04

9 771895 397803

ISSN 1895-3972

KWARTALNIK q 4 (11) 2008

cena 4 zł

Witamy w Tygrysowicach! 19
Natalka Śniadanko

Kosmaczne jaja, s. 13

(w tym 0% VAT) Nr ind. 219436

Mariusz KOŚCIUK

PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY 4 (11) 2008

Marzyciele
Stary unicki cmentarz nieopodal Dubiecka.
Mur, kilka przedwojennych nagrobków i resztki cmentarnej kapliczki

Na tropach Traków,
czyli rzeszowscy
archeolodzy
nad dolnym Dunajem

70

Europa bez granic.
Nowa żelazna kurtyna?

Lud Traków jest po Indach największy
ze wszystkich ludów. I gdyby miał jednego
pana lub byłby jednomyślny, byłby moim
zdaniem niezwyciężony i bezspornie najpotężniejszy ze wszystkich.

4

Terespol, Polska – kilka zbłąkanych psów
i grupa kobiet ze złotymi zębami walczą o promień popołudniowego światła ogrzewający róg
podniszczonej poczekalni kolejowej.
Białorusinki zajmują się przemytem i nawet
tego nie ukrywają. Są zajęte nakładaniem kolejnych warstw ubrań – to przygotowanie do
codziennej walki z celnikami.

9

Kwartalnik
jest wydawany
dzięki dotacji
z budżetu
Ministerstwa
Kultury
i Dziedzictwa
Narodowego.

Europa Środkowo-Wschodnia

ISSN 1895-3972

KWARTALNIK q 4 (11) 2008 

  

Iwona FLORKIEWICZ, Tomasz BOCHNAK, Na tropach Traków,
czyli rzeszowscy archeolodzy nad dolnym Dunajem ........................................................ 4
Tom HUNDLEY, Europa bez granic. Nowa żelazna kurtyna? ........................................ 9
Wojciech KALINOWSKI, Kosmaczne jaja . ........................................................................ 13

cena 4 zł
(w tym 0% VAT) Nr ind. 219436

literatura

Witamy w Tygrysowicach! Spotkanie z Natalką Śniadanko ....................................... 19
Andrzej SKIBNIEWSKI, Pocztówki z lektury: Rumuńskie memento . ....................... 44

sylwetki

Witamy w Tygrysowicach!

Zenon ANDRZEJEWSKI, Lwowski Cicero ........................................................................ 34

Natalka Śniadanko

OkŁadka:
Natalka ŚNIADANKO,
Fot. Mariusz KOŚCIUK

muzyka

Wojciech KALINOWSKI, Nad i bez jazz ............................................................................. 39

płyty

Piotr BAŁAJAN, AC/DC, Duff McKagan’s Loaded, Lordi . ............................................. 43

książki

Jacek DROZDOWSKI, Jean-Marie Gustave Le Clézio, Urania . ..................................
Monika MAZIARZ, Sándor Márai, Sindbad powraca do domu ..................................
Joanna KORPAL, Siergiej Łukjanienko, Czystopis ........................................................
Paweł Tomasz KOZIOŁ, Jakub Żulczyk, Radio Armageddon . .....................................
Anna GIGOŃ, Dorota Masłowska, Między nami dobrze jest .......................................
Ewelina KASPERSKA, Marija Knežević, Ekaterini .......................................................
Agnieszka KORNIEJENKO, Jonathan Littell, Łaskawe ................................................

4

Kosmaczne jaja, s. 66

wydawnictwa

Janusz POLACZEK, O nowych publikacjach o tematyce napoleońskiej ................... 27
Zdzisław SZELIGA, Jak to za księżnej Anny bywało . ..................................................... 56

Wydawca:
Przemyska Biblioteka Publiczna

48
49
50
51
52
53
54

im. Ignacego Krasickiego
ul. Juliusza Słowackiego 15
37­-700 Przemyśl
tel. centrala: (016) 678 39 60, 678 62 87,
678 36 52, 678 35 82, w. 31
tel./fax: 678 62 91
e-mail: ppk@biblioteka.przemysl.pl

fotografie

www.redakcja.pbp.webd.pl 

Zdjęcia z dawnego Dubiecka ............................................................................................... 57

felietony

Zespół redakcyjny:
Andrzej JUSZCZYK,
Wojciech KALINOWSKI (sekretarz redakcji),
Paweł KOZIOŁ (redaktor naczelny),
Monika MAZIARZ (adiustacja i korekta),
Andrzej SKIBNIEWSKI.

Zdzisław SZELIGA, Spacerki osobiste: Broda Wilhelma i umierające tablice ........ 64

wystawy

Jacek SZWIC, Każde zdjęcie jest historią . ....................................................................... 66

plastyka

Jacek KAWAŁEK, Nowe ramy Obrazu... ........................................................................... 68

Redaktor techniczny
i opracowanie graficzne: Mariusz Kościuk.

społeczeństwo

Olga HRYŃKIW, Marzyciele ................................................................................................. 70

odnotowano ......................................................................................................................

O nowych
publikacjach
o tematyce
napoleońskiej

Wersja elektroniczna:
Henryk LASKO.

76

Rumuńskie
memento

Legenda napoleońska jest tym
obszarem narodowej świadomości,
który w przeciągu ostatnich dwóch
stuleci (i to mimo ewoluowania jej
kształtu) uwydatniał jeden z podstawowych polskich kompleksów
– liczenie na cudownego zbawcę,
wyzwoliciela i obrońcę, słowem
– rachowanie na Opatrzność niwelującą skutki naszych przywar i głupoty, a nagradzającą cierpienia.

27

Tym, co szczególnie mrozi
krew w żyłach, kiedy mowa
o rzezi w Bukareszcie, jest
absolutnie bestialskie okrucieństwo, z jakim działo się to
wszystko. Przenika ono nawet
suche sformułowania oficjalnego komunikatu, w którym przed
kilkoma dniami obwieszczono,
że w lesie Jîlava zamordowano
93 osoby (ostatni eufemizm dla
określenia Żydów – „osoby”)
21 stycznia, we wtorek w nocy.

44

Współpracownicy:
Małgorzata ARGASIŃSKA, Piotr BAŁAJAN,
Janusz CZARSKI, Jacek DROZDOWSKI,
Katarzyna DZIERŻAWIN, Adam ERD, Anna GIGOŃ,
Olga HRYŃKIW, Adam JAREMKO, Ewelina KASPERSKA,
Jacek KAWAŁEK, Joanna KOCIUBA,
Agnieszka KORNIEJENKO, Joanna KORPAL,
Paweł Tomasz KOZIOŁ, Małgorzata MYSZKA,
Janusz POLACZEK, Olga Hanna SOLARZ, Zdzisław SZELIGA.
Instytucje współpracujące:
•Agencja Rozwoju Przemysłu SA – Oddział w Krasiczynie –
Zespół Zamkowo-Parkowy w Krasiczynie,
•Arboretum i Zakład Fizjografii w Bolestraszycach,
•Centrum Kulturalne w Przemyślu,
•Galeria Sztuki Współczesnej w Przemyślu,
•Muzeum Historyczne w Sanoku,
•Muzeum Narodowe Ziemi Przemyskiej w Przemyślu,
•Muzeum-Zamek w Łańcucie,
•Państwowa Wyższa Szkoła Wschodnioeuropejska w Przemyślu,
•Przemyskie Centrum Kultury i Nauki „Zamek”.
Druk:
Drukarnia „Papirus”
ul. Spytka z Jarosławia 11
37-500 Jarosław.
Redakcja zastrzega sobie prawo dokonywania skrótów
oraz zmian tytułów zamieszczanych tekstów 

na jakiejś konferencji rzuca pomysł: A może udałoby się pracować razem na jakimś stanowisku w Rumunii? Na cmentarzysku albo na osadzie obronnej? Propozycja kusząca. sojusznikowi Trojan. Dorzecze dolnego Dunaju zamieszkiwali wówczas Getowie. czyli rzeszowscy archeolodzy nad dolnym Dunajem Iwona FLORKIEWICZ. Od lat osiemdziesiątych XX wieku wspomniany mikroregion był badany przez archeologów rumuńskich. Importem nazywamy zabytek typowy dla danej kultury. zwłaszcza dla Iwony. jednak Rumunia również jest pełna niezwykle interesujących stanowisk archeologicznych. Gdy w V wieku przed Chrystusem Herodot kreślił opisy. oraz jego wspaniałym wierzchowcom. Oto poznany kilka lat temu archeolog z muzeum w Braîla. które w I tysiącleciu przed Chrystusem zajmowały wschodnią i centralną część Półwyspu Bałkańskiego. od około stu lat użytkowała nekropolę usytuowaną na stromym wzniesieniu górującym nad rzeczką Telia. Najbogatsze królewskie i książęce pochówki kultury trackiej występują na terenie dzisiejszej Bułgarii. Jednym z nich jest getycki kompleks osadniczy w rejonie dzisiejszej wioski Celic Dere w północnej Dobrudży. Okoliczne osady przypuszczalnie znajdowały się wzdłuż szlaku wiodącego ku brodowi na Dunaju oraz rzeczki Celic. ludność getycka. a w ubiegłym roku po raz pierwszy zawitali tam Polacy: dziesiątka studentów Instytutu Archeologii Uniwersytetu Rzeszowskiego (IA UR) wraz 1 Pozostałości fortyfikacji osady obronnej w rejonie Celic Dere z piszącymi te słowa: Iwoną Florkiewicz. Tomasz BOCHNAK Trakowie to ogólna nazwa ludów. przywódca powstania niewolników w Italii w I wieku przed Chrystusem. zdaniem Herodota najmężniejsi i najsprawiedliwsi wśród Traków. doktorantką. Z Tracji mieli pochodzić mityczny Orfeusz oraz Spartakus. i Tomaszem Bochnakiem.EUROPA ŚRODKOWO-WSCHODNIA Na tropach Traków. Valeriu Sîrbu. na krańcach terytorium zajmowanego przez plemiona trackie. Homer w Iliadzie wiele miejsca poświęca trackiemu królowi Rezosowi. zamieszkująca mikroregion osadniczy u zbiegu niewielkich rzek Celic i Telia. a następnie z Rzymianami. Plemiona trackie wchodziły w bliskie relacje z Grekami i Celtami. a pojedyncze importy1 są spotykane nawet na ziemiach polskich. Gdy po trzech tygodniach pracy wracaliśmy do Polski.  PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . rumuńska wyprawa zdawała się nam splotem szczęśliwych zbiegów okoliczności i uśmiechów losu. których fragmenty przywołujemy powyżej. Oddziaływania trackie sięgają daleko na północ. który został znaleziony poza strefą jego pierwotnego występowania. adiunktem IA UR.

znacznie przekraczała kwotę ście kursują. Władze Instytu. Niestety. winien o tym pamiętać. V. Dzieje. cena. za jące w międzynarodowych jaką PKP były skłonne dorozkładach jazdy rzeczywiwieźć nas na miejsce. tłumaczył Seweryn Hammer wszystkie pociągi figuruzałatwić. potu nam sprzyjały. 3.Tomasz BOCHNAK L która interesuje się oddziaud Traków jest po Indach największy ze i były one ponad dwukrotływaniami dackimi na ziewszystkich ludów.niezwyciężony i bezspornie najpotężniejszy ze biera się do Rumunii. bo my zbyt zawierzyliśmy internetowi dofinansowania przyznanego nam przez uczelnię. Postrony organizacyjnej dość winien też sprawdzić. czy szybko udało się wszystko Herodot. więc od wszystkich. Dojebilety relacji Tarnów–Tulcza (Tulcea) na Słowacji chaliśmy jednak szczęśliwie i ochoczo zabraliśmy się  KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . i w Bukareszcie okazało się. Jeżeli ktoś wyrzymskim. że ostatni odcinek podróDzięki pomocy jednego ze studentów kupiliśmy ży musimy pokonać inaczej niż planowaliśmy. byłby moim zdaniem w Polsce. I gdyby miał jednego pana nie tańsze niż te dostępne miach polskich w okresie lub byłby jednomyślny.

gdzie złożono zdekompletowane szczątki ludzkie. Nie zaobserwowano dominujących tendencji w orientacji grobów. Na wyposażeniu kilkunastoosobowej ekspedycji był gradiometr (przyrząd do mierzenia anomalii magnetycznych gruntu. a jest to sprzęt nieczęsto spotykany w Polsce. Do tego wyspecjalizowane odbiorniki GPS. parą archeologów z Bukaresztu. U stóp zmarłych składano gliniane naczynia (zapewne pierwotnie zawierające żywność). czasami wyłożonej wapiennymi płytami. wiadra i tym podobne akcesoria) był w nie najlepszym – oględnie mówiąc – stanie. Popielnica była często obkładana dodatkowymi kamieniami. Na liczącym blisko sto grobów cmentarzysku w Celic Dere stosowano zróżnicowany obrządek pogrzebowy. szpachelki. Z drugiej strony w Celic Dere mieliśmy okazję zetknąć się z zaawansowanymi technikami badań. cyfrowe lustrzanki z szerokokątnymi obiektywami. które mogą być wynikiem pradziejowej działalności człowieka) oraz dwa tachimetry (urządzenia znane również pod nazwą Total Station. w dodatku z palcami przywalonymi wielkim głazem. Imponujący ekwipunek! Wraz z Valeriu oraz Madi i Danem. czyli składanie do ziemi niespalonych ciał. Zmarłych najczęściej układano na plecach lub na boku. Najczęściej na ich obwodzie wkopywano duże głazy (do 1 m3). lusterka w pobliżu kości ręki. będące połączeniem teodolitu i dalmierza. czyli takie. Na cmentarzysku w Celic Dere występują też groby podwójne. Średnica kurhanów waha się od około 3 do 20 metrów. W przypadku ciałopalenia kremacji dokonywano na stosie. Z jednej strony na wykop jeździliśmy konnymi wozami (jeden z nich miał koła ze szprychami). a następnie wydzieloną w ten sposób przestrzeń wypełniano drobniejszymi kamieniami tworzącymi płaszcz kurhanu. a inne nie. myto i umieszczano w ceramicznej popielnicy bądź wsypywano bezpośrednio do jamy grobowej. w jednym z grobów archeolodzy rumuńscy odkryli jedynie kości stopy. sztychówki. W niektórych przypadkach spotykamy pochówki cząstkowe. – po prostu bajecznie! Wykopaliska były niezwykłe. w bezpośrednim sąsiedztwie zmarłego. Ozdoby i części stroju leżały w miejscach pozwalających na odtworzenie sposobu ich noszenia: zapinki w okolicach obojczyków.. a także z kilkoma robotnikami odsłanialiśmy kamienny płaszcz kurhanu oraz dokumentowaliśmy wcześniej odkryte groby. gdzie składano dwa niespalone ciała.. lub takie. Dodatkowe wyposażenie grobu znajdowało się z reguły w pobliżu naczynia. Niektóre z pochówków są przykryte kurhanami. a podstawowy sprzęt do pracy (łopaty. z rękami pod głową i z podkurczonymi nogami. ciepło. laptopy. Zdecydowanie dominuje inhumacja. I tak. Dotychczas nie odnaleziono miejsc ciałopalenia. gdzie szkieletowi towarzyszą spalone szczątki drugiego zmarłego. a zachowana wysokość z reguły Ruiny Histrii nie przekracza 2 metrów.do pracy. Był koniec września. które dzięki odpowiedniemu oprogramowaniu umożliwiają między innymi dokonywanie seryjnych pomiarów i tworzenie na ich podstawie rysunków). Uzbrojenie oraz części rzędu końskiego składano z boku. Kurhany miały konstrukcje kamienne. Opisane zróżnicowanie obrządku pogrzebowego nie ma związku ani z bogactwem wyposażenia pochów-  PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . w okolicznych winnicach rozpoczynało się winobranie. paciorki w obrębie klatki piersiowej. a następnie spalone szczątki kości wybierano.

Być może jest to odzwierciedlenie niejednorodności etnicznej populacji użytkującej nekropolę. lecz tego rodzaju wnioski zawsze muszą być formułowane z najwyższą ostrożnością. W czasie użytkowania cmentarzyska w Celic Dere Scytowie zajmowali lewy brzeg dolnego Dunaju i stopniowo przenikali na południe.  KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . Wśród elementów Skojarzenie z uhonorowanym Nagrodą Literacką „Nike” zbiorem esejów Jadąc do Babadag jest całkiem prawidłowe. przede wszystkim kultury scy- 2 tyjskiej i klasycznej kultury greckiej. rozwijającej się w Dobrudży na przełomie II i I tysiąclecia przed Chrystusem2. i trudno stwierdzić. nazwa kultury archeologicznej pochodzi od stanowiska położonego w granicach miasta opisywanego przez Andrzeja Stasiuka. W najstarszej fazie rozwoju cmentarzyska widoczne są też wpływy tak zwanej kultury Babadag. Znaleziska z Celic Dere wykazują wpływy różnych kręgów kulturowych. co leży u jego podłoża. ani z ich chronologią.Marcel BOGDAN ków.

założony pod koniec XVIII wieku przez mnichów przybyłych z Góry Atos. jednak szybko go odbudowano. że miasto odzyskało swoją świetność i funkcjonowało do VII wieku. leżącego nad samym Dunajem. zachowując swój grecki charakter. W jednym z grobów znaleziono ponad sto grocików. W górnej części martyrium złożono Zotikosa. Sama bazylika wzniesiona została pod koniec IV wieku. Również w samym Celic Dere. Sprawdziliśmy i polecamy. Madi i Danem. chociaż mieliśmy okazję jedynie pobieżnie zapoznać się z bogatą historią i kulturą tej krainy. jednak wycieczka po niezliczonych kanałach delty przyniosła nam niezapomniane wrażenia. W okresie rzymskim miasto nadal funkcjonowało. nie zobaczyliśmy również samego morza. to właśnie tamtędy pływały statki w górę rzeki. kiedy to Histria została zniszczona przez Gotów. Morze Czarne zobaczyliśmy podczas wyprawy do Konstancy. kolonia Miletu. żelazne siekiery z bocznymi skrzydełkami. a także ośrodek kultu. popularnych wśród ludów koczowniczych. Jednak żeby zobaczyć coś ciekawego. W czasach rzymskich Noviodunum było bazą dla floty dolnego Dunaju. należy wymienić trójlistne brązowe grociki strzał. gdzie Dunaj wpływa do Morza Czarnego. Nie dotarliśmy wprawdzie do miejsca. kormorany. można też podziwiać odsłonięte fragmenty bramy wjazdowej. niedaleko dzisiejszej miejscowości Isaccea. który był jednocześnie naszym przewodnikiem po kanałach delty. Planujemy. natomiast krypta grobowa jest od niej nieco starsza i pochodzi z 2 połowy IV wieku. Zatrzymaliśmy się także na dłużej w Babadag. Attalosa. świątyń. założona w połowie VII wieku przed Chrystusem. by zwiedzić meczet Gazi Ali Paszy z 1610 roku oraz muzeum z cenną kolekcją tureckich eksponatów. Nawet dzisiaj widoczne są zarysy fortyfikacji osady. W połowie XIX stulecia osadzono tu mniszki i obecnie jest to klasztor żeński. których imiona do dzisiaj są czytelne na ścianie grobowca. Camasisa i Philipposa. gdzie można zobaczyć znaczną część antycznego miasta z zachowanym układem ulic. z ruinami domów. Również w najbliższej okolicy Celic Dere i Tulczy znajdują się bardzo interesujące i warte zwiedzenia miejsca. naczynia w typie kantarosu. a także budowli publicznych oraz fragmentami murów obronnych. Zanim na początku XX wieku uregulowano ramię Suliny (jednego z trzech głównych ramion Dunaju). znana jako ikona. w którym założone zostało miasto. to Tulcza jest świetnym miejscem wypadowym. nie trzeba było jechać tak daleko. co wskazuje jednoznacznie. był to bowiem najniżej położony bród na Dunaju. Obecna Istria to skansen archeologiczny. że jesienią 2009 roku znów zagościmy w Rumunii. W cerkwi znajduje się cudowna ikona Chrystusa. obecnych na badanym przez nas stanowisku. jednak sprawna odbudowa spowodowała. Kolejnym elementem uzbrojenia pochodzenia wschodniego są akinakesy – rodzaj sztyletów bądź krótkich mieczy. q  PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . ale przede wszystkim o niezliczone gatunki ptaków (czaple. czyli gołąbków w liściach winogron) i spędzać miłe wieczory wspólnie z Valeriu. czyli dawna Histria. jakie mieliśmy okazję podziwiać. typowe dla koczowników z terenu dzisiejszej Ukrainy (notabene identyczne są spotykane na ziemiach polskich). typowe dla ludów znad rzeki Taśmin. opatrzone stemplami datowanymi na koniec III wieku przed Chrystusem. Mieliśmy okazję poznać zarówno najstarszą historię. Jeśli akurat jesteście w Dobrudży i planujecie wycieczkę do Delty Dunaju. Miejsce. gdzie znajdowała się nasza baza. Poznanie tak różnorodnego regionu Rumunii. by dokończyć eksplorację kurhanu. nadając mu wezwanie Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Nasz pobyt w Dobrudży to jednak nie tylko wykopaliska. Zabytki pozyskane podczas badań archeologicznych w tym starożytnym mieście można oglądać na stałej ekspozycji w budynku muzeum. Sąsiedztwo helleńskich kolonii na nieodległych wybrzeżach Morza Czarnego znalazło wyraz w importach i naśladownictwach ceramiki greckiej. Nie chodzi tu tylko o krajobrazy. że zmarłego pochowano z kołczanem pełnym strzał. Spotykamy też płaskie. W VI–V wieku przed Chrystusem Histria stanowiła bardzo ważne centrum rzemieślniczo-handlowe. pelikany i inne). Ze względów archeologicznych najciekawszym dla nas miejscem była jednak Istria. W najmłodszych pochówkach znajdują się fragmenty amfor z Rodos. jak i przyrodę tego regionu. W Celic Dere odkryto fragmenty amfor z Chios i Thasos. z dorzecza Dniepru i środkowego Dniestru. Wynajęliśmy tam motorową łódkę ze sternikiem. jeść sarnale cu foi de vita (to rumuńska wersja dolmadakia. Jednym z nich są pozostałości rzymskiego miasta Noviodunum. Znajduje się tutaj jeden z ważniejszych klasztorów w Dobrudży. wybrano przede wszystkim ze względów strategicznych. Była to najstarsza grecka kolonia na zachodnim wybrzeżu Morza Czarnego i jedna z najstarszych w całym basenie tego morza. Na początku XIX wieku spłonął. Nasz niezawodny przewodnik dowiózł nas także do wioski Mila 23 nad Starym Dunajem (Dunarea Veche). W martyrium natrafiono na szczątki męczenników. jakim jest Dobrudża. Przejściowy upadek nastąpił w III wieku po Chrystusie. Dwa kolejne ciała pochowano w dolnej jego części i pozostają bezimienne. Z kolei w nieodległej miejscowości Niculiel zwiedziliśmy pozostałości bazyliki i wczesnochrześcijańskiego martyrium. szczególnie w strefie północnopontyjskiej oraz na terenach lasostepu. Mimo jesiennej już pogody zdecydowaliśmy się nawet na zamoczenie stóp w morzu w miejscowości Mamaia.kultury scytyjskiej. a także szklane paciorki. jest miejsce godne zobaczenia. było dla nas niezapomnianym przeżyciem. która sama się czyści.

wieżyczek obserwacyjnych i strażników o kamiennych twarzach. monitoringiem satelitarnym. Czechy. gdzie te granice zostaną narysowane. związana z Europą Zachod-  KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . Nawet w dzisiejszej.   Ostatnio wiele się mówi o Europie bez granic – lecz w tej jej części. najnowszej wrogiej granicy w Europie. Zamiast tego wolą mówić o inteligentnej granicy. historyka z Yale. Tak zwaną strefę Schengen powiększono w grudniu ubiegłego roku. około milion pozostało. lecz jeden z głównych efektów ubocznych – powiedział. Wzdłuż wschodniej granicy Unii niektórzy zaczęli nazywać nową linię podziału murem Schengen bądź. od tych. tych. Współczesna idea granic narodowych to europejski wynalazek eksportowany na cały świat. Węgry. wszechobecności granicy nie da się nie zauważyć.EUROPA ŚRODKOWO-WSCHODNIA Europa bez granic. To była – i nadal jest – granica Stalina. w Terespolu. Lecz prawie równie istotny był tu rozwój Unii Europejskiej i jej zaangażowanie w kwestię swobodnego ruchu ludzi przez granice 27 państw członkowskich. zabezpieczonej kamerami na podczerwień. Litwę. Estonię. tworzący źródła konfliktów i przelewu krwi prawie wszędzie.  Schengen oznacza tu całą serię porozumień z 1995 roku. na wschodnim pograniczu Polski ciągnącym się wzdłuż Bugu. Polska – kilka zbłąkanych psów i grupa kobiet ze złotymi zębami walczą o promień popołudniowego światła ogrzewający róg podniszczonej poczekalni kolejowej. Za życia poprzedniego pokolenia europejskie granice zmieniły się radykalnie. ceną za utworzenie tej wyjątkowej strefy wolnego ruchu było stworzenie twardej granicy zewnętrznej. Handel transgraniczny rozkwitł i zaczął ożywiać gospodarkę po obu stronach. bankami danych biometrycznych i innymi technologicznymi zabawkami – ale tu. względnie pokojowej Europie granice pozostają niebezpiecznymi miejscami. To nie była intencja Schengen.        Według opinii Timothy’ego Snydera. Słowację. która izoluje Unię od jej biedniejszych sąsiadów. Są zajęte nakładaniem kolejnych warstw ubrań – to przygotowanie do codziennej walki z celnikami.  Granice to sposób. Pierwszy impet jej transformacji wynikał z upadku komunizmu oraz demontażu żelaznej kurtyny i muru berlińskiego. Nowa żelazna kurtyna? * Tom HUNDLEY Przełożył Paweł Tomasz KOZIOŁ Terespol. lecz po stronie białoruskiej nadal składa się z zelektryfikowanych ogrodzeń. W dodatku do powstania po 1989 roku więcej niż 8000 mil nowych granic narodowych (większość z nich we wschodniej połowie Europy) samo rozumienie pojęcia granicy uległo głębokim przemianom. i co chronią w obrębie tych granic. Nadal są one najbardziej dotykalnym symbolem suwerenności i bezpieczeństwa. włączając do niej Polskę. Polska. którzy nie mają. w jaki definiują się narody – kogo wpuszczają. od granicy między Polską a Białorusią wciąż wieje chłodem zimnej wojny. Po wojnie 2. nową żelazną kurtyną. Obecnie granica po stronie polskiej może być „inteligentna”. Pomyślcie o Kosowie. Na początku II wojny światowej sowiecki dyktator zajął szmat wschodniego terytorium Polski. kogo zatrzymują. tyle że podział nie jest już ideologiczny – oddziela ona po prostu bogatych od biednych. Białorusinki zajmują się przemytem i nawet tego nie ukrywają. Pod pewnymi względami ta granica stała się nową żelazną kurtyną. które zlikwidowały wewnętrzne kontrole graniczne w zachodniej części Unii Europejskiej. Polacy i Białorusini czują do siebie naturalną sympatię. Słowenię i Maltę. dołączył go do Białorusi i nigdy nie zwrócił. którzy mają. Łotwę. Albo o Cyprze.   Po upadku ZSRR w 1994 roku społeczności rozdzielone tą granicą zaczęły się znów zrastać.3 miliona Polaków przesiedlono stamtąd do Polski północnej i zachodniej. mniej trafnie. Unijni urzędnicy krzywią się na wzmiankę o żelaznej kurtynie.

