Vous êtes sur la page 1sur 148

MAY GRETHE LERUM

NA KRACU TCZY

ROZDZIA I
Lyster, wrzesie 1769
Chocia jesie bya taka sama, Reina nie miaa adnych wspomnie o wydarzeniach
dokadnie sprzed roku. Wiedziaa, e dzisiaj przypada jesienne wito Krzya1 i e deszcz
jest tak samo ponury jak tamtego dnia...
Nie.
To nie byy wspomnienia, to jedynie powracajce w przebysku wiadomoci same
czyste fakty. Arill okaza si obcy. By gotw zabi swoje wasne dziecko. Objawi si jako
wikszy ajdak od czowieka, ktry w przypywie zazdroci zakuwa noem rywala. Gorszy
od kogo, kto zaciska rce na szyi drugiego i wydusza z niego ycie!
Dawao si go przyrwna jedynie do tych nielicznych, najokrutniejszych
zbrodniarzy, ktrzy odbierali ycie wasnym dzieciom. Zdarzay si takie przypadki.
Wci nie moga zrozumie, jak to moliwe, by kiedy kochaa mczyzn, kryjcego
w sobie tak potworny brak czowieczestwa.
Ale to ju nie byo wane.
Nic ju nie byo wane. Dni przychodziy i odchodziy, jeden po drugim, jak zawsze.
Wok niej ludzie wprost tryskali szczciem. Matka od powrotu ojca do domu odmodniaa o
dziesi lat. Siostra, Ingalill, potrafia poradzi sobie z wyrzutami sumienia i uoy ycie w
bardzo wygodny sposb, przynajmniej na to wygldao. Dostaa zagrod, ktr jej
przyobiecano, chocia ze lubu z Arillem nic nie wyszo. Co prawda nie zostaa gospodyni
na Storlendet, lecz gdy wiosn polubia Ingmara Kleivestolen z Feios, otrzymaa w podarku
Karlsgrd. Ingmar by wdrownym handlarzem i przyby tutaj z Gudbrandsdalen. Dziki
jukom penym piknych materii i nowiutekich srebrnych brosz prdko wzbudzi
zainteresowanie Ingalill.
Reina skarcia si w myli - przecie a tak proste to wcale nie byo. Ingmar to dobry
czowiek, stale umiechnity i pogodny, zawsze umia rzuci jak dowcipn uwag o tym, co
si dziao. Posiada te rzadk zdolno nieprzejmowania si niczym, artobliwego
puszczania oka i agodzenia umiechem zoci albo gniewu Ingalill.
Owszem, by moe to waciwy dla niej czowiek. Wikszoci ludzi ycie jako si w
kocu ukadao.
Tylko jej nigdy.
Nie chciaa sta si zgorzknia, wiecznie zasmucon osob. Staraa si nad sob
1 14 wrzenia - (przyp. tum.).

panowa, zwaszcza od czasu, gdy coraz czciej syszaa uwagi, e teraz jeszcze bardziej ni
dotychczas robi si podobna do matki. A kt chciaby by podobny do swojej matki?
Bez wzgldu na jej kwitnc urod, bez wzgldu na mdro i szacunek, jakim si
cieszya...
Reina nie chciaa.
Bacznie wic si wystrzegaa, nigdy nie pokazywaa kamiennej twarzy ludziom,
ktrych nie znaa. Wargi same rozcigay jej si w umiechu, a gos brzmia czysto,
przyjanie. Ba, niekiedy czua nawet lekkie wibracje w ciele, a to oznaczao, e si mieje. W
lustrze dostrzegaa take, e oczy ma pene ycia, tak samo gbokie, ciemnoniebieskie, tak
samo otoczone gstymi rzsami.
Ale osoba, ktr widziaa w zwierciadle, to nie bya ona.
Miaa wiadomo, e w jej pogodnym, ttnicym yciem ciele gdzie w gbi tkwi
ciemna, zimna, stronica od ludzi dusza.
Ubrana bya w koronki, spyway na wskie ramiona, odcigajc ca uwag od bladej
skry, od rwnie bladych warg. Lecz jej oczy byszczay szczciem: niosa tac.
Arill unis si, wbijajc mocno okcie w mikki materac.
- Niech Bg bogosawi taki pikny poranek, mj mu! Usmayam kotleciki z jajek,
te, ktre tak lubisz. Spjrz, jest te do nich soninka i wiee, przecedzone mleko...
Nie mg powstrzyma si od umiechu. Tak licznie teraz wygldaa, caa w
koronkach, ktre dostaa w prezencie lubnym przed rokiem. Uderzyo go to, zastanowi si.
Przed rokiem?
Tak, niedugo bdzie ju rok. Dzisiaj jesienne wito Krzya, a rok temu w ten dzie
pastor ogosi ich zapowiedzi. A wic dlatego tak si dzi dla niego wystroia...
- Moje kochane kacztko! Nie powinna sprawia sobie tyle kopotu. Wiesz przecie,
e rano zwykle nie bywam godny...
Postawia tac obok niego na szerokim ku i sama wsuna si pod okrycie. W
drobnym ciele nie byo ani ladu ciepa. Ucisn j.
- Jeste dla mnie za dobra, moja maa kaczuszko... Umiechna si szczliwa, gdy
lekko pocaowa j w czoo.
- Dla ciebie nikt nie moe by za dobry. Zasugujesz na o wiele, wiele wicej... Nigdy
nie zdoam ci si odwdziczy, Arillu.
Zdusi westchnienie.
Wyraz jej piwnych byszczcych oczu niekiedy dziaa mu na nerwy. Bya tak
nieznonie agodna i wdziczna za kady najmniejszy drobiazg! Patrzya na niego z takim

uwielbieniem, jakby to sam Zbawiciel we wasnej osobie lea obok niej i pozwala sobie
dogadza jajecznymi kotletami ze sonin...
- A moe wolaby raczej piwo? Pokrci gow.
- Nie, nie, to i tak wspaniae niadanie. Chyba jednak mimo wszystko jestem godny!
Nikt inny nie potrafi tak przyrzdzi kotlecikw jak ty, moje kacztko!
Umiechna si zadowolona.
- Jedz teraz, a ja zaraz przynios ciepej wody do miednicy...
Ju podrywaa si z ka. Arill wycign do niej rk, przytuli j do siebie.
Popatrzy w okrge oczy i rzek z umiechem:
- Oby ten dzie by szczliwy, ono... Mielimy dobry rok, odkd pastor ogosi nasze
zapowiedzi.
Z powag skina gow.
- Lepszego nigdy nie przeyam.
- Jeste pewna? Zadowolona?
- aden inny czowiek nie ma wicej powodw do radoci ni ja - wyznaa.
Puci j, umiechna si mikko.
- Pomyle tylko, e pamitae... Sprbowa kotleta.
- Oczywicie, e pamitam - odpar, lecz nie potrafi popatrze jej prosto w oczy.
Zamiast tego j nakada sobie smaone kawaeczki soniny i skoncentrowa si na jedzeniu.
Tamten dzie nie by wart wspomnie, a mimo to napyny do niego, sta si wobec nich
bezbronny, bo ona wysza z pokoju.
To byo takie proste. Thora, jego wierna suca, niezauwaenie przeja gospodarskie
obowizki Ingalill, z ktrych tej albo si nie chciao, albo te nie potrafia si wywiza.
Thora wszystkim tak dobrze si zaja, chocia w pojedynk nie miaa moliwoci utrzymania
domu w takim porzdku, jakby tego pragna. Potem si zarczya. Pewnego dnia za parobcy
znaleli j ca we zach: narzeczony j porzuci. Caa ta historia bya naprawd przykra,
mczyzna bowiem, ktry j zostawi, nie zadowoli si dyshonorem, jakim i tak ju byo
zamanie danego sowa: rozpuci jeszcze po wsi plotki, e Thora nie nadaje si na on i w
nastpstwie tego nigdy te nie bdzie moga zosta matk.
Arill nie przejmowa si niemdrym gadaniem. Thora, ktra wydawaa si silna i
sprysta, gdy trzepaa z kurzu cikie baranice, okazywaa si jednak sposzonym drcym
pisklciem, gdy tylko kto prbowa si do niej zbliy.
C za dure z tego czowieka! By o cae cztery lata starszy od Arilla, lecz
postpowa jak szczeniak.

Nieszczsna Thora... ona take bya o wiele starsza od Arilla, lecz rnica wieku nie
rzucaa si w oczy. Policzki miaa gadkie i delikatne, a drobne usta blade i wskie.
Oczy Thory byy ciemne, piwne, a wosy splataa zawsze w rwny, ciasny warkocz,
ktry zwijaa na karku. Gdy po raz pierwszy w dzie wesela zobaczy je rozpuszczone, musia
przyzna, e jest pikna. Wtedy policzki zabarwi jej te rumieniec, a wargi zaczerwieniy si
i nabrzmiay, gdy przyciskaa je do krawdzi misy z piwem, przepijajc do narzeczonego.
Ale w dzie zapowiedzi dokadnie przed rokiem...
Zapamita tamto ostre uczucie, zachowa w pamici wasne pene rozpaczy myli.
Chyba nie wiedzia, co czyni, obiecujc Thorze maestwo. A moe jednak wiedzia? Moe
byo to desperackie posunicie, ostatnia resztka nadziei, e zdoa poruszy Rein?
Ona tam bya, wiedzia, e bdzie. Mieli si pobra tego dnia, lecz to inna para
otrzymaa bogosawiestwo w starym kociele Dale.
Potem ogoszono zapowiedzi. Patrzy na Rein, gdy pastor je odczytywa. Staa
chodna i obojtna, nie zdradzia adnego uczucia nawet min.
Najgorsze jednak, e ciko opieraa si o obcego mczyzn i ciskaa jego do.
Wtedy zrozumia.
Prawd byo wic to, co gadali ludzie.
Na Vildegrd mieszka jaki obcy o dugich czarnych wosach. By czeladnikiem wraz
z bratem Reiny. Podobno nielubne dziecko jakiego szlachcica. Podobno mieszka w
baronii...
Arill zacisn wtedy szczki, stara si nawet nie mrugn.
Gdy pastor odczytywa ostatnie zalecenia dla modej pary, a z oczu Thory popyny
zy czystego, niczym nie zmconego szczcia, Arill sta prosto, nie mogc oprze si
wraeniu, e zosta oszukany.
A wic to nie tylko ta nieszczsna historia z kamstwem Ingalill, nie tylko to, e by
dostatecznie zrozpaczony, by przynie jej rodek, majcy zabi w niej dziecko.
O, nie, Reina rozgrywaa swoj wasn gr. Okazaa si jedn z tych, co to zawsze
staraj si mie jakiego mczyzn w zanadrzu.
Nigdy by jej o to nie posdza, bya przecie taka niemiaa, a jednoczenie ca sob
okazywaa surowo wobec modych chopcw i wikszo z nich, rozumiejc to, potrafia
trzyma si od niej z daleka. Ta czarnowosa dzika kotka nie bya stworzona do wesooci i
miechu. By moe w pewnym stopniu odziedziczya urod po swojej prababce Marji, lecz
ani krztyny skonnoci tamtej do zabawy.
Kocha j.

Wiedzia, e zawsze tak bdzie.


Arill Storlendet spostrzeg powracajc on, wci ca w koronkach. Przy ku
zamkna oczy, policzki lekko jej si zaczerwieniy. Niezgrabnie rozsuna na boki szerok
koszul, pragna ofiarowa mu jeszcze jeden podarunek.
Wzruszya go tym, wiedzia bowiem, jak wiele j to kosztuje. Bya nadzwyczaj
niemiaa, p roku zabrao mu przekonanie jej, e nie musi si tego obawia. e on jest inny
ni jej poprzedni narzeczony.
Na pocztku zastanawia si, czy to wanie nie z powodu krcych o Thorze plotek
zdecydowa si jej owiadczy, plotek o tym, e jest zimna i niezdolna do poycia
maeskiego. Gdyby okazay si prawd, przynajmniej nie miaby okazji do przywoywania
wci ywych i bolesnych wspomnie o namitnoci Reiny.
Prdko jednak si zorientowa, e Thora wcale nie jest zimna.
Po prostu nieprawdopodobnie wystraszona i niesychanie wprost niemiaa.
Niemal jak dumny nauczyciel, ktry widzi, e jego niepewny ucze wykazuje si
wielk wiedz, obserwowa jej niezgrabne prby, by go skusi.
Bya taka sodka.
- Moje mae kacztko - mrukn z zamknitymi oczyma, gdy przycisna do niego
nagie piersi.
Przyjemnie byo j pieci, czu owo niezomne zaufanie, jakim go obdarzya.
Czuo zacza miesza si z dz, lecz nigdy w peni nie pozwoli jej si porwa.
Gaska on, przemawia ciszonym gosem, a ona zaraz gboko wzdychaa z tsknoty i
szczcia.
Biedna maa...
By moe prawd byo jej wyznanie, e wikszego szczcia nigdy nie moga
oczekiwa. On sta si jej zbawc, ona za ocalia go od samotnoci, pozostawiajcej miejsce
dla zbyt wielu myli.
Jej drobne piersi nie przypominay biustu Reiny. Miaa proste, smuke ciao i wskie
biodra. Wprawdzie minie ud byy mocne i spryste, lecz nie tak obfite jak Reiny, gdy
obja go nogami...
Jej wosy nie pachniay lawend, bi od nich sodkawy zapach lekko zjeczaego
tuszczu - mieszanki, ktrej uywaa, by wyglday na gciejsze.
Ucaowa j w same usta, lekko, delikatnie. Thora a si zachysna tym
pocaunkiem. Pozwoli, by dostaa to, czego chciaa, lecz bez popiechu.
Waciwie jakby nieobecny wszed w ni i zamkn oczy, gdy gwatowna sodycz

wypenia ldwie.
Tym mia si zadowoli.
Krtkimi momentami niewiadomoci, z rozwodnionym smakiem mioci w ustach.
I tak a do koca ycia.
Odkd w szpitaliku przestano przyjmowa pacjentw, dni na Vildegrd nie upyway
ju w takim popiechu. Decyzja Johanny o tym, e od tej pory wykonywa bdzie tylko
obowizki poonej, nie zostaa zbyt dobrze przyjta. Ludzie wiedzieli jednak, e jeli zdarzy
si wypadek, ona i tak zrobi swoje. Wikszo pojmowaa, e jej owiadczenie przeznaczone
byo gwnie dla mieszkacw innych wiosek, przybywajcych tu z daleka, zajmujcych jej
czas i stawiajcych wielkie wymagania. Ludziom wydawao si, e Johanna jest w stanie
uleczy ich z absolutnie wszystkich moliwych plag, w dodatku chodziy suchy, e nie kae
sobie przy tym sono paci. Znalazo si wic wielu takich, ktrzy uznawali, e lepiej wybra
si do niej, anieli traci grosz u innych.
Johannie jednak nieatwo przychodzio odprawianie z kwitkiem tych, ktrzy wci
jeszcze si zjawiali. To zadanie spoczo wreszcie na parobku. Bacznie przyglda si
ludziom, mruc oczy, a do Johanny dopuszcza zaledwie nielicznych.
Reina uwaaa, e dni jej si du.
- Dlaczego, nawet jeli sama chcesz troch spokoju, nie pozwolisz, ebym ja
pracowaa? Chtnie dowiedziaabym si czego wicej o chirurgii, chciaabym, eby
nauczya mnie wszystkiego, co sama umiesz o lekarstwach i nowych odkryciach.
- Poczytaj wic listy Remmermanna. Cay strych peen jest notatek i prac naukowych.
- Ale, mamo... Lepiej, eby ty mi wszystko sama pokazaa. Nawet jeli nie masz
innego powodu, dla ktrego chciaaby przyjmowa chorych, to mogaby chyba to zrobi po
to, ebym ja si czego nauczya?
- Do ju umiesz - owiadczya Johanna krtko. - Wicej ni do, Reino. W yciu
modej kobiety powinny by waniejsze rzeczy anieli wrzody i konwulsje gorczkowe!
Reina milczaa.
Znw si zaczyna. Johanna tak bardzo wszystkim si przejmowaa, a od lata
nieprzerwanie marudzia o tym, e Reina powinna wicej spotyka si z modymi ludmi,
chodzi na tace organizowane koo Dosen, przyjmowa nieliczne zaproszenia na przyjcia i
uroczystoci weselne, ktre mimo wszystko otrzymywaa.
Ale Reina nie chciaa. Wyprawiaa si za to konno na dalekie przejadki, niekiedy
razem z ojcem. Duo te przesiadywaa, zajta lektur, na wielkim kamieniu za stodo, gdzie
byo jej ulubione stale miejsce, dopki soce przygrzewao.

Albo te chowaa si w malekiej alkowie, czytaa, notowaa, z pozoru cakowicie


pochonita medycznymi ksigami. Johanna podsuna jej nawet kilka do frywolnych
powieci, ktre niedawno ukazay si drukiem w Kopenhadze. Crce jednak podobay si
jedynie opowieci Swifta o podrach Guliwera i historia synnego Robinsona Crusoe
napisana przez Defoe. Johanna take kochaa te ksiki.
Ale czy Reina przeczytaa ktr z nowych ksiek - nie wiedziaa. Dziewczyna
poykaa natomiast pisma ulotne, gazetki, nawet wtedy, gdy miay ju trzy albo i sze
miesicy, zanim do nich dotary.
Ravi si nie martwi. Wieczorami gadzi Johann po wosach, mwic, e cieka
ycia Reiny na pewno bdzie si tworzy w miar, jak dziewczyna bdzie po niej kroczy.
Johanna staraa si zarazi od niego spokojem, lecz to nie byo atwe.
- Boj si o ni. Po tym, co si stao z Arillem... To wszystko moja wina. Dlaczego nie
mogam gbiej ukry tego listu? Dlaczego ona musiaa go znale?
Ravi westchn. Czyta ju t cz dugiej notatki sporzdzonej przez Remmermanna,
opisujcego nowe prawo i kar, jaka czekaa tych, ktrzy rozsiewali dziedziczne choroby
poprzez maestwo.
- Nie byoby chyba lepiej, gdyby znalaza go po lubie? Gdyby prawnie si z nim
rozwioda, poniewa nosi w sobie t krew?
- Zastanawiam si, skd to si mogo wzi? - westchna Johanna. - Wszak rd z
Bergaheim przez wiele lat y w spokoju i nikt nigdy nie sysza, by ktokolwiek z nich
wykrwawi si na mier...
- To byo ju tak dawno. Oni yli w odosobnieniu. Kt moe wiedzie, ile dzieci
przyszo na wiat z takimi uszkodzeniami, ile pochowano tam na grze, bez chrztu czy te
bogosawiestwa pastora?
Johanna pokiwaa gow zamylona.
- Masz racj, lecz gdybymy tylko wiedzieli wicej... wwczas by moe udaoby si
rozwika t zagadk, znale lekarstwo, ktre mogoby uzdrowi takie dzieci, jak nasz may
Vetle.
Ravi poczu ukucie w sercu.
Johanna to zauwaya, podniosa gow, pooya donie na jego policzkach.
- Ach, Ravi, to takie smutne, e nigdy go nie ujrzae. By taki liczny... Podobny do
ciebie. Takie dobre dziecko...
Ravi mg jedynie kiwa gow.
- Wiem. Nigdy sobie nie wybacz tego, e go nie widziaem.

Milczeli.
Waciwie nigdy nie rozmawiali o tym, co mu si przydarzyo przez te dziesi lat,
gdy by poza domem. Johanna wiedziaa, e Raviego wizia za kobieta, e przez wszystkie
te lata grupa chorych na umyle ludzi przetrzymywaa go w zamkniciu w piwnicy. Nie moga poj, jak czowiek jest w stanie przey co takiego. No tak, dla zwykego czowieka to
na pewno niemoliwe, ale Ravi nie by przecie zwyczajny. Jego myli potrafiy wzlatywa.
Posiad zdolno przebywania ciaem w jednym miejscu, duchem za w zupenie innym...
Opowiada jej o tym.
O tym, jak przesta wreszcie liczy dni i tygodnie, jak czas przesta dla niego istnie.
Johanna wierzya, e w jego przypadku to moliwe. Dobrze jednak wiedziaa, e sama
na jego miejscu by oszalaa. Tkwi w odosobnieniu przez tyle lat, majc jedynie wasne myli
za towarzystwo, nawet bez jednej ksiki, przy ktrej mona by si rozerwa... To tortura,
tortura nie do wytrzymania!
w zy czas odcisn na nim pitno.
Lecz w jaki cudowny sposb ten pobyt w zamkniciu wypolerowa te strony jego
charakteru, ktre najbardziej kochaa. Nabray teraz jakby nowego blasku, pojawiy si w
Ravim cechy, za ktrymi tak tsknia, a w ktrych ujawnieniu - przyznawaa to dopiero teraz ona sama bya najwiksz przeszkod. Obja go tak mocno, jak tylko potrafia.
- Nigdy wicej - szepna. - Ju nigdy wicej nie odejdziesz ode mnie, choby nawet
na jedn jedyn noc.
Ravi pochwyci jej sowa wargami.
- Nigdy wicej - obieca, tulc si do jej ust. Przymkna oczy, by mc lepiej napawa
si owym czystym zapachem bliskoci, jakiego nie znajdowaa u nikogo innego. Pogadzia
go po twarzy, kada jej linia bya ju teraz dobrze znajoma. Kady jej uk, kade wgbienie.
Podrapaa paznokciami zarost pod szczk. Chocia Ravi goli si dzisiaj rano, broda wydawaa mu si rosn teraz szybciej ni przedtem.
Poczua, jak jego ciao si napina, gdy powioda doni po ramionach w d plecw,
po uszkodzonym biodrze.
- Chodmy spa - szepna. On rozemia si cicho.
- Tak, chodmy...
Siedziaa obrcona plecami do ma, gdy to powiedziaa:
- Wydaje mi si, e na wiosn bdzie nas wicej. On si nie poruszy. Szczupe plecy
pochylay si przy pracy, naprawia grabie przed niwami. W izbie unosi si zapach tuszczu,
smaya na obiad solon sonin.

Prdko opukaa yki po kapuniaku.


On wci jeszcze nie odpowiada, czyby jej nie sysza?
W oczach zakrciy jej si zy, szemranie w piersi byo niczym echo owego zawsze
niespokojnego uczucia w podbrzuszu, bolenie pulsowao. Znaa ju te objawy. Znw
spodziewaa si dziecka, a przecie najmniejszy chopczyk wci jeszcze wisia u jej piersi,
gdy tylko znalaza woln chwil. Odwrci si powoli.
- Nie dasz rady. Przygryza warg.
e te powiedzia wanie to! Naprawd nie rozumia, jak bardzo potrzeba jej
pociechy.
Podnis si w kocu, odoy zby grabi, ktre wbija w rwnym rzdku.
Podszed do niej, wzi w objcia.
- Tak si boj - powiedziaa.
On sta tylko i trzyma j za ramiona. Wreszcie mocno nabra powietrza.
- I z tym jako sobie poradzimy - zapewni cicho.
- Kittil ma dopiero jedenacie miesicy... a inne... Inne...
- Potrzebuj matki. Uwaaj teraz na siebie, jako sobie poradzimy. Wsplnymi siami.
Zaszlochaa, wspara si o niego. Wanie te sowa tak bardzo chciaa usysze.
Podniosa wzrok na jego zmczon twarz, zauwaya, e soce spalio go tego lata,
skra wygldaa, jakby cala bya jednym wielkim strupem.
- To ju bdzie dwunaste. Tyle samo, ilu byo apostow...
Mczyzna umiechn si z przymusem.
- Tak, tyle, ilu apostow.

ROZDZIA II
Zawsze miaa doskonae wyczucie kierunkw i ju bdc dzieckiem, bez trudu
odnajdywaa drog, zanim jako tako jej j opisano. Dzi byo jeszcze atwiej, bo przecie
mimo wszystko znalaza si w znajomych okolicach. wietnie pamitaa tamten skalny nawis
i teraz, gdy zbliaa si do waciwej doliny, rozpoznawaa nawet osobliwe cechy grskiego
powietrza.
Kobieta wiksz cz drogi przebya konno w samotnoci, lecz przez ostatnie dwa
tygodnie musiaa przemieszcza si na piechot. Na szczcie pewien czowiek przewocy
smo podwiz j kawaek odzi, w ten sposb dotara a do Marifjora, a stamtd droga bya
ju atwa. Podya star ciek w gr Engjadalen, a gdy ta si skoczya, kobieta i tak
wiedziaa, ktrdy ma i. Rozpoznawaa formacje skalne, pamitajc, e szczyty Molden i
Sveidalsnosi to doskonae punkty orientacyjne.
Mina Seljesete i teraz przed sob z prawej strony miaa Fivlenosi.
Dzie by wilgotny i przenikliwie chodny. Tu, wysoko, chmury groziy deszczem, a
jeli szczcie przestanie jej sprzyja, to jeszcze spadnie nieg, ju teraz, we wrzeniu.
Szczcie przestanie jej sprzyja?
Och, nie, musiaa przyzna, e ta podr mina jej atwiej, ni moga si tego
spodziewa. Devla bya dla niej askawa. Kobieta z kadym dniem nabieraa coraz wikszej
pewnoci: dotrze do celu.
I dokona wielkiego dziea, ktre zapewni jej nalene miejsce wrd Ludu.
Wdrowaa szybkim krokiem, wrd czerwieni i ci wrzosw. Cae gry wprost
iskrzyy kolorami, a na nieduych jeziorkach wida byo ptaki zbierajce si przed odlotem na
poudnie.
Czua pokrewiestwo czce j z tymi ptakami. Niemale wyczuwaa napicie w ich
trzepoczcych si sercach: czy i w tym roku poradz sobie w podry? Czy zdoaj odnale
ciepe, ttnice yciem miejsca na poudniu, dziki ktrym ocal ycie?
Jednego nie moga poj:
Dlaczego wracaj do tego zimnego, niegocinnego kraju, penego ludzi, ktrzy s
gaije.
No c, niektrzy z nich s na pewno dobrzy.
Na spotkanie z nimi nawet si cieszya.
Co te powie w czarnowosy mczyzna o sercu, ktre moga uj w donie?
I ta jego maa mdra creczka, czy yje jeszcze?

Tym razem nie musz jej ukrywa, tym razem przybywaa, by prosi ich o pomoc. Nie
bya ubrana w strj Ludu, miaa na sobie do nowoczesny kostium podrny. Zamierzaa
powiedzie, e nie przybywa w pojedynk, lecz jej towarzysze zatrzymali si w pewnym
oddaleniu. Nie musi wcale zdradza, e przywdrowaa przez gry, zreszt by moe
niemdrze robi, idc tdy sama.
Ale Tindir nigdy nie czua si zbyt dobrze w odzi.
Wolaa raczej z mozoem przedziera si przez grskie paskowye, anieli spdzi
bodaj jedn noc w rozkoysanej drewnianej skorupce na niebezpiecznej wodzie.
Tacy ju byli oni, z Ludu.
Nie znaa wrd nich nikogo, kto umiaby pywa.
Na c im zreszt ta umiejtno, woda jest dla ryb, a kto chciaby by ryb?
Umiechna si do siebie. Powrcio do niej odlege wspomnienie z dziecistwa:
Tamos, zrozpaczony, przyszed do Kirvi Telekki baga j o rad. Wosy zaczy mu
wypada!
A wszyscy przecie wiedzieli, e jeli tak si stanie, to czowiek w kolejnym yciu
odrodzi si pod postaci ryby.
Telekka daa mu maci, lecz waniejsze byy odprawione przez ni modlitwy i rytuay.
Powiedziaa te, e nie moe dopuci, by wiato ksiyca pado mu na gow...
Tutaj!
Bez trudu rozpoznaa skupisko letnich zagrd, pooonych w grnej czci doliny.
Schodzenie w d mogo by trudne, ale przesuna kraj spdnicy od tyu midzy nogami i
zawizaa go w pasie. Na spory wzeek, ktry dwigaa przez ca drog, ju nie zwaaa.
Podczas dugiej podry sta si jakby jej czci, ciarem wasnego ciaa.
Letnie zagrody opustoszay, nic w tym dziwnego.
Popatrzya w niebo, zorientowaa si, e ju niedugo zapadnie wieczr. Moe lepiej
byoby, gdyby tu si teraz zatrzymaa na nocleg? Miaaby wwczas dach nad gow, mogaby
przenocowa w ktrej z maych szop. Na pewno s teraz pene wieego, pachncego siana.
Bacznie rozejrzaa si dokoa, biegiem pokonujc podwrze. Trawa rosa tu gsta i
zielona, bya jednak dziwnie rwna, wypasiona. Pastwiska mogyby zosta skoszone jeszcze
raz, do tu byo trawy dla kilku krw.
Przypomniaa sobie jednak, e ci ludzie, gaije, wierz, i zim mieszkaj tu demony i
stwory z zawiatw. Pewnie myl, e do nich naley te pastwisko!
Przenikn j dreszcz, nigdy jeszcze nie widziaa demona gaije, lecz wcale nie bya
gotowa przysic, e takie nie istniej.

Czym prdzej signa po amulet, ktry zawsze nosia przy sobie.


- Dobra Devlo, Alaho, Soce i Ksiycu... Kirvi Telekko, na tw wieczn dusz,
chro swoje dziecko przed z wol obcych mocy...
Zaraz te si uspokoia. To dziaao za kadym razem, wystarczyo jedynie, e
dotkna amuletu, a przed oczami stawaa jej pomarszczona twarz Telekki i na widok
umiechu w prastarych oczach natychmiast ogarnia j spokj.
Bez trudu odsuna antab w drzwiach.
Tak, pachniao tu zapomnianym latem. Siano byo suche i delikatne, upchnite w
ssiekach od samej podogi. Bdzie miaa mikkie, wygodne posanie.
Zjada co nieco z zapasw, kupionych od przewocego smo, i zamkna oczy.
Z gr nie dobiega aden dwik.
Chocia czy to nie szemrze gdzie strumie?
A moe to trzepot skrzyde pod ciemniejcym niebem?
W szopie byo o wiele ciszej. By moe wok kryy zwierzta, lisy i szczury, jakie
drobne gryzonie, a moe nawet, i niedwied, ale ona ich nie syszaa.
Tu nie szelecio, nie skrzypiao i nie zgrzytao tak jak w miejscu, w ktrym czua, e
jest w domu.
Ani jednego wierszcza.
To byo niemal najgorsze, ta cisza, ktra otaczaa j, gdy ukadaa si do snu w tej
krainie na pnocy.
Moe wanie dlatego miaa tutaj taki dziwny sen? Ujrzaa siebie sam idc po
ladach innej kobiety, obie cigay poyskujcego srebrem sokoa.
Reina suchaa dawnych dwikw dobiegajcych z sypialni rodzicw, a wreszcie
sobie przypomniaa: przecie oni ju tam nie sypiaj! Przenieli si na gr, gdy tylko
przebudowa dobiega koca.
Ale dwiki zostay. Odgosy mioci.
Czyby utkwiy jej w uszach?
Otulia si przykryciem. Nie wycignito jeszcze zimowych koder, ale w pokoju byo
ciepo. Zadraa.
Nie chciaa sucha tego echa, nie chciaa, by przywoywao wspomnienia, zapachy i
zapomniane tsknoty.
Ale tak wanie byo. Przed oczami stana jej twarz Arilla, bya niemale w stanie
wyczu jego ciao wycignite obok niej w ku. Syszaa jego lekki oddech, odgos warg,
gdy tuliy si do jej ust i do innych wraliwych miejsc na ciele.

Nie.
Poderwaa si, zapalia lamp.
Usiada, eby poczyta.
Ale wzrok wida miaa zmczony, litery bowiem wiroway jej przed oczami jak
roztaczone owady, a zakrcio jej si od tego w gowie. Zimne fale spyny od karku po
plecach wzdu krgosupa, w piersi zapieko. Przyapaa si na tym, e wstrzymuje oddech.
To teraz nadejdzie.
Ju si nie baa, wiedziaa, e od tego nie umrze. Raczej ogarnia j bdzie coraz
wiksza ciekawo. Musi istnie jaki klucz do niezrozumiaego jzyka obrazw. Musi istnie
jaka moliwo odczytania tych koszmarnych wizji, wykorzystania ich w jaki sposb.
Ale ona ich nie pojmowaa. Widziaa dziwaczne urzdzenia, poyskujcy metal.
Ptaszyska wielkie niczym domy i wozy z rozdziawionymi paszczkami. Poeray ludzi.
Widziaa krew.
Potem obrazy si zmieniy, zobaczya drobn kobiet, sam na pustkowiu. Okolica
wygldaa jak przysypany niegiem paskowy, lecz nieg by zocisty, niczym piasek?
Kobieta cigna jak paczk, co w rodzaju worka? Reina zorientowaa si wreszcie,
co to jest. To byo dziecko w worku z brzucha jakiego zwierzcia.
Dziwne.
Moga myle, cho przed oczami wci przelatyway jej nowe obrazy. Nie bya
nieprzytomna, nie zatona wrd gronych wirw, jak to zwykle bywao.
Moga myle.
W pokoju byy dwie Reiny!
Jedna ta, ktra wia si bezradnie wrd wszystkich tych dziwacznych wizji, i druga,
ktrej al byo tej pierwszej i ktra patrzya na obrazy niczym na cienie na cianie.
Poczua, e serce mocno jej wali. Pozwolia, by obrazy przepyway niczym rzeka.
Lecz ona si w niej nie kpaa.
Rankiem nastpnego dnia Reina obudzia si z rozsadzajcym piersi nowym
uczuciem. Co si wydarzyo. Co dziwnego. Co, dziki czemu wszystko moe sta si
atwiejsze.
Odnalaza drog, ktra moga wyprowadzi j z caego tego blu. Postanowia
pomwi o tym z ojcem.
Prdko nacigna odwitne ubranie, ktre nosia poprzedniego dnia. Nie miaa
dzisiaj w planie adnych cikich prac, w dodatku bardzo podobaa jej si ta sukienka z
czerwonym wenianym stanikiem. Przypominaa suknie, w ktre stroiy si inne mode

kobiety, a wzdu brzegu spdnicy bieg skomplikowany ozdobny haft. Na bielutkiej koszuli
nie byo ani jednej plamki, j take postanowia wic woy, a na koniec spia si szerokim
pasem ze srebrn sprzczk. Wosy prdko splota w gruby warkocz i na gowie zawizaa
chustk.
Soce na niebie byo blade i dalekie, ale powietrze sprawiao wraenie niemale
niebieskiego.
Znalaza Raviego tam, gdzie spodziewaa si go zasta: przy wielkim kamiennym
stole na podwrzu. Siedzia z jedn nog wyprostowan, wiedziaa, e zwykle rano odczuwa
w niej bl. Przypuszczaa, e zim moe by jeszcze gorzej.
Przez moment, ukryta za podwrzowym drzewem, przygldaa si ojcu.
By przystojnym mczyzn i piknie dwiga swj wiek. Niemale tak samo jak
Marja... We wosach mia kilka siwych pasm, zwaszcza przy skroniach czer wyblaka. Ale
teraz spod czarnego kapelusza spada na ramiona tylko kruczoczarny koski ogon. Ravi
przeuwa co, by moe ostatni kawaek suszonego ledzia jeszcze ze niadania. Potem
splun, przywoa kota.
Ponad nim na tle turkusowoniebieskiego nieba podwrzowe drzewo zdawao si
pon niczym ogie.
Reina patrzya, jak ojciec porusza chor nog pod stoem. Wida byo, e odczuwa
bl, ale to przejdzie, jak tylko wyruszy na sw codzienn porann przechadzk, zaraz bdzie
rwnie zwinny i sprysty jak kiedy.
Wstrzymaa oddech, skupia wzrok na biodrze ojca. Poczua ogarniajce j ciepo,
powietrze zadrao. Ravi wolno odwrci gow, dostrzeg crk.
- O, to ty...
Reina umiechna si, podesza do niego, usiada na stojcej przy stole awce.
- Dobrze si czujesz, ojcze? Skin gow.
- Doskonale! Ty za to wygldasz blado, moja kochana. le spaa?
Reina wtulia policzek w jego rami. Dobrze byo zoy na nim gow. No i w takiej
pozycji nie mg widzie wyrazu jej twarzy.
- Wiesz, mam takie dziwne sny. - Tak.
Usyszaa, e z trudem przekn lin.
- Posuchaj, tatusiu... te sny... mwie kiedy, e dadz si okiezna.
- Naprawd tak mwiem? Jeste pewna?
- Mhm, tak powiedziae. Westchn.
- Moja maa creczko... nie wiem. By moe naprawd dadz si okiezna, lecz cena,

jak trzeba za to zapaci, Reino, jest wysoka, to pewne. Wdka... Nigdy nie uywaj wdki,
by je stumi, moja kochana.
- Wiem, wiem, i tego nie zrobi. Ale istnieje chyba jaki inny sposb? Chyba mona
sta si ich... wadc?
Ravi odsun si od niej, sign po lask, uoy j porzdnie pod awk.
Potem pochwyci wzrok crki.
- Jedyne, co wiem, Reino, to to, e upywajce lata troch cieraj im kanty. Nie
jestem pewien, czy moe to by dla ciebie jak pociech, ale obrazy w miar upywu czasu
blakn, staj si coraz mniej wyraziste, a moe dzieje si tak dlatego, e czowiek nie pozwala
im si porwa w taki sam sposb jak kiedy.
Reina z powag skina gow.
- Dzisiejszej nocy, tatusiu... dzi w nocy byo inaczej. Troch tak, jakbym nie cakiem
bya obecna. niam i widziaam, ale tak jakbym to nie bya ja. W tym samym czasie mogam
myle, wiedziaam, e s to jedynie marzenia senne i wizje.
Ravi zmruy oczy, patrzc pod soce. Mwi teraz ciszonym gosem:
- Rozumiem, mnie take si to zdarzyo, ale... Reino... niekiedy najlepiej jest po prostu
si im podda, nie rozdziela na dwoje. W peni wczu si w sen bez wzgldu na to, jak
bardzo jest bolesny. Wydaje mi si... sdz, e niebezpiecznie jest si dzieli. Pewnego dnia
moe si okaza, e te dwie poowy nie s w stanie na powrt si odnale.
- I co wtedy nastpi? Wolno pokrci gow.
- Tego nie wiem, moja kochana. Ale... jest przecie tak, e gdy dusza oddziela si od
ciaa, wtedy czowiek umiera.
Reina jkna.
- Chcesz powiedzie, e to wanie si wtedy dzieje? e nie widz tych obrazw
wyranie, poniewa moja dusza ulatuje?
Ravi westchn.
- Naprawd nie wiem, Reino. Ta niezwyka kraina, po ktrej si poruszasz... ona jest
wycznie twoja. Ja mam swoj. Nie mog da ci adnej mapy, mog co najwyej udzieli
kilku rad przed podr.
Jak on dziwnie mwi, pomylaa Reina. A mimo to doskonale rozumiem, co ma na
myli. Kiedy uywa innych sw, ciszych, pochodzcych od ziemi, teraz w jego mowie
jest woda i ogie. Jakie to dziwne!
Ravi obj crk ramieniem. Znw zmruy oczy, patrzc na tobiae poranne
soce. Po wioskowych zboczach krcio si kilku mczyzn, sprawdzali kosy, wyglday ju

teraz na cikie, gotowe do cicia. Jeli jeszcze przez kilka dni bdzie tak sucho, niwa mog
by udane.
- Reino... jeste siln, mdr kobiet. Dasz sobie rad, jeli tylko bdziesz pamita, e
musisz by wierna sobie. Krocz swoj wasn ciek, nie pozwl, by inni wytyczali ci drog,
ktr masz poda.
- Ale ja nie wiem, dokd...
- Nikt nie wie, ani dokd, ani jak. Musimy tylko stara si y tak dobrze, jak
potrafimy. A ty, moja kochana... Jednego jestem pewien. Staniesz przed wielkimi, niezwykle
wanymi zadaniami. Jeste wyjtkowa. Masz w sobie ciepo.
- Tak jak ty! Skin gow.
- Tak... Ale ja odziedziczyem je po matce, ty za masz je w sobie zarwno po rodzinie
swego ojca, jak i matki. To bardzo potne sprawy, Reino. Sdz, e o tym wiesz.
- Matka mwi, e to przeklestwo.
- I by moe ma co do tego racj. Musimy jednak z nim y. I jeli tylko zdoamy,
obrci je w dobro.
- A czy pozostawiono nam jaki wybr? Przyglda jej si badawczo.
- O, tak, zawsze moemy wybiera, co najmniej jedn z dwu moliwoci...
Reina siedziaa ciko oparta o ojca. Soce zaczo ju teraz grza. Podwrzowe
drzewo osaniao ich przed wiatrem wiejcym od gr, w koronie rozlega si cichy szum. Po
niebie wolno przemkn klucz dzikich gsi, rozci je niczym oszczep.
Rein ciekawio, czy ojciec by rwnie oszoomiony jak ona, gdy odkry swoje
zdolnoci. Gdy zorientowa si, e nie wszyscy potrafi ujrze to samo.
Co wtedy pomyla?
Wiedziaa, e jego matka zostaa ukamienowana przez ludzi ze wsi, przekonanych, e
to diabe we wasnej osobie wywouje jej niezwykle ataki.
Ona, Reina, nigdy si nad tym nie zastanawiaa.
Uznaa za pewnik, e jej zadziwiajce wizje nie maj adnego zwizku z duchami, ani
z diabem, ani z Bogiem. Uznaa, e s jej wasne, by moe s wynikiem jakiego bdu
tkwicego w gowie.
Albo w sercu.
Kto wie, w ktrym miejscu ludzkiego ciaa tak naprawd tkwi dusza?
- Niekiedy miaoby si ochot zosta uczonym - owiadczy nagle Ravi. Ale umiech
na jego wargach i leciutki bysk w oku wiadczy, e sobie artuje. - Jestemy jak osobliwe
zwierzta, jak znieksztacone pody, ktre medycy konserwuj w spirytusie i prowadz na

nich badania. Jestemy kalekami w nasz osobliwy sposb...


- Naprawd?
Teraz mia si ju gono.
- Tak, tak wanie by nas potraktowali. Nie jestemy tacy jak inni ludzie, tkwi w nas
jaki bd. Nauka odkrya, e takie bdy si zdarzaj. Nagle krowa rodzi ciel, ktre ma sze
ng. Dlaczego? Albo rodzicom posugujcym si mow przychodzi na wiat nieme dziecko i
nikt nie wie, czemu tak si dzieje.
- Jak sdzisz, co oni by z nami zrobili? Zakonserwowali w spirytusie?
Ravi pokiwa gow.
- Tak, a potem by moe pokroili nasze mzgi na cieniutkie plasterki, eby si
przekona, czy nie rni si kolorem od ich wasnych...
Reina prychna ze miechem.
- Pomyl tylko, gdyby wszystkie nasze myli tkwiy tam w rodku i podczas operacji
dao si je usun, to by dopiero byo co!
- Na mio bosk, miejmy nadziej, e to nigdy nie stanie si moliwe!
Reina spowaniaa.
- Wiesz, troch na ten temat czytaam. Niekiedy zdarza si, e ludzie, ktrym do
gowy przychodz dziwaczne myli i ktrym co si zwiduje, zdrowiej po wykonaniu
pewnej operacji. Trepanacja, tak to si nazywa. Boruje si dziur w czaszce, mniej wicej tu,
w tym miejscu.
Pokazaa na swojej gowie nad uchem.
- W ten sposb mzg moe si przewietrzy i choroba wylatuje z gowy.
Ravi popatrzy na ni.
- To jakie stare brednie, to adna nauka! Robi si to ju od setek lat! Kiedy
wierzono, e trzeba z gowy wypuci demony!
Reina spucia wzrok.
- Kto wie, co jest suszne... Ravi potrzsn ni.
- Nigdy nie myl sobie, e to choroba czy te jaka diabelska moc! Jeste pikn,
dobrego serca mod kobiet, otrzymaa dar, dziki niemu masz pomaga ludziom.
Powtarzaem ci to, odkd bya malekim dzieckiem! Czyby o wszystkim ju zapomniaa,
Reino?
- Nie, tatusiu... Dobrze pamitam, czego mnie uczye. Mioci, sprawiedliwoci,
szacunku... nie ugina si pod zdaniem innych, jeli samemu znalazo si prawd.
- No wanie. Powiedz mi wic, Reino, jakie prawdy odnalaza?

