Vous êtes sur la page 1sur 78

04

9 771895 397803

ISSN 1895-3972

KWARTALNIK q 4 (11) 2008

cena 4 zł

Witamy w Tygrysowicach! 19
Natalka Śniadanko

Kosmaczne jaja, s. 13

(w tym 0% VAT) Nr ind. 219436

Mariusz KOŚCIUK

PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY 4 (11) 2008

Marzyciele
Stary unicki cmentarz nieopodal Dubiecka.
Mur, kilka przedwojennych nagrobków i resztki cmentarnej kapliczki

Na tropach Traków,
czyli rzeszowscy
archeolodzy
nad dolnym Dunajem

70

Europa bez granic.
Nowa żelazna kurtyna?

Lud Traków jest po Indach największy
ze wszystkich ludów. I gdyby miał jednego
pana lub byłby jednomyślny, byłby moim
zdaniem niezwyciężony i bezspornie najpotężniejszy ze wszystkich.

4

Terespol, Polska – kilka zbłąkanych psów
i grupa kobiet ze złotymi zębami walczą o promień popołudniowego światła ogrzewający róg
podniszczonej poczekalni kolejowej.
Białorusinki zajmują się przemytem i nawet
tego nie ukrywają. Są zajęte nakładaniem kolejnych warstw ubrań – to przygotowanie do
codziennej walki z celnikami.

9

Kwartalnik
jest wydawany
dzięki dotacji
z budżetu
Ministerstwa
Kultury
i Dziedzictwa
Narodowego.

Europa Środkowo-Wschodnia

ISSN 1895-3972

KWARTALNIK q 4 (11) 2008 

  

Iwona FLORKIEWICZ, Tomasz BOCHNAK, Na tropach Traków,
czyli rzeszowscy archeolodzy nad dolnym Dunajem ........................................................ 4
Tom HUNDLEY, Europa bez granic. Nowa żelazna kurtyna? ........................................ 9
Wojciech KALINOWSKI, Kosmaczne jaja . ........................................................................ 13

cena 4 zł
(w tym 0% VAT) Nr ind. 219436

literatura

Witamy w Tygrysowicach! Spotkanie z Natalką Śniadanko ....................................... 19
Andrzej SKIBNIEWSKI, Pocztówki z lektury: Rumuńskie memento . ....................... 44

sylwetki

Witamy w Tygrysowicach!

Zenon ANDRZEJEWSKI, Lwowski Cicero ........................................................................ 34

Natalka Śniadanko

OkŁadka:
Natalka ŚNIADANKO,
Fot. Mariusz KOŚCIUK

muzyka

Wojciech KALINOWSKI, Nad i bez jazz ............................................................................. 39

płyty

Piotr BAŁAJAN, AC/DC, Duff McKagan’s Loaded, Lordi . ............................................. 43

książki

Jacek DROZDOWSKI, Jean-Marie Gustave Le Clézio, Urania . ..................................
Monika MAZIARZ, Sándor Márai, Sindbad powraca do domu ..................................
Joanna KORPAL, Siergiej Łukjanienko, Czystopis ........................................................
Paweł Tomasz KOZIOŁ, Jakub Żulczyk, Radio Armageddon . .....................................
Anna GIGOŃ, Dorota Masłowska, Między nami dobrze jest .......................................
Ewelina KASPERSKA, Marija Knežević, Ekaterini .......................................................
Agnieszka KORNIEJENKO, Jonathan Littell, Łaskawe ................................................

4

Kosmaczne jaja, s. 66

wydawnictwa

Janusz POLACZEK, O nowych publikacjach o tematyce napoleońskiej ................... 27
Zdzisław SZELIGA, Jak to za księżnej Anny bywało . ..................................................... 56

Wydawca:
Przemyska Biblioteka Publiczna

48
49
50
51
52
53
54

im. Ignacego Krasickiego
ul. Juliusza Słowackiego 15
37­-700 Przemyśl
tel. centrala: (016) 678 39 60, 678 62 87,
678 36 52, 678 35 82, w. 31
tel./fax: 678 62 91
e-mail: ppk@biblioteka.przemysl.pl

fotografie

www.redakcja.pbp.webd.pl 

Zdjęcia z dawnego Dubiecka ............................................................................................... 57

felietony

Zespół redakcyjny:
Andrzej JUSZCZYK,
Wojciech KALINOWSKI (sekretarz redakcji),
Paweł KOZIOŁ (redaktor naczelny),
Monika MAZIARZ (adiustacja i korekta),
Andrzej SKIBNIEWSKI.

Zdzisław SZELIGA, Spacerki osobiste: Broda Wilhelma i umierające tablice ........ 64

wystawy

Jacek SZWIC, Każde zdjęcie jest historią . ....................................................................... 66

plastyka

Jacek KAWAŁEK, Nowe ramy Obrazu... ........................................................................... 68

Redaktor techniczny
i opracowanie graficzne: Mariusz Kościuk.

społeczeństwo

Olga HRYŃKIW, Marzyciele ................................................................................................. 70

odnotowano ......................................................................................................................

O nowych
publikacjach
o tematyce
napoleońskiej

Wersja elektroniczna:
Henryk LASKO.

76

Rumuńskie
memento

Legenda napoleońska jest tym
obszarem narodowej świadomości,
który w przeciągu ostatnich dwóch
stuleci (i to mimo ewoluowania jej
kształtu) uwydatniał jeden z podstawowych polskich kompleksów
– liczenie na cudownego zbawcę,
wyzwoliciela i obrońcę, słowem
– rachowanie na Opatrzność niwelującą skutki naszych przywar i głupoty, a nagradzającą cierpienia.

27

Tym, co szczególnie mrozi
krew w żyłach, kiedy mowa
o rzezi w Bukareszcie, jest
absolutnie bestialskie okrucieństwo, z jakim działo się to
wszystko. Przenika ono nawet
suche sformułowania oficjalnego komunikatu, w którym przed
kilkoma dniami obwieszczono,
że w lesie Jîlava zamordowano
93 osoby (ostatni eufemizm dla
określenia Żydów – „osoby”)
21 stycznia, we wtorek w nocy.

44

Współpracownicy:
Małgorzata ARGASIŃSKA, Piotr BAŁAJAN,
Janusz CZARSKI, Jacek DROZDOWSKI,
Katarzyna DZIERŻAWIN, Adam ERD, Anna GIGOŃ,
Olga HRYŃKIW, Adam JAREMKO, Ewelina KASPERSKA,
Jacek KAWAŁEK, Joanna KOCIUBA,
Agnieszka KORNIEJENKO, Joanna KORPAL,
Paweł Tomasz KOZIOŁ, Małgorzata MYSZKA,
Janusz POLACZEK, Olga Hanna SOLARZ, Zdzisław SZELIGA.
Instytucje współpracujące:
•Agencja Rozwoju Przemysłu SA – Oddział w Krasiczynie –
Zespół Zamkowo-Parkowy w Krasiczynie,
•Arboretum i Zakład Fizjografii w Bolestraszycach,
•Centrum Kulturalne w Przemyślu,
•Galeria Sztuki Współczesnej w Przemyślu,
•Muzeum Historyczne w Sanoku,
•Muzeum Narodowe Ziemi Przemyskiej w Przemyślu,
•Muzeum-Zamek w Łańcucie,
•Państwowa Wyższa Szkoła Wschodnioeuropejska w Przemyślu,
•Przemyskie Centrum Kultury i Nauki „Zamek”.
Druk:
Drukarnia „Papirus”
ul. Spytka z Jarosławia 11
37-500 Jarosław.
Redakcja zastrzega sobie prawo dokonywania skrótów
oraz zmian tytułów zamieszczanych tekstów 

a pojedyncze importy1 są spotykane nawet na ziemiach polskich. których fragmenty przywołujemy powyżej. Gdy w V wieku przed Chrystusem Herodot kreślił opisy. Oto poznany kilka lat temu archeolog z muzeum w Braîla. Jednym z nich jest getycki kompleks osadniczy w rejonie dzisiejszej wioski Celic Dere w północnej Dobrudży.EUROPA ŚRODKOWO-WSCHODNIA Na tropach Traków. Homer w Iliadzie wiele miejsca poświęca trackiemu królowi Rezosowi. zamieszkująca mikroregion osadniczy u zbiegu niewielkich rzek Celic i Telia. na krańcach terytorium zajmowanego przez plemiona trackie. i Tomaszem Bochnakiem. ludność getycka. na jakiejś konferencji rzuca pomysł: A może udałoby się pracować razem na jakimś stanowisku w Rumunii? Na cmentarzysku albo na osadzie obronnej? Propozycja kusząca. Gdy po trzech tygodniach pracy wracaliśmy do Polski. rumuńska wyprawa zdawała się nam splotem szczęśliwych zbiegów okoliczności i uśmiechów losu. Najbogatsze królewskie i książęce pochówki kultury trackiej występują na terenie dzisiejszej Bułgarii. sojusznikowi Trojan. oraz jego wspaniałym wierzchowcom. od około stu lat użytkowała nekropolę usytuowaną na stromym wzniesieniu górującym nad rzeczką Telia. Tomasz BOCHNAK Trakowie to ogólna nazwa ludów. który został znaleziony poza strefą jego pierwotnego występowania. a następnie z Rzymianami.  PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . Z Tracji mieli pochodzić mityczny Orfeusz oraz Spartakus. Plemiona trackie wchodziły w bliskie relacje z Grekami i Celtami. zwłaszcza dla Iwony. czyli rzeszowscy archeolodzy nad dolnym Dunajem Iwona FLORKIEWICZ. adiunktem IA UR. Od lat osiemdziesiątych XX wieku wspomniany mikroregion był badany przez archeologów rumuńskich. Okoliczne osady przypuszczalnie znajdowały się wzdłuż szlaku wiodącego ku brodowi na Dunaju oraz rzeczki Celic. a w ubiegłym roku po raz pierwszy zawitali tam Polacy: dziesiątka studentów Instytutu Archeologii Uniwersytetu Rzeszowskiego (IA UR) wraz 1 Pozostałości fortyfikacji osady obronnej w rejonie Celic Dere z piszącymi te słowa: Iwoną Florkiewicz. przywódca powstania niewolników w Italii w I wieku przed Chrystusem. Oddziaływania trackie sięgają daleko na północ. zdaniem Herodota najmężniejsi i najsprawiedliwsi wśród Traków. jednak Rumunia również jest pełna niezwykle interesujących stanowisk archeologicznych. które w I tysiącleciu przed Chrystusem zajmowały wschodnią i centralną część Półwyspu Bałkańskiego. Valeriu Sîrbu. doktorantką. Dorzecze dolnego Dunaju zamieszkiwali wówczas Getowie. Importem nazywamy zabytek typowy dla danej kultury.

V. 3. Niestety. więc od wszystkich. znacznie przekraczała kwotę ście kursują.niezwyciężony i bezspornie najpotężniejszy ze biera się do Rumunii. Dojebilety relacji Tarnów–Tulcza (Tulcea) na Słowacji chaliśmy jednak szczęśliwie i ochoczo zabraliśmy się  KWARTALNIK q 4 (11) 2008 .Tomasz BOCHNAK L która interesuje się oddziaud Traków jest po Indach największy ze i były one ponad dwukrotływaniami dackimi na ziewszystkich ludów. Władze Instytu. byłby moim zdaniem w Polsce. cena. za jące w międzynarodowych jaką PKP były skłonne dorozkładach jazdy rzeczywiwieźć nas na miejsce. bo my zbyt zawierzyliśmy internetowi dofinansowania przyznanego nam przez uczelnię. Postrony organizacyjnej dość winien też sprawdzić. że ostatni odcinek podróDzięki pomocy jednego ze studentów kupiliśmy ży musimy pokonać inaczej niż planowaliśmy. Dzieje. Jeżeli ktoś wyrzymskim. czy szybko udało się wszystko Herodot. I gdyby miał jednego pana nie tańsze niż te dostępne miach polskich w okresie lub byłby jednomyślny. i w Bukareszcie okazało się. potu nam sprzyjały. winien o tym pamiętać. tłumaczył Seweryn Hammer wszystkie pociągi figuruzałatwić.

Na liczącym blisko sto grobów cmentarzysku w Celic Dere stosowano zróżnicowany obrządek pogrzebowy. Był koniec września. gdzie złożono zdekompletowane szczątki ludzkie. będące połączeniem teodolitu i dalmierza. w bezpośrednim sąsiedztwie zmarłego. czasami wyłożonej wapiennymi płytami. a następnie spalone szczątki kości wybierano. Dodatkowe wyposażenie grobu znajdowało się z reguły w pobliżu naczynia. Dotychczas nie odnaleziono miejsc ciałopalenia. Kurhany miały konstrukcje kamienne. paciorki w obrębie klatki piersiowej. Do tego wyspecjalizowane odbiorniki GPS. I tak.. lusterka w pobliżu kości ręki. – po prostu bajecznie! Wykopaliska były niezwykłe. lub takie. a zachowana wysokość z reguły Ruiny Histrii nie przekracza 2 metrów. w okolicznych winnicach rozpoczynało się winobranie. myto i umieszczano w ceramicznej popielnicy bądź wsypywano bezpośrednio do jamy grobowej. wiadra i tym podobne akcesoria) był w nie najlepszym – oględnie mówiąc – stanie. Nie zaobserwowano dominujących tendencji w orientacji grobów. Z jednej strony na wykop jeździliśmy konnymi wozami (jeden z nich miał koła ze szprychami). a podstawowy sprzęt do pracy (łopaty. które dzięki odpowiedniemu oprogramowaniu umożliwiają między innymi dokonywanie seryjnych pomiarów i tworzenie na ich podstawie rysunków). W niektórych przypadkach spotykamy pochówki cząstkowe. Imponujący ekwipunek! Wraz z Valeriu oraz Madi i Danem. Zdecydowanie dominuje inhumacja. szpachelki. gdzie składano dwa niespalone ciała. w jednym z grobów archeolodzy rumuńscy odkryli jedynie kości stopy. a jest to sprzęt nieczęsto spotykany w Polsce. Zmarłych najczęściej układano na plecach lub na boku. Popielnica była często obkładana dodatkowymi kamieniami. a następnie wydzieloną w ten sposób przestrzeń wypełniano drobniejszymi kamieniami tworzącymi płaszcz kurhanu. Uzbrojenie oraz części rzędu końskiego składano z boku. gdzie szkieletowi towarzyszą spalone szczątki drugiego zmarłego. Najczęściej na ich obwodzie wkopywano duże głazy (do 1 m3). a także z kilkoma robotnikami odsłanialiśmy kamienny płaszcz kurhanu oraz dokumentowaliśmy wcześniej odkryte groby. z rękami pod głową i z podkurczonymi nogami. Niektóre z pochówków są przykryte kurhanami. Średnica kurhanów waha się od około 3 do 20 metrów. cyfrowe lustrzanki z szerokokątnymi obiektywami. Na cmentarzysku w Celic Dere występują też groby podwójne. czyli składanie do ziemi niespalonych ciał. Z drugiej strony w Celic Dere mieliśmy okazję zetknąć się z zaawansowanymi technikami badań.. sztychówki. U stóp zmarłych składano gliniane naczynia (zapewne pierwotnie zawierające żywność). Opisane zróżnicowanie obrządku pogrzebowego nie ma związku ani z bogactwem wyposażenia pochów-  PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . które mogą być wynikiem pradziejowej działalności człowieka) oraz dwa tachimetry (urządzenia znane również pod nazwą Total Station. laptopy. w dodatku z palcami przywalonymi wielkim głazem. czyli takie. parą archeologów z Bukaresztu. ciepło. W przypadku ciałopalenia kremacji dokonywano na stosie. Na wyposażeniu kilkunastoosobowej ekspedycji był gradiometr (przyrząd do mierzenia anomalii magnetycznych gruntu. a inne nie. Ozdoby i części stroju leżały w miejscach pozwalających na odtworzenie sposobu ich noszenia: zapinki w okolicach obojczyków.do pracy.

ani z ich chronologią. i trudno stwierdzić. Wśród elementów Skojarzenie z uhonorowanym Nagrodą Literacką „Nike” zbiorem esejów Jadąc do Babadag jest całkiem prawidłowe. przede wszystkim kultury scy- 2 tyjskiej i klasycznej kultury greckiej. W najstarszej fazie rozwoju cmentarzyska widoczne są też wpływy tak zwanej kultury Babadag.  KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . rozwijającej się w Dobrudży na przełomie II i I tysiąclecia przed Chrystusem2. nazwa kultury archeologicznej pochodzi od stanowiska położonego w granicach miasta opisywanego przez Andrzeja Stasiuka. co leży u jego podłoża. Być może jest to odzwierciedlenie niejednorodności etnicznej populacji użytkującej nekropolę. W czasie użytkowania cmentarzyska w Celic Dere Scytowie zajmowali lewy brzeg dolnego Dunaju i stopniowo przenikali na południe.Marcel BOGDAN ków. lecz tego rodzaju wnioski zawsze muszą być formułowane z najwyższą ostrożnością. Znaleziska z Celic Dere wykazują wpływy różnych kręgów kulturowych.

Mieliśmy okazję poznać zarówno najstarszą historię. W martyrium natrafiono na szczątki męczenników. Nasz niezawodny przewodnik dowiózł nas także do wioski Mila 23 nad Starym Dunajem (Dunarea Veche). z ruinami domów. opatrzone stemplami datowanymi na koniec III wieku przed Chrystusem. W górnej części martyrium złożono Zotikosa. W najmłodszych pochówkach znajdują się fragmenty amfor z Rodos. założona w połowie VII wieku przed Chrystusem. kiedy to Histria została zniszczona przez Gotów. W Celic Dere odkryto fragmenty amfor z Chios i Thasos. jeść sarnale cu foi de vita (to rumuńska wersja dolmadakia. typowe dla koczowników z terenu dzisiejszej Ukrainy (notabene identyczne są spotykane na ziemiach polskich). a także ośrodek kultu. a także szklane paciorki. Spotykamy też płaskie. znana jako ikona. Kolejnym elementem uzbrojenia pochodzenia wschodniego są akinakesy – rodzaj sztyletów bądź krótkich mieczy. to Tulcza jest świetnym miejscem wypadowym. gdzie Dunaj wpływa do Morza Czarnego. Zabytki pozyskane podczas badań archeologicznych w tym starożytnym mieście można oglądać na stałej ekspozycji w budynku muzeum. szczególnie w strefie północnopontyjskiej oraz na terenach lasostepu. że jesienią 2009 roku znów zagościmy w Rumunii. których imiona do dzisiaj są czytelne na ścianie grobowca. Planujemy. był to bowiem najniżej położony bród na Dunaju. świątyń. by dokończyć eksplorację kurhanu. z dorzecza Dniepru i środkowego Dniestru. Na początku XIX wieku spłonął. naczynia w typie kantarosu. można też podziwiać odsłonięte fragmenty bramy wjazdowej. Jednym z nich są pozostałości rzymskiego miasta Noviodunum. jak i przyrodę tego regionu. Wynajęliśmy tam motorową łódkę ze sternikiem. Poznanie tak różnorodnego regionu Rumunii. Mimo jesiennej już pogody zdecydowaliśmy się nawet na zamoczenie stóp w morzu w miejscowości Mamaia. W połowie XIX stulecia osadzono tu mniszki i obecnie jest to klasztor żeński. było dla nas niezapomnianym przeżyciem. który był jednocześnie naszym przewodnikiem po kanałach delty. Zanim na początku XX wieku uregulowano ramię Suliny (jednego z trzech głównych ramion Dunaju). Nawet dzisiaj widoczne są zarysy fortyfikacji osady. Zatrzymaliśmy się także na dłużej w Babadag. Nasz pobyt w Dobrudży to jednak nie tylko wykopaliska. nadając mu wezwanie Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Znajduje się tutaj jeden z ważniejszych klasztorów w Dobrudży. zachowując swój grecki charakter. W jednym z grobów znaleziono ponad sto grocików. Obecna Istria to skansen archeologiczny. typowe dla ludów znad rzeki Taśmin. czyli dawna Histria. Dwa kolejne ciała pochowano w dolnej jego części i pozostają bezimienne. Attalosa. czyli gołąbków w liściach winogron) i spędzać miłe wieczory wspólnie z Valeriu. jakim jest Dobrudża. Z kolei w nieodległej miejscowości Niculiel zwiedziliśmy pozostałości bazyliki i wczesnochrześcijańskiego martyrium. Camasisa i Philipposa. Sprawdziliśmy i polecamy. co wskazuje jednoznacznie. Sąsiedztwo helleńskich kolonii na nieodległych wybrzeżach Morza Czarnego znalazło wyraz w importach i naśladownictwach ceramiki greckiej. wybrano przede wszystkim ze względów strategicznych. q  PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . to właśnie tamtędy pływały statki w górę rzeki.kultury scytyjskiej. jednak szybko go odbudowano. Ze względów archeologicznych najciekawszym dla nas miejscem była jednak Istria. nie zobaczyliśmy również samego morza. Również w samym Celic Dere. a także budowli publicznych oraz fragmentami murów obronnych. by zwiedzić meczet Gazi Ali Paszy z 1610 roku oraz muzeum z cenną kolekcją tureckich eksponatów. jest miejsce godne zobaczenia. jednak sprawna odbudowa spowodowała. należy wymienić trójlistne brązowe grociki strzał. obecnych na badanym przez nas stanowisku. Jeśli akurat jesteście w Dobrudży i planujecie wycieczkę do Delty Dunaju. Morze Czarne zobaczyliśmy podczas wyprawy do Konstancy. Była to najstarsza grecka kolonia na zachodnim wybrzeżu Morza Czarnego i jedna z najstarszych w całym basenie tego morza. gdzie znajdowała się nasza baza. Nie dotarliśmy wprawdzie do miejsca. jednak wycieczka po niezliczonych kanałach delty przyniosła nam niezapomniane wrażenia. kolonia Miletu. niedaleko dzisiejszej miejscowości Isaccea. jakie mieliśmy okazję podziwiać. która sama się czyści. nie trzeba było jechać tak daleko. Jednak żeby zobaczyć coś ciekawego. Również w najbliższej okolicy Celic Dere i Tulczy znajdują się bardzo interesujące i warte zwiedzenia miejsca. W czasach rzymskich Noviodunum było bazą dla floty dolnego Dunaju. popularnych wśród ludów koczowniczych. W cerkwi znajduje się cudowna ikona Chrystusa. że zmarłego pochowano z kołczanem pełnym strzał. natomiast krypta grobowa jest od niej nieco starsza i pochodzi z 2 połowy IV wieku. Madi i Danem. Przejściowy upadek nastąpił w III wieku po Chrystusie. w którym założone zostało miasto. chociaż mieliśmy okazję jedynie pobieżnie zapoznać się z bogatą historią i kulturą tej krainy. pelikany i inne). Sama bazylika wzniesiona została pod koniec IV wieku. żelazne siekiery z bocznymi skrzydełkami. że miasto odzyskało swoją świetność i funkcjonowało do VII wieku. gdzie można zobaczyć znaczną część antycznego miasta z zachowanym układem ulic. założony pod koniec XVIII wieku przez mnichów przybyłych z Góry Atos. W VI–V wieku przed Chrystusem Histria stanowiła bardzo ważne centrum rzemieślniczo-handlowe. leżącego nad samym Dunajem. W okresie rzymskim miasto nadal funkcjonowało. kormorany. Miejsce. ale przede wszystkim o niezliczone gatunki ptaków (czaple. Nie chodzi tu tylko o krajobrazy.

które zlikwidowały wewnętrzne kontrole graniczne w zachodniej części Unii Europejskiej. około milion pozostało.   Po upadku ZSRR w 1994 roku społeczności rozdzielone tą granicą zaczęły się znów zrastać. Współczesna idea granic narodowych to europejski wynalazek eksportowany na cały świat. Pod pewnymi względami ta granica stała się nową żelazną kurtyną. względnie pokojowej Europie granice pozostają niebezpiecznymi miejscami. Tak zwaną strefę Schengen powiększono w grudniu ubiegłego roku. Albo o Cyprze. którzy nie mają.3 miliona Polaków przesiedlono stamtąd do Polski północnej i zachodniej. mniej trafnie. Są zajęte nakładaniem kolejnych warstw ubrań – to przygotowanie do codziennej walki z celnikami. Wzdłuż wschodniej granicy Unii niektórzy zaczęli nazywać nową linię podziału murem Schengen bądź. Słowację. tyle że podział nie jest już ideologiczny – oddziela ona po prostu bogatych od biednych. Czechy. wszechobecności granicy nie da się nie zauważyć. włączając do niej Polskę. na wschodnim pograniczu Polski ciągnącym się wzdłuż Bugu. Pomyślcie o Kosowie. gdzie te granice zostaną narysowane. To nie była intencja Schengen.  Schengen oznacza tu całą serię porozumień z 1995 roku. Litwę. Polska – kilka zbłąkanych psów i grupa kobiet ze złotymi zębami walczą o promień popołudniowego światła ogrzewający róg podniszczonej poczekalni kolejowej. lecz po stronie białoruskiej nadal składa się z zelektryfikowanych ogrodzeń. Obecnie granica po stronie polskiej może być „inteligentna”. Polska. Białorusinki zajmują się przemytem i nawet tego nie ukrywają. nową żelazną kurtyną. kogo zatrzymują. którzy mają. Po wojnie 2. tworzący źródła konfliktów i przelewu krwi prawie wszędzie. Estonię. Nowa żelazna kurtyna? * Tom HUNDLEY Przełożył Paweł Tomasz KOZIOŁ Terespol. która izoluje Unię od jej biedniejszych sąsiadów. Lecz prawie równie istotny był tu rozwój Unii Europejskiej i jej zaangażowanie w kwestię swobodnego ruchu ludzi przez granice 27 państw członkowskich. To była – i nadal jest – granica Stalina. związana z Europą Zachod-  KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . Słowenię i Maltę.   Ostatnio wiele się mówi o Europie bez granic – lecz w tej jej części. monitoringiem satelitarnym. Handel transgraniczny rozkwitł i zaczął ożywiać gospodarkę po obu stronach. ceną za utworzenie tej wyjątkowej strefy wolnego ruchu było stworzenie twardej granicy zewnętrznej. Pierwszy impet jej transformacji wynikał z upadku komunizmu oraz demontażu żelaznej kurtyny i muru berlińskiego. i co chronią w obrębie tych granic. od tych. Nawet w dzisiejszej. Zamiast tego wolą mówić o inteligentnej granicy. w Terespolu. najnowszej wrogiej granicy w Europie. Polacy i Białorusini czują do siebie naturalną sympatię. Unijni urzędnicy krzywią się na wzmiankę o żelaznej kurtynie. od granicy między Polską a Białorusią wciąż wieje chłodem zimnej wojny.  Granice to sposób. tych. lecz jeden z głównych efektów ubocznych – powiedział. Węgry. historyka z Yale. W dodatku do powstania po 1989 roku więcej niż 8000 mil nowych granic narodowych (większość z nich we wschodniej połowie Europy) samo rozumienie pojęcia granicy uległo głębokim przemianom. bankami danych biometrycznych i innymi technologicznymi zabawkami – ale tu.EUROPA ŚRODKOWO-WSCHODNIA Europa bez granic. w jaki definiują się narody – kogo wpuszczają. dołączył go do Białorusi i nigdy nie zwrócił. wieżyczek obserwacyjnych i strażników o kamiennych twarzach. Łotwę. Za życia poprzedniego pokolenia europejskie granice zmieniły się radykalnie. Na początku II wojny światowej sowiecki dyktator zajął szmat wschodniego terytorium Polski. Nadal są one najbardziej dotykalnym symbolem suwerenności i bezpieczeństwa.        Według opinii Timothy’ego Snydera. zabezpieczonej kamerami na podczerwień.

często pomagała kobietom ze stacji transportować różne dobra przez granicę. nawet jeżeli żyjemy na Białorusi.  Ich skromna przedsiębiorczość jest jednak tłumiona przez Wiktora Łukaszenkę. A jeśli ktokolwiek jechał pomagać na Białoruś. Dla nas to koniec – mówi Ludmiła. Teraz jednak czujemy się odcięci od Polski i od reszty Europy. Pod jego władzą białoruska gospodarka cofnęła się o całe lata. a przy okazji zwierzchnika Brzeskiej Obłasti leżącej przy granicy z Polską. Po jego ukończeniu znalazła pracę w Siedlcach. lecz tragedią Białorusi było to. chcą. jedna z kobiet z dworca w Terespolu. 24-letnia księgowa. którym powodzi się stosunkowo dobrze. kobiety z dworca ubierają na siebie tyle warstw ubrań. w którym można lepiej żyć. ryzykując spotkanie z celnikami. Od grudnia. Razem z pozostałymi próbuje żyć z handlu. Młodszy Łukaszenka zarządził. która z obawy przed rządem nie chciała ujawnić nazwiska.nią. „Ruski” bazar w Przemyślu  W Polsce łatwiej jest znaleźć pracę i mieszkanie. Wkrótce natrafią jednak na przeszkodę większą niż małoduszne dekrety młodego Łukaszenki. że wpadła pod panowanie Aleksandra Łukaszenki. zawsze była bogatsza. Póki co Ludmiła i pozostałe kobiety wjeżdżają do Polski na swoich starych wizach. Nawet na Białorusi nie da się za to żyć – mówi Ludmiła. którego nie potrafimy się pozbyć. Zawsze patrzyliśmy na Polskę jako na miejsce. wyciągi z rachunków bankowych. by je przemycić na Białoruś i tam sprzedać. ale zapłacą ci najwyżej 100 dolarów miesięcznie. Wracając na Białoruś.   By obejść te restrykcje. Ostatnio wszystkich 10 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . ile tylko mogą – czasami wkładając między nie jakieś drobiazgi – nim wsiądą w pociąg. wypełniając walizki i plastikowe kosze na śmieci tanimi ubraniami i innymi rzeczami kupionymi w Polsce. rządzącego w starym. zasady Schengen stanowią poważną barierę. to zwykle też był z Polski – mówi. który będzie rządził przez kolejne 60 lat.   Znaleźć w kraju pracę nie jest trudno. wykształconą na polskim uniwersytecie. którym kończy się termin ważności.  Nasz prezydent. jest Polką z Białorusi.  Będą one znacznie droższe – około 100 dolarów za jedną podróż – i będą wymagać znacznie więcej papierów. Część kobiet wykonuje 2-3 takie kursy dziennie.  Ania ma studencką wizę na 10 lat. sowieckim stylu. wliczając w to dokumenty podatkowe. Potem będą się musiały starać o nowe wizy do strefy Schengen. kiedy Polska przystąpiła do strefy Schengen. Teraz już tego nie robi. W domu zawsze zachowywaliśmy polskie tradycje – mówi Ania. oddalonych od białoruskiej granicy o około 90 km. lecz dla jej rodziny odwiedzanie jej w Polsce stanie się wkrótce trudne. zobowiązała się do znacznie ostrzejszych kontroli granicznych. która również prosiła o nieujawnianie nazwiska. by uniknąć problemów na Białorusi. Ja i moja rodzina czujemy się Polakami. syna prezydenta i jego potencjalnego następcę. aby wszyscy na Białorusi byli biedni – narzeka Ludmiła. Zatrzymując się w Terespolu. dzięki której może swobodnie jeździć tam i z powrotem. Ania zwykle korzysta z pociągu. Ania. potwierdzenie zatrudnienia i zaproszenie od partnerów handlowych w Polsce. i jego syn. że za jednym przejazdem można importować najwyżej trzy sztuki ubrań.    Nawet dla tych.

