Vous êtes sur la page 1sur 100

VICTOR SANCHEZ

NAUKI DON CARLOSA. PRZEWODNIK PO ŚWIECIE CARLOSA CASTANEDY


(The Teachings of Don Carlos: Practical Applications of the Works of Carlos Castaneda / wyd. orygin.
1995)

"Czarownicy powiadają, iż nie trzeba nikogo


przekonywać o tym, że świat jest nieskończenie
bardziej złożony, niż to dopuszczamy w swych
najśmielszych marzeniach. Więc dlaczego
jesteśmy zależni? Dlaczego chcemy, aby ktoś
nami pokierował, jeśli możemy to zrobić sami?..."
Carlos Castaneda

Trudność, jaką sprawia nam proste dążenie drogą


wiedzy i "powrotu do ducha" wynika stąd, ze na
ogół nie chcemy pogodzić się z tym, iż tak niewiele
potrzeba, aby ruszyć w drogę. Nasze
uwarunkowania każą nam wypatrywać instrukcji,
nauk, przewodników, mistrzów. Kiedy
dowiadujemy się, że nikogo nie potrzebujemy, nie
dowierzamy...
Carlos Castaneda

SPIS TREŚCI:
Specjalna uwaga do Czytelnika
Podziękowania
Prace Carlosa Castanedy cytowane w tekście
Wstęp
CZĘŚĆ PIERWSZA: RZECZYWISTOŚĆ WEDŁUG DON JUANA
ROZDZIAŁ PIERWSZY: Emanacje orła
ROZDZlAŁ DRUGI: Pieczęć doskonałości
CZĘŚĆ DRUGA: NIEZWYKŁE METODY PANOWANIA NAD ZWYKŁĄ
RZECZYWISTOŚCIĄ
(ćwiczenia dla prawej strony)
ROZDZlAŁ TRZECI: Ciało jako pole energii, czyli odkrywanie własnej mocy
ROZDZIAŁ CZWARTY: Technika śledzenia w życiu codziennym
ROZDZIAŁ PIĄTY: Nie-działania indywidualnej jaźni
CZĘŚC TRZECIA: JAK WNIKNĄĆ W ODRĘBNĄ RZECZYWISTOŚĆ
(ćwiczenia dla lewej strony)
ROZDZIAŁ SZÓSTY: Przerwanie wewnętrznego dialogu – klucz otwierający przejście
między światami
ROZDZIAŁ SIÓDMY: Magia uwagi
ROZDZlAŁ ÓSMY: Sterowanie snem
ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY: Świadomość ciała
ROZDZIAŁ DZIESIĄTY: Największa miłość wojownika
Posłowie
Spis treści / Dalej

Specjalna uwaga do Czytelnika

Książka ta ma charakter informacyjny i jako taka z założenia służyć może wyłącznie za źródło
wiadomości ogólnych i nie może być odnoszona do każdego pojedynczego przypadku. Ćwiczenia tu
zamieszczone zostały zastosowane przez autora podczas zajęć warsztatowych. Niektóre z nich wiążą
się z potencjalnym zagrożeniem, na przykład "Wspinaczka po drzewach" (nr 73) czy "Pogrzeb
wojownika" (nr 75), dlatego zostały przeznaczone do wykonywania w grupach pod nadzorem
doświadczonych osób. Ćwiczenia trudniejsze, jak te wymienione wyżej, wymagają dobrego stanu
zdrowia, co określa lekarz. Za wszelkie komplikacje i obrażenia powstałe w wyniku praktycznego
zastosowania niniejszego materiału odpowiedzialny jest sam wykonawca albo osoba kierująca
zespołem, która włączyła te ćwiczenia do prowadzonych przez siebie zajęć.

Podziękowania

Dane mi było zaznać w życiu miłości wielu ludzi, na którą być może nie zasłużyłem. Jest wiele
osób, którym chciałbym wyrazić swoją wdzięczność. Gdybym miał sporządzić listę tych, którzy w jakiś
sposób przyczynili się do doświadczeń będących zalążkiem tej pracy, zabrakłoby pewnie tu kartek,
aby wszystkich wymienić.
Mimo to chciałbym oficjalnie podziękować tym istotom, które wywarły największy wpływ na ten
aspekt mojej działalności:
Górom, drzewom i wielorybom, które wyjawiły mi tajemnice harmonii i mocy oraz przekazały mi
język, któremu obce są wszelkie spory i ugody świata ludzi.
Rdzennym mieszkańcom Ameryki, którzy uznali mnie za swego brata.
Kobiecie, która dała mi życie i nauczyła pierwszej piosenki miłosnej, której melodia nieustannie
upiększa dla mnie świat.
Uczestnikom mych zajęć zespołowych, dzięki którym mogło zaistnieć tyle wspólnie przeżywanej
magii.
Terę, za lata miłości i wzrostu.
Ojcu, za nieustępliwe przeciwstawianie się miernocie przez całe swoje życie.
I, rzecz jasna, Carlosowi Castanedzie, za wskazanie nam drogi i wręczenie przewodnika w postaci
najbardziej zadziwiających książek naszych czasów.
Victor Sanchez

Prace Carlosa Castanedy cytowane w tekście:

(I) The Teachings of don Juan (wyd. pol. Nauki don Juana)
(II) A Separate Reality (wyd. pol. Odrębna rzeczywistość)
(III) Journey to Ixtlan (wyd. poi. Podróż do Ixtlan)
(IV) Tales of Power (wyd. poi. Opowieści o mocy)
(V) The Second Ring of Power (wyd. poi. Drugi krąg mocy)
(VI) The EagleS Gift (wyd. pol. Dar orla)
(VII) The Fire From Within (wyd. poi. Wewnętrzny ogień)
(VIII) The Power of Silence (wyd. pol. Potęga milczenia)
Wstecz / Spis treści / Dalej

Wstęp

O autorze
Książka, którą trzymasz w ręku, to wynik mych licznych wędrówek po Ziemi, którą przemierzyłem
gnany ciekawością i chęcią zasmakowania innego życia niż to, z jakim stykałem się na co dzień od
czasów dzieciństwa, życia, którego szarość i nijakość odzwierciedlały smutny krąg powtórzeń, będący
losem przeciętnych ludzi. Odkrywcza pasja przywiodła mnie do wielu zaskakujących zakątków Ziemi,
doprowadziła do stopienia z naturą w wyniku niezwykłych przedsięwzięć i prostej radości. Przesądziła
o porzuceniu przeze mnie skostniałej struktury dawnego życia za sprawą innych, którzy stanęli na
mojej drodze: plemion Nahua i Huicholów oraz badaczy szaleństwa; uczestników moich warsztatów;
wiernych psów towarzyszących mi w życiu; wielorybów, które otworzyły przede mną swój świat; oraz
najbliższych ukochanych osób.
Kiedy spoglądam wstecz, każdy krok, każda chwila budzi we mnie wspomnienie uczucia
zrodzonego w ogniu poszukiwań wolności i mego nieznanego oblicza.
Moje poszukiwania wpierw zaprowadziły mnie do ojczystej ziemi; wiele ścieżek wydeptałem na
meksykańskiej ziemi, która chroniła mnie i żywiła w swoim łonie. Przyjęła mnie serdecznie, kiedy po
niej wędrowałem, i dopuściła do wielu sekretów. Skierowała moje kroki ku tym, którzy obcowali z nią
najbliżej: Indian zamieszkujących góry środkowego Meksyku, powierników wiedzy, która mogłaby
wybawić nas pospołu z odwiecznych kłopotów albo uratować pojedynczego człowieka, jeśli o to
chodzi. Wśród Indian Nahua pozostawiłem swoje imię i przeszłość, uwolniłem się od starego "ja" i
narodziłem na nowo w konfrontacji z "innością".
Jako nieodrodny syn swoich czasów, postanowiłem studiować antropologię, aby z pomocą
zdobytej wiedzy zbudować pomost łączący moje społeczeństwo z magicznym światem Indian. Jednak
przestając z antropologami, przekonałem się, że za bardzo zależy im na ucywilizowaniu Indian,
którym zaszczepiali takie zrodzone z etnocentryzmu idee, jak postęp, narodowość, świadomość
klasowa, aby łatwiej nam było się z nimi porozumieć. Przypominają oni szesnastowiecznych
konkwistadorów z ich żądzą podboju oraz kler, pałający chęcią nawrócenia tubylców na
chrześcijaństwo.
Doznane rozczarowanie skłoniło mnie do ustanowienia anty-antropologii, na wzór psychiatrów,
którzy wymyślili anty-psychiatrię, aby uporać się z ograniczeniami psychiatrii, maskującymi lęk przed
odmiennością ludzi uznanych za umysłowo chorych. Dokonałem w antropologii przewrotu, postawiłem
ją na głowie, można by rzec. Zwróciłem się ku inności Indian nie po to, aby ich zmieniać, lecz aby
przemienić siebie; aby poznać me nieznane oblicze przez zanurzenie się w obcej dla mnie
rzeczywistości. Rzeczywistość ta wciąż kryje w sobie wiele tajników wiedzy, które Toltekowie posiedli
bezpośrednio ze świata.
Później – około trzynaście lat temu – natknąłem się na książki Carlosa Castanedy. Zdumiały mnie
w nich zbieżności z doświadczeniami, jakie wyniosłem z własnej dziedziny, ich nie spotykany nigdzie
wcześniej stopień złożoności i usystematyzowania. Śniące ciało, droga wojownika, świadomość Ziemi,
prawidłowy chód, dostęp do niecodziennej rzeczywistości, znaki, wróżby, tonal i na-guał – z wątkami
tymi zetknąłem się u różnych etnicznych grup, u Huicholów, Mazateków, Mixteków, a przede
wszystkim u Indian Nahua. W Naukach don Juana znalazłem nie tylko systematyczny układ znanych
mi już pojęć, ale również bogactwo tematów, wskazówek i rozwiązań, stanowiących dla mnie zupełną
nowość. Najbardziej jednak trafiła mi do przekonania występująca w dziełach Castanedy ogromna
ilość propozycji konkretnego działania.
Nawrócony antropolog i powstały wokół niego spór
Nie wszyscy czytelnicy wiedzą, że na początku lat sześćdziesiątych Carlos Castaneda był
studentem antropologii. Pod koniec studiów poznał on starego Indianina z plemienia Yaqui, niejakiego
Juana Matusa, i w oparciu o uzyskane od niego informacje podjął badania nad rytualnym
spożywaniem pejotlu przez Indian z plemion południowo-zachodnich Stanów Zjednoczonych i
północnego Meksyku. Stary Indianin okazał się potężnym czarownikiem, człowiekiem wiedzy i przyjął
Carlosa za swego ucznia. Stopniowo młody antropolog utożsamił się z rolą adepta tajemnej wiedzy i w
ośmiu opublikowanych do tej pory książkach [zobacz: Bibliografia prac Castanedy na początku
książki] opisał kolejne etapy swego terminowania u don Juana – wywołując spore zainteresowanie
czytelników na całym świecie.
Prace Castanedy wzbudziły wiele kontrowersji, szczególnie wśród antropologów. Być może
zazdroszcząc mu odniesionego sukcesu, usposobili się do jego pism bardzo krytycznie, zarzucając
mu brak oparcia w rzeczywistości; zarzut ten dotyczył szczególnie osoby don Juana. Nie miałem
okazji poznać don Juana, ale znam don Carlosa, przeczytałem jego prace i zrobiłem z nich użytek.
Pytanie o istnienie don Juana jest dla mnie bez znaczenia w porównaniu z ideami, jakie wyłożone są
w tych książkach. Co do mnie, jest mi obojętne, czy pochodzą one od don Juana, czy od samego
Castanedy. Liczy się to, że są dostępne i – co najważniejsze – sprawdzają się. Zastosowanie tych
nauk w praktyce wydobywa na jaw ukrytą w każdym z nas odmienną świadomość – świadomość innej
jaźni – dającą nieograniczone możliwości percepcji i doświadczenia. Reszta jest bez znaczenia.
Dlatego będę w dalszej części powoływał się zamiennie na Carlosa Castanedę i don Juana jako
twórców czy też powierników złożonego systemu wiedzy. Tak bowiem się nam ukazują: wspólnie, w
tej samej pracy, dwuimienny don Carlos/don Juan zapraszający nas do wyprawy w swój nieznany
fascynujący świat. Toteż powstrzymam się od wydawania sądu w sprawie, która przerasta moje siły –
ani nie potwierdzę, ani nie zaneguję istnienia kogoś, z kim nigdy się nie spotkałem; wydaje się to
zresztą zupełnie nieistotne.
Czytelnicy
Być może najszybciej podziałał na mnie czar przedstawionych tam idei. Odwieczne dążenie do
wolności, tajemnica spowijająca świat wojownika, wszystko to odbija utajone marzenia całej ludzkości.
Ale mniejsza o ich urok i opiewanie wolności. Co się tyczy treści, wydaje się, że większość
czytelników jego dzieł raczej nie potrafiła jej wykorzystać. Wśród odbiorców znaleźć można takich,
którzy traktują książki Castanedy jak zajmującą fikcję, dostarczającą im jedynie rozrywki. Zagorzały
intelektualista postawi na nich krzyżyk jako na prostej beletrystyce i odmówi im wszelkiej literackiej
wartości. Z powodów, które nietrudno odgadnąć, są i tacy nieprzejednani myśliciele, których drażnią
książki Castanedy, a zwłaszcza obrazoburczy don Juan, wykpiwający intelektualne dociekania. Czy
dlatego odrzucają oni dorobek Castanedy? Nie wiadomo. W każdym razie, prawdą jest, że
intelektualiści Castanedy nie czytują albo się do tego nie przyznają.
Z drugiej strony mamy zapaleńców, którzy bez żadnych własnych doświadczeń w stosowaniu tych
nauk, biorą wszystko za prawdę i starają się ją zrozumieć dosłownie. Tego rodzaju osoby na każdym
kroku "widzą" sprzymierzeńców i miejsca naładowane mocą. Jest to, oczywiście, wytwór wyobraźni.
Zasługują na to określenie nie z powodu swego uwielbienia książek Castanedy, lecz dlatego, że nie
chcą albo nie są w stanie zadać sobie trudu i wprowadzić w czyn propozycji w nich przedstawionych –
co wymaga żelaznej konsekwencji. Fantazjami wypełniają to, czego doświadczyć wprost nie pozwala
im ich lenistwo.
Zbliżeni do zapaleńców są miłośnicy marihuany i innych narkotyków, którzy przy pomocy dzieł
Castanedy usprawiedliwiają swoje uzależnienie. Wierzą, że odurzając się pod przykrywką
"poszukiwania wiedzy" nadadzą swym poczynaniom "powagi". Podobnie jak zapaleniec, narkoman
zastępuje konkretne działanie rojeniami i słownym roztrząsaniem zagadnienia, ale w tym przypadku
sprawa wygląda o tyle gorzej, że dzięki narkotykom fantazje nabierają bardzo wyrazistego kształtu.
Samo ich Przyjmowanie bez odpowiedniej zmiany postępowania w żaden sposób nie zmieni ego ani
codziennego życia. Nawet jeśli narkoman ma dostęp do roślin spożywanych w indiańskich rytuałach,
pejotlu czy grzybków halucynogennych, uzyska jedynie efekt zbliżony do zwykłego upojenia. Takie
postępowanie umacnia strukturalne ograniczenia i świadczy o uciekaniu od rzeczywistości. Inaczej
rzecz się ma z Indianami, którzy przyjmują magiczne rośliny w celu pobudzenia wiedzy odziedziczonej
po przodkach, z zachowaniem surowej dyscypliny i po odpowiednim przygotowaniu. Te dwa przypadki
nie mają ze sobą nic wspólnego.
Są też czytelnicy, którzy nie należą do żadnej z wymienionych wyżej grup, których urzekły idee
Castanedy, ale nie wiedzą, jak obrócić w czyn zawarte w nich propozycje.
Tak więc, cykl Castanedy, mimo swej wartości i popularności u czytelników nie został należycie
wykorzystany. W rzeczywistości większość czytelników można zaliczyć do powyższych trzech
kategorii.
Powierzchowne odczytanie tych książek w połączeniu z głęboko zakorzenionym roztargnieniem
współczesnego człowieka sprawiają, że prawdziwy skarb, jaki kryją w sobie nauki don Juana, jest w
zasadzie nieosiągalny. Dlatego podjąłem się zadania przedstawienia metody, dzięki której można się
zbliżyć do tajemniczego świata ukazanego nam przez Carlosa Castanedę.
Wcielanie w życie dorobku Castanedy
Nie należy z góry potępiać dzieł Castanedy ani przyjmować ich na wiarę niczym ideologiczną
doktrynę. Istnieje do nich właściwe podejście; przez wcielanie w życie technik i ćwiczeń w nich
zawartych. Dokładnie w ten sposób pracowałem przez ostatnich jedenaście lat i do- konałem odkrycia
całych obszarów naszego istnienia i odczuwania, które utraciliśmy w wyniku kulturowego
uwarunkowania. Można je jednak odzyskać. Inna rzeczywistość istnieje, podobnie jak inny sposób
życia i warto dołożyć starań, aby ich doświadczyć.
Praca zespołowa
Dość wcześnie podjąłem decyzję o samodzielnej pracy. Powiązałem swe wyprawy na łono
przyrody z technikami przedstawionymi przez Castanedę. Rezultaty przeszły najśmielsze moje
wyobrażenia, postanowiłem więc przekazać swe osiągnięcia innym, sprawdzić, czy będą równie
skuteczne dla innych ludzi. Tak narodziły się moje pierwsze grupy jedenaście lat temu.
Choć kilka lat później miałem przyjemność poznania Carlosa Castanedy osobiście – dostrzegłem u
niego godną podziwu spójność między życiem a poglądami – rozwijałem niezależną działalność.
Podejrzewam nawet, że celem prac Castanedy było pobudzenie nas do indywidualnego wysiłku na
rzecz wprowadzenia zawartych w nich idei w czyn. Ta książka stanowi świadectwo moich poszukiwań
podjętych pod wpływem Castanedy i osiągniętych rezultatów.
W pracy z zespołem nauczałem samowiedzy, najpierw pod hasłem "Nieznana magia", a później
"Sztuka życia z rozmysłem", kładąc nacisk na szukanie sposobów istnienia i życia, które wyrażałyby
wolność wojownika. Podczas warsztatów dążyliśmy do ukształtowania siebie na nowo i ocalenia
świadomości innej jaźni. Stosowaliśmy techniki zapożyczone z dzieł Castanedy, jak również te, które
zrodziły moje osobiste doświadczenia z Indianami. Uzupełnialiśmy je pomysłami powstającymi na
gorąco, w trakcie wspólnej pracy. Naszym celem zawsze były rozwiązania praktyczne, nie
intelektualne rozważania. Nigdy nie uważałem się za mistrza – nie ma mistrzów, którzy przeżyliby za
nas nasze życie czy chadzali naszymi drogami – lecz za jeszcze jednego uczestnika,
zainteresowanego pomnażaniem wiedzy, którą przekazywał każdemu chętnemu. Pełniłem raczej rolę
koordynatora, czerpiąc ze swych doświadczeń.
Najwyższa forma nie-działania
Zachęcony wynikami pracy zespołowej, przed kilku laty powziąłem zamiar napisania książki o
naukach don Carlosa i praktycznym sposobie ich wykorzystania. Stale jednak byłem w drodze, taki
bowiem obrałem tryb życia. Każdy wyjazd w teren, każda nowo zawiązana grupa, angażowały mnie
bez reszty. Nie miałem czasu na tak beznamiętne zajęcie jak siedzenie przed komputerem i pisanie. Z
drugiej jednak strony siedzenie w spokoju całymi godzinami i pisanie stanowiły dla mnie, człowieka
czynu, najwyższą formę nie-działania, wyzwanie do przekroczenia siebie. Ponieważ nie byłem z
powołania człowiekiem pióra, musiałem go stworzyć używając jako surowca samego siebie.
Wreszcie nadeszła stosowna chwila. Życie wzięło mnie w garść i wiedziałem, że nie puści, dopóki
nie wywiążę się z tego zadania. Zawiesiłem działalność zespołową i wycofałem się na pewien czas,
aby przemienić się w pisarza – na tak długo, ile wymagało napisanie niniejszej książki.
Książka
Wybrałem tytuł Nauki don Juana, aby przyciągnąć wszystkich, których urzekł świat i tajemnice
objawione w dziełach Castanedy, ale którzy nie mieli możliwości wprowadzenia w swoje życie tej
magii, jaka przenika samotną dziedzinę naguala. Nawiązuje on również do szczególnej relacji ucznia
do mistrza, którą jakby ustanawiamy za każdym razem, gdy wzbogacamy swój świat stosując
rozwiązania przedstawione w jego pracach.
Motywacja
Jednym z powodów, które skłoniły mnie do napisania tej książki, było panujące, przy całej
fascynacji treścią pism Castanedy, pomieszanie zarówno w kwestii możliwości konkretnego jej
zastosowania, jak i samego odbioru opisywanych tam niesamowitych wypadków i aspektów
rzeczywistości. Nie na wiele się zdały prace innych autorów na temat Castanedy. Rozlegały się głosy
krytyczne i krążyły przeróżne plotki, rodem z FBI, próbujące rzucić nieco światła na "zagadkę
Castanedy". Przeciwnicy Castanedy w żaden sposób nie ustosunkowali się do jego zasadniczych
propozycji – albo ich nie rozumieli, albo nieudolnie naśladowali jego znakomite opisy.
Potrzebny był ktoś, kto odniósłby propozycje Castanedy do życia homo urbanus. Mówiono:
"Wyobrażam sobie. Przypuszczam. Rozumiem. Porównałem, zanalizowałem czy rozważałem niektóre
jego nauki" czy coś w tym rodzaju. Rzadko można było usłyszeć: "Zrobiłem. Zastosowałem to w
praktyce. Doświadczyłem. Przeżyłem to". Brakowało książki o zastosowaniu praktycznym.
Dlatego uznałem, że mam w tej sprawie coś do przekazania. Z całego mojego dorobku wybrałem
materiał stanowiący odbicie mej pracy indywidualnej i zespołowej, przyswojenia na drodze
bezpośredniego żywego doświadczenia Nauk don Juana. Nie jest moją rzeczą oceniać jakość
niniejszej książki, ale włożyłem w nią swoje serce. Jeśli dzięki niej wniosę coś do codzienności, coś,
co nada jej pełniejszy, bardziej zadowalający, a przynajmniej przyjemniejszy charakter, osiągnę
zamierzony cel.
Coraz szersze kręgi
Choć czytelnicy nie znają ani don Juana, ani nawet don Carlosa, mogą znaleźć w jego książkach
lekko uchylone drzwi. Jeśli dzięki swym wysiłkom otworzą je do końca, w niekonwencjonalny sposób
ożywią tradycję, o której mówią słowa Castanedy – a mianowicie przez wykorzystanie jego pism jako
punktu odniesienia w działaniu. Doprowadzi to do powstania rzeszy samotnych wojowników (co
właściwie już się dzieje), powiązanych peryferycznie z obozem naguala. (Być może o tym właśnie
mówi tajemnicza wzmianka o "trójpazurzastym nagualu" [VI-232] w The Eagles Gift [w celu ułatwienia
odszukania odnośnych ustępów w dziełach Castanedy, do których nawiązuję w swojej książce,
przyjąłem prostą zasadę: cyfra rzymska oznacza poszczególne książki według kolejności ich wydania,
zaś liczba arabska pokazuje numer strony]
Niezależnie od tego, możliwości zarysowane przez Castanedę powinny stać się przedmiotem
zainteresowania ogółu, bowiem wskazują na nie poznane jeszcze aspekty świadomości obecne w
każdym z nas.
Wolność i wiedza jako osobista odpowiedzialność
Zasadnicze przesłanie tej książki głosi, że każdy z nas sam może postawić sobie zadanie
odzyskania nie znanych możliwości świadomości i zrealizować je własnymi siłami. W głębi naszej
istoty kryją się potrzebne do tego narzędzia. Kiedy dojrzejemy do tego, aby z "wojowników
kanapowych" stać się sumiennymi praktykami, wystarczy byle okazja, aby zmobilizować nas do
czynu. Może to się przejawić w postaci czarownika, książki, pracy w zespole, czegokolwiek, co nada
nam konieczny impet, ale liczy się przede wszystkim wysiłek, jaki sami z siebie pragniemy podjąć.
Myślę, że to, co powiedziałem o odzyskiwaniu naszych nie znanych możliwości, odnosi się również
do poszukiwania wolności. Jednak wolność nie może do nas przyjść z zewnątrz, stanowi bowiem
ściśle indywidualną odpowiedzialność. Mówię tu o wolności, którą możemy sobie wyobrazić lub
przeczuć – niekoniecznie pojąć – w ramach naszego własnego życia. Inne wizje wolności, radykalne i
fantastyczne, są na nieszczęście tak doskonałe i odległe, że nie sposób do nich się zbliżyć; dlatego
zachowujemy bierność wobec ograniczeń naszej codzienności. Moja propozycja dotyczy wolności i
wiedzy raczej w wymiarze praktycznym niż intelektualnym. Uważam bowiem, że wiedza objawia się
nie przez słowa, lecz przez sposób życia.
Bez nauczyciela
W The Power of Silence don Juan tłumaczy, że jesteśmy w stanie samodzielnie podążać drogą
wiedzy i "powrotu do ducha" (VIII-180), podejmując nieskomplikowane działania na rzecz
zaoszczędzenia energii potrzebnej do przesunięcia punktu zbornego. (Pojęcia "oszczędzania energii" i
"przesunięcia punktu zbornego" oraz ich praktyczne zastosowanie omówione są w dalszej części
książki.) Wyraża on to tak:
"Trudność, jaką sprawia nam to proste dążenie... wynika stąd, że na ogół nie chcemy pogodzić się
z tym, iż tak niewiele potrzeba, aby ruszyć w drogę. Nasze uwarunkowanie każe nam wypatrywać
instrukcji, nauk, przewodników, mistrzów. Kiedy dowiadujemy się, że nikogo nie potrzebujemy, nie
dowierzamy. Stajemy się nerwowi, nieufni, na koniec zaś bierze górę złość i rozczarowanie. Pomoc
powinna polegać nie na podsuwaniu metod, lecz na wskazaniu tego, co istotne. Jeśli dzięki komuś
uświadamiamy sobie, że musimy ukrócić poczucie własnej ważności, to jest to prawdziwa pomoc.
Czarownicy powiadają, że nie trzeba nikogo przekonywać o tym, że świat jest nieskończenie bardziej
złożony, niż dopuszczamy to w swych najśmielszych marzeniach. Więc dlaczego jesteśmy zależni?
Dlaczego chcemy, aby ktoś nami pokierował, jeśli możemy to zrobić sami?..." (VIII-180).
W kwestiach wiedzy bombardowani jesteśmy mnogością szkół, mistrzów, uczniów. Ale mistrzów
nie ma. Uczniów też. Są tylko ludzie, którym pisana jest śmierć, tyle że niektórzy zdają sobie z tego
sprawę, inni nie. Nie można przekazać drugiemu realnej wiedzy, takiej, która wpływa na to, jak żyjemy
i jak umieramy; tego rodzaju wiedzę można jedynie posiąść samemu na drodze osobistego
doświadczenia. Podręczniki, szkoły, mistrzowie i guru przydają się tylko wtedy, gdy sami gotowi
jesteśmy wykonać określone zadania przybliżające nas do wiedzy.
Łatwo jest – co tłumaczy powszechność tego zjawiska – dać się oczarować mistrzowi czy guru
posiadającemu wiedzę i moc, dzięki któremu możemy dostąpić "oświecenia". "Uduchowiony mistrz"
dotyka nas świątobliwym palcem, zsyłając na nas "oświecenie" i wzbudzając naszą wewnętrzną
"szakti". Złudzenia te (szczególnie na Zachodzie) służą zaspokojeniu potrzeb entuzjastów, którzy są
zbyt słabi, aby samodzielnie podjąć starania na rzecz poprawy swego żałosnego losu. Zawsze ktoś
inny nas wybawi, poprowadzi. Gdy byliśmy dziećmi, robili to ojciec i matka; teraz, w dorosłym życiu,
mąż, żona czy "ukochany guru".
Dochodzi do głosu samoponiżenie: "Nie mam na to sił. Nie potrafię samemu. Potrzebuję
przewodnika". Dlatego tak wielką mamy podaż "mistrzów", "guru", "szkół i sekt ezoterycznych",
szukających sposobności, aby zbić kapitał na potrzebie uległości, która bierze we władanie tak wiele
osób.
Wojownik nosi to miano, ponieważ ciągle toczy wojnę. Mamusia nie musi mu mówić, co ma robić, a
czego nie. Wojownik bierze na siebie odpowiedzialność za kierowanie swym życiem i zmierza pewnie
do wiedzy. Jak ujął to don Juan: "Wojownik osiąga doskonałość, kiedy zawierza swej osobistej mocy,
obojętnie, czy jest mała czy ogromna..." (III-183).
Jeśli nauczymy się odpowiedzialności, wówczas możemy skorzystać z pomocy podręczników,
szkół czy mistrzów, ich sugestie mogą być dla nas wskazówkami do działania. Jednak to twardy grunt
faktów rozstrzygnie o ich przydatności dla nas.
Gdy pracuję z zespołem, nie żądam od nikogo, aby wierzył w moje słowa. Zbyt często mamy z tym
do czynienia. Za bardzo wierzymy, a potem umieramy nieświadomi, że poświęciliśmy życie walce o
coś, co, po pierwsze, nie było naszą sprawą. Zamiast wiary trzeba czynu. Nie jest ważne, w co wierzę.
Ważne jest, co mogę przeżyć, zdziałać, stworzyć – konkrety, a nie mrzonki.
Wskaźniki wiedzy
Książki Castanedy – tak cenne dla mnie i mam nadzieję, okażą się takie dla innych – nie zawierają
wiedzy. Mówią o wiedzy, ale jej nie stanowią. Castaneda oświadczył mi kiedyś: "...w tych 'cholernych
książkach' (miał na myśli swoje) nie znajdziesz samej wiedzy; to tylko wskaźniki. Sam musisz
wprowadzić w czyn zawarte w nich propozycje, aby zrozumieć, co te wskaźniki oznaczają. Musisz
samodzielnie pójść w kierunku, jaki pokazują, aby to sprawdzić i doświadczyć wiedzy, na którą
wskazują" [spotkanie z Carlosem Castanedą, Mexico City. 1984]. Nadal wydaje mi się to właściwym
podejściem do wszelkich szkół, mistrzów i podręczników. Podobnie zwracam się do czytelnika: nie
odrzucaj ani nie przyjmuj z wiarą tego, co mam do przekazania; wypróbuj w praktyce zamieszczone tu
rozwiązania, co jest jedynym sposobem na poznanie wolności, wiedzy i mocy, do których tak często
nawiązuję.
Rzeczywistość i opowieści o mocy
Materiał przedstawiony w tej książce nie wyczerpuje całokształtu dorobku Castanedy z tej prostej
przyczyny, że jeszcze wiele jego obszarów pozostaje dla mnie tajemnicą. Nie jest moim celem
przytaczać to, co sam sobie wyobraziłem albo zasłyszałem od innych. Zawarłem w niej własne
przeżycia i doświadczenia. Z wyjątkiem rozdziału pierwszego, prezentującego w skrócie wizję
rzeczywistości według don Juana, zamieszczam w niniejszej pracy techniki, które sam wypróbowałem
i których wyniki potwierdziłem.
Jeśli chodzi o obszary w dorobku Castanedy dla mnie niedostępne, powstrzymuję się od
wyrokowania o ich prawdziwości, bowiem zarówno afirmacja jak i negacja tego, co nieznane, wydaje
mi się aktem jednakowo błędnym i aroganckim. Z tajemnicą najlepiej obcować w sposób
zasugerowany przez don Juana w Tales of Power. Na początku większość wątków poruszanych w tej
pracy stanowiła dla mnie nic innego jak zbiór opowieści o mocy, które rozpaliły mą ciekawość. Praca z
nimi i doznane doświadczenia przekształciły je w rzeczywistość. Nie była to kwestia wiary, lecz
działania i sprawdzenia samemu. Tę metodę zalecam każdemu: nie odrzucaj ani nie przyjmuj niczego
na wiarę; niech te opowieści o mocy takimi pozostaną, dopóki doświadczenie nie nada im
rzeczywistości.
Podobnie daleki jestem od twierdzenia, że moje pojmowanie i podejście do idei Castanedy to cała
prawda, jednoznacznie oddająca każde zamierzone przez niego znaczenie. Książka ta stanowi po
prostu świadectwo szczególnej postawy, doświadczeń i odkryć, oraz użytku, jaki z tego zrobiłem. Nie
staram się przedstawiać swoich wyników jako wyjątkowych i jedynych w swym rodzaju, choć moim
zdaniem są na tyle spójne, aby wynagrodzić czytelnikowi poniesiony trud.
Układ książki
Pragnę raz jeszcze podkreślić, że jest to poradnik praktyczny. Jego trzon stanowią techniki służące
praktyce każdego z tematów, które się na tę książkę składają. Większość opisanych ćwiczeń stanowi
rozwinięcie mniej lub bardziej ogólnych technik i propozycji zaczerpniętych z dzieł Castanedy.
Starałem się nie powielać tych ćwiczeń, które są dostatecznie wyjaśnione w oryginale, z wyjątkiem
tych, których zbyt ogólnikowy opis uniemożliwiał zastosowanie praktyczne. Nie ma sensu powtarzanie
za kimś słów, skoro czytelnik może sięgnąć bezpośrednio do źródła.
Zamieszczony materiał przeważnie zawiera jakiś mój osobisty wkład. Wyjątek stanowią
szczegółowe omówienia technik zbyt pobieżnie przedstawionych w dziełach Castanedy albo przeróbki
czy warianty ćwiczeń pozwalające na wykonanie ich w warunkach odmiennych od pierwotnie
zamierzonych i bliższych przeciętnemu czytelnikowi. W wielu przypadkach podłożem ćwiczeń były
techniki, jakie poznałem podczas mego pobytu wśród Indian; znaleźć też można swobodne adaptacje
niewiele mające wspólnego z oryginałem. Zostały włączone z uwagi na swe pokrewieństwo z
zasadami myśli donjua-nowskiej, a także zbieżne z wersją wyjściową rezultaty. Głównym celem
wszystkich tych ćwiczeń jest spowodowanie przesunięcia punktu zbornego.
Książka niniejsza składa się z dziewięciu rozdziałów, podzielonych na trzy części. Pierwszy i
zarazem najkrótszy to streszczenie zasadniczych pojęć związanych z koncepcją rzeczywistości, za
jaką opowiadają się wojownicy z obozu naguala, oraz krótkie wyjaśnienia źródeł różnorodnych praktyk
omówionych w części drugiej i trzeciej. Druga i trzecia część poświęcone są odpowiednio ćwiczeniom
dla prawej i lewej strony. Podział ten odbija system przyjęty przez don Juana, z którym zapoznamy się
w dalszej części.
Na początku książki umieszczona jest bibliografia dzieł Castanedy.
System sferyczny
Ponieważ donjuanowski system w żadnej mierze nie jest linearny, lecz raczej sferyczny, wszystkie
jego elementy są ze sobą wzajemnie powiązane i każdy prowadzi do pozostałych. Trudno precyzyjnie
określić prawidłową kolejność wykonywania poszczególnych ćwiczeń. Jak wkrótce zobaczymy,
czasem trudno jest rozgraniczyć poszczególne tematy czy ćwiczenia. Na przykład, chód z uwagą
stanowi właściwie ćwiczenie uwagi, ale może być użyty do zawieszenia wewnętrznego dialogu, wiąże
się z postrzeganiem cielesnym i tak dalej.
Toteż można przyjąć dowolny porządek czytania. Czytelnik może też od razu przejść do
interesującego go zagadnienia bez zapoznania się z treścią poprzednich rozdziałów. Mimo to
proponuję przeczytać całą książkę w ustanowionej przeze mnie kolejności, gdyż jej układ sprzyja
pogłębianiu procesu samopoznania.
Ponieważ książka ta ma charakter praktyczny, samo jej przeczytanie – bez wprowadzenia w życie
sugerowanych rozwiązań – nie wystarczy do pełnego przyswojenia sobie wiedzy, na którą wskazuje.
Z uwagi na zagęszczenie materiału radzę czytać każdy rozdział bez pośpiechu, poświęcić czas na
oswojenie się z jego treścią, zanim przejdziemy do następnego.
Na kartach tej książki często używam zamiennie takich określeń, jak czarownik, człowiek wiedzy,
wieszcz, wojownik, co można ująć jako: "osoby takie jak don Juan czy wojownicy z jego obozu".
Wybór pomiędzy nimi zależy przeważnie od kontekstu, od tego, co pragnę zaakcentować, a nie od
różnicy w znaczeniu. Podobnie określenie "Zachodni" odnoszę do zwykłych ludzi żyjących w
dzisiejszym społeczeństwie epoki industrialnej. Nazywam ich też przeciętnymi, współczesnymi bądź
normalnymi ludźmi.
Na koniec, jeśli chodzi o zaimek "my", który często występuje w omówieniu moich dokonań z
innymi ludźmi, nawiązuje on do dynamiki współzależności obecnej we wszystkich ważniejszych
doświadczeniach, jakie legły u podstaw tej książki. Do obecnego stanu doprowadziły połączone
wysiłki wielu osób, świadome lub nie. Dlatego zaimek "my", faktyczny czy tylko domyślny, powinien
też obejmować Indian Sierry, którzy byli pośrednimi sprawcami mej przemiany; mych
współpracowników, koordynatorów i uczestników moich warsztatów; te drogie istoty, które wzbogacają
me życie swą obecnością; i wreszcie wszystkich, którzy niebawem zdobędą się na wspólny, braterski
wysiłek i wniosą trochę magii w ten świat, poszarzały przez to, że zaniedbaliśmy swą prawdziwą
naturę świetlistych istot. Tak więc "my", to chyba również ty, prawda?
Victor Sanchez
Miacatlan, Morelos, 1991
Wstecz / Spis treści / Dalej

CZĘŚĆ PIERWSZA
RZECZYWISTOŚĆ WEDŁUG DON JUANA

ROZDZIAŁ PIERWSZY
Emanacje orła

Uwagi wstępne
Choć książka ta ma mieć z założenia przede wszystkim charakter praktyczny, w części pierwszej
chciałbym z grubsza nakreślić wizję rzeczywistości, która stanowi podstawę wiedzy i działania
wojowników i wieszczów zakorzenionych w odrębnej rzeczywistości zwanej nagual. Należy pamiętać,
że nam jako postronnym obserwatorom może ona jedynie wydać się "zbiorem teorii". Niemniej, dla
don Juana i jego wojowników ma ona wymiar czysto praktyczny, gdyż kształtuje zarówno ich życie jak
i postrzeganie świata, zaś osoba z zewnątrz może sobie co najwyżej ów świat wyobrazić.
Podkreślam to, ponieważ wiem z własnego doświadczenia, że zastosowanie zawartych tu
wskazówek i ćwiczeń tę odrębną rzeczywistość przed nami otwiera. Z chwilą gdy stajemy się widzami
i uczestnikami w doświadczaniu tej innej strony, wkraczamy na obszar własnych, odmiennych
możliwości percepcji i świadomości. Jednocześnie nauki don Juana nabierają prawdziwego znaczenia
i stają się dla nas narzędziami pomocnymi w ogarnięciu nowych rzeczywistości, w przeciwnym razie
bowiem pogrążylibyśmy się w zamęcie. Opisanie świata w myśl tradycji don Juana jest dla nas niczym
przewodnik po rzeczywistości rozciągającej się poza granicami zwykłego postrzegania, ułatwiający
zrozumienie i umożliwiający ustanowienie praktycznych relacji. Podobnie wpajany nam od dzieciństwa
obraz rzeczywistości nadaje sens naszym doświadczeniom i interakcjom w wymiarze codzienności.
Można zatem przyjąć, że do sprawnego i trzeźwego działania w nowym świecie potrzebny jest opis
rzeczywistości, odmienny i przystający do nowych możliwości istnienia. Dlatego też, poddając swego
ucznia różnego rodzaju próbom praktycznym, don Juan od samego początku wprowadza go w sposób
pojmowania rzeczywistości właściwy wojownikom z jego obozu. To nieuniknione dla każdego, kto
wkracza na drogę wojownika, wprowadzając w życie możliwości, wyłaniające się z prac Castanedy.
Mam na myśli te osoby, które stawiają sobie za cel doświadczenie magii w ramach własnego życia,
nie ograniczając się do przeżywania jej tylko na kartach książki.
Trzeba zaznaczyć, że przedstawione tu idee w żadnej mierze nie wyczerpują całej panoramy
"myśli donjuano-wskiej". Nacisk położony został na te elementy, które bezpośrednio odnoszą się do
obszarów sprawdzonych pod względem praktycznym i do nich właśnie odwoływał się będę w
niniejszej pracy. Nie zamierzam przy tym wdawać się w szczegóły, gdyż do tego potrzebna by była
osobna książka. Niemniej, wiele wymienionych na wstępie wątków zostanie rozwiniętych w dalszej
części i poszerzonych o formy praktycznego zastosowania.
Źródło
Obraz świata według don Juana Matusa wyrasta ze sfery tajemnicy, mimo że ma podłoże
wielokulturowe i posiada wiele znaczących cech wspólnych z rdzenną cywilizacją Ameryki Środkowej,
a zwłaszcza z wizją wszechświata Tolteków. Wskazują na to wyraźnie badania etnohistoryczne epoki
prekolumbijskiej, można się
o tym również przekonać w bezpośrednich kontaktach z żyjącymi obecnie potomkami Tolteków –
plemionami Nahua, Huichole i Majów. Indianie ci nadal, u progu dwudziestego pierwszego wieku,
posługują się takimi pojęciami jak tonal i nagual, inna jaźń, śniony, Ziemia jako świadoma istota, o
czym sam mogę zaświadczyć na podstawie własnych z nimi kontaktów.
Jeśli chodzi o resztę ludzkości, pogląd, iż rzeczywistość tworzą pola energii, od wieków znajdował
odbicie w takich zjawiskach kulturowych, jak wizje religijne, wschodnie systemy jogi i hinduizmu,
współczesne teorie fizyki czy fenomenologia [Alfred Schutz, The Phenomenology of the Social World,
Northwestern Unwersity Press, Nowy Jork, 1984].
Mimo to wydaje się, że nikomu dotąd nie udało się podobnej wizji rzeczywistości uchwycić z taką
jasnością i z takim pragmatyzmem, jak czyni to w swych dziełach Carlos Castaneda. Podkreśla on, że
względność postrzegania i co za tym idzie, istnienie alternatywnych rzeczywistości, to nie filozoficzna
spekulacja ani próżne ćwiczenie intelektualne. Wpływa to bowiem w istotny sposób na percepcję i
życiowe doświadczenia jednostki, co dobitnie ukazują nadzwyczajne wydarzenia, jakie stają się
udziałem wojowników naguala, przedstawione w ośmiu wymienionych wcześniej książkach.
Emanacje orła
Dla don Juana świat nie składa się z przedmiotów normalnie przez nas postrzeganych, lecz z pól
energii, które on określa jako "emanacje orła" (VI-283, wydanie w j. hiszpańskim). Pola te w sumie
tworzą jedyną transcendentną rzeczywistość. Występują one w skupiskach czy inaczej "pasmach"
(VII-176), z których każde stanowi odrębny świat. Don Juan ocenia liczbę istniejących pasm na
czterdzieści osiem, z których dwa dostępne są ludziom na drodze zwykłej percepcji. Pierwsze to
pasmo życia organicznego, drugie obejmuje twory pozbawione świadomości – zapewne minerały,
gazy, ciecze i tak dalej.
Wewnątrz pasma emanacji istot żywych zawarty jest przedział odpowiadający ludzkości, który
określa wąskie ramy percepcji tego, co znane. Jako że nikt nie jest w stanie objąć wszystkich
emanacji w paśmie ludzkości, występują różnice w możliwościach percepcyjnych poszczególnych
osób. Dotyczy to takich przypadków jak szczególna wrażliwość, postrzeganie pozazmysłowe, zjawiska
parapsychiczne, geniusz, czy też odwrotnie, niedorozwój umysłowy, głupota czy nieczułość.
Zazwyczaj obejmowane emanacje znane są jako zwykła świadomość, tonal, prawa strona. W
obrębie pasma ludzkiego pozostają też liczne, ale dostępne emanacje, które z reguły pozostają nie
wykorzystane w życiu jednostki. Stanowią przedsionek nieznanego.
Emanacje rozciągające się poza pasmem ludzkości są nieznane właściwe i jako takie nigdy nie
zostają włączone w wymiar zwyczajnego życia. Znane są one pod nazwą nagual, odrębna
rzeczywistość, lewa strona. Jednym z celów don Juana i wojowników z jego obozu było rozwijanie
umiejętności obejmowania i postrzegania tych emanacji.
Punkt zborny
Czynnik decydujący o tym, które emanacje zostaną wybrane czy "objęte" (VII-66) w danej chwili
postrzegania, nazywany jest punktem zbornym (VII-126). Można go uznać za tę właściwość
świadomości, która wybiera odpowiednie emanacje, aby doprowadzić do wystąpienia jednoczesnej
percepcji wszystkich elementów składających się na aktualnie postrzegany świat. Zestawienie punktu
zbornego z pewnymi pasmami emanacji oraz z poszczególnymi emanacjami w obrębie objętego
pasma nosi nazwę "pozycji punktu zbornego". W odniesieniu do przeciętnego człowieka oznacza to,
że przypisany mu punkt zborny wytwarza szczególne zestawienie emanacji, postrzegane jako
powszednia rzeczywistość.
Niewielkie przemieszczenie punktu zbornego da w efekcie zestawienie emanacji zwykle
pomijanych w obrębie pasma ludzkości. Większe przesunięcie punktu zbornego spowoduje objęcie
innych pasm emanacji.
Ostatecznym celem przedstawionego przez Castanedę systemu jest doprowadzenie do
świadomego przemieszczenia punktu zbornego i co się z tym wiąże, wyzwolenia jaźni z ciasnych ram
zwykłego postrzegania. Choć przesunięcie punktu zbornego nie należy do zadań łatwych, w
rzeczywistości nawet drobne przemieszczenia mogą wywołać ogromne zmiany w życiu każdego, w
sposobie istnienia jak i w zachowaniu i postrzeganiu.
Cały system nauk don Juana ukierunkowany jest na ten cel. Dzieli się on na dwa obszary: nauki
dla prawej strony i nauki dla lewej strony. Każdy na swój sposób określa formy nie-działania, które
przynoszą przesunięcie punktu zbornego, a mianowicie technika śledzenia ' technika sterowania
snem.
Zdolność postrzegania emanacji to cecha żywych istot, którą pielęgnują przez całe życie,
utrwalając szczególne nawyki percepcyjne. Każda ludzka istota – począwszy od narodzin – zmuszona
jest rozwinąć w sobie zdolność wybierania tylko części wszystkich emanacji dostępnych dla ludzi i
postrzegania ich tak, aby spełniały dla tej jednostki określone funkcje. Gdyby to nie nastąpiło,
emanacje przedstawiałyby niewyobrażalny chaos.
Formy uwagi
Jak już wspomniałem, właściwość uwagi określająca całość objętych emanacji nosi nazwę punktu
zbornego. Proces "prześlizgiwania się" (VI-284, wydanie w j. hiszpańskim) po zestawionych
emanacjach, wyłapywania i grupowania odpowiednich oraz pomijanie tych, które zostają uznane za
zbędne (wprowadzanie ładu i znaczenia w percepcji przedmiotów) nazywane jest "uwagą" (VI-284,
wydanie w j. hiszpańskim). Uzyskuje się to przez obróbkę świadomości dzięki pielęgnowaniu
nawyków percepcyjnych.
Podział uwagi na trzy rodzaje odpowiada sferom jej działania na trzech różnych płaszczyznach:
pierwsza uwaga porządkuje percepcję świata znanego; druga działa na obszarze nieznanego; a
trzecia integruje dwie poprzednie, umożliwiając wgląd w niepoznawalne [jeśli chodzi o trzecią uwagę,
przedstawiam ją tu za Carlosem Castanedą. W swoich własnych doświadczeniach i ćwiczeniach
ograniczam się do dwóch pierwszych rodzajów, w związku z czym trzecią uwagę mogę co najwyżej
zaliczyć do "opowieści o mocy"].
Dla zwykłych ludzi i wojowników w początkowej fazie nauki najważniejsza jest pierwsza uwaga,
ponieważ na jej obszarze rozgrywa się ich życie. Tak naprawdę, dostęp do drugiej uwagi wojownik
uzyskuje dopiero wtedy, gdy osiągnie wyspecjalizowaną i strategiczną kontrolę nad swymi działaniami
w obszarze pierwszej uwagi. Szczególny sposób, w jaki pierwsza uwaga wybiera i organizuje
postrzegane emanacje, nie jest dziełem przypadku. Stanowi raczej wynik określonego treningu,
którego podstawowe zasady zaszczepiono nam w pierwszych latach życia.
Nieznane i niepoznawalne
Nie wszystkie emanacje orła są dla nas dostępne; zdecydowana ich większość należy do dziedziny
"niepoznawalnego" (VH-60). W książce The Fire From Within don Juan stwierdza, że sfera
poznawalna składa się z siedmiu wielkich pasm emanacji (VII-182), które ostatecznie mogą zostać
objęte percepcją i dzielą się na znane i nieznane.
Znane stanowi zaledwie ułamek wszystkich emanacji dla nas osiągalnych; niemniej, w jego
ciasnych ramach nam, zwykłym ludziom, przychodzi spędzić całe nasze życie. W jego obrębie
znajdują się elementy tworzące powszednią rzczywistość naszego świata. To, jacy jesteśmy i co
robimy, nie wykracza poza jego granice.
Nieznane to praktycznie nieskończony obszar, który pozostaje niezbadany dla przeciętnych
śmiertelników, mimo że mają możliwość połączenia się z nim i postrzegania wszelkich zawartych w
jego obrębie emanacji.
Opis świata
Po narodzinach niemowlęta postrzegają świat inaczej niż dorośli. Ich uwaga nie działa jeszcze jako
pierwsza uwaga, dlatego świat ich percepcji odbiega od tego, który postrzegany jest przez ich
otoczenie. Nie nauczyły się jeszcze wybierać i organizować emanacji na wzór dorosłych. Stanie się to,
gdy dobiegnie końca proces dorastania i przyswajania opisu świata, który narzucają im dorośli. Każdy,
a zwłaszcza osoba dorosła, stykając się z dzieckiem przyjmuje – przeważnie nieświadomie – roję
nauczyciela, który bezustannie opisuje świat na użytek dziecka. Choć dzieci początkowo tego opisu
nie rozumieją, z czasem nauczą się postrzegać świat w kategoriach opisu dostarczanego im przez
dorosłych. Opis ten przesądzi o sposobie, w jaki ich percepcja wybiera i organizuje otaczające je pola
energii.
Uzasadnione jest stwierdzenie, że to, co postrzegamy każdego dnia, to nic innego jak ten sam opis
nieustannie płynący od nas do świata. Proces ten przebiega właściwie bez przerwy, podtrzymując
przyjętą percepcję świata, dzień w dzień, w każdej chwili. Gdyby go na chwilę zawiesić, nasza
percepcja świata sie załamie i nastąpi to, co Castaneda określa jako "zatrzymanie świata" (III-13).
Widzenie to zdolność postrzegania świata takim, jaki ukazuje się on z chwilą wstrzymania przepływu
opisu (III-13).
Na początkowym etapie swego terminowania u don Juana, Carlos zapoznaje się z opisem świata
według czarowników, co ma służyć zawieszeniu zwykłego opisu rzeczywistości. Później dowiaduje
się, że ten opis może stać się pułapką (IV-240). Don Juan podkreśla jednak często, że nie jest
czarownikiem, lecz raczej wojownikiem i wieszczem.
Wewnętrzny dialog
Pojęcie to oznacza rozmowę, jaką nieustannie prowadzimy sami ze sobą w myślach. Stanowi to
najbardziej widoczny przejaw przyswojonej przez nas rzeczywistości. Wewnętrzny dialog pełni rolę
strażnika, którego podstawowe zadanie polega na ochronie przyjętego opisu świata, podsycaniu go
jego własnymi treściami (myślami) oraz wszczynaniu działań, które go umacniają. Oznacza to, że
rzeczy, o jakich ze sobą rozprawiamy, wpływają na nasze zachowanie i percepcję świata, a to z kolei
utwierdza treść i opis, których nośnikiem i strażnikiem jest wewnętrzny dialog. Dochodzi nawet do
tego, że popadamy w nawyk podstawiania myśli w miejsce rzeczywistości. Patrzymy na świat,
przedmioty, ludzi lub siebie, jednocześnie myśląc o tym, co widzimy i kończy się na tym, że bierzemy
nasze myśli za to, co jest naprawdę. Wmawiamy sobie, że świat jest taki czy owaki, i pozostajemy w
przeświadczeniu, że tak jest rzeczywiście.
Oczywiście, wszelkie następstwa wewnętrznego dialogu ustają z chwilą, gdy zdołamy ów dialog
przerwać. To dlatego w myśli don Juana przerwanie wewnętrznego dialogu określane jest jako klucz,
który otwiera przejście do innego świata (IV-233).
Kręgi mocy
Umiejętność "prześlizgiwania się" po niektórych objętych emanacjach, tak aby pasowały do opisu,
który jest wspólny dla pozostałych ludzi, nazywa się "pierwszym kręgiem mocy". W jakiś sposób
przyłączamy go do elementów postrzeganego świata, rzutując na nie przyjęty przez nas ich opis.
Wynikiem tego zjawiska jest percepcja świata takiego, jaki jawi się nam w doświadczeniu. Kręgi mocy
poszczególnych osób ponadto zespalają się, co sprawia, że kształtowanie rzeczywistości zgodnie z
przyjętym opisem staje się do pewnego stopka zadaniem zbiorowym. Powoduje to, że postrzegamy
Przedmioty mniej więcej tak samo. Istnieje zarazem drugi krąg mocy, który umożliwia percepcję poza
granicami opisu; służy on czarownikowi do budowy innych światów (III-225). Mimo że każdy posiada
ten drugi krąg, uaktywnia się on tylko wtedy, gdy zostanie wyciszony pierwszy krąg, co rzadko się
zdarza w życiu zwykłych ludzi.
Nie-działanie
Jednym ze sposobów wyłączenia pierwszego kręgu jest wykonywanie działań wymierzonych
przeciwko zwyczajnemu opisowi świata; nosi to nazwę "nie-działania". Zwyczajny opis zmusza nas do
postępowania zgodnie z jego wskazaniami; stąd wszelkie czyny biorą swój początek w opisie i z
reguły na nowo go utwierdzają. Określa się to mianem "działanie"; działanie wraz z opisem, z którego
jest zrodzone, tworzą swoiste perpetuum mobile. Każde działanie, które nie przystaje do opisu świata,
stanowi formę nie-działania.
Nie-działanie wstrzymuje przepływ opisu, a to z kolei zawiesza działanie znanego świata, dzięki
czemu otwiera nam drogę do nieznanej strony rzeczywistości i nas samych. Innymi słowy, daje nam
dostęp do aspektu zwanego nagual – co w odniesieniu do świata oznacza odrębną rzeczywistość, a w
przypadku jednostki świadomość innej jaźni.
Ponieważ nie-działanie ćwiczone w oparciu o świadomość prawostronną jest w stanie przybliżyć
nam aspekty świadomości lewej strony, regularne praktykowanie go wytwarza obszary styczności
między jedną i drugą stroną. Krok po kroku, doprowadzić to nas może do integracji obu rodzajów
świadomości, co daje w wyniku "pełnię jaźni".
Ego jako element opisu
Nie wolno nam pominąć faktu, że w skład opisu wchodzi też wszystko to, co mamy na myśli, kiedy
mówimy "ja", czyli ego. Ma to doniosłe konsekwencje, gdyż ta właśnie część opisu czyni z nas
niewolników pewnej formy istnienia i postępowania, która wydaje się absolutna i nieodwołalna. Może
ona jednak zostać przerwana lub zawieszona na zawsze, co otwiera przed nami nieograniczone
możliwości bycia i działania. W tym znaczeniu, nie-działanie, które wstrzymuje przepływ opisu,
oznacza otwarcie drzwi prowadzących do wolności i zmiany.
Kiedy przez nie-działanie zawieszamy opis naszej własnej osoby, wyzwalamy się spod władzy ego
– które pragnie uchodzić za jedyną rzeczywistość. Poznajemy wówczas swoją prawdziwą naturę – pól
energii, swobodnych i płynnych. Od tej chwili możemy przystąpić do tworzenia się na nowo, z
rozmysłem i według własnej woli, potrafimy reagować inaczej na nowe sytuacje, w jakich stawia nas
życie w każdym momencie.
Tonal i nagual
Określenia tonal i nagual wyrażają dwoistość rzeczywistości, która zajmuje kluczową pozycję w
donjuanow-skiej wizji. Rozróżnienie to jest jednym z przykładów ocalonej myśli z epoki jeszcze
prekolumbijskiej, nietrudno bowiem doszukać się bliskiego związku między tymi pojęciami a dwoma
obliczami Ometeotla, bóstwa zachowującego świat w dawnej tradycji Nauhuatlów, która swój
szczytowy wyraz znalazła w kulturze Tolteków.
Najwięcej szczegółów na temat tonala i naguala zamieścił Castaneda w książce Tales of Power.
Ukazuje w niej dwa aspekty tonala: jako przestrzeni, w której toczy się życie przeciętnego człowieka;
oraz jako czyn-nika porządkującego, który nadaje sens i znaczenie wszystkiemu, co mieści się w
sferze świadomości. W to-nalu zawiera się całość postaw, myśli i działań ludzkich, wszystko, o czym
możemy pomyśleć i mówić. Opoką tonala są rozum, myśl i zwykły opis rzeczywistości, cały zakres
sfery znanego. Trzeba zaznaczyć, że dla przeciętnego człowieka istnieje tylko znane, przez co całe
świadome doświadczenie nie wykracza poza ciasne ramy tonala, zaczyna się od narodzin i kończy na
śmierci.
Zatem nagual oznaczać będzie to, co jest poza tonalem, co jest niemożliwe do ogarnięcia przez
myśl. Castaneda przedstawia tonal jako wyspę, na której upływa całe życie. Nikt nie wie, co rozciąga
się poza granicami wyspy. Nagual stanowi więc ów opływający tonal ocean nieprzeniknionej
tajemnicy.
Choć nie można go pojąć ani ująć w słowa – bowiem rozumienie i słowa należą do sfery tonala –
nagual jest dostępny dla doświadczenia. Wgląd w nagual stanowi jeden z głównych celów, jakie
stawia sobie czarownik. Próba przełożenia doznania naguala na język rozumu jest pozbawiona sensu;
czarownika interesują jedynie praktyczne możliwości, jakie udostępnia mu nagual.
Choć ostatecznie wszystko odbywa się w obrębie naguala, który jest wszechogarniający, tonal
nadaje temu wszechświatowi emanacji orła porządek i sens, które są transcendentnej rzeczywistości
obce.
Dwoistość ta znajduje również odbicie w każdej ludzkiej istocie, każdy bowiem kryje w sobie aspekt
tonala i aspekt naguala. W dziełach Castanedy nazywane są one kolejno świadomością prawej strony
i świadomością lewej strony, zwykłą świadomością i świadomością innej jaźni, śniącym i śnionym.
Porządkując chaos będący nieodłączną cechą naguala, tonal chroni nas przed porażającym skutkiem
zetknięcia się z nagualem bez żadnego przygotowania.
Dwoistość tonala i naguala rzutuje na całość nauk don Juana, które podzielone są na nauki dla
prawej strony i nauki dla lewej strony. Pierwsze służą uzdrowieniu i usprawnieniu elementów tonala,
co określane jest jako "posprzątanie wyspy tonala" (IV-175). Drugie mają na celu doprowadzenie
ucznia do bezpośredniego doznania naguala w taki sposób, aby nie postradał przy tym zmysłów.
Dlaczego więc, jeśli tonal każdego z nas nadaje ład i sens światu, a rzeczywistość tak postrzegana
ma charakter względny, istnieje wspólny nam wszystkim obraz rzeczywistości? Jaka przyczyna
sprawia, że tonal każdego z nas konstruuje rzeczywistość, którą ze sobą dzielimy?
Odpowiedź częściowo znaleźć można we wcześniejszym wyjaśnieniu procesu zbiorowego
kształtowania zwykłej percepcji przy pomocy pierwszego kręgu mocy. W grę wchodzi jednak jeszcze
jeden czynnik zwany "tonalem epoki", co można rozumieć jako ogólny opis świata, wspólny dla
członków społeczeństwa żyjących w określonym czasie i miejscu. Utrzymują go w mocy przez
przyswojenie sobie, a następnie przekazywanie go młodym pokoleniom. Ci, którzy przychodzą na
świat w obrębie danej społeczności, aby stać się jej pełnoprawnymi członkami, muszą obowiązujący
opis zinternalizo-wać i wykształcić umiejętność jego odtwarzania i dziele-nia z innymi. To właśnie tonal
epoki (IV-131) narzuca jednostce opis, który w połączeniu z indywidualnym tonalem determinuje
postrzeganie zgodnie z pozostały-mi członkami społeczeństwa. Między poszczególnymi osobami,
naturalnie, zachodzą drobne różnice, które wynikają z odmiennych życiorysów każdego z nas.
Świadomość drugiej jaźni
Po naszej lewej stronie, stronie naguala, mieści się "świadomość drugiej jaźni" (VI-313), Jej
uratowanie i ponowne wprowadzenie do rzeczywistości przeżyć jednostki, to jeden z głównych
wątków prac Castanedy. Zjednoczenie świadomości drugiej jaźni ze świadomością powszednią
przybliża w istocie integrację "pełni jaźni" (IV-248).
Wprawdzie świadomość drugiej jaźni jako przejaw naguala wykracza poza nasze rozumienie, a jej
możliwości są praktycznie niezmierzone, mimo to w książkach Castanedy znaleźć można wiele
opisów jej działania. Poniżej przedstawione są niektóre aspekty drugiej jaźni, które można wydobyć na
jaw za pomocą odpowiednich technik zarysowanych w dalszej części:
"Mgliste wspomnienia" drugiej jaźni, zawierające urywki przeszłości przechowywane w
pamięci lewej strony, które zasadniczo różnią się od zwykłych wspomnień. Mowa tu o
zjawiskach, które jako sprzeczne z obowiązującym opisem nie zostały utrwalone przez zwykłą
pamięć i pozostały ukryte w świadomości drugiej jaźni.
Wspomnienia naszej prawdziwej natury świetlistych istot, które umożliwiają postrzeganie
ludzkiego ciała jako pola energii.
Świadomość śniącego ciała, która pozwala na wykorzystanie doświadczeń z dziedziny snu.
Świadomość śmierci, z której wojownik czerpie podnietę i dystans, niezbędne do podjęcia
najskuteczniejszego działania w danej sytuacji.
Możliwość dostrojenia się do świadomości innych form życia, drzew, zwierząt czy samej
Ziemi.
Należy dodać, że określenie nagual w dziełach Castanedy oznacza również przywódcę, który
dzięki nadzwyczaj wysokiemu poziomowi energii, potrafi wytworzyć warunki konieczne do
przesunięcia punktu zbornego ,swvch wojowników i przez to umożliwić im doświadczenie odrębnej
rzeczywistości rozciągającej się poza ciasnymi granicami tonala.
Wstecz / Spis treści / Dalej