- Ale, tatusiu, na dwik takich wielkich sw budzi si lk. Kto wie, czym jest
prawda?
Ravi pocaowa j w policzek i szepn cicho:
- T najwaniejsz ju znalaza, kochana.
Zastukaa do drzwi Zamku Marji, lecz ogarno j zakopotanie, gdy pojawia si w
nich zupenie obca dama. Na szczcie pamitaa jego imi, byo atwe, i gdy spytaa o niego,
do wielkiego holu przywoano inn pani.
- Chod, zaprowadz ci. Kim jeste? Tindir popatrzya drobnej kobiecie w oczy.
- Przychodz z daleka, w wanej sprawie. Musz pomwi z Ravim.
Emmi zamrugaa, podejrzliwe patrzya w twarz wyszej niewiasty. Dlaczego
nieznajoma nie powiedziaa, jak si nazywa? To przecie wrcz niegrzeczne! Jaka
tajemnica?
Emmi poczua askotanie w piersi.
Czyby to bya kobieta z tych lat zapomnienia?
Posanniczka z czasw, ktre Ravi spdzi pod innym socem?
Ale nieznajoma zupenie dobrze posugiwaa si duskim z drobnymi naleciaociami,
w ktrych Emmi rozpoznawaa wpyw tutejszego jzyka. Czy widziaa t kobiet ju
wczeniej?
Kiedy szy, ukradkiem zerkaa na twarz obcej. Prosty nos, pene wargi, ciemna,
odrobin zotawa skra. Zapewne nieznajoma odbya dalek podr latem, nie majc za
bardzo czym si osania od soca. Przez t opalenizn przypominaa nieco dziewczyn
najt do sianokosw, ale jej doni nie naznaczyy stwardniae odciski od dugich godzin
spdzonych przy grabiach.
Byy natomiast do brudne.
Nie pasoway do piknego, prostego stroju z weny, w ktry bya ubrana, czystego
kroju, bez adnego haftu czy te ozdobnego szwu. Gruba, gsto tkana wena, z ktrej zostaa
uszyta do szeroka spdnica, wygodna na pewno i podczas konnej jazdy, i duszych
pieszych wdrwek, sama w sobie bya ozdob. Kaftan mia kieszenie i luno spywa wok
piersi i talii. Kobieta bya bardzo szczupa.
Na Vildegrd Emmi nie musiaa szuka Raviego.
Siedzia i drzema w poudniowym socu pod drzewem na podwrzu, przy nim
usadowia si Reina z jedn z oprawnych w skr ksig Johanny na kolanach. Kot
przechadza si po stole. Prawdziwy sielski obrazek czystego, leniwego spokoju.
- Witaj, Ravi, masz gocia w domu!

Drgn, przestraszony, zamruga, otworzywszy oczy na wiato, powid doni po


wosach. Kapelusz trzyma w drugiej rce.
- Ach, tak? Dzie dobry pani.
Tindir niemal dygna. Wiedziaa, e tak wanie czyni tu ludzie przy przywitaniu.
Wycigna do niego rk.
- Znw si spotykamy, Ravi - Ravi przez chwil nie wypuszcza jej doni, wyraz
twarzy zdradza lekkie zmieszanie. Wreszcie mocno zamkn oczy i mrukn:
- Tindir... znw si spotykamy...
Reina podesza do nich, utkwia w twarzy kobiety zmruone oczy.
- Ty jeste Tindir? Prawda?
Emmi skrzyowaa rce na piersi. Co to ma znaczy? Czyby Reina rwnie znaa t
osob? Wobec tego nie mogo by tak, jak jej si wydawao. Poczua niemal ulg.
- Siadaj, siadaj, zaraz przyprowadz on. Musisz si z ni przywita. Bardzo si
zmienia, Tindir...
Usiada, wygadzia spdnic.
- Moesz nazywa mnie Anna, jeli chcesz. Jeli to miaoby oszczdzi wam kopotu...
Ravi i Reina prdko wymienili spojrzenia.
- Nie, masz na imi Tindir i tak ci bdziemy nazywa. Jeste naszym gociem. Teraz
nastay inne czasy, chyba wiesz.
Tindir zamylona pokiwaa gow.
- Tak, nikt chyba ju si nas nie boi, gdy przychodzimy w pojedynk.
Ravi umiechn si.
- To chyba rzeczywicie mdre sowa. W pojedynk jestecie tylko ludmi.
Tindir prychna.
Wysza Johanna, suce uprzedziy j ju, e w domu pojawili si gocie. Twarz
miaa surow, pewnie spodziewaa si, e to znw kto przyszed po pomoc przy zamanej
nodze, jakiej przykrej chorobie czy innych dolegliwociach, ktrymi nie miaa ju siy si
zajmowa.
Ale Ravi j uprzedzi:
- Johanno, to Tindir. Ty jej nie znasz, ale... to duga historia. Wydaje mi si, e
najwyszy czas, by j usyszaa.
Johanna uniosa brwi, lecz wycigna rk do kobiety.
Reina zapaa matk za rami.
- Nie gniewaj si, mamo, ale wiesz, strasznie ci oszukalimy...

Wreszcie Johanna usyszaa ca histori. O tym, jak to tabor cygaski mimo wszystko
wcale nie wynis si z wioski. O tym, jak to jej m zdobywa dla nich poywienie i znalaz
schronienie pod skalnym nawisem wyej w dolinie. I o tym, jak pniej sprowadzi ich do wsi
w przebraniu samego Gwiazdora.
Nie moga powstrzyma si od miechu.
Pamitaa wszystkie tamte opowieci bladych ze strachu mieszkacw wioski, z
przejciem relacjonujcych, e widzieli pochd zjaw, przemykajcy przez wiosk w wigilijn
noc...
- Mj ty wiecie, c za pomys! Dziecica zabawa!
Reina umiechna si.
- Oczywicie, ale przyznaj, e sprytnie pomylane. I wszystko dobrze si skoczyo.
Przez ca zim ci ludzie mieszkali na strychu Zamku Marji, mamo. I nikt, absolutnie nikt o
tym nie wiedzia! To wprost nie do uwierzenia, prawda?
Johanna wzruszya ramionami, wci nieco zdumiona ca t niezwyk opowieci.
- Prosz do rodka... Tindir? Pani Tindir? Kobieta umiechna si.
- Nie, nie pani, po prostu Tindir. Albo... Kind Tindir.
Ravi przyglda jej si uwanie. A wic wci nosia ten zaszczytny tytu. Sdzi
raczej, e ten sprzeciw wobec niej i to, e sama musiaa wyruszy za innymi... Najwyraniej
jednak udao jej si przekona rad plemienia. Wida wci jeszcze bya Kirvi.
Matk chrzestn.
Lecz rwnie przywdczyni, kapank, t, ktra wskazuje drog. T, ktr stara Kirvi
Telekka obraa na swoj nastpczyni.
Johanna daa znak dziewcztom, by postaray si, jak mog, przyspieszy poudniowy
posiek. Na razie go musia si zadowoli kubkiem piwa i plackami. Potrawa ze wieej
kapusty, cebuli i baraniny jeszcze si nie ugotowaa, ale w domu ju unosi si cudowny
zapach pieprzu i kolendry. wieo upieczony chleb chodzi si na kamiennej awie przy
palenisku.
Tindir usiada. Cay czas nie przestawaa nerwowo zerka w kierunku Johanny. Ravi
uj on za rk i skin gow Cygance.
- adnych tajemnic - owiadczy.
Johanna chodzia tam i z powrotem, przede wszystkim dlatego, e daa dziewcztom
wolne na cae popoudnie, nie chcieli bowiem, by jaka dodatkowa para uszu przysuchiwaa
si tej rozmowie. No a kto musia napenia pmiski, kto musia przynosi wicej piwa.
Reina siedziaa jakby z oczami przyklejonymi do ust Tindir, wida byo, e

dziewczyna zna ca histori.


A wic j oszukali.
Nie tylko zreszt j, ca wie.
Johanna czua jednak, e mimo wszystko postpili susznie. Jej zapewne nie
spodobaoby si, gdyby si dowiedziaa, e zaraeni osp wdrowcy zamieszkali pod jej
dachem... A ludzie we wsi osdziliby ich surowo, jeli wyszoby na jaw, e goszcz u siebie
brudnych mordercw...
Wszystko przecie uoyo si dobrze.
Zorientowaa si, jak cudownie jest, gdy nawet odrobina gniewu ani goryczy nie trawi
jej serca.
Ravi ucieszy si na widok tej kobiety.
Musia istnie midzy nimi jaki szczeglny kontakt. Ale Tindir bya chyba wtedy
jeszcze dzieckiem, skr przecie wci miaa tak gadk, mod.
Dziesi lat temu?
Nie, pitnacie...
- Ile masz lat, Tindir? - spytaa Johanna, stawiajc na stole talerz liwek.
Tindir popatrzya jej prosto w oczy.
- Nie wiem - odpara powoli. - My nie liczymy lat. Johanna umiechna si.
- By moe nie jest to wcale takie gupie.
Posilali si w penym yczliwoci milczeniu. liwki byy sodkie i okrge, drzewa
dobrze rodziy za domem w ogrodzie zaoonym przez Ameli. Wrd rabatek, z ktrych
unosi si ciki aromat zi, posadzia kruche rolinki, szczepki wini, liw, jaboni, zasiaa
te jakie nieznane nasiona ze skrzy Marii. Niektre z nich ledwie wykiekoway, z innych
wyrosy pokrzywione drzewka, piknie kwitnce na wiosn, nigdy jednak nie majce
dostatecznie duo soca, by wyda owoce.
- Podobno jabonie na plebanii w tym roku te bd obficie owocowa - powiedziaa
Johanna.
Ravi skin gow.
- Bd dobre zbiory, ale najbardziej jestem ciekaw tego nowego pola. Nie mam
pojcia, kiedy z niego zbiera.
- Byo o tym chyba napisane w gazecie, ojcze? Zaraz j przynios.
Reina pobiega i po chwili wrcia, niosc nieduy papier. Gazety przechowywano w
piknie lakierowanym kufrze w paradnej izbie, niektre byy zniszczone, naznaczone
wilgoci, inne tobiae, gadkie. Te drobne wydawnictwa zawieray zarwno wiee

wiadomoci, jak i wszelakiego rodzaju poyteczne rady.


- Zaraz zobaczymy... Co te Harboe Hertzberg pisze na ten temat...
Zacza czyta na gos z tego kawaka, ktry nosi tytu Informacja dla wieniakw w
Norwegii o niezwykle poytecznej bulwie zwanej ziemniakiem, o jej uprawie i
wykorzystaniu.
Tindir bacznie si temu przysuchiwaa.
Gdy wreszcie ustalili, e z pola naley zebra czym prdzej, starannie odoya pestki
liwek i umiechna si.
- Jedynym dostrzeganym przeze mnie powodem, dla ktrego ludzie tak dugo tkwi w
jednym miejscu, jest to, e mona sobie zapewni straw, e zna si miejsce, w ktrym
zawsze wyronie co jadalnego...
- Czy twj Lud niczego nie uprawia? Czy wy nigdzie nie mieszkacie?
Tindir pokrcia gow.
- Nasz Lud... Nie mamy nawet sowa, ktre znaczyoby mieszka. Jestemy jak
ptaki na wietrze, jak nasiona kwiatw rozrzucone po ziemi. Jestemy owocami tej ziemi, lecz
nie uprawianymi jak ta liwka tutaj...
Johanna umiechna si.
- To bardzo piknie powiedziane, Tindir. Rozumiem, e jestecie czym wyjtkowym.
Wiem, e duo taczycie i piewacie, e doskonali z was muzykanci i e najstarsze z waszych
kobiet posiady wielk wiedz o leczeniu i chorobach.
Tindir kiwna gow.
- Wiem, e i pani j rwnie ma. A wasza crka nosi w sobie moc Devli i potrafi
uzdrawia chorych.
Johanna poblada.
- Devla... Nie wypowiadaj takich sw w moim domu.
Ravi wtrci si ciszonym gosem:
- Devla to ich okrelenie dobrego bstwa, Johanno, wcale nie to, o czym mylisz.
Johanna zamrugaa.
- Ach, tak! Ale skoro tak nazywacie Boga, to nic dziwnego, e, zdaniem wszystkich
ludzi, zajmujecie si czarn magi. Jak mona czci... Devl?
- Naszym bogiem jest Devla, ciepa, yciodajna jak Soce. Mamy take Alaho,
agodno i nieprzewidywalno Ksiyca. Ale zych mocy jest wiele, najpotniejsza jest
chyba ta, ktr wy nazywacie diabem. My mwimy o niej Beng.
Johanna zadraa.

- C, nie mona chyba oczekiwa, eby wasze dzieci porzdnie si czego nauczyy,
zapewne duo podruj i rzadko chodz do szkoy. Powiedz mi, czy nie trzeba ich
zapisywa do szkoy i po jakim czasie konfirmowa?
Tindir z powag popatrzya na Johann.
- Pani nic nie rozumie. Mwiam przecie, e jestemy jak dzikie kwiaty tej ziemi,
nikt nie moe nas uprawia, nikt nie moe nas ogrodzi. Jestemy wdrujcym Ludem, a
naszym domem jest cay wiat.
- Hm, a mnie si wydawao, e Vildegrd po rozbudowie to duy dom.
Johanna umiechna si. Wystawia te na st sodkie wino. Mimo wszystko Tindir
bya gociem, ktrego Ravi powita z radoci. Ale czego waciwie tu szukaa?
Dlaczego wrcia, przebrana za zwyczajn kobiet? Czy przywloka si za ni caa ta
gromada, cay ten tabor, ktry przeszed przez gry, roznoszc po wsi zaraz i mier?
C, musi jeszcze poczeka, zanim si tego dowie.
Tym razem Ravi na pewno wszystko jej wyjani.

ROZDZIA III
Emmi przygotowaa dla Tindir niebieski pokj. By waciwie zbyt elegancki dla tak
prostej kobiety jak ona, tu przecie sypiay baronowe i ksine...
Ale Ravi j zna i lubi. Traktowa j z najwikszymi honorami, a spojrzenia, jakie jej
posya, wypeniao zdziwienie, ale i szacunek.
Gdyby by modszy, Emmi podejrzewaaby go o...
Nie. Teraz ju nie. Teraz nic ju nie mogo wedrze si midzy Johann i Raviego.
Kochali si mioci gbok i wyran, nie szczdzili sobie nawzajem pieszczot i czasu.
Ale Tindir miaa w sobie jaki ar. Emmi dobrze widziaa, e rozpalia co w oczach
Raviego.
A Reina zachowywaa si, jakby przebudzia si z upienia. Wyprawiaa si razem z
Tindir na dalekie przechadzki, a teraz obie wybray si konno odszuka miejsce, w ktrym
Tindir zdaje si ukrya co, gdy bya tu ostatnio...
Emmi usiowaa wyczyta ze spalonej socem twarzy, o jakie te tajemnice moe
chodzi.
Lubia tajemnice.
Umiaa je rwnie odkrywa.
Bya przekonana, e wizyta musi oznacza co wicej. Co musi si dzia, skoro
Reina i Ravi nie odstpuj tej kobiety na krok, cho nastaa najgortsza pora niw.
Zatroszczya si o to, by krysztaow karafk przy ku wypeniono wie wod,
eby pokj wysprztano i zniesiono na zim ciep pociel.
Tindir miaa zosta. Przynajmniej do wiosny, tak mwi Ravi. Powodu adnego nie
poda, niekiedy jednak Emmi wydawao si, e przyglda si jej z pytaniem w oczach. Jak
gdyby podejrzewa, e ona tak naprawd wie wszystko.
- Stara legenda nie opisuje dokadnie miejsca, gdzie znajduje si zoty skarb.
Wspomina gry i rzeki, lecz wymienia inne nazwy ni te, ktrych wy uywacie. Opowiada o
orlim gniedzie i o pewnej starej kobiecie, ktra znaa tajemnice Ksiycowej Gry. Bya
jedn z nas, lecz pewnej nocy wadca Ksiycowej Gry przyszed do niej i powiedzia, e
musi zosta i ofiarowa swoje ycie w zamian za podno Ludu.
Urwaa na moment, Reina wprost chona jej sowa.
- Legenda mwi, e ta kobieta wzia ze sob cae zoto, jakie jeszcze mia Lud, i e
zostao ono ofiarowane bogom w zamian za podno i liczebno Ludu. Byo to w czasach,
gdy niewiele ich pozostao. Rada skadaa si jedynie z trzech starcw. Nasze mode kobiety

umieray na jak nieznan zaraz, a mczyni tracili siy...


- A wic zoty skarb zakopano tutaj? Tu, w tych dzikich grach?
Tindir skina gow.
- Bg Ksiyca osobicie ich tu przyprowadzi, dwch najsilniejszych mczyzn i t
jedn mod kobiet, ktra jeszcze bya w stanie znie trudy takiej podry. Wanie oni si
tu wybrali.
- Skd wiecie, e przyszli tutaj? Przecie zwykle nie zapuszczacie si a tak daleko na
pnoc?
- O, nasz Lud kry po caej ziemi. Ale to prawda, tu nigdy wczeniej nie
zawdrowalimy. Ale bg Ksiyca przyprowadzi ich wanie tu.
- Skd to wiecie? Mwia, e oni nigdy nie wrcili.
Tindir westchna. Cierpliwie opowiadaa star legend, z ktr sama wyrosa i ktra
dla niej bya zwyczajnie prost prawd.
- Ta ofiara zadowolia bogw. Szczep znw si powikszy, urs w si. Znalelimy
lady, patrin. Pamitasz, co opowiadaam ci o znakach, jakie zostawiamy za sob po drodze?
Kiedy, dawno temu, pewien tabor wyruszy po to, by przywie skarb do domu, ale im si
nie powiodo... W kadym razie historie opisuj wiele dziww. Niektre twierdz, e
odnaleli skarb, inne, e oszukaa ich czarownica. Ale Kirvi Telekka wiedziaa, e skarb
wci tu jest. Ja jej wierz, lecz nikt ju nie pamita, gdzie go ukryto.
- Co z nim zrobisz?
- Zostanie przewieziony w nasze wite miejsce, do Francji, do Sara - Kali. Bo nasza
podno znw jest zagroona. A nasze dzieci s zabijane - odpara Tindir.
Reina odchrzkna.
- A wic chcesz odnale skarb i zanie go radzie Ludu zupenie sama?
Tindir z powag skina gow.
- Nikt ju nie wierzy, e to moliwe. Ale to moja jedyna szansa. Inaczej nigdy nie
zostan Kirvi, inaczej na zawsze pozostan wyklt, marime. - Zamkna oczy. - Ze
wszystkich kar, jakie mogy mnie spotka, ta jest najgorsza. Ju do nich nie nale, ale moja
krew krzyczy i tskni za nimi kadego dnia. Nie jestem ju ywa, dopki odmawia mi si
bdzie mojego miejsca przy ognisku.
- Dlaczego? Przecie Telekka ci wyznaczya... W oczach Tindir zakrciy si zy.
- S inne siy, potne siy. Mczyni z rady... suchaj tych, ktrzy s zdania, e zbyt
dugo mieszkaam wrd gaije, wrd takich ludzi jak wy, ktrych oni si boj i uwaaj za
niegodnych.

- Hm, wobec tego by moe jestemy bardziej do siebie podobne, ni si nam wydaje.
Ale, Tindir... w jaki sposb zdoasz odnale zoty skarb? I co w nim jest?
- Dokadnie nie wiem. Legenda mwi, e jest wielki i wspaniay, jest tam najczystsze
zoto, podobno wszystko, co cay Lud posiada, stopiono w jedno. Ostatnie bogactwa, jakie
jeszcze nam zostay w owym mrocznym czasie, kiedy wszystkie nasze dzieci pomary.
- To moe by olbrzymi kufer wypeniony po brzegi. - Reinie a zawieciy si oczy. Jakie to ciekawe, Tindir! Ale jak my go znajdziemy? Prawdopodobnie ley zakopany w
ziemi od setek lat!
- Zoto nie niszczeje - odpara Tindir. - Nie tak jak ludzie, ktrych po mierci toczy
zgnilizna. Ale ja wiem, e odnajd skarb, to moja jedyna nadzieja. I... twj ojciec obieca, e
mi pomoe. Czy i ty take?
Reina kiwna gow.
- Oczywicie! Lecz jeli naprawd zosta zakopany gdzie w grach, to bdziemy
musieli dugo czeka, teraz przecie idzie zima.
Tindir skina gow.
- Stare pieni gosz, e skarb naley zanie bogom, kiedy rok jest nowy. Nasz rok...
Reina usadowia si wygodniej na mikkiej kanapie.
- Naprawd wierzysz, e go znajdziemy? Tindir popatrzya jej prosto w oczy.
- Musimy go znale. Inaczej bdzie to oznaczao, e zawiodam Kirvi Telekk i cay
mj Lud. I wszystko, co najbardziej sobie ceni.
- Ale... oni przecie ci unikaj. Przepdzili ci? Tindir przymkna oczy.
- Kirvi Telekka rwnie o tym wiedziaa. To wanie wypdzona crka ma przynie
skarb bogom. Teraz piewa si o tym w koysankach dla dzieci, ale ja wiem, e to prawda. e
to si zdarzy. Ju wkrtce.
Reina poczua, e robi jej si sabo. Jaka silna wiara i jaka odwaga! By moe Tindir
nie potrafia wszystkiego jasno oceni, by moe cigaa jedynie senn mar, ale ba o
wielkim zotym skarbie bya zaiste pasjonujca i moe naprawd co znajd?
O, tak, to raczej pewne, cakiem pewne, e skarb ukryty jest gdzie wrd dzikich gr
nad fiordem Lyster. Bo czy Cyganie nie zjawili si tutaj ca gromad? Czy ona sama nie
wyczua siy, tkwicej w starej Kirvi? Kirvi bya t, ktra wie. Bardzo, bardzo mdr osob.
Reina nakrya doni rk Tindir. Byy mniej wicej jednej wielkoci.
- Pomog ci, jeli tylko bd umiaa. Tindir umiechna si.
- By moe bd moga odwdziczy ci si za przysug. Widz bowiem, e twoje
serce jest puste. Jest kto, kogo chtnie chciaaby skusi...

Reina odwrcia gow.


- Nie - owiadczya krtko. Tindir lekko si umiechna.
- Jest kto, za kim tsknisz. My, crki Ludu, rozumiemy si na takich rzeczach, na
mioci. Widzimy oznaki na twarzy.
- A wic by moe masz racj. Jest kto, kogo utraciam, ale zostaam oszukana, on
okaza si kim innym, ni sdziam. Straciam jedynie marzenie.
- To chyba najgorsze - mrukna Tindir. - Utraci co, czego nigdy tak naprawd si
nie miao.
Jeste mdra, chciaa powiedzie Reina, ale przepastno ciemnych oczu Tindir
sprawia, e poczua si zdezorientowana, niespokojna, wrcz rozedrgana.
Delikatnie odsuna rk.
- Chodmy... do szpitalika. Obiecaam matce, e wieczorem zjemy z nimi kolacj.
Emmi i wszyscy inni chyba ju poszli. Ingalill te przyjdzie, eby si z tob tak naprawd
przywita.
Tindir umiechna si.
- Szczcie ci sprzyja, masz siostr. Reina nie odpowiedziaa.
Tindir mrukna pod nosem:
- Jedyne, czego pragn, kiedy skarb bdzie ju bezpieczny u ciebie, to siostry.
Arill natkn si na ni i na jak nieznajom kobiet, gdy na tydzie przed Boym
Narodzeniem przejeda obok Vildegrd w drodze po gotowe baranice, ktre zawiz do
Birgit z Orset. Jeli chodzio o garbowanie i szycie skr, Birgit nie miaa sobie rwnych. A
gdy bd jecha do kocioa z on w Boe Narodzenie, to przecie i powz, i baranice musz
by lnico nowe.
Tegoroczna jesie okazaa si askawa dla Storlendet. Mogli pozwoli sobie na
zostawienie na zim jeszcze jednego tuzina owiec, a spichlerz, spiarnia i szopa byy
wypenione po brzegi. Jczmie, ktry zeszego roku da jedynie cztery razy wicej ziarna,
ni zuyto na siew, w tym roku obrodzi i przynis dwukrotnie wikszy plon. Podobnie byo
z mieszanym zboem. Pole z kapust oszczdzia plaga gsienic, w ziemiance wic leay
wory pene kapusty, grochu, marchwi i cebuli. Zgromadzili te znacznie wicej ni zwykle
masa, chocia przecie i tak sporo sprzedali.
Baranice na pewno bd pikne. Udao mu si naj wdrownego malarza, ktry
ozdobi je wizerunkami pdzcych koni i smokw, w dodatku na jednej wypalone zostao
imi Thory, ot, taki drobny gest, ktry, jak wiedzia, napeni j dum.
Thora Hansdatter Storlendet.

Kto by przypuszcza, e ona, dziewczyna wywodzca si z tak bardzo ubogiej


zagrody, dostanie za ma tak dobr parti?
Wiedzia, e jest do niego przywizana wdzicznoci.
Pewnego dnia musi j nakoni, by wreszcie zrozumiaa, e jemu potrzeba
wybaczenia.
Wanie takimi mylami by zajty, gdy dwie kobiety na drodze nagle podniosy
krzyk. cign lejce, wczeniej pozwala koniowi pi si w gr zbocza tak, jak zwierz
miao na to ochot. Jedna z kobiet, przestraszona, uskoczya w bok, upuszczajc to, co niosa.
Przypominao to stert siana, pene jednak byo dziwacznych dugich odyg. Czyby
arcydzigiel? Dawno ju nie widzia, eby kto cign do domu arcydzigiel zim.
- Uwaaj, co robisz, czowieku!
Oczy nieznajomej kobiety iskrzyy gniewem.
Ale ta, ktra jej towarzyszya, odwrcia gow.
To bya Reina.
Krew uderzya mu do twarzy.
cign kapelusz.
- Wybaczcie mi, moje panie. Rzeczywicie zachowaem si troch... nieostronie.
Kobieta prbowaa podnie pacht z suchymi odygami.
Musia zeskoczy, eby jej pomc.
Nie podzikowaa, ale askawie skina gow, gdy pomg umieci jej adunek na
plecach.
- Idziecie na Vildegrd? Chcecie, ebym zabra ten ciar na konia?
- O, tak, jeli to nie...
- Nie! - Reina przerwaa Tindir. - Dzikujemy, same damy sobie rad. Przeszymy
piechot ca drog a od Bringe i, jak wiesz, jestemy ju prawie na miejscu.
Arill sztywno kiwn gow.
- Nie przedstawisz mnie swojej czarujcej towarzyszce, Reino?
Ukoni si Tindir, ubranej w jedn z codziennych spdnic Reiny i grub kurtk z
owczej skry, z ktrej wyrs Benjamin.
- To... Tindir. Moja przyjacika z... z Danii. Znw si ukoni.
- A to Arill Storlendet. Na pewno o nim syszaa... Tindir wpatrywaa si w Arilla.
- Tak przypuszczaam. Ludzie mwi, e powinnicie by maestwem.
Reina zdrtwiaa. C za bezczelno! Przecie takich rzeczy nie wolno mwi! Ale
Arill rozemia si cierpko.

- No wanie, ludzie gadaj, e to mnie ona powinna polubi, ale... C, mimo


wszystko dostaem naprawd liczn i kochan onk.
Reina zacza si oddala. W piersiach wzbiera jej krzyk, nie miaa si, by sta tam
duej i zamieni z nim bodaj jeszcze jedno sowo. Wydawa si wrcz rozgniewany, w
kadym razie peen goryczy. A musia przecie zrozumie, e takie sowa upokarzay j i
raniy.
Zawoa za ni.
Ale ona si nie odwrcia.
Do oczu cisny si zy.
Nie moga, nie chciaa go. By morderc, a w dodatku kamc. Taka okazaa si
odwrotna strona jego ciepa, jego dobrych doni, caej tej mdroci, z jak, wydawaoby si,
przyszed na wiat.
Czua jego palcy wzrok na karku.
Gdzie si podziaa Tindir?
Reina nie chciaa si odwraca. Pobiega naprzd, syszc za plecami jedynie wesoe
sowa poegnania wrd narastajcego szumu mgy, ktra, jak wiedziaa, zmieni si w
przeraenie.
Zemdlaa tu przy pocie.
Ojciec zanis j do ka.
Cierpisz, maa kobietko, bdzisz po omacku, szukasz i nie moesz odnale miejsca,
gdzie si urodzia. Ach, moja maa, pozwl, e ci pomog. We mnie za rk, a wska ci
drog...
Wia si na ku, lecz nie moga si obudzi.
Chod, pozwl, e ci zapiewam. Znam wiele pieni, one przynios ci pociech.
Pomog twemu nieszczsnemu sercu odnale spokj. Moesz do mnie przyj i pj ze mn.
Znam krain, w ktrej zabdzia. Chod, maa kobieto, maa crko.
Reina poczua przyciganie, takie jakie si czuje, stajc na skraju przepaci Czowiek
wie, e jest bezpieczny, dopki nie wychyli si w przd albo nie zrobi jeszcze jednego kroku.
Dopki ma si wadz nad stopami, nie trudniej jest sta na takiej krawdzi ni na pododze w
pokoju. Ale wir cign j, wsysa w otcha. Ramiona pokryy si gsi skrk, w nogach
pulsowao, swdziao. Znw zakrcio jej si w gowie. To chciaa spa, to nie chciaa. Ten
gos, ktry j wabi, by taki pikny, nis w sobie odpoczynek, pociech i mdro.
Wiedziaa, e powie jej wszystko, czego tylko pragna si dowiedzie. Obieca te
wyprostowa jej drog, by nie musiaa ju duej si bka.

Poczua, e odpowiada temu gosowi.


Pojawi si i, szemrzc, popyn przez ni agodny, nioscy ukojenie strumie,
ktremu cakiem si oddaa.
Naucz mnie, chciaa powiedzie.
Poka mi, nie wiem, co mam robi.
piewny gos dwicza jej w uszach, pieci j, okazywa niezwyk wprost przyja,
ale w jej wntrzu co pieko i palio. Jak gdyby serce si opierao, a moe dusza?
Gdy si przebudzia, wizje pozostay w pamici wyrane.
Pamitaa w gos, pamitaa wasne odpowiedzi. Uzyskaa co w rodzaju obietnicy o
sile.
Umiechna si blado. Znalaza si w strasznych tarapatach, ale ju teraz poczua si
mocniejsza.
Tindir z wielk ciekawoci uczestniczya we wszystkich przygotowaniach do wit,
chocia ju wczeniej obchodzia Boe Narodzenie, kiedy rwnie mieszkaa u gaije.
Ale Boe Narodzenie na Vildegrd miao swe wasne tradycje i obrzdy. Nie do e
wszystko naleao wyszorowa do czysta i ustroi, to trzeba byo jeszcze przygotowa kosze
przesyane daleko i blisko, a wszyscy sucy spodziewali si dodatkowego wynagrodzenia w
formie wolnych dni i nowego ubrania.
W pierwszy dzie wit posza nawet razem ze wszystkimi do kocioa.
Reina czua dotyk jej ramienia, gdy siedziay na awce obok siebie, zasuchane w
coraz goniejsz pie.
Przestaa si ju tu czu jak w domu.
Byo jej nieswojo.
Jake niemdre s te obrazy w grze. No a pastor - kt moe ywi szacunek dla
takiego czowieka? Sta teraz i mwi do nich z pogard, on, ktry powinien by sug ich
wszystkich.
Kusio j, by zawoa: Kamiesz i oszukujesz, to wcale nie tak miao by!
Ale oczywicie milczaa. Matka umaraby ze wstydu, gdyby zrobia co takiego.
Johanna siedziaa z zamknitymi oczami i suchaa albo moe marzya. Od czasu do czasu
tylko wymieniaa spojrzenia z ojcem siedzcym po drugiej stronie rodkowego przejcia w
mskiej czci kocioa.
Dwie godziny strasznie si duyy.
Brzuch Reiny protestowa lekkim burczeniem. Przed wyjciem nic nie zjada.
Arill by tutaj i Thora, jego ona. Reina jej nie znaa, kiedy zjawia si na Storlendet,

kobieta ledwie migna jej przed oczami.


Thora bya naprawd adna, taka sodka, w pewnym sensie niewinna, sporo starsza od
Reiny i z pewnoci mdra. W kadym razie sprawiaa wraenie dumnej i spokojnej, gdy tak
siedziaa obok gospodyni z Dosen w rzdzie za plecami Reiny. Kiedy Reina si skupia,
moga wyczu zapach Thory. Czyby maonek z jesiennej wyprawy do Bergen przywiz jej
eleganckie perfumy?
Co wicej mg jej da? Czy j kocha?
Nie chciaa bacznie si im przypatrywa, nie chciaa sprawdza, czy rka Arilla jest
sztywna czy te cakiem swobodna, kiedy podaje j onie po mszy.
Nie potrafia stwierdzi, czy kiedy miali si razem stojc na dziedzicu kocioa, ich
miech brzmi szczerze czy faszywie.
Wygldali jednak na szczliwych.
Arill strzepywa nieg z obszernego kaptura peleryny ony, starannie otuli j szalem,
zanim pomg wsi do powozu.
Okrya si potem now baranic. Reinie wbrew jej woli wpado w oko widniejce na
niej imi.
To powinno by moje imi, przeleciao jej przez gow.
Dlaczego wci mylaa w taki sposb? Przecie to ona dokonaa wyboru. Zapomniaa
si, znw zatopia w marzeniu o Arillu. Musi wreszcie nauczy serce, by zobaczyo prawd.
Okrutn prawd.
Arill to morderca dzieci. Niecny czyn zosta mimo wszystko prawie popeniony. W
dodatku ona sama bya z tych, co to nie powinny wychodzi za m. Prawo jej tego
zakazywao na rwni z wasnym sumieniem.
W imi nauki i rozsdku, on nigdy nie mg nalee do niej.
A teraz, kiedy zosta mem Thory, wszystko zostao przypiecztowane ju na
zawsze.
Gdyby umara...
Gos ze snu przerazi j, pojawi si tak nagle. Czym prdzej rozejrzaa si dokoa, bo
pierwsze, co wpado jej do gowy, to myl, e i inni musieli go sysze. Ale gos
rozbrzmiewa tylko w jej umyle. Zacisna zby.
Gdyby ona umara, Reino... wtedy mogaby go dosta, bo przecie go pragniesz.
Poniesz. Cae twoje ciao rozpada si na czsteczki z czystego podania. Pragniesz go,
Reino, nie istnieje dla ciebie aden inny. Dlaczego wic go nie bierzesz? Przecie wiesz, e
masz tak moc! My damy ci tak moc, Reino...

Ludzie podchodzili, umiechajc si prosto w jej twarz, przynosili podarki i


pozdrowienia od nieobecnych. Przyszed nawet sam pastor i rodzina z Vildegrd zostaa jak
zwykle zaproszona na witeczne przyjcie we wspaniaych salonach plebanii, gdzie
podawano ciepe napoje i wypieki z pszennej mki.
Ach, tak, nie masz odwagi? Gupi dzieciaku, posiadasz przecie ca moc, jakiej tylko
zapragniesz! Wystarczyaby jedna myl... Jedno jedyne nie wypowiedziane nawet sowo. Nikt
by nie wiedzia, e to ty, a ona by umara...
- Ja... le si czuj, mamo. Chyba musz wraca do domu.
Johanna natychmiast przyjrzaa si crce.
- Chora jeste? Co si stao, Reino?
- Tylko... to, co zwykle.
Matka wyrozumiale pokiwaa gow. Miesiczna przypado to dla Reiny zawsze
trudne dni.
- Pol razem z tob Tindir. Zagrzeje ci troch wdki, bdziesz miaa spokj. Sprbuj
zasn, przypuszczam, e wrcimy do domu za jakie dwie godziny.
- Przecie s suce...
- No dobrze, zrobisz jak zechcesz, ale Tindir moe pojecha maym powozem. My,
reszta, zmiecimy si na pewno w tym duym. A Bendik przecie wynaj powz dla swoich.
- Dzikuj - powiedziaa Reina sabym gosem. Tindir uja j pod rami, jej oczy
przypatryway si Reinie badawczo, wnikliwie. Powiedziaa co, Reina niemal si tego
wystraszya.
Ale Tindir spokojnie wyprowadzia j z kocioa, w powozie starannie otulia. Ko
bez protestw sucha polece drobnej, szczupej kobiety. Tindir miaa dobr rk do koni,
lepsz nawet ni Reina.
Ledwie doczapaa do alkowy, szum gosw w jej gowie jeszcze si wzmg teraz gdy nie musiaa ju si wysila, by odrni je od rzeczywistych gosw.
Pozwolia, by j dopady.
Nie przestaway z niej drwi.
Tkwia niby obca u boku ojca i czua si jakby nieobecna wrd tych zarumienionych,
rozradowanych ludzi. U szczytu stou siedzieli matka z ojcem, naprzeciwko nich powinien
by zasi Benjamin. On jednak nie mg przyby do domu, Bendik wic zaj jego miejsce.
Bya tu te Helena, ktra podczas posiku nieraz otara z oczu z. Musiay to jednak by zy
radoci, Ingmar bowiem dosta propozycj zajcia dobrego stanowiska w kopalniach w
Kongsberg. Jego wuj by, zdaje si, bardzo tam ceniony, i obieca mu zarwno przyzwoity

dom, jak i konie w stajni. Na przysanej przez niego miniaturze widnia prawdziwie paski
dwr, otoczony piknymi zagajnikami. Ingalill nie posiadaa si z zachwytu.
- Pomylcie tylko, e zamieszkamy w miecie, wrd nowoczesnych ludzi, gdzie
wydaje si tyle eleganckich przyj! Ach, jake to bdzie przyjemne! I by moe poznam
jakie wysoko urodzone osoby. Hrabianki, ksiniczki i...
- Konsberg to maa dziura - zauway Bendik cierpko. - A zwaywszy, jak tam teraz
kopi, to zapewne niedugo zmieni si w wielk dziur. To waciwie adne miasto, Ingalill,
musisz odrobin zapanowa nad swoimi nadziejami, bo inaczej bardzo si rozczarujesz.
- Ale... ale wuj Ingmara mwi... Wczya si Johanna.
- Ju dobrze, dobrze - agodzia. - Czy nie lepiej tam pojecha bez adnych uprzedze?
Nikt z nas tam przecie nie by. Ale kiedy mieszkaam w l, zawsze syszaam, e Kongsberg
to pikne miejsce. Mnstwo tam rnoci, podobno maj swojego lekarza i szpital.
Syszaam, e bd mie nawet wasn akuszerk.
- Ha! - wykrzykna triumfalnie Ingalill. Ingmar umiechn si z przymusem.
- No, by moe i nam si kiedy ona przyda, co, maa?
Ingalill umiechna si ze sodycz, udajc oniemielon.
Helena przypatrywaa si crce. Ingalill miaa czerwone policzki, wygldaa wieo i
zdrowo. Czyby w tym nowym maestwie naprawd znalaza spokj? Trudno byo
stwierdzi, dlaczego czua si nie najlepiej na myl, e Ingalill przeniesie si tak daleko. Czy
to dlatego, e bdzie za ni tskni?
Raczej nie, przyzwyczaia si ju do tego, e crka mieszka w sporej odlegoci i
nieczsto si widuj.
Czyby obawiaa si, co moe przynie tak daleka podr?
I to take nie, przecie bezpiecznie przejad przez gry w karawanie sa. Powiadano,
e w tym roku nieg w Hemsedalen by tak mocno ubity, e konie prawie si nie zapaday,
dlatego wanie zaplanowali t podr, cho do wiosny byo jeszcze daleko.
Ingmar si niecierpliwi. No i posad naleao obj czym prdzej. Mgby pojecha
sam, konno, prbowa nawet namwi on, by zaczekaa do lata, ale moda pani nie
zamierzaa tkwi samotnie na Karlsgrd przez cae dugie sze miesicy. Niewiele te
zamierzaa ze sob zabra. Ingalill owiadczya, e wszystko, co posiadaj, wystawi na
licytacj, nie bdzie jej bowiem brakowa pienidzy na zakup nowego, eleganckiego
wyposaenia domu.
- I strojw - dodaa. - Elegancka pani z miasta nie moe przecie chodzi w tych
starych szmatach.

Bendik umiechn si do niej sodko.


- Bdziesz miaa tak dobrze jak prawdziwa ksiniczka, Ingalill. Pamitaj tylko, eby
si zachowywaa tak jak one.
Ingalill zasznurowaa usta, wypia wikszy yk piwa.
Reina syszaa, e Aurora odpowiada na pytanie swojej matki. Perlisty miech Emmi
brzmia teraz troch zardzewiae, bya przezibiona, lecz mimo to nie przestawaa pali
tytoniu, ktry dostaa w witecznej przesyce od przyjaci z Kopenhagi. Na rodku stou
krlowa wielki pmisek pomaraczy, rwnie przysanych przez przyjaci Emmi.
A wic to wanie nazywasz wiatem. Gromad haaliwych ludzi, do ktrych nie
naleysz. Oni ci sprowadz na manowce, namieszaj ci w gowie, zniszcz. Jeste winiem,
Reino. Chod, my ci uwolnimy...
- Reino, wci le si czujesz? Matka mwi do ciebie. To ojciec szturchn j w bok.
Mikko otara si o Levorda, ktry siedzia z drugiej jej strony. W te wita po raz pierwszy
przyprowadzi do domu sw now narzeczon, jej rodzice byli misjonarzami, dziewczyna
mieszkaa wic u stryja, ktry zmar przed kilkoma tygodniami. Miaa na imi Hege i nawyka do cikiej pracy.
- Tak... tak, chyba jestem w nie najlepszej formie. ale... nie przejmujcie si tym, to
nic... gronego.
- Zaparzy ci zi?
Reina blado umiechna si do matki.
- Nie, dzikuj, mamo... Wszystko bdzie dobrze.
Obawiaa si tego naparu stosowanego przy kobiecych przypadociach. Mia on
rwnie nieco oszaamiajce dziaanie, czowiek jakby rozmywa si w konturach, a Reina
wiedziaa, e jeli nie utrzyma tej ostatniej resztki kontroli nad sob, to gosy cakowicie
przejm nad ni wadz.
Lec, dotyka brzucha ony. Spaa. Od dawna ju dziwne wydawao mu si to, co
skrywaa pod szerokimi fartuchami. Teraz, gdy przyoy rce do napitej skry, nabra
pewnoci. Nie byo tak, jak by powinno. Z dzieckiem co musiao by nie w porzdku,
przesuno si bowiem bardziej w lew stron tak, e ona przypominaa troch le
zaadowan d. Zapatrzony w sufit posa w gr modlitw.
Ktre dziecko jkno przez sen. Na wieczerz zjedli polewk z jczmienia i popili j
rozwodnionym piwem.
Byle tylko wiosna w tym roku nadesza prdko, to dadz sobie rad, a latem zarwno
may Jens, jak i Ola bd ju dostatecznie duzi, eby naj si gdzie na sub. Najstarsza

dziewczynka ju pracowaa, nie widzieli jej od lipca.


Przeszed go dreszcz: by moe crka nigdy ju nie zobaczy matki.
Wystajcy brzuch pulsowa pod dotykiem jego doni. Jeli ona nie pomylia si w
obliczeniach, to wci mieli przed sob kilka miesicy.
Thora patrzya na krew i ocieraa oczy.
A wic tym razem rwnie nie.
Prdko przygotowaa mikkie szmatki, wypenia je sianem i umiecia midzy
nogami.
Co z ni byo nie tak? Co przecie by musiao, inne kobiety wszak rodziy dzieci,
zanim jeszcze nie min rok od lubu. Ba, niektre nawet znacznie prdzej...
A przecie oni byli ze sob wiele razy w miesicu. Czyby za rzadko? Za czsto? Nie
miaa pojcia. Nie miaa te kogo spyta. Pamitaa stare rady, lecz adna z nich nie
podziaaa.
On przecie potrzebuje dziedzica dla tego piknego gospodarstwa. Nieatwe byo jego
ycie, a syn przynisby mu wicej radoci ni cokolwiek innego.
Dlaczego nie moga mu go da?
Opucia spdnic, zerkna w lustro. Wosy adnie si uoyy, bluzka opinaa si na
piersiach. Ostatnio troch przytya, wygldaa prawie na brzemienn. Przed kocioem ktra
z kobiet nawet o tym wspomniaa, daa do zrozumienia drobnymi aluzjami... Thorze zabrako
si, eby odpowiedzie.
Arill za zby wszystko miechem. Powiedzia, e wcale mu si z tym nie spieszy,
wci przecie s jeszcze bardzo modzi.
Tak, on jest mody, to prawda, lecz ona w przysze Boe Narodzenie skoczy ju
trzydzieci lat.
Thora zoya donie i modlia si, nie spuszczajc z oczu wasnego odbicia w lustrze.
Dobry Boe, obdarz mnie dzieckiem, synem, tak by byo najlepiej, bo Arill tak bardzo
by si wtedy ucieszy. Dobry, wszechmocny Boe, spraw, by tak si stao, a nigdy ju o nic nie
bd ci prosi...
Wszed, kiedy skoczya modlitw. Pokj w jednej chwili zrobi si taki may. Ubrany
by w uroczysty strj, wci przecie jeszcze trway wita. Mia na sobie czerwon
kamizelk ze srebrnymi guzikami i kurtk, ktrej wczeniej nie widziaa. Byszczaa piknie
w wietle pojedynczej lampy.
- Gotowa jeste? Jedziemy na przyjcie do Dosen, pamitasz?
Zmieszana pokrcia gow.

