niekiedy nawet dwa razy w roku linie europejskich frontw. Kiedy
wreszcie spotkalimy si w Londynie, nie poznaem go. Nie byo w nim dawnego optymizmu
i tryskajcej wrcz wesooci. Podchodzi do ycia z zimn trzewoci. Pozostaa jednak
dawna wia101
100
ra w nowy, sprawiedliwszy wiat, w ktrym bdzie wicej demokracji i wolnoci, a mniej
ndzy i wyzysku.
Profesor czeka, tak jak si umwi. Siedzia na awce blisko bramy uniwersytetu. Nim
usiadem obok, przeszedem si znanymi mi alejkami w mdym wietle latar. Wiele miao
porozbijane klosze, wiele nie dziaao. Ogarno mnie uczucie alu i goryczy.
Powita mnie z nerwow serdecznoci. Wida postanowi mi zaufa. Nie zwlekajc,
rozpoczem referowanie tego, co powierzy mi Borecki. Profesor solidaryzowa si z
pomysami Warszawy. Chwilami nawet wyprzedza sowa, ktre miaem powiedzie, i
podsuwa dokadnie takie same rozwizania, j ak proponowane przez Boreckiego. Wyrazi
gotowo wprowadzania nowego systemu organizacyjnego Podziemia. Mwi, e myli
podobnie, ale widziaem, e ma jakie opory i zahamowania. Nie potrafiem odgadn ich
rda. On sam nie chcia go wyjawi, tylko wypytywa o najdrobniejsze detale dotyczce
sytuacji w stolicy, o nasz warszawsk organizacj i metody jej dziaania.
Gdy skoczyem, powiedzia dobitnym tonem:
- Musi pan zapamita i powtrzy w Warszawie, co nastpuje. My tu pracujemy w
absolutnie odmiennych warunkach. Gestapo i GPU to s zupenie rne organizacje.
Bolszewicka tajna policja jest bardziej podstpna i lepiej wyszkolona ni niemiecka. Ich
metody s przemylane, latami wyprbowane, bardziej systematyczne i mona powiedzie...
naukowe. To, co wam si udaje w Warszawie, we Lwowie nie ma szans powodzenia. Czsto
nawet nie moemy nawiza kontaktw pomidzy komrkami, bo nie ma sposobu zmylenia
czujnoci tajniakw sowieckich, nawet ju tych rozpoznanych przez nas. Inwigilacja jest
powszechna, totalna. Donosicielstwo nagminne.
- Nie miaem pojcia, e s tu a takie trudnoci.
- Teraz pan wie. Lww i Warszawa to dwa rne wiaty. Prosz, eby pan to dokadnie
powtrzy.
Profesor mwi rzeczowo, precyzyjnie, tonem dowiadczonego wykadowcy. Zadawane
pytania trafiay zawsze w sedno rzeczy i zmuszay do precyzji w odpowiadaniu. Zupenie jak
na egzaminach, ktrych par u niego zdawaem. Po niektrych z moich odpowiedzi wygasza
krtki, celny komentarz lub prognoz sytuacji. Pomylaem, e jego wygld zewntrzny jest
wspaniaym kamuflaem. Kto mg wzi tego miesznego staruszka o wygldzie
egzotycznego ptaka za mzg lwowskiego Podziemia?

- Prosz przekaza Boreckiemu i pozostaym, e generalnie si z nimi zgadzam. Zrobi co w


mojej mocy, aby plan zrealizowano. Oni jednak musz zrozumie nasze trudnoci, pomaga
nam i gdy trzeba, okazywa zrozumienie.
Natychmiast popieszyem z zapewnieniem, e dokadnie przeka to, co mwi, i e na
pewno znajdzie si jaki sposb przezwycienia trudnoci. Gdy to powiedziaem, profesor
odrzek:
- A teraz, panie kolego, pogadamy sobie o normalnych rzeczach. Wspominalimy dawne
czasy, innych profesorw i studentw. Ja opowiadaem o moich wyjazdach zagranicznych. Rozmowa sprawiaa mu wyran przyjemno. Po
pewnym czasie spojrza na zegarek, ktry wyj z kieszonki kamizelki.
- Pora wraca - powiedzia z alem. - Nie zapraszam pana do siebie, bo jest to ryzykowne. Na
nocleg zgosi si pan pod ten adres - poda mi kartk. - Lepiej nie zwraca na siebie uwagi,
rozmawia jak najmniej i nie wyrnia si. Widz, e porusza si pan po miecie
swobodnie...
- Znam Lww jak wasn kiesze, panie profesorze. Czy moglibymy si jeszcze spotka?
- Dobrze. Jutro o tej samej godzinie, w tym samym miejscu. Dobranoc.
Nastpnego dnia udaem si do sklepu z ubraniami w centrum miasta. Jego wacicielem by
szef lwowskiego Podziemia wojskowego. Powodzenie mojej misji zaleao w rwnym
stopniu od tego spotkania, jak od wczorajszej rozmowy z profesorem. By w sklepie sam. By
przystojnym brunetem o niadej cerze i eleganckich wsach. Spod krzaczastych brwi patrzyy
na mnie czujne szaroniebieskie oczy.
- Dzie dobry. Czym mog suy? - zapyta.
- Mam pozdrowienia od Antka - powiedziaem, ciszajc gos. - Mam panu przekaza pewne
wiadomoci.
Napotkaem takie samo spojrzenie jak wczoraj. Patrzy na mnie i nic nie mwi, a ja gowiem
si, jak go przekona i rozproszy wtpliwoci. Intensywnie mylaem, co mogoby mnie
upewni, gdybym by na jego miejscu.
- Prosz za mn, do magazynu... - wpatrywa si w moj twarz.
Zrozumiaem, e trafiem do waciwego czowieka. Gdyby nim nie by, po co zapraszaby do
magazynu, gdy sklep jest pusty.
W pomieszczeniu bez okien, owietlanym przez sab arwk, pitrzyy si bele materiaw,
na wieszakach wisiay palta, stay jakie puda. Gospodarz nie zamierza uatwia mi zadania i
milcza.
- Przywo polecenia od Boreckiego. Przyjechaem z Warszawy - powiedziaem szybko.
- Daruje pan, nic mi nie mwi to nazwisko. Nie znam nikogo w Warszawie, prcz kilku
krewnych. Ale ich nazwiska s mi znane, jak si pan pewnie domyla... - odpar arogancko.
- Jestem Jan Karski. Przybywam jako kurier. Mam zadanie nawizania bliszej wsppracy
pomidzy Podziemiem warszawskim i waszym, we Lwowie. Przywo plan reorganizacji i
mam go panu przedstawi - mwiem dobitnie, z nut zdenerwowania i zniecierpliwienia.
Nadal obserwowa mnie uwanie. Moje nazwisko nic mu pewnie nie mwio i nie mia adnej
moliwoci sprawdzenia moich sw.
- Nigdy o panu nie syszaem. W Warszawie nie znam nikogo i nie mam adnych kontaktw.
Poczuem si bezradny jak dziecko. Jak go przekona? Co zrobi? Rozmwca odzyska
pewno siebie.
103
102

- Czy jeszcze czym mgbym panu suy? - zapyta, umiechajc si..


- Nie. Przepraszam, e zabraem cenny czas...
- Caa przyjemno po mojej stronie - ukoni si grzecznie.
Wyszedem wcieky. Zastanawiaem si, gdzie popeniem bd. Przecie wali si cel mojej
misji. Gdy dzieliem si tymi refleksjami z profesorem, idc parkow alejk, usyszaem:
- Musi pan zrozumie, kolego, e on nie mia przekonania co do pana osoby i dlatego nie
podj ryzyka. Tu nie ma miejsca na intuicj. Bolszewicy uywaj jako tajniakw take,
niestety, Polakw. Wielu naszych wpado, bo zaufao rodakom, ktrzy byli zdrajcami. Kiedy
istnieje choby cie wtpliwoci, naley bezwzgldnie zaniecha podjcia kontaktu. Tak si
te zachowa pana rozmwca. Prosz nie mie do niego pretensji, ani do... siebie.
Profesor zapewni mnie, e o tym, co usysza ode mnie, dowiedz si wszyscy, ktrzy
powinni o tym wiedzie. Umiechajc si, doda:
- Rwnie sprzedawca ubra, ktry pana odprawi... Zapyta, czy wracam do stolicy.
- Mam polecenie przedostania si do Rumunii, a potem do Francji - odpowiedziaem.
Zamierzaem rozwin temat i zapyta, czy lwowskie Podziemie moe mi pomc, ale nie
zdyem.
- W obecnej sytuacji nie uwaam tego za realne - rzuci sucho profesor. -Granica sowieckorumuska naley do najlepiej strzeonych w Europie.
-Zawsze znajdzie si sposb zmylenia stray... - staraem si nie traci ducha.
- Owszem. Pod warunkiem, e stranicy s... ludmi. Sowieci uywajna-tomiast do
pilnowania specjalnie szkolonych psw, w ktre wyposaono "po-granicznikw". Prosz mi
wierzy, e wiem, co mwi. Moja rada jest nastpujca. Nie zwlekajc, niech pan wraca do
Warszawy i przekae to, co panu mwiem. Powinni znale dla pana inn drog na Zachd i
pewnie to zrobi. Tu traci pan jedynie czas i niepotrzebnie moe straci ycie - mwi
rzeczowo profesor.
Mia racj, i to mu przyznaem. Wyszkolone psy speniay swoj rol o wiele skuteczniej ni
ludzie. W pocigu byy praktycznie nie do pokonania. Poszedem za rad profesora i
porzuciem pomys przechodzenia przez Karpaty. Pozostaem jeszcze trzy dni i udzielaem
mu wyczerpujcych wyjanie dotyczcych sytuacji w Warszawie i planowanej reorganizacji.
On z kolei nie kry przede mn tego, co si dziao w konspiracji lwowskiej.
Wrciem do stolicy t sam drog. Przeprowadza mnie ze strony sowieckiej ten sam
przewodnik. Nie ukrywa zdziwienia, e mnie znw widzi.
Rozdzia X
DO FRANCJI
B
y koniec stycznia 1940 roku. Jechaem pocigiem z Warszawy do Zakopanego. Bywaem
tam czsto przed wojn. Zakopane cieszyo si opini polskiego centrum sportw zimowych,
a jego sawa sigaa poza granice.
W gralskiej chaupie na skraju Zakopanego poznaem przewodnika i dwch oficerw, ktrzy
mieli mi towarzyszy do Koszyc.
Przewodnik by wysokim, silnie zbudowanym mczyzn okoo czterdziestki, znakomitym
narciarzem i przedwojennym instruktorem jazdy na nartach. Pozostali czonkowie grupy te
byli dowiadczonymi narciarzami. Jeden z nich, trzydziestoletni porucznik piechoty, udawa
si do Francji, aby doczy do wojska. Drugi, dwudziestoczteroletni ksi Puzyna,
zamierza wrci do przerwanej suby w lotnictwie myliwskim. By penym wdziku,
przystojnym i zrwnowaonym modym czowiekiem. Mielimy udawa grup narciarzy na
wycieczce.

Nastpnego dnia wczesnym witem wyruszylimy, kierujc si na Sowacj. Byo zimno.


Warunki niegowe sprzyjay szybkiemu poruszaniu si. W miar jak wstawao soce, nieg z
purpurowej barwy zmienia si w row, a nastpnie olepiajco bia. Mielimy na sobie
typowe stroje narciarskie: grube, obcise weniane swetry, solidne spodnie, grube skarpety i
cikie, dobrze chronice nogi buty narciarskie. W plecakach mielimy prowiant na cztery
dni: such kiebas, chleb, czekolad i alkohol. Ponadto zapasowe ciepe kurtki, na wypadek
pogorszenia pogody, oraz po kilka par dodatkowych skarpet. Przewodnik mia take
podrczn apteczk na wypadek jakiej drobnej kontuzji.
Wyszlimy w doskonaych humorach, jakby istotnie na narciarsk wycieczk. Porucznik
rozgada si o swoich wyczynach narciarskich. Puzyna gboko wdycha grskie powietrze i
wygasza pochway na jego temat. Przewodnik nie wcza si do rozmw. Jeeli ju, to
ostrzega przed forsowaniem
105
szybkiego tempa, bo si ma nam wystarczy na dugo. Humoru naszego jednak nie ostudzi.
Lnice w socu zbocza, poczucie wolnoci i ruch fizyczny po miesicach ukrywania daway
poczucie wolnoci i swobody. Granic przekroczylimy pierwszego dnia rano bez przeszkd.
W miar posuwania si do przodu nasza ostrono i czujno zanikay. Ludzi widywalimy
bardzo rzadko. Pracowicie podchodzilimy na zbocza, by potem zjeda szaleczo w d.
Towarzyszyo nam uczucie, jakby wszelkie problemy zostay daleko i liczyo si tylko to, co
jest teraz. Przewodnik dba, aby po wysiku zwizanym ze zjazdem nieco odpocz. Wybiera
osonite od wiatru miejsca i zarzdza postj. Przegryzalimy wwczas po kawaku kiebasy
i zapijali liwowic. Fala ciepa wywoanego alkoholem wzmacniaa nas.
Nocowalimy w gralskich szaasach lub skalnych grotach. Przewodnik rozpala wwczas
niewielkie ognisko, dajce troch ciepa. Gdy dwch z nas spao, pozostaych dwch
czuwao. Zmienialimy si co dwie godziny. O wicie ruszalimy dalej. Wschd soca raczy
nas karnawaem barw, dajcych si zobaczy tylko na tej wysokoci. Reagowalimy na
pikno natury ywioowo, co najwyraniej dranio naszego przewodnika. Bodaj trzeciego
ranka Puzyna z emfaz i w poetyckim nastroju wita malarski widok, a przewodnik w tym
czasie ziewa znudzony i ironizowa z naszego kolegi.
- Czy ten widok naprawd dla pana nic nie znaczy? Czy nie umie si pan nim cieszy? Co by
to panu zaszkodzio? Co by panu ujo? - eksplodowa gniewem ksi podporucznik.
Przewodnik nie da si zbi z tropu.
- Panowie jestecie moj trzydziest pierwsz grup, jak przerzucam na drug stron.
Klientw miaem rnych. Jedni egzaltowali si tak jak wy. Inni padali ze zmczenia i
narzekali. Jeszcze inni jak najszybciej zmierzali do celu, bez zbdnego gadania. Zawsze
lubiem gry, a jazda na nartach nadal jest moj pasj. Mam jednak tego ju troch do, jak
mi si zdaje... - zamia si w nos Puzynie. - Daruje wic pan, ale nie bd pia razem z
panem.
Odtd staralimy si go nie denerwowa. Wraeniami dzielilimy si pomidzy sob. O
dziwo, Puzyna doskonale zrozumia, o co chodzi przewodnikowi. Stumi swoj
wesokowato, opanowa si w swoich zachwytach. Skoncentrowa si natomiast na...
kobietach. Bya to inna z pasji modego lotnika. Opowiada przy tym nie tylko o
dziewczynach, ktre kiedy pozna, ale take o tych, ktre dopiero pozna zamierza.
Pewnego razu, gdy doszlimy do przeczy, a w dole ukazay si miniaturowe domki i jeszcze
mniejsze postaci ludzkie, Puzyna zatrzyma si i zacz wykrzykiwa:
- Zao si, e tam jest jaka fajna dziewczyna. Pozwlcie mi tam zjecha...

Zamialimy si gono. Nawet przewodnik. Nikt jednak nie przerwa marszu. Do dzi nie
wiem, czy gdyby Puzynie pozwoli, rzeczywicie nie zjechaby w dolin,
Na granicy wgierskiej nasze drogi si rozeszy. Puzyna i porucznik mieli
spotka innego cznika, a ja - innego. Poruszanie si w trjk zwikszaoby ryzyko. Ponadto
oni szli, aby walczy. Ja miaem inne zadania. Jak si dowiedziaem o wiele pniej,
podporucznik Puzyna dotar do polskiego lotnictwa we Francji, a potem trafi do Anglii.
Spenio si jego marzenie: walczy na angielskim niebie z Niemcami. By w polskim
dywizjonie podlegym RAF-owi. Zestrzeli kilka maszyn wroga. Bra udzia w lotach
bojowych na Niemcy. Pod koniec 1942 roku znalazem jego nazwisko na licie zaginionych.
Wzdu granicy sowacko-wgierskiej dziaay liczne "punkty" zorganizowane przez polski
ruch oporu. Przyjmoway przede wszystkim ludzi przerzucanych z Polski. Nastpnie, po
zaatwieniu spraw zwizanych z dalsz podr, kieroway ich w dalsz drog do Francji.
Liczba "punktw" bya pokana i najwyraniej wadze Wgier nie nastawiay si na
likwidowanie ich. Przymykay oko.
Moi dwaj towarzysze skierowani zostali od razu na dworzec, na pocig udajcy si do
Francji. Ja miaem si stawi w Koszycach u czonka Podziemia, ktrego wczeniej mi
opisano oraz podano haso, jakim mam si posuy. Okazao si, e ju na mnie czeka. Mia
dla mnie nowe ubranie. Poleci najpierw si wykpa, a nastpnie poczstowa dobrym
obiadem. Po okoo dwch godzinach w towarzystwie jego i kierowcy zmierzaem autem do
Budapesztu.
Droga wioda przez otwarty, rwninny teren. Mijalimy wioski z rwno po obu stronach drogi
ustawionymi zabudowaniami, sady owocowe uginajce si pod ciarem niegu i lodu.
Przewodnik dostrzeg moje zmczenie i napicie i zaproponowa, abym si zdrzemn
podczas jazdy. Doda, e policja wgierska nie zatrzymuje samochodw i nie urzdza
kontroli, a w razie czego potrafi sobie z tak sytuacj poradzi.
Posuchaem. Oparem si wygodnie i zapaliem papierosa. Odpryem si. Rwnoczenie
jednak zdaem sobie spraw z dolegliwoci nabytych podczas narciarskiej wdrwki. Bolao
mnie gardo. Dym papierosowy wywoa atak kaszlu i kichania. Skra na rkach bya
przemroona. Pojawiy si drobne pknicia, z ktrych zaczynaa sczy si krew. Stopy
miaem spuchnite i obolae. Zdjem buty i skarpetki. Zaczem obmacywa kostki. Prawie
nie byo ich wida z powodu opuchlizny. Byy bardzo wraliwe na dotyk.
- Narciarstwo to pikny sport - usyszaem z boku. Mj towarzysz wyglda na rozbawionego.
- Jeszcze p godziny temu nic nie czuem - odpowiedziaem grobowym tonem.
- No c, za przyjemnoci sportw zimowych trzeba paci. Nic panu nie bdzie. To
przejdzie. Jeeli nie przejdzie, mamy w Budapeszcie zaprzyjanione szpitale. Zajm si
panem dobrze.
- To chyba ryzykowne...
- Bdzie mia pan dobre dokumenty i bdzie si pan mg swobodnie porusza... - zakoczy
temat.
Po omiu godzinach dojechalimy do Budapesztu. By ju wieczr. Ku
107
106
memu zdziwieniu, ulice byy jasno owietlone. Dotarlimy do spokojnej dzielnicy willowej.
Auto zatrzymao si przed jednym z domw. Podr dobiega koca. Powoli, z mojej winy,
szlimy schodami prowadzcymi do wejcia. Po zdjciu butw ju ich nie zdoaem zaoy,

tak spuchnite miaem nogi. Szedem za przewodnikiem, kutykajc, a buty niosem w rku.
Widok by zdecydowanie mao bohaterski, raczej "szwejkowski".
Przywita nas szczupy mczyzna w rednim wieku. Przewodnik z Ko-szyc, po
przedstawieniu nas sobie, poegna si i ruszy w drog powrotn. Gospodarza tytuowa
"Dyrektorem". I tak pozostao. "Dyrektor" przynis mi jak ma i poleci posmarowa
opuchnite stopy. Zapowiedzia, e nazajutrz zostan zabrany do szpitala i tam si okae, na
ile powane s urazy. Odprowadzi mnie do sypialni i yczy dobrej nocy.
Rano obudziem si sam, wziem prysznic i zszedem na d. "Dyrektora" zastaem przy
kawie. Na stole leaa rozoona gazeta. Poprosi, abym usiad. Jaka kobieta zacza ustawia
na stole talerze do niadania. Byo bardzo obfite, a ja sobie nie aowaem. Po niadaniu
"Dyrektor" wyszed na chwil i wrci z dokumentami. Bya to legitymacja, jak otrzymywali
zarejestrowani polscy uciekinierzy wojskowi, zawiadczenie, e jestem w Budapeszcie od
pocztku wojny, oraz wiadectwo lekarskie, e leczyem si ju w szpitalu. "Dyrektor"
powiedzia, e paszport na podr do Francji dostan pniej.
W szpitalu przebywaem trzy dni. Byo to akurat tyle, aby doprowadzi do normalnego stanu
moje nogi i wyleczy przezibienie. W Budapeszcie przebywaem jeszcze cztery dni,
zwiedzajc miasto. Budapeszt by jedn z najbardziej eleganckich stolic europejskich.
Fascynowa swoim piknym pooeniem na dwch brzegach Dunaju, architektur,
znakomitymi restauracjami, synnym kompleksem rekreacyjnym na Wyspie Magorzaty. Tam
byem zreszt zabierany codziennie, aby popywa na krytym basenie i zaywa rozkoszy
ani parowej. "Dyrektor" najwyraniej stara si doprowadzi mnie do takiego stanu, abym w
Paryu mg si prezentowa w peni normalnie. Obiady jadalimy w dobrych restauracjach,
a kolacje w lokalach z tradycyjn wgiersk muzyk. Zabrany zostaem nawet do opery.
Wszdzie napotykaem przejawy yczliwoci wobec Polakw. Wgrzy wspczuli nam
sytuacji, w jakiej znalaz si kraj. Kiedy, na przykad, staraem si zapa takswk, a stojcy
obok Wgrzy zorientowali si, e jestem Polakiem, sami zaproponowali podwiezienie. Innym
razem w restauracji, syszc polsk mow, Wgrzy poczstowali nas winem i chcieli zapaci
rachunek za cay obiad. Takie gesty byy naprawd budujce.
Po tygodniu otrzymaem wreszcie paszport i bilet kolejowy do Mediolanu. Dotarem tam po
szesnastogodzinnej podry. Poniewa miaem par godzin do przesiadki, pobiegem
zobaczy synn katedr mediolask, uchodzc w Polsce za szczytowe osignicie
architektury sakralnej. Po krtkiej podry nastpnym pocigiem znalazem si w Modanie,
ju po stronie francuskiej.
Tu po raz pierwszy zetknem si z podejrzliwoci i wielk ostronoci przedstawicieli
polskiego rzdu we Francji. Powodowane to byo obaw przed niemieckimi szpiegami, ktrzy
podawali si za uciekinierw z okupowanej Polski lub kurierw Podziemia. Przybywali do
Francji masowo i lokowali si w strategicznych punktach, gdzie byli trudni do wykrycia i
usunicia. Dlatego te rzd uruchomi specjalne biuro kontrwywiadu zajmujce si badaniem
wszystkich zgaszajcych si Polakw. Celem byo wyapywanie szpiegw.
Zgosiem si do oficera, ktrego nazwisko otrzymaem w Budapeszcie. Zaprowadzi mnie do
innego oficera. Ten bezceremonialnie przystpi do zadawania pyta, najwidoczniej upatrujc
we mnie szpiega. Na wiele z nich nie mogem odpowiedzie, zwaywszy tajny charakter
mojej misji. Rodzio to nerwow sytuacj. Wreszcie oficer zapyta o osob, od ktrej
otrzymaem dokumenty w Budapeszcie, jej nazwisko, wygld. Zapisa co na kartce i wyszed
z pokoju. Wrci po kwadransie i powiedzia, e mam si uda do jego zwierzchnika. Ten
przywita mnie zupenie inaczej. Drog radiow mia ju na mj temat informacje. Otrzyma
te polecenie zaatwienia mi natychmiastowego wyjazdu do Parya.

Major by dugonogim, ysiejcym blondynem o szybkich ruchach. Podkrelay one


zdecydowanie i pewno siebie. Wida byo, e z zasady nie wierzy nikomu, ale kiedy ju
powzi przekonanie, e jest si tym, za kogo podaje, stawa si serdeczny i yczliwy.
- Mam nadziej, e rozumie pan moje zadanie. Mamy ogromne problemy z niemieckimi
agentami. Duo, duo wiksze, ni si tego mona byo spodziewa. To nie jest budujce i
przyjemne, ale kto musi si zajmowa wyapywaniem tych "gnid", od ktrych si roi powiedzia szczerze.
Suchaem przeraony, bowiem miaem zupenie inny obraz polskiego patriotyzmu i
umiowania ojczyzny. Wieci o tak masowym zjawisku kolaborowania z okupantem
szokoway mnie.
- Mwi pan trudne do uwierzenia rzeczy, panie majorze. Jak to moliwe?
- Dugo by opowiada. Na og nie s specjalnie mdrzy, ale dobrze zorganizowani,
pozbawieni skrupuw. Robimy, co tylko mona, aby wypleni te "chwasty". Mamy jednak
zbyt mao ludzi. Panu te radz: niech pan bdzie ostrony w kontaktach. Jeeli nie ma pan
stuprocentowej pewnoci co do czowieka, nie wolno z nim by szczerym.
- No dobrze, ale czy Francuzi nie staraj si co z tym zrobi? - nie dawaem majorowi
spokoju.
- Robi, ale za mao. Ich metody s niewystarczajce. Tu si wojna na dobre jeszcze nie
zacza. To nie Polska, panie kolego. Oni si dopiero opamitaj, jak Hitler uderzy i na
wasnej skrze poznaj, co to wojna. Wtedy moe naucz si sobie radzi - machn rk.
Podszed do szafy. Nie widziaem, co robi. Gdy si do mnie odwrci, zobaczyem w jego
rku pakiet francuskich banknotw.
- Prosz o przeliczenie i pokwitowanie. To na wydatki w Paryu. Ma pan
108
109
sobie nieco dogodzi. Nie moe si pan z takim wygldem udawa na podbj stolicy Francji.
Prosz zmieni ubranie...
Nic nie rozumiaem. Miaem na sobie garnitur kupiony w drogim budapeszteskim sklepie,
markowe woskie buty. Wygldaem lepiej ni przyzwoicie.
- Zastanawia si pan, o czym mwi? Wyglda pan zbyt dobrze. Trzeba zmieni ubranie na
gorsze. Ma pan wyglda na polskiego uciekiniera. Tak jak pan teraz, wygldaj niemieccy
szpiedzy, ktrych ze swoimi ludmi wyapuj. Zreszt mj podwadny wzi pana za takiego
natychmiast. Po co panu kopoty? W Paryu pjdzie pan do biura werbunkowego
ochotnikw. Tam si pan zarejestruje. Dopiero po zaatwieniu wszelkich formalnoci moe
pan powiedzie o prawdziwym celu przybycia. Czy wyraam si dostatecznie jasno? zakoczy.
- Tak jest, panie majorze - odpowiedziaem regulaminowo.
- No, to powodzenia, panie poruczniku...
Uy po raz pierwszy mego stopnia, mimo e nigdy sam nie wspomniaem, e taki posiadam.
To by bez wtpienia fachowiec.
Zastosowaem si do jego rad dokadnie. Podr do Parya zaja prawie dziesi godzin.
Jechaem w przedziale pierwszej klasy. Siedziaem przy drzwiach, tyem w kierunku jazdy.
Przy oknie po tej samej stronie starsza kobieta czytaa "Le Figaro". Po przeciwnej dwch
Francuzw pokazywao sobie jakie papiery i rozmawiao o interesach. Obok nich i po mojej
lewej siedziao dwch modych mczyzn. Byli Polakami i jechali, tak jak ja, do polskiego
wojska. Dostali pewnie podobne instrukcje i niemal w ogle si nie odzywali.

Zapewne pod wpywem majora, zaczem analizowa, czy w mowie ktrego ze


wsppasaerw nie rozpoznam niemieckiego akcentu, faszywej intonacji w wypowiadaniu
polskich sw lub jakich innych podejrzanych rzeczy. W kocu doszedem do wniosku, e
ulegam psychozie podejrzliwoci. Przecie rodowici Francuzi nie mog by na niemieckich
usugach. Dwaj rodacy te zacigali kresowo i raczej daleko im byo do twardego lskiego
akcentu, ktry ewentualnie mgby wskazywa na niemieckich szpiegw. Nie chcc wdawa
si w rozmowy, udaem, e pi.
Polski obz werbunkowy znajdowa si w Bessieres, na pnocnym przedmieciu Parya.
Zgaszali si tam zarwno uciekinierzy, czyli byli onierze i oficerowie wojska polskiego,
jak te ochotnicy nie obznajmieni z rzemiosem wojskowym. Zarejestrowaem si zgodnie z
procedur. Wskazano mi miejsce do spania i wyekwipowano w podstawowe rzeczy potrzebne
do ycia w obozie. Noc przespaem w kilkudziesicioosobowej sali. Rano wyszedem z obozu
i po przejciu kilometra zatrzymaem takswk. Kazaem zawie si do centrum Parya.
Tam z pierwszej napotkanej budki telefonicznej zadzwoniem do Kuakowskiego, osobistego
sekretarza generaa Sikorskiego.
- Przybywam z kraju. Mam do omwienia wane sprawy z pana szefem -powiedziaem bez
zbdnych wstpw.
Kuakowski kaza mi si zgosi w ambasadzie Polski, siedzibie premiera,
przy rue Talleyrand opodal Hotelu Inwalidw. Gdy przyszedem, przyj mnie z wyran
rezerw. Poprosi, abym usiad, i zatelefonowa do profesora Kota, ministra spraw
wewntrznych. Kot by jednym z przywdcw Polskiego Stronnictwa Ludowego i znanym
przeciwnikiem Pisudskiego. Poprosi Kuakowskiego o opisanie mego wygldu.
Najwyraniej musia ju posiada wiadomoci o moim przyjedzie. Opis si zgadza.
Kuakowski znikn na pi minut i wrci z pienidzmi.
- Stawi si pan u pana ministra Kota w Angers. Jutro, o godzinie jedenastej przed poudniem powiedzia oficjalnie.
- Mam swoje rzeczy w Bessieres. Co mam z nimi zrobi?
- Czy jest tam co wanego lub kompromitujcego?-zapyta.
- Naturalnie nic.
- No to zapomni pan o tych rzeczach. Kupi pan sobie nowe. Wicej si pan w Bessieres ju
nie pokae. Ze wzgldu na niemieckich agentw. S wszdzie, rozleli si po Paryu jak
zaraza.
- Czy w Angers jest podobnie? - zapytaem.
- Tak, tam te trzeba uwaa. Teraz pojedzie pan na Saint Germain i znajdzie jaki may,
skromny hotelik. Prosz sobie kupi zawczasu bilet na poranny pocig do Angers.
Powodzenia - zakoczy spotkanie.
Po wyjciu z ambasady natychmiast zatrzymaem takswk i podyem na Saint Germain.
Ze znalezieniem hoteliku nie byo problemu. Waciciel pokaza mi trzy pokoje, z ktrych
wybraem najbardziej przytulny. Z gry uregulowaem naleno za jedn noc. Pod wpywem
powszechnej obawy przed agentami przeszukaem pokj, starajc si znale podsuch.
Niczego takiego nie byo.
Mimo zagroe, jakie mg nie Pary, wyda mi si on o niebo bezpieczniejszy ni
Warszawa. Wyszedem z hotelu i ruszyem przed siebie. Idc bulwarami, nie dostrzegaem
jakich szczeglnych oznak wojny czy te zaniepokojenia paryan. Cho byo pochmurnie i
zanosio si na deszcz, panowa typowy dla Parya ruch i gwar. Na ulicach byo mnstwo
piknych kobiet, ubranych z typowym dla tego miasta wdzikiem: kolorowo i fantazyjnie.
Mczyni rwnie zachowali dawny styl elegancji, jaki zapamitaem z poprzednich
pobytw w stolicy Francji. Tum na paryskiej ulicy wci przypomina egzotycznego ptaka o
piknym upierzeniu.

Jezdnie byy zatoczone autami, mimo racjonowania benzyny. Takswki bez przerwy trbiy,
starajc si utorowa sobie drog. Wicej byo tylko pojazdw wojskowych.
Dotarem do "Cafe de la Paix", ktr zapamitaem z dawnych dobrych czasw jako miejsce
o magicznym nastroju. Ze znalezieniem miejsca przy stoliku byy wielkie trudnoci.
Musiaem odczeka dobre p godziny, nim si co zwolnio. Kawiarnia ya swoim yciem,
jakby nic si nie stao. Przy stolikach flirtoway pary, popijajc kaw i wino. Panowa nastrj
beztroski i odprenia.
Wypiem kaw, posiedziaem niespena godzin, obserwujc paryanki,
111
110
i ruszyem na zakupy. Po ich zrobieniu pozwoliem sobie take na luksusow kolacj.
Objuczony pakunkami i aktualnymi gazetami, powrciem do hotelu. Zgodnie z rad
Kuakowskiego kupiem bilet na poranny pocig do Angers.
Rano ubraem si w nowe, eleganckie ubranie i takswk udaem si na dworzec kolejowy.
Angers byo typowym francuskim miastem redniej wielkoci. Liczyo okoo osiemdziesiciu
piciu tysicy mieszkacw i-pooone byo o cztery godziny jazdy pocigiem na poudniowy
zachd od Parya. Pierwsze wraenie byo bardzo korzystne. Czyste, dobrze utrzymane domy
wydaway si zamone. Rzd Francji wyznaczy t miejscowo na siedzib rzdu polskiego.
Warunki do pracy byy lepsze ni w haaliwym i zatoczonym Paryu. Otrzymalimy od
Francuzw prawo eksterytorialnoci, tak wic polski gabinet mg si cieszy przywilejami
nalenymi suwerennemu pastwu. Zagraniczni przedstawiciele dyplomatyczni przebywali w
Angers oficjalnie, reprezentujc swe rzdy wobec Polski. Nie zapomn, jak jeden z
zachodnich dyplomatw gono narzeka, e po urokach wielkomiejskiej Warszawy Angers to
jaka "straszna prowincjonalna dziura".
Nie miaem jakichkolwiek kopotw ze znalezieniem siedziby rzdu. Jaki starszy Francuz od
razu wskaza mi drog, zaznaczajc, e miasto jest dumne, e goci wadze "nieszczsnej,
podle zaatakowanej Polski". W Ministerstwie Spraw Wewntrznych spotka si ze mn
sekretarz Kota. Nim rozpocza si rozmowa, w mody, uprzejmy i peen rezerwy czowiek
poprosi o okazanie listu od Kuakowskiego. Uczyniem to. Wwczas sekretarz ministra
zakomunikowa, e do spotkania z Kotem dojdzie w pobliskim hotelu podczas obiadu.
Kiedy przybyem na spotkanie, minister Kot ju czeka. By siwym, eleganckim mczyzn
niskiego wzrostu, o spokojnych, wystudiowanych ruchach i pedantycznie precyzyjnym
sposobie mwienia. Zajlimy miejsca przy stoliku, a Kot poczyni uwag, e wygldam nie
jak emisariusz z kraju toczcego wojn, a bankier francuski powracajcy z bankietu.
- Przepraszam za uwag, ale zapewne nie naley do przyjemnoci chodzenie po Warszawie w
wygniecionych spodniach i dziurawych skarpetkach.
Nie bardzo wiedzc, do czego zmierza, powiedziaem, e wyobraenia o okupowanej Polsce
s na og bdne.
- Jeeli za idzie o skarpetki, to sam je sobie ceruj, a spodnie kad na noc pod materac, aby
si wyprasoway. Prosz mi wierzy, panie ministrze, wikszo ludzi w kraju prezentuje si
zupenie dobrze... - odpowiedziaem.
Kot widrowa mnie wzrokiem.
- Mimo papierw, ktre pan okaza, i mimo znajomoci hase, mam obowizek zachowa
ostrono. Musz by przekonany, e czowiek, na ktrego czekam, to pan - zakomunikowa.
- Co zatem mam zrobi, eby pan minister poczu si przekonany? - zapytaem.
- Prosz opowiada o sobie. Co pan robi przed wojn? Co podczas okupacji? O ludziach, z
ktrymi pan wsppracuje. Jakie informacje o rodzinie...

Nasza rozmowa trwaa dugo. Od pocztku kierowa ni Kot. Interesowali go przede


wszystkim ludzie Podziemia. Po pierwsze, sprawdza mnie, czy ich znam. Po drugie,
zaspokaja swoj ciekawo. Jego pytania i celne komentarze dowodziy ywej inteligencji i
dobrego poinformowania.
Kot lubi zagbia si w dygresje o ludziach, nie tyle jednak z punktu widzenia problemw i
wydarze, w jakie byli zaangaowani, a ich charakteru i osobowoci. Mia do tego wyrany
talent. Po prostu zna si dobrze na ludziach.
Gdy doszlimy do omawiania organizacji i dziaalnoci Podziemia, Kot zaproponowa, abym
swoje uwagi przedstawi w formie pisemnego sprawozdania.
- Przyl do hotelu maszynistk z maszyn do pisania. Pan jej bdzie dyktowa. Nie narzucam
formy. Sam pan zdecyduje, co jest istotne. Jedna uwaga. adnych nazwisk w tekcie: prosz
uywa kodu cyfrowego. Potem na osobnej kartce da mi pan klucz do odszyfrowania, kto jest
kto - zakoczy.
Nastpny dzie spdziem w Paryu na przygotowaniu raportu. Gdy by gotowy,
zatelefonowaem do Kuakowskiego. Ten kaza mi si zgosi w ambasadzie. Dowiedziaem
si, e przyjmie mnie genera Sikorski, premier i wdz naczelny.
Czuem si szczliwy. Sikorski cieszy si w kraju opini czowieka o wielkiej kulturze i
wiatowca. Otacza go respekt i podziw. Znany by z pogldw liberalno-demokratycznych,
by wybitnym dowdc wojskowym i mem stanu, pozostawa w konsekwentnej opozycji do
Jzefa Pisudskiego, ktrego uwaa za dyktatora. Po klsce wrzeniowej caa nadzieja Polski
skupia si wanie na nim.
Ku memu wielkiemu zdziwieniu, w ambasadzie spotkaem Jerzego Jura, ktry "przebywa u
ciotki". Wyciskalimy si z radoci. Dowiedziaem si szczegw jego brawurowej
przeprawy przez Karpaty. Potem rozmowa utkna. Ani on, ani ja nie moglimy opowiada o
swojej aktualnej dziaalnoci. Zaczlimy prowadzi jaki dziwny dialog, w ktrym rozlegay
si nie odpowiedzi na pytania, a jakie banalne monologi. Zorientowalimy si, e obaj
wracamy do kraju, ale i o tym nie wolno nam byo nic powiedzie. Wymienilimy paryskie
adresy i poegnali, gdy adiutant Sikorskiego kaza mi si meldowa u generaa.
Wadysaw Sikorski by szedziesicioletnim, wysokim mczyzn. Trzyma si bardzo
prosto i sprawia wraenie tryskajcego zdrowiem. Jego ruchy i gesty zdradzay wpywy
francuskie. Nic dziwnego, bowiem we Francji spdzi kilka lat, bdc w opozycji do
Pisudskiego. Mia tu wielu przyjaci w krgach politycznych i wojskowych. Od czasw
zakoczenia pierwszej wojny pozostawa w bliskich kontaktach z francuskim sztabem
generalnym. Wielu czoowych wojskowych uwaao Sikorskiego za wybitnego stratega.
Zameldowaem si przepisowo. Genera spojrza na mnie uwanie.
- Zapraszam pana porucznika na obiad do "Cafe Weber". Jutro, godzina
113
112
druga po poudniu. Dzikuj - zakoczy spotkanie w cigu niespena minuty.
Odmedowaem si.
Nastpnego dnia spotkalimy si w hallu restauracji. Stolik by ju zarezerwowany.
Znajdowa si na uboczu, stwarzajc dobr zacht do swobodnej rozmowy. Zamwiem na
pocztek din z tonikiem. Widzc to, Sikorski zareagowa umiechem i rodzajem
usprawiedliwienia.

- Nie mog si przyczy do pana porucznika, za co przepraszam. Na rnych oficjalnych


przyjciach musz pi alkohol, co nie wychodzi mi na zdrowie - mwi, umiechajc si
yczliwie.
Zadawa pytania o moj przeszo i o plany na przyszo. Mwic o sytuacji w Europie,
zwrci uwag na potg militarn Niemiec, zaznaczy jednak zaraz, e wierzy, i Francja
ostatecznie pokona Hitlera. Nie chcia rozmawia na temat koca wojny.
- Niezalenie od moich pogldw, Podziemie w kraju powinno by przygotowane na
dugotrway opr. Zaley mi, aby pan porucznik tak to im przekaza. Nie naley ulega
iluzjom - powiedzia stanowczo.
Z jego uwag wyaniaa si wyrana koncepcja przyszoci kraju.
- Dla Polski wojna nie toczy si tylko o niepodlego. Tu nie chodzi o powrt do status quo
sprzed l wrzenia 1939 roku. Nie wolno powtarza przeszoci, ktra w znacznym stopniu
sprowadzia na nas to, co si stao. Podziemie w Polsce musi wiedzie, e walczy nie tylko o
niepodlego, ale take o nowoczesne, demokratyczne pastwo europejskie, ktre
zagwarantuje obywatelom polityczne swobody i postp spoeczny. Nasze przedwojenne
wadze widziay rozwj Polski pod rzdami silnej rki, a nie w duchu demokracji. Byo to
sprzeczne nie tylko z duchem Europy, ale take naszej tradycji narodowej. Tej szkodliwej
polityki ju nie wskrzesimy, a ludzie, ktrzy j pro wadzili, nie powrc wicej do wadzy.
Powojenn Polsk bd budowa stronnictwa polityczne, zwizki zawodowe oraz obywatele,
ludzie dobrej woli, patrioci, a nie jaka uprzywilejowana kasta.
Milcza przez chwil, spojrza mi w oczy.
- Wiem, e wielu rodakw nie rozumie mego jzyka. Licz jednak na mode pokolenie. Ludzi
takich jak pan i pascy koledzy. Tacy na pewno mnie zrozumiej. Najpierw uporamy si z
Niemcami, a potem czeka nas cikie zadanie odbudowy Polski. Tak bdzie - zakoczy
dobitnie.
Suchaem jego credo politycznego w skupieniu. Genera zrobi na mnie wielkie wraenie.
Gdy zaproponowa kolejne spotkanie w Angers, zgodziem si entuzjastycznie.
Do drugiej rozmowy doszo podczas obiadu w hotelu w Angers. Referowaem koncepcj
Boreckiego. Zgodnie z jego wol kadem nacisk na konieczno skonsolidowanego
Podziemia i jego trj segmentowej struktury. Genera zgadza si niemal bez zastrzee.
- Podziemie nie moe si ogranicza jedynie do stawiania oporu okupantowi. Konieczne jest utworzenie pastwa z jego strukturami, moliwie najbardziej
odpowiadajcymi funkcjom normalnego pastwa. Nawet jeli miaoby to by
"naladownictwo" niedoskonae i uproszczone - mwi Sikorski. - Armia podziemna powinna
by integraln czci struktury pastwa, a nie zbiorem wielu ugrupowa bojowych
poczonych jedynie ide walki z Niemcami, bez politycznej koncepcji, czemu ta walka suy
i do czego prowadzi. Nie wolno dopuci, aby wojsko pozostawao w stanie izolacji. Musz
istnie silne wizi pomidzy wszystkimi strukturami pastwa: polityczn, administracyjn i
militarn.
Przypominajc sobie rozmowy z Boreckim i profesorem we Lwowie, entuzjastycznie
przytakiwaem generaowi.
- Jednak armia - cign swj myl - nigdy, nigdy i po trzykro nigdy nie bdzie miaa
prawa miesza si do polityki. Mielimy tego po dziurki w nosie. I wystarczy! Armia ma
ludziom suy, a nie ludmi rzdzi.
Przysza pora na poruszenie jednego z najbardziej delikatnych problemw Podziemia.
- Jak, panie generale, naley interpretowa zasad niekolaborowania? -zapytaem. - Istnieje
wiele sytuacji, gdy infiltracja struktur okupanta jest moliwa tylko poprzez pozorne si do
niego przyczenie. Bywa to bardzo dla nas opacalne. Pozostaje jednak dylemat moralny.
Czy to jest metoda dozwolona?

- Panie poruczniku, tu w Paryu Polacy yj wygodnie - mwi z wyczuwaln ironi-jadaj


zdrowo, pi w wygodnych kach, maj niewiele trosk codziennych. Czy uwaa pan, e my,
tu z Parya, mamy moralne prawo pouczania Warszawy? Wydawania osdw moralnych, nie
przeywszy dnia pod jarzmem hitlerowskim? Nie, takiego prawa nie mamy. Jedynym
zadaniem polskiego rzdu tu, we Francji, jest ochrona interesw Rzeczypospolitej za granic.
Pilnowania skutecznoci naszych sojuszy, wpywania na polityk aliantw. Kada forma
wsppracy z reimem okupacyjnym jest niekorzystna z punktu widzenia midzynarodowej
pozycji Polski. Oni jednak w kraju powinni czyni to, co uznaj za waciwe. Pki jestemy
za granic, pki nie wracamy wraz z sojusznikami, by wyzwala Polsk, nie wolno nam
niczego nakazywa ludziom w kraju. Niech im pan jednak powie, poruczniku, o tym, eby
pamitali o naszej historii i tradycji narodowej. Prosz ich zapewni, e my tutaj jestemy
pewni, e Polacy w Polsce wybior waciw drog.
Mwic o delegacie rzdu na kraj, ktry miaby by szefem administracyjnym Podziemia
oraz cznikiem Podziemia z rzdem RP na wychodstwie, genera utrzymywa si w
podobnej tonacji.
- Czowiek tam wyoniony i wytypowany na delegata otrzyma take i moje poparcie powiedzia dobitnie. -Niezalenie od tego, jakie pogldy polityczne bdzie ten czowiek
osobicie reprezentowa. Musi jednak mie akceptacj wszystkich ugrupowa politycznych.
Nastpnego dnia wpadem w "Cafe de la Paix" na Kota. Bywa tam regularnie. W Krakowie,
gdzie wykada na Uniwersytecie Jagielloskim, te mia
115
114
swoj ulubion kawiarni. Chodzi tam codziennie, a studenci nazywali j "Cafe Kot".
Profesor zaprosi mnie do stolika. Wiedzia o moim spotkaniu z Sikorskim.
- Zgadzam si ze wszystkimi propozycjami, jakie pan przywiz od Boreckiego - rozpocz. Jedno musi im pan jednak doprowadzi do wiadomoci. Ta wojna bdzie duga i wymaga
bdzie ofiar. My tu syszymy z kraju takie przepowiednie, e na wiosn Sikorski wjedzie do
Polski na biaym koniu. To s szkodliwe mrzonki. Niech si Polska ich strzee. Podziemie ma
obowizek strzec ludzi przed takimi fantasmagoriami.
Kot zaleci mi take spotkanie z generaem Sosnkowskim, dowdc podziemnych si
zbrojnych, i umwi na rozmow.
Termin spotkania przekaza mi adiutant Sosnkowskiego. Ku memu zdziwieniu ustalono je w
bardzo skromnym barze, gdzie na uboczu. Genera Sosnkowski mia okoo szedziesiciu
piciu lat, by wysokiego wzrostu, a sylwetka wskazywaa, e cae ycie by wojskowym.
Patrzy bystro i przenikliwie swymi bkitnymi oczami. By szefem sztabu u Pisudskiego,
gdy ten organizowa Legiony, polsk armi podziemn w czasie pierwszej wojny wiatowej.
Pozosta konspiratorem na zawsze.
- Musz rozpocz od podejrzenia, e jest pan, poruczniku, kretynem-usyszaem na wstpie.
- Za dugo i nazbyt swobodnie gada pan przez telefon z moim adiutantem. Czy nie przyszo
panu do gowy, e telefon moe by - i pewnie jest - na podsuchu? Czy to jest a tak mao,
dla pana, prawdopodobne?
Od razu pojem, e mam przed sob prawdziwego wojskowego. Zaraz zaznaczy, e jego
"metier" to sprawy wojskowe i to go najbardziej zajmuje. Konsekwentnie do swego
owiadczenia, nie komentowa moich ocen sytuacji politycznej i projektw Boreckiego. Przy
omawianiu kwestii armii podziemnej zgodzi si, e powinna mie jednolity charakter i by
kierowana przez dowiadczonych dowdcw. Sowem nie zareagowa na koncepcj penej
podlegoci wojska wadzy cywilnej. Jedyna opinia, jak Sosnkowski szerzej wyeksponowa,

to uwaga, e trwajca wojna bdzie wojn innego typu ni poprzednie znane historii. Bdzie
dugotrwaa, wiodc rol odegra w niej technika wojenna, a po jej zakoczeniu wiat bdzie
zupenie inny, ni jest.
Pobyt w Paryu trwa ponad sze tygodni. Duo czasu zabrao mi opracowywanie kolejnych
raportw i uczenie si na pami instrukcji przeznaczonych dla Podziemia w kraju. Gdy
miaem wolne, szedem na spacer z Jerzym Jurem. Dopiero w przeddzie wyjazdu profesor
Kot poda mi nazwiska wanych przywdcw ruchu oporu, do ktrych miaem si zgosi z
instrukcjami. egna si ze mn bardzo serdecznie.
- Zgodnie z tradycj, powinienem zada od pana zoenia przysigi. Odstpuj od tego z
pen wiadomoci. Jeeli chciaby pan zdradzi, przysiga nic by nie znaczya. W moim
przekonaniu nie jest pan czowiekiem mogcym zdradzi. Poprzestamy na ucisku doni.
ycz panu szczcia, panie poruczniku - suchaem ze wzruszeniem.
Do kraju wracaem t sam drog. Miaem dokumenty na inne nazwisko ni poprzednio.
Ekspresem Simplon-Orient przebyem Jugosawi i znalazem si w Budapeszcie. Tam
spdziem dwa dni. W zastpstwie innego kuriera wziem ze sob plecak. Jak si pniej
okazao, by wypeniony po brzegi amerykaskimi dolarami. Way prawie dwadziecia
kilogramw. Do tego dochodzi mj wasny baga. Do Koszyc nie byo jeszcze tragicznie, bo
odwieziono mnie samochodem. Tam spotkaem tego samego przewodnika, co poprzednio.
Szedem objuczony jak mu. Narty byy ju nieprzydatne, bo nieg topnia w oczach. Mimo
ciaru na plecach, mimo potu zalewajcego oczy, wracaem z radoci.
116
Rozdzia XI PASTWO PODZIEMNE
P
od koniec kwietnia 1940 roku wracaem do Polski z instrukcjami Rzdu RP dla Podziemia.
Zawieray zalecenie poczenia wszystkich organiza-cji konspiracyjnych w tajnych
strukturach pastwa podziemnego. Po kilkudniowym pobycie w przygranicznym punkcie
konspiracyjnym dotarem do Krakowa i skontaktowaem si z przedstawicielem Podziemia.
Dowiedziaem si, e podstawy pod zjednoczenie caego ruchu oporu zostay ju poczynione,
ale niemao wody upynie w Wile, nim proces ten zostanie uwieczony powodzeniem.
W Krakowie zaznajomiono mnie z dziaalnoci tamtejszego Podziemia. Miaem okazj
przekona si, jak wysoki poziom organizacyjny osign mechanizm konspiracji oraz jak
wyrafinowane techniki stosowane s, by chroni si przed wpadk.
Nie byem na chwil pozostawiany bez opieki. Zorientowaem si po paru dniach, e moi
przeoeni ledz kady mj krok, znaj kade sowo, a nawet wiedz, co jadam. Kiedy
wracaem do mieszkania, zawsze kto czeka przed drzwiami i odchodzi po wymianie hase.
Gdyby co byo nie tak, by czas, aby mnie ostrzec. Gdybym nie zasta nikogo, miaem jak
najszybciej si oddali bez wchodzenia do mieszkania. Ktrego dnia ustalono, e o godzinie
9.45 rano spotkam przed drzwiami starsz kobiet z niebiesk parasolk i wiklinowym
koszyczkiem kartofli. Rano postanowiem uda si na msz i tak zrobiem. Wrciem o
godzinie 9.30 i zauwayem, e kobieta ju jest. Podaem haso, a ona odpowiedziaa
umwionym odzewem. Nastpnie zaprowadzia mnie na spotkanie i oddalia si. Nastpnego
dnia zjawi si cznik z nagan od kierownictwa Podziemia za rzekome spdzenie
poprzedniej nocy poza domem. Okazao si, e owa siwa, dobrotliwa staruszka po prostu
zadenuncjo-waa mnie, doniosa, e nie spaem w domu. Widziaa przecie, e nadszedem z
ulicy, a nie wyszedem z mieszkania.
118

Taka nieustanna kontrola deprymowaa mnie i irytowaa. Zapytaem wprost o przyczyny


takiego sprawdzania. Odpowied te bya szczera.
- Po pierwsze, nie jestemy pewni pana rozwagi. Po drugie, jeeli pan wpadnie, trzeba o tym
wiedzie natychmiast, aby podj stosowne kroki usyszaem.
Tak traktowano kuriera, ktry przyby z wielkiej wagi rozkazami i poleceniami. No i mia,
naturalnie, bardzo dobre o sobie mniemanie.
Konsolidacja Podziemia przebiegaa pomylnie. Udao si wyodrbni dwie potne
struktury. Jedn stanowia koalicja czterech najwikszych stronnictw politycznych:
ludowcw, socjalistw, chadekw i narodowcw. Drug struktur byo wojsko podziemne,
traktowane jako integralna cz naszych si zbrojnych na Zachodzie.
Koalicja dya take do stworzenia trzeciego, brakujcego ogniwa: delegata rzdu na kraj i
odpowiednikw tego urzdu w terenie. Mieli oni wszyscy, w imieniu rzdu, kierowa
caoksztatem ycia cywilnego: administracj, wymiarem sprawiedliwoci, sprawami
ekonomicznymi, opiekuczymi itd. Nieuchronnie wyoniy si kwestie personalne i
najwaniejsz spraw stao si uzyskanie zgody na konkretnego kandydata, ktry byby
delegatem na kraj.
Instrukcje, ktre przywiozem, byy w zasadzie jasne. Rzd w Angers godzi si na
kadosob, ktra zyska jednogon akceptacj stronnictw. Sikor-skiego i jego ekip nie
interesoway ani nazwiska, ani afiliacje polityczne kandydatw. Oczekiwano jedynie, e
wyonieni reprezentanci bd mieli rzeczywisty autorytet i poparcie gwnych partii
politycznych.
Gdy tylko dotarem do kraju, przygwodzia mnie wie o aresztowaniu Boreckiego. On i
wielu innych pionierw ruchu oporu pacio ogromn cen za stworzenie fundamentw
Podziemia i jego struktur. Rozstrzelano rwnie Tek ze Stronnictwa Pracy. By jednym z
najaktywniejszych dziaaczy krajowych oraz wsptwrc klimatu zrozumienia i dialogu
pomidzy siami politycznymi.
Wbrew temu, co przekazywali mi Sikorski, Kot i Sosnkowski, w kraju dominowaa opinia, e
wojna nie potrwa dugo. W Krakowie zaognienie sytuacji na granicy niemiecko-francuskiej
przyjto wrcz euforycznie i jako zapowied rychej klski Hitlera. Moich argumentw nie
bardzo chciano sucha, wiedzc po prostu i bardzo po polsku "swoje".
W Krakowie mieszkaem u Jzefa Cyny. By moim znajomym sprzed wojny. wietnym
dziennikarzem i znanym dziaaczem socjalistycznym. Ju w wieku dwudziestu kilku lat
zadziwia elokwencj, dojrzaoci sdw i autorytetem. By trzewym realist i zimnym
analitykiem. Z punktu widzenia Podziemia, mia rzadki dar niezwracania na siebie uwagi.
Dziki temu mg odbywa wiele podry i spotka. Ze wszystkich znanych przywdcw
Podziemia tylko on zdawa sobie spraw, e poleganie na potdze Francji jest nierozsdne i
bdne.
- Niemcy posuwaj si naprzd, zajmujc Francj - analizowa sytuacj. 119
Alianci nie zaatkowali pierwsi. Fakt, e Niemcy atakuj, wiadczy, e czuj si silni. Fakt, e
alianci nie podjli ofensywy na ldzie i morzu, wiadczy, e ich na to nie sta. Z punktu
widzenia strategicznego i taktycznego atakujcy jest gr. U Cyny spdziem trzy dni.
Mieszka na przedmieciu Krakowa pod przybranym nazwiskiem i pracowa w jednej ze
spdzielni, ktrej Niemcy nie zdyli jeszcze zlikwidowa. By zameldowany na drugim
pitrze, ale mieszka na parterze, w mieszkaniu swojej czniczki.
- Gdyby przyszli po mnie Niemcy, szukaliby na grze. Tam by mnie nie znaleli, a ja
miabym czas na ucieczk przez te oto "drzwi" - wskaza na podog w kuchni.

Nic specjalnego nie zauwayem. Cyna, widzc moje zdziwienie, unis dwie deski w
pododze. Pod nimi ukazao si zejcie w d.
- Korytarze piwnic s poczone i pro wadz pod trzema domami a do rogu nastpnej ulicy.
Mam zatem szans ucieczki.
Kiedy opuszczaem jego mieszkanie, rzuci jakby obojtnie:
- Jeeli nie robi ci rnicy, moesz to wzi i rozprowadzi w pocigu do Warszawy.
Najpierw przeczytaj. To jest nasz manifest na l maja.
- Co mam z tym zrobi? - zapytaem.
- Rozdaj ludziom. Musimy jako wychodzi do ludzi. Z samego gadania nic nie wynika...
Trzymaem w rku ulotk zatytuowan "Manifest Wolnoci na Dzie Pierwszego Maja 1940
roku". Zawieraa ona stanowisko podziemnej PPS wobec sytuacji w kraju.
Prcz klasycznej frazeologii socjalistycznej i odniesie do hase wolnoci, rwnoci,
sprawiedliwoci spoecznej oraz zapowiedzi lepszego losu chopw i robotnikw w "nowej
Polsce", znajdoway si w tekcie take elementy oceny aktualnego pooenia i losw
okupowanej Polski.
"Droga do wolnoci prowadzi poprzez cele tortur gestapo, przez wizienia i obozy
koncentracyjne, masowe deportacje i egzekucje (...)
Na Zachodzie Polska walczy rami w rami z aliantami. Musimy jednak mie wiadomo, e
los Polski nie bdzie si rozstrzyga na linii Maginota i Siegfrieda. Godzina prby wybije, gdy
nard powstanie do walki z niemieckim okupantem tu, w Polsce. Musimy na t chwil czeka
z uporem i cierpliwoci. Na t chwil si przygotowywa: zdobywa wiedz, wyksztacenie,
gromadzi bro i szkoli wojsko (...)
Przeladowania ydw, ktrych jestemy codziennymi wiadkami, powinny uczy nas ycia
w zgodzie i tolerancji z ofiarami wsplnego wroga. Pozbawieni wasnego pastwa, uczmy si
szanowa aspiracje pastwowe Biaorusinw i Ukraicw (...)
Dzi, gdy nas gnbi przemoc, jakiej historia nie znaa, woamy do Was: Nie gacie ducha!
Wytrwajcie! Zwyciymy!".
Zapamitywaem niektre fragmenty...
Rozprowadziem w pocigu wszystkie ulotki, jedn zatrzymujc dla siebie.
Z czterech dziaajcych w Podziemiu stronnictw niepodlegociowych na polsk wiadomo
tego czasu najwikszy wpyw wywiera nurt socjalistyczny, reprezentowany przez Polsk
Parti Socjalistyczn. Posiadaa ona najbogatsze tradycje walki o niepodlego. W1905 roku
PPS dokonywa zamachw na carskich dygnitarzy, za co wielu jego czonkw stracio ycie.
Socjalici odegrali take znaczc rol w poderwaniu narodu do odzyskania niepodlegoci,
gdy system rozbiorowy Polski zaczyna si wali.
Rwnie podczas bohaterskiej obrony Warszawy we wrzeniu 1939 roku robotnicy
socjalistyczni odgrywali trudn do przecenienia rol pod przewodnictwem Mieczysawa
Niedziakowskiego. Gdy stolica pada, Niedziakowski nie opuci miasta. Po wkroczeniu
Niemcw nie ukrywa si. y w swoim dawnym mieszkaniu pod prawdziwym nazwiskiem.
Gestapo aresztowao go. Kryy pogoski, e przewieziono go do Berlina, gdzie osobicie
przesuchiwa go Heinrich Himmler.
- Czego pan od nas chce? Czego si spodziewa? - mia zapyta Himmler.
- Nic od pana nie chc ani niczego si nie spodziewam. Ja z panem walcz - brzmiaa
podobno dumna odpowied.
Wkrtce potem na polecenie Himmlera przywdca PPS zosta rozstrzelany. Niedziakowski
do koca pozosta dumny i nieugity.
Nurt socjalistyczny zapowiada wprowadzenie w wolnej Polsce spoecznej kontroli nad
rodkami produkcji, reformy rolnej, demokracji parlamentarnej.

Bardzo silnie zakorzeniony w politycznej wiadomoci Polakw by take nurt narodowy.


Jego haso "wszystko dla narodu" odgrywao wielk rol w walce o przetrwanie. Narodowcy
wywodzili si ze wszystkich warstw spoecznych. Ruch oparty by na katolicyzmie, zasadach
indywidualnej gospodarki, a w wielu punktach jego program czerpa z ekonomii liberalnej.
Narodowa Demokracja przywizywaa du rol do praw jednostki i podkrelaa konieczno
ich przestrzegania. Najwiksz indywidualnoci ruchu by Roman Dmowski, ktry w
imieniu Polski podpisywa Traktat Wersalski, przywracajcy Polsce wolno i obecno na
mapie Europy po 123 latach zaborw.
Powstae w drugiej poowie XIX wieku, jeszcze podczas zaborw, Stronnictwo Narodowe
zakadao polskie szkoy, zbierao fundusze na ich utrzymanie. W planie politycznospoecznym narodowcy upowszechniali idee suwerennoci Polski, wzmocnienie chopskiej
pozycji na uprawianej przez nich ziemi oraz rozbudow potencjau gospodarczego w oparciu
o kapita narodowy.
Historycznie najmodsze byo Polskie Stronnictwo Ludowe. Najwaniejszym bodaj
osigniciem tego stronnictwa byo uwiadamianie ludnoci wiejskiej, stanowicej ponad 60
procent populacji Polski. Przez stulecia chopi polscy yli w dramatycznie prymitywnych
warunkach. Pozbawieni owiaty i moliwoci awansu spoecznego, nie mieli wpywu na losy
kraju. Ruch chopski obudzi w nich wiadomo wasnego znaczenia, praw i roli, jak mog
odegra. Zaczy powstawa setki chopskich szk i spdzielni.
Podobnie jak dwa poprzednie, ruch chopski opowiada si za demokracj
121
120
parlamentarn i radykaln reform roln. Innym celem byo uprzemysowienie terenw
typowo wiejskich, ktre byy ponad miar przeludnione i tworzyy skupiska trudnej do
opisania ndzy. Przemys mia da mieszkacom tych terenw miejsca pracy. Jednym z
najwybitniejszych przedstawicieli stronnictwa chopskiego by Maciej Rataj, penicy przez
par lat funkcj marszaka Sejmu RP. W 1940 roku zosta aresztowany i rozstrzelany.
Czwart parti polityczn byo chrzecijaskie Stronnictwo Pracy, ktre starao si realizowa
zasady demokracji, opierajc je na katolicyzmie i nauce Kocioa. By to ruch o silnych
afiliacjach religijnych i narodowych, odwoujcy si do tradycji historycznych pastwa i
narodu. Zwaszcza tych, ktre dowodziy nierozerwalnego zwizku Polski z katolicyzmem.
Te zaoenia ideowe znajdoway wyraz w programach stronnictwa.
Co istotne, adne z czterech wymienionych stronnictw nie byo reprezentowane w ostatnim
przedwojennym rzdzie Rzeczypospolitej. Wewntrzna sytuacja polityczna Polski sprawia,
e siy te nie wziy udziau w ostatnich przed wojn wyborach parlamentarnych. wczesne
wadze Polski doszy do wniosku, e kraj wymaga rzdw tzw. silnej rki. Nie bez wpywu na
ten fakt pozostay tendencje dyktatorskie w pastwach ociennych. Rzd RP uzna, e naley
ograniczy swobody demokratyczne i parlamentarne, tote w tym kierunku poszy zmiany
ustawodawcze w postaci Konstytucji z 1935 roku. Zbulwersowane partie opozycyjne
odmwiy uczestnictwa w niedemokratycznych, ich zdaniem, wyborach. Skutkiem tego nie
weszy do Sejmu.
W Podziemiu, teoretycznie stanowicym kontynuacj pastwa polskiego, powstaa sytuacja
paradoksalna. Upadek wolnoci przywrci standardy demokracji. Okazao si, e w
Podziemiu stronnictwa polityczne uzyskay wiksze moliwoci i swobod dziaania ni za...
niepodlegej RP lat 1935--1939.
W Pastwie Podziemnym wspomniane cztery siy polityczne reprezentoway zdecydowan
wikszo narodu polskiego. Istniay take inne organizacje polityczne: od skrajnej lewicy po

skrajn prawic. Naley wymieni tu komunistw, wywodzcych si z przedwojennej


Komunistycznej Partii Polski, ktrzy ju pod okupacj powoali Polsk Parti Robotnic/, o
wyranych afiliacjach prosowieckich. Naley podkreli, e wikszo tych pozostajcych
poza koalicj organizacji rozwina si dopiero w atmosferze swobd politycznych
Podziemia. Z uwagi na specyfik okupacyjn i panujce warunki trudno byo oceni ich
wpyw na spoeczestwo. Wikszo z nich miaa zasig lokalny i ograniczony. Niemal
wszystkie natomiast wydaway swojpod-ziemn pras.
Stolica wywara na mnie rwnie due wraenie jak Krakw. Konsolidacja Podziemia
postpowaa szybko. Warszawiacy, nie wyczajc kluczowych postaci Podziemia, byli
absolutnie pewni potgi Francji i Anglii, a wynik konfrontacji militarnej Niemcw z tymi
mocarstwami uwaali za przesdzony. Wszyscy moi rozmwcy uwaali, e szybkie
posuwanie si Niemcw w gb
Francji jest przejawem... geniuszu militarnego Francuzw. Chc oni wcign Niemcw na
swoje terytorium, a nastpnie otoczy i zmiady.
Kiedy staraem si argumentowa, e podczas mego pobytu we Francji uwaano
powszechnie, e zasadniczym celem obrony jest utrzymanie linii Maginota, uznawano mnie
za osob nic nie rozumiejc z nowoczesnej taktyki wojennej i jakiego pesymist.
Przebywaem w Warszawie dwa tygodnie, po czym wysano mnie do Krakowa, gdzie miaem
si przygotowa do kolejnej misji kurierskiej i bra udzia w biecej pracy organizacyjnej.
Moja praca wizaa si przede wszystkim z organizowan delegatur rzdu. Miaa ona
powsta przy przyjciu dwch zasadniczych zaoe. Po pierwsze, niezalenie od przebiegu
wojny Polacy nie podejm jakiejkolwiek wsppracy z okupantem niemieckim. Std za cel
numer jeden przyjto identyfikowanie i likwidowanie potencjalnych "Quislingw". Po drugie,
administracja podziemna w kraju jest naturaln kontynuacj pastwa polskiego, a jej
dziaalno uzgadniana z rzdem RP na wychodstwie.
Pryncypialny stosunek do okupanta znakomicie uatwia pozyskiwanie aprobaty spoecznej
ludnoci. Okupacja nigdy nie zostaa zaakceptowana przez Polakw, dlatego oczywiste
pozostawao dla nich, e nie wyoni si aden legalny czy quasi-legalny orodek
kolaborujcy z Niemcami. Z kolei wadze Podziemia, przestrzegajce regu uznawanych za
zasadnicze przez spoeczestwo, byy odbierane jako "wasne" i reprezentatywne. W
szczytowej formie rozwoju podziemnej pastwowoci definicja kolaboracji, system jej
karania oraz egzekwowania kar zostay szczegowo opracowane i rozpowszechnione.
Z chwil uznania zasady kontynuacji pastwa utworzenie delegatury rzdu stao si nakazem
chwili. Generalnie zgadzano si, e rzd powinien pozostawa poza stref bezporedniego
zagroenia.
Wedle historycznej tradycji powsta listopadowego i styczniowego rzd powinien dziaa w
Podziemiu. To oznaczaoby jednak anonimowo i pozbawienie Polski kontaktw z
aliantami, a wic realizacji wasnej polityki zagranicznej. Ponadto, w przypadku
zlikwidowania takiego gabinetu przez okupanta, nie byoby moliwoci utworzenia nowego.
Rodzioby to chaos i baagan. Rzd powinien zatem pozostawa na terenie jakiego
sojuszniczego pastwa i stamtd czuwa nad cigoci struktur Podziemia. Polega by to
miao, midzy innymi, na mianowaniu wadz Podziemia, co uniezaleniaoby jego
funkcjonowanie od ewentualnych strat. Specjaln uchwa dokonano jednak ograniczenia
kompetencji personalnych rzdu do osb uprzednio zaakceptowanych przez Podziemie.
Kolejnym problemem, jaki si wyoni, bya kwestia, jak ocenia reprezentatywno
spoeczn poszczeglnych stronnictw. Poniewa nie wziy udziau w wyborach w 1935 roku,
nie byo mona porwnywa liczby uzyskanych gosw. Ich subiektywne oceny byy z natury
rzeczy sprzeczne, bowiem ka-

122
123
dy podkrela swoj popularno i wpywy. Gdyby wierzy podawanym liczbom, okazaoby
si, e Polska liczy nie trzydzieci pi, a pidziesit milionw mieszkacw. Nie ulegao
kwestii, e "wielka czwrka" cieszy si aprobat znacznej wikszoci Polakw, ale uzyskanie
danych szczegowych, odnoszcych si do kadego z uczestnikw bloku, byo po prostu
niemoliwe.
Postanowiono zatem przyj kompromisow zasad, e wyonione wadze Podziemia nie
bd realizowa polityki, ktra naruszaaby pryncypia polityczne ktregokolwiek ze
stronnictw czy ich ywotne interesy. Kwestie te byy bardzo wraliwym momentem
budowania koalicyjnego kompromisu i zajmoway wiele czasu w dyskusjach. W niektrych z
nich miaem okazj uczestniczy i w stolicy, i w Krakowie.
Mimo dyskusji, sporw i rozmaitych komplikacji osignito porozumienie co do delegata
rzdu na kraj. Stronnictwa postanowiy take utworzy podziemny parlament. Jego
zadaniami, prcz kwestii reprezentacyjno-przedstawi-cielskich, miay by take funkcje
kontrolne: polityki personalnej i finansw Podziemia. Udao si ustali klucz partyjny, wedle
ktrego rozdysponowano najwaniejsze stanowiska w tajnej administracji.
Udajc si tym razem do Francji, miaem za zadanie zreferowa skomplikowany proces
budowy Pastwa Podziemnego oraz jego mechanizmw. Dalej, przebieg dyskusji
koalicyjnych, tre osignitych kompromisw, warunki, jakich spenienia Podziemie
oczekiwao od rzdu we Francji w zamian za udzielenie przez kraj poparcia Sikorskiemu.
Ponadto otrzymaem -jak uwaaem - najbardziej zaszczytn misj mego ycia. Byem
bowiem zaprzysionym depozytariuszem wszystkich najwaniejszych planw, tajemnic i
szczegw dotyczcych spraw wewntrznych Podziemia. Nie tylko jednak to. Poszczeglne
stronnictwa zaprzysigy mnie jako ich kuriera w misji do ich reprezentantw w gabinecie
Sikorskiego. Przysigaem, e dostarcz powierzone wiadomoci tylko i wycznie osobie, dla
ktrej s przeznaczone, oraz e nigdy nie wykorzystam posiadanej wiedzy przeciwko
ktrejkolwiek z partii politycznych ani te dla dobra wasnej kariery. Wyranie zakrelono mi
rol spowiednika, a waciwie swoistego "kanau" koncesyjnego pomidzy Warszaw a
Paryem.
Wypeniaa mnie duma.
Rozdzia XII
WPADKA
P
o dwutygodniowym pobycie w stolicy otrzymaem rozkaz wyjazdu do Krakowa.
Rozpoczynaa si nowa misja. W drodze do Francji mia mi towarzyszy siedemnastoletni syn
znanego warszawskiego lekarza. Miaem go dostarczy do punktu werbunkowego naszej
armii. Chopak za wszelk cen chcia si dosta do polskiego wojska i walczy. Rodzice
uznali, e bezpieczniej bdzie, jeeli bdzie to robi u Sikorskiego, a nie w rodzimej
konspiracji.
W Krakowie spdziem trzy dni na rozmowach z przywdcami organizacji podziemnej.
Otrzymaem mikrofilm zawierajcy okoo czterdziestu stron maszynopisu. By nie wywoany
i mogem go atwo zniszczy - nawietlajc.
Jechaem na spotkanie z przewodnikiem, odczuwajc dziwny niepokj. Moi rozmwcy w
Krakowie otwarcie obawiali si o moje bezpieczestwo i udzielali mi przestrg. Nie bardzo
potrafiem odgadn, w czym rzecz. Pomylaem, e moe przewodnik bdzie bardziej
konkretny.