ROZDZlAŁ DRUGI
Pieczęć doskonałości

Wojownik to nie rzeczywistość, lecz mit – piękny mit naszych czasów, który wzorem innych mitów
odzwierciedla najszlachetniejsze ludzkie dążenia. Zaprasza i służy za przewodnika w niezwykłym
procesie naszego przeobrażania w istoty magiczne wzywając nas, abyśmy nadali jemu rzeczywistość.
Mity towarzyszyły ludom całej Ziemi i wszystkich epok, stanowiąc odbicie ich pragnień i moralnego
rozwoju. Mity są zwierciadłem społeczeństwa, żyjących w nim mężczyzn i kobiet.
W pewnym sensie mity to historie wielokrotnie opowiadane i przekazywane z pokolenia na
pokolenie. Z punktu widzenia antropologii, pytanie o ich "fikcyjność" czy też "prawdziwość" jest
absurdem. Są rzeczywiste w takiej mierze, w jakiej spełniają realne funkcje w danej społeczności.
W mitach będących jego wytworem naród znajduje odbicie najlepszych swych cech, a także swego
nie znanego oblicza, oblicza innego. Innego, którym jestem i mimo to nie jestem. Innego, którym nie
jestem, lecz którym marzę się stać. Innego, które jest odzwierciedleniem mnie samego, lecz innego;
uwznioślonego, przeistoczonego, przemienionego w istotę obdarzoną mocą, magią i przede
wszystkim, wolną.
Mit to odwieczna nadzieja ludzi, którzy pomimo swoich wad i błędów wciąż śnią o życiu wolnym od
sprzeczności, ucisku, przemocy i zamętu, nieodłącznych niemal składników życia w społeczeństwie.
Mit dla zbiorowości jest tym, czym sen dla jednostki. Toteż mit stanowi marzenie ludzkości,
kuszący obietnicą piękna i swobody.
Temat, który się przewija przez mity, od Chrystusa – człowieka, który ofiarnym i cnotliwym życiem
dostąpił przemienienia i stał się Bogiem – do Herkulesa, Quetzalcoatla, Viracochę, Buddę i wielu
innych, w zasadzie się nie zmienia. Opowiadają one o szczytnych dążeniach wybitnych jednostek,
którym przyszło żyć w świecie o bardzo niskich aspiracjach; o konfliktach ze społeczeństwem i
porywach ich ducha; o przezwyciężaniu wątpliwości i pokonywaniu prób, które muszą przejść, aby w
końcu zrealizować swe marzenie; wznieść się ponad chaos i nędzę ludzkiego losu.
Mity stanowią zarazem poradnik, mapę, dzięki której możemy dotrzeć do magicznej rzeczywistości.
Ich rola nie sprowadza się bynajmniej do zabawiania, propagują bowiem metody postępowania i
konkretne działania, pozwalające nam wyrwać się z zamętu, w którym przywykliśmy żyć.
Jednak kiedy okazuje się, że nie jesteśmy warci naszych mitów i nie umiemy w oparciu o nie
działać, zamieniamy je w dogmat i zakładamy religię. Mit traci wówczas swoją moc wyzwoliciela i staje
się raczej narzędziem ucisku. Powiedziałbym nawet, że przestaje być mitem. Mit to coś, czym się żyje,
dogmat to kwestia wiary. Pierwsze sprzyja działaniu, drugie uległości. Kościoły i księża są zbędni jako
pośrednicy, przeważnie utrudniają nam a czasem w ogóle uniemożliwiają – osiągnięcie wiedzy i
wolności.
U tak zwanych "ludów prymitywnych" mit ściśle związany jest z rytuałem. Obrządek czy ceremonia
uosabia czas "poza czasem". To przestrzeń, w której dokonuje się przeobrażenie uczestników,
bowiem stają się w nich ciałem magiczne istoty, opiewane w pieśniach i legendach. To czas magii, w
którym powracają na Ziemię w ludzkiej postaci istoty pełne mocy, światła, miłości i wiedzy, czas, w
którym ludzie przemieniają się w istoty, którymi pragną się stać w swych marzeniach.
Doznałem tej magii żyjąc z plemieniem Huichole, oglądałem ich obrzędy oczami uczestnika (dla
postronnego widza ich znaczenie jest nieuchwytne). Widziałem, jak Marakame (szaman) przeistacza
się w jelenia – kukurydzę – pejotl; jak przemawia przez jego usta Tate-wari (ogień przodków) i jak
ludzie stają się słońcami. Wbrew temu, co sądzą niektórzy, to nie spożywanie pe-jotlu daje Huicholom
moc ucieleśniania mitów podczas ceremonii. Pejotl czy inną halucynogenną roślinę przyjąć może
każdy, ale w przypadku Huicholów to nieustanne ćwiczenie i wewnętrzna dyscyplina sprawiają, że
potrafią oni właściwie wykorzystać doznaną "prawdziwą wizję" ukazującą możliwości pełniejszej
egzystencji.
Podobnie "droga wojownika" jest mitem naszych czasów, o magicznej istocie żyjącej pośród
zwykłych ludzi. Jest mitem nie dlatego, że wojownicy czy mędrcy naprawdę nie istnieją, lecz ze
względu na swą funkcję; podobnie jak inne odzwierciedla on najszlachetniejsze i najszczytniejsze
dążenia śmiertelników, zachęcając nas jednocześnie, abyśmy nadali im realną postać. Don Juan
oznajmił Carlosowi, że nigdy nie mógłby zostać człowiekiem wiedzy (I-83). Tak samo nikt nie staje się
wojownikiem raz na zawsze – mimo to wciąż zmierzamy do tego celu, nie ustajemy w wysiłkach, jak
Genaro w poszukiwaniach Ixtlanu (III-280).
Dla nas samych mit wojownika stanowi cudowne zaproszenie do urzeczywistnienia go w sobie.
Pierwszym krokiem ku temu jest wniesienie odrobiny tego magicznego czasu w codzienne życie:
zamiast działać niczym zaprogramowane z góry maszyny, postanawiamy działać z rozmysłem, "na
sposób wojownika". Te chwile oświecenia, kiedy impuls kierujący biegiem naszego życia płynie z
naszego wnętrza, przypominają magiczny czas rytuału, kiedy to życie przemawia do naszej osoby, w
sposób dla nas zrozumiały. Kiedy życie staje się przyjacielem. Kiedy nie w wyobraźni, lecz przez
konkretne działania ukazuje się nam znaczenie wiedzy i mocy. Wyzwaniem dla tych, którzy wstępują
na ścieżkę wojownika, jest ciężka praca nad tym, aby te cudowne chwile ucieleśniania się mitu
stawały się częstsze i dłuższe, aż nad uległością zapanuje magia, a nad chaosem harmonia. Aż sen o
potędze i wolności zwycięży bezład codzienności. Aż marzenie stanie się rzeczywistością.
Ścieżka wojownika: jedyna pomoc w wyprawie w nieznane
W pierwszej książce Castanedy don Juan stwierdził, że człowiek wyrusza po wiedzę tak, jak
wyrusza na wojnę: z obawą, szacunkiem, czujnością i niezachwianym przekonaniem. Toteż osoby
szukające wiedzy w pełni zasługują na miano wojowników. Postawa wojownika jest na tej drodze
jedyną słuszną postawą. W książce Tales of Power, don Juan oznajmia, że życie na sposób
wojownika to "klej, który skleja wszystki elementy" (IV-235) indywidualnej wiedzy.
Duchowi wojownika wyznacza Castaneda poczesne miejsce w swoich dziełach; stanowi on
zasadniczą postawę niezbędną do tego, aby sprostać wymaganiom, jakie stawia droga do wiedzy.
Don Juan uczy, że przetrwać w świecie czarownika może tylko wojownik, choć nie trzeba być
czarownikiem, aby stać się wojownikiem. Nie jest to droga łatwa, ale za to otwarta dla każdego.
Droga wojownika, o której mówi Castaneda, nie ma nic wspólnego z wojnami zazwyczaj
toczonymi, ponieważ nie uznaje przemocy i nie jest jej celem zniszczenie czegokolwiek czy
kogokolwiek, wręcz przeciwnie. Trudno to zrozumieć nam, wychowanym w kulturze, w której słowo
"wojna" oznacza zajęcie, jakiemu nader często oddają się tak zwane "społeczeństwa cywilizowane" i
w którym zawsze chodzi o narzucenie naszej woli drugiemu przy użyciu jawnej bądź zamaskowanej
przemocy.
Jednak w kulturach dawnych znane były formy wojen i konfliktów odległych od naszego rozumienia
wojny. Przykładem mogą być "wojny kwietne" praktykowane w Ameryce Środkowej przed przybyciem
białych, które z uwagi na swój pozbawiony agresywności charakter nie zostały prawidłowo odczytane
przez zachodnich historyków. Uznano je w istocie za kolejny przejaw znajomej nam wojny.
Innego rodzaju wojnę toczy donjuanowski wojownik. Nosi on to miano, gdyż nieustannie zmaga się
z własnymi słabościami i ograniczeniami; z siłami, które hamują wzrost wiedzy i mocy; z czynnikami,
które każą utożsamiać się nam z losem zwyczajnego mężczyzny czy kobiety, czynnikami określonymi
wyłącznie przez osobistą przeszłość i okoliczności. Wojownik pragnie ocalić dla siebie możliwość
stanowienia o tym, jak żyć i kim być. To walka o harmonię i spokój. To walka o wyzwolenie, które
zaczyna się w naszym wnętrzu i stamtąd rzutowana jest na wszystko, co składa się na świat czynu.
To walka cicha, łagodna i radosna. Ścieżka wojownika jest to forma nieustannego wyzwania, jakim
jest istnienie; wymyka się dokładnej, wyczerpującej definicji. Postawa ta, to pojęcie, kierunek uparte
obieranie zawsze najbardziej autentycznej i stanowczej drogi działania. Być może najbardziej
znamienną cechą wojownika jest jego odwieczne poszukiwanie doskonałości, nawet w najbardziej
znikomym uczynku. Doskonałość rozumie on jako możliwie najlepsze wykonanie tego, czego się
podejmuje, co wymaga optymalnego wykorzystania osobistej energii. Nawet gdy utracą rację bytu
wszelkie inne pobudki, wojownik obstawać będzie przy działaniu doskonałym, choćby w imię samej
doskonałości.
Obierając to otwarte pojęcie za punkt wyjścia, uzyskać można cały szereg wskazówek i zaleceń,
które mają zastosowanie niemal w każdej dziedzinie ludzkiego działania. Trzeźwość, jaką zachowuje
wojownik, daje jednostce siłę i równowagę, niezbędne do przezwyciężenia przeszkód na drodze do
wiedzy, na przekór cierpiącemu ego i oszołomionemu rozumowi.
We wszystkim możemy postępować na podobieństwo wojownika. Wojownik nieustannie prowadzi
bezwzględną walkę, co wyklucza niedbałość czy rezygnację. Pozwala to nam nawet najbardziej
znikomy uczynek obrócić w próbę sił, z której możemy wyjść zwycięsko, przekroczyć siebie, stać się
lepszym, potężniejszym, łagodniejszym, prawdziwszym.
Do podstawowych atutów wojownika należy wola, moc płynąca z jaźni, dzięki której poznajemy
świat i na niego wpływamy; moc, której trzeba będzie użyć w coraz ważniejszych i zażartych bojach, w
bojach, przed którymi wzbrania się nasz rozum. A zatem wojownik przestaje być więźniem lęków i
fantazji będących wytworem jego myśli; zwraca uwagę na uczucia, porusza z takim ich potęga,
własna osobista moc, energia trudem wypracowana i gromadzona.
Sojusznikiem wojownika jest również świadomość czyhającej nań śmierci, dlatego każdy czyn
wykonuje on tak, jakby był pożegnalną bitwą, czyli najlepiej. Mając u boku śmierć, wierną
towarzyszkę, która przepaja każde działanie mocą, wojownik przemienia swe życie na Ziemi w czas
magii. Świadomość nieuchronnej śmierci sprawia, że postępuje on bezinteresownie, nie przywiązuje
się do niczego ani też zarazem niczego się nie wyrzeka. Zachowując dystans wobec wszystkiego,
świadomy bliskiej śmierci, zaangażowany w walkę, wojownik zaczyna układać swoje życie mocą
własnych decyzji. W każdej chwili stara się panować nad sobą, a przez panowanie nad sobą zdobyć
kontrolę nad swym prywatnym światem. Wojownik sam kieruje swoim życiem w oparciu o przyjętą
strategię. Strategii tej podlega najdrobniejsza nawet rzecz. Strategia i kontrola są obecne we
wszystkich jego życiowych posunięciach.
Kontrola, to podejmowany nieustannie wysiłek nadania pożądanego kierunku różnorodnym
elementom, które razem składają się na istnienie wojownika. Ich czyny nie są wynikiem przypadku,
okoliczności zewnętrznych czy porywów emocjonalnych, ale przyjętej strategii. Nie ma w niej miejsca
na kaprysy czy działania automatyczne lub impulsywne. Czyny zawsze dostosowane są do uprzednio
zaplanowanej strategii, która ma doprowadzić wojownika do celu, stanowiącego wyraz jego
najgłębszych skłonności.
Strategia wojownika jest przy tym obdarzona sercem, co pozwala wojownikowi czerpać radość z
każdej chwili czasu. Wola, strategia, kontrola i świadomość bliskiej śmierci sprzyjają ograniczeniu
osobistych potrzeb do minimum.Wojownik zdaje sobie sprawę, że z potrzeb rodzą się pragnienia i
nieszczęścia. Toteż gdy nie ma potrzeb, giną. też troski i zmartwienia. W związku z tym wojownika nie
przytłacza brzemię potrzeb, trosk czy nieszczęść. Z wygaśnięciem potrzeb znika wszelki przy. mus,
dlatego wojownik może angażować się na tyle, na ile wymaga tego sytuacja. Wolni od potrzeb, to, co
mają, rozdają innym i nawet najzwyklejsze drobiazgi stają się wspaniałym darem; a życie, nawet jeśli
krótkie, pozostaje w stanie ciągłej obfitości.
Wstecz / Spis treści / Dalej

CZĘŚĆ DRUGA
NIEZWYKŁE METODY PANOWANIA NAD ZWYKŁĄ RZECZYWISTOŚCIĄ
(ćwiczenia dla prawej strony)

ROZDZlAŁ TRZECI
Ciało jako pole energii, czyli odkrywanie własnej mocy

Energia
Dla don Juana i jego ucznia Carlosa świat nie składa się z postrzeganych przez nas przedmiotów,
stałych i namacalnych, lecz raczej z pól energii. Jest to pogląd zgodny z najnowszymi teoriami fizyki.
Pojęcie energii to temat przewodni donjuanowskiej myśli i praktyki, nie tylko z racji częstego
pojawiania się na kartach dzieł Castanedy, lecz również dlatego, że energia jest zarazem punktem
wyjściowym i docelowym każdego działania, jakie podejmuje wojownik.
Don Juan twierdzi, że świat idei w niewielkim stopniu wpływa na życie ludzi. To raczej energia lub
osobista moc, energia, jaką dysponujemy, decyduje o wszystkim: o tym, co możliwe i co niemożliwe.
W Journey to Ixtlan powiada on: "Człowiek jest niczym więcej jak wypadkową swej osobistej energii..."
(III-172).
Kim jesteśmy?
W The Fire From Within Castaneda podejmuje temat naszej prawdziej natury. Pisze on, że w
rzeczywistości człowiek jest polem energii czy "świetlistym jajem" Stwierdzenie to pociąga za sobą
doniosłe następstwa w całym systemie ćwiczeń i technik wyłożonych przez don Juana.
Nietrudno uzmysłowić sobie, że wszystko, co robimy, wymaga energii; bez koniecznego nakładu
energii nie dojdzie do skutku nic, czy będzie to bieg w maratonie Mexico City, zerwanie ze starym
nałogiem czy choćby wstanie rano z łóżka.
Mimo że energię ma każdy, przekonujemy się, że cały zapas energii przeciętnej osoby zostaje
przez nią zużyty na codzienne czynności, które w całości zdeterminowane są przez jej przeszłość.
Cała nasza energia w zwykłym życiu z założenia wydatkowana jest w obrębie znanego; nie pozostaje
nam nic na penetrację obszarów nieznanego. Każde nowe przedsięwzięcie z naszej strony, jeśli
wykracza poza utarty sposób postępowania, wymaga nakładu "wolnej" czy dostępnej energii. Stąd
biorą się tak ogromne trudności w przeprowadzaniu życiowych zmian czy stwarzaniu sytuacji
odbiegających od "normalnego" zachowania danej osoby: brakuje na to energii-
Z drugiej strony, na drodze do wiedzy wszystko wiąże się z energią. Wojownik zdaje sobie sprawę,
że wyprawa w nieznane, ze wszystkimi zmianami, jakie za sobą pociąga, zakłada nie tylko wysoki
poziom ogólnej energii, ale również duży zapas "dostępnej" energii. Dlatego bacznie rozważa on
wszystko, co ma związek z energią. Stanowi to sekret świetlistych istot. Jesteśmy energią i nasze
postępowanie pociąga za sobą utratę lub zachowanie energii życiowej. Każdy czyn wzmacnia lub
osłabia naszą energię, stąd wojownik zwraca szczególną u-wagę na charakter swoich działań.
Zawsze ma na względzie doskonałość, optymalne wykorzystanie energii.
Oto jak przedstawia się sedno sprawy: jeśli przestaniemy postrzegać siebie jako ego i przyjmiemy,
że jesteśmy polem energii, zmianie ulegnie nie tylko nasze widzenie rzeczywistości, lecz również
sposób postępowania. Jako ego odczuwamy potrzebę podejmowania niezliczonych działań, które
mają na celu jego obronę i potwierdzenie. Jeśli zaś jesteśmy polami energii, musimy zwracać uwagę
na to, jak tę energię wydatkujemy – czy rośnie ona, czy maleje. Dlatego naszym czynom przyświecać
będzie zasada właściwego wykorzystania energii, doskonałości, która jest również zwana pieczęcią
wojownika.
Podam na to prosty i konkretny przykład: Oto mąż, którego ego reaguje złością i frustracją na to, że
żona nie czekała na niego z obiadem, kiedy wrócił do domu z pracy. Jako ego czuje się obrażony,
ponieważ ego wymaga od innych ludzi hołdów i bezwzględnego przyjęcia za prawdę swoich o sobie
wyobrażeń. Dlatego mężczyzna ten będzie krzyczał i groził swojej żonie, domagając się uznania przez
nią tego, iż ego jej męża jako niezwykle ważne zasługuje na szacunek. Jeśli to osiągnie, żona
rozpłacze się lub poprosi o wybaczenie i zacznie w pośpiechu, "w nerwach", przyrządzać obiad. W ten
sposób jej ukryte przesłanie do ego jej męża (nie jego prawdziwej jaźni) będzie brzmiało: "Tak, wierzę,
że istniejesz i jesteś realne; wierzę też, że wszystko, co mówisz o sobie, jest prawdą."
Dzieje się tak, gdyż ilekroć ego nie uzyska potwierdzenia od otoczenia (co zdarza się niemal bez
przerwy), zaczyna wątpić w swą realność i czuje się zagrożone. Dlatego za pomocą środków
zdeterminowanych przez swą indywidualną historię będzie manipulować rzeczywistością i ludźmi ze
swojego otoczenia, dopóki nie wy-musi na nich oświadczenia, że ono, ego, istnieje. Będzie złościć się,
obrażać, popadać w depresję, a nawet grozić samobójstwem tak długo, aż uzyska pożądane
potwierdzenie. Wiedząc, że jest tworem pozbawionym substancji, ego domaga się nieustannie
afirmacji od innych ludzi – z nawyku oddających się podobnemu zajęciu – którzy je akceptują i
zachowują się tak, jakby rzeczone ego istniało i reprezentowało prawdziwą jaźń osoby. Tylko w ten
sposób może ego się oszukiwać i utwierdzać w przekonaniu, że istnieje, choć w gruncie rzeczy wie,
że jest podszyte nicością.
Można tego uniknąć, gdy postępujemy zgodnie z wiedzą o naszej prawdziwej naturze.
Bohater naszej opowieści zareagowałby inaczej, gdyby postrzegał siebie jako pole energii.
Wówczas naczelną jego troską byłoby optymalne spożytkowanie posiadanej energii. Zdawałby sobie
wtedy sprawę, że złość pochłania ogromną ilość energii, nie przynosząc w zamian nic oprócz
osłabienia, kiepskiego stanu zdrowia i ogólnie lichego życia. Toteż, zamiast marnować bezużytecznie
swą energię, rozważyłby inne rozwiązania: mógłby spokojnie czekać na obiad albo pomóc żonie w
jego przygotowaniu.
Indywidualna moc
Don Juan szczególnie podkreśla to, że to, co robimy, co jesteśmy w stanie zrobić, co nam się
przytrafia, i odwrotnie, to, czego nie robimy, nie jesteśmy w stanie zrobić i co nam się nie przydarza,
zależy tylko i wyłącznie od naszej indywidualnej mocy. Jest to spójne z podstawową zasadą
postępowania wojownika: doskonałością. Doskonałość w tym przypadku oznacza uporczywe
poszukiwanie najlepszego sposobu użycia własnej energii. W związku z tym, że w istocie stanowimy
pola energii, możemy przyjąć następujące założenia:
Wszystko, co istoty żywe robią, i wszystko, co im się przytrafia, jest zdeterminowane przez ich
poziom energii lub indywidualną moc.
Poziom energii wszelkich istot zależy od trzech kluczowych czynników: ilości energii, z jaką
zostały poczęte, sposobu jej wydatkowania od chwili narodzin oraz wykorzystywania jej
obecnie.
Sposób, w jaki zwykła osoba gospodaruje swymi zasobami energii nie jest dziełem przypadku
ani wynikiem wyboru; zdeterminowany jest raczej przez jej przeszłość.
Choć zazwyczaj mężczyźni i kobiety zużywają całą swą energię na wykonywanie
nawykowych czynności podyktowanych przez sumę osobistych doświadczeń, możliwe jest
przeprowadzenie następujących zasadniczych zmian w ich sposobie funkcjonowania:
przesunięcie, zachowanie lub zwiększenie energii.
Wszystko, co odnosi się do ludzi w związku z indywidualną mocą, ma zastosowanie do
wszystkich żywych istot, gdyż wszystkie one stanowią pola energii.
Wszystko, co istoty żywe robią i wszystko, co im się przytrafia, jest zdeterminowane przez ich
poziom energii lub indywidualną moc. Ludzie sądzą przeważnie, że wydarzenia w ich życiu
zdeterminowane są przez czynniki, na które oni sami nie mają wpływu – albo dlatego, że dzieją się
poza nimi, albo dlatego, że podobno wynikają z charakteru, stanowią cechę właściwą danej osobie (jej
ego). Stąd często słyszymy ludzi narzekających na pecha, jakby była to jakaś siła niezależna od nich
samych. Uważają oni, że los się na nich uwziął i wszystko jest przeciwko nim. Albo jeśli uznają, że
sami są źródłem problemów, wyrażają się tak, jakby nic nie mogli na to Poradzić: "Taki już jestem".
"Mam słabą wolę". "Cza-sem mnie ponosi". Podobnie trudnym do wytłumaczenia zjawiskiem jest
podejmowanie nierealistycznych decyzji i popadanie w rozpacz, gdy nie udaje się obrócić ich w czyn,
co pochłania ogromne ilości energii.
Skoro wczoraj byłem święcie przekonany, że wstanę rano i zrobię ćwiczenia, dlaczego dziś nie
mam na to najmniejszej ochoty? To tak jakby się miało do czynienia z dwiema osobami. W takiej
sytuacji mówi się zwykle: "Kłopot w tym, że nie mam silnej woli". Stwierdzenie to nie odbiegałoby
zbytnio od prawdy, gdybyśmy wzorem czarownika rozumieli "wolę" jako zapas dostępnej energii.
Przeciętna osoba mimo to uważa, że "siła woli" jest cechą osobowości, którą posiada się lub nie i
której nie można "dowolnie" rozwijać.
Don Juan widzi to inaczej. Wszystko, co nam się zdarza, zależy od naszej indywidualnej mocy, i
również wyłącznie od nas zależy, czy posiadamy tę moc czy nie. Zdrowie lub jego brak, szczęście lub
pech, miłość, którą darzymy i jesteśmy obdarowywani, drzwi, które stoją przed nami otworem, drzwi
przed nami zamknięte, wszystko to kwestia energii, jaką dysponujemy. W zasadzie można
powiedzieć, że osoby o wysokim poziomie energii prowadzą pełne, zdrowe życie (o ile energia nie
wymyka im się spod kontroli), natomiast życie osób z małym zasobem energii (zdecydowanej
większości) często jest szare i smutne. Nie jest przesadą stwierdzenie, że ten, kto ma energię, może
osiągnąć wszystko, natomiast ten, komu jej brak, pozostanie biedny – choćby nawet opływał w
dostatki.
Kształtowanie się indywidualnej mocy
Poziom energii wszelkich istot zależy od trzech kluczowych czynników; ilości energii, z jaką zostały
poczęte, sposobu jej wydatkowania od chwili narodzin i wykorzystywania jej obecnie. Każdy człowiek
dziedziczy jakieś cechy swoich przodków, przede wszystkim rodziców, ale również dziadków i jeszcze
starszych pokoleń. Najsilniej jednak daje się odczuć wpływ najbliższych przodków. Obejmuje on nie
tylko cechy fizyczne czy fizjologiczne, ale także "energetyczne".
Ważne jest po pierwsze, jakim zasobem energii dysponują rodzice, a po drugie, jaka jej część
przechodzi na nową istotę, którą powołują do życia w chwili poczęcia. W rozmowie z Carlosem
Castanedą dowiedziałem się, że don Juan tłumaczy to tak: jeśli poczęciu towarzyszyły wielka
namiętność, nowej istocie przekazana zostaje duża ilość energii i rodzi się ona "silna". Dla
odróżnienia, gdy do poczęcia dochodzi wśród wysoko "cywilizowanych" ludzi, po wielu latach
małżeństwa, przy włączonym telewizorze, czy jak określił to Carlos, w wyniku "nudnego" zbliżenia,
poziom energii w chwili narodzin będzie odpowiednio niski.
Na szczęście, dziedziczenie nie jest jedynym czynnikiem determinującym nasz zasób energii w
życiu. Kształtuje go również sposób, w jaki dziedzictwo to, skromne czy bogate, wykorzystujemy. Tak
więc, ten kto w chwili narodzin posiadał niewielki zasób, lecz umiejętnie nim gospodaruje, będzie w
lepszej sytuacji niż ten kto ma sporo energii, lecz nad nią nie panuje. W pierwszym przypadku – choć
wcale nie muszą tego w ten sposób wyrazić – osoby o niskim poziomie energii wstępują na drogę
wojownika, która pozwala im powiększyć energię. W drugim przypadku, ktoś rodzi się z dużym
zapasem energii, lecz trwoni go na zachcianki i zaspokojenie własnej próżności, co nadweręża jego
zasoby. Tacy ludzie niemal bez wysiłku dostają to, czego pragną, albo manipulują swoim otoczeniem
nie dając nic z siebie. Przywykli do tego, że są kochani, lecz sami nie potrafią kochać. Łatwość, z jaką
zaspokajają swe pragnienia sprzyja przy tym lenistwu i rozprzężeniu. Mogą rządzić innymi, ale
pozostają niewolnikami swych słabości.
Idealnym stanem byłoby mnóstwo energii, całkowita kontrola i trzeźwość. Ale wymaga to więcej
pracy niż talentu. Nie ma tu reguł, a w końcowym rozrachunku decyduje nie tyle wyjściowy poziom
energii co indywidualny wysiłek.
Przy okazji rozważań o energii trzeba wspomnieć o konieczności dokonania oceny wydatków
energii w przeszłości i teraźniejszości, i ustalenia, czy zachodzi między nimi jakiś związek. Trzeba
odpowiedzieć sobie na pytania: "Z jaką ilością energii przyszedłem na świat i jak ją wykorzystałem w
dotychczasowym życiu?" z jednej strony, z drugiej zaś: "Na co obecnie spożytkowuję moją energię i
jakich mogę dokonać zmian?" Z drugiego pytania płynie nauka, że warunki narodzin i przeszłego życia
z góry niczego nie przekreślają. Możemy gospodarować naszą energią inaczej, odbudować ją albo
zwiększyć.
We władzy przeszłości
Sposób, w jaki osoba gospodaruje swoimi zasobami energii nie jest dziełem przypadku ani
wynikiem wyboru; zdeterminowany jest raczej przez jej przeszłość. Choć my, współcześni ludzie,
szczycimy się swą wolnością, to tak naprawdę nasze możliwości wolnego wyboru ograniczają się
tylko do wąskiego zakresu ogółu naszych działań. Pomijając nawet funkcje i czynności wynikające z
uwarunkowań biologicznych, możemy się przekonać, że to, co robimy, w całości zdeterminowane jest
przez indywidualny życiorys – bagaż osobistych doświadczeń. Składają się nań pochodzenie
społeczne, narodowość, płeć, osobowość, wyznanie, ideologia polityczna kompleksy i urazy, które
razem wzięte przesądza-ją o treści i jakości naszego codziennego życia. Gdy wydaje nam się, że o
czymś decydujemy, w istocie wprawiamy w ruch ciąg działań, do których zaprogramowała nas
przeszłość – tak jak maszyna, która wykonuje tylko to do czego została zaprojektowana. W ten
sposób zdeterminowane są nasze poglądy, pragnienia, wybory, ograniczenia, słabości i uzdolnienia.
Nie wybieramy osób, z którymi rozmawiamy i z którymi nawiązujemy stosunki, miejsc, które
odwiedzamy, i miejsc, których unikamy. Dyktuje to nam nasza osobista przeszłość, która wyraża się
przez strukturę ego.
Ego i indywidualny życiorys są ze sobą ściśle powiązane, tak dalece, że pierwsze jest pochodną
drugiego. To ego dzień w dzień każe nam pielęgnować osobistą przeszłość i postępować zgodnie z jej
nakazami. Dzięki temu życiorys zostaje umocniony, a wynikające z niego ego uzyskuje w ten sposób
samopotwierdzenie. Do wyboru mamy tylko opcje zawarte w wąskim zakresie, jaki narzuca nam
nieustająca projekcja naszego indywidualnego życiorysu.
Można wysnuć stąd wniosek, że wykorzystanie naszej energii – innymi słowy, całość
podejmowanych działań – przesądzone jest przez osobistą przeszłość i w procesie tym wola zwykle
nie bierze udziału. To bardzo rozrzutny sposób gospodarowania energią, który na dodatek nie
przynosi zadowolenia. Wystarczy spojrzeć na ludzkie twarze na ulicy, w metrze, czy w samochodach
stojących w korkach ulicznych.
Jak złowić energię
Zazwyczaj mężczyźni i kobiety zużywają całą swą energię na wykonanie nawykowych czynności
podyktowanych przez sumę osobistych doświadczeń, możliwe jest przeprowadzenie następujących
zasadniczych zmian w ich sposobie funkcjonowania: przesunięcie, zachowanie lub zwiększenie
energii. Możliwość przesunięcia energii pozornie zaprzecza naszym wcześniejszym ustaleniom – że
wykorzystanie przez nas energii jest z góry określone przez naszą przeszłość. Jeśli jest z góry
określone, jak można to zmienić? W rzeczywistości jest to możliwe, choć zdarza się rzadko.
Sprzeczność zostaje przezwyciężona w praktyce.
Zaczyna się ona od obrania szczególnej formy działania, wykonywania czynności, które z punktu
widzenia ego wydają się dziwaczne. Możemy je nazwać czynami celowymi, lub nie-działaniami
oderwanymi od przeszłości, które w rezultacie poszerzają pole naszych możliwości. Wytrwałe
wykonywanie działań niezwykłych prowadzi do zaburzenia schematów wydatkowania energii, a co za
tym idzie, do ich "rozluźnienia". Kiedy to następuje, łatwiej nam przesunąć energię na nowe,
oszczędniejsze z punktu widzenia zużycia energii, zajęcia. Z chwilą gdy przeznaczamy energię na
mniej marnotrawne zajęcia, powstaje nadwyżka energii, która z kolei umożliwia nam dalsze zmiany w
gospodarowaniu energią. Z czasem zacznie się to przejawiać w tym, że coraz więcej rzeczy w
naszym życiu przestanie być niemożliwe – możliwe stanie się zerwanie z nałogiem picia czy palenia,
wyzbycie się złości, znalezienie czasu na wsłuchanie się w pieśni drzew czy ptaków. Jeśli będziemy
wytrwali, nasza sfera możliwości życiowych i percepcyj-nych tak się rozszerzy, że zaniknie tendencja
do postępowania pod dyktando naszej osobistej przeszłości. Gdy to się dokona, będzie można
powiedzieć, że osoba wymazała swój życiorys i wyzwoliła się spod jego wpływu. Zmiany te,
oczywiście, są możliwe przy pewnym poziomie energii. Bez tego nic nie da się zrobić. Jeśli to
zrozumiemy, stanie się dla nas jasne, że do każdego nowego działania potrzebny jest wzrost energii.
Osiągnąć to można przez wyeliminowanie najbardziej "energochłonnych" nawyków i zastosowanie
zaoszczędzonej energii do działań wykraczających poza codzienną rutynę. Jeśli jednak skupimy się
tylko na przesunięciu energii nie starając się jej powiększyć czy zachować, wyniki będą raczej
skromne. Kluczem do całej sprawy wydaje się przyrost indywidualnej mocy czy dostępnej energii.
Lecz na tym jeszcze nie koniec.
Na tym etapie naszych rozważań nietrudno zrozumieć, dlaczego nie można podjąć nowego czy
niepowszedniego działania bez koniecznej do tego "wolnej" energii. Jako że całość naszej energii już
jest rozdzielona zgodnie z nakazami przeszłości, skąd możemy zaczerpnąć dodatkowej energii?
Oczywiście ze Słońca i z Ziemi, które stanowią nasze główne źródła energii. Niemniej, nasz stosunek
do Słońca i do Ziemi jest również zdeterminowany przez życiorys i ograniczamy się do przyjmowania
ich energii wyłącznie w pożywieniu. Wiemy jednak, że pochłanianie większej ilości jedzenia nie
przyniesie nam wzrostu energii, choć lepsze odżywianie się może w tym pomóc.
Na ogół nie znamy innych sposobów czerpania energii ze Słońca i z Ziemi niż jedzenie. Możliwe
jest uzyskanie dodatkowej energii bezpośrednio z tych źródeł za Pomocą specjalnych ćwiczeń. W
innych kręgach kulturowych wypracowano rozmaite techniki czy rytuały Prowadzące do wzrostu
energii. Choć niektóre z tych praktyk są mi znane (przedstawię je w dalszych rozdziałach), muszę
zaznaczyć, że nie spełniają swej roli, jeśli nie mamy dość wolnej energii koniecznej do wykorzystania
ich jako rzeczywistych "łączników ze źródłem". Jeśli chcemy mieć więcej energii, wpierw musimy mieć
choć trochę dostępnej energii. To miał na myśli Jezus mówiąc, że temu, co ma, zostanie pomnożone
a temu, co nie ma, zostanie odebrane nawet to trochę, co ma. Mamy do czynienia z kolejną
sprzecznością. Można to jednak wytłumaczyć odwołując się do różnicy (pokrótce omówionej
wcześniej) między zwykłą energią i energią, która jest "dostępna".
Wiadomo, że ludzie różnią się poziomami swej energii. Wiadomo też, że całość energii
przeciętnych osób zostaje pochłonięta przez codzienne czynności i nawyki. Bez reszty! Gdybyśmy
mogli jakoś zdobyć więcej energii, niż jej wydatkujemy, albo zużyć mniej niż zwykle,
dysponowalibyśmy "wolną" czy "dostępną" energią. Stanowiłaby ona naszą właściwą indywidualną
moc -potrzebną do wykonywania działań nie podyktowanych osobistą przeszłością, w tym
przyswajania energii ze Słońca i z Ziemi, która stanowi podstawę wolnego życia.
Jeśli do gromadzenia energii musimy wpierw posiadać zapas dostępnej energii, jak uzyskać tę
podstawową energię? Odpowiedź brzmi: możemy ją ocalić. Dokładnie tak. Ludzkie istoty uzyskują
"wolną" energię przez ocalenie tego, co już posiadają, przez ograniczenie wydatkowania energii na
powszednie czynności.
Metoda jest prosta, lecz przynosi dalekosiężne skutki. Jeśli zawiesimy niektóre uporczywe nawyki
myślowe czy czynnościowe, uwolniona w ten sposób energia stanie' się dla nas dostępna, a dzięki
niej będziemy mogli wkroczyć na obszar nieznanego – wyrwać się spod władzy naszych życiorysów.
Nie sposób jednak wstrzymać wszystkich czynności życia i nie wszystkie, które da się wstrzymać,
pochłaniają energię. Dlatego też wojownik musi sporządzić zestawienie wydatków energii. Dzięki
temu, za pomocą techniki śledzenia, może dowiedzieć się, jak zużywa swoja energię, a następnie
opracować strategię przesunięcia jej na inne cele. W ten sposób zwiększy on zapas osiągalnej
energii. Z tego wykazu adepci mogą wybrać te codzienne czynności, które nie są niezbędne dla życia,
a przy tym szczególnie wyniszczające (anty-energetyczne) i dążyć do ich czasowego lub
ostatecznego wyeliminowania. W dziale poświęconym poradom praktycznym przedstawię konkretne
na to sposoby. Rzecz jasna, do skutecznego zwalczenia natręctw i nawyków, podsycanych przez
osobistą przeszłość, potrzebna jest pewna ilość energii. Jest to prawda w odniesieniu do wszelkiego
rodzaju nawyków: żywieniowych, emocjonalnych, myślowych i duchowych.
W praktyce trudno jest zerwać z czynnością, która z racji swego charakteru pochłania sporo naszej
energii. Nie możemy przestać, gdyż brakuje nam koniecznej do tego energii.
Istnieje jednak wyjście z tej pozornie beznadziejnej sytuacji. Wiąże się to z wykorzystaniem
czegoś, co nazywam "minimalną przestrzenią wolności".
Ta "minimalna" przestrzeń, to obszary naszego życia – pozornie mało znaczące – w których
możliwe jest celowe działanie wolne od wpływu osobistej przeszłości. Jako przeciętni ludzie nie
możemy, oczywiście, od razu zerwać z takimi nawykami jak palenie papierosów, złoszczenie się czy
użalanie nad sobą. Możemy jednak zmienić drobiazgi, takie jak pozycja, w której śpimy, albo miejsce,
i spać, na przykład, na podłodze. Możemy Przez dwa tygodnie obserwować swoją pierwszą myśl po
przebudzeniu się rano i ostatnią myśl przed zaśnięciem. Jeśli jak to często ma miejsce, stwierdzimy,
że źle wpływają na naszą energię, możemy świadomie je zmie-nić i pomyśleć co innego. Posługując
się zestawieniem wydatków energii, można odkryć rozliczne drobne czynności, które natychmiast
pozwolą nam zaoszczędzić trochę energii. Uzyskana w ten sposób energia umożliwi nam wzmożenie
wysił. ków i poszerzenie zakresu nawyków, które uprzednio z braku energii, znajdowały się poza
naszym zasięgiem. W ten sposób energia pomnaża energię. Do nawyków pochłaniających energię
należą: palenie papierosów, alkoholizm, kłócenie się, zbyt długie spanie, nadmierne rozmyślanie,
osądzanie innych, krytykowanie, potępianie, narzekanie, utożsamianie się z fantazjami zaczerpniętymi
z kina, telewizji czy gazet. Na osobną uwagę zasługują emocje i poczucie własnej ważności. Stanowią
one dwa fundamentalne obszary zużywające mnóstwo naszej energii i jak za chwilę zobaczymy, są ze
sobą związane.
Emocje
Istnieje różnica między emocjami a uczuciami. Rozróżnienia tego można dokonać dość łatwo; otóż,
uczucia są naturalną reakcją na to, co postrzegamy, podczas gdy emocje rodzą się w nas pod
wpływem myśli, rozumu (który u przeciętnej osoby nie jest zresztą zbyt rozumny). Uczucia nie
pochłaniają energii, natomiast na emocje marnotrawimy ogromne jej ilości.
Elementarne uczucia smutku i radości po prostu powstają z racji naszego bycia w świecie. Na
przykład, ciało przeczuwając swoje ostateczne przeznaczenie, daje nam o tym znać w postaci smutku
lub melancholii, co nie jest ani bolesne, ani "energochłonne", ale leczy nas z wszelkiej małostkowości i
przywraca równowagę wewnętrzną. Podobnie prawdziwa radość płynie z głębi serca – nie wywołana
sztucznie przez żart czy komedię powstaje nie za pośrednictwem rozumu, lecz wskutek bezpośredniej
percepcji czegoś, co budzi nasz uśmiech. Nie trzeba myśleć, aby poczuć radość na widok nowo
narodzonej istoty, kolibra spijającego nektar czy drzewa tańczącego na wietrze, albo gdy ktoś obdarzy
nas pieszczotą lub uściskiem.
Z kolei emocje rodzą się w nas nie pod wpływem percepcji, lecz myśli; nie mogą zaistnieć, jeśli nie
ma w nas myśli. Ponieważ odsuwamy postrzeganie na dalszy plan, emocje, niestety, utrudniają nam
sprawne poruszanie się w rzeczywistości. Typowymi emocjami są gniew, zazdrość, uraza, zawiść,
użalanie się nad sobą, depresja. Żadna z nich nie może powstać bez udziału odpowiednich myśli. Kto
może się złościć nie myśląc? Aby się rozzłościć, musimy wpierw wmówić sobie, że ktoś nas źle
potraktował, skrzywdził, czy coś w tym rodzaju. Jeśli ktoś w to nie wierzy, niech spróbuje wzbudzić w
sobie złość bez słów lub myśli.
Weźmy na przykład zakochanego młodzieńca, który czuje zazdrość widząc, jak jego dziewczyna
rozmawia z innym mężczyzną i uśmiecha się do niego. Proste fakty wyglądają następująco: Kobieta
(jego dziewczyna) rozmawia z mężczyzną (nieznajomym) i uśmiecha się. Czy to wystarczy do
wytworzenia się zazdrości, emocji pochłaniającej tak wiele energii? Nie! Kochanek, pod wpływem
osobistej przeszłości (może obejrzał zbyt wiele filmów, wysłuchał zbyt wielu piosenek o miłości czy był
świadkiem braku uczuć między swoimi rodzicami) na widok swej dziewczyny zajętej rozmową i
uśmiechniętej, zaczyna snuć uporczywe rozmyślania: "Ona nie ma powodu mnie zdradzać. Tylko
moja osoba powinna wywoływać w niej uśmiech. Ja nigdy jej nie zdradzam, Przynajmniej tak
ostentacyjnie. Ona nie ma dla mnie szacunku". To właśnie tego rodzaju tok myślowy, nie same fakty,
jest odpowiedzialny za tak bolesne i energo-chłonne doświadczenie zazdrości. Nieważne, czy w
rzeczywistości dziewczyna rozmawia z krewnym, kolegą czy kochankiem; zazdrość rodzi się w
wyobraźni zazdrosnego młodzieńca.
Kiedy zaleje nas fala emocji, realny świat ginie w oddali; im więcej sami ze sobą rozmawiamy, tym
mniej widzimy. Oderwani od rzeczywistości, jak możemy sobie z nią poradzić? Możemy sięgnąć po
gwałtowne środki, zatrzeć ostatnie ślady piękna czy miłości, które w przeciwnym razie by się
zachowały, i nadal uważamy się za ofiarę. Oto, w jaki sposób tracimy energię. Dlatego warto wstąpić
na drogę wojownika i znieść jej trudy.
Jak reszta naszych codziennych działań, emocje lubią się powtarzać i zdeterminowane są przez
indywidualny życiorys. Każdy ma właściwe mu "nawyki emocjonalne", charakterystyczne dla siebie
sposoby marnotrawienia energii i osłabiania jaźni. Gdy dobrze się przyjrzeć, nietrudno dostrzec, że
konflikty i problemy emocjonalne w naszym życiu mają skłonność do nie kończących się cyklicznych
nawrotów. Nawet jeśli zmienimy otoczenie, ludzi, z którymi się stykamy, stare problemy znów dają
znać o sobie.
Dotyczy to wszystkich emocji. Są zgubne i samorodne.
Poznaliśmy jednak sekret, który właściwie wykorzystany, może oddać nam nieocenione usługi:
emocje nie mogą powstać bez udziału myśli; co więcej, nie mogą powstać bez udziału odpowiednich
myśli.
Odsłania to przed nami sposób na zachowanie energii. Gdybyśmy kiedykolwiek znaleźli się na
granicy wzburzenia emocjonalnego, po prostu wprawiamy się w stan Wewnętrznej Ciszy i emocja nie
może wówczas zaistnieć. Jeśli to rozwiązanie przekracza jeszcze nasze możliwości, możemy
spróbować zmiany treści naszego dialogu wewnętrznego. Możemy ułożyć piosenkę ze słowami
naszych myśli; wymyśleć rymy; czytać w myślach na wspak; pomyśleć coś w obcym języku;
przećwiczyć tabliczkę mnożenia albo zaśpiewać kołysankę. W każdym przypadku rezultat będzie ten
sam: bez odpowiednich myśli emocja nie powstanie.
Poczucie własnej ważności
Choć w tym rozdziale nie zajmujemy się bezpośrednio poczuciem własnej ważności ani sposobami
na jego ograniczenie bądź wyeliminowanie, mimo to kilka słów komentarza jest tu jak najbardziej na
miejscu, gdyż, jak wynika z zestawienia wydatków energii, pochłania ono zazwyczaj ponad 90%
naszej energii, nie dając w zamian nic, może oprócz chorób, samotności, osłabienia i marnego życia.
Większa część naszej osobistej energii trwoniona jest na czynności związane z poczuciem własnej
ważności, które dalece wykracza poza zwykłą próżność. W naszym rozumieniu na zapatrzenie w
siebie składają się wszystkie zabiegi ego, które mają na celu umocnić jego rzeczywistość, co służy
samopotwierdzeniu ego i przekonaniu go, że naprawdę istnieje.
Nie wnikając na razie w szczegóły, przyjrzyjmy się kilku podstawowym czynnościom związanym z
poczuciem własnej ważności. Najszerszy ich zakres dotyczy obrony ego. Zastanówmy się, ile energii
zużywamy: ile tracimy na własną obronę, na dbanie o swój wizerunek, na wpływanie na to, jak nas
widzą inni, na pozyskanie akceptacji, na obronę przed krytyką, na wykazanie, że jesteśmy najlepsi,
albo nic nie warci, najpiękniejsi, najsilniejsi, czy z drugiej strony, najbardziej nieszczęśliwi,
niezrozumiani, wrażliwi, okrutni, pokrzywdzeni – zawsze "naj". Oto, jacy czujemy się ważni! Jesteśmy
przykuci, jak określa Castaneda, do odbicia swojego "ja" którego zasadniczym elementem jest nasz
wizerunek' jaki podsuwamy innym. I na ten właśnie wizerunek idzie najwięcej naszej energii.
Toteż wykorzenienie czy osłabienie zapatrzenia w siebie staje się naczelnym zadaniem wojownika.
Nie ma to nic wspólnego z moralnością; wojownik nie kieruje się moralnymi abstrakcjami, lecz zasadą
doskonałości. Stanowi pole energii i postępuje zgodnie z tą wiedzą.
Choć własne znaczenie to podstawowy obszar, na którym może dojść do zaoszczędzenia energii,
zmagania z nim i techniki jego zwalczania jako pierwsza z form nie-działania omówione są osobno.
Wszystko, co odnosi się do ludzi w związku z indywidualną mocą, ma zastosowanie do wszystkich
żywych istot, gdyż wszystkie one stanowią pola energii. Don Juan często wspomina o istnieniu
zwierząt, których magia udaremnia wszelkie próby upolowania ich przez myśliwych. Moc swą czerpią
stąd, że w przeciwieństwie do zwykłych zwierząt nie mają przyzwyczajeń. Daje im to lekkość,
swobodę i nadzwyczajną siłę. Byłoby wielkim szczęściem, zdaniem don Juana, napotkać taką istotę.
Widzimy więc, że zasada indywidualnej mocy ma również zastosowanie do zwierząt. Można
powiedzieć, że okazy, którym "sprzyja szczęście", mają po prostu więcej energii. Wiodą bogatsze,
intensywniejsze życie niż ich pobratymcy. To samo odnosi się do roślin i innych żywych istot. Na
przykład, drzewo może posiadać tak ogromną energię, że nawet odpoczynek w jego cieniu czy
konarach wywoła dobroczynny skutek.
Podobne prawidłowości zachodzą również w świecie ludzi. Ten, kto wyzbywa się przyzwyczajeń i
posiada wysoki poziom energii, przemienia się tym samym w magiczną istotę, która nie podąża ślepo
za stadem. Decyduje o swoim zyciu, przeznaczeniu, okolicznościach – dzięki tej szczególnej mocy,
którą ma na swych usługach, lecz której również niestrudzenie musi służyć.
Wskazówki praktyczne
Wszystko, co zostało tu powiedziane, stanowi podstawę do nieograniczonej niemal liczby
praktycznych zastosowań. Zanim jednak przejdę do ich omawiania, chciałbym coś wyjaśnić. Otóż,
ćwiczenia te powinny być wykonywane w następującym porządku: najpierw z perspektywy
oszczędzania energii, potem przesunięcia jej, a na końcu wzrostu.
Aby zaoszczędzić energię, musimy przede wszystkim zrozumieć, w jaki sposób i na co ją
zużywamy; pozwoli to nam opracować strategię mającą na celu jej ocalenie. Dlatego pierwszą
techniką, fundamentem, na którym spoczywa cała reszta, jest sporządzenie wykazu wydatkowania
energii.
1. Wykaz wydatkowania energii
Chodzi tutaj głównie o to, aby zrobić zestawienie, które pozwoli nam odpowiedzieć na pytanie: "Na
co zużywam swoją energię?" Ogólnie rzecz biorąc, energię pochłania wszystko to, co robimy na
zewnątrz, i co dzieje się w naszym wnętrzu. Dlatego wykaz ten obejmować powinien codzienne
czynności oraz przyzwyczajenia.
Zadanie to nie polega na analizie czy refleksji, gdyż w takim wypadku ego po prostu zdałoby
relację na swój temat, usprawiedliwiając się zarazem i nie uzyskalibyśmy wiernego obrazu
rzeczywistości. Ćwiczenie to przypomina podchodzenie zwierzyny i opiera się na obser wacji. (Mimo
to warto by, dla porównania, przeprowadzić również analizę, aby zobaczyć, która metoda da nam
dokładniejszy obraz). Potrzebne są do tego następujące przybory:
Długopis lub ołówek i notes.
Ustalony zawczasu sygnał, na przykład dzwonek który będzie w różnych odstępach czasu
mobilizował twoją uwagę. Można też umówić się z kimś na hasło albo przypominać sobie za
każdym razem, gdy mija się jakieś miejsce; w każdym razie chodzi o to, aby był stały sygnał i
budził naszą uwagę co jakiś czas. (Przyjmiemy tutaj, że będzie to zegarek z budzikiem.)
Całe ćwiczenie składa się z kilku etapów. Wykonaj kolejno następujące czynności:
1. Podziel strony w notesie na trzy kolumny, opatrując je następującymi nagłówkami, pytaniami, na
które sobie odpowiesz:
O czym myślałem?
Co robiłem?
Czy chcę to robić?
2. Nastaw zegarek, aby dzwonił co piętnaście minut (albo co trzydzieści minut, jeśli efekt jest za
mocny). Nie należy wybierać pełnych godzin, aby trudniej było przewidzieć, kiedy rozlegnie się sygnał.
3. Za każdym razem kiedy zadzwoni budzik, zastanów się i odpowiedz na trzy powyższe pytania.
Nie analizuj; po prostu zanotuj to, co zaobserwowałeś. Odpowiedzi powinny być zwięzłe. Zapisz
również porę, w jakiej dokonałeś tej obserwacji. Pytania, rzecz jasna, odnoszą się do chwili
poprzedzającej zapisywanie odpowiedzi. Staraj się odpowiadać od razu.
4. Zanim położysz się spać, przejrzyj to, co zapisałeś w ciągu dnia. Na osobnej kartce papieru
odpowiedz na następujące pytania:
Czy moje myśli powtarzały się czy były zróżnicoane?
Jakie wątki najczęściej przewijały się w moich myśIlach?
Czy moje działania powtarzały się, czy były zróż| nicowane?
Które powtarzały się najczęściej?
Czy między moimi myślami a działaniami zachodził jakiś związek?
Jaki był udział procentowy czynności, które naprawdę chciałem wykonać?
Jeśli odpowiesz na te pytania z punktu widzenia myśliwego śledzącego zwierzynę, zyskasz
wyobrażenie o tym, na co zużyłeś swoją energię tego dnia.
5. Powtórz to postępowanie codziennie przez siedem dni. Następnie przejrzyj odpowiedzi, jakich
udzieliłeś na trzy pytania z punktu 1, na koniec każdego dnia. Na ich podstawie zapisz odpowiedzi na
pytania z punktu 4., lecz odnosząc je do całego tygodnia. Pokaże ci to, w jaki sposób spożytkowałeś
swoją energię w ciągu minionego tygodnia.
6. Powtórz to postępowanie przez cztery tygodnie, potem przejrzyj swoje cotygodniowe odpowiedzi
i na ich podstawie odpowiedz sobie na pytania z punktu 4., tym razem odnosząc je do całego
miesiąca. Dowiesz się, jak gospodarowałeś swoją energią w ciągu tego miesiąca.
7. W oparciu o uzyskane informacje sporządź jak najbardziej szczegółową listę czynności (zajęć,
zwyczajów, codziennych obowiązków, itd.) oraz przeżyć wewnętrznych (uporczywych myśli, nawyków
emocjonalnych, dolegliwości, stanów duchowych, itd.), które składają się na twoje życie. Otrzymane
zestawienie będzie twoim wykazem wydatków energii.
8. Elementy tworzące listę podziel na dwie kolumny:
To, co jest niezbędne do podtrzymania życia (jedzenie, spanie, oddychanie, itd.).
To, co nie jest konieczne do przeżycia (złość, krytykowanie, jogging, rysowanie, itd.).
9. Podziel wymienione w drugiej kolumnie czynności na dalsze dwie kolumny:
To, co przynosi mi zadowolenie lub to, czego dalsze wykonywanie będzie miało dobroczynny
skutek (sporty, sztuka, praca, którą lubię, seks, itd.).
To, co nie przynosi mi zadowolenia lub to, czego dalsze praktykowanie nie będzie miało
dobroczynnego skutku (czytanie kroniki przestępstw i wypadków, oglą. danie przemocy na
ekranie, rozmawianie o chorobach palenie, picie, gadulstwo, złoszczenie się, użalanie nad
sobą, szukanie akceptacji, itd.).
10. Podziel elementy składające się na drugą kolumnę z punktu 9. na kolejne dwie kolumny:
To, czego nie sposób się wyzbyć. O To, co da się wyeliminować bez trudu lub przy niewielkim
nakładzie energii.
11. Wybierz z drugiej kolumny z punktu 9., kilka czynności, które uznasz za stosowne i na
określony czas ich zaniechaj. Energia dotąd zużywana na te czynności j natychmiast stanie się
"nadprogramową" energią. Na koniec obranego okresu zastanów się, czy chcesz wyko-nywać to
ćwiczenie dalej, przez czas nieokreślony, czy je przerwać.
Komentarz
Akt obserwacji z reguły prowadzi do stanów zaostrzo- nej uwagi, zwanych też wzmożoną
świadomością, o wyraźnie zróżnicowanym natężeniu. Nie powinniśmy się ich obawiać, są bowiem
bardzo przydatne.
Trzeba pamiętać, że ćwiczenie obserwacji polega na rejestrowaniu faktów, nie na ich analizie,
toteż wskazany jest jak najdalej idący obiektywizm przy odpowiadaniu na pytania.
Cechą większości ludzi są uporczywie powracające myśli oraz przyzwyczajenia, wokół których
obraca się ich życie. Ich modyfikacja pociągnęłaby za sobą całkowitą zmianę rodzaju doznawanych
doświadczeń.Kryteria określające to, co jest dla nas niezbędne daje nam satysfakcję, mają charakter
wysoce subiektywny; dlatego możemy ze spokojem stosować własne kryteria.
Wybierając czynności czy nawyki, z którymi chcemy zerwać, możemy zacząć od najłatwiejszych
albo pochłaniających najwięcej energii. Wszystko zależy od tego, z jakim zapałem do tego
przystępujemy.
Ważne jest, aby zawczasu dokładnie ustalić, na jak długo zamierzamy powstrzymać się od danej
czynności. Ma początku najlepiej wyznaczać krótkie okresy. Zbyt dużym obciążeniem psychicznym
jest zrywanie z czymś "na zawsze". Natomiast przerwanie "na kilka dni" nie nastręcza większych
trudności. Umożliwia też systematyczne ocenianie postępów i podejmowanie stosownych decyzji o
kontynuowaniu zadania lub jego zarzuceniu.
2. Technika określania energetycznej wartości naszych działań
Jeśli chcesz poznać wartość energetyczną jakiejś czynności, natychmiast po jej wykonaniu zwróć
uwagę na swoje ciało lub na stan ducha, i zaobserwuj swoje odczucia. Odpowiedź będzie oczywista.
Jeśli czujesz się dobrze, jesteś szczęśliwy i pełen życia, znaczy to, że czynność ta ciebie
energetyzuje. Jeśli jesteś słaby, wyczerpany, nieswój, czujesz pustkę, to czynność ta pochłania twą
energię.
Komentarz
Pomimo swej prostoty ćwiczenie to może mieć daleko idące skutki. W zwykłym życiu są one
nieobecne, gdyż normalnie nie bawimy się w obserwację na wzór myśliwego na polowaniu, aby
zyskać tę wiedzę. Tutaj również analiza nie jest wskazana, tylko obserwacja samopoczucia.
Wszystkie czynności wymagają użycia energii, które prowadzą nawet do jej przyrostu i dlatego
przynoszą wiele korzyści. Inne tylko rozpraszają energię, wy-rządzając nam szkodę.
3. Określanie poziomu energii przy narodzinach
Dokładną metodą określania poziomu energii, z jakim przychodzi się na świat, jest rekapitulacja,
przedstawiona w innym miejscu. Niemniej, można zyskać ogólne o tym pojęcie dokonując pobieżnie
przeglądu swej przeszłości. Oto kilka wyznaczników, które pomagają ustalić poziom energii w chwili
przyjścia na świat; są to tylko ogólne wytyczne i nie należy ich w żadnej mierze uważać za żelazne
reguły.
Wysoka energia
Niespokojny "duch", dziecko ciekawe świata, dociekliwe, wymyślające własne zabawy.
Lubiany przez rówieśników, urodzony przywódca.
Dziecko niezależne, wykazuje własną inicjatywę.
Czuje pociąg do nieznanego.
Aktywny za młodu, realizuje własne projekty.
Wcześniej dojrzały do miłości.
Szybko nauczył się zarabiać pieniądze.
Cieszy się sympatią kolegów i powodzeniem u płci przeciwnej.
Zdrowy.
Szybko się usamodzielnił.
Sprzyja mu szczęście.
Odnosi sukcesy.
Niska energia
Nieśmiałe dziecko, na każdym kroku pyta o po-
zwolenie.
Przywiązane do matki.
Lęka się wszystkiego.
Naśladowca, nie przywódca.
Chorowite.
Leniwe za młodu.
Rozmyśla o "niebieskich migdałach"; rzadko działa.
Słabe powodzenie u płci przeciwnej.
Nie rusza się z domu; trzeba go wyganiać.
Późno podejmuje pracę.
Pechowiec.
Skłonność do niepowodzeń.
Komentarz
Naturalnie, wbrew temu, co sugerują te zestawienia, nikt z nas nie mieści się bez reszty w jednej
albo drugiej kategorii. Znajdujemy swoje cechy w obu i dopiero przewaga jednych nad drugimi daje
nam wyobrażenie o naszym poziomie energii.
Poziom energii u poszczególnych osób jest zróżnicowany, w zależności od tego, jak wydatkowały
ją w swoim życiu.
4. Techniki wyciszania emocji lub wyniszczających myśli
Wyzbycie się takich osłabiających emocji jak złość czy zazdrość jest proste, ale wymaga
dyscypliny wewnętrznej i odrobiny wolnej energii. Kluczowe znaczenie mają nasze myśli, konieczny
warunek do zaistnienia energochłonnej emocji. Technika ta ma zastosowanie do wszelkiego rodzaju
wyniszczających emocji.
Występuje ona w dwóch postaciach: pierwsza polega na przerwaniu wewnętrznego dialogu, druga
– przeznaczona dla tych, którzy nie dysponują dostateczną energią – przynosi jego modyfikację.
Poszukiwanie wewnętrznej ciszy
Wykonaj jedno z ćwiczeń z rozdziału szóstego na Przerwanie wewnętrznego dialogu.
Modyfikacja
Zmień osłabiające cię myśli w podany niżej sposób (albo w inny, wymyślony przez siebie):
Nie ingerując w treść swoich myśli, spróbuj ułożyć z nich rymowankę.
Wymyśl piosenkę wykorzystując treść swoich myśli.
Myśl wspak.
Myśl w obcym języku, którego nie znasz.
Przyporządkuj liczbę każdej literze każdego pomyślanego słowa, następnie dodaj je i określ
cyfrową wartość swoich myśli.
Przećwicz tabliczkę mnożenia.
Odmów modlitwę wziętą z religii, która nie jest twoim wyznaniem.
Spróbuj sparodiować znany komiks, wykorzystując jako materiał treść swoich myśli.
5. Technika zachowania energii i dobrego samopoczucia
Stosuj ściśle przez trzy dni albo dłużej tę złotą zasadę: Nie krytykuj; nie potępiaj; nie narzekaj.
Kiedy ustalony okres dobiegnie końca, zacznij następny albo odczekaj jakiś czas.
6. Technika milczenia
Zważywszy że tak wiele energii zużywamy na mówienie, zachowanie milczenia może mieć
dobroczynne skutki, zwłaszcza w przypadku osób, które uwielbiają gadać. W trakcie wykonywania
tego ćwiczenia nie wycofuj się z życia towarzyskiego.
7. Oszczędzanie energii seksualnej
Seks to naturalny przejaw naszego istnienia i ludzie zazwyczaj rodzą się z dostateczną energią,
aby zachować seksualną aktywność przez całe życie. Krótsza lub dłuższa wstrzemięźliwość płciowa
może być skutecznym sposobem na zaoszczędzenie energii, głównie ze względu na wysoki stopień
energii związanej z tą dziedziną.
Komentarz
Współżycie seksualne samo w sobie nie pozbawia nas energii. Osłabiająco wpływają zjawiska
towarzyszące miłości fizycznej, szczególnie w kulturze Zachodu. Przemoc, zahamowania, poczucie
winy mogą zamienić akt miłosny w doznanie negatywne, pochłaniające wiele energii.
Z energetycznego punktu widzenia, abstynencja jest lepsza niż osłabiające pożycie seksualne,
natomiast zdrowe pożycie seksualne jest lepsze od abstynencji. To ostatnie, oprócz przyjemności,
jaką daje, może też doprowadzić do wzrostu świadomości i percepcji. Doznawanie płciowości poza
sferą ego i rozumu może otworzyć przed nami nie znane aspekty naszego istnienia i rzeczywistości.
Jednak, aby miało to miejsce, musimy wpierw uwolnić się od obsesyjnego pożądania i poczucia winy,
kajdanów, jakie nakłada naszym sercom i ciałom zakłamanie naszego społeczeństwa.
8. Pozyskiwanie energii Słońca
Aby technika ta zadziałała, musimy dysponować pewną ilością wolnej energii oraz wiedzieć, jak
wybrać najdogodniejszą porę do połączenia się ze źródłem energii.
Trzeba rozróżnić obsesyjną żądzę i naturalne pożądanie. Pierwsze jest wyniszczającym nawykiem,
napędzanym przez internalizację chorego stosunku do seksu, jakie panuje w naszym społeczeństwie,
Natomiast naturalne pożądanie to zdrowy impuls, skłaniający nas do kania jedni w doznaniu tajemnicy
drugiej osoby, co wykracza poza umysł i dające się zwerbalizować doświadczenie.
Poniżej opisuję ćwiczenie wymienione przez don Carlosa, praktykowane również w zbliżonej
formie przez rdzenne ludy Meksyku, czego byłem naocznym świadkiem.
Pozyskiwanie energii zmierzchu
Chwila, kiedy dzień spotyka się z nocą, miała dla don Juana szczególne znaczenie, gdyż jest to
właściwa pora na zaczerpnięcie energii ze Słońca. Technika ta skutkuje zarówno o zachodzie, jak i o
wschodzie Słońca, sprawdza się jednak lepiej w porze bardziej nam odpowiadającej, do której
czujemy naturalną duchową inklinację. Sam wolę świt, choć moje pierwsze przeżycie miało miejsce o
zmierzchu.
1. Na początku stój w miejscu. Jeśli wybrałeś ranek, musisz rozpocząć przed wschodem Słońca;
jeśli wieczór, nieco przed zachodem. Wyszukaj otwartą przestrzeń, gdzie Słońce jest wyraźnie
widoczne. Skieruj spojrzenie na Słońce, odprężony i uważny. Ręce trzymaj wyciągnięte wzdłuż
tułowia, dłonie zwrócone do Słońca. Oddychaj głęboko, w skupieniu.
2. Równo ze wschodem Słońca zacznij trucht w miejscu, świadomie nasilając oddech w miarę
przyspieszania ruchów ciała. Gdy Słońce wznosi się coraz wyżej, rośnie intensywność ruchu i
oddychania. Podnoś powoli ręce z dłońmi skierowanymi do Słońca, skupiając się na doznaniu ciepła;
twoje ruchy cały czas ulegają przyspieszeniu. Kiedy Słońce ukaże się całe nad linią horyzontu, ręce
powinieneś mieć wyciągnięte do przodu, rozwartymi dłońmi przyjmując jego energię. W tym
momencie bieg w miejscu powinien osiągnąć natężenie, a kolana powinny unosić się możliwie
najwyżej.
Ćwiczenie to powinno trwać do wystąpienia pożądanego efektu – katharsis, wewnętrznej eksplozji,
całkowitego wyczerpania, uczucia palenia, ale nie sprawiające bólu, ekstazy czy jakiegokolwiek
szczytowego doznania. Wówczas należy przestać i zaczekać, aż oddech • funkcje życiowe powrócą
do normalnego stanu.
Komentarz
Współczesnym ludziom praktyka ta może wydać się dziwactwem, nie jest jednak ekstrawaganckim
wymysłem tubylców, gdyż wykorzystuje powszechne zjawiska, w ramach których ludzkie ciało, jako
pole energii, ustanawia szczególną formę kontaktu ze źródłem (Ziemią lub Słońcem). Czasem
występują one nawet samorzutnie. Na przykład mnie przytrafiło się to po raz pierwszy bez żadnego
przygotowania.
Jechałem szosą przez pustynię na południu Kalifornii, setki kilometrów od najbliższego miasta. Z
nieba lał się żar, który nieznacznie tylko łagodziło powietrze napływające przez otwarte okna
samochodu. Zatrzymałem się, aby sobie ulżyć; po tylu godzinach spędzonych za kierownicą była to
konieczność fizjologiczna.
Zaraz po wyjściu z samochodu ogarnęło mnie dziwne uczucie. Usłyszałem szmer pustyni. Choć od
wielu godzin otaczała mnie pustynia, nie docierało do mnie działanie tej szczególnej siły, jaką emanują
jej odludne miejsca, gdyż miałem włączoną muzykę i skupiałem się na prowadzeniu.
Kiedy załatwiałem swoją potrzebę, byłem gotów ruszyć w dalszą drogę. Od następnego łowiska
wielorybów dzieliło mnie jeszcze czterysta kilometrów.
Mimo że mi się spieszyło, rozejrzałem się wokoło. Brzmienie pustyni jest niepowtarzalne, sprawia
wrażenie rozwibrowanej ciszy. Upał nagle zelżał, gdyż wysoko na niebie pojawiły się chmury.
Wszystko spowiła szaroniebieska otoczka. Roślinność pustyni składała się z rachitycznych krzewów i
charakterystycznych kaktusów. W oddali na zachodzie wznosiły się ciemnoniebieskie góry, ale nie
mogłem dostrzec, czy porastała je jakaś roślinność. Pomyślałem, że wędrówka do tych gór przez
środek pustyni byłaby ciekawą wyprawą. Teraz jednak nie miałem ani czasu, ani odpowiedniego
obuwia na tę wycieczkę; poza tym nie znałem tej okolicy. Było to z mojej strony tylko powstałe pod
wpływem chwili życzenie. Zawróciłem w stronę samochodu.
Wtedy zdarzyło się coś dziwnego. Na chwilę straciłem orientację. Moje ciało ruszyło w kierunku
gór, podczas gdy ego, zastanawiając się nad nad nowym obrotem spraw, dziwiło się: "Więc mimo
wszystko wybierasz się na przechadzkę po pustyni? Wiesz, że nie ma czasu do stracenia, poza tym to
może być niebezpieczne". Wtedy odezwał się we mnie drugi głos: "Tylko na chwilę; przejdziemy się
trochę". Tymczasem moje ciało, nie zwracając uwagi na ów dialog / monolog mego umysłu, szło dalej.
Wędrowałem przed siebie i poczułem, jak otula mnie przyjemne ciepło, przynoszące spokój i poczucie
bezpieczeństwa. Pot działał orzeźwiająco. Góry nadal rysowały się niezmiennie dalekie. Wiedziałem,
że i tak do nich nie dojdę. Myśl o tym sprawiała, że szło mi się raźnie i lekko; w każdej chwili bowiem
mogłem zawrócić do samochodu, gdybym tylko chciał. Pod wpływem wysiłku, jakie narzuciło sobie
ciało, zagłuszyłem w sobie ego. Gdy przestałem myśleć, wszystko wydało się bez znaczenia. Liczyło
się wędrowanie dla samej radości wędrowania. Góry przybliżyły się. Znów naszły mnie myśli,
sugerujące, że góry wciąż jeszcze są daleko i właściwie nie ma po co tam iść. Spojrzałem raz za
siebie – nie było widać ani samochodu, ani drogi. Pogrążyłem się z powrotem w całkowitym milczeniu,
kierując się w stronę gór. Poddałem się czarowi pustyni i maszerując stopiłem się z naturą. Nie
kierowała mną żadna myśl; po prostu znalazłem się w tym miejscu i mu-siałem iśc przed siebie. Z
każdym krokiem góry przyciągały mnie coraz mocniej i rosły w oczach. Nie wiedziałem. czy zdołam do
nich dotrzeć, ale skoro nie miało znaczenia, czy dojdę czy nie, szedłem dalej, stawiając kolejne kroki.
Blednące światło słoneczne przypomniało mi że mija czas. Zmierzchało już, gdy dotarłem do podnóża
góry. Strzelała w górę ogromną, niemal pionową ścianą z miękkiej i kruchej skały. Więc mimo
wszystko doszedłem, choć nie powziąłem świadomego postanowienia, że to zrobię. Dokonałem tego,
co kilka godzin wcześniej uważałem za niemożliwe. Pomyślałem sobie: "Jeśli już tu jestem, wejdę
trochę wyżej, aby przyjrzeć się okolicy". Zacząłem wchodzić, a właściwie piąć się po stromiźnie
niczym puma. Ogarnął mnie gorączkowy niepokój. Wiedziałem, że na górze coś na mnie czeka, i
musiałem zdążyć przed zmrokiem. Nie wiedziałem, czego się spodziewać, ale odczuwałem wyraźnie
wewnętrzny nakaz. Godziny wędrówki przez pustynię wyostrzyły mą wrażliwość i – bez udziału
rozumu, który w tej sytuacji i tak na nic by się nie zdał, napełnił jedynie przerażeniem – wiedziałem, co
należy czynić. Co jakiś czas spoglądałem w dół, by ocenić wysokość; jeden błąd, jeden fałszywy krok i
pozostałbym tam na wieki. Mimo to czułem się szczęśliwy, moje ciało z każdym posunięciem było
czujniejsze i bardziej rozbudzone.
Wspiąłem się na szczyt ogromnej skalistej ściany i odkryłem rzeczywisty wierzchołek, niewidoczny
z ziemi. Dzieliła mnie od niego spora odległość, ale stok do niego prowadzący był dość łagodny. Bez
zastanowienia ruszyłem do niego pędem.
Osiągnąłem wierzchołek dokładnie o zmierzchu. Przez kilka chwil napawałem się widokiem,
samotnością, nieskrępowanym królestwem natury, gdzie sprawy ludzkiego świata nie miały dostępu.
Na wprost, za olbrzymią połacią pustyni, rozciągało się Morze Korteza. Obracając się, ujrzałem
jeszcze większe pustkowie i Ocean Spokojny. Czułem się tak, jakbym znajdował się nie na szczycie
zwykłej góry, lecz magicznego i zagadkowego świata, przepojonego spokojem i harmonią, a przy tym
kryjącego w sobie potężną moc. Zdałem sobie sprawę ze swojej nikłości w tym ogromie. Wiedziałem,
że moje miejsce w tym porządku nie jest ani bardziej, ani mniej ważne od reszty. Poczułem
uniesienie, problemy dnia codziennego nagle zmalały w obliczu tego bezmiaru. Zwróciłem się do
zachodzącego Słońca. Świat zabarwił się na granatowo, w tym półmroku niebo, morze, Ziemia i moje
własne serce nagle stopiły się w jedno. Czułem, jak coś wzbiera w Ziemi pod moimi stopami,
przebiega mi po nogach i kręgosłupie aż do głowy – łaskoczące, elektryzujące doznanie, które
zmuszało mnie do ruchu. Energia ta rosła w miarę jak przyspieszałem swoje ruchy. Ziemia
przekazywała mi sekret. Bez żadnego świadomego zamiaru biegłem jak szalony w miejscu, z
wyciągniętymi rękami i otwartymi dłońmi zwróconymi do Słońca, wyrzucając w górę kolana pod
wpływem nieodpartego impulsu. Po twarzy spływały mi łzy. Świat oblał się czerwienią. Coś we mnie
pękło i poczułem się wolny. Wiedziałem, jakie mam zadanie w świecie, i wiedza ta wypełniała mnie
całkowicie. Tajemnica uchyliła dla mnie swego rąbka i ukazała mi moje przeznaczenie. Przyjąłem je z
radością. W zupełnych ciemnościach, naładowany energią i roztaczający wokół łagodną poświatę,
zszedłem na dół i ruszyłem przez pustynię do samochodu.
Wstecz / Spis treści / Dalej