- Nie, ja... tyle byo spraw. ale zaraz si przygotuj. Jak uwaasz, powinnam si
przebra?
Umiechn si.
- I tak jeste pikna, masz czerwone policzki, takie rumiane... Wygldasz bardzo
wieo, moja kochana. ale w biuteri, dobrze?
Kiwna gow. Podarowa jej dwa grube srebrne acuchy z zameczkiem z
uformowanego w kwiat kamienia. Byszcza tak piknie, jasnoniebiesko. Arill mwi, e ten
kamie to szafir.
Zawiesia klejnot na szyi i postanowia rozpuci prost koron z warkoczy. Zamiast
niej upia wosy grzebieniami. Zawizaa na gowie niewieci chustk, ozdobion na
brzegach delikatn koronk. Serdak i koszula mogy zosta, nadaway si, a spdnica na
brzegu obszyta bya jedwabnymi wstkami, ostro odcinajcymi si od czerni ostr ci i
bkitem.
Arill ju wczeniej umieci w saniach pod baranicami gorce kamienie.
Jechali przez cichy, biay pejza, upstrzony gdzieniegdzie wiatami bijcymi z
pojedynczych domw przykocielnej wsi. Fiord na rodku poyskiwa otwarty, lecz wzdu
brzegw skuwa go ld.
Piknie.
- Wiesz, powiadaj, e w noc Boego Narodzenia na lodzie tacz anioowie, ale w
tym roku przemoczyliby nogi - zamia si, ciskajc pod przykryciem rk ony.
Wonica wesoo zawoa na konie, ktre zaraz przyspieszyy. Pozy sa z szumem
suny po pokrytej niegiem drodze.
Thora przytulia si do ma. By taki szeroki, ciepy i bezpieczny.
ale nigdy nie by cakiem bliski.
Dobrze o tym wiedziaa.
Nie by cakiem blisko nawet wtedy, gdy ich ciaa czyy si, przepeniajc oboje
radoci.
Gdyby tylko moga wymiesza z nim swoj krew! Gdyby tylko moga da mu
dziecko... Wtedy naprawd poczyyby ich wizy krwi, jak powinno by midzy
maonkami.
Umiechn si do niej, strzepn z jej policzka kilka woskw z futra
obramowujcego kaptur.
- Zadowolona? Kiwna gow.
- To dobrze. Znaczy, e wszystko w porzdku. Zawahaa si, lecz nie moga si

powstrzyma.
- Za to ty, Arillu, ty nie jeste szczeglnie szczliwy.
Arill dugo milcza. Zapatrzy si w rozcigajce si pod nimi strome pole. Droga wia
si tu zakrtami, ale ju niedugo dotr do kocioa.
- Jest mi tak dobrze, jak tylko moe by, Thoro. Nie myl o tym.
Co mona na to odpowiedzie?
Nie wiedziaa, co tak naprawd mu dolega, przypuszczaa jednak, e ma to pewien
zwizek z faktem, i Reina z Vildegrd w kocu go odrzucia. Zaleca si do niej przez cae
lata, a sposb, w jaki si wobec niego zachowywaa, sprawi, e nie przypuszcza, i spotka
si z odmow.
Ona jednak go odrzucia.
Tak wanie musiao by.
Ludzie gadali, e miaa w zanadrzu innego zalotnika, mao kto go wprawdzie widzia,
lecz podobno on istnia naprawd. Jaki obcy dziwak, w ubraniu przypominajcym stroje, w
jakich latem zjawiali si gocie z Kopenhagi.
Czy by bogaty? Moe to szlachcic?
Nic dziwnego, e Reina si nim zainteresowaa. Arill by moe i mia jedno z
najlepszych gospodarstw we wsi, w kadym razie jeli nie brao si pod uwag dbr
urzdniczych i oficerskich. ale zdaniem dziewczt niemio byo na niego patrze, blizny i
oszpecona skra nad okiem budziy przeraenie, w dodatku by taki milczcy i zawsze jakby
zasmucony, trudno si byo na nim wyrozumie. Istniao w nim co takiego, co zmuszao
ludzi do zachowania dystansu...
Ona zawsze to szanowaa.
Nawet po tym, jak wpada mu do gowy ta niepojta myl, eby prosi j o rk.
I ca sob wiedziaa: zdarzao si niekiedy, e rozpacza nad t, ktrej nie dane mu
byo polubi. Nikt jednak nie widzia ani nie sysza, by le mwi o tej, ktr dosta za on.
Powinna by dumna i zadowolona.
ale nawet teraz, gdy siedziaa ubrana w pikny strj, otulona kosztown baranic, na
ktrej widniao jej wasne imi, w drodze na przyjcie do jednych z najzamoniejszych
gospodarzy we wsi...
W gbi ducha i tak wiedziaa, e na zawsze pozostanie Thor, prost suc.

ROZDZIA IV
Coraz czciej przychodzia tutaj. Na wyzibionym, wilgotnym strychu Zamku Marji
istniao cae krlestwo oddzielone od reszty wiata. Tu znajdywaa co w rodzaju spokoju.
Pod dachem byo a gsto od wiszcych pajczyn, wszdzie stay stosy nie zuytych
materiaw. W jednym kcie leay potuczone pytki ceramiczne w taki sam wzr jak ten we
wspaniaej azience. Byy tu worki starej weny, pczki niewydarzonych zi i kufer na kufrze
odoonych ubra. Skadowano tu krzesa bez ng i stoy, ktre naleaoby naprawi, lecz
nikomu tak naprawd nie byy ju potrzebne, dlatego o nich zapominano.
Stara kurz z nieduej komody i spostrzega, e na mosinej pytce widniej wyryte
inicjay Marii.
Uchylia wieka kilku kufrw.
Znalaza stare ksiki i tuzin par butw.
Nie miaa siy, eby przesuwa cikie skrzynie stojce jedna na drugiej, w dodatku
nie byo to wcale takie wane. Na pewno wypeniay je znoszone stroje i kolejne zakurzone,
zearte przez mole kapelusze.
Zobaczya stare ko, ozdobione rzebieniami w gowach.
Byy tu te garnki i koty, pordzewiae, popkane. Cay stos kamionkowych talerzy
rozsypa si w drobny mak. Gdy wycigna si, eby zdj pcienny worek wiszcy na
jakim haku, chmura kurzu wzbia si w powietrze. Przy okazji spado te gniazdo os, na
szczcie byo puste.
Usiada w czworokcie wiata wpadajcym przez jedyne malekie okienko w dachu.
Najwiksze pomieszczenie strychu miao t sam wielko, co rodkowa cz caego
domu. W dwch skrzydach zbudowano oddzielne strychy, lecz w cianach zostawiono due
otwory, eby dao si wietrzy i by cay budynek nie zgni, gdyby okazao si, e dach
przecieka.
W schowkach wzdu ciany umieszczono jeszcze wicej rzeczy. Schowki byy
obszerne, lecz niskie. Dziecko na pewno mogoby po nich biega, lecz dorosa kobieta bya za
wysoka.
Zaskrzypiay wskie schodki, prowadzce do otworu w pododze. Duych schodw na
tyach domu nie uywano, drzwi byy zamknite na skobel. Dawno ju nikt nie mia potrzeby,
by przenosi tdy na gr bd na d jakie wiksze przedmioty.
Pokrywa wazu w pododze powoli si uniosa.
Nie baa si, troch tylko bya zaskoczona, e kto j tu znalaz.

To Aurora.
Umiechna si delikatnie, mwic:
- Usyszaam, e tu jeste. Mj pokj jest bezporednio pod spodem. Paczesz?
Reina zmieszana pokrcia gow.
- Ja? Nie.
Aurora wolno si do niej zbliya. Gos delikatnej kobiety brzmia sabo.
- Wydawao mi si, e wyranie sysz, jak kto pacze. ale to przypominao bardziej
pacz dziecka.
Moe kotka nareszcie urodzia kocita i gdzie tu je schowaa...
- Na pewno zmarzn, trudno powiedzie, eby tu byo ciepo.
- O, nie, ona nigdy by nie urodzia w miejscu, w ktrym maym byoby za zimno.
Moe raczej przy kominie, w drugim kocu strychu. W piecu si przecie pali, tam na pewno
jest przytulniej.
Reina pokiwaa gow.
Odkaszlna, w gardle jej zascho, w ustach miaa peno kurzu.
- Posuchaj, Reino, mwi, e nie jeste cakiem zdrowa. Co si z tob dzieje?
- Nic, nic mi nie dolega.
- Twoja matka si martwi, ojciec take. I Emmi czasami rozmawia o tobie z moj
matk. Mwi, e walczysz. Co si z tob dzieje, Reino?
Reina poczua zy cisnce si do oczu. Biedna, niewinna Aurora, ona by tego nie
zrozumiaa. ya w swoim wasnym wiecie, a matka chronia j przed wszelkim zem. Jako
dziecko przeya straszne rzeczy, lecz jako moda kobieta wioda dostatnie, pozbawione
zmartwie ycie. Niewiele wiedziaa o prawdziwym yciu, o dorosej mioci, o stracie i
odpowiedzialnoci.
Mimo wszystko Reina zdecydowaa si, eby jej powiedzie. Da kawaeczek tego,
czego sama nie rozumiaa, dziewczynie, ktr przyrzeka nazywa siostr.
- Boj si, mam takie dziwne sny.
- Zawsze przecie tak byo. I donie masz gorce. Jeste taka jak twj ojciec.
Reina z wahaniem pokiwaa gow.
- Ja... czasami nie wiem, gdzie mam si podzia.
- Wtedy przychodzisz tutaj - pokiwaa gow Aurora.
Potem uja Rein za rk.
- Wiesz, to tak jak ja. Mam wraenie, jakbym bya rozdarta na strzpy. I te kawaki ju
przestay do siebie pasowa.

- Jakby czas waciwie w ogle nie istnia, poniewa nie jest si tam, gdzie chciaoby
si by.
Popatrzyy na siebie.
- Sama na wiecie - powiedziaa Reina.
- Sama, poniewa jest kto, kogo tu nie ma - odpara Aurora z pen powag.
Uciskay si.
- Ty rozumiesz - szepna Reina.
- Tak strasznie za nim tskni - wyznaa Aurora z twarz wtulon w rami Reiny. Sdziam, e w miar upywu lat bdzie atwiej. Mylaam, e czas bdzie pyn szybciej,
gdy tylko nabior troch dystansu.
Reina odsuna Auror na wycignicie rki. Stojca na pododze lampka zamigotaa,
od okna troch cigno. Wiatr wwiewa do rodka sypki nieg z dachw, na strych wpadaa
srebrzysta, poyskujca chmura.
Popatrzya Aurorze w oczy.
- Wci jeszcze mylisz o... Benjaminie? Aurora wolno kiwna gow.
- Ty wiesz?
Reina uwiadomia sobie, e powinna wiedzie. Widziaa przecie tych dwoje, przed
wielu laty. Na witecznej zabawie? A moe byo to w noc witojask? Widziaa dwoje
bardzo modych ludzi, umiechajcych si do siebie i lcych sobie wiele znaczce spojrzenia. Czy to bya zabawa? Niegrona zabawa dwojga dzieci?
- A wic to byo powane? Bya w nim zakochana?
- Jestem.
Reina westchna.
- Auroro moja kochana, czy wiesz, dlaczego On od ciebie odjecha? Co si stao? Czy
wiesz, dlaczego tak rzadko przyjeda do domu?
Aurora umiechna si z gorycz.
- To ja jestem temu winna - powiedziaa cicho.
Reina nie moga uwierzy, e to moe by prawda. Wydao si to jej szalestwem,
rzecz niewiarygodn, nie moga poj, e dwoje tak modych ludzi jest w stanie zawrze
podobny pakt. Oczywicie, w chwili oszoomienia mona powiedzie co takiego, lecz to, e
Aurora z pen powag uwaaa t umow za obowizujc, jedynie potwierdzao, e
dziewczyna jest tylko naiwnym maym kwiatkiem.
- On mnie polubi. Jeli Bg zechce, przeyjemy razem wiele piknych lat. Pewnego
dnia... on wrci.

Umiechaa si!
Reina poczua, e pier rozsadza jej co na ksztat gniewu.
- Jeli mj brat naprawd przyrzek ci co takiego, to wyrzdzi ci wielk krzywd, bo
jeli tak bardzo ci kocha, to nic nie powstrzymaoby go przed pojciem ci za on, i to ju
teraz!
Aurora spucia wzrok.
- Ty by moe zdoaaby z tym y. No tak, sama wiesz, dlaczego nie dopucia do
swego wasnego lubu... ale czy to nie miao zwizku z nowymi prawami?
- Benjamin o tych prawach nic nie wiedzia!
- ale widzia, jak Vetle cierpi i umiera. Potrafi sobie wyobrazi cierpienia i mier
swoich wasnych dzieci. Nie starczyoby mu siy na ycie w cigym strachu takim, jaki
musiaa znosi twoja matka.
- Nic nie wiemy o tej chorobie! Moe mczyni wcale nie maj chorych dzieci! Nic o
tym nie wiemy, bo przecie aden z chorych mczyzn nie spodzi dziecka! Poza tym
moliwe, e s bezpodni, a to by oznaczao, e unikacie si bez powodu!
- Nic nam o tym nie wiadomo, to tylko domysy, Reino. Benjamin podchodzi do tego
bardzo powanie. A ja si nie boj. Bo on nie zwrci si nigdy ku innej kobiecie, o tym wiem.
Reina potakna, ale na ustach pojawi jej si umiech peen goryczy.
- Tak, tak, co do tego na pewno masz racj. Wprost pona chci opowiedzenia
Aurorze o swoich podejrzeniach, o tym, co jej zdaniem jest prawdziwym powodem, dla
ktrego Benjamin jej unika, jej i wszystkich innych kobiet.
ale przecie nie miaa pewnoci.
Zauwaya jedynie spojrzenia, municia, czue, wrcz intymne pieszczoty.
Oni yli ze sob tak blisko, Benjamin i Rafael. Wiedziaa, e Rafael jest z tych, ktrzy
wol mczyzn.
Czy Benjamin by jego kochankiem, czy te bratem?
Nie miaa adnej pewnoci, dlatego nie omielia si nic powiedzie.
Czy Aurora w ogle syszaa o takich odmianach mioci?
Tego te nie wiedziaa.
ale przecie napisano o tym w Biblii i tam te wydano wyrok. Jeli byo rzeczywicie
tak, jak przypuszczaa, to zarwno jej brat, jak i Rafael ju zostali skazani na wieczne mki.
To mogo by za duo dla Aurory. Moe lepiej pozwoli jej y w kamstwie?
Pocaowaa przyjacik w policzek.
- Zejdmy na d, tam jest cieplej. Moe woda si gotuje, napijemy si czego

gorcego. Obie cae si trzsiemy...


Wolno spuciy si na d po schodkach wskich jak drabina dla kur, mocno ciskajc
w lewej rce zebrane spdnice. Pobiegy przez wychodzone korytarze, a wreszcie otulio je
wiato i ciepo nieduego saloniku. Emmi, Dorte, Tindir, Lovise i Diana siedziay na
krzesach i gray w koci. Midzy nimi sta duy pmisek orzechw i suszonych owocw, a
na piknym tym dywanie rozpocierajcym si pod meblami lnia oprniona do poowy
butelka mocnego wina z wini. Ogie w kominku pon wesoo.
- A, to wy! Ach, dziewczta, tak cienko jestecie ubrane! Chodcie, usidcie tu,
ogrzejcie si. Macie ochot na wino?
- Nie, dzikuj - prdko odpowiedziaa Aurora. - ale zaraz przyrzdz po filiance
herbaty.
- We czekolad! - zawoaa za nimi Emmi. - Jeszcze duo zostao w puszce, w tej
szafce nad aw.
Posuchay jej. Wsypay brunatny proszek do wrzcej wody, doday sporo cukru.
Napj by rozgrzewajcy i zaraz te przepdzi dreszcze.
W pokoju Aurory Reina usadowia si na mikkim ku.
Przez moment ujrzaa swego brata, tu w tym pokoju.
W tym ku.
Zamrugaa. Czy to naprawd si zdarzyo? Czy wolno jej pyta o takie rzeczy? Aurora
by moe zauwaya grymasy, jakie wywoaa na twarzy Reiny ta przelotna wizja.
- Kocham twego brata, Reino. Zawsze tak byo. I wiem, e pewnego dnia on bdzie
mj. Kiedy minie czas mojej podnoci, wtedy on do mnie wrci. To sobie obiecalimy.
Reina zwilya wargi. Biedna, gupiutka niewinna Aurora!
I c za piekielnego ajdaka miaa za brata! Pozwoli tej nieszczliwej dziewczynie
mie nadziej na co, o czym na pewno dawno ju zapomnia albo uzna za dziecinne
igraszki.
Musi mu o tym powiedzie. Musi jak najprdzej wybra si do Kaupanger, gdzie
Benjamin pracuje, i porzdnie mu nagada.
W skroniach lekko jej pulsowao.
Wtedy spotka te znw Rafaela...
- By moe to zabrzmi dziwnie - stwierdzia gono - bo bardzo kocham mego brata,
ale jestem zdania, e w tej sprawie popenia on straszliwy bd. Nikt przecie nie moe da,
aby kobieta powicaa swoje dzieci i ca sw modo tylko i wycznie dlatego, e
mczyzna podj tak decyzj.

- On nie chce, by to przeklestwo si rozprzestrzeniao - cicho odrzeka Aurora. - On


nie chce, ebym cierpiaa, tak mwi, bo przecie te dzieci, ktre by umieray, byyby take
moje. To moje dzieci musiayby cierpie. Bo prawa stan si jeszcze surowsze, pewnego dnia
nie bdzie ju moliwe ukrywanie tej choroby przed ludmi. Tak mwi Benjamin, a ja
uwaam, e ma racj.
Reina odstawia filiank.
- Wiesz, Auroro... by moe on rzeczywicie ma racj. Ja rwnie tak mylaam. ale...
ja kochaam zbyt mocno. Nie starczyo mi si, by by tak zasadnicza jak Benjamin, ja...
pragnam Arilla za kad cen. Byam lepa...
Aurora popatrzya na ni zaciekawiona.
- ale... przecie odwoaa lub? I to wanie z powodu tej ustawy, tak mwia twoja
matka.
Reina przez chwil siedziaa nieruchomo. Dobrze byoby wyrzuci to z siebie, wyzna
ca prawd choby jednemu jedynemu czowiekowi. Komu, kto by moe zrozumie.
- Mylaam, e go kocham, ale on nie by taki, jak mi si wydawao. Nie by wcale
szlachetny i miy, sprawiedliwy i dobry. Mylaam, e jestemy pokrewnymi duszami, e
zostalimy stworzeni po to, by by razem, ale objawiy si w nim takie cechy, ktrych nigdy
nie mogabym zaakceptowa, Auroro. Co, co zrobi... a co byo wielkim, bardzo wielkim
grzechem.
Aurora popatrzya na ni uwanie. Wreszcie kiwna gow.
- Tak, istniej takie rzeczy. Dobrze, e odkrya je przed lubem. Na pewno znajdziesz
innego.
Reina zamkna oczy.
aowaa, e w ogle to odkrya.
ale tej prawdy nie dao si ju zatrze: on chcia pozbawi ycia wasne dziecko, eby
tylko ukry swj romans z Ingalill.
Reina z wysikiem odetchna. Stygnca czekolada nabieraa ju goryczy.
- Nigdy nie wyjd za m. Nigdy nie znajd takiego, ktrego mogabym kocha
rwnie szczerze jak jego. On odebra mi zdolno do takiej mioci. Oszuka mnie. On,
ktrego tak bardzo kochaam, niespodziewanie okaza si czowiekiem o ciemnych stronach.
Komu wobec tego mog zaufa? Aurora nie odpowiedziaa.
- To najzupeniej pewne - dodaa Reina. - Nikogo ju nigdy nie pokocham. W dodatku
nie wolno mi kocha. Nie wolno mi si nawet zabawi, zaspokoi tego niepokoju w ciele, bo
nigdy nie mog urodzi dziecka.

Aurora przygryza warg.


- Biedaczko... nie masz nawet na co czeka. Reina podniosa oczy, na twarzy pojawia
si twardo.
- Bardzo moliwe, e i ty take bdziesz czeka na prno.
W jej gosie sycha byo teraz gniew.
- Auroro... jeste moda, pikna... niczym nie skaona. Miaaby cae gromady
zalotnikw, gdyby tylko wicej pojawiaa si wrd ludzi. Tak jak jest teraz... ludzie gadaj,
e jeste troch przygupia. Za duo przebywasz w samotnoci.
Aurora wybuchna miechem, mocno mrugajc.
- To nic, Reino, w porwnaniu z tym, co wygaduj o tobie!
Reina te nie moga powstrzyma si od miechu. Tak, na pewno tak byo, ale jakby
atwiej jest widzie drog, ktr pj powinien kto inny, anieli t, ktr samemu powinno
si kroczy.
- Musimy wic trzyma si razem, my, odludki - owiadczya Reina.
- Stare panny - dodaa Aurora z umieszkiem. Zostawiy filianki w malutkiej kuchni;
wielka kuchnia bya teraz, zim, zamknita, podobnie jak wikszo pokojw w caym domu.
Zapada cisza, lecz nowe zaufanie zwizao je ze sob.
Aurora podniosa si z pumiechem.
- Moe jednak przyczmy si do nich, zagramy partyjk w karty? To podobno nie
przystoi damom...
- No, to czy wobec tego potrzebny nam jaki inny powd? - umiechna si Reina.
Przez kilka godzin zajte byy gr polegajc na odgadywaniu kart innych. Wreszcie
butelka z winem oprnia si do dna, a na zewntrz nocny mrok zgstnia ju zupenie.
Starsze kobiety poszy na spoczynek, Aurora dooya polano do upionego ognia na kominku
i ruszya w ich lady.
Wtedy to Tindir signa do przepastnej kieszeni fartucha i wycigna inn tali kart.
Reina wiedziaa, co to jest, czytaa o takich kartach do wrenia. Czytaa napisane
przez pewnego teologa ostrzeenia przeciwko takim kartom: byy znakiem szatana. Czytaa
te jednak interpretacj pisarza de Geblina, przekonanego, e wizerunki i symbole na kartach
obrazuj tajemn wiedz staroytnych egipskich kapanw, zapisan niegdy w Ksidze
Thotha. Poczua, e wosy na jej gowie delikatnie si podnosz.
- Pozwl, e ci powr - poprosia Tindir. - Nauczyam si tego od dobrego mistrza.
Czy nie chcesz dowiedzie si czego wicej o swoim yciu, Reino?
Nie bya tego wcale taka pewna, ale karty przycigay j z jak dziwn sodycz.

Tindir wprawnym ruchem przekadaa je z rki do rki, jedn z kart odwrcia na wierzch,
potem odoya z powrotem, pniej jeszcze raz powtrzya to samo.
- Prze. Reina usuchaa.
- Wybierz jedn.
Tindir popatrzya na wybran kart i prdko wycigna inn, z postaci kobiety.
- Waciwie powinna mie Cesarzow, czuj to, albo Papieyc. ale na og uywa
si ktrej z niszych kart, tych, ktre nazywamy Minor Arkana.
Reina nic nie rozumiaa, lecz w napiciu ledzia poczynania Tindir.
A ona pooya kart przedstawiajc potn kobiet na rodku. Wok niej niby na
tarczy zegara umiecia dwanacie innych kart, zacza od godziny dziewitej i kontynuowaa
ruchem przeciwnym do wskazwek zegara.
Dugo siedziaa, przygldajc si obrazkom, ktre si ukazay. Byy bardzo jaskrawe,
piknie namalowane, ale zniszczone. Rein na widok niektrych motyww przenikn
dreszcz.
A Tindir zacza opowiada:
- Tu widzisz Sidemk Buaw. Ona mwi, e czeka ci powane zagroenie, ocali ci
moe jedynie wiara we wasne siy. Obok masz odwrconego Asa Mieczy, to mi si nie
podoba. Mczyzna, niebezpieczny mczyzna, to zowieszcze... ale by moe to spotkanie
masz ju za sob, bo po drugiej stronie ley odwrcony Papie...
- Uf - sapna Reina, prbujc si umiecha tak, jakby to bya zabawa.
ale Tindir cakowicie pochona wrba. Matowym gosem cigna:
- Oczywicie masz tu Papieyc. Tak jak mwiam, nie uciekniesz od niej. Spjrz, jak
doskonale si wpasowaa midzy Eremit a Gwiazd... Bdziesz miaa trudne ycie w
poszukiwaniu prawd, ktre niewielu ludziom uda si odnale, ale otrzymasz nieoczekiwan
pomoc od pewnego czowieka, cho wcale nie uwaasz, e jest to osoba ci bliska.
- To bardzo mie. ale... co to jest?
Nie moga si powstrzyma, wskazaa na straszny obraz powieszonego czowieka.
Tindir kilkakrotnie cmokna jzykiem.
- A... w tym przypadku Wisielec nie wyrzdzi adnej szkody, a przy tym dobrze ci
opisuje. Nie jeste taka, jak wikszo ludzi. Zachowujesz si dziwnie, sprawiasz, e ludzie
na twj widok zastanawiaj si, czy nie brak ci pitej klepki. On mwi, e nie omin ci
chwile, kiedy odrzucisz i zaniedbasz sam siebie, przeyjesz odwet. I cierpienie.
Reina poblada.
- Czy trzeba kart, ebym to zrozumiaa? Tindir dalej wrya. W kocu naszkicowaa

Reinie do sprzeczny obraz jej osoby: kobiety okropnej, samolubnej, ze skonnoci do


lenistwa i szalestwa, lecz jednoczenie rwnie takiej, ktrej sprzyja szczcie, i obdarzonej
wrcz w nadmiarze zdolnoci do mioci.
- Uoymy je jeszcze raz, w inny sposb. Bdziesz moga uzyska odpowied na
swoje pytania...
Reina pyta nie miaa.
Tindir uoya karty obrazkami do gry. Znw wiele byo takich, ktre nazywaa
Major Arkana.
Reina odszukaa wzrokiem Papieyc.
Wstrznita patrzya, jak karta przemieszcza si w okrgu i ukada tu przy Demonie.
Tindir jkna.
Popatrzyy sobie w oczy ponad stoem przez kilka zdajcych si nie mie koca
sekund.
- Ty...
Tindir nie bya w stanie wydusi z siebie nic wicej.
Reina poczua umiech wystpujcy jej na twarz. Znw skoncentrowaa si na karcie i
Papieyca zacza wdrowa dalej.
Tindir drgna przestraszona i czym prdzej zebraa karty. Wystarczy jeden ruch, a
ju leay w kieszeni.
Przeraona wpatrywaa si w Rein.
- Ty... ty jeste Kirvi. Ty...
Reina umiechaa si teraz ledwie dostrzegalnie. Co ukuo j w piersi. Spodobaa jej
si ta zabawa. Od dawna ju si tak nie bawia, brakowao jej odwagi, wiedziaa jednak, e to
moliwe. Pamitaa, jak bdc jeszcze dzieckiem, zmuszaa swe drewniane lalki, eby si
poruszay.
Pamitaa te, e w oczach ojca pojawi si strach, gdy kiedy zobaczy t zabaw.
Wicej tego nie robia.
Na stole sta pusty pmisek.
Przesun si teraz, pobrzkujc.
Tindir poblada jeszcze mocniej, Reina zapaa j za rk.
- Teraz ja ci powr, przyjaciko - owiadczya twardo.
To niemoliwe. Nikt nie mg wiedzie o niej tego wszystkiego! A ju na pewno nie
Reina, ktra ledwie j znaa!
Tindir tej nocy nie moga zasn. Otoczy j jaki gsty strach.

Co kuo, pulsowao, prbowao ostrzec.


Powinna trzyma si z dala od Reiny...
Gorzko aowaa tego nieodpowiedzialnego wrenia z kart tarota. Karty byy
spadkiem po Telecce i jedyn rzecz, ktrej nikt nie mia jej odebra. Nieczsto ich uywaa,
rozkadaa je zaledwie kilkakrotnie, by wspomnie star. I po to, by szuka odpowiedzi na
wasne pytania. Kiedy wyja je z kieszeni, zanim pooya si do ka w t pn noc,
unis si od nich lekki zapach spalenizny.
Wrya z nich ludziom w zajazdach i w gospodarstwach, w ktrych nocowaa
podczas podry. Dawali jej za wrby poywienie i miejsce do spania, ale wrby powinny
by pomylne.
Tindir nie bardzo si troszczya o to, czy dobrze odczytuje, co mwi karty. Nie takim
osobom. Jeli z mowy kart wynikao jakie niebezpieczestwo, trzymaa jzyk za zbami.
Wicej wtedy dostawaa na drog.
Poprzysiga sobie, e ju nigdy wicej ich nie uyje.
Rankiem okazao si, e jej fartuch zmieni si w zwglon kupk.
ale spdnica, zoona tu obok, pozostaa nietknita. Ani podogi, ani te piknego
krzesa, na ktrym leao ubranie, nie oszpeci najmniejszy bodaj lad.

ROZDZIA V
Ravi wyczuwa to, wprawdzie nie jako wyran pewno, lecz raczej jako budzce si
podejrzenie. Jaki niepokj w ciele, jaka aura wok niej, ktra przestaa ju by czerwona,
jasna.
Crka miaa kopoty.
Walczya.
Obawia si, e ta walka jest mu a zanadto znana. e nie bdzie w stanie jej pomc,
cho sam przecie kiedy wygra. ale nie wygra wasnymi siami.
Ktem oka widzia Johann stojc przy oknie w izbie dla chorych. ona bya
spokojna, niczego nie podejrzewaa. To w pewnym sensie dobrze, cho jednoczenie on sam
jeszcze mocniej zadra ze strachu.
Bez pomocy Johanny nigdy by sobie nie poradzi.
Reina za nie miaa nikogo.
Wiele byo oznak tej wiosny. Z pocztku nie chcia ich widzie, wreszcie jednak zosta
do tego zmuszony.
Reina duo wczya si w samotnoci po lasach, w jej spojrzeniu pojawio si co
nieludzkiego. Mao si odzywaa, unikaa wszelkich okazji, ktre wymagay od niej, by
siedziaa spokojnie i uczestniczya w modlitwie.
Przestaa czyta ksiki, ktre przedtem studiowaa z takim zainteresowaniem. Raz
za zaskoczy j ze starym dzieem Sefraniusa na kolanach.
Przedtem nic by na ten temat nie mwi.
Teraz przerazio go, e crka prbuje szuka odpowiedzi w starych przesdach.
Prbowa z ni rozmawia. Stara si wytumaczy, e kto taki jak oni zawsze bdzie
musia walczy z siami, ktre gro i pragn nad nimi zapanowa. ale e t walk mona
wygra.
Ona tylko patrzya na niego ze spokojem i powiedziaa, e jeli o ni chodzi, to nie
toczy si adna walka.
Ravi mia nadziej, e nie jest to prawda. e Kerna ju nie przegraa.
A dziewczyna podejmowaa rne prby. Wiedzia o tym, poznawa to po caej jej
postaci, gdy wymykaa si noc, sdzc, e nikt jej nie widzi. Szed za ni, lecz chocia na
widok tego, co robia w odosobnionych miejscach, serce mao mu nie pko, to nigdy nie
omieli si interweniowa.
Ona musi znale wasn drog, ktra poprowadzi j ku wyjciu.

Po tym wszystkim, czego j uczy, musi wierzy, e crka bdzie pamita jego sowa.
Rankiem w Wielki Pitek znalaz j w stajni. Nie wiedzia, co go przebudzio, wci
bowiem byo jeszcze tak wczenie, e zarwno parobcy, jak i dziewki suce spali.
Zwierzta nie usyszay go, gdy przemkn za wgem i ruszy w stron stajni. Usysza jej
gos, ale ju wczeniej wiedzia, e j tam zastanie.
Okraa stajni tyem, z pprzymknitymi oczyma, mamroczc pod nosem:
- ...Commonde en Diabolus Kompento - Omia Sierod Nemento Tua Sammelta Misa
Soflua Rultus Eris...
I znw od pocztku.
Kiedy nastpnym razem mijaa drzwi pogrona w tym przypominajcym sen stanie,
Ravi da krok w przd i zapa j za rk.
Drgna, a Raviego ucieszy przebysk przytomnoci w jej oczach. Zaraz jednak
dziewczyna jakby osaba. Potrzsn ni.
- Co ty wyprawiasz? Reino, odpowiedz mi, co ty robisz?
Oczywicie nie odpowiedziaa.
ale na okiennym parapecie lea otwarty Sefranius. Ravi przeczyta przed chwil
usyszane sowa. Odwrci si i popatrzy na crk.
- Jaka to choroba, moja droga? Jak chorob usiujesz wypdzi? Ach, najdrosza,
kochana creczko, co te doprowadzio ci do takiej rozpaczy? To przecie brednie, stare
bajania! Sdziem, e ze wszystkich ludzi ty wanie bdziesz o tym wiedziaa...
Reina rozszlochana wtulia si w jego pier.
- Chc si pozby tego... przeklestwa! Czy nikt nie moe mi pomc?
Ravi usiowa j gadzi, mocno tuli do siebie, ale Reina przestaa si ju teraz
powstrzymywa od paczu, zanosia si szlochem i zawodzia.
Wkrtce pojawili si inni ludzie.
- Co si stao? Czy ona jest chora? Moe si zrania?
Ravi nie przejmowa si ostrym blem w biodrze, wzi crk na rce i zanis j do
izby chorych.
Johanna przysza z oczami przesonitymi welonem snu i patrzya na nich przeraona.
- Nic jej si nie stao, jest tylko... zrozpaczona. Daj jej troch tej swojej uspokajajcej
nalewki, Johanno.
Reina zaniosa si krzykiem protestu, wreszcie jednak rozlunia si w ramionach
rodzicw. Ravi nie wypuszcza jej z obj, dopki wymachujce dziko rce cakiem si nie
uspokoiy i wreszcie wygldao na to, e dziewczyna zasna w miar spokojnym snem.

Popatrzy na Johann.
Odczytaa jego spojrzenie, napeni j lk.
- Nie - powiedziaa ochryple. - To si nie stanie. Nie z Rein. To si nie moe sta.
Postanowi, e bdzie strzeg crki dniem i noc. Bez wzgldu na to, czy zawadny
ni ze moce czy te choroba, uczyni dla niej wszystko, co tylko bdzie mg. O dziwo
jednak, Reina obudzia si nastpnego dnia i rozejrzaa w koo zdziwiona.
- Co si stao? Dlaczego ja tu le? Johannie wyranie ulyo.
- A wic to by tylko jeden z tych jej dawnych atakw. Sdziam, e ju z nich
wyrosa, lecz...
Ravi nie widzia powodu, by z ni dyskutowa. Johanna przecie potrafia temu
zaradzi w rwnie maym stopniu co on, moe nawet jeszcze mniejszym. Przeczuwa
bowiem, e jedyn rzecz, jaka mogaby da Reinie jakie oparcie, jest zwizek zupenie inny
anieli ten istniejcy pomidzy matk a crk.
Reina prdko dochodzia do siebie. Jeszcze tego samego dnia posza do Emmi, by
pomc w przygotowaniu wielkanocnego posiku, do ktrego mieli zasi wszyscy razem w
Zamku Marji. Wielka sala bya ju przygotowana na lato, obrusy leay zoone,
wyprasowane.
Reina wydawaa si taka jak przedtem.
ale Ravi nie uspokoi si, dopki nie miny dwa tygodnie i crka wybraa si nawet
na przyjcie, zorganizowane dla uczczenia zarczyn na Flahammar.
Tindir zaczynaa si niecierpliwi. Z kadym dniem coraz wicej niegu topniao w
grach i ju wkrtce mona si tam byo wybra konno. Noce schodziy jej na niespokojnych
rozmylaniach o tym, gdzie te naley rozpocz poszukiwania.
Raz po raz prosia Raviego, by sprbowa co zobaczy.
A on w pewnym sensie prbowa, lecz nie czyni tego serdecznie, nic wic nie
osign.
Ujrza obraz jakich grskich okolic, gazy, szaro - niebieski skrawek nieba. Formacj
skaln, ktra wydaa mu si znajoma.
ale przekopywanie torfu i przerzucanie kamieni na dzikich grskich paskowyach bez
adnej dokadniejszej wskazwki...
Wydawao mu si to beznadziejne. I nie omieszka powiedzie o tym Tindir.
Ona bagaa, by jeszcze raz sprbowa.
Wycigna te woreczek z amuletami i poprosia, by wzi go do rki. Moe to
poskutkuje. Legenda bowiem mwia, e jest w nim szpon ora, nalecy niegdy do ptaka,

ktrego zakopano razem ze skarbem.


W uszach Raviego rozleg si szum orlich skrzyde i ostre przenikliwe krzyki
drapienika.
Nie potrafi jednak powiedzie, gdzie moe by skarb.
Mia wraenie, jakby jaki mur zagradza drog jego wizjom.
Tindir wpada w gniew.
Cicho przeklinaa w jzyku Ludu, a Raviemu, syszcemu te sowa, ciarki pezy
wzdu krgosupa.
Nie mia pojcia, co znacz, wyczuwa jednak tkwice w nich zo.
- Jeli ty nie potrafisz, to poprosz o pomoc twoj crk!
- Tego ci nie wolno! Reina przeywa teraz bardzo trudny okres, nie mona jej naraa
na...
- Reina sama decyduje! Jestemy w przyjani, winna mi jest te przysug!
Raviego zdumiaa ta naga zmiana w tonie gosu Tindir. Kiedy odczuwa wobec tej
kobiety co piknego, co, co przywodzio na myl czuo, bya taka drobna i tak gnbiona.
Obca wrd wasnego Ludu. Pamita tamte uczucia, lecz nie potrafi dopasowa ich do tej
twardej, zawzitej kobiety, ktra staa teraz naprzeciwko niego. Zapa j za rk.
- Musisz to zrozumie! Moja crka toczy cik walk z tym, co w niej tkwi.
Potrzebuje spokoju, nie naciskaj jej, to si moe le skoczy! Ty, ktra przechwalasz si, e
jeste przyjacik duchw, powinna chyba to zrozumie!
Tindir dugo na niego patrzya, wreszcie rumiece znikny z jej policzkw.
- Moe masz i racj - rzeka z namysem. Odesza od niego. Ravi widzia, e pociera
twarz, e dr jej barki. Wci potrafi jej wspczu. Tindir wybraa si na wypraw bez
szans powodzenia, ale pewnie doprowadzona bya do skrajnej rozpaczy. Jej wspplemiecy
odrzucili j, pomimo i bya wybrana przez star Kirvi Telekk, prawdopodobnie w szczepie
toczya si walka o wadz. Prawdopodobnie byli i inni, ktrym marzyy si wpywy i moc
nalena komu, kto jest Kirvi.
Przypomnia jej si sen, szalony pomys odnalezienia skarbu, ktry prawdopodobnie
wcale nie istnia. Na pewno by tylko bani, podobnie jak wiele innych bani Ludu, jak zoty
garniec na kracu tczy. ale by moe Tindir odnajdzie co innego tu nad fiordem, nowe ycie,
ycie osiade, cho zapewne nigdy nie bdzie miaa do siy, by pogodzi si z yciem w roli
sucej.
Tindir bya dzika, ale i swobodna.
Lubi j, cho w poowie wbrew wasnej woli.

Johanna trzymaa noworodka w ciepych, penych czuoci doniach. Znw miaa


wiadomo, e oto dokona si cud. Zawsze tak byo. Reina staa z misk pen ciepej wody
z piwem. Ciako malekiego chopczyka pokryte byo woskiem podowym, wikszo
zostawiy. Twarzyczk mia liczn i ksztatn, pene usteczka, ktre cigny si w rany
pczek, gdy poczu na czole mikk ciereczk. Woski mia dugie, ciemne, a donie ju byy
szerokie i silne. Matka umiechaa si sabo z ka, na podwrzu czeka jej m. Pord by
atwy, lecz od czasu, gdy kobieta ostatnio urodzia martw creczk, mczyzna ba si
powierzy on opiece swej starej matki.
- Spjrz, on patrzy, co robimy! Jestem pewna, e myli!
Reina zamiaa si beztrosko.
- Patrz, jakie ma mdre oczka, jest przecie zupenie nowy na tym wiecie, a mimo to
sprawia wraenie, jakby wiedzia wszystko!
Johanna te nie moga powstrzyma si od umiechu. Piersi rozsadzaa jej rado,
przytulia drobne ciako i pocaowaa chopczyka w gwk. Matka niecierpliwie ledzia jej
poczynania.
Reina przygryza warg, a do oczu napyny jej zy. Owszem, wolno da si porwa
cudowi udanego porodu, czua jednak, e to, co tak j porusza, tkwi gdzie gbiej.
Ona sama nigdy tego nie przeyje. Tego uczucia, towarzyszcego przykadaniu
dziecka do piersi, jak uczynia to teraz ta matka, jest ju na zawsze pozbawiona.
Przedtem nie odczuwaa tego tak dotkliwie.
Teraz jednak, gdy miaa w uszach cichutkie cmokanie, a w oczach widok tego
piknego, malekiego dziecitka... ogarna j ao.
Przekla los, ktry tak zanieczyci jej krew.
- Zasuyymy na kieliszek - owiadczya wesoo Johanna.
Kobieta w ku te dostaa kropelk na wzmocnienie. Potem sprowadzono jej ma i
cay orszak sistr, ciotek i ssiadek. Przyniosy poonicy gst, tust owsiank, gratuloway
piknego synka.
Johanna i Reina zmieniy fartuchy i usiady w maym alkierzyku.
Johanna odetchna z ulg.
- Dziki Bogu, e wszystko dobrze poszo - westchna i oprnia malusieki
kieliszek. Nie bya rozrzutna, nawet gdy chodzio o wypicie zdrowia poonicy i dziecka. Za
to Reina nalaa sobie jeszcze jeden, zapatrzya si w t barw wdki, rozmarzona podniosa j do wiata.
- Mamo... Pamitasz t, ktra przysza do ciebie, mylc, e usuwasz cie?

- eby to jedn! Przecie byo ich wicej - cicho odpara Johanna.


Reina przytakna.
- Co im przychodzi do gowy, jak mylisz? Jak to moliwe, eby kobieta chciaa zabi
wasne dziecko?
Johanna westchna, a potem i ona nalaa sobie jeszcze kropelk.
- Nieatwo to zrozumie, Reino. Szczeglnie nam, ktrym nigdy niczego nie
brakowao, nigdy nie widziaymy, jak gd zaglda w oczy i tak ju duej gromadce dzieci.
- Tak czy owak, dziecko zawsze jest bogosawiestwem. To przecie ycie! Wyobra
sobie, e zabijalibymy ludzi, ktrzy do niczego nie s nam potrzebni!
Teraz z kolei Johanna zapatrzya si w kieliszek.
- Jeste bardzo moda - powiedziaa powoli. - Ja te kiedy byam moda, a gdy si jest
modym, lekko feruje si surowe wyroki, atwo osdza ludzi, ale... ycie szlifuje kanty, w
kocu czowiek jest jak otoczak, lecy na brzegu morza.
- Chodzi ci o to, e toczy si raz w jedn, raz w drug stron, w zalenoci od
pyww? Wobec tego nie chc by dorosa!
Johanna zdobya si na saby umiech.
- Moe masz racj, moja kochana, moe czowiek nie powinien da si oszlifowa. ale
od dowiadczenia przybywa rwnie mdroci.
Reina te si umiechna.
- Mamo... dlaczego nam, modym, zawsze si to powtarza? Dlaczego nikt nie chce nas
sucha? Czy nie jest moliwe, e to wanie my znamy t nieskaon prawd?
- Owszem, tak te moe by, lecz w tej sprawie, wydaje mi si, naley si naprawd
dobrze zastanowi i nikogo nie osdza.
- Nigdy nie zaakceptuj zabjstwa, mamo.
Johanna zwilya wyschnite wargi. Myli uleciay jej w przeszo. Gdyby Reina
wiedziaa... Co by zrobia?
- Nie chcesz chyba powiedzie, i ty umiesz pogodzi si z tym, e kto odbiera
komu ycie? Nie ty, przecie ty skadaa przysig i obiecywaa uczyni wszystko, by
ycie ratowa!
- Potrafi wyobrazi sobie sytuacje, w ktrych nie ma si wyboru - odpara Johanna.
- A ja nie potrafi! Wybr istnieje zawsze i czowiek zobowizany jest do takiego
wyboru, ktry nie pozbawia drugiego czowieka ycia! Bez wzgldu na to, jak may jest ten
drugi...
Johanna westchna.

