Vous êtes sur la page 1sur 78

04

9 771895 397803

ISSN 1895-3972

KWARTALNIK q 4 (11) 2008

cena 4 zł

Witamy w Tygrysowicach! 19
Natalka Śniadanko

Kosmaczne jaja, s. 13

(w tym 0% VAT) Nr ind. 219436

Mariusz KOŚCIUK

PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY 4 (11) 2008

Marzyciele
Stary unicki cmentarz nieopodal Dubiecka.
Mur, kilka przedwojennych nagrobków i resztki cmentarnej kapliczki

Na tropach Traków,
czyli rzeszowscy
archeolodzy
nad dolnym Dunajem

70

Europa bez granic.
Nowa żelazna kurtyna?

Lud Traków jest po Indach największy
ze wszystkich ludów. I gdyby miał jednego
pana lub byłby jednomyślny, byłby moim
zdaniem niezwyciężony i bezspornie najpotężniejszy ze wszystkich.

4

Terespol, Polska – kilka zbłąkanych psów
i grupa kobiet ze złotymi zębami walczą o promień popołudniowego światła ogrzewający róg
podniszczonej poczekalni kolejowej.
Białorusinki zajmują się przemytem i nawet
tego nie ukrywają. Są zajęte nakładaniem kolejnych warstw ubrań – to przygotowanie do
codziennej walki z celnikami.

9

Kwartalnik
jest wydawany
dzięki dotacji
z budżetu
Ministerstwa
Kultury
i Dziedzictwa
Narodowego.

Europa Środkowo-Wschodnia

ISSN 1895-3972

KWARTALNIK q 4 (11) 2008 

  

Iwona FLORKIEWICZ, Tomasz BOCHNAK, Na tropach Traków,
czyli rzeszowscy archeolodzy nad dolnym Dunajem ........................................................ 4
Tom HUNDLEY, Europa bez granic. Nowa żelazna kurtyna? ........................................ 9
Wojciech KALINOWSKI, Kosmaczne jaja . ........................................................................ 13

cena 4 zł
(w tym 0% VAT) Nr ind. 219436

literatura

Witamy w Tygrysowicach! Spotkanie z Natalką Śniadanko ....................................... 19
Andrzej SKIBNIEWSKI, Pocztówki z lektury: Rumuńskie memento . ....................... 44

sylwetki

Witamy w Tygrysowicach!

Zenon ANDRZEJEWSKI, Lwowski Cicero ........................................................................ 34

Natalka Śniadanko

OkŁadka:
Natalka ŚNIADANKO,
Fot. Mariusz KOŚCIUK

muzyka

Wojciech KALINOWSKI, Nad i bez jazz ............................................................................. 39

płyty

Piotr BAŁAJAN, AC/DC, Duff McKagan’s Loaded, Lordi . ............................................. 43

książki

Jacek DROZDOWSKI, Jean-Marie Gustave Le Clézio, Urania . ..................................
Monika MAZIARZ, Sándor Márai, Sindbad powraca do domu ..................................
Joanna KORPAL, Siergiej Łukjanienko, Czystopis ........................................................
Paweł Tomasz KOZIOŁ, Jakub Żulczyk, Radio Armageddon . .....................................
Anna GIGOŃ, Dorota Masłowska, Między nami dobrze jest .......................................
Ewelina KASPERSKA, Marija Knežević, Ekaterini .......................................................
Agnieszka KORNIEJENKO, Jonathan Littell, Łaskawe ................................................

4

Kosmaczne jaja, s. 66

wydawnictwa

Janusz POLACZEK, O nowych publikacjach o tematyce napoleońskiej ................... 27
Zdzisław SZELIGA, Jak to za księżnej Anny bywało . ..................................................... 56

Wydawca:
Przemyska Biblioteka Publiczna

48
49
50
51
52
53
54

im. Ignacego Krasickiego
ul. Juliusza Słowackiego 15
37­-700 Przemyśl
tel. centrala: (016) 678 39 60, 678 62 87,
678 36 52, 678 35 82, w. 31
tel./fax: 678 62 91
e-mail: ppk@biblioteka.przemysl.pl

fotografie

www.redakcja.pbp.webd.pl 

Zdjęcia z dawnego Dubiecka ............................................................................................... 57

felietony

Zespół redakcyjny:
Andrzej JUSZCZYK,
Wojciech KALINOWSKI (sekretarz redakcji),
Paweł KOZIOŁ (redaktor naczelny),
Monika MAZIARZ (adiustacja i korekta),
Andrzej SKIBNIEWSKI.

Zdzisław SZELIGA, Spacerki osobiste: Broda Wilhelma i umierające tablice ........ 64

wystawy

Jacek SZWIC, Każde zdjęcie jest historią . ....................................................................... 66

plastyka

Jacek KAWAŁEK, Nowe ramy Obrazu... ........................................................................... 68

Redaktor techniczny
i opracowanie graficzne: Mariusz Kościuk.

społeczeństwo

Olga HRYŃKIW, Marzyciele ................................................................................................. 70

odnotowano ......................................................................................................................

O nowych
publikacjach
o tematyce
napoleońskiej

Wersja elektroniczna:
Henryk LASKO.

76

Rumuńskie
memento

Legenda napoleońska jest tym
obszarem narodowej świadomości,
który w przeciągu ostatnich dwóch
stuleci (i to mimo ewoluowania jej
kształtu) uwydatniał jeden z podstawowych polskich kompleksów
– liczenie na cudownego zbawcę,
wyzwoliciela i obrońcę, słowem
– rachowanie na Opatrzność niwelującą skutki naszych przywar i głupoty, a nagradzającą cierpienia.

27

Tym, co szczególnie mrozi
krew w żyłach, kiedy mowa
o rzezi w Bukareszcie, jest
absolutnie bestialskie okrucieństwo, z jakim działo się to
wszystko. Przenika ono nawet
suche sformułowania oficjalnego komunikatu, w którym przed
kilkoma dniami obwieszczono,
że w lesie Jîlava zamordowano
93 osoby (ostatni eufemizm dla
określenia Żydów – „osoby”)
21 stycznia, we wtorek w nocy.

44

Współpracownicy:
Małgorzata ARGASIŃSKA, Piotr BAŁAJAN,
Janusz CZARSKI, Jacek DROZDOWSKI,
Katarzyna DZIERŻAWIN, Adam ERD, Anna GIGOŃ,
Olga HRYŃKIW, Adam JAREMKO, Ewelina KASPERSKA,
Jacek KAWAŁEK, Joanna KOCIUBA,
Agnieszka KORNIEJENKO, Joanna KORPAL,
Paweł Tomasz KOZIOŁ, Małgorzata MYSZKA,
Janusz POLACZEK, Olga Hanna SOLARZ, Zdzisław SZELIGA.
Instytucje współpracujące:
•Agencja Rozwoju Przemysłu SA – Oddział w Krasiczynie –
Zespół Zamkowo-Parkowy w Krasiczynie,
•Arboretum i Zakład Fizjografii w Bolestraszycach,
•Centrum Kulturalne w Przemyślu,
•Galeria Sztuki Współczesnej w Przemyślu,
•Muzeum Historyczne w Sanoku,
•Muzeum Narodowe Ziemi Przemyskiej w Przemyślu,
•Muzeum-Zamek w Łańcucie,
•Państwowa Wyższa Szkoła Wschodnioeuropejska w Przemyślu,
•Przemyskie Centrum Kultury i Nauki „Zamek”.
Druk:
Drukarnia „Papirus”
ul. Spytka z Jarosławia 11
37-500 Jarosław.
Redakcja zastrzega sobie prawo dokonywania skrótów
oraz zmian tytułów zamieszczanych tekstów 

Plemiona trackie wchodziły w bliskie relacje z Grekami i Celtami. których fragmenty przywołujemy powyżej. zwłaszcza dla Iwony. Gdy po trzech tygodniach pracy wracaliśmy do Polski. Od lat osiemdziesiątych XX wieku wspomniany mikroregion był badany przez archeologów rumuńskich. Jednym z nich jest getycki kompleks osadniczy w rejonie dzisiejszej wioski Celic Dere w północnej Dobrudży. Oto poznany kilka lat temu archeolog z muzeum w Braîla. od około stu lat użytkowała nekropolę usytuowaną na stromym wzniesieniu górującym nad rzeczką Telia. zamieszkująca mikroregion osadniczy u zbiegu niewielkich rzek Celic i Telia. Importem nazywamy zabytek typowy dla danej kultury. Dorzecze dolnego Dunaju zamieszkiwali wówczas Getowie. Gdy w V wieku przed Chrystusem Herodot kreślił opisy. Najbogatsze królewskie i książęce pochówki kultury trackiej występują na terenie dzisiejszej Bułgarii. na krańcach terytorium zajmowanego przez plemiona trackie. Tomasz BOCHNAK Trakowie to ogólna nazwa ludów. ludność getycka. jednak Rumunia również jest pełna niezwykle interesujących stanowisk archeologicznych. który został znaleziony poza strefą jego pierwotnego występowania. adiunktem IA UR. Z Tracji mieli pochodzić mityczny Orfeusz oraz Spartakus. a w ubiegłym roku po raz pierwszy zawitali tam Polacy: dziesiątka studentów Instytutu Archeologii Uniwersytetu Rzeszowskiego (IA UR) wraz 1 Pozostałości fortyfikacji osady obronnej w rejonie Celic Dere z piszącymi te słowa: Iwoną Florkiewicz.  PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . a następnie z Rzymianami. i Tomaszem Bochnakiem. przywódca powstania niewolników w Italii w I wieku przed Chrystusem. doktorantką.EUROPA ŚRODKOWO-WSCHODNIA Na tropach Traków. czyli rzeszowscy archeolodzy nad dolnym Dunajem Iwona FLORKIEWICZ. które w I tysiącleciu przed Chrystusem zajmowały wschodnią i centralną część Półwyspu Bałkańskiego. Homer w Iliadzie wiele miejsca poświęca trackiemu królowi Rezosowi. rumuńska wyprawa zdawała się nam splotem szczęśliwych zbiegów okoliczności i uśmiechów losu. oraz jego wspaniałym wierzchowcom. Okoliczne osady przypuszczalnie znajdowały się wzdłuż szlaku wiodącego ku brodowi na Dunaju oraz rzeczki Celic. Oddziaływania trackie sięgają daleko na północ. sojusznikowi Trojan. Valeriu Sîrbu. a pojedyncze importy1 są spotykane nawet na ziemiach polskich. na jakiejś konferencji rzuca pomysł: A może udałoby się pracować razem na jakimś stanowisku w Rumunii? Na cmentarzysku albo na osadzie obronnej? Propozycja kusząca. zdaniem Herodota najmężniejsi i najsprawiedliwsi wśród Traków.

winien o tym pamiętać. V. Dzieje. za jące w międzynarodowych jaką PKP były skłonne dorozkładach jazdy rzeczywiwieźć nas na miejsce. znacznie przekraczała kwotę ście kursują. i w Bukareszcie okazało się. Niestety. Dojebilety relacji Tarnów–Tulcza (Tulcea) na Słowacji chaliśmy jednak szczęśliwie i ochoczo zabraliśmy się  KWARTALNIK q 4 (11) 2008 .Tomasz BOCHNAK L która interesuje się oddziaud Traków jest po Indach największy ze i były one ponad dwukrotływaniami dackimi na ziewszystkich ludów. Jeżeli ktoś wyrzymskim. I gdyby miał jednego pana nie tańsze niż te dostępne miach polskich w okresie lub byłby jednomyślny. czy szybko udało się wszystko Herodot. cena. 3. więc od wszystkich. bo my zbyt zawierzyliśmy internetowi dofinansowania przyznanego nam przez uczelnię. Władze Instytu. że ostatni odcinek podróDzięki pomocy jednego ze studentów kupiliśmy ży musimy pokonać inaczej niż planowaliśmy. potu nam sprzyjały. Postrony organizacyjnej dość winien też sprawdzić. byłby moim zdaniem w Polsce. tłumaczył Seweryn Hammer wszystkie pociągi figuruzałatwić.niezwyciężony i bezspornie najpotężniejszy ze biera się do Rumunii.

Był koniec września. Uzbrojenie oraz części rzędu końskiego składano z boku. Na wyposażeniu kilkunastoosobowej ekspedycji był gradiometr (przyrząd do mierzenia anomalii magnetycznych gruntu. a zachowana wysokość z reguły Ruiny Histrii nie przekracza 2 metrów. Nie zaobserwowano dominujących tendencji w orientacji grobów. ciepło.. które dzięki odpowiedniemu oprogramowaniu umożliwiają między innymi dokonywanie seryjnych pomiarów i tworzenie na ich podstawie rysunków). a inne nie. Zdecydowanie dominuje inhumacja. myto i umieszczano w ceramicznej popielnicy bądź wsypywano bezpośrednio do jamy grobowej. a jest to sprzęt nieczęsto spotykany w Polsce. czasami wyłożonej wapiennymi płytami. w jednym z grobów archeolodzy rumuńscy odkryli jedynie kości stopy. W niektórych przypadkach spotykamy pochówki cząstkowe. Opisane zróżnicowanie obrządku pogrzebowego nie ma związku ani z bogactwem wyposażenia pochów-  PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . U stóp zmarłych składano gliniane naczynia (zapewne pierwotnie zawierające żywność). Z jednej strony na wykop jeździliśmy konnymi wozami (jeden z nich miał koła ze szprychami). lusterka w pobliżu kości ręki. w okolicznych winnicach rozpoczynało się winobranie. czyli składanie do ziemi niespalonych ciał. Na cmentarzysku w Celic Dere występują też groby podwójne. wiadra i tym podobne akcesoria) był w nie najlepszym – oględnie mówiąc – stanie.. które mogą być wynikiem pradziejowej działalności człowieka) oraz dwa tachimetry (urządzenia znane również pod nazwą Total Station. będące połączeniem teodolitu i dalmierza. a podstawowy sprzęt do pracy (łopaty. a następnie wydzieloną w ten sposób przestrzeń wypełniano drobniejszymi kamieniami tworzącymi płaszcz kurhanu. a następnie spalone szczątki kości wybierano. – po prostu bajecznie! Wykopaliska były niezwykłe. Do tego wyspecjalizowane odbiorniki GPS. Na liczącym blisko sto grobów cmentarzysku w Celic Dere stosowano zróżnicowany obrządek pogrzebowy. cyfrowe lustrzanki z szerokokątnymi obiektywami. lub takie. W przypadku ciałopalenia kremacji dokonywano na stosie. Średnica kurhanów waha się od około 3 do 20 metrów. gdzie składano dwa niespalone ciała. Zmarłych najczęściej układano na plecach lub na boku. paciorki w obrębie klatki piersiowej. Popielnica była często obkładana dodatkowymi kamieniami. szpachelki.do pracy. Dodatkowe wyposażenie grobu znajdowało się z reguły w pobliżu naczynia. Dotychczas nie odnaleziono miejsc ciałopalenia. Imponujący ekwipunek! Wraz z Valeriu oraz Madi i Danem. a także z kilkoma robotnikami odsłanialiśmy kamienny płaszcz kurhanu oraz dokumentowaliśmy wcześniej odkryte groby. czyli takie. sztychówki. gdzie szkieletowi towarzyszą spalone szczątki drugiego zmarłego. Niektóre z pochówków są przykryte kurhanami. gdzie złożono zdekompletowane szczątki ludzkie. Ozdoby i części stroju leżały w miejscach pozwalających na odtworzenie sposobu ich noszenia: zapinki w okolicach obojczyków. parą archeologów z Bukaresztu. laptopy. Z drugiej strony w Celic Dere mieliśmy okazję zetknąć się z zaawansowanymi technikami badań. w bezpośrednim sąsiedztwie zmarłego. I tak. Najczęściej na ich obwodzie wkopywano duże głazy (do 1 m3). w dodatku z palcami przywalonymi wielkim głazem. Kurhany miały konstrukcje kamienne. z rękami pod głową i z podkurczonymi nogami.

rozwijającej się w Dobrudży na przełomie II i I tysiąclecia przed Chrystusem2.Marcel BOGDAN ków. przede wszystkim kultury scy- 2 tyjskiej i klasycznej kultury greckiej. lecz tego rodzaju wnioski zawsze muszą być formułowane z najwyższą ostrożnością. co leży u jego podłoża. nazwa kultury archeologicznej pochodzi od stanowiska położonego w granicach miasta opisywanego przez Andrzeja Stasiuka. W najstarszej fazie rozwoju cmentarzyska widoczne są też wpływy tak zwanej kultury Babadag.  KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . W czasie użytkowania cmentarzyska w Celic Dere Scytowie zajmowali lewy brzeg dolnego Dunaju i stopniowo przenikali na południe. Znaleziska z Celic Dere wykazują wpływy różnych kręgów kulturowych. i trudno stwierdzić. ani z ich chronologią. Wśród elementów Skojarzenie z uhonorowanym Nagrodą Literacką „Nike” zbiorem esejów Jadąc do Babadag jest całkiem prawidłowe. Być może jest to odzwierciedlenie niejednorodności etnicznej populacji użytkującej nekropolę.

jednak sprawna odbudowa spowodowała. W połowie XIX stulecia osadzono tu mniszki i obecnie jest to klasztor żeński. gdzie znajdowała się nasza baza. q  PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . Zabytki pozyskane podczas badań archeologicznych w tym starożytnym mieście można oglądać na stałej ekspozycji w budynku muzeum. to właśnie tamtędy pływały statki w górę rzeki. wybrano przede wszystkim ze względów strategicznych. Dwa kolejne ciała pochowano w dolnej jego części i pozostają bezimienne. Sąsiedztwo helleńskich kolonii na nieodległych wybrzeżach Morza Czarnego znalazło wyraz w importach i naśladownictwach ceramiki greckiej. z dorzecza Dniepru i środkowego Dniestru. co wskazuje jednoznacznie. Nawet dzisiaj widoczne są zarysy fortyfikacji osady. to Tulcza jest świetnym miejscem wypadowym. założony pod koniec XVIII wieku przez mnichów przybyłych z Góry Atos. Miejsce. Sama bazylika wzniesiona została pod koniec IV wieku. W jednym z grobów znaleziono ponad sto grocików. leżącego nad samym Dunajem. by zwiedzić meczet Gazi Ali Paszy z 1610 roku oraz muzeum z cenną kolekcją tureckich eksponatów. nie zobaczyliśmy również samego morza. że zmarłego pochowano z kołczanem pełnym strzał. Jeśli akurat jesteście w Dobrudży i planujecie wycieczkę do Delty Dunaju. był to bowiem najniżej położony bród na Dunaju. jakie mieliśmy okazję podziwiać. typowe dla koczowników z terenu dzisiejszej Ukrainy (notabene identyczne są spotykane na ziemiach polskich). Madi i Danem. obecnych na badanym przez nas stanowisku. jednak wycieczka po niezliczonych kanałach delty przyniosła nam niezapomniane wrażenia. Jednym z nich są pozostałości rzymskiego miasta Noviodunum. nie trzeba było jechać tak daleko. W VI–V wieku przed Chrystusem Histria stanowiła bardzo ważne centrum rzemieślniczo-handlowe. jak i przyrodę tego regionu. że miasto odzyskało swoją świetność i funkcjonowało do VII wieku. jest miejsce godne zobaczenia. by dokończyć eksplorację kurhanu. Kolejnym elementem uzbrojenia pochodzenia wschodniego są akinakesy – rodzaj sztyletów bądź krótkich mieczy. Nasz niezawodny przewodnik dowiózł nas także do wioski Mila 23 nad Starym Dunajem (Dunarea Veche). natomiast krypta grobowa jest od niej nieco starsza i pochodzi z 2 połowy IV wieku. kormorany. że jesienią 2009 roku znów zagościmy w Rumunii. gdzie można zobaczyć znaczną część antycznego miasta z zachowanym układem ulic. zachowując swój grecki charakter. można też podziwiać odsłonięte fragmenty bramy wjazdowej. których imiona do dzisiaj są czytelne na ścianie grobowca. znana jako ikona. Mieliśmy okazję poznać zarówno najstarszą historię. Wynajęliśmy tam motorową łódkę ze sternikiem. naczynia w typie kantarosu. nadając mu wezwanie Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. czyli dawna Histria. W czasach rzymskich Noviodunum było bazą dla floty dolnego Dunaju. Planujemy. Sprawdziliśmy i polecamy. niedaleko dzisiejszej miejscowości Isaccea. W górnej części martyrium złożono Zotikosa. a także ośrodek kultu. czyli gołąbków w liściach winogron) i spędzać miłe wieczory wspólnie z Valeriu. Była to najstarsza grecka kolonia na zachodnim wybrzeżu Morza Czarnego i jedna z najstarszych w całym basenie tego morza. opatrzone stemplami datowanymi na koniec III wieku przed Chrystusem. chociaż mieliśmy okazję jedynie pobieżnie zapoznać się z bogatą historią i kulturą tej krainy. która sama się czyści. Jednak żeby zobaczyć coś ciekawego. kolonia Miletu. Attalosa. w którym założone zostało miasto. świątyń. z ruinami domów. jeść sarnale cu foi de vita (to rumuńska wersja dolmadakia. Na początku XIX wieku spłonął. W najmłodszych pochówkach znajdują się fragmenty amfor z Rodos. W martyrium natrafiono na szczątki męczenników. Obecna Istria to skansen archeologiczny. Przejściowy upadek nastąpił w III wieku po Chrystusie. Znajduje się tutaj jeden z ważniejszych klasztorów w Dobrudży. Nie dotarliśmy wprawdzie do miejsca. typowe dla ludów znad rzeki Taśmin. założona w połowie VII wieku przed Chrystusem. Poznanie tak różnorodnego regionu Rumunii. kiedy to Histria została zniszczona przez Gotów. Również w samym Celic Dere. a także budowli publicznych oraz fragmentami murów obronnych. Zanim na początku XX wieku uregulowano ramię Suliny (jednego z trzech głównych ramion Dunaju). W cerkwi znajduje się cudowna ikona Chrystusa. a także szklane paciorki. Mimo jesiennej już pogody zdecydowaliśmy się nawet na zamoczenie stóp w morzu w miejscowości Mamaia. żelazne siekiery z bocznymi skrzydełkami. Zatrzymaliśmy się także na dłużej w Babadag. szczególnie w strefie północnopontyjskiej oraz na terenach lasostepu. Nasz pobyt w Dobrudży to jednak nie tylko wykopaliska. należy wymienić trójlistne brązowe grociki strzał. W okresie rzymskim miasto nadal funkcjonowało. Również w najbliższej okolicy Celic Dere i Tulczy znajdują się bardzo interesujące i warte zwiedzenia miejsca. Camasisa i Philipposa. ale przede wszystkim o niezliczone gatunki ptaków (czaple. Ze względów archeologicznych najciekawszym dla nas miejscem była jednak Istria.kultury scytyjskiej. Morze Czarne zobaczyliśmy podczas wyprawy do Konstancy. jakim jest Dobrudża. popularnych wśród ludów koczowniczych. Nie chodzi tu tylko o krajobrazy. W Celic Dere odkryto fragmenty amfor z Chios i Thasos. pelikany i inne). Spotykamy też płaskie. Z kolei w nieodległej miejscowości Niculiel zwiedziliśmy pozostałości bazyliki i wczesnochrześcijańskiego martyrium. było dla nas niezapomnianym przeżyciem. gdzie Dunaj wpływa do Morza Czarnego. jednak szybko go odbudowano. który był jednocześnie naszym przewodnikiem po kanałach delty.

od tych. Handel transgraniczny rozkwitł i zaczął ożywiać gospodarkę po obu stronach. Albo o Cyprze. Białorusinki zajmują się przemytem i nawet tego nie ukrywają. nową żelazną kurtyną. którzy mają. To była – i nadal jest – granica Stalina. Współczesna idea granic narodowych to europejski wynalazek eksportowany na cały świat.3 miliona Polaków przesiedlono stamtąd do Polski północnej i zachodniej.   Ostatnio wiele się mówi o Europie bez granic – lecz w tej jej części. Nadal są one najbardziej dotykalnym symbolem suwerenności i bezpieczeństwa. dołączył go do Białorusi i nigdy nie zwrócił. Słowację. mniej trafnie.   Po upadku ZSRR w 1994 roku społeczności rozdzielone tą granicą zaczęły się znów zrastać.  Schengen oznacza tu całą serię porozumień z 1995 roku. lecz jeden z głównych efektów ubocznych – powiedział. bankami danych biometrycznych i innymi technologicznymi zabawkami – ale tu. Tak zwaną strefę Schengen powiększono w grudniu ubiegłego roku. zabezpieczonej kamerami na podczerwień. Za życia poprzedniego pokolenia europejskie granice zmieniły się radykalnie. Pomyślcie o Kosowie.EUROPA ŚRODKOWO-WSCHODNIA Europa bez granic. która izoluje Unię od jej biedniejszych sąsiadów. Są zajęte nakładaniem kolejnych warstw ubrań – to przygotowanie do codziennej walki z celnikami. tych. Estonię. wieżyczek obserwacyjnych i strażników o kamiennych twarzach. najnowszej wrogiej granicy w Europie. Węgry. To nie była intencja Schengen. Zamiast tego wolą mówić o inteligentnej granicy. Lecz prawie równie istotny był tu rozwój Unii Europejskiej i jej zaangażowanie w kwestię swobodnego ruchu ludzi przez granice 27 państw członkowskich. Na początku II wojny światowej sowiecki dyktator zajął szmat wschodniego terytorium Polski. Nawet w dzisiejszej. na wschodnim pograniczu Polski ciągnącym się wzdłuż Bugu. związana z Europą Zachod-  KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . Polska – kilka zbłąkanych psów i grupa kobiet ze złotymi zębami walczą o promień popołudniowego światła ogrzewający róg podniszczonej poczekalni kolejowej. i co chronią w obrębie tych granic. Litwę. tyle że podział nie jest już ideologiczny – oddziela ona po prostu bogatych od biednych. Nowa żelazna kurtyna? * Tom HUNDLEY Przełożył Paweł Tomasz KOZIOŁ Terespol. Unijni urzędnicy krzywią się na wzmiankę o żelaznej kurtynie. wszechobecności granicy nie da się nie zauważyć. względnie pokojowej Europie granice pozostają niebezpiecznymi miejscami. gdzie te granice zostaną narysowane. tworzący źródła konfliktów i przelewu krwi prawie wszędzie. Polska. w jaki definiują się narody – kogo wpuszczają. monitoringiem satelitarnym. Polacy i Białorusini czują do siebie naturalną sympatię. Pod pewnymi względami ta granica stała się nową żelazną kurtyną.  Granice to sposób. Czechy. Wzdłuż wschodniej granicy Unii niektórzy zaczęli nazywać nową linię podziału murem Schengen bądź. Obecnie granica po stronie polskiej może być „inteligentna”. od granicy między Polską a Białorusią wciąż wieje chłodem zimnej wojny. które zlikwidowały wewnętrzne kontrole graniczne w zachodniej części Unii Europejskiej. Pierwszy impet jej transformacji wynikał z upadku komunizmu oraz demontażu żelaznej kurtyny i muru berlińskiego. około milion pozostało. lecz po stronie białoruskiej nadal składa się z zelektryfikowanych ogrodzeń. kogo zatrzymują. historyka z Yale. Po wojnie 2.        Według opinii Timothy’ego Snydera. w Terespolu. którzy nie mają. Łotwę. włączając do niej Polskę. ceną za utworzenie tej wyjątkowej strefy wolnego ruchu było stworzenie twardej granicy zewnętrznej. Słowenię i Maltę. W dodatku do powstania po 1989 roku więcej niż 8000 mil nowych granic narodowych (większość z nich we wschodniej połowie Europy) samo rozumienie pojęcia granicy uległo głębokim przemianom.