Dla nas to koniec – mówi Ludmiła. by je przemycić na Białoruś i tam sprzedać.    Nawet dla tych.  Ania ma studencką wizę na 10 lat. 24-letnia księgowa. w którym można lepiej żyć. Wkrótce natrafią jednak na przeszkodę większą niż małoduszne dekrety młodego Łukaszenki. Teraz jednak czujemy się odcięci od Polski i od reszty Europy.  Ich skromna przedsiębiorczość jest jednak tłumiona przez Wiktora Łukaszenkę. Pod jego władzą białoruska gospodarka cofnęła się o całe lata. Razem z pozostałymi próbuje żyć z handlu. ile tylko mogą – czasami wkładając między nie jakieś drobiazgi – nim wsiądą w pociąg. że wpadła pod panowanie Aleksandra Łukaszenki. Młodszy Łukaszenka zarządził. Póki co Ludmiła i pozostałe kobiety wjeżdżają do Polski na swoich starych wizach. wyciągi z rachunków bankowych. a przy okazji zwierzchnika Brzeskiej Obłasti leżącej przy granicy z Polską.nią. lecz dla jej rodziny odwiedzanie jej w Polsce stanie się wkrótce trudne. aby wszyscy na Białorusi byli biedni – narzeka Ludmiła. Wracając na Białoruś. syna prezydenta i jego potencjalnego następcę. chcą. ale zapłacą ci najwyżej 100 dolarów miesięcznie. Potem będą się musiały starać o nowe wizy do strefy Schengen. Zatrzymując się w Terespolu. Część kobiet wykonuje 2-3 takie kursy dziennie. sowieckim stylu. dzięki której może swobodnie jeździć tam i z powrotem. Nawet na Białorusi nie da się za to żyć – mówi Ludmiła. to zwykle też był z Polski – mówi.   Znaleźć w kraju pracę nie jest trudno. która z obawy przed rządem nie chciała ujawnić nazwiska. W domu zawsze zachowywaliśmy polskie tradycje – mówi Ania.   By obejść te restrykcje. Ania zwykle korzysta z pociągu. zobowiązała się do znacznie ostrzejszych kontroli granicznych. którym powodzi się stosunkowo dobrze. jedna z kobiet z dworca w Terespolu. jest Polką z Białorusi. oddalonych od białoruskiej granicy o około 90 km. Po jego ukończeniu znalazła pracę w Siedlcach. rządzącego w starym. Ja i moja rodzina czujemy się Polakami. wypełniając walizki i plastikowe kosze na śmieci tanimi ubraniami i innymi rzeczami kupionymi w Polsce. Teraz już tego nie robi. wykształconą na polskim uniwersytecie. lecz tragedią Białorusi było to. potwierdzenie zatrudnienia i zaproszenie od partnerów handlowych w Polsce. i jego syn. Ania. „Ruski” bazar w Przemyślu  W Polsce łatwiej jest znaleźć pracę i mieszkanie. wliczając w to dokumenty podatkowe. często pomagała kobietom ze stacji transportować różne dobra przez granicę.  Nasz prezydent. A jeśli ktokolwiek jechał pomagać na Białoruś. kiedy Polska przystąpiła do strefy Schengen. że za jednym przejazdem można importować najwyżej trzy sztuki ubrań. która również prosiła o nieujawnianie nazwiska. który będzie rządził przez kolejne 60 lat. którego nie potrafimy się pozbyć. ryzykując spotkanie z celnikami. którym kończy się termin ważności. nawet jeżeli żyjemy na Białorusi.  Będą one znacznie droższe – około 100 dolarów za jedną podróż – i będą wymagać znacznie więcej papierów. Od grudnia. Zawsze patrzyliśmy na Polskę jako na miejsce. by uniknąć problemów na Białorusi. kobiety z dworca ubierają na siebie tyle warstw ubrań. zawsze była bogatsza. Ostatnio wszystkich 10 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . zasady Schengen stanowią poważną barierę.

Budzi to pewne pytania co do znaczenia Unii Europejskiej i samego pojęcia Europy. czy na wschód w stronę Moskwy?  Ideą Unii było zjednoczenie Europy. jak Białoruś i Ukraina powinny spoglądać na zachód w kierunku Brukseli. ale kraje z najpoważniejszymi problemami – jak Białoruś – czy też starające się ze swoimi problemami walczyć – jak Ukraina – zauważają teraz bardzo wysoką barierę zatrzymującą je na zewnątrz. Nie chcę być na liście przemytników. Czy wobec rosnącej w siłę  i coraz bardziej autokratycznej Rosji Europa buduje nową barierę ochronną? Stara żelazna kurtyna arbitralnie dzieliła Europę na pół. To jest wspaniałe. 11 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 .   Nowa zewnętrzna granica Europy stanowi osobisty problem dla Ani i wielkie obciążenie ekonomiczne dla Ludmiły.Mariusz KOŚCIUK sprawdzają tak dokładnie. Jednocześnie budzi wątpliwości na poziomie geopolitycznym. Nowa linia podziału mniej więcej pokrywa się z „cywilizacyjną” granicą między rzymskokatolickim i protestanckim Zachodem a prawosławnym Wschodem. Czy kraje takie. że bałabym się. analityk z londyńskiej grupy Chatham House. „Europy całej i wolnej”. jak się mówiło – stwierdza Robin Shepherd. kiedy jesteś w Unii.

zdenerwowani nowymi przepisami wizowymi. gdzie mogą otrzymać lepszą pracę – mówi Roy. Dawniej leżał on w Polsce. Ukraińcy. że się z tego cieszę.. ale nie sprawia to. Pani Zenowicz z polskich służb celnych potwierdziła. natrafia się w końcu na miejsce.    Dawniej Ukraińcy nie potrzebowali wizy do Polski. że nowa technologia. Gdy tylko pokazała się po polskiej stronie. To rozumienie było według Snydera ceną za wejście do Unii Polski i innych krajów dawnego bloku wschodniego. jak grupa pracowicie – choć całkiem niepotrzebnie – przekopywała się pod ukraińskim ogrodzeniem. gdzie ogrodzenia od dawna nie były naprawiane.. gdzie sprzedawano nieoclone papierosy. pierwszym widocznym efektem był olbrzymi korek. 12 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY .Podążając wzdłuż polskiej granicy przez głębokie. Oczywiście. moglibyśmy robić dobre interesy. Jadwiga Zenowicz. teraz na Ukrainie. Są też miejsca. kierująca polskimi celnikami na tym samym odcinku granicy. Innym – akcja podjęta przez polskich celników. A tak jest źle i dla nich. także przyczynili się do powstania zatoru. gdzie zamiast Białorusi pojawia się Ukraina. Odnotowano opóźnienia dochodzące do 4 dni. Zabezpieczenia wzmocniono parę miesięcy temu. sprzedając ciastka i kanapki na rynku. Mówi: Oni są sąsiadami. ma podobne odczucia: Moja matka. że rozumieją nieobecność Białorusi i Ukrainy. emerytowany nauczyciel historii. To zły znak dla lokalnej gospodarki. Po polskiej stronie płk Waldemar Skarbek i jego ludzie mają za zadanie kontrolować 150 mil wschodniej granicy Europy. które stanowią teraz wschodni szaniec Fortecy Europa. i dla nas. brzozowo-sosnowe lasy. a także dziwne lokalne artykuły.] Podczas niedawnej wizyty na przejściu granicznym w Medyce niedaleko Przemyśla nie widziałem już długich kolejek samochodów. kraje te musiały przekonać Unię. Ciężarówki stanęły w wielokilometrowych kolejkach po obu stronach polsko-ukraińskiej granicy.  Wcześniej w tym roku kamery na podczerwień wykryły grupę nielegalnych imigrantów z Azji. Jednym z powodów opóźnień były niejasności co do stosowania nowych przepisów. by godzinami stali na mrozie. że w zeszłym miesiącu ruch samochodów ciężarowych spadł o 40 procent. Teraz jednak ten rynek gwałtownie podupada. bo nie ma Ukraińców. q * Tytuł pochodzi od redakcji. Do niedawna w Przemyślu rozkwitał „ukraiński rynek” – bezkształtne zbiorowisko bud i stoisk. z Ukrainy do Polski. Tom HUNDLEY – korespondent zagraniczny „Chicago Tribune” od 1988 roku. a Skarbek nie przejawia entuzjazmu w kwestii swoich nowych obowiązków związanych z tym aspektem postanowień z Schengen. [. zmuszając kurierów.  Bycie poza Unią i poza strefą Schengen stawia Ukrainę w bardzo złej pozycji – stwierdziła Zenowicz. a nie wrogami. że do niej „należą”. Utknęli po drugiej stronie – mówi Grzegorz Roy. Urzędnicy graniczni próbują ukrócić ten proceder rodem z szarej strefy. Teraz jest ona niezbędna. który ukazał się 30 marca 2008 roku w „Chicago Tribune”. Na początku bieżącego roku podróżował wzdłuż wschodniej granicy Polski. Młodzi ludzie z Polski – w każdym razie ci bardziej rozgarnięci – z powodu Unii emigrują do Wielkiej Brytanii czy Holandii. Granicę z tamtej strony wyróżnia podwójna bariera z ogrodzeń pod wysokim napięciem. tanią wódkę i ubrania. dlaczego tak musi być. Wcześniej ich funkcję spełniali rekruci. jest więcej niż wystarczająca do uszczelnienia granicy. karton za jednym razem. Skarbek i jego ludzie nieco ubawieni patrzyli. Zdaniem granicznej policji większość z nich przenosiła nieoclone papierosy. Nie ma tam ogrodzenia.   Gdy Polska dołączyła do strefy Schengen. Gdyby nie ta wiza z Schengen. Aby przekonać Unię. jaką Unia oddała do jego dyspozycji. którego syn i córka również są częścią tego drenażu mózgów. drugi w pożarze samochodu. urodziła się w Łucku. Na początku wypłata wynosiła od 525 do 750 dolarów. lecz Skarbek twierdzi. ludzie Skarbka dokonali zatrzymania. One jednak od lat nie są zasilane. Tekst jest skróconą wersją artykułu. gdy Ukraina po raz pierwszy zatrudniła profesjonalnych strażników granicznych. Dwóch kierowców zmarło – jeden prawdopodobnie na atak serca. niezadowolonych ze swoich niskich pensji. gdzie mogą uzyskać czterokrotne przebicie. Tego dnia na zewnątrz było widać dziesiątki mężczyzn i chłopców zbijających się w ciasne grupki dla ochrony przed zimnem. blokując ruch po swojej stronie. próbujących przejść granicę od strony ukraińskiej. Rozumiem. która ma teraz 80 lat. który dorabia do skromnej emerytury. przebywał także w Przemyślu. takie jak butelki tłuszczu z bobra – podobno znakomity lek przeciw problemom oddechowym. Przejście w Medyce jest przystosowane również dla ruchu pieszego. W tej części Europy dwa narody zamieszkują ten sam teren i chcą jakoś ze sobą współżyć.

Podczas festiwalu odbyło się również Międzynarodowe Sympozjum Garncarzy. które przewinęły się przez festiwalową scenę. s. s. Ostatniego dnia festiwalową estradę wzięli we władanie Zasłużeni Artyści Ukrainy. 17 Cerkiew greckokatolicka w Kosmaczu. choć z jednodniowym opóźnieniem. Nie wszyscy jednak byli w stanie powstrzymać się od muzykowania. niepewna pogoda (błoto po kostki). 18 13 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . 16 Hucułka. Nie obyło się jak zwykle przy takich okazjach bez symbolicznego chociaż manifestowania patriotyzmu. Wszak sztuka (a często także obcowanie z nią) wymaga ofiar. Oficjalne koncerty festiwalowe. czyli piosenkarzo-śpiewacy. 15 Uczestnicy festiwalu. w nieodległej Kołomyi jest nawet muzeum tych pomalowanych jaj. Niestety. Czterech młodych ludzi ze Lwowa. warunki pobytu (noclegi. Z pisanek zresztą Huculszczyzna słynie. Odwiedził kiermasz rzemiosła ludowego i był gościem wystawy pisanek z okazji IV Międzynarodowego Zjazdu Twórców Pisanek. z zapowiadanych wcześniej gwiazd ukraińskiego rocka nikt nie dojechał i koncert był raczej przeciętny. zmiksowane z ukrainodisco. składa się z 32 przysiółków i uważana jest za największą wieś w Europie. Kosmacz. a także konferencja naukowa poświęcona 150-leciu rozwoju turystyki w Kosmaczu. Jeden z festiwalowych wieczorów poświęcono muzyce rockowej inspirowanej folklorem. Tu właśnie od dwóch lat odbywa się wiosną festiwal folklorystyczny. dochodziło do spontanicznych minikoncertów połączonych z tańcami w najmniej spodziewanych miejscach. Otwarcie festiwalu było szczególnie podniosłe i uroczyste. ale byli też goście z zagranicy. a jest spragniony kontaktu z huculskim folklorem i górską przyrodą – to na pewno tak. grających z wielką energią oryginalnie zaaranżowane utwory.EUROPA ŚRODKOWO-WSCHODNIA Kosmaczne jaja Wojciech KALINOWSKI Od 30 kwietnia do 2 maja w Kosmaczu na Huculszczyźnie odbywał się II międzynarodowy festiwal folklorystyczny „Wielkanoc w Kosmaczu 2008”. Dominowały kapele ludowe z grupami tanecznymi z Ukrainy. 14 Zaimprowizowany koncert kapeli „Ludi dobry”. q » ZDJĘCIA Członkinie zespołu „Widymo”. sanitariaty!). bo w Kosmaczu pojawił się ze swą świtą prezydent Wiktor Juszczenko. W tym roku jednak koncerty pierwszego dnia festiwalu zostały odwołane ze względu na żałobę narodową ogłoszoną na Ukrainie po katastrofie śmigłowca. zarażało entuzjazmem muzykowania tłumy słuchaczy. s. Czy warto zatem przyjeżdżać na „Wiełyk Deń u Kosmaczi”? Jeśli komuś niestraszne są karpackie drogi na Ukrainie. wieś huculska położona w szerokiej dolinie pomiędzy górami. bałagan organizacyjny i nie przeszkadza wszechobecny eternit na dachach domów. wykonujący ukraińskie i polskie pieśni ludowe. szczególną aktywnością koncertową wykazali się muzycy z kapeli „Ludi dobry” – można ich było spotkać niemal wszędzie w Kosmaczu. powiewania ukraińską flagą czy okrzyków Haj żywe Ukraina. wykonujący pseudopatriotyczne piosenki w stylistyce znanej u nas z niegdysiejszego Festiwalu Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu. jednak się odbyły. Polskę reprezentował (bardzo udanie zresztą) chór żeński „Widymo” z Sanoka. gastronomia. na przykład elementów ubioru w barwach narodowych. s. Główną jego atrakcją są oczywiście plenerowe koncerty muzyki ludowej (w bardzo szerokim rozumieniu tego słowa). s. Spośród wielu różnorodnych zespołów.

Adam JAREMKO 14 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY .

Adam JAREMKO 15 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 .

Adam JAREMKO 16 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY .

Adam JAREMKO 17 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 .

Adam JAREMKO 18 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY .

twierdzi.K. to jest niedobre. Twoja tłumaczka.: Tak. że wszystko musi mieć swój początek i posiadać swoją logikę.Ś. narracją i konwencją mówienia o pewnych rzeczach. A. Może dlatego. Ahatanhelu [w oryg. którzy robili właśnie pierwszą stronę w nocy. ponieważ żaden z bohaterów opisanych w tej książce nie ma tak naprawdę swojego prototypu. red. Renata Rusnak. Najpierw stwierdziłam. A. Dla mnie to było tak. czyli Cząber na mleku. A.] i Kolekcji namiętności. Ostatnio zadzwonił do mnie znajomy. prowadzone przez dr Agnieszkę Korniejenko. A..: Nie. Tylko zamiast tych sukienek i spodenek były cechy charakteru. zapachów. ale potem pomyślałam. a był taki moment we Lwowie. kogo zabili. że może jednak nie warto ich publikować.K. nie. że to jest cząber. Koledzy z redakcji gazety. i okazało się. Ta książka się ukaże w wydawnictwie Czarne? N. Natomiast w nowej książce jest próba mówienia na poziomie detali. Nie mamy nadal opowiadań po polsku. choć to także tymian czy macierzanka. że nie są tłumaczone? N. lecz bezpowrotnie szybko minął. A oni – moim zdaniem – absolutnie się nie nadają do jakichś utożsamień.Ś.: Opowiadania to niechętnie widziane przez wydawców zjawisko.: Rozumiem. że chce zrobić antologię wierszy mało znanych poetów.: Może. intensywnie zabarwiony. Syndrom sterylnosti – przyp. Masz może komórkę do jego rodziców? Odbierali zdarzenia literackie zupełnie na poważnie. Pisanie opowiadań należy do kategorii bohaterstwa wydawniczego.: W Polsce nie ukazała się książka.K. jak kiedyś z tymi lalkami w czasopismach. dlaczego nie piszesz już wierszy? Natalka Śniadanko: Bo nie umiem. A. które są po polsku. Więc muszę być konsekwentna. Twoja ostatnia powieść Ahatanhel jest pełna kodów i aluzji do rzeczywistości zachodnioukraińskiej. W dwóch poprzednich. Na przykład wspominam o kimś.Ś.Ś. że ma jakieś moje wiersze. że one wyjdą? N. 19 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . Natomiast dziennikarze bardzo często odbierali moją fikcję rzeczywiście jak dokumentalistykę.: Czy Twoja nowa powieść kontynuuje wątki detektywistyczno-mordercze? N. zdaje się.. których w ogóle nie znałam w chwili. A. Nutka konwencji nostalgicznej. a jak coś jest wymyślone.: W ten sposób mielibyśmy komplet trzech powieści. skondensowanych uczuć.Ś. Te historie są ze sobą związane może nie całkiem logicznie. Zapomniałam jej po prostu wysłać. utożsamiało się z tymi bohaterami i nawet pokłócili się o to. Poniżej obszerne fragmenty. Jeżeli chcę być samoironiczna. który byłby ciekawy. których sama już nie pamiętam. dzwonią do mnie i mówią: W Twojej książce jest o tym mafiosie.K..: To jest historia 1993-94 roku – Twój debiut literacki? N. Tak to sobie wyobrażałam. coś się dzieje z bohaterami. żeby skonstruować taki wycinek czasu. które się tam pojawiły? N. To jest podobne do kolekcji bohaterów z filmu o Simpsonach. Nie wiadomo dlaczego panuje przekonanie. kiedy pisałam książkę. które się wycinało i potem stroiło w podobnie wycinane sukienki czy spodenki.: Skupmy się na książkach. kto jest kim. a miejsce jej akcji Tygrysowice to stolica wszechprowincji z typami ludzkimi doskonale wpisanymi w ten zaściankowy krajobraz. że się nie sprzedają.K. ale chodziło też o to. Ale fakt.Ś.. Powróciło to jakoś do mnie w trochę dziwnej postaci. w której wszystko musi być prawdą. nikt ich nie czyta i w ogóle nie chce. chodziło mi o zmaganie się z pewną tradycją.: To jest dużo bardziej wymyślone i udawane niż prawdziwe. ale raczej asocjatywnie. Dla mnie było dziwne. czyli są to po prostu pozbierane obrazki. że kogoś rzeczywiście rozjechali samochodem. to będę samoironiczna do końca i może zgodzę się opublikować te wiersze.: Są takie plany. że dany bohater im się spodobał – nie mam pojęcia. że paru znajomych.K. Agnieszka Korniejenko: Na początek chciałam Cię zapytać. To jest zupełnie inna powieść. która po ukraińsku brzmi Czebreć u mołoci. że czytali literaturę jak gazetę. Czy wśród komentarzy po jej opublikowaniu spotkałaś się z pretensjami? Czy ktoś po jej rozszyfrowaniu utożsamiał się ze środowiskiem i poszczególnymi nazwiskami.LITERATURA Witamy w Tygrysowicach! 18 października w Przemyskiej Bibliotece Publicznej odbyło się spotkanie z ukraińską pisarką Natalką Śniadanko. Tam jest rzeczywiście fabuła.

życie kulturalne – łączy się jakoś z powieściopisarstwem? Czy korzystasz z inspiracji z życia zawodowego? N. Ukraiński wprost z naftaliny A. Wtedy wydawało mi się. red. Staram się oddzielać te doświadczenia. mieszkania w innym świecie. a jeszcze wcześniej drukowana była w czasopiśmie. Czy Niemcy przyjęli ją z sympatią? N. N.: To bardzo trudne pytanie i dziś nie bardzo jestem w stanie sobie przypomnieć. Pytam o wątek środowiskowy.Ś. Jest w niej opisane doświadczenie przekraczania granicy. które umiejscawia współczesnego Ukraińca na emigracji. Czy ta książka została przełożona na niemiecki? Pytam. które pojawiły się w recenzjach Twojej pierwszej powieści Kolekcja namiętności. co w każdym narodzie – kiedy Ukrainiec przeczyta książkę o Ukraińcach. którzy tu i teraz potrafią zidentyfikować osoby.: Czy Twoje doświadczenie dziennikarskie – bo przecież chyba komentujesz aktualności.: Pracujesz jako dziennikarz w lwowskim „tygodniku”. bo jest tam bardzo ostry w wymowie portret Niemców. to po prostu teksty trzeba skracać.Ś. bo bardzo wielu ludzi się z tą książką utożsamia i wraz z upływem czasu to narasta. by tak rzec. żeby były ciekawe przede wszystkim dla czytelnika – i to jest bardzo dobra szkoła techniczna. Trudno byłoby mi powiedzieć. Kiedy się pracuje w dziennikarstwie. które w zasadzie zmonopolizowało rynek informacji w Tygrysowicach. Stawiano tam znak równości między autorką i narratorką.: Kolekcja namiętności mieści się w nurcie pisarstwa.Ś. co jest w tej powieści autobiograficznego.A. a Przemyśl dorobił się już jednej powieści środowiskowej (była tutaj nawet promocja tej książki [LO story – przyp.. nie. tylko akurat mnie to nie dotyczy. Jedyne. który wychodzi trzy razy w tygodniu. ostatnio tak. bo tak naprawdę się różnią.. wyłączającego utożsamiania jest bardzo częsty.K. Zrobiła się moda na tę książkę. jest prawdą. w tym wypadku w Niemczech. To. więc ma już bardzo dużo lat. że to moja autobiografia. A. jak na książkę współczesną.] i spotkanie z autorką). co opisujesz. że działa ten sam mechanizm. co pozostaje pożyteczne. a co jest wzięte z życia moich znajomych i które to momenty. stereotypy. by jedno nie nakładało się na drugie. i sposoby walczenia z nimi. Ta książka po raz pierwszy na Ukrainie ukazała się około 2000 roku.K.: Pytam o to dlatego. bo bardzo dużo ludzi może się pod nią podpisać. Na ile jest to autobiograficzna powieść? N.Ś. Wadą powieści środowiskowych jest to. N. to dystans do tekstu. które konkurują ze sobą. ale myliłam się. A. ale 20 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . chociaż nie powinny. ale przecież nie ja! I ten sposób.: Nie. bo chcę przejść do pewnych informacji. że mają znaczenie tylko dla tych czytelników. które przy tym wynikają.: I trzy partie o wydźwięku parodystycznym.: Tak. Twoja powieść to książka uniwersalna i da się ją czytać tak. A. kontakt z całkowicie inną mentalnością. Na przykład jest tam czasopismo.: Nie bardzo.K.Ś.K. wyrzucać informacje..K. Nie widziałam specjalnie krytycznych. że nie jest to powieść środowiskowa. Są trzy czasopisma. to myśli: oni właśnie tacy są.: Chyba tak. gdzie żyje przez parę miesięcy lub lat. Przykre. w którym się znajduje.. bo to zupełnie odmienne sposoby pisania. oburzonych reakcji typu: my nie jesteśmy tacy! Może dlatego. jak ja ją czytałam – przez pryzmat środowiska przemyskiego. porządkować. że opisane tam doświadczenie jest dość nietypowe. Musi się borykać ze stereotypem Ukraińca w tym kraju.