- Pozwl, e opowiem ci o pewnej kobiecie - zacza cicho. - Przysza do mnie, by


urodzi swoje pite dziecko. Nie bya zdrowa, podczas poprzedniego porodu miaa silne
krwotoki, bala si. W domu zostawia czworo maych dzieci i ma, ktry nie bardzo mg
pracowa, poniewa by chory. Kobieta harowaa przez ca dob, a i tak ledwie zdoaa
wszystkich nakarmi. Baa si, e nie starczy jej siy do pracy, lecz jeszcze bardziej obawiaa
si tego, e umrze podczas porodu. Wtedy jej dzieci poszyby do obcych, a m do przytuku.
- I co dalej?
- Poprosia mnie o pomoc, ale bya ju w zaawansowanej ciy. Zaproponowaam jej
jedynie, eby wrcia do mnie, gdy nadejdzie czas rozwizania. Bardzo bya za to wdziczna.
A pord rzeczywicie by trudny, ledwie przeya.
- No wanie, czsto wszystko koczy si lepiej, ni si ludziom wydaje.
- To prawda. Sze miesicy pniej znw spodziewaa si dziecka. Wtedy spytaa
mnie wprost, czy mam jaki rodek, mogcy przerwa t ci.
Reina cisna kieliszek w rku.
- Chyba nic jej nie daa? Nic nie daa, prawda? Czy daa?
Johanna popatrzya crce w oczy.
- A co ty by zrobia, Reino? Dziewczyna pokrcia gow.
- Nie mam co do tego adnych wtpliwoci: uczyniabym wszystko, by pomc jej przy
porodzie, i ofiarowaabym pewnie co rodzinie, gdybym tylko miaa. Lecz zabi nie
narodzone... nigdy!
Johanny nie zaskoczyy zdecydowane i jednoznaczne odpowiedzi crki. Zdziwio j
tylko troch, e Reina nie ma adnych wtpliwoci. O ile dobrze wiedziaa, wcale nie surowe
zakazy kocioa steroway poczuciem dobra i za Reiny. Za czyj to spraw tak gboko si w
niej zakorzeni taki podzia na czarne i biae?
- Nie musiaam dokonywa wyboru - powiedziaa Johanna cicho. - Kobieta i tak
wkrtce potem stracia dziecko.
- A co si z ni stao pniej? Jej gupi m zrozumia chyba, e musi si trzyma od
niej z daleka?
Johanna kiwna gow.
- On ju nie yje, a kobiet znasz, jest teraz w przytuku.
Reina odwrcia gow.
- To bardzo smutna historia, mamo, ale nie chcesz chyba powiedzie, e ona broni
twego prawa do zabijania.
- Ja nie mam takiego prawa, Reino. Oczywicie nikt go nie ma, ale w niektrych

przypadkach trzeba wybiera midzy istnieniami W niektrych przypadkach mona zabi ju


narodzone dziecko, pozwalajc nowemu przyj na wiat, czy ty tego nie rozumiesz? Czyby
bya tak rozpieszczona i tak bardzo chroniona tu na Vildegrd, e nie widzisz, co gd i ndza
robi z rodzinami? Gdyby mieli jedno, gra dwoje dzieci, to jako by sobie poradzili, ale
przecie we wszystkich tych maych chatach jest a peno!
- Boe bogosawiestwo i spokj na staro - mrukna Reina.
- Nie wszyscy yj dostatecznie dugo, by doczeka staroci. No i dzieci take
umieraj, wygodzone i sabe. Ile to ich spoczo w grobach zim przed dwoma laty,
pamitasz to jeszcze?
Reina zacisna szczki.
- Co ty prbujesz mi powiedzie, mamo? Ty, ktra sama mnie uczya, e ludzkie
ycie naley otacza najwyszym szacunkiem! Siedzisz tu i mwisz tak, jakby zupenie ci si
ju pomieszao w gowie. Stajesz w obronie zabijania podw?
Johanna zmczona pokrcia gow.
- Nie, tego bym nigdy nie zrobia. ale przeraa mnie troch, e tak jednostronnie to
widzisz, Reino, e nie jeste mdrzejsza...
Nawet jeli sprowokowaa crk, to Reina umiaa trzyma jzyk za zbami. Ze
spokojem patrzya na matk.
- Nigdy nie bd w stanie zachowa si inaczej, jak tylko potpi taki niecny czyn.
Kade dziecko ma prawo do ycia, a jeli nawet jakie inne umr, bo nowe dziecko przyjdzie
na wiat, to ich zabjc jest gd, a nie drugi czowiek! To nie jest twj wybr, nikt nie ma
takiego wyboru, to jest poza wyborem! Johanna doskonale wiedziaa, e te sowa s echem
sw, ktre sama przed wieloma laty by gosia. Na poparcie swych pogldw dodaaby
jeszcze par ustpw z Biblii, lecz Reina wida nie potrzebowaa si niczym podpiera.
- Tak, tak, lecz miej przynajmniej przyzwoito, by podzikowa Bogu za to, i ty
sama nigdy nie bdziesz musiaa dokonywa takiego wyboru, Reino.
Nie bya przygotowana na reakcj crki, lecz ju w tej samej sekundzie poja, jak
straszny popenia bd, wypowiadajc te sowa. Miaa na myli jedynie to, e Reina ma
szczcie, nigdy nie zazna godu i nie bdzie musiaa patrze, jak goduj jej dzieci. udzia
si, e uparta crka kiedy mimo wszystko zapomni o swoich zasadach i wyjdzie za m
pomimo arzcej si groby prawodawcw.
Reina, gwatownie si poderwawszy, przewrcia swj kieliszek, usiujc stumi
krzyk. Rzucia si do drzwi. Johanna pobiega za ni, udao jej si dogoni crk w korytarzu,
na oczach przeraonej sucej.

- Nie miaam nic zego na myli, nie chciaam powiedzie, e... Chodzio mi jedynie o
to, e jestemy zamoni, uprzywilejowani... Ach, Reino, wybacz mi!
Dziewczyna ju si uspokoia i cicho pakaa teraz w rami matki.
- Ja... Ogarn mnie dzisiaj taki dziwny smutek, kiedy obmywaam dziecko... ale,
mamo, tak jest, nigdy nie bd miaa wasnych dzieci. To przeklestwo naley przerwa!
Owiadczya to z tak moc, e Johanna od razu wiedziaa, i crka nie myli jedynie
o chorobie, nie pozwalajcej krzepn pyncej krwi.
Bya sobota, wszyscy domownicy wykpali si w wielkiej balii ustawionej w ani.
Emmi uwaaa, e to gupota kpa si w wielkiej balii, kiedy w Zamku Marji czeka przecie
gotowa pikna azienka!
Inni jednak lubili przychodzi do penego dymu budynku, lubili zapach arzcego si
brzozowego drewna pod wielkim miedzianym saganem i t atmosfer, gdy kobiety zbieray
si, okryte tylko fartuchami.
Johanna i Reina myy si nawzajem, podobnie inne kobiety z gospodarstwa. Na
Vildegrd kady wchodzi do czystej wody, bez wzgldu na zajmowan pozycj.
Potem suce pobiegy przebra si na wito, Johanna i Reina za rozkoszoway si
ostatnimi resztkami ciepa w balii i czesay sobie nawzajem wosy, wcierajc w nie kropelki
lawendowego olejku.
Ciao Johanny zaczerwienio si leciutko umyte mikkimi szczotkami.
Reina widziaa, e oczy matki take pon. Poczucie bliskoci, przyjazne ruchy, dotyk
doni na nagiej skrze, wszystko to obudzio rwnie jej ciao, poczua, e ogarnia j
przepojona smutkiem tsknota.
Johanna natomiast umiechaa si zadowolona, nacieraa skr delikatnym
perfumowanym olejkiem, a byszczaa. Wreszcie narzucia ubranie i pocaowaa crk na
dobranoc.
- Sdz, e twj ojciec i ja wczenie udamy si dzi na spoczynek - owiadczya,
umiechajc si przy tym do siebie.
Reina zmienia pozycj w balii, poczua si troch nieswojo, lecz jednoczenie
uradowa j zapa matki.
Mie mczyzn, przy ktrym mona by si ogrza po kpieli... Wzia szorstk
myjk i jeszcze raz zacza drczy ciao, niemal do blu nacieraa mocne uda, brzuch,
odrobin zaokrglony, gdy tak siedziaa z podcignitymi kolanami.
Przecigna myjk z rogoy po ramionach i piersiach tak mocno, e na skrze
pojawiy si czerwone prgi.

To uczucie jednak nie ustpowao, rozprzestrzeniao si, ciao wzbierao gniewem, a


swdzenie w podbrzuszu jeszcze si wzmogo.
Spostrzega, e sutki, unoszce si nad powierzchni wody, stwardniay, cisna myjk
na podog. Wiadro z zimn wod do spukania stao tu obok, Reina wstaa z balii i wylaa
jego zawarto na gow. Zapach lawendy roznis si po caym pomieszczeniu. Piersi
wypryy si w reakcji na zetknicie z lodowatym prysznicem, po caych plecach przebiegy
ciarki.
Mogaby krzycze.
Ten bl, ktry w niej tkwi, mg by sodki, to pulsowanie, ktre j ogarno, mogo
by bogosawiestwem.
Tak jednak nie byo.
Bya sama.
Jej donie wiedziay, co powinny zrobi, byy jednak obce i mechaniczne, nie daway
adnej przyjemnoci. Drenie, jakie z czasem zastpio dreszcze z zimna, nie byo przyjemne,
nie sprawiao rozkoszy, wyrywao w jej sercu wielk dziur i zostawio na kamiennej
pododze zamroczon i spakan.
Johanna ubieraa si z wielk starannoci. Nie spieszya si. Ravi siedzia w ich
sypialni i wodzi owkiem po wieych, piknych kartkach. Wci jeszcze niekiedy
malowa, coraz czciej jednak absorboway go delikatne szkice owkiem. Johanna nie
wiedziaa, co m rysuje, lecz tego wieczoru zamierzaa poprosi go, by to wszystko odoy.
A najprawdopodobniej wcale nie bdzie musiaa go prosi, pomylaa z umiechem.
Wysuszya wosy przy ciepym jeszcze piecu, wolno rozczesujc je palcami. Byy
dugie, sigay jej a do pasa, a teraz byy wiee po myciu i pachnce. Nie tak gste jak w
modoci, nie tak pene ycia i fal, lecz wiee i pikne niczym jedwabne nici.
Wyja dug, bia lubn koszul.
T, ktrej nie miaa monoci nosi w sam noc polubn i ktr waciwie zamierzaa
przechowa w jedwabistej bibuce a do lubu Reiny.
To w pewnym sensie smutne, ale przecie koszula nie bdzie trwaa wiecznie.
Koszula, umiechna si pod nosem, przecie to raczej balowa suknia! Przepikne
dzieo sztuki z belgijskich koronek i cieniusiekiej przezroczystej baweny. Obszyta bya
krajkami ze srebrnym haftem, a jej uzupenienie stanowia duga, zwiewna, przypominajca
kaftanik jedwabna sukienka, ktr narzucao si na wierzch. Spodnia warstwa miaa jedynie
wziutkie tasiemki na ramionach i gboki dekolt. Opinaa ciao pod biustem, podnosia
piersi, tak e cienki materia napra si na nich. Johanna wiedziaa, e przez niemal

przewitujc tkanin da si dostrzec zarys ciemniejszych sutek.


Jedwabna suknia zaszelecia, gdy j wkadaa. Na plecach miaa ca mas zakadek,
lecz pod piersiami przytrzymyway j zaledwie dwie wsteczki.
Johanna pozwolia wosom opa na twarz.
Uszczypna si w policzki, przygryza wargi, chciaa dla niego rozkwitn.
Boso przemkna do sypialni, w ktrej ty krg otacza mczyzn, pochonitego
rysowaniem.
Podnis oczy w gr, wzrok mia niemal zaspany. On take si kpa, ale wosy
jeszcze mu nie wyschy. Na plecy spyway kropelki wody, wic rozpita nocna koszula bya
mokra jak od potu od karku w d.
Dugo siedzia nad rysunkiem, z mozoem usiujc przenie na papier obraz, ktry
utkwi mu pod powiekami. Ju, ju miao mu si to uda, gdy lekko zazgrzytay otwierane
drzwi.
W krgu wiata pojawi si fragment biaej sukni.
Ciemno w pokoju bya pusta i obca.
Johanna zrobia krok w jego stron, a Ravi dostrzeg bysk rozbawienia w jej oczach i
dugie wosy, ktre w sabym wietle wydaway si niemal cakiem czarne.
Wypuci z rk tabliczk z papierem, owek wypad mu z rki. Siedzia jak
sparaliowany, Johanna zbliya si do niego.
Przez chwil na niego spogldaa z lekkim umiechem na ustach, a on pragn si
uspokoi, lecz nie zdoa. Myli same z siebie gnay mu po gowie, poruszay si po
granicznej krainie, ktr pragn uchwyci za pomoc owka i papieru.
Johanna nachylia si powoli, rozlunia tasiemki mocujce strj, stana z
odsonitymi ramionami. Cieniutkie ptno wydawao si teraz jeszcze bielsze.
Ravi westchn.
Johanna zbliya si do niego, chciaa go pocaowa. Pachniaa ciko perfumami. To
nie bya jego Johanna, od ktrej zwykle po caym dniu pracy przy chorych unosi si lekko
kwaskowaty zapach.
Nic nie mg na to poradzi.
Wycign rce w jej stron i po prostu j odepchn.
Dugie palce Viveke na jego skrze, bolesne drganie, gowa pozbawiona
jakiegokolwiek rozsdku. Zapach cikich kwiatw, kobiecych sokw i oszaamiajcego
kadzida.
Dwik jej miechu, jego wasne krzyki i echo wznoszce si pod kamienn kopu

gdzie gboko pod ziemi...


Nie mia siy, by tumaczy to Johannie. Nie potrafi powiedzie, dlaczego w jednej
chwili, akurat wtedy, gdy ona usiowaa speni jego marzenia znalaz si w wiecie
koszmaru.

ROZDZIA VI
Siedziaa, ukradkiem zerkajc na Auror. Niedugo ju koczyy si obchody Wielkiej
Nocy i wioskowa modzie zebraa si, by uprztn niewielk polan, gdzie latem odbywa
si bd tace i zabawy. Nad strumieniem piknie kwit podbia, a drzewa pokryy si
pachncymi, delikatnymi pczkami.
Ziemia wci bya wilgotna, lecz trawa rosa z wielk si. Modzi znosili na miejsce
olbrzymie, szerokie deski, mczyni cigali si, kto pierwszy przydwiga najwiksze
narcze. Potem zbito z nich podest do taca. Muzykanta wprawdzie nie byo, lecz oni i tak
zapali si za rce i piewajc, krcili si w koo.
Wieczr by jasny.
Reina zauwaya, e Aurora przykuwa uwag zebranych. One przyszy tu waciwie
tylko popatrze, zaraz jednak otoczyli je znajomi. Nieczsto pokazyway si wrd ludzi. W
wiosce stale zastanawiano si, co dziwnego dzieje si z Rein na Vildegrd. I dlaczego ta
pikna ciemnowosa moda dziewczyna tak si chowa?
A teraz byy tutaj, wrd wszystkich.
Krtko potem jednak Aurora odesza na bok i owiadczya, e chce wraca do domu.
Otwieraa usta i odpowiadaa, gdy kto o co spyta, lecz nie nawizywaa adnej rozmowy.
Najmodszy syn z zagrody lensmana wyranie okazywa jej zainteresowanie, nie mia wicej
ni osiemnacie lat, ale lubi zachowywa si jak dorosy. By bardzo przystojny, nosi pikny
strj, a gste brzowe wosy ukaday mu si w pikne fale nad uszami.
On jest podobny do Arilla, pomylaa Reina, do takiego Arilla, jakim by kiedy.
Arill nie przyszed, lecz wcale si go te tu nie spodziewaa. To byo spotkanie dla
modych, nie zwizanych lubami maestwa. Co prawda znalazo si tu wielu znacznie
starszych od dziedzica Storlendet, ale te i on oeni si bardzo wczenie.
Czsto tak bywao: im mniej zamoni rodzice, tym pniejszy lub. Syn nie mg
liczy na przejcie gospodarki, dopki ojciec nie zestarza si na tyle, e sam ju nie by w
stanie jej prowadzi. Chopak mg wic doy i czterdziestu lat, nie enic si. Czsto w
rezultacie zostawao wielu starych kawalerw, wacicieli ziemi, podczas gdy modsi synowie
enili si i szukali szczcia gdzie indziej. Niejeden podzia majtku budzi wiele kwasw i
zoci.
Ci natomiast, ktrzy zawsze mieli duo ziemi bd te pienidze schowane na dnie
kufra, mogli liczy na wczesny oenek. Kiedy tylko si chciao, prawa dotyczce zawierania
maestw rwnie atwo daway si obej. Jeli kobieta spodziewaa si dziecka,

wczeniejszy lub nigdy nie sprawia kopotw. Zdarzao si, e nawet pitnastoletnie
dziewczta wychodziy prawnie za m.
Reina widziaa, e Aurora chce wraca do domu.
Siedziaa, splatajc i rozplatajc frdzle chusty, i jak przestraszona wiewirka patrzya
na tych, ktrzy ju taczyli wrd wybuchw miechu.
- Nie chcesz si przyczy? Przecie tak piknie piewasz!
Aurora pokrcia gow.
- To nie dla mnie, to tylko taniec do parzenia si - wybuchna z nieoczekiwan
gorycz.
Reina westchna.
- By moe masz racj, to nie dla adnej z nas. C, wracamy do domu, my, stare
panny!
Zmusia si do miechu. Kiedy trzymajc si za rce machay innym modym na
poegnanie, nie dao si nie usysze, e jeden z chopcw, rozczarowany, nie oszczdzi im
kwanego komentarza.
- Spjrzcie, id sobie, te baby z Vildegrd! Te, co to bardziej boj si chopa ni
samego diaba!
- Moe i diaba si nie boj - doda kto. - Moe bardziej je pociga jaki zupenie inny
taniec!
Reina zlodowaciaa, ale Aurora nie daa nic po sobie pozna.
Powdroway dalej ciek przez las.
Tupot, miech i piewy jeszcze dugo cigny si za nimi W tak cich wiosenn noc
istniaa moliwo, e echa zabawy bd im towarzyszy a do samego domu.
Fiord lea teraz cichy i ciemny niczym czuwajce ze oko.
Aurora pakaa bezgonie, Reina poja, e naley jak najszybciej zaprowadzi jaki
porzdek w yciu dziewczyny. W duchu przeklinaa swego brata, ktry narazi t wraliw
istot na takie udrki.
Praa i skadaa mae szmatki. Byy szare i zniszczone, pokryte plamami, ktrych nie
udao jej si wywabi. W niektrych miejscach, gdzie tkanina cakiem si ju poprzecieraa,
usiowaa j zaata kawaeczkami pocitej spdnicy. Nie bardzo si to udao, niepiknie
wyszo, ale i tak zdoa zapewni nowemu dziecku jako takie ciepo. Chwaa Bogu, e mae
urodzi si na wiosn, dziki temu bd mieli szans przetrwa. Przez cae lato bdzie moga
najada si dziko rosncymi korzonkami i zielenin, wiedziaa ju, e latem pokarm w
piersiach jest o wiele lepszy, mona te wyebra nawet par ykw krowiego mleka o tej

porze, gdy cielta brykaj wesoo, a wymiona ich matek s pene.


Czua co jakby odrobin szczcia, wszystko przecie mogo si uda, potoczy o
wiele lepiej, ni obawiaa si przez ca t zim, ktra dla nich wszystkich bya duga i cika.
M by moe dostrzeg w nowy bysk w jej oczach, bo ostatniego wieczoru kocha j
agodnie pomimo tego wielkiego brzucha.
Czas jeszcze nie nadszed. Ble w brzuchu byy silniejsze i bardziej dotkliwe, ni
kiedy nosia w nim inne dzieci Inne te towarzyszyy temu wraenia, miaa odczucie, e
brzuch jest jakby ciszy, bardziej napity.
Moe to dlatego, e jest starsza?
C, stara jeszcze nie jest, ma dwadziecia siedem lat, sama jednak czua, jak jej ciao
zjadane jest od rodka, jak dziecko wysysa z niej siy i dosownie obgryza koci.
Pord przyniesie ulg.
Nie mogo zosta ju wicej ni dwa tygodnie, chocia piersi nie bolay j ani troch,
ani te nie ciemniay.
Pomodlia si w duchu, by mie to wszystko jak najprdzej za sob. Nie baa si boli,
ju si do nich przyzwyczaia, stay si znajom udrk, niemale uspokajajc, poniewa
wiedziaa, e umie sobie z nimi poradzi.
Nie, blu si nie baa.
ale mier przeraaa j niemale do szalestwa. Rozejrzaa si po chacie, ujrzaa
strach wypisany na twarzach dzieci. W pocigych rysach ma dostrzega to samo: bez niej
sobie nie poradz. Boj si, e utrac j na rzecz tego nowego dziecka, e to nowe ycie, ktre
w sobie nosi, zada w zamian jej wasnego ycia.
Byo co osobliwego w grach akurat o tej porze, gdy niena pokrywa z wolna
topniaa, a cherlawe zarola wierzby i karowatej brzozy wyaniay si spod niej, rozkoszujc
socem.
Od czasu do czasu w gr podryway si pardwy, niektre ju pstrokate, w szacie z na
p biaych pir. Siedziay w gniazdach i krtkim krzykiem ostrzegay si nawzajem przed
zbliajcymi si ludmi.
ale Ravi, Reina i Tindir nie wybrali si wcale polowa na pardwy. Nie przyszoby im
te do gowy pldrowa starannie ukryte gniazda.
Jechali konno przez grzskie mokrada i po gadkich skaach.
Zdali ku miejscu, gdzie, jak sdzili, by moe koczy si tcza.
Reina w ostrych promieniach soca zmruya oczy. Nawet tu, wysoko w grach,
gdzie lodowce skryway przyrod pod dachem lodu i niegu, wyczu si dao letnie ciepo.

Teraz, w maju, wszystko budzio si do ycia. Pamitaa, jak gry pony jesieni i jak
piknie byo w tym wiecie bkitu i bieli, gdy kiedy jechaa t drog razem z ojcem.
ale teraz, gdy rozmaite odcienie wieej zieleni janiay na tle niesamowicie
bkitnego nieba, miaa wraenie, e nigdy dotychczas nie widziaa niczego wspanialszego.
Wysokie szczyty otulay jeszcze biae czapy, jak okiem sign wszdzie otaczay ich
gry.
Ravi zagwizda cicho jak melodi.
Tindir jechaa jak i oni, po msku. Styl jazdy miaa swobodny, a cuglami kierowaa z
takim dowiadczeniem, jakie najczciej widuje si u starych ju ludzi. Stanowia jedno z
koniem, bya cakiem rozluniona i trzymaa si w siodle z tak naturalnoci, e Ravi podejrzewa, i jest w stanie nie schodzi z konia przez wiele dni i nie odczuwa przy tym
adnego zmczenia.
Prawdopodobnie tak wanie te i byo.
Jechaa teraz przodem, dziesicioletnia klacz sama wyszukiwaa najdogodniejsz
drog. Zabrali ze sob troch jedzenia i koce na wypadek, gdyby okazao si, e musz
nocowa w grach. Johannie nie musieli niczego wyjania, pomylaa sobie, e Reina zapewne chce pokaza swej nowej przyjacice grskie paskowye, ktre tak zauroczyy
zarwno j, jak i jej ojca. No i przecie mieli te spraw do zaatwienia: powinni zajrze do
letniej zagrody i sprawdzi, czy wszystko porzdnie przygotowano na letnie wyprowadzenie
zwierzt.
- Pamitajcie przestrzec podziemny ludek, zanim wtargniecie do rodka przypomniaa im Johanna z umiechem tu przed wyjazdem.
Reina mruya oczy do soca i bez trudu moga sobie wyobrazi, e w letniej
zagrodzie mieszkaj jakie niedue istoty i strzeg jej w czasie, gdy ludzie spdzaj zim w
swoich domach pooonych w dole nad fiordem.
Stare pikne banie.
Wielu ludzi jednak w nie wierzyo. Niemao byo takich, co to widzieli i huldry, lene
boginki, i kary. Reina nigdy nie miaa okazji ujrze czegokolwiek, co cho troch
przypominaoby barwne obrazy przedstawiajce podziemny ludek i lene istoty. W dodatku w
Biblii nie wspomniano o nich ani sowem.
ale przyjemnie byo wierzy, e kto pilnuje zim ludzkich siedzib w grach.
Tindir bagaa Rein, by wybraa si razem z ni i Ravim. Pokornie prosia, by Reina
sprbowaa.
- Przecie niczego nie musisz obiecywa, dobrze wiesz. Po prostu mam przeczucie, e

jeli pjdziesz z nami, to znajdziemy skarb! Dostaniesz wtedy zapat, przysigam ci na honor
caego naszego Ludu!
Rein bardzo to wszystko zaciekawio.
Tindir jednak nie pojmowaa, jak to jest z wizjami Reiny, one przecie nie pojawiay
si na zamwienie i nawet jeli czasami crka Raviego potrafia przywoa znieksztacone
fragmenty jakiej szczeglnej sprawy, to i tak nigdy nie moga wiedzie, w jaki sposb naley
je sobie tumaczy.
- Po prostu bdziemy jecha - powiedziaa Tindir. - A ty od czasu do czasu pomylisz
o skarbie. Jestem pewna, e go wyczujesz, jeli tylko znajdziemy si w pobliu.
Bya tego pewna.
Reina troch si denerwowaa, w jej gowie wci odzyway si gosy, prbowaa je
od siebie odsun, lecz bez przekonania.
Waciwie jednak wcale jej nie dokuczay. Od dawna ju nie czua, by jej groziy.
Moga rozmawia i mia si, dobiera swoje wasne sowa, niezalenie od ich krzykw. Nie
musiaa ich te sucha, z reguy byy ciszone, jakby szumice, niczym lekki haas w uszach.
Wystarczyo, by odrobin podniosa gos, by je zaguszy.
- Ach, Reino, patrz!
Oboje odwrcili si do Tindir, wstrzymujc konie. Reina powioda wzrokiem wzdu
wycignitej rki.
Rwnin rozcigajc si przed nimi przecinao niewielkie stado reniferw.
Za dorosymi zwierztami niezgrabnie czapao nowo narodzone ciel, nie zdoao
jednak dotrzyma kroku stadu, uciekajcemu przed woni czowieka.
Rein zakrci w nosie zapach lku matki. Zwisay z niej jeszcze skrzepy krwi i resztki
bony podowej, bezradnie rykna, jakby chcc odpdzi zagroenie. Cieltko zdoao stan
na nogi po upadku, matka szturchna je w bok, znw zaryczaa, tym razem w stron
uciekajcych wspbraci.
Zostaa sama.
Ciel osuno si we wrzosy, widzieli y pulsujc na jego szyi.
- Musimy std odej - szepn Ravi cicho. Zawrcili konie; gdy po raz ostatni zerkali
na krow, dostrzegli w jej oczach niemal co w rodzaju ulgi.
- By moe rwnie dobrze moemy urzdzi tu sobie postj - zaproponowaa Reina. Waciwie zgodniaam, a sdzc po socu, nadesza ju pora obiadu.
Ravi umiechn si.
Zeskoczy z konia z pewn sztywnoci w ruchach, biodro by moe nie dokuczao

mu blem, byo jednak niesprawne.


Rozoyli placki i gotowe kromki chleba na wygadzonym kamieniu.
Siedzc na zwinitych kocach, pozwolili socu zlizywa maso, rozsmarowane na
pieczywie. Miao sony, nieco zjeczay smak. ale ju niedugo bdzie nowe, wiee maso,
wkrtce znw bdzie mona korzysta ze wszystkich radoci lata.
- Czy ty pojmujesz, e zwierzta radz sobie tutaj przez ca zim? - odezwaa si
Reina. - Przecie tu jest tylko ld, kamienie i nieg...
- Reny to synowie gr, zawsze co znajd. Grzebi w niegu, szukaj, nie s
wymagajce.
Tindir umiechna si.
- Na pewno wiele moemy si od nich nauczy! Ravi pokiwa gow. Cay czas
obserwowa krow z cielciem, wida czua si teraz spokojniejsza, kiedy bardziej si
oddalili. Wylizywaa swoje cieltko, szturchaa je nosem, zmuszaa, eby wstao. Biedactwo
mimo wszystko miao szczcie, przyszo na wiat pno, mogo odpoczywa na wolnych od
niegu skrawkach ziemi i wschodzcej modej trawie. adna burza niena nie zagrozi mu w
tej pierwszej, jake wanej dobie ycia.
- Tato - odezwaa si nagle Reina. - Czy moje imi pochodzi wanie od rena? Wiem,
e twj ojciec nazywa si Rein, ale czy to wanie ze wzgldu na zwierz?
Ravi zamyli si na chwil.
- Nie wiem - odpar wreszcie. - Lecz oboje moi rodzice urodzili si na pnocy, tam
gdzie reny s dla ludzi tak jak krowy, yj z nich. Bardzo moliwe, e imi mego ojca
pochodzio wanie od renifera, nie wiem.
- Bez wzgldu na wszystko, to dobre imi - stwierdzia Reina z umiechem.
- O, tak - zawtrowaa jej Tindir. - Wiedziae, e ono znaczy tyle, co krlowa?
Ravi wolno przekrzywi gow.
- Nie, wtedy jeszcze nie.
Reina popatrzya na niego. Sama o tym nie wiedziaa. Do tamtej nocy, kiedy Tindir
rozoya swoje karty i odczytaa tekst pod postaci kobiety symbolizujc krlow.
- A co znaczy twoje imi, Tindir? Dumna kobieta tylko si umiechna.
- My uwaamy, e to powinno pozosta tajemnic - odpara. - Wierzymy, e imi jest
wite i e mieci si w nim czsteczka ludzkiej duszy. Dlatego nie wolno zdradza
tajemnicy. Jedynie Kirvi, matka chrzestna, wie, dlaczego jakie dziecko dostaje akurat takie
imi, a nie inne.
- Jakie to dziwne - zamylia si Reina. Ravi skin Tindir gow.

- Twj Lud ma wiele dziwnych obyczajw, ja... uwaam to za niezwykle interesujce.


Twoi ludzie s prawdziwi, s., wolni!
Tindir ucia sobie jeszcze jeden plasterek nieco moe zbyt wieego solonego
baraniego udca.
- Jestem prawdziw crk Ludu, ale moja gowa nie jest ju czysta. Za dugo
mieszkaam z dala od swoich, nigdy nie bd ju taka jak oni, ja... zbyt dobrze poznaam inne
obyczaje.
- Taka wiedza chyba nie zaszkodzi? - ostronie spyta Ravi.
Tindir, nie przestajc wolno przeuwa, popatrzya na niego.
- Owszem - powiedziaa twardo. - Taka wiedza moe zaszkodzi, i to bardzo. Ona
podcina czowiekowi korzenie, a jeli ich zabraknie, czowiek widnie!
- Wiem, o czym mwisz - cicho odrzek Ravi. Reina dostrzegaa ich wzajemne
zaufanie pod postaci rozedrganej mgieki rozcigajcej si midzy ich ciaami. Cie Raviego
by czysty i bkitny jak niebo nad grami, ale w cieniu Tindir zauwaya arzce si
brunatnoczerwone brzegi.
Nie prosia o wizje, pewnie dlatego napyny.
To te gosy otrzymay nagle twarze i ciaa.
Utworzyy orszak wdrujcy szczytami wzgrz, poruszay si wolno w gr skalnej
rozpadliny, ku szczytowi, na ktry zapewne zamierzay si wspi. Nie byo ich znw tak
wiele, moe dziesi lub dwanacie postaci, w ciemnych ubraniach i w skrzanych
nakryciach gowy, lepicych si do wosw na deszczu.
Niebo nad nimi byo szaroczarne, wiatr niekiedy szarpa ludmi, grozi, e w kocu
ich przewrci. Wdrowcy si bali.
I byli bardzo, bardzo zmczeni.
ledzia ich wzrokiem, ruchy mieli ospae, powolne, jak gdyby poruszali si w smole.
Dostrzega posta potnego mczyzny, ktry si zatrzyma, to on wida mia ich
przeprowadzi na drug stron wzgrza. W doni dziery wdrowny kij.
Obraz si zmieni.
Ranne zwierz w karowatych zarolach!
Ciche popiskiwanie, jakby pacz.
I byszczce ciemne oczy.
Ach, nie! To dziecko!
Dziewczynka, wrd srebrzystoszarych gazek na siekcym wietrze, caa mokra i
wycieczona. Zamkna oczy, przestaa nawet paka.

ale wdrowcy ju j zobaczyli. Prawd powiedziawszy, weszli prosto na ni.


Mczyzna z kijem unis do, gdy jedna z kobiet wzia dziecko na rce.
Zawoa co, wiatr znieksztaci jego gos i sowa w uszach Reiny zabrzmiay jak
groba.
ale kobieta odpowiedziaa. Rozjarzya si wrd caego tego chodu i wilgoci.
Z pocztku Reina sdzia, e to niezwykle silne uczucia tej kobiety sprawiy, i wok
jej postaci pojawia si powiata. Ostro zabyso srebrem i czerwieni. Potem otoczyo j
zociste wiato.
Reinie zakrcio si w gowie, zamrugaa, chciaa zobaczy co wicej. Niestety, tak
jak bywao wczeniej, wizje nie pozwalay si kontrolowa i zaraz si zmieniy, zamiast
wdrowcw przed oczami Reiny pojawia si jej zmara babka, siedzca przy oknie i
trzymajca si za brzuch, w ktrym roso dziecko.
Na szyi poyskiwa stary klejnot.
Ravi nie spuszcza z crki oka, gdy dochodzia do siebie, Tindir miaa wyrane
kopoty z zachowaniem spokoju.
- Co widziaa, Reino? Zobaczya skarb? Ravi agodnie poklepa crk po policzku.
- Odpocznij sobie troch. Poda jej do picia wieej wody.
Konie za ich plecami zaczy si niecierpliwi.
Reina zorientowaa si, e dzie zaczyna si ju chyli ku zachodowi. Czyby wizje
pochony j na tak dugo? Miaa wraenie, e upyn zaledwie moment, w caym ciele
czua jednak zniewalajce zmczenie, takie, ktrego nigdy nie zdoaaby na ni sprowadzi
adna konna przejadka.
- Moe zanocujemy tutaj - mrukn Ravi. Tindir opucia napite ramiona.
- Pozwlcie raczej, e wyszukam miejsce na obz niedaleko std. Naprawd si na
tym znam.
Ravi po namyle skin gow, a Tindir wzia swj may wzeek i odjechaa.
Domyla si, e cry Ludu maj swoje wasne sposoby na znajdywanie
odpowiedniego miejsca na obozowisko. Tindir pewnie uoy kamienie w krgu, a na rodku
rozsypie troch swego niebieskiego proszku. Potem odmwi wszelakiej maci modlitwy i
zaklcia. Przecie ta kobieta to Kirvi. On jednak pragn, by wszystko czym prdzej si
skoczyo. Mogo si okaza, e to bdzie za duo dla Reiny, e dziewczyna tego nie zniesie.
Stare przesdy i rytuay Tindir mog poczyni jeszcze wiksze spustoszenia w i tak ju
skoatanym umyle Reiny.
Usiad przy crce, te wypi troch wody, potem z powrotem zawiesi kubek u pasa.

Czeka.
Wreszcie Reina otworzya usta i spytaa:
- Skd wzi si nasz klejnot, tato? Ten, ktry dostaam?
- To, zdaje si, skazana na mier czarownica podarowaa go swego czasu Marii odpar.
- Tak, tak syszaam. Dostaa powk, a drugi kawaek miaa Kari, ukochana Olego Miedziaka...
Ravi kiwn gow.
- Czarownica Anna sama podzielia wisiorek. Jedn czstk podarowaa swej maej
creczce.
- Tej, ktra zagina! Ravi westchn.
- Ludzie przypuszczali, e porwa j orze albo moe Cyganie ukradli.
- Oni j ocalili - szepna Reina. - Wanie Kari widziaam.
Ravi podnis gow.
- Widziaa j?
- Tak, z acuszkiem na szyi. Wisiorek nie by duy, lecz jania jak cae soce...
Ravi dugo patrzy na crk, wreszcie si nad ni pochyli.
- Mylaa o tym skarbie, a zobaczya arzcy si naszyjnik?
Reina zamylona przytakna.
- Tak... Co jest w tym naszyjniku, tatusiu? Dlaczego mama ukrywaa go tak dugo?
- Znasz przecie dawne opowieci o tym, e naszyjnik zapewnia podno, przynosi
szczcie... ale Johanna uwaa, e on zabi Ameli. Zasza w ci przez naszyjnik, a potem
umara...
- Ja w to nie wierz - gwatownie zaprotestowaa Reina. - Ten naszyjnik jest przecie
dobry, ja to czuj, teraz to ju wiem. Klejnot niesie z sob bogosawiestwo, nic innego. To
on jest skarbem zagubionym przez Lud.
Ravi dugo si nad tym zastanawia. Reina potrzsna nim.
- Czy ty nie rozumiesz? Nie wiemy, skd Anna go miaa na pocztku zeszego
stulecia, moga go dosta od Ludu albo na przykad znale w grach, jeli legenda jest
prawdziwa i oni rzeczywicie zakopali go jako ofiar.
- To si zdarzyo zbyt dawno temu, ofiar, wedug legendy, zoono wiele, wiele setek
lat temu.
- I co z tego? Wyglda na to, e na metal w naszyjniku nic nie dziaa, przez cay czas
jest rwnie pikny.

Rzeczywicie, to Ravi musia przyzna.


- Bez wzgldu na wszystko to niezwyka historia, ale... co teraz zrobimy? Jeli
powiemy ca prawd Tindir, ona oczywicie zada zwrotu skarbu, ktry przecie od wielu
ju lat jest wasnoci naszej rodziny. To spadek po Marii, przetrzyma pi pokole, Reino!
Dziewczyna patrzya na ojca z powag w oczach.
- ale teraz jego wdrwka zostanie przerwana, dobrze o tym wiesz, tato. Ja nigdy nie
bd miaa dzieci. Nigdy.
Raviemu do oczu napyny zy.
- Reino, moja kochana, jaki ciki wyrok sama na siebie wydaa...
- Wiem, e si nie myl, robi jedynie to, co jest suszne, ojcze. I bardzo ci prosz,
wspieraj mnie w tym.
Ravi uj j za rk.
- Bd ci wspiera we wszystkim, na co tylko si zdecydujesz.
Ciaem Reiny wstrzsn nagy dreszcz.
- Gdzie si podziaa...?
Podniosa gow i rozejrzaa si wokoo, zmruonymi oczyma wodzc po paskowyu
w poszukiwaniu Tindir.
A Tindir staa tu za ich plecami. Z rozoonymi rkami i wielkimi, szeroko otwartymi
oczyma.
- Jestecie zodzieje - szepna ochryple. - To wy jestecie zodziejami. To wy
sprowadzilicie ca t niedol na Lud, prbujecie mnie oszuka, mnie, Kirvi Tindir!
Jej gniew by najzupeniej nieoczekiwany, adne z nich nie widziao jej wczeniej w
takim stanie. Z krzykiem rzucia si na Rein, bijc j i drapic. Ravi zdoa w kocu
wykrci Tindir rk, ale Reinie ju zdya pociekn krew z trzech dugich zadrapa na
policzku.
Nad ich gowami jaki ptak zaskrzecza gono. Odgosy bijatyki zakciy spokj
wiosennego wieczoru w grach.
Ravi, ciko sapic, wbi kolana w krzy Tindir. Mroczna moc jej gniewu otaczaa
jego gow niczym mga. Tindir bya silna, wia si w jego rkach jak w, wiedzia, e
niedugo zabraknie mu si, by j tak przytrzymywa.
- Reino! Pom mi, ona jest zupenie jak dzika! Reina siedziaa wrd wrzosw i
przygldaa si im spod wpprzymknitych powiek. Wreszcie Tindir zaniosa si szlochem i
zrobia si cakiem bezwadna.
Ravi nie wypuci jej od razu z ucisku, ale przestraszy si, gdy wyczu, e kobieta

przestaa oddycha.
Twarz crki bya rwnie biaa jak czapy niegu na szczytach. Reina wci siedziaa,
lekko si koyszc.
Rce miaa wycignite przed siebie, jej palce przypominay szpony.
- Reino! Przesta! - sykn zrozpaczony. Dziewczyna opucia rce, dotkna policzka,
z ktrego wci kapaa krew.
Ravi si wystraszy.
Krew nie przestawaa pyn.
Tindir jkna pod nim, charczc, wcigna powietrze w cinit pier.
Zapaa si te za gardo, jedna rka, ta, ktr Ravi wykrci jej na plecy, najwyraniej
sprawiaa jej srogi bl. Zakaszlaa, przeczogaa si kawaek dalej po wrzosach.
Ravi zostawi j i na czworakach przesun si tych kilka okci, tam gdzie siedziaa
skrwawiona Reina.
- Reino! Reino, co si z tob dzieje?
Otar jej krew rkawem kurtki, spostrzeg, e lady pozostawione przez paznokcie
Tindir wygldaj na gbokie jak czelu.
- Moja maa dziewczynka... Usysza za sob jk Tindir.
Ravi odwrci si, teraz w jego oczach pojawio si szalestwo.
- Co ty zrobia, potworze? Spjrz, ona krwawi! Pom mi, zatrzymaj to jako!
Tindir tylko blado si umiechna. Ona take miaa na twarzy drobne skaleczenie,
raczej otarcie. Nie krwawio. Rozcieraa rk, raz po raz przeykajc lin.
- Ona prawie mnie udusia, wiesz o tym, Ravi? Twoja crka jest niebezpieczna, oddaa
si Bengowi! Suy diabu, Ravi, czy ty tego nie pojmujesz? Niech si wykrwawi na mier!
Tindir podniosa si chwiejnie.
Ravi ociera teraz policzek Reiny goymi rkami.
Dziewczyna na nic nie reagowaa, siedziaa rwnie saba i daleka jak przedtem. Skra
na twarzy zacza jej sinie, wargi byy ju bardzo ciemne.
- Reino, Reino, co z tob? Krzycza teraz.
A za jego plecami miaa si Tindir:
- Nie moesz walczy z demonami, ktre w niej tkwi, Ravi! Nawet ty! Daj mi skarb,
to je przegnam. One mnie posuchaj, cha, cha!
Dobrze wiedzia, e to bzdury. Owszem, Reina krwawi i rany wygldaj naprawd
paskudnie. Jest blada, ale to oczywiste, e poblada ze wzburzenia. Doprawdy, nie jest to
dziwna reakcja, e tak poblada i przycicha. To zupenie normalne, to nie s adne demony,

adne duchy. Musi si bacznie pilnowa, nie wolno mu nic sobie wyobraa. Nie wolno by
a tak gupim jak Tindir. Mocno potrzsn crk.
- Reino, odezwij si do mnie!
- Poka mi skarb, Ravi! Oddaj mi skarb, a ja ci pomog...
Ravi wpad w rozpacz. W ciele siedzcej Reiny nie drgn nawet misie. Tindir
miaa si przeraliwie. Wrzasn do niej:
- A wic dobrze! Dam ci wszystko, czego chcesz, tylko nie pozwl, eby Reina mi tu
umara!
I Tindir podesza, mruczc co w powietrzu przed Rein, jakie dziwne sowa,
wypowiadane bladymi wargami.
Nic si nie stao.
Popatrzy na Tindir, czu, jak wzbiera w nim nienawi.
- Wyno si std! - sykn wreszcie.
ale wtedy Reina osuna si z jkiem, a jej oczy znw zaczy widzie.
Ravi natychmiast przyskoczy do niej.
- Creczko, czy wszystko dobrze?
W milczeniu pokiwaa gow, znw podniosa palec do rany.
- ale... bardzo piecze... Jak to si stao? Czy si przewrciam?
Niczego nie pamitaa.
Ravi nie wiedzia, czy ma si z tego cieszy, czy nie.
Przecie mao brakowao, a Reina zabiaby Tindir. Ba si, e wiadomo tego faktu
dla jego crki, osoby o tak niewzruszonych zasadach, moga by trudna do zniesienia.
Tindir prawdopodobnie wyczua to samo.
W kadym razie gdy popatrzy jej w oczy, umiechna si.
- Reino, kochana, przewrcia si i zobacz, podrapaa si o te ostre gazie.
Prbowaam ci zapa, ale nie daam rady. Zachwiaa si i upada. Czy to bya jaka nowa
wizja?
Reina z wyranym wysikiem kiwna gow.
- Taak... ale nie bardzo pamitam... Jestem wycieczona. Ach, moe moglibymy si
ju pooy...
Ravi mocno zacisn szczki.
- Przynie koce - poleci Cygance. - I rozpal ognisko, ona zmarza.
Tindir usuchaa.

ROZDZIA VII
- Ojcze... mylaam o czym...
Ravi podnis wzrok znad rysunku i popatrzy na crk. Gdy zwracaa si do niego
ojcze, na og chciaa prosi o pozwolenie, i to na co, co, jak przypuszczaa, moe mu si
nie spodoba.
Odkd wrcili z gr, nie odstpowa jej niemale na krok, dniem i noc. Tindir
okazaa si nieobliczalna. Udawaa teraz, e nic si nie stao, i bya to jedyna rzecz, za jak
mg by jej wdziczny. Wiedziaa ju, e naszyjnik, znajdujcy si w ich posiadaniu, jest
skarbem ze starej legendy. Pragna go mie, czyby za wszelk cen?
ale Reina z tego, co si wydarzyo tam, w grach, nie pamitaa najzupeniej nic.
Tego Ravi by pewien.
- Ojcze... tak bardzo tskni za Benjaminem. Chciaabym do niego pojecha. Do
Kaupanger, to przecie niedaleko.
Ravi odczu ulg. A wic nic gronego!
- Wydaje mi si, e to niezy pomys, Reino. Moe matka by si z tob wybraa?
Czsto wspomina o tym, e zbyt dugo ju go nie widziaa.
Reina spucia wzrok.
Ravi zrozumia.
Crka pragna jecha sama, wyrwa si std. Moe chce pomyle? Zastanowi si?
A moe pociga j ten Rafael?
Umiechn si do siebie.
Nie bdzie jej w tym przeszkadza. Jeli ktokolwiek jest w stanie na nowo przebudzi
uczucia Reiny, przywoa choby malekie tchnienie tamtej burzy, jak wywoa Arill
Storlendet...
- ale przecie nie moesz jecha zupenie sama!
- Dlaczego nie? Przecie ju wczeniej tak bywao.
- Wiesz dobrze, e moda kobieta moe mie kopoty nawet podczas krtkiej podry.
Bdziesz musiaa przynajmniej wynaj d z Dosen i dopilnowa, eby za wiolarzy miaa
solidnych ludzi. Kogo, kogo dobrze znamy.
Reina czekaa.
To na pewno bdzie sporo kosztowa.
- Nie martw si, znajd si pienidze - owiadczy Ravi krtko.
Crka umiechna si. Podniosa si zwinnie i z czuoci zarzucia mu rce na szyj.