Pod jego władzą białoruska gospodarka cofnęła się o całe lata. zawsze była bogatsza. zobowiązała się do znacznie ostrzejszych kontroli granicznych. która z obawy przed rządem nie chciała ujawnić nazwiska. Od grudnia. jedna z kobiet z dworca w Terespolu.  Ich skromna przedsiębiorczość jest jednak tłumiona przez Wiktora Łukaszenkę. zasady Schengen stanowią poważną barierę. wyciągi z rachunków bankowych. Teraz już tego nie robi. aby wszyscy na Białorusi byli biedni – narzeka Ludmiła. Teraz jednak czujemy się odcięci od Polski i od reszty Europy. Po jego ukończeniu znalazła pracę w Siedlcach. ryzykując spotkanie z celnikami. syna prezydenta i jego potencjalnego następcę. wliczając w to dokumenty podatkowe. Póki co Ludmiła i pozostałe kobiety wjeżdżają do Polski na swoich starych wizach. by je przemycić na Białoruś i tam sprzedać. wykształconą na polskim uniwersytecie. że wpadła pod panowanie Aleksandra Łukaszenki. dzięki której może swobodnie jeździć tam i z powrotem.  Będą one znacznie droższe – około 100 dolarów za jedną podróż – i będą wymagać znacznie więcej papierów. oddalonych od białoruskiej granicy o około 90 km. kobiety z dworca ubierają na siebie tyle warstw ubrań. ile tylko mogą – czasami wkładając między nie jakieś drobiazgi – nim wsiądą w pociąg. lecz tragedią Białorusi było to. by uniknąć problemów na Białorusi. i jego syn. Ania. Ja i moja rodzina czujemy się Polakami. chcą. ale zapłacą ci najwyżej 100 dolarów miesięcznie. Ania zwykle korzysta z pociągu. „Ruski” bazar w Przemyślu  W Polsce łatwiej jest znaleźć pracę i mieszkanie. Wkrótce natrafią jednak na przeszkodę większą niż małoduszne dekrety młodego Łukaszenki.   Znaleźć w kraju pracę nie jest trudno. Część kobiet wykonuje 2-3 takie kursy dziennie. którym kończy się termin ważności. którym powodzi się stosunkowo dobrze.  Ania ma studencką wizę na 10 lat. a przy okazji zwierzchnika Brzeskiej Obłasti leżącej przy granicy z Polską. Wracając na Białoruś. W domu zawsze zachowywaliśmy polskie tradycje – mówi Ania. Potem będą się musiały starać o nowe wizy do strefy Schengen. kiedy Polska przystąpiła do strefy Schengen. w którym można lepiej żyć. lecz dla jej rodziny odwiedzanie jej w Polsce stanie się wkrótce trudne. Młodszy Łukaszenka zarządził. Dla nas to koniec – mówi Ludmiła. który będzie rządził przez kolejne 60 lat. jest Polką z Białorusi. którego nie potrafimy się pozbyć. potwierdzenie zatrudnienia i zaproszenie od partnerów handlowych w Polsce. często pomagała kobietom ze stacji transportować różne dobra przez granicę. Zatrzymując się w Terespolu. Zawsze patrzyliśmy na Polskę jako na miejsce. Ostatnio wszystkich 10 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY .    Nawet dla tych. wypełniając walizki i plastikowe kosze na śmieci tanimi ubraniami i innymi rzeczami kupionymi w Polsce. Razem z pozostałymi próbuje żyć z handlu. która również prosiła o nieujawnianie nazwiska. że za jednym przejazdem można importować najwyżej trzy sztuki ubrań. sowieckim stylu. rządzącego w starym. 24-letnia księgowa. Nawet na Białorusi nie da się za to żyć – mówi Ludmiła.nią.  Nasz prezydent. A jeśli ktokolwiek jechał pomagać na Białoruś. nawet jeżeli żyjemy na Białorusi. to zwykle też był z Polski – mówi.   By obejść te restrykcje.

czy na wschód w stronę Moskwy?  Ideą Unii było zjednoczenie Europy.Mariusz KOŚCIUK sprawdzają tak dokładnie. Budzi to pewne pytania co do znaczenia Unii Europejskiej i samego pojęcia Europy. To jest wspaniałe. Czy kraje takie. 11 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 .   Nowa zewnętrzna granica Europy stanowi osobisty problem dla Ani i wielkie obciążenie ekonomiczne dla Ludmiły. Jednocześnie budzi wątpliwości na poziomie geopolitycznym. jak się mówiło – stwierdza Robin Shepherd. „Europy całej i wolnej”. Czy wobec rosnącej w siłę  i coraz bardziej autokratycznej Rosji Europa buduje nową barierę ochronną? Stara żelazna kurtyna arbitralnie dzieliła Europę na pół. że bałabym się. jak Białoruś i Ukraina powinny spoglądać na zachód w kierunku Brukseli. Nowa linia podziału mniej więcej pokrywa się z „cywilizacyjną” granicą między rzymskokatolickim i protestanckim Zachodem a prawosławnym Wschodem. analityk z londyńskiej grupy Chatham House. Nie chcę być na liście przemytników. kiedy jesteś w Unii. ale kraje z najpoważniejszymi problemami – jak Białoruś – czy też starające się ze swoimi problemami walczyć – jak Ukraina – zauważają teraz bardzo wysoką barierę zatrzymującą je na zewnątrz.

także przyczynili się do powstania zatoru. Gdy tylko pokazała się po polskiej stronie. z Ukrainy do Polski. gdzie mogą uzyskać czterokrotne przebicie.Podążając wzdłuż polskiej granicy przez głębokie. Nie ma tam ogrodzenia. sprzedając ciastka i kanapki na rynku. Na początku bieżącego roku podróżował wzdłuż wschodniej granicy Polski. Zabezpieczenia wzmocniono parę miesięcy temu. że do niej „należą”. natrafia się w końcu na miejsce.. że rozumieją nieobecność Białorusi i Ukrainy. urodziła się w Łucku. Tego dnia na zewnątrz było widać dziesiątki mężczyzn i chłopców zbijających się w ciasne grupki dla ochrony przed zimnem. 12 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . Teraz jest ona niezbędna. która ma teraz 80 lat.] Podczas niedawnej wizyty na przejściu granicznym w Medyce niedaleko Przemyśla nie widziałem już długich kolejek samochodów. ale nie sprawia to. zdenerwowani nowymi przepisami wizowymi. Jadwiga Zenowicz. które stanowią teraz wschodni szaniec Fortecy Europa. To rozumienie było według Snydera ceną za wejście do Unii Polski i innych krajów dawnego bloku wschodniego. niezadowolonych ze swoich niskich pensji. Dawniej leżał on w Polsce. karton za jednym razem. Odnotowano opóźnienia dochodzące do 4 dni. Gdyby nie ta wiza z Schengen. gdzie mogą otrzymać lepszą pracę – mówi Roy. jest więcej niż wystarczająca do uszczelnienia granicy. gdzie ogrodzenia od dawna nie były naprawiane. ma podobne odczucia: Moja matka. lecz Skarbek twierdzi. Utknęli po drugiej stronie – mówi Grzegorz Roy. Teraz jednak ten rynek gwałtownie podupada. Rozumiem. Zdaniem granicznej policji większość z nich przenosiła nieoclone papierosy. Mówi: Oni są sąsiadami.   Gdy Polska dołączyła do strefy Schengen. teraz na Ukrainie. by godzinami stali na mrozie. którego syn i córka również są częścią tego drenażu mózgów. Jednym z powodów opóźnień były niejasności co do stosowania nowych przepisów. Ciężarówki stanęły w wielokilometrowych kolejkach po obu stronach polsko-ukraińskiej granicy. a nie wrogami. Innym – akcja podjęta przez polskich celników. drugi w pożarze samochodu. Urzędnicy graniczni próbują ukrócić ten proceder rodem z szarej strefy. który dorabia do skromnej emerytury. gdzie sprzedawano nieoclone papierosy. Wcześniej ich funkcję spełniali rekruci. Tekst jest skróconą wersją artykułu. ludzie Skarbka dokonali zatrzymania. i dla nas. blokując ruch po swojej stronie. To zły znak dla lokalnej gospodarki. Po polskiej stronie płk Waldemar Skarbek i jego ludzie mają za zadanie kontrolować 150 mil wschodniej granicy Europy. a także dziwne lokalne artykuły. przebywał także w Przemyślu. q * Tytuł pochodzi od redakcji. Aby przekonać Unię. Przejście w Medyce jest przystosowane również dla ruchu pieszego. pierwszym widocznym efektem był olbrzymi korek.    Dawniej Ukraińcy nie potrzebowali wizy do Polski. Pani Zenowicz z polskich służb celnych potwierdziła. Są też miejsca. kierująca polskimi celnikami na tym samym odcinku granicy. Na początku wypłata wynosiła od 525 do 750 dolarów. brzozowo-sosnowe lasy.  Bycie poza Unią i poza strefą Schengen stawia Ukrainę w bardzo złej pozycji – stwierdziła Zenowicz. kraje te musiały przekonać Unię. jak grupa pracowicie – choć całkiem niepotrzebnie – przekopywała się pod ukraińskim ogrodzeniem. takie jak butelki tłuszczu z bobra – podobno znakomity lek przeciw problemom oddechowym. Młodzi ludzie z Polski – w każdym razie ci bardziej rozgarnięci – z powodu Unii emigrują do Wielkiej Brytanii czy Holandii. Granicę z tamtej strony wyróżnia podwójna bariera z ogrodzeń pod wysokim napięciem. że nowa technologia. Ukraińcy. W tej części Europy dwa narody zamieszkują ten sam teren i chcą jakoś ze sobą współżyć. zmuszając kurierów.  Wcześniej w tym roku kamery na podczerwień wykryły grupę nielegalnych imigrantów z Azji. że w zeszłym miesiącu ruch samochodów ciężarowych spadł o 40 procent.. który ukazał się 30 marca 2008 roku w „Chicago Tribune”. Do niedawna w Przemyślu rozkwitał „ukraiński rynek” – bezkształtne zbiorowisko bud i stoisk. dlaczego tak musi być. moglibyśmy robić dobre interesy. [. Skarbek i jego ludzie nieco ubawieni patrzyli. a Skarbek nie przejawia entuzjazmu w kwestii swoich nowych obowiązków związanych z tym aspektem postanowień z Schengen. że się z tego cieszę. gdzie zamiast Białorusi pojawia się Ukraina. gdy Ukraina po raz pierwszy zatrudniła profesjonalnych strażników granicznych. tanią wódkę i ubrania. One jednak od lat nie są zasilane. Oczywiście. bo nie ma Ukraińców. Tom HUNDLEY – korespondent zagraniczny „Chicago Tribune” od 1988 roku. Dwóch kierowców zmarło – jeden prawdopodobnie na atak serca. próbujących przejść granicę od strony ukraińskiej. emerytowany nauczyciel historii. jaką Unia oddała do jego dyspozycji. A tak jest źle i dla nich.

gastronomia. Nie obyło się jak zwykle przy takich okazjach bez symbolicznego chociaż manifestowania patriotyzmu. składa się z 32 przysiółków i uważana jest za największą wieś w Europie. s. bałagan organizacyjny i nie przeszkadza wszechobecny eternit na dachach domów. Niestety. jednak się odbyły. niepewna pogoda (błoto po kostki). Odwiedził kiermasz rzemiosła ludowego i był gościem wystawy pisanek z okazji IV Międzynarodowego Zjazdu Twórców Pisanek. wykonujący pseudopatriotyczne piosenki w stylistyce znanej u nas z niegdysiejszego Festiwalu Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu. Ostatniego dnia festiwalową estradę wzięli we władanie Zasłużeni Artyści Ukrainy. warunki pobytu (noclegi. Czterech młodych ludzi ze Lwowa. grających z wielką energią oryginalnie zaaranżowane utwory. czyli piosenkarzo-śpiewacy. Nie wszyscy jednak byli w stanie powstrzymać się od muzykowania. wieś huculska położona w szerokiej dolinie pomiędzy górami. 16 Hucułka. ale byli też goście z zagranicy. na przykład elementów ubioru w barwach narodowych. Czy warto zatem przyjeżdżać na „Wiełyk Deń u Kosmaczi”? Jeśli komuś niestraszne są karpackie drogi na Ukrainie. s. Oficjalne koncerty festiwalowe. zmiksowane z ukrainodisco. 14 Zaimprowizowany koncert kapeli „Ludi dobry”. a także konferencja naukowa poświęcona 150-leciu rozwoju turystyki w Kosmaczu. s. w nieodległej Kołomyi jest nawet muzeum tych pomalowanych jaj. które przewinęły się przez festiwalową scenę. choć z jednodniowym opóźnieniem. Kosmacz. powiewania ukraińską flagą czy okrzyków Haj żywe Ukraina. z zapowiadanych wcześniej gwiazd ukraińskiego rocka nikt nie dojechał i koncert był raczej przeciętny. 15 Uczestnicy festiwalu. Tu właśnie od dwóch lat odbywa się wiosną festiwal folklorystyczny. W tym roku jednak koncerty pierwszego dnia festiwalu zostały odwołane ze względu na żałobę narodową ogłoszoną na Ukrainie po katastrofie śmigłowca. q » ZDJĘCIA Członkinie zespołu „Widymo”. Otwarcie festiwalu było szczególnie podniosłe i uroczyste.EUROPA ŚRODKOWO-WSCHODNIA Kosmaczne jaja Wojciech KALINOWSKI Od 30 kwietnia do 2 maja w Kosmaczu na Huculszczyźnie odbywał się II międzynarodowy festiwal folklorystyczny „Wielkanoc w Kosmaczu 2008”. sanitariaty!). dochodziło do spontanicznych minikoncertów połączonych z tańcami w najmniej spodziewanych miejscach. Wszak sztuka (a często także obcowanie z nią) wymaga ofiar. wykonujący ukraińskie i polskie pieśni ludowe. Podczas festiwalu odbyło się również Międzynarodowe Sympozjum Garncarzy. Dominowały kapele ludowe z grupami tanecznymi z Ukrainy. zarażało entuzjazmem muzykowania tłumy słuchaczy. bo w Kosmaczu pojawił się ze swą świtą prezydent Wiktor Juszczenko. Główną jego atrakcją są oczywiście plenerowe koncerty muzyki ludowej (w bardzo szerokim rozumieniu tego słowa). Polskę reprezentował (bardzo udanie zresztą) chór żeński „Widymo” z Sanoka. 18 13 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . Jeden z festiwalowych wieczorów poświęcono muzyce rockowej inspirowanej folklorem. a jest spragniony kontaktu z huculskim folklorem i górską przyrodą – to na pewno tak. Z pisanek zresztą Huculszczyzna słynie. s. 17 Cerkiew greckokatolicka w Kosmaczu. Spośród wielu różnorodnych zespołów. szczególną aktywnością koncertową wykazali się muzycy z kapeli „Ludi dobry” – można ich było spotkać niemal wszędzie w Kosmaczu. s.

Adam JAREMKO 14 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY .

Adam JAREMKO 15 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 .

Adam JAREMKO 16 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY .

Adam JAREMKO 17 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 .

Adam JAREMKO 18 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY .

Ś.Ś.: W ten sposób mielibyśmy komplet trzech powieści. Te historie są ze sobą związane może nie całkiem logicznie. Nie wiadomo dlaczego panuje przekonanie.. że może jednak nie warto ich publikować. że dany bohater im się spodobał – nie mam pojęcia. że ma jakieś moje wiersze. Na przykład wspominam o kimś. a miejsce jej akcji Tygrysowice to stolica wszechprowincji z typami ludzkimi doskonale wpisanymi w ten zaściankowy krajobraz.K.: To jest historia 1993-94 roku – Twój debiut literacki? N. ale raczej asocjatywnie. W dwóch poprzednich. zdaje się. To jest zupełnie inna powieść. które się wycinało i potem stroiło w podobnie wycinane sukienki czy spodenki. kogo zabili. zapachów.. Dla mnie to było tak. twierdzi. Czy wśród komentarzy po jej opublikowaniu spotkałaś się z pretensjami? Czy ktoś po jej rozszyfrowaniu utożsamiał się ze środowiskiem i poszczególnymi nazwiskami.Ś.K..Ś.: Może. i okazało się. dlaczego nie piszesz już wierszy? Natalka Śniadanko: Bo nie umiem. nie. ale chodziło też o to.Ś.Ś.: Skupmy się na książkach. lecz bezpowrotnie szybko minął. Twoja tłumaczka. że kogoś rzeczywiście rozjechali samochodem. że wszystko musi mieć swój początek i posiadać swoją logikę. chodziło mi o zmaganie się z pewną tradycją. To jest podobne do kolekcji bohaterów z filmu o Simpsonach. że chce zrobić antologię wierszy mało znanych poetów. ponieważ żaden z bohaterów opisanych w tej książce nie ma tak naprawdę swojego prototypu. kiedy pisałam książkę. Ta książka się ukaże w wydawnictwie Czarne? N. a był taki moment we Lwowie.: Są takie plany. a jak coś jest wymyślone.K. A. Najpierw stwierdziłam. A oni – moim zdaniem – absolutnie się nie nadają do jakichś utożsamień.: W Polsce nie ukazała się książka. red. Powróciło to jakoś do mnie w trochę dziwnej postaci. Masz może komórkę do jego rodziców? Odbierali zdarzenia literackie zupełnie na poważnie. A. A. choć to także tymian czy macierzanka. czyli Cząber na mleku.: Czy Twoja nowa powieść kontynuuje wątki detektywistyczno-mordercze? N. Agnieszka Korniejenko: Na początek chciałam Cię zapytać. A.: Opowiadania to niechętnie widziane przez wydawców zjawisko. A. Natomiast w nowej książce jest próba mówienia na poziomie detali.LITERATURA Witamy w Tygrysowicach! 18 października w Przemyskiej Bibliotece Publicznej odbyło się spotkanie z ukraińską pisarką Natalką Śniadanko. Tylko zamiast tych sukienek i spodenek były cechy charakteru. nikt ich nie czyta i w ogóle nie chce. że się nie sprzedają. że to jest cząber. utożsamiało się z tymi bohaterami i nawet pokłócili się o to. Syndrom sterylnosti – przyp. A. Tak to sobie wyobrażałam.: Tak. Może dlatego. którzy robili właśnie pierwszą stronę w nocy. Nie mamy nadal opowiadań po polsku. ale potem pomyślałam. Natomiast dziennikarze bardzo często odbierali moją fikcję rzeczywiście jak dokumentalistykę. to będę samoironiczna do końca i może zgodzę się opublikować te wiersze.. który byłby ciekawy. że czytali literaturę jak gazetę. Więc muszę być konsekwentna. których w ogóle nie znałam w chwili. intensywnie zabarwiony. których sama już nie pamiętam. które się tam pojawiły? N. które są po polsku. Jeżeli chcę być samoironiczna. to jest niedobre. skondensowanych uczuć. że nie są tłumaczone? N. w której wszystko musi być prawdą. żeby skonstruować taki wycinek czasu.: Nie. Poniżej obszerne fragmenty. Nutka konwencji nostalgicznej. że paru znajomych. Pisanie opowiadań należy do kategorii bohaterstwa wydawniczego. Ale fakt. coś się dzieje z bohaterami. że one wyjdą? N. jak kiedyś z tymi lalkami w czasopismach. dzwonią do mnie i mówią: W Twojej książce jest o tym mafiosie. Tam jest rzeczywiście fabuła.K. czyli są to po prostu pozbierane obrazki. Ostatnio zadzwonił do mnie znajomy. prowadzone przez dr Agnieszkę Korniejenko. Dla mnie było dziwne. narracją i konwencją mówienia o pewnych rzeczach. kto jest kim. Koledzy z redakcji gazety. Renata Rusnak.: To jest dużo bardziej wymyślone i udawane niż prawdziwe. Ahatanhelu [w oryg. Twoja ostatnia powieść Ahatanhel jest pełna kodów i aluzji do rzeczywistości zachodnioukraińskiej.] i Kolekcji namiętności.K.: Rozumiem. Zapomniałam jej po prostu wysłać.K. 19 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . która po ukraińsku brzmi Czebreć u mołoci.

bo tak naprawdę się różnią. który wychodzi trzy razy w tygodniu. a Przemyśl dorobił się już jednej powieści środowiskowej (była tutaj nawet promocja tej książki [LO story – przyp. w którym się znajduje. Na przykład jest tam czasopismo. co jest w tej powieści autobiograficznego.. porządkować.: Czy Twoje doświadczenie dziennikarskie – bo przecież chyba komentujesz aktualności. ale myliłam się. które w zasadzie zmonopolizowało rynek informacji w Tygrysowicach. Na ile jest to autobiograficzna powieść? N. a jeszcze wcześniej drukowana była w czasopiśmie. A. które przy tym wynikają. które pojawiły się w recenzjach Twojej pierwszej powieści Kolekcja namiętności. jest prawdą. w tym wypadku w Niemczech.Ś.K.K. Trudno byłoby mi powiedzieć. że nie jest to powieść środowiskowa. chociaż nie powinny. Są trzy czasopisma. Zrobiła się moda na tę książkę.K. mieszkania w innym świecie. to myśli: oni właśnie tacy są. więc ma już bardzo dużo lat.: Pracujesz jako dziennikarz w lwowskim „tygodniku”. red. a co jest wzięte z życia moich znajomych i które to momenty. co pozostaje pożyteczne.. ale przecież nie ja! I ten sposób. to po prostu teksty trzeba skracać. bo bardzo wielu ludzi się z tą książką utożsamia i wraz z upływem czasu to narasta. Nie widziałam specjalnie krytycznych. To. co w każdym narodzie – kiedy Ukrainiec przeczyta książkę o Ukraińcach. stereotypy..: Nie. Ta książka po raz pierwszy na Ukrainie ukazała się około 2000 roku. bo jest tam bardzo ostry w wymowie portret Niemców. Kiedy się pracuje w dziennikarstwie. Twoja powieść to książka uniwersalna i da się ją czytać tak. którzy tu i teraz potrafią zidentyfikować osoby. Jedyne.Ś. życie kulturalne – łączy się jakoś z powieściopisarstwem? Czy korzystasz z inspiracji z życia zawodowego? N.: Chyba tak. że działa ten sam mechanizm. Czy ta książka została przełożona na niemiecki? Pytam. wyłączającego utożsamiania jest bardzo częsty.Ś.: To bardzo trudne pytanie i dziś nie bardzo jestem w stanie sobie przypomnieć. żeby były ciekawe przede wszystkim dla czytelnika – i to jest bardzo dobra szkoła techniczna. jak na książkę współczesną. A. bo bardzo dużo ludzi może się pod nią podpisać. co opisujesz.A. N.] i spotkanie z autorką). Czy Niemcy przyjęli ją z sympatią? N. Ukraiński wprost z naftaliny A. wyrzucać informacje. Musi się borykać ze stereotypem Ukraińca w tym kraju.K. Stawiano tam znak równości między autorką i narratorką.: I trzy partie o wydźwięku parodystycznym. jak ja ją czytałam – przez pryzmat środowiska przemyskiego. bo chcę przejść do pewnych informacji. bo to zupełnie odmienne sposoby pisania.: Nie bardzo.K.Ś. kontakt z całkowicie inną mentalnością. tylko akurat mnie to nie dotyczy.Ś. ale 20 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY .: Kolekcja namiętności mieści się w nurcie pisarstwa. że to moja autobiografia. że mają znaczenie tylko dla tych czytelników. Staram się oddzielać te doświadczenia. które konkurują ze sobą. Pytam o wątek środowiskowy.: Pytam o to dlatego.. że opisane tam doświadczenie jest dość nietypowe. to dystans do tekstu. oburzonych reakcji typu: my nie jesteśmy tacy! Może dlatego.: Tak. by tak rzec. ostatnio tak. Wtedy wydawało mi się. nie. i sposoby walczenia z nimi. Wadą powieści środowiskowych jest to. które umiejscawia współczesnego Ukraińca na emigracji. Przykre. by jedno nie nakładało się na drugie. gdzie żyje przez parę miesięcy lub lat. A. N. Jest w niej opisane doświadczenie przekraczania granicy.

Ś. 21 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . z których akurat można by zrobić literaturę. niemieckiego i rosyjskiego. tutaj jest niedobrze. a tutaj w ogóle się nie nadaje.. Niemczech i Rosji. To problem. Belgii.: Czy Twoja beletrystyka jest podobnie poprawiana jak teksty dziennikarskie? To wyłącznie autorska wersja czy z kimś konsultowana? N.K. Z dziennikarstwa nauczyłam się dystansu do własnego tekstu. W Polsce. A. kiedy ktoś mi mówi: Wiesz co. Mieszka we Lwowie. ustanowionej przez Instytut Polski w Kijowie. Josepha Conrada. a przez to do siebie. co zresztą pomaga nawet w zwykłym życiu. Trzeba iść na kompromis. tłumaczka z polskiego. nakładem Wydawnictwa Czarne. W ubiegłym roku wraz z Tarasem Prochaśką i Serhijem Żadanem była nominowana do nagrody pierwszej edycji Polskiego Konkursu Literackiego dla Ukraińskich Pisarzy im. W najlepszym wypadku ktoś poprawi przecinki i to nie zawsze. szczególnie kiedy się ma do czynienia na przykład z wy- Agnieszka Korniejenko i Natalka Śniadanko (z prawej) Natalka ŚNIADANKO (ur. Nie czuję się urażona. Przekłady prozy Natalki Śniadanko ukazały się także w Austrii. dziennikarka „Lwowskiej Gazety”.. Na Ukrainie podpisuje się umowę i książka wychodzi. na Białorusi. tutaj trzeba zmienić.Mariusz KOŚCIUK tekst dziennikarski musi być bardzo prosty i trzeba wyrzucić z niego fajne rzeczy.: Niestety nie. 1973) – prozaiczka. ukazały się dwie jej powieści: Kolekcja namiętności (2004) i Ahatanhel (2008). w Czechach. W Polsce istnieje funkcja edytora czy redaktora.

czyli wschodnioukraińskimi. A. Zresztą i w Polsce nie było inaczej. Rodzi się też coś bardzo ciekawego na poziomie tłumaczeń: praktyka translatorska zmienia teorię przekładu. której na co dzień się nie używa. Uznali więc. Skonfrontowani z nim.: To. eseistykę tak. tylko w różnych latach.: Nie tłumaczyłam poezji Miłosza.: Nie mogę tego oceniać na poziomie redaktora. Nie chodzi o treść. a z klasyki. Język ukraiński dla części społeczeństwa jest fajną ciekawostką. z którymi można się szybko skonsultować przez internet. które pewnie pomagają Ci w ocenie polskich tłumaczeń? Zajrzałam do oryginału Twojej ostatniej powieści Ahatanhel i zwróciłam uwagę na bardzo ciekawy translatorski zabieg. bo jest gotowy aparat językowy i bardzo łatwo jest się poruszać w tych obszarach. Takie przekładanie jest trudne.Ś. Z przekładami klasycznych tekstów jest dużo łatwiej.] i czasem jednocześnie tłumaczy się na rosyjski i polski.. czasami odwrotnie. moim zdaniem.K. lecz przez wiele lat nieużywane.K. środowiskowy surżyk brzmi dziwnie i nieswojo. kiedy wszystko.: Masz doświadczenia translatorskie. Na przykład polszczyzna ma różne dialekty. Zrobić tak. red. A.: Przekładasz z niemieckiego. Brzmi wtedy wprost jak z repertuaru romantycznego wieszcza: stoi na trybunie i głosi. Ola Hnatiuk wymyśliła. tylko o to. Mówienie gdzieś w okolicach Charkowa to nie żaden ukraiński pomieszany z rosyjskim – to normalny język rosyjski tylko fonetycznie wymawiany ze składnią ukraińską. Przełożyć nieprzekładalne A. która „zabrudzenia” na taką skalę nigdy nie przeszła. gdzie często pracownicy są rosyjskojęzyczni. w których ukraiński brzmi bardzo archaicznie.. ale to dla nich język. potoczną mieszaniną ukraińsko-rosyjską. Babłojana – przyp. że odpowiednikiem surżyka może stać się bazarowy ukraiński – taka pospolita mieszanina rosyjskiego czy ukraińskiego z polskim. Czytają po ukraińsku. Dopiero powstaje współczesna literatura i dzięki kilku entuzjastom dociera do wydawnictw. bo nie było czego tłumaczyć.: To jest zresztą stara tradycja traktowania ukraińskiego jako języka wysokiego. Powiedz coś o trudnościach przenoszenia z języka polskiego na ukraiński.K. Na przykład bohater nie może po prostu wstać. że Iwaszkiewicza. nie może mówić – tylko „przemawia”. bo nie może normalnie pogadać. że to tłumaczenie. moja polszczyzna nie jest na tyle dobra. a język ukraiński jest dla nich obcy. a nie odwrotnie. zresztą. Rozumiem. wtedy jest to nie do oddania w polszczyźnie. Istnieje dużo tłumaczeń wschodnioukraińskich. nas oczywiście najbardziej interesują przekłady z języka polskiego. bardzo często podważając przekonanie o nieprzetłumaczalności niektórych rzeczy. że nie będą się wtrącać i to jest chyba najlepsze wyjście z sytuacji. który zresztą pierwszy raz zastosowała Ola Hnatiuk u Andruchowycza: bazą przekładu jest ukraiński. N. Mój rosyjski tłumacz na przykład był zmuszony konsultować się z innymi specjalistami od przekładów. kilka równie ciekawych zabiegów stylizacyjnych: Włoch. zwłaszcza poezji. wtedy zaglądam do polskich czy rosyjskich tłumaczeń i czasami są do przyjęcia. żeby czytelnik w ogóle nie połapał się. czyli współpracą z Ośrodkiem Badań nad Tradycją Antyczną Uniwersytetu Warszawskiego. nie tłumaczyć go dosłownie. Jest w niej. Jest jak niedzielne ubranie wyjęte z naftaliny. żeby właśnie nie zauważono procederu tłumaczenia. W Rosji nie ma tradycji tłumaczeń z literatury ukraińskiej. Organizował 22 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . co jest przetłumaczone taką samą łamaną z germańska polszczyzną. Jak oceniasz te przekłady jako tłumaczka z języka polskiego? N. rosyjskiego i polskiego. że języki się rozwijają. który istnieje tylko w książkach. ale też odwrotnie: ukraiński w rosyjskim. nie czują go. jakby sprzed stu lat. zyskuje poparcie. który nie umie mówić po niemiecku. ale kiedy bohater zaczyna mówić surżykiem. Jakby amerykański kryminał przetłumaczyć na język polski stylem mickiewiczowskim. lecz oddać efekt. Są to bardzo ciekawe dla literatury rzeczy. Byłby rzeczywiście dramat. zdaje się. Tłumaczyłaś Miłosza.K. U nas te dialekty są rosyjskojęzyczne lub mieszane i próba przekładu z polskiego na ten specyficzny. może nawet zmieniając trochę. Czyli oni ukrainizują rosyjski. które nie funkcjonują w formie rozwiniętej na Ukrainie. choćby narkomanów. jednak w tłumaczeniach stanowią problem.Ś. Są też stowarzyszenia tłumaczeń niemieckich czy polskich. A. W przekładzie Twojej książki jest podobnie i bardzo udanie. Gdy tłumaczę klasykę z niemieckiego. chociażby język młodzieży czy inne dialekty środowiskowe. Mamy też do czynienia z różnym poziomem zróżnicowania języka – na przykład mieszamy nie tylko rosyjski w ukraińskim. Wtedy ten ma jeszcze trudniejsze zadanie: weźmy rusycyzmy w ukraińskim. które bardzo trudno przetłumaczyć na rosyjski. o który chodziło autorowi. Bo przecież można zrezygnować z przeniesienia części tekstu. ale przez to ciekawe. gdyby zaczęli coś poprawiać. To fajna sprawa. Mam też bardzo dobrego rosyjskiego tłumacza [Z. ale musi się „podźwignąć”. Natomiast dużo trudniejsze jest tłumaczenie współczesnej literatury i to nie tylko dlatego. co robione jest z entuzjazmem.dawnictwami kijowskimi czy charkowskimi. jest dla nich niepoprawny. o czym mówisz. ale zawsze jest to jakaś konsultacja z nieobecnymi tłumaczami. Natomiast przynajmniej dwa przekłady moich powieści powstawały w ścisłej współpracy z tłumaczką i myślałyśmy długo nad różnymi strategiami. łączy się z naszym wspólnym doświadczeniem. że wschodnia Ukraina ubiera się w te szatki zupełnie współcześnie.