kiedy ktoś mi mówi: Wiesz co. Przekłady prozy Natalki Śniadanko ukazały się także w Austrii. szczególnie kiedy się ma do czynienia na przykład z wy- Agnieszka Korniejenko i Natalka Śniadanko (z prawej) Natalka ŚNIADANKO (ur. 1973) – prozaiczka. W Polsce istnieje funkcja edytora czy redaktora. co zresztą pomaga nawet w zwykłym życiu. A. Mieszka we Lwowie. Trzeba iść na kompromis.Mariusz KOŚCIUK tekst dziennikarski musi być bardzo prosty i trzeba wyrzucić z niego fajne rzeczy. tłumaczka z polskiego. ukazały się dwie jej powieści: Kolekcja namiętności (2004) i Ahatanhel (2008). a przez to do siebie. Josepha Conrada. dziennikarka „Lwowskiej Gazety”. ustanowionej przez Instytut Polski w Kijowie. tutaj trzeba zmienić.. a tutaj w ogóle się nie nadaje. w Czechach. nakładem Wydawnictwa Czarne. Belgii. W najlepszym wypadku ktoś poprawi przecinki i to nie zawsze. 21 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . Nie czuję się urażona. Na Ukrainie podpisuje się umowę i książka wychodzi.: Niestety nie.: Czy Twoja beletrystyka jest podobnie poprawiana jak teksty dziennikarskie? To wyłącznie autorska wersja czy z kimś konsultowana? N. na Białorusi. z których akurat można by zrobić literaturę.K. Niemczech i Rosji. W Polsce. W ubiegłym roku wraz z Tarasem Prochaśką i Serhijem Żadanem była nominowana do nagrody pierwszej edycji Polskiego Konkursu Literackiego dla Ukraińskich Pisarzy im. niemieckiego i rosyjskiego. tutaj jest niedobrze. Z dziennikarstwa nauczyłam się dystansu do własnego tekstu.Ś. To problem..

a z klasyki. A. Mówienie gdzieś w okolicach Charkowa to nie żaden ukraiński pomieszany z rosyjskim – to normalny język rosyjski tylko fonetycznie wymawiany ze składnią ukraińską. że języki się rozwijają. W Rosji nie ma tradycji tłumaczeń z literatury ukraińskiej. Tłumaczyłaś Miłosza. Z przekładami klasycznych tekstów jest dużo łatwiej. Jest w niej.: To. Jest jak niedzielne ubranie wyjęte z naftaliny. Gdy tłumaczę klasykę z niemieckiego. który nie umie mówić po niemiecku. Powiedz coś o trudnościach przenoszenia z języka polskiego na ukraiński. żeby właśnie nie zauważono procederu tłumaczenia. w których ukraiński brzmi bardzo archaicznie. ale kiedy bohater zaczyna mówić surżykiem. To fajna sprawa. Mamy też do czynienia z różnym poziomem zróżnicowania języka – na przykład mieszamy nie tylko rosyjski w ukraińskim. A.: Przekładasz z niemieckiego. Czytają po ukraińsku. który istnieje tylko w książkach. bardzo często podważając przekonanie o nieprzetłumaczalności niektórych rzeczy. zresztą. gdzie często pracownicy są rosyjskojęzyczni. której na co dzień się nie używa. że nie będą się wtrącać i to jest chyba najlepsze wyjście z sytuacji. ale to dla nich język.K. które bardzo trudno przetłumaczyć na rosyjski. Jak oceniasz te przekłady jako tłumaczka z języka polskiego? N. Są to bardzo ciekawe dla literatury rzeczy.: Nie tłumaczyłam poezji Miłosza. które nie funkcjonują w formie rozwiniętej na Ukrainie. tylko w różnych latach. jednak w tłumaczeniach stanowią problem. które pewnie pomagają Ci w ocenie polskich tłumaczeń? Zajrzałam do oryginału Twojej ostatniej powieści Ahatanhel i zwróciłam uwagę na bardzo ciekawy translatorski zabieg. Uznali więc. zwłaszcza poezji. lecz przez wiele lat nieużywane. N. Nie chodzi o treść. czyli współpracą z Ośrodkiem Badań nad Tradycją Antyczną Uniwersytetu Warszawskiego. że to tłumaczenie. ale przez to ciekawe.: To jest zresztą stara tradycja traktowania ukraińskiego jako języka wysokiego.Ś. żeby czytelnik w ogóle nie połapał się. Organizował 22 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . potoczną mieszaniną ukraińsko-rosyjską. Zresztą i w Polsce nie było inaczej. jest dla nich niepoprawny.. Przełożyć nieprzekładalne A. red. nie czują go.K. Mój rosyjski tłumacz na przykład był zmuszony konsultować się z innymi specjalistami od przekładów.Ś. Bo przecież można zrezygnować z przeniesienia części tekstu. wtedy zaglądam do polskich czy rosyjskich tłumaczeń i czasami są do przyjęcia. nie może mówić – tylko „przemawia”. który zresztą pierwszy raz zastosowała Ola Hnatiuk u Andruchowycza: bazą przekładu jest ukraiński. Zrobić tak. Są też stowarzyszenia tłumaczeń niemieckich czy polskich.K. Ola Hnatiuk wymyśliła. Natomiast dużo trudniejsze jest tłumaczenie współczesnej literatury i to nie tylko dlatego. o czym mówisz. kiedy wszystko. może nawet zmieniając trochę. Na przykład polszczyzna ma różne dialekty. o który chodziło autorowi.: Masz doświadczenia translatorskie. bo jest gotowy aparat językowy i bardzo łatwo jest się poruszać w tych obszarach. Na przykład bohater nie może po prostu wstać. Czyli oni ukrainizują rosyjski. Byłby rzeczywiście dramat.. Mam też bardzo dobrego rosyjskiego tłumacza [Z. ale musi się „podźwignąć”.: Nie mogę tego oceniać na poziomie redaktora. nie tłumaczyć go dosłownie. że Iwaszkiewicza. nas oczywiście najbardziej interesują przekłady z języka polskiego. Takie przekładanie jest trudne.dawnictwami kijowskimi czy charkowskimi. czasami odwrotnie. a nie odwrotnie. chociażby język młodzieży czy inne dialekty środowiskowe. że odpowiednikiem surżyka może stać się bazarowy ukraiński – taka pospolita mieszanina rosyjskiego czy ukraińskiego z polskim. gdyby zaczęli coś poprawiać. bo nie może normalnie pogadać. zdaje się. że wschodnia Ukraina ubiera się w te szatki zupełnie współcześnie. lecz oddać efekt. Skonfrontowani z nim. moja polszczyzna nie jest na tyle dobra. ale zawsze jest to jakaś konsultacja z nieobecnymi tłumaczami. Rodzi się też coś bardzo ciekawego na poziomie tłumaczeń: praktyka translatorska zmienia teorię przekładu.] i czasem jednocześnie tłumaczy się na rosyjski i polski. środowiskowy surżyk brzmi dziwnie i nieswojo. z którymi można się szybko skonsultować przez internet. Istnieje dużo tłumaczeń wschodnioukraińskich. zyskuje poparcie. Wtedy ten ma jeszcze trudniejsze zadanie: weźmy rusycyzmy w ukraińskim. tylko o to. Jakby amerykański kryminał przetłumaczyć na język polski stylem mickiewiczowskim. łączy się z naszym wspólnym doświadczeniem. ale też odwrotnie: ukraiński w rosyjskim. rosyjskiego i polskiego. moim zdaniem. co robione jest z entuzjazmem. Język ukraiński dla części społeczeństwa jest fajną ciekawostką. czyli wschodnioukraińskimi. Brzmi wtedy wprost jak z repertuaru romantycznego wieszcza: stoi na trybunie i głosi. wtedy jest to nie do oddania w polszczyźnie. jakby sprzed stu lat. Rozumiem. Dopiero powstaje współczesna literatura i dzięki kilku entuzjastom dociera do wydawnictw. która „zabrudzenia” na taką skalę nigdy nie przeszła. Natomiast przynajmniej dwa przekłady moich powieści powstawały w ścisłej współpracy z tłumaczką i myślałyśmy długo nad różnymi strategiami. choćby narkomanów. eseistykę tak.K. kilka równie ciekawych zabiegów stylizacyjnych: Włoch. co jest przetłumaczone taką samą łamaną z germańska polszczyzną. bo nie było czego tłumaczyć. A. Babłojana – przyp. W przekładzie Twojej książki jest podobnie i bardzo udanie. a język ukraiński jest dla nich obcy. U nas te dialekty są rosyjskojęzyczne lub mieszane i próba przekładu z polskiego na ten specyficzny.

Czy to przyniosło Ci jakieś korzyści jako tłumaczce? N. że pisanie stało się modne wśród ludzi młodych. I bardzo się cieszymy. z którymi utrzymujesz kontakty. ani nie ma łączności pokoleniowej. ale przekładania nie. a więc pokazywanie. które po prostu się znudziły. Kiedyś ważne było. Tłumaczenia nie da się nauczyć na uniwersytecie czy na jakimś kursie. gdzie zbierano Białorusinów. Używam nazwy Stanisławów. Współpracowałam z nimi w Warszawie w latach 90. N. Renata Rusnak. a Ty pracowałaś pięć lat w jego przedstawicielstwie we Lwowie.K. zdominowaną głównie przez nie najlepszej jakości książki rosyjskie.: Twoja polska tłumaczka. czego nas nauczono. zwłaszcza na zachodniej Ukrainie. że tak się nie pisze.Ś. Jak to w tej chwili wygląda? N. co robiliśmy wtedy w Ośrodku Badań nad Tradycją Antyczną. bo oznacza. co każdy rozumie przez to pojęcie i jak to się ma do zleceń wydawniczych. pisali dla siebie i czytali się nawzajem..Ś. co i jak się tłumaczy. Była dziś mowa. Natomiast nowym zjawiskiem jest to. to sposób patrzenia na książki: jakby się patrzyło na cały obszar literatury. Pisze się: na zakupy i tyle – to jest formuła! Na zakupy książek.. że jestem pisarką i jadę na spotkanie autorskie – nie wzbudza to żadnego zaufania.że to jest zawsze ten drugi zawód. A. A. To jest bardzo ważne przy współpracy z wydawnictwami. trzeba mieć pewien światopogląd i znać zasady tego. To nie problem. że książki prawie się nie ukazywały? Jeśli już. To.: Tak mi się wydaje. red. To nie były spotkania pisarzy przy okazji oficjalnego festiwalu. A. To głównie pisarze z Kijowa i ze wschodu. że jestem pisarką i jadę na spotkanie autorskie. Brałaś udział w takich sesjach.K. żeby się spotykać i rozmawiać o tym. Wtedy można walczyć o dobre przekłady.Ś. Powiedz kilka słów o współpracy z tym ośrodkiem. a także białoruscy i rosyjscy tłumacze z polskiego. Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych i na początku dwutysięcznych bardzo silnym ośrodkiem był Stanisławów.. chętni spróbować swoich sił.K. Nawet są wydawnictwa. i wszyscy tłumaczyli na swoje języki ten sam tekst.. a potem swój dorobek publicznie prezentuje na własnym wieczorze autorskim. pisarzy.Ś.: Nie tylko ona. przestrzenią literacką. kiedy dołączają do nas młodzi tłumacze. bo jak można nazwać zawodem pisarstwo? Nie lubię tego określenia. faktycznie. jak przekładano na białoruski Pana Tadeusza. Ukraińców. gdzie można podzielić się problemami i próbować je rozwiązywać.Ś. Tłumaczenie zaś jest bardziej skomplikowane. Może integrowaliśmy się dlatego. była też Bułgarka. We Lwowie akurat większość tłumaczy z polskiego przekłada również z języka niemieckiego. N. albo na granicy mówię. Bardzo mało polskich książek ukazuje się w rosyjskich tłumaczeniach. Ma to jakieś odniesienie polityczne. Młode idzie!? A. a wszystko to rzadko 23 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 .sesje polskie i zagraniczne. Aby być tłumaczem. żeby książki były przetłumaczone nie najłatwiej.K. ten przekład ukazał się w Mińsku. [Konsulat niedawno odmówił wizy do Polski pisarzowi Tarasowi Prochaśce – przyp. szkoła dla tłumaczy. O mapę literackiej Ukrainy. dlaczego właśnie tak – czyli mieć kodeks moralny.: Kiedyś napisałam. Jestem zdziwiona wielką ilością debiutów w ostatnich latach. bo ci pisarze sami jej używają. gdzie uczy się języków i literatury – podstawowych rzeczy. ale zupełnie towarzyskie.Ś. chyba jedyna. ale solidnie i uczciwie.. których wcale nie jest dużo. z tego. Jeszcze do niedawna ukraińska literatura przebywała w swoistym „getcie”. prof. choć to bardzo trudna rzecz. ale bardzo ograniczone. bo kiedy na przykład staram się o wizę. że z pisarstwa chyba się nikt nie utrzymuje na Ukrainie. Pamiętam. żeby prezentować naszą twórczość wspólnie. to dwie w roku i wtedy to było duuuuuuże wydarzenie! Ważne wtedy było. A. Ja tego jeszcze doświadczyłam. Dziennikarstwa uczą. Całe środowisko polskich tłumaczy z ukraińskiego wyszło stamtąd oraz większa część ukraińskich z polskiego.: . Ale drugim obszarem działalności ośrodka jest szkoła tłumaczeń. To doświadczenie było bardzo ważną rzeczą w moim życiu. Mnie pomaga w tym obecność w środowisku. a nie Iwano-Frankiwśk. jaki ma być kanon tłumaczeń z niemieckiego czy polskiego. Spotykamy się więc i rozmawiamy o tym. wszyscy się znali. Jerzego Axera.: Chciałabym tę część naszego spotkania poświęcić refleksji na temat współczesnej sytuacji pi- sarzy na Ukrainie.: Polski konsulat we Lwowie ukraińskim pisarzom nie daje wiz. W niektórych krajach są takie studia. Podstawową ideą ośrodka jest przeglądanie się w zwierciadle antyczności. zresztą. Dziś literatura zaczyna się rozwijać zupełnie normalnie: każdy pisze. Tworzymy swoistą filozofię życiową tłumaczeń.: Moim zdaniem takie środowiskowe istnienie zanika. że rosyjskie. ale że są to w przeważającej mierze schematycznie napisane kryminały lub powieści. słowem. Teraz już tak nie jest: ani nie ma jedności w oparciu o środowisko artystyczne. że ludzie językiem ukraińskim i z jego literaturą wiążą swoje przekonania i aspiracje literackie.: To była i jest bardzo fajna.: To w ogóle nie jest zawód.: Chciałam zapytać o środowiska. co wiem. że zacytuję ojca-założyciela. kto co robi i jakie ma plany. Ale ta moda zaistniała także w związku z innym zjawiskiem: zmęczeniem przestrzenią medialną. Litwinów.. N. które specjalizują się w debiutach autorów poniżej 20 roku życia. N.K. Pani w konsulacie we Lwowie odpowiedziała mi. też była z nią związana. w jaki sposób wątki starożytne docierają do współczesności i w niej funkcjonują w zmieniony sposób.].

słynna z happeningów i akcji ulicznych. Tajemniczy świat. że literatura jest czymś ważnym. Ile można zrymować w ciągu jednych zajęć? Stwierdziliśmy zgodnie. Nudne zajęcia na uczelni. Dziś można zobaczyć kogoś. Największe i najbardziej popularne targi książki na Ukrainie są we Lwowie.: Ale nadal istnieją corocznie koncesjonowani artyści.Ś.: Wspomniałaś o targach lwowskich. Często otrzymuję informacje. zaczynają czytać książki pisarzy współczesnych. Braliśmy udział w happeningach. Było słynne Bu-Ba-Bu [Burleska-Bałagan-Bufonada – grupa literacka powstała w drugiej poł.: To jest tajemniczy świat... a poeci. N. a my prezentowaliśmy swoje „dzieła”. Ale coś takiego się odbywa i jest fajne. ale bardziej masowe. jest tego niewiele. Kultura istniała jako całość. że gdzieś w Kijowie jest festiwal młodych poetów i widzę 50 nazwisk. którzy otrzymują państwowe nagrody. które po prostu nie sądzą. a malarze z ludźmi teatru. Jak się studiuje filologię.Ś.K. nie znają tych. A.. którzy wcześniej brali książkę do ręki tylko okazjonalnie i nie byli związani z literaturą. a pierwszym i jedynym politykiem.: To było jeszcze na studiach. z których żadnego nie kojarzę. więc dość dużo książek przechodzi przez moje ręce. bo przestały ukazywać się książki.. Ile może być wydawnictw. To zdumiewające. należeli do niej Jurij Andruchowycz.K. funkcjonująca w całym kraju. To mówi samo za siebie. Rozumiem. Potem zezłościliśmy się na te niewiadome i tworzyliśmy po kolei otwarte teksty. i to jeszcze czytanej w różnych językach. że w związku ze zmianą formuły literackiej i z instytucjonalnym wspieraniem debiutów takich akcji już dzisiaj we Lwowie nie ma? N. Doszliśmy do wniosku. Co się dzieje? Dlaczego nie ma księgarń. prawie trzech Szewczenków bez kożuchów. nie widząc poprzedniego tekstu i tak dalej. Pisać swoje – to naprawdę kwestia odwagi. z drugiej – wolnego ruchu literatów i nieoficjalnych wyróżnień 24 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY .K. Natomiast teraz prozaicy nie znają poetów. Ktoś pisał coś i zaginał kartkę. uliczne. Staram się śledzić nowości. choć zdarzały się i ciekawe. człowieka teatru i tak dalej. Poeci działają często tylko w wymiarze wirtualnego wydarzenia publicznego. o którym nikt nic nie wie A. N. wszyscy chodzili do wszystkich. ponieważ książek poetyckich jest mało. Będziemy uprawiać programową grafomanię! Wtedy jeszcze nie wydawano książek.. A. Na przykład w ramach Targów Książki we Lwowie organizowana jest Noc Poezji. Działają tylko te utworzone przez wydawnictwa. że konsekwentna grafomania jest zupełnie nowym pomysłem. Dla rozrywki. Taki podwójny świat: z jednej strony stowarzyszony w związku literatów i zależny od nagród państwowych. red. skoro są pisarze i są wydawnictwa? W wielkiej Odessie udało mi się znaleźć dwie księgarenki. w Użhorodzie tylko jedną.wychodziło poza ten krąg. Dla mnie to po prostu dziwne: jak może dwieście osób przyjść o trzeciej w nocy posłuchać poezji. robiło w latach 90. ale w latach 90.. był obecny prezydent Wiktor Juszczenko. Jest mnóstwo festiwali literackich. Teraz ludzie. bo przecież wstyd pisać jakieś wiersze. Te księgarnie stoją puste i nikt nie jest w stanie ich zagospodarować. że coś takiego jak książka istnieje.: Ten świat nagród państwowych przyznawanych pod patronatem prezydenta i rady do spraw nagrody szewczenkowskiej jest zupełnie oddzielony od realnego życia literatów. to bada się cudze utwory i mówi się. ale w porównaniu z tym. który się na nich pojawił w ciągu 13 lat. następny dopisywał. wydarzenie ogromnej wagi! Heh.. Bu-Ba-Bu. że są niedobre. tak zaczęliśmy rymować. A. bo piszę przynajmniej cztery recenzje książkowe w tygodniu. na których – obok koncertów i pokazów mody – czytaliśmy te swoje wiersze-poematy.Ś. Ogromnie rozbudował się ten „kompleks” literacki. Ukazują się wprawdzie.: Do niedawna rynek pisarski był oparty na formule grup literackich.. Była taka radziecka sieć księgarń. organizatorzy targów chcieli przypomnieć politykom. przestała działać. zaczęły powstawać poematy. co publikuje się w sieci. To było przed wyborami.Ś. że to absolutnie świadome grafomaństwo w czystej postaci. A.: Takie akcje. którzy piszą w internecie. jakby to zawsze było jedno towarzystwo. Ale Ty sama miałaś taki epizod: Mmjunna Tuha – co to było? Grupa literacka.]. dziś to „klasycy” literatury współczesnej. Wydaje się bardzo dużo książek. Literaci znali się z malarzami. też środowiskowe. są! Ale to już zaczęło działać zupełnie profesjonalnie. kto siedzi na ławce i czyta książkę Andruchowycza i jest to zupełnie zwyczajne. towarzysko zaczęliśmy pisać niby-wiersze. do której należałaś? N. o którym nikt nic nie wie. malarza.K.. Wybiera się najwybitniejszego literata. ale nie ma kto ich sprzedawać. które są w stanie utworzyć sieć księgarń w całym kraju? Jest na pewno inercja władz. Nie chodziło o literaturę.K.: To jest dziwna sprawa. ale raczej o zabawę towarzyską.: Skądże. Wiktor Neborak i Ołeksandr Irwaneć – przyp. też nie wiem dlaczego. co odbija się na sposobie funkcjonowania środowiska. które udało mi się w tym roku odwiedzić i ku mojemu zdumieniu ukraiński rynek wydawniczy jest równie bogaty co rynek pisarski. którzy piszą powieści. lat 80. zorganizowali więc targi w tym gmachu Werchownej Rady w Kijowie i nikt nie przyszedł. ile tego jest w czasopismach internetowych. Kiedyś było jedno wielkie środowisko kulturalne.

bardziej egzotycznych. Bardzo szybka i pełna akcji się zrobiła teraz literatura. Myślisz. ale tu chodzi o stypendium ukraińskie. wydana we Lwowie.: O tym już powstało parę tomów opowiadań.. na własny koszt zaprosiły pisarzy. Na Ukrainie zaczęły się ukazywać artykuły. to takie.. wspieramy kulturę. Pojawiła się idea. po ukraińsku. Cały czas istnieje konflikt pomiędzy żywą. władza. Cała książka wypełniona jest motywem podróżowania. to z założenia są międzynarodowe: jeśli jakaś polska fundacja chce utworzyć program wsparcia w kulturze. Okazało się. Nazywała się Pociąg 76 (Potiah 76) – miałaś publikację w ramach tego projektu. N.: Powiesz parę słów o swoich planach? N. to je odrzuca i zaczyna myśleć otwarcie o innych narodowościach. Kiedy rok temu Ukraina była gościem Targów Książki w Warszawie. Nawet powstała bardzo ciekawa antologia.. które można w dowolnym momencie wyciągnąć i się pokazać. Ukraińcy jakoś zmuszeni są ze sobą rozmawiać. prawdziwą kulturą a kulturą oficjalną. Bo kiedy pisarz wyrusza na wycieczkę zagraniczną. na przykład Olga Tokarczuk. Natomiast gdy przebywa w takim mieszanym towarzystwie. które wyglądają jakby powstawały w latach 70. Polacy. nie przerażają jej kryteria estetyczne czy etyczne i to jest najbardziej dziwne.K.. U nas dopiero w tym roku powstał fundusz. co jest zawsze bardzo „atrakcyjne”.. Nie był to rzeczywisty pociąg z lokomotywą. Jeśli wydają książki. Chodziło mi o próby zatrzymania się w pewnych momentach i opisania kontemplacji. Głosy z wieży Babel A.przyznawanych oddolnie. swoista wieża Babel – Białorusini. bo to działa tylko w jedną stronę. na przykład Egiptu z Sudanem..K.. że na przykład Jurij Andruchowycz nie szanuje swoich polskich czytelników. Niemcy. przywieźć wyszywanki czy inne gadżety. że taka literatura jest potrzebna. ale też polscy pisarze. że mimo olbrzymiego budżetu przeznaczonego przez państwo na tę imprezę. ale były też o innych. To były wyjazdy rzeczywiście po całym kraju. w której nie wiem.. który za- czął wspierać tłumaczenia literatury ukraińskiej za granicą. A co do planów wydawniczych. że teksty ukraińskich pisarzy najpierw się ukazują w Polsce. Obłęd.: Też mnie to męczy. takich choćby.: O tym też da się napisać opowiadanie. pachnące jeszcze radziecką estetyką. Za to ze strony państwa w programach organizatorów pojawiły się tajemnicze informacje o spotkaniach z autorami. bo się nie pojawia na prezentacjach organizowanych przez oficjalną delegację ukraińską. zestawienia podróży wewnętrznej i zewnętrznej po metrze berlińskim. Głównie chodziło o tę najbliższą.: Niemcy dla mnie są przykładem partnerstwa pisarskiego. Brakowało mi w tym. to moje opowiadania. A. Brat-swat mojego kogoś tam napisał kiedyś książkę. przez samo środowisko.. dostał przecież nagrodę. N. którzy o nich nic nie wiedzieli.]. środkowoeuropejskich. To niezwykle trudne. ale też innych. musi zaprosić nie tylko Polaków i Niemców. Na pewno jakieś naukowe stypendia istnieją. To też jest typowe.K. Zrobiła się więc z tego mieszanka wątków wschodnio-zachodnich.K. N. siedzą tam i piszą swoje książki. utwierdza się w swych stereotypach. nie wiem. Tym sposobem powstaje fajny pomysł integracyjny. żeby finansować nie tylko tłumaczenia. ale przeważnie fundowane są przez instytucje zagraniczne. jak niegdysiejsza nagroda Bu-Ba-Bu [była nią najdroższa butelka alkoholu nabywana w najbliższym sklepie przed uroczystością ogłoszenia nominacji – przyp.: Była taka inicjatywa. właśnie elementu kontemplacji. Ciekawie się to czyta jako złamanie pewnej szablonowej narracji. Jest to duże wydarzenie. do którego nie można się przyzwyczaić. W Polsce też się pojawiły jakieś stypendia. Wydawnictwo Czarne i inne. bo tego zabrania ukraińskie prawo. Ten związek oficjalnych literatów liczy jakąś strasznie dużą ilość osób.Ś. na ile mi się udało. które drukowane są w Krakowie. Pytanie jest może przewrotne. niesamowite tysiące. by zorganizować bankiet. opowiadają i mało kto kontempluje. polsko-ukraińską. w tłumaczeniach. to żeby dostać na to pieniądze.Ś. nie można było zapłacić za udział w nich żadnego pisarza. co czytałam ostatnio. My. Jurij Andruchowycz. które wydają literaturę ukraińską. ale też promować i prezentować kulturę. Poza tekstami. Mogli być tylko urzędnicy.. której się udało dostać takie stypendium na Ukrainie.Ś. mamy nagrodę . To zupełnie inne doświadczenia. o przekraczaniu granic. czym się zajmują. Zresztą to bardzo ciekawy pomysł. doszło do skandalu: okazało się. żeby tak wspierać wschodnioeuropejskich pisarzy stypendiami? N. to jedyne sensowne. Nawet 25 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 .: Kultura w rozumieniu państwa to coś jak ubranko w szafce. A. Znam nawet jedną osobę. A. że Niemcy mają w tym jakiś interes.Ś.. które wspierają kulturę wschodnioeuropejską. prezentacje organizowano zupełnie konwencjonalnie. wszyscy opowiadają. a potem już dalej. Ty.: Dziś głównie myślę o jutrzejszych planach pokonania granicy polsko-ukraińskiej.: Uczestniczyłam w nim w Niemczech. Oficjalna władza uważa. które wówczas powstają. Efektem takiego programu stypendialnego jest na przykład antologia wydana ostatnio w Krakowie. że pisarze niemieccy najchętniej piszą o swoich wyjazdach na Ukrainę czy do Europy Wschodniej – i odwrotnie. Co do stypendiów zagranicznych. red. będą polską prezentacją nieopublikowanego jeszcze ukraińskiego wydania. w Niemczech otrzymują stypendia. czy brałaś bezpośrednio udział. co z tego wynika. takie pisanie o granicach.Ś. które nie wiadomo.