- Dzikuj, tatusiu!
Otoczy go leciutki zapach lawendy.
Rany na policzku crki ju si zamkny, wci jednak janiay yw czerwieni.
Niewykluczone, e po tych zaognionych prgach zostan jej blizny, ale Reina najwidoczniej
wcale si tym nie przejmowaa.
- Moesz te spyta Auror, czy nie zechciaaby wybra si w krtk podr morsk.
Ona tak rzadko wychodzi do ludzi. Na pewno dobrze by jej to zrobio. No i byybycie we
dwie.
Reina zawahaa si. Zlka si, e ojciec co wyczuje.
- Nie, chyba nie. Ona... jest z natury troch lkliwa, pewnie nie chciaaby zatrzyma
si w zajedzie w Kaupanger.
- Namwi twoj matk, eby poprosia pastorow o list polecajcy. Jej krewniacy na
pewno przyjm was we dworze. Uwaam, e winni s nam tak przysug. Przecie twoja
matka jest jej najbardziej zaufan powiernic, mao tego, zna przecie najstarsz siostr,
Ingeborg Marie, ktra polubia proboszcza Heiberga!
Reina kiwna gow.
- Moe i tak, tak na pewno byoby dobrze. Podobno dwr jest naprawd pikny, ale
kiedy si ju widziao baroni, to wiele trzeba, eby co mogo zaimponowa!
Ravi umiechn si. Wrci myl do niezwykego pikna i bogactwa rzymskich
budowli. Do kociow. Paacw.
Do tego wszystkiego, czego Reina nigdy nie zobaczy, lecz o czym on nie mg
zapomnie.
- A wic jed. Pomwi z twoj matk.
Reina umiechna si z wdzicznoci, oczy zapony jej ywiej, bya teraz pena
zapau jak dziecko.
- Musz si zaraz zacz pakowa! Pojad, jak tylko bdzie d. Ach, tatusiu, tak si
ciesz, e znw go zobacz!
Ravi umiechn si zadowolony, nie by jednak cakiem pewien, czy Reinie naprawd
chodzi o brata. C, ten Rafael to wprawdzie dziwak, ale nie mia w sobie nic zego. A twarz
Reiny wprost promieniaa z radoci, oczy jej byszczay.
Czyby tak bardzo si cieszya z samej krtkiej podry?
Powid za ni wzrokiem, gdy wychodzia, gorco pragnc, by istnia na tym wiecie
mczyzna, ktry zdoaby j przebudzi tak, by omielia si kocha i zrezygnowaa ze
swego tragicznego postanowienia.

Reina powinna mie dzieci.


Jest pikna, mdra i bardzo, bardzo niezwyka.
Westchn, zaja si w duchu.
Nie chcia przyzna, e by moe to on si starzeje i chciaby ujrze, jak jego wasna
krew zostaje przekazana dalej, wnukom.
Poszed za crk i powiedzia:
- Reino, uwaam, e powinna nosi ten naszyjnik odziedziczony po babce. Jeste ju
teraz dorosa, bdzie ci pasowa. We go ze sob, bardzo prosz.
Crka popatrzya na niego zdziwiona, ale wreszcie skina gow.
Przysanym specjalnie po ni powozem przejechaa krtki odcinek do dworu. Koa
turkotay po brukowanej drodze, gdy zbliali si do bramy. Przed nimi krlowa nad okolic
owietlony wieczornym socem pomalowany na czerwono budynek. Miedziane okucia
wok wieyczki z dzwonem wieciy ostrym blaskiem.
To by zaiste imponujcy dom, o wiele wikszy od Zamku Marji, lecz mimo wszystko
o do podobnej formie. Wzdu caej obitej boazeri fasady biegy podwieszone galeryjki,
tworzc na rodku werand. Bruk cign si dalej w gb czego, co przypominao
wewntrzny dziedziniec, przejechali jakby na wskro przez dom.
Na podwrzu stali rzdem sucy, a ze rodka wyszed ubrany na niebiesko
mczyzna, ktrego Reina w pierwszej chwili wzia za gospodarza. Prdko jednak
zrozumiaa, e to tylko czowiek nadzorujcy sub i prowadzenie domu. Skoni si przed
ni sztywno i przeszli do holu.
- Prosz pj ze mn, panienko Reino. Przygotowano dla pani Czerwony Pokj.
Najpierw szybko j oprowadzi, zapewne zauway zaciekawione spojrzenia, jakimi
obrzucaa kade mijane drzwi. W jednym skrzydle miecia si przepikna sala balowa, ktr
nazwa Zot Sal i, rzeczywicie, w rodku a byszczao od zotych jedwabnych tapet na
cianach i piknych zoconych mebli. Nawet sufit by wspaniale zdobiony. W drugim
skrzydle obejrzaa Niebiesk Sal, pniej za majordomus uchyli leciutko drzwi, eby
moga zajrze do Pokoju Cechu i Pokoju Ciotki.
Wszystkie pomieszczenia byy wysprztane a do poysku. Ani jedno krzeso nie stao
krzywo. Wszdzie panowa idealny porzdek, jak gdyby aden czowiek nie porusza si po
tych piknych, martwych pokojach.
Gospodarz zapewne wyjecha.
Reina spytaa o brata.
Mczyzna prawie nieznacznie zmarszczy nos.

- Rzemielnicy przebywaj w szkole, tam s zakwaterowani, obecnie.


Reina skina gow.
- Czy moe mnie pan tam zaprowadzi? Mczyzna ledwie si ukoni.
Kiedy zostaa sama w przytulnym pokoiku, z torbami podrnymi wok siebie na
pododze, osuna si na krzeso i odetchna drco. Podr bya mczca, ulewy
przemoczyy ich do suchej nitki w potwartej odzi.
Teraz na szczcie dotara ju na miejsce, na ostatnim odcinku drogi do Kaupanger
soce mocno przygrzewao.
Prdko si przebraa, na gow nasadzia zielony aksamitny kapelusz. Przejrzaa si w
lustrze. Tak, tak moe by. Wok twarzy zaczynay wi si drobne loczki, wosy ju jej
schy. Rozpucia je swobodnie na plecach, a pod brod zawizaa szerokie wstki
przytrzymujce kapelusz.
Benjamin na pewno si ucieszy! Pewnie ju na ni czeka, dosta chyba wiadomo od
Catrine.
Sama go odszukaa. Suca w czarnym stroju tylko wskazaa jej drog. Budynek
szkolny okaza si niskim czworoktnym domem z nieduymi okienkami. Okrya go i
zastaa Benjamina i Rafaela szlifujcych jakie malusiekie kawaeczki drewna.
- Reina! Jak dobrze ci widzie! Piknie wygldasz! Ramiona Benjamina objy j
mocno, by o gow wyszy od niej, podnis j z ziemi. Rafael czym prdzej poderwa si na
nogi i gdy tylko brat puci Reine, ucaowa j gono w oba policzki. Reina wybuchna
miechem.
- A wic tak wyglda ta twoja cika praca, braciszku? Siedzisz sobie w soneczku
pod cian i bawisz si jakimi drzazgami?
Benjamin umiechn si szeroko.
- Rzeczywicie, nie spieszymy si, ale efekt bdzie naprawd doskonay! To czstki
do nowego ka z podsufitk w najwikszym pokoju. Spjrz, jak to piknie lni, widziaa
kiedy podobne drewno, Reino?
Powioda palcami po drewienku. Byo zociste, miao gboki blask.
- To orzech woski - powiedzia brat niemal z dum.
- Jaka to pikna praca - szepna Reina.
Drewno byo doskonale wycite, zachowano struktur materiau, a jednoczenie
wyrzebiono w niej rwny, spleciony wzr. Maleka spiralna kolumienka miaa by moe
wspiera bok albo gowy ka.
- Jeszcze j nawoskujemy, tak eby naprawd byszczaa, a cae sklepienie ka

bdzie pomalowane i pozocone. To praca dla Rafaela, zaczekaj tylko, a zobaczysz! To


bdzie najpikniejsze ko w caym krlestwie!
- O, tak, jestem tego pewna - mrukna Reina. - Jestecie prawdziwymi artystami...
Rozemiali si. Koniecznie chcieli, eby obejrzaa dom, ktry oddano im do
dyspozycji. W jednym kcie wci stay ustawione w stos szkolne awki, a na cianie rozpita
bya narysowana mapa. Teraz jednak, latem, dzieci potrzebne byy do pracy w polu, spdzay
w szkolnych awkach zaledwie kilka tygodni zim, uczc si katechizmu, a przy tym czytania
i pisania.
Benjamin i Rafael urzdzili sobie w jednym rogu bardzo przyjemny kcik. Trudno go
byo nazwa pokojem, ale stay tu dwie wygodne awy do siedzenia, na rodku niski st, a na
nim miseczka owocw. Podog przykrywa zniszczony dywan. Spicie tutaj?
- Tak, to nasza dziupla. Dobrze nam tu, w kadym razie teraz, latem.
Reina usiada, podsunli jej owoce. Przypominay winie, byy jednak sodsze od tych,
ktre znaa.
- Opowiadaj! - prosi podniecony Benjamin. - Jakie wieci przywozisz z domu?
Syszaem o tym i owym, ale nic o Vildegrd. Jak si miewa matka? A ojciec? Czy biodro
wci tak samo go boli?
Reina usiada wygodniej na awie, stopy swobodnie opara o st.
- C, yj tak jak zawsze. Mama pracuje teraz spokojniej, wykonuje tylko swoje
obowizki jako akuszerka. A tatu... jest taki jak przedtem. wawy i radosny, tak mi si
przynajmniej wydaje, ale... mamy te gocia. Ona ma na imi Tindir...
- Co to za jedna?
Rafael zaciekawiony take wychyli si w przd.
- Ach, to duga historia, Benjaminie, na pewno ci si spodoba. ale czy wy nie musicie
pracowa? Chyba jeszcze zostao wam kilka godzin do odpoczynku? Nie mog wam
przeszkadza, przecie tak dobrze przyjto mnie tu, na dworze.
- O, nie sdz, eby mieli co przeciwko temu, bymy wczeniej zrobili sobie wolne,
skoro nas odwiedzia, Reino. Musz przyzna, e waciwie mamy duo swobody. Oni
wiedz, e mnstwo innych ludzi chtnie nas zaangauje, jeli uznamy, e kto za mocno nas
przyciska.
Reina zauwaya, e chopcy wymieniaj wesoe spojrzenia. Znali swoj warto. Ich
sawa rozniosa si szeroko i na zamoniejszych dworach dobrze wiedziano, kto potrafi
wykona najpikniejsze zdobienia i meble. Niektrzy twierdzili, e s wrcz adniejsze od
tych, ktre trzeba byo sprowadza a z Francji!

- To wietnie - ucieszya si Reina i signa po jeszcze jedn gar owocw. - Wobec


tego powinnam raczej wrci do dworu po podarki, ktre dla was przywiozam!
Rafael nic na to nie powiedzia. ale w jego oczach pon ogie. Reina nagle
wystraszya si konfrontacji, ktra przecie musiaa nastpi. Dla dobra Aurory.
Kiedy Niels Knagenhielm przyjecha na dwr, by w imieniu Joachima sprawdzi stan
gospodarstwa, Reina tak go oczarowaa, e natychmiast zacz nalega, by wyda dla niej
przyjcie. Sam mieszka we dworze Stedje razem z on Dorothea. Towarzyszy mu syn,
Hans, maomwny, najwyraniej bardzo ostrony mody czowiek o podbrdku wiadczcym
o saboci charakteru.
- Mam wraenie, e pani znam! A ju na pewno znaem pani babk. W Kopenhadze
wci si o niej mwi, jestem tego pewien. Tak, tak, c to bya za kobieta z tej Marji!
- Marja to moja prababka, zna j pan? Rozemia si.
- A kt jej nie zna? W kadym razie wszyscy, ktrzy studiowali w Kopenhadze. Tak,
tak, sam tam byem w modoci, od tysic siedemset czterdziestego trzeciego roku, a ju
niedugo mj modszy brat Christen pjdzie w moje lady. Ma zaledwie dwanacie lat, a ju
wie, kim chce by: prawnikiem!
Reina z uznaniem pokiwaa gow.
- Jak wspaniale! ale... moja babka... co pan o niej pamita?
Knagenhielm pogadzi si po wygolonej brodzie. W oczach pojawio si co na
ksztat rozmarzenia.
- To... to duga historia. Zajmiemy si ni pniej. Teraz chciabym si dowiedzie
czego o pani, panienko Reino. Czy jest pani zadowolona ze swojego pokoju?
Reina podzikowaa wylewnie, on askawie pokiwa gow.
- Musz mie pewno, e nie przynios wstydu gospodarzowi, Joachimowi. On
bardzo dobrze by pani przyj. Prefekt zawsze troszczy si o to, aby gociom byo wygodnie
w jego dworze.
- O, nie ma o to adnej obawy - owiadczya Reina krtko.
Mczyzna cmokn.
- Boj si, e on moe mie pewne kopoty... Po buncie stale musi by do dyspozycji.
Ba, mwi si, e prefekt auje swej decyzji.
Owszem, Reina syszaa o tym, e Joachim Knagenhielm zwrci si do szefa izby
skarbowej z propozycj podziau bergeskiego okrgu centralnego. Stary jedynowadczy
prefekt

pobogosawi

pomys

i od

tamtej

pory przedstawiciel

Knagenhielmw rwnie piastowa stanowisko prefekta.

potnego

rodu

- Przywo pozdrowienia od pani Catrine - powiedziaa Reina. - Dobrze jej si yje,


tskni jednak za swoj rodzin, za siostrami...
Mczyzna westchn:
- O, tak, biedaczka. Doprawdy, nie jest jej lekko. Ten jej maonek... No c, nigdy
nie cieszylimy si z tego powinowactwa - owiadczy z trosk. - ale, ale, prosz mi
powiedzie, co panienka myli o pracy swego brata, to naprawd zdolny chopak, prawda?
Oczywicie nie moga postpi inaczej, jak tylko umiechn si z wdzicznoci.
- Cieszymy si, e jest pan zadowolony. Miejmy nadziej, e gospodarz take...
- Och, na pewno bdzie bardziej ni zadowolony. Jeli w ogle kiedykolwiek pooy
si spa w tym ku - mrukn Niels.
Rzeczywicie by to bardzo wystawny obiad. Gdy wieczr si zaniebieszczy,
wprowadzono ich do olbrzymiej ukwieconej sali. Wielka jadalnia stanowia jakby odrbny
wiat. Na spotkanie wyszy im biae obrusy i poyskujce krysztay. Niels musia niele
popdzi sucych, z kuchni dochodziy zapachy gorcych da, potrawy przyniesiono na
wielkich srebrnych pmiskach.
Zaprosi te jeszcze innych goci, prawdopodobnie z najwikszych okolicznych
dworw. Byszczay guziki przy mundurach, Reina dostrzega te co najmniej jednego
mczyzn w kocielnych szatach.
Rozmowa bya ciekawa, tylko Benjamin siedzia milczcy, skupiony na kieliszkach z
winem i tej odrobinie jedzenia, w ktrej nie przestawa duba. Reina spostrzega, e brat nie
najlepiej si czuje w tak sztywnym towarzystwie, by moe zdawa sobie spraw, e do niego
nie pasuje w swej prostej czarnej kamizelce i niczym nie ozdobionej biaej lnianej koszuli.
Za to Rafael czu si jak ryba w wodzie.
Stale zabiera gos, z pocztku ten i w z dostojnych goci unosi brwi w zdumieniu,
widzc tak miao. Rzemielnik przy stole waciciela ziemskiego! W dodatku zwraca si
do szacownych goci, jakby by im rwny!
ale chopak by dowcipny i mia city jzyk. Z opowiadanych przez niego historyjek
mia si i pastor, i szlachcice.
W dodatku wystroi si w koszul o barwie purpury, dugi frak i obcise niebieskie
spodnie z barwnymi wstkami, powiewajcymi nad ydk.
C to za rzemielnik! Czy w istocie prawd byo to, co mwiy plotki, e by synem
jakiego barona?
Musz o tym porozmawia pniej, teraz do mieli zajcia ze wznoszeniem
nieustajcych toastw i ciganiem z pmiskw najsmaczniejszych kskw.

Kiedy wieczr wreszcie dobieg koca, Reina czua si otumaniona i umczona.


Pragna tylko spa, spa dugo i wygodnie w wieym, chodnym ku.
Benjamin pocaowa j na dobranoc.
- Porozmawiamy wicej jutro. Ja... chyba wypiem za duo wina. Wybaczcie mi,
prosz...
Na niepewnych nogach powlk si przez podwrze, z ust nie znika mu bogi
umieszek. Wida byo, e ulg przynosi mu sama myl o tym, e ju niedugo bdzie mg
zrzuci z karku jedwabn kamizelk i rozpi przyciasne stare odwitne spodnie.
Rafael uj dziewczyn za rk.
- Dobranoc, Reino.
Czytaa w jego twarzy z radoci pomieszan ze strachem.
Nie mogo by tak, jak si tego obawiaa. Ten dumny chopak, ktry wanie uj j za
rk i sprawi, e midzy nimi zaiskrzyo...
To by przyjaciel kobiet, potrafi kocha kobiet, nawet jeli twierdzi co innego.
Dech zaparo jej w piersiach, zmieni si wyraz twarzy. Przesonia si doni, udajc,
e ziewa.
- Rzeczywicie, jestem zmczona - powiedziaa cicho.
- A wic do zobaczenia.
- Tak, dzikuj.
On sta jeszcze przez moment, Reina poczua, e pal j policzki. Rafael wyglda tak,
jakby chcia j o co spyta, najwyraniej jednak ugryz si w jzyk i obrci na picie.
Chciaa szepn Dobranoc, Rafaelu, ale w gardle jej zascho.
- Ducunt volentem fata, nolentem trahunt - usyszaa jego szept.
Powolnego prowadz losy, opornego przemoc wiod.
Reina przybraa mask obojtnoci, nie spodziewaa si takiego znaczenia obcych
sw. Pamitaa je, cho nie wiedziaa, czy na pewno chcia, by dotary do jej uszu. Waciwie
spodziewaa si jakiego miosnego wyznania, a tymczasem by to tylko Seneka. Rafael,
tumaczc go, umiecha si chytrze.
- Wanie taka jeste, Reino. Walczysz, stale si czemu opierasz.
- Tobie przecie nic o tym nie wiadomo.
- Ja ci znam.
- Owszem, ale niedugo.
- Jeste tego pewna? Moe jestemy tego samego rodzaju, moe znam ciebie tak jak
siebie samego?

Dziewczyna westchna.
Nie miaa teraz siy na dalsze sowne potyczki.
- Rafaelu...
- Kiedy nazywaa mnie Knut!
Sprawia wraenie niemal uraonego. Reina przyjrzaa mu si uwaniej, ale on nie by
Knutem, by Rafaelem.
- Dla mnie jeste teraz Rafaelem, czy to le? Westchn, ale z umiechem.
- A wic dobrze. Jestem Rafaelem i dla ciebie, i dla wiata.
- Spa mi si chce. Wolno pokiwa gow.
Z umiechem patrzy, jak odchodzi. Bya pica, twarz miaa zmczon, opuchnite
oczy sprawiy, e wygldaa na star, a przecie skoczya dopiero dwadziecia lat. Powinna
mia si i taczy, i caa promienie.
Tindir wrya Emmi z kart. Emmi ledzia kady ruch jej szczupych doni. Siedziaa
w obszernym fotelu z podcignitymi nogami, ubrana w lune niebieskie spodnie i zapit na
mnstwo guziczkw marynark z mikkiej baweny. Palia.
- Masz silnego ducha, moja droga, stoczya wiele bitew i wikszo wygraa. Jeste
kobiet wojownikiem, ale masz te jedn wielk sabo. Nazwaabym j grzechem, gdyby
bya z tych, ktrzy w to wierz.
- Ach, tak? A skd wiesz, w co ja wierz?
- Po prostu wiem, bo karty mi mwi, e nie jeste osob duchow. We wszystkim, co
robisz i co mwisz, jeste przywizana do ziemi. Dostrzegasz siostr w kadej rolinie, brata
w kadym zwierzciu.
- Brednie!
Tindir podniosa gow. Jej ciemne oczy rozbysy, albo by to gniew, albo
rozbawienie.
- Wci czeka ci walka. Widz, e najwiksza bitwa jeszcze si nie rozegraa, wci
jest przed tob, Emmi, a twoim przeciwnikiem bdzie... kto, kto mieszka w tobie. albo kto,
kogo bardzo kochasz, albo po prostu ty sama.
Emmi gboko zacigna si dymem i wypucia go gono.
Tindir znw skupia si na kartach.
- Los jest askawy... ale moe zagrozi obojtno. Mimo wszystko... przypuszczam,
e moesz wygra. Sdz, e moesz zwyciy, poniewa Soce wieci prosto na t
Buaw...
Emmi odoya fajk.

- To wszystko bzdury, prawda? Mwisz tylko to, co, jak ci si wydaje, ludzie chc
usysze. Silnym opowiadasz, e bd walczy i wygrywa, sabi za dowiaduj si, e ocali
ich i uniesie w gr taki czy inny bg.
Kobieta z Ludu wolnym ruchem zoya karty.
- Sama tego chciaa - sykna krtko.
- Bo byam ciekawa. ale chyba nie moesz si gniewa o to, e ja w to nie wierz?
Stare przesdy, wrby za szylinga...
- A wic koczmy - owiadczya Tindir, odkadajc wasnorcznie narysowan tali
kart.
Ravi zaopatrzy j w gruby papier i owki, sama nakrelia wszystkie niezbdne
symbole. ale by moe Emmi miaa racj, moe te karty s martwe. Zawsze uwaaa, e
magia tkwi w niej samej, a nie w kartach. Teraz zacza wtpi. Przestaa aowa utraconej
starej talii, bo Ravi prdko naprowadzi j na myl, e przecie moe sama zrobi wasne
karty.
One byy jej, tylko jej.
Kada linia zostaa nakrelona jej rk, zostawia na nich odciski wasnych palcw,
bya Kirvi, posiadaa duchow moc. Jak to wic moliwe, e uwaaa te karty za martwe?
Emmi z ca pewnoci nie uwierzyaby i w to, co mwia stara talia, nie miao to
wic adnego znaczenia. ale dla Tindir bardzo bolesnym dowiadczeniem byo stwierdzenie,
e by moe ju na zawsze utracia zdolno czytania z kart.
Dlaczego spony?
Odpowiedzi nigdy nie otrzyma.
W gbi serca jednak podejrzewaa owe podstpne diaby, ktre toczyy z ni walk i
ograbiy ze wszystkiego. Te, ktre z tak swobod przemawiay do rady i ktre uprzedziy j
swoj histori o tym, co wydarzyo si, gdy ostatnio wyprawili si na poszukiwanie starego
skarbu.
Tym waniejsze stao si, by go odnale. To ona musi tego dokona. Przecie, mona
powiedzie, ju go miaa w rku.
By tak blisko, tak bardzo blisko.
A kiedy lato bdzie chyli si ku jesieni, Ravi dojrzeje niczym dzikie jagody, ktre
jeszcze wci zielone kryj si wrd lici.
Raviego wypeni czerwieniejcy sok. Ju czua napicie w powietrzu, pamitaa, jak
na ni patrzy. Na pewno tego nie zapomnia, takich rzeczy si nie zapomina.
Nie ufa jej, gniewa si na ni, ale na pewno pozwoli si zerwa, jak jagody.

To najlepszy sposb.
Musiaa kupi od niego wizje skarbu, a nie posiadaa nic, co przedstawiaoby jak
warto. Prbowaa zaofiarowa mu ycie crki, lecz nie bya przygotowana na jego moc.
Wyczuwaa j, wiedziaa, e to moc rwnie potna jak moc Kirvi, co najmniej. Musiaa
uciec si do podstpu. Wiedziaa, e nie jest w stanie zmierzy si z jego moc, ani duchow,
ani cielesn.
Tindir umiechaa si lekko, kiedy Emmi egnaa si z ni, yczc dobrej nocy. O
szyb za jej plecami lekko stuka deszcz.
Wyjdzie pod szare niebo i pozwoli si obmy.
Reina zawiesia acuszek na szyi, zanim wysza na deszczowe popoudnie. We
dworze rodzina zebraa si w salonie, j take zaproszono. Grali w jak gr z kostkami i
pionkami, ale ona nie miaa si, by wzi si w gar i nauczy regu.
Akurat w tej chwili nie miaa si zupenie na nic.
Wszystko w niej wrzao, waciwie pragna, by agodny letni deszcz przemieni si w
siekc strumieniami wody burz, a fiord pokry si biaymi grzywami piany na jej cze.
ale drzewa wok niej zadowolone wycigay si w gr, niemal syszaa, jak korzenie
chon w siebie ciep wod. Pachniao zieleni.
Znalaza ciek prowadzc z nieduego ogrdka i ruszya dalej w stron lasu.
Widziaa, e chodziy tdy zwierzta. wieych ladw jednak nie byo. Ludzkich nie
zauwaya.
Sza nie mylc, brzeg spdnicy dawno ju si przemoczy i teraz przy kadym kroku
owija si wok butw. Troch jej to ciyo, ale czua, jak przyjemnie jest i, oddychajc
penymi pucami.
Benjamin sdzi, e siostra odpoczywa w swoim pokoju. Tego popoudnia pracowa,
wolne mia dopiero, gdy dzwon na wiey wybije o sidmej nadejcie wieczoru.
To jeszcze wiele godzin. Dwik dzwonu niesie si daleko.
Nie przestawaa i, a deszcz z tym samym, wci rwnym poszeptywaniem spywa z
nieba. Gdy wdrowaa pod drzewami, na wosy spaday jej cikie krople, uderzay o czoo
jak niewielkie wystrzelone kule.
Przemoka na wskro, ale nie byo jej zimno.
Myli nie przestaway kry jej po gowie, obrazy si zmieniay. Nie miaa pojcia,
co robi, eby wyrwa si z tego osobliwego poczucia bezsilnoci.
By moe powinna uda si po rad do ojca, wiedziaa jednak, e jego bardzo to
przerazi, za bardzo. Moga wyrzuci wszystko za burt i wzi Arilla takim, jakim by, wtedy

nie musiaaby przynajmniej tak wdrowa i walczy z upiorami. Z bia powiat tego, co ju
wwczas byo martwe.
Sza.
Las si tu przerzedzi, lecz rs bardziej dziko. Pikne, proste pnie wierkw zastpiy
kpy spltanych brzz.
Zawdrowaa wysoko na wzgrze i wystarczyo teraz, by si odwrcia, a miaaby
pikny widok na Kaupanger.
Nie uczynia tego jednak, po prostu sza dalej. Znalaza swoj wasn ciek, nogi
poruszay si same z siebie, bez jej woli.
Przy gazie, ktry spad z gry, osuna si na ziemi.
Wok niej leay na p sprchniae resztki czego, co mogo by niedu szop.
Zauwaya je, zastanowio j, skd tu szopa z dala od jakiejkolwiek nadajcej si do
koszenia ki?
Przymkna oczy, oddychaa rwniej. Obja si, nie chciaa marzn. Jakby nic nie
waya, unosia si teraz we wasnych objciach i patrzya w jak zamglon, obc twarz.
Mrugna, rysy zrobiy si wyraniejsze. To moda dziewczyna. Miaa delikatne, drobne rysy
i niebieskie oczy pod wystrzpionym czepkiem. Jeden policzek powalany by sadz. Czyby
sadz z ogniska, ktrego pomienie taczyy gdzie blisko, rzucajc na twarz dziewczyny
czerwonawe wiato?
Dziewczyna siedziaa zupenie nieruchomo, a ciao miaa rozgrzane, spocone. Mwia,
ale jej sowa nic nie znaczyy. Reina prbowaa jej sucha, chciaa zrozumie, lecz strumie
dwikw nie mia adnego sensu. Mimo to wyczuwaa, e dziewczyna si boi. Czeg
moga si ba?
Reinie wzdu krgosupa przeszy ciarki. Chciaa krzycze, lecz skoczyo si na
cichym pojkiwaniu. Potem jej usta zrobiy si gorce i nieme. Utona w czerwonawym
mroku, gdzie bya tylko przyjemno i spokj.
Znw pojawia si twarz dziewczyny, tym razem jeszcze bardziej niewyrana. Reina
syszaa, jak uderza serce nieznajomej, teraz spokojniej, rwniej.
Czy si umiechaa?
Nie.
Twarz bya powana, oczy patrzyy wprost przed siebie.
ale milczaa. Znalaza co na ksztat spokoju. Czyby rado?
Reina usiowaa wsta, lecz ciao miaa sabe jak nowo narodzone ciel. Ledwie
zdoaa odrobin poruszy nogami.

Znw pochwycio j mikkie zapomnienie.


Poddaa mu si bez wahania.
Nie wiedziaa, jak dugo spaa. Kiedy si ockna, deszcz usta, ale niebo wci byo
szare. Lekki wietrzyk koysa drzewami, zorientowaa si, jak strasznie zmarza.
Z trudem wstaa i rozejrzaa si w koo, by odnale kierunek, z ktrego przysza.
Musi wej w las, tam, midzy te dwie sosny.
Zacza biec, eby troch si rozgrza.
Co te takiego jej si nio?
Kim bya ta kobieta ze snu?
Szopa to zapewne jaka stara chata komornikw, pomylaa, bo kobieta, ktr spotkaa
we nie, bya jedynie echem dawnego ycia tego miejsca.
Przypomniaa sobie czarn ziemi, krg, w ktrym nie rosa trawa. Czyby kiedy
byo tam palenisko?
Owszem, jak czstokro zdarzao si wczeniej, odpoczywaa w miejscu, ktre
niegdy przesyciy uczucia innych ludzi, silne uczucia, tak silne, e powracay niczym echo w
obrazach ukazujcych si jej oczom. Na szczcie nie wyczua adnego okruciestwa ani
niebezpieczestwa, jedynie gbok, dotkliw samotno, przemieszan z pragnieniem, by si
podda.
To bya dzielna kobieta.
Mdra.
I kiedy Reina tak biega, zdaa sobie spraw, e ciao, ktrego oczami sama spogldaa
we nie, musiao by ciakiem maego dziecka. Malekiego niemowlcia.
Umiechna si, zwolnia. Wczeniej nigdy jej to nie spotkao.
To waciwie bardzo, bardzo dziwne.
Rozmylaa o tym, idc. Jak mao waciwie ludzie wiedz o mylach malekich
dzieci!
O ich yciu, zanim potrafi uformowa sowa.
A zanim dziecko si urodzi...
Wzmocnio j to, przynioso co w rodzaju spokoju. Miaa racj. Nigdy nie odrzuci tej
pewnoci, ona bya wita, dokadnie tak jak mwi ksia.
Postanowia i do swego brata i by moe porozmawia z nim jeszcze tego wieczoru.

ROZDZIA VIII
- Zaczekaj, Reino, nie odchod!
Benjamin woa za ni i nie pozostawao jej nic innego, jak si odwrci.
- Wcale nie o to mi chodzio - rzek cicho. - Oczywicie, e moemy powiedzie, e
nie przyjdziemy, ale... doprawdy, to niewiarygodne, jak bardzo si tob przejmuj. Nas
dwch nigdy nie zaproszono na aden z tych wieczorw. Wida z kretesem ich oczarowaa,
siostrzyczko, bo przecie twoja krew nie jest chyba lepsza od mojej...
Reina wrcia. Odczuwaa ulg, e brat wreszcie zaakceptowa jej niech do
uczestnictwa w kolejnym napuszonym przyjciu.
- Wanie o tym chciaam z tob pomwi - westchna.
Usadowia si na prostej awie, podcigna nogi pod spdnic, opara si o wasne
kolana. Kiedy tak siadywaa na posaniu brata, by mu si zwierza.
Benjamin umiechn si ciepo.
- Siostrzyczko... Oczywicie, bdziemy rozmawia, jestem gupi. Ja... po prostu chyba
zauroczyo mnie to nage uznanie dla mojej skromnej osoby!
- Niech Rafael idzie, on si doskonale bawi na takich przyjciach. Bd take
muzykanci, prawda?
Benjamin skin gow.
- Wyprawmy sobie uczt tutaj, tylko we dwoje.
Siostrzyczko... tak ogromnie si ciesz, e ci widz. Tskniem za tob mocniej, ni
si domylasz.
- Dlaczego tak rzadko przyjedasz do domu, Benjaminie?
Rwnie dobrze moga zacz t rozmow ju teraz.
ale brat odwrci si lekko w bok, zacisn zby na korku butelki stojcej na pododze.
- Mmm... Piknie pachnie. Dostalimy wino, bo gospodarz twierdzi, e skwaniao,
ale sama posmakuj. Wiesz pewnie wicej o takich rzeczach ode mnie, ja z reguy pijam piwo,
a jeli Rafael co ma, to i tak pozwalam, eby wypi wikszo.
Reina sprbowaa, wino rzeczywicie byo kwane, lecz mimo to dobre w pewnym
sensie, mocne. Musi uwaa. Wiedziaa przecie, e tego wieczoru powinna starannie way
kade wypowiedziane sowo.
- Dlaczego tak rzadko przyjedasz do domu, Benjaminie?
Tym razem si nie wykrci. Nie mg ju skierowa rozmowy na inny tor. Siedzia,
zaciskajc palce na kieliszku, a Reina pochwycia jego wzrok.

- Ja... mam duo roboty. Kiedy jest si czeladnikiem mistrza, trzeba pracowa wicej,
ni wymaga tego zwyky roboczy dzie. To troch tak, jakby on by naszym wacicielem...
- ale teraz ty sam jeste mistrzem.
- No... wci pracujemy w jego imieniu, nie jestemy panami swojego czasu.
- To bzdury! Jeste poszukiwany, zdolny, niemal sawny, ludzie przepychaj si w
kolejce, eby zaproponowa ci prac, mgby bez kopotu poprosi o kilka wolnych dni.
Mgby zada o wiele wicej, ta prosta chata na przykad... gdyby zechcia, dostaby
wasny pokj we dworze.
- Mnie tu dobrze - mrukn Benjamin. - Nie nawykem do mieszkania wrd
jedwabnych tapet i zota.
Reina zachichotaa.
- Wiesz, do kogo jeste podobny? Do wuja Karla. Pomiali si troch oboje.
- Bg jeden wie, czy on jeszcze yje. To dziwne, prawda? Kiedy mieszka w domu,
wtedy te prawie go nie znalimy, teraz pewnie dawno ju umar, a mnie wcale nie jest z tego
powodu smutno.
- Lubiem wuja Karla - mrukn Benjamin. - Mia w gowie wiele mdrych myli,
troch by podobny do Rafaela...
Zapada cisza. Benjamin czym prdzej si napi. ale Reina podja haso.
- Rafael, no wanie. Nie bardzo wiem, co o nim myle, dziwny z niego ptak.
- Zauwayem - odparowa Benjamin, puszczajc do niej oko. - Przez jaki czas
sdziem, e wrcz si w nim zakochaa, ale teraz niemal go unikasz.
- To wspaniay chopak - odpara Reina. - ale jest w nim co dziwnego, co, czego nie
rozumiem...
- To dobrze - zamia si Benjamin. - Masz wic o czym rozmyla, siostrzyczko.
Moe to zdoa utrzyma twoje nieokieznane myli na tym wiecie. A tak przy okazji, to co
si z tob ostatnio dzieje? Chodzi mi o to, jak si miewasz po tych zerwanych zarczynach...?
Masz wielu starajcych?
- Nie.
Benjamin przekrzywi gow.
- Ach, tak? Nie chcesz o tym rozmawia? Czyby miaa jakie tajemnice, siostro?
Gdy przyjechaa tak niespodziewanie, sdziem, e chodzi o jakiego chopaka, dla ktrego
chcesz ode mnie braterskiego bogosawiestwa.
artowa sobie, Reina dobrze o tym wiedziaa. Nie chcia wyrzdzi jej przykroci,
lecz i tak sowa zapieky. Arill nie mia nic wsplnego z t rozmow, tymczasem pojawi si

tutaj rwnie wyrazicie, jak gdyby we wasnej osobie usiad przy niej na awie.
- Opowiedz mi raczej, kochany bracie, dlaczego oszukae swoj narzeczon.
Benjamin jkn, prbowa zrobi zaskoczon min.
- O czym ty mwisz? Przecie ja nigdy nie byem zarczony!
- Aurora cierpi - odpara Reina cicho. Benjamin drc rk odstawi kieliszek z
winem.
- O co ci chodzi? Rein ogarn gniew.
- Nie sied tak i nie udawaj, e nic nie wiesz! Wiem, jaki straszny los jej podarowae.
Zwykle gdy zaczynaa tak si zoci, Benjamin prbowa obrci wszystko w art,
miechem stpi ostrze gniewu. Tym razem tego nie zrobi.
- Reino... co mam powiedzie? Ty bardziej ni ktokolwiek inny powinna to
zrozumie.
- Dlaczego miaabym zrozumie? Ja nigdy nie oszukaabym kogo, kto tak bardzo by
mnie kocha, kto byby taki dobry i liczny i oddaby si cakowicie mojej mocy!
- Aurora rozumie - rzek Benjamin spokojnie. - Wiem, e tak jest, sama mi o tym
powiedziaa. Reina kiwna gow.
- Tak, tak, ale czy ty nie mylisz o tym, e ona bya bardzo moda, e nie miaa
adnego dowiadczenia i...
- Co ty wiesz o jej dowiadczeniu? Co wiesz o jej mylach? Moe to ona ci tu do
mnie przysaa? W to nigdy, przenigdy nie uwierz!
Reina poja, e gniewem i wymwkami daleko nie zajdzie. Twarz brata powoli si
przed ni zamykaa. Siedzia sztywny na swoim kocu awy, nawet jego stopy si od niej
odsuway, ju si nie dotykali.
- Przepraszam - szepna.
Podniosa oba kieliszki, podaa mu jeden.
- Nie wolno nam si kci, ale... Jestem zmuszona z tob o tym porozmawia. Ty...
Przez ciebie Aurora marnuje ycie, ona ci ufa i jest przekonana, e pewnego dnia do niej
wrcisz.
Nie odpowiedzia, ale wypi odrobin z podanego kieliszka.
- Czy to prawda, Benjaminie? Czy ty j jeszcze kochasz? Czy te... jest tak jak
podejrzewam, e twoje serce jest pene... czego innego.
- Sztuki - odpar rozgorczkowany Benjamin. - Rzeczywicie pochania mnie to, co
robi. Ja... Rafael mwi, e artysta yje dla tego, co tworzy. Moe wanie tak jest ze mn,
ja...

- artujesz sobie - odrzeka Reina agodnie. Benjamin oprni kieliszek.


Wbi wzrok w siostr.
- A co z tob? Z tob i Arillem? Czy ty sama nie oszukaa?
- To byo co innego - ciszonym gosem odpara Reina.
- Nie! Nie rnio si to zbytnio od mojej decyzji! Oboje mamy w sobie to samo
przeklestwo, my...
- To byo co innego - powtrzya twardo, z wyzwaniem w gosie. Zreszt to ona
zacza t rozmow. - Nie wykrcaj si, kochany braciszku. Ja wcale nie chc na ciebie
napada, po prostu... po prostu nie mog patrze, jak Aurora na ciebie czeka. Przecie tyle jej
jeszcze zostao modoci!
Benjamin westchn.
- Wcale nie prosiem, eby czekaa. Powiedziaem jedynie, e... e... e jeli nie
znajdzie innego, jeli za kilka lat nie bdzie z nikim zwizana...
- To si z ni oenisz, gdy tylko zestarzeje si ju na tyle, e nie bdzie moga urodzi
dzieci!
Benjamin jkn.
- Potrafisz sprawi, e to brzmi okropnie gupio!
- Bo to jest gupie - oburzya si Reina. Pochylia si w przd.
- Ach, braciszku, braciszku... Jeli naprawd j kochasz, to potrafisz chyba zapomnie
o tym, co si kotuje w naszej krwi. Przecie co dzie na wiat przychodz dzieci, ktrym nie
dano szansy przeycia. albo takie, ktrych rodzice wiedz z gry, e czeka je ciki los. ale
ludzie z tego powodu nie powstrzymuj si od podzenia dzieci. Jak zreszt miaoby to by,
nosimy w sobie tak wielk tsknot... Nie jestemy stworzeni do tego, by y w samotnoci,
Benjaminie. Musimy mie w yciu choby cieniutk smuk mioci.
Benjaminowi do oczu napyny zy.
- Mioci - powtrzy rozmarzony. Reina kiwna gow.
- Musisz do niej pojecha, bracie. Powiedzie, e zmdrzae i e ona nie moe tak
y. Jeli naprawd j kochasz, musisz tak zrobi.
- Co mam jej mwi? - jkn cicho Benjamin.
- e cofasz obietnic, e ona musi znale sobie innego.
- ale ja... nie, nie mog. Reina westchna.
- Musisz. Nie moesz pozwoli, by tak ya. Jeli oczywicie nie jest tak, jak si tego
obawiam, e ona ju w ogle przestaa ci obchodzi. e ty... e odkrye inne radoci, inn
mio.

Serce mocno pulsowao jej w gardle, ale zmusia si, by zachowa spokojn twarz.
.Widziaa, jak Benjamin walczy ze sob, i w duchu pomodlia si o to, by mia do niej do
zaufania i powiedzia ca prawd.
On kocha Rafaela.
By jednym z tych, ktrzy nie zostali stworzeni do ycia z kobiet.
Tak wanie musiao by. Ta czuo midzy nimi dwoma, te przelotne pieszczoty,
ktrymi wikszo mczyzn nie obdarowaaby drugiej osoby tej samej pci.
Chciaa mu powiedzie, eby si niczego nie ba, e jej zdaniem to bzdura nazywa
takich mczyzn grzesznikami i zboczecami. Nie wszyscy przecie s tacy, jak Wielki
Bjorn, skazany na mier za gwat na pasierbie.
Reina nie potrafia uwierzy, e mio do jakiegokolwiek czowieka, czy to
mczyzny, czy kobiety, moe by miertelnym grzechem.
ale Benjamin to wszystko powinien i tak ju wiedzie. Mimo to milcza, a teraz
odwrci gow.
- Ja ci nie osdzam, bracie - powiedziaa. - Moesz mi zaufa...
- Nie, Reino - odrzek guchym gosem. - Sama pokazaa, e tobie ufa nie mona.
- Benjaminie, tak ci prosz!
Przeszed go dreszcz, ramiona zadray, jak gdyby przekn co jeszcze
kwaniejszego od tego wina, ktre pi.
- Opowiedz mi o wszystkim - poprosia cicho. - Jeli nie z innego powodu, to powiedz
ze wzgldu na mnie. Czy ty i Rafael... czy wy... to znaczy...
Czua, e stana na krawdzi urwiska. Doskonale przecie zdawaa sobie spraw, e
Benjamin moe wpa w straszny gniew, syszc takie oskarenie. By moe mimo wszystko
by jak wikszo ludzi, ktrzy takie twierdzenie potraktowaliby jak straszn obraz. Za takie
pomwienia ludzie stawali przed tingiem i drogo musieli paci za niesprawiedliwe potraktowanie porzdnego czowieka.
ale Benjamin wcale nie wyglda na rozgniewanego.
Wydawa si tylko troch zdziwiony.
- Ty tego nigdy nie zrozumiesz, Reino...