ROZDZIAŁ CZWARTY
Technika śledzenia w życiu codziennym

Podchody a odrębna rzeczywistość


Donjuanowska wizja uwzględnia istnienie odrębnej rzeczywistości, równoległej do rzeczywistości
zwykłej. Jednym z naczelnych zadań wojownika jest dotarcie do niej, a przez to doświadczanie
naszego świata w całym jego wymiarze.
Ogólnie rzecz biorąc, percepcyjny pęd umożliwiający dostrzeżenie tej odrębnej rzeczywistości
osiągnąć można jedynie wskutek przesunięcia punktu zbornego. Jak już wspomniałem, w życiu
przeciętnego człowieka punkt zborny osadzony jest na stałe w jednym miejscu. Brak swobody w
przemieszczaniu punktu zbornego sprawia, że tkwimy w chaosie rzeczywistości zwykłej.
Dla odróżnienia, odrębna rzeczywistość wabi wojownika wolnością. Oferuje nowe światy, pełne
tajemnic, gdzie każda istota może odkryć nie przeczuwaną nawet prawdę o sobie. Don Juan
przedstawia dwa ogólne sposoby prowadzące do przesunięcia punktu zbornego: sterowanie snem i
technika śledzenia. W tym rozdziale zajmiemy się wyłącznie techniką śledzenia, zwaną inaczej sztuką
podchodzenia (zwierzyny).
Zachowywanie czujności na co dzień
Obszarem, na którym odbywa się podchodzenie zwierzyny, jest powszednia rzeczywistość.
Praktykowana jest w świadomości prawej strony, to znaczy, polega ona na niezwykle ostrożnym i
wprawnym poruszaniu się w rzeczywistości zwykłej, co ostatecznie ma być uwieńczone
przeniknięciem do rzeczywistości odrębnej. Wytrawny myśliwy za swój teren łowiecki obiera świat
zwykłych ludzkich spraw, z każdego uczynku, każdego kontaktu z drugim człowiekiem czyniąc
element swej strategii.
Technika śledzenia ma tutaj znaczenie strategicznego panowania nad swym postępowaniem.
Obszarem jej działania jest interakcja zachodząca między ludzkimi istotami. Dlatego myśliwy nie stroni
od sfery kontaktów międzyludzkich, wręcz przeciwnie, zanurza się w niej, aby nauczyć się
samokontroli, pomnożyć swą energię i wyrwać jaźń z okowów osobistej przeszłości.
Podchody i łowy
Podchodzenie zwierzyny to termin łowiecki, kojarzący się z polowaniem. Ten, kto praktykuje to w
życiu codziennym, uważnie obserwuje, a postępowanie jego cechuje skrytość. Podchodzić zwierzynę
umie każdy myśliwy, ale tylko wojownik potrafi przenieść to na obszar codziennego życia, gdzie
zwierzyną jego staje się każdy jego składnik, w tym ego i własne wady wojownika.
Ten, kto praktykuje sztukę śledzenia, dobrze zna różnicę między obserwacją a osądzaniem,
między uważaniem a myśleniem. Jeśli chcemy osaczyć zwierzynę, wpierw musimy jej się dobrze
przyjrzeć – w milczeniu obserwować, aby poznać jej przyzwyczajenia: gdzie się pożywia, kiedy sypia,
jakimi chadza drogami. Jeśli skutecznie prowadzimy obserwację, zwierzyna przestaje mieć przed
nami jakiekolwiek tajemnice, co później pozwala nam zastawić na nią pułapkę. Przeciętny człowiek,
który nie odróżnia myśli od rzeczywistości, myli obserwację z osądem. Idziemy przez życie myśląc
różnie, zazwyczaj źle, o innych ludziach, i nazywamy to obserwacją. Obserwacja myśliwego natomiast
nie ma nic wspólnego z krytycyzmem. Wyobraźmy sobie, co by się stało, gdyby łowcy zamiast
przypatrywać się zwierzynie w milczeniu, zaczęli rozważać jej zalety czy ułomności, wydawać sądy na
temat jej urody czy brzydoty, zastanawiać się, czy wydaje im się ciekawa czy też nudna. Na przykład,
zamiast zaobserwować, gdzie i o jakiej porze chodzi gasić pragnienie, moglibyśmy snuć tego rodzaju
domniemania: "Coś mi mówi, że ten zwierz zazwyczaj odczuwa pragnienie około południa, dlatego
będzie musiał udać się do wodopoju; poza tym, wygląda niezbyt mądrze, więc łatwo wpadnie w moją
pułapkę." Dając swoim myślom wiarę, złościmy się później, kiedy nasza zdobycz w południe ani myśli
pokazać się przy wodopoju.
Podczas łowów nie ma miejsca na rozmyślanie czy wewnętrzny dialog: tylko prosty i bezpośredni
ogląd tego, co jest. Obserwacja to jeden z podstawowych elementów sztuki podchodzenia. Innym jest
niezwykłe zachowanie.
Podchody a punkt zborny
W The Fire From Within don Juan mówi, że punkt zborny unieruchomiony jest przez wewnętrzny
dialog, działający pospołu z utartym sposobem postępowania. Wobec tego, każda forma niezwykłego
zachowania, o ile przejawiana jest systematycznie, doprowadza z reguły do jego przemieszczenia.
Wprawdzie istnieje wiele spo-sobów na przesunięcie punktu zbornego, lecz niektór z nich mogą
okazać się niebezpieczne dla zdrowia psy-chicznego, gdyż nasze uwarunkowanie każe nam przyj-
mować to, co postrzegamy, za jedyną prawdziwą rzeczy, wistość. Chodzi tu zwłaszcza o nierozważne
spożywanie roślin halucynogennych oraz głęboki kryzys psychiczny który prowadzi do psychozy.
Nawet w dziełach Cas-tanedy, Carlos, uczeń czarnoksiężnika, lęka się postradania zmysłów w wyniku
wchłonięcia mocy roślin czy słynnego "porażenia nagualem".
Podchodzenie zwierzyny, dla odmiany, zakłada stałą kontrolę własnego postępowania, co sprzyja
powolnemu i harmonijnemu przesunięciu punktu zbornego. Zyskujemy w ten sposób pewność, że
zetknięcie z nieznanym przebiegać będzie sprawnie i z zachowaniem trzeźwości.
Recepta na sukces
Postawa myśliwego gwarantuje nam również powodzenie w stosunkach z innymi ludźmi na co
dzień. Ponieważ działania myśliwego opierają się na obserwacji, nie na myśli, ponieważ w miarę
przemieszczania się punktu zbornego poszerza się jego percepcja rzeczywistości, ponieważ kieruje
nim strategia, nie kaprys, w świecie ludzkich spraw ma on zdecydowaną przewagę nad innymi ludźmi.
Wyobrażenie większości ludzi o odrębnej rzeczywistości – o ile w ogóle dopuszczają jej istnienie –
nosi szalone czy na wskroś fantastyczne znamiona. Zaludniają ją duchy opiekuńcze i istoty chodzące
po ścianach. W pra-ktyce wniknięcie w inną rzeczywistość może przybrać postać niezwykłych zjawisk
parapsychicznych – śniącego.ciała porozumiewania się bez słów czy wizji żyjących istot jako
"świetlistych kłębków". Może też oznaczać uświadomienie sobie, że nie jesteśmy skazani na życie w
jarzmie ego, że możemy się stworzyć na nowo. Zdaje-my sobie wówczas sprawę, że jesteśmy zdolni
kochać 1epiej i zdrowiej; że ład, jakiego łakniemy w naszym prywatnym świecie, kryje się w nas
samych – wolny od zewnętrznych czynników, takich jak inflacja, kolejny kryzys na świecie czy cudze
zdanie o nas.
Dotyczy to w dużej mierze sztuki podchodzenia. Jej praktykowanie wyposaża nas w potężne
narzędzia, dzięki którym sprawniej możemy działać w świecie, napędzani i podtrzymywani przez siłę
pochodzącą z innej rzeczywistości. Siła ta w świecie, któremu znana jest tylko prawa strona
rzeczywistości, może okazać się porażająca.
Reasumując, sztuka podchodzenia obejmuje obserwację, strategiczną kontrolę nad własnymi
czynami, osaczanie ego, skuteczne zarządzanie sprawami codziennego życia i osiągnięcie
przesunięcia punktu zbornego z zachowaniem trzeźwości i pełnej sprawności. To budowanie pomostu
wiodącego z tej strony rzeczywistości do naszej innej jaźni.
Sztuka podchodzenia w dziełach Castanedy
Sztuka podchodzenia to jedna z dwóch wielkich osi, wokół których obraca się cały zespół idei
wyłożonych w dziełach Castanedy (drugą stanowi sterowanie snem) [zobacz: Bibliografia prac
Carlosa Castanedy]. Wszelkie próby jej zdefiniowania okazałyby się daremne; po pierwsze dlatego, że
niemożliwe jest zrozumienie jej przy pomocy rozumu; po drugie, zgodnie z oświadczeniami zawartymi
w dwóch późniejszych pracach Castanedy, dzieło jego, a tym bardziej ta część poświęcona technice
śledzenia, nie ma charakteru skończonego. Jego znaczenie w ramach całości prezentowanych przez
Castanedę koncepcji można w pełni docenić wyłącznie przez wypracowanie własnego, osobistego
rozumienia.
Niemniej, postaram się w kilku słowach przedstawić zasadnicze pojęcia związane ze sztuką
podchodzenia Nie znalazły się one w części praktycznej niniejszej książki (mimo że don Juan i później
Florinda nalegali, aby stały się one praktycznymi wskazówkami do działania) głównie dlatego, że
zajęłyby zbyt wiele miejsca i miałyby charakter zbyt ogólnikowy. Przytaczam je tutaj ze względu na
czytelników, którzy mogą nie mieć w swych blibliotekach książek Castanedy, dla lepszego
zrozumienia i skuteczniejszego zastosowania zamieszczonych dalej ćwiczeń. Te same uwagi dotyczą
"strategii podchodzenia" (VII-31) wymienionej w opisie techniki "małego tyrana".
Zalecenia ogólne (VI-279)
Adept sztuki podchodzenia uznaje, że świat to nie-objęta tajemnica.
Musi podjąć próbę rozwikłania tajemnicy, zdając sobie zarazem sprawę, że nie jest to
wykonalne nawet w najmniejszym stopniu.
Uznaje też, że sam jest dla siebie tajemnicą.
Zasady podchodzenia (VI-278-291)
1. Zawsze wybieraj pole bitwy.
2. Odrzuć wszystko, co nie jest niezbędne.
3. Traktuj każdą potyczkę jak walkę na śmierć i życie-
4. • The Fire Front Within (1984) i The Power of Silence (1987).
5. W trudnych sytuacjach odpręż się i pójdź "na żywioł", niczym się nie przejmując. Tylko
wtedy kierujące tobą moce wskażą ci wyjście.
6. Nie daj się przytłoczyć. Kiedy napotkasz siły, które cię przerastają, wycofaj się na
chwilę i oddaj swobodnym rozmyślaniom.
7. Uprawiający sztukę podchodzenia ceni czas; liczy się każda chwila. (VII-281)
8. Nigdy nie zdradzaj swoich zamiarów; zawsze działaj skrycie.
Cztery nastroje uprawiania sztuki podchodzenia (VIII-87-89)
Bezwzględność. Pierwszym jej krokiem jest wyzbycie się wszelkiego współczucia dla siebie.
Współczucie dla siebie jest niczym innym jak kolejną postacią zapatrzenia w siebie. Bezwzględność
odnosi się do wszystkich aspektów życia, nie ma jednak nic wspólnego z szorstkością.
Przebiegłość. Jest to rodzaj sprytu bliższy intuicji niż inteligencji. Nie ma jednak nic wspólnego z
okrucieństwem.
Cierpliwość. Jest to czynienie wszystkiego we właściwym czasie. Istnieje odpowiednia chwila na
podjęcie działania. Trzeba być cierpliwym a zarazem aktywnym. Nie oznacza to jednak niedbałości.
Słodycz. Wynika ona z tego, że przestajemy brać siebie serio. Umiejętność śmiania się z siebie
samego pozwala wojownikowi być miłym, łagodnym, a przy tym niszczycielskim. Nie należy jej mylić z
głupotą.
Rekapitulacja: broń wojownika
Według don Juana rekapitulacja, podobnie jak sterowanie snem, jest podstawowym narzędziem
wojownika. Rekapitulacja to przypominanie, a ściślej mówiąc, przeżywanie na nowo. To ujawnienie
przeszłych doświadczeń zapisanych w ciele
Moim zdaniem rekapitulacja to nieodzowne narzędzie dla każdego, kto szczera dąży do
wyzwolenia, czy jest wojownikiem, czy nie. Dlatego też jest jedną z pierwszych technik, jakie
podsuwam uczestnikom moich warsztatów. Stosowanie jej przynosi daleko idące skutki w naszym
życiu.
W systemie don Juana rekapitulacja jest skutecznym środkiem na przesunięcie punktu zbornego,
przez co łączy świadomość z inną jaźnią.
Rekapitulacja u progu śmierci
Rekapitulacja jest czymś naturalnym. To ostatni odruch żywych istot przed rozpadem ich
indywidualności, czyli śmiercią. Przydarza się każdemu.
Osoby powracające do życia ze stanu klinicznej śmierci często podają, że "ukazało im się całe ich
życie". Nic w tym dziwnego: jesteśmy, ponieważ pamiętamy. Nasza zdolność kojarzenia
przypominania sobie daje nam poczucie indywidualnej tożsamości i ciągłości. To normalne, że u kresu
istnienia przypominamy sobie wszystkie te wydarzenia, które sprałiały, że utożsamialiśmy się ze sobą
w ciągu naszego życia. To chwila, kiedy nasze ,ja' schodząc ze sceny oddaje się po raz ostatni
przeżywaniu tego, czego nie zdoła dłużej pamiętać, tego, co wkrótce przestanie być. Ci, którzj doznali
przeglądu swego ży cia, potrafią bardziej cieszyć się życiem, posiadają większą wewnętrzną
równowagę i siłę, umieją decydować. Nie jest to jedynie skutek otarcia się o śmierć – co bez wątpienia
dodaje smaku życiu – ale również częściowej rekapitulacji ich życia.
Przepływ świadomości
Castaneda pisze, że gdy ciało dokona ostatecznej re-kapitulacji, na krótką chwilę przed śmiercią
ogarnia nas totalna świadomość – jak on to określa, orzeł pożera świadomość umierającego
człowieka. W chwili śmierci na krótko stajemy się czystą świadomością – dzięki rekapitulacji.
Ci, którzy uprawiają sztukę podchodzenia, wykazują wielkie zainteresowanie nadświadomością
uzyskiwaną wskutek rekapitulacji. Pytają często: "Dlaczego czekać aż do śmierci, żeby dokonać
rekapitulacji? Dlaczego nie spróbować tego wcześniej i nie wykorzystać mocy płynącej z rekapitulacji,
aby przeprowadzić zmiany w naszym życiu teraz?" Z tego właśnie powodu rekapitulacja jest
fundamentem techniki śledzenia.
Rekapitulacja jako środek wyzwalający i rozwijający świadomość ma uniwersalną wartość. Nie jest
zastrzeżona wyłącznie dla czarowników, wojowników czy innych "dziwaków". Warto jej spróbować nie
tylko dlatego, że kiedyś i tak umrzemy i dokonamy rekapitulacji. Jej oddziaływanie ma zbyt rozległy
zasięg, aby można ją zignorować.
Pamięć ciała
Chciałbym tu wyraźnie zaznaczyć, że rekapitulacja różni się od zwykłej pamięci. Rekapitulacja to
nie-działanie pamięci. O ile zwykłe wspomnienia obejmują myśli, rekapitulacja bardziej przypomina
pamięć zmysłową związaną z uczuciami. Kiedy coś sobie przypominamy, to właściwie przypomina
sobie ego za pośrednictwem wewnętrznego dialogu, do którego dodajemy obrazy.
Dla odróżnienia, podczas rekapitulacji przypomina sobie nasze ciało, a to przez uwolnienie
nagromadzonych w nim uczuć.
Większość ludzi przywiązana jest do przeszłości, co zrozumiałe, gdyż przeszłość stanowi oparcie
dla ego które posługuje się nią, aby usprawiedliwić swoje istnienie. Przeszłość decyduje o tym jacy
jesteśmy i dostarcza nam uzasadnienia dla utartych sposobów postępowania, nawet jeśli wiemy, że
nie przynoszą nam pożytku. Na rozpamiętywanie przeszłości poświęcamy dużo czasu. Tyle, że nie
zdajemy sobie sprawy, że to, co pamiętamy, to nie rzeczywistość, lecz wytwór wewnętrznego dialogu
wzbogacony o obrazy. Nie przypominamy sobie faktów, lecz ich interpretacje. Jesteśmy nieświadomi
swej prawdziwej przeszłości, gdyż za bardzo zajęci jesteśmy powtarzaniem sobie zmyślonej historii,
mającej uzasadnić istnienie ego.
Niemniej jednak, nie jest dla nas całkiem stracona świadomość tego, co przeżyliśmy i uczyniliśmy.
Posiadamy pamięć alternatywną, ukrytą w świadomości innej jaźni, która nie ma nic wspólnego z
wymysłami ego i którą możemy odzyskać. Rekapitulacja to doświadczenie cielesne w obrębie całości
naszego bytu, które pozwala nam przeżyć ponownie uczucia, jakie zawierają w sobie implicite
rekapitulowane zdarzenia. Zwykle zachodzi rozbieżność między tym, czego się dowiadujemy za
pośrednictwem rekapitulacji, a wersją naszego istnienia głoszoną przez zwykłą pamięć.
Dlaczego zawodzi psychoanaliza?
Pozwolę sobie na krótką dygresję na temat psychoanalizy. Kiedy opowiadam o rekapitulacji,
wykształceni rozmówcy od razu kojarzą ją z psychoanalizą. Mówią czasami: "Ach tak, od trzech lat
dokonuję rekapitulacji u mego psychoanalityka". Być może w duchu zadają sobie pytanie: "Więc
dlaczego się nie zmieniłem?". Otóż, rzecz w tym, że rekapitulacja i psychoanaliza to dwie odrębne
praktyki. Pierwsza należy do sfery świadomości lewej strony, druga do sfery świadomości prawej
strony. Pierwsza pochodzi od ciała, druga od wewnętrznego dialogu. Rekapitulacja to ponowne
przeżycie doświadczeń, psychoanaliza to interpretacja będąca wytworem myślenia, nazywana tu
przeszłością. W trakcie psychoanalizy ego pacjenta, rozprawiające o sobie niemal nieustannie, w
miarę upływu czasu utwierdza się w przekonaniu, że istnieje naprawdę. Usprawiedliwiając się w ten
sposób, umacnia swą pozycję dominującej siły w całości bytu pacjenta. Rzecz jasna, sprawia to
satysfakcję analitykowi, który – na widok z góry przewidzianego zachowania ze strony pacjenta –
uważa, że sprawdził się profesjonalnie, co z kolei usprawiedliwia wszystkie te lata nauki na
uniwersytecie. Poza tym, honorarium za tak długą terapię to też nie błahostka. Jaki jest jej wynik?
Pacjent, po latach leczenia dalej cierpi tę samą egzystencjalistyczną udrękę, ale za to potrafi
dokładnie wyjaśnić, na czym polegają jego problemy. Na nieszczęście jednak pacjent wciąż nie jest
zdolny zmienić czegokolwiek w swej sytuacji.
Jeśli wiadomo już teraz, że rekapitulacja odbywa się bez udziału zwykłej pamięci, i to ciało, nie
umysł, jej dokonuje, możemy przystąpić do omówieniach jej skutków. Należą do nich wewnętrzna
wolność, poszerzona świadomość i zwyżka energii.
Okowy przeszłości
Pytano mnie nieraz podczas warsztatów: "Po co za-wracać sobie głowę przeszłością, kiedy
naprawdę ważna jest dla nas chwila obecna? Czy nie mówiono nam, że trzeba żyć tu i teraz?" Pytania
te dotykają bardzo istotnego zagadnienia: Otóż w rekapitulacji nie mamy do czynienia z wydarzeniami,
które rozegrały się dawno temu, ale z przeszłością, która wciąż jest obecna. Te minione zdarzenia
zapisane są w naszych ciałach i tak naprawdę określają nas i wszystko, co robimy. Determinują nasz
sposób myślenia, decydują o tym, co przychodzi nam łatwo a co trudno, nasze słabe i mocne strony,
sympatie i antypatie, ubiór, sposób okazywania i przyjmowania miłości – jednym słowem, wszystkie
cechy, które wymienione by były pod hasłem "Jaki jestem" i "Jak żyję".
Toteż rekapitulacja to nie przypominanie sobie rzeczy minionych, przeszłych. Stanowi raczej
konfrontację z czymś, co w nas nieustannie działa i rzutuje na każdą chwilę obecnego życia. Tu i
teraz, każdy z nas "wlecze za sobą" niezliczone inne osoby, miejsca, przedmioty i sytuacje, które nie
są widoczne na pierwszy rzut oka. Wszystkie te więzy to w rzeczywistości strzępki naszej świetlistej
natury, które pozostają sczepione z tymi osobami, miejscami, przedmiotami, sytuacjami przez całe
nasze życie. Dlatego też kiedy chcemy coś zmienić, zacząć coś nowego, przekonujemy się, że nie
jesteśmy w stanie. Te więzy z przeszłości ciążą nam niczym ogromne brzemię, które wtłacza nas w
stare nawyki, przyzwyczajenia, utarte sposoby postępowania. Jeśli nawet będziemy się stykać z
innymi ludźmi, wydarzenia wciąż będą się powtarzać.
Droga do wolności
Płynie stąd wniosek, że rekapitulacja stanowi też drogę do wolności. Jeśli dowiemy się wprost, bez
interpretacji, jak powstało nasze ego, czego się wyrzekliśmy, jakie obietnice ciągle na nas ciążą, jak
doszło do tego, że widzimy siebie takimi, jakimi się widzimy; jeśli będziemy zdolni postrzegać ego jako
konstrukt werbalny powstały we wcześniejszym okresie życia, a zatem nie tak realne czy ostateczne,
jak nam się wcześniej wydawało, oznacza to, że dojrzeliśmy do przemiany. Oznacza to, że nie
jesteśmy z góry skazani przez tę pospolitą historię, którą nazywamy swoją przeszłością. Jeśli
poznamy swe nawyki i przyzwyczajenia, uzyskamy informację niezbędną do określenia, jakie formy
nie-działania będą najbardziej odpowiednie do ich wykorzenienia, do wymazania osobistej
przeszłości. Wówczas będziemy mogli wybrać, jak żyć i jakim być, w jakim świecie pragniemy istnieć.
Możemy zerwać z nudą i rutyną i zastąpić je magią, zadziwieniem i radością.
Przywoływanie quasi-wspomnień innej jaźni
Kiedy w książce The Eagle's Gift Castaneda używa określenia ,,quasi-wspomnienia innej jaźni",
przychodzą nam na myśl praktyki czarnoksiężników albo jakichś sekt czy kultów. Coś takiego –
zakładając, że w ogóle istnieje – z pewnością nie miałoby żadnego odniesienia do doświadczeń
zwykłego człowieka. W pracy tej Castaneda opisuje, jak w wyniku wytężonej pracy nad sobą odzyskał
wspomnienia całych ciągów wydarzeń, które miały miejsce w stanie wyższej świadomości, lecz nie
zostały zarejestrowane przez normalną pamięć. Doznania te przechowywane były w świadomości
innej jaźni. Tylko wskutek ogromnych wysiłków udało się Castanedzie przywołać te quasi-
wspomnienia. Przypomniane w ten sposób wypadki, które wywarły doniosły wpływ na jego życie,
niezmiernie go poruszyły, tak że ze zdumieniem zadawał sobie pytanie: "Jak to się stało, że
zapomniałem wydarzenie tak wielkiej rangi?"
Prawda jest taka, że każda istota ludzka nosi w sobie quasi-wspomnienia innej jaźni. Nie są to
bynajmniej doświadczenia z udziałem czarowników w stanach wyższej świadomości. Pod nazwą tą
kryją się głębokie, przełomowe przeżycia w przeszłości, na które jedyną radą (jak w przypadku
Carlosa) było puścić je w niepamięć. Kiedy ego staje wobec czegoś, co kłóci się z jego opisem świata
albo jaźni, doznany wstrząs sprawia, że doświadczenie zostaje albo całkowicie odrzucone, albo jakoś
zracjonalizowane. Osoby dokonujące rekapitulacji swojego życia wpadają w podobną konsternację:
"Jak mogłem coś takiego zapomnieć?"
Zapominają, ponieważ wydarzenia te odcisnęły się nie na zwykłej pamięci, lecz na równoległej
pamięci innej jaźni, gdzie zostały zapamiętane inaczej niż utrwaliłoby je ego. W jakiejś części naszego
ciała (rozpatrywanego jako pole energii) zawarte są quasi-wspomnienia innej jaźni. Tam właśnie kryją
się mechanizmy blokujące dostęp do wielu doświadczeń, których pragniemy, lecz które wydają się dla
nas nieosiągalne. Przykładem mogą być dawne obietnice.
Obietnica Carlosa
Działanie takiej obietnicy jasno ukazuje epizod opisany w A Separate Reality, kiedy don Juan
zmusza Castanedę, aby przypomniał sobie obietnicę, dawno zapomnianą przez zwykłą pamięć, lecz
mimo to dalej wywierającą wpływ na jego życie. Miało to związek z chłopczykiem o "nosie jak guzik"
(II-147).
W dzieciństwie Carlos toczył ciężkie boje z innymi. chłopakami, stanowiące odpowiedź na
okrucieństwo i szyderstwo, jakimi często zaprawione są stosunki między dziećmi. Wynikiem tych
bojów jest podział na silnych i słabych. Kosztem ciężkich zmagań Carlos zapewnił sobie pozycję
wśród silnych, którzy tyranizowali pozostałe dzieci. Szczególnie upatrzył sobie pierwszoklasistę
Joaquina, któremu często dokuczał. Mimo to mały Joaquin darzył Carlosa podziwem i nie odstępował
go na krok. Raz Carlos posunął się za daleko: nieumyślnie spuścił ciężką tablicę na swego małego
wielbiciela, łamiąc mu przy tym rękę. Widok Joaąuina leżącego na podłodze i zalanego łzami,
wystraszonego i nie rozumiejącego, za co go to spotkało, do tego stopnia wstrząsnął Carlosem, że ten
obiecał sobie, że jeśli Joaąuin wyzdrowieje, on nigdy już nie będzie nad nikogo się wywyższał. Carlos
bezwiednie nosił w sobie brzemię tego przyrzeczenia, dopóki don Juan siłą nie wyciągnął z niego tego
wydarzenia na jaw.
Wszyscy kryjemy w sobie podobne "obietnice". Ich odkrycie i poznanie daje nam możliwość
osądzenia, czy nadal są dla nas ważne czy też czas wreszcie od nich się uwolnić.
Najlepszym środkiem wiodącym do tego celu, ujawnienia quasi-wspomnień innej jaźni, jest
rekapitułacja. Stwarza nam szansę dowiedzenia się, kim naprawdę jesteśmy.
Zatykanie czarnych dziur
Najważniejszym skutkiem rekapitulacji jest wzrost energii. W rozlicznych interakcjach z innymi
ludźmi przeżywamy bolesne chwile, podczas których tracimy cząstki naszej świetlistości. Zwłaszcza
burzliwe spięcia emocjonalne przynoszą duże straty energii, gdyż pozbywamy się wówczas całych
płatów naszej świetlistości. Po takim starciu nigdy nie dochodzimy w pełni do siebie, odczuwamy brak,
choć nie umiemy określić czego. W kategoriach don Juana, można by to ująć tak: w naszej
świetlistości powstają "dziury", przez które nieustannie ucieka i rozprasza się energia, co osłabia
naszą równowagę i moc. To, że te energetyczne wycieki mają charakter stały, można zaobserwować
na przykładzie życia przeciętnego człowieka; istnieje skłonność do powtarzania osłabiających
zachowań, które wzięły swój początek z jakiegoś bolesnego spięcia emocjonalnego, to znaczy z
powstania jednej z opisanych wyżej "dziur".
Można zobrazować to na przykładzie rozłąki kochanków. Porzucony partner czuje się tak, jakby
rozstał się z cząstką siebie. Może to się objawić w postaci fizycznych sensacji w okolicach pępka. To
nie przenośnia. W społeczeństwie Zachodu silnie zaborczy charakter miłości może wytworzyć tak
silną więź między świetlistymi włóknami kochanków, że rozdzielenie prowadzi do okaleczenia
przynajmniej jednego z partnerów i taka osoba na zawsze chyba pozostanie w swoim odczuciu
"niepełna".
Rekapitulacja umożliwia odzyskanie traconej energii, dostarczając nam środków na zatkanie luk w
naszej świetlistości.
Jednakże tak jak my zostawiamy za sobą strzępy energii, sczepione z chwilami, miejscami,
sytuacjami i osobami z naszej przeszłości, tak i inni ludzie zostawiają w nas cząstkę siebie. Odcisnęli
na nas swe piętno, w wyniku czego mogą zaburzać nasz czas i przestrzeń, bez względu na to, czy są
obecni czy nie, żywi czy martwi. Z tego powodu często nie jestem sobą. Staję się kim innym – moim
ojcem, matką, wychowawczynią z przedszkola, przyjacielem sprzed lat, dawną ukochaną. Tak jak
tracę cząstki swej istoty na rzecz innych osób, noszę też w sobie obce cząstki, co nie pozwala mi
cieszyć się pełnią życia. Don Juan uczy, że te "obce" włókna również stanowią podstawę naszego
poczucia ważności (VI-289). Odłączanie tych nieświadomie przyswojonych obcych cząstek staje się
łatwe dzięki rekapitulacji.
Techniki
Ponieważ ma zastosowanie do wszystkiego, co robimy, sztukę podchodzenia można uprawiać na
niezliczone sposoby. Ja jednak ograniczę się tutaj do kilku podstawowych ćwiczeń. Pierwsze trzy
odnoszą się do rekapitulacji, następne sześć do innych form podchodzenia.
Istnieje wiele sposobów rekapitulacji – przez pogrzebanie w Ziemi, z pomocą drzew, w grupie, z
drugą osobą, przez masaż czy poruszanie się w grupie. W zespołach, w których pracowałem,
posługiwaliśmy się różnymi technikami.
Podstawową technikę rekapitulacji przedstawił Cas-taneda w The Eagle's Gifł – polega ona na
zamknięciu się wewnątrz skrzyni. Moim zdaniem to najskuteczniejsza metoda na osiągnięcie
rekapitulacji ogólnej.
Chciałbym wpierw podkreślić różnicę między ćwiczeniami rekapitulacji a właściwą rekapitulacja.
Ćwiczenia mogą doprowadzić do wyzwolenia wspomnień drugiej jaźni, ale same w sobie nie stanowią
rekapitulacji. Prawdziwa rekapitulacja powstaje samorzutnie z inicjatywy samego ciała. Rządzi nią
swoista dynamika, będąca pochodną sposobu istnienia ciała jako pola energii. Są sytuacje, ostre
kryzysy czy fizyczne urazy, kiedy osoby doświadczają spontanicznej rekapitulacji, nie zdając sobie z
tego sprawy. Poniżej zarysowana jest szczegółowa procedura, która pobudza pamięć ciała i w ten
sposób przynosi ogólną rekapitulację życia.
Rekapitulacja w skrzyni
Potrzebne są do niej trzy rzeczy:
Zestawienie wydarzeń do rekapitulacji.
Specjalne techniki oddechowe.
Skrzynia do rekapitulacji.
Każdy element stanowi odrębną technikę samą w sobie; jednak maksymalny efekt osiąga się
wtedy, gdy zostaną użyte wszystkie naraz.
Postępowanie w ogólnych zarysach wygląda następująco:
1. Sporządź listę wszystkich wydarzeń ze swojego życia, zaczynając od chwili obecnej i kończąc
na najbardziej odległej – swoich narodzin.
2. Wejdź do skrzyni i, za pomocą specjalnej techniki oddychania, dokonaj rekapitulacji po kolei
każdego wydarzenia, posuwając się wstecz od teraźniejszości do | przeszłości.
Na pierwszy rzut wydaje się to proste. Jednak w praktyce, każdy krok chrakteryzuje wysoki stopień
złożono-. ści, jak zresztą sami wkrótce zobaczymy. Każdy z nich najpierw z osobna szczegółowo
omówię, a potem wyjaśnię, jak są ze sobą wzajemnie powiązane.
9. Lista wydarzeń
Technika ta polega na spisaniu wydarzeń, które chcemy poddać rekapitulacji. Lista teoretycznie
powinna zawierać wszelkie zdarzenia z naszego życia, od momentu jej spisywania począwszy a na
narodzinach (albo doświadczeniach prenatalnych) skończywszy. Rzecz jasna, wykaz taki
obejmowałby praktycznie niezmierzoną liczbę wydarzeń – przeszłość nasza rozrosłaby się tak, że nic
z nią nie dałoby się zrobić. W praktyce więc zaczynamy od wydarzeń najważniejszych i tych, które
same nam się nasuwają.
Don Carlos sugeruje, aby podzielić nasze życie na obszary. W oparciu o informacje zawarte w jego
pracach, osobiste uwagi Castanedy oraz, przede wszystkim, praktyczne doświadczenie, mogę tę
niezwykle prostą technikę zawrzeć w czterech punktach:
1. Wybierz trzy obszary ze swojego życia, które chcesz poddać rekapitulacji.
2. Podziel każdy obszar na elementy składowe.
3. Podziel każdy element na etapy.
4. Podziel każdy etap na konkretne zdarzenia.
Obszary. Wybierz dziedziny obejmujące rzeczy czy czynności, które miały i mają znaczący udział
w twoim życiu. Typowymi obszarami mogą być: "Domy, w których mieszkałem", "Związki miłosne",
"Rodzina", "Przyjaciele", "Praca", "Szkoły". Ważne jest, aby dany obszar rozbić na elementy
składowe. Hasło "Domy" będzie mało przydatne, jeśli mieszkałeś w jednym domu przez całe życie,
podobnie "miłość", jeśli nigdy nie miałeś kochanki.
Dziedziny te stanowią swego rodzaju przekrój czasowy, co pozwoli ci nanieść na papier całą twą
dotychczasową egzystencję bez wdawania się w szczegóły. Można obyć się bez wydarzeń, które nie
wydają się nam szczególnie związane z daną dziedziną.
Elementy w ramach obszaru. Są to poszczególne jednostki składające się na dany obszar od chwili
obecnej do najodleglejszej przeszłości. Jeśli wybrałem "Domy", na pierwszym miejscu na liście
znajdzie się dom, w którym mieszkam teraz, następnie poprzednie miejsce zamieszkania, i tak dalej,
aż do mojego pierwszego domu.
DOMY
1. Vallarta 49, D. F. (gdzie obecnie mieszkam)
2. Dom w Azulejos, Veracruz (gdzie mieszkałem, zanim przeprowadziłem się do domu nr 1)
3. Dom babci (poprzedzający dom nr 2)
4. Dom taki i taki (gdzie mieszkałem, zanim przeprowadziłem się do domu nr 3)
5. I tak dalej, aż dojdę do domu, w którym mieszkałem tuż po urodzeniu)
Jeśli wybrana dziedzina dotyczy osób, na przykład kochanków czy członków rodziny, trzeba
wymienić ich imiona i nazwiska w odwróconym porządku czasowym, jak w powyższym przykładzie.
Etapy w ramach elementu składowego. Ta część może wydać się najbardziej skomplikowana, ale
w istocie taka nie jest. Podziel na etapy każdy z elementów, zaczynając od pierwszego na liście, i
przyjmij taki sam odwrócony porządek czasowy. Najlepiej jest nazwać każdy etap od wydarzenia,
które w jakiś sposób wyznaczyło początek danego etapu. Pokażę to na własnym przykładzie:
1.1. Lista do rekapitulacji (etap obecny)
1.2. Książki Castanedy (od zeszłego roku do teraz)
1.3 VALLARTA 49 Remont domu
1.4. Choroba dziadka
1.5. Wprowadzenie się do domu Vallarta 49
Nazwy nadane poszczególnym etapom służą tylko jako punkty odniesienia, ułatwiające orientację
w obrębie danego elementu. Przedział czasowy może być tutaj różny. Liczba elementów zależeć
będzie od ilości czasu przypadającego na element, jednak nie powinna być mniejsza niż trzy. Od
pięciu do dziesięciu etapów zazwyczaj wystarcza.
Jeśli nazwanie etapów sprawia problem, można rzecz uprościć używając liczebników
porządkowych, tyle że w odwrotnej kolejności, od najwyższego do najniższego dla etapu, który
zapoczątkował cały element.
Zdarzenia w ramach etapu. Na tej liście powinny znaleźć się wydarzenia, które tworzą dany etap,
w kolejności od najbliższego w czasie do najbardziej odległego. Nie próbuj ich opisywać, daj im tylko
nazwę. Nie staraj się analizować, po prostu je odnotuj. Pozostając przy moim przykładzie:
1.1. Lista do rekapitulacji
1.1.1. Sporządzam listę
1.1.2. Lunch z przyjacielem
1.1.3. Pogawędka z sąsiadem
1.1.4. Weekend w Cuernavaca
1.1.5. Naprawa samochodu
1.1.6. Czytanie o rekapitulacji
Liczba zdarzeń na poszczególnych etapach może być różna. Dobrze przygotowana lista może
obejmować od 300 do 2000 pozycji, a nawet więcej.
Po ukończeniu twój wykaz powinien tworzyć ogromny synoptyczny prostokąt składający się z
czterech kolumn: w pierwszej, nazwa obszaru; w drugiej, elementy składowe obszaru; w trzeciej,
etapy elementów; w czwartej, zdarzenia na poszczególnych etapach. Organizacja materiału może być
dowolna (listy, ponumerowane wstążki, itd.), niemniej, synoptyczne zestawienie ułatwia dokonywanie
ogólnych obserwacji, co może okazać się wielce pouczające.
Ważne jest, aby skończyć jedną kolumnę przed zabraniem się za następną; to znaczy, należy
poruszać się po zestawieniu w kierunku pionowym, z góry na dół, a nie w poprzek. Umożliwia to
powracanie do tych samych spraw w coraz bardziej szczegółowym ujęciu. Dzięki temu zyskuje się
coraz dokładniejszy obraz ukierunkowania swojego życia i nie błądzi w ślepych uliczkach wydarzeń,
które szczególnie się wybijają albo są najtrudniejsze do uchwycenia. Trzeba zrozumieć, że choć
pierwsze kolumny pozwalają nam ogarnąć nasze życie z innej perspektywy, to dopiero wypełnienie
czwartej pozwala nam maksymalnie zużytkować listę.
Trzeba podkreślić, że sporządzanie tego wykazu to wyrabianie sprawności w podchodzeniu i
opiera się nie na analizie, lecz na bezpośrednim oglądzie. Fakty należy po prostu rejestrować, bez
wdawania się w spekulacje czy refleksje. Nie wolno też pomijać wydarzeń dla nas bolesnych czy
wstydliwych, które z reguły wymagają gruntownej rekapitulacji.
Uwaga, jaką poświęciłeś przygotowaniu listy oraz długość trwania całego procesu, zaowocują
odpowiednio lepszymi wynikami. Na ogół zabiera to od dwóch do dwunastu tygodni, przy dużej
częstotliwości pracy. Ukończenie jednego obszaru zazwyczaj wystarcza, aby przejść do korzystania
ze skrzyni do rekapitulacji. Listę składającą się z trzech dobrze wybranych i wypełnionych obszarów
można właściwie uznać za kompletną.
Choć sporządzanie listy jest tylko jednym z etapów, może ono również funkcjonować samo w sobie
jako szczątkowa forma rekapitulacji ogólnej. W ciągu lat pracy w zespole zauważyłem, że dobrze
przygotowana lista wywiera zauważalny wpływ na świadomość i energię ludzi nawet bez pełnej
rekapitulacji we wnętrzu skrzyni. Sama praca nad listą może pobudzić pamięć ciała. Kiedy zaś lista
zostanie ukończona, będzie ci służyć za "mapę" twojej egzystancji, dzięki której dostrzeżesz
występujące w niej nawroty, ciągi i okresy, i dowiesz się wiele na temat strukturalnych osi
wyznaczających bieg twojego życia.
10. Oddychanie
Oddychanie to magiczny składnik procesu rekapitulacji, za pomocą którego można kierować
naprawami, jakie ciało będzie musiało przeprowadzić w swej energetycznej strukturze. Istnieją trzy
rodzaje oddychania:
Wdech
Wydech
Pełny oddech
Opis pierwszych dwóch zamieszczony jest w The Eagle's Gift. Nie jest on jednak na tyle dokładny,
aby mieć praktyczną wartość dla osób pragnących wypróbować tę technikę samemu. Oddychanie
wykonuje się następująco:
Wdech stanowi podstawową formę oddechu w ćwiczeniu na rekapitulację – oddech numer jeden.
Jak sama nazwa wskazuje, polega on zasadniczo na wdychaniu, które ma funkcję przyciągania,
łączenia. Ma dwa określone zastosowania: kiedy rozpoczynamy kolejne sesje rekapitualcji wewnątrz
skrzyni oraz gdy w trakcie sesji natrafiamy na doświadczenie, które przypłaciliśmy utrata, energii,
które zostawiło w nas jakiś "brak".
Działanie tej formy oddechu pomaga ćwiczącemu Przejść od zwykłego wspominania do
rekapitulacji własnej, jak również odzyskać porzucone świetliste włókna. Aby to stało się możliwe,
ciało i umysł muszą być zrelaksowane. Kręgosłup winien być wyprostowany, oczy zamknięte.
Spojrzenie skieruj przed siebie i opróżnij płuca. Wstrzymując oddech, obróć głowę maksymalnie w
prawo. Od tego miejsca wykonaj powoli obrót głową o 180 stopni w lewo, przez cały czas biorąc
głęboki oddech, aż płuca wypełnią się powietrzem. Ruch głowy i oddech powinny być ze sobą
zsynchronizowane i powolne. Zaczynając od lewego ramienia, zwróć twarz na wprost i dopiero wtedy
wolno wypuść powietrze; w ten sposób powracasz do punktu wyjścia. Między poszczególnymi
ruchami rób króciutką przerwę.
Ćwiczenie to można wykonywać bez ograniczeń, choć na ogół wystarczy kilka minut.
Wydech to czynność odwrotna, nazywana jest oddechem numer dwa. Polega ona zasadniczo na
wydychaniu, którego funkcją jest oddzielanie i odłączanie. Ma zastosowanie podczas rekapitulacji,
kiedy napotykamy doświadczenie, w którym cząstki innych osób sczepiły się z naszą świetlistością,
albo "obietnicę", od której chcemy się uwolnić.
Oddech numer dwa usuwa z ciała obce włókna oraz "przyrzeczenia", których nie trzeba już
honorować. Przebiega w takiej samej pozycji i w warunkach określonych przy numerze pierwszym,
tyle że na odwrót. Z twarzą zwróconą przed siebie, powoli wdychaj powietrze. Wstrzymując oddech,
obróć głowę maksymalnie w lewo. Stamtąd dokonaj obrotu głową o 180 stopni w prawo, wydychając
całe powietrze. Opróżniwszy płuca, ponownie zwróć twarz przed siebie; w ten sposób wracasz do
punktu wyjścia. Ciało samo da ci znać, kiedy przerwać. Należy zachować taką samą powolność
ruchu, synchronizację i pauzy jak przy numerze pierwszym. Pełny oddech stosujemy, kiedy pragniemy
wyjaśnić jakąś scenę z przeszłości, odzyskać trzeźwość albo po prostu lepiej się skoncentrować. Jako
że ta forma wchodzi w skład innych ćwiczeń, nie tylko na rekapitulację, dokładny jej opis znajduje się
w rozdziale 6 w ćwiczeniu 46, na wyciszenie wewnętrznego dialogu.
11. Skrzynka do rekapitulacji
Sporządzenie skrzyni. Skrzynia niezwykle wspomaga proces rekapitulacji. Jest zarówno
narzędziem jak i symbolem. Jako narzędzie pobudza pamięć ciała, jako symbol przedstawia
organiczenia osobistej przeszłości, która nas więzi – ograniczenia ego.
Jest to skrzynia z drewna, którą wykonać trzeba w stanie całkowitego skupienia. Ma kształt
sześcianu, którego jedna ściana umocowana na zawiasach służy jako drzwi. Nie musi to być idealny
sześcian, ale powinien być tak skonstruowany, aby po wejściu wolna przestrzeń wokół ciała nie
przekraczała pięciu centymetrów. Kształt powinien być dopasowany do pozycji osoby siedzącej
prosto, z nogami skrzyżowanymi lub podciągniętymi pod brodę. Należy zapewnić odpowiednią
wentylację, a przy tym ograniczyć dopływ światła do wnętrza do minimum.
Najlepszym surowcem jest drewno z racji dobroczynnego działania na ludzi drzew i
otrzymywanych z nich wyrobów.
Można zbudować też skrzynię z wiekiem u góry; w tym przypadku ćwiczący będzie musiał leżeć na
wznak. Ponieważ w sposób naturalny kojarzy się to ze śmiercią, rekapitulacja w takich warunkach
będzie znacznie ułatwiona. Gdyby zdarzyło nam się zasypiać, należy w środku umieścić kamień, a
powstała w ten sposób niewygoda uniemożliwi nam sen. Nie jest wskazane malowanie czy ozdabianie
wzorami skrzyni, ani też wykonanie jej w jakimkolwiek innym kształcie. Piramidy, na przykład, oprócz
tego, że budzą rozmaite metafizyczne skojarzenia, wywołują odmienny skutek, który może być
niekorzystny. Ograniczyć do minimum trzeba wszelkie metalowe elementy, zawiasy, gwoździe itd.
Kleju używamy wyłącznie organicznego. Podobnie jak w przypadku listy, im więcej czasu i uwagi
poświęcimy przygotowaniu skrzynki, tym skuteczniejszym narzędziem się okaże.
Wewnątrz skrzyni. Kiedy lista jest gotowa (przynajmniej jeden obszar z wypełnionymi czterema
kolumnami), trzy techniki oddychania opanowane i skrzynia zbudowana, można przystąpić do dzieła.
Przed wejściem do skrzyni musisz zapamiętać najświeższe wydarzenia z listy, aby móc je przywołać
w środku.
Wewnątrz skrzyni obchodzić cię będzie tylko czwarta kolumna z listy: wydarzenia. Liczba wydarzeń
wybranych do rekapitulacji na jeden raz nie powinna być zbyt duża. Teoretycznie powinno się
dokonać rekapitulacji po kolei każdego wydarzenia z listy, od najbliższego w czasie do najbardziej
odległego. Mówię teoretycznie, ponieważ w praktyce podczas rekapitulacji ciało obiera swój własny
kurs, który często odbiega od porządku przyjętego na liście. Czasem pojawiają się zdarzenia nie ujęte
w wykazie, inne z kolei, które wydawały się bardzo ważne, tracą na znaczeniu.
Kiedy znajdziesz się w środku, na kilka minut oddaj się ćwiczeniu oddechu numer jeden. Każdy
sam musi ustalić, ile czasu na to mu potrzeba. Zdarzenia zaczną nasuwać się same, można jednak to
przyspieszyć świadomie starając się przypomnieć. Nic nie zaszkodzi użycie na początku zwykłej
pamięci. Wysiłek, jaki włożyłeś w przygotowanie listy, ćwiczenia oddechowe oraz skrzynia, pomogą ci
przejść ze zwykłej pamięci do rekapitulacji. Można też spróbować mniej oczywistych sposobów na
przypomnienie. Na przykład, skup swą uwagę na jakichś pobocznych aspektach zdarzenia zamiast na
jego przewodnim temacie. Jeśli wspomnienie dotyczy dyskusji, jak wyglądało otoczenie, w którym się
toczyła? W jakim pomieszczeniu? Jakiego koloru były ściany? Zamiast słów, jakie wówczas padły,
spróbuj przypomnieć sobie uczucia, jakich doznałeś. Wrażenia cielesne są bardzo przydatne: Co
czułem w kolanach? Co czuły moje stopy? Jak reagował żołądek? Jakie zapachy do mnie dolatywały?
Po wprawieniu procesu w ruch, skorzystaj z ćwiczeń oddechowych w zależności od sytuacji: numer
jeden do odzyskania energii, numer dwa do oddzielenia obcych cząstek i uwolnienia się od
przebrzmiałych obietnic i decyzji, i numer trzy do nabrania jasności i trzeźwości.
Po ukończeniu rekapitulacji wszystkich wydarzeń z listy, musisz pozbyć się skrzyni w swoistym
obrządku, który upamiętni chwilę twojego wyzwolenia się z okowów osobistej przeszłości. Szczegóły
rytuału są kwestią wyłącznie własnego uznania. Skrzynię należy zakopać albo spalić.
Łączny czas potrzebny do całkowitej rekapitulacji zależy od wielu czynników – stylu życia,
natężenia pracy, długości i częstotliwości sesji itd. Trzeba jednak uwzględnić to, że podczas
rekapitulacji czas płynie inaczej niż w powszednim życiu. Zważywszy że umierającej osobie zabiera to
kilka chwil, możesz założyć, że i w twoim Przypadku nie będzie to ciągnąć się latami.
Pora najbardziej sprzyjająca rekapitulacji, to czas, kiedy inni śpią i nie przeszkadzają nam
zewnętrzne Wpływy. Najdogodniejsze otoczenie znajdziemy na obszarach słabo zaludnionych albo,
jeszcze lepiej, w lesie pod gołym niebem. Skrzynia powinna spoczywać w jednym miejscu przez cały
czas trwania ćwiczenia; nada to doświadczeniu charakteru rytualnego. Niemniej, idealne warunki nie
są konieczne; ważne jest, aby to zrobić, nieważne gdzie.
Niektórzy poświęcają na rekapitulację jedną, dwie godziny, raz czy dwa razy w tygodniu, inni całe
weekendy. Rekapitualcja całej listy może trwać kilka miesięcy. Uczestnicy prowadzonych przeze mnie
warsztatów pracowali przez dwadzieścia jeden dni, spędzając na rekapitulacji każdą noc. Po
ćwiczeniach wstępnych o siódmej trzydzieści wieczorem, wchodzą do skrzyni mniej więcej godzinę
później i przebywają w niej do piątej trzydzieści rano, kiedy wszyscy rozchodzą się do swych
codziennych zajęć. Odbywa się to przeważnie w zalesionej okolicy w pobliżu miasta. Wbrew
oczekiwaniom, nikt nie jest zmęczony czy osłabiony po tak spędzonej nocy. Skutek jest wręcz
przeciwny – wigor, jasność i trzeźwość umysłu. Rezultatem jest głębsze spojrzenie na codzienną
rzeczywistość.
Nie przejmuj się jednak, jeśli zdarzy ci się zasnąć w skrzyni. W żadnym wypadku nie będzie to
zwykły sen. Stan, w jaki się wprawisz, wykracza poza prostą dychotomię jawy i snu. Marzenia senne i
rekapitulacja mieszają się w rzeczywistości rozciągającej się daleko poza granice skrzyni. W skrzyni
mogą wystąpić też różne dziwne efekty – hałasy, głosy czy obrazy, albo możesz przenieść się do
innej rzeczywistości, w pełni świadomy.! To zjawiska normalne. Cokolwiek się stanie, możesz być j
pewien, że wrócisz do stanu wyjścia. Pod żadnym pozorem nikt nie powinien wchodzić do twojej
skrzyni, ponieważ przenikają ją twoje wibracje, które mogą u intruz wywołać strach albo nawet
chorobę. Podczas rekapitulacji daj upust swoim uczuciom. Jeśli przebywasz w miejscu, gdzie nie
możesz płakać, krzyczeć czy śmiać się do woli, poszukaj bardziej odludnego zakątka.
Nie powinieneś również zwracać zbytniej uwagi swoją skrzynią czy ćwiczeniem, zwłaszcza osób,
którym obca jest idea twojego postępowania. Jeśli ktoś cię zapyta, odpowiedz, że to twoja "skrzynka
do medytacji" czy coś w tym rodzaju. Wszelkie przejawy zainteresowania osób postronnych mogą ci
przeszkodzić w pracy.
To tyle, jeśli chodzi o rekapitulację.
Mały tyran
Technika ta, łącząca pragmatyzm i humor, należy do najbardziej wyrafinowanych form sztuki
podchodzenia. Ma ona zastosowanie wtedy, gdy wbrew naszej woli znajdujemy się we władzy
wrogich nam czynników czy ludzi, zwłaszcza gdy zostaje zranione nasze ego. Chodzi tu o zniewagę,
upokorzenie czy znęcanie się.
Przedstawiona przez Castanedę technika małego tyrana to szczyt sztuki podchodzenia.
Wymyślona została w czasach podboju Meksyku przez Hiszpanów, kiedy czarownicy i mędrcy
cierpieli straszny ucisk pod jarzmem najeźdźców. Większość z nich zginęła; ci, co przeżyli, obrócili
panującą sytuację na swoją korzyść. Stąd narodziła się sztuka podchodzenia, dzięki której mogli
wychodzić zwycięsko nawet z największych opałów. Do rozwoju tej sztuki przyczyniły się
prześladowania, przemoc, brutalne traktowanie. Nauczyło to ich skrycie się Poruszać i panować nad
sytuacją tak, że ostatecznie triumfowali nad przeciwnikiem. Swe stosunki z małymi tyranami uczynili
elementem strategii. Ale najważniejsze okazało się odkrycie w strategicznym postępowaniu z małymi
tyranami niezwykle skutecznego lekarstwa na poczucie własnej ważności. Ponieważ pochłania ono
najwięcej energii, jego zwalczenie stanowi jedno z naczelnych zadań wojownika pragnącego zużyć tę
energię na wyprawę w nieznane.
Don Juan podaje bardzo prostą definicję małego tyrana w The Fire From Within: "Mały tyran to
oprawca, ktoś, kto decyduje o życiu lub śmierci wojownika, albo po prostu nieznośnie uprzykrza mu
życie..." (VII-31). W epoce kolonialnej dokonano klasyfikacji małych tyranów według siły ich
oddziaływania. Wysoko nad poziomem śmiertelników umieszczono niestrudzoną siłę podtrzymującą
istnienie wszystkiego, co jest, pierwotną energię wszechświata, którą nazwano "Tyranem". Przy niej
nawet najwięksi despoci i okrutnicy wydawali się zaledwie małymi tyranami; ci znaleźli się na samej
górze zestawienia.
Mały tyran – ma władzę nad swymi ofiarami, których życiem rozporządza według własnego
upodobania.
Drobny mały tyran – znęca się i rani, nie pozbawiając swych ofiar życia.
Mały tyran – płotka – drażni i irytuje bez żadnego celu.
Naturalnie, w czasach hiszpańskiego najazdu wszędzie roiło się od małych tyranów. Jednak
później wojownicy mieli do czynienia już tylko z drobnymi tyranami, których podzielili na cztery
kategorie:
Tych, którzy stosują gwałt i przemoc.
Tych, którzy wytwarzają atmosferę zagrożenia i strachu.
Tych, którzy przytłaczają smutkiem i ponuractwem-
Tych, którzy dręczą doprowadzając ludzi do wściekłości.
Jak jest to opisane w The Fire From Within, w stosunkach z małymi tyranami wojownicy opierają
się na pierwszych czterech elementach strategii wojownika, którym teraz się przyjrzymy.
12. Strategia wojownika
Składa się łącznie z sześciu elementów, które wzajemnie na siebie oddziałują. Początkowych pięć
wchodzi w zakres osobistego świata wojownika i stanowi jego atrybuty (VII-31). Szósty pochodzi ze
świata zewnętrznego. Z wyjątkiem czynnika piątego, woli, wszystkie należą do sfery znanego.
Kontrola – potrzebna do odpowiedniego nastawienia ducha, kiedy tłamsi cię mały tyran.
Dyscyplina – pomaga zbierać informacje, kiedy spadają na ciebie razy.
Wytrwałość – pozwala czekać cierpliwie, ze spokojem i pogodą ducha; proste wstrzymanie
należnej zapłaty.
Czas – odpowiednia pora na wprowadzenie w czyn wszystkiego, co zrodziła kontrola,
dyscyplina i wytrwałość.
Wola – jedyny czynnik należący do dziedziny nieznanego.
Mały tyran – oprawca, który nieznośnie uprzykrza życie. Wojownicy posługują się nim do
zwalczania poczucia własnej ważności i nauki doskonałości.
Stosowanie tej techniki wymaga pewnego doświadczenia praktycznego i poziomu świadomości,
których raczej próżno by szukać u nowicjuszy. Należy zachować Przytomność umysłu, aby trzymać
się strategii w sytuacjach, kiedy zwyczajni ludzie dają się ponieść emocjom i nie są zdolni spojrzeć na
sprawę z innej perspektywy.
Komentarz
Każde doświadczenie z małym tyranem, nawet najdrobniejszym, przynosi zwykłym ludziom szkodę
i jest odbierane jako osobista zniewaga. Jednak naprawdę wykańcza nas nie jakaś wyrządzona nam
rzeczywista krzywda, lecz obraza i poczucie upokorzenia, które wynikają stąd, że bierzemy siebie zbyt
serio. Przyglądając się małym tyranom w naszym życiu, powinniśmy zadać sobie pytanie, jaką w
istocie powodują szkodę. Trzeźwa obserwacja unaoczni nam, że prawdziwy wróg kryje się w nas
samych. To poczucie własnej ważności kłuje nas do żywego, gdy znajdziemy się w sytuacji przykrej
dla ego. Wojownik może odnieść fizyczne obrażenia, ale w żadnej mierze nie będzie się czuł
obrażony postępkami małego tyrana. Może powalić go cios, ale upokorzenia nie dozna. To właśnie ta
nadwyżka energii nie roztrwonionej na poczucie naszej ważności stanowi o przewadze wojownika nad
małym tyranem, którego słaby punkt stanowi to, że traktuje samego siebie ze śmiertelną powagą. Z
pomocą tej dodatkowej energii wojownik trzyma się strategii, zachowuje kontrolę i zdolność
obserwacji, następnie zakłada pułapki i czeka. W końcu triumfuje, gdyż udało mu się poskromić
własnego ducha.
Postawa czujności, obracanie każdej sytuacji w wyzwanie i strategiczne postępowanie, wszystko to
przydaje się nie tylko w konfrontacji z małym tyranem, ale w każdych okolicznościach, w których
narażeni jesteśmy na atak, upokorzenie czy zniewagę. Ile nowych możliwości otwiera się przed nami,
jeśli nie będziemy kierować się poczuciem własnej ważności? Odpowiedź można poznać tylko w
działaniu.
Osoba, która nie zadręcza się w myślach tym, że jej ego doznało uszczerbku, lepiej uchroni się
przed jakąkolwiek krzywdą. Weźmy człowieka, którego goni lew; biedak musi uciekać ile sił w nogach.
Jeśli zmarnuje czas na złość pod adresem lwa czy będzie czuł się obrażony "zniewagą" doznaną od
zwierzęcia, przepadnie. Podobnie w obcowaniu z ludźmi, zapatrzenie w siebie odbiera nam zdolność
podejmowania działania w najbardziej odpowiedniej chwili, w związku z czym wynik zawsze jest łatwy
do przewidzenia.
Na koniec słowo przestrogi: Trzeba bezwzględnie pamiętać, że mały tyran to nasz wróg.
Podkreślam to, gdyż często spotykam się ze stwierdzeniem: "Och, co za pech! Ja już mam takiego
małego tyrana w domu... to moja żona (mój mąż)". Nie należy pochopnie wypowiadać takich sądów,
gdyż taka sytuacja zamiast konfrontacji wymagałaby uczciwości i współczucia, nawet w ramach
strategii. Nie wolno zapominać, że mały tyran to ktoś, kto posiada nad nami władzę, to zewnętrzny
czynnik, na który normalnie nie mamy wpływu. Nie możemy nazwać kogoś "małym tyranem" tylko
dlatego, że go nie lubimy.
13. Stwarzanie pozorów
Pozorowanie to kolejna technika podchodzenia, równie zabawna co niszcząca w swej sile. Wiąże
się z jak najbardziej autentyczną artystyczną kreacją. Łączy sztukę aktorską i sztukę przebierania się.
W ćwiczeniu tym, polegającym na przebraniu się i udawaniu osoby całkiem odmiennej od naszego
codziennego "ja", chodzi przede wszystkim o to, aby przekonać nie tylko widzów, ale również siebie
samego, do tego stopnia, że moc twego przekonania udziela się nieświadomej widowni. Pociąga to za
sobą modyfikację percepcji, przesunięcie punktu zbornego.
Doprowadzone do swej najskrajniejszej postaci, czyste aktorstwo staje się sztuką czarodziejską
sztuką transformacji. Czego doznaje czarownik, który przeobraża się we wronę i odlatuje? W zasadzie
ma on wrażenie, że leci, czuje się wroną i na jej sposób postrzega i doświadcza świat. Jego sekret
polega na tym, że potrafi dopasować swą percepcję do oglądu świata przez wronę, zmieniając
pozycję swego punktu zbornego. Pozwala mu to osiągnąć znajomość magii, a także głębokie
przeświadczenie i lata pracy. Powstaje jednak pytanie, które dawno temu Castaneda zadał don
Juanowi: Co ujrzy widz? Osoba postronna zobaczy zapewne śpiącego i dojdzie do wniosku, że jest on
pijany albo odurzony. Ale widz znajdujący się stanie wyostrzonej świadomości albo przyglądający się
czarownikowi o niezwykłej mocy – takiemu, który potrafi wymusić przesunięcie się punktu zbornego
widza – dostrzeże cud: osobę przemienioną w ptaka, odlatującą w siną dal. Castaneda pyta, czy to,
co czuł, było prawdziwe. Na co don Juan odpowiada: "Jedyną prawdą jest to, co czułeś...
rzeczywistość to czucie."
Coś zbliżonego, lecz w mniejszym stopniu, zachodzi w przypadku gry aktorskiej. Chyba że aktor
jest zarazem człowiekiem wiedzy, którego szczególną sztuką jest aktorstwo, jak Julian z The Power of
Silence. Wówczas ma miejsce dokładnie to samo.
Świadkiem tej magii jest każdy, kto oglądał przed-stawienie teatralne. Znika zwykła rzeczywistość;
nie ma już sceny, aktorów, publiczności. Czar aktorów sprawił, że wniknęliśmy w inną rzeczywistość.
Pozostawili oni za sobą nie tylko codzienny świat, ale również swe dotychczasowe ego, przeobrażając
się w całkiem nowe postaci, które teraz stały się rzeczywiste.
W wielu prowadzonych przez siebie warsztatach stosowałem teatr w najróżniejszych
okolicznościach, od teatru ulicznego po teatr utajniony, taki, w którym widzowie bez swej wiedzy
uczestniczą na równi z aktorami, biorąc to, co się dzieje, za rzeczywistość. Zakres naszych działań
obejmuje pantomimę, jak i wystawianie utworów wśród rdzennych społeczności, gdzie nikt nie mówi
po hiszpańsku.
Odkryłem między innymi, że prawdziwe aktorstwo otwiera przejście do innej jaźni, do
doświadczenia poza obrębem ego, co samo w sobie decyduje o jego przydatności. Kiedy udajesz
kogoś innego, kiedy potrafisz tak ukształtować swą percepcję, aby była żywym wyrazem tej nowej
osoby, ukazuje ci się w całej swej okazałości twoje poprzednie "ja", a także twoje dotychczasowe
życie. Uświadamiasz sobie, że ego oraz świat, w którym jak ci się zdawało, jesteś uwięziony, to tylko
złudzenie, po prostu jeszcze jedna postać w jeszcze jednej sztuce, tyle że aktorzy zapomnieli, że
grają w przedstawieniu. To ważne, zwłaszcza jeśli odgrywana przez ciebie sztuka oddaje nudę lub
cierpienie.
14. Kilka dni z życia aktora
To ćwiczenie w znacznym stopniu przyczynia się do zmniejszenia poczucia własnej ważności,
wymazania życiorysu i spojrzenia na codzienne życie z innej perspektywy. Składa się z następujących
etapów:
1. Najpierw musisz wybrać albo stworzyć postać z wyraźnie zarysowanymi cechami – najlepiej jeśli
stanowić będą całkowite przeciwieństwo twoich własnych.
2. Poświęć trochę czasu na zgłębienie jej charakteru, aby poznać wszelkie niezbędne szczegóły.
Musisz określić, jak mówi, ubiera się, porusza, co myśli, czuje i tak dalej.
3. Następnie przygotuj swą postać do wejścia w świat. Zdobądź odpowiednie ubranie i zacznij po
kryjomu ćwiczyć przejawy nowej osobowości – postawy, zainteresowania, słownictwo, ulubione
zajęcia.
4. Idź między ludzi przebrany za nową postać. Musisz zachować aktywność, wdawać się w
rozmowy, odwiedzać miejsca publiczne, pracować – jak wymaga tego rola, którą grasz. Trzeba
pewnej dyscypliny, aby nie popaść na powrót w dawne "ja". Chodzi o to, aby przekonać samego
siebie do nowej roli, wczuć się w nią, myśleć jej kategoriami – uczynić postać prawdziwą.
15. Przebrania
Rzecz polega na tym, aby przebrać się tak, żeby nikt nas nie rozpoznał. Zależy to nie tylko od
kostiumu, ale również od dobrej charakteryzacji. Postawa, ton głosu, wszystko to musi przystawać do
przebrania. Powinno j być to zrobione tak, żeby zwieść nawet najbliższych.
1. Postaraj się o kostium.
2. Nałóż go i przećwicz charakteryzację.
3. W przebraniu, przez co najmniej jeden dzień przyglądaj się przestrzeni, w jakiej rozgrywa się
twoje codzienne życie.
4. Przebrany za kogoś innego, wejdź w interakcję z ludźmi, którzy cię znają, nie wyjawiając swej
tożsa-mości.
To ćwiczenie pozwoli ci przyjrzeć się twemu światu, związkom, najbliższym osobom, z niezwykłej
perspektywy. Oczywiście, przebranie musi działać i nadawać się do interakcji z osobami, dla których,
rzecz jasna, będziesz obcym. Udaj domokrążcę oferującego książki religijne, mierniczego, żebraka
albo strażaka – każdy z nich powinno się sprawdzić. Tak przebrany, udaj się do swojego domu,
miejsca pracy, szkoły, tam wdaj się w rozmowę z członkami rodziny, przyjaciółmi, znajc mymi. Im
dłuższa interakcja i im szerszy zakres twego życia będzie nią objęty, tym lepsze wyniki.
Nie ma ograniczeń co do długości i częstotliwości wykonywania tego ćwiczenia, ale minimum to
cały jeden dzień. Można również okresowo je zmieniać; można przebierać się inaczej na różne okazje
albo pogłębić pierwotną postać. Trzeba w tym ćwiczeniu liczyć się z niespodziankami, które mogą nas
zaskoczyć w najmniej oczekiwanym momencie.
16. W skórze płci przeciwnej
Stanowi ona wariant poprzedniej techniki, który zasługuje na uwagę z racji swego szczególnego
działania. W The Power of Silence don Juan powiada, że "tylko w kobiecym przebraniu może
mężczyzna naprawdę opanować sztukę podchodzenia" (VII-88). Jest to też świetny sposób na
wyszkolenie się w wymienionych wcześniej czterech nastrojach, w jakich odbywa się podchodzenie.
Ćwiczenie to polega na przebraniu się za osobę płci przeciwnej, tak by nie budzić żadnych
podejrzeń. Odgrywając kobietę, musisz być bezwzględny, przebiegły, cierpliwy i słodki, co kobiecie
często przychodzi naturalnie. Ponieważ kobiecy wszechświat jest mężczyźnie zupełnie obcy, zaleca
się pilne praktykowanie tego ćwiczenia, aby "nabrać pojęcia o tym, czym jest kobiecość"
Podobnie, jako kobieta oddająca się temu ćwiczeniu, powinnaś przebrać się za mężczyznę i
zachowywać się jak on. Wymaga to rozpoznania i naśladowania charakterystycznych rysów męskiego
wszechświata takich jak: stałość umysłu, rywalizacja, dbanie o uznanie w oczach innych i tak dalej.
Trzeba wspomnieć, że technika straci wiele ze swej skuteczności, jeśli zastosujemy ją w "mniej
wymagającym otoczeniu", na przykład w gronie przyjaciół. Aby spełniło swe zadanie, ćwiczenie to
musi odbyć się między obcymi ludźmi, którzy dzięki naszemu przebraniu będą Przekonani, że mają do
czynienia z kobietą, jeśli podchodzący jest mężczyzną, lub odwrotnie. Technika ta niemal niezawodnie
przynosi przesunięcie punktu zbornego.
17. Obserwacja tonali
Obraz tego ćwiczenia, jaki daje książka Tales of Power, niektórym czytelnikom może wydać się
zbyt niesamowity. Jeśli nie umieją postrzegać ludzi jako "świetlistych kłębów", technika ta może być
dla nich niedostępna. Istnieje jednak uproszczona wersja dla początkujących, całkiem dobrze się
sprawdzająca.
Na początek należy wybrać punkt, z którego można dyskretnie przyglądać się ludziom zajmującym
się swymi codziennymi sprawami – stację metra, park, ulicę, gdziekolwiek gromadzą się ludzie. Jako
nowicjusz powinieneś się odprężyć i po prostu obserwować, powstrzymując się od sądów i rozważań
na temat tego, jak kto się zachowuje i wygląda. Wyciszenie wewnętrznego dialogu nie jest niezbędne,
ale bardzo wskazane. Powtarzanie w myślach nic, nic, nic pomaga uchronić się przed cudzymi
myślami. Głównym zadaniem jest skupienie się na wrażeniu, jakie robią na nas poszczególne osoby.
Należy między innymi ustalić, czy dana osoba ma "dobry tonal" czy nie. W bardziej przyziemnych
kategoriach oznacza to, czy tej osobie wiedzie się w życiu, czy dba o siebie, jest szczęśliwa i silna.
Wcale nie jest łatwo natrafić na kogoś takiego.
Gdy pojawi się osoba o wymienionych wyżej cechach, postaraj się nawiązać z nią rozmowę,
ukrywając prawdziwy charakter swoich poczynań. Powinieneś zachowywać się swobodnie, unikając
wszelkich pokus, aby przyprzeć rozmówcę do muru czy nawiązać z nim znajomość, chyba że
przemawiają za tym okoliczności i tylko pod warunkiem, że przebieg zdarzenia nie kłóci się z ideą
ćwiczenia. Chodzi przede wszystkim o potwierdzenie swoich spostrzeżeń przez interakcję,
zachowując nieustannie wewnętrzną gotowość do zareagowania zgodnego z wymogami sytuacji.
Przekonasz się, ile zdrowych jednostek chodzi po ulicach.
Wstecz / Spis treści / Dalej