Pocig do Zakopanego wlk si jak zwykle. Mj podopieczny wyglda przez okno i co pod
nosem podpiewywa, a ja mylaem, e caa eskapada zaczyna si jako niepokojco.
Dojechalimy jednak szczliwie. Teraz mielimy jeszcze cztery kilometry marszu do miejsca
spotkania z przewodnikiem. Od tej chwili mia przej nad nami cakowit piecz oraz
przyj za nas odpowiedzialno. Obowizywaa zasada, e przewodnik opracowywa tras,
decydowa, kiedy wyruszy, kiedy i gdzie bd postj e, co robi w sytuacjach zagroenia.
Musia te przekaza swojego podopiecznego, zwanego "pacjentem", w punkcie
kontaktowym na terenie pastwa neutralnego, w tym wypadku Wgier. Przewodnik nie
opuszcza kuriera na krok, a ten mia wykonywa jego instrukcje.
O moim przewodniku wiedziaem tyle, e jest gralem, ma okoo dwudziestu piciu lat i
naley do grupy najbardziej dowiadczonych, jakimi dysponuje Podziemie. Przez Tatry
chodzi od wczesnej modoci i zna je jak wasn kiesze.
125
Przywita si z nami bez entuzjazmu. Wyranie ociga si z podaniem daty wymarszu, jakby
cigle na co czeka. Wreszcie sam nie wytrzyma.
- A bo widzicie, jest tak. Mija ju dobry tydzie, jak poprzedni kurier mia wrci. Nie ma ani
jego, ani jakiej wieci, co z nim. To nie jest dobry znak-powiedzia smtnie.
Odpowiedziaem, e moja misja jest nadzwyczaj pilna i nie moe by mowy o jej odkadaniu.
By koniec maja 1940 roku. Belgia i Holandia pady, a Niemcy byli ju pod Paryem. Co
prawda udziem si, e Francja zdoa stawi opr wrogowi, ale nie potrafiem pozby si
rozwaa na temat, co waciwie oznaczaby upadek Francji. Gdyby Francja pada, byby to
koniec cznoci z rzdem Sikorskiego i ogromne trudnoci w dalszej pracy Podziemia. Dla
mnie osobicie znaczyoby to utknicie gdzie w Europie z powierzonym mi
siedemnastolatkiem. Dlatego tak szybko chciaem wyrusza w drog<tPki co czekalimy na zmian pogody w gralskiej chacie nalecej do ojca przewodnika.
Stary gazda by krzepkim, wysokim mczyzn. Prcz syna mia jeszcze szesnastoletni
crk, penic najwyraniej rol gospodyni. Pod wieczr przewodnik postanowi zej do
miasteczka, eby si troch porozglda. My zostalimy w chaupie. Crka gospodarza podaa
kolacj. Rozmowa si jednak nie kleia. Wszyscy czekali na powrt przewodnika.
W pewnej chwili dziewczyna gestem doni daa znak chopakowi, aby wyszed za ni na
dwr. Troch mnie to zdziwio, ale nie miaem zamiaru si wtrca. Po kwadransie modzi
wrcili.
Chopak by blady i wyranie zdenerwowany. Dziewczyna miaa zaczerwienione oczy i
milczaa. Stary gral wsta i kaza crce i za sob, wyszli z chaupy. Duej ju nie mogem
tego znie.
- Masz natychmiast powiedzie, co si tu dzieje - wydaem polecenie. - Co ona ci
powiedziaa?
- Nic specjalnego... -jka si.
- Suchaj, no... Jestem za ciebie odpowiedzialny i nie pozwol na jakie tajemnice. Radz ci,
eby to szybko zrozumia - krzyknem.
Stkajc, zacz wreszcie opowiada. S podejrzenia, e przewodnik, ktry nie wraca, wpad
w rce gestapo. Jeeli to prawda, droga przez znane szlaki jest wielkim ryzykiem.
Dziewczyna wie o tym od brata, ale brat zabroni komukolwiek mwi. Ona jednak nie
wytrzymaa. Prosia, eby mj towarzysz zrezygnowa z drogi i poczeka na lepsz okazj.
Sytuacja wydaa mi si jasna. Wyszedem przed chaup. Gral z crk stali przy studni i
rozmawiali gono. Ze strzpw sw dowiedziaem si o ich niepokoju.

Dziewczyna, widzc mnie, podesza i spokojnie powiedziaa, e w sytuacji niebezpieczestwa


lepiej bdzie, jak udam si w drog tylko z bratem, bo chopak tylko nam bdzie wadzi...
Odpowiedziaem opryskliwie, e nie ona bdzie decydowa. Omwi
wszystko z jej bratem, jak si pojawi. Nie musiaem dugo czeka. Wraca, pogwizdujc. Nie
byo po nim wida dawnego przygnbienia. To mnie zbio z tropu.
- Musimy odoy podr-po wiedziaem jednak. - Sysz tu jakie dziwne opowieci. Jaki
przewodnik zapany, a pan nic nie mwi?
- Odoy podr? - patrzy na mnie z oburzeniem. - Czy pan zwariowa? Dlaczego? Bo
dzieciaki gadajjakie gupoty?
Spojrza na siostr piorunujcym wzrokiem. Rozpakaa si.
- Jeste gupia, i tyle - zwrci si do niej.
Mimo niewtpliwie drczcych go obaw i podejrze, przewodnik stara si zachowywa
fason. Prezentowa si jak odpowiedzialny, nie ulegajcy emocjom konspirator. To wzbudzio
moj sympati i zaufanie.
- A jednak - powiedziaem -jeli wszystko jest tak, jak mwi paska siostra, powinnimy
kierowa si wiksz ostronoci.
- Ostrono?! - wykrzykn. - To ja tu decyduj o kwestiach bezpieczestwa! Ja
odpowiadam za ciebie i ca drog do celu. I dlatego nie widz sensu dalszego gadania i
denerwowania si.
- Moim zdaniem jest o czym mwi... - powiedziaem spokojnie, spojrzawszy na
siedemnastolatka, przeraonego i bliskiego nerwowego zaamania. Mody gral w lot chwyci
moje spojrzenie i doda szybko:
- Aha, w rozkazie nie ma mowy o dwch osobach, ktre mam przerzuca, a tylko o jednej.
Chopak nigdzie nie idzie. Ty natomiast idziesz spa. Ruszamy za trzy godziny. Pada deszcz i
to dla nas lepiej.
Miaem wyrzuty sumienia, rozstajc si z moim warszawskim podopiecznym. Polubiem go
nawet i aowaem, e nie moe realizowa swoich marze o subie wojskowej i walce.
Unikaem jednak argumentw, e wyprawa moe by za cika, a on najpewniej bdzie
stanowi dla nas obcienie. Powiedziaem mu, e jeszcze zdy powalczy z Niemcami.
Musi jednak zrozumie, e przewodnik dosta rozkaz, a z rozkazem si nie dyskutuje.
Zwaszcza w obliczu jakich "plotek" o wpadce poprzedniego kuriera. Zgodzi si, cho nie
by przekonany. Poegnaem si z nim krtkim "Cze!". Stan w pozycji zasadniczej i
odpowiedzia: "Tak jest!".
Spaem moe godzin.
- Wstawa. Pobudka. Ruszamy - kto szarpa mnie za rami.
By to przewodnik. Szybko ubraem si. Gotowy, spakowany plecak sta koo ka. Ppic,
zakadaem go na plecy. Bya ciemna noc. Zacina deszcz. Nogi zapaday si w boto.
Gral szed szybko, nadajc tempo. Staraem si dotrzymywa kroku, ale nie byo to atwe.
Czsto traciem rwnowag, potykajc si o korzenie i lizgajc na kamieniach. Wpadaem
wtedy na jego plecy i ratowaem si od upadku, chwytajc go za ramiona. Za kadym razem
spodziewaem si jakiego przeklestwa czy zoliwej uwagi. Znosi jednak cierpliwie moje
partnerstwo. Pod nosem co pogwizdywa.
126
127
- Mdl si, eby nie przestao pada - rzuca co jaki czas. - Jak pada, stranicy siedz pod
dachem...

Tak byo. Nie zauwaajc nikogo po drodze, przeszlimy na Sowacj. Deszcz nie ustawa.
Maszerowalimy w milczeniu, od czasu do czasu rzucajc jakie zdanie. Pierwsz noc
spdzilimy w szaasie pasterskim. Zjedlimy po kawaku suchej kiebasy z chlebem.
Rozgrzaa nas liwowica. Przewodnik usiowa rozpali ogie, ale drewno byo zbyt mokre.
Pocignlimy po kolejnym yku alkoholu. Gral pierwszy obj wart, a ja szybko zasnem.
Zmieniem go po dwch godzinach. Rano ruszylimy dalej.
Pod koniec trzeciego dnia drogi miaem ju wszystkiego dosy. Szedem, klnc deszcz i
wilgo, ktra wdzieraa si wszdzie. Nasze rzekomo nieprzemakalne kurtki byy cikie od
wody. Zanocowalimy w jakiej pieczarze, a gralowi nawet udao si rozpali niewielkie
ognisko. Gdy mczyem go, aby zaj do jakiej wioski i poprosi o nocleg w jednej z chaup
wyznaczonych na tak okoliczno, on pogania mnie.
- Oj wy, cepry. adnego rozsdku, adnej wytrzymaoci. Moe jeszcze jak bryczk panu
hrabiemu podstawi?
- Ja nie hrabia... - protestowaem.
- Co podobnego? A taki sam gupi! - zoci si.
Na czwarty dzie soce przebio si przez chmury. Dzie by wilgotny i duszny. Nad lasami
unosiy si kby pary, jak nad afrykask dungl. Mielimy opnienie okoo jednego dnia.
Gral zaciekle par do przodu, ja wlokem si za nim. Buty do grskich wdrwek o grubych
podeszwach i wysokich cholewkach ciskay moje stopy jak elaznymi obcgami.
Wiedziaem, z kadym krokiem, e ju dugo nie dam rady. Dodawaem sobie animuszu,
liczc kroki i wyznaczajc kolejne cele: "No, Jasiu, jeszcze sto krokw. Dasz rad...". Kiedy
przechodziem t "setk", zaraz wyznaczaem kolejn. Za ktrym razem nogi odmwiy
posuszestwa. Dotknem plecw grala.
- Przykro mi, ale to koniec. Nie dam rady i. Musz odpocz. Moe bymy stanli gdzie na
noc? - powiedziaem niemiao.
O dziwo, nie wybuchn gniewem. Nie wygosi adnego "antyceprowskie-go" komentarza.
Pooy mi rk na ramieniu i popatrzy w oczy.
- Wiem, e zmczony. Mnie te nieatwo. Ale do wgierskiej granicy ju wszystkiego
dwadziecia trzy kilometry, od tej tam figury. We si w gar i sprbuj... - powiedzia
przyjanie.
- Dwadziecia czy dwiecie to bez rnicy. Ja nie mog ju. Jak Boga kocham, nie mog...
- Tobie bez rnicy, a postj to nastpne par godzin zwoki. Skd wiesz, e nie id za nami?
Albo e nie czekaj, a si gdzie pokaemy?
- Jeeli wci mylisz o tamtym przewodniku, to mogy zaj rne okolicznoci... - staraem
si szuka jakiego argumentu. Popatrzy z ukosa.
- Jest tu niedaleko taka wioska sowacka. Mamy tam melin, gdzie si czasem nocuje. Ale to jest pi kilometrw z drogi i drugie tyle, eby wrci na szlak. To jak? zapyta.
- Nie bj si. Zobaczysz, e jak si wypimy, to nadrobi strat - odpowiedziaem. - Sam
bdziesz zadowolony.
- Nie sdz... - rzuci ze zoci.
- Zreszt, jak masz jakie obawy, to mog si na tej melinie zatrzyma sam. Ty przeczekaj
gdzie w pobliu... - zaproponowaem.
- Znasz regulamin. Wiesz, e odpowiadam za ciebie. I ja ci, cholera, z oka nie spuszcz, pki
ci nie oddam naszym ludziom w Koszycach. Wtedy dopiero kopn ci w dup! - zakoczy
zirytowany.
Trudno opisa, jakim szacunkiem go darzyem. By dobrym onierzem Podziemia w kadej
sytuacji. Uleg jednak mej probie.

Skrcilimy na tward nawierzchni wiejskiej drogi. Stpanie po niej, nie po bocie,


przynosio ulg. Po pgodzinie doszlimy do rozwidlenia drg. Wida byo wiata chaup.
- Teraz, panie hrabio, ogolimy si i umyjemy. Nie wypada tak w goci... -powiedzia gral z
ironi.
- A nie moemy ju na melinie? - spytaem.
- cigaj plecak, czowieku. Natychmiast. Nie bd z tob dyskutowa. Jak chcesz wej do
wsi? Jak wczga jaki? Chcesz, eby zaraz zawoali sowackich andarmw? Tam jest
strumyk. Masz by za dwie minuty ogolony. Za dwie nastpne masz zakopa pod tym dbem
plecak. I bez pyta, bo to jest rozkaz!
Lec na brzuchu nad strumykiem, goliem si szybko. Potem zakopaem plecak. Wczeniej
wyjem z niego niewielk teczk. Miaem w niej mikrofilm w kasecie. Nie mogem si z nim
rozstawa.
Gdy doszlimy do chaty, przewodnik okry j dwukrotnie. Potem patrzy jeszcze na drog,
ktr przyszlimy. Wreszcie ruszy do drzwi. Otworzyy si po dwch silnych uderzeniach i
trzech sabych. Pewnie to by jaki sygna. Otworzy barczysty, niski Sowak.
- Zachodcie, zachodcie... - przepuszcza w drzwiach.
Rozgada si. O pogodzie, o Niemcach, o wojnie i tak w ogle o cikim yciu. Tymczasem
przewodnik obchodzi pozostae pomieszczenia chaty. Ja marzyem o ku. Gralowi jednak
byo w gowie co innego.
- Franka widziae? Kiedy? Moe kto co opowiada?
- Panie, nie tak szybko - mia si chop. - Daj pan zebra myli... Podrapa si w gow.
- Jak mu tam? Franek... Franek...
- Gadaj, kiedy go widzia ostatnio? - krzykn gral.
- Bdzie ze trzy tygodnie... - chop mwi wolno, z namysem.
-1 co mwi?
- Ano, e z Wgier wraca. Zdrw by...
Gral nie by zadowolony. Jego twarz wykrzywi grymas. Siedzia cicho i co kalkulowa.
Franek by najwidoczniej tym przewodnikiem, po ktrym
129
128
such zagin. Chop wycofa si. do kuchni. Po chwili wrci, niosc pto kiebasy, p
chleba, butelk bimbru i garnek mleka.
- Trzeba co zje... - postawi wszystko na stole.
Uamaem kawaek kiebasy i nalaem p szklanki bimbru. Przewodnik ledwo tkn jedzenie.
Chop podsun mu bimber, ale przewodnik zamoczy tylko usta. Mylami by gdzie daleko.
Gospodarz natomiast gada bez przerwy. Wreszcie zapytaem, czy pozwoli si przespa.
miejc si i artujc, zaprowadzi nas do ssiedniej izby, gdzie byy dwa ka. Szybko si
rozebraem i wsunem pod pierzyn. Zasnem natychmiast. W zacinitej doni trzymaem
film.
Obudzio mnie uderzenie kolb i gony krzyk. Nim zdyem oprzytomnie, dwch
sowackich andarmw wywloko mnie z ka. W rogu pokoju stao dwch andarmw
niemieckich, umiechajc si. Przewodnik lea na pododze zgity w p. Z ust leciaa mu
krew. Zastygem z przeraenia. Nagle uwiadomiem sobie, e wci w rku trzymam film.
Rozejrzaem si po izbie i dostrzegem wiadro z pomyjami. Skoczyem w tym kierunku.
Otworzyem kaset i cisnem film do kuba.
andarmi zamarli w bezruchu. Spodziewali si zapewne detonacji, mylc, e wrzuciem tam
granat. Wybuch jednak nie nastpi. Jeden z Niemcw podszed do kuba i nachyli si nad

nim. Wyowi film i pokaza koledze. Drugi skin gow. Podszed do mnie i na odlew
uderzy w twarz. Upadem na podog. Posypay si na mnie uderzenia i kopniaki caej
czwrki.
- Gdzie masz plecak? Gadaj! Kto by jeszcze z wami? Gdzie wasze rzeczy? - zarzucili mnie
pytaniami.
Nie odpowiadaem. Znowu posypay si uderzenia. Bili take przewodnika. W pewnej chwili
podnis zmasakrowan twarz w kierunku gospodarza.
- Dlaczego to zrobi? Dlaczego? - krzykn.
Sowak mruga oczami i przeczco krci gow. Spod powiek kapay mu zy. Nie
wiedziaem, czy rzeczywicie zdradzi. By moe aresztowany przewodnik Franek, pod
wpywem tortur, wyda adresy melin. Myli tuky si w gowie. Przyszed bolesny wstyd. Jak
mogem tak nalega na przewodnika? Dlaczego nie wytrzymaem marszu do koca?
- Przepraszam, przyjacielu... - krzyknem, gdy mnie wywlekali z chaupyGral umiechn si tylko. Nigdy wicej ju go nie zobaczyem. Nie dowiedziaem si, co si
z nim stao.
Rozdzia XIII
TORTURY
Z
abrano mnie do sowackiego wizienia wojskowego w Preszowie. Cela bya maa. Nie byo w
niej nic prcz siennika i kuba. Sowaccy andarmi przechadzali si korytarzem. Od czasu do
czasu rzucali w moim kierunku obojtne spojrzenia przez kraty. W gowie huczao mi od
ciosu kolb.
Fakt, e byem przetrzymywany w wizieniu wojskowym, zastanowi mnie. Pomylaem, e
by moe normalne wizienie jest przepenione albo jestem a tak wanym winiem, e
wol mnie trzyma na terenie wojskowym, pod lepsz i bardziej bezporedni stra. Z
ssiednich cel dochodziy rozmowy po sowacku. Nie byli to jednak cywile, a wojskowi.
Odsiadywali zapewne dyscyplinarne kary karceru. Mogli oni spacerowa po podwrku oraz
my si w toaletach.
Gdy ju nieco do siebie doszedem, usiadem w kucki na materacu, a gow wsparem na
podkurczonych kolanach. Jaki starszy Sowak, zapewne pomagajcy w pracach wiziennych,
obserwowa mnie przez krat ze wspczuciem. Poczuem irytacj. Przez chwil przemkna
mi przez gow myl, e gestapo uznao mnie za przypadek tak mao istotny, i nie
zasugujcy nawet na pilnowanie przez Niemcw. Szybko jednak zostaem wyprowadzony z
bdu. Do celi weszo dwch drabw i brutalnym chwytem pod pachy dwignli mnie w gr,
stawiajc na nogach. Jeden z nich splun na moje legowisko. Wypchnli mnie z celi i zabrali
do oczekujcego auta. Zawieziono mnie na posterunek policyjny i wprowadzono do maego
pomieszczenia penego papierosowego dymu. Gwnym meblem w tym pokoju by
kwadratowy st, przy ktrym siedzia chudy blondyn przegldajcy papiery. Pod cianami
stao jeszcze czterech innych. Nosili niemieckie mundury.
Blondyn nadal kartkowa jakie dokumenty, a ja wpatrywaem si w patki upieu na
konierzu i ramionach jego czarnego munduru. Przestpowaem z nogi na nog, nie mogc
zgadn, czy puste krzeso przy stole jest przeznaczone dla mnie. Nagle jeden ze stranikw
rykn: "Siadaj, ty winio!". Rwno131
czenie otrzymaem cios w rodek plecw, po ktrym poleciaem w kierunku krzesa.

Przez gow przebiega myl, e oto jestem na gestapo i rozpoczyna si przesuchanie. Wiele
syszaem wczeniej o ich metodach i cierpieniach zadawanych winiom. Nigdy nie
przypuszczaem, e kiedy trafi w ich rce. Nerwowo zagryzaem wargi i zaciskaem donie.
Wydawao mi si, e mj mzg przesta pracowa.
- To pana papiery? - odezwa si wreszcie blondyn znudzonym tonem czowieka, ktremu
zakcam rutyn pracy.
Nie wiedziaem, co odpowiedzie. Czuem jednak, e popenienie bdu moe mnie drogo
kosztowa. I pocignie on dalsze brzemienne skutki.
- No prosz, nie chce z nami rozmawia... Czybymy byli niewaciwymi partnerami dla
pana?
W pokoju nastpi wybuch miechu. Stojcy za mn stranik cisn mnie za szyj.
- Odpowiadaj, winio, gdy pan porucznik pyta - szpony potnych palcw
zaciskay si na moim gardle.
,
- Tak... to moje papiery - usyszaem swj gos. Blondyn skin gow z sarkazmem.
- Danke! To mio, e zechcia pan udzieli mi odpowiedzi bezporednio. Jeeli jest pan ju w
tak dobrym nastroju, prosz mi opowiedzie o pana zwizkach z Podziemiem.
- Nie mam adnych zwizkw z Podziemiem - odpowiedziaem natychmiast. - Prosz
sprawdzi w moich papierach. Jestem synem nauczyciela ze Lwowa.
Istotnie posiadaem papiery na nazwisko kogo takiego. Tyle e w syn by od miesicy za
granic. Mogli sprawdza do woli.
- O tak, ja to widz. Tak jest w dokumentach. Tylko mnie idzie o co innego. Jak dugo jest
pan tym synem nauczyciela ze Lwowa? Dwa czy trzy miesice? - zapyta, a za moimi plecami
rozleg si rechot pozostaych.
Zbieraem myli. Pocieszaem si, e czynic takie ostentacyjne wygupy, blondyn daje mi
czas na zastanowienie i przygotowanie jakiej odpowiedzi.
Nastpia kolejna kaskada dowcipw.
- Skoro jest pan synem nauczyciela, to jest pan take inteligentnym czowiekiem. A my
chtnie rozmawiamy z inteligentnymi ludmi. Czy mam racj, panowie?
Podwadni ochoczo kiwali gowami, powtarzajc, e naturalnie nie mog si doczeka, kiedy
taka okazja si nadarzy.
- No wic, synu nauczyciela... Czy syn we Lwowie mieszka cae ycie?
-Tak jest.
- Lww jest piknym miastem, prawda?
- Tak.
- I chciaby pan tam jeszcze kiedy pojecha?
Milczaem, nie chcc si omiesza kolejn odpowiedzi "tak".
-Nie ma pan ochoty odpowiada? Dobrze, pomog. Odpowied brzmi: "Tak, chciabym
wrci do Lwowa". Pytanie w tej sytuacji brzmi: "Dlaczego pan pikny Lww opuci?".
- Z powodu Sowietw. Ojciec nie chcia, abym y pod rosyjsk okupacj. Porucznik pokiwa
gow.
- No wic tak... Ojciec Rosjan lubi, a pan nie lubi?
- Tego nie powiedziaem. Ja ich take lubi.
-1 woli ich pan od nas?
- Do was mielimy wiksze zaufanie... - powiedziaem, udajc zakopota-nie.
- Mielimy... Czyli ju nie mamy. Jakie to przykre...
- To nie znaczy, e nie wierz Niemcom. Ja tylko nie wiem, dlaczego pan mi nie wierzy dalej udawaem zakopotanie. - Ja przecie jedynie chc si przedosta do Szwajcarii. Mam
przyjaciela w Genewie.
Spoglda, udajc, e mi wierzy.

- Darzy nas pan sympati i zaufaniem i dlatego chcia od nas uciec - mrucza pod nosem. Poniewa jednak nie jestem synem nauczyciela, nie mog pana zrozumie.
Ten czowiek by kabotynem. Piekielnie inteligentnym kabotynem. Gra ze mn. Bawi si
przekrcaniem moich sw. Delektowaa go, pki co, rozgrywka intelektualna. Postanowiem
gra niewinnego, jak dugo si uda.
- Jestem studentem. Wojna przerwaa mojnauk. Mam dosy wojny i dlatego chc si dosta
do Szwajcarii. I tam studiowa...
- Czy jednak, moe przez przypadek albo zbieg okolicznoci lub pomyk, nie chcia pan
dotrze do Francji, aby tam doczy do polskiego wojska? -przerwa mi.
- Ale skd! Przysigam, e chc si dosta do Szwajcarii i pozosta tam do koca wojny. Nie
chc by w adnym wojsku ani z nikim wojowa. Chc studiowa...
- No prosz, zaciekawia mnie pan...
Znowu salwa miechu wypenia pokj. Blondyn uciszy owacje gestem doni.
- Czy bdzie pan tak dobry i opowie co o swojej podry? Bya z pewnoci zajmujca...
- Niespecjalnie... Przeszedem granic sowiecko-niemieck. Potem dostaem si do
Warszawy. Chciaem uciec od Rosjan...
- To byo nielegalne. Nie powinien pan tego robi - ironizowa.
Podjem opowiadanie bez przekonania. Zdawao mi si, e jest ono sztuczne i paskie.
Obawiaem si jednak, e jakakolwiek zmiana taktyki moe tylko pogorszy sytuacj.
- W Warszawie spotkaem przypadkowo koleg ze szkoy. Nazywa si Mika. Mieszka przy
ulicy Polnej numer 30. Wyda mi si tajemniczy. Umwi
133
132
si na drugi dzie w kawiarni. Obieca, e mnie przeszwarcuje do Koszyc, jeeli wezm, ze
sob film z ruinami Warszawy. Zgodziem si., a on da mi film i czterdzieci pi dolarw
oraz adres przewodnika. Pojechaem. A potem mnie zapali pascy ludzie. Mwi prawd.
Podaem jaki adres w Koszycach. Nazwisko Miki byo prawdziwe, ale on sam od miesica
by za granic.
Oficer sucha, kiwajc si na krzele. Donie splt za gow, oczy przymruy. Wyglda jak
koneser muzyki, suchajcy nowego wykonania ulubionego utworu. Gdy skoczyem, unis
powieki. Kiwn doni. Z tyu wyoni si mczyzna z blokiem do notowania.
- Drogi panie Hans. Czy zanotowa pan dokadnie, co nam tu opowiedzia syn nauczyciela ze
Lwowa? Ma by sowo w sowo. Bez zmian... Spojrza na mnie, jakby sobie co przypomnia.
- Bardzo sprytnie. Bardzo. Prosz jednak wybaczy, e nie mog ju duej panu suy. Jutro
kto inny bdzie mia przyjemno z panem rozmawia. Kolega jest zdecydowanie milszym i
lepiej uoonym czowiekiem ni ja. C, nie jestem synem nauczyciela...
Nagle rykn.
- Zabiera mi to cierwo! e bydlak jak najty!
Potna apa schwycia mnie za kark. Poleciaem do tyu z krzesem. Stranicy rzucili si na
mnie i zaczli okada piciami. Potem wywleczono mnie z powrotem do auta i odwieziono
do wiziennego baraku.
Zastaem w swojej celi zamocowan u sufitu potnej mocy arwk, uywan zwykle do
reflektorw. Dawaa olepiajcy blask, nie zostawiajc kta, gdzie mona by si skry przed
wiatem.
Padem na siennik. Czuem, e trac kontrol nad sob. Draem na caym ciele. Myli
wiroway w gowie. Bl rozsadza czaszk...

Nie miaem wtpliwoci, e moja opowie wzita zostaa za "pi na wod". Zbyt atwo
mwiem i za mao przekonujco. Nie wtpiem, e kolejne przesuchanie nie bdzie ju tak
eleganckie. Musiaem jednak trzyma si raz obranej wersji, eby mimowolnie nie zdradzi
jakich informacji. Postanowiem powtarza w kko to samo. Poczuem w tym momencie
jak ulg, e niczego nowego nie musz ju wymyla. Przez ca noc klepaem w mylach
moj opowie.
Rano zjawi si ten sam stranik co wczoraj. By potargany i nie ogolony. Zapewne musia
wsta wczeniej, aby zaj si mn. Nic nie mwi. Gestem doni kaza mi wsta z mego
barogu. Draem z zimna i niewyspania. Szczkaem zbami. Nogi uginay mi si w
kolanach.
Tym razem nie zawieziono mnie na przesuchanie, a zaprowadzono do pokoju na kocu
korytarza. Umeblowanie byo podobne. St, krzesa... Jedyn rnic stanowia maszyna do
pisania na osobnym stoliku. Obok lea papier, notatnik i kilka owkw. W pokoju byo
czterech mczyzn. Na obitym skr krzele za stoem siedzia nie znany mi jeszcze oficer.
Otyy, wielki, o napitej skrze. Wyglda, jakby ulepiony by z jakiej jednolitej byszczcej masy.
Wok grubasa unosi si silny zapach wody koloskiej. By starannie wygolony. Czarne,
zaczesane do gry wosy byy silnie wypomadowane. Nie by z pewnoci klasycznym typem
nordyka. Mia oliwkow cer, ciemne oczy, wskie usta i wydatne koci policzkowe. W
modoci musia by szczupy, a swej otyoci naby z czasem. Jak na czowieka o tak
potnych rozmiarach mia drobne donie. Palce dugie i cienkie koczyy si starannie
utrzymanymi paznokciami. Stuka nimi w blat stou. Nigdy pewnie nie pozna, co to praca
fizyczna.
Pozostali trzej gestapowcy byli wysocy i dobrze zbudowani. Dwch z nich trzymao cikie
gumowe paki. Zrobio mi si zimno.
- Prosz usi... - ledczy wskaza mi krzeso - ...i mwi prawd- kontynuowa, gdy ju to
zrobiem. - Podczas przesuchania prosz cay czas patrze mi w oczy. Nie wolno odwraca
wzroku, a odpowiedzi maj by natychmiastowe. Nie wolno nad niczym si zastanawia.
Uprzedzam, e poniesie pan dotkliwe konsekwencje, jeeli nadal bdzie pan nas okamywa,
tak jak wczoraj.
Wypowiedzia to wszystko mechanicznym, obojtnym tonem. Z caej siy staraem si ukry
strach. Drgay mi jednak minie policzkw, a wargi musiaem nieustannie zwila jzykiem.
Przyglda mi si z uwag. Nic jednak nie mwi. Atmosfera stawaa si cika. Rozumia to
doskonale i przedua cisz. Nagle wyprostowa si na krzele. okcie opar na stole i zaplt
wypielgnowane palce.
- Nazywam si Pieck - rozpocz uroczycie. - Ma pan szczcie, e jeszcze si ze mn nie
spotka. Nie byo jeszcze czowieka, ktry wyszedby lub wyczoga si z mego
przesuchania, nie powiedziawszy caej prawdy. Jeeli kto nazbyt dugo zwleka z
powiedzeniem prawdy, zdarza si, e nie moe si nawet czoga. Zapewniam, e po naszych
pieszczotach mier moe si panu wyda wybawieniem. Chc, eby bya midzy nami
jasno, wcale nie prosz pana o mwienie prawdy. Jest mi to obojtne. Jeeli jest pan
rozsdnym czowiekiem, bdzie pan mwi i wyjdzie std cao. Jeeli bdzie pan kama i
unika odpowiedzi, doprowadzimy pana na krawd granicy pomidzy tym a tamtym
wiatem, eby lepiej pan widzia, midzy czym a czym toczy si gra. Nie ceni bohaterstwa.
Pozostaj obojtny na to, jak dzielnie niektrzy staraj si znosi nasze metody. A teraz do
rzeczy: zaczynam zadawa pytania. Przypominam, e nie toleruj niezdecydowania.
Odpowiedzi maj by natychmiastowe, a koledzy bd o tym panu przypomina.
Wydawa si zmczony swoim przemwieniem. Opad na fotel.
- Zna pan Franka?

- Zaraz? Franka? Jakiego? Chyba nie znam... - mj gos by niepewny.


- Spodziewaem si takiej odpowiedzi. Nie dostanie pan jednak nagrody za to kamstwo.
Jeszcze nie. Franek jest, a waciwie by przewodnikiem Podzie134
135
mia. Przeprowadza ludzi przez granic. No i ten Franek poda nam trasy, po jakich chodzi,
kontakty, meliny, nazwiska. Wiemy zatem sporo o tym aeniu przez gry w t i z powrotem.
Teraz pytam pana, czym si trudni i jaki jest cel pana podry. Nie ma si co wypiera
Podziemia, panie kurierze. Opowie nam pan teraz wszystko. Jasne?
Zwilyem usta. Gardo miaem wyschnite. Sporo wie lub blefuje - kalkulowaem. Pki co,
postanowiem ostronie zaprotestowa.
- Nie rozumiem, o czym pan mwi. Nie jestem adnym kurierem.
Skin gow. W tym samym momencie otrzymaem cios pak tu za uchem. Nie dajcy si
opisa, przeszywajcy bl przebieg przez moje ciao. Dobrze wiedzieli, w jakie miejsca
uderza. Spadem z krzesa i odruchowo skuliem si. Podszed do mnie drugi ze stranikw.
Unis pak. Zamknem oczy. Cios jednak nie pad. Powoli otworzyem oczy...
Gestapowiec opuci pak.
- Powstrzymaem mego koleg - powiedzia Pieck. - Postanowiem da panu jeszcze jedn
szans. Ostatni. Nie jest pan zdecydowanie z tych "bohaterw", ktrzy mog duo znie...
Dlatego bdzie pan mwi...
- Owszem, bd mwi, ale i tak mi pan nie uwierzy - wybekotaem i usiadem na krzele.
Bl po uderzeniu pak min. To znaczy wci bolao miejsce uderzenia, ale to byo raczej
wspomnienie tamtego blu. Krcio mi si w gowie. Zaczy mn szarpa torsje. Staraem si
powstrzyma wymioty, ale si nie udao.
- Zabra go do kibla, nim mi tu wszystko zarzyga! - krzykn ledczy i odskoczy od stou j ak
oparzony.
Zabrali mnie do obskurnej toalety wojskowej. Klczaem nad muszl klozetow, a skurcze
wydzieray ze mnie resztki jedzenia i soki odkowe. Kiedy skoczyem, nie miaem siy
wsta. Postawili mnie na nogi i zacignli do pokoju przesucha.
- Moe koniaku? - zapyta Pieck.
Nie czekajc na moj odpowied, jeden z gestapowcw zapa mnie za szyj, a drugi wla do
ust niemal ca szklank.
Posadzili mnie na krzele. wiat wirowa mi w gowie.
- Jak si czujemy? - zapyta gestapowiec.
-Chyba dobrze...
- To do roboty. Skd pan wyruszy? Kto da panu film?
- Mwiem wczoraj. Jechaem z Warszawy, a film miaem od kolegi szkolnego.
- Mam wierzy w t absurdaln historyjk? Na filmie byy ruiny Warszawy?
- Tylko tyle. Przysigam - staraem si by przekonywajcy.
- To po co wrzucie film do wiadra?
Zawahaem si. Jedyn szans miaem w sytuacji, gdy film zosta zniszczony i nic na nim nie
znaleli.
- Odpowiadaj natychmiast! Po co <"o tam wrzucie? - rykn.
- A bo ja wiem? Kolegi nie chciaem wkopa...
- Jak to wkopa? Czy tam byo jego nazwisko?
- No, nie... Chyba to zrobiem instynktownie, odruchowo...

- Plecak te pan schowa odruchowo?


- Jaki plecak? Nie miaem plecaka - zaprzeczyem.
- Kamiesz, bydlaku! - usyszaem i pi stojcego obok mnie gestapowca trafia mnie w
twarz. Krew pocieka mi z ust. Jzykiem poczuem ruszajce si zby.
- Sdzisz, e uwierzymy, e podczas wdrwki po grach przez cztery dni nie mielicie nic w
ustach?
- Tak byo. Prosz wierzy. Kupowalimy arcie u chopw...
- Znw kamstwo. Dziki Frankowi obstawilimy wszystkie meliny. Nigdzie was nie byo i
nic od nikogo nie kupowalicie. Zapalimy was koo Pre-szowa. Do tego czasu nie
schodzilicie do wiosek. Ostatni raz pytam: gdzie jest plecak?
Gorczkowo zastanawiaem si. W plecaku nie byo nic kompromitujcego, moe wic mu
powiedzie. Z drugiej strony, jak zaczn nagle zmienia zeznania, pewnie w co si
zapacz...
Cios paki trafi mnie znw za uchem... Spadem na podog. Bl rozrywa gow.
Postanowiem udawa utrat przytomnoci.
- Nic ci nie pomoe symulowanie. Uderzenia w to miejsce maj wywoywa szok blowy, ale
nie traci si od nich przytomnoci. Rozemieli si.
- No, dobra. Bra si do roboty. Nie przesadzi jednak, eby mg jeszcze odpowiada... wyda polecenie ledczy.
Dwa razy nie musia powtarza. Bito mnie pakami i piciami. Aby ciosy dochodziy lepiej,
dwch gestapowcw postawio mnie pod cian, trzymajc pod pachami, a trzeci zadawa
ciosy. Kiedy padaem, stawiali mnie znowu na nogi. Za ktrym razem nie byo ju kogo
stawia. Straciem przytomno. Bez udawania. Widocznie przecenili moj wytrzymao.
Przez trzy nastpne dni dali mi spokj. Leaem w celi obity, posiniaczony i obolay.
Najprawdopodobniej miaem poodbijane od kopania narzdy wewntrzne. Jakiekolwiek
dotknicie prawego boku wywoywao trudny do opisania bl. Szczkami nie mogem nawet
lekko porusza. Najpewniej byy poamane.
Sytuacja bya beznadziejna. Niemcy wiedzieli, e kami. Zapewne podczas kolejnych
przesucha bdjeszcze intensywniej starali si wycign ze mnie prawd. Mimo to, jedyne
co mi przychodzio do gowy, to trzymanie si raz obranej linii.
Starszy wiekiem sowacki stranik przynosi mi wod do picia i jak zup. Namawia mnie,
bym si posila. Jednak nawet przeykanie pynw przychodzio mi z trudem. Zabra mnie do
azienki, abym si poobmywa z zakrzepej krwi. Byo tam kilku sowackich onierzy.
Niektrzy si myli, inni golili.
137
136
Stranik zaprowadzi mnie do wolnego zlewu, a sam cofn do drzwi. Odkrcajc kran,
spostrzegem lec obok kurka yletk. Widocznie zuy j jaki onierz i pozostawi.
Jednym ruchem rki schowaem j w doni. Nastpnie udaem, e si zachwiaem, i
wykonujc jaki chaotyczny ruch, schowaem zdobycz do kieszeni. Obmyem si, jak
umiaem, i zakrciem kran. Stranik zabra mnie do celi.
Legem w barogu i zaczem si zastanawia, jak ukry swoj "bro". W kcie celi znalazem
jaki kawaek drewna. Wieczorem, lec na boku, tyem do drzwi, zaczem wbija ostrze
yletki w drewienko. Po kilku prbach si udao. Tak skonstruowany "noyk" wepchnem do
dziury w materacu i zagrzebaem w somie.
Postanowiem, e w przypadku kolejnych tortur, jeeli nie bd mg wytrzyma, uyj
yletki do przecicia y.

Pod koniec trzeciego dnia w mojej celi zjawili si znw Niemcy. Mimo blu i wycieczenia,
czuem jaki gniew i pogard. By moe to dostrzegli.
- Co mi si zdaje, e nasz "bohater" chciaby nam znw pokaza, jaka twarda z niego sztuka.
Niestety, nie moemy dzi da tej szansy. Czeka na ciebie pewien wany oficer SS. Udamy
si do niego, ale przedtem musimy ci wystroi na t wizyt - mwi jeden z gestapowcw.
Mimo stanu otpienia, wiadomo ta wzbudzia moj ciekawo. Czyby uwierzyli w moje
kamstwa? - zastanawiaem si intensywnie.
Do celi wszed fryzjer z przyborami do golenia. Kaza mi usi na rodku celi, pod lamp, i
zacz mydli mi twarz. W tym samym czasie sowacki dozorca stara si nieco oczyci moje
ubranie ryow szczotk. Czynnoci te uspokoiy mnie na tyle, e zaczem nieco
optymistyczniej spoglda na moj przyszo.
Oficer S S zdecydowanym gestem odprawi tych, ktrzy mnie wczoraj bili, a dzi
doprowadzili na rozmow. By to wyjtkowo przystojny mody mczyzna. Liczy okoo
dwudziestu piciu lat. By wysoki, smuky, mia blond wosy i niebieskie oczy. Jego
nienagannie dopasowany mundur ozdabiay baretki odznacze. Byo ich duo. Pomylaem,
e wida przeoeni doceniaj go, a i on stara si ich nie zawie. Wyglda na pruskiego
junkra. Gdy sprystym krokiem porusza si po pokoju, obserwowaem go z uczuciem
pewnej fascynacji.
Podszed do mnie. Pooy mi rk na ramieniu.
- Prosz si nie obawia. Nie stanie si panu wicej krzywda - powiedzia spokojnie.
Zaskoczony, wydusiem z siebie jakie podzikowanie.
- Prosz, niech pan nie dzikuje. Jak widz, nie naley pan do tego typu ludzi, jacy zazwyczaj
tu trafiaj. Jest pan wyksztaconym, kulturalnym czowiekiem, a nie jakim tpym
fanatykiem. Mio spotka kogo takiego jak pan w tej zabitej dechami sowackiej dziurze,
penej wszy i... idiotw.
Tysice myli cisny mi si do gowy. O co mu chodzi? Do czego zmierza?
Nigdy nie syszaem w Podziemiu o takim sposobie traktowania przez gestapo.
Zaryzykowaem pochlebstwo.
- Jeli mog co powiedzie, to chyba tylko to, e rni si pan od pana kolegw...
Nie zareagowa, Nie wybuchn gniewem.
- Czy pozwoli pan do mego pokoju, obok? - zapyta takim tonem, jakbym istotnie mia jaki
wybr.
Ruszylimy korytarzem mierdzcym stchlizn, na ktrym panowa nieporzdek. Irytowao
to SS-mana. Szed, otrzepujc z munduru niewidoczne pyki kurzu. Caa jego posta wyraaa
obrzydzenie dla tego miejsca.
Pokj urzdzono w typowym stylu niemieckim. Ciki st o rzebionych nogach otaczay
cztery fotele obite brzow skr. Pod cian staa kanapa pokryta brzowym pluszem, pod
oknem wielkie biurko, a na nim lampa z ciemnozotym abaurem. Nad biurkiem wisia
rycerski miecz teutoski, a pod nim portrety Baldura von Schiracha, przywdcy modziey
niemieckiej, i Hein-richa Himmlera, szefa gestapo. O dziwo, nie byo portretu Hitlera. Byy
natomiast portrety kobiety w rednim wieku i dziewczyny bliniaczo podobnej do mego
gospodarza.
- To moja matka i siostra. Ojciec nie yje od piciu lat... Nie wiedziaem, co powiedzie. Jego
postpowanie wobec mnie sprawio, e poczuem si zagubiony. Wskaza na portret von
Schiracha.
- Prosz spojrze. To prawdziwy przywdca. Wspaniay mczyzna. Naleaem do jego
wielbicieli. Mylaem, e nale do grona osb zaufanych, tymczasem trafiem tutaj.

Chodzi po pokoju, milczc. Zachowywa si jak kto, kto potrzebuje si wygada, ale nie
komu na tyle bliskiemu, aby mg jego szczero wykorzysta. Byem zdezorientowany,
bojc si jakiej zasadzki.
Usiad przede mn. Zacz mwi spokojnym gosem.
Urodzi si w Prusach Wschodnich w arystokratycznej junkierskiej rodzinie. By delikatnym
chopcem, mia artystyczne zainteresowania, podczas gdy ojciec chcia wychowa go na
rasowego oficera. Temu celowi podporzdkowana bya dyscyplina domowa i hartowanie
charakteru. Chopak szczerze tego nienawidzi, a wsparcie znajdowa w matce i siostrze, ktre
broniy go przed nadmiern surowoci ojca. W wieku siedemnastu lat poszed do szkoy z
internatem, wychowujcej modzie junkiersk. Po dojciu do wadzy Hitlera profil szkoy
zmieni si na narodowosocjalistyczny. W szkole tej pozna Baldura von Schiracha, ktry tam
czasami wykada. Przez jaki czas by jego ulu-biecem, ale to si zmienio, bowiem
Schirach znalaz sobie nowego towarzysza spacerw i dyskusji. To wspomnienie byo dla
mego rozmwcy najwyraniej bolesne.
- Stamtd trafiem do szkoy SS i ukoczyem jaz wyrnieniem. Dumny jestem z mojej
pracy i suby dla Trzeciej Rzeszy - mwi patetycznie. - Pana natomiast chciaem pozna, bo
zrobia na mnie wraenie pana postawa. Zna139
138
mionuje ona inteligentnego czowieka i, jak sdz, doprowadzi do osignicia porozumienia.
Prosz mi wierzy, e nie pozwol zrobi panu krzywdy. Nie bd oczekiwa od pana zezna
obciajcych kogokolwiek. Nie bd take proponowa z nami wsppracy w charakterze
agenta. Chc natomiast z panem rozmawia w sprawie niezmiernej wagi dla Polski.
Cel tej osobliwej rozmowy stawa si jasny. Byem nawracany na now ideologi, ktra miaa
wkrtce ogarn ca Europ i zapewni w niej tysicletnie panowanie Niemiec. Milczaem,
zastanawiajc si, w jaki sposb reagowa, by nie wzbudzi jego zoci. Ta
niekonwencjonalna rozmowa, o pozorach szczeroci i chci zblienia psychicznego, miaa
mnie wcign w puapk. Zastanawiaem si, czy robi to z czystego wyrachowania, czy te
szczerze, i chce mnie naprawd przekona. udziem si, e podejmie jak interwencj na
moj korzy. Tymczasem on cign wywd.
- Nie wiem, czy pan wie, e NSDAP opiera si na typowo mskich ideaach. Caa nasza
ideologia ma charakter mski - powiedzia, uwanie mnie obserwujc, i doda: - Czy pan wie,
e podczas kilku lat spdzonych w szkole w Ordensburgu nigdy nie rozmawiaem z
dziewczyn z wasnej woli, a jedynie wtedy, gdy naleao to do moich obowizkw.
Uwaaem, e szczere rozmowy mog dotyczy wycznie mczyzn. Dlatego jestem
przekonany, e osigniemy porozumienie.
Po tym zdumiewajcym owiadczeniu podszed do solidnego kredensu w rogu pokoju i
wycign butelk francuskiego koniaku oraz dwa krysztaowe kieliszki ze zotym brzegiem.
Poda mi jeden z nich wypeniony trunkiem.
- Proponuj wypi za przyszo... - powiedzia uroczycie, unoszc do ust kieliszek.
Zrobiem to samo. Niemiec popieszy z papierosem. I ten poczstunek przyjem.
Zacignem si dymem.
- Jeeli pan pozwoli, przejd do sprawy. Przede wszystkim, bdzie pan traktowany jak jeniec
wojenny, a nie przestpca. Odpowiednie instrukcje zaraz wydam.
- Dzikuj panu.

- Nie jest pan kryminalist i nie ma za co dzikowa. To si panu naley. Ponadto, nie wtpi,
e po wysuchaniu tego, co mam do powiedzenia, zechce pan wsppracowa zarwno dla
dobra Niemiec, jak i Polski, a nie dziaa przeciwko nam.
- Ale chyba nie podejrzewa mnie pan, e przeciwko wam wystpowaem, jak pan to okrela.
Wierzy mi pan chyba, e nie mam nic wsplnego z polskim Podziemiem... - staraem si, aby
mj gos wyraa zakopotanie.
Przerwa wyranie zdenerwowany.
- Prosz, niech pan przestanie... Mamy dowody, e jest pan kurierem Podziemia. Mog je
panu pokaza. Prosz traktowa mnie powanie, skoro ja pana tak traktuj i wykazuj dobr
wol.
Milczaem.
- Teraz lepiej. Duo lepiej... - poklepa mnie po kolanie. - Nie udaje pan przynajmniej idioty.
Pokrci gow, jakby wyraajc zdumienie.
- Nie jestem w stanie zrozumie Polakw. Dlaczego tak si upieracie, w sytuacji, gdy nie
macie adnych szans? Francja upada, Anglia stara si rozpocz rokowania pokojowe,
Ameryka gdzie za oceanem i neutralna... - patrzy gdzie w przestrze, popijajc koniak.
Nagle przerwa i rozpocz w teatralnym uniesieniu:
- Ju niedugo Fiihrer podyktuje w Londynie warunki pokojowe. Za par lat proklamuje
Nowy Porzdek na schodach Biaego Domu. Nastanie prawdziwy pokj zamiast hipokryzji
plutokracji ydowsko-demokratycznej. Nastanie Pax Germanica, pokj Nietzschego i
wszystkich wielkich mylicieli i poetw, ktrzy marzyli o Nowym Porzdku. wiat si nas
boi. Nie ma racji. Nikt nie musi si nas obawia... - przerwa i zmieni ton - ...z wyjtkiem, ma
si rozumie, ydw. Dla nich nie ma miejsca i bd zlikwidowani. Taka jest decyzja
Fiihrera. Wszyscy inni bd traktowani sprawiedliwie. Za lojalno wobec Trzeciej Rzeszy
zapewnimy im udzia w naszej nowej cywilizacji.
Koniak, ciepo w pokoju i emocjonalne wystpienie porucznika zmczyy mnie. Byem lekko
pijany. Krcio mi si w gowie.
- To wszystko ju znam. Czego pan ode mnie oczekuje? - zapytaem, sam dziwic si swojej
obcesowoci.
Pocztkowo uda, e nie syszy. Po chwili przybra postaw kompetentnego, pewnego siebie
urzdnika.
- Chcemy by wobec pana w porzdku. Wiemy, kim pan jest. Jest pan kurierem wiozcym
meldunki i informacje kierownictwa Podziemia do przywdcw polskich we Francji. Nie
mam zamiaru nakania pana do zdrady kraju, przywdcw i przyjaci. Nie chcemy ich
kara, my chcemy z nimi wsppracowa. Chcemy nawiza z nimi kontakt i przekona o
korzyciach, jakie moe przynie wsppraca polsko-niemiecka. Ma pan moje sowo,
niemieckie sowo honoru, e nikomu nic si nie stanie. Pan bdzie poredniczy w kontaktach.
Jeeli kocha pan swj ojczyzn, nie odmwi pan. To pana obowizek: stworzy swoim
przywdcom okazj do przedyskutowania z nami sytuacji. Prosz zauway, inne kraje, ktre
znalazy si pod nasz okupacj, potrafiy nawiza z nami dialog. Wszdzie znaleli si
realici, ktrzy wybrali drog wsppracy z wielkim poytkiem dla siebie i swoich krajw.
Wy, Polacy, stanowicie wyjtek - ze szkod dla was samych. To, co panu proponuj, nie
narusza paskiego honoru ani godnoci.
Skoczy. Obserwowa mnie w napiciu. Na jego twarzy malowaa si zachta.
- Czy przyjmuje pan nasz propozycj? - pytanie brzmiao uroczycie. Odpowiedziaem bez
wahania.
- Nie przyjmuj. Nie mog tego zrobi z dwch powodw. Po pierwsze, uwaam, e
przemoc nie da si osign niczego poza zem. Wsppraca po-

141
140
winna opiera si na wolnoci, wzajemnym szacunku i zrozumieniu. Ponadto, nawet gdybym
chcia, nie mog nic zrobi. Pan najwyraniej myli si co do mnie. Nawet gdybym uzna
paskie rozumowanie, nic z tym nie mog zrobi. Ja nie znam adnych przywdcw
Podziemia. To po drugie. Prosz mi wierzy
- mwiem sucho.
Patrzy na mnie z pogard i wciekoci.
- Nadal gra pan swoj komedi? - wycedzi.
Nacisn dzwonek przy biurku. Drzwi si otworzyy i wszed onierz utykajcy na jedn
nog.
- Przynie mi te zdjcia, Heinrich - rzuci polecenie. - No i zawoaj chopakw.
Po niespena minucie do pokoju wkroczyli dwaj gestapowcy, a za nimi onierz z kopert w
rku. Poda kopert porucznikowi. Ten wyj z niej kilka fotografii i poda mnie.
- To s zdjcia wykonane z filmu, ktry wrzuci pan do wiadra na melinie. Wikszo ulega
zniszczeniu, ale to, co zostao, jest zupenie oczywistym dowodem. Prosz obejrze...
Drcymi rkami signem po zdjcia. Spojrzaem i ogarna mnie wcieko. Byy to
ostatnie trzy klatki filmu. Najwidoczniej woda ich nie zniszczya. Tekst, ktry zobaczyem,
by raportem z jakich zdarze. Zakodowane byy tylko nazwiska i nazwy miejscowoci.
Reszta bya podana wprost, normalnym tekstem. Zapewne z braku czasu lub niedbalstwa nie
za-szyfrowano caoci tekstu. Jak mona byo do tego dopuci? - zadawaem sobie nieme
pytanie. Porucznik wpatrywa si we mnie jak kolekcjoner w cenny okaz.
- Poznaje pan to? ^ spyta. - Nadal rozmawiam z panem szczerze i spokojnie... Mamy trzy
klatki z filmu. Brakuje trzydziestu trzech. Kretyni, ktrzy pozwolili panu na wrzucenie filmu
do kuba, s ju w drodze na front. Spodziewam si, e tam swoj sub okupi ten
karygodny bd. Teraz prosz powiedzie, co byo na pozostaych klatkach filmu.
- Nie wiem... Nie umiem powiedzie. Zostaem oszukany i wykorzystany
-jkaem si.
-1 nigdy pan ju nie skoczy tego idiotyzmu? - zapyta cichym, zrezygnowanym gosem.
Podszed do biurka. Odwrci si w moim kierunku. W rku trzyma pejcz.
- Rozmawiaem z panem jak mczyzna z mczyzn, jak czowiek honoru z czowiekiem
honoru, jak Niemiec z Polakiem, do ktrego czuje szacunek. Jak... rwny z rwnym. Pan
okaza mi lekcewaenie, "karmic" tymi bzdurami. Nie jeste niczym wicej jak mierdzcym
tchrzem i gupcem! - wrzasn.
Na mojej twarzy wyldowa pejcz. W tej samej chwili doskoczyli gestapowcy i zaczli
metodycznie bi w twarz piciami, uwaajc, abym nie spad z krzesa. wiat zacz si ode
mnie oddala. Zapadaem si w jak przestrze...
Odzyskaem przytomno w celi. Leaem na sienniku. yem. Jeszcze yem. Udao si
przej jeszcze jedno przesuchanie. Nie odczuwaem jednak satysfakcji. Od gowy do stp
czuem pulsujcy bl. Poruszajc jzykiem, stwierdziem obojtnie, e wybito mi par zbw.
Twarz miaem opuchnit, ledwie mogem otworzy oczy. Zaschnita krew we wosach
wiadczya, e musiaem odnie rany gowy.
Znalazem si u kresu wytrzymaoci. Wiedziaem, e nigdy mnie nie wypuszcz. Bd bili
do koca. Ile wytrzymam? Dotd nikogo nie wydaem. Czy dam rad dalej? Czy nie zaczn
mwi? Niewane: ze strachu czy pod wpywem zamroczenia. Czy nie sprowadz
nieszczcia na innych? Byem zrozpaczony i wcieky. Przypomniaem sobie o yletce w

sienniku. Trzeba z tym skoczy. Pomylaem, e jedynym sposobem ucieczki z tego miejsca
jest mier. Musz podci sobie yy.
Wiele razy zastanawiaem si, co czuli i o czym myleli ludzie wiadomie wybierajcy mier
za jakie ideay, za spraw. Wtedy, w szkole czy na studiach, zdawao mi si, e myli tych
ideowcw zaprztnite byy sensem ich dziaania i wielkoci dziea, ktremu si powicali.
Byem wtedy mitoma-nem. W takiej samej sytuacji jak ci wielcy czuem obrzydzenie i
wcieko. Gardziem sob. To growao nad nienawici do Niemcw czy nawet samym
blem fizycznym.
Pomylaem o mojej matce, o dziecistwie, studiach, wielkich planach na przyszo. Zrobio
mi si al, e musz umiera tak anonimowo, bezsensownie i banalnie jak rozgnieciony
robak. Ani rodzina, ani koledzy, ani przeoeni z Podziemia nigdy nie dowiedz si, jak i
gdzie zginem, gdzie mnie pochowali. Niemcy nie znaj mojego prawdziwego nazwiska, a w
bajki o synu lwowskiego nauczyciela nie uwierzyli. Nawet do gowy im nie przyjdzie, aby
mczy tego czowieka rdozpoznawaniem moich zwok...
Leaem w barogu, czekajc, a stary dozorca zakoczy obchd. Plan by gotowy. Ucieczka
od blu. Pragnienie mierci. Wiedziaem, e w mojej religii katolickiej taka mier jest
grzechem. Jednak... wspomnienie ostatniego bicia byo zbyt ywe. Nie urodziem si wida
na bohatera, ktry, katowany, do koca wytrzymuje i umiera z imieniem ojczyzny na ustach.
Jedynym sowem, jakie wypeniao mj umys i zwielokrotnione pchao si na usta, byo
obrzydliwo.
Stary Sowak zakoczy obchd. Wyjem yletk oprawion w drewienko. Przycisnem
ostrze do nadgarstka prawej rki i z caej siy zaczem przesuwa. O dziwo, nie czuem blu.
Nie dostrzegem te krwi. Przycisnem mocniej. Krew popyna silnym strumieniem. Teraz
lewa rka. Ujem yletk w krwawic praw rk i powtrzyem zabieg na lewym
nadgarstku. Poszo atwiej. Rozpostarem rce jak Chrystus na krzyu i leaem. Krew cieka
na podog. Byem zamroczony. Po jakim czasie zauwayem, e krew przestaje pyn.
Nadal byem ywy. Przestraszyem si, e si nie udao. Nawet tego nie potrafiem zrobi jak
naley. Zaczem macha rkami jak wiatrak, aby
143
142
wywoa krwawienie. Udao si. Krew znw pyna. Zdawao mi si, e si dusz. apaem
powietrze coraz gwatowniej. Poczuem sodki smak w ustach. Straciem przytomno.
Rozdzia XIV
SZPITAL
N
e wiem, jak dugo byem nieprzytomny. wiadomo powracaa stop-liowo. Obrazy wiata
zewntrznego przebijay si przez zason tpe-jo blu. Pierwsze przyszo doznanie
nieznonej suchoci w ustach. Ich wntrze byo opuchnite i spkane. Smakowao gorycz. W
uszach "syszaem" nieustanne dzwonienie, ktre przeszywao mzg. Chciaem si
zorientowa, co si ze mn dzieje, ale jaki mechanizm obronny podpowiada pogrenie si
w ciemnoci.
Ostatecznie jednak gr braa przytomno. Dotaro do mnie, e nie le ju w barogu, a na
jakiej twardej powierzchni. Cay byem zesztywniay. Sprbowaem zmieni pozycj, ale nie
udao si. Ponowiem prb. Nic. Pomylaem, e jestem sparaliowany i nie mam adnej
wadzy nad ciaem. Ogarn mnie lk. Staraem si za wszelk cen wykona jakikolwiek
ruch. Poczuem, e co wrzyna mi si w ciao w kilku punktach. Doznaem olnienia: jestem

przywizany. Zaraz te przypomniaem sobie, e w wizieniach s specjalne oa do


unieruchamiania agresywnych lub niebezpiecznych winiw. Pomylaem, e za takiego
pewnie zostaem uznany przez gestapowcw. To podziaao na mnie jak zastrzyk nowych si.
Zmusiem si do otwarcia opuchnitych oczu. Uderzy mnie ostry strumie wiata. Zaczem
ratowa si mruganiem i mrueniem oczu. Zaraz napyny do nich zy. Nade mn wisiaa
lampa z siln arwk i kloszem o ksztacie chiskiego kapelusza. wiato skupiao si na
mnie, pozostawiajc w cieniu reszt pomieszczenia. Czuem si upokorzony tym
wystawieniem na pokaz.
Jaka twarz nienaturalnie zdeformowana przez moje zmysy pochylia si nade mn.
- Niech si pan nie boi. Jest pan w szpitalu w Preszowie. Zaraz zrobimy transfuzj krwi mwi do mnie jaki gos po sowacku.
A wic to nie byo wizienie, leaem na jakim stole zabiegowym.
- Dajcie mi umrze. Ja nie chc transfuzji... - wybekotaem.
145
- Niech si pan uspokoi. Wszystko bdzie dobrze - powiedzia ten sam
gos.
Zaczem si modli po cichu o mier. To byo moje najwiksze marzenie. Nie chciaem
walczy. Pragnem, aby byo ciemno i abym nic nie czu.
Niski, krpy mczyzna w biaym kitlu stan nade mn.
- To panu dobrze zrobi - zakomunikowa.
Poczuem, jak wbija co w moj nog. Zaczem wi si i szarpa. Straciem przytomno.
Obudziem si w maej salce szpitalnej. Oprcz mnie leao w niej trzech Sowakw.
Powietrze przesycone byo odorem rodkw dezynfekujcych. Bya noc. Przez okno wieci
ksiyc. Chorzy chrapali, stkali i przewracali si na swoich kach. Sprbowaem poruszy
rkami i nogami. Nie byem skrpowany. Nie czuem blu. Krcio mi si w gowie,
odczuwaem jaki przyjemny bezwad i senno. Pomylaem, e moe jestem pozostawiony
bez "opieki", ale zaraz dostrzegem przez uchylone drzwi sali sylwetk stranika siedzcego
na krzele i czytajcego gazet. Opadem na poduszk.
Chaotycznie zaczem analizowa swoje szans. Byy znikome. Wszystko, czego mogem si
spodziewa, to tortury. Do tego nie mogem dopuci. Postanowiem, e ponowi prb
samobjstwa. Ta myl mnie uspokoia. Usnem.
Rano obudzi mnie jaki kobiecy gos. Przy ku staa pielgniarka z termometrem w rce.
- Zmierz panu temperatur. Czy rozumie pan po sowacku? Skinem gow.
- Lepiej by w szpitalu ni w wizieniu. Postaramy si pana tu trzyma, ile
si da. Rozumie pan?
Naturalnie rozumiaem sowa. Co si za nimi kryo? Kto byli ci "my"? Siostra nakazaa mi
spokj, kiedy chciaem zadawa pytania.
- Jeszcze raz musz zmierzy temperatur- powiedziaa, umieszczajc termometr w moich
ustach.
Po tygodniu pobytu w szpitalu stan mojego zdrowia poprawi si. Opuchlizna schodzia,
ustpia gorczka. Unieruchomione miaem natomiast w upkach obie rce. Poowijane byy
zwojami banday, przypominajc bokserskie rkawice. Podajc za rad pielgniarki,
udawaem ciko chorego.
To by dziwny czas. Z jednej strony cieszyem si z powracajcego zdrowia, z drugiej panicznie baem si kolejnych przesucha na gestapo. Udawanie chorego sprawiao mi coraz
wicej kopotu, stawaem si coraz bardziej niecierpliwy.
Mimo yczliwoci sowackiego personelu, staraem si unika wszelkich rozmw. Staa
obecno stranika nie zachcaa do tego. Ponadto odczuwaem zupenie irracjonaln niech

do sowackiego lekarza, ktry tak obcesowo zlekceway moje pragnienie mierci, ordynujc
transfuzj.
Pacjenci w szpitalu musieli o mnie wiedzie, bo okazywali mi sympati,
146
podajc przez siostr a to jabko, to znw kawaek wdzonego boczku czy nawet czekolad.
O dziwo, stranicy nie uprzykrzali mi ycia. Ze spokojem dobrze napasionych psw
wikszo czasu spdzali, drzemic w fotelu przed drzwiami mojej sali.
Pitego dnia, nie mogc znie bezczynnoci, poprosiem siostr o sowack gazet. Posza do
stranika zapyta o zgod. Co odburkn. Pielgniarka zjawia si po minucie, niosc
starannie zoon gazet. Spojrzaem na pierwsz stron i skamieniaem. "Francja
skapitulowaa!" - gosi tytu biegncy przez ca szeroko kolumny.
Sylabizujc sowackie sowa, docieraem do szczegw. Marszaek Peta-in podpisa
kapitulacj Francji w lasku Compiegne. Opr wobec Niemcw zaama si cakowicie.
Sdziwy marszaek Francji wezwa rodakw do cakowitego posuszestwa i... wsppracy.
Trzecia Rzesza opanowywaa Europ.
Mino dobrych kilka minut, nim sens tych sw do mnie dotar. Ogarna mnie rozpacz.
Przez wieki Francja zwizana bya z Polsk licznymi wizami kultury i historii. Dla Polakw
bya drug ojczyzn, ktr podziwiali i kochali niemal na rwni ze swoj wasn. To z Francji
wypatrywali wolnoci i pomocy w pokonaniu wrogw. Polskie oczy zawsze byy na ni
zwrcone z ufnoci i nadziej. Tak byo rwnie po klsce wrzeniowej 1939 roku. Teraz
wszystko runo.
Czytajc gazet, zwrciem uwag, e brak jest informacji o Wielkiej Brytanii. Zaczem
nerwowo przewraca stron po stronie, a wreszcie dostrzegem sowo "Anglia". Zaczem
czyta: "Anglia popenia samobjstwo...". Przerwaem przeraony. O co tu chodzi?
Doczytaem do koca: "Anglia popenia samobjstwo, stawiajc opr Trzeciej Rzeszy". A
wic Anglia stawia opr! Nie wszystko stracone. Gazeta wypada mi z rki. Zamknem oczy.
Odtd kadego dnia podczas wizyty lekarskiej zagadywaem doktora o sytuacj w Anglii.
Spoglda na stranika i nachylajc si nade mn, rzuca krtkie komunikaty: "Dunkierka
pada", "Niemcy bombarduj Londyn", "Szykuje si inwazja Wysp Brytyjskich",
"Brytyjczycy ulegli panice". Doktor by pesymist i nie kry tego. Twierdzi, e klska Anglii
jest kwesti najbliszych tygodni.
Ja nie traciem jednak nadziei. Wiedziaem, e lekarz ma informacje wycznie z niemieckich
rde, co nakazywao najwiksz ostrono. Goebbels by mistrzem propagandy. Znaem
Angli z moich w niej wizyt wl937i!938 roku. Wiele cech brytyjskich dranio mnie: byli
oschli, wynioli, nie rozumieli mentalnoci Europejczykw i wcale im na tym nie zaleao.
Rwnoczenie mieli niezwykle realistyczne podejcie do ycia, byli silni i uparci. Francuz
czy Polak w obliczu straconej sprawy mgby popeni efektowne samobjstwo. Anglik nigdy. Dlatego nawet ze wieci o Dunkierce nie zmieniy mojej wiary w Anglikw.
Wiedziaem, e ten nard mw stanu, kolonistw, ludzi interesu i organizatorw jest w
stanie trafnie oceni swe siy, skonsolidowa je i zadecydowa, jak najlepiej ich uy. Skoro
zatem - kalkulowaem 147
Anglia stawia opr, na pewno wierzy w zwycistwo. Wierzyem w zdrowy brytyjski rozsdek
i by on rdem mojej nadziei.
Sidmego dnia rano w mojej sali zjawio si dwch gestapowcw. Jeden z nich rzuci na moje
ko cywilne ubranie.
- Kurt, pom mu si ubra. Nie bdziemy tu lcze. Nie mog znie tej trupiarni.
Kurt by otyym, ysym mczyzn. Podszed do ka i krzykn:

- Ty polska winio, ubieraj si! Szybko...


Nie reagowaem. Gestapowiec zacz krzycze jeszcze goniej. Nadbieg lekarz.
- Co si tu dzieje? Dlaczego nic nie wiem o waszej wizycie? To ciko chory czowiek. Nie
wolno go rusza - z pewnoci w gosie zwrci si do Niemcw.
- To my bdziemy decydowa, co mona. Pan doktor niech lepiej pilnuje swoich lekw bezczelnie odpowiedzia wyszy gestapowiec.
- A ja wam mwi, e on nie przetrzyma podry. Leczenie nie jest zakoczone - oponowa
doktor.
- Jak nie przetrzyma, to napisz do jego mamusi... - zamia si Niemiec. Doktor wyrwa
ubranie z rk niszego.
- Sam mu pomog si ubra... - rzuci krtko.
- Tak jest, panie doktorze. Uprzejmie prosimy - zamia si niszy. Gestapowcy wycignli
papierosy i zapalili.
- Masz udawa chorego najlepiej, jak potrafisz. Zatelefonuj - powiedzia cicho lekarz,
zapinajc na mnie koszul.
Gestapowcy wzili mnie pod rce i ruszylimy korytarzem. Gdy opucilimy budynek,
udaem, e mdlej. Schwycili mnie w ostatniej chwili. Klnc, zacignli do samochodu.
Ruszylimy.
Staraem si symulowa najlepiej, jak umiaem.
- Kurt, jed wolniej na tych wertepach, bo nam ta winia dostanie krwotoku - rzuci wyszy
gestapowiec. - Musi by w dobrej formie podczas przesuchania.
Na dwik tego sowa pomylaem, czy nie rzuci si z auta. Nim jednak powziem decyzj,
pojazd zacz zwalnia. Zobaczyem znajome zabudowania wizienne.
- Wya! Jeste w domu! - usyszaem.
Siedziaem sztywno i nie reagowaem. Wyszy otworzy drzwi i wysiad. Kurt wypchn
mnie wprost w jego rce. Zawlekli mnie do aresztu, gdzie dostrzegem modego gestapowca o
manierach bywalca salonw. Umylnie potknem si i upadem na podog.
- Co tak stoicie jak te koki. Przecie sam nie pofrunie do swojej klatki. Bra go do celi powiedzia mody gestapowiec.
Narzekajc na ciki los, wlekli mnie do celi. Tam popchnli na znany mi barg. Kurt
spryska mnie wod. Wyszli.
Staraem si zasn. Sen jednak nie nadchodzi. Przewracaem si z boku na bok. Patrzyem
tpo na cian. Wzrok przyzwyczai si do owietlenia padajcego tym razem jedynie z
korytarza. Zdaem sobie spraw, e widz na cianie zarys krzya, ktry wyskrobaem przed
podciciem sobie y. Pod nim napisaem jeden werset z wiersza, ktrego uczono mnie
jeszcze w szkole podstawowej w odzi: "Umiowana Ojczyzno... Kocham Ci".
Zaczem powtarza te sowa w mylach. Usnem.
Obudziem si silniejszy. Zobaczyem siedzcego obok dozorc sowackiego. Trzyma jakie
zawinitko.
- Ciesz si, e pana znw widz... - powiedzia po cichu. Odwin pakunek i wyj okrgy
bochenek chleba. Odama kawaek i poda mi. Pogrzeba jeszcze i wyj jabko.
- To dla pana od mojej ony. Prosz je, bo pewnie pan godny...
- Prosz podzikowa onie. - Zaczem je. Odczeka, a skocz.
- Nie zapomn, jak lea pan nieprzytomny, a krew leciaa panu z rk jak z kranu...
- Pan mnie wtedy znalaz?
- Tak. Usyszaem jakie jki i zajrzaem do celi. Lea pan we krwi. Takich rzeczy nie wolno
robi. To grzech... - mwi cicho.
- Ja wiedziaem, co mnie czeka. Wiem to samo teraz. Jak pan myli, co oni ze mn zrobi,
kiedy skocz przesuchiwa?

- Moe nie bdzie a tak le... - pociesza mnie. - Syszaem, jak telefonowa doktor ze
szpitala. Z tego, co zrozumiaem, oni maj odesa pana z powrotem. On gada z naszym
lekarzem wiziennym...
Pojawia si jaka nadzieja.
- Co to za czowiek ten wasz lekarz? - spytaem.
- Moe pan si nie obawia. To nasz, Sowak - powiedzia, jakby ju tylko narodowo miaa
by rekomendacj.
Lekarz wszed do celi, kiedy jeszcze by stranik. Z pewnym zdziwieniem dostrzegem, e by
bardzo podobny do tego w szpitalu. Krpy, dua, kwadratowa twarz, szare oczy.
- Doktor Kafka mwi mi, e pan ciko chory. Zbadam pana, aby wyda opini wadzom
wizienia.
Badanie byo bardzo pobiene.
- Doktor Kafka si nie myli. Jest pan w zym stanie - stwierdzi sucho i wyszed z celi.
Po jakim czasie pojawili si znani mi ju gestapowcy.
- Ten idiota doktor ci uwierzy? Co za gupiec. Teraz my znowu mamy ci wie do szpitala.
Diabli nadali... - mrucza wyszy. Milczaem.
- askawy pan bdzie dobry pj do auta na wasnych nogach czy mamy zanie? - krzykn
z irytacj.
148
149
- Sam pjd. Wol sam... - odparem obojtnie.
Przestraszyem si, e moje sowa zabrzmiay ironicznie i wyzywajco. Wysoki wida odczu
to, bo wbi we mnie wzrok i jakby szykowa si do uderzenia.
- Wol sam, mamusiu... Wol sam, mamusiu... - usyszaem piskliwy, przedrzeniajcy rechot
niszego, ktry akurat wchodzi midzy nas. Moe wola nas rozdzieli?
- Wstawaj, winio! - rozkaza wyszy.
Szedem szpitalnym korytarzem. Podtrzymywali mnie gestapowcy, najwyraniej wciekli z
powodu swej roli. Wysoki rzuca grone spojrzenia mijanym lekarzom i pielgniarkom. Oni z
kolei starali si przesa mi jaki gest sympatii i solidarnoci. Umiech. Mrugnicie okiem.
Lekkie uniesienie doni. Mj powrt odbierali take jak swoje mae zwycistwo.
Idc pomidzy Niemcami, zastanawiaem si, jaki bdzie fina. Czym si zakoczy ten mj
pobyt w szpitalu? Ile czasu uda si symulowa chorob? Czy Niemcy w kocu nie cign
jakiego swego zaufanego doktora, ktry mnie rzetelnie przebada? Wyobraaem te sobie
leenie odogiem w ku, mierzenie temperatury, obshichiwanie, zmienianie opatrunkw.
Sowa pociechy od lekarza i pielgniarek...
Wszystkie te przewidywania sprawdziy si. Rutyna kolejnych dni przygniota mnie swoj
monotoni. Bezczynno wzmagaa podenerwowanie.
Jedenastego dnia koo poudnia drzwi pokoju otworzyy si i wesza moda, elegancko ubrana
kobieta. W rku trzymaa... bukiet biaych r. Mina siedzcego gestapowskiego stranika i
podesza do mego ka. Byem jeszcze bardziej zdumiony, gdy odezwaa si po niemiecku.
- Czy rozumie pan niemiecki? - zapytaa.
- Rozumiem. Ale czego pani chce? - odburknem. Gestapowiec, leniwie dotd drzemicy,
zacz bacznie si przyglda. Zaczem myle, e pewnie pomylia pokoje i szuka kogo
innego.
- Jestem Niemk. Byam tu operowana na wyrostek robaczkowy. W tym szpitalu wiele o panu
mwiono i wyraano wspczucie z powodu tego, co pan przeszed. Przynosz te kwiaty,
eby pan nie myla, e wszyscy Niemcy s jednakowi... - powiedziaa szybko.