ROZDZIA IX
W niedziel rano jej pokojwka przyniosa jaki strj, ktry powiesia na lustrze przy
oknie.
- Podarunek od pana - rzeka bez umiechu. - Prosi, eby panienka si w to ubraa, a
potem zesza na d zje razem z pastwem.
Reina westchna.
Przebywaa tu zaledwie od tygodnia, a ju traktowano j jak crk czy te moe
wizytujc ksiniczk. Co wieczr na nocnym stoliku zastawaa przysmaki, jakie drobne
przekski: kosztowne suszone owoce obtaczane w cukrze, malutkie perfumowane kulki z
mity pieprzowej i anyku, no i zawsze kieliszek sodkiego, cikiego wina z rodzaju tych, w
ktrych, jak najwidoczniej sdzi Knagenhielm, gustuj kobiety.
Nie odstpowa jej take, gdy przechadzaa si po ogrodzie albo gdy wybraa si na
przejadk powozem oddanym do jej dyspozycji. Wczoraj zaprosi j na objazd konno
zdajcych si nie mie kresu posiadoci, a przynajmniej ich skrawka.
Waciwie byo to do przyjemne, bo dziki temu szybciej upyway jej dni w czasie,
gdy Benjamin i Rafael pracowali. Towarzystwo Nielsa Knagenhielma troch j jednak
mczyo. A tego dnia Reina chciaa jak najwczeniej dotrze do mieszkania brata i od samego
rana wykorzysta jego wolny dzie. Miaa ochot i z nim na spacer, porozmawia, pragna
pozna jego nielicznych tutejszych znajomych, on za chcia pokaza jej wiosk. Rafael
opowiada o jakim miejscu pooonym wyej na zboczu, gdzie mogaby si wykpa w
szemrzcym strumieniu w absolutnej dyskrecji.
- Reina nie lubi si kpa - owiadczy na to Benjamin.
- Ach, tak? Wielka szkoda. A ja tak marzyem, eby ujrze j wyaniajc si z wody
jak jak Wenus...
- Dure! - skrzywi si Benjamin z nieoczekiwan twardoci w gosie.
No, ale co ona pocznie w tej sytuacji? Przebranie si w t sukni na pewno nie
zabraoby jej wiele czasu, chocia wygldaa na niesychanie skomplikowan ze swymi
tuzinami warstw i zapi. Pokojwka patrzya na Rein z kwan min.
ale to nie byo ubranie odpowiednie na wycieczk do lasu. C, jeli naprawd
szczcie przestao jej sprzyja, to pan sam zaplanowa dla niej t niedziel. Zapewne
wybiera si na naboestwo i pomyla sobie, e musi si zatroszczy o strj Reiny, tak by
nie przyniosa wstydu dworowi, gdyby w kociele przyszo jej siedzie w ich awce...
Reina podja decyzj.

- Przeka panu moje pozdrowienia i powiedz, e bardzo dzikuj, ale t sukni


wolaabym zachowa na ostatni wieczr mojego tu pobytu. Jeli nie bdzie to dla niego
zanadto kopotliwe, to chciaabym dotrzyma obietnicy danej memu bratu i spdzi dzisiejszy
dzie z nim. Wo t sukni w przysz niedziel.
Pokojwka skina gow, lecz zasznurowaa usta.
- Panu si to nie spodoba, panienko. Przyzwyczajony jest do tego, e wykonuje si
jego polecenia.
Reina nie odpowiedziaa. Demonstracyjnie sama zacza si ubiera. Prosty stanik jej
niedzielnej sukni zosta uszyty dla osoby, ktra obchodzi si bez pokojwki, a spdnice
utrzymyway w pasie jedynie zawizane ukryte tasiemki. Mocno jednak cigna za srebrne
guziki, napinajce rkawy w nadgarstkach. Ich zapicie nie byo takie proste, lecz Reina
miaa wpraw i nawet lew rk potrafia zapi prawy mankiet.
Wosy zwizaa w gruby koski ogon, ktry mona byo schowa pod czepkiem,
gdyby mieli i drog uczszczan przez ludzi. W lesie wolaa by sob.
Gdy bya ju gotowa do wyjcia, dziewczyna wrcia.
- Pan przeprasza - owiadczya kwano.
Bez dalszych komentarzy zacza skada czci niezwykle wyrafinowanego stroju,
ktre wczeniej tak pieczoowicie rozwieszaa. Kolejne warstwy jedwabiu i szeleszczcej
tafty, brokatu i grubych, przetykanych srebrn nici wstek wypeniy niemal sypialni
Reiny.
- Daam do zrozumienia, e ten strj nie bardzo na panienk pasuje. Dlatego przyj
sowa panienki - mrukna pokojwka. - Nie przymierzy go panienka? Szkoda by byo, gdyby
moje kamstwo zostao odkryte i okazao si, e w przysz niedziel suknia te nie bdzie
pasowa.
- Jutro - zawoaa Reina i zapaa torb z owocami, sodyczami, wieo ubitym
masem i wieym chlebem, ktry dostaa poprzedniego wieczoru. Benjamin obieca zabra
piwo i sodkie mleko.
Pamitaa swoj ostatni wypraw do lasu i miaa nadziej, e dzi pogoda si
utrzyma. Dawno ju nie czua ciepych promieni soca na skrze. Dawno ju nie tsknia za
tym gorcym askotaniem, jakie pojawiao si, gdy promienie soca dotykay odsonitych
rk i ng.
W miar jak ubywao drogi, Reinie poprawia si humor.
Brat czeka na ni na stoku pod drzwiami. Ubrany by w czyst niebiesk koszul i
czarne spodnie, poznaa jego kamizelk. No, ale te stare rozdeptane drewniaki...

Rafael zaskoczy j obcisymi spodniami ze skry wykoczonymi czerwonymi


szwami, mia te czerwon koszul, a kamizelka w porannym socu janiaa to jak jaskier.
Na gowie nosi jaki dziwny baniasty kapelusz, a na szyi zawiza olbrzymi apaszk, wprost
wylewajc si zza konierza, a utkan z najcieszej, najdelikatniejszej baweny.
Nie moga powstrzyma si od umiechu na widok tej zabawnej pary. Jedno
przynajmniej byo pewne: powinni za wszelk cen unika drogi, ktr ludzie podaj do
kocioa.
Ucaowaa obu chopakw w policzki, Rafael jak zwykle przewraca oczami i rzuci
kilka kwiecistych komentarzy na temat jej wygldu.
- Sam pan waciwie wspaniale wygldasz, panie pawiu - odpara Reina ze miechem.
Ani troch si nie obrazi.
- To chusta w barwach mego ojca. Ogromnie j lubi - powiedzia lekko.
- Mnie si podoba twoja kamizelka, Rafaelu. Przywodzi mi na myl... jajka na twardo!
Przydayby nam si do twojej wdzonej ryby, braciszku!
- Jedzenie, jedzenie, cigle jedzenie... Czy wy tylko o tym jednym mylicie?
Rafael rozoy rce, udajc zrozpaczonego.
- A co na przykad bdziemy pi?
Wycign dwa cikie dzbany, jeden by na pewno peen piwa, drugi zapiecztowano
woskiem, co wskazywao na to, e jest w nim wdka.
- O, pijaki, nie wystarczy nam rdlana woda? Z tego strumienia, ktry tak
wychwalasz? Nie znios nawet myli, e cay dzie ma upyn na bekotaniu i pleceniu
bzdur z wami, kompani do wypitki!
Chopcy miali si z niej.
- A czy mczyzna nie moe w wolny dzie posmakowa z dawna oszczdzanego
kielicha?
Wyczuwali jej dobry nastrj i biegnc wesoo przez ogrd w stron drogi, dalej
poszturchiwali j i oskarali, e jest tak surow straniczk moralnoci. Pokojwka z kwan
min patrzya za Rein. Staa teraz w surowym stroju z czarnej weny i czekaa na swoj
pani, rce miaa obcignite opitymi czarnymi rkawiczkami. Zapowiada si pikny
czerwcowy dzie. Byo ciepo i dziewczyn ju oblewa pot.
Reina tymczasem zarzucia swj kapelusz na drzewo i wycigna szpilki z wosw.
Benjamin patrzy na ni z umiechem.
- wietnie, siostrzyczko! Bd znowu dzieckiem, potrzebujesz tego, zawsze bya taka
dorosa.

Rafael szed kawaek przed nimi, lecz stale si odwraca i odgrywa fragmenty
rozmaitych synnych sztuk teatralnych. Zawzicie gestykulujc, wciela si we wszystkie
postaci, a grymasy charakteryzujce kad z nich podkrela chustk, ktrej uywa jako
welonu, spdnicy, to znw szarfy od orderu.
miali si z tego gono.
Zanim rozlego si bicie kocielnych dzwonw, dotarli do miejsca, o ktrym mwili
chopcy. Byo tam niedue wymurowane palenisko, a pod wielkim drzewem sta zbudowany
z gazi szaas.
- Ach, czsto tu przychodzicie?
- Od czasu do czasu - odpar Rafael. - eby mie spokj.
Reina poczua si troch nieswojo. Pewnie wanie o tym Benjamin nie chcia
rozmawia. Miaa ju gotowy plan. Wycignie ca prawd od Rafaela. ale nie w ten sposb,
nie teraz, kiedy Benjamin sta i umiecha si drco w obawie, e siostra zepsuje mu taki
pikny dzie.
- C za liczne miejsce! Spjrzcie tylko, jaka woda jasna i kamienie cae a byszcz
i lni. I jak tu cudnie pachnie! To pewnie te kwiatki, lene gwiazdki przy strumieniu...
Pobiega dalej, udajc, e nie moe si doczeka, eby zrobi z nich bukiet.
Kiedy wrcia, chopcy zdyli ju wycign si na ziemi. Oparci plecami o omszay
kamie, na p drzemali w socu.
Reina przysiada na pniu drzewa, z podziwem przygldajc si przepiknym drobnym
kwiatkom. Nie byy niczym niezwykym w wilgotnych miejscach takich jak to, nigdy jednak
nie widziaa, by miay tak czyst barw, na og biel wpadaa w fioletowy albo rowy
odcie.
Ledwie zerkaa w stron chopcw, ktrzy ju pochylali si nad koszykiem i z
ciekawoci go wypakowywali. Soce na niebie nie doszo jeszcze do poudnia.
Reina pooya si w trawie.
Wzrokiem ledzia nieduego biaego motyla. Dokd on frunie? C, pewnie nie mia
adnych planw podry.
Umiechna si do siebie.
Moe to wanie bya odpowied.
- Reino, chod! Musimy przecie wypi za ten pikny dzie!
Uniosa si na okciach, koszul i tak ju pobrudzia. Chopcy umiechali si do niej,
Benjamin szeroko i serdecznie, wosy mu byszczay. Nabieray coraz ciemniejszego
odcienia, czyby stawali si do siebie podobni? A jak z nosami? Jego by prosty, do dugi,

jej bardziej zaokrglony. Mieli jednak takie same smuke palce, drobn budow koci, dziki
ktrej Benjamin wyglda tak szczupo i zwinnie, a przez co ona musiaa do dugo czeka,
nim jej ciao nabrao bardziej kobiecych ksztatw.
- Chod, siostrzyczko! Nie pij teraz! Podesza do nich, czym prdzej zrobili jej
miejsce midzy sob na grubej derce.
- Za ten dzie, najpikniejszy w tym roku!
- I prawie najduszy - uzupeni Benjamin. - Przecie jutro wigilia witego Jana.
Wypili. Wdka miaa ostry, wiey smak. Reinie nie posmakowaa, ale chyba
potrzeba jej czego dla kurau. Musi z nich dzisiaj wycign prawd, musi ich
poobserwowa, prbowa wyczyta co w ich twarzach. Kiedy doskonale umiaa to robi.
Czy oni si kochaj jak bracia?
Czy jak kochankowie?
Jak przyjaciele czy te po prostu jak dwoje ludzi, ktrzy maj tylko siebie? Jak dwa
statki rozbite o samotn wysp?
Wiedziaa, e s mczyni, ktrzy wiod razem ycie jak maestwo. Oczywicie,
nie mwili o tym otwarcie, czsto prowadzili wsplnie gospodarstwo, udajc starych
kawalerw bez moliwoci oenku.
Czy Benjamin te by taki?
Jeli tak, to czemu si taki sta?
Wypia jeszcze troch. Czua, e soce mocno teraz grzeje, nad ich gowami po niebie
egloway lekkie oboczki, lecz aden nie zblia si do ostro wieccego tego oka
porodku nieba.
- Mam ochot co zje - owiadczy Benjamin i sign po pieczone kurze udko.
Musia mie dobrych przyjaci w kuchni, zapach pieczonego drobiu dociera wczorajszego
wieczora a do sypialni Reiny. Zapewne kury miay si znale na nakrytym do niedzielnego
obiadu stole pana. A linka cieka na ich widok.
- Jaki zbytek jedzenia! - westchn Rafael, z zadowoleniem gaszczc si po paskim
brzuchu.
Reina czua, e dziaanie wdki uwolnio napicie w kcikach ust, i umiechna si
szeroko.
- To wprost nieprzyzwoite... ale tak ju bywa w yciu, prawda?
Beztrosko pokiwali gowami.
Chopcy zaczli walczy o samo udko, wygra Rafael i wbi zby w mikkie biae
miso. Kura musiaa by moda, chopak cmoka gono, zanurzy udko w mietanie, a potem

przepi wszystko piwem.


- Mmm...
Reina signa po kawaek chleba i palcami rozsmarowaa na nim ser. Mieli ze sob
jedynie drogocenny n Benjamina, ale on raczej nie nadawa si do krojenia sera.
Powietrze ani drgno. Drzewa w miejscu, w ktrym siedzieli, nie rzucay nawet
skrawka cienia. Reina czua, jak soce mocno pray j w czoo.
Rafael opowiada o innym posiku, gdy jeszcze bdc maym chopcem zapa dwa
nalece do barona kurczta, by podarowa je przyjacielowi, ktry zazna, co to gd.
- To byo tu przed Boym Narodzeniem i niewiele kur wci jeszcze si nioso.
Postanowiono jednak utuczy tuzin kogutkw, a ja poczstowaem si dwoma najwikszymi.
- Zapali ci?
- ale skd! - umiechn si. - Wyrwaem kilka woskw z gobelinu, ktrym baron
przyozdobi sobie pokj myliwski, liczne rude wosy, lisie... Oczywicie znaleziono je w
kurniku, wszyscy uznali, e to prawdziwy cud, e bestia nie wydusia caego drobiu!
- Jeste przebiegy jak lis - umiechn si serdecznie Benjamin.
Rafael skin gow.
- Audentes fortuna iuvat - odpar Rafael i dalej jad. Benjamin i Reina zerknli na
siebie z pytaniem, ktre z nich dopeni rytuau. Rafael oczekiwa przynajmniej uniesionych
brwi, eby mg wyjani swoje cytaty.
ale Reina zamiast tego spytaa:
- Gdzie si nauczye caej tej aciny? Przypuszczam, e nie na uniwersytecie?
Rafael wyszczerzy zby w umiechu.
- To prawda, masz racj, nie na uniwersytecie. Usus est magister rerum.
Poddaa si z krzywym umieszkiem.
- A to znaczy?
- Praktyka nauczycielem wszystkiego. Bawiem si tymi sowami, odkd si
nauczyem czyta. Znalazem do ksig w bibliotece barona...
Reina odoya chleb, ua powoli to, co miaa w ustach.
W kocu poprosia:
- Opowiedz nam co wicej o swoim yciu, Rafaelu. Naprawd jeste synem
szlachcica?
Chopak lekko skin gow.
- Tak, tak si mwio. I wygldao na to, e memu panu polecono, by mnie strzeg.
*miaym szczcie sprzyja (przyp. tum.)

Nigdy niczego mi nie brakowao, mojej biednej matce te nie, dopki ya. Jeli oczywicie
nie bierze si pod uwag mioci i szacunku...
- Twoja matka na pewno nie bya pierwsz podkuchenn, ktrej dane byo pozna, jak
smakuje szlachecka dza - cierpko zauway Benjamin. - Moesz si uwaa za
szczciarza, wikszo szlachetnie urodzonych nie przejmowaaby si takim bkartem jak ty.
Pomimo brutalnoci tych sw Rafael tylko umiechn si do przyjaciela.
- To prawda, Benjaminie, wiem o tym, i wcale nie jestem rozgoryczony. Mj ojciec...
to sprawiedliwy czowiek.
- Spotkae go? - dopytywaa si Reina.
- Raz - odpar Rafael i zaj si zrywaniem cigien z oczyszczonego ju do czysta z
misa kurzego udka.
- Tsknisz za nim?
- Nie znam go i nie tskni.
Reina pokiwaa gow.
- Masz szczcie - mrukna.
Benjamin posa jej uwane spojrzenie. Potem i on pokiwa gow.
- Reina bardzo cierpiaa w tym czasie, gdy nasz ojciec zagin. ale odzyskalimy go, to
by prawdziwy cud. Moe pewnego dnia ty take odzyskasz swego ojca, Rafaelu. Pewnego
dnia...
- On ju nie yje - cicho powiedzia Rafael. Reina uniosa brwi w zdziwieniu. Taka
wana informacja, a nawet Benjamin o tym nie wiedzia?
Rafael pocign solidny yk piwa z dzbanka. Z chichotem otar z brody zocisty pyn i
popatrzy Reinie prosto w oczy.
- Jedyne, czego tak naprawd bym pragn, to mie siostr, rwnie liczn jak ty.
Benjamin umiechn si z dum.
- To prawda, nasza Reina jest pikna. Tylko e, do kroset, nie mona si na niej
wyrozumie! Nie jest taka jak inne...
- O tak, wiem co o tym - przyzna Rafael z czuoci w gosie.
Benjamin nie przestawa si umiecha.
Dlaczego ona tu siedzi, chocia czuje, e wyrzdza krzywd bratu, pozwalajc
Rafaelowi pieci si wzrokiem?
Musi mie pewno.
Nic pozwoli, by duej si wykrcali. Przez wzgld na Auror, przemkno jej przez
gow. Wiedziaa jednak, e rwnie jej ciao ogarno niespokojne drenie. Ona sama

rwnie pragna dowiedzie si o wszystkim. Rafael wci posiada t zdolno, ktra


sprawiaa, e czua si naga i pikna jak bogini, gdy tylko skierowa na ni spojrzenie. Co w
nim takiego tkwi?
Znw zacza bacznie mu si przyglda ukradkiem. Udaa, e si kadzie i zamyka
oczy, chopcy rozmawiali o jakim wsplnym znajomym.
Rafael mia palce ulatujce w gr niczym skrzyda kruka. Dugie, lnice wosy
zwizane na karku. Tak jak ojciec!
Tak, chyba wanie o to chodzi. Rafael by podobny do jej ojca. Wprawdzie nie mia
tak ciemnych wosw ani tak wskich koci policzkowych i oczy mia inne, zupenie inne,
lecz usta wyginay si delikatnie w sposb przypominajcy umiech Raviego.
Czsto si syszao, e crki wybieraj sobie mw, biorc za wzr ojca. Prdko w
mylach przypomniaa sobie te, ktre znaa. Nie, to chyba jednak nie jest prawda. Jej
przyjaciki uwaay wida, e inne rzeczy s waniejsze.
No i Arill... On przecie ani troch nie by podobny do Raviego!
A wic znw wrci do niej. Moga na palcach policzy godziny od chwili, kiedy
ostatnio o nim mylaa. Przypuszczaa, e w miar jak bdzie ustpowa poczucie zawodu i
rozgoryczenie, zacznie powoli o nim zapomina.
Jednak tutaj, z dala od wszystkiego, co mogoby go jej przypomina, coraz czciej
goci w jej mylach.
Reinie niy si niepokojce sny, w ktrych wszystkie twarze mieszay si ze sob i
zmieniay w dziwaczne potwory. Arill, Ravi, Rafael, Arill...
Otworzya oczy, lekko potrzsna gow. Wosy lepiy si do karku, spocia si.
Strumie szemra tak kuszco, miaa ochot zaczerpn garci wody, przemy twarz,
rozgrzane czoo.
ale chopcy a uderzali si po kolanach, zamiewajc si z kolejnej historii. Czua, e
nie powinna im przerywa.
- Id nad wod - powiedziaa cicho.
Rafael natychmiast si poderwa, wytar zatuszczone palce o spodnie.
- Id z tob! Musz ochodzi gow, jeli nie co innego!
Benjamin rozemia si gono.
- Po tej twojej historyjce, moliwe e i inne czci... Reina pobiega przodem.
Rozwizaa apaszk, zrzucia buty z ng. Trawa wydawaa si niesychanie mikka, skra na
stopach nie zdya jej jeszcze stwardnie. Matce bardzo nie podobao si to, e dziewczyna,
gdy tylko stopniay niegi, najchtniej biegaa na bosaka, ale kadego roku a do teraz Reina

wykradaa si na takie wanie wycieczki. Pierwsze byy bolesne, chodzia kulejc, pniej
ju moga swobodnie biega bez butw po lasach i zarolach.
Chwycia tylny kraj spdnicy, przecigna go midzy nogami i przeoya przez
pasek. Odsonia przy tym cae ydki a do kolan, ale czy Benjamin nie jest jej bratem? I
czy tego drugiego mczyzny nie naley traktowa bardziej jak kobiet?
Dumnie zadara gow, nie zwaajc na pene zdumienia spojrzenie Benjamina.
Siada na brzegu i zanurzya stopy w przejrzystej wodzie. Przeszy j lodowaty
dreszcz przyjemnoci. Nie byo tu gboko, pewnie gdyby nawet wesza do strumienia, woda
nie zmoczyaby jej spdnicy. ale tam dalej, pod zarolami zwieszajcymi si nad lustrem
wody, wida byo zacienion gbin. To ju wystarczyo, eby j wystraszy.
Obaj modziecy, zrzuciwszy koszule i kamizelki, ochlapywali si teraz nawzajem
rozbawieni, niezdarnie drepczc po kamienistym dnie strumienia.
- Cicho! Przecie akurat nadesza pora naboestwa, ludzie was usysz!
miali si z niej, oblewali penymi garciami wody. Reina pokrcia gow i opara si
o pie drzewa.
- Chopcy zawsze zostan chopcami - zachichotaa.
- Manus manum lavat - zawoa Rafael. - Jeden otrzyk myje drugiego!
Benjamin rozemia si.
- Manus znaczy rka! Oszust z ciebie, Rafaelu! Wybucha przyjacielska walka.
Rafael pochwyci Benjamina i pocign go w stron ciemnej gbi. Reina poczua, e skra
na gowie jej lodowacieje, lecz Benjamin prycha rozbawiony.
- Sprbuj tylko, ja ci zaraz... Wpadli do wody z gonym pluskiem.
Gowa Rafaela znikna pod powierzchni, Benjamin przytrzyma go tak przez chwil.
Wreszcie chopak wyoni si, parskajc, i zagrozi ze miechem:
- Zaraz ci si odwdzicz, ty...
I zanim Benjamin si zorientowa, nogi przestay go nosi. To Rafael zapa go za
kostk i szarpn, sprawiajc, e Benjamin straci rwnowag. Reina drgna przeraona,
wygldao to okropnie i przecie tak niewiele byo trzeba, wystarczyo drobne skaleczenie o
kamieniste dno...
ale brat zrcznie si odgryza i caa zabawa skoczya si na tym, e obaj, trzsc si z
zimna, wypezli wreszcie na brzeg z twarzami penymi miechu.
Biegali w koo, rozcierali rce, usiujc wytrzsn wod z wosw i ubrania.
W kocu Rafael, rzucajc wyzywajce spojrzenie Reinie, cign spodnie i wrd
drzew zawieci jego goy tyek. Benjamin prdko poszed za jego przykadem, zachowa

jednak jakie zszarzae, powycigane kalesony z krtkimi nogawkami.


- Co wy wyprawiacie, szalecy! - krzykna Reina. A oni, gono si miejc,
serdecznie si objli.
- Przerazimy dam! Ach, Boe, jakie straszne z nas chopy!
Mocno objci poczapali do koskiej derki, na ktrej siedzieli podczas posiku.
Owinli si w ni, natarli sobie twarze i ramiona grub tkanin. Potem znw wznieli toast.
Reina czekaa, przysuchiwaa si przyjaznemu przekomarzaniu, a wreszcie dosza do
wniosku, e Rafael znalaz dla siebie jakie okrycie. Ostronie odwrcia gow. Czua, e
policzki jej pon. Oni sobie stroili z niej arty, celowo chcieli oniemieli. Zacisna zby.
Jeszcze zobacz! A szczeglnie Rafael.
Zdrzemnli si na pewien czas, adne z nich nie miao zegarka, ale kiedy si obudzili,
lekko oszoomieni po powrocie z krainy snu, Reina zorientowaa si, e popoudnie jest ju
pne.
Soce wisiao nad wzgrzem, ale wci wiecio jeszcze mocno i gorco. Wok nich
ziemia parowaa, upa pod postaci mgieki bi od kadego kamienia, od kadego pnia
drzewa.
Benjamin te si przebudzi. Reina spaa z gow na jego piersi. Wygodnie byo tak
lee, przypominao jej to o dawnych nocach, kiedy rwnie po ciemku szukaa u niego
pociechy. Zawsze by taki ciepy, peen spokoju. By jej bratem, nie miaa nikogo bliszego.
Rafael cicho pochrapywa.
Reina przecigna si, wyprostowaa rce i nogi, jedna rka jej zdrtwiaa. Prdko ni
poruszya, zakrcia w powietrzu, wkrtce wraenie, e w rodku chodz mrwki, ustao.
Odczuwaa pragnienie, jedli przecie suszone solone miso i sone ryby. Przyoya
usta do dzibka dzbana i dugo pia piwo. Wprawdzie byo sodkie, ale zrobio si ciepe i
nabrao nieprzyjemnego posmaku. Postanowia, e pjdzie do strumienia. Woda w nim bya
przejrzysta i wiea. I bardzo zimna. Pyna prosto z gr. Reina pamitaa widok dwch cia,
kiedy chopcy wyszli z wody, cali pokryci gsi skrk z sutkami stwardniaymi jak u
zmarznitej kobiety.
Sdzili, e ni wstrzsn, e j przera. Okazali si gupsi, ni przypuszczaa.
Przecie ona zajmowaa si chorymi, jeszcze zanim przystpia do konfirmacji. Widziaa, jak
znacznie powaniejsi mczyni cigaj spodnie w obecnoci jej i jej matki.
Oni byli jak dzieci.
albo... moe po prostu si z ni bawili. Moe wanie w taki sposb chcieli jej co
przekaza?

Napia si rdlanej wody, czujc, jak na powrt ogarnia j irytacja.


Bardzo mczce byo to nieustanne zgadywanie, tumaczenie sobie, dodawanie czego
lub odejmowanie.
Wrcia do brata, obudzi si ju. Z powrotem uoya gow na jego piersi i
wycigna si w socu.
- Nie pisz? Benjamin westchn.
- Mmm... nie.
Rafael spa, sycha to byo po jego oddechu.
Jego nagie ciao byo teraz osonite, mia w sobie do przyzwoitoci, by przewiza
si w pasie koszul. Spodnie zwisay z gazi nad ich gowami jak flaga. Niedugo ju bd
suche, a przynajmniej dostatecznie ciepe.
Reina uoya si inaczej, tym razem wspara gow na mikkiej kpie trawy.
Przymkna oczy, w uszach miaa lekki szelest wiatru w koronie drzewa nad gowami.
Soce zawdrowao ju teraz tak daleko, e jego promienie przewiecay przez licie. Pod
powiekami dziewczyny taczyy biaoczerwone plamy.
Byo jej gorco, a ciau dokucza niepokj.
Gdzie z tyu stkn Rafael, jakby z podania.
Co te mu si nio?
Reina, oddychajc spokojnie, sprbowaa wpezn w jego sen, ale tak, by on w
niczym si nie zorientowa.
Obudzi si z jakim dziwnym smutkiem. Gdy tylko otworzy oczy, spostrzeg Rein,
wycignit na ziemi, donie zaciskaa na trawie, w koo leay powyrywane przez ni kpy.
W pierwszej chwili si wystraszy, czyby to znw jeden z jej atakw?
Potem spostrzeg jednak, e ciko oddycha, a powieki jej dr. Widocznie tylko co
jej si nio.
Wkrtce potem przebudzili si wszyscy troje.
Przespali p wolnego dnia! Z pooonej w dole wioski dobiegay teraz szczekanie
psw i jakie okrzyki. Pewnie dochodziy z targowiska, ludzie zwykle zbierali si tam po
niedzielnym naboestwie, eby wypi kieliszek albo stawia zakady na rozjazgotane psy,
ktrym do walki nie trzeba byo innej zachty ni smak krwi przeciwnika.
- Niedugo zapadnie wieczr - szepn zdziwiony Benjamin, gdy i on si przebudzi.
- Zmarnowalimy taki dzie!
- Wida byo wam to potrzebne - stwierdzia Reina. - I ja te byam bardziej
zmczona, ni mi si wydawao.

- To przez to piwo - uzna Rafael. - Dobre jest, ale mocne i czowiekowi tylko chce si
od niego spa. Szczeglnie gdy si je pije na socu.
Podnieli si, Rafael wci mia jedynie przewizan w pasie swoj pikn koszul.
Benjamin wcign spodnie.
- I jak, gotowi jestecie na partyjk?
Rafael pogrzeba w swoim wzeku, wyj koci. Potem odwiza acuszek, ktry
nosi przy kamizelce, i rzuci go przed siebie.
- Zagrajmy - powiedzia. - Benjaminie, zawsze zazdrociem ci tego noa. Nadesza
teraz twoja godzina!
Reina chciaa protestowa, przecie tak by nie moe. Owszem, gra w koci jest do
zabawna. lecz nie o takie cenne rzeczy!
ale Benjamin umiechn si chytrze do przyjaciela i pooy n przed sob. Obaj
chopcy patrzyli teraz na dziewczyn.
A Reina czua, jak klejnot na szyi delikatnie zaczyna pali skr.
Przecie nie moga go przegra i odda Rafaelowi! Benjamin oczywicie i tak by jej
go zwrci. Wszyscy przecie wiedzieli, e klejnot jest wasnoci rodziny. Przecie ich
wasna babka w chwili mierci miaa go na szyi, a Marja go kochaa!
- Mam tylko ten acuszek, a o niego nie bd gra. - Wyglda na wartociowy stwierdzi Rafael. - Ale co innego masz do stracenia?
- Reina nie przegrywa - umiechn si Benjamin. - Dobrze o tym wiesz, Rafaelu. Ona
w koci nie przegrywa.
Rafael przekrzywi gow.
- A wic nie ma w tym nic zego. Dawaj naszyjnik, Reino! Daj mi szans wygra ten
n, ktrego zawsze zazdrociem twemu bratu!
- Nigdy go nie dostaniesz - zadrwi Benjamin, puszczajc oko do siostry. - Reina mi
pomoe. Chyba zdajesz sobie z tego spraw?
- Ach, tak? A wic przegram. A to naprawd adna dewizka. Spjrz, ten zielony
kamie to prawdziwy szmaragd. A dookoa... najpikniejszy filigran, zrobiony w Holandii.
Pokrcili gowami.
Co takiego si dzieje z tym Rafaelem? Czyby acuszek by kradziony, skoro tak
bardzo chcia si go pozby? Nie, nie zrobiby chyba czego takiego przyjacioom.
Reina wolnym ruchem odpia naszyjnik i pooya go w trawie koo noa i
byszczcego srebrnego acuszka z zielonymi kamykami.
Koci stukny o kubek.

Stoem do gry by nieduy paski kamie.


Rafael poczstowa ich wdk.
- Trzy koci, zakadamy si od trzech do osiemnastu. Wy pierwsi.
- Jedenacie - powiedzia Benjamin.
- Osiemnacie - powiedziaa Reina. Rafael umiechn si chytrze.
- Pi - szepn.
Na kadej z trzech kostek rzuconych przez Rein pojawio si sze oczek,
dziewczyna pooya acuszek Rafaela obok swojego. Wypili za jej szczcie.
Kolejny rzut. N rwnie sta si wygran Reiny.
- Stawiamy na co innego i gramy dalej - oznajmi Rafael.
cign z grzbietu kamizelk, a Benjamin, widzc to, ze miechem spyta, jaki
czowiek zgodzi si dobrowolnie wystroi w co takiego.
ale Reina podniosa kamizelk do gry i uznaa, e materia jest drogi i bardzo pikny.
- Mgby sobie uszy z tego nowe gatki, braciszku!
Rzucali dalej, Reina wygrywaa za kadym razem, jak gdyby koci byy zaczarowane.
Rafael umiecha si coraz szerzej. Oczy coraz bardziej mu wilgotniay od stale
oprnianych kieliszkw.
Reina miaa si gono, kiedy n znw wrci do brata, a ona sama miaa swj
acuszek oraz wszystko, co zrzuci z siebie Rafael plus jego obietnice.
- A wic dobrze, przyjacielu. Podsumujmy: winien mi jeste swoj najlepsz koszul,
grzebie wykadany macic perow, mae kieszonkowe lusterko, rzebion desk do ka,
zimowy paszcz z mikkiej woowej skry i jeszcze to, e nazwiesz moim imieniem swoj
pierworodn crk. Zdrowie przegranego!
miaa si nieopanowanie. Wdka w odku nastrajaa do zabawy.
Benjamin te si mia, poklepujc przyjaciela po plecach.
- Sam widzisz! Nikt, kto ma cho troch oleju w gowie, nie gra w koci z Rein. Z
gry ci o tym uprzedzaem!
Reina przestaa si mia.
- Skoro tak dobrze o tym wiedziae, dlaczego to zrobie?
Rafael umiechn si leniwie.
- Bo sdziem, e tak mia dziewczyna jak ty da mi szans si odegra.
Reina artobliwie uniosa brew. I tak zamierzaa udawa, e ta gra nigdy w ogle nie
miaa miejsca. To przecie oczywiste, to tylko zabawa. Przecie przyjaciele nie ogrywaj si
w koci.

- To jasne - odpara. - ale jakiego mskiego czynu mam od ciebie wymaga? W koci
nie masz szans, o tym ju wiesz.
Pokiwa gow.
- No tak, ale moe... moe zdoam wykupi ten przegrany acuszek w jaki inny
sposb?
Znw wypi.
Reina sama czua, jak rozluniy si, wrcz rozleniwiy jej myli. Wszystko przestao
by grone, nie byo si o co martwi. Obojtnie uoya nagie stopy na kolanach Rafaela,
ciko opara si o brata, bya niczym ywy mur pomidzy nimi dwoma.
- Ach, tak? A czyme bdziesz paci, Rafaelu? Chopak wolno pochyli si w przd.
- Tym, czego najbardziej ci potrzeba, a czego masz tak mao - szepn.
Benjamin a drgn.
- O czym wy gadacie? - wybuchn i niepewnie stan na nogi. - Zobacz, czy nie
zostao jeszcze co do jedzenia. Czas na wieczerz.
Rafael umiechn si.
- Jedzenie, jedzenie... Trudno by przypuci, patrzc na tego chudzielca, e taki z
niego arok!
Reina zachichotaa. Prawd powiedziawszy, brat ostatnio wyranie si poprawi.
Pamitaa go zawsze jako dziecko o zapadnitych policzkach i pooonych gboko
byszczcych oczach. Teraz oczy mia wprawdzie zamglone, ale policzki pene i rumiane.
- Niedugo chyba musimy wraca - mrukna.
- Na dwr? O, nie! Ja bd spa tutaj, lato jest za krtkie na to, eby si poci na
wskich lawach!
Reina popatrzya na brata. Benjamin rozoy rce.
- Oczywicie, najpierw odprowadzimy ci do domu, skoro tego chcesz...
- Ach, tak? Skoro wy chcecie si bawi w grskich wczgw, to mnie chyba te
wolno! Wprawdzie nie bardzo rozumiem, co to za przyjemno spa w szaasie z gazi na
kujcym posaniu, skoro najdelikatniejsze...
Urwaa.
Czy oni co zaplanowali? Co, co moga im zepsu?
Czy to jest ich potajemne... miosne gniazdko?
Poczua, jak rumieniec wypeza jej na twarz, pokonujc otaczajc gow mg
otumanienia wdk. Prdko jednak zdoaa wzi si w gar.
- Dobrze, odprowadcie mnie. Chc si spokojnie wyspa, bezpieczna od mrwek i

innego robactwa.
ale wtedy Rafael zaprotestowa:
- Dostaniesz moje koce, wisz w suchym miejscu, pod sosn. Moe marna to
propozycja dla damy, ale...
Reina prdko popatrzya na brata. Kiwn gow na zgod.
- Dobrze, pijmy tu dzisiaj, porozmawiajmy pod gwiazdami - rzek z nag powag.
Reina wolno pokiwaa gow. By moe pod gwiazdami... atwiej bdzie rozmawia.

ROZDZIA X
Niebo byo jasnoniebieskie, przejrzyste, ale w szaasie gsto splecione gazki
przytumiy troch wiato i sprawiy, e twarze caej trjki skryy si przynajmniej w
pmroku.
Rafael sprawia wraenie picego. Ziewa czsto i przecigle, Reina syszaa, jak
cmoka wyschnitymi wargami, gdy si wierci, prbujc znale sobie moliwie
najwygodniejsz pozycj na twardym podou.
Jej brat lea w rodku, rzecz jasna.
Dla Reiny jego ciao byo niczym bezpieczny, ciepy wzgrek, na ktrym moga
spokojnie si oprze. Pamitaa zapach jego snu, ktry kiedy przez tyle nocy sprowadza na
ni spokj.
Kiedy byli mali...
Zamkna oczy. Pamitaa ich intymne, tak pene treci rozmowy. Benjamin wtedy
zawsze z wielk trosk dobiera sowa. Nie by typem czowieka, ktry jzykowi pozwala
szuka waciwego sposobu wyraania rzeczy. Benjamin myla, planowa, czeka i ocenia.
Dopiero potem mwi.
Czy wci jest taki sam?
Rafael sprawi, e zmik, nabra pewnoci. A moe uczynio to rzemioso, ta sztuka, z
ktrej yli?
A moe po prostu wiek przyda bratu tego spokoju, ktrego Reina pragna mu teraz
troch skra. Lecz skoro to wanie upywajce lata formuj ludzi w taki sposb, to dlaczego
ona z kadym rokiem czuje si coraz bardziej rozdarta?
Wycigna rk pod kocem, dotkna ramienia brata.
- Spisz ju? Braciszku...
Poczua, e Benjamin lekko pokrci gow. Rafael te odwrci si w ich stron.
- Ta noc nie zostaa stworzona po to, eby spa - mrukn.
Reina umiechna si ze smutkiem.
- Chcesz powiedzie, e ta noc jest dla kochankw? Rafael rozemia si zadowolony.
- Mhm.
- ale oto my jestemy tu i nikogo nie mamy.
- Fas est - mrukn Rafael. - Tak to ju jest, takie jest zrzdzenie losu...
- Bzdury! - zdenerwowa si nagle Benjamin. - Jak wy moecie nawet tak artowa?
Powinnicie ruszy tyki i rozejrze si w koo, zanim uznacie, e los nie chce wam przynie

nic dobrego!
Rein zdumiaa twardo w sowach brata. Znieruchomiaa, w szyi jej pulsowao.
- Chc pozna prawd o was dwch - owiadczya cicho i z powag.
- Taka prawda nie istnieje - rzek ze miechem Rafael.
- Cicho, nie pozwol, eby mi wszystko popsu tymi swoimi uwagami. Benjaminie...
co mam powiedzie Aurorze?
To proste pytanie sprawio, e Rafael wyda z siebie ochrypy jk. Zacz si
niespokojnie porusza na posaniu, Reina sdzia, e zrzuci zaraz okrycie i wybiegnie, ale on
si uspokoi, pewnie czeka na odpowied Benjamina. Jeli w istocie oni dwaj byli razem tak
jak mczyzna i kobieta... to pewnie by zazdrosny i ba si, tak jak baaby si dziewczyna.
Benjamin wolno odwrci gow w jej stron. Reina widziaa teraz blask jego oczu,
niebieskawy, ciemny, niczym fragment nieba nad nimi.
- Naprawd chcesz wiedzie?
Reina pokiwaa gow. Przesuna si i przyoya policzek do szyi brata.
Musi zrozumie, e ona nie bdzie na niego wydawa wyrokw. e jest jego siostr.
Rafael by bardzo niespokojny, Reina domylaa si, e to, co ma do powiedzenia
Benjamin, sprawi mu wicej blu ni komukolwiek innemu.
A gdy Benjamin skoczy, musiaa zetrze wilgo z jego twarzy rbkiem koszuli.
Rafael lea jak martwy.
- Nie chciaem wyrzdzi ci krzywdy, przyjacielu, sdz jednak, e zrozumiae to ju
wtedy. Wydaje mi si, e wiedziae, i... nie jestemy tacy sami.
- Mwie, e podje ju decyzj. Mwie... Benjamin puci siostr i popatrzy na
przyjaciela.
- Wiele ci obiecaem, nie byem w peni sob. Ty nigdy nie dae spenienia tych
obietnic, Rafaelu. Masz zamiar zrobi to teraz?
Chopak pokrci gow.
- Nie - jkn. - ale ogromnie mnie zabolao, gdy poznaem prawd.
Reina ani razu nie przerwaa bratu. Z caych si staraa si wczu w jego przeycia.
By taki samotny, czu si opuszczony i inny od wszystkich. Pozna smak mioci, lecz
musia z niej zrezygnowa. By przeraony, miertelnie przeraony cierpieniem i mierci
maego Vetlego. By mody i poprzysig sobie, e nie spodzi dziecka. Dziecka, ktre bdzie
cierpie i rezygnowa. Tak jak cierpia Vetle i on sam.
Rafael wypeni pustk w jego gowie. Rafael by jak wiatr, ktry rozsuwa zgnie
powietrze unoszce si nad bagniskiem.

Reina doskonale to rozumiaa.


- Czego mnie nauczye. Nauczye odrnia tsknot pync z serca od tej, ktra
szarpie ciaem - agodnie mwi Benjamin.
Rafael pokiwa gow.
- Nic jeszcze nie przepado, przyjacielu, dobrze o tym wiesz.
Benjamin to potwierdzi.
Reina zorientowaa si, e chopcy mocno si obejmuj.
Dlaczego nagle zrobio jej si tak strasznie zimno? Jakby ju bya martwa.
Leaa, suchajc, jak oni szepcz do siebie sowa przeprosin i zapewnienia o
dozgonnej przyjani.
W piersi j pieko. Czua si zawstydzona.
Wreszcie zrozumiaa, dlaczego.
Sama przecie czerpaa wiele radoci z tego napicia, z tej zabawy, do ktrej zaprosi
j Rafael. Pieczenie w piersi zmienio si w mroczny jk.
- Jak moge tak oszuka Auror? - rzucia w powietrze. - Odpowiedz mi tylko na to
pytanie, braciszku, a bd zadowolona.
Benjamin uklk przy niej. Gow dotyka sklepienia szaasu, wicej miejsca nie byo
tutaj przy pniu sosny.
- Ja jej wcale nie oszukaem. Wrc, tak jak obiecaem.
- Nie moesz - owiadczya z gorycz Reina. - Nie moesz wzi na swoje barki tak
wielkiego grzechu. Ona ma przez cale ycie zajmowa si tylko swoimi haftami i czeka?
Przecie gdyby nie ty, na dziedzicu Zamku Marji wprost roioby si od zalotnikw!
- Ona sama zdecyduje. Jeli bdzie czeka, ja wrc. Jeli nie... nic mi nie jest duna.
Reina nie moga ju tego wytrzyma. Rozzocia si, rozgniewaa tak, e a iskrzyo.
Jej gniew musia spa na brata.
- Tak by nie moe! Ty jej wcale nie kochasz! Gdyby tak byo, nie pozwoliby, eby
te gupie pomysy w czymkolwiek was powstrzymay! Pojechaby do niej zaraz, oeni si z
ni, kocha...
- I przez cae ycie patrzy, jak wypakuje sobie oczy ze strachu przed tym, jakie dzieci
urodzi? Patrzy, jak prawo nas ciga, moe zamyka w wizieniu? albo jak bdziemy siedzie,
starzy, jeli bdziemy mie do szczcia, i przyglda si, jak nasze dzieci zmagaj si z
tym samym?
Reina nie moga odpowiedzie. W tym, co mwi Benjamin, byo wiele racji. Ona
sama tak te mylaa. ale tak byo dawniej, zanim poznaa si mioci. To jej wystarczyo, by

zrozumie, e prawdziwa mio jest w stanie skruszy kady mur.


- Mgby j zabra std i wyjecha gdzie daleko. Tam, gdzie nikt was nie zna, nie
wie o chorobie!
Benjamin mwi teraz szeptem.
- Sdzisz, e nie mylaem o tym? Sdzisz, e tego nie chciaem? Pamitaj, e my
bymy wiedzieli! Jeli nawet nikt inny nie znaby tajemnicy, my bymy j znali i tak. Ona by
tam bya niczym ze tchnienie midzy nami, kiedy bymy... gdybymy...
Sowa Benjamina zapieky j w sercu.
- Ty wiesz, o czym ja mwi, Reino. Ty zawioda Arilla, pozwolia, by rozdzielio
was co innego, jaka drobnostka. Wiesz, e przegraa raz na zawsze. e nigdy nikogo
innego nie pokochasz. e nigdy, bez wzgldu na to, ilu lat doyjesz, nie moesz pielgnowa
takiej nadziei jak moja. Reino, mam o wiele wicej szczcia ni ty. Mam przynajmniej kilka
lat, na ktre ju teraz mog si cieszy, jeli tylko ich doyj...
Urwa.
Rafael wyczoga si z szaasu i znikn w letniej nocy.
Pobiega za nim, widziaa, jak jego cie znika wrd drzew. Nie woaa. I bez tego
chyba wiedzia, e przyjdzie. Gdyby chcia przed ni uciec, na pewno by mu si udao.
Trudno byo biec przez gste krzaki i zarola w szerokiej spdnicy, co rusz o co
zaczepiajcej.
Czeka, oparty plecami o pie drzewa, z mocno zacinitymi oczyma.
- Rafaelu... to byo dla ciebie bolesne? Nie odpowiedzia.
- Kochasz mego brata... na swj sposb? Milczenie. Na wschodzie niebo ju niedugo
zacznie janie, ale na razie nawet ptaki jeszcze spay.
Usiada na trawie u jego stp, syszaa, z jakim dreniem oddycha.
- Rafaelu... Czy pomogoby, gdybym powiedziaa, e ci kocham? Pomimo i
jestem... kobiet?
- Ty mnie nie kochasz, Reino. Jeste taka jak twj brat, nie rozumiesz tego?
W sowach tych krya si gorycz bardziej piekca, ni Reina si tego spodziewaa.
- O co ci chodzi? - spytaa uraonym tonem.
- Ty te by mnie chciaa, moich anegdotek, zabawnych historyjek, wszystkiego tego,
co potrafi opowiedzie o ksikach i podrach. Wida dla niejednego stanowi mi
rozrywk!
- Jeste najlepszym przyjacielem...
- Przyjacielem... Ja nie chc by przyjacielem wszystkich. Chc by... jedynym!