ROZDZIAŁ PIĄTY
Nie-działania indywidualnej jaźni

Rozbijanie struktury ego


Nie-działanie to podstawowa strategia postępowania czarownika, który używa jej do przejścia w
odrębną rzeczywistość. Obejmuje ona ogólne techniki, takie jak śledzenie i sterowanie snem. Nie-
działania jaźni mieszczą się w obrębie sztuki podchodzenia i mają one na celu doprowadzenie do
rozbicia struktury ego wojownika oraz jego zwykłego obrazu świata, gdyż między tymi dwoma
zjawiskami, jak już wiemy, zachodzi relacja zwrotna.
Choć na ogół wszystkie techniki dają zbliżone wyniki, ten szczególny zestaw praktyk wywiera
natychmiastowy i bezpośredni wpływ na doświadczenie jaźni, na to, jak doświadczamy siebie.
W książce Journey to Ixtlan (jednej z najbogatszych z całego cyklu, jeśli chodzi o praktyczne
wskazówki), Castaneda opisuje trzy podstawowe formy nie-działania indywidualnej jaźni: słuchanie
głosu śmierci, tracenie poczucia własnej ważności i wymazywanie osobistej przeszłości. Wszystkie
one przyczyniają się do, jak to określa anty-psychiatria, rozbicia struktury ego [zobacz: David Cooper,
La Muerte de la Familia, Barcelona, Ariel, 1985] Rozpad ego prowadzi do wolności wojownika, który
świadomie do tego dążył, lecz przeciętna osoba, która przemianę taką przechodzi przypadkowo,
wskutek silnego kryzysu emocjonalnego, może przypłacić to obłędem.
Zniewoleni przez opis
Gdy używam określenia "ego", chodzi mi o wszystko to, co mamy na myśli, kiedy mówimy "ja". Ale
czym dokładnie jest to "ja"? Właściwie nie wiem, ale odnoszę wrażenie, że mieści się w mojej głowie,
za oczami. A co z ciałem? Mam uczucie, że ciało to nie "ja", lecz coś, co "ja" posiadam do własnego
użytku, to znaczy, do przemieszczania się, popisywania przed innymi i tak dalej. Dlatego nazywam to
"moim" ciałem. A energia? Co z polem energii, które stanowi moją istotę i które rozciąga się poza
granice mego ciała? Ta kwestia jest pomijana. Nam, przeciętnym ludziom, coś takiego raczej nie
przychodzi do głowy, a co dopiero mówić o uznaniu tego pola za część "ja".
Zatem jeśli nie moim ciałem ani moją energią, to czym jest ego? Co jest tego tworzywem?
Absurdalna, lecz szczera odpowiedź brzmi: nic. Jeśli ktoś ma wątpliwości, niech spróbuje go
poszukać. Po rozcięciu ludzkiego ciała ukażą nam się serce, płuca, żyły, krew, gruczoły, mózg i wiele
innych rzeczy. Ale nigdzie ani śladu ego. W gruncie rzeczy, ego nie występuje w ciele nowo
narodzonego dziecka ani dopiero co zmarłej osoby.
Na to ktoś normalny i rozsądny mógłby rzec: "Ale to niemożliwe! Ego jest niczym? Ja jestem
niczym? Czyli nie istnieję? Ależ ja jestem!" (Oburzone jest w tym przypadku ego, a nie całość osoby.)
Rozsądny, lecz nie całkiem normalny człowiek odparłby: "Cóż, sądzę, że istniejesz. Ale jeśli jesteś
swoim 'ja' (ego) i kiedy mówisz 'ja', nie masz na myśli swojego ciała, co właściwie masz na myśli?
Czym jesteś? Co sprawia, że nazywasz siebie 'ja'? Z jakiego jesteś tworzywa?"
Oto kilka typowych odpowiedzi przeciętnej osoby:
Cóż, tak naprawdę, jakby to powiedzieć?... Już wiem!
Jestem uczciwym człowiekiem.
Jestem synem mojej matki.
Jestem dobrym mężem.
Jestem leniwy.
Boję się kobiet.
Jestem taki, smaki, owaki... i tak dalej.
Zgadza się. Tym właśnie jest twoje ego. Ego jest opisem. (Wykonaj ćwiczenie 22, Ego: werbalny
portret.)
Otóż to. Ego jest konstruktem werbalnym. Niczym więcej. Tylko słowami. Jest złudzeniem. Co
więcej, ego wyrasta z nicości, a jego quasi-rzeczywisty charakter wynika stąd, że uparcie
zachowujemy się tak, jakby było realne.
Ludzka istota nie jest tożsama z treścią zawartą w opisie ego, choć tak się powszechnie uważa i
dlatego postępuje się zgodnie z tym opisem. Objawia się to przez przyzwyczajenia, które są czynnym
wyrazem treści opisu, zwanym ego.
Powyższej prawdy można dowieść wyłącznie przez praktykowanie nie-działania jednostkowej
jaźni. W codziennych "działaniach" jesteśmy tacy lub inni. Jedne rzeczy potrafimy, drugich nie.
Niemniej, oddając się nie--działaniu, ćwiczący przekonują się, że są zdolni do wielu rzeczy, które
wcześniej uchodziły za niemożliwe, ponieważ nie mieściły się w opisie; to, z pewnością, dobra nowina.
Postępowanie z rozmysłem
Możemy zdobyć się na działania poza granicami opisu. Każdy, kto oddaje się czynności będącej w
sprzeczności z treścią opisu, która nazywa siebie "ja", w istocie wykonuje "nie-działanie indywidualnej
jaźni". Jest to naprawdę możliwe. Dowiodłem tego na własnym przykładzie i w pracy w zespole. Nie
wchodziła w grę siła sugestii ani też nie przyśniło mi się to. To jest realne.
Wpojono nam, że cała nasza rzeczywistość to ego, że tym jesteśmy i tym pozostaniemy do końca.
Jednak zapomnieliśmy, że nie zawsze tacy byliśmy. Zapomnieliśmy, że niegdyś pozbawieni byliśmy
"formy", dzięki czemu mogliśmy odczuwać zachwyt, postrzegać wszystko jako tajemnicę do odkrycia.
Zapomnieliśmy, że my sami i nasz świat stanowimy tajemnicę, ponieważ wmówiliśmy sobie, że mamy
określoną naturę z wyraźnie zarysowanymi granicami (ego). To samo uczyniliśmy ze swoim
otoczeniem, nadając tym samym moc złemu urokowi, koszmarowi współczesnego życia:
sprowadziliśmy to, co nienazywalne, nieodgadnione, sam cud istnienia, do takiego bezsensu. I do
tego nudnego. Zbudowaliśmy sobie więzienie i nazywamy je "ja". Wspaniale! Oto ludzie z
"osobowością".
Ale mam dla was wiadomość. Nie jesteśmy skazani na wieczne tkwienie w pułapce opisu. Możemy
to więzienie rozbić. Możemy wymazać swoją jednostkową historię. Możemy odzyskać wolność.
Psychotyczne rozbicie osobowości
Zjawisko obłędu o podłożu psychotycznym zasługuj na krótkie omówienie. Otóż w psychozie mamy
do czy-nienia z gwałtownym rozpadem rzeczywistości. Nie jest prawdą, że jednostki psychotyczne
mają "przywidzenia". Raczej postrzegają rzeczy, które istnieją, ale organizują je psychicznie i
emocjonalnie w inny sposób. Albo dostrzegają coś, co normalnie ludzie nieświadomie odrzucają.
Wynikiem jest percepcja rzeczywistości, która na ogół przysparza im cierpień i niejednokrotnie
prowadzi do samozniszczenia. Rozpad struktur jednostki psychotyczne odbierają jako utratę pewności
co do tego, co jest realne, w tym również ego, które wskutek "rozmontowania" swej rzeczywistości
zagubiło poczucie ciągłości. Na tym etapie jednostkę psychotyczną nachodzą poważne wątpliwości
dotyczące jej tożsamości, ponieważ przestają być pewne pierwotnych właściwości swojego ego. Jako
że podstawę postępowania tworzy ego, jego rozpad prowadzi do zachowań dziwacznych i
niekonsekwentnych.
Jeśli obłęd nie ma nic wspólnego z nowotworami czy obciążeniem genetycznym, to można
zaryzykować stwierdzenie, że jednostka obłąkana to w rzeczywistości osoba, która przechodzi proces
niekontrolowanego rozpadu osobowości, choć jest tego nieświadoma, i kierują nią podobne pobudki
co wojownikiem. Szuka ona alternatywnego sposobu istnienia, odrzuca chorą "normalność", za którą
płacimy nudą i udręką, jeśli nie cierpieniem i depresją. Jednostka psychotyczna rozpaczliwie pragnie
wolności, które to pragnienie zrodził w niej jakiś głęboki, nie rozwiązany kryzys egzystencjalny. Można
by powiedzieć, że "wypadła z toru". Ale ta droga dokądś prowadzi. Prowadzi do wyzwolenia z
uciążliwej egzystencji. Sęk w tym, że jednostce Psychotycznej brakuje sił, aby dotrzeć do "mety" -
upragnionej wolności.
Rozbicie osobowości w wydaniu wojownika
Ścieżka, którą podąża wojownik, aby osiągnąć wolność, również może przyprawić go o
szaleństwo, ale w jego przypadku dzieje się to bez zatracenia się. To właśnie miał na myśli don Juan
mówiąc o "kontrolowanym obłędzie" w A Separate Reality. O ile jednostka psychotyczna pogrąża się
w szaleństwie nie z własnego wyboru i nad nim nie panuje, to wojownik przystępuje do
rozmontowania swojego ego ze spokojem i równowagą. Gdy ich normalność zanika, jednocześnie
wzrasta energia, trzeźwość i kontrola. Zna "ścieżkę wojownika" i pokładając w niej całe swe zaufanie,
z jej pomocą porusza się w świecie zadziwienia i tajemnicy, świecie wyzwań i bojów, i tworzenia.
Panując nad swym przeznaczeniem, wojownik potrafi jednocześnie dotrzymać kroku społeczeństwu, z
takim powodzeniem, że często uchodzi za "nader rozsądnego człowieka".
Jeśli zauważamy, że choć nie przyszliśmy na świat z naszym ego, a jako dorośli już je posiadamy,
to logicznie rzecz biorąc, musieliśmy nabyć je gdzieś po drodze. Zmuszeni byliśmy je wytworzyć do
czasu osiągnięcia dojrzałości. Jednak, skoro umieliśmy nasze ego powołać do życia, jest również w
naszej mocy je wymazać i podstawić na jego miejsce nowe – przez nas zamierzone. Z takiej
perspektywy technika śledzenia może być uznana za sztukę kształtowania nowej jaźni. Dzięki jej
uprawianiu przestajemy być niewolnikami jednego sposobu istnienia. Możemy wymyślać nowe,
stosownie do sytuacji, i przemieniać się, ilekroć wymagają tego okoliczności lub po prostu ze zwykłej
ciekawości.
Wprowadzenie do ćwiczeń świadomości śmierci
W społecznościach tak zwanych "nowoczesnych", jednym z filarów, na których opiera się ego
jednostki -a co za tym idzie, "ego" zbiorowości -jest zaprzeczenie śmierci.
Już za młodu poddani jesteśmy treningowi, którego celem jest wyparcie ze świadomości faktu, że
wszyscy kiedyś umrzemy. Ta swoista "niepamięć", oczywiście, uśmierza do pewnego stopnia strach,
jaki odczuwamy przed nieznanym, ale każe nam za to płacić bardzo wysoką cenę, jaką jest
zapomnienie magicznej natury życia.
Zaprzeczenie śmierci szeroko rozpowszechnione jest w europejskim kręgu kulturowym i kulturach
z niego się wywodzących. Lecz nie jest w żadnej mierze zjawiskiem uniwersalnym. Jedną z
podstawowych wartości, które rządziły życiem społecznym oraz indywidualnym pierwotnych
mieszkańców Ameryki, a w szczególności Tolteków, była świadomość śmierci.
Zwyczaje panujące w przodujących kulturach świata – kupowanie "polisy na życie", dziedziczenie
majątku, a przy tym gwałtowny wstrząs, jakiego doznajemy w zetknięciu ze śmiercią drugiego
człowieka, to przykłady na to, jak mocno zaszczepiono nam przekonanie, że jesteśmy nieśmiertelni.
Utrzymują nas w nim też religie, oferujące niebo i zmartwychwstanie, których mamy dostąpić po
śmierci. Choć nie ogranicza się to wyłącznie do Zachodu, to tutaj właśnie religia kładzie największy
nacisk na zaprzeczenie rzeczywistości śmierci. Dawanie datków na kościół – działanie w swej istocie
ekonomiczne – to jeden ze sposobów na zapewnienie sobie "kawałka nieba". Można zauważyć, że
skłonni jesteśmy zapożyczać z religii Wschodu pewne idee, które są dla nas atrakcyjne, na przykład,
reinkarnacji. Z kolei bardziej subtelne ich aspekty, wewnętrzne wyciszenie czy nakaz prowadzenia
prostego życia, do nas nie trafiają.
Gotowi jesteśmy zapłacić niemal każdą cenę, aby u-twierdzić się w przekonaniu o własnej
nieśmiertelności.
Wydaje się dziwne, że nauczono nas zapomnieć jedyne nieuchronne wydarzenie w naszym życiu
– śmierć. Śmierć stanowi tajemnicę. To nieznane. A nam wpojono lęk przed nieznanym i tajemniczym.
Kryje się za tym ego, które boi się śmierci, i słusznie. Śmierć ujawnia prawdziwą naturę ego:
nicość. Śmierć nie jest negacją życia, ale raczej negacją ego. Życie, z kolei, czerpie ze śmierci.
Odżywiamy swoje ciała zabitymi zwierzętami i roślinami, podobnie jak nasze zwłoki posłużą im za
pożywienie, kiedy umrzemy. Tak więc, jeśli ego i śmierć pozostają we wzajemnej sprzeczności,
świadomość śmierci może ponieść nas – żywych – poza granice ego.
Podczas gdy ego w żaden sposób nie może się ustosunkować do śmierci, ciało, jako pole energii,
wyczuwa swoje prawdziwe przeznaczenie. Nasza inna jaźń może obcować wprost z nieznanym i
tajemniczym i nie staje jej na przeszkodzie niezrozumienie ze strony racjonalnego umysłu.
Świadomość śmierci to przejście do świadomości bytu: jesteśmy świetlistymi istotami. Polami energii,
a nie ego.
Świadomości tej próżno szukać w świecie słów. Jak w przypadku rekapitulacji, mamy tu do
czynienia z pamięcią ciała bliższą czuciu niż rozumowi.
Jeśli nieśmiertelność jest jedną z głównych podstaw strukturalnych "działania" przeciętnego
człowieka, wówczas odpowiadająca jej forma "nie-działania" – świadomość śmierci – stanowi istotny
element drogi wojownika. Na nieśmiertelności opiera się większość najbardziej energochłonnych
działań ego i jego przyzwyczajeń. Poczucie własnej ważności, na przykład, ma rację bytu tylko wtedy,
gdy wierzymy, że jesteśmy nieprzemijalni. W świetle śmiertelności wiele naszych codziennych
postępków nagle budzi zgrozę. Ponieważ czujemy się nieśmiertelni, dopuszczamy się następujących
"okropności":
Odkładamy na nie istniejące jutro rzeczy, które możemy zrobić tylko dziś.
Tłumimy w sobie uczucia, nie okazujemy ich zapominając, że jedyny czas na dotyk,
pieszczotę, spotkanie, jest dziś, czas, który zresztą jest bardzo krótki.
Nie dostrzegamy piękna i uczymy się widzieć wszędzie "brzydotę". (Wyobraźmy sobie piękny
kwiat, którego nie potrafimy już podziwiać.)
Bronimy swego wizerunku we własnych oczach.
Oddajemy się nienawiści, zgryźliwości, małostkowości i urazie.
Zamartwiamy się, aż popadamy w samoudręczenie i depresję.
Narzekamy, niecierpliwimy się, poddajemy rezygnacji.
Osoba świadoma własnej śmiertelności nie pozwoliłaby sobie na marnowanie jedynego danego jej
czasu, krótkiego i bezpowrotnie przemijającego, na tego rodzaju destrukcyjne emocje. Dlatego też
świadomy śmiertelnik staje się wojownikiem, który każdy czyn obraca w wyzwanie: wyzwanie do
nieustannego delektowania się esencją życia. Wyzwanie do godnego przeżywania każdej chwili, z
doskonałością będącą w zasięgu ich osobistej mocy. Śmiertelnicy radują się każdą drogocenną
chwilą, ponieważ wiedzą z absolutną pewnością, że czai się na nich śmierć, że niechybnie będą
musieli zajrzeć jej w oczy. Jako że śmierć może ich dosięgnąć w każdym momencie, wojownicy godzą
się z nią zav czasu i każde działanie traktują jako swój ostatni uczynek na Ziemi (III-101). Zatem dają
z siebie wszystko.
Z natury rzeczy, czyny istot, które z racji swej nieuchronnej śmierci wkładają w nie całe swe serce,
posiadają szczególną siłę. Ich moc i wydźwięk nie mają sobie równych w nudnej rutynie
nieśmiertelnych. Świadomość nieuniknionej śmierci jest opoką, na której zasadza się wiedza i walka
wojownika. Zamiast dawać wiarę czczym i abstrakcyjnym wartościom, które przedstawiają nasze
przeznaczenie w fałszywym świetle, wojownik opiera swą wiedzę na jedynym pewnym wydarzeniu w
życiu – śmierci.
Jak wspomniałem wcześniej, osiągnięcie świadomości nieuchronnej śmierci nie jest kwestią
refleksji. Mamy tu bowiem do czynienia ze zjawiskiem zakorzenionym w ciele, a nie w umyśle.
Świadomość śmierci kryje się w świadomości lewej strony i stanowi jeden z aspektów świadomości
innej jaźni, do którego można dotrzeć wyłącznie przez praktykowanie "nie-działania".
Słuchanie głosu śmierci to forma nie-działania, która umożliwia odzyskanie tej świadomości oraz
spojrzenie na codzienne sprawy z innej, bardziej trzeźwej i realistycznej perspektywy i skuteczniejsze
sobie z nimi radzenie.
Techniki nie-działania indywidualnej jaźni obejmują trzy podstawowe techniki – świadomość
śmierci, wymazywanie osobistej przeszłości oraz zwalczanie poczucia własnej ważności – z których
wywodzi się wiele różnych rozwiązań praktycznych. Oto podstawowe ćwiczenia wzbogacone o
konkretne przykłady.
18. Słuchanie głosu śmierci (III-43)
Kiedy jesteś znużony życiem, czy znajdujesz się na krawędzi załamania, przypomnij sobie, że
kiedyś musisz umrzeć. Wyrwij się na kilka chwil z wiru codziennych zajęć, aby ocenić rzeczywisty
charakter sytuacji i odnieść go do faktu swej nieuchronnej śmierci.
Jest to przydatne zwłaszcza wtedy, kiedy poczucie własnej ważności daje o sobie znać w jednej ze
swych wielu postaci, biorąc we władanie twoją osobę i twój czas: litujesz się nad sobą, czujesz, że
przecieka ci przez palce coś niezwykle cennego; jesteś obrażony albo pałasz zemstą; jesteś
przywiązany do czegoś, co tak naprawdę już utraciłeś; czujesz się podle i skrywasz swą miłość; boisz
się; lękasz się postępować zgodnie ze swymi najgłębszymi pragnieniami. To najbardziej odpowiednia
pora, aby zajrzeć w oczy śmierci i poprosić ją o radę. Potrzeba pewnej samokontroli, aby popatrzyć na
sprawy w świetle czekającej cię śmierci i podejść do sytuacji, jakby to był twój pożegnalny uczynek.
Tak długo, aż śmierć rozwieje wszelką małostkowość i strach. Aż ustawi wszystko na właściwym
miejscu i ukaże we właściwej perspektywie. Dopiero wtedy widać, że w zestawieniu ze śmiercią
bledną nawet najgorsze problemy powszedniości. Jesteś żywy; a śmierć czeka. Tylko to się liczy.
Reszta jest nieważna.
Wprowadzenie do ćwiczeń na świadomość szkieletu
Szczególnie pomocne w osiąganiu świadomości śmierci okazały się praktykowane przez nas
ćwiczenia, które nazwaliśmy świadomością szkieletu. Wymyślił je, pod wpływem opowiadania Raya
Bradbury'ego "Szkielet", jeden z naszych współpracowników German Bringas, z zawodu muzyk.
Bringas znalazł w nim pomysł na nowy rodzaj ćwiczeń. Wprowadziwszy je w życie, przekonaliśmy się
o ich skuteczności i stosujemy je do dziś, dalej je rozwijając. Poniżej podaję kilka form, w jakich je
wykonywaliśmy.
19. Budzenie szkieletu
Przeznaczone jest do ćwiczenia w nocy, pojedynczo lub w grupie.
1. Znajdź w miarę dużą, otwartą przestrzeń. Jeżeli będziecie pracować w grupie, ktoś będzie
musiał pokierować ćwiczeniem.
2. Każdy powinien stać w całkowitym bezruchu, ale swobodnie.
3. Następnie, ledwie dostrzegalnie, zacznij się poruszać. Na początku ruszaj jednym palcem,
potem przejdź do pozostałych, do całej dłoni, ręki, i tak dalej, aż twoje całe ciało będzie w ruchu.
Staraj się czuć każde poruszenie swojego ciała.
4. Teraz zacznij wykonywać ruch podobny do wstawania, tylko że z pozycji stojącej. Z początku
wolno, przyspieszaj coraz bardziej, ale w sposób niemal niezauważalny. Oddech powinien być
sprzężony z ruchem, uwaga skupiona na wrażeniach cielesnych. Po około piętnastu minutach
powinieneś osiągnąć maksymalną szybkość i natężenie. Staraj się wyczuć nadchodzący punkt
kulminacyjny, katharsis, przy zbliżaniu się do poziomu maksymalnego wysiłku.
5. Osiągając katharsis, wydaj z siebie potężny okrzyk, co dodaje intensywności przeżywanemu
doznaniu. Przez cały czas bądź świadomy swojego ciała.
6. Potem zacznij zwalniać, ledwie dostrzegalnie. Na tym etapie świadomość ciała powinna być
bardzo wyraźna. Nakieruj tę świadomość na kości w całym ciele. Powinieneś odnieść wrażenie, jakby
nie było w tobie nic poza kośćmi. Osiągnąwszy ten stan, stopniowo wyhamuj swoje ruchy, aż
zapadniesz z powrotem w zupełny bezruch. Nie-działania indywidualnej jaźni
7. Powoli ukucnij, ręce powinny być między kolanami i oparte o ziemię, jak u małpy.
8. Teraz postaraj się pogłębić świadomość swojego szkieletu, wyobrażając sobie przykucnięty
szkielet. Zamiast głowy powinieneś czuć samą czaszkę. Twoim tworzywem jest biały kamień. Jako
szkielet, tajemnicza istota, przyglądasz się światu z ciekawością i zadziwieniem. Oddychaj mocno.
Wyobraź sobie zamiast oczu dwa ziejące oczodoły. Pozostań w tej pozycji, aż uzyskasz bardzo
wyraźne poczucie własnego szkieletu.
9. W pełni świadomy swoich kości, zacznij wolno się podnosić. Potem zrób trzy kroki do przodu i
trzy do tyłu. Spróbuj spojrzeć na świat "oczami" szkieletu. Staraj się dostrzegać szkielety w
pozostałych uczestnikach.
20. Dotykanie szkieletu
To ćwiczenie wykonuje się w parach. Stosując się do wszystkich podanych wyżej wskazówek,
uczestnicy stają naprzeciwko siebie i z zamkniętymi oczami jeden z partnerów zaczyna dotykać kości
drugiego, który się nie rusza. Starajcie się wyczuć dotykiem kształt czaszki i pozostałych kości,
zwróćcie uwagę na doznawane przy tym wrażenia. Delikatnie, z ciekawością, dotykajcie łuków
brwiowych, nosa, kości czaszki, zębów, podniebienia, obojczyka, łopatki, żeber i tak dalej. Za pomocą
zmysłu dotyku spróbujcie przedstawić sobie stojący przed wami "szkielet". Wyobraź sobie, że jesteś
kościotrupem obmacującym drugiego kościotrupa; osoba stojąca w bezruchu skupia się na
pogłębianiu swojej świadomości szkieletu. Poświęć na to ćwiczenie co najmniej 20 minut.
21. Taniec szkieletów
Ćwiczenie to najlepiej wykonywać w milczeniu z odpowiednio dobraną muzyką w tle, sprzyjającą
skupieniu i pobudzającą wrażliwość, muzyką urzekającą i tajemniczą. Jest to rozwinięcie dwóch
poprzednich ćwiczeń. Po zastosowaniu się do wszystkich wymienionych wyżej poleceń, z dotykaniem
szkieletów włącznie, partnerzy zaczynają tańczyć do rozbrzmiewającej muzyki. Jest to taniec
swobodny, w którym chodzi o wyrażenie własnego poczucia jako szkieletu, który żyje w świecie.
Magia, która utrzymuje twój szkielet w pozycji wyprostowanej, to przemijająca magia życia. To ona
wprawia biały kamień w ruch, a gdy jej zabraknie, kamień znów pogrąża się w martwocie. Szkielety
tańczą w rytm tej magii, wśród cieni, które je otaczają. Powinno to trwać od 10 do 20 minut.
Komentarz
Ćwiczenie to przeznaczone jest do wykonywania w ciemności. Najlepsze wyniki osiąga się ćwicząc
w lesie, w otwartym polu lub na pustyni. Znakomicie nadaje się do tego dno wąwozu albo wyschłe
koryto rzeki. Jednak należy unikać miejsc w sąsiedztwie oceanu. Poza tym, wyznaczona osoba
powinna czuwać nad przebiegiem ćwiczenia, inicjować kolejne jego fazy, włączać muzykę i poddawać
uczestnikom pomocne określenia. Obecność nieznajomych oraz wszelkie przerwy są, naturalnie,
niepożądane.
Wprowadzenie do ćwiczeń na wymazywanie osobistej przeszłości
Wymazywanie jednostkowej historii to chyba najbardziej ogólna forma nie-działania, ponieważ
obejmuje wszystkie techniki stosowane w nie-działaniu. Jej zadaniem jest zerwanie związku
przyczynowo-skutkowego między przeszłością a teraźniejszością. Unicestwienie osobistej przeszłości
proponuje Carlo-sowi don Juan (III-26). Nawiązuje on nie tylko do konieczności zmiany przez Carlosa
jego sposobu życia, ale sugeruje też, że zmiana taka pociągnęłaby za sobą wygaśnięcie
deterministycznego oddziaływania przeszłości, co don Juan nazywał jego "indywidualną historią".
Pomysł ten może wydawać się dziwaczny, przyzwyczajeni jesteśmy bowiem uważać przeszłość za
podstawę teraźniejszości i co gorsza, za coś w zasadzie stałego, co stanowi doskonałą wymówkę,
aby zaniechać wszelkich zmian. W pracy w grupach raz po raz ze zdumieniem napotykam ludzi,
którzy wciąż podkreślają, jak bardzo chcą się zmienić, a przy tym robią wszystko, co możliwe, aby
było "po staremu". Najczęściej usprawiedliwiają się odwołując się do przeszłości: "To przez to, że nie
umiałam wyrobić w sobie dyscypliny". "Zawsze byłem słaby. "Miałem nadopiekuńczych rodziców", i
tak dalej. Zawsze przez "coś", co ma związek z przeszłością.
Wymazanie osobistej przeszłości to cudowna możliwość, którą trudno wyjaśnić przy pomocy logiki
rozumu. Przekreślić przeszłość – nie starać się jej przezwyciężyć, po prostu przekreślić. Nie oznacza
to, że można usunąć minione zdarzenia. Chodzi tu raczej o zerwanie więzi, jakie z nimi ustanowiliśmy,
a które przejawiają się w tym, jacy jesteśmy i jak żyjemy.
Jeśli nasza indywidualna historia hamuje wszelkie zmiany, wówczas wymazanie jej otworzy nam
drogę do Wolności.
Opór przed nowymi zachowaniami bierze się z naszego przekonania, że nie jesteśmy zdolni do
działania, które nie mieści się w repertuarze minionych czynów, chronimy się przed zmianą. A kiedy
próbujemy, na drodze staje nam nasza indywidualna przeszłość. Niechętna naszej zmianie jest też
rodzina, a także przyjaciele, którzy, dobrze obeznani z naszą jednostkową historią, nie pozwalają nam
postępować na przekór jej nakazom. Spotkanie z nieznanym obnaża brak umiejętności postępowania
w obliczu czegoś, do czego nikt ich nie przygotował, dlatego tego unikają.
Zachował mi się w pamięci dość dramatyczny tego przykład: Kilka lat temu uczestniczyła w moich
warsztatach dziewiętnastoletnia dziewczyna, która borykała się z wieloma problemami – narkotyki,
alkoholizm, bezrobocie, brak zrozumienia w rodzinie i tak dalej. Odkryłem, że cierpi na ciężką
depresję i jest niezwykle osłabiona wskutek swych wyniszczających przyzwyczajeń. Z czasem, w
wyniku pracy nad sobą, udało jej się przezwyciężyć te problemy. Odstawiła alkohol i narkotyki, podjęła
pracę i stopniowo odzyskała energię. Jednak w rezultacie tych zmian pogorszyła się jej sytuacja w
domu. Kłótnie nabierały coraz ostrzejszego charakteru. Raz zwymyślał ją własny brat za to, że tak
dziwnie się zachowuje. Rodzina nie wiedziała, jak spędza czas, z kim się obecnie spotyka, ani nie
rozumiała powodów tak nagłej przemiany. Tak przyzwyczaili się traktować ją jako "nieuleczalny"
przypadek, że zagadkowa i niepożądana zmiana wzbudziła w nich wielkie poruszenie. Nie mogli jej
tego darować. Brat oznajmił jej: "Co się z tobą dzieje? Zupełnie ci odbiło i nie mogę cię zrozumieć!
Przedtem było lepiej – wolę siostrę-narkomankę; niż wariatkę". Ostatecznie dziewczyna wybrała
niezależność i poszła własną drogą.
W walce o wymazanie osobistej historii naszym przeciwnikiem są nie tylko pewne zinternalizowane
elementy naszej istoty – które zapewniają poczucie bezpieczeństwa zachowując ego w rzeczywistości
mniej lub bardziej przykrej, ale za to znajomej – ale i historia przyswojona przez osoby z naszego
otoczenia, która również spełnia rolę swoistego pancerza ochronnego. Dla ego nie ma nic
groźniejszego od obcowania z osobą, której nie potrafimy zaszufladkować. Jednostkowa historia
dostarcza nam etykietek, z pomocą których możemy siebie zdefiniować, redukując własną osobę do
kilku haseł wywoławczych. Podobnie klasyfikujemy innych, sięgając po określenia do ich osobistej
przeszłości, prawdziwej bądź zmyślonej. Ponieważ nie umiemy sobie radzić z nieznanym, wolimy
szufladkować. Dlatego nikt nie może nas niczym zdziwić. Jesteśmy bardziej pewni samych siebie, im
szybciej potrafimy kogoś "przygwoździć".
Don Juan uczy Carlosa, że jeśli chce się uwolnić z więzów jakie nakłada na niego opinia innych
ludzi na jego temat, musi zacząć siebie wymazywać, stworzyć wokół siebie zasłonę dymną, co uczyni
z niego istotę tajemniczą i nieprzewidywalną. Należy to odnieść nie tylko do zewnętrznego świata.
Musimy unicestwić swoją osobistą historię do tego stopnia, że sami staniemy się dla siebie tajemnicą,
zgodnie z tym, co głosi trzecie przykazanie dla adeptów sztuki podchodzenia.
Utrata pewności co do tego, kim we własnym mniemaniu jesteśmy, której źródłem jest
indywidualna historia, pozostaje w zwrotnej relacji z utratą pewności co do tego, co normalnie
uznajemy za realny świat. Po raz kolejny przekonujemy się, że ego i rzeczywistość to konstrukty
werbalne. Toteż proces wymazywania odnosi się nie tylko do jednostkowej przeszłości, ale również do
naszego zwykłego obrazu świata.
Rozciągające się poza granicami opisu pole bitwy to sfera nieznanego, sfera, gdzie nic nie jest z
góry wiado-me. To miejsce, poza jaźnią i światem, gdzie możemy wybierać, tworzyć, być tym, czym
zapragniemy. To obszar wolności.
22. Ego: portret słowny
Ćwiczenie to jest przeznaczone dla pojedynczej osoby. Ma ono wartość poznawczą samo w sobie,
ale może też służyć jako wstęp do wyspecjalizowanych indywidualnych form nie-działania. Rzecz
polega na tym, aby możliwie jak najbardziej wiernie opisać siebie i swój sposób życia, tyle że w
trzeciej osobie, jakbyśmy mieli do czynienia z kimś innym. Powinniśmy uwzględnić następujące
punkty:
Imię i nazwisko
Wiek
Cechy fizyczne.
Sposób ubierania się.
Sposób bycia.
Stan zdrowia.
Miejsca odwiedzane.
Miejsca unikane.
Najczęstsze nastroje.
Rodzaj ludzi, do jakich lgniemy.
Rodzaj ludzi, jakich się wystrzegamy.
Rodzaj pracy wykonywanej w przeszłości i obecnie.
Charakterystyczne cechy życia emocjonalnego.
Wizerunek, jaki tworzymy na użytek innych.
Powtarzane czynności.
Przyzwyczajenia i nawyki życia wewnętrznego (cykliczne nawroty).
Sposób mówienia.
Tematy poruszane w rozmowie.
Sposoby spędzania wolnego czasu.
Stosunek do życia erotycznego.
Sytuacja ekonomiczna.
Główne zalety.
Główne wady.
Najlepsze uczynki.
Najgorsze uczynki.
Najbardziej pomyślne wydarzenia, jakie się przytrafiły.
Największe nieszczęścia, jakie się przytrafiły.
Komentarz
Ważne jest, aby sporządzić tę charakterystykę w trzeciej osobie, jak najbardziej chłodno i
rzeczowo, z całkowitą obojętnością, jakbyśmy mieli do czynienia z kimś, wobec kogo nie żywimy ani
przyjaznych, ani nieprzyjaznych uczuć. Pracując rzetelnie, łatwo uzyskamy portret naszego ego; a ego
to bez wątpienia tylko opis, któremu nadajemy życie przez swoje działania. Z chwilą kiedy oddamy się
praktykowaniu nie-działania, ukaże nam się z całą jasnością to, co nazywamy "ja" – jako opis, który
podobnie jak portret słowny można zmienić albo po prostu odrzucić.
23. Pierwsze kroki ku wymazaniu siebie
Pierwsze wskazówki don Juana dotyczące przekreślania osobistej przeszłości (III-31) mogą
posłużyć za ćwiczenia wstępne dla osób, które chcą uwolnić się od ograniczeń ich jednostkowej
historii:
1. Nie rozgaduj wszystkim wokoło, czym się zajmujesz, gdyż impuls ten bierze się z chęci ego
potwierdzenia siebie, a to umacnia twą osobistą przeszłość.
2. Nie ograniczaj się tylko do stosunków z ludźmi, którzy dobrze cię znają, ale zacznij zadawać się
również z tymi, którzy nie zaszufladkowali ciebie w oparciu o wspólną przeszłość.
3. Unikaj konieczności wyjaśniania i usprawiedliwiania swoich uczynków i grzecznie odmawiaj
wszystkim, którzy domagają się od ciebie wytłumaczenia.
4. Nie wyjawiaj każdemu swoich zamiarów. Nic nie daje ukrywanie się, jeśli każdy wie, że się
ukrywasz.
24. Okłamywanie siebie (III-213)
Jako forma nie-działania, technika świadomego okłamywania siebie okazała się bardzo skuteczna,
zwłaszcza jeśli chodzi o uwolnienie jaźni od samooskarżycielskich wątków jednostkowej historii – tych,
które kreślą "okropny" obraz jaźni. Zalecam ją w szczególności osobom, które przejawiają silną
skłonność do samoponiże-nia, uważając się za najgorszych ludzi na świecie.
1. Na początek przez osiem dni zapisuj swoje myśli (jak w ćwiczeniu na ustalanie wydatków
energii). Jeśli przeżywasz jakiś okresowy drastyczny spadek samooceny, wystarczą trzy dni.
2. Obok swoich najbardziej uporczywych negatywnych myśli umieść ich zaprzeczenia w
następujący sposób:
PRAWDA:
Jestem zawistny. Mam słabą wolę.
Tłumię swoje uczucia.
Jestem brzydki i nieciekawy.
Zawiodłem swoją rodzinę.
Lękam się porażki.
KŁAMSTWO:
Cieszy mnie szczęście innych. Doprowadzam do końca wszystko, za co się zabiorę.
Swobodnie wyrażam to, co czuję.
Jestem naprawdę pociągający.
Wypełniłem oczekiwania mojej rodziny.
Jestem pewien sukcesu.
3. Przez okres od jednego do trzech tygodni (w zależności od potrzeb), wmawiaj sobie te kłamstwa
przy każdej okazji. Myśl o nich, jakby to była najszczersza prawda. Jeśli nadarzy się sposobność,
powtórz, co o sobie myślisz komu innemu, nie zdradzając, rzecz jasna, że to kłamstwo. Codziennie z
samego rana i wieczorem wypowiadaj te kłamstwa na głos pod adresem swego odbicia w lustrze. Nie
ma najmniejszego znaczenia, że doskonale wiesz, iż to kłamstwa.
Komentarz
Praktyka samookłamywania nie tylko dodaje pewności siebie, ałe działa też hamująco na
skłonność do "biczowania siebie" w myślach. Stosowana w połączeniu z ogólną strategią
podchodzenia, może doprowadzić do całkowitego wykorzenienia nawyku stawiania siebie "pod
pręgierzem". Wbrew temu, co niektórzy mogą sądzić, nie jest to własnoręczne pranie mózgu albo siła
sugestii; ćwiczący ani przez chwilę nie wierzy, że to prawda. Polega to raczej na skupieniu uwagi na
"działaniu", które odbiega od przyjętego. Kiedy ćwiczący będzie w stanie dostrzec nierealność
zarówno kłamstw jak i prawd o sobie, będzie można całkowicie się ich wyzbyć.
25. Zmiana fasady
Jest to wariant techniki "Przebrania". Składa się na nią zasadnicze odmienienie własnego wyglądu
i postępowania, z zachowaniem aktywności w życiu codziennym. Choć dokonujemy radykalnej zmiany
swojego oblicza, nie należy jednak posuwać się za daleko. Oto kilka porad na przeprowadzenie tego
ćwiczenia:
1. Wybierz dla siebie nowy wizerunek. Jeśli dysponujesz dostateczną energią, możesz naśladować
kogoś, kim zawsze chciałeś zostać. W swoim nowym wcieleniu możesz odważyć się na wszystko,
czego do tej pory sobie odmawiałeś.
2. Zmień swój wygląd: ubiór, fryzurę, sposób poruszania się.
3. Zmień swoją osobowość: sposób mówienia, odwiedzane miejsca, sposób reagowania na
sytuacje.
4. Odgrywaj nową rolę przez określone odcinki czasu, wydłużając je stopniowo, aż nabierzesz
wprawy i utożsamisz się ze swoim nowym wizerunkiem.
Przykłady zmian, o jakie chodzi w ćwiczeniu, to: członek gangu ulicznego, który poprawia się,
przycina włosy, schludnie się ubiera i wraca do szkoły, pilnie się uczy i zostaje prymusem; bardzo
zapracowany biznesmen, który udaje ojca poświęcającego swój czas rodzinie, odkłada na bok sprawy
zawodowe i zabiera dzieci na wycieczkę za miasto; hipis – kontestator, który przebiera się za młodego
menedżera w garniturze i krawacie.
Wprowadzenie do ćwiczeń na przełamanie przyzwyczajeń
Choć "przełamywanie przyzwyczajeń życiowych (III-87) to jedna z podstawowych technik w
wymazywa-niu osobistej przeszłości, omawiam ją osobno ze wzglę-du na jej znaczenie i szeroki
zasięg, jak i stosunkowo łatwe zastosowanie w życiu codziennym. Jest to niezwykle szybko
skutkujący środek na rozbicie struktury ego i zatrzymanie świata.
Ludzkie istoty, podobnie jak zwierzęta, ulegają przyzwyczajeniom. Ustanawiamy nawyki we
wszystkim, co robimy: co jemy, gdzie bywamy, jak śpimy. Obracamy w rutynę nasze myślenie i
rozmowy, to, czego pożądamy i nienawidzimy. Przybywając gdzieś po raz pierwszy, natychmiast
wybieramy stanowisko, które odtąd będzie "nasze". Jeśli w grę wchodzi miejsce do siedzenia, zawsze
będziemy się starali zająć to samo.
Nasze przyzwyczajenia czynią z nas łatwy cel. Nietrudno obmyślić odpowiednią pułapkę komuś,
kto poznał nasze nawyki, na ogół przejrzyste dla oka bacznego obserwatora.
Codzienna rutyna obejmuje nie tylko wykonywane czynności, jak pójście do pracy, posiłki o
ustalonej porze, kładzenie się do tego samego łóżka o stałej godzinie. Mowa tu też o postawach
powtarzających się w zachowaniu, odnoszących się do wszystkiego, co robimy. Na przykład, swoje
wyobrażenie miłości (często wypaczone) z reguły przejmujemy od rodziców; w dorosłym życiu
staramy się to wyobrażenie z wszelkimi naleciałościami odtworzyć. Możemy zmieniać partnerów, ale
zjawisko się powtórzy. Częstość odnoszonych sukcesów czy porażek, albo cyklicznie przeżywane
kryzysy, wszystko to stanowi przejaw życiowych przyzwyczajeń, a te z kolei są odbiciem jednostkowej
historii. Dlatego te same problemy wciąż do nas powracają, a nasze życie składa się z nie
kończącego się ciągu powtórzeń. Gdy na koniec opadamy z sił i nie jesteśmy w stanie podołać temu
kieratowi, kładziemy się i umieramy.
Dla odmiany wojownik ceni sobie nieograniczoną wolność, jaką daje brak przyzwyczajeń –
nieprzewidy-walność i dreszcz podniecenia na widok nieznanego odbicia w lustrze.
Myśliwy zawsze upoluje zdobycz, jeśli zna nawyki zwierzyny. Ale istnieją magiczne istoty, których
nie sposób usidlić, których magia pochodzi stąd, że obca im jest wszelka rutyna. Są też ludzie wolni
od przyzwyczajeń, którzy również przeobrażają się w magiczne istoty.
Utarte czynności i nawyki można wykryć za pomocą ćwiczeń na podchodzenie, takich jak lista
wydatków energii i rekapitulacja, a następnie zastosować do nich różne techniki.
26. Śledzenie nawyków
Przełamanie przyzwyczajeń może okazać się niezwykle trudne, gdyż jako zwykli ludzie nie mamy
nic innego, co nadałoby sens naszemu życiu. Wystarczy pomyśleć o takich nawykach jak znudzenie,
złoszczenie się, użalanie nad sobą, palenie papierosów, obżarstwo czy spóźnianie się, aby
uzmysłowić sobie, z jakim przeciwnikiem mamy do czynienia. Bez strategii jest to niemożliwe.
Strategia ta polega głównie na śledzeniu siebie, swoich przyzwyczajeń. Dokonuje się tego obserwując
ze spokojem ich przejawy. W ten sposób można dostrzec, że nawyki czy też "działania" składają się z
poszczególnych elementów. Jak każdy automatyczny mechanizm, nawyk, aby zadziałać, potrzebuje
wszystkich swych składników. Jeśli chcesz z nim zerwać, zamiast do tego się przymuszać, usuń po
prostu jedną z jego części składowych i nawyk nie będzie mógł się przejawić.
Aby to osiągnąć, trzeba dokładnie przyjrzeć się wszystkim składnikom nawyku, niezbędnym do
jego zaistnienia. Weźmy, na przykład, utarty sposób, w jaki mąż rozmawia ze swoją żoną. Przyjmijmy,
że przestudiował dokładnie ten nawyk przy pomocy techniki śledzenia i odkrył, że składa się z
następujących elementów.
Temat rozmowy.
Rozmówczyni, czyli żona.
Zmęczenie męża po dniu ciężkiej pracy.
Mówienie.
Powiedzenie żonie chociaż raz, że nie ma racji.
Wytknięcie żonie jakiejś wady.
Obrona przed wszelką krytyką z jej strony.
Uzyskana w ten sposób informacja pokazuje, na ile różnych sposobów można ów nawyk
"rozbroić":
Własna nieobecność.
Wysłanie żony z domu z jakimś zadaniem.
Zmiana pracy na mniej wyczerpującą.
Udanie, że boli ząb, co zwalnia od mówienia.
Powiedzenie "masz rację" zamiast "mylisz się" (mimo że może to zabrzmieć absurdalnie).
Skupienie uwagi, dla odmiany, na jakiejś zalecie żony.
Niebronienie się przed zarzutami, lecz raczej przyznanie żonie racji. Innym przykładem może
być palenie. W tym przypadku lista zawierałaby papierosy, zapałki, czas, brak ćwiczeń
ruchowych, brak ćwiczeń głębokiego oddychania, brak odprężenia i stres. Wówczas zamiast
siłą zmuszać się do niepalenia, możemy zacząć uprawiać, dajmy na to, wspinaczkę i nałóg
sam wygaśnie.
Nie trzeba eliminować wszystkich elementów danego "działania"; nawet po usunięciu jednego
składnika, przestanie się przejawiać. W ten sposób można "rozbroić" każdy nawyk.
27. Wyspecjalizowane nie-działania
To technika o niezwykłej mocy, która, jak wskazuje nazwa, stanowi specjalnie dobrane nie-
działanie, szczególnie godzące w ego ćwiczącego. Ma ono za zadanie odsłonić prawdziwą naturę
ego, czyli opis. Ma to, oczywiście, ogromny wpływ na poczucie własnej ważności.
Ponownie uwidacznia się tu pokrewieństwo między poszczególnymi technikami omawianymi do tej
pory oraz niemożność zakwalifikowania ich do jednej wyłącznie kategorii; dotyczy to ogólnie technik
śledzenia, a szczególnie form nie-działania indywidualnej jaźni. Rekapitulacja, oszczędzanie energii,
świadomość śmierci, wymazywanie osobistej historii, utrata poczucia własnej ważności, wszystko to
łączy się ze sobą prowadząc do wspólnego celu: przesunięcia punktu zbornego i zaakceptowania
wolności, jaką to za sobą pociąga.
Treść opisu, czyli cokolwiek mamy na myśli, gdy mówimy "ja", to tylko i wyłącznie pochodna
konkretnej pozycji punktu zbornego. Jeśli punkt zborny się przemieści, załamuje się opis i ego zostaje
"zatrzymane". W tej samej chwili zdajmy sobie też sprawę ze swej prawdziwej natury; jesteśmy
świetlistymi istotami, o nieograniczonej mocy tworzenia. Realność ego okazuje się iluzoryczna. W
wyspecjalizowanych nie-działaniach staramy się z rozmysłem stworzyć złudzenie odbiegające do
jednostkowej historii ego. Przy odpowiednim wysiłku ta nowa iluzja może wyprzeć starą, nabierając
tak samo realnego charakteru w obrębie codziennego życia. Ćwiczenie to można uznać za bardziej
zaawansowany stopień ćwiczeń stwarzania pozorów, jak "Przebrania" czy "Zmiana fasady". Zacząć
należy od opisu słownego ego, techniki 22, którą już przedstawiłem. Po sporządzeniu portretu
werbalnego, możesz przystąpić do wybrania i zaprojektowania dla siebie wyspecjalizowanego nie-
działania. Zachowując całkowity obiektywizm, odpowiedz sobie na pytanie, jakiego rodzaju zajęcie
byłoby całkowicie obce postaci wyłaniającej się z opisu? Jakiego rodzaju czynność spowodowałaby
rozbicie tej osobowości?
Działanie to powinno trwać od trzech miesięcy do roku. Castaneda podał własny przykład podczas
rozmowy w Mexico City. Opowiedział nam, że – na polecenie czarownicy Florindy – podjął pracę jako
kucharz i przez dwa lata smażył jajka w Stanach Zjednoczonych, w miejscu, gdzie na Latynosów
patrzono z góry. Oto sławny pisarz Carlos Castaneda jako Joe Cortez dzień w dzień znoszący docinki
i zniewagi klientów restauracji – wszystko po to, aby wymazać osobistą przeszłość i zwalczyć
poczucie własnej ważności.
Właściwe nie-działanie musi radykalnie się różnić od tego, do czego przywykliśmy, choć nie należy
posuwać się tak daleko jak Carlos. Podaję kilka przykładów zastosowania tego ćwiczenia w
warsztatach, jakie prowadziłem na temat technik śledzenia. Zaznaczam, że nie nadają się one dla
nowicjuszy.
Wysłałem członka zarządu korporacji, aby zbierał datki w centrum Mexico City każdego
popołudnia przez trzy miesiące.
Skierowałem rdzennego Indianina z góry Oaxaca do pracy w handlu nieruchomościami.
Zaproponowałem pewnemu politykowi, aby popracował trochę incognito jako peon w
społeczności nie znającej języka hiszpańskiego.
Posłałem osoby z wyższych sfer, może nawet przedstawicieli władzy, aby sprzedawali gumę
do żucia na ulicy, zmywali przednie szyby samochodów na skrzyżowaniach, sprzedawali
cukierki w metrze (co oznacza również ukrywanie się przed kontrolerami, których zadaniem
jest nie dopuszczać do takiej działalności), występowali w przedstawieniach ulicznych,
śpiewali w autobusach.
Jak można sobie wyobrazić, wszystkie te osoby, z wyjątkiem Indianina przedzierzgniętego w
biznesmena, jako szanujący się obywatele, uznałyby tego rodzaju działalność za poniżej ich godności.
Zazwyczaj parają się tym biedacy, osoby z samego dołu społecznej hierarchii.
Kiedy już wybrałeś swoją rolę, musisz spełnić następujące wymogi:
1. Dopnij do najdrobniejszego szczegółu wszystkie atrybuty swej nowej roli (ubranie, sposób
mówienia, potrzebne narzędzia i tak dalej). Chodzi o to, abyś nie rzucał się w oczy, po prostu jeden z
wielu. Jeśli stajesz się pucybutem, powinieneś dołożyć starań, aby wyglądać jak zwyczajny pucybut,
niczym się nie wyróżniający.
2. Oddawaj się temu regularnie, co najmniej cztery godziny dziennie przez trzy miesiące.
3. Wchodź w kontakty towarzyskie ze zwykłymi ludźmi.
4. Staraj się osiągać odpowiednie dochody ze swej działalności. Pamiętaj, że posiadasz nie
mniejsze umiejętności niż ktoś, kto zarabia tym na życie – nie robi on tego dla przyjemności, lecz po
to, aby przeżyć; ciebie stać na to samo.
5. Unikaj ułatwień, które nie idą w parze z obranym zajęciem, takich jak dojeżdżanie do pracy
samochodem, kupowanie towaru w sklepie, a nie w hurtowni czy u producenta, i tak dalej.
6. Nie przesadzaj z maskowaniem się. Ktoś kto cię zna, powinien być w stanie cię rozpoznać.
7. Nie wdawaj się w wyjaśnienia, jeśli przypadkiem natkniesz się na znajomego. Nie mów, że
ćwiczysz podchodzenie. Powiedz, że dorabiasz sobie, albo że jesteś bez pracy, czy coś w tym
rodzaju.
8. Oddając się temu nie-działaniu, nie szukaj ani też nie wystrzegaj się towarzystwa ludzi, których
znasz.
Komentarz
Rezultat tych ćwiczeń może być dla ego porażający. Wymagają one niebagatelnej dyscypliny i
samokontroli, w związku z tym nie są wskazane dla początkujących.
Idealnym rozwiązaniem byłoby praktykowanie tego nie-działania dwadzieścia cztery godziny na
dobę, ale stwierdziliśmy, że ze względów praktycznych przedpołudnia lepiej zarezerwować na zwykłe
codzienne zajęcia, a na nie-działania przeznaczyć popołudnia. Jest to również dogodniejsze, gdy w
grę wchodzą takie czynniki jak praca czy rodzina. Ogólnie rzecz biorąc, po kilku miesiącach nie-
działania twój obraz świata ulegnie całkowitej zmianie. Wyjąwszy sytuację absolutnej konieczności,
niewskazane jest informowanie przyjaciół czy rodziny o swych zamiarach. W ten sposób uchronisz się
od wpływu ich poglądów.
Podczas wypełniania tego zadania mogą się przytrafić dziwne zdarzenia, jak to miało miejsce z
pracownikiem rządu, uczestnikiem moich warsztatów, któremu zaleciłem sprzedawanie gazet na
ulicach Mexico City. Mężczyzna ten miał pod sobą wielu podwładnych i przywykł do rozkazywania
innym. Mimo to postanowił podjąć tę formę nie-działania. Każdego popołudnia przywdziewał wytarte
ubranie i jechał autobusem po najnowszy numer do ośrodka kolportażu gazety. Tam z innymi
gazeciarzami walczył o zajęcie czołowego miejsca w kolejce. Później toczył bój o najbardziej dogodne
stanowisko na ulicy, gdzie spędzał całe popołudnie wrzeszcząc ile sił w płucach w ulicznym zgiełku.
Pewnego pięknego dnia, zachwalając swą popołudniówkę, stanął nagle oko w oko ze swym
podwładnym, z którym łączyły go bezpośrednie stosunki służbowe. Stojąc naprzeciwko siebie w
odległości pół metra, wlepili w siebie wzrok. Tego dnia, jak sam wyznał, mężczyzna ten przekonał się
na własnej skórze, co to jest prawdziwy strach. Włosy stanęły mu dęba, a w mięśniach na całym ciele
poczuł ukłucie tysięcy zimnych igieł. Ponieważ miał już pewne doświadczenie, wiedział, jak postąpić.
Nie spuszczając ze swego pracownika oczu, wziął głęboki oddech i krzyknął jeszcze głośniej niż
zwykle Ooovacioneeees\ (tak nazywała się ta popołudniówka).
Efekt był zdumiewający. Jego podwładny nie poznał go, mimo że stali twarzą w twarz. Jakiś impuls
płynący z jego wnętrza poprzestawiał świat tak, aby uniemożliwić mu dostrzeżenie rzeczywistości.
Widok szefa sprzedającego gazety na ulicy nie mieścił się w jego opisie świata.
Bohater tej historii wiele dowiedział się tego dnia o naturze rzeczywistości. Kontynuował swe nie-
działa-nie jeszcze przez kilka tygodni, po czym ruszył własną drogą, ale świat nigdy już nie był dla
niego taki jak przedtem.
Wprowadzenie do ćwiczeń na zwalczanie poczucia własnej ważności
Eliminowanie poczucia osobistej ważności to naczelne zadanie wojownika, ponieważ pochłania
ono większą część jego energii. Don Juan ujął to tak:
...w strategicznym wykazie wojownika poczucie własnej ważności widnieje jako działanie
pochłaniające najwięcej energii, stąd wysiłki zmierzające do jego wykorzenienia... Wojownik powinien
przede wszystkim dążyć do uwolnienia tej energii, aby z jej pomocą stawić czoło nieznanemu...
Skierowanie tej energii na nowy ceł to przykład praktycznej zasady doskonałości (VII-31).
Nie chodzi tu o zwykłą próżność czy egocentryzm, są to bowiem pomniejsze przejawy poczucia
osobistej ważności. Stanowi ono raczej swoisty tryb postrzegania, specyficzne położenie punktu
zbornego, które pociąga za sobą nadmierne i bezproduktywne zużycie energii. Za jego sprawą
uczymy się postrzegać świat w takich kategoriach, że stale odczuwamy potrzebę obrony swej osoby
(ego). To ono powoduje, że jesteśmy zniewoleni przez własny wizerunek (opis ego) i uporczywie
szukamy potwierdzenia tego wizerunku w oczach innych. To za jego przyczyną obsesyjnie skupiamy
się na żądaniach ego do tego stopnia, że świat nabiera dla nas znaczenia na tyle, na ile zaspokaja te
żądania. To ono odpowiedzialne jest za zmęczenie, jakie niemal bez przerwy odczuwamy, gdyż na nie
tracimy najwięcej energii. Pod jego wpływem sądzimy, że nam przychodzi borykać się z największymi
przeciwnościami losu i jedynie nasze poglądy są słuszne.
Poczucie własnej ważności to tron, na którym zasiada despotyczny rządca każdego z nas: ego. To
dzięki niemu zyskuje ono władzę nad całą naszą istotą, aż uznajemy za pewnik, że jesteśmy tylko
naszym ego i niczym więcej. Wszelkie energochłonne emocje i wyniszczające nawyki; litowanie się
nad sobą, zazdrość, zawiść, zgryź-liwość, depresja – są możliwe tylko dlatego, że czujemy się ważni.
Zwalczanie poczucia własnej ważności to chyba najtrudniejsze z zadań wojownika; pokonanie go to
jedno z jego najdonioślejszych osiągnięć.
Niemal każde z przedstawionych w tej książce ćwiczeń, podobnie jak wszystkie nauki don Juana,
można zastosować do osłabienia bądź wyeliminowania poczucia osobistej ważności. Szczególnie
przydatne są jednak techniki rekapitulacji, małego tyrana oraz nie-działania jako ogólnej strategii
zwalczającej zapatrzenie w siebie.
Dołączam do nich kilka dodatkowych ćwiczeń, które wypróbowałem z dużym powodzeniem. Mają
one na celu stopniowe osłabienie hegemonii poczucia własnej ważności.
28. Przemawianie do roślin i drzew
Don Juan poradził Carlosowi, że jeśli chce przestać traktować siebie tak poważnie, powinien na
początek przemawiać do roślin, na głos, co jego uczeń uznał za niedorzeczny pomysł. Ta prosta
technika przydaje się szczególnie w chwilach, kiedy jesteśmy rozgniewani albo w jakiś inny sposób
dotknięci. Wybierz dowolną niewielką roślinę, która akurat znajduje się w pobliżu, i poproś ją o pomoc,
ponieważ nie możesz uporać się z brzemieniem poczucia własnej ważności. Trzeba to uczynić na
głos.
Podobnie rzecz się ma z drzewami, tyle że rozmowa z nimi otwiera przed nami jeszcze większe
możliwości, a to dlatego, że drzewa darzą ludzkie istoty wielką sympatią. Przez wiele lat badałem
związki między drzewami i ludźmi, i odkryłem, że mają one szczególnie dobroczynny wpływ na osoby
dręczone silnymi wyrzutami czy depresją. Obejmij drzewo, zwierz się ze swych kłopotów – na głos – a
ono objawi się jako prawdziwy przyjaciel, który ciebie wysłucha, zrozumie i przyniesie ukojenie. Jako
że sam uwielbiam drzewa, proszę każdego, kto to praktykuje, aby później złożył ofiarę drzewu –
podlał wodą albo podsypał nawozem. Będzie mu bardzo miło.
29. Działanie dla samego działania
Posłużyć do tego może każda bezsensowana czynność. Ważne jest, aby wykonać ją sumiennie,
oddając się jej bez reszty.
My, zwykli ludzie, owładnięci poczuciem własnej ważności, zawsze spodziewamy się jakiejś
nagrody za swoje uczynki, lecz jeśli chcemy stać się wojownikami, musimy nauczyć się działać dla
samego działania.
W normalnych okolicznościach podejmujemy się czegoś, jeśli uznamy to za istotne i zgodne z
nakazami ego i opisem świata, co również stanowi zapatrzenie w siebie. W związku z tym każdy czyn,
który ma na celu zmniejszenie poczucia własnej ważności, z punktu widzenia ego jest raczej
niepożądany, toteż należy się od nigo powstrzymać.
Działanie dla samego działania, z drugiej strony, oferuje nowe możliwości i doświadczenia,
dopuszcza nieoczekiwane, uczy cierpliwości, a przede wszystkim zwalcza chęć czerpania korzyści ze
wszystkiego, co robimy. Jeśli nie potrafimy nauczyć się postępować w sposób bezinteresowny,
wówczas ta forma nie-działania będzie ponad nasze siły, ponieważ jej wyniki nie stanowią atrakcyjnej
"nagrody" dla ego.
Jedną z metod na działanie dla samego działania jest ustanowienie absurdalnych czynności
codziennych, któ-re odrzucamy z chwilą, gdy same staną się nawykiem.] Oto kilka przykładów:
Powiedz dobranoc swej poduszce przed zaśnięciem] O Obejdź dookoła dom, zanim wejdziesz
do środka. O Ustaw kamienie w ogrodzie w osobne kupki według wielkości i kształtu.
Zabieraj naczynia kuchenne na przejażdżkę samochodem raz w tygodniu.
Pewną odmianą będą przedsięwzięcia wymagające sporo wysiłku i koncentracji, ale również
nie przynoszące korzyści.
Przenieś jakiś głaz o kilometr, a następnie postaw go z powrotem na miejsce.
Wykop z ziemi duży pień drzewa i posadź go z powrotem.
Zbuduj chatkę w lesie z naturalnych surowców (nie niszcząc przy tym żadnej żywej istoty),
postaraj się, aby była ładna, a kiedy ukończysz, rozbierz ją od razu na części, odnosząc
wszystkie materiały na miejsce.
Wyrzeźb posążek z drewna z wielką pieczołowitością, a potem wrzuć go do ogniska albo do
rzeki.
Komentarz
Im więcej czasu na to poświęcisz, im więcej włożysz w to wysiłku, tym skuteczniejsze będzie
działanie tych ćwiczeń.
30. Zaopiekowanie się kimś
Inną pożyteczną techniką prowadzącą do zmniejszenia poczucia własnej ważności jest
zaangażowanie się na określony czas w opiekę nad kimś, szczególnie jeśli za tą osobą nie
przepadamy.
Godzi tu bezpośrednio w ego, które przywykło do dbania wyłącznie o własne potrzeby. Najlepiej
zachować w tajemnicy motywy naszego postępowania, chyba że mamy do czynienia z osobą chorą
albo sytuacją szczególną, kiedy wymagana jest zgoda osoby zainteresowanej.
Aby wykonać to z prawdziwym oddaniem i bezinteresownie, wybierz kogoś, nad kim opieka nie
przyniesie ci żadnego wymiernego dobra – z punktu widzenia ego. Nie należy szukać dla siebie
żadnej korzyści. Oczy-wiście, aby to dziwaczne zadanie – opieki nad kimś, kto nie jest nam miły, od
kogo nie możemy oczekiwać żadnej zapłaty czy nagrody – się powiodło, trzeba nauczyć się
postępować w oderwaniu od poczucia własnej ważności. Warto się wysilić, aby tego doświadczyć.
31. Zmiana otoczenia
Czasowa zmiana otoczenia, w którym przebywamy, może wpłynąć hamująco na obsesyjną
skłonność do skupiania się na sobie. Jednak, aby uzyskać pożyteczne wyniki, należy przenieść się w
środowisko nam obce, nieznane, nie przystające do naszej osobistej historii, co da nam możliwość
traktowania siebie z mniejszą niż zwykle powagą. Dla mieszkańców miast może okazać się odkrywczy
pobyt na łonie natury, pod warunkiem, że wyrzekną się miejskich wygód.
Zmiana otoczenia, jaką mam na myśli, zakłada pełną integrację z wybranym nowym środowiskiem,
pozostawienie za sobą swego starego "ja" i wypracowanie nowego sposobu bycia, zgodnego z
nowymi warunkami życia.
Kontakty z rdzennymi plemionami Meksyku wymusiły na mnie radykalną zmianę zachowania i stylu
życia; chodziło tu nie tyle o zyskanie akceptacji, ale o zwykłe przetrwanie. Choć nie słabła siła
oddziaływania starych nawyków, mój nowy świat wymagał zupełnie nowych sposobów postępowania
w sytuacjach, które nie miały swoich odpowiedników w moim dawnym życiu, wykluczających wszelką
rutynę. Znalazłem się wśród ludzi, którzy nie rozumieli mojej mowy, nie wiedzieli nic o mnie i o mojej
przeszłości, w okolicznościach, które nakazywały odstawienie w kąt poczucia własnej ważności. O ile
w mym codziennym życiu poczucie to spełniało swego rodzaju funkcję ochronną, to w górach, w
bliskim kontakcie z przyrodą, wśród Indian ukazało swe prawdziwe oblicze; prawdziwej rozrzutności i
do tego niebezpiecznej.
Ważne, aby wybrane otoczenie odbiegało jak najbardziej od twego dotychczasowego środowiska,
a ludzie, z którymi się zetkniesz, w żadnej mierze nie podzielali twoich wyobrażeń o tobie.
32. Odgrywanie głupca
Technika ta szczególnie jest przydatna dla tych, którzy lubią imponować innym, zamieniają swoje
otoczenie w widownię, która ma ich podziwiać. Ludzie ci lubią zwracać na siebie uwagę, dlatego chcą
uchodzić za naj-bystrzejszych, najzręczniejszych, najprzystojniejszych, najlepiej wysportowanych,
najlepszych przyjaciół i kochanków, za niepokonanych w dyskusji. Słowem, wszystko robią najlepiej.
Prostym sposobem na zwalczenie tej przemożnej skłonności jest celowe wywoływanie efektu
przeciwnego. Nie mówiąc tego nikomu, zacznij z rozmysłem robić z siebie głupca. Jeśli poruszasz się
zwinnie i ostrożnie, zamień się w niezdarę, potykaj się albo upuszczaj rzeczy. Podczas dyskusji
powiedz coś niedorzecznego, co mogłoby wyjść z ust idioty, przypieczętowując swą porażkę. Jeśli
cieszysz się opinią eleganta, załóż na siebie jakieś łachy, robiąc z siebie pośmiewisko w miejscach,
gdzie zazwyczaj popisywałeś się swoim strojem.
I na pewno – jak wyraziła to Florinda w książce The Eagle's Gift – ten, kto nauczy się grać rolę
błazna bez obrazy, będzie w stanie wywieść w pole każdego (VI-291).
33. Demaskowanie siebie
Technika ta nawiązuje do poprzedniej, choć jest bardziej radykalna. Oprócz osób wymienionych w
ćwiczeniu 32, może ona też pomóc ludziom, u których zapatrzenie do wewnątrz przybiera postać
przedstawiania siebie w jak najgorszym świetle, które ciągle zwierzają się innym ze swych
straszliwych cierpień, błędów i słabości.
Na początku ustal, jakich myśli czy fraz używasz w celu podsycenia poczucia własnej ważności.
Pospolite przykłady to:
Poprzez odpowiedni dobór słów sprawianie wrażenia osoby kulturalnej lub dowcipnej.
Dążenie do zwyciężania sporów przy pomocy niepodważalnych argumentów.
Zdawanie relacji ze swych imponujących osiągnięć.
Roztaczanie osobistego uroku w celu przyciągnięcia płci przeciwnej.
Naśladowanie filmowych bohaterów lub bohaterek.
Opowiadanie o swych problemach i tragediach w celu wzbudzenia litości.
Większość z powyższych przykładów opiera się na mówieniu, co jest znamienne, zważywszy że
mówienie należy do podstawowych instrumentów, jakie oddajemy na usługi własnej ważności. Skoro
zapatrzenie w siebie zafałszowuje obraz rzeczywistości, to nic dziwnego, że próbujemy zbudować
rzeczywistość za pomocą słów, dopasowując ją do tej szczególnej formy interpretacji, jaką jest
egocentryzm.
Przedstawione wyżej postawy służą nieświadomej projekcji fałszywego wizerunku, wyniesienia nas
wysoko ponad rzeczywisty status. Składają się na nie frazesy, pozy, kłamstwa, obłuda, próżność –
wszystko ku chwale ego. Ćwiczenie to polega więc na ucięciu ich z chwilą, kiedy dojdą do głosu, na
zdemaskowaniu siebie. W gorączce dyskusji zatrzymaj się i powiedz coś takiego: "Wiesz co? Głupiec
ze mnie. Właśnie zdałem sobie sprawę, że znów przemawia przeze mnie mój stary nawyk
sprzeczania się dla zasady. Po prostu ignoruj mnie." Albo: "Dość, dość, dość. Ale ze mnie kretyn. Nie
zwracaj na mnie uwagi. Wybacz mi, gdyż znów prowadzę swoją starą gierkę – popisuję się swoją
inteligencją, aby wywrzeć na innych wrażenie, ale tak naprawdę zwykły ze mnie bufon". Czy też: "Nie,
nie słuchaj tego, proszę. Znów odgrywam rolę cierpiącej ofiary. Powinienem się zamknąć".
Za każdym razem musisz postarać się o dobór określeń jasno i wyraźnie odnoszących się do
konkretnej sytuacji.
Praktykowanie tego wymaga trochę dyscypliny, ale rezultaty są pokrzepiające. Z góry będziesz
wiedział, co powiesz, zanim jeszcze otworzysz usta. Krok po kroku, wyzbędziesz się pragnienia
projekcji fałszywego wizerunku siebie przy pomocy słów.
Wstecz / Spis treści / Dalej

CZĘŚĆ TRZECIA
JAK WNIKNĄĆ W ODRĘBNĄ RZECZYWISTOŚĆ
(ćwiczenia dla lewej strony)

ROZDZIAŁ SZÓSTY
Przerwanie wewnętrznego dialogu – klucz otwierający przejście między światami