bo tam jest lepsza sieć księgarń i możliwości dystrybucji. że natychmiast zostanie przetłumaczone i wydane po polsku. Chcę podzielić się taką refleksją: przyglądam się literaturze ukraińskiej od wielu lat i nie zauważam w niej żadnych wartości uniwersalnych.. To się przecież przekłada na wszystkie nagrody. 26 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . To jest nadal problem.: Na Ukrainie Zachodniej tak naprawdę nie ma dużych wydawnictw. z którego dopiero potem wyłaniają się poszczególne książki i na koniec tworzy się kanon. czyli działają bardziej rynkowo. Nigdy nie pozwalam sobie na wyodrębnianie jakiegoś wspólnego mianownika jakiejkolwiek twórczości. to mogę być pewna. którzy pewnie nie mieli szczęścia zostać przez nich zauważeni. a oni tutaj zaczynają czytać. którzy tu pracują. Myślę też.poezja zrobiła się dynamiczna. A teraz pytanie: czy widzi Pani jakieś powtarzające się motywy we współczesnej prozie ukraińskiej – jakąś schematyczność. czy wezmę do ręki Andruchowycza.. które swoje wydania sprzedają we Lwowie i w okolicach.. nawet rzeczy dość mizerne. że o literaturze współczesnej.: Moim zdaniem nie brak dobrych książek.Ś. lecz nie docierają za granicę i nie są też dobrze wypromowane na Ukrainie. a my ich. To za każdym razem jakaś intuicja: albo mam z książką kontakt. Ignorowanie Ukrainy i czekanie. Żadana. jest to tylko ciekawe. wynikające z kompleksów Ukraińców.: Bardzo trudno mi polecać konkretnych autorów. na ile jest uniwersalna. Nie ma przekładów angielskich. że wydawnictwo Czarne robi złą robotę.Ś.. Dla mnie literatura składa się z poszczególnych książek. na przykład w środowiskach młodzieżowych na wschodzie. Poza tym. jak każda nagroda. dlatego trudno jest mi polecać coś do czytania. że Rosja ją wchłonie – wtedy będzie spokój. co z tą Ukrainą zrobić. A. Często jest to jedna książka. bo dla przeciętnego odbiorcy w Polsce. Literatura jest obszarem. Olga Solarz: Mówiła Pani o wartościach uniwersalnych w literaturze. Ale w przypadku rynku prawdziwego i dużego. Dotyczą one konfrontacji przestrzeni postradzieckiej ze światem Zachodu: jak oni widzą nas. Największa liczba książek sprzedaje się na wschodzie Ukrainy. Bez względu na to.. bo po co tłumaczyć książki z niemodnego kraju? Kiedy jakieś małe wydawnictwo się tym zajmuje. Nie bez znaczenia jest też moda na literaturę ukraińską. Zaczynają żyć troszeczkę inaczej – zderzenie z inną kulturą za każdym razem jakoś ich zmienia. każda literatura. Książki zaczęły się sprzedawać wtedy. że Ukraina nie jest krajem.. to wydaje mi się. Już od paru ładnych lat prawie wszystkie wydają współczesną literaturę ukraińską.: Trudno jest mi mówić o czymś takim jak współczesna literatura ukraińska. bardzo trudno osądzić.Ś. Prochaśko czy Żadan. która dopiero się tworzy. co zostało. więc spróbowałam pokontemplować w tej książce. Nobel nie jest nagrodą za wartości estetyczne. Osoba z sali: W takim razie kogo Pani by nam poleciła do czytania? N.Ś. Koło się zamyka. że staje się z roku na rok coraz bardziej zaściankowa. kraj musi być modny. których trzy książki mogę przeczytać pod rząd. gdy do wydawania włączyły się duże wydawnictwa ze wschodu. maksymalnie dwie. o której Pani mówiła. że powtarza te same motywy. Natomiast duże wydawnictwa są na wschodzie. Są bardzo małe. choć to jest ciągle działalność niszowa. Wydawcy mają bardzo praktyczne podejście do książek – muszą się sprzedawać. Żeby się sprzedawały. literatura ukraińska ogranicza się do tych nazwisk. bo sprzyja temu i czas. który się traktuje poważnie w Europie i w świecie. Każdą książkę można rozłożyć na wiele elementów i rzeczywiście każdą można skrytykować lub odwrotnie. a za 50 lat – co z tego jeszcze jest aktualne. q Opr. Nigdy bym ich nie skojarzyła z czytaniem książek. to ciągle mam wrażenie. Istnieje polityczna tendencja. za dużo tej dynamiki. Prochaśkę. a Nobel głównie się na nich opiera. Osoba z sali: Czy w Polsce na Pani spotkania autorskie przychodzą Pani rodacy? N. że to literatura osadzona konkretnie w tym miejscu i czasie – czyli za kilka lat nie będzie już czytelna. które się ukazują na Ukrainie. aby dokonywać takich diagnoz. Czytelnicze mody Osoba z sali: Dlaczego jeszcze żaden pisarz z Ukrainy nie dostał literackiej Nagrody Nobla? N.: Bardzo często przychodzą Ukraińcy. Mają dużo lepszą promocję i sprzedaż. Potem wracają do siebie i ten akurat nawyk już im zostaje. bo nie wiadomo. Osoba z sali: Jak na zachodniej Ukrainie sprzedają się książki współczesnych ukraińskich pisarzy? N.Ś. Co do uniwersalności. bo po prostu nie znam wszystkiego i nie znam się na tyle na literaturze ukraińskiej. to obowiązuje już całkiem inne podejście. że cokolwiek napisze Andruchowycz. której nie jestem w stanie ponieść. ale teraz modna.K. Podczas gdy na Ukrainie są lepsze rzeczy i ciekawsi autorzy. Efekt jest taki.. jak walczyć. Bardzo niewielu znam takich pisarzy. To zresztą jest odpowiedzialność. z którym nie wiadomo. nudna i jednolita. wynikającą z wychodzenia z przestrzeni postradzieckiej? N. i okoliczności. który nie czyta w oryginale i kształtuje sobie wizję na podstawie ich tłumaczeń. bo nie posiadam tak naprawdę żadnych kryteriów odbioru książek. Mam wrażenie. Za 20 lat będziemy wiedzieć. albo nie.

proces degeneracji systemu państwowego Rzeczypospolitej wydawał się odwracać. Oto wskutek – mogłoby się wydawać nadprzyrodzonego – zbiegu wydarzeń politycznych i militarnych część ziem dawnej Rzeczypospolitej została uwolniona od jarzma zaborcy pruskiego i rychło zyskała status państwa nazwanego Księstwem Warszawskim. Właśnie niemalże dwa wieki temu. trwający już od dawna i prowadzący do rozbiorów. a powodowany zaściankową (czytaj swojską) tępotą.WYDAWNICTWA O nowych publikacjach o tematyce napoleońskiej Andrzej Nieuważny o legendzie napoleońskiej w Polsce Legenda napoleońska jest tym obszarem narodowej świadomości. że Napoleon oszukiwał Polaków w nadziei pozyskania nowej dostawy „mięsa armatniego” itp. Klęska Ze zbiorów autora Janusz POLACZEK Według Józefa Peszki. Za kolejny cud można uznać fakt. Pozostał żal i karmiąca się nim legenda. oraz że to strojne wojsko w prowadzonej niemal samodzielnie kampanii 1809 roku zdołało rozgromić silny korpus armii austriackiej i w rezultacie tego powiększyć o około 1/3 obszar Księstwa. wierzącymi w siłę sprawczą jednostki. Za tymi cudami stał Napoleon Bonaparte. Zresztą mniejsza z tym. Alegoria Napoleona (Napoleon jako Eneasz porzucający Dydonę?). Nie bez znaczenia okazał się przy tym dość obojętny stosunek szlachty litewskiej – wbrew uczuciom wyrażanym przez Mickiewicza w Panu Tadeuszu bliżej jej było do cara niż do cesarza Zachodu. że aby móc stworzyć silną armię. Ale. wolne od źle pojętej tradycji narodowej. że to niewielkie kadłubowe państwo rychło wystawiło doskonale wyekwipowaną (i przepięknie umundurowaną) armię. sielanka nie trwała długo. Pamiętać bowiem należy. Nie tylko ta złota. wyzwoliciela i obrońcę. pojawiły się rzesze mędrków udowadniających. Poza romantykami. ale również – co może jeszcze bardziej zadziwiające – Polaków (od doby Jana III odwykłych od zwycięstw. litografia wyprawy rosyjskiej obróciła wniwecz polskie marzenia o odbudowie dawnej świetności. który europejskiej opinii publicznej przybliżał właśnie do poziomu gazety z aktualnościami czas antycznych eposów. jak to w polskiej historii bywa. Za sprawą Napoleona to wszystko w Księstwie Warszawskim się ziściło. jak zwyciężać mają. przynoszącego podejrzane nowinki ustrojowe. konieczny był sprawnie funkcjonujący system administracyjny i nowoczesne ustawodawstwo. ale nie od przywar) nauczył. jakiej od ponad stu lat nie mogła stworzyć wielokrotnie większa i zdawałoby się bogatsza Rzeczpospolita. słowem – rachowanie na Opatrzność niwelującą skutki naszych przywar i głupoty. i to nie tylko na polu chwały. Takiej po- 27 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . Jej początki sięgają dwóch stuleci wstecz. który w przeciągu ostatnich dwóch stuleci (i to mimo ewoluowania jej kształtu) uwydatniał jeden z podstawowych polskich kompleksów – liczenie na cudownego zbawcę. Napoleoński projekt nowego urządzenia świata upadł. a nagradzającą cierpienia.

domagający się od Napoleona gwarancji. W Polsce nie zauważono wszakże jednego aspektu tych „na- poleońskich” sporów.Musée de Versailles Muzeum Wojska Polskiego Adolphe-Éugene-Gabriel Roehn. że chodziło w nich także o pewną europejską perspektywę Polski. Wjazd Napoleona do Gdańska w 1807 roku. Dyskusje tego typu trwały dziesięciolecia i jeszcze dziś nie możemy powiedzieć. Koncept przebudowy „dziedzińca Saskiego” w Warszawie oraz usytuowania tam pomnika Napoleona. tak jakby w wypadku przegranej cokolwiek one znaczyły i tak jakby je miał. oparte na ideach tolerancji oraz postępu (to nic. 1811 Jan Bogumił Plersch. O to. około 1812 » stawie patronował zresztą swego czasu sam Tadeusz Kościuszko. że w początkach XIX wieku nie były one jeszcze doskonałe) i co najważniejsze – że te 28 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . 1818 Zygmunt Vogel (?) według projektu Chrystiana Piotra Aignera (?). Józefa Poniatowskiego. czy może być też traktowana jako możliwość partycypacji w realizowaniu pewnej wizji nowego ładu. Śmierć ks. że umilkły (choć ograniczyły się do wąskich kręgów). Mianowicie. gwarantującego nowatorskie prawa. przystępując do organizacji powstania w 1794 roku. czy ta perspektywa powinna dotyczyć tylko gwarancji naszej niepodległości.

Wystarczy przypomnieć dzieła Andrzeja 29 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . Inna wszakże była wtedy atmosfera czy możliwości wypowiedzi. Warszawa 1936 idee powinny być spoiwem jednoczącym przestrzeń cywilizacyjną Zachodu. Powinniśmy wierzyć. W Pol- sce w dużej skali właściwie rozpoczął się on dopiero w roku bieżącym. choć już w 1969 roku pamiętano o 200-leciu urodzin Napoleona Bonaparte. między innymi to wówczas „Mówią Wieki” rozpisały ważną ankietę na temat oceny postaci Cesarza przez Polaków1. rocznic napoleońskich. Tego problemu polska historiografia zdaje się w sposób dostateczny jeszcze nie dostrzegła. że do zmiany horyzontu myślowego w tym względzie przyczyni się wiele wydawnictw z okazji 200-lecia utworzenia Księstwa Warszawskiego. wpisujących się w trwający już od lat cykl celebracji 200. ale refleksje całkiem interesujące.Warszawa w obrazach. Powróciły wtedy u nas spory o Napoleona i Księstwo Warszawskie.

Nie mniej udana.August Sokołowski. Otrzymaliśmy dzieło (choć pozbawione aparatu naukowego) zawierające dojrzałe refleksje historyczne. Dzieje porozbiorowe narodu polskiego. Rocznicę. stał się koordynatorem prac nad nową popularnonaukową monografią Księstwa Warszawskiego. albumową serię wydawniczą – słowem edycję godnie upamiętniającą 200-lecie utworzenia Księstwa Warszawskiego. Nazywa się Andrzej Nieuważny. Od Pułtuska do Tylży 1806–1807. 1. biorąc pod uwagę formę edytorską. działającego przy Akademii Humanistycznej im. Dzieło napisane językiem pięknym i przystępnym. że można było pomyśleć o przekształceniu jej w wielotomową. Wyrósł natomiast godny ich następca. a zarazem bardziej nowoczesna. po klasycznych już pracach Andrzeja Zahorskiego3. t. opisującego w szczegółach ten w gruncie rzeczy mało 30 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . Jego pisarstwo historyczne łączy rzetelny warsztat historyka – tak charakterystyczny dla prac Zahorskiego – z talentem literackim. Oprócz zasadniczego tekstu pióra Andrzeja Nieuważnego. Podążając dalej tą drogą. W sukurs przyszło Przedsiębiorstwo Wydawnicze Rzeczpospolita SA. Dziś po profesorze Zahorskim pozostały tylko publikacje (zmarł w 1993 roku). Efektem jest na razie tom zatytułowany 200 dni Napoleona. których wypracowanie wymagało poważnych studiów. opatrzone – co nie mniej ważne – wybornym zestawem ilustracyjnym (w tym względzie mogące konkurować ze słynnym albumem Ernesta Łunińskiego z 1911 roku4). Szerszemu gronu czytelników dał się poznać w roku 1999 opublikowaną w serii wydawniczej A to Polska właśnie książką zatytułowaną My z Napoleonem2. Waldemar Łysiak zaś. ukazujący fragment kampanii 1806–1807 decydujący o możliwości restytucji państwa polskiego oraz o jego kształcie i formie nazwanej Księstwem Warszawskim. Józef Poniatowski ze sztabem. która poniekąd stała się powodem całego przedsięwzięcia. Andrzej Nieuważny jako jedna z ważniejszych postaci Ośrodka Studiów Epoki Napoleońskiej. bo tylko tak bogata firma mogła sobie pozwolić na druk monumentalnego dzieła. Była to nowa. pozwalającym pochłaniać pisane przez niego teksty w sposób porównywalny do napoleońskich esejów Waldemara Łysiaka. próba ujęcia dziejów legendy napoleońskiej w Polsce. skoncentrowawszy się raczej na problematyce układów we współczesnym polskim życiu politycznym. akwarela Zahorskiego bądź też początki kariery publicystyczno-literackiej Waldemara Łysiaka. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku. rzadko już sięga do epoki Cesarza. Przewidziana początkowo na jeden tom monografia rozrosła się na tyle. Ks. Warszawa 1904 Kazimierz Lux.

Napoleon. W Przemyślu na przykład jeden tylko (sic!) sprowadzony przez księgarzy egzemplarz tego wydawnictwa od miesięcy pozostał niezauważony i nie znalazł nabywcy. zdobią jej okładkę i pierwsze kilkanaście stron. Co. do której to kategorii należy zaliczyć pocztówki o tematyce napoleońskiej. ukazujących (również z lotu ptaka) tereny ówczesnych zmagań i miejsca zaszczycone pobytem Cesarza. ale niezbyt czytelna dla przeciętnego odbiorcy. Pewną wątpliwość historyka może także wzbudzać oparcie pomysłu najważniejszych elementów oprawy graficznej na wytworach kultury masowej przełomu XIX i XX wieku. tak różna od tego. Apoteoza Napoleona. słusznie zaliczony do grona współautorów ze względu na awangardową w naszych warunkach formę albumu. No i właśnie owa artystycznie wysublimowana forma graficzna publikacji. Zostawmy jednak szczegóły. stanowiących swoisty komentarz do bogatego i dobrze dobranego źródłowego materiału ikonograficznego. oraz zestaw fotografii autorstwa Tomasza Stępnia. choć prawie nijak się niemające do treści książki. tylko z pozoru może wydawać się mało zrozumiałe. Artystyczny wyraz publikacji dał Lech Majewski. gospodarki i kultury Księstwa Warszawskiego.Ernest Łuniński. będące spojrzeniem na ówczesną sytuację okiem politologa. Warszawa [1911?] January Suchodolski. że 200 dni Napoleona zapoczątkowały bardzo interesującą serię wydawniczą. pierwszą tego typu w Polsce. Kolejne tomy dotyczyć mają: polskiego wysiłku zbrojnego w dobie napoleońskiej (Polacy i Napoleon). w omawianej książce znajdziemy także wprowadzenie autorstwa Krzysztofa Ostrowskiego. zważywszy na szybką sprzedaż innych książek o zbliżonej tematyce. Legiony i Księstwo Warszawskie. działań zbrojnych tego okresu na Śląsku i Pomorzu 31 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . Te sympatyczne z punktu widzenia kolekcjonerskiego druki. swą formą – łagodnie rzecz ujmując – balansujące na pograniczu kiczu. również w aspektach pozamilitarnych. funkcjonowania i dziedzictwa Księstwa Warszawskiego. niestety nie musi koniecznie utrafiać w jego oczekiwania. systemu administracyjnego. zaginiony znany etap zmagań Napoleona z siłami rosyjsko-pruskimi. do czego zdołali nas przyzwyczaić polscy wydawcy książek historycznych. poświęconą epoce napoleońskiej w aspekcie powstania. Istotny jest przede wszystkim fakt.

Niejako substytutem tej publikacji może być na razie kolejny tom popularnej wśród miłośników broni i barwy serii Wojsko Księstwa Warszawskiego – Wojsko Polskie w służbie Napoleona. z drugiej zaś – jako na symptom bardziej uniwersalnych skłonności ludzkiego umysłu do szukania oparcia w wielkich „przewodnikach” – osobowościach autorytarnych. ale i głębszym potraktowaniem tematu. Znaleźć w nim możemy oprócz danych na temat ubioru. Wjazd ks. w której znalazłoby się też miejsce na spojrzenie na legendę napoleońską w Polsce z jednej strony jako na pewien rodzaj kompensaty klęsk politycznych i militarnych. Wpisuje się przez to. podobnie jak inne wspomniane tu dzieła Nieuważnego. bardzo potrzebnej syntezy7 tego istotnego zjawiska w kulturze polskiej. Używamy go tutaj. i wreszcie – dziedzictwa Księstwa Warszawskiego w różnych aspektach funkcjonowania postnapoleońskiego tworu. z nowożytną mitologią Europy. Pierwszy z zapowiadanych tu tomów – Polacy i Napoleon – miał się ukazać w końcu 2008 roku. choć w odrobinę innym kontekście. co daje się przyrównać do Nietzscheańskiej koncepcji triumfu woli i co Erich Fromm eufemistycznie nazwał ucieczką od wolności. aby to nastąpiło. że w końcu staną się one podstawą do. Tym razem pomagał mu. zwłaszcza jako autor przepysznych plansz. I to dzieło jest efektem pracy oraz zainteresowań Andrzeja Nieuważnego. Józefa Poniatowskiego do Krakowa w 1809 roku. za jaki można uważać Królestwo Kongresowe w pierwszych latach jego istnienia. akwarela ze szczególnym uwzględnieniem formacji polskich. uzbrojenia. tak jak inny mit – przedmurza chrześcijaństwa. Od wcześniejszych tomów serii wydawnictwo to różni się nie tylko co najmniej podwójnie większą objętością. ale póki co nic nie wiadomo. nazywając dość powszechną u nas postawę pozwalającą rozgrzeszać 32 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . Miejmy nadzieję. znany zresztą z poprzednich czterech woluminów6. oporządzenia czy wiadomości na temat dziejów poszczególnych formacji także ciekawe refleksje dotyczące na przykład legendy Somosierry i jej wyrazu w poszczególnych dziedzinach kultury.Biblioteka Jagiellońska Roman Rupniewski. Ryszard Morawski5. łączącego ją. czegoś. w obszar historiografii polskiej zajmującej się legendą napoleońską jako istotnym czynnikiem tradycji narodowej. W polskich warunkach oba te aspekty legendy napoleońskiej czy – jak kto woli – mitu napoleońskiego8 opisuje określenie Stefana Treugutta: kwietyzm w wersji heroicznej9. Syntezy. poświęcony polskim oddziałom Gwardii Cesarskiej. tym razem już w pełni naukowej.

Gwardia: Szwoleżerowie. Grenadierzy. R. Leśniewski. czego Napoleonowi I nie dane było ziścić. Obrazów i projektów pochodzących z różnych epok. Napoléon. 8 Zostawiając na razie na marginesie semantyczno-historiozoficzne rozróżnienie obu tych pojęć. M. 21. Nieuważny. wypatrywać nowego wyzwoliciela. który z pewnością zrealizuje to. pociąga zaś niezmiennie. Warszawa 1974. W dobie czarno-białych kreacji. Inżynierowie i Saperzy. pozwalamy sobie opublikować kilka rzadko przywoływanych i co za tym idzie mało znanych źródeł ikonograficznych do dziejów kultu Cesarza oraz legendy napoleońskiej w Polsce. Pelta). nie tylko ze względu na nazwiska twórców – liczących się postaci w dziejach sztuki polskiej epoki neoklasycyzmu i romantyzmu. A. s. destrukcyjna). 7 Chociażby na miarę takich publikacji omawiających legendę i mit napoleoński w ujęciu uniwersalnym. Warszawa 2008 (wyd. pod red. Legiony i Księstwo Warszawskie. Wojsko Polskie w służbie Napoleona. Warszawa [1911]. Przyodziany w czarny uniform esesman zdaje się postacią bardziej intrygującą niż chociażby. Ta bowiem w sferze kultury masowej wydaje się w Polsce ostatecznie wypalać. S. tak jak w westernowej fabule. Wydawnictwo Dolnośląskie – Wrocław 1999. Karabela). 5 R. jaki daje poczucie spełnienia heroicznych czynów (vide Somosierra). Paris 2004. napoleoński grenadier ze sceny odwrotu spod Moskwy. nawet album o polskich szwoleżerach Gwardii Cesarskiej zdaje się pozostawać w gorszej pozycji wyjściowej niż podobnego rodzaju książki o żołnierzach Hitlera. Warszawa 1971. Warszawa 1993. Zahorski. Wojsko Księstwa Warszawskiego. Morawski. czy jak kto woli łamiąca wszelki opór siła. H. Studia romantyczne i napoleońskie. Spór o Napoleona we Francji i w Polsce. Wojsko Polskie w służbie Napoleona. La légende de Napoléon. R. Tatarzy. Kawaleria. Z innych przestrzeni kultury masowej epopeja napoleońska skutecznie została wyparta przez mniej skomplikowane. jak: S. tak jeszcze żywotnej w czasach „schyłkowej komuny”. Bellona 1992). Eklererzy. Analogicznie do tego. uzupełnione: Wrocław 2006. również w konkurencji na najbardziej poczytne wydawnictwo z dziedziny broni i barwy. Legia Nadwiślańska. Łuniński. Dających innego rodzaju spojrzenie w stosunku do klasycznych już opracowań – np. nr 8. 4 E. Wszakże złożyliśmy bogini Historii stosowną ofiarę. Warszawa 1996 (wyd. Wojsko Księstwa Warszawskiego. wyd. Wielecki. Morawski. lecz będących egzemplifikacją tej samej w gruncie rzeczy idei. R. Zdają się ponadto dla zrozumienia pewnych aspektów funkcjonowania tej legendy niezwykle istotne. Lansjerzy Nadwiślańscy. wyglądający niczym kwiat na śniegu. co ma miejsce w modnej dziś dziedzinie tak zwanych rekonstrukcji historycznych (gdzie z reguły najliczniej reprezentowane są bataliony Wehrmachtu i SS). H. ahistoryczne. 9 S. q Niektóre nadesłane odpowiedzi opublikowane zostały w „Mówią Wieki” 1969. nowe. Warszawa 2004 (wyd. Pozostało po niej w zasadzie – biorąc pod uwagę masowego odbiorcę – zainteresowanie bronią i barwą epoki Cesarza. Owemu przygasaniu legendy napoleońskiej. Prussak. Wielecki. Morawski. Nieuważny. Na zakończenie. N. Generalicja i sztaby. pragnąc w jakiś sposób wesprzeć postawiony wyżej postulat stworzenia nowoczesnej syntezy dziejów legendy napoleońskiej w Polsce. Warszawa 2008 (wyd. Paris 2005. Napoleon – mit i utopia.sumienie narodowe i trwać w błogostanie. Geniusz wydziedziczony. Karabela). Bellona). Nie przypadkiem liczne specja- lizujące się w militariach wydawnictwa swój sukces finansowy opierają – choć się do tego nie raczą przyznać – na publikacjach prezentujących osobliwy urok faszystowskich formacji zbrojnych. Treugutt. Ludzie przestają miewać kolorowe sny. Morawski. [w:] idem. nie ma miejsca na kolory. de la mythologie à l’ histoire. Z dziejów legendy napoleońskiej w Polsce. Wojsko Księstwa Warszawskiego. Artyleria. Jeana Tularda i Jeana-Marie Lucasa-Dubretona. 3 A. 6 Vide: R. Petiteau. Zło. krwawe baśnie bądź historie wzięte z repertuaru bliższego naszym czasom. Napoleon. Warszawa (wyd. Hazareesingh. Morawski. nie jest winna li tylko amerykanizacja polskiej kultury (jak wszędzie. Co nie przeszkadza życzyć najnowszej publikacji Andrzeja Nieuważnego i Ryszarda Morawskiego również komercyjnego sukcesu. gdzie to miało miejsce. Dziś z jeszcze jednego względu jest dobry moment na formułowanie sądów podsumowujących legendę napoleońską. idem. 1 2 33 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . A.