gdzie uczy się języków i literatury – podstawowych rzeczy. a wszystko to rzadko 23 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . Mnie pomaga w tym obecność w środowisku. Tworzymy swoistą filozofię życiową tłumaczeń. żeby się spotykać i rozmawiać o tym.: . Pamiętam. że ludzie językiem ukraińskim i z jego literaturą wiążą swoje przekonania i aspiracje literackie.: Kiedyś napisałam. red. też była z nią związana. że zacytuję ojca-założyciela. Ukraińców.: Twoja polska tłumaczka.sesje polskie i zagraniczne. to sposób patrzenia na książki: jakby się patrzyło na cały obszar literatury. że rosyjskie. żeby książki były przetłumaczone nie najłatwiej. Litwinów. I bardzo się cieszymy. jaki ma być kanon tłumaczeń z niemieckiego czy polskiego. które po prostu się znudziły.K. chyba jedyna. To jest bardzo ważne przy współpracy z wydawnictwami. zwłaszcza na zachodniej Ukrainie. choć to bardzo trudna rzecz. Była dziś mowa. bo kiedy na przykład staram się o wizę. To nie problem. a więc pokazywanie. gdzie można podzielić się problemami i próbować je rozwiązywać. To. Pisze się: na zakupy i tyle – to jest formuła! Na zakupy książek. zresztą. faktycznie. a nie Iwano-Frankiwśk. ale że są to w przeważającej mierze schematycznie napisane kryminały lub powieści. Używam nazwy Stanisławów. Ale drugim obszarem działalności ośrodka jest szkoła tłumaczeń. że jestem pisarką i jadę na spotkanie autorskie. z tego.: Chciałabym tę część naszego spotkania poświęcić refleksji na temat współczesnej sytuacji pi- sarzy na Ukrainie. Czy to przyniosło Ci jakieś korzyści jako tłumaczce? N. N.K. Teraz już tak nie jest: ani nie ma jedności w oparciu o środowisko artystyczne.: Nie tylko ona. że z pisarstwa chyba się nikt nie utrzymuje na Ukrainie. Spotykamy się więc i rozmawiamy o tym. Młode idzie!? A. Tłumaczenia nie da się nauczyć na uniwersytecie czy na jakimś kursie. Ma to jakieś odniesienie polityczne.Ś. pisarzy. ten przekład ukazał się w Mińsku. A. była też Bułgarka. dlaczego właśnie tak – czyli mieć kodeks moralny. ani nie ma łączności pokoleniowej.. A.: To była i jest bardzo fajna.Ś. To nie były spotkania pisarzy przy okazji oficjalnego festiwalu. że jestem pisarką i jadę na spotkanie autorskie – nie wzbudza to żadnego zaufania. to dwie w roku i wtedy to było duuuuuuże wydarzenie! Ważne wtedy było. wszyscy się znali. bo oznacza. Dziś literatura zaczyna się rozwijać zupełnie normalnie: każdy pisze. N. bo ci pisarze sami jej używają. i wszyscy tłumaczyli na swoje języki ten sam tekst. ale solidnie i uczciwie. pisali dla siebie i czytali się nawzajem. Jeszcze do niedawna ukraińska literatura przebywała w swoistym „getcie”. We Lwowie akurat większość tłumaczy z polskiego przekłada również z języka niemieckiego. Może integrowaliśmy się dlatego. Renata Rusnak.: To w ogóle nie jest zawód. żeby prezentować naszą twórczość wspólnie. ale przekładania nie. Brałaś udział w takich sesjach. a Ty pracowałaś pięć lat w jego przedstawicielstwie we Lwowie. w jaki sposób wątki starożytne docierają do współczesności i w niej funkcjonują w zmieniony sposób. Ja tego jeszcze doświadczyłam.K. czego nas nauczono.Ś. N.: Chciałam zapytać o środowiska. W niektórych krajach są takie studia. szkoła dla tłumaczy. które specjalizują się w debiutach autorów poniżej 20 roku życia.Ś. słowem. trzeba mieć pewien światopogląd i znać zasady tego. [Konsulat niedawno odmówił wizy do Polski pisarzowi Tarasowi Prochaśce – przyp. O mapę literackiej Ukrainy. że pisanie stało się modne wśród ludzi młodych. co wiem. Ale ta moda zaistniała także w związku z innym zjawiskiem: zmęczeniem przestrzenią medialną.K. A. że tak się nie pisze. ale zupełnie towarzyskie. Całe środowisko polskich tłumaczy z ukraińskiego wyszło stamtąd oraz większa część ukraińskich z polskiego. Wtedy można walczyć o dobre przekłady. Jak to w tej chwili wygląda? N. co i jak się tłumaczy. Nawet są wydawnictwa. przestrzenią literacką. Natomiast nowym zjawiskiem jest to. Aby być tłumaczem.. ale bardzo ograniczone.. To doświadczenie było bardzo ważną rzeczą w moim życiu. Dziennikarstwa uczą.K. N. Tłumaczenie zaś jest bardziej skomplikowane. Podstawową ideą ośrodka jest przeglądanie się w zwierciadle antyczności.Ś. co każdy rozumie przez to pojęcie i jak to się ma do zleceń wydawniczych. To głównie pisarze z Kijowa i ze wschodu. gdzie zbierano Białorusinów. albo na granicy mówię. Pani w konsulacie we Lwowie odpowiedziała mi. których wcale nie jest dużo. Jestem zdziwiona wielką ilością debiutów w ostatnich latach.że to jest zawsze ten drugi zawód. Powiedz kilka słów o współpracy z tym ośrodkiem. bo jak można nazwać zawodem pisarstwo? Nie lubię tego określenia. Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych i na początku dwutysięcznych bardzo silnym ośrodkiem był Stanisławów.. a potem swój dorobek publicznie prezentuje na własnym wieczorze autorskim. jak przekładano na białoruski Pana Tadeusza. Jerzego Axera. z którymi utrzymujesz kontakty. kto co robi i jakie ma plany.: Moim zdaniem takie środowiskowe istnienie zanika. Kiedyś ważne było. co robiliśmy wtedy w Ośrodku Badań nad Tradycją Antyczną.Ś. zdominowaną głównie przez nie najlepszej jakości książki rosyjskie. kiedy dołączają do nas młodzi tłumacze. że książki prawie się nie ukazywały? Jeśli już. Współpracowałam z nimi w Warszawie w latach 90.]. A. chętni spróbować swoich sił..: Polski konsulat we Lwowie ukraińskim pisarzom nie daje wiz. Bardzo mało polskich książek ukazuje się w rosyjskich tłumaczeniach.: Tak mi się wydaje.. a także białoruscy i rosyjscy tłumacze z polskiego. prof.

ale w latach 90. zaczynają czytać książki pisarzy współczesnych. który się na nich pojawił w ciągu 13 lat. z których żadnego nie kojarzę. dziś to „klasycy” literatury współczesnej. organizatorzy targów chcieli przypomnieć politykom..Ś. To zdumiewające. Na przykład w ramach Targów Książki we Lwowie organizowana jest Noc Poezji. wszyscy chodzili do wszystkich. Potem zezłościliśmy się na te niewiadome i tworzyliśmy po kolei otwarte teksty. które są w stanie utworzyć sieć księgarń w całym kraju? Jest na pewno inercja władz.K.Ś. a pierwszym i jedynym politykiem. w Użhorodzie tylko jedną. o którym nikt nic nie wie A. że to absolutnie świadome grafomaństwo w czystej postaci. choć zdarzały się i ciekawe. a malarze z ludźmi teatru. bo przestały ukazywać się książki. wydarzenie ogromnej wagi! Heh. Braliśmy udział w happeningach. Była taka radziecka sieć księgarń. Poeci działają często tylko w wymiarze wirtualnego wydarzenia publicznego. słynna z happeningów i akcji ulicznych.: Ten świat nagród państwowych przyznawanych pod patronatem prezydenta i rady do spraw nagrody szewczenkowskiej jest zupełnie oddzielony od realnego życia literatów. zaczęły powstawać poematy. ale bardziej masowe. skoro są pisarze i są wydawnictwa? W wielkiej Odessie udało mi się znaleźć dwie księgarenki. ale w porównaniu z tym. a poeci. Rozumiem. A.K. a my prezentowaliśmy swoje „dzieła”.: Do niedawna rynek pisarski był oparty na formule grup literackich. robiło w latach 90.. Nie chodziło o literaturę. Jak się studiuje filologię.. N. Dla rozrywki. jakby to zawsze było jedno towarzystwo. tak zaczęliśmy rymować. to bada się cudze utwory i mówi się. funkcjonująca w całym kraju.. też nie wiem dlaczego.: Ale nadal istnieją corocznie koncesjonowani artyści. co odbija się na sposobie funkcjonowania środowiska. N. bo przecież wstyd pisać jakieś wiersze. lat 80.Ś. Kultura istniała jako całość.Ś.wychodziło poza ten krąg. że literatura jest czymś ważnym. Ile może być wydawnictw. prawie trzech Szewczenków bez kożuchów. nie znają tych. co publikuje się w sieci. To mówi samo za siebie. Wydaje się bardzo dużo książek.: Takie akcje. Działają tylko te utworzone przez wydawnictwa.: To jest dziwna sprawa. Dla mnie to po prostu dziwne: jak może dwieście osób przyjść o trzeciej w nocy posłuchać poezji. był obecny prezydent Wiktor Juszczenko. Bu-Ba-Bu. jest tego niewiele. Doszliśmy do wniosku. ponieważ książek poetyckich jest mało. Ogromnie rozbudował się ten „kompleks” literacki.. Natomiast teraz prozaicy nie znają poetów.. więc dość dużo książek przechodzi przez moje ręce. A. na których – obok koncertów i pokazów mody – czytaliśmy te swoje wiersze-poematy. To było przed wyborami. którzy piszą w internecie. że gdzieś w Kijowie jest festiwal młodych poetów i widzę 50 nazwisk. uliczne. A. zorganizowali więc targi w tym gmachu Werchownej Rady w Kijowie i nikt nie przyszedł. też środowiskowe. do której należałaś? N. i to jeszcze czytanej w różnych językach.. ale raczej o zabawę towarzyską.. Ile można zrymować w ciągu jednych zajęć? Stwierdziliśmy zgodnie. przestała działać. które po prostu nie sądzą. Literaci znali się z malarzami. że konsekwentna grafomania jest zupełnie nowym pomysłem. następny dopisywał.: Skądże. że coś takiego jak książka istnieje.. którzy wcześniej brali książkę do ręki tylko okazjonalnie i nie byli związani z literaturą. bo piszę przynajmniej cztery recenzje książkowe w tygodniu.]. Taki podwójny świat: z jednej strony stowarzyszony w związku literatów i zależny od nagród państwowych. Ukazują się wprawdzie. Staram się śledzić nowości. że są niedobre. należeli do niej Jurij Andruchowycz. malarza. Te księgarnie stoją puste i nikt nie jest w stanie ich zagospodarować. którzy otrzymują państwowe nagrody. że w związku ze zmianą formuły literackiej i z instytucjonalnym wspieraniem debiutów takich akcji już dzisiaj we Lwowie nie ma? N. red. ale nie ma kto ich sprzedawać. Pisać swoje – to naprawdę kwestia odwagi. kto siedzi na ławce i czyta książkę Andruchowycza i jest to zupełnie zwyczajne. o którym nikt nic nie wie. Wiktor Neborak i Ołeksandr Irwaneć – przyp.: To jest tajemniczy świat. z drugiej – wolnego ruchu literatów i nieoficjalnych wyróżnień 24 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . Ale coś takiego się odbywa i jest fajne. są! Ale to już zaczęło działać zupełnie profesjonalnie. Największe i najbardziej popularne targi książki na Ukrainie są we Lwowie. A. Nudne zajęcia na uczelni. Dziś można zobaczyć kogoś.K.K.: Wspomniałaś o targach lwowskich. Jest mnóstwo festiwali literackich. nie widząc poprzedniego tekstu i tak dalej. Ktoś pisał coś i zaginał kartkę. Było słynne Bu-Ba-Bu [Burleska-Bałagan-Bufonada – grupa literacka powstała w drugiej poł. Często otrzymuję informacje. którzy piszą powieści. ile tego jest w czasopismach internetowych. Ale Ty sama miałaś taki epizod: Mmjunna Tuha – co to było? Grupa literacka. człowieka teatru i tak dalej. Co się dzieje? Dlaczego nie ma księgarń.: To było jeszcze na studiach. Teraz ludzie. Tajemniczy świat. Wybiera się najwybitniejszego literata. towarzysko zaczęliśmy pisać niby-wiersze.K. Kiedyś było jedno wielkie środowisko kulturalne. które udało mi się w tym roku odwiedzić i ku mojemu zdumieniu ukraiński rynek wydawniczy jest równie bogaty co rynek pisarski. Będziemy uprawiać programową grafomanię! Wtedy jeszcze nie wydawano książek.

ale też innych. co czytałam ostatnio. bo się nie pojawia na prezentacjach organizowanych przez oficjalną delegację ukraińską. A. co z tego wynika. A co do planów wydawniczych. To zupełnie inne doświadczenia. Ciekawie się to czyta jako złamanie pewnej szablonowej narracji. Bo kiedy pisarz wyrusza na wycieczkę zagraniczną. które można w dowolnym momencie wyciągnąć i się pokazać. władza. w tłumaczeniach. którzy o nich nic nie wiedzieli.]. zestawienia podróży wewnętrznej i zewnętrznej po metrze berlińskim. N. Tym sposobem powstaje fajny pomysł integracyjny. to moje opowiadania. które wspierają kulturę wschodnioeuropejską. polsko-ukraińską. Pytanie jest może przewrotne. Jurij Andruchowycz. to jedyne sensowne. nie można było zapłacić za udział w nich żadnego pisarza. Ukraińcy jakoś zmuszeni są ze sobą rozmawiać. Znam nawet jedną osobę. musi zaprosić nie tylko Polaków i Niemców.. a potem już dalej. takich choćby.Ś. takie pisanie o granicach.: Dziś głównie myślę o jutrzejszych planach pokonania granicy polsko-ukraińskiej. Jest to duże wydarzenie. Nawet powstała bardzo ciekawa antologia. Niemcy. nie wiem.. Cała książka wypełniona jest motywem podróżowania. prezentacje organizowano zupełnie konwencjonalnie. Mogli być tylko urzędnicy. A.. po ukraińsku.Ś. Na pewno jakieś naukowe stypendia istnieją. Poza tekstami. Cały czas istnieje konflikt pomiędzy żywą. Okazało się. co jest zawsze bardzo „atrakcyjne”. To były wyjazdy rzeczywiście po całym kraju. to je odrzuca i zaczyna myśleć otwarcie o innych narodowościach. bo tego zabrania ukraińskie prawo. dostał przecież nagrodę. Nawet 25 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 .. mamy nagrodę .K. pachnące jeszcze radziecką estetyką. przywieźć wyszywanki czy inne gadżety. żeby tak wspierać wschodnioeuropejskich pisarzy stypendiami? N. bo to działa tylko w jedną stronę. że na przykład Jurij Andruchowycz nie szanuje swoich polskich czytelników.Ś. siedzą tam i piszą swoje książki. Za to ze strony państwa w programach organizatorów pojawiły się tajemnicze informacje o spotkaniach z autorami. ale też polscy pisarze.przyznawanych oddolnie. N. Na Ukrainie zaczęły się ukazywać artykuły. Efektem takiego programu stypendialnego jest na przykład antologia wydana ostatnio w Krakowie. opowiadają i mało kto kontempluje. czym się zajmują.: Była taka inicjatywa. które drukowane są w Krakowie. Pojawiła się idea. Głównie chodziło o tę najbliższą.Ś. Chodziło mi o próby zatrzymania się w pewnych momentach i opisania kontemplacji. ale tu chodzi o stypendium ukraińskie. utwierdza się w swych stereotypach. Obłęd. Oficjalna władza uważa. Zrobiła się więc z tego mieszanka wątków wschodnio-zachodnich. żeby finansować nie tylko tłumaczenia. N.K. red. ale przeważnie fundowane są przez instytucje zagraniczne.. niesamowite tysiące. Brat-swat mojego kogoś tam napisał kiedyś książkę. której się udało dostać takie stypendium na Ukrainie. na przykład Egiptu z Sudanem. na ile mi się udało. który za- czął wspierać tłumaczenia literatury ukraińskiej za granicą. Ten związek oficjalnych literatów liczy jakąś strasznie dużą ilość osób. ale były też o innych. w Niemczech otrzymują stypendia. ale też promować i prezentować kulturę. które nie wiadomo.: O tym już powstało parę tomów opowiadań. nie przerażają jej kryteria estetyczne czy etyczne i to jest najbardziej dziwne. na przykład Olga Tokarczuk. Jeśli wydają książki. do którego nie można się przyzwyczaić. by zorganizować bankiet. Ty. to takie.: Niemcy dla mnie są przykładem partnerstwa pisarskiego. na własny koszt zaprosiły pisarzy.: Też mnie to męczy. W Polsce też się pojawiły jakieś stypendia. A. wydana we Lwowie. To też jest typowe. U nas dopiero w tym roku powstał fundusz. że teksty ukraińskich pisarzy najpierw się ukazują w Polsce. Zresztą to bardzo ciekawy pomysł.: Uczestniczyłam w nim w Niemczech.. w której nie wiem. prawdziwą kulturą a kulturą oficjalną.: Kultura w rozumieniu państwa to coś jak ubranko w szafce. Wydawnictwo Czarne i inne. Co do stypendiów zagranicznych. wspieramy kulturę. to z założenia są międzynarodowe: jeśli jakaś polska fundacja chce utworzyć program wsparcia w kulturze. jak niegdysiejsza nagroda Bu-Ba-Bu [była nią najdroższa butelka alkoholu nabywana w najbliższym sklepie przed uroczystością ogłoszenia nominacji – przyp.. bardziej egzotycznych. że mimo olbrzymiego budżetu przeznaczonego przez państwo na tę imprezę. Myślisz. Brakowało mi w tym. Głosy z wieży Babel A.K.: O tym też da się napisać opowiadanie. o przekraczaniu granic.. będą polską prezentacją nieopublikowanego jeszcze ukraińskiego wydania.: Powiesz parę słów o swoich planach? N. To niezwykle trudne. że Niemcy mają w tym jakiś interes. środkowoeuropejskich. czy brałaś bezpośrednio udział. przez samo środowisko..Ś. doszło do skandalu: okazało się.. wszyscy opowiadają. Polacy. Kiedy rok temu Ukraina była gościem Targów Książki w Warszawie. które wydają literaturę ukraińską. to żeby dostać na to pieniądze.K. Natomiast gdy przebywa w takim mieszanym towarzystwie. swoista wieża Babel – Białorusini. Nazywała się Pociąg 76 (Potiah 76) – miałaś publikację w ramach tego projektu.. że pisarze niemieccy najchętniej piszą o swoich wyjazdach na Ukrainę czy do Europy Wschodniej – i odwrotnie. które wyglądają jakby powstawały w latach 70. właśnie elementu kontemplacji. Bardzo szybka i pełna akcji się zrobiła teraz literatura. Nie był to rzeczywisty pociąg z lokomotywą. My. które wówczas powstają. że taka literatura jest potrzebna.

a oni tutaj zaczynają czytać.Ś. więc spróbowałam pokontemplować w tej książce.K. Każdą książkę można rozłożyć na wiele elementów i rzeczywiście każdą można skrytykować lub odwrotnie.. i okoliczności. Największa liczba książek sprzedaje się na wschodzie Ukrainy. literatura ukraińska ogranicza się do tych nazwisk. które swoje wydania sprzedają we Lwowie i w okolicach. które się ukazują na Ukrainie.Ś. każda literatura. Natomiast duże wydawnictwa są na wschodzie. to obowiązuje już całkiem inne podejście.: Bardzo trudno mi polecać konkretnych autorów. bo po co tłumaczyć książki z niemodnego kraju? Kiedy jakieś małe wydawnictwo się tym zajmuje. Myślę też. co z tą Ukrainą zrobić.: Bardzo często przychodzą Ukraińcy. bardzo trudno osądzić. jak walczyć. Efekt jest taki. którzy pewnie nie mieli szczęścia zostać przez nich zauważeni. Osoba z sali: Czy w Polsce na Pani spotkania autorskie przychodzą Pani rodacy? N. Dla mnie literatura składa się z poszczególnych książek. która dopiero się tworzy.. nawet rzeczy dość mizerne. co zostało. Mam wrażenie. bo po prostu nie znam wszystkiego i nie znam się na tyle na literaturze ukraińskiej. jest to tylko ciekawe. Olga Solarz: Mówiła Pani o wartościach uniwersalnych w literaturze. wynikające z kompleksów Ukraińców. to wydaje mi się. który się traktuje poważnie w Europie i w świecie. To za każdym razem jakaś intuicja: albo mam z książką kontakt. Prochaśko czy Żadan. że wydawnictwo Czarne robi złą robotę. bo dla przeciętnego odbiorcy w Polsce.: Trudno jest mi mówić o czymś takim jak współczesna literatura ukraińska. który nie czyta w oryginale i kształtuje sobie wizję na podstawie ich tłumaczeń. Co do uniwersalności.. Osoba z sali: Jak na zachodniej Ukrainie sprzedają się książki współczesnych ukraińskich pisarzy? N. A teraz pytanie: czy widzi Pani jakieś powtarzające się motywy we współczesnej prozie ukraińskiej – jakąś schematyczność. A.. To zresztą jest odpowiedzialność.Ś. bo sprzyja temu i czas.: Moim zdaniem nie brak dobrych książek. że natychmiast zostanie przetłumaczone i wydane po polsku. choć to jest ciągle działalność niszowa. o której Pani mówiła. Istnieje polityczna tendencja. a za 50 lat – co z tego jeszcze jest aktualne. Koło się zamyka. Książki zaczęły się sprzedawać wtedy. Są bardzo małe. 26 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . To jest nadal problem. Żadana. to ciągle mam wrażenie. dlatego trudno jest mi polecać coś do czytania. czy wezmę do ręki Andruchowycza. za dużo tej dynamiki. maksymalnie dwie. wynikającą z wychodzenia z przestrzeni postradzieckiej? N.Ś. bo nie wiadomo. Nobel nie jest nagrodą za wartości estetyczne. Nigdy bym ich nie skojarzyła z czytaniem książek. której nie jestem w stanie ponieść. a my ich. aby dokonywać takich diagnoz. albo nie. Nigdy nie pozwalam sobie na wyodrębnianie jakiegoś wspólnego mianownika jakiejkolwiek twórczości. gdy do wydawania włączyły się duże wydawnictwa ze wschodu. Czytelnicze mody Osoba z sali: Dlaczego jeszcze żaden pisarz z Ukrainy nie dostał literackiej Nagrody Nobla? N. a Nobel głównie się na nich opiera. ale teraz modna. Dotyczą one konfrontacji przestrzeni postradzieckiej ze światem Zachodu: jak oni widzą nas. czyli działają bardziej rynkowo. że powtarza te same motywy. których trzy książki mogę przeczytać pod rząd. Zaczynają żyć troszeczkę inaczej – zderzenie z inną kulturą za każdym razem jakoś ich zmienia. Nie ma przekładów angielskich. Poza tym.poezja zrobiła się dynamiczna. bo nie posiadam tak naprawdę żadnych kryteriów odbioru książek. To się przecież przekłada na wszystkie nagrody. Podczas gdy na Ukrainie są lepsze rzeczy i ciekawsi autorzy. Bez względu na to. na przykład w środowiskach młodzieżowych na wschodzie. że o literaturze współczesnej. na ile jest uniwersalna. Prochaśkę. z którym nie wiadomo.. jak każda nagroda. że Ukraina nie jest krajem. Mają dużo lepszą promocję i sprzedaż.. Nie bez znaczenia jest też moda na literaturę ukraińską. Za 20 lat będziemy wiedzieć. że Rosja ją wchłonie – wtedy będzie spokój. nudna i jednolita. kraj musi być modny. Ignorowanie Ukrainy i czekanie. to mogę być pewna. bo tam jest lepsza sieć księgarń i możliwości dystrybucji. Literatura jest obszarem. Chcę podzielić się taką refleksją: przyglądam się literaturze ukraińskiej od wielu lat i nie zauważam w niej żadnych wartości uniwersalnych. Osoba z sali: W takim razie kogo Pani by nam poleciła do czytania? N. Wydawcy mają bardzo praktyczne podejście do książek – muszą się sprzedawać. lecz nie docierają za granicę i nie są też dobrze wypromowane na Ukrainie. q Opr. z którego dopiero potem wyłaniają się poszczególne książki i na koniec tworzy się kanon.. Już od paru ładnych lat prawie wszystkie wydają współczesną literaturę ukraińską. Często jest to jedna książka.: Na Ukrainie Zachodniej tak naprawdę nie ma dużych wydawnictw.Ś. Bardzo niewielu znam takich pisarzy. że staje się z roku na rok coraz bardziej zaściankowa. że to literatura osadzona konkretnie w tym miejscu i czasie – czyli za kilka lat nie będzie już czytelna. że cokolwiek napisze Andruchowycz. Żeby się sprzedawały. Ale w przypadku rynku prawdziwego i dużego. którzy tu pracują. Potem wracają do siebie i ten akurat nawyk już im zostaje.

Napoleoński projekt nowego urządzenia świata upadł. proces degeneracji systemu państwowego Rzeczypospolitej wydawał się odwracać. i to nie tylko na polu chwały. Alegoria Napoleona (Napoleon jako Eneasz porzucający Dydonę?). Oto wskutek – mogłoby się wydawać nadprzyrodzonego – zbiegu wydarzeń politycznych i militarnych część ziem dawnej Rzeczypospolitej została uwolniona od jarzma zaborcy pruskiego i rychło zyskała status państwa nazwanego Księstwem Warszawskim. Za sprawą Napoleona to wszystko w Księstwie Warszawskim się ziściło. pojawiły się rzesze mędrków udowadniających. Zresztą mniejsza z tym. Pozostał żal i karmiąca się nim legenda. litografia wyprawy rosyjskiej obróciła wniwecz polskie marzenia o odbudowie dawnej świetności. jakiej od ponad stu lat nie mogła stworzyć wielokrotnie większa i zdawałoby się bogatsza Rzeczpospolita. Poza romantykami. wyzwoliciela i obrońcę. Takiej po- 27 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . Nie tylko ta złota. Klęska Ze zbiorów autora Janusz POLACZEK Według Józefa Peszki. wolne od źle pojętej tradycji narodowej. oraz że to strojne wojsko w prowadzonej niemal samodzielnie kampanii 1809 roku zdołało rozgromić silny korpus armii austriackiej i w rezultacie tego powiększyć o około 1/3 obszar Księstwa. Ale. Pamiętać bowiem należy. że Napoleon oszukiwał Polaków w nadziei pozyskania nowej dostawy „mięsa armatniego” itp. słowem – rachowanie na Opatrzność niwelującą skutki naszych przywar i głupoty. który w przeciągu ostatnich dwóch stuleci (i to mimo ewoluowania jej kształtu) uwydatniał jeden z podstawowych polskich kompleksów – liczenie na cudownego zbawcę. że aby móc stworzyć silną armię. sielanka nie trwała długo. Za tymi cudami stał Napoleon Bonaparte. a nagradzającą cierpienia. jak zwyciężać mają. Właśnie niemalże dwa wieki temu. Nie bez znaczenia okazał się przy tym dość obojętny stosunek szlachty litewskiej – wbrew uczuciom wyrażanym przez Mickiewicza w Panu Tadeuszu bliżej jej było do cara niż do cesarza Zachodu. przynoszącego podejrzane nowinki ustrojowe. a powodowany zaściankową (czytaj swojską) tępotą. Jej początki sięgają dwóch stuleci wstecz. ale również – co może jeszcze bardziej zadziwiające – Polaków (od doby Jana III odwykłych od zwycięstw. ale nie od przywar) nauczył. trwający już od dawna i prowadzący do rozbiorów. że to niewielkie kadłubowe państwo rychło wystawiło doskonale wyekwipowaną (i przepięknie umundurowaną) armię. który europejskiej opinii publicznej przybliżał właśnie do poziomu gazety z aktualnościami czas antycznych eposów. wierzącymi w siłę sprawczą jednostki. Za kolejny cud można uznać fakt. jak to w polskiej historii bywa.WYDAWNICTWA O nowych publikacjach o tematyce napoleońskiej Andrzej Nieuważny o legendzie napoleońskiej w Polsce Legenda napoleońska jest tym obszarem narodowej świadomości. konieczny był sprawnie funkcjonujący system administracyjny i nowoczesne ustawodawstwo.

tak jakby w wypadku przegranej cokolwiek one znaczyły i tak jakby je miał. gwarantującego nowatorskie prawa. przystępując do organizacji powstania w 1794 roku. że chodziło w nich także o pewną europejską perspektywę Polski. około 1812 » stawie patronował zresztą swego czasu sam Tadeusz Kościuszko. że w początkach XIX wieku nie były one jeszcze doskonałe) i co najważniejsze – że te 28 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . Mianowicie. 1818 Zygmunt Vogel (?) według projektu Chrystiana Piotra Aignera (?).Musée de Versailles Muzeum Wojska Polskiego Adolphe-Éugene-Gabriel Roehn. O to. 1811 Jan Bogumił Plersch. Koncept przebudowy „dziedzińca Saskiego” w Warszawie oraz usytuowania tam pomnika Napoleona. oparte na ideach tolerancji oraz postępu (to nic. Dyskusje tego typu trwały dziesięciolecia i jeszcze dziś nie możemy powiedzieć. Śmierć ks. czy może być też traktowana jako możliwość partycypacji w realizowaniu pewnej wizji nowego ładu. że umilkły (choć ograniczyły się do wąskich kręgów). czy ta perspektywa powinna dotyczyć tylko gwarancji naszej niepodległości. Wjazd Napoleona do Gdańska w 1807 roku. Józefa Poniatowskiego. W Polsce nie zauważono wszakże jednego aspektu tych „na- poleońskich” sporów. domagający się od Napoleona gwarancji.

W Pol- sce w dużej skali właściwie rozpoczął się on dopiero w roku bieżącym. Tego problemu polska historiografia zdaje się w sposób dostateczny jeszcze nie dostrzegła. Warszawa 1936 idee powinny być spoiwem jednoczącym przestrzeń cywilizacyjną Zachodu. Inna wszakże była wtedy atmosfera czy możliwości wypowiedzi. wpisujących się w trwający już od lat cykl celebracji 200. że do zmiany horyzontu myślowego w tym względzie przyczyni się wiele wydawnictw z okazji 200-lecia utworzenia Księstwa Warszawskiego. choć już w 1969 roku pamiętano o 200-leciu urodzin Napoleona Bonaparte. Powróciły wtedy u nas spory o Napoleona i Księstwo Warszawskie. Wystarczy przypomnieć dzieła Andrzeja 29 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . między innymi to wówczas „Mówią Wieki” rozpisały ważną ankietę na temat oceny postaci Cesarza przez Polaków1. ale refleksje całkiem interesujące.Warszawa w obrazach. rocznic napoleońskich. Powinniśmy wierzyć.

