Vous êtes sur la page 1sur 141

Gustaw Herling-Grudziski

Inny wiat
Zapiski sowieckie

Tu otwiera si inny, odrbny wiat, do niczego niepodobny; tu panoway inne,


odrbne prawa, inne obyczaje, inne nawyki i odruchy; tu trwa martwy za ycia
dom, a w nim ycie jak nigdzie i ludzie niezwykli. Ten oto zapomniany zaktek
zamierzam tutaj opisa.
DostOjewski, Zapiski z martwego domu
Krystynie
Od Autora
Naley chyba zacz od przedstawienia, na uytek czytelnika polskiego w Kraju,
zwizej historii Innego wiata. Napisaem t ksik w cigu roku, od lipca
1949 do lipca 1950, w Rugby i w Londynie. Ukazaa si najpierw po angielsku w
znakomitym przekadzie p. Andrzeja Ciokosza i z przedmow Bertranda Russella.
Spotkaa si z dobrym przyjciem prasy i czytelnikw. Za wydaniem angielskim
poszy inne, zarwno normalne, jak "kieszonkowe": amerykaskie, szwedzkie,
niemieckie, woskie, hiszpaskie (w Argentynie), japoskie, chiskie (w
Hongkongu), arabskie. Najduej, bo a trzydzieci pi lat, musiaem czeka na
wydanie francuskie: nosi dat 1985, poprzedzone jest wstpem pisarza
hiszpaskiego Jorge Sempruna, obecnego ministra kultury w rzdzie Gonzaleza.
Przekad francuski, bardzo dobrze przyjty, pocign za sob wznowienia w
Anglii i w Ameryce. Lada dzie ukae si w Londynie przekad rosyjski pira
Natalii Gorbaniewskiej. Kto wie, czy nie ujrzy kiedy wiata dziennego rwnie
w ojczynie tumaczki. Ostatecznie za trzema stroniczkami w Doktorze ywago na
opisany w Innym wiecie temat, ktre taki niegdy wywoay skandal w ojczynie
wielkiego poety, poszed niebawem Dzie Iwana Denisowicza w miesiczniku Twardowskiego ,,Nowyj Mir". A dzi urzdza si w Moskwie wieczr publiczny ku czci
Warama Szaamowa, autora Opowiada kolymskich; i coraz czciej mwi si, e
dotrze w kocu otwarcie i masowo do swoich naturalnych odbiorcw Archipelag
Gulag.
Po polsku Inny wiat ukaza si w roku 1953 nakadem londyskiego wydawnictwa
"Gryf. W roku 1965 przej go Instytut Literacki w Paryu. By tam odtd
piciokrotnie wznawiany, ostatnie wznowienie datowane jest 1985.
Zbyteczne byoby roztrzsanie w autorskiej przedmowie problematyki Innego
wiata, skoro czytelnik polski ma teraz dziki "Czytelnikowi" ksik przed sob
i moe sam towarzyszy lekturze wasnymi refleksjami. Chciabym tylko,
naruszajc troch elementarne przykazanie pisarskiej powcigliwoci i
skromnoci, zwrci uwag na jedn rzecz. "Inny wiat - pisa Ignazio Silone w
prezentacji woskiego wydania mojej ksiki - jest nie tylko wiadectwem, lecz
take dzieem literackim". Podobne akcenty pojawiaj si w przedmowie Russella
do wydania angielskiego i w przedmowie Sempruna do wydania francuskiego. Kada
te na to nacisk wikszo obcojzycznych recenzentw. Zawsze cieszya mnie
szczeglnie opinia krytyka angielskiego Edwarda Crankshawa. Wyraa on tyle lat
temu pewno, e Inny wiat czytany bdzie "dugo jeszcze po zlikwidowaniu
instytucji, ktre opisuje". Obecne oficjalne wydanie polskie jest jednym z
dowodw, e zbliylimy si bardzo do potwierdzenia susznoci tych sw.
Oficjalne, lecz nie pierwsze w Kraju. Inny wiat wydany by wielokrotnie w
"drugim obiegu", w niskich z koniecznoci nakadach. Wysokonakadowe wydanie
"Czytelnika" pozwala ywi nadziej, e moja ksika trafi teraz do rk wielu

czytelnikw krajowych. Jaka to satysfakcja dla polskiego pisarza emigracyjnego!


Zaiste, habent suafata libelli...
Gustaw Herling-Grudziski
Neapol, 15 listopada 1988

Cz pierwsza
Witebsk - Leningrad - Woogda

Lato w Witebsku dobiegao koca. Po poudniu soce prayo jeszcze przez chwil
bruk dziedzica wiziennego i koczyo swj bieg za czerwon cian ssiedniego
bloku. Z podwrza dochodziy kroki winiw, wystukujce miarowo drog do ani,
i sowa komend rosyjskich, pomieszane z dwikiem kluczy. Dyurny na korytarzu
podpiewywa, skada co par minut gazet i nie pieszc si zbytnio,
podchodzi do okrgego okienka w drzwiach. Dwiecie par oczu odrywao si jak
na dany znak od sufitu i zbiegao si w maej soczewce "judasza". Spod
ceratowego daszka spogldao ku nam ogromne oko i objwszy wahadowym ruchem
cel, znikao za opuszczon zastawk z blachy. Trzy uderzenia butem w drzwi
oznaczay: "Przygotujcie si do kolacji".
Pnadzy podnosilimy si z cementowej podogi - sygna do kolacji koczy
rwnie nasz popoudniow drzemk. Czekajc z glinianymi miskami na gorc
ciecz wieczorn, odlewalimy przy okazji do wysokiego kibla taw ciecz z
obiadu. Strumienie moczu z szeciu lub omiu otworw spotykay si, zatoczywszy
uk jak w fontannie, porodku kibla i wkrcay si wirujcymi lejami do dna,
podnoszc poziom piany u cian. Przed zapiciem rozporkw przygldalimy si
jeszcze przez chwil wygolonym rozkroczom; wyglday dziwnie, jak przygite
wichrem drzewa na jaowych zboczach polnych.
Gdyby mnie kto zapyta, co jeszcze robilimy w sowieckich wizieniach, niewiele
umiabym doda. To prawda, e ledwie umilka u drzwi koatka poranna zwiastuj 11
ca pobudk, a do celi wjeda kocio gorcego odwaru z ziela i kosz z dziennymi
racjami chleba, nasza skonno do rozmw osigaa punkt szczytowy; chcielimy
,,przegada" chleb do obiadu. Katolicy zbierali si wok ascetycznego ksidza.
ydzi obsiadali opodal rabina wojskowego o rybich lepiach i fadach skry
zwisajcych z dawnego brzucha, ludzie proci opowiadali sobie sny i wspominali
dawne ycie, a ludzie inteligentni zbierali niedopaki na wsplnego papierosa.
Wystarczyy jednak dwa uderzenia butem w drzwi, aby wszystko co ywe ruszao w
skupionym milczeniu, pod wodz swoich przewodnikw duchowych, do kota zupy na
korytarzu. Od chwili gdy w naszej celi zjawi si maleki, czarny "Jewriej" z
Grodna i obwieciwszy nam, e "Niemcy wzili Pary", zapaka gorzko, usta na
barogach szept patriotyczny i skoczyy si rozmowy polityczne. W strumieniu
omijajcego nas ycia pynlimy jak martwy skrzep ku bijcemu coraz sabiej
sercu wolnego wiata.
Pod wieczr powietrze stawao si chodniejsze, a na niebie pojawiay si
weniste oboki i egloway wolno przed siebie, zapalajc po drodze pierwsze
gwiazdy. Rdzawy mur naprzeciwko okna wybucha na chwil rudym pomieniem, po
czym gas gwatownie, dosignity skrzydem zmierzchu. Nadchodzia noc, a wraz z
ni oddech dla puc, odpoczynek dla oczu i wilgotny dotyk chodu dla spieczonych
warg.
Przed samym apelem w celi zapalao si wiato. Od tego nagego przejanienia
niebo za oknem pograo si w mroku, aby w chwil potem zapon znowu
migotliw jasnoci. To narone wieyczki patroloway noc krzyujcymi si
ciciami reflektorw. Zanim jeszcze upad Pary, o tej wanie porze zjawiaa
si zazwyczaj na maym odcinku ulicy, ktry wida byo z okien naszej celi,
wysoka kobieta w chustce na gowie i przystanwszy pod latarni naprzeciwko muru

wiziennego, zapalaa papierosa. Zdarzyo si par razy, e ponc zapak


podniosa
12
do gry jak agiew i znieruchomiaa na chwil w tej niepojtej pozie.
Osdzilimy, e ma to oznacza Nadziej. Po upadku Parya ulica opustoszaa na
dwa miesice. Dopiero w drugiej poowie sierpnia, gdy lato w Witebsku zbliao
si ku kocowi, nieznajoma zbudzia nas z drzemki szybkim tupotem ng,
dudnicych w ciszy o bruk ulicy, zatrzymaa si pod latarni i zapaliwszy
papierosa, zgasia zapak zygzakowatym ruchem rki (pogoda bya bezwietrzna),
podobnym do skokw przekadni w koach lokomotywy. Zgodzilimy si wszyscy, e
ma to oznacza Transport.
Z transportem nie spieszono si jednak i przez nastpne dwa miesice. Dopiero
pod koniec padziernika z celi, liczcej dwiecie osb, wywoano pidziesiciu
winiw na odczytanie wyrokw. Szedem do kancelarii obojtnie, bez ladw
podniecenia. ledztwo w mojej sprawie skoczyo si ju dawniej, w wizieniu
grodzieskim; nie zachowaem si na nim wzorowo, o nie! - i do dzi jeszcze
podziwiam szczerze moich wiziennych znajomych, ktrzy mieli odwag prowadzi z
sowieckimi sdziami ledczymi finezyjn szermierk dialektyczn, pen celnych
uku i byskawicznych ripost. Odpowiadaem na pytania krtko i wprost, nie
czekajc, a rozgorczkowana wyobrania heroiczna podsunie mi na schodach, w
drodze powrotnej do celi, dumne wersety z katechizmu mczestwa polskiego.
Jedyne, czego pragnem, to spa, spa i jeszcze raz spa. Nie umiem fizycznie
opanowa dwch rzeczy: przerwanego snu i penego pcherza. Obie groziy mi
jednoczenie, gdy przebudzony wrd nocy siadaem na twardym stoku naprzeciwko
sdziego ledczego, zwrciwszy twarz prosto w kierunku arwki o niesamowitej
mocy.
Pierwsza hipoteza oskarenia opieraa si na dwch dowodach rzeczowych: wysokie
buty z cholewami, w kt13
rych modsza siostra wyprawia mnie po klsce wrzeniowej w wiat, miay
wiadczy, e jestem ,,majorem wojsk polskich", a pierwsza cz nazwiska w
brzmieniu rosyjskim (Gerling) kojarzya mnie niespodzianie z pewnym marszakiem
lotnictwa niemieckiego. Logiczna konkluzja brzmiaa: "jest oficerem polskim na
usugach wrogiego wywiadu niemieckiego". Jaskrawe niedokadnoci w obu
przesankach pozwoliy nam jednak stosunkowo szybko upora si z tym cikim
zarzutem. Pozosta bezsporny fakt - usiowaem przekroczy granic pastwow
Zwizku Sowieckiego i Litwy.- Po c to, jeli mona wiedzie? - eby si bi z
Niemcami. - A czy wiadomo mi, e Zwizek Sowiecki zawar pakt przyjani z
Niemcami? - Tak, ale wiadomo mi rwnie, e Zwizek Sowiecki nie wypowiedzia
wojny Anglii i Francji. - To nie ma znaczenia. - Jak brzmi ostatecznie akt
oskarenia? - "Zamierza przekroczy granic sowiecko-litewsk, aby prowadzi
walk ze Zwizkiem Sowieckim". - Czy nie mona by sw "ze Zwizkiem Sowieckim"
zamieni na sowa "z Niemcami"? - Uderzenie otwart doni na odlew otrzewio
mnie z miejsca. "To wychodzi na jedno" - pocieszy mnie sdzia ledczy, gdy
podpisywaem przedoony dokument.
W celi, do ktrej skierowano mnie po odczytaniu wyroku (pi lat), w bocznym
skrzydle wizienia witebskie-go, zetknem si po raz pierwszy z winiami
rosyjskimi. Na drewnianych pryczach leao kilkunastu chopcw w wieku od lat
czternastu do szesnastu, a pod samym oknem, z ktrego wida byo ju tylko
skrawek cikiego, oowianego nieba, siedzia may czowieczek o
zaczerwienionych oczach i haczykowatym nosie, gryzc w milczeniu suchar czarnego
chleba. Deszcz zacina ju od paru dni. Jesie zawisa nad Witebskiem rybim
pcherzem, ktry posikiwa strugami brudnej wody z wylotu rynny nad koszem,
osaniajcym doln poow krat i widok na dziedziniec wizienny.
14
Maoletni przestpcy s plag wizie sowieckich, ale nie spotyka ich si prawie
nigdy w obozach pracy. Nienaturalnie oywieni, wiecznie czego szukajcy na
cudzych pryczach i we wasnych rozporkach, oddaj si z zamiowaniem dwm

wielkim namitnociom: kradziey i onanizmowi. Prawie wszyscy albo nie znaj w


ogle rodzicw, albo nie wiedz nic o ich istnieniu. Na olbrzymich obszarach
pastwa policyjnego prowadz z zadziwiajc swobod typowe ycie
"biezprizornych", podrujc na gap pocigami towarowymi z miasta do miasta, z
osiedla do osiedla. yj z kradziey towarw ze skadw pastwowych i nierzadko
kradn z powrotem to, co przed chwil sprzedali, szantaujc nieostronych
nabywcw grob donosu. Sypiaj na dworcach kolejowych, w parkach miejskich, w
remizach tramwajowych - za jedyny majtek majc czasem tylko mae zawinitko,
przewizane rzemiennym paskiem. Dopiero pniej przekonaem si, e
"biezprizorni" tworz obok "urkw" (przestpcw pospolitych) najgroniejsz
mafi plegaln w Rosji, ktra zorganizowana jest na wzr l masoskich.
Jeeli istnieje w Zwizku Sowieckim co w rodzaju szcztkowego czarnego rynku,
to tylko dziki tym modym oberwa-com, myszkujcym niespokojnie w tumie,
oblegajcym "spiectorgi", skradajcym si o zmierzchu ku spichrzom zboa i
skadom wgla. Wadze sowieckie przygldaj si temu przez palce, uwaajc
"biezprizornych" za jedynych "prolesw", nie obcionych dziedzicznie grzechem
pierworodnym kontrrewolucji, za mas plastyczn, z ktrej mona wszystko ulepi.
Tote modzi chopcy nauczyli si szybko uwaa wizienie za co w rodzaju
kolonii letnich i bez wikszego sprzeciwu korzystaj z tego okresu wytchnienia
po wyczerpujcym yciu na wolnoci. Do naszej celi w Witebsku przychodzi czasem
"wospitatiel" o ewangelicznej twarzy, powej czuprynie i niebieskich o-czach i
gosem przypominajcym agodny szept w konfesjonale wzywa gromad
,,biezprizornych" na nauk: "Rie15
biata, pojdiom niemnoko pouczitsia". Uszy puchy, gdy "riebiata" wracali z
kursu. Naj ohydniej sze wyzwiska i przeklestwa przeplatay si z frazesami
"politgramoty". Z kbowiska modych cia wybiegay ku nam nieustanne oskarenia
o "trockizm", "nacjonalizm" i "kontrrewolucj", zapewnienia, e "towarzysz
Stalin dobrze zrobi, zamykajc was w wizieniu", a "sowiecka wadza zawojuje
wkrtce cay wiat" - wszystko to powtarzane z okrutnym, sadystycznym uporem,
tak typowym dla kadej bezdomnej modoci. Nieco pniej, w obozie, spotkaem
osiemnastoletniego chopca, ktry peni funkcj naczelnika "kawecze" (kulturnowospitatielnaja czast') tylko z tego tytuu, e niegdy jako "biezprizorny"
uczszcza na kursy pedagogiczne w wizieniu.
Mj ssiad pod oknem przyglda mi si pierwszego dnia podejrzliwie,' ujc bez
przerwy skrki czerstwego chleba, po ktre siga do duego worka, sucego mu
na pryczy za poduszk. By jedynym czowiekiem w celi, do ktrego miaem ochot
przemwi. Czsto w wizieniach sowieckich spotyka si ludzi z pitnem tragedii
odcinitym na twarzach. Wskie usta, krogulczy nos, zawice jak od garci
piasku oczy, urywane westchnienia i kurze apki zanurzajce si co pewien czas w
worku - mogy znaczy wszystko albo nic. Szed do ustpu, drobic maymi
kroczkami, a gdy przychodzia na niego wreszcie kolej, rozkracza si niezdarnie
nad dziur, spuszczajc spodnie, unosi ostronie do gry dug koszul i prawie
stojc, wzdyma si i czerwienia od nadmiernego wysiku. Wypdzano go zawsze z
ustpu ostatniego, ale jeszcze na korytarzu zapina spodnie, uskakujc miesznie
w bok przed poszturchiwaniami stranika. Po powrocie do celi kad si
natychmiast na pryczy i dysza ciko, a jego stara twarz przypominaa zasuszon
fig.
- Polak? - zapyta wreszcie ktrego wieczoru.
Skinem gow.
16
- Ja jestem ciekawy, czy w Polsce - zaskrzecza gniewnie - mj syn mgby by
kapitanem w wojsku.
- Nie wiem - odpowiedziaem. - Za co pan siedzi?
- To nie jest wane. Ja mog zgni w kryminale, ale mj syn jest kapitanem w
lotnictwie.
Po apelu wieczornym opowiedzia mi swoj histori. Lec obok siebie,
rozmawialimy szeptem, eby nie przebudzi naszych "biezprizornych". Stary yd
by od kilkudziesiciu lat szewcem w Witebsku, pamita rewolucj i wspomina z

rozrzewnieniem wszystko, co przey od chwili jej wybuchu. Zosta skazany na


pi lat za to, e w artelu szewcw sprzeciwi si uywaniu skrawkw skry do
elowania nowych butw. "To nie jest wane - powtarza w kko - rozumiecie
przecie, e wszdzie s ludzie zazdroni. Ja wyksztaciem syna, ja z niego
zrobiem kapitana lotnictwa, to jak im si mogo podoba, e ja, stary yd, mam
syna w lotnictwie? Ale on napisze podanie i mnie zwolni przedterminowo. Czy to
kto widzia, eby dawa taki cham na nowe zelwki?" Podnis si na pryczy i
upewniwszy si, e "biezprizorni" pi, rozpru w marynarce podszewk pod
rkawem i wyj spod waty zmit fotografi. Spoglda z niej na mnie czowiek w
mundurze lotnika, o inteligentnej twarzy i zakrzywionym ostro nosie.
W par minut potem jeden z "biezprizornych" zlaz z pryczy, odla si do kibla
przy drzwiach i zastuka w okienko. Na korytarzu zabrzczay klucze, rozlego
si przecige ziewnicie i o kamienn podog zaomotay podkute buty.
- Czego? - zapytao rozespane oko w judaszu.
- Obywatelu dyurny, dajcie zapali.
- Mleko ssa, gwniarzu - warkno gronie oko i znikno za blaszan zastawk.
Chopiec przywar obiema piciami do drzwi i wspinajc si na palcach do
lepego okienka, zawoa gono:
- Gradanin dieurnyj, ja imieju k wam wopros!
17
Teraz klucz zazgrzyta dwa razy w zamku i okute drzwi ustpiy. Na progu sta
mody stranik w przekrzywionej na bok czapce z niebieskim denkiem i czerwonym
otokiem.
- Gadaj.
- Nie mog tutaj, musz na korytarz.
Drzwi otworzyy si ze skrzypieniem szerzej, chopiec wlizgn si pod rk
opart o klucz tkwicy w zamku na korytarz i wrci po chwili do celi z
zapalonym papierosem. Zacigajc si chciwymi haustami, spoglda ku nam
niespokojnie i kuli si jak mode szczeni, cofajce si przed kopniciem.
Po kwadransie drzwi celi otworzyy si znowu szeroko, dyurny przestpi
energicznie prg i krzykn ostro:
- Wstawa! Dowdca bloku! Rewizja!
Dowdca bloku rozpocz rewizj od "biezprizornych", a dyurny nie odrywa
tymczasem wzroku od dwch szeregw winiw, stojcych w postawie na baczno
tyem do prycz, a twarzami do siebie. Wprawne rce przerzucay szybko sienniki
,,biezprizornych", pogmeray w moim barogu i zanurzyy si w worku starego
yda. Zaraz potem usyszaem szelest papieru, stumiony lekko mitoszeniem waty.
- Co to jest? Dolary?
- Nie. Fotografia mojego syna, kapitana Armii Czerwonej, Natana Awramowicza
Zygfelda.
- Za co siedzisz?
- Za szkodnictwo w rzemiole.
- Szkodnik sowieckiego rzemiosa nie ma prawa przechowywa w celi fotografii
oficera Armii Czerwonej.
- To jest mj syn...
- Milcz. Nie ma w wizieniu synw.
Gdy wychodziem z celi na etap, stary szewc kiwa si na pryczy jak ogupiaa
papuga na drku, ujc wraz ze skrkami chleba par powtarzajcych si
monotonnie sw.
18
Szlimy na dworzec pn godzin, przez opustoszae ju prawie miasto. Ulice
wychostane ulew poyskiway w czarnym wietle wieczoru jak dugie tafle miki.
Powietrzem pyna duszna fala ciepa, a Dwina, wezbrawszy gwatownie, szumiaa
niespokojnie pod uginajcymi si deskami mostu. W maych uliczkach miaem nie
wiadomo dlaczego uczucie, e ze wszystkich okien biegn ku nam poprzez szpary w
deskach okiennic ludzkie spojrzenia. Dopiero na gwnej ulicy ruch oywi si
nieco, ale grupki przechodniw mijay nas w milczeniu, nie odwracajc gw w
nasz stron, z oczami utkwionymi przed siebie lub w ziemi, z oczami, ktre
widziay nie patrzc. Pi miesicy temu przechodzilimy przez te same ulice

Witebska w upalny dzie czerwcowy, odgrodzeni od tro-tuaru stalow link


bagnetw. Dwina wloka si leniwie w wyschnitym oysku, na chodnikach lepkich
od aru sonecznego szli energicznym krokiem zmczeni przechodnie, rozmawiajc
skpo i nie zatrzymujc si ani na chwil: urzdnicy w czapkach z zadartymi do
gry daszkami, robotnicy w kombinezonach skwierczcych smarem z maszyn, chopcy
z tornistrami na plecach, onierze w wysokich butach mierdzcych ojem,
kobiety w brzydkich perkalikowych sukienkach. Ile bym wwczas da za to, eby
zobaczy grupk wesoo rozmawiajcych ludzi! Mijalimy domy o otwartych oknach,
z ktrych nie zwisay kolorowe kodry, zagldalimy ukradkiem przez poty na
podwrka, na ktrych nie suszya si bielizna, widzielimy zamknity koci z
napisem "Antirieligioznyj Muziej", czytalimy slogany na transparentach
przewieszonych w poprzek ulicy, wpatrywalimy si w ogromn czerwon gwiazd na
szczycie ratusza. Nie byo to miasto Smutku; byo to miasto, w ktrym nigdy nie
gocia Rado.
19
W Leningradzie nasz etap podzielony zosta na dziesicioosobowe partie, ktre w
parominutowych odstpach czasu odjeday z dworca czarnymi karetkami
wiziennymi do "Pieriesyki". Wcinity pomidzy towarzyszy, niemal duszc si w
drewnianym pudle bez okien i wentylatorw, nie miaem sposobnoci obserwowa
miasta. Jedynie na zakrtach ulic pd samochodu spycha mnie z aweczki i na
okamgnienie dostrzegaem przez szpar w budce szofera fragmenty gmachw, skwerw
i tumu ludzkiego. Dzie by mrony, ale soneczny. Spad by ju nieg przyjechalimy do Leningradu w listopadzie 1940 roku - na ulicach spotykao si
pierwszych przechodniw w walonkach i futrzanych czapkach uszankach. Kapice
boki czapek opaday wprawdzie tylko na uszy i nie zasaniay oczu, ale na wzr
koskich okularw pozwalay patrze prosto przed siebie i nie rozprasza uwagi
na boki. Nasz transport przejecha ulicami miasta nie zauwaony, jak stado
czarnych krukw koujce w poszukiwaniu eru nad zanieonym polem.
Starzy winiowie opowiadali mi, e w Leningradzie siedziao w owym czasie okoo
40 tysicy ludzi. Obliczenia te - do, jak sdz, prawdopodobne - oparte byy
gwnie na mudnym zestawianiu i porwnywaniu faktw, poszlak i poktnych
relacji. I tak na przykad, w synnym wizieniu na Krestach, liczcym tysic
jednoosobowych cel, przebywao rednio trzydziestu winiw w celi. Wiadomo o
tym przynieli winiowie z Krestw, ktrzy przed etapem do obozw spdzali
zazwyczaj par nocy w naszej Pieriesyce. Wasne siy obliczalimy na dziesi
tysicy; w celi 37., zdolnej w normalnych warunkach pomieci co najwyej 20
osb, siedziao 70 winiw. Jednym z najbardziej zdumiewajcych i
zachwycajcych zjawisk w ubogim yciu umysowym ,,martwych domw" jest wspaniale
wyostrzona czujno obserwacji kadego dowiadczonego winia. Nie byo celi, w
ktrej bym nie spotka cho jednego statystyka i badacza ycia
20
wiziennego, pogronego dniem i noc w rekonstruowaniu obrazu otaczajcej go
rzeczywistoci z drobnej mozaiki napomknie, opowiada, strzpw rozmowy
zasyszanej na korytarzu, strzpw gazety znalezionej w ustpie, zarzdze
administracyjnych, ruchu pojazdw na dziedzicu, dwiku zbliajcych si i
oddalajcych krokw przed bram. W Leningradzie zetknem si po raz pierwszy z
hipotezami na temat liczby winiw, zesacw i biaych niewolnikw w Zwizku
Sowieckim. W dyskusjach wiziennych wahaa si ona pomidzy 18 a 25 milionami.
Nasz etap natkn si na korytarzu na grup winiw, zdajcych ku drzwiom
wyjciowym. Stanlimy w miejscu jak wryci, powstrzymywani bardziej impulsem
strachu ni obaw przelotnego zajrzenia w obce twarze. Grupa idca nam na
spotkanie cofna si rwnie w gb korytarza. Stalimy tak naprzeciwko siebie
z opuszczonymi gowami - dwa wiaty sprzgnite wsplnym losem, a przedzielone
murem nieufnoci i lku. Konwojenci naradzali si krtko; okazao si, e musimy
da drog. Zastukaa elazna koatka w bocznych drzwiach, uchylio si okienko
judasza. Znowu krtka narada i wprowadzono nas na szeroki, widny korytarz
oddziau, ktrego wygld zdawa si przeczy wszystkiemu, co widziaem dotd w
czasie mojej wiziennej wdrwki.

Ten luksusowy pawilon o duych oknach i lnicych od czystoci korytarzach,


ktre tak jaskrawo kontrastuj z klasztorn martwot wikszoci wizie
rosyjskich, mieci si w najadniejszym skrzydle Pieriesyki. Ogromne kraty,
przesuwane na szynach, zastpuj w jednej cianie drzwi, dajc zudzenie
zupenej wewntrznej wolnoci i tej szczeglnej dyscypliny, jak ludzie
izolowani od wiata wytwarzaj samorzutnie, aby zapomnie o samotnoci. Cele
byy puste i robiy wraenie izb mieszkalnych, opuszczonych przez kursantw na
chwil przed naszym przybyciem. Wzorowo posane ka, nocne stoliki zastawione
21
fotografiami rodzinnymi w ramkach z kolorowego papieru i srebra, wieszaki na
ubrania, due stoy zawalone ksikami, gazetami i szachami, biae muszle
umywalni w rogach, radioodbiorniki i portrety Stalina; w gbi korytarza wsplna
jadalnia z podium, jak sdz, dla uzdolnionych muzycznie winiw. Portrety
Stalina w wizieniu! Aby zrozumie ca niezwyko tego faktu, trzeba pamita,
e winiowie w Rosji s zupenie wyobcowani z ycia politycznego, nie bior
udziau w jego liturgii i obrzdach sakralnych. Okres pokuty odbywaj bez Boga,
nie korzystajc jednak ze wszystkich dobrodziejstw tego przymusowego ateizmu
politycznego. Nie wolno im Stalina chwali, lecz nie wolno im go rwnie gani.
W cigu tych paru minut wyczekiwania zdyem nie tylko zanotowa w pamici
wygld wizienia Intourista - ktre zwiedzaa prawdopodobnie Lenka von Koerber,
autorka entuzjastycznej ksiki o wiziennictwie sowieckim - ale udao mi si
rwnie zamieni par sw z jedynym w pawilonie winiem, penicym w czasie
nieobecnoci swych towarzyszy funkcje porzdkowego w celach. Opowiedzia mi,
dubic w radioodbiorniku i nie patrzc w moim kierunku, e odsiaduj tu kar
"penoprawni obywatele Zwizku Sowieckiego o wyrokach nie przekraczajcych
osiemnastu miesicy, zasdzeni na kary wizienia za takie przestpstwa, jak
"miekaja kr" (drobna kradzie), "progu" (spnienie do pracy),
"chuligastwo" i uchybienia przeciwko dyscyplinie fabrycznej. Pracuj cay dzie
w cikich warsztatach mechanicznych, ktre mieszcz si w obrbie wizienia,
otrzymuj nieze wynagrodzenie, maj dobry wikt i wolno im dwa razy w tygodniu
przyjmowa krewnych na "widzeniach". Gdyby wadze sowieckie stworzyy podobne
warunku ycia dwudziestu milionom winiw i zesacw w Rosji, Stalin mgby
trzyma w szachu wojsko, NKWD i parti "czwart si". Mj rozmwca bowiem nie
uskara si bynajmniej na brak wolnoci. Jest mu dobrze i wygodnie.
22
Czy wie, jaki los zgotowano winiom w innych blokach Pieriesyki
leningradzkiej, w tysicach wizie i obozw, rozrzuconych gst sieci na caym
obszarze Zwizku Sowieckiego? Owszem, wie, ale to s przecie "polityczni". Tam
- wskazuje ruchem gowy na martwy blok Pieriesyki z zakratowanymi okienkami zdycha si za ycia. Tu oddycha si swobodniej ni na wolnoci. Nasz Paac
Zimowy - dodaje pieszczotliwie - nasz Zimnij Dworiec. Stalin wie z wasnego
dowiadczenia, e stwarzajc ludzkie warunki ycia w wizieniach, mona ducha
pokory wzbudzi tylko w "bytowikach", ale nigdy w "politycznych". Co wicej - im
lepiej si czuje materialnie "polityczny" w wizieniu, tym odwaniej tskni za
wolnoci, tym gwatowniej buntuje si przeciwko wadzy, ktra go uwizia.
Kiedy si czyta opisy dostatniego prawie i kulturalnego ycia, jakie pdzili
winiowie i zesacy carscy, trudno zrazu oczom uwierzy; a przecie byli to
ludzie, ktrzy obalili carat.
Nie naley miesza zwykych "bytowikw" z "urkami". Wprawdzie w obozach spotyka
si czasem drobnych przestpcw pospolitych, ktrych wyrok przekroczy dwa lata,
ale prawie zawsze zajmuj oni w hierarchii obozowej pozycj wyjtkow, blisz
raczej przywilejw najemnej administracji ni statusu przecitnego winia.
"Urk" staje si przestpca pospolity dopiero po kilkakrotnej recydywie. W tej
nowej sytuacji nie opuszcza ju na og nigdy obozu, wychodzc na wolno tylko
na par tygodni dla zaatwienia najpilniejszych spraw i dokonania nastpnego
przestpstwa. Miar pozycji, jak wytworzy sobie w obozie "urka", jest nie
tylko to, ile lat tua si po agrach i za co siedzi, ale i to, jak zdoa
sobie uciua fortunk z paskarstwa, kradziey, a nierzadko i mordw
dokonywanych na "bieoruczkach" (politycznych), ilu ma po obozach "batnych"

naczelnikw i kucharzy, jakie ma kwalifikacje fachowe na brygadiera i co ile


"agpunktw" czekaj na niego kochanki jak rozstawne klacze. "Urka"
23
jest w obozie instytucj, najwyszym funkcjonariuszem po dowdcy warty; on
decyduje o wartoci i prawomylnoci robotnikw w brygadzie, jemu powierzaj
czsto najod-powiedzialniejsze stanowiska, dublujc go w razie potrzeby
fachowcem bez stau obozowego, przez jego rce przechodz wszystkie "prawiczki"
z wolnoci, zanim wylduj wreszcie w kach naczelnikw, on szarogsi si w
"kul-turno-wospitatielnoj czasti". S to ludzie, ktrzy myl o wolnoci z takim
samym obrzydzeniem i lkiem, jak my o obozie.
W celi 37. znalazem si rwnie przez przypadek. W czasie segregowania etapu
okazao si, e nie ma mojego nazwiska na licie. Stranik podrapa si
bezradnie w gow, sprawdzi uwanie wszystkich na liter G, zapyta jeszcze raz
o "imia i otczestwo" i wzruszy ramionami. "Do jakiej celi ci skierowali?" zapyta. Zza drzwi po obu stronach korytarza dochodzi niespokojny szum,
pomieszany z dwikiem rozmw i krzykliwym piewem. Jedynie w celi pooonej
nieco w gbi, na zakrcie korytarza, panowaa cisza; co par chwil przerywaa
j fraza jakiej egzotycznej piosenki, piewana chrapliwym, astmatycznym gosem
i poparta natychmiast ostrym uderzeniem w struny instrumentu. "Do trzydziestej
sidmej" - odpowiedziaem spokojnie.
W celi byo pusto, lub raczej prawie pusto. Dwa rzdy prycz, zbite z desek bez
odstpw pomidzy legowiskami i zasane siennikami, daway pewne poczucie
stabilizacji, ale ju barogi z wierzchnich czci ubrania i buszatw pod
cianami poprzecznymi i zawinitka uoone pod stoem (w celach przeludnionych
rozwija si je dopiero na noc, wykorzystujc kady skrawek podogi, obie awki,
a nieraz i sam st) pozwalay si domyla, e wicej tu ludzi ni miejsca. Na
sienniku rozoonym najbliej drzwi,
24
tu obok kibla, lea olbrzymi brodacz o wspaniaej, jak z kamienia wykutej
gowie i wschodnich rysach twarzy i pyka spokojnie fajk. Oczy mia utkwione w
suficie, jedn rk podoy pod gow, a drug gadzi bezmylnie i obciga
mundur wojskowy bez dystynkcji. Za kadym pocigniciem fajki zza szczeciniastej
brody bucha kb dymu jak zza krzaku jaowca. W drugim kcie celi, po
przektnej, lea z podcignitymi do gry nogami czter-dziestoparoletni
mczyzna o gadko wygolonej, inteligentnej twarzy, w bryczesach, butach z
cholewami i zielonkawej wiatrwce i czyta ksik. Naprzeciwko brodacza
siedzia, zwiesiwszy goe nogi z pryczy, gruby yd w rozpitym na piersiach
mundurze wojskowym, spod ktrego sterczay kaki czarnych wosw. Na gowie mia
may berecik, a szyja owinita wenianym szalem podkrelaa jeszcze misiste
wargi, nalan twarz i dwie liwki oczu, wepchnite w puchlizn policzkw jak w
wyschnite ciasto i przedzielone nosem ksztatu wielkiego korniszona. piewa,
duszc si i sapic, piosenk, ktra wydawaa mi si wwczas woska, wybijajc
jej takt rk na kolanie. Obok niego, oparty lekko o zaom muru przy oknie, sta
piknie zbudowany atleta w marynarskim deklu i koszulce gimnastycznej w
niebieskie paski i brzdka na gitarze, wpatrzony w mglisty zarys Leningradu.
Scena jak z domu noclegowego w francuskim zauku portowym.
Tu przed obiadem okute drzwi otworzyy si na rocie i kilkudziesiciu
winiw z rkami jeszcze zaoonymi do tyu zaczo przekracza parami prg w
takt monotonnego odliczania stranika; cela wrcia ze spaceru. Wrd nowo
przybyych przewaali starzejcy si ju mczyni w mundurach i paszczach
wojskowych bez dystynkcji; paru wrcio na swoje miejsca na pryczach,
podpierajc si na laskach lub na ramionach towarzyszy. Kilkunastu modych
marynarzy i tyle samo cywilw zamkno pochd, przepychajc si okciami do
stou. Trzy
25
uderzenia butem w zamknite drzwi oznaczay tutaj to samo co w Witebsku.
W czasie obiadu poznaem wysokiego, przystojnego mczyzn, ktry przyglda mi
si uwanie, jedzc z namysem i jak wyszukan elegancj gestw porcj kaszy.

Jego due, zamylone oczy osadzone byy w kocistej i pobrudonej twarzy, a


szczki wykonyway po kadym ksie powolny ruch, jakby rozgryzay jaki
wyjtkowy przysmak. Odezwa si do mnie pierwszy po polsku, skandujc prawie
drewnianym i troch uroczystym jzykiem, ktrego nie uywa pewnie od lat, swoj
krtk opowie. By potomkiem zesacw z 1863 roku - nazywa si Szkowski - i
przed aresztowaniem dowodzi pukiem artylerii w Puszkinie (dawnym Carskim
Siole) pod Leningradem. Mwic o Rosji, uywa sowa "rodi-na", Polsk za
nazywa ,,krajem naszych ojcw". Za co go aresztowano? Jako pukownik i Polak z
pochodzenia za mao si interesowa wychowaniem politycznym onierzy. "Pan
rozumie - umiecha si agodnie - w dziecistwie nauczyli czowieka, e wojsko
jest od tego, eby mao myle i zaszcziszczaf rodinu". Za co siedz inni? "Te
jeneray? - wzruszy ramionami. - Za to, e za duo zajmowali si polityk".
Ssiadem Szkowskiego by mczyzna w zielonej wiatrwce, ktrego zastaem
czytajcego ksik. Pukownik Pawe Iwanowicz (nie pamitam, niestety, jego
nazwiska) by jedynym obok Szkowskiego oficerem w celi o tak niskim stopniu.
Dowiedziawszy si, e jestem Polakiem i e byem we wrzeniu 1939 roku w Polsce,
oywi si i zasypa mnie gradem pyta. Okazao si, e zanim go aresztowano,
pracowa w wywiadzie na pograniczu polsko-so-wieckim; zna wietnie wszystkie,
najbardziej nawet zapade dziury prowincjonalne na Kresach, a czteroletni pobyt
w wizieniu nie poczyni najmniejszych wyrw we wspaniaym dossier wywiadowczym,
jakie nosi w mzgu. Pamita rozmieszczenie garnizonw, dywizji, pukw i
26
oddziaw KOP-u, nazwiska i najbahsze sabostki ludzkie ich dowdcw: ten
potrzebowa cigle pienidzy na karty, ten przepada za komi, ten mieszka w
Lidzie, ale mia kochank w Baranowiczach, a tamten by wzorowym oficerem.
Rozpytywa mnie z podnieceniem o ich udzia w kampanii wrzeniowej, jak zgrany
waciciel stajni pyta o lokaty swoich dawnych koni na zagranicznych torach
wycigowych. Niewiele umiaem i chciaem mu powiedzie. Szumiao mi jeszcze
wwczas w gowie od wrzeniowego ciosu.
Pogaduszki wywiadowcze z Pawem Iwanowiczem miay ten poytek, e
zaprzyjanilimy si szybko i pewnego dnia rozmowa zelizgna si mimochodem na
temat mieszkacw celi. Pamitam ten wieczr, jakby to byo wczoraj. Leelimy
na jego pryczy, a waciwie on lea, a ja siedziaem oparty na okciu; obok nas
drzema mody student medycyny z Leningradu o dziewczcej twarzy, ktry zapyta
mnie raz szeptem w ustpie, czy czytaem Powrt z ZSRR Gide'a, bo sdzc z
artykuw prasy sowieckiej, jest to bardzo interesujca ksika. W celi zapalono
ju wiata, przy stole siedzieli marynarze i grali w karty, a na pryczach
rzdem - jak na dwch zbiorowych katafalkach - leeli generaowie sowieccy,
zastygszy w gecie nieruchomej zadumy. Pawe Iwanowicz pokazywa mi wzrokiem
kadego po kolei, poruszajc tylko muskularni twarzy i rzucajc - niczym
przewodnik w sali sarkofagw egipskich - krtkie objanienia.
Przy grubym ydzie, ktry zwiesiwszy jak zwykle nogi z pryczy, nuci cicho,
powiedzia: ,,Komisarz polityczny dywizji w Hiszpanii. Mia bardzo cikie
ledztwo". Brodacza, pykajcego bezustannie fajk, okreli jako inyniera
lotnika i generaa awiacji, ktry wanie niedawno ogosi godwk, dajc
rewizji procesu "w imi potrzeb sowieckiego przemysu lotniczego". Wszyscy
zostali oskareni w roku 1937 o szpiegostwo. Zdaniem Pawa Iwa-nowicza caa
sprawa bya prowokacj niemieck na olbrzy27
mi skal. Wywiad niemiecki podsun wywiadowi sowieckiemu przez neutralnego
porednika sfaszowane dowody, obciajce powanie du cz sztabowcw
sowieckich, ktrzy w rnych okresach swej suby przebywali jaki czas za
granic. Niemcom chodzio o sparaliowanie dowdztwa sowieckiego, a wywiad
rosyjski y w stanie egzaltowanej podejrzliwoci po spisku Tuchaczew-skiego.
Gdyby wojna z Niemcami wybucha w roku 1938, Armia Czerwona miaaby powanie
nadwtlone rezerwy sztabowe. Wybuch drugiej wojny wiatowej uchroni ich od
wyrokw mierci i zatrzyma gwatownie szprychy ledczego koa tortur. Od
wybuchu wojny rosyjsko-nie-mieckiej oczekiwali zwolnienia, penej rehabilitacji,
przywrcenia stopni i stanowisk dowdczych, wypaty uposae za cztery lata

spdzone w wizieniu. Wyroki dziesicioletnie, jakie odczytano im przed


miesicem po trzech i p latach nieprzerwanych bada, uwaali za zwyk
formalno, ktra ma uratowa twarz NKWD.
Wrd mieszkacw celi 37. wybuch wojny rosyj-sko-niemieckiej uchodzi bowiem w
listopadzie 1940 roku za rzecz nie podlegajc wtpieniu; wierzyli w jej
zwyciski koniec i w to, e ani dnia nie bdzie si toczya na terytorium
sowieckim. Po apelu wieczornym, kiedy do celi przyjeda sklepik z papierosami,
parwkami i gazetami, Pawe Iwanowicz, jako najmodszy stopniem i wiekiem,
wdrapywa si na st i czyta na gos z ,,Prawdy" i "Iz-wiestij" jednakowe
"soobszczenija z zapadnogo fronta". Bya to jedyna w cigu dnia chwila, kiedy
generaowie oywiali si, dyskutujc z przejciem o szansach obu stron. Uderzyo
mnie, e w ich wypowiedziach nie byo ani cienia skargi, buntu lub mciwoci,
gdy rozmowa zahaczaa o potencja wojenny Rosji; jedynie smutek ludzi, ktrych
oderwano od warsztatu pracy. Zapytaem o to kiedy Pawa Iwanowicza. "W
normalnym pastwie - odpowiedzia - istniej ludzie zadowoleni, rednio
zadowoleni i niezadowoleni. W pastwie, w ktrym wszyscy
28
s zadowoleni, zachodzi podejrzenie, e wszyscy s niezadowoleni. Tak czy owak,
tworzymy zwart cao". Nauczyem si tych sw na pami.
Genera Artamjan, brodaty Ormianin z awiacji, wstawa wieczorami na par minut i
masywne jego cielsko odbywao pomidzy pryczami co w rodzaju spaceru "dla
rozprostowania koci". Po kadym spacerze kad si znowu na dawnym miejscu i
sapic ciko, wykonywa par wdechw i wydechw. Robi to wszystko ze
mierteln powag i zadziwiajc punktualnoci. Jego wieczorna gimnastyka bya
dla nas sygnaem do kolacji.
Gdy przyszedem do celi 37., trafiem na trzeci dzie jego godwki; po
dzieciciu dniach mojego pobytu w Pie-riesyce godwka jeszcze trwaa. Artamjan
przyblad, coraz krcej spacerowa, chwytaa go czsto zadyszka i zanosi si od
kaszlu po kadym pierwszym pocigniciu fajki. da zwolnienia i rehabilitacji,
powoujc si na swoje zasugi i rewolucyjn przeszo. Proponowano mu prac
pod konwojem w leningradzkiej fabryce samolotw i osobn cel w "Paacu
Zimowym". Co trzy dni przed poudniem dozorca przynosi mu do celi wspania
paczk "od ony", o ktrej nic nie wiedzia i ktra wedug wszelkiego
prawdopodobiestwa ya rwnie od trzech i p lat na zesaniu. Artamjan
podnosi si z pryczy, proponowa wszystkim w celi poczstunek, a gdy
odpowiadao mu guche milczenie, wzywa z korytarza dozorc i w jego obecnoci
wrzuca ca zawarto paczki do kibla.
Mimo e wyznaczono mi miejsce do spania na ziemi koo kibla, a wic tu obok
jego pryczy, nie odezwa si do mnie ani razu. Ostatniej jednak nocy, gdy
nienaturalnie oywiony ruch na korytarzu zdawa si zwiastowa etap, nie
spalimy obaj. Leaem na wznak, z rkami splecionymi pod gow, i
nasuchiwaem, jak za przegrod drzwi ronie szum krokw niby oskot
wzbierajcej rzeki za tam. Kby dymu z fajki Artamjana przesaniay mde
wiato arwki, pograjc cel w dusznym p29
mroku. Nagle jego rka obsuna si z pryczy i zacza szuka mojej. Gdy mu j
podaem, unisszy si lekko na posaniu, wsun j bez sowa pod swj koc i
przytkn do klatki piersiowej. Poprzez parcian koszul zmacaem zgrubienie i
wklnicie na ebrach. Powid j jeszcze w d, poniej kolana - to samo.
Chciaem do przemwi, zapyta go o co, ale kamienna twarz obronita mchem
brody nie wyraaa nic poza zmczeniem i zamyleniem.
Po pnocy ruch na korytarzu wzmg si jeszcze bardziej, sycha byo
otwieranie i zamykanie cel, i monotonne gosy wyczytujce nazwiska. Po kadym
"jest" rzeka ludzkich cia wzbieraa, uderzajc zduszonymi szeptami o ciany.
Otworzyy si wreszcie i drzwi naszej celi - Szkowski i ja na etap. Gdy klczc
zwijaem szybko swoje achy, Artamjan chwyci mnie jeszcze raz za rk i cisn
j mocno. Nie powiedzia ani sowa i nie spojrza w moim kierunku. Wyszlimy na
korytarz, prosto w tum spoconych i parujcych jeszcze od snu cia, ktre

przykucny bojaliwie pod cianami jak strzpy ludzkiej ndzy w cieku


kanaowym.
Ze Szkowskim znalazem si w jednym przedziale wagonu "stoypinowskiego".
Rozesa sobie na aweczce paszcz i usadowiwszy si w kcie przedziau,
siedzia ju tak przez cay czas - wyprostowany, milczcy i surowy, w mundurze
zapitym pod szyj, z rkami splecionymi na kolanach. Oprcz nas na grnych
skadanych awkach rozsiado si trzech "urkw", zabierajc si do gry w karty.
Jeden z nich, goryl o paskiej mongolskiej twarzy, opowiedzia nam, zanim
jeszcze pocig ruszy ze stacji, e doczeka si nareszcie w Leningradzie
pitnastoletniego wyroku za zarbanie siekier w obozie peczorskim kucharza,
ktry mu odmwi dodatkowej porcji kaszy. Mwi
30
to spokojnie, z pewnym akcentem dumy w gosie, nie przerywajc ani na chwil
gry. Szkowski siedzia niepo-ruszony z przymknitymi lekko oczami, a ja
zamiaem si nie bez przymusu.
Byo ju chyba bardzo pno - bo pocig, wynurzajc si z lasu, przecina smugi
szarego wiata, ktre unosiy si nad zanieonymi porbami - gdy goryl cisn
nagle karty, zeskoczy z grnej awki i stan przed Szkow-skim.
- Dawaj szynel - krzykn - przegraem go w karty.
Pukownik otworzy zdumione oczy i nie zmieniwszy pozycji, wzruszy ramionami.
- Dawaj - zagrzmia po raz wtry wcieky ryk - dawaj, "a to gaza wykom"! Szkowski podnis si powoli i odda swj paszcz.
Dopiero pniej, w obozie, pojem sens tej dziwacznej sceny. Gra o cudze rzeczy
naley do najpopularniejszych rozrywek wrd "urkw", a gwna jej atrakcja
polega na tym, e przegrywajcy ma obowizek wyegzekwowa od postronnego widza
umwiony z gry przedmiot. Kiedy, w trzydziestych sidmych latach pionierstwa
obozowego w Rosji, grao si o cudze ycie, bo nie byo cenniejszych
przedmiotw; siedzcy gdzie w drugim kocu baraku wizie polityczny ani si
domyla, e wytarte karty, spadajce z wysoka z ostrym trzaskiem na ma
deszczuk umieszczon na kolanach grajcych, przypie-cztowuj jego losy.
"Gaza wykolu" byo w ustach ,,urkw" naj straszniejsz grob: dwa palce prawej
rki, rozstawione w ksztat litery V, mierzyy prosto w oczy ofiary. Bro
przeciwko niej bya rwnie straszna - naleao byskawicznie przystawi do nosa
i czoa wyprone ostrze doni. Rozczapierzone palce rozpruway si o nie jak
fale o dzib okrtu. Inna rzecz, e goryl mia niewielkie szans
urzeczywistnienia swej groby; w chwil potem zauwayem, e brak mu
wskazujcego palca prawej rki.
31
Samookaleczenie rki lub nogi siekier na citym pniu uchodzio w latach
trzydziestych sidmych - zwaszcza w brygadach lenych - za najpewniejszy sposb
wydostania si u kresu si do normalnego, ludzkiego szpitala. Niesamowita
bezmylno sowieckiego ustawodawstwa obozowego sprawia, e wizie umierajcy
z wycieczenia przy pracy by bezimienn jednostk energetyczn, ktr wykrela
si pewnego dnia z planu technicznego jednym pocigniciem owka; ale wizie
okaleczony w czasie wyrbu lasu by tylko uszkodzon maszyn, ktr odsya si
czym prdzej do remontu.
W Woogdzie zabrano mnie jedynego z przedziau. "Do widzenia" - powiedziaem do
Szkowskiego i wycignem do rk. "Do widzenia - odrzek, ciskajc j
serdecznie - oby pan wrci do kraju naszych ojcw".
Spdziem jeszcze jedn dob w wizieniu woogodz-kim, ktre swoimi naronymi
wieyczkami i czerwonym murem okalajcym duy dziedziniec przypomina zameczek
redniowieczny. W podziemiach, w maej celi o otworze wielkoci gowy zamiast
okna, spaem na goym klepisku ziemi wrd okolicznych chopw, ktrzy nie
odrniali dnia od nocy, nie pamitali pory roku i nazwy miesica, nie
wiedzieli, jak dugo siedz, za co siedz i kiedy wyjd na wolno. Drzemic na
swych futrzanych szubach - nie rozdziani, nie rozzuci i nie myci - majaczyli w
gorczkowym pnie o rodzinach, domach i zwierztach.
Nastpnej nocy o wicie dojechaem z innym etapem do stacji Jercewo pod
Archangielskiem, gdzie czeka ju na nas konwj. Wysypalimy si z wagonw na

skrzypicy nieg wrd naszczekiwania wilczurw i nawoywania stray. Na


zbielaym od mrozu niebie migotay jeszcze ostatnie gwiazdy. Zdawao si, e
zgasn lada chwila i gsta noc wynurzy si z nieruchomego lasu, aby pochon
drc powa nieba i rowy wit utajony w zimnych
32
pomieniach ognisk. Na horyzoncie jednak pojawiy si za pierwszym zakrtem
drogi cztery sylwetki "bocianw" na omotanych drutem kolczastym szczudach. W
barakach paliy si wiata, a na trzeszczcych od mrozu koowrotkach lizgay
si z brzkiem acuchy studzienne.

Nocne owy
Sowo "proizwo" jest ju dzisiaj prawdopodobnie nie znane winiom sowieckim,
ostatnie dni jego panowania przypady bowiem w wikszoci obozw rosyjskich na
koniec roku 1940. W bardzo lapidarnym skrcie oznacza ono rzdy winiw w
zadrutowanej zonie obozowej od pnego wieczoru do witu.
"Pionierski" okres sowieckich obozw pracy trwa zasadniczo, z drobnymi
odchyleniami zalenymi od warunkw lokalnych, od roku 1937 do roku 1940.
"Tridcaf siem" stanowi w wiadomoci starych winiw rosyjskich, ktrzy mieli
szczcie przey lata Wielkiej Czystki i "budownictwa socjalistycznego w jednym
kraju" opartego na masowym uyciu pracy przymusowej, dat podobn do narodzenia
Chrystusa w wiadomoci chrzecijanina lub zburzenia Jerozolimy w umyle
ortodoksyjnego yda. "To byo w trzydziestym sidmym" - te sowa wypowiadane
szeptem penym grozy i nie zablinionego jeszcze cierpienia syszaem cigle po
przyjedzie do obozu, jakby chodzio o rok godu, pomoru, zarazy, poogi i wojen
domowych. W kalendarzu rewolucyjnym istnieje cay szereg takich przeomowych
wypadkw historycznych, ktrych jednak - jak przystao na styl nowej ery - nie
okrela si na og datami. U ludzi bardzo starych punktem zwrotnym jest
Rewolucja Padziernikowa i ona to z wiksz doz susznoci mogaby uchodzi za
pocztek Nowej Ery, od ktrego przy uyciu sw "przed" i "po" liczy si
wszystko, co zaszo kiedykolwiek w dziejach ludzkoci. Zalenie przy tym od
nastawienia mwi34
cego "przed" i "po" oznaczaj albo ndz i dostatek, albo dostatek i ndz; w
obu wszake wypadkach wszystko, co dziao si w Rosji przed szturmowaniem Paacu
Zimowego w Petersburgu, tonie jednakowo w pmroku prehistorii. Ludzie modsi
(mwi oczywicie cigle o obozach) licz czas inaczej. Dla nich "za cara"
znaczy ju bezspornie "ndza, niewolnictwo i ucisk", a "za Lenina" - "bieyj
chleb, sachar i salo". Te kamienie milowe, umocnione w prymitywnej wiadomoci
historycznej gwnie za spraw opowiada ojcw, przemawiaj take czasem do
archeologa z kapitalistycznej planety innymi napisami: po okresie wstpnej
szczliwoci przychodzi okres Godu i Kolektywizacji, ktry nie oszczdzi ani
jednej rodziny na Ukrainie; w lad za latami Swobody i Zapau id lata Terroru i
Strachu, wstrzsane periodycznymi kataklizmami Powszechnych Czystek i
poprzetyka-ne nazwiskami Kirowa, Jagody, Jeowa, Zinowjewa, Ka-mieniewa,
Trockiego i Tuchaczewskiego. Pomarszczona od niewidzialnych wstrzsw skorupa
ziemska ukada si wwczas w wyrane pasma grskie, z ktrych spywaj w doliny
potoki krwi i ez. Po kadej takiej krwawej irygacji na jaowych zboczach
grskich wyrasta nowa Wadza, a przerwy pomidzy cyklicznymi acuchami wypenia
ze sabncym lub rosncym nateniem Okrenie Kapitalistyczne. Stalin unosi si
nad Epok poleninowsk jako okrutny Arcykapan, ktry ukrad z otarza bogw
wity pomie rewolucji.
^ Pierwsi moi towarzysze obozowi, inynier rolnik Polen-ko i teletechnik z
Kijowa Karboski (pierwszy zosta skazany za sabota kolektywizacji, a drugi za
kontakt listowny z krewnymi w Polsce), naleeli wanie do niedobitkw Starej
Gwardii z trzydziestego sidmego roku. Z ich opowiada wynikao, e obz
kargopolski - ktry w chwili mojego przybycia skada si z kilkunastu

"uczastkw", rozrzuconych w promieniu kilkudziesiciu kilometrw i liczcych w


sumie okoo trzydziestu tysicy winiw 35
zaoyo cztery lata temu szeciuset winiw, wysadzonych ktrej nocy w
pobliu stacji Jercewo, w dziewiczym lesie archangielskim. Warunki byy cikie:
mrz dochodzcy w zimie do czterdziestu stopni Celsjusza poniej zera (co w tej
okolicy nie jest zjawiskiem niecodziennym), wyywienie nie przekraczajce
trzystu gramw czarnego chleba i jednego talerza gorcej zupy na dob i
mieszkanie w szaasach z gazi jodowych, skleconych po par wok poncego
bez przerwy ogniska; jedynie uzbrojeni konwojenci mieszkali w maych domkach
ruchomych na pozach. Winiowie zaczli sw prac od tego, e oczycili ma
porb i wznieli porodku polany niewielki barak szpitalny. Wanie wwczas
okazao si, e samooka-leczenie przy pracy daje przywilej spdzenia paru
tygodni pod prawdziwym dachem, z ktrego nie cieknie odtajay nieg, w pobliu
rozarzonego do czerwonoci piecyka elaznego; ale ilo nieszczliwych
wypadkw przy pracy bya tak dua, e poranionych trzeba byo niemal codziennie
odstawia na saniach do szpitala w miejscowoci Niandoma, odlegej o
kilkadziesit kilometrw od Jerce-wa. Jednoczenie rosa w zastraszajcy sposb
miertelno. Najpierw zaczli umiera komunici polscy i niemieccy, ktrzy
zbiegli z krajw rodzinnych, szukajc schronienia przed wizieniem - w Rosji.
Patrze na mier Polakw byo - zdaniem moich dwch towarzyszy - rzecz
znacznie straszniejsz ni obserwowa gorczkowe, przedmiertne majaczenia
Niemcw. Komunici polscy (przewanie ydzi) umierali nagle, jak ptaki spadajce
w czasie mrozu z gazi, albo raczej jak gbinowe ryby oceaniczne, ktre pkaj
od wewntrznego cinienia, gdy je spod ucisku wielu atmosfer wody wydoby na
powierzchni. Jedno krtkie kaszlnicie, ledwie dosyszalne zakrztuszenie si i
koniec. Maleki biay oboczek pary zawisa na chwil w powietrzu, gowa opadaa
ciko na piersi, rce zaciskay kurczowo dwie kule niegu. I nic wicej. Ani
jednego sowa. Ani jednej proby. Po nich
36
przysza kolej na Ukraicw i "nacmenw" (mieszkacw rodkowej Azji, to jest
Kazachw, Uzbekw, Turkmenw i Kirgizw). Najlepiej trzymali si rdzenni
Rosjanie, Batowie i Finowie (ktrzy piuj, jak wiadomo, wietnie las),
podwyszono im wic dzienne racje o sto gramw chleba i dodatkow chochl zupy.
W czasie pierwszych paru miesicy, gdy wysoki stopie miertelnoci i prymitywne
warunki obozowania nie pozwalay konwojentom prowadzi dokadnego wykazu
winiw, w szaasach przetrzymywano nieraz po par dni zlodowaciae trupy,
pobierajc na nie w brygadach chleb i talony na zup. Baraki rosy na polanie,
ktr otoczono ju drutem kolczastym, a codziennie brygady "lesorubw"
wzmacniane wieymi posikami z wizie wgryzay si coraz gbiej w puszcz
jodow, znaczc swj lad umarymi i drewnianym torem dla samochodw i sa;
zbudowany jest on w ten sposb, e na niewysokim nasypie zbite mocno deski
jodowe tworz co w rodzaju trotuaru dla przechodniw, a dwie pokrge belki
przymocowane s na wierzchu i cign si rwnolegle do siebie w odlegoci
odpowiadajcej wewntrznemu rozstpowi osi w samochodzie lub w saniach; koa
bd pozy poruszaj si wolno na torze po zewntrznej stronie drewnianych szyn
i chronione s przez nie w ten sposb od zelizgnicia si na boki; co
kilkadziesit metrw tor przecity jest w dwch miejscach na dugo normalnego
pojazdu i osadzony na rubie zwrotnicowej. W roku 1940 Jercewo byo Ju duym
centrum kargopolskiego orodka przemysu drzewnego z wasn baz ywnociow, z
wasnym tartakiem, z dwiema bocznicami kolejowymi i z wasnym miasteczkiem za
on dla administracji i stray obozowej. Wszystko to zbudowane zostao rkami
winiw.
Tych dawnych, "pionierskich" czasw siga rwnie tradycja "proizwou"*. Gdy nie
byo jeszcze zamykanych
* Pewien komunista besarabski opowiada mi, e w roku 1938 by
37

na noc szop, w ktrych winiowie skadaj po pracy ostre narzdzia (piy,


siekiery i topory), a kontrola stranikw nie sigaa po zmroku poza koniec
bagnetu lub wietliste ostrze reflektoru, cz narzdzi wdrowaa wieczorem do
barakw. Pierwsze zastpy "urkw", przybye do obozu w roku 1938, wykorzystay
ten stan rzeczy, aby proklamowa w zonie od zmierzchu do witu ma "republik
winiw" z wasnymi sdami kapturowymi. aden stranik nie omieli si pojawi
midzy barakami w nocy nawet wwczas, gdy do jego uszu dochodziy straszliwe
jki i krzyki mordowanych winiw politycznych;
nigdy przecie nie wiadomo byo, zza jakiego baraku wychyli si i roztrzaska mu
eb ciki obuch toporzyska. Poniewa dochodzenia dzienne daway prawie zawsze
bardzo nike rezultaty, polityczni zorganizowali wasne oddziay samoobrony i ta
wojna domowa midzy wykolejonym proletariatem a inteligencj rewolucyjn
przetrwaa podobno ze sabncym stopniowo nateniem do pocztkw roku 1939. By
to czas, kiedy nowoczesne urzdzenia techniczne i wzmocnione zaogi obozw
pozwoliy nareszcie NKWD uchwyci inicjatyw w swe rce. W roku 1940 szcztkowe
formy "republiki winiw" istniay ju tylko po to, eby uatwi "urkom" nocne
owy na nowo przybye kobiety. Ptora roku temu bowiem zaoony zosta w obozie
pierwszy barak kobiecy. Trzeba tu odda sprawiedliwo NKWD, ktre przygldao
si na og temu chrzestnemu taru przez palce, e dozwalao tylko na polowanie
w zonie; drzwi do baraku kobiecego znajdoway si na odlego celnego strzau z
wartowni. Nowo przybye kobiety byy na og uprzedzane przez stare "agiernice" o grocym niebezpieczestwie, ale zdarzay si wypadki, e nie daway tym
ostrzeeniom wiary. Skargi zanoszone nazajutrz po wypadku na wartowni byy
przyjmowane drwinami, a zreszt ktra rozsdna kobieta
naocznym wiadkiem potwornego skatowania Karola Radka, ktry pad ofiar
"proizwou" w obozie na Wyspach Soowieckich.
38
miaa ochot narazi si na bezlitosn, lep mciwo "urkw" w obozie?
Dowiadywaa si od razu na wstpie, jakie s reguy walki o ycie w obozie i
ulegaa im instynktownie, nie wychodzc z baraku po zmroku lub szukajc sobie
monego opiekuna wrd przeladowcw. Na pocztku roku 1941 nocne owy zostay
rwnie ukrcone przez NKWD. ycie stao si dla jednych znoniejsze, a dla
innych "uasno skucznoje".
Po przyjedzie do obozu przespaem dzie w opustoszaym baraku, a pod wieczr,
gdy zaczy mn trz dreszcze i poczuem gorczk, powlokem si za rad
starego popa Dimki do "azarieta". Dimka, ktry jako bez-nogi staruch by
dyurnym w baraku, doradzi mi przyjanie, ebym nie ustpowa lekarzowi, dopki
mnie nie skieruje do szpitala. "Po wizieniu - mwi - naley si najsamprzd
odpoczynek, zanim si czowiek wemie do uczciwej pracy". Przy sowie "uczciwej"
zamialimy si obaj. Pop uderzy si drewnianym jarzmem w protez, zaoy je
sobie na kark i podnis z ziemi elaznymi hakami dwa wiadra. W jego bezczynnym
yciu wybia najwaniejsza chwila w cigu dnia. Wyszorowa by ju podog,
dorzuci drew do pieca i rusza teraz po wrztek do picia i po "chwoj" ciemnozielony odwar z igie sosnowych, ktry pomaga podobno na awitaminoz.
Bardzo nieliczni w obozie chorzy na szkorbut otrzymywali od lekarza kartki na
"cyngotnoje pitanije". Tym mianem okrelao si spor yk siekanej surwki przewanie cebuli, marchwi, brukwi i burakw. Prawie zawsze starania o
"cyngotnoje" byy walk o dodatkow yk jedzenia, a nie o lekarstwo.
W zonie byo ju szarawo, ale zacisznie i prawie pogodnie. Pierwsze dymy unosiy
si nad barakami, zamiatajc szerokimi piropuszami okapy dachw, oblodzone
szyby okien tliy si brudnym wiatem jak anemiczne soce jesienne zachodzce
za chmur z nieprzezroczystej bony, a na horyzoncie jak okiem sign cigna
si
39
czarna ciana lasu. cieki w obozie zrobione byy z dwch pooonych obok
siebie desek. Czycili je codziennie, szczeglnie po nocach obfitujcych w
nieyce, popi, odwalajc drewnianymi opatami nieg na boki i pitrzc zaspy,
ktre sigay niekiedy do pasa. Cay obz wyglda jak ogromna odkrywka gliny,
unerwiona sieci wskich kanalikw dla wagonetek. Uchylone wrota na wartowni

czekay ju na powrt pierwszych brygad z pracy. Na wysokim pomocie koo kuchni


sta ogonek pozszywanych ze szmat cieni w uszankach i ogromnych apciach, z
ktrych sterczay nogi obwizane sznurkami, i niecierpliwym pobrzkiwaniem
kociokw przypomina o sobie kucharzowi.
Lazaret mieci si w maym domku niedaleko baraku kobiecego. Za przepierzeniem
z dykty dyurowali lekarz i "lekpom", a w kcie obok drzwi siedzia za stolikiem
obdarty i zaronity starzec w drucianych okularach i agodnym spojrzeniem
malekich oczu wita kadego wchodzcego, aby go po chwili z nie ukrywan
radoci wcign na list pacjentw. Zdawa si tu zadomowiony, bo nie tylko
piknym, kaligraficznym pismem odnotowywa nazwiska czekajcych i dorzuca
cigle rozupane o-krglaki do pieca, ale wypytywa z zabawn powag o symptomy
choroby, wykrzykiwa - wsadziwszy kudaty eb za drzwi przepierzenia - "Tatiana
Pawowna, kaet-sia sierioznyj suczaj", i wracajc za swj st, z zadowoleniem
pobetywa drewnian yk w resztkach zupy, ktre grzay si w maej blaszance
na krawdzi piecyka. Miy gos kobiecy odpowiada niezmiennie: "Matwiej Kiryowicz, budtie lubieznyj pododat'", a starzec rozkada rce gestem
zaaferowanego dygnitarza. Te resztki niezwykej, przesadnej wrcz grzecznoci
spotyka si w obozach tylko u ludzi starszych.
Wrd czekajcych przewaali "nacmeni". Trzymajc si ju w poczekalni za
brzuchy, wybuchali od progu przepierzenia aosnym skomleniem, w ktrym jkw
b40
lu nie mona byo odrni od amanej cudacznie ru-szczyzny. Nie byo na ich
chorob lekarstwa, uwaano ich wic na og za nieuleczalnych symulantw.
Umierali z tsknoty za krajem rodzinnym - z godu, mrozu i monotonnej bieli
niegu. Ich przymruone skonie oczy, nie-nawyke do krajobrazu Pnocy, zawiy
nieustannie i zarastay na rzsach tym pasemkiem ropy. W rzadkie dni wolne od
pracy Uzbecy, Turkmeni i Kirgizi zbierali si we wsplnym kcie baraku,
przyodziani odwitnie w kolorowe chaaty z jedwabiu i wzorzyste jarmuki. Nie
mona byo nigdy odgadn, o czym rozmawiaj z tak niezwykym oywieniem gestykulujc, przekrzykujc si nawzajem i kiwajc smtnie gowami - ale to
pewne, e nie o obozie. Bardzo czsto pnym wieczorem, gdy starsi odchodzili
ju do swoich barakw, modsi zostawali jeszcze parami na wsplnych pryczach i
godzinami gadzili si w milczeniu po szyjach, twarzach i plecach, obcignitych
jedwabnym ptnem. Wygldao to na wzbierajcy stopniowo spazm, bo ruchy staway
si coraz wolniejsze i nabieray drtwoci, a zamglone oczy tay w sup. Nie
wiem, jak si koczyy te nocne pieszczoty, i nigdy nie widziaem "nacmenw"
uprawiajcych msk mio, ale w czasie mojego ptorarocznego pobytu w obozie
przez Jercewo przesza tylko jedna Turkmenka. W "nacme-skim" kcie przywitao
j z honorami grono starcw i modziey i odstawio przed zapadniciem nocy do
baraku kobiecego; nazajutrz posza na etap.
Tatiana Pawowna okazaa si istotnie uprzejm, siwiejc ju kobiet, i
upewniwszy si, e mam bardzo wysok temperatur, daa mi bez trudu skierowanie
do szpitala. "Nie zaatwia to jednak wszystkiego - powiedziaa mi na odchodnym trzeba czasem bardzo dugo czeka na wolne ko". Gdy wracaem wieczorem do
baraku po rzeczy, w zonie byo ju ciemno. Na wskich ciekach posuwali si po
omacku "kurzy lepcy", dotykajc o-stronie oblodzonych desek gumowymi apciami,
a czar41
nej zasony powietrza trzepoccymi palcami rk. Coraz wpada ktry w zasp
nien i wykopywa si z niej rozpaczliwymi ruchami tuowia, wzywajc cicho
pomocy. Zdrowi winiowie wymijali ich obojtnie i szli szybko przed siebie,
wzrok utkwiwszy w rozjarzonych oknach barakw.
W szpitalu przeleaem tylko jedn noc na korytarzu, a potem ju dwa tygodnie w
czystym ku na sali i wspominam ten okres jako jeden z najpikniejszych w moim
yciu. Skra, nienawyka od roku do biaej pocieli, zdawaa si oddycha z ulg
wszystkimi porami, gboki sen pogry mnie w gorczkowych majaczeniach i
wspomnieniach jak w stogu pachncego siana. Spaem tak ca dob. Obok mnie
lea rosy mczyzna, chory na "pya-gr". Nie umiem powiedzie, na czym ta

choroba polega, ale wiem, e jej objawy poczone s z wypadaniem wosw i


zbw, z atakami przewlekej melancholii, a podobno take z ruptur. Codziennie
rano po przebudzeniu mj ssiad odrzuca kodr i przez par minut way na
doni swe jdra. Leczono go wycznie kostkami margaryny wielkoci maego
pudeka zapaek, ktre otrzymywa na niadanie wraz z porcj biaego chleba.
"Pyagrycy" nie wracali ju nigdy do zdrowia; po wypisaniu ze szpitala
przechodzili do baraku dla niepracujcych, gdzie otrzymywali zmniejszon porcj
jedzenia i mogli caymi dniami lee bez ruchu na pryczach; barak ten nosi
nazw "sabostki", ale z wiksz doz susznoci mwio si o nim w obozie jako
o "kostnicy" lub "trupiarni". W czasie pobytu w szpitalu zaprzyjaniem si
rwnie serdecznie z siostr, niezwykle oddan i uczynn Rosjank z Wiatki,
ktra odsiadywaa dziesi lat jako crka "kontrrewolucjonisty"; jej ojciec
przebywa (o ile jeszcze y) od roku 1937 w "zakrytych agieriach", nie wiadomo
gdzie i w jakich warunkach, nie mia bowiem prawa pisywania i otrzymywania
listw. Siostra Tamara ofiarowaa mi na poegnanie trzy ksiki - obok Zapiskw
z martwego
42
domu Dostojewskiego jedyne, jakie prbowaem potem czyta w obozie w dni wolne
od pracy: Woprosy leniniz-ma Stalina, Soczinienija Gribojedowa i Folklor
Riespubliki Korni.
Po powrocie do baraku dostaem jeszcze trzy dni zwolnienia, miaem wic do
czasu, aby si zastanowi nad przyszoci. Teoretycznie istniay trzy
moliwoci: albo przydziel mnie do brygady "lesorubw", albo odel mnie etapem
na inny "agpunkt", albo wreszcie zakrztn si sam koo wasnych spraw. Z nich
dwie pierwsze byy najgorsze. Praca w lesie od witu do zmierzchu po pas w
niegu nie bya wprawdzie dla zdrowego mczyzny ponad siy, ale przeraaa mnie
marszruta - po sze kilometrw w kad stron przez zanieone wykroty i wilcze
zapadnie; w wizieniu spuchy mi tak nogi, e ledwie mogem usta w ogonku do
kuchni. Z opowiada winiw wywnioskowaem rwnie, e Jercewo jest najlepszym
"agpunktem" w obozie kargopolskim, a do innych - zwaszcza do karnej
Aleksiejewki Drugiej - wysya si gwnie Polakw na powolne konanie. Idc wic
za rad Dimki, ktry by mi dotd najwierniejszym przyjacielem i ojcem,
sprzedaem "urce" z brygady tragarzy wysokie buty oficerskie za godziw cen 900
gramw chleba i jeszcze tego wieczoru otrzymaem odpowied, e "naczalstwo"
zgadza si na mj przydzia do 42. brygady i poleca mi zgosi si w magazynie
po odbir buszatu, uszanki, watowanych spodni, rkawic i walonek ,,pierwszego
gatunku" (nowych albo lekko znoszonych) - czyli penego kompletu odziey, jaki
przysuguje tylko "udarnym" zespoom winiw. Wtajemniczony przez Dimk,
wiedziaem ju, e praca tragarza na bazie ywnociowej ma swoje ze i dobre
strony. Pracuje si wprawdzie niejednokrotnie po dwadziecia godzin na dob zalenie od iloci wagonw na bocznicy kolejowej - i norma dwuna-stogodzinnego
dnia pracy wynosi 25 ton mki w workach lub 18 ton owsa bez workw na czowieka
przy odlego43
ci 25 metrw od wagonu do skadu, ale baza znajduje si tu za on i mona
czasem ukra co do jedzenia. "Popracujesz - mwi mi Dimka - ale i pojesz.
Pogrzejesz si troch przy ognisku i zdechniesz z godu. Kory nie ugryziesz, a
chwoi ja tobie, synok, przygotuj". Byem wic, na razie przynajmniej,
uratowany. Lec na grnej pryczy przy oknie, przygldaem si 42. "brygadzie
midzynarodowej". Osiem najlepszych miejsc w kcie barku zajmowaa zgrana szajka
"urkw" z ospowatym bandyt ukraiskim. Kowalem, na czele. Reszt - zbieranina
komunistyczna z caej Europy i jeden Chiczyk.
Krtko przed pnoc - Dimka wstawa zazwyczaj o tej porze jeszcze raz, eby
wygrzeba z cebrzyka pomyj gwki od ledzi, z ktrych warzy sobie na obiad
zup - Kowal, lecy przy oknie na brzuchu z twarz przytknit do szyby, zerwa
si gwatownie z pryczy i paroma krtkimi szarpniciami obudzi swych
towarzyszy. Po chwili zebrali si wszyscy w omiu koo odtajaej tarczy w
szybie, przyjrzeli si zonie, poszeptali bezadnie i ruszyli do wyjcia. Trwao
to wszystko nie wicej ni minut, w czasie ktrej przymruyem powieki i

odetchnem gboko par razy, jak przez sen. W baraku panowaa zupena cisza;
na dwch rzdach dolnych i grnych prycz, leeli obok siebie nie rozdziani
winiowie i dychawicznymi haustami apali chciwie rozgrzane powietrze. Ledwie
ostatni "urka" znikn za drzwiami, przewrciem si na brzuch i wychuchaem
szybko may otwr w lodowatej paproci na szybie. W odlegoci stu metrw od
naszego baraku zona opadaa agodnie wkls misk i podnosia si znowu daleko
w tyle, za drutami obozu. Ssiednie baraki wznosiy si dopiero na brzegach
miski, zasaniajc wartowni i ca grn parti ony. Wzgldnie dobra
widzialno w gb wklnicia istniaa tylko ze szczytu najbliszego "bociana",
ale jeeli wartownik siedzia twarz do obozu, oparty o cian wieyczki, mg
widzie tylko dalsz cz opadajcego przedpola. Od strony szpitala
44
sza przez opustosza on w kierunku baraku kobiecego rosa dziewczyna i gdyby
chciaa sobie skrci drog, aby nie otrze si o przeciwlege druty, musiaaby
przeci na ukos przedni skraj miski. Osiem cieni rozbiego si bezszelestnie po
lewym brzegu wklnicia i rozstawio wi-cierz u wylotw poprzecznych cieek,
tu za wgami wygitych w wachlarz barakw. Dziewczyna sza prosto w jego
serce. W ciszy pogronego w nie obozu zaczynay si nocne owy.
Dziewczyna sza ju teraz ciek na wysokoci naszego baraku, zasonita po
biodra zasp nien. Z daleka wida byo tylko, e jest rozronita w ramionach
i ma szerok twarz obwizan chustk, ktrej koniec powiewa z tyu jak ogon
latawca. Jeszcze nie dosza do zakrtu cieki, gdy zza wga wynurzy si
pierwszy cie i zastpi jej drog. Dziewczyna drgna, zatrzymaa si i wydaa
lekki okrzyk. Cie skoczy zwinnym susem do jej garda, chwyci jedn rk za
kark, a drug zatka usta. Dziewczyna wyprya si ukowato do tyu i
oderwawszy lew nog od ziemi, wpakowaa j zgitym kolanem w brzuch napastnika,
a obiema rkami wczepia si w jego brod, odpychajc od siebie z caych si
olbrzymi eb w uszance. Cie zatoczy lew nog wprawny ruch pkolisty w
ksztacie sierpu i mocnym uderzeniem podci znienacka jej nog, wronit w
ziemi. Zwalili si oboje w zasp nien dokadnie w chwili, gdy pozostaych
siedmiu nadbiego z dwch stron na pomoc.
Powlekli j, trzymajc za rce i gow o rozwianych wosach, w d wklnicia
na zawalon niegiem awk, ktra sterczaa czarn kres porczy w odlegoci
dwudziestu metrw od baraku. Pierwszego przyja wciekym wierzganiem
oswobodzonych nagle z elaznego uchwytu ng, ale rycho ucicha znowu, zdawiona
spdnic zarzucon na gow i ogromn ap Kowala, przyciskajc przez ptno
jej twarz do blatu awki. Pierwszy przygwodzi jednym kolanem jej praw nog do
oparcia awki, a
45
drugim wpar si w wewntrzn stron uda zawieszonego w prni, ktre
kleszczowym ruchem prbowao zewrze si jak rami zawiasu. Gdy dwaj po bokach
trzymali j za rce, pierwszy pklczc zdziera z niej majtki i odpina
spokojnie spodnie. Po chwili jej ciao zakoysao si kon-wulsyjnie, tak e
Kowal musia w takt nierwnych drga popuszcza lekko rozczapierzony kaganiec
swej doni na jej gowie. Drugi i trzeci mieli ju uatwione zadanie i omieleni nagym spokojem jej ciaa prbowali niecierpliwymi domi odszuka w
pomitym kbku spdnicy i bluzek jej piersi. Przy czwartym jednak udao jej si
uwolni gow z rozlunionego ucisku palcw Kowala i w mronej ciszy ony
rozleg si krtki, gardowy krzyk, nabrzmiay zami i zduszony kneblem z sukna.
Z najbliszego "bociana" zaspany gos zawoa: "Riebiata, wy czto e,
czeowieczeskogo pozora u was niet". cignli j z awki i jak kuk z
achmanw powlekli za barak, do latryny. Na przedpolu widocznym przez otwr w
oblodzonej szybie opustoszao; jedynie wok awki utworzya si po obu stronach
cieki gboka wyrwa w prostopadych cianach niegu, przybrawszy ksztat
stratowanego klombu. Po jakiej godzinie siedmiu wrcio do baraku. Zaraz potem
spostrzegem przez mojego "judasza" w szybie Kowala, odprowadzajcego dziewczyn
do baraku kobiecego. Sza wolno, potykajc si i zataczajc na ciece, z gow
przekrzywion na stron i rkami skrzyowanymi na piersiach, podtrzymywana w
pasie mocnym ramieniem swego towarzysza.

Nazajutrz wieczorem Marusia przysza do naszego baraku. Miaa jeszcze lady


skrzepej krwi na twarzy i pod-siniaczone oczy, ale wygldaa adnie w kolorowej
spdnicy i biaej, cyfrowanej bluzce z czystego lnu, w ktrej koysay si,
puszczone luzem, dwie piersi wielkie jak bochny chleba. Usiada, jak gdyby nigdy
nic, na pryczy Kowala plecami do pozostaych "urkw" i przytuliwszy si do
niego, lekko szeptaa mu co na ucho, caujc go
46
ze zami w oczach w ospowaty policzek i po rkach. Kowal siedzia z pocztku
najeony i spod niskiego czoa rzuca ukradkiem zmieszane spojrzenia na
towarzyszy, ale da si w kocu ubaga. Zostaa na noc, budzc nas cigle z
napitego gorczkowymi rojeniami snu sowami najczulszej mioci, pomieszanymi z
wasnymi zachystami blu i miarowym sapaniem Kowala. Wymkna si z baraku
przed witem, a za ni stpa ostronie na chwiejcych si nogach ogupiay i
zaczadzony kochanek. Odtd przychodzia ju codziennie i nieraz piewaa przed
zapadniciem nocy mocnym gosem, ktry przechodzi pod koniec kadej frazy w
zawodzcy jkliwie pisk, "czastusz-ki" ukraiskie o chopcu, co "chodi wozie
doma mojego", i o tym, jak "choroszo s moocznicoj ywiotsia". Zostaa w naszym
obozie wodowozem i polubilimy wszyscy jej szerok, wysmagan mrozem twarz,
jasne wosy rozwiane na wietrze i rozdte nozdrza, gdy siedzc okrakiem na
beczce, opieraa czuby walonek na klinach w przednim zaworze sa i poganiaa
konia gonymi kla-niciami bata lub nerwowymi szarpniciami lejc. Za on,
gdzie puszczano j po wod bez konwoju jako "bytowo-j", zdobywaa czasem par
barwnych obrazkw lub kolorowych wycinanek z bibuki i przyozdabiaa nimi
wieczorem brudn cian nad prycz swego ukochanego.
W brygadzie tymczasem popsuo si wszystko od owej pamitnej chwili nocnych
oww. Kowal chodzi do pracy pprzytomny i senny, jego pakowate nogi uginay
si pod ciarem workw, omija czsto kolejki w wagonach i par razy spad
nawet z kadki na szyny. Chiczyk Wang wspomnia kiedy w czasie przerwy w maej
strwce, e trzeba by "jednego konia zmieni w zaprzgu", ale sidemka "urkw"
zgromia go rozjuszonym spojrzeniem. Zauwaylimy jednak, e i oni milkn i
umiechaj si pogardliwie, ilekro Kowal zblia si do nich na papierosa.
Trzyma si wic na boku, jada sam z osobnego kocioka, a po kolacji naciga
moje oficerskie buty,
47
wdziewa odwitn rubaszk ukraisk i kad si z papierosem na pryczy,
nasuchujc, czy nie odezwie si na drodze do kuchni bulgotanie wody, kolebicej
si w ostatniej dziennej beczce.
Ktrego wieczoru, gdy Marusia, ktra nie odzywaa si do nikogo w naszym
baraku, siedziaa jak zwykle obok Kowala otoczywszy go w pasie splecionymi
ramionami, jeden z "urkw" trci j lekko w plecy i przemwi do niej par
sw. Dziewczyna rozplota wolno donie, odwrcia gow i przeszya go
nienawistnym spojrzeniem; nagle poderwaa si caym tuowiem do przodu i z
byskiem miertelnie ranionego zwierzcia w oczach spluna mu prosto w twarz.
Olepiony "urka" cofn si do tym, obtar lewym rkawem twarz i
rozczapierzywszy dwa palce prawej rki, odwin si do ciosu. W tej chwili Kowal
run na niego z pryczy jak jastrzb. Szamotali si chwil, a gdy ich
rozczono. Kowalowi przygldao si spode ba siedem wrogich par oczu. Odwrci
si do wtulonej w kt Marusi, obcign na sobie podart rubaszk i gosem, od
ktrego cierpa skra, wycedzi przez zacinite zby: "Kad si, suko, i
rozbieraj, bo udusz". Po czym do towarzyszy: "Bieritie, bratcy".
Pierwszy poszed opluty "urka". Marusia braa ich teraz w siebie bez sprzeciwu,
rozchylajc agodnie uda, kadc donie na koyszcych si zadach i nie bronic
si nawet, gdy nieprzytomnie rozbieganymi rkami mitosili jej piersi. Jej oczy,
rozwarte szeroko w zwieszonej z pryczy gowie, wpatryway si tylko uporczywie w
siedzcego przy stole Kowala, a jej blade wargi szeptay cicho: "Pro-sti,
Timosza, prosti". Kowal nie ruszy si z miejsca, gdy wychodzc z baraku,
spojrzaa na raz jeszcze wzrokiem przepenionym bezgraniczn i podeptan
mioci. W powietrzu unosi si jeszcze dugo po jej wyjciu ostry zapach potu,
spermy i chwoi.