11 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . analityk z londyńskiej grupy Chatham House. Czy wobec rosnącej w siłę  i coraz bardziej autokratycznej Rosji Europa buduje nową barierę ochronną? Stara żelazna kurtyna arbitralnie dzieliła Europę na pół. kiedy jesteś w Unii. Nowa linia podziału mniej więcej pokrywa się z „cywilizacyjną” granicą między rzymskokatolickim i protestanckim Zachodem a prawosławnym Wschodem. Nie chcę być na liście przemytników. To jest wspaniałe. czy na wschód w stronę Moskwy?  Ideą Unii było zjednoczenie Europy. ale kraje z najpoważniejszymi problemami – jak Białoruś – czy też starające się ze swoimi problemami walczyć – jak Ukraina – zauważają teraz bardzo wysoką barierę zatrzymującą je na zewnątrz.Mariusz KOŚCIUK sprawdzają tak dokładnie. Jednocześnie budzi wątpliwości na poziomie geopolitycznym. „Europy całej i wolnej”. Budzi to pewne pytania co do znaczenia Unii Europejskiej i samego pojęcia Europy. jak Białoruś i Ukraina powinny spoglądać na zachód w kierunku Brukseli. jak się mówiło – stwierdza Robin Shepherd. Czy kraje takie. że bałabym się.   Nowa zewnętrzna granica Europy stanowi osobisty problem dla Ani i wielkie obciążenie ekonomiczne dla Ludmiły.

Zdaniem granicznej policji większość z nich przenosiła nieoclone papierosy. by godzinami stali na mrozie. że nowa technologia. Oczywiście. Tekst jest skróconą wersją artykułu. jest więcej niż wystarczająca do uszczelnienia granicy. 12 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . a Skarbek nie przejawia entuzjazmu w kwestii swoich nowych obowiązków związanych z tym aspektem postanowień z Schengen. gdzie mogą uzyskać czterokrotne przebicie. Rozumiem. emerytowany nauczyciel historii. a także dziwne lokalne artykuły.] Podczas niedawnej wizyty na przejściu granicznym w Medyce niedaleko Przemyśla nie widziałem już długich kolejek samochodów. natrafia się w końcu na miejsce. Są też miejsca. Utknęli po drugiej stronie – mówi Grzegorz Roy. przebywał także w Przemyślu. Teraz jednak ten rynek gwałtownie podupada.   Gdy Polska dołączyła do strefy Schengen. Jednym z powodów opóźnień były niejasności co do stosowania nowych przepisów. kraje te musiały przekonać Unię. które stanowią teraz wschodni szaniec Fortecy Europa. Tego dnia na zewnątrz było widać dziesiątki mężczyzn i chłopców zbijających się w ciasne grupki dla ochrony przed zimnem. Po polskiej stronie płk Waldemar Skarbek i jego ludzie mają za zadanie kontrolować 150 mil wschodniej granicy Europy. że w zeszłym miesiącu ruch samochodów ciężarowych spadł o 40 procent. gdzie sprzedawano nieoclone papierosy. Pani Zenowicz z polskich służb celnych potwierdziła. bo nie ma Ukraińców. także przyczynili się do powstania zatoru. Dwóch kierowców zmarło – jeden prawdopodobnie na atak serca. teraz na Ukrainie.Podążając wzdłuż polskiej granicy przez głębokie. lecz Skarbek twierdzi. karton za jednym razem. i dla nas. Gdyby nie ta wiza z Schengen.. którego syn i córka również są częścią tego drenażu mózgów. A tak jest źle i dla nich. która ma teraz 80 lat. To rozumienie było według Snydera ceną za wejście do Unii Polski i innych krajów dawnego bloku wschodniego. W tej części Europy dwa narody zamieszkują ten sam teren i chcą jakoś ze sobą współżyć.. jak grupa pracowicie – choć całkiem niepotrzebnie – przekopywała się pod ukraińskim ogrodzeniem. zdenerwowani nowymi przepisami wizowymi. Teraz jest ona niezbędna. który dorabia do skromnej emerytury. Odnotowano opóźnienia dochodzące do 4 dni. brzozowo-sosnowe lasy. urodziła się w Łucku. że do niej „należą”. gdzie mogą otrzymać lepszą pracę – mówi Roy. Innym – akcja podjęta przez polskich celników. Gdy tylko pokazała się po polskiej stronie. sprzedając ciastka i kanapki na rynku. dlaczego tak musi być.    Dawniej Ukraińcy nie potrzebowali wizy do Polski. Granicę z tamtej strony wyróżnia podwójna bariera z ogrodzeń pod wysokim napięciem. drugi w pożarze samochodu. że rozumieją nieobecność Białorusi i Ukrainy. Mówi: Oni są sąsiadami. Wcześniej ich funkcję spełniali rekruci. a nie wrogami. gdzie ogrodzenia od dawna nie były naprawiane. Przejście w Medyce jest przystosowane również dla ruchu pieszego. Tom HUNDLEY – korespondent zagraniczny „Chicago Tribune” od 1988 roku. Do niedawna w Przemyślu rozkwitał „ukraiński rynek” – bezkształtne zbiorowisko bud i stoisk. Urzędnicy graniczni próbują ukrócić ten proceder rodem z szarej strefy. moglibyśmy robić dobre interesy. To zły znak dla lokalnej gospodarki. niezadowolonych ze swoich niskich pensji. Nie ma tam ogrodzenia. [. q * Tytuł pochodzi od redakcji. Młodzi ludzie z Polski – w każdym razie ci bardziej rozgarnięci – z powodu Unii emigrują do Wielkiej Brytanii czy Holandii. gdzie zamiast Białorusi pojawia się Ukraina. ale nie sprawia to. Aby przekonać Unię. że się z tego cieszę. blokując ruch po swojej stronie. Ukraińcy. Ciężarówki stanęły w wielokilometrowych kolejkach po obu stronach polsko-ukraińskiej granicy. takie jak butelki tłuszczu z bobra – podobno znakomity lek przeciw problemom oddechowym. kierująca polskimi celnikami na tym samym odcinku granicy. Jadwiga Zenowicz. Zabezpieczenia wzmocniono parę miesięcy temu. Na początku wypłata wynosiła od 525 do 750 dolarów. ma podobne odczucia: Moja matka. One jednak od lat nie są zasilane. jaką Unia oddała do jego dyspozycji.  Bycie poza Unią i poza strefą Schengen stawia Ukrainę w bardzo złej pozycji – stwierdziła Zenowicz. tanią wódkę i ubrania.  Wcześniej w tym roku kamery na podczerwień wykryły grupę nielegalnych imigrantów z Azji. Na początku bieżącego roku podróżował wzdłuż wschodniej granicy Polski. pierwszym widocznym efektem był olbrzymi korek. Dawniej leżał on w Polsce. ludzie Skarbka dokonali zatrzymania. z Ukrainy do Polski. próbujących przejść granicę od strony ukraińskiej. który ukazał się 30 marca 2008 roku w „Chicago Tribune”. Skarbek i jego ludzie nieco ubawieni patrzyli. zmuszając kurierów. gdy Ukraina po raz pierwszy zatrudniła profesjonalnych strażników granicznych.

wykonujący pseudopatriotyczne piosenki w stylistyce znanej u nas z niegdysiejszego Festiwalu Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu. Nie obyło się jak zwykle przy takich okazjach bez symbolicznego chociaż manifestowania patriotyzmu. czyli piosenkarzo-śpiewacy. Tu właśnie od dwóch lat odbywa się wiosną festiwal folklorystyczny. Oficjalne koncerty festiwalowe. 15 Uczestnicy festiwalu. z zapowiadanych wcześniej gwiazd ukraińskiego rocka nikt nie dojechał i koncert był raczej przeciętny. Ostatniego dnia festiwalową estradę wzięli we władanie Zasłużeni Artyści Ukrainy. 18 13 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . Wszak sztuka (a często także obcowanie z nią) wymaga ofiar. Kosmacz. Podczas festiwalu odbyło się również Międzynarodowe Sympozjum Garncarzy. składa się z 32 przysiółków i uważana jest za największą wieś w Europie. które przewinęły się przez festiwalową scenę. sanitariaty!). 17 Cerkiew greckokatolicka w Kosmaczu. q » ZDJĘCIA Członkinie zespołu „Widymo”. w nieodległej Kołomyi jest nawet muzeum tych pomalowanych jaj. Spośród wielu różnorodnych zespołów. wieś huculska położona w szerokiej dolinie pomiędzy górami. Polskę reprezentował (bardzo udanie zresztą) chór żeński „Widymo” z Sanoka. zarażało entuzjazmem muzykowania tłumy słuchaczy. Czy warto zatem przyjeżdżać na „Wiełyk Deń u Kosmaczi”? Jeśli komuś niestraszne są karpackie drogi na Ukrainie. warunki pobytu (noclegi. s. jednak się odbyły. gastronomia. szczególną aktywnością koncertową wykazali się muzycy z kapeli „Ludi dobry” – można ich było spotkać niemal wszędzie w Kosmaczu. Z pisanek zresztą Huculszczyzna słynie. Jeden z festiwalowych wieczorów poświęcono muzyce rockowej inspirowanej folklorem. s. bo w Kosmaczu pojawił się ze swą świtą prezydent Wiktor Juszczenko. s. s. Dominowały kapele ludowe z grupami tanecznymi z Ukrainy. choć z jednodniowym opóźnieniem.EUROPA ŚRODKOWO-WSCHODNIA Kosmaczne jaja Wojciech KALINOWSKI Od 30 kwietnia do 2 maja w Kosmaczu na Huculszczyźnie odbywał się II międzynarodowy festiwal folklorystyczny „Wielkanoc w Kosmaczu 2008”. Główną jego atrakcją są oczywiście plenerowe koncerty muzyki ludowej (w bardzo szerokim rozumieniu tego słowa). a jest spragniony kontaktu z huculskim folklorem i górską przyrodą – to na pewno tak. grających z wielką energią oryginalnie zaaranżowane utwory. s. 14 Zaimprowizowany koncert kapeli „Ludi dobry”. powiewania ukraińską flagą czy okrzyków Haj żywe Ukraina. W tym roku jednak koncerty pierwszego dnia festiwalu zostały odwołane ze względu na żałobę narodową ogłoszoną na Ukrainie po katastrofie śmigłowca. bałagan organizacyjny i nie przeszkadza wszechobecny eternit na dachach domów. Otwarcie festiwalu było szczególnie podniosłe i uroczyste. zmiksowane z ukrainodisco. Niestety. 16 Hucułka. a także konferencja naukowa poświęcona 150-leciu rozwoju turystyki w Kosmaczu. dochodziło do spontanicznych minikoncertów połączonych z tańcami w najmniej spodziewanych miejscach. wykonujący ukraińskie i polskie pieśni ludowe. ale byli też goście z zagranicy. Czterech młodych ludzi ze Lwowa. na przykład elementów ubioru w barwach narodowych. Odwiedził kiermasz rzemiosła ludowego i był gościem wystawy pisanek z okazji IV Międzynarodowego Zjazdu Twórców Pisanek. niepewna pogoda (błoto po kostki). Nie wszyscy jednak byli w stanie powstrzymać się od muzykowania.

Adam JAREMKO 14 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY .

Adam JAREMKO 15 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 .

Adam JAREMKO 16 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY .

Adam JAREMKO 17 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 .

Adam JAREMKO 18 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY .

Zapomniałam jej po prostu wysłać.: Nie. jak kiedyś z tymi lalkami w czasopismach. Syndrom sterylnosti – przyp. A. Agnieszka Korniejenko: Na początek chciałam Cię zapytać. to jest niedobre. a miejsce jej akcji Tygrysowice to stolica wszechprowincji z typami ludzkimi doskonale wpisanymi w ten zaściankowy krajobraz. że nie są tłumaczone? N. że czytali literaturę jak gazetę. że paru znajomych. choć to także tymian czy macierzanka. utożsamiało się z tymi bohaterami i nawet pokłócili się o to. żeby skonstruować taki wycinek czasu. Tylko zamiast tych sukienek i spodenek były cechy charakteru. zdaje się. że dany bohater im się spodobał – nie mam pojęcia. Natomiast w nowej książce jest próba mówienia na poziomie detali. Ahatanhelu [w oryg. która po ukraińsku brzmi Czebreć u mołoci. kto jest kim.K. a był taki moment we Lwowie. Najpierw stwierdziłam. których sama już nie pamiętam. które są po polsku.: Opowiadania to niechętnie widziane przez wydawców zjawisko. że ma jakieś moje wiersze.Ś. których w ogóle nie znałam w chwili. że się nie sprzedają. którzy robili właśnie pierwszą stronę w nocy.. ale raczej asocjatywnie. Nie wiadomo dlaczego panuje przekonanie. czyli Cząber na mleku. Nutka konwencji nostalgicznej. A.. że wszystko musi mieć swój początek i posiadać swoją logikę. Dla mnie było dziwne. że chce zrobić antologię wierszy mało znanych poetów.: Czy Twoja nowa powieść kontynuuje wątki detektywistyczno-mordercze? N. nie. chodziło mi o zmaganie się z pewną tradycją.: To jest dużo bardziej wymyślone i udawane niż prawdziwe. które się tam pojawiły? N. red. dlaczego nie piszesz już wierszy? Natalka Śniadanko: Bo nie umiem.. które się wycinało i potem stroiło w podobnie wycinane sukienki czy spodenki. a jak coś jest wymyślone. Masz może komórkę do jego rodziców? Odbierali zdarzenia literackie zupełnie na poważnie. ponieważ żaden z bohaterów opisanych w tej książce nie ma tak naprawdę swojego prototypu. że to jest cząber.: To jest historia 1993-94 roku – Twój debiut literacki? N.K. Może dlatego. Powróciło to jakoś do mnie w trochę dziwnej postaci.Ś. Tak to sobie wyobrażałam. lecz bezpowrotnie szybko minął.: W Polsce nie ukazała się książka.: Skupmy się na książkach.K.LITERATURA Witamy w Tygrysowicach! 18 października w Przemyskiej Bibliotece Publicznej odbyło się spotkanie z ukraińską pisarką Natalką Śniadanko. i okazało się.Ś. narracją i konwencją mówienia o pewnych rzeczach. Twoja ostatnia powieść Ahatanhel jest pełna kodów i aluzji do rzeczywistości zachodnioukraińskiej.K. Ostatnio zadzwonił do mnie znajomy. że kogoś rzeczywiście rozjechali samochodem. to będę samoironiczna do końca i może zgodzę się opublikować te wiersze. W dwóch poprzednich. ale chodziło też o to. Więc muszę być konsekwentna. A. twierdzi. Pisanie opowiadań należy do kategorii bohaterstwa wydawniczego. Dla mnie to było tak.Ś. nikt ich nie czyta i w ogóle nie chce. dzwonią do mnie i mówią: W Twojej książce jest o tym mafiosie. Na przykład wspominam o kimś. kogo zabili. Ale fakt. To jest zupełnie inna powieść. Tam jest rzeczywiście fabuła. zapachów. A oni – moim zdaniem – absolutnie się nie nadają do jakichś utożsamień. Nie mamy nadal opowiadań po polsku. A.K. ale potem pomyślałam.: Są takie plany.] i Kolekcji namiętności. w której wszystko musi być prawdą. że one wyjdą? N.: Może. Te historie są ze sobą związane może nie całkiem logicznie. To jest podobne do kolekcji bohaterów z filmu o Simpsonach. Czy wśród komentarzy po jej opublikowaniu spotkałaś się z pretensjami? Czy ktoś po jej rozszyfrowaniu utożsamiał się ze środowiskiem i poszczególnymi nazwiskami.: Tak. Jeżeli chcę być samoironiczna. 19 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 .. prowadzone przez dr Agnieszkę Korniejenko. Renata Rusnak. A.Ś. Natomiast dziennikarze bardzo często odbierali moją fikcję rzeczywiście jak dokumentalistykę. czyli są to po prostu pozbierane obrazki.K. że może jednak nie warto ich publikować.: W ten sposób mielibyśmy komplet trzech powieści. Ta książka się ukaże w wydawnictwie Czarne? N. skondensowanych uczuć. coś się dzieje z bohaterami. A. który byłby ciekawy.: Rozumiem. Twoja tłumaczka. intensywnie zabarwiony. Koledzy z redakcji gazety.Ś. kiedy pisałam książkę. Poniżej obszerne fragmenty.

nie. Wadą powieści środowiskowych jest to.K. Czy ta książka została przełożona na niemiecki? Pytam. ostatnio tak. żeby były ciekawe przede wszystkim dla czytelnika – i to jest bardzo dobra szkoła techniczna. Trudno byłoby mi powiedzieć.. A. życie kulturalne – łączy się jakoś z powieściopisarstwem? Czy korzystasz z inspiracji z życia zawodowego? N.: Chyba tak. Na ile jest to autobiograficzna powieść? N.] i spotkanie z autorką).. Zrobiła się moda na tę książkę.Ś. Twoja powieść to książka uniwersalna i da się ją czytać tak.: Kolekcja namiętności mieści się w nurcie pisarstwa. bo chcę przejść do pewnych informacji. a Przemyśl dorobił się już jednej powieści środowiskowej (była tutaj nawet promocja tej książki [LO story – przyp. N. ale 20 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . red. by jedno nie nakładało się na drugie. Jest w niej opisane doświadczenie przekraczania granicy. kontakt z całkowicie inną mentalnością.A. A. które w zasadzie zmonopolizowało rynek informacji w Tygrysowicach. Stawiano tam znak równości między autorką i narratorką. że opisane tam doświadczenie jest dość nietypowe.: To bardzo trudne pytanie i dziś nie bardzo jestem w stanie sobie przypomnieć. że działa ten sam mechanizm. bo to zupełnie odmienne sposoby pisania. ale myliłam się. jak ja ją czytałam – przez pryzmat środowiska przemyskiego. tylko akurat mnie to nie dotyczy. A. co pozostaje pożyteczne. mieszkania w innym świecie. jak na książkę współczesną. co jest w tej powieści autobiograficznego.K. Przykre.K. bo tak naprawdę się różnią. które konkurują ze sobą. że nie jest to powieść środowiskowa. więc ma już bardzo dużo lat.Ś. bo bardzo dużo ludzi może się pod nią podpisać. Kiedy się pracuje w dziennikarstwie. co opisujesz. Nie widziałam specjalnie krytycznych. To. a co jest wzięte z życia moich znajomych i które to momenty. by tak rzec. Są trzy czasopisma. Staram się oddzielać te doświadczenia.K.: Pracujesz jako dziennikarz w lwowskim „tygodniku”. N. porządkować.: Nie bardzo.: Pytam o to dlatego. Ta książka po raz pierwszy na Ukrainie ukazała się około 2000 roku. bo jest tam bardzo ostry w wymowie portret Niemców. Ukraiński wprost z naftaliny A.. że mają znaczenie tylko dla tych czytelników. stereotypy. to po prostu teksty trzeba skracać. że to moja autobiografia. które pojawiły się w recenzjach Twojej pierwszej powieści Kolekcja namiętności. wyrzucać informacje. Czy Niemcy przyjęli ją z sympatią? N. i sposoby walczenia z nimi. to dystans do tekstu. gdzie żyje przez parę miesięcy lub lat. Pytam o wątek środowiskowy. chociaż nie powinny. Jedyne. które umiejscawia współczesnego Ukraińca na emigracji.: Tak.Ś. jest prawdą.: Czy Twoje doświadczenie dziennikarskie – bo przecież chyba komentujesz aktualności. w tym wypadku w Niemczech.: Nie. który wychodzi trzy razy w tygodniu.Ś. w którym się znajduje. wyłączającego utożsamiania jest bardzo częsty.Ś. ale przecież nie ja! I ten sposób. Musi się borykać ze stereotypem Ukraińca w tym kraju. Na przykład jest tam czasopismo.. co w każdym narodzie – kiedy Ukrainiec przeczyta książkę o Ukraińcach.: I trzy partie o wydźwięku parodystycznym. to myśli: oni właśnie tacy są. Wtedy wydawało mi się. bo bardzo wielu ludzi się z tą książką utożsamia i wraz z upływem czasu to narasta.K. które przy tym wynikają. którzy tu i teraz potrafią zidentyfikować osoby. oburzonych reakcji typu: my nie jesteśmy tacy! Może dlatego. a jeszcze wcześniej drukowana była w czasopiśmie.

21 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 .Mariusz KOŚCIUK tekst dziennikarski musi być bardzo prosty i trzeba wyrzucić z niego fajne rzeczy. Przekłady prozy Natalki Śniadanko ukazały się także w Austrii. Z dziennikarstwa nauczyłam się dystansu do własnego tekstu.K. a tutaj w ogóle się nie nadaje. ukazały się dwie jej powieści: Kolekcja namiętności (2004) i Ahatanhel (2008). tutaj jest niedobrze. To problem. Niemczech i Rosji. W Polsce istnieje funkcja edytora czy redaktora.. 1973) – prozaiczka. co zresztą pomaga nawet w zwykłym życiu. nakładem Wydawnictwa Czarne. w Czechach. Josepha Conrada. W Polsce. a przez to do siebie. W ubiegłym roku wraz z Tarasem Prochaśką i Serhijem Żadanem była nominowana do nagrody pierwszej edycji Polskiego Konkursu Literackiego dla Ukraińskich Pisarzy im.Ś. z których akurat można by zrobić literaturę.: Niestety nie.: Czy Twoja beletrystyka jest podobnie poprawiana jak teksty dziennikarskie? To wyłącznie autorska wersja czy z kimś konsultowana? N. A. kiedy ktoś mi mówi: Wiesz co. Mieszka we Lwowie. Trzeba iść na kompromis. Nie czuję się urażona. niemieckiego i rosyjskiego.. Na Ukrainie podpisuje się umowę i książka wychodzi. W najlepszym wypadku ktoś poprawi przecinki i to nie zawsze. tłumaczka z polskiego. dziennikarka „Lwowskiej Gazety”. tutaj trzeba zmienić. na Białorusi. ustanowionej przez Instytut Polski w Kijowie. Belgii. szczególnie kiedy się ma do czynienia na przykład z wy- Agnieszka Korniejenko i Natalka Śniadanko (z prawej) Natalka ŚNIADANKO (ur.

lecz przez wiele lat nieużywane. ale kiedy bohater zaczyna mówić surżykiem. które pewnie pomagają Ci w ocenie polskich tłumaczeń? Zajrzałam do oryginału Twojej ostatniej powieści Ahatanhel i zwróciłam uwagę na bardzo ciekawy translatorski zabieg. lecz oddać efekt. a nie odwrotnie. Ola Hnatiuk wymyśliła. eseistykę tak. żeby właśnie nie zauważono procederu tłumaczenia. nie może mówić – tylko „przemawia”. czyli wschodnioukraińskimi. ale przez to ciekawe. Organizował 22 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY .K. Czyli oni ukrainizują rosyjski. łączy się z naszym wspólnym doświadczeniem. Zresztą i w Polsce nie było inaczej. ale musi się „podźwignąć”. bardzo często podważając przekonanie o nieprzetłumaczalności niektórych rzeczy. jednak w tłumaczeniach stanowią problem. że języki się rozwijają. U nas te dialekty są rosyjskojęzyczne lub mieszane i próba przekładu z polskiego na ten specyficzny. a język ukraiński jest dla nich obcy. Na przykład polszczyzna ma różne dialekty. nie czują go. Wtedy ten ma jeszcze trudniejsze zadanie: weźmy rusycyzmy w ukraińskim. ale zawsze jest to jakaś konsultacja z nieobecnymi tłumaczami. o który chodziło autorowi. red.K.: Nie tłumaczyłam poezji Miłosza. Przełożyć nieprzekładalne A. Brzmi wtedy wprost jak z repertuaru romantycznego wieszcza: stoi na trybunie i głosi.] i czasem jednocześnie tłumaczy się na rosyjski i polski. A. która „zabrudzenia” na taką skalę nigdy nie przeszła. potoczną mieszaniną ukraińsko-rosyjską. bo nie było czego tłumaczyć. że to tłumaczenie. Mam też bardzo dobrego rosyjskiego tłumacza [Z. może nawet zmieniając trochę. rosyjskiego i polskiego. wtedy jest to nie do oddania w polszczyźnie. zresztą. że nie będą się wtrącać i to jest chyba najlepsze wyjście z sytuacji. Z przekładami klasycznych tekstów jest dużo łatwiej. Czytają po ukraińsku. który istnieje tylko w książkach. Jest w niej. Babłojana – przyp. ale też odwrotnie: ukraiński w rosyjskim. A. Byłby rzeczywiście dramat. Na przykład bohater nie może po prostu wstać. Bo przecież można zrezygnować z przeniesienia części tekstu. jest dla nich niepoprawny. Jakby amerykański kryminał przetłumaczyć na język polski stylem mickiewiczowskim. bo jest gotowy aparat językowy i bardzo łatwo jest się poruszać w tych obszarach. Rozumiem. Jest jak niedzielne ubranie wyjęte z naftaliny. W przekładzie Twojej książki jest podobnie i bardzo udanie. choćby narkomanów. W Rosji nie ma tradycji tłumaczeń z literatury ukraińskiej. tylko o to. Są to bardzo ciekawe dla literatury rzeczy. Tłumaczyłaś Miłosza. z którymi można się szybko skonsultować przez internet. czasami odwrotnie. To fajna sprawa. zdaje się. gdyby zaczęli coś poprawiać. bo nie może normalnie pogadać. Są też stowarzyszenia tłumaczeń niemieckich czy polskich. Nie chodzi o treść. moim zdaniem. Dopiero powstaje współczesna literatura i dzięki kilku entuzjastom dociera do wydawnictw.Ś. zyskuje poparcie. w których ukraiński brzmi bardzo archaicznie. Powiedz coś o trudnościach przenoszenia z języka polskiego na ukraiński. tylko w różnych latach. które nie funkcjonują w formie rozwiniętej na Ukrainie.: Nie mogę tego oceniać na poziomie redaktora. który nie umie mówić po niemiecku. żeby czytelnik w ogóle nie połapał się. A. moja polszczyzna nie jest na tyle dobra. Język ukraiński dla części społeczeństwa jest fajną ciekawostką. kiedy wszystko. który zresztą pierwszy raz zastosowała Ola Hnatiuk u Andruchowycza: bazą przekładu jest ukraiński. Gdy tłumaczę klasykę z niemieckiego. które bardzo trudno przetłumaczyć na rosyjski.: To. że odpowiednikiem surżyka może stać się bazarowy ukraiński – taka pospolita mieszanina rosyjskiego czy ukraińskiego z polskim. jakby sprzed stu lat. nie tłumaczyć go dosłownie. nas oczywiście najbardziej interesują przekłady z języka polskiego. Skonfrontowani z nim. Istnieje dużo tłumaczeń wschodnioukraińskich. zwłaszcza poezji.: Przekładasz z niemieckiego. kilka równie ciekawych zabiegów stylizacyjnych: Włoch. chociażby język młodzieży czy inne dialekty środowiskowe. środowiskowy surżyk brzmi dziwnie i nieswojo.. N. Mówienie gdzieś w okolicach Charkowa to nie żaden ukraiński pomieszany z rosyjskim – to normalny język rosyjski tylko fonetycznie wymawiany ze składnią ukraińską. ale to dla nich język. Zrobić tak. że wschodnia Ukraina ubiera się w te szatki zupełnie współcześnie.. czyli współpracą z Ośrodkiem Badań nad Tradycją Antyczną Uniwersytetu Warszawskiego. Uznali więc. której na co dzień się nie używa. Mój rosyjski tłumacz na przykład był zmuszony konsultować się z innymi specjalistami od przekładów.dawnictwami kijowskimi czy charkowskimi. Natomiast dużo trudniejsze jest tłumaczenie współczesnej literatury i to nie tylko dlatego. co jest przetłumaczone taką samą łamaną z germańska polszczyzną. Rodzi się też coś bardzo ciekawego na poziomie tłumaczeń: praktyka translatorska zmienia teorię przekładu. że Iwaszkiewicza. co robione jest z entuzjazmem. Natomiast przynajmniej dwa przekłady moich powieści powstawały w ścisłej współpracy z tłumaczką i myślałyśmy długo nad różnymi strategiami. a z klasyki.K. Takie przekładanie jest trudne.K. gdzie często pracownicy są rosyjskojęzyczni. Mamy też do czynienia z różnym poziomem zróżnicowania języka – na przykład mieszamy nie tylko rosyjski w ukraińskim.: Masz doświadczenia translatorskie. o czym mówisz. Jak oceniasz te przekłady jako tłumaczka z języka polskiego? N. wtedy zaglądam do polskich czy rosyjskich tłumaczeń i czasami są do przyjęcia.Ś.: To jest zresztą stara tradycja traktowania ukraińskiego jako języka wysokiego.