Pusty umysł
Możliwość wyciszenia myśli występuje w wielu odmianach wiedzy, o marginalnym znaczeniu z
punktu widzenia Zachodu.
Myślenie jest nieodłącznym elementem codziennego życia. Nie chodzi mi tu o ścisłe rozumowanie,
lecz o prostą czynność swobodnego myślenia, której oddajemy się nieustannie. Ciągle rozmawiamy
ze sobą w myślach. To właśnie don Juan nazwał "wewnętrznym dialogiem" (IV-20), którego
zawieszenie zajmuje w jego naukach poczesne miejsce.
Ponieważ "wewnętrzny dialog" trwa stale, uznajemy to za naturalny i nieodzowny składnik
ludzkiego życia. Zakładamy nieświadomie, że umilknie dopiero po naszej śmierci, a stan całkowicie
"opróżnionego" umysłu jest niemożliwy do osiągnięcia. Utwierdza nas w tym przekonaniu to, że próby
wyłączenia umysłu często kończą się niepowodzeniem. Metody osiągania pustego umysłu są dość
osobliwe i wymagają systematycznej pracy.
Jednak patrząc z szerszej perspektywy historycznej i geograficznej, wydaje się, że człowiek
zawsze żywił zainteresowanie możliwością wyciszenia umysłu. Powiedziałbym nawet, że każdy tęskni
w głębi duszy za tego rodzaju wiedzą. Prace Castanedy przedstawiają pogląd, że w przeszłości
znajomość wewnętrznej ciszy była człowiekowi bliższa. Dopiero stopniowo została zapomniana
wskutek rozwoju i późniejszej dominacji myślenia racjonalnego (VIII-169-170), które całkowicie
zawładnęło jednostkowym doświadczeniem. W miarę upływu czasu myślenie ogółu ludzi stawało się
coraz bardziej mechaniczne i mniej racjonalne.
Spojrzenie na Wschód
W myśli Orientu, a w szczególności w hinduskiej jodze, japońskim Zen i chińskim taoizmie, pusty
umysł lub stan nie-umysłu stanowi jeden z podstawowych celów, jakie systemy te sobie stawiają.
Możliwość uzyskania takiego stanu i następstwa, ja-kie niesie on dla doświadczenia jednostki, nie
znalaz żywszego oddźwięku w umysłach Zachodu. Musimy jednak oddać sprawiedliwość bohaterskim
staranior antypsychiatrów, których praca, na obrzeżach nauk formalnej, przybliżyła stan nie-umysłu
pod postacią do-znania zaliczonego do ogólnej kategorii "doświadczeń pozastrukturalnych" [David
Cooper, La Muerte de la Familia, Barcelona: Ariel, 1985].
Kiedy myśl Zachodu popada w samozwątpienie, nie| śmiało zerka na Wschód, ujmując świat w
schludną dylchotomie orientalno-okcydentalną. Usuwa w ten sposób ze sceny wiele ludów, których
rozwój przebiegał inaczej i których kosmologia nie mieści się w intelektualnych koncepcjach ani
Wschodu, ani Zachodu.
Zwrot w stronę amerykańskich Indian
Pojęcie to obejmuje wszystkie plemiona zamieszkujące Amerykę, od Alaski po Ziemię Ognistą,
które w przeszłości stworzyły wspaniałe cywilizacje. Ich filozoficzne i magiczno-naukowe osiągnięcia
nie zostały jeszcze odkryte przez antropologów i etnologów naszych czasów.
Biali najeźdźcy zdołali pokonać Indian, ponieważ posiadali nowocześniejsze uzbrojenie. Fakt ten
zadecydował o tym, że z góry przekreślili wszelką możliwość nauczenia się czegokolwiek od tubylców.
Nie dopuszczali istnienia technicznego czy duchowego dorobku ludów Ameryki prekolumbijskiej,
podbitych w szesnastym wieku i pozostających dziś na najniższym szczeblu rozwoju ewolucyjnego –
zgodnie z rozumowaniem, które europejskie cywilizacje umieszcza na samym szczycie [Taki obraz
rozwoju ludzkości znany jest pod nazwą "ewolu-cjonizmu". Choć został poddany surowej krytyce,
antropologowie, urzędnicy państwowi oraz misjonarze w stosunkach z rdzennymi kulturami nadal
zachowują postawę wyższości, właściwie tożsamą z postawą, która legła u podstaw koncepcji
ewolucji.].
Tak niewiele wiadomo o sposobach osiągania stanu nie-umysłu w teorii i praktyce Wschodu, i
skutkach, jakie za sobą pociąga, a jeszcze mniej wiemy na temat tego stanu w doświadczeniu
amerykańskich Indian.
W rzeczywistości stan zawieszenia wszelkich myśli dostępny jest dla każdego człowieka; wiedza ta
ujawnia się wszędzie tam, gdzie panuje szczere zainteresowanie samopoznaniem.
Don Juan i dziedzictwo Tolteków
Obszar Ameryki Środkowej kryje w sobie społeczność, która żywo zajmowała się stanem
wewnętrznego wyciszenia; mowa tu o historycznej i kulturowej matrycy Tolteków. Ich imponujący i
praktycznie niezrozumiały dorobek w postaci piramid, rzeźby, malarstwa i poezji po dziś dzień
pozostaje wymownym świadectwem ich wypraw w świat wewnętrznej ciszy i drugiej uwagi.
Nauki don Juana wyraźnie są osadzone w tradycji Tolteków. Ukazują te jej aspekty, które dla
postronnego obserwatora pozostają niewidoczne, nawet jeśli zetknie się bezpośrednio ze
spadkobiercami kultury Tolteków | – plemionami Nahua, Huicholów i Majów.
W myśli don Juana przerwanie wewnętrznego dialogu stanowi klucz otwierający przejście między
światami, środek wiodący do prawdziwego poznania. Dlatego też wiele ćwiczeń, które kazał wykonać
swemu uczniowi, wiązało się z poszukiwaniem wewnętrznej ciszy. Nie robił tego dla zabawy, wiedział
bowiem, że jednym z najgorszych sposobów na wyciszenie myśli jest myślenie o ich przerwaniu. Na
tym polega trudność, jaką napotyka współczesny człowiek przystępujący do tego zadania.
Odrzucenie pragnienia
Nam ludziom Zachodu wbito do głów, że aby osiągnąć jakiś cel, należy przede wszystkim
zrozumieć i wiedzieć, co się na ów cel składa. Nauczono nas też, że osiągnięcie takiego celu jest
warte trudu, stąd powstaje w nas pragnienie jego realizacji. Pragnienie, rzecz jasna, pociąga za sobą
myślenie o celu – myślenie, że go pragniemy, że chcemy go osiągnąć. Jałowość tego rodzaju
umysłowej gimnastyki wynika stąd, że samo myślenie zamienia ono w obiekt naszego pożądania, a
tym samym naszych myśli. Z tego labiryntu nie ma ucieczki.
Systemy orientalne głoszą konieczność wyzbycia się pragnienia. Ludziom Zachodu może się
wydawać, że prowadzi to do apatyczności, bierności, ogólnej niezdolności do działania czy cieszenia
się czymkolwiek. Jest jednak wręcz przeciwnie. Zaś myśli Wschodu udało się uchwycić ścisły związek,
jaki zachodzi między pragnieniem i myśleniem: jedno napędza drugie.
Zdawał sobie z tego sprawę również don Juan i dlatego nauczył Carlosa – oprócz innych rzeczy –
jak przerwać wewnętrzny dialog. Carlos dał się zwieść, sądząc, że jego uczynki służą czemu innemu
– działaniu dla samego działania czy nauce działania bezinteresownego. Toteż wypełnił pewną liczbę
absurdalnych zadań, którym nie przyświecał żaden widoczny cel (VI-232-233).
Tak przy okazji, ja nazwałem działanie dla samego działania działaniem z rozmysiem. Dostarcza
ono tworzywa, z którego zbudować można drogę do wolności.
Myślenie o niemyśleniu
Nie można przestać myśleć po prostu o tym myśląc. Zachodni racjonalizm nie sprawdza się jako
metoda na osiągnięcie wewnętrznej ciszy. Przede wszystkim, nie mamy pojęcia, na czym stan ten
polega, ponieważ nie przypominamy sobie żadnego doświadczenia z tym związanego. Nie da się o
tym pomyśleć, gdyż zawsze będziemy mieli na myśli coś innego, a doświadczenie ciszy nie mieści się
w zakresie myśli. Myśl nie jest w stanie ogarnąć czegoś, co wykracza poza jej sferę.
Trzeba postawić sprawę jasno: myśl to niezwykle użyteczne dla ludzkości narzędzie, ale jej zakres
działania, choć olbrzymi, ma wyraźnie określone granice. Kłopot w tym, że jesteśmy tak przywiązani
do sfery myśli, że przeżywamy życie nie zdając sobie sprawy z istnienia innych obszarów
rozciągających się poza jej granicami, tych, które mogą nam się objawić właśnie wskutek ustania
wewnętrznego dialogu.
Jeśli więc nie da się tego "z góry" zrozumieć, jeśli pragnąc tego odsuwamy się jednocześnie od
celu, jeśli myśląc o tym w istocie myślimy o czymś innym, wówczas staje się jasne, że przerwania
wewnętrznego dialogu nie można dokonać przy pomocy intelektu. Zatrzymanie myślenia nie może być
przedmiotem myśli ani rozumienia; zakłada ono czyn, działanie dla samego działania, bez nadziei
nagrody. Trzeba doświadczyć wewnętrznej ciszy bez uciekania się do linearnego rozumu. Potrzebna
jest do tego strategia czarownika bez czarownika. Dział poświęcony technikom ukaże w zarysie, jak
opracować taką strategię dla siebie. A ściślej mówiąc, dla ego, które jest najpoważniejszą przeszkodą
na drodze do pustego umysłu.
Wcześniej jednak chciałbym podzielić się kilkoma istotnymi spostrzeżeniami, które są owocem
naszych poszukiwań i doświadczeń wewnętrznej ciszy. Wyłania się z nich możliwość odzyskania
przez współczesnego człowieka zapomnianego świata wyciszonych myśli.
Myślenie a postrzeganie
Trzeba od razu podkreślić, że myślenie to nie postrzeganie. Myślenie to nie postrzeganie. Jako
ludzkie istoty potrafimy myśleć i potrafimy postrzegać. Problem w tym, że choć z natury, jako pola
energii, jesteśmy odbiorcami, nasze myśli tak nas zniewoliły, że nie dostrzegamy swoich możliwości w
tej mierze. To nie przypadek. Myśl jest podstawowym tworzywem ego, jego substancją. W związku z
tym, przerwanie wewnętrznego dialogu umożliwia nam wyrwanie się poza granice ego i uwalnia nas
od osobistej przeszłości, gdyż ego i osobista przeszłość wzajemnie się podtrzymują.
Jako przeciętni ludzie, postrzegamy tak niewiele, że zatarła się dla nas różnica między myślą a
percepcją; wierzymy, że to, co myślimy, to to samo, co postrzegamy. Rzutując swoje myśli na
zewnętrzną rzeczywistość, podstawiamy na miejsce rzeczywistości nasze o niej sądy, a ten
nieustanny proces odsuwa nas od realnego świata. W naukach Wschodu stan ten nazywa się maya
(iluzja), czyli zwykła rzeczywistość. To zasłona, którą trzeba uchylić, aby ujrzeć, jaki naprawdę jest
świat. Don Juan również wspomina o przejrzeniu jako doświadczeniu, które zamienia zwykłego
człowieka w mędrca.
My, ludzie współcześni, jesteśmy więźniami rzeczywistości, którą zbudowały nam myśli – myśli
zdeterminowane przez tonal epoki i jednostkową historię.
Bramy percepcji
Jeśli zamiast dostrzegać ludzi, przedmioty czy sytuacje, w jakich się znajdujemy, widzimy albo
przyjmujemy to, co dyktują nam myśli – które bez przerwy rzutujemy na świat zewnętrzny – wówczas
musi być prawdą to, że zawieszenie myśli otwiera nam bramy percepcji.
Gdybyśmy zobaczyli rzeczy takimi, jakie w rzeczywistości są, czy to będą ludzie, zdarzenia,
sytuacje czy my sami, uzyskalibyśmy przewagę nad kimś, kto na miejsce rzeczywistości stawia
własne myśli. Ci, którzy nie postrzegają, siłą rzeczy walczą o narzucenie kontroli wyobrażonej przez
siebie rzeczywistości i cierpią skutki wynikające z rozdźwięku między tym, co im się wydaje, że jest, a
tym, co jest naprawdę.
Powoduje to kryzysy, które występują okresowo w życiu każdego z nas. Są to chwile, kiedy
rzeczywistość przeciwstawia się naszym wyjaśnieniom i oczekiwaniom, kiedy mimo naszych wysiłków
nic nie dzieje się po naszej myśli. Odkrywamy wtedy, że życie, ludzie i to, co odczuwamy, wszystko to
nie zgadza się z opisem, jaki wpajano nam od dziecka, z opisem, do którego uparcie próbujemy się
nagiąć, lecz bez powodzenia.
Nasze pojęcie życia, miłości, partnera, sukcesu, postępu, wszystkie wartości, stanowiące dla nas
ideał, okazują się mgłą spowijającą nasze umysły. Nadajemy im realny kształt, ponieważ uporczywie
trwamy w zachowaniu zgodnym z opisem, jakiego nas nauczono. Tylko przekonujemy się później, że
trudno dopasować do niego swoje życie. Poza tym, jest zbyt ubogi i nudny jak na nasze możliwości
śmiertelnych – a przez to magicznych – istot.
Dla odmiany, ten, kto postrzega, może postępować zgodnie z rzeczywistością, co daje mu
ogromną przewagę nad innymi. Dostępna dla każdego możliwość zdjęcia zasłony i ujrzenia
prawdziwego świata oznacza potęgę i wolność.
Przepustka do innej rzeczywistości
Do tej pory skupiałem się na przydatności zawieszenia wewnętrznego dialogu jako sposobu na
bardziej sprawne radzenie sobie ze zwykłą rzeczywistością, co wynika z poszerzenia percepcji,
będącej jego następstwem. Ale dostrzeżenie rzeczywistości rozciągającej się poza zasłoną myśli, to
tylko pierwszy krok ku realizacji nieznanych możliwości świadomości. Wewnętrzne wyciszenie, w
systemie don Juana, stanowi punkt wyjścia do penetracji odrębnej rzeczywistości.
Dla don Juana ustanie wewnętrznego dialogu to klucz otwierający przejście między światami (IV-
240), zdaje on sobie bowiem sprawę, że treść, forma i granice znanej rzeczywistości, to w gruncie
rzeczy wytwór treningu, jakiemu jesteśmy poddawani od dzieciństwa. On to sprawia, że postrzegamy
rzeczywistość w określony sposób; a zasadniczym czynnikiem, który utrzymuje ją w narzuconych
ramach, jest wewnętrzny dialog. Niczym zazdrosny strażnik chroniący swoje dzieło, odnawia
rzeczywistość nieustannym zalewem myśli.
Kiedy ta wewnętrzna fabryka słów zostanie zamknięta, zarówno świat jak i nasza osoba przestaną
wydawać się nam takie, jak sobie wmówiliśmy, że są. Uwidocznią się inne aspekty rzeczywistości,
uprzednio uznawane za mrzonki czy dziwactwa, a to z kolei stanowi następny przejaw prawdziwej
wolności. Mowa tu o naszej magicznej spuściźnie – możliwości opuszczenia świata, w który nas
wrzucono, którego granice wyznaczają tonal epoki i osobista przeszłość, i wkroczenia w świat dotąd
istniejący tylko w marzeniach.
Magia w tym i w innym świecie
To prawda, że ta odrębna rzeczywistość może przeciętnemu człowiekowi wydawać się
fantastyczna, jeśli nie zgoła nieprawdopodobna – przemawianie do drzew, rozmowa z wielorybem,
świadomość Ziemi jako myślącej istoty, rozmyślne działanie w śniącym ciele. Ale prawdą jest też, że w
tej innej rzeczywistości znikają ograniczenia, jakie nakłada na nasz sposób bycia, postępowania i
odczuwania osobista przeszłość. Stwarza to nam szansę wymyślenia siebie na nowo, odkrycia swoich
nieprzeczuwanych i tajemniczych aspektów, drzemiących w ukrytych zakamarkach naszej istoty.
Odzyskawszy je, można te bogate wewnętrzne zasoby zaprząc do nowego stylu życia i działania w
świecie codziennych spraw.
Tak więc, wejście w odrębną rzeczywistość niekoniecznie oznacza wykonywanie zadań niezwykłej
wagi w świecie snów. Należą do niej tak niezwykłe rzeczy jak wyzbycie się nienawiści wobec bliźnich,
kochanie bez zniewolenia, odkrywanie nowej istoty w lustrze, odważne sprawienie, aby spełniło się od
dawna żywione marzenie, spojrzenie na ukochaną osobę nowymi oczami, rozstanie się z mocno
zakorzenionym nawykiem, który uważaliśmy za cząstkę siebie. Przyjrzymy się teraz sposobom na ich
osiągnięcie.
Techniki
Jednym z podstawowych środków na wyciszenie wewnętrznego dialogu jest specjalne użycie
zwykłej uwagi, co dzięki zaoszczędzeniu energii z kolei prowadzi do odzyskania tego, co don Juan
nazywa drugą uwagą.
Jako że sposób, w jaki zazwyczaj posługujemy się uwagą, nakierowany jest na podtrzymanie
wewnętrznego dialogu, użycie uwagi w inny, specjalny sposób stanowi warunek konieczny do jego
zawieszenia. Ćwiczenia uwagi pomagają osiągnąć wewnętrzną ciszę i na odwrót, ćwiczenia na
wyciszenie myśli nadają się do ćwiczenia uwagi, trudno bowiem jest je rozróżnić. Ściślej mówiąc,
ćwiczenia na przerwanie wewnętrznego dialogu, to w istocie ćwiczenia na specjalne opanowanie
uwagi. Jednak ich szczególna przydatność w wyciszaniu wewnętrznego dialogu tłumaczy ich
obecność w tym rozdziale.
Specjalne sposoby posługiwania się uwagą
Wewnętrzny dialog podsyca to, że nasza uwaga jest na niego bez przerwy zwrócona. Wewnętrzny
dialog to głos ego, mamy więc tu do czynienia z obsesyjną skłonnością ego do skupiania się na sobie.
Każde ćwiczenie czy działanie, które odwraca uwagę od tej wewnętrznej fabryki słów, przyczynia
się do zawieszenia dialogu, pod warunkiem, że robimy to wytrwale i wystarczająco długo. Jeśli uwaga
nie skupia się na nim, dialog zamiera. Toteż kluczowym elementem ćwiczeń na przerwanie
wewnętrznego dialogu jest skierowanie uwagi na co innego.
Wychodząc z tego, można ułożyć własne ćwiczenia. Niemniej, podam kilka naszych, które
przyniosły zadowalające rezultaty.
34. Chód z uwagą
Spacer, sam w sobie, stanowi dobre ćwiczenie ruchowe, sprzyjające zdrowiu. Nie wszystkim
jednak wiadomo, że przez dodanie pewnych elementów można zwykły spacer zamienić w chód z
uwagą. Choć właściwie każdy "wie, jak" się chodzi, prawda jest taka, że dla współczesnego człowieka
nauka pawidłowego chodzenia wymaga specjalnego treningu, który z reguły przynosi też szczególne
rezultaty.
Niekwestionowanymi mistrzami chodu byli ci, którzy od stuleci niestrudzenie przemierzali
powierzchnię uwielbianej przez nich Ziemi – Indianie. Można się od nich w tej dziedzinie wiele
dowiedzieć.
Chód z uwagą to doskonałe ćwiczenie na przerwanie wewnętrznego dialogu. Częste jego
praktykowanie niezawodnie owocuje stanem wewnętrznej ciszy. Zanim szczegółowo omówię
poszczególne jego odmiany, wymienię kilka zasadniczych elementów chodu z uwagą:
Uwaga skupiona jest nie na myślach, lecz na chodzeniu i elementach uwagi.
Zachowaj całkowite milczenie. Jeśli koniecznie trzeba się odezwać, przerwij chód i powiedz
to, co musisz powiedzieć, a dopiero potem zacznij iść.
Nie próbuj na siłę zatrzymać swoich myśli; po prostu pozwól im przepływać, przysłuchując się
im, jakby były jeszcze jednym odgłosem natury.
Utrzymuj stały rytm podczas chodzenia; prędkość nie odgrywa tu żadnej roli.
Zsynchronizuj swój oddech z tempem marszu.
Natęż oddychanie, aby łatwiej można było skupić na nim uwagę.
Nie trać z pola uwagi otoczenia oraz uczuć, jakie w tobie budzi (natomiast myśli, jakie ci się
nasuwają, ignoruj).
Zwróć uwagę na doznania twojego ciała, szczególnie w okolicach brzucha.
Nasłuchuj uważnie.
Ręce powinny być wolne; jeśli musisz coś nieść, użyj plecaka.
Przedłuż ćwiczenie aż do czasu osiągnięcia stanu specjalnej uwagi; kiedy to nastąpi, możesz
kontynuować je do woli.
Komentarz
Zwracanie bacznej uwagi na wszystkie elementy naraz wymaga pewnej wprawy; do czasu jej
nabycia można skupić się na kilku wybranych. Można powiedzieć, że "umiesz chodzić" dopiero wtedy,
gdy spełnisz wszystkie warunki.
Elementy wymienione powyżej w "podstawowym chodzie z uwagą" wchodzą również w skład
wszelkich jego odmian.
Jednym z najbardziej zadziwiających wyników, jakie przynosi chód z uwagą, z wszelkimi jego
wariantami włącznie, jest wytworzenie odmiennych stanów świadomości. Im więcej czasu i uwagi
poświęcimy chodzeniu, tym głębszy będzie stan wyższej świadomości. Na uzyskane rezultaty ma
również bezpośredni wpływ częstotliwość ćwiczeń. Wszystko to wyzwala w nas niezwykłą percepcję i
wrażliwość, co stwarza możliwość zaistnienia wiedzy bez słów.
35. Chód po indiańsku
Przypomina on poprzednie ćwiczenie, z tą różnicą, że potrzeba do niego kilku osób. Jak sama
nazwa wskazuje (polskim odpowiednikiem jest "chód gęsiego" «przyp. tłum.»), praktykowany jest on
przez rdzenne ludy Ameryki, które dobrze umieją chodzić uważnie. Nauczyłem się go właśnie od
Indian, maszerując wraz z nimi. To jedno z moich ulubionych ćwiczeń, ponieważ umożliwia nie tylko
dzielenie się wieloma cudownymi przeżyciami z innymi, ale również połączenie się w jedno uwagi i
energii poszczególnych uczestników. Końcowy rezultat przewyższa zwykłą sumę poszczególnych
części.
Metoda ta stosowana jest w grupie, zwłaszcza gdy w grę wchodzi przejście przez tereny nie
zamieszkane czy nieznane. Ma to też dodatkowy skutek w postaci wzmożenia czujności.
Chód ten pociąga za sobą określone następstwa, co wpływa na poważne różnice kulturowe między
Indianami a ludźmi Zachodu w traktowaniu chodzenia.
W mentalności Zachodu podróż składa się z dwóch zasadniczych członów: odjazdu i przyjazdu.
Toteż obojętnie, czy będziemy przemieszczać się pieszo czy pojazdem, sama droga się nie liczy –
chodzi o to, by dotrzeć do miejsca przeznaczenia, im szybciej, tym lepiej. Człowiekowi Zachodu chód
służy wyłącznie do przenoszenia się z miejsca na miejsce, dlatego w drodze zazwyczaj stajemy się
niecierpliwi, nie możemy doczekać się końca. Albo dla odmiany, żałujemy tego, co za sobą
zostawiliśmy. Ludziom Zachodu w gruncie rzeczy trudno jest się odnaleźć w rzeczywistości, czyli tu i
teraz.
Chodzenie rozumiane jako przenoszenie się z miejsca na miejsce jest męczące i chcemy jak
najszybciej dojść do celu. To, rzecz jasna, powoduje znużenie, które jest efektem marnowania energii
na co innego niż samo chodzenie. Ta strata energii powstaje w wyniku skupiania uwagi na myślach
zamiast na czymś realnym, jak ruchy ciała. Nieuważny spacer nie tylko wyczerpuje, ale może być
niebezpieczny; to między innymi dlatego ludzie obawiają się wędrować w nieznanych okolicach, w
nocy, czy w ogóle spacerować.
Kiedy idziemy, przeważnie rozmyślamy o tym, co zostawiliśmy za sobą (przeszłość) albo
wyobrażamy sobie, co nas czeka (przyszłość), ale trudno umiejscowić nam siebie w rzeczywistości (w
teraźniejszości).
Z drugiej strony, Indianie po wiekach praktyki wiedzą, że chodzenie jest również środkiem, za
pomocą którego możemy doświadczyć bycia tu i teraz. Znają wartość chodzenia dla samego
chodzenia, dla czystej przyjemności.
Kiedy wyruszają, wiedzą, że każda wędrówka, długa czy krótka, składa się z pojedynczych kroków,
jednego na raz. Odnajdują się w teraźniejszości i nie martwią o przyszłość, chyba że muszą
opracować strategię. Lecz gdy to ukończą, zapominają o przyszłości na ten czas, dopóki nie stanie się
chwilą obecną. Dlatego kiedy idą, Indianie nie patrzą przed siebie albo na szczyt góry, na który się
wspinają, lecz raczej spoglądają pod nogi.
Jeśli chcą podziwiać krajobraz, zatrzymują się i dopiero potem idą dalej. Można powiedzieć, że
chodzą osadzeni w "tu i teraz", nie błądzą myślami w przeszłości czy przyszłości. Postawa ta znalazła
odbicie w elementach tworzących "chód po indiańsku", który wygląda następująco:
1. Dobierzcie sobie przewodnika, kogoś, kto zna drogę lub potrafi rozsądnie pokierować grupą
stosownie do okoliczności.
2. Idźcie jeden za drugim; to warunek konieczny. Uczestnicy cały czas mają przed sobą plecy
swojego poprzednika.
3. Zachowujcie stałe odstępy; odpowiednia będzie odległość wyciągniętej ręki. Sprawą najwyższej
wagi jest utrzymanie równego odstępu niezależnie od zmian w rzeźbie terenu.
4. Skierujcie spojrzenie na ziemię, na krok, który stawiacie, nie patrząc ani przed siebie, ani na
boki. Jeśli ktoś na czele prowadzi grupę, nie ma potrzeby podnoszenia wzroku. Strona wizualna nie
ma w tym ćwiczeniu znaczenia; ważne jest odbieranie wrażeń całym ciałem.
5. Ustalcie jakiś rytm – dźwięki wydawane w rytm kroku czy oddechu. Musi się do tego włączyć
każdy, aby zadziałało.
6. Starajcie się nie myśleć o dotarciu na miejsce; nie wypatrujcie, "ile jeszcze wam zostało do
przejścia".
7. Do tego ćwiczenia potrzeba co najmniej dwóch osób.
Komentarz
Jednym z kluczowych zadań tego ćwiczenia jest wytworzenie i utrzymanie poczucia jedności, które
umożliwi zespolenie się energii i uwagi wszystkich uczestników. Dwie rzeczy niezbędne są do
osiągnięcia tej jedności: nieustanne zachowywanie stałego odstępu od poprzednika oraz przyswojenie
sobie wspólnego rytmu. Jeśli choć jedna osoba wypadnie z rytmu, nie zachowa odległości lub wyłączy
się w myślach, "łańcuch" zostanie przerwany i grupowy spacer nie przyniesie niko-rnu obiecanych
korzyści.
36. Chodzenie po śladach
Jest to odmiana chodzenia po indiańsku, tyle że uczestnicy – z wyjątkiem przewodnika – muszą
stąpać po śladach swego poprzednika.
Oznacza to, że ruchy nóg wszystkich uczestników muszą być idealnie zgrane – lewe stopy
unoszone i stawiane w tej samej chwili, prawe stopy unoszone i stawiane w tej samej chwili, i tak
dalej. Stopę stawiamy dokładnie na miejscu stopy swego poprzednika, choć ślad jest niewidoczny.
Musimy sobie odcisk jego stopy "wyobrazić" i na nim stanąć.
Komentarz
W ćwiczeniu tym chodzi przede wszystkim o to, aby kroczyć po śladach poprzednika i utrzymać
pełną synchronizację ruchów nóg mimo nagłych zmian tempa czy trudności wynikających z rzeźby
terenu. Przy odpowiednim natężeniu uwagi zmiany te nietrudno przewidzieć.
Ćwiczenie powinno trwać co najmniej godzinę i można je przedłużać bez ograniczeń. Ścisłe
wypełnienie poleceń powinno zaowocować wytworzeniem się "bąbla uwagi" obejmującego całą grupę.
Traci się poczucie bycia odrębnym ego, w zamian zyskuje się świadomość przynależności do
większej całości. Czar sprawia, że można w ten sposób chodzić całymi godzinami, bez zmęczenia.
Rozsadza nas energia, czujemy się pełni i odnowieni.
37. Chód cieni
Choć to stosunkowo proste ćwiczenie, może wzbudzić intensywne stany wyższej świadomości.
Nazywa się je również "chodzeniem na uszach".
Polega ono na bardzo powolnym chodzeniu z wytężoną uwagą; staramy się przemieszczać niczym
cień, bezszelestnie, nie wydając żadnych odgłosów. Ani nasz krok, ani oddech nie powinny być
słyszalne. Poruszasz się ostrożnie i bezgłośnie jak cień. Prowadzą cię twoje uszy. Tak bardzo
skupiasz się na dźwiękach – po to, aby ich uniknąć – że słuch staje się głównym ośrodkiem twej
percepcji. Rozumie się samo przez się, że nie wolno nam nadepnąć na nic, co mogłoby wydać jakiś
odgłos. Lepiej unieść stopę, niż wpaść na gałązkę, i obejść przeszkody, niż po nich chodzić. Należy
stawiać kroki tak, aby czynić jak najmniej hałasu.
38. Chód w wydaniu don Juana (III-35)
1. Nadaj jakieś niecodzienne ułożenie swoim rękom – zagnij palce ku dłoni, oddziel jak najszerzej
palec środkowy i wskazujący, czy coś w tym rodzaju. Przyjmij pozycję, jaka najbardziej ci odpowiada.
2. Zachowaj świadomość całego swojego pola widzenia. Staraj się rejestrować wzrokiem wszystko
naraz, nie skupiaj się na niczym szczególnym. Oczy powinieneś mieć skierowane przed siebie, wzrok
utkwiony w punkcie tuż nad linią horyzontu.
Ćwiczenia te praktykowane są w różnych postaciach i wszystkie z nich przyczyniają się do
przerwania wewnętrznego dialogu, ale w sumie stanowią warianty formy podstawowej, uważam więc,
że to, co tu przedstawiłem, wystarczy w zupełności.
Pragnę powtórzyć raz jeszcze, że różne odmiany chodu z uwagą, a także chód mocy, mimo że
zaliczone do grupy ćwiczeń na wyciszenie wewnętrznego dialogu, równie dobrze mogłyby być
zaklasyfikowane jako ćwiczenia uwagi.
39. Bieg mocy (III-171)
Tę technikę można stosować wyłącznie w stanie całkowitego wewnętrznego wyciszenia.
Wydobywa ona na jaw ukryte aspekty naguala – u nowicjusza zaledwie część, u dojrzałego mistrza
całość. Kluczowe znaczenie mają tu praktyka i ilość dostępnej energii. Wykonywanie tego ćwiczenia
nie jest możliwe bez udziału świadomości innej jaźni, a rezultaty, jakie przynosi, są doprawdy
zadziwiające. Nie jest to jednak proste ćwiczenie.
Ogólnie rzecz biorąc, bieg mocy polega na poruszaniu się z dużą prędkością, z wykorzystaniem
niezwykłej energii, bez zwykłej pomocy pięciu zmysłów i wcześniejszej znajomości terenu, i do tego w
całkowitych ciemnościach. Przypomina nieco dziwaczną odmianę joggingu czy biegu przełajowego.
Choć nadaje się do tego dowolny teren, zwykle praktykuje się bieg mocy tam, gdzie powierzchnia jest
nierówna i usłana kamieniami, na stromym zboczu, albo na obszarze trudnym do pokonania nawet za
dnia.
Trzeba zaznaczyć, że to nie jest zwykłe ćwiczenie czy jakiś sport. Nie każdy temu podoła. Nie
wystarczy samo poznanie zasad. To nadzwyczajny wyczyn, którego dokonuje samo ciało z
pominięciem intelektu. Powodzenie zależało będzie głównie od poziomu umiejętności i energii; mimo
to zamieściłem je w niniejszej pracy, ponieważ adresowana jest do osób o różnym stopniu
zaawansowania.
Wprawdzie zdolność do biegu mocy może wyrobić się w nas sama jako wynik praktykowania
innych, mniej skomplikowanych technik, ale są ćwiczenia, które pozwolą nam dojść do niej stopniowo,
które pokażą nam, czy już jesteśmy gotowi.
Bieg mocy zawiera się w nie poznanych możliwościach ciała – w gruncie rzeczy, potrafi to każdy,
albo ściślej mówiąc, potrafią to nasze ciała. Jednak przeciętni ludzie, żyjący pod władzą kaprysów ego
przekazywanych przez wewnętrzny dialog, tak oderwani są od wiedzy ciała, że bardzo trudno jest im
ją odzyskać. Zdarza się raz na jakiś czas, że w sytuacjach zagrożenia życia bezwiednie zdobywają się
na bieg mocy i ratują się pędząc w całkowitych ciemnościach czy po górzystym terenie w pobliżu
przepaści. Zjawiska takie tłumaczy się jako cuda, które są znakiem boskiej interwencji, podczas gdy w
rzeczywistości świadczą o tym, do czego jesteśmy zdolni, gdy nasze ciało przejmuje ster.
Staraj się w miarę systematycznie budzić pamięć ciała. Istnieją do tego odpowiednie zasady
postępowania, jednak należy je odrzucić z chwilą, gdy ciało się ocknie i rozpocznie bieg mocy. Odtąd
dowodzenie przejmuje ciało; rozum i ego ze swymi pragnieniami i wyjaśnieniami zostają wyłączone z
uczestnictwa. Można wykonać to w następujący sposób:
1. Na początek ćwicz trucht na płaskim terenie za dnia. Unosząc wysoko kolana, biegnij, aż
poczujesz, że ciało samo, bez przymusu z twojej strony, prze do przodu. Dążysz do stanu
pośredniego między napięciem a odprężeniem. Mięśnie stopniowo się rozgrzeją, osiągając giętkość,
która jest przy tym sprężysta. Jeśli natrafisz na przeszkodę, na przykład duży kamień, mięśnie nie
będą ani na tyle twarde, abyś nadwerężył sobie staw, ani na tyle luźne, aby nastąpiło przesunięcie
kości. Wchodzisz w szczególny stan, który można określić spięto-odprężonym – jesteś czujny,
rozbudzony i ożywiony, lecz z zachowaniem wewnętrznego poczucia trzeźwości i panowania nad
sytuacją. Etap ten powinien trwać co najmniej godzinę.
2. W miarę nabywania wprawy, zacznij ćwiczyć w warunkach trudniejszych, na płaskim, ale
nieregularnym terenie, na powierzchni kamienistej czy w wyschniętym korycie rzeki. Stopniowo też
zwiększaj prędkość. Musisz czuć się swobodnie, gdyż zmuszanie się do czegoś bez poczucia
bezpieczeństwa może skończyć się obrażeniami. Zwróć uwagę na to, jak giętkość nóg pozwala im
dostosować się w naturalny sposób do kamieni, zwalonych drzew czy innych przeszkód. Staraj się po
trochu wyczuwać teren ciałem, unikając nadmiernego oparcia w oczach jako przewodniku dla twoich
stóp. Wzrok powinien być skierowany w przód, na ziemię, ale nie skupiony na czymś konkretnym.
Zauważ, że podczas normalnego marszu decyzje, jak i gdzie stawiać stopy, podejmowane są zgodnie
z relacją wzrok/mózg/umysł. Bieg mocy, dla odmiany, oparty jest na oddziaływaniu ciało/świat, lub
dokładniej, "energia z wnętrza / energia z zewnątrz".
Kiedy potrafisz rozwinąć dużą prędkość w terenie wyżej opisanym, omiatając ziemię wzrokiem,
utrzymując rytm i równowagę, i nie męczysz się, nie potykasz i nie ranisz się, to znaczy, że możesz
przejść do drugiej fazy.
3. Na tym etapie możesz zacząć ćwiczyć na pochyłościach – łagodniejszych, a potem bardziej
stromych W miarę doskonalenia sprawności, wybieraj zbocza strome o nierównej powierzchni. Jeśli
zaczniesz od dróg nabierzesz wprawy w biegach przełajowych. Pamiętaj, że sztuki tej nie można
opanować w jeden dzień; wymaga ona ciągłego praktykowania. Ile czasu na to potrzeba, zależy od
osoby. Możliwości, jakie otwiera przed nami bieg mocy, są doprawdy nieograniczone, podobnie jak
wewnętrzne przemiany, jakich doświadczamy. Ważne jest, aby nie przeszarżować z wyborem terenu.
Sama prędkość nic nam nie da, jeśli utracimy rytm i poczucie bezpieczeństwa – popadniemy wówczas
z powrotem w wąskie ramy normalności i wtedy łatwo o wypadek.
4. Wykorzystując wszystkie omówione dotąd techniki, zacznij świadomie zmieniać prędkość,
dostosowując ją do zmiennej powierzchni, ale zachowując przy tym ten sam rytm.
Dalsze wskazówki odnoszą się wyłącznie do tych, którzy z łatwością radzą sobie z poprzednimi
etapami i są gotowi do podjęcia ćwiczeń w nocy.
5. Zacznij od ćwiczeń na znajomym gruncie o zachodzie słońca albo podczas pełni księżyca.
Księżyc w pełni jest szczególnie wskazany ze względu na światło, jakie daje oraz dlatego, że jego
obecność ułatwia wniknięcie w świadomość lewej strony. W miarę osiągania biegłości, spróbuj na
nieznanym terenie ciemną nocą. Kiedy dojdziesz do tego etapu, przestaniesz już – jako ego –
dobrowolnie wykonywać zadane ćwiczenie. To raczej twoje ciało działa w oparciu o bezpośrednią
relację, jaką ma ze światem, gdzie rozum już nie sięga.
Komentarz
Ponieważ wewnętrzny dialog i bieg mocy nie mogą współistnieć, już na samym początku
powinniśmy dostrzec, że dialog ten zamiera bez żadnych zabiegów z naszej strony. Jako że bieg
mocy wymaga zaangażowania całej naszej energii, nie pozostaje nic, co mogłoby podsycać
wewnętrzny dialog. Dlatego właśnie technika ta jest niezawodna. Jeśli jednak dalej będziemy
rozmyślać, to znaczy, że oddajemy się tylko biegowi dla rekreacji.
W moich warsztatach zachęcam uczestników, aby wsłuchiwali się bacznie w to, co przekazują im
ciała, czyli uczucia raczej niż myśli czy idee. Przekazy te, to nasza wrodzona utajona wiedza, której na
nieszczęście słuchamy tak rzadko. Co się tyczy ćwiczeń z udziałem biegu mocy, trzeba podkreślić, że
nikt nie powinien zmuszać się do stosowania technik, które nie leżą w zasięgu jego możliwości.
Przykładem może być grupa, która używa biegu mocy do zejścia z góry. Jeśli jedna czy dwie osoby
czują, że nie są w stanie nadążyć za pozostałymi, pod żadnym pozorem nie wolno im się dalej
wysilać. Świadczyć o tym będzie zadyszka, skłonność do potykania się, zachwianie równowagi. W
takich przypadkach najlepiej zwolnić do czasu przywrócenia rytmu i równowagi. Jak powiedziałem,
praktykowanie biegu mocy pociąga za sobą wyciszenie wewnętrznego dialogu. To z kolei pozwala
doświadczyć nieznanych aspektów świata i nas samych. Wewnętrzne wyciszenie podczas
intensywnego wysiłku fizycznego, w bliskim kontakcie z przyrodą, otwiera przed nami stany pokrewne
świadomości innej jaźni. Jedną z tych możliwości jest nagualizm.
Ilustracja związku między biegiem mocy a zjawiskiem nagualizmu
Podczas uprawiania biegu mocy, zwłaszcza nocą na pustkowiach, można nierzadko odnieść
wrażenie, że przemieniamy się w jakieś zwierzę. Objawia się to przez zmianę w oddechu, pewność, z
jaką się poruszamy i niezamierzone odgłosy, jakie z siebie wydajemy. Odkryłem to zjawisko, kiedy w
grupie wędrowaliśmy po ogromnym wzgórzu na południe od Mexico City. Działo się to nocą podczas
pełni księżyca. Od dwóch dni oddawaliśmy się zabawie w "plemiona", jak to określaliśmy. W trakcie
tego nocnego marszu ogarnął nas spokój, otuliła nas ciemność i staliśmy się zespołem cieni