Po trzech dniach Marusia odesza od nas na wasn


48
prob z etapem winiw do Ostrownoje, a wrd omiu "urkw" w brygadzie
zapanowao na powrt braterstwo broni, nie zakcone ju do koca mojego pobytu
w obozie adnym szcztkowym uczuciem ludzkim.

Praca
Dzie po dniu
O wp do szstej nad ranem drzwi baraku otwieray si z trzaskiem i wrd ciszy
przerywanej tylko ostatnimi westchnieniami snu rozlega si gony okrzyk:
"Podjom!" W chwil potem "razwodczik" - wizie odpowiedzialny za wymarsz brygad
do pracy - przechodzi szybkim krokiem wzdu prycz, szarpic picych za nogi.
Winiowie poruszali si ciko na pryczach, odrzucali sennym ruchem rki
buszaty okrywajce gowy, podnosili si tak wolno, jak gdyby ich ciaa
skrpowane byy niewidzialnymi ptami, i jczc z blu, opadali z powrotem na
legowiska. Wzdu prycz przechodzi teraz wolno "dniewalny", szepczc monotonnym
gosem: "Riebiata, na rabotu". Do niego naleao postawi barak na nogi przed
otwarciem kuchni. Robi to jednak w przeciwiestwie do "raz-wodczika" agodniej
i grzeczniej, jak czowiek, ktry sam nie pracujc, wypycha innych do pracy, i
ktremu najniszy status sugi niewolnikw nie pozwala na opryskli-wo, tak
zwyczajn w ustach ludzi wolnych i ich obozowych wysannikw.
Te par minut, ktre mieszkacy kadego baraku spdzali po pobudce lec bez
ruchu na pryczach, byo swoist form porannej modlitwy winiw. Zaczynaa si
ona nieodmiennie od przeklestw, a koczya prawie zawsze sakramentalnym
zwrotem: "Ech, nadojea yz". Powtarzany codziennie na wszystkich pryczach dolatujcy z bokw, z dou i z gry - sta si on dla mnie w kocu czym w
rodzaju przeraliwej skargi, w ktrej miecio si wszystko, co wizie umia i
mg powiedzie o
50
swojej mierci za ycia. W innych krajach i w innych warunkach miejsce tego
krtkiego okrzyku rozpaczy zajmuje prawdziwa modlitwa lub skrelenie jednego
dnia wyroku;
jest rzecz a nazbyt zrozumia, e czowiek pozbawiony wszystkiego z wyjtkiem
nadziei zaczyna dzie od zwrcenia ku niej swych pierwszych myli i prb. Ale
jake mogli to czyni ludzie, ktrym odebrano nawet nadziej? Ani jeden z
winiw sowieckich nie mg wiedzie na pewno, kiedy mu si skoczy wyrok, gdy
pamita z wasnego dowiadczenia tysice wypadkw, w ktrych przeduono go na
nastpne dziesi lat jednym pocigniciem pira Osobogo Sowieszczanija NKWD w
Moskwie. Tylko ludzie, ktrzy siedzieli kiedykolwiek w wizieniu, bd w stanie
zrozumie cae okruciestwo faktu, e w cigu ptorarocznego pobytu w obozie
syszaem zaledwie par razy winiw obliczajcych na gos ilo lat, miesicy,
tygodni, dni i godzin, ktre pozostay im jeszcze do ukoczenia wyroku. Bya to
jak gdyby cicha umowa, zmierzajca do nieprowokowania losu. Im mniej mwio si
o wyrokach, im mniej pokadao si nadziei w odzyskaniu wolnoci, tym
prawdopodobniej sze wydawao si, e "tym razem" wszystko pjdzie dobrze.
Rozdmuchiwanie nadziei miao w sobie straszliwe niebezpieczestwo zawodu. W owym
milczeniu wic, podobnym do tabu, jakie wrd szczepw murzyskich otacza imiona
mciwych bokw, pokora ssiadowaa z cichym i wytrwaym przygotowaniem na
najgorsze. Wizie nie uzbrojony w nie przeciwko losowi przyjmowa zaskoczenie
jak miertelny cios. W lipcu 1941 roku, w dwa tygodnie po wybuchu wojny
rosyjsko-niemieckiej, sam byem wiadkiem, jak stary kolejarz z Kijowa,
Ponomarenko, ktry przesiedzia okrge dziesi lat we wszystkich moliwych
obozach sowieckich i jedyny wrd nas mwi o nadchodzcym zwolnieniu z
pewnoci siebie wykluczajc jakiekolwiek obawy, zosta w dniu ukoczenia
wyroku wezwany za on, aby usysze, e przeduono mu go "biezsroczno".

51
Kiedymy wrcili z pracy, ju nie y, umar w baraku na atak serca. Dimka
opowiada nam pniej, e wrci z Trzeciego Oddziau blady i postarzay o swoje
dziesi przesiedzianych na prno lat i bez sowa pooy si na pryczy. Na
wszystkie pytania odpowiada "yz propa-szczaja" i - on, stary bolszewik! - to
modli si bezgonie zmartwiaymi wargami, to bi siw gow o deski pryczy.
Umar midzy czwart a pit po poudniu, kiedy Dimka wyszed jak zwykle po
chwoj i wrztek. Mona si jedynie domyla, co dziao si w jego sercu, ale to
pewne, e oprcz rozpaczy, blu i bezsilnego gniewu - zakrado si do take
uczucie alu za lekkomylne zawierzenie nadziei. Na chwil przed mierci musia
jeszcze, spogldajc wstecz na swoje zmarnowane ycie, czyni sobie gorzkie
wyrzuty, e podrani los bezmyln ufnoci. W baraku wicej si syszao po
tym wypadku sw potpienia ni wspczucia. Cierpia - to prawda - ale czy nie
by sobie sam winien? Czy nie igra z ogniem, mwic codziennie swobodnie o
zbliajcym si dniu zwolnienia? Czy nie uroczy wolnoci zamiast zawierzy
pokornie wyrokom przeznaczenia? Nie by przecie niedowiadczonym nowicjuszem,
na wasne oczy widzia w roku 1936, jak ludzie przecinali sobie yy u rk, gdy
o czwartej po poudniu mieli wyj na wolno, a o dwunastej przyszo z Moskwy
rozporzdzenie znoszce system odliczania dwch dni wyroku za kady dzie
stachanow-skiej pracy! Sam to opowiada, miejc si, e zdrowy rozsdek kaza
mu zawsze pracowa tylko tyle, ile trzeba byo, aby dzie policzono za dzie. A
teraz?... A teraz nie policzono mu 3.650 dni wytrwaej, uczciwej pracy. Czy nie
bya to suszna kara za zlekcewaenie praw ycia obozowego?
I wszystko potoczyo si po dawnemu, miejsce Pono-marenki zaj nowy wizie,
miejsce zaufania do prawa stary zabobon, a miejsce codziennego raca wyrokowego "ech, yz nadojea" - jedyne sowa, jakimi wolno
52
byo w obozie okrela beznadziejno, nie prowokujc nadziei.
Kwadrans przed szst na pryczach leeli ju tylko ci winiowie, ktrzy
poprzedniego dnia otrzymali zwolnienie od lekarza, a reszta zaczynaa si
ubiera. Przygarbione postacie pochylay si nad goymi nogami, prbujc ze
szmat, sznurkw, kawakw drutu, dziurawych walonek i skrawkw opon
samochodowych sklei moliwie ciepe i trwae obucie na jedenastogodzinny dzie
pracy. Jedynie brygady doborowe (do ktrych zaliczaa si i nasza), zatrudnione
przy pracach zwizanych bezporednio z planem produkcyjnym obozu, otrzymyway
nowe ubrania i miay prawo wymienia je po zniszczeniu. Okoo trzech czwartych
winiw jednak wychodzio do pracy w apciach, czsto z odsonitymi czciami
ng, ramion i piersi. Nie byo wic rzecz dziwn, e wielu z nich nie miao
odwagi rozbiera si na noc, aby nie ryzykowa rozsypania si z trudem
posztukowanej odziey. Dla nich pobudka bya tylko znakiem danym w poczekalni
dworca kolejowego. Otrzsali si ze snu, zwlekali si z prycz, zwilali w rogu
baraku oczy i usta i szli na kuchni. Wychodzili do pracy ze skryt nadziej, e
tym razem odmroenie odsonitych czci ciaa bdzie do wyrane, aby im
wyjedna cho par dni zwolnienia.
W zonie byo jeszcze zupenie ciemno. Dopiero przed samym apelem porannym niebo
zarowio si lekko na skraju horyzontu, roztapiajc si po chwili w zimnobkitnym odblasku niegu. Teraz za trudno byo rozpozna twarze idcych nawet na
odlego wycignitej rki. Szli wszyscy w kierunku kuchni, potrcajc si
wzajemnie i dzwonic blaszankami. W pobliu studni i dokoa maego baraku, w
ktrym gotowano wrztek, sycha byo dwik wiader, skrzypienie zamarznitego
niegu i ciche szepty popw, wymieniajcych spokojnie swe poranne grzecznoci.
Ciemny puap nieba zamyka nas od gry, a niewidoczne druty odgradzay nas od
dalekiego wiata,
53
ktry w blasku zapalonych przed chwil lampek zaczyna si krzta wok swoich
spraw.
Na pomocie przed kuchni ustawiay si trzy kolejki, odpowiadajce w skrcie
podziaowi spoecznemu proletariatu obozowego. Przed oknem z napisem "trzeci

kocio" stawali najlepiej ubrani i najlepiej wygldajcy winiowie stachanowcy, ktrych dzienna wydajno pracy dosigaa lub przekraczaa 125%
normy; ich poranny posiek skada si z duej yki gstej kaszy i kawaka
solonej "treski" lub ledzia. Drugi kocio otrzymywali winiowie z dzienn
wydajnoci 100% normy - rwnie yk kaszy, ale bez ryby. W tym ogonku pierwsi
ustawiali si zazwyczaj starcy i kobiety z brygad, w ktrych obliczanie normy
systemem procentowym byo niemoliwe, tote przydzielano im drugi kocio na
stae. Naj-straszniejszy widok przedstawia ogonek do pierwszego kota; dugi
szereg ndzarzy w podartych achmanach, obwizanych sznurkami apciach i
wywiechtanych czapkach uszankach czeka na swoj yk najrzadszej kaszy.
Twarze mieli skurczone z blu i wysuszone jak pergamin, oczy zaropiae, szeroko
rozwarte godem i nieprzytomnie rozbiegane, donie kurczowo zacinite na
kociokach, jak gdyby druciane rczki przymarzy ju na zawsze do zesztywniaych palcw. Saniajc si z wycieczenia na cienkich nogach, cisnli
si niecierpliwie do okna, domagali si bagalnym gosem dolewki, zagldali do
blaszanek winiw, ktrzy odchodzili ze niadaniem od okien drugiego i
trzeciego kota. To tutaj najczciej wybuchay spory, to tutaj gosy
przechodziy najczciej od pokornego skomlenia ebraczego do wysokiego falsetu
gniewu, zazdroci i nienawici. Kolejka do pierwszego kota bya zawsze w obozie
najdusza. Oprcz najliczniejszej grupy winiw, ktrzy mimo najlepszych chci
nie byli w stanie dosign stu procent normy, naleeli do niej winiowie
rozmylnie oszczdzajcy si przy pracy w przekonaniu, e lepiej mao pracowa i
mao je ni duo praco54
wa i niewiele wicej je, mieszkacy "trupiarni" zwolnieni od pracy i skazani
na powolne dogorywanie, "dnie-walni" ze wszystkich barakw i niektrzy
winiowie ze suby i administracji obozowej.
Przed szst niadanie otrzymywali tylko winiowie rozkonwojowani, ktrzy
wychodzili za on sami na mocy specjalnych przepustek. Oprcz woziwodw i
posugaczy lub posugaczek, zatrudnionych w domach wolnych urzdnikw obozowych
w Jercewie, do tej grupy naleeli rwnie technicy, inynierowie i specjalici,
obowizani stawi si na miejscu pracy przed przybyciem brygad. Ich posiek z
kota "iteerowskiego" (ITR - ineniersko--tiechniczeskije raboczije) przewysza
znacznie ilociowo i jakociowo nawet racj stachanowcw z oglnych robt. O
wp do sidmej zamykano wszystkie okna - zaczyna si odmarsz brygad do pracy.
Potem otwierano je znowu na krtko dla winiw zwolnionych przez lekarza, dla
pracujcych w zonie na drugim kotle i dla mieszkacw "trupiarni" na pierwszym
kotle.
Mao ktry z winiw mia dostatecznie duo siy woli, aby swj poranny posiek
donie z kuchni do baraku. Przewanie zjadali go na stojco u stp pomostu,
poykajc dwoma lub trzema haustami wszystko, co chochla kucharza strzsna do
brudnej blaszanki. Prosto z kuchni niewielkie grupki winiw doczay
stopniowo do czarnego tumu zebranego na wartowni. W zonie byo ju widno, z
rzedncych ciemnoci wyaniay si najpierw oszronione druty, a potem olbrzymia
pachta niegu, sigajca do ledwie widocznej linii lasu na skraju horyzontu. W
pobliskim Jercewie i w barakach gasy wiata, a z kominw unosiy si w gr
tobure kity dymu. Ksiyc mtnia powoli, zamroony w lodowatej tafli nieba
jak krek cytryny w galarecie. Ostatnie gwiazdy topniay, migocc jeszcze przez
chwil na rozjaniajcym si szybko tle. Zaczyna si poranny "razwod" - odmarsz
brygad do pracy.
55
Na dany znak brygady ustawiay si same na maym placyku przed wartowni.
Winiowie stawali po dwch, w normalnych brygadach starsi na przedzie, modsi z
tyu, w tych za, ktre nie wypeniay globalnej normy, modsi na przedzie, a
starsi z tyu. Ten zwyczaj trzeba opatrzy krtkim komentarzem. W praktyce
bardzo niewielu byo w obozie winiw wyznajcych zasad, e lepiej mniej
pracowa i mniej je. W znakomitej wikszoci wypadkw metoda wyciskania z
winiw maksymalnego wysiku fizycznego przy minimalnej podwyce racji
ywnociowej dziaaa gadko i sprawnie. Czowiek godny nie filozofuje, gotw

jest zrobi wszystko, aby zdoby dodatkow yk strawy. Tote fascynacja norm
bya nie tylko przywilejem ludzi wolnych, ktrzy j ustalili, ale i najprostszym
nakazem instynktu ycia niewolnikw, ktrzy j wypeniali. W brygadach
pracujcych zespoami po trzech lub czterech winiw najgorliwszymi strami
normy byli sami winiowie, gdy normy obliczao si rwnie zespoowo, dzielc
je przez ilo pracujcych. W ten sposb znikao zupenie poczucie solidarnoci
wiziennej, ustpujc miejsca nieprzytomnej pogoni za procentami.
Niewykwalifikowany wizie, ktry znalaz si w zgranym zespole robotnikw, nie
mg liczy na adne wzgldy; po krtkiej walce musia ustpi, przenoszc si
do zespou, w ktrym czsto jemu z kolei przypadao doglda sabszych
towarzyszy. Byo w tym wszystkim co nieludzkiego, co amicego bezlitonie
jedyn wi czc, zdawaoby si, winiw w sposb naturalny - ich
solidarno w obliczu przeladowcw. Sposb ustawiania brygad do odmarszu za
on doprowadza ten system do monstrualnego okruciestwa. W normalnych
brygadach tempo marszu narzucali starsi wiekiem winiowie i byo to zrozumiae.
W brygadach, ktre miay niedobr w normie globalnej, modszych wypuszczano na
przd, aby zarabiali na czasie szybkoci marszu, cignc za sob bardziej
niedonych. Ta naturalna selekcja od56
madzaa brygady w byskawicznym tempie, wyrzucajc po pewnym czasie starszych
do "trupiarni".
Pierwsze wychodziy za on brygady "lesorubw", ktrych trasa marszu do miejsca
pracy wynosia od 5 do 7 kilometrw; wyszedszy z obozu o wp do sidmej,
przychodziy na swj odcinek leny o wp do smej, a koczyy prac o pitej.
"Razwodczik", ktry by na apelu porannym czym w rodzaju mistrza ceremonii,
wzywa w przepisowej kolejnoci brygady do wrt obozu i meldowa je dowdcy
warty, stojcemu z tabliczk i owkiem dokadnie na granicy ony i wolnoci. Za
bram czeka oddzia "Wochry" (wooruennaja ochrana) w dugich paszczach
wojskowych, futrzanych czapach i z bagnetami na broni. Dowdca warty przekazywa
oficjalnie brygad przydzielonemu do niej na stae konwojentowi. "Strieok"
wystpowa z szeregu, podawa swoje nazwisko i numer brygady, sprawdza jej stan
liczebny, powtarza go gono dowdcy warty i podpisem na tabliczce potwierdza
tylu a tylu ludzi do takiej a takiej pracy. Od tej chwili by ju odpowiedzialny
za brygad wasn gow, tote na chwil przed ruszeniem wygasza do winiw
przepisan prawem obozowym formuk: "Brygada taka a taka - uprzedzam: krok w
lewo, krok w prawo - kula w eb". Po czym dawa znak do odmarszu i pochyliwszy
karabin jak do ataku, z rk na zamku, puszcza brygadiera na przd, a sam
docza z tyu. Za "lesorubami" ruszay brygady na bir drzewn, brygady
ciesielskie do miasta, brygady ziemne, brygady na baz ywnociow, brygady
zatrudnione przy budowie drg, na stacji pomp i w elektrowni. Od wrt obozu
rozchodziy si na wszystkie strony czarne korowody winiw - pochylonych,
skurczonych z zimna i wlokcych za sob ciko nogi - i po paru minutach znikay
na widnokrgu jak rozsypane linijki czcionek, zgarnite jednym pocigniciem
doni z biaej karty papieru.
Droga do pracy bya mczca, ale w porwnaniu z sa57
m prac stanowia jeszcze pewne urozmaicenie. Nawet brygady, ktre pracoway w
odlegoci nie wikszej ni dwa kilometry od ony, znajdoway niema
przyjemno w mijaniu znajomych miejsc, drzew, zamarznitych strumykw,
pzawalonych szop i wykrotw. Byo to jak gdyby samoutwierdzenie si przy yciu
przez sta obserwacj niezmiennych praw przyrody. W niektrych brygadach
rwnie stopie zayoci pomidzy winiami a konwojentem by tak duy, e
wystarczyo, aby znikny z pola widzenia wartowni, a ju "strieok" zarzuca
sobie karabin na rami i rozpoczyna przyjacielsk pogawdk z paroma ostatnimi
dwjkami. W tym bahym odruchu ludzkich uczu tkwia nie tyle przyjemno
podwignicia si z ponienia i pogardy, co emocja, jak daje amanie przepisw
wiziennych. Niekiedy konwojent odnosi si do brygady uprzejmie, a nawet z
czym w rodzaju szcztkowych wyrzutw sumienia. Tote dnie, w ktrych
nastpowaa w brygadach zmiana konwojenta, naleay do najpamitniej szych i

najywiej komentowanych w barakach. Upywao zawsze troch czasu, zanim pomidzy


niewolnikami a nadzorc nawizywaa si nowa ni porozumienia. Nie ma co za
wspomina nawet o wypadkach, w ktrych konwojent uwaa winiw za swoich
naturalnych wrogw. Taka brygada nie omijaa nigdy adnej, najmniejszej nawet
okazji, aby mu dokuczy i utrudni prac.
Pierwsze godziny dnia byy najcisze. Ciaa, bardziej zmczone snem na twardych
pryczach ni wypoczte, musiay pokona wiele blu, aby si wdroy z powrotem w
rytm pracy. Poza tym rano nie byo przecie na co czeka. Tylko stachanowcy
otrzymywali w poudnie yk gotowanej soi i sto gramw chleba; t "primblud"
rozwozi w duym cebrzyku umocnionym na stae pomidzy pozami sa jeden z
woziwodw pod nadzorem kucharza. Reszta spdzaa przerw obiadow, siedzc przy
ognisku i palc wsplnego papierosa w takiej pozycji, aby nie trze58
ba byo oglda wydzielania stachanowcom "primbludy" i widzie ich jedzcych. Do
rzadkoci naleeli winiowie, ktrym udao si przechowa z poprzedniego
wieczoru kromk suchego chleba. Racje chleba wydawane byy po powrocie do ony w
ilociach: trzeci kocio - 700 gramw, drugi kocio - 500 gramw, pierwszy
kocio - 400 gramw. Chleb wic - jeli nie liczy yki kaszy rano i porcji
rzadkiej zupy wieczorem - by podstawowym poywieniem w obozie. Powstrzymanie
si od zjedzenia go w caoci natychmiast po otrzymaniu wymagao nadludzkiego
wysiku woli i udawao si tylko tym winiom, ktrzy po wieczornym posiku szli
jeszcze na kuchni, aby za wyprzedawane stopniowo czci wasnego ubrania z
wolnoci kupi od kucharzy dodatkow porcj zupy.
Dopiero na dwie godziny przed odmarszem do ony winiowie oywiali si nieco.
Perspektywa bliskiego odpoczynku i zaspokojenia cho na chwil dokuczliwego
godu dziaaa tak silnie, e nie sam powrt, ale oczekiwanie na uwaalimy za
najwiksze przeycie dnia. Jak w kadej idealizacji, wicej w nim byo uroje
ni prawdy. Mka ycia wiziennego nie koczya si w baraku, wprost przeciwnie,
zamieniaa si dopiero w tortur myli o mierci. Ale miaa w sobie tajemniczy pocigajcy i odpychajcy zarazem - urok intymnoci cierpienia. Lec samotnie
na pryczy, mona si byo nareszcie poczu wolnym - wolnym od pracy, od
wsptowarzyszy wiziennych, od czasu, ktry pyn jak stygnca smoa. Tylko w
wizieniu atwo jest zrozumie, e ycie bez czekania na cokolwiek nie ma
najmniejszego sensu i wypenia si po brzegi rozpacz. Czekajc na samotno,
balimy si jej jednoczenie. Bya ona jedyn namiastk wolnoci, za ktr w
chwilach zupenego odprenia pacio si ulg i fizycznym prawie blem paczu.
Taki jest jednak zawsze pierwszy odruch beznadziejnoci: wiara, e w samotnoci
cierpienie zahartuje si i wysublimuje jak w ogniu oczyszczajcym. Mao ludzi
potrafi naprawd znie samot59
no, ale wielu marzy o niej jak o ostatniej ucieczce. Podobnie jak myl o
samobjstwie, myl o samotnoci bywa najczciej jedyn form protestu, na jak
nas sta, gdy wszystko zawiodo, a mier ma w sobie jeszcze cigle wicej grozy
ni uroku. Myl, sama tylko myl, gdy rozpacz pynca z wiadomoci jest
wiksza od rozpaczy o-drtwienia. Gdyby mona byo wyobrazi sobie, co czuje
rozbitek, dopywajcy ostatnim wysikiem woli do wyspy bezludnej, jego uczucia
okazayby si podobne do naszych na godzin przed powrotem do ony; bya w nich
bowiem jeszcze nadzieja. Ale czy moe by wiksza tortura ni nage
uwiadomienie sobie, e ta nadzieja bya tylko zudzeniem podnieconych zmysw?
Mie niezachwian pewno, e si jest na wyspie bezludnej, bez widokw ratunku
i wybawienia - oto co mona nazwa mk. Ale pyn ku niej resztkami si,
walczy z zalewajc oczy fal, apa cinitymi z blu pucami powietrze, czu
przyspieszone bicie serca, nata wszystkie minie rk i ng - zblia si,
zblia! - oto jest wszystko, dla czego warto jeszcze cigle y. Codziennie
przeywalimy to samo; codziennie na krtko przed powrotem do ony winiowie
miali si i rozmawiali ze sob jak ludzie wolni; codziennie te kadli si po
pracy na pryczach jak ludzie zdawieni rozpacz.
W brygadach lenych, ktre na Pnocy stanowi podstaw planu produkcyjnego
obozw pracy przymusowej, praca podzielona bya pomidzy kilka zespow cztero-

lub picioosobowych. Przy nieustannej zmianie czynnoci (niektre byy cisze,


a niektre lejsze) jeden wizie zwala jody cienk pi, ujt jak ciciwa w
uk z drzewa, jeden oczyszcza je z gazi i kory, jeden (bya to forma
odpoczynku na zmian) pali gazie i kor na ognisku, a dwch piowao zwalone
pnie na kloce okrelonej dugoci, ustawiajc je w metrowe lub dwumetrowe stosy.
Przy tym systemie pracy najwaniejsz osob na "lesopowale" by tak zwany
"dziesitnik", zaufany wizie bez konwo60
ju lub czowiek wolny, ktry dokonywa pomiarw gotowego drzewa, stemplujc
policzone kloce znakiem obozowym. Jego pomiary stanowiy dla kadego brygadiera
podstaw do obliczania normy poszczeglnych zespow brygadowych. Nie umiem ju
dzi powiedzie, jaka bya wysoko normy w lesie, ale pamitam, e Finowie,
ktrzy ciesz si zasuon saw najlepszych drwali, uwaali j za wygrowan
nawet dla wolnych i dobrze odywionych robotnikw. Tote przekroczenie normy w
brygadach lenych byo niemoliwe bez tak zwanej "tui ty" - umiejtnego
oszustwa. Autorytet brygadiera wrd winiw (ktry by jednoczenie rdem
pobocznych dochodw w postaci okupu od gorzej pracujcych) mierzy si jego
talentami w tej dziedzinie. Sposoby byy rne; mona byo tak ustawia kloce,
aby stosy wyglday na zewntrz jak nabite, a w rodku miay sporo luzu - ten
system stosowao si tylko wwczas, gdy dziesitnik by winiem i za apwk w
chlebie przymyka oczy na stopie spoistoci uoonego drzewa. Jeli
dziesitnikiem natomiast by nieprzekupny urzdnik z wolnoci (czasami winiom
udawao si przekupywa nawet ludzi wolnych, gwnie prywatnym ubraniem),
odcinao si cienko ostemplowany koniec klocka z pomierzonego stosu i ten "nowy"
kloc przenosio si na nie pomierzony stos, palc szybko kocwki w ogniu. W
kadym razie mona przyj jako zasad, e bez "tufty" i przekupstwa na
wszystkich odcinkach pracy w obozie normy nie dosigayby nigdy nawet stu
procent.
/ Praca w lesie naleaa do najciszych gwnie na sku-| tek warunkw, w jakich
si odbywaa. Odlego z "leso-powau" do obozu wynosia rednio okoo szeciu
kilometrw w jedn stron, winiowie pracowali cay dzie pod goym niebem, po
pas zanurzeni w niegu, przemoczeni do nitki, godni i nieludzko zmczeni. Nie
spotkaem w obozie winiw, ktrzy by pracowali w lesie duej ni dwa lata. Na
og ju po roku odchodzili z nieule61
czaln wad serca do brygad zatrudnionych przy nieco lejszej pracy, a stamtd
na mierteln "emerytur" do "trupiarni". Z nowych transportw winiw, ktre
co pewien czas przychodziy do Jercewa, wyawiano zawsze ludzi najmodszych i
najsilniejszych, aby ich - jak si to mwio w obozie - "przepuci przez las".
Ten pobr niewolnikw bywa czasem podobny nawet w szczegach dekoracyjnych do
rycin z ksiek o dawnym niewolnictwie: badanie lekarskie zaszczyca bowiem
niekiedy sw obecnoci naczelnik oddziau jercewskiego, Samsonow, i z umiechem
zadowolenia dotyka bicepsw, ramion i plecw nowo przybyych winiw.
Czas pracy wynosi zasadniczo we wszystkich brygadach jedenacie godzin, po
wybuchu wojny rosyjsko-nie-mieckiej podwyszono go jednak do dwunastu godzin. W
brygadzie tragarzy na bazie ywnociowej, w ktrej pracowaem najduej, nie
byo nawet i tych ram - praca zaleaa od iloci wagonw, a wagonw nie wolno
byo przetrzymywa, bo za kad nadliczbow godzin obz paci dyrekcji
kolejowej. W praktyce wic pracowalimy niejednokrotnie po dwadziecia godzin na
dob z krtkimi przerwami na posiki. Nie obowizywa nas "pod-jom", jeli
przychodzilimy do ony po pnocy; wracalimy wwczas na baz okoo jedenastej
w poudnie, pracujc znowu tyle, ile trzeba byo, aby oprnione wagony mogy
wrci na czas z naszej bocznicy kolejowej do Jercewa. W ten sposb ju przez
same "nadgodziny" nasza norma wahaa si na og od 150 do 200%. Mimo to w
naszej brygadzie "tufta" stosowana bya bardzo czsto choby dlatego, e
wikszo tragarzy miaa ambicj figurowania na "czerwonej tablicy"
stachanowcw, z ktr zwizane byo prawo kupowania co pewien czas kawaka
kiebasy koskiej w sklepiku obozowym. "Tufta" na bazie ywnociowej polegaa na

doliczaniu - za zgod dzie-sitnika, ktry podpisywa wykazy brygadowe - paru


metrw do odlegoci od wagonu do skadu. Normy tra62
garskie skaday si bowiem z dwch wspczynnikw - z iloci wyadowanego
materiau i z odlegoci pomidzy skadem a wagonem. W pierwszym nie mona byo
nic zmieni, bo do wagonw doczone byy wykazy frachtowe; drugi pozostawia
jednak brygadierowi pewien margines swobody i kalkulacji rachunkowej.
Nieatwo w pierwszej chwili zrozumie, dlaczego w tych warunkach przydzia do
brygady tragarzy na bazie ywnociowej uwaany by w obozie za co w rodzaju
awansu spoecznego. Trzeba tu bowiem pamita, e praca w godzinach
nadliczbowych nie naleaa na bazie do wyjtkw, bya raczej regu, skoro 25
winiw musiao wyadowa ywno dla 30 tysicy swych wsptowarzyszy ze
wszystkich "agpunktw" obozu kargopolskiego i dla spdzielni na wolnoci. A
jednak na oprnienie si miejsca kadego z nas czekay w obozie dziesitki
winiw. Dlaczego? Chodzio tu gwnie o dwa wzgldy - jeden czysto materialny,
a drugi moralny czy raczej psychologiczny. Pracujc na bazie, moglimy czsto
ukra bd kawaek solonej ryby, bd troch mki, bd wreszcie par kartofli.
Pracujc w godzinach nadliczbowych, mielimy prawo wdawa si z naszymi
przeoonymi wspwiniami, a czsto nawet z ludmi wolnymi, w rokowania jak
rwni z rwnymi. Fakt, e przekraczalimy na og normalny wizienny dzie
pracy, upowania nas do tego, aby nas o naddatki proszono. Rzecz prosta, nasi
przeoeni mogli si zawsze w razie odmowy odwoa do wadz obozowych, nadajc
procedurze dobrej woli charakter wiziennego przymusu, ale w obozie utar si
zwyczaj, e nie uciekali si do tej ostatecznoci nigdy przed wyczerpaniem
wszystkich rodkw agodnej perswazji. My sami zreszt dbalimy usilnie o to,
aby nas nie pozbawiano i tych skromnych pozorw wolnoci; tak silne jest w
kadym winiu pragnienie ocalenia najndz-niejszych choby resztek wasnej
woli, e zapominajc o naczelnej w obozach zasadzie samooszczdzania si, uwa63
aj za przywilej nieomal ciche prawo uwicania bezgranicznego wyzysku pracy
niewolniczej aktem wasnej zgody. Jak gdybym tu sysza Dostojewskiego: "Cay
sens sowa aresztant oznacza czowieka bez woli; a wydajc pienidze, dziaa on
ju z wasnej woli". Rnica bya tylko jedna: nie mielimy pienidzy, ale
mielimy za to resztki si do pracy i pacilimy nimi za zachowanie
najskromniejszych pozorw czowieczestwa rwnie szczodrze, jak katornicy
carscy swoimi kopiejkami.
Po powrocie z pracy kady brygadier wypenia na czysto formularz wydajnoci
pracy i odnosi go do biura "normirowszczykw", rachmistrzw obozowych
(winiowie z oglnych robt nazywali ich pogardliwie "pridurka-mi", co
najlepiej da si przetumaczy przez naszych "obibokw"), ktrzy przedstawione
dane przeliczali wedug specjalnych tabel na procenty i odsyali swoje wykazy do
biura administracji obozowej. Caa ta procedura zatrudniaa wedug moich
przyblionych oblicze okoo trzydziestu osb na dwa tysice winiw w samym
obozie jercewskim. Dane procentowe szy do biura zaopatrzenia, gdzie je
przeliczano na "koty", i do sekcji finansowej obozu, gdzie indywidualne karty
winiw zapeniay si dugimi kolumnami cyfr, odpowiadajcymi w rublach i
kopiejkach zarobkom winiw przy wysokoci pac ustalonej dla obozw pracy
przymusowej. W czasie mojego ptorarocznego pobytu w Jercewie raz jeden tylko l maja 1941 roku - do naszego baraku przyszed patnik obozowy z wykazami
zarobkw. Otrzymaem do podpisania ogromny formularz, z ktrego wynikao, e mj
zarobek za sze miesicy wystarczy zaledwie na pokrycie kosztw utrzymania w
obozie ("konserwacja" barakw, odzie, jedzenie, koszty administracji),
pozostawiajc mi w gotwce wszystkiego 10 rubli, czyli rwnowarto six-pensa.
By dla mnie nie lada pocieszeniem fakt, e sam pac za swoje wizienie cznie
z wydatkami na stranikw, ktrzy mnie pilnuj, i na enkawudzistw z Trzecie64
go Oddziau, ktrzy ledz pilnie, czy tym, co mwi w obozie, nie zarobi na
drugi wyrok. Ostatecznie jednak nie bya to jeszcze sytuacja najgorsza. Znaem

wielu winiw, ktrzy nie zarabiali i na to, i kadego pierwszego maja


dowiadywali si, ile wynosi minus na ich koncie. Nie umiem powiedzie, czy t
dopat za koszty obozu "poprawczego" wpacali ju z zarobkw na wolnej stopie,
czy pozostawali jeszcze po ukoczeniu wyroku przez pewien czas w obozie, aby
wyrwna w nim swoje rachunki, czy wreszcie dan sum wnosiy w formie kaucji
ich rodziny.
Na krtko przed ukoczeniem pracy winiowie odnosili narzdzia do szopy i
siadali koem przy ognisku. Kilkanacie ylastych, pokrytych plastrami
zakrzepej krwi, czarnych od pracy i zbielaych jednoczenie od przemroenia
doni unosio si nad pomieniem, oczy zapalay si chorobliwym blaskiem, a na
zmartwiaych z blu twarzach pegay cienie ognia. To by koniec, koniec jeszcze
jednego dnia. Jake straszliwie ciyy te rce, jak kuy w pucach lodowate
igy oddechw, jak dawiy w gardle serca, jak uciska pod ebrami pusty
odek, jak bolay koci ng i ramion! Na dany przez konwojenta znak
podnosilimy si od ognia, niektrzy opierajc si na wystruganych przy pracy
kijach. Okoo szstej ze wszystkich stron pustej, biaej rwniny cigny ju ku
obozowi brygady niby aobne orszaki pogrzebowe cieni, nioscych na plecach
swoje wasne zwoki. Idc tak wijcymi si, krtymi ciekami, wygldalimy jak
macki olbrzymiej czarnej omiornicy, ktrej eb przebity w zonie czterema
wczniami reflektorw szczerzy ku niebu zby poyskujcych w ciemnociach
okien barakw. W absolutnej ciszy wieczoru sycha byo tylko skrzypienie butw
na niegu, przerywane jak wistami bata okrzykami konwojentw: prdzej, prdzej!
Nie moglimy jednak prdzej. W milczeniu opieralimy si prawie o siebie, jak
gdyby zrosnwszy si mona byo atwiej dotrze do owietlonych
3 -Inny wiat
65
ju wrt obozu. Jeszcze ostatnie kilkaset metrw, jeszcze jeden wysiek, a potem
zona, yka, kawa chleba, prycza i samotno - upragniona, lecz jake
iluzoryczna samotno...
A przecie nie by to jeszcze koniec. Ostatnie trzysta - dwiecie - sto metrw
byy miertelnym wycigiem do bramy: brygady rewidowano na wartowni w kolejnoci
przybycia. Bywao, e na samej mecie zwali si kto w tumie winiw jak
zrzucony z plecw worek. Podnosilimy go za rce, aby nie opnia rewizji.
Biada brygadzie, w ktrej znaleziono jaki niedozwolony przedmiot lub ukradziony
ochap. Odsuwano j na bok i na mrozie, na niegu rozbierano prawie do naga.
Zdarzay si rewizje, ktre z sadystyczn powolnoci cigny si od sidmej do
dziesitej.
Dopiero za bram, w zonie, by naprawd koniec. Winiowie przystawali na chwil
przed list imienn dziennej poczty, rozchodzili si wolno do swoich barakw po
blaszanki i ruszali na kuchni. W zonie byo ju znowu ciemno jak rano, na
owietlonym pomocie przed kuchni rosy powoli ogonki i brzczay kocioki.
Przechodzilimy obok siebie bez sowa, jak ludzie w zadu-mionym miecie. Nagle
t cisz rozdziera straszliwy krzyk: to wyrwano komu u stp pomostu kocioek z
zup.
I tak dzie po dniu - tygodniami, miesicami, latami - bez radoci, bez nadziei,
bez ycia.
Ochap
Czym jest, a raczej czym moe by praca w rkach tych, ktrzy zechc si ni
posuy jako narzdziem tortur, wiadczy najlepiej fakt, e zim 1941 roku w
sposb najzupeniej legalny i nieznacznie tylko wykraczajcy
66
przeciwko prawu obozowemu zamordowano prac winia w jednej z brygad lenych.
W miesic po moim przyjedzie do Jercewa przyszed do obozu z wizienia w
Leningradzie nowy etap winiw politycznych i dwudziestu "bytowikw".
"Bytowikw" zostawiono w Jercewie, a politycznych rozesano do "ag-punktw" z
wyjtkiem jednego, Gorcewa - modego, dobrze zbudowanego winia o tpej twarzy
fanatyka, ktry zosta z miejsca skierowany na "lesopowa".

O tym Gorcewie chodziy po obozie dziwne suchy, on sam bowiem wbrew utartym
zwyczajom nie wspomina nigdy sowem o swojej przeszoci. Ju ten fakt musia
do niego usposabia wspwiniw niechtnie; ludzi strzegcych zazdronie
tajemnicy swego wyroku uwaano bd za zbyt dumnych, by ich dopuci do
zayoci wiziennej, bd za potencjalnych donosicieli. Ale nie to jeszcze byo
najgorsze, skoro donosicielstwo uchodzio w obozie za rzecz najzupeniej
naturaln. Wszystkich drani przede wszystkim sposb zachowania si Gorcewa;
robi wraenie czowieka, ktremu tylko jedna noga obsuna si przez nieuwag
do obozu, a drug opar si by mocno na wolnoci. Tak wolno si byo nosi
jedynie specjalistom z "iteerowskiego kota", ale nigdy zwykym winiom z
oglnych robt. Chodziy wic suchy, e Gorcew by przed aresztowaniem
enkawudzist.
On sam - niewiadomie zapewne albo przez gupot
- robi wszystko, aby je potwierdzi. Ilekro w czasie rozmw przy ognisku
zabiera gos, wygasza krtkie i zacieke tyrady przeciwko "wrogom ludu"
uwizionym w obozach, bronic jednoczenie "partii i prawitielstwa".
Ograniczona, tpa twarz fanatyka o przebiegych oczach szui i duej blinie na
prawym policzku rozjaniaa si odruchowo umiechem unionoci i pochlebstwa,
gdy wymawia te dwa magiczne sowa: "partia i prawi tielstwo". Znalaz si
przecie tutaj - jak to raz niechccy wyzna
- przez "oszybk" i niezadugo ju wrci na swoje daw67
ne, "odpowiedzialne stanowisko". Winiowie spogldali na teraz wicej ni z
niechci, bo z nie ukrywan nienawici.
Nie przez sympati, ale ze zwykej ciekawoci prbowaem si do niego par razy
zbliy. Byo co fascynujcego w moliwoci rozmawiania z czowiekiem, ktry
siedzc w obozie, przyglda mu si oczami komunisty z wolnoci. Ale Gorcew
unika mnie podobnie jak innych, odpowiada opryskliwie na pytania i nie
reagowa nawet na prowokacyjne zaczepki. Raz jeden tylko da si wcign w
rozmow na temat okrenia kapitalistycznego, z ktrej wyniosem wraenie, e
popularny pogld, jakoby mode pokolenie komunistw sowieckich byo jedynie
band wiernych swemu dowdcy kondotierw, gotowych opuci go przy pierwszej
nadarzajcej si okazji - jest z gruntu bdny. Dla setek tysicy Gorceww
bolszewizm jest jedyn religi, jedynym pogldem na wiat, jakiego nauczono ich
w dziecistwie i modoci. Ludzie typu Zi-nowjewa, Kamieniewa czy Bucharina
mogli przeywa swoje "odszczepiestwo ideologiczne" jako jedn z najwikszych
klsk, ktra odebraa nagle ich yciu wszelk tre, mogli cierpie, czu si
zdradzonymi lub nawet zaama si - ale przecie mimo wszystko musieli mie
jeszcze do miar porwnawczych, do dawnego krytycyzmu, aby w chwilach
trzewoci spojrze na to, co si z nimi i wok nich dziao, z boku i jak gdyby
z historycznego oddalenia. Dla ludzi z gatunku Gorceww zaamanie si wiary w
komunizm, jedynej wiary, jak si dotd w yciu kierowali, musiaoby by
rwnoznaczne z pozbawieniem ich piciu podstawowych zmysw, ktrymi poznaje
si, okrela i ocenia otaczajcy wiat. Tote uwizienie nie mogo by dla nich
prawie nigdy bodcem do zamania lubw kapaskich; traktowali je raczej jak
przejciow klauzur za naruszenie dyscypliny zakonnej, wyczekujc dnia
zwolnienia z jeszcze wiksz ulegoci i pokor w sercach. Fakt, e musieli j
spdza w piekle, nie
wiadczy o niczym; a raczej wiadczy o tym, e pieko istnieje naprawd, i
biada tym, ktrych za grzechy przeciwko naukom Boga Ojca spotyka wygnanie z
raju.
Ktrego wieczoru uniosa si nieco zasona, okrywajca przeszo Gorcewa.
Pokci si by o jaki drobiazg z grup "nacmenw" w rogu baraku, w ataku
furii, jakiej nie ogldalimy u niego dotychczas nigdy, schwyci pierwszego z
brzegu Uzbeka za poy chaatu i potrzsajc nim nieprzytomnie, wycedzi przez
zacinite zby: "Ja takich jak wy basmaczw strzelaem tuzinami jak wrble na
gazi!" Stary Uzbek, siedzcy jak zwykle z podwinitymi po turecku nogami na
dolnej pryczy, zacharcza wciekle w swoim jzyku, a twarz zmienia mu si nie
do poznania: spod przymruonych skonie powiek zdawa si spojrzeniami

sztyletowa napastnika, grna warga z cienkimi obwisymi wsikami zadraa


nerwowo, odsaniajc rzd biaych zbw. Nagle byskawicznym uderzeniem podbi
do gry obie rce Gorcewa i podawszy lekko tuw do przodu, splun mu z caej
siy w twarz. Gorcew rzuci si do bicia, ale jak elazne kleszcze chwyciy go
rce dwch "nacmenw", ktrzy zeskoczyli z grnej pryczy. Przygldalimy si tej
scenie w milczeniu, nie poruszajc si z miejsc. A wic tumi powstanie
"basmaczw" w rodkowej Azji! Nie posyano tam byle kogo, o nie! samych tylko
zaufanych, elit partyjn. Jego interwencja w Trzecim Oddziale nie odniosa
adnego skutku, nie wezwano nawet starego Uzbeka za on. Moe dlatego, e mimo
woli potwierdzi fakt, o ktrym nie wolno byo w Rosji gono mwi? A moe
dlatego, e wbrew pozorom nie mia za on monych protektorw, nie chroniy go
dawne powizania, by odsonity do ciosu? W kadym razie dla brygady, do ktrej
nalea, by to dobry znak. Chodzio przecie tylko o to, eby Trzeci Oddzia
si do tej sprawy nie miesza, eby rzuci cho jednego ze swoich dawnych ludzi
na pastw zemsty.
Okoo Boego Narodzenia przechodzi przez Jercewo
69
etap z Kruglicy do obozw peczorskich. Winiowie zatrzymali si na trzy dni w
"pieriesylnym", a wieczorami odwiedzali nasze baraki, szukajc znajomych. Jeden
z nich, mijajc prycz Gorcewa, zatrzyma si nagle i zblad.
- Ty tutaj? - wyszepta zbielaymi wargami. Gorcew podnis gow, zblad
rwnie i cofn si do ciany.
- Ty tutaj? - powtrzy przybysz, zbliajc si do niego wolno. Po czym skoczy
mu zwinnym susem do garda, przewrci go na pryczy na wznak, wpar prawe kolano
w jego pier i pklczc tuk w zapamitaniu jego gow o deski pryczy.
- Wpade i ty? - krzycza, wystukujc prawie kade sowo gow Gorcewa. Wpade nareszcie i ty? Ale palce umiae ama w drzwiach, igy pcha za
paznokcie, bi w mord, kopa w jdra, tuc w brzuch... Zrosy si palce, zrosy
- udusz swoocz, uduuusz...
Mimo e modszy i na pierwszy rzut oka silniejszy, Gorcew zachowywa si tak,
jak gdyby zdrtwia i nie umia si broni. Dopiero po paru chwilach
oprzytomnia, kopn napastnika kolanem w brzuch i zwali si wraz z nim z
pryczy na podog. Oparszy si rkami o najblisz awk, z twarz
przekrzywion nieprzytomnym strachem, podnis si z ziemi i zacz biec w
kierunku wyjcia z baraku. Zastpio mu drog paru "nacmenw" z kta obok drzwi.
Odwrci si - z tyu staa jego wasna brygada, przygldajc mu si wrogo.
Napastnik szed teraz ku niemu z elaznym prtem, wetknitym mu do rki przez
kogo z grnej pryczy. Rwnoczenie piercie z obu stron zacz si zacienia.
Gorcew otworzy usta do krzyku, ale w tej samej chwili od strony "nacmenw"
dosiga jego gowy drewniana pokrywa od cebrzyka. Zwali si na ziemi, broczc
krwi. Resztkami si podnis si na kolana, spojrza na zbliajcych si wolno
winiw i krzykn rozdzierajcym gosem:
70
- Zabij, strieok, zabij!... Dimka zwlk si ze swojej pryczy, wystukujc w
ciszy kroki protez, podszed do drzwi baraku i zamkn je na zasuw. Z grnej
pryczy spad na Gorcewa rozpostarty buszat, a zaraz potem posypay si na jego
gow wcieke razy elaznego prta. Zrzuci z siebie buszat i zataczajc si
jak pijany, run w kierunku wasnej brygady. Nadzia si na wycignit pi i
odskoczywszy jak gu-' mowa pika, potoczy si dalej, chwiejc si na nogach i
wymiotujc krwi. Podawali go sobie z rk do rk, a wreszcie zupenie ju
bezwadny obsun si na ziemi, objwszy instynktownie gow rkami i
zasoniwszy kolanami brzuch. Lea tak chwil skurczony, zmity i ociekajcy
krwi jak wypluta szmata. Paru winiw podeszo do, trcajc go butami. Nie
rusza si.
- yje? - zapyta ten, ktry go zdemaskowa. - Sle-dowatiel z charkowskiego
wizienia, bratcy. Czestnych ludzi bi tak, e by ich wasne matki nie poznay.
Ach, swo-ocz - zawodzi aonie.
Dimka podszed do lecego z wiadrem chwoi i wyla mu je na gow, Gorcew
poruszy si, westchn ciko i znowu zesztywnia.

- yje - powiedzia brygadier lesorubw - ale niedugo poyje.


Nazajutrz rano Gorcew podnis si ze swego miejsca, zmy z twarzy zakrzepe
plastry krwi i powlk si do ambulatorium. Dosta jeden dzie zwolnienia.
Poszed znowu za on i wrci z niczym. Teraz byo jasne. Trzeci Oddzia
ofiarowa winiom jednego ze swoich dawnych ludzi. Zacza si niezwyka gra, w
ktrej przeladowcy zawarli milczce porozumienie z przeladowanymi.
Po tym odkryciu Gorcewowi przydzielono w brygadzie lenej najcisz prac:
walenie jode "uczkiem". Dla czowieka nienawykego do pracy fizycznej w ogle,
a do pracy w lesie szczeglnie, jest to pewna mier, jeli go si przynajmniej
raz dziennie nie zmienia i nie odsya do pa71
lenia gazi. Ale Gorcewa nie zmieniano. Piowa codziennie jedenacie godzin,
upadajc wielokrotnie ze zmczenia, apic jak topielec powietrze, plujc coraz
czciej krwi, nacierajc sobie rozpalon twarz niegiem. Ilekro si buntowa
i ciska desperackim ruchem pi na bok, brygadier podchodzi do niego i mwi
spokojnie: "Wracaj do pracy, Gorcew, bo ci skoczymy w baraku". Wraca wic.
Winiowie przygldali si jego torturom z tym wiksz przyjemnoci, im duej
trway. Mogli go rzeczywicie skoczy w cigu jednego wieczoru - teraz, gdy
mieli ju pozwolenie z gry. Ale chcieli za wszelk cen przeduy jego mier
w nieskoczono, chcieli, by pozna dokadnie to, do czego sam niegdy posya
tysice ludzi.
Gorcew prbowa jeszcze walczy, cho musia ju przecie wiedzie, e jego
walka jest rwnie daremna, jak daremna bya niegdy walka jego ofiar na
ledztwie. Poszed do lekarza po zwolnienie, stary Matwiej Kiryowicz nie
zapisa go nawet na list. Odmwi raz wyjcia do pracy, odesano go na dwie
doby do izolatora o samej wodzie, a trzeciego dnia si wypdzono do lasu.
Porozumienie dziaao sprawnie - obie strony dopeniay uczciwie swoich
zobowiza. Gorcew wlk si codziennie na samym kocu brygady, chodzi
pprzytomny i brudny, gorczkowa, w nocy jcza przeraliwie, plu krwi i
paka jak mae dziecko, w dzie ebra o lito. Dostawa trzeci kocio, eby
zabawa potrwaa duej; nie wyrabia go wprawdzie, nie wyrabia ju nawet
pierwszego kota, ale brygada nie aowaa mu swoich procentw, aby pod-tuczy
ofiar. Wreszcie pod koniec stycznia, po miesicu, straci przytomno przy
pracy. Zachodzia obawa, e tym razem nie bd ju mogli nie odesa go do
szpitala. Woziwoda, ktry jedzi codziennie do lasu z "primblu-d" dla
stachanowcw i przyjani si z brygad lesoru-bw, mia go zabra po skoczonym
dniu pracy do ony. Wieczorem brygada lena ruszya wolnym krokiem w kie72
runku ony, za ni za - w odlegoci kilkuset metrw - wloky si sanie z
nieprzytomnym Gorcewem. Nie dojecha ju nigdy do ony, na wartowni bowiem
okazao si, e sanie przyszy puste. Woziwoda tumaczy si, e siedzia cay
czas na przednim zaworze sa i nie sysza upadku ciaa w mikki nieg, usypany
waami po obu stronach drogi. Dopiero koo dziewitej, gdy strieok zjad
kolacj, ruszya na poszukiwanie zaginionego ekspedycja ratunkowa z zapalon
pochodni. Przed pnoc z okien naszego baraku zobaczylimy na drodze
prowadzcej z "lesopowau" poncy punkcik, ale sanie zamiast do ony skrciy
do miasta. Gorcewa znaleziono w gbokiej na dwa metry zaspie nienej, ktra
przywalia jeden ze strumieni - musia zawadzi zwisajc nog o barier mostku.
Ciao zamarznite na sopel zawieziono wprost do jercewskiej kostnicy.
Dugo jeszcze po mierci Gorcewa winiowie yli wspomnieniami o tym odwecie.
Jeden z moich znajomych inynierw, ktremu w zaufaniu opowiedziaem kulisy
wypadku na "lesopowale", zamia si gorzko i powiedzia:
- No, nareszcie i nam pozwolono odczu, e rewolucja odwrcia stary porzdek
rzeczy. Dawniej rzucano niewolnikw lwom na poarcie, teraz rzuca si lwy na
poarcie niewolnikom.
Zabjca Stalina

Dodatkowym obcieniem przy pracy bya "kurza lepota", choroba, na ktr


prdzej czy pniej zapadaa wikszo winiw w obozach Pnocy na skutek
zego odywiania, a cilej mwic, braku tuszczw.
Czowiek dotknity kurz lepot przestaje widzie dopiero o zmroku i musi w ten
sposb niejako codziennie, z nastaniem nocy, oswaja si na nowo ze swoim kale73
ctwem. Std pewnie jego stae rozjtrzenie i co w rodzaju zdenerwowania,
graniczcego z panicznym lkiem przed noc. W brygadach lenych, ktre pracoway
tylko za dnia w odlegoci paru kilometrw od obozu, ju okoo trzeciej po
poudniu, gdy zmierzch powleka dopiero szarym welonem bladoniebiesk emali
nieba, kurzy lepcy przypuszczali gwatowny szturm do wartownika:
- Prowad do ony, prowad do ony, a to nie dojdziemy!
Powtarzao si to codziennie z niezmienn dokadnoci i z jednakowym skutkiem:
brygady wychodziy z lasu o pitej i dobijay do obozu, po godzinnym marszu
przez niene wykroty, o szstej, ju po zupenym zapadniciu zmroku.
Widok kurzych lepcw, stpajcych wolno rano i wieczorem z wycignitymi przed
siebie rkami po oblodzonych ciekach w kierunku kuchni, by w zonie rwnie
naturalny, jak widok przygarbionych pod drewnianymi jarzmami nosiwodw, ktrzy
szli szybko ze wszystkich stron, ugniatajc z chrzstem na ciekach nawiany
noc nieg, i zbijali si wok studni w czarn, ostro zarysowan grup. Byy to
jedyne w cigu dnia chwile, kiedy obz przypomina olbrzymie akwarium,
wypenione po brzegi czarn wod i chwiejcymi si cieniami ryb gbinowych.
Kurzych lepcw nie posyano naturalnie nigdy do robt, ktre przecigay si do
pnej nocy. W naszej brygadzie tragarzy nie byo ich nigdy, mimo e tylko u nas
mogli si wyleczy. Tylko my bowiem miewalimy czasem okazj ukradzenia na bazie
ywnociowej kawaka soniny. Stanowio to co w rodzaju zakltego koa. U nas
mogliby przesta by kurzymi lepcami, ale do nas nie mogli przyj, bo byli
kurzymi lepcami.
Pamitam, e raz jeden tylko wyszed z nami do pracy nowy wizie, may,
milczcy czowieczek o surowej twarzy i zaczerwienionych oczach. Dosta dziesi
lat za zabawne przewinienie. Kiedy, jako wysoki urzdnik jedne74
go z komisariatw ludowych, podpi sobie w gabinecie z przyjacielem i zaoy
si, e od pierwszego strzau trafi w oko Stalina, wiszcego na przeciwlegej
cianie. Wygra zakad, ale przegra ycie. Po paru miesicach, gdy zapomnia
ju prawie o tym incydencie, porni si o co ze swoim przyjacielem. Nazajutrz
czekao na niego dwch oficerw NKWD. Przeprowadzili ogldziny portretu i
sporzdzili na miejscu akt oskarenia. Zasdzio go zaocznie (w podwjnym tego
sowa znaczeniu) Osoboje So-wieszczanije. Odsiedzia ju siedem lat, pozostay
wic najcisze trzy, gdyby mu nie przeduono wyroku. Przyszed do naszej
brygady po dugich probach, eby - jak to sam okreli, zataczajc rk szeroki
uk dokoa wasnej osoby - "poprawi si troch".
Wyadowywalimy wanie, podzieleni na siedmioosobowe zespoy, trzy ogromne
pulmany mki. Zwijalimy si jak szatany, powiedziano nam bowiem, e zaraz potem
pjdziemy do ony. Pracowa z pocztku niele, ale gdy poszarzao, zacz nagle
odstawa. Omija swoj kolejk, w wagonie upuszcza umylnie worki, eby je
potem dugo zaszywa, coraz to odchodzi na stron. W naszym zespole by na
szczcie tylko jeden "urka", reszta politycznych udawaa zupen obojtno. Starik - powiedzia mi nawet na ucho ze miesznym akcentem rosyjskim Fin Rusto
Karinen - nie moe nady.
Ale gdy zaczo si zmierzcha na dobre, zameldowa striekowi nag potrzeb i
wolnym, chwiejnym krokiem, stawiajc ostronie kroki jak akrobata na linie,
poszed w kierunku latryny. Dugo nie wraca, tak dugo, e nawet "urka" Iwan
zaapelowa przy mrukliwej aprobacie obu Niemcw do naszych sumie, e pracujemy
przecie zespoowo, a normy oblicza si potem rednio, wszystkim po rwni. Nagle
zabielaa obok wagonu jego twarz jak papier i zobaczyem, e dry cay.
- Co ci jest? - zapytaem, przystajc obok niego na chwil.
75

- Nic - odrzuci szybko, szukajc mnie rk w ciemnociach, cho na tle


skrzcego dookoa niegu wida byo w promieniu piciu metrw wszystko jak na
doni. - Nic, zasabem troch.
- Id po worek, bo ci std wygryz! - odkrzyknem i pobiegem do wagonu. W
chwil potem widziaem, jak wchodzi na kadk, przerzucon pomidzy pulmanem a
pomostem skadu. Szed znowu wolno, ale do pewnie, podnoszc wysoko nogi, jak
rasowy ko o przewizanych pcinach. Znowu dugo nie wychodzi, a zaczlimy
si wszyscy niecierpliwi. Obaj winiowie, ktrzy podawali w wagonie worki,
opowiadali nam potem, e musieli mu, nie wiedzc dlaczego, dosownie nakada
worek na rami. Poprosi ich o to krtkim, drcym "poaujtie". Wreszcie ukaza
si w drzwiach wagonu i przez chwil szuka nog kadki. Gdy j znalaz,
przesadzi paroma susami p drogi i przystan. Potem podnis praw nog do
gry i zamacha ni parokrotnie jak baletnica wspinajca si na czubki palcw,
ale za kadym razem trafia w prni - kadka bya bardzo wska - wic
przystawi j z powrotem ostronie i zastyg w oczekiwaniu. Byo to wszystko
razem mieszne troch w swym niepojtym tragizmie i nie usposabiao wcale do
wspczucia. Dopiero potem zrozumielimy, e dane nam byo oglda groteskowy i
wstrzsajcy taniec mierci, ale teraz Karinen zamia si tylko krtko, a Iwan
wykrzykn gniewnie:
- Hej, ty, ubijca Stalina, co za cyrk tu wyprawiasz! Wwczas usyszelimy dziwny
dwik, ni to westchnienie, ni kanie, i "zabjca Stalina" odwrci si wolno na
pitach w kierunku wagonu. Postanowi widocznie wraca.
- Zwariowae - krzyknem - poczekaj, pomog ci!
Ale byo ju za pno. Wyprostowa si nagle i szarpnwszy si do przodu, a
waciwie w bok, prbowa je76
szcze przez chwil odzyska rwnowag, a potem run wraz z workiem w d, na
zanieone szyny.
Zbieglimy wszyscy z nasypu i otoczyli go zwartym koem.
- Kurza lepota - powiedzia krtko, otrzepujc mk z buszatu i obcierajc
zakrwawione czoo. - Mylaem, e przejdzie - doda.
Obserwowaem go potem w dole, pod kadk, przebiegajc z workami i po worki.
Schylony, wybiera ostronie obiema rkami mk ze niegu i podobny by do
czowieka, strconego za kar z wysokiego nieba w otchanie piekie, na
najcisze mki. Zdaje mi si, e paka. A moe zgarnia tylko garstk mki dla
siebie, jak gdyby pacc za ten ostatni raz najwysz cen, cen postawienia
wszystkiego na jedn kart? Nie wiem. Tak jak nie wiem do dzisiaj, jak ukrywa w
obozie t swoj kurz lepot i jak sobie wyobrazi ostateczne nad ni
zwycistwo. Gdymy wracali do ony, prowadzi go pod rk brygadier. Gdy
rewidowano nas przed bram, mia puste kieszenie i pust chusteczk. Nastpnego
dnia poszed z karn brygad do lasu. Poszed do lasu!... Dla czowieka, ktry
przesiedzia siedem lat w obozie, znaczyo to tyle, co i na powoln mier.
I istotnie umar z wycieczenia po paru miesicach. Gdy go spotkaem na kilka
dni przed mierci, nie my si ju od dawna, twarz mia podobn do
pomarszczonej cytryny, ale zza oblepionych rop rzs patrzyo jeszcze na wiat
dwoje rozjarzonych gorczk oczu, ktre gd powleka zaczyna bielmem
szalestwa. Nie trzeba byo by dowiadczonym winiem, aby dostrzec od razu, e
dzieli go najwyej kilka dni od obdu, a teraz dopalaj si w nim tylko resztki
godnoci ludzkiej. Sta z pustym kociokiem w rku, oparty o balustrad na duym
pomocie przed kuchni, i natknem si na wanie w chwili, kiedy kucharz
wysun przez otwr w oknie moj blaszank napenion zup. mierdzia tak
potwornie, e odsunem
77
si machinalnie. Pewnie utraci ju kontrol nad najprostszymi odruchami
ludzkimi i spa tak, nie rozbierajc si, gorczkujcy i saby, otoczony swoim
twardym pancerzem z ekskrementw. Nie pozna mnie. Zaskamla tylko cicho,
patrzc przed siebie:
- Daj troch zupy. - A potem doda, jak gdyby u-sprawiedliwiajc t zuchwa
prob: - Samego rzadkiego.

Wlaem mu wszystko do kocioka i patrzyem na, wstrzymawszy oddech. Drcymi


rkami przytkn kocioek do ust i parzc sobie wargi, pi chciwie gorc ciecz
wrd odgosw charczenia i prawie rzenia. Dwie cienkie struki pynu wycieky
mu z kcikw ust i ciy si natychmiast w ostre iglice lodu. Po czym, jak
gdyby mnie w ogle obok nie byo, podszed do kuchennego okna i rozpaszczy na
szybie zaronit twarz. Za oknem, oparty o dymic kad zupy, sta leningradzki
zodziej Fied-ka (politycznych nie dopuszczano do prac w kuchni) i mia si
serdecznie.
- Dla kontrrewolucjonistw - zawoa - nie ma do-lewki!
Przygldaem si jeszcze chwil tym dwm twarzom, przedzielonym szklistym
kwiatem lodu. ,,Zabjca Stalina" wpatrywa si w kad zupy wzrokiem, w ktrym
natyy si wszystkie, miertelnie zziajane, wadze umysu i ciaa. W jego
twarzy malowa si nadludzki wysiek przypomnienia sobie czego, zrozumienia
czego. Wyostrzone rysy zdaway si na prno przebija przegrod ze szka.
Sabncy, urywany oddech zawi si na tafli lodu, podobny do ogromnego,
zamglonego oka. Nagle cofn praw rk jak do uderzenia. Zatrzymaem go w p
ciosu.
- Chod - powiedziaem - nic ci z tego nie przyjdzie. Zaprowadz ci do baraku.
Nie wyrywa si. Szed skulony potulnie i zwichnity
78
wewntrznie jak kuka, z ktrej wyjto patyk. Znowu - jak niegdy - ni to
westchn, ni zaka.
- Bandyci - wykrztusi wreszcie - bandyci, bandyci...
- Kto? - zapytaem bezmylnie.
- Wy, wy, wy wszyscy - krzykn rozdzierajcym gosem i uwolniwszy si z mojego
ucisku, zacz biec przed siebie.
Wyglda jak ogromny, pokryty szlamem szczur rynsztokowy, ktrego schwytano
niespodziewanie w smug wiata. Zakrci si par razy w miejscu, jak gdyby nie
byo ze ucieczki. Nagle przystan i odwrci si w moj stron.
- Ja zabiem Stalina! - Gos jego przeszed teraz w chrapliwy, obkany skowyt
szaleca. - Ja, ja, ja... Zastrzeliem, jak psa zastrzeliem... - zamia si z
gorzkim tryumfem.
By za saby, by zrozumie wszystko. Ale by jeszcze niestety do silny, by
zrozumie tyle, ile potrzeba do powolnej, dawicej za gardo mierci.
Przed ni za, jak ostatni sakrament, chcia wzi na siebie zbrodni, ktrej
nie popeni, czyn, ktrego nie dokona. Przez tyle dugich lat nie wiedzia, za
co cierpi. Dzi zapragn si przyzna, zapragn si zmieci w okrutnym i
niezrozumiaym wyroku losu, ktry mu przedoono do podpisu siedem lat temu.
Bronic si przed nieznan przyszoci, szamocc si w sidach teraniejszoci,
ratyfikowa naoon na przeszo. Aby cho na chwil przed skonem uratowa
jeszcze poczucie realnoci i wartoci swego gasncego istnienia.

Drei Kameraden
Wieczorami, jeeli miaem cakowit pewno, e brygada nie zostanie w nocy
wezwana na baz, zachodziem czsto do maego baraku obok wartowni, ktry zwano
"pieriesylnym". Spdzali w nim zawsze par nocy w oczekiwaniu na etap przybysze
z wizie, ktrym nieaskawy los nie pozwoli zosta w Jercewie. Droga od nas
prowadzia na wszystkie "agpunkty", ale wrd wymienianych spotykao si
najczciej Drug Aleksiejewk, may obz karny bez dna, tyle do szo etapami
winiw, nigdy ju nie wracajc. Raz tylko, po amnestii, spotkaem w
"pieriesylnym" dawnego towarzysza z wizienia grodzieskiego, sympatycznego
robotnika-trockist z Warszawy, Andrzeja K., gdy wraca przez Jercewo na
wolno. Z tego, co pswkami i bardzo niechtnie opowiada, wynikao, e
Aleksiejewka nastawiona jest wycznie na wyrb lasu i nie ma ani w poowie
takich warunkw jak Jercewo. Porzucona w sercu puszczy archangielskiej, z dala
od osiedli ludzkich i o kilkadziesit kilometrw od najbliszej linii kolejowej
(nie liczc wewntrznego toru, ktrym sza ywno z bazy w Jercewie), zdana

jest wycznie na ask zwyrodniaego naczelnika-enkawudzisty i jego cisego


sztabu. Winiowie yj tam w pzawalonych i zaciekajcych wiecznie barakach,
nie s w stanie przekroczy "drugiego kota" (500 gramw chleba i dwie porcje
rzadkiej zupy), otrzymuj tylko zupenie znoszone i podarte ubrania, pracuj w
lesie trzynacie zamiast dwunastu godzin, czekaj na uroczyst proklamacj
wolnego dnia niekiedy po dwa lub trzy miesice i z braku naley80
tego pomieszczenia na szpital odchodz w razie choroby wprost do "trupiarni".
Jedynie w lipcu i sierpniu - w okresie, gdy nie koczca si zima pnocna
wybucha nagle krtkim, ale upalnym latem - bagniste porby lene otwieraj przed
chorymi na szkorbut ndzarzami bogactwo jagd, cierpkich jarzbin i grzybw, a
ziemiste twarze, pokryte skorup brudu, i zaropiae oczy, w ktrych tli si
jeszcze iskierka ycia, wznosz si z wdzicznoci i now nadziej ku socu.
Aleksiejewka jest "agpunktem sztrafhym" tylko z nazwy. W gruncie rzeczy
spdzono do niej, jak awic szprotek do sieci, winiw cudzoziemskich, ktrzy
nic jeszcze nie zdyli zawini w obozie, w tej liczbie lumpenproletariat z
dzielnicy pnocnej w Warszawie, zbiegy tu przez wit rzek Bug z
hitlerowskiego pieka do sowieckiego raju. Ci wyrobnicy, kamasznicy, chaupnicy
i poktni wzkarze ydowscy marli w Aleksie-jewce jak muchy i Andrzej widzia
ich nieraz wygrzebujcych ze mietnika zgnie licie kapusty lub oskrobiny z
kartofli. Tote w "karnym agpunkcie" wybuchay cigle bunty i one to dopiero
pozwalay ex post zalegalizowa istniejcy od dawna stan rzeczy. Tumiono je
bezkrwawo, wstrzymujc na par dni wydawanie racji wiziennych, a w jaki czas
potem wynoszono za on mae kociotrupy, obcignite skr t jak pergamin
witych ksig i nie pohabione kul zwyciskiej rewolucji w czerepach.
Przyjrzawszy si Jercewu, Andrzej, ktry mimo swego trockizmu mia naogow
skonno doszukiwania si w Rosji sowieckiej "pewnych jasnych stron",
zawyrokowa, e im dalej od centrali w Moskwie, tym gorzej, co miao oznacza,
e "myl bya dobra, ale wykonanie ze".
Do baraku "pieriesylnego" schodzio si z drewnianej cieki w d, po paru
wyrbanych w niegu schodkach, ktre od cigego stpania przybray kolor
zaboconej podogi w sionce; by ciemny, brudny, bez wody i "chwoi" - i znacznie
niszy od innych, tak e na grnych pryczach mona byo rozmawia tylko lec
lub sie81
dzc ze zgitymi w pak plecami. Na gwodziach przybitych do belek, ktre
wspieray puap i obramowyway ciasne szuflady legowisk, wisiay wiecznie mokre
buty, a na zygzakowatej rurze od piecyka suszyy si przemoczone onuce. W
pierwszej chwili po wejciu nie widziao si na og prawie nic i trzeba byo
dopiero oswoi si z mdym wiatem maej arwki na przeciwlegej cianie, aby
wyowi z pmroku dwa rzdy goych stp na pryczach, sterczce z szarych
usypisk cia ludzkich nakrytych z gow achmanami, i trzy lub cztery cienie
pochylone z wycignitymi przed siebie domi nad rozgrzan blach piecyka jak
nad blatem stolika wirujcego. Pierwszy przedwieczorny przybysz do baraku
"pieriesylnego" oywia zwykle jego milczcych mieszkacw, poszturchujc ich w
goe stopy czterema pytaniami: kto, skd, dokd i za co? Czasem, po takim
wstpie, spod stosu spitrzonych bezadnie szmat wynurzaa si jaka wyndzniaa
twarz o pobkanym spojrzeniu i odepchnwszy natrta wciekym "paszo won",
chowaa si na powrt za mierdzc zason. Na og jednak kilka takich prb
nawizania znajomoci wystarczyo, aby na pryczach zaczy si podnosi
przygarbione postacie, skore do rozmowy i handlu wymiennego. Pod wieczr byo
ju zawsze w "pieriesyl-nym" rojno jak w ulu. Oparci o pionowe stropy ,Jercewscy" wymieniali z "tranzytnymi", ktrzy rzadko schodzili z prycz, trzsc si ze
strachu nad swoim dobytkiem wiziennym, przeycia, obserwacje, zasyszane
wiadomoci i chleb na machork. Co mi si najbardziej w "pieriesyl-nym"
podobao, to jego atmosfera; przy odrobinie wyobrani mg przypomina co
poredniego pomidzy schroniskiem dla wykolejonych trampw, wyruszajcych po
zote runo, a zwyk kawiarni europejsk. Tutaj przecie mona byo pozna
nowych ludzi, dowiedzie si, co sycha w innych wizieniach, kupi szczypt

machorki, uali si wsplnie nad parszyw dol i - last but not least posobaczy, korzystajc z maych szans donosu
82
w tym parodniowym prowizorium, na Stalina i jego gwardi pretoriask. Dopiero
po wojnie przekonaem si z alem, ale nie bez ukrytej satysfakcji, e pod tym
wzgldem kawiarnie europejskie stay si dla milionw ludzi tym, czym by dla
mnie barak tranzytowy w Jercewie; e, sowem, bardziej przypominaj drewniane
budki, przybijane do drzew w moich stronach rodzinnych dla rozsejmi-kowanych
ptakw wdrownych, ktre nagy chd wypdza z krainy zimowego odlotu, ni
wiedeskie Kaffehausy lub paryskie cafes-chantants.
Barak tranzytowy spenia rwnie w naszym obozie rol Instytutu Badania
Koniunktur Politycznych z ywymi wskazaniami cen pracy niewolniczej i odchyle
ideologicznych w postaci napywajcych fal winiw. I tak - wedle opowiada
moich towarzyszy - w roku 1939 goci on resztki dogorywajcej ju Wielkiej
Czystki, dobierane chaotycznie i bezplanowo. Rok 1940 by wiadkiem rytmicznych
przypyww Polakw, Ukraicw, Biaorusinw i ydw ze wschodniej Polski oraz
Batw i Ukraicw z Rusi Zakarpackiej. W roku 1941 przyszy pierwsze transporty
Finw i krasnoarmiejcw z "finskogo plena", ktrzy prosto przez umajon bram
tryumfaln w Leningradzie z napisem "Rodina pozdrawlajet swoich giero-jew" i w
takt marsza Budionnego odmaszerowali na bocznic kolejow za miastem, do
zaplombowanych wagonw towarowych. W pierwszych miesicach po wybuchu wojny
rosyjsko-niemieckiej w "pieriesylnym" pojawiy si niedobitki zruszczonych
zupenie Niemcw nadwo-askich i ogupiae grupki Ukraicw i Biaorusinw,
zbiegych w gb Rosji z rodzinnych wsi przed posuwajcym si szybko naprzd
frontem. Pamitam nawet par nazw, jakie w baraku inynierw ukuto ze miechem
dla tych ofiar wojennych peregrynacji. Do nas, Polakw, przylgno miano
"antigitlerowskich faszystw", nieszczsnych krasnoarmiejcw nazwano "gierojami
z fin83
skogo plena", a zbiegych przed Niemcami Ukraicw i Biaorusinw "partizanami
otieczestwiennoj wojny".
W lutym 1941 roku spotkaem w "pieriesylnym" trzech Niemcw, ktrzy od reszty
mieszkacw odrniali si pewn odruchow wyniosoci gestw i stosunkowo
przyzwoitym ubraniem europejskim. Najniszy przy tym - tgi brunet o szerokiej
twarzy i widrujcych oczkach, krpy i zwalisty jak kloc - nosi na gowie
czarny berecik z ogonkiem, wysoki i barczysty blondyn mia zawizany pod szyj
szalik sportowy, a szczupy modzieniaszek o pocigej i inteligentnej twarzy
nie rozstawa si z podkutymi butami narciarskimi. Razem wic posiadali co w
rodzaju zdekompletowanego stroju turystycznego i istotnie na pierwszy rzut oka
mogli uchodzi za trjk bezrobotnych inteligentw w schronisku wysokogrskim.
Jakie tedy byo moje zdziwienie, gdy si pniej okazao, e tylko modziutki
Stefan studiowa na uniwersytecie w Hamburgu, a pozostali dwaj - rosy Hans i
przysadzisty Otto - pracowali w warsztatach mechanicznych w Dlis-seldorfie.
Zaczlimy rozmow po rosyjsku (wszyscy trzej posugiwali si z trudem topornym
i przeraliwie niemelo-dyjnym rosyjskim ze spor domieszk ukraiskiego), ale po
paru minutach przeszlimy na niemiecki i wdrapaem si do nich na grn prycz,
eby si lepiej odgrodzi od huczcej w baraku czarnej giedy.
Wszyscy trzej naleeli przed puczem hitlerowskim do niemieckiej partii
komunistycznej, ale nie znali si nawzajem, mimo e Hans i Otto pracowali
przecie w tym samym miecie. Po poarze Reichstagu partia, przearta prowokacj
i rozkadajca si na oczach milionw wasnych czonkw, wysaa ich za granic;
cel ucieczki mg by tylko jeden - przybrana ojczyzna Dymitrowa, w owym czasie
take przybrana ojczyzna wszystkich komunistw wiata. Szli do niej rnymi
drogami: Hans przez Dani, Szwecj i Finlandi, Stefan i Otto przez Pary,
Wochy i Bakany. Przerzucani gadko z kraju do kraju,
84
podziwiali sprawno europejskich organizacji komunistycznych, a w czasie
dugich godzin nocnych, spdzanych na coraz to nowych kwaterach, nili na jawie

pospou z przygodnie napotykanymi towarzyszami obraz ojczyzny proletariatu


wiatowego taki, jakim go pamitali z ilustrowanej bibuy partyjnej i opowiada
wysannikw stamtd. Niedzielne szkki partyjne odbyway si w pierwszym roku
terroru w Niemczech zazwyczaj za miastem, tote w ich wspomnieniach wszystko, co
dotyczyo Rosji, skojarzyo si mimo woli z dojrzaym piknem lasw, pl i rzek,
z leniwym dosytem sadw i napcznia-ych piersi dziewczcych koyszcych si nad
gowami wpatrzonymi w niebo, z powolnym przepywaniem obokw wiosennych i
przyjemnym zmczeniem caego ciaa, gdy si powczc nogami wraca pod wieczr
do miasta z wycieczki na skraj dalekiego horyzontu.
Otto i Hans spotkali si w roku 1936 w charkowskiej fabryce maszyn, Stefan za
prbowa w tym czasie studiowa w Kijowie. Ich pierwsze wraenia nie byy
podobne do marze ze szkek niedzielnych, ale wiele jeszcze rozczarowa mona
byo wwczas pooy na karb pierwszych przeszkd w aklimatyzacji i
niemiertelnego okrenia kapitalistycznego. Otto i Hans pracowali ciko,
zarabiali niele i mieszkali znonie, a wieczorami - gdy poznali ju na tyle
jzyk - rozkoszowali si w wietlicy fabrycznej wysokim poziomem referatw z
"politgra-moty". Pierwsze prby odywek w "swobodnej dyskusji" ostudziy nieco
ich zapa; Otto wymyka si teraz czsto po pracy na piwo i bilard, a Hans
zacz odprowadza do domu mod robotnic ukraisk. Co ich obu w tych
"swobodnych dyskusjach" uderzyo i zaskoczyo, to kamstwa, jakie goszono
nieustannie na temat stopy yciowej na Zachodzie. Kiedy Hans prbowa raz w
dyskusji wyjani, e "niewola kapitalistyczna na Zachodzie polega na czym
zupenie innym", osadzio go z miejsca ostre pytanie referenta, "czyby
przypadkiem towarzysz
85
przedmwca nie mia ochoty wrci tam, skd przyjecha, lub przemyle
wszystkiego od nowa". Nie wiedzia jeszcze, co oznacza owo "przemylenie
wszystkiego od nowa", wypowiedziane tak osobliwym tonem pogrki, i nie mia
ochoty "wraca tam, skd przyjecha". Sucha wic odtd w milczeniu i szuka
wzrokiem w tumie suchaczy modej robotnicy, ktra raz przy poegnaniu wspia
si na palce i powiedziaa mu na ucho, e lepiej "nie rassu-daf, kogda
dokadywajut czeny prawitielstwa"; zwyke miejsce Ottona na odczytach wiecio
dalej pustk. W poowie roku 1936 Hans oeni si z mod Ukraink, wyprowadzi
si ze wsplnego pokoju i zamieszka przy rodzinie ony. W tym czasie pado po
raz pierwszy to sowo. Na lubie swego towarzysza, po kilku toastach starych
majstrw, zupenie ju pijany Otto wsta, podnis szklank wdki do gry i
rozkraczywszy krtkie nogi jak zdyszany byk, krzykn gono: "Niepobiedimyj
Sowiet-skij Sojuz jest dreck". Zebrani wzili wida to jdrne sowo za co w
rodzaju niemieckiego "urra!", bo trciwszy si szklankami, przytaknli
"prawilno!", ale Hans wypchn Ottona za drzwi i szybko odprowadzi do domu.
Stefan nie studiowa jeszcze wprawdzie w Kijowie, uczc si cigle jzyka, by
ju natomiast honorowym czonkiem komitetu studenckiego i cenionym mwc na
mityngach midzynarodowych.
Nadszed wreszcie pamitny rok trzydziesty sidmy. Wielka Czystka zbliaa si
jak nadcigajca burza, lecz wyadowywaa si na razie krtkimi spiciami
byskawic i dalekim odgosem gromw za siedmioma grami i rzekami. Nie dawano
wiary dziwnym pogoskom, sprzecznym wiadomociom i tajemniczym listom z Moskwy
lub Leningradu. Wezbrana fala przerwaa jednak wreszcie sta-wida rosyjskiego
upustu i wdara si z oguszajcym hukiem na Ukrain, zabierajc po drodze kogo
popado, jak powd unoszca dachy, belki stropw i wiza, puste
86
ramy okienne, meble i stogi siana. Ludzie przychodzili do biur, urzdw, fabryk,
uczelni i domw z jednym jedynym pytaniem na ustach: "Kogo siegodnia bierut?"
Rycho przecie wzburzony nurt powodzi zosta uregulowany i bieg ju tylko
wzdu wyznaczonych grobli. Na pierwszy ogie poszli cudzoziemcy. Ottona zabrano
z fabryki, Stefana z uniwersytetu, a Hansa z domu. Wyszed nie ucisnwszy
przeraonej ony i paczcego niemowlcia i mimo wysyanych ustawicznie listw
nie otrzyma ju od nich nigdy adnej wiadomoci.

ledztwo byo monotonne i krcio si caymi miesicami wok zarzutu


szpiegostwa. Hansa i Stefana bito tylko par razy i stosunkowo niegronie, Otto
natomiast mia odbite od kopania wntrznoci i wyamane zby za swj pijacki
"dreck". W pierwszych miesicach 1939 roku umieszczono piciuset
siedemdziesiciu komunistw niemieckich w osobnym skrzydle jednego z wizie
moskiewskich (mimo najwikszych wysikw pamici nie jestem w stanie sobie
przypomnie, czy Hans mwi o ubiance, czy o Butyrkach) i tam we wsplnej celi
Hans i Otto poznali i przygarnli wystraszonego Stefana.
Bya to ju chyba pierwsza poowa wrzenia, bo dozorca donosi im codziennie z
zachwytem o zwyciskim pochodzie armii niemieckiej w Polsce, gdy z przylegej
celi wystukano pewnego popoudnia, e jeden z winiw znalaz w wychodku
kawaek gazety z tekstem paktu so-wiecko-niemieckiego. Wiadomo posza dalej i
wrcia wkrtce z decyzj - od nastpnego dnia rano godwka z daniem, aby do
wizienia przyszed ambasador niemiecki w Moskwie, przedstawiciel ich
zaprzyjanionej ojczyzny. Rosjanie wytrzymali t gr tylko tydzie. Przed
zakoczeniem godwki delegacja komunistw niemieckich, po jednym z kadej celi,
wysza na spotkanie z wysannikiem hr. Schulenburga. Stawiali tylko jeden
warunek: e nie bd ukarani za komunizm i nielegaln
87
ucieczk z kraju. Reszta bya im najzupeniej obojtna, mog by nawet
natychmiast po przekroczeniu granicy wcieleni do Wehrmachtu. W czasie tej
godwki, w ktrej ydzi niemieccy i niektrzy rdzenni Niemcy wzili udzia na
znak solidarnoci, wypowiadajc si jednak przeciwko wasnej repatriacji, wadze
sowieckie nie zastosoway adnych rodkw represji. Rokowania rosyjskoniemieckie trway par miesicy, a zbuntowany pawilon cieszy si tymczasem
zwikszonymi i polepszonymi racjami jedzenia i codziennymi spacerami na
dziedzicu wizienia. Wreszcie ta sama delegacja zostaa wezwana, aby wysucha
decyzji. Rosjanie zgadzali si w zasadzie na repatriacj byych komunistw
niemieckich, rezerwujc sobie jedynie prawo zatrzymania kilkudziesiciu w Rosji
wedug wasnego uznania. Urzdnik niemiecki doda, e powtrna godwka do
niczego nie doprowadzi, poniewa ambasada zaakceptowaa warunki rosyjskie.
Strajkujcy nie mieli wic wyboru i zgodzili si rwnie. W grupie tych
kilkudziesiciu zatrzymanych przez wadze sowieckie znaleli si Hans, Otto i
Stefan. W styczniu 1940, w innej ju celi, odczytano im wyroki dziesicioletnie,
a w lutym posano ich etapem do Jercewa. O szczliwych piciuset, do ktrych
umiechn si los, nic nie wiedzieli.
Gdy Hans skoczy swe opowiadanie, zapytaem - zwrciwszy si do wszystkich
trzech - czy sdz, e istotnie niemieckie obozy koncentracyjne s lepsze od
sowieckich obozw pracy. Hans wzruszy ramionami i od-mrukn co lekcewaco,
lecz Stefan zdawa si mie pewne zrozumienie dla tego punktu widzenia. Wwczas
milczcy dotd Otto podnis swj olbrzymi eb, przeszy go zimnym spojrzeniem
malekich lepi i powiedzia prawie dosownie: Du hast eine Lust zu
philosophieren, Stefan, aber Heimat ist immer Heimat, und Russiand wird im-mer
ein Dreck sein. Zrezygnowaem i ja z tego "filozofowania". W sytuacji, w jakiej
znajdowalimy si wszyscy
czterej, mwi im o potwornociach hitleryzmu znaczyoby tyle, co tumaczy
trzem szczurom uwizionym w potrzasku, e najblisza dziura w pododze prowadzi
do takiej samej puapki.
Nastpnego dnia o wicie poszli do Niandomy. Stefan spostrzeg mnie przed bram
w tumie winiw ustawiajcych si brygadami do wymarszu za on i podnisszy
rk, krzykn: Auf Wiedersehen, mein Freund! W kwietniu otrzymaem od Hansa
list, ktry przechowuj do dzisiaj. Stefan - pisa - war hier auf allgemeiner
Arbeit. Mir, Hans, ist es allerdings gelungen, hier als Maschinist zu arbeiten.
Otto ist noch auf allgemeiner Arbeit im Sdge-werk beschdftigt. Wir bekommen
nicht einmal von unseren Angehrigen aus der S.S.S.R. Post. Wie traurig sieht
hier oben im Norden der Friihiing aus, und besonders unter den Bedingungen,
unter den wir hier leben.
Do roku 1947 byem przekonany, e ta opowie jest prawdopodobna a do miejsca,
w ktrym Rosjanie z pomoc ambasady niemieckiej w Moskwie rozbili strajkujcych

komunistw niemieckich na kilkanacie grup przemieszanych na nowo winiw i


kad z nich "zatrzymali wedug wasnego uznania" w innym wizieniu sowieckim. W
Londynie jednak usyszaem z ust bezporedniego uczestnika, pana C., wybitnego
komunisty wiedeskiego i towarzysza modzieczych walk Koestlera, epilog tej
historii, jaki rozegra si zim 1940 roku na mocie w Brzeciu nad Bugiem - a w
rok potem potwierdzia go take ksika Margaret Buber-Neumann. Noc przez most
na Bugu przesza na tamt stron gromada komunistw niemieckich, ktrzy bez uku
tryumfalnego odbywali drog powrotn do Ojczyzny, aby po wszystkich
dowiadczeniach sowieckich y na Zachodzie bez zmian.
89
Nie byo wrd nich moich trzech towarzyszy. Opierajcych si ydw niemieckich
NKWD dostawiao si w rce Gestapo. Pan C. zbieg za Bugiem z transportu i
ukrywa si przez ca wojn w Polsce.