Nazywa się Andrzej Nieuważny. Dziś po profesorze Zahorskim pozostały tylko publikacje (zmarł w 1993 roku). po klasycznych już pracach Andrzeja Zahorskiego3. która poniekąd stała się powodem całego przedsięwzięcia.August Sokołowski. których wypracowanie wymagało poważnych studiów. Warszawa 1904 Kazimierz Lux. Jego pisarstwo historyczne łączy rzetelny warsztat historyka – tak charakterystyczny dla prac Zahorskiego – z talentem literackim. Nie mniej udana. stał się koordynatorem prac nad nową popularnonaukową monografią Księstwa Warszawskiego. akwarela Zahorskiego bądź też początki kariery publicystyczno-literackiej Waldemara Łysiaka. Ks. Dzieje porozbiorowe narodu polskiego. bo tylko tak bogata firma mogła sobie pozwolić na druk monumentalnego dzieła. W sukurs przyszło Przedsiębiorstwo Wydawnicze Rzeczpospolita SA. ukazujący fragment kampanii 1806–1807 decydujący o możliwości restytucji państwa polskiego oraz o jego kształcie i formie nazwanej Księstwem Warszawskim. Waldemar Łysiak zaś. skoncentrowawszy się raczej na problematyce układów we współczesnym polskim życiu politycznym. 1. Była to nowa. Szerszemu gronu czytelników dał się poznać w roku 1999 opublikowaną w serii wydawniczej A to Polska właśnie książką zatytułowaną My z Napoleonem2. Rocznicę. Wyrósł natomiast godny ich następca. Od Pułtuska do Tylży 1806–1807. Józef Poniatowski ze sztabem. a zarazem bardziej nowoczesna. Podążając dalej tą drogą. biorąc pod uwagę formę edytorską. Przewidziana początkowo na jeden tom monografia rozrosła się na tyle. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku. opatrzone – co nie mniej ważne – wybornym zestawem ilustracyjnym (w tym względzie mogące konkurować ze słynnym albumem Ernesta Łunińskiego z 1911 roku4). Andrzej Nieuważny jako jedna z ważniejszych postaci Ośrodka Studiów Epoki Napoleońskiej. pozwalającym pochłaniać pisane przez niego teksty w sposób porównywalny do napoleońskich esejów Waldemara Łysiaka. Efektem jest na razie tom zatytułowany 200 dni Napoleona. działającego przy Akademii Humanistycznej im. Oprócz zasadniczego tekstu pióra Andrzeja Nieuważnego. próba ujęcia dziejów legendy napoleońskiej w Polsce. albumową serię wydawniczą – słowem edycję godnie upamiętniającą 200-lecie utworzenia Księstwa Warszawskiego. opisującego w szczegółach ten w gruncie rzeczy mało 30 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . że można było pomyśleć o przekształceniu jej w wielotomową. Dzieło napisane językiem pięknym i przystępnym. t. rzadko już sięga do epoki Cesarza. Otrzymaliśmy dzieło (choć pozbawione aparatu naukowego) zawierające dojrzałe refleksje historyczne.

będące spojrzeniem na ówczesną sytuację okiem politologa. do czego zdołali nas przyzwyczaić polscy wydawcy książek historycznych. Zostawmy jednak szczegóły. Te sympatyczne z punktu widzenia kolekcjonerskiego druki. tylko z pozoru może wydawać się mało zrozumiałe. oraz zestaw fotografii autorstwa Tomasza Stępnia. No i właśnie owa artystycznie wysublimowana forma graficzna publikacji. zaginiony znany etap zmagań Napoleona z siłami rosyjsko-pruskimi. ale niezbyt czytelna dla przeciętnego odbiorcy. zdobią jej okładkę i pierwsze kilkanaście stron. Apoteoza Napoleona. poświęconą epoce napoleońskiej w aspekcie powstania.Ernest Łuniński. działań zbrojnych tego okresu na Śląsku i Pomorzu 31 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . niestety nie musi koniecznie utrafiać w jego oczekiwania. Istotny jest przede wszystkim fakt. Legiony i Księstwo Warszawskie. gospodarki i kultury Księstwa Warszawskiego. że 200 dni Napoleona zapoczątkowały bardzo interesującą serię wydawniczą. pierwszą tego typu w Polsce. W Przemyślu na przykład jeden tylko (sic!) sprowadzony przez księgarzy egzemplarz tego wydawnictwa od miesięcy pozostał niezauważony i nie znalazł nabywcy. w omawianej książce znajdziemy także wprowadzenie autorstwa Krzysztofa Ostrowskiego. Artystyczny wyraz publikacji dał Lech Majewski. tak różna od tego. Pewną wątpliwość historyka może także wzbudzać oparcie pomysłu najważniejszych elementów oprawy graficznej na wytworach kultury masowej przełomu XIX i XX wieku. funkcjonowania i dziedzictwa Księstwa Warszawskiego. zważywszy na szybką sprzedaż innych książek o zbliżonej tematyce. Kolejne tomy dotyczyć mają: polskiego wysiłku zbrojnego w dobie napoleońskiej (Polacy i Napoleon). swą formą – łagodnie rzecz ujmując – balansujące na pograniczu kiczu. ukazujących (również z lotu ptaka) tereny ówczesnych zmagań i miejsca zaszczycone pobytem Cesarza. Napoleon. stanowiących swoisty komentarz do bogatego i dobrze dobranego źródłowego materiału ikonograficznego. Co. słusznie zaliczony do grona współautorów ze względu na awangardową w naszych warunkach formę albumu. Warszawa [1911?] January Suchodolski. systemu administracyjnego. do której to kategorii należy zaliczyć pocztówki o tematyce napoleońskiej. choć prawie nijak się niemające do treści książki. również w aspektach pozamilitarnych.

Wjazd ks.Biblioteka Jagiellońska Roman Rupniewski. w której znalazłoby się też miejsce na spojrzenie na legendę napoleońską w Polsce z jednej strony jako na pewien rodzaj kompensaty klęsk politycznych i militarnych. oporządzenia czy wiadomości na temat dziejów poszczególnych formacji także ciekawe refleksje dotyczące na przykład legendy Somosierry i jej wyrazu w poszczególnych dziedzinach kultury. co daje się przyrównać do Nietzscheańskiej koncepcji triumfu woli i co Erich Fromm eufemistycznie nazwał ucieczką od wolności. akwarela ze szczególnym uwzględnieniem formacji polskich. nazywając dość powszechną u nas postawę pozwalającą rozgrzeszać 32 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . łączącego ją. z drugiej zaś – jako na symptom bardziej uniwersalnych skłonności ludzkiego umysłu do szukania oparcia w wielkich „przewodnikach” – osobowościach autorytarnych. bardzo potrzebnej syntezy7 tego istotnego zjawiska w kulturze polskiej. z nowożytną mitologią Europy. Od wcześniejszych tomów serii wydawnictwo to różni się nie tylko co najmniej podwójnie większą objętością. tym razem już w pełni naukowej. ale i głębszym potraktowaniem tematu. Niejako substytutem tej publikacji może być na razie kolejny tom popularnej wśród miłośników broni i barwy serii Wojsko Księstwa Warszawskiego – Wojsko Polskie w służbie Napoleona. czegoś. Wpisuje się przez to. Ryszard Morawski5. choć w odrobinę innym kontekście. że w końcu staną się one podstawą do. aby to nastąpiło. Miejmy nadzieję. tak jak inny mit – przedmurza chrześcijaństwa. podobnie jak inne wspomniane tu dzieła Nieuważnego. poświęcony polskim oddziałom Gwardii Cesarskiej. w obszar historiografii polskiej zajmującej się legendą napoleońską jako istotnym czynnikiem tradycji narodowej. Używamy go tutaj. Pierwszy z zapowiadanych tu tomów – Polacy i Napoleon – miał się ukazać w końcu 2008 roku. uzbrojenia. Tym razem pomagał mu. i wreszcie – dziedzictwa Księstwa Warszawskiego w różnych aspektach funkcjonowania postnapoleońskiego tworu. I to dzieło jest efektem pracy oraz zainteresowań Andrzeja Nieuważnego. Józefa Poniatowskiego do Krakowa w 1809 roku. zwłaszcza jako autor przepysznych plansz. za jaki można uważać Królestwo Kongresowe w pierwszych latach jego istnienia. Znaleźć w nim możemy oprócz danych na temat ubioru. W polskich warunkach oba te aspekty legendy napoleońskiej czy – jak kto woli – mitu napoleońskiego8 opisuje określenie Stefana Treugutta: kwietyzm w wersji heroicznej9. ale póki co nic nie wiadomo. znany zresztą z poprzednich czterech woluminów6. Syntezy.

de la mythologie à l’ histoire. Zło. Wydawnictwo Dolnośląskie – Wrocław 1999. pociąga zaś niezmiennie. Pelta). Wszakże złożyliśmy bogini Historii stosowną ofiarę. Petiteau. tak jeszcze żywotnej w czasach „schyłkowej komuny”. jaki daje poczucie spełnienia heroicznych czynów (vide Somosierra). Morawski. lecz będących egzemplifikacją tej samej w gruncie rzeczy idei. [w:] idem. Karabela). Jeana Tularda i Jeana-Marie Lucasa-Dubretona. Paris 2004. Warszawa 1971. Lansjerzy Nadwiślańscy. gdzie to miało miejsce. M. Nieuważny. Paris 2005. Warszawa 2008 (wyd. Prussak. R. Na zakończenie. Artyleria. Dziś z jeszcze jednego względu jest dobry moment na formułowanie sądów podsumowujących legendę napoleońską. Co nie przeszkadza życzyć najnowszej publikacji Andrzeja Nieuważnego i Ryszarda Morawskiego również komercyjnego sukcesu. 1 2 33 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . H. Zahorski. Wojsko Polskie w służbie Napoleona. Warszawa [1911]. H. s. Wojsko Polskie w służbie Napoleona. A. nawet album o polskich szwoleżerach Gwardii Cesarskiej zdaje się pozostawać w gorszej pozycji wyjściowej niż podobnego rodzaju książki o żołnierzach Hitlera. wyd. Owemu przygasaniu legendy napoleońskiej. Morawski. Z innych przestrzeni kultury masowej epopeja napoleońska skutecznie została wyparta przez mniej skomplikowane. czy jak kto woli łamiąca wszelki opór siła. jak: S. Warszawa 1993. czego Napoleonowi I nie dane było ziścić. Generalicja i sztaby. Przyodziany w czarny uniform esesman zdaje się postacią bardziej intrygującą niż chociażby. 21. Bellona). Morawski. Z dziejów legendy napoleońskiej w Polsce. Warszawa 1996 (wyd. Wielecki. Bellona 1992). Inżynierowie i Saperzy. Warszawa 1974. krwawe baśnie bądź historie wzięte z repertuaru bliższego naszym czasom. Warszawa 2004 (wyd. Napoleon. Analogicznie do tego. destrukcyjna). N. Nieuważny. co ma miejsce w modnej dziś dziedzinie tak zwanych rekonstrukcji historycznych (gdzie z reguły najliczniej reprezentowane są bataliony Wehrmachtu i SS). wypatrywać nowego wyzwoliciela. Wojsko Księstwa Warszawskiego. Dających innego rodzaju spojrzenie w stosunku do klasycznych już opracowań – np. Zdają się ponadto dla zrozumienia pewnych aspektów funkcjonowania tej legendy niezwykle istotne. Studia romantyczne i napoleońskie. pod red. 4 E. idem. R. tak jak w westernowej fabule. ahistoryczne. La légende de Napoléon. Wojsko Księstwa Warszawskiego. nie ma miejsca na kolory. również w konkurencji na najbardziej poczytne wydawnictwo z dziedziny broni i barwy. Ludzie przestają miewać kolorowe sny. 9 S. 7 Chociażby na miarę takich publikacji omawiających legendę i mit napoleoński w ujęciu uniwersalnym. Pozostało po niej w zasadzie – biorąc pod uwagę masowego odbiorcę – zainteresowanie bronią i barwą epoki Cesarza. Ta bowiem w sferze kultury masowej wydaje się w Polsce ostatecznie wypalać. Kawaleria. Gwardia: Szwoleżerowie. Łuniński. napoleoński grenadier ze sceny odwrotu spod Moskwy. 5 R. który z pewnością zrealizuje to. Napoleon – mit i utopia. nie jest winna li tylko amerykanizacja polskiej kultury (jak wszędzie. 8 Zostawiając na razie na marginesie semantyczno-historiozoficzne rozróżnienie obu tych pojęć. Obrazów i projektów pochodzących z różnych epok. Warszawa (wyd. uzupełnione: Wrocław 2006. Eklererzy. Wielecki. wyglądający niczym kwiat na śniegu. Grenadierzy. Geniusz wydziedziczony. Karabela). nr 8. pragnąc w jakiś sposób wesprzeć postawiony wyżej postulat stworzenia nowoczesnej syntezy dziejów legendy napoleońskiej w Polsce. nie tylko ze względu na nazwiska twórców – liczących się postaci w dziejach sztuki polskiej epoki neoklasycyzmu i romantyzmu. Wojsko Księstwa Warszawskiego. pozwalamy sobie opublikować kilka rzadko przywoływanych i co za tym idzie mało znanych źródeł ikonograficznych do dziejów kultu Cesarza oraz legendy napoleońskiej w Polsce. A. Nie przypadkiem liczne specja- lizujące się w militariach wydawnictwa swój sukces finansowy opierają – choć się do tego nie raczą przyznać – na publikacjach prezentujących osobliwy urok faszystowskich formacji zbrojnych. Napoléon. Morawski. Legia Nadwiślańska. Leśniewski. Tatarzy. 6 Vide: R. R. q Niektóre nadesłane odpowiedzi opublikowane zostały w „Mówią Wieki” 1969. Hazareesingh. Treugutt. Spór o Napoleona we Francji i w Polsce.sumienie narodowe i trwać w błogostanie. Legiony i Księstwo Warszawskie. S. nowe. Warszawa 2008 (wyd. 3 A. Morawski. W dobie czarno-białych kreacji.

Gimnazjum Wyższe w Przemyślu. umiał przyjść z pomocą obywatelom. pułku haubic polowych 10. Filip. na którym przebywał dziewięć miesięcy. tak zwanych rygorozów. otrzymał na Uniwersytecie Lwowskim stopień doktora praw. uzyskał doktorat na Uniwersytecie Wiedeńskim (1902) i został wybitnym matematykiem. Żołnierz Franciszka Józefa I 1 sierpnia 1914 roku. Krzywdy i niesprawiedliwości stary Axer nigdy znieść nie mógł. nigdy nie dorobił się żadnego majątku. obowiązkowy i dokładny. Doskonały fachowiec.k. Przygotowania do zawodu adwokata przerywane były służbą wojskową. Rodzina Maurycy Axer. Znany też był jako mecenas sztuki teatralnej. Syn Maurycy po zdaniu matury zamierzał początkowo studiować medycynę. W drugim roku wojny Maurycy Axer zawarł w Wiedniu związek małżeński z Ernestyną Fryderyką Schuster. zakończoną egzaminem na chorążego. Był na froncie rosyjskim.k. W roku akademickim 1904/1905 zapisał się na Wydział Prawa Wszechnicy Lwowskiej. ukończył wydział prawny na Uniwersytecie Lwowskim i uzyskał doktorat w 1911 roku. brygady artylerii polowej w Przemyślu. W marcu 1914 roku ukończył aplikację i po zdaniu przed c. zwłaszcza pokrzywdzonym. Urlopy spędzał w Badenie koło Wiednia u swo- 34 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . W listopadzie i grudniu tego roku odbył w macierzystym pułku „wyjątkową” służbę czynną. Studia ukończył w roku 1908. absolutorium.SYLWETKI Lwowski Cicero Zenon ANDRZEJEWSKI Zasłynął jako jeden z najwybitniejszych obrońców w sprawach karnych doby międzywojennej. Aleksander. Najstarszy. brał udział w życiu kulturalno-towarzyskim Lwowa. a ukoronowaniem jego kariery zawodowej była godność naczelnika miejskiego biura podatkowego. Po ślubie młodzi zamieszkali u rodziców żony przy Nelkengasse 2/13. Powołany do armii austriackiej odbył jednoroczną służbę w 10. rocznik 1886. dr Maurycy Axer został zmobilizowany do armii austro-węgierskiej z przydziałem do 4. Leon Axer. uzyskując. brał udział w zwycięskiej bitwie pod Kraśnikiem 25 sierpnia 1914 roku. wyzwalał rodzinny Przemyśl z rąk rosyjskich w 1915 roku. Jako urzędnik miejski śmiało i otwarcie występował publicznie przeciw rządom kliki magistrackiej. który ogłuchł od huku artyleryjskiej kanonady. jednak ostatecznie zdecy- dował się na prawo. Wszyscy synowie ukończyli c. Hermana Liebermana w Przemyślu. W wojennej wędrówce towarzyszył mu wiernie pies Aslan. Synowie Leona Axera nie poprzestali jednak na zdobyciu wykształcenia gimnazjalnego. syndyk lwowskich teatrów miejskich. pułku artylerii górskiej. zaś córka Roberta w roku 1912 zdała z odznaczeniem egzamin maturalny w Prywatnym Liceum Żeńskim Anny Rachalskiej i wyszła za mąż za przemyskiego adwokata Efroima Salomona Schutzmana. Ojciec Leon przeszedł wszystkie szczeble w hierarchii urzędniczej w przemyskim magistracie. Łączność z rodziną utrzymywał za pośrednictwem poczty polowej nr 361. po ośmiu semestrach i zdaniu trzech egzaminów rządowych. uczestniczył w działaniach na froncie włoskim. Ta właśnie odwaga cywilna i wysokie poczucie godności ludzkiej i obywatelskiej zyskały mu powszechną cześć i szacunek – napisano w nekrologu. w związku z wypadkami wojennymi. profesor gimnazjalny. w którym służył od stycznia do maja 1913 roku. pułku haubic polowych II dywizji. uzyskał doktorat z chemii na uniwersytecie w Wiedniu (1907). baterii 10. po awansie na podporucznika. Maurycy Axer otrzymał przydział do żandarmerii polowej i skierowany został na front do Albanii. To zbliżyło go do politycznej i społecznej lewicy. urodził się w galicyjskim Przemyślu. Sądem Krajowym Wyższym we Lwowie egzaminu adwokackiego uzyskał wpis na listę obrońców w sprawach karnych. a dochody ze swojej urzędniczej pensji inwestował w staranne wykształcenie piątki dzieci. a następnie został przeniesiony do 11. specjalistą w zakresie teorii liczb. W sierpniu 1916 roku. właściciel i dyrektor prywatnego gimnazjum i liceum żydowskiego w Częstochowie. W jednostce tej służył dwa lata. po zdaniu trzech egzaminów ścisłych. W lipcu 1912 roku. człowiek skromny i uczciwy. adwokat cywilny i wojskowy. Józef. W rozpoczęciu praktyki adwokackiej przeszkodziła mu wojna światowa. Odbył aplikację sądową w Stryju. a następnie został koncypientem adwokackim w kancelarii dr.

hołdującego zasadzie. późniejszy żołnierz powstania warszawskiego i wybitny reżyser teatralny o światowej sławie. Reinergasse 9. Dr Axer był przekonany o niewinności swojej klientki i dowodził. Po powrocie z frontu albańskiego ppor. brata zamordowanej. pułku artylerii polowej. Tam też najczęściej podczas wojny zamieszkiwała jego żona Ernestyna Fryderyka. 1 stycznia 1917 roku urodził się w Wiedniu pierworodny syn Axerów – Erwin. Aleksandra Fredry 4a. Gorgonowej (1932) czy Rekszyńskiej na początku lat trzydziestych. Dr Maurycy Axer był jednym z najznakomitszych krasomówców lwowskiej palestry. który później był dowódcą jednej z grup bojowych w obozie janowskim we Lwowie i w roku 1943 został bestialsko zamordowany przez Niemców. dokonane w nocy z 30 na 31 grudnia 1931 roku w Borzuchowicach pod Lwowem. Wojnę światową skończył jako porucznik w 2. gdzie dr Axer miał większe szanse zrobienia kariery zawodowej niż w rodzinnym Przemyślu i gdzie miał wielu kolegów i przyjaciół. Zainteresowanie tą sprawą objęło niemal cały kraj. 15-letniego Stanisława Zaremby. mickiej 10. Axer otrzymał przydział do 6. oskarżonej o zabójstwo Elżbiety (Lusi) Zarembianki.Atelier Weitzman. około 1913 roku Ernestyna Fryderyka z domu Schuster – żona Maurycego Axera jej teściowej Adeli Schuster. a następnie do grupy uzupełnień artylerii polowej. „przemyskim” (1937). 28 listopada 1918 roku przyszedł na świat w Badenie drugi syn – Henryk (Bebi. Wiedeń Dr Maurycy Axer. stanowił novum w praktyce polskiego sądownictwa. Występował w najgłośniejszych procesach politycznych i kryminalnych międzywojnia: „świętojurskim” (1922). co wkrótce zjednało mu przydomek lwowskiego Cicero. a sam proces miał charakter klasycznie poszlakowy. Botwina (1925). Bardzo szybko zdobył renomę znakomitego obrońcy karnisty. właścicielki willi przy ul. W listopadzie 1919 roku otworzył kancelarię adwokacką przy ul. że przemawiające przeciw niej poszlaki są niewystarczające do skazania. Ryś). Złożony przez niego wniosek o zbadanie stanu zdrowia psychicznego najważniejszego świadka w procesie. baterii miotaczy min 25. Jego błyskotliwe mowy Droga do sławy Po zakończeniu wojny Axerowie jeszcze przez rok mieszkali w Badenie. Ogólnopolski rozgłos i sławę wybitnego obrońcy sądowego przyniosła mu zwłaszcza obrona Emilii Małgorzaty (Margerity-Rity) Gorgonowej. a następnie przy Mikołaja Zyblikiewicza 25 i Akade- 35 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . baterii 124. pułku kanonów. po czym rodzina wyjechała do Lwowa. Nazywany też był mówcą złotoustym. nigdy zaś wobec świadka. że tego rodzaju badanie może mieć zastosowanie tylko w odniesieniu do oskarżonego. jeszcze z czasów studenckich.

Należał do komitetu założycielskiego. recenzował dwie monografie naukowe pod tytułami Badania psychologiczne nad poczuciami moralnemi i Charakterystyki psychologiczne oraz Komentarz do kodeksu postępowania karnego. Współtwórca „Głosu Prawa” i publicysta Był jednym z inicjatorów powołania do życia „Głosu Prawa” – pisma lwowskiej adwokatury. przyciągały na salę sądową tłumy publiczności. w 1932 roku został wybrany na członka Rady Adwokackiej. a następnie do komitetu redakcyjnego i opiniodawczego tego periodyku. Na łamach „Głosu Prawa” zamieścił obszerny artykuł krytyczny na temat przygotowywanej ustawy o postępowaniu karnym. a w 1938 roku na rzecznika dyscyplinarnego. prof. patrzył daleko przed siebie ponad głowami przechodniów. Axer brał udział w pracach lwowskiej Izby Adwokatów. mimo błagań. Angermana. zima 1915 roku obrończe. Niektórzy uważali z tego powodu. poddawał krytycznej ocenie orzeczenia lwowskiego Sądu Apelacyjnego. W pamięci syna Erwina Ojciec był bardzo wysoki. Po wojnie ojciec stał się pacyfistą i nie chciał. przedstawicieli lwowskiej palestry i sądownictwa i stanowiły wzór dla młodych adeptów zawodu adwokackiego. Schauderem co do uprawnień sądu apelacyjnego i z wykładnią Sądu Najwyższego przepisów nowego kodeksu postępowania karnego. pełniąc obowiązki członka tak zwanej Komisji Inicjatywy. dość tęgi i wysoko nosił głowę. jako specjalista prawa karnego materialnego i procesu karnego. Spędził prawie cztery lata na froncie rosyjskim i włoskim. W czasie wojny ojciec był porucznikiem artylerii konnej w armii austriackiej. opowiadać o swoich wojen- 36 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY .N. pełne pasji i ognia. Był także w Albanii. opracowany przez sędziego L. czasem widziałem go z okna. w 1934 roku na egzaminatora aplikantów adwokackich. Był wybierany kilkakrotnie do wydziału (zarządu) Izby. jak również przepisy nowego kodeksu postępowania karnego z lipca 1929 roku. że jest zarozumiały. Kiedy szedł ulicą Akademicką. Ale on tylko trzymał się bardzo prosto. S. Przeworskiego. Nowotnego i adwokata dr. polemizował z dr.Maurycy Axer (czwarty z lewej) na froncie.

które są dla mnie do dzisiaj bardzo ważne... teatrze. Była Tosca i Rigoletto. Czasami po obiedzie ojciec śpiewał: „O Alfredzie. francuskiego się nauczyć [. Kiedy podrosłem. W domu była spora biblioteka ojca. choć nie należał do tej partii. my w niewoli. Uśmiechałem się więc głupio. ciekawych procesach sądowych. der Schlachten ich rufe Dich”. Samą partię oceniał krytycznie. Austria w stosunku do Rosji była wolnym krajem. pamiętam Kischa. wołania o zmiłowanie. „Popioły” i Trylogię czytuję do dzisiaj. Podczas proszonych obiadów dyskutowano o bieżących wydarzeniach politycznych.. liberalnym demokratą i agnostykiem. że mimo wszystko lubił swoje wojenne lata i wojsko. Wilam Horzyca. jęków i marudzeń – wspomina Erwin Axer. prawnicza oraz jego ulubionych książek – bardzo różnych. Gośćmi Axerów bywali: Herman Lieberman.. czytał bratu i mnie ballady Mickiewicza. Te płyty były prawie tak samo ważne jak śpiewanie.. a potem Horzyca. dziennikarze. „Ich hatte einen Kameraden. Trubadur. choć w wielu procesach występował jako adwokat działaczy komunistycznych.”. opowiadał bardzo ciekawie i widać było. bo wielbił Napoleona [. „O cześć wam. za to byli Dygas..”. Kazimierz Wierzyński.]. ludzie teatru.” (siedem pierwszych słów. panowie magnaci. Janusz Strachocki. Niemkę.. Zachowałem je do wojny i puszczałem od czasu do czasu. W ich salonie spotykali się literaci.. kiedy zjawił się Schiller. choć zgrzytały i choć tuba służyła już jakimś innym celom. „Vater. jaka spadnie kara. czy w operze tak jest naprawdę. czy ojciec to wymyślił. „Lorelei”. znałem dobrze niemiecki. My- śmy kochali Jana Kazimierza. jako że Maurycy Axer w kręgach inteligencji lwowskiej był postacią znaną i szanowaną.. W Badenie pod czujnym okiem panny Grety Ryś i Erwinek chodzili na codzienne spacery do Doblhoffparku. „O matko moja miła. Nigdy też nie był komunistą. Caruso. Nie było wieczoru bez płaczu. „Die zwei Grenadiere” i jeszcze kilka innych bohaterskich i romantycznych arii i pieśni na przemian.. Leon Schiller. Andrzej Pronaszko. my w niewoli. która. urodziny rodziców musiałem się uczyć wierszy.”. bo więcej widocznie nie znał). Żeromski był później.”. które pozostało przy pudle.]. „Nie dbam. pannę Gretę Hering. Straszny dwór. Częste kontakty z takimi osobowościami. bo bałem się wzruszać z niewłaściwych przyczyn. Czasem jednak. ciarki chodziły mi po plecach.. „Podróży po Warszawie” i „Opery za trzy grosze”. Joseph Roth i inni. synu mój. opowiadała i czytała im po niemiecku bajki braci Grimm oraz wykonywała pedantycznie wszystkie polecenia pani Axerowej. To był zabieg pedagogiczny. Z Austriaków. „El molé rachamim. „Międzynarodówkę”. Wakacje zaś spędzali w ulubionym Sławsku. Ojciec kupił też gramofon z wielką tubą i kilkanaście płyt. Do opieki nad dziećmi zatrudniali guwernantkę. Państwo Axerowie byli stałymi bywalcami na przedstawieniach w Teatrze Wielkim lub Rozmaitości. w dowolnej kolejności. i Haška.”..”. Słuchałem ojca. Wierzył. a ojca po niemiecku. wpadałem w nastrój bohaterski. jak Leon Schiller czy Wilam Horzyca wpłynęły niewątpliwie na wybór drogi życiowej syna Erwina. Piccaver śpiewał po francusku Fausta „Salut demeure chaste et pure.. Irena Eichlerówna. kiedy miałem osiem lat. „Na sprowadzenie prochów Napoleona” – bardzo to lubił. na przykład.].” i „Carmen”. a popołudniami grywano w brydża. Na urodziny matki po francusku. i melodia [.. który dużo wierszy znał na pamięć. kiedy po wielekroć chodziliśmy na przedstawienia. Miał miły baryton. i właściwie także wojnę.nych przygodach. a polski opanowywałem fonetycznie. a w niedzielne popołudnia do Kasperletheater. w którym brylowała sama pani Axerowa. siadał w fotelu i śpiewał różne arie i pieśni. Dr Maurycy Axer był z przekonań socjalistą. pięknie wymawiane. Ludwik Honigwill. Na imieniny. a wieczorami spotykali się z przyjaciółmi w kawiarni artystów „Roma”. ładną wymowę i zdolności deklamacyjne. którą teoretycznie potępiał.. żeby niemieckiego nie zapomnieć. doszły do repertuaru ojca piosenki z „Królowej przedmieścia”.. Slezak. I Słowackiego. Po obiedzie. Salon – teatr – panna Greta Lwowscy Axerowie prowadzili dom otwarty i bogate życie towarzyskie. gdzie mieli dom letniskowy. Często bronił za darmo. uwielbiana przez swoich małych podopiecznych. kiedy ojciec był w dobrym humorze.]..”. że część tych ludzi działa ideowo i należy im się dobra obrona. Kiedy przyjechaliśmy do Lwowa. Kiedy ojciec śpiewał. Później. profesorowie.. a w aktorów wcielały się 37 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . w którym grywano bajki dla dzieci. którego często czytywał i cytował [. którego ojciec czytał namiętnie. Nie było tam prawie płyt kobiecych. żebrze lepszej doli. osiwiały ojciec twój płacze. tylko pojedyncze słowa. „Przy cesarzu mile włada cesarzowa pełna łask. prócz Grillparzera. które ojciec recytował albo śpiewał – była Trylogia. chociaż sens i tak nie miał dla mnie większego znaczenia. Józef Mann. a głos wydobywał się tylko z krótkiego kolanka. tłumaczył nam.. że wojna z Rosją była sprawą wyjątkową i sprawiedliwą. Demuth i Piccaver. Traviata.. by chłopcy punktualnie o siódmej gasili światło i nie czytali do późnej nocy. skąd mu się to bierze. bo kobiecych głosów ojciec nie lubił. literaturze.. kiedy udało się nam pociągnąć go za język. albo chciało mi się płakać. Sympatyzował z PPS. Pierwszą polską książką o wielkim znaczeniu. Nie wiedziałem.. „Z dymem pożarów. Maurycy Axer był wielkim miłośnikiem teatru.. Ojciec zaczął nam czytać wieczorami opisy bitew z „Ogniem i mieczem” i z „Potopu”. rzeczywiście wielkim – poza lirykami..

w rocznicę wybuchu wojny. I wtedy. Wychowywał synów w kulcie dla idei romantycznych. socjalistycznych i niepodległościowych. pomóc nie mógł. ale musiał ze względów bezpieczeństwa mieć pracę. Łąckiego 1.K. Wzór ojca i patrioty Maurycy Axer czuł się Polakiem. przemawiała za tym jego przeszłość..]. W ciągu pierwszych tygodni i miesięcy wojennych przez Lwów i przez dom moich rodziców przewinęli się Węgierko. ale ten (cierpiący na hexenschuss) nie podjął ryzyka skoku z pędzącego pociągu. że my z bratem powinniśmy walczyć i miał cichą nadzieję. bez wpływu na teatr. Jeden z nich jeszcze tej samej nocy przyniósł wiadomość Erwinowi o losie jego ojca. Gdy po wybuchu wojny w 1939 roku nastąpił exodus inteligencji warszawskiej na wschód.marionetki. zanim odjechał do Białegostoku. Janek Kreczmar. dostał posadę administratora. Wspomina Erwin Axer: Po aresztowaniu ojca byłem u jego komendanta – porucznika z Monachium. Broniewski. Akademickiej 10.. nie mógł siedzieć w domu. dzięki długoletniej znajomości z Krasnowieckim. Ćwiczeń pamięci Erwina Axera oraz rozmowy Elżbiety Wysińskiej z reżyserem.]. Pomiędzy Kulikowem a Żółkwią zeskoczyło na nasyp kolejowy trzech więźniów. jak twierdził. lecz ojca już nie zobaczyłem. Namawiano go. Droga bez powrotu Po kilkunastu dniach od aresztowania dr Axer został wywieziony z dworca Lwów–Kleparów pociągiem towarowym do obozu zagłady w Bełżcu. Fakt ten tak komentuje syn Erwin: Ojciec nie chciał pozostać adwokatem w warunkach okupacyjnych i całkowitej zależności sądu. Pełnił funkcję „głównego administratora” w Państwowym Polskim Teatrze Dramatycznym utworzonym dekretem Rady Komisarzy Ludowych. Jakoś udało się im wyłamać zbutwiałą deskę w wagonie. ciężarówka z aresztowanymi przejeżdżała obok jego domu przy ul. Zauważyli to Niemcy. spędził noc w naszej chłopięcej sypialni. Po zajęciu Lwowa przez Niemców 30 czerwca 1941 roku Maurycy Axer przez krótki czas pracował w Judenracie w wydziale mieszkaniowym przy ul. Słonecznej. a potem już było za późno [. a tym bardziej adwokatury w ZSRR. na którym parę dni wcześniej spał Jurek Kreczmar. Daszewski. Gdy dr Axer wychodził rankiem do pracy. opublikowanej w „Pamiętniku Teatralnym” 1991. co robi dziś organizator widowni. ale ojcu. że i jego jeszcze wezmą do wojska. w miłości do Polski.P. któ- ra polegała na zarządzaniu widownią. dom mecenasa Axera dawał uchodźcom schronienie. jako wykwalifikowanego oficera artylerii. a następnie w H. który później służył za miejsce noclegu Aleksandrowi Bardiniemu. Tutaj właśnie kilkuletni Erwin doznawał pierwszych wrażeń emocjonalnych i estetycznych związanych z teatrem.. który mnie lubił i potem pomógł mi się uratować. nr 2. gdzie znajdowało się więzienie. W czasie okupacji sowieckiej Maurycy Axer nie chciał wykonywać zawodu adwokata. Interweniowałem też u adiutanta samego gubernatora Galicji Hauptsturmführera SS Stiasnego. Chodziłem kilka razy pod więzienie. 38 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . tym. Horzyca. która zawiozła wszystkich na ul. Dlatego zostaliśmy. w łóżku mojego brata. Axer na znak solidarności przesłał im podniesioną ręką znak pozdrowienia. ojciec się oparł. U Axerów ukrywał się też były wojewoda lwowski Piotr Dunin-Borkowski. Boy-Żeleński i jeszcze parę innych osób z tego kręgu [. ale rozłożył bezradnie ręce. Zatrzymali auto. podbiegli do niego i wepchnęli siłą na ciężarówkę. q Przywołane w tekście cytaty zostały zaczerpnięte z „Nowego Głosu Przemyskiego” 1929.. Ów więzień namawiał Axera do wspólnej ucieczki.. rozdzielaniu biletów. a także znalazło tu bezpieczny azyl kilkunastu żołnierzy z rozbitego oddziału. Niemcy przeprowadzili we Lwowie spektakularną akcję aresztowań polskich oficerów rezerwy. Ze wspomnień Erwina Axera: Mój ojciec uważał. Brat spał na skórzanym materacu podróżnym. Wszystkie fotografie pochodzą z rodzinnego archiwum Erwina Axera. 1 września 1942 roku. Przybyły z Warszawy profesor mój Aleksander Węgierko. czyli Heereskraftwagenpark przy wojskowych samochodach. nr 3/4.

których nijak się nie da upchać w klubowym wnętrzu. na przykład zbyt liczny skład zespołu i rozbudowane instrumentarium. Są to jednak przypadki nieliczne. piął się coraz wyżej. Jazz narodził się w Nowym Orleanie. filharmonii. może z powodu starczego wieku. zwane dla niepoznaki klubami. w miejscach o nie najlepszej reputacji: w domach publicznych. nie tylko wokalnej. Później rozprzestrzenił się nie tylko na Amerykę. w których bywał.”. w których ze szklaneczką w garści bez cele- 39 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . meneli. Są oczywiście sytuacje zmuszające jazzmanów do rezygnacji z koncertów w klubach.. a od 4 do 7 grudnia VIII Międzynarodowy Festiwal Jazzowy „Jazz bez. by trafić do szacownych sal koncertowych. albo popularny wykonawca ściągający tłumy słuchaczy. Nie znaczy to jednak.. podejrzanych spelunach pełnych alfonsów. którego nie pomieści klubowa estradka.MUZYKA Adam ERD Nad i bez jazz Urszula Dudziak w życiowej formie. raczej wyjątki od reguły. ale także na cały świat. że wyrzekł się swej kolebki – knajpy (w agencjach towarzyskich raczej nie bywa. właśnie zadymione bary z wyszynkiem. wszak to stulatek!). Przeciwnie. to miejsca. Koncert w ramach „Jazzu nad Sanem” w sali widowiskowej przemyskiego zamku Wojciech KALINOWSKI Pod koniec roku w Przemyślu odbyły się dwie duże imprezy jazzowe: od 24 października do 8 listopada XX „Jazz nad Sanem”. pijaków i narkomanów – jak się dziś mówi. swojskich lokalach. Także jazzowa publika woli spotykać się ze swoją muzyką w bardziej kameralnych. Zmieniał kategorie lokali. w których ta muzyka czuje się najlepiej.