przemierzających swoje naturalne środowisko. Nasze dziwne ubrania, dwudniowe milczenie i
wytężona praca, wszystko to wprawiło nas w szczególny stan, w którym prze-stały się liczyć ego i
osobista przeszłość każdego z nas. Stanowiliśmy plemię i musieliśmy dotrzeć do ziem zaj-mowanych
przez inne plemię, które żyło na przeciwnym zboczu góry.
Nagle odczułem w sobie potrzebę przyspieszenia kro-ku. Otaczająca mnie roślinność stopiła się w
jedno i świat pociemniał. Miałem wrażenie, jakby coś mnie przyzywało, coś nieznanego. Stopniowo
przeszedłem w trucht i zawładnął mną rytm. Czułem, że mogę biec bez końca. Wiedziałem, że się nie
przewrócę, mimo że wokół dostrzegałem tylko cienie. Próbowałem nakłonić grupę, aby poszła w moje
ślady. Starałem się ich "pociągnąć", lecz bez powodzenia, aż zwyciężyła siła, która mnie przyzywała i
zakręciło mi się w głowie. Przyspieszyłem, w końcu puściłem się pędem przez pole w absolutnej
ciemności; tak szybko nie pobiegłbym nawet po płaskim terenie w ciągu dnia. Mój oddech stał się dziki
i głęboki. Ciało dziwnie posapywało i pochrząkiwało. Zmieniłem się w zwierzę gnające po górach –
zwierzę będące w swoim żywiole. Cienie nabrały dla mnie znaczenia. Rzeczą naturalną stało się
przemieszczanie się w tej postaci. To była moja postać. Po to przyszedłem na świat, choć nie
zdawałem sobie z tego sprawy. Zewsząd wabiła tajemnica, zapraszająca do odkrycia. Zewsząd
wionęła magia i moc. Doświadczyłem radości życia w innym świecie – dzikiego zwierzęcia wolnego od
myśli, wolnego od przeszłości. Rozpoznałem to zwierzę i wiedziałem, że odtąd potajemnie nim będę
do końca życia.
Dużo czasu minęło, zanim wróciłem do siebie i odnalazłem moich towarzyszy. Nigdy nie
zastanawiałem się nad tym, jaki widok musiałem przedstawiać dla innych. Sądzę, że zależało to od
ich wrażliwości i zdolności "widzenia". Zwykły człowiek pewnie by się przeraził. Sam nie mam
wątpliwości, co się stało. Don Juan miał rację; nie ma innej rzeczywistości, niż to, co odczuwamy.
Rzeczywistość to czucie. Tej nocy, hasając po górach jako dziki zwierz, odkryłem zjawisko
nagualizmu.
Specjalne użycie zmysłów
Skoro wewnętrzny dialog ściśle współdziała z normalnym wykorzystywaniem przez nas pięciu
zmysłów, to wszelka innowacja w sposobie używania zmysłów może pomóc nam osiągnąć
wyciszenie.
We współczesnym konsumpcyjnym świecie wzrok jest niekoronowanym "królem zmysłów". Cały
system konsumpcji zasadza się na wizualnym oddziaływaniu jako kluczowym elemencie. Toteż u
zwykłych ludzi pozostałe zmysły mają znaczenie podrzędne. Tak dalece jesteśmy we władzy wzroku,
że niemal nie zwracamy uwagi na to, co ukazują inne zmysły. Dzieje się tak, ponieważ wzrok jest
uległym sługą wewnętrznego dialogu.
Relację zachodzącą między postrzeganiem a wewnętrznym dialogiem można wyrazić tak: oczy,
myśli, świat, oczy i tak dalej. Co widzimy i jak to widzimy, jest wynikiem manipulacji wewnętrznego
dialogu, który sprawia, że rzeczywistość przychodząca z zewnątrz jest dla nas niezrozumiała.
Rzutujemy rzeczywistość ze swojego wnętrza na zewnątrz, a potem odnajdujemy w niej własne
odbicie, nie zdając sobie z tego sprawy. Ponieważ zaprzęgnęliśmy do tego zmysł wzroku, to każda
wymuszona zmiana postrzegania czy odwrócenie hierarchii wykorzystywania zmysłów spowodują
przerwanie wewnętrznego dialogu. Przykładem będzie wspomniany już chód cieni, w którym słuch i
dotyk angażują uwagę, zazwyczaj poświęcaną wzrokowi. Każde niezwykłe użycie zmysłów może
służyć jako ćwiczenie prowadzące do wewnętrznego wyciszenia.
40. Nasłuchiwanie
Z zamkniętymi oczami i w absolutnym milczeniu spędzaj okresy co najmniej piętnastu minut,
wsłuchując się w dolatujące ciebie odgłosy (II-225).
41. Bieg natury
Z zamkniętymi oczami i w absolutnym milczeniu tym razem nasłuchuj jednego nieprzerwanego, ale
zmiennego odgłosu – płynącej rzeki, trzaskającego ogniska, wycia wiatru czy deszczu.
42. Nasłuchiwanie ciszy
Wsłuchaj się w odgłosy przyrody, starając się wychwycić oddzielające je przerwy, aż zaczniesz
rozróżniać rytm dźwięków i rytm momentów ciszy. Spróbuj połączyć percepcyjnie chwile przerwy, jak
to zazwyczaj czynisz z dźwiękami (II-225-232).
43. Ciuciubabka
Zawiązuj sobie oczy na okresy od kilku godzin do kilku dni, zachowując aktywny tryb życia.
Technika ta wymaga obecności jeszcze jednej osoby ze względów bezpieczeństwa.
44. Błądzący wzrok
Patrz przed siebie "rozmytym" spojrzeniem, rejestrując wszystko w polu widzenia bez skupiania się
na czymś szczególnym. Ćwicz to co najmniej przez piętnaście minut (V-295-296).
45. Dostrzeganie cieni
Spójrz na przedmioty zawierające zacienione pola, drzewa, skupiska kamieni czy góry, starając się
wizualnie zespolić obszary cienia tak, aby postrzegany przedmiot wydał się zbiorem cieni, a nie bryłą
światła i barw (III-194).
Komentarz
Jak w przypadku pozostałych technik, ważna jest ciągła praktyka. Im więcej ćwiczeń, tym lepsze
wyniki. Ograniczenia należy sobie narzucić tylko wtedy, gdy w wyniku ćwiczeń, przed osiągnięciem
wewnętrznego wyciszenia popadniemy w kolizję ze światem spraw codziennych. W takim przypadku
trzeba zmniejszyć częstotliwość i długość ćwiczeń. Należy wystrzegać się wszelkiego
zniecierpliwienia. Najlepiej wykonywać je, jakby były celem same w sobie i zapomnieć, że mają za
zadanie doprowadzić do przerwania wewnętrznego dialogu. Istotne jest też znalezienie czasu i
miejsca na tego rodzaju działalność. Najdogodniejszy byłby czas wolny od innych trosk i obowiązków,
przeznaczony specjalnie na ćwiczenia. Praktykować można wszędzie, ale najlepiej zacząć od terenów
oddalonych od miejsc, w których bywamy na co dzień – może odludnych terenów poza miastem.
Później, na wyższym stopniu zaawansowania, korzystne jest działanie w mieście.
Oddychanie
Specjalne techniki oddychania są na ogół pomocne również w wyciszaniu umysłu, gdyż odwracają
naszą uwagę od myśli. Skupianie uwagi na oddechu to w istocie jedna z podstawowych metod
osiągania wewnętrznej ciszy. Dlatego też nadaje się do tego świetnie wiele praktyk medytacyjnych,
zwłaszcza jeśli pozbawimy je otoczki religijnej, ezoterycznej, symbolicznej czy jakiejkolwiek innej.
46. Podstawowa technika oddechowa
Znane również pod nazwą pełnego oddechu, ćwiczenie to wygląda następująco:
1. Wdychaj i wydychaj powietrze przez nos.
2. Podczas wdechu, wpierw napełnij powietrzem okolice brzucha, a potem klatkę piersiową;
zaczynając od dołu; posuwaj się do góry.
3. Wypełnij płuca maksymalnie, nie pozostawiając żadnego wolnego miejsca na powietrze.
4. Przetrzymaj powietrze w płucach w celu zapewnienia właściwego natlenienia krwi.
5. Wydychając, upewnij się, że płuca zostają całkowicie opróżnione.
6. Wdychaj i wydychaj powoli. Tempo oddychania powinno być nieco wolniejsze niż zwykle.
7. Skup się na oddychaniu, nie na myśleniu. Jeśli wystąpią jakieś myśli, słuchaj ich po prostu, jakby
były dźwiękami bez znaczenia. Uwaga powinna być stale zwrócona na oddychanie.
47. Wariant podstawowej techniki oddechowej
Wykonaj wszystkie czynności wymienione wyżej, ale wydychaj przez nos. Uzyskasz w ten sposób
swoisty stan uwagi, najbardziej przydatny w sytuacjach wzmożonego wysiłku.
48. Odmiana z dźwiękiem
Zastosuj wszystkie elementy pełnego oddechu, ale skup swą uwagę na odgłosach zewnętrznych.
Całą swą istotą zalej swoje wnętrze dźwiękami tak, że wyparte zostaną wszelkie myśli. Do tego celu
możesz wykorzystać odgłosy przyrody albo miejski hałas. Muzyka również się nadaje, zwłaszcza jeśli
nie zawiera słów, które pobudzałyby myśli. Trudniejszym, ale skutecznym wariantem tej techniki
byłoby przysłuchiwanie się dyskusji i skupianie się na samym brzmieniu słów, bez wnikania pod
żadnym pozorem w ich znaczenie, to znaczy słuchanie słów, jakby były czystymi dźwiękami.
49. Wariant z wykorzystaniem liczb
Przypomina on technikę podstawową, tyle że do wdechu należy przyporządkować liczbę jeden, a
do wydechu liczbę dwa. Włączając wszystkie elementy pełnego oddechu, wykonaj to ćwiczenie w
następujący sposób:
1. Podczas wdechu, przedstaw sobie i wypowiedz w myślach liczbę jeden.
2. Podczas wydechu, przedstaw sobie i wypowiedz w myślach liczbę dwa.
Kiedy ani pierwszego, ani drugiego etapu nie będą już zakłócać żadne myśli, przejdź do etapu
trzeciego i czwartego.
3. Po prostu przedstaw sobie liczbę; nie wypowiadaj jej w myślach.
4. Teraz pomiń również przedstawienia liczb, całą uwagę poświęcając "kontemplacji" wdechu i
wydechu. Jeśli powróci myślenie, cofnij się do poprzednich etapów.
50. Płomień ciszy
Ćwiczenie to polega na wykonaniu pełnego oddechu w zaciemnionym pokoju, który rozświetla
płomień świe-cy, wykonanej i odlanej przez ciebie w stanie całkowitej koncentracji. Uwaga musi być
zwrócona na płomień i oddychanie. Jeśli poczujesz, że nasuwają ci się myśli, wypełnij umysł obrazem
płomienia, wypierając zeń wszelkie myśli. W zależności od stopnia wyciszenia myśli, zwracaj uwagę
ponownie na płomień zewnętrzny. Jeśli trzeba, przerzucaj uwagę z płomienia realnego na wyobrażony
i odwrotnie; w ten sposób unieszkodliwisz i myśli, zanim zdążą przybrać konkretny kształt. Im więcej
uwagi i troski poświęciłeś przygotowaniu świecy, tym skuteczniej będzie cię przyciągała. Mając to na
względzie, możesz nawet pokusić się o uczynienie z niej dzieła I sztuki; im bardziej kunsztowne
wykonanie, tym większa przydatność.
Komentarz
Ćwiczenia te można wykonywać z otwartymi lub zamkniętymi oczami, choć na początek zalecane
jest zamykanie oczu, co ułatwia koncentrację. Z wyjątkiem ćwiczenia z wykorzystaniem dźwięków,
powinny one przebiegać w otoczeniu cichym, ewentualnie z łagodnymi, kojącymi odgłosami w tle.
Jednorazowo powinny trwać co najmniej piętnaście minut.
Trzeba zaznaczyć, że palenie – oprócz tego, że jest szkodliwe dla zdrowia – ujemnie oddziałuje na
oddychanie, percepcję, wewnętrzną ciszę i świadomość. Wyjaśnienie tego faktu jest bardzo proste.
Kto praktykował jakąkolwiek formę kontroli oddechu, wie, jak ścisła zależność panuje między
oddychaniem a postrzeganiem i świadomością. Palacze mają zaburzony oddech, w związku z tym
możliwości ich świadomości i percepcji w porównaniu z osobami niepalącymi są ograniczone.
Ćwiczenia oddechowe utracą wiele ze swojej skuteczności, jeśli w płucach będzie nikotyna. Jeśli ktoś
szczerze pragnie widzieć, w donjuanowskim znaczeniu tego słowa, dobrze postąpi zrywając z tym
nałogiem.
51. Sztuka i sport
Każda autentyczna działalność artystyczna, o ile jej uprawianie bardziej wiąże się z uczuciami niż
myślami, może doprowadzić nas do wyciszenia – zwłaszcza jeśli nie wymaga użycia słów.
Szczególnie nadają się do tego taniec i gra na instrumencie muzycznym, które wymagają silnej
koncentracji. Prawdziwa sztuka w istocie bierze swój początek w świecie wewnętrznej ciszy – nawet
teatr, o czym wspomnieliśmy w rozdziale dotyczącym podchodzenia.
Mowa tu, rzecz jasna, o sztuce rozumianej jako osobiste wyzwanie i tajemnica, a nie czysty popis
czy chęć wzbudzenia podziwu. Tak się nieszczęśliwie składa, że we współczesnym społeczeństwie
konsumpcyjnym przywykliśmy określać jako sztukę różnego rodzaju niskie przejawy megalomanii.
Wielu osobników, czy to z powodu choroby umysłowej, czy zwykłych pobudek ekonomicznych, podaje
się za artystów; pozują na piosenkarzy, malarzy czy aktorów, podczas gdy w rzeczywistości chodzi im
tylko o to, aby jak najkorzystniej się sprzedać na "targowisku próżności". Powstała w ten sposób
sztuka w ostatecznym rozrachunku wcale nią nie jest.
Podobnie rzecz się ma ze sportem. Powinniśmy natychmiast odrzucić wszystko, co pod pozorem
sportu promuje ekshibicjonizm i nienasyconą chęć zysku – na przykład sport transmitowany przez
telewizję.
Rzetelny sport, dla odmiany, podejmowany dla przyjemności i przezwyciężenia własnej słabości,
ma działanie dobroczynne nie tylko dla naszego zdrowia. Ponieważ wymaga odruchów i reakcji
szybszych niż świadoma myśl, daje nam sposobność długiego działania bez ingerencji wewnętrznego
dialogu. Poza tym, umożliwia nam kontakt z naszą cielesnością, uwalniając na krótko spod władzy
ego. Szczególnie korzystne są sporty uprawiane na łonie natury, oczywiście z poszanowaniem jej
integralności, co uchroni nas zarazem od wyrządzenia szkody sobie.
Wstecz / Spis treści / Dalej

ROZDZIAŁ SIÓDMY
Magia uwagi

Uwaga i postrzeganie
Uwaga, to jedno z kluczowych pojęć spotykanych w dziełach Carlosa Castanedy.
Specyficzny sposób posługiwania się uwagą powoduje, że postrzegamy rzeczywistość w taki, a nie
inny, sposób. W tym sensie uwaga utrzymuje w istnieniu świat.
Stanowi ona tę cechę świadomości, która sprawia, że skupiamy się na niektórych aspektach
wewnętrznej i zewnętrznej rzeczywistości, pomijając pozostałe. Ale w donjuanowskiej wizji, podobnie
jak dla współczesnej fizyki, świat kryje w sobie dużo więcej niż to, co normalnie dostrzegamy; naszej
percepcji umyka nieskończenie wiele elementów.
Fizyka i chemia posługują się techniką, która wykrywa i kształtuje wybrane aspekty tej
"niewidzialnej rzeczywistości" – fale radiowe, promieniowanie czy sygnały telewizyjne. Z drugiej
strony, czarownik od niepamiętnych czasów korzystał z innego narzędzia w celu poznania odrębnej
rzeczywistości i wpływania na nią – magii uwagi.
W wyniku treningu, jakiemu jest poddawana, percepcja ludzka działa w sposób wybiórczy, nie
uwarunkowany czynnikami biologicznymi. Prowadzi to do postrzegania świata takim, jakim jawi się
nam na co dzień. Sposób posługiwania się uwagą to bezpośredni rezultat treningu, który musi przejść
każda nowa jednostka, kiedy wchodzi w kontakty z innymi ludźmi, postrzegającymi świat w określony
sposób, będący efektem takiego samego treningu. Proces uwagi, który trafnie nazwano płynnym,
zakłada dość zawiły mechanizm selekcji; Castaneda nadał temu miano "prześlizgiwanie się" (VI-284,
w hiszpańskiej wersji językowej). Prześlizgiwanie się oznacza wybór, które elementy zostaną
postrzegane, a które pominięte w świecie praktycznie niezmierzonych możliwości percepcyjnych, po
to, aby postrzegana rzeczywistość była uporządkowana.
Magia uwagi polega na nadawaniu znaczenia i wprowadzaniu ładu w to, co postrzegamy. Oprócz
selekcji, uwaga poddaje obróbce szczegóły dowolnego przedmiotu, tak aby zgodny był z percepcją
innych osób. O ile dorośli mogą umówić się co do tego, jak postrzegać daną rzecz, to inaczej będzie
ona postrzegana przez zwierzęta, które nie są poddawane procesowi ludzkiej socjalizacji. Niemowlęta
przychodzą na świat z surową zwierzęcą percepcją. Jeszcze nie opanowały magii uwagi, która
ukształtuje ich percepcję w sposób pozwalający im funkcjonować w świecie codziennych spraw
wspólnie z innymi przedstawicielami gatunku.
Uwaga i jej ograniczenia
Uwaga dziecka ogarnia o wiele więcej niż uwaga dorosłego. Toteż dzieci często postrzegają ukryte
przed dorosłymi aspekty rzeczywistości, które zbywane są jako dziecięce wymysły.
Niekonwencjonalna psychologia uznała jednak zasadność dziecięcych spostrzeżeń. Przykładem
może być zjawisko skórno-optyczne (postrzeganie wzrokowe za pomocą skóry). Każde dziecko
poddane odpowiedniemu treningowi nabywa zdolności widzenia i czytania za pomocą dłoni czy stóp.
Jakiś czas temu byłem świadkiem, jak chłopiec z zawiązanymi oczyma gra w domino. Nie potrzebował
on oczu, aby widzieć. Ale szkoły, które tego uczą, nie przyjmują dorosłych, uważają bowiem, że tylko
dzieci potrafią opanować tę sztukę [w Meksyku zjawisko to jest powszechnie znane, gdyż szkoły
uczące postrzegania skórnego regularnie reklamują się w telewizji]. Dorośli, w wyniku bezwiednego
treningu uwagi, trwale przywiązani są do określonych rodzajów percepcji i ich ograniczeń, podczas
gdy dzieci cieszą się pod tym względem o wiele większą swobodą.
W świecie don Juana, czarownicy i adepci angażują się w walkę, która ma na celu odzyskanie
możliwości innego użycia percepcji, utraconej wiedzy dzieciństwa, która ma im dopomóc w
przeniknięciu do innych światów.
Z chwilą gdy dzięki mocy naszej uwagi nauczymy się postrzegać w określony sposób, niemal na
zawsze wykluczamy możliwość percepcji czegokolwiek poza granicami wyznaczonymi przez uwagę.
Możemy jednak podjąć systematyczne i zdyscyplinowane starania, aby te percepcyjne bariery
przełamać.
W przekonaniu don Juana w każdym z nas drzemie ukryta zdolność ogarniania niezwykłych
aspektów świata, nieznanego, którego istnienia nawet nie podejrzewamy.
Rodzaje uwagi
Sposób, w jaki posługujemy się uwagą na co dzień, określany jest w pracach Castanedy jako
pierwsza uwaga (V-266). Jej właśnie używamy do postrzegania świata naszych codziennych spraw i
nadawania mu porządku. Większość ludzi zna i rozwinęła tylko ten rodzaj uwagi, a to zamyka im
drogę wiodącą do odrębnej rzeczywistości. Castaneda wskazuje też na istnienie innej formy, zwanej
drugą uwagą (V-266), która stanowi nieznane i szczególne wykorzystanie uwagi. Umożliwia ona
wgląd w inny, praktycznie niezmierzony obszar rzeczywistości, który z powodzeniem można nazwać
odrębnym światem, ponieważ tak bardzo odbiega od realiów codziennego życia.
Te dwa rodzaje uwagi działają w równoległych, współistniejących ze sobą poziomach
rzeczywistości, które zazwyczaj nigdy ze sobą się nie stykają. To dlatego Castaneda stwierdza, że
pierwszą i drugą uwagę rozgraniczają "równoległe linie" (VI-292, w hiszpańskiej wersji językowej). Aby
zobrazować różnicę między tymi dwoma rodzajami uwagi, posłużę się sposobem postrzegania
ludzkiego ciała; w stanie pierwszej uwagi ukazuje się jako fizyczne ciało, znane nam wszystkim; w
stanie drugiej uwagi, widoczne jest w postaci tego słynnego kokonu albo świetlistego jaja, o którym tak
często wspomina don Juan.
Fiksacja uwagi
Cechą charakterystyczną zarówno pierwszej jak i drugiej uwagi jest zdolność przyciągania
zdarzeń. Na ogół tego się nie dostrzega i przypisuje się je szczęściu albo pechowi. Ludzie bezwiednie
skupiają obsesyjną uwagę na rzeczach, przedmiotach, sytuacjach czy osobach, powodowani lękiem,
ciekawością, pożądaniem czy przywiązaniem, i niczego nie podejrzewając, sprowadzają na siebie
rozmaite wypadki. Podobnie fiksacja drugiej uwagi może wywołać osobliwe skutki, jak to miało
miejsce w przypadku dawnych czarowników i jasnowidzów, którzy potrafili przywołać nie kończący się
strumień cudownych przedmiotów na wszelkie okazje, od drobnych talizmanów po wielkie piramidy
(VI-17).
Odzyskanie drugiej uwagi i zespolenie jej z pierwszą, jak pisze Castaneda, umożliwia wkroczenie
do zagadkowego i właściwie niewyobrażalnego świata trzeciej uwagi, świata totalnej wolności.
Jednak mając na względzie praktyczne zastosowanie tej książki, radziłbym czytelnikom zacząć od
opanowania szczególnego i niezwykłego sposobu posługiwania się pierwszą uwagą.
Nie-działanie a uwaga
Wykonywanie czynności, które zmuszają pierwszą uwagę do niezwykłego podejścia do znanego
świata albo skupienia się na tych jego aspektach, które na ogół są pomijane, powoduje natężenie i
nasycenie uwagi. To z kolei może prowadzić do stanów wyższej świadomości i wreszcie, do drugiej
uwagi.
Oczywiście, opisane wcześniej ćwiczenia nie-działania indywidualnej jaźni i wyciszania
wewnętrznego dialogu stanowią ćwiczenia uwagi, ale różnią się sferą działania i rozłożeniem
akcentów od technik przedstawionych poniżej. Podane tu ćwiczenia uwagi i nie-działania
zamieszczone są razem dlatego, że zarówno jedne jak i drugie przyczyniają się do istotnego
przekształcenia percepcji w wyniku świadomej modyfikacji użycia uwagi.
52. Obserwowanie cieni (III-194)
1. Znajdź spory krzew okryty liśćmi.
2. Ułóż się w wygodnej pozycji umożliwiającej koncentrację.
3. Przypatrz się wybranej gałązce krzewu, ale zamiast skupiać się na liściach, całą uwagę zwróć
na ich cienie aż zaczniesz dostrzegać "gałązkę cieni" na miejscu ga| łązki okrytej liśćmi.
4. Poszerz swoje pole widzenia, skupiając się wyłącznie na cieniach.
5. Staraj się widzieć cały krzak, jako krzew składający się z cieni.
Do tego celu można też wykorzystać drzewo i zastosować taką samą procedurę. Ćwiczenie
powinno trwać co najmniej trzydzieści minut.
53. Obserwowanie kamieni
1. Przyjrzyj się dokładnie kamykowi położonemu na głazie, najlepiej o dużej płaskiej powierzchni,
na której możesz położyć się na wznak. Kamyk powinien być w odległości 20 centymetrów od twarzy.
Skup się na szczegółach powierzchni kamyka, postaraj się dostrzec na niej wszelkie wgłębienia i
otwory. Stopniowo kamyk powinien zaabsorbować całą twą uwagę. Przypatruj mu się, aż wypełni całe
twoje pole widzenia.
2. Następnie przesuń uwagę na cień, jaki rzuca ka-myk, postrzegając go jako spoiwo, które skleja
ze sobą kamyk i głaz, aż głaz i kamyk staną się jednym.
3. Na wzór poczynań Castanedy opisanych w Jour-ney to Ixtlan, prowadź dalej obserwację cieni
wykorzystując do tego większe kamienie. Potrzebne będą dwa duże kamienie albo głazy, rzucające
długie i mniej więcej równoległe, przylegające do siebie cienie. Ułóż się w wygodnej pozycji i
spoglądaj na oba cienie jednocześ-nie, starając się połączyć je percepcyjnie, nie tracąc przy tym
ostrości widzenia, aż oba zostaną na siebic nałożone.
Można też spróbować z mniejszymi, trafnie dobrany-mi kamieniami w miejscu nadającym się do
przeprowadzenia ćwiczenia; niektórym osobom bowiem lepiej wychodzi to z mniejszymi kamieniami
niż z głazami.
54. Drzewo utkane z nieba
Ta odmiana poprzedniego ćwiczenia przynosi zadziwiająco dobre wyniki.
1. Znajdź liściaste drzewo średniej wielkości, najlepiej takie, które spodobało ci się na pierwszy rzut
oka. Jeśli drzewo to znajduje się w skupisku drzew, rzucającym ogromny cień, tym lepiej. Między
liśćmi musi być widoczne niebo, ale słońce nie powinno razić cię w oczy.
2. Usiądź albo połóż się pod wybranym drzewem. Oczywiście, musi ci być wygodnie. Przyjrzyj się
konarom i gałęziom drzewa, ale zamiast gałęzi i liści staraj się widzieć przestrzenie między nimi.
Staraj się połączyć odrębne przestrzenie w jedno, jak to zazwyczaj czynisz z liśćmi i gałęziami. Jeśli
niebo w tle jest błękitne, stopniowo zaczniesz dostrzegać "drzewo z błękitnymi liśćmi" albo kawałki
błękitu rozrzucone na zielonym tle, przypominającym wodę. Powinieneś być odprężony i umieć
skoncentrować się bez wyłapywania szczegółów, dążąc do ogarnięcia wszystkiego, co mieści się w
twoim polu widzenia. Kiedy odmienisz swoją percepcję i zorientujesz się, że oglądasz coś w rodzaju
drzewa z błękitnymi liśćmi, możesz zwrócić uwagę na szczegóły tego obrazu. Nie skupiaj się wprost
na nich, gdyż to przerwałoby czar twojego nie-działania.
55. Chodzenie do tyłu (VI-124)
Można to ćwiczyć na dowolnym terenie, zależnie od umiejętności wykonującego.
Ćwiczenie polega na chodzeniu do tyłu bez oglądania się za siebie. Na początku trenuj na płaskiej,
równej powierzchni bez żadnych niebezpiecznych pułapek i stopniowo, w miarę nabywania wprawy,
podnoś stopień trudności.
1. Idź do tyłu, z drugą osobą jako przewodnikiem. Należy zachowywać całkowite milczenie, co
sprzyja koncentracji i pobudzeniu wrażliwości ciała. Osoba kierująca jest zwrócona do ciebie twarzą,
gdy ty idziesz do tyłu. Jeśli na drodze pojawi się nierówność albo przeszkoda, twój przewodnik da ci
znak rękoma, że masz ją ominąć albo zatrzymać się. Nie oglądaj się za siebie, patrz tylko na ręce
przewodnika. Ćwicz przez co najmniej dwadzieścia minut, po czym zamień się rolami z osobą
kierującą.
2. Wykonuje się jak etap pierwszy, ale w pojedynkę. Za przewodnika początkowo będzie ci służyć
znajomość terenu i jego właściwości, które z pewnością zapamiętałeś idąc do przodu i spoglądając
pod nogi. Teraz, krok po kroku staraj się wyczuć całym ciałem teren za twoimi plecami.
3. Wykonuje się podobnie jak etap pierwszy, tyle że teraz zacznij biec do tyłu, na początku powoli,
a później kiedy nabierzesz do siebie zaufania, przyspiesz, aż osiągniesz prędkość normalnego biegu.
4. Przebiega tak jak etap trzeci, tylko bez udziału przewodnika.
5. Wybieraj się na długie przechadzki tyłem, drogą, którą znasz. Po godzinie lub dwóch
wędrowania do tym powinieneś pogrążyć się bez reszty w nie-działaniu.
6. Chodź tyłem, ale w grupie. Może to ogromnie wzmóc uwagę każdego uczestnika pod
warunkiem, że każdy będzie pracował z takim samym skupieniem i zaangażowaniem.
Komentarz
Jedną z czołowych zalet tej techniki jest możliwość postrzegania zewnętrznego świata bez
zbytniego uzależnienia od wzroku. Dlatego też nie wolno ulec nam pokusie obejrzenia się za siebie.
Za każdym razem kiedy się odwracamy, przerywamy proces uwrażliwienia, który ciało przechodzi w
celu przystosowania się do warunków ćwiczenia. Obracając się w przód wracamy do normalności i
wszystko trzeba zaczynać od nowa. Jednak uwrażliwienie nie oznacza "postrzegania plecami". N
chodzi o to, abyśmy wyobrażali sobie, co mamy za plecami, gdyż to nadal uzależniałoby nas od
wzroku. Dążymy raczej do osiągnięcia poczucia bezpieczeństwa płynącego ze świadomości cielesnej,
która wykorzystuje bodźce pozawzrokowe. W rzeczywistości całe nasze ciało potrafi dostrzegać, nie
tylko same oczy. Wskazana jest cierpliwość, stan odprężenia i – jeśli to możliwe – wewnętrznej ciszy.
56. Kapelusz z lusterkami (VI-137)
Wyszukaj odpowiedni kapelusz i przyczep do niego dwa lusterka. Nadaje się do tego właściwie
każde nakrycie z rondem albo daszkiem. Zawieś na rondzie dwa małe lusterka w odległości
dziesięciu, dwunastu centymetrów od twarzy, po bokach twego bezpośredniego pola widzenia, tak
abyś mógł dojrzeć, co jest za twoimi plecami. Ważne jest, aby lusterka nie przesłaniały ci widzenia z
przodu; powinny być umieszczone tak, abyś miał możliwie najszersze pole widzenia zarówno z przodu
jak i z tyłu. Lusterka można przymocować za pomocą śrub, drutu czy czegokolwiek, co trwale
zabezpieczy je przed przesunięciem.
Po przygotowaniu nakrycia głowy, możesz przystąpić do ćwiczeń.
1. Podstawowa forma polega na chodzeniu do tyłu z wykorzystaniem lusterek jako przewodników.
Praktyka przyniesie wprawę i pogłębienie uwagi, co pozwoli ci zmierzyć się z nierównym terenem,
otwartymi polami poza miastem czy łagodnymi zboczami. Pożądany poziom uwagi osiągniesz wtedy,
gdy będziesz umiał patrzeć jednocześnie w oba lusterka i zintegrować oddzielne obrazy w jedną
całość odpowiadającą polu widzenia, dokładnie jak przy patrzeniu w przód.
2. Wykonuje się tak samo jak poprzednie ćwiczenie, z tym, że teraz ogarniasz również pole
widzenia z przodu, idąc do tyłu i zachowując zarazem obraz tego, co masz za plecami.
3. Wypełnij wszystkie polecenia od ćwiczenia pierw-szego, ale wykonaj je nocą. Idealnym do tego
miejscem byłby las albo pustynia. Nie szarżuj na początku, poczekaj, aż przywykniesz do poruszania
się wśród cieni. Nie wystrasz się, jeśli w lusterkach ukażą ci się jakieś "dziwne rzeczy"; nie ma nic
dziwnego w tym, że doznajesz czegoś niezwykłego, kiedy postępujesz w niezwykły sposób.
4. Ćwiczenie w grupie: Jak w przypadku większości ćwiczeń polegających na chodzeniu, praca w
zespole może poszerzyć krąg doświadczenia, o ile grupa jest spójna (wszyscy zaangażowani są w
tym samym stopniu).
Wariantem, który wypróbować mogą wyłącznie osoby o dużym doświadczeniu, jest połączenie
ćwiczeń na świadomość szkieletu (omówione w części poświęconej świadomości śmierci) z nocną
wersją ćwiczeń z użyciem lusterek. Niewskazane jest praktykowanie tego w pojedynkę.
Uprząż oczyszczenia
W The Eagle's Gift Castaneda wspomina o wykorzystaniu uprzęży w celu zawieszenia siebie nad
ziemią, jako formy nie-działania, która ma moc oczyszczenia ciała, a nawet leczenia chorób "nie
mających podłoża fizycznego..." (VI-184). Pisze on też, że jej dobroczynny efekt może posłużyć jako
przygotowanie do dalekiej podróży czy innej ciężkiej próby. Przedstawia on dwie odmiany:
zawieszenie się pod sufitem i zawieszenie się na drzewie. Ja częściej wykorzystywałem do tego
drzewa, które z racji naturalnej sympatii dla ludzkich istot, są ogromnie pomocne.
Pierwszym etapem jest zgromadzenie ekwipunku:
Uprzęży, w której możesz spędzić zawieszony długie godziny nie odczuwając bólu ani
niewygody. Dobrze nadaje się do tego sprzęt używany przez spadochronia-rzy albo
grotołazów. Uprzęż stosowana przy wspinaczce górskiej nie jest dość wygodna, ponieważ ten
rodzaj działalności nie przewiduje na ogół długiego przebywania w zawieszeniu. (Właściwą
uprząż można nabyć w sklepie z artykułami sportowymi albo wykonać samemu. Wypożycz
jakąś na wzór, od alpinisty, skoczka spadochronowego czy grotołaza, albo skorzystaj z
książek z tej dziedziny. Ja posłużyłem się tym samym materiałem, z którego zrobione są
samochodowe pasy bezpieczeństwa, który pozszywałem nylonowymi nićmi. Każde łączenie
powinno być trzykrotnie przeszyte gęstym ściegiem, w celu zapewnienia maksymalnego
bezpieczeństwa.)
Wysokiej jakości liny z konopii albo stali o wytrzymałości co najmniej 600 kilogramów.
Osobiście wolę linę z konopii, jest naturalna, a poza tym lżejsza i elas-tyczniejsza. Lina
używana przez alpinistów i grotołazów ma co najmniej 9 mm grubości.
Jakiegoś oparcia, przez które przewiesimy linę i które utrzyma nasz ciężar. Musi być
dostatecznie wysokie i mocne i nie może uszkodzić liny.
57. Zawieszony pod sufitem
Do tego potrzebujemy odpowiedniego miejsca, magazynu, warsztatu czy hali, z odsłoniętymi
belkami nośnymi dachu. Ponad belką musi być dość miejsca na przerzucenie liny i musi być ona
dostatecznie silna, aby udźwignąć osobę w uprzęży. Zamiast dopuścić do bezpośredniego zetknięcia
się liny z belką, o wiele łatwiej jest przyczepić do belki uchwyty karabinkowe, które spełniają rolę
zaczepów dla liny używanej do podciągania. Uchwyty karabinkowe mają kształt owalnego pierścienia
wykonanego z metalu, z ruchomym zatrzaskiem zabezpieczającym, który można otwierać i zamykać.
Są niezwykle wytrzymałe i nie uszkodzą liny – umożliwiają swobodne jej przesuwanie bez tarcia i
strzępienia. Można je kupić w każdym sklepie z artykułami sportowymi. Kiedy mamy już cały
niezbędny ekwipunek, samo ćwiczenie jest bardzo proste. Najpierw przerzuć jeden koniec liny przez
belkę albo przepchnij przez uchwyty karabinkowe. Załóż uprząż i przywiąż ją do drugiego końca liny.
Połączonymi siłami dwóch silnych osób zostaniesz wyniesiony niemal na wysokość belki. Wolny
koniec liny zostaje przymocowany do podłogi. Można przebywać w zawieszeniu, ile się chce.
Zazwyczaj wy-starcza jednorazowo od 8 do 12 godzin. Najlepiej przy-stąpić do tego w nocy, kiedy
słabnie siła oddziaływania ego i zwyczajnego postrzegania świata. Po skończeniu ćwiczenia
zostaniesz opuszczony. Można je powtarzać wielokrotnie, w zależności od potrzeb.
58. Zawieszony na drzewie
Można do tego użyć tych samych materiałów co do poprzedniego ćwiczenia, z wyjątkiem stalowej
liny, gdyż drzewa nie przepadają za stalą. Tak czy owak, trzeba uważać, aby nie uszkodzić drzewa. W
tym celu należy wykonać następujące polecenia:
1. Wyszukaj drzewo z mocnymi, grubymi konarami.
2. Poproś – na głos – drzewo o pozwolenie użycia go do celów ćwiczenia i o przychylność dla
twoich działań. Choć mogłoby to nigdy nie przyjść nam do głowy, może się okazać, że nie uzyskamy
pozytywnego odzewu, związku z czym trzeba poszukać innego drzewa.
3. Wejdź na wybraną gałąź i owiń ją płótnem alt innym odpornym materiałem, który uchroni ją od
otar cia.
4. Umocuj zaczepy karabinkowe i przetkaj przez nil linę, albo po prostu przewieś linę przez gałąź,
załó| uprząż i daj się wciągnąć do góry.
5. Zwracaj szczególną uwagę na wszelkie sygnały strony drzewa, które w jakiś sposób zareaguje
na twe ją obecność. Pamiętaj, że znajdujesz się w środku jeg|o świetlistego kokonu.
6. Przemawiaj do drzewa, wyraź swoje uczucia, albo po prostu zaśpiewaj mu.
7. Najlepiej przeprowadzić to ćwiczenie w odludnym miejscu, z dala od postronnych osób.
Komentarz
Technika zawieszania się ma wiele zastosowań. Sam z niej korzystałem i zalecałem innym w
przypadkach depresji, zagubienia czy kryzysu emocjonalnego. Służyła mi również jako przygotowanie
do zajęć czy wypraw wymagających dużo wysiłku, długich wędrówek po górach czy po pustyni.
Przebywanie w stanie zawieszenia zawsze przynosiło mi poczucie oczyszczenia, naładowania
energią, lekkości.
Trzeba pamiętać o trzech rzeczach w związku z tym ćwiczeniem: zachowaniu całkowitego
milczenia, nocnej porze i utrzymaniu stanu podwyższonej koncentracji w trakcie przygotowań. Skutek
będzie tym silniejszy, im wyżej i dłużej będziemy zawieszeni. Można znaleźć drzewa z odpowiednimi
gałęziami na wysokości dziesięciu metrów lub wyżej. Można ćwiczyć przez kilka dni pod rząd, można
też przebywać w zawieszeniu całą noc i cały dzień. W takim przypadku należy rozpocząć i skończyć o
świcie.
Trzeba pilnować się, aby nie zasnąć. Sen w stanie zawieszenia na drzewie, nawet w hamaku, ma
dobroczynne działanie, ale wówczas mamy do czynienia z zupełnie innym ćwiczeniem. Toteż, aby
tego uniknąć, można się umówić, aby ktoś z dołu od czasu do czasu wołał do nas głośno.
Czas spędzony na praktykowaniu tego nie-działania owocuje szczególnym stanem świadomości i
percepcji, którego nie należy lekkomyślnie trwonić. Po zejściu na dół powinno się utrzymać stan
wzmożonej uwagi i wyciszenia, i wystrzegać się hałaśliwych zachowań czy zajęć, które zagłuszą w
tobie dopiero co doznane przeżycie.
Komentarz ogólny do ćwiczeń uwagi i nie-działania
Powinno się je wykonywać ze spokojem i bez pośpiechu, bowiem ich działanie jest kumulacyjne.
Przeciętny człowiek, nawykły do "działania", łatwo się może znudzić albo znużyć ćwiczeniami nie-
działania, zwłaszcza jeśli nie prowadzą do natychmiastowych czy spektakularnych rezultatów.
Niezbędny jest upór i wysiłek. Efekt pogrążenia się na długie godziny w nie-działaniu objawia się
nawet w przypadkach, kiedy panuje odczucie, że "nic się nie wydarzyło".
Koncentracja jest niezmiernie ważna i żaden adept nie może się bez niej obejść. Zazwyczaj nie
potrafimy utrzymać na wodzy naszych myśli i uwagi. Jednak po trochu możemy nauczyć się
panowania nad pierwszą uwagą oraz koncentracji. Tylko wtedy dotrzemy do wewnętrznej ciszy i form
uwagi, z których istnienia nie zdawaliśmy sobie sprawy.
Wstecz / Spis treści / Dalej