Rka w ogniu
... e za zupenie bez nadziei y nie mona, znalaz rozwizanie w
dobrowolnym, prawie sztucznym mczestwie.
Dostojewski, Zapiski z martwego domu
Wbrew temu, co si przypuszcza, cay system pracy przymusowej w Rosji - cznie
ze ledztwem, pobytem w wizieniu i yciem w obozie - nastawiony jest, bardziej
ni na ukaranie przestpcy, na jego wyeksploatowanie gospodarcze i cakowite
przeobraenie. Tortury na ledztwie nie s stosowane jako zasada, ale jako
rodek pomocniczy. O co chodzi naprawd, to nie tyle o wymuszenie na oskaronym
podpisu pod zmylonym i fikcyjnym aktem oskarenia, ile o kompletn
dezintegracj jego osobowoci.
Czowiek budzony co nocy - na przestrzeni dugich miesicy, a czasem nawet i lat
- pozbawiony w czasie ledztwa prawa zaatwiania najelementarniej szych potrzeb
fizjologicznych, trzymany godzinami na twardym krzele, olepiony skierowan
prosto w oczy arwk, kuty podstpnymi pytaniami i niesamowitym crescendo
urojonych zarzutw, draniony sadystycznie widokiem papierosw i gorcej kawy na
stole - gotw jest podpisa wszystko. Nie o to jednak chodzi. Winia mona
uwaa za "spreparowanego" do ostatecznego zabiegu dopiero wtedy, gdy wida ju
wyranie, jak jego osobowo rozpada si na drobne czci skadowe: pomidzy
skojarzeniami powstaj luki, myli i uczucia obluzowuj si w swych pierwotnych
oyskach i klekoc jak w zepsutej maszynie, pa91
sy transmisyjne czce teraniejszo z przeszoci obsuwaj si z k
napdowych i opadaj na dno wiadomoci, wszystkie dwignie i przekadnie
intelektu i woli zacinaj si, strzaki w zegarach pomiarowych skacz jak
oszalae od zera do maksimum i z powrotem. Maszyna krci si dalej na
zwikszonych obrotach, ale nie pracuje ju tak jak dawniej - wszystko, co
wydawao si oskaronemu przed chwil absurdem, staje si rzecz prawdopodobn,
cho cigle jeszcze nieprawdziw, uczucia zmieniaj barw, napicie woli znika.
I to, e pisywa listy do krewnych za granic, moe by zdrad interesw
proletariatu, i to, e zaniedba si w pracy, moe by sabotaem budownictwa
socjalistycznego. Dla sdziego ledczego nadchodzi moment decydujcy. Jeszcze
jeden celny cios w zdrtwiay rdze oporu i maszyna stanie. Czowiek upiony pod
narkoz zawisa na uamek sekundy w prni, niczego nie czuje, o niczym nie
myli, niczego nie rozumie. Trzeba dziaa szybko jak przy sztucznym szoku
nerwowym lub przy przelewaniu krwi, gdy na okamgnienie serce pacjenta przestaje
bi. Mae przeoczenie, drobna zwoka, a pacjent obudzi si na stole operacyjnym
i zbuntuje si lub - zaamie i pogry w wiecznej apatii. Teraz, teraz albo
nigdy! Oczy sdziego ledczego szukaj jedynego, przygotowywanego na t wanie
chwil dowodu rzeczowego, rce chwytaj go jak lancet. Jeszcze par godzin temu
ten argument mg si wydawa bahy, cho w przeciwiestwie do innych nie

pozbawiony pewnych podstaw, teraz w wyjaowionej wyobrani oskaronego urasta do


gigantycznych rozmiarw. Lancet trafi na waciwe miejsce i tnie gbiej. W
nieprzytomnym popiechu chirurg wycina serce i przestawia je z lewej strony na
praw, usuwa zakaone paty kory mzgowej, przeszczepia skrawki skry, zmienia
bieg krwi, wie na nowo poszarpane nerwy. Za chwil mechanizm ludzki,
zatrzymany w punkcie zerowym i rozoony na najdrobniejsze czci, zostanie
zoony na powrt, ale ju inaczej; luki pomi92
dzy skojarzeniami wypeni inne wizania, myli i uczucia dopasowane zostan
dokadnie do innych oysk, pasy transmisyjne zaczn przekazywa nie przeszo
teraniejszoci, ale teraniejszo przeszoci, instynkt i wola zmieni
kierunek dziaania, wskazwki w zegarach pomiarowych zatrzymaj si na zawsze w
maksimum. Oskarony ocknie si z odrtwienia, zwrci zmczon, lecz umiechnit
twarz ku swemu dobroczycy i westchnwszy gboko, powie, e teraz wszystko
rozumie, e bdzi dotd przez cae ycie. Zabieg si uda, pacjent zosta nowo
narodzony. Jeszcze raz tylko, gdy po powrocie do celi stanie nad kiblem i
oddajc powstrzymywany przez par godzin mocz, poczuje na czole kropelki potu, a
w caym ciele u-Ig i odprenie, zawaha si chwil, czy ni, czy przeywa
moe swoj reinkarnacj na jawie. Po raz ostatni w yciu zanie z tym uczuciem
mczcej niepewnoci, nazajutrz bowiem koo poudnia obudzi si pusty jak
wydrony orzech i osabiony po nieludzkim wysiku caego organizmu, ale
olniony myl, e ma ju nareszcie wszystko za sob. I kiedy zacznie chodzi
midzy pryczami, nie odzywajc si do nikogo, mona by pewnym, e stawia
pierwsze kroki w innym ju wiecie - rekonwalescent o zabliniajcych si szybko
ranach i zrastajcej si na nowo osobowoci.
Okres pomidzy ukoczeniem ledztwa a wyrokiem zaocznym, po ktrym nastpuje
zazwyczaj szybki wyjazd do obozu, upywa oskaronemu w celi na przystosowywaniu
si do nowej sytuacji. Instynkt podpowiada mu, e nie naley wdawa si w
rozmowy z winiami, ktrzy nie przeyli jeszcze Wielkiej Przemiany - szwy na
jego ranach s bowiem jeszcze zbyt wiee, aby wytrzyma szarpnicia
rozdrapujcych je rk. Niczego si tak podwiadomie nie boi jak chwili, w ktrej
nowa rzeczywisto runie od jednego uderzenia niby kruchy domek z kart, a jaki
atawistyczny, przywalony gruzami starego wiata gos popchnie go do drzwi celi z
zacinitymi pi93
ciami i rozpaczliwym okrzykiem: "Skamaem, skamaem! Odwouj wszystko!
Pucie mnie do sdziego ledczego, ja chc do sdziego ledczego! Jestem
niewinny, jestem niewinny!" Jeeli szczliwy los pozwoli mu unikn tej chwili
- tej straszliwej chwili, w ktrej stary mzg okae jeszcze do siy, aby
zrozumie, e nowe serce bije inaczej i gdzie indziej ni dawniej, niweczc w
ten sposb pracowite dzieo miesicy lub nawet lat - wizie moe obojtnie i
spokojnie lee caymi dniami na pryczy, czekajc na transport do obozu. W tym
stanie somnambulicznego odrtwienia dostrzega po paru dniach w chodnym murze
swego wasnego wizienia wsk szczelin, przez ktr sczy si wte wiato
ostatniej nadziei. Zaczyna marzy o obozie. Zrazu niemiao, a potem coraz
gwatowniej nieznany gos - drogocenne relikwie dawnego ycia, jedyny dowd, e
byo i mogo by inaczej - udzi go wizj swobodnego ycia w obozie, wrd
ludzi, ktrzy nie wszyscy przecie zapomnieli o przeszoci. Liczy teraz gwnie
na dwie rzeczy: na prac i na lito. Nie o lito dla siebie mu chodzi - to, co
przey, uwaa w gruncie rzeczy za zwycistwo. Czuje jednak niejasno, e jeli
ma ocali ni czc go z zamierzchymi czasami, w ktrych by inny, to musi
wzbudzi w sobie za wszelk cen lito dla wsptowarzyszy niedoli, wspczucie
dla cudzych cierpie, jedyny sprawdzian tego, e odmieniwszy si, nie przesta
by czowiekiem. "Czy mona y bez litoci?" - pyta po nocach sam siebie,
przewracajc si z boku na bok i pocierajc niespokojnie czoo, jak gdyby
usiowa przypomnie sobie, czy niegdy doznawa na myl o cudzym nieszczciu
takiego samego uczucia bolesnej obojtnoci jak teraz, gdy narodzi si po raz
drugi. Czy mona y bez litoci?

Obz nauczy go, e mona. Bdzie z pocztku dzieli si ostatni kromk chleba z
winiami bliskimi obdu godowego, bdzie prowadzi z pracy pod rk chorych
na "kurz lepot", bdzie wzywa pomocy, gdy jego to94
warzysz odrbie sobie na "lesopowale" dwa palce u rki, bdzie ukradkiem zanosi
do "trupiarni" zlewki z zupy i gwki od ledzi; po paru tygodniach spostrzee
si jednak, e robi to wszystko nie z bezinteresownego odruchu serca, lecz z
egoistycznego nakazu rozumu - prbuje ratowa przede wszystkim siebie, a dopiero
potem innych. Obz, ze swoimi wewntrznymi obyczajami i systemem utrzymywania
winiw tu poniej dolnej granicy czowieczestwa, dopomoe mu w tym niemao.
Czy mg by przypuszcza, e mona poniy czowieka do tego stopnia, aby
budzi do niego nie lito, ale wstrt nawet wrd wspwiniw? Jake litowa
si nad "kurzymi lepcami", gdy si ich widzi codziennie potrcanych kolbami
karabinw i opniajcych powrt do ony, a potem spychanych niecierpliwie z
wskiej cieki obozowej przez winiw spieszcych do kuchni; jak odwiedza
"trupiarni", pogron w wiecznym mroku i zgniym fetorze ekskrementw; jak
dzieli si chlebem z godnym, ktry ju nazajutrz przywita ci w baraku
obkanym i natarczywym spojrzeniem? Po dwch lub trzech miesicach takiej walki
wizie usiujcy po Wielkiej Przemianie przerzuci ostatnim wysikiem woli
link ratownicz w unicestwion na ledztwie przeszo, poddaje si i po raz
pierwszy sucha bez sprzeciwu utyskiwa na pryczy, e "baracho w trupiarni re
cudzy chleb, nie pracujc", "kurzy lepcy zatarasowuj wszystkie przejcia w
obozie i obniaj wyrabotk po zmroku", a chorzy na obd godowy powinni
siedzie w izolatorze, bo niedugo ju zaczn kra chleb. Mia wic racj
sdzia ledczy, gdy mwi, e elazna miota sprawiedliwoci sowieckiej zmiata
do obozw jedynie miecie, a ludzie prawdziwie godni tego imienia potrafi
dowie, e popeniono w stosunku do nich omyk. Ostatnia ni pka, wychowanie
zostao skoczone. Pozostaje ju tylko eksploatacja taniej pracy przymusowej i
jeeli "pieriewospitannyj" wizie zdoa przey osiem lub dziesi lat katorgi
niewolniczej, mona
95
go bdzie bez chwili wahania posadzi za stoem sdziowskim, naprzeciwko
przyszego oskaronego, ktry zajmie kiedy jego dawne miejsce.
S jednak i tacy, ktrzy w momencie tej ostatniej prby budz si nagle i
przystaj na rozdrou, aby dostrzec z przeraliw jasnoci, e ich oszukano.
Nie przekonano ich, nie nawrcono - zniszczono ich jako ludzi, wypalono w nich
gorcym elazem wszystkie uczucia ludzkie! Wszystkie - z wyjtkiem jednego. Jest
ju za pno, eby doskoczy do drzwi z okrzykiem: "Ja chc do sdziego
ledczego, jestem niewinny!", ale jest jeszcze do wczenie, aby w miejsce
pokonanej litoci rozdmucha w stygncym popiele wasnego ycia wysoki pomie z
ostatniej iskierki czowieczestwa - z dobrowolnego i prawie sztucznego
mczestwa.
Niepodobna bez tego wstpu zrozumie historii Michaia Aleksiejewicza Kostylewa,
nowego winia, ktry po przybyciu z "agpunktu" w Mostowicy przydzielony zosta
do naszej brygady.
Nie stosowa si on bowiem do wszystkich winiw sowieckich, a tym mniej
jeszcze do nas, Polakw. Ogem biorc, ledztwo w sprawach Polakw, uwizionych
po aneksji kresw wschodnich przez Rosj w roku 1939, ograniczao si jedynie do
wymuszenia podpisu pod fikcyjnym aktem oskarenia, miao wic raczej na celu
znalezienie dogodnego pretekstu dla urzdw zajmujcych si rekrutacj taniej
siy niewolniczej i depolonizacj nowo zajtych ziem ni reedukacj przyszych
obywateli Zwizku Sowieckiego. Z tego, e prowadzone byo w wikszoci wypadkw
pospiesznie i chaotycznie, mona wnosi, e Rosjanie uwaali brank we
wschodniej Polsce za zabieg profilaktyczny w okresie przejciowym i wbrew
wasnym zarozumiaym owiadczeniom liczyli si najwidoczniej z
96
moliwoci przetargu na powojennej konferencji midzynarodowej. W przekonaniu
rzdu sowieckiego kresy wschodnie zostay na mocy ukadu rozbiorowego Ribben-

trop-Mootow definitywnie wczone do Rosji, ale ich polscy mieszkacy mieli by


a do zakoczenia wojny czym w rodzaju zastawu, ktry eksploatuje si i puszcza
w obieg jak majtek dunika oboony sekwestrem przez wierzyciela. Nie trzeba
dodawa, e gdyby wojna przybraa inny obrt i Rosjanie mogliby si jej
bezkarnie przyglda z boku, czekajc na ostateczne zwycistwo Niemiec, ten
"zastaw" przeszedby definitywnie na wasno osobliwego "wierzyciela", a
ptora miliona obywateli wschodniej Polski rozpoczoby swoj wdrwk ledcz
i wizienn od pocztku, tym razem ju pod okiem wytrawnych
"pieriewospitatieli".
W chwili kiedy Kostylew obudzi si ze swego dwuletniego odrtwienia, uwiadomi
sobie dwie rzeczy: e go oszukano i jak go oszukano. To wszystko, co wyej
opisaem, nie jest tedy moj, ex post zbudowan teori na temat systemu
wychowawczego wizie i obozw sowieckich lub psychologiczn interpretacj
dziejw ycia i mierci M.A. Kostylewa, lecz jego wasn, wielokrotnie
powtarzan i uzupenian opowieci. Jak pies goczy puszczony raz na waciwy
trop, Kostylew przeledzi dokadnie wszystkie najdrobniejsze szczegy swojego
uwizienia, ledztwa i ycia w obozie i nauczy si mwi o nich spokojnie,
przekonywajco i ze znawstwem, podobny w tym czasem do grulika, rejestrujcego
z pozorn obojtnoci symptomy i postpy swej wasnej choroby. Nie ja rwnie
wymyliem prb uratowania zagroonego czowieczestwa poprzez lito, a potem
dobrowolne mczestwo. Zapozna mnie z ni sam, gdy wypytywaem go, do czego
zmierza, opalajc co par dni sw praw rk w ogniu. Sposb, w jaki to mwi,
mg nasuwa podejrzenia, e Kostylew bliski by jakiej szczeglnej formy manii
religijnej, odziedziczonej w spadku po caych poko4 - Inny wiat
7 /
leniach rosyjskich mistykw, lub agodnej schizofrenii, ktra rozwijaa si w
nim niepostrzeenie dla niego samego nawet po wstrzsie przeytym w czasie
blisko rocznego ledztwa i pierwszych paru miesicy pobytu w obozie. Opowiada
spokojnie, precyzyjnie i inteligentnie, z t typow dla umysowo chorych
wnikliwoci, ktra nie dopuszcza sprzeciww i zjednawszy suchacza dla
przesanek, jedna go rwnie dla konkluzji. Nie wykluczam ani jednej z tych
moliwoci, ale nie powstrzymuj mnie one od powtrzenia jego historii. Tak czy
owak bowiem, przyja z Kostylewem zawaya powanie na moich dowiadczeniach
sowieckich, a jego mier nie przesza rwnie bez echa wrd pozostaych
winiw obozu w Jerce-wie.
Kostylew mia 24 lata, gdy z polecenia partii opuci politechnik w Moskwie i
wstpi do Akademii Morskiej we Wadywostoku. Sam pochodzi z Woronea i
wczenie osierocony przez ojca musia od najmodszych lat troszczy si o
utrzymanie matki, ktra po mierci ma przelaa na syna ca sw niewyyt
mio owdowiaej przedwczenie kobiety. Dla modego Kostylewa mio do matki
bya rwnie jedynym trwaym punktem oparcia w otaczajcej go rzeczywistoci.
Nalea wprawdzie najpierw do komsomou, a potem do partii, ale jego ycie
osobiste wymykao si nieustannie z ram tresury politycznej i szukao ucieczki w
ramionach matki. Ojciec, umierajc, nakaza mu wierno matce i "wielkiemu
dzieu Rewolucji Padziernikowej". Kostylew zbyt gboko wrs by od
dziecistwa w atmosfer komunizmu, by przypuszcza, e moe jeszcze istnie na
wiecie co trzeciego. Tote nie zawaha si - mimo e, jak twierdzi, cigna
go zawsze literatura - gdy komsomo wezwa go do wstpienia na politechnik w
Moskwie; nie opiera si rwnie, gdy jako mody inynier konstruktor zosta
wysany przez parti do Szkoy Morskiej we Wadywostoku.
W tym miejscu, zanim nastpi dalsze wypadki, warto
98
zastanowi si pokrtce, na czym polega komunizm Ko-stylewa. W pierwszym
rzdzie na wychowaniu. Matka, prosta i religijna raczej kobieta, niewiele
rozumiaa z tego, co jej mwi czsto m, ale przez pietyzm dla jego pamici i
instynktowne wyczucie bezpieczestwa rodzinnego podsycaa w synu zapa
rewolucyjny. Starczyo tego zaledwie na pne dziecistwo i wczesn modo.
Kiedy Kostylew zapisywa si na uniwersytet, by ju na tyle inteligentny, e

zapragn pj o krok dalej i ogarn rozumem zasady wiary, ktrej by dotd


posuszny sercem. Zapozna si z klasykami marksizmu, przestudiowa dokadnie
Lenina i Stalina, bra ywy udzia w zebraniach partyjnych i wyrobi sobie
pogld, e jako inynier-komu-nista bdzie w Rosji, "docigajcej i
przecigajcej Zachd", czym w rodzaju misjonarza nowej cywilizacji
technicznej. W cigu lat samotnego wspycia z matk, gdy wracajc ze szkoy,
widzia codziennie jej surowy profil za szyb parterowego domku w Woroneu i w
pmroku pochyla si z lekkim ukuciem blu do jej rk stwardniaych od pracy,
wyrobi w sobie potrzeb cierpienia dla cudzego szczcia. Z "politgramoty"
dowiedzia si, e prawdziwe cierpienie istnieje tylko na Zachodzie, zapali si
wic do myli o rewolucji wiatowej. Wanym punktem w ksztatowaniu si jego
osobowoci by fakt, e wrd nieprzytomnych atakw prasy i propagandy
sowieckiej na wiat kapitalistyczny Kostylew zoy swoje luby walki
wyzwoleczej o wolno uciemionych Europejczykw nie w imi nienawici, lecz w
imi mioci do nie znanego Zachodu.
Nieatwo poj, jakim cudem ten mody chopiec, ktry do czasu wyjazdu na studia
nie wychyli nosa poza rogatki rodzinnego Woronea i ciany ubogiego mieszkanka
robotniczego, potrafi wytworzy sobie tak wysublimowany obraz Zachodu. Jest
rzecz prawdopodobn, e skonny z natury raczej do entuzjazmu ni do
nienawici, chon wyobrani z partyjnej "politgramoty" przede wszyst99
kim postacie kanonizowanych oficjalnie "bojownikw postpu" - tym janiejsze, im
bardziej przeczernione wulgarnym argonem byo to spoeczne, polityczne,
religijne i obyczajowe, na ktrym dziaay. Wychowawcy sowieccy niedostatecznie
jeszcze zdaj sobie spraw z funkcjonowania wyobrani modzieczej; prawie
zawsze sylwetki witych o wyranie zarysowanych konturach odciskaj si w niej
gbiej ni czyhajce na nich zewszd moce piekielne. Byo rzecz mieszn i
tragiczn zarazem widzie w marcu 1941 roku Kostylewa, drcego z zachwytu i
przejcia na sam dwik nazwiska Thoreza. Uwaa go za jedynego prawowitego
sukcesora Wielkiej Rewolucji Francuskiej, cho nie bardzo jednoczenie rozumia,
dlaczego jest on tak niewolniczo posuszny temu, ktry "zdradzi Rewolucj
Padziernikow".
Mody Misza nie traci czasu. Na marginesie swoich studiw politechnicznych i
zaj partyjnych potrafi w cigu czterech lat nauczy si na kursach
wieczorowych francuskiego na tyle, aby mc swobodnie czyta. We Wadywostoku
zacz duo czyta i natrafi przypadkowo na dziennik podry Gonczarowa dookoa
wiata Friegat ,,Palada". To "putieszestwije" skierowao jego modziecze
rojenia na tory bardziej realne; Kostylew zabra si do nauki ze zdwojon
energi, opanowany nieprzytomn gorczk podrowania. Nie ulega wtpliwoci, e
jego ycie ukadao si co najmniej dziwnie. Przeywa dziecistwo w wieku
dojrzaym, biorc odwet za przedwczesn dojrzao w dziecistwie.
Na drugim roku studiw w Akademii Morskiej Kostylew znalaz we Wadywostoku ma
wypoyczalni prywatn, a w niej par zniszczonych ksiek francuskich:
Balzaca, Stendhala, Wychowanie sentymentalne Flauberta, Spowied dziecicia
wieku Musseta i Adolfa Constanta. Nie spodziewa si po nich niczego
nadzwyczajnego - chcia si tylko "powiczy w jzyku". wiat, jaki mu
otworzyy, przeszed jednak wszystkie jego oczekiwania
100
- by podobny do bajki. Kostylew y odtd w stanie cigego podniecenia. Czyta
po nocach, zaniedba si w nauce, opuci par zebra partyjnych, zamkn si w
sobie i odwrci si od najbliszych przyjaci. Wiele razy prbowa mi potem
wytumaczy, jakie uczucie wywoao w nim to odkrycie literatury francuskiej.
- Byem chory na tsknot za czym nieokrelonym
- opowiada, gadzc zdrow rk kanciasty i ogolony eb - odetchnem innym
powietrzem, jak czowiek, ktry nie wiedzc o tym, dusi si przez cae ycie.
Zrozum, nie chodzi o fakty; ostatecznie wszdzie na wiecie ludzie kochaj si,
umieraj, bawi, intryguj i cierpi. Chodzi o atmosfer. Wszystko, co czytaem,
dziao si jak gdyby w klimacie podzwrotnikowym, gdy ja yem od urodzenia w
lodowatej pustce... W Moskwie widziaem rwnie inne ycie, ale miao ono w

sobie co z sekciarskiego rozpasa-nia, nie przelewao si na ulic przez brzegi


zamknitych hoteli...
- Misza - oponowaem z przekory - przecie to jest tylko literatura. Nie wiesz
nawet, ile na Zachodzie jest ndzy i cierpienia...
- Wiem, wiem - potrzsa gow - to samo powiedzia mi potem sdzia ledczy.
Jeeli kiedykolwiek poczuem tylko na krtko, czym jest wolno, to wanie
wtedy, kiedy czytaem ksiki francuskie od starego Bergera. Byem jak okrt
uwiziony wrd lodw i nie dziw si, e prbowaem si z nich wyama na ciepe
wody.
Kostylew uywa czsto niezbyt szczliwych porwna literackich, ale to byo
wyjtkowo trafne. Duy, zwalisty, z gow pochylon jak elazny taran i pici
wielkoci kowalskiego mota podobny by istotnie do amacza lodw.
Historia Kostylewa, niezupenie dla mnie jasna wwczas, gdy j syszaem i
ogldaem, dzi staje si czytelna jak rozszyfrowany palimpsest. Gdy w
poszukiwaniu starego tekstu najwaniejsze byo to, aby nie da si zwie
101
interpretacji Kostylewa i zobaczy jego tragedi tak, jak odcisna si w jego
wasnej pamici w pierwotnej, niewiadomej formie. Niestety! Kostylew by tu sam
badaczem i zanim dopuci do odczytywania swego ycia innych, podda je na
wasn rk drobiazgowej i bardzo jednostronnej analizie. By na przykad
przekonany, e "zmartwychwsta" dziki kilkunastu podniszczonym romansom
francuskim, gdy ja osobicie uwaaem, e przeczyta je po prostu za pno i na
nieszczcie po francusku. O ile wiem, wszystkie "odkryte" przez Kostylewa
ksiki byy tumaczone na rosyjski i odkreliwszy nieznone komentarze
marksistowskie, mona je byo swobodnie czyta w tanich wydaniach Gosizdatu.
Traf chcia, e Kostylew przeczyta je po francusku w wieku, kiedy spniony i
niewyyty bunt ma ju w sobie zazwyczaj co chorobliwego i maniakalnego; uroi
sobie wic, e go oszukano, e ukrywano przed nim "ca prawd". Mia do Zachodu
stosunek nawrconego neofity, ktry bdzenie w dawnej wierze przypisuje sprzy
steniu kamstwa i perfidii zazdrosnych kapanw. Odsun si od partii, nie
zawaha si nawet zoy czci winy za suenie faszywym bogom na barki matki.
Ktrego dnia zapomnia si w dyskusji z kolegami i wybuchn: ,,Wyzwoli
Zachd! Od czego? Od takiego ycia, jakiego mymy nigdy nie o-gidali na oczy!"
Zapanowaa martwa cisza, ale ten drobny incydent poszed chwilowo w niepami.
W roku 1937 waciciel prywatnej wypoyczalni ksiek - stary Niemiec
nadwoaski, Berger - zosta aresztowany, a w par tygodni potem pocign za
sob Kostylewa. Pierwsze przesuchanie zdawao si wskazywa, e udzia
Kostylewa w sprawie Bergera by raczej przypadkowy. Wymieniajc ludzi, ktrzy
odwiedzali wypoyczalni ksiek, stary Niemiec nie zapomnia rwnie o
,,wysokim, barczystym uczniu Szkoy Morskiej". Mimo e Bergera zagnaa do
wizienia Wielka Czystka, w jego sprawie byo sporo autentycznych poszlak, ktre
za102
ostrzyyby czujno kadej normalnej policji. Gdy co do jednego nie byo
wtpliwoci: kierownictwo Dalstroju na Koymie wymieniao za porednictwem
starego Niemca zoto na obc walut i przedmioty zbytku z japoskimi markami
fabrycznymi.
Skatowany do utraty przytomnoci, bity na nowo po otrzewieniu wiadrem zimnej
wody, z oczami ledwie widzcymi przez szpary w plastrze zakrzepej krwi i ustami
obrzkymi od poszarpanych dzise i chwiejcych si zbw - Kostylew nie
przyznawa si do winy z uporem, ktry rs w miar, jak potgoway si zadawane
mu cierpienia. Jake skomplikowanym i nieobliczalnym mechanizmem jest organizm
ludzki! To prawda, e istnieje w nim pewna okrelona granica wytrzymaoci, ale
przekroczywszy j trzeba si liczy tyle samo z zaamaniem, co z nieoczekiwanym
buntem, ktry jest form znieczulenia in extremis. Stan trwaego otpienia,
spowodowany przerwaniem pierwszej linii oporu fizycznego i zmiadeniem
wszystkich gniazd, ktre wraz z blem emitoway rozkaz poddania si, koczy si
zazwyczaj zupenym paraliem woli i zwichniciem krgosupa, rwnie teraz
bezuytecznego, jak przetrcony patyk w szmacianej kukle; ale bywa niekiedy i

tak, e zdrtwiay od bicia organizm powtarza machinalnie ostatnie zapamitane


wysiki bronicej si rozpaczliwie wiadomoci, niby odruchy warunkowe ciaa
pogronego ju w agonii. Kostylew pamita tylko jedno: e cedzi z zaciek
determinacj przez zacinite kurczowo zby ,,jestem niewinny, nie byem nigdy
szpiegiem". Zemdla - tym razem na dugo - w chwili, gdy krzyknwszy po raz
ostatni "nie", poczu, jak od konwul-syjnego skurczu szczk ustpuj nagle
przednie zby, i duszc si wyplu je wraz z fal ciepej krwi i wymiotw, ktra
przedara si przez zatkany przeyk i bluzna na cian jak nafta z
przewierconego szybu. Poczu pewn ulg i pogry si w ciemnoci. To go
uratowao. Gdy
103
ockn si po paru dniach w szpitalu wiziennnym, by ju umyty i zabandaowany.
Na nastpnym przesuchaniu sprawa szpiegostwa ustpia miejsca oglnikowej
rozmowie na temat pogldw politycznych Kostylewa. Byo jasne, e NKWD nie
chciao odesa go w takim stanie do Szkoy Morskiej i postanowio przestawi
ledztwo na inny tor. Nie mogo by ju mowy o uratowaniu zmasakrowanej twarzy
modego inyniera sowieckiego, ale mona byo jeszcze uratowa twarz potnej
instytucji, ktra od dwudziestu lat staa czujnie na stray Rewolucji. Teoria
prawa sowieckiego opiera si na zaoeniu, e nie ma ludzi niewinnych. Sdzia
ledczy wic, gdy dostaje w rce oskaronego, moe ostatecznie po dugich
badaniach zrezygnowa z postawionego na wstpie zarzutu, ale to nie znaczy, eby
mia nie sprbowa szczcia gdzie indziej. Winiowie ledczy znaleli dla tego
osobliwego procederu wietne okrelenie:
co ci "przyczepili"? pytaj powracajcych z przesuchania towarzyszy. W
rezultacie wyrok skazujcy jest zawsze czym w rodzaju kompromisu; oskarony
dowiaduje si, e nie "przyszed tu na darmo", a NKWD kultywuje bez przeszkd
mit swojej wasnej nieomylnoci.
Nie ma tu potrzeby dokadnego opisywania ledztwa w sprawie Kostylewa, skoro
caa teoria dezintegracji i przeobraenia osobowoci pewnego okrelonego typu
winiw zbudowana zostaa w pierwszej czci tego rozdziau na jego
dowiadczeniach. Teczka Kostylewa zostaa wyjta ze sprawy Bergera i oddana w
rce nowego sdziego ledczego. Mody inynier odetchn. W czasie ledztwa,
ktre z niewielkimi przerwami trwao w wizieniu wady-wostockim blisko rok, nie
uderzono go ju ani razu. Chwilami przesuchania nocne przypominay zapalczywe
dyskusje studenckie; Kostylew broni si, atakowa, wygasza dugie
przemwienia, a po powrocie do celi przygotowywa si do nastpnego pojedynku
jak adwokat do rozprawy. Przez cay ten czas sdzia ledczy uprzejmie
104
sucha, wtrcajc tylko niekiedy krtkie uwagi i robic notatki. Dla Kostylewa, nauczonego ju, e NKWD ma w razie potrzeby na podordziu i inne
argumenty, te trzy pierwsze miesice rozpoznania byy jak poranny sen po nocnym
koszmarze. Polubi nawet na swj sposb maomwnego i zawsze umiechnitego
sdziego, ktry czstowa go kaw i papierosami, wypytywa troskliwie o rany na
gowie i nachyla uwanie uszu, ilekro Kostylew cisza w zadumie gos.
Pierwsza faza jednak zdawaa si nie prowadzi do niczego. Kostylew opowiedzia
o sobie wszystko, przyzna si do swojej grzesznej mioci do Zachodu i zada
przeniesienia caej sprawy z wizienia przed plenum organizacji partyjnej w
Szkole Morskiej. Ostatecznie oskarenie o "uleganie wpywom liberalizmu
buruazyjnego" mogo by w najgorszym razie przedmiotem rozwaa na posiedzeniu
centralnego komitetu studenckiego, ktry przedua lub uniewania legitymacje
partyjne, a nie jedynym punktem przewodu ledczego w wizieniu NKWD. Jego
inkwizytor by innego zdania i przeszed z kolei sam do ataku.
Dekoracja ledztwa zmienia si jak na scenie rotacyjnej. Kostylewa budzono w
nocy, odprowadzano po paru godzinach do celi, budzono znowu o wicie, wywoywano
na badanie w czasie posikw dziennych i godzin przeznaczonych na zaatwianie
potrzeb fizjologicznych w ustpie, odmwiono mu mycia i codziennych spacerw na
dziedzicu wiziennym. Nie byo ju mowy o papierosach i gorcej kawie. Kostylew
chodzi bdny, oszoomiony, z zaczerwienionymi od niedospania oczami, z
rozpalon od nie zagojonych jeszcze ran gow, w ktrej krew szumiaa jak

resztki wrztku w blaszanej bani. Byway chwile, e sania si na nogach i


opiera si jak lepiec rkami o ciany korytarza, idc w jasny dzie na
badanie, lub mdla na twardym zydlu za stoem ledczym. Dniem i noc w maym
pokoiku, w ktrym spdza teraz po kilkanacie godzin na dob, czarne aluzje
opuszczone za kra105
t odgradzay go od pyncego za oknami czasu i wydaway na up podstpnych
pyta w przeraliwie jasnym krgu arwki. Niekiedy wydawao mu si, e jego
gowa jest ogromnych rozmiarw poduszk, wypchan pakuami i najeon tysicami
szpilek. Czu ich bolesne, zwielokrotnione ukucia i w przystpie rozpaczy
prbowa stumi cierpienia, szarpic bandae na czole, skroniach i policzkach
lub zatykajc rkami uszy, w ktrych ukucia szpilek zamieniay si w ostry,
metaliczny i sypki dwik stalowych opikw, uderzajcych o dno pustej skorupy.
Zatraci poczucie czasu, we nie osabiay go cige polu-cje, zrywa si z
pryczy na dwik swego nazwiska zaczadzony i pprzytomny, wodzc dokoa
zaognionymi oczami.
Gdyby chodzio tylko o przyznanie si do abstrakcyjnej winy, by ju w zasadzie
gotw i parokrotnie nawet prbowa sam podsun t myl sdziemu ledczemu. Ale
inkwizytor, ktremu twarz zmienia si nagle, jak gdyby opada z niej maska,
da teraz znowu faktw. Kto nalea do tajnej organizacji w Szkole Morskiej?
Kogo Kosty-lew wtajemniczy w swoje pogldy? Gdzie i kiedy odbyway si
zebrania? Jaki by cel praktyczny organizacji? Jakie miaa kontakty z zewntrz?
Kto by przywdc? Ko-stylew zaprzecza ostatnim wysikiem woli, czu jednak, e
jeli ledztwo potrwa duej, zacznie zmyla nazwiska i fakty, aby w fikcji
znale ratunek przed gron prni rzeczywistoci. Te trzy miesice najblisze
byy w swym napiciu i mczarniach fizycznych krtkiemu epizodowi tortur, gdy na
wokandzie bya jeszcze sprawa Bergera. Ktrej nocy ledztwo przybrao
nieoczekiwany obrt;
Kostylew dosta do podpisania dokument stwierdzajcy, e jego agitacja w Szkole
Morskiej nie przybraa nigdy okrelonych form organizacyjnych.
W okresie trzecim ledztwo zelao znowu. Kostylewa wzywano raz na tydzie, a
czasem nawet raz na dwa tygodnie na wieczorne przesuchania, w czasie ktrych
106
gwnym przedmiotem przyjaznych rozmw sta si dla odmiany "rzeczywisty obraz
ycia na zachodzie Europy". Mwi przewanie sdzia ledczy - jak dawniej
uprzejmy, umiechnity i wyrozumiay - a Kostylew sucha lub zadawa pytania.
Mwi inteligentnie i ciekawie, posugujc si ksikami, cyframi i faktami.
Sama zmiana tonu ledztwa wystarczyaby, aby skoni Kostylewa po tym, co
przey, do rozsdnego aktu skruchy. W grze byo ju jednak co wicej. Kostylew
da si przekona naprawd, wierzy kademu sowu swego dawnego przeladowcy.
Sucha, szepcc cicho: "uas", wypytywa o szczegy, sam podsuwa konkluzje
logiczne, za-poznawszy si z faktami - sowem, w takim samym szczerym uniesieniu
odkrywa teraz fasz Zachodu, jak niegdy poznawa jego prawd. Mogoby si
wydawa, e ropa rozlana pod skr wezbraa nareszcie w jednym miejscu, gotowa
do cicia. Inkwizytor przeciga jednak sztucznie przesuchania, jak gdyby chcc
si dostatecznie upewni, e nawrcenie grzesznika nie jest tylko obudnym
wybiegiem bezsilnej ofiary. O c jeszcze chodzio? Gotw by odpokutowa za
wszystkie chwile swojego zbkania i saboci, bo uwierzy na nowo. Gotw by
potem swoj prac wykaza, e potrafi ycie powici temu, co pokocha.
- No, Kostylew - powiedzia wreszcie ktrego wieczoru sdzia ledczy skoczymy dzisiaj ledztwo. Podpiszesz tylko akt oskarenia i koniec. Wszystko
sprowadza si do jednego: chciae z pomoc obcych mocarstw obali obecny ustrj
Zwizku Sowieckiego.
Kostylew skurczy si i zapad jak od nagego ciosu. Krew uderzya mu do gowy i
jeszcze chwila, a krzyknby gono: "kamstwo!" Zdoa jednak tylko wymamrota
w osupieniu:
- Obali z pomoc obcych mocarstw ustrj Zwizku Sowieckiego?...
Nie spuszczajc z niego oczu, sdzia ledczy sign do
107

teczki i rzuci na st zeznanie podpisane przez trzech uczniw Szkoy Morskiej


z jednym zdaniem podkrelonym czerwonym owkiem.
- Czytaj na gos - rozkaza ostro.
- "Wyzwoli Zachd! Od czego? Od takiego ycia, jakiego mymy nigdy nie ogldali
na oczy!"
Pooy kartk na stole i opuci gow. Przypomnia sobie swoj gorczk
podrowania, swoje marzenia o wyjedzie na Zachd. Kto wie, kto wie... Wszystko
wydawao si logiczne - nierealne, ale przeraliwie logiczne. Leaa przed nim
kolumna ile razy sprawdzonych cyfr! - pozostawao tylko podkreli j i wpisa
ostateczn sum. Poprosi o akt oskarenia i pooy na nim wolno swoje
nazwisko.
- Czy mog napisa do matki? - zapyta cicho. - Nie pisaem do niej od roku.
- Dostaniesz jutro w celi papier listowy i kopert. Po skoczonym ledztwie
Kostylew wrci tylko na chwil do swojej pojedynki po rzeczy i zosta
odprawiony do zbiorowej celi. Lea na pryczy w milczeniu, odgrodziwszy si od
rozmw, i spoglda w sufit. Tak wic koszmar bezsennych nocy i dni penych
mczcego napicia nerwowego dobieg koca. Rad by bliskiemu wyjazdowi do
obozu. Po rocznej prawie bezczynnoci, rwnie chwilami drczcej, jak ledztwo i
tortury, chcia nareszcie pracowa i wrci midzy ludzi. "Czy mona y bez
litoci - powtarza sobie po nocach, mylc o przyszych towarzyszach - czy
mona y bez litoci?"
W styczniu 1939 roku Kostylewa odesano z wyrokiem dziesicioletnim do obozu
kargopolskiego i po paru dniach pobytu w Jercewie skierowano w ramach "spiecnaprawlenija" do Mostowicy. W tym czasie da si pozna wrd winiw
"agpunktu" mostowickiego jako "wity"; jeszcze dugo po jego mierci w baraku
"pierie-sylnym" syszao si z czci wymawiane nazwisko "inyniera Michaia
Aleksiejewicza Kostylewa", ilekro do Jer108
cewa przyszed wikszy etap z Mostowicy. Jako inynier ze "spiecnaprawlenijem"
Kostylew otrzyma nieco lepsze warunki ycia i stosunkowo lekk prac; rozdawa
midzy winiw prawie cay swj chleb, zanosi do "trupiarni" talony na zup,
wykorzystywa fakt, e wolno mu byo wychodzi za on bez konwoju, aby
przynosi czasem troch tuszczu lub jarzyn dla chorych, w brygadach, ktre mu
podlegay na tartaku mostowickim, oblicza wszystkim winiom normy wysze od
rzeczywistej wydajnoci pracy. Wanie ta "tufta" go zgubia. Zadenun-cjowany
przez jednego z brygadierw, zosta administracyjnym zarzdzeniem naczelnika
obozw kargopolskich pozbawiony na czas odbywania wyroku prawa pracy "po
spiecyalnosti" i odesany do brygady lenej. Zapomnia w niej szybko o litoci,
bo sam potrzebowa jej teraz bardziej ni inni. Praca fizyczna zamaa go i
poniya do tego stopnia, e nie byo rzeczy, ktrej by nie zrobi dla zdobycia
dodatkowego kawaka chleba. Znienawidzi wspwiniw i uwaa ich odtd za
swoich naturalnych wrogw. Byby moe stoczy si jeszcze niej, na sam krawd
najwikszej zbrodni, jakiej dokona moe czowiek wart tego imienia w obozie zbrodni donosu - gdyby przypadek nie podsun mu jednej z ksiek, ktr czyta
niegdy na wolnoci we Wadywostoku. Kostylew odczyta j na nowo, paczc jak
dziecko, ktre odnalazo w ciemnoci rk matki. Tak oto po raz drugi zrozumia,
e go oszukano.
W marcu 1941 roku Kostylew przyszed etapem do Jer-cewa z praw rk na temblaku
i zaliczony zosta formalnie do naszej brygady tragarzy.
W baraku ju si rozwidniao, ale dwudziestu paru tragarzy spao pokotem w rogu,
nie drgnwszy nawet na o-krzyk Dimki, oznajmiajcy koniec niadania. Po cao109
dziennej pracy i przed powtrnym wymarszem na baz w poudnie pozwalano nam
przesypia "podjom" - pobudk porann - i pobiera niadanie w przerwie
obiadowej.
By to czas, kiedy cigle jeszcze nie mogem podoa cikiej pracy fizycznej.
Czsto spaem na dob tylko dwie godziny snem kamiennym, cikim, podobnym do

utraty przytomnoci. Zaraz potem budziem si i leaem bez ruchu na pryczy


wrd picych nerwowo towarzyszy, oswajajc si z myl o nowym dniu pracy.
Wanie dlatego, e nie spaem na og po "podjomie", odkryem tajemnic
zabandaowanej rki Kostylewa nazajutrz po jego przybyciu do brygady. Dimka,
krzyknwszy symbolicznie, e na kuchni skoczyo si wydawanie niadania,
wyszed jak zwykle do ony. W baraku byo pusto; tylko obok pieca siedzia mody
czowiek, czytajc z przejciem ksik. Jeszcze wczoraj powiedziano nam, e do
brygady przyszed z Mostowicy nowy wizie, ktry pjdzie z nami normalnie do
pracy, skoro tylko po zagojeniu rki skoczy mu si zwolnienie. Wysokiego
wzrostu, gow mia przecie jeszcze o wiele za du i kanciast, jak gdyby
odupan z surowego kamienia. Nisko sklepione czoo zwisao krzaczastymi
brwiami, zasaniajc prawie malekie, rozjarzone oczy, ktre jak dwa wgielki
tony w puchlinie godowej. Dopiero niej zaczaio si w jego twarzy co, co
nadawao jej niezapomniany wyraz inteligencji, poczonej z jakim szalonym,
zacitym uporem. Zwaszcza wskie, kurczowo zacinite usta przywodziy od razu
na myl portrety redniowiecznych mnichw. Pamitam, e byem'zachwycony tym
rzadkim poczeniem wraliwoci i z gruba ciosanej, niemal brutalnej
chropowatoci. Odrastajce nad czoem wosy jeszcze silniej podkrelay w jego
gowie cechy kamiennej rzeby. Lew rk przewraca z instynktownym naboestwem
kartki ksiki, a praw - nieruchom - przytrzymywa
110
j, aby nie spada. Gdy czyta, w kcikach jego ust bka si umiech czarujco
naiwny, prawie dziecinny.
W pewnej chwili, upewniwszy si, e w naszym kcie nikt si nie rusza, odoy
ksik i zdrow rk zacz odwija banda. Trwao to par minut, w czasie
ktrych raz czy dwa dorzuci do ognia troch drzewa. Przed ostatecznym
oderwaniem zeskorupiaego okadu od rany spojrza znowu w naszym kierunku i
odrzuciwszy gow w ty, szarpn gwatownie. Zdawao mi si, e patrzy prosto
na mnie, ale patrzy nie widzc; jego oczy przymkny si bowiem nagle i utony
teraz prawie zupenie za podkurczonymi ku brwiom policzkami, a grne zby
przygryzy z blu doln warg. Nie odwracajc cigle gowy, przybliy si do
pieca i po omacku wsun odbanda-owan rk w ogie. Przez jego cignit
twarz przebieg skurcz blu, oczy zdaway si wwidrowywa w gb czaszki, zby
puciy doln warg i zaciy si ze zgrzytem, a na czoo wystpiy wielkie
krople potu. W cigu tych kilkudziesiciu sekund zdyem zauway nie tylko
jego przekut drgawkami blu twarz, ale i rk - spuchnit kod, obcignit
zuszczon od poparze skr i ociekajc krwi i rop, ktra skwierczc jak
oliwa spadaa maymi kroplami na rozarzone do czerwonoci okrglaki. Wycign
j wreszcie z ognia, opad ciko na awk obok pieca i skoniwszy gow midzy
kolana, zacz lewym rkawem ociera pot z twarzy. Uwolniony od tej strasznej
prby, zdawa si teraz rozlunia i rozpra jak kuglarz uliczny, ktry
napiwszy minie ciaa, wyzwoli si z krpujcych go pt, a potem opad na
rodek chodnika niby przekuty balon.
Zwlokem si z pryczy i usiadem przy stole, ale zauway moj obecno dopiero
wwczas, gdy ujem przesiknit i brudn szmat, aby mu pomc zabandaowa z
powrotem rk. Spojrza na mnie ze zdumieniem i wdzicznoci, po chwili jednak
w jego zmczonych, na-biegych krwi i zami oczach zabysn niepokj.
111
- Widziae? - szepn cicho. Skinem gow w milczeniu.
- Nie doniesiesz?
Nie, nie donios. Przez tyle lat strzegem zazdronie jego tajemnicy, mimo e w
miesic po naszym spotkaniu ju nie y. Gdy posiadszy jego tajemnic,
posiadem rwnie wkrtce potem jego przyja.
Dziao si to, o ile mnie pami nie myli, niemal dokadnie w poowie marca 1941
roku, 15 kwietnia za wywieziono zwoki Kostylewa za on. Znalimy si wic
rwno miesic, za mao, eby przyja odwzajemni, ale do, aby j pozyska.
Kostylew przywiza si do mnie jak pies i jeli mona tego okrelenia uy w
obozie - stanowilimy nierozczn par. W istocie rzeczy bowiem rozczaa nas
codziennie na kilkanacie, a czasem wicej godzin - praca. Kostylew figurowa

cigle na licie zwolnionych i co trzeci dzie wieczorem chodzi na ogldziny do


ambulatorium; nie ulegao wtpliwoci, e przed kad tak wizyt korzysta z
pierwszej nadarzajcej si sposobnoci w baraku, aby "przewin" rk nad
ogniem. Mimo bowiem, e wtajemniczy mnie ju dokadnie w histori swego ycia i
wyjani mi rda swego dobrowolnego mczestwa, jego samoudrka miaa tyle
wsplnego z mczestwem, co ze zwolnieniem od pracy. Dwa fakty zdaway si
wskazywa na to bezspornie. Po pierwsze okolicznoci, w jakich Kostylew wpad na
swj pomys. Suszc raz na "lesopowale" w Mostowicy chleb nad ogniskiem, upuci
go przez nieuwag i przeraony godem, zanurzy bez wahania rk w ogniu. Tego
wieczoru dosta zwolnienie na siedem dni, w czasie ktrych uoy swj plan. Po
drugie sposb, w jaki Kostylew spdza swj wolny czas w baraku. Byo dla mnie
do koca naszej znajomoci zagadk, ktrej mi nigdy nie chcia wyjani, skd
wydobywa w obozie takie iloci ksiek. W kadym razie Kostylew czyta po caych
dniach, czyta w nocy, usadowiwszy si na grnej pryczy
112
pbok arwki, czyta nawet w ambulatorium, czekajc na swoj kolejk.
W aktach sprawy Kostylewa musiaa by jaka adnotacja sdziego ledczego,
nakazujca, aby go traktowa nieco lepiej ni innych winiw, bo mimo cicej
na nim zbrodni "tufty" wysano go po wypadku na "lesopowale" do Jercewa z
wyranym skierowaniem do brygady tragarzy na bazie. Nie jest rwnie wykluczone,
e przeniesienie do Jercewa pozostawao w pewnym zwizku z obiecanym Kostylewowi
- pierwszym od chwili aresztowania w 1937 roku - widzeniem z matk. Zostao
ustalone jeszcze w Mostowicy, e stara Kostylewa przyjedzie z Wo-ronea do
Jercewa w pierwszych dniach maja i spdzi z synem trzy dni w "domie swidanij".
Misza y w takiej euforii na myl o tym spotkaniu, e nie dostrzega grocych
mu niebezpieczestw. Jego status - zdrowego w zasadzie winia, ktremu z
tajemniczych powodw nie goia si rka - by w sowieckim systemie pracy
przymusowej czym wyjtkowym i nie do zniesienia na dusz met. Doradzaem mu
wic wielokrotnie, eby przynajmniej do czasu widzenia z matk zarzuci swj
proceder opalania rki i poszed cho par razy na baz. Potem za, potem zrobi, co zechce. Umiecha si na te upomnienia agodnie i odpowiada z
dziecinnym uporem:
- Nigdy, rozumiesz, nigdy ju nie bd dla nich pracowa.
W pierwszych dniach kwietnia gruchna w obozie wiadomo, e przygotowuje si
etap na Koym. Dopiero dzisiaj, kiedy przeczytaem ju wiele ksiek o
niemieckich obozach koncentracyjnych, wiem, e etap na Koym by w sowieckich
obozach pracy czym w rodzaju odpowiednika niemieckiej "selekcji do gazu".
Analogia ta posuwaa si a tak daleko, e podobnie jak do komr gazowych,
wybierano na Koym winiw z wysokoprocentow utrat zdrowia, mimo e przecie
- odwrotnie ni w Niemczech - posyano ich nie na natychmiastow
113
mier, ale do pracy wymagajcej wyjtkowej odpornoci organizmu i siy
fizycznej. Tajemnica tego upiornego nonsensu polega na tym, e kady naczelnik
obozu odpowiada przede wszystkim za swj obz i zbiera cigi lub pochway za
wykonanie planu produkcyjnego powierzonego jego sile roboczej, tote gdy
otrzymuje rozkaz dostarczenia okrelonej iloci winiw na etap, pozbywa si
chtnie wybrakowanych, a strzee zazdronie penowartociowych. Tak czy owak
nasz obz zastyg z przeraenia. W barakach ucichy rozmowy, przy pracy ustay
narzekania, ambulatorium opustoszao. Zblia si dzie Sdu Ostatecznego i
stawalimy przed zagniewanym obliczem naszego Pana z pokornymi twarzami, ledzc
bagalnym wzrokiem byskawiczne poruszenia jego miecza.
Nawet wwczas Kostylew nie da si przekona i obok "nacmenw" z "trupiarni" by
regularnie co trzy dni jedynym pacjentem w ambulatorium. 10 kwietnia wieczorem
zawiadomiono go, e jest na licie koymskiej i nazajutrz rano ma si stawi w
ani na "sanobrabotk". Przyj ten cios mnie, ale z pewnym osupieniem.
Wyszepta tylko cicho:
- Nie zobacz matki.
Nie umiem do dzi powiedzie, co mnie skonio, e jeszcze tego wieczoru
poszedem do naczelnika obozu zaofiarowa si na etap zamiast Kostylewa. Myl,

e gwnie stan fizyczny i psychiczny, w jakim si wwczas znajdowaem. Byem u


kresu si i perspektywa trzymiesicznej bezczynnoci - tyle w przyblieniu
trwaa podr na Ko-ym - miaa w sobie na krtk met wiele zalet; byem take
jeszcze do mody, aby z t wdrwk na koniec wiata wiza jakie
nieokrelone emocje i nadzieje krajoznawcze; wreszcie - zaangaowaem si w
przyja z Kostylewem tak gboko i bez reszty, e nie mogem si teraz cofn w
obliczu prby jej trwaoci. Do wic, e w gabinecie naczelnika wyoyem
zastpcy Samsonowa
114
swoj prob. Spojrza na mnie ze zdziwieniem, ale bez ladu gniewu.
- To jest obz - powiedzia krtko - a nie sienti-mientamyj roman.
Kostylew, ktremu opowiedziaem o moim nieudanym zamiarze dopiero po powrocie z
baraku naczelnika, nie by nim ani zdziwiony, ani nawet zaskoczony. Dla niego to
by naprawd "roman", cho moe nie tak "sienti-mientalnyj", jak si to mogo
wydawa zastpcy Samso-nowa - ,,roman" z tragicznym zakoczeniem, o ktrym ju
zapewne sam wiedzia, i ostatni prb zapobieenia mu, na ktr zdecydowaem
si wanie ja - jego "cho-roszyj drug i Zapada". Ucisn mi tylko rk i
wyszed bez sowa. Mogo to by nasze poegnanie, bo dalekie transporty
zabierano czasem wprost z ani na stacj.
Nazajutrz wieczorem czeka na mnie u wrt wartowni Dimka.
- Gustaw Josifowicz - szepta bezadnie, chwyciwszy mnie za rk - Kostylew
obla si w ani wiadrem wrztku. Jest w szpitalu.
Nie wpuszczono mnie do szpitala, nie byo ju zreszt po co. Kostylew umiera w
straszliwych mczarniach, nie odzyskawszy do koca przytomnoci. Tym razem
zosta zwolniony na zawsze. I cho umar inaczej, ni y, gdy go znaem i na
swj sposb kochaem, do dzi - niby symboliczny obraz czowieka, ktry przegra
po kolei wszystko, w co wierzy - widz go z przekrzywion od blu twarz i rk
zanurzon w ogniu jak ostrze hartowanego miecza.
Nie zawiadomiono wida starej Kostylewej na czas o mierci syna, bo w pierwszych
dniach maja, gdymy czekali wieczorem na rewizj przed bram obozu, stranik
pokaza nam j na wartowni. Za oblodzon szyb zobaczylimy jej drce rce,
zgarniajce do maego zawinitka pamitki po Miszy, i pomarszczon, surow
twarz,
115
wstrzsan suchym kaniem. O, gdyby to widzia ten, ktry swym samotnym i
rozpaczliwym szalestwem, sw dziecinn i lep tsknot za wolnoci wysczy z
JCJ oczu od dawna wszystkie zy!

Dom Swidanij
"Domem swidanij" nazywalimy nowo odbudowane skrzydo baraku obok wartowni, w
ktrym winiowie spdzali od jednego do trzech dni z krewnymi, przybyymi na
widzenia do obozu kargopolskiego ze wszystkich stron Rosji. Jego pooenie
topograficzne w obozie byo w pewien sposb symboliczne - wchodzio si do
przez wartowni z ony, a wychodzio ju za on na wolnej ziemi; druty
okalajce obz uryway si dokadnie w miejscu, w ktrym "dom swidanij"
przylega cienkim przepierzeniem do dyurki naczelnika warty i obszernej izby
dla konwojentw. Tak wic mona miao powiedzie, e dom, w ktrym winiowie
spotykali si po latach ze swymi najbliszymi, znajdowa si na pograniczu
wolnoci i niewoli; przestpiwszy - po okazaniu przepustki i oficjalnego
pozwolenia na widzenie - prg przepierzenia, wygolony, wymyty i odwitnie
ubrany katornik wpada prosto w ramiona, wycignite ku niemu z wolnoci.
Widzenie z rodzin poczone byo z niesychanie zawi i trudn procedur
zarwno ze strony winia, jak i ze strony jego bliskich na wolnoci. W zasadzie
- o ile mnie pami nie myli - dozwolone ono byo raz do roku, w praktyce jednak
wikszo winiw dobijaa si o nie bezskutecznie od trzech, a nawet piciu
lat. Rola winia bya w tym wzgldzie ograniczona; musia po u-pywie roku od

chwili aresztowania zoy w Trzecim Oddziale podanie z dwoma zacznikami listem od rodziny, z ktrego by wynikao jasno i niedwuznacznie, e kto z
bliskich chce go odwiedzi, i zawiadczeniem wadz
117
obozowych o nienagannym sprawowaniu si w baraku i przy pracy. Znaczyo to, e
wizie pretendujcy do spotkania z on lub matk musia utrzyma si co
najmniej na poziomie drugiego kota, czyli penej normy, a od przywileju tego
byli na og wyczeni mieszkacy ,,trupiarni". List od rodziny nie by tylko
pust formalnoci. Tam gdzie zwizki pomidzy winiami a ludmi wolnymi nie
byy zwizkami krwi, ale swobodnego wyboru serca - mam na myli maestwa nacisk na zupene zerwanie z ,,wrogiem ludu" by tak duy, e zdarzali si
ludzie, ktrzy go nie wytrzymywali. Ile czytaem w obozie takich listw, w
ktrych ony donosiy mom, e "ju duej tak y nie mog", i prosiy o
zwolnienie z przysigi maeskiej! Czasami starania o widzenie utykay na
martwym punkcie, mimo e pocztek by dobry i obiecujcy. Dopiero po roku lub
dwch okazywao si, e kto tam na wolnoci "rozmyli si" i wycofa podanie.
Kiedy indziej znowu za progiem przepierzenia czekay na winia nie wycignite
i drce z tsknoty ramiona, ale spojrzenie zmczonych oczu i sowa bagajce o
lito. Czas takich widze kurczy si nagle do paru godzin, niezbdnych do
omwienia losu dzieci, a serce takiego winia kurczyo si jak wysuszony
orzeszek, tukcy si bezradnie w twardej upinie.
W staraniach o widzenie wiksza cz inicjatywy spoczywaa oczywicie w rkach
ludzi wolnych. Z listw, jakie pokazywali mi zaprzyjanieni wspwiniowie,
mogem by wywnioskowa, e byy to starania wyjtkowo uciliwe, a nawet w
pewien sposb niebezpieczne. Rzecz prosta decyzja w sprawie widzenia z krewnym w
obozie naleaa nie do GUAGU (Gawnoje Uprawlenije agie-riej) - ktry jest
tylko czym w rodzaju administracyjnej dyrekcji obozw i nie miesza si ani do
wyrokw, ani do oskare cicych na niewolnikach pracy przymusowej - ale
teoretycznie do Naczelnego Prokuratora ZSRR, a w praktyce do najbliszego NKWD w
miejscu zamieszka118
ni petenta. Teraz trzeba uwanie przeledzi zaklte koo, w jakie wkracza
czowiek wolny, jeli mia dostatecznie duo uporu, aby po natrafieniu na
pierwszych par przeszkd nie zrezygnowa mimo wszystko ze swego szalonego
zamierzenia. Prawo do uzyskania widzenia mia tylko ten, kto sam mg si
wykaza absolutnie nienagann przeszoci polityczn i dowie, e nigdzie we
krwi nie ukrywa zarazka kontrrewolucji. Pomijajc ju fakt, e nie ma w Rosji
czowieka, ktry by si odway z zupenie czystym sumieniem wej do ledczego
gabinetu analiz, i e w tym wypadku wiadectwa zdrowia politycznego dali
urzdnicy, ktrzy je sami jedynie byli w mocy wystawi - pomijajc ju,
powiadam, ten oczywisty nonsens - wpadamy w inny, jeszcze bardziej koszmarny;
oto bowiem posiadanie w rodzinie winia, ,,wroga ludu", jest ju samo w sobie
dostatecznym dowodem, e kto, kto z nim wspy przez tyle lat, nie jest
rwnie wolny od kontrrewolucyjnej dumy, skoro przestpstwa polityczne uchodz
w oczach NKWD za chorob zakan. Przyszedszy wic do NKWD po wiadectwo
zdrowia, petent skada tym samym poredni dowd, e jest ju najprawdopodobniej
sam zaraony. Przypumy jednak, e dokadne badanie krwi nie wykazao w
organizmie adnych zacztkw infekcji, petent dostawa szczepionk uodporniajc
i odchodzi na czas nieograniczony do kwarantanny. Do kwarantanny? Po co? Po to,
eby uzyskawszy wreszcie bezsporne wiadectwo zdrowia, otrzyma jednoczenie
zezwolenie na trzydniowy, bezporedni kontakt z chorym, ktrego samo istnienie
zdawao si by przed chwil jeszcze zaraliwe na odlego paru tysicy
kilometrw? Sadystyczny, zniechcajcy najczciej ostatecznie paradoks tej
sytuacji polega na tym, e krewny z wolnoci musi w czasie przesuchania w NKWD
robi wszystko, aby wykaza, jak dalece rozluni si, uwid i wyjaowi! jego
uczuciowy stosunek do krewnego w obozie. Jeeli tak, to po co przedsibierze
dalek i kosztown
119

podr, eby go zobaczy? Nie ma wyjcia z tej matni. Ludzie, ktrzy wybieraj
si na widzenie do obozu z zamiarem definitywnego uwolnienia si od tego
koszmaru ycia w pniewoli, w atmosferze nieustannych podejrze i z pitnem
wspodpowiedzialnoci za cudze winy na czole, otrzymuj zezwolenie bez trudu.
Inni albo rezygnuj, dochowujc wiary w milczeniu, albo wa si jeszcze na
ostatni, desperacki krok - na wyjazd po protekcj do Moskwy. Ci ostatni musz
jednak pamita, e wrciwszy z obozu do rodzinnego miasta, nie tak atwo ju
obroni si przed mciwoci najbliszego NKWD, ktre ominli w drodze do celu.
atwo odgadn, ilu si w takich warunkach znajdzie miakw.
Powstaje oczywicie pytanie, skd te monstrualne przeszkody i trudnoci, skoro
kontyngent robotnikw przymusowych zosta ju do obozw dostarczony, a za podr
na widzenie z winiem paci si z wasnej kieszeni? Mona na nie odpowiedzie
trzema przypuszczeniami tylko, z ktrych albo wszystkie, albo co najmniej jedno
jest trafne. Po pierwsze, NKWD wierzy szczerze w swoj misj urzdu ochrony
zdrowia politycznego obywateli Zwizku Sowieckiego; po drugie, stara si
odgrodzi ludzi wolnych od warunkw ycia w obozach pracy przymusowej i - jeli
to moliwe - skoni ich w drodze poredniego nacisku do zerwania stosunkw z
uwizionymi krewnymi;
po trzecie wreszcie, chce w ten sposb da powany atut w rce wadz obozowych,
ktre caymi latami nieraz wyciskaj z winiw resztki si i zdrowia, udzc
ich nadziej rychego spotkania z krewnymi.
W chwili kiedy krewny, przybyy na widzenie z winiem, znajdzie si w siedzibie
Trzeciego Oddziau, sprawujcego piecz nad danym obozem, musi podpisa
zobowizanie, e po powrocie do miejsca zamieszkania nie zdradzi si ani jednym
sowem z tym, co przez druty nawet dojrza po tamtej stronie wolnoci; podobne
zobowizanie podpisuje wizie wezwany na widzenie, zarczajc
120
- tym razem ju pod grob najwyszych "mier nakaza-nija" (a do kary mierci
wcznie) - e nie bdzie w rozmowie porusza tematw zwizanych z warunkami
ycia jego i innych winiw w obozie. Mona sobie wyobrazi, jak to
rozporzdzenie utrudnia nawizanie bezporedniego i bardziej intymnego kontaktu
pomidzy ludmi, ktrzy po wielu latach rozki nieraz spotykaj si po raz
pierwszy w tak niezwykych okolicznociach. Ostatecznie c pozostaje ze
stosunku pomidzy dwojgiem ludzi, jeli wykreli ze wymian wzajemnych
dowiadcze? I oto winiowi nie wolno ani sowem powiedzie, a jego bliskim z
wolnoci ani sowem zapyta, co si z nim dziao od chwili aresztowania. Jeli
si zmieni nie do poznania, jeli wychud, posiwia, zestarza si
przedwczenie lub wyglda jak ywy trup, wolno mu tylko oglnikowo i zdawkowo
napomkn, e "chorowa troch, gdy klimat tej czci Rosji mu nie suy".
Zarzuciwszy zason milczenia na szmat - kto wie, czy nie najwaniejszy - jego
ycia, rozporzdzenie to spycha go do zamierzchej ju przeszoci, kiedy by
czowiekiem wolnym i zupenie innym, kiedy czu i myla nie tak jak dzisiaj, i
stawia go w nieznonej sytuacji suchajcego tylko
- jego, ktry powinien w pierwszym rzdzie mwi, a nawet krzycze. Nie wiem,
czy wszyscy winiowie dotrzymywali sowa danego przed widzeniem, cho cena,
jak wypadaoby zapaci za jego zamanie, kae przypuszcza, e raczej tak.
Blisko krewnego, ktry przyjecha w odwiedziny do obozu, mogaby wprawdzie
stanowi pewn gwarancj dyskrecji, ale kt zarczy, e w maym pokoiku
wyznaczonym na wsplny pobyt w czasie widzenia nie ma aparatw podsuchowych lub
e do szpary w cienkim przepierzeniu nie przytkn ucha urzdnik Trzeciego
Oddziau? Wiem tylko tyle, e z Domu Swidanij dochodziy czsto odgosy paczu,
i mam wiele powodw, aby przypuszcza, e to on wanie - ten bezradny i
spazmatyczny szloch - wydobywa w chwilach niezno121
nego napicia z ndznych szcztkw ludzkich przyodzia-nych w czyste ubranie
wizienne to wszystko, czego nie wolno byo wyrazi sowom. Myl, e i to nawet
trzeba uwaa za pewien plus widze. Wizie nie omieli si nigdy zapaka w
obecnoci swych towarzyszy, a z czstego paczu przez sen w baraku wiem, jak
przynosi on niekiedy ulg. W kadym razie w tej prni, jak pomidzy dwojgiem

ludzi w Domu Swidanij wytwarzaa piecz na ustach winia, poruszali si oni po


omacku niby kochankowie, ktrzy utraciwszy w czasie dugiej rozki wzrok,
upewniaj si nawzajem bojaliwymi dotkniciami rk o swej namacalnej obecnoci
a do chwili, gdy nauczywszy si nareszcie na pami nowej mowy swych uczu,
musz si rozsta na powrt. Tote czsto po powrocie z Domu Swidanij do ony
winiowie byli zamyleni, rozczarowani i bardziej jeszcze przygnbieni ni
przed widzeniem.
W / Chose Freedom Krawczenko opowiada, e jedna z jego przyjaciek otrzymaa po
wielu staraniach (w zamian za obietnic wsppracy z NKWD) glejt na widzenie z
mem w obozie na Uralu. Do maej izdebki na wartowni wprowadzono starca w
achmanach, w ktrym moda kobieta rozpoznaa z trudem, i po upywie paru minut
dopiero, swego ma. Wierz, e si postarza i zmieni, ale nie bardzo wierz,
e by w achmanach. Nie mog oczywicie twierdzi kategorycznie, jakie panoway
stosunki w obozie na Uralu, i odpowiadam za to tylko, co sam widziaem,
syszaem i przeyem w obozie nad Morzem Biaym, lecz wydaje mi si, e
wszystkie obozy pracy przymusowej w Rosji sowieckiej - cho rniy si midzy
sob pod wieloma wzgldami - jedn cech miay wspln i niejako nakazan z
gry: za wszelk cen staray si zachowa wobec ludzi wolnych pozory normalnych
przedsiwzi gospodarczych, ktre tym tylko rni si od pewnych odcinkw
planu przemysowego wypenianych na wolnoci, e zamiast zwykych robotnikw
zatrudniaj winiw, opacajc ich i traktujc - rzecz
122
prosta - nieco gorzej, ni gdyby pracowali z wasnej woli, a nie pod przymusem.
Nie mona byo przed krewnymi przybyymi na widzenie ukry stanu fizycznego
winiw, ale mona byo - przynajmniej czciowo - ukry sposb, w jaki ich
traktowano w obozie. W przeddzie widzenia kady wizie obowizany by i do
ani i do fryzjera, zdawa w skadzie starzyzny swoje achy, a otrzymywa na
trzy dni czyst koszul lnian, czyste kalesony, nowe spodnie watowane i
buszat, nie znoszon czapk-uszank i walonki pierwszego gatunku; od tego
ostatniego obowizku zwolnieni byli tylko ci winiowie, ktrzy zdoali w
kuferku obozowym przechowa na ten uroczysty dzie swoje dawne ubranie z
wolnoci lub dorobili go si - w nieuczciwy na og sposb - ju w czasie
odsiadywania kary. Jak gdyby za mao byo tego szczcia, wydawano mu chleb i
talony na zup na trzy dni z gry; cay chleb zjada przewanie od razu sam eby si raz wreszcie naje do syta - a talony oddawa zaprzyjanionym
wspwiniom, liczc na ywno przywiezion przez krewnych. Po skoczonym
widzeniu wizie oddawa na wartowni do rewizji wszystko, co otrzyma przed
poegnaniem od krewnych, i szed prosto do skadu ubra, gdzie zrzuca faszywe
pirka i przyobleka sw dawn skr. Przepis ten przestrzegany by bardzo
cile, cho i on nie pozbawiony by pewnych jaskrawych sprzecznoci, ktre od
jednego uderzenia niweczyy pracowite dzieo maskarady, inscenizowanej na uytek
wolnych obywateli Zwizku Sowieckiego. Pierwszego bowiem ranka po przyjedzie na
widzenie krewny mg, uchyliwszy firank w Domu Swidanij, zobaczy na wartowni
dziesitki brygad wyruszajcych do pracy za on, w ktrych brudne i zaropiae
cienie, obleczone w podarte achy, obwizane sznurkami i trzymajce kurczowo w
rkach puste kocioki, saniay si na nogach z zimna, godu i wycieczenia;
musiaby wic chyba by niespena rozumu, gdyby przypuszcza, e taki sam los
omin schlud123
nego ndzarza, ktrego przyprowadzono wczoraj do Domu Swidanij w czystej
bielinie i nowym ubraniu. Ta o-brzydliwa maskarada bya czasem a komiczna w
swej tragicznoci i wywoywaa wiele artobliwych docinkw ze strony towarzyszy
w baraku; zdarzyo mi si parokrotnie widzie ywe trupy, przyodziane w porzdne
ubrania, ktrym brakowao tylko jeszcze sple donie na piersiach i wcisn
midzy zesztywniae palce wity obrazek i kawaek gromnicy, aby mogy spocz
na wieki w dbowych trumnach i ruszy w tym odwitnym stroju w sw ostatni
podr. Zbdne rwnie dodawa, e winiowie biorcy z musu udzia w takim
widowisku czuli si na og niezrcznie w swym faszywym wcieleniu, jak gdyby

zawstydzaa i upokarzaa ich sama myl, e su za parawan, za ktrym obz


usiuje na trzy dni ukry przed ludmi wolnymi swe prawdziwe oblicze.
Dom Swidanij, ogldany od strony drogi prowadzcej z wolnego miasteczka do
obozu, robi przyjemne wraenie. Zbudowany by z surowych belek sosnowych,
utkanych w szczelinach pakuami, kryty adn dachwk i na szczcie nie
tynkowany. Tynkowanie barakw byo w obozie przeklestwem; biae ciany
zaciekay szybko wod z zasp nienych i moczem odlewanym przez winiw obok
barakw w nocy i pokryway si to-szarymi plamami, ktre z daleka wyglday
jak chorobliwe liszaje na bladej i bezkrwistej twarzy. W czasie odwily letniej
cienki tynk odpada najczciej od cian i wwczas trzeba byo przechodzi przez
on, nie patrzc na strony; dziury wyarte klimatycznym szkorbutem w kruchej
polewie wapiennej zdaway si nam bowiem uprzytamnia nieustannie, e temu
samemu procesowi podlegaj nasze ciaa. Przez kontrast choby Dom Swidanij by
wic jedyn ucieczk dla naszych zmczonych oczu i nie bez powodu (ale nie tylko
ze wzgldu na swj wygld) nosi nazw "agiernej daczy". Do drzwi znajdujcych
si na zewntrz ony, z ktrych mieli prawo korzysta tylko ludzie wolni,
124
powadziy solidne schodki drewniane, w oknach wisiay (erkalikowe firanki, a na
wewntrznych parapetach |kiennych stay podune skrzynki z kwiatami. W ka-|ym
pokoiku byy dwa czysto zasane ka, duy st, lwie awki, miednica i konewka
z wod, szafa na rzeczy, riecyk elazny i arwka elektryczna z abaurem. Czeg
yicej mg pragn wizie mieszkajcy latami w brud-lym baraku, na wsplnej
pryczy, jak nie tego wzoru Irobnomieszczaskiego dostatku, i u kogo spord nas
darzenie o yciu na wolnoci mogo si nie urobi na je-;o podobiestwo?
Kademu winiowi przysugiwa w czasie widzenia isobny pokj. Tutaj jednak
przepisy wizienne wkraczay
ca surowoci, oddzielajc przywileje ludzi wolnych d skrpowa przestpcw,
odbywajcych kar w obozie racy. Krewny z wolnoci mg o kadej porze dnia i
no-y opuci Dom Swidanij i uda si do miasta, ale sam;
dzie musia cay okres spdzi w wyznaczonym mu iokoiku lub - jeli mia na to
ochot - wpa, podawszy si uprzednio rewizji na wartowni, na par chwil o
ony. W wypadkach wyjtkowych pozwolenie na wi-zenie opatrzone byo klauzul,
ograniczajc przebywa-ie z krewnymi tylko do pory dziennej; wieczorem wi-ie
wraca do ony, a o wicie przychodzi znowu do )omu Swidanij. (Nigdy nie mogem
dociec, czym podyk-3wane byy te pwidzenia; niektrzy winiowie sdzili, e
charakterem przestpstwa, ale w praktyce nie znajdowao to potwierdzenia). Za to
rano, kiedy brygady prze-hodziy obok Domu Swidanij do pracy, prawie zawsze w
;go oknach uchylay si firanki i moglimy na okamgnie-ie zobaczy twarze
naszych wsptowarzyszy obok ob-ych twarzy z wolnoci. Brygady zwalniay na og
wtedy roku i powczyy troch przesadnie nogami, aby w ten lilczcy sposb
donie "ludziom stamtd", do czego oprowadza ycie za drutami obozu. Innych
znakw nie ^olno byo dawa, tak jak nie wolno byo rwnie 125
przechodzc obok toru kolejowego - macha rkami do pasaerw przejedajcych
pocigw osobowych. Nawiasem wypada tu doda, e konwojenci mieli surowy nakaz
odpdzania brygad z toru kolejowego w gb lasu,' ilekro posyszeli do
wczenie odgosy zbliajcego si pocigu. Natomiast winiowie w oknach Domu
Swidanij umiechali si do nas do czsto i przesyali nam pozdrowienia,
obejmujc czule swych krewnych, jak gdyby w ten najprostszy i wzruszajcy sposb
chcieli nam przypomnie, e s rwnie ludmi, maj takich oto przyzwoicie
ubranych bliskich i mog poufale dotyka ludzi wolnych. Czciej jednak w
przygasych oczach pojawiay si zy, a przez zmizerowane twarze przebiegay
konwulsyjne drgawki blu; nie wiadomo, co tak poruszao szczliwszych przecie
od nas towarzyszy - czy nasza ndza, o-gidana przez szyb ciepej i czystej
izdebki, czy myl o tym, e jutro lub pojutrze znajd si znowu sami w
brygadach, odmaszerowujcych o godzie i w mrz na dwanacie godzin do lasu...
Sytuacja ludzi wolnych, ktrzy po pokonaniu niezliczonych trudnoci zdoali
wreszcie dotrze do obozu na widzenie, nie bya rwnie w pewien sposb godna
pozazdroszczenia. Czuli bezmiar cierpienia swych bliskich, nie mogc ani pozna

go dokadnie, ani mu uly; lata rozki wypaliy w nich wiele uczu, jakie
ywili niegdy na wolnoci dla swych bliskich, a przyjechali tu przecie po to,
by w cigu tych krtkich trzech dni ogrza ich arem swej mioci, o ile
wikszym, ni moe wznieci przechowywana w popiele iskierka. Poza tym obz,
mimo e daleki i szczelnie odgrodzony od przybysza z zewntrz, rzuca przecie i
na nich swj zowrogi cie. Nie byli winiami, nie byli "wrogami ludu", ale
byli krewnymi "wrogw ludu". Chtniej moe zgodziliby si dwiga brzemi
cierpienia i nienawici, jakie spoczywao na barkach ich najbliszych, ni
znosi w milczeniu upokarzajc i dwuznaczn sytuacj "ludzi z pogranicza".
Urzdnicy obozo126
r
traktowali ich grzecznie i poprawnie, ale z pewn nie
bywan rezerw i pogard. Jake mona okaza peny
acunek zonie lub matce tego oto ndzarza, ktry ebrze yk zupy, grzebie w
mietniku i dawno ju zatraci
uczucie wasnej godnoci? W pobliskim miasteczku, idzie kada nowa twarz nie
pozostawiaa najmniejszych Wtpliwoci co do tosamoci jej posiadacza, omijano
ich ^ daleka i nieufnie. Pewien wizie opowiada mi, e jego ?rka spotkaa w
czasie widzenia w Jercewie dawn przysik, obecnie on urzdnika obozowego.
Przywitay d? serdecznie, ale ju po chwili zona urzdnika cofna ii
bojaliwie. "Co za spotkanie! - wykrzykna - ale ikde ty w Jercewie?" "Ach odpowiedziaa dziewczyna - przyjechaam do ojca na widzenie. Ponimajesz y,
kakoje niesczastje? No on sowsiem nie winowat" - lodaa szybko, jak gdyby w
nadziei, e przeamawszy )ierwsze lody, zdoa wyjedna dla ojca pewne wzgldy
w )bozie. "Choroszo - poegnaa j ozible zona naszego lygnitarza - napiszy
aobu w Moskwu, tam wsio raz-)ierut".
Mimo e widzenia byy tak rzadkie i trudne do uzyska-lia - a moe wanie
dlatego - odgryway w obozie )gromn rol. Przekonaem si jeszcze w wizieniu,
e je-i czowiek nie ma w yciu jakiego okrelonego celu - a ikoczenie wyroku
byo zbyt odlege i niepewne, by je iowanie bra w rachub - to musi
przynajmniej mie la co czeka. Listy przychodziy tak rzadko i byy tak
;dawkowe, e nie mogy stanowi adnej atrakcji. Pozo-taway wic widzenia.
Winiowie czekali na nie z niepokojem i radosnym napiciem, a czsto nawet
liczyli czas wego wyroku i ycia wedug tych krtkich chwil szcz-;ia lub
oczekiwania na nie. Ci, ktrzy cigle jeszcze nie ;nali okrelonego terminu
swego widzenia, yli nadziej, ozdmuchiwali j sztucznie, pisali podania do
Moskwy, nosili mnie najcisz prac jak ludzie zaciskajcy zby la
pionierskim dorobku, wieczorami odwiedzali swych
127
szczliwszych towarzyszy, wypytujc po wielokro o sposoby przyspieszenia tej
niezwykej chwili, w dzie wolny od pracy chodzili oglda z daleka Dom
Swidanij, jak gdyby upewniajc si, e ich pokj jest zarezerwowany i czeka
tylko na przyjazd goci, spierali si midzy sob zawczasu o pokoje, czycili i
cerowali swe prywatne ubrania
- jednym sowem, mieli zajcie, a moe nawet wicej, cich namitno, ktra ich
chronia od beznadziejnoci i rozpaczy, od poczucia bezcelowej egzystencji. W
najgorszym pooeniu byli oczywicie samotni winiowie i cudzoziemcy, ale i oni
nawet potrafili z widze wycign pewn korzy, biorc udzia w radoci i
oczekiwaniu innych lub traktujc je jako jedyne rdo informacji o yciu na
wolnoci.
Nikt tak jak ludzie sztucznie lub dobrowolnie izolowani nie potrafi idealizowa
wszystkiego, co dzieje si poza granicami ich osamotnienia. Tote byo rzecz
wzruszajc sucha winiw, rozprawiajcych przed oczekiwanym widzeniem o
wolnoci, ktrej malekiego rbka mieli ju wkrtce dotkn. Mogo si wydawa,
e nigdy przedtem nie byo w ich yciu ani cikich przey, ani gorzkich
rozczarowa. Wolno bya jedyna, bogosawiona, niezastpiona. Na wolnoci
inaczej si jado, inaczej spao i pracowao, na wolnoci pikniej wiecio
soce, bielszy by nieg i mniej dokucza mrz. "Pamitasz, pamitasz?"