A. Litwinów. co i jak się tłumaczy. Jestem zdziwiona wielką ilością debiutów w ostatnich latach. faktycznie. To. a nie Iwano-Frankiwśk. że z pisarstwa chyba się nikt nie utrzymuje na Ukrainie.: To w ogóle nie jest zawód. że pisanie stało się modne wśród ludzi młodych. To głównie pisarze z Kijowa i ze wschodu. Mnie pomaga w tym obecność w środowisku. To nie były spotkania pisarzy przy okazji oficjalnego festiwalu. Tworzymy swoistą filozofię życiową tłumaczeń. ale zupełnie towarzyskie. Ja tego jeszcze doświadczyłam. pisali dla siebie i czytali się nawzajem. Była dziś mowa. ale że są to w przeważającej mierze schematycznie napisane kryminały lub powieści.K. żeby prezentować naszą twórczość wspólnie. też była z nią związana. zdominowaną głównie przez nie najlepszej jakości książki rosyjskie. Ma to jakieś odniesienie polityczne. wszyscy się znali.Ś. Dziennikarstwa uczą. Jerzego Axera. Jeszcze do niedawna ukraińska literatura przebywała w swoistym „getcie”.Ś.. N. N.: To była i jest bardzo fajna. ani nie ma łączności pokoleniowej.]. ten przekład ukazał się w Mińsku.: Moim zdaniem takie środowiskowe istnienie zanika. Pisze się: na zakupy i tyle – to jest formuła! Na zakupy książek. Tłumaczenie zaś jest bardziej skomplikowane. Jak to w tej chwili wygląda? N.Ś. We Lwowie akurat większość tłumaczy z polskiego przekłada również z języka niemieckiego. Pamiętam. ale solidnie i uczciwie. była też Bułgarka. Natomiast nowym zjawiskiem jest to. Teraz już tak nie jest: ani nie ma jedności w oparciu o środowisko artystyczne.: Kiedyś napisałam. A. Pani w konsulacie we Lwowie odpowiedziała mi. Czy to przyniosło Ci jakieś korzyści jako tłumaczce? N. że zacytuję ojca-założyciela. To doświadczenie było bardzo ważną rzeczą w moim życiu. choć to bardzo trudna rzecz. Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych i na początku dwutysięcznych bardzo silnym ośrodkiem był Stanisławów. Powiedz kilka słów o współpracy z tym ośrodkiem. red. a wszystko to rzadko 23 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . Brałaś udział w takich sesjach. gdzie zbierano Białorusinów. że książki prawie się nie ukazywały? Jeśli już. Bardzo mało polskich książek ukazuje się w rosyjskich tłumaczeniach. które po prostu się znudziły. że jestem pisarką i jadę na spotkanie autorskie – nie wzbudza to żadnego zaufania. Ale ta moda zaistniała także w związku z innym zjawiskiem: zmęczeniem przestrzenią medialną. a także białoruscy i rosyjscy tłumacze z polskiego. i wszyscy tłumaczyli na swoje języki ten sam tekst. czego nas nauczono. Aby być tłumaczem.: Nie tylko ona. albo na granicy mówię. Tłumaczenia nie da się nauczyć na uniwersytecie czy na jakimś kursie. Ale drugim obszarem działalności ośrodka jest szkoła tłumaczeń. jaki ma być kanon tłumaczeń z niemieckiego czy polskiego. jak przekładano na białoruski Pana Tadeusza. co każdy rozumie przez to pojęcie i jak to się ma do zleceń wydawniczych. [Konsulat niedawno odmówił wizy do Polski pisarzowi Tarasowi Prochaśce – przyp. które specjalizują się w debiutach autorów poniżej 20 roku życia. W niektórych krajach są takie studia. To jest bardzo ważne przy współpracy z wydawnictwami. że rosyjskie. dlaczego właśnie tak – czyli mieć kodeks moralny. żeby książki były przetłumaczone nie najłatwiej. szkoła dla tłumaczy..: Twoja polska tłumaczka. co wiem. Dziś literatura zaczyna się rozwijać zupełnie normalnie: każdy pisze.: Chciałam zapytać o środowiska. których wcale nie jest dużo. zresztą. Całe środowisko polskich tłumaczy z ukraińskiego wyszło stamtąd oraz większa część ukraińskich z polskiego. Ukraińców.K. N.: Chciałabym tę część naszego spotkania poświęcić refleksji na temat współczesnej sytuacji pi- sarzy na Ukrainie. pisarzy. To nie problem. bo oznacza. Kiedyś ważne było.. a potem swój dorobek publicznie prezentuje na własnym wieczorze autorskim. co robiliśmy wtedy w Ośrodku Badań nad Tradycją Antyczną. Młode idzie!? A. N. w jaki sposób wątki starożytne docierają do współczesności i w niej funkcjonują w zmieniony sposób.że to jest zawsze ten drugi zawód. gdzie uczy się języków i literatury – podstawowych rzeczy. I bardzo się cieszymy. Podstawową ideą ośrodka jest przeglądanie się w zwierciadle antyczności.Ś.. A. trzeba mieć pewien światopogląd i znać zasady tego. ale bardzo ograniczone. przestrzenią literacką. Wtedy można walczyć o dobre przekłady. prof.K.: Polski konsulat we Lwowie ukraińskim pisarzom nie daje wiz. bo kiedy na przykład staram się o wizę. Używam nazwy Stanisławów. Nawet są wydawnictwa.. ale przekładania nie. chyba jedyna. z którymi utrzymujesz kontakty.Ś.: . Renata Rusnak. z tego. że tak się nie pisze.: Tak mi się wydaje. żeby się spotykać i rozmawiać o tym.sesje polskie i zagraniczne. chętni spróbować swoich sił. O mapę literackiej Ukrainy. że ludzie językiem ukraińskim i z jego literaturą wiążą swoje przekonania i aspiracje literackie. słowem. bo jak można nazwać zawodem pisarstwo? Nie lubię tego określenia. Spotykamy się więc i rozmawiamy o tym.K. Współpracowałam z nimi w Warszawie w latach 90. gdzie można podzielić się problemami i próbować je rozwiązywać. to dwie w roku i wtedy to było duuuuuuże wydarzenie! Ważne wtedy było. a więc pokazywanie. kiedy dołączają do nas młodzi tłumacze. kto co robi i jakie ma plany. zwłaszcza na zachodniej Ukrainie.. Może integrowaliśmy się dlatego.K. bo ci pisarze sami jej używają. to sposób patrzenia na książki: jakby się patrzyło na cały obszar literatury. że jestem pisarką i jadę na spotkanie autorskie. A.Ś. a Ty pracowałaś pięć lat w jego przedstawicielstwie we Lwowie.

Dziś można zobaczyć kogoś. choć zdarzały się i ciekawe. Staram się śledzić nowości. wszyscy chodzili do wszystkich. Ile można zrymować w ciągu jednych zajęć? Stwierdziliśmy zgodnie. Kiedyś było jedno wielkie środowisko kulturalne. więc dość dużo książek przechodzi przez moje ręce. też środowiskowe. Co się dzieje? Dlaczego nie ma księgarń. że konsekwentna grafomania jest zupełnie nowym pomysłem. To mówi samo za siebie. ponieważ książek poetyckich jest mało. że literatura jest czymś ważnym. Wiktor Neborak i Ołeksandr Irwaneć – przyp.. zaczynają czytać książki pisarzy współczesnych. Wybiera się najwybitniejszego literata.].K. które udało mi się w tym roku odwiedzić i ku mojemu zdumieniu ukraiński rynek wydawniczy jest równie bogaty co rynek pisarski.Ś. którzy piszą w internecie. dziś to „klasycy” literatury współczesnej.wychodziło poza ten krąg. człowieka teatru i tak dalej. ale bardziej masowe. bo przecież wstyd pisać jakieś wiersze. a poeci. którzy piszą powieści. Bu-Ba-Bu. że coś takiego jak książka istnieje. kto siedzi na ławce i czyta książkę Andruchowycza i jest to zupełnie zwyczajne.: To było jeszcze na studiach. ale nie ma kto ich sprzedawać. przestała działać. następny dopisywał. są! Ale to już zaczęło działać zupełnie profesjonalnie. zaczęły powstawać poematy..: To jest tajemniczy świat. Dla mnie to po prostu dziwne: jak może dwieście osób przyjść o trzeciej w nocy posłuchać poezji. lat 80. bo piszę przynajmniej cztery recenzje książkowe w tygodniu. organizatorzy targów chcieli przypomnieć politykom. Te księgarnie stoją puste i nikt nie jest w stanie ich zagospodarować. Kultura istniała jako całość. o którym nikt nic nie wie. Teraz ludzie. prawie trzech Szewczenków bez kożuchów. nie widząc poprzedniego tekstu i tak dalej. ale w latach 90. był obecny prezydent Wiktor Juszczenko.: To jest dziwna sprawa. Ogromnie rozbudował się ten „kompleks” literacki. zorganizowali więc targi w tym gmachu Werchownej Rady w Kijowie i nikt nie przyszedł. Pisać swoje – to naprawdę kwestia odwagi.: Ale nadal istnieją corocznie koncesjonowani artyści. też nie wiem dlaczego. Taki podwójny świat: z jednej strony stowarzyszony w związku literatów i zależny od nagród państwowych. jest tego niewiele. Było słynne Bu-Ba-Bu [Burleska-Bałagan-Bufonada – grupa literacka powstała w drugiej poł. N. A. To było przed wyborami. Natomiast teraz prozaicy nie znają poetów. słynna z happeningów i akcji ulicznych.: Wspomniałaś o targach lwowskich. A. w Użhorodzie tylko jedną. malarza.. co odbija się na sposobie funkcjonowania środowiska.. Dla rozrywki. a malarze z ludźmi teatru. nie znają tych. i to jeszcze czytanej w różnych językach. Największe i najbardziej popularne targi książki na Ukrainie są we Lwowie.. a my prezentowaliśmy swoje „dzieła”. z których żadnego nie kojarzę. Tajemniczy świat. Ale Ty sama miałaś taki epizod: Mmjunna Tuha – co to było? Grupa literacka.Ś. Ktoś pisał coś i zaginał kartkę... towarzysko zaczęliśmy pisać niby-wiersze.K.: Skądże.K. to bada się cudze utwory i mówi się. A. o którym nikt nic nie wie A.K. co publikuje się w sieci. Doszliśmy do wniosku.Ś.. ale w porównaniu z tym. którzy otrzymują państwowe nagrody. jakby to zawsze było jedno towarzystwo. które po prostu nie sądzą. To zdumiewające.K. ale raczej o zabawę towarzyską. Ukazują się wprawdzie. do której należałaś? N. którzy wcześniej brali książkę do ręki tylko okazjonalnie i nie byli związani z literaturą. które są w stanie utworzyć sieć księgarń w całym kraju? Jest na pewno inercja władz.. Będziemy uprawiać programową grafomanię! Wtedy jeszcze nie wydawano książek. Nudne zajęcia na uczelni. należeli do niej Jurij Andruchowycz. Na przykład w ramach Targów Książki we Lwowie organizowana jest Noc Poezji. Braliśmy udział w happeningach. który się na nich pojawił w ciągu 13 lat.: Takie akcje. na których – obok koncertów i pokazów mody – czytaliśmy te swoje wiersze-poematy. Rozumiem. że to absolutnie świadome grafomaństwo w czystej postaci. Jest mnóstwo festiwali literackich. Literaci znali się z malarzami.: Do niedawna rynek pisarski był oparty na formule grup literackich. ile tego jest w czasopismach internetowych. że gdzieś w Kijowie jest festiwal młodych poetów i widzę 50 nazwisk. z drugiej – wolnego ruchu literatów i nieoficjalnych wyróżnień 24 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . Ile może być wydawnictw. robiło w latach 90. red. Jak się studiuje filologię. funkcjonująca w całym kraju. N. uliczne. skoro są pisarze i są wydawnictwa? W wielkiej Odessie udało mi się znaleźć dwie księgarenki.: Ten świat nagród państwowych przyznawanych pod patronatem prezydenta i rady do spraw nagrody szewczenkowskiej jest zupełnie oddzielony od realnego życia literatów. A. Była taka radziecka sieć księgarń. Poeci działają często tylko w wymiarze wirtualnego wydarzenia publicznego. bo przestały ukazywać się książki. wydarzenie ogromnej wagi! Heh. Potem zezłościliśmy się na te niewiadome i tworzyliśmy po kolei otwarte teksty. tak zaczęliśmy rymować. Wydaje się bardzo dużo książek. że w związku ze zmianą formuły literackiej i z instytucjonalnym wspieraniem debiutów takich akcji już dzisiaj we Lwowie nie ma? N.Ś. a pierwszym i jedynym politykiem. Ale coś takiego się odbywa i jest fajne. że są niedobre. Nie chodziło o literaturę. Działają tylko te utworzone przez wydawnictwa. Często otrzymuję informacje.

nie wiem.. przywieźć wyszywanki czy inne gadżety. ale były też o innych. Myślisz. bo tego zabrania ukraińskie prawo. o przekraczaniu granic. co jest zawsze bardzo „atrakcyjne”. żeby tak wspierać wschodnioeuropejskich pisarzy stypendiami? N.K. siedzą tam i piszą swoje książki. którzy o nich nic nie wiedzieli. do którego nie można się przyzwyczaić. że na przykład Jurij Andruchowycz nie szanuje swoich polskich czytelników. bo się nie pojawia na prezentacjach organizowanych przez oficjalną delegację ukraińską. Efektem takiego programu stypendialnego jest na przykład antologia wydana ostatnio w Krakowie. red. Pytanie jest może przewrotne.K. Natomiast gdy przebywa w takim mieszanym towarzystwie. które wydają literaturę ukraińską. polsko-ukraińską. My. U nas dopiero w tym roku powstał fundusz. to takie. A. A. Brat-swat mojego kogoś tam napisał kiedyś książkę..Ś.: O tym też da się napisać opowiadanie.K. zestawienia podróży wewnętrznej i zewnętrznej po metrze berlińskim. doszło do skandalu: okazało się. Ten związek oficjalnych literatów liczy jakąś strasznie dużą ilość osób. będą polską prezentacją nieopublikowanego jeszcze ukraińskiego wydania. że Niemcy mają w tym jakiś interes. w Niemczech otrzymują stypendia. nie przerażają jej kryteria estetyczne czy etyczne i to jest najbardziej dziwne. Za to ze strony państwa w programach organizatorów pojawiły się tajemnicze informacje o spotkaniach z autorami.Ś. A. Obłęd. które wówczas powstają.. Cały czas istnieje konflikt pomiędzy żywą. Nazywała się Pociąg 76 (Potiah 76) – miałaś publikację w ramach tego projektu. przez samo środowisko.. W Polsce też się pojawiły jakieś stypendia. N. właśnie elementu kontemplacji. że taka literatura jest potrzebna. co z tego wynika. wszyscy opowiadają.: Powiesz parę słów o swoich planach? N. to je odrzuca i zaczyna myśleć otwarcie o innych narodowościach. pachnące jeszcze radziecką estetyką. ale przeważnie fundowane są przez instytucje zagraniczne. środkowoeuropejskich. N.]. To były wyjazdy rzeczywiście po całym kraju.. Na Ukrainie zaczęły się ukazywać artykuły. Mogli być tylko urzędnicy. które wyglądają jakby powstawały w latach 70. to jedyne sensowne. w tłumaczeniach. Ciekawie się to czyta jako złamanie pewnej szablonowej narracji. Poza tekstami. żeby finansować nie tylko tłumaczenia. Polacy. Cała książka wypełniona jest motywem podróżowania. Oficjalna władza uważa. które nie wiadomo. Chodziło mi o próby zatrzymania się w pewnych momentach i opisania kontemplacji. Okazało się. Głównie chodziło o tę najbliższą.Ś. ale też polscy pisarze. bo to działa tylko w jedną stronę. czy brałaś bezpośrednio udział. niesamowite tysiące.K. dostał przecież nagrodę. na przykład Olga Tokarczuk. opowiadają i mało kto kontempluje. Jeśli wydają książki. to żeby dostać na to pieniądze. N. ale też promować i prezentować kulturę. które można w dowolnym momencie wyciągnąć i się pokazać.: O tym już powstało parę tomów opowiadań. Niemcy. na ile mi się udało. prawdziwą kulturą a kulturą oficjalną. Nawet 25 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 .: Była taka inicjatywa. wspieramy kulturę. utwierdza się w swych stereotypach. w której nie wiem. Na pewno jakieś naukowe stypendia istnieją. Jurij Andruchowycz. to moje opowiadania. na własny koszt zaprosiły pisarzy. a potem już dalej. Ukraińcy jakoś zmuszeni są ze sobą rozmawiać. czym się zajmują. Nawet powstała bardzo ciekawa antologia. takich choćby.: Uczestniczyłam w nim w Niemczech. Tym sposobem powstaje fajny pomysł integracyjny. Znam nawet jedną osobę. że teksty ukraińskich pisarzy najpierw się ukazują w Polsce.. której się udało dostać takie stypendium na Ukrainie.: Niemcy dla mnie są przykładem partnerstwa pisarskiego. które wspierają kulturę wschodnioeuropejską. takie pisanie o granicach. Wydawnictwo Czarne i inne. Kiedy rok temu Ukraina była gościem Targów Książki w Warszawie. co czytałam ostatnio. nie można było zapłacić za udział w nich żadnego pisarza. prezentacje organizowano zupełnie konwencjonalnie. mamy nagrodę . Zresztą to bardzo ciekawy pomysł.. Nie był to rzeczywisty pociąg z lokomotywą.. swoista wieża Babel – Białorusini. który za- czął wspierać tłumaczenia literatury ukraińskiej za granicą. Zrobiła się więc z tego mieszanka wątków wschodnio-zachodnich.. Brakowało mi w tym. A co do planów wydawniczych. Głosy z wieży Babel A. Ty.przyznawanych oddolnie. Pojawiła się idea.: Też mnie to męczy. które drukowane są w Krakowie. To też jest typowe. ale też innych. po ukraińsku. musi zaprosić nie tylko Polaków i Niemców. To zupełnie inne doświadczenia. wydana we Lwowie. że mimo olbrzymiego budżetu przeznaczonego przez państwo na tę imprezę. bardziej egzotycznych. Bardzo szybka i pełna akcji się zrobiła teraz literatura. Bo kiedy pisarz wyrusza na wycieczkę zagraniczną..: Kultura w rozumieniu państwa to coś jak ubranko w szafce. Jest to duże wydarzenie. jak niegdysiejsza nagroda Bu-Ba-Bu [była nią najdroższa butelka alkoholu nabywana w najbliższym sklepie przed uroczystością ogłoszenia nominacji – przyp.Ś. Co do stypendiów zagranicznych. ale tu chodzi o stypendium ukraińskie.Ś. To niezwykle trudne. na przykład Egiptu z Sudanem. władza. to z założenia są międzynarodowe: jeśli jakaś polska fundacja chce utworzyć program wsparcia w kulturze. że pisarze niemieccy najchętniej piszą o swoich wyjazdach na Ukrainę czy do Europy Wschodniej – i odwrotnie. by zorganizować bankiet.: Dziś głównie myślę o jutrzejszych planach pokonania granicy polsko-ukraińskiej..

Istnieje polityczna tendencja. Nigdy nie pozwalam sobie na wyodrębnianie jakiegoś wspólnego mianownika jakiejkolwiek twórczości. Chcę podzielić się taką refleksją: przyglądam się literaturze ukraińskiej od wielu lat i nie zauważam w niej żadnych wartości uniwersalnych. wynikające z kompleksów Ukraińców. To się przecież przekłada na wszystkie nagrody. Podczas gdy na Ukrainie są lepsze rzeczy i ciekawsi autorzy. Ale w przypadku rynku prawdziwego i dużego. To zresztą jest odpowiedzialność. wynikającą z wychodzenia z przestrzeni postradzieckiej? N. więc spróbowałam pokontemplować w tej książce. a my ich.: Bardzo trudno mi polecać konkretnych autorów. bardzo trudno osądzić. Mają dużo lepszą promocję i sprzedaż. Dotyczą one konfrontacji przestrzeni postradzieckiej ze światem Zachodu: jak oni widzą nas. na ile jest uniwersalna. Nie bez znaczenia jest też moda na literaturę ukraińską.Ś. który nie czyta w oryginale i kształtuje sobie wizję na podstawie ich tłumaczeń. jak każda nagroda. a oni tutaj zaczynają czytać. co zostało.: Na Ukrainie Zachodniej tak naprawdę nie ma dużych wydawnictw. Są bardzo małe. bo nie posiadam tak naprawdę żadnych kryteriów odbioru książek.: Bardzo często przychodzą Ukraińcy. Zaczynają żyć troszeczkę inaczej – zderzenie z inną kulturą za każdym razem jakoś ich zmienia. każda literatura. Już od paru ładnych lat prawie wszystkie wydają współczesną literaturę ukraińską. literatura ukraińska ogranicza się do tych nazwisk. nudna i jednolita. z którego dopiero potem wyłaniają się poszczególne książki i na koniec tworzy się kanon. q Opr. że to literatura osadzona konkretnie w tym miejscu i czasie – czyli za kilka lat nie będzie już czytelna. Myślę też.Ś.. albo nie. a za 50 lat – co z tego jeszcze jest aktualne.K. których trzy książki mogę przeczytać pod rząd. i okoliczności. że Rosja ją wchłonie – wtedy będzie spokój. że powtarza te same motywy. której nie jestem w stanie ponieść. Olga Solarz: Mówiła Pani o wartościach uniwersalnych w literaturze. czy wezmę do ręki Andruchowycza. To jest nadal problem. bo nie wiadomo. Natomiast duże wydawnictwa są na wschodzie.. to mogę być pewna. Co do uniwersalności. Literatura jest obszarem. Bez względu na to. którzy tu pracują. lecz nie docierają za granicę i nie są też dobrze wypromowane na Ukrainie. Mam wrażenie.Ś. Bardzo niewielu znam takich pisarzy. Wydawcy mają bardzo praktyczne podejście do książek – muszą się sprzedawać. Ignorowanie Ukrainy i czekanie. jest to tylko ciekawe. Efekt jest taki. która dopiero się tworzy. to obowiązuje już całkiem inne podejście. 26 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . czyli działają bardziej rynkowo. Poza tym. że cokolwiek napisze Andruchowycz. to ciągle mam wrażenie. co z tą Ukrainą zrobić. za dużo tej dynamiki. że Ukraina nie jest krajem. o której Pani mówiła. To za każdym razem jakaś intuicja: albo mam z książką kontakt. dlatego trudno jest mi polecać coś do czytania. które swoje wydania sprzedają we Lwowie i w okolicach. Czytelnicze mody Osoba z sali: Dlaczego jeszcze żaden pisarz z Ukrainy nie dostał literackiej Nagrody Nobla? N. Nigdy bym ich nie skojarzyła z czytaniem książek. Nobel nie jest nagrodą za wartości estetyczne. którzy pewnie nie mieli szczęścia zostać przez nich zauważeni. Koło się zamyka. Książki zaczęły się sprzedawać wtedy. A. ale teraz modna.. A teraz pytanie: czy widzi Pani jakieś powtarzające się motywy we współczesnej prozie ukraińskiej – jakąś schematyczność. że natychmiast zostanie przetłumaczone i wydane po polsku. z którym nie wiadomo.. maksymalnie dwie. które się ukazują na Ukrainie. to wydaje mi się. Każdą książkę można rozłożyć na wiele elementów i rzeczywiście każdą można skrytykować lub odwrotnie. gdy do wydawania włączyły się duże wydawnictwa ze wschodu. Osoba z sali: W takim razie kogo Pani by nam poleciła do czytania? N. Prochaśko czy Żadan. jak walczyć. bo tam jest lepsza sieć księgarń i możliwości dystrybucji. bo po co tłumaczyć książki z niemodnego kraju? Kiedy jakieś małe wydawnictwo się tym zajmuje. że o literaturze współczesnej. Osoba z sali: Jak na zachodniej Ukrainie sprzedają się książki współczesnych ukraińskich pisarzy? N.Ś. Nie ma przekładów angielskich.poezja zrobiła się dynamiczna. bo po prostu nie znam wszystkiego i nie znam się na tyle na literaturze ukraińskiej. Żadana.: Moim zdaniem nie brak dobrych książek. a Nobel głównie się na nich opiera. choć to jest ciągle działalność niszowa.: Trudno jest mi mówić o czymś takim jak współczesna literatura ukraińska. że wydawnictwo Czarne robi złą robotę. bo sprzyja temu i czas. Największa liczba książek sprzedaje się na wschodzie Ukrainy.. Osoba z sali: Czy w Polsce na Pani spotkania autorskie przychodzą Pani rodacy? N. Żeby się sprzedawały. aby dokonywać takich diagnoz. Za 20 lat będziemy wiedzieć. kraj musi być modny.Ś. nawet rzeczy dość mizerne. Dla mnie literatura składa się z poszczególnych książek.. na przykład w środowiskach młodzieżowych na wschodzie.. który się traktuje poważnie w Europie i w świecie. bo dla przeciętnego odbiorcy w Polsce. Potem wracają do siebie i ten akurat nawyk już im zostaje. że staje się z roku na rok coraz bardziej zaściankowa. Prochaśkę. Często jest to jedna książka.

jak zwyciężać mają. Zresztą mniejsza z tym. trwający już od dawna i prowadzący do rozbiorów. Napoleoński projekt nowego urządzenia świata upadł. że Napoleon oszukiwał Polaków w nadziei pozyskania nowej dostawy „mięsa armatniego” itp. Klęska Ze zbiorów autora Janusz POLACZEK Według Józefa Peszki. jak to w polskiej historii bywa. Za tymi cudami stał Napoleon Bonaparte. że aby móc stworzyć silną armię. Nie tylko ta złota. Właśnie niemalże dwa wieki temu. litografia wyprawy rosyjskiej obróciła wniwecz polskie marzenia o odbudowie dawnej świetności. Nie bez znaczenia okazał się przy tym dość obojętny stosunek szlachty litewskiej – wbrew uczuciom wyrażanym przez Mickiewicza w Panu Tadeuszu bliżej jej było do cara niż do cesarza Zachodu. konieczny był sprawnie funkcjonujący system administracyjny i nowoczesne ustawodawstwo. Za kolejny cud można uznać fakt. Pamiętać bowiem należy. oraz że to strojne wojsko w prowadzonej niemal samodzielnie kampanii 1809 roku zdołało rozgromić silny korpus armii austriackiej i w rezultacie tego powiększyć o około 1/3 obszar Księstwa. ale nie od przywar) nauczył. wolne od źle pojętej tradycji narodowej. Takiej po- 27 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 .WYDAWNICTWA O nowych publikacjach o tematyce napoleońskiej Andrzej Nieuważny o legendzie napoleońskiej w Polsce Legenda napoleońska jest tym obszarem narodowej świadomości. Oto wskutek – mogłoby się wydawać nadprzyrodzonego – zbiegu wydarzeń politycznych i militarnych część ziem dawnej Rzeczypospolitej została uwolniona od jarzma zaborcy pruskiego i rychło zyskała status państwa nazwanego Księstwem Warszawskim. Jej początki sięgają dwóch stuleci wstecz. a nagradzającą cierpienia. że to niewielkie kadłubowe państwo rychło wystawiło doskonale wyekwipowaną (i przepięknie umundurowaną) armię. jakiej od ponad stu lat nie mogła stworzyć wielokrotnie większa i zdawałoby się bogatsza Rzeczpospolita. Pozostał żal i karmiąca się nim legenda. proces degeneracji systemu państwowego Rzeczypospolitej wydawał się odwracać. wierzącymi w siłę sprawczą jednostki. przynoszącego podejrzane nowinki ustrojowe. a powodowany zaściankową (czytaj swojską) tępotą. słowem – rachowanie na Opatrzność niwelującą skutki naszych przywar i głupoty. który w przeciągu ostatnich dwóch stuleci (i to mimo ewoluowania jej kształtu) uwydatniał jeden z podstawowych polskich kompleksów – liczenie na cudownego zbawcę. który europejskiej opinii publicznej przybliżał właśnie do poziomu gazety z aktualnościami czas antycznych eposów. Za sprawą Napoleona to wszystko w Księstwie Warszawskim się ziściło. Alegoria Napoleona (Napoleon jako Eneasz porzucający Dydonę?). wyzwoliciela i obrońcę. pojawiły się rzesze mędrków udowadniających. i to nie tylko na polu chwały. sielanka nie trwała długo. Poza romantykami. Ale. ale również – co może jeszcze bardziej zadziwiające – Polaków (od doby Jana III odwykłych od zwycięstw.

O to.Musée de Versailles Muzeum Wojska Polskiego Adolphe-Éugene-Gabriel Roehn. gwarantującego nowatorskie prawa. że umilkły (choć ograniczyły się do wąskich kręgów). czy może być też traktowana jako możliwość partycypacji w realizowaniu pewnej wizji nowego ładu. tak jakby w wypadku przegranej cokolwiek one znaczyły i tak jakby je miał. 1818 Zygmunt Vogel (?) według projektu Chrystiana Piotra Aignera (?). Mianowicie. przystępując do organizacji powstania w 1794 roku. Dyskusje tego typu trwały dziesięciolecia i jeszcze dziś nie możemy powiedzieć. Koncept przebudowy „dziedzińca Saskiego” w Warszawie oraz usytuowania tam pomnika Napoleona. 1811 Jan Bogumił Plersch. około 1812 » stawie patronował zresztą swego czasu sam Tadeusz Kościuszko. Wjazd Napoleona do Gdańska w 1807 roku. W Polsce nie zauważono wszakże jednego aspektu tych „na- poleońskich” sporów. Śmierć ks. domagający się od Napoleona gwarancji. Józefa Poniatowskiego. czy ta perspektywa powinna dotyczyć tylko gwarancji naszej niepodległości. że chodziło w nich także o pewną europejską perspektywę Polski. oparte na ideach tolerancji oraz postępu (to nic. że w początkach XIX wieku nie były one jeszcze doskonałe) i co najważniejsze – że te 28 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY .

Powróciły wtedy u nas spory o Napoleona i Księstwo Warszawskie. Warszawa 1936 idee powinny być spoiwem jednoczącym przestrzeń cywilizacyjną Zachodu.Warszawa w obrazach. choć już w 1969 roku pamiętano o 200-leciu urodzin Napoleona Bonaparte. ale refleksje całkiem interesujące. wpisujących się w trwający już od lat cykl celebracji 200. Powinniśmy wierzyć. rocznic napoleońskich. Inna wszakże była wtedy atmosfera czy możliwości wypowiedzi. między innymi to wówczas „Mówią Wieki” rozpisały ważną ankietę na temat oceny postaci Cesarza przez Polaków1. W Pol- sce w dużej skali właściwie rozpoczął się on dopiero w roku bieżącym. Tego problemu polska historiografia zdaje się w sposób dostateczny jeszcze nie dostrzegła. że do zmiany horyzontu myślowego w tym względzie przyczyni się wiele wydawnictw z okazji 200-lecia utworzenia Księstwa Warszawskiego. Wystarczy przypomnieć dzieła Andrzeja 29 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 .