Trudno jednak powiedzieć. która nie miała zamiaru pozwolić na okiełznanie niesfornych dźwięków. Jopek to artystka. wokalista i gitarzysta. przynajmniej w środkowej części widowni słyszalność była całkiem dobra. niewiele dobrego da się powiedzieć. zapowiadany jako gwiazda amerykańskiego saksofonu (współpracował z Johnem Scofieldem).. Wykonał kilka piosenek w stylistyce soulowo-funkowej (momentami przypominał Ala Jarreau). wypadł nieco lepiej. ale wytrawnych – jak się okazało – muzyków. albo nie jest tak dobrym muzykiem. jakim go anonsowano. Dźwiękowcy obu gwiazd mieli nie lada kłopoty z nagłośnieniem sali. że zacytuję klasyka. Cierpliwość słuchaczy została jednak sowicie wynagrodzona. Dwa dni później dźwiękowiec Anny Marii Jopek nieco lepiej poradził sobie z akustyką sali. wydłużyły stojącej pod drzwiami publiczności oczekiwanie na koncert Urszuli Dudziak do dobrych dwudziestu paru minut. której największym atutem na pewno nie jest umiejętność nawiązywania błyskawicznego kontaktu z widownią.. Było poprawnie i tylko 40 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . Zamkowe śpiewy Cztery koncerty „Jazzu nad Sanem” rozdzielono po równo: połowa w sali widowiskowej przemyskiego zamku. Na dodatek jego akustyczny zespół grał stanowczo zbyt głośno. Zmagania te. i klasę wokalistki. O pozostałych koncertach „Jazzu nad Sanem”. Nie dla wszystkich jednak to taka „oczywista oczywistość”.Adam ERD Anna Maria Jopek na „Jazzie nad Sanem” bry i szpanu oddać się może błogiej konsumpcji (nie tylko sztuki). zwieńczone nieznacznym tylko powodzeniem.” postanowili. Drugi z amerykanów Mike Russell. że muzyka porwała publiczność. niemniej jednak starała się. a może showwomanowskiej?) dała bardzo dobry koncert. które odbyły się w „Niedźwiadku”. że znacząca liczba festiwalowych koncertów ma się odbywać w salach widowiskowych. albo był w dniu koncertu w słabszej formie. a druga w Klubie „Niedźwiadek”. Wystąpili na nich amerykańscy muzycy z polskimi zespołami: Mack Goldsbury. Choć dla mnie muzyka Jopek jest zbyt jednostajna i może uśpić (na szczęście niewygoda zamkowych fotelików pozwoliła mi zachować stan czuwania). „Zaszczytu” występu w zamkowej sali dostąpiły wokalistki Urszula Dudziak i Anna Maria Jopek. Świetnie wspierał ją zespół złożony z mało znanych. Artystka będąca w życiowej formie wokalnej (także showmańskiej. Organizatorzy przemyskich imprez z jazzem w tytule: „Jazz nad Sanem” i „Jazz bez. Było bardzo średnio. bo ciepło przyjęła jej występ. Publiczność doceniła i to.

Klubowy barek czynny był nawet w mrocznych czasach PRL-u (choć czasami bez alkoholu). Serce roście! Nieco starsi od nich muzycy z FBI Jazz – Fortuna. Czterodniowy festiwal po dwa koncerty dziennie to dla większości słuchaczy maraton ponad siły. Program tegorocznej edycji został ułożony wyraźnie z intencją prezentacji jazzu wokalnego. czy to zaleta. Lecz nie do końca wiem.” młodzieżowy MDK Big Band z Przemyśla nie prezentuje może zawodowego poziomu. to już dźwięków generowanych przez freejazzowy kwartet Jurija Jaremczuka bez jakiegoś „znieczulacza” przyswoić się łatwo nie dało.. ale ile w tych młodych ludziach entuzjazmu i radości z grania synkopowanej muzyki. Inaugurujący „Jazz bez. Wykonywali z lekkością i wdziękiem utwory w bardzo różnych stylistykach. alkoholowy Większość imprez VIII Festiwalu „Jazz bez... że nie zapomnieli.. ale trzeba pamiętać. Aby jednak publiczności spragnionej doznań artystycznych (i nie tylko) z nadmiaru pozytywnych wrażeń w głowach się nie poprzewracało. Bartholomew International Jazz Project pokazali niezwykłą wszechstronność i jazzową kompetencję.” (tak naprawdę początki tego cyklu koncertów jeszcze pod nazwą „Mikołajki Jazzowe” sięgają wczesnych lat osiemdziesiątych) umiejscowiono w Klubie „Piwnice”.. co jest jakimś pomysłem. zakratowano i zamknięto na cztery spusty piwniczny barek. Co prawda panowie Janusz Grzywacz i Marek Stryszowski posiedli umiejętność przywoływania klimatu Weather Report – legendy muzyki fu- 41 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 .. a tej na „Jazzie nad Sanem” trochę brakowało... Na coś w końcu będą się musieli zdecydować... I chociaż większość koncertów dało się jakoś przeżyć bez napojów (choć gorąc i duchota). że jazz to przede wszystkim muzyka instrumentalna. Jazz bez. czy wada. Kilku wykonawców festiwalu zasłużyło na parę ciepłych słów.” (z niewielką.Adam JAREMKO Grzegorz Grzyb z Laboratorium na festiwalu „Jazz bez. do czego służą instrumenty zasilane prądem.” tyle. acz istotną zmianą w składzie – Krzysztofa Zawadzkiego przy perkusji zastąpił Zbigniew Lewandowski). i doprawdy trudno ocenić. aż tu nagle na- wet przysłowiowych paluszków i mineralnej kupić nie można! Wróćmy jednak do muzyki. w czym byli lepsi. Weterani jazzu z reaktywowanego Laboratorium pokazali. W sali widowiskowej wystąpiły tylko większe formacje muzyczne. Pewnie dlatego po drugim dniu widownia prześwitywała pustkami. Dużo lepiej ten sam zespół zagrał miesiąc później na „Jazz bez.

” sion – ale ich bardziej oryginalne kompozycje nie mają tej siły rażenia. 42 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . bo nawet w lirycznych balladach dudnił jak kowalski młot. I to nie tylko w zespołach. którzy grali w swych formacjach pierwsze skrzypce.” był festiwalem. Zbigniew Lewandowski w Levandek Quartet. że „Jazz bez. Całość uratowały jednak znakomite solówki Macieja Sikały na saksofonie. Jego zespół wystąpił z programem złożonym z kompozycji Krzysztofa Komedy. Sekcja rytmiczna również nie zachwyciła. szacunek pełen). Szanowne Dyrekcje wszelkich centrów z kulturą w nazwie. Na koniec trochę życzeń noworocznych. a przesiąknięte koturnowym klimatem sale koncertowe niech wypełnia operetki czar. Ihor Hnydyn w Shockolad. co utwory spółki Zawinul – Shorter. Okazało się... bo i Grzegorz Grzyb w Laboratorium.. Lider zespołu. zabłysnął jaśniej niż one. wyciszony jazz. Warto jeszcze wspomnieć o dobrym występie ukraińsko-polskiego zespołu Shockolad z Przemyską Orkiestrą Kameralną. Muzycy zaprezentowali nieco stonowany.. q XX „Jazz nad Sanem” zorganizowało Przemyskie Centrum Kultury i Nauki „Zamek”. jak Szymon Fortuna w FBI Jazz. inspirowany ukraińską muzyką ludową.” – Centrum Kulturalne w Przemyślu. których byli li- derami. zapomniał chyba.. Bartholomew International Jazz Project na festiwalu „Jazz bez.. mimo otoczenia złożonego z jazzowych gwiazd. pianista. Zupełnie innej postaci swój koncert poświęcił Leszek Kułakowski. Duża kultura muzyczna. że jego instrument ma funkcję piano (a może ten egzemplarz faktycznie jej nie miał?).. pomysłowe aranżacje – to główne atuty tego koncertu. bo pora ku temu stosowna.Adam JAREMKO Grupa FBI Jazz – Fortuna. Wszak jazz najlepiej czuje się w knajpie (z czynnym barem). a przemyską edycję VIII Międzynarodowego Festiwalu Jazzowego „Jazz bez. perkusistów. skoro dysponujecie już lokalami klubowymi i zdecydowałyście się na organizowanie festiwalików jazzowych (za co wam chwała. to spróbujcie połączyć je w całość. I mimo genialnych kompozycji mistrza nie był to najbardziej udany koncert..

pamiętajmy. przy Rock N Roll Dream zapłoną zapalniczki (choć trudno ten utwór nazwać balladą). ale jakże wyśmienita. Przy Wheels stadiony i hale będą tańczyć i śpiewać. kiczowaty i groteskowy image (ale czy wszystko powinno być brane na poważnie?) i wielka przebojowość! Tak w dużym skrócie można przedstawić Lordi. a czterostrunowy instrument powierzył Jeffowi Rouse’owi. Lata mijają. Całość wydaje się dojrzała i przyprawiona młodzieńczą pewnością siebie. z tradycyjnym podejściem do tematu. Duff McKagan’s Loaded Wasted Heart EMI qqqqq W iększość dźwięków wychodzących spod palców byłych muzyków Guns N’ Roses zawsze przyjmowałem z wielkim aplauzem. ale ja to lubię. Muzyka do zabawy. przed tym wydarzeniem. które mogłyby przebić największe hity Australijczyków. co miały kiedyś kapele w latach osiemdziesiątych: łatwość pisania świetnych melodii. Prawdziwy hit wpadający w glamrockową nutę.. Słuchając ich. Owszem. i tym razem. pamięci o dźwiękach tworzonych w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Czekanie się opłaciło. akustyczna ballada. Warto zaznaczyć. Ale fani z utęsknieniem czekali na premierowe utwory. a w AC/DC wszystko po staremu. Zatrud- nienie dziecięcego chóru do tego ostatniego numeru było strzałem w dziesiątkę. na czym polega rock and roll. hard rock. Podobnie jest Lordi Deadache Sony BMG qqqq Z achwycać się zespołem. a buntownicza postawa Duffa sprawia. Pięć piosenek o prostej strukturze. Rockman powrócił do muzycznych korzeni i zrobił to z wielkim smakiem. Brudne dźwięki. Dodajmy do tego szczerość.. będą zarzucać zespołowi konserwatyzm i niereformowalność. I to jest ich mocna strona. nagrał dwudziestominutową epkę pod szyldem Loaded (to nie jest ich debiut). Więc co to takiego? Chcecie skrzyżowania Kiss. Refreny Man Skin Boots. Mick Jagger wyśpiewał kiedyś słowa: Wiem. proste. Na tej płycie znajdziecie entuzjazm. przecież nie mogło być inaczej. Piękna. Alice’a Coopera i Roba Zombie? Proszę bardzo! Horror rock w bardzo dobrym wydaniu rodem z Finlandii. Choć i pozostałym nie brakuje pazura i chwytliwości.. Będą koncerty i kolejne płyty. Lordi mają do siebie dystans. Dr. I wyszło mu to znakomicie. że to rozrywka. Przeciwnicy nadal będą gderać. I proszę do tego nie podchodzić jak do metalu. Przy pomocy Brendana O’Briena i Mike’a Frasera muzycy znów wypełnili ten świat zawodowymi dźwiękami. ale za to zwolennicy będą skakać z radości pod samo niebo. Nad płytą unosi się zapach punkrockowych korzeni. Dowodem na to są wyprzedane koncerty i doskonale rozchodzące się płyty. Lordi ładują w nas hit za hitem. radość i spontaniczność. i w ten sposób znów pokazał światu. Zwariowane teksty. singlowego Bite It Like A Bulldog do spokojnego Missing Miss Charlene. w którym stoją płyty Back In Black czy Highway To Hell. że to tylko rock and roll. Charakterystyczna gitara Angusa. że Lordi słuchałem dwa lata specjalne boxy. Ten zespół wymyślił sposób na siebie lata temu i zawsze dostarcza nam markową muzykę. Z taką płytą każda halloweenowa impreza będzie udana. a poza tym ta grupa gra naprawdę zacne dźwięki. w tym czasie ukazywały się reedycje poprzednich albumów.. która przywołuje echa przeboju Patience znanego z repertuaru Guns N’ Roses. Muzykę. prawda? Ale na obronę napiszę. I nawet jeśli nie ma tu zbyt wielu utworów. że AC/DC gra w kółko to samo. boogie czy jak tam chcecie nazywać ich muzykę znów zamyka się w charakterystycznych trzech dźwiękach i cieszy kolejne pokolenie słuchaczy. która ma się ukazać w 2009 roku. Piotr BAŁAJAN Skala ocen: qqqqq bardzo dobra qqqq dobra qqq przeciętna qq marna q tragedia PŁYTY 43 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . Ten zespół ma w sobie to. bo to żaden metal. a tytułowy Black Ice przytłoczy ciężarem. Najbardziej zapamiętywany numer to IOU. Co prawda Black Ice nie można ustawić w tym samym szeregu. Od zdecydowanego Girls Go Chopping. zabawa. firmowy głos Briana. wyluzowana i pozornie niedbała maniera wokalna wprawiają słuchacza w zachwyt. w oczekiwaniu na dalszy rozwój wypadków związanych z grupą Velvet Revolver. Były basista tego zespołu. patrzą na wszystko z przymrużeniem oka i posiedli recepturę tworzenia wybuchowych piosenek. że z jeszcze większą niecierpliwością czekam na całą płytę. Nawet jeśli w kilku utworach naprawdę potrafią przyłożyć. która się nie zmienia. a nie do wnikliwej analizy. Cztery z nich to rockowe petardy. Duff tym razem sięgnął po gitarę i mikrofon. rockową rebelię i bezkompromisowość. Sin Is In czy The Ghosts Of The Heceta Head nie mogą się od słuchacza odczepić. to trochę wiocha. płyty DVD. I o to w tym chodzi. Rock and roll. ale dobitne melodie. to tych 15 kompozycji słucha się naprawdę dobrze. W czasach gdy inni wykonawcy nagrywają płyty z jednym świetnym numerem i przeciętną resztą. że Duff nie podchodzi do tego zespołu jak do pobocznego projektu.AC/DC Black Ice Sony BMG qqqq N a nową płytę kazali nam czekać osiem długich lat. Płytę zamyka tytułowa piosenka Wasted Heart. ale odmówić grupie talentu do pisania fajnych piosenek nie można. który wygrał festiwal Eurowizji.

to: tę książkę trzeba i warto przeczytać. wydany przez Fundację Pogranicze w serii Meridian. * Dziennik Mihaila Sebastiana nasycony jest mnóstwem uwag i refleksji o bieżących wydarzeniach politycznych i społecznych. przywódca faszystowskiego Legionu św. Tyle. co można wówczas powiedzieć. Niekiedy ktoś wspomni rodzinne opowiadania o bardzo przyzwoitym – mimo niemieckich nacisków – traktowaniu przez rumuńskie władze. Cóż. * Rumuński faszyzm i antysemityzm poznajemy czasem z lakonicznych. Jedyne. a właściwie żadna. nieco powyżej ujścia Seretu. Studia uniwersyteckie (prawo i filozofię) ukończył w Bukareszcie. wydaje się znikoma. Jeżeli już jest. która trwała pod rządami premiera gen. pracował także w kancelarii adwokackiej. skąd przesyłał korespondencje do pism bukareszteńskich. – no właśnie. wobec których jest się bezradnym. Fundacja Pogranicze. dramaturgiem. tłumaczem. później – w miarę zbliżania się wojny – dotyczą już prawie całej Europy. a także społeczeństwo około 100 tysięcy [!] polskich obywateli. ale także w wielu innych państwach europejskich pojawiają się silne ultranacjonalistyczne i faszystowskie ruchy społeczne i towarzyszące im ugrupowania polityczne. a mylenie Słowenii ze Słowacją lub Macedonii z Mołdawią nie przynosi żadnej ujmy. Iona Antonescu do około połowy 1943 roku. że orientacja tylko w najnowszych dziejach (mniej więcej od początku XX wieku) bliższych i dalszych południowych sąsiadów Polski jest u nas. gdyż po prostu jej nie ma. Michała Archanioła. można spokojnie żyć bez nawet elementarnej wiedzy o Rumunii. Z początku odnoszą się one głównie do Rumunii. krytykiem literackim. Dziennik 1935–1944 (Journal 1935–1944). w portowym mieście Braiła (Brăila) nad Dunajem. gdzie później mieszkał już na stałe. W latach trzydziestych nie tylko w Niemczech i we Włoszech. W Rumunii Corneliu Zelea Codreanu (Zelinski). Serbii czy Czarnogórze. Takim właśnie dziełem jest Dziennik 1935–1944 Mihaila Sebastiana (przekład z rumuńskiego Jerzy Kotliński). Sejny 2006. którzy jako Mihail Sebastian. Był pisarzem.. W ogóle zdaje się. * U statystycznego polskiego inteligenta znajomość nawet podstawowych faktów z historii Rumunii z lat. seria Meridian pod redakcją Krzysztofa Czyżewskiego. kiedy powstawał Dziennik. uciekinierzy znaleźli się w Rumunii na początku wojny.. tworzy w 1930 roku jego zbrojne ramię – ponurej sławy Żelazną Gwardię (Garda de Fier). Wartość tych utworów jest bowiem tak oczywista. Mihail Sebastian (Josef Mihail Hechter) urodził się 18 października 1907 roku w rodzinie rumuńskich Żydów. Tyle. Legioniści (tak nazywano jej członków) znikną ze sceny politycznej dopiero z początkiem roku 1941. chcąc je polecić. Samo tylko wymienienie państw leżących za Karpatami i dalej na Bałkanach sprawia poważne trudności.LITERATURA Rumuńskie memento Andrzej SKIBNIEWSKI Są książki. trudno napisać jaka. W latach 1930– 1931 przebywał w Paryżu. koniec i kropka. to dotyczy wydarzeń związanych z Polską. z języka rumuńskiego przełożył Jerzy Kotliński. czasem z bardziej emocjonalnych za- 44 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . Zbrodnie Żelaznej Gwardii to jednak tylko zapowiedź o wiele większej tragedii. Coś się – bez specjalnego zapału – napomyka o „szosie zaleszczyckiej” i nocy z 17 na 18 września 1939 roku w Kutach na polsko-rumuńskiej granicy. że zachęcanie do ich przeczytania wydaje się czymś niestosownym lub przynajmniej ocierającym się o nietakt.

Wielu z nich to jego przyjaciele. pisarza. że Żydzi zaszlachtowani w rzeźni Străuleşti powieszeni zostali następnie na rzeźnickich hakach zamiast ubitego bydła. człowieka wrażliwego i prawego. Mircea Eliade i Eugène Ionescu. który olbrzymim wysiłkiem stara się zachować trzeźwość umysłu. * Oprócz opisów. W większości bardzo gorzkie to spostrzeżenia. doznał wielkiego zawodu. Przenika ono nawet suche sformułowania oficjalnego komunikatu. naukowców – słowem: całej bukareszteńskiej elity intelektualnej. s. Sejny 2006 Mihail Sebastian w Liège. z jakim działo się to wszystko. publicystów. że T ym. znajomi. koledzy. bardzo uważali. uwag i rozważań na temat wydarzeń bieżących – tak bardzo dotykających autora – można w Dzienniku wyodrębnić jeszcze przynajmniej dwie warstwy. przyznaje. Sebastian daje na stronach Dziennika wyraz swemu rozżaleniu. Dziennik 1935–1944. Dziwnie niepostrzeżenie i łatwo można je uwolnić – i przed tym właśnie przestrzega Sebastian w swej kronice czasu pogardy. Mihail Sebastian. co szczególnie mrozi krew w żyłach. Dziennik 1935–1944. Nie ma w nim jednak ani krzty nienawiści lub chęci odwetu – jest za to wstyd. że w lesie Jîlava zamordowano 93 osoby (ostatni eufemizm dla określenia Żydów – „osoby”) 21 stycznia. jest absolutnie bestialskie okrucieństwo. Wiadomo z całą pewnością. Ale to. jak: Émile Michel Cioran. o czym się mówi. Zło tkwi w każdym. we wtorek w nocy. Szczególne wrażenie robią spostrzeżenia Sebastiana dotyczące ówczesnych postaw pisarzy.Mihail Sebastian. artystów. Na „ukąszenie” podatni byli przecież nie tylko profesorowie filozofii. ciągłym zmęcze- 45 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . u których zanika godność. Jedna z nich to jakby diariusz pisarski. w którym przed kilkoma dniami obwieszczono. Do każdego ciała przylepiono kartkę z napisem: „mięso koszerne”. 462–463. wstyd za tych. jest o wiele bardziej wstrząsające niż komunikat oficjalny. nie załamywać się i pielęgnować nadzieję. także na siebie samych. ukazujący zmagania Sebastiana z samym sobą. Jest też Dziennik ostrzeżeniem. grudzień 1935 roku (ze zbiorów Cornelii Stefanescu) pisów żydowskiego intelektualisty. kiedy mowa o rzezi w Bukareszcie. Abyśmy uważali. między innymi filozofowie Nae Ionescu i Constantin Noica czy takie postacie. goryczy.

jak dobro narodu czy silne państwo? W jaki sposób „zdeklarowany konserwatywny intelektualista przekształca się w prawicowego fanatyka. Czyżewski. Druga zaś zawiera przemyślenia i refleksje dotyczące spraw prywatnych. Sebastian. Czy to jest tak. z depresyjnymi nastrojami i rezygnacją. także sfery uczuć i erotyki. skromną i bezpośrednią.] Dlaczego myśl wolnego człowieka tak łatwo i niepostrzeżenie przeistacza się w ideologię zniewolonego społeczeństwa. co duchowe i co racjonalne. Nie ma tu – jak to często w pamiętnikach i dziennikach bywa – żadnej pozy. [w:] M. albo buduje społeczeństwo demokratyczne?1. Po przeczytaniu przez nas zaledwie kilkunastu stron tej książki autor niespodziewanie staje się kimś bardzo sympatycznym i bliskim.. [. s. że albo „bierze się na serio” chrześcijaństwo (lub islam czy judaizm). 930. Dziennik 1935–1944. 46 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . maniery czy autokreacji. odstępujemy od nich w imię takich wartości. ze zniechęceniem. Pytania te jednak mają przede wszystkim wymiar uniwersalny. Dwa z nich warto tu przytoczyć. Sejny 2006. Odbieramy go jako osobę niezwykle naturalną. niezwykle obiektywny i przenikliwy esej. Miał niespełna 38 lat. Posłowie. gdzie miał rozpocząć wykłady o twórczości Balzaka. wręcz przeciwnie – od Sebastiana emanuje jakieś szczególne ciepło. często wręcz intymnych. podobnie jak »postępowy« humanista przeobraża się w prymitywnego. Dziennik 1935–1944. zginął potrącony przez ciężarówkę Armii Czerwonej.. * Polskie wydanie Dziennika 1935–1944 kończy Posłowie autorstwa Krzysztofa Czyżewskiego – znakomity.Mihail Sebastian. Sejny 2006 Bukareszt lat 30. wojującego komunistę” (Manea)? Dlaczego w tej starej Europie tak trudno jest zbudować most między tym. a wola przemiany duchowej w przemoc wobec innych? Dlaczego traktując poważnie wartości chrześcijańskie. niem. między wiarą a tolerancją. K. 1 Czyżewski zadaje wiele pytań związanych z wydarzeniami polityczno-społecznymi w Rumunii w czasie wojny i w latach ją poprzedzających. * 29 maja 1945 roku Mihail Sebastian w drodze na uniwersytet.

nakładem wydawnictwa Humanitas. poszanowaniem tradycji i postępem. Wówczas to podczas pogromu został zamęczony rabin Gutman. Poiana cu salcâmi (Miasto z akacjami.. 264 900.. Iancu i Iosefa. Ibidem. 1939). w tym wielu Żydów. Tych. Działania antyżydowskie w Rumunii w latach 1940–1943* W polityce wewnętrznej rząd Antonescu kontynuował działalność przeciwko Żydom. wywieziono wagonami do Podul Iloanei oraz do obozu koncentracyjnego w Calaraşi-Ialomia.in. * Tytuł pochodzi od redakcji. s. że z 607 790 Żydów..] W maju 1941 r. gdzie zorganizowano obozy koncentracyjne. rejonu położonego między Dniestrem a Bohem. francuski i niemiecki. być żołnierzami. seria Historia państw świata w XX wieku. Jej członkowie nie mogli sprawować w państwie funkcji publicznych.. ogłosił decyzję o deportowaniu Żydów z Rumunii. wyniosła około 118 tys... i którzy – jak mawiał mój przyjaciel. 29 i 30 czerwca zaczęto mordować Żydów w ich dzielnicy.] Do drastycznych wydarzeń doszło 20–23 stycznia 1941 r. którzy w listopadzie rozpoczęli akcję morderstw politycznych oraz antysemickich. ani na lewo od Boga”2. q Mihail SEBASTIAN jest autorem powieści: Fragmente dintr-un carnet gasit (Fragmenty znalezionego notesu. I gdzie jest miejsce dla tych. sędziwego Nicolae Iorgę oraz Virgila Madgearu. Na mocy nowych dekretów „upaństwowiono” dobra i majątki wspólnot żydowskich oraz poszczególnych Żydów. W następnych latach był tłumaczony między innymi na angielski. W nocy z 26 na 27 listopada 1940 r. oraz dramatów: Jocul de-a vacana (Zabawa w wakacje. [. Zniszczono dwadzieścia pięć synagog.obroną tożsamości i obroną praw człowieka.] W czerwcu 1941 r. niedaleko Ploeişti. nastąpił kolejny etap działań antyżydowskich. gdy Rumunia włączyła się do wojny i zajęła Besarabię oraz Bukowinę. jakie obowiązywało w państwach okupowanych przez Niemcy lub z nimi współpracujących. którzy mieszkali na początku wojny w Rumunii.. „oczyszczaniem etnicznym” Rumunii. 939–940.. Żydów. Realizację tych zamierzeń rozpoczęto wówczas. którzy osiedli w północnym Siedmiogrodzie. a w 1942 r. zmasakrowali swoich przeciwników. [. doszła do 185 tys. obozy pracy oraz getta. W Czerniowcach i Kiszyniowie zmasakrowano i zamordowano tysiące Żydów. 1942). którzy przeżyli. Instytut Historyczny Uniwersytetu Warszawskiego. czyli 43 proc. rząd Gigurtu wydał dekret zabraniający zawierania rumuńsko-żydowskich małżeństw mieszanych i podzielił Żydów na trzy kategorie obywateli. [. Tych... De două mii de ani.. W lipcu 1941 r. Już w sierpniu 1940 r. Wydawnictwo TRIO. a szczególnie w pomieszczeniach policji. Warszawa 2004. 47 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . którzy przeżyli w przejściowych gettach i obozach.. a dzielnicę żydowską spalono. która stanowiła większość społeczności żydowskiej. należeć do stowarzyszeń sportowych. Najmniej praw miała kategoria trzecia. Były wsie. Femei (Kobiety). 1932).. Dziennik 1935–1944 ukazał się po raz pierwszy w 1996 roku w Rumunii. że większość zmarła w drodze. Podróż trwała tak długo. Ultima oră (Ostatnia godzina) i nieskończonego Insula (Wyspa). w lasach koło Jîlavy. zajmować się wydawaniem książek. [.] Z najnowszych badań Constantina Iancu wynika. 1935). powołano do życia Centrum Narodowe Romanizacji. 1934). wybitnego historyka i polityka.]. czeski. nie licząc tych. stary cieśla – „nie idą ani na prawo. Małgorzata Willaume. Rumunia. rozkazem Antonescu wysłano do Transnistrii. gdzie zginęli wszyscy mieszkający tam Żydzi. ale również masowe egzekucje. Według najnowszych danych w Bukareszcie zginęło wtedy około stu dwudziestu Żydów.. a kilka tysięcy zostało poszkodowanych. w Jassach doszło do jednego z największych pogromów żydowskich 2 czasów drugiej wojny światowej.. Szczególne nasilenie działań antysemickich przypadło na przełom 1940 i 1941 r. jak Ciudei czy Noua Sulita. 149–153. 1940). zostało zabitych lub zmarło w transportach. Steaua fără nume (Bezimienna gwiazda.. Planowano nie tylko wywózki. Antonescu 8 lipca 1941 r. w innych miastach i wsiach było podobnie. którzy nie czują się w pełni sobą ani na jednym. ani na drugim brzegu. [. Accidentul (Wypadek. Liczba deportowanych Żydów do końca 1941 r. s. (Od dwóch tysięcy lat.. w domach i na ulicach. które miało zająć się m. Szczególnie aktywni okazali się legioniści. Stopniowo wprowadzano takie samo ustawodawstwo. 27 listopada inna grupa zamordowała w lesie Strejnicu. na którego oczach najpierw zamordowano jego synów. Zginęło wówczas około 12 tys.