- szeptay na pryczy przejte gosy. "Ach, jaki byem gupi, nie chciaem na
wolnoci je czarnego chleba". "A ja - podchwytywa inny - le mi byo w
Kursku, cigno do Moskwy. Niech no tylko zona przyjedzie, powiem ja jej o tym
Kursku, oho, powiem..." Cigny si^ te rozmowy czsto do pnej nocy i nagle
uryway su gwatownie na tych pryczach, na ktrych wrci kto nie' dawno z
widzenia. Konfrontacja marzenia z rzeczywisto ci wypadaa zawsze na korzy
marzenia. Nie wiadomo co byo tego gwnym powodem - czy ucieleniona m trzy dni
wolno nie umiaa docign swego wysublimo
128
wanego obrazu, czy trwaa za krtko, czy wreszcie zniknwszy jak nie przeniony
do koca sen, zostawiaa po sobie prni, w ktrej znowu nie byo na co czeka
- do e winiowie po widzeniach byli pospni, rozdranieni i milczcy. Nie
wspominam tu nawet o wypadkach, w ktrych widzenie przybierao obrt tragiczny i
zamieniao si w krtk formalno rozwodow. Ciela z 48. brygady, Krestinskij,
usiowa dwa razy powiesi si w baraku po widzeniu, w czasie ktrego zona
zadaa od niego rozwodu i zgody na oddanie dzieci do miejskiego obka.
Przygldajc si winiom po widzeniach, dochodziem niekiedy do wniosku, e o
ile nadzieja moe by czsto jedyn treci ycia, o tyle jej spenienie staje
si czasem trudn do zniesienia mk.
Modsi winiowie przeywali przed spotkaniem z zonami dodatkowe, i bynajmniej w
stosunku do najbliszych towarzyszy na pryczy nie intymne, wzruszenia seksualne.
Lata cikiej pracy i godu podkopay w nich siy mskie i teraz przed
zblieniem z prawie obc kobiet odczuwali oprcz niemiaego podniecenia
bezsiln rozpacz i gniew. Par razy zdarzyo mi si sysze przechwaki mskie
po widzeniach, ale na og byy to sprawy wstydliwe i przez wszystkich
^szanowane milczeniem. Nawet wrd "urkw" odzyway si pomruki oburzenia,
ilekro konwojent, ktry w czasie nocnej zmiany urozmaica sobie na wartowni
czas podsuchiwaniem odgosw za cienkim przepierzeniem Domu Swidanij, spowiada
si przed brygad ze miechem ze swoich poufnych spostrzee. I dziwna rzecz: w
zonie panowao wyuzdanie seksualne, kobiety traktowao si jak prostytutki,
mio jak spacer do wychodka, a ciarne dziewczta z baraku matek witao si
drwinami - ale Dom Swidanij osta si w tym morzu brudu, ponienia i cynizmu
niby jedyna przysta takiego ycia uczuciowego, jakiego pami przechowaa si w
obozie z wolnoci. Pamitam, jak rado przeywalimy wszyscy, gdy do jednego z
winiw przy5 - Inny wiat
129
szed list o urodzeniu si dziecka, pocztego w czasie widzenia. Gdyby nam to
dziecko oddano, byoby ono naszym wsplnym dzieckiem, karmilibymy je, odejmujc
sobie od ust, podawalibymy je sobie z rk do rk, cho mielimy przecie pod
dostatkiem wasnych bkartw, pocztych na pryczach - w zonie. I to wanie byo
najwaniejsze: e w zonie, a nie w Domu Swidanij - z woln kobiet, na czystej
pocieli... W ten sposb bowiem ycie nas, ludzi martwych i zapomnianych,
zaczepiao si cieniutk nici o wolno, wydobywao si przez wsk szczelin z
trumny, ktrej wieko ciyo nam niekiedy bardziej ni wszystkie cierpienia
fizyczne.
C jeszcze mgbym doda o Domu Swidanij? Chyba to tylko, e jako cudzoziemiec
nie oczekiwaem nigdy na nikogo i moe dlatego te moje zapiski o towarzyszach
wiziennych, w ktrych radociach i smutkach uczestniczyem jedynie mimo woli,
tak s rzeczowe i a do blu obojtne.

Zmartwychwstanie
Szpital by w obozie czym w rodzaju przystani dla rozbitkw. Mao byo
winiw, ktrzy by, przechodzc obok masywnego baraku o duych oknach, nie
wzdychali w mylach: gdyby tak na dwa, trzy tygodnie do szpitala! W czystym
ku, w widnej sali, z dogldajc troskliwie siostr, z uprzejmym lekarzem, ze

wsptowarzyszami wiziennymi, ktrzy spogldaj na siebie inaczej ni w baraku:


po ludzku, wspczujco... Te dwa lub trzy tygodnie powrotu do czowieczestwa
mogy przywrci kademu z nas na chwil jeszcze przed mierci poczucie wasnej
godnoci. Pragnlimy ich, marzylimy o nich przy pracy i po nocach. Nie
chodzio tu nawet w gruncie rzeczy tyle o odpoczynek, co o przelotny i nietrway
powrt do dawnych wyobrae o yciu i ludziach. Jak do Domu Swidanij wizie
wybiera si do szpitala, eby si przejrze w zwierciadle przeszoci. I jak z
Domu Swidanij powraca ze do baraku bardziej zamany ni odrodzony.
Cena bowiem, jak wypadao zapaci za ten krtki powrt do normalnoci, bya
zbyt wysoka. Istnieje szereg poda na temat szalecw, ktrzy yciem przypacili
pokus ujrzenia choby na okamgnienie absolutnego pikna;
pragnienie, pchajce ich do podpisania tego samobjczego cyrografu, zwyklimy
uwaa za rdo nieustannego postpu ludzkoci. Przy zmniejszonych odpowiednio
wymiarach i wymaganiach ycia w obozie winiowie, wacy si uchyli zasony
okrywajcej ich dawne pojcie o wiecie, byli na pewien sposb podobni do swoich
legen131
darnych poprzednikw. Pacili natomiast za to krtkotrwae zmartwychwstanie
jeszcze bardziej dojmujcym i bolesnym doznaniem powolnej mierci, do ktrej
wracali, przestpiwszy po skreleniu z listy chorych prg szpitala. Ci, ktrym
dane byo umrze w szpitalu - a nie w "trupiarni", na pryczy w baraku lub przy
pracy - naleeli na pewno do najszczliwszych; gdy ujrzeli raz jeszcze lepsze
oblicze wiata przed ostatecznym odejciem w zawiaty.
ycie w obozie jest moliwe tylko wwczas, jeli w umyle i wspomnieniach
winia ulegn zupenemu zatarciu miary porwnawcze z wolnoci. Nie co innego
te o-znacza popularne wrd starych winiw powiedzenie, ktrym utaro si
pociesza nowo przybyych skazacw:
"Niczego, priwykniesz". Wizie, ktry cakowicie ,,przywyk" - po prostu prawie
wszystko zapomnia. Nie pamita, jak kiedy myla, co czu, kogo i za co
kocha, czego nie lubi, a do czego by przywizany. W praktyce tacy winiowie
nie istniej w ogle. Ale zdarza si spotka w obozach ludzi, ktrzy po
kilkuletnim pobycie za drutami nauczyli si trzyma na uwizi wspomnienia lepiej
ni zwierzce odruchy. Ten instynktowny akt samoobrony zamienia si z czasem w
elazn dyscyplin, odgradzajc przeszo od teraniejszoci nieprzekraczaln
granic. Wikszo winiw nie potrafi jej si podda i szuka ratunku we
wspomnieniach jak w narkotykach. Ci za, co rzekomo "nie pamitaj", s
silniejsi i sabsi zarazem. Silniejsi, bo przywykaj istotnie do praw ycia
obozowego, uwaajc je bezwiednie za naturalne i normalne;
sabsi, bo lada rysa w tym pancerzu, lada pretekst, przemawiajcy nieco ywiej
do wyobrani, powoduje napr zdawionych wspomnie tak silny, e nic ju nie
jest w stanie go powstrzyma. Wybuchaj nagle, opadaj mzg, serce i ciao tym
gwatowniej, im gbiej byy zepchnite w mroczne lochy niepamici.
Ludziom prostym ycie w obozie przychodzio nieco a132
twiej, uwaali je bowiem za ostateczne dno swej nieatwej i przedtem egzystencji
i z pewn pokor w sercach czekali na nagrod za cierpliwo w cierpieniu.
Ludzie inteligentni jednak, obdarzeni ywsz wyobrani, bogatsi w
dowiadczenia, byli na og zawsze bardziej niecierpliwi i jeli nie potrafili
si uzbroi w odrobin bodaj cynizmu, oddawali si na pastw wspomnie ze
zwizanymi rkami i nogami. Jest rzecz niezmiernie charakterystyczn, e
"kuacy" i recydywici pospolici raczej niechtnie szli do szpitala,
przekadajc nade par dni zwolnienia w baraku - jak gdyby powstrzymywaa ich
przed tym krokiem niewiadoma obawa, e raz ujrzawszy co, co mogo przypomina
wolno, nie potrafi ju nigdy wicej wrci do niewoli. Ale szpital by
prawdziw ucieczk dla wszystkich, ktrzy wbrew podszeptom instynktu nie chcieli
zapomnie. Witali chorob z radoci, a wracajc ze szpitala do barakw, twarze
mieli cignite i skurczone blem; jak ludzie, ktrych oderwano si od
szczeliny w murze sigajcej w przeszo, a poprzez przeszo w zwodnicz
nadziej przyszoci.

Szpital mieci si w jedynym obok Domu Swidanij baraku, ktry zbudowany i


utrzymany by nie gorzej ni domy ludzi wolnych w pobliskim Jercewie. Z
szerokiego korytarza wchodzio si po obu stronach do izb przeznaczonych dla
chorych; w kadej z nich byy dwa okna i stao co najwyej osiem ek. Wszdzie
panowaa wzorowa czysto, tym bardziej niezwyka, e ogldao j si, majc
wieo w pamici brud w barakach. Gdyby nie legowiska na korytarzu, na ktrych
chorzy czekali czasem par dni i nocy na zwolnienie si ka, nasz szpital nie
rniby si niczym od skromnych, ale starannie utrzymanych szpitalikw w
prowincjonalnych miastach europejskich. W maym pokoiku porodku korytarza
miecia si dyurka dla lekarzy obozowych i sistr, a w dwch o-szklonych
szafach pod cianami przechowywano lekarstwa i instrumenty lekarskie. W
wypadkach nagych duy
133
st w dyurce uywany by rwnie jako st operacyjny.
Nominalnym kierownikiem szpitala by wolny lekarz z Jercewa, ktry co drugi
dzie przychodzi do ony na przegld chorych i ambulatorium. Troje lekarzy
obozowych - Loevenstein, zruszczony Polak Zabielski i Tatiana Pawowna podlegao mu bez odwoania we wszystkich sprawach spornych. Wolny lekarz nie
zajmowa si zwolnieniami winiw w ambulatorium i odsyaniem ich do szpitala,
ledzi natomiast przebieg leczenia i mia decydujcy gos, gdy chodzio o
wypisanie chorego ze szpitala. To wystarczyo jako rodzaj kontroli i rodka
zapobiegawczego przeciwko ewentualnym naduyciom lekarzy obozowych, ktrzy jako
winiowie mogli teoretycznie uywa swoich uprawnie dla ulenia doli
wsptowarzyszy wiziennych. W praktyce jednak kady lekarz obozowy przestrzega
bardzo cile przepisw wiziennych, pamitajc, e najmniejsze uchybienie grozi
mu odesaniem na oglne roboty. Chorych wolno byo kierowa do szpitala przy
temperaturze powyej 39 stopni, a zwalnia przy temperaturze powyej 38 - nie
liczc nieszczliwych wypadkw i okalecze przy pracy. Najwiksze moliwoci
naruszenia przepisw wiziennych istniay przy zwalnianiu chorych od pracy, lecz
i tu nawet lekarze obozowi bali si donosw swoich "asystentw" (tak zwanych
"lekpomw"), ktrych jedyn kwalifikacj do otrzymania tego stanowiska byy
bardzo czsto zaye stosunki z Trzecim Oddziaem, a niejednokrotnie take i
samych chorych, ktrych Trzeci Oddzia uywa niekiedy do wyprbowania
lojalnoci lekarzy obozowych. Zawsze lepiej byo przesadzi in minus ni in
plus. Wizie, ktry mimo przepisowej temperatury nie otrzyma zwolnienia, nie
obcia lekarza w najmniejszym stopniu; wizie natomiast, ktry gorczkujc
niezbyt wysoko, zosta z polecenia lekarza w zonie, mg skoczy raz na zawsze
jego karier lekarsk w obozie. Wytumaczenie tej zasady byo bardzo proste i na
swj sposb nie pozbawione rozsdku: w
134
r
przekonaniu wadz obozowych byoby nonsensem wkracza w ycie winiw tam,
gdzie mogliby sobie nawzajem szkodzi, ale nie naleao dopuci do tego, aby
mogli sobie nawzajem pomaga; nie pozbawione rozsdku przy zaoeniu, e w
niewoli ludzie maj na og tendencj pomagania sobie raczej ni szkodzenia.
Niestety, to zaoenie nie dziaao w obozach sowieckich. Poza tym prawodawstwo
obozowe przewidywao pewien maksymalnie dopuszczalny procent zwolnionych z pracy
(zdaje si, e 5%), ktrego nie wolno byo pod adnym pozorem przekroczy.
Byway wypadki, e lekarz obozowy zwalnia ciej chorych, a wysya do pracy
lej chorych, obiecujc tym ostatnim rekompensat w przyszoci, byle tylko
liczba zwolnionych nie zostaa zakwestionowana na wartowni.
Leczenie winiw w szpitalu sprowadzao si w duym stopniu do aplikowania
maej dozy odpoczynku i nadmiernej dozy proszkw na spadek gorczki. Apteczka
obozowa zaopatrzona bya tak ubogo, e sami winiowie znali na pami nazwy
paru lekarstw, ktre stosowano najczciej, i prosili o nie, nie czekajc na
diagnoz lekarza. Przy tym wszystkim jednak byo wyrane, e zgodnie z tajnymi
instrukcjami wadz obozowych (znaem je od jednego z moich znajomych lekarzy)
istotny wysiek w leczeniu szpitalnym zmierza gwnie do jak najszybszego
postawienia na nogi winiw, ktrzy nie utracili jeszcze cakowitej

przydatnoci do pracy. Dla starcw, winiw nieuleczalnie chorych na serce,


winiw dotknitych przewlek pelagr i grulikw szpital stanowi ostatni
przystanek przed mierci lub przed ,,trupiarni". Obowizkiem lekarzy byo
doprowadzenie miertelnie chorych winiw do takiego stanu, aby po krtkim
wypoczynku zdolni byli o wasnych siach przej do ssiedniej "trupiarni" i
skona tam, zwalniajc ko w szpitalu. Zupene wycieczenie przy pracy, rne
formy obdu godowego, kurza lepota i awitaminoza w ostatnim stadium o135
wrzodzenia caego organizmu, poczonym z wypadaniem wosw i zbw kwalifikoway si w najlepszym wypadku od razu do "trupiarni", bez prby nawet
leczenia szpitalnego. Jedynie wic wizie, ktrego organizm by jeszcze do
silny, aby zregenerowa si przez sam fakt krtkiego wypoczynku, mg liczy na
to, e jego pobyt w szpitalu bdzie czym wicej ni tylko ucieczk od
rzeczywistoci wiziennej w sfer marze sennych o przeszoci.
Warunki ycia w szpitalu wkraczay w porwnaniu z warunkami ycia w obozie w
dziedzin nieprawdopodobnego luksusu. Kady chory otrzymywa wraz ze
skierowaniem do szpitala kartk do ani, oddawa u wejcia do izby szpitalnej
swoje achy w zamian za czyst bielizn, wskazywano mu ko ze wieo
powleczon pociel, obok ktrego sta may stolik nocny; niezalenie od
wysokoci normy przed chorob kady wizie otrzymywa w szpitalu ,,trzeci
kocio", surwk przeciwko awitaminozie i du porcj biaego chleba pelagrykom przysugiway ponadto dwie kostki cukru i kostka margaryny tej samej
wielkoci. Byo to wszystko tak niezwyke i trudne do uwierzenia, e winiowie,
ktrzy odwiedzali swoich chorych przyjaci w szpitalu, zdejmowali od razu u
drzwi czapki z gw i nie odwaali si przestpi progu, dopki ich do tego nie
omielio uprzejme wezwanie siostry.
Kto pisze cokolwiek o obozach sowieckich, nie ma prawa nie wspomnie o ujmujcej
grzecznoci i serdecznoci sistr. Moe dlatego, e przebyway przynajmniej za
dnia w nieco bardziej ludzkich warunkach, a moe dlatego, e szpital by jedynym
miejscem w obozie, gdzie mona byo przyj z pomoc ludzkiemu cierpieniu siostry obozowe odnosiy si do chorych z tak troskliwoci, czujnoci i
oddaniem, e uwaalimy je po trosze za istoty z innego wiata, ktrym chyba
tylko niedorzeczny wybryk losu kaza y i znosi wraz z nami wszystkie trudy
niewoli. Ta atmosfera szpitala miaa rwnie pewien wpyw na lu136
dzi wolnych. Naczelnik obozu, Samsonow, zamienia zawsze w czasie inspekcji z
kadym z chorych par sw, a wolny lekarz Jegorow (o ktrym mwiono, e by
niegdy take winiem) nie umia powcign w swym surowym gosie cieplejszych
tonw, ilekro przystawa na chwil obok ka szpitalnego.
Moje spostrzeenia szpitalne z obozu jercewskiego, porwnywane z opowiadaniami i
wspomnieniami innych winiw, prowadz do wniosku, e w Rosji panuje co w
rodzaju ,,kultu szpitala". Nawet w najgorszych obozach, nawet w okresie
szalejcego ,,proizwou" i ,,pionierstwa" obozowego szpitale zostay jak gdyby
wyczone z systemu niewolnictwa sowieckiego i zachoway inny, bardziej ludzki
status. Byo co nieprawdopodobnego w fakcie, e ju za progiem - po wypisaniu
ze szpitala - wizie stawa si na powrt winiem, ale jak dugo lea bez
ruchu w ku szpitalnym, przysugiway mu wszystkie prawa czowieczestwa z
wyjtkiem wolnoci. Dla czowieka nienawykego do kontrastw ycia sowieckiego
szpitale urastay do rozmiarw kociow porodku szalejcej Inkwizycji naruszenie obowizujcych w nich praw rwnao si prawie desakracji; by moe
nie czczono w nich czowieka, ale w kadym razie szanowano go w granicach, ktre
pozwalaj odrnia w wizieniach kar od tortury.
Trudno si wic dziwi, e winiowie chwytali si wszelkich moliwych sposobw,
aby otrzyma skierowanie do szpitala. W okresie ,,pionierskim" obozw sowieckich
tak kart wstpu dawao samookaleczenie ciaa przy pracy; widziaem wielu
winiw z odrbanymi palcami u jednej lub obu rk, a mj poczciwy Dimka
zapaci w roku 1937 za trzy miesice pobytu w szpitalu w Niandomie protez u
prawej nogi, ktrej potem zawdzi137

cza rwnie lekk stosunkowo prac "dniewalnego" w baraku. Ju w roku 1940


jednak wadze obozowe, przeraone rozmiarami samookalecze, domyliy si ich
rda i odtd "wypadki przy pracy", nie potwierdzone przez dokadny opis
zajcia, karano jako "sabota" dodatkowym wyrokiem dziesicioletnim, podcigajc
pojcie ,,samouszkodzenia ciaa" pod ten paragraf kodeksu sowieckiego, w ktrym
mowa jest o "szkodnictwie". Mimo to jeszcze w grudniu 1941 roku byem wiadkiem,
jak do ony przywieziono z "lesopowau" modego winia z odrban stop; na dwa
dni przed tym wypadkiem wypisano go, nie zwaajc na protesty i bagania, ze
szpitala.
Winiowie nie dawali przecie za wygran. Zagnojenie maej stosunkowo ranki
wywoywao ropne zapalenie, ktre czasem doprowadzao tylko do stanu
podgorczkowego, niekiedy jednak podbijao temperatur do wymaganej granicy.
Wrd "urkw" popularne byo wstrzykiwanie roztopionego myda do cewki moczowej,
ktre wywoujc wysik, pozorowao chorob weneryczn i dawao zwolnienie
przynajmniej na czas obserwacji. Ja sam, rozgrzawszy si przy pracy na bazie
tak, e czuem przylepion do skry koszul, rozebraem si do pasa na 35stopniowym mrozie i w dzie potem - byo to w lutym 1941 roku - poszedem na dwa
tygodnie do szpitala.
W duej sali szpitalnej siostra wskazaa mi miejsce pomidzy Niemcem S. a
rosyjskim aktorem filmowym Mi-chaiem Stiepanowiczem W. Pierwsze par dni
leelimy obok siebie, nie mwic ani sowa. Dzie szpitalny wlk si powoli, a
noce - gdy zaspokoiem ju pierwszy sen - miay w sobie co z ycia poza prawami
czasu. Leaem tak, utkwiwszy wzrok w suficie lub patrzc w biae od lodu szyby,
za ktrymi rozpocieraa si nieprzenikniona ciemno. Staraem si nie spa,
aby w ten chocia sposb przeduy swj pobyt w szpitalu. Czuem teraz lepiej,
z intensywnoci graniczc z blem i radoci
138
zarazem, cae swoje ponienie, ca ndz ycia wiziennego. Ale jednoczenie
zmartwychwstawaem w ciszy i samotnoci i nieraz marzyem jak o najwikszym
szczciu o przeniesieniu do pojedynczej celi wiziennej. Po pnocy sale
szpitalne obchodzia siostra Jewgienija Fiodorowna i nie zapalajc wiata,
kada po kolei kademu z nas chodn do na czole; udawaem, e pi, aby
unikn pyta. Pamitam przecie, e raz jeden chwyciem j bez sowa za rk i
przytknem do niej wyschnite od gorczki wargi. Spojrzaa na mnie ze
zdziwieniem i odruchowym lkiem, ale odtd witaa mnie umiechem zawsze, ilekro
wchodzia na nasz sal. Szpital by jedynym w obozie i wizieniu miejscem,
gdzie na noc gaszono wiata. I to wanie wwczas, w ciemnoci, uwiadomiem
sobie po raz pierwszy w yciu, e jedynie samotno jest w yciu czowieka
stanem graniczcym z absolutnym spokojem wewntrznym, z odzyskaniem
indywidualnoci. Tylko w pochaniajcej wszystko pustce samotnoci, w
ciemnociach zacierajcych kontury wiata zewntrznego mona odczu, e si jest
sob a do granic zwtpienia, ktre uprzytamnia nagle wasn nico w rosncym
przeraliwie ogromie wszechwiata. Jeli ten stan ma w sobie co z mistyki,
jeli pcha czowieka w objcia religii, to byem wwczas religijny, modlc si w
duchu blunierczo:
"Boe, daj mi samotno, gdy nienawidz ludzi". Bo jednoczenie z t eufori
zmartwychwstawania osobowoci czuem, e jestem cmentarzyskiem wszystkiego, co
czy z innymi ludmi. Nie mylaem o obozie, nie mylaem o tych, co gin za
burt odzi ratunkowej szpitala, nie mylaem o najbliszych, o przyjacioach, o
nikim - poza samym sob. Umieraem wic, zmartwychwstajc. Mylaem z
wzbierajc codziennie nienawici o winiu, ktry przyjdzie tu jutro zaj
moje miejsce. Gorzki to tryumf odwali kamie grobowy na wypalonej i jaowej
pustyni. Te chwile, kiedy noc dotykaa moich spieczonych warg ros ciemnoci i
syszaem w ciszy bicie wasnego serca
139
niby kroki odmierzajce nieskoczono, przywrciy mi pewno wasnego
istnienia, odbierajc szacunek dla istnienia innych. Byem jak lepiec, ktry

odzyskawszy wzrok, obudzi si w prni penej luster, odbijajcych tylko jego


wasn samotno.
Ten stan trwa nie duej ni najwysze nasilenie gorczki - okoo piciu dni.
Zaraz potem odzyskaem na tyle siy, e podnosiem si w dzie na ku i
prbowaem nawet nawiza rozmow z moimi ssiadami. Bardziej towarzyski okaza
si Michai Stiepanowicz W., pikny starzec o siwej, w klin przystrzyonej
brodzie i ogolonej gowie, ktry przed aresztowaniem grywa role bojarw
carskich w sowieckich filmach historycznych. Popularno, jak ciesz si w
Rosji wszyscy aktorzy filmowi nie wyczajc statystw, sprawia, e po roku
pracy w lesie Michai Stiepanowicz zosta "rozkonwojowany" i peni sub
stra nocnego przy jednym z magazynw na bazie. Wiodo mu si nie najgorzej wolni urzdnicy na bazie wciskali mu czasem do rki kawaek chleba lub papierosa
- zdawa si wic najzupeniej zadowolony ze swego losu. Opowiada o sobie
gbokim, troch egzaltowanym gosem, tak typowym dla ludzi, ktrzy otarli si o
aktorstwo. Pisz tu o nim nieco szerzej, bo ani razu w obozie nie spotkaem
czowieka, ktry by - jak Michai Stiepanowicz - uwaa wszystko, co si z nim
stao od chwili aresztowania, za rzecz najbardziej naturaln. Bya w nim pokora
czowieka wychowanego w posuchu i szacunku dla kadej wadzy, dyscyplina
wzorowego obywatela. Nawet kiedy mi opowiada o tym, jak zosta w roku 1937
aresztowany za przesadne zaakcentowanie w jakim filmie szlachetnoci jednego z
bojarw Iwana Gronego, nie pozwoli sobie na najlejszy umiech, a w jego
twarzy malowaa si taka powaga, jak gdyby opowiada o prawdziwej zbrodni. "Tak
trzeba, Gustaw Josifowicz - mwi - tak trzeba..." Usiowaem mu wytumaczy, e
to gupie i nieludzkie, ale sucha mnie z roztargnieniem, pa140
trzc agodnie przed siebie i gadzc pikn brod. By przewiadczony, e
najwikszym zaszczytem, na jaki moe sobie zasuy przyzwoity czowiek, jest
aprobata w oczach wadzy, najwiksz za hab sowa niezadowolenia w ustach
przeoonych. Los wsptowarzyszy wiziennych wydawa mu si obojtny.
,,Widocznie zasuyli" - mwi czasem, a kiedy indziej znowu dodawa
nieoczekiwanie z akcentem przejmujcego blu w gosie: "Biedni ludzie, biedni
ludzie". Nalea w moim przekonaniu do tego typu obywateli, ktrzy pierwsi, ze
spontanicznoci wykluczajc jakiekolwiek podejrzenia o obud, witaj obalenie
zej wadzy, lecz nie omiel si nigdy podnie przeciwko niej rki, jak dugo
siedzi ona mocno w siodle. W istocie rzeczy bowiem tkwiy w nim obok siebie dwa
uczucia: gboko ukryty bunt przeciwko niesprawiedliwoci i instynktowna wiara,
e okrelenie norm sprawiedliwoci i prawa naley zawsze do tych, ktrzy rzdz.
Michai Stiepanowicz wstydzi si swego przewinienia. Wstydzi si, uwaajc je
w gruncie za mieszne. Byo w nim co "starorieymnego", co, na co nie mogem
patrze bez wzruszenia i rozczulenia: jaki szcztkowy i anachroniczny ju nag
uwaania wizienia za form godziwego wymiaru kary, a skazacw za rzeczywistych
przestpcw. W jego umyle nie mieci si fakt, e czowiek niewinny moe by
pozbawiony wolnoci. Powoli wic uwierzy w swoj win, a przynajmniej udawa,
e w ni wierzy, opowiadajc godzinami, jak przej si bezwiednie swoj rol i
jak szar aktorsk znieksztaci ogln tendencj filmu. Nie byo innego
sposobu, jak tylko sucha go na serio i wspczu jego tragicznej omyce. Na
szczcie Michai Stiepanowicz wrci szybko do zdrowia i na dwa dni przed
wypisaniem ze szpitala deklamowa nam ju, stojc na rodku sali w teatralnie
rycerskiej pozie i w chaacie szpitalnym narzuconym na bielizn, wiersze
Puszkina, ktrego uwielbia. Pamitam tylko jedn linijk z Pieni o Olegu,
powtarza j bowiem bar141
dzo czsto, akcentujc kade sowo z dramatycznym przejciem:
"Skay-ka kudiesnik, lubimiec Bogw, czto suczitsia w yzni so mnoju..."
Mj drugi ssiad, Niemiec S., by znacznie bardziej milczcy, choby dlatego, e
mwi bardzo sabo po rosyjsku. Mimo e nie by komunist, przyjecha w roku
1934 do Baku jako inynier wiertniczy w ramach umowy, wypoyczajcej Rosji
"specw" od rnych gazi przemysu. Aresztowano go w roku 1937 pod zarzutem
szpiegostwa. Wrd wszystkich moich znajomych winiw w obozie, oskaronych o

najbardziej nieprawdopodobne zbrodnie, S. by jedynym czowiekiem, w ktrego


przestpstwo gotw byem uwierzy. Istniej ludzie, zwracajcy na siebie uwag i
budzcy podejrzenia samym swoim wygldem i zachowaniem si - S. nalea do nich.
W bladej, zniszczonej wizieniem i chorob twarzy pony niesamowitym blaskiem
oczy, w ktrych poza pogard dla otoczenia wyczyta mona byo przenikliw
inteligencj ogara. Wskie, zacinite konwulsyjnie usta wyraay nienawi,
okruciestwo i drapieno schwytanego zwierzcia. Zadawa wszystkim krtkie
pytania, trafiajce natychmiast w sedno rzeczy, i po paru dniach byem pewny, e
wie o nas wicej ni Trzeci Oddzia. Do Michaia Stie-panowicza odnosi si z
nie ukrywanym lekcewaniem i niejednokrotnie ledwie powstrzymywa wcieko,
suchajc jego naiwnych opowieci o nieszczsnym filmie; Gott, wie gross ist
dein Tiergarten - szepn raz do siebie, wznoszc wychude rce ku niebu.
S. chory by na pelagr i lea w szpitalu od dwch miesicy, ale jestem pewien,
e gdyby nie ukad sowiec-ko-niemiecki i fakt, e nie by przecie Niemcem
urodzonym w Rosji, lecz (nominalnie przynajmniej) obywatelem niemieckim - ju
dawno by nie y. Kiedy, nachyliwszy si do mnie, powiedzia mi na ucho: "Za
p roku wybuchnie wojna i ci dranie zapac nareszcie za wszystko".
142
Wojna wybucha troch wczeniej, ale zapaci za ni w pierwszym rzdzie S. Mimo
ostatniego stadium cyngi wy-Fzucono go ze szpitala, bez ogldzin lekarskich
nawet, 23 czerwca i posano etapem wraz z Niemcami usunitymi z biur obozowych
do karnej Aleksiejewki Drugiej. Widziaem go na wartowni, gdy formowano etap.
Sta - podtrzymywany przez dwch Niemcw nadwoaskich - w Ipodartych achach,
niechlujnie sznurkami obwizanych tbutach, drcy z zimna, przeraony i blady.
Nie pozostao w nim nic z dawnej pewnoci siebie i pogardliwej wyszoci wobec
otoczenia. Pelagra w ostatnim stadium wywouje nie tylko zmiany organiczne w
postaci wypadania Iwosw i zbw czy gnicia caego ciaa, ale i zmiany
psychiczne - depresj, melancholi, przewleke stany lkowe. S. wyglda jak
kupa pozlepianych naprdce i powizanych szmatami ochapw ludzkich i
przysigbym, e si rozsypie na oczach wszystkich, kiedy obaj towarzysze
puszcz jego ramiona. W jego oczach, tak niegdy natarczywych i zimnych,
maloway si strach i uniono. Mwiono mi potem, e nawet nie doszed do
Drugiej Aleksiejewki. Etap, gnany pieszo dwadziecia pi kilometrw, zostawi
go w lesie na dziesitym kilometrze wraz ze starym Niemcem z biura rachmistrzw
i jednym konwojentem. Nikt ich ju nigdy nie spotka, ale pozostali winiowie z
etapu upierali si pniej w Aleksiejewce, e uszedszy nie wicej ni kilometr,
usyszeli dwa kolejne wystrzay, ktre gruchny w lesie echem jak nagy grzmot.
Istniay obozy, w ktrych z pozycj lekarza zwizane byy wyjtkowe przywileje.
Pomijajc ju moliwo brama okupu za zwolnienie od pracy, lekarze obozowi
mieli wolny dostp do kuchni szpitalnej i do apteczki. Kada kobieta w obozie
pragna znale si w szpitalu, je tro143
ch lepiej, a w nocy odwiedza w zamian za to lekarza w jego dyurce
oddziaowej; kady "urka", wzbogacony troch upiestwem na politycznych,
zapaciby najbardziej wygrowan cen za odrobin spirytusu z apteczki, troch
waleriany, na ktrej robiono nalewki z wyschnitych skrek od chleba, i
chlorohydrat, ktry zastpowa haszysz, opium i morfin, wprawiajc narkomanw
obozowych w stan krtkiego odrtwienia. W takich obozach lekarze stanowili elit
niedocignion w swym stylu ycia, moliwociach, a czsto nawet i orgiach; im
lepiej zorganizowana bya w obozie mafia doktorska, tym wicej byo powodw, aby
przypuszcza, e naley do niej na prawach wyszego udziau w upach lekarz
wolny, ktry sam by niegdy rwnie winiem.
Wrd ludzi wolnych, zatrudnionych przez GUAG w administracji obozw
sowieckich, wielu byo dawnych winiw. Wikszo lekarzy, inynierw,
urzdnikw i technikw otrzymywaa natychmiast po ukoczeniu wyroku albo drugi
wyrok, albo propozycj pozostania w obozie na nie najgorzej patnych posadach, z
ktrymi zwizane byy z reguy dwu- lub trzypokojowe mieszkania w pobliskim
miasteczku. Taka forma kompromisu przynosia korzyci obu stronom, tote rzadko
si zdarzao, eby spotkaa si z odmow. Po latach pobytu w obozie przecitny

wizie odwyka na tyle od wolnoci, e myla o niej z pewnym lkiem jak o


sytuacji, w ktrej bdzie musia znowu y w stanie wiecznej czujnoci, ledzony
przez przyjaci, krewnych i kolegw, z gry naraony na podejrzenia po
odsiedzianym dopiero co wyroku; w pewien sposb rwnie obz stawa si jego
drugim yciem - zna jego prawa, obyczaje i przepisy, porusza si w nim
swobodnie, wiedzia, jak si w nim yje i unika niebezpieczestw, lata spdzone
za drutami przytpiay jego wyobrani i marzenia o wolnoci kieroway nie tyle
ku rodzinnemu Kijowowi czy Leningradowi, co ku otwartej przestrzeni za on i
maemu miasteczku, w ktrym wie144
ozorem zapalay si wiata, a w dzie bawiy si w niegu dzieci; jeli za nie
mia do kogo wraca, jeli w cigu tych lat wiziennych opucili go najblisi decyzja bya tym atwiejsza. Obz za zyskiwa dobrego pracownika, obeznanego z
yciem i nawykami winiw, lojalnego, bo mdrzejszego o wasne dowiadczenia
wizienne, przykutego ju na zawsze do dawnej galery; NKWD miao te swoje
powody, aby popiera te kontrakty pracy, zawierane przecie przez
przeladowanych z dawnymi przeladowcami - uatwiao to bowiem lokalizowanie
infekcji obozowej do promienia najbliszych kilkudziesiciu kilometrw,
dostarczao wytrawnych donosicieli i nadawao obozom pozory normalnych
instytucji poprawczych, w ktrych kady wizie mg codziennie oglda jednego
ze swych dawnych towarzyszy, nagrodzonego wolnoci za sumienn prac i
wychowanego na penoprawnego obywatela Zwizku Sowieckiego.
Dla nas jednak, patrzcych na to w inny sposb, ludzie wolni, ktrzy byli
niegdy winiami, stanowili zjawisko bolesne i trudne do zniesienia. Dziki nim
obz nabiera cech przeznaczenia, od ktrego nie ma ucieczki. Wydawao nam si,
e ju nic nie jest w stanie ocali nas od losu ludzi przywizanych na zawsze do
miejsca niewoli. wiat kurczy si niepokojco do najbliszego horyzontu, jaki
mona byo dosign wasnym wzrokiem. Przygldalimy si ludziom wolnym naszym dawnym niegdy towarzyszom - z takim uczuciem, jakie musiaby przey
wierzcy katolik, gdyby si nagle przekona na wasne oczy, e ycie pozagrobowe
niczym si nie rni od ycia doczesnego: jest take nieprzerwanym pasmem
cierpie, udrk i upadkw. A przecie gdyby nadesza dla taka sama chwila
wyboru, co drugi wizie - z wyjtkiem moe cudzoziemcw, ktrzy nigdy nie mogli
si pogodzi z myl o wiecznej niewoli - ugiby si przed grob ponownego
ryzyka powrotu do przeszoci, wybierajc t
145
form p- lub nawet wierwolnoci, mniej wprawdzie obiecujc, ale te i mniej
naraajc na rozczarowania.
Wbrew temu, co mona by przypuszcza, dawni winiowie odnosili si do ludzi za
drutami z jeszcze wiksz bezwzgldnoci i surowoci ni ludzie naprawd
wolni. Czy nienawidzili w nich swej przeszoci, czy chcieli pozyska sobie t
przesadn niekiedy gorliwoci zaufanie przeoonych, czy wreszcie dugie lata
pobytu w obozie nauczyy ich cynizmu i okruciestwa - do e winiowie nie
mieli co szuka wzgldw u ludzi, ktrzy dzielili z nimi niegdy prycze w
baraku. Istniaa natomiast jedna dziedzina ycia obozowego, w ktrej dawni
winiowie wykazywali nie tylko wyrozumiao, ale take pomysowo i
przedsibiorczo: chtnie wesp z brygadierami, dziesitnikami lub lekarzami
obozowymi wykorzystywali wszelkie moliwoci wycinicia ze swego
uprzywilejowanego stanowiska pewnych zyskw. Wszystkie formy przekupstwa w
obozie opieray si na wspudziale byych winiw. "Tufta" przy obliczaniu
normy miaa pewne szans powodzenia, jeli wolnym dziesitnikiem by dawny
wizie. Przeduenie pobytu w szpitalu zaleao w duym stopniu od tego, czy
wolnym lekarzem by dawny wizie, tote mafie doktorskie w obozach - cignce
niekiedy powane zyski z okupw od winiw i ze sprzeday "urkom" namiastek
alkoholowych lub obracajce oddziay kobiece w szpitalach w rodzaj haremw dziaay tym sprawniej, im bardziej mogy polega na milczcym przyzwoleniu
wolnego lekarza, ktry za swych wiziennych czasw nauczy si uwaa obz za
stan bezprawia uwiconego zmow silniejszych.

Tego wszystkiego nie mona byo jednak powiedzie o Jegorowie, naszym wolnym
lekarzu, ktry w roku 1939 ukoczy wyrok omioletni w Kruglicy i obj
stanowisko naczelnika "sanczasti" w centrali jercewskiej. Wysoki, szczupy,
maomwny, o twarzy stwardniaej jak kora, chodnym spojrzeniu i troch
nerwowych ruchach rk, Je146
;orow by czowiekiem albo bardzo dyskretnym, albo nie-wzekupnym. Trzyma
lekarzy obozowych na dystans, ligdy nie widziano go jedzcego lub pijcego w
zonie, a ;horych traktowa z surowoci, w ktrej przebijaa ledwie dostrzegalna
nuta serdecznoci. Ilekro pojawia si na drodze wiodcej do szpitala w swej
dugiej futrzanej szubie, wysokiej czapie z barankw i skrzanych sztyl-pach
zapitych na metalowe zatrzaski, lekarz dyurny porzdkowa drcymi rkami
wykresy temperatur, a siostra Jewgienija Fiodorowna blada z przejcia. Mwiono
bowiem, e to ona bya jedyn wizi czc Jegorowa z przeszoci wizienn.
Pozna j jeszcze przed zwolnieniem w Kruglicy, zosta jej obozowym mem i
swoje przeniesienie na stanowisko wolnego lekarza w centrali uzaleni podobno
od wysania Jewgienii Fiodorowny do Jercewa. W kadym razie Michai Stiepanowicz
opowiada mi, e przysza etapem z Kruglicy, ze skierowaniem wprost do naszego
szpitala, w dwa miesice po nominacji Jegorowa.
Ten zwizek by w obozie czym niezwykym, gdy opiera si na prawdziwym
uczuciu, a nawet wiernoci. W zasadzie kady wolny urzdnik mg mie kobiet z
obozu za porcj chleba, ale byo nie do pomylenia, aby odway si lub chcia
nada tej przelotnej transakcji trwalszy akcent uczuciowy. Kobiety przychodziy
i odchodziy jak fale etapw, co za pozostawao na stae, to moliwo ich
posiadania bez najmniejszego trudu. Mody i nieonaty urzdnik obozowy nie mg
nawet przeliczy i ogarn pamici twarzy, ktre przewiny si przez jego
drewnian komrk w zonie. Tu jednak wchodzio w gr co wicej - mio lub w
kadym razie jej szcztkowa forma. I chocia wadze obozowe, winiowie w zonie
i winiowie zatrudnieni w szpitalu nie mogli mie wtpliwoci co do istoty
zwizkw czcych tych dwoje ludzi, Jegorow i Jewgienija Fiodorowna zachowywali
si tak,
147
jak gdyby intymno i dyskrecja byy warunkami trwaoci ich uczucia.
Siostra Jewgienija Fiodorowna przychodzia niekiedy na nasz sal wieczorem i
usiadszy na brzegu ka starego aktora, opowiadaa o sobie. Z ojca Rosjanina i
matki Uzbeczki, bya zupenie wyjtkowej urody; twarz miaa smag i drobn,
oczy piknie smutne, czarne wosy zaczesane po starowiecku na boki i splecione
na karku w may wze; mimo trzydziestu ju pewnie lat zachowaa w sylwetce i
ruchach dziewczco i pynno modej panienki. Bya studentk medycyny na
uniwersytecie w Taszkiencie a do chwili, kiedy j aresztowano w roku 1936 za
"odchylenie nacjonalistyczne". Na czym to "odchylenie" polegao, nie umiaa
dokadnie powiedzie, z jej uwag i wypowiadanych miao pogldw wywnioskowaem
jednak, e nie bardzo jej bya w smak rusyfikacja Uzbekistanu, cho przecie po
ojcu bya Rosjank, a tylko przez matk moga odczuwa jaki daleki zwizek
uczuciowy ze sw przybran ojczyzn azjatyck. Jej pogldy stanowiy dziwn
mieszanin europejskiej postpowoci i azjatyckiego konserwatyzmu: uwaaa si
za zwolenniczk wolnej mioci, swobody obyczajw i lunych zwizkw
maeskich, ale nie pozwalaa zego sowa powiedzie o tradycyjnym upoledzeniu
kobiety w rodkowej Azji. W tych rozmowach nie wspominaa nigdy o Jegorowie; raz
tylko, gdy opisywaa swoje trudne pocztki w Kruglicy, zdradzia si mimochodem,
e u kresu si wydoby j z lasu do pracy w ambulatorium nasz wolny lekarz,
wwczas rwnie wizie kruglicki. Z tonu, jakim to powiedziaa, wyczuem, e
tajemnica otaczajca jej zwizek z Jegoro-wem miaa swoje rda nie tylko w
potrzebie prywatnoci: Jewgienija Fiodorowna nienawidzia ludzi wolnych i w
pewien sposb wstydzia si tego naruszenia solidarnoci wiziennej. W obecnoci
Jegorowa usiowaa zawsze zachowa zupen obojtno, ale ilekro po paru
godzinach spdzonych z nim w dyurce szpitalnej wchodzia na
148

,l, unikaa naszych spojrze, zasaniajc szkliste oczy akimi powiekami.


Wygldao wic na to, e Jegorow [ocha j, bo by niegdy winiem i nie chcia
lub nie ag tego zapomnie, a ona jeli odwzajemniaa jego aczucia, to
dokadnie z tych samych wzgldw. "Nie moe to jednak trwa wiecznie - mwiem
czsto do Mi-chaia Stiepanowicza - jest w tym dla niej co poniajcego.
Jegorow odwiedza j jak prostytutk i wraca za on do innego, wolnego ycia".
W miesic po wypisaniu ze szpitala odwiedziem Jew-gienij Fiodorown w dniu,
kiedy Jegorow nie przychodzi do ony, i zastaem u niej Jarosawa R., studenta
politechniki w Leningradzie, ktry zosta aresztowany w roku 1934 w zwizku z
zabjstwem Kirowa, zwolniony l przedterminowo w roku 1936 i aresztowany
powtrnie w roku 1937. Siedzieli na maej kozetce, uywanej zazwyczaj do badania
chorych, patrzc na siebie w sposb, ktry wyklucza wszelkie wtpliwoci. W jej
gosie, tak zawsze opanowanym i stanowczym, brzmiaa teraz nuta bezgranicznego
oddania, ponce oczy wyraay szczcie, jakiego nie spotyka si nigdy w
twarzach winiw. Widywaem ich potem w letnie wieczory w zonie - mwio si,
e Jarosaw jest u Jewgienii Fiodorowny na ,,garnuszku szpitalnym" - ale dla
mnie to bya mio, najczystsza mio, jak dane mi byo oglda w obozie. Nie
tylko dla mnie zreszt. Michai Stiepanowicz okreli zmian, jaka zasza w
zachowaniu i wygldzie naszej siostry szpitalnej, sowem "zmartwychwstanie".
Byo w tym sowie na pewno sporo przesady, chocia pod jednym wzgldem utrafiao
ono wyjtkowo celnie w sedno sprawy: bardziej ni powrt do ycia w ciszy
szpitalnej na nazw ,,zmartwychwstania" zasugiwa ten powrt do niezalenoci
uczuciowej tak gwatowny, e stawia na jedn kart samo ycie. Gdy nie ulegao
dla nas adnej wtpliwoci, e wystarczyoby jedno sowo Jegorowa, aby
Jewgienija Fio149
dorwna stana ktrego dnia na apelu porannym w brygadzie lenej.
Jegorow jednak zdawa si nie widzie, co dzieje si za jego plecami. Jak
dawniej przychodzi co drugi dzie rano do szpitala obozowego, jak dawniej
rwnie wraca wieczorem wolnym krokiem za zon. I chocia nic mnie z nim
przecie nie czyo, byem w tym cichym dramacie - przez jak przewrotno lub
intuicj uczuciow - po jego stronie. Wydawao mi si, e przeywa nie tylko
odejcie kobiety, ktr kocha, ale i odejcie od obozu, do ktrego w dziwny
sposb przylgn. Mwiono o nim, e w pitym roku pobytu w obozie wyrzeka go
si ona. Teraz wic wszystko, co go jeszcze czyo z yciem, skupio si na
drodze wiodcej z Jercewa-miasta poprzez druty do Jercewa-obozu. Czy mg wrci
na prawdziw wolno on, ktry zdawa si prawie zafascynowany niewol, uwizany
jak pies do miejsca, gdzie spdzi osiem najciszych lat ycia?
Pod koniec lata zupenie nieoczekiwanie Jarosaw R. zosta wezwany na etap do
obozw peczorskich; znaczyo to, e Jegorow prbowa walczy. Ale w dzie potem
Jewgienija Fiodorowna zgosia si rwnie na etap do jakiegokolwiek innego
obozu poza Kargopolem; znaczyo to, e nie zamierza si podda. Jej zgoszenie
zostao wprawdzie odrzucone, lecz wkrtce potem Jegorow przesta przychodzi do
zony. Podobno poprosi o zwolnienie i wyjecha do innego obozu, nikt jednak nie
umia na ten temat powiedzie nic pewnego. W kadym razie nie ujrzelimy go ju
nigdy, a w styczniu 1942 roku Jewgienija Fiodorowna zmara w czasie porodu,
dajc ycie dziecku swej prawdziwej mioci i pacc wasnym yciem za swoje
krtkie Zmartwychwstanie.

Wychodnej die
Mija miesic za miesicem i pracowalimy codziennie bez wytchnienia, udzeni
nadziej, e ju wkrtce ogoszony zostanie "wychodnej die". Wedug przepisw
obozowych winiom naley si caodzienny odpoczynek raz na dekad. Praktyka
jednak wykazaa, e witujc nawet raz w miesicu, winiowie naraaj na
powane straty plan produkcyjny powierzony obozowi. Utar si zwyczaj, e
,,wychodnej die" ogaszano uroczycie, gdy obz przekracza swoj grn granic
produkcji na kwarta. W zupenie wyjtkowych wypadkach za podstaw brano redni

miesica, jeli nadwyka bya w nim dostatecznie wysoka, aby wykluczy grob
zbyt gwatownego spadku w cigu nastpnych dwch miesicy. Nie mielimy, rzecz
prosta, wgldu w wykazy pracy i plan produkcyjny obozu, tote ta milczca umowa
bya fikcj, wydajc nas cakowicie na ask i nieask wadz obozowych. Jak w
wielu innych wypadkach, kierownictwo obozu trzymao si tylko w oglnych
zarysach instrukcji centrali w Moskwie, uzurpujc sobie prawo regulowania na
miejscu szczegw wykonawczych. Wymagania stawiane obozom przez GUAG i trusty
przemysowe, ktre zawieray z nim umowy eksploatacyjne w ramach najmu
robotnikw wiziennych, byy tak wysokie, e sprowadzay przepisy i regulaminy
porzdkowe do roli bezuytecznej makulatury. Syszaem o obozach, w ktrych
"wychodnej die" wyznaczany by rednio co 3-4 tygodnie; w czasie mojego
ptorarocznego pobytu w Jercewie mielimy dzie wolny od pracy okoo dziesiciu
razy, z czego raz - jak
151
we wszystkich obozach sowieckich - l maja; ale nigdy nie zdarzyo mi si spotka
winia, ktry by si mg pochwali, e w jego obozie brygady zostawiano w
zonie co dziesi dni.
Ten system mia swoje ze i dobre strony. Winiowie dochodzili do kresu
wycieczenia, ale za to z tym wikszym podnieceniem czekali na dzie, ktry mia
im da krtk chwil wytchnienia. Nie docenia si, moim zdaniem, nudy ycia w
niewoli; nudy tak przejmujcej i beznadziejnej, e kade urozmaicenie nabiera
wieej treci, w miar jak wydua si okres, dzielcy od jego spenienia.
Mielimy codziennie prawo oczekiwa proklamacji o wyznaczeniu dnia witecznego;
kiedy za wreszcie nadchodzi i mija szybciej, ni mona byo przypuszcza w
okresie oczekiwania, w naszym yciu rozwieraa si na nowo pustka, ktr musiaa
przecie wypeni jaka nadzieja. Pierwsze tygodnie po dniu wolnym od pracy
naleay do najciszych, bo byy zbyt bliskie czego, co stao si ju
przeszoci, a nie mogo wchodzi jeszcze w gr jako obietnica przyszoci.
Jaki bl sprawia uwiadomienie sobie nicoci i bahoci celu naszych oczekiwa,
gdy zostaj wreszcie spenione! Lepiej jest czeka, spodziewajc si rzeczy
nieosigalnych nawet, ni mie wiedz, e si posiada niky zaledwie cie
dawnych pragnie. Widziaem par razy winiw po otrzymaniu paczek od krewnych;
kadli maleki skrawek soniny na kromce czarnego chleba i gryzc wolno chleb,
odsuwali sonin stopniowo coraz dalej, aby jej nawet nie dotkn zbami ostatni ks by spenieniem, ale prawdziw rado daway przeduane sztucznie
chwile oczekiwania. Tak byo rwnie z dniem wolnym od pracy i ze wszystkim w
obozie, na co warto byo czeka.
Ta cecha psychologii winiw musiaa by zapewne dla administracji obozowej
rdem wielu korzyci. Odsuwajc "wychodnej die", podwyszao si jego
warto, oszczdzao si na czasie i nieproduktywnych wydatkach i
152
wzmagao si wysiek winiw przy pracy w pogoni za grn granic owego
mitycznego planu wytwrczego obozu. Doradzabym wszystkim rzdzcym, ktrzy maj
niewiele do zaofiarowania swoim poddanym, aby zaczli od pozbawienia ich
wszystkiego; cokolwiek bowiem dadz im potem, stanie si bez trudu wielkodusznym
gestem. Gdyby nam oznajmiono ktrego dnia, e wracamy do biblijnego systemu
odpoczywania po szeciu dniach pracy, uznalibymy prawdopodobnie obozy sowieckie
za ostateczne ziszczenie wszystkich naszych poj o ludzkim traktowaniu
winiw. Ale nazajutrz ju zaczlibymy si buntowa przeciwko samemu
wizieniu.
Zazwyczaj w przeddzie wieczorem dowiadywalimy si na wartowni lub od
brygadierw, e czeka nas caa doba odpoczynku. Winiowie ruszali na kuchni
ywszym krokiem, pozdrawiali si po drodze, umawiali na nastpny dzie, stawali
si nagle bardziej ludzcy i serdeczni. Okoo smej zona przybieraa ju prawie
odwitny charakter. Na ciekach, przed kuchni, na maym placyku koo wartowni
byo rojno i gwarno, z niektrych barakw dochodziy pierwsze piewy i dwiki
harmonii, organkw lub gitar. Ze wszystkich przedmiotw instrumenty muzyczne
byy w obozie najbardziej poszukiwane i cenione. Rosjanie lubi muzyk w sposb
zupenie inny od Europejczykw; jest ona dla nich nie rozrywk lub przeyciem

artystycznym, ale zjawiskiem bardziej realnym ni samo ycie. Widywaem nieraz


winiw pochylonych nad instrumentami, trcajcych struny, dotykajcych
delikatnie regestrw harmonii, pijcych muzyk z organkw ukrytych w dwch
wklniciach doni - jak gdyby przejci wielkim smutkiem dotykali
najboleniejszych miejsc swojej duszy. Nigdy te sowo "dusza" nie wydawao mi
si bardziej zrozumiae i naturalne, jak kiedy syszaem nieskadne,
improwizowane naprdce kompozycje muzyczne w barakach i widziaem na pryczach
winiw zasuchanych w nie z oczami utkwionymi przed siebie, w
153
modlitewnym skupieniu. Zalegajca wok cisza zdawaa si potgowa ich
przejmujc si, podkrelajc pustk, w ktrej brzmiay jak ostre i pene alu
tony piszczaek pasterskich na opustoszaej hali. Grajcy zrasta si w jedno ze
swoim instrumentem, przyciska go mocno do piersi, gadzi rkami i zwiesiwszy w
zamyleniu gow, i wpatrywa si oczami powleczonymi szkliwem rozpaczy w martwy
przedmiot, z ktrego celne dotknicie doni wydobywao to, czego nie umia nigdy
wyrazi sowami aden martwy za ycia czowiek. "Przesta - mwili czasem
winiowie do zbyt smutnego muzykanta - to rozdziera dusz". I zaraz potem z
gitary lub harmonii zryway si znajome dwiki "czastuszek" ukraiskich czy
pieni wiziennych. Skcone gosy doczay do nich coraz mielej i peniej, a
wreszcie cay barak hucza od piewu, wysyajc w ciemno dziwne sowa o
katorniku, ktry "zala si zami" idc do pracy, o ludziach, ktrzy zebrali
si w ciemn noc, aby ,,wybra tajny komitet", o skaza-cu, ktry z nowym rokiem
pozdrawia swoich przyjaci "z wiecznych mrokw Czeka, co to zmuszaj czowieka
do paczu i do miechu".
Nastrj podniecenia trwa w zonie i w barakach do pnocy. Nigdy jednak
winiowie nie zaczynali swego prawdziwego wita od poprzedzajcego je
wieczoru. To nage oywienie byo tylko form odprajcego przygotowania do
dnia, ktry mia nastpi potem w caej wietnoci przestrzeganego cile
rytuau czynnoci, rozrywek i drobnych przyjemnoci. Powolne i uroczyste
celebrowanie dnia witecznego miao swj gboki sens; by to bowiem jedyny
dzie, ktry z wyjtkiem paru godzin porannych wizie mia prawo ukada,
rozplanowywa i spdza stosownie do swoich upodoba. Nigdy te wizie
zwolniony od pracy przez lekarza nie spdza swojego odpoczynku z tak ulg i
radoci, jak kiedy czu i widzia, e nie korzysta z przywileju indywidualnego,
ale bierze udzia w radoci wszystkich. Mimo wszystko, co
154
rzeywali, instynkt sprawiedliwoci i rwnoci tkwi wia w winiach gbiej
ni w tych, ktrzy zamknli ich za drutami w imi doktryny sprawiedliwoci i
rwnoci;
trzeba byo jednak najkrtszej choby przerwy w nieludzkiej walce o zachowanie
ycia, aby mg si on ujawni.
Winiowie rozmawiali ze sob do pnej nocy, lec lub siedzc na pryczach, a
niektrzy rozsiadali si nawet przy stole, aby nad kubkiem wrztku nada tej
rozmowie mroczysty i bardziej domowy charakter. Na kadym kro-|ku, w kadym
kcie baraku czu byo, e zblia si wito. Nigdy nie mogem zrozumie, skd
pod t tward skorup zobojtnienia i wzajemnej nienawici bierze si naraz tyle
grzecznoci. Zarwno suchajcy, jak mwicy okazywali sobie tyle yczliwoci,
e patrzc na nich, mona byo zapomnie na chwil o wizieniu. W barakach
duszno byo od oddechw ludzkich i wyzieww potu, kby pary buchajce od drzwi
roztapiay twarze ludzkie w brudnej posoce wiata, ale wszystko to razem miao
w sobie teraz tyle ywoci i radosnego podniecenia, tyle nadziei i obudzonych na
nowo uczu... Nie mona si byo oprze uczuciu gbokiego wzruszenia, gdy
wracajc do swoich barakw lub wdrapujc si na prycze, winiowie egnali si
przed snem serdecznym "spokojnej noczi".. Spokojnej noczi, spokojnej noczi szeptay przytumione z przejcia gosy - zawtra nam toe prazdnik, zawtra nam
toe wychodnej die...
Nazajutrz nad ranem pobudka zrywaa nas z prycz nieco pniej i zaraz po
niadaniu wracalimy do barakw, aby si przygotowa do rewizji. Rewizja bya
jedynym wydarzeniem zakcajcym spokj dnia witecznego. Do kadego baraku

przychodzio trzech podoficerw ze stray ochronnej; jeden stawa u wejcia, a


dwch wchodzio do wewntrz, wyganiajc nas wraz z rzeczami do ony.
155
Kady wizie rozkada kolejno u drzwi swj dobytek osobisty, otwiera kuferek
i pomaga przetrzsn siennik (Jeli go w ogle posiada); po czym zbiera
wszystko, czego dotkna ju rka podoficera, i wychodzi na nieg. W
opustoszaym baraku dwch pozostaych podoficerw opukiwao kolejno wszystkie
prycze i ciany, zagldao pod deski legowisk, szukao otworw w belkach
pionowych prycz, przewracao do gry nogami stoy, awki i puste cebrzyki.
Czekalimy na koniec rewizji na mrozie i niegu czasem po 3 do 4 godzin. Rzadko
jednak syszao si winiw narzekajcych na ten przepis - wydawa si on czym
zupenie naturalnym, podobnym nieomal do porzdkw wiosennych. Stra obozowa
szukaa w barakach gwnie ostrych narzdzi, noy, brzytew, drobnych przedmiotw
osobistego uytku, krzyykw, piercionkw, ksiek nie nalecych do biblioteki
obozowej -sowem, wszystkiego, co wizie powinien by odda do depozytu
wiziennego w czasie pierwszej rewizji po aresztowaniu. Gdy nas wpuszczano z
powrotem do baraku, zostawao ju niewiele czasu, aby uporzdkowa prycze przed
popoudniowym wrztkiem, ktry wikszoci winiw zastpowa obiad. Dopiero
teraz zaczynao si wito. Dopiero teraz reszta dnia naleaa ju wycznie do
nas i moglimy z ni zrobi wszystko, czego dusza zapragnie. Trzeba si byo
jednak spieszy. Czas pyn w zonie nieporwnanie szybciej ni przy pracy.
Jedn z najwikszych atrakcji dnia witecznego byo to, e posiada on swj
wasny, dla kadego winia inn^ ukad. Z wyjtkiem winiw, ktrym zmczenie
nie pozwalao si nawet poruszy z pryczy, wszyscy spdzali wolne popoudnie po
swojemu i rzadko odstpowali od raz ustalonego rytuau. Mona byo prawie bez
omyki powiedzie o kadej porze tego niezwykego dnia, gdzie si kto znajduje i
co robi.
Po wrztku wychodziem zazwyczaj do maego baraki w pobliu wartowni, w ktrym
mieci si sklepik obozo156
wy. Tylko w wyjtkowe dnie, raz na par miesicy, wi-niowie-stachanowcy mogli
w nim dosta po nominalnej cenie kawaek koskiej kiebasy i funt chleba, ale
sklepik otwarty by codziennie wieczorem, a w wita przez cay dzie.
Przychodzilimy do, jak gdyby bawic si w teatr bez rekwizytw. W ciemnej
komrce bowiem byo zawsze toczno, a stary kulawiec Koma sta za lad
uprzejmie umiechnity i podwrcony do pustych pek, na ktrych dla dekoracji
ustawia rwno obok siebie ca kolekcj skrzynek, puszek i prnych butelek.
Stojc tak w zaduchu i dymie machorki, rozmawialimy jak w niedziel po kociele
w prowincjonalnym szynku o pogodzie, o pracy, o wiadomociach z innych
agpunktw, o ulubionych potrawach i cenach alkoholu: zadawalimy Komie pytania
na temat pustych skrzynek, a on odpowiada z powag, zwracajc si coraz to do
kogo innego, kuszty-kajc ywo wzdu lady, pozdrawiajc wchodzcych i egnajc
odchodzcych. Zna nas wszystkich z "imia i ot-czestwa" i do jego obowizkw
naleao zamieni z kadym z winiw par uprzejmych sw. Bya to wic czysta
umowa, rzadko amana nagym wybuchem miechu, i wiadczca o tym, jak silna jest
potrzeba teatru nawet u ludzi, ktrzy w swym ubogim yciu niewiele mog znale
tematw nadajcych si do naladowania w sztuce. Ta konwencja miaa w sobie co
z podwiadomego masochizmu, ale jednoczenie z niezrozumiaych powodw dziaaa
pokrzepiajco i odwieajco. Po dwch godzinach rozmowy, przekomarzania si z
kulawym Kom, krzykliwych pozdrowie, pyta i odpowiedzi zatracalimy sami
poczucie rzeczywistoci i niewiele brakowao, abymy si zaczli trca pustymi
szklankami i wychodzi chwiejnym krokiem do ony. U szczytu podniecenia rozmowy
nabieray bowiem ostroci i zaczepnych akcentw, tak typowych dla pijackich
burd. Wychodziem ze sklepiku pnym popoudniem. Ten teatr nie mia nic
wsplne157
go z fikcj - wprost przeciwnie, zastpowa w kadym najdrobniejszym szczegle
ycie.

W zonie szarzao. Przed barakami stay mae grupki winiw, rozmawiajc


ciszonymi gosami. Modsi ruszali w kierunku baraku kobiecego i wywoywali
znajome dziewczta. Na ciekach mijay si pary, rozlegay si miechy,
winiowie przystawali na chwil, aby zamieni par sw, i zapraszali si
wzajemnie do swoich barakw. Niebo powlekao si przed wieczorem
nieprzezroczyst bon, a od strony lasu sza pustym polem lekka zadymka, niecc
po drodze kby niegu, ktre ukaday si fadami jak wydmy piaszczyste. Daleko
na horyzoncie zapalay si pierwsze wiata w wolnych domach. Nieraz
przystawalimy na wartowni, patrzc na nie bez sowa, przejci wzruszeniem i
zamyleni o wiecie, ktry y wasnym yciem, przestrzega niezmiennych praw
dnia, wieczoru i nocy i zdawa si nie wiedzie, e w odlegoci paru kilometrw
podpatruje go kilkadziesit lub kilkaset zachannych spojrze. Co myleli o nas
ludzie, zapalajcy teraz wiata w dalekich oknach? Czy nienawidzili nas, tak
jak ich tego uczono, czy moe wspczuli nam po cichu, patrzc przez otwory w
oblodzonych szybach na dymy unoszce si w gr z tego maego skrawka ziemi, na
ktrym dwa tysice skazacw prbowao wykrzesa cho troch radoci ze swego
cierpienia? Czy uwierzyliby, e jeszcze yjemy, przyjrzawszy si z bliska naszym
martwym twarzom, dotknwszy naszych wyschnitych i owrzodzonych cia, wejrzawszy
w nasze stwardniae na kamie serca? My sami bliscy bylimy zwtpienia,
spogldajc sobie nawzajem w oczy, a c dopiero oni - mimowolni obrocy naszego
ponienia i naszej ndzy?
Zachodziem kolejno do barakw, w ktrych miaem znajomych winiw. O tej porze
prawie wszyscy pisali listy do domu lub odczytywali stare listy z domu. Przy
stoach, na pryczach - podoywszy sobie drewniane kuferki pod papier siedziay przygarbione postacie, zatopio158
r
ne w rozmylaniach, o twarzach zaczerwienionych od wy-I siku i zastygych w
wyrazie tsknoty. W ktach barakw i zbieray si mae grupki winiw,
obradujce z oywie-1 niem, co naley i wolno napisa w licie wysyanym na
[wolno, co za trzeba za wszelk cen ukry przed cen-i zur obozow i
adresatem. Pimienni przechodzili wolno wzdu prycz, ofiarowujc gono za
kawaek chleba swoje usugi niepimiennym. Winiowie, nie majcy szans !
otrzymania listu z domu i nie posiadajcy w zasigu ; funkcjonowania poczty
sowieckiej nikogo z bliskich, [ przysiadali si na tych pryczach, gdzie czytano
listy na : gos. Bralimy wszyscy udzia w troskach i zmartwieniach naszych
towarzyszy, a baraki zamieniay si na krtko w wielkie rodziny. I nie musz
chyba dodawa, jak lubiem te chwile, gdy pozbawiony kontaktu z najbliszymi
poznawaem kopoty rodzinne wszystkich zaprzyjanionych winiw.
Listy do domu byy przewanie jednobrzmice i uoone tak, aby stanowiy
umiejtny kompromis pomidzy ograniczeniami, jakie stawia winiom w
korespondencji obz, a potrzebami, jakie odczuwali sami winiowie. "Jestem
zdrw, pracuj i myl o was, czego i wam ycz" - oto bya formuka, czynica
zado obozowi. "Kady dzie pynie powoli i licz chwile, kiedy was znowu
zobacz" - pisali winiowie, usiujcy w jednym krtkim zdaniu da przyblione
pojcie o swojej mce. "Byem w szpitalu, ale czuj si ju dobrze".
"Przylijcie troch cebuli, bo tu na Pnocy jej mao". "Nigdy przecie nie
pracowaem w lesie, wic musz si wszystkiego uczy od nowa". Takie zdania,
pozornie komunikatywne i obojtne, miay by dla ludzi umiejcych czyta na
wolnoci rdem wszystkich informacji o yciu w obozie.
W baraku "lesorubw" miaem znajomego Kozaka znad Donu, Pamfiowa, ktry zwyk
czytywa mi w wita listy od syna. Powstaa z nich barwna historia - tym
159
ciekawsza, e w poowie roku 1941 znalaza w obozie swj nieoczekiwany epilog.
Stary Kozak mia syna w Czerwonej Armii, modego lejtnanta wojsk pancernych,
ktrego fotografia staa w baraku w posrebrzanych ramkach obok pryczy ojca. O
losach samego Pamfiowa wiedziaem tylko tyle, e w roku 1934 kolektywizacja
pozbawia go duego gospodarstwa nad Donem i wymiota go na tak zwane wolne
przesiedlenie na Syberi, gdzie pracowa jako instruktor rolny do roku 1937, do

dnia aresztowania. Na Syberii umara mu zona, a jedynego syna zabrano w wieku


lat 18 do wojska. By to prawdziwy "kuak" z gatunku tych, jakich mao ju dzi
spotyka si w Rosji: uparty, hardy, skpy, nieufny i pracowity, nienawidzcy z
caego serca kochozw, peen pogardy i nienawici do urzdze sowieckich,
przywizany nieludzko do wspomnie o posiadanej niegdy ziemi. Mimo to pracowa
w brygadzie jak mao ktry wizie, z takim oddaniem i zawzitoci, jak gdyby
karczowa wasny las. W obozie stawiano go czsto za wzr, zapominajc, e
tajemnica jego pracowitoci tkwia w dwch rzadkich cechach: mia
nieprawdopodobnie silny organizm - skate, ylaste ciao obcignite skr, od
ktrej odbija si puszczony z gry n, zdawao si by wyciosane z
najtwardszego dbu - i chcia jeszcze przed mierci zobaczy syna. Pamfiow
kocha modego Sasz mioci zupenie zwierzc. Czsto po pracy kad si na
pryczy, wpatrywa si godzinami w stojc obok fotografi, dotykajc jej
przekrzywionymi ze staroci palcami, i wkada w swj wzrok tyle zapamitania i
tsknoty, e trcony znienacka budzi si jak z gbokiego snu. Tumic
przyrodzon nieufno, Pamfiow wierzy gboko, e uczciw prac zasuy sobie
w kocu na "swidanije" z synem.
Tego przywizania nie osabia nawet fakt, e nie spotykao si ono z pen
wzajemnoci. Listy Saszy - ktre znalimy prawie na pami, bo stary Pamfiow
odczyty160
wa je nam po kilkanacie razy - byy krtkie, powcigliwe i bystrym suchaczom
mogy przywodzi na myl fragmenty z "politgramoty". Sasza cieszy si, e
ojciec jest zdrw i pracuje, donosi o postpach w karierze wojskowej, wtrca
par uwag na temat szczliwego ycia w Zwizku Sowieckim i poleca ojca
sprawiedliwoci wyrokw "naszej socjalistycznej ojczyzny". Stary Pamfi-ow
czyta wolno pierwszy i drugi ustp, przebiega z nut irytacji w gosie przez
trzeci i dugo delektowa si ostatnim, rozgryzajc uwanie kade sowo.
"Widzicie - tumaczy nam z zapaem i lekkim zakopotaniem - to z musu, a to z
serca. Dobre sobie - sprawiedliwoci wyro-rw sowieckich! Bogu, Bogu mnie poleca
Saszeka, sy-nok jedyny". A potem: "Nie zmieni chopcu duszy, choby tam diabe
by przy robocie. Ja go wychowaem, Kozak doski Pamfiow, gospodarz na wasnej
ziemi". Mwio si te o nim w obozie "ten stary choziain Pamfiow", a modego
Sasz znao z listw i opowiada co najmniej kilkudziesiciu winiw. Ale nie
wszyscy byli tak pewni jak ojciec, e "chopcu nie zmieni duszy". Do innych
winiw przychodziy bowiem listy, w ktrych ani sowa nie byo o ,,
socjalistycznej ojczynie". I Pamfiow musia czu sam, e sprawa nie jest taka
prosta, skoro szuka po kadym licie potwierdzenia w naszych oczach. "No
pewnie, Pamfiow - mwilimy na przekr ukrytym obawom - nie zmieni, nie
zmieni. Dobre ziarno nie wyda nigdy zego plonu".
Listy Saszy miay jednak to do siebie, e byy bardzo stare: pochodziy gwnie
z roku 1939. Ostatni, datowany w listopadzie 1939 i pisany jak gdyby w
popiechu, otrzyma Pamfiow w marcu 1940 roku, a wic na dugo jeszcze przed
moim przybyciem do obozu. Potem powstaa duga przerwa, ale Pamfiow wypenia
j nieustannym odczytywaniem dawnych listw. Kiedy go poznaem, znalaz we mnie
wdzicznego suchacza, ktry zacz czyta od poowy drukowan w dzienniku
powie i z tym wik6-Inny wiat
161
sz uwag sucha teraz poprzednich odcinkw. Nasza zayo zacza si od tego
wanie: dziki mnie bowiem listy stare staway si znowu raz jeszcze wiee.
Czytajc cigle poplamione i zszargane listki papieru, Pamfiow zatraci troch
poczucie czasu i raz, zajrzawszy mu przez rami, zapaem go na tym, e faszuje
daty. Ale ta maska nie bya w stanie ukry niepokoju, jaki wzbiera w nim, gdy
sobie uprzytamnia na krtko, e mija miesic za miesicem, a nazwisko Pamfiow
nie pojawia si cigle na wykazie przylepianym co par dni obok skrzynki
pocztowej. Winiowie mog otrzymywa listy bez ogranicze, wysya za jeden na
miesic; Pamfiow nie omija adnej okazji, aby si upomnie o znak ycia od
syna -jedyn rzecz, ktra nadawaa sens jego wasnemu yciu. My jednak - ktrych
pociesza i przed ktrymi usprawiedliwia Sasz, jak gdyby wchodziy tu w gr

nie tylko jego uczucia ojcowskie, ale i honor - nie bylimy olepieni jego
wasn lepot. Przygldalimy si w milczeniu zmczonej twarzy Pamfiowa, jego
oczom wysuszonym i zaczerwienionym, jak gdyby d w nie nieustannie wiatr
pustynny, i jego drcym rkom, ktre zanurzay si w wiszcym na piersi
woreczku z listami jak rce obkanego skpca, nie odrniajcego ju
prawdziwych klejnotw od faszywych. I wiedzielimy, e odpychajc od siebie
rozpaczliwym gestem przeczucia, odpycha prawd.
W marcu 1941 roku Pamfiow otrzyma wreszcie list od syna. Widniaa na nim le
przez cenzur zatarta data "luty 1940", szed wic blisko rok. Sasza donosi, e
nie bdzie teraz pisywa przez duszy czas, bo nie pozwol mu na to pilne
zajcia. Ale stereotypowy ustp listu o potnym Zwizku Sowieckim i ,,naszej
socjalistycznej ojczynie" mia teraz wicej ni zazwyczaj ognia i koczy si
zdaniem, w ktrym syn usprawiedliwia i pochwala nawet aresztowanie ojca jako
"przejaw historycznej koniecznoci". Pamfiow przymkn oczy i opuci na kolana
rce, trzymajc jeszcze kurczowo kartk papieru. Nikt z nas
162
nie powiedzia ani sowa. C tu bowiem byo do powiedzenia? Pamfiow, ktry
rozumia tylko, co to jest ziemia i mio ojcowska, nie zrozumiaby nigdy tak
trudnego pojcia jak "konieczno historyczna". Spod jego przymknitych powiek
potoczyo si par ez. Potem run piersi na prycz i wyszepta cicho:
"Straciem syna, umar mi syn".
Nazajutrz Pamfiow nie wyszed do pracy i z miejsca odesany zosta do
izolatora. Przeby w nim trzy doby o kromce chleba i wodzie; to go ugio, bo
zacz znowu wychodzi do lasu, ale nie pracowa ju tak jak dawniej. Wraca z
lasu milczcy, obolay, nie odzywa si do nikogo sowem, a jego ssiedzi z
pryczy opowiadali, e ktrej nocy siedzia do pna przy piecu, a wreszcie
podnisszy si z awki zdj z szyi woreczek i rzuci go w ogie.
W kwietniu przeszed przez Jercewo jedyny transport oficerw i onierzy
sowieckich z "finskogo plena", ktrzy dostali wyroki dziesicioletnie za
poddanie si Finom. Nie byo mnie tego dnia w zonie, ale kiedy nad ranem
wrcilimy z bazy, Dimka opowiedzia nam z przejciem, e by wrd nich Sasza
Pamfiow. Przyjechawszy do obozu rano, dowiedzia si, w ktrym baraku mieszka
stary Pamfiow, i pooy si na jego pryczy. Musia ju wiedzie o wraeniu,
jakie zrobi na ojcu ostatni jego list, bo kiedy stary Kozak wrci z lasu,
Sasza zeskoczy z pryczy i zacz si bojaliwie cofa w kierunku ciany.
Pamfiow zblad, zachwia si, wypuci z rk pusty kocioek i szed za nim z
nieprzytomnym byskiem w oczach. "Pamfiow - krzyknli z prycz winiowie przypomnij mu, co to ojcowska rka!" Ale Pamfiow przysiad nagle na awce,
opuci gow, jak gdyby zasab, i w zupenej ciszy baraku wyszepta: "Synok,
doro-goj mj synok..."
Przeleeli obok siebie ca noc na pryczy, rozmawiajc cicho, a nastpnego dnia
Sasza poszed etapem do Nian-domy. Potem widywalimy znowu codziennie starego
163
Pamfiowa, pracowitego i cierpliwego, jak gdyby wdziczny by obozowi za to, e
pojedna go z synem.
Pod wieczr, gdy zblia si czas gwnego posiku, rozchodzilimy si do
barakw i rzadko ju wychodzilimy z nich na powrt do znajomych. Ostatnie
godziny dnia witecznego upyway nam na opowiadaniach i rozmowach we wasnych
barakach. Leelimy na pryczach bliej siebie ni zazwyczaj, zasuchani w czyj
opowie lub rozmawiajc szeptem, w atmosferze intymnoci, jak wytwarza
niewola, gdy codzienna walka o byt nie wznosi pomidzy winiami przegrody
nieufnoci i instynktownej wrogoci.
O tej porze byo w naszym baraku przyjemnie i prawie domowo. Pod glinianym
okapem, na ktrym suszyy si onuce i walonki, pali si trzaskajcy ogie,
rzucajc chwiejne odblaski pomienia na chropowate twarze winiw. Przy stoach
grano w warcaby lub w koci, a z ktw i z dolnych prycz dochodziy przytumione
setkami gosw dwiki gitar i harmonii. Nawet gd zdawa si nie atakowa w
tym dniu ofiar. Na wszystkich twarzach malowaa si ulga, jak gdyby nagle wiry
zamieci uniosy si kbami niegu w gr i zderzywszy si gwatownie nad

dachami barakw, pozostawiy w dole martwe pole jeli nie ostatecznego spokoju,
to przynajmniej krtkiego wytchnienia.
Przez par z rzdu dni witecznych co najmniej poowa naszego baraku
przysuchiwaa si uwanie i bez najmniejszych oznak znudzenia opowiadaniu Fina
z 42. brygady, Rusto Karinena, o jego nieudanej prbie ucieczki z obozu zim
1940 roku. Karinen przyjecha nielegalnie do Rosji w roku 1933. Jako
wykwalifikowany majster metalowiec dosta natychmiast dobrze patn prac w
Leningradzie, gdzie przeby na wolnoci - nauczywszy si nie
164
najgorzej rosyjskiego - do czystki po zabjstwie Kirowa. Oskarono go o to, e
przywiz z Finlandii tajne instrukcje dla zamachowcw. Trudno o bardziej
nieprawdopodobny zarzut, skoro dochodzenia w sprawie zabjstwa Kirowa - mimo e
pocigny za sob fal aresztowa i do dzi jeszcze uwaane s przez niektrych
badaczy zagadnie sowieckich za waciwe rdo Wielkiej Czystki z lat 1936-37 nie doprowadziy nigdy do jawnego procesu i istniej powane przypuszczenia, e
student leningradzki Nikoajew zastrzeli Kirowa z pobudek czysto osobistych.
Karinen jednak, inteligentny robotnik o sporym oczytaniu i wielkim dowiadczeniu
yciowym, zorientowa si po pierwszych paru miesicach nieprzerwanych bada
nocnych, e technika ledztwa sowieckiego polega nie tyle na ustaleniu prawdy,
ile na kompromisowej ugodzie w wyborze moliwie dogodnego dla oskaronego
kamstwa. Zgodzi si wic wystpowa jako wysannik zagranicznej organizacji
terrorystycznej pod warunkiem, e nie zadaj od niego dokadnych danych na
temat mocodawcw w Helsinkach i kontaktw w Leningradzie. Jego zeznanie
potwierdzio wic akt oskarenia, nie podajc adnych szczegw - Karinen
owiadczy bowiem, e nie wykona powierzonego mu zadania. Mimo inteligentnego
na og rozumowania, komunista fiski przeliczy si jednak w tym wanie
drobnym fakcie. Co dla niego byo kompromisow fikcj, uchylajc zbdne
cierpienia w sytuacji, w ktrej nie mona byo marzy o zwolnieniu, stao si po
paru dniach dla sdziego ledczego wydartym z trudem strzpem prawdy i punktem
wyjcia do dalszych bada. Tym razem Karinen nie zgodzi si pj ani o p
kroku dalej, co wicej - zacz si wycofywa z poprzednich zezna. W styczniu
1936 spdzi trzy tygodnie w celi mierci, a w lutym zupenie nieoczekiwanie
odczytano mu zaoczny wyrok skazujcy na dziesi lat. Z obozw w Kotasie
Karinen przyszed etapem do Jercewa w poowie roku 1939.
165
O jego prbie ucieczki z obozu w czasie wojny rosyj-sko-fiskiej mwio si
wrd winiw jak o czym legendarnym. Kady wizie "planuje" w okresach
lepszego nieco samopoczucia ucieczk z obozu i stara si wcign w ni
najbliszych wsptowarzyszy. Wicej jednak w tych "planach" jest naiwnego
samooszukiwania si lub szukania iluzorycznej nadziei ycia ni rzeczywistych
szans i przygotowa. Zwaszcza wrd nas, winiw polskich, projekty ucieczek
cieszyy si wyjtkow popularnoci. Oprcz samego ycia w obozie mczya nas
rwnie przymusowa bezczynno, myl o tym, e gdzie daleko, na egzotycznych
dla uszu polskich frontach, toczy si dalej wojna. Bardzo czsto zbieralimy si
w jednym z barakw w zaufanym gronie dla omwienia szczegw ucieczki,
znosilimy znalezione przy pracy kawaki metalu, stare pudeka i odamki szka,
z ktrych mona byo rzekomo sporzdzi prowizoryczny kompas, dzielilimy si
zasyszanymi wiadomociami o okolicy, o odlegociach, o warunkach klimatycznych
i waciwociach geograficznych Pnocy - i nikogo z nas nie zniechcia nigdy
wiadomo, e jak dzieci rozgrywamy bitwy oowianymi onierzami. A raczej
czulimy wszyscy mieszno naszych poczyna, ale nie mielimy odwagi gono si
do niej przyzna. W krlestwie fikcji, do ktrego przywiozy nas z zachodu setki
pocigw towarowych, kade uczepienie si wasnej fikcji miao w sobie co
pokrzepiajcego. Ostatecznie jeli przynaleno do nie istniejcej organizacji
terrorystycznej moe by zbrodni karan dziesicioletnim wizieniem, to czemu
spiowany gwd miaby nie by ig kompasu, kawaek deski nart, a skrawek
papieru pokryty kreskami i kropkami map? Pamitam nawet podoficera zawodowego
kawalerii z Biaegostoku, ktry w okresie szalejcego w obozie godu znalaz w
sobie do woli, aby odcina codziennie z racji chleba cienk kromk i