Od Pułtuska do Tylży 1806–1807. stał się koordynatorem prac nad nową popularnonaukową monografią Księstwa Warszawskiego. po klasycznych już pracach Andrzeja Zahorskiego3. Dziś po profesorze Zahorskim pozostały tylko publikacje (zmarł w 1993 roku). Szerszemu gronu czytelników dał się poznać w roku 1999 opublikowaną w serii wydawniczej A to Polska właśnie książką zatytułowaną My z Napoleonem2. albumową serię wydawniczą – słowem edycję godnie upamiętniającą 200-lecie utworzenia Księstwa Warszawskiego. Przewidziana początkowo na jeden tom monografia rozrosła się na tyle. akwarela Zahorskiego bądź też początki kariery publicystyczno-literackiej Waldemara Łysiaka. Otrzymaliśmy dzieło (choć pozbawione aparatu naukowego) zawierające dojrzałe refleksje historyczne. Waldemar Łysiak zaś. skoncentrowawszy się raczej na problematyce układów we współczesnym polskim życiu politycznym. Dzieło napisane językiem pięknym i przystępnym. próba ujęcia dziejów legendy napoleońskiej w Polsce. Jego pisarstwo historyczne łączy rzetelny warsztat historyka – tak charakterystyczny dla prac Zahorskiego – z talentem literackim. Oprócz zasadniczego tekstu pióra Andrzeja Nieuważnego. których wypracowanie wymagało poważnych studiów. Efektem jest na razie tom zatytułowany 200 dni Napoleona. która poniekąd stała się powodem całego przedsięwzięcia. opatrzone – co nie mniej ważne – wybornym zestawem ilustracyjnym (w tym względzie mogące konkurować ze słynnym albumem Ernesta Łunińskiego z 1911 roku4). 1. Podążając dalej tą drogą. Rocznicę. Nie mniej udana. Dzieje porozbiorowe narodu polskiego. działającego przy Akademii Humanistycznej im. Była to nowa. W sukurs przyszło Przedsiębiorstwo Wydawnicze Rzeczpospolita SA. Andrzej Nieuważny jako jedna z ważniejszych postaci Ośrodka Studiów Epoki Napoleońskiej. że można było pomyśleć o przekształceniu jej w wielotomową. biorąc pod uwagę formę edytorską. opisującego w szczegółach ten w gruncie rzeczy mało 30 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . Aleksandra Gieysztora w Pułtusku. ukazujący fragment kampanii 1806–1807 decydujący o możliwości restytucji państwa polskiego oraz o jego kształcie i formie nazwanej Księstwem Warszawskim.August Sokołowski. Warszawa 1904 Kazimierz Lux. Ks. a zarazem bardziej nowoczesna. bo tylko tak bogata firma mogła sobie pozwolić na druk monumentalnego dzieła. t. Nazywa się Andrzej Nieuważny. pozwalającym pochłaniać pisane przez niego teksty w sposób porównywalny do napoleońskich esejów Waldemara Łysiaka. Józef Poniatowski ze sztabem. rzadko już sięga do epoki Cesarza. Wyrósł natomiast godny ich następca.

systemu administracyjnego. tylko z pozoru może wydawać się mało zrozumiałe. działań zbrojnych tego okresu na Śląsku i Pomorzu 31 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . Istotny jest przede wszystkim fakt. zaginiony znany etap zmagań Napoleona z siłami rosyjsko-pruskimi. niestety nie musi koniecznie utrafiać w jego oczekiwania. ale niezbyt czytelna dla przeciętnego odbiorcy. Artystyczny wyraz publikacji dał Lech Majewski. choć prawie nijak się niemające do treści książki. Zostawmy jednak szczegóły. oraz zestaw fotografii autorstwa Tomasza Stępnia. stanowiących swoisty komentarz do bogatego i dobrze dobranego źródłowego materiału ikonograficznego. tak różna od tego. Kolejne tomy dotyczyć mają: polskiego wysiłku zbrojnego w dobie napoleońskiej (Polacy i Napoleon). Pewną wątpliwość historyka może także wzbudzać oparcie pomysłu najważniejszych elementów oprawy graficznej na wytworach kultury masowej przełomu XIX i XX wieku. funkcjonowania i dziedzictwa Księstwa Warszawskiego. W Przemyślu na przykład jeden tylko (sic!) sprowadzony przez księgarzy egzemplarz tego wydawnictwa od miesięcy pozostał niezauważony i nie znalazł nabywcy. że 200 dni Napoleona zapoczątkowały bardzo interesującą serię wydawniczą. również w aspektach pozamilitarnych.Ernest Łuniński. do której to kategorii należy zaliczyć pocztówki o tematyce napoleońskiej. Legiony i Księstwo Warszawskie. Co. zdobią jej okładkę i pierwsze kilkanaście stron. Apoteoza Napoleona. Te sympatyczne z punktu widzenia kolekcjonerskiego druki. Warszawa [1911?] January Suchodolski. pierwszą tego typu w Polsce. poświęconą epoce napoleońskiej w aspekcie powstania. będące spojrzeniem na ówczesną sytuację okiem politologa. w omawianej książce znajdziemy także wprowadzenie autorstwa Krzysztofa Ostrowskiego. do czego zdołali nas przyzwyczaić polscy wydawcy książek historycznych. gospodarki i kultury Księstwa Warszawskiego. ukazujących (również z lotu ptaka) tereny ówczesnych zmagań i miejsca zaszczycone pobytem Cesarza. Napoleon. zważywszy na szybką sprzedaż innych książek o zbliżonej tematyce. No i właśnie owa artystycznie wysublimowana forma graficzna publikacji. słusznie zaliczony do grona współautorów ze względu na awangardową w naszych warunkach formę albumu. swą formą – łagodnie rzecz ujmując – balansujące na pograniczu kiczu.

Biblioteka Jagiellońska Roman Rupniewski. Syntezy. ale póki co nic nie wiadomo. podobnie jak inne wspomniane tu dzieła Nieuważnego. Od wcześniejszych tomów serii wydawnictwo to różni się nie tylko co najmniej podwójnie większą objętością. I to dzieło jest efektem pracy oraz zainteresowań Andrzeja Nieuważnego. tak jak inny mit – przedmurza chrześcijaństwa. że w końcu staną się one podstawą do. aby to nastąpiło. bardzo potrzebnej syntezy7 tego istotnego zjawiska w kulturze polskiej. ale i głębszym potraktowaniem tematu. czegoś. tym razem już w pełni naukowej. łączącego ją. Józefa Poniatowskiego do Krakowa w 1809 roku. z nowożytną mitologią Europy. Wjazd ks. co daje się przyrównać do Nietzscheańskiej koncepcji triumfu woli i co Erich Fromm eufemistycznie nazwał ucieczką od wolności. Pierwszy z zapowiadanych tu tomów – Polacy i Napoleon – miał się ukazać w końcu 2008 roku. Używamy go tutaj. i wreszcie – dziedzictwa Księstwa Warszawskiego w różnych aspektach funkcjonowania postnapoleońskiego tworu. znany zresztą z poprzednich czterech woluminów6. za jaki można uważać Królestwo Kongresowe w pierwszych latach jego istnienia. nazywając dość powszechną u nas postawę pozwalającą rozgrzeszać 32 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . Miejmy nadzieję. uzbrojenia. poświęcony polskim oddziałom Gwardii Cesarskiej. z drugiej zaś – jako na symptom bardziej uniwersalnych skłonności ludzkiego umysłu do szukania oparcia w wielkich „przewodnikach” – osobowościach autorytarnych. W polskich warunkach oba te aspekty legendy napoleońskiej czy – jak kto woli – mitu napoleońskiego8 opisuje określenie Stefana Treugutta: kwietyzm w wersji heroicznej9. zwłaszcza jako autor przepysznych plansz. oporządzenia czy wiadomości na temat dziejów poszczególnych formacji także ciekawe refleksje dotyczące na przykład legendy Somosierry i jej wyrazu w poszczególnych dziedzinach kultury. w której znalazłoby się też miejsce na spojrzenie na legendę napoleońską w Polsce z jednej strony jako na pewien rodzaj kompensaty klęsk politycznych i militarnych. Niejako substytutem tej publikacji może być na razie kolejny tom popularnej wśród miłośników broni i barwy serii Wojsko Księstwa Warszawskiego – Wojsko Polskie w służbie Napoleona. choć w odrobinę innym kontekście. w obszar historiografii polskiej zajmującej się legendą napoleońską jako istotnym czynnikiem tradycji narodowej. akwarela ze szczególnym uwzględnieniem formacji polskich. Ryszard Morawski5. Wpisuje się przez to. Znaleźć w nim możemy oprócz danych na temat ubioru. Tym razem pomagał mu.

jaki daje poczucie spełnienia heroicznych czynów (vide Somosierra). Morawski. Z dziejów legendy napoleońskiej w Polsce. R. Nieuważny. Warszawa (wyd. 7 Chociażby na miarę takich publikacji omawiających legendę i mit napoleoński w ujęciu uniwersalnym. Warszawa 1971. 3 A. ahistoryczne. Jeana Tularda i Jeana-Marie Lucasa-Dubretona. Warszawa 2008 (wyd. Inżynierowie i Saperzy. H. Wydawnictwo Dolnośląskie – Wrocław 1999. Nieuważny. Przyodziany w czarny uniform esesman zdaje się postacią bardziej intrygującą niż chociażby. gdzie to miało miejsce. Warszawa [1911]. Zło. Warszawa 1996 (wyd. 6 Vide: R. A. Karabela). nie tylko ze względu na nazwiska twórców – liczących się postaci w dziejach sztuki polskiej epoki neoklasycyzmu i romantyzmu. Leśniewski. Wojsko Księstwa Warszawskiego. Dających innego rodzaju spojrzenie w stosunku do klasycznych już opracowań – np. Paris 2004. Co nie przeszkadza życzyć najnowszej publikacji Andrzeja Nieuważnego i Ryszarda Morawskiego również komercyjnego sukcesu. Petiteau. Warszawa 1993. co ma miejsce w modnej dziś dziedzinie tak zwanych rekonstrukcji historycznych (gdzie z reguły najliczniej reprezentowane są bataliony Wehrmachtu i SS). Karabela). nie jest winna li tylko amerykanizacja polskiej kultury (jak wszędzie. Morawski. La légende de Napoléon. pociąga zaś niezmiennie. Analogicznie do tego. Obrazów i projektów pochodzących z różnych epok. lecz będących egzemplifikacją tej samej w gruncie rzeczy idei. jak: S. Morawski. czego Napoleonowi I nie dane było ziścić. 9 S. Wojsko Księstwa Warszawskiego. tak jeszcze żywotnej w czasach „schyłkowej komuny”. wyd. Napoleon. Paris 2005. Studia romantyczne i napoleońskie. krwawe baśnie bądź historie wzięte z repertuaru bliższego naszym czasom. destrukcyjna). [w:] idem. Napoléon. Warszawa 2008 (wyd. Wojsko Księstwa Warszawskiego. Treugutt. Legiony i Księstwo Warszawskie. który z pewnością zrealizuje to.sumienie narodowe i trwać w błogostanie. Dziś z jeszcze jednego względu jest dobry moment na formułowanie sądów podsumowujących legendę napoleońską. 4 E. S. Morawski. Napoleon – mit i utopia. Ta bowiem w sferze kultury masowej wydaje się w Polsce ostatecznie wypalać. Nie przypadkiem liczne specja- lizujące się w militariach wydawnictwa swój sukces finansowy opierają – choć się do tego nie raczą przyznać – na publikacjach prezentujących osobliwy urok faszystowskich formacji zbrojnych. Lansjerzy Nadwiślańscy. Pozostało po niej w zasadzie – biorąc pod uwagę masowego odbiorcę – zainteresowanie bronią i barwą epoki Cesarza. Artyleria. de la mythologie à l’ histoire. 8 Zostawiając na razie na marginesie semantyczno-historiozoficzne rozróżnienie obu tych pojęć. również w konkurencji na najbardziej poczytne wydawnictwo z dziedziny broni i barwy. Zdają się ponadto dla zrozumienia pewnych aspektów funkcjonowania tej legendy niezwykle istotne. wyglądający niczym kwiat na śniegu. Hazareesingh. Łuniński. A. 5 R. Bellona). uzupełnione: Wrocław 2006. nawet album o polskich szwoleżerach Gwardii Cesarskiej zdaje się pozostawać w gorszej pozycji wyjściowej niż podobnego rodzaju książki o żołnierzach Hitlera. W dobie czarno-białych kreacji. Wszakże złożyliśmy bogini Historii stosowną ofiarę. M. Wielecki. pozwalamy sobie opublikować kilka rzadko przywoływanych i co za tym idzie mało znanych źródeł ikonograficznych do dziejów kultu Cesarza oraz legendy napoleońskiej w Polsce. H. s. Wielecki. Morawski. Tatarzy. Generalicja i sztaby. Wojsko Polskie w służbie Napoleona. Gwardia: Szwoleżerowie. Bellona 1992). wypatrywać nowego wyzwoliciela. Prussak. Zahorski. R. nr 8. czy jak kto woli łamiąca wszelki opór siła. Ludzie przestają miewać kolorowe sny. Warszawa 1974. Pelta). idem. Warszawa 2004 (wyd. Wojsko Polskie w służbie Napoleona. nie ma miejsca na kolory. Geniusz wydziedziczony. N. Legia Nadwiślańska. Grenadierzy. q Niektóre nadesłane odpowiedzi opublikowane zostały w „Mówią Wieki” 1969. 1 2 33 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . Kawaleria. 21. nowe. Eklererzy. tak jak w westernowej fabule. pragnąc w jakiś sposób wesprzeć postawiony wyżej postulat stworzenia nowoczesnej syntezy dziejów legendy napoleońskiej w Polsce. pod red. Spór o Napoleona we Francji i w Polsce. napoleoński grenadier ze sceny odwrotu spod Moskwy. Na zakończenie. Z innych przestrzeni kultury masowej epopeja napoleońska skutecznie została wyparta przez mniej skomplikowane. R. Owemu przygasaniu legendy napoleońskiej.

Urlopy spędzał w Badenie koło Wiednia u swo- 34 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . Krzywdy i niesprawiedliwości stary Axer nigdy znieść nie mógł. Łączność z rodziną utrzymywał za pośrednictwem poczty polowej nr 361. zakończoną egzaminem na chorążego. W lipcu 1912 roku. właściciel i dyrektor prywatnego gimnazjum i liceum żydowskiego w Częstochowie. a następnie został koncypientem adwokackim w kancelarii dr. W sierpniu 1916 roku. Przygotowania do zawodu adwokata przerywane były służbą wojskową. uczestniczył w działaniach na froncie włoskim. pułku haubic polowych II dywizji. W roku akademickim 1904/1905 zapisał się na Wydział Prawa Wszechnicy Lwowskiej. Synowie Leona Axera nie poprzestali jednak na zdobyciu wykształcenia gimnazjalnego. absolutorium. specjalistą w zakresie teorii liczb. Po ślubie młodzi zamieszkali u rodziców żony przy Nelkengasse 2/13. Józef. Najstarszy. Doskonały fachowiec. Aleksander. Leon Axer. jednak ostatecznie zdecy- dował się na prawo. syndyk lwowskich teatrów miejskich. adwokat cywilny i wojskowy. Maurycy Axer otrzymał przydział do żandarmerii polowej i skierowany został na front do Albanii. Wszyscy synowie ukończyli c. Odbył aplikację sądową w Stryju. Ta właśnie odwaga cywilna i wysokie poczucie godności ludzkiej i obywatelskiej zyskały mu powszechną cześć i szacunek – napisano w nekrologu. w związku z wypadkami wojennymi. obowiązkowy i dokładny. W drugim roku wojny Maurycy Axer zawarł w Wiedniu związek małżeński z Ernestyną Fryderyką Schuster. Hermana Liebermana w Przemyślu. nigdy nie dorobił się żadnego majątku. To zbliżyło go do politycznej i społecznej lewicy. zwłaszcza pokrzywdzonym. ukończył wydział prawny na Uniwersytecie Lwowskim i uzyskał doktorat w 1911 roku. człowiek skromny i uczciwy. rocznik 1886. W rozpoczęciu praktyki adwokackiej przeszkodziła mu wojna światowa.k. po awansie na podporucznika. profesor gimnazjalny. Powołany do armii austriackiej odbył jednoroczną służbę w 10. Jako urzędnik miejski śmiało i otwarcie występował publicznie przeciw rządom kliki magistrackiej. a ukoronowaniem jego kariery zawodowej była godność naczelnika miejskiego biura podatkowego. a dochody ze swojej urzędniczej pensji inwestował w staranne wykształcenie piątki dzieci. Filip. Gimnazjum Wyższe w Przemyślu. urodził się w galicyjskim Przemyślu. zaś córka Roberta w roku 1912 zdała z odznaczeniem egzamin maturalny w Prywatnym Liceum Żeńskim Anny Rachalskiej i wyszła za mąż za przemyskiego adwokata Efroima Salomona Schutzmana. wyzwalał rodzinny Przemyśl z rąk rosyjskich w 1915 roku. brał udział w zwycięskiej bitwie pod Kraśnikiem 25 sierpnia 1914 roku. a następnie został przeniesiony do 11. brygady artylerii polowej w Przemyślu. W wojennej wędrówce towarzyszył mu wiernie pies Aslan.SYLWETKI Lwowski Cicero Zenon ANDRZEJEWSKI Zasłynął jako jeden z najwybitniejszych obrońców w sprawach karnych doby międzywojennej. dr Maurycy Axer został zmobilizowany do armii austro-węgierskiej z przydziałem do 4. uzyskał doktorat z chemii na uniwersytecie w Wiedniu (1907). Sądem Krajowym Wyższym we Lwowie egzaminu adwokackiego uzyskał wpis na listę obrońców w sprawach karnych. Znany też był jako mecenas sztuki teatralnej. Rodzina Maurycy Axer. umiał przyjść z pomocą obywatelom. W marcu 1914 roku ukończył aplikację i po zdaniu przed c. uzyskał doktorat na Uniwersytecie Wiedeńskim (1902) i został wybitnym matematykiem. uzyskując. w którym służył od stycznia do maja 1913 roku. na którym przebywał dziewięć miesięcy. pułku haubic polowych 10. baterii 10. Ojciec Leon przeszedł wszystkie szczeble w hierarchii urzędniczej w przemyskim magistracie. pułku artylerii górskiej. tak zwanych rygorozów. otrzymał na Uniwersytecie Lwowskim stopień doktora praw. po zdaniu trzech egzaminów ścisłych. W jednostce tej służył dwa lata. który ogłuchł od huku artyleryjskiej kanonady. po ośmiu semestrach i zdaniu trzech egzaminów rządowych. W listopadzie i grudniu tego roku odbył w macierzystym pułku „wyjątkową” służbę czynną. Syn Maurycy po zdaniu matury zamierzał początkowo studiować medycynę. Studia ukończył w roku 1908. brał udział w życiu kulturalno-towarzyskim Lwowa. Żołnierz Franciszka Józefa I 1 sierpnia 1914 roku. Był na froncie rosyjskim.k.

a następnie przy Mikołaja Zyblikiewicza 25 i Akade- 35 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . Wojnę światową skończył jako porucznik w 2. Ryś). Dr Axer był przekonany o niewinności swojej klientki i dowodził. Występował w najgłośniejszych procesach politycznych i kryminalnych międzywojnia: „świętojurskim” (1922). Axer otrzymał przydział do 6. baterii miotaczy min 25. 1 stycznia 1917 roku urodził się w Wiedniu pierworodny syn Axerów – Erwin. mickiej 10. właścicielki willi przy ul. Gorgonowej (1932) czy Rekszyńskiej na początku lat trzydziestych. Botwina (1925). po czym rodzina wyjechała do Lwowa. brata zamordowanej. a następnie do grupy uzupełnień artylerii polowej. około 1913 roku Ernestyna Fryderyka z domu Schuster – żona Maurycego Axera jej teściowej Adeli Schuster. Aleksandra Fredry 4a. a sam proces miał charakter klasycznie poszlakowy.Atelier Weitzman. pułku artylerii polowej. jeszcze z czasów studenckich. Po powrocie z frontu albańskiego ppor. hołdującego zasadzie. że tego rodzaju badanie może mieć zastosowanie tylko w odniesieniu do oskarżonego. W listopadzie 1919 roku otworzył kancelarię adwokacką przy ul. Wiedeń Dr Maurycy Axer. pułku kanonów. Tam też najczęściej podczas wojny zamieszkiwała jego żona Ernestyna Fryderyka. co wkrótce zjednało mu przydomek lwowskiego Cicero. Złożony przez niego wniosek o zbadanie stanu zdrowia psychicznego najważniejszego świadka w procesie. 28 listopada 1918 roku przyszedł na świat w Badenie drugi syn – Henryk (Bebi. Dr Maurycy Axer był jednym z najznakomitszych krasomówców lwowskiej palestry. późniejszy żołnierz powstania warszawskiego i wybitny reżyser teatralny o światowej sławie. Ogólnopolski rozgłos i sławę wybitnego obrońcy sądowego przyniosła mu zwłaszcza obrona Emilii Małgorzaty (Margerity-Rity) Gorgonowej. dokonane w nocy z 30 na 31 grudnia 1931 roku w Borzuchowicach pod Lwowem. Nazywany też był mówcą złotoustym. baterii 124. Jego błyskotliwe mowy Droga do sławy Po zakończeniu wojny Axerowie jeszcze przez rok mieszkali w Badenie. „przemyskim” (1937). stanowił novum w praktyce polskiego sądownictwa. Reinergasse 9. który później był dowódcą jednej z grup bojowych w obozie janowskim we Lwowie i w roku 1943 został bestialsko zamordowany przez Niemców. oskarżonej o zabójstwo Elżbiety (Lusi) Zarembianki. że przemawiające przeciw niej poszlaki są niewystarczające do skazania. Zainteresowanie tą sprawą objęło niemal cały kraj. gdzie dr Axer miał większe szanse zrobienia kariery zawodowej niż w rodzinnym Przemyślu i gdzie miał wielu kolegów i przyjaciół. Bardzo szybko zdobył renomę znakomitego obrońcy karnisty. 15-letniego Stanisława Zaremby. nigdy zaś wobec świadka.

jak również przepisy nowego kodeksu postępowania karnego z lipca 1929 roku. W czasie wojny ojciec był porucznikiem artylerii konnej w armii austriackiej. pełniąc obowiązki członka tak zwanej Komisji Inicjatywy. polemizował z dr. Współtwórca „Głosu Prawa” i publicysta Był jednym z inicjatorów powołania do życia „Głosu Prawa” – pisma lwowskiej adwokatury. opracowany przez sędziego L. patrzył daleko przed siebie ponad głowami przechodniów. Przeworskiego. w 1934 roku na egzaminatora aplikantów adwokackich. dość tęgi i wysoko nosił głowę. Należał do komitetu założycielskiego. Schauderem co do uprawnień sądu apelacyjnego i z wykładnią Sądu Najwyższego przepisów nowego kodeksu postępowania karnego. Nowotnego i adwokata dr. prof. Po wojnie ojciec stał się pacyfistą i nie chciał. przedstawicieli lwowskiej palestry i sądownictwa i stanowiły wzór dla młodych adeptów zawodu adwokackiego. przyciągały na salę sądową tłumy publiczności. poddawał krytycznej ocenie orzeczenia lwowskiego Sądu Apelacyjnego. Axer brał udział w pracach lwowskiej Izby Adwokatów. W pamięci syna Erwina Ojciec był bardzo wysoki. Był także w Albanii. mimo błagań. że jest zarozumiały. zima 1915 roku obrończe. a następnie do komitetu redakcyjnego i opiniodawczego tego periodyku. jako specjalista prawa karnego materialnego i procesu karnego. Kiedy szedł ulicą Akademicką. w 1932 roku został wybrany na członka Rady Adwokackiej. Na łamach „Głosu Prawa” zamieścił obszerny artykuł krytyczny na temat przygotowywanej ustawy o postępowaniu karnym.Maurycy Axer (czwarty z lewej) na froncie. S. Spędził prawie cztery lata na froncie rosyjskim i włoskim. pełne pasji i ognia. Angermana. Ale on tylko trzymał się bardzo prosto. czasem widziałem go z okna.N. recenzował dwie monografie naukowe pod tytułami Badania psychologiczne nad poczuciami moralnemi i Charakterystyki psychologiczne oraz Komentarz do kodeksu postępowania karnego. Był wybierany kilkakrotnie do wydziału (zarządu) Izby. opowiadać o swoich wojen- 36 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . Niektórzy uważali z tego powodu. a w 1938 roku na rzecznika dyscyplinarnego.

Te płyty były prawie tak samo ważne jak śpiewanie. a głos wydobywał się tylko z krótkiego kolanka. francuskiego się nauczyć [. Caruso. Piccaver śpiewał po francusku Fausta „Salut demeure chaste et pure.. Joseph Roth i inni. teatrze. Uśmiechałem się więc głupio. „Międzynarodówkę”.. tylko pojedyncze słowa.. doszły do repertuaru ojca piosenki z „Królowej przedmieścia”. Miał miły baryton. siadał w fotelu i śpiewał różne arie i pieśni. a ojca po niemiecku. jęków i marudzeń – wspomina Erwin Axer.”.”. Nigdy też nie był komunistą. by chłopcy punktualnie o siódmej gasili światło i nie czytali do późnej nocy. Wakacje zaś spędzali w ulubionym Sławsku. pięknie wymawiane. a polski opanowywałem fonetycznie.. Gośćmi Axerów bywali: Herman Lieberman. „O cześć wam.]. Państwo Axerowie byli stałymi bywalcami na przedstawieniach w Teatrze Wielkim lub Rozmaitości. „Na sprowadzenie prochów Napoleona” – bardzo to lubił. jaka spadnie kara. My- śmy kochali Jana Kazimierza.. Słuchałem ojca. opowiadał bardzo ciekawie i widać było. Leon Schiller. synu mój. że część tych ludzi działa ideowo i należy im się dobra obrona. „El molé rachamim. Częste kontakty z takimi osobowościami. To był zabieg pedagogiczny. bo kobiecych głosów ojciec nie lubił. W Badenie pod czujnym okiem panny Grety Ryś i Erwinek chodzili na codzienne spacery do Doblhoffparku. ludzie teatru..”.”. bo bałem się wzruszać z niewłaściwych przyczyn. prawnicza oraz jego ulubionych książek – bardzo różnych. gdzie mieli dom letniskowy. która. „Lorelei”. pamiętam Kischa. Po obiedzie. a w aktorów wcielały się 37 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . I Słowackiego.. jako że Maurycy Axer w kręgach inteligencji lwowskiej był postacią znaną i szanowaną. na przykład. panowie magnaci. my w niewoli. Pierwszą polską książką o wielkim znaczeniu. Wierzył. w którym brylowała sama pani Axerowa. Traviata. Austria w stosunku do Rosji była wolnym krajem. jak Leon Schiller czy Wilam Horzyca wpłynęły niewątpliwie na wybór drogi życiowej syna Erwina.. Kiedy podrosłem. Józef Mann. albo chciało mi się płakać. kiedy zjawił się Schiller. żeby niemieckiego nie zapomnieć. „Popioły” i Trylogię czytuję do dzisiaj. a w niedzielne popołudnia do Kasperletheater. którą teoretycznie potępiał. czy w operze tak jest naprawdę. Kiedy ojciec śpiewał. rzeczywiście wielkim – poza lirykami. opowiadała i czytała im po niemiecku bajki braci Grimm oraz wykonywała pedantycznie wszystkie polecenia pani Axerowej. czytał bratu i mnie ballady Mickiewicza. choć nie należał do tej partii. Czasem jednak.]. w dowolnej kolejności. którego ojciec czytał namiętnie. a wieczorami spotykali się z przyjaciółmi w kawiarni artystów „Roma”. „Die zwei Grenadiere” i jeszcze kilka innych bohaterskich i romantycznych arii i pieśni na przemian. i melodia [. Demuth i Piccaver. które ojciec recytował albo śpiewał – była Trylogia..” i „Carmen”. Straszny dwór.. że wojna z Rosją była sprawą wyjątkową i sprawiedliwą. „Ich hatte einen Kameraden. Później. w którym grywano bajki dla dzieci. Nie wiedziałem.... „Nie dbam. którego często czytywał i cytował [. pannę Gretę Hering. wpadałem w nastrój bohaterski. Wilam Horzyca. wołania o zmiłowanie.. Kiedy przyjechaliśmy do Lwowa. i właściwie także wojnę. Była Tosca i Rigoletto. skąd mu się to bierze. osiwiały ojciec twój płacze. profesorowie. Na imieniny. który dużo wierszy znał na pamięć. choć zgrzytały i choć tuba służyła już jakimś innym celom. liberalnym demokratą i agnostykiem. Ojciec zaczął nam czytać wieczorami opisy bitew z „Ogniem i mieczem” i z „Potopu”. Trubadur. Samą partię oceniał krytycznie. uwielbiana przez swoich małych podopiecznych. ciarki chodziły mi po plecach.nych przygodach. a potem Horzyca.. choć w wielu procesach występował jako adwokat działaczy komunistycznych. „Przy cesarzu mile włada cesarzowa pełna łask. i Haška. które są dla mnie do dzisiaj bardzo ważne. W ich salonie spotykali się literaci. Irena Eichlerówna. Niemkę.. Do opieki nad dziećmi zatrudniali guwernantkę. żebrze lepszej doli.]. Andrzej Pronaszko.. Ludwik Honigwill. tłumaczył nam.. chociaż sens i tak nie miał dla mnie większego znaczenia. kiedy ojciec był w dobrym humorze. ładną wymowę i zdolności deklamacyjne. Nie było tam prawie płyt kobiecych.. Podczas proszonych obiadów dyskutowano o bieżących wydarzeniach politycznych. Z Austriaków. W domu była spora biblioteka ojca.. „Vater. literaturze. Kazimierz Wierzyński. Salon – teatr – panna Greta Lwowscy Axerowie prowadzili dom otwarty i bogate życie towarzyskie. Slezak. znałem dobrze niemiecki. a popołudniami grywano w brydża. Nie było wieczoru bez płaczu. „Podróży po Warszawie” i „Opery za trzy grosze”. czy ojciec to wymyślił. der Schlachten ich rufe Dich”. Sympatyzował z PPS. Żeromski był później. za to byli Dygas.]. Na urodziny matki po francusku. Często bronił za darmo. Zachowałem je do wojny i puszczałem od czasu do czasu.. my w niewoli. Maurycy Axer był wielkim miłośnikiem teatru. „Z dymem pożarów. dziennikarze. kiedy udało się nam pociągnąć go za język.. ciekawych procesach sądowych.”. kiedy po wielekroć chodziliśmy na przedstawienia. prócz Grillparzera. kiedy miałem osiem lat. Janusz Strachocki. urodziny rodziców musiałem się uczyć wierszy. bo więcej widocznie nie znał).. Dr Maurycy Axer był z przekonań socjalistą. „O matko moja miła. Ojciec kupił też gramofon z wielką tubą i kilkanaście płyt..” (siedem pierwszych słów. które pozostało przy pudle. że mimo wszystko lubił swoje wojenne lata i wojsko. bo wielbił Napoleona [.”. Czasami po obiedzie ojciec śpiewał: „O Alfredzie.”.

Wspomina Erwin Axer: Po aresztowaniu ojca byłem u jego komendanta – porucznika z Monachium. Zauważyli to Niemcy. Przybyły z Warszawy profesor mój Aleksander Węgierko. dom mecenasa Axera dawał uchodźcom schronienie. Horzyca.]. Axer na znak solidarności przesłał im podniesioną ręką znak pozdrowienia. któ- ra polegała na zarządzaniu widownią. W ciągu pierwszych tygodni i miesięcy wojennych przez Lwów i przez dom moich rodziców przewinęli się Węgierko. a następnie w H.. Namawiano go. nr 3/4. Droga bez powrotu Po kilkunastu dniach od aresztowania dr Axer został wywieziony z dworca Lwów–Kleparów pociągiem towarowym do obozu zagłady w Bełżcu. że my z bratem powinniśmy walczyć i miał cichą nadzieję. rozdzielaniu biletów. Fakt ten tak komentuje syn Erwin: Ojciec nie chciał pozostać adwokatem w warunkach okupacyjnych i całkowitej zależności sądu. dzięki długoletniej znajomości z Krasnowieckim. ale rozłożył bezradnie ręce. I wtedy. dostał posadę administratora. Ćwiczeń pamięci Erwina Axera oraz rozmowy Elżbiety Wysińskiej z reżyserem. W czasie okupacji sowieckiej Maurycy Axer nie chciał wykonywać zawodu adwokata.]. co robi dziś organizator widowni. Zatrzymali auto. przemawiała za tym jego przeszłość. Wszystkie fotografie pochodzą z rodzinnego archiwum Erwina Axera. w rocznicę wybuchu wojny. który mnie lubił i potem pomógł mi się uratować. 1 września 1942 roku. nie mógł siedzieć w domu. spędził noc w naszej chłopięcej sypialni. Chodziłem kilka razy pod więzienie. Pomiędzy Kulikowem a Żółkwią zeskoczyło na nasyp kolejowy trzech więźniów. ale musiał ze względów bezpieczeństwa mieć pracę. zanim odjechał do Białegostoku. podbiegli do niego i wepchnęli siłą na ciężarówkę. w miłości do Polski. Pełnił funkcję „głównego administratora” w Państwowym Polskim Teatrze Dramatycznym utworzonym dekretem Rady Komisarzy Ludowych. który później służył za miejsce noclegu Aleksandrowi Bardiniemu.. a także znalazło tu bezpieczny azyl kilkunastu żołnierzy z rozbitego oddziału. nr 2. w łóżku mojego brata. a tym bardziej adwokatury w ZSRR.P. Brat spał na skórzanym materacu podróżnym. pomóc nie mógł. Jakoś udało się im wyłamać zbutwiałą deskę w wagonie. Akademickiej 10. Ze wspomnień Erwina Axera: Mój ojciec uważał. Niemcy przeprowadzili we Lwowie spektakularną akcję aresztowań polskich oficerów rezerwy. U Axerów ukrywał się też były wojewoda lwowski Piotr Dunin-Borkowski. Gdy dr Axer wychodził rankiem do pracy. Wychowywał synów w kulcie dla idei romantycznych.. ale ojcu. Dlatego zostaliśmy. 38 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . Broniewski. socjalistycznych i niepodległościowych. która zawiozła wszystkich na ul. gdzie znajdowało się więzienie. Słonecznej. ciężarówka z aresztowanymi przejeżdżała obok jego domu przy ul. jako wykwalifikowanego oficera artylerii. Gdy po wybuchu wojny w 1939 roku nastąpił exodus inteligencji warszawskiej na wschód. ojciec się oparł. Boy-Żeleński i jeszcze parę innych osób z tego kręgu [. Interweniowałem też u adiutanta samego gubernatora Galicji Hauptsturmführera SS Stiasnego. lecz ojca już nie zobaczyłem. Tutaj właśnie kilkuletni Erwin doznawał pierwszych wrażeń emocjonalnych i estetycznych związanych z teatrem. Wzór ojca i patrioty Maurycy Axer czuł się Polakiem. Janek Kreczmar. że i jego jeszcze wezmą do wojska. jak twierdził. q Przywołane w tekście cytaty zostały zaczerpnięte z „Nowego Głosu Przemyskiego” 1929. opublikowanej w „Pamiętniku Teatralnym” 1991. bez wpływu na teatr.. Jeden z nich jeszcze tej samej nocy przyniósł wiadomość Erwinowi o losie jego ojca. ale ten (cierpiący na hexenschuss) nie podjął ryzyka skoku z pędzącego pociągu. czyli Heereskraftwagenpark przy wojskowych samochodach.K. Daszewski. Ów więzień namawiał Axera do wspólnej ucieczki. tym. Po zajęciu Lwowa przez Niemców 30 czerwca 1941 roku Maurycy Axer przez krótki czas pracował w Judenracie w wydziale mieszkaniowym przy ul.marionetki. Łąckiego 1.. a potem już było za późno [. na którym parę dni wcześniej spał Jurek Kreczmar.