Oniemiaem z wraenia. Albo ona nie wie, e w sali jest gestapowiec, albo jest to jaki
kolejny podstp majcy mnie w co uwika.
- Ja pani w yciu nie widziaem. Nie znam pani. Nie wiem, czego pani chce... wykrzyknem.
- Niech pan nie bdzie taki zawzity. Gdy si pan nauczy wybacza, bdzie panu lej y.
Stanie si pan szczliwszy... - pooya kwiaty na moim ku. Gestapowiec nie spuszcza jej
z oczu.
- Dzikuj za te kwiaty, ale ja pani nie znam! Nigdy pani nie widziaem -krzyczaem.
Stranik podnis si z krzesa. Podszed do drzwi i zatarasowa drog.
- Pikna mowa - powiedzia po niemiecku.
Schwyci dziewczyn za rk i sprawnie wykrci na plecach. Pchn z powrotem do pokoju.
- Ja tej pani nigdy nie widziaem. Niech jej pan nie robi krzywdy - staraem si wystpi w jej
obronie.
- Zamknij si. Szkoda twoich si, bo ci jeszcze bd bardzo potrzebne -wrzasn.
Zacz rozszarpywa kwiaty, czego szukajc. Znw chwyci dziewczyn za rk i wypchn
z pokoju.
Po godzinie zjawi si inny gestapowiec. Nigdy go przedtem nie widziaem. Sprawia
wraenie czowieka inteligentnego i oczytanego. Mia okoo czterdziestki. Nosi okulary w
rogowej oprawie. Ubrany by w tweedowy garnitur w jodek. Zapyta o zdrowie, potem
rzuci kilka uwag o szpitalach i ich organizacji. Sprawnie przeszed do nauki, wymieniajc
kilka polskich uniwersytetw oraz kierunkw bada, w jakich si specjalizoway. Mwi o
wojnie jako formie realizacji zbiorowych de narodw i imperiw. Niewtpliwie chcia
zrobi na mnie wraenie.
- Mogoby si wydawa, e ludzie obyci z uprawianiem polityki i inteligentni znajd inne
sposoby na przekazywanie informacji ni... dziewczyna z bukietem r.
Zawiesi gos. Nic nie odpowiedziaem.
- Chc jedynie zauway, e pascy koledzy zupenie si nie spisali. To z ich strony naiwne mwi dalej. Nie jest moim zadaniem wypowiadanie si na temat pana dziaalnoci. C, za
dwie godziny poegnamy pana...
Przerwa i przyglda mi si bacznie. Staraem si zachowa obojtny wyraz twarzy, cho
myli kbiy si w gowie. Czyby tak mia wyglda koniec? Zabior mnie gdzie i zastrzel
jak psa?
- Zdajemy sobie spraw z pana tragicznego stanu zdrowia i katastrofalnych skutkw, jakie
moe mie dla pana podr. Nie ma jednak wyboru, bo pascy koledzy wiedz, e pan tu
jest...
Zdj okulary i zacz je czyci pedantycznie kawakiem irchy, wycignitej z grnej
kieszonki marynarki. Nie wiedziaem, co to wszystko znaczy. Czyby rzeczywicie
Podziemie chciao si ze mn skontaktowa przez jak egzaltowan Niemk? Czy jej wizyta
bya elementem gry niemieckiej? A moe byo tak, jak... byo? Moe zrobia szczery gest,
ktry wywouje teraz jakie dorane dziaanie?
- Dziewczyna jest niewinna - powiedziaem. Gestapowiec przerwa czyszczenie szkie.
- Jeeli tyle tylko chce mi pan powiedzie, to niech si pan zbiera do wyjcia.
Zaczem wygrzebywa si z ka.
150
Rozdzia XV RATUNEK
B

yle jak ubranego, zdezorientowanego prowadzono mnie do samochodu. Nie zastanawiaem


si, gdzie mnie zabieraj. Miaem wszystkiego do. Zdaem si na bieg wydarze.
Gestapowcy zajli miejsca po moich bokach. Trzeci usiad za kierownic. Wywnioskowaem,
e pewnie droga bdzie dusza, bo siedzi koo mnie dwch, a niejeden, jak dotd. Auto
ruszyo.
Powietrze stawao si coraz chodniejsze. Soce stao coraz niej. Jechalimy przez jakie
wioski. Nie staraem si nawet zwraca uwagi na szczegy. Patrzyem tpo przed siebie.
Mylaem o samobjstwie. Chciaem wyskoczy z auta, ale przy gestapowcach z lewa i
prawa, blokujcych dostp do drzwi, byo to niemoliwe. Zaczem rozwaa inny wariant.
Powiem, e musz si uda za potrzeb. Jeeli przystan, zaczn ucieka i moe mnie
zastrzel. Zaraz jednak przysza refleksja, e dogonienie mnie nie byoby przecie trudne i na
tym by si Niemcy skoncentrowali, a nie na strzelaniu. Przecie maj mnie dostarczy do celu
ywego.
Nagle zauwayem znajomy krajobraz. To bya okolica Nowego Scza. Zaraz powinien by
bielony dom z charakterystycznymi niebieskimi okiennicami... Jest! Staraem si opanowa
emocje. A wic jestemy w pobliu Nowego Scza - pomylaem. Std dwukrotnie
ekspediowano mnie za granic. Czyby to mia by punkt docelowy? Podwiadomie czuem,
e jeeli okae si to prawd, bdzie to dla mnie dobry znak. Kierowca zwolni. Jecha wolno,
rozgldajc si, jakby szuka drogi, ktr mu wczeniej opisano. Dotarlimy do rynku. Szofer
skrci w prawo i po przejechaniu odcinka wyboistej drogi zatrzyma si przed wejciem do
miejscowego szpitala.
Powtrzya si znana scena. Gestapowcy prowadzili mnie pod rce, a ja udawaem ledwie
ywego. Zakrwawione bandae potgoway efekt. U wejcia na schody przewrciem si, a
stranicy bezceremonialnie chwycili mnie pod pachy i za nogi i wnieli na drugie pitro. Tam
kto wskaza im sal. Dotaszczyli mnie do wolnego ka i rzucili na nie jak worek kartofli. Bez sowa wyszli.
Zapewne do lekarza dyurnego, ktry mia im pokwitowa przesyk.
Rozejrzaem si po sali. Byli w niej sami starzy ludzie. Spogldali na mnie zdziwieni. Mnie z
kolei zdawao si, e widz t sam twarz, ys gow, siw, potargan brod i bezzbne usta.
Intensywnie zaczem analizowa sytuacj. Dlaczego przywieli mnie akurat tu? Czy chc
upi mj czuj no? A moe spodziewaj si, e mj a obecno cignie tu ludzi
Podziemia? W sali nagle zrobio si cicho. Starcy przestali mamrota i postkiwa. Mogo to
oznacza tylko jedno: kto si zblia. Na wszelki wypadek zamknem oczy i zaczem
udawa, e pi. Koo ka usyszaem gos mski, a potem kobiecy. Mwili po polsku.
- Jakie zlecenia, panie doktorze? - zapytaa kobieta. A wic lekarz i pielgniarka pomylaem.
- Prosz si na mnie nie pcha. Wasze miejsce jest na korytarzu. Prosz i i zaj si
pilnowaniem, a ja wezm si do leczenia - usyszaem ostry gos lekarza. Po chwili cikie
kroki oraz otwieranie drzwi.
Lekarz nachyli si nade mn. Zacz odwija bandae. Otworzyem oczy.
- Gdzie pana aresztowali? Jak mamy panu pomc? Moe kogo powiadomi? - spyta
szeptem. Podejrzewaem podstp.
- Nie ma kogo zawiadamia. Jestem niewinny. Chciaem tylko dosta si do Szwajcarii, by
studiowa. Nikt mi nie wierzy... - staraem si, aby w moim gosie dominowaa gorycz.
- Nie musi si pan obawia. Nie jestem niemieckim agentem. Cay personel jest polski:
lekarze, pielgniarki, salowe... Wszyscy patrioci - usyszaem.
Lekarz by mody i wyglda raczej na licealist ni na doktora. Mia jasne, krcone wosy,
blad cer i twarz usian piegami. Jego wygld zachca do szczeroci, a ton zdradza, e wie,

co mwi, oraz peni tu jak rol, o ktrej nie wiem. Ostrono nakazywaa jednak
milczenie.
- No dobrze, niech si pan przepi - rzuci doktor i wyszed.
Pielgniarka zmienia mi opatrunki. Nie mwia nic, a ja si te nie odzywaem. Zauwayem,
e ma na sobie strj zakonny. Po opatrzeniu ran wysza, mwic: "Dobranoc".
Rano zbudzia mnie inna siostra. Bez sowa woya mi w usta termometr. ledziem supek
rtci z niepokojem. Zatrzyma si w punkcie skali oznaczonym 37,7 stopni Celsjusza.
Pielgniarka spojrzaa na termometr i gono powiedziaa: "Trzydzieci dziewi i sze".
Signa po kart chorobow i zapisaa wynik. Wysza. Po chwili zjawia si z mczyzn w
rednim wieku i w lekarskim fartuchu.
- Jestem tu ordynatorem - powiedzia gono. - Pana stan jest ciki. Jest jednak nadzieja na
wyleczenie, pod warunkiem, e nam pan bdzie pomaga. Musi pan wykonywa wszystkie
polecenia, bo jak nie, to... mamy wielu miejscowych pacjentw, ktrzy czekaj na ko. A
teraz pana zbadam.
153
152
Ordynator stara si, aby jego gos by dobrze syszany na korytarzu, gdzie siedzia stranik.
Po chwili kaza wynie tac z brudnymi bandaami. Siostra, idc, zawadzia o nog
stranika. Stracia rwnowag, a taca upada na podog. Stranik natychmiast popieszy z
pomoc.
- Teraz niech pan sucha - wyszepta doktor. - Kiedy wyjd, pan zacznie jcze i wzywa
gono ksidza, bo... pan umiera. Bd pan dobrej myli. Nie zostawimy tak pana...
Wrcia siostra.
- Temu pacjentowi prosz co dwie godziny zmienia opatrunki i pilnowa, eby nie wstawa.
W razie problemw jestem u siebie - wyda polecenie ordynator.
Odchodzc, spojrza na mnie i rzuci jakby od niechcenia:
- Jak si chce y, to trzeba sucha. Trudno, darmo... Zrozumiaem, e chyba otrzymaem
szans.
-O Jezu, umieram... Siostro, siostro... Ksidza! Niech siostra sprowadzi ksidza. Musz si
wyspowiada - zaczem przedstawienie.
Zakonnica spojrzaa na mnie obojtnie i podesza do stranika. Ten, ku memu zdziwieniu,
stan przed ni wyprostowany. Przytakiwa gow, gdy do niego mwia. Po chwili siostra
wesza z ordynatorem. Nadal gono wzywaem ksidza i jczaem.
- Prosz natychmiast przesta. Siostra zawiezie pana do spowiedzi. I prosz zwrci uwag,
e tu le inni chorzy. Pan tu nie jest jedynym pacjentem - strofowa mnie doktor.
Siostra tymczasem przyniosa szlafrok. Ubraa mnie i zostaem umieszczony na wzku.
Jechalimy korytarzem, a za nami kroczy stranik.
Szpitalna kaplica miecia si na parterze. Zastalimy tam starszego wiekiem, dobrotliwego
ksidza. Wyspowiadaem si. Przede wszystkim wyznaem ch popenienia samobjstwa.
Zareagowa spokojnym przypomnieniem, e Bg nie pozwala na odbieranie nikomu ycia,
take - sobie.
- Nie bj si, synu, wroga. Nie tra wiary w Pana i Jego Syna. Wszyscy tu widzimy, jak
cierpisz za Polsk. Wszyscy chc ci pomc. Mdl si, a pomoc nadejdzie. Pozosta z
Bogiem... - mwi ksidz z wielk pewnoci.
Przyjem jego sowa za zapowied odmiany mego losu. Nie wiedziaem, jak miaaby si ona
dokona, ale osignem spokj.

Pod koniec nastpnego dnia wrciy myli zwizane ze stanem bezczynnoci i koniecznoci
symulowania cikiej choroby. Staraem si panowa nad ciaem, ale zupenie inaczej, ni
rozumie si potocznie. Zwykle kojarzy si to z mobilizacj do wysiku, znoszenia blu,
wzmagania odpornoci na trudne warunki otoczenia. U mnie wysiek skierowany by na
"wmwienie" ciau, e jest sabe, wycieczone i bezuyteczne. Sprawdziy si w mojej osobie
teorie psychologiczne mwice o cisych zwizkach pomidzy stanem ducha a stanem
fizycznym. Nie byem w stanie samodzielnie si porusza, je, umy si czy nawet wsta z
ka. Mimo zaywania lekarstw cigle odczuwaem intensywny bl gowy, miaem dreszcze i podwyszon temperatur.
Na wniosek ordynatora dyrektor szpitala wyda zgod, abym codziennie mg odbywa
modlitw w kaplicy. Powodem tego przywileju by wanie "bardzo ciki stan zdrowia".
Byem zatem codziennie transportowany na wzku i pozostawaem w kaplicy okoo godziny.
Stanowio to niewtpliwe urozmaicenie monotonii szpitalnej, ale take dawao mi nadziej, e
jeeli co si zacznie dzia w zwizku z uwolnieniem mnie, bdzie to miao zwizek z
kaplic. Tu bowiem byem pilnowany mniej uwanie.
Ktrego dnia zakonnica, ktra przywioza mnie z sali chorych, uklka koo mnie podczas
modlitwy. Nigdy tego nie robiy inne siostry. Odebraem to jako szans. Nie spogldajc
nawet w jej stron, zapytaem:
- Czy zechce siostra poczeka do czasu, a skocz si modli?
- Tak. Przecie ja mam pana odwie do sali na gr... - odpowiedziaa cicho.
- Chciabym o co zapyta, ale jak wyjd z kaplicy ludzie.
- Moe pan zapyta o wszystko.
Siedziaem w swoim wzku i mylaem, czy mog jej zaufa. Chd w pomieszczeniu, zapach
kadzida i jej stanowczy spokj dodaway mi otuchy. Postanowiem zaryzykowa.
Kiedy ostatni chory wyszed, pochyliem si w jej kierunku.
- Wiem, e jest siostra dobrym czowiekiem. Ale czy jest siostra dobr Polk?
Przerwaa modlitw i spojrzaa mi uwanie w oczy.
- Su Bogu. Polsk kocham... Nadal przygldaa mi si z uwag.
- Mam do siostry prob. Chc jednak uczciwie przestrzec, e to moe by niebezpieczne.
Niech siostra powie szczerze, jeeli nie bdzie moga speni proby - powiedziaem szybko.
- Jeli bd moga pomc, zrobi to.
- Wiedziaem, e tak siostra odpowie. W miasteczku mieszka rodzina Rysi-skich. Crka ma
na imi Stefa. Prosz j odszuka i powiedzie, e przychodzi siostra od Witolda. Niech
siostra opowie, jak si czuj i co si ze mn dzieje...
- Zrobi to jeszcze dzi...
- Dzikuj. atwo do nich trafi... - podaem adres. - A "Witold" to mj pseudonim.
- Domyliam si... Musimy wraca - zakoczya.
Kamie spad mi z serca. Myl, e nie jestem sam w wiecie opanowanym przez wroga,
przynosia ulg.
Drugiego dnia niecierpliwie wygldaem zakonnicy. Gdy wesza do sali, utkwiem w niej
wzrok.
- Za kilka dni odwiedzi pana siostra zakonna z pobliskiego klasztoru - powiedziaa, podajc
termometr.
155
154
- Po co miaaby mnie odwiedza?

- Tyle miaam panu przekaza.


-Ale...
- Prosz, mierzy temperatur - powiedziaa gono.
Tak wic kontakt zosta nawizany. Przyjdzie jaka kobieta w przebraniu zakonnicy. Ale kto?
Trzeciego dnia po obiedzie wesza do sali zakonnica. Chorzy na ssiednich kach
pochrapywali. Stranik na korytarzu czyta gazet. Pewnym krokiem podesza do mego ka.
Otworzyem oczy i zobaczyem... siostr przewodnika, z ktrym razem nas zatrzymano. Omal
nie krzyknem.
- Jestem z ssiedniego klasztoru. Od wadz niemieckich mamy zezwolenie na dostarczanie
winiom papierosw i jedzenia. Czy ma pan jakie potrzeby? - gos jej brzmia bardzo
pewnie.
Zaczem rusza ustami i co mamrota. Zrozumiaa moj intencj i nachylia si niej.
- Nie mog pana zrozumie. Nieche pan mwi wyraniej. By to tekst dla stranika w
korytarzu. Do mnie za szeptaa:
- Szefowie wszystko ju wiedz. Polecaj czeka cierpliwie...
- Co z bratem? - zapytaem. ;
- Nic nie wiadomo - odpowiedziaa ze zami w oczach. Sowa uwizy mi w gardle.
- Powiedz im, e musz dosta trucizn. Oni mnie tu przywieli, abym wszystkich w okolicy
wyda. Nie mog wrci do gestapo. Nie znios tortur. Im szybciej dostan trucizn, tym
lepiej. Dla wszystkich! - mwiem do dziewczyny, a ktem oka obserwowaem stranika.
- Zrozumiaam. Bd tu za kilka dni.
Nie miaem wtpliwoci, e co si w mojej sprawie zaczo dzia. Co planowano. Co?
Po piciu dniach zjawia si znw. Przyniosa owoce. Pooya je na szafce obok ka.
Podobnie jak poprzednim razem, udawaem, e nie mog mwi. Znw si do mnie nachylia.
- Oni wiedz o wszystkim. Dostae Krzy Walecznych - szeptaa. Zacza poprawia
poduszk.
- Cyjankali masz ju pod poduszk. mier jest natychmiastowa. Jest polecenie, aby ykn
tylko w ostatecznoci - kontynuowaa. Podzikowaem wzrokiem.
- A teraz do widzenia panu - powiedziaa gono. -1 niech Bg ma pana w opiece...
Czuem, jak rosn mi skrzyda. Posiadanie trucizny byo nie lada luksusem psychicznym.
Rodzajem talizmanu, ktry mia mnie uchroni przed tym, czego si najbardziej baem: przed
torturami. Przy pierwszej okazji wizyty w toalecie kapsuk z cyjankali przylepiem
kawakiem plastra w pachwinie. Zasypiaem podniesiony na duchu.
Wieczorem zjawi si lekarz o chopicej, piegowatej twarzy. O dziwo, gdy wchodzi na sal,
stranik podnis si z krzesa i odszed.
Na migi, zdenerwowany, zaczem pokazywa w kierunku korytarza.
- Cichoooo - syknem.
- Bez nerww. Stranik jest przekupiony. Wrci, jak ja std wyjd. Teraz suchaj uwanie.
Punktualnie o dwunastej w nocy stan w drzwiach sali i zapal papierosa. To bdzie sygna.
Natychmiast zejdziesz na ppitro midzy pierwszym pitrem a parterem. Na parapecie
bdzie leaa ra. To bdzie znak, e okno jest tylko przymknite. Otwrz je i wyskocz. Na
dole ju bd na ciebie czeka. Czy zrozumiae?
- Tak... Chciaem powiedzie: "Tak jest"... - patrzyem na doktora jak na swego dowdc
wydajcego rozkaz. Pochyli si.
- Tylko spokj. Wszystko jest przygotowane. Uda si na pewno. Powodzenia - mrugn
obuzersko i wyszed.
Zauwayem stranika znw sadowicego si na krzele. Serce walio mi jak motem.
Rozpalona wyobrania podsuwaa obrazy. A jeli stranik wzi apwk, ale poszed do
przeoonych zameldowa? Jeli oni teraz szykuj puapk na nas wszystkich? Stranik

odwrci si do mnie i zobaczyem na jego twarzy co, co chyba miao by umiechem.


Wydawa si zadowolony.
Krtko przed pnoc stranik zapad w sen. Gowa opada mu na piersi. Zacz chrapa. Z
wybiciem dwunastej w drzwiach pojawi si lekarz. Wyj papieronic, a z niej papierosa,
sign po zapalniczk i ostentacyjnie zapali. Przez chwil potrzyma ogie w grze, a potem
przytkn do papierosa.
Rozejrzaem si po sali. Spali wszyscy. Wstaem, zdjem piam i wsunem j pod kodr.
Lekarza ju nie byo.
Nagi i bosy przemknem si do drzwi. Odlepiem plaster z kapsuk trucizny. ciskaem go
w rce jak najwikszy skarb. Wyszedem na korytarz. W sabym wietle przez chwil
zastanawiaem si, czy i w lewo, czy w prawo. Poczuem powiew powietrza i ruszyem w
tym kierunku. Dotarem do schodw. Zbiegem jedno pitro. Zobaczyem otwarte okno na
ppitrze. Najwidoczniej lekarz pomyla, e lepiej bdzie, jeli nie bd musia go sam
otwiera. Na pododze leaa ra. Najwyraniej zdmuchn j wiatr. Wgramoliem si na
parapet i spojrzaem w d.
- Co si gapisz? Skacz! - usyszaem.
Nabraem powietrza w puca. Skoczyem.
Poczuem mocny ucisk czyich ramion. Kilka par rk schwycio mnie, chronic przed
upadkiem. Kto podawa mi spodnie, kto koszul i marynar-k.
- Szybko! Ubieraj si. Nie ma czasu... Dasz rad biec? Kiwnem gow bez przekonania.
Pobieglimy do ogrodzenia. Kto spojrza na mnie krytycznie.
- Dobra. Id pierwszy. Wy go podniesiecie, a ja cign z drugiej strony...
157
156
Sam nie wiem, jak znalazem si po drugiej stronie. Musiaem by niele wychudzony, bo
dwch mczyzn unioso mnie tak atwo, jakbym by manekinem sklepowym. Bieglimy w
kierunku pl, przeskakujc brukowane drogi. Gdy wcigaem powietrze, czuem, jakby mi
rozrywao puca. Przewrciem si.
- Poczekajcie chwileczk. Musz odpocz...
Nie dokoczyem. Najsilniej zbudowany "ratownik" zapa mnie i jak worek kartofli zarzuci
na rami. Nis mnie okoo p kilometra. Weszlimy w zarola jakiego modego lasu.
- No dobra. Troch odpoczynku - usyszaem.
Nioscy mnie siacz podszed do grubszego drzewa i postawi mnie na nogach, opierajc o
pie. Zobaczyem ogniki zapalonych papierosw.
- Palisz? -jaka rka podsuna papierosa. Odmwiem. Dym pewnie by mnie zabi.
- Idziesz sam? - spyta mnie.
- Chyba nie dam rady...
Bez sowa przerzuci mnie przez rami i ruszylimy. Po kwadransie wynurzylimy si z lasu
na k schodzc w d. Zobaczyem lustro rzeki odbijajce wiato ksiyca. Jeden z
mczyzn gwizdn krtko na palcach. Z krzakw wyszo dwch solidnie zbudowanych
mczyzn. Jeden mia w rku pistolet, a drugi niemiecki bagnet wojskowy. Podchodzili, klnc
pod nosem na Hitlera. Przez jaki czas naradzali si z "moimi". Odeszli gdzie na bok, a
czowiek, ktry mnie nis, poleci poruszanie si gsiego wzdu brzegu rzeki. Grzznc po
kostki, szlimy moe pi minut. Nagle wyonia si przed nami jaka posta.
- Witam panw!
Sta przede mn Staszek Rosa. By modym socjalist z Krakowa. Sprawia wraenie
bawidamka i czowieka beztroskiego. Nigdy nie podejrzewaem go o jakiekolwiek

powizania konspiracyjne. Jego widok zaskoczy mnie do tego stopnia, e nie mogem wyda
z siebie gosu.
- Co ci tak zatkao? Gratuluj udanego rozwodu z gestapo. Nie by to zwizek, w ktrym
kwite, prawda? - artowa.
- Dziki, Stasiu... - wydukaem. - Ale co teraz?
- Co my tu mamy? - usyszaem.
Rosa wyciga z krzakw dk. Wyda komend zajmowania miejsc. Odbilimy od brzegu.
Byo nas piciu. Przynajmniej o dwch za duo w stosunku do wielkoci odzi. Do wiose
siad siacz, a mnie usadowiono tu przed nim po lewej stronie. Rwcy nurt znosi nas szybko.
Plan zakada, e mamy jak najszybciej osign przeciwlegy brzeg. Tymczasem nioso nas
rodkiem . nurtu rzeki i wszelkie wysiki, aby si przedrze w podanym kierunku, byy
bezowocne. Wiolarz kl, a dk hutao coraz bardziej. W pewnej chwili przestaem si
trzyma burty, aby rozprostowa rce. Wystarczy jeden moment. Wpadem do wody.
Olbrzym odoy wioso i spokojnie chwyci mnie
za konierz. Przy pomocy innych wytaszczy na pokad. Drug rk cay czas wiosowa,
starajc si zachowa stabilno odzi. Dysponowa nieprzecitn si. I wielkim
opanowaniem na dodatek.
Leaem teraz mokry jak kura na dnie dki i trzsem si z zimna. O dziwo, z takim
"balastem" na dnie zacza jakby lepiej sucha sternika. Po godzinie walki z nurtem
dotarlimy wreszcie do ssiedniego brzegu. Staszek ukry dk w nabrzenych trzcinach, ja
tymczasem machaniem rk i podskokami staraem si pokona zimno.
Poszlimy w kierunku lasu. Staszek najwyraniej stara si odzyska orientacj. Rzeka zniosa
nas dalej, ni oczekiwa. Wreszcie jako zlokalizowa nasze pooenie. Po ponadgodzinnym
marszu lenym duktem dotarlimy na skraj wsi. W dali majaczya stodoa. Skierowalimy si
do niej. Rosa sprawdzi, czy rzeczywicie jest to waciwe miejsce.
- Koniec. Tu si rozstajemy. Ty idziesz do stodoy. Zagrzebiesz si w sianie i przepisz. Rano
odwiedzi ci gospodarz. Ukryje ci. Jak gestapo przestanie za tob gania, przyjdziemy po
ciebie... - egna si Staszek.
Chciaem jako wyrazi wdziczno za to, co dla mnie zrobiono.
- Panowie... Ja bardzo wam dzikuj/Uratowalicie mi ycie... -jkaem si, dzikujc.
- Suchaj uwanie - przerwa mi ostro Rosa. - Mielimy dwa rozkazy. Pierwszy - uratowa ci
i zrobi wszystko, aby doprowadzi na miejsce. I drugi -jeeli si nie uda, zlikwidowa.
Gdyby co wypado, mielimy ci rozwali. Dzikuj sobie, e wytrzyma.
Chcia odej.
- Stachu, a mielicie te ustalone, kto mnie zabije? - spytaem.
- Tak. To by jeden z punktw planu - odpar sucho.
-Kto?
- A tego to ju si nigdy nie dowiesz...
Podszed do mnie "Duy" i klepn mocno w plecy.
- Przyjemnych snw ycz... - przerwa wreszcie swoje caonocne milczenie. - Mio si razem
podrowao.
Po drabinie wgramoliem si na siano. Padem w nie w stanie kracowego wyczerpania.
Byem wolny.
158
Rozdzia XVI
OGRODNIK

S
iedziaem ukryty, podczas gdy moi przeladowcy dwoili si i troili, aby mnie odnale.
Przede wszystkim obstawili drogi wychodzce z Nowego Scza oraz stacje kolejowe.
Kontrolowano pojazdy, pasaerw, a take pieszych. Poszukiwano zreszt nie tylko mnie, ale
take niemieckiego stranika. Znikn i lad po nim zagin. Niemcy uznali najwidoczniej, e
to on by gwnym wsplnikiem mojej ucieczki. By moe osabio to impet poszukiwa w
rodowiskach polskich. Kiedy pniej pytaem o losy tego stranika, powiedziano mi bez
wdawania si w detale, e odda Podziemiu nieocenione usugi. Tu przed pnoc w dniu
ucieczki spa tak spokojnie, bo wypi w herbacie rodek usypiajcy. Sam go sobie
zaaplikowa, eby nie musie udawa, e pi. W razie czego mg take mwi, e go upili
Polacy. Nie ryzykowa jednak przekonywania rodakw o swojej niewinnoci i... uciek.
W stodole przebywaem trzy dni. Goci mnie stary, siwowosy socjalista, dobrze pamitajcy
Pisudskiego z lat wsplnej walki z caratem w 1905 roku. Czowiek ten z dum
zakomunikowa mi, e to wanie PPS zorganizowaa moj ucieczk, a sfinansowanie jej z
kasy partyjnej zarzdzi Cyna. To by paradoks. Socjalici, czsto zwykli robotnicy, byli mi
zupenie obcy. Nie miaem z nimi adnego kontaktu przed wojn, wyczajc moe Cyn.
Naturalnie czytaem w gazetach, e walcz o lepsze warunki ycia, o prac, o uzyskanie
wpyww politycznych na bieg wydarze w Polsce, ale byli dla mnie wiatem tak odlegym,
e a nierzeczywistym. Przypomniaem sobie sowa matki, ktra najwyraniej, nie
dopuszczajc myli, i mog kiedykolwiek spotka na mej drodze robotnikw, przestrzegaa
mnie przed... aktorkami, hazardzistami i radykaami.
Gospodarz by mistrzem kamuflau. Ukry mnie w specjalnie przygotowanym pomieszczeniu
wykopanym w klepisku stodoy, a nastpnie przykrytym deskami. Na deskach leaa soma
oraz rozmaite narzdzia rolnicze. O kryjwce nie wiedziaa ani ona, ani dzieci, czsto
odwiedzajce stodo.
Znosiem moje uwizienie le. Byem osabiony. Najprawdopodobniej gorczkowaem. W
dzie siedziaem pod podog, a wychodziem dopiero po zmierzchu, aby rozprostowa koci
i pooddycha wieym powietrzem. Gospodarz po kolacji przychodzi z jedzeniem i
intensywnie namawia do posilania si. Zmienia mi take opatrunki.
Za kadym razem staraem si go zagadywa, jak dugo potrwa jeszcze mj pobyt w
kryjwce. Nie mogem w nocy spa, dostawaem napadw dreszczy. Nerwy jako jeszcze
trzymaem na wodzy, ale bliski byem kryzysu. Gospodarz, widzc to, upewnia mnie, e ju
niedugo zostan zabrany w inne miejsce.
Na trzeci dzie zjawi si wraz z nim mody czowiek o wygldzie zawodowego oficera.
Bystry, uwany, kategorycznie formuujcy opinie, momentami nonszalancki, pewny siebie.
- Mam pana poinformowa, e jutro wieczorem zostanie pan zabrany w pewne miejsce, gdzie
spdzi pan kolejne cztery miesice - powiedzia tonem zaproszenia na spotkanie towarzyskie
czy raut.
Poniewa nic nie odpowiedziaem, kontynuowa:
- Mam nadziej, e rozumie pan sens tego rozkazu. Pominwszy fakt, e lekarz ze szpitala
uwaa, e jest pan chory i wymaga leczenia, naley dokadnie zatrze po panu lady. Nie
bdzie pan bra udziau w dziaalnoci konspiracyjnej ani kontaktowa si z jakkolwiek
komrk organizacyjn Podziemia, dopki nie otrzyma pan rozkazu. Jeeli nie podporzdkuje
si pan temu wymogowi, potraktujemy to jako zamanie dyscypliny. Naturalnie z wszelkimi
tego konsekwencjami.
Jego kategoryczny ton zirytowa mnie.
- Tak pan mwi, jakbym by o co podejrzany. Czy moja ucieczka jest jakim przestpstwem?
Czy te moe pan uwaa, e wizienie zrobio ze mnie zdrajc? - wybuchnem.
- Prosz nie gada bzdur! - nie spuszcza z tonu.

- To nie s bzdury. Ja nie chc by w odstawce. Wiem, e mog by potrzebny.


- Naturalnie na to liczymy. Nie oznacza to jednak, e moe pan ama dyscyplin. Paskie
zdenerwowanie i niecierpliwo nie wy stawiaj panu najlepszego wiadectwa.
- A c to za "niecierpliwo", kiedy tyle wokoo roboty? Ja czuj si potrzebny i wiem, na co
mnie sta.
Jego twarz staa. Przymruy oczy i wbi we mnie wzrok.
- Suchaj mnie pan, panie nerwowy - wycedzi. - Wiesz pan dobrze, czym jest zasada
"adnych kontaktw z gr". To jest abecado konspiracji. Pan go nie bdzie zmienia.
Zasada "adnych kontaktw z gr" bya fundamentem, na ktrym opieraa si organizacja
Podziemia. Stosowano j jako obron przed przenikaniem szpiegw czy prowokatorw.
Oczywicie nie byo stuprocentowej metody zapobiegawczej i aby by pewnym, e wrg nie
infiltruje organizacji, trzeba
161
160
by chyba w ogle zaprzesta dziaalnoci. Zasada "adnych kontaktw z gr" stanowia
pewien kompromis praktyczny. Czonek organizacji, co do ktrego nie byo pewnoci, mg
normalnie wypenia swoje obowizki: kontaktowa si z kolegami, z podwadnymi, ale nie
mia szans zaszkodzenia "grze". Gdyby podejrzenia narastay lub si potwierdzay, osobnik
taki by z konspiracji eliminowany, co w wikszoci przypadkw oznaczao mier.
Naturalnie tak decyzj poprzedzaa normalna procedura ledcza.
Zasada "adnych kontaktw z gr" rozcigaa si take na osoby, ktre byy aresztowane
przez Niemcw. Stosowano wobec nich take inne rodki ostronoci. Natychmiast po
aresztowaniu zmieniano wszystkie znane tym osobom punkty kontaktowe oraz dokumenty
wszystkich ludzi, ktrych zna lub mg zna. Jeeli aresztowany jakim cudem wydostawa
si na wolno, musia podda si kilkumiesicznej kwarantannie. Nie mogo by mowy o
jakichkolwiek kontaktach, dopki Podziemie nie upewnio si, e nie zosta "zaraony".
Gdy uwiadomiem sobie, e zasada dziaa take wobec mnie, przyznaem po cichu racj
oficerowi. Zruga mnie sprawiedliwie. On, widzc moje zakopotanie, umiechn si i
spokojnie powiedzia:
- W Podziemiu musimy postpowa jak w przypadku epidemii. Pan do nas trafia i my si
cieszymy. Kto jednak zarczy, e nie jest pan "zaraony"? By pan na gestapo, a to z naszego
punktu widzenia oznacza, e jest pan potencjalnym nosicielem gronej choroby, moe nawet
zarazy...
Umiechnem si kwano i pokiwaem gow.
- Uciek pan przy pomocy gestapowca, ktrego przekupilimy. To nasza wersja. Co by jednak
byo, gdyby on specjalnie da si przekupi? Gdyby prowadzi z nami gr? Musi si pan
podda kwarantannie. Nie ma wyjtkw. Jestem przekonany, e to bdzie tylko czysta
formalno... - zakoczy pojednawczo.
- Przepraszam. Zachowaem si jak gupiec.
- Nie ma sprawy. Jutro zabieramy pana do piknego majtku. liczna okolica. Daleko od
Niemcw. Sam pan nie zauway, kiedy min te cztery miesice.
Wyszed.
Zapowiadana "mia wycieczka" rozpocza si witem nastpnego dnia. Do stodoy
wprowadzono stary wz wypeniony skrzynkami jarzyn. Stay na nim take dwie potne
beczki. Gospodarz wskaza jedn z nich.
- Tam bdzie pana mieszkanie...

Po kilku prbach udao mi si ulokowa w beczce. W jej dolnej czci umieszczono rodzaj
poprzeczki, na ktrej przysiadem, przycigajc do siebie kolana. Skuliem si, jak tylko
mogem. Wz, skrzypic i klekoczc, ruszy.
Podr trwaa okoo dwch godzin, ktre wyday mi si wiecznoci. Beczka, aczkolwiek
ogromnych rozmiarw, nie bya nazbyt stabilna. Kiwaa si, obijaa o skrzynki i deski wozu.
Ja z kolei obijaem si o wntrze beczki. Miaem potuczone okcie, kolana, gow. W kocu
jednak wz zatrzyma si. Furman zeskoczy z koza i wgramoli na wz. Zastuka w beczk.
- Dj echalimy. Moe pan wysiada...
Pomg mi wydosta si na zewntrz. Nogi miaem zdrtwiae i ledwo mogem na nich usta.
Ostre wiato soneczne olepiao. Gdy po jakim czasie doszedem do siebie, zauwayem, e
jestemy na lenej polanie. Po zamknitej beczce wydawaa si mie gigantyczne rozmiary.
Ziele trawy dziaaa kojco. Pomylaem, e rozkosz byoby si na niej przespa.
- Niech pan zazi ju z tego wozu. Panienka czeka - chop wyrwa mnie z zamylenia.
- Jaka panienka? O czym pan mwi?
- Ano stoi za panem.
Obejrzaem si i zobaczyem mod dziewczyn przygldajc mi si z nieukrywanym
zainteresowaniem. Chop rozemia si gono.
Podszedem do niej, aby si przywita. Lew rk trzymaem spodnie za due na mnie o par
numerw. W prawej ciskaem kapsuk z cyjankali. Z kolei kurtka bya tak ciasna, e nie
dawaa si w ogle zapi, a rkawy sigay okci. Obnaona pier ociekaa potem. Czekaem,
kiedy dziewczyna parsknie miechem. Ona jednak zachowywaa po wag.
Nie bya adna, ale jej niada cera i smuka sylwetka robiy due wraenie.
- Mademoiselle, j'ai honte de moi - powiedziaem, skadajc szarmancki ukon.
Zareagowaa scenicznym dygniciem.
- Vous etes excuse, monsieur...
Furman obserwowa nas z ironicznym umieszkiem. Pewnie myla, e scena odgrywana jest
na jego uytek. Poegna si szybko i wsiad na wz. Zaci konia batem i odjecha.
- Otrzymaam instrukcj, aby przyj pana w naszym domu - jej gos brzmia bardzo
oficjalnie. -Nazywam si Danuta Sawa i jestem crk Walentyny Sawy. Mieszkamy w
majtku opodal. Mam nadziej, e bdzie si pan dobrze u nas czu.
- Z ca pewnoci. Mam na imi Witold - powiedziaem z uroczyst powag.
Wyczua kpin.
- Dawno nie widziaam kogo tak chudego. Co prawda wikszo produktw zabieraj nam
Niemcy, ale wystarczy truskawek, liwek i gruszek, aby pana nieco odkarmi...
- Ju si ciesz... - kontynuowaem przekomarzanie.
- No dobrze, teraz serio. Mam panu przekaza "yciorys".
"yciorys" dostawali ci wszyscy czonkowie Podziemia, ktrzy posugiwali si faszywymi
dokumentami. "yciorys" by wymylany, ale musia spenia kryteria prawdopodobiestwa.
Trzeba si go byo nauczy na pami.
- Jest pan moim kuzynem, ktry przyjecha z Krakowa - mwia Danuta. - Niestety jest pan
leniem i czowiekiem nieodpowiedzialnym. Nie utrzyma si pan na adnej posadzie. Jest pan
take chorowity i anemiczny. Doktor za163
162

leci zmian klimatu. Bdzie pan zatrudniony w naszym majtku. Ju pana zarejestrowaam w
Arbeitsamcie.
- Czy wolno wiedzie, co bd robi?
- Jest pan... ogrodnikiem. Zaniemwiem.
- A c ja o tym wiem? Przecie ja ledwo odrniam drzewo od krzaka. Nikt nie uwierzy, e
mam przygotowanie w tym fachu - zaprotestowaem. Umiechna si ironicznie.
- Jak mona nie by wraliwym na przyrod? Tacy jednak jestecie wy, mieszczuchy. To
jednak zostao przewidziane. Jako le i miglanc, bdzie si pan wymigiwa od roboty.
Chodzi z kta w kt. Narzeka na reumatyzm. No, moe z wyjtkiem, kiedy bdzie si pan
interesowa adnymi dziewczynami...
- askawa pani, przecie na pierwszy rzut oka wida, e jestem powanym czowiekiem. Nie
dam rady tak si zgrywa. Przerwaa mi.
- Gdy zajedziemy na miejsce, zrobimy obchd caego gospodarstwa. Wszyscy musz pana
widzie. Suba, chopi, ludzie ze wsi, ksidz dobrodziej. Czy to jest jasne?
- No dobrze, ale co zrobi, gdy kto zada mi pytanie z dziedziny ogrodnictwa?
- Po pierwsze, bdzie pan ogrodnictwa intensywnie uczony. Co dzie przed wyjciem w pole
wysucha pan mego wykadu. Bdzie on na temat tego, co si tego dnia bdzie robio. Gdyby
jednak kto askawego pana zaskoczy, prosz si... zirytowa, e zadajpanu a tak gupie
pytania, i zwrci si do mnie. A najlepiej niech pan cay czas wyglda na znudzonego i
obojtnego.
- Jestem pani pilnym uczniem... - stuknem obcasami.
Cieszyy mnie te arty i przekomarzania. Nareszcie mogem z kim normalnie rozmawia.
Tego mi brakowao. Normalnoci.
Dziewczyna podbiega do bryczki i wycigna wielki, jasny paszcz. Podaa mi go z
umiechem.
- Nie znalimy pana rozmiarw. Prosz to woy. Jutro dobierzemy co bardziej pasujcego.
- Kiedy mi wcale nie jest zimno...
- Niestety jest pan gupi. Tu nie chodzi o to, aby pana rozgrza, tylko aby zasoni to, co pan
ma na sobie. Przecie tak nie mona pana ludziom pokaza.
Ubieraem si z min mczennika. Wsiedlimy do bryczki. Gdy spoczem na pluszowym
siedzeniu, ogarno mnie zmczenie. Chciao mi si spa. Danuta zobaczya to.
- Nie musi pan... Chciaam powiedzie: nie musisz, kuzynie, si krpowa. pij i nie mcz si
wymylaniem dowcipw. Jutro bdziesz mia wicej czasu na byszczenie w towarzystwie.
Nagle co jej si przypomniao.
- Podaj wino - wydaa polecenie wonicy.
Stangret, mruczc pod nosem, wyjmowa ze schowka bagaowego butelk.
- No i doczekalimy... Panienka proponuje wino nieznajomemu mczynie. Chwaa Bogu, e
pan nie doy... - gdera, wycigajc korek.
Poda mi butelk. Gboki haust otrzewi mnie. Nie byo ju mowy o nie. Jechalimy przez
las. Dawniej widziabym tylko drzewa, teraz mylaem, jak mona by wykorzysta ten teren
na kryjwki czy miejsca spotka cznikw. Podziemie zmienio mj sposb widzenia rzeczy.
Wreszcie dojechalimy na miejsce. Otoczyli nas chopi i z pewnego oddalenia przygldali si
nam, wymieniajc komentarze. Danut otoczya dzieciarnia. Jedno przez drugie, dzieci
przepychay si w jej kierunku, cigny za rce, co mwiy. Do gwaru powitania doczyo
gdakanie kur, porykiwanie krw i szczekanie psw. Przepychajc si, torowaem sobie drog
do Danuty. Bya bardzo zadowolona z powitania, jakie nam zgotowano.
Po kilku schodach weszlimy na szerok werand. Teraz mogem lepiej si porozglda.
Przed domem rozciga si wielki trawnik z klombem piwonii porodku. Dworek otoczony

by z trzech stron rzdami bukw, za ktrymi wida byo zabudowania gospodarskie.


Ogarna mnie fala spokoju. Lekko zmruywszy oczy, staraem si ogarn i uporzdkowa
wydarzenia ostatnich miesicy. Warszawa. Podziemie. Gestapo. Ucieczka. To wszystko
zdawao si by nierzeczywiste. Odlege. Nie moje.
164
Rozdzia XVII
DWR

ciany dworu rodzinnego Saww zapenione byy portretami i fotografiami. Stare obrazy
przedstawiajce grupy ludzi na balach, polowaniach czy kuligach ssiadoway z portretami
brodatych dostojnikw w kontu-sz^ch i gronie wygldajcych matron. Midzy nimi trafiay
si zdjcia wspczesne. Pord nich bez trudu wypatrzyem fotografi maturaln Danuty. Na
jej piegowatej twarzy malowao si dostojestwo i duma. Podobnie jak na portretach jej
przodkw. Nie mogem oderwa wzroku od tej fotografii.
- Widzi mama? - usyszaem za sob gos Danuty i poczuem silnego kuksaca w bok. - Takie
oto maniery przywozi si z miasta. Stoi taki i gapi si na obrazy jak sroka w ko, a swojej
cioci nawet dzie dobry nie powie.
Zmieszaem si. Nie wiedziaem, czy najpierw przeprasza za natrtne "podgldanie"
rodzinnych pamitek, czy te za niezauwaenie wejcia do pokoju obu pa. "Ciocia" bya tg
kobiet o zaskakujco modej, rumianej twarzy- Miaa lnice kasztanowe wosy i orzechowe
oczy. Nie moga mie wicej ni szedziesit lat. Umiechaa si do mnie, a ja kleciem
przeprosiny.
- Jednak umie mwi... - chichotaa Danuta.
- Przesta dokucza - usyszaem cichy i melodyjny gos zupenie nie pasujcy do postury
"ciotki".
Kobieta podaa mi do i przedstawia si.
- Prosz nie zwraca uwagi na Danut. Lubi dokucza. Mam nadziej, e siL pan bdzie
dobrze u nas czu. Crka powiadomia mnie, e jest pan naszym kizynem. C, kuzynom
trzeba pomaga. Takie ju czasy, e oprcz kuzynw, z ktrymi jestemy spokrewnieni,
mamy teraz nowych, przyprowadzanych przez Danut. Moe jestem ju za stara na te nowe
czasy...
- Przepraszam i z caego serca dzikuj. Postaram si nie sprawia kopotu.
- Nie ma o czym mwi - zakoczya temat. - Ale, ale... Jaki ty chudy, mj chopcze. Co z
tym zrobimy. Na razie odpoczywaj. Potem napijesz si mleka i co zjesz. No i opowiedz
ciotce, co tam nowego w Krakowie.
- O Boe, kiedy ja ostatnio piem mleko prosto od krowy?! Na taki upa, jak dzi, to najlepsze
lekarstwo. Mam nadziej, e u cioci wszystko w porzdku -staraem si wej w now rol.
Cie przemkn po jej twarzy.
- Prawd mwic, nie bardzo. Szwaby nie s przecie anioami, a mj syn Lucjan...
- Mamo, przesta! - niemal krzykna Danuta.
Przez pierwsze trzy tygodnie staraem si doprowadzi do adu moje zdrowie. Unikaem
wysiku, odywiaem si dobrze i przyjmowaem lekarstwa dostarczone od doktora. Wiele
czasu spdzaem na czytaniu ksiek. Chodziem na spacery. Staraem si take wej w
komityw ze sub, co mogo si okaza bezcenne, gdyby zaistniao jakie zagroenie.
Jedynie stary stangret, ktry odbiera mnie wraz z Danut, ignorowa moje prby zblienia

si. Uwaa si za osob o szczeglnej pozycji we dworze, jako wierny suga nieyjcego
pana i depozytariusz reprezentowanych przeze wartoci.
Wyjtkow sympati obdarzaa mnie natomiast kucharka. Bya kobiet potnej postury. W
kuchni bez najmniejszego wysiku dwigaa wielkie koty z zup, do podniesienia ktrych
potrzeba by normalnie dwch ludzi. Niemcw szczerze nienawidzia i miotaa pod ich
adresem wulgarne przeklestwa, wymachujc przy tym noem rzenickim jak szabl. Zawsze
mogem liczy na najlepsze kski. Miaa, jak si zdawao, misj doprowadzenia mnie do
"ludzkiego wygldu". Nie przeszkadzaem jej w tym. Jadem wszystko, co mi podsuwaa.
Kucharka miaa crk, ktra zatrudniona bya we dworze jako pokojwka. Sylwetk
przypominaa swj matk. Pokj wka raczya mnie niezliczonymi opowieciami o
mieszkacach wsi i wacicielach ssiednich majtkw.
W kuchni pracoway jeszcze dwie pomocnice, kilkunastoletnie dziewczyny wiejskie o
rumianych twarzach i nieustannej skonnoci do chichotania.
Domownicy, poczynajc od pani Walentyny, a na rozszczebiotanych pomocnicach
kuchennych koczc, sprawiali wraenie zwizanych wzajemn lojalnoci i zaufaniem.
Pocztkowo wydawao mi si, e jest to kwestia klimatu stworzonego przez wacicielk
majtku i jej crk. Potem doszedem do wniosku, e jest jaki inny, gbszy powd. Jaka
tajemnica, ktrej strzegli przede mn.
Ktrej nocy, lec w ku, usyszaem dziwne odgosy dochodzce z ogrodu i ciszone
gosy. Podszedem do okna. Zobaczyem Danut spacerujc z jakim mczyzn. Zdbiaem.
Nastpnego dnia przy niadaniu niby od niechcenia rzuciem:
- Romansowanie jest miym zajciem... Chodzenie noc po ogrodzie nie zawsze wychodzi na
dobre. Przemoczysz nogi, dostaniesz kataru i... nici z amorw.
Jej twarz staa. Rzucia mi piorunujce spojrzenie.
- Jakim prawem podgldasz i wszysz wokoo? - spytaa oschle. - W nocy nigdzie nie
wychodziam. Masz, kuzynie, halucynacje.
167
166
To mnie rozzocio.
- Rb sobie, co chcesz. Flirtuj, z kim chcesz. Tylko nie mw mi, e jestem lepy. Ja artuj, a
ty si unosisz...
- Przepraszam. Nie czuj si najlepiej. Jednak to ty nie masz racji. Nigdzie nie wychodziam.
Wzruszyem ramionami i daem spokj. Istotnie nie powinienem rozgasza publicznie
swoich obserwacji. Jej flirt nie by moj spraw.
W nastpnym tygodniu nie narzekaem na brak zaj. Chcc zachowa pozory, e jestem
ogrodnikiem, nie mogem dalej zwleka z poznaniem gospodarstwa. Musiaem zacz
wypenia warunki narzucone mi przez "yciorys", aby jak najprdzej mc si spotka z
oficerem cznikowym i skrci czas kwarantanny do minimum.
Perspektywa inspekcji gospodarstwa przeraaa mnie. Nigdy nie pocigaa mnie botanika i
zoologia. W szkole cierpiaem mki, gdy musiaem si przygotowa z tych dziedzin do
odpowiedzi czy klaswki. Teraz miaem gra dyplomowanego ogrodnika. eby si to mogo
uda, musiaem kamuflowa ignorancj sprytem.
Planowalimy z Danut nastpny dzie. Po dugiej dyskusji zdecydowalimy si na prb
generaln. Udalimy si w t cz gospodarstwa, ktr mielimy wizytowa nastpnego
dnia. Miaem zadawa pytania dotyczce upraw i rolin. Wypado to nieudolnie. Moja
nauczycielka zacza zdradza niepokj.
- Mylisz, e sobie dasz rad?

- Prawd mwic, nie sdz... Co bdzie, kiedy zamiast mwi o kapucie, pomyl kolejno
i zaczn recytowa tekst o pomidorach? Przecie to bdzie kompromitacja.
- Hmmm... To jest problem.... - mruczaa zakopotana. -Na kady problem musi jednak by
jaka rada.
- A ja bez problemw nie mog y. Jestem bez nich jak ryba bez wody -zawoaem radonie.
-1 oto, co proponuj...
Zapaem notes i owek. Drug rk chwyciem do Danuty i pocignem j w kierunku
ogrodu. Pogoda bya pikna. wiecio soce. Drzewa rzucay gboki cie. Usiedlimy na
aweczce pod grusz.
- Nim powiem o moim pomyle, chc ci przeprosi za uwagi przy niadaniu. Nie miaem
zamiaru ci urazi.
- Nie ma o czym mwi. Prosz, zapomnij o wszystkim. A teraz sucham. Wstaem z awki i
przybraem poz belfra.
- Wszystkie uwagi, jakie mi daa, ponumeruj. Z kolei na skraju kadego zagonu wetkn
patyk z wpisanym numerem. Wieczorem wyucz si wszystkiego na pami. Co o tym
sdzisz?
- Plan jest genialny - zamiaa si.
Nastpnego dnia kroczyem u boku Danuty wzdu zagonw, rzucajc od niechcenia uwagi w
rodzaju: "nasiona w tym roku nie najlepsze", "te pomidory chyba miay za mao soca", "kapust mona byo sadzi gciej". Zatrzymywaem si
koo pracujcych i chwaliem ich.
- wietnie, wietnie... - mruczaem pod nosem. - Jeszcze gdybycie tu mieli jakiego
mczyzn, ktry pokierowaby ca gospodark... Brak tu mskiej rki.
Ktem oka widziaem, jak twarz Danuty purpurowieje z wciekoci. Znowu
przeszarowaem.
Nim dotarlimy do domu, dziewczyna nieco si uspokoia. Satysfakcja z udanego "debiutu"
braa gr nad zoci. Przed wejciem na schody schwycia mnie za rk.
- Nim wejdziemy, musisz co wiedzie. Podeszlimy do awki i usiedlimy.
- Nie mylie si, mwic, e widziae mnie przez okno. Byam z kim z Podziemia, kogo
chyba znasz. Zastanawialimy si, czy jeste ju dostatecznie silny, aby wykonywa jakie
zlecenia. On tu si zjawi dzisiejszej nocy i bdzie chcia z tob rozmawia. Nie wiem, o ktrej
godzinie...
Wstaa z awki. Siedziaem bez ruchu.
-No, kuzynie, ruszaj si. Kolacja czeka. Co do mnie, mog zje konia z kopytami...
Nim zdyem zada jakiekolwiek pytanie, pocigna mnie za rk w kierunku domu.
Jadem, mylc cay czas o nadchodzcym spotkaniu. Dawao nadziej, e okres
bezczynnoci zblia si do koca.
Po deserze Danuta powiedziaa, e boli j gowa, i udaa si do swego pokoju. Kilka minut
pniej, zamieniwszy z "ciotk" par zda, te poszedem do siebie. Przysunem fotel do
okna i zaczem czyta. Emocje caego dnia i wysiek zwizany z chodzeniem po
gospodarstwie w trzydziestostopniowym upale sprawiy, e usnem szybko.
Byo dobrze po pnocy, gdy poczuem trcenie w rami. Otworzyem oczy i skoczyem na
rwne nogi. Za fotelem staa Danuta.
- On ju jest w ogrodzie i czeka. Przyjd tam za dziesi minut - mwia po cichu.
Wysza. Najwidoczniej mieli co do omwienia beze mnie.
Odczekawszy dziesi minut, zaczem schodzi po schodach najciszej, jak potrafiem. Oczy
dugo nie mogy si przyzwyczai do ciemnoci. Usyszaem rozmow Danuty z mczyzn.
Jego gos wyda mi si znajomy. Dziewczyna, paczc, skarya si na z sytuacj majtku,

na brak pienidzy, na pazerno Niemcw konfiskujcych pody rolne. Do tego ten cigy lk
o... niego.
Poczuem si nieswojo. Danuta sprawiaa wraenie silnej, pewnej siebie, odpornej na
przeciwnoci. Mczyzna uspokaja j. Gdy podszedem bliej, ze zdziwieniem rozpoznaem
oficera cznikowego, ktry udziela mi instrukcji w stodole.
169
168
- Jak si mamy? - rzuci na powitanie. - Danuta dobrze si tob zajmuje? Gdyby bya
niegrzeczna, pozwalam ci da jej klapsa.
Odpowiedziaem, e taka dokadnie jest, ale cierpienia znosz z godnoci.
- Gratuluj wtapiania si w krajobraz... - powiedzia oficer. - Ledwo ci poznaem.
W ten sposb Podziemie okrelao umiejtno niezwracania na siebie uwagi. Uwaano to za
wielki atut.
- No, aleja tu nie przyszedem, aby ci prawi komplementy, tylko mwi o twoich
problemach - doda.
Po chwili poprosi Danut, aby przyniosa co do jedzenia.
- Jestem godny, a poza tym chc rozmawia z Witoldem sam na sam - nie owija w bawen.
Odesza bez sowa komentarza. Intensywnie zastanawiaem si, czy jest jej narzeczonym, czy
mem. Czuem, e t tajemnic on sam wyjani.
Oficer tymczasem wycign si na trawie z rkami pod gow. Wpatrywa si w
ugwiedone niebo.
- Co ci powiem - odezwa si. - Jeste tu praktycznie sam z Danut. To uczciwa dziewczyna.
- Dlaczego to mwisz? - spytaem zmieszany.
- Powiedzmy dlatego, e znam siebie dobrze i nie mam powodu, aby sdzi, e ty jeste inny.
Uznaem to za art i odwzajemniem go.
- Dlaczego si obawiasz o Danut, skoro samjeste takim... podrywaczem? To twoja ona?
- Siostra.
Zamurowao mnie. Wic to jest ten Lucjan, ktrego imi wspominaa pani Walentyna.
Wrcia Danuta z jedzeniem.
- Siostro, nie dopenia swoich obowizkw towarzyskich i sam musiaem si przedstawi
Witoldowi. Sytuacja jest wic jasna... Ale, ale... Jak ty si waciwie, Witold, czujesz? mwi Lucjan.
- Duo lepiej. Musz mie jednak co do roboty. Marnuj czas. Gdybym co dosta, nie
stanowioby to zagroenia. Gestapo pewnie ju mnie nie szuka. Zreszt tak si tu zmieniem,
e nigdy by mnie nie poznali.
Lucjan spojrza na mnie uwanie.
- Co konkretnie chciaby robi? Zastanawiaem si nad odpowiedzi.
- Myl, e nadawabym si do propagandy. Biorc naturalnie pod uwag stan zdrowia i moje
dowiadczenie dziennikarskie.
Mwiem chyba bez przekonania. O propagandzie mylaem bez przyjemnoci.
Produkowanie faszu, kamstwa i szczucia na siebie nie pasjonowao mnie. Szkodzenie
wrogowi byo jednak waniejsze od uczu estetycznych.
Lucjan zdawa si odgadywa moje myli.
- Nie przepadasz za propagand, co? Za par dni dostaniesz odpowied.
Spotkanie dobiego koca.

Przez kilka dni nic si nie dziao. Lucjan nie dawa znaku ycia. Tymczasem Danuta stroia
sobie ze mnie arty. Ktrego wieczoru, gdy siedzielimy w saloniku, w szyb uderzy
kamyk. Podbieglimy do okna. Pod domem sta Lucjan, ktry przez otwarte okno szybko
wskoczy do pokoju.
- Masz chyba le w gowie, przychodzc tak wczenie - zacza mu robi wymwki.
- Nie bj si. Dotd mnie nie zapali, to i nie zapi.
- Nie obchodzi ci, co z nami si stanie? Jak moesz tak ryzykowa - rozpakaa si i
wybiega.
By wyranie skonfundowany.
- To j wykacza - powiedzia cicho. - Jest taka wraliwa. Nie wytrzymuje napicia. To cige
udawanie i duszenie w sobie przey staje si ponad jej siy. Opiekuj si ni, jak moesz.
- Postaram si.
Kiwn gow i zmieni temat.
- Jest zgoda na twoj prac w propagandzie. Przygotujesz list potrzebnego sprztu. Jak
bdziesz gotw, zaczynaj. Mam dla ciebie instrukcje. Przejdmy do drugiego pokoju powiedzia.
W pokoju obok omawialimy szczegy zwizane z moj prac. Lucjan by zadowolony z
moich propozycji i przewidywa, e zostan zaakceptowane. Umiechn si.
- Powodzenia. Nie mam wtpliwoci, e niele dokopiesz szkopom.
- Postaram si. A ty uwaaj na siebie. Wesza Danuta. Wygldaa spokojnie.
- Braciszku, liczyam srebra. W zasadzie ju nie ma czego liczy. To, e wlizgujesz si do
domu jak zodziej, nie znaczy, e masz si tak zachowywa. Jak tak dalej pjdzie, to z
Niemcami z jednej strony a tob z drugiej stracimy wszystko - powiedziaa.
Lucjan pocaowa j w policzek.
- Widzisz, jak mnie traktuj w rodzinnym domu. Siostra obrzuca mnie oskareniami
potwarzami. Cay czas stara si mi dokuczy. Nie mog tego znie. Cze!
Klepn mnie po ramieniu i tyle go widzielimy. Przez chwil wida byo, jak biegnie przez
ogrd i sprawnie wspina si na ogrodzenie.
- Przepraszam za mj wybuch. Straciam kontrol nad sob.
- Nie ma o czym mwi. Trzeba dawa upust uczuciom raz na jaki czas. Pora i spa...
Poegnaa mnie umiechem i udaa si na gr.
Nastpnego dnia zabraem si z energi do pracy. Poprosiem Danut, aby postaraa si
zdoby ksiki telefoniczne, gazety i wszelkie moliwe druki ogoszeniowe.
170
171
- Czy mog. wiedzie, kuzynie, po co ci to? - spytaa.
- Bdziesz wiadkiem narodzin dziea literackiego...
-Czego?!
- List, jaki napisz, bdzie skierowany do wszystkich osb w Trzeciej Rzeszy, ktre posiadaj
polskie nazwiska. Trzeba przypomnie Polakom, e jakkolwiek s formalnie obywatelami
Niemiec, pynie w nich polska krew...
- Dobrze, dobrze. Uspokj si. Jak bdziesz tak krzycza, usysz ci wszyscy, z gestapo
wcznie.
Po jej uwadze usiadem i uspokoiem si. Kontynuowaem ju spokojnie.
- List powinien zachci byych Polakw do poznawania historii swej nowej ojczyzny.
Poka im przykady najdzikszej brutalnoci niemieckiej, terroru i nienawici do innych

narodw. Bd tumaczy, e mimo stosowanej na masow skal przemocy, t wojn


przegraj i ponios surow kar.
- A kiedy ju skoczysz arcydzieo, to co? Jak i do kogo bdzie posane? -nie wydawaa si
podziela mojej euforii.
- Z ksiek telefonicznych bdziemy wypisywa nazwiska i adresy. Tak utworzony wykaz
wraz z tekstem listu zostanie przekazany czonkom Podziemia w Reichu. Oni te
majpodobne wykazy polskich nazwisk. Nastpnie list zostanie rozesany do moliwie
najwikszej liczby osb.
- Jak? Gobiami pocztowymi? - pytaa Danuta.
- Nie. Normaln poczt. Listy pomidzy polskimi ziemiami wczonymi do Reichu a
terytorium waciwych Niemiec bardzo rzadko s cenzurowane. Oddwik takiego listu moe
by zatem znaczny.
Dziewczyna z aprobat pokiwaa gow.
- No to do roboty, kuzynie...
Pracowalimy kilka dni. Przerwy robilimy jedynie na posiki. Udao si wreszcie
skonstruowa wykaz liczcy blisko dwa tysice nazwisk oraz list poruszajcy dusze i
sumienia Polakw w Rzeszy. Gdy bylimy ju gotowi, zjawi si Lucjan. Z uznaniem patrzy
na dzieo. Przeczyta list.
- Wedug mnie, cakiem dobrze. Pewnie podobnie to oceni "gra" - powiedzia powanie. Gratuluj, Witold!
Rzuci jaki art na temat swojej siostry i pogry si w mylach. Mwiem do niego, lecz
reagowa jakimi zdawkowymi monosylabami.
- Dlaczego nie suchasz? Wydajesz si by gdzie indziej. Co ci mczy? Jeeli moesz,
powiedz... - nie wytrzymaem. Nie zareagowa. Zalega kilkuminutowa cisza.
- Czy wiesz, kto to jest Bulle? - zapyta wreszcie.
- Gdzie chyba syszaem to nazwisko...
- Jak to, nie znasz? - krzykna Danuta. - To przecie najwikszy bydlak w okolicy. Wszyscy
to wiedz.
- Uspokj si - przerwa jej brat. - Skd on ma go zna? Spojrza w moim kierunku.
- Bulle jest volksdeutschem - rzuci pogardliwie. - Jednym z najgorszych...
172
Na jego twarzy malowao si obrzydzenie. Zapaliwszy papierosa, patrzy w okno, a ja
zastanawiaem si, co jest motywem a takiej nienawici.
- Dlaczego go a tak nienawidzisz? Przecie jest tego plugastwa znacznie wicej powiedziaem.
- Nie wolno lekceway problemu volksdeutschw. Wielu z nich liczy si z otoczeniem,
odczuwa co w rodzaju wstydu. Jest jednak wielu, ktrzy maj sobie opini Polakw za nic.
Robi swoje dla nowego "pana", s gorliwi i niebezpieczni. W tej kategorii jest wanie Bulle.
Nie ma co liczy na to, e si zmieni. Trzeba go wszelkimi dostpnymi sposobami...
- T wini trzeba zabi - dodaa Danuta. - Bulle to nie jest zwyky volks-deutsch. On stara si
by przodownikiem w donoszeniu i szkodzeniu. Chodzi po chopskich chaupach, stawia
gospodarzom wdk, spija ich i wyciga wiadomoci. Wielu namawia do wsppracy.
Donosi do gestapo...
- Co do tego nie ma dowodw - zauway Lucjan.
- Dowody... - Danuta podniosa rce w gr. - Jakich dowodw oczekujesz? Chcesz, eby ci
podpisa owiadczenie pod przysig? Nie udawaj naiwnego, braciszku.
- Dowody musz by. Nie wolno nam postpowa tak jak Niemcy i skazywa ludzi bez
dowodw. Prdzej czy pniej Bulle na czym wpadnie. Wtedy si do niego dobierzemy...

Lucjan zamkn temat, mimo e Danuta najwyraniej chciaa dalej mwi o


niegodziwociach zdrajcy.
- Twj pomys z listem by dobry. Zadanie wykonane. Czy masz inne pomysy? - zwrci si
do mnie.
- Te myl o volksdeutschach. Trzeba im odpaci stosownie do zasug -powiedziaem
powoli.
Sawa spojrza na mnie z uwag.
- Jak si domylam, nasz go chce si posuy metod "na ochotnika". Myl si?
- Tak, metoda zdaa egzamin w innych rejonach Polski, mona i tu sprbowa...
Nastpnego dnia przystpilimy z Danut do pracy. Po sporzdzeniu listy Yolksdeutschw
zaczem redagowa list.
"Fiihrer obudzi we mnie poczucie niemieckiej wsplnoty narodowej, ktra skania mnie do
skierowania nastpujcej proby. Obecnie su wielkiej Rzeszy Niemieckiej jako kupiec
(rolnik, policjant, urzdnik- do wyboru). Nie mog jednak biernie sta obok, gdy moi bracia
gin mierci bohaterw w szeregach niezwycionego Wehrmachtu. Byoby dla mnie
wielkim zaszczytem, mc suy w naszej armii, i mam nadziej, e mj patriotyzm zostanie
szybko nagrodzony wcieleniem do wojska i skierowaniem na front".
Na tym wanie polegaa metoda "na ochotnika". W imieniu Yolksdeutschw sano do wadz
okupacyjnych takie wanie "proby". Naturalnie unikano powtarzania si, eby mistyfikacja
bya trudniejsza do wykrycia. Listy
173
rniy si detalami, stylistyk czy adresatami. Ich meritum pozostawao natomiast bardzo
podobne i oddawao ton, w jakim pewnie hitlerowski neofita zwracaby si. do swoich
"panw".
Kiedy przeczytaem Danucie projekt listu, spojrzaa na mnie z nieche_ci. Uznaa zapewne
mj pomys za niehonorowy.
- Mylisz, e nie powinnimy si. znia do takich metod? - zapytaem. -Musisz jednak
zway, ile krzywdy oni nam wyrzdzaj. Sama mwia o ajdactwach Bullego. Z tego typu
elementem naley walczy wszelkimi metodami i usuwa ich z naszego otoczenia. Poza
tym... ja w tej akcji wydaj polecenia.
- Lepiej wracaj do tej swojej pisaniny. Czytanie w mylach nie jest twoj specjalnoci,
kuzynku. Dlaczego adresujesz te listy do instytucji centralnych w Berlinie, a nie do wadz w
Generalnej Guberni, skoro tu mieszkaj volks-deutsche?
- Wadze centralne nie maj czasu na staranne analizowanie takich listw. Kady ochotnik
przyjmowany jest niemal automatycznie i nikt tego nie konsultuje z wadzami okupacyjnymi.
Berlin ma sto waniejszych spraw na gowie ni list od jakiego volksdeutscha spod
Krakowa. Chce by w Wehrmach-cie? Prosz uprzejmie. Wadze terenowe otrzymuj nakaz
wcielenia i rutynowo go realizuj. Tak jest w wikszoci przypadkw...
Dziewczyna ostentacyjnie ziewaa.
- Kiedy si tu zjawie, ledwie potrafie wyduka sowo na dwa dni, a teraz wygaszasz
tyrady dusze ni wadze okupacyjne. Jest to pewnie wpyw dobrego odywiania i wieego
powietrza. Wie ci suy - zamiaa si.
Po chwili spytaa:
- A co bdzie, gdy jaki "wcielony" volksdeutsch odmwi pjcia na wojn i zaprotestuje?
- To nie jest prawdopodobne. Gdy otrzymuje powoanie, wydaje mu si, e znalaz si w
jakim systemie rekrutacyjnym. Nawet jeeli podejrzewa "dowcip", rzadko kiedy odmwi
suby nowej ojczynie i Hitlerowi - wyjaniem.
Proszc Lucjana o przydzia do propagandy, nie spodziewaem si, do jakich rozmiarw
rozronie si ta dziaalno. Zostaem wczony do zakrojonej na szerok skal akcji

fabrykowania listw, ulotek, a potem drukw propagandowych. Praca wymagaa wielkiej


koncentracji i dokadnoci, bowiem wydawnictwa te miay imitowa niemieckie oryginay.
Miay to by rzekome podziemne pisma wydawane w Trzeciej Rzeszy przez... rne orodki
opozycyjne: socjalistyczne, liberalne, katolickie, komunistyczne, a nawet... hitlerowskie.
Podstawow zasad tej pracy byo podszywanie si pod jakie fikcyjne organizacje nie
zgadzajce si z polityk Berlina. Kady tekst musia oddawa lini polityczn ugrupowania.
Raz apelowa do etosu chrzecijaskiego, raz - do solidarnoci robotniczej, to znw do
ideaw wolnoci jednostki ludzkiej bd witych zasad parlamentaryzmu. Stawaem si
aktorem, ktry grywa na zmian wiele rl. Raz - arliwego katolika, to socjalist czy
syndykalist. Byo to zajciem schizofrenicznym i mczcym psychicznie. yem w staym napiciu,
aby nie popeni jakiego bdu, ktry mgby cae przedsiwzicie zdemaskowa.
Zakres operacji rozszerza si. Wydawano dwa pisma liczce po kilka stron, ktre kierowano
do niemieckich onierzy w Generalnej Guberni, a nawet i do Reichu. Jedno udawao
socjalistyczne, a drugie - skrajnie narodowe.
Znajc realia Podziemia, miao mona zaryzykowa pogld, e przytaczane czsto dane o
dziaalnoci organizacji antyhitlerowskich w Niemczech nie odpowiadaj prawdzie. Na ich
konto zaliczano wiele publikacji i wydawnictw fabrykowanych przez Podziemie w
okupowanej Polsce. Na tej gwnie podstawie budowano opinie o jakim zorganizowanym
oporze wewntrznym w Niemczech. Opinie przekoloryzowane, a niekiedy wrcz fikcyjne.
Nigdy i nigdzie osobicie nie zetknem si z adnymi przejawami antyhitlerowskiego oporu.
Prcz dziaalnoci propagandowej musiaem mie take czas na zajcia ogrodnicze. Prcz
biegego opanowania systemu "numerycznego", rosa moja wiedza fachowa. Wielokrotne,
rutynowe powtarzanie tych samych czynnoci i podgldanie praktyk gospodarskich
przynosio rezultaty. Zdobywaem sympati chopw zatrudnionych u Saww. Nawet stary,
wierny wonica zacz si do mnie odzywa yczliwiej.
Nadmiar pracy zacz jednak le suy memu zdrowiu. Danuta i troskliwa kucharka dbay,
abym nie przemcza si, jada wicej i smaczniej. Ich troskliwo doceniaem, ale nie
zwalniaem tempa pracy.
Ktrego wieczoru, gdy w saloniku czytaem ksik, usyszaem lekkie pukanie w szyb.
Wiedziaem ju, e to Lucjan. Szybko podszedem do okna i otworzyem je. Stanem jak
wryty. Mj wzrok zatrzyma si na jakim nieznajomym. Dopiero po sekundzie dostrzegem
modego Saw.
- Spokojnie, Witold. To nasz czowiek...
Przybysz by mczyzn dwudziestokilkuletnim. Atletycznej budowy, krtko ostrzyony, o
niadej karnacji. Ubrany by jak typowy wieniak. Rozglda si badawczo po pokoju. Nic nie
mwi. Otaksowa wzrokiem meble i drzwi prowadzce z trzech stron do saloniku. Siad w
fotelu i zacz przyglda mi si z uwag. Bya w tym jaka zawodowa obojtno i pewno
siebie. Tak jakby ekspert z muzeum ocenia nowo nadesany eksponat. Milcza.
174
Rozdzia XVIII
WYROK
S
ytuacja bya dziwna. Przybysz siedzia w fotelu, a my z Lucjanem stalimy w milczeniu. Kto
musia to milczenie przerwa. Oczekiwaem tego od Lucjana. Nic si jednak nie dziao.