wysuszywszy j nad piecem, chowa do woreczka ukrytego w nie znanym nikomu


miejscu w baraku.
166
Gdymy si po latach spotkali w wojsku na pustyni irackiej, wspominajc przy
butelce w namiocie wizienne czasy, zaartowaem przyjanie z jego ,,planu"
ucieczki. "Nie miej si - odpowiedzia powanie - przeyem obz dziki nadziei
ucieczki, przeyem trupiarni dziki zaoszczdzonemu chlebowi. Czowiek nie
moe y, nie wiedzc, po co yje".
Opowie naszego fiskiego towarzysza nie bya zbyt pouczajca, jeli chodzi o
szczegy techniczne, ale suchalimy jej zawsze z zapartym tchem, jak gdyby
czerpic z jego desperackiego kroku siy do dalszego przetrwania. W kcie
baraku, w ktrym opowiada siadszy ze zwieszonymi nogami na grnej pryczy,
panowaa zupena cisza, przerywana tylko niecierpliwymi pytaniami i okrzykami
wyprzedzajcymi bieg wypadkw. Znalimy bowiem t opowie na pami, a mimo to
suchalimy jej cigle z nie sabncym zainteresowaniem. Karinen mwi wolno,
pynn ruszczyzn z ledwie zauwaalnym nalotem cudzoziemskim, gestykulujc ywo
i przerywajc co par minut dla pocignicia yku chwoi. Jego mae zapuchnite
oczy zdaway si wypatrywa jeszcze teraz kierunku w samotnej wdrwce przez
zasypan niegiem puszcz archan-gielsk.
Postanowi uciec, kiedy wojna rosyjsko-fiska zamienia si z krtkiej wyprawy
zbrojnej w przewlek wojn pozycyjn. Nie umia dokadnie powiedzie, co nim
powodowao, czy jaki szcztkowy odruch patriotyczny, czy nadzieja, e dziaania
wojenne naruszyy rwnie od strony rosyjskiej strzeon pilnie granic. Zna
przecie miejscowoci nadgraniczne z okresu, kiedy przeprawia si do swojej
przybranej ojczyzny - byleby wic zdoa tylko przemkn si w dzie lasami,
nocujc w pobliu napotkanych po drodze wsi, przez kilkaset kilometrw pomidzy
Jeziorem Biaym a poudniowym brzegiem jeziora Onega, tak aby dotrze do
pnocnego skraju jeziora a-doga, ktry w prostej nieomal linii prowadzi do
granicy
167
fiskiej. W brygadzie lenej, w ktrej wwczas pracowa, o jego zamiarze
wiedziao jedynie czterech winiw z wydzielonego zespou pracy. Ruszy w drog
w czasie przerwy obiadowej, nie zauwaony przez nikogo z wyjtkiem najbliszych
towarzyszy. Jeli konwojent dostrzee jego nieobecno dopiero wieczorem przy
odliczaniu brygady odmaszerowujcej do ony, zyska okoo piciu godzin, w czasie
ktrych odbije si od miejsca pracy o co najmniej pi kilometrw, a od obozu o
jedenacie kilometrw. Ubra si tego dnia ciepo - pod watowane ubranie
wizienne woy ca posiadan bielizn i ubranie z wolnoci, w ktrym
zamierza pokazywa si w napotkanych po drodze wsiach. W woreczku mia
kilkadziesit sucharw czarnego chleba, kawa soniny ofiarowany mu przez
wspwinia, butelk tuszczu rolinnego kupion za par butw od wolnego
urzdnika i kilka cebul;
w kieszeni okoo dwustu rubli, ktrych pochodzenia nie chcia nam nigdy wyjawi,
i trzy pudeka zapaek. Za kompas suyo mu gbokie przewiadczenie, e
"wystarczy i cigle w kierunku zachodnim - rano plecami, a pod wieczr twarz
do soca".
Pierwsze par godzin szed szybko, nie zatrzymujc si nawet dla ugaszenia
pragnienia; w marszu zgarnia tylko z pni nieg i wily nim zaschnite usta.
Pod wieczr usysza daleki, przytumiony odgos paru wystrzaw. Domyli si,
e to konwojent strzela na alarm, ale wydao mu si mao prawdopodobne, aby
usyszano go w obozie. Mia wic przed sob ca noc, pocig bowiem nie mg
wyruszy przed witem. Z nastaniem ciemnoci straci jednak poczucie kierunku.
Upatrzy sobie wic miejsce w duym wilczym dole, wykopa w niegu jam
wielkoci czowieka, nakry j od gry gsto gaziami i skulony przesiedzia
tak ca noc. Na samym dnie swojej jamy, midzy rozkraczonymi nogami, roznieci
malekie ognisko i podtrzymywa jego ar, to dmc w nie z caej siy puc, to
osaniajc je od gry zzibnitymi rkami. Nie
168

spa, ale nie mia te poczucia jawy. Zima bya w tym roku ostra i mrona;
wciga powietrze do puc kujcymi haustami, a gruba warstwa niegu po bokach,
dach z gazi, tlcy si leniwie pomyk ogniska, podwjne ubranie i wasny
oddech daway mu konieczne do wytrzymania minimum ciepa. I chocia by na
wolnoci po raz pierwszy od piciu lat, nie odczuwa jej smaku - zaczajony,
napity, wsuchany uwanie w tajemniczy powiew lasu. Zdawao mu si, e ni, gdy
ostronym ruchem odrywa przy-, marznito do niegu plecy, i zapadajc w krtkie
gorcz-ikowe drzemki, budzi si na odgos wasnego krzyku, jak gdyby przewraca
si z boku na bok na twardym wyrku pryczy. Kilkakrotnie unis si lekko ze
swego miejsca, eby rozprostowa koci i zaci si zzibnitymi rkami. W
pewnej chwili - blisko ju chyba witu - wydao mu si nagle, e syszy ujadanie
psw i jakie gosy. Spi cae ! ciao do skoku, ale wszystko ucicho. Dokoa
bya noc - nieprzenikniona, gsta, lodowata i wroga - noc bez granic i ratunku.
Z gazi drzew spaday paty niegu, uderzajc o ziemi jak ttent pocigu.
Poczu si przeraliwie samotny i przez chwil pomyla o powrocie.
O wicie wypezn ze swojej kryjwki, przemy twarz niegiem, wyczeka, a
niebo przejani si na tyle, aby mona byo odczyta wschd soca, i ruszy w
przeciwnym kierunku. Wlk si wolno, bolay go koci, ciao rozgrzewao si
opornie, czu na przemian gorczk i gd. Dopiero okoo poudnia wyj z
woreczka jednego suchara, pola go tuszczem rolinnym i odci kozikiem kawaek
soniny - to bya racja dzienna, ktr wyznaczy by sobie przed ucieczk,
obliczajc cay zapas na trzydzieci dni. Dzie by pikny, soce, cho biaoro-we od mrozu, zdawao si budzi przyrod do ycia. Szed teraz raniej,
oddychajc pen piersi, wpatrzony w zielonkawy zarys gazi pod grub warstw
niegu. Mija polany, na ktrych olbrzymie jody archangielskie, wydarte z
grzzawiska wichrem pnocnym, sterczay ku nie7-Inny wiat
169
bu rozczapierzonymi piszczelami korzeni oblebionymi zamarznitym botem, jak
gdyby z najgbszych wntrznoci ziemi wycigay martwe rce, przeraliwie
ogoocone z gnijcego ciaa. Dugim kijem nakuwa przed sob drog, aby unikn
wykrotw i zapadni. Co godzin przystawa, nasuchujc uwanie, ale pocig nie
nadchodzi. Wygldao na to, e psy gocze zmyliy trop; przy lekkim chodzie
walonki nie pozostawiay w sypkim i suchym niegu adnego ladu.
Tego wieczoru wstpia w jego serce nadzieja i wykopawszy znowu kryjwk w
zasypanym niegiem dole, rozpali w niej wikszy ni przedtem ogie. Po raz
pierwszy te, koo pnocy, zapad w nerwowy sen i obudzi si dopiero o wicie.
Jego plan przewidywa zblienie si do osiedla ludzkiego po tygodniu marszu, w
odlegoci co najmniej stu kilometrw od obozu. Czwartego wieczoru, gdy kopa
jak zwykle swoj kryjwk i zarzuca j nacitymi gaziami, zauway nagle na
horyzoncie un, a potem byskawiczny sztych reflektoru, ktry przebi zason
nieba i cofn si natychmiast z powrotem. Zdrtwia z przeraenia: znaczyo to,
e gdzie w pobliu jest obz. Tej nocy nie rozpali w ogle ogniska i omal nie
zamarz na mier, siedzc w niegu w buszacie nacignitym na gow, z domi
wtulonymi w rkawy i nogami opartymi na podoonej gazi. Rano podnis si
ostatnim wysikiem woli ze swego nienego fotelu, ledwie rozprostowa koci i
zacz wolno rozciera niegiem odmroone czci ciaa. Ruszy w drog nieco
pniej, pocieszajc si, e mija jeden z ostatnich "agpunktw" - moe
Niandom? - w odlegoci kilkudziesiciu kilometrw od Jercewa. Nie mg si
jednak obroni przed uczuciem niepokoju i nie zwaajc na swoje przykazanie
soneczne, wzi kierunek w bok od miejsca, z ktrego zobaczy poprzedniego
wieczoru wiato reflektora, na pnocny zachd. Szed coraz wolniej, potykajc
si i upadajc, z trudem przekn swoj zwyk racj dzienn, przykada do
rozpalo170
nego czoa okady ze niegu. By bliski zaamania si i cho tego dokadnie nie
pamita, wydawao mu si, e z oczu pyn mu zy, mimo e nie paka. Wokoo
panowa-ia cisza, kady krok pcznia i rozbrzmiewa nie koczcym si echem.
Przelk si nagle tak bardzo swojej samotnoci, e zacz mwi sam do siebie

po raz pierwszy od szeciu lat po fisku. Rycho zabrako mu do tego [monologu


tematu i sw, powtarza wic tylko sowa jeszcze bardziej zamierzche i jeszcze
duej nie uywane - sowa zapamitanej z dziecistwa modlitwy.
Upewniwszy si, e wieczorem nie wida na horyzoncie adnej uny, rozpali znowu
wiksze ognisko i przespa ca noc, budzc si, gdy pomie przygasa. Wsta z
uczuciem dziwnego rozdwojenia: by i nie by sob, pamita, e uciek, i
wydawao mu si, e idzie do pracy, czu gorczk i zupen drtwot caego
ciaa, wiedzia, co ma robi, i szed jednoczenie przed siebie jak czowiek
pogrony w nie lunatycznym. Jedno jest pewne: zapomnia tego dnia zupenie o
kierunku, szed po prostu przed siebie. Po poudniu usiad pod drzewem i zapad
natychmiast w sen. Obudzi si w nocy, przejty bezgranicznym lkiem; krzykn
gono - wydawao mu si, e syszy odpowied. Zerwa si ze swego miejsca i
zacz biec, ale po paru krokach potkn si, upad twarz w nieg i przelea
tak chwil. Potem podnis si wolno i prbowa uporzdkowa myli - tylko jedna
wracaa natrtnie: e musi za wszelk cen rozpali ogie. Bya to szsta noc
jego ucieczki. Przy ognisku odtaja troch i powzi postanowienie, e skoro
wit musi poszuka jakiego osiedla ludzkiego, aby odpocz i przelee chorob.
Nazajutrz rano zjad suchara i kawaek soniny i ruszy znowu w drog, nie
zwaajc zupenie na kierunek. Pnym popoudniem zobaczy daleko za lasem par
piropuszy dymu. Szed coraz szybciej, coraz niecierpliwiej, ale dopiero pod
wieczr na skraju polany zapalio si kilka wiateek. Nie zdejmujc ubrania
wiziennego, wszed
171
do pierwszej z brzegu chaty. I tutaj, na awce koo pieca, straci na dobre
przytomno.
Wie, do ktrej po siedmiodniowym bdzeniu doszed Karinen, leaa w odlegoci
okoo pitnastu kilometrw od obozu jercewskiego. Chopi odwieli go do Jercewa,
a stamtd stranicy zabrali go do izolatora, gdzie nieprzytomnego skatowano tak,
e przez trzy miesice walczy ze mierci, a potem jeszcze dwa miesice lea w
szpitalu. Mwiono, e Samsonow nie wysa w ogle pocigu, wiedzc, e Karinen
albo padnie w lesie, albo przyjdzie z powrotem do obozu. I istotnie przyszed.
"Od obozu nie mona uciec, przyjaciele - koczy zawsze sw opowie Karinen nie dla nas wolno. My przykuci do obozu na cae ycie, chocia nie nosimy
acuchw. Moemy prbowa, bdzi, ale w kocu wracamy. Taki los. Przeklty
los". Nie bieduj, Rusto Piotrowicz - pocieszali go przejtymi gosami winiowie
- opacio si. Zawsze to tydzie wolnoci i pi miesicy szpitala". ,,To
prawda -odpowiada ze smutkiem - ale uciec nie mona. Tu nasze ycie, bratcy, tu
nasza gibiel. Nawet sama wolno nam przeciwna, wic jake ucieka?"
- Chodmy spa - mwili winiowie, patrzc na siebie znieruchomiaym wzrokiem koczy si wychodnej die. Zawtra opat' na rabotu.
I po chwili na pryczach szy szeptem z ust do ust, jak podawane coraz dalej
haso wizienne, te przejmujce sowa, ktrych grozy nie zrozumie nikt, kto nie
by w obozie sowieckim: ZAWTRA OPIAT NA RABOTU.

Cz druga
Gd

Z moich obserwacji obozowych wynika, e kobiety znacznie gorzej znosz gd


fizyczny i seksualny ni mczyni. Proste prawo ycia obozowego gosio tedy,
e amic opierajc si kobiet godem fizycznym, zaspokaja si jej obie
potrzeby naraz. Mwi o tym bez cienia cynizmu. Jeeli wspominanie tego
wszystkiego, co dziao si w Europie w czasie ostatniej wojny, ma mie w ogle
jaki sens, to trzeba, abymy zapomnieli na chwil o zasadach zwykej
moralnoci, jak yli nasi dziadowie i ojcowie w drugiej poowie dziewitnastego
wieku i w pierwszych dziesitkach lat stulecia, ktre zdawao si

urzeczywistnia na naszych oczach pozytywistyczny mit postpu. Ortodoksyjni


marksici twierdz, e nie istnieje w ogle moralno absolutna, gdy wszystko,
co dzieje si z czowiekiem, uwarunkowane jest jego pooeniem materialnym.
Znaczyoby to, e kada epoka, kady kraj i kada klasa spoeczna tworz swoj
wasn moralno lub e wszystkie te trzy czynniki razem tworz co, co nazywamy
niepisanym kodeksem postpowania ludzkiego w danym miejscu na ziemi.
Dowiadczenia niemieckie i sowieckie potwierdzaj do pewnego stopnia to
przypuszczenie. Okazao si mianowicie, e dolna granica instynktownej
wytrzymaoci i przebiegoci ciaa ludzkiego, poza ktr zwyklimy dotd liczy
na moc charakteru lub wiadome dziaanie wartoci duchowych, nie istnieje w
ogle; sowem - e nie ma takiej rzeczy, ktrej by czowiek nie zrobi z godu i
blu. Ta "nowa moralno" nie jest ju kodeksem uczciwego postpowania
ludzkiego, ale
175
kodeksem umiejtnego postpowania z ludmi, i najezona dzi wyostrzonymi kami,
tradycj sw siga jeszcze do zbkujcej dziecinnie Inkwizycji hiszpaskiej. Nie
prze-oczajmy zbyt pospiesznie tego faktu. Wsplne w obu tych nurtach jest
przewiadczenie, e czowiek pozostawiony sam sobie - bez wiary w objawiony
system wartoci duchowych lub narzucony system wartoci materialnych -jest
bezksztatn kup gnoju. Rewolucja genetyczna y-senki odwrcia pokrewne w
gruncie rzeczy tendencje w Kociele katolickim. Tam czowiek ginie w odmtach
grzechu i potpienia, jeli nie spynie na wiato aski nadprzyrodzonej, tu
moe by taki, jakim go uczyni zmienione sztucznie warunki przyrodzone; i tu, i
tam jednak jest bezwolnym przedmiotem w czyich rkach, a od wstpnego
sformuowania celu ycia ludzkiego na ziemi zaley jedynie, czy na kupie gnoju
wyronie dany okaz hodowli biologicznej, czy bogosawiony kwiat duszy
ludzkiej. Osobicie nie nale ani do ludzi, ktrym potworne przeycia wojenne
kazay zoy akces do "nowej moralnoci", ani do ludzi, ktrzy widz w nich
jeden wicej dowd tego, jak kruch istot jest czowiek we wadzy Szatana.
Przekonaem si wielokrotnie, e czowiek jest ludzki w ludzkich warunkach, i
uwaam za upiorny nonsens naszych czasw prby sdzenia go wedug uczynkw,
jakich dopuci si w warunkach nieludzkich - tak jakby wod mona byo mierzy
ogniem, a ziemi piekem. Rzecz jednak w tym, e kiedy chc obiektywnie opisa
obz sowiecki, musz zstpi do najgbszych czeluci piekie i nie szuka na
przekr faktom ludzi tam, gdzie z dna wody letejskiej spogldaj na mnie twarze
umarych i yjcych moe jeszcze towarzyszy, przekrzywione drapienym grymasem
osaczonych zwierzt i szepcce zsiniaymi od godu i cierpienia wargami: "Mw
ca prawd, jacymy byli, mw, do czego nas doprowadzo
no
Na obron kobiet wypada jednak moe doda, e mo176
raino obozowa - jak kada zreszt moralno - wytworzya rwnie swoj wasn
hipokryzj. I tak na przykad, nikomu by do gowy nie przyszo obwinia o
cokolwiek modego chopca, ktry dla polepszenia swej doli zosta kochankiem
starej lekarki, ale adna dziewczyna oddajca si z godu odraajcemu starcowi
z "chlebo-riezki" bya, rzecz prosta, "bladzi". Nikt nie kwestionowa jako
"prostytuowania si" dobrego prawa niemal wszystkich brygadierw i technikw do
comiesicznego wypacania si donosami w Trzecim Oddziale, ale kobieta
wychodzca za on do naczelnika bya ,,prosty tutk", i to najgorszego typu, bo
amic solidarno winiw wobec ludzi wolnych. Byo rzecz naturaln, e nowo
przybyy wizie oddawa brygadierowi resztki swego ubrania z wolnoci, aby
uzyska pewne wzgldy przy procentowym obliczaniu normy (od ktrego zaleaa
wysoko racji obozowej) i podziale pracy, ale gorszyo niektrych, gdy uboga
dziewczyna, uginajca si pod ciarem topora w lesie, oddawaa mu pierwszego
lub drugiego wieczoru wszystko, co posiadaa, czyli wasne ciao. Ta hipokryzja
zaleaa zreszt najczciej od charakteru przedobozowych powiza rodowiska.
Wizie kradncy chleb swemu towarzyszowi zginby prawdopodobnie pod razami
"urkw", ktrzy byli na og najwyszymi prawodawcami i sdziami w zakresie
etyki obozowej; ale wrd Polakw znany by pewien ksidz, ukrywajcy sw

godno duszpastersk w achmanach winia, ktry za spowied i rozgrzeszenie


bra 200 gramw chleba (czyli o 100 gramw mniej ni stary Uzbek wrcy z rki)
i chodzi po swojej parafii w aureoli witoci. Gdy si zastanawiam nad
przyczynami tego zoonego i trudnego zjawiska, dochodz do wniosku, e w kadym
wikszym skupisku ludzkim istnieje podwiadoma dno do wleczenia pod prgierz
,, opinii publicznej" przychwyconych na gorcym uczynku ofiar, aby si tym tanim
kosztem nieco samemu wybieli. Kobiety nadaway si do tego znakomi177
ci, bo rzadko miay szans do kupczenia czym innym poza wasnym ciaem, a poza
tym przyniosy ze sob do obozu obcienie konwencjonalnej obudy moralnej z
wolnoci, w myl ktrej kady mczyzna biorcy kobiet w czasie pierwszych paru
godzin flirtu uwaany jest zazwyczaj za zabjczego uwodziciela, a kada kobieta
oddajca si wieo poznanemu mczynie uchodzi za ladacznic. Dla Rosjan,
nawykych do "lubw za pi rubli" i kopulacji uprawianej na wzr potrzeb
fizjologicznych w wychodkach publicznych, nie by to waciwie problem istotny i
suy raczej za przedmiot drwin z rwnouprawnienia kobiet w nowym ustroju, ale
winiowie cudzoziemscy (nie wyczajc komunistw) nieraz zaamywali rce nad
"oglnym upadkiem obyczajw moralnych w Rosji". Tak czy owak prawd jest, e
gd najczciej ama kobiety, kiedy je za raz zama, nie byo ju zapory na
rwni pochyej, po ktrej staczay si na samo dno upodlenia seksualnego.
Niektrym przywiecaa w tym nie tylko nadzieja polepszenia swej doli lub
znalezienia monego opiekuna, ale i nadzieja macierzystwa. Nie naley tego
rozumie zbyt sentymentalnie. Caa rzecz polega na tym, e kobiety ciarne
zwolnione s w obozie od pracy na trzy miesice przed rozwizaniem i na sze
miesicy po urodzeniu dziecka. Sze miesicy to by okres przewidziany na
odkarmienie dziecka do stanu, w ktrym mona je byo odebra matce i uwie w
niewiadomym kierunku. Barak macierzyski w Jercewie peny by zawsze ciarnych
kobiet, ktre z wzruszajc powag popychay przed sob niewidzialne wzki swych
pkatych brzuchw, spieszc do kuchni po zup. O uczuciach natomiast, o
prawdziwych uczuciach, trudno jest mwi, gdy si uprawia mio na oczach
wspwiniw lub w najlepszym razie w skadzie starych ubra na przepoconych i
mierdzcych achach obozowych. Po latach zostaje z tego wspomnienie wstrtu,
podobne do grzebania si w
178
szlamie oprnionej sadzawki, gboka niech do siebie i do kobiety, ktra
zdawaa si niegdy tak bliska...
W par tygodni po moim przyjedzie do obozu - o ile mnie pami nie myli, w
styczniu 1941 roku - przysza etapem z wizienia modziutka Polka, crka oficera
z Moodeczna. Bya naprawd liczna: smuka i wiotka jak kos chwiejcy si na
wietrze, o dziewczco wieej twarzyczce i malekich piersiach, ledwie
rysujcych si za granatow bluzeczk mundurka gimnazjalnego. Jury zoone z
"urkw" ocenio mod klaczk bardzo wysoko i nazywao j odtd - prawdopodobnie
dla zaostrzenia swego proletariackiego apetytu - "generalsk doczk". Dziewczyna
trzymaa si jednak wietnie: wychodzia do pracy z podniesion dumnie gwk i
byskawicami gniewnych spojrze przeszywaa kadego mczyzn, ktry omieli
si do niej zbliy. Wracaa wieczorem do ony troch pokorniejsza, ale dalej
nieprzystpna i skromnie wyniosa. Prosto z wartowni sza do kuchni po zup i
nie wychodzia ju nigdy z baraku kobiecego po zmroku. Wygldao wic na to, e
nie wpadnie tak atwo w sida nocnych oww, a mono zamania jej godem przy
pracy utrudnia fakt, e przydzielona zostaa do mieszanej kobieco-inwalidzkiej
brygady 56., ktra na bazie ywnociowej przebieraa jarzyny lub ataa worki.
(Winiowie z 56. nie mieli wprawdzie dostpu do naszych rde kradziey, ale
praca ich bya stosunkowo lekka). Nie znaem jeszcze wwczas na tyle obozu, aby
mc przewidzie, jak si ta cicha walka skoczy, tote bez wahania przyjem
zakad o p pajki chleba z inynierem Polenko, zawiadowc skadu jarzyn na
bazie, e dziewczyna nie ulegnie. Caa ta gra podniecaa mnie w sposb, e tak
powiem, patriotyczny - zaleao mi na tym, eby barwy bia-o-czerwone zaopotay
dumnie na maszcie zwyciskiej cnoty. Po siedmiu miesicach pobytu w wizieniu

ani mi w gowie byy jeszcze kobiety i naprawd skonny byem uwierzy pogrkom
sdziego ledczego, e "y bd, ale
179
przespa si z kobiet nie zachc". Wykorzystujc sw pozycj tragarza
zaprzyjanionego z "urkami", zagraem wic nieuczciwie wobec Polenki i
przedstawiwszy si dziewczynie jako student z Warszawy (eby unikn pozorw
mezaliansu), zaproponowaem jej fikcyjne maestwo, ktre w ramach etyki
obozowej uchronioby j na pewien czas od apanki przez osobliwe ius primae
noctis. Nie pamitam ju teraz, co odpowiedziaa, ale musiao to by co w
rodzaju "jak pan mie", bo daem za wygran. Po-lenko dosta j do skadu jarzyn
i pilnie doglda, eby nie krada nadpsutych marchewek i solonych pomidorw z
beczek. Mniej wicej w miesic po zakadzie przyszed wieczorem do naszego
baraku i bez sowa rzuci na moj prycz podarte majtki kobiece. Odwayem mu
dokadnie, i rwnie w milczeniu, p pajki chleba.
Odtd dziewczyna odmienia si zupenie. Nie spieszya si jak przedtem po zup
do kuchni, ale wrciwszy z bazy, gonia si po zonie do pnej nocy jak
nieprzytomna kotka w okresie marcowego parzenia. Mia j, kto chcia, pod
prycz, na pryczy, w separatkach technikw, w skadzie ubra. Ilekro mnie
spotykaa, odwracaa gow, zaciskajc konwulsyjnie usta. Raz tylko, gdy
zaszedszy przypadkowo do skadu kartofli na bazie, przyapaem j na
kartoflisku z brygadierem 56., garbatym pokurczem Lewkowiczem, wybuchna
spazmatycznym paczem i wracajc wieczorem do ony, tamowaa zy dwiema drobnymi
pistkami. Spotkaem j w roku 1943 w Palestynie. Bya ju zupenie star
kobiet. Zmczony umiech na pomarszczonej twarzy odsania szczerby w
sprchniaych zbach, a przepocona koszula drelichowa pkaa od dwch obwisych
piersi, wielkich jak u karmicej matki.
W Jercewie znany by powszechnie inny epizod, nie dlatego zreszt, eby by
wyjtkowy lub niecodzienny, ale dlatego, e jego bohaterka stawiaa do dugi
jak na precedensy obozowe opr. Tym razem chodzio o kruczowos Tanie,
piewaczk opery moskiewskiej, ktra przy180
pacia wyrokiem dziesicioletnim par nadprogramowych tacw na balu dyplomacji
zagranicznej. Skierowano j z miejsca jako "politycznie podejrzan" do brygady
"leso-mbw". C ta filigranowa dziewczyna o wskich, delikatnych doniach moga
robi w lesie? Chyba tylko dorzuca gazie do ogniska, gdyby trafia na
ludzkiego brygadiera. Miaa jednak nieszczcie podoba si niskiemu "urce" Wani
i olbrzymim toporem oczyszczaa zwalone jody z kory. Wlokc si o par metrw
za brygad rosych chopw, przychodzia wieczorami do ony i resztkami si
ruszaa do kuchni po swj ,,pierwszy kocio" (400 gramw chleba i dwa talerze
najrzadszej zupy - poniej 100% normy). Byo widoczne, e ma gorczk, ale
,,lek-pom" (pomocnik lekarza, co w rodzaju felczera) przyjani si z Wani i
nie chcia jej da za nic zwolnienia. Trwao to wszystko dwa tygodnie; po
upywie tego rekordowego jak na brygad len terminu Tania przydreptaa
wieczorem do baraku "lesorubw" i nie patrzc w twarz brygadierowi, zwalia si
ciko na jego prycz. Miaa ten szczliwy instynkt, e potraktowaa ca
spraw na wesoo i zostaa czym w rodzaju markietanki brygadowej a do chwili,
gdy jaka podliwa apa naczelnika wycigna j za wosy z grzzawiska i
posadzia za stoem rachmistrzw obozowych. Syszaem j potem par razy
piewajc adne piosenki rosyjskie w baraku "chudoestwien-noj
samodiejatielnosti" przy wtrze guchych pomrukw "moskowskaja bd", ktre
dochodziy z brygady "lesorubw". Co by byo, gdyby przestaa si podoba swemu
"naczalniczkowi" i wrcia do "chopw z lasu?"
Gd, gd... Potworne uczucie, zamieniajce si w kocu w abstrakcyjn ide, w
majaki senne, podsycane coraz sabiej gorczk istnienia. Ciao przypomina
przegrzan maszyn, pracujc na zwikszonych obrotach i zmniejszonym paliwie,
zwaszcza gdy w okresach przesilenia zwiotczae rce i nogi upodobniaj si do
starganych pasw transmisyjnych. Jaka jest granica jego dziaania,
181

poza ktr chylca si do upadku godno ludzka odzyskuje na nowo sw zachwian


rwnowag? Nie ma adnej. Ile to razy ja sam, rozpaszczywszy paajc twarz na
oblodzonej szybie kuchni, ebraem niemym spojrzeniem u zodzieja
leningradzkiego Fiedki o jeszcze jedn chochl "rzadkiego"? A czy najlepszy
mj przyjaciel, stary komunista i towarzysz modzieczych lat Lenina, inynier
Sadowski, nie wyrwa mi raz na opustoszaym pomocie obok kuchni blaszanki z
zup, aby nie dobiegszy z ni nawet do wychodka, wychepta po drodze gorc
ciecz spragnionymi wargami? Jeeli istnieje Bg, niech karze bezlitonie tych,
ktrzy ami ludzi godem.
Jedyne moliwoci dorywczego zaspokajania godu mieli tragarze w okresach
zmniejszonej czujnoci na bazie ywnociowej i winiowie bez konwoju, ktrzy
wychodzili do pracy poza on na mocy specjalnych przepustek. Za on nie byo
jednak rwnie najlepiej. Z wartowni widzielimy nieraz ogonki przed maym
drewnianym domkiem u wejcia do miasteczka. Caa stra i administracja obozowa
miay prawo kupowa w nim codziennie poza normalnym przydziaem dwa kilogramy
czarnego chleba i kawaek koskiej kiebasy, a raz na tydzie p litra wdki. W
gbi miasteczka istnia wprawdzie jeszcze jeden sklepik, tak zwany spiecarok,
ale otwiera swoje podwoje tylko dziesiciu wymienionym imiennie dygnitarzom
obozowym. Na czele tej listy kroczy naczelnik obozw kargopolskich, ,,kapitan
gosudarstwiennoj biezopas-nosti" Kolicyn, za nim szed naczelnik Trzeciego
Oddziau NKWD obozw kargopolskich, na trzecim miejscu figurowa naczelnik
zaopatrzenia obozw kargopolskich, Blumen, na czwartym naczelnik obozu w
Jercewie, Sam-sonow, a potem szeciu naczelnikw gwnych "agpunk-tw". Z nich
wszystkich najlepiej pamitam Blumena, poniewa caa baza ywnociowa trzsa
si ze strachu, ilekro przychodzi na inspekcj. Opasego wieprza, z olbrzymim
zotym zegarkiem na przegubie prawej rki i nie182
zliczon iloci piercieni na palcach obu rk, poprzedza zawsze w mronym
powietrzu niewidoczny oboczek perfum. Mwi mao i prawie zawsze to samo: "Nado
czest-no rabotat', zakluczonnyje, eto wam nie kurort", ale jak ywa stoi mi
przed oczyma jego wcieka, nalana gba, gdy spostrzegszy nadgni marchewk za
pazuch jednej z robotnic, rozerwa jej bluzk i koszul na piersi i wy-chosta
pulchn apk po obu policzkach. Ten fakt by na bazie przedmiotem nietrudnych
do odgadnicia komentarzy. Nikt, kto nie przey obozw sowieckich, nie potrafi
zda sobie sprawy z rozmiarw antysemityzmu w Rosji, tym gwatowniejszego i
bardziej zaciekego, e tumionego i tpionego od gry. Tak wic gruba
dziesitka zaopatrywana bya nieco lepiej i nieraz nasz dobroduszny konwojent
nie umia powstrzyma westchnienia skargi, gdymy wyadowywali "szampanskoje"
lub "konfiety" dla "spiecarka". Mieli i oni - tam na wolnoci - swoj
hierarchi, swoje drobne zawici i kopoty...
Jedynie w ani oceni mona byo naocznie skutki godu, w barakach bowiem
winiowie spali na og nie roz-dziani. Maa izdebka tona zawsze w szarwce
sczcego si przez brudne szyby wiata i w kbach pary, unoszcych si z
wielkiej drewnianej kadzi wrztku. Przed wejciem do niej oddawao si na
elaznych obrczach ubranie i bielizn do odwszenia i otrzymywao w zamian za to
may kawaek szarego myda wielkoci kamienia, jakiego uywa si do gry w
domino. Odwszone ubrania, nawleczone elaznymi kolczykami na dugi drg,
przynosi po trzydziestu minutach z dezynfektora stary pop i opuciwszy erd do
tyu, zrzuca na podog w sionce. Przyjemnie byo poczu na czystym ciele
twarde plastry rozgrzanego ptna. Innej formy zmiany bielizny nie byo;
chodzilimy do ani mniej wicej co trzy tygodnie i byy
183
to jedyne chwile, kiedy mylimy si naprawd, nie poprzestajc na wileniu
niegiem zaropiaych oczu, twardych jak skorupa nozdrzy i zamulonych ust. Chudy
i pnagi nauczyciel z Nowosybirska - podobny do jogi hinduskiego, gdy
zacignitymi mtn bon oczami przyglda si kpicym - wydziela nam w ani
po dwa cebrzyki wody; jeden wrzcej i jeden zimnej. Blade cienie o zapadnitych
brzuchach i klatkach piersiowych, na o-wrzodzonych nogach sterczcych jak dwie
poamane zapaki ze szpulki bioder i o sflaczaych genitaliach zwisajcych w

przekutym worku, uginay si pod ciarem cebrzykw, dyszc ze zmczenia w


parnym zaduchu izdebki. Nauczyciel z Nowosybirska spenia tu rol eunucha z
ani tureckiej, bo wykonywa niezmiennie swe funkcje, gdy do kpieli
przychodziy kobiety. Za szczypt machorki na papierosa mona si byo od niego
dowiedzie, czy maj adne piersi i uda, czy stare spaszczyy si ju jak kloce
uderzane motem mechanicznym tak, e ich gowy wyrastaj wprost z rozdtych
monstrualnie bioder i ng powykrcanych na podobiestwo skatych konarw, a
mode czy zachoway jeszcze resztki dziewczcej wstydli-woci i wyran lini
ramion.
W w dzie ukrad mi kto z awki kawaek myda i mimo woli zaklem wciekle w
jzyku ojczystym. Stojcy obok nad cebrzykiem gorcej wody niski, siwiejcy
staruszek podnis na mnie agodne oczy i zapyta, z trudem wymawiajc kade
sowo po polsku:
- Zna pan moe Tuwima?
- Osobicie nie - odpowiedziaem, oguszony tym niezwykym pytaniem - ale z
czytania...
- No, to niech mi pan umyje plecy.
Gdy nacieraem jego wychude plecy mydem, wyjani mi wszystko, pokasujc bez
przerwy. Profesor Borys La-zarowicz N. skoczy przed wojn gimnazjum rosyjskie
w odzi i wyjecha po rewolucji do Rosji. Z tych czasw pamita modszego od
siebie gimnazjalist Tuwima, a
184
r
dopiero potem dowiedzia si o nim z prasy jako o znanym poecie polskim. W roku
dwudziestym pitym pan N., wwczas ju profesor literatury francuskiej w klasie
prozy Instytutu Briusowa w Moskwie, sprowadzi z odzi modziutk dziewczyn
Olg, oeni si z ni, umieci na politechnice i po paru latach postara si
dla wieo upieczonego inyniera elektryka o posad w jednej z fabryk
moskiewskich. W roku 1937 pastwo N. zostali aresztowani i skazani na dziesi
lat za prowadzenie salonu literackiego w Moskwie, w ktrym zajmowano si
wycznie literatur polsk. Po trzech latach rozki spotkali si przypadkowo w
jednym z "agpunktw" kargopolskich i przyjechali teraz razem (wypadek nie
notowany w kronice obozw sowieckich) do Jercewa.
Tego jeszcze wieczoru poznaem Olg, mod i adn kobiet, ktra spojrzeniem
penym smutku i niemego uwielbienia wodzia za swym nieporadnym mem, a
nazajutrz bylimy ju wszyscy troje serdecznymi przyjacimi. Miy staruszek
wyrzucony zosta niedawno jako wybrakowany robotnik na szmelc i z kartk
"pierwszego kota" odesany do "trupiarni"; jego on przydzielono w Jercewie do
56. brygady na bazie ywnociowej, gdzie ataa worki i przebieraa zgnie
jarzyny. Profesor N. nie potrafi znie godu i y myl o jedzeniu jak
najwiksz, starcz namitnoci swego ycia. Przynosiem mu nieraz z bazy par
pieczonych kartofli lub skrawek solonej "treski" (olbrzymiej ryby pnocnej,
podobnej w smaku do sztokfisza) i dopiero gdy pokn apczywie wszystko, co
wsunem mu niepostrzeenie do rki, udawao mi si wycign go na zwierzenia.
W Instytucie Briusowa - ktry pomylany by jako szkoa przyszych pisarzy z
klasami prozy, poezji, dramatu i krytyki literackiej - wykada proz francusk,
gwnie Balzaca. Opowiada mi o dziwnych kolejach losu, jakie przebya twrczo
Balzaca w Rosji sowieckiej, sterowanej wrd burz i nawanic zmieniajcymi si
nieustannie kursami politycznymi. W
185
pierwszych latach po Rewolucji Balzac by czczonym powszechnie autorem Chopw;
w latach trzydziestych ten entuzjazm opad w krzyowym ogniu krytyki
marksistowskiej, ktra przypucia gwatowny szturm na jego rojali-stycznozachowawcze Okopy witej Trjcy; tu przed Wielk Czystk sta si znowu modny
jako niezrwnany piewca porastajcych w tuszcz nuworyszw z kadej gwardii
przybocznej panujcego reimu. Pamitam rwnie, e wygodzony staruszek
zaklina mnie ze zami w oczach, ebym - jeli wyjd kiedykolwiek na wolno
-czyta tylko najwikszego pisarza rosyjskiego Gonczaro-wa, a zwaszcza jego
,,genialne studium o Cervantesie". Raz za, w dowd przyjani i zaufania,

przynis mi numer "Intiernacjonalnoj Litieratury" i z niepohamowanym


obrzydzeniem kaza mi przeczyta artyku jakiego komunisty angielskiego, Upadok
i razruszenije Britanskoj Impie-rii.
Stary profesor polubi mnie szczerze i miem nawet twierdzi, uwaa mnie po
trosze za swego ucznia, ja za jeszcze dzisiaj - cho niewiele przecie mogem
si od niego nauczy w obozie - zaliczam go z wdzicznoci w poczet mistrzw
mojej modoci. Bywao, e po nocnej zmianie oczekiwa mnie na wartowni jak
zniecierpliwiony profesor w seminarium i nie dajc mi skoczy porannej zupy,
cign mnie w soneczne dnie na ma aweczk w pobliu drutw. Siadalimy
wwczas obok siebie - on drcy z przejcia, a ja pywy ze zmczenia - i
wpatrzeni w bia kart zanieonej rwniny, poliniowan dugimi szeregami
drutw i poprzecinan co par metrw kluczami wiolinowymi supw, piewalimy
jak z nut nasze poranne colloquium. Musiaem powtarza wolno wszystko, czego si
nauczyem na poprzednich lekcjach;
ilekro si pomyliem, staruszek poprawia mnie rozdranionym gosem, a gdy
udao mi si przebrn zwycisko przez wilcze doy, najeone nazwiskami, faktami
i jego ulubionymi powiedzeniami, dawa mi "oticzno", wszyst186
kie drobne potknicia kadc na karb klejcych si oczu i "nocznogo truda".
Czasem, ku mojej radoci i dumie, nasze role na lekcjach si zmieniay i
profesor wysuchiwa uwanie wszystkiego, co dziao si w literaturze
europejskiej i polskiej w czasie jego pobytu w wizieniu. Pamitam, jak jego
zgaszone daremn walk z godem oczy zapony na chwil, a na obwise policzki
wystpiy cegla-ste wypieki, gdy mu opowiadaem o tomistycznej teorii sztuki
Maritaina, ktr poznaem na Uniwersytecie Warszawskim w przeddzie wybuchu
wojny. Ta idylla trwaa zaledwie trzy miesice. W marcu 1941 roku profesora N.
odesano etapem do Mostowicy - w sam czas, bo w Jer-cewie zaczyna si
straszliwy gd, a na bazie coraz trudniej byo o par pieczonych kartofli.
Pierwsze oznaki wielkiego godu pojawiy si z kocem zimy 1941 roku, a na
wiosn ju cay obz zmartwia i przyczai si w oczekiwaniu decydujcego ciosu.
Zupa w kuchni zrzeda, chleb by coraz czciej nie dowaony, zniky zupenie
ledzie, ktre dodawano niekiedy na "trzeci kocio" (stachanowski) ku
nieopisanej radoci starego Dimki. Skutki nie day na siebie rwnie dugo
czeka. Brygady wracay z pracy coraz powolniejszym krokiem, wieczorem ledwie
si mona byo przepchn na ciekach w zonie przez grupki bdzcych po omacku
"kurzych lepcw", w poczekalni lazaretu czekay - przygotowane ju zawczasu na
ogldziny lekarskie - spuchnite kody obnaonych ng pokryte ropiejcymi ranami
szkorbutu, due sanie przywoziy codziennie z lasu jednego lub dwch "lesorubw"
zemdlonych z wycieczenia. Gd nie koczy swego wadania w nocy, przeciwnie,
niewidzialnym swym orem atakuje skryciej i celniej. Jeden jedyny ganow, stary
Rosjanin z brygady ciesielskiej, modli si do pnej nocy, ukrywszy twarz w
doniach. Reszta spaa w martwej ciszy baraku gorczkowym snem agonii, apic ze
wistem potwartymi ustami powietrze, przewracajc si niespokojnie z boku na
bok,
187
majaczc i szlochajc rozdzierajcym szeptem przez sen. Mnie samemu niy si
wwczas sceny erotyczno-ludoer-cze; mio i gd wrciy do swego wsplnego
pnia biologicznego i wyzwoliy z najgbszych zakamarkw podwiadomoci kobiety
ulepione z surowego ciasta, poksane w niesamowitych orgiach, ociekajce krwi i
mlekiem, opltujce rozpalon gow ramionami pachncymi jak wiee pdy.
Budziem si zlany potem i zaczadzony zazwyczaj o tej porze, gdy w odlegoci
dwch kilometrw od ony mkn jak wietlista strzaa dwiku ekspres z Moskwy
do Archangielska. ganow modli si jeszcze, a Dimka - mimo e pop - przyglda
mu si z nienawistn pogard, wystukujc drewnian yk swoje wieckie godzinki
godu na wycignitej sztywno protezie. Od paru dni Dimka zgodzi si za
dodatkowy talerz zupy pomaga trzem niedonym asenizatorom i wraca przed
pnoc kusztykiem do baraku mokry i przemierdy jak szczur klozetowy. Stary
nag kaza mu jeszcze czasem zajrze do cebrzyka pomyj, ale na czystym dnie nie
byo ju od dawna ani jednej gwki od ledzia. Raz wrci z niezmiernie

tajemnicz i rozradowan min i wycignwszy zza pazuchy kawa krwistego misa,


przypieka go dugo na wygasajcym ognisku. "Niech on si tu modli - mia si
szeptem, gdymy szarpali zbami ykowat piecze - a my sobie tymczasem w
czwrk, haps, zabkanego pieska do latryny". ,,Naturalnie - odpowiedziaem,
miejc si rwnie - psy Panaboe pilnuj na acuchach krlestwa niebieskiego
i nie zawierusz si nigdy do obozu". W baraku, niby w kostnicy, sen wyciska z
dwch lecych nieruchomo szeregw ywych trupw coraz sabsze westchnienia,
bulgocce jak baki na powierzchni zatrutego bajorka cichym paczem.
Zwyko si mwi, e "potrzeba jest matk wynalazkw", ale trzeba mi byo a
dwch miesicy, aby si zorientowa, e z mki zmiecionej po wyadowaniu kadego
wagonu mona gotowa papk, ktra wietnie zakleja
188
dziury w odku. Odtd chodzilimy na baz z maymi blaszankami i w przerwie
obiadowej, wystawiwszy przed strwk wart, mieszalimy patykami na gorcej
blasze lekarstwo na gd. W drugiej poowie maja udoskonaliem t technik
jeszcze bardziej i na p godziny przed zakoczeniem dziennej pracy i powrotem
do ony miesiem w kocioku duy kawa zaczynu, aby zaraz potem cienk i rwn
warstw surowego ciasta oblepi w najciemniejszym rogu cerowni workw nagie
piersi pani Olgi. Tak wywatowana, przechodzia ona obronn rk przez wszystkie
rewizje na wartowni, drc jedynie na myl o dniu, w ktrym stranik u wrt
obozu, poprzestajcy wobec kobiet na pobienym tylko macaniu, zastpiony
zostanie przez ospowat dozorczyni Nadied Michajow-n. Spotykalimy si po
zmroku w skadzie starych ubra, dzielc ugotowane kluski na cztery rwne
czci:
jedn dla magazyniera szmaciarni za ,,lokal", jedn dla Dimki i dwie dla nas.
Bywa, e i w obozie zici mona najmielsze sny.
Z Mostowicy nadchodziy tymczasem smutne wieci. Winiowie przechodzcy etapem
przez "pieriesylnyj" opowiadali mi, e stary profesor umiera z godu, nie myje
si i nie goli, nie wychodzi z ,,trupiarni" poza godzinami posiku i ebrzc na
pomocie przed kuchni, dostaje czsto atakw obdu godowego. Z brudnego
skrawka papieru, jaki pani Olga otrzymaa od niego przez okazj na par dni
przed wybuchem wojny rosyjsko-niemieckiej, wyczytalimy jednak zdanie, z ktrego
wynikao, e nie ze wszystkim jeszcze rozluniy si wadze jego umysu.
"Skazy, poaujsta, Gustawu Josifowiczu - pisa - czto ja ponimaju tiepier
wielikolepno, kak choroszyj soc-riealist by Knut Gamsun".

Krzyki nocne
My, ludzie bici - mwili - mamy odbite wntrznoci; oto dlaczego krzyczymy po
nocach.
Dostojewski, Zapiski z martwego domu
Mimo e wiato palio si w barakach od zmroku do witu, mielimy bardzo
wyrane poczucie zbliajcej si nocy.
Po pracy i zupie wieczornej winiowie mieli jeszcze dwie do trzech godzin
wytchnienia. Spdzali je rnie:
jedni, przysiadszy ze zwieszonymi nogami na pryczach, cerowali swoje znoszone
ubrania obozowe lub pisali listy na drewnianych kuferkach; inni wybierali si w
odwiedziny do znajomych; modsi szli pod barak kobiecy; stachanowcy, ktrym
przysugiwao prawo korzystania ze sklepiku obozowego, wyruszali do, aby si
upewni, czy na pustych pkach w ciemnej izdebce nie pojawia si przypadkiem
koska kiebasa - jedyny produkt, wystawiany w obozie na sprzeda mniej wicej
co trzy miesice; chorzy przygotowywali si do wizyty w ambulatorium, a
brygadierzy wypeniali w popiechu ostatnie wykazy dla "normirowszczika". We
wszystkich tych czynnociach jedna cecha bya wsplna - naladoway one
niezdarnie i na swj sposb ycie na wolnoci. Czsto dla bystrego obserwatora
by to niby taniec cieni, zapoyczajcych gesty, odruchy i nawyki z dawnego
ycia, celebrujcych tym gorliwiej sam form, im mniej w niej byo treci.
Syszao si niekiedy winiw mwicych: "Zawsze grywaem po kolacji w warcaby"

albo: "Moja zona skarya si zawsze, e zamiast spa, chodz po cudzych


kominkach. Ot,
190
priwyczka kak priwyczka, zostaa na cae ycie". Naladownictwo wolnoci byo,
rzecz prosta, podwiadome, ale bez niego ycie w obozie byoby nie do
zniesienia, i nikt, kto wiedziony instynktem samozachowawczym broni si w ten
jedyny sposb przeciwko beznadziejnoci i rozpaczy, nie zastanawia si, czy
przebywa w wiecie rzeczywistych zjawisk czy urojonych zjaw. Mona si spiera,
jak dalece ta postawa bya jedynie naturaln form zachowania si ludzi, ktrzy
wiksz cz swego ycia spdzili na wolnoci, nie za sztucznym odruchem
samoobronnym martwych za ycia niewolnikw, lecz jedno pozostaje niewtpliwe:
niepodobna zrozumie niewoli, nie przykadajc do niej najbardziej nawet
skrzywionych i wypaczonych miar wolnoci.
Opis ten obejmuje zreszt jedynie nielicznych winiw, ktrzy pograjc si
podobnie jak inni w topieli obozu, prbowali przecie wydoby si z jej wirw i
gbi rozpaczliwymi ruchami rk. Wikszo bowiem - przeraajca wikszo, do
ktrej na pocztku i pod koniec pobytu w obozie i ja si zaliczaem - jeeli
schodzia z prycz po zjedzeniu zupy wieczornej, to chyba tylko po to, by
dopeni pustk w odkach litrem wrztku, ktry sta w rogu kadego baraku.
Proces rozkadu by tu wic zdumiewajcy: lenistwo i przymusowa ociao
przyspieszay mier, a nienaturalne oywienie oddalao j na czas trudny do
przewidzenia. Mona byo by pewnym, e wizie, ktry tonc nie tylko nie
uczyni najmniejszego ruchu, ale przeciwnie, la w siebie w przystpie szau
godowego bezuyteczny balast wrztku, pjdzie ktrej nocy na dno jak kamie, a
nazajutrz wit wyrzuci na mielizn pryczy jego obrzke i monstrualnie wzdte
zwoki. Jeeli omijaa go mier podobna do pknicia nadmuchanego pcherza,
puch stopniowo, potem wraca na krtko do siebie, by wreszcie lec w
,,trupiarni" obok takich samych jak on szkieletw ludzkich obcignitych skr.
Ciekawe, e koleje ycia obozowego winiw, ktrzy
191
przed mierci bronili si pewn minimaln choby ruchliwoci, byy wrcz
odwrotne; zachowawszy przez par lat stosunkowo dobr kondycj fizyczn,
zaczynali pewnego dnia gwatownie puchn i umierali na og z obrzku godowego
w chwili, gdy znuone serce nie byo ju w stanie dostawi krwi na tak
wyduonych arteriach komunikacyjnych.
W kadym razie w warunkach ycia i pracy, jakie dane byy winiom w obozie,
najskromniejsza nawet dyscyplina wypoczynku wymagaa ogromnych wysikw woli lub
takich pokus, ktre byyby silniejsze od miertelnego zmczenia po
jedenastogodzinnej pracy o godzie. Dla wikszoci winiw powrt do ony i tak
bardzo przez cay dzie upragnione spoczcie na pryczy byy zudn i samobjcz
form wzmocnienia organizmu.
Wieczorem barak, opustoszay w kilku zaledwie miejscach, przedstawia osobliwy
widok. Na niektrych pryczach winiowie leeli bez ruchu, zdjwszy tylko buty,
i wpatrywali si bezmylnie w swoich ssiadw z przeciwka, oszczdzajc sobie
najmniejszego nawet poruszenia rk lub nog; na innych tworzyy si mae grupki
rozmawiajcych w bezadnych pozycjach plecych i one to nadaway barakowi
charakter szpitala, gdzie nawet w godzinach wolnych od zabiegw lekarskich mwi
si tylko bardzo przyciszonym szeptem; gocie z innych barakw zbierali si na
og albo przy piecu, albo na pryczach swych gospodarzy i jako jedyni winiowie
w peni ubrani wygldali jak ludzie zdrowi, odwiedzajcy chorych znajomych.
Palce si bez przerwy wiato kilku arwek zaostrzao ten obraz w sposb
realistyczny, ale bynajmniej nie niesamowity. Byo w nim co ze spokoju, z ulgi,
z parujcego zmczenia i ze smutku przymusowego odosobnienia. Atmosfera baraku
zdawaa si mie w sobie pocieszajcy akcent prowizorium. Byski ognia palcego
si na kominku odbijay si matowymi refleksami w taflach szyb - biaych od
wewntrz, a krystalicznie czar192

nych od zewntrz. Patrzc od drzwi, mona byo spitrzone na pryczach achy


wzi za porzucone w nieadzie posania, a onuce, suszce si na glinianym
okapie pieca i na sznurkach przewieszonych midzy pionowymi belkami stropw, za
wieo wypran bielizn. Nie wygld baraku by wic straszny. Straszny by
wygld jego mieszkacw, gdy si od drzwi szo coraz dalej w gb i chwytao po
drodze spojrzenia, w ktrych cie mierci - jak w szpitalach dla nieuleczalnie
chorych - rozwija si ju do lotu na skrzydach nocy. Gdy winiowie, ktrzy
po powrocie do ony rzadko schodzili z prycz, mieli bardzo wyrane poczucie
zbliajcej si nocy i oczekiwanie na ni liczyli przyspieszonym biciem serca.
Pamitam, jak pierwszego wieczoru po przyjedzie do obozu wrciem jeszcze na
chwil z ambulatorium do baraku i przystanem zdumiony wyrazem twarzy starca,
ktry siedzia przy piecyku do poowy rozebrany i elaznym prtem grzeba w
ognisku. Jego pomarszczone, zwiotczae policzki opaday niemal na wylinia
miotek brody, odsaniajc ogromne, rozjarzone oczy szaleca. Nie potrafi ju
dzi dokadnie powiedzie, jaki by ich wyraz, ale teraz nawet nie mog si
obroni przed uczuciem, e patrzyem w oczy czowieka martwego za ycia,
czowieka, ktry wie, e umar ju dawno, cho jego wyschnite serce tucze si
jeszcze cigle w pustym worku ciaa. Bya w nich nie rozpacz zbliajcej si
mierci, ale beznadziejno trwajcego na przekr wszystkiemu ycia. Dobrze jest
mwi o nadziei tym, ktrzy oczekuj czego od przyszoci; ale jak natchn ni
czowieka zbyt sabego, aby pooy kres swoim cierpieniom wasn rk? Jak
przekona o tym jedynym przywileju wolnej woli w niewoli czowieka z gruntu
religijnego, ktry nawet w swych baganiach o bogosawiestwo mierci oczekuje
jej jak najwyszego daru nieba? Wszystko si skoczyo, wszystko pko,
pozostaa jedynie najstraszliwsza tortura ycia w prni, a przecie ta rka,
przeznaczona, zdawaoby
193
si, do tego, by uciszy niepotrzebne bicie serca, rzuca nagle pogrzebacz i
kreli jak ognistym mieczem szeroki znak krzya od zmarszczonego czoa poprzez
obronit pier do fadw brzucha, podwizanych cienkim rzemieniem. Jest
istotnie w yciu niektrych winiw co nie-odgadnionego i wstrzsajcego;
zdaj si mie ostatni nadziej, e zabije ich w kocu beznadziejno, i
zadrczajc si w milczeniu tym nieludzkim cierpieniem, wykrzesuj ze nik
iskierk nadziei, jak daje myl o mierci. Religijno ich nie jest wic
religijnoci ludzi, ktrzy wierz w mistyczne odkupienie dusz strudzonych
wdrwk ziemsk, ale wdzicznoci dla religii, goszcej wieczne odpoczywanie.
S to religijni samobjcy, Chrystusowi czciciele mierci, wierzcy w wyzwolecz
potg grobu, a nie w ycie pozagrobowe. mier urasta w ich pojciu do
rozmiarw najwyszego dobra, na ktre jedynie warto czeka, gdy ju od dawna
wszystko inne zawiodo. Moe dlatego, e kad na jej bogosawion obietnic
tak przejmujcy akcent, atwiej zrozumie ich nienawi do ycia. Winiowie o
martwych i poncych niesamowitym blaskiem oczach nienawidz siebie i innych
tylko za to, e wbrew najskrytszym nadziejom cigle jeszcze yj. "Powinnimy
umrze - syszaem ich niejednokrotnie mwicych - my, gnj ludzki, powinnimy
u-mrze dla wasnego dobra i boej chway".
Poznaem potem nieco bliej tego czowieka. Stary gral czeczeski (may,
autonomiczny rejon na Kaukazie) pracowa na bazie przy wybirce kartofli. Raz
jeden tylko, gdy mu podarowaem kawaek solonej ,,treski", opowiedzia mi troch
o sobie, przygldajc mi si nieufnie spod krzaczastych brwi spojrzeniem, ktre
w wietle dnia zmieniao si z szalonego na dzikie. Do reszty otoczenia, nie
wyczajc najbliszych ssiadw na pryczy, odnosi si wrogo.
Kolektywizacja pozbawia go niewielkiego gospodarstwa na stokach Kaukazu - kilku
morgw ornej ziemi i
194
pastwiska. Aresztowano go w roku 1936, gdy odmwi wydania worka pszenicy i
zabiwszy dwa barany z kolektywnego stada, ktre powierzono jego opiece, zakopa
powiartowane miso w ziemi. Rodzin, zoon z ony i trojga dzieci, zesano w
niewiadomym kierunku i nigdy ju nie dowiedzia si o jej losie. Na ledztwie z
uporem odmawia wskazania kryjwki i wydania pszenicy. Skatowano go tak, e

jeszcze w roku 1941 mia na caym ciele sine plamy, ale uroiwszy sobie, e jest
to jedyna, na jak go sta, forma zemsty za zniszczenie caego ycia, nie
wykrztusi z siebie do koca ani sowa. Po ostatnim przesuchaniu odniesiono go
nieprzytomnego do celi, a w kilka dni pniej - gdy ju byo jasne, e raczej
umrze, ni powie, gdzie ukry mizern resztk swego wasnego niegdy dobytku odesano go z wyrokiem 15-letnim najpierw do Kotasu, a w roku 1939 do
Kargopola.
- Co mi zostao - pyta - poza mierci? Rodziny nie mam, do kochozu nie pjd,
bo jestem za stary, gr ju nigdy nie zobacz... Modl si codziennie o rych
mier.
Istotnie, co wieczr stary Czeczeniec zjada swoj zup, grzeba chwil w
ognisku elaznym prtem, ukrywszy czasem zaczerwienion od aru twarz w
ylastych doniach, wazi z powrotem na prycz, zmawia krtk modlitw i
zasypia. I dziwna rzecz: wanie on, ktry by ,,czowiekiem bitym", "mia
odbite wntrznoci", nie krzycza nigdy po nocach; niekiedy tylko jkn cicho z
blu, przewracajc si z boku na bok, lub majaczy szeptem przez sen o mierci i
Bogu...
Nie o takich jednak jak on winiach mylaem, zaczynajc ten rozdzia. Mylaem
o tych, ktrzy si boj mierci i w ktrych oczach ten lk odmalowuje si
wieczorem jako lk przed noc. Dopiero pod koniec pobytu
195
w obozie uwiadomiem sobie lepiej, z jakich uczu skadaa si ta codzienna
agonia oczekiwania.
Wizie przychodzcy po pracy do ony mia pewno, e z kadym dniem swego
pobytu w obozie przeskakuje zdrowiem i wytrzymaoci fizyczn cae lata i
zblia si do mierci z szybkoci, wyczajc wiadomo umierania. mier - w
obozie wanie dlatego, e amaa brutalnie prawa czasu, e grozia nieustannie,
a uderzaa znienacka i nieoczekiwanie - nabieraa metafizycznej
nieobliczalnoci, stawaa poza czasem naszego ycia, wyamywaa si z rytmu
naszego biologicznego istnienia. Wizie szed do ambulatorium i dowiadywa si,
e mu nic nie jest; czu jednak, e jeli nie jest chory na chorob, ktra ma
sw okrelon nazw i objawy, to przecie oddycha z trudem, robi pod siebie,
pacze bez powodu, gdy jest przez chwil sam, dotyka drcymi rkami serca
cinitego w kleszczach blu, potyka si i upada na rwnej drodze, puchnie w
zastraszajcy sposb, odpdza na prno sprzed oczu ogniste paty. Na zupene
wycieczenie organizmu nie ma niestety innego lekarstwa poza lepszym i obfitszym
jedzeniem lub dugim wypoczynkiem;
ambulatorium za nie byo kuchni, a do ,,trupiarni" odsyao si tylko winiw
z nieuleczaln wad serca, grulic, pelagr w ostatnich stadiach i ostr
awitaminoz poczon z owrzodzeniem caego ciaa. Bya to wic moe przesada,
ale kady wizie zasypia codziennie z myl, e mier zaskoczy go wanie tej
nocy we nie. Ba si tego zaskoczenia. Ba si umrze, nie wiedzc, kiedy, jak
i na co umiera.
Drugim motywem naszego lku przed mierci, ukryt w rojeniach wyobrani za
czarn zason nocy, byo to, co w normalnych warunkach osabia na og jej
przeraajc fascynacj - wsplno. Kadego z nas poraaa wiadomo, e tu
obok le ludzie tak samo bezbronni i wystawieni na podstpny cios wroga. Czemu
tak byo - nie umiem powiedzie. Przypuszczalnie dzielia nas
196
wszystkich ta bezradno. Mona, poczuwszy nagle dawicy ucisk mierci na
gardle, wzywa na pomoc ludzi zdrowych, ale jak poruszy serca, ktre z guchym
omotem dobijaj si rozpaczliwie do wrt wschodzcego dnia, nie poszc ich i
nie paraliujc znienacka daremnym krzykiem? Defoe opisuje w Journal of the
Plague Year ludzi omijajcych si nawzajem z obawy przed dum. Robilimy to
samo, ale bez rwnie oczywistych powodw. Mona by prawie uwierzy, przygldajc
si nam noc w baraku, e mier jest zaraliwa. Balimy si zarazi ni innych,
noszc ju przecie za skr jej zacztki. Bya to czysta gra pozorw, ale tak
silna i przekonywajca, e z nastaniem nocy kady wizie kry si na par
godzin w twardej skorupie snu, jak gdyby nawet' najcichszym westchnieniem nie

chcia przypomina o swoim istnieniu mierci, skradajcej si na ssiedniej


pryczy. Kady z nas postpowa tak samo, ale kady te z przeraeniem chyba
myla, e jest wsptwrc i zarazem ofiar tego milczcego porozumienia
zadumionych. I trudno powiedzie, czy wikszy bl sprawiaa nam myl, e nie
wytrci nas nigdy z letargu samozachowawczego krzyk konajcych towarzyszy, czy
wiadomo, e nikt nie usyszy rwnie naszego woania o pomoc. By to
najjaskrawszy zapewne, jaki dane mi byo w yciu oglda, przykad solidarnoci
w egoizmie. Nigdy si o tych sprawach gono nie mwio, ale nie byo w baraku
winia, ktry by z gorycz i niepokojem nie wspomnia chwili, gdy bez
najmniejszego drgnienia i spod przymruonych powiek ledzi zwoki wynoszone w
nocy z baraku.
mier w obozie bya straszna take i przez swoj anonimowo. Nie wiedzielimy,
gdzie si grzebie umarych i czy po mierci winia spisuje si naj lapidarniej
szy choby akt zejcia. W czasie pobytu w szpitalu widziaem dwukrotnie przez
okno przylegajce do drutw ogrodzenia sanie, wywoce zwoki za on. Wyjechay
na drog prowadzc do tartaku, a potem skrciy nagle w lewo, na
197
rzadko uczszczan ciek, ktr przed laty wydeptay pierwsze brygady
"lesorubw", i zniky na skraju horyzontu, oderwawszy si jak zdmuchnita
wiatrem plamka od biaej paszczyzny niegu, by uton w bladoniebie-skiej
cianie lasu. Tu koczy si zasig mojego wzroku i tu rwnie zamykaa si dla
nas wszystkich szczelnie granica pomidzy yciem a mierci. Ten samotny i
smutny kondukt pogrzebowy zda prawdopodobnie ku jakiej opuszczonej porbie
lenej, ktrej pooenia nie zna w obozie nikt prcz niemego wonicy.
Prbowalimy go nieraz wybada, gdzie ukryto nasz wizienny cmentarz, ale
nieszczsny Ukrainiec wzrusza tylko ramionami, kiwa smtnie gow i krztuszc
si z wysiku, dobywa ze cinitego garda kilka niezrozumiaych dwikw. Ci,
co znali lepiej jego mow, twierdzili, e ma na myli leniczwk, zbudowan
par lat temu w miejscu, gdzie koczya si pierwsza droga obozowa. Nie wydawao
nam si to jednak prawdopodobne choby dlatego, e zim adna opata nie
ruszyaby tam zamarznitej ziemi, a latem rozmoka polana pkaa jak nagrzany
owoc kasztanu, wcigajc coraz gbiej w bagniste czelucie zawalony domek,
obnaone korzenie drzew i drewniany tor dla samochodw. wiadomo, e nikt
nigdy nie dowie si o ich mierci i o tym, gdzie ich pochowano, bya dla
winiw jedn z najwikszych tortur psychicznych. Mona by czowiekiem
niereligijnym, nie wierzy w ycie pozagrobowe, ale trudno pogodzi si z myl,
e raz na zawsze wymazany zostanie jedyny materialny lad, ktry przedua
istnienie ludzkie i nadaje mu wyrazist trwao w pamici ludzkiej. Ta forma
lku przed mierci, lub raczej przed zupenym unicestwieniem, przybieraa z
biegiem lat u niektrych winiw charakter drczcej obsesji. Powstaway ciche
ukady wielostronne, ktre w razie uratowania si jednego z uczestnikw
nakaday na obowizek powiadomienia rodzin na wolnoci o dacie mierci i
przyblionym miejscu pochowania reszty, na cianach ba198
rakw pojawiay si wydrapane w tynku nazwiska winiw, ktre pozostali przy
yciu towarzysze mieli uzupenia we waciwym czasie krzyykami i datami, kady
wizie przestrzega dokadnie regularnych odstpw w korespondencji z rodzin,
aby naga przerwa moga da przyblione pojcie o dniu jego mierci. Wszystko to
jednak nie byo w stanie stumi naszego niepokoju na myl o tym, e obz
sowiecki pozbawi miliony swych ofiar jedynego przywileju, jaki dany jest kadej
mierci - jawnoci - i jedynego pragnienia, jakie odczuwa podwiadomie kady
czowiek - przetrwania w pamici innych.
Wieczorem wic rozmowy na pryczach dosigay gorczkowego napicia poegnalnych
szeptw, a w dwie lub trzy godziny pniej - okoo dziesitej - przygasay,
syczc jeszcze gdzieniegdzie jak rozarzony mia polany wod. Od tej chwili
spniony przybysz do baraku przechodzi midzy pryczami, czujc na sobie
krzyujce si spojrzenia lecych. Wszystko ucichao, ale sen dugo jeszcze nie
nawiedza winiw. Kilku modlio si, siedzc na pryczy z okciami opartymi na
podcignitych lekko kolanach i z twarzami zatopionymi w splecionych doniach.

Inni leeli bez ruchu, podoywszy rce pod gow, i wpatrywali si w milczeniu
w twarze lecych naprzeciwko towarzyszy. Bezksztatne usypiska cia ludzkich,
achmanw i barogw, stoczone przed chwil jeszcze w rogach baraku, rozpezay
si na pryczach jak wydmy piaszczyste pokarbowane rwnomiernym odpywem fal
morskich. wiato arwek zdawao si przymiewa za kbami dymu z machorki, a
dogasajce na kominku drzewo tlio si coraz sabiej, migocc na przemian to
czerwonymi, to czarnymi refleksami. Za oknami bya noc biaa od mrozu i
rozpaszczona na szybach lodowatymi kwiatami, wylizgane deski trzeszczay na
ciekach od krokw ostatnich przechodniw. Wytywszy such, mona byo zowi
w ciszy nocnej dalekie ujadanie psw i stuk buforw na dworcu jercewskim. Obz
zapada powoli w sen. Okoo
199
pnocy w baraku rozlegao si ju pierwsze chrapanie, a w lad za nim zryway
si ze wistem ciche i przejmujce jki. Po chwili potniay, przybieray na
sile i zamieniay si prawie w przecige zawodzenie, przerywane suchym kaniem.
Nagle kto krzykn gwatownie, kto inny zrywa si ze snu i ze skrzyowanymi
na piersiach rkami - jak gdyby broni si przed nieznanym napastnikiem -siada
na pryczy, wodzc dokoa bdnym spojrzeniem, i oprzytomniawszy naraz, kad si
na powrt na swoim barogu z rozdzierajcym westchnieniem. Wystarczyo obudzi
si pno po pnocy, aby znale si ju - jak w sercu wzbierajcej burzy wrd bezadnych majacze sennych, nieprzytomnych okrzykw, w ktrych imi Boga
przeplatao si z imionami wzywanych nadaremnie krewnych, spazmatycznych
szlochw i przeraliwych jkw. Winiowie szamotali si niespokojnie we nie,
chwytali si za serce, uderzali wstrzsanymi paczem ciaami o twarde wyrko
pryczy, zasaniali si przed czym szeroko rozpostartymi domi, powtarzali
monotonnie swoje "pomiuj". Jeden jedyny Dimka siedzia nieporu-szony obok
cebrzyka pomyj i oparszy si rkami o wycignit sztywno protez, spoglda
obojtnie na kbowisko cia zapltane w sidach nocy wypowiaymi oczami, w
ktrych suchy pomie blu nie zawieci ju od lat ani jednej zy.
Nasz barak wypywa na bezksiycowe morze ciemnoci i niby okrt widmo ucieka
cigany co nocy przez mier, unoszc pod swym pokadem pic zaog skazacw.

Zapiski z martwego domu


Ktrego wieczoru, gdymy jak zwykle zaczli przekracza brygadami bram ony,
nasz wzrok zatrzyma si na duym afiszu, przylepionym do "czerwonej tablicy
stachanowcw" u rozstajnych cieek obozowych. "Godzina sma. Kino - woa
afisz. - Wielki walc. Barak chudo-estwiennoj samodiejatielnosti".
By to drugi w Jercewie pokaz filmowy, a pierwszy za mojej bytnoci w obozie.
Rok temu wywietlano sowiecki film historyczny, na ktrym Michai Stiepanowicz
W. o-gida samego siebie, jedzcego piecze z carskiego stou, i wyciera co
chwil zaczerwienione oczy na honorowym miejscu, w pierwszym rzdzie
zarezerwowanym dla wolnych urzdnikw obozowych. O nowym filmie chodziy ju po
obozie suchy od paru miesicy, ale nikt w nie nie wierzy. "Co tam kino mwili winiowie - daliby lepiej dolewk zupy albo sto gramw chleba wicej". W
gruncie rzeczy jednak te sowa nie odpowiaday prawdzie. Kino byo czym wicej
ni chleb i jeli winiowie wyraali si o nim pogardliwie, to tylko dlatego,
e wierzyli w spenienie si jedynie takich pragnie, do ktrych na pozr nie
przywizuje si adnej wagi.
Barak "chudoestwiennoj samodiejatielnosti" mieci si w pobliu kuchni i w
okresach przepenienia "pierie-syki" suy rwnie jako barak tranzytowy dla
winiw przechodzcych z innych "agpunktw" przez Jercewo. Piecz nad nim i
nad wszystkim, co si w nim dziao, sprawowa naczelnik "kulturno-wospitatielnoj
czasti", zwanej take w skrcie "kawecze". Do stanowiska na8-Inny wiat
201
czelnika "kawecze" mg pretendowa tylko czowiek wolny lub zwolniony wizie,
ktry odsiedzia swj wyrok w obozie za przestpstwo pospolite; jego pomocnika

wyznaczano rwnie spord "bytowikw". Wszystkie te rodki ostronoci


przedsibrano, aby uchroni winiw od zetknicia z literatur wywrotow i od
umiejtnie zamaskowanych akcentw antysowieckich w przedstawieniach urzdzanych
co pewien czas w obozie. W istocie rzeczy jednak pomylane one byy znacznie na
wyrost. Biblioteczka "kawecze" zawieraa wszystkiego kilkadziesit egzemplarzy
Woprosow leninizma Stalina, troch obcojzycznych wydawnictw propagandowych
Gosizdatu, par kompletw klasykw rosyjskich oraz kilkaset zbro-szurowanych
uchwa i przemwie z posiedze Wier-chownogo Sowieta. Za cay czas pobytu w
obozie prbowaem tylko czyta Utwory zebrane Gribojedowa i przeczytaem
dwukrotnie Zapiski z martwego domu Dostojew-skiego - obie te ksiki otrzymaem
jednak w wielkiej tajemnicy od wspwiniw; z biblioteki "kawecze"
wypoyczyem sobie dla zachowania pozorw Woprosy leninizma Stalina, Folklor
Riespubliki Korni i przemwienia rewolucjonistki hiszpaskiej Dolores barruri
(Pasionarii). Pamitam, e w ksice Pasionarii podkreliem owkiem dumne
zdanie, wypowiedziane przez ni w okresie obrony Madrytu: "Lepiej umrze ni y
na kolanach", i odtd ksika cieszya si w obozie du poczytnoci a do
czasu, kiedy j z obiegu wycofaa specjalna komisja kontrolna NKWD z Woogdy.
Widocznie te pikne sowa, ktre po raz pierwszy w yciu usyszaem na zebraniu
gimnazjalnego kka komunistycznego w Polsce, brzmiay w obozie inaczej ni na
wolnoci.
Niepotrzebnie te obawiay si wadze obozowe o przedstawienia teatralne. Gdyby
nawet istniay jakie u-kryte zamiary przemycenia akcentw antysowieckich w
teatrze wiziennym, to nie byo ich w czym przemyci. Przedstawienie mogo si
skada tylko z produkcji mu202
zycznych i wokalnych - wszelkie wstawki konwersacyjne i dramatyczne byy
zabronione. Prawo byo jednak prawem i zwolniony po trzyletnim wyroku zodziej
moskiewski Kunin urzdowa w "kawecze" w asycie starego Pawa Iljicza, ktry
odsiadywa smy rok w obozach za zamordowanie brata.
"Kawecze" miecio si w maej komrce obok jednego z barakw, a wchodzio si
do z rzadko uczszczanej cieki tu koo drutw. Przy elaznym piecyku
siedzia siwy jak gob Pawe Iljicz i podlepia ksiki, wycina ozdoby z
kolorowego papieru lub piknymi literami kaligrafowa na stole nazwiska
stachanowcw na ,,czerwon tablic". "Pawe Iljicz - mwili winiowie,
przybierajc odruchowo od progu ugrzecznion poz - knieczku by kakuju
poczitat' ". "Jak?" - pyta, nie podnoszc oczu znad roboty, Iljicz. "Eto u my
wam dowieriajem, czto budiet intieriesnaja". "Naczalnika dieo" - drapa si z
zakopotaniem w gow nasz bibliotekarz.
Kunin mieszka za on, ale jada w obozie. Wysoki, szczupy, w czapce z
zadartym do gry daszkiem, sukiennej kurtce i butach z cholewami, o twarzy wilka
stepowego i nerwowych ruchach rk - porusza si po obozie z atwoci i
zadomowieniem, typowym dla dowiadczonych i bywaych winiw. Mwiono o nim, e
wyrok, ktry ukoczy w Jercewie w roku 1939, by jego trzecim z kolei pobytem w
obozie, ale on sam nigdy o tym nie wspomnia. Chodzi po zonie ywym krokiem,
czsto wstpowa do barakw, przesiadywa z winiami po par godzin, i chocia
ten styl ycia nalea w pewnym sensie do jego obowizkw, czulimy, e tskni
za czasami, kiedy w podartym buszacie lea obok swych wsptowarzyszy na
grnej pryczy, wypatrujc myszkujcymi oczami, co by tu jeszcze mona wygra w
karty lub komu zajrze do kuferka. "Nado kulturno yt', zakluczonnyje" powtarza zawsze, umiechajc si z wyszoci przy sowie "zakluczonnyje", i
wygldao na to, e byo to jedno ze
203
zda, ktrych nauczy si na pami, gdy mu przed dwo-! ma laty powierzono misj
ksztacenia i wychowywania winiw. W pewien sposb wzruszajcy by jego
stosunek do Pawa Iljicza, z ktrym dzieli niegdy prycz w baraku murarzy.
Jada z nim zup z jednej miski, dzieli si z nim papierosami, przynosi mu
czasem zza ony pl bochenka chleba lub troch wdki. Pawe Iljicz odwzajemnia
mu t yczliwo posuszestwem i przywizaniem, i chocia przypuszczalimy, e
sam na sam mwi sobie jak dawniej po imieniu, przy nas nie omieli si nigdy

zwrci si do niego inaczej jak "gradanin naczalnik". Kunin lubi ten tytu i
byo widoczne, e przywizuje do wiksz uwag ni do wszystkich swoich
czynnoci kultu-raino-wychowawczych. Nie potrafiby ju y poza obozem, ale nie
zamierza rezygnowa z godnoci, ktra po tylu latach poniewierki wiziennej
wywyszaa go ponad posplstwo i "wrogw ludu". Starsi winiowie, pamitajcy
go z dawnych jeszcze czasw, twierdzili, e bierze teraz odwet za nie spenione
nigdy sny o brygadierstwie. Pnym wieczorem Kunin odprawia Pawa Iljicza do
baraku i przyjmowa w swojej "kulturno-wospitatielnoj cza-sti" kochanki obozowe.
Zmienia je rwnie czsto jak dawniej i mwiono nawet artobliwie, e nie
pozbawiony jest pewnych talentw pedagogicznych, jeli chodzi o nowo przybye
etapami dziewczta, lub e mgby sobie zaoy szkk z samych tylko dzieci,
ktre urodziy mu "agiernice" na pryczach baraku macierzyskiego.
Caa dziaalno "kawecze" sprowadzaa si do wypoyczania ksiek z biblioteki
obozowej i do urzdzania przedstawie w baraku "chudoestwiennoj samodiejatielnosti". Kunin nie czyta prawdopodobnie w yciu ani jednej ksiki, ale zna
zasady ich wydawania w obozie. Pierwsze pytanie, jakie otrzymywa wizie w
wypoyczalni obozowej, brzmiao: "Jaki paragraf?" Polityczni mogli ubiega si o
dziea Stalina i literatur propagandow tylko po uprzedniej rozmowie z Kuninem;
przestpcy
204
pospolici natomiast mieli dostp do wydawnictw politycznych bez ogranicze. Ta
procedura dogadzaa wic w rezultacie wikszoci zainteresowanych - pospolici
bardzo rzadko odczuwali potrzeb przeczytania czegokolwiek poza obwieszczeniami
na "czerwonej tablicy", a polityczni mieli zrozumia awersj do studiowania
teorii, ktrym zawdziczali swoje uwizienie. Od czasu do czasu jednak
zwracalimy si dla zachowania pozorw do Kunina z prob o egzemplarz Woprosow
leninizma i wwczas rozmowa z naszym wychowawc miaa mniej wicej nastpujcy
przebieg: ,,Wadza sowiecka nie pozbawia tych, ktrzy zbdzili, prawa
zrozumienia wasnych bdw. Jakie zagadnienie polityczne interesuje was
najbardziej?" "Kolektywizacja wsi albo: problem socjalizmu w jednym kraju, albo:
uprzemysowienie". "Towarzysz Stalin daje znakomity wykad na ten temat w szkicu
pod tytuem..." Nie ulegao wtpliwoci, e Kunin nauczy si na pami
przewodnika po ksice Stalina, nie znajc jej treci, gdy unika wszelkich
dyskusji szczegowych. Nikt te nie o-mieliby si wprawi go w zakopotanie
pytaniem na temat zagadnienia nie poruszonego przez towarzysza Stalina w
Woprosach leninizma. Zwizki Kunina z Trzecim Oddziaem byy nam wszystkim a
nazbyt dobrze znane i one to sprawiay, e staralimy si figurowa w jego
kartotece na licie abonentw ksiki, ktra nie bez powodw uwaana jest w
Rosji sowieckiej za bibli.
Jak w wielu podobnych wypadkach, ten zwyczaj by prawdopodobnie szcztkow
pozostaoci przepisw, ktre ustalone zostay w Moskwie w czasach, gdy obozy
traktowano istotnie jako instytucje na p wychowawcze. Byo co z Gogola w tym
lepym trzymaniu si urzdniczej fikcji na przekr praktyce ycia - co z
edukowania "martwych dusz". Kunin mia bowiem wiksze jeszcze ambicje - wynalaz
gdzie ustaw o walce z analfabetyzmem w obozach i usiowa za wszelk cen
zorganizowa wrd winiw wieczorne kursy doksztacajce. Mona
205
byo prawie uwierzy, patrzc, jak si uwija w barakach w poszukiwaniu
kandydatw, e na podobiestwo gogo-Iowskiego Cziczikowa dostaje za kad
upolowan dusz dodatkowe wynagrodzenie. Ale tego byo ju winiom za wiele;
mogli ostatecznie i raz na par miesicy do "ka-wecze" i wypoyczywszy
pierwsz lepsz ksik, pooy j nie czytan pod wezgowiem z buszatu; nikt
jednak nie potrafiby ich zmusi, aby walczc z godem, znueniem i mierci,
uczyli si czyta i pisa; nikt poza bagnetami NKWD - gdyby uczszczanie na
nauk w obozie nie byo, na szczcie, dobrowolne. Tote wszyscy winiowie
zapewniali solennie Kunina, e opanowali trudn sztuk czytania i pisania
jeszcze na wolnoci, chocia w dzie witeczny trudno si byo opdzi w
barakach probom o napisanie listu do domu. A Kunin pisa pewnie raporty do
wadz, e w "jego" obozie analfabetyzm zosta wytpiony ze szcztem...