a tytułowa Urania wyszła chyba bocznymi drzwiami – niezauważalnie! q 48 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . Edukacja seksualna od najmłodszych lat. Narrator nie wzbudza zaufania. chociaż w końcu nikt nie powiedział. Poza tym uprawianie pola. która drażni nad wyraz.. Warszawa 2008 Sfałszowana arkadia Jacek DROZDOWSKI Zwolennicy literatury mocnej. a w niej proletariat. trzymającej w napięciu i dającej często pstryczka w nos nie będą zadowoleni z czasu spędzonego nad Uranią. że takie być nie mogą. że w owej wiosce funkcjonuje bardzo swoisty i egzotyczny tryb życia. Wszystko to nie wygląda za dobrze. Trochę antropologiczny obraz kultury meksykańskiej. Czy tak ma prezentować się kraina doskonała? Kraina. A książki smutne czyta się źle. a raz trzecioosobowy. Okazuje się. wykonywanych czynności. niemających wpływu na motyw główny. ze szpetną blizną po zabiegu aborcyjnym. Mieszkańcy posługują się specyficznym narzeczem opartym na różnych językach i ich dialektach. które lekko drażnią. jakoś mu nie wychodzi. oraz bogaci urzędnicy. Owolaktarianizm. opisami naiwnych zachowań ludności Campos. Nieobecność lekarzy – leczenie zastępuje spożywany przez ludność napar z ziół nurhite. ale jakoś tego nie robi. chów zwierząt oraz handel pozaobozowy. niespójne. jest niebywale smutna. niektóre fakty zostają w całości pominięte. Jedyne informacje o Campos są podane czytelnikowi w Historii Rafaela. Jest tutaj masa rozbudowanych wątków pobocznych. a pajdokratą staje się zblazowany ćpun. rzek. nie ma w niej nic śmiesznego. raz jest wszechwiedzący. Na końcu i tak nie wiemy. i choć jest wyraźny. choć kontrolowana. Dzieci nie chodzą do szkoły – są uczone przez inne. jego komentarze są momentami suche. żywiołowej. Daniel – tak ma na imię główny bohater – dowiaduje się o owym bractwie hipisów w autobusie od najdziwniejszego młodego człowieka jakiego spotkał – Rafaela Zacharie – jednego z mieszkańców Campos. Brak modelu rodziny. że Urania niebawem tam trafi). Buduje mosty kulturowe i obciąża je syndromem postkolonialnym: ktoś wreszcie zajął się tym małym grajdołkiem w sercu Meksyku. posiłkując się aneksem i kilkoma mapami. nazwiska dziesiątek bohaterów. z bagażem poniżających doświadczeń. miast. drugie to meksykańska ludność. którzy po książki przychodzą do Tesco (idę o zakład. Zapewne nie ma to wielkiego znaczenia dla czytelników. jedzie do Guadalajary na spotkanie z dyrektorem Instytutu Historii w sprawie swojej pracy. z instytutu badawczego w Emporio. hoteli. ale zniechęca i utrudnia czytanie. mianowicie pozrywane wątki. ale i natury człowieka. że Campos zostaje zlikwidowane i mieszkańcy przenoszą się na wyspę. wskazuje na spadek symbiotycznej interakcji: człowiek – przyroda do poziomu pasożytnictwa. urzędujące na wzgórzu antropologów. zbanalizowane. Okazuje się bowiem. a w najmniej spodziewanym momencie czas akcji ulega nienaturalnemu przyspieszeniu – tracimy kontrolę nad lekturą. Przede wszystkim ta książka nie jest radosna. brak związków małżeńskich. Jakieś to rozlazłe i słabe. Odnajduje ją. a innym razem występuje w roli świadka – wówczas jego wiedza jest bardzo ograniczona. Mogą one przyprawić o zawrót głowy. czy ten właśnie schemat jest dobry. to swobodna. Lili to dziewczyna bez zęba na przedzie. Państwowy Instytut Wydawniczy. Pojawiają się bardzo szczegółowe opisy zachowań bohaterów. które zresztą dodają groteskowego smaku powieści? Jest kilka rzeczy. Po kilku dniach udaje się na inaugurację wieży Menendeza na wzgórze antropologów. jakim powinna być tytułowa kraina. Autor obrazuje w Uranii trzy środowiska: pierwsze to akademickie. która nawet nie ma swojej własnej ziemi. Jest też rzecz. tak zwani spadochroniarze. Nie ma tam zorganizowanych struktur edukacyjnych. Mnóstwo nazw: krain geograficznych. która przestrzega przed konsumpcyjnym trybem życia. To jakby ssać gorzkie cukierki.KSIĄŻKI Jean-Marie Gustave Le Clézio Urania Przełożyła Zofia Kozimor. Daniel jest geografem. starsze dzieci. Klasyczna to powieść. Raz narrator jest pierwszo-. o których tegoroczny noblista zapomniał napisać lub mu się nie chciało. chce coś dla niej zrobić. Trzeba tworzyć własny schemat epizodów i scen. Wspólne chaty. ktoś to wreszcie opisał. jakby autor kompletnie zignorował czytelnika i nie objaśnił błyskawicznych zmian w przebiegu zdarzeń. Fragment jak z taniego romansu. która nie posiada pitnej wody.. naładowane banalnymi marzeniami. jak się wydaje. czyli w liście do Daniela. A może Le Clézio celowo stworzył swoistą zagadkę-metaforę. wydaje się bez znaczenia. obowiązków i tak dalej. wspólne posiłki. Jej wątek co pewien czas jest uruchamiany w powieści. Dziewczyna wyjeżdża. Na spotkaniu z humanistami ostro krytykuje ich bezecne stanowisko w kwestii prowadzenia przez nich badań nad nieletnią prostytutką. trzecie środowisko to hipisowska wspólnota zamieszkująca Campos.

pieczona słonina. ta powieść nie porywa. że autor uwodzi czytelnika. Tylko czy to może zachęcić do lektury? Czy sprawi. miłosne podboje czy podróże nie dały bohaterowi szczęścia. która sprawia. Tym razem jednak zachwytów nie będzie. co myślał jakiś węgierski pisarz. Opisując wyobrażony przez siebie ostatni dzień życia Gyuli Krúdyego (1878–1933). podróżując głównie po Budapeszcie. nie dostrzeżemy tej literackiej gry i atutów książki będziemy musieli poszukać gdzie indziej. którą podróżny spożywa w cieniu wzgórz pod Sáros [.].. której poznawanie jest czymś bardzo przyjemnym. dlaczego Sindbad sięgał po pióro. pisarza i dziennikarza. którego picie przyrównuje do rytuału. A był nomadą. co piękne i wartościowe w mijającej epoce. skoro Márai pisze tak. a zwłaszcza tamtejsze wino. więc ta naszpikowana długimi zdaniami powieść może go po prostu nudzić czy wręcz irytować.. że niewiele. i śpiew żab w Hévíz. Nie zdarzenia będą tu więc najważniejsze. Warszawa 2008 Śladami mistrza Monika MAZIARZ Co my wiemy o literaturze węgierskiej z początków XX wieku? Po przeczytaniu powieści Sándora Máraiego (1900– 1989) Sindbad powraca do domu zdaje się nam. pochyla się nad szczegółem. Lubił prostych ludzi. o których raczej nie słyszeliśmy. choćby małe zaskoczenie. bo chciał opowiedzieć. Tym bardziej cieszy. bo pełna jest nazwisk pisarzy. choć Márai z pewnością wykonał tu kawał dobrej roboty. kogo dziś obchodzi. Prawdziwym szczęściem byłoby dla niego (i dla nas?) zadomowienie. Choć bywa i tak. Czytać Máraiego to tak jak pić toskańskie wino. Jakaś magia. na ziemi. w których narrator tłumaczy. a zwyczajne sprawy opisuje poetyckim językiem. Co jednak czytelnikowi po takiej wiedzy. lecz dostaję jedynie zabijającą wszelką ciekawość monotonię. Dlatego też w kawiarni „Czikago” wygłasza (choć ustami narratora) podszytą lekką ironią mowę na cześć węgierskich pisarzy oraz „wykład” o naturze Węgrów. To powieść o samotności i szukaniu swego miejsca w świecie. Żadne przygody. Podobnie jak te. niemalże zmysłowym. jakby chciał go zwyczajnie uśpić. jaki smak ma latem żytni chleb. zielona papryka. i bynajmniej nie z powodu jej rozmiarów. Márai jest refleksyjny. Pisał. ale to. Sami bowiem. ale może warto się nad nią zastanowić. I właśnie te sensualne fragmenty. tak skomplikowanej. Poza tym. Przyznaję – robię się wtedy głodna i spragniona. że czyta się ją z pewnym nabożeństwem. Gorzka to wprawdzie wymowa powieści. wraz z Máraiem podążając śladami jego mistrza. mówiące o smakach czy zapachach niegdysiejszego świata. napisać tekst w kawiarni „Czikago” i zjeść płucka na kwaśno w hotelowej restauracji. Jest w niej jednak coś intrygującego. który dorożką przemierza ulice Budapesztu. powstrzymują mnie od ziewania. Pisał. O tym wszystkim dowiadujemy się od tłumaczki Teresy Worowskiej. Jak widział świat i czym się zachwycał? I jak zapamiętał go inny pisarz? Bo to w istocie książka o sprawach nam obcych. stworzył doskonały pastisz jego prozy przez naśladowanie stylu mistrza i zaczerpnięcie z jego opowiadań postaci Sindbada. które nie każdego muszą zainteresować. Czytelnik. Dobrze więc. które odzywają się w dzień świętego Jerzego. palić kubańskie cygaro czy poczuć zapach Chanel numer 5. że oprócz tematyki „miejscowej” porusza także wątki uniwersalne. Nade wszystko jednak był piewcą tego. by zażyć kąpieli w łaźni parowej. że wydawnictwo „Czytelnik” od kilku lat promuje twórczość znakomitego węgierskiego prozaika. że ktokolwiek z ochotą sięgnie po tę niepozorną książeczkę? Łatwo ją przeoczyć w wydawniczym gąszczu. które zaczynają koncert w dniu balu Anny [. który nigdy nie wystawił nosa z Węgier.KSIĄŻKI Sándor Márai Sindbad powraca do domu Przełożyła i posłowiem opatrzyła Teresa Worowska. którego nazywał swoim mentorem i największym pisarzem czasów monarchii. I chętnie odwiedzał pokoje karciane oraz kawiarnie. nawet jeśli przedstawionych z subtelnym humorem. dynamicznej i krzykliwej narracji. q 49 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . że nawet bratanek Polak nie może jej zrozumieć.]. którego jednak tu. Oglądamy po prostu ostatni dzień życia głównego bohatera. jeśli wcześniej nie zetknęliśmy się z Krúdym. znaleźć chyba nie sposób. Współczesny czytelnik zaś przyzwyczajony jest do rwanej.. Bo doprawdy ile można czytać o wyjątkowości Węgrów. bo – jak mawiał – bez kawiarni nie ma literatury. żyjących w smutnych i w szczęśliwych domach. co trudno ująć w słowach. czego dowiadujemy się o Sindbadzie. Może w warstwie fabularnej. choć tu nie dzieje się za wiele.. nie rzuca na kolana i nie zapada w pamięć. Lecz choć brzmi to przyjemnie. Czekam tu sobie na jakieś. bo chciał spisać nuty muzyki świerszczy. gdy na przykład zachwala węgierską kuchnię.

w Rosji. stałem się wyjętym spod prawa uciekinierem. Pan Siergiej wymieszał puzzle z różnych układanek i złożył je na nowo. do których przybywa Maksimow – nanizane na sznurek. ptaszki-budziki. notabene. Odnajduje odpowiednią stację. tworząc ciekawy świat Czystopisu. Kirył – bohater. Tak. które. wypełniającego swoje odgórnie przydzielone obowiązki. sterował moimi krokami. nie wystarcza mu jedna planeta. w której tkwił.. Pokazuje funkcyjnych uwięzionych w swoich wieżach. pozornie nierealny i bez zarzutu. wymazuje niepotrzebne postaci. Ukazuje ludzi nieszczęśliwych z pełnienia swoich obowiązków. ale z innych powodów. yorkshire terriery mordercy. a zarazem narrator powieści – umiejętnie wprowadził czytelnika w klimat Brudnopisu. postaci. ukazuje inny system. ukazała swoją inną warstwę. przemawiał moimi ustami. Powyginał wskazówki zegara świata – umieścił elementy prahistoryczne i futurystyczne... Równie dobrze sprawdza się. niemogących oddalić się od swojej wieży. Autor najwyraźniej kpi sobie z prawidłowości świata. pracowałem w „Bicie i bajcie”. wprowadził inne czasy w różnych miejscach. zwiedzającego miasto mogił na Weroz. usuwa skreślenia. i razem z nim odwiedza przeróżne miejsca. pękając. spisek. dyskutującego z robotem pilnującym Wachlarza. Teraz zaskakuje czytelnika opozycyjną postawą ciągle niepewnego i pozornie zagubionego bohatera. nieszczęśliwego. wysłuchuje jego przemyśleń.. Ta powieść nie pozwala odpocząć. dobiera odpowiednią szatę graficzną i podaje czytelnikowi na tacy dobrą strawę. historię Kiryła z brudnopisu na czystopis. wierz mi. czasu i przestrzeni. to wieczny ruch. Starałem się odkryć kulisy polityki arkańskiej. Tak. Pozwolił przez ten zabieg uczestniczyć mu w wydarzeniach. Sprytny demiurg. kreślił moje ścieżki. ponieważ nie pozwala im na to pępowina portalu. podkreślają charakter jego funkcji. jego nową rolę. inną funkcję bohatera. Czystopis to ciągłe przemieszczanie się. swoją historię. Łukjanienko pokazuje historię tajemniczej polityki funkcyjnych. rosyjski pisarz fantasy.. pokazując dalsze losy funkcyjnego-celnika. jedzącego kolację w Elblągu. potem studiowałem w MAI. Za tym wszystkim stoi on.KSIĄŻKI Siergiej Łukjanienko Czystopis Przełożyła Ewa Skórska. wciąż ucieka z miasta do miasta. Człowieka bezsilnego wobec narzuconej formy. lub raczej światów przedstawionych. przyjemnie poznawało się historię jego bohatera w poprzedniej książce – Brudnopisie.. bynajmniej nie dlatego. gdyż ta. ale tylko pozornie. miałem psa.. Konspiracje. Wydawnictwo MAG. Kirył Maksimow. które jak kolejne przystanki metra wpisują się w ogromną mapę powiązań między światami. Akcja powieści jest nieprzewidywalna. czytelnik do końca nie jest całkowicie pewien zakończenia. to stolica naszego kraju. społeczne role w nowych przestrzeniach. napędzającej działania funkcyjnych. Łukjanienko na nowo zapisuje. Czystopis to studium człowieka zagubionego. Tym razem także okazał się świetnym kustoszem fantastycznego świata Łukjanienki. fakty historyczne. spektralno-analizująca meduza soczewkowa. umiejętnie manipulował mną. z planety na planetę. kuratorów i akuszerów. Zamienia go w wielkiego Odysa. Czytelnik jest jakby alter ego bohatera. a później zostałem wykasowany z rzeczywistości. pozbywa się błędów polityki Arkanu. Akcja powieści przypomina korale – światy. q 50 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . który poluzował odpowiednie śrubki w wyobraźni czytelnika. Kirył poznaje siebie. zwierzęta. tej niby-jawnej i tej bardziej ukrytej. przyjaciół. Nad wszystkim stawia Kiryła w otoczce innej barwy niż wcześniej. wypisując palcem Kiryła tajemnicze znaki w powietrzu. odnalezienie baterii zasilającej światy. to wydział lotniczy. Odbiorca jest świadkiem wewnętrznej przemiany bohatera z człowieka wyjątkowego w funkcyjnego – lub może odwrotnie? Łukjanienko świetnie się bawił.. Manipulacją wyobraźni czytelnika. Maluje twarze skazanych na pełnienie swoich funkcji oraz niewtajemniczonych zwykłych ludzi – niewidzących portali – którym zostaje tylko stwierdzenie: Nie ja decydowałem. osoby. choć właściwie przepisuje. Pozwala mu w końcu przebić bańkę mydlaną. seria Łukjanienki o Kiryle niewątpliwie odznacza się manipulacją obrazu świata. że zabiłem akuszerkę. kupuje bilet do nowego świata i walczy o życie. zwykły system rządzący. Zabawił się w sprytnego konstruktora. zresztą nieważne. Mieszkałem w Moskwie. Łukjanienko dobrze sprawdził się jako stwórca Kiryła Maksimowicza. dinozaury. Tak. mieszając przedmioty. ciągła podróż. To za mnie o wszystkim zdecydowali grubi wujaszkowie. plan ocalenia świata. Ktoś zabawił się moim kosztem. zdolności. chęć rozwiązania zagadki. Czystopis to wreszcie usprawiedliwienie zasady świata. przemierzającego ośnieżone szczyty planety Janus. jego sposobu myślenia i postrzegania innego wymiaru rzeczywistości. polityczne problemy. Warszawa 2008 Trzy razy tak Joanna KORPAL Nazywam się Kirył. Chodziłem do szkoły.

że Jakub Żulczyk ma u mnie dużą wódkę. natomiast oni sami wymyślają sobie nawzajem od najgorszych. A w środku będzie liryka sprawozdawcza. Zacznę od tego. to już na wstępie jestem zmuszony powiedzieć. wszechobecne koncerny. Jest to prawdopodobnie jakaś pokoleniowa fascynacja. narkotyzują się i grają koncerty. zastanów. które urasta do rangi deklaracji światopoglądowej. ciemny film. które chwali się językiem patetycznym. Że w jego najżywotniejszym interesie leży. by rozwydrzona młodzież mogła się teraz oddawać jałowej konsumpcji. i nawet mają w tym wszystkim sporo racji. który nie dostępuje zaszczytu prowadzenia narracji). nim zacznie się wybrzydzać. pazerni menedżerowie. Żulczyk jest świetny w opisywaniu brzydoty świata – wszystko u niego ciemne. Rodzajem pokoleniowego snu. Gdy zaś używam słowa klisze. zimne i lepkie. dla którego tej książki nie warto zbywać milczeniem. czytelniku. To mianowicie. anarchistycznych ideałów. narkotyki i sekty. Jest ona wprawdzie kontynuacją pewnej konkretnej linii rozwoju młodej prozy (Masłowska. do czytelników w wieku 16-24 lat. I właśnie to jest powód. Poza tym piją. której akcja zawiązuje się w stołecznym. po których młodzież demoluje miasto stołeczne Warszawę. ale który powinien wreszcie zostać opowiedziany. który w ich książkach pracował na jałowych obrotach. Warszawa 2008 Strzał w plakat Paweł Tomasz KOZIOŁ Są książki. kiedy w sprzedaży pojawią się koszulki z napisem nie ma powieści pokoleniowej. Ponieważ jednak teraz zajmiemy się przypadkiem. z dziwnym uporem ciągle przemilczana. O co rozwydrzonej młodzieży bynajmniej nie chodzi. retoryczne pytania: kto tu mówi. i tylko jego totalna demolka może tę sztuczność obnażyć. do kogo. przeżarte rdzą i ociekające różnymi paskudztwami. u klasycyzującego poety Różyckiego wszelkie aluzje pominąć taktownym milczeniem. i w jakiej konkretnie sprawie.KSIĄŻKI Jakub Żulczyk Radio Armageddon Lampa i Iskra Boża. aby podobne dyskusje przebiegały na jałowych obrotach. w imię pokazywania. do którego podobna stylistyka nie pasuje. seks. anarchizm i krytyka popkultury. Może najzabawniejszą właściwością książki jest to. i o czym takie podziewanie się świadczy. za rok albo półtora krytycy znów zaczną mantrować o upadku polskiej prozy. zakładanie zespołu. W powieści Radio Armageddon udało mu się po prostu parę rzeczy. Zastanawiające jest to przywiązanie do anarchizmu. I w każdych innych okolicznościach uznałbym tę stylistykę za przesadną. Wszystko to opisane zostało w stylu czarnej groteski. że jest zlepiona z samych klisz: trudna młodzież. że wszyscy żyjemy w sztucznym świecie. że ciebie też by oskarżyli. że nie jest pięknie. Wszystko w imię naiwnych. że w tej części mówi Cyprian. wówczas będziemy wiedzieć. w hermetycznej przestrzeni bez Radia Armageddon. coraz wyraźniej wychodzące na wierzch w młodej literaturze. ostatnio u wrocławskiego poety Konrada Góry. mafia i potężne gitarowe łojenie. ale zarazem uruchamia silnik. Chodzi tu o stylistykę całości. q 51 . Skończę na dywagacjach. zakazane meliny. Więc kiedy za pół roku. który się mocą jego decyzji rozleciał). W wywiadzie udzielanym „Lampie” Żulczyk nazwał swoją książkę powieścią dla młodzieży – co trzeba mieć w pamięci. która dostąpiła przemiany w autorkę piszącą dla teatru – tragicznie zmarły Mirosław Nahacz – może jeszcze Agnieszka Drotkiewicz). który nie jest wprawdzie dla mnie. że nigdy nie spodziewałem się z zainteresowaniem przeczytać książki. ale temat wciąż wraca – u Żulczyka. napierdalanie się z policją. którzy pałując tłumaczą. ale młodzi bohaterowie rzeczywiście patrzą na świat z niechęcią przywołującą właśnie takie obrazy (a ty się. Bo wreszcie jakiejś książce można zadać stare. widzę dwie rzeczy naraz: powyższą wyliczankę oraz konkretny obiekt – półprzezroczysty. gdzie podziała się milcząca do tej pory szanowna krytyka. narzekanie. że w stanie wojennym sami właśnie po to dawali się pałować. i lepiej mieć na podorędziu krótką a zwięzłą odpowiedź). aby się obudzili i zobaczyli. U Masłowskiej dygresję o zbiurokratyzowanej fundacji anarchistów można było jeszcze wziąć za żart. czy w ogóle – bez tekstów posiadających energię zdolną zakłócić ustalony zawczasu tok rozumowania. założyciel zespołu. to i tak pozostaje czymś istotnym. czy aby na pewno nie przyczyniłeś się do tego. zagubieni rodzice i groteskowi policjanci. aby ich świat wyglądał właśnie tak – bo pewien jestem. prawicowe pomysły na edukację. co to znaczy. Odpowiedź brzmiałaby zaś jakoś tak: zgorzkniały obserwator współczesności. że system (po równi znienawidzony przez autora i bohaterów) jest i działa. I chociaż pod koniec książka wytraca energię (może dlatego. że nawet punk się sprzedaje. Gdzieś w tle majaczą ideowi przeciwnicy – dziarscy chłopcy piorący po mordach w imię chrześcijańskiego death metalu. ekskluzywnym liceum specjalnej troski. bo nieco inne obrzydzenia mną telepią (ratunku! debiutowałem właśnie w roli starszego krytyka!). że autor prezentuje bohaterów – członków tytułowego zespołu – ze KWARTALNIK q 4 (11) 2008 znaczną dozą sympatii (z głównej czwórki najgorzej pod tym względem ma perkusista Gnat. a nawet rewolucji.

Jest taka. ciągle żyje w potocznym języku. urasta wręcz do roli bohatera. Osowiała staruszka posługuje się językiem wręcz literackim. że to dobrze puszcza do nas oko. Szwed był Polakiem. Postaci dramatu Między nami dobrze jest nie mówią jednym głosem. Każdy był Polakiem. dla których rzygają. Halina „kupuje” w śmietniku magazyn NIE DLA CIEBIE i on okazuje się w sam raz nie dla niej. Zwrot między nami dobrze jest w nawiązaniu do tekstu grupy Siekiera zyskuje miano wyświechtanego frazesu. Zobrazowana przez Masłowską rodzina jest zaprzeczeniem typowo pojmowanej polskiej rodziny opartej na polskiej tradycji. Podczas gdy inne kraje do Europy wnoszą swoje tożsamości narodowe. Bo rodzina to niby podstawowa komórka społeczeństwa i między jej członkami powinno być dobrze. wszyscy ludzie na świecie byli Polakami. gdy świat rządził się jeszcze prawem boskim. w którym panuje degrengolada. Premier wygląda jak kabaczek. W telewizji złe programy. żyjemy z mitem ofiary. w tym wypadku – dramat. Ciekawa jest symboliczna końcowa scena. Niemiec był Polakiem. a prezydent jak premier. Stąd wynika kolejna ironia autorki dramatu. Nie pozbieraliśmy się po wojnie. że swoje spostrzeżenia przekazuje dowcipnie i ciekawie. było tylko czterech nas. że babcia wcale tego obiadu dostać nie miała. pogoda ciemna. bez ratunku i bez szans. Jest bardzo dobrym obserwatorem życia społecznego. a pytanie jest jedynie wyrazem wpojonego schematu postrzegania rodziny. Polakiem był każdy po prostu każdy każdy każdy. tylko Europejczykami. przedwojennym. Hiszpan był Polakiem. Po raz kolejny to właśnie język odegrał bardzo ważną rolę w ujawnianiu fałszu więzi międzyludzkich. Polska chce od Europy tożsamość dostać. kolorowych czasopism i kompromituje go. I tylko sąd. Dla czytelnika ważne jest. Bożena dowiaduje się. która bierze pod lupę język reklam. a nie lek na tę chorobę. Ten wybuch jest również wspomnieniem wybuchów wojennych. Halina zadaje pytanie: Babcia już nie jadła obiadu? i widać. gdzie w tym roku nie pojedzie na wakacje. ona jedna ciemny las. że jest grubą świnią i nie powinna pokazywać się innym ludziom. W Wojnie polsko-ruskiej pod flagą biało-czerwoną jako element jednoczący bohaterów występował zespół okolicznościowych uprzedzeń. Polskość podniesiona jest tu do absurdalnych rozmiarów. a także obyczajach. w Ameryce Ameryka. We Francji jest Francja. Masłowska pokazuje problem. ale bardziej wynika z ciasnoty pomieszczenia. Można żyć w świecie mitu. Wspólnota w tym wielokondygnacyjnym budynku ludzkim nie jest oparta na relacjach rodzinnych. biedny i brzydki. ale wcale tak nie jest. W dramacie mamy również przedstawicielkę drugiej skrajnej opcji: Małą Metalową Dziewczynkę. że taka konstrukcja zakłada. między nami dobrze jest.KSIĄŻKI Dorota Masłowska Między nami dobrze jest Lampa i Iskra Boża. dlatego też na ścianach wiszą rodowe obrazy z rodowymi gerberami z Ikei. mówiąc: Nie jesteśmy żadnymi Polakami. a premier jak kabaczek. iż w Polsce jest Polska. Każdy wie że Polska głupi kraj. Warszawa 2008 Kiedy dobrze znaczy źle Anna GIGOŃ W swoim najnowszym dramacie Między nami dobrze jest Dorota Masłowska stawia pytanie o narodową tożsamość Polaków. a mała metalowa dziewczynka to chodzący obraz konsumpcjonizmu. która polskości się wstydzi. W jej najnowszym dramacie bohaterowie przyjmują dwojakiego rodzaju postawy. brak jakiejkolwiek moralności. Architektura brzydka. temperatura zimna. które zamieszkuje. jak w tekście Tomasza Adamskiego (do tego tekstu nawiązuje tytuł dramatu). a tylko w Polsce jest Polska. Halina jest przedstawicielką pokolenia PRL-u. rozpropagowanego przez Radio: W dawnych czasach. q 52 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . wręcz przed nią się broni. prezydent wygląda jak kartofel. nawet zwierzęta uciekły i schowały się w lasach. Polska to kraj. pokazuje. podszyta jest skrajnym nacjonalizmem. w której następuje wybuch. brzmi jak zarzut. pełni kompleksów i nienawiści. konfrontując z życiem przeciętnej polskiej rodziny. Wojna ma duże znaczenie dla społeczeństwa polskiego. gdzie wspólnota opiera się na zdegenerowanym związku: Było tylko czterech nas. Odpowiedź jest daleka od optymizmu. normalnymi ludźmi! Bohaterka jest obywatelką Europy. bo może znaczyć. w Niemczech są Niemcy i nawet w Czechach są Czechy. bo przecież mają prawo do wyboru powodów. Polacy mogą się zjednoczyć. Zamienia suchą publicystyczną wypowiedź w bardziej interesującą i zjadliwą formę. że jest skrajnie źle. upadek wszelkich wartości. dowcipy niedowcipne. Członków rodziny łączy pauperyzacja. Jej język jest śmietnikiem – chłonie wszystko i wypluwa. cztery skóry wolny czas. Język w każdej z książek Masłowskiej odgrywa ważną rolę. tworząc wspólnotę opartą na nieuzasadnionej nienawiści – i to ona stanowi w pierwszej książce Masłowskiej kamień węgielny tożsamości narodowej. Dzięki niemu dowie się. Masłowska pokazuje zdegenerowane społeczeństwo.