Nie znaczy to jednak. Są oczywiście sytuacje zmuszające jazzmanów do rezygnacji z koncertów w klubach. Koncert w ramach „Jazzu nad Sanem” w sali widowiskowej przemyskiego zamku Wojciech KALINOWSKI Pod koniec roku w Przemyślu odbyły się dwie duże imprezy jazzowe: od 24 października do 8 listopada XX „Jazz nad Sanem”. Zmieniał kategorie lokali. swojskich lokalach. że wyrzekł się swej kolebki – knajpy (w agencjach towarzyskich raczej nie bywa. Później rozprzestrzenił się nie tylko na Amerykę. na przykład zbyt liczny skład zespołu i rozbudowane instrumentarium. w których ta muzyka czuje się najlepiej..”. Także jazzowa publika woli spotykać się ze swoją muzyką w bardziej kameralnych.MUZYKA Adam ERD Nad i bez jazz Urszula Dudziak w życiowej formie. raczej wyjątki od reguły. nie tylko wokalnej. pijaków i narkomanów – jak się dziś mówi. może z powodu starczego wieku. Są to jednak przypadki nieliczne. piął się coraz wyżej. zwane dla niepoznaki klubami. filharmonii.. właśnie zadymione bary z wyszynkiem. Jazz narodził się w Nowym Orleanie. by trafić do szacownych sal koncertowych. meneli. którego nie pomieści klubowa estradka. podejrzanych spelunach pełnych alfonsów. wszak to stulatek!). w których ze szklaneczką w garści bez cele- 39 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . w których bywał. to miejsca. ale także na cały świat. albo popularny wykonawca ściągający tłumy słuchaczy. których nijak się nie da upchać w klubowym wnętrzu. a od 4 do 7 grudnia VIII Międzynarodowy Festiwal Jazzowy „Jazz bez. Przeciwnie. w miejscach o nie najlepszej reputacji: w domach publicznych.

zwieńczone nieznacznym tylko powodzeniem. które odbyły się w „Niedźwiadku”. a może showwomanowskiej?) dała bardzo dobry koncert.” postanowili. Dźwiękowcy obu gwiazd mieli nie lada kłopoty z nagłośnieniem sali. niewiele dobrego da się powiedzieć. i klasę wokalistki. że zacytuję klasyka. a druga w Klubie „Niedźwiadek”. niemniej jednak starała się. przynajmniej w środkowej części widowni słyszalność była całkiem dobra. wypadł nieco lepiej. Drugi z amerykanów Mike Russell. Organizatorzy przemyskich imprez z jazzem w tytule: „Jazz nad Sanem” i „Jazz bez.. albo był w dniu koncertu w słabszej formie. Zamkowe śpiewy Cztery koncerty „Jazzu nad Sanem” rozdzielono po równo: połowa w sali widowiskowej przemyskiego zamku. jakim go anonsowano. Cierpliwość słuchaczy została jednak sowicie wynagrodzona. zapowiadany jako gwiazda amerykańskiego saksofonu (współpracował z Johnem Scofieldem). Było bardzo średnio. „Zaszczytu” występu w zamkowej sali dostąpiły wokalistki Urszula Dudziak i Anna Maria Jopek. że muzyka porwała publiczność. Wystąpili na nich amerykańscy muzycy z polskimi zespołami: Mack Goldsbury. Jopek to artystka.Adam ERD Anna Maria Jopek na „Jazzie nad Sanem” bry i szpanu oddać się może błogiej konsumpcji (nie tylko sztuki). Artystka będąca w życiowej formie wokalnej (także showmańskiej. O pozostałych koncertach „Jazzu nad Sanem”. Choć dla mnie muzyka Jopek jest zbyt jednostajna i może uśpić (na szczęście niewygoda zamkowych fotelików pozwoliła mi zachować stan czuwania). Zmagania te. albo nie jest tak dobrym muzykiem. Nie dla wszystkich jednak to taka „oczywista oczywistość”. Dwa dni później dźwiękowiec Anny Marii Jopek nieco lepiej poradził sobie z akustyką sali. Trudno jednak powiedzieć. Świetnie wspierał ją zespół złożony z mało znanych. wydłużyły stojącej pod drzwiami publiczności oczekiwanie na koncert Urszuli Dudziak do dobrych dwudziestu paru minut. bo ciepło przyjęła jej występ. Było poprawnie i tylko 40 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . której największym atutem na pewno nie jest umiejętność nawiązywania błyskawicznego kontaktu z widownią. która nie miała zamiaru pozwolić na okiełznanie niesfornych dźwięków. Wykonał kilka piosenek w stylistyce soulowo-funkowej (momentami przypominał Ala Jarreau). ale wytrawnych – jak się okazało – muzyków. że znacząca liczba festiwalowych koncertów ma się odbywać w salach widowiskowych.. wokalista i gitarzysta. Publiczność doceniła i to. Na dodatek jego akustyczny zespół grał stanowczo zbyt głośno.

co jest jakimś pomysłem. że jazz to przede wszystkim muzyka instrumentalna. Na coś w końcu będą się musieli zdecydować.. Klubowy barek czynny był nawet w mrocznych czasach PRL-u (choć czasami bez alkoholu).” (z niewielką. Weterani jazzu z reaktywowanego Laboratorium pokazali. w czym byli lepsi.. a tej na „Jazzie nad Sanem” trochę brakowało. I chociaż większość koncertów dało się jakoś przeżyć bez napojów (choć gorąc i duchota)... aż tu nagle na- wet przysłowiowych paluszków i mineralnej kupić nie można! Wróćmy jednak do muzyki. acz istotną zmianą w składzie – Krzysztofa Zawadzkiego przy perkusji zastąpił Zbigniew Lewandowski).. Co prawda panowie Janusz Grzywacz i Marek Stryszowski posiedli umiejętność przywoływania klimatu Weather Report – legendy muzyki fu- 41 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . i doprawdy trudno ocenić.Adam JAREMKO Grzegorz Grzyb z Laboratorium na festiwalu „Jazz bez. Pewnie dlatego po drugim dniu widownia prześwitywała pustkami. do czego służą instrumenty zasilane prądem. Kilku wykonawców festiwalu zasłużyło na parę ciepłych słów.. ale ile w tych młodych ludziach entuzjazmu i radości z grania synkopowanej muzyki.. Czterodniowy festiwal po dwa koncerty dziennie to dla większości słuchaczy maraton ponad siły. że nie zapomnieli.. to już dźwięków generowanych przez freejazzowy kwartet Jurija Jaremczuka bez jakiegoś „znieczulacza” przyswoić się łatwo nie dało. Jazz bez... Serce roście! Nieco starsi od nich muzycy z FBI Jazz – Fortuna. W sali widowiskowej wystąpiły tylko większe formacje muzyczne. czy to zaleta. Dużo lepiej ten sam zespół zagrał miesiąc później na „Jazz bez. Lecz nie do końca wiem. czy wada.” tyle. alkoholowy Większość imprez VIII Festiwalu „Jazz bez. ale trzeba pamiętać. Program tegorocznej edycji został ułożony wyraźnie z intencją prezentacji jazzu wokalnego. Bartholomew International Jazz Project pokazali niezwykłą wszechstronność i jazzową kompetencję.” młodzieżowy MDK Big Band z Przemyśla nie prezentuje może zawodowego poziomu. zakratowano i zamknięto na cztery spusty piwniczny barek. Wykonywali z lekkością i wdziękiem utwory w bardzo różnych stylistykach. Inaugurujący „Jazz bez.” (tak naprawdę początki tego cyklu koncertów jeszcze pod nazwą „Mikołajki Jazzowe” sięgają wczesnych lat osiemdziesiątych) umiejscowiono w Klubie „Piwnice”. Aby jednak publiczności spragnionej doznań artystycznych (i nie tylko) z nadmiaru pozytywnych wrażeń w głowach się nie poprzewracało.

to spróbujcie połączyć je w całość. Okazało się.” – Centrum Kulturalne w Przemyślu. których byli li- derami. bo nawet w lirycznych balladach dudnił jak kowalski młot.” sion – ale ich bardziej oryginalne kompozycje nie mają tej siły rażenia.. Całość uratowały jednak znakomite solówki Macieja Sikały na saksofonie. Wszak jazz najlepiej czuje się w knajpie (z czynnym barem). szacunek pełen). Duża kultura muzyczna. bo pora ku temu stosowna. Zbigniew Lewandowski w Levandek Quartet.. skoro dysponujecie już lokalami klubowymi i zdecydowałyście się na organizowanie festiwalików jazzowych (za co wam chwała.” był festiwalem. że „Jazz bez. zabłysnął jaśniej niż one. Sekcja rytmiczna również nie zachwyciła. pianista. I to nie tylko w zespołach.. co utwory spółki Zawinul – Shorter. Jego zespół wystąpił z programem złożonym z kompozycji Krzysztofa Komedy. bo i Grzegorz Grzyb w Laboratorium.Adam JAREMKO Grupa FBI Jazz – Fortuna. Warto jeszcze wspomnieć o dobrym występie ukraińsko-polskiego zespołu Shockolad z Przemyską Orkiestrą Kameralną. że jego instrument ma funkcję piano (a może ten egzemplarz faktycznie jej nie miał?). perkusistów. Muzycy zaprezentowali nieco stonowany. wyciszony jazz. zapomniał chyba. I mimo genialnych kompozycji mistrza nie był to najbardziej udany koncert. Ihor Hnydyn w Shockolad. Na koniec trochę życzeń noworocznych. którzy grali w swych formacjach pierwsze skrzypce... Szanowne Dyrekcje wszelkich centrów z kulturą w nazwie. q XX „Jazz nad Sanem” zorganizowało Przemyskie Centrum Kultury i Nauki „Zamek”.. pomysłowe aranżacje – to główne atuty tego koncertu.. a przemyską edycję VIII Międzynarodowego Festiwalu Jazzowego „Jazz bez. Bartholomew International Jazz Project na festiwalu „Jazz bez. Zupełnie innej postaci swój koncert poświęcił Leszek Kułakowski. mimo otoczenia złożonego z jazzowych gwiazd.. Lider zespołu. inspirowany ukraińską muzyką ludową. jak Szymon Fortuna w FBI Jazz. 42 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . a przesiąknięte koturnowym klimatem sale koncertowe niech wypełnia operetki czar.

że Duff nie podchodzi do tego zespołu jak do pobocznego projektu. przecież nie mogło być inaczej. a w AC/DC wszystko po staremu. w tym czasie ukazywały się reedycje poprzednich albumów. radość i spontaniczność. Rockman powrócił do muzycznych korzeni i zrobił to z wielkim smakiem. że to rozrywka. Alice’a Coopera i Roba Zombie? Proszę bardzo! Horror rock w bardzo dobrym wydaniu rodem z Finlandii. będą zarzucać zespołowi konserwatyzm i niereformowalność. Dowodem na to są wyprzedane koncerty i doskonale rozchodzące się płyty. Ten zespół wymyślił sposób na siebie lata temu i zawsze dostarcza nam markową muzykę. Refreny Man Skin Boots. Będą koncerty i kolejne płyty. która przywołuje echa przeboju Patience znanego z repertuaru Guns N’ Roses. Mick Jagger wyśpiewał kiedyś słowa: Wiem. Dr. Najbardziej zapamiętywany numer to IOU. a nie do wnikliwej analizy. Sin Is In czy The Ghosts Of The Heceta Head nie mogą się od słuchacza odczepić. Całość wydaje się dojrzała i przyprawiona młodzieńczą pewnością siebie. przy Rock N Roll Dream zapłoną zapalniczki (choć trudno ten utwór nazwać balladą). akustyczna ballada. że to tylko rock and roll. i tym razem. płyty DVD. I proszę do tego nie podchodzić jak do metalu. Piękna. Piotr BAŁAJAN Skala ocen: qqqqq bardzo dobra qqqq dobra qqq przeciętna qq marna q tragedia PŁYTY 43 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 .AC/DC Black Ice Sony BMG qqqq N a nową płytę kazali nam czekać osiem długich lat.. hard rock. boogie czy jak tam chcecie nazywać ich muzykę znów zamyka się w charakterystycznych trzech dźwiękach i cieszy kolejne pokolenie słuchaczy. Muzyka do zabawy. Nawet jeśli w kilku utworach naprawdę potrafią przyłożyć. pamiętajmy.. Duff McKagan’s Loaded Wasted Heart EMI qqqqq W iększość dźwięków wychodzących spod palców byłych muzyków Guns N’ Roses zawsze przyjmowałem z wielkim aplauzem. zabawa. która ma się ukazać w 2009 roku. w którym stoją płyty Back In Black czy Highway To Hell. Czekanie się opłaciło. I wyszło mu to znakomicie. Więc co to takiego? Chcecie skrzyżowania Kiss. i w ten sposób znów pokazał światu. Dodajmy do tego szczerość. W czasach gdy inni wykonawcy nagrywają płyty z jednym świetnym numerem i przeciętną resztą. ale dobitne melodie. to trochę wiocha. singlowego Bite It Like A Bulldog do spokojnego Missing Miss Charlene. Ale fani z utęsknieniem czekali na premierowe utwory. Nad płytą unosi się zapach punkrockowych korzeni. a buntownicza postawa Duffa sprawia. Przy pomocy Brendana O’Briena i Mike’a Frasera muzycy znów wypełnili ten świat zawodowymi dźwiękami. Muzykę. przed tym wydarzeniem.. z tradycyjnym podejściem do tematu. Płytę zamyka tytułowa piosenka Wasted Heart. Lata mijają. który wygrał festiwal Eurowizji. Na tej płycie znajdziecie entuzjazm. na czym polega rock and roll. Rock and roll. Charakterystyczna gitara Angusa. co miały kiedyś kapele w latach osiemdziesiątych: łatwość pisania świetnych melodii. Ten zespół ma w sobie to. że AC/DC gra w kółko to samo. Były basista tego zespołu. proste. a czterostrunowy instrument powierzył Jeffowi Rouse’owi. a poza tym ta grupa gra naprawdę zacne dźwięki. to tych 15 kompozycji słucha się naprawdę dobrze. Cztery z nich to rockowe petardy. Lordi mają do siebie dystans. Podobnie jest Lordi Deadache Sony BMG qqqq Z achwycać się zespołem. Duff tym razem sięgnął po gitarę i mikrofon. w oczekiwaniu na dalszy rozwój wypadków związanych z grupą Velvet Revolver. Słuchając ich. I to jest ich mocna strona. Co prawda Black Ice nie można ustawić w tym samym szeregu. ale ja to lubię. że Lordi słuchałem dwa lata specjalne boxy. patrzą na wszystko z przymrużeniem oka i posiedli recepturę tworzenia wybuchowych piosenek.. Przy Wheels stadiony i hale będą tańczyć i śpiewać. że z jeszcze większą niecierpliwością czekam na całą płytę. ale za to zwolennicy będą skakać z radości pod samo niebo. które mogłyby przebić największe hity Australijczyków. rockową rebelię i bezkompromisowość. firmowy głos Briana. nagrał dwudziestominutową epkę pod szyldem Loaded (to nie jest ich debiut). Zwariowane teksty. Choć i pozostałym nie brakuje pazura i chwytliwości. kiczowaty i groteskowy image (ale czy wszystko powinno być brane na poważnie?) i wielka przebojowość! Tak w dużym skrócie można przedstawić Lordi. pamięci o dźwiękach tworzonych w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. I o to w tym chodzi. ale jakże wyśmienita. która się nie zmienia. ale odmówić grupie talentu do pisania fajnych piosenek nie można. bo to żaden metal. Prawdziwy hit wpadający w glamrockową nutę. wyluzowana i pozornie niedbała maniera wokalna wprawiają słuchacza w zachwyt. Brudne dźwięki. Z taką płytą każda halloweenowa impreza będzie udana. Zatrud- nienie dziecięcego chóru do tego ostatniego numeru było strzałem w dziesiątkę. Lordi ładują w nas hit za hitem. Owszem. Od zdecydowanego Girls Go Chopping. a tytułowy Black Ice przytłoczy ciężarem. I nawet jeśli nie ma tu zbyt wielu utworów. Przeciwnicy nadal będą gderać. Warto zaznaczyć. prawda? Ale na obronę napiszę. Pięć piosenek o prostej strukturze.

Wartość tych utworów jest bowiem tak oczywista. że zachęcanie do ich przeczytania wydaje się czymś niestosownym lub przynajmniej ocierającym się o nietakt. a właściwie żadna. trudno napisać jaka. W latach trzydziestych nie tylko w Niemczech i we Włoszech. Jeżeli już jest. czasem z bardziej emocjonalnych za- 44 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . to dotyczy wydarzeń związanych z Polską. Iona Antonescu do około połowy 1943 roku. wydany przez Fundację Pogranicze w serii Meridian. gdzie później mieszkał już na stałe. później – w miarę zbliżania się wojny – dotyczą już prawie całej Europy. co można wówczas powiedzieć. Fundacja Pogranicze. Tyle. * U statystycznego polskiego inteligenta znajomość nawet podstawowych faktów z historii Rumunii z lat. Sejny 2006. tłumaczem. Dziennik 1935–1944 (Journal 1935–1944). przywódca faszystowskiego Legionu św. Samo tylko wymienienie państw leżących za Karpatami i dalej na Bałkanach sprawia poważne trudności. nieco powyżej ujścia Seretu. chcąc je polecić. z języka rumuńskiego przełożył Jerzy Kotliński. gdyż po prostu jej nie ma. wydaje się znikoma. seria Meridian pod redakcją Krzysztofa Czyżewskiego. uciekinierzy znaleźli się w Rumunii na początku wojny. W latach 1930– 1931 przebywał w Paryżu. Takim właśnie dziełem jest Dziennik 1935–1944 Mihaila Sebastiana (przekład z rumuńskiego Jerzy Kotliński).LITERATURA Rumuńskie memento Andrzej SKIBNIEWSKI Są książki.. pracował także w kancelarii adwokackiej. Cóż. W ogóle zdaje się. to: tę książkę trzeba i warto przeczytać. skąd przesyłał korespondencje do pism bukareszteńskich. Tyle. można spokojnie żyć bez nawet elementarnej wiedzy o Rumunii. krytykiem literackim. Zbrodnie Żelaznej Gwardii to jednak tylko zapowiedź o wiele większej tragedii. że orientacja tylko w najnowszych dziejach (mniej więcej od początku XX wieku) bliższych i dalszych południowych sąsiadów Polski jest u nas. W Rumunii Corneliu Zelea Codreanu (Zelinski).. Serbii czy Czarnogórze. a także społeczeństwo około 100 tysięcy [!] polskich obywateli. w portowym mieście Braiła (Brăila) nad Dunajem. Jedyne. Coś się – bez specjalnego zapału – napomyka o „szosie zaleszczyckiej” i nocy z 17 na 18 września 1939 roku w Kutach na polsko-rumuńskiej granicy. Był pisarzem. * Dziennik Mihaila Sebastiana nasycony jest mnóstwem uwag i refleksji o bieżących wydarzeniach politycznych i społecznych. wobec których jest się bezradnym. Mihail Sebastian (Josef Mihail Hechter) urodził się 18 października 1907 roku w rodzinie rumuńskich Żydów. która trwała pod rządami premiera gen. Z początku odnoszą się one głównie do Rumunii. Michała Archanioła. tworzy w 1930 roku jego zbrojne ramię – ponurej sławy Żelazną Gwardię (Garda de Fier). ale także w wielu innych państwach europejskich pojawiają się silne ultranacjonalistyczne i faszystowskie ruchy społeczne i towarzyszące im ugrupowania polityczne. kiedy powstawał Dziennik. Niekiedy ktoś wspomni rodzinne opowiadania o bardzo przyzwoitym – mimo niemieckich nacisków – traktowaniu przez rumuńskie władze. – no właśnie. * Rumuński faszyzm i antysemityzm poznajemy czasem z lakonicznych. Legioniści (tak nazywano jej członków) znikną ze sceny politycznej dopiero z początkiem roku 1941. którzy jako Mihail Sebastian. Studia uniwersyteckie (prawo i filozofię) ukończył w Bukareszcie. dramaturgiem. koniec i kropka. a mylenie Słowenii ze Słowacją lub Macedonii z Mołdawią nie przynosi żadnej ujmy.

bardzo uważali. Abyśmy uważali. jest absolutnie bestialskie okrucieństwo. Dziennik 1935–1944. że Żydzi zaszlachtowani w rzeźni Străuleşti powieszeni zostali następnie na rzeźnickich hakach zamiast ubitego bydła. który olbrzymim wysiłkiem stara się zachować trzeźwość umysłu. uwag i rozważań na temat wydarzeń bieżących – tak bardzo dotykających autora – można w Dzienniku wyodrębnić jeszcze przynajmniej dwie warstwy. naukowców – słowem: całej bukareszteńskiej elity intelektualnej. publicystów. * Oprócz opisów. nie załamywać się i pielęgnować nadzieję. Sebastian daje na stronach Dziennika wyraz swemu rozżaleniu. Dziennik 1935–1944. Nie ma w nim jednak ani krzty nienawiści lub chęci odwetu – jest za to wstyd. wstyd za tych. s. Jest też Dziennik ostrzeżeniem. goryczy. Przenika ono nawet suche sformułowania oficjalnego komunikatu. ukazujący zmagania Sebastiana z samym sobą. Do każdego ciała przylepiono kartkę z napisem: „mięso koszerne”. znajomi. kiedy mowa o rzezi w Bukareszcie.Mihail Sebastian. W większości bardzo gorzkie to spostrzeżenia. w którym przed kilkoma dniami obwieszczono. Sejny 2006 Mihail Sebastian w Liège. u których zanika godność. 462–463. Dziwnie niepostrzeżenie i łatwo można je uwolnić – i przed tym właśnie przestrzega Sebastian w swej kronice czasu pogardy. także na siebie samych. że T ym. że w lesie Jîlava zamordowano 93 osoby (ostatni eufemizm dla określenia Żydów – „osoby”) 21 stycznia. koledzy. pisarza. Ale to. Szczególne wrażenie robią spostrzeżenia Sebastiana dotyczące ówczesnych postaw pisarzy. między innymi filozofowie Nae Ionescu i Constantin Noica czy takie postacie. ciągłym zmęcze- 45 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . jak: Émile Michel Cioran. grudzień 1935 roku (ze zbiorów Cornelii Stefanescu) pisów żydowskiego intelektualisty. o czym się mówi. Na „ukąszenie” podatni byli przecież nie tylko profesorowie filozofii. Wielu z nich to jego przyjaciele. Zło tkwi w każdym. Jedna z nich to jakby diariusz pisarski. jest o wiele bardziej wstrząsające niż komunikat oficjalny. Mircea Eliade i Eugène Ionescu. Wiadomo z całą pewnością. doznał wielkiego zawodu. przyznaje. co szczególnie mrozi krew w żyłach. człowieka wrażliwego i prawego. artystów. Mihail Sebastian. z jakim działo się to wszystko. we wtorek w nocy.

Odbieramy go jako osobę niezwykle naturalną. Po przeczytaniu przez nas zaledwie kilkunastu stron tej książki autor niespodziewanie staje się kimś bardzo sympatycznym i bliskim.] Dlaczego myśl wolnego człowieka tak łatwo i niepostrzeżenie przeistacza się w ideologię zniewolonego społeczeństwa. wręcz przeciwnie – od Sebastiana emanuje jakieś szczególne ciepło. niem. że albo „bierze się na serio” chrześcijaństwo (lub islam czy judaizm). co duchowe i co racjonalne. [w:] M. Druga zaś zawiera przemyślenia i refleksje dotyczące spraw prywatnych. s. Sebastian. skromną i bezpośrednią. Czyżewski. Miał niespełna 38 lat. maniery czy autokreacji. Nie ma tu – jak to często w pamiętnikach i dziennikach bywa – żadnej pozy. podobnie jak »postępowy« humanista przeobraża się w prymitywnego. 1 Czyżewski zadaje wiele pytań związanych z wydarzeniami polityczno-społecznymi w Rumunii w czasie wojny i w latach ją poprzedzających. niezwykle obiektywny i przenikliwy esej. Dziennik 1935–1944. gdzie miał rozpocząć wykłady o twórczości Balzaka. a wola przemiany duchowej w przemoc wobec innych? Dlaczego traktując poważnie wartości chrześcijańskie. * 29 maja 1945 roku Mihail Sebastian w drodze na uniwersytet. Sejny 2006. wojującego komunistę” (Manea)? Dlaczego w tej starej Europie tak trudno jest zbudować most między tym. K. Sejny 2006 Bukareszt lat 30. * Polskie wydanie Dziennika 1935–1944 kończy Posłowie autorstwa Krzysztofa Czyżewskiego – znakomity. albo buduje społeczeństwo demokratyczne?1. Czy to jest tak. także sfery uczuć i erotyki.Mihail Sebastian. często wręcz intymnych. Dziennik 1935–1944. z depresyjnymi nastrojami i rezygnacją. zginął potrącony przez ciężarówkę Armii Czerwonej.. [. Posłowie. między wiarą a tolerancją. ze zniechęceniem. odstępujemy od nich w imię takich wartości. 930. 46 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . Pytania te jednak mają przede wszystkim wymiar uniwersalny. Dwa z nich warto tu przytoczyć.. jak dobro narodu czy silne państwo? W jaki sposób „zdeklarowany konserwatywny intelektualista przekształca się w prawicowego fanatyka.

zajmować się wydawaniem książek.. Steaua fără nume (Bezimienna gwiazda. seria Historia państw świata w XX wieku. i którzy – jak mawiał mój przyjaciel. czeski.] W czerwcu 1941 r.. W nocy z 26 na 27 listopada 1940 r. Najmniej praw miała kategoria trzecia.in. Według najnowszych danych w Bukareszcie zginęło wtedy około stu dwudziestu Żydów. Dziennik 1935–1944 ukazał się po raz pierwszy w 1996 roku w Rumunii. rejonu położonego między Dniestrem a Bohem. Jej członkowie nie mogli sprawować w państwie funkcji publicznych. s. 29 i 30 czerwca zaczęto mordować Żydów w ich dzielnicy. I gdzie jest miejsce dla tych.. 939–940. Małgorzata Willaume. nakładem wydawnictwa Humanitas. Realizację tych zamierzeń rozpoczęto wówczas. jak Ciudei czy Noua Sulita. Poiana cu salcâmi (Miasto z akacjami. [.. 264 900. (Od dwóch tysięcy lat. należeć do stowarzyszeń sportowych. Już w sierpniu 1940 r. nie licząc tych. obozy pracy oraz getta. 1940). W następnych latach był tłumaczony między innymi na angielski. poszanowaniem tradycji i postępem. wybitnego historyka i polityka.. Liczba deportowanych Żydów do końca 1941 r.obroną tożsamości i obroną praw człowieka. 1934). jakie obowiązywało w państwach okupowanych przez Niemcy lub z nimi współpracujących. ogłosił decyzję o deportowaniu Żydów z Rumunii. a w 1942 r. Rumunia. Accidentul (Wypadek. w Jassach doszło do jednego z największych pogromów żydowskich 2 czasów drugiej wojny światowej. którzy mieszkali na początku wojny w Rumunii. którzy osiedli w północnym Siedmiogrodzie. Warszawa 2004.] Do drastycznych wydarzeń doszło 20–23 stycznia 1941 r. Były wsie. niedaleko Ploeişti. rozkazem Antonescu wysłano do Transnistrii. którzy przeżyli. Tych. gdy Rumunia włączyła się do wojny i zajęła Besarabię oraz Bukowinę. Szczególnie aktywni okazali się legioniści.. 1942).. ani na lewo od Boga”2. zostało zabitych lub zmarło w transportach. Zniszczono dwadzieścia pięć synagog.. 149–153. w innych miastach i wsiach było podobnie. doszła do 185 tys. Planowano nie tylko wywózki. rząd Gigurtu wydał dekret zabraniający zawierania rumuńsko-żydowskich małżeństw mieszanych i podzielił Żydów na trzy kategorie obywateli. stary cieśla – „nie idą ani na prawo. [. Szczególne nasilenie działań antysemickich przypadło na przełom 1940 i 1941 r. a dzielnicę żydowską spalono. w tym wielu Żydów. Ultima oră (Ostatnia godzina) i nieskończonego Insula (Wyspa). ani na drugim brzegu. czyli 43 proc. zmasakrowali swoich przeciwników. * Tytuł pochodzi od redakcji. 1939). De două mii de ani.. q Mihail SEBASTIAN jest autorem powieści: Fragmente dintr-un carnet gasit (Fragmenty znalezionego notesu. francuski i niemiecki. którzy przeżyli w przejściowych gettach i obozach. że większość zmarła w drodze. Ibidem. [.. Tych. Wydawnictwo TRIO.. Zginęło wówczas około 12 tys. [. Działania antyżydowskie w Rumunii w latach 1940–1943* W polityce wewnętrznej rząd Antonescu kontynuował działalność przeciwko Żydom. Femei (Kobiety). 1935). a kilka tysięcy zostało poszkodowanych. w lasach koło Jîlavy. powołano do życia Centrum Narodowe Romanizacji. gdzie zorganizowano obozy koncentracyjne. które miało zająć się m. W Czerniowcach i Kiszyniowie zmasakrowano i zamordowano tysiące Żydów. wywieziono wagonami do Podul Iloanei oraz do obozu koncentracyjnego w Calaraşi-Ialomia. że z 607 790 Żydów. Stopniowo wprowadzano takie samo ustawodawstwo. oraz dramatów: Jocul de-a vacana (Zabawa w wakacje. a szczególnie w pomieszczeniach policji. na którego oczach najpierw zamordowano jego synów. w domach i na ulicach. 47 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 .]. 1932). Instytut Historyczny Uniwersytetu Warszawskiego. nastąpił kolejny etap działań antyżydowskich. Na mocy nowych dekretów „upaństwowiono” dobra i majątki wspólnot żydowskich oraz poszczególnych Żydów. Wówczas to podczas pogromu został zamęczony rabin Gutman.. Podróż trwała tak długo. którzy nie czują się w pełni sobą ani na jednym. która stanowiła większość społeczności żydowskiej. W lipcu 1941 r.] W maju 1941 r. gdzie zginęli wszyscy mieszkający tam Żydzi.. s.] Z najnowszych badań Constantina Iancu wynika.. „oczyszczaniem etnicznym” Rumunii. sędziwego Nicolae Iorgę oraz Virgila Madgearu. Żydów. być żołnierzami... ale również masowe egzekucje. którzy w listopadzie rozpoczęli akcję morderstw politycznych oraz antysemickich. Antonescu 8 lipca 1941 r. [. wyniosła około 118 tys. Iancu i Iosefa. 27 listopada inna grupa zamordowała w lesie Strejnicu..