Przedstawienia wic pozostay jedyn dziedzin, w ktrej "kawecze" mogo liczy


na pene poparcie winiw. Wrd zwolnionych od pracy Kunin znajdowa zawsze
dostateczn ilo ochotnikw do wycinania ozdb z kolorowego papieru i
rozlepiania ich na cianach baraku "chudoestwiennoj samodiejatielnosti".
Winiowie -zwaszcza starsi - robili to z przyjemnoci, jak gdyby brali udzia
w przystrajaniu kocioa. Wrciwszy wieczorem do baraku, opowiadali nam z
przejciem o wygldzie "teatru", prosili "lesorubw" o przyniesienie z lasu
wieych gazek jodowych, a robotnikw tartacznych o trociny do posypania
podogi. W dzie przedstawienia barak teatralny przybiera prawdziwie odwitny
wygld. Wszystkie ciany oblepione byy kolorowymi wycinankami, midzy
wizaniami stropw i belek zieleniy si gazie jedliny, a deski podogi a si
wieciy od czystoci. Winiowie zdejmowali u progu czapki, otrzsali w sieni
walonki ze niegu i zajmowali kolejno miejsca w awkach, peni uroczystego
skupienia i religijnej nieledwie czci. Po206
tem widziao si ju tylko dugie szeregi ogolonych gw i szare wzy rk
zaplecione na kolanach. W baraku "chu-doestwiennoj samodiejatielnosti"
grzeczno bya czym obowizujcym, tote spnionym kobietom ustpowano bez
wahania miejsca w pierwszych rzdach awek. W drzwiach i pod wszystkimi cianami
stay rwnie gromady winiw, awki bowiem nie mogy nigdy pomieci
wszystkich widzw. Na chwil przed rozpoczciem przedstawienia milky rozmowy i
szepty, a z rnych stron baraku rozlegay si niecierpliwe gosy: "Cisza,
cisza, zaraz si zacznie". Wejcie Samsonowa w otoczeniu sztabu obozowego
stanowio sygna dla Kunina.
Wychodzi na proscenium, wita ukonem "naczalstwo" i dawa winiom znak, aby
si uciszyli. "Zakluczonnyje - rozpoczyna swoje tradycyjne przemwienie wadza sowiecka umie przebaczy i oceni uczciw prac. Plan produkcyjny
powierzony obozowi zosta wypeniony. W nagrod za to zobaczycie za chwil...
Ten akt wyrozumiaoci powinien was zachci do jeszcze bardziej wytonej pracy
dla dobra naszej sowieckiej ojczyzny, ktrej staniecie si kiedy rwnie
penoprawnymi obywatelami". Przez widowni przechodzi pomruk zadowolenia. Teatr
mia w sobie istotnie co z przedsionka wolnoci.
Na pierwszym za mojej bytnoci w obozie przedstawieniu dawali - jak ju
wspomniaem - film amerykaski z ycia Straussa Wielki walc. Poprzedzi go
krtkometra-owy film sowiecki, ktrego treci by wyjazd grupy stu-\ dentwkomsomolcw z Moskwy na roboty rolne w czasie ferii letnich. Utrzymany w tonie
propagandowym, peen przemwie, deklaracji i pieni o Stalinie, mia jednak
kilka piknych zdj i zabawny epizod, ktry rozmieszy winiw do ez. Jeden
ze studentw - jak sdzi mona byo z wygldu i akcentu rosyjskiego. yd - nie
mg sobie pierwszego dnia poradzi z opat i oparszy rce na stylisku,
zaduma si: "Nie dla mnie opata. U mienia baszka rabotajet, nie ruki". Na sali
rozlegy si
207
miechy. "Widzisz go - woali winiowie - kakoj chi-trienkij Jewriej!
Naczelnikowa mu ochota! A kopa ziemi to kto bdzie? Do agru by go na roczek,
dwa!" Kiedy film skoczy si wreszcie tryumfem dobra i niezdarny student zaj
pierwsze miejsce w socjalistycznym wycigu pracy, a potem z ogniem w oku
wygosi przemwienie o ustroju, w ktrym praca rk wyniesiona zostaa na
najwyszy piedesta, widownia siedziaa niepocieszona i pogrzona w milczeniu.
Milczenie byo jedyn broni, na jak sta byo winiw, gdy kade nieostrone
sowo mogo brzmie jak buntownicze wyzwanie.
Ale dopiero Wielki walc wzruszy nas i przej do gbi. Nigdy bym nie uwierzy,
e moe powsta sytuacja, w ktrej przecitny amerykaski film muzyczny - peen
kobiet w tiurniurach, mczyzn w obcisych akietach i abotach, rozjarzonych
yrandoli, sentymentalnych melodii, tacw i scen miosnych - bdzie w stanie
odsoni przede mn prawie raj utracony innej epoki. Tumiem zy i czuem
gorczk, ktra przyspieszonym biciem serca dawia mnie za gardo, dotykaem
chodnymi domi rozpalonej twarzy. Winiowie przygldali si filmowi
nieporuszeni, w ciemnoci widziaem tylko rozwarte szeroko usta i oczy chonce

nieprzytomnie wszystko, co dziao si na ekranie. "Kakaja krasota - szeptay


przejte gosy - jak ludzie yj na wiecie..." W swym naiwnym zachwycie,
odgrodzeni od wiata, zapominali, e akcja filmu toczy si p wieku temu, i
ogldali przeszo jak zakazany owoc teraniejszoci. "Czy i my kiedy poyjemy jak ludzie? Czy skoczy si nasza ciemno grobowa, nasza mier za
ycia?" Syszaem te pytania obok, wypowiedziane tak wyranie, jak gdyby mi je
kto szepn na ucho. I cho na tle argonu obozowego moga si wydawa
niezwyka ta przesada jzykowa, nie drgnem ze zdziwienia. Barak
"chudoestwiennoj samodiejatielno-sti", postacie przesuwajce si na ekranie,
dwiki orkiestry, skupione twarze widzw, westchnienia majce w so208
bie co z wewntrznego odtajania - wszystko to spychao nas w przeszo i
otwierao dawno zamare rda wzrusze.
Sowa tak niezwykle brzmice w obozie szepna mi na ucho moja ssiadka, Natalia
Lwowna. Znaem j od dawna, ale tylko przelotnie. Wiedziaem, e pracuje w
biurze rachmistrzw obozowych, mimo e brak urody powinien by j raczej
kwalifikowa do lasu. W wieku dwudziestu paru zaledwie lat bya ju wyjtkowo
stara i brzydka - ociaa, niezgrabna, o duych, chorobliwie wyupiastych
oczach, rzadkich wosach i obwisych policzkach, na ktrych pokazyway si
czasem ceglaste wypieki. Naleaa w obozie do kilkudziesicioosobowej grupy
winiw, ktr okrelano skrtem KWD. Te cztery litery oznaczay kolej
wschodnio-chisk (Kitajsko-Wo-stocznaja eleznaja Doroga), sprzedan przez rzd
sowiecki 23 marca 1935 roku Japonii, a raczej rzdowi Mandukuo. Wszyscy
Rosjanie, ktrzy przed rokiem 1935 zamieszkiwali na terenach kolei wschodniochi-skiej, a po jej sprzeday optowali na rzecz Rosji, zostali aresztowani i z
wyrokami dziesicioletnimi zesani do obozw Pnocy. Nazwa kolei wschodniochiskiej staa si w ten sposb umown nazw paragrafu kodeksu sowieckiego i
wraz z paroma innymi (KRD - kontrriewo-lucyonnaja diejatielnost', KRA kontrriewolucyonnaja agitacyja, SOE - socyalno-opasnyj elemient, czyli element
niebezpieczny spoecznie, SP - socyalnoje prois-chodienije, czyli pochodzenie
spoeczne, PS - promysz-lennyj sabota, czyli sabota przemysowy, SChW - sielsko-choziajstwiennoje wrieditielstwo, czyli szkodnictwo rolne etc., etc.)
tworzya nieoficjalny argon, ktry pozwala winiom orientowa si szybko i
bez zbdnych indagacji w charakterze przestpstwa wieo poznanych
wsptowarzyszy. Ludzie z KWD tym si rnili od pozostaych Rosjan, e mimo
swej narodowoci blisi byli w reakcjach i sposobie mylenia cudzoziemcom ni
wasnym
209
rodakom, jak gdyby wiksz cz ycia spdzili poza granicami Zwizku
Sowieckiego.
Mwiono, e Natalia Lwowna zawdzicza swoj prac w biurze rachmistrzw chorobie
serca. Sama nigdy si z tym nikomu nie zwierzya, ale mona byo pozna z jej
wolnego, ostronego chodu, z ruchw ciaa kontrolowanych nieustannie napit
czujnoci i z przecigego sposobu mwienia, e jej uwaga skoncentrowana jest
na jakim cierpieniu, ktre niby le zabliniona rana otwiera si przy kadym
ostrzejszym szarpniciu. Musia jednak istnie inny jeszcze powd, e nawet z
chorob serca nie posza do pracy fizycznej, aby po paru tygodniach skoczy w
szpitalu, skoro poza swoj dobroci, cierpliwoci i pokor nie miaa nic do
zaofiarowania. W moim osobistym przekonaniu ratowaa j paradoksalnie wanie
brzydota. Nikt si ni nie interesowa, nikomu wic nie mogo zalee na tym, by
j tortur pracy zmusi do ulegoci. Natomiast na swj sposb rozbrajaa i
ujmowaa wszystkich - nie wyczajc "urkw" - jej niezmierna uprzejmo, staa
gotowo do usug i bezinteresowno. W obozie uczucia ludzkie odyway
najczciej wwczas, gdy lito zaspokajaa resztki mioci wasnej. Natalia
Lwowna zdawaa si by kim tak niepozornym, e jej mier nie zwrciaby
niczyjej uwagi, tak jak nie zwracao niczyjej uwagi jej smutne ycie.
Wyszlimy z baraku "chudoestwiennoj samodiejatiel-nosti" razem, w tumie
winiw. Noc bya pikna, gwiadzista, biaa - nieboskon unis si nagle w
gr, jak gdyby rozepchny go nad obozem czyje rce, w mronym powietrzu gosy

rozmawiajcych dwiczay prawie radonie, a kroki ugniatay na ciekach wiey


nieg. W d od baraku, w ktrym wywietlano film, zona opadaa ku drutom
agodn pochyoci i wznosia si na horyzoncie niewielkim wzgrzem, za ktrym
o pnocy sycha byo gwatowny omot wagonw i przenikliwy gwizd pocigu.
Winiowie nie spieszyli si teraz do
210
swoich barakw. Stali tumnie na wszystkich ciekach, wspominali z przejciem
sceny z filmu, spierali si o najdrobniejsze szczegy, naladowali gr aktorw
i jednoczenie spogldali ku wzgrzu zasaniajcemu tor kolejowy z Moskwy do
Archangielska, jak gdyby dopiero teraz uprzytomnili sobie, e u celu tych
spojrze rozpociera si wolno, ktrej fragment odsoni si przed chwil ich
oczom na ekranie. Jak niewiele trzeba, aby si znowu po ludzku cieszy! Zdawao
si, e nie bdzie koca tym rozmowom, w ktrych kade sowo zawierao wicej
treci, ni jej byo w caym filmie. "Obywatelu naczelniku - woali winiowie
do przechodzcego przez szpaler w tumie Kunina - z caego serca dzikujemy za
przedstawienie! y teraz ochota, ech, y ochota..."
Natalia Lwowna pakaa. Szedem obok niej zakopotany tak wolno, aby nie
wyprzedza jej ostronego chodu, i tak cicho, aby nie poszy jej wzruszenia.
Czy mogem wiedzie, dlaczego pacze - ja, ktry znaem j dotd tylko z
opowiada i z widzenia? Wydawao mi si, e wszystkie dziewczta w obozie
musiay dzi paka, ujrzawszy naraz tyle strojw, tacw i scen miosnych. Ale
na zakrcie cieki prowadzcej do baraku kobiecego przystana i tumic z
wysikiem zy, zapytaa: "Czy pan myli, e ja pacz z tsknoty za tamtym
yciem?" Spojrzaem na jej brzydk twarz, na obwise policzki porysowane mokrymi
strukami, na ogromne oczy, ktre nagle za szklist zason wyday mi si prawie
adne, i zawahaem si. "Tak myl, Natalio Lwowna - powiedziaem wreszcie,
sdzc, e jej to sprawi przyjemno - i pani pewnie lubia kiedy taczy".
"Och, nie - odparo ywo - nie taczyam nigdy w yciu. Ale siedz ju pi lat
w obozie i cigle jeszcze nie umiem si opanowa, gdy widz, e to wszystko ju
byo, to samo, przed laty... e mieszkamy od wiekw w martwym domu" - spojrzaa
na mnie uwanie. Nie wiedziaem, co odpowiedzie; zdawao mi si, e kadym
sowem mog zadrasn jej naj211
bardziej osobiste uczucia. "Niech pan tu poczeka - powiedziaa nagle - co panu
przynios". Posza do swojego baraku szybszym ni zwykle krokiem i po chwili
wrcia zdyszana, kryjc pod buszatem na piersiach jaki przedmiot. "Niech pan
to przeczyta - powiedziaa drcym gosem - ale niech pan nikomu nie mwi, od
kogo pan dosta. Tego nie wolno ju dzi czyta". Po czym dodaa z umiechem:
"Zwaszcza tutaj". Wziem z jej rk zniszczon, rozsypujc si ksik i
spojrzaem na okadk: Zapiski z martwego domu Dostojewskiego. Petersburg 1894.
Miny dwa miesice, w czasie ktrych przeczytaem dwukrotnie Zapiski z martwego
domu, a Natali Lwown widywaem tylko z daleka w zonie i pozdrawiaem j zawsze
przyjaznym ruchem rki. Przygldaa mi si z niepokojem w oczach, jak gdyby
chciaa wyczyta w mojej twarzy, czy lektura Dostojewskiego zrobia na mnie
oczekiwane wraenie. Uciekaem jednak od rozmw, ale ju w chwil potem
aowaem tego postanowienia, patrzc, jak wolnym krokiem odchodzi do swojego
baraku i wita po drodze wszystkich przechodzcych uprzejmym skinieniem gowy.
Unikaem jej za dlatego, e od przeczytania pierwszych paru stronic
Dostojewskiego do chwili, kiedy po raz drugi i ostateczny zamknem ksik,
patrzc na kocowe sowa: "Tak, z Bogiem! Wolno, nowe ycie,
zmartwychwstanie..." yem w stanie asfiksji, podobnym do przebudzenia z
dugiego miertelnego snu. Nie to w Dostojewskim byo wstrzsajce, e potrafi
opisa nieludzkie cierpienia tak, jak gdyby stanowiy tylko naturaln cz
ludzkiego losu, ale to, co uderzyo rwnie Natali Lwown: e nie byo nigdy
najkrtszej nawet przerwy pomidzy jego a naszym losem. Czytaem Zapiski
wieczorami, w nocy i w dzie, kradnc sobie sen, oczyma przekrwionymi od
zmczenia, z sercem bijcym jak wahado dzwonu, z szumem w gowie, ktry wzmaga
si ni212

by odpywajce w nieskoczono echo kropel wody, gdy spadajc w miarowych


odstpach czasu w to samo miejsce czaszki, rozupuj j za kadym razem potnym
uderzeniem mota. By to w moim yciu wiziennym jeden z najciszych okresw.
Kryem si z t ksik, czytaem j pod nacignitym na gow buszatem,
chowaem w najpewniejszym miejscu na pryczy, pod ruchom desk u wezgowia;
nienawidziem jej i kochaem j zarazem, tak jak ofiara potrafi si w pewien
szczeglny sposb przywiza do narzdzia tortur. Po powrocie z pracy
sprawdzaem najpierw z niepokojem, czy ley na swoim miejscu, a jednoczenie
pragnem podwiadomie, aby przepada bezpowrotnie, wyzwalajc mnie raz na
zawsze od tego koszmaru ycia bez nadziei. Nie wiedziaem jeszcze, e jedyn
rzecz, przed ktr naley si w wizieniu broni bardziej uporczywie ni przed
godem i mierci fizyczn, jest stan penej wiadomoci. yem dotd jak inni
winiowie: uciekajc instynktownie od konfrontacji z wasnym yciem. Ale
Dostojewski swoim skromnym i przewlekym troch opowiadaniem, w ktrym kady
dzie w katordze cignie si, jak gdyby trwa cae lata, porwa mnie i nis na
grzbiecie czarnej fali, torujcej sobie w podziemnych chodnikach drog w wieczn
ciemno. Prbowaem pyn pod prd, ale na prno. Wydawao mi si, e nigdy
przedtem nie yem naprawd, zapomniaem, jak wyglday twarze moich
najbliszych i krajobrazy mojej modoci. Na kamiennych, ociekajcych wod i
poyskujcych w ciemnociach cianach podziemnego labiryntu, przez ktry niosa
mnie czarna fala Za-piskw z martwego domu, widziaem natomiast w nieprzytomnej
i rozgorczkowanej wyobrani dugie szeregi nazwisk tych, co tu byli przed nami
i zdyli wydrapa w skale lad swego istnienia, zanim zala ich i pochon z
ledwie dosyszalnym bulgotem wieczny mrok. Domylaem si, e na klczkach
czepiali si rozpaczliwie olizgych zaomw kamienia, e upadali i podnosili
si na
213
krtko, e wzywali pomocy gosem, ktry wybucha jak kamienny krzyk i gin
zaraz w martwej ciszy kanau, e zakrzywionymi palcami chwytali si kadego
wystpu w skale, aby jeszcze po raz ostatni sprbowa wyszarpn si z prdu,
znoszcego po drodze wszystko i wszystkich ku martwemu morzu przeznaczenia. A
jednoczenie, gdy ulegszy na koniec, opadali na dno jak topielcy ciemnoci,
czarna fala przynosia na ich miejsce innych, coraz nowych, tak samo upadajcych
pod ciarem cierpienia, tak samo wyrywajcych si daremnie z jej miertelnych
wirw - nas, nas, nas...
Najwiksz mczarni tego psnu stanowi niepojty fakt, e przestay w nim
dziaa prawa czasu - pomidzy znikniciem naszych poprzednikw a naszym
pojawieniem si nie byo najmniejszej przerwy. W ten sposb nabiera on
charakteru czego nieodwracalnego - przeznaczenia, w ktrym dla patrzcych z
boku wieczno znaczy tyle co zmruenie oka, a dla skazanych na swj los
zmruenie oka trwa wieczno. Nawet najdrobniejsze szczegy powtarzay si z
upiorn dokadnoci. Czy winiowie "martwego domu" nie szeptali rwnie z
przeraeniem u schyku dnia witecznego: "zawtra opat' na rabotu?" Z takim
uczuciem nie mona w obozie y zbyt dugo. I im zachanniej piem z zatrutego
rda Zapiskw z martwego domu, tym wiksz - tajemn prawie - rado
znajdowaem w myli, ktra po raz pierwszy od roku bysna mi w gowie: myli o
samowyzwoleniu przez samobjstwo.
Na szczcie Natalia Lwowna okazaa si bardziej ode mnie naogow czytelniczk
Dostojewskiego, bo po dwch miesicach zjawia si w naszym baraku i wywoawszy
mnie do ony, powiedziaa cicho: "Chciaabym dosta od pana z powrotem Zapiski.
Nie mog bez nich y. Nie mam nikogo na wiecie i ta ksika zastpuje mi
wszystko". Po raz pierwszy i jedyny dowiedziaem si wwczas od niej samej
czego o jej yciu, cho dawniej ju
214
mwiono mi, e jej ojca rozstrzelano natychmiast po powrocie z terenw
sprzedanej Japoczykom kolei wschodnio-chiskiej. Wrciem do baraku i
wycignem Dostojewskiego ze schowka pod ruchom desk na pryczy. Oddawaem jej
Zapiski z mieszanymi uczuciami; al mi byo tej ksiki, dziki ktrej yem w

obozie krtko z otwartymi oczami, mimo e to, co ujrzay, miao wszelkie pozory
mierci; a jednoczenie cieszyem si skrycie na myl o wyzwoleniu od dziwnego i
niszczcego uroku, jaki rzucia na mnie ta proza tak nasycona beznadziejnoci i
rozpacz, e ycie stawao si w niej cieniem jedynie nie koczcej si agonii
codziennego konania.
- Miaa pani racj, Natalio Lwowna - powiedziaem, pomagajc jej ukry ksik
pod buszatem.
Spojrzaa na mnie z wdzicznoci, a na jej brzydkiej twarzy pojawi si na
okamgnienie cie radosnego prawie podniecenia.
- Wie pan, e od chwili, kiedy zdobyam t ksik w obozie, moje ycie nabrao
wieej treci? Czy pan potrafi w to uwierzy? Szuka nadziei u
Dostojewskiego!... - zamiaa si z przymusem.
Przygldaem si jej ze zdumieniem. Gdzie w kcikach jej wielkich, chorobliwie
wypukych i nieruchomych oczu czai si ledwie dostrzegalny bysk szalestwa. Na
drce z zimna wargi wystpi zagadkowy grymas - ni to u-miech, ni znak blu.
Odgarna z czoa rzadkie kosmyki wosw, pozlepiane niegiem i lekko
zamarznite. Byem pewien, e wybuchnie znowu paczem, ale cigna dalej
spokojnym, wytrzymanym do ostatecznoci gosem.
- Jest zawsze miejsce na nadziej, gdy ycie okazuje si czym tak
beznadziejnym, e staje si nagle nasz wyczn wasnoci... Czy pan mnie
rozumie? Nasz wyczn wasnoci. Gdy nie wida ju znikd ratunku,
najmniejszej szczeliny w otaczajcym nas murze, gdy nie mona podnie rki na
los wanie dlatego, e jest losem, pozostaje jeszcze jedno - obrci j
przeciwko samemu
215
sobie. Och, pan nie potrafi chyba zrozumie, jaka pociecha tkwi w odkryciu, e
ostatecznie naley si tylko do samego siebie - przynajmniej w wyborze rodzaju i
czasu mierci... Tego mnie nauczy Dostojewski. Kiedy w roku 1936 znalazam si
w wizieniu, cierpiaam bardzo; wydawao mi si, e pozbawiono mnie wolnoci, bo
w jaki sposb na to zasuyam. Ale teraz! Teraz, kiedy wiem, e caa Rosja
bya zawsze i jest po dzi dzie martwym domem, e zatrzyma si czas pomidzy
katorg Dostojew-skiego a naszymi wasnymi mkami - jestem wolna, zupenie
wolna! Umarlimy ju dawno, a tylko nie chcemy si do tego przyzna. Niech pan
pomyli: trac nadziej, gdy odywa we mnie pragnienie ycia; odzyskuj j na
nowo, gdy odczuwam w sobie pragnienie mierci.
Odwrciem si jeszcze od drzwi baraku, aby zapamita j odchodzc. Sza przez
on wolnym krokiem, skrzyowawszy na piersiach rce, jak gdyby przytrzymywaa
nimi chore serce i drogocenny skarb swojej ksiki, rwnie pokej i
przedwczenie postarzaej, jak jej twarz. Uniosa lekko ramiona i stpaa
ostronie w gumowych apciach, zostawiajc po sobie lady, ktre przy-sypywa
natychmiast wiey nieg.
O nastpnym przedstawieniu teatralnym dowiedzielimy si znacznie wczeniej,
gdy na par tygodni przedtem w zonie czyniono ju do przygotowania. Obejmoway
one zaledwie trzy osoby. Pawe Iljicz zachodzi - jako wysannik Kunina wieczorami do barakw i zebrawszy swoj ma grup teatraln, rusza z ni na
prb do "kawecze". Z grubsza wic wiedzielimy ju zawczasu, jaki bdzie
program drugiego spektaklu w obozie. Prima-donna opery moskiewskiej. Tania,
miaa piewa lekkie piosenki rosyjskie; marynarz leningradzki z brygady
tartacznej, Wsiewood Prastuszko, mia piewa pieni mary216
narskie; fryzjer ydowski z Warszawy, ktry przeprawi si przez Bug na sowieck
stron w marcu 1940 roku, Ze-lik Lejman, mia gra na skrzypcach. Przygotowywano
zatem koncert, ale w obozie okrelao si wszystkie imprezy w baraku
"chudoestwiennoj samodiejatielnosti" mianem "przedstawienie".
Z tego tria koncertowego wypadaoby opisa bliej "naszego" Wsiewooda i Zelika
Lejmana.
O Wsiewoodzie mwio si "nasz", gdy by w pewien sposb ulubiecem obozu. W
kadym baraku, do ktrego przychodzi wieczorami w odwiedziny, witay go
przyjazne okrzyki i zaproszenia na prycz. Zrzuca zazwyczaj buszat i paradowa

w koszulce marynarskiej w niebieskie pasy, mrugajc zabawnie do wszystkich i


umiechajc si spod szczoteczkowatych wsikw. Wsiewood by przywizany do
swoich eglarskich wspomnie i uwaa si za wielkiego barytona, ale nie dawa
si uprosi do piewu z byle jakiej okazji, droc si i krygujc jak
rozkapryszona sukcesami artystka. "Nie, bratcy - mwi - piewa to ja bd nie
kiedy wy zechcecie, ale kiedy sam zechc. Gosu nie mam na zawoanie".
Przeryway mu miechy. "No, to opowiedz co, Wsiewood. Podrowae przecie po
wiecie niemao. A potem poka cyrk. Poka, Wsie-wood-duszko, cyrk" - prosili
winiowie przymilajcy-mi si gosami.
Wsiewood opowiada chtnie o sobie, zaczynajc zawsze od wczesnego dziecistwa.
Mimo e koloryzowa i przesadza, w jego opowiadaniach powtarzay si pewne
stae elementy, ktre mona byo od biedy uzna za kanw prawdy. Pochodzi z
Miska i jako dziecko ulicy tua si od najmodszych lat po przytukach dla
"biezprizor-nych", aby wreszcie, w osiemnastym roku ycia, wyldowa w
leningradzkim puku piechoty morskiej. Potem zabrano go do floty handlowej i
odtd Wsiewood podrowa przez trzy lata po szerokim wiecie. Opowiada o
dalekich krajach z nut przechwaki w gosie i wydawao
217
si, e w kadym z nich przey jak niezwyk przygod, ale cho plta czsto
miejsca i wypadki, jedno byo pewne: swoje uwizienie w Rosji zawdzicza
awanturze miosnej w Marsylii w roku 1935. Wsiewood wykrad si na ld, spdzi
noc w lupanarze portowym i wrci dopiero nad ranem na pokad. Nie to jednak go
zgubio; ostatecznie kapitan okrtu mgby zatuszowa jego romans, ale c kiedy w p roku pniej przysza do Leningradu na adres i nazwisko Prastuszki
kartka z Marsylii. Prostytutka francuska, z ktr spdzi noc, bya widocznie
komunistk i nie moga pomin tak wyjtkowej okazji, aby nawiza kontakt z
kim "stamtd". Nasz Wsiewood zapaci wic za swoj wypraw marsylsk
podwjnie: wyrokiem dziesicioletnim i syfilisem. Najbardziej jednak
zdumiewajce byo to, e nie uwaa bynajmniej swego losu za nie zasuony.
"ycie, bratcy - koczy zawsze sentencjonalnie - jest jak fala morska.
Utrzymasz si na grzbiecie - wyrzuci ci na bezpieczny brzeg; nie utrzymasz si
- poniesie ci coraz dalej od brzegu".
"Cyrk" Wsiewooda by czym niezwykym. Mia wytatuowane na caym ciele - na
piersiach, ramionach, brzuchu i udach - postacie akrobatw, klownw i tancerek,
obrcze i przeszkody, lwy, sonie i konie z piknymi kitami na gowach i w
zdobnej uprzy. Uproszony przez winiw, rozbiera si do naga, siada na
awce przy piecu i nacigajc umiejtnie skr to na brzuchu, to na udach, to na
piersiach, to na bicepsach - kurczc j i rozkurczajc - odgrywa w sposb
genialny najprawdziwsze sceny cyrkowe: lwy przeskakiway w powietrzu przez
obrcze, konie bray przeszkody, sonie staway na tylnych nogach, tancerki wiy
si w nieprzytomnych skrtach ciaa, bazny w wysokich spiczastych czapach i
bufiastych szarawarach fikay kozy, piramidalnie ustawieni akrobaci stpali
ostronie na lince. Rozgrzawszy si, Wsiewood stawa si prawdziwym artyst:
zapomina o
218
otoczeniu, porusza szybko rkami jak wirtuoz biorcy ostatnie akordy, skrca
si, wydua i kurczy, a jego krpa, szeroka posta wydawaa si istotnie
aren cyrkow, ktr w nieprzytomnej orgii tratuj ludzie i zwierzta. Po
dziesiciu minutach opada ze znuenia, wyciera marynarsk koszulk pot z
caego ciaa i wodzi dokoa tryumfalnym spojrzeniem malekich chytrych oczu,
poruszajc przy tym jak chrabszcz wsikami i spaszczonym nosem. W baraku dugo
rozbrzmieway brawa - winiowie przepadali za ,,cyrkiem" Wsiewooda. "Artysta,
artysta - mwili z przejciem, podajc mu usunie czci ubrania, a czasem
nawet kawaek chleba - u niego kawecze w sztanach".
Innego zupenie typu artyst by Zelik Lejman. Znalimy go wszyscy z zakadu
fryzjerskiego obok ani, gdzie urzdowa ze starym golibrod jercewskim,
Antonowem. Mimo e urodzi si i cae ycie spdzi w Warszawie, nie chcia
nigdy rozmawia z nami po polsku. Antonow o-krela go w poufnych rozmowach z
winiami jako "stu-kacza", czyli donosiciela, i wydawao si to o tyle

prawdopodobne, e Zelik uszed cudem losu swych komunizu-jcych wspwyznawcw z


Polski, ktrych setkami, jak awic szprotek, zaganiano na powoln mier do
lasu.
Po klsce wrzeniowej 1939 roku modzie ydowska z dzielnicy pnocnej w
Warszawie i z gett w maych miasteczkach polskich zajtych przez Niemcw ruszya
jak chmura wygnanego ptactwa nad Bug, zostawiwszy starszych na pastw
krematoriw i komr gazowych, a szukajc dla siebie ocalenia i lepszego losu w
"ojczynie proletariatu wiatowego", ktra zbliya si nagle na odlego
kilkudziesiciu kilometrw od Warszawy. W miesicach zimowych 1939-1940 Bug by
na caej swej dugoci widowni niesamowitych scen, dajcych dopiero przedsmak
tego, co si ju nieuchronnie zbliao, aby pogry miliony mieszkacw Polski
w picioletniej agonii powolnego konania. Niemcy nie zatrzymywali uciekinierw,
ale
219
pakami i kolbami karabinw dawali im po raz ostatni na drog pogldow lekcj
swej filozofii "mitu rasy"; po tamtej stronie linii demarkacyjnej stali w
dugich futrzanych szubach, budionowskich "pikielhaubach" i z bagnetami
zatknitymi na karabinach stranicy "mitu klasy", witajc uciekajcych do Ziemi
Obiecanej wdrowcw spuszczonymi ze smyczy wilczurami lub ogniem z lekkiej broni
maszynowej. Na dwukilometrowym pasie neutralnym wzdu Bugu obozoway w cigu
grudnia, stycznia, lutego i marca - pod goym niebem, na mrozie, wietrze i
niegu - tumy ndzarzy okrytych pierzynami i czerwonymi kodrami, palc w nocy
ogniska lub dobijajc si do pobliskich chat chopskich z prob o pomoc i
schronienie. Na podwrzach tworzyy si mae targi wymienne - za jedzenie i
pomoc w przeprawie przez Bug pacono ubraniem, kosztownociami i dolarami. W
kadej chaupie nadgranicznej miecia si melina przemytnicza; ludno osiada
bogacia si byskawicznie i wicia swj nieoczekiwany tryumf. Trudno si byo
niekiedy przepchn wrd cieni, ktre snuy si pod oknami, zagldajc do
wntrza i stukajc w szyby, a potem odchodziy - skurczone i jak gdyby wyte z
nadziei - do swoich rodzinnych ognisk. Wikszo wracaa pod okupacj niemieck,
gdzie w cigu nastpnych paru lat wygina prawie ze szcztem w krematoriach
Owicimia, Majdanka, Belsen i Buchenwaldu, cz jednak nie dawaa za wygran i
czekaa uporczywie sposobnej chwili. Czasem w nocy od bezksztatnej masy
ludzkiego tumu odrywa si jaki cie, przebiega zanieonym polem kilkaset
metrw i schwytany w reflektor z sowieckiej strony, pada od serii z karabinu
maszynowego twarz w nieg. W tumie rozlegay si wwczas rozdzierajce okrzyki
pomieszane z wybuchem spazmatycznego paczu, dziesitki rk podnosiy si wraz z
wskimi pomieniami ognisk ku grze, jak gdyby wygraay gniewnie niebu, po czym
wszystko zamierao znowu w bezruchu i niemym wyczekiwaniu.
220
W cigu tych paru miesicy przez szczeliny w linii de-markacyjnej udao si
przecie przecisn wielu uciekinierom i niegdy polskie, a po wrzeniu 1939
roku sowieckie miasta: Biaystok, Grodno, Lww, Kowel, uck i Bara-nowicze
zaludniy si komunistyczn modzie ydowsk, ktra po wszystkim, co przeya
na granicy, zdawaa si szybko wraca do swoich snw o yciu wolnym od uprzedze
rasowych. Rosjanie przygldali si temu z pocztku obojtnie i rozpoczli
rekrutacj na dobrowolny wyjazd w gb Rosji. Ta branka miaa charakter opcji:
albo paszport sowiecki, albo powrt do miejsca zamieszkania. I wwczas staa si
rzecz niezwyka: ci sami ludzie, ktrzy jeszcze par miesicy temu z naraeniem
ycia przekradali si do Ziemi Obiecanej, rozpoczli teraz exodus w odwrotnym
kierunku, do ziemi niewoli faraoskiej. Rosjanie przygldali si i temu
obojtnie, ale musieli zapamita sobie dobrze ten pierwszy egzamin lojalnoci
kandydatw na obywateli Zwizku Sowieckiego. W czerwcu 1940 roku, po klsce
Francji i upadku Parya, pad sygna wielkiej czystki na kresach wschodnich i
setki pocigw towarowych zaczy uwozi do wizie, obozw i na zesanie
najautentyczniejszy lumpenproletariat ydowski z miast i miasteczek polskich robotnikw, rzemielnikw, chaupnikw, poktnych domokrcw. Pojawiwszy si w
obozach, stali si najbardziej zapiekymi przeciwnikami sowieckiego komunizmu,
bardziej nieprzejednanymi ni starzy winiowie rosyjscy i winiowie

cudzoziemscy. Z nie spotykan u nikogo innego zaciekoci i pasj przesadzali


teraz w swojej nienawici, tak jak niegdy przesadzali w swej mioci.
Wychodzili do pracy tylko dlatego, by unikn rozstrzelania, ale w lesie grzali
si cay dzie przy ognisku, nie wyrabiajc nigdy powyej pierwszego kota, a w
zonie grzebali wieczorami z godu w mietniku i umierali szybko w surowym
klimacie Pnocy ze sowami nieprzytomnych przeklestw na ustach i gniewnym
ogniem oszukanych prorokw w oczach. P221
dzono ich zazwyczaj do "karnej" Aleksiejewki, zostawiajc u nas tylko takich jak
Zelik Lejman - lojalnych i pokornych winiw sowieckich. Zelik bowiem odsun
si od swoich rozgoryczonych wspwyznawcw i postanowi - rwnie z pewn
przesad - rozpocz w obozie nowe ycie. Nie do, e donosi - co ostatecznie
nie byo takie dziwne, skoro zosta fryzjerem obozowym po dwch zaledwie
tygodniach oglnych robt - ale zabawia nas podczas golenia przemwieniami
pochwalnymi na cze Stalina i zdobyczy Rewolucji Padziernikowej, obiecujc
sobie ryche przedterminowe zwolnienie. Nie mona mu byo nic zrobi, bo donosi
i rzadko wychodzi do ony ze swojej komrki obok fryzjerni, ktr dzieli z
Antono-wem, ale winiowie go nienawidzili. Do pewnego stopnia ratowa go
rwnie fakt, e piknie gra na skrzypcach. Czsto wieczorami przystawalimy
obok zakadu fryzjerskiego, zagldajc przez okno do wntrza. Zelik sta przed
lustrem i skoniwszy agodnie du gow o bladej twarzy, odstajcych uszach i
szklistych bezbarwnych oczach nad drewnianym pudem skrzypiec, wydobywa z nich
dziwnie pikne i dziwnie smutne melodie. Widzia nas w lustrze i wpatrywa si w
nas bez ruchu wzrokiem przepenionym nienawici i pogard. Widzielimy niekiedy
i my wasne twarze i byo co przejmujcego, a nawet tragicznego w tych
krzyujcych si w lustrze spojrzeniach.
Poszedem na drugie przedstawienie w obozie z pani Olg i Natali Lwown. Mimo
godu barak "chudoe-stwiennoj samodiejatielnosti" by peny. Winiowie mieli
twarze szare i obrzke, ale w ich oczach tli si ognik zainteresowania. Tym
razem jednak przemwienie inauguracyjne Kunina powitane zostao milczeniem. Gd
jest ojcem sceptycyzmu i niedowierzania. Byo co odraajcego i rozjtrzajcego
w obietnicy, e staniemy si kiedy "penoprawnymi obywatelami Zwizku
Sowieckiego", gdy nie bylimy pewni, czy nas ta aska zastanie jeszcze
222
przy yciu. Suchalimy Kunina spokojnie i na pozr uwanie, powstrzymujc si
si od okrzykw protestu. W okresach najwyszego nasilenia godu (godni
bylimy w obozie zawsze, ale za ,,prawdziwy" gd uwaalimy tylko taki stan, w
ktrym na wszystko dokoa patrzy si jak na obiekt do zjedzenia) obie strony
yy w atmosferze zaostrzonej instynktownie czujnoci - byle desperacki odruch
mg spowodowa wybuch, tote winiowie trzymali palce na ustach, a stranicy
na cynglach odbezpieczonych karabinw. Przypominao to troch taniec wojenny
dzikich, w ktrym przeciwnicy przedzieleni ogniskiem poruszaj si godzinami w
takt guchej melodii bbna, przygldajc si sobie nawzajem z nieufnoci i
rosnc zawzitoci.
Wszyscy troje mielimy te oprcz godu wieo w pamici inne przeycia: pani
Olga egnaa przed miesicem odchodzcego etapem do Mostowicy ma, starego
profesora Borysa Lazarowicza N., i musiaa si domyla, e oglda go
prawdopodobnie po raz ostatni w yciu; dla Natalii Lwowny zblia si dzie
odejcia na oglne roboty wobec "sokraszczenija sztata" w biurze obozowym; ja
za zaledwie dziesi dni temu dowiedziaem si o tragicznej mierci Miszy
Kostylewa. Mimo to postanowilimy pj na przedstawienie, eby nie opuszcza
tak niezwykej okazji i-jak dugo to byo moliwe - trzyma si za wszelk cen
rutyny ycia obozowego. Nawet Natalia Lwowna, ktra od ostatniej naszej rozmowy
o Dostojew-skim z kolei mnie unikaa, daa si uprosi i przy-dreptaa do baraku
"chudoestwiennoj samodiejatielno-sti" prowadzona pod rk przez pani Olg.
W baraku zgasy wiata, a potem zapaliy si trzy lampki u stp proscenium.
Bya to innowacja Kunina i powitalimy j westchnieniem zachwytu. Widownia,
pogrzona w ciemnociach i obrysowana niewyranie odblaskiem wiata ze sceny,

wygldaa teraz niesamowicie, jak zaoga grnicza w zatopionej kopalni. Woskowe


maski
223
winiw poyskiway to na tle czarnych strzpw ubra i cian, a potwarte
usta zdaway si wzywa raczej ratunku lub powietrza ni wystpw scenicznych. W
baraku byo duszno, mierdziao potem, ekskrementami, moczem i tym specyficznym,
sodkawo-mdym zapachem, jaki wydzielaj ropiejce od cyngi rany i przesycone
zgnilizn ubrania. Zaczerwienione z wycieczenia i rozjarzone z godu oczy
widzw przywary kurczowo do sceny. Przedstawienie si zaczo.
Pierwsza wystpia Tania. W biaej plisowanej sukni z koronkami, ktr Kunin
poyczy za on, wygldaa licznie. W prawej rce trzymaa kolorow
chusteczk, powiewajc ni chwilami w czasie piewu i chwytajc j zgrabnym
ruchem w obie rce, gdy gestykulacja piosenki tego wymagaa. Jej drobna twarz z
maym, zadartym do gry noskiem i olbrzymimi oczami, okolona grubym konturem
czarnych wosw, bya znowu - jak niegdy pewnie, na deskach opery moskiewskiej
- rozemiana i szczliwa. Zacza od penej wdziku piosenki rosyjskiej o
"toczkach", ktrej cay urok polega nie tyle na treci, ile na bogatych
wariacjach sownych, ale po pierwszych paru frazach z kta "lesorubw" rozlegy
si syki i gone okrzyki "moskowskaja bd". Tania przerwaa i spojrzaa na
sal sposzona - nieledwie ogarnita panik. W jej piknych oczach zabysy
nagle zy i zdawao nam si przez chwil, e ucieknie ze sceny, nie dokoczywszy
nawet tej jednej piosenki. Wtem, zdjta jakby desperackim postanowieniem,
podja na nowo i usiowaa na prno zaguszy swym cienkim gosikiem te dwa
piekce, skandowane z uporem sowa. ,,Tania, Tanioczka" - szeptaa obok mnie z
przejciem Natalia Lwowna. Samsonow odwrci si w kierunku kta, z ktrego
dochodziy okrzyki, i naraz wszystko ucicho. Tania piewaa dalej, cho nie
moga ju odzyska tej swobody, z jak zacza piosenk o "toczkach". Sala
wysuchaa jej do koca z obojtnym spokojem i kiedy Tania dygna wreszcie,
skoniwszy tea224
tralnym gestem gow na piersi, rozlegy si bardzo niemiae brawa. Biedna
Tania! Przeya pewnie swoj porak bolenie, piewaa bowiem na scenie po raz
pierwszy od roku 1937. Ale c, musiaa zapaci za to, e rzucia winia dla
czowieka wolnego...
ywszy kontakt z widowni udao si dopiero nawiza naszemu Wsiewoodowi.
Wbieg na scen energicznym krokiem w swojej koszulce w niebieskie pasy i
wypoyczonym na t okazj za on marynarskim deklu ze zoconym napisem "krasnyj
flot", przystan, przyoy praw do do czoa powyej oczu i zacz si
rozglda po sali, jak gdyby ze szczytu bocianiego gniazda szuka wzrokiem na
horyzoncie zarysw dalekiego ldu. Rozlegy si oklaski i miech. "Brawo,
Wsiewood - przekrzykiwali si nawzajem z uciech winiowie - choroszyj moriak,
nastojaszczij moriak". Wsiewood skoni si gboko i zacz "nastawia" gos,
charczc przeraliwie, od-kasujc i obmacujc dwoma palcami lewej rki krta.
Najwidoczniej by przekonany, e prawdziwy artysta nie rozpoczyna wystpu bez
tych wstpnych wicze, i przestrzega swych czynnoci zawodowych bardzo pilnie.
Winiowie spogldali to na siebie, to na scen i krcili z podziwu gowami.
"Znajet swojo dieo Wsiewood" - mwili szeptem.
Gosem, od ktrego zadray nagle ciany baraku, Wsiewood zapiewa najpierw
piosenk z filmu sowieckiego Dzieci kapitana Grania. Rycza wspaniale,
gestykulujc rkami i caym ciaem, ruszajc wsikami i przewracajc oczami tak,
e wieciy z daleka jak dwa srebrne talary. Widownia suchaa go z zapartym
oddechem i nie tajonym zachwytem. Po piosence Kapitan, kapitan, uyb-nijties'
zapiewa par innych, take marynarskich, ktrych treci i nazw ju dzi nie
pamitam, a kad nagradzalimy rwnie hucznymi oklaskami. Wreszcie gestem
wielkiego aktora poprosi o cisz, zapowiadajc na fina Raskinulos' morie
szyroko. Z wyrazu jego twarzy wywnio225

skowaem, e w przeciwiestwie do poprzednich bdzie to pie smutna. W baraku


zapanowao milczenie. Wsiewo-od stan bokiem do widowni, wycign przed
siebie rce, sta tak chwil i nagle zaintonowa gosem nabrzmiaym zami:
Raskinuos' morie szyroko, Igrajut wony na niom, Towariszcz, my jediem dalo-oko, Podalsze od russko) ziemh...
Gdy skoczy i mia jeszcze po raz ostatni powtrzy refren, odwrci si
byskawicznie do widowni i unisszy niby wizienny prorok obie rce do gry,
zaprosi nas krtkim "wmiestie" do piewu. I staa si rzecz dziwna. Z kilkuset
piersi wydar si ni to piew, ni rozpaczliwy okrzyk:
Towariszcz, my jediem dalo-o-ko, Podalsze od russko) ziemli...
Winiowie podnieli si jak na dany znak z awek i wpatrzeni w batut rk
Wsiewooda, powtarzali urzeczeni te dwie dziwne linijki. Na wszystkich twarzach
malowao si wzruszenie, a w niektrych oczach zawieciy si nawet zy. I cho
piewane z takim przejciem sowa miay w obozie wymow przeklestwa rzuconego
przez przykutych do galer niewolnikw "russkoj ziemli", brzmiaa w nich
jednoczenie nostalgia... Nostalgia za ziemi mki, godu, mierci i upokorze,
za ziemi wiecznego strachu, twardych jak kamie serc i wypalonych paczem oczu,
za jaow ziemi pustynn, praon bezlitonie przez gorce tchnienie szatana...
I nigdy ju potem nie zrozumiaem na krtko choby tak wyranie jak wwczas, e
winiowie rosyjscy yj poza granicami Rosji i nienawidzc jej, tskni do niej
zarazem z caej siy swych zdawionych uczu.
Nie ochonlimy jeszcze w peni z wystpu Wsiewoo226
da, a Natalia Lwowna siedziaa obok mnie z twarz u-kryt w doniach, gdy na
scenie pojawi si w ciemnym ubraniu z wolnoci Zelik Lejman. Ukoni si troch
sztywno i wyniole, ale ju po chwili, skoro tylko opar na ramieniu skrzypce,
pooy na nich gow i jedn rk podnis do gry smyczek, drug za wpi si
drapienie w szyjk gryfu, jego rysy i ruchy nabray mikkoci, a skaon
nienawici twarz wygadzi cie smutku. Nie pamitam ju dzi niestety, co
gra, rozbolaa mnie bowiem gowa, poczuem przejmujcy gd i oparszy jak
Natalia Lwowna gow na rkach, zapadem w stan gorczkowego odrtwienia. Wiem
tylko, e koncert Zelika Lejmana musia trwa bardzo dugo, bo suchajc
pyncych z oddali, jak gdyby zza obitej wojokiem ciany, dwikw skrzypiec,
zdyem przeni na jawie cay ten okres mego ycia, gdy jako mody chopiec
przysuchiwaem si z ulicy maego miasteczka polskiego piewnym lamentom i
zawodzeniom nad zburzeniem Jerozolimy, ktre w kady Sdny Dzie dochodziy zza
okopconych szybek na p zawalonej synagogi. Boe, jakim ten Zelik Lejman by
ydem! Jak szlocha na swoich skrzypcach, jak si na przemian miota i korzy,
jak pon zemst niby krzak gorejcy, uderzajc gniewnie smyczkiem w struny, i
jak si modli arliwie zwrcony twarz ku tej stronie wiata, w ktrej na
gruzach zburzonej Jerozolimy miaa kwitn znowu gajami oliwkowymi Ziemia
Obiecana - jak gra swj i swego narodu los, nie znajcy granic pomidzy
mioci a nienawici!
Ocknem si pprzytomny na dwik oklaskw. Zelik Lejman kania si
powcigliwie, a na wskich, zacinitych kurczowo ustach bka mu si
pogardliwy umieszek. Winiowie zaczli si podnosi z awek i klaszczc
jeszcze, przygotowywali si do wyjcia. Odwrciem si w kierunku Natalii
Lwownej - jej miejsce byo puste. Kto z boku powiedzia mi, e zasaba i
wysza z teatru zaraz na pocztku koncertu skrzypcowego. Powczc ciko
227
nogami, przepychalimy si w zaduchu ku drzwiom, za ktrymi noc wiosenna
zapalia ju wszystkie gwiazdy i pachniaa ostrym, orzewiajcym powiewem
odwily.
W par tygodni po tym pamitnym przedstawieniu - na krtko przed wybuchem wojny
rosyjsko-niemieckiej - obz obiega wiadomo, e Natalia Lwowna usiowaa
popeni samobjstwo, przecinajc sobie yy obu rk zardzewiaym scyzorykiem.
Jej ssiadka na pryczy zaalarmowaa jednak na czas wartowni i Natali Lwowna
przeniesiono do szpitala, gdzie spdzia blisko dwa miesice, wracajc wolno i
opornie do ycia. Po wypisaniu ze szpitala nie wrcia ju do biura

rachmistrzw, ale pracowaa przez pewien czas w kuchni obozowej, skd j


wyrzucono za wynoszenie jedzenia winiom. Potem posano j na baz do cerowania
workw, gdy ja pracowaem ju na biry drzewnej. Widywaem j czsto w zonie i
pozdrawiaem jak dawniej z daleka, ale nie zamienilimy nigdy wicej ani sowa.
S tajemnice, ktre cz, s jednak i takie, ktre w wypadku klski na zawsze dziel.

Na tyach otieczestwiennoj wojny


Jeli chodzi w ogle o donosy, to zazwyczaj kwitn
nie podlega w wizieniu najmniejszemu upokorzeniu;
byoby oburza si na niego. Nie stroni od niego,
gdybycie zaczli w wizieniu wytyka ca podo
zrozumia.
Dostojewski, Zapiski z martwego domu

one w wizieniu. Donosiciel


nie do pomylenia nawet
przyjani si z nim, tak e
donosu, nikt by was nie

Partia szachw
Wybuch wojny rosyjsko-niemieckiej wprowadzi zasadnicze zmiany w moim yciu: 29
czerwca zostaem wraz z innymi cudzoziemcami i rosyjskimi winiami politycznymi
usunity z bazy ywnociowej i odesany do nowo utworzonej brygady 57., ktra
krtki okres lata miaa spdzi na sianokosach w porbach lenych, a na jesie i
zim przewidywana bya jako brygada pomocnicza w pracach na tartaku i przy
zaadowywaniu okorowanych jode na otwarte platformy wagonw.
Ten ostatni tydzie spdzony na bazie pozwoli mi jednak zorientowa si w
rozmiarach zaskoczenia niemieckiego i nie ukrywanego popochu psychicznego, z
jakim stra i administracja obozowa przyjy wybuch wojny. Pierwszy odruch mia
w sobie co z osupienia i niesamowitego strachu; dopiero owiadczenie
Churchilla, z ktrego wynikao, e "Anglia jest z nami, a nie przeciwko nam",
przynioso pewne odprenie. Nasz konwojent przywita je gonym "urra!",
podrzucajc po kozacku fu229
trzan czapk i karabin z bagnetem do gry, i zacz nam opowiada z
podnieceniem, jak to ,,Anglia nigdy jeszcze nie przegraa wojny", zapomniawszy
wida ze szcztem, e jeszcze par dni temu ta sama Anglia bya malek wysepk,
ktr "Niemcy zarzuc czapkami". Podobny zwrot dokona si rwnie - w znacznie
inteligentniejszej oczywicie formie - w tonie radia sowieckiego. Komunikaty i
komentarze polityczne, przepenione do niedawna jeszcze dzik Schadenfreude z
okazji kadego sukcesu niemieckiego na Zachodzie, wezbray teraz jak ropiejcy
wrzd jadem antyniemieckim i przemieniay si w czue gruchanie, ilekro mowa
bya o Anglii i pastwach okupowanych. Tak wygldaa zmiana partnerw w tacu
-na zewntrz. W istocie pierwsze odgosy nadcigajcej burzy usyszelimy ju
wczeniej. Nie uszed naszej uwagi komunikat TASS z pierwszych dni czerwca,
dementujcy "w jak najbardziej kategorycznej formie rozsiewane na Zachodzie
pogoski o przeniesieniu paru dywizji syberyjskich z Dalekiego Wschodu nad Bug";
komunikat stwierdza spokojnie, e wspomniane wyej ruchy wojsk odbywaj si w
ramach normalnych manewrw letnich i przypomina dalej, e dobrossiedzkie
stosunki rosyjsko-nie-mieckie, przypiecztowane paktem sierpniowym, przetrwaj
niezawodnie pode intrygi imperialistycznych podegaczy wojennych na Zachodzie.
Inynier ceramik Sa-dowski, towarzysz modzieczych lat Lenina i Dzieryskiego, niegdy wicekomisarz lekkiego przemysu w jednym z rzdw
porewolucyjnych, nachyli si do mnie i szepn mi na ucho, e zaprzeczenia TASS
s dla inteligentnych ludzi w Rosji tym, czym uczciwe doniesienia prasowe w
Anglii lub Francji. Tote jego wybuch wojny nie zdumia zupenie; co si za
tyczy dalszego jej biegu i wyniku, wstrzyma si z wyraeniem swego pogldu a
do upywu pierwszego miesica walk na froncie.

Przemwienia radiowego Stalina, wygoszonego nazajutrz po ataku niemieckim na


Rosj, wysuchalimy na
230
bazie, stojc przed drewnian dyurk urzdnika inten-dentury kargopolskiej.
Bya to mowa zamanego starca;
gos mu si zacina, przechodzi w dramatyczne akcenty, rozbrzmiewa pokornym
ciepem we wszystkich frazach patriotycznych. Stalimy w milczeniu, z
opuszczonymi gowami, ale widziaem nieomal, jak gorca fala radoci podpywa do
wszystkich grdyk, dawi za garda spazmem nadziei, zasnuwa zmtniae od godu i
zmczenia oczy bielmem pprzytomnej lepoty niewolnikw, dla ktrych kada rka
otwierajca wrota kani jest rk Opatrznoci. W pierwszych tygodniach wojny
mwio si o niej wrd winiw mao i ostronie, ale prawie zawsze tak samo:
id naprzd! I jest moe miar upodlenia i rozpaczy, do jakiej doprowadzi swe
ofiary system nowoczesnego niewolnictwa, fakt, e nie liczc tysicy prostych
Rosjan, Ukraicw i "nacmenw", dla ktrych Niemcy byli naturalnym sojusznikiem
w walce ze znienawidzonymi kochozami, bez maa wszyscy komunici europejscy i
rosyjscy, ludzie wiatli, wyksztaceni i mdrzy, oczekiwali z dnia na dzie z
podnieceniem i zniecierpliwieniem przyjcia hitlerowskich oswobodzicieli. Myl
z przeraeniem i gbokim wstydem o Europie przedzielonej na p Bugiem, w
ktrej po jednej stronie miliony niewolnikw sowieckich modliy si o wyzwolenie
z rk armii hitlerowskiej, a po drugiej miliony nie dopalonych ofiar niemieckich
obozw koncentracyjnych pokaday ostatni nadziej w Armii Czerwonej.
Ludzie wolni dostpni mojej obserwacji, to znaczy nasi stre obozowi,
reagowali, rzecz prosta, inaczej. Dla nich cay problem sprowadza si do
pytania: Quis custodiet custodes] Od pierwszego uczucia zwierzcego niepokoju o
los "socjalistycznej ojczyzny", ktry u Rosjan - moim zdaniem - ma charakter
organicznego kompleksu niszoci wobec Niemcw, przeszli do niepokoju o sprawy
bardziej bliskie i uchwytne, bo o los wasny. Chodzio gwnie o to, czy w
zwizku z wymaganiami frontu nie
231
zacznie si w obozie "sokraszczenije sztata", innymi sowy, czy nie wypadnie
zamieni wygodnej i spokojnej posady na dalekiej Pnocy na niepewn tuaczk po
okopach. Po dwch tygodniach wojny te obawy rozwiay si w sposb jak
najbardziej nieoczekiwany. Byo co zdumiewajcego i nieprawdopodobnego w tym
nowym fakcie: komunikaty wojenne wymieniay codziennie nazwy miejscowoci
przyfrontowych pooonych coraz dalej na wschd, a do Jercewa przybyway
codziennie wiee kontyngenty modych i rosych onierzy NKWD przeznaczonych do
wzmocnienia zaogi obozw nad Morzem Biaym, w odlegoci trzystu kilometrw od
Archangielska! Dwudziestoosobowe brygady winiw wychodziy teraz do pracy pod
eskort dwch uzbrojonych konwojentw*, a pierwsza danina krwi, jak obz zoy
na otarzu zagroonej ojczyzny, polegaa na wypowiedzeniu bezwzgldnej walki
potencjalnym wrogom wewntrznym; usunito wszystkich "politycznych" z
odpowiedzialnych stanowisk technicznych, zastpujc ich ludmi wolnymi,
wypdzono wszystkich Niemcw nadwoaskich z biur obozowych do brygad lenych
(gdzie zaywali zreszt szacunku wrd winiw rosyjskich jako przyszli rzdcy
tego kraju), odesano do innych brygad wszystkich winiw cudzoziemskich i
politycznych z bazy ywnociowej, aby zapobiec zatruciu artykuw spoywczych
przeznaczonych dla spdzielni na wolnoci, podwojono w trybie doranym wyroki
wszystkim winiom podejrzanym o szpiegostwo na rzecz Niemiec, wstrzymano
bezterminowo, "a do odwoania", zwalnianie winiw politycznych, ktrzy
koczyli wanie lub mieli wkrtce skoczy odsiadywanie kary, zamknito w
izolatorze obozowym paru oficerw polskich, z natury rzeczy posdzanych o
sympatie
* Jeli przyj, e w Rosji byo podwczas 20 milionw winiw, to operacja
musiaa kosztowa wadze sowieckie okoo miliona doborowych onierzy, zupenie
bezuytecznych dla frontu.
232

proniemieckie. Obz odetchn, a ustpujca pocztkowo w popochu fala


patriotyzmu wrcia na swoje dawne miejsce, jeszcze bardziej grzywiasta, grona
i wezbrana. Nie bez wpywu na popraw samopoczucia patriotycznego zaogi obozu
by take drobny fakt, ktrego mimowolnym wiadkiem staem si w ostatnim dniu
pobytu na bazie. Wyadowalimy mianowicie wagon wieprzowiny litewskiej w
piknych opakowaniach jutowych, ostemplowanych niemieckim znaczkiem importowym.
Transport nie zdy ju wida do adresata i po dugich podrach dobi do
spokojnego portu w Jercewie. Zosta te, dla upamitnienia wybuchu
"otieczestwiennoj wojny", rozdzielony sprawiedliwie midzy "spiecarok" i ubogi
sklepik w pobliu ony.
Miesic min i nic si nie dziao. Sadowski, zapytany na sianokosach o swoje
przewidywania na przyszo, rozoy na trawie par patykw, dwa wiechcie siana
i garstk rnokolorowych jagd i rozpocz interesujcy wykad. Jego zdaniem
decydujce byy pierwsze cztery tygodnie walk. Suchajc oficjalnych komunikatw
sowieckich, naleao mie przed oczyma pamici map Rosji i zadawa sobie
pytanie, w jakim tempie posuwa si naprzd pochd niemiecki. Jeeli w bardzo
szybkim - to le, jeeli w przecitnie szybkim - to nic gronego. Klska Rosji
byaby bowiem moliwa tylko w wypadku, gdyby porakom na froncie towarzyszyy
oznaki wewntrznego rozkadu na tyach. Ot jedynie Armia Czerwona, cofajca
si w takim popochu i tempie, e musiayby j powstrzymywa przytknite do
plecw bagnety wojsk NKWD, mogaby - wzita w dwa ognie - obrci si przeciwko
swym rodzimym przeladowcom i zapocztkowa wojn domow w Rosji. Nic podobnego
nie wchodzio w gr. Wojska sowieckie cofay si we wzgldnym porzdku ("w
organizowannom poriadkie wieszczej") i mogy si tak cofa a do Uralu, gdzie od
lat budowano z olbrzymim nakadem rodkw technicznych i ofiar
9-Inny wiat
233
ludzkich (uralskie obozy pracy!) zapasowy orodek przemysu wojennego. W jakiej
sytuacji i przy jakich awanta-ach strategicznych Rosja odniesie ostateczne
zwycistwo nad Niemcami, zaley od taktyki wojenno-politycznej jej zachodnich
sprzymierzecw.
Przyjem ten pogld za swj, wyda mi si bowiem logiczny, w mojej sytuacji
osobistej natomiast zaszy od czasu podpisania paktu polsko-sowieckiego i
ogoszenia amnestii dla winiw polskich w Rosji zasadnicze zmiany. Mogem ju
teraz pragn klski sowieckiej tylko dla zaspokojenia uczucia zemsty; nie
dyktowa mi jej za ani zdrowy rozsdek, ani uczucia, jakie ywiem dla Niemcw.
Znalazem si tedy wrd 15 do 20 najwyej winiw na dwa tysice w Jercewie,
ktrzy na przekr trwajcym jeszcze cigle klskom sowieckim na froncie
wschodnim mieli odwag twierdzi, e Rosja nie ulegnie. Miaem te za to pniej
- jak si dalej okae - drogo zapaci w... Trzecim Oddziale NKWD obozw kargopolskich.
Sytuacja nas, Polakw, zmienia si po pakcie Sikor-ski-Majski i amnestii w
sposb a nadto widoczny. Przed wybuchem wojny rosyjsko-niemieckiej uwaano nas
za ,,antigiermanskich faszystw" i tchrzw, od koca czerwca do koca lipca za
proniemieckich faszystw i nie takich znowu tchrzw, w pierwszych dniach
sierpnia za bojownikw wolnoci i sojusznikw. Nasz nowy konwojent z 57.
brygady, ktry - jak mi mwiono - nie szczdzi dawniej Polakom obraliwych
wymwek za klsk wrzeniow i "porywanie si z motyk na soce", poklepa mnie
na wie o amnestii po ramieniu i rzek:
,,Moodiec, budiem wmiestie bit' Giermancew". Nie w smak mi byo to nage
zbratanie z dwch wzgldw: po pierwsze wizie nie przebacza nigdy swemu
dozorcy, a po drugie obracao ono przeciwko mnie wsptowarzy-szw niewoli,
ktrzy nie urodzili si na swoje nieszczcie Polakami, lecz do ktrych
przywizaem si by wielo234
krotnic gbiej i serdeczniej ni do wasnych rodakw. Po amnestii bowiem
Rosjanie i cudzoziemcy odsunli si od Polakw z niechci, uwaajc ich odtd
za przyszych wspuczestnikw w zowrogim dziele obrony wizie i obozw
sowieckich.

W grudniu 1941 roku Stalin przemwi po raz drugi. Nie zapomn nigdy tego
twardego gosu, tych sw wybijanych jak gdyby kamienn pici, tego
przeszywajcego i zimnego tonu czowieka o nerwach ze stali. Mwi, e ofensywa
niemiecka zatrzymana zostaa na przedpolach Moskwy i Leningradu, e dzie
zwycistwa nad niemieckimi barbarzycami jest bliski i e lwia cz zasugi za
ten najwspanialszy od czasw Kutuzowa tryumf ora rosyjskiego spada nie tylko
na bohaterskich krasnoarmiejcw, lotnikw, marynarzy, partyzantw, robotnikw i
kochonikw, ale i na tych, ktrzy czuwali nad "uprocz-nienijem tya wtoroj
otieczestwiennoj wojny". Zebrani w baraku wie/mowie suchali tego przemwienia z
wyrazem beznad/iejne) ro/paczy w twarzach, a ja przypomniaem sobie teori
Sadowskiego i posiki NKWD przysane nazajutrz po wybuchu wojny na odsiecz
zaodze obozw kargopolskich. Tak, to my tutaj bylimy czci ,,uprocz-nionnogo
tya wtoroj otieczestwiennoj wojny".
Takie jest (by moe, nieco za szerokie) to polityczne wypadku, jaki rozegra
si w pierwszych dniach lipca 1941 roku w baraku technicznym w Jercewie. Nazwa
,,barak techniczny" wymaga jednak rwnie krtkiego choby wyjanienia. Mieci
si on w Jercewie na zakrcie cieki prowadzcej z naszego baraku na wartowni
i zamieszkany by wycznie przez winiw, zatrudnionych w obozie wedug
kwalifikacji zawodowych z wolnoci. Wrd szczliwych wybracw losu przewaali
inynierowie i technicy z wyszym wyksztaceniem, ale nie bra235
ko te paru humanistw, ktrzy w drodze wyjtku mieli prawo piastowa podrzdne
stanowiska w dziale administracji i gospodarki obozowej. Pisz "wybracy losu",
bo przydzia do grupy technicznej dawa pewne przywileje mieszkaniowe, odzieowe
i ywnociowie, ktrych pozbawieni byli - rzecz jasna - ludzie z wyszym
wyksztaceniem, odesani z braku odpowiednich wakansw do oglnych barakw i na
oglne roboty. Barak techniczny urzdzony by znacznie przyzwoiciej ni
wszystkie inne, z odstpami pomidzy indywidualnymi pryczami i dwoma solidnymi
stoami na skrajach, a jego mieszkacy otrzymywali poza nieprzemakaln kurtk z
ptna aglowego i par prawdziwych butw juchtowych z cholewami specjalny
kocio "iteerowski" (ITR - ineniersko-tiechnicze-skije raboczije), rwny co do
iloci "stachanowskiemu", ale wzmocniony yk tuszczu rolinnego i porcj
surwki "cyngotnej". W ubogiej strukturze spoecznej obozu "iteerowcy" byli wic
arystokracj drugiego stopnia, ograniczon w sprawowaniu wadzy nad
wspwiniami bardziej ni elita "urkw", ktra obsiada organy wykonawcze,
niemniej jednak wyniesion wyranie przywilejami i stylem ycia ponad szar mas
proletariatu niewolniczego - czym w rodzaju najemnej inteligencji despotycznego
reimu wojskowego. Oczywicie wszyscy - nie liczc lejtnanta Armii Czerwonej
Zyskinda, naczelnika wizienia wewntrznego w zonie (izolatora), ktry dosta
dwa lata za kradzie pienidzy z kasy pukowej - mieli wyroki dziesicio- lub
pitnastoletnie za dziaalno kontrrewolucyjn i z chwil wybuchu wojny
rosyjsko-nie-mieckiej zdublowani zostali na swoich stanowiskach przez tpych
nieukw z wolnoci. Do "kota iteerowskiego" przywizany by w zasadzie cichy
warunek sine qua non, od ktrego mogli si uchyli jedynie wybitni specjalici
nie do zastpienia w swej dziedzinie - obowizek donosu. Nikt si temu nie
dziwi i nikogo to nie gorszyo - ostatecznie dzie nastpuje zawsze po nocy. Co
rod
236
wieczorem przychodzia do ony przystojna Rosjanka z grub teczk, "starszyj
lejtienant NKWD" Strumina, i niby ksidz, przybyy do odlegej wioski dla
odprawienia cichej mszy, pozdrawiaa wszystkich przechodzcych winiw
uprzejmym "zdrawstwujtie", ktre brzmiao jak "pochwalony", aby w chwil potem
rozoy na stole w malekim pokoiku przylegajcym do jednego z barakw swj
przenony konfesjona.
Miaem w baraku technicznym wielu znajomych. Dystyngowany inynier hydrolog o
twarzy starego arystokraty angielskiego. Pienin, wypytywa mnie czsto z
sympati o stosunki panujce w Polsce; z wiedeczykiem, inynierem Weltmannem,
grywaem w szachy; Ormianin, inynier konstruktor Machapetian, by mi
przyjacielem bliszym ni brat; historyk Jerusalimskij, niegdy pogromca

profesora Tarlego, a teraz skazaniec nie rozstajcy si ani na chwil z pkatym


Napoleonem swego szczliwszego oponenta*, zbliy si do mnie przez Machapetiana. Jedynie nierozczna para "dwch gorkistw", lekarz wiedeski, dr
Loevenstein, i konstruktor lotnisk, inynier Mironow, witaa mnie i egnaa
zawsze penym rezerwy i powcigliwoci pozdrowieniem. Nazywano ich tak w
obozie, parafrazujc znan piosenk sowieck o "trzech tankistach", bo dostali
obaj po dziesi lat za Gorkiego. Dr Loevenstein, dobroduszny grubas w zotych
okularach, by lekarzem przybocznym wielkiego pisarza rosyjskiego w okresie
ostatnich dni jego ycia i swoj obecnoci w obozie zadawa kam wszelkim
pogoskom o otruciu starego barda Rewolucji Padziernikowej; milczcy i
zamknity Mironow natomiast mia nieszczcie zbudowa lotnisko, z ktrego
wystartowa niefortunnie, rozbiwszy si po paru minutach lotu, olbrzymi samolot
sowiecki nowego typu, "Gorkij".
* Wiktor Weintraub wspomina o nim w odbitce z "Tek historycznych" pt. Blaski i
ndze dziejw ycia prof. Tarlego.
237
Miaem dziki Machapetianowi dozwolony wstp do baraku technicznego o kadej
porze dnia i nocy, tote korzystaem z niego - naduywajc moe nawet troch
praw gocinnoci - prawie co wieczr, tak bardzo byem spragniony ludzkiej
rozmowy, uprzejmych zwrotw grzecznociowych i tej szczeglnej atmosfery
sarkastycznego szyderstwa, nieodcznej przecie od kadego wikszego skupiska
inteligenckiego. Musz tu bowiem doda, e czowiek zmczony upiornym absurdem
ycia sowieckiego mg znale chwil wytchnienia i odprenia nerwowego tylko w
baraku technicznym. Jego mieszkacy uwaali wszystko to, co si z nimi i obok
nich dziao, za kiepski art sceniczny, w ktrym bandyci graj rol policjantw,
a policjanci siedz pod cianami w kajdankach na rkach. Jedynie w antraktach
godu i wzmoonego terroru obozowego miechy w baraku cichy, ustpujc miejsca
niespokojnym szeptom kuluarowym na temat dalszego biegu tej nazbyt ju dugo
trwajcej tragifarsy. Nie bardzo wic mogem si domyli, o czym donosz Struminej ci ludzie, z ktrych kady powiedzia ju swemu ssiadowi na ucho tyle,
ile trzeba, aby w normalnych warunkach na wolnoci zarobi bez trudu na drugi
wyrok.
Tak oto, opisawszy ju w tym opowiadaniu szachownic i rozstawiwszy na niej
figury, mog nareszcie przystpi do krlewskiego gambitu. W upalny wieczr
lipcowy siedzielimy nad szachami przy jednym stole - Loeven-stein z Mironowem i
ja z Weltmannem. W baraku byo cicho, paru "iteerw" spao, Machapetian i
Jerusalimskij pisali na kolanach listy, a Zyskind czyta ksik z nogami
zaoonymi na pk grnej pryczy. Weltmann ogrywa mnie zawsze niemiosiernie,
ale lubi ze mn gra dlatego, e jak kady partacz obmylaem na gos po
niemiecku par ruchw naprzd, co mu dawao zudzenie, e siedzi w niedziel w
swoim Kaffehausie i studiuje uwanie z przyjacimi kcik szachowy w "Wiener
Zeitung". Punktualnie o pnocy gonik radiowy zosta wczony i
238
zaczy si "poslednije izwiestija". Przerwalimy gr dopiero wtedy, gdy drzwi
baraku otworzyy si z trzaskiem i na sal wtoczy si, czepiajc si bdzcymi
rkami prycz, mody technik, ktrego nazwiska ju dzisiaj nie pamitam. Spiker
skoczy wanie odczytywanie rozkazu dziennego naczelnego dowdztwa i przeszed
do komunikatw z frontu. Mia do zakomunikowania tylko tyle, e samoloty
sowieckie strciy trzydzieci pi samolotw nieprzyjaciela, a piechota odbia
w brawurowym przeciwnatarciu dwie mae wioski na Ukrainie. Mody technik sucha
tego oparty o pionow belk pryczy, z nog zaoon na nog. Gdy gonik zosta
wyczony, otrzsn si jak topielec wycignity z wody i z desperack
zawzitoci pijaka krzykn na cay gos:
- Ciekawe byoby usysze, ile naszych samolotw strcili Niemcy!
W baraku zapanowaa taka cisza, e syszaem przesunicie figury na szachownicy
"dwch gorkistw" i szelest papieru listowego Machapetiana. Tylko Zyskind
zamkn gwatownie ksik, zeskoczy z pryczy i poszed w noc. Mody technik
odepchn si silnie od belki i zwaliwszy si z oskotem na awk obok naszego
stou, opar roz-kudan gow na rkach. Z ssiedniej szachownicy spada od

nagego uderzenia okci o st jedna figura; podnoszc j z ziemi, Mironow


sykn cicho:
- Jak si, idioto, upijesz, to zatkaj sobie chustk gb! Pijany podnis na
chwil gow i machn lekcewaco rk. Po kwadransie zabrao jego i
Machapetiana dwch oficerw z Trzeciego Oddziau.
Gralimy dalej, jak gdyby nic nie zaszo, przerywajc tylko na chwil, aby
wysucha sprawozdania Machapetiana, ktry amicym si gosem opowiedzia nam,
jak w obecnoci Zyskinda musia potwierdzi i podpisa tekst sw
wypowiedzianych przez oskaronego. Okoo pierwszej wrci Zyskind i nie patrzc
nikomu w oczy, pooy si w tej samej pozycji na pryczy, z twarz zasonit
239
otwart ksik. Weltmann mia wanie szachowa po raz drugi, gdy za on
rozleg si krtki wystrza i uton zaraz w wenistych pakuach nocy.
Spojrzaem na jego twarz z uczuciem dusznoci i mdoci: bya zmita,
postarzaa, skurczona strachem.
- Trybuna wojenny - szepn cicho, trzymajc w palcach za grzyw drewnianego
konia, gotowego do skoku.
- Poddaj parti - rzekem, roztrcajc drc rk figury na szachownicy.
Zyskind czyta nieporuszony, a nasi ssiedzi grali dalej:
Loevenstein wiszcy nad szachownic jak drapieny ptak, a Mironow rozparty na
okciach przystawionych do brzegu stou, z gow wcinit gboko w ramiona.
- Szach! - wykrzykn tryumfalnie Loevenstein.
- Mj drogi, ja nie zauwayem tego laufra - broni si Mironow, kadc nacisk
na ostatnie sowo.
- Ot to. Wanie dlatego - mat. Trzeba mie oczy na waciwym miejscu, kiedy
si gra w szachy.
Po czym odwrci si w kierunku pryczy, na ktrej lea Zyskind, i przecierajc
chusteczk zote okulary, powiedzia z ledwie dostrzegalnym byskiem sarkazmu w
mdrych oczach:
- Syszelicie "poslednije izwiestija", towarzyszu Zyskind? Z nas wszystkich
tylko wy jedni macie szans stan wkrtce w szeregach obrocw ojczyzny i...
(tu przerwa) szczerze wam tego zazdroszcz. Co si za tyczy chorych z
izolatora, to przyprowadcie mi ich jutro do ambulatorium po apelu porannym.
Zyskind odchyli ksik i skin gow na znak zgody.
Sianokosy
Droga na sianokosy wioda obok bazy wsk i krt ciek przez podmok porb
okalajc obz, potem
240
drewnianym torem przez mody zagajnik, znowu ciek przez trzy wiee porby w
pobliu rozwalonej i butwiej-cej szopy, ktra suya kiedy za skad narzdzi,
skokami przez kilkadziesit podkadw na torfowisku i drewniany mostek nad
strumieniem, kluczcym marszem przez wykroty w nastpnym zagajniku i wreszcie na olbrzymi polan, otoczon nie tknitym jeszcze lasem, gdzie nazajutrz po
ustpieniu niegw podnosia si ku socu szeroka i ostra trawa mokradowa,
sigajca niskiemu czowiekowi do pasa.
Mj Boe, sianokosy! Czy mogem by przypuszcza, gdy jako mody chopiec
uczyem si dla zabawy kosi w Kieleckiem, e bd kiedy zarabia w ten sposb
na ycie... A przecie wspominam dzi ten okres ze wzruszeniem i radoci, bo
nigdy ju potem nie zaznaem rwnie szczliwego, jeli chodzi o intensywno i
wieo, przeycia, ktre pisarze nazywaj wewntrznym zmartwychwstaniem. Od
prawie roku wyszedem po raz pierwszy tak daleko za on i jak niegdy listkw
trawy na jedynym spacerze w wizieniu grodzieskim, tak teraz dotykaem z
bijcym sercem kwiatw, drzew i krzeww. Mimo e droga bya cika i duga (po
sze kilometrw w kad stron), szedem o wicie w brygadzie wycignitej
gsiego lekkim i sprystym krokiem, a wieczorem wracaem do ony opalony,
spracowany, nasycony powietrzem, jagodami i krajobrazem, przesiknity zapachem

lasu i siana - jak giez chwiejcy si na cienkich nkach, gdy si opije kosk
juch.
Na czele brygady 57. stan stary ciela ganow, ten sam, ktry modli si
zawsze do pnej nocy na pryczy, czowiek cichy, spokojny, uczynny, rozkochany
do szalestwa w robocie gospodarskiej. Nie korzysta nigdy z przywilejw
brygadierskich, lecz wpisawszy szybko na drewnian deszczuk nazwiska swoich
podwadnych, chwyta za kos, stawa razem z nami w szeregu i dopiero na godzin
przed kocem zaczyna oblicza rwnymi krokami
241
wymiary skoszonych anw, aby je przemnoy wieczorem w baraku przez
wspczynniki norm. Obaj konwojenci drzemali najczciej w dwch kopkach siana
na skrajach polany, tak e czasem wida byo z daleka tylko srebrne iglice
bagnetw, zatknite na szczytach stogw obok zaostrzonych wierzchokw erdzi
umacniajcych i tradycyjnych gazek zielono-czerwonej jarzbiny. yo nam si
wic zacisznie i dobrze. Wychodzilimy do pracy do wczenie, bo w zonie
szarzao jeszcze, a na opaowym niebie dogasay ostatnie gwiazdy. Po godzinnym
marszu niebo przybierao ju kolor konchy z masy perowej, bkitno-rowej na
obrzeach, a biaej w rodku. Bywao, e wchodzc na polan, poszylimy stado
pascych si osi i dugo jeszcze potem syszelimy ttent ich racic, zarzucajc
z powrotem widami na stogi roz-wczone i stratowane siano. Raz nawet ganow
pokaza nam na skraju lasu due legowisko wymoszczone w mchu, na ktrym walay
si kaki sierci i grona nie doje-dzonej jarzbiny, i przytknwszy ostronie
nos do parujcych ekskrementw, upewnia nas, e jeszcze p godziny temu
baroy si tu olbrzymi niedwied archangielski. Ledwie wzeszo soce za
lasem, ustawialimy si na polanie jak do obawy i szerokimi zakosami kadlimy
falujce any na boki, zostawiajc za sob dugie szeregi skoszonej trawy, rwne
jak skiby wieo zoranej ziemi. Okoo dziewitej przerywalimy na kwadrans
prac; jedyna oseka wdrowaa z rk do rk i szorstkim podbrzuszem lizgaa si
ukowatymi zakolami po byszczcych w socu brzeszczotach kos. Z dwikiem
gwizdka tartacznego w poudnie rozchodzilimy si parami lub trjkami pod stogi
siana i zjadszy troch ocalonego od wczoraj chleba z jagodami i jarzbin,
zasypialimy od razu snem tak kamiennym, e zrozpaczony ganow musia nas budzi
o pierwszej gwatownymi szarpniciami za nogi.
Lato pnocne jest krtkie, upalne i przesycone trujcymi wyziewami moczarw i
bagien. W cigu paru godzin
242
poudniowych niebo - szkliste o wicie i wzdte jak niebieski agiel pod wieczr
- marszczy si i dry w rozarzonym powietrzu jak zetlaa cynfolia ze srebra nad
pomieniem wiecy. Wiele razy, zaalarmowani supami czarnego dymu za
zagajnikiem, bieglimy z konwojentami na pobliskie porby gasi poar torfu,
suchego mchu i nie uprztnitego drzewa, wzniecony czerwon gowni soneczn. W
pierwszych dniach wrzenia zaczynaj si na Pnocy ulewy i trwaj cay miesic.
Pamitam wzruszenie, z jakim ostatniego dnia sianokosw biegem wraz z ca
brygad i konwojentami do walcej si szopy przydronej, aby si schroni przed
burz z deszczem i gradobiciem. Przemoczeni do koszul stalimy pod sprchniaym
dachem, o ktry rozpryskiway si z trzaskiem krople gradu, za oknami huczaa
ciepa, jesienna burza, targane wiatrem okiennice zamykay si i otwieray ze
zgrzytem na zardzewiaych zawiasach, odsaniajc na okamgnienie zielon porb,
zgite wierzchoki drzew i niebo poctkowane rowymi byskawicami. Grzebaem
kijem w popiele i czuem, jak wraz ze ciekajc z czoa i policzkw wod
napywaj mi do ust gorzkie zy. Wystarczyo odwrci si plecami do dwch
postaci wspartych na karabinach, aby poczu si wolnym. A przecie sianokosy si
koczyy, min ju miesic od ogoszenia amnestii, setki Polakw wychodziy
codziennie na wolno, a ja wracaem po raz ostatni z otwartej przestrzeni,
gdzie czuje si smak ycia, do odrutowanej ony, gdzie sypia si na jednym
barogu ze mierci.
Na sianokosach zaprzyjaniem si ze starym bolszewikiem, Sadowskim. Polubiem
go za jak wewntrzn prawo, fanatyczn solidarno w poyciu wiziennym i
inteligencj ostr jak brzytwa - wybaczajc mu nawet to, e posugiwa si ni

najchtniej, gdy chodzio o rozcicie przysowiowego wosa na czworo. Sadowski


pozosta bowiem komunist, a raczej czowiekiem, ktry jest ju za stary, aby
si cofn, i dochowuje lepo wiary
243
swoim dawnym przekonaniom, lkajc si skoczy tak jak w wieczny modzieniec z
bajki, co zamawszy luby czarnoksiskie, obrci si natychmiast w kup trupich
szcztkw. "Gdybym i w to przesta wierzy - mwi mi czsto - nie miabym po co
y". "To" oznaczao w praktyce gbokie przywizanie do tradycji "starej
gwardii" - gwnie Lenina i Dzieryskiego - oraz bysk nienawici w oczach, gdy
mowa bya o Stalinie. Lenin - opowiada mi - ostrzega czsto przed mierci
swych starych towarzyszy, e "ten chytry Gruzin, ktry lubi przepieprzony i
przesolony szaszyk barani, przesoli rwnie i przepieprzy Rewolucj"*. Ze
skpych jego napomknie o yciu osobistym wiedziaem tylko tyle, e ma dorosego
syna we Wadywostoku, ale nic o nim nie wie od chwili aresztowania, to jest od
roku 1937, a na pytanie o on odpowiada zawsze bolesnym skurczem twarzy i
przymkniciem oczu. Przypuszczam, e zajmowa istotnie przed aresztowaniem do
wysokie stanowisko w hierarchii partyjnej, bo raz opowiada mi o faszerstwach
statystycznych w Rosji, ktre doprowadziy w roku 1930 do zupenego wyginicia
paru narodowoci (midzy innymi Polakw), a kiedy indziej rozwodzi si z
oywieniem, jak w czasie zadyszki historykw, zmczonych pocigiem za zmianami w
oficjalnej orientacji historiozoficznej, przegada ca noc z Jemieijanem na
temat przypuszczalnego kursu sowieckiego rewizjonizmu historycznego w
najbliszej przyszoci. Na pytanie, o jakiego to chodzi Jemieija-na,
odpowiedzia z prostot i lekkim zdziwieniem, e o Jarosawskiego - wodza Ligi
Antyreligijnej w Sowietach. Sadowski by optany demonem logicznego rozumowania
- wszystko, co dawao si logicznie wytumaczy, byo dla niego tym samym
suszne i godziwe. Nieraz w zale* To powiedzonko, bardzo popularne w Rosji wrd starych komunistw, cytuje
rwnie za Mein Leben Trockiego Isaac Deutscher w ksice o Stalinie.
244
pieniu i jakim obdnym transie somnambulicznym dochodzi do tego, e jego
wywd zblia si krok po kroku do czystek, ktrych sam pad ofiar, jako do
logicznej konkluzji pewnych niezbitych zaoe dialektycznych Rewolucji
Padziernikowej. Szturchnity znienacka najpospolitszym argumentem osobistym,
budzi si jak lunatyk przechadzajcy si nad przepaci i wzrusza ramionami z
agodnym umiechem. Tak zapewne umiecha si Hegel, gdy na uwag, e jego
teorie nie zgadzaj si z faktami, odpowiada spokojnie: "Tym gorzej dla
faktw". Sadow-ski mia jednak jeszcze zawsze w zanadrzu swoj ulubion
"anegdotk japosk". Gosia ona, e dekret cesarski, nakazujcy Japoczykom
uchylania kapelusza przed urzdnikami, zaopatrzono w drugiej instancji adnotacj
"zakaza noszenia kapeluszy i zastpi je czapkami", w trzeciej ,,zakaza
wszelkiego nakrycia gowy", a w ostatniej "ci wszystkim urzdnikom gowy,
eby nie mieli na czym nosi kapeluszy i czapek". W podobny sposb katolicy
mwi o dogmacie nieomylnoci papiea w sprawach wiary i tumacz ludzkie
potknicia uomnych sug Kocioa w sprawach wieckich. Trzeba widzie starych
komunistw w obozach sowieckich, aby si przekona, e komunizm jest religi.
Po ukoczeniu sianokosw brygad 57. odesano na tak zwan bir drzewn, gdzie
do poudnia piowaa kloce dla gatrw tartacznych, a reszt dnia adowaa jody
masztowe na otwarte wagony. Zacz si w moim yciu okres bardzo ciki.
Organizm, zahartowany zastrzykiem witamin na sianokosach, miast uodporni si
przeciwko dalszym trudom, zareagowa ostr cyng. Wszystkie zby chwiay mi si
w dzisach jak w mikkiej plastelinie, na udach i nogach poniej kolan
wystpiy ropiejce czyraki, tak bolesne i zagnojone, e nie zdejmowaem ju w
nocy spodni, eby ich nie odrywa od ran, i spaem w tych zaschnitych
watowanych ochraniaczach, podoywszy sobie pod pity zwinity w rulon buszat;
wieczorem poczciwy
245

ganow prowadzi mnie do ony za rk jako nowego "kurzego lepca". Praca na


biry wydawaa mi si ponad ludzkie siy, cho przecie po stachanowskich
wyczynach na bazie powinienem by uwaa j za swego rodzaju odpoczynek. Zibem
na deszczu i lodowatym chodzie, szczkajc wypadajcymi zbami, chwytaem si
po kadych paru pocigniciach piy za serce uwize w krtani, upadaem coraz
czciej pod jodami masztowymi ku cichej i cierpliwej rozpaczy Sadowskiego,
zaprzgnitego na przedzie. Sadowski nie wytrzyma jednak rwnie dugo, cho
zareagowa na nowe cierpienie nie cyng, ale obdem godowym. Wtedy to wanie
wyrwa mi na opustoszaym pomocie przed kuchni blaszank z zup. Przysigbym,
e mnie nie pozna, mimo e patrzy mi prosto w twarz szeroko rozwartymi,
zaropiaymi oczyma. Wybaczyem mu wwczas, wybaczam mu tym bardziej i teraz jemu lub jego trupim szcztkom. Znalaz si poza zasigiem dziaania
czarodziejskich zakl swojej modzieczej wiary, tam gdzie logiczny umys
czowieka nie panuje ju nad zwierzcymi odruchami ciaa.
Do wszystkich tych udrk doczya si najwiksza:
amnestia omijaa mnie z niepojtym uporem. Codziennie wieczorem szedem, brodzc
po omacku przez on, do baraku "pieriesylnego", gdzie zatrzymyway si na noc
transporty Polakw, spieszce z innych "agpunktw" na wolno. W dzie
porzucaem robot, ilekro na biry pojawia si podoficer z Drugiego Oddziau z
kartk papieru w rku, aby mu si nasun przed oczy - zapomniany, a moe nawet
skrelony przez omyk z listy ywych. Gdyby nie Machapetian, zaamabym si w
tych dniach mczcej niepewnoci. Tylko on jeden by niestrudzony w
pocieszeniach, przynosi mi wieczorem zup z kuchni, suszy mi onuce,
wysuchiwa z nie sabncym zainteresowaniem teorii polityczno-wojskowych, ktre
mi zaszczepi Sadowski, wypytywa o pogldy na dalszy bieg wojny, chwali za
obiektywizm w ocenie potencjau gos246
podarczo-wojskowego Rosji, gadzi dobrotliwie po ogolonej gowie, gdy byem
bliski rozpaczy, zabiera na szachy do baraku technicznego. O, by mi bratem, a
moe nawet wicej, bo bratem i przyjacielem w jednej osobie. Musiaem jednak i
ja wysuchiwa jego opowieci o "dawnych dobrych czasach", gdy jako zastpca
komisarza przemysu lotniczego Ormiaskiej SSR cieszy si przyjani "samego
Mikojana".
W listopadowy wieczr wracaem ostronie po wylizganych gooledzi deskach do
baraku, gdy zatrzyma mnie przed szop rzemielnikw obozowych jaki niski
wizie. Wieczory jesienne nie s tak ciemne jak zimowe, tote "kurza lepota"
polega wtedy raczej na niepewnym bdzeniu ni na bezradnym szamotaniu si w
niewidzialnych sidach nocy. Poznaem go, jeszcze zanim wprowadzi mnie do
swojego warsztatu; widywaem par razy tego starego szewca ormiaskiego u
Machapetiana, gdy w dni swoich wit szeptali cicho w obcym jzyku. Uchodzi w
obozie za czowieka niezmiernie uczciwego i mwiono nawet, e nie przyjmuje
chleba za napraw butw naczel-nikowskich. Usadowiwszy mnie na niskim zydlu
szewskim, upewni si, e za przepierzeniem nie ma ju ani jednego krawca, i
przyglda mi si dugo w milczeniu.
- Suchaj - powiedzia wreszcie - czy to prawda, e ty rozpowiadasz w obozie o
zwycistwie Rosji?
- Tak - odpowiedziaem - a bo co?
- Jest taka rzecz - przysiad si do mnie - wiesz, e dyurka "uponomoczennoj"
(Struminej) przylega do tamtego rogu baraku, gdzie pracuj krawcy?
- Wiem - odpowiedziaem, tknity po raz pierwszy zym przeczuciem.
- Ot - cign dalej stary szewc - mj znajomy krawiec wyduba w cianie
dziur midzy belkami. Zasania j w dzie pytk tynku, a w rod wieczorem
sucha, o czym rozmawia Strumina z kapusiami. Wczoraj zawoa mnie, ale nie
tylko dlatego, e bya mowa o tobie...
247
- O mnie?
- Tak, o tobie. Strumina zapytaa najpierw, jakie s nastroje w obozie. Kapu
odpowiedzia, e z wyjtkiem paru "czestnych gradan Sowietskogo Sojuza", ktrzy
dopiero w obozie zrozumieli swoje bdy, wszyscy pragn zwycistwa Niemiec. "To

zrozumiae - odpowiedziaa Strumina - a kak etot Polacziszka?" Kapu przyszed


tu wanie po to, eby powiedzie, e "etot Polacziszka Gru-dzinskij" jest
zupenie innego zdania. "Nic dziwnego - odpara Strumina - zawarlimy przecie
ukad z rzdem polskim i ogosilimy amnesti". Kapu nie da jednak za wygran.
Wszyscy Polacy przecie, mimo e wychodz na wolno, mwi w "pieriesylnym"
szeptem o klsce Rosji i pragn jej rwnie gorco, jak ci, co zostaj w obozie.
"Wic co?" - zapytaa Strumina. Ot to, e ten Gru-dzinskij nie jest na pewno
zwykym studentem, za jakiego si podaje, ale trockist albo kim bardzo
znacznym, "so-trudnikom Becka". O, bo wy nie wiecie, gradanko Strumina, jak on
rozumnie "tokujet po politiczeskim die-am". "Jest umowa z Sikorskim" - wahaa
si Strumina. Zapewne, ale w kadej umowie s zastrzeenia i klauzule. Wypucie
go tylko na wolno, a zobaczycie, co bdzie, jeeli go wyl do Ameryki. Czy
nie lepiej "zadzierat' go w agierie do Osobogo Sowieszczanija NKWD w Moskwie i
razobaczit' kak szpiona?" "Zobaczymy" - przecia Strumina.
- Suchaj - rzuciem si ku niemu bez tchu - czy nie mona byo przez t szpar
zobaczy, kto to by?
- Nie trzeba byo. Poznaem gos.
- Kto? - zapytaem, ciskajc go kurczowo za rk.
- Zastanawiaem si dugo, czy powinienem...
- Mw - krzyczaem nieprzytomny z wciekoci - na lito bosk, mw!
- Machapetian - odrzek cicho, nie patrzc mi w oczy.