gdzie w kilku wersach zebrane zostały wstrząsające obrazy – nie znajdziemy scen przelewu krwi. czy pada deszcz.. nawet gdy [.. W jej życiorys wplatają się nieustające wojny. a nade wszystko nie idealizuje. a to na jedno wychodzi. będzie dziełem. o których traktuje. która każe wyobraźni czytelnika angażować niemal wszystkie zmysły. aby móc powiedzieć.. a nadto sagą wielokulturowej rodziny. w powieści – poza tym jednym zdaniem. próbuje odpowiadać na nurtujące bohaterów (nas wszystkich) pytania i czyni to bez patosu. To również powieść o trzech pokoleniach kobiet. Życie jest o wiele bardziej interesujące. Rzeczywistość! Zachwyt nad rzeczywistością. Ekaterini obserwujemy oczami jej wnuczki.. co bywało powodem do żartów przede wszystkim dla córek. które pozwalają ujrzeć ją w niecodziennym świetle – Kata staje się w nim surową.. walki zbrojnej i tak dalej.. grzmią armaty.. Siedzi on bowiem w zaciszu swojego ciepłego domu. Poznajemy ją jako posłuszną córkę wymagającej Marii. o radzeniu sobie. przemawiają do czytelnika niemalże z każdej strony powieści..] samo w sobie jest cudem i [. a ponadto świetną krawcową. czym najnowsze dzieło Mariji Knežević nie jest...] możemy wciąż je od nowa zgłębiać. z którą nawiązuje szczególną nić porozumienia. [. wręcz przeciwnie. cytryn. [. cieszyć się odkryciami. oliwy z oliwek. a język grecki powoli zapominała. której postać spaja wszystkie wątki. który interpretuje zachowania postaci. popadała w rozpacz. była szantażowana. czy właśnie zbliża się wiosna.. daremny trud. które przeobrażają się w niecodzienne (choć codzienne) rytuały: palenie papierosa.] Kolory morza. wprawiając go w zakłopotanie. które nie zadaje tej płci fałszu. nieważne. ze spokojem wygląda przez okno na wesołe podwórze. Mimo okrutnego tła wydarzeń. kupowanie wachlarzy. pomarańczy. ich dźwięk. co znaczy być sobą..] Zapach morza. [. jej najmniejszym szczegółem. którego jest ona wyznawcą. serbska poetka. nawet gdyby dano nam trzy życia. kiedy słońce wschodzi. kiedy stoi w zenicie. Jako żona Jugosłowianina większość życia spędziła w Belgradzie. Wołowiec 2008 Powieść-pieśń Ewelina KASPERSKA Niezbywalność tego poczucia [pewności siebie] dodawała jej odwagi przez całe życie. Wyjątkowe studium życia: życie pełne jest cudów. kiedy zachodzi. został tu przywołany po to. niekiedy je uzasadnia. Nigdy nie nauczyła się dobrze mówić po serbsku. q 53 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . na czym polega heroizm codzienności. tym razem główną bohaterką swojej powieści uczyniła Greczynkę Ekaterini. można wręcz powiedzieć – nudny. Najbardziej tęskniła za żartami w jej języku. nie wkłada w jej głowy nieprawdziwych myśli. chociaż chętnie przysłuchiwała się rozmowom greckich studentów. Ten wyjęty z kontekstu cytat nie oddaje ducha powieści.. To powieść o życiu w ciężkich czasach. Będzie to „powieść-pieśń” – tak o swej Kacie (kobieta-pieśń) zwykł mawiać Stipe. placków. a zarazem zaradną kobietą. Jest też kochaną i kochającą żoną. tutaj zaś metafora ta podkreślić ma walory poetyckie prozy Knežević. lecz pokazuje. Wydawnictwo Czarne. jakim są wojny (światowa oraz nieustające konflikty wewnątrz rozpadającej się Jugosławii). by poczuł i zobaczył zapachy i kolory. Bo odczucie jest prawdą samą przez się… Tę serbską powieść postrzegać można na wiele sposobów ze względu na szeroki wachlarz spraw. nuciła greckie piosenki byle tylko usłyszeć słowa.. co więcej..] wszystkie wojska świata wtargnęły nagle do wsi na brzegu Mlavy i kiedy uciekała przed pociskami. do sąsiada zawoła dzień dobry w rodzimym języku i. Będzie zatem powieścią kobiety o kobietach. nieustannie poznawać.. ich miłościach. pokonywaniu niechcianej rzeczywistości z dumą i pogodą ducha. zwycięstwach i porażkach.. surową matkę odpowiedzialnej Lucii i pobłażliwą babkę Merlinki. spacer Paralią.KSIĄŻKI Marija Knežević Ekaterini Przełożyła Dorota Jovanka Ćirlić. gloryfikacja zwyczajnych chwil. Nie trzeba niczego wymyślać. przelękła się śmierci.]. Będzie też świadectwem godnego starzenia się. dumną.. najpełniej oddającą atmosferę i krajobraz Salonik oraz Belgradu. nie odmówi sobie „przyjemności” ponarzekania na zły świat. ale też dla znajomych odwiedzających dom. melodię [. kiedy zajdzie.] Zapach gorącej zupy… Będzie też Ekaterini w pewnym sensie powieścią podróżniczą.. w każdym razie czuła. Knežević swoją powieścią oddaje hołd prawdzie jasnej jak słońce – w każdym czasie i w każdym miejscu ludzie są głodni chleba i miłości. które służąca Maria przygotowywała na śniadanie. prozatorka i eseistka. głodowała.. Ach! Rzeczywistość! Marija Knežević. którego przecież nie można oszukać. -filozofa. dobrowolnego poddania się nieuchronności losu. jakby rozprawiał o oczywistościach: dowiedziała się. [. pełną radości z drobnych codziennych przyjemności i tęsknoty za swoim rodzinnym krajem. winogron. wyjątkowego narratora-psychologa.

byś mógł zmierzyć się ze swoimi obsesjami. Łaskawe. Mam się dobrze. wymierzą swoją starożytną sprawiedliwość? Nie. że bez pudła potraficie przewidzieć relacje między bohaterami w powieści? Ich dalsze losy i intrygi. zmajstrowałem jej dziecko. rozbiorów językowych ludów Kaukazu. mamy Staliningrad. jak to wszystko wyglądało od środka – jaki zestaw argumentów jest potrzebny. Jednak gdy wgłębicie się w lekturę pierwszej z tysiąca stron Łaskawych Jonathana Littella. Dopiero w ostatnim zdaniu dam ci nadzieję na wyrównanie rachunków: Łaskawe wpadły na mój trop. żeby miała zajęcie (. Drugim: to wierna co do nazwiska..) to tylko substytut. by za chwilę utonąć w morzu wypatroszonych jelit żydowskiej ofiary.-40. to proste pytanie o tożsamość i morale opowiadacza wychynie natychmiast w całej swojej bezwzględności. nie. z wielką przyjemnością. że my wiemy. prawda jest taka. który zajmuje dziesiątki stron. w zamian za pompatycznego Wagnera. nawet ładną. że on wie. leżącą na plecach z rozłożonymi nogami. Mamy drobiazgowo odtworzoną topografię Lwowa. których imion nie wolno wymawiać. w której zanurzona jest fikcyjna biografia bohatera-nazisty. by potem ominęła go kara i żył spokojnie nękany jedynie periodycznymi torsjami? W konstrukcji to książka dość prosta i oparta na dwóch chwytach. którą ci opowiadam? Co zrobisz. jak miotasz się między stronicami książki. zatopioną w nim. gdy narrator wie. Niekoniecznie żywą i aktywną. europejskiego kołtuna? Gdy w 2006 roku wcielę się w rolę faszystowskiej świni. dlaczego w hitlerowskich Niemczech porzucono granie wysublimowanych Rameau’a i Couperina. gdy moja opowieść będzie moralnie wstrząsająca i nie do przyjęcia dla ciebie. po to. że już dawno domyśliliśmy się wszystkich utkanych z fabuły niuansów i że zabawiamy się na łamach jego opowieści w lokalnych futurologów. penetrowaną przez niego. Problem zaczyna się wtedy. z którym za nic nie chcemy mieć nic wspólnego. jak i dociekań. i zamienioną w bezkresne morze. Za ostre? To nie ja. Charkowa i Krymu..). kazirodcy. Kijowa. Boginie zemsty. bo z boku mruga do nas porozumiewawczo. w którym rozkosz nie ma końca i nie ma początku. ale już opowiedział i zapisał swoją historię. który zawieszony jest między na wskroś cielesną biografią homoseksualisty a filozoficznym traktatem. gdy ją wyznaję. to dr 54 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . domagający się zgłębienia. matkobójcy. męskiej prostytutki. Wydawnictwo Literackie.. Kupiłem wygodny dom blisko morza. Jonathan Littell. Opowiem ci swoje obsceniczne życie. które będą knuć między sobą? To znacznie łatwiejsze niż w życiu.. Wybrałem sobie żonę z dobrej rodziny. przygniecioną ciężarem męskiego ciała. sczepioną z mężczyzną. ale (. na każdej stronie nieznośnie naznaczona kompleksem kraksy Wielkiej I Wojny. i nie rumienię się. która w tej scenerii sięga szczytów wysublimowanych refleksji i quasi-naukowych traktatów. I w ten oto sposób wsiąkłem w burżuazję. Mieliście kiedyś uczucie.KSIĄŻKI Jonathan Littell Łaskawe Przełożyła Magdalena Kamińska-Maurugeon. pełna historycznych reminiscencji i niezdolna do zwabienia najgłupszego neofaszysty. jakby pytając: potrafisz wyciągnąć konsekwencje z łatwej do rozszyfrowania historii. która chce odpowiedzieć na pytanie. On zna koniec. a mimo to tkwi gdzieś na marginesie swojej opowieści i bacznie przygląda się. matką. starego. Podobnie jak moje męskie miłości. nagą kobietą. że chyba bym wolał być kobietą. Paryż i Berlin – i postać. muzyki i niuansów prawa – znienawidzisz mnie? Proszę bardzo. że się domyślamy. narratora w pierwszej osobie. bo przecież opowiadacz powinien być przezroczysty – interesuje nas przede wszystkim sama historia w swych morderczych zawiłościach. 30. sraczki lub smrodu gnijących w ulicznych kałużach ciał brunatnych od potoku krwi. Teraz to ja patrzę na ciebie.. gdy narrator wie. Problem z książką nie zaczyna się wtedy. ale doczytasz do końca. po drodze trochę nas musztruje i zwodzi. ludobójcy. dlaczego wykluczono zdyscyplinowanego Schönberga ukrytego pod miękkością stemperowanych skal. by człowiek uzasadnił we własnym sumieniu strzał wymierzony w drugiego? Czy kondycja ludzka zdolna jest równocześnie do bestialstwa i miłosierdzia? Jak możliwe. gdzie karty kolejnych dni i zdarzeń nie bywają skończone i zamknięte między twardymi okładkami. jakąś żoną. dotykając zarówno pytania o podobieństwo stalinowskiego komunizmu do nazistowskiego narodowego socjalizmu. s. mordercy. produktem własnej głowy. Łaskawe to frapująca w poszerzaniu granic fikcjonalnej szczerości powieść. a każda z tych tożsamości to jedynie zatrzaśnięty w pojedynczym słowie proces. Kraków 2008 Łaskawe boginie zemsty Agnieszka Korniejenko Często słucham muzyki. faktu i daty dziennej historia Europy lat 20. Ale nie było mi dane. co z tą wiedzą dalej zrobimy – on wie i my wiemy. Pierwszym: to opowieść o dziwnym bohaterze-narratorze. znawcy sztuk pięknych. własnej spermy. Mein Kampf Hitlera to dziś dość nudna propaganda. Tym dość paskudnym teoretycznym zagadnieniem. z reguły czytelnik nie zawraca sobie głowy. w którym i on tonie.

nieletnich folksdojczów. Te najbardziej entuzjastyczne udowadniały. okrutnych na swój osobliwy. gdzie przemawia Führer: Widziałem wyraźnie jego kaszkiet: spod niego. potem. i nie chcę o niczym wiedzieć. spotkania z wodzem: Wreszcie stanął przede mną. Rozkładające się trupy. który Żydzi nazywają małym tałesem? Król jest nagi. Dance macabre? Tak. muzyczny finał faszystowskiej apokalipsy. powie mi któraś z was. możecie mi wierzyć. jeden za drugim.. (. lecz przekonujący. czyż nie majaczyły białe frędzle ubioru. jak mi się zdawało. lecz budująca. gdy bunkry zamieniono na burdele i kluby nocne.) Jego kwaśny. wychodziły długie pejsy. cuchnący oddech wyprowadził mnie z równowagi: tego było już za wiele. że wreszcie fikcja sprostała rzeczywistości. To surrealizm pokonanego przez nazistowski karabin goryla przyklejonego do kraty klatki zoo. co jeszcze nie uciekli przed nadciągającymi Rosjanami. na którym z koszyków chętnym rozdawano ampułki z cyjankiem. Pochyliłem się więc i ugryzłem go w bulwiasty nos. potem w Polsce. wszystkie stworzenia równe w obliczu śmierci upojone w szalonym wirze. dlaczego „śmiertelnik” i dlaczego to małoliterowe „wam”? Nie jestem twoim bratem. aby ci. potem zatańczymy erotyczną Sarabandę. skórzaną szkatułkę z wersetami Tory. jakiś uboczny efekt kuli. Racja. które ukazały się najpierw w Niemczech i Francji. Za nieprzyzwoity kontrast będą na tym tle uchodzić poszczególne rozdziały ukryte pod wdzięcznymi nazwami części barokowej suity: książkę otwiera preludium. szyszynkowe oko na kształt rozchylonej ku niewidzialnej rzeczywistości waginy. zaczytana w dziesiątkach recenzji. Mówiły przede wszystkim o epatowaniu dewiacjami. gwałcących się nawzajem. Mija jednak kilka miesięcy i ta sama chora obsesja powraca ze zdwojoną siłą przy okazji kolejnego.. Za przykład niech wystarczą Mefistofeles z kart Fausta Goethego czy Woland rodem z powieści Bułhakowa – obaj demoniczni. Dr Aue wkracza do zatłoczonej sali. wałęsających się po Pomorzu. odniosłem wrażenie. Wzięłam tę książkę do ręki z prawdziwą niechęcią. mocno. gdy deklaruje: świat ranił mnie jak rozbite szkło – rozmyślnie łykałem haczyki.. który próbuje osłabić antypatię do narratora dwóch poprzednich. wszyscy widzą to samo przebranie. ech. że opowiem wam. jeśli tylko wyszły spod wprawnego pióra. że na rękawie też nosi skórzane filakterie. Nie wierzyłam przez pierwsze 400 stron. że ustami wyłażą mi wydarte wnętrzności. To przecież świat wojny: band osieroconych. To Berlin w ostatnich dniach wojny. A pod kurtką. lecz jednak wolelibyśmy zostać przez nich niezauważeni. q 55 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . Można tylko się domyślać. dziecięcy sposób.Max Aue. Zauważyłem ze zdziwieniem. jak było. lekki Menuet. tym razem bardziej kameralnego. choć to doświadczenie równie niebywałe co odzyskanie zdrowia po zaaplikowaniu remedium zrobionego z trucizny. rodzi złe lub dobre. o której zapomnieli potomkowie Hitlera i reżimu Vichy. Ale to raczej chwyt incydentalny. dochodzi do wniosku nasz bohater... z wilgotnymi oczami i dłonią zawieszoną w ostatnim ludzkim odruchu. na czole miał filakterie. Być może jest i trzeci chwyt. Gdy podniósł ramię. która przeszła przez jego mózg pod Staliningradem i zupełnie nieoczekiwanie otworzyła trzecie. podkreślały niemożliwą do ogarnięcia objętość (faktograficzną i faktyczną). maleńką. W końcu przekonuje samego siebie. że inaczej nie mogły zostać opisane – spotkania z diabłem w literaturze zawsze należały do scen wyjątkowych. zdyszana Toccata. do krwi. bo to jest straszna historia. żaby i węże toczone przez robaki. lecz nikt nie reaguje.. I będzie miał rację. że to halucynacja.. ale gwałtowne myśli. że jego czapka ledwo sięga mi oczu. nie da się nie uwierzyć. która porusza pół Europy. prawdziwa baśń z morałem. a taneczną orgię zakończymy w rytmie frywolnej Gigi. Jaki ja dla niego „brat”. pozwólcie. jest zawsze warta uwagi! Od pierwszego zdania ta powieść epatowała nonszalancją: Bracia. mogli dopełnić swego pijackiego żywota. a ja wcale nie jestem wysoki. śmiertelnicy. wiły mu się tuż przy skroniach i opadały na klapy. a potem dziwiłem się. To ostatni koncert w berlińskiej filharmonii. Dwie sceny w powieści Littella przekraczają granice trudnego do okiełznania absurdu i obie dotyczą osobistych spotkań bohatera z Adolfem Hitlerem. licząc na dyskrecję sąsiada. straszna. a najbardziej „bezstronne” głosiły: lektura.

którą po prostu „się czyta”. Dzięki książce możemy się po kilku wiekach poużalać nad jego losem. że na pewno jest to kawał solidnej roboty doświadczonego badacza. Jarosław w czasach Anny Ostrogskiej. rozrywki – słowem: wszystko to. której osobowość odcisnęła tak silne piętno na mieście i jego mieszkańcach. Szkice do portretu miasta i jego właścicielki (1594–1635). Nie złamały tej świetności nawet wielkie pożary z lat 1600 i 1625. Efekt swoich wieloletnich badań autorka opatruje skromnie brzmiącym podtytułem. że niektóre wątki potraktowane zostały bardzo ogólnikowo. sakralnego i obronnego. Kolejne rozdziały poświęcone są działalności urzędów miejskich. Dobra koniunktura przez kilka dekad służyła zarówno właścicielom miasta. opowieść. trzeci z łysiną. wciąż czeka na współczesną monografię – pisze Krystyna Kieferling we wstępie do swojej książki Jarosław w czasach Anny Ostrogskiej. Historiografia Jarosławia wzbogaca się bowiem o kolejną pozycję dotyczącą krótkiego. Książka Krystyny Kieferling ma przejrzysty układ. jak niejaki Grzegorz Niewczas. wytyczony w tamtym czasie. że naszkicowała ważny fragment historii Jarosławia. W pierwszych rozdziałach autorka przedstawia roz- wój przestrzenny miasta oraz kreśli portret Anny Ostrogskiej. będzie mógł jeszcze niejedno dorzucić. w którym kierunku ewoluuje praca Krystyny Kieferling. skrzętnie wykorzystując atuty wynikające z korzystnego położenia na skrzyżowaniu handlowych szlaków i sławę miejscowych jarmarków. że rozwinięte zostaną w innych publikacjach. jak chociażby kamienica Orsettich. nie jest to czekanie bezczynne. Stąd komercyjna popularność niektórych autorów. pokazując ich problemy rodzinne. miasto z nie do końca odkrytą historią. miasto prędko podniosło się ze zniszczeń. Wśród czytelników rozpraw historycznych dominują dwie opcje – jedni oczekują ścisłego trzymania się sztywnych reguł warsztatu naukowego. ale trzeba mieć nadzieję. drugi kulawy. aspiracje artystyczne i intelektualne. Można z nich wywnioskować. którzy z trudem wiązali koniec z końcem. Opisany (czy też raczej naszkicowany) okres świetności Jarosławia zbiega się w czasie z rządami księżnej Anny Ostrogskiej.WYDAWNICTWA Jak to za księżnej Anny bywało Zdzisław SZELIGA Jarosław. i do dzisiaj istnieje. a czwartego mu ukradziono. współwłaścicielki. Szkice do portretu miasta i jego właścicielki (1594–1635). czyli forma na tyle otwarta. ubiory. że w omawianym okresie – niezależnie od kurateli księżnej Anny – sprawnie funkcjonowały instytucje samorządowe. układ urbanistyczny z kilkoma perłami. problemy szkolne i wychowawcze. jak i bogacącym się (głównie na handlu i rzemiośle) mieszczanom. Chwała więc autorce za to. że nie tylko przybliżyła pomnikową postać księżnej Anny. co przyczyniło się do rozwoju budownictwa mieszkalnego. czyniąc z Jarosławia znaczące miasto Rzeczypospolitej. że miał cztery konie. Są to szkice. że przyszły monografista. inni (statystycznie znacznie liczniejsi) wolą. Autorka obficie szafuje bowiem szczegółami przybliżającymi codzienne życie mieszczan. która swoje prywatne „państwo jarosławskie” doprowadziła do rozkwitu. a także sprawom gospodarczym. q Krystyna Kieferling. bazując na tych ustaleniach. 56 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . Ani myślę roztrząsać. ale jakże ważnego okresu w dziejach miasta – okresu jego największej świetności. poprzestając na stwierdzeniu. Przemyśl 2008. ale także nie pożałowała miejsca dla szarych zjadaczy chleba. a rytm życia Jarosławia wyznaczały słynne jarmarki. opartą na solidnym materiale źródłowym. Szkoda tylko. obyczaje. Jak widać. Napisał on w testamencie. Najobszerniejszy z rozdziałów poświęcono mieszczaństwu – i tę część czyta się ze szczególną ciekawością. a później właścicielki miasta. z których jeden był ślepy. przede wszystkim urzędu radzieckiego i wójtowsko-ławniczego. dole i niedole. co składa się na codzienne bytowanie. Archiwum Państwowe w Przemyślu.

lata 30.Zdjęcia z dawnego Dubiecka FOTOGRAFIE Kominiarze. Dubiecko lub okolice. KWARTALNIK q 4 (11) 2008 57 .

prędkość 30 km/h (oryginalny opis autora zdjęcia) PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . max.58 Pospieszny autobus relacji Przemyśl – Dynów.

Dubiecko lub okolice. KWARTALNIK q 4 (11) 2008 59 . lata 30.Dziewczyna.

60 Nieistniejący już kościół w Dubiecku – zdjęcie z około 1920 roku PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY .

Cerkiew w Dubiecku zbudowana w 1927 roku – zdjęcie prawdopodobnie z lat 1950–1960 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 61 .

62 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . Dubiecko. Zebrane zostały przez członków Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Dubieckiej i zaprezentowane w trakcie wystawy Spotkanie trzech kultur i religii w Kresowym Domu Sztuki w Dubiecku.Archiwalne fotografie pochodzą z prywatnych zbiorów mieszkańców Dubiecka. Uroczysta procesja. prawdopodobnie lata 30.

63 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 .

ale gustownego obelisku z ceramicznym konterfektem. zazwyczaj na gorsze. skoro podobnych obrazków jest na cmentarzu znacznie więcej? Ba. Zupełnie nie wiem. odpadłą od grobowca. Ów przywołany na wstępie dostojny jegomość nie jest bynajmniej kimś anonimowym. kto zacz. bliskie całkowitego unicestwienia są miejsca wiecznego spoczynku. Niezapomniany ojciec. z których zdecydowanie najwyżej oceniam działalność społeczników zrzeszonych w Towarzystwie Ulepszania Miasta. 29 maja 1812 – 30 października 1885. Dzięki takim właśnie entuzjastom odzyskują świetność cenne zabytki sztuki cmentarnej. Od lat podejmowane są w Przemyślu różne inicjatywy. Spacerki osobiste Od lat trwa ten stan – nikt nie kradnie. Aby polepszyć los Mitschkego i Lipy Lipskiego. przełamaną kamienną tablicę z napisem: Feliks Lipa Lipski b. ale musiał być kimś znaczącym. a oderwana tablica czeka na pomocną lub złodziejską dłoń. że tak nieszczęśliwie zarył nosem w glebę i że od dłuższego czasu nikt mu nie może pomóc. będące nieraz wytworami artystycznymi wysokiej klasy. że zapału. Od dłuższego czasu zwalony obelisk Mitschkego wrasta w glebę. dziadek i pradziadek. w ścisłej współpracy ze służbami konserwatorskimi. skoro wystawiono mu na Cmentarzu Głównym w Przemyślu nagrobek w formie prostego. postawić go na postumencie i przyczepić tablicę (jeśli jej jeszcze nie ukradli) – to w końcu drobiazg w zestawieniu na przykład z renowacją kaplicy Bilińskich. Społecznicy z Towarzystwa Ulepszania Miasta działają planowo i profesjonalnie. Czas odciska swoje piętno na wszystkim. Ten frywolny ton być może niezbyt pasuje do tematu. niszczeją i stają się anonimowe. którego ziemska wędrówka zamyka się datami: 22/9/1817 i 1/9/1900. energii i wytrwałości im nie zabraknie. Zapewne był osiadłym nad Sanem Austriakiem lub Niemcem i miał wielopokoleniową rodzinę. bo rzecz dotyczy spraw wielce poważnych i w dodatku odbywa się w cmentarnej scenerii. profesjonalizmu też nie powinno zabraknąć. aby się z tego upadku podźwignął.FELIETONY Broda Wilhelma i umierające tablice Zdzisław SZELIGA Żal mi się zrobiło dostojnego jegomościa z długą brodą. oficer wojsk polskich z 1830 r. ale nikt też nie naprawia. Mam nadzieję. ozdobiony Krzyżem Virtuti Militari. o które warto zadbać choćby ze względów patriotycznych. ratując wyselekcjonowane najcenniejsze zabytki cmentarne. że to zastygłe w kamiennych czy żelaznych formach dziedzictwo przeszłości należy ratować. Z tym tylko. To znacznie prostsze przedsięwzięcie. gdyż na tablicy nagrobnej napisano (po niemiecku): Spoczywaj w pokoju. Powie ktoś: po cholerę użalam się nad jakimś Mitschkem. To niejaki Wilhelm Mitschke. Przywołałem więc Mitschkego i Lipę Lip- 64 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . Na przykład od dawna obserwuję. choć kolejka obiektów oczekujących renowacji jest bardzo długa i nawet cudowne rozmnożenie tychże entuzjastów nie spowoduje zbyt radykalnej zmiany. że skala pomocy nie wymaga aż takiego zachodu. także na wyglądzie cmentarzy – pod tym banalnym stwierdzeniem kryją się nieuchronne zmiany. Na szczęście coraz powszechniejsza jest świadomość. Nagrobki. Otrzeć z ziemi brodę Mitschkego.

Nikt mu też nie podziękował za to. kto ów destrukcyjny proces zechciałby zahamować. nawet harcerze znicza tu nie zapalą. w latach 80. Mam wielki szacunek do takich postaci. tak skomercjonalizowanych czasach znajdzie się ktoś od spraw drobnych. Skromny szewc. Nabierały anonimowości i znikały stopniowo. ale na to zbytnio bym nie liczył. Niemcy. Może gdyby Władysław Styś urodził się wcześniej i wcześniej rozpoczął swoją partyzancką akcję na przemyskich cmentarzach.Zdzisław SZELIGA Nagrobek Wilhelma Mitschkego na Cmentarzu Głównym w Przemyślu skiego w nadziei. Liczę więc na to – choć może niektórzy zarzucą mi naiwność – że w dzisiejszych. żołnierz AK. że mogiły polskich legionistów na Cmentarzu Wojskowym przypominają zwykły trawnik. Lipy Lipskiego i innych. zwłaszcza na niektórych zabytkowych grobach. czasem mniej. Węgrzy. bo jego dzieło też trzeba ocalić od zapomnienia. coś by się z tej legionowej pamięci uchowało. Najpierw znikają tablice z inskrypcjami. aby na ich grobach montować metalowe. któremu takie „sprawy drobne” są bliskie. czasem zostaje tylko puste miejsce. Tymczasem w sąsiedztwie cieszy oko odnowiony kompleks cmentarzy wojennych. którzy dawno przenieśli się do wieczności. Czasem w takim zabytkowym miejscu wyrasta nagrobek z nowym lokatorem. którzy – sądząc na podstawie tablic cmentarnych – zaangażowani byli w jakiś niepodległościowy zryw lub byli kombatantami wojennymi. Chyba że te drobne sprawy załatwiane będą po urzędowej linii. Groby legionistów. jak pan Styś. Austriacy. ubiegłego stulecia podjął samodzielną akcję utrwalania pamięci o polskich patriotach spoczywających na przemyskich cmentarzach. kto pochyli się nad losem Mitschkego. mający swój warsztat przy ulicy Słowackiego. Rosjanie i przedstawiciele innych nacji mają w Przemyślu godne miejsce pochówku. nie zamieniły się w łąkę od razu. A tak nic. Całkiem niedawno ktoś użalał się w lokalnej prasie nad tym. Wyszukiwał on tych. że idealistów realizujących jakieś wielkie lub całkiem nieduże cele nigdy nie brakuje. Może ktoś z zarządu cmentarza albo jakiś społecznik. q 65 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . ale zawsze ktoś taki się znajdzie. Co prawda służby konserwatorskie mogłyby mieć zastrzeżenia co do formy upamiętnienia. Przywołuję tu postać pana Stysia. bo nie wiedzą. Nikt nie wie – żalił się autor – kto tu został pochowany. że znajdzie się ktoś. Czasem jest ich więcej. były podko- mendny generała Boruty-Spiechowicza. a dziś umierają ich nagrobne tablice. zmarłych w czasach międzywojennych. 1918 itp. co uczynił. 1863. Amnezja cmentarna zazwyczaj postępuje powoli. kogo tym gestem uhonorować. Wierzę też. jakiś patron od spraw drobnych. ale nikt mu zbytnio nie przeszkadzał w realizacji tej życiowej misji. Każdą wolną chwilę poświęcał na to. zero. Aż tak naiwny to ja nie jestem. później inne elementy. łąka. biało-czerwone chorągiewki ze stosowną datą: 1830. bo nie znalazł się nikt. nul.

że naciskając spust aparatu fotograficznego czy odpowiedni klawisz komórki wyposażonej w aparat. W dużej mierze zależy to od świadomości i kunsztu fotografującego. który ma pełną dowolność w wyborze wycinka rzeczywistości i czasu. nawet tej niezbyt odległej. Rodzice pokazywali dzieciom. a bardziej obraz życia mieszkańców. Przekupki z Rybiego Placu nie miały pojęcia. ktoś trzyma butelkę mleka. i dlatego te akurat zdjęcia zawierają najwięcej prawdy o tamtych czasach. gromadziły się tłumy. na których nikt nie pozuje. To te czynniki decydują o tym. a fotografia wszechobecna. wspominali i rozczulali się. ale o znaczeniu zdjęć jako dokumentu często bezcennego.WYSTAWY Każde zdjęcie jest historią Jacek SZWIC Mało kto zdaje sobie sprawę z tego. Na przykład dzisiaj pstrykający komórkami na lewo i prawo nie zdają sobie sprawy z powagi chwili. a po drugie – zdjęcia te są wycinkiem (migawką) ich życia. Jeszcze inni dziwili się. nawet najwierniejszy opis werbalny nie przekaże obrazu tak. że są fotografowane. naciskając spust migawki. Znajdziemy tam twarze. bo oprócz zapisu sytuacyjnego zawiera ono zapis ogromnych emocji wynikających z chwili. q 66 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . czyli w architekturze. oglądając zdjęcia sprzed lat. dokonuje zapisu historii. Wtedy naprawdę było to wydarzenie. będącej bardzo osobistym zapisem dialogu artysty z odbiorcą. jak zdjęcie. Oni w tym momencie mogli jedynie przeczuwać. Fotografowanie jest dziś tak powszechne. po prawej niemiecki żołnierz pełniący swoje obowiązki okupanta. w jakim naciśnie spust migawki. w pełnym rynsztunku. bo żaden. nabierze zupełnie innych walorów i będzie miało inne znaczenie. Po pierwsze dlatego. Wtedy fotografia pozwala odświeżyć ich obraz lub dopiero je poznać. że niewielu ludzi zdaje sobie sprawę z jej wartości. W tym momencie najważniejsze jest przejść tak. każda sytuacja ma jeden kulminacyjny moment i zapis tego momentu stanowi o wartości zdjęcia. Jeszcze nie wiedzą. którego znaczenia prawdopodobnie nie uświadamiał sobie żołnierz niemiecki. co ich czeka. w przyszłości. co teraz wydaje się nieważne. twórca teorii „decydujących momentów”. Z bronią. jak na froncie. że jest to materialny dowód na ich istnienie. podobnie jak przechodnie na Franciszkańskiej. Wynikało to też z tego. Przez cały grudzień na przemyskim rynku przed planszami. Na pierwszym planie. w której ludzie koło „ciurka” zesztywnieli przed obiektywem fotografa. że tak kiedyś miasto wyglądało. co ich czeka. spowodowane najczęściej wojnami. że znałem już większość prezentowanych na niej zdjęć. Jednak największe znaczenie dla mnie mają występują- cy na tych fotografiach ludzie. Jeszcze bardziej cenię sobie te fotografie. jak kiedyś wyglądał Przemyśl i co od tamtych czasów się zmieniło. Na twarzach tych ludzi nie ma grozy czy przerażenia – jest natomiast powaga chwili. aby się nie potknąć o szyny i nie dostać od żołnierza kolbą. Po lewej stronie obrazu cywile przepędzani z jednego świata do drugiego. że każde zdarzenie. W rękach mają tobołki. że to. Oczywiście nie każde „pstryknięte” zdjęcie zawiera ów „decydujący moment”. której biegu nie można przewidzieć. na których eksponowane są dawne i obecne fotografie z widokami miasta. Może się zdarzyć. Henry Cartier-Bresson. Wynika to z „obiektywizmu” fotografii. Najprostszym sposobem na uświadomienie sobie tego jest przeglądanie starych rodzinnych albumów. O mieście więcej dowiadywałem się z szyldów nad witrynami sklepów niż z niewzruszonych fasad kościołów. skupienie. Jedno zdjęcie. czy zdjęcie jest tylko inwentaryzacją. na tę wystawę patrzyłem trochę inaczej. a tyle informacji. Znany nam wylot mostu kolejowego. Nie mówię tu o wartości artystycznej fotografii. która być może pozwoli jego dziecku przeżyć kilka dni dłużej. Proces ten wykorzystali twórcy wystawy Przemyśl – wczoraj i dziś. Ponieważ od wielu lat na co dzień posługuję się językiem fotografii. twierdził. czy zawiera też przekaz będący świadectwem historii. które w naszej pamięci już się zamazały albo nigdy ich tam nie było. Mniej fascynowały mnie zmiany w tak zwanej substancji miejskiej. którego wartość wzrasta wraz z upływem czasu. Starsi mieszkańcy. Szczególnie zapamiętałem jedno.