ROZDZlAŁ ÓSMY
Sterowanie snem

Co się komu śni


Myśl Zachodu uznaje sny za złudną rzeczywistość – albo całkowicie odmawia im realności.
Stanowi to następstwo powszechnej skłonności do negowania istnienia wszystkiego, co nie pasuje do
zwyczajnego obrazu rzeczywistości. To, co przeżywamy we śnie – latanie, przemiana w dziwne
stwory, porozumiewanie się ze zwierzętami – siłą rzeczy jest bagatelizowane jako nierealne.
To, że sny stały się przedmiotem zainteresowania nauki, a właściwie tylko jej marginalnego nurtu,
jest zasługą Zygmunta Freuda, twórcy teorii psychoanalitycznej, działającego pod koniec
dziewiętnastego i na początku dwudziestego wieku. Jednym z zadań tej teorii jest wyjaśnienie
znaczenia snów.
Pomijając wszelkie następstwa drugiego, trzeciego i czwartego stopnia – z ich kompleksem Edypa,
obsesją penisa i całą resztą – można zaryzykować twierdzenie, że psychoanaliza uważa sny za mniej
lub bardziej symboliczne przejawy tłumionych pragnień, lęków i niepokojów jednostki. Symbolika ta,
mająca korzenie w obiektach pożądania lub lęku, często wyraża się nie wprost, ale przez obrazy,
które na pierwszy rzut oka nie mają nic wspólnego ze wspomnianymi obiektami. I tak, władczy i
surowy ojciec może pojawić się we śnie jako olbrzymi pień drzewa, który przygniata śniącego, a
pożądana kobieta jako dziki koń, który nie daje się schwytać.
Choć większości ludzi nie znane są ani teoria Freuda, ani jej możliwości w zakresie interpretacji
snów, to jej zasadnicze twierdzenia sprawdzają się na ogół w odniesieniu do przeważającej części
współczesnego społeczeństwa. Nasze sny naprawdę odzwierciedlają nasze lęki i pragnienia.
Sny niecywilizowane
Jednak Freud nie wyczerpuje całości zagadnienia. Jeśli przyjrzeć się innym kulturom zarówno w
przeszłości jak i teraźniejszości, okaże się, że wnioski tej teorii oraz sama psychoanaliza nie mają
uniwersalnego charakteru. Nie można ich odnieść do wszystkich ludzi wszystkich epok. Weźmy, na
przykład, kwestie tłumienia popędu seksualnego, która szczególnie interesowała Freuda. O ile w
kulturze europejskiej i kulturach pochodnych rygoryzm w sferze seksualnej i wynikła stąd obsesja na
punkcie seksu pozostają niezmienne, w innych kręgach etnicznych o odmiennych kulturowych
orientacjach znaleźć można świadectwa znacznie bardziej otwartej i zdrowszej postawy wobec
erotyzmu. Przykłady można mnożyć – od Buszmenów z pustyni Kalahari [G. Silberauer, Cazadores
del desierto- cazadores y habitat en el Desierto de Kalahari, Barcelona: Mitrę, 1983] do
Polinezyjczyków [Margaret Mead, Adolescencia, Sexo y Cultura en Samoa. Buenos Aires: Paidos,
1979] z Samoa. Nietrudno też wykazać, że nie wszyscy mają ten sam rodzaj snów, że nie każdy śni
"po freudowsku". Moje doświadczenia z Indianami Huichole, na przykład, dały mi okazję
zaobserwować, jaką szczególną wagę przykładają oni do snów. Na porządku dziennym zdarza się, że
ojciec pyta synka, który ledwo co nauczył się mówić: "Co ci się śniło, synu? Przypomnij sobie,
przypomnij sobie dokładnie, co ci się śniło?" W ten sposób Huichole od najmłodszych lat zaczyna
zwracać uwagę na sny, co nie tylko ułatwia im ich zapamiętywanie, ale nadaje snom praktyczne
znaczenie w ich życiu, znaczenie, które wykracza poza wszelkie freudowskie interpretacje. Dla nich
sny obfitują w wiadomości, znaki, wskazówki, obietnice. Są tak realne jak uprawa roli, budowa
domów, płodzenie dzieci, pisanie pieśni czy cokolwiek innego. Sny wpływają na podejmowane przez
nich decyzje i sposób życia. Huichole odnajdują w nich poczucie ciągłości oraz przestrzeń do
celowego, praktycznego działania, czego ludzie Zachodu nie są sobie w stanie nawet wyobrazić.
Dotyczy to ogółu plemienia, zaś w snach marakame (szamana) natrafimy na jeszcze bardziej
zadziwiające możliwości, bliskie doświadczeniom opisywanym przez Castanedę.
Być może najbardziej niesamowite w tym wszystkim jest to, że zarówno doświadczenie snów
Indian Huichole, jak i sny freudowskie, a nawet możliwość snów drugiej uwagi czyli sterowania snami,
należą do zjawisk uniwersalnych.
Toteż, jeśli prawdą jest, że naszemu społeczeństwu znane są tylko sny freudowskie, jest również
prawdą, że nie wyczerpują one naszych możliwości. Możemy śnić na inne sposoby. Sposoby, które
prowadzą wprost do niezwykłych doznań: do drugiej uwagi, mocy i świadomości innej jaźni. Możemy
je opanować. Możemy nauczyć się sterować snami.
Sterowanie snami: nie-działanie we śnie
Jak pisze Castaneda, drugim, obok techniki śledzenia, kluczowym polem walki wojowników spod
znaku nagu-ala jest królestwo snów. Don Juan nazywa pracę nad snami drogą wiodącą do mocy i
nadaje jej czołowe znaczenie w swym systemie wiedzy. Sterowanie snem oznacza w nim wpływanie
na swoje sny, co zaczyna się z chwilą, kiedy uświadamiamy sobie, że śnimy.
Oprócz sztuki sterowania snem przedstawionej w książkach Castanedy, chciałbym też omówić
pewne zjawiska, które wychodzą na jaw, kiedy sami zaczynamy wdrażać techniki, które się na tę
sztukę składają.
Sterowanie snem zaczyna się od dość prostego, jak się wydaje, posunięcia (III-114): musi nam się
przyśnić, że spoglądamy na swoje ręce. Tylko tyle. Zanim zaśniemy, dajemy sobie polecenie
odszukania we śnie naszych rąk. Jednak przestaje się to wydawać proste, kiedy po raz pierwszy
doświadczymy tego zjawiska w całym jego ogromie. Kto już to osiągnął, wie, co mam na myśli: kiedy
odnajdujemy we śnie swoje ręce, doznajemy bardzo dziwnego, intensywnego uczucia. Wrażenie jest
takie jakby książka, którą trzymamy w ręku, albo pokój, w którym jesteśmy, nagle zniknęły nam z
oczu, a na ich miejsce ukazała się jakaś złudna rzeczywistość. Oczywiście, tego rodzaju wydarzenie
bardzo by nas zdumiało; odkrycie świata, którego istnienia nie podejrzewaliśmy, wywołałoby w nas
podniecenie.
I właśnie zdumienie odczuwamy, kiedy odnajdujemy we śnie swoje ręce. Kiedy nasze śniące ciała
(które Castaneda określa terminem śniony) spoglądają na swoje ręce, wykonują rozkaz pochodzący z
innego świata. Ze świata, z którego istnienia nie zdawały sobie sprawy.
Nasz świat codzienny to dla śnionego inny świat – a śniony, jako jeden z aspektów świadomości
innej jaźni, nie wie czy nie pamięta o śniącym i jego świecie. Śniony nie zna tonala, odpowiednika
naguala dla śniącego. Zwykła rzeczywistość jest dla niego tak niewyobrażalna i nierealna jak świat
śnionego dla nas.
Inna jaźń innej jaźni
Prawda jest taka, że śniący i śniony nie pamiętają o swoim istnieniu. Przebywają w równoległych
rzeczy-wistościach – razem, ale oddzielone. Jesteśmy inną jaźnią dla śnionego, a nasz świat jest jego
odrębną rzeczywistością. Nasz racjonalny umysł ostatecznie sprowadza świat śnionego do roli
fantastycznego przedłużenia rzeczywistości, którą znamy, iluzorycznego świata pozbawionego
realności albo całkiem zapomnianego. Przypomnienie sobie istnienia innego zakładałoby uznanie, że
stanowimy w istocie sen naszego śniącego ciała. To właśnie ma miejsce, kiedy nasze śniące ciała
spoglądają na ręce: uświadamiają sobie, że śnią i przypominają sobie o istnieniu śniącego i jego
świata. W ten sposób dokonują rzeczy zadziwiającej: stwarzają punkt styczny między dwiema
stronami świadomości, między światami, które normalnie pozostają oddzielone, które wzajemnie się
ignorują. Z tego powodu sztukę sterowania snem don Juan nazywa pomostem prowadzącym do
drugiej jaźni, pomagającym zjednoczyć obie strony świadomości, tonal i nagual, w egzystencjalną
jedność, którą nazywa pełnią jaźni (IV-270).
Celem wszelkich ćwiczeń techniki śledzenia i sztuki sterowania snem jest przypomnienie sobie
innej jaźni, aby zintegrować ją w całość osoby. Sterowanie snem stanowi według don Juana najlepszą
drogę do uzyskania mocy, gdyż wiedzie ona wprost do dziedziny naguala, łączy nas z nieznaną i
tajemniczą stroną naszej świadomości.
Sterowanie snem to forma nie-działania we śnie, odpowiednik nie-działania w świecie codziennych
spraw. Toteż tak jak technika śledzenia pozwala nam przesunąć punkt zborny w celu przywrócenia
pamięci innej jaźni, sterowanie snem umożliwia śnionemu przesunięcie punktu zbornego w celu
przypomnienia mu śniącego. Obie formy nie-działania reprezentują wysiłek, jaki musi podjąć każda ze
stron, aby przypomnieć sobie swą inną jaźń.
Jedną z zalet nie-działania we śnie jest wykorzystanie faktu, że podczas snu punkt zborny nie jest
tak mocno przytwierdzony do swej stałej pozycji – nawet w zwyk-łych snach – i w związku z tym
łatwiej daje się przesunąć w nowe, niepowszednie położenie.
Sposoby praktycznego zastosowania sterowania snem nie znają wręcz ograniczeń. Dla mnie
osobiście użycie techniki sterowania snem oznaczało możliwość działa-nia w pokorze, która dla
większości stanowi czas od-poczynku, jeśli nie zupełnie bezproduktywny.
Oddziaływanie zwrotne świata śnionego
Jedną z rzeczy, która składa się na tak wielką pożyte-czność sterowania snem, jest relacja
zwrotna, w jaką wchodzi z rzeczywistością zwykłą: świat snów odpowiada światowi jawy. Nie mam na
myśli tutaj dosłownego podobieństwa treści naszych snów do treści naszego życia. Chodzi raczej o to,
że nasz tryb życia rzutuje na to, jakiego rodzaju mamy sny. Życie według idei Freuda daje w rezultacie
freudowskie sny. Wynika stąd, że nie-działanie w życiu codziennym znajduje odbicie w nie-działaniu
we śnie: sterowaniu snem. Niesamowity jest wręcz sposób, w jaki ta relacja zwrotna funkcjonuje.
Modyfikacja naszej postawy wobec codzienności modyfikuje nasze sny, a oddziaływanie na sny może
mieć skutek w życiu codziennym. Dziedzina snów może stać się obrazem zmagań podejmowanych w
imię przemiany i wolności. Oznacza to, że możemy podczas snów odmienić aspekty naszej
codzienności. Zjawiskom, wobec których byliśmy bezsilni posługując się konwencjonalnymi metodami,
można zaradzić z pomocą innej jaźni – i przy użyciu mocy drugiej uwagi, która jest jej atrybutem –
poprzez proste nakierowanie na nie snów.
Szukanie niezwykłych rozwiązań dla problemów i potrzeb pozornie nie do przezwyciężenia stanie
się realną możliwością z chwilą, gdy do gry wejdzie moc pochodząca z drugiej strony naszej
świadomości, moc naguala. Dzięki sterowaniu snami, można zmienić bieg wydarzeń czy odkryć nowe
lekarstwo na stare bolączki. Pamiętaj, że źródłem prawdziwej twórczości jest świadomość
lewostronna.
Castaneda pisze, że dzięki sterowaniu snem jego towarzysze doskonalili swe umiejętności w
różnych dziedzinach codziennego życia (VI-54). Pablito, który pracował jako stolarz, nauczył się
konstruować; Nestor, który sprzedawał lecznicze zioła, opanował sposoby uzdrawiania chorych; a
Benigno, który miał wyrocznię, znajdował rozwiązania dla cudzych problemów. Tak więc, sterowanie
snem może się okazać niewyczerpaną kopalnią bogactw dla tych, którzy naprawdę oddani są swej
pracy.
Odnajdowanie zaginionych rzeczy lub osób, leczenie chorób czy podejmowanie decyzji
określonego działania, oto, co można osiągnąć dzięki nie-działaniu we śnie, nie mówiąc o radosnym
odkrywaniu wspaniałych światów za pośrednictwem śniącego ciała. Sterowanie snem umożliwia nam
skupienie się na sprawach tego oraz drugiego świata.
Ukryty skarb drugiej jaźni
Kiedy zdobędziemy panowanie nad świadomością we śnie, nie tylko wyposażymy nasze śniące
ciało w możliwość działania rozmyślnego i praktycznego – również nasza powszednia jaźń spojrzy na
życie oraz siebie samą z innej perspektywy.
Jako ilustrację chciałbym podać me własne doświadczenie z odnalezieniem rąk we śnie. Byłem
wówczas studentem antropologii, zdecydowanym zrobić karierę w tej dziedzinie. Jednak pod
wpływem książek Cas-tanedy poświęciłem trochę czasu na eksperyment z szukaniem własnych rąk
podczas snu, ale nie odniosłem żadnego sukcesu. Lecz pewnej nocy przyśniło mi się coś, na pierwszy
rzut oka niespecjalnego. Otóż znalazłem się na dachu ogromnego zamku. Na wieży były drzwi, które
otwierały się na kręte schody prowadzące w dół. Wszedłem do środka i zacząłem schodzić. Wszystko
wokół mnie, ściany, schody, wykonane było z ciemnoszarego kamienia. Panował mrok. Gnany
rosnącą ciekawością, schodziłem coraz niżej. Grube, koliste mury pozbawione były okien. Wydawało
się, że moja wędrówka trwa bez końca, aż w pewnej chwili odniosłem wraże-nie, że dotarłem już do
podziemi zamku. Przemożna ciekawość ustąpiła teraz miejsca pewności: wiedziałem że tam w dole
czeka mnie coś zupełnie nowego, nie-znanego, co trwale odmieni moje życie. W końcu zszed-łem na
sam dół. Otworzyłem ciężkie drzwi i znalazłem się w pustej kamiennej komnacie z ogromnymi oknami
na przeciwległej i na bocznych ścianach. Były to zwykłe prostokątne otwory w grubych murach, bez
ram okiennych i szyb, zajmujące niemal całą ścianę. Przez te trzy okna widać było jedynie morze, linię
horyzontu i błękitne niebo. Turkusowy odcień morza napełnił mnie głęboką melancholią. Odczułem
nagle brak czegoś w moim życiu i to coś znajdowało się tam w oddali, w turkusowej toni morza. Było
to niczym zew świata, którego nie dostrzegałem, lecz wyczuwałem intuicyjnie. Odczułem to bardzo
wyraźnie, lecz wyrazistość ta była właśnie przyczyną mej tęsknoty i melancholii. Łzy spłynęły mi po
policzku i nagle mnie oświeciło: Ja śnię. To przecież sen. Ręce! Muszę spojrzeć na ręce! Próbowałem
je unieść, lecz okazały się bardzo ciężkie. Natężyłem się i udało mi się dźwignąć ręce i w tym
momencie przypomniałem sobie drugi świat, śpiącego mężczyznę. Obraz we śnie naraz zaczął się
zmieniać, ogarnęło mnie przytłaczające przeczucie, że zaraz wydarzy się coś niezwykłego.
Otaczająca mnie sceneria, która dotąd sprawiała wrażenie naturalnej, nabrała upiornych i
dziwacznych rysów. Wiedziałem, że wszystko to w każdej chwili może zniknąć, że jego istnienie
zależało od mojej woli, choć nie wiedziałem, jak to się dzieje. Mury zadrżały, jakby były wyświetlane z
projektora filmowego. Zwróciłem wzrok na ręce i ujrzałem, jak natychmiast znikają. Po chwili
postanowiłem podjąć działanie i wykorzystać sytuację do rozstrzygnięcia pewnej istotnej sprawy z
mojego życia...
Następnego dnia obudziłem się i zabrałem się do mych codziennych zajęć. Jednak pozostały we
mnie smutek i melancholia ze snu. Tylko że na dnie tego smutku snuł się posmak utajonego
szczęścia. Było to niczym skarb. Odkryłem nowy świat – świat do podziwiania i do działania, pełen
sekretów i bogactw. Jakie krył w sobie tajemnice? Czy w ogóle miał jakieś granice?
Popołudnie zastało mnie na zajęciach z antropologii. Roztrząsano właśnie socjologiczne i
antropologiczne teorie. Ja, zwykle biorący udział w dyskusji, przyglądałem się temu wszystkiemu
jakby z oddali. Świat intelektualnych rozważań i poczucia własnej ważności wydał mi się jałowy. Co
oni wiedzieli o moim śnie? Jakie to wszystko miało znaczenie wobec podniecenia płynącego z
odkrycia nowego świata. W tajemnicy przed wszystkimi czułem się szczęśliwy, jakbym posiadł ukryty
przed innymi skarb. Wgląd w drugą jaźń sprawił, że od tego dnia nic już nie będzie dla mnie takie jak
dawniej.
Kilka uwag ogólnych o tej technice
Sen z użyciem drugiej uwagi polega zasadniczo na osiągnięciu kontroli nad sytuacją ze snu. W
przeciwieństwie do zwykłych snów, umożliwia on działanie świadome, a nawet wcześniej
przemyślane. Zaczyna się on z chwilą, gdy zdajemy sobie sprawę, że śnimy. Konstatacja, że
przeżywamy sen, wzbogaca całe doświadczenie o nadzwyczajną świadomość, która pozwala
śniącemu wykorzystać sen w sposób praktyczny.
Sterowanie snem wymaga specjalnej uwagi, nazwanej drugą uwagą, co oznacza na ogół nieznaną
zdolność świadomości do nadawania porządku rzeczywistości, którą napotykamy poza wąskimi
ramami zwyczajnego opisu świata. Pierwsza uwaga pomaga nam porządkować i utrzymać percepcję
świadomości prawostronnej. Druga uwaga nadaje ład percepcji świadomości lewostronnej,
zachodzącej w sterowanym śnie. Ponieważ jest nam obca, musimy ją opanować i rozwijać. W
przypadku snów oznacza to kształtowanie umiejętności utrwalania wizji ze snu, nadawania jej
ciągłości i spójności, których zazwyczaj nie posiada. Nie-działanie we śnie wymaga nauki
postrzegania, jak czynimy to na co dzień.
O ile w zwykłym życiu chodzi o to, aby nauczyć się przekształcać rzeczywistość postrzeganą jako
stałą i niezmienną, to w sterowaniu snem potrzebne jest zjawisko odwrotne – utrwalenie
rzeczywistości będącej w ciągłym ruchu. Konieczna jest specjalna uwaga, aby jak w ogniskowej
uchwycić treść snu i w ten sposób wprowadzić funkcjonalny ład w chaosie będącym cechą zwykłych
snów.
Warto nadmienić, że świadomość lewostronna przypomina lustrzany obraz rzeczywistości –
zachodzi tu zależność, tyle że odwrotna. W zwykłej rzeczywistości musimy posłużyć się widzeniem
peryferyjnym, aby osiągnąć wewnętrzne wyciszenie i dostrzec rzeczywistość jako całość, nie rozbitą
na elementy i pełną sprzeczności. W świecie snów wymagana jest zdolność skupienia spojrzenia,
utrwalenia wizji, zamiast peryferycznego widzenia, jakim zazwyczaj posługujemy się po lewej stronie
świadomości. Działanie świadomości jednej strony siłą rzeczy staje się nie-działaniem drugiej. Oba
można wykorzystać do stworzenia punktów styczności między obiema stronami po to, aby stopniowo
zintegrować dwa rodzaje świadomości w jedną całość.
Wreszcie, sterowanie snem pomaga w rozwinięciu techniki nazywanej w dziełach Castanedy
śniącym ciałem. Ma ona miejsce, kiedy praktyka sterowania snem nabiera ciągłości sprawiającej, że
staje się przydatna w radzeniu sobie z codziennymi problemami. Technika śniącego ciała ma
działanie kumulacyjne: im bardziej zanurzymy się w sny, tym nadana im zostanie większa konkretność
i sprawność. Uczymy się w ten sposób utrwalać nowe pozycje punktu zbornego, które odpowiadają
sterowanym snom.
Techniki
Zamiast zbioru ćwiczeń na osiągnięcie sterowania snem, Castaneda przedstawia serię zadań,
jakie należy wykonać, kiedy już się osiągnie świadomość snu, choć nie prowadzą do niej żadne
określone etapy. To zrozumiałe, gdyż świadomość ta wiąże się z niecodziennym przemieszczeniem
się punktu zbornego. Konkretne wskazówki mogą okazać się nieprzydatne, bowiem wszystko zależy
od naszego położenia (właściwych nam "działań").
Najpierw zarysuję różne ćwiczenia na umocnienie świadomości śniącego ciała. Następnie omówię
szczegółowe techniki (które są niczym innym jak środkami na pobudzenie pamięci drugiej jaźni w
trakcie snu). Nie da się tego właściwie opisać słowami: w pewnej chwili ciało po prostu sobie
przypomina, i tyle.
59. Odnajdywanie rąk
Wszystko zaczyna się od przywrócenia pamięci drugiej jaźni. Przychodzi czas, kiedy jako śniony
przypominasz sobie o zadaniu, jakie masz do wykonania, na przykład spojrzenia na swoje ręce.
Obiekt nie ma tu znaczenia, ważne jest to, że dajesz sobie rozkaz na jawie, a wykonujesz go we śnie.
Gdy śniony przypomni to sobie, uświadamiasz sobie pochodzące skądś polecenie i naraz pamiętasz
drugi świat. Pamiętasz śniącego. Od tej chwili zaczyna się sterowanie snem i wszystkie zadania, jakie
musisz wykonać, stają się możliwe.
Ręce świetnie się do tego nadają, gdyż zawsze są "pod ręką" i nie ma problemu z ich
odszukaniem. Ale możesz do tego wykorzystać dowolny przedmiot czy część ciała. Sztuka w tym, aby
przypomnieć sobie rozkaz i go wykonać. Wbrew swej pozornej prostocie, ten pierwszy krok z reguły
nastręcza najwięcej trudności. Podczas kursów i konferencji często spotykam się z osobami, które od
lat stawiały sobie zadanie odszukania swoich rąk, ale bez powodzenia. Powtarzają się pytania: "Co
się właściwie dzieje? Dlaczego nie mogę odnaleźć swoich rąk? Jak panu się to udaje?" Otóż w
świecie snu, który stanowi odwrotność codziennego świata, praktykowanie nie--działania wymaga
wpierw rozluźnienia ustalonych "działań". Toteż niemożliwością jest osiągnięcie wolności niezbędnej
do sterowania snem bez jednoczesnego przełamania kręgu mechanicznej rutyny codziennych
"działań". To sprzężenie zwrotne działa w obie strony, gdyż praktykowanie sterowania snem
przygotowuje cię jednocześnie do niedziałania w powszedniej rzeczywistości. Tak więc konieczne jest
skoordynowanie wysiłków ze strony śniącego i śnionego w obszarze nie-działania.
Prawidłowość tę można było zaobserwować wśród uczestników warsztatów, zwłaszcza tych, którzy
poświęcili na to najwięcej czasu – po prostu zaczęli odnajdywać swoje dłonie. Można to łatwo
wytłumaczyć: na czas warsztatów uczestnicy zostali wyrwani ze swojego świata codziennych zajęć i
zanurzeni w bezustannym nie--działaniu, dzień i noc. Na tej podstawie opracowaliśmy następującą
strategię: jeśli chcesz odnaleźć swoje ręce we śnie, oprócz wydania sobie takiegp polecenia, musisz
w ciągu dnia nasiąknąć nie-działaniem.
Polegałoby to na spędzeniu całego dnia na czynnościach dla nas całkowicie niezwyczajnych.
Szczególnie pożądane efekty uzyskuje się, jeśli czynności te w żaden sposób nie schlebiają naszemu
ego, takie jak praca w bliskim kontakcie z ludźmi i całkowicie odbiegająca od naszego sposobu bycia:
wykonywanie zadań, których nie lubimy, wymagających wielkiego nakładu sił psychicznych i
fizycznych, z którymi nie umiemy sobie poradzić. Jeśli w rezultacie narazimy się na krytykę ze strony
innych, tym lepiej. Tego rodzaju postępowanie przyczynia się do osłabienia tonała i dlatego jest
bardzo przydatne jako przygotowanie do sterowania snem. Oczywiście, należy kierować się zdrowym
rozsądkiem przy wyborze odpowiedniej strategii i nie narażać się na niebezpieczeństwo; chodzi tylko
o to, aby naszemu ego trochę przytrzeć nosa.
Jako wprowadzenie do sterowania snem mogą też posłużyć wszelkie ćwiczenia uwagi, nie-
działania czy na przerwanie wewnętrznego dialogu. Gdy już raz odnajdziesz we śnie swoje dłonie,
dalej pójdzie łatwiej. Ilekroć oddajesz się we śnie nie-działaniu, ciało wzbogaca się o kumulacyjny
efekt nie-działania, który staje się pożywką dla dalszych doświadczeń sterowania snem.
60. Podtrzymanie sennych obrazów
Stwierdziłem wcześniej, że podstawą sterowania snem jest zdolność podtrzymania obrazów ze
snu. To pierwsze zadanie, jakie musimy wykonać, kiedy już przypomnieliśmy sobie inną jaźń i
ujrzeliśmy swoje ręce.
Technika ta polega na skupieniu się na elementach składających się na scenę, w której się
znajdujemy, począwszy od naszych rąk. Przekonasz się, że trudno utrzymać ostrość obrazu naszych
rąk, a nawet podnieść je na wysokość oczu; może się też zdarzyć, że ich obraz całkiem zaniknie. Ale
może zdołasz przy tym odkryć moc, wolę, która pozwoli ci utrzymać je w polu widzenia. Musisz
posłużyć się wolą, aby zapobiec rozpłynięciu się obrazu. Na szczęście jest sposób, który to zadanie
ułatwia. Wystarczy tylko, że gdy jeden przedmiot zaczyna zmieniać się lub zanikać, śniący przeniesie
wzrok na inne elementy sceny, która mu się śni. Tak więc przenosisz spojrzenie z rąk na coś innego,
a gdy on zaczyna się zmieniać, wracasz do rąk, i tak dalej. Stopniowo nauczysz się postrzegać coraz
więcej rzeczy naraz, aż będziesz w stanie podtrzymać cały obraz ze snu. Kiedy już to opanowałeś,
musisz ograniczyć się do krótkich spojrzeń, pobieżnego oglądu całej sceny, zamiast skupiać się dłużej
na jednym przedmiocie. W ten sposób scena zostanie zachowana, a świat snu nabierze ciągłości.
61. Pierwsze kroki
Następnie przystępujesz do nauki poruszania się we śnie. Przemieszczanie się podczas
sterowania snem wymaga treningu. Nie ma ono nic wspólnego z mechanicznym poruszaniem się w
zwykłych snach, odbywającym się bez udziału naszej woli. Na początku z reguły próbujemy
naśladować nasze ruchy w życiu codziennym, ale okazuje się to niemożliwe, ponieważ pozbawieni
jesteśmy ciężkiego ciała, które normalnie stanowi podstawowy punkt odniesienia dla ruchu. Bez tego
solidnego oparcia, bez rozpoznania naszej delikatnej natury, często nie potrafimy zrobić pierwszego
kroku.
Ponownie musimy odwołać się do tego nieuchwytnego, tajemniczego zjawiska, jakim jest wola.
Podczas sterowania snem poruszasz się siłą woli. Pokrewna jest ona raczej uczuciu, pewności, niż
myśli. Jej ośrodkiem jest obszar nieco poniżej pępka. Tam rodzi się to doznanie. W miarę ćwiczenia
nabędziesz wprawy, choć może się zdarzyć kilka potknięć.
62. Czas i miejsce
Następnym etapem jest wpływanie na współrzędne, w jakich odbywa się nasza podróż, czyli
miejsce i czas -gdzie rozgrywa się nasz sen i o jakiej porze.
Najpierw wybierz miejsce, które chciałbyś odwiedzić we śnie. Można tego dokonać na dwa
sposoby: albo rozpocząć sterowany sen w upatrzonym miejscu, albo już po przejściu w stan
sterowania snem przenieść się do wyznaczonego miejsca. Polecam to pierwsze rozwiązanie, gdyż
drugie zabiera dużo czasu i wymaga sporej wprawy w poruszaniu się, a także dobrej orientacji.
Najbardziej wskazane są znajome miejsca, takie, w których toczy się nasze codzienne życie, w
których czujemy się dobrze. Aby dotrzeć do nich podczas sterowanego snu, skoncentruj na nich swą
uwagę w ciągu dnia. Ale nie koncentruj się na całości, upatrz sobie jakiś konkretny przedmiot i później
użyj go do naprowadzenia, do "przyciągnięcia" twojego śniącego ciała.
Powinno wystarczyć przyglądanie się wybranej rzeczy przez kilka godzin: dobrze jest w tym czasie
doświadczyć kilku chwil wewnętrznego wyciszenia, kiedy wizja przedmiotu może nabrać mocy
prawdziwego rozkazu dla śniącego ciała. Kiedy wejdziesz w stan sterowania snem, po prostu
przypomnij sobie przedmiot i pozwól działać związanej z nim uwadze, która przyciągnie śniące ciało.
Jeśli chodzi o czas, zacznij od wybrania miejsca, o którym chcesz śnić, za dnia lub w nocy. Jeśli to
osiągniesz, dalej możesz ustalić dokładną porę, o której śpisz i jednocześnie przeżywasz sterowany
sen. To prawdziwa sztuka kontrolowania czasu sterowanego snu: sprawienie, że rozgrywa się on w
tym samym czasie co wydarzenia zewnętrznego świata.
Zasada postępowania jest następująca: musisz kłaść się spać dokładnie o tej godzinie, o której w
wyznaczonym miejscu pragniesz działać za pośrednictwem śniącego ciała. Do tego ćwiczenia nadaje
się również poranna lub popołudniowa drzemka.
Kiedy czas i miejsce sterowanego snu będzie pokrywać się z czasem i miejscem zwykłej
rzeczywistości, będziesz mógł przystąpić do wpływania na swoje codzienne życie za pomocą
śniącego ciała.
63. Odnajdywanie siebie
Na koniec czeka cię prawdziwa próba ogniowa, która pokaże, czy ty jako śniący rzeczywiście
sterujesz snami: śniący i śniony muszą stanąć ze sobą twarzą w twarz.
Kiedy jesteś w stanie ustalać czas i miejsce sterowanego snu, możesz łatwo się przekonać, czy
twój sen rozgrywa się współcześnie z wydarzeniami zewnętrznego świata: zetknięcie ze swoim ciałem
fizycznym, które śpi w łóżku. Zadanie polega teraz na odszukaniu siebie. Jako śniony, wiesz, że ktoś
ciebie śni, a teraz dysponujesz wystarczającą odwagą i kontrolą, aby dowiedzieć się, kim jest ten,
który ciebie śni. Jeśli trafisz na śniącego, zamiast przerażenia czy przebudzenia okaże się, że
nadeszła chwila chwały i teraz śniący może wykorzystać to doświadczenie, aby pokusić się o
niemożliwe: za pośrednictwem śniącego ciała wpływać na codzienną rzeczywistość.
Odszukanie siebie we śnie może być jeszcze trudniejsze niż odnalezienie rąk. Tak przynajmniej
było ze mną.
Od dłuższego czasu eksperymentowałem ze snami i potrafiłem już uświadomić sobie, że śnię,
spojrzeć na swoje ręce i przemieszczać się. Wielokrotnie dawałem sobie polecenie odnalezienia
swojego śpiącego ciała. Przeważnie jednak nie mogłem dotrzeć do domu czy miejsca, w którym
nocowałem. Coś zawsze stawało mi na przeszkodzie. Kilka razy trafiłem do domu, lecz nim
doszedłem do sypialni, zdarzało się coś okropnego, co zamieniało mój sen w koszmar. W końcu udało
mi się ustalić, jaki czynnik wchodził w grę we wszystkich mych nieudanych próbach – strach. Ilekroć
mój śniony miał się zmierzyć ze śniącym, wpadałem w panikę. Nie miałem pojęcia, skąd brało się we
mnie to przerażenie, ale kiedy już nazwałem rzecz po imieniu, postanowiłem stawić jej czoło.
Musiałem przełamać barierę strachu. Wreszcie udało mi się dostać do mej sypialni w stanie
sterowanego snu. Tak, to był mój pokój; sprzęty, rzeczy osobiste, wszystko się zgadzało, w łóżku
spała moja towarzyszka, a obok niej ktoś jeszcze – ja sam. W tej chwili uzmysłowiłem sobie, czego
tak się bałem: potwierdzenia, że to wszystko jest prawdziwe.
W tym tkwił cały szkopuł. Praktyka sterowania snem, choć nader dla mnie atrakcyjna, godziła
jednak wprost w moje ego, moje widzenie świata, pojęcia rzeczywistości i normalności. Choć
zgłębieniu możliwości sterowania snem sporo poświęciłem, do tej pory cała sprawa wydawała się
czymś w rodzaju gry, jaką ze sobą prowadziłem. Nie zdawałem sobie sprawy, że mój rozum, moja
zwyczajna wizja rzeczywistości broniły swych pozycji, nadając całej mej przygodzie znamiona fantazji,
przywidzenia. Rozumowanie to jednak straciło rację bytu z chwilą, gdy śniony i śniący stanęli ze sobą
twarzą w twarz. Stąd nie było już odwrotu. Wszystko okazało się prawdą. Istniała inna jaźń i inny
świat. Oba światy mogły się ze sobą spotkać. Nie pozostawało mi nic innego jak przyjąć do
wiadomości ten przerażający, a zarazem cudowny fakt. I tak właśnie zrobiłem – zaakceptowałem i
grozę, i cud.
Gdy już pogodzisz się z czymś tak niesamowitym jak istnienie śniącego ciała czy sobowtóra, czas
na czyn. Odstaw na bok pytania i obawy i wykorzystaj tę sytuację praktycznie. Jak wkrótce zobaczymy
jak wielorakie mogą być jej konsekwencje.
Jeden sobowtór czy dwa?
Zanim przejdę dalej, chciałbym powrócić do kwestii sobowtóra. Otóż w rzeczywistości, mamy nie
jednego, lecz dwa sobowtóry. Odkrycia tego dokonałem pewnej nocy w trakcie prostego snu.
Opowiadaliśmy sobie dowcipy z przyjaciółmi. Siedzieliśmy wszyscy na podłodze po turecku, gdy nagle
ogarnął mnie atak śmiechu i uświadomiłem sobie, że zaczynam sterowany sen. Towarzyszyło temu
szczególne doznanie, zawsze zwiastujące początek sterowanego snu. Tym razem jednak sen miał
nieco inny przebieg. Spostrzegłem, że patrzę na całą scenę z zewnątrz, widziałem, jak zanoszę się
śmiechem wraz z przyjaciółmi. Ale jeśli to ja się śmiałem, to w takim razie kto się przyglądał? Zadając
sobie to pytanie, dostrzegłem własną osobę przyglądającą się z zewnątrz scenie w tym samym
czasie, kiedy ja znalazłem się w jej środku. Przebywałem w dwóch miejscach naraz. Coś szarpnęło
mnie z powrotem do wewnątrz i znów byłem z przyjaciółmi, podczas gdy po mej lewej stronie ktoś
przyglądał mi się z wyrazem zdziwienia na twarzy. To byłem ja! Widok ten ponownie przeniósł mnie
do roli widza. Potem zostałem jakby wciągnięty w szereg eksperymentów polegających na nagłych
przeskokach z jednego punktu widzenia do drugiego, przyglądałem się sobie na przemian z zewnątrz
całej sceny i od środka. To jeszcze nie koniec. Odkryłem, że mogę rozdzielać percepcję i być w obu
miejscach jednocześnie. Pochłonięty tymi doświadczeniami, nagle zdałem sobie z czegoś sprawę.
Jeśli to jest sen, a w nim dwie osoby będące mną, to kto nas śni? Wtedy poczułem swoje śpiące ciało.
Przekręciłem się w łóżku i już miałem się przebudzić, ale udało mi się opanować sytuację i
kontynuować sen. Od tamtej chwili, byłem w stanie postrzegać z punktu widzenia jaźni śpiącej w
łóżku, jaźni obserwującej scenę ze mną i przyjaciółmi oraz jaźni będącej w środku obserwowanej
sceny, przenosząc się z jednego ośrodka percepcji do drugiego. Albo dzieliłem uwagę i postrzegałem
z trzech punktów jednocześnie, czego nie da się opisać słowami. Doświadczenie to nie przeczy temu,
co o sobowtórze mówią don Juan czy don Carlos, gdyż ten drugi sobowtór to w istocie przejaw
zdolności śniącego ciała do postrzegania z zewnątrz i do wewnątrz. Możemy przyglądać się scenie
jak na ekranie albo możemy widzieć wszystko od środka. I możemy wybrać. Ta pierwsza umiejętność
przydaje się szczególnie wtedy, gdy przeżywany sen budzi silne emocje. Przejście z perspektywy "od
wewnątrz" na perspektywę "z zewnątrz" pozwala nam trzeźwiej spojrzeć na wydarzenia rozgrywające
się we śnie.
Komentarz do technik sterowania snem
Z chwilą gdy śniący napotyka swoje fizyczne ciało we śnie, może wykorzystać doświadczenie
sterowania snem do celów praktycznych. Trzeba jednak podkreślić, że nie wolno budzić śpiącego
ciała. Castaneda daje do zrozumienia, że to równałoby się śmierci! Jakkolwiek się sprawy mają, nie
ma czasu na próżne eksperymenty, czekają bowiem inne, bardziej pożyteczne zadania:
Możemy przeżywać na nowo trudne sytuacje z codziennego życia, przekonać się, jak rozwiązałoby
je śniące ciało i zastosować te rozwiązania.
Możemy rozwijać twórcze zdolności w każdej dziedzinie, jakiej się poświęcamy, czy będzie to
malarstwo, pisarstwo, uzdrawianie, śpiew, taniec, budownictwo czy cokolwiek innego. W świecie
naguala twórczość nie zna granic.
Możemy poznawać ludzi oraz samych siebie, prowadząc obserwację w stanie sterowania snem. W
przypadku samoobserwacji należy jednak wybrać porę różną od tej, gdy kładziemy się, aby oddać się
sterowanym snom. Niewiele pożytku przyniesie nam oglądanie siebie we śnie. Możemy zrealizować
zamiary, jakie powzięliśmy w codziennym życiu. Jeśli mamy wystarczająco dużo energii, wydarzenia
ze sterowanego snu mogą wpłynąć na bieg zdarzeń w zwykłej rzeczywistości.
Kiedy znajdziemy się na życiowym rozdrożu i nie wiemy, jaką drogą dalej pójść, najlepiej
rozstrzygnąć w stanie sterowania snem, kiedy następuje ściślejsza integracja prawej i lewej strony
świadomości. We śnie możemy zbadać określoną możliwość rozwoju i sprawdzić, czy przyniesie
pożądane rezultaty.
Przebaczenie, wyzbywanie się urazy, zwracanie się do ludzi, to tylko niektóre rzeczy, jakie
możemy osiągnąć przez sterowanie snem, pod warunkiem, że mamy wystarczającą kontrolę nad
snem, aby daną osobę odszukać. Oczywiście, wszelkie próby zbliżenia się do ludzi powinny być
podejmowane z trzeźwym umysłem i z pobudek bezinteresownych. Chęć użycia tej mocy do
wyrządzenia komuś krzywdy obróci się przeciwko nam samym. Kłóci się ona z zasadami wojownika,
który – w przeciwieństwie do czarnoksiężnika – nigdy nie posuwa się do manipulacji swoimi bliźnimi,
nie wykorzystuje ich ani nie dąży do zaspokojenia własnych ambicji.
Dzielenie z kimś doświadczenia sterowania snem jest możliwe wtedy, gdy obaj uczestnicy potrafią
ustalać czas i miejsce, w jakich rozgrywa się ich sen, dobrze znają siebie nawzajem oraz poziom
energii i tonalności swój oraz drugiej osoby. Zabawy z użyciem śniącego ciała są dopuszczalne tylko
jako sposób potwierdzenia doznania sterowania snem, pod warunkiem jednak, że nie wymkną się
spod kontroli.
Zgłębianie innego świata to chyba najważniejsza praktyczna konsekwencja systemu Castanedy i
stoi ona otworem przed każdym, kto przeniknie zawiłości sterowania snem. W każdym razie, trzeba
wiedzieć, że skupienie mocy sterowanego snu na codziennych sprawach wymaga trzeźwości i
powściągliwości wojownika, co uchroni nas przed nadużyciami, które mogą mieć działanie ujemne.
64. Kilka porad natury technicznej
Dzieła don Carlosa obfitują we wskazówki technicznej natury, które mają pomóc nam w stworzeniu
warunków bardziej sprzyjających sterowaniu snem.
Moim zdaniem, nie trzeba stosować się do wszystkich tych zaleceń, gdyż jak odkryłem, zbiór
konkretnych zasad postępowania nie może stać się nawykiem podczas nauki sterowana snem. Mimo
to, można wybrać z przedstawionych poniżej zaleceń te, które nam odpowiadają. Jeśli ktoś się chce
zapoznać z nimi bliżej, pomocą w tym względzie służą prace Castanedy.
Przy zasypianiu skoncentruj się na nasadzie mostka – jest to miejsce, gdzie powstaje uwaga
konieczna do sterowania snem (VI-135).
Śpij w nakryciu głowy albo przepasce, najlepiej w takiej, którą odkryłeś w sterowanym śnie, a
później odszukałeś w rzeczywistości (III-147).
Śpij w pozycji na wpół siedzącej; kobiety z nogami skrzyżowanymi, mężczyźni z
wyprostowanymi. Idealnym miejscem do spania w takiej pozycji byłaby wydłużona kołyska (VI-
137).
Wybierz najbardziej dogodną porę do sterowania snem; dla początkujących najlepszą porą są
wczesne godziny ranne, kiedy większość ludzi śpi i słabnie natężenie ich uwagi. Daje to
większą swobodę działania (VI-138).
Unikaj do praktykowania sterowania snem otwartych, płaskich obszarów, jak doliny nie
porośnięte drzewami, jeziora czy sąsiedztwo oceanu. O wiele lepiej nadaje się do tego
przestrzeń zamknięta – jaskinie, jamy, wyschnięte koryta rzek albo po prostu zamknięty pokój
(VI-249).
Sterowanie snem
Osiągnij stan skupienia uwagi przez odprawianie rytuału. Równie skuteczne w koncentracji
uwagi niezbędnej do sterowania snem może być jednostajne powtarzanie fraz czy ruchów, o
ile pozbawione są wszelkiej wymowy symbolicznej (VI-249).
Pomasuj swoje łydki, gdyż ta część twojego ciała odgrywa ważną rolę podczas sterowania
snem (VI-255).
65. Obserwacja śnionych przedmiotów
Technika ta zasługuje na bliższe omówienie, ponieważ angażuje drugą uwagę, potrzebną do tego,
aby zamienić zwykły sen w sterowany. Technika, którą Castaneda opisuje ze szczegółami w książce
The Second Ring of Power (V-284-289), składa się z następujących elementów:
Siedząc odprężony, skup swą uwagę przez kilka godzin na jednej wybranej rzeczy, przez cały czas
starając się zachować stan wewnętrznego wyciszenia. Później, w trakcie sterowanego snu spróbuj tę
rzecz odnaleźć. Gdy ją odszukasz, staraj się na nią oddziaływać ze stanu sterowania snem. Oto
kolejne kroki:
1. Obierz sobie suchy liść. Zapoznaj się z najdrobniejszymi jego detalami do tego stopnia, że
kierując się wyłącznie pamięcią, będziesz w stanie odróżnić ten liść od każdego innego. Wykonuj to
ćwiczenie przez kilka dni, codziennie z innym liściem. Podczas sterowanego snu spróbuj odnaleźć
upatrzony liść.
2. Wpatruj się w stertę suchych liści i wódź po niej dokoła palcem. Zaobserwuj powstałe w ten
sposób wzory i figury; później odszukaj te same wzory w sterowanym śnie.
3. Utwórz wzory w stercie suchych liści podczas sterowanego snu, potem wypatruj tych samych
wzorów powstających w suchych liściach, które obserwujesz na jawie.
4. Przejdź teraz do obserwacji innych rzeczy i roślin, drzew, owadów, kamieni, deszczu, mgły i
chmur, dokładnie w tej kolejności.
Ćwiczenie to nie tylko wyrabia w nas zdolność odszukiwania podczas sterowanego snu
upatrzonych na jawie przedmiotów, ale pobudza też drugą uwagę, dlatego może nam pomóc w
zadaniu odnalezienia rąk we śnie.
Wstecz / Spis treści / Dalej