Mka za wiar
Pod koniec listopada 1941, w cztery miesice po ogoszeniu amnestii dla winiw
polskich w Rosji, kiedy nie miaem ju adnej nadziei na wytrzymanie do wiosny
nastpnego roku i poegnaem si prawie ostatecznie z myl o zwolnieniu z
obozu, postanowiem ogosi godwk protestacyjn.
Z blisko dwustu Polakw pozostao nas w samym Jer-cewie sze osb. Codziennie
przechodziy przez central dziesitki winiw z Mostowicy, Ostrownoje,
Kruglicy, Niandomy i obu Aleksiejewek. Obz wyludni si w tragiczny dla nas
sposb. Wydawao si, e jeli nie umrzemy szybko, podzielimy los "starych
Polakw" z Ukrainy, ktrych od kraju rodzinnego oderwaa rewolucja roku 1917 i
ktrzy do czasu "amnestii" z roku 1941 uwaali si za Rosjan. I rozumielimy
teraz lepiej ich gorycz, gdy si dowiedzieli, e ukad polsko-sowiecki uwaa ich
rwnie za Rosjan.
Moja godwka bya nie tyle aktem odwagi, ile krokiem, w ktrym desperackie
szalestwo miao wszelkie pozory zdrowego rozsdku. Byem bliski ostatniego
stadium cyngi i zupenego wycieczenia, a starzy winiowie przepowiadali mi nie
wicej ni p roku ycia; z drugiej strony godwka bya w Rosji czym zupenie
nie znanym i nie praktykowanym i w normalnych czasach - a c dopiero w czasie
wojny! - traktowano j jak sabota, karany drugim wyrokiem lub niekiedy nawet
mierci; nie mogem te oczekiwa, e mj organizm wzmocni si po ilu tam
dniach dobrowolnego nieprzyjmowania pokar249
mw i napojw. O wszystkim tym wiedziaem nie gorzej od moich przyjaci
wiziennych, ktrzy mi odradzali t decyzj. Ale przewaya straszliwa myl, e
umierajc za par miesicy, bd niby smak piounu rozgryza wiadomo poddania
si bez walki. Dopki cho jeden Polak przechodzi przez Jercewo na wolno,
istniaa cigle jeszcze minimalna nadzieja, minimalna szansa przypomnienia o
sobie aktem samozniszczenia. Ryzykowaem skrcenie sobie ycia zaledwie o par
miesicy, ale cho i takie postanowienie wymaga znacznej determinacji, stawka
bya zbyt wielka, bym mg si waha. Wreszcie, czowiek pogrzebany ywcem i
przebudzony nagle wrd nocy nie rozumuje; jeli nawet wie, e rozpaczliwym
szamotaniem si obsunie na siebie coraz wicej wieo zruszonej ziemi, bije
pokrwawionymi palcami w wieko trumny z caej siy swej rozpaczy.
Nie tak atwo jednak byo przekona o tym moich towarzyszy, a przecie bez nich
godwce zabrakoby charakteru solidarnego odruchu. Zbieralimy si w cigu paru

wieczorw w kcie jednego z barakw: inynier lenik M., nauczyciel ze


Stanisawowa B., policjant ze lska T., urzdniczka bankowa ze Lwowa Z.,
waciciel tartaku na Wileszczynie L. i ja. Ich wtpliwoci wahay si
pomidzy przesadnym lkiem a przesadn nadziej. Jeszcze nie wszystko stracone dowodzili - a godwka, jako przestpstwo popenione ju po amnestii, pogorszy
nasz sytuacj i wyczy nas spod dziaania ustawy amnestyjnej. Poza tym kt
zarczy, e nawet po podpisaniu w Londynie ukadu polsko-sowieckiego bd nas
traktowali inaczej ni wasnych obywateli, a przecie godwka i odmowa wyjcia
do pracy karane s w Rosji mierci... Nie, nie wszystko jeszcze stracone, caa
nadzieja w Bogu... Nie moe to by, aby zatrzymano w obozie prawdziwych Polakw,
wypuszczajc na wolno ludzi, ktrzy jeszcze do niedawna zapierali si swojej
polskoci...
A jednak byo. Trudno naszego sporu polegaa na
250
tym, e obie strony posugiway si w nim z koniecznoci argumentami wycznie
irracjonalnymi. Moi towarzysze wierzyli w sprawiedliwo wyrokw boskich i w moc
zobowiza midzynarodowych, ja za w moliwo przebagania losu sprowokowaniem
go. 30 listopada wieczorem, gdy wydawao mi si, e jestem prawie zdecydowany
rozpocz godwk sam, zaszedem jeszcze po raz ostatni do naszego wsplnego
kta w baraku B. Inynier M. siedzia jak zwykle w najciemniejszym rogu dolnej
pryczy, oparszy chud ascetyczn twarz o rozjarzonych nieprzytomnie oczach na
doniach, i spoglda na mnie z lkliw przyjani. Nauczyciel ze Stanisawowa i
oficer rezerwy B., ktry po wybuchu wojny rosyjsko-niemieckiej zosta osadzony w
centralnym izolatorze i dopiero niedawno wrci do Jercewa z Drugiej
Aleksiejewki, zdawa si szuka bdnym wzrokiem wyjcia z piercienia obawy i
unika wyranie mojego spojrzenia. T. i L. grali z udawan obojtnoci w
warcaby, a pani Z. zaplota drobne rce na brzuchu i szeptaa zmartwiaymi
wargami modlitw. Wygldali tak razem w przymionym wietle baraku jak grupa
zabkanych turystw w zaomie skalnym, ktrzy gotowi s na ostatni, desperacki
wysiek, jeli przewodnik wemie na siebie pen odpowiedzialno za wynik.
Staem przed nimi ogarnity rwnie lkiem, nie wiedzc, co pocz.
- Przypominam wam moj histori z Machapetianem - powiedziaem wreszcie. - Kto z
was ma prawo by pewny, e i jego rwnie nie zakopa w obozie jaki absurdalny
donos? Po podpisaniu paktu Ribbentrop-Moo-tow komunici niemieccy ogosili w
wizieniu moskiewskim godwk. I co? Z szeciuset godujcych wypuszczono
piciuset kilkudziesiciu i fakt, e na wasne oczy widziaem w naszym
"pieriesylnym'" pod koniec lutego trzech z zatrzymanych, wiadczy chyba
najlepiej o tym, e nikogo nie rozstrzelano.
Te dwa argumenty zrobiy nagle nieoczekiwane wrae251
nie i przez chwil poczuem jak gdyby al, e ustpili tak szybko. Byo ju
jednak za pno. Zgodzilimy si, e w godwce nie wemie udziau inynier M. czowiek chory ciko na serce i jedyny wrd nas Polak, ktremu moglimy
wszyscy zaufa przeniesienie na wolno wieci o nas, jeli ten bunt zaprowadzi
nas przed trybuna wojenny, a jemu dane bdzie ocale - i jeszcze tego wieczoru
zanielimy swj chleb i kartki na zup do biura Samsonowa. Pamitam, e
pomylelimy take o jedynym rodku ostronoci, jakim byo indywidualne
odnoszenie chleba w pgodzinnych odstpach czasu i niespotykanie si ju potem
w zonie. Z opowiada naszych rosyjskich towarzyszy znalimy bowiem kodeks
sowiecki na tyle, by wiedzie, e jakiekolwiek wystpienie przeciwko
obowizujcym w Rosji przepisom staje si automatycznie niewybaczaln zbrodni,
jeli ma charakter zorganizowanej konspiracji. Koci byy rzucone.
Okres poprzedzajcy godwk nauczy mnie paru ciekawych rzeczy o samym sobie.
Po amnestii, kiedy zwolnienie zdawao si by tylko kwesti czasu, odczuwaem w
stosunku do moich rosyjskich towarzyszy wiziennych co w rodzaju wyrzutw
sumienia, e wyjd jako Polak (a nie jako zwyky wizie) na wolno w imi
obrony tego porzdku rzeczy w Rosji, ktry by przyczyn ich uwizienia i
cierpie. Teraz za wrota obozu, zagrodziwszy mi drog do wolnoci, zamkny
przede mn rwnie drog do wielkodusznoci. Niepostrzeenie dla samego siebie

zaczem ich nienawidzi z caego serca, z najgbszego dna mojego nieszczcia,


jak gdyby to oni byli odpowiedzialni za to, co si stao, jak gdyby to oni
trzymali mnie niewidzialnymi rkami za postrzpione poy buszata, wcigajc
coraz gbiej we wasne grzzawisko rozpaczy, abym nie ujrza nigdy wiata
dnia, skoro ich oczy prboway na prno przebi od lat wieczne ciemnoci nocy.
Staem si podejrzliwy, opryskliwy i skryty; unikaem najbliszych przyjaci i
z chorobliw nieufnoci przyjmo252
waem wszelkie dowody yczliwoci. Ten stan psychiczny pchn mnie w nie
mniejszym stopniu ni wzgldy rozumowe i odruch rozpaczy do godwki. W pewien
sposb chciaem wasnym yciem zawiadczy o swoim ostatnim prawie do wolnoci,
ktrego oni - wieczni niewolnicy - nie omieliliby si nigdy zada dla siebie.
Byo w moim zachowaniu si co odraajcego i poniajcego, a jednak nie mogem
si przed nim obroni, gdy czowiek nie moe si nigdy obroni przed samym
sob. Ani przedtem, ani potem nie stoczyem si w obozie tak nisko jak wwczas,
gdy pragnem zemsty na moich wsptowarzyszach wiziennych za to jedynie, e
grozio mi podzielenie na zawsze ich przekltego losu.
Wrd szeciu osb, ktre zwizay si godwk, stosunki ukaday si te nie
najlepiej. Mimo pozorw przyjani i zayoci, jakie wytwarza wsplna walka, nie
ufalimy sobie nawzajem i czekalimy w napiciu, kto z nas zdradzi lub zaamie
si pierwszy. W zalepieniu i lku przed prb, ktra nas poczya,
podejrzewalimy nawzajem, e godwka moe si sta dla kadego z nas okazj do
wydobycia si z niewoli kosztem innych. Tak zapewne zachowuj si rozbitkowie,
uchodzcy z yciem w jedynej ocalaej odzi ratunkowej ku nieznanemu i dalekiemu
ldowi; s sobie nieodzowni, gdy kada para rk ma do obsuenia par wiose,
ale nie zapominaj ani na chwil o tym, e kady wiolarz oznacza take szybsze
wyczerpanie si niewielkiego zapasu ywnoci. Tak i my: to prawda, e rozpocz
godwk samemu znaczyoby da si odczy od reszty pozostaych w obozie
Polakw; ale to prawda rwnie, e rozpoczcie godwki razem grozio nadaniem
jej niebezpiecznego pitna zorganizowanej akcji. A co bdzie, jeeli ktre z
nas si zaamie? Czy uratuje si pograjc innych, czy raczej dopomoe im do
szybszego zwycistwa? Nasze losy byy sprzgnite tak jak losy ludzkie na ziemi
- kady ruch w kierunku wyzwolenia musia pocign za sob czyje cierpienie.
Widzieli253
my jak na doni, z przeraliw jasnoci milczenia, co kryje si w sercu
czowieka: rzadki dar szlachetnoci w chwilach stosunkowego bezpieczestwa i
ziarno upadku w obliczu mierci. Bardziej ni nasza miao czyy nas nasza
mao i nasze tchrzostwo. Zdecydowalimy si na dziaanie, gdy ten milczcy
szanta mg nas tylko albo nieodwoalnie rozdzieli, albo rwnie nieodwoalnie
skaza na siebie. I nie byo w tej atmosferze napicia rzecz przypadku, e
podajc sobie w przeraliwie pospny wieczr listopadowy rce na znak zgody,
postanowilimy wyczy z godwki i pozostawi na uboczu inyniera M., jako
zastaw i pork naszej uczciwoci w tej ostatniej prbie. Za oknami baraku
szalaa niena zawieja, a na stoliku obok pryczy B. chwia si ty pomyk
zapalonego przed chwil ogarka. B. zgodzi si milczcym skinieniem gowy, ale
po jego bladej twarzy przemkn si gorzki umiech.
We wasnym baraku, do ktrego wrciem po odniesieniu chleba, przywitaa mnie
cisza. Umilky nagle rozmowy przy stole, najblisi ssiedzi na pryczy odsunli
si ode mnie, jak gdybym przyszed tu z zadumionego miasta, zaprzyjanieni
winiowie unikali moich spojrze i odpowiadali niechtnie na pytania. Wie o
naszej godwce rozesza si ju po obozie, wywoujc poruszenie i lk. Uczucia
moich rosyjskich towarzyszy musiay by rwnie kopotliwe, jak moje. Od czasw
amnestii odnosili si do mnie z rezerw i prawie niechci, upatrujc nieomal
zamanie solidarnoci wiziennej w tej perspektywie przedwczesnego i cudownego
ocalenia. Dugie miesice oczekiwania, powolna utrata nadziei zbliyy ich znowu
do mnie, lecz dokadnie z tych samym powodw oddaliy mnie od nich.
Podejrzewaem bowiem, e chc mi okaza nie wspczucie, ale rado skazacw,
ktrzy ndzn pociech dla siebie czerpi z rozpaczy innych. Podobnie zawie

reakcje budzia godwka. Nie mg nie poruszy ich i w pewien sposb


zafascynowa fakt, e kto omiela si
254
podnie rk na niewzruszone prawa niewoli, ktrych nie tkn dotd aden
odruch buntu; ale jednoczenie dziaa instynktowny, wyniesiony jeszcze z
wolnoci lk przed mimowolnym zapltaniem si w spraw groc trybunaem
wojennym. Gdzie pewno, e ledztwo nie ujawni rozmw prowadzonych w baraku
przez "buntow-szczika" natychmiast po dokonaniu przestpstwa? Kto zarczy, e
nieopatrznie szepnite swko otuchy lub solidarnoci nie stanie si w ustach
donosicieli podeganiem do buntu? Nie, nie! - lepiej trzyma si od tej sprawy z
daleka, dopki Trzeci Oddzia nie zajmie stanowiska. Przy tym wszystkim dziaay
take inne, bardziej ukryte motywy. Nasz bunt by buntem cudzoziemcw. Jeli si
nie uda, bdzie dodatkowym dowodem, e nawet "ludzie stamtd" nie s w stanie
zrobi wyomu w murze wiziennym, ktry odgrodzi Rosj od reszty wiata. Jeli
si natomiast powiedzie, czy nie unaoczni wszystkim z a nazbyt jaskraw
wyrazistoci, e take i za drutami obozu inne s w Rosji prawa dla
cudzoziemcw, a inne dla swoich? Czy nie pogry w jeszcze wikszej
beznadziejnoci tych, ktrzy musieli uwaa si za swoich? W pooeniu bez
wyjcia lepiej jest mimo wszystko mie wiadomo, e nie zdarzaj si wyjtki
od reguy losu. Nic tak nie pociesza okrutnie we wasnym nieszczciu jak widok
cudzego nieszczcia; i nic tak nie odbiera bezpowrotnie nadziei jak myl, e
maj do niej prawo tylko wybrani.
Byem wic sam. Lec na pryczy, przygldaem si barakowi z uczuciem
osamotnienia i strachu. Jak zwykle wieczorem winiowie przygotowywali si do
snu, szepcc jeszcze cicho midzy sob i suszc onuce przy piecu. Paru gotowao
w kociokach oskrobiny z kartofli i zgnie skrawki rzepy, wygrzebane w mietniku
obozowym obok kuchni. Przejmujcy gd zdawa si cigle daleki koca, ale
wkroczy ju w okres, w ktrym sta si nagle prawie obojtny i podobny do
znieczulenia caego organizmu.
255
Nadchodzi chwila, kiedy czowiek godny zaczyna odczuwa bardziej dotkliwie ni
gd fizyczny - gd wyobrani. Wszystko, o czym myli, ukada si w
nieprzytomne rojenia o jedzeniu, a dominujcym uczuciem staje si paniczny lk
przed obumieraniem i usychaniem ciaa. I kto wie, czy moliwo oszukania godu
nie bywa wwczas waniejsza ni jego zaspokojenie. Nawet nieg nabiera staej
konsystencji: mona go je jak kasz.
W sferze uczu ludzkich istnieje dziwne zjawisko, ktre jest czym wicej ni
zwykym przyzwyczajeniem, bo prawie samobjczym prawem bezwadu psychicznego.
Chc przez to powiedzie, e na samym dnie ndzy ludzkiej zdarzaj si chwile,
kiedy kada moliwo zmiany - choby to nawet miaa by zmiana na lepsze wydaje si czym ryzykownym i niebezpiecznym. Syszaem o ebrakach, ktrzy tym
nieufniej odnosz si do swoich dobroczycw, im wicej mog od nich otrzyma
ponad zwyk jamun - dach nad gow lub prac zamiast paru groszy wrzuconych
do nadstawionej czapki. Poniej pewnego poziomu ycia wytwarza si w czowieku
co w rodzaju fatalistycznego przywizania do swojej doli, co w rodzaju
gorzkiego dowiadczenia, e kada zmiana moe by tylko zmian na gorsze.
,,Dajcie mi spokj - zdaje si mwi - i tyle tylko, ile trzeba, abym nie
umar". Ludzie o konserwatywnym usposobieniu wycigaj z tego wniosek, e nie
naley nikogo uszczliwia wbrew jego woli, i maj pod jednym wzgldem racj:
szczcie nie jest nigdy dla biorcych tym, czym wydaje si dajcemu. Ale
jakkolwiek by byo, czowiek w ndzy zaczyna po pewnym czasie ulega dziwnemu
jej urokowi i podejrzliwie traktuje mono nieoczekiwanego wydobycia si z
niej, nauczywszy si dotd ceni tylko takie obroty losu, ktre wprowadzay w
jego yciu zmiany drobne, ale trwae i pewne. Bywaem w obozie bliski
uwierzenia, e skoro czowiek skazany jest na swj los, nie powinien si
przeciwko niemu buntowa. I rzecz zdumiewajca: lea256

em na pryczy i przygldaem si moim towarzyszom z gorycz za to, e chcieli


mnie przyku na zawsze do swojego wasnego losu, a jednoczenie poczuem nagle
nieokrelony al, prbujc si ode sam oderwa. Wystarczyo spojrze na ich
twarze, by zobaczy, e za rok wikszoci nie bdzie ju wrd ywych, a
przecie o ile si czuem bezpieczniejszy i mniej samotny z nimi w obliczu
mierci ni bez nich w tej ostatniej pogoni za yciem! Gdy byo co naprawd
niewzruszonego i ostatecznego w widoku tych ludzi, ktrzy boso, z
zaczerwienionymi od ognia i pokrytymi tward szczecin twarzami pilnowali swych
kociokw, grzebic bezmylnie patykami w palenisku, lub ukadali si do snu na
pryczach, wpatrzeni przekrwionymi z wycieczenia i godu oczami w mtne wiato
arwek. W baraku byo ju o tej porze cicho; czasem jaki wizie zwleka si z
trudem ze swego legowiska i zataczajc si jak pijany, potrcajc po drodze
zwisajce zewszd nogi, szed ku cebrzykowi chwoi, aby ugasi pragnienie. Prycza
w rogu, na ktrej wieczorami wysiadywa w milczeniu Dimka, postukujc drewnian
yk w protez, bya teraz pusta - naszego "dniewalnego" odesano niedawno do
"trupiarni". Zbliaa si noc. Byem sam, straszliwie sam.
Tej nocy nie zmruyem oka. Leaem na wznak na twardych deskach, zapltszy
rce pod gow, i raz jeszcze usiowaem uporzdkowa w mylach to wszystko, co
si stao. Po pnocy barak pogry si ju na dobre we nie, arwki zatliy
si wtlejszym wiatem, a ze wszystkich prycz - z dou, z bokw i z przeciwka odezway si pierwsze krzyki nocne, pomieszane z niewyranymi majaczeniami i
suchym urywanym paczem, ktry przypomina to kaszel, to nawoywanie si sw w
ciszy lenej. Byo duszno, odrzuciem wic - jak moi ssiedzi - buszat i
poykaem chciwymi haustami nagrzane powietrze. Przymknwszy oczy, syszaem w
przerwach pomidzy krzykami i paczem przedwieczorne cmokanie karpi
257
w szuwarach opustoszaego stawu, otworzywszy je widziaem na p uchylone usta,
z ktrych na odlego nawet zion przez sprchniae zby sodkawy smrd
zgnilizny, i biaka poyskujce w ciemnych oczodoach. Za oknami rozpocieraa
si biaa noc, przywarszy do szyb lodowatymi limi paproci. Patrolujce on
smugi wiata z naronych reflektorw przebijay barak na wylot w rwnomiernych
odstpach czasu, wydobywajc z pmroku dolnych prycz twarze picych, i znikay
byskawicznie jak szable tnce mikk zason nocy.
Bardziej od godwki grona bya odmowa wyjcia do pracy. W obozach sowieckich
tak zwany "otkaz" stanowi jedno z najpowaniejszych wykrocze przeciwko
regulaminowi wewntrznemu. Na Koymie, gdzie wskutek odcicia obozw przez
wiksz cz roku od staego kontynentu istnieje zupenie specyficzny i okrutny
regime, regulowany rozporzdzeniami miejscowymi, a nie centralnymi, odmow
wyjcia do pracy karze si z miejsca rozstrzelaniem bez sdu; w innych obozach rozebraniem winia do naga i pozostawieniem go na mrozie a do ugicia si lub
mierci; w jeszcze innych - najpierw izolatorem o wodzie i dwustu gramach
chleba, a w wypadku recydywy sdem i drugim wyrokiem - 5-letnim dla przestpcw
pospolitych, 10-letnim lub skazujcym na mier dla politycznych. W Jercewie
"otkazczikow" recydywistw zabierano po paru miesicach do centralnego izolatora
za on i nigdy ju nie zdradzono nam, co si z nimi stao. Istniay jednak
powane przypuszczenia, e serie z karabinw maszynowych i salwy karabinw
rcznych, ktre syszelimy co pewien czas za on, pochodz nie, jak nam
mwiono, ze strzelnicy dla zaogi obozu, ale z zasonitego przed wzrokiem
ludzkim dziedzica gwnego izolatora. Po wybuchu wojny rosyjsko-niemieckiej
wadze obozowe nie ukryway przed nami faktu, e weszy w ycie nowe przepisy,
ktre zwykym sdom ,,ludowym" w miasteczkach pooonych w pobliu obozw na258
day nowe uprawnienia wojennych trybunaw doranych, w praktyce nieograniczon wadz nad yciem winiw. Do najciszych przestpstw, jakich
mona byo dokona w obozie po 22 czerwca 1941, naleay szerzenie defetyzmu
wojennego i odmowa wyjcia do pracy, ktra w wietle wyjtkowego ustawodawstwa
obronnego kwalifikowaa si jako sabota wysiku wojennego. Wszystko to byo a
nazbyt jasne, ale pozostawao mimo to cigle jedno pytanie: w jakiej mierze
ukad Sikorski- -Majski wyrywa nas, Polakw, z trybw mechanizmu sowieckiego

prawa wojennego. Na tej ostatniej cienkiej nitce zawisa caa nasza godwka. I
nie ulegao najmniejszej wtpliwoci, e ju pierwsze godziny wstajcego za
zmatowiaymi szybkami baraku dnia dadz nam na to pytanie wyczerpujc
odpowied. W rwnaniu ryzyka bya to jedyna niewiadoma i od niej zaleao, czy
znak rwnoci zwrci si przeciwko nam jak dwie wymierzone w pier lufy
karabinw, czy uoy si jak otwarte na rocie wrota obozu.
Nad ranem zasnem tak twardo, e przespaem "pod-jom" i obudzio mnie dopiero
ostre szarpnicie za nogi. Obok mojej pryczy sta Zyskind i bez sowa, ruchem
gowy tylko, kaza mi i ze sob. Zwlokem si z barogu, naoyem czapk,
przewizaem buszat sznurkiem i wyszedem za nim z opustoszaego baraku do
ony. W zonie byo rwnie pusto i spokojnie, "dniewalni" odgarniali przed
barakami nieg, z kuchni, maej komrki, w ktrej gotowano wrztek, i ani
szed szerokimi zagonami dym i rozmazawszy si na dachach, odrywa si
gwatownie od okapw jak puszczony nagle i zwijajcy si rulon papieru. Drog od
kuchni jechay wolno w kierunku bramy sanie z pust beczk, na ktrej siedzia
okrakiem przygarbiony i smutny woziwoda Kola, poganiajc oszronionego gniadosza
prtem z jaowca. Zobaczywszy mnie z Zyskindem, odwrci si, jak gdyby chcia
krzykn, ale po chwili skuli si jeszcze bardziej, szarpn ku sobie lejce i
dgn
259
konia batem. Koo ambulatorium stao ju kilku chorych winiw. Poranek by
mrony, suchy i przenikliwie ostry - l grudnia.
Zamiast zaprowadzi mnie do izolatora Zyskind obszed ze mn wszystkie baraki, w
ktrych mieszkaa reszta godujcych, i dopiero potem - w szstk - ruszylimy w
kierunku biura naczelnika obozu, Samsonowa. Samsonow przyjmowa nas po kolei,
ale rozmowy byy jednobrzmice. Siedzia za biurkiem na tle duej mapy ciennej
Zwizku Sowieckiego, portretw Stalina (duych rozmiarw) i Berii (znacznie
mniejszy), wykresw planu produkcyjnego oraz schematycznego planu obozu i
spoglda na mnie spod futrzanej czapy spokojnym, prawie po ojcowsku karccym
wzrokiem, w ktrym co chwil pojawiay si jednak zimne ukucia nienawici.
- Kto ci namwi do godwki?
- Nikt. Zdecydowaem si na ni sam.
- Po co godujesz?
- Domagam si zwolnienia z obozu na podstawie amnestii dla obywateli polskich
uwizionych w Rosji lub prawa skomunikowania si z przedstawicielem Polski przy
rzdzie sowieckim.
- Czy syszae o specjalnych trybunaach, ktre w czasie wojny maj prawo
rozstrzeliwa winiw za odmow wyjcia do pracy? Czy wiesz, e godwka jest
otwartym buntem przeciwko sowieckiej wadzy i sowieckiemu prawu?
- Tak.
- Podpisz tu, e o tym wiesz.
- Nie podpisz. Od chwili zawarcia ukadu polsko-so-wieckiego w Londynie jestem
obywatelem zaprzyjanionego pastwa i nie podlegam prawu sowieckiemu.
- Milcz. Zyskind, zabierz t polsk swoocz do izolatora!
Zyskind wskakiwa sprycie do gabinetu i z okrzykiem: "Tak jest, obywatelu
naczelniku!" wyprowadza
260
nas przed barak. Pierwsze przesuchiwanie byo skoczone. Przygldalimy si
sobie nawzajem w milczeniu, ale z wyrazem ulgi na twarzach i tylko pani Z.
zblada, szczkajc zbami, a B. obciera rkawem pot z czoa.
Okoo dziewitej bylimy ju wszyscy w izolatorze. Izolator wewntrzny mieci
si w samym rogu ony obok drutw i "bociana", przy ktrym wyglda jak kurnik.
May, murowany domek z zakratowanymi okienkami wielkoci ludzkiej gowy otoczony
by jeszcze dodatkowo ogrodzeniem z drutu, aby nie powstay najmniejsze
wtpliwoci, e spenia rol wizienia w wizieniu. Winiowie omijali go zawsze
z daleka, nie spogldajc nawet w kierunku cian z szarego kamienia
przedziurawionych otworami, z ktrych ziona ciemna pustka. Czasem jednak
dochodziy z izolatora piewy lub krzyki i wwczas przystawalimy na ciece
tyem do jego murw, a twarz do wasnych barakw, aby nie wywoujc podejrze

posucha, czy nasi towarzysze czego si od nas nie domagaj. W izolatorze


wewntrznym osadzano winiw za drobne przestpstwa popenione w zonie lub za
powane przestpstwa przed odesaniem do centralnego izolatora za on, ktry
by ju normalnym wizieniem obsugujcym take wolnych obywateli miasta
Jercewa. Trzeba tu opisa pokrtce choby warunki ycia w izolatorze, by
rozproszy zawczasu przypuszczenia, e nie by on kar, skoro do nielicznych
marze winiw naleaa rwnie ucieczka od tortury pracy w obozie do
bogosawionego stanu bezczynnoci w prawdziwym wizieniu. Przede wszystkim
wizie osadzony w izolatorze otrzymywa tylko 200 gramw chleba i wod; po
drugie, okienka w maych celach nie byy ani oszklone, ani nawet zabite deskami,
temperatura powietrza wewntrz bya wic nie o wiele wysza ni na zewntrz; po
trzecie wreszcie, wizie mia prawo zabra do izolatora tylko to, w czym
wychodzi do pracy - koce, derki i siennik zostawia w baraku. W niektrych
wypadkach za kara izolatora ograniczona bya
261
jedynie do pory nocnej - wizie wychodzi normalnie za dnia do pracy i wraca
wieczorem prosto z wartowni do swojej celi, ale otrzymywa za to w
przeciwiestwie do innych "pierwszy kocio", czyli 300 gramw chleba i dwa
talerze najrzadszej zupy. Izolator by wic kar i winiowie obiecywali nieraz
z dziecinnym paczem popraw, byle tylko si ze wydoby.
Okienko mojej celi wychodzio na on i przytknwszy twarz do zimnej kraty,
mogem ogarn wzrokiem cz barakw z kuchni i ani. Obok mnie, w
ssiedniej celi, umieszczono policjanta ze lska T., prostolinijnego i
uczciwego czowieka o szerokiej, troch mongolskiej twarzy, ktry z nie znanych
nam bliej powodw ukrywa w obozie swe prawdziwe nazwisko i zawd, uchodzc
powszechnie za grnika, i by jednym z najlepszych w Jerce-wie "lesorubw". Cela
T. - poozona po mojej prawej rce, gdy staem twarz do okna - przylegaa do
celi pani Z., a przez ni do cel pozostaych godujcych; po mojej lewej
siedzia elektrotechnik z Rostowa nad Donem, Gorbatow, ktry znalaz si w
izolatorze za obraz wolnego urzdnika w elektrowni jercewskiej. Okienko T. za
naronikiem wychodzio na drog prowadzc z miasta do obozu, cz domw
mieszkalnych w Jercewie i odgazienie drogi w kierunku centralnego izolatora.
Moja cela bya tak niska, e mogem dosign sufitu rk, i tak wska, e
jednym duym krokiem przechodziem od ciany T. do ciany Gorbatowa. Poow
przestrzeni na dugo zajmoway dwie prycze - dolna i grna - zbite z nie
heblowanych desek i zwrcone wezgowiami w stron okna. Na grnej pryczy nie
sposb byo usi, nie dotykajc zgitymi plecami puapu celi, na doln
natomiast wchodzio si ruchem nurka gow do przodu, a wychodzio odpychajc jak pywak na mielinie - ciao rkami od desek. Odlego pomidzy krawdziami
pryczy a drzwiami, obok ktrych sta kibel, wynosia nie wicej ni p
normalnego kroku. Wybraem wic po namyle
262
grn prycz (chocia szed na ni przejmujcy chd z otwartego okna,
nawiewajc w pobliu parapetu cienk warstewk niegu), bo bya przestronniej
sza, a spacer na skrawku goej ziemi o wymiarach krok na p kroku grozi
obdem. Obie boczne ciany z czerwonej cegy pozwalay porozumiewa si
stosunkowo swobodnie z ssiadami, i to nawet nie za pomoc stukania, ale gonym
szeptem po przytkniciu ust do szpar, z ktrych wypaday kawaki skamieniaego
wapna. Przed odejciem na obiad Zyskind sprawdzi jeszcze raz drzwi celi.
Zazgrzyta klucz w zamku, odchylia si zastawka ,Judasza" i mikki chd walonek
oddali si powoli, tonc w lodowatej ciszy.
Pierwszy dzie spdziem na ogldaniu celi i ony przez mae okienko nad grn
prycz. Dziwne byo patrze na towarzyszy wiziennych, spieszcych do barakw,
zatrzymujcych si na ciekach, pozdrawiajcych si z daleka - z okna wizienia
w wizieniu: wydawali si nieomal ludmi wolnymi. Ale nie zazdrociem im. Po
tylu miesicach ycia stadnego samotno bya znowu - jak niegdy w szpitalu wieym i orzewiajcym uczuciem. Byo mi przeraliwie zimno, nie odczuwaem
jednak godu. Gdzie na dnie wiadomoci czaia si iskra dumy, jak gdybym ju
posiad by wywalczon z trudem wolno. Tysice ludzi walczy na wiecie o rne

sprawy, nie wiedzc, e nawet moliwo klski ma w sobie co pokrzepiajcego i


zdobywczego, jeli przybiera posta mczestwa. Ludzie pokonani w walce o co, w
co wierz, bior na siebie z ochot mczestwo jak gorzk nagrod swej
samotnoci. Rzecz jednak w tym, e mao jest takich, u ktrych wytrwao ciaa
dorwnywa sile wiary. Zaraz bowiem pierwszego dnia wieczorem, gdy w mojej celi
zapalia si arwka i posyszaem dobiegajcy z ony brzk kociokw, poczuem
nagle gd i nieokrelony strach i od tej chwili - mimo e nie przyjmowaem
nawet wody - oddawaem a do koca godwki mocz po par razy w cigu dnia i
nocy.
263
W nocy spaem le, budziem si czsto i miaem sny tak zagadkowe, nieuchwytne i
nie powizane, e mimo rozpaczliwych wysikw nie byem w stanie przypomnie ich
sobie ju w chwil po przebudzeniu. Trzsc si z zimna, wcisnem si w rg
grnej pryczy jak najdalej od okna, podkurczyem nogi, tak e dotykay kolanami
brzucha, schowaem prawie ca gow pod buszatem i ukryem donie w rkawach.
W tej pozycji mogem ulee na jednym boku nie duej ni godzin, ale poniewa
wydaa mi si najrozsdniejsza i najlepiej chronia od chodu, nie zmieniem jej
ju do koca pobytu w izolatorze. Nazajutrz gd ustpi, wzmogo si natomiast
poczucie samotnoci. Zwlokem si z pryczy i przez par chwil poruszaem si dla
rozgrzewki na maym skrawku ziemi, zacinajc si w boki rkami. Kiedy poczuem
nareszcie, e krew zaczyna ywiej kry w zdrtwiaych czciach ciaa,
zapukaem do celi T.
- Jak si czujesz? - zapytaem.
Za cian rozleg si gony omot jakby upadajcego ciaa, potem ostrony
chrobot w szparze i wreszcie spokojny gos odpowiedzia:
- Piekielnie zimno, ale idzie wytrzyma. A ty?
- Dobrze. Co z reszt?
- Nie odpowiadaj.
Zrobiem krok do przeciwlegej ciany i zapukaem znowu.
- Jak dugo siedzisz, Gorbatow?
- Pi dni. Jeszcze mam drugie tyle.
- Ciko?
- Godno. re ochota, a chleba daj na jeden zb. Ty z t godwk zwariowae.
Nie wytrzymasz...
- Nie twoja sprawa...
Przysiadem na brzeku dolnej pryczy, wpatrujc si bezmylnie w kibel. Ale
Gorbatow okaza si rozmowniej szy od T.
- Wiesz, kto obok mnie siedzi?
264
- Trzy siostrzyczki za wiar.
- Niemoliwe!
- Tak, tak. piewaj i modl si. Prbowaem z nimi rozmawia, ale nie
odpowiadaj. Prawiczki - zamia si i zakrztusi jednoczenie kaszlem.
Jak przez mg przypomniaem sobie opowiadan w zonie szeptem histori trzech
sistr zakonnych, z pochodzenia Wgierek, ktrych nikt z nas nie widzia na
oczy. Mwiono, e przyszy do jercewskiego izolatora etapem z Niandomy, gdzie
odsiadyway wyrok od roku 1938. Pracoway w Niandomie uczciwie do jesieni 1941 i
nagle ktrego dnia odmwiy wyjcia z ony, nie chcc "suy Szatanowi". Wrd
winiw w Jercewie mwio si o tej sprawie duo, ale w padzierniku caa
sprawa ucicha i byem przekonany, e trzy zakonnice albo ju od dawna nie yj,
albo siedz w centralnym izolatorze. Gdy stan wojenny nadawa ich tajemniczemu
szalestwu cechy samobjstwa.
Z celi T. rozlego si pukanie.
- Co tam u ciebie tak ciurka? Cieknie z dachu?
- Nie, odlewaem si.
- Przyjmujesz wod?
- Nie.
- Oblecia ci strach?
- Nie, mam widocznie chory pcherz.

T. zamia si i dorzuci par sw, ale oderwaem ucho od szpary. Przez dug
godzin staem w milczeniu oparty o prycz, czujc, jak moja dawna pewno
siebie ustpuje miejsca niepokojowi i szuka gorczkowo ratunku w ambicji. Bywaj
w yciu czowieka chwile - zwaszcza po okresach staego podsycania prnoci
odwag zamiarw - gdy nogi uginaj si nagle, jakby byy z waty, i jedyne, czego
naprawd si pragnie, to uciec nie ogldajc si nawet za siebie.
10 -Inny wiat
265
- Wiesz, kto siedzi w izolatorze? - zapukaem znowu do T.
- No?
- Trzy zakonnice od Szatana.
- Cigle? I czego chc?
- Mka za wiar - odpowiedziaem bez namysu, nie zdajc sobie nawet wwczas
sprawy, e poyczam to o-krelenie od Dostojewskiego.
- Tak jak my - powiedzia.
- Przesadzasz, my chcemy tylko na wolno - odpaciem mu z ulg, ale zaraz
potem zapukaem do drugiej ciany.
- Gorbatow, przeka trzem siostrzyczkom pozdrowienie od godujcych Polakw.
- Oszalae? Ja chc std wyj. Do, Zyskind idzie... Istotnie, na ciece
przed izolatorem rozlegy si kroki, a potem z trzaskiem otwary si drzwi
wejciowe. Zyskind krzta si chwil na korytarzu i wreszcie zgrzytnwszy
kluczem w zamku mojej celi, wszed do wewntrz i bez sowa pooy na grnej
pryczy racj chleba. Dokadnie to samo musia zrobi take i w innych celach, bo
syszaem oddalajcy si stopniowo zgrzyt klucza i miarowe zamykanie drzwi.
Przygldaem si dugo wieej porcji chleba, ale nie czuem godu; i mimo e
odtd Zyskind przynosi mi j codziennie o tej samej porze, przyjmowaem jego
wizyty z rosnc apati.
Wieczorem drzwi mojej celi otworzyy si znowu. Kto kopnity od progu
gwatownie wtoczy si do rodka jak ogromna pika ze szmat i uton w jamie
dolnej pryczy. Po kwadransie drzwi celi uchyliy si lekko i Zyskind wsun
przez szpar najpierw talerz dymicej zupy, a potem kromk chleba. Nieznajomy
zerwa si z pryczy, uderzy gow o grne deski, zakl i rzuci si na
podog. Jad gono i apczywie - mlaskajc, opic i siorbajc gorc ciecz,
miadc byskawicznie uchwami chleb. Trwao to wszystko nie duej ni minut
- po chwili
266
bowiem usyszaem ju charakterystyczne cmokanie jzyka wylizujcego talerz,
dwik pustej blachy rzuconej o podog i zwierzcy pomruk zadowolenia - ale
wystarczyo, abym poczu nagle kleisty smak grudki liny, kropelki potu na czole
i osabienie bliskie utraty przytomnoci. Kiedy si ocknem, nieznajomy chrapa
ju pode mn, wydmuchujc z przeraliwym wistem powietrze i bekocc przez sen.
Rano zabrano go do pracy, a wieczorem przyprowadzono znowu do mojej celi. I
chocia spdzilimy ze sob pi nocy, nie zamienilimy nigdy ani sowa i nie
widziaem ani razu jego twarzy. Gdy jad - leaem na grnej pryczy, obejmujc
wzrokiem zaledwie skrawek podogi obok drzwi i kibel, gdy wychodzi - spaem lub
udawaem, e pi. W ciemnociach wieczoru widywaem tylko przez uamek sekundy
jego cie, skulony, zmity i wtrcony od progu gwatownym uderzeniem prosto na
doln prycz. Nie ulegao wtpliwoci, e mia odegra wobec mnie rol zego
ducha-kusiciela, ale mimo to przywizaem si do niego, gdy we wlokcym si
niemiosiernie wolno strumieniu czasu by teraz jedynym trwaym punktem, o ktry
mogem zaczepi wydron jak pusta skorupa wyobrani.
Czwartego dnia godwki osabem ju do tego stopnia, e z trudem schodziem do
kibla, a reszt dnia spdzaem bez ruchu na pryczy, drzemic niespokojnym,
urywanym konwulsyjnie snem nawet w dzie. Ten gorczkowy sen przynosi mi pewn
ulg, jak gdyby peniejszy smak samotnoci, ale jednoczenie pogra mnie w
dziwnych stanach lkowych i odbiera mi powoli poczucie rzeczywistoci. Nie
odczuwaem ani godu, ani nawet chodu, budziem si natomiast czsto w
pkrzyku, nie wiedzc w pierwszej chwili, gdzie jestem i co tu robi. Bardziej
realnie ni dotd rwnie uprzytamniaem sobie w rzadkich chwilach przytomnoci

umysu smutek i gorycz umierania, usiujc na prno przypomnie sobie cae


dotychczasowe ycie, jak gdybym szuka pociechy w tej moli267
woci spojrzenia po raz ostatni w twarz czowieka, ktry nosi niegdy moje
nazwisko - by mn. Ze wszystkich objaww mierci ten proces odczania si od
wasnej osobowoci jest chyba naj straszniejszy i najbardziej sprzyja
nawrceniu. C bowiem pozostaje, jeli si nawet nie wierzy, e kiedy, na
tamtym brzegu wdrwki ziemskiej, nastpi na powrt cudowne przeniknicie si
ciaa porzuconego na deskach cierpienia i wyciekajcej ze jak krew z y treci
ycia? Byy to chwile, kiedy aowaem, e ze-skorupiawszy w obozie, nie
potrafi si modli; byem jak jaowa, wysuszona na uel i spkana w socu
pustynnym skaa, z ktrej dopty nie wytrynie ywy zdrj, dopki jej nie
dotknie cudowna laska.
Okoo poudnia drzwi celi otworzyy si i stan w nich nie znany mi dotd
dygnitarz NKWD w mundurze przekrelonym na ukos pasem koalicyjnym, rozpitym
paszczu skrzanym i czerwono-niebieskiej czapce ze zoconym godem sowieckim.
Przez rami zaglda mu do celi Samsonow w swym futrzanym kopaku i zapitej pod
szyj szubie.
- Nazwisko? - rzuci ostro nieznajomy, rozgarnwszy poy paszcza tak, e wida
byo jedn do na pochwie pistoletu.
Uniosem si z trudem na pryczy i wymwiem powoli nazwisko, ale nagle wydao mi
si, e nieznajomy odrywa pokryw pochwy od zotego guziczka i obejmuje
wypielgnowanymi palcami poyskujc czarno rkoje pistoletu. Serce zabio mi
gwatowniej, a wszystka krew zdawaa si spywa do nieznonie przepenionego
pcherza. Przymknem oczy. Jak huk wystrzau pado nastpne pytanie:
- Przerwiesz godwk?
- Nie! - odpowiedziaem czym prdzej rozpaczliwym okrzykiem. - Nie, nie! powtrzyem szybko i opadem na prycz, zlany potem i czujc, e pcherz klnie
jak przekuta pika.
268
- Trybuna wojenny! - usyszaem jak przez sen. Drzwi celi zamkny si z
trzaskiem. Nie wiem, jak dugo spaem, ale byo ju szaro, gdy obudzio mnie
gwatowne pukanie w cian z celi T.
- Pani Z. zemdlaa - mwi gorczkowo - zabrali j do szpitala...
- A reszta?
- Nie wiem. Nie ma komunikacji przez pust cel. Syszaem duo krokw na
korytarzu. Mylaem, e ty te, bo pukam ju od godziny. Grozili ci?
- Tak.
- Trzymasz si?
- Tak - odpowiedziaem po namyle.
Pod wieczr Zyskind przynis mi porcj chleba i zamiast wyj jak zwykle bez
sowa, wcisn mi do rki skrawek papieru. Podczogaem si do arwki.
,,Jestemy wszyscy troje w szpitalu - pisa B. - przerwijcie godwk. Teraz
jest jasne, e nie doprowadzi ona do niczego". Przestukaem ten list do T., ale
pokwitowa go tylko przeklestwem. Zwinem si z ulg do snu, gdy przez prg
wpad do celi z omotem nieznajomy i po chwili zacz z przejciem opa na
ziemi swoj zup.
Nazajutrz obudziem si z dziwnym uczuciem, e si dusz. apaem z trudem
powietrze, rce i nogi zdaway si rozsadza ubranie i wylewa kbami misa na
zewntrz, a cae ciao byo jak gdyby mocno skrpowane postronkami. Nie
poruszajc si z miejsca, podniosem do oczu jedn rk - bya spuchnita tak,
e znik w niej zupenie przegub, a na obu stronach doni potworzyy si mikkie
i obrzke poduszki. Podniosem si wolno i przyjrzaem si nogom - przeleway
si powyej kostki przez brzegi gumowych trzewikw. A wic to bya prawda:
zaczynaem puchn z godu. Rozsznurowaem buty, oswobadzajc pokryte
krzyujcymi si prgami stopy, i zaczem z trudem rozdziera wzdu szww
nogawki watowanych spodni. Kady ruch sprawia mi ukucie blu,
269

gdy musiaem oddziera zeskorupiay puklerz z krwi i ropy od skry, ale nie
ustaem, a dopiero gdy zobaczyem dwie nagie i czerwone kody ng, pokryte
wrzodami, z ktrych sczya si wolno to-rowa ciecz. Dotykaem tych ng,
jakby nie byy moje - palec ton najpierw w mikkim ciecie ciaa, a potem
odskakiwa jak od napompowanej kiszki samochodowej. Aby cign buszat,
musiaem jednak zej z pryczy. Dopiero po wszystkim usiadem ze zmczenia na
pododze, oparszy si plecami o cian. Teraz mogem swobodnie puchn, miaem
znowu do przestrzeni. Nie byo mi zimno, czuem tylko mdo i zawroty gowy.
I ani si spostrzegem, gdy zasnem z gow opuszczon na dwie mikkie i mokre
od krwi poduszki ng.
Musiao by nie pniej ni czwarta po poudniu, bo przez mae okienko
przenikaa jeszcze do celi smuga wiata, gdy w cianie Gorbatowa ozwao si nie
pukanie, ale nerwowy omot. Nie zmieniajc prawie pozycji, odstu-kaem i
przyoyem ucho do szpary.
- Wyprowadzili przed chwil siostry - mwi szybko - wieczorem wracam do ony.
Wstgo choroszego. Przeczogaem si do przeciwlegej ciany.
- Wyjrzyj przez swoje okienko - powiedziaem - wyprowadzili przed chwil
siostry.
- Dobrze - odpowiedzia T. - zapukam pniej i opowiem ci.
Czekaem przejty niezrozumiaym strachem i podnieceniem. Gowa ciya mi jak
dojrzaa dynia, rany na obnaonych nogach przyschy w czasie snu, ale zaogniwszy
si powodoway tak nieznone swdzenie, e zaczem je znowu rozdziera, bawic
si bezmylnie cienkimi strup-kami. Byo mi duszno i poczuem znowu parcie w
pcherzu, ale nie miaem siy wsta... Rwnoczenie z fal ciepa w spodniach
zobaczyem na pododze ma kau.
- Widziaem - zapuka T.
- Opowiedz dokadnie - poprosiem.
270
- Wyprowadzili je za on w stron centralnego izolatora. Wicej nie wida, ju
szarzeje...
- Jak wyglday?
- Normalnie. Trzy kobiety z rozczochranymi nieludzko wosami. Zdaje si, e
jeszcze mode.
- Duy konwj?
- Dwch striekw ze szty karni.
- Opowiedz jeszcze. Jak szy?
- Normalnie. Nic wicej nie widziaem. Za on ju prawie ciemno. Dobranoc.
Wdrapaem si na prycz, kaleczc sobie nogi o krawdzie desek, i wcisnem si
w swj kt. Przeleaem tak bez ruchu chleb Zyskinda, omot ciaa nieznajomego i
jego zwierzcy posiek na ziemi. Czas pyn teraz szybko, wpadem bowiem w stan
sennego odrtwienia na jawie. Byo ju pewnie koo pnocy, gdy od strony
strzelnicy rozlegy si trzy krtkie salwy. Zdyem jeszcze jak bysk wystrzau
uchwyci to ostrzeenie, bo zaraz potem ogarna mnie ciemno.
Za dnia Loevenstein, ktry odwiedzi mnie w izolatorze, nie ukrywa przede mn
prawdy.
- Mj drogi - powiedzia, korzystajc z chwilowej nieobecnoci Zyskinda - masz
zdrowe serce, ale najzdrowsze nawet serce nie potrafi dugo pompowa krwi do
takich sparszywiaych i opuchych ng. Radz ci przerwa godwk nielegaln umiechn si lekko - i wrci do godwki dozwolonej, a nawet zalecanej przez
prawo. Poyjesz sobie jeszcze trzy miesice w ciszy i cieple ,,trupiarni", a do
tego czasu moe si przecie co zmieni...
Odpowiedziaem przeczcym ruchem gowy. Czuem si teraz lepiej, zszedem nawet
z pryczy, eby odprowadzi starego lekarza do drzwi. Ale tej nocy - sidmej od
chwili rozpoczcia godwki, a szstej w izolatorze - poczuem nagle ostry bl
serca i przejmujcy strach. Nie ma rzeczy gorszej ni strach bezprzedmiotowy,
strach przed
271
nieznanym, przed gron tajemnic, ktra zdaje si czai wszdzie - tu obok, w
pobliu garda, przy palcach ng, w lewym rogu klatki piersiowej... Nieznajomy

poruszy si pode mn we nie i westchn ciko. Odzyskaem na chwil pewno


siebie, ale gdy ucich znowu, pomylaem nagle nie wiadomo dlaczego, e umar, i
osunem si szybko z grnej pryczy na ziemi. Biem przeraliwie dugo wieczno ca! - w cian T., cay czas majc niezachwian prawie pewno, e
na odlego wycignitej rki ley trup, bojc si odwrci do na krtk
choby chwil plecami, a wreszcie poczuem midzy zgitymi konwulsyjnie palcami
co lepkiego i przerwaem pukanie. Nikt nie odpowiada. A wic i on nie yje?
Zbieraem oddech do ostatniego rozpaczliwego okrzyku, jak gdybym chcia go
wydrze z najgbszych trzewi tej agonii strachu przed mierci, gdy obok
rozlego si najpierw pukanie, a potem pytanie:
- Co si stao?
- yjesz! A wic yjesz!
- le si czuj, sabo mi...
- Przerwijmy godwk, przegralimy j, gdy tamci odeszli... Rozstrzelali
zakonnice...
- Ja nie - odpowiedzia z nieoczekiwan si. Nie ruszyem si z miejsca. Ale
gdy nieznajomy westchn znowu i zakrzycza co przez sen, usnem twardo
pod cian po raz pierwszy od wielu tygodni z uczuciem
spokoju.
smego dnia wieczorem nieznajomy nie przyszed jak
zwykle do celi, natomiast Zyskind otworzy drzwi i kaza
mi si przygotowa do wyjcia.
- Dokd? - zapytaem.
Na korytarzu czekaem chwil, a Zyskind otworzy drzwi T. Gdy wyszed wreszcie,
przygldaem si chwil jego obrzkej gowie i wyczytaem w jego spojrzeniu
wysiek, jaki maluje si zazwyczaj w oczach ludzi, ktrzy rozpoznaj z trudem
znajom twarz.
272
- Koniec? - zapyta cicho.
- Nie wiem - wzruszyem ramionami - nie ma striekw.
Na wartowni podpisalimy w obecnoci oficera Trzeciego Oddziau tekst depeszy do
profesora Kota, urzdujcego ambasadora Rzeczypospolitej w Kujbyszewie, i
ruszylimy z Zyskindem do maego szpitalika, ktry otworzono niedawno w drugim
kocu ony. Szlimy, trzymajc si pod rk, z dziwn lekkoci, jak gdybymy
si mieli za chwil oderwa od ziemi. W zonie pada gsty nieg, zasypujc
baraki a po jarzce si wiata okien. Byo cicho, pusto i spokojnie.
Uratowa nam ycie milczcy "stary Polak" z Ukrainy, doktor Zabielski, ktry
wbrew otrzymanym wyranie instrukcjom, da nam zamiast normalnej porcji chleba i
zupy po dwa zastrzyki z mleka. Uniknlimy w ten sposb piorunujcego skrtu
kiszek i pod wieczr nastpnego dnia, zjadszy pierwszy od dziewiciu dni talerz
rzadkiej kaszy, wyruszyem do latryny. W maej, prowizorycznie zbitej i
osonitej tylko paroma deskami komrce przeyem najwiksz w yciu mczarni
fizyczn, gdy stwardniay na kamie uel, z ktrego w cigu omiu dni godwki
mj organizm wyssa wszystkie soki, torowa sobie przez kiszki drog, szarpic
je i kaleczc do krwi. Jak aonie musiaem wyglda, przykucnity tak na
oblodzonej desce w podwianym wiatrem buszacie i wpatrzony w smagan zadymk
nien rwnin oczami, z ktrych cieky zy blu i dumy!

Trupiarnia
Kresem wdrwki ziemskiej w obozie bya Trupiarnia, duy barak pooony midzy
kuchni a pomieszczeniem dla ciarnych kobiet, do ktrego kierowano winiw
niezdolnych do pracy przed ostatecznym skreleniem z listy ywych.
Sam wyrok skazujcy na Trupiarni nie by jednak nieodwoalny i podlega po
pewnym czasie rewizji. Wizie odchodzi na podstawie orzeczenia lekarzy do
Trupiarni, jeli przestawa by "rabotiag", a stawa si "dochodia-g" - sowo,
ktrego sens najlepiej oddaje "dogorywanie". Ale - w teorii przynajmniej istniaa zawsze moliwo regeneracji organizmu, jakkolwiek nawet w wypadku

modszych winiw sam odpoczynek, ktremu nie towarzyszyo lepsze odywianie,


nie wystarcza, aby wskrzesi na nowo stygnce ycie. Trupiarnia bowiem oznaczaa tylko zwolnienie od tortury pracy, nie przynosia natomiast zwolnienia
od mki godu. Wprost przeciwnie, gd staje si naprawd grony i prowadzi na
krawd obdu dopiero w okresach bezczynnoci, kiedy jest do czasu na to, aby
go sobie dokadnie uprzytomni, aby nasyci myl o nim kad minut
nieruchomego leenia na pryczy. Tote tum ebrakw, oczekujcy codziennie
wieczorem przed kuchni na rozdanie resztek zupy z kotw, skada si
przewanie z mieszkacw Trupiarni.
Najbardziej zdumiewajc waciwoci Trupiarni byo to, e w samym pierwotnym
zamierzeniu miaa ona przypuszczalnie przywraca wycieczonych winiw do stanu
wzgldnej przydatnoci do pracy, a w praktyce speniaa
274
tak rol, jak wyraaa jej argonowa nazwa - kostnicy, domu przedpogrzebowego.
Racja ywnociowa - w przyblieniu na poziomie "drugiego kota" - nie moga w
adnym razie wpyn decydujco na zahamowanie procesu obumierania tkanek, a
typowe choroby Pnocy - cynga i pelagra* - byy nieuleczalne w ramach
symbolicznej kuracji surwkowej. Tylko bardzo silny organizm, wycieczony prac,
ale nie przearty jeszcze rdz choroby, mia szans zebrania na powrt si do
ycia - do czasu ponownego zaamania si. Powtrna selekcja lekarska (podobna do
stosowanej w niemieckich obozach koncentracyjnych "wybirki" starcw i
niedonych winiw "do gazu") dzielia wic mieszkacw Trupiarni na
"sabosik" i "aktirowk". Pierwsz kategori otrzymywali winiowie, ktrzy
mieli jeszcze widoki powrotu do pracy po okresie wypoczynku w Trupiarni;
przyznawano im niewielki dodatek ywnociowy, tak zwane "sabosil-noje
pitanije", i organizowano w "sabkomand", uywan do lejszych robt
pomocniczych w zonie. Druga nazwa oznaczaa diagnoz nieuleczalnoci w warunkach
obozowych - czyli w praktyce wyrok skazujcy na powoln mier w Trupiarni;
winiowie z "aktirowki" nie byli ju wzywani do adnej pracy, ale nie
otrzymywali te adnego dodatku ywnociowego. Pozostawao im tylko czeka
cierpliwie na koniec.
Rzadkie wypadki powrotu ze "sabosiki" do ycia i pracy czyniy i z tego nawet
podziau fikcj, ale mieszkacy Trupiarni - zdajc sobie na og spraw z faktu,
e pyn mimo sztucznych rozrnie w jednej odzi - zabiegali niemniej usilnie
o zaliczenie do kategorii pierwszej. W gruncie rzeczy chodzio tu nawet nie tyle
o w dodatek ywnociowy, ile o wyrok mierci zawarty w sowie "aktirowka". Nie
tak atwo byo zapaci cen utraty resztek nadziei za zupeny spokj i
bezczynno. Nikt, mylc o baraku, do ktrego prdzej czy pniej prowadziy
wszystkie drogi ycia w obozie, nie omiela si porwny275
wa go ze szpitalem. Sta on troch na uboczu, samotny, zasypany niegiem, z
poyskujcymi jak oczy lepca oknami i powiewajc na dachu niby chorgiew
kapitulacyjna bia pacht dymu, opuszczony przez nadziej i omijany przez
ywych - rzekby: ju nie w obozie, lecz za drutami, na tamtym brzegu wiecznej
wolnoci... A przecie w tej ostatniej podry nie towarzyszyy mu nawet uczucia
litoci. "Baracho, miecie - mwio si o Trupiarni w zonie - darmo jedz
chleb. I dla nas, i dla nich byoby lepiej, gdyby im skrcono cierpienia".
Szedem ze szpitala do Trupiarni z innymi nieco uczuciami ni moi rosyjscy
towarzysze. Piciodniowy pobyt w szpitalu nie wpyn na moj spuchlizn i nie
zagoi mi ran na nogach - wprost przeciwnie, odprenie nerwowe po godwce
odsonio teraz cay organizm do nowego ataku cyngi - ale wspomnienie zwycistwa
byo jeszcze do wiee, aby podsyci na nowo zetla ju zupenie nadziej.
Trupiarnia wydawaa mi si najlepszym rozwizaniem w sytuacji, w ktrej bez
gorczki nie miaem formalnego prawa do leenia w ku szpitalnym, a z
perspektyw bliskiego ju moe zwolnienia wolaem lee bezczynnie na pryczy
obok mierci ni trzyma si kurczowo ycia przy pracy. W pewien sposb wic
szedem midzy trdowatych, osonity nieprzenikalnym pancerzem przeciwko
trdowi. I znowu, jak niegdy, poczuem co w rodzaju zawstydzenia, e los coraz

wyraniej spycha mnie z drg, ktre przede mn wydeptay tysice spuchnitych i


owrzodzonych ng winiw sowieckich.
Droga prowadzia obok ambulatorium, dobudwki do baraku technicznego i baraku
macierzyskiego. Przystawaem co chwil, kadc na niegu zawinitko z caym
moim dobytkiem wiziennym i przygldajc si zonie. W dole, owietlony mronym
socem grudniowym i okopa-ny wysokimi zaspami, sta mj dawny barak, do ktrego
wiedziaem, e ju nigdy nie wrc. Dwie ciarne kobiety szy wolno w kierunku
ambulatorium, podpierajc z bo276
kw pkate brzuchy czerwonymi od mrozu domi. Za drutami jak okiem sign
cigna si biaa pustka, obrysowana na horyzoncie grub lini lasu. Przed
wejciem do Trupiarni zatrzymaem si jeszcze, eby przerzuci zawinitko na
drugie rami i zapa oddech. W tej samej chwili z mojego dawnego baraku wysza
brygada tragarzy i skierowaa si w stron ani. Ile czasu mino, gdy
chodziem tak razem z nimi, ile nowych, nie znanych mi twarzy zajo miejsce
tych, ktrych nazwiska tylko koatay si jeszcze w ludzkiej pamici! Znalazszy
si na wysokoci Trupiarni, kto z brygady rozpozna mnie, machn rk i
krzykn wesoo: "Zdrawstwuj, druok! Podychat'?"
W Trupiarni przywitay mnie ciekawe spojrzenia z obu rzdw grnych i dolnych
prycz. Rzuciem tumok na st i poczem szuka Dimki. Znalazem go w samym
rogu, na dolnej jak zwykle pryczy (mia ze swoj protez zrozumia niech do
wspinania si na gr, chocia uwaa, e leenie nad innymi winiami
znakomicie poprawia samopoczucie), drzemicego spokojnie z nieodczn drewnian
yk w rce. Zmizernia od czasu swojej "aktirow-ki", ale siwiejca,
przystrzyzona piknie w klin broda nadawaa jego nieruchomej twarzy wyraz
rezygnacji i spokoju. Obudzi si, gdy dotknem lekko jego ramienia. Przez
chwil zdawa si mnie nie poznawa, napinajc bolenie spojrzenie zmtniaych
od snu i bezbarwnych jak dwa sople lodu oczu, lecz zaraz potem unis si na
pryczy, a twarz rozpogodzia mu si serdecznym umiechem. Wstyd powiedzie - nie
widziaem go od chwili, kiedy zebrawszy w naszym dawnym baraku swoje achy,
ucisn mi na poegnanie rk przed odejciem do Trupiarni. "Synok - mwi
teraz prawie przez zy - syszaem o wszystkim. Moodiec! Chleb ci oddali za
osiem dni?" - zapyta niespokojnie, szukajc wzrokiem mojego zawinitka. Jakie
szczere byo jego oburzenie, gdy si dowiedzia, e w dniu ukoczenia godwki
stos chleba z mojej
277
celi w izolatorze zosta z rozkazu Samsonowa odesany z powrotem do
"chleboriezki". Nie pyta jednak o powd mojego przybycia do Trupiarni. Odgad
ju wszystko tym szstym zmysem, ktry starym winiom pozwala czyta w
twarzach towarzyszy jak w otwartej ksidze.
W pobliu legowiska Dimki odnalaz si rwnie inynier M., ktry odwiedzi nas
by niedawno dwa razy w szpitalu, ale unika rozmowy na temat przebiegu
godwki. Dziki jego taktowi caa sprawa posza ju w zapomnienie,
pozostawiajc wszystkim szeciorgu Polakom rwny udzia w nadziei. Byo co
adnego i przekonywajcego w tym samorzutnym gecie solidarnoci, ktry oby si
bez jednego nawet sowa wyjanie. M. by w Trupiarni take nowicjuszem, do
niedawna bowiem pozwolono mu mimo zaliczenia do "sabosiki" mieszka w oglnym
baraku. Lea teraz na grnej pryczy i poznaem go z daleka po dugich nogach,
obwizanych szmatami i wysunitych znacznie poza krawd desek. Pocignity za
nog, ockn si z zamylenia - a moe modlitwy? - i ulokowa mnie na pryczy
obok siebie. Tak wic zamieszkaem w Trupiarni na trzech wziutkich deskach,
gdy mj ssiad z prawej - nauczyciel z Nowosybirska, ktry wydziela niegdy
wod w ani - nie chcia mi ustpi ani o milimetr wicej miejsca.
Okoo poudnia wrci do Trupiarni Sadowski. Mwiono o nim, e codziennie rano i
wieczorem wyprawia si do kuchni na ebry i wraca z pustym kociokiem, co nie
znaczyo zreszt wcale, e z pustym odkiem, Sadowski bowiem by ju w tym
stadium godu, kiedy gorcych zlewkw z kota nie mona nawet donie do baraku,
lecz wypija je si na stojco, parzc sobie usta. W rzadkich chwilach jasnoci
umysu Sadowski rozmawia i opowiada rwnie jak dawniej interesujco i ywo,

byway jednak dnie, kiedy zdawa si nikogo nie dostrzega, siedzia nieruchomo
na awce przy stole obok pieca, wpatrzony z nieprzytomnym uporem w jeden punkt,
przyczajony jak
278
gdyby i gotw skoczy kademu natrtowi do garda, a z tej obkanej zadumy
wyrywa go tylko brzk kociokw za oknem oznaczajcy por posikw. Pomidzy
nim a Dimk istnia w Trupiarni rodzaj cichej, ale zaciekej rywalizacji, obaj
bowiem uchodzili za najwytrwalszych ebrakw na kuchni i nieraz zapewne
wchodzili sobie wzajemnie w drog. Dimka odnosi si do niego z nie ukrywan
niechci, nadajc jej niekiedy bez powodw akcenty polityczne; stary bolszewik
daleki by teraz od dawnych popisw dialektycznych, ktre doprowadzay go
niegdy na skraj logicznego samounicestwienia, a jeli w ogle mwi, to tylko
po to, by wspomina. Z moim przybyciem do Trupiarni stosunki pomidzy nimi
poprawiy si jednak na tyle, e czsto wieczorami, doprosiwszy M., zasiadalimy
w czwrk przy wsplnym stole do gry w warcaby lub do rozmowy. Ale nigdy nie
zdarzyo mi si widzie ich rozmawiajcych samych i nigdy te nie wychodzili na
kuchni razem z pozostaymi mieszkacami Trupiarni.
Trupiarnia rnia si swoim wygldem znacznie od pozostaych barakw. Na
pierwszy rzut oka robia wraenie domu noclegowego dla wczgw i ebrakw i w
pewnym sensie bya nim naprawd. Za dnia cz winiw wychodzia do ony w
poszukiwaniu jedzenia lub do lekkich robt pomocniczych, a reszta leaa na
pryczach, rozmawiajc pgosem, cerujc ubrania, grajc w karty, piszc listy.
Najbardziej uderzajca bya w Trupiarni cisza. Nikt jej nie wymaga ani tym
bardziej regulowa, a jednak bya przestrzegana tak cile, jak gdyby chronia
j niepisana umowa. Winiowie rozmawiali ze sob szeptem i zwracali si do
siebie grzecznie - z t typow wstydliw uprzejmoci, ktra od razu od progu
rzuca si w oczy w szpitalach dla nieuleczalnie chorych. Gdyby nie fakt, e
wielu winiw nie byo w stanie powstrzyma swoich potrzeb fizjologicznych,
Trupiarnia mogaby rwnie uchodzi za najczystszy i naj schludniej279
szy barak w zonie. Nie mielimy wprawdzie wasnego "dniewalnego", ale codziennie
inny wizie szorowa podog, my stoy i awki, przeciera szmat szyby w
oknach, pali w piecu i przynosi wod. Nad niektrymi pryczami wisiay
wycinanki z kolorowego papieru, obrazki wycite z gazet i fotografie rodzinne w
ramkach ze srebrnej blachy z zatknitym u gry zwidym kwiatkiem. Mieszkao nas
w Trupiarni okoo stu pidziesiciu; barak by widny, dobrze utrzymany, z
odstpami pomidzy pryczami co dziesite legowisko. Nieraz po niadaniu
wybuchay spory o to, do kogo naley sprztanie, w dzie bowiem czas duy nam
si przeraliwie, zdawa si wycieka powoli z naszych y wraz z yciem.
Dopiero pod wieczr, kiedy do ony wracali z nowinami winiowie ze "sabkomandy", a w baraku zapalay si wiata, Trupiarnia oywiaa si na krtko i
wybuchaa nieoczekiwanymi rezerwami ycia. Ju sam widok winiw, grajcych
przy stoach w warcaby lub zbierajcych si gromadkami w zaomach midzy
pryczami, dziaa pokrzepiajco. Barak pcznia od ciepa, otwierajc nam rany
na nogach, serca i usta. wiato rozpryskiwao si pkami promieni o mi-gcce
na tle ciemnoci biae tafelki szybek. Niekiedy rozlegay si miechy, gosy
przekraczay granic szeptu, a z dalszych prycz zryway si niemiao dwiki
organkw i wzbiwszy si w powietrze, trzepotay si jak my nocne w jasnym krgu
arwek. Ale z nastaniem nocy w Trupiarni zapadaa znowu martwa cisza, aby
pkn nagle za cian snu jak wezbrany wrzd krzykami i majaczeniami, ktrych
ton bardziej by przejmujcy, ostry i rozpaczliwy ni w zwykych barakach.
Trupiarnia tona w dusznym cieple oddechw, gorczkowym nie i smrodzie
ekskrementw.
Pod mask pozorw krya si jednak inna rzeczywisto, ktr mona byo zobaczy
i rozpozna jedynie po duszym okresie zadomowienia w Trupiarni. ebraczy i
wczgowski styl ycia wytwarza nawet w wizieniu swo280

je wasne prawa, podobne w karykaturalny sposb do praw rzdzcych yciem


normalnych winiw. Zazdro na przykad powcigana bya w oglnych barakach
faktem, e nikt nie mg zje wicej, ni zapracowa; wzajemn nienawi
przytpiaa nieco wsplna praca; rozpacz cicha czsto pod tumikiem zmczenia.
Wszystko to odpadao w Trupiarni. Czas, wlokcy si nielitociwie wolno czas, i
pustka bezcelowego oczekiwania napeniay barak atmosfer, w ktrej wzbierajca
stopniowo zo omal nie zrywaa wszystkich tam sztucznej uprzejmoci. Siedzc
na pryczach w przegniych achmanach, z zaronitymi twarzami i zwisajcymi
luno kodami ng, winiowie przygldali si sobie podejrzliwie, ledzili
nawzajem kade swoje poruszenie, chcieli wiedzie o sobie wszystko. Ludzie
dogorywajcy nie mogli nie dostrzega we wzroku swych towarzyszy pytania ,,
kiedy?". Ludzie wracajcy do zdrowia chepili si tym w sposb okrutny. W tym
kbowisku dogasajcych namitnoci ludzkich naj straszniejsze byo to, e
daway one o sobie po raz ostatni zna w sposb tak skryty, a jednoczenie
jaskrawy. Wrciwszy ktrego wieczoru z ony do baraku, zastaem nauczyciela z
Nowosybirska - tego samego, ktry kiedy za szczypt machorki opowiada nam o
nagich kobietach w ani - opartego swobodnie, z rkami w kieszeniach i
niedopakiem papierosa w kciku ust, o belk pionow pryczy i pastwicego si
nad dwoma nieuleczalnymi pelagry karni. "To s kobiety - krzycza swym piskliwym
gosikiem przy wtrze miechw z ssiednich prycz - nogi, uda, piersi, szkoda
marzy, bratcy, nie dla was te rozkosze". I niepostrzeenie dla samego siebie
ulegaem rwnie powoli prawom Trupiarni. Nie zapomn nigdy dnia, w ktrym udao
mi si na par godzin wcisn do pomocy na kuchni. Wieczorem, kiedy umyem ju
wszystkie koty i najadem si do syta na miejscu (pracujcym w kuchni nie wolno
byo wynosi jedzenia do ony), zobaczyem nagle w wy chuchanym w oblodzonej
szybie okienku naj281
pierw twarz Dimki, a potem Sadowskiego, i dwie wypychajce si nawzajem z otworu
pod szyb rce, w ktrych tkwiy puste kocioki. Jeden z kucharzy spuci
znienacka zastawk, a ebrzce rce zadrgay z blu, ale nie wypuszczajc
kociokw cofny si byskawicznie na zewntrz. Patrzyem przez chwil na to,
co si dziao po tamtej strome szyby ze wstrtem, prawie z odraz, cho i ja
przecie zaczem od niedawna chodzi wieczorami po resztki zupy do kuchni. Jest
bdem przypuszcza, e tylko ebrak, ktry wydoby si z ndzy, potrafi
zrozumie niedol swych dawnych towarzyszy. Nic tak nie odpycha i nie wywouje
sprzeciwu, jak podsunity nagle czowiekowi przed oczy obraz jego wasnej doli
czowieczej, doprowadzonej do swych kracw.
Jednoczenie przecie Trupiarnia sprzyjaa pogbieniu przyjani wrd winiw,
ktrzy znali si przedtem w zonie. Przeszo rok yem jak syn z ojcem z Dimk,
ale dopiero teraz, w czasie dugich rozmw w Trupiarni, poznaem bliej histori
jego ycia. By modziutkim popem w Wierchojasku, gdy wybucha rewolucja. Przez
par pierwszych lat pozostawiono go w spokoju, potem jednak sam zrzuci sukienk
duchown i zosta kancelist. Okoo roku 1930 oeni si i wyjecha na poudnie
Rosji jako zwyky robotnik. Pracowa ciko, zbliywszy si na swj sposb do
komunizmu, i zapomnia prawie zupenie o przeszoci. Dimka by jedynym
czowiekiem, jakiego spotkaem w obozie, ktry wymaza trzydzieci lat swego
ycia tak dokadnie, e zdawa si z trudem porusza wrd chwiejnych i
niewyranych widm modoci. Jego modzieczo pochodzia z faktu, e narodzi
si jak gdyby po raz drugi w roku 1925. Jego dojrzaa mdro natomiast
zapucia po kryjomu gbokie korzenie w zamierzch i nie istniejc ju
przeszo. Zroso si w nim w tajemniczy sposb dwch ludzi i on sam nie
wiedzia czsto, ktry jest prawdziwy. Z modoci pozosta mu serdeczny,
wspczujcy i instynktownie religijny stosunek
282
do ludzkiego cierpienia, ale ilekro sobie to uwiadamia, szuka w popochu
schronienia w cynicznej drwinie z kadej wiary. Jedyne, co si naprawd liczy i tu przemawia przez niego mody, zepsuty przedwczesn walk o ycie chopiec to zje jak najwicej i spa jak najduej, "sochranit' yz", jak powiada.
Ale jak wikszo ateistw nie podejrzewa nawet, e akt jego buntu religijnego

by w swojej istocie bardziej chrzecijaski ni tysice cudownych nawrce.


Zapytany ktrego wieczoru, kiedy przesta definitywnie wierzy w Boga,
odpowiedzia, e w roku 1937, gdy odrba sobie siekier na "lesopowa-le" stop,
aby odej do szpitala i uratowa wiar w swoj wasn wol, w siebie - w
czowieka. Pod tym wzgldem by jaskrawym przeciwiestwem Sadowskiego, ktry do
ostatniej przytomnej chwili w Trupiarni zachowa pogard dla czowieka i wiar w
abstrakcyjny system, zbudowany przez myl ludzk. Dimka zosta aresztowany w
roku 1936 za swoj zapomnian zbrodni "popowstwa" i nalea do starej,
wymierajcej ju gwardii "pionierw" kargopolskich. Wraz z nim aresztowano i
zesano do rodkowej Azji on i dwoje dzieci. Od piciu lat nic nie wiedzia, i
co dziwniejsze - nie chcia wiedzie o ich losie.
Innego zupenie typu czowiekiem by M. Mimo achmanw mia wygld arystokraty i
nosi si jak arystokrata. Bardzo wysoki i szczupy, o rasowej, pocigej
twarzy, w ktrej gboko osadzone oczy wyraay smutek i dum zarazem, porusza
si w baraku z delikatnym namysem i nie z kadym wdawa si w rozmow.
Winiowie go nie lubili i szanowali jednoczenie. Potrafi trzyma si na
uboczu, nie ranic nikogo, ale nie stroni od adnej sprawy, ktra miaa
bardziej trwae znaczenie. Mg si wydawa mieszny kademu, kto go bliej nie
zna: niesamowicie dugie nogi i rce wloky si za nim jak u kuky o
oblunionym sznurku, a z nosa i oczu cieky mu nieustannie cienkie struki,
obic sobie na wyndzniaej
283
twarzy drog w kierunku ust. M. cierpia nie tylko na serce; bardziej bolesne
byy czste ataki migreny na tle zaburze mzgowych, w czasie ktrych siedzia
przy stole oparszy gow na doniach, z zacinitymi kurczowo oczami, jak gdyby
prbowa za wszelk cen usn. Dolega mu rwnie niedopyw krwi do koczyn i
byo rzecz naprawd przejmujc patrze, jak na prno stara si ogrza przy
piecu, wiszc nieomal jak wasny wyduony cie nad ogniem. Zdarzao si, e
przystawa nieoczekiwanie obok prycz, opiera si o belk, przymyka oczy i
przyciska donie do skroni; wiedziaem wwczas, e przygotowuje si do odparcia
niebezpieczestwa. Ale nie usyszaem z jego ust nigdy sowa skargi i nie da
te nigdy zawadn sob uczuciu godu. By godny - wiedzielimy o tym dobrze a przecie nawet to, co dostawa, zjada ze spokojem i godnoci. Jedyn jego
cich namitnoci, przed ktr nie umia si do koca obroni, byo natomiast
palenie. Nieraz obejrzawszy si dokoa, podnosi z ziemi niedopaki i chowa je
szybko do kieszeni. Wiedziaem rwnie, e co drugi dzie odcina poow swojej
godowej racji chleba i sprzedaje j w zonie za szczypt machorki. W pewien
sposb zgubio go to palenie, gdy tak jak mnie zatrzymano go po amnestii w
obozie na podstawie donosu "nariadczika", do ktrego chodzi czsto na papierosa
i... rozmow. Z pogldw by konserwatyst, ale interesoway go naprawd tylko
trzy sprawy: Bg, Polska i zona. Rosjanie aresztowali go w jednym ze wschodnich
wojewdztw, gdzie by wysokim urzdnikiem ministerstwa rolnictwa, w trzy dni po
wkroczeniu do Polski, 20 wrzenia 1939 roku, i skazali najpierw na mier, a
potem na dziesi lat wizienia. Jeszcze w wizieniu w Baranowiczach dowiedzia
si, e on zesano w gb Rosji, i odkd znalazszy si w obozie, otrzyma
nareszcie prawo pisania co miesic jednego listu, usiowa z ni na prno
nawiza kontakt. Jego straszliwe ble gowy wynikay na pewno w duym stop284
niu z faktu, e w chwilach samotnoci koncentrowa z coraz wikszym wysikiem
wzrok pamici na jedynym przedmiocie - na obrazie ony. Ale noc (gdy spaem
obok niego na pryczy) znajdowa pewn ulg w modlitwie. Nie widziaem nigdy w
yciu czowieka, ktry by si tak piknie modli jak M. Unisszy si na pryczy,
zasania twarz domi i szepta cicho sowa modlitwy gosem tak przejmujcym,
nabrzmiaym blem i zami, jak gdyby korzy si u stp krucyfiksu poraony
bezgranicznym zachwytem dla Tego, ktrego ciao umczone na krzyu nie wydao z
siebie ani sowa skargi... "Za kogo si tak modlisz?" - zapytaem go kiedy, nie
mogc usn. "Za wszystkich ludzi" - odpowiedzia spokojnie. "Za tych, co nas tu
trzymaj, te?" "Nie - odpar po namyle - to nie s ludzie".