Wreszcie Sawa podszed do fotela i nachyli si do ucha swego towarzysza. Szepta dobr
minut. Nie wytrzymaem.
- Skoro panowie chcecie zosta sami, ju wychodz - mj ton by obcesowy. Lucjan spojrza
na mnie ze zdziwieniem.
- Ale bez urazy... Mamy do omwienia co wanego i poufnego. Nie przyszlimy tu z
wizyt...
Zrobio mi si gupio. Wymamrotaem przeprosiny. Zrozumiaem, e zachowaem si bez
sensu. W kocu nie byem u siebie. Poza tym konspiracja wymuszaa bieg zdarze, a nie...
maniery.
- To jest Kostrzewa - Lucjan przedstawi przybysza. Nieznajomy wycign rk. Podaem
swoj. Ucisn j tak mocno, e a przysiadem. Rozemielimy si wszyscy.
- Z nim lepiej nie zaczyna. Ma si wou... - skomentowa Lucjan.
- Widziaem ci trzy... nie, cztery razy w miasteczku. Mio ci pozna -umiechn si
Kostrzewa.
Robi wraenie. Nie wiedziaem, jak go sklasyfikowa. Wyglda na szczerego i otwartego. Z
drugiej za strony - bezkompromisowego twardziela, gotowego zabi bez zmruenia oka.
Takiego, z ktrym lepiej nie zaczyna.
Lucjan zadawa mi pytania zwizane z gospodarstwem, podczas gdy Kostrzewa przechadza
si po saloniku. Wreszcie jakby od niechcenia Sawa zapyta:
- Czy mgby nam w czym pomc?
- Jasne. O co chodzi?
- Nic wielkiego. Za par dni mamy uregulowa z kim rachunki i trzeba, aby kto stan na
czatach...
Uznaem, e powinienem wiedzie co wicej.
- Czy moesz mi powiedzie co bliszego?
- Staniesz za drzewem i jak zobaczysz, e kto idzie, zagwidesz w ustalony sposb. W
porzdku?
- Tak. A kiedy to ma by?
- Za dzie, moe za dwa. Dowiesz si...
Lucjan ruszy do okna. Kostrzewa za nim. Wizyta bya zakoczona. Pozostaem ze swoimi
domysami, o co mogo chodzi. Co miao znaczy "regulowanie rachunkw". Nic nie
przychodzio mi do gowy.
Dwa dni pniej Lucjan zjawi si okoo pnocy. Przywita si.
-To dzi?
- Uhmmm. Za gumowce, bo trawa mokra. Ruszyem w kierunku szafy z butami.
-1 jeszcze co ciemnego, eby ci nie byo wida...
- Robi si...
Sawa usiad w fotelu i zapali papierosa. Szybko przebraem si wedug instrukcji. Gdy
wrciem, zobaczyem, e Lucjan zacign si nim raz, moe dwa. Kiedy by czym
podekscytowany, pali raczej dla uspokojenia nerww.
- Teraz duo lepiej... - oceni mj ubir.
Ruszy do ogrodu. Podyem za nim.
Gdy znalelimy si w ogrodzie, poleci mi zatrzyma si za jednym z drzew. Sam
nasuchiwa i rozglda si dookoa. Potem machniciem rki da mi zna, e wszystko jest w
porzdku. Po pokonaniu ogrodzenia znalelimy si na wskiej drodze biegncej wzdu
ciany drzew. Tak szlimy ponad kilometr. Pogoda wydawaa si nam sprzyja. Deszcz nie
pada, powietrze byo rzekie, cho wilgotne. Szedem obok niego, nie odzywajc si.
Skrcilimy do lasu, skd po kilkuset metrach dotarlimy na du k poronit wysok, nie
koszon traw. Zataczalimy ogromny uk, aby omin wie. Po nastpnych trzech

kilometrach znw znalelimy si w lesie. Sawa szed szybkim, rwnym krokiem, zna teren
doskonale. Ja staraem si nady, ale nie byo to atwe. Bez przerwy wpadaem w jakie
krzaki, natrafiaem na gazie drzew. Wreszcie przystanlimy.
- Odpoczniemy - rzuci polecenie.
Pooy si na trawie za kp krzakw i zacz obserwowa drog. To by doskonay punkt.
Nie byo nas wida z drogi, nikt te nie mg zaj nas z tyu. Pomylaem, e miejsce to
zostao specjalnie wybrane.
Siedziaem spokojnie, podczas gdy on obserwowa drog. Nie zwraca na mnie uwagi, co
mnie denerwowao.
- Powiedz mi, do cholery, o co tu chodzi?
- Chory jeste? Dlaczego si denerwujesz?
- Kto chory? Ja? Chciabym tylko, aby co wreszcie powiedzia. Po co tu siedzimy?
176
177
- Powinno ci wystarczy to, co wiesz. Jest pewien problem do rozwizania i my to wanie
robimy.
- Prosz, aby mi wyjani - nie ustpowaem. Odwrci si w moj stron i spojrza mi w
oczy.
- Dobrze, ale nie teraz. Przyjdzie czas, e si dowiesz - dobitnie akcentowa kade sowo.
C mogem zrobi? Siedziaem, nerwowo rozgarniaj c nog mech. Zastanawiaem si, po
co bior udzia w tej eskapadzie.
- Lucjan, czy to jest kwestia zaufania? Czy mi nie ufasz?
- Wanie. Nie ufamy ci.
- Co?! - krzyknem i skoczyem na rwne nogi.
- Natychmiast na ziemi! Sied cicho! Nie ufamy ci, bo masz mikkie serce, a my nie
moemy ryzykowa. Teraz nie chc ju sysze nawet sowa. To
rozkaz.
Niechtnie siadem na trawie i pogryem si w ponurych mylach. Kiedy wreszcie mi
zaufaj? Co to za zadanie? - zadawaem sobie nieme pytania. Nogi mi zdrtwiay. Chciaem
wsta, by je rozprostowa. Lucjan byskawicznym skokiem rzuci si na mnie i przygwodzi
do ziemi. Niemal rwnoczenie usyszaem odgos cikich krokw na drodze.
Zza drzew wyoni si piechur, ktrego sylwetki nie sposb byo rozpozna. Gwizda jak
melodyjk. Zaraz... przecie to ta sama, ktra miaa by moim sygnaem w razie
niebezpieczestwa. Mczyzna zrwna si z naszym miejscem obserwacji, ale Lucjan nie da
adnego znaku do odwrotu. Mczyzna spojrza w naszym kierunku i nadal pogwizdujc,
szed dalej. Wpatrywaem si w Lucjana, szukajc jakiego wyjanienia. On natomiast zajty
by ju obserwowaniem kierunku, skd nadszed piechur. Na ustach Sawy pojawi si
umiech. Zobaczyem sylwetk czowieka przeskakujcego od drzewa do drzewa. Tak jakby
ledzi tego pierwszego. ledzcy min nas. Lucjan powsta z ziemi, szturchajc mnie
okciem. Wstaem rwnie. Teraz my ruszylimy za nieznanym mczyzn. Trzymalimy si
okoo dwudziestu metrw za nim, tak aby nas nie zobaczy.
Nagle usyszelimy krtki okrzyk. Gdzie przed nami zakotowao si w krzakach.
Dochodziy nas odgosy walki i przeklestwa.
- Zostajesz w tym miejscu i ani kroku... - wyda rozkaz. - Jeli kogo zobaczysz, gwidesz
to, czego ci nauczyem.

Oddali si biegiem w kierunku miejsca walki. Przez moment miaem ochot biec za nim, ale
oznaczaoby to zamanie rozkazu. Nadstawiaem ucha, aby zrozumie, co si tam dzieje.
Wreszcie odgosy umilky.
Po kwadransie nadszed zmczony Lucjan. By blady, na czole mia krople potu.
Zaniepokojony jego wygldem, zaoferowaem nocleg w swoim pokoju
we dworze.
- Taki gupi nie jestem. I ty staraj si nie by gupi - powiedzia zmczonym gosem.
178
Podprowadzi mnie do miejsca, skd mogem ju trafi do dworu. Sam skrci w pola,
odchodzc bez poegnania. Dotarem do swego pokoju wcieky. Gdy tylko otworzyem
drzwi, nagle zapalio si wiato. Zobaczyem Danut.
- Co si stao? - niemal krzykna.
- A co si miao sta?
^
- Nic mi nie powiesz?
-Absolutnie nic...
-Tak bym jednak chciaa wiedzie...
-Co?
- No to, co si stao dzi w nocy.
- To raczej ty mogaby mi powiedzie, co si stao - zakoczyem opryskliwie. - Pewnie
wiesz wicej.
Danuta wysza bez sowa.
Nastpnego dnia wstaem bardzo pno. Nikogo nie chciaem widzie. Do obiadu jedziem
konno.
Przy obiedzie atmosfera bya wyjtkowo cika. Unikaem wzroku dziewczyny. Ona robia to
samo. Chciaem szybko zje i i do siebie. Nagle do jadalni wpada z krzykiem jedna z
pomocy kuchennych.
- Bulle, ten bydlak Bulle... On wczoraj si powiesi... - wykrztusia wreszcie.
- Uspokj si i opowiadaj spokojnie - powiedziaem.
- Znalaz go jaki drwal. Przy nim by list. e auje... No, tego, e ludzi ledzi i wydawa.
Szkopw przeklina, a ludzi prosi o wybaczenie.
Suchaem w osupieniu. Zdaem sobie spraw, w czym najprawdopodobniej wczoraj
uczestniczyem. Danuta zachowaa absolutny spokj i zwrcia si do pomocy kuchennej
chodnym tonem:
- Tak kocz ludzie, ktrzy zdradzili. Zagryza ich sumienie. To bdzie przestroga dla innych
volksdeutschw. Dzikujemy ci za wiadomoci. Wracaj do kuchni.
Dziewczyna dygna i wysza.
W miasteczku huczao od plotek. Ludzie mwili, e skoro taki Bulle, volks-deutsch i
niemiecki konfident, zwtpi w sens tego, co robi, to koniec Hitlera bliski. Niemcy nie
wygraj tej wojny.
Wadze niemieckie, najwyraniej skonsternowane, nie wiedziay, jak zareagowa. Jeden z
Niemcw przemawia do chopw: "Ten Bulle zawsze by wariatem. Zamierzalimy posa
go do szpitala psychiatrycznego". Ludzie kiwali gowami i umiechali si pod nosem.
Dni mijay, a ja wci nie znaem caej prawdy. Kontakty z Danut byy nerwowe i dalekie od
dawnej atmosfery. Wreszcie zjawi si Lucjan. Zarzuciem go pytaniami.
- Kto zabi Bullego? Co to ma znaczy? Wyrok?
- Mwisz, Witold, e go zabili, aja syszaem, e si powiesi... -wypuci kb dymu
papierosowego.
179

- Nie wygupiaj si! Ja chc wiedzie, jak byo naprawd...


- Dobrze, ale nie wrzeszcz ju tak. Danuta ci powie, jak byo...
- A co ona o tym moe wiedzie?
- Wicej, ni ci si zdaje. Ona to zaplanowaa.
Tego ju byo dla mnie za duo. Danuta planujca zgadzenie volksdeu-tscha? Lucjan,
widzc, co si ze mn dzieje, umiecha si ironicznie. To mnie dobijao. Czuem si
wykorzystany.
- Sam widzisz, e ci trudno uwierzy. Dlatego wanie nie chcielimy obarcza ci detalami.
Jeste zbyt wielkim miczakiem na takie afery. Chciae prawdy, to j masz.
-Nie wierz w to wszystko! - wrzasnem. - Danuta, gdzie jeste? Powiedz, e to nieprawda!
Dziewczyna wesza do pokoju. Sprawiaa wraenie istoty wtej, delikatnej i niemiaej.
Poczuem si zawstydzony.
- Danusiu, czy ty to zaplanowaa? - spytaem cicho.
- Tak. To mj plan.
Opowiadaa spokojnym gosem, jak doszo do zwabienia Bullego w puapk. Ot
volksdeutsch zwierzy si kiedy dworskiej sucej, e ma na oku Kostrzew i ten musi w
kocu wpa na gorcym uczynku. Ta powtrzya Danucie. Okazj a sama pchaa si w rce.
Kostrzew wykorzystano j ako "przynt". Wczeniej jednak zdobyto prbk pisma Bullego i
na tej podstawie Danuta sfabrykowaa "list samobjcy". Lucjan uzyska pozwolenie na
wykonanie wyroku, bowiem wczeniej sd podziemny uzna dowody przeciwko
volksdeutschowi za wystarczajce. Potem pozostaa ju tylko realizacja...
- Witold, nie musisz si wstydzi swego udziau. Twoje zadanie byo bardzo wane.
Wywizae si, jak naley. A wieszanie to nie jest robota dla takich delikacikw jak ty. To
zajcie dla wiejskich chopakw o silnych rkach i odpornych odkach.
Pokiwaem gow.
- Lucjan prosi mnie, abym si tob opiekowa, bo bya saba i zaamana. Przecie cay ten
plan, ktry wymylia, jest tego zaprzeczeniem.
-1 on mia racj. Gdy si skoczy wojna, cae to pieko, bd znw oddycha pen piersi.
Znw bd normaln, delikatn dziewczyn. Lucjan pokiwa gow.
- Tak si znasz na kobietach jak ja na... Chiczykach.
Istotnie, Lucjan lepiej ni ja zna si na kobietach. Brao si to z pasji uwodzicielskiej, ktra
ostatecznie miaa dla niego fatalne skutki. Kiedy jaka dziewczyna wpada mu w oko, zasady
konspiracji schodziy na dalszy plan. Lubi si popisywa zabieraniem dziewczyn na spacery
wieczorem tu przed godzin policyjn. Danuta i ja czsto zwracalimy mu uwag, e jest to
niepotrzebne ryzyko. Robi wtedy min dumnego z siebie licealisty i odpowiada:
- Nic nie poradz na to, e mam a takie szczcie w mioci.
Ktrego dnia, gdy wiejsk drog odprowadza do domu ktr z ukochanych, zauway gestapowca naprawiajcego co przy samochodzie. Niemiec przywoa
Lucjana i poprosi o pomoc w zmianie koa. Sawa naturalnie popieszy z pomoc. Kiedy
ukoczy, Niemiec poleci mu wsiada do auta. Lucjan, udajc, e usucha polecenia, obszed
wz i... skoczy w przydrone krzaki. Tyle go gestapowiec widzia.
Dziewczyna, ktra bya z nim na spacerze, opowiedziaa wszystko Danucie. Ta podzielia si
z nowin ze mn. Natychmiast zabralimy si do usuwania z domu wszelkich
kompromitujcych materiaw. Nalegaem na jej natychmiastowy wyjazd do Krakowa.
Niechtnie uznaa, e nie ma innego wyjcia.
Nastpnego dnia Danut egnali przed gankiem wszyscy pracujcy we dworze. Wczeniej
poegnaa j pani Walentyna. Miaem Danucie towarzyszy w podry. Zajlimy miejsce w
tej samej bryczce, ktr zajechaem do dworu kilka miesicy temu. Stary wonica zaci
konie ruszylimy.

Nie zdylimy wyjecha poza wie, gdy dopad nas chopak na rowerze.
- Panienko Danusiu, panienko Danusiu! Niemce zapali w lesie panicza Lucjana! Wywieli go
w aucie... - krzycza.
Dziewczyna wybuchna paczem. Stalimy bezradnie porodku drogi. Otoczyem j
ramieniem i kazaem rusza.
Odzyskaa panowanie nad sob i odsuna si ode mnie.
- Stj! - polecia furmanowi. - Aresztowanie Lucjana zmienia wszystko. Nie jad do adnego
Krakowa. Musz tu zosta i wszystkim si zaj. Matka sama nie podoa.
Zaprotestowaem.
- Nie utrudniaj. Ty musisz jecha. Swoj robot moesz wykonywa wszdzie. Ja si tu
urodziam i wychowaam. Nie ma dla mnie ycia poza tym miejscem. Ruszaj z Bogiem i
pamitaj o nas.
Wysiada z bryczki i ruszya pieszo w kierunku dworu.
Czekalimy, a jej posta znikna za zakrtem.
- Jak nasz stary pan. Nasz pan te by tak zrobi - powiedzia z powag wonica.
Odjedaem z cikim sercem. Nigdy ju wicej nie zobaczyem nikogo z rodziny Saww.
Do aresztowanego Lucjana Niemcy rycho "doczyli" pani Walentyn i Danut. Wszystkich
torturowali. Wszyscy zostali rozstrzelani.
180
Rozdzia XIX STRUKTURA PODZIEMIA
W
Krakowie spdziem siedem miesicy: od lutego do wrzenia 1941 roku. Moja praca rnia
si od tego, co do tej pory robiem w Podziemiu. Wykorzystano mojznajomo jzykw
obcych, orientacj w problematyce midzynarodowej i dobr pami. Prowadziem nasuch
radiowy i przygotowywaem raporty dla wadz Podziemia. Wyczone byy z nasuchu
polskie audycje emitowane z Londynu i audycje BBC. Moi zwierzchnicy zainteresowani byli
natomiast audycjami z pastw neutralnych, takich jak Szwecja, Turcja i Zwizek Radziecki
(do chwili, gdy sam przystpi do wojny), oraz ze Stanw Zjednoczonych, jeli syszalno
pozwalaa. Chcieli mie jak najszerszy obraz sytuacji wojskowej i politycznej w Europie.
Obrazu takiego nie mona byo uzyska, suchajc jedynie europejskich rozgoni alianckich
nadajcych po angielsku, francusku czy polsku. Ich audycje nasycone byy propagand
wojenn. Wiedza z nich czerpana musiaa by korygowana opiniami obserwatorw
politycznych i wojskowych z pastw neutralnych lub jeszcze nie wcignitych do wojny.
Jeeli moje sprawozdania miay charakter pesymistyczny, utajniano je wycznie do uytku
cisego kierownictwa. Zwykle jednak to, co pisaem, wykorzystywaa prasa podziemna. By
to okres bardzo intensywnej pracy i - niestety - coraz czstszych aresztowa. Na pocztku
wojny Podziemie przyjo mylne zaoenie, i wojna nie potrwa dugo. Ta bdna kalkulacja
bya powodem wielu tragedii i nieobliczalnych szkd.
Zakadany okres okupacji odgrywa zasadnicz rol w tworzeniu Podziemia. Inny jest plan
strategiczny, gdy zakada si dugotrwa wojn, a inny, gdy przewiduje si, e nie potrwa
dugo. Podczas dugotrwaej wojny podstawowym zadaniem jest przygotowanie potnego
uderzenia, ktre bdzie zadane wrogowi w dalekiej przyszoci. Do tego celu
najodpowiedniejsze s mae, dobrze wyszkolone i zakonspirowane jednostki organizacyjne.
Powinny one czy si w okrgi, a te w jeszcze wiksze ugrupowania. W rozstrzygajcym
momencie caa struktura zostaje uruchomiona w celu zadania ciosu. Plany dorane
realizowane s przez indywidualnie wybrane osoby, niezalene od siebie i nie objte jednym

schematem akcji. Nie prowadzi si akcji masowych, gdy te nios ze sob nieuniknione straty
ludzkie. Jedyn akcj masow ma by rozstrzygajce uderzenie na wroga. W stosownym
czasie.
Ruch konspiracyjny zakadajcy krtkotrwa wojn nastawiony jest na nieustanne sianie
chaosu i dezorganizacj. Chodzi o uniemoliwienie okupantowi przejcia skutecznej kontroli
nad krajem. Taka koncepcja zakada zgranie jak najwikszej iloci dziaa na wszelkich
moliwych odcinkach. Konspiracja i tajno maj charakter dorany. Szukajc skutecznoci
w sianiu zamtu w szeregach nieprzyjaciela, mniej uwagi powica si doskonaleniu wasnej
sprawnoci.
Popenienie bdu w ocenie czasu trwania wojny zwykle prowadzi do nieprzewidywalnych
strat. Pierwsi czonkowie Podziemia padali czsto ofiarami tego bdu. Tu po klsce
wrzeniowej zaczo dziaa wiele najprzerniejszych organizacji wojskowych i
politycznych. Skupiay ludzi z rozmaitych rodowisk. Kada z nich staraa si rozwija
dziaalno na moliwie najwiksz skal. Gdyby wojna, jak powszechnie uwaano,
zakoczya si w 1940 roku, wszystkie te siy mogyby zosta zapewne uyte do
rozstrzygajcego uderzenia. Rok 1940 przynis jednak klsk Francji i zrozumienie, e jeeli
w ogle alianci odnios zwycistwo, to nie nastpi ono szybko.
Ten spontaniczny i powszechny ruch konspiracyjny nie by w wielu przypadkach do
opanowania. Podziemie roso chaotycznie i ywioowo. Nastpiy masowe aresztowania.
Wpadali jeden po drugim dziaacze i przywdcy: Rataj, Rybarski, Dbski, Niedziakowski.
Aresztowano tysice konspiratorw. Zostali zgadzeni lub lad po nich zagin.
Najwczeniej ucierpiay tak zwane "lune orodki organizacyjne", nie posiadajce powizania
z gwnym kocem struktury Podziemia. W wojnie krtkotrwaej mogy odegra pewn rol,
w duszej perspektywie ich przetrwanie nie byo moliwe. Gestapo likwidowao te grupy bez
trudu. Druga poowa 1940 i pocztek 1941 roku byy najciszym okresem dla Podziemia.
Krwi pacilimy za zudzenia polityczne dotyczce Francji i Wielkiej Brytanii.
Dotkliwe ciosy spadajce na Podziemie spowodoway zmian hierarchii celw i lepsze
zrozumienie potrzeb. Stao si z czasem oczywiste, e jeeli nadal mamy dziaa na szerokim
froncie, to warunkiem przetrwania i powodzenia jest stworzenie struktury organizacyjnej
obejmujcej odosobnione grupy w jedn, powszechn, oglnonarodow organizacj. Mogaby
ona skuteczniej chroni przed gestapo, bowiem dysponowaa ludmi, technik i
wyposaeniem na poziomie, jaki dla mniejszych jednostek by nieosigalny.
Powszechna organizacja kierowana centralnie moga zgromadzi odpowiednie finanse i
uruchomi system preparowania rozmaitych dokumentw niemieckich niezbdnych dla
funkcjonowania Podziemia i prowadzenia przez nie skutecznej dziaalnoci przeciw
okupantowi. Chodzio przede wszystkim o komplety dokumentw osobistych (gwnie
kennkart), autentyczne za183
182
wiadczenia z Urzdu Zatrudnienia (Arbeitsamtu) oraz innych specjalnego przeznaczenia (na
przykad pozwole na odbycie podry).
Jednostki wojskowe Podziemia potrzeboway broni, materiaw wybuchowych i innego
nowoczesnego sprztu, ktrych zdobycie byo dla maych grup niemoliwe. Dziay
polityczno-propagandowe musiay dysponowa maszynami drukarskimi, papierem,
specjalistami-drukarzami, dziennikarzami, sieci kolporterw. Z czasem wyonia si
konieczno skoordynowania dziaa tych wszystkich komrek i zapewnienia sprawnej
cznoci pomidzy nimi. Czonkowie cznoci Podziemia musieli dysponowa sieci lokali

kontaktowych, magazynami, skrytkami, pomieszczeniami na archiwa i kartoteki czy na


odbywanie narad w wikszym gronie.
Tylko dua organizacja podziemna moga zapewni rodki i zorganizowa podzia pracy
gwarantujcy sprawne i w miar bezpieczne funkcjonowanie caego organizmu. W miar jak
centralna organizacja konsolidowaa si, wzrastao zagroenie grup o marginalnym
charakterze. Staway si one rodzajem "krwawej zapory", chronicej zorganizowane
Podziemie od represji gestapo.
Wystarczyo, eby wadze okupacyjne obciyy Podziemie odpowiedzialnoci za jak
akcj, a ju ruszaa machina gestapowska. Ofiarami padali zwykle czonkowie maych
ugrupowa. Na nich czsto ledztwo si koczyo i ogniskowa odwet. Pacili cen za nas...
Dla gestapo sytuacja taka stanowia nie lada amigwk. Wielekro, gdy po masowych
aresztowaniach wydawao si Niemcom, e ju zlikwidowali ruch oporu, okazywao si, i
dotarli zaledwie do "peryferii".
Zgodnie z przyj et zasad, i zorganizowane Podziemie stanowi kontynuacj pastwa
polskiego z rzdem na wychodstwie, dokonano podziau organizacyjnego Podziemia na pi
zasadniczych czonw.
Do czonu administracyjnego nalea gwny delegat rzdu na kraj i jego przedstawiciele
okrgowi. Przy delegacie gwnym powstao kilkanacie departamentw, odpowiadajcych
ministerstwom rzdu na wychodstwie: spraw wewntrznych, skarbu, owiaty itd.
Zasadniczym celem tego czonu byo zorganizowanie niezalenej od okupanta, tajnej
administracji kraju. Podstaw, na ktrej wspierao si funkcjonowanie administracji, byo
ignorowanie okupanta i odmowa wchodzenia w jakiekolwiek z nim koneksje. Polacy uchylali
si od pracy w strukturach administracyjnych Generalnej Guberni. Obowizywa ponadto
bojkot zarzdze wadz niemieckich. Szybko okazao si, e oddziaywanie administracji
Podziemia na ludno jest o wiele skuteczniejsze ni brutalnie egzekwowane nakazy i zakazy
okupanta. Praktycznie w kadym miecie czy powiecie dziaa przedstawiciel wadzy
administracyjnej Podziemia. Byli oni typowani z myl o kontynuowaniu pracy po wojnie, w
niepodlegej Polsce.
Czon wojskowy obejmowa tajn organizacj militarn. Na jej czele sta komendant gwny,
ktremu podlegali komendanci obszarw i okrgw. Posiadali oni w stosunku do ludnoci
wszelkie prawa i prerogatywy wynikajce
ze stanu wojny. Mogli wydawa dekrety i polecenia. Mogli take powoywa ludno do
wykonywania okrelonych prac. onierz armii podziemnej posiada te same prawa co
onierz na froncie, cznie z zaliczaniem czasu suby w podwjnym wymiarze do przyszej
emerytury.
Komendant gwny, cho nie byo to powszechnie wiadome, otrzyma z raje prezydenta
Rzeczypospolitej specjalne uprawnienia. Mg, midzy innymi, ogosi pen lub czciow
mobilizacj, w chwili gdy rzd na wychodstwie wyda rozkaz powstania przeciw okupantowi.
Siy zbrojne w kraju, ktre przyjy w 1942 roku nazw Armii Krajowej, dziaay
dwukierunkowo. Pierwszy kierunek obejmowa dywersj polityczn, propagand i
przygotowywanie do powstania. Drugi - skupia si na dziaalnoci stricte wojskowej:
prowadzeniu sabotau i dywersji, zdobywaniu broni, szkoleniu wojskowym itd. Prowadzi
ponadto wspprac z jednostkami dziaajcymi na terenach wczonych si do Reichu i
Sowietw.
Trzeci czon stanowia reprezentacja stronnictw politycznych. By to swoisty podziemny
parlament utworzony przez socjalistw, ludowcw, chrzecijask demokracj i narodowcw.
Kade ze stronnictw mogo prowadzi wasn dziaalno polityczn, propagandow czy
spoeczn. Wszystkie uznaway legalno i nadrzdno wadz na wychodstwie. Z

reprezentacj stronnictw cile wsppracowa zarwno delegat rzdu na kraj, jak i


komendant gwny si zbrojnych.
Parlament ten kontrolowa finanse organizacji oraz ustala decyzje personalne przy
zatrudnianiu w administracji podziemnej. Stronnictwa miay swoich przedstawicieli w rzdzie
londyskim.
Czwarty czon obejmowa kierownictwo walki cywilnej, ktre miao za cel utrzymanie wrd
ludnoci nieprzejednanej postawy wobec okupanta, tworzenie atmosfery pogardy i
dezaprobaty dla zdrajcw oraz wydawanie na nich wyrokw i kontrol ich wykonania.
Podziemne sdy, obejmujce cay okupowany kraj, posiaday uprawnienia do wydawania
wyrokw mierci lub skazywania na infami. T drug kar, polegajc na moralnym
pitnowaniu i izolowaniu ukaranych, sdy orzekay przede wszystkim za nazbyt ulegy i
nieusprawiedliwiony stosunek wobec Niemcw. "Nadgorliwcy" byli z nazwiska wymieniani
w podziemnych publikacjach oraz izolowani w kontaktach ssiedzkich i towarzyskich. Kary
mierci dotyczyy przestpstw znacznie powaniejszych, gdy chodzio o aktywn i wiadom
wspprac z okupantem na szkod innych Polakw lub Podziemia. Sdy orzekay ten rodzaj
kary take wobec Niemcw szczeglnie zaciekych i polakoerczych. Od wyrokw nie byo
apelacji. Starano sieje wykonywa szybko i bezwzgldnie.
Pity czon to lune jednostki wykorzystujce wol walki z okupantem i energi tych ludzi,
ktrym bardziej odpowiadaa formua mniejszych organizacji o bardziej specjalistycznym i
zindywidualizowanym charakterze: spoecznym, ksztaceniowym, samopomocowym czy
religijnym. Funkcjonujc
185
184
poza czterema gwnymi czonami Podziemia, odgryway one wan rol. Opracowyway, na
przykad, programy nauczania dla dzieci, modziey oraz dla dorosych na poziomie
uniwersyteckim. Podtrzymyway na duchu spoeczestwo, organizoway akcje charytatywne
na rzecz poszkodowanych przez okupanta. Aczkolwiek nie stanowiy istotnego segmentu
struktury Podziemia, byy potrzebne i cenione.
Taki by obraz Podziemia zim 1940 i 1941 roku.
Za granic czsto pytano mnie, czy gdyby wojna przecigna si jeszcze duej, utrzymaby
si tak nieprzejednany stosunek Polakw do okupanta i kolaborantw. Szczeglnie wtedy,
kiedy Niemcy wzmogliby represj i terror. Nigdy nie miaem co do tego wtpliwoci. Z
biegiem czasu zaczlimy uwiadamia sobie, e nasze powicenie i cierpienia nie zawsze s
doceniane przez wiat zewntrzny. Ten brak naleytej oceny, jak wiele Polska i Polacy czyni
w walce z Niemcami, by tematem wielu gorzkich dyskusji w kierowniczych gremiach
Podziemia, krytycznych artykuw w prasie i pyta kierowanych do rzdu na wychodstwie.
Mimo to, wszystkie nasze siy i rodki zostay podporzdkowane jednemu celowi:
zwycistwu si demokratycznych nad demonem faszyzmu.
S Rozdzia XX APARTAMENT PANI L.
W
Podziemiu obowizywa zakaz przebywania zbyt dugo w jednym niejscu. Nie zdziwi mnie
zatem rozkaz zmiany miejsca zakwaterowania. Oprcz upywu czasu o przeprowadzce
zadecydowao take aresztowanie jakiej kobiety. Nie wiedziaem, kim bya ani za co j
aresztowano. Odebrano to jednak jako sygna ostrzegawczy. Zniknem. Pod nowym adresem
prowadziem nasuch radiowy. Przebywaem tam bez meldunku. Co jaki czas
kontaktowaem si z wacicielem poprzedniego mieszkania.

Stosowalimy ten system z powodzeniem, zwaszcza gdy gestapo zaczynao za kim azi.
Kiedy jaka osoba bya podejrzana, gestapo uzyskiwao jej adres z biura meldunkowego i
dokonywao "nalotu" na mieszkanie. Domownikw aresztowano i przeprowadzano dokadn
rewizj. Niekiedy urzdzano "kocio", czyli zasadzk na inne osoby, ktre mogy si tam
zjawi. Std te utrzymywanie kontaktu z poprzednim miejscem zamieszkania byo wane.
Jeeli robio si to wystarczajco ostronie, mona si byo zorientowa, czy jest si
poszukiwanym przez Niemcw, czy nie. Zwykle wykorzystywano do pomocy dozorcw
kamienic czy ssiadw. Oni wiedzieli, czy gestapo o kogo rozpytuje. Str domu pod byle
pozorem mg zapuka do poprzedniego mieszkania, by przekona si, co si w nim dzieje.
System ten pozwoli mi w Krakowie unikn wpadki. Kilka dni po przeprowadzce
dowiedziaem si od dozorcy, e rozpytywao o mnie dwch cywili, od ktrych na kilometr
"byo czu", e s gestapowcami. Mwili aman polszczyzn i podawali si za pracownikw
jakiej firmy handlowej.Wymieniali nazwisko, jakim si wtedy posugiwaem. Reakcja moga
by tylko jedna: natychmiastowa zmiana personaliw i zaprzestanie odwiedzania
poprzedniego mieszkania.
Podczas pobytu w Krakowie sprzyjao mi szczcie. Kilkakrotnie osoby, z ktrymi miaem
kontakty, aresztowano. Mnie udao si tego unikn.
Z ostatniego lokum przeniosem si do budynku nalecego do spdzielni
187
mieszkaniowej tolerowanej przez Niemcw. Jego mieszkacw okupanci nie wysiedlili, by
zwolni mieszkania dla swoich urzdnikw. Kierownikiem tej spdzielni by Tadeusz
Kielec, ktrego znaem jeszcze z gimnazjum w odzi. Dostaem zatrudnienie jako urzdnik i
bibliotekarz. Zakwaterowano mnie w jednym z mieszka spdzielni, a rwnoczenie
wynajem pokj w mieszkaniu staruszki, ktrej m niedawno zmar i ktra poszukiwaa
dodatkowego dochodu. Powiedziaem, e jestem handlarzem obrazw i potrzebuj pokoju na
przechowywanie pcien oraz na spotkania z klientami. W rzeczywistoci w pokoju tym
ukryte zostao radio suce do nasuchu.
Do Kielca miaem cakowite zaufanie. Nie wiedziaem, czy on take jest zaangaowany w
konspiracji, bo takich pyta si nie zadawao. Wiedziaem natomiast, e mnie nie wyda.
Jeszcze ze szkoy zapamitaem go jako czowieka o wyjtkowej inteligencji i dobrym sercu,
a take niesychanie konsekwentnego w deniu do celu.
Po krtkim czasie nie mielimy najmniejszych wtpliwoci co do tego, e obaj pracujemy dla
Podziemia. Tadek mg si atwo zorientowa, gdy meldowa mnie pod przybranym
nazwiskiem. Ja z kolei zrozumiaem, e mam do czynienia z czonkiem Podziemia, kiedy
usyszaem, z jak swobod mwi o strukturze organizacyjnej policji niemieckiej w
Krakowie, sypic jak z rkawa nazwiskami oficerw. Takiej wiedzy zwykli miertelnicy nie
posiadali. Poza tym byo co takiego, jak intuicyjne rozpoznawanie "kolegi z brany".
Wytworzy si milczcy ukad. Wiedzc, e kady z nas jest w Podziemiu, nie
dyskutowalimy na te tematy.
W kwietniu 1941 roku Tadeusz otrzyma zezwolenie na odwiedzenie rodziny w poudniowej
Polsce. Kilka dni po wyjedzie nadesza wiadomo, e aresztowano go z trzema innymi
czonkami Podziemia pod... Lublinem, ktry ley na pnoc od Krakowa. Zostali wypatrzeni
na torach kolejowych, jak odkrcali ruby mocujce szyny do podkadw. Nastpnego dnia
mia tdy jecha transport broni i ywnoci. Kielec i jego towarzysze chcieli wykolei pocig.
Jak si pniej dowiedziaem, Tadeusz dowodzi jednym z peryferyjnych ugrupowa
podziemnych. On i jego ludzie byli ofiarami niezalenie kierowanych, "dzikich" organizacji.
Ca czwrk publicznie powieszono w Lublinie. Ciaa pozostawiono na wsplnej szubienicy

przez kolejne dwa dni, jako przestrog dla ludnoci. W plakatach wadze niemieckie
informoway, e powieszeni byli polskimi bandytami napadajcymi na Niemcw z chci
zysku. Przestrzegano, e taki sam los spotka innych, ktrzy podnios rk na Niemcw.
Po schwytaniu Tadeusza gestapo pojawio si w spdzielni mieszkaniowej w Krakowie.
Metodycznie przeszukiwano mieszkanie po mieszkaniu. Wiadomo zastaa mnie, gdy
gestapo przeszukiwao trzeci ode mnie klatk schodow. Uciekem, jak staem, zostawiajc
wszystkie swoje rzeczy.
Los Tadeusza Kielca i jego kolegw wstrzsn mn do gbi. Uciekaem w popiechu i nie
miaem czasu na znalezienie innej meliny. Musiaem take zaopatrzy si w no we dokumenty. W tej trudnej sytuacji znalazem schronienie u pani
Weroniki Laskowej, ony polskiego dyplomaty, w owym czasie walczcego w polskiej armii
na Zachodzie. Przed samym wybuchem wojny przebywaa wraz z mem i dzieckiem na
placwce dyplomatycznej. Przeczuwajc nadchodzc katastrof, m odesa jaz synkiem do
kraju, bdnie kalkulujc, i tam rodzina bdzie bezpieczniejsza.
Rozdzielona z maonkiem, pani Laskowa znalaza si w bardzo trudnej sytuacji materialnej.
By jako temu zaradzi, uruchomia w swoim eleganckim piciopokojowym mieszkaniu
wydawanie obiadw domowych. Za jadodajni suy wielki salon. Mogo w nim spoywa
posiek ponad dwadziecia osb na raz. Ponadto zaradna kobieta uprawiaa na tyach domu
sporej wielkoci ogrdek warzywny, z ktrego produkty te sprzedawaa. Jak moga, staraa
si zapewni godziwy byt picioletniemu synkowi Jankowi i sobie.
Weronika Laskowa bya kobiet mniej wicej czterdziestoletni. Wygldaa jednak o wiele
modziej i ywo protestowaa, gdy kto kwestionowa podawany przez ni wiek dwudziestu
omiu lat. Posiadaa icie filmow urod i bya obiektem westchnie wielu bywalcw jej
obiadw.
Z kolei oczkiem w gowie pani Laskowej i przedmiotem nieustajcej adoracji by may Ja.
Staraa si, aby nigdy nie dowiedzia si o wojnie szalejcej na wiecie, o Niemcach
okupujcych kraj, o terrorze. Dla chopca wiat musia pozostawa normalny, taki jak przed
wojn. Ja musia mie najlepsze ubranka, sodycze, a nawet pomaracze. Jego matka pacia
za te wszystkie pozory normalnoci horrendalne pienidze u czarnorynkowych spekulantw.
Niezalenie od tej nieco zwariowanej mioci rodzicielskiej, pani Laskowa bya osob
wyjtkowo inteligentn, mdr yciowo i zaradn. Jej mieszkanie, dziki ogromnemu
przepywowi klienteli, stanowio wietny punkt kontaktowy dla Podziemia, nie wzbudzajcy
podejrze. Korzystano z tego bardzo chtnie. Bywao, e dziaay tam rne segmenty
Podziemia jednoczenie.
Zapamitaem tak scen. Po godzinach obiadowych w jednym kcie jadalni czterech
mczyzn dyskutowao o czym cicho. W drugim - dwch modych mczyzn i kobieta
przepakowywali "bibu". Obok dwch kolejnych przekazywao sobie jakie pakiety
wygldajce na materia wybuchowy. Ze mn przy stoliku siedziao dwch kolegw, z
ktrymi miaem podzieli na porcje kilka gramw cyjanku potasu. Pomagaa nam w tym pani
Laskowa.
Takie nagromadzenie ludzi w oczywisty sposb zwizanych w konspiracj byo wicej ni
nierozsdne, ale jako nikt si nad tym nie zastanawia. Pewnie uznano lokal za bezpieczny.
By moe rwnie istnia jaki system ostrzegania przed zagroeniem, o ktrym nie
wiedziaem.
Laskowa peseta dzielia proszek cyjankali, nakadajc go do kapsuek. Robia to z wielk
precyzj. Nagle zadzwoni w umwiony sposb dzwonek i gospodyni energicznie wstaa od
stou, rozsypujc nieco trucizny na obrus. W tej samej chwili do jadalni wpad jak burza may
Jasio i chcc sprawdzi, co te mama robi, wsadzi rczk w rozsypany proszek. Matka
zapaa chopca w

189
188
p i pobiega z nim do azienki. Zdja z niego cae ubranie i zacza intensywnie szorowa
pod prysznicem od stp do gw. Gdy wrcia do nas, zabraa si za mycie stou i podogi. Na
uwag, e moe niepotrzebnie przesadza z tak ostronoci, zareagowaa piorunujcym,
ucinajcym jakkolwiek dyskusj spojrzeniem. Nastpnie spokojnie zabraa si do
porcjowania cyjanku.
Obserwujc jej byskawiczne, precyzyjne dziaania, nie miaem cienia wtpliwoci, e jest to
osoba zdecydowana na wszystko, by zrealizowa cel. Z pewnoci nigdy nie chciabym
stan jej na drodze.
Czstymi gomi pani Laskowej byli Cyna, wietny przedwojenny dziennikarz i przywdca
socjalistyczny, oraz Kara - szef sztabu okrgu si zbrojnych. Ich praca wizaa si z licznymi
kontaktami, bywali wic w apartamencie Laskowej czsto. Zaatwiali przerne sprawy
zwizane z prac konspiracyjn. Niekiedy we dwjk rozwizywali biece problemy. Gdy
kiedy w jednostce wojskowej aresztowano drukarza, byem wiadkiem, jak Cyna
"wypoyczy" Karze jego zastpc. Innym razem Kara poycza Cynie pienidze na
sfinansowanie jakiej nagej i nie cierpicej zwoki akcji sabotaowej. Innym znw razem
Cyna "poyczy" dwch ludzi, aby wykona wyrok na jakim Niemcu.
Pracowaem wwczas w wojskowym biurze prasowym i widywaem ich obu do czsto. Tu
przed Wielkanoc 1941 roku nasza sekcja znalaza si w zagroeniu. Aresztowano jednego z
naszych kolporterw. Poza tym kilka czniczek zameldowao, e kto za nimi chodzi. Na
dwie nasze meliny gestapo dokonao nalotw. Nikogo nie zapano, ale straty w materiaach i
sprzcie byy znaczne. Stao si oczywiste, e gestapo jest na naszym tropie. Nie byo jasne,
czy w wyniku ich dziaa wasnych, czy te w wyniku jakich "przeciekw" od nas. Wydano
rozkaz "adnych kontaktw w gr". Niestety za pno.
Pewnego dnia Cyna zjawi si u Laskowej wyranie zdenerwowany. Umwi si z Kar w
ustalonym miejscu nad rzek, ale tamten nie przyszed. Cyna poczeka godzin. Potem
poszed do Laskowej. Siedziaa, palc papierosa za papierosem i gono zastanawiajc si, co
si mogo sta.
- Id do mieszkania Kary, sprawdzi, co si dzieje - zakomunikowa. Laskowa zacza go
prosi, eby tego nie robi.
- Ryzyko jest wielkie. Mog ci aresztowa. Najlepiej przeczekajmy i sytuacja si sama
wyjani...
- Czekanie jest najgorsz rzecz - zareagowa Cyna. - Jeeli u Kary jest "kocio", w co wtpi,
to po dwch godzinach mojej nieobecnoci zaczniecie wszystko tu zwija. Wpadn tylko ja.
Jeeli bdziemy czeka, mog nas tu wszystkich aresztowa. Czekanie pogarsza nasz
sytuacj. Id. Wracam za niecae dwie godziny...
Gdy po dwch godzinach nie wrci, zaczlimy likwidowa kompromitujce materiay,
palc w piecu kuchennym, co si tylko dao. To, czego nie dao si zniszczy, uoylimy na
dnie walizki i przykrylimy warstw jarzyn. Weronika Laskowa wezwaa suc i
powiedziaa, e musimy opuci mieszka190
nie. Dziewczyna miaa si opiekowa Jankiem. Od godziny smej rano nastpnego dnia miaa
co cztery godziny stawia na parapecie okna bia porcelanow waz. Jeeli w mieszkaniu nie
zdarzy si nic nadzwyczajnego, suca po piciu minutach miaa zabiera j z okna. Gdyby
gestapo urzdzio nalot, waza albo by si nie pojawia, albo pozostaa zbyt dugo w oknie.

Laskowa opucia swj apartament pierwsza, zabierajc walizk. Obserwowaem jaz okna. Po
piciu minutach doczyem do niej. Walizk postanowia odda do przechowalni bagau na
dworcu kolejowym. Zdecydowalimy, e po dwch dniach pole si po ni jakiego najgorzej
wygldajcego tragarza. Jeeli Niemcy przeszukaj zawarto, wpadnie tragarz, ale i tak go
pewnie zwolni. Jeeli nie, bdzie tylko nastpn ofiar dla wyszej sprawy...
Dugo zastanawialimy si, dokd i. Laskowa nie chciaa naraa nikogo ze znajomych.
Zdecydowaa, e wynajmiemy pokj w hoteliku o renomie domu publicznego. Okupant
popiera takie instytucje w ramach polityki demoralizacji spoeczestwa, a zwaszcza
modziey polskiej. Nie interesowano si w nich personaliami.
Szybko zapacilimy za dwa dni z gry i poszlimy w kierunku schodw na pitro. Zdawaem
sobie spraw, j ak bardzo bolesna musi by dla niej obecno w takim miejscu. Staraem si
jej doda otuchy. Umiechna si tylko.
- Idziemy - uja mnie pod rami.
Przez dwa dni chodziem o umwionych godzinach pod kamienic, gdzie mieszkaa Laskowa,
i wypatrywaem wazy w oknie. Pojawiaa si i znikaa regularnie. Nawizaem take kontakt
z organizacj i dowiedziaem si, co si waciwie wydarzyo.
Na lsku wpad nasz cznik. Pod wpywem tortur wyjawi miejsce naszych spotka.
Obserwowano wszystkich wchodzcych i wychodzcych. Idc za Kar, szpicle gestapo
odkryli, gdzie mieszka. Chodzili za nim jeszcze kilka dni, po czym aresztowali w jego
mieszkaniu. Byo to na dzie przed jego umwionym spotkaniem z Cyn. Cae szczcie, e
w okresie, gdy by obserwowany, nie odwiedzi mieszkania Laskowej. Wtedy wszyscy
zostalibymy aresztowani.
Po aresztowaniu Kary w jego mieszkaniu gestapo urzdzio "kocio". W ten "kocio" wpad
Cyna.
Podziemie starao si wszelkimi dostpnymi sposobami dotrze do Cyny i Kary w wizieniu,
ale bezskutecznie. Byli trzymani pod wyjtkow stra i nie byo mowy o zorganizowaniu
odbicia ich czy te wykupienia. Niemcy zdawali sobie spraw, e trafili w ich rce
przywdcy.
Wreszcie nadszed z wizienia gryps, w ktrym informowano, e Kara by straszliwie
torturowany, ma poamane rce i nogi i prosi o trucizn. Kilka dni potem przekupiony
stranik dostarczy mu cyjankali wraz z krtk informacj: "Zostae odznaczony Virtuti
Militari. Cyjankali w zaczeniu. Kiedy si spotkamy. Brat". Nastpnego dnia nadesza
wiadomo, e Kar pochowano na podwrzu wiziennym.
191
O Cynie nadal nic nie wiedzielimy. Kilka miesicy pniej okazao si, e przebywa w
obozie koncentracyjnym w Owicimiu i jest we wzgldnie dobrym stanie. Gestapo nie
odkryo jego tosamoci.
Weronika Laskowa po kilku dniach powrcia do swego mieszkania. Masowe aresztowania
oraz wiadomo, e wielu z nas gestapo moe mie na oku, sprawiy, e w caym okrgu
postanowiono przeprowadzi generaln reorganizacj si podziemnych. Ulegy zmianie
adresy, punkty spotka, meliny, punkty kontaktowe czniczek. Dokonano przegrupowa
personalnych. Cz ludzi wycofano do innych miast. To bya jedna z najciszych poraek
Podziemia w Krakowie w 1941 roku.
Niemcy byli przekonani, e Podziemie ulego rozbiciu. Straty nie byy jednak nawet w
poowie tak powane, jak sobie okupant wyobraa.
W grupie osb wycofanych z Krakowa znalazem si take i ja. Dostaem rozkaz objcia
kierownictwa jednostki, ktrej zadaniem byo utrzymanie cznoci pomidzy przywdcami
politycznymi Podziemia w Warszawie.

Znaczenie i niezbdno cznoci wynikay ze specyfiki konspiracyjnej. Najoglniej


chodzio o to, aby czoowe postaci konspiracji nie musiay si zbyt czsto ze sob spotyka
osobicie.
Praca tego rodzaju wymagaa absolutnej bezstronnoci, dobrej woli i bezinteresownoci.
Osobiste opinie czy pogldy nie mogy way na jakoci pracy. Interpretacje musiay by
obiektywne. Nieprzestrzeganie tych zasad rodzioby nieuniknione nieporozumienia, intrygi
czy nawet rywalizacj. A wic zjawiska podwaajce jedno i spoisto Podziemia.
Decydujc si na udzia w tej pracy, poprzysigem sobie, i nie zawiod ludzi, ktrzy mi
zaufali.
Rozdzia XXI EPIZOD LUBELSKI
W
Warszawie najpilniejsz rzecz stao si ustalenie takiej legendy, ctra nie naraaaby mojej
rodziny i przyjaci, a zarazem nie wzbudzaa wtpliwoci gestapo w przypadku
aresztowania. W konspiracji obowizywaa zasada, aby jak najmniej ludzi znao obciajce
fakty. Miao to znaczenie zarwno z punktu widzenia osobistego, jak i organizacji. Osoby
zaufane byy starannie dobierane, tak aby same potrafiy dochowa tajemnicy, trzyma jzyk
za zbami, a take nie ulega metodom perswazji stosowanym przez gestapo.
W Warszawie mieszkaa moja siostra i trzech braci. Z siostr nie widziaem si od listopada
1939 roku, kiedy odwiedziem japo ucieczce z niemieckiego transportu. Syszaem z wielu
ust, e od tego czasu jej stan bardzo si pogorszy. Jej zamordowany przez Niemcw m by
czowiekiem zamonym, bya zatem zabezpieczona finansowo, ale znajdowaa si w fatalnym
stanie psychicznym. Odizolowaa si od ludzi i nawet z rodzin nie chciaa utrzymywa
kontaktu. Nie miaem wtpliwoci, e odwiedzenie jej byoby niecelowe.
Najstarszy brat Marian, u ktrego w domu otrzymaem rozkaz mobilizacyjny nad ranem 24
sierpnia 1939 roku, by czowiekiem, na ktrym mogem polega w stu procentach. Wiedzia
o mnie prawie wszystko. Poprzez wsplnych znajomych utrzymywalimy kontakt. Kiedy
nawet spotkalimy si w Warszawie, w warunkach konspiracyjnych. Brat zosta aresztowany
w drugim roku okupacji. Trafi do obozu koncentracyjnego w Owicimiu, ktry -jakim
zrzdzeniem losu - mieci si tam, gdzie stacjonowaa moja dawna jednostka wojskowa.
Jakim cudem si stamtd wydosta. Czasami opowiada o swym uwizieniu. Teren koszar
Niemcy przeksztacili w jedno z najstraszniejszych miejsc na ziemi. Relacje brata byy
bardziej wstrzsajce ni wszelkie znane mi relacje z czasw wojny.
Marian mia czterdzieci osiem lat. By czowiekiem inteligentnym, dowiadczonym i
kompetentnym. Peni wysokie stanowisko w biurze delegata rzdu na
193
kraj. Wiedzia o Podziemiu o wiele wicej ode mnie. Mimo e kontakty z rodzin i krewnymi
nie byy w konspiracji dobrze widziane, a niekiedy wrcz zakazywane, spotykaem si z
Marianem. Postanowilimy jednak, e reszta rodziny o tym si nie dowie. Mia udawa, e
nie zna moich wojennych losw.
Z drugim bratem, Adamem, nigdy nie byem blisko, nie ujawniaem wic przed nim swojej
obecnoci.
Trzeci brat, Stefan, y w cikich warunkach. Mia czterdzieci pi lat. Dokonywa cudw,
aby utrzyma na jakim-takim poziomie rodzin. Jego starsza crka Zosia skoczya
siedemnacie lat, a syn Rysiek mia szesnacie. Zosi bardzo lubiem, co do Ryka, musiaem
bra pod uwag opini brata, i jest na "zej drodze". Pozostawa pod wpywem spekulantw i

imponowao mu robienie interesw na czarnym rynku. Ustaliem ze Stefanem, e jego syn nie
dowie si o moim pobycie w Warszawie.
Osobny problem stanowili moi liczni przedwojenni przyjaciele i znajomi. Nie sposb byo
unikn przypadkowych spotka na ulicy, w tramwaju czy kawiarni. W miar moliwoci
staraem si wtedy schodzi im z oczu, nie reagowa na pozdrowienia czy te udawa kogo
innego. Nie zawsze si to udawao. Wwczas zdawkowo staraem si zakoczy spotkanie,
mwic, e piesz si na pocig, bo w Warszawie jestem przejazdem. Z czasem nabraem
rutyny. Nie dawaem znajomemu doj do sowa, informujc, e pracuj dla jakiej fabryki
pod - powiedzmy - Kielcami i bywam w Warszawie sporadycznie. Wyraaem rado ze
spotkania i proponowaem kolejne w jakiej kawiarni, gdzie sobie duej pogadamy. Nigdy
nie przychodziem. Pewnie narobiem sobie wrogw, ale nic mdrzejszego nie potrafiem
wymyli.
Szybko zorientowaem si, e warszawiacy doskonale przystosowali si do nowych
warunkw ycia. Istnienie Podziemia byo dla nich faktem oczywistym. Jego obecno we
wszystkich dziedzinach ycia bya widoczna i nie stanowia zaskoczenia. Tak wielu ludzi
pracowao dla Podziemia, e uznawano taki stan za normalny. Warszawiacy przystosowali si
szybko do wymogw konspiracji. Unikali plotek, nie interesowali si dziwnym zachowaniem
ssiadw, nie pytali, kto ich odwiedza. Generalnie unikali wymieniania nazwisk. Mwili na
przykad: "Widziaem t z drugiego pitra, jak spotkaa tego z trzeciej bramy i zapytaa, gdzie
jego znajomy z wakacji kupi dywan".
Wielu warszawiakw posugiwao si faszywymi papierami. Spotkanie dawno nie
widzianego przyjaciela oznaczao zwykle konieczno ukrywania si przez jaki czas. Takie
"zniknicia" traktowano normalnie. Ot, jakby kto wyjecha na par dni na wie. Powstaway
zreszt na temat ukrywania si liczne dowcipy. Opowiadaa je nie tylko warszawska ulica, ale
nawet aktorzy w... niemieckich kabaretach.
Oto jeden z nich. Znajomy widzi na ulicy przyjaciela i krzyczy: "Winiewski, stary byku,
skd si tu wzie? Przecie mieszkasz we Lwowie". Syszy gon odpowied: "Jestem tu,
bo si ukrywam. A w ogle teraz nazywam si Zieliski".
194
Ludzie yjcy w cigym niebezpieczestwie staj si bardziej czujni i wraliwi na otoczenie.
Niestety take mniej ostroni w odniesieniu do samych siebie. Czsto ich to gubi. Tak byo z
moim znajomym z Otwocka. Pracowa w dywersji, przy przygotowywaniu materiaw
wybuchowych. Udajc si do Warszawy, czeka na przystanku kolejki podmiejskiej. Usn.
Obudzi go patrol niemiecki. Dokumenty mia w porzdku. Policjanci znaleli jednak przy
nim dwie sponki. Mia je po prostu w kieszeni. Noszenie ich w tym miejscu uwaa za tak
naturalne, jak posiadanie przez elektryka w kieszeni kawaka drutu.
Czonkom Podziemia oprcz niebezpieczestwa wynikajcego z ich pracy towarzyszyy take
problemy, jakimi yo spoeczestwo. Jednym z nich bya bieda i niedoywienie, na skutek
celowej polityki okupanta. Wraz z okupacj Niemcy wprowadzili reglamentacj ywnoci.
Wie, ktra w normalnych warunkach ywia miasto, teraz nie moga tego robi. Na rolnikw
naoono obowizek dostaw podw dla okupanta. Mogli zatrzymywa jedynie niewielk ich
cz na swj uytek. W miecie wprowadzono kartki na ywno, ktre absolutnie nie
pokryway zapotrzebowania. Jakby tego byo mao, w sklepach nigdy nie znajdowao si tyle
towaru, aby je zrealizowa. W rozwizywaniu sytuacji nieocenion rol peni czarny rynek,
cho ceny na nim byy bardzo wysokie. W porwnaniu z 1939 rokiem ceny podstawowych
artykuw, takich jak chleb czy ziemniaki, wzrosy trzydziestokrotnie, a kilogram boczku
kosztowa pidziesit razy wicej.
Poziom ycia obniy si drastycznie. Ludzie permanentnie nie dojadali, wiele stara
wkadajc w zdobycie dodatkowych artykuw ywnociowych lub pienidzy na ich zakup.

Starajc si i ja jako kombinowa, uzyskaem dodatkowe komplety kartek na nazwiska osb


nieyjcych. Pomg mi w tym zaprzyjaniony ksidz Edmund, ktry udostpni metryki
dzieci urodzonych przed dwudziestu omiu laty i przedwczenie zmarych, oraz kolega
zatrudniony w magistracie, ktry je na papierze "oywi". Dziki temu miaem dwa
dodatkowe komplety dokumentw, w tym kartek ywnociowych.
Zameldowaem si od razu w dwch dodatkowych mieszkaniach, gdzie od czasu do czasu si
pojawiaem. Mieszkanie pod trzema adresami dawao dwie rezerwowe meliny, z ktrych
mona byo skorzysta w razie zagroenia. No i miaem teraz trzy racje ywnoci.
Jednym z pierwszych zada, jakie dostaem po przyjedzie do Warszawy, byo dostarczenie
materiaw konspiracyjnych do Lublina. Byy to raporty, podziemne gazetki i biuletyny
radiowe. Opakowano je w normaln gazet i uformowano tak, by zawinitko przypominao
bochenek chleba. Niosem je pod pach, wyszedszy z zaoenia, i nie budzi to podejrze.
Poza tym zawsze atwiej mona si byo takiego pakunku pozby.
Zwykle podr do Lublina nie zajmowaa wicej ni sze godzin. W czasie okupacji czas ten
si wydua. Pocigi byy w fatalnym stanie. Panowa w nich zawsze tok. Czsto byy
zatrzymywane do kontroli.
195
Tak byo rwnie i tym razem. Mniej wicej po trzech godzinach jazdy zauwayem, e
stajemy adnych par kilometrw przed Dblinem i zaczynaj nas otacza uzbrojeni Niemcy.
Takie rewizje byy czste i miay na celu walk ze szmuglem ywnoci. Dokumenty i bagae
pasaerw byy sprawdzane. Gdy znaleziono ywno, bya ona natychmiast konfiskowana.
Kary dla szmuglerw byy rne. Przy niewielkich ilociach koczyo si na zwymylaniu i
poszturchiwaniu. Za wiksze iloci mona byo trafi do aresztu lub nawet obozu
koncentracyjnego.
Obserwowaem, jak z koca wagonu zmierza w moim kierunku dwch andarmw,
sprawdzajc po drodze dokumenty i pakunki. Zaczem si wycofywa w przeciwnym
kierunku, trzymajc pod pach "bochenek". Stamtd jednak rwnie nadchodzia dwjka
andarmw. Rozgldaem si i szybko analizowaem sytuacj. Jeeli upuszcz na podog
"bochenek", nara wszystkich pasaerw wagonu, poza tym strac ca przesyk. Jedyn
szans byo schowanie paczki midzy drzwiami w tyle wagonu a jego cian.
Dotarem do drzwi tu przed andarmami. Oparem si o nie, utkwiem wzrok w oknie i
zaczem ziewa, znudzony. Rwnoczenie wsunem "bochenek" za drzwi. Przepychajc si,
wrciem na dawne miejsce. Podeszli andarmi. Podaem dokumenty. Dobrze podrobione
papiery nie wzbudziy wtpliwoci. Niemcy zatrzymali kilka osb, skonfiskowali sporo
szmuglu ywnociowego, w kocu wyszli.
Pocig ruszy. Kilka minut pniej zaczem si przesuwa do drzwi po mj "bochenek".
Nagle zobaczyem, jak mj pakunek unosi do gry jaka stara, pomarszczona chopka.
- Podajta tamtemu panu - wskazaa na mnie.
Ponad gowami ludzie podawali sobie mj pakunek. Trafi do moich rk. Nikt o nic nie pyta.
W owym czasie krya po okupowanym kraju anegdota. Pytanie: Jak przerzuci na
kontynent europejski wojska alianckie, tak aby si Niemcy nie zorientowali? Odpowied:
Powierzy zadanie polskim szmuglerom i... spa spokojnie.
Do Lublina dotarem bez dalszych przeszkd.
Rozdzia XXII KULISY WALKI
W
rew powszechnej opinii niemiecka okupacja Polski nie bya sku-;czna nawet z policyjnego
punktu widzenia. Praktyka ruchw opo-n we wszystkich okupowanych krajach pokazywaa,
e machina represyjna bya bezradna wobec zorganizowanej struktury podziemnej,

posiadajcej silne zaplecze spoeczne. S woj reputacj policja i gestapo budoway na


lepym, bezwzgldnym terrorze, stosowaniu nieludzkich metod wobec aresztowanych oraz
sianiu strachu. Starali si przy tym, aby zagroenie byo nieprzewidywalne i wymykajce si
logice, totalne w swoim wymiarze. Natomiast przecitny gestapowiec nie by ani inteligentny,
ani byskotliwy. Przewaali niedouczeni sadyci, ignoranci oraz zwykli kryminalici.
Wedug ocen Podziemia na terenie Polski dziaao w 1942 roku ponad szedziesit tysicy
agentw gestapo. Mimo to nie udao im si zniszczy polskiego ruchu oporu i tylko w
nielicznych przypadkach zdoali przenikn do orodkw kierowniczych konspiracji.
Niektre metody walki stosowane przez Niemcw stawiay nas przed dramatycznymi
wyborami moralnymi i osabiay ducha Podziemia. Dotyczyo to przede wszystkim zasady
odpowiedzialnoci zbiorowej stosowanej w celu podwaenia sensu oporu i zamania woli
walki w spoeczestwie. Ju od wrzenia 1939 roku hitlerowcy zaczli mordowa setki
niewinnych ludzi w odwecie za ponoszone straty. Od pocztku okrelili reguy gry, ktre
musielimy przyj. Stao si jasne, e kada nasza akcja przeciw okupantowi moe oznacza
mier ludzi czsto nam bliskich i kochanych.
W miecie na og nie wiedziao si, kto poniesie mier po akcji Podziemia przeciwko
Niemcom. Rozstrzeliwali w odwecie co pitego winia czy co dziesitego mieszkaca ulicy,
na ktrej dokonano zamachu czy sabotau. Na prowincji okupant wykazywa wicej
diabelskiej perwersji. Ogaszano listy osb, na ktre miaa spa odpowiedzialno, gdyby w
okresie trzech miesicy dokonano "bandyckiego aktu" przeciwko administracji Generalnej
Guber197
ni. Ludzie w maych skupiskach znali si dobrze. Wiedzieli, kim s zakadnicy. Znacznie
trudniej byo podj decyzj o wysadzeniu pocigu, wiedzc, kto za to zapaci yciem. Ale
Podziemie musiao dziaa, tote akty sabotau na danym terenie wykonywane byy przez
czonkw Podziemia z innej okolicy.
Z blem godzc si na straty ludzkie w wyniku tpej represji, Podziemie publicznie
zapowiedziao, e niemieckie okruciestwo nigdy nie zostanie zapomniane, a stosowanie
zbiorowej odpowiedzialnoci doczeka si po zwycistwie nad Trzeci Rzesz surowej kary.
Kady Niemiec zamieszany w represje przeciwko ludnoci polskiej czy przeciw bezbronnym
i opuszczonym ydom bdzie mia po wojnie wymierzon sprawiedliwo.
Niemcy w szczeglny sposb represjonowali polsk wie. Miaa ona wbrew swej woli ywi
okupanta. W efekcie ywno starano si ukry przed okupantem lubjniszczono.
Oszukiwano na dostawach, jeeli nie dao si ich jako zakamuflowa. Zwierzta
gospodarskie czsto przechowywano poza wsi, aby ich Niemcy nie zarekwirowali. Akcjom
konfiskaty towarzyszyy czsto dantejskie sceny poczone z paleniem opornych wsi czy
mordowaniem chopw odmawiajcych daniny. Kontrybucje te w naturalny sposb napdzay
modzie wiejsk w szeregi partyzantki.
Represje dosigajce wie wpyway naturalnie na radykalizacj nastrojw politycznych.
Wystpujce w imieniu ludnoci wiejskiej Stronnictwo Ludowe nie kryo, e z wygranej
wojny musi si wyoni Polska o zmienionej strukturze spoeczno-politycznej. Chopi mieli
otrzyma ziemi w wyniku radykalnej reformy rolnej oraz dostp do bezpatnej nauki od
szkoy powszechnej poczynajc, a na uniwersytecie koczc. Nowa Polska miaaby - wedle
ludowcw - by pastwem parlamentarnym, wolnym od rzdw klik i koterii, gwarantujcym
prac dla kadego i rwne prawa dla wszystkich. Wie cierpiaa, dwigaa ciar wojny, ale
nie zamierzaa czyni tego nadaremnie.

Wyrzekanie si przez Niemcw wszelkich norm moralnych w deniu do ujarzmienia narodu


polskiego wywoywao reakcje Podziemia. Aspekty moralne czsto schodziy na plan dalszy.
Najwaniejsza bya ch zemsty na znienawidzonym wrogu.
Opowiadano mi na przykad o "specjalicie od zemsty" uywajcym imienia Jan i rzekomo
pochodzcym z Poznania. Mwi wietnie po niemiecku i posugiwa si papierami
volksdeutscha. Kontakty z Niemcami nawizywa bardzo atwo. Zapraszano go do
niemieckich lokali. Jego ulubionym aktem zemsty byo roznoszenie zarazkw tyfusu,
choroby, ktrej Niemcy panicznie si bali. Podobno posugiwa si specjalnie hodowanymi
wszami. Przechowywa je w metalowym pudeeczku, a podczas wizyt w miejscach
uczszczanych przez Niemcw stara si insekty wypuszcza. Robi to w szatniach
restauracji, toaletach czy nawet w salach konsumpcyjnych. Gdy usyszaem o tym, ta metoda
walki wydaa mi si odraajca. Z czasem moja wraliwo stpiaa.
Podziemie posiadao dobr orientacj w pwiatku Warszawy. Znani byli nam zodzieje,
wamywacze i ludzie od "mokrej roboty". Ich dziaalno, jeli skierowana bya na Niemcw i ich kolaborantw, nie przeszkadzaa nam. Czasami
przynosia natomiast korzyci w postaci dostarczanych nam informacji, uzyskanych na
przykad z wamania. Potpialimy stanowczo takie akcje pwiatka wobec i tak ju
przygniecionych okupacj Polakw. Przestpcy w wielu wypadkach rozumieli to dobrze.
Rki na swoich nie podnosili.
Specyficzn grup tego rodowiska byy prostytutki. Podziemie starao si publicznie je
pitnowa. Tradycyjnie wykonywan kar byo strzyenie gw owych "dam". Chodzio o to,
aby byy widoczne, by tym si wyrniay, aby ludzie od razu rozumieli, z kim maj do
czynienia.
Byy jednak wyjtki. Jeeli prostytutki dostarczay nam cennych informacji uzyskiwanych
podczas kontaktw z oficerami niemieckimi, nikt nie stara si ich pitnowa.
Zabronione i pitnowane byo chodzenie do kin, kabaretw i lokali rozrywkowych.
Popularnym hasem byo: "Tylko winie siedz w kinie". Kierownictwo Podziemia
wychodzio z zaoenia, e w czasach, gdy kraj cierpi, krwawi i walczy, Polacy nie powinni
oddawa si rozrywkom. Zwaszcza e przy tej okazji Niemcy starali si wciska swoj
propagand. Naturalnie potpiane byo take czytanie niemieckiej prasy i "gadzinowej" prasy
publikowanej po polsku. To samo odnosio si do ksiek publikowanych przez okupanta w
Polsce i literatury wydawanej w Niemczech.
Wobec Polakw nie stosujcych si do tych zalece uywano rozmaitych rodkw
"perswazyjnych". To moga by, na przykad, przyklejona na drzwiach mieszkania kartka:
"Tu mieszka winia czytajca niemieckie gazety" albo: "Lepiej mu w niemieckim burdelu ni
we wasnym domu". Zdarzay si take powaniejsze ostrzeenia, z zaleceniem ostracyzmu
wcznie.
Podziemie starao si take "wiza" ze sob skorumpowanych urzdnikw niemieckich,
wojskowych czy te polskich kolaborantw. Nie chodzio bynajmniej o wizy sympatii...
Ktrego razu dowiedzielimy si, e niemiecki urzdnik posiada spor ilo papieru
gazetowego i szuka kupca. Dotarlimy do niego i zapacilimy horrendalne pienidze, jakich
da. By w sidmym niebie. Chwali Polakw. Mwi, e wojna jest niepotrzebna, bo
utrudnia robienie interesw. My tymczasem ca transakcj udokumentowalimy
fotograficznie. Po kilku dniach jeden z naszych ludzi poszed do Niemca i zapyta o papier.
Naturalnie - mia. Ustalili miejsce odbioru. Jednak gdy przyszo do ceny, Niemiec usysza, e
nasza oferta jest czterokrotnie nisza ni poprzednio. Wybuchn gniewem. Finalizujcy
transakcj kolega pokaza mu zdjcia z poprzednich rozlicze i zakomunikowa, e jeeli nie
przystanie na warunki Podziemia, o wszystkim do wiedz si j ego przeoeni. Zrozumia.
Wsppracowa z nami jeszcze kilka miesicy, dopki nie odwoano go do Berlina.

Gdy tylko pozwalay okolicznoci, staralimy si take nawizywa korzystne kontakty z


wojskowymi niemieckimi. Najlepszymi kandydatami byli onierze lub oficerowie na
urlopach lub rekonwalescencji. Wszyscy bez wy199
198
_ j-~ "v~..^**< u uujr i niebezpieczestwa frontowe. Marzyli o dobrym jedzeniu, alkoholu,
papierosach i kobietach. Do rutyny naleao ugoszczenie takiego kandydata w restauracji, po
czym zaproponowanie odkupienia jakiej czci umundurowania: paszcza, pasa czy bielizny
wojskowej. Potem zagadywano o pistolet. Niemiec si oburza, protestowa. Opr
pokonywao si albo kolejnymi toastami alkoholowymi, albo tumaczeniem, e zawsze moe
zameldowa kradzie broni, podajc prawdopodobne okolicznoci.
Do takich "kontaktw" uywalimy czonkw Podziemia mwicych czystym jzykiem
niemieckim. Alternatyw byy wsppracujce z nami prostytutki. Skuteczno dziaania bya
dua. Zwaszcza w przypadku wojskowych czasowo przebywajcych w Warszawie, ktrym
"utrat" broni atwiej byo wytumaczy, zwalajc win na nieznajomo miasta, sytuacji i
zdemoralizowanie Polakw pragncych na kadym kroku okra dzielnego wojownika
Trzeciej Rzeszy.
Inn grup szczeglnego zainteresowania Podziemia byli tzw. treuhande-rzy, czyli zarzdcy
mienia trafiajcego w rce niemieckie. Naturalnie mienie to nie spadao Niemcom z nieba.
Byy to grabione na terenach si wcielonych do Rzeszy domy, mieszkania, fabryki, sklepy i
inne nieruchomoci wraz z ich wyposaeniem. Byo to mienie zarwno polskie, jak i - przede
wszystkim -ydowskie. Treuhander musia by czowiekiem zaufanym, zna jzyk niemiecki
i zwykle w przeszoci wywiadcza Niemcom jakie "usugi". Na przykad w szeregach tzw.
pitej kolumny - organizacji penetrujcej szpiegowsko zachodnie i pnocne tereny Polski
oraz przygotowujcej ich "wcielenie" do Reichu. To czonkowie pitej kolumny strzelali do
nas z okien w Dwicimiu, gdy wycofywalimy si z miasta. To oni podobnie pomagali
kVehrmachtowi w Poznaniu, Bydgoszczy i na lsku.
Po zajciu polskich ziem i wypdzeniu Polakw Niemcy chtnie korzysta-i z usug polskich
zaprzacw znajcych tereny, realia i ludzi oraz, naturalnie, leklarujcych wierno
"Tysicletniej Rzeszy". Wielu z nich zostawao reuhanderami. Byli wrd nich ludzie
inteligentni, ktrzy uwaali, e po klec Polski ich szans stay si "Wielkie Niemcy" i e w
perspektywie ich y-ia nic nie moe tego zmieni. Albo wic bd polskimi pariasami, albo
"nawr-onymi" Niemcami. Postaw tak Podziemie uznawao za szczeglnie pod.
Zwalczanie, potpianie treuhanderw i ich "wizanie" uwaalimy za wane.
Wykorzystywano przede wszystkim ogromn chciwo treuhanderw. Luzie ci, zarzdzajc
zrabowanym mieniem, starali si take ukra co dla sie-ie i spieniy. Starano si nawiza
z takim kontakt i kupi, na przykad, ywan. wiadomie przepacano. Potem zamawiano
biurko. Krok po kroku cigano takiego "partnera" w sytuacj bez wyjcia. Musia ju z
Podziemiem sppracowa, bo inaczej niemiecka administracja otrzymaaby dobrze udoamentowane doniesienie o dziaalnoci swojego treuhandera.
Gdy wyjedaem z Polski ze swoj misj w kocu 1942 roku, zauwaalne
200
oyto zjawisko "garnicia si" treuhanderw do Podziemia i udziau w akcjach przeciwko
Niemcom. Nie byli ju w tym czasie do koca przekonani, e niemiecki porzdek zapanuje na
wieki.