Most kolejowy na Sanie w Przemyślu. fotografie archiwalne z 1941 roku 67 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 .

w wyrafinowanym. Ciekawostką jest także. że mimo tak wysokiej autoświadomości jury bez zmrużenia oka znalazło godnych laureatów i przyznało wszystkie nagrody regulaminowe. Osobiście nie znam pana Piotra Worońca juniora i nie mam powodów. aby tym samym wzmocnić rangę i powagę wystawy rzeszowskiej. iż dzisiaj utalentowani adepci nie muszą jechać do Warszawy. ponieważ na liście sponsorów wystawy nie ma nazwisk wielkich biznesmenów rzeszowskich lub „podkarpackich”. przyszli magistrowie sztuki mogą dowoli doskonalić się w szkicowości szybkich pociągnięć pędzla i energii mocnych barwnych akcentów. wydanego z okazji wystawy Obraz. rzeźba roku organizowana jest w Rzeszowie od bez mała czterdziestu lat i choćby tylko z tej racji stanowi ważną tradycję. o czym mówi! Na miejscu niewinnej i czystej prowincji. Nie ma tam nawet biznesmenów mniejszych. Jacek KAWAŁEK Na czołowej stronie luksusowego katalogu. iż zauważono. a zatem widząc w Rosteckim „podkarpackiego” Jeffa Koonsa. w rodzaju Sobolewskiego lub Foka. uśmiechnięty prezydent Rzeszowa Tadeusz Ferenc dzieli się satysfakcją z mariażu biznesu i kultury. samodzielne dobro kultury. rysunek. jurorów. Czyżby nagradzając Homo – Sobie. Jesteśmy więc ubezwłasnowolnieni. Trudno dociec. chcieli złożyć hołd Ileanie Sonnabend? Mrs Sonnabend bez wątpienia przerosła swego pierwszego męża na polu sztuki praktykowanej jako dziedzina wirtualnej księgowości i fideistycznego kreacjonizmu pieniądza. pracownianej koleżanki Wilhelma Sasnala. w spontaniczności zarówno śladów pędzla. Wystawa Obraz. listopad–grudzień 2008) o całe niebo przewyższa obecnego „ambasadora” polskiego malarstwa.. dziwię się jednak. przepraszam. kończy heroiczny okres historii „podkarpackiego” środowiska plastycznego. Co prawda liczba absolwentów krakowskiej ASP oraz innych akademii uczestniczących w wystawie równa się jeszcze liczbie absolwentów uniwersyteckich instytutów sztuki. aby być przeciwnikiem jego twórczości. Jeżeli w pracach tego „kadeta” sztuki jurorzy dostrzegli jakieś wartości. wyznaczał obiektywny „środek świata”. które zrezygnowało z organizowania podobnego przeglądu aktualnych dokonań artystów regionalnych. choć na krótko. zamykający się datami 1944–1980. Trzeba więc docenić szlachetny gest przemyskiego środowiska plastycznego.. która swą wyrafinowaną koncepcją malarstwa i obrazu (zobacz: „Morele i Grejpfruty”. Nieporozumieniem jest przyznanie najważniejszej nagrody Piotrowi Worońcowi juniorowi. to bez wątpienia będą to związki z malarstwem Basquiata. To chytra próba skutecznej ucieczki do przodu. pojawił się landrynkowy i plastikowy prowincjonalizm. o jakim „mariażu” mówi Pan Prezydent. itp. warszawskiego snobizmu i warszawskiego prowincjonalizmu. obraz Barbary Hubert. Nastąpiła decentralizacja warszawskiej poprawności artystycznej. Mikołaj Dawidziuk wie. Zbigniewa Krygowskiego – tym razem jej laureatem został Andrzej Korzec – świadczy o niewyobrażalnej mocy kulturowych przetrwalników. wbijając gwóźdź w podłogę pracowni. ale to już oczywiście causa finita est. Teraz na miejscu. uzależnieni od gustów i opinii cenzorów. co w naszych warunkach oznacza pół minuty w Kalejdoskopie TVP Rzeszów. W tym wy- 68 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . Każda z artystek i każdy z artystów myśli jedynie o pięciu minutach popularności. aby się tam zdeprawować. Jeżeli „harakiri” Basquiata rozumieją jako realizację doktryny i praktyki Foucaulta na gruncie sztuk pięknych. bo ostatecznie jedynie nominowano do nagrody. Czy najważniejsze połączenia i kody sztuki dawnej i dzisiejszej zostały już definitywnie przerwane? Na szczęście nie. w Rzeszowie.. rysunek. Tegoroczna wystawa.PLASTYKA Nowe ramy Obrazu. przewodniczący jury. Przyznana po raz czwarty nagroda im. Jury wystawy podjęło się roli cenzora i nie dopuściło do eksponowania trzeciej części nadesłanych prac. to tym samym wytyczono kierunek drogi twórczej nie tylko przed Piotrem Worońcem juniorem. zmysłowym opracowaniu powierzchni itd. podobnie jak szereg innych wydarzeń tego typu w ostatnich latach. Szanując poglądy pana Dawidziuka. który słusznie zauważył. grafika. Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku nagrody dla Daniela Rosteckiego... Mikołaj Dawidziuk. gdzie Zdzisław Beksiński. grafika. Przywołajmy Mikołaja Dawidziuka. przekazał szanownej publiczności autokrytyczną opinię na temat tegorocznej wystawy. jak i rysunku. rzeźba roku 2008. Kwitnie uniwersytecki akademizm.

choć rezultaty takich poszukiwań zdradzają paradoksalnie fascynację wizualizacjami pop-artu. znanych od dawna nie tylko rzeszowskiej publiczności. technika mieszana. malarza kolorysty Zbigniewa Krygowskiego. Natomiast wśród młodych przedstawicieli średniego pokolenia wyróżniam prace Rafała Pacześniaka. ciągle żywi nadzieję.Jacek KAWAŁEK Piotr Woroniec junior. a przede wszystkim młodych i utalentowanych. Tęgiego malarza. takich jak: Edward Kociański z Mielca. płótno. jaką w naszym dzisiejszym życiu kulturalnym odgrywa rodzina Krygowskich. Przekonanego. poszukującego własnego. Z podróży. który idąc śladami swych starszych kolegów. choć ciągle nieokreślonego. iż na tegorocznej wystawie nie brakowało dokonań artystów utalentowanych. q 69 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . walczą dzielnie o coś więcej aniżeli tylko o pamięć rodzinnego idola. odważnego malarza. Nie sposób także przejść obojętnie obok propozycji artystów nieco starszego już pokolenia oraz prawdziwych wyjadaczy. że brutalizm informelu i malarstwa materii wzbogaci „staroświecką” wrażliwość polskiego kolorysty. że znajdzie je w kręgu neapolitańskich uczniów Caravaggia. Jan Krygowski oraz inni członkowie tej rodziny. Magdalena Skiba z Zagorzyc. 100 x 100 cm padku – o wyjątkowej roli. świadomi wartości spuścizny artystycznej ich ojca. niemające sobie równych w Europie. Ażeby nie zostawiać czytelników „PPK” w nastroju pesymistycznym. W gronie tych ostatnich proponuję docenić wirtuozerskie rysunki Stanisława Ożoga. Przemysław Pokrywka z Rzeszowa. trzeba przyznać. malarskiego rozstrzygnięcia obrazu. Specjalnej uwagi domagają się również obrazy Andrzeja Rułki. w pełni osobistego.

Mariusz KOŚCIUK SPOŁECZEŃSTWO 70 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY .

ktoś rzucił hasło: dlaczego nie tutaj? Dobrze... Remont ruszył w 2004 roku. – Po wojnie był tu magazyn nawozów. żeby nie było o nas głośno. to po prostu zakasujemy rękawy. Na razie lepiej. Upiory? W zrujnowanej pounickiej cerkwi? Przesada. Smutny standard. że się na nich dorabiamy. Kiedy remontowaliśmy cerkiew. I to harcerstwo nas mimo wszystko uwiarygodniało. I ciarki miałem na plecach.. Jak jest robota. więc nikomu nie przyszło do głowy. że najtrudniej było zdobyć pierwsze pieniądze. którzy chyba kiedyś tam mieszkali. Tak samo jest w sąsiedniej Krzywczy i wielu innych okolicznych miejscowościach. A nas drażniło.. ani dziś. Przez ostatnie pięćdziesiąt lat straszyła. Przez las pod górę – dla nich to już za daleko. myślałem. A jednak czegoś się bali. żeby nie zahaczyć o nią okiem. Była użyteczna. W Dubiecku nie było dla kogo. że wtedy nie zdawaliśmy sobie sprawy. dlaczego właśnie w nich wykiełkowało tak odważne marzenie. jak wyglądała. żeby ją wyburzyć. Po- 71 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . na co się porywamy. podejrzewano nas. – Jeszcze nie teraz. Stanęli koło płotów i w milczeniu odprowadzali nas wzrokiem. kiedy tu weszliśmy ze swoimi marzeniami.. że mimo tego ludzkiego gadania udało nam się właśnie dlatego. Nie da się przejechać przez miasteczko. W tym samym roku w Kresowym Domu Sztuki odbyła się pierwsza wystawa. Pierwsza odważyła się Fundacja Karpacka z Sanoka. Nie da się przejechać przez miasteczko. że świątynia jest bezczeszczona. Najtrudniejsza pierwsza dotacja – Mamy do siebie stuprocentowe zaufanie. Chciałam o nich napisać kilka lat temu. że pewnie dlatego udało się nam domy pobudować. Może dlatego. Co najwyżej krzaki na gzymsie i sterta puszek po piwie. reaktywowany kościół greckokatolicki stara się o zwrot świątyni. Wilgoć.Marzyciele Olga HRYŃKIW – W nieistniejącej wsi Polchowa na pagórku w lesie została kapliczka. Nie jacyś obcy. co się wówczas w Dubiecku wydarzyło Mieliśmy tylko marzenia Garstka miejscowych postanowiła wziąć cerkiew w dzierżawę: – Chcieliśmy zrobić wystawę i nie mieliśmy gdzie. Odpadające gzymsy.. Ale tu pięć lat temu smutny standard został nieoczekiwanie przerwany. rdzewiejący dziurawy dach. jak to zrobić! Działacze Towarzystwa nie potrafią powiedzieć.. Tam. Kiedy jeździliśmy z dzieciakami po lasach. – mówi Robert.. Dziś myślę. że tu ogniska są i publiczny kibelek. Przez ostatnie pięćdziesiąt lat straszyła. ani wiedzy. zasolone ściany – wiadomo. odmawiając. potem jako wychowawcy harcerskiej młodzieży. A może dlatego. Nie powiedzieli czego. I jesteśmy odporni na ludzkie gadanie. Bo my mieliśmy tylko marzenia i więcej nic: ani pieniędzy. Od czasu wysiedlenia Ukraińców pounickie cerkwie w większości są własnością skarbu państwa.. że jesteśmy stąd. A że codziennie przechodziliśmy obok niszczejącej świątyni. Paradoksalnie chyba właśnie ten magazyn uratował cerkiew. oprowadzając z nieskrywaną dumą po pachnącej świeżymi tynkami świątyni. Tak samo jak w Krzywczy i okolicznych wsiach. Dubiecka cerkiew stoi przy głównej szosie. Jacek przyznaje. nie wiadomo kto i po co. żeby nie zahaczyć o nią okiem. a o to przecież nietrudno. Słowo wystawa nie oddaje jednak sensu tego. W świecie fundacji i sponsorów nikt ich nie znał. Nie chcemy wywoływać upiorów. czy nie zaprzepaszczą zaufania. niczego jeszcze nie dokonali. Dyplomacja. gdzie uda się zebrać garstkę wiernych. bo pewnie nic by z tego nie wyszło – wspomina Jacek Grzegorzak. zdobywający kolejne sprawności. gotówki i budynku. nie raz słyszeliśmy. szef Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Dubieckiej. Ani wtedy. Dubiecka cerkiew stoi przy głównej szosie. jak jechaliśmy z kolegami ją remontować. Starzy ludzie z sąsiedniego Wybrzeża. Dzisiaj jest piękna i sami szybko zapominamy. Pamiętam.. że ruina w centrum miasteczka jego mieszkańcom złe wystawiała świadectwo. Druga – Fundacja Wspomagania Wsi. wyszli przed domy. – wytłumaczył młody mężczyzna. Nie podejrzewamy się o żadne szwindle. nie wiadomo było. że w marzeniach i ich spełnianiu specjalizowali się od małego – najpierw jako harcerze.

nie przyjdą.Mariusz KOŚCIUK tem już poszło: gmina. że się udaje. Że wystarczy mieć tylko marzenia i kilku sprawdzonych ludzi – wspomina Jacek. inne organizacje. że można. Miałem się uczyć. co się wówczas w Dubiecku wydarzyło. które się nazywały Od pomysłu do projektu. Słowo wystawa nie oddaje jednak sensu tego. – Wcześniej 72 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . władający świątynią w imieniu skarbu państwa. W tym roku pojechałem jako lider. – Cztery lata temu byłem na ogólnopolskich warsztatach. Przyjdą. Na naszym przykładzie pokazywałem. konserwator. Remont ruszył w 2004 roku. chętnie przekazał budynek. przyjdą? Powiat przemyski. Niespełna rok później w Kresowym Domu Sztuki odbyła się pierwsza wystawa.

ogłosiliśmy gdzie się dało, że szukamy starych zdjęć,
dokumentów, wspomnień. Zbieraliśmy przez szkołę,
po domach i strychach, w archiwach... Nawet ksiądz
z ambony przypominał o naszej akcji. Chcieliśmy pokazać przedwojenne Dubiecko. To, które po jednej
trzeciej zamieszkiwali Polacy, Rusini i Żydzi. Pokazać ich życie, zajęcia, stroje. Chcieliśmy, ale jednocześnie do ostatniej chwili baliśmy się, czy ktokolwiek
przyjdzie...
Wystawa nazywała się Spotkanie trzech kultur i religii. Dzień wernisażu przeszedł do historii Dubiecka. – Cerkiew była pełna! Ludzie rozpoznawali się na
zdjęciach, przypominali sobie sąsiadów i krewnych,
korygowali nasze opisy fotografii albo wyjaśniali,
kogo przedstawiają. Niektórzy zaczęli opowiadać
– o sobie, o swoich rodzinach. Zrobiło się rzewnie, domowo i rodzinnie.

Klezmerzy, ikony i Murzyni

Tego dnia działacze Towarzystwa dostali carte blanche. Ci, którzy wcześniej z sobie tylko znanych powodów nie chcieli otworzyć domowej skrzyni z pamiątkami, zaczęli donosić stare fotografie i dokumenty.
Ci, których rozrzuciło po świecie – dosyłać archiwalia
pocztą. Oficjele przyznali Towarzystwu pierwsze dyplomy, wyrazy uznania, gratulacje. A stare wygrzebane z dubieckich strychów zdjęcia zyskały drugie
życie. Zdobią dziś niejedno lokalne wydawnictwo, ba
– odpowiednio powiększone i oprawione zawisły nawet w miejscowej pizzerii!
Jacek i jego kolega Robert Szybiak, którzy dziś
oprowadzają nas po Dubiecku, już się nie boją, że do
cerkwi zaadaptowanej na galerię nikt nie przyjdzie.
Od pierwszej wystawy sprawy idą jak po maśle, niezależnie od tego, jak bardzo nietypowy projekt jest
w galerii realizowany. Muzyka klezmerska – pełna
sala. Wirtuoz lutni – pełna sala. Dzieci z Zambii – pełna sala. Młody miejscowy fotograf, który w Kresowym
Domu Sztuki miał swoją pierwszą wystawę, robi dziś
karierę w fachowych ogólnopolskich czasopismach.
To aż nudne. Inicjatywy Towarzystwa mają poparcie
gminy, księdza proboszcza i wszystkich ważnych lokalnych oficjeli. Słowo wielokulturowość, powtarzane
tu jak pacierz, nie wzbudza niczyich obaw, nie przywołuje demonów i nie zagraża polskości.

I ciarki miałem na plecach

Pierwsza wystawa nazywała się Spotkanie trzech
kultur i religii. Dzień wernisażu przeszedł do
historii Dubiecka. – Cerkiew była pełna! Ludzie
rozpoznawali się na zdjęciach, przypominali sobie
sąsiadów i krewnych, korygowali nasze opisy
fotografii albo wyjaśniali, kogo przedstawiają...
Niektórzy zaczęli opowiadać – o sobie, o swoich
rodzinach. Zrobiło się rzewnie, domowo i familijnie
– mówią Jacek Grzegorzak i Robert Szybiak

Poza organizacją koncertów i wystaw działacze Towarzystwa ciągle jeszcze remontują budynek. Wyszli też
w teren – wytyczony przez nich w ubiegłym roku szlak
turystyczny Trzy ścieżki tożsamości okazał się hitem.
Szlak to nie tylko znaczki na drzewach, wiodące przez
malownicze pagórki ziemi dubieckiej. Poza rezerwatami
i punktami widokowymi trasa oprowadza po takich rarytasach, jak cerkiew w Piątkowej czy nieistniejąca dziś
wieś Polchowa, gdzie o jej dawnych mieszkańcach przy-

73
KWARTALNIK q 4 (11) 2008

Mariusz KOŚCIUK

pominają jedynie zdziczałe jabłonki i zawalone cembrowiny studni. – W Polchowej na pagórku w lesie została
też kapliczka. Pamiętam, jak jechaliśmy z kolegami ją
remontować. Starzy ludzie z Wybrzeża, którzy być może
kiedyś tam mieszkali, wyszli przed domy. Stanęli koło
płotów i w milczeniu odprowadzali nas wzrokiem. Przez
las pod górę – dla nich to już za daleko, myślałem. I ciarki miałem na plecach... – mówi Robert.

– To te Szybiaki? Dobrze zrobili, bardzo dobrze!
Chciałbym im podziękować, tylko nie wiem jak...
– mówi Michał Koczenasz, którego ojciec chodził
przed wojną do dubieckiej cerkwi
Kapliczka w Polchowej na wytyczonym przez
Towarzystwo szlaku Trzy ścieżki tożsamości

»

Z ludźmi trzeba po ichniemu

Szlak wiedzie też przez stary unicki cmentarz
nieopodal Dubiecka. Mur, kilka przedwojennych
nagrobków i resztki cmentarnej kapliczki. Starszy
mężczyzna porządkuje lastrykowy grobowiec. Paweł
Koczenasz, 1905–1945. – Mój ojciec tu leży. Chodził do
tej cerkwi, co wyremontowana teraz jest... Pamiętam.
Ja z mieszanej rodziny jestem, mama Polką była.
Dlatego zostaliśmy. Dziwne to czasy były. U polskiej
rodziny się chowaliśmy i dzięki temu pewnie żyję.
A ojca mojego Polak zabił... Na moich oczach. Nie, nie
za UPA. Za pole. Kto ja jestem – trudno powiedzieć.
Po wojnie razem z innymi kościół budowałem. Cer-

kiew zamknięta, co było robić. Poza tym nowe nastało... Rozum mówił: wszedłeś między wrony, kracz jak
one. I co z tego, że serce co innego... Z ludźmi trzeba
żyć po ichniemu, a bez ludzi nie da rady – mówi Michał Koczenasz.
Mężczyzna spogląda na stojących przy cmentarnym murze działaczy Towarzystwa. – To te Szybiaki?
Dobrze zrobili, bardzo dobrze! Chodzę tam, jak koncert jaki jest... Chciałbym im podziękować, tylko nie
wiem jak... q

74
PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY

Mariusz KOŚCIUK

75
KWARTALNIK q 4 (11) 2008

. Wywiad z Tadeuszem Błońskim publikowa- 1 listopada na przemyskich cmentarzach po raz trzeci odbyła się kwesta na remont zabytkowych nagrobków.. Prospekt wystawy Sztuka na karku W Galerii Sztuki Współczesnej – w ramach cyklu przedstawiającego zbiory prywatne – zaprezentowano. [. nieprzydatny i niepotrzebny archaizm. Pieniądze pozyskane z kwesty w poprzednich latach (35 tysięcy złotych). wzoru i koloru krawata to jeden z poważniejszych „przedwyjściowych” dylematów. Wystawę. ukrywać.” (4–7 grudnia w Centrum Kulturalnym). na której – z powodu braku miejsca – znalazła się tylko część kolekcji liczącej około 4500 krawatów. pobłogosław Polskę. Z drugiej strony – może je. jego intencje: bo stosowność wyboru rodzaju. gdzie pracuje jako nauczyciel akademicki. skóry. 39.] wiszący na szyi podłużny przedmiot z miękkiej tkaniny. Absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie (Wydział Form Przemysłowych. Prof..). posłużyły do przeprowadzenia pełnej konserwacji 20 nagrobków o dużej wartości artystycznej. W uroczystości wziął udział László Sólyom.. mit (Wydawnictwo STENTOR. wraz z dotacjami Prezydenta Miasta.. Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Stanisława Zacharko (z prospektu wystawy Sztuka na karku) Tadeusz Błoński urodził się w 1947 roku w Przemyślu. prezydent Republiki Węgierskiej.. autorem książki Literatura.. umiejętności podkreślania własnej urody: koloru oczu. W Przemyskiej Bibliotece Publicznej 27 listopada odbyło się spotkanie z Piotrem Marciszukiem. Jego praktyczną funkcją była niegdyś ochrona cennych koszul przed zaplamieniem w trakcie jedzenia (czyżby wyewoluował z dziecięcego śliniaczka?) – dziś krawat to przede wszystkim rodzaj demonstracji i nośnik informacji – ale informacji szczególnych.. dyplom w 1972 roku pod kierunkiem prof.Marek Stryszowski z Laboratorium Pod koniec roku w Przemyślu odbyły się dwie duże imprezy jazzowe: XX „Jazz nad Sanem” (24 października – 8 listopada w Przemyskim Centrum Kultury i Nauki „Zamek”) i VIII Międzynarodowy Festiwal Jazzowy „Jazz bez. A jednak konieczny.] W Jarosławiu 11 listopada odsłonięto pomnik Przyjaźni Polsko-Węgierskiej. że jego brak ciągle jeszcze zatrzaskuje wiele drzwi. na podobnych zasadach. Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. dziwaczna w kształcie i formie. szerzej s. liśmy w nr 3 (6) 2007. Henryk GÓRECKI Adam JAREMKO ODNOTOWANO László Sólyom przy pomniku Przyjaźni Polsko-Węgierskiej w Jarosławiu Prezydent László Sólyom swoje przemówienie zakończył przestawionymi fragmentami hymnów obu państw: Jeszcze Węgry nie zginęły. [. 76 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . włosów. 31 października – 18 listopada). Dobór krawatu to sposób wypowiedzi niemal twórczej. Od 1973 roku mieszka w Republice Słowackiej. wydawałoby się wielce idiotyczna i śmieszna część męskiej garderoby. kolekcję krawatów Tadeusza Błońskiego (Przemyśl. obecnie docent (Assoc. Zbigniewa Chudzikiewicza).) na Wydziale Sztuk Uniwersytetu Technicznego w Koszycach. skupiania uwagi – lub jej odwracania. organizowana przez Towarzystwo Ulepszania Miasta pod patronatem Prezydenta Miasta Przemyśla.. Warszawa 2008). dzianiny. przedstawia wyrzeźbione w granicie dwa dęby splecione koronami i korzeniami... karnacji skóry – lub zacierania jej mankamentów. zatytułowano Sztuka na karku. filozofia. niezbędny. i tak ważny znak ogłady i elegancji. Boże.. znajdujący się przy ulicy Opolskiej. Jest papierkiem lakmusowym wyczucia smaku. Pomnik. Z jednej bowiem strony odsłania gust swego właściciela (lub – najczęściej – jego partnerki.

Przywołując wybrane dzieła pisarzy i poetów XX wieku. Polnord – Wydawnictwo Oskar). psychologiczne. SPROSTOWANIE W poprzednim numerze „PPK” w rozmowie z Elżbietą Żygałą i Narcyzem Pióreckim z Arboretum w Bolestraszycach pt. Książka ukazała się w Polsce w tłumaczeniu Teresy Worowskiej (wydawnictwo „Czytelnik”). Adam Jaremko.B. Ten filozoficzny klucz pozwala odnaleźć całkiem nowe znaczenia znanych dzieł. od roku 2006 jest prezesem Polskiej Izby Książki. usiłując przełożyć język fachowy na bardziej przystępny. Decyzją jury pod przewodnictwem rosyjskiej poetki. oprócz Pétera Esterházyego. Od ponad dziesięciu lat zajmuje się działalnością społeczną na rzecz ruchu wydawniczego. prezentujący między innymi ważne problemy współczesności i rozszerzający wiedzę o różnych kulturach. Opr.A. w roku ubiegłym – Martin Pollack (Austria) za Śmierć w bunkrze.B. Mariusz Kościuk. dziennikarki i tłumaczki Natalii Gorbaniewskiej otrzymał ją węgierski prozaik i eseista Péter Esterházy (urodzony w 1950 roku w Budapeszcie) za powieść Harmonia cælestis. László Krasznahorkai – Węgry (Melancholia sprzeciwu. przeinaczyłam sens niektórych wypowiedzi moich rozmówców.) oraz dwie polskie autorki: Małgorzata Szejnert (Czarny ogród. W 200-lecie ludwisarni. Grzegorz Karnas. W. Paweł KOZIOŁ Adam Erd. Paweł KOZIOŁ Książka stanowi zbiór esejów poświęconych zagadnieniom z pogranicza literatury i filozofii. Tischnera i innych wielkich twórców myśli współczesnej. zorganizowaną przez Instytut Ukrainistyki Państwowej Wyższej Szkoły Wschodnioeuropejskiej i Towarzystwo Ulepszania Miasta. 66). concorde i lokalna bukówka to nasz wkład w dorobek ludzkości. doktor filozofii. Piotr Marciszuk – polonista. autor śledzi w nich różnorodne aspekty literackie. Juli Zeh – Niemcy (Instynkt gry. Do ekspozycji wykorzystano pocztówki ze zbiorów Przemyskiej Biblioteki Publicznej. Opowieść o moim ojcu. Swietłana Wasilenko – Rosja (Głuptaska. ukryte dotychczas przed badaczami literackich tylko tropów. Natomiast fotografie współczesne wykonali: Laureat Nagrody Péter Esterházy i prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz W 2006 roku – jako pierwszy laureat – nagrodę otrzymał Jurij Andruchowycz (Ukraina) za powieść Dwanaście kręgów. W. A.S. Obraz bitwy w dziełach Wojciecha Kossaka. Rysunki Arthura Grottgera i Marcelego Maszkowskiego ze zbiorów Anny i Kaspra Pawlikowskich oraz Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej i Zostawcie to Polakom! Somosierra 1808–2008.). Zygmunta Rozwadowskiego i innych wybitnych artystów. Współautor serii podręczników Edukacja filozoficzna.6 grudnia we Wrocławiu po raz trzeci została przyznana jedna z najważniejszych polskich nagród literackich – Literacka Nagroda Europy Środkowej „Angelus”. Mona lisa. Tomasz WALKÓW Od 30 listopada do 31 grudnia na przemyskim Rynku można było obejrzeć wystawę Przemyśl – wczoraj i dziś.A. Wydawnictwo Czarne). Kołakowskiego. Berka Joselewicza 1). Wydawnictwo Literackie). Ma ona wyróżniać najlepszą książkę prozatorską. Nagrodę „Angelus” ustanowiły władze Wrocławia. Sięga w tym celu po teorie Heideggera. zawsze jednak bada je w kontekście filozofii. a fotomontaże Lila Kalinowska (więcej o wystawie s. Do trzeciej edycji Nagrody. Olga HRYŃKIW 77 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . nominowani byli: Günter Grass – Niemcy (Przy obieraniu cebuli. która ukazała się w języku polskim w ostatnim roku. Dawne karty pocztowe zestawiono ze współczesnymi fotografiami Przemyśla. Natomiast 20 grudnia w MNZP odbył się wernisaż ekspozycji Felczyńscy – ród z dzwonem w herbie. Michała Wywiórskiego. „Angelus” obejmuje 21 krajów. iż nagrodę otrzymać może autor z państw Europy Środkowej. W latach osiemdziesiątych pracownik naukowy Instytutu Filozofii i Socjologii PAN. Inauguracji działalności w nowej siedzibie towarzyszyły dwie wystawy: Blisko serca. kulturalne i społeczne. Regulamin określa. a także z kolekcji Andrzeja Kapitana i Zdzisława Szeligi. Znak) i Olga Tokarczuk (Bieguni. Paweł Kozioł i Tomasz Trojnar. 16 grudnia otwarto nowy gmach Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej (pl. Serdecznie Ich za to przepraszam.

brał udział w kilkunastu wystawach zbiorowych. Włodzimierza Kunza w 1989 roku. olej. Ostatnio ekspozycję prac Mariusza Kościuka można było obejrzeć w październiku w Galerii Sztuki Współczesnej w Przemyślu. Miał trzy wystawy indywidualne. papier Mariusz Kościuk (ur. 2008.Mariusz Kościuk. Studiował malarstwo w Akademi Sztuk Pięknych w Krakowie. w 1961 roku w Przemyślu) – malarz. . Głowa. grafik i fotografik. Dyplom otrzymał w pracowni prof.

Centres d'intérêt liés