które lekko drażnią. posiłkując się aneksem i kilkoma mapami. Wszystko to nie wygląda za dobrze. chociaż w końcu nikt nie powiedział. niespójne. Dzieci nie chodzą do szkoły – są uczone przez inne. Mogą one przyprawić o zawrót głowy. a pajdokratą staje się zblazowany ćpun. brak związków małżeńskich.. starsze dzieci. Na spotkaniu z humanistami ostro krytykuje ich bezecne stanowisko w kwestii prowadzenia przez nich badań nad nieletnią prostytutką. Jakieś to rozlazłe i słabe. Brak modelu rodziny. a w niej proletariat. które zresztą dodają groteskowego smaku powieści? Jest kilka rzeczy. i choć jest wyraźny. Edukacja seksualna od najmłodszych lat. Jest tutaj masa rozbudowanych wątków pobocznych. chce coś dla niej zrobić. Buduje mosty kulturowe i obciąża je syndromem postkolonialnym: ktoś wreszcie zajął się tym małym grajdołkiem w sercu Meksyku. Daniel jest geografem. z instytutu badawczego w Emporio. która drażni nad wyraz. nazwiska dziesiątek bohaterów. jedzie do Guadalajary na spotkanie z dyrektorem Instytutu Historii w sprawie swojej pracy. Jej wątek co pewien czas jest uruchamiany w powieści. obowiązków i tak dalej. ale zniechęca i utrudnia czytanie. to swobodna. która nawet nie ma swojej własnej ziemi. że w owej wiosce funkcjonuje bardzo swoisty i egzotyczny tryb życia. To jakby ssać gorzkie cukierki. A może Le Clézio celowo stworzył swoistą zagadkę-metaforę. choć kontrolowana. urzędujące na wzgórzu antropologów. Owolaktarianizm. drugie to meksykańska ludność. Okazuje się bowiem. ktoś to wreszcie opisał. że Urania niebawem tam trafi). trzymającej w napięciu i dającej często pstryczka w nos nie będą zadowoleni z czasu spędzonego nad Uranią. Odnajduje ją. czy ten właśnie schemat jest dobry. że takie być nie mogą. nie ma w niej nic śmiesznego. żywiołowej. Pojawiają się bardzo szczegółowe opisy zachowań bohaterów. opisami naiwnych zachowań ludności Campos. Poza tym uprawianie pola. Okazuje się. jakby autor kompletnie zignorował czytelnika i nie objaśnił błyskawicznych zmian w przebiegu zdarzeń. jakoś mu nie wychodzi. wydaje się bez znaczenia. Narrator nie wzbudza zaufania. jakim powinna być tytułowa kraina. Mnóstwo nazw: krain geograficznych. Klasyczna to powieść. Czy tak ma prezentować się kraina doskonała? Kraina. naładowane banalnymi marzeniami. a w najmniej spodziewanym momencie czas akcji ulega nienaturalnemu przyspieszeniu – tracimy kontrolę nad lekturą. jak się wydaje. Przede wszystkim ta książka nie jest radosna. trzecie środowisko to hipisowska wspólnota zamieszkująca Campos. niemających wpływu na motyw główny. mianowicie pozrywane wątki. chów zwierząt oraz handel pozaobozowy.. Warszawa 2008 Sfałszowana arkadia Jacek DROZDOWSKI Zwolennicy literatury mocnej. niektóre fakty zostają w całości pominięte. z bagażem poniżających doświadczeń. Jedyne informacje o Campos są podane czytelnikowi w Historii Rafaela. ze szpetną blizną po zabiegu aborcyjnym. ale jakoś tego nie robi. Państwowy Instytut Wydawniczy. hoteli. Wspólne chaty. ale i natury człowieka. wspólne posiłki. rzek. a innym razem występuje w roli świadka – wówczas jego wiedza jest bardzo ograniczona. czyli w liście do Daniela. Daniel – tak ma na imię główny bohater – dowiaduje się o owym bractwie hipisów w autobusie od najdziwniejszego młodego człowieka jakiego spotkał – Rafaela Zacharie – jednego z mieszkańców Campos. Po kilku dniach udaje się na inaugurację wieży Menendeza na wzgórze antropologów. która przestrzega przed konsumpcyjnym trybem życia. Trzeba tworzyć własny schemat epizodów i scen. tak zwani spadochroniarze. Dziewczyna wyjeżdża. że Campos zostaje zlikwidowane i mieszkańcy przenoszą się na wyspę.KSIĄŻKI Jean-Marie Gustave Le Clézio Urania Przełożyła Zofia Kozimor. wskazuje na spadek symbiotycznej interakcji: człowiek – przyroda do poziomu pasożytnictwa. Mieszkańcy posługują się specyficznym narzeczem opartym na różnych językach i ich dialektach. wykonywanych czynności. o których tegoroczny noblista zapomniał napisać lub mu się nie chciało. Lili to dziewczyna bez zęba na przedzie. Nie ma tam zorganizowanych struktur edukacyjnych. którzy po książki przychodzą do Tesco (idę o zakład. Fragment jak z taniego romansu. A książki smutne czyta się źle. Raz narrator jest pierwszo-. a tytułowa Urania wyszła chyba bocznymi drzwiami – niezauważalnie! q 48 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . Nieobecność lekarzy – leczenie zastępuje spożywany przez ludność napar z ziół nurhite. która nie posiada pitnej wody. jest niebywale smutna. Autor obrazuje w Uranii trzy środowiska: pierwsze to akademickie. oraz bogaci urzędnicy. zbanalizowane. Zapewne nie ma to wielkiego znaczenia dla czytelników. a raz trzecioosobowy. Trochę antropologiczny obraz kultury meksykańskiej. Jest też rzecz. miast. Na końcu i tak nie wiemy. jego komentarze są momentami suche. raz jest wszechwiedzący.

Warszawa 2008 Śladami mistrza Monika MAZIARZ Co my wiemy o literaturze węgierskiej z początków XX wieku? Po przeczytaniu powieści Sándora Máraiego (1900– 1989) Sindbad powraca do domu zdaje się nam. bo chciał opowiedzieć. pieczona słonina. Żadne przygody. Nade wszystko jednak był piewcą tego. nawet jeśli przedstawionych z subtelnym humorem. Współczesny czytelnik zaś przyzwyczajony jest do rwanej. jaki smak ma latem żytni chleb.KSIĄŻKI Sándor Márai Sindbad powraca do domu Przełożyła i posłowiem opatrzyła Teresa Worowska. Prawdziwym szczęściem byłoby dla niego (i dla nas?) zadomowienie. pisarza i dziennikarza.. choć Márai z pewnością wykonał tu kawał dobrej roboty. co trudno ująć w słowach. powstrzymują mnie od ziewania. O tym wszystkim dowiadujemy się od tłumaczki Teresy Worowskiej. której poznawanie jest czymś bardzo przyjemnym. a zwłaszcza tamtejsze wino. nie rzuca na kolana i nie zapada w pamięć. Lubił prostych ludzi. Podobnie jak te. Poza tym. że czyta się ją z pewnym nabożeństwem.]. i śpiew żab w Hévíz. q 49 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . dynamicznej i krzykliwej narracji. pochyla się nad szczegółem. Tylko czy to może zachęcić do lektury? Czy sprawi. o których raczej nie słyszeliśmy. ale to. Choć bywa i tak. lecz dostaję jedynie zabijającą wszelką ciekawość monotonię. palić kubańskie cygaro czy poczuć zapach Chanel numer 5. tak skomplikowanej. żyjących w smutnych i w szczęśliwych domach. choćby małe zaskoczenie. że autor uwodzi czytelnika. że nawet bratanek Polak nie może jej zrozumieć. które odzywają się w dzień świętego Jerzego. jeśli wcześniej nie zetknęliśmy się z Krúdym. napisać tekst w kawiarni „Czikago” i zjeść płucka na kwaśno w hotelowej restauracji. że wydawnictwo „Czytelnik” od kilku lat promuje twórczość znakomitego węgierskiego prozaika. gdy na przykład zachwala węgierską kuchnię. kogo dziś obchodzi. i bynajmniej nie z powodu jej rozmiarów. że niewiele. Jest w niej jednak coś intrygującego. Nie zdarzenia będą tu więc najważniejsze. Pisał. choć tu nie dzieje się za wiele. na ziemi. nie dostrzeżemy tej literackiej gry i atutów książki będziemy musieli poszukać gdzie indziej. co myślał jakiś węgierski pisarz. jakby chciał go zwyczajnie uśpić. Przyznaję – robię się wtedy głodna i spragniona. Czytelnik. Jak widział świat i czym się zachwycał? I jak zapamiętał go inny pisarz? Bo to w istocie książka o sprawach nam obcych.. Márai jest refleksyjny. które zaczynają koncert w dniu balu Anny [. mówiące o smakach czy zapachach niegdysiejszego świata. że ktokolwiek z ochotą sięgnie po tę niepozorną książeczkę? Łatwo ją przeoczyć w wydawniczym gąszczu. Gorzka to wprawdzie wymowa powieści. którego nazywał swoim mentorem i największym pisarzem czasów monarchii. którą podróżny spożywa w cieniu wzgórz pod Sáros [. zielona papryka. To powieść o samotności i szukaniu swego miejsca w świecie. Tym razem jednak zachwytów nie będzie. I chętnie odwiedzał pokoje karciane oraz kawiarnie. bo pełna jest nazwisk pisarzy. więc ta naszpikowana długimi zdaniami powieść może go po prostu nudzić czy wręcz irytować. Dlatego też w kawiarni „Czikago” wygłasza (choć ustami narratora) podszytą lekką ironią mowę na cześć węgierskich pisarzy oraz „wykład” o naturze Węgrów. skoro Márai pisze tak. Lecz choć brzmi to przyjemnie. którego jednak tu. Opisując wyobrażony przez siebie ostatni dzień życia Gyuli Krúdyego (1878–1933). że oprócz tematyki „miejscowej” porusza także wątki uniwersalne. wraz z Máraiem podążając śladami jego mistrza. niemalże zmysłowym.. Jakaś magia. Bo doprawdy ile można czytać o wyjątkowości Węgrów. podróżując głównie po Budapeszcie. Może w warstwie fabularnej. A był nomadą. która sprawia. bo – jak mawiał – bez kawiarni nie ma literatury. Sami bowiem. by zażyć kąpieli w łaźni parowej. który nigdy nie wystawił nosa z Węgier. stworzył doskonały pastisz jego prozy przez naśladowanie stylu mistrza i zaczerpnięcie z jego opowiadań postaci Sindbada. co piękne i wartościowe w mijającej epoce.]. I właśnie te sensualne fragmenty. które nie każdego muszą zainteresować. miłosne podboje czy podróże nie dały bohaterowi szczęścia.. ta powieść nie porywa. a zwyczajne sprawy opisuje poetyckim językiem. dlaczego Sindbad sięgał po pióro. znaleźć chyba nie sposób. którego picie przyrównuje do rytuału. ale może warto się nad nią zastanowić. Co jednak czytelnikowi po takiej wiedzy. Czytać Máraiego to tak jak pić toskańskie wino. Czekam tu sobie na jakieś. w których narrator tłumaczy. Dobrze więc. Oglądamy po prostu ostatni dzień życia głównego bohatera. czego dowiadujemy się o Sindbadzie. Tym bardziej cieszy. bo chciał spisać nuty muzyki świerszczy. który dorożką przemierza ulice Budapesztu. Pisał.

że zabiłem akuszerkę. Zamienia go w wielkiego Odysa. rosyjski pisarz fantasy. przyjemnie poznawało się historię jego bohatera w poprzedniej książce – Brudnopisie. z planety na planetę. swoją historię. Człowieka bezsilnego wobec narzuconej formy. Akcja powieści jest nieprzewidywalna. pozornie nierealny i bez zarzutu. zdolności. Za tym wszystkim stoi on. tworząc ciekawy świat Czystopisu. polityczne problemy. ukazała swoją inną warstwę. q 50 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . Starałem się odkryć kulisy polityki arkańskiej. Łukjanienko na nowo zapisuje. spisek. wciąż ucieka z miasta do miasta. Wydawnictwo MAG.. przemawiał moimi ustami. wypisując palcem Kiryła tajemnicze znaki w powietrzu. osoby. Czystopis to ciągłe przemieszczanie się. Tak. który poluzował odpowiednie śrubki w wyobraźni czytelnika. a zarazem narrator powieści – umiejętnie wprowadził czytelnika w klimat Brudnopisu. Mieszkałem w Moskwie. chęć rozwiązania zagadki. Łukjanienko dobrze sprawdził się jako stwórca Kiryła Maksimowicza. odnalezienie baterii zasilającej światy. pozbywa się błędów polityki Arkanu. Pokazuje funkcyjnych uwięzionych w swoich wieżach. dobiera odpowiednią szatę graficzną i podaje czytelnikowi na tacy dobrą strawę. miałem psa. wprowadził inne czasy w różnych miejscach. w której tkwił. Tak.. niemogących oddalić się od swojej wieży. Kirył Maksimow. potem studiowałem w MAI. sterował moimi krokami. jego sposobu myślenia i postrzegania innego wymiaru rzeczywistości.. Pozwala mu w końcu przebić bańkę mydlaną. usuwa skreślenia. nie wystarcza mu jedna planeta.. wymazuje niepotrzebne postaci. Teraz zaskakuje czytelnika opozycyjną postawą ciągle niepewnego i pozornie zagubionego bohatera. Czytelnik jest jakby alter ego bohatera. choć właściwie przepisuje.KSIĄŻKI Siergiej Łukjanienko Czystopis Przełożyła Ewa Skórska. Ukazuje ludzi nieszczęśliwych z pełnienia swoich obowiązków. gdyż ta. które jak kolejne przystanki metra wpisują się w ogromną mapę powiązań między światami. pękając.. i razem z nim odwiedza przeróżne miejsca. podkreślają charakter jego funkcji. kreślił moje ścieżki. Manipulacją wyobraźni czytelnika. czytelnik do końca nie jest całkowicie pewien zakończenia. seria Łukjanienki o Kiryle niewątpliwie odznacza się manipulacją obrazu świata. Odbiorca jest świadkiem wewnętrznej przemiany bohatera z człowieka wyjątkowego w funkcyjnego – lub może odwrotnie? Łukjanienko świetnie się bawił. Chodziłem do szkoły. Czystopis to studium człowieka zagubionego. historię Kiryła z brudnopisu na czystopis. notabene. przyjaciół. plan ocalenia świata. w Rosji. Warszawa 2008 Trzy razy tak Joanna KORPAL Nazywam się Kirył. przemierzającego ośnieżone szczyty planety Janus. Pozwolił przez ten zabieg uczestniczyć mu w wydarzeniach. Ta powieść nie pozwala odpocząć. Pan Siergiej wymieszał puzzle z różnych układanek i złożył je na nowo. to stolica naszego kraju. Odnajduje odpowiednią stację. Akcja powieści przypomina korale – światy. wypełniającego swoje odgórnie przydzielone obowiązki. zwierzęta. yorkshire terriery mordercy.. kupuje bilet do nowego świata i walczy o życie. ptaszki-budziki. spektralno-analizująca meduza soczewkowa. ponieważ nie pozwala im na to pępowina portalu. Konspiracje. Równie dobrze sprawdza się. wysłuchuje jego przemyśleń. do których przybywa Maksimow – nanizane na sznurek. a później zostałem wykasowany z rzeczywistości. lub raczej światów przedstawionych. Kirył – bohater. tej niby-jawnej i tej bardziej ukrytej. zresztą nieważne. Czystopis to wreszcie usprawiedliwienie zasady świata. Ktoś zabawił się moim kosztem. pracowałem w „Bicie i bajcie”.. Sprytny demiurg. ukazuje inny system. nieszczęśliwego. jego nową rolę. Zabawił się w sprytnego konstruktora. Maluje twarze skazanych na pełnienie swoich funkcji oraz niewtajemniczonych zwykłych ludzi – niewidzących portali – którym zostaje tylko stwierdzenie: Nie ja decydowałem. które. ale z innych powodów. czasu i przestrzeni. inną funkcję bohatera. napędzającej działania funkcyjnych.. Nad wszystkim stawia Kiryła w otoczce innej barwy niż wcześniej. fakty historyczne. Tak. Autor najwyraźniej kpi sobie z prawidłowości świata. społeczne role w nowych przestrzeniach. ciągła podróż. mieszając przedmioty. to wydział lotniczy. ale tylko pozornie. wierz mi. to wieczny ruch. kuratorów i akuszerów. To za mnie o wszystkim zdecydowali grubi wujaszkowie. bynajmniej nie dlatego. dyskutującego z robotem pilnującym Wachlarza. umiejętnie manipulował mną. dinozaury. Powyginał wskazówki zegara świata – umieścił elementy prahistoryczne i futurystyczne. Tym razem także okazał się świetnym kustoszem fantastycznego świata Łukjanienki. jedzącego kolację w Elblągu. Kirył poznaje siebie. stałem się wyjętym spod prawa uciekinierem. Łukjanienko pokazuje historię tajemniczej polityki funkcyjnych. postaci. zwykły system rządzący. pokazując dalsze losy funkcyjnego-celnika. zwiedzającego miasto mogił na Weroz.

który się mocą jego decyzji rozleciał). Wszystko w imię naiwnych. Odpowiedź brzmiałaby zaś jakoś tak: zgorzkniały obserwator współczesności. którzy pałując tłumaczą. aby się obudzili i zobaczyli. Skończę na dywagacjach. w hermetycznej przestrzeni bez Radia Armageddon. że jest zlepiona z samych klisz: trudna młodzież. ekskluzywnym liceum specjalnej troski. q 51 . i tylko jego totalna demolka może tę sztuczność obnażyć. kiedy w sprzedaży pojawią się koszulki z napisem nie ma powieści pokoleniowej. wówczas będziemy wiedzieć. aby podobne dyskusje przebiegały na jałowych obrotach. I chociaż pod koniec książka wytraca energię (może dlatego. gdzie podziała się milcząca do tej pory szanowna krytyka. i w jakiej konkretnie sprawie. nim zacznie się wybrzydzać. że nawet punk się sprzedaje. narkotyzują się i grają koncerty. i o czym takie podziewanie się świadczy. które urasta do rangi deklaracji światopoglądowej. mafia i potężne gitarowe łojenie. seks. do którego podobna stylistyka nie pasuje. czy aby na pewno nie przyczyniłeś się do tego. że nie jest pięknie. A w środku będzie liryka sprawozdawcza. W powieści Radio Armageddon udało mu się po prostu parę rzeczy. że Jakub Żulczyk ma u mnie dużą wódkę. że wszyscy żyjemy w sztucznym świecie. w imię pokazywania. do kogo. Więc kiedy za pół roku. retoryczne pytania: kto tu mówi. założyciel zespołu. narzekanie. Że w jego najżywotniejszym interesie leży. że nigdy nie spodziewałem się z zainteresowaniem przeczytać książki. anarchistycznych ideałów. który nie dostępuje zaszczytu prowadzenia narracji). że system (po równi znienawidzony przez autora i bohaterów) jest i działa. z dziwnym uporem ciągle przemilczana. co to znaczy. ciemny film. przeżarte rdzą i ociekające różnymi paskudztwami. ale który powinien wreszcie zostać opowiedziany. prawicowe pomysły na edukację. coraz wyraźniej wychodzące na wierzch w młodej literaturze. dla którego tej książki nie warto zbywać milczeniem. aby ich świat wyglądał właśnie tak – bo pewien jestem. natomiast oni sami wymyślają sobie nawzajem od najgorszych. i nawet mają w tym wszystkim sporo racji. że w tej części mówi Cyprian. zastanów. narkotyki i sekty. Żulczyk jest świetny w opisywaniu brzydoty świata – wszystko u niego ciemne. u klasycyzującego poety Różyckiego wszelkie aluzje pominąć taktownym milczeniem. ale zarazem uruchamia silnik. Gdy zaś używam słowa klisze. pazerni menedżerowie. U Masłowskiej dygresję o zbiurokratyzowanej fundacji anarchistów można było jeszcze wziąć za żart. ostatnio u wrocławskiego poety Konrada Góry. Może najzabawniejszą właściwością książki jest to. która dostąpiła przemiany w autorkę piszącą dla teatru – tragicznie zmarły Mirosław Nahacz – może jeszcze Agnieszka Drotkiewicz). W wywiadzie udzielanym „Lampie” Żulczyk nazwał swoją książkę powieścią dla młodzieży – co trzeba mieć w pamięci. widzę dwie rzeczy naraz: powyższą wyliczankę oraz konkretny obiekt – półprzezroczysty. po których młodzież demoluje miasto stołeczne Warszawę. to już na wstępie jestem zmuszony powiedzieć. ale temat wciąż wraca – u Żulczyka. który nie jest wprawdzie dla mnie. że w stanie wojennym sami właśnie po to dawali się pałować. i lepiej mieć na podorędziu krótką a zwięzłą odpowiedź). napierdalanie się z policją. I właśnie to jest powód. Ponieważ jednak teraz zajmiemy się przypadkiem. Gdzieś w tle majaczą ideowi przeciwnicy – dziarscy chłopcy piorący po mordach w imię chrześcijańskiego death metalu. Warszawa 2008 Strzał w plakat Paweł Tomasz KOZIOŁ Są książki. Wszystko to opisane zostało w stylu czarnej groteski. której akcja zawiązuje się w stołecznym. a nawet rewolucji. które chwali się językiem patetycznym. O co rozwydrzonej młodzieży bynajmniej nie chodzi. Bo wreszcie jakiejś książce można zadać stare. zakazane meliny. że ciebie też by oskarżyli. Jest to prawdopodobnie jakaś pokoleniowa fascynacja. Zacznę od tego. Rodzajem pokoleniowego snu. anarchizm i krytyka popkultury. To mianowicie. Poza tym piją.KSIĄŻKI Jakub Żulczyk Radio Armageddon Lampa i Iskra Boża. Zastanawiające jest to przywiązanie do anarchizmu. bo nieco inne obrzydzenia mną telepią (ratunku! debiutowałem właśnie w roli starszego krytyka!). I w każdych innych okolicznościach uznałbym tę stylistykę za przesadną. zakładanie zespołu. że autor prezentuje bohaterów – członków tytułowego zespołu – ze KWARTALNIK q 4 (11) 2008 znaczną dozą sympatii (z głównej czwórki najgorzej pod tym względem ma perkusista Gnat. zimne i lepkie. do czytelników w wieku 16-24 lat. zagubieni rodzice i groteskowi policjanci. by rozwydrzona młodzież mogła się teraz oddawać jałowej konsumpcji. Jest ona wprawdzie kontynuacją pewnej konkretnej linii rozwoju młodej prozy (Masłowska. wszechobecne koncerny. to i tak pozostaje czymś istotnym. czy w ogóle – bez tekstów posiadających energię zdolną zakłócić ustalony zawczasu tok rozumowania. ale młodzi bohaterowie rzeczywiście patrzą na świat z niechęcią przywołującą właśnie takie obrazy (a ty się. Chodzi tu o stylistykę całości. który w ich książkach pracował na jałowych obrotach. za rok albo półtora krytycy znów zaczną mantrować o upadku polskiej prozy. czytelniku.

Bo rodzina to niby podstawowa komórka społeczeństwa i między jej członkami powinno być dobrze. Dla czytelnika ważne jest. Masłowska pokazuje problem. w której następuje wybuch. Wspólnota w tym wielokondygnacyjnym budynku ludzkim nie jest oparta na relacjach rodzinnych. pełni kompleksów i nienawiści. Jej język jest śmietnikiem – chłonie wszystko i wypluwa. Postaci dramatu Między nami dobrze jest nie mówią jednym głosem. tylko Europejczykami. Polacy mogą się zjednoczyć. w Niemczech są Niemcy i nawet w Czechach są Czechy. biedny i brzydki. między nami dobrze jest.KSIĄŻKI Dorota Masłowska Między nami dobrze jest Lampa i Iskra Boża. dowcipy niedowcipne. wszyscy ludzie na świecie byli Polakami. upadek wszelkich wartości. Jest bardzo dobrym obserwatorem życia społecznego. bez ratunku i bez szans. Halina jest przedstawicielką pokolenia PRL-u. ale bardziej wynika z ciasnoty pomieszczenia. Zwrot między nami dobrze jest w nawiązaniu do tekstu grupy Siekiera zyskuje miano wyświechtanego frazesu. bo może znaczyć. Polska to kraj. bo przecież mają prawo do wyboru powodów. Członków rodziny łączy pauperyzacja. Język w każdej z książek Masłowskiej odgrywa ważną rolę. prezydent wygląda jak kartofel. W jej najnowszym dramacie bohaterowie przyjmują dwojakiego rodzaju postawy. że jest grubą świnią i nie powinna pokazywać się innym ludziom. że swoje spostrzeżenia przekazuje dowcipnie i ciekawie. W telewizji złe programy. kolorowych czasopism i kompromituje go. która bierze pod lupę język reklam. było tylko czterech nas. brzmi jak zarzut. Polakiem był każdy po prostu każdy każdy każdy. ale wcale tak nie jest. przedwojennym. urasta wręcz do roli bohatera. q 52 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . konfrontując z życiem przeciętnej polskiej rodziny. w Ameryce Ameryka. iż w Polsce jest Polska. Szwed był Polakiem. że babcia wcale tego obiadu dostać nie miała. brak jakiejkolwiek moralności. a prezydent jak premier. Jest taka. a tylko w Polsce jest Polska. normalnymi ludźmi! Bohaterka jest obywatelką Europy. które zamieszkuje. Każdy wie że Polska głupi kraj. Można żyć w świecie mitu. W Wojnie polsko-ruskiej pod flagą biało-czerwoną jako element jednoczący bohaterów występował zespół okolicznościowych uprzedzeń. że jest skrajnie źle. Wojna ma duże znaczenie dla społeczeństwa polskiego. rozpropagowanego przez Radio: W dawnych czasach. w którym panuje degrengolada. tworząc wspólnotę opartą na nieuzasadnionej nienawiści – i to ona stanowi w pierwszej książce Masłowskiej kamień węgielny tożsamości narodowej. Ciekawa jest symboliczna końcowa scena. a nie lek na tę chorobę. że taka konstrukcja zakłada. We Francji jest Francja. Warszawa 2008 Kiedy dobrze znaczy źle Anna GIGOŃ W swoim najnowszym dramacie Między nami dobrze jest Dorota Masłowska stawia pytanie o narodową tożsamość Polaków. a premier jak kabaczek. gdy świat rządził się jeszcze prawem boskim. Po raz kolejny to właśnie język odegrał bardzo ważną rolę w ujawnianiu fałszu więzi międzyludzkich. Każdy był Polakiem. ona jedna ciemny las. pogoda ciemna. Podczas gdy inne kraje do Europy wnoszą swoje tożsamości narodowe. Premier wygląda jak kabaczek. temperatura zimna. Ten wybuch jest również wspomnieniem wybuchów wojennych. a pytanie jest jedynie wyrazem wpojonego schematu postrzegania rodziny. gdzie w tym roku nie pojedzie na wakacje. W dramacie mamy również przedstawicielkę drugiej skrajnej opcji: Małą Metalową Dziewczynkę. dla których rzygają. Osowiała staruszka posługuje się językiem wręcz literackim. Niemiec był Polakiem. nawet zwierzęta uciekły i schowały się w lasach. jak w tekście Tomasza Adamskiego (do tego tekstu nawiązuje tytuł dramatu). I tylko sąd. Polska chce od Europy tożsamość dostać. Stąd wynika kolejna ironia autorki dramatu. Odpowiedź jest daleka od optymizmu. dlatego też na ścianach wiszą rodowe obrazy z rodowymi gerberami z Ikei. wręcz przed nią się broni. Masłowska pokazuje zdegenerowane społeczeństwo. Halina zadaje pytanie: Babcia już nie jadła obiadu? i widać. żyjemy z mitem ofiary. a także obyczajach. gdzie wspólnota opiera się na zdegenerowanym związku: Było tylko czterech nas. że to dobrze puszcza do nas oko. w tym wypadku – dramat. która polskości się wstydzi. mówiąc: Nie jesteśmy żadnymi Polakami. Zamienia suchą publicystyczną wypowiedź w bardziej interesującą i zjadliwą formę. pokazuje. Architektura brzydka. ciągle żyje w potocznym języku. a mała metalowa dziewczynka to chodzący obraz konsumpcjonizmu. Zobrazowana przez Masłowską rodzina jest zaprzeczeniem typowo pojmowanej polskiej rodziny opartej na polskiej tradycji. Polskość podniesiona jest tu do absurdalnych rozmiarów. Dzięki niemu dowie się. podszyta jest skrajnym nacjonalizmem. Bożena dowiaduje się. Halina „kupuje” w śmietniku magazyn NIE DLA CIEBIE i on okazuje się w sam raz nie dla niej. cztery skóry wolny czas. Nie pozbieraliśmy się po wojnie. Hiszpan był Polakiem.

kupowanie wachlarzy. a nade wszystko nie idealizuje. [. W jej życiorys wplatają się nieustające wojny. gloryfikacja zwyczajnych chwil. Ach! Rzeczywistość! Marija Knežević. chociaż chętnie przysłuchiwała się rozmowom greckich studentów. Rzeczywistość! Zachwyt nad rzeczywistością.] możemy wciąż je od nowa zgłębiać. wyjątkowego narratora-psychologa. by poczuł i zobaczył zapachy i kolory. co więcej. a ponadto świetną krawcową. oliwy z oliwek. [. pełną radości z drobnych codziennych przyjemności i tęsknoty za swoim rodzinnym krajem. kiedy stoi w zenicie.] Zapach morza.. którego przecież nie można oszukać. daremny trud. ich miłościach. ich dźwięk. jakim są wojny (światowa oraz nieustające konflikty wewnątrz rozpadającej się Jugosławii). Jest też kochaną i kochającą żoną.] samo w sobie jest cudem i [. winogron. nawet gdyby dano nam trzy życia. placków. a język grecki powoli zapominała. w powieści – poza tym jednym zdaniem. kiedy zajdzie. prozatorka i eseistka. Wydawnictwo Czarne. jej najmniejszym szczegółem. Będzie też świadectwem godnego starzenia się. Ekaterini obserwujemy oczami jej wnuczki. aby móc powiedzieć. o których traktuje..] Zapach gorącej zupy… Będzie też Ekaterini w pewnym sensie powieścią podróżniczą.]. zwycięstwach i porażkach. głodowała. nieważne. będzie dziełem. której postać spaja wszystkie wątki. Poznajemy ją jako posłuszną córkę wymagającej Marii. [. cytryn. Ten wyjęty z kontekstu cytat nie oddaje ducha powieści. pokonywaniu niechcianej rzeczywistości z dumą i pogodą ducha. można wręcz powiedzieć – nudny. co znaczy być sobą. wręcz przeciwnie. ale też dla znajomych odwiedzających dom. próbuje odpowiadać na nurtujące bohaterów (nas wszystkich) pytania i czyni to bez patosu. nie odmówi sobie „przyjemności” ponarzekania na zły świat.. co bywało powodem do żartów przede wszystkim dla córek. lecz pokazuje. niekiedy je uzasadnia. kiedy słońce wschodzi... które przeobrażają się w niecodzienne (choć codzienne) rytuały: palenie papierosa.] Kolory morza. do sąsiada zawoła dzień dobry w rodzimym języku i. popadała w rozpacz...] wszystkie wojska świata wtargnęły nagle do wsi na brzegu Mlavy i kiedy uciekała przed pociskami... czym najnowsze dzieło Mariji Knežević nie jest. Najbardziej tęskniła za żartami w jej języku. surową matkę odpowiedzialnej Lucii i pobłażliwą babkę Merlinki. które pozwalają ujrzeć ją w niecodziennym świetle – Kata staje się w nim surową. a zarazem zaradną kobietą.. czy pada deszcz. pomarańczy. [. grzmią armaty. Nigdy nie nauczyła się dobrze mówić po serbsku. Bo odczucie jest prawdą samą przez się… Tę serbską powieść postrzegać można na wiele sposobów ze względu na szeroki wachlarz spraw. nuciła greckie piosenki byle tylko usłyszeć słowa. dumną. Będzie zatem powieścią kobiety o kobietach. Życie jest o wiele bardziej interesujące. melodię [. przelękła się śmierci. nawet gdy [. Knežević swoją powieścią oddaje hołd prawdzie jasnej jak słońce – w każdym czasie i w każdym miejscu ludzie są głodni chleba i miłości. kiedy zachodzi. nie wkłada w jej głowy nieprawdziwych myśli. o radzeniu sobie. Będzie to „powieść-pieśń” – tak o swej Kacie (kobieta-pieśń) zwykł mawiać Stipe. Wyjątkowe studium życia: życie pełne jest cudów. nieustannie poznawać. była szantażowana. wprawiając go w zakłopotanie. na czym polega heroizm codzienności. Jako żona Jugosłowianina większość życia spędziła w Belgradzie.KSIĄŻKI Marija Knežević Ekaterini Przełożyła Dorota Jovanka Ćirlić. którego jest ona wyznawcą. a to na jedno wychodzi. został tu przywołany po to.. Nie trzeba niczego wymyślać. w każdym razie czuła. q 53 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 .. Siedzi on bowiem w zaciszu swojego ciepłego domu. przemawiają do czytelnika niemalże z każdej strony powieści. cieszyć się odkryciami. -filozofa. To również powieść o trzech pokoleniach kobiet... walki zbrojnej i tak dalej... serbska poetka. który interpretuje zachowania postaci. które służąca Maria przygotowywała na śniadanie. tym razem główną bohaterką swojej powieści uczyniła Greczynkę Ekaterini. spacer Paralią. gdzie w kilku wersach zebrane zostały wstrząsające obrazy – nie znajdziemy scen przelewu krwi. Mimo okrutnego tła wydarzeń. ze spokojem wygląda przez okno na wesołe podwórze. a nadto sagą wielokulturowej rodziny. Wołowiec 2008 Powieść-pieśń Ewelina KASPERSKA Niezbywalność tego poczucia [pewności siebie] dodawała jej odwagi przez całe życie.. To powieść o życiu w ciężkich czasach. czy właśnie zbliża się wiosna.. najpełniej oddającą atmosferę i krajobraz Salonik oraz Belgradu. dobrowolnego poddania się nieuchronności losu. które nie zadaje tej płci fałszu. z którą nawiązuje szczególną nić porozumienia.. jakby rozprawiał o oczywistościach: dowiedziała się.. która każe wyobraźni czytelnika angażować niemal wszystkie zmysły. tutaj zaś metafora ta podkreślić ma walory poetyckie prozy Knežević.