brał udział w życiu kulturalno-towarzyskim Lwowa. na którym przebywał dziewięć miesięcy. dr Maurycy Axer został zmobilizowany do armii austro-węgierskiej z przydziałem do 4. po awansie na podporucznika. W marcu 1914 roku ukończył aplikację i po zdaniu przed c. otrzymał na Uniwersytecie Lwowskim stopień doktora praw. uzyskał doktorat na Uniwersytecie Wiedeńskim (1902) i został wybitnym matematykiem. jednak ostatecznie zdecy- dował się na prawo. obowiązkowy i dokładny. urodził się w galicyjskim Przemyślu. zwłaszcza pokrzywdzonym. W listopadzie i grudniu tego roku odbył w macierzystym pułku „wyjątkową” służbę czynną. profesor gimnazjalny. uzyskując. Synowie Leona Axera nie poprzestali jednak na zdobyciu wykształcenia gimnazjalnego. wyzwalał rodzinny Przemyśl z rąk rosyjskich w 1915 roku. Maurycy Axer otrzymał przydział do żandarmerii polowej i skierowany został na front do Albanii. specjalistą w zakresie teorii liczb. Po ślubie młodzi zamieszkali u rodziców żony przy Nelkengasse 2/13. a następnie został koncypientem adwokackim w kancelarii dr. zaś córka Roberta w roku 1912 zdała z odznaczeniem egzamin maturalny w Prywatnym Liceum Żeńskim Anny Rachalskiej i wyszła za mąż za przemyskiego adwokata Efroima Salomona Schutzmana. brał udział w zwycięskiej bitwie pod Kraśnikiem 25 sierpnia 1914 roku. Krzywdy i niesprawiedliwości stary Axer nigdy znieść nie mógł. który ogłuchł od huku artyleryjskiej kanonady. To zbliżyło go do politycznej i społecznej lewicy. brygady artylerii polowej w Przemyślu. umiał przyjść z pomocą obywatelom. a dochody ze swojej urzędniczej pensji inwestował w staranne wykształcenie piątki dzieci. właściciel i dyrektor prywatnego gimnazjum i liceum żydowskiego w Częstochowie. W rozpoczęciu praktyki adwokackiej przeszkodziła mu wojna światowa. a następnie został przeniesiony do 11. Aleksander. pułku artylerii górskiej. pułku haubic polowych II dywizji. a ukoronowaniem jego kariery zawodowej była godność naczelnika miejskiego biura podatkowego. Przygotowania do zawodu adwokata przerywane były służbą wojskową.k. uzyskał doktorat z chemii na uniwersytecie w Wiedniu (1907). Jako urzędnik miejski śmiało i otwarcie występował publicznie przeciw rządom kliki magistrackiej. zakończoną egzaminem na chorążego. ukończył wydział prawny na Uniwersytecie Lwowskim i uzyskał doktorat w 1911 roku. absolutorium. W roku akademickim 1904/1905 zapisał się na Wydział Prawa Wszechnicy Lwowskiej. baterii 10. Łączność z rodziną utrzymywał za pośrednictwem poczty polowej nr 361.k. Wszyscy synowie ukończyli c. człowiek skromny i uczciwy. Józef. Był na froncie rosyjskim. Rodzina Maurycy Axer. syndyk lwowskich teatrów miejskich. Studia ukończył w roku 1908. Doskonały fachowiec. uczestniczył w działaniach na froncie włoskim. po ośmiu semestrach i zdaniu trzech egzaminów rządowych. tak zwanych rygorozów. Żołnierz Franciszka Józefa I 1 sierpnia 1914 roku. Hermana Liebermana w Przemyślu. Leon Axer. W lipcu 1912 roku. pułku haubic polowych 10. rocznik 1886. Ta właśnie odwaga cywilna i wysokie poczucie godności ludzkiej i obywatelskiej zyskały mu powszechną cześć i szacunek – napisano w nekrologu. nigdy nie dorobił się żadnego majątku. W wojennej wędrówce towarzyszył mu wiernie pies Aslan. po zdaniu trzech egzaminów ścisłych. w związku z wypadkami wojennymi. Filip. W jednostce tej służył dwa lata. Odbył aplikację sądową w Stryju. Najstarszy. w którym służył od stycznia do maja 1913 roku. Znany też był jako mecenas sztuki teatralnej. Urlopy spędzał w Badenie koło Wiednia u swo- 34 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . W sierpniu 1916 roku. Gimnazjum Wyższe w Przemyślu.SYLWETKI Lwowski Cicero Zenon ANDRZEJEWSKI Zasłynął jako jeden z najwybitniejszych obrońców w sprawach karnych doby międzywojennej. Syn Maurycy po zdaniu matury zamierzał początkowo studiować medycynę. Sądem Krajowym Wyższym we Lwowie egzaminu adwokackiego uzyskał wpis na listę obrońców w sprawach karnych. Ojciec Leon przeszedł wszystkie szczeble w hierarchii urzędniczej w przemyskim magistracie. W drugim roku wojny Maurycy Axer zawarł w Wiedniu związek małżeński z Ernestyną Fryderyką Schuster. Powołany do armii austriackiej odbył jednoroczną służbę w 10. adwokat cywilny i wojskowy.

W listopadzie 1919 roku otworzył kancelarię adwokacką przy ul. Botwina (1925).Atelier Weitzman. co wkrótce zjednało mu przydomek lwowskiego Cicero. Po powrocie z frontu albańskiego ppor. Nazywany też był mówcą złotoustym. Wojnę światową skończył jako porucznik w 2. mickiej 10. Jego błyskotliwe mowy Droga do sławy Po zakończeniu wojny Axerowie jeszcze przez rok mieszkali w Badenie. brata zamordowanej. Złożony przez niego wniosek o zbadanie stanu zdrowia psychicznego najważniejszego świadka w procesie. gdzie dr Axer miał większe szanse zrobienia kariery zawodowej niż w rodzinnym Przemyślu i gdzie miał wielu kolegów i przyjaciół. hołdującego zasadzie. Reinergasse 9. 1 stycznia 1917 roku urodził się w Wiedniu pierworodny syn Axerów – Erwin. stanowił novum w praktyce polskiego sądownictwa. Zainteresowanie tą sprawą objęło niemal cały kraj. jeszcze z czasów studenckich. Axer otrzymał przydział do 6. właścicielki willi przy ul. Aleksandra Fredry 4a. że przemawiające przeciw niej poszlaki są niewystarczające do skazania. około 1913 roku Ernestyna Fryderyka z domu Schuster – żona Maurycego Axera jej teściowej Adeli Schuster. baterii 124. po czym rodzina wyjechała do Lwowa. dokonane w nocy z 30 na 31 grudnia 1931 roku w Borzuchowicach pod Lwowem. a następnie do grupy uzupełnień artylerii polowej. „przemyskim” (1937). Dr Axer był przekonany o niewinności swojej klientki i dowodził. Tam też najczęściej podczas wojny zamieszkiwała jego żona Ernestyna Fryderyka. baterii miotaczy min 25. pułku artylerii polowej. Wiedeń Dr Maurycy Axer. Występował w najgłośniejszych procesach politycznych i kryminalnych międzywojnia: „świętojurskim” (1922). późniejszy żołnierz powstania warszawskiego i wybitny reżyser teatralny o światowej sławie. a sam proces miał charakter klasycznie poszlakowy. Bardzo szybko zdobył renomę znakomitego obrońcy karnisty. pułku kanonów. Gorgonowej (1932) czy Rekszyńskiej na początku lat trzydziestych. a następnie przy Mikołaja Zyblikiewicza 25 i Akade- 35 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . który później był dowódcą jednej z grup bojowych w obozie janowskim we Lwowie i w roku 1943 został bestialsko zamordowany przez Niemców. 15-letniego Stanisława Zaremby. Ryś). oskarżonej o zabójstwo Elżbiety (Lusi) Zarembianki. że tego rodzaju badanie może mieć zastosowanie tylko w odniesieniu do oskarżonego. Dr Maurycy Axer był jednym z najznakomitszych krasomówców lwowskiej palestry. Ogólnopolski rozgłos i sławę wybitnego obrońcy sądowego przyniosła mu zwłaszcza obrona Emilii Małgorzaty (Margerity-Rity) Gorgonowej. nigdy zaś wobec świadka. 28 listopada 1918 roku przyszedł na świat w Badenie drugi syn – Henryk (Bebi.

Na łamach „Głosu Prawa” zamieścił obszerny artykuł krytyczny na temat przygotowywanej ustawy o postępowaniu karnym. Kiedy szedł ulicą Akademicką. w 1932 roku został wybrany na członka Rady Adwokackiej. a następnie do komitetu redakcyjnego i opiniodawczego tego periodyku. recenzował dwie monografie naukowe pod tytułami Badania psychologiczne nad poczuciami moralnemi i Charakterystyki psychologiczne oraz Komentarz do kodeksu postępowania karnego. jako specjalista prawa karnego materialnego i procesu karnego. Angermana.N. pełniąc obowiązki członka tak zwanej Komisji Inicjatywy. prof. czasem widziałem go z okna. patrzył daleko przed siebie ponad głowami przechodniów. przyciągały na salę sądową tłumy publiczności. dość tęgi i wysoko nosił głowę. jak również przepisy nowego kodeksu postępowania karnego z lipca 1929 roku. Po wojnie ojciec stał się pacyfistą i nie chciał. Axer brał udział w pracach lwowskiej Izby Adwokatów. Współtwórca „Głosu Prawa” i publicysta Był jednym z inicjatorów powołania do życia „Głosu Prawa” – pisma lwowskiej adwokatury. Był wybierany kilkakrotnie do wydziału (zarządu) Izby. Niektórzy uważali z tego powodu.Maurycy Axer (czwarty z lewej) na froncie. zima 1915 roku obrończe. opowiadać o swoich wojen- 36 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . w 1934 roku na egzaminatora aplikantów adwokackich. a w 1938 roku na rzecznika dyscyplinarnego. Nowotnego i adwokata dr. pełne pasji i ognia. poddawał krytycznej ocenie orzeczenia lwowskiego Sądu Apelacyjnego. opracowany przez sędziego L. Był także w Albanii. W pamięci syna Erwina Ojciec był bardzo wysoki. W czasie wojny ojciec był porucznikiem artylerii konnej w armii austriackiej. S. Należał do komitetu założycielskiego. polemizował z dr. przedstawicieli lwowskiej palestry i sądownictwa i stanowiły wzór dla młodych adeptów zawodu adwokackiego. mimo błagań. Schauderem co do uprawnień sądu apelacyjnego i z wykładnią Sądu Najwyższego przepisów nowego kodeksu postępowania karnego. Przeworskiego. Ale on tylko trzymał się bardzo prosto. że jest zarozumiały. Spędził prawie cztery lata na froncie rosyjskim i włoskim.

siadał w fotelu i śpiewał różne arie i pieśni. opowiadał bardzo ciekawie i widać było. Gośćmi Axerów bywali: Herman Lieberman. „Vater. w którym brylowała sama pani Axerowa.. wpadałem w nastrój bohaterski. jako że Maurycy Axer w kręgach inteligencji lwowskiej był postacią znaną i szanowaną.” (siedem pierwszych słów. Czasami po obiedzie ojciec śpiewał: „O Alfredzie. „Lorelei”. że mimo wszystko lubił swoje wojenne lata i wojsko. bo bałem się wzruszać z niewłaściwych przyczyn.. Na urodziny matki po francusku. francuskiego się nauczyć [. „Międzynarodówkę”. że część tych ludzi działa ideowo i należy im się dobra obrona...”. ładną wymowę i zdolności deklamacyjne. Państwo Axerowie byli stałymi bywalcami na przedstawieniach w Teatrze Wielkim lub Rozmaitości. kiedy udało się nam pociągnąć go za język. My- śmy kochali Jana Kazimierza. panowie magnaci. Po obiedzie.. Pierwszą polską książką o wielkim znaczeniu. skąd mu się to bierze. ciekawych procesach sądowych. pamiętam Kischa. kiedy miałem osiem lat.. kiedy ojciec był w dobrym humorze. za to byli Dygas.. Andrzej Pronaszko. a polski opanowywałem fonetycznie. którego często czytywał i cytował [. Maurycy Axer był wielkim miłośnikiem teatru... dziennikarze. Dr Maurycy Axer był z przekonań socjalistą. pięknie wymawiane. Na imieniny... „Przy cesarzu mile włada cesarzowa pełna łask. wołania o zmiłowanie. choć zgrzytały i choć tuba służyła już jakimś innym celom. czytał bratu i mnie ballady Mickiewicza... Kiedy ojciec śpiewał. my w niewoli. Traviata. na przykład. że wojna z Rosją była sprawą wyjątkową i sprawiedliwą.. znałem dobrze niemiecki. a popołudniami grywano w brydża. by chłopcy punktualnie o siódmej gasili światło i nie czytali do późnej nocy.].. Józef Mann. Ojciec kupił też gramofon z wielką tubą i kilkanaście płyt. Uśmiechałem się więc głupio. „Ich hatte einen Kameraden. W domu była spora biblioteka ojca. urodziny rodziców musiałem się uczyć wierszy. „O matko moja miła. liberalnym demokratą i agnostykiem. der Schlachten ich rufe Dich”.. Kiedy podrosłem. Kiedy przyjechaliśmy do Lwowa. Często bronił za darmo.”. żeby niemieckiego nie zapomnieć.. synu mój. które pozostało przy pudle.”... Ojciec zaczął nam czytać wieczorami opisy bitew z „Ogniem i mieczem” i z „Potopu”. W ich salonie spotykali się literaci. gdzie mieli dom letniskowy. uwielbiana przez swoich małych podopiecznych. Slezak. którą teoretycznie potępiał. w którym grywano bajki dla dzieci.”. bo wielbił Napoleona [. opowiadała i czytała im po niemiecku bajki braci Grimm oraz wykonywała pedantycznie wszystkie polecenia pani Axerowej. bo więcej widocznie nie znał). choć nie należał do tej partii. Wilam Horzyca. my w niewoli. „Na sprowadzenie prochów Napoleona” – bardzo to lubił. Do opieki nad dziećmi zatrudniali guwernantkę. Nie było wieczoru bez płaczu. To był zabieg pedagogiczny. Kazimierz Wierzyński. Nigdy też nie był komunistą.nych przygodach. a w niedzielne popołudnia do Kasperletheater.. Wierzył. Janusz Strachocki. Częste kontakty z takimi osobowościami. Później. chociaż sens i tak nie miał dla mnie większego znaczenia. rzeczywiście wielkim – poza lirykami. albo chciało mi się płakać. choć w wielu procesach występował jako adwokat działaczy komunistycznych. Samą partię oceniał krytycznie.. Piccaver śpiewał po francusku Fausta „Salut demeure chaste et pure.”. Austria w stosunku do Rosji była wolnym krajem. które ojciec recytował albo śpiewał – była Trylogia.]. Te płyty były prawie tak samo ważne jak śpiewanie. „Die zwei Grenadiere” i jeszcze kilka innych bohaterskich i romantycznych arii i pieśni na przemian. „El molé rachamim. Wakacje zaś spędzali w ulubionym Sławsku. która. Leon Schiller. Salon – teatr – panna Greta Lwowscy Axerowie prowadzili dom otwarty i bogate życie towarzyskie. ludzie teatru. tłumaczył nam. prócz Grillparzera. w dowolnej kolejności. Ludwik Honigwill. Sympatyzował z PPS.” i „Carmen”. i Haška. Joseph Roth i inni. jęków i marudzeń – wspomina Erwin Axer. który dużo wierszy znał na pamięć. osiwiały ojciec twój płacze. Trubadur. prawnicza oraz jego ulubionych książek – bardzo różnych. kiedy zjawił się Schiller. Żeromski był później. Była Tosca i Rigoletto. a potem Horzyca. a głos wydobywał się tylko z krótkiego kolanka. jaka spadnie kara.. kiedy po wielekroć chodziliśmy na przedstawienia. ciarki chodziły mi po plecach. „Podróży po Warszawie” i „Opery za trzy grosze”.”. czy w operze tak jest naprawdę. Demuth i Piccaver. Czasem jednak. „O cześć wam. którego ojciec czytał namiętnie. Podczas proszonych obiadów dyskutowano o bieżących wydarzeniach politycznych.].”. czy ojciec to wymyślił. Irena Eichlerówna. Z Austriaków. pannę Gretę Hering. „Nie dbam. Miał miły baryton. Straszny dwór. teatrze. profesorowie. i melodia [.. a ojca po niemiecku.. „Z dymem pożarów. które są dla mnie do dzisiaj bardzo ważne. I Słowackiego. Nie było tam prawie płyt kobiecych. Caruso. tylko pojedyncze słowa. doszły do repertuaru ojca piosenki z „Królowej przedmieścia”. Słuchałem ojca. W Badenie pod czujnym okiem panny Grety Ryś i Erwinek chodzili na codzienne spacery do Doblhoffparku. „Popioły” i Trylogię czytuję do dzisiaj. jak Leon Schiller czy Wilam Horzyca wpłynęły niewątpliwie na wybór drogi życiowej syna Erwina. a w aktorów wcielały się 37 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . i właściwie także wojnę. literaturze. a wieczorami spotykali się z przyjaciółmi w kawiarni artystów „Roma”. Zachowałem je do wojny i puszczałem od czasu do czasu.]. Nie wiedziałem. żebrze lepszej doli. Niemkę. bo kobiecych głosów ojciec nie lubił.

że my z bratem powinniśmy walczyć i miał cichą nadzieję. Wychowywał synów w kulcie dla idei romantycznych. Niemcy przeprowadzili we Lwowie spektakularną akcję aresztowań polskich oficerów rezerwy. jak twierdził. która zawiozła wszystkich na ul. czyli Heereskraftwagenpark przy wojskowych samochodach.. na którym parę dni wcześniej spał Jurek Kreczmar. ale rozłożył bezradnie ręce. Łąckiego 1. Horzyca. Tutaj właśnie kilkuletni Erwin doznawał pierwszych wrażeń emocjonalnych i estetycznych związanych z teatrem. Droga bez powrotu Po kilkunastu dniach od aresztowania dr Axer został wywieziony z dworca Lwów–Kleparów pociągiem towarowym do obozu zagłady w Bełżcu. Brat spał na skórzanym materacu podróżnym. Jakoś udało się im wyłamać zbutwiałą deskę w wagonie. w miłości do Polski. I wtedy. Po zajęciu Lwowa przez Niemców 30 czerwca 1941 roku Maurycy Axer przez krótki czas pracował w Judenracie w wydziale mieszkaniowym przy ul. rozdzielaniu biletów. Wzór ojca i patrioty Maurycy Axer czuł się Polakiem. ale musiał ze względów bezpieczeństwa mieć pracę. Ćwiczeń pamięci Erwina Axera oraz rozmowy Elżbiety Wysińskiej z reżyserem. w rocznicę wybuchu wojny. Akademickiej 10. gdzie znajdowało się więzienie.K. Jeden z nich jeszcze tej samej nocy przyniósł wiadomość Erwinowi o losie jego ojca. dostał posadę administratora. tym. Fakt ten tak komentuje syn Erwin: Ojciec nie chciał pozostać adwokatem w warunkach okupacyjnych i całkowitej zależności sądu. spędził noc w naszej chłopięcej sypialni. Pomiędzy Kulikowem a Żółkwią zeskoczyło na nasyp kolejowy trzech więźniów. Gdy dr Axer wychodził rankiem do pracy. Wszystkie fotografie pochodzą z rodzinnego archiwum Erwina Axera. Janek Kreczmar. któ- ra polegała na zarządzaniu widownią. pomóc nie mógł. nr 2. Axer na znak solidarności przesłał im podniesioną ręką znak pozdrowienia. Interweniowałem też u adiutanta samego gubernatora Galicji Hauptsturmführera SS Stiasnego. Zatrzymali auto. q Przywołane w tekście cytaty zostały zaczerpnięte z „Nowego Głosu Przemyskiego” 1929. podbiegli do niego i wepchnęli siłą na ciężarówkę. który mnie lubił i potem pomógł mi się uratować. 1 września 1942 roku.. Pełnił funkcję „głównego administratora” w Państwowym Polskim Teatrze Dramatycznym utworzonym dekretem Rady Komisarzy Ludowych. bez wpływu na teatr. 38 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . ale ten (cierpiący na hexenschuss) nie podjął ryzyka skoku z pędzącego pociągu. ale ojcu. co robi dziś organizator widowni. dom mecenasa Axera dawał uchodźcom schronienie. zanim odjechał do Białegostoku. Słonecznej. jako wykwalifikowanego oficera artylerii.P. Chodziłem kilka razy pod więzienie. Namawiano go.]. Daszewski. dzięki długoletniej znajomości z Krasnowieckim. a potem już było za późno [.. W ciągu pierwszych tygodni i miesięcy wojennych przez Lwów i przez dom moich rodziców przewinęli się Węgierko. a także znalazło tu bezpieczny azyl kilkunastu żołnierzy z rozbitego oddziału. Boy-Żeleński i jeszcze parę innych osób z tego kręgu [. nie mógł siedzieć w domu. W czasie okupacji sowieckiej Maurycy Axer nie chciał wykonywać zawodu adwokata. opublikowanej w „Pamiętniku Teatralnym” 1991. a następnie w H. Ów więzień namawiał Axera do wspólnej ucieczki. Ze wspomnień Erwina Axera: Mój ojciec uważał. który później służył za miejsce noclegu Aleksandrowi Bardiniemu. Zauważyli to Niemcy. a tym bardziej adwokatury w ZSRR. Broniewski. ciężarówka z aresztowanymi przejeżdżała obok jego domu przy ul. U Axerów ukrywał się też były wojewoda lwowski Piotr Dunin-Borkowski. socjalistycznych i niepodległościowych.]. Gdy po wybuchu wojny w 1939 roku nastąpił exodus inteligencji warszawskiej na wschód. przemawiała za tym jego przeszłość. Wspomina Erwin Axer: Po aresztowaniu ojca byłem u jego komendanta – porucznika z Monachium.marionetki. w łóżku mojego brata.. Przybyły z Warszawy profesor mój Aleksander Węgierko. Dlatego zostaliśmy. lecz ojca już nie zobaczyłem. nr 3/4.. że i jego jeszcze wezmą do wojska. ojciec się oparł.

ale także na cały świat. wszak to stulatek!). zwane dla niepoznaki klubami. Są oczywiście sytuacje zmuszające jazzmanów do rezygnacji z koncertów w klubach.”. w których ze szklaneczką w garści bez cele- 39 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 .MUZYKA Adam ERD Nad i bez jazz Urszula Dudziak w życiowej formie. to miejsca. w których bywał. na przykład zbyt liczny skład zespołu i rozbudowane instrumentarium. nie tylko wokalnej.. filharmonii. Są to jednak przypadki nieliczne. Jazz narodził się w Nowym Orleanie. meneli. których nijak się nie da upchać w klubowym wnętrzu. raczej wyjątki od reguły.. podejrzanych spelunach pełnych alfonsów. a od 4 do 7 grudnia VIII Międzynarodowy Festiwal Jazzowy „Jazz bez. którego nie pomieści klubowa estradka. Koncert w ramach „Jazzu nad Sanem” w sali widowiskowej przemyskiego zamku Wojciech KALINOWSKI Pod koniec roku w Przemyślu odbyły się dwie duże imprezy jazzowe: od 24 października do 8 listopada XX „Jazz nad Sanem”. właśnie zadymione bary z wyszynkiem. Nie znaczy to jednak. albo popularny wykonawca ściągający tłumy słuchaczy. że wyrzekł się swej kolebki – knajpy (w agencjach towarzyskich raczej nie bywa. Później rozprzestrzenił się nie tylko na Amerykę. może z powodu starczego wieku. w miejscach o nie najlepszej reputacji: w domach publicznych. by trafić do szacownych sal koncertowych. swojskich lokalach. piął się coraz wyżej. Przeciwnie. Zmieniał kategorie lokali. pijaków i narkomanów – jak się dziś mówi. Także jazzowa publika woli spotykać się ze swoją muzyką w bardziej kameralnych. w których ta muzyka czuje się najlepiej.

albo był w dniu koncertu w słabszej formie. wydłużyły stojącej pod drzwiami publiczności oczekiwanie na koncert Urszuli Dudziak do dobrych dwudziestu paru minut. Było bardzo średnio. które odbyły się w „Niedźwiadku”. Świetnie wspierał ją zespół złożony z mało znanych. „Zaszczytu” występu w zamkowej sali dostąpiły wokalistki Urszula Dudziak i Anna Maria Jopek. Publiczność doceniła i to. Trudno jednak powiedzieć. Artystka będąca w życiowej formie wokalnej (także showmańskiej. niewiele dobrego da się powiedzieć. przynajmniej w środkowej części widowni słyszalność była całkiem dobra.Adam ERD Anna Maria Jopek na „Jazzie nad Sanem” bry i szpanu oddać się może błogiej konsumpcji (nie tylko sztuki). niemniej jednak starała się. że muzyka porwała publiczność. Dźwiękowcy obu gwiazd mieli nie lada kłopoty z nagłośnieniem sali. a druga w Klubie „Niedźwiadek”. O pozostałych koncertach „Jazzu nad Sanem”. ale wytrawnych – jak się okazało – muzyków. jakim go anonsowano.. Nie dla wszystkich jednak to taka „oczywista oczywistość”. Wykonał kilka piosenek w stylistyce soulowo-funkowej (momentami przypominał Ala Jarreau). Zmagania te. której największym atutem na pewno nie jest umiejętność nawiązywania błyskawicznego kontaktu z widownią. Cierpliwość słuchaczy została jednak sowicie wynagrodzona. Dwa dni później dźwiękowiec Anny Marii Jopek nieco lepiej poradził sobie z akustyką sali. Zamkowe śpiewy Cztery koncerty „Jazzu nad Sanem” rozdzielono po równo: połowa w sali widowiskowej przemyskiego zamku.. że znacząca liczba festiwalowych koncertów ma się odbywać w salach widowiskowych. Na dodatek jego akustyczny zespół grał stanowczo zbyt głośno. albo nie jest tak dobrym muzykiem. a może showwomanowskiej?) dała bardzo dobry koncert. Jopek to artystka. Choć dla mnie muzyka Jopek jest zbyt jednostajna i może uśpić (na szczęście niewygoda zamkowych fotelików pozwoliła mi zachować stan czuwania). która nie miała zamiaru pozwolić na okiełznanie niesfornych dźwięków.” postanowili. zwieńczone nieznacznym tylko powodzeniem. Wystąpili na nich amerykańscy muzycy z polskimi zespołami: Mack Goldsbury. bo ciepło przyjęła jej występ. zapowiadany jako gwiazda amerykańskiego saksofonu (współpracował z Johnem Scofieldem). i klasę wokalistki. Było poprawnie i tylko 40 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . Drugi z amerykanów Mike Russell. wypadł nieco lepiej. wokalista i gitarzysta. że zacytuję klasyka. Organizatorzy przemyskich imprez z jazzem w tytule: „Jazz nad Sanem” i „Jazz bez.