Reina zrozumiaa.
Rafael czu si oszukany. Wiedziaa te, e jeli to moliwe, gdyby on chocia przez
moment potrafi wyobrazi sobie j w roli tego jedynego przyjaciela, to...
- Tak atwo zagldasz w uczucia innych ludzi, Reino. Chwalisz si, e tyle rozumiesz,
e jeste taka agodna, udzielasz rad, twierdzisz, e twj brat musi pozwoli, by mio liczya
si ponad wszystko inne. A jak ty sama si zachowujesz? Jak to moliwe, e sama z tak
atwoci odrzucasz to, co miaa? Boisz si? A moe jeste z tych, co wol inne kobiety?
Splun. ale Reina przyja jego drwin ze spuszczonym wzrokiem.
- Wiesz zbyt mao, by mnie osdza, Rafaelu. Troch si opanowa.
- C, by moe. ale tobie si wydaje, e wiesz. Zdaje ci si, e zapaa prawd za
ogon, ale bd ostrona, bo ona moe si okaza jadowit mij...
Wolno osuwa si w d, wci mocno oparty o pie drzewa. Musiao go zabole,
twarda kora szorowaa plecy okryte tylko cienk koszul.
Ich twarze znalazy si na tej samej wysokoci.
- Mwisz, e mogaby mnie kocha?
Reina z trudem przekna lin. Oczy Rafaela patrzyy tak twardo.
- Ja...
Z umiechem pokrci gow.
- Nie mogaby. Jeste na to za mdra. Pragniesz dosta tyle samo z powrotem, a
najlepiej z nawizk. Nie naleysz do tych, co kochaj bez wynagrodzenia.
Zabrzmiao to niczym oskarenie.
Reina wiedziaa jednak, e te sowa mwi prawd.
- Twj brat ma szczcie. Wydaje mi si, e ta Aurora jest innego rodzaju.
- O, na pewno.
- Pewnie ktrego dnia do niej pojedzie, kiedy tsknota za bardzo mu ju dokuczy.
- Z kadym upywajcym dniem coraz mniej w to wierz. On o niej zapomina, byli
przecie tacy modzi...
Rafael przytuli policzek do pnia sosny.
- On o niej nigdy nie zapomni - rzek cicho. Reina spostrzega, e paka, nie chciaa
go jednak upokarza jeszcze bardziej, ocierajc mu zy z twarzy.
- Opowiem ci pewn histori - zacz agodnie i w jednej chwili obj j mocno.
- Daleko, daleko w pewnej krainie, ktra nazywa si Tybet... yje pewien witobliwy
czowiek Nazywa si dalajlama. Jest wcieleniem boga na ziemi, chodzi w ndznym ubraniu,
ale ma cay dwr kapanw, ktrzy zajmuj si zaspokajaniem jego potrzeb.

Reina podniosa gow, gos Rafaela by cichy, jakby dochodzi z daleka.


- Czy ty to pojmujesz, Reino? Czowiek, ktry jest bogiem? ywy chodzi wrd ludzi
i udziela im rad?
- Czego naucza?
Rafael popatrzy jej gboko w oczy.
- ycia, moja droga. On gosi tylko jedn nauk: e ycie jest jednoczenie witoci
i przeklestwem.
- O tym chyba wszyscy wiemy - mrukna.
- Kiedy ten czowiek zestarzeje si i umrze, to wyznawcy jego nauki wierz, e jego
boski duch wstpuje natychmiast w nowo narodzonego chopca. W ten sposb w jakim
miejscu na ziemi zmary zmartwychwstaje w ciele innego czowieka.
- Ach, tak?
- Zbieraj si wtedy astrologowie i mnisi, mdrcy i ludzie z najbliszego otoczenia
owego czowieka. By moe umierajcy na ou mierci da im pewne wskazwki, kae
szuka na wschodzie albo na zachodzie, ale nowego dalajlam sami musz znale...
Reina milczaa. Rafael opowiedzia jej t histori z wyrazem rozmarzenia na twarzy.
Wydawa si pochonity wasnymi sowami. A przecie ona ju wczeniej syszaa z jego ust
bardziej interesujce opowieci, o wiele bardziej zabawne czy te tragiczne...
- Mnisi wic wyruszaj, czsto zabieraj ze sob co, co naleao do zmarego
dalajlamy. Podruj zgodnie ze wskazaniami tajemnych znakw i szukaj maego chopca.
- To niewiarygodne. I za kadym razem go znajduj?
Rafael potakn.
- Za kadym. ale moesz mi wierzy, e rodzice bywaj bardzo zaskoczeni, gdy nagle
w ich domu pojawia si siedmiu mnichw. Siedmiu mnichw, ktrzy chc zabra ich dziecko,
by wychowa je w klasztorze.
- Co takiego? Oni kradn dzieci? Rafael umiechn si leciutko.
- Nie, rodzice na og uwaaj, e to wielki zaszczyt da ycie nowemu dalajlamie. To
jak... jakby ty sama zostaa Maryj Pann, Reino.
- ale dziecko cakiem zapomina o swojej rodzinie?
- Tak, dziecko... jest bogiem. Wierni mnisi zajmuj si nim, karmi, bawi si z nim i
wychowuj je, ale ono jest ich bogiem. To chyba nie daje im moliwoci sprawienia mu
porzdnego lania, jeli bdzie niegrzeczne.
Reina si nie miaa, ale Rafael umiechn si sam do siebie.
- Pomyl sobie, Reino... By wyrwanym z tego ycia, w ktrym si urodzia. Utraci

moliwo poznania mioci midzy rnymi pciami... Nie widzie na oczy kobiety, dopki
nie jest si dorosym... Jak sdzisz, Reino, czym ci mnisi wypeniaj serca?
- To nietrudno poj - odpara Reina. - Wypeniaj je oczywicie bogiem. Jak
zakonnice w Kopenhadze, o ktrych matka opowiadaa, jak wszyscy ksia, z ktrych
namiewa si Luter. Wielu, bardzo wielu ludzi stwierdzio, e ycie jest rwnie cenne, nawet
jeli nie powiedzie im si w tym, co nazywa si mioci. Wydaje mi si wrcz, e wikszo
ludzi mao o tym myli, po prostu si eni czy wychodz za m i staraj, aby ich potomstwo
poczyy z ludmi takie same zwizki.
Rafael pocaowa j czule w kark.
- Mimo wszystko jest tak, jak przypuszczaem, Reino. Jestemy do siebie podobni,
jestemy... duchem jak brat i siostra. Naleymy do siebie.
Co przyszo jej do gowy i zanim zdoaa powstrzyma sowa, ju wydobyy si z jej
ust:
- Czy to dlatego, Rafaelu, e przestae kocha mego brata?
Umiecha si teraz, ale nie stara si ju pod umiechem skrywa blu.
- Reino, byem w pewnym sensie spokojny. Pogodziem si z moimi dziwnymi
uczuciami, z tym, e kobiety nie budz we mnie podania. ale to nie przestaje mn szarpa,
Reino. Walka si jeszcze nie skoczya. Nie wiesz, ile mnie dotychczas kosztowaa. Nie
wiesz nawet, jak straszna jest konieczno podjcia jej od nowa.
- Ja si tak strasznie boj wody - powiedziaa Reina z daleka.
Staa ubrana w t sam zielon spdnic, lekki akiet i odwitn bluzk z koronkami
na gorsie. Kapelusz nosia mocno zsunity do przodu. Gdy schylia gow, zakrywa p
twarzy.
- Pozdrw tam wszystkich - mwi Benjamin ze smutkiem.
Reina zorientowaa si, e te sowa znacz wicej, ni mia miao wyrazi.
Rafael sta przy nim surowy, cay w czerni.
Bya niedziela, Reina wyjedaa.
Miaa zapewnion bezpieczn podr przez ca drog, sam waciciel dworu
powici dla niej jedn ze swoich odzi. Tafla morza bya gadka jak lustro, a z nieba la si
ar. Nadszed ju lipiec. Mczyni, ktrzy mieli wiosowa, nie mogli liczy na najmniejsz
nawet pomoc agli i fal.
Szukaa w twarzy brata bardziej jednoznacznego potwierdzenia, ale i tak ju
wiedziaa, co ma robi. By taki uparty, na koniec odwrci si do niej plecami. Nie chcia
zgodzi si z adnym z wysuwanych przez ni argumentw, Rein ogromnie to zabolao.

Opowiedziaa mu ca histori, po raz pierwszy zwierzya si komu ze wszystkiego, nikt nie


zna lepiej jej powodw ni on, a mimo wszystko gniewa si na ni i nie chcia sucha.
Reina sama nie bardzo wiedziaa, jakiej reakcji od niego oczekuje. Moe ez? Moe
ucisku braterskich ramion? albo niewyranego zapewnienia, e na pewno jeszcze kogo
spotka?
A on si rozgniewa.
Ze zoci rzuci jabko, ktre akurat jad, i mocno ni potrzsn.
- Ty gupia, niemdra, lepa kobieto! Czy ty nie rozumiesz, e przynajmniej od czasu
do czasu musisz zapomnie o tych twoich strasznych zasadach?
Reina nie moga odpowiedzie z czystego przeraenia jego reakcj.
- Oskarasz mnie, masz miao mnie oskara! Tak piknie prawisz o
podtrzymywaniu mioci, kiedy ju si j znalazo... A co ty sama zrobia? Zdeptaa j,
zdusia ten cud wasnymi czarno - biaymi mylami.
- Nie mog kocha mordercy! - wykrzyczaa mu wtedy. - A gdyby Aurora odebraa
ycie waszemu dziecku, to by j nadal kocha, tak?
Benjamin puci j wtedy.
Popatrzy na ni z twardoci w oczach.
- Nie znasz mnie, siostrzyczko, ale co gorsze, nie znasz nikogo z tych, o ktrych
mwisz, e ich kochasz. Nie znasz siebie samej, ale tam jeste chyba w lepszym
towarzystwie.
- Uwaasz wic, e powinnam zapomnie? Puci w niepami to, e czowiek,
ktrego uwaaam za ywego anioa, by gotw zabi swoje dziecko?
Benjamin przekl.
Robi to bardzo, bardzo rzadko.
- Gdybym ja spodzi dziecko z t dziwk, to doprawdy nie wiem, czy dobrze by byo,
eby przyszo na wiat.
Reinie dech zaparo w piersiach.
- Ty tak nie mylisz naprawd? Chcesz mnie jedynie rozdrani...
- A wic zatroszcz si o to, eby nigdy nie spodzia dziecka, Reino! Dla kobiety
takiej jak ty nie powinno to by nic trudnego. Pomw z matk, ona wie o tym dostatecznie
duo!
- Chcesz, ebymy obie poszy pod sd? Za zabijanie podw?
Benjamin usiad wtedy z powrotem, odszuka swoje jabko wrd zniszczonych
poduszek na awie, zacz je powoli u.

- Tak uwaam. Takie jest moje zdanie. A kiedy ju ma si jakie zdanie, zawsze bywa
trudno. Mwia o sprawiedliwoci, o wyroku i karze. Jeste podobna do matki, wiesz o tym?
Tylko o wiele, wiele gorsza. Jeste lepa na swoje wasne kamstwa. Zabjstwo podu, a c
to takiego? Jakie ma to twoim zdaniem znaczenie, jeli wyrwie si i wypili jak
nieszczsn kiekujc rolin, i to wtedy gdy na wiat przychodzi tyle dzieci, e nie jestemy
w stanie wszystkich wyywi?
Reina nie moga poj, skd bierze si w nim caa ta gorycz. Ze strony brata nie
spotkao jej nigdy nic innego, jak tylko agodna wyrozumiao. Poczua, jak gniew ochronnie
otula dusz.
Sykna przez zby.
- Poczujesz, e wyrzdzie mi krzywd, braciszku. Przyjechaam tu, eby ci pomc,
eby pomc nam obojgu, ale ty... ty odtrcie moj rk.
Sta teraz nad brzegiem i patrzy na ni, a jego twarz przypominaa mask. Rafael nie
prezentowa si lepiej, obaj wydawali si straszliwie bladzi, chocia soce lekkim rumiecem
zabarwio im czoa i policzki.
Reina wycigna rk.
aden z chopcw jej nie uciska. Benjamin tylko uj jej do, a dotyk jego chorej
rki na wasnej skrze na nowo obudzi niepokj Reiny. Na rce Benjamina nie byo adnej
rany, adnych wrzodw ani opuchlizny, a mimo to przez ostatnie dni nie mg pracowa, bo
mini prawej doni dotkn jaki niewyjaniony parali.

ROZDZIA XI
- Dlaczego nie przywioza go do domu? To moe by co powanego! To moe by
grone! Mia gorczk? A jaki puls? By zmczony i oczy mia zamglone?
- By najzupeniej zdrowy, poza t rk. Mamo, prosiam, eby wrci do domu.
Przecie i tak nie moe teraz pracowa, wic... ale on nie chcia. Powiedzia, e musi
pilnowa Rafaela.
Johanna zmarszczya brwi.
- A c to znowu ma znaczy?
- Nie wiem - odpara Reina twardo i odwrcia gow.
Johanna poklepaa miejsce naprzeciwko siebie.
- Usid tu, Reino, chc usysze co wicej! Dobrze im si mieszka? I jak idzie
praca? Mwi co o przyjedzie do domu?
Reina nabraa gboko powietrza w puca.
- Mamo... ja... Jest tyle... Niepokoj si o Benjamina. Ach, to tak trudno wyjani,
mamo, ale...
Johanna zdrtwiaa.
- Co to ma znaczy? Reino, co ty tam widziaa?
- On... on... Och, nie, musisz pozna ca prawd! Aurora cay czas na niego czeka. On
j oszukuje, mamo. On... oni...
- Co ty mwisz? Benjamin i Aurora? A kiedy to si niby miao sta? Przecie nie byo
go tu od kilku lat?
- To si stao jeszcze przed jego wyjazdem. On...
wydaje mi si, e to miao co wsplnego ze mierci Vetlego. On sobie poprzysig,
e nigdy nie spodzi dziecka. Aurora wie o naszej chorobie, ale obiecaa, e bdzie na niego
czeka...
- Czeka?
- Tak, a minie jej czas.
- Na Boga, przecie ona ma ledwie dwadziecia lat!
- No wanie - kiwna gow Reina. - A ju tylko na niego czeka. Marnuje sobie
ycie. Chyba sama to zauwaya?
- Taaak... jest taka cicha, na og przesiaduje sama, ale sdziam...
- W kadym razie tak wanie jest. A kiedy mu powiedziaam, e postpuje
nieodpowiedzialnie, zachowujc si w taki sposb wobec modej dziewczyny, strasznie si

rozgniewa. Powiedzia, e musz pilnowa wasnych spraw.


- Co do tego mia racj. ale przecie ty niczego Arillowi nie obiecywaa. No i on si
oeni, jako sobie z tym poradzi.
Reina pokiwaa gow. Nie ma powodu, by mwi matce o czymkolwiek wicej. Nie
miaa siy, eby znw rozdrapywa te bolesne uczucia, cay ten bl, t twardo,
przypominajc nienawi, ktra pojawiaa si jej w sercu, gdy tylko pomylaa o tym, co
zrobi Arill.
- Prosi, ebym z tob porozmawiaa. Chcia twojej rady o lekach... takich, eby nie
byo dzieci.
Johanna poblada.
- To nie moe by prawda - szepna cicho.
ale Reina potwierdzia swoje sowa skinieniem gowy.
- Owszem, to straszne. ale co musz mu powiedzie, przekaza jak wiadomo od
ciebie. Jak nie, to sama bdziesz musiaa jecha i przemwi mu do rozumu.
- A wic nieszczsna Aurora miaaby co miesic wypija trucizn po to, eby mj syn,
dure i egoista, mg... och, to najstraszniejsza rzecz, jak w yciu syszaam!
Reina podzielaa obrzydzenie matki.
- On jest nie w peni zmysw. Zmieni si, mamo. Wydaje mi si... sdz, e moe to
mie co wsplnego z Rafaelem.
Johanna z ponur min pokrcia gow.
- Wiedziaam - powiedziaa cicho. - Wiedziaam, e ten Rafael moe sprowadzi
kopoty, on jest dziwny, nieobliczalny, jest w nim co niesamowitego...
- Mamo... przecie i tak nie ma adnych lekarstw, prawda? Jedynie takie, ktre
usuwaj pd? Nie ma nic takiego, co nie pozwoli dziecku rosn?
Johanna znw przekrzywia gow.
- Nie, nic takiego nie istnieje. I przypuszczam te, e taki rodek nie zostanie nigdy
wynaleziony, to wszak sprzeczne z boskim planem. Nie powinno by tak, aby w mocy
czowieka leao decydowanie o tym, komu dane jest prawo do istnienia.
Reina westchna.
- Bez wzgldu na wszystko istnieje moliwo wyboru.
Johanna prdko na ni popatrzya.
- Mona si nie eni albo nie wychodzi za m. - Tak.
Przez chwil midzy nimi zapada cisza. Johanna czua, jak powietrze gstnieje, jakby
byo naadowane niczym przed burz.

- Gdzie ojciec? - spytaa wreszcie Reina.


- Wyprawi si do letniej zagrody po ser i po maso. Wiesz, w tym tygodniu
przyjeda gromada z Kopenhagi.
Johanna umiechna si.
Reina zorientowaa si, e pomimo caego zamieszania matka cieszy si na t
doroczn wizyt w Zamku Marji. Przybd starzy przyjaciele, pojawi si nowe twarze,
interesujcy ludzie nioscy ze sob a tutaj, w gb najdalszej zatoki fiordu, powiew
wielkiego wiata.
- Reino... le zrobiam, naciskajc, by to maestwo nie doszo do skutku.
- Wcale nie naciskaa!
- Owszem, w pewnym sensie tak. Ty przecie nie moga zapomnie o wszystkim, co
miaam przeciwko temu chopakowi. I zarazia si nienawici ode mnie, czsto o tym
myl. To moja wina, e nie siedzisz teraz jako gospodyni na Storlendet...
- Milcz, nie chc niczego podobnego sysze! Gdybym zechciaa, mogabym by
wanie tam, ale postanowiam inaczej. Miaam do tego prawo, mamo. Wicej o tym nie
rozmawiajmy.
- Gdyby nie znalaza tego listu od Remmermanna...
- Milcz! Powiedziaam. Nie chc... Johanna czym prdzej pokiwaa gow.
- Dobrze, ju dobrze, creczko, jeste jeszcze moda.
- Nie zostaam stworzona do maestwa. I tak bym bya niedobr matk, inaczej ni
Aurora. Mamo, czy naprawd nic nie moemy zrobi?
Johanna westchna.
- Jak ju ci powiedziaam... Nie przypuszczam, by kiedykolwiek wynaleziono takie
lekarstwo. Wiesz, jest sporo rnych paskudnych rodkw, ktrych mog uywa
mczyni... - Urwaa na moment, odetchna gbiej, rumienic si przy tym. - ...ale nie ma
takiego lekarstwa. Nie ma nic, co nie czyoby si z zabjstwem.
Reina waciwie i tak to wiedziaa, ale musiaa spyta. Benjamin usyszy teraz jasn
odpowied. Musi zwrci Aurorze wolno, nie moe da od niej dotrzymania
jakichkolwiek obietnic.
- Mog co prawda porozmawia z tymi, ktrzy przyjad - westchna Johanna
udrczona. - Tyle zego si teraz dzieje na wiecie, moe nawet komu udao si wynale
takie lekarstwo...
Zacza szuka czego w papierach w sekretarzyku.
Reina widziaa, e matka jest bardzo wzburzona, a przy tym uraona, pena gniewu.

Nic w tym dziwnego. Benjamin zachowywa si w sposb nie przydajcy chway tym,
ktrzy go wychowali.
Tindir pogadzia palcem wci zaczerwienione zagbienia na policzku Reiny.
- Przepraszam - powiedziaa cicho. - Tak strasznie mi przykro.
- To nie bya twoja wina - mrukna Reina. ale od dotyku Tindir przeszed j dreszcz.
- Przewrcia si, ale ja powinnam bya temu zapobiec - szepna Tindir, odwracajc
gow. - Jak si miewa twj brat?
Usiada tu przy Reinie.
Reina nie przerywaa pracy. Zrcznymi palcami zrywaa torebki z nasionami z duych
pkw zi. Nasiona kminku, rumianku i maku w twardych makwkach trafiay do
oddzielnych pojemniczkw.
- Do dobrze.
Palce pracoway prdko, pewnie. Reina skupia si na nasionach.
- My... twj ojciec i ja nie odnalelimy skarbu... ale szukalimy prawie codziennie.
On mwi... twierdzi, e co przesania jego wzrok, ale zgadza si ze mn, e skarb istnieje.
Reina nie odpowiedziaa.
Tindir czekaa. Palcem stopy grzebaa w kupce suchej, przemieszanej z piaskiem
ziemi. Z ogrodu Amelii w takie letnie wieczory unosi si ciki aromat. Zwaszcza re
pachniay niemal oszaamiajco. A z cikich koron lilii sypa si na ziemi leciutki
pomaraczowy py.
- Reino, zechcesz sprbowa? Ty jeste silniejsza ni on, jeste wiksz... Kirvi. Ach,
pom mi, Reino, chocia wcale na to nie zasuyam!
Reina wrzucia do soiczka ostatnie nasionka.
- Co chcesz, ebym zrobia?
- Masz patrze, szuka skarbu!
- Przecie ju prbowaam.
- Ach, sprbuj jeszcze raz! Trzeba si spieszy, rozumiesz? Za miesic w grach znw
spadnie nieg, za miesic musz wyruszy... Jeli go nie znajd, bd na zawsze przeklta.
Lud nigdy nie przyjmie mnie z powrotem do siebie...
Reina dugo patrzya na Tindir.
- Moe wanie tak bdzie najlepiej - powiedziaa cicho, z przekor.
- Co?
- Moe twoje miejsce jest gdzie indziej - rzucia Reina beztrosko. - Nie wszystko
zawsze jest takie, jak si czowiekowi wydaje, i bardzo niebezpiecznie jest myle tylko o

jednym. Ten skarb ci opta, wydaje ci si, e on rozwie wszystkie kopoty.


- Bo tak jest, uwierz mi! Reina wolno pokiwaa gow.
- Moe. Moe oka ci ask i przyjm ci z powrotem. ale ty bya wybran Kirvi
Telekki, to bardzo powana sprawa, a mimo to nie pozyskaa szacunku, mimo to ci
przegnali, nie zaufali ci. Sdzisz, e jaka stara legenda zdoa temu zaradzi?
- Jeli odnajd skarb, sama stan si tak sam legend. Moje imi bdzie yo wrd
ludzi przez tysic lat, oni bd...
Reina wbia wzrok w Tindir.
- Czowiek staje si legend dopiero wtedy, gdy umrze, Tindir.
Kobieta milczaa. Ciemne, piwne oczy zabysy od ez.
- Ty tego nie rozumiesz, gaije. Nigdy tego nie zrozumiesz...
Reina przymkna oczy, mruczc co pod nosem. Tindir poderwaa si.
- Co? Co powiedziaa?
Z ust Reiny wydobywa si jaki dziwny zlepek dwikw.
Tindir pada na kolana. Potrzsna Rein za rami.
- Ty mwisz jzykiem Ludu! Reino, co takiego... co w ciebie wstpio?
Reina otworzya oczy, nie przestajc oddziela nasion od suchych upinek. Wzruszya
ramionami.
- Nie mam pojcia - powiedziaa Spokojnie. - A co to znaczy?
Teraz oczy Tindir paay.
- Powiedziaa: Za dziesicioma dolinami, za zocistym morzem i niebieskim
horyzontem, matka ukrywa ksiyc wiedzy. To fragment pieni, ktr piewamy o skarbie.
Jak to moliwe, by j znaa?
Reina wzruszya ramionami.
- Jako dziecko rozmawiaam troch z Kirvi Telekk, nie pamitasz? Pewnie piewaa
mi t pie.
Napicie Tindir opado.
- Ach, tak? Pewnie tak. ale... Reino, nie zechciaaby sprbowa? Popatrze w wiato
ksiyca i poszuka znakw...
Reina nie odpowiedziaa.
Musi istnie jaki powd, dla ktrego ojciec nie mg pomc Tindir. A moe tak jak
mwia kobieta, nie chcia.
Czyby co wyczuwa? Co takiego, czego ona nie moga sobie przypomnie?
Chciaa z nim porozmawia. Odkd jednak wrcia do domu, za kadym razem, gdy

zostawali tylko we dwoje, uciekaa przed nim. Wiedziaa, e wystarczyoby, aby on tylko
skupi na niej swe gbokie oczy, i wszystko by zrozumia.
Wiedziaby, co uczynia, i to rodzonemu bratu.
Takiego za Ravi nie byby w stanie znie.
- Co si dzieje z Rein? Znw jest taka dziwna... Johanna westchna. Uoya si
wygodniej przy boku ma, aujc, e nie mog otworzy okien. Niestety, wpadao za wiele
much, a ona nie moga zasn, gdy rj tych tustych owadw bzycza koo ucha. Lepiej niech
ju bdzie gorco.
- Nie wiem - rzeka powoli.
Ravi take westchn.
- Ona mnie unika. Gdybym tylko mg to zrozumie...
- Ona unika wszystkich. To nic nowego, Ravi.
- No owszem, ale sdziem... W grach tak dobrze nam si rozmawiao, bya taka
wesoa, taka wiea...
- Znw dopada j melancholia. A ty ze wszystkich ludzi najlepiej powiniene
wiedzie, e chyba najskuteczniej si z ni walczy w samotnoci.
- Gdybym tylko mg jej pomc... Johanna umiechna si w pmroku.
- Gdyby wiedzia, ile razy ja w mylach powtarzaam te sowa, kiedy ty si zmagae
ze sob! ale to ten sam rodzaj walki, Ravi, dobrze o tym wiesz. Ona w t walk nie moe
zaangaowa nikogo innego. ale Reina da sobie rad, musimy w to wierzy.
Uciska j.
- Tak, musimy wierzy.
- Tobie si udao, a przecie byo ci o wiele trudniej. Ona mimo wszystko ma
spokojn rodzin, ma dom, korzenie... ludzi, ktrzy j kochaj. Ty zostae cakiem sam...
Ravi myla o tym samym. Reina bya o wiele lepiej od niego uzbrojona, gdy te
niezwyke wizje groziy, e ni zawadn. Jej dusza bya przywizana do ziemi, miaa o wiele,
wiele wicej ni on sam. Chyba musi da sobie rad.
- Mimo wszystko si o ni boj - mrukn. Johanna czua, jak niespokojnie bije jej
serce.
- Gdyby tylko moga si ustatkowa i polubi jakiego dobrego czowieka...
Ravi na wp si umiechn, na wp prychn.
Wiedziaa, e oni wiedz. Czua to, do usyszaa tamtego dnia w grach. Ravi
wiedzia, gdzie jest skarb. By moe Reina rwnie, ale nie chcieli nic powiedzie. Pragnli
zatrzyma go dla siebie. By moe sdzili, e zdoaj j oszuka, ale przecie i ona miaa na

tyle ksiycowy wzrok...


Oni o tym wiedzieli.
Zmusi ich, eby wskazali jej to miejsce.
Jeszcze kilka lat temu moga go skusi, zwabi w objcia i by si z nich wyrwa,
musiaby si drogo wykupi.
Teraz to ju niemoliwe.
Moga na niego naciska, grozi, e skrzywdzi Rein.
Przypuszczaa jednak, e Ravi si nie boi. e za bardzo ufa sobie i swojej crce, by
da si przestraszy jej i jej przeklestwom.
Do wszystkich diabw!
Wikszo ludzi cofaa si i uciekaa, gdy ktra z kobiet z Ludu wygraaa im
pici, sypic gradem niezrozumiaych zych sw. Wikszo bya miertelnie przeraona i
gotowa sono zapaci, byle tylko wyrwa si z niewoli przeklestwa.
Ravi wiedzia lepiej.
Rein te nie tak atwo przerazi.
Co pocz?
Skarb pojawia si w jej snach. Z kad noc blask zota jania z coraz mocniejsz
si, a bogactwo stale si powikszao.
Wyobraaa sobie swj powrt do domu, widziaa, jak niczym krlowa wjeda konno
na przystrojonym rumaku. Rzuci im do stp klejnoty i magiczn wiedz. Mimo wszystko
pokae, i tylko ona jest w stanie ni wada.
Legenda nie mwia caej prawdy.
Legenda mwia o asce bogw dla Ludu.
Tindir wiedziaa jednak, e musi si z tym czy rwnie aska i zaszczyty dla tego,
kto przywrci Ludowi skarb. Nigdy wicej nie omiel si jej sprzeciwi. A ju na pewno nie
bd si od niej odsuwa ani nie odpdz od ogniska niczym zapchlonego psa gaije.
Musi nakoni Raviego, albo Rein...
Musi wrci do domu przed nadejciem zimy.
Pierwszy wieczr jak zwykle uton w szumie zaciekawionych gosw. Co si
wydarzyo od ostatniego razu? Kim s nieznajomi? Jak si sprawuj dawni przyjaciele na
krlewskim dworze?
I o jakich postpach mogli opowiedzie Remmermann i jego koledzy po fachu?
Remmermann nie przyjecha. Wci jeszcze walczy z chorob, lecz przyjaciele
przywieli pozdrowienia od niego i wiele piknych tomw dla Johanny.

Medyk z grzyw krconych wosw skoni si gboko, gdy przekazywa podarunki


od swego wielkiego ideau.
- Poniewa sam powiciem si poonictwu, pan Remmermann uzna, e jest w
stanie udzieli mi dostatecznych referencji, abym bez wstydu mg przyjecha tu nie
zaproszony do mojej drogiej Lovise.
Johanna caa bya jednym wielkim umiechem.
- Nie potrzebuje pan przecie adnych referencji, wystarczy mi, e jest pan...
przyjacielem Lovise.
- Narzeczonym - poprawi j poufale. Johanna kiwna gow. Stojcy przed ni czowiek nie by mody, mg mie okoo pidziesitki, by wic o wiele starszy od Lovise.
Poniewa jednak jej syn skoczy ju dwadziecia lat, trudno pamita, e Lovise zaledwie
kilka lat temu przekroczya trzydziestk. Bo tak, nazywaa go teraz synem.
Nie bratem jak wwczas, gdy zjawia si w domu Thilli z malekim dzieckiem.
Chirurg i poonik Kvirinius Strudense wydawa si bystry i miy, mia donie o
dugich, smukych palcach, ktrymi yczliwie ucisn na powitanie rk Johanny. Mia te
mie spojrzenie, niebieskie i takie otwarte, a w oczach, zdaniem Johanny, widniao szczere
zainteresowanie ludmi, z ktrymi si kontaktowa.
Doprawdy, to dobra cecha dla czowieka, wykonujcego taki zawd, stwierdzia w
duchu. Ci, z ktrymi miaa styczno w Kopenhadze, byli twardymi, zamknitymi
mczyznami. By moe tacy wanie musieli by, skoro widzieli i sami sprowadzali na
swych pacjentw tyle cierpienia.
Ten czowiek by inny. Zreszt inaczej pewnie nie zdoaby oczarowa Lovise o
gorcym sercu...
- A kiedy lub? - zastanawiaa si Johanna, lekko zaskoczona, e Lovise wczeniej nie
wspomniaa o tym szczeglnym gociu.
Wtedy lekarz umiechn si szeroko i szepn jej do ucha:
- Midzy nami mwic... w przysz sobot, tu, w lesie.
Johanna rozemiaa si.
A wic to dlatego wrd przyjezdnych znalaz si w tym roku rwnie pastor, a take
cae mnstwo nie znanych jej dotychczas ludzi. Emmi musiaa planowa wszystko ju od
duszego czasu, nikomu o niczym nie mwic. By moe to Lovise chciaa, eby tak wanie
si to odbyo. No, ale wesele w Zamku Marji mogo by naprawd pikn uroczystoci.
Musi tylko postara si przekaza wiadomo Benjaminowi, eby przysa jak piknie rzebion ozdobn desk do ka dla nowoecw.

Serce cisno jej si w piersi.


Cakiem zapomniaa, e syn jeszcze nie by w peni zdolny do pracy, ale z listu, ktry
handlarz przywiz w ubiegym tygodniu, wynikao, e jest wesoy i zadowolony. Twierdzi,
e czuje si ju o wiele lepiej i e odkry, i ma rwnie wiele zalegoci w myleniu, ktre
teraz moe nadrobi...
Johanna miaa nadziej, e to mu naprawd dobrze zrobi.
Aurora nic si nie zmienia. Johanna odczuwaa wielk ochot, by zapa t delikatn
dziewczyn o zocistej skrze za ramiona i mocno ni potrzsn, tak eby wbi jej do gowy
troch rozumu.
Zamiast tego skina rk na chirurga, przyjaciela Remmermanna, i zobaczya, e
medyk szuka Lovise wrd barwnie wystrojonych dam, ktre zgromadziy si w altanie.
Ziewna, czua si zmczona.
Powitalny wieczr nigdy nie mia koca. Ludzie siedzieli do biaego rana, wznosili
toasty, rozmawiali. Ona moga przez nikogo nie zauwaona wymkn si na Vildegrd i spa.
Reina ju posza si pooy.
Ravi rozmawia z mczyzn, ktrego midzy sob nazywali ab.
Johanna umiechna si, gdy m do niej pomacha i zaraz znw wrci do rozmowy.
Pomyle tylko, e to ona staa teraz na uboczu i patrzya, jak on si mieje wrd tylu
ludzi...
Nigdy nie przestawao jej to cieszy, lecz mimo wszystko tak dziwnie kuo j w
piersi.
Kto go tak odmieni?
Co si wydarzyo w cigu tych dziesiciu lat, kiedy nie byo go w domu?
Musiao by co znacznie wicej anieli to, co ju im opowiedzia.
Tindir serwowaa schodzony sok cytrynowy, odkrya jednak, e eleganccy gocie w
rwnej mierze ceni sobie syrop brzozowy zmieszany z wod. Cytryny kosztoway fortun, z
brzz natomiast sok ciek co roku. Dziwni ludzie!
Przyniosa z lodowni kostki lodu, tak dugo rbaa i cia, a miaa pene wiadro.
Potem zasypaa trocinami zakopany w ziemi pojemnik i nakrya. Ld w rodku lata, to
przecie szalestwo!
Ci ludzie byli bogaci, nieznonie bogaci. Wszdzie dookoa byszczay szlachetne
kamienie i zoto. Nawet Emmi, ktra na co dzie wygldaa jak skrzyowanie mczyzny z
on chaupnika, ozdobia szyj, rce i palce cikimi srebrnymi klejnotami.
A Johanna nosia brosz tak wielk i wspania, e Tindir musiaa dwa razy spojrze,

nim uwierzya, e to prawda.


Reina miaa prostsz ozdob, przypominaa zoto, lecz lnia zarazem srebrzystym
ksiycowym blaskiem.
Ravi przypi srebro zarwno do kamizelki, jak i do butw, poza tym chodzi cay na
czarno i by naprawd przystojny z tymi dugimi, naznaczonymi siwymi pasmami wosami,
spywajcymi na plecy. Ona odgrywaa rol sucej. ale przecie do tego przywyka. Jak
tylko moga nastawiaa uszu i oczu.
O wczesnym poranku Johanna otrzymaa wiadomo:
Na podwrzu czeka na ni jaki czowiek. Nie chcia, eby j budzili, ale by blady i
wystraszony i twierdzi, e raczej trzeba si spieszy.
Johanna wysza do niego.
Twarz mia pokryt smugami, tam gdzie zy zmyway kurz osiady w czasie jazdy.
- Ach, pani Johanno... w imi Boga, pomcie nam... Moja ona, co jest nie tak.
Dziecko si nie rodzi, ona mi umiera! Osieroci nas wszystkich, biedakw!
Johanna poprosia, eby wszed do rodka.
Roztrzsiony przycupn na brzeku krzesa i zacz mwi. Jego ona spodziewaa
si dziecka i Johanna w pierwszej chwili zrozumiaa, e chodzi o przecigajcy si pord,
wreszcie jednak poja, e cay problem tkwi w czym innym.
- Dziecko powinno si byo urodzi ju dwa miesice temu! ale ono nie chce przyj
na wiat. Ley u niej w brzuchu zupenie nieruchomo, a ona jest ju taka wielka, e wydaje
mi si, e niedugo pknie, jeli nic si nie stanie. Dziecko najpewniej ju nie yje, ale wyj z
niej nie chce.
Johanna pooya mu do na ramieniu.
- Jeli dziecko umiera w onie matki, pord si rozpoczyna. Nie chcesz chyba
powiedzie, e ona naprawd jest ju dwa miesice po czasie, a nie narodzone dziecko wci
jest u niej w brzuchu?
- No tak, ale tak wanie jest, tylko e teraz... Ona wyglda, jakby bya cakiem
zatruta. Prbowalimy ju wszystkiego, dawalimy jej bobrowy strj i...
Johanna wstaa.
- Musisz j tu przywie. Mczyzna znw zapaka.
- Gdyby pani j zobaczya, zrozumiaaby, e to niemoliwe. Ona... ona jest jak gra,
nie ma siy ruszy si z ka, ledwie moe mwi. A jej twarz... ju wyglda na zmar.
Dzieciaki s miertelnie wystraszone, one... ja... my... To nam wszystkim odbierze ycie, jeli
pani nam nie pomoe!

By zrozpaczony.
Johanna oczywicie ju wczeniej miaa okazj widzie mw, ktrym nagle
przyszo stawi czoo losowi. Utrata ony moga oznacza rwnie, e dzieci oddane zostan
do obcych albo do przytuku lub te pjd na sub do ludzi oferujcych najgorsze
wyywienie i mieszkanie.
- C, wobec tego ja bd musiaa pojecha z tob - westchna Johanna.
Tego dnia ju z samego rana ubraa si w odwitn sukni, doskonale bowiem
wiedziaa, e obfite niadanie w Zamku Marji to zaledwie pocztek jednej wielkiej uczty
przecigajcej si na ca niedziel.
- Pozwl tylko, e dam zna, e wyjedam, musz te to i owo spakowa. To
zabierze mniej wicej p godziny, a ty w tym czasie id do kuchni, dostaniesz troch
owsianki.
Chopina, cay si trzsc, dzikowa, ale chyba nie by zadowolony, e musi a tak
dugo czeka.
- Ach, Boe askawy, nie odbieraj mi jej... Johanna usyszaa wypowiadane szeptem
modlitwy, kiedy wrcia do kuchni ubrana ju do wyjazdu, z porzdnie splecionymi wosami.
Mczyzna natychmiast si poderwa.
Johanna jechaa na wasnym koniu, droga zaja im nieco ponad godzin.
Na maym podwreczku rzdkiem stay dzieci i przyglday si przybyym pustym
wzrokiem. Najmodsza dwjka nie wyjmowaa palcw z buzi, najstarszy, jedenasto - , moe
dwunastolatek siedzia z zamknitymi oczyma pod potem. Palce splt, chyba si modli.
Mczyzna wprowadzi Johann do rodka. Izba bya cakiem spora, przegrodzona
tylko jedn cian. Z gry, z przypiecka, wyonia si jeszcze jedna twarzyczka. Johanna
spostrzega, e to maa dziewczynka. Moe si tam schowaa?
- Zabierz dzieci z domu - mrukna, ostronie stawiajc na pododze skrzan torb.
Kobieta leaa na szerokim ku przy samym brzegu, okryta bya kilkoma kocami,
cho w izbie byo bardzo ciepo.
Johanna zobaczya wielki brzuch wznoszcy si pod kocami, lecz gdy kobieta,
dostrzegszy j, wycigna drc rk na powitanie, jej ruchy zdradziy, e nie jest to adna
normalna cia.
Twarz miaa spocon, policzki jakby cakiem wpady jej do rodka, oczy zagbiy si
w ciemne oczodoy, ale wargi lekko si umiechay.
- Ach, dziki ci, dobry Panie Boe, przyjechaa! Johanna podaa chorej rk. Kobieta
miaa na imi Annalina.

- Jak si czujesz? Twj m twierdzi, e powinna urodzi przed dwoma miesicami.


Kobieta jkna.
- To prawda. Co strasznego si we mnie stao. Dziecko nie yje, to ju wiem, ale nie
chce si urodzi...
Johanna prdko popatrzya na mczyzn. On uj dziewczynk za pistk i wycofa
si przez drzwi.
Johanna z caym spokojem, na jaki byo j sta, umiechna si do kobiety.
- Pozwl mi si zbada.
Gdy odsuna na bok koce i podwina koszul, przenikn j lodowaty dreszcz.
Ciao kobiety utracio wszelkie ludzkie ksztaty, rozdty brzuch stanowi przeraajcy
widok. Skra na nim napia si ju tak mocno, e zacza pka na kociach biodrowych.
Rce i nogi wyglday natomiast jak obcignity skr szkielet. Z piersi pozostay jedynie
oklape gagany.
Johanna delikatnie obmacaa napity brzuch. Jeli w rodku leao martwe dziecko, to
przede wszystkim uoone byo jako nienaturalnie, przesuno si w lewo i tam te brzuch
by wikszy. To sprawiao, e kobieta nie bya w stanie si wyprostowa.
Johanna przyoya ucho do brzucha.
Cisza.
aden dwik nie wskazywa na to, by w rodku moga by ywa istota.
Zwrcia jednak uwag, e serce kobiety pracowao bardzo nierwno.
Umieraa.
Johanna zapaa j za nadgarstek, liczya w myli.
Puls potwierdzi sabe odgosy serca.
- Ja umr, prawda?
Gos chorej brzmia pewnie, chocia sabo. Johanna popatrzya jej prosto w oczy.
- Nie wiem, ale nie wyglda to najlepiej. Prawdopodobnie masz racj, dziecko umaro
w twoim onie, ale nigdy jeszcze niczego podobnego nie widziaam. Przecie kiedy tak si
dzieje, ciao samo pozbywa si podu...
Annalina mocno ciskaa rk Johanny.
- Jaka bya ta cia, zauwaya co niezwykego? Miaa krwawienia?
Annalina przygryza warg.
- Tym razem byo inaczej ni zawsze - szepna w kocu. - Tym razem to byo
cierpienie. Kady dzie by udrk. I stale tylko si pogarszao. ale krwawi, nie krwawiam.
- A kiedy poczua, e dziecko nie yje? Kobieta jkna.

- Nie wiem... czy kiedykolwiek ycie si tlio w tym... tym odmiecu.


Johanna czua, jak narastaj w niej ze podejrzenia.
- Nie czua, eby kopao? Nic? Kobieta pokrcia gow.
- A piersi? Powikszyy si? Znw zaprzeczenie. Johanna odetchna cicho.
Na nowo pooya kobiecie rk na brzuchu, teraz ju nie tak delikatnie. Przyciskaa je
do nabrzmiaego brzucha, obmacywaa to, co uroso w nim w rodku.
Brzuch ugina si pod naciskiem, lecz cay czas pozostawa napity jak bliski
pknicia pcherz.
- Musz ci dokadniej zbada...
Rozsuna nogi kobiety i zbadaa kana rodny. Ucisna doln cz brzucha. Macica
bya niepowikszona, ale leaa krzywo.
Kobieta nawet nie jkna, tylko mocno zacisna wargi.
Johanna wyprostowaa si, popatrzya na Annalin.
- Wcale nie jeste w ciy. Masz w brzuchu wielki wrzd. Guz.
Kobieta spokojnie czekaa na wyrok.
- Czy ja umr?
Johanna lekko skina gow.
- Wszystkich nas kiedy to czeka.
- Ile czasu jeszcze mi zostao?
Johanna widziaa lk w oczach tej kobiety, instynktownie jednak wyczuwaa, e
Annalina wcale nie mierci si boi. Najbardziej lkaa si o dzieci, o ma.
- Obawiam si, e nieduo. Twoje serce pracuje za ciko. Guz uciska na puca i
prawdopodobnie wci ronie.
- Kilka dni?
Johanna usiada przy kobiecie.
- Jeste silna. Moe kilka tygodni albo nawet miesicy.
Annalina zamkna oczy.
- Dzikuj za to, e jeste ze mn szczera - szepna. W izbie zapada cisza.
Johanna sdzia ju, e kobieta zasna, Annalina jednak otworzya oczy i powiedziaa
spokojnym, wyranym gosem:
- Johanno, niech go pani wytnie. Wiem, e pani to potrafi.
Johannie dech zaparo w piersiach.
- Nie, to niemoliwe! To by byo zabjstwo, Annalino!
Kobieta z ogromnym wysikiem uniosa si na okciach.