W 1941 roku sytuacja finansowa Podziemia bya za. Pomoc zagraniczna nie wystarczaa.
Podziemie postanowio wwczas szuka rozwizania w poyczkach wewntrznych. W
nagych wypadkach wadze podziemne uciekay si do sprzeday czego w rodzaju obligacji,
ktre, po wygraniu wojny, miayby zosta wykupione. Powodzenie tej akcji zaleao w
oczywisty sposb od wiary w ostateczne zwycistwo nad Niemcami oraz zaufania do
Podziemia.
Poyczka dokonywana bya za pokwitowaniem, ktre musiao wyglda bardzo
"nieoficjalnie", aby w razie rewizji nie stanowio obciajcego dowodu. Brzmiao na
przykad tak: "Bardzo Pani dzikuj za pomoc w postaci dwch workw kartofli, za ktre
postaram si jak najszybciej odwdziczy". Tu nastpowa podpis oraz sekretny znak
wykonany odrcznie. Zamiast "kartofli" mg si pojawia "wgiel", "mka", "cukier" itd.
Byy to kryptonimy na oznaczenie kwoty poyczki.
Do pobierania poyczki Podziemie zatrudniao przede wszystkim osoby o
niekwestionowanym autorytecie, ktre nie byy bezporednio zwizane z dziaalnoci
konspiracyjn. Pozycja tych ludzi niejako miaa gwarantowa wiarygodno caej operacji i
zapobiega ewentualnym naduyciom.
Akcja kwestowania bya trudna z psychologicznego punktu widzenia. Oto przychodzi
czowiek apelujcy o pomoc finansow w imieniu nieznanych potencjalnym darczycom i
tajemniczych "wadz Podziemia". Oczywicie czowiek ten nie mg si wylegitymowa
adnym dokumentem potwierdzajcym jego sowa. Toczya si subtelna gra o zdobycie
zaufania. Przecie rwnie dobrze mg to by niemiecki prowokator...
- Waciwie dlaczego mam panu ufa? - padao czsto pytanie. - Jaka jest gwarancja, e pan
tych pienidzy nie zatrzyma dla siebie?
Zwykle, dla uwiarygodnienia, mwio si wtedy o jednym ze wsplnych znajomych, ktry
rekomendowa odwiedzan osob. Rwnoczenie zaznaczao si, e Podziemie jest
organizacj nie tylko tajn, ale i oficjaln, Pastwem Podziemnym. Pozostawa jeszcze ostatni
argument, jakim byo sowo honoru. Mimo wszelkich ogranicze akcja poyczkowa -jak
syszaem - przynosia efekty.
Rozdzia XXIII TAJNA PRASA
J
ednym z obszarw dziaalnoci podziemnej, ktry udao mi si najlepiej pozna, bya tajna
prasa. Otrzymaem zadanie sporzdzania sprawozda dotyczcych wydawnictw
konspiracyjnych. Z kolei ja zleciem dokonywanie biecych przegldw prasy, ktre
ukazyway si co trzy dni. Moi przeoeni mieli wic biec orientacj w gwnych nurtach
politycznych. Natomiast raporty miesiczne byy podsumowaniem tej wiedzy oraz prb
analizy politycznej. To ju robiem sam.
Byy take osobiste powody, dla ktrych interesowaem si pras. Od dziecka miaem zadatki
na kolekcjonera. Najpierw zbieraem monety i banknoty, potem ksiki o sztuce oraz wiele
rozmaitych, czsto niepotrzebnych rzeczy. Podczas mego pobytu w Warszawie zaczem
gromadzi wszelkie wydawnictwa podziemne: ksiki, broszury, biuletyny, gazetki, ulotki.
Wbrew zasadom konspiracji zbieraem to i przechowywaem w starej skrzyni umieszczonej
na strychu kamienicy, w ktrej bya jedna z moich melin. Druki te pasjonoway mnie i
traktowaem je jak okazy wspaniaych motyli zdobywanych gdzie w afrykaskiej dungli.
Chciaem zgromadzi kolekcj drukw podziemnych, ktra po wojnie mogaby stanowi
cenne rdo bada historycznych i muzealnych.
Moj wyobrani kolekcjonersk poruszay niewtpliwie bogate tradycje nielegalnej prasy w
Polsce. Polacy posiedli ogromn wiedz w jej drukowaniu i kolportau. Historia podziemnych
wydawnictw siga czasw pierwszego rozbioru Polski. Pod zaborami wydawano "bibu"
zachcajc do wytrwania. Rozprowadzano tysice ulotek i drukw konspiracyjnych, mimo

cigania przez rozbiorowe wadze austriackie, pruskie, a przede wszystkim rosyjskie, gdzie
podziemny proceder wydawniczy by najpowszechniejszy.
Jednym z wielu anonimowych drukarzy, zarazem za autorem i redaktorem tekstw by
mody, nieznany socjalista wydajcy w odzi w latach 1899-1901 pisemko "Robotnik".
Osiemnacie lat pniej czowiek ten znany by w caym
wiecie. By nim Jzef Pisudski, pniejszy wdz naczelny polskiego wojska i jeden z ojcw
niepodlegoci Polski.
Przez wiele lat modzi Polacy, obywatele wolnej Rzeczypospolitej, odwiedzali t historyczn
piwnic w robociarskiej dzielnicy odzi przy ulicy Wschodniej pod numerem 19.
Wystawiano w niej ma, rczn maszyn drukarsk, popularnie zwan "bostonk" (od
miejsca skonstruowania - amerykaskiego Bostonu). Maszyna, na ktrej drukowa Pisudski,
staa na swoim miejscu a do l wrzenia 1939 roku. Dla Polakw bya ona jedn ze witych
pamitek. Miaa swj "udzia" w walce o wolno Polski.
Takjak dawniej, tak podczas okupacji hitlerowskiej Polacy z pasjoddawa-li si tajnemu
drukowaniu prasy, ulotek i rozmaitych wydawnictw. W wielu miejscach funkcjonoway mae
drukarnie, korzystajce z przenonych, rcznych maszyn, atwych do ukrycia i nie czynicych
haasu, starych, poczciwych "bostonek".
Tajna prasa, z ktr miaem do czynienia, nie zajmowaa si wycznie tematyk
okupowanego kraju. Gazety codzienne, jak te wydawnictwa tygodniowe, dwutygodniowe i
miesiczniki staray si przynosi najwiesze wiadomoci ze wiata. Przekazywali je
pracownicy nasuchu radiowego. Byli to ludzie w rnym wieku, ukrywajcy swe
radioodbiorniki w najrniejszych kryjwkach. Suchali zagranicznych radiostacji, aby
uzyska wiadomoci i jak najszybciej przela je na papier podziemnej prasy. Jeeli pozwalay
na to warunki, prowadzono nasuch kilku stacji, bo nigdy nie byo wiadomo, jaki bdzie
odbir.
Delegat rzdu, organizacja wojskowa i stronnictwa polityczne dysponoway wasnymi
subami prasowymi. Za ich porednictwem wiadomoci szybko "szy w kraj". Rwnoczenie
korzystay one z serwisw sub prasowych rzdu na wychodstwie, nadsyanych regularnie
drog radiow.
Otrzymywalimy w ten sposb przemwienia Roosevelta i Churchilla, wywiady z czonkami
polskiego rzdu czy biece meldunki z frontw. Tego typu wiadomoci byy
rozpowszechniane w cigu kilku godzin. Prcz tego przygotowywane byy artykuy
redakcyjne, komentarze czy omwienia nie wymagajce szybkiej publikacji.
Rnorodno pism ukazujcych si w Podziemiu bya bardzo dua. Kade ugrupowanie
polityczne miao co najmniej jeden organ prasowy, a niektre nawet kilka pism. Nakady tych
pism i zasig ich oddziaywania rniy si midzy sob mniej wicej tak, jak prezentowane
w nich pogldy...
"Biuletyn Informacyjny", poficjalny organ armii podziemnej, ukazywa si w nakadzie co
najmniej trzydziestotysicznym, ale by czytany przez wielokrotnie wicej czytelnikw,
bowiem kada gazetka przechodzia z rk do rk, trafiajc do kilku lub kilkunastu osb.
Nakady innych pism byy nisze i wahay si od stu pidziesiciu do kilkunastu tysicy
egzemplarzy.
Jak wyglday gazetki podziemne? Wikszo z nich, z oczywistych powodw, miaa format
atwy do ukrycia: kilkanacie na dwadziecia kilka centy203
202

metrw. Liczyy zwykle od czterech do szesnastu stron. Niektre z nich drukowano na


rcznych maszynach drukarskich, wikszo technik powielaczow.
Nie wszystkie tajne publikacje cieszyy si aprobat wadz Podziemia. Wiele z nich,
jakkolwiek wydawanych w dobrej wierze, uwaanych byo za... zbdne. Cz z nich miaa
zbyt lokalny i ograniczony zasig, inne miay nieodpowiedzialny politycznie charakter i
wywoyway zamt w Podziemiu. Niektre propagoway pogldy z pogranicza mistycyzmu,
wrb i przepowiedni. Jeszcze inne, nie przestrzegajc zasad konspiracji, powodoway
aresztowania i straty materialne.
Wydawanie podziemnego tytuu wymagao nie tylko sprztu, dziennikarzy, drukarzy i
kolporterw. Wymagao take takiego redagowania, aby adne z podawanych faktw i
informacji nie mogy zaszkodzi Podziemiu. Gestapo posiadao dobr orientacj w prasie
podziemnej i ledzio zawarto zdecydowanej wikszoci jej tytuw.
Generalnie pogldy i nurty polityczne reprezentowane przez pras konspiracyjn odpowiaday
politycznemu podziaowi Podziemia. Delegat rzdu na kraj posiada organ "Rzeczpospolita
Polska". Byo to pismo wyraajce oficjalny punkt widzenia rzdu na wychodstwie oraz
wadz Podziemia. Zawierao wypowiedzi polskich politykw w Londynie oraz mw stanu
pastw sojuszniczych. Miao bardzo dobry serwis informacyjny. Wywierao ogromny wpyw
na pogldy w okupowanym kraju. fejpko Kopemikofeki] w tanki
"Wiadomoci Polskie" byy z kolei pismem naczelnego dowdztwa si zbrojnych (Armii
Krajowej). Zawieray rzetelnie przygotowane artykuy o tematyce spoecznej, politycznej i
wojskowej. Sprawom biecym suy wspomniany ju "Biuletyn Informacyjny".
Personel redakcyjny "Biuletynu" skada si z doskonaych dziennikarzy przedwojennych.
Dzia informacji, publicystyka oraz amanie pisma byy na najwyszym moliwym do
osignicia w tych warunkach poziomie. Wszystko to sprawiao, e byo to najbardziej
cenione pismo podziemne w kraju.
Ukazywa si take "onierz Polski". Pismo koncentrowao si na doniesieniach o
dziaalnoci wojska polskiego w kraju i poza jego granicami. Wiele uwagi powicao
analizom przyczyn klski wrzeniowej. Z kolei pismo "Powstanie" zajmowao si
problemami dywersji, walki miejskiej i taktyki powstaczej .
Pisma stronnictw politycznych byy bardzo zrnicowane. Oprcz biecych informacji
przynosiy wizje i dyskusje programowe na temat niepodlegej Polski. Mona w nich byo
znale pogldy od skrajnie prawicowych po skrajnie lewicowe.
Tradycyjnie, wysokim poziomem redakcyjnym wyrniay si publikacje socjalistyczne.
Gwnym pismem by "WRN" (od pierwszych liter sw: "Wolno, Rwno,
Niepodlego"). Inne, "Wie i Miasto", koncentrowao si na potrzebie zblienia i lepszego
zrozumienia pomidzy robotnikami
204
a chopami. Z kolei "Wolno" adresowana Dyia ao imeiigcuuji. sy podziemnej socjalistw
bya bogata i odpowiadaa zapotrzebowaniu rnych grup spoecznych. Wiele wydawnictw
posiadao charakter lokalny, wychodzc w mniejszych nakadach.
Stronnictwo Ludowe wydawao pisma "ywi i Broni" oraz "Przez Walk do Zwycistwa",
dobrze odzwierciedlajce interesy i przysz rol chopw w wolnej Polsce. Z kolei "Orka"
kierowaa si do inteligencji, starajc si uczula t grup na problemy wsi.
Chrzecijaskie Stronnictwo Pracy, ponoszce zreszt najwiksze straty w walce podziemnej,
czsto zmieniao tytuy swoich pism ze wzgldw konspiracyjnych. W pierwszym okresie
mojej pracy w Podziemiu ich organ ukazywa si pod tytuem "Gos Warszawy". Gdy
opuszczaem Polsk, stronnictwo wydawao dwa pisma: "Nard" i "Zryw".
Obz narodowy posiada organ o tytule "Walka". Prcz tego narodowcy wydawali pismo o
charakterze wojskowym i politycznym "Nard i Wojsko". Pisma, o ktrych pisz, naleay do

najbardziej wpywowych w okupowanej Polsce, gdy z niej wyjedaem jesieni 1942 roku.
Ukazywao si naturalnie o wiele wicej tytuw, ale zarwno ich zasig, poziom
merytoryczny, jak te ranga nie mogy si rwna z czowk publikacji wyej omwionych.
Jak powstawaa podziemna prasa?
Do zakamuflowanych drukarni papier dostarczany by w najrniejszy sposb. Pomysowo
bya wielka.
Jeeli drukarnia bya zamelinowana gdzie na prowincji, papier dowoony by chopskimi
furmankami. By zamaskowany lecymi na nim workami i skrzynkami warzyw. W miecie
sprawa si komplikowaa ze wzgldu na duo wiksz ilo krccych si Niemcw w
cywilu, konfidentw czy po prostu patroli policyjnych. Papier dostarczano na przykad jako
materiay budowlane. W mojej pamici utkwi jeszcze bardziej finezyjny kamufla. Gdzie na
Powilu zabrako w drukarni papieru, a trzeba byo wydrukowa bardzo szybko jaki wany
artyku. Dostawa papieru musiaa si odby w biay dzie. Wykorzystano w tym celu...
trumn i samochd z przedsibiorstwa pogrzebowego. Dwaj mczyni zajechali pod
kamienic, pokazali strowi jakie papiery i powiedzieli, e majodebra nieboszczyka. W
trumnie wnieli stosown ilo papieru, po czym wyszli z t sam trumn, mwic dozorcy,
e pomylili adres. Papier, naturalnie, pozosta u drukarza.
Okolicznoci zwizane z wydawaniem prasy podziemnej byy niekiedy podawane do
wiadomoci czytelnikw. Wydawany w stolicy "Gos Polski" pisa:
"4 lipca jedna z willi na Czerniakowie, przy eleganckiej ulicy Okrnej, zostaa otoczona
przez gestapowcw i esesmanw uzbrojonych w bro maszynow. W domu tym miecia si
jedna z naszych drukarni przeniesiona z Mokotowa, gdzie jej pracownicy: redaktorzy i
drukarze, byli ledzeni przez gestapo. Gdy dobijanie si do drzwi nie odnioso skutku,
Niemcy wrzucili przez
205
okno granaty, wywayli drzwi i wpadli do rodka, oddajc na olep kilka serii z automatw.
Dwch naszych chopakw zostao zabitych na miejscu, a dwie dziewczyny - ciko ranne.
Po przewiezieniu do szpitala zmary. Kilka dni pniej waciciel willi, pan Micha Kruk,
wraz z on i dwoma synami w wieku siedemnastu i pitnastu lat oraz wszyscy mieszkacy
dwch ssiednich domw zostali aresztowani i rozstrzelam".
W zakoczeniu autor dodaje bez komentarza: "Powysze zdarzenie kosztowao ycie
osiemdziesiciu trzech Polakw".
Bywao take inaczej, o czym pisa "Biuletyn Informacyjny":
"Przedwczoraj, 25 maja, czworo naszych ludzi (trzech mczyzn i kobieta) pracowao nad
wydaniem i skadem pisma w mieszkaniu pastwa Bruehlw przy ulicy Lwowskiej w
Warszawie. Wczeniej tego dnia dwch szpicli gestapowskich ukryo si w pobliskiej pralni
"Opus" i obserwowao wejcie do mieszkania Bruehlw. Okoo pnocy gestapo zadzwonio
do drzwi. Otworzy je jeden z redaktorw. Niemcy wpadli do przedpokoju i rozkazali
znajdujcym si tam naszym ludziom stan z rkami w grze, twarz do ciany. Jeden z
Niemcw wszed do pokoju, gdzie miecia si drukarnia. Znajdowa si tam Leon
Wacawski, znany pisarz, a od dwch miesicy redaktor jednego z naszych pism.
Byskawicznie wycign pistolet i jednym strzaem zabi gestapowca. Niemcy w
przedpokoju oddali trzy strzay do stojcego pod cian drukarza, zabili go i wybiegli na
klatk schodow, woajc o pomoc. Pozostay mczyzna z kobiet opucili mieszkanie,
podobnie jak Leon Wacawski. Jest on do dzi czonkiem naszej redakcji i z dum drukujemy
jego pierwszy artyku. Niestety drukarnia przy Lwowskiej zostaa skonfiskowana, a wszyscy
mieszkacy kamienicy - aresztowani".
Kolporta prasy podziemnej by osobnym problemem. Wiele moglimy si w tym wzgldzie
nauczy od Stanisawa Wojciechowskiego. Dzieli on z Pi-sudskim nie tylko sublokatorski

pokoik, ale take razem z nim pisa, skada i drukowa, a potem rozprowadza "bibu" za
czasw carskich. W 1922 roku zosta prezydentem Rzeczpospolitej Polskiej.
Wojciechowski wymyli "system trjkowy" kolportau nielegalnej prasy. System ten dobrze
sprawdza si rwnie pod okupacj hitlerowsk w latach czterdziestych. Kolporter zna tylko
dwie osoby. Tego, kto mu pisma dostarcza, i tego, komu on je przekazywa. Kiedy kolporter
wpada w rce rosyjskiej ochrany czy niemieckiego gestapo i by bestialsko torturowany,
mg poda nazwiska czy pseudonimy tylko dwch ludzi. Innych nie zna. System sprawdza
si bardzo dobrze w dostawach hurtowych. W kolportau "detalicznym" stosowano inne
metody.
W Warszawie, Krakowie i innych polskich miastach uliczni gazeciarze sprzedawali
niemieck pras: "Warschauer Zeitung", "Krakauer Zeitung", w Poznaniu "Ostdeutscher
Beobachter" czy organ Hitlera "Yoelkischer Beo-bachter". Polacy ich prawie nie kupowali.
Zdarzao si jednak, e gazeciarz zachca: "Dzi szanowny pan przeczyta o wspaniaych
zwycistwach nie206
mieckich. Radz kupi...". Byo to haso, e niemiecki szmatawiec jest "na-faszerowany".
Gdzie w rodku by egzemplarz podziemnej gazetki.
Czasami rzenik, pakujc kobiecie miso, rzuca jakby od niechcenia: "Po przyjciu do domu
prosz od razu woy misko do lodu. To bardzo wane". Byo jasne, e pakunek zawiera nie
tylko samo "misko", ale te co ekstra: gazetk.
Rzadziej stosowanymi metodami byo podrzucanie gazetek do skrzynek pocztowych w
duych budynkach mieszkalnych czy umieszczanie ich pod... talerzami w restauracjach. Jeden
z najlepszych sportowcw polskich, tryumfator olimpijski z 1932 roku w biegu na pi
kilometrw, Janusz Kusociski, przypaci tak wanie akcj yciem. Zatrudni si w
restauracji jako kelner i tam podrzuca konsumentom pras. Zosta aresztowany i rozstrzelany.
Nigdy przed wojn nie zdawaem sobie sprawy, jak wielki wpyw na ludzi moe mie poezja.
Zwaszcza na ludzi walczcych w imi jakiego ideau. Prawd t dobrze rozumiano w
Podziemiu. Nie byo praktycznie konspiracyjnego pisma, ktre nie publikowaoby poezji
takich mistrzw, jak Adam Mickiewicz, Juliusz Sowacki, Cyprian Kamil Norwid czy te
Maria Konopnicka. Okres romantyzmu, przypadajcy na lata naszych zmaga narodowych o
niepodlego, zaowocowa obfitym dorobkiem poetyckim o charakterze patriotycznym.
Redaktorzy prasy podziemnej nie mieli wielkich trudnoci z doborem stosownych do sytuacji
kraju utworw. Wyonia si take uzdolniona grupa poetw wspczesnych, na bieco
towarzyszcych pirem walce z niemieckim okupantem.
Prasa podziemna penia rol nie tylko wyraziciela pogldw politycznych, wojskowych i
spoecznych, ale take apelowaa do sfery duchowej: kulturalnej i religijnej. Udao mi si
zachowa tekst wydrukowany w jednym z wydawnictw podziemnych, ktrego nie waham si
nazwa dzi wspczesn form "Ojcze Nasz". W czasie gdy by publikowany, bodaj wiosn
1942 roku, uchodzi za tekst niemal kultowy.
OJCZE NASZ, KTRY JEST W NIEBIE, spjrz na Polsk, umczon Ojczyzn nasz.
WI SI IMI TWOJE, w dzie nieustannej rozpaczy naszej i milczenia naszego.
PRZYJD KRLESTWO TWOJE, modlimy si co rano, wytrwale powtarzajc: niechaj ono
powstanie w caej Polsce i niech w blasku wolnoci nastanie Pokj i Mio.
BD WOLA TWOJA TAKO W NIEBIE JAK I NA ZIEMI. Ona si wypeni. Nie moe by
jednak Twoja wola, by wiatem rzdzi mord, a krew laa si rzek. Spraw, Boe, by wilgotne
cele wizienne opustoszay, by wicej nie byo na tej ziemi dow wypenionych ludzkimi
trupami, by przesta wista nad naszymi gowami szataski bicz strachu. By niebo nad
naszymi gowami dawao nam wiato i ciepo miast bomb i ognia. Spjrz na te ziemie: kraj
gro-

207
bw, ez i nieszczcia. Uczy lejsz drog, obran przez naszych synw, ojcw i braci,
ktrzy z broni w rku walcz o wolno. Tu i z dala od stron ojczystych. Niech wrc do
domw szczliwie.
CHLEBA NASZEGO POWSZEDNIEGO DAJ NAM DZISIAJ, lecz innego ni ten, ktry na
co dzie przychodzi nam spoywa. Ciki ponad nasze siy. Los miota nas z miejsca na
miejsce bez pewnoci jutra. mier czeka na nas od tortur wiziennych, od kuli niemieckiej,
godu i na polu walki. Przeywamy mczarnie milczenia, gdy krzyk blu winie w gardle.
Dodaj wic, Panie, do chleba naszego powszedniego si i cierpliwo, ebymy wytrwali w
milczeniu i nie krzyczeli, nim wybije godzina przeznaczenia.
I ODPU NAM NASZE WINY. I nam wybacz, emy za sabi, by zadusi besti.
Wzmocnij nasze rami, by nie zadrao w godzinie zemsty. Oni miertelnie grzesz przeciw
Tobie, gwac odwieczne prawa Twoje. Nie pozwl grzeszy nam. Grzeszy saboci, jak
oni grzesz zbrodniczym rozpa-saniem.
I NIE WD NAS NA POKUSZENIE. Niech wszyscy zdrajcy i szpiedzy pord nas wygin
nag mierci. Nie pozwl, by serca bogaczy niewoli pienidz. Niech syci karmi godnych.
Niech w kadej godzinie Polak rozpozna Polaka. Niech usta nasze milcz, gdy oni ami
nasze koci. I nie wd nas na pokuszenie, abymy jutro zapomnieli to, co cierpimy dzi.
ALE NAS ZBAW ODE ZEGO. Bro nas, Panie, przed Zym. Wrogiem miertelnym
Ojczyzny naszej. Uchro nas, Panie, przed wywiezieniem z domw naszych, przed mierci
na ziemi, w powietrzu i na wodzie. Przed mierci od zdrady domowej.
AMEN. Pozwl nam by gospodarzami wasnego kraju. Pozwl odzyska spokj serca w
poszumie morza i piknie naszych gr. Pozwl nakarmi godnych w blasku Twej aski.
Pozwl nam przywrci prawo w Polsce sprawiedliwej. A pierwej wr nam wolno. O to
prosimy Ci, Panie.
Oprcz czasopism Podziemie drukowao ksiki i inne wydawnictwa. Do tych ostatnich
zaliczay si broszury o charakterze politycznym i propagandowym. Ksiki byy najczciej
przedrukami narodowej klasyki pozytywistycznej, pisanej "ku pokrzepieniu serc":
Sienkiewicza, Prusa, eromskiego. Odrbn grup stanowiy podrczniki do tajnego
nauczania, podrczniki wojskowe, a take ksieczki do naboestwa.
Bez koca mona by mnoy przykady bohaterstwa towarzyszcego na co dzie tej formie
walki z okupantem. Praca w podziemnych wydawnictwach wymagaa ogromnej odwagi,
odpornoci psychicznej i przedsibiorczoci. Podziemne wydawnictwa miay stanowi dla
Niemcw nieustanne zagroenie. Miay stanowi swego rodzaju "bilet wizytowy" ruchu
oporu, narodowi za dodawa otuchy.
Tajna prasa suya te, a moe przede wszystkim, do komunikowania si Podziemia ze
spoeczestwem. Dziki prasie ludzie wiedzieli, co si dzieje w
okupowanym kraju i za granic. Nie ulegali pesymizmowi i defetyzmowi. Mieli wiadomo,
e nie s sami w swym nieszczciu, bowiem stoi za nimi polskie Pastwo Podziemne.
Uwaali je za niekwestionowany autorytet. I rdo nadziei na przyszo.
208
Rozdzia XXIV
MJ APARAT KONSPIRACYJNY
M

aem do swej dyspozycji cakiem powany "aparat konspiracyjny". Cudzysowu uywam


specjalnie, bowiem nale si pewne wyjanienia. Wielu ludziom samo to okrelenie moe si
wydawa niejasne i sprzeczne wewntrznie. Sowo "aparat" wie si zwykle ze sta
struktur organizacyjn, wystpujc w normalnych, pokojowych warunkach. Popularne s
okrelenia: "aparat wadzy" czy "aparat biurokratyczny". Wiemy, co za nimi stoi. Budynki, w
ktrych mieszcz si urzdy, setki czy tysice urzdnikw z ich biurami, gabinetami,
sekretarkami, telefonami, archiwami, salami konferencyjnymi, transportem itd. Dla wielu
moich rozmwcw w Wielkiej Brytanii czy Stanach Zjednoczonych nie byo zrozumiae, jak
w Podziemiu mogem mie normalne biuro. W jaki sposb mona byo zwoywa i odbywa
narady i konferencje. Odnosiem wraenie, e dla wielu Anglikw i Amerykanw Podziemie i
konspiracja to potajemne nocne spotkania w atmosferze grozy i w jakiej niesamowitej
scenerii. Drga pomie wiecy, nietoperze przelatuj nad gowami, szepczcy i noszcy na
twarzach maski konspiratorzy nerwowo rozgldaj si dookoa, trzymajc w doniach
pistolety. Jak w filmach "paszcza i szpady"? Nie tylko. Tak jak w wielu zachodnich
publikacjach i filmach z lat czterdziestych, bdcych tworami gonicej za sensacj wyobrani.
Prawda bya tymczasem o wiele bardziej prozaiczna. Nasza praca wykonywana bya w jak
najprostszy sposb, a jej wykonawcy musieli pozostawa niepozorni i nie rzuca si w oczy.
Dotyczyo to przede wszystkim wygldu zewntrznego, a nawet warunkw fizycznych
czonkw Podziemia. cznikiem nie mg by dwumetrowy dryblas ani garbaty karzeek.
Kolporterki "bibuy" nie ubieray si w jaskrawoczerwone paszcze i kanarkowe berety.
Przez wikszo swego czasu praca codzienna przecitnego konspiratora bya mniej
emocjonujca i urozmaicona ni... stolarza. Niektrzy nasi ludzie spdzali dziesitki godzin w
punktach obserwacyjnych, inni wykonywali mao
efektowne zajcia zwizane z odbieraniem i przekazywaniem dalej gazetek -prac nudn,
mczc i na dusz met niebezpieczn. Wikszo naszej dziaalnoci polegaa na rutynie
urzdniczej: precyzyjnej, szczegowej, opartej na ustalonych metodach biurokratycznych.
Ochrona drukarni, prowadzenie tajnej szkoy albo wysadzenie mostu wymagao dokadnego
przygotowania, szczegowej analizy, zgromadzenia informacji, skoordynowania dziaa.
Mj "aparat", na tle oglnej rutyny biurokratycznej, mg uchodzi za skomplikowany.
Miaem dostp do czterech lokali w rnych punktach Warszawy. Dwa suyy do spotka z
dziaaczami wojskowymi i cywilnymi. Byy "czyste", nie zawieray adnych
kompromitujcych materiaw. W trzecim miecio si archiwum. W czwartym byo moje
"biuro". Byy tam szafy, stoy i dwie maszyny do pisania. Miaem do dyspozycji dwie
zawodowe maszynistki, przepisujce rkopisy lub piszce pod dyktando, oraz dwch
cznikw -kilkunastoletnich chopakw. Mogem liczy na pomoc czterech osb po studiach
uniwersyteckich. Pisay one sprawozdania lub analizy, raporty, przygotowyway materiay na
spotkania.
Spotkania odbyway si w dwch lokalach mieszczcych si w tej samej kamienicy.
Waciciele zdawali sobie spraw, e mieszkania s wykorzystywane dla celw
konspiracyjnych, ale ich obawy udao si rozwiewa zapewnieniami, e nie bdzie tam na
stae adnych obciajcych materiaw, a ponadto... komornym w wysokoci trzy-,
czterokrotnie wyszej ni zwykle pacono. Poza tym byli to ludzie godni zaufania.
Ten ogromny budynek z czterema klatkami schodowymi zosta zarejestrowany jako
biurowiec. Lokale wynajmowano w nim przede wszystkim na biura, gabinety lekarskie czy
nawet "salony piknoci". Bya take wzita wrka, dzielca lokal z jasnowidzem. W kilku
lokalach urzdoway firmy niemieckie. Z naszego punktu widzenia bya to sytuacja idealna.
Przez kamienic codziennie przelewa si tum ludzi, stanowicy bardzo dobry kamufla dla
naszych goci. Dodatkowo zdobyem zawiadczenie, e jestem agentem ogoszeniowym
firmy, od ktrej lokale zostay wynajte.

Zupenie inaczej byo z moim biurem. Mieszkanie wynajlimy na zamonym Mokotowie od


starszej nobliwej pani, ktrej syn i synowa przebywali w chwili wybuchu wojny w Brazylii,
pracujc dla jakiej kompanii handlowej. Ona sama mieszkaa w Konstancinie. Lokal mia
trzy pokoje z kuchni, spiarni i pomieszczeniem gospodarczym. Mieszkanie miao wejcie
zarwno z gwnej klatki schodowej, jak i drugie, od kuchni. Byo to szczeglnie cenne,
gdyby zasza konieczno nagej ewakuacji. Nowoczesno domu polegaa dodatkowo na
tym, e ogrzewany by kaloryferami, a nie powszechnymi w Warszawie piecami. Odpadao
uciliwe zdobywanie i noszenie zim wgla.
Rozlokowaem swoje biuro tak, e jeden pokj miay dla siebie maszynistki, piszce na
bezgonych, nowoczesnych remingtonach. Drugi pokj zajmowaem ja, a stoowy by do
dyspozycji wsppracownikw. Kuchnia bya przeznaczona dla cznikw. Mieli kontakt
tylko ze mn.
211
210
Kluczow rol w pracy biura miay maszynistki. Wyglday bardzo niepozornie i skromnie
si ubieray. Na ulicy nikt nie pomylaby, e s kim innym ni spieszcymi do domu
matkami, zatroskanymi o rodzin. Tymczasem byy to znakomite specjalistki. Jedna
pracowaa przed wojn w budynku sdw na Lesznie, a druga w Polskiej Agencji
Telegraficznej. Pisay z zadziwiajc, jak dla mnie, szybkoci, uywajc dziesiciu palcw.
Robiy to automatycznie, bez potrzeby wpatrywania si w klawiatur. Prcz maszynopisania
zajmoway si take pracami porzdkowymi, przygotowyway jedzenie, parzyy herbat.
Jeli kto uwaa, e kobiety to istoty z natury gadatliwe i niedyskretne, to -na podstawie
moich dowiadcze w Podziemiu - musz temu zaprzeczy. Wszystkie kobiety, z jakimi
stykaem si w pracy konspiracyjnej, byy lepiej do niej przygotowane ni mczyni.
Posiaday cechy charakteru i osobowoci bardziej przydatne w konspiracji. Potrafiy niemal
bezbdnie wyczuwa niebezpieczestwo, czciej bray pod uwag wszelkie zagroenia, nie
szaroway, nie osabiay ostronoci pod wpywem sukcesw, lepiej prowadziy obserwacj
w miejscach publicznych, lepiej wtapiay si w otoczenie. Byy take solidniejsze,
staranniejsze, mniej skonne do baaganiarstwa, unikajce przechwaek, nie wytwarzay
wok siebie aury tajemniczoci. Posiaday po prostu wicej "konspiracyjnego zdrowego
rozsdku". Wszystko to sprawiao, e o wiele rzadziej wpaday w rce gestapo. Jak si
okazao, torturowane, trzymay si w ledztwie znacznie duej ni mczyni.
Moja praca w tym okresie wymagaa duej koncentracji i uwagi. Codziennie odbywaem
spotkania z czonkami rnych struktur Podziemia. Moim zadaniem byo omawianie z nimi
zleconych mi zagadnie po to, by mc ich stanowiska wiernie przekaza moim
zleceniodawcom. Im z kolei prezentowaem opinie dziaaczy, do ktrych mnie wysyali.
Czste rozmowy toczyy si wok jakiego konkretnego pytania lub wydarzenia. Musiaem
wwczas uzyska od moich rozmwcw maksymaln ilo informacji do przekazania
zwierzchnikom. Czego dotyczyy zlecenia? Dobrym przykadem moe by prba prognozy co
do zachowania polskiej wsi w sytuacji powszechnego powstania przeciwko okupantowi.
Chodzio konkretnie o to, czy pod wpywem radykalizacji pogldw Stronnictwa Ludowego,
dajcego dla chopw zdecydowanie waniejszej roli w wyzwolonej Polsce (w tym rozdzielenia midzy nich ziemi w drodze radykalnej reformy rolnej), wie udzieliaby
oczekiwanemu powstaniu przeciwko Niemcom poparcia bezwarunkowego, czy te
oczekiwaaby wpierw zapowiedzi zmian sytuacji chopstwa. W wielu orodkach politycznych
dominowao przekonanie, e celem nadrzdnym jest wyzwolenie Polski, a na tworzenie
nowego ksztatu pastwa przyjdzie czas w warunkach demokracji parlamentarnej.

Najgorsze byy chwile, gdy musiaem odroczy rozmow czy wymian pogldw, bo nie
posiadaem odpowiednich informacji. Czsto wzbudzao to irytacj rozmwcy, bowiem
oznaczao konieczno ponownego spotkania ze
wszystkimi skomplikowanymi aranacjami wynikajcymi z zasad konspiracji. Za takie
przejawy "braku sprawnoci w funkcjonowaniu sekcji cznictwa politycznego" byem ostro
krytykowany przez moich przeoonych.
Gwoli cisoci, te "przejawy" wystpoway na pocztku mojej pracy. Z biegiem czasu
nabieraem rutyny. Staraem si przewidywa wszelkie moliwe pytania i problemy, jakie
mogy si wyoni podczas spotkania, oraz przewidywa ewentualne sporne czy niejasne
kwestie. Wkrtce miaem skatalogowane w pamici nie tylko pogldy poszczeglnych
dziaaczy Podziemia, ale take stronnictw politycznych w kwestiach, wielekro, bardzo
szczegowych. Na przykad: co myli dziaacz X ze Stronnictwa Pracy na temat idei
bezpatnego szkolnictwa w wyzwolonej Polsce. Bd: jaka jest opinia socjalisty Y na temat
udziau radykalnych narodowcw w armii podziemnej. Albo: jak ludowiec Z widzi kwesti
pomocy przeladowanym ydom.
Taka wiedza "katalogowa" bya bardzo poyteczna w uatwianiu porozumiewania si
poszczeglnych si politycznych ze sob i ich sprawnego wspdziaania w Podziemiu. Mnie
naturalnie uatwiaa ona przygotowywanie rozmaitych raportw i sprawozda dla moich
zwierzchnikw.
Cz spraw referowaem przeoonym ustnie, w wikszoci przypadkw oczekiwali jednak
raportw pisemnych. Byy one podobne do sprawozda znanych kadej biurokracji. Raport
opatrzony by numerem i dat, tre za wyraona bya w jak najstaranniej dobranych
sowach. Tytu raportu definiowa omawiane zagadnienie. Tre stanowia wierne
streszczenie pogldw moich rozmwcw. Na kocu nastpowao podsumowanie zbienoci
i rnic w ocenie omawianego zagadnienia. Niekiedy - moja ocena szans i ewentualnych
warunkw osignicia porozumienia. Czasami poprzez cznikw przesyaem kopi mego
raportu osobom, z ktrymi rozmawiaem. Naturalnie nazwiska, adresy, nazwy partii
politycznych i wszelkie inne dane szczegowe kryy si pod pseudonimami i kryptonimami.
Posugiwaem si dwoma rodzajami szyfrw: osobnym dla wadz politycznych, osobnym dla
wojskowych.
Jeeli wystpowaa zbieno pogldw pomidzy dyskutujcymi - za moim porednictwem stronami, a co one potwierdzay poprzez odesanie mi sygnowanych przez siebie egzemplarzy
mego raportu, wdrowa on do archiwum.
Moje opracowania byy take cennym wzbogaceniem miesicznych sprawozda
politycznych, ktre rzd na wychodstwie otrzymywa od wadz krajowych.
W sytuacji, gdy osignicie konsensusu nie byo moliwe, z powrotem otrzymywaem raporty
z adnotacj o koniecznoci zwoania konferencji zainteresowanych dziaaczy czy
przywdcw. Byo to powanym zadaniem organizacyjnym i konspiracyjnym. Niekiedy
przywizanie do wasnych pogldw byo tak due, e w adnotacji stwierdzano brak
moliwoci osignicia jakiegokolwiek porozumienia. Wwczas zwoywanie konferencji po
prostu mijao si z celem.
213
212
Rozdzia XXV
CZNICZKI

Decyzja o zwoaniu konferencji przedstawicieli stronnictw politycznych trafiaa do dyrektora


biura delegatury rzdu na kraj. On zajmowa si ju dalej wyznaczeniem terminu i miejsca
spotkania. Zwykle czeka, a uzbiera si wikszy pakiet spraw do przedyskutowania.
Konferencje z jednym tematem dyskusji zwoywano tylko w kwestiach szczeglnego
znaczenia i nie cierpicych zwoki. W takich sytuacjach nie odgrywaem ju adnej roli. O
wynikach konferencji ani o ich przebiegu nie byem nawet informowany.
P
odczas mojej pracy w Podziemiu nabraem ogromnego szacunku i podziwu dla naszych
czniczek. Ich zadaniem byo poredniczenie w kontaktach midzy czonkami organizacji
konspiracyjnych, przenoszenie materiaw i informacji, ostrzeganie przed zagroeniem.
Stanowiy kluczowe ogniwo w naszych dziaaniach i pod wieloma wzgldami byy bardziej
naraone na niebezpieczestwo ni osoby, dla ktrych pracoway.
W Podziemiu obowizywaa elazna zasada: wszyscy zaangaowani w powane dziaania
konspiracyjne i penicy wane funkcje powinni mieszka w "czystych" lokalach, wolnych od
obciajcych materiaw. Adres lokalu by znany jedynie najbliszej rodzinie i osobistej
czniczce dziaacza. Tam gdzie mieszkaem, nigdy nie odbyway si zebrania ani nie
przechowywaem jakichkolwiek papierw organizacyjnych. Zasada ta pozwalaa na minimum
bezpieczestwa i odprenia, bez wiadomoci zagroenia. "Naloty" na prywatne lokale
przywdcw Podziemia oczywicie si zdarzay, ale przestrzeganie zasady "czystoci" lokalu
stanowio jedno z zabezpiecze.
Moja czniczka nie znaa ani mego przybranego nazwiska, ani treci "lewych" papierw,
jakimi si posugiwaem. Bya to forma zabezpieczenia na wypadek jej wpadki. Czonkowie
Podziemia tym bardziej nie wiedzieli, pod jakimi nazwiskami funkcjonuj inni dziaacze.
Jeeli szukali midzy sob kontaktu, zwykle sprowadzao si to do nawizania kontaktu z
czniczk poszukiwanego przywdcy czy dziaacza.
czniczek nie chronio ich nic. Byy wystawione na codzienne niebezpieczestwo.
Ich mieszkania najczciej byy oddane do dyspozycji Podziemia, one same za musiay by
w peni dyspozycyjne. Nie wolno im byo zmienia bez zezwolenia adresu czy nazwiska.
Dopki pracoway dla organizacji, nie miay prawa ukrywa si czy unika kontaktu z
Podziemiem. czniczki i ich mieszkania byy pod baczn kuratel specjalnego wydziau
obserwacji. Chodzio o to, aby
215
w razie ich aresztowania wiadomo o tym moga dotrze do nas natychmiast. W przypadku
takiego aresztowania, w cigu dwch-trzech godzin wszystkie osoby, z ktrymi czniczka
miaa kontakt, zmieniay nazwiska i adresy.
Dzielne te kobiety yy w staym zagroeniu. Nosiy przy sobie obciajce papiery, a
powtarzalno tras, jakimi si poruszay, musiaa budzi podejrzenia. Ich obecno w
miejscach zagroonych bya czsto nieodzowna. Wszystko to, razem wziwszy, powodowao,
e przecitny okres "ycia" czniczki zwykle nie przekracza p roku.
Wpaday w rce gestapo, majc zazwyczaj przy sobie dowody pracy konspiracyjnej. W
wizieniu traktowane byy szczeglnie bestialsko. Wiele z nich nie rozstawao si z trucizn,
ktr miay zay po aresztowaniu "w razie potrzeby". Szansa wydobycia czniczki z
wizienia bya praktycznie rwna zeru, a zaamanie w ledztwie nioso zagroenie dla wielu
osb, dlatego to "w razie potrzeby" waciwie oznaczao natychmiast.
Nie waham si powiedzie, e udzia czniczek w pracy Podziemia by ogromny, a ich
powicenie i ryzyko - bodaj najwiksze spord wszystkich struktur konspiracyjnych. A
jednak byy one najmniej docenianymi czonkami Podziemia, nie dostaway wysokich
odznacze czy awansw. Godziy si na to z godnoci.

Wiele czniczek, z ktrymi miaem honor pracowa, spotka tragiczny los. Jedn z nich bya
dwudziestotrzyletnia dziewczyna, przed wojn studentka medycyny. Widywaem j czsto,
ale nie wiedziaem o niej nic ponad to, e jest doskona konspiratork. Wsppracowaa ze
mn trzy miesice. Gestapo zatrzymao j w tramwaju. Nie zdoaa wyrzuci dokumentw,
jakie przewozia, ani pokn cyjankali.
Po pierwszym i jedynym przesuchaniu, jakiemu poddao j gestapo, otrzymalimy z
wizienia gryps opisujcy stan dziewczyny. Poniewa nie chciaa mwi, rozebrano j do
naga i rozcignito na pododze. Niemcy zmasakrowali jej pakami organy kobiece. Dostaa
krwotoku. Skonaa w celi.
Inna czniczka, ktr znaem, liczya okoo pidziesiciu lat. Bya przedwojenn
nauczycielk jzyka francuskiego w gimnazjum eskim. Do Podziemia wstpia niedugo po
klsce wrzeniowej. Na utrzymaniu miaa ciko chorego siedemdziesicioletniego ma.
Mimo to oddaa swoje mieszkanie do dyspozycji organizacji politycznej, dla ktrej
pracowaa. Z tym ugrupowaniem kontaktowaem si tylko przez ni.
Gestapo obserwowao j ej mieszkanie i ktrego dnia urzdzio "nalot". Zabrali j i ma.
Podczas pierwszego przesuchania m zosta zamordowany. Ona przeya dwa. Po drugim
nie bya w stanie si porusza. Odniesiono j do celi. Dzielia jaz trzema innymi kobietami.
Rankiem nastpnego dnia znaleziono "Madame Pawowsk" powieszon na kracie okna na
wasnej koszuli. adna ze wsptowarzyszek nie wiedziaa, kiedy to si stao. Nikt nic nie
sysza. Trudno byo poj, skd maltretowana kobieta wykrzesaa tyle siy, aby dokona
samobjstwa i umrze, nie wydajc adnego jku.
Pytaem potem lekarza, jak to moliwe.
- Wie pan, samobjca tylko do pewnego momentu kontroluje swoj decyzj. Gdy traci
przytomno, dochodzi do gosu instynkt samozachowawczy. Organizm sam si niejako
broni. Wisielec macha nogami, rzzi. Tu widocznie dziaay bodce silniejsze od tego
instynktu... - powiedzia.
czniczki byy wymownym symbolem losu wszystkich polskich kobiet podczas okupacji.
Cierpiay najwicej. Umieray najczciej. Swj udzia w cierpieniu i udrce miay take
matki, ony i crki dziaaczy konspiracyjnych. Jeeli same nie naleay do Podziemia, nie
miay moliwoci realnej oceny sytuacji i wynikajcego z niej niebezpieczestwa. yy w
nieustannym niepokoju. Gdy dziaajcy w Podziemiu maonek trafia w rce gestapo, jego
aresztowanie, z reguy, obejmowao take on. Poddawano j torturom. Niemcy spodziewali
si, e od niej dowiedz si tego, co zataja m. Nie mogc zaspokoi oczekiwa
gestapowskich, bo same nic nie wiedziay, niewinne, cierpiay mki. Byy mczennicami za
Polsk.
Generalnie przyjmowano, e najblisze rodziny, a w kadym razie ony czoowych
przywdcw i dziaaczy Podziemia, powinny uywa zmienionych nazwisk. Prowadziy
zatem podobny tryb ycia jak ich mowie, zmieniajc adresy, nie utrzymujc kontaktw z
bliskimi i znajomymi, w cigej niepewnoci, napiciu i strachu. Niestety, zdecydowana
wikszo tych kobiet nie bya psychicznie przygotowana do takiego ycia. Wiele z nich
cakowicie nie nadawao si do warunkw konspiracyjnych. Mimo to musiay ten rodzaj
egzystencji prowadzi, bo konspiracj wybrali ich mowie, bracia czy synowie.
Wiele kobiet cierpiao z innych powodw. Byy niewiadomymi gospodyniami mieszka, w
ktrych zamieszkiwali konspiratorzy, lub w dobrej wierze wynajmoway pokj, w ktrym
odbywaa si jaka podziemna robota. W przypadku "nalotu" gestapo na mieszkanie byy one
zwykle take aresztowane.
Osobn grup kobiet byy kolporterki nielegalnej prasy. Ich dzie wypeniony by
podrowaniem po miecie z torbami wypchanymi gazetkami. Byo to zajcie mechaniczne i
mao skomplikowane, ale bardzo niebezpieczne. Mczyni nie chcieli go wykonywa,

bowiem szybko si zniechcali. dali powaniejszych zada konspiracyjnych. Pamitam


jedn z takich dziewczyn. Miaa na imi Bronka. Bya typem szarej i nieatrakcyjnej kobiety.
Dwa razy w tygodniu dostarczaa mi pras podziemn. Przychodzia zadziwiajco
punktualnie, mimo czasami zej pogody czy apanek na okolicznych ulicach. Wygldaa na
przepracowan i zmczon trybem ycia, jaki prowadzia. Kiedy nawizaem z ni rozmow.
- Dlaczego jeste tak smutna zniechcona? - zapytaem.
- A czego tu si cieszy?
- Pewnie ci ciko...
- Jak wszystkim - odpowiedziaa niegrzecznie. - Z wojny ludzie si nie bogac...
Przysiada na krzele i jakby si odprya. Bya chuda. Jej niezdrowa cera
217
216
miaa ty odcie. Oczy byszczay jak w gorczce. Pomylaem, e musi by godna.
- Zjesz co ze mn? Mam chleb, marmolad i pomidory. Nie mog zaparzy herbaty, bo nie
mam swojego wgla... Korzystam, jak gospodyni co gotuje.
- Nie, dzikuj. Poprosz o wod...
Mimo wszystko przygotowaem kromk chleba i grubo posmarowaem marmolad z
burakw. Zamiast wody nalaem kompotu, jaki znalazem na kuchni. Jada wolno. Przeuwaa
dokadnie kady ks, jakby si nim delektujc. Popia z kubka. Odmwia natomiast
kategorycznie pomidora. Zbieraa si do wyjcia.
- Dugo roznosisz gazetki? - zapytaem.
- Trzy lata dwa miesice - odpara bez zastanowienia. Odpowied wiadczya, e Bronka
musiaa rozpocz prac wraz z wyonieniem si pierwszych organizacji podziemnych...
-1 nic innego nie robia przez ten czas?
- Nic. Tylko kolporta. Mj szef uwaa, e si do tego wietnie nadaj, bo nie wygldam...
inteligentnie.
Oboje wybuchnlimy gonym miechem. Jej twarz nabraa rumiecw.
- Ile osb zaopatrujesz?
- Roznosz do stu dwudziestu mieszka - odpara rzeczowo. Ze zdumienia zaniemwiem.
Byem zaszokowany iloci miejsc, jakie musiaa obej. Dostrzega to.
- Sto dwadziecia adresw. Kady dwa razy tygodniowo.
- A dziennie?
- Miej wicej trzydzieci do czterdziestu miejsc. Zaley, jak si czuj. Jak nie daj rady
jednego dnia, zostawiam na nastpny. Najwaniejsze, eby sobie dobrze rozplanowa tras.
Patrzyem na ni z podziwem. Nie bardzo wiedziaem, co mam powiedzie. Wyrczya mnie.
-No, pora na mnie. Mani jeszcze jedenacie adresw, a musz zdy przed godzin
policyjn.
- Nie znudzio ci si jeszcze? - spytaem niezbyt mdrze.
- Nieeee... Marz jednak o kocu tej wojny. Wtedy wezm sobie posad w jakim biurze.
adnego chodzenia. Interesanci do mnie przychodz, a ja sobie siedz za biurkiem. Nie musi
by zreszt biuro. Mog by babk klozetow. Naprawd.
Znw mnie zamurowao.
- Do widzenia. Dzikuj za poczstunek - usyszaem od drzwi.
Staem w oknie i patrzyem, jak przechodzi przez ulic szybkim krokiem i znika za rogiem.
Przy ktrej wizycie Bronka bya wyranie czym poirytowana. Wreszcie zapytaa, co sdz o
kobietach, ktre "chodz z Niemcami". Nie wiedziaem, co ma na myli, wic
odpowiedziaem standardowo.

- Przynosz nam wstyd.


- Nie wolno sdzi na podstawie pozorw - odpowiedziaa z jakim dziwnym zapamitaniem.
Bya pierwsz Polk, od ktrej syszaem o koniecznoci robienia jakich rozrnie w tej
materii. Kobiety zadajce si z Niemcami otaczane byy pogard i Polacy raczej nie umilali
im ycia.
Bronka opowiedziaa mi wwczas o kobiecie, ktrej od duszego czasu dostarcza gazetki.
Robi to, mimo e ma ona wrd ssiadw jak najgorsz opini. Wanie osoby "zadajcej si
z Niemcami".
- Nic bardziej bdnego - powiedziaa Bronka dobitnie i rozpocza opowiadanie.
Pani Sylwia mieszkaa w rdmieciu stolicy i zajmowaa dwupokojowe mieszkanie. M by
przed wojn pracownikiem bankowym. Wiodo im si niele. We wrzeniu m trafi do
niemieckiej niewoli. Mieszkaa sama. Nie bya typem bohaterki ani konspiratorki. Odmwia
zameldowania kogo z Podziemia. Prenumerowaa natomiast gazetki i od czasu do czasu
udzielaa jednego pokoju na spotkania konspiracyjne. Sama wtedy wychodzia.
Ktrego dnia zjawi si niemiecki oficer z nakazem dokwaterowania. Niewiele moga na to
poradzi. Mieszkania nie chciaa pozostawia na pastw losu. Byo elegancko urzdzone.
Pani Sylwia spodziewaa si, e wojna kiedy si skoczy, jej m wrci i znowu bd mogli
mieszka jak dawniej w ich domu. Uwaaa za swj obowizek upilnowanie mieszkania i
jego kosztownego umeblowania przed grabie.
Dla Niemca sytuacja taka bya rwnie wygodna, bowiem korzysta nie tylko z mieszkania,
ale take z posikw przygotowywanych przez gospodyni. Comiesicznie zreszt zostawia
na to pienidze. Po jakim czasie oficer zaprosi pani Sylwi do kawiarni, lecz ta odmwia.
Sytuacja bya dla niej dwuznaczna, a ponadto nie chciaa dawa powodw do pomawiania jej
o "chodzenie z Niemcami". Po szeciu kolejnych odmowach Niemiec zagrozi jej, e jeli nie
uda si z nim do lokalu, spowoduje jej aresztowanie i wywiezienie do obozu
koncentracyjnego. Kobieta ulega. Zacza od czasu do czasu wychodzi ze swym
niemieckim lokatorem do kawiarni. Ich znajomo nigdy zreszt poza to nie wysza.
Tymczasem ssiedzi odsdzaj j od czci i wiary. Na jej drzwiach malowane s pogardliwe
okrelenia. Strasz j ostrzyeniem, jak prostytutk. Nie ma znikd wsparcia ani pomocy.
- Czy to jest w porzdku? - pytaa gniewnie Bronka. - Przecie ta kobieta znalaza si w
potrzasku. Z jednej strony Niemiec i groby, a z drugiej nasi i pogarda, ktra nie wiadomo do
czego doprowadzi. Kto jej ma pomc?
Nie wiedziaem, co odpowiedzie, cho w duchu przyznawaem Bronce racj. Los kobiet
podczas tej wojny nis im wicej cierpie, ni dowiadczali mczyni.
Zaproponowaem kronik chleba ze smalcem. Tyle mogem.
218
Rozdzia XXVI
PER PROCURA
N
asi pseudonim "Witek" i by zwizany z organizacj o charakterze sdukacyjno-religijnym.
Mia grono wsppracownikw, z ktrymi przyjli za cel podtrzymanie na duchu polskiej
modziey. Witek by czowiekiem niezwykle bystrym i przedsibiorczym. Wydawa pisemko
"Prawda". By motorem organizacji. Jej przywdztwo duchowe i programowe penia znana
przedwojenna pisarka. Ona ksztatowaa charakter organizacji i swoim charyzmatycznym
charakterem przycigaa nowych czonkw. Zaraaa ich swoim zapaem.

czniczk Witka i jego pomocnic bya Wanda. Tworzyli wraz z pisark niezmordowany
tercet. Pisali wsplnie, wydawali i rozprowadzali broszury, z ktrych wiele wyrniao si
znakomitym poziomem i atrakcyjn form przekazu. Niektre z nich trafiay za granic, gdzie
przekadano je na jzyki obce. Po angielsku ukazaa si na przykad "Golgota", bdca
opisem obozu koncentracyjnego KL Auschwitz w Owicimiu.
Czsto odwiedzaem t trjk, aby nasyci si atmosfer optymizmu, pogody i ywioowej
pasji dziaania.
W poowie 1942 roku Wand aresztowano przypadkowo, podczas jakiej kontroli
dokumentw. Gestapowcy torturowali j, chcc uzyska jakie informacje. Nie mieli adnych
dowodw przeciwko niej, a ona uparcie twierdzia, e zasza jaka pomyka. Nie wysano jej
do obozu, ale te nie zwolniono z Pawiaka.
Udao si nawiza z ni kontakt. Co tydzie Witek wymienia z ni grypsy. On pisa o tym,
co si dzieje w Warszawie i na wiecie. Ona opisywaa ycie wizienne. Prosia nas, abymy
nie upadali na duchu, tak jakby nasza sytuacja bya gorsza ni jej. Potem stao si co
niezwykego. Midzy obojgiem rozkwito uczucie mioci.
Nie potrafi powiedzie, czy czyo ono Wand i Witka wczeniej, a tylko byo tumione,
czy te uzewntrznio si dopiero w tym jake dramatycznym
okresie. Do, e ich mio staa si dominujcym tematem korespondencji. Witek z wielkim
przejciem i dum pokazy wa mi list Wandy, w ktrym pisaa, e wizienie pozwolio jej
zrozumie, jak bardzo go kocha. Przez niemal tydzie zastanawia si nad odpowiedzi. Bya
to dla niego sprawa ogromnej wagi. Nie waha si zwrci o rad do pisarki, a nawet do mnie.
Staralimy si z niego artowa, doradzajc, aby pisa pod dyktando pisarki, bo ona lepiej
posuguje si pirem ni on. Wbrew oczekiwaniom, wcale nie odbiera tego jako dowcipu ani
nie uwaa naszych yczliwych docinkw za mieszne. Zebra si na odwag i napisa list
samodzielnie. Zapewnia, e te jkocha od dawna, ale nie wiedzia, jak ma to jej
powiedzie. Dzikowa jej, e tak bardzo uatwia mu poczynienie wyznania.
Korespondowali ze sob nadal. Witek pokazywa mi niektre listy Wandy. Byy nad wyraz
spokojne i powane. Bia z nich niezwyka odpowiedzialno i troska wizionej dziewczyny o
swego ukochanego. Ktrego dnia Witek poprosi mnie do kawiarni i owiadczy uroczycie:
"Dzi poprosiem Wand o rk. Mam nadziej, e nie odmwi. Jeste pierwsz osob, ktrej
o tym mwi". Popieszyem naturalnie z gratulacjami. Zapytaem jednak rwnie, w jaki
sposb miaby si odby lub.
- Pomylaem i o tym - odpowiedzia. - Rozmawiaem ze znajomym ksidzem, a on zasign
rady biskupa. W szczeglnych przypadkach Koci moe udzieli lubu "per procura", bez
udziau ktrej ze stron. Warunkiem jest jednak wyraona przez ni wola.
Po dwch tygodniach od tej rozmowy w starym warszawskim kociku na peryferiach
miasta odbya si wzruszajca uroczysto. W obecnoci wiadkw odbyo si poczenie
witym wzem maeskim obojga modych. Zaprzyjaniony ksidz wygosi kro tka
inwokacj na temat niezbadanych losw ludzkich, ktra doskonale harmonizowaa z sytuacj
Witolda i Wandy.
- W czasach redniowiecznych zalubiny "per procura" stanowiy przywilej krlw - mwi
podniole ksidz. - Maonkw reprezentowali ambasadorowie odziani w pyszne szaty,
przetykane brylantami. W tum przed kocioem dworzanie ciskali zote monety, a miastem
wstrzsay okrzyki: "Wiwat krl!", "Wiwat krlowa!". I oto teraz, w innym czasie, udzielam
sakramentu maestwa take "per procura". Ale nie dlatego, ecie bogaci i potni. Dlatego,
ecie najbiedniejsi, skrzywdzeni i przeladowani. Wynosz was do rangi tamtych
monarchw. Ty, Witoldzie, stajesz przede mn osobicie. Ta oto niewiasta jest ambasadorem
twej polubianej ony Wandy. Mam nadziej, e napisze pani o yciu takich biedakw
ksik...

Ksidz zwrci si w stron pisarki, zastpujcej przed otarzem Wand.


- O yciu nas wszystkich, ojcze... - odpara cicho. Witkowi drgaa twarz i by bliski
zaamania. Po uroczystoci rozeszlimy si do swoich zaj.
Niedugo potem wyjechaem z Polski z moj kolejn misj. Nigdy nie dowiedziaem si, czy
Wandzie byo dane poczy si z jej mem.
221
220
Zastpujca pann mod pisarka bya postaci szczegln pod kadym wzgldem. Przed
wojn jej ksiki tumaczono na wiele jzykw. Bya zamona. W 1942 roku pewnie
zadowoliaby si talerzem gorcej zupy. Nie dbaa jednak o to zupenie. Swj obecny stan
uwaaa za tymczasowy, a hitlerowskich okupantw za zgraj natrtw burzcych jej "status
quo".
Przed woj na pisaa pod pseudonimem i mao kto zna jej prawdziwe nazwisko czy nazwisko
jej ma. W podziemiu bya bardzo aktywna od pocztku i mimo wielu ostrzee uywaa
nazwiska swego ma. Bya zagroona podwjnie: jako dziaaczka Podziemia i jako osoba
sawna. Kategorycznie odmawiaa zmiany trybu ycia.
- Jeli Bg zechce, abym zostaa aresztowana, aden pseudonim ani ukrycie mi nie pomog...
- odpowiadaa.
Mrugalimy do siebie porozumiewawczo, syszc te sowa. Mimo wielkiego talentu i oddania
pracy konspiracyjnej, pozostawaa osob naiwn i nieprzystosowan do wojennej
rzeczywistoci.
Wkrtce wystawiona zostaa na prb. Pewnej nocy do jej drzwi zaczo dobija si gestapo.
Niemcy weszli, krzyczc i miotajc obelgi. Pisarka zachowaa spokj. Gdy zadali
kennkarty, pokazaa j. Wszystko byo w porzdku.
- Kto tu jeszcze mieszka? - wrzasn gestapowiec.
- Nikt. Jestem osob samotn.
- No to si zaraz przekonamy.
Rewizja trwaa kilka godzin. Wyrzucano zawarto szaf. W meblach szukano skrytek.
Podczas gdy Niemcy byli zajci przeszukiwaniem, pisarka wstaa z krzesa, na ktrym kazali
jej siedzie, i... wysza z mieszkania. Niemcy nie zauwayli tego. Z bramy wysza na ulic i
mimo godziny policyjnej przesza par domw dalej, do znajomych. Nikt jej nie zatrzyma.
Wydarzenie to byo tematem rozmw caej stolicy. Zapewne z caej sytuacji najbardziej
przykre byy dla niej nasze arty. Trzeba wiedzie, e oprcz manifestacyjnej pobonoci
pisarka miaa take inn niezomn cech charakteru: nigdy nie kamaa. arty nasze miay
uderzy w to miejsce.
- Czy ma pani wiadomo, e skamaa pani gestapo, nie podajc swego nazwiska? - zapyta
kto. Zmieszaa si.
- Nie. Wcale nie skamaam - powiedziaa po chwili. - Oni zapytali mnie o nazwisko, a nie o
nazwisko, pod jakim wydaj ksiki...
Nie wiedzielimy, czy paka, czy si mia. Nie dawalimy jednak za wygran.
- Jednak ich pani oszukaa. Miaa pani siedzie i czeka, a wysza...
- Nic podobnego. Wcale nie obiecaam im, e poczekam, a skocz. Z wasnego mieszkania
mog za wyj, kiedy uznam za stosowne - odpowiadaa z tryumfem w gosie.
- Czyli, e gdyby Niemcy powiedzieli pani, e ma siedzie i czeka, a skocz, to pani by to
zrobia?
Nieco tylko zmieszana odpowiedziaa:

- Tego nie przemylaam dokadnie. Jednak, z naszego punktu widzenia, ich rozkazy dla nas
nie istniej. Jeeli zatem nie wykonuje si rzeczy nieistniejcych, nie moe by mowy o
naruszeniu istniejcej etyki. Nieprawda, panowie?
Zamilklimy skonsternowani. Pisarka wszystko to mwia na serio. To nie by rodzaj gry
intelektualnej. Jej naiwno nie miaa granic. By rok 1942, a pisarka pozostawaa
natchnieniem Polski Podziemnej. Spod jej pira wychodzia rzeka odezw, apeli, artykuw.
Czytali je wszyscy.
222
Rozdzia XXVII
PODZIEMNA SZKOA
G
y okazao si, e dla mojej pracy, ze wzgldw konspiracyjnych, bar-ziej pomocny bdzie
cznik-chopak, przydzielono mi Tadka Lisow-kiego. Rodzin Lisowskich znaem sprzed
wojny. Byli zamoni. Prcz majtku ziemskiego w okolicy Kielc posiadali w Warszawie dwie
due kamienice czynszowe. Pani Lisowska bya osob serio traktujc ycie, dobrze
zorganizowan i obdarzon wielk energi. A dziw bra, e wszystko to miecio si w
filigranowej postaci, od ktrej emanowao ciepo i pogoda. Rzadko spotykane poczenie
czarnych wosw i jasnozielonych oczu sprawiao, e byo co egzotycznego w jej urodzie.
Pan Lisowski mia natomiast natur hulaki i birbanta. Znika na cae tygodnie, pozostawiajc
on samotn w zmaganiach z wybrykami Tadka i jego modszego brata. Wybuch wojny i
okupacja niewiele zmieniy w stylu ycia Lisowskiego. Zawsze potrafi znale towarzystwo
podobnych mu utracjuszy i bawi si w kawiarniach, lokalach rozrywkowych i .jaskiniach
hazardu".
W tej sytuacji prowadzenie rodzinnych interesw spoczywao na pani Lisowskiej. Musiaa
przede wszystkim zajmowa si wychowywaniem synw. Trzymaa wszystko - pki moga elazn rk. Znajdowaa take czas na regularne uczszczanie do kocioa i dziaalno w
organizacjach dobroczynnych.
Po wybuchu wojny sytuacja materialna Lisowskich ulega gwatownemu pogorszeniu,
bowiem ich majtek zosta zarekwirowany przez Niemcw. Dochd z kamienic spad
drastycznie. Pani Lisowska ratowaa budet rodzinny wyprzeda kosztownoci, obrazw i
mebli. Dzieci, pozostawione bez opieki, obracay si w podejrzanym towarzystwie. Ulegay
niemieckiej polityce demoralizacji modziey polskiej za pomoc pornografii i lokali
rozrywkowych podejrzanej reputacji. Mwiono, e Tadek odwiedza domy publiczne.
Podobno okrada wasny dom, gdy brakowao mu pienidzy.
Chopak nalea do tej kategorii modziey, ktra dla szkolnictwa podziem224
nego stanowia dramatyczny problem. Przy bardzo ograniczonych rodkach, jakimi
dysponoway tajne szkoy, koncentrowano si na najbardziej wartociowej, patriotycznej i
gotowej do czynu modziey. Tej, ktra stanowi moga naturalne zaplecze Podziemia.
Element pokroju Tadka Lisowskiego by ignorowany i puszczony samopas, cho to wanie
oni najbardziej potrzebowali opieki, autorytetu i wskazania waciwej drogi w yciu.
Ekonomika wojenna i brutalna kalkulacja opacalnoci nie dawaa im szans.
Droga do nauki wszelkiego szczebla, nie wyczajc podziemnych uniwersytetw, bya
zamknita dla chopcw i dziewczt, ktrzy czymkolwiek si skompromitowali: erowaniem
na okupacyjnej biedzie, wyudzaniem, szantaem czy prostytucj. Ta wykolejona modzie
zrywaa zwykle wizi koleeskie z dziecistwa i modoci; z wasnej woli lub z woli nie

tolerujcych ich rwienikw. Popychao ich to w kierunku dalszej izolacji i wyobcowania.


Silniej wizao z nowym, zdemoralizowanym rodowiskiem.
To by problem Tadka. Ten ywy, inteligentny i peen fantazji chopak stacza si coraz niej,
otoczony pogard i wrogoci dawnych kolegw ze szkoy czy ssiedztwa. Odpowiada
agresj i ostentacyjnym lekcewaeniem tych "frajerw". Uwaa, e jest od nich mdrzejszy.
Pani Lisowska bya przeraona tym stanem rzeczy. Robia sobie wyrzuty, e nie moe
wywizywa si z obowizkw rodzicielskich, a Tadek zupenie wymkn si spod jej
kontroli. Wielokrotnie byem wiadkiem jej gorzkich monologw.
- Nie wolno pani by dla siebie tak bezwzgldn i niesprawiedliw-uspokajaem j. - Robi
pani wicej, ni mona by oczekiwa. Na pani gowie jest wszystko. Podziwiam pani...
Odpowiadaa z jak determinacj.
- My jestemy straconym pokoleniem. Nie obchodzi mnie, co robi m, nie dbam te o siebie.
Nas zniszczya wojna. Chc jednak, aby moi synowie kiedy mogli y w innej Polsce i eby
odbudowali w niej swoje ycie.
Wiedziaem, e adresuje te sowa do mnie i oczekuje mojej pomocy. Wiedziaa, e jestem w
Podziemiu, lecz nigdy nie poruszaa tego tematu. Bya jednak zdesperowana i szukaa
jakiego ratunku dla Tadka.
- Przykro mi, e si z tym zwracam, ale nie mam innego wyjcia. Widzisz, co si dzieje z
Tadkiem. Wiem, e jeste w konspiracji. Wcignij go w jak poyteczn prac. Nie wiem, co
to mogoby by, ale przecie wielu takich jak on chopakw jest przydatnych. Wiem, e
moesz mi pomc... - wyoya problem.
- Przyj Tadzia do konspiracji... - rozpoczem z wahaniem.
- Tak. O to wanie prosz. W mojej rodzinie jest duga tradycja patriotyczna. W kadym
powstaniu kto walczy. W 1831 roku pradziad by ranny i zesany na Sybir, na siedem lat. Z
kolei w 1863 roku walczy dziadek. Chc, aby Tadek by taki jak oni. Znam go dobrze i
wiem, e nie jest zym chopcem. Wpad tylko w ze towarzystwo. Trzeba go z tego wyrwa.
Gdy zobaczy, e
225
mona pracowa dla jakiego szlachetnego celu, bdzie z niego poytek. On kocha przygod,
a do ciebie ma wielki szacunek i na pewno ci usucha.
Tej kobiety nie mona byo zby jakimi oglnikami. Zdecydowaem si na szczero.
- Nie sdz, aby moi przeoeni zgodzili si na Tadka. Jest lekkomylny i nieodpowiedzialny.
Nie wiadomo, jakie ma kontakty. Poza wszystkim, prosz te bra pod uwag, e praca
konspiracyjna niesie rne niebezpieczestwa. Pewnego dnia mona nie wrci do domu powiedziaem bez ogrdek.
- Jestemy w rodzinie do tego przyzwyczajeni. Umiemy umiera za ojczyzn - mwia z
dum. - Nie wiem, czy przeyabym mier mego syna, ale nigdy nie wyrzucaabym sobie, e
pomogam mu pj drog obowizku wobec ojczyzny.
Nie mogem odmwi tej probie. Ujem jej do.
- Postaram si co zrobi. Na razie niech go pani przyle jutro nad Wis koo mostu
Poniatowskiego, od strony Pragi. Bd na niego czeka o pierwszej po poudniu.
Zjawi si punktualnie. Jego wygld przerazi mnie. Wyglda o wiele powaniej ni na swoje
siedemnacie lat. Twarz mia nienaturalnie blad i skurczon. Oczy opuchnite.
- Jak ty, do cholery, wygldasz? Przez tydzie pisz w ubraniu? - zaatakowaem.
Przestpowa z nogi na nog. By wyranie zmieszany takim powitaniem. Zrobio mi si go
al.
- No, bez urazy. Przejdziemy si troch. Pogadamy. Jest o czym...
To by dugi spacer. Mwiem mu o obowizkach wobec rodziny i kraju. O walkach o
niepodlego i ofiarach, jakie musiaa ponosi Polska, aby by wolna. O tym, e gdyby usta

opr, nie byoby Polski na mapie. Porwnaem rozbiory do obecnej sytuacji okupacyjnej.
Mwiem, e jest bdem sdzi, e opr polega tylko na walce zbrojnej. Waniejsze jest
ksztacenie charakteru. Niedopuszczenie, aby zaama si pod wpywem przemocy czy
demoralizujcej pokusy. Powiedziaem, e uwaam go za uczciwego czowieka i e moe
mnie uwaa za swojego przyjaciela. Dodaem, e potrzebni s ludzie gotowi pracowa dla
zwycistwa Polski i czerpa z tej pracy satysfakcj.
Nie oszczdzaem go. Powiedziaem, e ludzie tacy jak on stanowi nie tylko kompromitacj
dla kraju, ale take wielkie zagroenie, bo "zaraaj" innych. Sucha zaenowany.
Zrozumiaem, e pora koczy ten wykad.
- Wystarczy tego kazania. Teraz czas na konkrety. Mam do ciebie pene zaufanie. Chciabym,
aby wstpi do organizacji i z nami pracowa. Co ty na to? - pooyem mu rk na ramieniu.
Oniemia z wraenia. By podniecony. W jego oczach malowa si entuzjazm.
-Nigdy nie bdzie si mnie pan wstydzi. Sowo honoru! - powiedzia z powag, jakiej si po
nim nie spodziewaem.
- Dzikuj, tego oczekiwaem - umiechnem si. - Teraz jednak koniec z interesami.
Skoczmy do wody troch popywa. Naley nam si w taki upa. Pamitaj tylko, e matka nie
moe si dowiedzie o tej rozmowie.
- Stoi! - rzuci zawadiacko.
Kpalimy si w mtnej Wile ponad godzin. Gdy ju zbieralimy si do drogi powrotnej,
zakomunikowaem oficjalnym tonem:
- Jutro, punkt dziesita, stawisz si przy ulicy Puawskiej - podaem numer. - Twoja
kandydatura zostaa zgoszona. Jeeli bdzie zaakceptowana, zoysz przysig. Bdziesz
onierzem armii podziemnej.
- Armii podziemnej? - wyjka.
- S trzy armie polskie. Jedna w Szkocji, druga na Bliskim Wschodzie, a trzecia - tajna - w
kraju.
- Mog by nawet o dziewitej... - zapewni ochoczo.
- Nie przesadzajmy, kolego. Wystarczy, jak si nie spnisz na dziesit.
Podaem mu do. Ucisn j z caej siy.
Zaprzysienie nie byo ceremoni skomplikowan ani tajemnicz. Symbolika te bya prosta.
Skadajcy lubowanie w lewej rce trzyma krucyfiks, a praw unosi lekko do gry i
powtarza sowa wypowiadane przez odbierajcego przysig:
- Przysigam przed Bogiem, na krzy Syna Jego, e bd wiernie suy mojej Ojczynie i
wolnoci. Powic dla niej wszystko, co posiadam. Bd wypenia rozkazy moich
przeoonych i dochowam tajemnicy mi powierzonej. Tak mi dopom Bg i niewinna mka
Syna Jego!
Odebrawszy przysig od Tadka, powiedziaem mu, e jestem jego przeoonym
organizacyjnym i ma wykonywa wszystkie moje polecenia. Uprzedziem go take, e zdrada
karana jest mierci. Potem podszedem do niego i serdecznie go ucisnem.
Od pocztku Tadek potwierdza swoim zachowaniem dobr opini wystawion mu przez
matk. Lata obijania si po warszawskich ulicach wrd ludzi rnego autoramentu nauczyy
go podejmowania szybkich decyzji, pomysowoci i opanowania w krytycznych sytuacjach.
Do tego posiada wrodzon inteligencj. Wszystko razem sprawiao, e radzi sobie jako
cznik znakomicie. Dziaa pewnie, nie zwracajc na siebie uwagi ani nie budzc podejrze.
Sprawia wraenie typowego warszawskiego cwaniaka, korzystajcego z ycia i niesionych
przez nie okazji. Za mdrego na to, aby "bawi si" w Podziemie i konspiracj.
Dobrze pamitam, jak przeywa pierwsze zadanie konspiracyjne. Polegao ono na
dostarczeniu koperty do lokalu na przedmieciu Nowego Scza. W kopercie byy wycinki z
niemieckiej prasy. Tadek podchodzi do zadania, jakby zalea od niego los Polski.