I chociaż większość koncertów dało się jakoś przeżyć bez napojów (choć gorąc i duchota). aż tu nagle na- wet przysłowiowych paluszków i mineralnej kupić nie można! Wróćmy jednak do muzyki. Czterodniowy festiwal po dwa koncerty dziennie to dla większości słuchaczy maraton ponad siły. Wykonywali z lekkością i wdziękiem utwory w bardzo różnych stylistykach... Inaugurujący „Jazz bez. co jest jakimś pomysłem. Lecz nie do końca wiem.” (z niewielką.. Program tegorocznej edycji został ułożony wyraźnie z intencją prezentacji jazzu wokalnego. czy to zaleta. Aby jednak publiczności spragnionej doznań artystycznych (i nie tylko) z nadmiaru pozytywnych wrażeń w głowach się nie poprzewracało. acz istotną zmianą w składzie – Krzysztofa Zawadzkiego przy perkusji zastąpił Zbigniew Lewandowski). Dużo lepiej ten sam zespół zagrał miesiąc później na „Jazz bez.. to już dźwięków generowanych przez freejazzowy kwartet Jurija Jaremczuka bez jakiegoś „znieczulacza” przyswoić się łatwo nie dało.. a tej na „Jazzie nad Sanem” trochę brakowało. w czym byli lepsi.” tyle.. czy wada. Klubowy barek czynny był nawet w mrocznych czasach PRL-u (choć czasami bez alkoholu).” młodzieżowy MDK Big Band z Przemyśla nie prezentuje może zawodowego poziomu.Adam JAREMKO Grzegorz Grzyb z Laboratorium na festiwalu „Jazz bez. Bartholomew International Jazz Project pokazali niezwykłą wszechstronność i jazzową kompetencję. Jazz bez. W sali widowiskowej wystąpiły tylko większe formacje muzyczne..” (tak naprawdę początki tego cyklu koncertów jeszcze pod nazwą „Mikołajki Jazzowe” sięgają wczesnych lat osiemdziesiątych) umiejscowiono w Klubie „Piwnice”. że nie zapomnieli. Kilku wykonawców festiwalu zasłużyło na parę ciepłych słów... Weterani jazzu z reaktywowanego Laboratorium pokazali. zakratowano i zamknięto na cztery spusty piwniczny barek.. do czego służą instrumenty zasilane prądem. ale trzeba pamiętać. że jazz to przede wszystkim muzyka instrumentalna. Pewnie dlatego po drugim dniu widownia prześwitywała pustkami. ale ile w tych młodych ludziach entuzjazmu i radości z grania synkopowanej muzyki. Na coś w końcu będą się musieli zdecydować. alkoholowy Większość imprez VIII Festiwalu „Jazz bez. i doprawdy trudno ocenić. Serce roście! Nieco starsi od nich muzycy z FBI Jazz – Fortuna. Co prawda panowie Janusz Grzywacz i Marek Stryszowski posiedli umiejętność przywoływania klimatu Weather Report – legendy muzyki fu- 41 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 .

.Adam JAREMKO Grupa FBI Jazz – Fortuna. pianista. perkusistów.. że jego instrument ma funkcję piano (a może ten egzemplarz faktycznie jej nie miał?).. zapomniał chyba. a przemyską edycję VIII Międzynarodowego Festiwalu Jazzowego „Jazz bez. jak Szymon Fortuna w FBI Jazz.. Zbigniew Lewandowski w Levandek Quartet. Całość uratowały jednak znakomite solówki Macieja Sikały na saksofonie. Sekcja rytmiczna również nie zachwyciła. q XX „Jazz nad Sanem” zorganizowało Przemyskie Centrum Kultury i Nauki „Zamek”. pomysłowe aranżacje – to główne atuty tego koncertu. Warto jeszcze wspomnieć o dobrym występie ukraińsko-polskiego zespołu Shockolad z Przemyską Orkiestrą Kameralną. którzy grali w swych formacjach pierwsze skrzypce. I mimo genialnych kompozycji mistrza nie był to najbardziej udany koncert. inspirowany ukraińską muzyką ludową. Na koniec trochę życzeń noworocznych. zabłysnął jaśniej niż one. Zupełnie innej postaci swój koncert poświęcił Leszek Kułakowski. co utwory spółki Zawinul – Shorter. Szanowne Dyrekcje wszelkich centrów z kulturą w nazwie. to spróbujcie połączyć je w całość. bo nawet w lirycznych balladach dudnił jak kowalski młot. Lider zespołu.. a przesiąknięte koturnowym klimatem sale koncertowe niech wypełnia operetki czar. wyciszony jazz.. których byli li- derami.” był festiwalem. Wszak jazz najlepiej czuje się w knajpie (z czynnym barem). Duża kultura muzyczna. Muzycy zaprezentowali nieco stonowany.” sion – ale ich bardziej oryginalne kompozycje nie mają tej siły rażenia. bo i Grzegorz Grzyb w Laboratorium. 42 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . szacunek pełen). Okazało się. I to nie tylko w zespołach. Bartholomew International Jazz Project na festiwalu „Jazz bez.” – Centrum Kulturalne w Przemyślu. skoro dysponujecie już lokalami klubowymi i zdecydowałyście się na organizowanie festiwalików jazzowych (za co wam chwała. mimo otoczenia złożonego z jazzowych gwiazd. bo pora ku temu stosowna.. że „Jazz bez. Jego zespół wystąpił z programem złożonym z kompozycji Krzysztofa Komedy. Ihor Hnydyn w Shockolad..

Zatrud- nienie dziecięcego chóru do tego ostatniego numeru było strzałem w dziesiątkę. płyty DVD. to trochę wiocha. Duff McKagan’s Loaded Wasted Heart EMI qqqqq W iększość dźwięków wychodzących spod palców byłych muzyków Guns N’ Roses zawsze przyjmowałem z wielkim aplauzem. Słuchając ich. że to tylko rock and roll. radość i spontaniczność. że to rozrywka. Zwariowane teksty. Z taką płytą każda halloweenowa impreza będzie udana. boogie czy jak tam chcecie nazywać ich muzykę znów zamyka się w charakterystycznych trzech dźwiękach i cieszy kolejne pokolenie słuchaczy. a buntownicza postawa Duffa sprawia. pamiętajmy. ale dobitne melodie. a poza tym ta grupa gra naprawdę zacne dźwięki. I proszę do tego nie podchodzić jak do metalu. Rockman powrócił do muzycznych korzeni i zrobił to z wielkim smakiem. a tytułowy Black Ice przytłoczy ciężarem. Najbardziej zapamiętywany numer to IOU. w oczekiwaniu na dalszy rozwój wypadków związanych z grupą Velvet Revolver.. Będą koncerty i kolejne płyty. pamięci o dźwiękach tworzonych w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. ale za to zwolennicy będą skakać z radości pod samo niebo. Dowodem na to są wyprzedane koncerty i doskonale rozchodzące się płyty. Co prawda Black Ice nie można ustawić w tym samym szeregu. Od zdecydowanego Girls Go Chopping.. Podobnie jest Lordi Deadache Sony BMG qqqq Z achwycać się zespołem. Lordi mają do siebie dystans.. to tych 15 kompozycji słucha się naprawdę dobrze. I o to w tym chodzi. W czasach gdy inni wykonawcy nagrywają płyty z jednym świetnym numerem i przeciętną resztą. Muzykę. rockową rebelię i bezkompromisowość. ale odmówić grupie talentu do pisania fajnych piosenek nie można. w tym czasie ukazywały się reedycje poprzednich albumów. że Lordi słuchałem dwa lata specjalne boxy. ale ja to lubię. Warto zaznaczyć. firmowy głos Briana. Przy pomocy Brendana O’Briena i Mike’a Frasera muzycy znów wypełnili ten świat zawodowymi dźwiękami. co miały kiedyś kapele w latach osiemdziesiątych: łatwość pisania świetnych melodii. Alice’a Coopera i Roba Zombie? Proszę bardzo! Horror rock w bardzo dobrym wydaniu rodem z Finlandii. Brudne dźwięki. który wygrał festiwal Eurowizji. Dr. z tradycyjnym podejściem do tematu. Cztery z nich to rockowe petardy. kiczowaty i groteskowy image (ale czy wszystko powinno być brane na poważnie?) i wielka przebojowość! Tak w dużym skrócie można przedstawić Lordi. I nawet jeśli nie ma tu zbyt wielu utworów. Charakterystyczna gitara Angusa. że z jeszcze większą niecierpliwością czekam na całą płytę. że AC/DC gra w kółko to samo. Przy Wheels stadiony i hale będą tańczyć i śpiewać. a nie do wnikliwej analizy. bo to żaden metal. Lordi ładują w nas hit za hitem. Ten zespół ma w sobie to. Lata mijają. prawda? Ale na obronę napiszę. Prawdziwy hit wpadający w glamrockową nutę. i tym razem. Pięć piosenek o prostej strukturze. hard rock. wyluzowana i pozornie niedbała maniera wokalna wprawiają słuchacza w zachwyt. Przeciwnicy nadal będą gderać. która ma się ukazać w 2009 roku. I wyszło mu to znakomicie. Muzyka do zabawy. i w ten sposób znów pokazał światu. że Duff nie podchodzi do tego zespołu jak do pobocznego projektu. Piękna. a w AC/DC wszystko po staremu. patrzą na wszystko z przymrużeniem oka i posiedli recepturę tworzenia wybuchowych piosenek. Były basista tego zespołu. Piotr BAŁAJAN Skala ocen: qqqqq bardzo dobra qqqq dobra qqq przeciętna qq marna q tragedia PŁYTY 43 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . Owszem. nagrał dwudziestominutową epkę pod szyldem Loaded (to nie jest ich debiut). Dodajmy do tego szczerość. która przywołuje echa przeboju Patience znanego z repertuaru Guns N’ Roses. na czym polega rock and roll. które mogłyby przebić największe hity Australijczyków. przecież nie mogło być inaczej. będą zarzucać zespołowi konserwatyzm i niereformowalność. Ale fani z utęsknieniem czekali na premierowe utwory. singlowego Bite It Like A Bulldog do spokojnego Missing Miss Charlene.. Więc co to takiego? Chcecie skrzyżowania Kiss. Na tej płycie znajdziecie entuzjazm. Ten zespół wymyślił sposób na siebie lata temu i zawsze dostarcza nam markową muzykę. ale jakże wyśmienita. proste. Refreny Man Skin Boots. w którym stoją płyty Back In Black czy Highway To Hell. zabawa. Całość wydaje się dojrzała i przyprawiona młodzieńczą pewnością siebie. Płytę zamyka tytułowa piosenka Wasted Heart. Rock and roll. a czterostrunowy instrument powierzył Jeffowi Rouse’owi. przed tym wydarzeniem. akustyczna ballada. Mick Jagger wyśpiewał kiedyś słowa: Wiem. Czekanie się opłaciło. Sin Is In czy The Ghosts Of The Heceta Head nie mogą się od słuchacza odczepić. Nawet jeśli w kilku utworach naprawdę potrafią przyłożyć. Nad płytą unosi się zapach punkrockowych korzeni. która się nie zmienia. Duff tym razem sięgnął po gitarę i mikrofon. przy Rock N Roll Dream zapłoną zapalniczki (choć trudno ten utwór nazwać balladą).AC/DC Black Ice Sony BMG qqqq N a nową płytę kazali nam czekać osiem długich lat. I to jest ich mocna strona. Choć i pozostałym nie brakuje pazura i chwytliwości.

Takim właśnie dziełem jest Dziennik 1935–1944 Mihaila Sebastiana (przekład z rumuńskiego Jerzy Kotliński). czasem z bardziej emocjonalnych za- 44 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . krytykiem literackim. wydany przez Fundację Pogranicze w serii Meridian. a mylenie Słowenii ze Słowacją lub Macedonii z Mołdawią nie przynosi żadnej ujmy. Michała Archanioła. a także społeczeństwo około 100 tysięcy [!] polskich obywateli. Jedyne. seria Meridian pod redakcją Krzysztofa Czyżewskiego. Mihail Sebastian (Josef Mihail Hechter) urodził się 18 października 1907 roku w rodzinie rumuńskich Żydów. z języka rumuńskiego przełożył Jerzy Kotliński. wydaje się znikoma. przywódca faszystowskiego Legionu św. trudno napisać jaka. że orientacja tylko w najnowszych dziejach (mniej więcej od początku XX wieku) bliższych i dalszych południowych sąsiadów Polski jest u nas. * Rumuński faszyzm i antysemityzm poznajemy czasem z lakonicznych. Był pisarzem.LITERATURA Rumuńskie memento Andrzej SKIBNIEWSKI Są książki. W ogóle zdaje się. pracował także w kancelarii adwokackiej. Cóż. później – w miarę zbliżania się wojny – dotyczą już prawie całej Europy. Legioniści (tak nazywano jej członków) znikną ze sceny politycznej dopiero z początkiem roku 1941.. Iona Antonescu do około połowy 1943 roku. Dziennik 1935–1944 (Journal 1935–1944). Niekiedy ktoś wspomni rodzinne opowiadania o bardzo przyzwoitym – mimo niemieckich nacisków – traktowaniu przez rumuńskie władze. tworzy w 1930 roku jego zbrojne ramię – ponurej sławy Żelazną Gwardię (Garda de Fier). * U statystycznego polskiego inteligenta znajomość nawet podstawowych faktów z historii Rumunii z lat. tłumaczem. W latach 1930– 1931 przebywał w Paryżu. W Rumunii Corneliu Zelea Codreanu (Zelinski). że zachęcanie do ich przeczytania wydaje się czymś niestosownym lub przynajmniej ocierającym się o nietakt. Coś się – bez specjalnego zapału – napomyka o „szosie zaleszczyckiej” i nocy z 17 na 18 września 1939 roku w Kutach na polsko-rumuńskiej granicy. uciekinierzy znaleźli się w Rumunii na początku wojny. gdyż po prostu jej nie ma. w portowym mieście Braiła (Brăila) nad Dunajem. wobec których jest się bezradnym. Sejny 2006. którzy jako Mihail Sebastian. Samo tylko wymienienie państw leżących za Karpatami i dalej na Bałkanach sprawia poważne trudności. Studia uniwersyteckie (prawo i filozofię) ukończył w Bukareszcie. Jeżeli już jest. Serbii czy Czarnogórze. Z początku odnoszą się one głównie do Rumunii. – no właśnie.. ale także w wielu innych państwach europejskich pojawiają się silne ultranacjonalistyczne i faszystowskie ruchy społeczne i towarzyszące im ugrupowania polityczne. chcąc je polecić. co można wówczas powiedzieć. to: tę książkę trzeba i warto przeczytać. a właściwie żadna. Wartość tych utworów jest bowiem tak oczywista. Tyle. skąd przesyłał korespondencje do pism bukareszteńskich. kiedy powstawał Dziennik. dramaturgiem. to dotyczy wydarzeń związanych z Polską. która trwała pod rządami premiera gen. Zbrodnie Żelaznej Gwardii to jednak tylko zapowiedź o wiele większej tragedii. Fundacja Pogranicze. * Dziennik Mihaila Sebastiana nasycony jest mnóstwem uwag i refleksji o bieżących wydarzeniach politycznych i społecznych. nieco powyżej ujścia Seretu. koniec i kropka. gdzie później mieszkał już na stałe. W latach trzydziestych nie tylko w Niemczech i we Włoszech. Tyle. można spokojnie żyć bez nawet elementarnej wiedzy o Rumunii.

s. o czym się mówi. Wiadomo z całą pewnością. pisarza. nie załamywać się i pielęgnować nadzieję. przyznaje. Dziwnie niepostrzeżenie i łatwo można je uwolnić – i przed tym właśnie przestrzega Sebastian w swej kronice czasu pogardy. * Oprócz opisów. także na siebie samych. jest o wiele bardziej wstrząsające niż komunikat oficjalny. Wielu z nich to jego przyjaciele. naukowców – słowem: całej bukareszteńskiej elity intelektualnej. Na „ukąszenie” podatni byli przecież nie tylko profesorowie filozofii. Do każdego ciała przylepiono kartkę z napisem: „mięso koszerne”. że Żydzi zaszlachtowani w rzeźni Străuleşti powieszeni zostali następnie na rzeźnickich hakach zamiast ubitego bydła. że T ym. Jedna z nich to jakby diariusz pisarski. Jest też Dziennik ostrzeżeniem. kiedy mowa o rzezi w Bukareszcie. ukazujący zmagania Sebastiana z samym sobą. co szczególnie mrozi krew w żyłach. Sebastian daje na stronach Dziennika wyraz swemu rozżaleniu. Dziennik 1935–1944. Mircea Eliade i Eugène Ionescu. z jakim działo się to wszystko. Przenika ono nawet suche sformułowania oficjalnego komunikatu. który olbrzymim wysiłkiem stara się zachować trzeźwość umysłu. koledzy. że w lesie Jîlava zamordowano 93 osoby (ostatni eufemizm dla określenia Żydów – „osoby”) 21 stycznia. wstyd za tych. ciągłym zmęcze- 45 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . goryczy. człowieka wrażliwego i prawego. jak: Émile Michel Cioran. Zło tkwi w każdym. Szczególne wrażenie robią spostrzeżenia Sebastiana dotyczące ówczesnych postaw pisarzy. bardzo uważali. Dziennik 1935–1944. Mihail Sebastian. publicystów. uwag i rozważań na temat wydarzeń bieżących – tak bardzo dotykających autora – można w Dzienniku wyodrębnić jeszcze przynajmniej dwie warstwy. artystów. W większości bardzo gorzkie to spostrzeżenia. 462–463. doznał wielkiego zawodu. Ale to. Sejny 2006 Mihail Sebastian w Liège. znajomi. jest absolutnie bestialskie okrucieństwo.Mihail Sebastian. grudzień 1935 roku (ze zbiorów Cornelii Stefanescu) pisów żydowskiego intelektualisty. Nie ma w nim jednak ani krzty nienawiści lub chęci odwetu – jest za to wstyd. Abyśmy uważali. we wtorek w nocy. w którym przed kilkoma dniami obwieszczono. między innymi filozofowie Nae Ionescu i Constantin Noica czy takie postacie. u których zanika godność.

że albo „bierze się na serio” chrześcijaństwo (lub islam czy judaizm). K. Po przeczytaniu przez nas zaledwie kilkunastu stron tej książki autor niespodziewanie staje się kimś bardzo sympatycznym i bliskim. niezwykle obiektywny i przenikliwy esej. Sejny 2006. wręcz przeciwnie – od Sebastiana emanuje jakieś szczególne ciepło. Czy to jest tak.. także sfery uczuć i erotyki. 930. Sebastian. ze zniechęceniem. [w:] M. odstępujemy od nich w imię takich wartości. z depresyjnymi nastrojami i rezygnacją. 46 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . zginął potrącony przez ciężarówkę Armii Czerwonej. gdzie miał rozpocząć wykłady o twórczości Balzaka. co duchowe i co racjonalne. Dwa z nich warto tu przytoczyć. Dziennik 1935–1944.Mihail Sebastian. Odbieramy go jako osobę niezwykle naturalną. a wola przemiany duchowej w przemoc wobec innych? Dlaczego traktując poważnie wartości chrześcijańskie. Czyżewski. niem. maniery czy autokreacji. Nie ma tu – jak to często w pamiętnikach i dziennikach bywa – żadnej pozy. * Polskie wydanie Dziennika 1935–1944 kończy Posłowie autorstwa Krzysztofa Czyżewskiego – znakomity. Druga zaś zawiera przemyślenia i refleksje dotyczące spraw prywatnych. Dziennik 1935–1944. wojującego komunistę” (Manea)? Dlaczego w tej starej Europie tak trudno jest zbudować most między tym. 1 Czyżewski zadaje wiele pytań związanych z wydarzeniami polityczno-społecznymi w Rumunii w czasie wojny i w latach ją poprzedzających. między wiarą a tolerancją. Posłowie. Miał niespełna 38 lat.] Dlaczego myśl wolnego człowieka tak łatwo i niepostrzeżenie przeistacza się w ideologię zniewolonego społeczeństwa. skromną i bezpośrednią. jak dobro narodu czy silne państwo? W jaki sposób „zdeklarowany konserwatywny intelektualista przekształca się w prawicowego fanatyka. s. [. podobnie jak »postępowy« humanista przeobraża się w prymitywnego. Sejny 2006 Bukareszt lat 30. * 29 maja 1945 roku Mihail Sebastian w drodze na uniwersytet. Pytania te jednak mają przede wszystkim wymiar uniwersalny. często wręcz intymnych. albo buduje społeczeństwo demokratyczne?1..

obroną tożsamości i obroną praw człowieka.. wywieziono wagonami do Podul Iloanei oraz do obozu koncentracyjnego w Calaraşi-Ialomia.. w Jassach doszło do jednego z największych pogromów żydowskich 2 czasów drugiej wojny światowej. 149–153. Poiana cu salcâmi (Miasto z akacjami. 1940). w tym wielu Żydów. Zniszczono dwadzieścia pięć synagog. w domach i na ulicach. Zginęło wówczas około 12 tys. że z 607 790 Żydów. Tych. Podróż trwała tak długo. a szczególnie w pomieszczeniach policji.. Szczególnie aktywni okazali się legioniści. poszanowaniem tradycji i postępem.. * Tytuł pochodzi od redakcji. seria Historia państw świata w XX wieku. gdzie zginęli wszyscy mieszkający tam Żydzi.] W czerwcu 1941 r. Według najnowszych danych w Bukareszcie zginęło wtedy około stu dwudziestu Żydów. 47 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 .. a w 1942 r. którzy nie czują się w pełni sobą ani na jednym. francuski i niemiecki.. 1934). Działania antyżydowskie w Rumunii w latach 1940–1943* W polityce wewnętrznej rząd Antonescu kontynuował działalność przeciwko Żydom. (Od dwóch tysięcy lat.. W nocy z 26 na 27 listopada 1940 r. nie licząc tych. zostało zabitych lub zmarło w transportach. Tych. w lasach koło Jîlavy. s. 1935). [. oraz dramatów: Jocul de-a vacana (Zabawa w wakacje. Femei (Kobiety). [.. Antonescu 8 lipca 1941 r. ale również masowe egzekucje. Rumunia. a dzielnicę żydowską spalono. Szczególne nasilenie działań antysemickich przypadło na przełom 1940 i 1941 r. ani na lewo od Boga”2. Najmniej praw miała kategoria trzecia. jakie obowiązywało w państwach okupowanych przez Niemcy lub z nimi współpracujących. czyli 43 proc. „oczyszczaniem etnicznym” Rumunii. którzy przeżyli w przejściowych gettach i obozach. nakładem wydawnictwa Humanitas. W lipcu 1941 r. być żołnierzami. Jej członkowie nie mogli sprawować w państwie funkcji publicznych. 939–940. niedaleko Ploeişti. Wówczas to podczas pogromu został zamęczony rabin Gutman. [. a kilka tysięcy zostało poszkodowanych. Były wsie. powołano do życia Centrum Narodowe Romanizacji. w innych miastach i wsiach było podobnie.. Stopniowo wprowadzano takie samo ustawodawstwo. I gdzie jest miejsce dla tych. De două mii de ani. Accidentul (Wypadek. na którego oczach najpierw zamordowano jego synów. 1939).. czeski. Żydów.]. Liczba deportowanych Żydów do końca 1941 r. Instytut Historyczny Uniwersytetu Warszawskiego. która stanowiła większość społeczności żydowskiej.. Na mocy nowych dekretów „upaństwowiono” dobra i majątki wspólnot żydowskich oraz poszczególnych Żydów. Wydawnictwo TRIO. Steaua fără nume (Bezimienna gwiazda. zmasakrowali swoich przeciwników.] Do drastycznych wydarzeń doszło 20–23 stycznia 1941 r. Warszawa 2004. i którzy – jak mawiał mój przyjaciel. rozkazem Antonescu wysłano do Transnistrii. którzy w listopadzie rozpoczęli akcję morderstw politycznych oraz antysemickich. zajmować się wydawaniem książek. Ultima oră (Ostatnia godzina) i nieskończonego Insula (Wyspa). Dziennik 1935–1944 ukazał się po raz pierwszy w 1996 roku w Rumunii. sędziwego Nicolae Iorgę oraz Virgila Madgearu. ani na drugim brzegu. 1932). nastąpił kolejny etap działań antyżydowskich. wyniosła około 118 tys. q Mihail SEBASTIAN jest autorem powieści: Fragmente dintr-un carnet gasit (Fragmenty znalezionego notesu. rząd Gigurtu wydał dekret zabraniający zawierania rumuńsko-żydowskich małżeństw mieszanych i podzielił Żydów na trzy kategorie obywateli. które miało zająć się m. Planowano nie tylko wywózki. obozy pracy oraz getta. Iancu i Iosefa. którzy mieszkali na początku wojny w Rumunii. [. stary cieśla – „nie idą ani na prawo. rejonu położonego między Dniestrem a Bohem.. W następnych latach był tłumaczony między innymi na angielski. 29 i 30 czerwca zaczęto mordować Żydów w ich dzielnicy.. gdzie zorganizowano obozy koncentracyjne. należeć do stowarzyszeń sportowych.] W maju 1941 r. Już w sierpniu 1940 r. że większość zmarła w drodze. którzy osiedli w północnym Siedmiogrodzie. gdy Rumunia włączyła się do wojny i zajęła Besarabię oraz Bukowinę.. 1942). [. 27 listopada inna grupa zamordowała w lesie Strejnicu. ogłosił decyzję o deportowaniu Żydów z Rumunii. W Czerniowcach i Kiszyniowie zmasakrowano i zamordowano tysiące Żydów.. s... Realizację tych zamierzeń rozpoczęto wówczas. 264 900.] Z najnowszych badań Constantina Iancu wynika. doszła do 185 tys. wybitnego historyka i polityka. Małgorzata Willaume.in. którzy przeżyli. jak Ciudei czy Noua Sulita. Ibidem.