- Niech pani to zrobi, to moja jedyna szansa! Niech go pani wytnie!


Johanna bezradnie krcia gow.
- To niemoliwe, Annalino, to po prostu niemoliwe.
Kobieta opada na ko, cicho zacza nuci pod nosem jaki psalm.
Johanna otworzya ksig Hamiltona o wspaniaym tytule Female Complaint.
Przedstawiono tu wiele operacji, wikszo z nich miaa zwizek z kobiecymi
dolegliwociami, jakie niesie za sob cia. Hamilton omawia rwnie przypadki, w ktrych
guz umiejscowi si w macicy i jajnikach.
Johannie wydawao si, e czytaa o podobnych operacjach, przypomniaa sobie
jednak z ogromn przykroci, e one wanie zostay opisane przez synnego lekarza jako
niemoliwe do przeprowadzenia. Jeli organy, znajdujce si w brzuchu, zetkn si z
powietrzem, pacjent umrze. Takie byo dowiadczenie potwierdzone przez setki zdolnych
chirurgw.
Zamkna ksik.
Annalina musi umrze.
Takie jest ycie.
Narzeczony Lovise bardzo si tym zainteresowa.
- Mwisz, e wydawao jej si, i spodziewa si dziecka? e ten guz rs jak dziecko?
Przez ponad jedenacie miesicy?
Johanna pokiwaa gow. Wok stolika nakrytego do kawy zgromadzio si kilka
osb. Wrcz dziwnie byo siedzie tu i opowiada o potwornym losie Annaliny, popijajc
przy tym drog czekolad z filianek z najcieszej chiskiej porcelany i pogryzajc ciasteczka
obtaczane w czekoladzie i krokancie.
- By umieszczony z lewej strony. Zgaduj, e na jajniku. W dotyku twardy, ale nie
cakiem. Prawdopodobnie podobny do ropnia, wypeniony pynem.
- A co by byo, gdybymy go po prostu przebili?
To odezwa si mody czowiek, ktry, jak Johanna wiedziaa, mia nadziej, i
zostanie asystentem Remmermanna. Stary profesor znalaz mu jednak miejsce gdzie indziej.
- Nie wydaje mi si. Nieczystoci spynyby do jamy brzusznej i umaraby na
zakaenie.
- A gdybymy wbili w guz wydron ig i w ten sposb go oprnili?
Johanna pokiwaa gow.
- To moe daoby si zrobi, ale... Nie wiemy wcale, czy w rodku jest pyn.
Prawdopodobnie rwnie dzika tkanka. Cancer.

Chirurg u jej boku skin gow.


- To w istocie raczej beznadziejny przypadek. Bya te bardzo osabiona, nieprawda?
Nie przeyaby operacji, nawet mniejszej. No c, prawdopodobnie Bell ma racj, gdy w
swym ostatnim dziele wry, e nigdy nie da si usuwa guzw umiejscowionych we wntrzu
ciaa. Owszem, gdy mamy do czynienia z narol na chrzstce czy choby w piersi, lecz w
brzuchu? To niemoliwe.
- Tak te jej powiedziaam - szepna Johanna. - ale ona tak strasznie bagaa...
Waciwie czowiekowi przychodzi do gowy, e przynajmniej uchroniby j przed dalszym
cierpieniem...
Lekarze popatrzyli na ni. Zaczerwienia si.
- Oczywicie nigdy bym tego nie uczynia - zapewnia prdko.
- To by byo zabjstwo - zauway mody czowiek zimno.
Johanna podniosa oczy na pana Strudense.
- Czowiek, ktry by to zrobi, zostaby skazany za zabjstwo - powtrzy cicho.
Kilka kobiet ujo si za rce i taczyo w krgu wok pachncej ranej rabaty na
rodku placyku.
Ich pie brzmiaa tak sodko i agodnie, e Johannie a zakrcio si w gowie.
Anielska pie. Pomimo wszystko w caej tej tragedii nie moe si jej wydawa, e jest
wszechmocna jak Bg.
Tindir patrzya na taczce kobiety i przypominaa sobie noce, gdy ona sama bya
jedn z postaci tworzcych krg.
pieway wok ogniska, a kady krok czyniony by na chwa bogw. Na
bogosawiestwo Ludu, dla przyszoci.
Kiedy, dawno temu, stanowia cz krgu.
Kiedy do niego powrci.
Do tego bezpiecznego krgu doni, do krgu, w ktrym w sercach pulsowaa ta sama
krew.
Musi jej si to uda.
Inaczej nie ma po co y.
Podniosa si wolno ze swej kryjwki pod drzewami. Dostrzega Rein. Reina nie
taczya. Koysaa si wolnym ruchem na hutawce, przymocowanej do grubych belek
werandy.
Tindir przystana kilka krokw od niej.
- Reina?

Hutanie zostao przerwane zdecydowan stop, szorujc o ziemi.


- To wygldao na takie przyjemne, czy i ja bym moga...
Reina pokiwaa gow i zsuna si z hutawki.
- Widziaam, jak dzieci gaije to robi, ale nam nigdy nie wolno byo sprbowa...
- No to prbuj - mrukna Reina, wygadzajc przepikn t sukni. Po ciniciu
midzy grubymi konopnym linami bya teraz do wygnieciona.
Tindir usiada.
Odbia si nog, pochylaa si na zmian to w ty, to w przd, od razu zrozumiaa
technik i hutaa si coraz wyej i wyej.
Reina ledzia j wzrokiem. uk zataczany przez hutawk za kadym razem si
wydua. Przecie ona niedugo uderzy gow o belki, przemkno jej przez myl.
ale nic nie powiedziaa.
W jej gowie rozlega si gony miech i krzyki.

ROZDZIA XII
Annalina umiechaa si do obcego mczyzny. Umyto jej wosy i ubrano w szar,
czyst sukienk. Bya oczywicie nie zasznurowana w pasie, ale na wielkim brzuchu
zawizany zosta biay haftowany fartuch.
M delikatnie wynis j z wozu.
Na caej twarzy kobiety widoczny by bl, ale nawet nie jkna.
Uja do Johanny i ucaowaa j.
- Nareszcie kto mi pomoe, wiem o tym. Dobry Bg mi to obieca i przysa was do
mnie.
Chirurg Strudense nie odpowiedzia. Skin tylko krtko gow w stron stou
ustawionego na rodku sali chorych i kobiet uoono na nim.
Potem wyprosi wszystkich z wyjtkiem Johanny i modego studenta.
Ustawi krzesa tak, by twarze wszystkich trojga znalazy si na wysokoci twarzy
pacjentki.
- Annalino, tego, o co nas prosisz, nie moemy zrobi.
- O, ale tak, moecie! Z bo pomoc, moecie - odpara chora.
W zapadnitych oczach zabysy iskierki ycia.
- Umaraby, to cakiem pewne. Nikt nigdy jeszcze nie przey takiej operacji. I
moesz mi wierzy, nie bdzie to lekka mier! Czy potrafisz wyobrazi sobie bl, jaki
sprawia n, przecinajcy skr, minie i otrzewn?
Kobieta nawet nie mrugna.
Chirurg westchn.
- Widziaem ludzi umierajcych z blu podczas o wiele mniejszych zabiegw. Jeste
osabiona i chora, nie przeyaby pierwszego nacicia...
- Nie jestem saba. Pan poda mi do, ktrej mog si uchwyci.
Teraz gos zabra mody student.
- aden lekarz by tego nie zrobi. To zabjstwo, a zabjstwo jest karalne, bez wzgldu
na to, czy jest si lekarzem czy nie.
Johanna siedziaa milczca.
Kobieta wkrtce umrze, nikt temu nie mg zaprzeczy. Doprawdy, cudem byoby,
gdyby jakim sposobem pozostaa przy yciu. I cho wyranie miaa siln wiar, to mimo
wszystko Johanna widziaa ju zbyt wielu umierajcych, ktrzy do ostatniej chwili bagali
Boga o ycie.

- Lekarze jak pan Strudense zoyli przyrzeczenie. wit przysig, e nigdy nikomu
ycia nie odbior ani te nie bd prowadzi zabiegw, w wyniku ktrych pacjenta czeka
mier.
- ale ja i tak umr! Z t diabelsk kul w brzuchu umr na pewno, prawda? - Zniya
gos. - Czy nie mog przynajmniej mie nadziei na to, by i do raju bez tego paskudztwa w
ciele?
Starszy z lekarzy chrzkn.
- Prosz pozwoli mi si zbada - powiedzia cicho.
Szuuu! Spad na ziemi! Fruu! I jeszcze jeden spad.
Reina przygldaa si swoim doniom, mruya oczy nad rowymi paznokciami,
czekaa waciwie na to, a z koniuszkw palcw strzeli byskawica. ale pyno z nich tylko
to lodowate ciepo i jaskki spaday, zataczajc agodny uk.
ledzia je wzrokiem, nagle poczerniao jej w oczach. Gosy radoway si, ptaki
spaday na ziemi.
- Nikt nie moe si dowiedzie, e bierzemy j na zabieg - owiadczy Strudense.
Dwoje pozostaych pokiwao gowami. Annalina take przytakna.
- W szpitalu nigdy bym si na to nie zdoby, nawet Cruger by si nie odway...
Johanna czekaa. Strudense powzi ju decyzj. Dra lekko, lecz nie ze staroci ani
te nie ze strachu przed kar.
On po prostu dra z emocji. Mia teraz przeprowadzi niezwykle niebezpieczny
eksperyment. Eksperyment, ktry z wszelkim prawdopodobiestwem doprowadzi do tego, e
Annalinie oszczdzone zostan ostatnie, wypenione cierpieniem dni ycia.
ale czy na pewno oszczdz jej blu?
Tego Johanna nie wiedziaa.
Cierpienia bd straszne, przecie na wasne oczy widziaa dorosych mczyzn,
odgryzajcych sobie jzyk z blu, gdy zajmowaa si przepuklin albo nastawiaa zaman
nog.
A to... niemoliwe, by dao si to wytrzyma.
Na mgnienie oka stana jej przed oczami tamta kobieta w Kopenhadze, ktra nie
przestawaa krzycze do momentu, a stracia przytomno, kiedy chirurg rozci jej brzuch,
eby wyj dziecko.
ale otwarcie macicy to co innego. Wiele byo przykadw na to, e takie operacje nie
zabijaj pacjentki.
Jeli jednak byo tak, jak podejrzewaa, i guz umiejscowi si gbiej...

Annalina nie miaa szans.


Pacjentce zaproponowano kieliszek wdki, lecz ona odmwia.
Na stojcym obok stoliku leay ju przygotowane narzdzia Johanny. Strudense na
ich widok a unis brwi. Nie spodziewa si tego u wiejskiej akuszerki. I przecie
Remmermann na pewno nie mia prawa tak dobrze jej zaopatrywa.
ale si cieszy. Cieszy si z tych dwch ostrych skalpeli, z kleszczy i klamer wyjtych
przez Johann. Rzeczywicie narzdzia byy najlepszej jakoci, leay chronione w skrzynce,
wykadanej od rodka aksamitem.
- Dzie odchodzi, powietrze zgstniao, soce ju zaszo, idzie ciemna noc.
Gos chorej brzmia tak silnie i rozleg si tak gwatownie, e Johanna prawie si
przestraszya. Strudense popatrzy na Annalin.
- Jeste gotowa?
Skina krtko gow i podja pie jeszcze goniej.
- Teraz, mj Jezu, skarbie mej duszy, spde t noc na posaniu w sercu mym.
Strudense narysowa lini w odlegoci trzech cali od musculus rectus abdominis.
N bez trudu przeci skr, lecz gos Annaliny si nie zaama. piewaa dalej,
wydawszy z siebie tylko kilka zduszonych szlochw.
- Niech Twa anielska stra czuwa przy mym posaniu.
Johanna wsuna palce w otwart ran. Przytrzymywaa skr i tkanki wewntrzne w
czasie, gdy n Strudense ci gbiej.
Minie ukryy si wrd innych tkanek. Kobieta nie krwawia tak mocno, jak
obawiaa si tego Johanna.
Wreszcie otrzewna bya ju odsonita.
Strudense popatrzy na ni, wyczua, e si waha.
Bysn n.
Pie si urwaa, usyszeli, jak zby Annaliny zgrzytaj o siebie. Rce przywizane do
stou napiy si, nogi trzsy si niekontrolowanie. One jednak take byy mocno
przywizane. Bez wzgldu na to, jak bardzo by chciaa, i tak nie moga si poruszy.
- Przyjaci, dzieci, rodzin, we pod swoj opiek - piewaa cicho przez ledwie
uchylone wargi.
Johanna patrzya, jak trzewia wypadaj z brzucha, gdy tylko nastpio cicie. Nawet
Strudense by teraz blady i spocony. Widziaa, jak prbuje wepchn je z powrotem do
rodka. To jednak nie byo moliwe. Jelita wiy si po stole jak pokryte luzem we.
Spod nich wyoni si guz. Johanna ledwie zdoaa stumi jk.

By wielkoci ludzkiej gowy, a waciwie o wiele, wiele wikszy.


Teraz piew Annaliny ledwie ju byo sycha. Oddech miaa krtki. Zamkna oczy.
Umieraa.
- Wzmocnij serca chorych. Myl o zasmuconych, bd pociech sierot, suchaj gosu
wdw.
Johanna poznaa teraz ten psalm, napisaa go kobieta, Dorothe Engelbretsdatter.
Rzadko piewano go w kociele. By moe jednak Annalina miaa psaterz, ktry i ona
czytaa kiedy przed wieloma laty. Guz umiejscowi si na jajniku, tak jak Johanna
przypuszczaa.
- Musimy go podwiza przy macicy - powiedziaa cicho.
Strudense z uznaniem kiwn gow.
- Nie uda nam si go usun w caoci, trzeba otworzy.
Johanna nie moga uwierzy, e tak kraj ywego czowieka.
Wsuna jednak palce gboko w ciao Annaliny i mikkim srebrnym drucikiem
przewizaa jajowd, ow ndzn odyk, na ktrej wyrs potwr.
Krew wypywaa rytmicznie, ale odnosili wraenie, e pacjentka oddycha teraz jakby
lej.
ale majc wszystkie trzewia lece na stole i cicie w brzuchu dugie co najmniej na
okie, nie moga ju dugo poy.
Szeptaa raczej teraz, ni piewaa.
Sowa jednak i tak daway si rozrni.
- Wiem, e bdzie tak, w pewn dug noc ja take pjd spa w ciemn dolin
zmarych.
Ona ju to wie, pomylaa Johanna, z zaskoczeniem czujc wielki al.
Czyby mimo wszystko miaa jak nadziej?
Czyby oszoomiona tak powan operacj prbowaa si oszukiwa, e zabieg mimo
wszystko zdoa ocali ycie tej kobiecie?
Zapada cisza.
Strudense naci guz. Wypyna z niego zielonkawa materia, wypenia ran i zacza
skapywa na podog.
Z obrzydliwym odgosem wycign guza z rany i odci go.
Sabe jki wiadczyy o tym, e Annalina jeszcze yje.
ale wargi miaa sine, a twarz szar. Ju martw. Ciaem targay drobne skurcze.
Pewnie stracia przytomno.

Strudense patrzy na Johann.


- Musimy j oprni! Odwi sznury, trzeba przewrci j na bok!
Krew wymieszaa si z kau przypominajcej ropy pod stoem.
Strudense woy trzewia z powrotem do brzucha, byo w nim teraz miejsca wicej ni
do.
Gdy Johanna przyniosa igy i nici, Annalina w jaki cudowny sposb znw podja
pie. Tym razem jednak bardziej charczaa ni piewaa. Gdyby Johanna nie pamitaa
psalmu, sens ostatniej zwrotki nie byby dla niej zrozumiay.
- wiat i jego rzeczy mijaj, ja powstaj w cudownoci, gdy kiedy dwik anielskich
trb wezwie mnie do wiecznej radoci.
Spaa. Rana bya zamknita, oczycili j tak starannie jak mogli, rozmaitymi
wywarami i spirytusem. Mimo to Strudense jednym haustem wypi spory kieliszek wdki i
westchn ciko.
- Ona tego nie przetrzyma.
Johanna te si napia, serce mocno walio jej w piersi. Teraz, kiedy mieli ju to
wszystko za sob, ogarny j lekkie mdoci.
- Na pewno bdzie mocno gorczkowa, to oczywiste. Pewnie wda si zakaenie.
Kiwna gow.
ale podjli prb i Annalina nie umara im na stole.
W kadym razie uniknli najpowaniejszego zarzutu, aden sdzia nie mgby ich
teraz skaza za zabjstwo pacjenta, bo Annalina w trzy godziny po operacji jeszcze ya.
Jeli doyje jutra, to ju na pewno bd uratowani, a Strudense bdzie mg napisa
artyku, ktry mocno wstrznie caym medycznym wiatem. Prawdopodobnie zostanie
uhonorowany kolejnymi doktoratami honoris causa.
Johanna przygldaa si pokrytej zarostem twarzy, delikatnym doniom. Prowadziy
skalpel z tak pewnoci. Doskonale zdawaa sobie spraw, jak niezdarnie ona sama to
robia...
On by lekarzem.
Ona nie.
Westchna.
Gdyby tylko Benjamin by zdrowy...
Reina nie pytaa matki, jak poszo. By moe w ogle o niczym nie wiedziaa, bo w
ostatnich dniach ledwie zagldaa na Vildegrd. Przebywaa razem z gomi Emmi albo
przesiadywaa w pokoju Aurory, poddajc si smutkowi.

Bez wzgldu na to, co drczyo ich crk, wstyd, e tak marnowaa wspaniae pikne
lato na zmartwienia.
Ravi prbowa namwi j na kolejn wycieczk w gry.
ale Reina nie chciaa. Twierdzia, e musi zaj si ogrodem.
Przychodzi do niej, prbowa rozrusza j tak, jak robi kiedy. Ona jednak patrzya
na niego obcym wzrokiem i Ravi wyczuwa, e nie jest przygotowana na arty. Wiedzia, e
jeli bdzie prbowa si do niej bardziej zbliy, przyjdzie moment, e crka brutalnie go
odepchnie.
Ba si.
W jej oczach widzia to, co zna a za dobrze.
W jasne noce, kiedy w salach Zamku Marji taczono i bawiono si, Ravi po raz
pierwszy w yciu schodzi na d, do kocioa. Pastora nie byo, dawno ju wtedy spa, ale
dzwonnik widywa smuk posta krcc si wok kocioa i wygldajc tak, jakby czego
szukaa albo nasuchiwaa.
- To prawdziwy cud - powtarza m Annaliny. Pozwoli ju teraz, by zy strumieniem
pyny mu z oczu. - Trzy dni, teraz ju chyba wszystko bdzie dobrze. I dzisiaj zjada ju
co, umiechaa si i nawet piewaa dzieciom!
- Wci jest jeszcze bardzo saba, niczego nie moemy wry.
- ale przecie ona yje. I bdzie ya, wiem o tym. Ach, pani Johanno... panie
Strudense... to cud boski, wszystko to razem! Dzikuj, dzikuj. Nie mam sw, eby za to
wszystko podzikowa!
- To ty dajesz jej t si, ona nie chce zostawi ciebie i dzieci. To ona sama albo moe
jej modlitwy was uratoway. ale... na razie jeszcze nic nie wiadomo. Rana jest opuchnita i
zaogniona, wydaje si jednak, e dreny dziaaj. Wyglda to rzeczywicie niele.
Strudense take pokiwa gow.
- I na razie nie wdao si zakaenie! No, ale trzeci dzie zawsze bywa krytyczny, tak
wic...
Mczyzna, dzikujc, pochyli si niemal do ziemi.
- Ona bdzie ya - uszczliwiony szepta sam do siebie.
Strudense patrzy, jak idzie do pomieszczenia w szopie. Tam wanie przeniesiono
Annalin, m zajmowa si ni, a Johanna i chirurg wielokrotnie w cigu dnia zagldali do
pacjentki.
Pewnego popoudnia Johanna zastaa przy ku chorej Raviego.
Usyszaa sowa Annaliny:

- Uratowaa mnie moja wiara. Jezus mnie nie odstpi, dla niego nie ma rzeczy
niemoliwych.
Ravi siedzia odwrcony do niej plecami, lecz Johanna usyszaa, e co szepcze.
Annalina umiechna si, drc ze saboci doni pogaskaa go po policzku.
- Przekonasz si, e odnajdziesz t sam si, drogi przyjacielu, masz takie dobre,
gorce donie... Czuj, e nosisz w sobie moc Zbawiciela, jeste jego wysannikiem, zarwno
ty, jak i twoja ona i ten lekarz z Kopenhagi.
Ravi usysza Johann, odwrci si. Twarz mia naznaczon smugami, wilgotn. Paka.
Johanna podesza do niego w milczeniu.
- C to za dzielna kobieta - powiedzia cicho. - Czy kiedykolwiek spotkaa rwnie
dzielnego czowieka, Johanno?
- Tak - odpara. - ale tylko jednego... Przytulia policzek do jego policzka, a Annalina
na widok tej nieskrywanej pieszczoty umiechna si szczliwa.

ROZDZIA XIII
W kocu sierpnia letni gocie zaczli si przygotowywa do podry do domu. Dzie
wyjazdu nie zosta jeszcze okrelony, postanowiono uzaleni to od pogody. Statek jednak
ju sta zacumowany, a w Dosen cieszono si z dobrych dni. W kasie bez przerwy dzwoniy
nowe szylingi w czasie, gdy zaoga czekaa.
Lovise tym razem wyjedaa wraz z nimi, tulia si do swego ukochanego Strudense i
umiechaa. Syn take wyjeda, cieszy si, e znw zobaczy przyjaci, ktrych opuci
jako dziecko. Teraz by ju dorosy.
lub by pikn ceremoni pod pachncymi drzewami wini, pod dachem z nieba.
Lovise bardziej ni czego innego pragna, by gorca letnia noc wydaa owoce i coraz
czciej mona j byo zobaczy, jak wodzi domi po brzuchu.
Emmi chodzia milczca i ponura. Nie miaa siy nawet odprowadzi ich na przysta.
Diana zostaa przy niej, nie zgodzia si jednak, by przynie buteleczk z kroplami opium,
gdy Emmi o ni poprosia.
Trzeciej nocy, odkd w domu zapanowaa cisza, Tindir obudzia si, bo kto by w jej
pokoju.
Ju chciaa krzycze, ale gardo miaa jak wypenione wen.
- Wstawaj, tylko bd cicho! Idziemy po skarb!
To Reina, ale jej gos brzmia obco, zimno.
Tindir zawahaa si przez krtk sekund, zaraz jednak poderwaa si na nogi,
nacigna spdnic i kaftan, woya buty.
- Pojedziemy konno - oznajmia Reina.
Konie ju czekay gotowe. Reina dla siebie osiodaa ogiera, a dla Tindir drobn,
mdr klaczk, na ktrej sama zwykle jedzia.
Duy gniady ko parska nerwowo, gdy go dosiada i mocno uderzya pitami w boki.
Wyruszyy. Reina prowadzia.
- Zaczekaj! - krzykna Tindir, gdy Reina znikna w lasku za zakrtem. - Czemu si
tak spieszy?
Reina wstrzymaa konia, mocno cigna cugle. Spltane wosy dzik grzyw okalay
jej twarz, a pomimo e noc bya chodna, miaa na sobie jedynie cieniutk bluzk. Rosa
kapica z gazi drzew, o ktre si ocieraa, lnia na jej twarzy jak ksiycowe pery.
Otworzya usta i zamiaa si cicho.
- A ty nie jeste ciekawa, Tindir? Przecie ju teraz, dzisiejszej nocy, zobaczysz

wreszcie skarb.
Potem jednak jechaa wolniej. Pozwoliy koniom samym wybiera tempo w gr
wskiej droyny w gb doliny. Wreszcie rozpocza si wspinaczka wskimi ciekami
wydeptanymi przez bydo i zanim noc zrobia si najciemniejsza, znalazy si ju w grach.
Reina zatrzymaa si w punkcie, z ktrego roztacza si dobry widok.
- Ta dolina to Jostedalen - powiedziaa cicho, wskazujc na teren rozcigajcy si
poniej. - Tam widzisz Husoy, wyej ley Myklemyr i Ormberg. Pojedziemy w gr dolin,
tam gdzie wieczny nieg...
Tindir zadraa. Podczas jazdy spocia si i teraz marza.
- Musimy rusza. Ju niedugo si rozwidni. Jechay dalej, nic wicej do siebie nie
mwic. Tindir syszaa, e Reina co nuci. Jej samej wydawao si, e gardo ma jakby
sklejone. Serce w piersi walio niczym deszcz o bben. Czy ju wkrtce dotr na miejsce?
Niebo zmienio barw, rozjanio si, nabrao fioletowego odcienia. Wtedy Reina
znw skrcia w prawo, w niewielk boczn dolink. Przed nimi rysowaa si czarna sylwetka
jakiej gry.
- Gdzie my jestemy? Reina odwrcia si.
- Nie wiesz? To przecie miejsce Ludu. - Co?
Umiechna si tylko, nic wicej nie powiedziaa. Zocisty klejnot pochwyci
pierwsze promienie porannego wiata. Bluzka Reiny bya rozchylona do poowy piersi,
wygldao jednak na to, e dziewczyna nie czuje chodnego wiatru od gr, od ktrego Tindir
caa si trzsa.
Konie wdroway owczymi ciekami.
Nawet rczy ogier szed teraz spokojnie i ukadnie, zmczony ju t wypraw.
Klaczka, na ktrej jechaa Tindir, nie bya tak prdka, za to bardziej wytrzymaa. Ciar
drobnej kobiety by niczym w porwnaniu z adunkiem, ktry czsto musiaa dwiga, czy te
z wozem, do ktrego j zaprzgano.
Tindir zatrzymaa si na paskowyu przed du, okrg polan. Pozostawiy za sob
pas brzz i zmierzay ku grom.
- Tutaj - owiadczya Reina. - Std musimy ju i piechot, konie boj si bagien.
Uwizay zwierzta do wykrzywionej, kalekiej brzzki, Reina prowadzia, idc jako
pierwsza. Wskazaa wielki kamie na zboczu ponad bagniskiem.
Potem si odwrcia, zmruya oczy, patrzc na szczyty gr.
Znw zacza nuci.
Tindir czua, jak bardzo jest godna. W brzuchu burczao bolenie, bardzo te chciao

jej si pi. ale Reina najwyraniej nie wzia niczego do jedzenia.


- Ciekawa jeste, co dalej, prawda? Umieszek na ustach dziewczyny nie by wcale
yczliwy, raczej zoliwy. Przez chwil Tindir zastanawiaa si, czy Reina nie chce z niej po
prostu zadrwi. By moe wszystko to okae si artem, Rein bawi wycignicie jej ot tak,
w rodku nocy, daleko, tylko po to, by pniej mia si w gos z rozczarowania Tindir, e nie
ma adnego skarbu. ale crka Raviego zamkna oczy.
- Poznaj to miejsce - powiedziaa cicho. - Tak... to ten kamie. A jeli troch si
odwrc, to dostrzeg szczyt, ktry wyglda jak brzuch... i bagno... bagno jest tutaj.
Biae gwki wenianki koysay si leciutko na porannym wietrze. Ca okolic
spowijaa delikatna, ulotna mgieka. Ju niedugo wzejdzie soce i wiatr przepdzi mg znad
moczarw. ale wci jeszcze biae oboczki unosiy si niczym pozbawione odyg kwiaty na
tle ciemnoci.
Tu byo piknie, wprost niepokojco piknie, i tak nierzeczywicie.
- Chod - powiedziaa Reina, ujmujc Tindir za rk.
Pewnie wysuna nog, nie sza wcale uwanie, jak naleaoby na takim terenie.
Bagno byo grzskie i ciemne, lecz kpy traw rosy na tyle gsto, e dawao si przeskoczy z
jednej na drug.
- Ostronie! Niektre kpy nie zdoaj ci utrzyma, one si tylko unosz na
powierzchni...
Reina umiechna si szeroko.
- Wiem o tym. To przecie emocjonujce! Tindir zadraa. Ledwie odwaya si
zerkn na wilgotne jamy, ktre potrafiy otworzy si na podobiestwo olbrzymich gardzieli
i pochon kadego...
Reina jednak sprawiaa wraenie najzupeniej spokojnej. By moe chodzia ju tdy
wczeniej i znaa bagno.
A przynajmniej chodzia po nim w swoich wizjach...
Na rodku moczarw weszy na niedu polan ubitej ziemi. Bya niczym wyspa
otoczona rozkoysan bagienn traw.
- To tutaj - owiadczya Reina.
Tindir wolno rozejrzaa si dokoa. Roso tu kilka skarlaych drzew. Caa polana nie
bya wiksza od sporej izby, grzzawisko otaczao j ze wszystkich stron, lecz po drugiej
stronie nie wida byo adnych kpek traw, po ktrych mona by skaka. Wszdzie tylko
stojca, poyskujca czerni mulista woda.
- Nikt nie przyszedby tutaj bez szczeglnej przyczyny - stwierdzia Tindir.

- Wanie - odpara Reina. - To kryjwka Ludu. Tu wanie zosta zakopany skarb, a


za tym kamieniem...
Pokazaa palcem.
- Tu si ukrya moda pasterka i w ten sposb poznaa tajemnic Ludu.
- Kim ona bya? Reina pokrcia gow.
- Nie wiem tego na pewno, ale przypuszczam, e to matka Anny Lundestad, zmara w
siedemnastym wieku.
- Czarownicy?
Reina pokiwaa gow. Signa do szyi. Tindir zacza si niecierpliwi.
- Nie mamy czym kopa!
Reina przesza si dookoa, przecigna si.
- Nic nam nie potrzeba. Skarb nie jest ukryty gboko. Wystarczy rozgarn torf i
zaraz go zobaczymy.
- Gdzie?
Reina przecigna donie wzdu obojczykw, obrcia w palcach byszczcy
naszyjnik. Nie zmatowia wcale od potu i wilgoci na skrze, jarzy si jakby jeszcze mocniej.
- Tutaj - owiadczya z umiechem, ktry odsoni jej wszystkie zby.
Podniosa rce, przerzucia cae wosy do przodu niczym czarny, dziki wodospad. A
potem rozpia zameczek, utrzymujcy klejnot na szyi.
Uniosa naszyjnik ku niebu, jakby go ogldaa, jak gdyby patrzya na niego pierwszy
albo ostatni raz.
- Tu jest twj skarb, Tindir. To jest wanie to, czego przez cay czas szukaa.
Tindir poczua, jak kolana si pod ni uginaj.
- Nie - szepna. - Nie, to niemoliwe.
- We go, a poczujesz, e mam racj. We go, Tindir.
Rka Tindir draa, gdy wycigna j do Reiny. Metal w doni wydawa si lodowato
zimny. By ciki, o wiele ciszy, ni si tego spodziewaa. Podsuna drug do pod
klejnot i wstrzymaa oddech, po raz pierwszy przygldajc si z bliska naszyjnikowi.
- Czujesz to? - szeptem spytaa Reina. - Czujesz moc, jaka w nim tkwi?
Tindir z naboestwem kiwna gow.
- ale... czy to ju wszystko? Reina gwatownie szarpna gow.
- Wszystko? Czy to ci nie wystarczy? Trzymasz w rku magiczny klejnot, on daje
wadz nad yciem i mierci!
Tindir popatrzya na Rein zmruonymi oczyma.

- Dlaczego zacigna mnie a tutaj, eby mi go da? I skd wiesz, e wanie to jest
nasz skarb?
- Po prostu wiem - mrocznym gosem odpara Reina. - Naszyjnik jest w posiadaniu
naszej rodziny od czasu, gdy Maria dostaa go od Anny Lundestad.
- Od czarownicy?
- Tak. A skd ona go miaa, tego nie wiedzia nikt. Dopiero teraz, dopiero teraz...
- Ujrzaa to w wizji? Reina uniosa brwi.
- A jakeby inaczej?
- Czy ta czarownica do ciebie przysza?
Reina zamiaa si perlicie, rozoya rce i koysaa si na wietrze wraz z kpkami
wenianki.
- Chc taczy z wiedmami, znam ich tajemnice. Jestem Lilith, zdradzona ona.
Jestem anioem, o ktrym nigdy si nie dowiedzieli...
Tindir tkwia jak skamieniaa z naszyjnikiem w doni.
Reina lekko taczya, wirowaa do wtru wasnego miechu, ktry by jedyn muzyk.
Gdy zrobia pierwszy krok w stron mokrada, Tindir zaniosa si krzykiem:
- Reino! Reino, nie moesz...
W odpowiedzi usyszaa tylko miech.
Staa na samym brzegu wysepki i patrzya, jak Reina przeskakuje z kpy trawy na
kp. Wkrtce adnej ju przed ni nie byo. Nie moe chyba da kroku w t czarn otcha!
Ona oszalaa, stracia rozum. Wszystko pomieszao jej si w gowie. Przecie utonie w
tym grzzawisku!
- Reino! Nie suchaa.
Tindir od krzyku ochrypa. Czym prdzej ukrya klejnot na piersi, miaa tam niedu
kieszonk tu obok woreczka z amuletem.
Potem z wahaniem zrobia kilka krokw w rozkoysane bagno, usiujc i po ladach
Reiny. Musi j dogoni, musi wycign na brzeg. ale serce trzepotao jej si w piersi jak
wystraszony ptak, a stopy dray. Nie stpay pewnie.
Zanim zdya si zorientowa, poczua, e jedna noga zapada si gboko a po
kolano. Zachwiaa si, misie w udzie drugiej nogi napi si, ale nie wytrzyma.
Osuna si w bagno a po uda, ale wbia palce w kpki traw. Brunatne cuchnce boto
wypuszczao ze swego wntrza banieczki i podnosio si wok niej coraz wyej.
- Reino! Na pomoc!
Reina taczya z wycignitymi przed siebie rkami, a wosy otaczay ciao na

podobiestwo czarnego ognia. Stopy unosiy si nad moczarami, ledwie dotykajc ziemi.
Mga podniosa si ju, tylko nad ziemi tu i wdzie sczy si wilgotny dym.
- Pom mi!
Tindir wiedziaa, co powinna zrobi w takim przypadku. Owszem, nie moga si
wydosta, lecz nie zapadaa si prdko. Musi ugi kolana i stara si, by powierzchnia jej
ciaa bya jak najwiksza. I najwaniejsze: nie rusza si. Unosi, tylko unosi nad bagnem,
a jej woanie dotrze wreszcie do Reiny.
ale sam krzyk wymaga od niej napicia wszystkich mini i z kadym
wykrzykiwanym sowem zapadaa si coraz gbiej.
Wreszcie zrozumiaa, e Reina jej nie syszy.
albo e nie chce usysze.
Patrzya na taczc posta, bya teraz ju przy suchej ziemi. Przesza przez
najbardziej grzskie, najniebezpieczniejsze miejsca bagniska i nie zapada si.
Tindir przed oczami wiroway plamy.
Widziaa, jak Reina odwizuje konie, jak jednym skokiem dosiada ogiera. Klacz
parskaa wystraszona, kiedy dziewczyna ruszya galopem.
Wzeszo soce, a gdy jego promienie przenikny przez wilgotn mg ponad
bagniskiem, czysta, wyrana tcza utworzya ponad gow Tindir drugie niebo.

ROZDZIA XIV
Nie musiaa si nikomu tumaczy, nikt nie spyta, dlaczego tak wczenie wybraa si
gdzie konno. Byo ju przedpoudnie, gdy Reina zeskoczya z konia i napotkao j pene
wyrzutu spojrzenie stajennego. Czy miaa zamiar zajedzi to nieszczsne zwierz? Nigdy
jeszcze nie widzieli tego ogiera, prawdziwego diaba, w takim stanie! Na chwiejnych nogach
poczapa pod stajni i ciko parska, a boki pokryte mia pian. Pian toczy te z pyska.
Reina nie powicia mu ani spojrzenia. Lekko pobiega przez podwrze do izby
chorych.
- Mamo! Matko, jeste tu?
Johanna usyszaa woanie crki w sypialni na grze, gdzie zmieniaa pociel.
Crka nieczsto szukaa jej towarzystwa. Prdko wic odoya na bok czyste lniane
przecierada i zbiega po schodach.
- Reino, jeste! Czy co si dzieje?
- Nie, mamo, jestem tylko taka strasznie... godna. I ciekawa byam, czy zostay
jeszcze jakie pszenne ciastka, te z rodzynkami.
- Oczywicie - pokiwaa gow uradowana Johanna. - Chod, ja te niewiele zjadam
na niadanie, zejdziemy do kuchni. Dziewczta ju stamtd wyszy, w spokoju nalejemy sobie
po kubku mleka.
Johanna wystawia na st ciastka i sonecznie te maso. wiee mleko byo
chodne, przecedzone. Cieszy j widok Reiny, ktra jednym haustem oprnia kubek. Tego
lata rzadko widywali Rein przy posikach. Dziewczyna na og sypiaa do poudnia i znikaa
gdzie, gdy tylko si ubraa.
Teraz jada wrcz arocznie.
Johanna bardzo si tym radowaa, podsuna jeszcze crce maselniczk.
- Annalina czuje si coraz lepiej - powiedziaa wesoo. - To wprost nie do uwierzenia.
Napisz do pana Strudense, gdy tylko bd miaa pewno, e ona z tego wyjdzie. ale ju
stana na nogi. Brzuch jest obolay, wci opuchnity, ale nie miaa gorczki, nic takiego. To
prawdziwy cud!
- Mhm.
Reina, ujc, obojtnie wygldaa przez okno.
- Szkoda, e ciebie przy tym nie byo - cigna Johanna. - Strudense to naprawd
zdolny chirurg. A ta dzielna kobieta! Czy uwierzyaby, e przez cay czas piewaa psalmy?
Reina milczaa. Wycigna tylko kubek, a matka dolaa jej sodkiego mleka.

- Czy mogaby i dzisiaj na plebani? Miaam tam co zanie, ale spodziewam si,
e w cigu dnia rozpocznie si pord. A moe ty zostaaby przy rodzcej, a ja sama bym
posza?
- Nie, dzikuj - krtko owiadczya Reina. - Nie mam odwagi.
- Poradziaby sobie. Kobieta okropnie si boi, wbia sobie do gowy, e umrze, ale nic
nie wskazuje na to, eby co miao potoczy si le. Jest dobrego zdrowia, silna. No ale to jej
pierwsze dziecko, wic...
- Pjd - powiedziaa Reina, wstajc.
Otrzepaa okruchy ze spdnicy, a wierzchem doni otara usta.
- Gdzie ojciec?
- Maluje. - Aha.
- Nie chciaaby, eby z tob poszed? Moglibycie wypi po kubku piwa w Dosen.
Moe kogo spotkacie, przyniesiecie nowiny.
- Chyba raczej nie - odpara Reina. - Co mam zanie? Johanna przyniosa jak
paczk.
- To herbatka, ktr pastorowa tak lubi. Moesz powiedzie, e wiea, z
tegorocznych zbiorw. Dooyam te may soiczek ranej maci, w prezencie.
Reina wzia paczk bez sowa.
Soce prayo teraz mocno, zboe na polach ju wkrtce dojrzeje zocicie, ale wci
jeszcze byo lato. Gorce, upojne lato.
Rafael patrzy, jak niezdarnie Benjamin wsiada do odzi. Stan prawej rki ani troch
si nie poprawi. Wygldaa na zdrow, nie bolaa, ale palce byy sabe i ledwie si poruszay.
Od nadgarstka do koniuszkw palcw minie jakby zwidy.
Zdecydowa si wreszcie, e pojedzie do domu.
I tak nic nie mg robi, dopki rka cakiem si nie wyleczy. Rozmawiali o tym i
doszli do wniosku, e na t chorob istnieje tylko jedna kuracja.
- Reina mi pomoe. Ona nie wiedziaa, co robi... Rafael mia tak nadziej.
W pewnym sensie cieszy si, e znw j zobaczy. Ta dziewczyna w jaki dziwny
sposb przenikna w niego, na stae zrobia w nim miejsce dla siebie.
Czy wanie to ludzie nazywaj mioci?
W takim razie byo to bardzo niepodobne do wszystkiego, co dotychczas przey.
Nawet ta czuo, jak mia dla Benjamina, bya czym zupenie innym. Bya agodna i
spokojna jak upiony w palenisku ar, z ktrego od czasu do czasu buchaj pomyki
podania.

Reina za... Reina nawiedzaa go. Nawet na chwil nie opuszczaa jego myli.
Nie sprawiao mu to wcale przyjemnoci, lecz gdyby mg strzeli palcami i w jednej
chwili j z nich usun, i tak by tego nie zrobi.
Droga do Lyster bya duga.
Fiord sta nieruchomy i gadki. Powierzchnia wody ledwie si marszczya, gdy
popatrzyli dalej w stron rdal.
Sypiali na odzi, na ostatnim odcinku wiatr im zacz sprzyja i zeszli na ld akurat w
chwili, gdy bicie dzwonw zwoywao na msz w kociele Dale.
Emmi zasaniaa twarz domi Jak gdyby nie chciaa widzie ani sysze. Twarz miaa
pobrudon i zszarza, wosy niestarannie zaplecione w krzywe warkocze nad jednym
ramieniem. Siedziaa skulona w swoim mikkim fotelu i trzsa si jak z zimna.
- To straszne - szepna.
Ravi w milczeniu pokiwa gow.
- Co my zrobimy?
- Nie wiem, czy cokolwiek da si zrobi - odpar.
- Co zrobi musimy.
- Pochony j jej wasne mroczne myli. Ona jest... za.
- Nie! Nikt nie jest zy! Po prostu dokonujemy niewaciwych wyborw. Ona jest
moda, jeszcze si nauczy, jeszcze nie jest za pno... Ty ze wszystkich ludzi na wiecie
powiniene wiedzie, e jeszcze nie jest za pno!
- Ja nigdy nie poradzibym sobie bez Johanny. Ona bya moim wiatem. A obawiam
si, e Reina nie ma adnego wiata. Stracia swoj Gwiazd Polarn...
Emmi wypia gboki yk.
- Moemy jej da now. Ona moe si nauczy, jak panowa nad tymi mocami, jak
wykorzystywa je dla dobra.
Ravi prychn zrozpaczony.
- Kadego dnia, odkd przysza na wiat, wanie tego si obawiaem. Od tego dnia,
kiedy wiedziaem ju, e w jej yach pynie moja krew. I to pod kadym wzgldem. Uczyem
j sprawiedliwoci, troski o sabych i maych. Prbowaem j przekona, e nawet jeli
poczuje, i zabdzia, to zawsze istnieje moliwo, e kto jej pomoe. ale tak dugo bya
sama... zbyt dugo. Nie byo mnie przy niej w tych wanych latach. Stao si o wiele wiksze
nieszczcie, ni si tego spodziewaem.
- Ona jest dobr kobiet! Potrafi kocha! Zna rnic midzy dobrem a zem i potrafi
si troszczy o...

- Zostawia Tindir w bagnie. To si waciwie rwna zabjstwu, Emmi.


- Wcale nie jest pewne, e tak si stao. Musimy jej wierzy, kiedy mwi, e si
zgubiy, e mga je rozdzielia...
- Tindir twierdzi co innego.
- Tindir ukrada naszyjnik, tu przynajmniej Reina mwi prawd. Przecie miaa go na
szyi.
Ravi przekrzywi gow.
- Nie wiem, ktrej powinienem wierzy. Ju teraz nie wiem.
Emmi westchna.
- Tindir daa sobie rad, to wcale nie byo zabjstwo, a naszyjnik wrci do
waciciela. Osobicie go zamykaam na klucz.
Ravi popatrzy drobnej kobiecie w oczy.
- A co z Benjaminem? Czy w tym take bdziesz jej broni?
Oczy Emmi byszczay.
- Reina potrafi kadego przestraszy. Pokcia si z bratem, posaa mu grone
spojrzenie, a sam wiesz, jak z jej oczu potrafi si sypa iskry... Benjamin dobrze zna
zdolnoci siostry, mg si zlkn. A strach potrafi sparaliowa. Ludzie czuj to, co ich
zdaniem powinni czu. Reina nigdy by... Wasnemu bratu?
- A to, co mwi ten Rafael? Przecie on powtarza to samo! e Benjamin straci wadz
w rce, kiedy Reina powiedziaa, e wyrzdzi jej krzywd, e odrzuci jej do. I e poniesie
za to kar...
Emmi wpatrywaa si w Raviego.
- Co si z tob dzieje, Ravi? Odkd ci znam, miae zdolno widzenia tego, co
ukryte, zarwno w ludziach, jak i w rzeczywistoci. ale teraz... teraz nie chcesz widzie.
Wida ju j utracie. Brak ci ju nadziei dla wasnej crki.
- Nie znisbym jej utraty - powiedzia Ravi. Emmi przygryza warg, jej twarz bya
wykrzywion mask.
- Nie znisbym tego - powtrzy Ravi i odwrci gow. - Bez niej nigdy ju nie
bybym sob.
Emmi signa po kieliszek z winem.
- To prawda - mrukna cicho. - Bez niej stracilibymy wszystko.

Centres d'intérêt liés