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY
Świadomość ciała

Postrzeganie cielesne
Podstawowa prawda władzy nad świadomością według Castanedy mówi, że ludzkie istoty
zawierają się w obrębie emanacji orła, których są częścią (VII-49). Prawda ta w sposób szczególny
nawiązuje do naszej świetlistej natury – konkretnych bytów umieszczonych we wszechświecie
składającym się z pól energii, emanacji orła.
Przypadająca nam porcja energii za życia zawarta jest w matrycy zwanej ludzką formą (VII-280).
Zasadniczą właściwością tego pola energii jest zdolność percepcji i dlatego don Juan oświadczył
Carlosowi, że "jesteśmy uczuciem, świadomością zamkniętą tu..." i tu don Juan lekko popukał się w
pierś (IV-18).
Mówiąc o naszej naturalnej zdolności percepcji, nie mamy na myśli ego – które "werbalizuje", a nie
postrzega – ale ciało jako pole energii. Toteż nie ma sensu dociekanie, którymi częściami ciała
postrzegamy. Receptorem jest cały nasz świetlisty kokon. Percepcja cielesna zachodzi z użyciem
całego ciała, nawet tych obszarów poza granicami wyznaczonymi przez skórę. Jak powiadają
wieszcze, widziani w ten sposób przypominamy duże świetliste jaja (II-29). Postrzeganie cielesne
można by przeciwstawić percepcji zwykłej, która jest niczym więcej niż wypadkową nakazów ego,
osobistej przeszłości oraz pracy pięciu zmysłów. Postrzeganie ciałem, dla odmiany, jest bezpośrednie
i nie ma w nim miejsca na interpretacje. W tym kontekście podział na ciało i umysł traci sens, bowiem
ciało staje się częścią całego pola energii i proces percepcji polega wówczas na oddziaływaniu
między energią świetlistego jaja i polami energii na zewnątrz.
Od samego początku don Juan zaleca Carlosowi, aby zapomniał o myśleniu i zwracał większą
uwagę na uczucia. Jak mówi don Juan, podczas gdy umysł musi się uczyć, ciało po prostu wie. Jego
nauki zawierają wymiar cielesny, osadzony w czynie, a nie w myślach czy słowach. Wojownik nie
filozofuje, lecz działa. Wiedza, jaką posiada ciało, nie przystaje do zachodnich kanonów wiedzy,
zgodnie z którymi oznacza ona zdolność tworzenia sądów, odsłaniających rzekomo właściwości
rzeczy lub znanego procesu.
Podobnie ograniczone jest również zachodnie rozumienie percepcji. Przywykliśmy traktować ją
jako coś co odbywa się wyłącznie za pośrednictwem pięciu zmysłów – głównie wzroku – które
przekazują dane do ośrodka myślowego, który umiejscawiamy za oczami. Don Juan twierdzi, że
możemy pojąć naturę rzeczy bez zastana-wiania się nad tym, że ciało posiada swą własną cichą
mądrość i pamięć.
Postrzeganie ciała, o którym pisze don Carlos, to wiedza, która obywa się bez słów i myśli. Zakłada
raczej bezpośrednią interakcję między ciałem a światem. W wielu ćwiczeniach mowa jest o potrzebie
zwracania uwagi na doznania ciała. W ten sposób wnikamy w dziedzinę percepcji cielesnej. Podane
wcześniej przykłady dzieci, które poddawane są treningowi czytania bez pomocy oczu czy osób
dobrze zaprawionych w chodzie mocy, ilustrują niezwykłe percepcyjne zdolności naszego ciała.
Techniki
Większość technik podanych przez don Carlosa opiera się na wykorzystaniu postrzegania
cielesnego, gdyż właściwie nie istnieje żadna inna percepcja poza cielesną. Celem tego rozdziału jest
przedstawienie kilku ćwiczeń, które uwypuklają związek zachodzący między ciałem a światem,
zwłaszcza światem przyrody, gdzie myślenie racjonalne nie ma racji bytu.
66. Chód środka
Do tego niezbędne jest odmierzenie z matematyczną precyzją środka naszego ciała (VII-125).
Znajdź z dokładnością co do milimetra punkt leżący w połowie długości i szerokości twego ciała.
Możesz go zaznaczyć długopisem albo przez umocowanie kamyka, przyklejonego taśmą albo klejem,
który nie naruszy skóry.
Umiejscowienie środka ciała przydatne jest również do innych ćwiczeń, gdyż skupienie na nim
uwagi prowadzi do wzmożenia świadomości w każdej sytuacji.
Z odmierzonym i zaznaczonym środkiem, możesz zacząć chód. Ogólnie rzecz biorąc, przypomina
on chód uwagi, z tym że uwaga skoncentrowana będzie na trzech elementach: środku ciała, oddechu
i otoczeniu.
Oddychanie pomaga nam wypracować rytm i osiągnąć koncentrację. Uwaga, jaką poświęcimy
otoczeniu, powinna mieć charakter intuicyjny, a nie wzrokowy. Oczy powinny "omiatać" grunt pod
nogami, z tego względu potrzebne jest nam wsparcie: można wykonywać to w grupie posuwając się w
indiańskim szyku albo, jeśli w pojedynkę, na znajomym terenie. Sekret polega na umiejscawieniu
percepcji i świadomości w oznaczonym środku ciała, wyczuwaniu tego punktu jako źródła
postrzegania. Wybieraj się na długie przechadzki, aby przećwiczyć postrzeganie różnych rodzajów
środowiska, odbieranie charakterystycznej natury każdego miejsca bez użycia oczu. Nie oznacza to,
że mamy sobie wyobrazić, jak to otoczenie wygląda. Chodzi raczej o to, abyśmy określili, w jaki
sposób dane miejsce oddziałuje na naszą energię i uczucia.
Przy okazji, kamyk przymocowany do środkowego punktu ciała może być również wykorzystany do
sterowania snem – po prostu z nim zaśnij.
67. Posłanie z liści (III-162)
To ćwiczenie można by uznać za jedno z najprzyjemniejszych, ale nie dlatego, że sprawia
przyjemność w zwykłym tego słowa znaczeniu. Stan, jaki powoduje, wiąże się z głębokim doznaniem,
które powstaje w nas wskutek dobroczynnego oddziaływania tego ćwiczenia na nasze pole energii.
Przywraca energię po ciężkim czy wyczerpującym doświadczeniu. W pracy zespołowej korzystaliśmy
z niego dla nabrania trzeźwości lub odpoczynku po oczyszczającym doznaniu.
Technika opisana przez Castanedę w Journey to Ixt-lan zakłada udział dwóch osób – jedna
przygotowuje posłanie, druga się w nim kładzie. Ćwiczenie to wykonuje się na szczycie niewielkiego
wzgórza; składa się ono z następujących etapów:
1. Znajdź odpowiednie miejsce na posłanie, wyczuwając je oczami. Ważne jest, aby unikać przy
tym skupiania spojrzenia na otoczeniu.
2. Weź trochę leżących w pobliżu liści i ułóż z nich krąg zdolny pomieścić leżącego człowieka.
3. Przy pomocy gałęzi zamieć wnętrze kręgu, ale bez dotykania gruntu.
4. Pozbieraj wszystkie kamienie leżące w środku kręgu i podziel je na dwie grupy według wielkości.
5. Mniejsze kamienie ustaw symetrycznie i w różnych odstępach na kręgu z liści, przyciskając je
mocno.
6. Osoba przygotowująca posłanie na wzgórzu zaczyna staczać większe kamienie w dół, jeden po
drugim. Odbiera je osoba, która ma się położyć w posłaniu, uważając, aby nie pomylić ich z innymi.
Układa z nich kamienny krąg, podobny do tego na górze.
7. Osoba na wzgórzu mości górny krąg gałązkami, wypełniając całą przestrzeń wewnątrz kręgu,
podczas gdy druga osoba wchodzi na wzgórze.
8. Ten, kto skorzysta z posłania, umieszcza sobie na brzuchu kilka liści, które dostał od drugiego
uczestnika, i kładzie się wewnątrz kręgu, aby odpocząć albo przespać się. Długość odpoczynku czy
snu ustala sam uczestnik.
Sam stosowałem tę technikę w pracy z zespołem w nieco innej postaci od przedstawionej tutaj, ale
mimo to przynosiła wspaniałe rezultaty. Wynik tego ćwiczenia czy jemu podobnych zależy w dużej
mierze od osobistej mocy ćwiczącego. W przypadku Carlosa był to don Juan. My sami ani w tym
ćwiczeniu, ani w innych nie odstąpiliśmy od zasady, jaką kieruje się wojownik, a którą don Juan ujął
następująco: "Wojownik osiąga doskonałość, kiedy zawierza swej osobistej mocy, obojętnie, czy jest
ona mała czy ogromna..." (III-183).
Odmiana przez nas praktykowana wygląda następująco:
Wymagany jest stan podwyższonej wrażliwości i świadomości, osiągnięty za pomocą
dowolnej, stosownej techniki.
Należy wybrać teren z dala od miast, najlepiej płaski lub górzysty obszar, porośnięty lasem.
Dwaj uczestnicy potrzebni do tego ćwiczenia wspólnie przygotowują posłanie i będą kolejno z
niego korzystać.
Zacznijcie od wyszukania kamieni na budowę kręgu. Aby w pełni odczuć zalety tego
ćwiczenia, trzeba to wykonać w stanie maksymalnej koncentracji, w całkowitym milczeniu i
użyć kamieni zbliżonych do siebie kształtem i wielkością, i na ile to możliwe, okrągłych.
Położenie każdego kamienia i jego cechy należy odnotować z niezwykłą starannością, gdyż
po skończeniu ćwiczenia trzeba je odłożyć na miejsce.
Zbudujcie z kamieni krąg, który pomieści człowieka leżącego z rozpostartymi rękami i lekko
rozsuniętymi, wyprostowanymi nogami. Do tego zadania również wymagana jest absolutna
koncentracja; staramy się zbudować idealny okrąg z kamieni leżących w równej odległości od
siebie.
Następnie zbieramy gałązki, liście i kwiaty, aby umościć posłanie w środku kręgu. Ważne jest
nie tylko skupienie, ale również uświadomienie sobie naszego związku z roślinami, kwiatami i
krzakami w chwili, kiedy je zrywamy. Pamiętajmy, że w taki sam nieoczekiwany i nieodwołalny
sposób zostanie zabrane nasze życie, aby posłużyć za pokarm komuś czy czemuś innemu.
Trzeba poprosić o wybaczenie każdy ścięty kwiat czy krzew i ograniczyć się do ilości
niezbędnej dla celu ćwiczenia. Można też użyć suchych liści.
Zebranymi roślinami wymość wnętrze kręgu, tak aby posłanie było nie tylko wygodne, ale
również miłe dla oka. Jak zawsze, im więcej dobrej woli wykażemy, im więcej uwagi
poświęcimy zadaniu, tym lepsze będą wyniki.
Jeśli jest dość chłodno, przed położeniem się włóżcie pod ubranie kilka liści, tuż poniżej
pępka.
Po uporaniu się ze wszystkimi sprawami ustalcie, kto będzie odpoczywał pierwszy, a kto
będzie asystował. Osoba asystująca zdejmuje drugiemu uczestnikowi buty i z uściskiem
układa go w kręgu na wznak, z rozłożonymi rękami i nogami. Jeśli odpoczywasz, zamknij oczy
i przybierz możliwie najwygodniejszą pozycję. Pozostań w niej tak długo, jak to jest konieczne,
czy to będzie kilka minut czy kilka godzin.
Kiedy już wystarczająco odpocząłeś, zamieńcie się miejscami. Ten, kto odpoczywał, teraz
będzie asystował, postępując dokładnie tak jak jego poprzednik.
Gdy skończycie, wszystkie kamienie należy odłożyć tam, gdzie zostały znalezione, a kwiaty,
liście i gałęzie rozrzucić, aby nie został żaden ślad po waszej obecności.
Komentarz
Wykonując tę technikę trzeba uwzględnić dwie rzeczy. Po pierwsze, stosuje się ją po ćwiczeniach
czy praktykach, które doprowadziły nas do stanu podwyższonej wrażliwości i w związku z tym
wystąpiła potrzeba wzmocnienia sił, a to zapewnia nam odpoczynek na posłaniu z liści. Po drugie,
niszczenie przyrody dopuszczalne jest tylko w ściśle określonych celach. W ćwiczeniu tym nie chodzi
o to, aby po prostu odpocząć czy "zobaczyć, jak to jest". Niewłaściwa postawa może nastawić
przeciwko nam rośliny, kwiaty i otaczającą nas przyrodę, i zamiast uzdrowić, przygoda ta przyprawi
nas o chorobę. Jeśli naszym zamiarem jest zwykłe odsapnięcie, z powodzeniem nadaje się do tego
sterta suchych liści.
Ćwiczenia bez udziału wzroku
W rozdziale poświęconym przerwaniu wewnętrznego dialogu pokrótce wspomniałem o użyciu
opaski na oczy (zobacz: ćwiczenie 43). Rozszerzona wersja tego ćwiczenia to jeden z najbardziej
reprezentatywnych przykładów praktyk na pobudzenie percepcji ciała. Zalicza się on wraz z
pozostałymi do kategorii, którą nazwałem "ćwiczeniami na ślepo".
Stajemy się w nich niewidomi, lecz zamiast powodowani lękiem ograniczać swą działalność,
jeszcze ją rozszerzamy. Umożliwia to wyłonienie się uwagi, która pozwoli nam inaczej i bardziej
intensywnie doznawać pozostałymi czterema zmysłami. Co więcej, wspomaga to również proces
przywrócenia pamięci ciała. Ciało zdolne jest do odbioru wrażeń w sposób, który odbiega od tego, co
uznajemy za zwyczajną percepcję zmysłami.
Sztuka polega na tym, aby umieć zapomnieć świat takim, jakim przywykliśmy go postrzegać
oczami. Większość osób z zawiązanymi oczami próbuje sobie wizualnie odtworzyć otoczenie
opierając się na wyobraźni i pamięci. W tym przypadku najlepiej zapomnieć o wzroku i o tym, co
przekazuje nam o świecie, po to, abyśmy mogli przenieść się do świata bez światła, gdzie zostaniemy
przemienieni w synów ciemności, gdzie czujemy się jak u siebie. Zamiast martwić się brakiem światła,
uczymy się poznawać świat mroku, poruszać się w nim i radować.
Wiąże się to z odkryciem, jakiego dokonujemy, że zakorzeniony w nas strach przed ciemnością i
jej odrzucenie, to tylko przesąd, z którym możemy zerwać. Podobnie jak świat dzieli się na dzień i noc,
światło i mrok, tak i my odnajdujemy w swej istocie odpowiednią ontologiczną zmienność. Toteż jeśli
zaakceptujemy ciemność jako stan naturalny, stwarzamy sobie szansę dostosowania się do niej,
odkrycia w sobie powinowactwa z mrokiem, co nie ma nic wspólnego z powszechnym utożsamianiem
ciemności ze złem.
Trzeba sobie uświadomić, że przedmioty wokół nie znikną tylko dlatego, że przestaniemy je
widzieć – staną się tym, czym są w ciemności. To ważne spostrzeżenie: świat w ciemności nie jest
taki sam jak w blasku dnia, my również nie. Ma to istotne znaczenie dla czarownika, który wie, że
naturalna przemiana świata i wszelkich jego istot w cienie, dokonująca się w ciemności, ułatwia
wniknięcie do odrębnej rzeczywistości dokładnie w taki sam sposób, w jaki zwykły opis świata i
przepływ nawykowej percepcji to utrudnia.
68. Ćwiczenie na ślepo
Zaczyna się ono od zakrycia oczu chustką czy innym materiałem, tak aby uniemożliwić dostęp
światła do oczu. Może okazać się konieczne włożenie kilku warstw chusteczek higienicznych pod
opaskę, aby absolutnie nic nie rozpraszało ciemności.
Teraz kiedy jesteś "niewidomy", musisz zachować aktywność i starać się przyzwyczaić do nowej
sytuacji.
Obecność kogoś do pomocy może być wskazana, a nawet niezbędna w wielu przypadkach, kogoś,
kto będzie nam towarzyszył, chronił przed niebezpieczeństwem w czasie trudniejszych ćwiczeń, kto
przyda się, ilekroć zaistnieje jakiś problem. Asystent powinien jak najmniej się odzywać, aby nie
zakłócać procesu uwrażliwiania ciała. Jednocześnie nie powinien za dużo ingerować, abyśmy nauczyli
się radzić sobie sami w możliwie najkrótszym czasie. Może on też posłużyć nam za przewodnika,
kiedy w ćwiczeniach pod gołym niebem stracimy orientację.
Podczas chodzenia czy biegania, należy podnosić kolana wyżej niż zwykle, jak podczas marszu,
szczególnie na terenie nierównym, poszarpanym. W ten sposób łatwiej będzie nam zamortyzować
wypukłości i zagłębienia powierzchni czy przeszkody w postaci pni czy kamieni. Inną przydatną
techniką jest trucht z energicznym unoszeniem ud. Rytmicznie wyrzucamy w górę uda zachowując
odpowiednią giętkość, która pomoże nam dostosować się do zmian w rzeźbie terenu. Na obszarach
porośniętych drzewami lub usianych innymi dużymi przeszkodami, można się uchronić przed kontuzją
wyciągając przed siebie rękę, szczególnie jeśli działamy w pojedynkę.
Przedstawione dalej ćwiczenia przeznaczone są do różnych okoliczności, w zależności od ich
stopnia trudności oraz biegłości, jakiej nabywasz oswajając się z ciemną stroną swej istoty.
69. Niewidomy w domu
W tym ćwiczeniu pozostajemy w domu cały dzień z zawiązanymi oczami i staramy się robić to, co
zwykle, bez narażania się na niebezpieczeństwo – zamiatamy, ubieramy się, rysujemy, piszemy,
słuchamy muzyki, gimnastykujemy się. Możemy gotować, pod warunkiem, że będziemy niezwykle
ostrożnie obchodzić się z ogniem czy z gazem. Na koniec dnia kładziemy się spać z przepaską na
oczach i zdejmujemy ją następnego dnia rano. Warto wziąć sobie kogoś, aby nas przy tym
nadzorował.
70. Wędrowanie na oślep
Na początek wybierzesz się na prosty spacer. Potrzebna będzie obecność przewodnika, który
będzie czuwał nad twoim bezpieczeństwem. Będzie on szedł przed tobą, a ty położysz mu rękę na
lewym ramieniu tylko i wyłącznie dla orientacji, a nie po to, aby się wesprzeć, zwalcz więc pokusę
użycia go jako "ludzkiej laski". Im dłuższa przechadzka, tym lepsze wyniki. W miarę nabywania
wprawy urządzaj bardziej skomplikowane wyprawy, na przykład wspinaczkę czy spacer po nierównym
terenie. Odmianą tego ćwiczenia jest wędrówka w indiańskim szyku, wymagająca większej liczby
uczestników, z których każdy kładzie swoją rękę na lewym ramieniu osoby idącej z przodu. Potrzeba
do tego dwóch przewodników, na czele i z tyłu, aby uniknąć nieszczęśliwych wypadków.
71. Przywoływanie
W tym ćwiczeniu nie ruszasz się z miejsca, do którego doprowadził cię asystent, i czekasz, aż
przeniesie się on w inne, odległe miejsce. Asystent przywoła cię, wydając umówiony wcześniej
odgłos. Odległość między wami może być różna; zależy to od rodzaju terenu i twoich umiejętności –
od kilku metrów do kilometra. Gdy usłyszysz wołanie, rusz w stronę, z której dochodzi, aż napotkasz
swego partnera; wolno ci kierować się wyłącznie słuchem i wrażeniami ciała. Po dotarciu na miejsce,
pozostajesz w nim, a druga osoba znów się oddala. Powtarzacie ćwiczenie tyle razy, ile uważacie za
stosowne. Wskazane jest wysokie podnoszenie kolan. Asystent powinien sprawdzić, czy na drodze
nie znajdują się jakieś niebezpieczne dla "niewidomego" pułapki – jamy, głazy, strome zejścia.
72. Bieg w nieznane
Należy ono do mych ulubionych ćwiczeń, ponieważ pozwala wniknąć szybciej i głębiej w doznanie
percepcji cielesnej i przyspiesza wyłonienie się naszej ciemnej strony. Wymaga obecności co najmniej
dwóch asystentów, którzy mają wystarczającą siłę i wprawę, aby zapewnić skuteczną pomoc
ćwiczącemu. Bieg w nieznane polega na pokonaniu w pełnym pędzie odcinka między dwoma
wyznaczonymi punktami z zawiązanymi oczami. Należy wybrać do tego teren płaski, trawę albo gołą
ziemię. Teren do ćwiczenia oraz bezpośrednio przyległy powinien być wolny od wszelkich przeszkód,
które mogłyby spowodować przewrócenie się biegnącego. Oto przebieg tego ćwiczenia:
1. Ustalcie punkt początkowy i końcowy, przy każ-dym ustawiając co najmniej jednego asystenta.
Odleg-łość między tymi punktami powinna się zawierać w przedziale od dziesięciu do
siedemdziesięciu pięciu metrów.
2. Stań na starcie z opaską na oczach, zwrócony w stronę punktu docelowego.
3. Asystent stojący przy mecie woła głośno: "Do startu, gotowi, hop!"
4. Pobiegnij przed siebie z pełną prędkością, nasłuchując dla orientacji nawoływań asystenta
"Tutaj, tutaj!". Jeśli za bardzo zboczysz z trasy, asystent powinien zawołać "W prawo!" albo "W lewo!"
czy cokolwiek innego, stosownie do sytuacji.
5. Gdy dotrzesz do mety, asystent krzyczy "Stop!" i sam lub wspólnie z drugim asystentem ciebie
unieruchamia, starając się nie wyrządzić krzywdy ani tobie, ani sobie. Prawidłowym na to sposobem
jest uchwycenie biegnącego w okolicach brzucha lekko zgiętą ręką, jakbyśmy chcieli go objąć, i
pobiegnięcie z nim kawałek, aby złagodzić wstrząs. W większości przypadków sam zdążysz
wyhamować, więc nie będzie to takie trudne, jak się wydaje.
6. Powtórzcie ćwiczenie tyle razy, ile trzeba, aż całkowicie się rozluźnisz, co pozwoli ci rozwinąć w
biegu pełną prędkość.
7. Można przekształcić to ćwiczenie w wyścig między dwoma biegaczami, co będzie wymagać
obecności większej liczby osób do pomocy, rozstawionych również na trasie, aby nie dopuścić do
zderzenia się biegnących. Każdy biegacz będzie miał własnych asystentów, którzy będą wołać do
niego po imieniu, aby uniknąć zamieszania. Punkty docelowe powinny być oddalone od siebie o co
najmniej cztery metry. Liczba biegnących nie powinna jednorazowo przekraczać dwóch.
Komentarz
Najpierw kilka uwag do koordynatorów ćwiczenia: Powodzenie przedsięwzięcia zależy od
zapewnienia warunków, które dadzą biegnącym poczucie całkowitego bezpieczeństwa. Ćwiczenie to
początkowo budzi lęk i poczucie zagrożenia i uczestnicy poruszają się niezwykle ostrożnie. Ale jeśli
nabiorą zaufania do osób koordynujących przebieg ćwiczenia, jeśli uwierzą, że zadbano o wszystkie
szczegóły i nie ma żadnego ryzyka, łatwiej będzie im "pójść na całość", wiedząc, że powstrzymuje ich
jedynie własny lęk. Sprawny przebieg pierwszych prób napełni uczestników wiarą we własne siły.
Jeśli, na przykład, w chwili gdy usłyszy "Stop!", biegacz zostanie przechwycony pewnie, ale bez
brutalności, nauczy się, że nie ma się czego bać i następnym razem da z siebie wszystko. Ważne jest
też, aby wołano głośno i wyraźnie, aby biegacz ani przez chwilę nie czuł się "zagubiony".
Jako biegacz, powinieneś unosić kolana wyżej niż zwykle. Gdybyś się potknął i przewrócił, co jest
mało prawdopodobne, trzymaj ręce przy sobie i przetocz się; nie napinaj się ani nie trać głowy.
Najważniejsze to przeć do przodu. Ćwiczenie to, to prawdziwy bieg w nieznane i podobnie jak w życiu,
lepiej iść naprzód niż się cofać. Choć z początku będziesz biegł odchylony do tyłu, musisz nauczyć się
wysuwać ciało do przodu na spotkanie ciemności, a nie uciekać przed nią. Przyjmij z góry, że nie ma
zagrożenia i że ćwiczenie zakłada otwarcie się na nieznane, co powinno być źródłem radości i
zachwytu, a nie strachu i wewnętrznego oporu. Kiedy pozwolisz swemu ciału biec w ciemności,
możesz rozwinąć znacznie większą prędkość, niż gdybyś biegł bez opaski. Może nam w tym pomóc
zaniechanie wszelkich umysłowych wizualizacji. Nie przyniesie nam pożytku próba wyobrażenia sobie
otoczenia w biegu; lepiej od razu zgodzić się na mrok. Często wymienia się w związku ze skutkiem,
jaki wywołuje to ćwiczenie, określenie "efekt tunelu". Chodzi tu o doznanie powstałe z chwilą, kiedy
przełamałeś wszelki strach i w pełni zaakceptowałeś ciemność. Ogarnia cię wtedy wrażenie, jakbyś z
zawrotną prędkością mknął przez czarny tunel. Jak w szalonym kuligu, coś ciągnie twoje ciało do
przodu, a towarzyszące temu radość, euforia i uniesienie zwiastują stan istnienia i świadomości, który
można z powodzeniem nazwać inną jaźnią.
Wstecz / Spis treści / Dalej

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY
Największa miłość wojownika

Współczesny świat: bez miłości


Samotność wydaje się nieodłącznym składnikiem ludzkiego bytu.
Samotność jest bezpośrednią pochodną niezdrowych stosunków, jakie łączą nas ze światem i z
innymi. Otacza nas rzesza ludzi: rodzina, krąg przyjaciół, szef, podwładni, sąsiedzi, a mimo to
jesteśmy osamotnieni. Nauczono nas posiadać, używać, rywalizować, bać się, kłamać i ukrywać się,
ale nie wychodzić naprzeciw drugiemu człowiekowi, porozumiewać się czy kochać. Urządzamy życie
tak, aby zachować swą odrębność.
Ale otacza nas też zewsząd przyroda w niezliczonych barwach i formach, z drzewami i
zwierzętami, rzekami, morzami, pustyniami, jeziorami i górami – cała cudowna planeta do
zamieszkania, a na nieboskłonie miliony gwiazd, przedmiot naszych marzeń. Mimo to, wcale to nas
nie porusza; czujemy się wyobcowani. Dowiadujemy się, że świat to zaledwie skupisko mniej lub
bardziej bezwładnych ciał, które zostały oddane nam we władanie. Nasza historia jawi się nam jako
stopniowe doskonalenie umiejętności podboju natury. Taki pogląd zakłada naszą odrębność od świata
przyrody. W wywodzącej się z dawnych czasów tradycji judeochrześcijańskiej, jak i w nowych teoriach
marksizmu czy choćby w ekonomicznym porządku kapitalizmu, naturę należy podporządkować
człowiekowi i eksploatować. Homo sapiens pozostaje panem Ziemi, traktując ją wyłącznie jako źródło
zaspokojenia swych rosnących potrzeb. Jeśli w ten sposób odnosimy się do istoty, która daje nam
ciało i życie, pokarm, schronienie, a także piękno, płynie stąd wniosek, że postawa ta rozciąga się na
wszystkie sfery naszego życia, w tym stosunki z innymi ludźmi. To dlatego typowy mężczyzna w
społeczeństwie Zachodu potrafi "posiąść" kobietę, ale nie umie jej kochać.
Nasz sposób bycia w dzisiejszych czasach przesiąknięty jest pychą, przemocą i chciwością.
Rezultatem tej wszechobecnej gwałtowności jest skłonność do samozagłady, obejmująca zarówno
samobójczą depresją – coraz powszechniejszą we współczesnym społeczeństwie -jak i masowe
niszczenie środowiska naturalnego, zwiastujące niechybną zagładę ludzkości. Wszystko to dzieje się
pośród straszliwego osamotnienia.
Przypominanie Ziemi
Obcując z rdzennymi społecznościami Ameryki przekonałem się, że można inaczej odnosić się do
Ziemi i do przyrody. Dla meksykańskiego Indianina nie Ziemia należy do ludzi, lecz ludzie do niej.
Potomkowie Tol-teków nazywają kukurydzę no nacatl (nasze ciało), co świadczy o ich świadomości
faktu, że to darom Ziemi zawdzięczamy swe istnienie.
Współcześni Nahua, u progu dwudziestego pierwszego wieku, wciąż oddają się dorocznemu
rytuałowi "przypomnienia Ziemi", którego nazwa stanowi tajemnicę dla wszystkich oprócz samych
uczestników; ja sam miałem szczęście znaleźć się w ich gronie. Na czas tego obrzędu cała
społeczność, zazwyczaj przestrzegająca kalendarza świąt Kościoła katolickiego, zaszywa się w sobie
tylko wiadomych jaskiniach. Nie wolno mi wyjawiać szczegółów, zdradzę tylko, że rytuał ten daje
uczestnikom rzeczywistą możliwość połączenia się wprost ze świadomością Ziemi. Ponieważ święto
to nie ma stałej daty, miejscowemu księdzu nie udało się dotąd, po dziesięciu latach pracy w parafii,
ustalić, ani gdzie, ani w jaki sposób jego parafianie odprawiają te pogańskie obrzędy, które starał się
wytępić, ale bez powodzenia. (O ile wiem, byłem do tej pory jedynym nie-Indianinem dopuszczonym
do udziału w tej trzydniowej ceremonii. Może napiszę kiedyś książkę o tym, jak do tego doszło i jakie
były następstwa tego doświadczenia.) Po wielu wiekach ucisku i eksterminacji rdzenni mieszkańcy
Meksyku wciąż pielęgnują zażyłe stosunki z istotą, z której biorą swe istnienie.
Poczucie integracji i przynależności sprawia, że ludy Meksyku kochają Ziemię jako świadomą żywą
istotę. Podobna postawa umożliwiła cywilizacjom Ameryki pre-kolumbijskiej rozwój nauki i techniki,
która w pełni zasługuje na miano ekologicznej. Pozwoliło im to na przykład tworzyć olbrzymie skupiska
ludności (do 30 milionów w środkowej części kraju [Woodrow Borah, El sogło de la depression in
Nueva Espana, Mexico City, 1983], nie powodując żadnych dostrzegalnych szkód w środowisku
naturalnym.
Przesłanie z dawnego świata
Dziś, kiedy niewrażliwi jesteśmy na proces niszczenia Ziemi, zwrot ku dawnej kulturze wyznającej
odmienną postawę wobec świata otwiera przed nami możliwość zetknięcia się z przesłaniem życia,
tak pilnie nam teraz potrzebnego. I musimy go wysłuchać właśnie teraz, kiedy za naszą sprawą giną
ostatnie pozostałości tych dawnych cywilizacji, kiedy grozi nam całkowita samotność po stuleciach
eksterminacji tych, którzy się od nas różnią.
Również myślenie don Juana i wojowników z jego obozu przenika ta otucha płynąca z poczucia
bliskości Ziemi, z wdzięczności za jej dar życia. Całokształt prac Castanedy spełnia rolę łącznika
między światem magii i tajemnicy a naszym światem, w którym panuje pycha i znudzenie.
Zasada wojownika jest prosta i jasna – wyraża świadomość ludzkich istot, które wiedzą, że
wszystko zawdzięczają Ziemi. Ona zapewnia im dom, pożywienie, piękno na każdym kroku; kryje też
w sobie tajemnice stanowiące dla niego wyzwanie. Wojownik raduje się ciepłem Ziemi, które go otula.
On nigdy nie czuje się opuszczony; Ziemia nieustannie mu towarzyszy i dodaje sił. Jej niewyczerpana
miłość pomaga leczyć smutek i zmartwienia, zwalcza wszelką małostkowość. Świadomość Ziemi, jej
głębokiej i nieobjętej istoty, staje się źródłem mocy dla wojownika, który z pokorą otwiera się na jej
słodką obecność. Jak mówi don Juan, "wojownik niczego nie miłuje bardziej" (IV-285).
Samotność wojownika
Choć zakrawa to na paradoks, wojownik też wie co to samotność, ponieważ zdaje sobie sprawę,
że walczy w pojedynkę, że każdy sam jest odpowiedzialny za swoje życie. Ale samotność wojownika
różni się od doświadczenia osamotnienia, jakie jest udziałem przeciętnego człowieka. Nie jest bolesna
i niczego się nie domaga. Przypomina radosny sekret, który pozwala mu darzyć gorącą miłością
wszystko, z czym się styka, na co spogląda. On wie, jak szybko przemija życie i nauczył się czerpać z
bezinteresownej i niezmierzonej miłości płynącej z Ziemi. Mając uwielbienie Ziemi za podstawę,
wojownik ustanawia bliskie i serdeczne związki z ludźmi i przyrodą.
Tak więc wojownik uosabia tę szczególną równowagę, która godzi pozornie krańcowe
sprzeczności: jest samotną istotą, która nie odczuwa samotności. Zanurzony w tej sprzeczności, zdaje
sobie sprawę, że osamotnienie to nic więcej jak ludzki wymysł wyrastający z tonala. Przekonał się
bowiem na własne oczy, że istnieje inna rzeczywistość, w której ludzka istota jawi się jako świetlisty
okruch światła wyodrębniony, na krótką chwilę, ze strumienia światłości, będącego naszym
początkiem i przeznaczeniem – z Ziemi.
Odtrutka na samotność
Jeśli miałbym zalecić ci lekarstwo na samotność, poradziłbym ci, abyś odnalazł i na nowo zbadał
utraconą więź z Ziemią, naszą duchową pępowinę. Zasugerowałbym ci, abyś otworzył oczy na
obecność niewyczerpanej miłości, wolnej od wpływu wszelkich ludzkich spraw. Nie jest to takie trudne.
Rozejrzyj się wokół siebie, wspomnij istotę, która nas żywi i zrozum, że to twój dom, zawsze twój.
Uważam, że przed nauką dodawania i odejmowania, kupowania i sprzedawania, obłudy i strachu,
dzieciom powinno się wpoić miłość i szacunek dla bytu, który daje im schronienie. Miałem szczęście
przekonać się, jak zmienia się i wzbogaca życie ludzi dzięki temu, że po prostu przejrzeli i
odwzajemnili serdeczny uścisk Ziemi; każda forma jest im pokrewna, zrodzona z tego samego łona.
W takich chwilach nasze przyziemne dążenia – złość, rywalizacja, zawiść, zaborczość,
niezaspokojone potrzeby – bledną w obliczu wzniosłej i szlachetnej obecności naszych "mniejszych"
braci. Nasz ciasny świat ulega nagle przeobrażeniu, staje się ogromny i piękny za sprawą licznych
istot, które go zamieszkują. Nabierają znaczenia drzewa; ptaki, wieloryby, kwiaty, psy, rzeki i góry
ukazują się w swym prawdziwym świetle – dziedzictwa, którym mamy się radować, lecz nie wolno
nam go posiąść na własność. Cieszymy się jego widokiem jako szczególną łaską, choćby miało to
trwać tylko przez krótki okres naszego istnienia. Poddając się pięknu i tajemnicy przyrody we
wszelkich jej przejawach, przyjmujemy dar Ziemi i odkrywamy swą zapomnianą naturę. My również
należymy do tego świata, jesteśmy elementem krajobrazu. W każdym z nas pulsuje i krąży ta sama
magia i tajemnica. I całym sercem utożsamiamy się z miejscem wyznaczonym nam we wspaniałym
koncercie natury.
Techniki
Praktycznie nieograniczona jest liczba czynności, które pomogą nam odnaleźć utraconą więź z
przyrodą i z Ziemią. Spacer, wspinanie się po górach, pływanie w rzece, głaskanie psa, przytulenie
drugiego człowieka czy cokolwiek innego, spełni swe zadanie, o ile skupimy się na samym
doświadczeniu a nie na jego pożyteczno-ści. Powinniśmy często obcować z przyrodą, traktując ją z
całym należnym jej szacunkiem, otwierać serca i zwracać uwagę na płynące od niej przesłanie, a przy
tym odkryć na nowo w sobie swą pierwotną naturę. W miastach wszystko ulega zniszczeniu wskutek
ludzkich działań, dlatego trzeba jak najczęściej przebywać w świecie, gdzie panuje naturalny ład. Jeśli
będziemy czujni i spostrzegawczy, nauczymy się rytmu natury, tego rytmu, którego w życiu nam brak.
Często pytano mnie o mistrzów: nie znam nikogo, kto przewyższałby wiedzą samą naturę, wystarczy
tylko ją obserwować i naśladować. Praca w zespołach, z którymi urządzam wyprawy – na ośnieżone
szczyty gór, przez burzliwe katarakty, dżungle czy pustynie – dowodzi, jak korzystne są bezpośrednie
kontakty z przyrodą, którym towarzyszy wysiłek i nauka. Wszelkie sporty uprawiane pod gołym
niebem mogą przyczynić się do zbliżenia z Ziemią i optymalnego wydatkowania osobistej energii,
zwłaszcza jeśli zmagania te połączone są z niezwykłym wykorzystaniem uwagi, jakie opisałem w tej
książce.
Jako ilustrację podaję kilka niecodziennych przedsięwzięć, które przyniosły zadziwiające rezultaty
w łączeniu nas ze świadomością Ziemi.
73. Wspinaczka po drzewach
Zajęcie to znane jest nam z dzieciństwa, kiedy to oddawaliśmy mu się dla czystej zabawy. Tutaj
jednak mamy do czynienia z czymś bardziej wyszukanym.
Moje zainteresowanie drzewami wynika z osobistego doznania, o którym mówią też rozmaite
dawne tradycje, doznania naturalnej sympatii, jaką drzewa darzą ludzkie istoty. Wielokrotnie miałem
okazję przekonać się o ich przychylności. Za każdym razem drzewa w jakiś sposób mi pomagały:
rozpraszały smutek, przekazały sekret, leczyły z dolegliwości o psychicznym podłożu, przynosiły
ukojenie albo nauczyły pieśni. Nawet przeciętny człowiek przyzna, że drzewa spełniają wspaniałą rolę
wobec ludzi. Raczą nas swym pięknem, wnoszą w nasze serca spokój i harmonię, zapewniają
odpoczynek w swoim cieniu, wytwarzają tlen, a ich drewno ma wielorakie i cenne zastosowanie.
Podczas gdy my z uporem zatruwamy atmosferę, one starają się ją oczyścić. Poza tym, wiele kryje w
sobie świadomość drzew, jeśli umiemy się na nią otworzyć.
Ćwiczenie to polega na wspięciu się na drzewo i oddawaniu się tam nie-działaniu, które pozwoli
nam nawiązać kontakt ze świadomością drzewa. Nadaje się do tego każde drzewo z dostatecznie
rozwiniętymi konarami i gałęziami, aby utrzymać nasz ciężar. Podejście do drzewa powinien
charakteryzować szacunek. Nie wolno w żaden sposób zranić drzewa, jeśli pragniemy nawiązać z nim
dobre stosunki.
Na początku przyjrzyj się drzewu, prześlij mu swe ciepłe uczucia, co bez wątpienia zostanie przez
nie zauważone. Następnie przemów do niego – przekaż pozdrowienia i zapytaj o pozwolenie wejścia
na nie, wyjaśniając powody, dla których chcesz to zrobić i zapewniając, że zachowasz ostrożność.
Nawet sama rozmowa z drzewem może przyczynić się do rozwiania zamętu czy smutku w chwili, gdy
potrzebna jest nam rada.
Jeśli już jesteś gotowy do wspinaczki, wybierz niezbyt wysokie drzewo z gałęziami blisko ziemi.
Przy wchodzeniu posługuj się "techniką trzech punktów zaczepienia", upewniając się, że twoje trzy
kończyny mają solidne oparcie, kiedy przesuwasz czwartą. Na przykład, stań na gałęzi dwiema
nogami i chwyć się mocno prawą ręką, dopiero wtedy sięgnij lewą ręką do nowego punktu
zaczepienia. Albo przesuń wyżej prawą nogę, oparty obie-my rękoma i lewą nogą. Nie spadniesz
nawet wtedy, gdy załamie się oparcie, do którego sięgasz, gdyż utrzymają cię trzy punkty zaczepienia.
Pamiętaj: przesuwaj jedną kończynę naraz, podpierając się pozostałymi trzema.
Najbardziej wytrzymałe są gałęzie tam, gdzie wyrastają z pnia, dlatego posuwaj się blisko pnia.
W miarę nabywania wprawy, doświadczenie to może przerodzić się we wspinaczkę zbliżoną do
górskiej – możemy przerzucić się na drzewa o wysokości trzydziestu metrów, dosięgnąć najniższych
gałęzi nawet o kilka metrów od ziemi. Dla wytrawnego "drzewołaza" oparciem może być każda
wypukłość czy wgłębienie w korze. W zespole często żartujemy, że drzewo nie zostało zdobyte, jeśli
nie wysunęliśmy pępka ponad jego koronę. Nie jest to taki trudny sport, jak się wydaje, ale trzeba
wprawiać się stopniowo, aby nie odnieść obrażeń.
Podstawą jest zachowanie czujności i koncentracji podczas wchodzenia. Im dłuższa i bardziej
skomplikowana wspinaczka, tym lepiej. Po dotarciu na wierzchołek można wykonać różne ćwiczenia.
Oto kilka przykładów:
Wyszukaj w koronie drzewa miejsce nadające się do odpoczynku, dopasowując postawę ciała
do układu gałęzi.
Poćwicz "zespolenie" swojej świadomości ze świadomością drzewa, wyobrażając sobie, że
jesteś jeszcze jedną jego gałęzią, starając się wchłonąć jego zasadę istnienia, wczuwając się i
kołysząc z wiatrem.
Przyjrzyj się dokładnie drzewu, zapamiętując doznania, jakie w tobie budzi. Ułóż z nich
piosenkę.
Przesiedź całą noc na drzewie. Jeśli nie masz w tym doświadczenia, przywiąż się, aby nie
spaść, kiedy zaśniesz. Można też, w celu samooczyszczenia, wykorzystać hamak
rozwieszony w koronie i przespać w nim noc. Aby zabezpieczyć się przed wypadnięciem,
należy związać krawędzie hamaka, aż powstanie coś w rodzaju otulającego nas kokonu.
Podziel się z drzewem swoim smutkiem albo radością, zależnie od sytuacji.
Można wymyśleć też własne ćwiczenia albo poznać je wprost od drzew, które nie bez powodu
nazywane są naszymi wielkimi braćmi.
74. Rytm Ziemi
To ćwiczenie jest zarazem łatwe i trudne – choć zasady postępowania są nieskomplikowane,
wykonanie ćwiczenia wymaga osiągnięcia szczególnego wewnętrznego stanu. Musimy sami
doprowadzić się do stanu wytężonej uwagi, aby oddać się ćwiczeniu bez reszty. Oczywiście, potrzeba
do tego też pewnej dostępnej energii. Zamieszczam tutaj tę technikę, ponieważ wiem, że jest w
zasięgu możliwości każdego, kto wytrwale i szczerze pracuje nad oszczędzaniem energii, ćwiczeniem
uwagi i zjednoczeniem się z naturą.
Polega ono na urządzeniu długiej wyprawy, podczas której możemy iść lub biec. Podstawową
zasadą ćwiczenia jest znalezienie i utrzymanie jednakowego rytmu w posuwaniu się naprzód i w
oddychaniu. Oba muszą być ze sobą zsynchronizowane. Aby to się powiodło, trzeba przejąć rytm
Ziemi. Tylko Ziemia może nauczyć ciebie swego rytmu; twoim zadaniem jest nawiązać łączność.
Niewiele da się powiedzieć o tym, jak to osiągnąć. Własne doświadczenie mówi mi, że warto
wyruszyć na dłuższą wyprawę w góry, przez dżunglę czy przez pustynię, z dala od zamieszkałych
terenów i autostrad.
Wyprawa powinna trwać kilka dni, a twoim zadaniem jest po prostu chód lub bieg połączony z
ćwiczeniem uwagi. Możesz zacząć od chodu z uwagą (ćwiczenie 34). Skup się na ustaleniu rytmu
między ruchem a oddechem; nie powinny go zakłócać żadne zmiany w terenie. Idź tak długo, aż
połączysz się z Ziemią, przyspiesz dopiero wtedy, gdy ciało samorzutnie wyrwie się naprzód, bez
udziału myśli czy pragnienia. W zależności od ochoty czy ukształtowania powierzchni można
przyspieszać lub zwalniać. Chodzi tylko o to, aby utrzymać stały rytm bez względu na prędkość.
Ani przez chwilę nie zapominaj o Ziemi; uświadom sobie, że po niej idziesz. Każdy krok możesz
przemienić w przypomnienie Ziemi, w pieszczotę, nie zaburzając przy tym rytmu swoich ruchów. Im
dłużej będziesz szedł, bez żadnych przerw, tym większe szansę na powodzenie, ponieważ jednym z
głównych czynników umożliwiających połączenie się ze świadomością Ziemi jest wyostrzenie uwagi.
Kiedy to nastąpi, nie będziesz już piechurem idącym o własnych siłach. Poczujesz, jak pcha ciebie
jakaś siła – nazywa się to napędem Ziemi (VII-222) – która twój bieg może zamienić w pęd
przekraczający wszelkie oczekiwania. Rozumie się samo przez się, że gdy to ma miejsce, przestają
się liczyć takie rzeczy jak czas, odległość, zmęczenie. Jesteśmy we władaniu mocy przerastającej
naszą jaźń i to uczucie nie pozostawia żadnego miejsca na dociekania.
75. Pogrzeb wojownika
W dziełach Castanedy (III-121-123), (VI-11-12), znaleźć można wzmianki o praktyce
zagrzebywania się w Ziemi. Castaneda pisze, że wojownicy zakopują się po to, aby odzyskać jasność
umysłu, otrzymać wskazówki albo wyleczyć się z dolegliwości. Nie wdaje się jednak w szczegółowy
opis tej techniki.
Sam dobrowolnie zagrzebywałem się w Ziemi oraz pomagałem w tym innym. Byłem świadkiem
różnorodnych – za każdym razem dobroczynnych – skutków, jakie to przynosi tym, którzy temu się
poddają.
Wzmożona zostaje rekapitulacja, dzięki ogromnej mocy Ziemi, która zna nasze zamiary i
współpracuje z nami.
Kiedy zakopują się osoby, które kogoś utraciły albo są w depresji, Ziemia pokazuje, że potrafi
leczyć psychiczne rany lepiej niż ktokolwiek inny, z racji swej zdolności wchłaniania
wszelkiego rodzaju okropności.
Ziemia może nam pomóc znaleźć wyjście z sytuacji, rozwikłać sprawy osobiste.
Ziemia może uzupełnić naszą energię przed albo po szczególnie wyczerpującym zadaniu lub
wyzwaniu.
Ziemia może pomóc nam wniknąć w inną jaźń.
W chwili ważkiej zmiany zachodzącej w twoim życiu, możesz pogrzebać swoje stare "ja" i
pozwolić narodzić się nowej istocie.
Zakopując się w Ziemi, możemy uzyskać pomoc w dowolnej sprawie, pod warunkiem, że wiemy
dokładnie, czego chcemy. Im wyraźniejszy mamy cel, tym bardziej rozstrzygający uzyskamy rezultat.
Można zagrzebywać się na dwa sposoby: nad powierzchnią Ziemi (usypując coś w rodzaju "klatki")
i pod powierzchnią. Osobiście polecam ten drugi rodzaj, zwłaszcza gdy w grę wchodzi pilna potrzeba.
Zazwyczaj konieczna jest obecność osoby asystującej, przede wszystkim wtedy, gdy nie mamy
jeszcze w tym doświadczenia. Asystentem powinien być ktoś, kto ma to przeżycie za sobą. Jego
zadaniem będzie czuwanie nad twoim bezpieczeństwem na czas "pochówku", zapewnienie spokoju i
służenie w razie potrzeby pomocą. Świadomość, że ktoś cię pilnuje, pozwoli ci się odprężyć. Oto
przebieg ćwiczenia:
1. Wybierz miejsce odpowiednie do "pochówku". Musi to być teren nie zamieszkany, najlepiej
wśród drzew. Początkujący powinni się wystrzegać pustyni, dżungli i sąsiedztwa oceanu czy
większych rzek. Unikajcie okolic, gdzie narażeni bylibyście na kłopotliwe towarzystwo gapiów.
Upatrzone miejsce powinno być wolne od owadów i węży. Zakątki mocno naenergetyzowane też się
do tego nadają, jeśli jesteś z nimi obeznany. Pod żadnym pozorem nie wolno zakopywać się w pobliżu
ruin, wykopalisk archeologicznych i cmentarzy. Wystarczy zwykły las.
2. W obrębie wybranej okolicy wyszukaj konkretne miejsce, starając się je "wyczuć wzrokiem" (III-
66), miejsce, które ci się spodoba. Zachowaj odpowiednią odległość od stoków i krawędzi wąwozów i
rozpadlin, a także od obszarów podmokłych.
3. Patykiem obrysuj miejsce, w którym się zakopiesz – prostokąt nieco szerszy i dłuższy niż twoje
ciało, wystarczający, aby pomieścić twoje ciało oraz koc, na wypadek gdyby było zimno. "Grób"
powinien być tak usytuowany, aby twoja głowa zwrócona była w sprzyjającym ci kierunku, który
musisz ustalić sam. Jeśli nie wiesz, jaki to jest, obierz południe albo wschód.
4. Teraz, przy pomocy zaostrzonego kija wykop dół w Ziemi, o głębokości około 60 cm. Z
wydobytej ziemi usyp kopczyk po lewej stronie grobu.
5. Następnie zbierz odpowiednią ilość w miarę prostych patyków o długości około 75 cm do
zakrycia grobu, oraz gałęzi z listowiem do uszczelnienia luk między patykami, tak aby ziemia nie
przedostawała się do wnętrza grobu, kiedy zostaniesz zasypany.
6. Zacznij przykrywać otwór układając patyki na krzyż, jeden przy drugim, od tej strony, gdzie
będziesz miał stopy, dochodząc do ramion. Na patykach umieść gałęzie i liście, a na koniec przysyp je
dokładnie ziemią. Między patyki a ziemię można włożyć płótno czy inny naturalny materiał, aby ziemia
nie wpadała do środka grobu.
7. Teraz przygotuj się do wejścia. Najlepiej być niemal na czczo i zaspokoić wcześniej potrzeby
fizjologiczne. Dobrze jest napić się wody. Na rozgrzewkę można wykonać jakieś ćwiczenie na
świadomość szkieletu (ćwiczenia 19, 20, 21), albo odprawić jakiś osobisty rytuał związany z odejściem
z tego świata, jeśli celem ćwiczenia ma być przemiana.
8. Wejdź do grobu nogami do przodu przez otwór pozostawiony na wysokości ramion, uważając,
aby nie popsuć konstrukcji.
9. Gdy znajdziesz się w środku, zasłoń otwór przy pomocy specjalnie w tym celu pozostawionych
patyków, gałęzi, liści i ziemi. Może to też wykonać za ciebie asystent. W każdym razie musisz
zostawić lukę mniej więcej 10 cm na 10 cm, aby zapewnić dopływ powietrza. (Ale nie światła, gdyby
ćwiczenie to wykonywane było za dnia. Aby temu zaradzić, najlepiej pozostawić otwór na wysokości
stóp, a nad głową uszczelnić przykrycie całkowicie).
10. Zanurz się w tym doświadczeniu, aż nadejdzie czas, aby wyjść.
Oto kilka dodatkowych rad:
Każdy kolejny krok powinien być traktowany jak element rytuału, podczas którego wszelkie
czynności należy wykonywać w milczeniu, aby nie rozpraszać uwagi. Chodzi o to, abyś do
ostatniego etapu, położenia się w grobie, przystąpił w stanie wzmożonej świadomości.
Najlepiej byłoby, gdybyś położył się nago – zwłaszcza jeśli chodzi o wyleczenie się z choroby
ciała albo duszy – w takim przypadku należy unikać niskich temperatur. Trzeba wziąć
poprawkę na fakt, że pod ziemią jest chłodniej niż na powietrzu i panuje tam wilgoć. Jeśli
zajdzie konieczność wykonania tego ćwiczenia w zimnych warunkach, trzeba być ubranym i
zabrać ze sobą koc lub śpiwór.
Gdy będziemy zagrzebani, mogą się zdarzyć rozmaite rzeczy, ale nie możemy dopuścić, aby
ogarnął nas lęk. To, co na co dzień uchodzi za zjawisko niezwykłe – głosy, wizje, objawienia,
doświadczenia poza grobem, staje się normalne, gdy jesteś pochowany w Ziemi. Pogrzeb
wojownika to podróż, ale możesz być pewny, że to podróż tam i z powrotem. Zachowaj
trzeźwość i staw czoło temu, co się wydarzy. Pomoże ci w tym uwaga skupiona na
oddychaniu, albo śpiewanie pieśni mocy (albo układanie ich pod wpływem chwili).
Największa miłość wojownika
Dawaj upust swym uczuciom przez śmiech, płacz, śpiewanie, cokolwiek, czego będzie
domagać się ciało.
Czas pochówku może się różnić w zależności od uczestnika i okoliczności. Zwykle wystarcza
cały dzień lub cała noc. W razie konieczności, w miarę nabywania doświadczenia, można
czas spędzony w ziemi wydłużyć do 24 godzin lub więcej. Na okres przekraczający jedną
dobę należy zaopatrzyć się w pożywienie – suszone owoce, płatki zbożowe i wodę. Łączenie
pogrzebu wojownika z postem może się odbywać tylko pod ścisłym nadzorem ze strony
doświadczonej osoby.
Najlepszą porą na zakończenie ćwiczenia jest świt, w wyjątkowych sytuacjach również
zmierzch.
Jeśli wybierzesz pochówek nad powierzchnią Ziemi, zamiast kopać dół, zbierz patyki długości
mniej więcej 60 cm i na końcu rozwidlone, które będą służyć za podpórki dla patyków ułożonych w
poprzek. Drugim końcem wetknij je w ziemię. Po zbudowaniu klatki okryj ją gałęziami i liśćmi, a
następnie obsyp ziemią. Zostaw otwór na wejście na wysokości głowy.
76. Spotkanie z Ziemią
Może ono posłużyć za wstęp do pozostałych ćwiczeń omówionych w tym rozdziale, albo za ich
finał. Jego przedmiotem jest intymne przeżycie bliskości Ziemi, niczym połączenie dwojga istot, które
się kochają, ale długo były ze sobą w rozłące.
Do tego doświadczenia wybierz miejsce, które jest znane tylko tobie i pozostanie twoją tajemnicą
na zawsze. Możesz upatrzyć je sobie zawczasu albo po prostu wyruszyć i go poszukać, najlepiej
gdzieś daleko. Jeśli trzeba długo iść albo pokonać wzniesienia, aby do niego dotrzeć, tym lepiej.
Właściwie każde miejsce się do tego nadaje, ponieważ Ziemia nigdy nie odrzuci twojego zaproszenia.
Po przybyciu na miejsce, połóż się twarzą do Ziemi i obejmij ją. Musisz poczuć jej obecność i
pogrążyć się w niej. Potem przemów do niej, używając czułych słów. Wyraź swoją wdzięczność za to,
że odpowiedziała na twe wołanie, za to, że zawsze jest obecna. Wyjaśnij, z jakiego świata
przyszedłeś i dlaczego ją zapomniałeś. Zwierz się z samotnych chwil w życiu, kiedy o niej nie
pamiętałeś, kiedy odczuwałeś pustkę. Powiedz, jaki jesteś szczęśliwy z tego spotkania. Ofiaruj jej
jedną czy dwie czynności, które będą ci na co dzień przypominały o jej towarzystwie. A nade
wszystko, obiecaj, że już nigdy jej nie zapomnisz, że będziesz ją kochał, aż nadejdzie chwila, kiedy
ona znów przygarnie cię do łona i uwolni od wszelkich trosk.
Na koniec ucałuj ją i wróć do swego świata, zanurzony w jej sekretnym, miłosnym uścisku...
Wstecz / Spis treści

Posłowie

Na zakończenie niniejszej pracy chciałbym podzielić się z czytelnikiem kilkoma uwagami,


stanowiącymi uzupełnienie wcześniej przedstawionego materiału. To, co w niej ująłem, stanowi jeden
z przewodnich wątków mej pracy badawczej i zespołowej. Nie obejmuje całości mojej działalności.
Od dwunastu lat równolegle prowadzę warsztaty i badania w oparciu o nową formę antropologii,
którą nazywam anty-antropologią. Otwiera ona nowe możliwości w dziedzinie psychologii i
psychoterapii. Ważnym jej elementem są kontakty z naturą i coś, co ośmieliłbym się nazwać
psychologią Tolteków. Anty-antropologia zakłada o wiele bardziej holistyczne widzenie człowieka, niż
dopuszcza to nasze wysoko rozwinięte społeczeństwo.
Praca z zespołem była swoistym poligonem doświadczalnym dla wyników, jakie zbierałem w
czasie prowadzonych studiów, i w rezultacie sama stała się kolejnym aspektem mej pracy badawczej.
W ten sposób jeden obszar mojej działalności zasilał drugi.
Nie chcę w tym miejscu wdawać się w szczegóły dotyczące celów i metodologii prowadzonych
przeze mnie badań. Nie jest to rozprawa teoretyczna, lecz poradnik. Skierowany jest nie do
teoretyków czy wyspecjalizowanych badaczy, lecz do poszukującej jednostki, która pragnie poznać
nowe możliwości doświadczenia, wiedzy i wolności, tak dalece, że nie zadowala się samym
myśleniem, wyobrażaniem, rozprawianiem, lecz dojrzała do tego, aby zacząć ze sobą
eksperymentować. W centrum mej pracy badawczej i zespołowej jest, oczywiście, człowiek i jego nie
odkryte możliwości. Zadaję sobie podobne pytania co każdy człowiek w obliczu własnej śmiertelności:
Kim jesteśmy? Z czego się składamy? Dlaczego jestem nieszczęśliwy? Czy muszę naśladować
innych? Czy mam wybór? Czy istnieje jakaś alternatywa? Czy jest inna rzeczywistość?
W zetknięciu z innością przekonałem się, że istnieje alternatywa i inny sposób życia. Naprawdę
możemy wybrać dla siebie świat i życie odpowiadające naszym duchowym aspiracjom. Nie twierdzę,
że to łatwe. Mówię, że to jest możliwe. Mówię tak dlatego, że sprawdziłem to na sobie. Prawdą jest, że
osiągnięcie tego wymaga zerwania z wieloma utartymi koncepcjami, przejętymi od społeczeństwa i
odzyskania obszarów naszej istoty, które społeczeństwo każe nam zapomnieć. Jak powiedział don
Juan, w każdym z nas kryje się czarownik (VII-210), za którym ukradkiem tęsknimy. Tęsknimy za
magią, tajemnicą i wolnością, jaką uosabia czarownik.
Moja ciekawość poznania ludzkich istot i ich możliwości skłoniła mnie do zajęcia się antropologią;
kontakt z rdzennymi plemionami Ameryki sprawił, że zwróciłem się ku anty-antropologii, z zamiarem
zmienienia siebie, a nie ich. Tam też odkryłem, że obraz człowieka w psychologii i psychoanalizie jest
bardzo ograniczony, podczas gdy Indianie posiedli wiedzę na temat aspektów świadomości, o jakich
współczesnej nauce się nie śniło. W oparciu o tę wiedzę można by opracować różne formy terapii,
czasem nazywane etnoterapią.
Bliskie obcowanie z przyrodą w różnych jej przejawach – zwłaszcza z górami, drzewami i morskimi
ssakami – nauczyło mnie, że nie ma lepszego nauczyciela i uzdrowiciela niż natura. Z czasem
spostrzegłem, że materiału i doświadczeń nagromadziło się tyle, że mogłaby z nich powstać książka,
która wniosłaby coś nowego do nauki o człowieku w ogóle, a szczególnie antropologii, psychologii i
psychoterapii. W prowadzonych przeze mnie zajęciach zespołowych brali udział młodzi, poszukujący
ludzie, twórcy i specjaliści w dziedzinach, o które ja również się ocierałem, po to, aby wzbogacić swoją
wiedzę. Przekonanie, że wyniki moich prac mogą przynieść szersze korzyści – podobnie jak ja
korzystałem z dorobku innych – zaważyło ostatecznie na podjęciu przeze mnie decyzji o przelaniu
moich odkryć na papier.
Obfitość zgromadzonych informacji, faktów i doświadczeń – bardzo różnorodnych – domagała się
nie jednej, lecz wielu prac książkowych.
Postanowiłem, że na pierwszy ogień pójdzie dziedzina mojej działalności związana z dorobkiem
Carlosa Cas-tanedy. Praktyczne zastosowanie jego propozycji – w połączeniu z moimi
doświadczeniami wyniesionymi z pobytu wśród Indian – zajmowało ważne miejsce w mojej
działalności. Mam nadzieję, że w ten sposób trafię do niespokojnych poszukiwaczy, którzy inaczej z
tymi doświadczeniami nigdy by się nie zapoznali. Przedstawiony materiał obejmuje podstawy tych
ćwiczeń, które mogą być wykonywane w pojedynkę, aby wesprzeć "samotnego wojownika" w jego
dążeniu do wiedzy.
Pracuję obecnie nad trzema innymi książkami. Pierwsza stanowić będzie rozprawę o przydatności
poczynionych przeze mnie odkryć w dziedzinie antropologii, psychologii i psychoterapii. Druga
traktować będzie o mych doświadczeniach i metodach pracy z grupami kontaktowymi, a także o ich
zawiązywaniu i rozwijaniu. Trzecia zajmować się będzie doświadczeniami poetyckimi (w najszerszym
znaczeniu tego słowa), które stały się udziałem prowadzonych przeze mnie zespołów. Znajdą się w
niej nie tylko chwile zadziwiającej magii, ale również opowiadania, wiersze i piosenki zrodzone w
gorącej atmosferze spotkań.
Posiadam też materiały bardziej specjalistyczne, adresowane do osób zainteresowanych
tworzeniem i koordynowaniem zespołów.
Jeśli pragniesz dowiedzieć się czegoś więcej o dowolnym aspekcie mej działalności, zgłoś się na
organizowane co jakiś czas kursy, seminaria czy warsztaty, albo napisz:
Victor Sanchez
Apartado Postal No. 12-762
C.P. 03001
Mexico, D.F.
Mexico