tak zwani spadochroniarze. Nie ma tam zorganizowanych struktur edukacyjnych. jak się wydaje. Wspólne chaty. niespójne. A książki smutne czyta się źle.. czy ten właśnie schemat jest dobry. jakoś mu nie wychodzi. niektóre fakty zostają w całości pominięte. Buduje mosty kulturowe i obciąża je syndromem postkolonialnym: ktoś wreszcie zajął się tym małym grajdołkiem w sercu Meksyku. że takie być nie mogą. Raz narrator jest pierwszo-. a tytułowa Urania wyszła chyba bocznymi drzwiami – niezauważalnie! q 48 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . Edukacja seksualna od najmłodszych lat. Okazuje się bowiem. nie ma w niej nic śmiesznego. że Campos zostaje zlikwidowane i mieszkańcy przenoszą się na wyspę. Wszystko to nie wygląda za dobrze. a raz trzecioosobowy. chów zwierząt oraz handel pozaobozowy.KSIĄŻKI Jean-Marie Gustave Le Clézio Urania Przełożyła Zofia Kozimor. która przestrzega przed konsumpcyjnym trybem życia. obowiązków i tak dalej. rzek. wydaje się bez znaczenia. a w najmniej spodziewanym momencie czas akcji ulega nienaturalnemu przyspieszeniu – tracimy kontrolę nad lekturą. wskazuje na spadek symbiotycznej interakcji: człowiek – przyroda do poziomu pasożytnictwa. jest niebywale smutna. Daniel – tak ma na imię główny bohater – dowiaduje się o owym bractwie hipisów w autobusie od najdziwniejszego młodego człowieka jakiego spotkał – Rafaela Zacharie – jednego z mieszkańców Campos. Na końcu i tak nie wiemy. A może Le Clézio celowo stworzył swoistą zagadkę-metaforę. ale i natury człowieka. Jest tutaj masa rozbudowanych wątków pobocznych. Daniel jest geografem. Mieszkańcy posługują się specyficznym narzeczem opartym na różnych językach i ich dialektach. Mogą one przyprawić o zawrót głowy. Fragment jak z taniego romansu. Poza tym uprawianie pola. która nie posiada pitnej wody. hoteli. choć kontrolowana. raz jest wszechwiedzący. Dziewczyna wyjeżdża. Po kilku dniach udaje się na inaugurację wieży Menendeza na wzgórze antropologów. wspólne posiłki. urzędujące na wzgórzu antropologów. Owolaktarianizm. które zresztą dodają groteskowego smaku powieści? Jest kilka rzeczy. a w niej proletariat.. Odnajduje ją. mianowicie pozrywane wątki. ktoś to wreszcie opisał. To jakby ssać gorzkie cukierki. z bagażem poniżających doświadczeń. trzecie środowisko to hipisowska wspólnota zamieszkująca Campos. ale jakoś tego nie robi. drugie to meksykańska ludność. starsze dzieci. z instytutu badawczego w Emporio. to swobodna. Warszawa 2008 Sfałszowana arkadia Jacek DROZDOWSKI Zwolennicy literatury mocnej. czyli w liście do Daniela. a innym razem występuje w roli świadka – wówczas jego wiedza jest bardzo ograniczona. chociaż w końcu nikt nie powiedział. a pajdokratą staje się zblazowany ćpun. Brak modelu rodziny. oraz bogaci urzędnicy. wykonywanych czynności. o których tegoroczny noblista zapomniał napisać lub mu się nie chciało. posiłkując się aneksem i kilkoma mapami. jakby autor kompletnie zignorował czytelnika i nie objaśnił błyskawicznych zmian w przebiegu zdarzeń. Na spotkaniu z humanistami ostro krytykuje ich bezecne stanowisko w kwestii prowadzenia przez nich badań nad nieletnią prostytutką. Dzieci nie chodzą do szkoły – są uczone przez inne. ze szpetną blizną po zabiegu aborcyjnym. zbanalizowane. Jej wątek co pewien czas jest uruchamiany w powieści. że w owej wiosce funkcjonuje bardzo swoisty i egzotyczny tryb życia. jedzie do Guadalajary na spotkanie z dyrektorem Instytutu Historii w sprawie swojej pracy. Zapewne nie ma to wielkiego znaczenia dla czytelników. Państwowy Instytut Wydawniczy. Jedyne informacje o Campos są podane czytelnikowi w Historii Rafaela. i choć jest wyraźny. Trzeba tworzyć własny schemat epizodów i scen. żywiołowej. Mnóstwo nazw: krain geograficznych. trzymającej w napięciu i dającej często pstryczka w nos nie będą zadowoleni z czasu spędzonego nad Uranią. która drażni nad wyraz. Okazuje się. Klasyczna to powieść. chce coś dla niej zrobić. niemających wpływu na motyw główny. Jakieś to rozlazłe i słabe. Przede wszystkim ta książka nie jest radosna. brak związków małżeńskich. Pojawiają się bardzo szczegółowe opisy zachowań bohaterów. naładowane banalnymi marzeniami. jego komentarze są momentami suche. Autor obrazuje w Uranii trzy środowiska: pierwsze to akademickie. Narrator nie wzbudza zaufania. nazwiska dziesiątek bohaterów. ale zniechęca i utrudnia czytanie. Czy tak ma prezentować się kraina doskonała? Kraina. jakim powinna być tytułowa kraina. że Urania niebawem tam trafi). Jest też rzecz. która nawet nie ma swojej własnej ziemi. miast. Trochę antropologiczny obraz kultury meksykańskiej. którzy po książki przychodzą do Tesco (idę o zakład. Lili to dziewczyna bez zęba na przedzie. które lekko drażnią. opisami naiwnych zachowań ludności Campos. Nieobecność lekarzy – leczenie zastępuje spożywany przez ludność napar z ziół nurhite.

Żadne przygody. Sami bowiem. że nawet bratanek Polak nie może jej zrozumieć. znaleźć chyba nie sposób. i bynajmniej nie z powodu jej rozmiarów.. który dorożką przemierza ulice Budapesztu. Poza tym. o których raczej nie słyszeliśmy. Lecz choć brzmi to przyjemnie. Oglądamy po prostu ostatni dzień życia głównego bohatera. powstrzymują mnie od ziewania. choć tu nie dzieje się za wiele. Co jednak czytelnikowi po takiej wiedzy. I chętnie odwiedzał pokoje karciane oraz kawiarnie. bo chciał opowiedzieć. jaki smak ma latem żytni chleb. a zwłaszcza tamtejsze wino. więc ta naszpikowana długimi zdaniami powieść może go po prostu nudzić czy wręcz irytować. tak skomplikowanej. Czekam tu sobie na jakieś. I właśnie te sensualne fragmenty. którą podróżny spożywa w cieniu wzgórz pod Sáros [. którego jednak tu. że ktokolwiek z ochotą sięgnie po tę niepozorną książeczkę? Łatwo ją przeoczyć w wydawniczym gąszczu. Jakaś magia. podróżując głównie po Budapeszcie. że niewiele. której poznawanie jest czymś bardzo przyjemnym.]. palić kubańskie cygaro czy poczuć zapach Chanel numer 5. nie dostrzeżemy tej literackiej gry i atutów książki będziemy musieli poszukać gdzie indziej. Nie zdarzenia będą tu więc najważniejsze. To powieść o samotności i szukaniu swego miejsca w świecie. że oprócz tematyki „miejscowej” porusza także wątki uniwersalne. zielona papryka. jakby chciał go zwyczajnie uśpić. Prawdziwym szczęściem byłoby dla niego (i dla nas?) zadomowienie. w których narrator tłumaczy. co trudno ująć w słowach. lecz dostaję jedynie zabijającą wszelką ciekawość monotonię.KSIĄŻKI Sándor Márai Sindbad powraca do domu Przełożyła i posłowiem opatrzyła Teresa Worowska. Pisał. dlaczego Sindbad sięgał po pióro. Podobnie jak te. że czyta się ją z pewnym nabożeństwem. dynamicznej i krzykliwej narracji. pieczona słonina. wraz z Máraiem podążając śladami jego mistrza. skoro Márai pisze tak. Jak widział świat i czym się zachwycał? I jak zapamiętał go inny pisarz? Bo to w istocie książka o sprawach nam obcych. bo pełna jest nazwisk pisarzy. Gorzka to wprawdzie wymowa powieści. który nigdy nie wystawił nosa z Węgier.. Opisując wyobrażony przez siebie ostatni dzień życia Gyuli Krúdyego (1878–1933). a zwyczajne sprawy opisuje poetyckim językiem. Choć bywa i tak. kogo dziś obchodzi. Czytać Máraiego to tak jak pić toskańskie wino.]. A był nomadą. co piękne i wartościowe w mijającej epoce. Tym razem jednak zachwytów nie będzie. że wydawnictwo „Czytelnik” od kilku lat promuje twórczość znakomitego węgierskiego prozaika. pochyla się nad szczegółem. stworzył doskonały pastisz jego prozy przez naśladowanie stylu mistrza i zaczerpnięcie z jego opowiadań postaci Sindbada. q 49 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . mówiące o smakach czy zapachach niegdysiejszego świata. którego nazywał swoim mentorem i największym pisarzem czasów monarchii. niemalże zmysłowym. ta powieść nie porywa. Może w warstwie fabularnej. choć Márai z pewnością wykonał tu kawał dobrej roboty. Jest w niej jednak coś intrygującego. Bo doprawdy ile można czytać o wyjątkowości Węgrów. Nade wszystko jednak był piewcą tego. Lubił prostych ludzi. O tym wszystkim dowiadujemy się od tłumaczki Teresy Worowskiej. Dlatego też w kawiarni „Czikago” wygłasza (choć ustami narratora) podszytą lekką ironią mowę na cześć węgierskich pisarzy oraz „wykład” o naturze Węgrów. co myślał jakiś węgierski pisarz. jeśli wcześniej nie zetknęliśmy się z Krúdym. które odzywają się w dzień świętego Jerzego. Tym bardziej cieszy. ale to. napisać tekst w kawiarni „Czikago” i zjeść płucka na kwaśno w hotelowej restauracji. która sprawia. bo – jak mawiał – bez kawiarni nie ma literatury. które nie każdego muszą zainteresować. Przyznaję – robię się wtedy głodna i spragniona. nie rzuca na kolana i nie zapada w pamięć.. ale może warto się nad nią zastanowić. Pisał. Warszawa 2008 Śladami mistrza Monika MAZIARZ Co my wiemy o literaturze węgierskiej z początków XX wieku? Po przeczytaniu powieści Sándora Máraiego (1900– 1989) Sindbad powraca do domu zdaje się nam. czego dowiadujemy się o Sindbadzie. choćby małe zaskoczenie. gdy na przykład zachwala węgierską kuchnię. Márai jest refleksyjny. że autor uwodzi czytelnika. pisarza i dziennikarza. które zaczynają koncert w dniu balu Anny [. miłosne podboje czy podróże nie dały bohaterowi szczęścia. i śpiew żab w Hévíz. Czytelnik.. którego picie przyrównuje do rytuału. Tylko czy to może zachęcić do lektury? Czy sprawi. na ziemi. bo chciał spisać nuty muzyki świerszczy. nawet jeśli przedstawionych z subtelnym humorem. Współczesny czytelnik zaś przyzwyczajony jest do rwanej. Dobrze więc. żyjących w smutnych i w szczęśliwych domach. by zażyć kąpieli w łaźni parowej.

Konspiracje. tej niby-jawnej i tej bardziej ukrytej. jego nową rolę. w Rosji. wypisując palcem Kiryła tajemnicze znaki w powietrzu. stałem się wyjętym spod prawa uciekinierem. ciągła podróż. nie wystarcza mu jedna planeta. Tak. przemawiał moimi ustami. Pan Siergiej wymieszał puzzle z różnych układanek i złożył je na nowo. tworząc ciekawy świat Czystopisu. Akcja powieści jest nieprzewidywalna. przemierzającego ośnieżone szczyty planety Janus. jego sposobu myślenia i postrzegania innego wymiaru rzeczywistości. Mieszkałem w Moskwie. Powyginał wskazówki zegara świata – umieścił elementy prahistoryczne i futurystyczne. Chodziłem do szkoły. Równie dobrze sprawdza się. pękając. że zabiłem akuszerkę. osoby.. Wydawnictwo MAG. notabene. zwiedzającego miasto mogił na Weroz. napędzającej działania funkcyjnych. odnalezienie baterii zasilającej światy. a zarazem narrator powieści – umiejętnie wprowadził czytelnika w klimat Brudnopisu. ukazuje inny system. potem studiowałem w MAI. dyskutującego z robotem pilnującym Wachlarza. Manipulacją wyobraźni czytelnika. Czystopis to studium człowieka zagubionego. Czystopis to ciągłe przemieszczanie się. do których przybywa Maksimow – nanizane na sznurek. Pozwolił przez ten zabieg uczestniczyć mu w wydarzeniach. a później zostałem wykasowany z rzeczywistości. Maluje twarze skazanych na pełnienie swoich funkcji oraz niewtajemniczonych zwykłych ludzi – niewidzących portali – którym zostaje tylko stwierdzenie: Nie ja decydowałem. które jak kolejne przystanki metra wpisują się w ogromną mapę powiązań między światami. Łukjanienko dobrze sprawdził się jako stwórca Kiryła Maksimowicza. spisek.KSIĄŻKI Siergiej Łukjanienko Czystopis Przełożyła Ewa Skórska. w której tkwił. kreślił moje ścieżki. czytelnik do końca nie jest całkowicie pewien zakończenia. Łukjanienko pokazuje historię tajemniczej polityki funkcyjnych. Nad wszystkim stawia Kiryła w otoczce innej barwy niż wcześniej. Zabawił się w sprytnego konstruktora. wypełniającego swoje odgórnie przydzielone obowiązki. sterował moimi krokami. historię Kiryła z brudnopisu na czystopis. usuwa skreślenia. umiejętnie manipulował mną. ukazała swoją inną warstwę. miałem psa.. wprowadził inne czasy w różnych miejscach. pracowałem w „Bicie i bajcie”. Czystopis to wreszcie usprawiedliwienie zasady świata. dobiera odpowiednią szatę graficzną i podaje czytelnikowi na tacy dobrą strawę. pozbywa się błędów polityki Arkanu. ponieważ nie pozwala im na to pępowina portalu. Teraz zaskakuje czytelnika opozycyjną postawą ciągle niepewnego i pozornie zagubionego bohatera. zwykły system rządzący. postaci. Odnajduje odpowiednią stację. fakty historyczne. Akcja powieści przypomina korale – światy. To za mnie o wszystkim zdecydowali grubi wujaszkowie. nieszczęśliwego. Za tym wszystkim stoi on.. Odbiorca jest świadkiem wewnętrznej przemiany bohatera z człowieka wyjątkowego w funkcyjnego – lub może odwrotnie? Łukjanienko świetnie się bawił. to stolica naszego kraju. Pokazuje funkcyjnych uwięzionych w swoich wieżach. wierz mi. Ktoś zabawił się moim kosztem. lub raczej światów przedstawionych. które. Czytelnik jest jakby alter ego bohatera. kupuje bilet do nowego świata i walczy o życie. Zamienia go w wielkiego Odysa. Kirył – bohater. Autor najwyraźniej kpi sobie z prawidłowości świata. przyjemnie poznawało się historię jego bohatera w poprzedniej książce – Brudnopisie. ale z innych powodów. zresztą nieważne.. niemogących oddalić się od swojej wieży. seria Łukjanienki o Kiryle niewątpliwie odznacza się manipulacją obrazu świata. ale tylko pozornie. to wydział lotniczy. Kirył poznaje siebie. pozornie nierealny i bez zarzutu. Starałem się odkryć kulisy polityki arkańskiej. inną funkcję bohatera. Łukjanienko na nowo zapisuje. Tym razem także okazał się świetnym kustoszem fantastycznego świata Łukjanienki. pokazując dalsze losy funkcyjnego-celnika. Warszawa 2008 Trzy razy tak Joanna KORPAL Nazywam się Kirył. z planety na planetę. jedzącego kolację w Elblągu. wysłuchuje jego przemyśleń. podkreślają charakter jego funkcji. ptaszki-budziki. bynajmniej nie dlatego. i razem z nim odwiedza przeróżne miejsca. swoją historię. wymazuje niepotrzebne postaci. Ukazuje ludzi nieszczęśliwych z pełnienia swoich obowiązków. Kirył Maksimow. przyjaciół. to wieczny ruch... Pozwala mu w końcu przebić bańkę mydlaną. rosyjski pisarz fantasy. mieszając przedmioty. yorkshire terriery mordercy.. Tak. Tak. plan ocalenia świata. zwierzęta. kuratorów i akuszerów. czasu i przestrzeni. zdolności. q 50 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . Człowieka bezsilnego wobec narzuconej formy.. gdyż ta. Ta powieść nie pozwala odpocząć. chęć rozwiązania zagadki. choć właściwie przepisuje. który poluzował odpowiednie śrubki w wyobraźni czytelnika. polityczne problemy. wciąż ucieka z miasta do miasta. dinozaury. Sprytny demiurg. spektralno-analizująca meduza soczewkowa. społeczne role w nowych przestrzeniach.

w imię pokazywania. która dostąpiła przemiany w autorkę piszącą dla teatru – tragicznie zmarły Mirosław Nahacz – może jeszcze Agnieszka Drotkiewicz). którzy pałując tłumaczą. Żulczyk jest świetny w opisywaniu brzydoty świata – wszystko u niego ciemne. Że w jego najżywotniejszym interesie leży. Zacznę od tego. O co rozwydrzonej młodzieży bynajmniej nie chodzi. Jest to prawdopodobnie jakaś pokoleniowa fascynacja. aby ich świat wyglądał właśnie tak – bo pewien jestem. coraz wyraźniej wychodzące na wierzch w młodej literaturze. zimne i lepkie. że system (po równi znienawidzony przez autora i bohaterów) jest i działa. które urasta do rangi deklaracji światopoglądowej. nim zacznie się wybrzydzać. Rodzajem pokoleniowego snu. że Jakub Żulczyk ma u mnie dużą wódkę. Bo wreszcie jakiejś książce można zadać stare. które chwali się językiem patetycznym. że wszyscy żyjemy w sztucznym świecie. zakładanie zespołu. i w jakiej konkretnie sprawie. zakazane meliny. a nawet rewolucji. po których młodzież demoluje miasto stołeczne Warszawę. ale który powinien wreszcie zostać opowiedziany. bo nieco inne obrzydzenia mną telepią (ratunku! debiutowałem właśnie w roli starszego krytyka!). ostatnio u wrocławskiego poety Konrada Góry. zastanów. ciemny film. Chodzi tu o stylistykę całości. za rok albo półtora krytycy znów zaczną mantrować o upadku polskiej prozy. zagubieni rodzice i groteskowi policjanci. retoryczne pytania: kto tu mówi. który w ich książkach pracował na jałowych obrotach. do czytelników w wieku 16-24 lat. U Masłowskiej dygresję o zbiurokratyzowanej fundacji anarchistów można było jeszcze wziąć za żart. To mianowicie. i nawet mają w tym wszystkim sporo racji. że nie jest pięknie. natomiast oni sami wymyślają sobie nawzajem od najgorszych. Wszystko w imię naiwnych. I w każdych innych okolicznościach uznałbym tę stylistykę za przesadną. gdzie podziała się milcząca do tej pory szanowna krytyka. że ciebie też by oskarżyli. narkotyzują się i grają koncerty. narzekanie. by rozwydrzona młodzież mogła się teraz oddawać jałowej konsumpcji. że jest zlepiona z samych klisz: trudna młodzież. q 51 . Zastanawiające jest to przywiązanie do anarchizmu. seks. który nie jest wprawdzie dla mnie. Odpowiedź brzmiałaby zaś jakoś tak: zgorzkniały obserwator współczesności. A w środku będzie liryka sprawozdawcza. dla którego tej książki nie warto zbywać milczeniem. W wywiadzie udzielanym „Lampie” Żulczyk nazwał swoją książkę powieścią dla młodzieży – co trzeba mieć w pamięci. Może najzabawniejszą właściwością książki jest to. założyciel zespołu. to już na wstępie jestem zmuszony powiedzieć. który się mocą jego decyzji rozleciał). ale zarazem uruchamia silnik. że w stanie wojennym sami właśnie po to dawali się pałować. W powieści Radio Armageddon udało mu się po prostu parę rzeczy. aby podobne dyskusje przebiegały na jałowych obrotach. narkotyki i sekty. że w tej części mówi Cyprian. i tylko jego totalna demolka może tę sztuczność obnażyć. do którego podobna stylistyka nie pasuje. przeżarte rdzą i ociekające różnymi paskudztwami. Więc kiedy za pół roku. anarchistycznych ideałów.KSIĄŻKI Jakub Żulczyk Radio Armageddon Lampa i Iskra Boża. Ponieważ jednak teraz zajmiemy się przypadkiem. Warszawa 2008 Strzał w plakat Paweł Tomasz KOZIOŁ Są książki. ale młodzi bohaterowie rzeczywiście patrzą na świat z niechęcią przywołującą właśnie takie obrazy (a ty się. aby się obudzili i zobaczyli. której akcja zawiązuje się w stołecznym. I właśnie to jest powód. Gdy zaś używam słowa klisze. w hermetycznej przestrzeni bez Radia Armageddon. Poza tym piją. napierdalanie się z policją. do kogo. że nigdy nie spodziewałem się z zainteresowaniem przeczytać książki. wszechobecne koncerny. wówczas będziemy wiedzieć. prawicowe pomysły na edukację. że nawet punk się sprzedaje. pazerni menedżerowie. kiedy w sprzedaży pojawią się koszulki z napisem nie ma powieści pokoleniowej. Wszystko to opisane zostało w stylu czarnej groteski. ale temat wciąż wraca – u Żulczyka. czy w ogóle – bez tekstów posiadających energię zdolną zakłócić ustalony zawczasu tok rozumowania. że autor prezentuje bohaterów – członków tytułowego zespołu – ze KWARTALNIK q 4 (11) 2008 znaczną dozą sympatii (z głównej czwórki najgorzej pod tym względem ma perkusista Gnat. co to znaczy. Skończę na dywagacjach. czy aby na pewno nie przyczyniłeś się do tego. u klasycyzującego poety Różyckiego wszelkie aluzje pominąć taktownym milczeniem. i lepiej mieć na podorędziu krótką a zwięzłą odpowiedź). ekskluzywnym liceum specjalnej troski. czytelniku. widzę dwie rzeczy naraz: powyższą wyliczankę oraz konkretny obiekt – półprzezroczysty. anarchizm i krytyka popkultury. mafia i potężne gitarowe łojenie. który nie dostępuje zaszczytu prowadzenia narracji). i o czym takie podziewanie się świadczy. z dziwnym uporem ciągle przemilczana. I chociaż pod koniec książka wytraca energię (może dlatego. Jest ona wprawdzie kontynuacją pewnej konkretnej linii rozwoju młodej prozy (Masłowska. Gdzieś w tle majaczą ideowi przeciwnicy – dziarscy chłopcy piorący po mordach w imię chrześcijańskiego death metalu. to i tak pozostaje czymś istotnym.