że bez pudła potraficie przewidzieć relacje między bohaterami w powieści? Ich dalsze losy i intrygi. Problem z książką nie zaczyna się wtedy. s. kazirodcy. matką. sczepioną z mężczyzną. ale doczytasz do końca. Wydawnictwo Literackie. dlaczego w hitlerowskich Niemczech porzucono granie wysublimowanych Rameau’a i Couperina. I w ten oto sposób wsiąkłem w burżuazję. męskiej prostytutki. Jonathan Littell. Kupiłem wygodny dom blisko morza. Teraz to ja patrzę na ciebie. by człowiek uzasadnił we własnym sumieniu strzał wymierzony w drugiego? Czy kondycja ludzka zdolna jest równocześnie do bestialstwa i miłosierdzia? Jak możliwe.). a każda z tych tożsamości to jedynie zatrzaśnięty w pojedynczym słowie proces. w którym i on tonie. 30.-40. to dr 54 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . Mieliście kiedyś uczucie. faktu i daty dziennej historia Europy lat 20. matkobójcy. nagą kobietą. z wielką przyjemnością. wymierzą swoją starożytną sprawiedliwość? Nie. narratora w pierwszej osobie. zatopioną w nim. sraczki lub smrodu gnijących w ulicznych kałużach ciał brunatnych od potoku krwi. Łaskawe. z którym za nic nie chcemy mieć nic wspólnego. w zamian za pompatycznego Wagnera. leżącą na plecach z rozłożonymi nogami. On zna koniec. i zamienioną w bezkresne morze. Pierwszym: to opowieść o dziwnym bohaterze-narratorze. Mam się dobrze. co z tą wiedzą dalej zrobimy – on wie i my wiemy. muzyki i niuansów prawa – znienawidzisz mnie? Proszę bardzo. Paryż i Berlin – i postać. gdy moja opowieść będzie moralnie wstrząsająca i nie do przyjęcia dla ciebie. Podobnie jak moje męskie miłości. starego. że się domyślamy. byś mógł zmierzyć się ze swoimi obsesjami. bo z boku mruga do nas porozumiewawczo. która w tej scenerii sięga szczytów wysublimowanych refleksji i quasi-naukowych traktatów. Mamy drobiazgowo odtworzoną topografię Lwowa. jak i dociekań. która chce odpowiedzieć na pytanie. produktem własnej głowy. że on wie. domagający się zgłębienia. a mimo to tkwi gdzieś na marginesie swojej opowieści i bacznie przygląda się. i nie rumienię się. to proste pytanie o tożsamość i morale opowiadacza wychynie natychmiast w całej swojej bezwzględności. jakby pytając: potrafisz wyciągnąć konsekwencje z łatwej do rozszyfrowania historii. jakąś żoną. Opowiem ci swoje obsceniczne życie. Łaskawe to frapująca w poszerzaniu granic fikcjonalnej szczerości powieść. jak miotasz się między stronicami książki. Tym dość paskudnym teoretycznym zagadnieniem. z reguły czytelnik nie zawraca sobie głowy. znawcy sztuk pięknych.. zmajstrowałem jej dziecko. Niekoniecznie żywą i aktywną. w której zanurzona jest fikcyjna biografia bohatera-nazisty. którą ci opowiadam? Co zrobisz. w którym rozkosz nie ma końca i nie ma początku.) to tylko substytut. gdy narrator wie. że chyba bym wolał być kobietą. ale (. po to.. by za chwilę utonąć w morzu wypatroszonych jelit żydowskiej ofiary. europejskiego kołtuna? Gdy w 2006 roku wcielę się w rolę faszystowskiej świni. własnej spermy. Kijowa. Dopiero w ostatnim zdaniu dam ci nadzieję na wyrównanie rachunków: Łaskawe wpadły na mój trop. Mein Kampf Hitlera to dziś dość nudna propaganda. gdy ją wyznaję. które będą knuć między sobą? To znacznie łatwiejsze niż w życiu. Charkowa i Krymu. penetrowaną przez niego. na każdej stronie nieznośnie naznaczona kompleksem kraksy Wielkiej I Wojny. pełna historycznych reminiscencji i niezdolna do zwabienia najgłupszego neofaszysty. Ale nie było mi dane. Drugim: to wierna co do nazwiska. przygniecioną ciężarem męskiego ciała. że my wiemy. Kraków 2008 Łaskawe boginie zemsty Agnieszka Korniejenko Często słucham muzyki. żeby miała zajęcie (. których imion nie wolno wymawiać.. rozbiorów językowych ludów Kaukazu. jak to wszystko wyglądało od środka – jaki zestaw argumentów jest potrzebny. Wybrałem sobie żonę z dobrej rodziny. który zawieszony jest między na wskroś cielesną biografią homoseksualisty a filozoficznym traktatem. Problem zaczyna się wtedy.. by potem ominęła go kara i żył spokojnie nękany jedynie periodycznymi torsjami? W konstrukcji to książka dość prosta i oparta na dwóch chwytach. Za ostre? To nie ja. dlaczego wykluczono zdyscyplinowanego Schönberga ukrytego pod miękkością stemperowanych skal. mordercy. gdy narrator wie. ludobójcy. po drodze trochę nas musztruje i zwodzi.KSIĄŻKI Jonathan Littell Łaskawe Przełożyła Magdalena Kamińska-Maurugeon. Jednak gdy wgłębicie się w lekturę pierwszej z tysiąca stron Łaskawych Jonathana Littella. który zajmuje dziesiątki stron. mamy Staliningrad. Boginie zemsty. bo przecież opowiadacz powinien być przezroczysty – interesuje nas przede wszystkim sama historia w swych morderczych zawiłościach. nie. że już dawno domyśliliśmy się wszystkich utkanych z fabuły niuansów i że zabawiamy się na łamach jego opowieści w lokalnych futurologów. dotykając zarówno pytania o podobieństwo stalinowskiego komunizmu do nazistowskiego narodowego socjalizmu. ale już opowiedział i zapisał swoją historię. nawet ładną. gdzie karty kolejnych dni i zdarzeń nie bywają skończone i zamknięte między twardymi okładkami.. prawda jest taka.

na czole miał filakterie. okrutnych na swój osobliwy. żaby i węże toczone przez robaki. jest zawsze warta uwagi! Od pierwszego zdania ta powieść epatowała nonszalancją: Bracia. gdzie przemawia Führer: Widziałem wyraźnie jego kaszkiet: spod niego. Rozkładające się trupy. która porusza pół Europy. że opowiem wam.. dochodzi do wniosku nasz bohater. Mija jednak kilka miesięcy i ta sama chora obsesja powraca ze zdwojoną siłą przy okazji kolejnego. mocno. cuchnący oddech wyprowadził mnie z równowagi: tego było już za wiele. dziecięcy sposób. Gdy podniósł ramię. To przecież świat wojny: band osieroconych.. potem zatańczymy erotyczną Sarabandę. powie mi któraś z was. mogli dopełnić swego pijackiego żywota. że wreszcie fikcja sprostała rzeczywistości. śmiertelnicy. prawdziwa baśń z morałem. straszna. możecie mi wierzyć. Ale to raczej chwyt incydentalny. wszystkie stworzenia równe w obliczu śmierci upojone w szalonym wirze. Dwie sceny w powieści Littella przekraczają granice trudnego do okiełznania absurdu i obie dotyczą osobistych spotkań bohatera z Adolfem Hitlerem. jak mi się zdawało.. gdy deklaruje: świat ranił mnie jak rozbite szkło – rozmyślnie łykałem haczyki. ech. lecz przekonujący. Pochyliłem się więc i ugryzłem go w bulwiasty nos. zdyszana Toccata. która przeszła przez jego mózg pod Staliningradem i zupełnie nieoczekiwanie otworzyła trzecie. że jego czapka ledwo sięga mi oczu. a taneczną orgię zakończymy w rytmie frywolnej Gigi. do krwi. ale gwałtowne myśli. jeden za drugim. Te najbardziej entuzjastyczne udowadniały. wszyscy widzą to samo przebranie. To surrealizm pokonanego przez nazistowski karabin goryla przyklejonego do kraty klatki zoo. potem.) Jego kwaśny. Jaki ja dla niego „brat”. który próbuje osłabić antypatię do narratora dwóch poprzednich. Wzięłam tę książkę do ręki z prawdziwą niechęcią. pozwólcie.Max Aue. Za przykład niech wystarczą Mefistofeles z kart Fausta Goethego czy Woland rodem z powieści Bułhakowa – obaj demoniczni. (. Dance macabre? Tak. q 55 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . jak było. Mówiły przede wszystkim o epatowaniu dewiacjami. aby ci. I będzie miał rację. To Berlin w ostatnich dniach wojny. podkreślały niemożliwą do ogarnięcia objętość (faktograficzną i faktyczną). a potem dziwiłem się. że na rękawie też nosi skórzane filakterie. Nie wierzyłam przez pierwsze 400 stron. Można tylko się domyślać. zaczytana w dziesiątkach recenzji.. wiły mu się tuż przy skroniach i opadały na klapy. a najbardziej „bezstronne” głosiły: lektura. które ukazały się najpierw w Niemczech i Francji. spotkania z wodzem: Wreszcie stanął przede mną. choć to doświadczenie równie niebywałe co odzyskanie zdrowia po zaaplikowaniu remedium zrobionego z trucizny. bo to jest straszna historia. Być może jest i trzeci chwyt. To ostatni koncert w berlińskiej filharmonii. który Żydzi nazywają małym tałesem? Król jest nagi. nieletnich folksdojczów.. jakiś uboczny efekt kuli. wychodziły długie pejsy. że inaczej nie mogły zostać opisane – spotkania z diabłem w literaturze zawsze należały do scen wyjątkowych. że ustami wyłażą mi wydarte wnętrzności. maleńką. i nie chcę o niczym wiedzieć. z wilgotnymi oczami i dłonią zawieszoną w ostatnim ludzkim odruchu.. na którym z koszyków chętnym rozdawano ampułki z cyjankiem.. lecz jednak wolelibyśmy zostać przez nich niezauważeni. czyż nie majaczyły białe frędzle ubioru. a ja wcale nie jestem wysoki. Zauważyłem ze zdziwieniem. odniosłem wrażenie. W końcu przekonuje samego siebie. dlaczego „śmiertelnik” i dlaczego to małoliterowe „wam”? Nie jestem twoim bratem. wałęsających się po Pomorzu. licząc na dyskrecję sąsiada. potem w Polsce. szyszynkowe oko na kształt rozchylonej ku niewidzialnej rzeczywistości waginy. jeśli tylko wyszły spod wprawnego pióra. gwałcących się nawzajem. skórzaną szkatułkę z wersetami Tory. tym razem bardziej kameralnego. A pod kurtką. Racja. Za nieprzyzwoity kontrast będą na tym tle uchodzić poszczególne rozdziały ukryte pod wdzięcznymi nazwami części barokowej suity: książkę otwiera preludium. o której zapomnieli potomkowie Hitlera i reżimu Vichy. rodzi złe lub dobre. lekki Menuet. lecz budująca. nie da się nie uwierzyć. co jeszcze nie uciekli przed nadciągającymi Rosjanami. muzyczny finał faszystowskiej apokalipsy. Dr Aue wkracza do zatłoczonej sali. lecz nikt nie reaguje. że to halucynacja. gdy bunkry zamieniono na burdele i kluby nocne.

że na pewno jest to kawał solidnej roboty doświadczonego badacza. a później właścicielki miasta. problemy szkolne i wychowawcze. Opisany (czy też raczej naszkicowany) okres świetności Jarosławia zbiega się w czasie z rządami księżnej Anny Ostrogskiej. jak chociażby kamienica Orsettich. Wśród czytelników rozpraw historycznych dominują dwie opcje – jedni oczekują ścisłego trzymania się sztywnych reguł warsztatu naukowego. poprzestając na stwierdzeniu. q Krystyna Kieferling. i do dzisiaj istnieje. z których jeden był ślepy. Można z nich wywnioskować. Ani myślę roztrząsać. Dobra koniunktura przez kilka dekad służyła zarówno właścicielom miasta. Jak widać. że nie tylko przybliżyła pomnikową postać księżnej Anny. współwłaścicielki. opowieść. Książka Krystyny Kieferling ma przejrzysty układ. bazując na tych ustaleniach. a rytm życia Jarosławia wyznaczały słynne jarmarki. czyniąc z Jarosławia znaczące miasto Rzeczypospolitej. drugi kulawy. że przyszły monografista. 56 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . Chwała więc autorce za to. wytyczony w tamtym czasie. której osobowość odcisnęła tak silne piętno na mieście i jego mieszkańcach. Stąd komercyjna popularność niektórych autorów. miasto z nie do końca odkrytą historią. w którym kierunku ewoluuje praca Krystyny Kieferling. czyli forma na tyle otwarta. ubiory. Kolejne rozdziały poświęcone są działalności urzędów miejskich. Napisał on w testamencie. Archiwum Państwowe w Przemyślu. Szkoda tylko. że naszkicowała ważny fragment historii Jarosławia. przede wszystkim urzędu radzieckiego i wójtowsko-ławniczego. że rozwinięte zostaną w innych publikacjach. Nie złamały tej świetności nawet wielkie pożary z lat 1600 i 1625. że w omawianym okresie – niezależnie od kurateli księżnej Anny – sprawnie funkcjonowały instytucje samorządowe. a także sprawom gospodarczym. która swoje prywatne „państwo jarosławskie” doprowadziła do rozkwitu. że niektóre wątki potraktowane zostały bardzo ogólnikowo. będzie mógł jeszcze niejedno dorzucić. obyczaje. Przemyśl 2008. ale trzeba mieć nadzieję. Autorka obficie szafuje bowiem szczegółami przybliżającymi codzienne życie mieszczan. ale jakże ważnego okresu w dziejach miasta – okresu jego największej świetności. opartą na solidnym materiale źródłowym. Jarosław w czasach Anny Ostrogskiej. inni (statystycznie znacznie liczniejsi) wolą. którzy z trudem wiązali koniec z końcem. Najobszerniejszy z rozdziałów poświęcono mieszczaństwu – i tę część czyta się ze szczególną ciekawością. Są to szkice. sakralnego i obronnego. rozrywki – słowem: wszystko to. pokazując ich problemy rodzinne. układ urbanistyczny z kilkoma perłami. miasto prędko podniosło się ze zniszczeń. trzeci z łysiną. a czwartego mu ukradziono. jak niejaki Grzegorz Niewczas.WYDAWNICTWA Jak to za księżnej Anny bywało Zdzisław SZELIGA Jarosław. W pierwszych rozdziałach autorka przedstawia roz- wój przestrzenny miasta oraz kreśli portret Anny Ostrogskiej. co składa się na codzienne bytowanie. ale także nie pożałowała miejsca dla szarych zjadaczy chleba. Szkice do portretu miasta i jego właścicielki (1594–1635). Efekt swoich wieloletnich badań autorka opatruje skromnie brzmiącym podtytułem. nie jest to czekanie bezczynne. Szkice do portretu miasta i jego właścicielki (1594–1635). skrzętnie wykorzystując atuty wynikające z korzystnego położenia na skrzyżowaniu handlowych szlaków i sławę miejscowych jarmarków. co przyczyniło się do rozwoju budownictwa mieszkalnego. jak i bogacącym się (głównie na handlu i rzemiośle) mieszczanom. dole i niedole. wciąż czeka na współczesną monografię – pisze Krystyna Kieferling we wstępie do swojej książki Jarosław w czasach Anny Ostrogskiej. Historiografia Jarosławia wzbogaca się bowiem o kolejną pozycję dotyczącą krótkiego. że miał cztery konie. aspiracje artystyczne i intelektualne. Dzięki książce możemy się po kilku wiekach poużalać nad jego losem. którą po prostu „się czyta”.

Dubiecko lub okolice.Zdjęcia z dawnego Dubiecka FOTOGRAFIE Kominiarze. KWARTALNIK q 4 (11) 2008 57 . lata 30.

58 Pospieszny autobus relacji Przemyśl – Dynów. prędkość 30 km/h (oryginalny opis autora zdjęcia) PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . max.

Dziewczyna. lata 30. Dubiecko lub okolice. KWARTALNIK q 4 (11) 2008 59 .

60 Nieistniejący już kościół w Dubiecku – zdjęcie z około 1920 roku PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY .

Cerkiew w Dubiecku zbudowana w 1927 roku – zdjęcie prawdopodobnie z lat 1950–1960 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 61 .

Zebrane zostały przez członków Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Dubieckiej i zaprezentowane w trakcie wystawy Spotkanie trzech kultur i religii w Kresowym Domu Sztuki w Dubiecku.Archiwalne fotografie pochodzą z prywatnych zbiorów mieszkańców Dubiecka. Uroczysta procesja. 62 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . prawdopodobnie lata 30. Dubiecko.

63 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 .

że zapału. kto zacz. Spacerki osobiste Od lat trwa ten stan – nikt nie kradnie. przełamaną kamienną tablicę z napisem: Feliks Lipa Lipski b. Nagrobki. ratując wyselekcjonowane najcenniejsze zabytki cmentarne. Niezapomniany ojciec. bo rzecz dotyczy spraw wielce poważnych i w dodatku odbywa się w cmentarnej scenerii. choć kolejka obiektów oczekujących renowacji jest bardzo długa i nawet cudowne rozmnożenie tychże entuzjastów nie spowoduje zbyt radykalnej zmiany. skoro wystawiono mu na Cmentarzu Głównym w Przemyślu nagrobek w formie prostego. Aby polepszyć los Mitschkego i Lipy Lipskiego. którego ziemska wędrówka zamyka się datami: 22/9/1817 i 1/9/1900. Z tym tylko. postawić go na postumencie i przyczepić tablicę (jeśli jej jeszcze nie ukradli) – to w końcu drobiazg w zestawieniu na przykład z renowacją kaplicy Bilińskich. To znacznie prostsze przedsięwzięcie. ale musiał być kimś znaczącym. zazwyczaj na gorsze. niszczeją i stają się anonimowe. Od dłuższego czasu zwalony obelisk Mitschkego wrasta w glebę. o które warto zadbać choćby ze względów patriotycznych. Czas odciska swoje piętno na wszystkim. Zapewne był osiadłym nad Sanem Austriakiem lub Niemcem i miał wielopokoleniową rodzinę. Dzięki takim właśnie entuzjastom odzyskują świetność cenne zabytki sztuki cmentarnej. Zupełnie nie wiem. w ścisłej współpracy ze służbami konserwatorskimi. Na przykład od dawna obserwuję. Społecznicy z Towarzystwa Ulepszania Miasta działają planowo i profesjonalnie. Przywołałem więc Mitschkego i Lipę Lip- 64 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . profesjonalizmu też nie powinno zabraknąć. gdyż na tablicy nagrobnej napisano (po niemiecku): Spoczywaj w pokoju. Od lat podejmowane są w Przemyślu różne inicjatywy. oficer wojsk polskich z 1830 r. energii i wytrwałości im nie zabraknie. ale gustownego obelisku z ceramicznym konterfektem. Powie ktoś: po cholerę użalam się nad jakimś Mitschkem. Ów przywołany na wstępie dostojny jegomość nie jest bynajmniej kimś anonimowym. odpadłą od grobowca. że skala pomocy nie wymaga aż takiego zachodu. aby się z tego upadku podźwignął. także na wyglądzie cmentarzy – pod tym banalnym stwierdzeniem kryją się nieuchronne zmiany. Na szczęście coraz powszechniejsza jest świadomość. Mam nadzieję. To niejaki Wilhelm Mitschke. bliskie całkowitego unicestwienia są miejsca wiecznego spoczynku. będące nieraz wytworami artystycznymi wysokiej klasy. 29 maja 1812 – 30 października 1885. z których zdecydowanie najwyżej oceniam działalność społeczników zrzeszonych w Towarzystwie Ulepszania Miasta. że tak nieszczęśliwie zarył nosem w glebę i że od dłuższego czasu nikt mu nie może pomóc. Ten frywolny ton być może niezbyt pasuje do tematu. skoro podobnych obrazków jest na cmentarzu znacznie więcej? Ba. a oderwana tablica czeka na pomocną lub złodziejską dłoń. ale nikt też nie naprawia. że to zastygłe w kamiennych czy żelaznych formach dziedzictwo przeszłości należy ratować.FELIETONY Broda Wilhelma i umierające tablice Zdzisław SZELIGA Żal mi się zrobiło dostojnego jegomościa z długą brodą. ozdobiony Krzyżem Virtuti Militari. Otrzeć z ziemi brodę Mitschkego. dziadek i pradziadek.

a dziś umierają ich nagrobne tablice. Czasem w takim zabytkowym miejscu wyrasta nagrobek z nowym lokatorem. łąka. Może gdyby Władysław Styś urodził się wcześniej i wcześniej rozpoczął swoją partyzancką akcję na przemyskich cmentarzach. Tymczasem w sąsiedztwie cieszy oko odnowiony kompleks cmentarzy wojennych. ale zawsze ktoś taki się znajdzie. zmarłych w czasach międzywojennych. Co prawda służby konserwatorskie mogłyby mieć zastrzeżenia co do formy upamiętnienia. któremu takie „sprawy drobne” są bliskie. żołnierz AK. A tak nic. Wierzę też. kogo tym gestem uhonorować. zero. nawet harcerze znicza tu nie zapalą. zwłaszcza na niektórych zabytkowych grobach.Zdzisław SZELIGA Nagrobek Wilhelma Mitschkego na Cmentarzu Głównym w Przemyślu skiego w nadziei. ale nikt mu zbytnio nie przeszkadzał w realizacji tej życiowej misji. Węgrzy. Aż tak naiwny to ja nie jestem. Każdą wolną chwilę poświęcał na to. 1863. Może ktoś z zarządu cmentarza albo jakiś społecznik. ubiegłego stulecia podjął samodzielną akcję utrwalania pamięci o polskich patriotach spoczywających na przemyskich cmentarzach. 1918 itp. kto ów destrukcyjny proces zechciałby zahamować. Mam wielki szacunek do takich postaci. aby na ich grobach montować metalowe. Rosjanie i przedstawiciele innych nacji mają w Przemyślu godne miejsce pochówku. Amnezja cmentarna zazwyczaj postępuje powoli. Nikt mu też nie podziękował za to. q 65 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . jak pan Styś. bo nie znalazł się nikt. w latach 80. jakiś patron od spraw drobnych. Chyba że te drobne sprawy załatwiane będą po urzędowej linii. tak skomercjonalizowanych czasach znajdzie się ktoś od spraw drobnych. Najpierw znikają tablice z inskrypcjami. ale na to zbytnio bym nie liczył. Nikt nie wie – żalił się autor – kto tu został pochowany. Liczę więc na to – choć może niektórzy zarzucą mi naiwność – że w dzisiejszych. Czasem jest ich więcej. Lipy Lipskiego i innych. Całkiem niedawno ktoś użalał się w lokalnej prasie nad tym. później inne elementy. którzy dawno przenieśli się do wieczności. Austriacy. Wyszukiwał on tych. mający swój warsztat przy ulicy Słowackiego. czasem mniej. Przywołuję tu postać pana Stysia. kto pochyli się nad losem Mitschkego. którzy – sądząc na podstawie tablic cmentarnych – zaangażowani byli w jakiś niepodległościowy zryw lub byli kombatantami wojennymi. bo jego dzieło też trzeba ocalić od zapomnienia. Groby legionistów. biało-czerwone chorągiewki ze stosowną datą: 1830. Niemcy. nie zamieniły się w łąkę od razu. nul. że znajdzie się ktoś. coś by się z tej legionowej pamięci uchowało. że mogiły polskich legionistów na Cmentarzu Wojskowym przypominają zwykły trawnik. Skromny szewc. czasem zostaje tylko puste miejsce. co uczynił. że idealistów realizujących jakieś wielkie lub całkiem nieduże cele nigdy nie brakuje. bo nie wiedzą. Nabierały anonimowości i znikały stopniowo. były podko- mendny generała Boruty-Spiechowicza.

na których nikt nie pozuje. Znajdziemy tam twarze. nabierze zupełnie innych walorów i będzie miało inne znaczenie. który ma pełną dowolność w wyborze wycinka rzeczywistości i czasu. na tę wystawę patrzyłem trochę inaczej. że to. nawet tej niezbyt odległej. dokonuje zapisu historii. Znany nam wylot mostu kolejowego. W tym momencie najważniejsze jest przejść tak. że znałem już większość prezentowanych na niej zdjęć. Z bronią. Przez cały grudzień na przemyskim rynku przed planszami. To te czynniki decydują o tym. naciskając spust migawki. Wynikało to też z tego. która być może pozwoli jego dziecku przeżyć kilka dni dłużej. Jeszcze nie wiedzą. Jeszcze inni dziwili się. Jednak największe znaczenie dla mnie mają występują- cy na tych fotografiach ludzie. każda sytuacja ma jeden kulminacyjny moment i zapis tego momentu stanowi o wartości zdjęcia. czy zawiera też przekaz będący świadectwem historii. Po lewej stronie obrazu cywile przepędzani z jednego świata do drugiego. O mieście więcej dowiadywałem się z szyldów nad witrynami sklepów niż z niewzruszonych fasad kościołów. będącej bardzo osobistym zapisem dialogu artysty z odbiorcą. wspominali i rozczulali się. że jest to materialny dowód na ich istnienie. co ich czeka. Henry Cartier-Bresson. w przyszłości. Na twarzach tych ludzi nie ma grozy czy przerażenia – jest natomiast powaga chwili. w której ludzie koło „ciurka” zesztywnieli przed obiektywem fotografa. że są fotografowane. po prawej niemiecki żołnierz pełniący swoje obowiązki okupanta. Szczególnie zapamiętałem jedno. Nie mówię tu o wartości artystycznej fotografii. Rodzice pokazywali dzieciom. jak na froncie. a po drugie – zdjęcia te są wycinkiem (migawką) ich życia. że tak kiedyś miasto wyglądało. W dużej mierze zależy to od świadomości i kunsztu fotografującego. spowodowane najczęściej wojnami. w jakim naciśnie spust migawki. twórca teorii „decydujących momentów”. q 66 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . W rękach mają tobołki. Wtedy fotografia pozwala odświeżyć ich obraz lub dopiero je poznać. że naciskając spust aparatu fotograficznego czy odpowiedni klawisz komórki wyposażonej w aparat. bo żaden. że niewielu ludzi zdaje sobie sprawę z jej wartości. Oni w tym momencie mogli jedynie przeczuwać. Starsi mieszkańcy. Na przykład dzisiaj pstrykający komórkami na lewo i prawo nie zdają sobie sprawy z powagi chwili.WYSTAWY Każde zdjęcie jest historią Jacek SZWIC Mało kto zdaje sobie sprawę z tego. czyli w architekturze. a tyle informacji. Najprostszym sposobem na uświadomienie sobie tego jest przeglądanie starych rodzinnych albumów. Wynika to z „obiektywizmu” fotografii. ale o znaczeniu zdjęć jako dokumentu często bezcennego. oglądając zdjęcia sprzed lat. na których eksponowane są dawne i obecne fotografie z widokami miasta. twierdził. Oczywiście nie każde „pstryknięte” zdjęcie zawiera ów „decydujący moment”. którego wartość wzrasta wraz z upływem czasu. bo oprócz zapisu sytuacyjnego zawiera ono zapis ogromnych emocji wynikających z chwili. co teraz wydaje się nieważne. skupienie. Po pierwsze dlatego. ktoś trzyma butelkę mleka. Na pierwszym planie. a fotografia wszechobecna. Może się zdarzyć. Mniej fascynowały mnie zmiany w tak zwanej substancji miejskiej. a bardziej obraz życia mieszkańców. że każde zdarzenie. jak kiedyś wyglądał Przemyśl i co od tamtych czasów się zmieniło. jak zdjęcie. podobnie jak przechodnie na Franciszkańskiej. Ponieważ od wielu lat na co dzień posługuję się językiem fotografii. i dlatego te akurat zdjęcia zawierają najwięcej prawdy o tamtych czasach. Przekupki z Rybiego Placu nie miały pojęcia. co ich czeka. czy zdjęcie jest tylko inwentaryzacją. Wtedy naprawdę było to wydarzenie. gromadziły się tłumy. Jeszcze bardziej cenię sobie te fotografie. której biegu nie można przewidzieć. Fotografowanie jest dziś tak powszechne. które w naszej pamięci już się zamazały albo nigdy ich tam nie było. nawet najwierniejszy opis werbalny nie przekaże obrazu tak. w pełnym rynsztunku. Proces ten wykorzystali twórcy wystawy Przemyśl – wczoraj i dziś. którego znaczenia prawdopodobnie nie uświadamiał sobie żołnierz niemiecki. Jedno zdjęcie. aby się nie potknąć o szyny i nie dostać od żołnierza kolbą.