Uspokajaem go, ale take uczulaem na fakt, e Nowy Scz jest miasteczkiem, gdzie si
wszyscy znaj i kady przybysz jest od razu widoczny. Dodatkowo ostrzegem go, e adres,
pod jaki go kieruj, ssiaduje z miejscem sta227
226
cjonowania oddziaw niemieckich, zwalczajcych lokaln partyzantk. Nie przestraszy si.
Na koniec powiedziaem najwaniejsze: nie otrzyma adnej przepustki na podr i musi sam
sobie poradzi. Ku memu zadowoleniu, Tadek nie tylko si nie zniechci, ale utrudnienie to
wrcz go ekscytowao. Nareszcie jaka atrakcja.
Ludzie w Nowym Sczu byli uprzedzeni o jego wizycie. Jedyne, co mieli mi przez niego
przekaza, to... opinia na jego temat i jego kwalifikacji jako cznika.
Wrci o czasie. Wrczy mi z namaszczeniem kopert. Zawieraa kartk papieru z tekstem:
"Juhas bystry. Jak dalej bdzie tak popasa, na ludzi wyjdzie. Bac moe kiedy zostanie".
Czytaem te sowa z satysfakcj. Tadek zda egzamin.
Sta, najwyraniej oczekujc jakiej mojej reakcji po przeczytaniu kartki. O nic jednak nie
zapyta.
- Dzikuj. Pisz, e zapowiada si niena zima. Moe trzeba bdzie wybra si na narty rzuciem od niechcenia.
Nie uwierzy. Mrugn znaczco i poegna si.
Pani Lisowska opowiadaa mi o zmianach, jakie dostrzega w zachowaniu syna. Dba o
porzdek w swoim pokoju i caym domu. Stara si schudnie wyglda. Sta si bardziej
zdyscyplinowany i punktualny. Robi wraenie tajemniczego i zaprztnitego sprawami
wielkiej wagi, co matk bardzo bawio...
Wraz z zapaem, z jakim podchodzi do pracy, dawaa zna o sobie take jego fanfaronada i
poszukiwanie silnych wrae. Czsto doprowadzao mnie to do szau, bo dochodzio do
niebezpiecznych sytuacji.
Umwiem si kiedy z Tadkiem na mocie Kierbedzia, ktry ca dob by pilnowany przez
niemieckich wartownikw. Mielimy nadej z przeciwnych stron. Gdy zbliyem si ju do
niego na odlego okoo dziesiciu metrw, zauwayem, e czyta egzemplarz "Biuletynu
Informacyjnego". Rwnoczenie z przeciwka nadchodzio dwch stranikw. Pomylaem, e
zaraz dojdzie do aresztowania Tadka. Nie drgn nawet. Sta i bezczelnie czyta "bibu".
Niemcy przeszli o metr od niego. Do dzi nie wiem, czy nic nie zobaczyli, czy udali, e nie
widz, bo zorientowali si, e jest nas dwch i moe doj do strzelaniny, gdyby zaczli
interweniowa. Gdy minli Tadka, pogroziem mu pici i podszedem, aby go zwymyla.
Spojrza na mnie z lekkim umieszkiem i pooy palec na ustach.
- Ciiii, bo jeszcze usysz - powiedzia, robic do mnie oko.
Niespena tydzie pniej Lisowski przeszed samego siebie, a ja zaczem si zastanawia,
czy nie wystpi z meldunkiem o jego nieprzydatnoci do dalszej suby w Podziemiu. Tadek
zaoy si z trzema nowo poznanymi cznikami. Mieli w tramwaju wyj podziemne gazetki
i ostentacyjnie czyta. Ten, ktry pierwszy schowaby pismo, przegrywaby najwicej. Drugi
-mniej. Itd. Jechali tak w tumie ludzi, budzc nerwowe spojrzenia pasaerw.
Dotarli do przystanku kocowego i tam uznali, e zakad nie zosta rozstrzygnity, bo nikt nie
stchrzy. Nazajutrz dwch cznikw, zapewne przeraonych wasn gupot, zameldowao
przeoonym o caym zajciu. Wymienili Tadka jako inspiratora. Reakcja bya
natychmiastowa. W ostrych sowach zostaem upomniany, e nie kontroluj swego cznika,

ktry demoralizuje innych i prowokuje wpadk w rce gestapo. Czekaem tylko, kiedy si
zjawi.
- Ty durniu skoczony! Chcesz, aby inni przez ciebie poszli na Pawiak albo pod cian?! krzyczaem. - Jaka jest granica twej gupoty i nieodpowiedzialnoci?
Spuci gow skruszony.
- Przepraszam. Nigdy nie chciabym narazi ci na niebezpieczestwo. Nie mog si oprze
ryzykowaniu, mam to we krwi. Ale od dzi - koniec! To si ju nie powtrzy - zapewnia.
Skrucha wydawaa si szczera. Mia w sobie co, co nie pozwalao si gniewa na niego zbyt
dugo. Daem si udobrucha.
Wkrtce jednak zaczem rozumie, e Tadek "dusi si" w roli cznika, e trzeba mu czego
wicej. Postanowiem z nim porozmawia.
- Znudzio ci si u mnie, prawda? - zapytaem.
- Skde... Lubi swoj robot - zaprotestowa bez przekonania.
- Ale pewnie by wola co bardziej odpowiedzialnego, konkretnego... Spojrza na mnie z
wdzicznoci.
- Ja wiem, e kada forma walki z Niemcami jest wana. Ale ja nie widz, jak im... szkodz.
Latam po miecie z tymi papierami, ale nie mam pojcia, co si dzieje. Ja chciabym jak
robot, gdzie wida efekty. Rozumiesz mnie?
- Jasne. Postaram si o jaki nowy przydzia - powiedziaem, majc wiadomo, e nasze
drogi si rozchodz.
Zwrciem si do przeoonych, aby skierowali Lisowskiego do tajnej podchorwki.
Eksponowaem jego inteligencj, odwag i dobre zorganizowanie. Skonno Tadka do
kawaw bya ju dobrze znana. Po kilku dniach dostaem odpowied, e Tadek zosta
przyjty i ma si zgosi w okrelonym miejscu na szkolenie wojskowe. Gdy mu o tym
powiedziaem, omal nie oszala z radoci.
Podchorwki miay za zadanie przygotowanie modych mczyzn i kobiet do pracy
wojskowej w Podziemiu. Uczyli si sabotau i dywersji, walk ulicznych, cznoci. Mieli
zajcia z posugiwania si broni, materiaami wybuchowymi i innym wyposaeniem
uywanym na polu walki. Uczono ich metod zastraszania i walki psychologicznej.
Po wstpnym okresie szkolenia, trwajcym okoo czterech miesicy, najlepsi byli kierowani
do oddziaw partyzanckich. Tam doskonalili swoje umiejtnoci w praktyce. Potem albo
pozostawali w partyzantce, albo wracali do miasta i tu walczyli z okupantem. Z
podchorwek wyszo podczas okupacji wielu znakomitych fachowcw wojskowego
rzemiosa, oddajc nieocenione usugi w walce.
229
228
W normalnych warunkach chopak taki jak Tadek Lisowski nigdy nie zakwalifikowaby si
do podchorwki. Kadziono bowiem duy nacisk na przygotowanie fizyczne kandydata i
jego profil moralny. Tadkowi pomoga moja rekomendacja oraz opinia sprawnego i
odpowiedzialnego cznika.
Wraz z nauk w podchorwce Lisowski otrzyma szans sprawdzenia si w grupie o nazwie
"Wilczki". Bya to organizacja modzieowa majca za zadanie stae uprzykrzanie ycia
Niemcom i omieszanie ich w oczach spoeczestwa polskiego. "Wilczki" pokryway mury
kamienic, poty czy tramwaje napisami zagrzewajcymi do oporu lub kompromitujcymi
okupanta, w rodzaju: "Polska walczy!", "Owicim pomcimy!", "Hitler kaputt", "Gestapo
hycle", "SS wcieky pies" itd.

Prcz malowania zajmowali si take rozlepianiem afiszy z karykaturalnymi rysunkami


bdcymi biecymi komentarzami do wydarze w okupowanej Polsce czy na wiecie. Na
jesieni 1942 roku, kiedy wadze Generalnej Guberni zarzdziy konfiskat wszystkich futer,
"Wilczki" rozplakatoway w caej stolicy specjalny afisz. Przedstawia on onierza
Wehrmachtu ubranego w futro z norek i konierz ze srebrnego lisa. Pod spodem widnia
napis: "Tak mi ciepo, e mog spokojnie umiera za Fiihrera".
"Wilczki" walczyy take, rozsypujc na ulicach kilogramy gwodzi, kawakw drutu
kolczastego i szka. Chodzio o dziurawienie opon niemieckich samochodw i paraliowanie
ruchu ulicznego.
Inn akcj, ktra na dugo zapada w pami warszawiakw, byo "ozdobienie" latar
miejskich tabliczkami z napisem "Nur fur Deutsche". Wymowa bya oczywista. Niemcy
lubowali si w publicznych egzekucjach przez powieszenie. Ich ofiary czsto wieszano na
latarniach czy drzewach, tak aby byy przestrog dla innych Polakw. Akcja "Wilczkw" z
wykorzystaniem tekstu tabliczek obwieszczajcego, e to miejsce jest przeznaczone "tylko
dla Niemcw", zostaa jednoznacznie odebrana. Niemcy za szaleli, zrywajc przez cay dzie
napisy.
Jeszcze inn form dziaalnoci modych warszawiakw byo upamitnianie miejsc
szczeglnie wanych dla naszej historii. Zwykle chodzio o place, skwery i ulice, gdzie przed
wojn stay pomniki narodowych bohaterw, twrcw i dziaaczy, zburzone przez okupanta
jesieni 1939 roku. W tych opustoszaych miejscach skadano narcza kwiatw i palono
znicze. Zwykle byo tak, e "Wilczki" inicjoway te odruchy pamici, kadc pierwsze
wizanki i zapalajc pierwsze wiece. Ludno spontanicznie za nimi podaa. Wkrtce w
ten sam sposb uwicane byy miejsca egzekucji czy zbiorowych mogi pomordowanych.
"Wilczki" niele day si Niemcom we znaki, a wrd rodakw cieszyy si ogromn
popularnoci. Tadek Lisowski by jednym z nich.
Nadszed wreszcie dzie poegnania. Tadek wyjeda z Warszawy na dalsz edukacj woj
skow w partyzantce. Dzikowa mi za wszystko, przesadnie podkrelajc moje zasugi.
Czuem si niezrcznie.
- Chciaem ci o co poprosi - powiedzia. - Czy moesz mi obieca, e
230
matka nigdy si nie dowie, co teraz bd robi naprawd? Chc, eby bya przekonana, e
pracuj dla ciebie. Tak jest lepiej. Dla wszystkich.
Zgodziem si. Dobrze go rozumiaem. Nie chcia, aby matka niepokoia si nowymi
zagroeniami, jakie niosa bezporednia dziaalno dywersyjna. To, czego tak bardzo
pragn.
- Co ci jeszcze chc pokaza - powiedzia, sigajc do kieszeni. Wycign jak broszur i
poda mi.
- Co to jest? - spytaem.
- Program niemieckiej organizacji upowszechniania kultury. Tytu "Kilka dni w Polsce".
Syszae?
Syszaem. W Generalnej Guberni Niemcy rozpoczli wanie akcj propagowania swoich
osigni we wszelkich moliwych dziedzinach. Od literatury, poprzez muzyk, a na
najnowszych osigniciach techniki koczc. Nie miaem okazji zapozna si z programem
tej akcji, wic apczywie zabraem si do wertowania broszury podanej mi przez Tadka. Ju
pierwsze zdania pokazyway, ze znw mnie nabra. Miaem przed sob nie orygina, a rodzaj
parodii, majcej omieszy niemieckie zamiary. Poza tym wszystko si zgadzao. Papier, krj
czcionki, format. Broszura zawieraa "Program zaj". Czytaem z zainteresowaniem:
"Pierwszy dzie. Otwarcie wystawy fotograficznej "Wpyw kultury niemieckiej na ziemie
polskie". Zdjcia miast, wsi i osad po kampanii wrzeniowej 1939 roku.

Drugi dzie. Widowisko na placu Hitlera pod tytuem "Niemcy nios pochodni owiaty".
Palenie polskich ksiek: Mickiewicza, Sowackiego, Sienkiewicza, Prusa, eromskiego,
Konopnickiej; podrcznikw itd.
Trzeci dzie. Wykad: "Kultura oglna" w ruinach audytorium Uniwersytetu Warszawskiego.
Cel: upamitnienie zamknicia wszystkich szk wyszych w Polsce.
Czwarty dzie. Przedstawienie "Freude durch Kraft" (Rado przez si). Polowanie na ludzi,
aresztowania, apanki, egzekucje poczone z wycieczkami do obozw w Owicimiu,
Majdanku i innych.
Pity dzie. Wykady Uniwersytetu Kultury Niemieckiej. Modzie niemiecka wykada
polskim uczonym w obozach koncentracyjnych na rne tematy.
Szsty dzie. Niemiecka opieka zdrowotna w Generalnej Guberni. Zwiedzanie orodkw
zdrowia, takich jak Pawiak, "przychodni" gestapo przy Szu-cha i innych.
Sidmy dzie. Otwarcie strzelnicy sportowej w Palmirach pod Warszaw. Strzelanie
sportowe do Polakw w rnych pozycjach: pod cian, przy supku (cele stae) i biegncych
(cele ruchome).
smy dzie. Uroczyste zamurowanie getta warszawskiego poczone z polowaniem.
Strzelanie do uciekajcych celw ruchomych.
Dziewity dzie. Otwarcie nowej dzielnicy niemieckiej poczone z nie231
spodziankami dla Polakw. W programie: byskawiczne wysiedlenie i konfiskata dobytku na
czas".
Skoczyem czytanie i spojrzaem na Tadka. Obaj wybuchnlimy miechem. Parodia,
aczkolwiek gorzka i tragiczna, bya bez zarzutu. Oddawaa dobrze mentalno niemieck i ich
talenty organizacyjne.
- Jedziesz na szkolenie. Nie wiem, kiedy si zobaczymy - powiedziaem. - Nie wiem, kiedy
co o tobie usysz. Jestem pewien, e to bd same dobre rzeczy. Wiem, e nie zawiedziesz.
Tadeusz Lisowski, suchacz podchorwki, dugo ciska moj do. Dziwnie ucieka ze
wzrokiem. Potem wybieg. Nigdy wicej ju go nie widziaem.
Udany eksperyment pedagogiczny z Tadkiem rozbudzi moje cigoty nauczycielskie.
Postanowiem zaj si edukacj patriotyczn modziey w mojej najbliszej rodzime.
Niestety, moje wysiki zakoczyy si fiaskiem. Najpierw usiowaem namwi do pjcia w
lady Tadka mego kuzyna. By bladym, niemrawym blondynkiem o ziemistej cerze. Nie mia
ani warunkw fizycznych, ani odwagi. Szybko zrezygnowaem.
Po tej porace skoncentrowaem uwag na Zosi, crce mego wuja, ktry owdowia w 1940
roku. Dziewczyna miaa niemal osiemnacie lat. Po mierci matki prowadzia cay dom. Jej
ojciec by skromnym urzdnikiem. W yciu -asekurantem, czowiekiem pasywnym i bardzo
niemiaym. Jego zarobki z najwikszym trudem pozwalay na utrzymywanie si rodziny przy
yciu. Nie dojadali, brakowao pienidzy na opa. Nie byo mowy o kupnie nowych ubra.
Mimo trudnej sytuacji Zosia chodzia do konspiracyjnego gimnazjum. W 1942 roku
przygotowywaa si ju do matury. By to szczytowy okres dziaalnoci szkolnictwa
podziemnego. W samym tylko okrgu warszawskim z nielegalnej nauki korzystao
osiemdziesit pi tysicy dzieci i modziey. Wydano tego roku ponad tysic siedemset
wiadectw dojrzaoci.
Lekcje odbyway si w domach prywatnych, w grupach od trzech do szeciu osb. Zwykle
pod jakim pretrekstem: gry w szachy, nauki taca czy jakiego zawodu. Powd musia by
wiarygodny, a potrzebne do kamuflau atrybuty przygotowane. Jeeli, na przykad, cztery
dziewczyny przychodziy, aby si uczy "szycia", musiay by na podordziu jakie skrojone
kawaki materiau, ktre "uczennice" mogy w kadej chwili wzi do rk i udawa, e przy

goto wuj akurat bluzki. Gdzie w kcie staa maszyna do szycia, a na stole leay noyce,
nici i inne krawieckie przybory.
Nauczyciel przychodzcy do tak duej grupy naraa si. Uczniowie byli z reguy dociekliwi i
starali si pozna jego prawdziwe nazwisko, nazw szkoy, w jakiej uczy przed wojn,
nazwiska przedwojennych uczniw albo choby jak daleko ma do domu. Zachowanie
konspiracji w takich zespoach byo bardzo trudne, a losy pedagogw bardziej zaleay od
przezornoci ich podopiecznych ni ich samych. Czsto rzucone nieopatrznie sowo, jaka
uwa232
ga czy pytanie dekonspiroway tak podziemn klas, skazujc nauczycieli na tortury czy
mier. Wielu z nich trafiao w rce gestapo z powodu beztroski czy gadulstwa tych, dla
ktrych si powicali. Wielu przypacio to yciem.
Najwikszym problemem dla organizatorw tajnego nauczania byo zdobywanie
podrcznikw. Po dugich dyskusjach zdecydowano si raczej na przedruki przedwojennych,
ni redagowanie i wydawanie nowych.
Matura Zosi wypadaa we wrzeniu 1942 roku. Przez cae lato mwia tylko o tym
wydarzeniu. Zawzicie si te do egzaminw przygotowywaa. Ku memu zdziwieniu zakres
wymaganej wiedzy wcale nie odbiega od tego, ktry sam musiaem "wyku", gdy
szykowaem si do swojej matury na pocztku lat trzydziestych. Chcc dosta wiadectwo
dojrzaoci, naleao zda pi egzaminw przedmiotowych. W przypadku trzech
przedmiotw byy to egzaminy pisemne i ustne. W dwch pozostaych mona byo wybiera.
Zosia miaa zdawa egzaminy pisemne i ustne z jzyka polskiego, matematyki i aciny. Z
fizyki i angielskiego wybraa tylko pisemne.
Kuzynka prosia mnie czsto o pomoc w angielskim, czego nie odmawiaem. Pracowalimy
do pnej nocy. Ze wzgldu na godzin policyjn pozostawaem w mieszkaniu wuja na noc.
Byo to samo w sobie bardzo komfortowe. Nie dlatego, e mieszkanie byo wygodne czy
zasobne. Mieszkanie byo "czyste". Nikt nie by zwizany z konspiracj i nie byo si czego
obawia. Mona si byo odpry, poartowa i cieszy spokojnym snem. Rano Zosia
przygotowywaa specjalne niadanie, na ktre skaday si kawa zboowa i chleb z
marmolad, a czasami nawet jaki kawaek wdliny.
Przyszed wreszcie dzie egzaminu. Bardzo to przeywaa. W tym czasie byo ju wiadomo,
e niedugo wyjad z misj do Anglii. Rne stronnictwa polityczne powierzay mi materiay
do przekazania w Londynie. Jeden z przywdcw ludowych, a zarazem dziaacz owiaty
podziemnej, zaproponowa mi udzia w jakiej tajnej lekcji. Miaem przekaza, co widziaem,
naszym wadzom na wychodstwie. Wycior, bo tak si nazywa, zostawi mi woln rk z
wyborem poziomu nauczania, jaki chc obserwowa. Pomylaem wwczas, e dobrze
byoby zobaczy, jak zdaje matur Zosia. Nie bez wahania Wycior si zgodzi. Dostaem
zgod na uczestniczenie w egzaminie z jzyka polskiego.
Egzamin odbywa si w biurze firmy przeprowadzkowej. Syn dyrektora by jednym z
maturzystw. Miejsce nie budzio podejrze. Kadego dnia przewijao si przez firm wiele
osb. Po trzech stronach sporego, prostoktnego stou siedzieli zdajcy: Zosia i jej dwaj
koledzy. Z czwartej - nauczyciel polskiego. Najpierw wszystkim rozda papier formatu
kancelaryjnego. Nastpnie w lewym grnym rogu poleci wpisa symbol literowy i numer,
zastpujce dane personalne. Potem wsta i zwrci si do maturzystw:
- Drodzy, modzi przyjaciele. Przed nami trudne zadanie. Wiecie, e wrg stara si zniszczy
nard polski, demoralizujc modzie. My, profesorowie,
233

cae ycie staralimy si modzie wychowywa i rzetelnie edukowa. Mimo okupacji, nic si
nie zmienio. Jestemy na posterunku, mimo ryzyka. Podejmujemy je z myl o was i o
ojczynie. Nie jest atwo. Ponosimy czsto poraki. Gdy widzimy, kiedy modzie wchodzi
do kina, lokalu czy kabaretu albo siga po pornograficzne wydawnictwa - czujemy si
przegrani. Dzisiaj jednak jest najszczliwszy dzie w mojej nauczycielskiej pracy. Pierwsi
maturzyci w tej szkole przystpuj do egzaminu. To dowd, e t wojn wygrywamy. Dziki
wam, moi drodzy. Wiem, jakie trudnoci musielicie pokona, aby opanowa materia
przewidziany programem. Przy ocenie wemiemy pod uwag specyfik warunkw
wojennych. Starajcie si jednak, aby wasze prace wypady jak najlepiej. Nie denerwujcie si.
Pracujcie w skupieniu. To wasz dzie. Przez nastpne trzy godziny nie ma wojny, nie ma
okupacji, nie ma Niemcw. Jest egzamin. Tylko o nim mylcie. ycz wam powodzenia.
Profesor wyj z kieszeni sze starannie zoonych na czworo kartek i pooy na stole.
- Prosz teraz wylosowa tematy i bra si do roboty. Zaczynamy.
By starym, zmczonym czowiekiem. Mia poszarza twarz i zapadnite oczy. Byy
przekrwione, co mogo wskazywa na brak snu. Chodzi wolno i ciko. Podszed do kanapy,
gdzie siedziaa trzyosobowa komisja egzaminacyjna i ja.
- wietne przemwienie, panie profesorze - pogratulowaem. - Czy mgbym pana profesora
zaprosi na prawdziw kaw, gdzie tu obok? Chciaem zamieni par sw...
Spojrza na mnie z dziwnym byskiem w oczach.
- Wodzi mnie pan, mody czowieku, na pokuszenie. Prawdziw kaw piem ostatnio 29
sierpnia 1939 roku i - nie powiem - sprawdzibym, czy jeszcze pamitam ten smak. Jest
pewien problem... Mam wielkie zaufanie do naszej modziey, ktra jest wspaniaa. Niestety
nie odnosi si to do jednego punktu: zwyczaju cigania. Oni zawsze cigali, cigaj i bd
to robi do koca wiata. Nie wycignie mnie pan na kaw. I nie radz wicej prbowa pogrozi mi palcem.
Podszed do stou. Badawczym wzrokiem powid po trjce zdajcych, tak jakby mia przed
sob kilkusetosobowe audytorium. Usiad na krzele i... zapad w drzemk.
Nie miaem zamiaru siedzie tam trzy godziny. Na skrawku papieru napisaem do Zosi:
"Czekam w domu". Chciaem jej poda kartk, ale profesor nagle otworzy oczy, zerwa si
gwatownie z krzesa i rzuci si w moim kierunku. Nim zdyem odskoczy, ju trzyma w
rku papier. Zosia zblada.
-1 c my tu mamy? - mwi do siebie, odczytujc tekst. - Ot, moja panno, kuzyn
uprzejmie powiadamia, e bdzie pann oczekiwa w domu. Tego si raczej nie da wczy
do wypracowania szanownej panny.
Zrobiem si czerwony jak burak i szybko wycofaem z pokoju.
Wieczorem, gdy Zosia wrcia do domu, zapytaem o temat wypracowania.
- Problem niepodlegoci w polskiej literaturze romantycznej - wyrecytowaa. - Napisaam
szesnacie stron, ale mogam wicej.
Wybuchnem miechem. Ten stary lis nie zmieni tematu od dwudziestu lat. Przed wojn
mona byo kupi bryk z wypracowaniami na kilka "elaznych" tematw. By tam i ten, ktry
pisaa moja kuzynka. Nic jej o tym nie powiedziaem.
Egzaminy maturalne poszy Zosi wietnie. Dyplom otrzymaa w formie biletu wizytowego z
pseudonimem przewodniczcego komisji. Na odwrocie mona byo przeczyta:
"Dzikuj bardzo za wizyt z 29 wrzenia 1942 roku. Jestem z niej ogromnie zadowolony.
Dowiedziaem si od pani tylu ciekawych rzeczy. Brawo!".
Zosia nosia wizytwk z dum. Po wojnie tysice takich wizytwek miay zosta
wymienione na dyplomy maturalne.
Postanowiem mie ten bilecik w swoich zbiorach. Prbowaem negocjowa.

- Kochana kuzyneczko - mwiem sodko. - Po wojnie dostaniesz za wizytwk dziesi


tajnych dokumentw Delegata Rzdu. Zgoda?
- Oszalae?
- No dobra. Dokadam pi oklnikw Naczelnego Dowdcy Armii Krajowej. I - niech strac
- kilka zawiadomie o wyrokach mierci wykonanych na zdrajcach. Stoi?
- Nie tylko oszalae. Jeste take wini-prychna. Byem onierzem przegranej sprawy.
234
Rozdzia XXVIII PARLAMENT
Z
pada decyzja. Miaem zosta wysany do Londynu. Moim zadaniem / tej misji byo
przekazanie jak najszerszej wiedzy na temat dziaalno-i Podziemia. Miaem skada raporty
polskiemu rzdowi na wychodstwie, przedstawicielom stronnictw politycznych, jak te
wadzom brytyjskim i tamtejszej opinii publicznej, jeeli bdzie taka moliwo. Nie
wykluczano take mego wyjazdu do Stanw Zjednoczonych, gdyby wymagaa tego sytuacja.
Przygotowania do podry trway kilka tygodni. Rzecz podstawow byo przygotowanie
dokumentw. Dawna trasa, przez Sowacj i Wgry, nie wchodzia w rachub ze wzgldu na
poprzedni wpadk. Najprostsza droga wioda przez Francj, Hiszpani i angielski Gibraltar,
ewentualnie przez Portugali. Postanowiono, e podr powinna mie wszelkie znamiona
legalnoci.
Praca w konspiracji nauczya mnie polegania na samym sobie, wic nie czekaem, a "gra"
co wymyli. Sam zaczem si rozglda za papierami. Uznaem, e najlepiej bdzie
wykorzysta dokumenty francuskich pracownikw zatrudnianych w Warszawie przez
okupanta. By to efekt polityki kolabo-racyjnego rzdu francuskiego, ktry chtnie "uycza"
swojej siy roboczej Trzeciej Rzeszy. W Warszawie pracowao ponad dwa tysice Francuzw.
Byli to inynierowie, technicy, a take proci robotnicy.
Kiedy u pastwa Bourdo, zasymilowanych w XIX wieku polskich Francuzw, poznaem
przypadkowo Monsieur Paula Tienponta, technika zatrudnionego w zakadach
elektromechanicznych. Szybko nawizaa si midzy nami znajomo, a potem komitywa,
budowana na ogromnym zamiowaniu pary-anina do mocnych trunkw. By chudy i niski.
Wykonywa mnstwo zbdnych ruchw, gdy o czym opowiada. Gestykulacja w zasadzie
zastpowaa sowa. Gdy byo trzeba, Francuz potrafi trzyma jzyk na wodzy. Zajmowa si
szmuglem perfum oraz narkotykw. Odbiorcami byli prawie wycznie Niemcy, cho
niekiedy - dla rnych przyczyn - zaopatrywao si u nie236
go take Podziemie. Paul ogarnity by dz zysku, co postanowiem wykorzysta.
Wiedziaem, e Francuzom przysuguje co trzy miesice prawo do dwutygodniowego urlopu.
Dyskretnie dowiedziaem si, e Tienpont niedugo bdzie mg skorzysta z moliwoci
wyjazdu. Umwiem si wic z nim w kawiarni.
- Pewnie ju si pan nie moe doczeka wyjazdu do Parya... - rozpoczem ostronie.
- Eeee tam, tu mi si nie nudzi - wzruszy ramionami. - Jako sobie radz. A was, Polakw,
lubi. No i robienie z wami interesw.
-1 nie al panu wakacji?
- Jak pojad, to tylko po towar - puci do mnie oko.
Zmieniem temat, aby nie wzbudza podejrze. Zaprosiem go na drugi dzie na kolacj do
restauracji. Zgodzi si natychmiast.

Przyszedem nieco wczeniej i poprosiem dobrze mi znanego kelnera, by nie aowa


alkoholu memu gociowi. Poj w lot.
- Ma by dobrze "naoliwiony", o ile dobrze pana mecenasa rozumiem. Nie ma sprawy. Jestem
fachowcem w swoim zawodzie od dwudziestu czterech lat - ukoni si i odszed.
Istotnie, "oliwienie" Francuza przebiegao intensywnie. By w wietnym nastroju, a kelner na
posterunku. Chcc dociec przyczyny szampaskiego humoru Francuza, zapytaem:
- To moe nie jest moja sprawa, ale wyglda pan tak, jakby odkry kopalni zota?
Zamia si gono.
- No, nie a "tak kopalni", ale zawsze co. Kolega dostarczy z Francji opium. Niemcy to
lubi. Co tam si zarobi...
- W takim razie gratuluj, ale i... auj.
- Niby czego?
- Miaem dla pana propozycj, ale teraz, skoro jest pan bogaty...
- Zaraz, zaraz... A czyja powiedziaem, e jestem bogaty? Ja moe kiedy bd bogaty. Teraz
ciuam grosz do grosza. Niestety, dzielc si z kolegami. O jakiej pan propozycji wspomnia?
- dopytywa si.
- To si wie z wyjazdem na jaki czas z Warszawy.
- Zawsze mona pooddycha innym powietrzem...
- Chodzi o to, e musz na jaki czas wydosta si z Polski. Do Parya. Tam mam przyjaci.
Nie widziaem ich dawno...
- A co ja mam z tym wsplnego? - nie da mi dokoczy. - Ja nie przemycam ludzi.
- Nikt panu nie kae. Kiedy dostanie pan zgod na urlop, odda mi pan swoje papiery. Ja w
nich pozmieniam zdjcia i pojad. Wiek mamy podobny, nikt si nie bdzie dziwi. W Paryu
natychmiast zniszcz pana dokumenty. Pan w tym czasie bdzie wypoczywa w pewnym
majtku koo Lublina. adna okolica, gospodarze mili. Poza tym maj adn crk... Po
dwch tygodniach sta237
wi si pan w pracy i powie, e wczoraj panu ukradziono w tramwaju dokumenty. Kara za to
to tylko dwiecie marek, ktre naturalnie doliczymy do kwoty oglnej za t przysug. Zgadza
si pan?
Francuz zacz marudzi. Mwi, e to wielkie ryzyko, e grozi mu nawet kara mierci, jakby
si Niemcy zorientowali, itd. Podbija cen.
- Prosz mi powiedzie, ile pan chce, lub nie dyskutujmy duej. S inni chtni i nie bd
rozpacza, jak si pan nie zgodzi - powiedziaem ostro.
- Pidziesit tysicy.
- Dwadziecia pi tysicy. Od razu i bez dzielenia na raty.
- Trzydzieci. Patne przy odbiorze paszportu.
- Zgoda - wycignem do niego do. Wychodzc z lokalu, Tienpont uj mnie pod rk.
- Nie obchodzi mnie, po co pan jedzie do Francji. To pana interes. Podobnie pana nie
powinno interesowa, czym ja si zajmuj w Warszawie. Jeeli pan wpadnie, ja o panu
zapominam, a pan o mnie. I jeszcze jedno. Przyjmuj pana propozycj, bo nie cierpi
Niemcw, a co mi mwi, e pan take, podobnie jak ci, ktrzy pana wysyaj. Chc pomc
troch takim ludziom. Dlatego si specjalnie nie targowaem... - znikn za rogiem bez
poegnania.
Natychmiast powiadomiem przeoonych o interesie uzgodnionym z Francuzem. Przyjto
mj plan bardzo sceptycznie i nieufnie. Jako ich jednak przekonaem. Kazano mi opracowa
szczegy dotyczce podry.
Najwiksze trudnoci przewidywaem z udawaniem rodowitego Francuza. Mwiem po
francusku dobrze, ale z wyranym akcentem. Na terenie Generalnej Guberni i Rzeszy nie

spodziewaem si kopotw. Zamierzaem mwi po niemiecku. Niemiecki znaem gorzej ni


francuski, ale to w kocu mia mwi Francuz, a nie Niemiec. Wraz z przekroczeniem
granicy francuskiej kady Francuz naturalnie rozpoznaby we mnie cudzoziemca. Z tym
naleao co zrobi. Pki co, jedyne, co przychodzio mi do gowy, to otwieranie ust jak
najrzadziej.
Nie byo natomiast problemu z dokonaniem wymiany fotografii Tienponta czy podrobieniem
stosownych stempli, bo to nasi fachowcy robili znakomicie.
Materiay przewoone do Anglii miay zosta zmikrofilmowane. Mikrofilmy byy wtedy
bezcennym narzdziem pracy konspiracyjnej. Powszechnie uywano wietnego materiau
marki "Contax". Nazwa si tak upowszechnia w Podziemiu, e nikt prawie nie mwi o
mikrofilmach tylko o "kontaksach". Powtrzya si taka sama historia, j ak z o wiele bardziej
popularnym towarem. Kiedy w Polsce pojawiy si pierwsze pojazdy zwane powszechnie
bicyklami, natychmiast przy lgna do nich nazwa "rowery". Dlaczego? Bo firma "Rover"
bya ich pierwszym importerem do Polski.
Do Anglii miaem przewie ponad tysic stron maszynopisu. Sfotografowane na
"kontaksach", po zwiniciu miay mie czn wielko - trzech zapaek. Filmy miay zosta
nastpnie misternie zalutowane w... rczce maszynki do golenia.
238
Mylc o podry, nie odczuwaem niepokoju. Szczegy byy starannie dopracowane. Czasy
improwizacji miny i troska o bezpieczestwo cznikw wykazywana przez Podziemie bya
o wiele wiksza.
Gdy termin wyjazdu by ju bliski, ktrego dnia moja czniczka dostarczya mi polecenie.
Miaem si stawi za dwa dni przed politycznym komitetem porozumiewawczym stronnictw
politycznych. Mieli by tam Grot i Rawicz. Organizacj spotkania miaa si zaj czniczka
Ira, ktra ju nawizaa kontakt z moj czniczk. Sprawa musiaa by duej wagi, skoro
anonsowano obecno Grota i Rawicza. Pierwszy pseudonim dotyczy dowdcy podziemnych
si zbrojnych, a drugi delegata rzdu. Spotkanie wyznaczono na dziesit rano.
Nastpnego dnia czniczka przyprowadzia Ir. Bya to kobieta wysoka i potnie
zbudowana. Poruszaa si zdecydowanym wojskowym krokiem. Miaa maniery kaprala
musztrujcego poborowych. Nawet si nie przywitaa. Zacza recytowa:
- Jutro punktualnie o smej rano wyjdzie pan z domu. Spotka pan czniczk w towarzystwie
innej osoby. Ta osoba zaprowadzi pana, dokd trzeba. Dokumenty osobiste maj by w
idealnym porzdku. adnych materiaw obciajcych. Naczelny dowdca i takjest w staym
niebezpieczestwie. Podwadni nie powinni go dodatkowo naraa. Jasne?
Poczuem do niej niech. Nie odmwiem sobie ironii:
- Dzikuj askawej pani za lekcj. Nigdy bym sam na to nie wpad. Nie jestem wielbdem i
nie chodz objuczony materiaami. Nawet nie spojrzaa na mnie. Kontynuowaa:
- Bd czekaa w miejscu, gdzie zostanie pan doprowadzony przez czniczk. Bdzie pan
pod sta obserwacj, od wyjcia z domu. Jeeli upewnimy si, e nie jest pan ledzony,
zabior pana na miejsce spotkania. Jasne?
- Zupenie jasne. Czy ma pani dla mnie moe nowy yciorys? - staraem si by zgryliwy.
- To jest niepotrzebne - rzucia krtko i wysza.
Rano wszystko odbyo si zgodnie z planem. O smej na rogu ulicy opodal mego domu
spotkaem moj czniczk w towarzystwie starszej kobiety. Po przedstawieniu si moja
czniczka odesza. Przewodniczka, dwukrotnie zmieniajc po drodze tramwaj, "dostarczya"
mnie na oliborz do eleganckiego piciopitrowego domu. Weszlimy schodami na ostatnie
pitro. Starsza pani nacisna dzwonek w umwiony sposb: krtko i bardzo dugo. W
drzwiach stana Ira. Znw poczuem przypyw antypatii.

- Sygna do drzwi jest nazbyt oczywisty. Dziecko rozpozna, e to jest umwiona sygnalizacja
- powiedziaem zamiast "dzie dobry".
- Nie pana interes - odpowiedziaa, nie patrzc nawet na mnie. -1 niech pan tak tu nie sterczy
jak na weselu, tylko wchodzi.
Wntrze mieszkania wydao mi si zaskakujco kobiece. Okna ozdobione byy koronkowymi,
misternie poupinanymi firankami i zasonami. Koronko239
we serwetki leay na stole i komodzie. Na kanapie pitrzyy si rnokolorowe poduszki.
Zadzwoni telefon. Podniosa suchawk w poowie trzeciego sygnau.
- Tak... tak... To dobrze, e czujesz si ju lepiej. Niedugo was odwiedz. Nie przestawaj
bra tych pastylek.
Odoya suchawk. Spojrzaa na mnie wreszcie.
- Gotowy? - zagrzmiaa. Skinem gow.
-No to - wymarsz. Id pierwsza. Ty jakie dziesi krokw z tyu. Jakby co, gubisz si i nie
zwracasz na mnie uwagi. Jasne?
Pierwsza wysza z kamienicy ta sama czniczka, z ktr dotarem na oliborz. Potem - Ira, a
za ni-ja. Sza szybko, bez ogldania si na mnie. Musiaem niele wyciga nogi, aby
utrzyma tempo. Po pgodzinnym marszu stana przed jakim kocioem. Uwanie
rozejrzaa si wokoo i wesza do rodka drzwiami bocznej nawy. Pewnie by to sygna.
Odczekaem chwil i zrobiem to samo.
Zobaczyem, e Ira siedzi w trzeciej awce przed gwnym otarzem. Prcz niej byy w
kociele trzy staruszki, jaki ebrak, ktry wszed si ogrza, oraz kocielny czyszczcy
figury bocznego otarza. Po piciu minutach Ira wstaa, przeegnaa si i ruszya w kierunku
drzwi w nawie bocznej. Otworzya je i znikna. Podyem za ni. Korytarz prowadzi na
podwrze. Z niego Ira wesza do kolejnych drzwi, budynku ssiadujcego z kocieln posesj.
Klatk schodow wesza na drugie pitro. Szedem tu za ni.
- Witold? - usyszaem pytanie i ujrzaem w drzwiach potnie zbudowanego modego
mczyzn.
- To on - Ira wskazaa na mnie.
- Nie byo problemw?
- Nie. Powinnicie byli zmieni miejsce spotkania. Koci pusty o tej porze. Uywanie
bocznych drzwi zwraca uwag. No i ten ebrak. Przecie on jest wieo ogolony. Kto takiego
kretyna wybra do obserwacji? Za duo tej fuszerki - Ira mwia z szybkoci automatu.
Chopak o posturze zapanika sucha jej, spuciwszy gow.
- Masz racj. Mamy niedugo zmieni miejsce spotka. Skina gow i wysza. Bez
poegnania. "Zapanik" odetchn gboko.
- Twarda sztuka - powiedzia z widocznym szacunkiem.
-Nie przesadzajmy... czniczka, jak kada inna-zaoponowaem.
- Nie wiesz, kolego, z kim miae do czynienia - zareagowa nerwowo. -Ona by ci zabia
jedn rk, a ty by si nawet nie zorientowa. Nigdy by nie uwierzy, z jakich ona
wychodzia opresji. Kiedy rozwalia z pistoletu niemiecki patrol, ktry chcia sprawdzi, co
niesie w torbie. Gdy j przeoeni spytali, skd miaa pistolet, odpowiedziaa pytaniem: "Jaki
pistolet?". Mwi, e to crka wysokiego rang wojskowego sprzed wojny. A dziw, e to
ona ci eskortowaa. Musisz by jak wan figur...
Sowa te zrobiy na mnie wraenie. Zamiast pyta o Ir, jakie cisny mi si na usta,
zapytaem:
-Co dalej?
/- Idziesz za mn.

Szlimy korytarzem. Potem weszlimy do jakiego pokoju. Stamtd do nastpnego.


Przewodnik zostawi mnie na jakie pi minut i wyszed. Gdy wrci, przemierzylimy
jeszcze jeden korytarz i dotarlimy do zaniedbanego mieszkania, do ktrego wchodzio si
przez kuchni. Zostaem tam, a "Zapanik" wszed do pokoju. Usyszaem sowa: "Ju jest" i
odpowied: "Niech wejdzie".
Wok stou siedzieli ludzie, w ktrych rkach spoczyway losy kraju. Byli to: delegat rzdu i
naczelny dowdca oraz przedstawiciele najwaniejszych si politycznych. Wszystkich znaem
dobrze oprcz dwch nowych ludzi. Szybko zorientowaem si, e s to nowi reprezentanci
stronnictw narodowego i demokratycznego. Ich poprzednicy zostali aresztowani cakiem
niedawno.
Przez dobr chwil panowao milczenie. Przerwa je naczelny dowdca. Podszed do mnie,
poklepa po plecach i zapyta:
- No to kiedy si wybieramy do Londynu, panie kolego?
- Bd gotowy na przyszy tydzie, panie generale.
- Przygotowania zakoczone?
- Tak jest, panie generale. Czekam tylko na spotkanie z przywdcami ydowskimi oraz na
indywidualne spotkania z przywdcami stronnictw.
- Ostatnim razem ta paska podr troch si przecigna, co? Mielimy sporo roboty, eby
pana wycign z rk gestapo. A propos... Jak tam rce? Prosz pokaza, jak to teraz
wyglda.
Podwinem rkawy i wycignem przed siebie przedramiona. Zebrani nachylili si i
wpatrywali w blizny. Par miesicy temu chirurg stara si jak mg, aby poprawi wygld
rk na tyle, aby nie zdradzay mnie na odlego. Niemcy na pewno dokadnie opisali ten mj
znak szczeglny w listach goczych.
Przywdca socjalistw odezwa si pierwszy:
- Moim zdaniem, pan nie powinien by kurierem. Te blizny nadal s kompromitujce.
Gestapo moe pana rozpozna.
Zapanowaa kopotliwa cisza. Wreszcie socjalista znw si odezwa:
- Moe i jestem przeczulony. Kto dzi wie, w czym tkwi prawdziwe niebezpieczestwo? spyta retorycznie i doda: - Zabierajmy si do roboty. Zaczli siada do stou. Pierwszy
zabra gos delegat rzdu.
- Mam zaszczyt otworzy trzydzieste drugie zebranie politycznego komitetu wykonawczego.
Przede wszystkim, chc serdecznie powita naczelnego dowdc, ktry jest z nami. Celem
zebrania jest przekazanie kurierowi Witoldowi materiaw dla rzdu w Londynie oraz dla
przedstawicieli stronnictw przy rzdzie. Materiay dotycz sytuacji w Polsce i ruchu
podziemnym. Kurier bdzie te mia zadanie nawizania kontaktu z wadzami pastw
sprzymierzo240
241
nych. Naturalnie za porednictwem rzdu na wychodstwie. Jeeli zaistnieje taka moliwo,
kurier poinformuje aliantw o naszej sytuacji. Rzd jest ju telegraficznie powiadomiony o
wyjedzie kuriera i planowanej marszrucie. Reprezentanci poszczeglnych stronnictw w
osobnych spotkaniach z kurierem dostarczaniu materiaw dla swoich przedstawicieli
partyjnych w Londynie. Skierowa wzrok na mnie i patrzc prosto w oczy, doda z naciskiem:
- ywimy gbokie przekonanie, e kurier wykona zadanie z zachowaniem cakowitej
bezstronnoci, a take przekae powierzone mu materiay tylko osobom, dla ktrych
sprzeznaczone, bez wzgldu na swoje osobiste przekonania polityczne.

Zrobi przerw, dla podkrelenia znaczenia sw. Po chwili kontynuowa:


- Na dzisiejszym zebraniu kurier otrzyma instrukcje. Ponadto zapozna si, z naszymi
pogldami w rozmaitych kwestiach politycznych. W sprawach wojskowych kontakt zosta ju
nawizany inn drog i te kuriera nie dotycz.
Zebrani kolejno zabierali gos, a szef biura delegatury sporzdzi dla mnie stenograficzne
notatki. Przepisane, a potem zaszyfrowane, stanowiy w Londynie podstaw moich
sprawozda.
Przywdcy mwili powoli i z namysem. Wiedzieli, e ich owiadczenia odebrane zostan w
Londynie z ca powag i w duej mierze bada decydowa o polityce rzdu na wychodstwie.
"Polska jedno musi by wzmacniana (...) Rzd koalicyjny musi by reprezentantem caego
narodu (...) adnej partii nie wolno uchyla si. od odpowiedzialnoci za dziaalno i
polityk rzdu (...) Cigo pastwa musi by zachowana (...) Cigo pastwa nie oznacza
cigoci ustroju (...) Dawna polska tradycja parlamentarna, odrodzona w Podziemiu, bdzie
fundamentem przyszej Polski (...) Stronnictwa polityczne wspdziaaj w walce z
okupantem i udzielaj poparcia rzdowi, ale rni si pod wzgldem programw i chc, aby
te rnice istniay (...) W wolnej Polsce wolny Sejm, wyoniony w wolnych wyborach
powszechnych, zadecyduje o ustroju oraz politycznej i spoecznej strukturze pastwa.
Zilustruj one rzeczywisty ukad si politycznych i zakres ich spoecznego poparcia.
(...) W narodzie trwa wola oporu i gotowo do ponoszenia ofiar (...) Za wszelk cen naley
utrzyma nieugit postaw wobec okupanta (...) Okupowany kraj nie wyoni dotd
"polskiego Quislinga" i nigdy tego nie uczyni (...) Akty zdrady i kolaboracji s surowo
karane, a w swym zasigu marginalne (...) Zdrajcy s bezapelacyjnie likwidowani (...) Rzd
na wychodstwie powinien by wiadom ciarw dwiganych przez kraj (...) Powinien
udziela mu wszelkiej pomocy i apelowa o ni u rzdw alianckich (...) Emigracja winna
wyzby si wszelkich ambicji politycznych i zaniecha rywalizacji (...) Przypada jej los ani
gorszy, ani lepszy ni los Polakw w kraju (...) Emigracja ma udziela aliantom wszelkiej
pomocy na drodze do zwycistwa (...) Od powracajcej po wojnie do kraju emigracji
bdziemy oczekiwa wiedzy zdobytej na Zachodzie (...)
242
(...) Alianci powinni wiedzie, e s rdem nadziei Polakw w okupowanym kraju (...) Ich
wypowiedzi na temat Polski brane s w kraju dosownie. Jeeli Zachd mwi: "Cay wiat
skada hod narodowi polskiemu za jego nieugit postaw wobec wroga i nigdy o tym nie
zapomni", to Polacy rozumiej to, e "cay wiat skada hod" oraz "nigdy o Polsce nie
zapomni" (...)".
Spotkanie trwao par godzin. Na koniec zabra gos Grot. Dowdca Armii Krajowej
zaapelowa o jak najwiksz ilo broni oraz sprztu wojskowego. Zapewni, e nic si nie
zmarnuje, e kady granat zostanie uyty tak, aby zada jak najwiksze straty.
Po tym wystpieniu szef biura delegatury zamkn notatnik. Zebranie dobiego koca. Jego
uczestnicy opuszczali lokal w ustalonej kolejnoci, pojedynczo.
Do Londynu przesana zostaa zaszyfrowana depesza:
"Kurier wyjeda niebawem. Trasa: Niemcy-Belgia-Francja-Hiszpania. Dwa tygodnie we
Francji. Dwa tygodnie w Hiszpanii. Haso: "Odwiedziny cioci Zosi". Wystpuje pod
nazwiskiem: Karski".
Rozdzia XXIX GETTO
F
zed wyjazdem z kraju otrzymaem od delegata rzdu polecenie spotkana si z dwoma
przywdcami ydowskiego Podziemia, reprezentuj cy-ni syjonistw i socjalistw
zrzeszonych w Bundzie. Faktycznie wystpowali oni w imieniu wszystkich ydw polskich.

Spotkanie odbyo si na przedmieciu Warszawy, gdzie na dalekim Gro-chowie. Dom by


czciowo zburzony. Byo charakterystyczne, e na spotkanie przybyli obaj przywdcy
razem, mimo oczywistych rnic dzielcych socjalistw bundowskich i syjonistw. Choby
w kwestii pastwa ydowskiego i osadnictwa w przedwojennej Palestynie. Wsplna obecno
oznaczaa, e materia, jaki mi chc powierzy, nie ma charakteru politycznego, a chodzi o
kwestie nadrzdne, oglnoydowskie. Zagroony by bowiem cay nard ydowski.
Przedwojenne spory polityczne staway si odleg abstrakcj.
Obaj moi rozmwcy yli poza gettem, ale pozostawali w staym kontakcie z dzielnic
ydowsk. Mieli swoje sposoby, aby tam wchodzi i wychodzi. Sam si zreszt miaem
przekona, e nie byo to bardzo trudne. Przebywajc w getcie, byli po prostu sob. Nie
rnili si od innych mieszkacw. Po stronie aryjskiej zmuszeni byli zmienia si tak
dokadnie, aby nie wzbudza podejrze. Inaczej si ubierali, inaczej zachowywali. Stawali si
kim innym. Byli jakby aktorami grajcymi wzajemnie wykluczajce si role. Zmuszeni stale
uwaa, aby nie pomyli tekstw, gestw czy odruchowych zachowa. Pomyka moga
kosztowa ycie.
W przypadku dziaacza Bundu sprawa wydawaa si atwiejsza. Mia wygld typowego
polskiego szlachcica, z jasnymi oczami, czerstw twarz i su-miastym wsem. Liczy okoo
szedziesiciu lat. By dystyngowany i elegancki. Przed wojn by podobno adwokatem
specjalizujcym si w trudnych sprawach kryminalnych. Teraz, po stronie aryjskiej, by
wacicielem duego sklepu z artykuami chemicznymi i budowlanymi. Wszyscy tytuowali
go tu "panem inynierem". Otaczali szacunkiem, zabiegali o jego towarzystwo, za244
praszali do domw. W getcie wiatowy "pan inynier" stawa si wystraszonym, zaszczutym
ydem. Takim jak tysice jego nieszczsnych rodakw przeladowanych i mordowanych
przez hitlerowskich oprawcw.
Drugi mia niewiele ponad czterdzieci lat. Mia typowo semickie rysy twarzy, ktre
sprawiay pewnie o wiele wiksze kopoty z kamuflaem poza gettem. Sprawia wraenie
roztrzsionego, z trudem trzymajcego nerwy na wodzy.
Pierwsza myl, z ktrej zdaem sobie spraw, to beznadziejno. Przejmujca beznadziejno
ich sytuacji. Dla nas, Polakw, to bya wojna i okupacja. Dla nich, ydw - koniec wiata.
Zapad na nich wyrok mierci tylko dlatego, e... byli. A miao ich nie by. Nie bali si
mierci. Mieli bolesn wiadomo, e nie ma dla nich nadziei zwycistwa. Tej nadziei, ktra
potrafi osodzi oczekiwanie mierci. Syjonista od tego wanie zacz.
- Wy, Polacy, macie szczcie. Wielu z was cierpi, wielu ginie, nard jednak trwa. Po wojnie
znw bdzie Polska. Miasta zostan odbudowane, a rany si zablini. Z morza ez, blu i
upokorzenia dwignie si ten kraj, ktry i dla nas by ojczyzn. Tylko nas, ydw, ju tu nie
bdzie. Zniknie cay nasz nard. Hitler przegra swoj wojn przeciwko ludzkoci, dobru i
sprawiedliwoci, ale nas - zwyciy. "Zwyciy" to nie jest nawet dobre sowo. On nas po
prostu wymorduje.
Siedziaem w jakim poamanym fotelu, ktrego jedn nog zastpoway dwie, uoone na
sobie, cegy. Baem si poruszy, aby nie spa na ziemi. Zreszt-nie wiem. Moe
skamieniaem od tego, co syszaem. Jedynym rdem wiata bya lampa naftowa na stole.
W jej sabym wietle postacie moich rozmwcw rzucay na ciany przedziwne,
surrealistyczne cienie. Przez gow przebiega mi myl, e wiadomo tego, co dzieje si z
ydami, nie pozwalaa im siedzie.
W pewnej chwili syjonista zaama si. Zacz paka.
- Po co ja to mwi? Po co ja yj? Powinienem i do Niemcw i powiedzie, kim jestem.
Jak wymorduj wszystkich ydw, nie bd potrzebni ani bundowcy, ani syjonici, ani rabini.

Po co ja to panu mwi? Przecie nikt z zewntrz tego nie zrozumie. Nawet... ja tego nie
rozumiem!
Starszy stara si go uspokoi.
- Czasu mamy niewiele, a spraw do omwienia duo. Mwmy o konkretach i nie odbiegajmy
od tematu...
Nastpia cisza. Syjonista stara si opanowa.
- Przepraszam... - wyjka.
-Rozumiem, co pan czuje... O ile potrafi, bd si stara pomc. Nie umiem oceni swoich
moliwoci. Jad do Londynu z misj od Podziemia. Zapewne bd mia sposobno
raportowania przedstawicielom wadz alianckich - staraem si zachowa spokj.
- Naprawd?! - krzykn z nadziej w gosie syjonista. - Pan myli, e go dopuszcz do
Churchilla czy Roosevelta?
245
-Nie wiem... Jeeli nawet nie, to bd pewnie rozmawia z kim blisko nich. Bd oficjalnie
przedstawiony przez nasz rzd w Londynie. Jad w oficjalnej misji. W jej ramach chc
przekaza wasz apel do wiata. Zrobi to uczciwie. Co chcecie mi, panowie, powiedzie? Co
chcecie, abym powiedzia w imieniu ydw?
Pierwszy odezwa si przywdca Bundu.
- Chcemy, aby rzd polski w Londynie i rzdy alianckie zrozumiay, e jestemy bezradni
wobec tego, co z nami robi Niemcy. Zagada jest faktem. Nie moemy si obroni sami. Nikt
w Polsce te nam nie jest w stanie pomc. Polskie Podziemie jest w stanie uratowa
nielicznych. Nie uratuje mas. Zagady nie powstrzyma. Niemcom nie chodzi o to, aby zrobi
z nas niewolnikw, jak z Polakw czy innych podbitych narodw. Im chodzi o zgadzenie
wszystkich ydw. Na tym polega rnica!
-1... tego wiat nie rozumie. Nie mona tego wytumaczy! Oni tam, w Londynie,
Waszyngtonie czy Nowym Jorku, pewnie uwaaj, e ydzi przesadzaj, histeryzujnerwowo wczy si syjonista.
Skinem gow w milczeniu.
- Zginiemy wszyscy - kontynuowa bundowiec. - Moe uratuj si nieliczni. Generalnie
jednak trzy miliony polskich ydw skazanych jest na zagad. Do tego rwnie inni,
zwoeni z caej Europy. Ani polskie, ani tym bardziej ydowskie Podziemie nie jest w stanie
temu zapobiec. Caa odpowiedzialno spoczywa na potnych aliantach. Niech aden
przedstawiciel w Lidze Narodw nie mie si tumaczy, e nie wiedzia, co tu si dzieje!
Rzeczywista pomoc ydom moe nadej tylko z zewntrz!
To miaem przekaza wolnemu wiatu.
Wiedziaem, e do chwili, gdy ci dwaj nieszczni ludzie przekazywali mi te dramatyczne
sowa, Niemcy zdyli ju wymordowa milion osiemset tysicy ydw.
- Oni panu nigdy nie uwierz w t liczb - mwi cicho starszy z rozmwcw. - Posdz pana
o przesad. Powiedz, e pan jest ydowskim... agentem. Niech pan bdzie na to
przygotowany. Zaklinam pana jednak, niech pan nie spocznie w wysikach! Niech pan robi
wszystko, aby ich przekona. My takiej szansy nie mamy. Pan jest nasz szans.
Otrzymaem od nich informacje dotyczce okolicznoci i liczby zgadzonych ydw z getta
warszawskiego. Poprosiem o szczegy.
- Jak ustalona zostaa liczba zamordowanych? - zapytaem.
- Na podstawie niemieckich rozkazw deportacyjnych mona uzyska niemal dokadn liczb
ofiar - powiedzia syjonista.
- To znaczy, e kady deportowany z getta zosta zgadzony?
- Tak. Kady. Oczywicie Niemcy staraj si to ukrywa. Ludzie wywoeni s na mier do
obozw.

- Kiedy zaczy si pierwsze transporty?


- Pierwszy rozkaz przyszed w lipcu tego roku. Zarzdzenie mwio o obowizku odsyania piciu tysicy ydw dziennie. Rzekomo do pracy poza Warszaw.
Transporty szy prosto do obozw. Wiemy o tym od kolejarzy. Potem limity doszy do
siedmiu i wreszcie dziesiciu tysicy. Na danie dziesiciu tysicy dziennie prezes
Judenratu, ydowskiego samorzdu w getcie warszawskim, inynier Adam Czemiakw
popeni samobjstwo. Wiedzia, co znacz te deportacje.
- Ilu do tej pory wywieziono?
-Ponad trzysta tysicy, ale deportacje cigle trwaj. W getcie pozostao jeszcze okoo stu
tysicy...
By pocztek padziernika 1942 roku. W dwa i p miesica Niemcy wymordowali trzysta
tysicy ludzi z samego getta warszawskiego.
Miaem o tym powiadomi wiat. Relacja miaa by czym wicej ni tylko powtarzaniem
sw moich rozmwcw. Zaproponowali, abym uda si do getta.
- Relacja naocznego wiadka ma inn warto ni to, co si tylko zasyszao od innych tumaczy bundowiec, przedwojenny prawnik.
Zgodziem si. Spotkanie dobiego koca. Umwilimy si na kolejne.
Drugie spotkanie odbyo si w tym samym domu. Byo powicone wyprawie do getta oraz
sposobowi opisu sytuacji ydw, gdy ju dotr do Londynu. Szczeglnie wane wydaway
si ydowskie sugestie kierowane do aliantw. Co mam odpowiada, gdy padnie pytanie:
"Czego oczekuj ydzi?".
Moi rozmwcy mieli takie oczekiwania. Rwnoczenie jednak nie mieli zudze, e Zachd
bdzie unika ich spenienia.
- Wysuwamy nasze dania, aby pokaza sposb pooenia kresu naszej tragedii narodowej.
Niezalenie od tego, co z nimi zrobi Zachd, myje formuujemy. Chcemy by lojalni wobec
narodu i solidarni w dramacie, jaki go spotyka. Nie mamy wpywu na to, co alianci zrobi z
naszymi daniami - zaznaczy na wstpie socjalista.
Pierwsze propozycje przedstawi syjonista.
- Dla Niemcw liczy si tylko sia i przemoc. Naley bezlitonie bombardowa miasta
niemieckie, a po kadym bombardowaniu zrzuca ulotki informujce o losie ydw. Trzeba
Niemcom uwiadomi, e czeka ich podobny los, jeeli nie zaprzestan planowego niszczenia
narodu ydowskiego. Nam nie chodzi o mordowanie cywilnej ludnoci niemieckiej, ale moe
pod wpywem takiej groby Hitler si opamita. By moe opamita si nard niemiecki.
Moe zacznie wywiera naciski na zmian zbrodniczej polityki. Moe taki plan bdzie
skuteczny...
- Alianci zapewne ten plan odrzuc- uzupenia dziaacz Bundu. - Ich strategia wojenna nie
uwzgldnia pewnie zajmowania si ydami. Nic na to nie poradzimy. Ani ydzi, ani ci,
ktrzy chc im pomc, nie mog podchodzi do zagadnienia jedynie w kategoriach
militarnych. Niech pan powie aliantom, e jeeli naprawd chc nam pomc, musz w trybie
oficjalnym powiadomi wadze Trzeciej Rzeszy, e odpowiedzi na niemieck polityk
eksterminacji
247
246
i zagady narodu ydowskiego zostanie skierowana akcja przeciwko narodowi niemieckiemu.
- Rozumiem - powiedziaem. - Przeka to wiernie.

- Trzeba jeszcze jedno doda - wczy si syjonista. - Hitler owiadczy, e Niemcy, wszyscy
Niemcy, niezalenie od tego, gdzie mieszkaj, stanowi jedno rasow, narodow i
polityczn. Ich celem jest zdominowanie wiata i stworzenie "nowej cywilizacji". Hitler
ogosi, e w tej cywilizacji nie ma miejsca dla ydw i musz zosta ostatecznie zniszczeni.
Jest to wydarzenie bez precedensu w historii wiata. Wymaga zatem bezprecedensowej
reakcji. Niech alianci zarzdz egzekucj wszystkich Niemcw, gdziekolwiek wpadn w rce
sprzymierzonych.
- Ale to jest szalony pomys! - krzyknem. - Przecie to utrudnia rol tym, ktrzy chc wam
pomc. Bd oburzeni i zdumieni takim daniem.
- Naturalnie, e bd. Czy pan myli, e my tego nie wiemy? Ale tylko w ten sposb mona
powstrzyma ich zbrodnie. To s argumenty, za pomoc ktrych mona skutecznie
dyskutowa z Niemcami... Wiem, e ten apel nie zostanie wysuchany. Mimo to tak wanie
stawiamy spraw. Niech wiat wie, z jak zbrodni i z jakimi zbrodniarzami ma do czynienia.
Niech wie, jak bardzo jestemy samotni ibezradni. Jak beznadziej na jest nasza sytuacja.
Zwycistwo aliantw za rok, dwa czy trzy lata nic nam nie da. Bo... nas ju nie bdzie.
Zapanowao milczenie. ydzi chcieli pewnie, abym dobrze zapamita kade ich sowo. Ja nie
chciaem powiedzie czego, co mogoby si wyda niestosowne wobec ogromu problemu,
ktrym si ze mn dzielili. Ich twarze wyday mi si nienaturalnie due, a oczy byszczce
jakim przeraliwym blaskiem. Poczuem bl gowy i zimne dreszcze.
- To przecie niemoliwe! - rzucali gniewne okrzyki. - Przecie wiat, zachodnie demokracje
nie mog zakada, e nie ma sposobu uratowania ydw w Europie. Jeeli mona ratowa
Anglikw czy Amerykanw, to dlaczego nie mona zorganizowa choby ewakuacji dzieci
ydowskich?! Kobiet?! Chorych i starcw?! Dlaczego alianci nie prbuj zaatwi z
Niemcami jakiej wymiany? Dlaczego nie negocjuj w sprawie wykupienia tych resztek
ydowskich z rk niemieckich?
- Ale jak? Jak to jest moliwe? - pytaem oszoomiony. - Czy mona przekupywa wroga?
Czy mona wymienia niemieckich jecw wojennych na cywili? Przecie Hitler od razu
tych wymienionych onierzy skieruje do walki. To sprzeczne z zasadami prowadzenia
wojny.
- Cigle to syszymy: "sprzeczne z zasadami", "sprzeczne ze strategi". A czy nie mona
strategii dostosowa do warunkw? To Hitler wyznacza warunki. Na takich warunkach adna
wojna dotd nie bya prowadzona. To on uywa broni do likwidacji bezbronnych. Czy wiat
nie widzi tej jego "strategii"? Dlaczego wiat si godzi? Czy ydzi nic nie wnieli do
cywilizacji i kultury? Czy nie pomnaali dobra krajw, w ktrych mieszkali? Czy nie
walczyli
i umierali za to samo, co inni? Teraz nam mwicie o strategii i oczekujecie akceptacji dla
waszych argumentw. A jakie argumenty macie dla Hitlera? - zarzucili mnie gradem pyta.
Nie znaem odpowiedzi. By moe wolaem nawet nie zna. W duchu przyznawaem im
racj, ale nie chciaem tego okaza. Zapytaem:
- Czy macie co do przekazania przywdcom ydowskim w Anglii i Ameryce? Zapewne bd
si spotyka rwnie z nimi. Maj z pewnoci swoje zdanie na temat przebiegu wojny. Czy
wobec nich te mam panw reprezentowa?
Przywdca Bundu zbliy si do mnie wolno. cisn mnie za rami. Poczuem
przeszywajcy bl. Patrzy mi prosto w oczy.
- Powie im pan, e to nie jest czas na politykowanie i dzielenie wosa na czworo, na
wymdrzanie si o taktyce z bezpiecznych mieszka i gabinetw. Trzeba wstrzsn wiatem,
eby dotaro do ludzkiej wiadomoci, co si tu dzieje. Inaczej ludzie nie zrozumiej. Nie
zrozumiej, bo to nie ma precedensu w historii. Skoro za nie ma, wymaga dziaa
bezprecedensowych...

Zwolni ucisk. Zbiera myli.


- Powie pan ydowskim przywdcom, eby nawizali kontakt z czoowymi przywdcami
Anglii i Ameryki oraz z najwaniejszymi instytucjami w tych pastwach. eby zadali
gwarancji, e podjta zostanie akcja ratowania narodu ydowskiego. eby wymc takie
deklaracje, niech podejmuj godwki w miejscach publicznych. Niech odmawiaj
pokarmw i picia. Niech umieraj po woln mierci na oczach caego wiata. Moe to
przemwi do sumienia ludzkoci...
Fala nagego gorca uderzya mi do gowy. Usiowaem wsta z fotela, ale nie mogem.
- Aha, jeszcze jedno - syjonista powstrzyma mnie gestem doni. - Tego nie mielimy zamiaru
panu mwi, ale w sytuacji, w jakiej jestemy, ukrywanie nie ma sensu. Oczekujemy
powice i ofiar od naszych braci za granic nie dlatego, e jestemy okrutni. Sami jestemy
gotowi do ofiar w rwnej mierze. Getto warszawskie pjdzie z dymem. Ale my zginiemy z
broni w rku. My wypowiemy wojn Niemcom! To bdzie najbardziej beznadziejna wojna
w historii.
Przywdca Bundu poderwa si, jakby zaskoczony sowami towarzysza. Syjonista
najwyraniej powiedzia co, czego nie powinien.
- W rzeczy samej, organizujemy powstanie w getcie. Nie dlatego, e spodziewamy si
wygranej. My t walk przegramy. Chcemy jednak, aby wiat patrzy na ni i odczuwa
wyrzuty sumienia, e pozostawi nas samych sobie. Prowadzimy z naczelnym dowdc Armii
Krajowej rozmowy na temat broni, jaka jest nam potrzebna. Jeeli j dostaniemy, Niemcy
ktrego dnia srodze si zdziwi...
- Przekonamy si - zakoczy syjonista - czy ydzi nadaj si tylko, by gin w mce, jak
chce Hitler, czy take potrafi gin w walce.
Dwa dni pniej udaem si do getta warszawskiego. Moim przewodnikiem by przywdca
Bundu. Towarzyszy nam take bojowiec ydowskiego Pod249
248
ziemia. Zaczo si od spotkania na ulicy Muranowskiej, przez ktr przebiega mur
graniczny dzielnicy ydowskiej. Weszlimy do jednego z budynkw, gdzie czeka ju na nas
dozorca Staszek. Nie zwlekajc, poprowadzi nas do piwnicy. Tam, korytarzem, doszlimy do
miejsca, gdzie na zwaliskach jakich starych i niepotrzebnych przedmiotw domowych
miecio si zamaskowane wejcie do tunelu. Prowadzi on na drug stron Muranowskiej, do
getta. W piwnicy czeka na nas mody chopak z ydowskiej organizacji podziemnej. To on
poprowadzi nas wykopem. Tunel mia nie wicej ni metr, metr dwadziecia wysokoci.
Musielimy porusza si w nim na czworakach. Po drugiej stronie weszlimy do podobnej
piwnicy. Tam czekay na nas ubrania oznaczone Gwiazd Dawida. Przebralimy si szybko.
Miaem teraz na sobie zniszczon marynark z oberwan kieszeni i bez guzikw, podarte
spodnie, zwizane w pasie sznurkiem zamiast paska. Na gow przewodnik wcisn mi
mierdzcy kaszkiet, opierajcy si na uszach, bo o wiele za duy.
- Nie ma wszy. Sam sprawdzaem - doda popiesznie.
Spojrzaem na "pana inyniera". Przede mn sta ten sam, lecz zupenie inny czowiek. Stary,
przygarbiony yd, o tragicznym, zrezygnowanym wyrazie twarzy.
Przewodnik ogarn nas wzrokiem.
- Bardzo dobrze panowie wygldacie. Moemy i.
Wyszlimy do klatki schodowej, potem do bramy i na ulic. To bya inna Warszawa. Inny
wiat.

Przede wszystkim odniosem wraenie, e caa ludno dzielnicy z jakiego powodu znalaza
si na ulicy. Idc chodnikiem, potykalimy si o kobiety, mczyzn i dzieci. Byli ubrani tak
ndznie, e nasze ubrania wyday mi si jakimi strojami wieczorowymi. Byli wychudzeni,
godni i chorzy. Siedzieli na ziemi, usiujc ebra lub co sprzeda. Jakie ndzne resztki
tego, co im pozostao. Niekiedy przedmioty wrcz surrealistyczne. Jaka kobieta trzymaa
przed sob abaur lampy. Chopiec obok niej wyciga przed siebie karafk w ksztacie ryby i
puste blaszane pudeko po pacie do butw "Kiwi". Mijali nas ludzie o dzikim spojrzeniu
byszczcych od gorczki oczu. Gdzie biegli, pieszyli si. Czego gwatownie szukali. Moe
- kogo.
W powietrzu wisiao nienaturalne napicie, chorobliwa aktywno, jakby przedmiertne
pobudzenie. S woj sztuczn ruchliwoci i zabieganiem chcieli oszuka mier?
Panowa smrd. Ulice byy nie sprztane. Rynsztoki wypenione fekaliami. I trupy. Nagie
trupy. Nagie? Spojrzaem na przewodnika.
- Bo jak kto umrze, to rodzina zabiera jego ubranie, eby si jeszcze komu przydao.
Dobrze, jak zdy rodzina. Jak nie zdy, to wezm inni. A trupy? Trupy zostaj, bo ludzi nie
sta na pochwek. Pod wieczr zaczynaj jedzi takimi wzkami i zbiera - tumaczy.
Przez chwil pomylaem, e odkrywam na swj prywatny uytek znaczenie biblijnego "Ecce
homo". Oto czowiek.
Jaki starzec porusza si wzdu muru, przytrzymujc si oburcz, by nie straci rwnowagi.
Co piewa.
- Daczego prawie nie wida starych ludzi? S w domach? - zapytaem.
- Nie wida, bo ich... nie ma. Wyjechali do Treblinki, prosz pana. Moe s w niebie? Niemcy
s praktycznym narodem. Ci, co maj jeszcze si, s brani do roboty. Inni s mordowani.
Starcy najpierw, potem chorzy, potem ci, co nie mog pracowa, potem tacy, co pracuj, ale
nie bezporednio dla Rzeszy. Jako ostatni pjd ci, co robi w fabrykach albo przy
naprawianiu drg, albo na kolei. No i ydowscy policjanci, ktrzy niszcz swoich, bo myl,
e si uratuj. Wszyscy std odjedziemy, prosz pana. W jedn stron... - mwi bez
jakichkolwiek emocji przewodnik.
Jakby na potwierdzenie jego sw zza zakrtu wyonia si kilkudziesicioosobowa grupa
modych mczyzn. Szli w szyku zwartym, rwno maszerujc. Obok podao dwch
policjantw. Maszerujcy wygldali na lepiej ubranych, silniejszych i lepiej odywionych.
Kady nis pod pach jakie zawinitko, z ktrego wystawa bochenek chleba czy jakie
warzywa. Twarze mieli skamieniae i bez wyrazu. Patrzyli w przestrze przed siebie.
Poruszali si jak automaty.
- Wracaj z roboty. To ci, co jeszcze troch poyj - powiedzia przewodnik.
Szlimy dalej. Dotarlimy do jakiego skwerku. Przed wojn by to pewnie plac zabaw dla
dzieci. Zostay ndzne resztki. Drzewa miay poamane gazie, trawniki wydeptane. Stao
par awek, na ktrych toczyy si matki z maymi dziemi. Wiksze dzieci biegay dookoa.
Byy chude jak szkielety. Z osupieniem zobaczyem, jak dwch cztero-, picioletnich
chopcw gonio jeszcze mniejszego z okrzykiem "Halt! Halt!". Gdy byli ju blisko, zaczli
"strzela" z patykw, wydajc odgosy przypominajce terkot broni maszynowej.
Przystanem.
- Bawi si w mier, przed mierci... -usyszaem za sob gos przywdcy Bundu.
Nagle gdzie w dole usyszelimy wrzaski. Kobiety na placyku poderway si jak stado
sposzonych ptakw. W popochu chwytay swoje dzieci i biegy w kierunku pobliskich
domw. Moi towarzysze rwnoczenie schwycili mnie pod rce i pocignli do najbliszej
bramy. Pomylaem, e mnie rozpoznano. Bieglimy po schodach, przeskakujc po kilka
stopni.
- Szybciej, szybciej! - pogania przewodnik.