Tak wic wieczorami siadywalimy czasem w czwrk przy jednym stole. Dimka lubi
bardzo warcaby, tote grywaem z nim czsto, chocia nuya mnie troch
monotonia ruchw. Sadowski i M. komentowali ostronie ostatnie wydarzenia na
froncie, przygldajc si naszej grze. Sadowski, ktry sam by z pochodzenia
Polakiem (urodzi si w Grodnie, ale wyjecha z rodzicami w gb Rosji jeszcze
przed rewolucj 1917 roku), nie znosi M. za jego mimowoln "pasko" i
religijno. Rwnie Dimka patrzy na M. z ukosa, a przecie mimo to
stanowilimy razem jedn z najbardziej zytych grup w Trupiarni. Nieraz, gdy w
baraku zapalao si wiato i winiowie poczynali schodzi z prycz do stow,
puste miejsce w naszym kcie robio wraenie dotkliwej wyrwy.
Przed Boym Narodzeniem wszystkim szeciorgu Polakom dano do przeczytania i
podpisania krtkie owiadczenie: "Zadieran w agierie po rasporiaenii Osobogo
Sowieszczanija NKWD w Moskwie", ucinajc w ten sposb gwatownie okres penego
nadziei oczekiwania. Zaczem si teraz przyglda Trupiarni innym okiem. Wy285
gidao na to, e trzeba si bdzie w niej zadomowi na duej, jeeli nie - na
zawsze.
Boe Narodzenie obchodzone byo w obozie w sposb nieoficjalny i prawie
zakonspirowany. Wszystkie wita o charakterze religijnym wymazane zostay z
kalendarza sowieckiego jak naj skrupulatniej, ustpujc miejsca rocznicom
historycznym zwizanym z rewolucj padziernikow i ywotami komunistycznych
witych; na wolnoci niedziel zastpi oficjalny "wychodnej die",
przypadajcy z reguy w poniedziaek. Wrd modszych winiw, wychowanych ju
prawie zupenie w tradycji bolszewickiej, spotykao si takich, ktrzy nie znali
nawet poda chrzecijaskich stojcych u rde ukadu wit. Ale starzy
winiowie przechowywali w pamici i w sercach stary kalendarz, stosujc si po
kryjomu i skromnie do jego przepisw. W czasie pierwszego Boego Narodzenia w
roku 1940 uderzy mnie w wili uroczysty wygld baraku i dua ilo winiw z
zaczerwienionymi od paczu oczami. "Wszystkiego najlepszego - mwili, ciskajc
mi rk - na przyszy rok na wolnoci". To byo wszystko. Ale kto zna obz
sowiecki, ten wie, e byo to bardzo wiele. Gdy sowa "wolno" nie wzywa si w
Rosji nadaremno.
Boe Narodzenie 1941 roku postanowilimy uczci w sposb wyjtkowy wanie
dlatego, e witalimy je znowu z uczuciem zupenej beznadziejnoci. Wieczorem do
Trupiarni przysza pozostaa czwrka Polakw i zanim zaczlimy si ama
przechowywanym specjalnie na t chwil chlebem, pani Z. ofiarowaa kademu z nas
chusteczk z wyhaftowanym orzekiem, gazk jedliny, dat i monogramem. Trudno
byo dociec, jak potrafia zdoby na ten cel nici i cienkie pcienko, a jeszcze
trudniej uwierzy, e mimo cikiej pracy na biry drzewnej powicia na ich
wyszycie co najmniej pi wieczorw. W kadym razie dotykalimy tych chusteczek
z niemia radoci (przechowuj swoj do dzisiaj) i zapomnielimy dziki nim
na
286
chwil, e caa nasza wieczerza wigilijna miaa si skada z kromki chleba i
kubka wrztku. Byo zapewne co budzcego mimowolny szacunek w tej gromadce
ludzi pochylonych nad pustym stoem i paczcych z tsknoty z dala od swej
ojczyzny, bo mieszkacy Trupiarni przygldali nam si z prycz z powag, a Dimka
i Sadowski wyszli szybko do ony. Pnym wieczorem rozmowa potoczya si nieco
ywiej i do dzi pamitam opowiadanie B., ktrego jako oficera rezerwy wojsk
polskich aresztowano w baraku nazajutrz po wybuchu wojny rosyj-sko-niemieckiej i
osadzono w centralnym izolatorze. B. rozpocz niechtnie (wikszo winiw ma
zabobonny lk przed wspominaniem ledztwa i wszystkiego, co si z nimi dziao od
chwili aresztowania do wyroku), ale w miar mwienia nabra rozpdu, jakby
sprawiao mu ulg to wyjawienie przey osonitych zazwyczaj w obozie
tajemnic, a kiedy skoczy, Trupiarnia pogrzona ju bya w gbokim nie.
Opowiadanie B.

"22 czerwca w nocy nie mogem usn. Prycza wydawaa mi si twardsza ni zwykle.
Nie przestawaem myle o zmianach, jakie moe przynie wybuch wojny. Dopiero
nad ranem zapadem w nerwowy sen.
Ledwie usnem, poczuem, e kto mnie budzi inaczej ni w czasie codziennego
podjomu. Obok mojej pryczy sta zastpca Samsonowa i kaza mi si szybko
ubiera. Nie pozwoli mi si jednak dokadnie ubra, obiecujc, e zaraz wrc
do baraku.
Wszyscy jeszcze spali i obz zalegaa cisza. W kancelarii NKWD czekaa na mnie
Strumina w asycie dwch uzbrojonych onierzy. Byem cigle jeszcze zaspany,
ale otrzewi mnie podsunity do podpisu akt oskarenia, z ktrego wynikao, e
jestem aresztowany za powtrn
287
zdrad Zwizku Sowieckiego. Mimo nacisku nie podpisaem. Strumina kazaa mnie
dwm onierzom odprowadzi do centralnego izolatora. Nie pozwolono mi zabra z
baraku pozostaych czci ubrania, obiecujc dostarczy mi je do wizienia.
Cela, do ktrej mnie wtrcono, miaa rozmiary 3 na 5 metrw i pitrowe prycze.
Mae okna z grubymi elaznymi kratami zabite byy od zewntrz deskami. W
niewielkim otworze nad drzwiami znajdowaa si odrutowana arwka. Byem sam.
Zaczynaem zdawa sobie spraw z tego, co si stao, ale cigle jeszcze nie
wiedziaem, za co i dlaczego mnie aresztowano. Tak czy owak - pomylaem jestem podwjnym winiem.
Po godzinie drzwi si otworzyy i weszo nowych piciu winiw z Jercewa. Byli
przeraeni. - Wojna - powtarzali cigle - bdziemy wszyscy rozstrzelani. - Za
co? - zapytaem. - Dla postrachu - pada odpowied. Nad ranem w celi byo ju 22
winiw, reszta z innych agpunktw. Wybraem na pryczy miejsce obok okna,
miaem do tego prawo jako pierwszy w celi. mier zagldaa mi w oczy, ale
instynkt samozachowawczy jeszcze dziaa.
Dzie upywa nam na wsplnym roztrzsaniu ewentualnych przyczyn aresztowania.
Byem w celi jedynym Polakiem. Obok mnie lea Ukrainiec Selezjonka, adwokat z
Polski. Z innych agpunktw przygnano dwch generaw sowieckich, czterech
prawnikw - jeden z nich, profesor prawa uniwersytetu moskiewskiego Grosfeid,
podawa si za nauczyciela Stalina - dwch dziennikarzy, czterech studentw,
wyszego urzdnika NKWD, byego komendanta obozu i byego urzdnika
gospodarczego obozu. Wrd pozostaych piciu znajdowa si fryzjer moskiewski,
ktry bardziej ni my rozpacza nad swym losem i losem pozostawionej w Moskwie
rodziny.
Atmosfera w celi stawaa si z kadym dniem cisza. Ciepe lato archangielskie,
tysice komarw wlatujcych
288
do celi przez maleki otwr zwany oknem, roje pluskiew na pryczach - wszystko to
pogbiao w nas poczucie nierealnego i przeraliwego zarazem koszmaru.
Rozpoczy si ledztwa. Co nocy wzywano dwch lub trzech winiw do NKWD.
Wracali zazwyczaj nad ranem pobici i roztrzsieni. Zmuszano ich do fikcyjnych
zezna i podpisywania gotowych ju protokow. I tak na przykad, wspomniany ju
fryzjer z Moskwy goli pierwszego dnia po wybuchu wojny winia-yda, ktry
zaartowa, e teraz obozy stan si punktami rekrutacyjnymi Czerwonej Armii.
Fryzjer odpowiedzia ze miechem:
Tak, ale ciebie nie wezm, bo trzeba by krzywych karabinw, by mc strzela zza
wga. Ale ostatecznie i takich karabinw u nas nie brak, wic moe jednak
pjdziesz do wojska. Za te sowa oskarono go, e zdradzi swj kraj. Inny
wizie skomentowa obcicie racji chleba po wybuchu wojny pytaniem: Co z nami
bdzie za miesic, jeeli ju teraz brak chleba? Oskarono go rwnie o zdrad
Zwizku Sowieckiego.
Przysza kolej na mnie. Zaprowadzono mnie w nocy do siedziby NKWD, odlegej o
kilometr od centralnego izolatora. W pokoju, do ktrego mnie wepchnito, nie
byo oprcz biurka i dwch krzese ani jednego mebla. Wszed kapitan NKWD z
teczk dokumentw, jak si pniej okazao - aktw z mojego poprzedniego
ledztwa. Pozwoli mi usi i poczstowa mnie papierosem; jako niepalcy
odmwiem jednak. Przegldanie dokumentw trwao okoo dwch godzin, ktre

cigny si jak wieczno. Milczenie przerwa sdzia ledczy, rozpoczynajc


dugi wykad na temat wojny z Niemcami, potgi Zwizku Sowieckiego oraz mdroci
i nieomylnoci Stalina. Gdy skoczy, poda mi do przeczytania i podpisania
gotowy ju protok. Zarzucano mi, e jako syn rolnika zgodziem si by
urzdnikiem w buruazyjno-kapitali-stycznej Polsce (B. by nauczycielem
gimnazjalnym), a ponadto opowiadaem wspwiniom o yciu na Zacho289
dzie, dopuszczajc si tym zdrady Zwizku Sowieckiego. Nie podpisaem. Sdzia
ledczy wsta i kopn mnie nagle tak mocno, e spadem z krzesa. Po czym kaza
mi zrobi przysiad i rozpocz ledztwo na nowo. Nie poddawaem si. Kopn mnie
znowu, groc tym razem rewolwerem. ledztwo trwao do sidmej rano, a przez
cay ten czas nie wolno mi byo ani usi na ziemi, ani podnie si z
przysiadu. Rano sdzia ledczy kaza mnie zaprowadzi na wartowni i pilnowa,
abym nie usn. Przesiedziaem na wartowni do dziesitej wieczorem bez posiku i
wody. Wezwany ponownie do sdziego ledczego, odmwiem podpisania protoku i
powtrzya si ta sama historia, co poprzedniej nocy. Sdzia ledczy kopa mnie
nieustannie i bi po twarzy. Nad ranem odprowadzono mnie do celi zupenie
wycieczonego.
Pozostawiono mnie w spokoju przez dwa tygodnie. Wszyscy moi towarzysze w celi
mieli ju za sob ukoczone ledztwa.
Po upywie dwch tygodni wezwano mnie znowu do podpisania protoku. Tym razem w
pokoju sdziego ledczego zastaem czterech wiadkw (rwnie winiw), z
ktrych dwch nie widziaem nigdy w yciu na oczy. Ich zeznania byy
beznadziejnie obciajce, ale nie poddawaem si dalej. Mj inkwizytor straci
panowanie nad sob, bi mnie na olep i grozi, e nawet bez podpisania
protoku zastrzeli mnie jak psa.
Mino par dni. Niektrzy towarzysze w celi doradzali mi, abym podpisa akt
oskarenia, inni twierdzili, e powinienem si trzyma. W tym czasie zaczy si
rozprawy sdowe. Wzywano z celi w nocy po dwch. Zasdzeni nie wracali ju do
naszej celi, lecz do celi pooonej naprzeciwko. Korytarz w izolatorze by
bardzo wski, tote moglimy si porozumiewa przez maleki otwr, w ktrym
znajdowaa si odrutowana lampka. Z przeciwka dochodziy cigle okrzyki,
donoszce o wyrokach skazujcych na mier. W okresie paru dni zostao nas w
celi tyl290
ko piciu: jeden genera sowiecki, Grosfeid (w rzekomy nauczyciel Stalina),
jeden student, adwokat Selezjonka i ja. Ktrej nocy zabrano take i ich.
Zostaem sam. Wrcili jednak nad ranem peni nowych nadziei. Nasz spraw
odroczono - mwili - mamy jeszcze przed sob troch ycia. Po tygodniu obudzi
nas o pnocy niezwyky ruch na korytarzu. Otworzyy si drzwi celi mierci i
naszym ssiadom z przeciwka kazano wychodzi. Opierajcych si wywlekano si.
Syszaem pacz i krzyki. Nasz znajomy fryzjer zawoa gono: Kto mnie syszy
i zostanie ywy, niech powie kiedy mojej rodzinie w Moskwie, e mnie
zastrzelono)). Po paru minutach rozlegy si na dziedzicu wiziennym pojedyncze
wystrzay i krzyki. Czy potraficie sobie wyobrazi, co si ze mn dziao? Serce
przestao mi bi i czuem w mzgu kad yk osobno. Po paru dniach zabrano z
celi moich czterech towarzyszy. Nie wrcili tym razem. Zostaem znowu sam.
Upyno par tygodni. Ktrej nocy obudzono mnie i zaprowadzono do szkoy
jercewskiej na rozpraw sdow. Komplet sdziowski skada si z dwch kobiet.
Prokuratorem bya rwnie kobieta. Czekaem na wyrok mierci. Prokurator wsta i
owiadczy jednak, e na podstawie umowy zawartej przez rzd polski w Londynie z
rzdem sowieckim nie bd w ogle sdzony. Nie mogem w pierwszej chwili poj,
o co chodzi. Na kartce kalendarza, lecego na stole sdziowskim, przeczytaem
dat: 29 sierpnia. Podejrzewaem podstp. Powtrzono mi drugi raz decyzj sdu i
odprowadzono do celi.
Dopiero w celi uwiadomiem sobie, e w czasie mojego dwumiesicznego pobytu w
izolatorze musiay zaj na wolnoci jakie zmiany. W pierwszych dniach wrzenia
zapowiedziano mi przez otwr w drzwiach, e mam by gotw za dziesi minut do

drogi. Na dziedzicu czekao ju szeciu winiw i piciu onierzy NKWD.


Ruszylimy w nieznane.
Wieczorem nasz konwj dotar do Drugiej Aleksiejew291
ki. Obz karny w Aleksiejewce podzielony jest na dwie czci. W jednej czci,
tak zwanej wolnej zonie, winiowie yj normalnie we wsplnych barakach. W
drugiej, tak zwanej izolacyjnej, ktra odgrodzona jest wysokim parkanem i
drutami, przebywaj brygady karne. Skierowano nas oczywicie do ony
izolacyjnej.
Rano, gdy wypdzono nas do pracy, miaem mono bliszego zorientowania si w
warunkach ycia w Aleksiejewce. Mimo dotkliwego mrozu winiowie byli zupenie
niemal bosi i obdarci i ledwie si poruszali z wycieczenia. Na moich oczach
dwch winiw upado i skonao przy bramie. Zgodnie z yczeniem komendanta
obozu, Soroki, wychodzcym do pracy przygrywaa harmonia. Pierwszego od razu
dnia zmaro w naszej brygadzie przy pracy trzech winiw. W zonie izolacyjnej
silniejsi mordowali bezkarnie sabszych i zabierali im chleb. Po dwch
tygodniach udao mi si uzyska zezwolenie na przeniesienie si do wolnej ony.
Ta cz mojej historii moe was ju mniej interesowa. Wystarczy moe, jeli
powiem, e w wolnej zonie znalazem barak zamieszkany wycznie przez 123
winiw polskich. Ktrego dnia postanowilimy wszyscy nie wychodzi do pracy,
dajc zwolnienia z obozu w myl amnestii. Caa ta historia z amnesti bya w
dziejach obozw sowieckich czym tak bez precedensu, e Soroka zamiast - jak to
zazwyczaj w takich wypadkach robi - posa do baraku oddzia onierzy z lekkim
karabinem maszynowym i powystrzela jego mieszkacw co do jednego, odesa nas
pospiesznie do Kruglicy. Stamtd mnie jedynego posano pod koniec wrzenia
etapem do Jercewa. O reszcie nic nie wiem. Wierzcie mi - zakoczy sw opowie
B., a gos zaama mu si z przejcia - wracaem do Jercewa jak do domu".
292
Trupiarnia pyna wolno ku swemu przeznaczeniu. W styczniu zaczem powtrnie
puchn i coraz rzadziej schodziem z pryczy, jedzc tylko to, co mi przynosi
Dimka. Nie czuem jednak godu. Leaem caymi dniami bez ruchu na pryczy,
dowiadczajc najwikszej aski, jaka moe by dana czowiekowi umierajcemu aski wspomnie. nio mi si najczciej (gdy by to waciwie psen), e
pnym wieczorem wracam ze stacji w Kieleckiem do domu. I cho bya ju noc,
widziaem dokadnie, jak gdyby w czarnym wietle, najpierw piaszczyst drog
obok toru, potem zagajnik, du polan z opustosza will, strumie obok
wzgrza, na ktrym w czasie poprzedniej wojny chowano zabite konie
artyleryjskie, i wreszcie drog prowadzc nad nasz stary, zaronity szuwarami
staw. Schodziem ku pytkiej rzeczce, przeskakiwaem par kamieni i grobl
wysadzan wysokimi olchami szedem wolno w kierunku domu. Wieczr by chodny,
ale wysuszony caodziennym upaem, ksiyc w peni wisia nad naszym starym
mynem jak byszczcy dukat, oparszy si lekko o iglic piorunochronu, od
strony k dolatywa krzyk dzikich kaczek i plusk erujcych karpi. W pobliu
dwch modrzewi, ktre w mojej dziecinnej wyobrani byy niegdy miejscem spotka
duchw przywalonych w dzie wielkim kamieniem myskim, poczuem dawny lk i
poczem biec. Otworzyem ostronie furtk ogrdka i wspiem si na wystp muru
pod oknem; przy stole siedzia ojciec, nasza gospodyni, obie siostry, brat z
on i jej crk. Pukaem w szyb i w chwili, kiedy zrywali si wszyscy od
stou, aby mnie po tylu latach powita, budziem si na pryczy paczc, z rkami
przycinitymi kurczowo do serca. Ten sen wraca tak dokadnie i niezawodnie, e
znalazem now rado w oczekiwaniu na, w pokornym przywoywaniu go, gdy w
baraku zaczynao ju szarze.
Ale zanim dobia do ostatniej przystani. Trupiarnia przesza jeszcze przez
niejedn burz. Ktrego wieczoru
293
stary "kochonik" z okolic Kaugi zlaz z pryczy i bijc z caej siy w pusty
kocioek, zapowiedzia nam "koniec wszystkich cierpie" - wasne swoje
nadejcie, "Chrystusa w achmanach winia". Przywitany miechem, stan twarz

do prycz, a plecami do pieca i przyglda nam si chwil - grony, wyniosy,


prawie wspaniay z otwartymi szeroko ramionami i zacit twarz szaleca - po
czym odwrci si byskawicznie i run w ogie. Poparzonego zabrano go jeszcze
tego wieczoru do szpitala.
Kiedy indziej Sadowski, ktry od paru dni z nikim nie rozmawia, ustawi st w
poprzek baraku, usiad przy nim jak za biurkiem i wykrzykujc jakie obce
nazwiska, dorzuca do kadego przeraajcy w swej monotonii i zaciekoci
rozkaz: TO JEST REWOLUCJA! RASSTRIE-LAT! POD STIENKU! POD STIENKU! Trwao to
wszystko nie duej ni kwadrans, ale moe dlatego, e by moim przyjacielem,
ten upiorny krzyk, w ktrym zawar cae swoje ycie - od przeszoci poprzez
teraniejszo a po przyszo - utkwi mi najgbiej w pamici jako ostatni
akord mojego pobytu w Trupiarni.

Ural 1942
19 stycznia 1942 roku wieczorem podoficer Trzeciego Oddziau z kartk w rku
przypomnia sobie nareszcie o moim istnieniu. Nazajutrz rano egnao mnie obok
wartowni tylko dwoje przyjaci - Dimka i pani Olga - gdy z moimi polskimi
towarzyszami poegnaem si wczeniej. Sadowski, ktrego obudziem w
"trupiarni", aby mu powiedzie "do widzenia", spojrza na mnie nieprzytomnym
wzrokiem i zakiwszy ordynarnie, nakry z powrotem gow mierdzcym buszatem;
od miesica gorczkowa i wszystkie potrzeby fizjologiczne zaatwia, nie
ruszajc si z pryczy. Dimka zwlk si z barogu, przyodzia czyst koszul (w
ktrej koniecznie chcia by pochowany) i powczc drewnian protez, prowadzi
mnie pod rk na wartowni. "Synok - powtarza trzscymi si wargami - synok,
sczastliwoj yzni. Nam ue gibiel, my ue bywszyje ludi, no ty jeszcze moodoj,
synok, tie-bie swoboda poagajetsia". Pani Olga, ktra wychuda i sczerniaa od
czasu, kiedy j posano do adowania drzewa na biry, nie moga powstrzyma ez.
Byo mi strasznie. Dante nie wiedzia, e nie ma na wiecie cierpienia
wikszego, ni doznawa szczcia na oczach nieszczliwych, je w obecnoci
godnych. Ucaowaem ich w milczeniu. Z baraku wybieg jeszcze stary ganow (by
to pierwszy w nowym roku "wychodnej die") i odcignwszy mnie na bok, poprosi,
abym mu wrzuci na wolnoci kartk pocztow do rodziny. Za on ruszyem wolno nareszcie po dwch latach bez konwoju - do Drugiego Oddziau, gdzie przygotowano
dla mnie dokumenty. Na
295
zakrcie drogi odwrciem si jeszcze raz, aby ogarn obz ostatnim
spojrzeniem. Dimka macha mi z daleka drewnianym kijem, a pani Olga wracaa
zmczonym krokiem do baraku kobiecego.
W Drugim Oddziale przedoono mi spis miejscowoci, do ktrych mogem dosta
bilet i prawo pobytu. O wojsku polskim nie byo mowy. Ugrzeczniony oficer NKWD
nie wiedzia rzekomo, gdzie si ono znajduje, a gdyby nawet wiedzia, to i tak
na nic by si to nie zdao, bo najdalszy promie trasy zwolnieniowej z obozw
kargopol-skich siga tylko do Uralu. Wybraem na chybi trafi Zatoust pod
Czelabiskiem, ale nigdy do nie dojechaem. Due miasta - takie jak Swierdowsk
lub Czela-bisk - byy jako "reymnyje goroda" zamknite dla winiw
zwolnionych z obozw pracy.
Na stacji w Jercewie dowiedziaem si, e najbliszy pocig do Woogdy odjedzie
nazajutrz o wicie. Znalazem wic sobie ciepe legowisko w poczekalni pod
piecem i dotykajc cigle szeleszczcych dokumentw i kartki ga-nowa na piersi,
ruszyem na zwiedzanie miejsc, ktre dawniej obserwowaem z daleka, przez druty.
Wstyd powiedzie, ale kartki ganowa nie wrzuciem nigdy i gdy pisz te sowa,
ley ona przede mn na stole. W promieniu kilkuset kilometrw od obozu baem si
panicznie zbliy do kadej napotkanej skrzynki pocztowej, jak gdyby
sparaliowany myl, e za wspudzia w tym przestpstwie mog wrci do
Jercewa, a za Uralem zapomniaem o niej na mier w nieprzytomnym pocigu za
wojskiem. Biedny, zacny ganow! Dugo pewnie, modlc si noc na pryczy, nie
mg zrozumie, jak to si stao, e ta kartka oddana w tak pewne, zdawaoby

si, rce nie dotara do adresata. Dzi czytam j jak dokument wycignity z
butelki, ktr na bezpieczny brzeg wyrzucia burzliwa fala. Adresowana jest do
ony w Kazachstanie, mimo e ganow pochodzi znad Wogi, z czego wnosz, e po
aresztowaniu starego cieli jego rodzin zesano do
296
Azji. W tekcie, poza licznymi pozdrowieniami dla wszystkich bliszych i
dalszych krewnych, ktrych imiona opatrzone s nieodmiennie zwrotem "mnogo
uwaaje-myj", znajduj tylko jedno zdanie, usprawiedliwiajce prb ominicia
cenzury obozowej: "ja poka yw i zdo-row". Szczerze wtpi, czy mona je jeszcze
uwaa za aktualne po piciu latach, jakie zostay ganowowi do odsiedzenia.
Z pagrka w pobliu stacji wida byo wieczorem obz jak na doni. Z barakw
unosiy si w gr pionowe supy dymw, w oknach paliy si ju wiata i gdyby
nie cztery sylwetki "bocianw", siekce noc dugimi noami reflektorw, Jercewo
mogoby uchodzi za cich osad tartaczn, zaywajc szczcia i odpoczynku po
cikim dniu pracy. Wytywszy dobrze such, mona byo bowiem usysze brzk
acuchw i koowrotkw studziennych - znami nie zamconego niczym spokoju od
niepamitnych na ziemi czasw.
W Woogdzie nasz pocig wjecha na lepy tor, a konduktor owiadczy spokojnie,
e na razie podr skoczona. Niedaleko wic ujechaem i mogem mie sab
nadziej, e dotr w tym tempie przed wiosn do najbliszego oddziau wojsk
polskich. Przyjechaem jednak na dworzec woogodzki do wczenie, aby na goej
ziemi w olbrzymiej poczekalni zarezerwowa sobie miejsce do spania. Mieszkao tu
ju od miesica kilkuset amnestionowanych winiw, wrd ktrych poza garstk
Polakw wikszo stanowili maowyrokowi przestpcy pospolici, zwolnieni
przedterminowo z obozw pracy jako "dobrowol-cy". W dzie wyganiano ich do
miasta na er, a w nocy hala dworcowa suya na mocy rozporzdzenia NKWD za dom
noclegowy. Waham si zawsze, ilekro prbuj opisa cztery noce spdzone w
Woogdzie, nie wierz bo11 -Inny wiat
297
wiem, aby literatura moga stacza si bezkarnie a tak nisko, nie ponoszc
adnego uszczerbku jako sztuka nadawania ekspresji artystycznej rzeczom
powszechnie znanym i odczuwanym. Do wic bdzie, jeli powiem krtko, e
spalimy obok siebie tylko na jednym boku - u-gnieceni jak ledzie w beczce - a
kada prba przedarcia si w nocy do najbliszego kibla koczya si zazwyczaj
czyj mierci. W tawozielonym wietle arwek nocnych twarze picych,
przedziurawione potwartymi ustami, z ktrych unosiy si wyziewy nieludzkiego
smrodu, i owinite w achmany, wyglday jak woskowe maski pomiertne topielcw.
P biedy jeszcze, jeli noga idcego trafiaa na pier, unoszon niespokojnym
oddechem snu - krtki jk, podobny do nagego udawienia si, ostrzega, e
naley j usun nieco w bok; ale sam, niezupenie jeszcze oprzytomniawszy po
przebudzeniu si, stpnem raz nieostronie na czyj gow i z tyln nog
uwizion midzy sprasowanymi ciaami przechyliem si caym ciaem do przodu,
czujc, jak pod cikim butem trzeszczy z chrzstem elastyczna masa, a spod
podeszwy tryska krwawa miazga. W chwil potem zwymiotowaem do kibla, cho nie
po to wcale tu przyszedem. Codziennie rano wynoszono z poczekalni na ciarwki
okoo dziesiciu trupw, rozebranych ju przez wsptowarzyszy snu do naga.
O wicie wypdzano nas do miasta na ebry. Znalazem sobie na przedmieciu ma
uliczk robotnicz, gdzie okoo poudnia siwa staruszka wzywaa mnie skinieniem
gowy - upewniwszy si przedtem, e nikt nie podglda - do kuchni i czstowaa
kubkiem nie sodzonego odwaru z lici i kromk czerstwego chleba. Nie
zamienilimy ze sob nigdy ani sowa poza moim "spasibo" i jej "idi s Bogom".
Raz, bdzc bez celu po miecie, wyszedem na maleki placyk i odnalazem w
czerwonej kamienicy ekspozytur Ludowego Komisariatu Wojny, co w rodzaju biura
werbunkowego dla ochotnikw. Tgi kapitan przy298
j mnie za biurkiem na tle olbrzymiej mapy ciennej Zwizku Sowieckiego,
poczstowa uprzejmie papierosem i na pytanie, gdzie tworzy si armia polska,
odpowiedzia, e postpibym znacznie rozsdniej, wstpujc do Armii Czerwonej.

Kiedy indziej znowu stanem przed sklepem w ogonku po chleb. Bd pamita


przez cae ycie scen, jaka si tam rozegraa. Ranny onierz sowiecki, ktry
straci pod Leningradem praw nog, przytaszczy si na kulach do ogonka i
zapyta grzecznie, czyby go nie wpuszczono do sklepu poza kolejk, bo wyszed
par dni temu ze szpitala i nie potrafi jeszcze usta zbyt dugo na zdrowej
nodze. Odpowiedzia mu wrogi szmer i zoliwe uwagi, e nie ma si do czego
spieszy, skoro o jednej nodze i tak nie wrci ju na front. W jego twarzy
malowaa si taka rozpacz, e oddabym mu chtnie swj chleb, gdybym na dwch
chorych nogach mia najmniejsz choby szans doczekania si swojej kolejki. Tak
oto pogarda dla uszkodzonego i wycofanego z obiegu mechanizmu ludzkiego
przenikna rwnie w d i znieprawia uczciwe w gruncie rzeczy serca. Wojna
nie bya w Woog-dzie, w styczniu 1942 roku, szczeglnie popularna. W ogonkach
sarkano na ograniczenia ywnociowe i chaotyczny pobr do wojska, ktry wiele
rodzin ogooci zupenie z pracujcych mczyzn, a dwukrotnie nawet syszaem
ciche pytanie: "Kiedy wreszcie przyjd ci Niemcy?" Wze woogodzki zakorkowany
by transportami pogruchotanych mebli, instalacji fabrycznych i maszyn z
Leningradu. We wszystkich wikszych gmachach publicznych biwakowali onierze,
wycofani na krtki odpoczynek z frontu, i oni to obsiadali wieczorami mieszkania
prywatne jak chmara zgodniaego ptactwa, przygrywajc smtnie na organkach i
szukajc gorczkowo wdki. Nie byo wic na co czeka w Woogdzie. Pitego dnia
rano, zamiast i jak zwykle do miasta, wyszedem na tory i okoo poudnia
uczepiem si pocigu w nieznane, ktry
299
przystan na minut w odlegoci kilometra od dworca woogodzkiego.
W ciepym i wygodnym wagonie przywitali mnie z pewnym zdziwieniem, ale bez sowa
protestu, drzemicy oficerowie marynarki wojennej, ktrzy jechali subowo z
Archangielska nad Morze Czarne. Po raz pierwszy od wyjcia z obozu zetknem
si, suchajc ich rozmw, z dyskretn fal patriotyzmu rosyjskiego. Nie musiaa
ona jednak by zbyt spontaniczna, bo po kadym "pobie-dim", nieodcznym od
najwieszych rewelacji na temat nowych pagonw i orderw, rozmawiajcy
pograli si na powrt w drzemce, kryjc oczy za obsunitymi daszkami czapek.
Po trzech godzinach jazdy konduktor wykry mnie w przedziale i wysadzi na
malekiej stacyjce Buj.
W owym Buju los umiechn si do mnie tak, jak tylko potrafi si umiecha do
ludzi przywiedzionych na skraj rozpaczy. Noc przespaem na dworcu, a rano
poszedem zwiedza miasteczko. Buj jest miecin ma, lecz wcale adn i ze
swoj zoto-zielon cerkiewk na rynku przypomina Sokk pod Grodnem. Wszedem
do niej zdumiony, e na prchniejcych wrotach nie ma jak w Witebsku napisu
"antirieligioznyj muziej"; w mrocznej i chodnej nawie klczay obok siebie trzy
stare kobiety. Na dwik moich krokw podniosy gowy i wyszy szybko z cerkwi,
nie patrzc na siebie i za siebie. Byem wida za mody, aby nie budzi lku i
podejrze.
Dzie by soneczny i mrony, ale bez wiatru, na niegu sypkim jak piasek kroki
miay dwik pewny siebie, prawie radosny. Wyszedem za miasto w puste pole,
pobdziem w maych uliczkach, wrciem na rynek; wszdzie zamknite okiennice
i ani ywej duszy. W pobliu drewnianej remizy straackiej znalazem na
mietniku duy ka300
wa czarnego chleba. Oskrobaem go z brudu i pleni kozikiem obozowym i
rozmoczywszy w niegu, zjadem apczywie. W poczekalni stacyjnej byo jeszcze
cigle pusto, ale ten poranny spacer da mi tyle radoci, e na widok samotnego
zawiadowcy w czerwonej czapce, wystukujcego w ciszy poranka zoconym
moteczkiem tajemnicze znaki na tamie telegrafu, spod gruzw zrobaczywiaej
pamici wydobya si po raz pierwszy od dwch lat czep-liwa fraza poetycka pierwsza strofa Piotra Plaksina. Nie byo wic ze mn tak le, jeli zaczynaem
sobie przypomina wiersze.
Mj Piotr Paksin ze stacji Buj gdzie w woogodzkim powiecie przyglda mi si
rwnie spode ba od paru minut. Wreszcie podnis si zza stou, podszed do
mnie i zapyta, czybym nie wyadowa wagonu podkadw kolejowych, ktry od

tygodnia ju stoi na bocznicy kolejowej z braku robotnikw w miecie, w zamian


za talerz zupy i kilogram chleba. Gdybym nie zjad przed godzin niadania obok
remizy straackiej, zgodzibym si bez chwili wahania. Teraz jednak ceniem si
wyej. Zadaem miejsca w najbliszym pocigu idcym do Swierdowska. Paksin
wzruszy ramionami i wrci do pracy. Po kwadransie targ zacz si od nowa.
Stano ostatecznie na tym, e dostan zaraz talerz zupy na rozgrzewk, a jeli
wydo-am do wieczora, pojad do Swierdowska ekspresem z Moskwy, ktry o pnocy
zatrzymuje si na minut w Buju. Dokadnie o jedenastej w nocy przyszedem z
pokrwawionymi rkami i odmroonymi nogami po zapat. Paksin, ktry jak jego
poprzednik ze stacji Chandra Unyska mia najwidoczniej pewien sentyment do
Polakw, dotrzyma sowa. Po pnocy siedziaem ju skulony na korytarzu
ciemnego wagonu pulmanowskiego, mkncego z Moskwy do Swierdowska.
Zasnem szybko i w miar jak tajaem w cieple wagonu, pograem si w coraz
przyjemniejszych marzeniach sennych. Obudzia mnie rka wycignita z ciemnego
301
przedziau na korytarz i zapraszajca do wntrza. Niechtnie i z pewnym lkiem
wszedem do przedziau. W przymionym wietle niebieskiej lampki z trudem
rozrniem sze drzemicych na siedzco kobiet. Ta, ktra mnie zaprosia,
obudzia delikatnym poszturchiwaniem swoje towarzyszki i po paru minutach piem
ju na wycieanej poduszkami awce przedziau ocukrzon herbat z termosu,
przegryzajc j chlebem z omast. Moje gocinne towarzyszki podry okazay si
robotnicami moskiewskiej fabryki metalurgicznej, ktra wraz z przyczepionymi na
platformach maszynami ewakuowaa si w caoci na Ural. Byy dla mnie bardzo
dobre i nie zapomn im nigdy nie tyle tego, e ukryway mnie a do Swierdowska
na grnej pce przedziau i dzieliy si ze mn caym swoim skpym jedzeniem,
ale tego, e uszanoway we mnie czowieka, nie brzydzc si moimi zawszonymi
achami i znoszc mnie fetor, jaki wydziela si z mojego brudnego i gnijcego
ciaa. O pobycie w wizieniu i obozie wspomniaem tylko raz, ale umilkem
natychmiast, stropiony wyrazem strachu i nieufnoci w ich oczach. Rozmawialimy
za to duo o wojnie, o przygotowywanej ofensywie zimowej, o czciowej ewakuacji
przemysu wojennego z Moskwy, o okruciestwach niemieckich na ziemiach
okupowanych. By moe ulegem wwczas sugestii, jak stwarza zawsze okazana
nieoczekiwanie yczliwo ludzka, lub padem ofiar osabionej kontroli nerww,
rozlunionych nagle po tylu bolesnych przeyciach w bezpiecznym cieple
przedziau, ale wydaje mi si, e nigdy ju potem - nawet w armii polskiej w
Rosji - nie zetknem si z tak szczer i ujmujc licytacj patriotyzmu.
Robotnice przecigay si nawzajem w opowiadaniach na temat mstwa i powice
ludnoci oblonej Moskwy, na temat wasnej pracy, ktra trwaa czsto z
niewielkimi przerwami cae dnie i noce, na temat gotowoci, z jak porzuciy
teraz domy i rodziny, by na wezwanie "prawitielstwa i partii" pospieszy na
Ural; nie302
kamany rwnie by bysk nienawici i zapau w ich oczach, gdy zapewniay, e
nie zawahaj si odda ycia, aby obroni wasn ojczyn przed najazdem
niemieckim. U-tkwia mi szczeglnie w pamici jedna - moda jeszcze dziewczyna w
szstym miesicu ciy, ktra przy kadym szarpniciu wagonu skrcaa si z
blu, a mwic kada wychude i spracowane donie na pkatym brzuchu, jak
zbiedzona wieniaczka holenderska z wczesnych pcien Van Gogha. Do czego jest
zdolny nieludzki wysiek pracy sowieckiej, przekonaem si zreszt pniej.
Trzeciego dnia pobytu w Swierdowsku wybraem si na samotn przechadzk za
miasto i w maej kotlinie ujrzaem robotnice moskiewskie, jak uwijay si bez
rkawic przy maszynach, ustawionych na prowizorycznych rusztowaniach z belek.
Pada gsty nieg, gdy robotnicy budowlani przybijali nad gowami swych
towarzyszek pracy pierwsze dachwki do zwizanych naprdce stropw.
Wiksz cz podry przespaem jednak na siatce grnej pki i pamitam tylko
tyle, e pocig zatrzyma si duej na dwch stacjach: w Wiatce i w Permi.
30 stycznia przyjechaem do Swierdowska. T dat podaj po raz pierwszy nie z
pamici, ale z notatnika. By jeszcze jednym dowodem mojego szybkiego powrotu do
zdrowia fakt, e natychmiast po przyjedzie do Swierdowska przysza mi ochota

do pisania i za ostatnie kopiejki kupiem sobie na stacji notes z owkiem.


,,Miasto - odcyfrowuj w nim po siedmiu i p latach ledwie czytelne, wytarte
pismo - wyglda jak mapa warstwicowa z plasteliny. Stary Jekaterynburg jest
przewanie drewniany. Nawet w rdmieciu spotyka si parterowe domki ze
miesznymi kopukami i citymi w drzewie ornamentami - to architektura kupiectwa
rosyjskiego. Dalej wida murowane gmachy fabryk z dugimi kominami i murowa303
ne rwnie cerkwie. Trzecia warstwa to Swierdowsk nowoczesny - pospolite,
ohydne domy, poobwieszane portretami Stalina i Lenina, malowidami i ozungami.
Miasto nie tyle yje intensywnie, co przewala si z boku na bok jak ranne
zwierz, toczone przez ludzkie robactwo. Wojn wida na kadym kroku. Tu yje
teraz przeszo dwa miliony tubylcw, uciekinierw i ewakuowanych. Ogonki,
ogonki. Twarze bardzo zmczone. Na ulicy, gdzie zgrupowano instytucje oficjalne,
wojewdzkie i wydziay narkomatw, chleba i zupy si nie wydaje - nie ma po co
sta w ogonkach. Wojska niewiele, sporo natomiast nowobracw w cywilu
(apciach), z karabinami na ramieniu. Wida na kadym kroku wysiek
organizacyjny, ale bez wikszych skutkw. Miasto yje samowolnie - kto si sam
czego nie dobije, nic nie dostanie. Wieczorem nieco przyjemniej - oywia si w
tramwajach, ludno na ulicach. Swierdowsk nie podlega obowizkowi zaciemnienia".
Nie wolno zapomina, e ten bezbarwny, ale do - jak sdz - wierny opis
wyszed spod owka czowieka niepimiennego od dwch lat. Co w nim uderza, to
pewna przesada (to "ranne zwierz"!) tak typowa dla kadego modego pisarza,
ktry usiuje chwyta rzeczy na gorco. Gdybym prbowa dzi wywoa ten sam
obraz z pamici, pooybym wikszy nacisk na ludzi, a mniejszy na architektur.
Pamitam wic robotnikw wracajcych wieczorem z fabryk i przystajcych pod
megafonami ulicznymi dla wysuchania ostatnich komunikatw wojennych. Twarze
mieli ziemiste, nie ogolone, ledwie rozwietlone przygasym wzrokiem. Suchali w
milczeniu, a potem rozchodzili si grupkami lub pojedynczo na wieczorn
"politgramot". Przygarbione cienie topniay po chwili w szarzejcej zadymce
nienej jak szczury wodne, wypezo o zmroku z przerbli na pknit kr. Niemy
tum przepycha si wolno przez zatkane gardziele ulic na place miejskie,
rozprasza si w ogonkach i nik w owietlonych
304
drzwiach stowek. Jedynie rozdzwonione tramwaje tworzyy ywszy kontrast z
wielk gwiazd picioramienn, zbudowan z poncych arwek na dachu jednego z
nar-komatw. Pamitam onierzy w budionowskich pikiel-haubach, wyrbujcych
rano na oblodzonej jezdni drog dla czogw; na klczkach dgali cierpliwie
skorup lodu ostrymi moteczkami. Okoo poudnia ostry gwizdek u wylotu ulicy
poderwa z chodnika wszystkich oficerw dozorujcych. Po chwili w czystym i
nasonecznionym powietrzu przypyn z oddali oboczek perfum, a w lad za nim
pojawi si na jezdni genera sowiecki obwieszony orderami, w otoczeniu sztabu.
Szed wolno, roztrcajc gwatownymi kopniciami buta klczcych onierzy.
Pamitam wspaniale uzbrojon i wyekwipowan dywizj syberyjsk w biaych
kombinezonach z ptasich futerek i w futrzanych hemach z otworami na oczy i
usta, ktra w drodze z Dalekiego Wschodu na front leningradzki spdzia na
dworcu w Swierdowsku par godzin. onierze jedli na oczach zgodniaego tumu
konserwy i suchary z biaego chleba, lecz ani jeden nie poda nie dojedzonych
resztek doniom drcym z przejcia i wyczekiwania. Pamitam wreszcie onierza
sowieckiego, ktry na skwerze przed dworcem swierdowskim robi sobie fotografi
pamitkow dla rodziny i rozpostarszy na piersi praw do - jak Balzac ze
znanego dagerotypu - nie pozwoli fotografowi nacisn gumowej gruszki dopty,
dopki nie wydoby na wierzch spod rkawa szynelu ogromnego zegarka rcznego...
Pierwszego zaraz dnia po przyjedzie zamieszkaem na dworcu swierdowskim wrd
garstki Polakw, ktrzy uwiadomili mnie szybko, e najbliszy pocig do Czelabiska podstawi najwczeniej za dziesi dni, e po zup trzeba chodzi
codziennie do unieruchomionego wagonu za torami, e z kad samotn kobiet
czekajc na pocig mona si przespa w rogu obok przechowalni, a o armii
polskiej nikt w Swierdowsku nie sysza. Po poud305

niu wyszedem do miasta szuka mieszkania Krugoww. W wigili zwolnienia z


obozu w Jercewie jeden z winiw w baraku "pieriesylnym" poprosi mnie, ebym
-jeli zahacz w wdrwce na wolnoci o Swierdowsk - odwiedzi on i dwoje
dzieci generaa Krugowa, ktry yje dotd w "agpunkcie" Ostrownoje i po
wybuchu wojny rosyjsko-niemieckiej otrzyma dodatkowy wyrok zaoczny,
zaokrglajcy siedem pozostaych mu jeszcze do odsiedzenia lat do lat pitnastu.
Misja nie bya zbyt przyjemna, ale uczepiem si tego adresu jak jedynego
trwaego punktu oparcia na wolnoci. Na wskiej uliczce, ktrej nazwy ju dzi
nie pamitam, odnalazem brudn kamienic czynszow, a w niej stara strka
wskazaa mi, prowadzc mnie przez podwrze i przygldajc mi si podejrzliwie,
mae mieszkanko na parterze. Zastaem tylko 14-letni Lidi Krugowa, liczn
dziewczyn o czarnych, zamylonych oczach, ktra siedziaa przy stole nad stert
ksiek i zeszytw. Przyja mnie uprzejmie, a nawet z pewn radoci, gdy si
dowiedziaa, e przyjedam z obozu, w ktrym siedzi jej ojciec. Ciemny pokj
zawalony by po sufit wypowiaymi antykami, z jedynego okna, zasonitego po
czci zamiast szyb arkuszami dykty i naoliwionego papieru, sczyo si te
wiato przedwieczornej godziny. W mieszkaniu panowa taki zib, e maa
Krugowa odrabiaa lekcje w futerku narzuconym na ramiona, w filcowych walonkach
i w wenianych rkawiczkach bez palcw. Umyem si porzdnie w kuchni po raz
pierwszy od dwch miesicy. Czekajc potem na Krugow-matk, odrabiaem dugo z
Lidk lekcje i zaprzyjaniem si z ni szybko nad mapami i zadaniami
arytmetycznymi. Wieczorem wrcia matka. Bya jeszcze bardzo pikna, mimo ladw
zmczenia i niedospania, i rogowych okularw, zza ktrych spoglday smoliste
jak u Lidki oczy. Pooya na stole kilowy bochenek chleba i rzucia pytajce
spojrzenie na crk. Na wie o tym, e
306
przynosz pozdrowienia od ma, odwoaa mnie natychmiast do kuchni.
- Czy pan powiedzia Lidoczce - zapytaa z niepokojem - e jej ojciec dosta
nowy wyrok?
- Nie - odpowiedziaem - zupenie zapomniaem. W obozie nie przywizuje si zbyt
duej wagi do wyrokw, bo przekroczyy ju dawno granic, poza ktr mogyby si
jeszcze wydawa prawdopodobne do odsiedzenia.
- Ach, mj Boe, jak to dobrze - zawoaa, nie zwracajc uwagi na mj
dwuznacznik - bo widzi pan, Lidoczce tak dokuczaj nauczyciele i koledzy
uwizieniem ojca, e nie poszaby za nic do szkoy, gdyby si dowiedziaa, e
mj m dosta nowy wyrok.
Wrcilimy do pokoju, gdy stara niania, ktra przysza przed chwil jak zwykle
do swoich dawnych pastwa na wspln kolacj, nakrywaa ju do stou. Na biaym
obrusie pojawia si waza gorcej zupy i samowar. Byem wzruszony, a zdaje si
nawet, e oniemielony. Siwiuteka jak gob niania ukroia mi kromk chleba ze
swojej racji i podaa mi j przez st, zapewniajc, e na staro chleb jej nie
suy. Siedzielimy przy kolacji, grzejc zzibnite rce na gorcej blasze
samowaru. Krugowa nie zapytaa ani razu o ma i ucinaa natychmiast karccym
spojrzeniem swych smutnych, aksamitnych oczu wszystkie aluzje obozowe.
Rozmawialimy wic o rzeczach obojtnych. Krugowa opowiadaa, e pracuje jako
maszynistka bardzo ciko, a zarabia mao, i e ledwie moe wieczorami usta na
nogach, gdy wzywaj cae biuro na "politgra-mot". Potem, e jej osiemnastoletni
syn, ktry zawsze pragn by oficerem, nie zosta przyjty do wojska "za ojca"
i kopie teraz fortyfikacje pod Leningradem w pomocniczej formacji "dobrowolcw".
Lidka alia si prawie z paczem, e nie chc jej "za ojca" przyj do komsomou i nie ma prawa uczszcza po szkole na gry i zabawy sportowe, ale za dwa
lata, "kiedy wrci papieka",
307
wszystko si odmieni. Stara niania kiwaa si sennie na krzele jak sowa,
szepcc bezzbnymi ustami swoje monotonne "Gospodi, pomiuj". Po kolacji
rozoylimy pod porcelanowym kloszem lampy naftowej duy atlas i ze miechem
planowalimy w trjk dalekie podre za granic. Stara niania bowiem nie
chciaa si do nas za nic przyczy. "Wy o mienia nie zabotities' - mwia - ja

w Rossiei rodias' i w Rossiei choczu umirat' ". Byo mi tak dobrze, e


rozmarzyem si nagle i ze zami w oczach pomylaem, wiele bym da za to, eby
cho jedn noc przespa pod ludzkim dachem - ot, w tej maej kuchence na
pododze. Krugowa nie zapraszaa mnie jednak, przeciwnie, coraz czciej
spogldaa na zegarek. W cigu dwch lat pobytu w wizieniach i obozach
zatraciem prawie zupenie poczucie wraliwoci i grzecznoci, ale teraz, w tej
atmosferze arystokratycznego ubstwa, czuem si tak oniemielony, e z trudem
przesza mi przez gardo proba o przenocowanie.
- Czy pana kto widzia wchodzcego? - zapytaa blednc Krugowa.
- Tak - odpowiedziaem - przyprowadzia mnie tu strka.
- Nie mog - zaniosa si histerycznym paczem - na mio bosk, nie mog. M
w wizieniu, dzieci jak parszywe owce, ledwie nam daj oddycha. Czy pan wie, co
to jest by wczonym po nocach przez NKWD, prosi o prac jak o jamun? Na
lito bosk, niech pan nie sprowadza na ten dom nowego nieszczcia! Niech pan
idzie natychmiast i niech pan tu nie wraca!
Po pnocy wracaem przez opustoszae ju ulice miasta na dworzec swierdowski.
Mj dzienniczek notuje w tym miejscu w sowach wzruszajco naiwnych i
sentymentalnych romantyczn histori, ktra z perspektywy siedmiu lat nie wydaje
si jednak a tak romantyczna. Rzecz w tym, e pitego dnia pobytu w
Swierdowsku poznaem na dworcu mod
308
Gruzink, Fatim Sobolew, ktra jak my wszyscy czekaa drzemic na awce na
pocig do Magnitogorska. Poczuem do niej sabo nie tyle dlatego, e bya
wyjtkowo adna - jej okrga twarz o niadej, pokrytej delikatnym meszkiem
cerze wygldaa w futrzanym kopaczku jak zjawisko; dugie, krucze warkocze
upinaa na dzie w wze, a przed noc rozczesywaa je na popielatej szubie,
miejc si w ciemnoci zbami z koci soniowej - ale dlatego, e czsto
wycigaa z koszyczka ser, zimne miso i maso do chleba. Fatima bya
urzdniczk Gorispoko-ma w Magnitogorsku, partyjn komunistk, i to w bilet
partyjny wanie otwiera przed ni zamknite drzwi wszystkich "spiecarkw". W
Swierdowsku ugrzza na par dni w drodze powrotnej z Omska, gdzie odwiedzia
rannego ma - rwnie Gruzina - oficera puku artylerii, stacjonowanego w dniu
wybuchu wojny rosyj-sko-niemieckiej na Litwie. Mwia o tym ze miechem,
przekomarzajc si zabawnie.
- Z niego ju nic nie bdzie - zapewniaa mnie wielokrotnie - amputowali mu obie
nogi. Biedny bo biedny, ale trudno przecie spa cae ycie z kalek.
Zaprzyjanilimy si szybko i raz czy dwa poszlimy nawet w ciemny kt obok
przechowalni. Fatima namawiaa mnie, ebym porzuci myl o wojaczce i pojecha z
ni do Magnitogorska.
- Co za czepucha - mwia rozalonym gosem - ile tego ycia pozostao
czowiekowi? Do Czerwonej Armii ci nie cign, wic czego si pchasz?
Obrazowanije u tiebia kakoje to jest', nieueli ja, czen partii, tiebia na
choroszej rabotie nie ustroju?
Moda Gruzinka nie chciaa uwierzy niczemu, co jej opowiadaem o obozach.
- Czepucha, czepucha - potrzsaa kategorycznie gwk - w Sowietskom Sojuzie
takich wieszczej niet. Kady czowiek moe si nabawi cyngi na Pnocy, a
ubranie te nietrudno zedrze przy robocie. Nogi wyle309
czysz, na ubranie dostaniesz taonczik i dieto ofbrmieno. Gdymy jednak
wychodzili wieczorem do miasta i brodzc w niegu, szli bez celu przed siebie,
nerwowym uciskiem za rami powstrzymywaa kady przypyw moich reminiscencji
obozowych.
- Czy ci przynajmniej tego nie nauczyli w obozie - szeptaa z przejciem,
ogldajc si za siebie - e za bo-towni najatwiej popa na ulicy? Czy mona
rozpozna twarze przechodniw w ciemnoci?
Istotnie, nie mona byo. Czarny tum przeciska si ulicami cigle na te same
place - szumicy, wezbrany, ale przeraajco anonimowy. Przed owietlonymi
oknami stowek przystawalimy na chwil, eby przeczyta najwieszy jadospis
z niemierteln "szczi" na czele.

- No i czeg ty mnie - pytaem - nie zaprosisz nigdy ze swoim biletem partyjnym


do stowki? Wstydzisz si moich achmanw?
- Nie, nie to - powiedziaa - ale mog pozna i napisa do Gorispokomu.
- A w Magnitogorsku nie poznaj?
- W Magnitogorsku co innego. Zawsze jest lepiej, jak si samemu mwi. Mog nie
pozwoli, ale nie ukarz nigdy za brak riewolucyonnoj bditielnosti.
Dziesitego dnia mojego pobytu w Swierdowsku Fati-ma pojechaa do
Magnitogorska. Jeszcze z okna wagonu wychylia sw puszyst gwk i krzykna
gono: "Nie zapomnij, Leninskaja 19, kwartira 21".
Nazajutrz rano powitalimy na dworcu swierdowskim z religijn prawie czci
pierwszego oficera polskiego, ktry jecha ze swojej jednostki macierzystej do
Archangiel-ska po rodzin. Powiedzia nam, e najblisza misja wojskowa armii
polskiej urzduje w Czelabisku, a ostatnia dywizja polska w Rosji tworzy si w
Kazachstanie.
310
W Czelabisku nasza gromadka*, na ktrej czele stan energiczny porucznik Cz.,
odnalaza w pobliu fabryki traktorw elegancki hotel "Ural", a w nim szefa
polskiej misji wojskowej, wysokiego kapitana w battie-dres-sie i z trzcinow
laseczk. Przyj nas bez oznak szczeglnego rozrzewnienia i ledwie suchajc
naszych chaotycznych opowieci, otworzy w pokoju okno, mimo e luty nie naley
na Uralu do najcieplejszych miesicy. Dostalimy wszyscy po 10 rubli i
zapewnienie, e jeeli Rosjanie nie bd stawiali przeszkd, przeprowadzi nasz
grup przez zaimprowizowan naprdce komisj lekarsk (by wrd nas, na
szczcie, jeden lekarz) i wystara si dla nas o oddzielny wagon oraz o
dokumenty podry do Kazachstanu. Na poegnanie szef misji wrczy porucznikowi
Cz. kilkanacie krzyykw z napisem Pledge for Victory i tyle litanijek do
Ostrobramskiej na welinowym papierze. ,,Niech pan to rozda swoim ludziom, panie
kolego - mwi, wypychajc nas delikatnie za drzwi - w obozach zapomnieli na
pewno o Bogu". Bylimy wic nareszcie ludmi, cho zapomnielimy istotnie w
obozach o Bogu, a teraz skierowalimy pierwsze kroki na dworzec, gdzie - jak nas
zapewniono zaraz po przyjedzie - mona byo w pobliu magazynw ywnociowych
ukra zawsze co do jedzenia.
Mj dzienniczek urywa si w tym miejscu - byem widocznie zbyt zajty i
podniecony transportem do wojska
- tote zamiast skrupulatnych dotd zapiskw i spostrzee znajduj w nim tylko
dokadn tras podry:
Czelabisk - Orsk - Orenburg - Aktiubisk - Aralsk
- Kyzy Orda - Arys - Czimkent - Dambu - ugo-woje. Wyruszylimy w pierwszych
dniach lutego z Czela-biska wagonem towarowym, zaopatrzonym w dwa pitra
drewnianych prycz, dwa wiadra, worek mki, worek
* W Czelabisku spotkaem trzech moich przyjaci z obozu, ktrych zwolniono
wkrtce po mnie - inyniera M., T. i B. Nie dowiedzielimy si natomiast nigdy,
co si stao z L. i pani Z.
311
kaszy i dwie dziury w pododze na najpilniejsze potrzeby, a 9 marca bylimy ju
w ugowoje. Nie pamitam z tej podry prawie nic, bo nie ruszalimy si z
miejsc w obawie, e nie odnajdziemy potem naszego wagonu, ktry doczepiano na
kadej wikszej stacji do innego pocigu. Spdzilimy ten miesic na pryczach,
zajci na przemian to zaatwianiem najpilniejszych potrzeb, to iskaniem wszy w
szwach ubra. Jedynie w Orsku, gdzie nasz wagon musia czeka par godzin na
nastpny pocig, u-tkwi mi w pamici wspaniay krajobraz zachodu soca na
zanieonym stepie - z niebem mienicym si od ciemnego bkitu do rdzawej
czerwieni i z rudawo-brunatny-mi wielbdami, ktre na swych koyszcych si
garbach niosy przez step samotnych wdrowcw na stacj.
12 marca przyjto mnie do dziesitego puku artylerii lekkiej, dziesitej
dywizji piechoty w ugowoje. Pierwszym czowiekiem, na ktrego natknem si w
ugowoje, niosc przez deszcz do namiotu nowy battie-dress, bielizn, par butw
i menak - by chuderlawy kapitan K., ktrego w wizieniu witebskim taszczyem
codziennie z barogu do kibla, bo nie mg ju chodzi o wasnych siach.

Potrciem go przez nieuwag, zjedajc ze liskiego pagrka na rozmokych


butach, i otworzyem ze zdumienia tak szeroko ramiona, e cae zawinitko
wypado mi w boto. Spojrza na mnie gronie, otrzepa wietnie skrojony frencz
i zagrozi mi raportem karnym natychmiast po umundurowaniu. Byem wic naprawd
w wojsku, wrd rodakw, ktrzy po wszystkim, co przeyli w cigu ostatnich
dwch lat, wracali szybko do siebie.
Dziesita dywizja, zozona prawie w caoci z najpniej zwolnionych, a wic i
najbardziej schorowanych i niedoywionych winiw, wyewakuowana zostaa jako
pierwsza z Rosji do Persji. 26 marca nasz puk przewieziono pocigiem towarowym
przez Dambu - Arys - Taszkent - Dyzak - Samarkand - Buchar - Czar-dou Aszchabad do Krasnowodzka nad Morzem Kas312
pijskim; 30 marca zaadowano go na dwa statki: "Aga-mali Ogy" i "Turkmenistan";
2 kwietnia za spaem ju na piaszczystej play w Pahlevi, poza granicami kraju,
w ktrym - jak czytam w moim dzienniczku - "mona zwtpi w czowieka i sens
walki o to, aby mu byo lepiej na ziemi".

Epilog: upadek Parya


Trudno sobie wyobrazi, do jakiego stopnia mona skazi natur ludzk.
Dostojewski, Zapitki : martwego domu
O upadku Parya dowiedzielimy si w Witebsku od malekiego czarnego winia,
ktrego wepchnito ktrego dnia czerwcowego 1940 roku do naszej celi. Lato byo
ju w peni, na rozpalonym do biaoci bkicie nieba, w ktrego skrawek ujty w
ram okienn wpatrywalimy si codziennie w milczeniu i z bezmylnym uporem,
przelatyway cienie niewidzialnych ptakw i grzzy z krzykiem w lepkiej jak
mid ciszy letniego popoudnia. Prawie natychmiast po przyjedzie do Witebska, w
pierwszych dniach czerwca, nauczylimy si spoglda bez sowa w niebo,
codziennie wiesze, codziennie bardziej wzdte gorcym podmuchem powietrza. W
naszej celi przewaali wojskowi, rozbitkowie pierwszej pokonanej przez Niemcw
armii wiata. Gdy jeszcze upay nie stay si zbyt dokuczliwe, zwykli byli
podnosi si po obiedzie na barogach, czyci - popluwajc na nie z bliska cikie buty wojskowe, trze godzinami o brzeg rkawa metalowe guziki i ukryte w
tobokach orzeki i okrca starannie nogi sukiennymi owijaczami. Twarze mieli
poronite tward szczecin, pod ktr marszczya si brudna skra, gowy
ogolone jak nieforemne bryy z kamienia, karki pokryte czyrakami, wargi popkane
i spuchnite, oczy zaczerwienione od zmczenia, a nogi od odpa314
re. W tych oczach - prostych, uczciwych i wiernych - wysuszonych przez gorcy
wiatr klski i penych jeszcze krwawego odblasku wojny, zy cikie jak ow
samotnoci pojawiay si tylko wtedy, gdy na dalekim horyzoncie ciszy kopyta
koskie uderzay co pewien czas metalicznie o bruk ulicy.
Nieznajomy pooy swj tumoczek na kiblu, rozejrza si nieufnie dokoa i
przysiad niemiao na brzegu pierwszego od drzwi legowiska. Mia w sobie co z
ptaka, ktry wpad zatrzepotawszy skrzydami do klatki i z zacignitymi bielmem
oczkami, z potwartym zakrzywionym ostro dziobem - uczepi si rozpaczliwie
drewnianego drka. W celi zapanowao milczenie. Przebywalimy wszyscy w
wizieniach sowieckich od paru miesicy, a wic do dugo, aby wiedzie, e na
dziesiciu nowo przybyych do celi winiw co najmniej piciu przysyano z
innych cel na przeszpiegi. Ciche, szeptem prowadzone rozmowy urway si w p
sowa nawet w tych rogach celi, do ktrych nie mogo przecie dosign ucho
nieznajomego. Przygarbione postacie winiw skurczyy si jeszcze bardziej, jak
gdyby wypuszczono z nich powietrze, rce objy zgite kolana, urzeczone
spojrzenia zawisy na drobnej twarzy przekrzywionej grymasem strachu. Byo
jasne, e aby przeama otaczajcy go zewszd mur podejrzliwoci, nieznajomy
musi przemwi pierwszy.

Ale nie wyglda na donosiciela. W jego niepozornej postaci o dugich rkach i


wykrzywionych kabkowato nogach, w ptasiej twarzy uskrzydlonej jak gdyby par
odstajcych ponad miar uszu, w czarnych oczach myszkujcych niespokojnie wrd
ssiadw - wyczuwao si raczej wielk tragedi, jedn z wielu, jakie wojna
odsonia w yciu tych, ktrzy w niewoli upatrywali dla siebie najlepsz
rkojmi wolnoci. Podnis nagle gow znad toboka i szepn gosem
przejmujco cichym:
- Pary pad...
315
Kto z siedzcych bliej rozdmucha ten ledwie tlcy si szept w ostry pomie
okrzyku:
- Pary pad!
Skulone postacie rozluniy si, prawie na wszystkich legowiskach rozlegy si
westchnienia. Rozoylimy si wygodnie z twarzami zwrconymi w kierunku okien,
z rkami splecionymi na karkach. Nie mielimy wic na co czeka. Pary pad.
PARY, PARY. Byo to nie do uwierzenia, ale nawet ludziom najprostszym,
ludziom, ktrzy nigdy na oczy nie widzieli Francji, upadek Parya zwiastowa
mier ostatniej nadziei, klsk bardziej nieodwracaln ni kapitulacja
Warszawy. Noc niewoli, ktra zawisa nad Europ czarn chmur, przesonia nam
rwnie w Witebsku jedyny skrawek nieba pocity krat wizienn.
- Pary pad - powiedzia po raz drugi nieznajomy i naraz chowajc twarz w
doniach, wybuchn gorzkim, dugo powstrzymywanym paczem.
Poznaem go bliej w cigu nastpnych paru tygodni i w pewien sposb zbliy nas
ten Pary. Opowiedzia mi wieczorami dzieje swego ycia, tak banalne, e mogyby
suy za tekst do podrcznikw o ostatniej wojnie. Urodzi si w Grodnie jako
syn bogatego kupca ydowskiego i po ukoczeniu gimnazjum wyjecha w roku 1935 na
studia do Parya. W Paryu zosta komunist, prbowa nawet przedrze si do
Hiszpanii w czasie wojny domowej, ale partia kazaa mu zosta na miejscu i
organizowa komrk studentw cudzoziemskich na wydziale architektury
uniwersytetu paryskiego. Studiowa wic t swoj architektur i w czerwcu 1939
roku otrzyma dyplom inyniera, a w miesic pniej - tu przed wybuchem wojny wrci do Polski.
316
Byoby rzecz daremn docieka, na czym polega jego komunizm. W chwilach
najwikszej jasnoci dawa do zrozumienia, e miao to by poczenie Le
Corbusiera z Marksem, w ktrym sprzecznoci gospodarcze kapitalizmu rozwizuj
si planowaniem Utopii urbanistycznej. Brzmi to naiwnie, a nawet miesznie, ale
jego ydowski idealizm, uznajcy krlestwo niebieskie tylko z tego wiata,
szuka gorczkowo oparcia w konstrukcjach racjonali-stycznych i znalaz je w
olbrzymich miastach-ogrodach, zamieszkanych przez proletariat paryski i biedot
z gett polskich.
Po wkroczeniu wojsk sowieckich do Grodna, we wrzeniu 1939 roku, zosta
referentem budowlanym zarzdu miejskiego i wytrwa na tym stanowisku do maja
1940 roku, kiedy go aresztowano za odmow dobrowolnego wyjazdu w gb Rosji.
Upadek Parya by wic dla niego czym znacznie bardziej dotkliwym ni dla nas:
oznacza bowiem nie tylko ostateczny podbj kontynentu, ale cios zadany miastu,
w ktrym wylga si jego utopia, przez kraj sprzymierzony z ojczyzn jego
utopii.
Cela polubia go szybko, bo umia wieczorami opowiada ywo i plastycznie o
yciu w wolnym Paryu. Ale poza dramatem zdradzonego idealisty przeywa jeszcze
inny dramat, kto wie, czy nie ciszy i bardziej bolesny:
dramat podwjnej lojalnoci. Uwaa si w gbi serca za Polaka. Kiedy jednak
nazajutrz po przybyciu do naszej celi komendant bloku zapyta go na apelu
wieczornym o narodowo, odpowiedzia cicho, patrzc w ziemi:
- Jewriej.
W czerwcu 1945 roku zderzyem si z nim prawie w Rzymie, wychodzc w poudnie z
redakcji pisma wojskowego, w ktrym podwczas pracowaem.
317

- Dowiedziaem si, e tu pracujesz - powiedzia niemiao - i przyjechaem z


Florencji, eby ci zobaczy...
- Ale skd, skd ty tutaj?
- Och, to dusza historia - odpowiedzia z umiechem - chodmy gdzie na kaw.
O tej porze trudno jest usiedzie w nagrzanych socem kawiarniach i tawernach
rzymskich, tote postanowilimy i do mojego hotelu. Rzym wraca ju powoli do
ycia. Na rozpraonym bruku ulicy dudniy kopyta koskie, obdarty i smutny tum
przecieka wszystkimi mostami na Zatybrze i zatrzymywa si w p drogi, patrzc
na brudne fale rzeki. W oddali rysowa si jak uskrzydlona skaa Zamek Anioa.
Nie wytrzyma i zacz swoj opowie. Zabrano go z celi witebskiej w miesic po
mnie i odesano z wyrokiem dziesicioletnim do obozw nad Peczor. Pracowa
ciko, najpierw na "lesopowale", a potem przy spawianiu drzewa, i kiedy
wybucha wojna rosyjsko-niemiecka, by bliski koca. Amnestia omina go wanie
dlatego, e zapytany niegdy w celi o narodowo, odpowiedzia: "Jew-riej".
Rosjanie nadali umowie polsko-sowieckiej swoj wasn interpretacj; za
obywateli polskich uwaali tylko ludzi narodowoci polskiej, zatrzymujc w
obozach U-kraicw, Biaorusinw i ydw zza linii Curzona, a pod koniec roku
1941 nawet ydw z centralnej Polski i wojewdztw zachodnich. Mona by prawie
uwierzy, e traktowali wszystkich ydw jak swoj naturaln wasno, i mieli w
tym troch tragicznej racji - w imperium kontynentalnym Hitlera z lat 1941-43
los ydw zwiza si mimo woli na mier i ycie z istnieniem Rosji.
Uratowa go fakt, e w styczniu 1942 roku przypomniano sobie w obozie o jego
kwalifikacjach zawodowych i mianowano go dziesitnikiem w brygadzie budowlanej.
Przeniesiony do baraku technicznego, wrci stosunkowo szybko do zdrowia. W
styczniu 1944 roku zosta nagle przedterminowo zwolniony z obozu i wcielony
318
z miejsca do Czerwonej Armii. Prawie bez przeszkolenia bojowego znalaz si
wiosn tego roku w armii nacierajcej na Wgry i zosta ranny w bitwie pod
Budapesztem. Wprost ze szpitala odesano go do jednostek polskich, utworzonych
przez komunistyczny Komitet Wyzwolenia Narodowego w Moskwie, i z nimi dotar do
Warszawy. Zdemobilizowa si przy pierwszej nadarzajcej si okazji i przez
zielon granic uciek do Woch. Organizacja ydowska Joint umiecia go w swoim
domu we Florencji, gdzie czeka na wiz do Poudniowej Ameryki.
W zarekwirowanym przez wojsko hotelu na rogu Tri-tone i Corso Umberto zamwiem
butelk zimnego wina i zaprowadziem go do mojego pokoju na trzecim pitrze.
Byo duszno, zza przymknitych aluzji wpaday do pokoju spaszczone promienie
wiata, przez ciany dochodziy krzyki pijanych onierzy i piski dziewczt
ulicznych, na ulicy kotowa si leniwy tum. Upa dochodzi do zenitu.
Usiedlimy swobodnie na ku. Przygldaem si bezmylnie wzorom na tapetach,
nie wiedzc, co pocz. Gdy czuem przez skr, e nie powiedzia wszystkiego.
- W tej historii - zacz ostronie - jest pewna sprawa, ktr przemilczaem i
ktr chciabym ci teraz powiedzie. Nie mwiem o niej dotd z nikim, bo prawd
powiedziawszy, nie miaem z kim. Kiedy wrciem do Polski, nie znalazem przy
yciu nikogo, dosownie nikogo z mojej bliszej i dalszej rodziny. Ale przez
tyle bezsennych nocy marzyem o tym, aby spotka kogo, kto mgby mnie
zrozumie, kto by take w obozie sowieckim... Nie dam od ciebie niczego, nie
prosz o nic. Zmieniem po wojnie nazwisko i za par miesicy, moe za rok,
rozpoczn w Ameryce nowe ycie. Ale zanim to si stanie, chciabym, aby
wysuchawszy mojej opowieci, powiedzia tylko jedno sowo: rozumiem...
- Mw - zachciem go, dolewajc do szklanki wina - siedzielimy przecie w
jednej celi. Po tej wojnie to
319
prawie tyle samo, co gdybymy siedzieli w jednej awie szkolnej...
- Nie tak atwo utrzymaem si na stanowisku dzie-sitnika w brygadzie
budowlanej. W Rosji, jak wiesz, trzeba za wszystko paci. W lutym 1942 roku,
czyli w miesic zaledwie po przeniesieniu mnie z oglnych robt do baraku
technicznego, zostaem noc wezwany do Trzeciego Oddziau. By to okres, kiedy
Rosjanie brali na Niemcach odwet za klski na froncie nawet w obozach. W mojej
brygadzie pracowao czterech Niemcw - dwch zrusyfikowanych zupenie Niemcw

nadwoa-skich i dwch komunistw niemieckich, ktrzy uciekli do Rosji w roku


1935. Pracowali doskonale: nie miaem im nic do zarzucenia, chyba to tylko, e
unikali jak ognia rozmw na tematy polityczne. Zadano ode mnie, abym zoy
zeznanie, e syszaem ich rozmawiajcych po niemiecku o bliskim nadejciu
Hitlera. Mj Boe, jednym z najwikszych koszmarw systemu sowieckiego jest
mania legalnego likwidowania ofiar... Nie wystarczy strzeli komu w eb, trzeba
jeszcze, eby o to na procesie piknie poprosi. Nie wystarczy uwika czowieka
w ponur fikcj, trzeba jeszcze, eby potwierdzili j wiadkowie. Oficer NKWD
nie ukrywa przede mn, e jeli odmwi, wrc na oglne roboty, do lasu...
Miaem wic do wyboru wasn mier lub mier tych czterech...
Nala sobie wina i trzsc si rk podnis szklank do ust. Spod
przymruonych powiek widziaem jego spocon, przekrzywion strachem twarz.
- I wybraem. Miaem do lasu i tego przeraliwego, codziennego wywijania si
od mierci - chciaem y. Zoyem zeznanie. Rozstrzelano ich za on w dwa dni
potem.
Zapanowaa cisza. Postawi pust szklank na stoliku i skuli si na ku,
jakby w oczekiwaniu na cios. Za cian jaki kobiecy gos zapia faszywym
falsetem piosenk wosk i umilk nagle, ucity przeklestwem. Zrobio si
320
troch chodniej, ale syszaem nieomal, jak rozgrzane opony samochodw odrywaj
si z trzaskiem od lepkiego asfaltu.
- Gdybym to powiedzia komukolwiek z ludzi, wrd ktrych teraz yj - podj
cicho - nie uwierzyby lub uwierzywszy nie podaby mi rki. Ale ty, ty przecie
wiesz, do czego nas doprowadzono. Powiedz tylko to jedno sowo: rozumiem...
Poczuem, jak krew uderza mi do skroni, a wraz z ni cisn si przed oczy dawne
obrazy, wspomnienia. Ale o ile bardziej byy zatarte wwczas, gdy tumiem je
si, by uratowa wiar w ludzk godno, ni teraz, gdy nareszcie uspokojony spogldam na nie jak na ostyg przeszo! Moe wymwibym bez trudu to jedno
sowo nazajutrz po zwolnieniu z obozu. Moe... Miaem ju jednak za sob trzy
lata wolnoci, trzy lata wdrwek wojennych, udziau w bitwach, normalnych
uczu, mioci, przyjani, yczliwoci... Dni naszego ycia nie s podobne do
dni naszej mierci i prawa naszego ycia nie s rwnie prawami naszej mierci.
Wrciem z takim trudem midzy ludzi i miabym teraz od nich dobrowolnie
ucieka? Nie, nie mogem wymwi tego sowa.
- Wic? - zapyta cicho.
Wstaem z ka i nie patrzc mu w oczy, podszedem do okna. Odwrcony plecami
do pokoju, syszaem, jak wychodzi i przymyka ostronie drzwi. Pchnem aluzje.
Na Piazza Colonna chodny powiew popoudnia wyprostowa przechodniw jak
przyduszony posuch do ziemi an yta. Pijani onierze amerykascy i angielscy
szli tro-tuarami, roztrcajc Wochw, zaczepiajc dziewczta, szukajc cienia
pod parasolami wystaw sklepowych. Pod kolumnad naronego domu wrzaa czarna
gieda. Rzymscy "lazzaroni", mali oberwacy wojenni, nurkowali midzy nogami
ogromnych Murzynw w mundurach amerykaskich. Miesic temu skoczya si wojna.
Rzym
321
by wolny, Bruksela bya wolna, Oslo byo wolne, Pary by wolny. PARY, PARY.
Wyszed z drzwi hotelu, jak ptak z przetrconym skrzydem przefrun przez
jezdni i nie ogldajc si za siebie, znikn w kotujcym si tumie.
Lipiec 1949 - lipiec 1950

O Autorze
Gustaw Herling-Grudziski, syn Jzefa i Doroty z Bryczkow-skich, urodzi si 20
maja 1919 roku w Kielcach. Ju w 1935 roku, wwczas ucze VI klasy gimnazjum im.
Stefana eromskie-go w Kielcach, debiutowa reportaem witokrzyszczyzna na
lamach warszawskiego pisma modziey szkolnej ,, Kunia Modych". Po maturze, w
1937 roku, rozpoczyna studia polonistyczne na Uniwersytecie Warszawskim. W nowym

dla siebie rodowisku staje si wkrtce jednym z wybijajcych si modych


krytykw literackich. Zwizany z grup skupion wok niewiele ode starszego
Ludwika Frydego, pisuje w "Ateneum", ^Pionie", "Naszym Wyrazie" - midzy innymi
o twrczoci Dbrowskiej, Miosza, Gombrowicza - jest kierownikiem literackim
tygodnika "Orka na Ugorze".
Po wybuchu wojny, 15 padziernika 1939, zakada w Warszawie wraz z kolegami
jedn z pierwszych w okupowanej Polsce organizacji konspiracyjnych - Polsk
Ludow Akcj Niepodlegociow (PLAN). Wspredaguje pierwsze numery podziemnego
pisma "Biuletyn Polski". W grudniu tego samego roku,
j z zamiarem
przedostania si na Zachd, przekracza lini demar-kacyjn, rozgraniczajc
tereny zajte przez wojska niemieckie i radzieckie. Dociera do Biaegostoku,
potem do Lwowa, gdzie rekomendowany przez Mari Dbrowsk i Juliusza Kleinera,
zostaje przyjty do istniejcego jeszcze, ale ju zamierajcego przedwojennego
Zwizku Literatw. Z Lwowa, w poszukiwaniu rodkw do ycia i drogi na Zachd,
przenosi si do Grodna. W Grodnie pracuje krtko w teatrze lalkowym, usiujc
jednoczenie zorganizowa sobie przerzut na Litw. "Znalazem wreszcie, dziki
poyczkom, dwch przemytnikw gotowych do przerzucenia mnie na Litw. Jeden z
nich nazywa si Mickiewicz. Pod takimi auspicjami zacza si moja... Droga do
Ro323
sji. Nasza furka wymina rogatki Grodna o pnocy i ujechaa zaledwie dziesi
kilometrw. Samochd policyjny dogna j w pustym polu, gdzie podobne operacje
nie zwracay niczyjej uwagi. Mj Mickiewicz by na usugach NKWD".
Opisane w ten sposb przez Heriinga-Grudziskiego aresztowanie (w szkicu Godzina
cieni w tomie Drugie przyjcie) miao miejsce w marcu 1940 roku. W wizieniu w
Grodnie pisarz zostaje skazany na pi lat pobytu w obozach. Poprzez wizienia w
Witebsku, Leningradzie i Woogdzie trafia do agru w Jerce-wie w systemie obozw
kargopolskich, cigncych si wzdu linii kolejowej z Woogdy do Archangielska.
Zostaje stamtd zwolniony po dramatycznej godwce protestacyjnej 20 stycznia
1942 roku, 12 marca za w miejscowoci ugowoje w poudniowym Kazachstanie
zostaje wcielony do 10. Puku Artylerii Armii Polskiej generaa Andersa. Dalsze
wojenne losy pisarza zwizane s z dziejami Drugiego Korpusu, w ktrego
szeregach uczestniczy midzy innymi w bitwie pod Monte Cassino (odznaczony za
udzia w niej krzyem Virtuti Militari).
Ju w 1943 roku Herling-Grudziski wznawia przerwan z koniecznoci dziaalno
literack, pisujc do czasopism polskich wydawanych w Bagdadzie (,,Kurier
Polski") i w Jerozolimie (,,W Drodze"). W latach 1945-46 kieruje dziaem
literackim tygodnika ,,Orze Biay", organu Drugiego Korpusu. Bierze udzia w
Rzymie w pracach przy zakadaniu Instytutu Literackiego i miesicznika
"Kultura", ktrego pierwszy numer, z czerwca 1947 roku, redaguje wsplnie z
Jerzym Giedroyciem. Pod koniec 1947 roku wraz z on Krystyn, z domu Stojanowsk (1915-1952), przenosi si do Londynu, gdzie nawizuje wspprac z
"Wiadomociami", tygodnikiem politycznym i literackim redagowanym przez
Mieczysawa Grydzewskiego. Na amach tygodnika ukazuje si w odcinkach, przed
wydaniem ksikowym, Inny wiat. Obozowe dowiadczenia, ktre znalazy wyraz w
tej ksice, okreliy punkt widzenia autora na zoone stosunki polskoradzieckie, ich czsto dramatyczny wymiar, stosunki, ktre dopiero teraz mogy
sta si przedmiotem wszechstronnych studiw historykw polskich i radzieckich.
W latach 1952-55 pisarz przebywa w Monachium, pracujc w rozgoni polskiej
Radia Wolna Europa. W 1955 roku osiada na stae w Neapolu, gdzie polubia crk
Benedetto Crocego,
324
Lidi. Podejmuje na nowo cis wspprac z "Kultur", uczestniczy take
istotnie w pracach Instytutu Literackiego, z ktrym zwizany jest do dzisiaj. Do
1981 roku publikuje rwnie w prasie woskiej (midzy innymi w ,,Tempo
Presente", ,,Corriere delia Sera", "II Giornale").
Debiutem ksikowym Herlinga-Grudziskiego by tom szkicw literackich ywi i
umarli (Rzym 1945). Kolejne publikacje ksikowe to Inny wiat (wyd. angielskie
Londyn 1951, wyd. polskie tame 1953), tomy opowiada i szkicw: Skrzyda

otarza (Pary 1960) i Drugie przyjcie (Pary 1963), szkice o literaturze


rosyjskiej Upiory rewolucji (Pary 1969), Dziennik pisany noc 1971-1972 (Pary
1973), Dziennik pisany noc 1973-1979 (Pary 1980), Podr do Burmy (Londyn
1983) - dziennik z pobytu w tym kraju w 1952 roku, drukowany w latach 1952-53 w
"Wiadomociach", Dziennik pisany noc 1980- 1983 (Pary 1984). Kolejne czci
Dziennika, ktry posiada formu otwart, ukazuj si na amach "Kultury". Wiele
innych istotnych dla twrczoci Herlinga-Grudziskiego tekstw rozproszonych
jest po czasopismach, na zebranie oczekuj take jego opracowania i przedmowy do
wyda dzie innych pisarzy.
Pierwsz ksik Herlinga-Grudziskiego, jaka po wielu latach ukazaa si w
kraju, by tom Wiea i inne opowiadania (Pozna 1988), opublikowany nakadem
Wydawnictwa Polskiej Prowincji Dominikanw "W Drodze".