fotografie archiwalne z 1941 roku 67 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 .Most kolejowy na Sanie w Przemyślu.

zamykający się datami 1944–1980. grafika.. Teraz na miejscu. Nastąpiła decentralizacja warszawskiej poprawności artystycznej. w rodzaju Sobolewskiego lub Foka. wbijając gwóźdź w podłogę pracowni. które zrezygnowało z organizowania podobnego przeglądu aktualnych dokonań artystów regionalnych. to tym samym wytyczono kierunek drogi twórczej nie tylko przed Piotrem Worońcem juniorem. dziwię się jednak. przekazał szanownej publiczności autokrytyczną opinię na temat tegorocznej wystawy. o jakim „mariażu” mówi Pan Prezydent.PLASTYKA Nowe ramy Obrazu. zmysłowym opracowaniu powierzchni itd. Czy najważniejsze połączenia i kody sztuki dawnej i dzisiejszej zostały już definitywnie przerwane? Na szczęście nie. Trudno dociec. iż zauważono. Mikołaj Dawidziuk wie. jurorów. W tym wy- 68 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . Każda z artystek i każdy z artystów myśli jedynie o pięciu minutach popularności. obraz Barbary Hubert. samodzielne dobro kultury. Jacek KAWAŁEK Na czołowej stronie luksusowego katalogu. chcieli złożyć hołd Ileanie Sonnabend? Mrs Sonnabend bez wątpienia przerosła swego pierwszego męża na polu sztuki praktykowanej jako dziedzina wirtualnej księgowości i fideistycznego kreacjonizmu pieniądza. przyszli magistrowie sztuki mogą dowoli doskonalić się w szkicowości szybkich pociągnięć pędzla i energii mocnych barwnych akcentów. o czym mówi! Na miejscu niewinnej i czystej prowincji. pojawił się landrynkowy i plastikowy prowincjonalizm. Zbigniewa Krygowskiego – tym razem jej laureatem został Andrzej Korzec – świadczy o niewyobrażalnej mocy kulturowych przetrwalników. grafika. gdzie Zdzisław Beksiński. która swą wyrafinowaną koncepcją malarstwa i obrazu (zobacz: „Morele i Grejpfruty”. wyznaczał obiektywny „środek świata”. Trzeba więc docenić szlachetny gest przemyskiego środowiska plastycznego. uzależnieni od gustów i opinii cenzorów. Mikołaj Dawidziuk. to bez wątpienia będą to związki z malarstwem Basquiata. aby tym samym wzmocnić rangę i powagę wystawy rzeszowskiej. że mimo tak wysokiej autoświadomości jury bez zmrużenia oka znalazło godnych laureatów i przyznało wszystkie nagrody regulaminowe. jak i rysunku. który słusznie zauważył. rzeźba roku 2008. przepraszam. Przyznana po raz czwarty nagroda im. itp. Kwitnie uniwersytecki akademizm. podobnie jak szereg innych wydarzeń tego typu w ostatnich latach. aby się tam zdeprawować.. wydanego z okazji wystawy Obraz. co w naszych warunkach oznacza pół minuty w Kalejdoskopie TVP Rzeszów. Co prawda liczba absolwentów krakowskiej ASP oraz innych akademii uczestniczących w wystawie równa się jeszcze liczbie absolwentów uniwersyteckich instytutów sztuki. w Rzeszowie. aby być przeciwnikiem jego twórczości. To chytra próba skutecznej ucieczki do przodu. rysunek. Jesteśmy więc ubezwłasnowolnieni. Jury wystawy podjęło się roli cenzora i nie dopuściło do eksponowania trzeciej części nadesłanych prac. Ciekawostką jest także. ale to już oczywiście causa finita est. Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku nagrody dla Daniela Rosteckiego. rzeźba roku organizowana jest w Rzeszowie od bez mała czterdziestu lat i choćby tylko z tej racji stanowi ważną tradycję. ponieważ na liście sponsorów wystawy nie ma nazwisk wielkich biznesmenów rzeszowskich lub „podkarpackich”. w spontaniczności zarówno śladów pędzla. uśmiechnięty prezydent Rzeszowa Tadeusz Ferenc dzieli się satysfakcją z mariażu biznesu i kultury.. Nie ma tam nawet biznesmenów mniejszych. a zatem widząc w Rosteckim „podkarpackiego” Jeffa Koonsa. listopad–grudzień 2008) o całe niebo przewyższa obecnego „ambasadora” polskiego malarstwa. Nieporozumieniem jest przyznanie najważniejszej nagrody Piotrowi Worońcowi juniorowi. Osobiście nie znam pana Piotra Worońca juniora i nie mam powodów. Przywołajmy Mikołaja Dawidziuka. bo ostatecznie jedynie nominowano do nagrody. warszawskiego snobizmu i warszawskiego prowincjonalizmu. Jeżeli w pracach tego „kadeta” sztuki jurorzy dostrzegli jakieś wartości. iż dzisiaj utalentowani adepci nie muszą jechać do Warszawy. Czyżby nagradzając Homo – Sobie. Szanując poglądy pana Dawidziuka. choć na krótko. Wystawa Obraz. w wyrafinowanym.. pracownianej koleżanki Wilhelma Sasnala. Jeżeli „harakiri” Basquiata rozumieją jako realizację doktryny i praktyki Foucaulta na gruncie sztuk pięknych.. przewodniczący jury. kończy heroiczny okres historii „podkarpackiego” środowiska plastycznego. rysunek. Tegoroczna wystawa.

Tęgiego malarza. technika mieszana. q 69 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . niemające sobie równych w Europie. malarskiego rozstrzygnięcia obrazu. ciągle żywi nadzieję. Z podróży. a przede wszystkim młodych i utalentowanych. takich jak: Edward Kociański z Mielca. Specjalnej uwagi domagają się również obrazy Andrzeja Rułki. W gronie tych ostatnich proponuję docenić wirtuozerskie rysunki Stanisława Ożoga. jaką w naszym dzisiejszym życiu kulturalnym odgrywa rodzina Krygowskich. 100 x 100 cm padku – o wyjątkowej roli. płótno. trzeba przyznać. Ażeby nie zostawiać czytelników „PPK” w nastroju pesymistycznym. choć ciągle nieokreślonego. Jan Krygowski oraz inni członkowie tej rodziny. Przemysław Pokrywka z Rzeszowa. Magdalena Skiba z Zagorzyc. choć rezultaty takich poszukiwań zdradzają paradoksalnie fascynację wizualizacjami pop-artu. poszukującego własnego. Przekonanego. walczą dzielnie o coś więcej aniżeli tylko o pamięć rodzinnego idola. odważnego malarza. Nie sposób także przejść obojętnie obok propozycji artystów nieco starszego już pokolenia oraz prawdziwych wyjadaczy.Jacek KAWAŁEK Piotr Woroniec junior. w pełni osobistego. iż na tegorocznej wystawie nie brakowało dokonań artystów utalentowanych. że znajdzie je w kręgu neapolitańskich uczniów Caravaggia. który idąc śladami swych starszych kolegów. znanych od dawna nie tylko rzeszowskiej publiczności. malarza kolorysty Zbigniewa Krygowskiego. świadomi wartości spuścizny artystycznej ich ojca. Natomiast wśród młodych przedstawicieli średniego pokolenia wyróżniam prace Rafała Pacześniaka. że brutalizm informelu i malarstwa materii wzbogaci „staroświecką” wrażliwość polskiego kolorysty.

Mariusz KOŚCIUK SPOŁECZEŃSTWO 70 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY .

Po- 71 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . jak jechaliśmy z kolegami ją remontować. nie raz słyszeliśmy. Starzy ludzie z sąsiedniego Wybrzeża. Jak jest robota. Dubiecka cerkiew stoi przy głównej szosie. Od czasu wysiedlenia Ukraińców pounickie cerkwie w większości są własnością skarbu państwa.. wyszli przed domy.. Nie da się przejechać przez miasteczko. odmawiając. I ciarki miałem na plecach. nie wiadomo było. Jacek przyznaje. A nas drażniło.. Paradoksalnie chyba właśnie ten magazyn uratował cerkiew. żeby nie zahaczyć o nią okiem. Nie podejrzewamy się o żadne szwindle. że się na nich dorabiamy. Była użyteczna. I to harcerstwo nas mimo wszystko uwiarygodniało. Druga – Fundacja Wspomagania Wsi. ktoś rzucił hasło: dlaczego nie tutaj? Dobrze. że mimo tego ludzkiego gadania udało nam się właśnie dlatego. Dzisiaj jest piękna i sami szybko zapominamy. jak wyglądała. Dyplomacja. W Dubiecku nie było dla kogo. Co najwyżej krzaki na gzymsie i sterta puszek po piwie. Może dlatego. co się wówczas w Dubiecku wydarzyło Mieliśmy tylko marzenia Garstka miejscowych postanowiła wziąć cerkiew w dzierżawę: – Chcieliśmy zrobić wystawę i nie mieliśmy gdzie. reaktywowany kościół greckokatolicki stara się o zwrot świątyni. gdzie uda się zebrać garstkę wiernych. że tu ogniska są i publiczny kibelek. Chciałam o nich napisać kilka lat temu. to po prostu zakasujemy rękawy. na co się porywamy. a o to przecież nietrudno. Kiedy remontowaliśmy cerkiew. że świątynia jest bezczeszczona. A może dlatego. Przez las pod górę – dla nich to już za daleko. Bo my mieliśmy tylko marzenia i więcej nic: ani pieniędzy. szef Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Dubieckiej. Na razie lepiej. nie wiadomo kto i po co. ani wiedzy. Nie powiedzieli czego. Ani wtedy. żeby nie było o nas głośno. jak to zrobić! Działacze Towarzystwa nie potrafią powiedzieć. Wilgoć. niczego jeszcze nie dokonali. Remont ruszył w 2004 roku. Przez ostatnie pięćdziesiąt lat straszyła. Nie jacyś obcy. – mówi Robert. Nie chcemy wywoływać upiorów. że pewnie dlatego udało się nam domy pobudować. którzy chyba kiedyś tam mieszkali. zasolone ściany – wiadomo.. żeby ją wyburzyć. I jesteśmy odporni na ludzkie gadanie. że ruina w centrum miasteczka jego mieszkańcom złe wystawiała świadectwo. – Po wojnie był tu magazyn nawozów. Stanęli koło płotów i w milczeniu odprowadzali nas wzrokiem.Marzyciele Olga HRYŃKIW – W nieistniejącej wsi Polchowa na pagórku w lesie została kapliczka.. ani dziś. oprowadzając z nieskrywaną dumą po pachnącej świeżymi tynkami świątyni. Ale tu pięć lat temu smutny standard został nieoczekiwanie przerwany. że wtedy nie zdawaliśmy sobie sprawy.. kiedy tu weszliśmy ze swoimi marzeniami. Pamiętam. W tym samym roku w Kresowym Domu Sztuki odbyła się pierwsza wystawa. Pierwsza odważyła się Fundacja Karpacka z Sanoka. Tam. Tak samo jak w Krzywczy i okolicznych wsiach.. Przez ostatnie pięćdziesiąt lat straszyła. Najtrudniejsza pierwsza dotacja – Mamy do siebie stuprocentowe zaufanie. rdzewiejący dziurawy dach. Nie da się przejechać przez miasteczko.. dlaczego właśnie w nich wykiełkowało tak odważne marzenie... potem jako wychowawcy harcerskiej młodzieży. żeby nie zahaczyć o nią okiem. Odpadające gzymsy. myślałem. że jesteśmy stąd. Słowo wystawa nie oddaje jednak sensu tego. A że codziennie przechodziliśmy obok niszczejącej świątyni. Tak samo jest w sąsiedniej Krzywczy i wielu innych okolicznych miejscowościach. Kiedy jeździliśmy z dzieciakami po lasach. W świecie fundacji i sponsorów nikt ich nie znał. Smutny standard. – wytłumaczył młody mężczyzna. więc nikomu nie przyszło do głowy. Dubiecka cerkiew stoi przy głównej szosie. czy nie zaprzepaszczą zaufania. Dziś myślę. A jednak czegoś się bali. – Jeszcze nie teraz. Upiory? W zrujnowanej pounickiej cerkwi? Przesada. bo pewnie nic by z tego nie wyszło – wspomina Jacek Grzegorzak. gotówki i budynku. że w marzeniach i ich spełnianiu specjalizowali się od małego – najpierw jako harcerze. zdobywający kolejne sprawności. że najtrudniej było zdobyć pierwsze pieniądze. podejrzewano nas.

chętnie przekazał budynek. że można. że się udaje. Niespełna rok później w Kresowym Domu Sztuki odbyła się pierwsza wystawa. które się nazywały Od pomysłu do projektu. przyjdą? Powiat przemyski. Słowo wystawa nie oddaje jednak sensu tego. konserwator. co się wówczas w Dubiecku wydarzyło.Mariusz KOŚCIUK tem już poszło: gmina. inne organizacje. Że wystarczy mieć tylko marzenia i kilku sprawdzonych ludzi – wspomina Jacek. Miałem się uczyć. Remont ruszył w 2004 roku. władający świątynią w imieniu skarbu państwa. – Cztery lata temu byłem na ogólnopolskich warsztatach. W tym roku pojechałem jako lider. Przyjdą. Na naszym przykładzie pokazywałem. – Wcześniej 72 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . nie przyjdą.

ogłosiliśmy gdzie się dało, że szukamy starych zdjęć,
dokumentów, wspomnień. Zbieraliśmy przez szkołę,
po domach i strychach, w archiwach... Nawet ksiądz
z ambony przypominał o naszej akcji. Chcieliśmy pokazać przedwojenne Dubiecko. To, które po jednej
trzeciej zamieszkiwali Polacy, Rusini i Żydzi. Pokazać ich życie, zajęcia, stroje. Chcieliśmy, ale jednocześnie do ostatniej chwili baliśmy się, czy ktokolwiek
przyjdzie...
Wystawa nazywała się Spotkanie trzech kultur i religii. Dzień wernisażu przeszedł do historii Dubiecka. – Cerkiew była pełna! Ludzie rozpoznawali się na
zdjęciach, przypominali sobie sąsiadów i krewnych,
korygowali nasze opisy fotografii albo wyjaśniali,
kogo przedstawiają. Niektórzy zaczęli opowiadać
– o sobie, o swoich rodzinach. Zrobiło się rzewnie, domowo i rodzinnie.

Klezmerzy, ikony i Murzyni

Tego dnia działacze Towarzystwa dostali carte blanche. Ci, którzy wcześniej z sobie tylko znanych powodów nie chcieli otworzyć domowej skrzyni z pamiątkami, zaczęli donosić stare fotografie i dokumenty.
Ci, których rozrzuciło po świecie – dosyłać archiwalia
pocztą. Oficjele przyznali Towarzystwu pierwsze dyplomy, wyrazy uznania, gratulacje. A stare wygrzebane z dubieckich strychów zdjęcia zyskały drugie
życie. Zdobią dziś niejedno lokalne wydawnictwo, ba
– odpowiednio powiększone i oprawione zawisły nawet w miejscowej pizzerii!
Jacek i jego kolega Robert Szybiak, którzy dziś
oprowadzają nas po Dubiecku, już się nie boją, że do
cerkwi zaadaptowanej na galerię nikt nie przyjdzie.
Od pierwszej wystawy sprawy idą jak po maśle, niezależnie od tego, jak bardzo nietypowy projekt jest
w galerii realizowany. Muzyka klezmerska – pełna
sala. Wirtuoz lutni – pełna sala. Dzieci z Zambii – pełna sala. Młody miejscowy fotograf, który w Kresowym
Domu Sztuki miał swoją pierwszą wystawę, robi dziś
karierę w fachowych ogólnopolskich czasopismach.
To aż nudne. Inicjatywy Towarzystwa mają poparcie
gminy, księdza proboszcza i wszystkich ważnych lokalnych oficjeli. Słowo wielokulturowość, powtarzane
tu jak pacierz, nie wzbudza niczyich obaw, nie przywołuje demonów i nie zagraża polskości.

I ciarki miałem na plecach

Pierwsza wystawa nazywała się Spotkanie trzech
kultur i religii. Dzień wernisażu przeszedł do
historii Dubiecka. – Cerkiew była pełna! Ludzie
rozpoznawali się na zdjęciach, przypominali sobie
sąsiadów i krewnych, korygowali nasze opisy
fotografii albo wyjaśniali, kogo przedstawiają...
Niektórzy zaczęli opowiadać – o sobie, o swoich
rodzinach. Zrobiło się rzewnie, domowo i familijnie
– mówią Jacek Grzegorzak i Robert Szybiak

Poza organizacją koncertów i wystaw działacze Towarzystwa ciągle jeszcze remontują budynek. Wyszli też
w teren – wytyczony przez nich w ubiegłym roku szlak
turystyczny Trzy ścieżki tożsamości okazał się hitem.
Szlak to nie tylko znaczki na drzewach, wiodące przez
malownicze pagórki ziemi dubieckiej. Poza rezerwatami
i punktami widokowymi trasa oprowadza po takich rarytasach, jak cerkiew w Piątkowej czy nieistniejąca dziś
wieś Polchowa, gdzie o jej dawnych mieszkańcach przy-

73
KWARTALNIK q 4 (11) 2008

Mariusz KOŚCIUK

pominają jedynie zdziczałe jabłonki i zawalone cembrowiny studni. – W Polchowej na pagórku w lesie została
też kapliczka. Pamiętam, jak jechaliśmy z kolegami ją
remontować. Starzy ludzie z Wybrzeża, którzy być może
kiedyś tam mieszkali, wyszli przed domy. Stanęli koło
płotów i w milczeniu odprowadzali nas wzrokiem. Przez
las pod górę – dla nich to już za daleko, myślałem. I ciarki miałem na plecach... – mówi Robert.

– To te Szybiaki? Dobrze zrobili, bardzo dobrze!
Chciałbym im podziękować, tylko nie wiem jak...
– mówi Michał Koczenasz, którego ojciec chodził
przed wojną do dubieckiej cerkwi
Kapliczka w Polchowej na wytyczonym przez
Towarzystwo szlaku Trzy ścieżki tożsamości

»

Z ludźmi trzeba po ichniemu

Szlak wiedzie też przez stary unicki cmentarz
nieopodal Dubiecka. Mur, kilka przedwojennych
nagrobków i resztki cmentarnej kapliczki. Starszy
mężczyzna porządkuje lastrykowy grobowiec. Paweł
Koczenasz, 1905–1945. – Mój ojciec tu leży. Chodził do
tej cerkwi, co wyremontowana teraz jest... Pamiętam.
Ja z mieszanej rodziny jestem, mama Polką była.
Dlatego zostaliśmy. Dziwne to czasy były. U polskiej
rodziny się chowaliśmy i dzięki temu pewnie żyję.
A ojca mojego Polak zabił... Na moich oczach. Nie, nie
za UPA. Za pole. Kto ja jestem – trudno powiedzieć.
Po wojnie razem z innymi kościół budowałem. Cer-

kiew zamknięta, co było robić. Poza tym nowe nastało... Rozum mówił: wszedłeś między wrony, kracz jak
one. I co z tego, że serce co innego... Z ludźmi trzeba
żyć po ichniemu, a bez ludzi nie da rady – mówi Michał Koczenasz.
Mężczyzna spogląda na stojących przy cmentarnym murze działaczy Towarzystwa. – To te Szybiaki?
Dobrze zrobili, bardzo dobrze! Chodzę tam, jak koncert jaki jest... Chciałbym im podziękować, tylko nie
wiem jak... q

74
PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY

Mariusz KOŚCIUK

75
KWARTALNIK q 4 (11) 2008

... mit (Wydawnictwo STENTOR. jego intencje: bo stosowność wyboru rodzaju. 39.. włosów.. wraz z dotacjami Prezydenta Miasta. Wywiad z Tadeuszem Błońskim publikowa- 1 listopada na przemyskich cmentarzach po raz trzeci odbyła się kwesta na remont zabytkowych nagrobków.. dziwaczna w kształcie i formie. wzoru i koloru krawata to jeden z poważniejszych „przedwyjściowych” dylematów. na której – z powodu braku miejsca – znalazła się tylko część kolekcji liczącej około 4500 krawatów..). Dobór krawatu to sposób wypowiedzi niemal twórczej. pobłogosław Polskę. W Przemyskiej Bibliotece Publicznej 27 listopada odbyło się spotkanie z Piotrem Marciszukiem. filozofia. kolekcję krawatów Tadeusza Błońskiego (Przemyśl.] wiszący na szyi podłużny przedmiot z miękkiej tkaniny. prezydent Republiki Węgierskiej.] W Jarosławiu 11 listopada odsłonięto pomnik Przyjaźni Polsko-Węgierskiej. wydawałoby się wielce idiotyczna i śmieszna część męskiej garderoby. Prospekt wystawy Sztuka na karku W Galerii Sztuki Współczesnej – w ramach cyklu przedstawiającego zbiory prywatne – zaprezentowano. Henryk GÓRECKI Adam JAREMKO ODNOTOWANO László Sólyom przy pomniku Przyjaźni Polsko-Węgierskiej w Jarosławiu Prezydent László Sólyom swoje przemówienie zakończył przestawionymi fragmentami hymnów obu państw: Jeszcze Węgry nie zginęły. Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.” (4–7 grudnia w Centrum Kulturalnym). Zbigniewa Chudzikiewicza). że jego brak ciągle jeszcze zatrzaskuje wiele drzwi. Warszawa 2008). A jednak konieczny. Pieniądze pozyskane z kwesty w poprzednich latach (35 tysięcy złotych). Z drugiej strony – może je.. przedstawia wyrzeźbione w granicie dwa dęby splecione koronami i korzeniami.. Jego praktyczną funkcją była niegdyś ochrona cennych koszul przed zaplamieniem w trakcie jedzenia (czyżby wyewoluował z dziecięcego śliniaczka?) – dziś krawat to przede wszystkim rodzaj demonstracji i nośnik informacji – ale informacji szczególnych. Jest papierkiem lakmusowym wyczucia smaku. organizowana przez Towarzystwo Ulepszania Miasta pod patronatem Prezydenta Miasta Przemyśla. skóry. nieprzydatny i niepotrzebny archaizm.Marek Stryszowski z Laboratorium Pod koniec roku w Przemyślu odbyły się dwie duże imprezy jazzowe: XX „Jazz nad Sanem” (24 października – 8 listopada w Przemyskim Centrum Kultury i Nauki „Zamek”) i VIII Międzynarodowy Festiwal Jazzowy „Jazz bez. [. dyplom w 1972 roku pod kierunkiem prof. Z jednej bowiem strony odsłania gust swego właściciela (lub – najczęściej – jego partnerki. na podobnych zasadach.) na Wydziale Sztuk Uniwersytetu Technicznego w Koszycach. autorem książki Literatura.. posłużyły do przeprowadzenia pełnej konserwacji 20 nagrobków o dużej wartości artystycznej. 76 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . karnacji skóry – lub zacierania jej mankamentów.. Wystawę. umiejętności podkreślania własnej urody: koloru oczu. Prof. i tak ważny znak ogłady i elegancji. szerzej s. ukrywać. Boże. W uroczystości wziął udział László Sólyom.. 31 października – 18 listopada). obecnie docent (Assoc. Absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie (Wydział Form Przemysłowych. Od 1973 roku mieszka w Republice Słowackiej. Stanisława Zacharko (z prospektu wystawy Sztuka na karku) Tadeusz Błoński urodził się w 1947 roku w Przemyślu. niezbędny. dzianiny. gdzie pracuje jako nauczyciel akademicki. znajdujący się przy ulicy Opolskiej. Pomnik. skupiania uwagi – lub jej odwracania. liśmy w nr 3 (6) 2007. [. Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. zatytułowano Sztuka na karku.

Decyzją jury pod przewodnictwem rosyjskiej poetki. Ma ona wyróżniać najlepszą książkę prozatorską. Wydawnictwo Literackie). Znak) i Olga Tokarczuk (Bieguni. Natomiast 20 grudnia w MNZP odbył się wernisaż ekspozycji Felczyńscy – ród z dzwonem w herbie. SPROSTOWANIE W poprzednim numerze „PPK” w rozmowie z Elżbietą Żygałą i Narcyzem Pióreckim z Arboretum w Bolestraszycach pt.) oraz dwie polskie autorki: Małgorzata Szejnert (Czarny ogród. Przywołując wybrane dzieła pisarzy i poetów XX wieku. Ten filozoficzny klucz pozwala odnaleźć całkiem nowe znaczenia znanych dzieł. a także z kolekcji Andrzeja Kapitana i Zdzisława Szeligi. 66). która ukazała się w języku polskim w ostatnim roku. W.6 grudnia we Wrocławiu po raz trzeci została przyznana jedna z najważniejszych polskich nagród literackich – Literacka Nagroda Europy Środkowej „Angelus”.). Juli Zeh – Niemcy (Instynkt gry. Opowieść o moim ojcu. A. Adam Jaremko. od roku 2006 jest prezesem Polskiej Izby Książki. Zygmunta Rozwadowskiego i innych wybitnych artystów. prezentujący między innymi ważne problemy współczesności i rozszerzający wiedzę o różnych kulturach. Książka ukazała się w Polsce w tłumaczeniu Teresy Worowskiej (wydawnictwo „Czytelnik”). László Krasznahorkai – Węgry (Melancholia sprzeciwu. autor śledzi w nich różnorodne aspekty literackie. zorganizowaną przez Instytut Ukrainistyki Państwowej Wyższej Szkoły Wschodnioeuropejskiej i Towarzystwo Ulepszania Miasta. Paweł Kozioł i Tomasz Trojnar. Tischnera i innych wielkich twórców myśli współczesnej. Rysunki Arthura Grottgera i Marcelego Maszkowskiego ze zbiorów Anny i Kaspra Pawlikowskich oraz Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej i Zostawcie to Polakom! Somosierra 1808–2008. Inauguracji działalności w nowej siedzibie towarzyszyły dwie wystawy: Blisko serca. dziennikarki i tłumaczki Natalii Gorbaniewskiej otrzymał ją węgierski prozaik i eseista Péter Esterházy (urodzony w 1950 roku w Budapeszcie) za powieść Harmonia cælestis. „Angelus” obejmuje 21 krajów. Do trzeciej edycji Nagrody. W. Dawne karty pocztowe zestawiono ze współczesnymi fotografiami Przemyśla. Paweł KOZIOŁ Książka stanowi zbiór esejów poświęconych zagadnieniom z pogranicza literatury i filozofii. Serdecznie Ich za to przepraszam. doktor filozofii. Do ekspozycji wykorzystano pocztówki ze zbiorów Przemyskiej Biblioteki Publicznej. Swietłana Wasilenko – Rosja (Głuptaska. zawsze jednak bada je w kontekście filozofii. 16 grudnia otwarto nowy gmach Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej (pl. Natomiast fotografie współczesne wykonali: Laureat Nagrody Péter Esterházy i prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz W 2006 roku – jako pierwszy laureat – nagrodę otrzymał Jurij Andruchowycz (Ukraina) za powieść Dwanaście kręgów. W 200-lecie ludwisarni. przeinaczyłam sens niektórych wypowiedzi moich rozmówców. Wydawnictwo Czarne). Olga HRYŃKIW 77 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . Regulamin określa. Paweł KOZIOŁ Adam Erd. Opr. Od ponad dziesięciu lat zajmuje się działalnością społeczną na rzecz ruchu wydawniczego.S. ukryte dotychczas przed badaczami literackich tylko tropów. Polnord – Wydawnictwo Oskar). usiłując przełożyć język fachowy na bardziej przystępny. a fotomontaże Lila Kalinowska (więcej o wystawie s. iż nagrodę otrzymać może autor z państw Europy Środkowej. w roku ubiegłym – Martin Pollack (Austria) za Śmierć w bunkrze. W latach osiemdziesiątych pracownik naukowy Instytutu Filozofii i Socjologii PAN. Piotr Marciszuk – polonista. nominowani byli: Günter Grass – Niemcy (Przy obieraniu cebuli. Michała Wywiórskiego. Grzegorz Karnas. Kołakowskiego.B. Sięga w tym celu po teorie Heideggera.A. Współautor serii podręczników Edukacja filozoficzna. Obraz bitwy w dziełach Wojciecha Kossaka. Nagrodę „Angelus” ustanowiły władze Wrocławia. psychologiczne.A. Mona lisa. Mariusz Kościuk.B. Berka Joselewicza 1). Tomasz WALKÓW Od 30 listopada do 31 grudnia na przemyskim Rynku można było obejrzeć wystawę Przemyśl – wczoraj i dziś. concorde i lokalna bukówka to nasz wkład w dorobek ludzkości. kulturalne i społeczne. oprócz Pétera Esterházyego.

Dyplom otrzymał w pracowni prof. grafik i fotografik. Ostatnio ekspozycję prac Mariusza Kościuka można było obejrzeć w październiku w Galerii Sztuki Współczesnej w Przemyślu. . brał udział w kilkunastu wystawach zbiorowych. Głowa. papier Mariusz Kościuk (ur. w 1961 roku w Przemyślu) – malarz. Włodzimierza Kunza w 1989 roku. Studiował malarstwo w Akademi Sztuk Pięknych w Krakowie.Mariusz Kościuk. Miał trzy wystawy indywidualne. 2008. olej.

Centres d'intérêt liés