Bylimy ju na ostatnim pitrze. Na ulicy pad pojedynczy strza. Bundo-wiec wali do


jednych drzwi, a przewodnik do drugich. Ukazaa si wystraszona twarz kobiety.
- Pani okna wychodz na ulic? - krzykn przewodnik.
-Od podwrza...
Stukali teraz energicznie do drzwi naprzeciw. Otworzy mody chopak. Socjalista odepchn
go i wpad do mieszkania. Przewodnik pchn mnie do rodka. Omal nie upadem. Bundowiec
ju by przy oknie.
250
251
- Chodcie tu szybko! - krzykn.
Podbieglimy. Bundowiec zdy ju zasoni okno, tak e pozostaa tylko niewielka szpara w
zasonie.
- No to zobaczy pan teraz "Judenjag". Polowanie na yda - powiedzia.
Wyjrzaem przez okno. rodkiem ulicy szo dwch modych Niemcw w mundurach. Byli
wysocy, wysportowani. Jeden z nich trzyma w rku pistolet. Ulica bya pusta. Wodzi
wzrokiem po oknach. Przystanli. Ten z pistoletem uwanie wpatrywa si teraz w jaki
punkt. Unis bro i starannie wycelowa. Pad strza. Dolecia nas brzk szka i rozpaczliwy
okrzyk blu. Strzelajcy unis rk w gecie satysfakcji. Jego kolega zamaszycie poklepa
go po plecach. Nastpnie ruszyli wolnym krokiem w kierunku bramy wyjciowej getta.
Gestykulowali, miali si, co do siebie gono mwili...
W pokoju panowaa cisza. Staem przy oknie jak sparaliowany.
- Idcie ju... - usyszaem kobiecy gos.
Nie zauwayem nawet, kiedy zjawia si lokatorka mieszkania.
Zbieglimy szybko po schodach. Chciaem jak najszybciej wyj z getta. Opuci to przeklte
miejsce. W piwnicy na Muranowskiej znowu przebralimy si i wraz z bundowcem
przeszlimy na stron aryjsk. Nasz przewodnik pozosta. Przy poegnaniu poda mi rk.
- Zadowolony pan? - zapyta.
Bez sowa wczogaem si do tunelu.
Dwa dni pniej znw wszedem do getta. Tym razem byem za murem nieco ponad trzy
godziny. Widziaem umierajce na moich oczach dziecko i konajcego starca. ydowskich
policjantw bijcych pakami star kobiet. Tu przed opuszczeniem "zakazanej dzielnicy"
weszlimy do jakiego mieszkania, aby napi si wody. Bya w nim starsza kobieta, zapewne
uprzedzona, e przyjdziemy. Nie skarya si, nie narzekaa. Wod podaa mi w...
krysztaowym kielichu do wina. Bya to pewnie ostatnia cenna rzecz, jaka jej pozostaa. Na
kawaku biaego papieru kancelaryjnego przyniosa kromk chleba cieniutko posmarowanego
marmolad. Tak widocznie przygotowaa si na wizyt "kogo wanego", od ktrego moe
"co zaley". Delikatnie odsunem poczstunek. Moi przewodnicy spojrzeli na siebie.
Kobieta nie protestowaa.
Kiedy wychodzilimy, wzia mnie za rk i powiedziaa co po hebrajsku. Spojrzaem
pytajco na przewodnika.
- To jest bogosawiestwo dla udajcych si w podr.
- Czy ta pani nie mwi po polsku? - zapytaem.
- Ja mwi po polsku tak jak pan - cichutko odezwaa si kobieta. - Ale do Boga zwracamy
si w Jego jzyku.
W Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych o tym, co widziaem w getcie warszawskim,
informowaem czoowe osobistoci w rzdach tych mocarstw. Rozmawiaem z przywdcami

ydowskimi na obu kontynentach. Opowiadaem to, co widziaem, wybitnym pisarzom:


Herbertowi G. Wellsowi
i Arthurowi Koestlerowi oraz czonkom PEN Clubu w Anglii i Ameryce. Oni mieli talent,
byli znani. Mogli to opisa lepiej ni ja. Czy to zrobili?
Po piciotygodniowym pobycie w Londynie, wypenionym konferencjami, naradami i
spotkaniami od rana do pnej nocy, otrzymaem wreszcie wiadomo, e chce si ze mn
zobaczy przywdca Bundu na emigracji i zarazem czonek rzdu, Szmul Zygielbojm. Do
1940 roku przebywa w Polsce. Pracowa w ydowskiej organizacji podziemnej. By
czonkiem Rady Gminy ydowskiej w Warszawie. O ile wiem, przez jaki czas by nawet
przetrzymywany przez Niemcw jako zakadnik. Wyjecha do Anglii, wydelegowany przez
Bund do reprezentowania ydowskich socjalistw we wadzach polskich na wychodstwie.
Wrd przywdcw ydowskich, do ktrych miaem dotrze, moi rozmwcy w Warszawie
wymieniali go na pierwszym miejscu.
Jechaem na spotkanie podekscytowany. Zostao wyznaczone na 2 grudnia 1942 roku w
Stratton House, siedzibie polskiego ministerstwa spraw wewntrznych, niedaleko Piccadilly.
Budynek by ogromny. Po korytarzach biegali spieszcy si gdzie urzdnicy. Udaem si na
czwarte pitro i odnalazem numer pokoju.
Zygielbojm ju na mnie czeka. Siedzia za skromnym biurkiem, na zwykym biurowym
krzele. Sprawia wraenie zmczonego. By typem do czsto spotykanym wrd
przywdcw ydowskich. Spojrzenie mia ostre, podejrzliwe. Trudno byo wytrzyma jego
wzrok. Wida byo, e jest odporny na pochlebstwa. Mia wygld typowego proletariusza,
ktry si wybi do elity wadzy. Pewnie mia cik modo. Moe pracowa u jakiego
krawca jako chopiec na posyki, moe zamiata ulice. Pomylaem, e w rozmowie z nim
musz bardzo starannie dobiera sowa, mwi zwile, dokadnie i bez adnych ubarwie
emocjonalnych.
- Nazywam si Zygielbojm - rozpocz. - Wie pan, kim jestem i czym si tu zajmuj. Ja z
kolei wiem, kim pan jest i z czym tu przybywa. Prosz mi opowiedzie o ydach. Chc
wiedzie jak najwicej o ich losie.
Zaczem mwi. Wiedziaem ju, e najlepsze wraenie robi suche przekazywanie faktw.
Unikaem wic wasnej interpretacji. Staraem si jak najwierniej przekaza nie tylko
powierzone mi instrukcje, ale take charakterystyczne zwroty czy sposoby argumentowania
osb, od ktrych miaem polecenia.
Zygielbojm sucha uwanie. Wzrok utkwi gdzie ponad moj gow. Nieruchom,
maskowat twarz oywia tylko tik lewego policzka.
- Warunki ycia w getcie warszawskim s straszne. Ludzie yj w ndzy. Nie ma jedzenia,
nie ma lekarstw. Gin masowo z godu i chorb zakanych. S mordowani przez Niemcw.
Prcz pojedynczych aktw zbrodni prowadzone s masowe deportacje do obozw, w tym
najczciej do Treblinki. ydzi gin w nich masowo. Niedugo getto w Warszawie przestanie
istnie. Podobna sytuacja jest w caej Generalnej Guberni. Proby i dania, jakie
przywiozem od przywdcw ydowskich z kraju, nie nadaj si niestety do realizacji

252
253
z przyczyn politycznych oraz ze wzgldw strategicznych i taktycznych. Rozmawiaem z
Anglikami. Odpowiedzi s takie, jakich spodziewali si moi ydowscy rozmwcy w
Warszawie: "Niemoliwe. Wykluczone. Absurd. Tego nie da si zrobi".

- Panie kolego - przerwa mi nagle. - Ja si tu z panem spotykam nie po to, aby mi pan
opowiada, co si dzieje w Londynie i co myl Anglicy. Ja to wiem bez pana pomocy. Ja
chc wiedzie, co si dzieje tam. Chc wiedzie, czego o n i od nas oczekuj. Niech si pan
tego trzyma.
Otrzymaem lekcj.
- Mwi, e macie dotrze do najwaniejszych ludzi i instytucji w krajach alianckich. Macie
si uda do najwaniejszych urzdw, biur i kancelarii i... tam rozpocz godwk. Macie
odmawia przyjmowania pokarmw i pynw, dopki rzdy alianckie nie podejm decyzji w
kwestii ratowania ydw i nie ogosz programu ratowania. Macie umiera powoln mierci
na oczach caego wiata. Moe to wstrznie ludzkimi sumieniami...
Zygielbojm zerwa si z krzesa. Zacz szybko chodzi po pokoju.
- To niemoliwe! Zupenie niewykonalne! Wie pan, co by si stao, gdyby Zygielbojm zacz
godowa? Posaliby dwch policjantw, aby go zabrali do szpitala. Czy pan myli, e kto by
tu pozwoli na tak demonstracj? Nonsens! - krzycza.
Rozmowa trwaa dugo. Mwiem dokadnie to, co mi kazano w Warszawie. Przekazaem
zarwno dania przywdcw, jak te moje wraenia z getta. Zadawa wiele szczegowych
pyta. O wygld budynkw w getcie, o ludzi, odywianie, usuwanie zwok, o ebrakw, o
policjantw ydowskich, o szans wydostania si na stron aryjsk, o nastroje Polakw
wobec ukrywajcych si ydw, o "Judenjag", polowanie na ydw.
- Czy przypomina pan sobie, co piewa ten starzec opierajcy si o cian? I co powiedziaa
kobieta, podajc panu wod? - te pytania Zygielbojma sprawiy, e zaniemwiem.
- A, prawda... Skd pan ma wiedzie, jak pan nie jest ydem - doda. -Nawet pan nie wyglda
na yda...
Spotkanie dobiego koca. Byem wyczerpany. Mj rozmwca by chyba w jeszcze gorszym
stanie. Nerwowe drganie policzka nie ustawao. Podalimy sobie rce. Patrzy mi prosto w
oczy.
- Zrobi, co w mojej mocy. Zrobi, o co mnie prosz. Jeli tylko bd mg...
Po wyjciu nie mogem pozby si wraenia, e Zygielbojm przecenia swoje moliwoci. Co
on waciwie mg? Dlaczego godzinami zadawa tak detaliczne pytania? Do czego
potrzebowa tych szczegw? Co one zmieniay w oglnym obrazie?
Mino kilka miesicy. 13 maja 1943 roku nastpi fina naszego spotkania. Zapamitam ten
dzie do koca ycia. Po niadaniu zadzwoni telefon. Podniosem suchawk. Po drugiej
stronie by jeden ze znanych mi urzdnikw Stratton House.
- Czy pan Karski? Otrzymaem polecenie przekazania panu wiadomoci. Czonek Rady
Narodowej i przedstawiciel Bundu Szmul Zygielbojm nie yje. Popeni minionej nocy
samobjstwo. Zostawi list. Prosz si zgosi o drugiej po poudniu.
Odwiesiem suchawk. Byem poraony t wiadomoci. Jadc takswk do ministerstwa,
mylaem o motywach rozpaczliwego kroku Zygielbojma. Niedawno pado powstanie w
getcie warszawskim. Stao si dokadnie tak, jak przewidywali moi ydowscy rozmwcy w
Warszawie. ydzi wydali beznadziejn wojn Niemcom. Zginli. Ale w walce. Nikt nie
przyszed z pomoc.
Szmul Zygielbojm pozostawi, jak si okazao, list do prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
Edwarda Raczkiewicza i do premiera rzdu generaa Wadysawa Sikorskiego.
"Nie mog duej y - pisa - gdy resztki narodu ydowskiego w Polsce, ktrego jestem
przedstawicielem, s likwidowane. Moi towarzysze w getcie warszawskim polegli z broni w
rku w ostatnim bohaterskim boju. Nie byo mi sdzone zgin tak jak oni i razem z nimi. Ale
nale do nich i do ich masowych mogi.
mierci swojpragn wyrazi najsilniejszy protest przeciwko biernoci, z jak wiat
przyglda si i dopuszcza do zagady ludu ydowskiego".

Ogarna mnie fala alu i bolesnych wyrzutw sumienia. Czy to ja wrczyem mu wyrok
mierci? Czy "odracza" go, czekajc na ostateczne potwierdzenie? Czy mwic mi, e zrobi,
"o co go prosz", wiedzia ju, co zrobi? Czy ta mier obcia moje sumienie?
Od tego czasu czsto wspominam Szmula Zygielbojma. Wspomnienia nie daj mi spokoju.
Zastanawiam si, ilu ludzi potrafi zrozumie, co to znaczy umrze tak, jak on umar. By
jedn z najbardziej tragicznych postaci tej wojny. mier nie przyniosa mu ukojenia.
Narzuci j sobie z poczucia obowizku, gdy zrozumia, e nic nie zmieni. Nie uchroni
tysicy swoich braci i sistr od cierpienia. Nie powstrzyma ich mierci. Wielkich tego wiata
nie przekona, eby ruszyli z pomoc. Wiedzia, e zanim nadejdzie zwycistwo, wszystko, co
kocha najbardziej, musi zgin. Czy Bg da mu t mdro?
254
Rozdzia XXX OSTATNI ETAP
N
i trzeci dzie po mojej powtrnej wyprawie do getta warszawskiego jrzywdca Bundu znw
zorganizowa spotkanie. Tym razem odbyo >i w jakiej melinie na Powilu.
- Jestemy wdziczni za pana wizyty w getcie. Ten "egzamin" uda si bardzo dobrze.
Chcemy teraz zaproponowa co bardziej niebezpiecznego, ale dla nas posiadajcego
ogromne znaczenie. Chcemy pana wprowadzi do obozu w Becu. Mamy ju gotowy plan.
To powinno si uda. Czy si pan zgadza?
Nim odpowiedziaem, socjalista podzieli si ze mn swoj wiedz na temat obozu.
Pochodzia ona gwnie od polskich kolejarzy. Wynikao z niej, e jest to ostatni etap dla
tysicy ydw zwoonych tam na mier. I tylko po to.
Do obozu miaem si dosta przebrany w mundur stranika ukraiskiej formacji pomocniczej
SS. Ukraicy, podobnie jak otysze i Estoczycy, byli wykorzystywani jako stranicy w
obozach niemieckich. Przez cay czas mia mi towarzyszy inny stranik ukraiski. To on
mia dostarczy mundur i dokumenty kolegi, ktry akurat tego dnia bdzie mia wolne.
Wszystkie te "przysugi" zostay sowicie opacone. Jak zapewnia mnie bundowiec, caa
operacja zostaa starannie przygotowana i nie grozi mi niebezpieczestwo. Zapewni mnie, e
w obozie panuje ogromny chaos, zwizany z przepenieniem i du "rotacj" winiw.
Stranicy czsto s pijani. Rozpoznanie zatem "prawie" nie grozi.
Zgodziem si.
Wyznaczonego dnia spotkaem w okolicy Dworca Gwnego w Warszawie przewodnika,
ktry mia mnie eskortowa. Haso si zgadzao. Ku memu jednak zdziwieniu mia on
semickie rysy. Wyglda na yda, Papiery mia pewnie w porzdku, ale podczas kontroli
kady patrol niemiecki "wygarnby" go z pocigu. Nie chcc go urazi, zaproponowaem, e
pojedziemy w osobnych wagonach. Zgodzi si bez zadawania pyta.
Pocigiem dojechalimy do Lublina. Tam czekaa na nas furmanka. Jechalimy drogami przez
okoliczne wsie, bo wiozcy nas chop unika ruchliwej szosy zamojskiej. Najwyraniej, mimo
dobrej zapaty, obawia si takich pasaerw jak my. Dotarlimy do miasteczka dobrze po
poudniu. Mj przewodnik odprawi furmana i sami poszlimy pieszo do niewielkiego sklepu
elaznego opodal rynku. Prowadzi go miejscowy chop przedstawiajcy si jako Onyszko.
By w konspiracji.
Zabra nas na zaplecze sklepu, gdzie na krzele lea starannie zoony mundur wraz z
bielizn. Obok stay dugie buty. Na oparciu krzesa wisiaa czapka. Ukraiski stranik
odmwi wypoyczenia swoich dokumentw. Da w zamian papiery swojego rodaka, take
sucego w SS, po ktrym lad zagin. Podobno wrci w rodzinne strony. Wydao mi si to

mocno nacigan wersj. Bardziej prawdopodobne byo, e po prostu zdezerterowa od


Niemcw, a dokumenty sprzeda. Po zastanowieniu doszedem do wniosku, e w mojej
sytuacji nie ma to wikszego znaczenia. Jeeli wpadn, co za rnica na czyich papierach.
Jeeli mam przej bram bez problemu, to co za rnica z czyimi dokumentami w kieszeni.
Zaczem si ubiera. Mundur i buty pasoway jak ula. Czapka bya za dua, wic
wypchaem j papierami. Zapytaem mego przewodnika, jak wygldam. Powiedzia, e
bardziej typowego Ukraica nie widzia.
Po godzinie w sklepiku zjawi si stranik, ktry mia mnie zabra do obozu. Mwi dobrze
po polsku. Jego plan by nastpujcy. Wejdziemy do obozu przez wschodni bram
pilnowan przez dwch Niemcw. Nigdy nie daj okazywania legitymacji przez stranikw
ukraiskich. Wystarczy, e si zasalutuje i pozdrowi ich po niemiecku. Po przekroczeniu
bramy podprowadzi mnie w miejsce, z ktrego bd mg ledzi zaadunek winiw na
wagony. Po caej akcji wmieszamy si w grup wychodzcych stranikw i wyjdziemy.
Swoje przekonanie, i nie powinno by problemw, Ukrainiec budowa na tym, e dzie
"zaadunku" jest zawsze dla caej zaogi wyczerpujcy i nikt nie zwraca uwagi na drobiazgi.
Kaza mi jeszcze staranniej wypolerowa buty i mocniej zacisn pas, bo Niemcy nie toleruj
niechlujnego wygldu.
Obz lea w odlegoci okoo dwch kilometrw od sklepiku. Stranik prowadzi boczn
drog, najwyraniej chcc unikn spotkania z ludmi. W poowie drogi zaczy dociera do
nas okrzyki komend, wrzaski i pojedyncze odgosy wystrzaw.
- Co si dzieje? - zapytaem.
- ydy maj gorczk - odpar, zadowolony z artu. Spojrzaem na niego ostro. Zmieni ton.
- Co si dzieje? Szykowany jest transport. Nie pytaem o szczegy. Haas potgowa si.
- Mona std jako uciec? - zagadnem.
- Bez artw. Std si nie ucieka...
257
256
- Nawet pojedynczej osobie si nie uda?
- No, moe... Ale nie bez pomocy... - powiedzia ostronie.
-Czyjej?
- Stranika. Moe takiego jak ja. Ale to szalone ryzyko. Gdyby takiego stranika zapali, jak
pomaga ydowi, "czapa" dla obu natychmiast.
Zainteresowaem go jednak, bo szed, obserwujc mnie ktem oka. Udawaem, e tego nie
widz. Nie wytrzyma.
- Ma si rozumie, gdyby taki yd zapaci uczciwie, moe daoby si co wykombinowa.
Ale ryzyko jest ryzykiem - doda chytrze.
- Jak oni ci, czowieku, zapac? Oni nie maj adnych pienidzy.
- A kto od nich chce pienidzy? Zapata ma by z gry. Z nimi nikt nie bdzie robi interesw
- gow wskaza na obz. - Interesy s moliwe z ludmi na zewntrz. Takimi jak pan. Jeeli
przyjdzie do mnie jaki facet i powie, e jutro w transporcie bdzie taki a taki yd, to ja si
mog zaj spraw. Warunek: forsa z gry - wyoy karty na st.
- Ju pan kogo tak ratowa?
- Paru. Nie za duo. Mona wicej... - zamia si.
- Wielu jest takich jak pan, ktrzy ratuj?
- Ratuj? Kto by ich ratowa! Tu chodzi o interes... Mia bardzo skonkretyzowane pogldy i
dyskusja nie miaa sensu. On jednak nie rezygnowa.
- A pan, to po co tu? - zapyta niby naiwnie.

- Te bym chcia "ratowa" ydw. Z pana pomoc oczywicie...


- Tylko lepiej niech pan nie prbuje bez nas.
- Skd! Bez pana nie uda mi si zarobi. Razem pewnie co zarobimy.
- Jak pan bdzie pacony? Od ba? - by dociekliwy.
- A pan co radzi? Co lepsze na dusz met? Zastanawia si chwil.
- Na pana miejscu liczybym od sztuki. Przy hurcie traci si wiele okazji. Kady yd to
osobny interes. Nigdy nie wiesz, na kogo trafisz i jak go moesz "wydoi". Jak komu bardzo
zaley, eby kogo std wycign, nie bdzie si targowa. Trzeba mie, jak to oni mwi,
"kiepee". Po naszemu: gow. Bez tego nie zarobisz.
- Ma pan racj - przyznaem.
- Na pewno. Tylko umawiamy si "p na p". Bez kiwania. Uspokoiem go, e jestem
uczciwym czowiekiem.
- Pan z Warszawy. Tam ludzie maj lepiej. Bliej do getta. atwo mona "ratowa" - mrugn
do mnie.
Odpowiedziaem, e "ceny" s przez to nisze. Poskary si na cikie ycie. Uderzya nas
fala fetoru. Dochodzilimy. Pomylaem z ulg, e ju go nie bd musia sucha. Przed nami
wyonia si brama.
Obz, jak si zorientowaem, obejmowa teren okoo ptora kilometra kwadratowego
paskiego terenu. Otoczony by solidnym ogrodzeniem z drutu
kolczastego, rozpitego kilkoma rzdami pomidzy drewnianymi supami. Ogrodzenie miao
ponad dwa i p metra wysokoci. Po zewntrznej stronie przechadzay si patrole w
odstpach okoo pidziesiciometrowych. Po stronie wewntrznej stranicy z broni stali co
jakie pitnacie metrw. Za drutami stao kilkanacie barakw. Przestrze pomidzy nimi
wypenia gsty, falujcy tum. Winiowie toczyli si, przekrzykiwali. Z kolei stranicy
starali si utrzymywa ich we wzgldnym porzdku.
Ogrodzenie obozu, oprcz dwch gwnych bram, posiadao take kilka mniejszych,
sucych zapewne personelowi straniczemu. Przy kadej z nich stao dwch
umundurowanych Niemcw.
Po lewej strome od bramy, o jakie sto metrw za ogrodzeniem, by tor kolejowy, a waciwie
rodzaj rampy. Prowadzi od niej do ogrodzenia chodnik zbity z desek. Na torowisku sta
pocig zoony z okoo trzydziestu wagonw towarowych. Byy brudne i zakurzone.
Ukrainiec pody za moim wzrokiem, ciekaw, jakie wraenie robi na mnie to
"przedsibiorstwo".
- Bd ich adowa na te wagony. Zobaczy pan... - wyjani. Bylimy przy bramie. Dwaj
niemieccy podoficerowie zajci byli rozmow. Ukrainiec da mi dyskretnego kuksaca w
plecy.
- No, idziemy, idziemy... - sycza niezadowolony. - Wszystko bdzie dobrze. Papierw nawet
nie obejrz.
Zasalutowalimy energicznie. Niemiec odpowiedzia machniciem rki, jakby odgania
much. Drugi akurat zapala papierosa. Nawet na nas nie spojrza. Bylimy w obozie.
- Niech pan idzie za mn. Poka dobre miejsce... - powiedzia stranik.
Mijalimy akurat jakiego starca. Siedzia na ziemi nagi i rytmicznie kiwa si do przodu i
tyu. Jego oczy byszczay i nieustannie mruga powiekami. Nikt nie zwraca na niego uwagi.
Obok leao dziecko w achmanach. Miao drgawki. Z przeraeniem spogldao dookoa.
Tum pulsowa jakim obdnym rytmem. Wrzeszczeli, machali rkami, kcili si i
przeklinali. Zapewne wiedzieli, e niedugo odjad w nieznane, a strach, gd i pragnienie
potgoway poczucie niepewnoci i zwierzcego zagroenia. Ludzie ci zostali wczeniej
ograbieni z caego skromnego dobytku, jaki im pozwolono zabra ze sob w t podr. Byo
to pi kilogramw bagau. Byy to zwykle jakie najpotrzebniejsze w drodze przedmioty.

Poduszka, jakie okrycie, troch jedzenia, butelka z wod. Czasem kosztownoci czy
pienidze. Docieraa tu przewanie ludno gett, ktra nie miaa ju nic...
Pobyt w obozie nie trwa dugo. Zazwyczaj nie duej ni cztery dni. Potem pakowano ich w
wagony na mier. Przez czas pobytu w obozie prawie nie otrzymywali jedzenia. Zdani byli
na wasne zapasy.
Baraki obozowe mogy pomieci mniej wicej poow winiw. Drugie tyle pozostawao
na dworze. Powietrze wypenia odr ludzkich odchodw, potu, brudu i zgnilizny.
Posuwalimy si wolno w kierunku miejsca wybranego dla mnie przez
259
258
Ukraica. Stranik, nauczony dowiadczeniem, sprytnie unika bezporedniego kontaktu z t
mas ludzk. Przeskakiwa lecych, rozgania blokujcych nam drog, butem odsuwa
zagradzajcych przejcie. Mnie si to nie udawao. Raz po raz syszaem skowyt blu, gdy
kogo nadepnem swoim butem. Przystawaem wwczas, odruchowo chcc przeprosi, ale
stranik natychmiast ponagla mnie do marszu.
- Prosz si normalnie zachowywa! - pohukiwa.
Wreszcie dotarlimy na miejsce. O dwadziecia metrw na prawo bya brama, ktr mieli by
pdzeni do wagonw ydzi. Z tyu jakie mniejsze baraki, pewnie magazyny.
-Tu moe pan sta. Ja przejd nieco dalej. Niech si pan nie zblia do stranikw ukraiskich,
bo pana rozpoznaj. Jak bdzie pora, przyjd po pana. Gdyby co, ja pana nie znam, a pan
mnie nie zna. Jasne?
Skinem gow.
Nie wiem, jak dugo tam staem. Byem wiadkiem scen, ktre zapamitam do koca ycia.
Nie byem dobrym obserwatorem. Par razy po prostu chciaem uciec, ale nie miaem dokd.
Caym wysikiem woli staraem si zachowa spokj. Co jaki czas kierowaem wzrok na
widoczn w dali cian lasu. Zwracaem te uwag na stranikw ukraiskich. Gdy ktry z
nich by niebezpiecznie blisko, chowaem si za barak.
Brama bya solidna, zbita z potnych krawdziakw. Kade skrzydo przypominao
ksztatem kopert. Wolna przestrze w rodku wypeniona bya gsto drutem kolczastym,
przybitym do drewnianej konstrukcji. Bya ryglowana potn sztab. Dwch esesmanw
mocowao si z ni jaki czas, nim udao si wreszcie unie j w gr. Wtedy cikie
wierzeje ustpiy. Niemcy wolno otworzyli je na boki.
Kilku stranikw niemieckich przeszo drewnianym pomostem i zajo pozycje przy wagonie
przeznaczonym do "zaadunku". Teraz dopiero zobaczyem, e pomost ograniczaj z dwch
stron porcze wykonane z grubych krawdziakw. Wlewajcy si tum mg porusza si
tylko w jednym kierunku. Do wagonu.
Oficer SS, odpowiadajcy zapewne za zaadunek, stan przed tumem ydw. Nogi rozstawi
szeroko.
- Ruhe! Ruhe! Spokj! - wrzasn. - Wszyscy ydzi maj wej do wagonw. Pojedziecie
tam, gdzie jest dla was praca. Ma by porzdek. Nie wolno si pcha ani opnia zaadunku.
Kto bdzie wywoywa panik albo stawia opr, zostanie zastrzelony.
Przerwa i wbi wzrok w mas ludzk przed sob. Spokojnie zacz otwiera kabur pistoletu.
Wyj bro. Pierwsze szeregi ydw zaczy si cofa. Niemiec zamia si i odda trzy
strzay w tum. W grobowej ciszy rozleg si przeszywajcy krzyk. Spokojnie schowa
pistolet.
- A teraz do wagonw! Raus! - wrzasn.
Tum zamar. Z tyu rozlegy si strzay. Ludzie aw ruszyli do przodu,

krzyczc przeraliwie. Zbliali si do drewnianego pomostu. Ludzki strumie by jednak zbyt


szeroki, aby si w nim pomieci. Esesmani otworzyli ogie. Pdzcy zaczli pada. Rozleg
si guchy tupot ng po deskach rampy. Teraz zaczli strzela stranicy stojcy przy wagonie.
Tum przyhamowa.
- Ordnung! Ordnung! - wrzeszcza esesman.
Pierwsi ydzi wpadli do wagonu. Niemcy przy drzwiach odliczali ich. Po liczbie "sto
czterdzieci" esesman zawy "Halt!" i dwukrotnie strzeli. Przystanli. Pocig powoli szarpn
i nowy wagon wtoczy si na wysoko pomostu. Zaczli go wypenia nowi winiowie.
Wedle wojskowych regulaminw wagon towarowy przeznaczony by na osiem koni lub
czterdziestu onierzy w transporcie. Upychajc ludzi na si i bez jakiegokolwiek bagau,
mona byo pomieci w wagonie sto osb. Niemcy wydali rozkaz pakowania po stu
trzydziestu, ale jeszcze dopychali dodatkow dziesitk. Gdy drzwi nie chciay si zamkn,
tukli na olep kolbami, strzelali do rodka wagonu, wrzeszczeli na nieszczsnych ydw. Ci,
aby zrobi miejsce dla nowych, wspinali si na ramiona i gowy ju znajdujcych si
wewntrz. Z gbi wagonu dochodzi jaki potpieczy ryk i wycie.
Gdy upchnito ju sto czterdzieci osb, stranicy przystpili do zamykania drzwi. Byy
cikie, wykonane z drewna obitego elazem. Miadyy wystajce na zewntrz koczyny
wrd wrzaskw blu. Po zasuniciu drzwi zabezpieczano je elazn sztab i ryglowano.
Przed zaadunkiem na podog wagonw sypano warstw niegaszonego wapna. Oficjalnie by
to zabieg higieniczny. Chodzio o nierozprzestrzenianie si chorb zakanych. W praktyce
wapno gwatownie absorbowao wilgo z powietrza. Spadaa zawarto tlenu i ludzie
zaczynali si dusi. Rwnoczenie wapno w kontakcie w ludzkimi odchodami wydzielao
trujce substancje, midzy innymi chlor. Ten za dusi stoczonych winiw. Niemcy
osigali podwjny cel. Choroby zakane istotnie si nie rozprzestrzeniay, a wagon mona
byo atwiej po transporcie wymy. Po drugie, transportu tego nie przeywao wielu
"podrnych". A o to przecie chodzio.
Czasami od polskich kolejarzy docieray informacje, e takie wagony z ydami stay na
bocznicach po kilka dni. Po otwarciu znajdowano w nich same trupy.
Procedura zaadunku powtarzaa si wielokrotnie. Dochodzi zmierzch, gdy zatrzanito
drzwi ostatniego wagonu. Wedug moich oblicze by on czterdziestym szstym z kolei.
Okazao si, e pocig by o poow duszy, ni mylaem. Odniosem wraenie, e cay
skad pocigu wibruje i drga, poruszany jak moc piekieln, i unosi si nad torami...
Na obozowym placu pozostali zabici i konajcy. Stranicy przechadzali si wolnym krokiem i
dobijali ich strzaami w gow. Wkrtce zapanowaa cisza. Nikt nie y. Pocigu nie byo ju
wida. W drodze do obozu byy nastpne. Ile ich jeszcze bdzie? Gdzie ley kres tego
obdu?
- Psia twoja ma! Ty na mnie nieszczcie chcesz sprowadzi, czy co?!
261
260

Tf
Lach durnowaty! Stoi i si gapi jak krowa na malowane wrota. Zaraz ci. Niemcy zwin, a
mnie z tob. Dalej, za mn! - krzycza do mego ucha Ukrainiec.

Wymamrotaem przeprosiny i posusznie ruszyem za nim. Przy bramie stranik podszed do


Niemcw i pokazujc palcem w moim kierunku, co powiedzia. Caa trjka rykna
miechem.
- Sehr gut, gehen Si! - powiedzia podoficer.
Wyszlimy za bram. Ukrainiec chcia si mnie pozby jak najszybciej. Podprowadzi mnie
tylko do miejsca, z ktrego mogem sam trafi do sklepiku.
- No, panie... Interesw to my razem nie zrobimy. Pan tylko moesz nieszczcie sprowadzi
na czowieka. Ot, co! Id w swoj stron, a o mnie zapomnij ! - wycedzi wcieky i odszed
bez poegnania.
Do sklepiku wpadem zdyszany. Nie dbaem o to, czy mnie kto widzi pdzcego w
ukraiskim mundurze. Chciaem go zrzuci jak najprdzej. Parzy mnie. Onyszko przestraszy
si na mj widok.
- Goni pana? - dopytywa si.
Zapytaem, gdzie mog si umy. Zaprowadzi mnie do kuchni. W kcie stao wiadro z wod,
a na stoku miednica. Zrzuciem z siebie mundur, bielizn, skarpety. Myem si szarym
mydem, chlapic wod po caej kuchni. Sklepikarz krci gow zdumiony.
- Panie, to tu jak po powodzi. Co pan taki nerwowy?
- Brudny, a nie nerwowy - odparem bez sensu.
Zapytaem gospodarza, czy mog troch odpocz w ogrodzie. Byo ciemno. Na
bezgwiezdnym niebie wieci ksiyc. Onyszko drapa si po gowie i zastanawia.
- A... id pan - wydusi.
Opatuliem si paszczem i usiadem pod drzewem. Nie czuem chodu. Nic nie czuem.
Zasnem.
Obudziem si sztywny z zimna. Nie wiedziaem, gdzie jestem. Po chwili wrcia
wiadomo. Rozprostowaem koci i powlokem si do chaupy. Onyszko chrapa w swoim
pokoju. Zostawi dla mnie przygotowane ko w kuchni. Padem na nie bez czucia. Podobno
krzyczaem przez sen i rzucaem si. Nad ranem obudziy mnie mdoci. Wyszedem przed
dom i zwymiotowaem. Wrciem do ka i spaem do poudnia. Onyszko mnie nie budzi.
Pewnie sam nie wiedzia, co ze mn zrobi.
- Panie Onyszko, daj mi pan wdki - to byy moje pierwsze sowa po przebudzeniu.
- A bimber moe by?
- Pewnie.
Wypiem duszkiem dwie szklanki pod rzd. Pooyem si i spaem do nastpnego ranka.
Obudziem si o wiele silniejszy. Zjadem patelni jajecznicy na cebuli, popiem mlekiem.
Mogem wraca do Warszawy.
Podr powtrzya si w odwrotnej kolejnoci. Furmank do Lublina, a std
pocigiem do Warszawy. Nikt mnie nie musia eskortowa. J Obozowe sceny przeladuj
mnie do dzi.
Przed moim wyjazdem z Warszawy przyjaciele postarali si o uroczyste poegnanie.
Poproszono mnie, abym wzi udzia w porannej mszy w moim kociele parafialnym.
Odprawia j ksidz Edmund, ktry by moim przyjacielem jeszcze sprzed wojny. Czsto
bywa w domu mojego brata Mariana. Teraz peni funkcj tajnego kapelana Armii Krajowej
w Warszawie.
Byo jeszcze ciemno, gdy wyruszyem w kierunku kocioa. Nie miaem pojcia, co szykuj
mi przyjaciele. Cay poprzedni dzie pada pierwszy w tym roku nieg. Jego pryzmy leay na
chodnikach. Majaczya granatowa powiata. Szedem szybko, eby si rozgrza. Minem po
drodze trzy patrole niemieckie, ktre nie zwrciy na mnie najmniejszej uwagi. Pewnie te im
byo zimno. Staraem si zapamita jak najwicej z tych drogich mi miejsc. Wyjedaem i

nikt nie wiedzia, kiedy i czy w ogle wrc. Chciaem wic zabra ze sob jak najwicej
mojej Warszawy.
Gdy wchodziem na schody kocioa, niebo od wschodu zaczo si rozjania matowym,
rowym blaskiem. Ku memu zdziwieniu, oczekujcy na dole kocielny skierowa mnie do
prywatnego mieszkania ksidza Edmunda. Zastaem tam ju moich najbliszych przyjaci.
Bya podziwiana przez nas pisarka, z pasj oddajca si pracy w Podziemiu. Bya moja
znajoma z Akademii Sztuk Piknych, znana rzebiarka. By mj przeoony z Podziemia,
ktry mdrze kierowa moj karier konspiracyjn, oraz kilku kolegw z innych sub
konspiracyjnych. Okna pokoju, w ktrym si zebralimy, byy szczelnie zacignite cikimi
pluszowymi zasonami w kolorze starego zota. Jedynym rdem wiata by potny srebrny
wiecznik z kilkunastoma wiecami. Ich migotliwe refleksy na cianach i meblach dodaway
atmosfery pewnej niezwykoci. Byem szczerze wzruszony.
Ksidz Edmund odprawi msz, do ktrej suyo dwch moich kolegw. Jeden z nich
zajmowa si wykonywaniem wyrokw mierci na zdrajcach, drugi by specjalist nasuchu
radiowego. Gboki baryton kapana miesza si ze sowami wypowiadanymi przez
zebranych. Nie byo kazania. Komuni przyjli wszyscy zebrani.
Ksidz Edmund poprosi, abym zbliy si do skromnego otarza, zaimprowizowanego przy
stole. Kaza mi uklkn i obnay pier. Nie bez zdziwienia speniem jego prob.
Duchowny trzyma w rkach szkaplerz. Unis go w gr tak, aby wszyscy go dobrze
widzieli.
- Wadze Kocioa, sucego umczonej Ojczynie, upowaniy mnie, abym obdarowa ci,
polski onierzu, tym oto szkaplerzem zawierajcym Ciao Chrystusa. Nie rozstawaj si z nim
w drodze. Gdy znajdziesz si w nie263
262
bezpieczestwie, spoyj hosti. Ciao Pana uchroni ci przed zem - powiedzia, zawieszajc
mi szkaplerz na szyi.
Uklkn obok mnie i przez chwil modlilimy si w milczeniu. W pokoju panowaa cisza.
Gdy wstaem, wszyscy zebrani podchodzili do mnie kolejno i ciskajc serdecznie, yczyli
szczliwej drogi, powodzenia misji oraz rychego powrotu. egnajc si z nimi,
zastanawiaem si, czy kiedy ich jeszcze zobacz. Oczy miaem wilgotne.
wity dar otrzymany na podr przynis mi wewntrzny spokj. Szkaplerz towarzyszy mi
od wyjazdu z Warszawy a do momentu, gdy wyldowaem w Londynie. W dwadziecia
jeden dni przejechaem Niemcy, Belgi, Francj, Hiszpani, by wsi w Gibraltarze do
angielskiego samolotu. Moja podr nie przyniosa mi zagroenia ycia. W stolicy Anglii
swoje pierwsze kroki skierowaem do kocioa polskiego przy Devonia Road. Ksidz
Wadysaw, ktremu si wyspowiadaem, nie by zachwycony pozwoleniem, aby osoba
wiecka nosia przy sobie hosti, jako ochron przed zem. Nie skrytykowa jednak otwarcie
duchownego warszawskiego, i kapelana wojska zarazem, za jego decyzj.
Otworzy szlaplerz i wyj z niego hosti, a nastpnie udzieli mi komunii.
- Szkaplerz zatrzymuj - powiedzia. - Bdzie wisia w naszym kociele obok obrazu Matki
Boskiej Czstochowskiej jako wotum za twoj szczliw podr.
Rozdzia XXXI UNTERDENLINDEN
N
adszed wreszcie dzie wyjazdu. Warszaw opuciem przez nikogo tiie odprowadzany.
Dokumenty miaem w idealnym porzdku. We francuskim paszporcie moja fotografia i

stempel na niej nie mogy wzbudzi niczyjego podejrzenia. Mikrofilmy bardzo starannie
ukryto w rczce maszynki do golenia. Otrzymaem na wyjazd du kwot pienidzy. Humor
mi dopisywa.
W pocigu jechali obywatele rozmaitych narodowoci, co sprawiao, e czuem si
bezpieczniej. Nie miaem jednak wtpliwoci, e w pocigu musz by agenci gestapo.
Dyskretnie taksowaem wic innych podrnych.
Wiedziaem, e niebezpieczestwo moe mi grozi, jeeli wdam si w rozmow. Chcc tego
unikn, postanowiem symulowa silny bl zba. Siadem w kcie przedziau i przykadaem
do ust chusteczk. Co jaki czas zwilaem j lekarstwem przeciwblowym, ktre miaem w
buteleczce. Widok mojej wykrzywionej blem twarzy nie zachca do nawizywania
rozmowy.
Droga do Berlina duya si. Pocig by zatoczony i wlk si okropnie. Ostatecznie dotar
po blisko dwudziestoczterogodzinnej jedzie. Kontrole dokumentw przeszedem bez
kopotu.
W Berlinie przypomniaem sobie o koledze z dawnych czasw, Rudolfie Strauchu. Kiedy
przed wojn prowadziem w berliskich bibliotekach studia do mojej pracy doktorskiej,
wynajmowaem pokj u rodziny Strauchw. Zajmowali okazae mieszkanie przy piknej alei
Unter den Linden. Ojciec Rudolfa by sdzi berliskim. Zmar przedwczenie, pozostawiajc
wdow i dwoje dzieci. Rudolf by starszy ode mnie o trzy lata, Berta - modsza o chyba pi.
Rodzina Strauchw miaa pogldy liberalno-demokratyczne, szybko wic poczulimy
wzajemn sympati. W 1938 roku gociem przez wakacje Rudolfa w Warszawie.
Wielokrotnie dawa do zrozumienia, e jest przeciwny wielkomocarstwowej polityce Hitera.
Uwaa si za przyjaciela Polakw.
Kiedy w listopadzie 1942 roku staem w hali dworca berliskiego, pomy265
siaem, e nie byoby le spotka si ze Strauchami. Z jednej strony chciaem si dowiedzie,
co naprawd myli spoeczestwo niemieckie o wojnie, z drugiej - zwyczajnie chciaem
spotka koleg i jego rodzin.
Wymyliem historyjk, e pracuj w jakiej niemieckiej firmie farmaceutycznej, majcej swe
przedstawicielstwo w Warszawie. Jad za do Parya na pierwszy od dwch lat urlop.
Ryzykowaem niewiele. Jedynym zagroeniem byoby wylegitymowanie mnie w obecnoci
Strauchw. Kto jednak o mnie wiedzia? Kto si tu mnie spodziewa?
Miaem w Berlinie nieco ponad godzin, by przesi si na pocig paryski. Nastpny by
nazajutrz rano. Odczekaem, a mj pocig odjedzie, i udaem si do naczelnika stacji.
Wytumaczyem mu sytuacj, a on bez przeszkd zmieni mi bilet na dzie nastpny. Baga
oddaem do przechowalni. Bya w nim maszynka do golenia z mikrofilmami. Umyem si w
dworcowej toalecie i ruszyem w kierunku mieszkania Strauchw. Nie wiedziaem, co
prawda, czy nadal mieszkaj pod starym adresem, przy eleganckiej alei Unter den Linden,
czyli Pod Lipami, ale telefonowa wczeniej nie chciaem.
Drzwi otworzya mi pani Gertruda Strauch. Powitaa bez entuzjazmu.
- O, to pan? Nigdy bym si nie spodziewaa. Zaraz powiadomi syna - powiedziaa.
Rudolf wyda mi si bardziej blady i chudy, ni go pamitaem sprzed czterech lat. Ze
wzgldu na stan zdrowia nie mg suy w wojsku. Teraz, wida, choroba si pogbia.
Zaprosi mnie do rodka. W saloniku czekaa ju Berta, ktra wyrosa na efektown
dziewczyn. Rozmowa si nie kleia. Dopiero, gdy powiedziaem, e pracuj dla Niemcw i
jad na urlop do Parya, bo przeoeni maj do mnie pene zaufanie, mody Strauch
rozpogodzi si i odpry.

- Zawsze wiedziaem, drogi Johann, e jeste czowiekiem inteligentnym i pragmatycznym.


Przyszo naley do nas! Do wielkiej Rzeszy Adolfa Hitlera! Ty pracujesz dla jej dobra.
Jestem dumny, e mam takiego koleg- wygosi pompatyczne owiadczenie.
Rozmawialimy o wielu sprawach. Gdy zeszo na rozwj wydarze na froncie wschodnim,
Rudolf przyzna, e nie wszystko przebiega tak, jak si spodziewano, ale w kocu "Fuhrer
wie, co robi". Zreszt t formu powtarza przy kadej okazji.
Dziewitnastoletnia Berta pracowaa ju od roku, ale nie dowiedziaem si nic bliszego. Nie
nalegaem. Rudi pracowa w Arbeitsamcie. Nic bardziej konkretnego nie usyszaem. Pytanie
o zarobki skwitowa oglnikiem: "Stosowne do sytuacji Niemiec".
Na kolacj zaprosili mnie do typowej piwiarni, przy bocznej uliczce. Lokal nazywa si
"Srebrny Baant". Baanta jednak w karcie nie mieli. Wzilimy trzy golonki i po dwa kufle
piwa. Kosztowao to w sumie pitnacie marek i byo kwot niewielk. Kategorycznie
odmwili, abym ja uregulowa rachunek.
Przy kolacji skierowaem rozmow na temat ydw, bo wiedziaem, e Rudi przyjani si
przed wojn z synem ydowskiego lekarza, niejakim Zeli-giem. Nawet mi go kiedy
przedstawi. Teraz, uzasadniajc przeladowania ydw, mwi do mnie jzykiem
propagandy goebbelsowskiej. Usiowaem przebi si przez ten mur frazesw. Pozornie
obojtnie, opowiedziaem im scen zaadunku do pocigu. Wymyliem zaraz "legend", e
znalazem si przypadkowo w tym obozie, realizujc zamwienia na lekarstwa. Suchali,
obojtnie popijajc piwo.
- Wapno w wagonach to bardzo skuteczna metoda dezynfekcyjna. ydzi zawsze mieli
skonno do rozsiewania zarazy. I za ycia, i po mierci - zamia si Rudolf.
- No i byo im ciepo... - dodaa Berta.
Zauwayem w jej tonie jak podejrzliwo. Moe moje deklaracje proniemieckie wypady
sztucznie? Moe podaem jakie sprzeczne ze sob fakty? Prawdziwe przeraenie ogarno
mnie, gdy dopiwszy piwo, wstaa i zakomunikowaa:
- Prosz mi wybaczy, ale musz zamieni zdanie z moim bratem na osobnoci.
Odeszli na bok i usiedli przy stoliku na tyle daleko, abym nic nie sysza. Papieros, ktrego
paliem, wyda mi si gorzki. Przez gow gnay myli. "Zaraz zadzwoni po policj. Nie
majak uciec. Co mnie podkusio do nich przychodzi?" Staraem si jako opanowa.
Podeszli do mnie. Rudolf by wyranie zdenerwowany.
- Johann, jeste ostatni osob, ktrej chciabym sprawi przykro. Bardzo ci lubi i ceni
to, e pracujesz dla nas. Musimy si jednak rozsta. Wszyscy Polacy to wrogowie Niemcw,
Hitlera i Trzeciej Rzeszy. S gotowi suy naszym wrogom: Anglikom, ydom, a nawet
Rosjanom. Ty jeste inny, ale jest wojna. Nie ma rady. T znajomo musimy definitywnie
zerwa - powiedzia zachrypnitym gosem.
Strach ustpi miejsca irytacji. Spojrzaem mu w oczy.
- To, co mwisz, zdumiewa mnie. Chciaem by przyjacielem twego kraju, Niemcw i - na
koniec - twoim. Mam nadziej, e kiedy zmienisz to nastawienie - odpowiedziaem
poirytowany.
Wstaem i ukoniem si bez sowa. Odwrciem si i ruszyem do wyjcia. Zazdrociem tym
szczliwcom, ktrzy mog rzuca bomby na ten kraj.
Przed piwiarni staa grupa modych mczyzn. Przez chwil pomylaem, e to tajniacy,
ktrzy chc mnie aresztowa.
- Entschuldigung - powiedziaem sucho, przechodzc midzy nimi.
- Bitte sehr... - rozstpili si.
Chciaem biec. By std jak najdalej.

Wrciem do poczekalni dworcowej. Pokazaem bilet. Wszedem do rodka i znalazem pust


awk. Pooyem si na niej. Prbowaem zasn. W uszach wci syszaem: "Wszyscy
Polacy to wrogowie Niemiec...". Rudi
267
266
Strauch mia racj. Tak jest. Przecie on mi powiedzia komplement. Przestao mi
przeszkadza to, co si z nim stao. To spustoszenie, jakie poczyni w jego psychice system
hitlerowski, stao mi si obojtne. W Berlinie nie miaem ju czego szuka. Usnem.
Rozdzia XXXII
CEL: LONDYN
W
drodze z Berlina do Brukseli nadal udawaem bl zba. Tym razem nie udao mi si
zniechci pasaerw do rozmowy. Upodoba mnie sobie jaki kupiec brukselski handlujcy
damsk bielizn. "Od zbw" -jak powiada - umara jego babka, co uczynio go bardzo
wyczulonym na ten rodzaj cierpienia. Pan Haal uzna, e w Brukseli musz si uda do
dentysty i on to ju zaatwi. Odburkiwaem co monosylabami, aby go zby, lecz nic nie
skutkowao. Jako mu wreszcie wyjaniem, e mam swego dentyst w Paryu, co miao taki
skutek, e Haal postanowi zabra mnie do ambulatorium, a nie do stomatologa.
Tak te si stao. W Brukseli zaprowadzi mnie do ambulatorium niemieckiego Czerwonego
Krzya. Nie miaem sposobu, aby si od niego uwolni, a nie chciaem wzbudza podejrze.
Przegldu mego uzbienia dokona podoficer w niemieckim mundurze. Pielgniarka, ktra
mu asystowaa, powiedziaa z wyrzutem:
- Jak panu nie wstyd? Straci pan przez niedbalstwo tyle zbw. Ten bl powinien pana
nauczy, e o zby trzeba dba.
Chciaem im powiedzie, e to wanie oni, Niemcy, zadbali o moje zby w Preszowie.
Niemiec kaza pokn rodek przeciwblowy i posmarowa mi dzisa jakim lekarstwem.
- Do Parya powinno wystarczy. Nie bdzie pan czu blu. Ale tam zaraz trzeba i do
dentysty - powiedzia.
W pocigu nawet nie musiaem udawa blu. Zmorzy mnie sen. Lek przeciwblowy okaza
si bardzo silny. Obudzono mnie do kontroli paszportw. Oszoomiony dziaaniem lekarstwa
podawaem papiery i trzymaem si za policzek. Nie pytali o nic. Spojrzeli na zdjcie w
paszporcie i oddali dokument.
Do Parya pocig dotar o szstej rano. Pada deszcz i wia porywisty wiatr, wyrywajcy
ludziom parasole. Miaem duo czasu do umwionego spotkania.
269
Oddaem baga do przechowalni. Od czowieka z obsugi poyczyem parasol i wyszedem na
miasto.
Poszedem z Gare du Nord do Champs Elysees. Pary zrobi na mnie przytaczajce wraenie.
Miasto znane ze swej radoci i beztroski wydawao si smutne. Pocztkowo mylaem, e to
sprawa deszczu. Okoo poudnia przesta jednak pada, ale nastrj przygnbienia pozosta. Na
zwykle rojnych o tej porze dnia Polach Elizejskich byo mao ludzi. W kawiarni, w ktrej
przysiadem na chwil, wikszo klienteli stanowili Niemcy w mundurach. Za oknem
maszerowa ulic jaki oddzia niemieckich odakw w charakterystycznych hemach. Co si
stao z Paryem?

Wracaem w zym nastroju. Po drodze jaki Francuz, wygldajcy na robotnika, poprosi o


przypalenie papierosa. Podaem ogie. Chciaem mu powiedzie: "Nie tracie nadziei.
Przepdzimy t niemieck band z Europy". Zamiast tego rzuciem tylko uwag o pogodzie.
Miaem odszuka niewielk trafik koo Dworca Pnocnego. Kobieta, do ktrej miaem si
zgosi, powinna wyglda na szedziesit lat, mie krtko obcite siwe wosy, a na szyi
krzyyk z zielonym kamieniem porodku. Opis by bardzo precyzyjny.
- Dzie dobry pani. Mam na sprzeda papierosy.
:,
- Jakiej marki?
;
"
- Gauloisy. * ;
.
- Duo kartonw?
- Tyle, ile dni mino od ostatniej burzy - wypowiedziaem haso, nie mogc si nadziwi jego
nonsensownej treci.
Kobieta umiechna si serdecznie i przesza na jzyk polski.
- Zaraz napijemy si kawy i zjemy kawaek dobrego ciasta - powiedziaa, idc do drzwi.
Wysza na zewntrz i gwizdna na palcach. Nim ochonem ze zdziwienia, nadbieg
kilkunastoletni chopak. Kobieta daa mu banknot i szybko wydaa polecenie. Znikn za
rogiem. Nie mino pi minut, jak by z powrotem. Nis metalow tack, a na niej dwie
malutkie filianki kawy i dwa ciastka z kremem.
- Wojna wojn... ale dobrej kawy mona si jeszcze w Paryu napi -powiedziaa wesoo,
podsuwajc mi filiank.
- Arabica z migdaami? - delektowaem si aromatem.
- Widz, e pan ju u nas w Paryu bywa...
Kobieta miaa skontaktowa mnie z naszymi ludmi w Paryu. Mimo klski Francji, na jej
terenie dziaay polskie organizacje konspiracyjne: cywilna i wojskowa. Pierwsz kierowali
Polacy od dawna zamieszkali we Francji, drug- nasi oficerowie, ktrym nie udao si opuci
Francji po klsce w 1940 roku lub otrzymali zadanie nie opuszcza jej. Obie organizacje
wsppracoway z francuskim Resistance.
Po trzech dniach pobytu miaem ju dokument identyfikacyjny stwierdzajacy, e jestem obywatelem francuskim polskiego pochodzenia. Pochodz z regionu Pas de
Calais. Tam mieszkam i pracuj w kopalni. To miao uzasadnia mj cudzoziemski akcent.
Wspomniany rejon by siln polsk enklaw nie posugujc si jednak mow Moliera w
najczystszej postaci. Ponadto otrzymaem niemieckie zezwolenie na prac oraz... prawo
jazdy. Wszystko to odebraem u lekarza okulisty, ktry wczeniej zrobi mi zdjcia do
dokumentw. By rodowitym Francuzem, bardzo yczliwym Polsce i Polakom. yczy mi
powodzenia i zaleci jak najszybsze zniknicie z Parya.
- To miasto, gdzie jest najwicej w Europie niemieckich agentw - wyjani.
Dziesi dni pniej wyruszyem do Lyonu. Towarzyszy mi czonek francuskiego ruchu
oporu, ktry mia mi uatwi przejcie do Hiszpanii przez "zielon granic". W domu, do
ktrego mnie zaprowadzi, nieoczekiwanie spotkaem kapitana z podchorwki, ktr
ukoczyem w Polsce. Zarzuci mnie pytaniami. Pyta o swj rodzin w kraju. Na szczcie
co na ten temat wiedziaem. Matka, ona i crka mieszkay wci w tym samym mieszkaniu
na Mokotowie. Radziy sobie, zajmujc si handlem warzywami, ktre pochodziy z
wasnego ogrdka oraz nabywane byy od chopw i sprzedawane z zarobkiem. Mieszkanie
kapitana pozostao, tak jak je pozostawi we wrzeniu 1939 roku. Nie sprzedano ani jednego
mebla. W szafie wisiay wszystkie jego ubrania. Czekano na jego powrt. Crka zdaa
niedawno tajn matur. By wzruszony.
Opowiada o sobie. Uczestniczy w obronie Francji. Dosta si do niemieckiej niewoli, skd
zbieg. Przyczy si do francuskiego Resistance. Powierzono mu sprawy przerzutu Polakw
do Hiszpanii. Rezydowa w Lyonie i std koordynowa dziaania.

Szybko zorientowaem si, e okupacyjne realia Francji daleko odbiegay od tego, co istniao
w Polsce. Panowaa o wiele wiksza swoboda poruszania si, co uatwiao konspiracj. Kary
wobec ludnoci byy agodniejsze, a infiltracja przez agentw gestapo mniejsza. Nie byo
wikszych problemw z cznoci z Angli czy pastwami neutralnymi. Szczerze
zazdrociem Francuzom. Gdybymy mieli w Polsce odrobin tej "swobody", nasze
Podziemie byoby jeszcze potniejsze i bardziej skuteczne.
W Lyonie poznaem take rodaka, ktry pozosta dla mnie na zawsze zagadk. By
czeladnikiem szklarskim z warszawskiego Targwka. Po kampanii wrzeniowej trafi jako
szeregowiec do Francji. Tu od 1940 roku para si najrniejszymi zajciami. By
pomocnikiem na farmie, robotnikiem w fabryce, malarzem pokojowym. Przez jaki czas
suy w Legii Cudzoziemskiej, skd trafi do wizienia. Porusza si po Francji jak po...
Targwku, cho zna po francusku kilkanacie sw. W wojennym baaganie czu si jak ryba
w wodzie.
By przeraliwie chudym blondynem ostrzyonym najea. Mia ogorza twarz i sterczce
wsy koloru somy. Nie mg usiedzie w miejscu, a jego sza-roniebieskie oczy bacznie
obserwoway wiat.
- ycie to okazja - powtarza, uzasadniajc swe zamiowanie do wczgi. Kiedy zapytaem
go, jak waciwie podruje po Francji bez pienidzy. No
271
270
i... bez znajomoci francuskiego. Pokaza mi... warszawski bilet tramwajowy z 1939 roku.
- Mia pamitka - powiedziaem.
-I tu si pan myli. Ja na ten bilet jed po Francji.
- Jak?
- Normalnie. Wsiadam do pocigu i jad. Przychodzi konduktor, a ja podaj mu swj bilet.
On co zaczyna mwi, e niewany. Wtedy ja na niego z pyskiem we wszystkich jzykach
wiata: po polsku, niemiecku, rusku, angielsku i francusku. On gupieje i na najbliszej stacji
wysadza mnie z pocigu. Czekam wtedy na nastpny pocig i... jad dalej.
- Nigdy nie oddali pana policji?
- Raz. Ale te ich zagadaem. Wyrzucili mnie po dwch dniach.
- Nie myla pan o nauce francuskiego?
- A po co mi ten francuski? Ja nie chc by nastpc Petaina...
- Nie myla pan o j akiej pracy? Spojrza na mnie z obrzydzeniem.
- Ja? Do pracy? Mam jednak pewien pomys. Docz pan do mnie i my t ca Francj
przenicujemy na lew stron. Wygld masz pan dobry, uczciwy. I na to ich wemiem. Pan
bdziesz robi wraenie, a ja si zajm reszt. Bd gwkowa za dwch. My im pokazem...
Nigdy dotd nie syszaem tak bezporedniej opinii na swj temat. Odpowiedziaem mu, e
chyba nie skorzystam, bo mam inne plany. W kadym razie dzikuj za propozycj
wsppracy. Nie pogniewa si.
- Mwi si trudno... Chciaem pana na ludzi wyprowadzi. Na bogatych ludzi... No, to cze
pracy!
Zaoy na bakier kaszkiet i odszed, pogwizdujc.
Po paru dniach istotnie otrzymaem od niego kart. Ortografia bya okropna, gramatyka te.
Donosi, e ma si dobrze, ja natomiast straciem yciow okazj, nie przyjmujc jego
propozycji. "Zapamitaj pan: ycie to jedna wielka okazja" - tak zakoczy.
Dostaem wreszcie zgod na podr do Perpignan na poudniu Francji. Tam miaem si
zgosi do modego maestwa hiszpaskiego. Uciekli z kraju przed represjami generaa

Franco. Pracowali dla Resistance. Byli Kataloczy-kami i mieli zorganizowa mi przerzut do


rodzinnej Barcelony. W Barcelonie, z kolei, miaem dosta kontakt na agentw brytyjskich.
Odnalazem ich w Perpignan bez problemu. Wiedzieli ju o mnie i znali nawet rysopis.
Po killku dniach Joauin powiadomi mnie, e s due kopoty z przewodnikami. Granica
bya pilnowana duo staranniej ni jeszcze miesfc temu. Trzeba czeka jakie trzy dni, a
znajd alternatyw. Dni oczekiwania staraem si spdzi na lekturze francuskich ksiek, ale
niepokj nie pozwala mi skoncentrowa si na ich treci. Pod wieczr trzeciego dnia Joauin
z radoci oznajmi, e "alternatywa" si znalaza. By niFernando, dowiadczony
przewodnik, znajcy teren jak wasn kiesze.
272
Mielimy jecha rowerami. Fernando na przedzie z zapalonym wiatem, a ja trzydzieci
metrw za nim bez wiate. Gdyby pojawio si niebezpieczestwo, przewodnik mia si
zatrzyma i dwukrotnie zadzwoni dzwonkiem roweru. Miaem wwczas zawrci i
pedaowa z powrotem. Gdyby przystan, ale nie dzwoni, miao to oznacza przeszkod, ale
bez specjalnego znaczenia.
Wyruszylimy w drog, gdy zapada zmierzch. Mego przewodnika ledwo zdyem obejrze.
Jechalimy wsk, powoli wspinajc si w gr drog. Po okoo kwadransie Fernando
zatrzyma si i dwukrotnie zadzwoni. Zaklem i zawrciem do Perpignan. Po godzinie
zjawi si u Joauina take Fernando. Wyjani, e dostrzeg na drodze patrol niemiecki na
motocyklu. Nie byo szans, aby go wymin. Mielimy ponowi prb nazajutrz. Z tym
jednak, e cz drogi mielimy przej pieszo, a dopiero potem wsi na rowery. Chodzio o
uniknicie takich niespodzianek jak dzisiejsza.
Nastpnego wieczoru ruszylimy pieszo. Po przejciu marszowym tempem okoo omiu
kilometrw spotkalimy dwch Francuzw, ktrzy mieli nasze rowery. Na nich
kontynuowalimy podr. System by ten sam co poprzednio. Fernando jecha przodem,
owietlajc drog, a ja za nim bez wiate. Pocztkowo szo dobrze, ale w miar jak droga
stawaa si coraz bardziej wyboista, zaczynaem gubi przewodnika z oczu. Naciskaem
wtedy na peday ze zdwojon si i po jakim czasie znw dostrzegaem czerwone wiateko
na tylnym botniku jego roweru. Par razy wywrciem si, natrafiajc na koleiny w drodze
powypukiwane przez wod. Z coraz wikszym trudem nadrabiaem straty. W duchu
modliem si, aby ta szalecza jazda szybko si skoczya. Po niemal czterech godzinach
jazdy i po pokonaniu okoo szedziesiciu kilometrw Fernando przystan. Czeka, a
docz.
- Dobrze si spisae, amigo - poklepa mnie po plecach.
Rowery ukrylimy w zarolach. Fernando powiedzia, e musimy czeka na innego
przewodnika i mog si przespa. Skorzystaem z okazji. Obudziem si, gdy zaczo wita.
Fernando pali papierosa.
- Nie wiem, co si stao, ale nie ma przewodnika - powiedzia. - Musimy i nad morze.
Poczekasz w odzi, a ja to posprawdzam.
Ruszylimy drog, na ktrej zaczyna si poranny ruch. Mijay nas furmanki i wozy zdajce
do miasta. Widocznie na jaki targ. Wyszo soce i zrobio si cieplej. Po pgodzinnym
marszu otworzy si przed nami wspaniay widok na morze. Miao turkusowy kolor i usiane
byo dziesitkami agli. Zeszlimy strom drog w d. Fernando zaprowadzi mnie do duej
odzi rybackiej wycignitej na brzeg.
- No, amigo, musisz tu na mnie zaczeka - wskaza ajb. - Nie ma na to rady.
- Kiedy wrcisz?
- Za dzie albo dwa. Tu jest kurtka i sweter. Noce s chodne. Kto ci bdzie przynosi
jedzenie i co ciepego do picia. Lepiej, eby ci tu nikt nie widzia.
273

Wgramoliem si do odzi i pooyem na dnie. Spdziem w niej ponad szedziesit godzin,


w tym dwie noce. Rankiem kto przynosi zawinitko z jedzeniem: chleb, biay ser i
pomidory. Do tego butelka wina. Wielokrotnie miaem ochot wyj z kryjwki i
rozprostowa koci. Powtarzaem sobie wtedy w duchu: "Pamitaj Sowacje.. Pamitaj
Preszw". Postanowiem wtedy nigdy nie dyskutowa z przewodnikami na temat marszruty i
wykonywa
ich polecenia.
Trzeciego dnia okoo szstej po poudniu wrci Fernando. By w towarzystwie nowego
przewodnika. Ten mia mnie poprowadzi dalej, przez Pireneje. Plan zakada, e po trzech
dniach marszu dotrzemy do wsi, gdzie mieszka przyjaciel przewodnika. Cae ycie zajmowa
si szmuglowaniem pomidzy Pranej i Hiszpani. On zna rozlokowanie posterunkw, trasy
patroli granicznych i da nam ostateczne instrukcje.
Fernando przetumaczy mi to wszystko na francuski i zapyta, czy wszystko jest jasne. Byo.
Poegna si serdecznie i yczy powodzenia w "biciu Niemcw". Uciskalimy si
serdecznie.
Teraz prowadzi mnie Raoul. Te by Kataloczykiem. Francuskiego prawie nie zna. By
krpym mczyzn o niadej cerze i olniewajco biaych, rwnych zbach. Nie widziaem
takich nawet u aktorw filmowych. Jeszcze nie mia czterdziestu lat, ale na czubku gowy
wiecia ju dua ysina.
By czowiekiem ostronym i rozwanym. Stara si prowadzi najatwiejsz drog. Gdy mia
jakie wtpliwoci, kaza mi czeka, nim nie sprawdzi wtpliwego odcinka. Szlimy
grskimi drogami i ciekami wrd zapierajcych dech widokw. Nocowalimy pod
skaami. Trzeciego dnia istotnie zbliylimy si do jakiej wsi. Leaa w kotlinie u naszych
stp. Tam mieszka "amigo", mistrz szmuglerskiego fachu. Raoul zaprowadzi mnie do
niewielkiej groty i kaza na siebie czeka. Wrci po dwch godzinach. Nie mia dobrych
wiadomoci. "Amigo" zosta aresztowany. Si rzeczy nasza przeprawa musiaaby si
odbywa w ciemno, co nie miao adnego sensu. Raoul zdecydowa wic, e przeczekamy do
rana, a potem zejdziemy do wsi i moe zdobdziemy jakie rowery. Mielimy nimi zbliy si
do granicy normaln drog, by je porzuci gdzie w lesie i szuka szczcia w samodzielnej
prbie
przejcia "frontiery".
Gdy przewodnik klarowa mi to, zapewniajc, e wszystko si uda, nagle o jakie dwadziecia
metrw od nas wyszo z zaroli dwch mczyzn. Zobaczyli nas natychmiast. Byli to cywile z
plecakami, lecz bez broni. Raoul krzykn w ich kierunku: "Hej tam, skd idziecie? Z
Francji?". Przystanli. Starszy odezwa si niepewnym gosem. Okazao si, e jest
francuskim oficerem, ktry prbuje przedosta si do Anglii i doczy do de Gaulle'a.
Modszy by jego synem. Byli w gorszej sytuacji. Chcieli przej granic hiszpask bez
przewodnika i znajomoci terenu.
Nie majc nic do stracenia, postanowilimy kontynuowa nasz wypraw razem. Rano
ruszylimy do wioski. Po kilkuset metrach weszlimy na niewiel274
k polan. Zauwaylimy na niej starszego mczyzn i mod dziewczyn. Nieli wizki
chrustu na opa. Raoul zagadn do nich. Odpowiedzieli natychmiast. Wywizaa si
oywiona dyskusja. Gdy pado sowo "Barcelona", stary zareagowa spontanicznie.
Zrozumielimy, e mamy do czynienia z przyjazn osob.
Zaprosi nas do swego skromnego domu i wycign pewnie wszystkie zapasy jedzenia i
wina. Spdzilimy miy wieczr. Gospodarz, francuski Katalo-czyk, ywi szczer nienawi

do Hitlera i rozumia nasz determinacj, aby dosta si do Hiszpanii i dalej - do Anglii, by


walczy przeciwko Niemcom.
Konkluzj wieczoru byo zapewnienie starego, e znajdzie sposb, abymy do Barcelony
dojechali. Pki co, yczy dobrej nocy.
Rano gospodarz uda si do wsi. Koo poudnia wrci z dobr nowin. Kto si zgodzi nami
zaj. Z relacji wynikao, e stary przyjani si z miejscowym straakiem, a ten zna bardzo
dobrze konduktora pocigu kursujcego z Perpignan do Barcelony, ktry zatrzymywa si na
stacji w tej wiosce. By to ostatni przystanek przed granic z Hiszpani. Nasza rola miaa
polega na tym, e o oznaczonej godzinie zjawimy si na stacji, a stary wrczy nam trzy
bilety na tras do Barcelony. Reszta miaa nalee do konduktora. Podzikowaem w imieniu
nas wszystkich, ale wos jey mi si na gowie. Przecie to wszystko byo wbrew zasadom
konspiracji. Zbyt wielu porednikw po drodze, a w dodatku - ludzi cakowicie mi
nieznanych. Francuski oficer te podziela moje wtpliwoci. Raoul przyznawa, e jest w tym
wiele racji, ale dodawa, e nie mamy praktycznie innego wyjcia. Ponadto on zna
Kataloczy-kw. Oni nie zdradzaj, a Hitlera szczerze nienawidz. Zapyta nas o decyzj.
Zgodzilimy si.
Aby uspokoi wtpliwoci, poszedem si umy i ogoli przed porann podr. Francuski
oficer pody w moje lady. Kiedy nalewalimy sobie gorcej wody, aby namydli twarze,
Francuz z zainteresowaniem sign po moj maszynk do golenia.
- Pierwszy raz chyba tak widz - powiedzia, dokadnie j ogldajc. "Jeszcze bardziej by
si zdziwi, gdyby wiedzia, co ona kryje" - pomylaem.
- Moe j pan wyprbowa - zaproponowaem.
Tymczasem Raoul zacz si egna z nami. Kolejny dzielny czowiek, ktrego spotkaem na
swojej kurierskiej drodze. yczy mi powodzenia i zaproponowa spotkanie... po wojnie.
Podzikowaem serdecznie. Po chwili wyszed z chaupy naszego gospodarza i znikn w
mroku.
Rano zostalimy obudzeni przez naszego gospodarza, Don Rico. Jego crka przygotowaa
niadanie, gdy on tymczasem ruszy na stacj kupi dla nas bilety. Po krtkim czasie by z
powrotem i rzetelnie rozlicza si z nami z reszty. Staralimy si przekona go, eby
zatrzyma pozostao. Zaprotestowa.
- Nie robi tego dla pienidzy. Robi to, bo... tak trzeba.
Po niadaniu wyruszylimy w kierunku stacji. Stary prowadzi, a my pod275
alimy gsiego za nim. Gdy dotarlimy na stacj, wskaza nam wagon, do ktrego mamy
wsi. Pierwszy za wglark. Don Rico wycaowa nas siarczycie i yczy szczcia.
Nim zdylimy zaj miejsca, zjawi si konduktor.
- Bilety... - powiedzia. Podalimy je.
- To panowie wszyscy do Barcelony? - zapyta katalosk francuszczyzn, ktr ledwie
rozumiaem.
- Tak - powiedziaem obojtnie.
-A skd jestecie?
- Z Francji - wyrecytowali moi towarzysze.
-A ja z Polski.
Konduktor, niezadowolony, zacz szybko co nam tumaczy. Jedyne, co dawao si
zrozumie, to byo sowo: "Kanada". Patrzylimy skonsternowani.
- To skd wy jestecie? - ponownie spyta.
- Francja.
- Polska.

- Jezus Maria! - krzykn. - Wy jestecie zKa-na-dy. Ty- Kanada, ty - Kanada i ty - Kanada pokazywa palcem na kadego z nas. Zrozumielimy, e jestemy Kanadyjczykami.
- Prosz pana, jeeli ja co z tego rozumiem, to chodzi o to, e gdyby nas zapali w Hiszpanii,
to wadze brytyjskie mog si domaga wydania nas w ramach ekstradycji - powiedzia mi do
ucha francuski oficer.
Konduktor kaza nam i za sob. Pocig odjecha moe kilometr i zahamowa. Konduktor
otworzy drzwi.
-No, wychodzi...
Bylimy zdumieni. Wyrzuca nas? Konduktor wyskoczy pierwszy, a my za nim. Sta teraz
koo wglarki i mocowa si z drzwiami. Ustpiy. Zobaczylimy sze modych twarzy
umorusanych pyem wglowym. Umiechali si do nas.
- Kanada - rozemia si konduktor. - Wszystko Kanada! Szybko doczylimy do
"Kanadyjczykw". Drzwi si zamkny. Pocig ruszy.
- Francuzi? - zagadnem chopakw. Rwnoczenie pokrcili gowami.
- Jestemy Kanadyjczykami - odezwa si jeden z nich.
- To tak jak ja - odparem. - A z jakiej czci Kanady? Patrzyli zakopotani.
- A mwicie po angielsku?
- Yes, sir.
- Jak wy mwicie po angielsku, to ja jestem Hindusem - powiedziaem po francusku.
Wybuchnli miechem. Lody puciy. Zaczlimy podawa sobie rce i przedstawia si. Inna
kwestia, czy prawdziwymi imionami. Wszyscy chcieli
si dosta do armii generaa de Gaulle'a. Wymienialimy uwagi, czy konduktorowi mona
ufa. Francuzi z wglarki twierdzili, e jest to czonek Resistan-ce i nie ma si czego ba.
Pocig zahamowa, szarpn i stan. Co jaki czas posuwa si o kilkadziesit metrw i znw
stawa.
- To ju chyba granica - powiedzia oficer.
Po chyba dwch godzinach pocig ruszy i ju si nie zatrzyma. Bylimy na terenie
Hiszpanii. Na pierwszej stacji rozleg si zgrzyt zasuwy. W drzwiach sta konduktor.
- Hej tam, Kanadyjczycy! Na nastpnej stacji wysiadacie. To ostatnia stacja przed Barcelon.
Staniemy na semaforze przed wjazdem na dworzec i wtedy - skaczecie i uciekacie na praw
stron torw. Czy to jasne?
-Oui, oui, oui...
- Yes, yes, yes! K a - n a - d a! Co za durnie! - zakl.
Po dwudziestu minutach jazdy pocig zwolni i przystan. Zrozumielimy. Jeden po drugim
wyskoczylimy przez otwarte drzwi i zbieglimy z nasypu w d. Wprost do jakiego
zagajnika. Za nami w grze usyszelimy przecigy gwizd lokomotywy. Czyby to byo
poegnanie?
W lasku szybko poegnalimy si i kady postanowi i na wasn rk, aby zmniejszy
ryzyko. Tylko francuski oficer pozosta w synem. Byo nas jednak w sumie dziewiciu i
radykalne rozdzielenie tras nie byo moliwe. Co jaki czas dostrzegaem ktrego z
towarzyszy podry wglark. Skrcaem wtedy w innym kierunku. Wreszcie puciem si
biegiem jak len ciek. Po jakich dwudziestu minutach przystanem wyranie
zmczony. Nikogo z "Kanadyjczykw" w okolicy nie byo. Wyszedem na jak polan, a
potem na drog. W dali majaczyy wiata miasta. Nadchodzi wieczr.
Szedem szybko poboczem drogi z plecakiem na ramionach. Ruch by niewielki. Co jaki
czas przejedaa ciarwka, wtedy chowaem si do rowu. Po ponad dwch godzinach
marszu wszedem w opotki biednego przedmiecia. W wybrudzonym ubraniu niewiele
rniem si od mieszkacw tej dzielnicy. W rdmieciu nie mogem si ju jednak tak

pokaza. Postanowiem znale jak kafejk i tam w toalecie doprowadzi si do jakiegotakie-go wygldu. Nie musiaem szuka dugo.
W lokaliku byo prawie pusto. Przy kontuarze sta na chwiejnych nogach jaki modzieniec, a
w gbi sali przy stoliku grao w domino dwch starszych mczyzn. Panowa pmrok i nie
mogem dobrze odrni ich sylwetek. Przemknem do toalety i tam umyem si, ogarnem
wosy pene wglowego pyu. Wrciem na sal i usiadem przy stoliku. Skierowaem wzrok
na grajcych w domino i serce mi zamaro. Dopiero w tym owietleniu zauwayem, e maj
na sobie jakie mundury. Nade mn sta kelner. Nie wiedziaem, jak si do niego odezwa.
Mj jzyk natychmiast zwrciby uwag andarmw. Chyba zrozumia moj sytuacj. Po
hiszpasku zaproponowa jakie zamwienie, z ktrego zrozumiaem tylko jedno sowo:
kawa.
277
276
- Si, si. Gracias, senior - odpowiedziaem.
Po chwili stao przede mn ciasto brzoskwiniowe i filianka kawy oraz szklaneczka jakiego
mtnego biaego pynu.
By si nieco osoni przed wzrokiem andarmw, wziem do rki gazet wiszc na cianie
na specjalnym drku. Staraem si tak nim manipulowa, eby nie byo mnie wida zza
gazety. Sprbowaem zawartoci szklaneczki. Z obrzydzeniem stwierdziem, e bya w niej
ciepa anywka. Odstawiem natychmiast. Zabraem si za ciastko i kaw. Byy bez zarzutu.
Przywoaem kelnera skinieniem gowy. Podaem hiszpaski banknot. Dugo spoglda na
nomina o wiele za duy jak na tak kafejk.
- Nie ma pan drobniejszych?
Pokrciem gow.
Poszed za kontuar i przynis mi gar drobniejszych banknotw i monet. Schowaem je
szybko, zostawiajc napiwek. Gdy znalazem si na ulicy, odetchnem i przyrzekem sobie:
adnych kafejek wicej!
Pieszo dotarem do rdmiecia. Mimo pnej pory miasto yo. Restauracje otwarte, sycha
byo muzyk. Wczyem si ruchliwymi ulicami do rana. Moim punktem kontaktowym mia
by sklep rzenicki. Teraz nie byo sensu dopytywa si o ulic, bo i tak by zamknity. Rano
zagadnem o to jakiego robotnika. Powiedzia, jak znale ulic. Patrzc na mnie uwanie,
zapyta:
- Do de Gaulle'a?
-Tak.
- Bonne chance.
- Merci.
Bez kopotu dotarem na miejsce. Na drzwiach wisiaa kartka, e sklep otwiera si o
dziesitej. W rodku sycha byo jednak odgosy pracy. Zastukaem.
- Kto tam? - krzykn kto po hiszpasku.
- Przysya mnie Fernando z Perpignan. Dobrzy ludzie maj serce. W drzwiach stan may
czowieczek o rumianych policzkach.
- Entrez, entrez, monsieur - zaprasza.
Wprowadzi mnie do swego mieszkania, ssiadujcego z jatk. Na stole pojawio si zaraz
wino, chleb i wdliny. Poczuem si godny i zabraem ochoczo do jedzenia. Gospodarz
patrzy, jak apczywie jem, i nie pyta o nic. Pewnie by do takich goci ju przyzwyczajony.
By antyfaszyst. Z zapaem udowadnia, e taka jest w gruncie rzeczy caa Hiszpania, poza
wojskiem i policj, ktre wspieraj Franco.

- On te nie jest na tyle gupi, aby si pcha do wojny. Wymiga si od tego Hitlerowi - doda.
Po jedzeniu wziem kpiel, ogoliem si i przebraem. Zapytaem gospodarza, jak doj na
ulic, przy ktrej mieci si konsulat brytyjski. Nie powiedziaem jednak, co mnie na tej
ulicy konkretnie interesuje. Okazao si, e byo to bardzo blisko. Powiedziaem, e id si
przej, i wyszedem.
Budynek by bardzo okazay. W poczekalni peno klientw. Przy biurku siedziaa moda
elegancka dziewczyna, ktra kierowaa ruchem.
- Czym mog panu suy? - spytaa oficjalnie.
- Chciabym si widzie z konsulem generalnym.
- Kogo mam zaanonsowa?
Podaem nazwisko z depeszy wysanej do Londynu przed moim wyjazdem z Warszawy.
Po dziesiciu minutach zostaem zaproszony do gabinetu konsula. By to ogromny pokj
urzdzony z wielkim smakiem. Za gigantycznym biurkiem siedzia dystyngowany jegomo
okoo szedziesitki. Przyglda mi si uwanie.
- Czy mwi pan po hiszpasku? - zapyta w tym jzyku.
- Niestety nie - odpowiedziaem po francusku.
- A po angielsku? - konsul przeszed na swj rodzimy jzyk.
- Yes, sir.
- Skd pan przybywa i co pana sprowadza? - zapyta.
- Przybyem na spotkanie ciotki Zofii - podaem haso.
- Pana nazwisko?
- Karski.
- Czy ma pan jaki dokument?
- Mylaem, e to, co powiedziaem, okae si wystarczajce dla identyfikacji.
- W porzdku. Witamy na terenie alianckim, Mr. Karski. Mam nadziej, e bdzie si pan
czu jak u siebie w domu. Panu i paskim kolegom w Polsce nale si sowa najwyszego
szacunku. Czy pozwoli pan na szklaneczk whisky?
- Naturalnie, z wielk przyjemnoci.
Konsul napeni krysztaowe, oprawione w srebro szklanki brunatnym pynem.
- Pij bez wody i bez lodu. Ale wy, "kontynentalni" Europejczycy, macie inne upodobania,
prawda? - zapyta.
- Byem w Anglii i wiem, jak naley pi whisky. Spojrza na mnie z uznaniem.
- No to, Mr. Karski, wypijmy za Polsk!
Stanem odruchowo na baczno i wzniosem toast.
Konsul zaprosi mnie do niewielkiego, owalnego stolika, przy ktrym stay dwa skrzane,
bogato zdobione fotele. Siedlimy i rozpocza si duga rozmowa. Konsul poprosi, aby mu
nie przeszkadzano i nie czono rozmw. Pyta mnie o sytuacj w Polsce, o metody walki z
okupantem i ycie codzienne Polakw. Wykaza wielki takt, nie zadajc pyta, na ktre nie
chciabym lub nie mgbym udzieli odpowiedzi.
Gdy rozmowa dobiega koca, konsul poprosi jednego z pracownikw i wyda polecenie
wystawienia dokumentw na podr. Urzdnik skin gow.
279
278
- Potem zajmie si pan naszym gociem. Pojedziecie do sklepw, aby Mr. Karski co kupi do
ubrania. Na nasz koszt, ma si rozumie - powiedzia.

Po dwch kwadransach urzdnik zjawi si ponownie. Poda konsulowi dokumenty


wystawione na moj podr do Madrytu. Konsul podszed do biurka, podpisa je i wrczy mi
z yczeniami udanego pobytu w jego kraju. Wiedzia o mej misji wicej, ni mylaem.
Podzikowaem. Przed poegnaniem zapytaem, czy w wypadku mego aresztowania przez
Hiszpanw angielskie wadze mogyby udowodni, e znalazem si tu legalnie.
- O, wiele si zmienio przez ostatnie dwa lata. Przedtem Hiszpanie wsadziliby pana do
wizienia albo nawet oddali Niemcom. W dzisiejszych czasach posiedziaby pan dzie lub
dwa, do czasu naszej interwencji. Im bliej zwycistwa, tym Hiszpanie darz nas wiksz
sympati. Nie s a takimi idiotami, aby wiza si z Hitlerem do koca - odpowiedzia.
W towarzystwie urzdnika wsiadem do okazaej limuzyny z tabliczk CC - korpusu
konsularnego - i pojechalimy na zakupy. Nieskromnie przyznaj: nie staraem si zbytnio
oszczdza moich darczycw. Nastpnie wyruszylimy w drog do Madrytu. Po drodze
wstpiem po plecak do rzenika.
Po omiogodzinnej podry znalelimy si wieczorem w Madrycie. Zajechalimy do
okazaej willi nalecej do jakiego brytyjskiego dyplomaty, ktrego pozycji w ambasadzie
nigdy nie ustaliem. By w rednim wieku, mwi kilkoma jzykami i mia pikn on.
Jedyne zadanie, jakie otrzymaem, to -czeka. Gdy wrci z ambasady drugiego dnia mego
pobytu, przynis ze sob depesz od moich wadz w Londynie. Dawali zna, e wiedz,
gdzie jestem, i s zadowoleni z przebiegu mojej podry. Na trzeci dzie gospodarz po
powrocie oznajmi, e jeszcze tej nocy wyjedam do Algeciras. Wrczy mi dokumenty, z
ktrych wynikao, e jestem teraz Hiszpanem udajcym si do rodziny. Dwch innych
Hiszpanw miao mi towarzyszy w podry.
- W pocigu hiszpaska policja kontroluje dokumenty. Niech pan udaje zaspanego i poda
papiery. Gdyby pana aresztowali, prosz powiedzie, e jest pan onierzem alianckim i
zbieg pan z niemieckiego obozu. Gdyby pytali o dokumenty, to dosta je pan we Francji.
Prosz nie rozmawia z ludmi, ktrzy bd panu towarzyszy. W razie pana wpadki oni nas
powiadomi, a my ju reszt bierzemy na siebie. Wycigniemy pana - udzieli mi zwizej
instrukcji.
- To proste - odpowiedziaem.
- Dziecica zabawa w porwnaniu z tym, co macie w Polsce - zamia si.
Wieczorem gospodarz poprosi mnie do salonu, gdzie czeka ju jeden z Hiszpanw.
Przedstawi nas sobie, po czym powiedzia, e mam i za moim opiekunem i niczego si nie
obawia. Przewodnik wyszed, a ja poszedem po mj niewielki baga, ktry przepakowaem
do maej walizki.
Gdy wyszedem z willi, zobaczyem "mojego" Hiszpana stojcego na ssiednim rogu.
Zobaczy mnie i zaraz przeszed na drug stron ulicy. Zrobiem to samo. Nastpnie
przewodnik wsiad do tramwaju, a ja zajem miejsce w
nastpnym wagonie. Tak dojechalimy do dworca. Metody konspiracji byy identyczne jak w
Warszawie. Przypomniaa mi si czniczka Ira.
Stanlimy w kolejce do kasy i kupilimy bilety trzeciej klasy do Algeciras. Zajlimy
miejsca w jednym przedziale. Potem weszy tu jeszcze trzy inne osoby. Zastanawiaem si,
kto jest tym drugim eskortujcym. Udaem, e chce mi si spa, i przymknem oczy.
Podr i kontrola przebiegy bez problemw. Konduktor i policjant zjawili si w rodku nocy.
Wszyscy byli zaspani. Policjant rzuci okiem na papiery i nikogo o nic nie zapyta, konduktor
skasowa bilety.
W Algeciras, hiszpaskim miecie nad Morzem rdziemnym, udalimy si z przewodnikiem
do skromnego domu niedaleko portu. Otworzy nam starszy jegomo i zaprosi do rodka. Z
najwyszym zdumieniem rozpoznaem w nim tego samego dystyngowanego pana, ktry

jecha ze mn tramwajem na dworzec kolejowy w Madrycie. A wic to on by tym drugim


zabezpieczajcym. Dlaczego jednak nie widziaem go w pocigu?
- Nie musimy si chyba sobie przedstawia - powiedziaem.
- To niedobrze - odpar czysto po angielsku. - Pan nie powinien zwrci na mnie uwagi.
-1 pewnie bybym nie zwrci. Rzecz w tym, e do tramwaju wsiado nas tylko trzech: mj
przewodnik, ktrego ju znaem, ja i... pan. Skoro miaem mie dwch "opiekunw",
pomylaem, e tym drugim jest pan. Ale na dworcu pana nie widziaem, wic uznaem, e to
bdzie kto, kto wsidzie do naszego przedziau. Teraz wszystko stao si jasne... odpowiedziaem.
- Gratuluj spostrzegawczoci. Co do mnie, jechaem pierwsz klas, ale wasz wagon miaem
w zasigu wzroku na kadej stacji. Widziabym, gdyby pana wyprowadzali aresztowanego.
Albo, co gorsza, i pana, i przewodnika. Kontrolowaem wszystko. Z dworca przyjechaem
przed wami, takswk, i zdyem sprawdzi dom. Wszystko w porzdku. Proponuj
whisky... -umiechn si szeroko.
Nie ulegao kwestii: miaem do czynienia z fachowcem. Pomylaem, e mj gospodarz w
Madrycie celowo powiedzia mi, e bd mia eskort dwch Hiszpanw, abym nie zwraca
uwagi na kogo o wygldzie brytyjskiego gentlemana.
Przy whisky Anglik wyoy swj plan. Udamy si na nocn wycieczk po Algeciras. To
nikogo tu nie dziwi. Miasto jest nawet nazywane centrum midzynarodowych intryg.
Podejdziemy do nabrzea, a tam wsidziemy do odzi rybackiej. Wypyniemy na pene morze,
gdzie czeka ju bdzie motorwka floty brytyjskiej. Ona zabierze pana do Gibraltaru.
Byo ju zupenie ciemno, gdy Anglik zarzdzi wymarsz nad morze. d ryback
odnalelimy bez kopotu. Po pgodzinie w naszym kierunku dwukrotnie mrugno wiato
silnego reflektora. Podpynlimy do motorwki. Stanlimy burta w burt. Podaem swoj
walizk, nastpnie sam wszedem na pokad.
281
280
- Jestem sierant Arnold. Witamy na pokadzie - postawny Anglik ucisn moj do.
Motorwka wykonaa zwrot i z pen moc silnikw ruszya w kierunku majaczcej w dali
skay Gibraltaru. Po drodze dawalimy sygnay brytyjskim odziom i kutrom patrolowym.
Rozmawiajc z sierantem o wojnie, subie na Gibraltarze oraz niechybnej klsce Hitlera,
dopynlimy do fortecy.
Arnold zanis moj walizk do jeepa i sam usiad za kierownic. Ja zajem miejsce obok.
Zawiz mnie do niepozornie wygldajcego dwupitrowego budynku. Miecio si tam
kasyno oficerskie. Zaprowadzi mnie do sali przypominajcej wntrze typowego klubu
londyskiego. Z drugiego, mniejszego pokoju dochodzi gwar rozmw. Weszlimy tam.
Jeden z oficerw odczy od grupy i podszed do mnie.
- Dobry wieczr panu. Jestem pukownik Burgess. Ciesz si, e szczliwie dotar pan do
nas. Jutro przyjmie pana gubernator, a wieczorem odleci pan do Londynu.
-1 ja si ciesz, e ju tu jestem...
Przedstawi mnie kolejno pozostaym oficerom. Nastpnie zaproponowa whisky. W cigu
kilku dni stawaa si ona teraz najczciej spoywanym pynem. Mj wybr czystego
alkoholu, bez wody sodowej i lodu, wzbudzi szacunek i sympati. Jeden z oficerw, Szkot z
pochodzenia, od razu zaprosi mnie do... Aberdeen, gdzie jego rodzina od kilku pokole
produkowaa whisky. By jeszcze bardziej sympatyczny, gdy dowiedzia si, e znam
Edynburg.
- Czy jest gdzie pikniejsze miejsce? - spyta rozmarzony.

- Nie. W Anglii nie ma - odpowiedziaem dyplomatycznie.


- Gdzie w takim razie j est? - zapyta.
- W Polsce. Nazywa si Lww. To - moim zdaniem - najpikniejsze miejsce na wiecie odpowiedziaem.
- C... whisky pije jak Szkot, a woli Lww od Edynburga. Dziwne...
Nasze rozmowy przecigny si do pnej nocy. Wiele szklanek whisky zostao
oprnionych. Lodu i wody sodowej unikalimy jak diabe wody... wiconej.
Dla samego niadania, jakie mi podano, warto byo odby t podr. Przynis je ordynans.
Skadao si tradycyjnie z angielskiej owsianki, jaj smaonych na bekonie i kolekcji demw.
Do tego wspaniae pieczywo. Prawdziwej kawy do woli oraz caa gama sokw owocowych.
Spotkanie z gubernatorem Gibraltaru byo krtkie i kurtuazyjne. Wyrazi uznanie dla walki
polskiego Podziemia, a mnie yczy powodzenia w misji, z jak lec do Londynu.
Pnym wieczorem z pasa startowego oderwa si amerykaski Liberator, na pokadzie
ktrego leciao do Anglii kilka osb. Byem jedn z nich. Wyldowalimy po omiu
godzinach na lotnisku pod Londynem. Gospodarze przetrzymywali mnie dwa dni, starajc si
dowiedzie, po co przylatuj. Wreszcie przekazali mnie polskim wadzom.
Pierwsz osob, u ktrej si zameldowaem, by wicepremier i minister spraw wewntrznych
rzdu na wychodstwie, Stanisaw Mikoajczyk. Do jego zada naleao utrzymywanie
cznoci z Podziemiem w kraju oraz przekazywanie mu pomocy finansowej. Bezporednio
potem przystpiem do opracowywania moich raportw o sytuacji w kraju pod okupacj i
funkcjonowaniu Podziemia. Poczucie wolnoci, jak dao mi przybycie do Anglii, trwao
jednak tylko do chwili, gdy zasiadem do pisania. Czuem, e myl i sercem jestem znw w
mojej udrczonej Ojczynie.
282
Rozdzia XXXIII RAPORT
P
o przeczytaniu mego wstpnego raportu postanowi mnie przyj premier rzdu, genera
Wadysaw Sikorski. Darzyem go wielkim szacunkiem, podobnie jak moi rodacy w kraju. W
odrnieniu od wielu przywdcw nie stara si eksponowa swojej osoby. Nie stara si
narzuca Polsce swej woli, chocia penione urzdy premiera i naczelnego wodza si
zbrojnych dostarczay ku temu okazji.
Rozmawialimy dugo. Genera interesowa si pogldami przywdcw Podziemia na temat
przyszego ksztatu Polski. Powiedziaem mu, e wspln cech de tych ludzi jest
stworzenie pastwa opartego na niewzruszonych zasadach demokracji, zapewniajcego
wolno i sprawiedliwo kademu jego mieszkacowi. Nie ukrywaem, e Polacy w kraju
wi z jego osob ogromne nadzieje i postrzegaj go jako naturalnego przywdc wolnej
Polski. S gotowi do ofiar i wyrzecze dla osignicia ostatecznego celu, jakim jest
wyzwolenie kraju.
- Jednak powinni pamita - powiedzia mikko - e genera Sikorski ma ju ponad
szedziesit dwa lata i jest bardzo zmczonym czowiekiem. Jego jedyn nadziej jest
wskrzeszenie wolnej i niepodlegej Polski.
Nie ulegao wtpliwoci, e Sikorski nie mia zamiaru kreowa si na wodza narodu czy
dyktatora.
Moje plany zakaday szybki powrt do kraju. Poprosiem zatem generaa o przedstawienie
oglnego zarysu polityki rzdu na czas wojny.

- Trzeba czyni wszystko dla zachowania jednoci w Narodach Zjednoczonych. Tylko


jedno moe uwolni ludzko od przeklestwa, jakim jest Hitler. Tylko jedno moe
zapewni wiatu trway pokj. Wszyscy musz zrozumie, e po tej wojnie nie bdzie miejsca
na jakikolwiek imperializm, izo-lacjonizm czy nacjonalizm. Midzy narodami musi
zapanowa czynna wsppraca oparta na wsplnym bezpieczestwie - mwi z determinacj.
Zapytaem go, czy s jakiekolwiek szans realizacji takiego programu.
284
- Dlaczego nie? Spjrzmy tylko na Angli i Ameryk i osignicia tych pastw. Czy nie
moemy przej od nich pogldw i instytucji, ktre nie tylko uczyniy je potgami, ale take
zapewniy wolno i demokracj milionom ludzi? Licz na Angli i Ameryk.
By koniec stycznia 1943 roku. Sikorski wanie wrci ze Stanw Zjednoczonych i patrzy w
przyszo z wielk ufnoci i wiar. W Ameryce rozmawia z prezydentem Franklinem
Delano Rooseveltem. Panowaa powszechna opinia, e byy to rozmowy wane i podnoszce
na duchu. Po powrocie podobne rozmowy odby z premierem rzdu Wielkiej Brytanii
Winstonem Churchil-lem.
Zapytaem Sikorskiego o przyszo stosunkw polsko-rosyjskich. Namyla si dugo, nim
udzieli odpowiedzi. Wsta i zacz wolno przechadza si po gabinecie. Way kade sowo.
- Nikt dzi nie jest w stanie przewidzie, jak rozwin si nasze stosunki z Sowietami. Jedynie
sensowna polityka powinna wychodzi z zaoenia, e konieczna jest wsppraca ze
wszystkimi pastwami nalecymi do koalicji antyhitlerowskiej. Czyni wszystko jako
premier i Polak, aby si do takiej wsppracy przyczyni. Polska bdzie wsppracowa
podczas tej wojny z Rosj Sowieck. Take - po wojnie. Nie dlatego, e Rosja jest potna.
Ale dlatego, e wsppraca z ni jest korzystna dla caej Europy. Mam na myli wspprac
wolnej i niepodlegej Polski rzdzonej przez Polakw w zgodzie z wasnym prawem, tradycj
i kultur.
Kiedy wychodziem, genera powiedzia:
- Mody czowieku, ciko napracowae si na tej wojnie. Zostae odznaczony krzyem
Virtuti Militari. Dekoracja odbdzie si pojutrze. Poniewa jednak lubi pana osobicie i
dobrze panu z oczu patrzy, prosz przyj ode mnie t papieronic. To nie jest prezent od
premiera czy naczelnego wodza. To podarunek od starszego pana, ktry swoje w yciu
przeszed, przey wiele rozczarowa i potrafi doceni pask przyja, yczliwo i oddanie.
To podarunek od czowieka, ktry kocha modzie i wierzy, e zbuduje ona now Polsk i
nowy wiat.
Podszed do biurka, wyj z szuflady srebrn papieronic i wrczy mi z umiechem. Byem
dumny i oniemielony. Ucisn mi do i doda:
- Niech pan teraz troch wypocznie. Niech pan si nie da zamczy tymi spotkaniami i
raportami. Gestapo pana nie zdoao wykoczy, prosz nie pozwoli, aby to zrobili alianci.
Jest pan chudy i blady. To mi si nie podoba. Mwili mi, e straci pan zby. To nie pasuje do
modego oficera. Wstawi pan sobie nowe zby na koszt Skarbu Pastwa. Prosz wybra
najlepszego dentyst. Nie jestemy a tak biedni, aby budet tego nie wytrzyma.
Ju w drzwiach przypomnia sobie:
- Niech mi pan pokae swoje rce... Obejrza blizny.
- Fatalnie wygldaj. Gestapo te pana udekorowao.
285
- Panie generale! - wykrzyknem. - Nic mi te blizny nie przeszkadzaj. Bd pamitk.
Postaram si, aby take dla moich dzieci i wnukw. Sikorski nie by zachwycony t
odpowiedzi.

- Widz, e naley pan do ludzi, ktrzy nie przebaczaj. Kto nie umie przebacza, nie umie
wygrywa wojen. Niech pan o tym pomyli, mody czowieku... - pokiwa gow zasmucony.
Trzy dni pniej odznaczono mnie krzyem Virtuti Militari. Uroczysto odbya si w
siedzibie Rady Ministrw przy Kensington Paace Gardens pod numerem osiemnastym.
Obecnych byo kilku czonkw gabinetu, towarzyszcych premierowi. Dekorowano kilka
osb.
Sikorski zbliy si do mnie i rzuci oficjalnym tonem:
- Prosz cofn si o trzy kroki w ty...
Wykonaem polecenie. Stojc przede mn, genera Sikorski wypowiada formu
towarzyszc dekoracji: "W imieniu Rzeczypospolitej Polskiej odznaczam porucznika
Karskiego krzyem Virtuti Militari, za jego wiern sub, powicenie dla Ojczyzny,
odwag, ofiarno i wiar w zwycistwo". Sign po krzy spoczywajcy na srebrnej tacy.
Wystpiem krok do przodu. Genera przypi odznaczenie.
Kolejn osob, ktrej miaem skada raport, by prezydent Rzeczypospolitej na
wychodstwie, Wadysaw Raczkiewicz. By gow pastwa, od ktrego dzieliy go setki
kilometrw, a ktrego wszystkie instytucje dziaay w ukryciu. Ponadto miaem zoy
sprawozdania poszczeglnym czonkom rzdu i reprezentantom stronnictw politycznych.
Praca pochaniaa wiele czasu i energii.
Udaem si do ministra finansw.
- Prosz siada, sucham pana. Co ma mi pan do przekazania na temat sytuacji w kraju? zapyta oficjalnym tonem.
- Panie ministrze, cel wizyty jest inny. Przyszedem z prob o poyczk Skarbu Pastwa na...
wstawienie zbw. Gestapo pozbawio mnie wasnych.
Zamia si gono.
Po killku tygodniach rozpoczem seri spotka z przedstawicielami aliantw, informujc ich
o sytuacji w Polsce i dziaalnoci Podziemia. Opisywaem nasze cele, oczekiwania oraz
mwiem o wkadzie w dzieo pokonania hitlerowskich Niemiec.
Szczeglnie silne wraenie zrobi na mnie Anthony Eden. Pamitaem go jeszcze z czasw
studenckich. Podczas praktyki w Genewie, gdzie zbieraem materiay do mojej pracy,
wielokrotnie mogem podziwia Edena w Lidze Narodw. Jego przemwienia i styl bycia
byy synonimem doskonaoci wspczesnego ma stanu. Tum takich jak ja wielbicieli nie
odstpowa go nawet podczas gry w tenisa. Porusza si po korcie z elegancj, a jego
zagrywki byy precyzyjne.
Gdy przyj mnie w Londynie, chciaem pocztkowo powiedzie mu, jak wielkim by dla
mnie idolem w Genewie. Powstrzymaem si jednak.
286
Wysucha mego sprawozdania z uwag. Nie przerywa mi, nie komentowa i nie zadawa
pyta. Kiedy skoczyem, powiedzia:
- Podejdmy do okna. Chciabym si panu lepiej przyjrze... Stalimy chwil w oknie jego
gabinetu, a szef brytyjskiej dyplomacji spoglda na mnie w milczeniu. Czuem si nieswojo.
- Odnosz wraenie, e przeszed pan na tej wojnie wszystko. Prcz jednego: Niemcom nie
udao si pana zabi. ycz panu powodzenia, Mr. Karski. Czuj si zaszczycony, e pana
poznaem - powiedzia Eden tonem penym godnoci.
- Sir, takich jak ja s tysice - zapewniem.
Nic nie odpowiedzia. Spotkanie byo zakoczone.
Potem przyszy wizyty u innych osobistoci ycia publicznego Anglii. Kada z nich
interesowaa si innymi aspektami moich raportw. Nie wiem dlaczego, ale nie udao mi si
spotka dwch ludzi o takich samych zainteresowaniach.

Przywdca labourzystw Greenwood, przywdca torysw lord Cranborne, minister handlu


Hugh Dalton, porywcza czonkini Izby Gmin Ellen Wilkin-son, Owen O'Malley - ambasador
brytyjski przy rzdzie RP na wychodstwie, lord Selborne - szef Wydziau Operacji
Specjalnych, wiceminister spraw zagranicznych sir Richard Law czy amerykaski ambasador
Anthony Drexel-Biddle - kady z nich pyta o co innego.
Stanem take przed komisj do spraw badania zbrodni wojennych, ktrej przewodniczy sir
Cecil Hurst, doradca prawny gabinetu brytyjskiego. Przed komisj opowiadaem, co
widziaem w getcie i obozie mierci. Moje sprawozdanie zostao zaprotokoowane i uznane za
materia dowodowy w przyszym procesie przeciwko niemieckim zbrodniarzom wojennym.
Udzielaem wywiadw prasie brytyjskiej oraz prasie innych pastw alianckich. Spotykaem
si z czonkami parlamentu, intelektualistami, literatami, duchownymi rnych religii.
Miaem w tym czasie kontakt z politycznymi, kulturalnymi i duchowymi elitami Wielkiej
Brytanii.
Udzia Polski w wojnie, z perspektywy Londynu, wyglda inaczej ni z Warszawy. Dla
Londynu nasz wysiek wojenny sprowadza si do kilkuset tysicy onierzy, kilku statkw
wojennych czy kilkuset polskich lotnikw wsawionych bohatersk walk w obronie Anglii,
lecz stanowicych zaledwie skromn cz alianckich si powietrznych. Miar naszego
wysiku bya krtka, przegrana kampania wrzeniowa i opr stawiany okupantowi przez
Podziemie.
Z brytyjskiej perspektywy nasz wkad wydawa si mniejszy ni nam si zdawao. Londyn
stanowi centrum wojennych decyzji. Tu podejmowano dyspozycje wprawiajce w ruch
miliardy dolarw, armady samolotw bojowych, flotylle okrtw wojennych czy milionowe
armie, ktre ponosiy ogromne straty. Czsto ludzie pytali: czy mona porwna polski
wysiek i cierpienia z cierpieniami, bohaterstwem i wysikiem narodu rosyjskiego? Chcieli
wicej
287
konkretw na temat udziau Polski w tych historycznych i heroicznych zmaganiach. Jeszcze
inni pytali: "Kim waciwie s Polacy?". Tak byo w Londynie..
Z perspektywy Warszawy obraz by inny. Zupenie inny. Udzia Polski w wojnie oznacza
rzucenie wyzwania najpotniejszej i najbardziej bezwzgldnej machinie wojennej naszych
czasw, podczas gdy reszta Europy pozostaa bierna albo sza na kompromisy wobec
Niemiec. To Polska pierwsza stawia czoo potdze zbrodniczego hitleryzmu. Nie uczynia
tego dla jakich partykularnych racji - upierajc si przy polskoci Gdaska czy odmowie
Niemcom "korytarza" do Prus Wschodnich. Polska uczynia to w imi zasad moralnych, bez
ktrych wspycie midzynarodowe jest niemoliwe. I w ich obronie. Dla nas, w Warszawie,
udzia Polski w wojnie oznacza ofiar ycia setek tysicy dziaaczy Podziemia, niezalenie
od milionw ofiar ju poniesionych.
Wkrtce zdaem sobie spraw, e wiat nie rozumie dwch najwaniejszych zasad polskiego
oporu. Po pierwsze, nie mg i nie potrafi doceni powicenia i bohaterstwa, jakie niosa
powszechna odmowa kolaboracji z o-kupantem. Zachd nie docenia faktu, e Polska nigdy
nie wyonia swego Quislinga. Po drugie, nie mg sobie wyobrazi ycia i pracy w
Podziemiu. Ju samo pojcie "Podziemie", o czym si wielekro przekonaem, byo czym
enigmatycznym i niezrozumiaym. A to, e w Podziemiu funkcjonuje normalne pastwo z
parlamentem, rzdem, sdownictwem i armi, byo czym z pogranicza fantazji. W adnym
innym z okupowanych pastw Podziemie nie osigno takich rozmiarw jak nad Wis.
Niekiedy sami Polacy zdawali sienie docenia roli, jak nasz kraj odgrywa podczas wojny.
Przy niezliczonych okazjach tumaczyem to polskim oficerom i onierzom na Zachodzie.
Wielu miao jaki "kompleks niszoci".

- Wojska alianckie walcz, a my wci na wiczeniach i manewrach. Czy to si nigdy nie


skoczy? - pytali.
Odpowiadaem, e nie maj racji. Polska armia traktowana jako cao, na Zachodzie i w
kraju, poniosa wiksze straty ni jakiekolwiek inne narodowe siy zbrojne aliantw. Niby to
rozumieli, ale kady z nich chcia walczy, i to jak najszybciej.
Na pocztku maja 1943 roku niespodziewanie wezwa mnie genera Sikor-ski. Po przywitaniu
przeszed do konkretw.
- Pojedzie pan do Stanw Zjednoczonych - powiedzia, przegldajc papiery na biurku. Bdzie pan robi to co tu. Nie dajemy panu adnych instrukcji. Ambasador Ciechanowski, u
ktrego si pan zamelduje w Waszyngtonie, zaopiekuje si panem. Bdzie pana kontaktowa
z wysoko postawionymi osobistociami amerykaskimi. Opowie im pan o wasnych
dowiadczeniach, co widzia pan na wasne oczy oraz to, co zlecili panu przywdcy
Podziemia. Pod adnym pozorem nie wolno panu modyfikowa raportu ze wzgldu na osob,
ktra go sucha, ani zalenie od sytuacji politycznej, jaka w obecnej chwili panuje. Ma pan
by obiektywny. Mwi prawd i tylko prawd. Bdzie pan
288
odpowiada na wszystkie pytania, za wyjtkiem sytuacji, gdyby to mogo szkodzi pana
kolegom lub Podziemiu. Wtedy trzeba o tym jasno powiedzie. Czy zrozumia pan, czego od
niego oczekuj? Czy jest pan pewien, e potrafi pan by obiektywny? - zakoczy.
- Tak jest, panie generale! - odpowied brzmiaa regulaminowo. Podnis wzrok.
- No, to powodzenia, mody czowieku.
- Jestem wdziczny za okazane zaufanie, panie generale - powiedziaem, egnajc si. -1...
paski stosunek do mnie.
- Nie ma za co, poruczniku.
Kiedy opuszczaem jego gabinet, nie przyszo mi do gowy, e widz go po raz ostatni. 5 lipca
1943 roku genera Wadysaw Sikorski zgin w katastrofie lotniczej nad Gibraltarem. Polska
stracia wybitnego ma stanu, z ktrym wizaa wiele nadziei.
Miesic po odprawie u Sikorskiego staem na dziobie frachtowca, ktry wpywa przez
cienin Yerrazano na wody Zatoki Nowojorskiej. Z lewej strony dostojnie wyaniaa si
Statua Wolnoci, witajc w Ameryce. Dla mnie bya to w rwnym stopniu Ameryka
Waszyngtona i Lincolna, jak i Ameryka Kociuszki i Puaskiego. Wyjem z kieszeni drobn
polsk monet i cisnem do morza. Na szczcie.
W Ameryce, podobnie jak w Anglii, braem udzia w dziesitkach wyczerpujcych
konferencji, zebra, rozmw i spotka publicznych. Raz jeszcze odyy wspomnienia z kraju.
Znw pytali mnie mowie stanu: "Co dla was moemy zrobi?", "Czego oczekujecie?", "Jak
moemy pomc?".
Moja odpowied powtarzaa si jak echo: "Bardzo wana jest pomoc materialna, ale
nieskoczenie waniejsze jest, aby wasze ideay demokracji, styl ycia, sprawiedliwo
spoeczna, uczciwo w polityce zagranicznej przeniesione zostay do Europy. Jestecie
postrzegani jako najwiksze mocarstwo wiatowe. Starajcie si nie zawie Europy".
Rozmawiaem o Polsce z wieloma ludmi reprezentujcymi polityk, kultur, biznes, religi...
Spotkaem si z sekretarzem obrony Henrym Stimsonem i wieloma ludmi z jego otoczenia,
odpowiadajcymi za kontakty z ruchami oporu w okupowanej Europie. Za porednictwem
podsekretarza stanu Adolfa Berlego moje sprawozdanie trafio do Departamentu Stanu. A do
Departamentu Sprawiedliwoci - za porednictwem prokuratora Francisa Biddle'a. Do Sdu
Najwyszego dziki sdziemu Felixowi Frankfurterowi. Do krgw katolickich poprzez
arcybiskupw Spellmana, Stricha i Mooneya. Do krgw ydowskich za porednictwem
rabina Wisego, Morrisa Waldmana, Nahuma Goldmanna i innych.

Zdaem sobie wwczas spraw, jak bardzo wiat jest zjednoczony przeciw despotyzmowi,
zbrodni i okruciestwu, jakie wojna niesie. Przeciw wojnie i jej tragedii. Czuem si czci
tego zjednoczenia.
289
Najwaniejsze spotkanie nastpio pod koniec mego pobytu w Stanach Zjednoczonych. 28
lipca 1943 roku ambasador Jan Ciechanowski powiadomi mnie, e jestemy tego dnia o
godzinie jedenastej rano oczekiwani przez prezydenta Franklina Delano Roosevelta.
- Prezydent oczekuje, e poinformuje go pan o sytuacji w okupowanej Polsce i Europie zakomunikowa Ciechanowski.
- Co powinienem mwi? - zapytaem.
- Przede wszystkim niech pan mwi cile i zwile. Prezydent jest najbardziej
zapracowanym czowiekiem na wiecie... - umiechn si ambasador.
Biay Dom sprawi na mnie wraenie dopiero co zbudowanej wiejskiej rezydencji. Brakowao
murw, posgw, wie i wieyczek, bluszczu na cianach i patyny wielowiekowej tradycji,
charakterystycznej dla podobnych budowli w moim kraju.
Serce bio mi mocno, kiedy wchodziem do Biaego Domu z ambasadorem Polski. Miaem
spotka najpotniejszego czowieka na wiecie.
Prezydent Roosevelt sprawia wraenie silnego, wypocztego i dalekiego od zapracowania.
Wydawao si, e ma duo czasu. Przywita si z nami i poprosi o zajcie miejsc w fotelach.
Nastpnie zapali papierosa w wyjtkowo dugiej srebrnej lufce. Ju pierwsze pytanie
pokazywao, e jest bardzo dobrze poinformowany o sytuacji w Polsce, ale chce wiedzie
wicej.
- Czy sytuacja w Polsce jest rzeczywicie tak za, jak mwi? - zapyta.
Odpowiedziaem, e nie wiem, co si mwi w Waszyngtonie. Podaem jednak przykady
planowej polityki wyniszczania narodu polskiego: godowe racje ywnociowe, brak
lekarstw, demoralizowanie modziey, drakoskie kontrybucje nakadane na rolnikw.
Mwiem o wszechobecnym terrorze, z zasad odpowiedzialnoci zbiorowej wcznie.
Prezydent zadawa bardzo konkretne i szczegowe pytania. O tajne nauczanie i jego metody.
O sposoby chronienia dzieci i modziey przed skutkami wojny. O sytuacj chopw. O straty
materialne. Zapyta, czym tumacz fakt, e w Polsce nie wyoni si aden Quisling ani
orodek kolaboracji z Niemcami. Prosi o potwierdzenie informacji na temat przeladowania
ydw. Sprostowaem, e nie "przeladowania", a planowej zagady narodu ydowskiego.
Podaem przykady. Wspomniaem o ydowskich oczekiwaniach wobec aliantw. Pyta
szczegowo o technik sabotau i dywersji, o dziaalno partyzanck. Interesowao go, czy
atwo mona kupi od Niemcw bro.
Na kade pytanie oczekiwa precyzyjnych i jasnych odpowiedzi. Gdy czego nie rozumia,
zadawa dodatkowe pytania. Pomylaem, e chce czu, a nie tylko wyobraa sobie
atmosfer walki podziemnej i sposb mylenia jego przywdcw. Zrobi na mnie wraenie
czowieka o szerokich horyzontach. Podobnie jak Sikorski, ogarnia myl nie tylko jeden
kraj, ale stara si widzie go w kontekcie spoecznoci midzynarodowej. Kiedy po godzinie
i dwudziestu minutach opuszczaem gabinet prezydenta Stanw Zjednoczonych, czuem si
zmczony. Prezydent nie wyglda na zmczonego.
Moje zmczenie nie byo jednak natury fizycznej. Czuem si jak robotnik, ktry zakoczy
prac wraz z ostatnim uderzeniem motka, czy malarz, ktry skoczy obraz i pooy na nim
swj podpis. Co si koczyo i pozostawa rodzaj znuenia, ale i satysfakcji, e to ju si
stao.
Ambasador chcia mnie odwie, ale powiedziaem, e chc jeszcze pospacerowa.
Poszedem na Lafayette Suare na wprost Biaego Domu, po drugiej stronie Pennsylvania

Avenue. Wiedziaem, dlaczego tam id. Na jednym z jego rogw stoi pomnik Tadeusza
Kociuszki z napisem na cokole: "Wolno zakaa, gdy pad Kociuszko". Siadem na awce
obok i patrzyem na przechodniw.
Byli dobrze odywieni i dobrze ubrani. Robili wraenie zdrowych i zadowolonych. Nie byo
wida najmniejszych ladw wojny, w ktrej ten kraj bierze przecie udzia. Jaki chopiec
karmi szar wiewirk herbatnikiem. Dwie awki dalej obejmowaa si jaka para studentw.
Gdzie ja jestem? Co ja tu robi?
Zamknem oczy. Jak tama filmowa przesuway si w mojej pamici obrazy. Wieczr u
posa portugalskiego. I nagy skok. Upa, kurz i bomby. Gorycz wrzeniowej klski. Chaos.
Marsz na wschd i daremne poszukiwanie walczcych oddziaw. Przenikajcy do koci
wiatr w rosyjskim stepie. Druty kolczaste. Pocig. Niemiecki obz jeniecki. Podziemie.
Atmosfera tajemnicy, sekretu. Stae napicie. Jazda na nartach przez Tatry. Rado ycia.
A to? Pary. Stukot niemieckich butw na Polach Elizejskich. I Angers pene niemieckich
szpiegw. Znw gry. Konspiracja. Kraj grobw. I nastpna misja. Deszcz, zimno. Cios
podczas snu. Przebudzenie. Gestapo i tortury. Krew. Duo krwi. A potem te sowa: "Byy
dwa rozkazy. Uratowa ci albo zabi...".
Znw Podziemie. Monotonia. Czytanie gazetek. Nasuchy. I wiadomo o nowej misji.
Rado i poczucie przydatnoci. I getto warszawskie. Trupy, rozpacz. Judenjag. I ten obz.
Mdoci. Krzyk ydw. Lawina grozy. I zaraz -Unter den Linden. Rudi i Berta. Piwo i
golonka. Uderzenie nienawici: "Wszyscy Polacy to wrogowie Niemiec". Pireneje w nocy.
Pireneje w dzie. Kurz wglowy we wosach. wiat dyplomacji. Whisky bez lodu. Gibraltar.
Lot do Londynu. Zmczony starszy pan przypina Virtuti Militari. A potem mwi do mnie:
- Nie dostajesz adnych wskazwek ani rozkazw. Nie jeste przedstawicielem polskiego
rzdu ani jego polityki. Z naszej strony moesz liczy tylko na pomoc techniczn. Masz tylko
relacjonowa, co widziae. Obiektywnie powtrzy, co ci powiedziano w Polsce. To
wszystko.
KONIEC
290

KLUCZ
Dla uatwienia lektury powsta "klucz", wedug ktrego naley dokonywa identyfikacji
postaci autentycznych, ktre z rnych wzgldw nie mogy wystpowa pod prawdziwymi
czy penymi imionami i nazwiskami. Lista uoona jest w porzdku, w jakim pojawiaj si
one na stronach ksiki.
Stefan Leczewski
Brat autora
Pietrzak
Gaueiter Moser Siostra autora Liii
Dziepatowski Pani Nowakowa
- waciwie Jerzy Leczowski. Pracownik Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Po wojnie
znany ara-bista, pisarz, od lat 50. mieszka w Stanach Zjednoczonych.
- Marian Kozielewski (1897-1964), podinspektor--podpukownik, od 1934 komendant Policji
Pastwowej m. st. Warszawy, w 1939-1940 komendant Policji Polskiej m. st. Warszawy, w
1940-1941 wiziony w obozie koncentracyjnym Au-schwitz (Owicim), organizator i do
1943 komendant Pastwowego Korpusu Bezpieczestwa (podziemnej policji, podlegej
Delegaturze Rzdu RP na Kraj), po wojnie na uchodstwie, zmar w Waszyngtonie. Zob. A.
K. Kunert, Sownik biograficzny konspiracji warszawskiej 1939-1944, t. III, Warszawa 1991,
s. 98-101.

- ppor. Konstanty Potocki, oficer Armii Polskiej w ZSRR gen. dyw. Wadysawa Andersa, po
wojnie na uchodstwie, zmar w Londynie.
- SS-Gruppenfuhrer Paul Moder, dowdca SS i Policji Okrgu (Dystryktu) Warszawskiego.
- Laura Biaobrzeska z domu Kozielewska, siostra autora. Przeya okupacj. Zmara po
wojnie w Polsce.
- Gintowt Dziewatowski, skrzypek, przyjaciel autora. Czonek Podziemia. Zgin podczas
okupacji.
- ona Bohdana Samborskiego, naczelnika Wydziau Opieki Prawnej w Departamencie
Konsularnym Ministerstwa Spraw Zagranicznych, szefa Grupy "Poudnie", konspiracyjnej Polskiej
Organizacji Walki o Niepodlego (POWN) we Francji, w 1944-1945 konsula generalnego
RP w Paryu.
Borecki
- Marian Borzcki (1889-1942), w 1922-1923 dy
rektor Departamentu Bezpieczestwa Minister
stwa Spraw Wewntrznych, w 1923-1926 komendant gwny Policji Pastwowej, w 1927-1934
wiceprezydent m. st. Warszawy, czoowy dziaacz
: konspiracyjnego Centralnego Komitetu Organi
zacji Niepodlegociowych (CKON), zlecenio
dawca pierwszej misji autora, aresztowany 30 III
1940, wiziony w obozach koncentracyjnych
Sachsenhausen, nastpnie Mauthausen i tam za
mordowany.
Jerzy Jur
- Jerzy Lerski (l917-1992), prawnik, przyjaciel autora ze studiw, emisariusz "Jur", w 19441947 sekretarz osobisty premiera Tomasza Arciszew-skiego, zmar w Stanach
Zjednoczonych.
Kuakowski
- Adam Kuakowski (1916-1943), osobisty sekretarz premiera gen. broni Wadysawa
Sikorskie-go, zgin wraz z nim w Gibraltarze.
Ksi Puzyna
- Stanisaw Puzyna (l917-1942), porucznik obserwator, oficer 307 dywizjonu myliwskiego,
zgin w katastrofie lotniczej pod Exminster w Wielkiej Brytanii.
Teka
- Wadysaw Tempka (1889-1940), major, dr praw, prezes konspiracyjnego Stronnictwa
Pracy, aresztowany 18 IV 1940 w Krakowie, rozstrzelany 12 VI 1940 w obozie
koncentracyjnym Auschwitz (Owicim). Brat powieciopisarza i felietonisty Zygmunta
Nowakowskiego.
Jzef Cyna - Jzef Cyrankiewicz (1911-1989), dziaacz kon
spiracyjnej Polskiej Partii Socjalistycznej-WRN, w
1941 poleci sfinansowanie z funduszy PPS-WRN
akcji uwolnienia autora z wizienia w Nowym S
czu. W 1941-1945 wiziony na Montelupich w
Krakowie oraz w obozach koncentracyjnych Au
schwitz (Owicim) i Mauthausen. Po wojnie w
1947-1952 i 1954-1970 premier rzdu PRL.
Przewodnik tatrzaski - Franciszek Musia "Myszka", aresztowany wraz
z autorem na Sowacji, wiziony i torturowany, przey wojn.

293
292

Kara
Witek
Znana przedwojenna pisarka
Wanda
Tadek Lisowski
"Wilczki" Wycior
Lekarz z Nowego Scza - dr med. Jan Sowikowski "Micha", onierz
ZWZ, wsporganizator ucieczki autora ze szpitala w Nowym Sczu, po wojnie kierownik
Kliniki Chirurgii Dziecicej Akademii Medycznej we Wrocawiu.
Stefa Rysiska
- Zofia Rysiwna, onierz ZWZ, wsporganizatorka ucieczki autora ze szpitala w Nowym
Sczu, w 1941 -1945 wiziona w obozie Ravensbriick, po wojnie wybitna aktorka.
Ratownicy
- pomagajcy w ucieczce autora ze szpitala w Nowym Sczu: Zbigniew Ry, brat Zofii (jako
kurier ZWZ-AK ponad sto razy przebywa tras do Budapesztu i z powrotem, nigdy nie
schwytany przez Niemcw), Karol Gd (rozstrzelany 17 VI 1942 w obozie koncentracyjnym
Auschwitz--Owicim), Jzef Jenet (rwnie zgin w Auschwitz) i Tadeusz Szafran
(zamordowany 16 IX 1940 w Auschwitz). Jan Sowikowski, Zofia Rysiwna, Zbigniew Ry,
Karol Gd i Jzef Jenet zostali na mocy rozkazu Komendanta Gwnego ZWZ gen. bryg.
Stefana Roweckiego "Ra-konia" z 11 XI 1941 odznaczeni Krzyami Walecznych za
"dzielno, pomoc w ucieczce aresztowanemu".
Staszek Rosa
- Stanisaw Rosieski (1919-1943), dziaacz socjalistyczny, koordynator akcji ucieczki autora
ze szpitala w Nowym Sczu, zgin w nieznanych bliej okolicznociach w Warszawie.
Rodzina Saww
- rodzina Sawikw, reemigrantw ze Stanw Zjednoczonych, gdzie dorobili si na zakup
majtku Kty, w ktrym ukrywa si autor po ucieczce ze szpitala w Nowym Sczu. Nalecy
do ZWZ Danuta "Gloria" (organizatorka pobytu autora w majtku) i jej brat Lucjan (inicjator
powrotu autora do pracy konspiracyjnej) oraz ich matka zostali aresztowani w 1941. Lucjan i
matka przeyli wojn, Danuta za zostaa rozstrzelana w 1942.
Tadeusz Kielec
- Tadeusz Pile, przyjaciel autora z gimnazjum, dziaacz socjalistyczny, wsporganizator
ucieczki autora ze szpitala w Nowym Sczu, ukrywajcy go nastpnie w Krakowie w 1941,
zamordowany w obozie koncentracyjnym Buchenwald. Weronika Laskowa - Bronisawa
Langrodowa, czonkini konspiracyjnej Polskiej Partii Socjalistycznej-WRN i bliska wsppracowniczka J. Cyrankiewicza. ona
Witolda Langroda, naczelnika Wydziau Polityki Emigracyjnej Ministerstwa Spraw
Zagranicznych. Oboje zmarli w Stanach Zjednoczonych, mjr Jan Cichocki "Ja", szef sztabu
Komendy Obszaru Krakw-lsk ZWZ, aresztowany w kwietniu 1941 w Krakowie. Witold
Biekowski "Kalski", "Wencki" (1906-1965), wspredaktor konspiracyjnego pisma "Polska
yje!", wsporganizator konspiracyjnego Frontu Odrodzenia Polski i wspredaktor
"Prawdy", wsporganizator Rady Pomocy ydom "egota", kierownik referatu ydowskiego
i komrki wiziennej w Departamencie Spraw Wewntrznych Delegatury Rzdu RP na Kraj.
- Zofia Kossak-Szczucka "Ciotka", "Weronika" (1890-1968), wspredaktorka i redaktorka
pisma "Polska yje!" - organu konspiracyjnej Komendy Obrocw Polski, czoowa

dziaaczka konspiracyjnego Frontu Odrodzenia Polski i redaktorka jej centralnego organu


prasowego - "Prawdy", przewodniczca Tymczasowego Komitetu Pomocy ydom, autorka
m.in. broszury konspiracyjnej
Golgota.
- Wanda Biekowska z domu Wilczaska (1913-1972), sekretarka i czniczka Witolda
Bienkow-skiego, aresztowana 1611941 w Warszawie, wiziona na eskim oddziale Pawiaka
- Serbii (kierowaa tam wewntrzn siatk komrki wiziennej Delegatury Rzdu RP na
Kraj), nastpnie w obozie koncentracyjnym Ravensbriick.
- Krzysztof Lasocki, cznik autora. Czonek Szarych Szeregw i podchory AK. Przey
okupacj.
- Organizacja Maego Sabotau "Wawer".
- Czesaw Wycech "Sadowski" (1899-1977), dziaacz ruchu ludowego i Zwizku
Nauczycielstwa Polskiego, dyrektor Departamentu Owiaty i Kultury Delegatury Rzdu RP
na Kraj. Po wojnie w 1957-1971 marszaek Sejmu PRL, w 1962-1971 prezes Zjednoczonego
Stronnictwa Ludowego.
295
294
dzenia Polski. Zmar 17 IV 1943 w Warszawie, ksidz Wadysaw Stanszewski (1901-1989),
w latach 1938-1974 rektor Polskiej Misji Katolickiej w Anglii i Walii z siedzib w kociele
polskim przy Devonia Road 2 w Londynie. Henryk Strasburger (1887-1951), w latach 19391943 minister skarbu Rzdu RP na uchodstwie.
Grot
gen. bryg. Stefan Rowecki "Grot" (1985-1943?), od 1940 Komendant Gwny ZWZ, od 1942
Dowdca AK, aresztowany 30 VI 1943 w Warszawie, zamordowany w nieznanych bliej
okolicznociach .
Cyryl Ratajski "Wartski", "Wrzos" (1875-1942), w 1922-1924 i 1925-1934 prezydent m.
Poznania, w 1924-1925 minister spraw wewntrznych, od 1940 Delegat Rzdu RP na Kraj,
zoy dymisj i zda t funkcj we wrzeniu 1942. Zmar 19 X 1942 w Warszawie.
prawdopodobnie Wincenty Markowski "Pawe" (1874-1958), reprezentant konspiracyjnej
organizacji Polscy Socjalici w Politycznym Komitecie Porozumiewawczym od czerwca
1942 do marca 1943, w czerwcu 1943 przeszed do Polskiej Partii Socjalistycznej-WRN.
prawdopodobnie mowa o Janie Domaskim "Bartnickim" (1898-1978), kierowniku Biura
Prezydialnego Delegatury Rzdu RP na Kraj od jesieni 1941 do listopada 1942. Leon Feiner
"Berezowski", "Mikoaj" (1886-1945), prawnik, od 1941 reprezentant konspiracyjnego Bundu
w kontaktach z Delegatur Rzdu RP na Kraj, od 1943 przewodniczcy Bundu oraz
wiceprzewodniczcy, za w 1944-1945 przewodniczcy Rady Pomocy ydom "egota".
Inicjator powierzenia autorowi raportu o sytuacji ydw pod okupacj niemieck w Polsce,
organizator wypraw autora do getta warszawskiego i obozu tranzytowego w Izbicy. Przey
okupacj, zmar 22II1945 w Lublinie.
prawdopodobnie Menachem Kirszenbaum, przewodniczcy partii Oglnych Syjonistw,
wsporganizator ydowskiej Organizacji Bojowej w getcie warszawskim.
Dawid Landau "Dudek", czonek partii syjonistycznej, uczestnik powstania w getcie
warszawskim. Zmar w poowie lat 90. w Australii, ks. Edmund Krauze (1908-1943),
przyjaciel rodziny autora, kapan parafii w. Krzya, od 1941 przewodniczcy
konspiracyjnego Frontu OdroKsidz Wadysaw
Rawicz

Minister finansw
Przywdca socjalistw Szef biura delegatury Dziaacz Bundu
Dziaacz syjonistyczny Przewodnik
do getta warszawskiego
Ksidz Edmund

296

ANEKS
"Polska liczy, e przywieziecie jej Europ"
Wywiad z emisariuszem Kraju
W pitym roku wojny przestano otacza tajemnic wikszo spraw dziejcych si w Europie
pod okupacj niemieck. Pojawiajcy si wci przybysze z Polski, Francji, Belgii, Norwegii
i Czechosowacji, popierani przez oficjalnych przedstawicieli swoich narodw, skadaj
publiczne owiadczenia o stosunkach w krajach, ktre opucili, by przedosta si do W.
Brytanii. Echa walki podziemnej rozlegaj si coraz dononiej, zwiastujc ponowny zmierzch
germaskich bogw. Ocean nikczemnoci, ktry zala cz wiata, ustpuje powoli.
czno z Krajem
Terror niemiecki panujcy w okupowanej Polsce oraz odlego nie powstrzymay wielu
naszych rodakw w przedostaniu si do Anglii lub z Anglii do Polski w ostatnich trzech
latach wojny. cisy kontakt, ktry Rzd polski utrzymuje z Krajem, uatwiony jest w
znacznej mierze wymian emigrantw. Fakty te znane s naszej emigracji, lecz oprcz
powoanych czynnikw, do tej pory mao kto mia mono wiadomego zetknicia si z
wysannikami Kraju. Surowy anonimat pokrywa ich misje, zarwno jak ich osoby.
Dziki nowym prdom, ktre zapanoway w dziedzinie propagandy uprawianej przez naszych
Sojusznikw, dyskrecja ta zelaa w stosunku do jednego z ostatnich przybyszw z Polski,
pana Karskiego, ktry nie potrzebuje ju ukrywa celw swojego przyjazdu. Prcz
przypuszczalnie zmienionego nazwiska, adna przybica nie zasania energicznej twarzy tego
modego czowieka. Wiadomo, i jest emisariuszem, i to emisariuszem "wanym". Po
krtkim pobycie w Londynie, gdzie za porednictwem Rzdu polskiego zetkn si z
czoowymi kierownikami polityki brytyjskiej, wyjecha on do Stanw Zjednoczonych, gdzie
rwnie mia sposobno dotrze do najwybitniejszych ludzi wrd sfer rzdzcych. Ci
cudzoziemcy pragnli wysucha Polaka, ktry wieo wwczas opuci kraj rodzinny. Pan
Karski musia zapewne dostarczy im wiele wiadomoci z terenu walki podziemnej.
Przyjazd p. Karskiego do Edynburga umoliwia mi odbycie z nim dawno upragnionego
wywiadu. Z pocztku stara si on gasi mj entuzjazm, ktry,
300
wedug niego, typowo wystpuje u ludzi na emigracji, nie zdajcych sobie sprawy, do jakiego
stopnia ycie Polakw trwajcych w walce podziemnej pozbawione jest pierwiastka
romantycznoci.
Charakter walki w Kraju
Walka ta jest powszednia i szara jak wszystko, co nas otacza w Polsce obecnej. Nie tworzy
ona osobnego, wietnego rozdziau w yciu Polakw, lecz przeciwnie, splata si z tward

rzeczywistoci, z czynnociami kadego dnia i nieomal kadej godziny. Prywatne ycie ludzi
szczeglnie zaangaowanych w podziemnych organizacjach odarte jest z wszelkiego uroku.
Ci ludzie musz unika towarzyskich kontaktw, wystrzega si blinich, chroni si czasem
nawet przed najbliszymi. Nie wolno wypowiada im gono swoich opinii, czsto uchodz
za ostronych oportunistw lub wrcz za zych Polakw. Gorzej bywa, jeli powierzone im
zadania wymagaj, by otwarcie stykali si z Niemcami; cigaj wwczas na siebie odraz
caego otoczenia. Pan Karski zastrzega si tu przed niebacznym, pospiesznym sdem
krzywdzcym nieraz ludzi najbardziej zasuonych w Polsce. Opini jedynie miarodajn w
podobnych wypadkach jest orzeczenie tajnej organizacji, ktra wie, komu mona zaufa.
Istniej specjalne sdy wydajce wyroki na Polakw, ktrzy w stosunku do Niemcw
przekroczyli tajne prawa obowizujce w Kraju. Sdy te uznaj tylko dwa wyroki: skazuj na
mier albo na infami. Jak dotd, na wyrok mierci nie zasuy aden z najwybitniejszych
obywateli polskich, ktrych dziaalno przedostaje si do wiadomoci ogu spoeczestwa.
Sdy sprawowane nad Niemcami wyday i wykonay ju wiele miertelnych wyrokw.
Jednomylno Kraju i Rzdu
Na moje zapytanie, czy istotnie w obecnych warunkach spoeczestwo w Kraju zespolio si
w solidarnoci i czy pokj Boy zapanowa pomidzy partiami, pan Karski odpowiada, i
jedno, ktra panuje w zasadniczych kwestiach, zostaa wyraona w deklaracji 4 stronnictw
do Rzdu polskiego w Londynie.
Nastroje spoeczne, zuboenie
- Czy sdzi pan, e po tej wojnie nastpi w Polsce wielkie przeobraenia na polu socjalnym i
ekonomicznym?
- Sadz, e tak. Pewna radykalizacja spoeczestwa zostaa ju dokonana na skutek wojny i
dugotrwaej okupacji. Dzieje si to dotychczas drog ewolucji. Ucisk wywierany przez
okupantw i ndza, ktra zapanowaa powszechnie, zatary rnice klasowe, ktre istniay
przed wojn. Wanym czynnikiem s te zmiany, ktre ju obecnie zaszy na polu
ekonomicznym. Konieczno zmusza Polakw do zajmowania si handlem oraz drobnymi
interesami wynikajcymi na tle koniunktury. Zniky przesdy wzbraniajce ludziom z
wyszych sfer kulturalnych dostpu do niektrych zaj lub zawodw. Inte301
lektualici zajmuj si. handlem ulicznym, delikatne panie pracujpo sklepach i kawiarniach.
Urzdnicy pastwowi czepiaj si kadego przedsibiorstwa mogcego zapewni im
utrzymanie. Niektrzy z nich wyobili sobie drog w nowo obranym zawodzie i ci znajduj
si nieraz w lepszym pooeniu materialnym ni przed wojn. Poziom ycia obniy si
jednak oglnie w sposb jaskrawy. Warszawa zmienia swj dawny wygld bez wzgldu na
zbombardowanie. Ulica przycicha, zbiedniaa i zszarzaa. Maomwni przechodnie snuj si
pospiesznie. Blado ich twarzy wydaje si przepisowa.
Niepowodzenie demagogii okupanta
- Czy prawd jest, i Niemcy uywali chwytw demagogicznych w "Gubernatorstwie",
kokietujc chopw na pocztku, w przeciwiestwie do inteligencji, ktr tpili od razu?
- Zdarzao si to w niektrych wojewdztwach, kiedy starali si zaskarbi sobie dobr opini
u chopw, buntujc ich na byy rzd polski oraz na wacicieli majtkw ziemskich i
obiecujc im przywileje, ktrych im nie nadali. Ale ju w 1940 roku wzbudzili ostateczn
nienawi chopw przymusow brank na roboty, na skutek ktrej wywieli 200 000 ludzi
do Niemiec. Sprawa kontyngentw oraz stosowanie zbiorowej odpowiedzialnoci po wsiach
postawiy ich w waciwym wietle w oczach tych nieuwiadomionych chopw, ktrzy
mogli uwierzy, i zapewni im wikszy dobrobyt. Obecnie stronnictwo chopskie rozwija
oywion dziaalno na prowincji i coraz wicej chopw bierze udzia w walce podziemnej.
Moemy liczy na pomoc wsi w chwilach powstania przeciwko Niemcom.

- Czy Niemcy pozostawi po sobie co pozytywnego w Polsce pod wzgldem gospodarczym


lub przemysowym?
- Pozytywne wyniki ich gospodarki ograniczaj si do kilku nowo zbudowanych drg na
wschodzie Polski i do osawionego przez nich kanau na zachodzie. Niemcy s niewtpliwie
wietnymi organizatorami, lecz wszystko, co zaoyli na terenie Polski, cznie z
drugorzdnymi, pomocniczymi dla ich przemysu fabrykami, przedstawia tylko warto
istotn, dopki oni pozostaj panami sytuacji. Kluczowym punktem, do ktrego stosuj
wszystkie swoje poczynania na polu gospodarczym, jest bowiem ich wasny kraj.
Modzi i starzy
- Kto, wedug Pana, znosi lepiej obecny stan warunkw panujcych w Polsce; modzi, ktrzy
urodzili si i wychowali w niepodlegej Polce, czy te starsze pokolenie, ktre wyroso pod
obcym zaborem?
-Zadziwiajcym jest fakt, e sam niewol obecn lepiej znosz wanie ci modzi. Moe s
bardziej odporni, bardziej pewni przyszoci. Fascynuje ich robota podziemna, ryzyko,
niebezpieczestwo. Gam si do wszystkich powierzonych im misji, pchaj si na naraone
posterunki.
Dla ludzi starszych, ktrzy "dochrapali si Polski", stan obecny trudny jest
do zniesienia. Tragicznie przeszli zwaszcza zaamanie si Francji, wwczas zwtpili o
zwycistwie. Tylko lud prosty nigdy nie zazna zwtpienia. Najgorsze nowiny z frontu nie
zdoay zachwia jego wiary w Polsk. Fantastyczne, niedorzeczne plotki, przesycone
najwyszym optymizmem, kryy po Warszawie w momentach najdoniolejszych zwycistw
niemieckich...
- Jak przedstawia si obecnie kwestia religii w Polsce?
- Uczucia religijne wzmogy si ogromnie pod okupacj. Kocioy s przepenione, ksia,
ktrzy s specjalnie przeladowani przez Niemcw, ciesz si najwikszym powaaniem.
Postawa Watykanu wzbudza wprawdzie zastrzeenia, lecz nie umniejsza nieomal mistycznej
wiary, z ktrej Polacy czerpi natchnienie i pociech.
Co myli Kraj o emigracji
- Czy dozna Pan zawodu, przyjedajc tutaj? Czy wyobraa Pan sobie tak emigracj? Co
Pan o nas sdzi? Co myli o nas Kraj?
- Czekaem na to pytanie! Przekonany jestem, e wszyscy tu cierpi na kompleks niszoci.
Wedug mnie teraniejsza emigracja jest najlepsz, jak spotykamy na przestrzeni dziejw
Polski. Tamte dwie nasze emigracje nie przedstawiay przekroju caego spoeczestwa
polskiego tak jak obecna, ktra jest przewanie emigracj wynik na skutek przypadku. Po
rewolucji i po powstaniu z Kraju wywdrowaa tylko elita. Nie dziw, e obfitowaa w
niezwyke indywidualnoci. Zapomnijmy jednak o geniuszach i wielkich postaciach i
pomylmy o rozbienych prdach, ktre nurtoway poprzednie emigracje. Prdach
interesownych i niskich, istniay tam rne orientacje pertraktowania z wrogami, agenci krla
pruskiego, agenci cara krcili si tam po rewolucji, nie brako rwnie obcych agentur po 63
roku. Tu widz Rzd legalny i front jednolity w zagadnieniach zasadniczych. Nikt nie myli o
zdradzie. Panuje tu niesuszne przekonanie, e rodacy, ktrzy pozostali w Polsce, potpiaj
Was za to, e cierpi, podczas gdy Wy yjecie na wolnoci, w warunkach raczej wygodnych.
To mylne pojcie, Kraj cieszy si, e cho tak ubogi, jakim jest, mg wysa cz swoich
obywateli na Zachd do pastwa, ktre jest siedliskiem kultury. Kraj jest okaleczony,
ograbiony, wyzuty i spodziewa si, e wypenicie po powrocie luki wytrzebione przez
okupantw. Kraj domaga si tylko, bycie wykorzystali Wasz pobyt, chce, ebycie pracowali
intelektualnie, nabywali jak najwicej wiadomoci, uzupeniali Wasze wyksztacenie.
Spodziewa si tego zwaszcza po modziey. Kady cenzus, kady zdobyty dyplom bdzie
witany radonie. Pamitajcie, e Kraj spodziewa si, i przywieziecie mu Europ!

JEL.
"DziennikPolski", Londyn, 18X111943, nr 1058
302
Polska "sztywno"
Od przybyego z kraju dziaacza polskiego, obecnie przebywajcego w Londynie, a ktry pod
okupacj przez par lat pracowa w centrum samym naszego ruchu podziemnego,
otrzymujemy uwagi niniejsze, zwizane z dzisiejszym pooeniem:
Podstaw, zarwno moraln, jak i organizacyjn polskiego ruchu podziemnego w tej wojnie
jest zasada, ktra zostaa przyjta po upadku Warszawy. Zasada ta brzmi: Niezalenie od
losw tej wojny i od represyj okupanta, nie bdzie w Polsce wsppracy z Niemcami, nie
bdzie tego, co w politycznym jzyku zaczto pniej okrela mianem "uislingizmu".
Zasada ta miaa ogromne znaczenie polityczne, pozwolia bowiem, midzy innymi,
zorganizowa ruch podziemny jako oficjaln wadz, urzd oraz instytucj pastwow.
Uniemoliwiajc wyonienie jakiego pseudolegalnego nawet (jak w innych krajach) rzdu,
wsppracujcego z Niemcami, pozwolia wypeni luk w pastwowoci polskiej przez
zorganizowanie polskich wadz pastwowych pod ziemi. Zasada owa posiadaa rwnie
przeolbrzymie znaczenie moralne. Pozwolia utrzyma pojcie polskiej tradycji, polskiego
honoru i lojalnoci, polskiej bezkompromisowoci, jeli o sprawy pastwa chodzi, i walki na
mier i ycie o "wolno, cao, niepodlego".
Ruch podziemny skrystalizowa si ostatecznie bezporednio po upadku Francji w r. 1940.
By to okres, kiedy zdawao si, i caa Europa zostaa rzucona do stp Fuehrera, kiedy
zdawao si, e "wolno na zawsze umara". Fakt, i w okresie najwikszego zaamania si i
upadku ducha w Europie, w dobie szalejcego terroru niemieckiego Polacy wanie
zorganizowali ostatecznie swoje "Pastwo Podziemne", najlepiej wiadczy o polskim pojciu
honoru oraz o polskiej postawie moralnej w tej wojnie.
Nard polski nie zawid swoich przywdcw, jeli chodzio o zachowanie tej tzw. "sztywnej
postawy wobec najedcw". Przez cay czas tej wojny nie znalaz si ani jeden Polak, co by
wzi udzia w administracji politycznej Generalnego Gubernatorstwa. Nard polski wykaza,
i w warunkach najtrudniejszych cakowita lojalno sprzymierzecza nie bya i nie jest, jeli o polsk stron chodzi,
zadaniem i obowizkiem ponad siy.
Niezawodnie za spoeczestwem polskim poszli ci wszyscy Polacy, ktrzy - ze swoim
Rzdem na czele - znaleli si w toku zdarze tej wojny poza pastwowym terytorium
Rzeczypospolitej.
Przez cztery i p lat bezkompromisowo, niezomnie Rzd polski i polskie Siy Zbrojne stoj
po stronie sprzymierzecw, ktrzy na swych sztandarach wypisali jako haso: wolno,
zasady demokratyczne, obron chrzecijaskich ideaw.
Rne koleje i rne stadia przechodzi ta krwawa wojna. Nam, Polakom, szczeglnie stadia te
nasuwaj nieraz wiele gorzkich bardzo zastrzee. Czsto zdaje si nam - w kraju i tu na
emigracji - e plany polityczne, a tym bardziej zasady moralne, ktre w tej wojnie ujawniaj
si z biegiem czasu, s zaprzeczeniem zupenym ducha tego wszystkiego, o co Polska walk
podja i toczy.
wiat prowadzi t wojn przeciw systemowi niemieckiemu, przeciwko zaborczoci
hitleryzmu. Nie wyczerpuje to jednake celw tej wojny, pojmowanych przez Nard polski.
Wszak by ju okres, gdymy walczyli z okupantem poprzez polski ruch podziemny w kraju,
chocia zdawao si nam, e nic si Niemcom nie oprze - kiedy Anglia staa jedna tylko,

samotna. Prowadzilimy walk wtedy, tymi samymi metodami, gdy w okresie 1939-41 szy
poprzez ziemie polskie, z przyjaznej wtedy Niemcom Rosji, potne dostawy wojenne dla
Trzeciej Rzeszy. Wysadzalimy je w powietrze i palilimy je wwczas z tak sam
zaartoci i odwag, z jak dzi wysadzamy i palimy to wszystko, co mogoby pomc
Niemcom w tej chwili. Trwa i obecnie Nard polski w walce, chocia to wszystko, co
zaczyna dzia si w wiecie, tak czsto budzi w nim uczucia goryczy, przeraa go i
rozczarowuje. Wynika to za wszystko z pewnej rnicy celw i postawy moralnej w tej
wojnie, jaka ustala si i, daj Boe, by si nie pogbia, pomidzy Polsk a niektrymi innymi
narodami.
Niemcy s najedc na naszej ziemi, naszym odwiecznym wrogiem, i nigdy Nard polski nie
przestanie w tej wojnie toczy walki przeciwko najazdowi. Jednoczenie jednake samo
zniszczenie potgi Niemiec nie usprawiedliwiaoby - mam odwag to powiedzie - naszej
ofiary bezgranicznej w tej walce i naszej bezkompromisowoci.
Waciwym celem Narodu polskiego w tej wojnie jest walka o sprawiedliwo w wiecie.
Celem naszym w tej wojnie jest waka o niepodleg Polsk, o zapewnienie jej nalenego
miejsca wrd ludzkoci, na chrzecijaskich zasadach opartej, w ktrej przemoc nie panuje
nad prawem. Tylko taki cel usprawiedliwia i motywuje tak czsto pozornie "naiwn postaw"
Narodu polskiego. O takie cele Polak bdzie walczy zawsze - tak jak w tej wojnie - do
mierci lub do zwycistwa.
Gdy tak zmieniaj si koleje tej wojny, gdy tak si zdaje nieraz, e jej linia ideowa i moralna
gnie si i amie, gdy coraz sabszy wreszcie mamy wpyw na
305
304

Prawdziwy kurier
przebieg zdarze i na ich ostateczny rozwj - dwie rzeczy s, ktre nam pozostay i ktrych
nikt nie przeszkodzi nam czyni: pierwsz- to walka nieugita o chrzecijask moralno, o
odrodzon Ojczyzn., walka dynamitem, rewolwerem, karabinem, bomb lotnicz, pirem,
sowem.
Druga rzecz to wiara, wiara w Opatrzno Bo i w nieskoczon sprawiedliwo i mdro
Tego, Ktry wie wszystko, wszystko moe i Ktry wszech-mocnie miuje.
Jan Karski
" Sprawa ", Londyn, 3011944, nr 2
Ludzie z Angers, potem ludzie z Londynu... Przybywali do kraju tajemniczymi szlakami, o
ktrych nie wolno byo wiedzie, o ktrych, zdawao si, sami nie wiedz. Czasem, gdy
ogaszano alarm w Warszawie i nie sycha byo eksplozji, wygldao si przez okno,
stwierdzajc: "ywe bomby".
Byam w tych czasach w Warszawie. Jake bio serce przy otwieraniu drzwi - na znak, na
umwiony znak! Jakeby si chciao ugoci, jakim najlepszym sowem przyj chopca ze
miertelnym nieraz zmczeniem w oczach, znaczonego powag blisk mierci.
Jeszcze niedawno by "tam" - wrd wolnych, wrd tych, od ktrych czekamy na znak i rad
- przyszed z dobrawoli dzieli z nami gorzki chleb strachu, mki upokorzenia i cigej walki.
Gdy po czterech latach znalazam si w Londynie, byo mi a dziwnie spotyka tych samych
ludzi - zwyczajnych, dyktujcych maszynistkom dugie raporty, ludzi, z ktrymi mona ju
byo mwi o rzeczach krajowych jak o historii, nie obawiajc si ju zdradzenia
nieaktualnych ju "punktw" granicznych czy techniki faszowania dokumentw.

Wielu z nich stracio przy bliszym poznaniu urok romantyzmu, ktry ich otacza w Kraju, s
i tacy, ktrzy nie wytrzymali psychicznie ciaru wielkiego dokonania. Uwierzyli we wasn
wielko - sprzedaj j za drobne przywileje, za mieszne okruchy. Czasem umiej a nadto
dobrze wyzyska swj atut pochodzenia krajowego. Kariera, intryga polityczna - tak atwo si
to udaje przy powoaniu si na "wity gos Kraju".
Mwi si czsto - kurier peni sub onierza na froncie - to mao. W subie kurierskiej
czowiek jest zdany tylko i wycznie na siebie. Nie starczy odwaga - trzeba wielkiej
przemylnoci. Tylko ludzie niezomni wewntrznie wykonywuj bezbdnie swe zadania.
Trzeba charakteru, aby nie da si upoi haszyszowi gry, nie podda si narzucajcej si ze
wszech stron bohaterskiej pozie. Nie starczy by bohaterem, trzeba si umie wyrzec tego
pojcia bez reszty, wypenia zadanie.
Dwch takich znam ludzi. Jednym z nich jest Jan Karski. Karski w Londynie, cichy,
opanowany, wacy sowa, hamujcy uczucia, z tym samym umia307
rem wyko