ale wcale tak nie jest. a pytanie jest jedynie wyrazem wpojonego schematu postrzegania rodziny. Osowiała staruszka posługuje się językiem wręcz literackim. brak jakiejkolwiek moralności. Wspólnota w tym wielokondygnacyjnym budynku ludzkim nie jest oparta na relacjach rodzinnych. przedwojennym. w tym wypadku – dramat. pełni kompleksów i nienawiści. jak w tekście Tomasza Adamskiego (do tego tekstu nawiązuje tytuł dramatu). Dzięki niemu dowie się. które zamieszkuje. urasta wręcz do roli bohatera. Masłowska pokazuje zdegenerowane społeczeństwo. Jest bardzo dobrym obserwatorem życia społecznego. że taka konstrukcja zakłada. Polakiem był każdy po prostu każdy każdy każdy. bez ratunku i bez szans. a także obyczajach. pogoda ciemna. Bo rodzina to niby podstawowa komórka społeczeństwa i między jej członkami powinno być dobrze. Język w każdej z książek Masłowskiej odgrywa ważną rolę. a premier jak kabaczek. że babcia wcale tego obiadu dostać nie miała. Polacy mogą się zjednoczyć. Można żyć w świecie mitu. Polska chce od Europy tożsamość dostać. Hiszpan był Polakiem. żyjemy z mitem ofiary. Po raz kolejny to właśnie język odegrał bardzo ważną rolę w ujawnianiu fałszu więzi międzyludzkich. W dramacie mamy również przedstawicielkę drugiej skrajnej opcji: Małą Metalową Dziewczynkę. Szwed był Polakiem. a nie lek na tę chorobę. gdzie wspólnota opiera się na zdegenerowanym związku: Było tylko czterech nas. Członków rodziny łączy pauperyzacja. nawet zwierzęta uciekły i schowały się w lasach. bo może znaczyć. prezydent wygląda jak kartofel. W jej najnowszym dramacie bohaterowie przyjmują dwojakiego rodzaju postawy. tylko Europejczykami. temperatura zimna. Ten wybuch jest również wspomnieniem wybuchów wojennych. Dla czytelnika ważne jest. Jej język jest śmietnikiem – chłonie wszystko i wypluwa. między nami dobrze jest. ale bardziej wynika z ciasnoty pomieszczenia. rozpropagowanego przez Radio: W dawnych czasach.KSIĄŻKI Dorota Masłowska Między nami dobrze jest Lampa i Iskra Boża. że swoje spostrzeżenia przekazuje dowcipnie i ciekawie. upadek wszelkich wartości. podszyta jest skrajnym nacjonalizmem. W telewizji złe programy. kolorowych czasopism i kompromituje go. tworząc wspólnotę opartą na nieuzasadnionej nienawiści – i to ona stanowi w pierwszej książce Masłowskiej kamień węgielny tożsamości narodowej. Masłowska pokazuje problem. biedny i brzydki. Każdy wie że Polska głupi kraj. Halina zadaje pytanie: Babcia już nie jadła obiadu? i widać. W Wojnie polsko-ruskiej pod flagą biało-czerwoną jako element jednoczący bohaterów występował zespół okolicznościowych uprzedzeń. Każdy był Polakiem. w Niemczech są Niemcy i nawet w Czechach są Czechy. iż w Polsce jest Polska. q 52 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . Premier wygląda jak kabaczek. Zamienia suchą publicystyczną wypowiedź w bardziej interesującą i zjadliwą formę. Postaci dramatu Między nami dobrze jest nie mówią jednym głosem. w Ameryce Ameryka. mówiąc: Nie jesteśmy żadnymi Polakami. było tylko czterech nas. Halina „kupuje” w śmietniku magazyn NIE DLA CIEBIE i on okazuje się w sam raz nie dla niej. Zobrazowana przez Masłowską rodzina jest zaprzeczeniem typowo pojmowanej polskiej rodziny opartej na polskiej tradycji. która polskości się wstydzi. w której następuje wybuch. Wojna ma duże znaczenie dla społeczeństwa polskiego. bo przecież mają prawo do wyboru powodów. gdzie w tym roku nie pojedzie na wakacje. a prezydent jak premier. Architektura brzydka. a mała metalowa dziewczynka to chodzący obraz konsumpcjonizmu. a tylko w Polsce jest Polska. cztery skóry wolny czas. brzmi jak zarzut. normalnymi ludźmi! Bohaterka jest obywatelką Europy. dlatego też na ścianach wiszą rodowe obrazy z rodowymi gerberami z Ikei. Ciekawa jest symboliczna końcowa scena. ona jedna ciemny las. Jest taka. Niemiec był Polakiem. w którym panuje degrengolada. że jest grubą świnią i nie powinna pokazywać się innym ludziom. że to dobrze puszcza do nas oko. We Francji jest Francja. wręcz przed nią się broni. wszyscy ludzie na świecie byli Polakami. Zwrot między nami dobrze jest w nawiązaniu do tekstu grupy Siekiera zyskuje miano wyświechtanego frazesu. Polskość podniesiona jest tu do absurdalnych rozmiarów. gdy świat rządził się jeszcze prawem boskim. pokazuje. Odpowiedź jest daleka od optymizmu. że jest skrajnie źle. ciągle żyje w potocznym języku. Warszawa 2008 Kiedy dobrze znaczy źle Anna GIGOŃ W swoim najnowszym dramacie Między nami dobrze jest Dorota Masłowska stawia pytanie o narodową tożsamość Polaków. dowcipy niedowcipne. Halina jest przedstawicielką pokolenia PRL-u. I tylko sąd. Stąd wynika kolejna ironia autorki dramatu. Polska to kraj. konfrontując z życiem przeciętnej polskiej rodziny. Nie pozbieraliśmy się po wojnie. która bierze pod lupę język reklam. Podczas gdy inne kraje do Europy wnoszą swoje tożsamości narodowe. Bożena dowiaduje się. dla których rzygają.

. Jest też kochaną i kochającą żoną. prozatorka i eseistka.. a nadto sagą wielokulturowej rodziny. cytryn. tutaj zaś metafora ta podkreślić ma walory poetyckie prozy Knežević. winogron. a nade wszystko nie idealizuje. Ten wyjęty z kontekstu cytat nie oddaje ducha powieści.. ze spokojem wygląda przez okno na wesołe podwórze. nieustannie poznawać.] Zapach morza. [... zwycięstwach i porażkach.. z którą nawiązuje szczególną nić porozumienia. gdzie w kilku wersach zebrane zostały wstrząsające obrazy – nie znajdziemy scen przelewu krwi. [. w każdym razie czuła. najpełniej oddającą atmosferę i krajobraz Salonik oraz Belgradu.. czy właśnie zbliża się wiosna. której postać spaja wszystkie wątki. Nie trzeba niczego wymyślać. To powieść o życiu w ciężkich czasach. Wydawnictwo Czarne. była szantażowana. wyjątkowego narratora-psychologa.. Wołowiec 2008 Powieść-pieśń Ewelina KASPERSKA Niezbywalność tego poczucia [pewności siebie] dodawała jej odwagi przez całe życie. o radzeniu sobie. które pozwalają ujrzeć ją w niecodziennym świetle – Kata staje się w nim surową. [. którego przecież nie można oszukać. nie wkłada w jej głowy nieprawdziwych myśli.. będzie dziełem. kiedy słońce wschodzi. spacer Paralią. grzmią armaty. został tu przywołany po to. placków. co więcej. Najbardziej tęskniła za żartami w jej języku. które służąca Maria przygotowywała na śniadanie.. tym razem główną bohaterką swojej powieści uczyniła Greczynkę Ekaterini. które nie zadaje tej płci fałszu.]. nawet gdy [. Wyjątkowe studium życia: życie pełne jest cudów. daremny trud. która każe wyobraźni czytelnika angażować niemal wszystkie zmysły... oliwy z oliwek. Siedzi on bowiem w zaciszu swojego ciepłego domu. surową matkę odpowiedzialnej Lucii i pobłażliwą babkę Merlinki. Będzie też świadectwem godnego starzenia się. Ach! Rzeczywistość! Marija Knežević. kiedy stoi w zenicie. Rzeczywistość! Zachwyt nad rzeczywistością. nuciła greckie piosenki byle tylko usłyszeć słowa. walki zbrojnej i tak dalej. Będzie zatem powieścią kobiety o kobietach. co znaczy być sobą. popadała w rozpacz. Będzie to „powieść-pieśń” – tak o swej Kacie (kobieta-pieśń) zwykł mawiać Stipe. czy pada deszcz. melodię [. ich miłościach. ich dźwięk. kiedy zachodzi. na czym polega heroizm codzienności.. Ekaterini obserwujemy oczami jej wnuczki. głodowała. czym najnowsze dzieło Mariji Knežević nie jest.. Życie jest o wiele bardziej interesujące. a to na jedno wychodzi. przemawiają do czytelnika niemalże z każdej strony powieści. nieważne.. jakby rozprawiał o oczywistościach: dowiedziała się. o których traktuje. Jako żona Jugosłowianina większość życia spędziła w Belgradzie. chociaż chętnie przysłuchiwała się rozmowom greckich studentów.] wszystkie wojska świata wtargnęły nagle do wsi na brzegu Mlavy i kiedy uciekała przed pociskami. do sąsiada zawoła dzień dobry w rodzimym języku i. Nigdy nie nauczyła się dobrze mówić po serbsku.. a zarazem zaradną kobietą.] samo w sobie jest cudem i [. Bo odczucie jest prawdą samą przez się… Tę serbską powieść postrzegać można na wiele sposobów ze względu na szeroki wachlarz spraw. wprawiając go w zakłopotanie. niekiedy je uzasadnia. pokonywaniu niechcianej rzeczywistości z dumą i pogodą ducha. serbska poetka. którego jest ona wyznawcą. q 53 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . ale też dla znajomych odwiedzających dom.. nawet gdyby dano nam trzy życia. dumną. który interpretuje zachowania postaci. aby móc powiedzieć.. dobrowolnego poddania się nieuchronności losu. nie odmówi sobie „przyjemności” ponarzekania na zły świat. wręcz przeciwnie. a ponadto świetną krawcową. w powieści – poza tym jednym zdaniem.. pomarańczy.KSIĄŻKI Marija Knežević Ekaterini Przełożyła Dorota Jovanka Ćirlić.] możemy wciąż je od nowa zgłębiać. cieszyć się odkryciami. które przeobrażają się w niecodzienne (choć codzienne) rytuały: palenie papierosa. Poznajemy ją jako posłuszną córkę wymagającej Marii. kupowanie wachlarzy.] Zapach gorącej zupy… Będzie też Ekaterini w pewnym sensie powieścią podróżniczą. by poczuł i zobaczył zapachy i kolory. Knežević swoją powieścią oddaje hołd prawdzie jasnej jak słońce – w każdym czasie i w każdym miejscu ludzie są głodni chleba i miłości. [. co bywało powodem do żartów przede wszystkim dla córek. Mimo okrutnego tła wydarzeń. przelękła się śmierci. To również powieść o trzech pokoleniach kobiet. a język grecki powoli zapominała. można wręcz powiedzieć – nudny. W jej życiorys wplatają się nieustające wojny..] Kolory morza. gloryfikacja zwyczajnych chwil. -filozofa. pełną radości z drobnych codziennych przyjemności i tęsknoty za swoim rodzinnym krajem. lecz pokazuje. kiedy zajdzie. jej najmniejszym szczegółem. próbuje odpowiadać na nurtujące bohaterów (nas wszystkich) pytania i czyni to bez patosu. jakim są wojny (światowa oraz nieustające konflikty wewnątrz rozpadającej się Jugosławii).

Opowiem ci swoje obsceniczne życie. a każda z tych tożsamości to jedynie zatrzaśnięty w pojedynczym słowie proces. Jonathan Littell. ale doczytasz do końca. Mein Kampf Hitlera to dziś dość nudna propaganda. Ale nie było mi dane. by za chwilę utonąć w morzu wypatroszonych jelit żydowskiej ofiary. i zamienioną w bezkresne morze. znawcy sztuk pięknych. zatopioną w nim. to proste pytanie o tożsamość i morale opowiadacza wychynie natychmiast w całej swojej bezwzględności. Problem z książką nie zaczyna się wtedy. rozbiorów językowych ludów Kaukazu. że już dawno domyśliliśmy się wszystkich utkanych z fabuły niuansów i że zabawiamy się na łamach jego opowieści w lokalnych futurologów.. Niekoniecznie żywą i aktywną. jak miotasz się między stronicami książki. Dopiero w ostatnim zdaniu dam ci nadzieję na wyrównanie rachunków: Łaskawe wpadły na mój trop. co z tą wiedzą dalej zrobimy – on wie i my wiemy. domagający się zgłębienia. z reguły czytelnik nie zawraca sobie głowy. zmajstrowałem jej dziecko.. faktu i daty dziennej historia Europy lat 20.) to tylko substytut. I w ten oto sposób wsiąkłem w burżuazję. nagą kobietą. które będą knuć między sobą? To znacznie łatwiejsze niż w życiu. Wydawnictwo Literackie. Podobnie jak moje męskie miłości. Jednak gdy wgłębicie się w lekturę pierwszej z tysiąca stron Łaskawych Jonathana Littella. to dr 54 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . by człowiek uzasadnił we własnym sumieniu strzał wymierzony w drugiego? Czy kondycja ludzka zdolna jest równocześnie do bestialstwa i miłosierdzia? Jak możliwe. Mieliście kiedyś uczucie.-40. własnej spermy. pełna historycznych reminiscencji i niezdolna do zwabienia najgłupszego neofaszysty. że chyba bym wolał być kobietą.KSIĄŻKI Jonathan Littell Łaskawe Przełożyła Magdalena Kamińska-Maurugeon. Kijowa. narratora w pierwszej osobie. która chce odpowiedzieć na pytanie. która w tej scenerii sięga szczytów wysublimowanych refleksji i quasi-naukowych traktatów. na każdej stronie nieznośnie naznaczona kompleksem kraksy Wielkiej I Wojny. dlaczego w hitlerowskich Niemczech porzucono granie wysublimowanych Rameau’a i Couperina. w zamian za pompatycznego Wagnera. jak to wszystko wyglądało od środka – jaki zestaw argumentów jest potrzebny. ale (. którą ci opowiadam? Co zrobisz. w którym i on tonie. dotykając zarówno pytania o podobieństwo stalinowskiego komunizmu do nazistowskiego narodowego socjalizmu. z którym za nic nie chcemy mieć nic wspólnego. Tym dość paskudnym teoretycznym zagadnieniem. męskiej prostytutki. ludobójcy.. jak i dociekań. dlaczego wykluczono zdyscyplinowanego Schönberga ukrytego pod miękkością stemperowanych skal. by potem ominęła go kara i żył spokojnie nękany jedynie periodycznymi torsjami? W konstrukcji to książka dość prosta i oparta na dwóch chwytach. prawda jest taka. s. sraczki lub smrodu gnijących w ulicznych kałużach ciał brunatnych od potoku krwi. kazirodcy. Kraków 2008 Łaskawe boginie zemsty Agnieszka Korniejenko Często słucham muzyki. a mimo to tkwi gdzieś na marginesie swojej opowieści i bacznie przygląda się. że on wie. nie. matkobójcy. Mam się dobrze. muzyki i niuansów prawa – znienawidzisz mnie? Proszę bardzo. gdy ją wyznaję. Za ostre? To nie ja. gdy narrator wie. On zna koniec. Paryż i Berlin – i postać. bo przecież opowiadacz powinien być przezroczysty – interesuje nas przede wszystkim sama historia w swych morderczych zawiłościach. jakby pytając: potrafisz wyciągnąć konsekwencje z łatwej do rozszyfrowania historii. leżącą na plecach z rozłożonymi nogami.. Kupiłem wygodny dom blisko morza. i nie rumienię się. że się domyślamy. że bez pudła potraficie przewidzieć relacje między bohaterami w powieści? Ich dalsze losy i intrygi. Boginie zemsty. Drugim: to wierna co do nazwiska. w którym rozkosz nie ma końca i nie ma początku. po drodze trochę nas musztruje i zwodzi. mordercy. europejskiego kołtuna? Gdy w 2006 roku wcielę się w rolę faszystowskiej świni. mamy Staliningrad. matką. starego. po to. gdy moja opowieść będzie moralnie wstrząsająca i nie do przyjęcia dla ciebie. Pierwszym: to opowieść o dziwnym bohaterze-narratorze. Mamy drobiazgowo odtworzoną topografię Lwowa. że my wiemy. gdy narrator wie.). z wielką przyjemnością. Łaskawe. wymierzą swoją starożytną sprawiedliwość? Nie. sczepioną z mężczyzną. Problem zaczyna się wtedy. żeby miała zajęcie (. gdzie karty kolejnych dni i zdarzeń nie bywają skończone i zamknięte między twardymi okładkami. jakąś żoną. byś mógł zmierzyć się ze swoimi obsesjami. 30. Wybrałem sobie żonę z dobrej rodziny. w której zanurzona jest fikcyjna biografia bohatera-nazisty. który zawieszony jest między na wskroś cielesną biografią homoseksualisty a filozoficznym traktatem. Charkowa i Krymu. nawet ładną. bo z boku mruga do nas porozumiewawczo. ale już opowiedział i zapisał swoją historię. których imion nie wolno wymawiać. produktem własnej głowy. Łaskawe to frapująca w poszerzaniu granic fikcjonalnej szczerości powieść. penetrowaną przez niego. Teraz to ja patrzę na ciebie. przygniecioną ciężarem męskiego ciała.. który zajmuje dziesiątki stron.

pozwólcie. Za przykład niech wystarczą Mefistofeles z kart Fausta Goethego czy Woland rodem z powieści Bułhakowa – obaj demoniczni. Jaki ja dla niego „brat”. a taneczną orgię zakończymy w rytmie frywolnej Gigi. Za nieprzyzwoity kontrast będą na tym tle uchodzić poszczególne rozdziały ukryte pod wdzięcznymi nazwami części barokowej suity: książkę otwiera preludium. jeden za drugim. Mija jednak kilka miesięcy i ta sama chora obsesja powraca ze zdwojoną siłą przy okazji kolejnego. prawdziwa baśń z morałem. lekki Menuet. że inaczej nie mogły zostać opisane – spotkania z diabłem w literaturze zawsze należały do scen wyjątkowych. dochodzi do wniosku nasz bohater. To Berlin w ostatnich dniach wojny. zaczytana w dziesiątkach recenzji. Można tylko się domyślać. potem w Polsce. dziecięcy sposób. lecz budująca. że wreszcie fikcja sprostała rzeczywistości. a potem dziwiłem się. Dwie sceny w powieści Littella przekraczają granice trudnego do okiełznania absurdu i obie dotyczą osobistych spotkań bohatera z Adolfem Hitlerem. zdyszana Toccata. Pochyliłem się więc i ugryzłem go w bulwiasty nos. gdzie przemawia Führer: Widziałem wyraźnie jego kaszkiet: spod niego. straszna. jakiś uboczny efekt kuli. Racja.) Jego kwaśny.. jeśli tylko wyszły spod wprawnego pióra. możecie mi wierzyć.Max Aue. jak było. okrutnych na swój osobliwy. Gdy podniósł ramię. który próbuje osłabić antypatię do narratora dwóch poprzednich. (. A pod kurtką. która porusza pół Europy. gdy deklaruje: świat ranił mnie jak rozbite szkło – rozmyślnie łykałem haczyki. a ja wcale nie jestem wysoki. podkreślały niemożliwą do ogarnięcia objętość (faktograficzną i faktyczną). q 55 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . potem zatańczymy erotyczną Sarabandę. maleńką.. dlaczego „śmiertelnik” i dlaczego to małoliterowe „wam”? Nie jestem twoim bratem. na którym z koszyków chętnym rozdawano ampułki z cyjankiem. wszyscy widzą to samo przebranie. Zauważyłem ze zdziwieniem. śmiertelnicy. jest zawsze warta uwagi! Od pierwszego zdania ta powieść epatowała nonszalancją: Bracia. licząc na dyskrecję sąsiada. że jego czapka ledwo sięga mi oczu. choć to doświadczenie równie niebywałe co odzyskanie zdrowia po zaaplikowaniu remedium zrobionego z trucizny. na czole miał filakterie. do krwi. nie da się nie uwierzyć. To ostatni koncert w berlińskiej filharmonii. a najbardziej „bezstronne” głosiły: lektura. wiły mu się tuż przy skroniach i opadały na klapy. spotkania z wodzem: Wreszcie stanął przede mną. lecz jednak wolelibyśmy zostać przez nich niezauważeni. wychodziły długie pejsy. które ukazały się najpierw w Niemczech i Francji. i nie chcę o niczym wiedzieć. mogli dopełnić swego pijackiego żywota. że ustami wyłażą mi wydarte wnętrzności. W końcu przekonuje samego siebie. Wzięłam tę książkę do ręki z prawdziwą niechęcią. ale gwałtowne myśli. gwałcących się nawzajem.. że opowiem wam. wałęsających się po Pomorzu. bo to jest straszna historia. wszystkie stworzenia równe w obliczu śmierci upojone w szalonym wirze. z wilgotnymi oczami i dłonią zawieszoną w ostatnim ludzkim odruchu. że na rękawie też nosi skórzane filakterie. czyż nie majaczyły białe frędzle ubioru. który Żydzi nazywają małym tałesem? Król jest nagi. Dr Aue wkracza do zatłoczonej sali. Być może jest i trzeci chwyt. co jeszcze nie uciekli przed nadciągającymi Rosjanami. tym razem bardziej kameralnego. cuchnący oddech wyprowadził mnie z równowagi: tego było już za wiele. To surrealizm pokonanego przez nazistowski karabin goryla przyklejonego do kraty klatki zoo. Dance macabre? Tak. I będzie miał rację. Te najbardziej entuzjastyczne udowadniały. żaby i węże toczone przez robaki... rodzi złe lub dobre.. skórzaną szkatułkę z wersetami Tory. aby ci. powie mi któraś z was. To przecież świat wojny: band osieroconych. ech. nieletnich folksdojczów. szyszynkowe oko na kształt rozchylonej ku niewidzialnej rzeczywistości waginy. gdy bunkry zamieniono na burdele i kluby nocne. lecz przekonujący. odniosłem wrażenie. Nie wierzyłam przez pierwsze 400 stron. o której zapomnieli potomkowie Hitlera i reżimu Vichy. jak mi się zdawało. lecz nikt nie reaguje. która przeszła przez jego mózg pod Staliningradem i zupełnie nieoczekiwanie otworzyła trzecie. Mówiły przede wszystkim o epatowaniu dewiacjami. że to halucynacja. Ale to raczej chwyt incydentalny.. mocno. potem. Rozkładające się trupy. muzyczny finał faszystowskiej apokalipsy.

Archiwum Państwowe w Przemyślu. Opisany (czy też raczej naszkicowany) okres świetności Jarosławia zbiega się w czasie z rządami księżnej Anny Ostrogskiej. co przyczyniło się do rozwoju budownictwa mieszkalnego. z których jeden był ślepy. Wśród czytelników rozpraw historycznych dominują dwie opcje – jedni oczekują ścisłego trzymania się sztywnych reguł warsztatu naukowego. Szkice do portretu miasta i jego właścicielki (1594–1635). problemy szkolne i wychowawcze. Szkice do portretu miasta i jego właścicielki (1594–1635). sakralnego i obronnego. układ urbanistyczny z kilkoma perłami. skrzętnie wykorzystując atuty wynikające z korzystnego położenia na skrzyżowaniu handlowych szlaków i sławę miejscowych jarmarków. opowieść. Jak widać. Nie złamały tej świetności nawet wielkie pożary z lat 1600 i 1625. a także sprawom gospodarczym. bazując na tych ustaleniach. a później właścicielki miasta. poprzestając na stwierdzeniu. którą po prostu „się czyta”. ale trzeba mieć nadzieję. a czwartego mu ukradziono. Szkoda tylko. inni (statystycznie znacznie liczniejsi) wolą. aspiracje artystyczne i intelektualne. Chwała więc autorce za to. w którym kierunku ewoluuje praca Krystyny Kieferling. co składa się na codzienne bytowanie. że przyszły monografista. q Krystyna Kieferling. Jarosław w czasach Anny Ostrogskiej. Można z nich wywnioskować.WYDAWNICTWA Jak to za księżnej Anny bywało Zdzisław SZELIGA Jarosław. miasto prędko podniosło się ze zniszczeń. a rytm życia Jarosławia wyznaczały słynne jarmarki. dole i niedole. Autorka obficie szafuje bowiem szczegółami przybliżającymi codzienne życie mieszczan. jak chociażby kamienica Orsettich. opartą na solidnym materiale źródłowym. Napisał on w testamencie. współwłaścicielki. i do dzisiaj istnieje. Kolejne rozdziały poświęcone są działalności urzędów miejskich. że miał cztery konie. drugi kulawy. ubiory. rozrywki – słowem: wszystko to. że naszkicowała ważny fragment historii Jarosławia. przede wszystkim urzędu radzieckiego i wójtowsko-ławniczego. Książka Krystyny Kieferling ma przejrzysty układ. wytyczony w tamtym czasie. czyniąc z Jarosławia znaczące miasto Rzeczypospolitej. że niektóre wątki potraktowane zostały bardzo ogólnikowo. pokazując ich problemy rodzinne. ale także nie pożałowała miejsca dla szarych zjadaczy chleba. czyli forma na tyle otwarta. Ani myślę roztrząsać. że nie tylko przybliżyła pomnikową postać księżnej Anny. będzie mógł jeszcze niejedno dorzucić. wciąż czeka na współczesną monografię – pisze Krystyna Kieferling we wstępie do swojej książki Jarosław w czasach Anny Ostrogskiej. jak i bogacącym się (głównie na handlu i rzemiośle) mieszczanom. 56 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . której osobowość odcisnęła tak silne piętno na mieście i jego mieszkańcach. nie jest to czekanie bezczynne. Są to szkice. że na pewno jest to kawał solidnej roboty doświadczonego badacza. miasto z nie do końca odkrytą historią. Przemyśl 2008. Najobszerniejszy z rozdziałów poświęcono mieszczaństwu – i tę część czyta się ze szczególną ciekawością. że w omawianym okresie – niezależnie od kurateli księżnej Anny – sprawnie funkcjonowały instytucje samorządowe. ale jakże ważnego okresu w dziejach miasta – okresu jego największej świetności. Efekt swoich wieloletnich badań autorka opatruje skromnie brzmiącym podtytułem. Stąd komercyjna popularność niektórych autorów. obyczaje. że rozwinięte zostaną w innych publikacjach. Historiografia Jarosławia wzbogaca się bowiem o kolejną pozycję dotyczącą krótkiego. jak niejaki Grzegorz Niewczas. W pierwszych rozdziałach autorka przedstawia roz- wój przestrzenny miasta oraz kreśli portret Anny Ostrogskiej. którzy z trudem wiązali koniec z końcem. Dobra koniunktura przez kilka dekad służyła zarówno właścicielom miasta. która swoje prywatne „państwo jarosławskie” doprowadziła do rozkwitu. Dzięki książce możemy się po kilku wiekach poużalać nad jego losem. trzeci z łysiną.

Dubiecko lub okolice. lata 30. KWARTALNIK q 4 (11) 2008 57 .Zdjęcia z dawnego Dubiecka FOTOGRAFIE Kominiarze.

prędkość 30 km/h (oryginalny opis autora zdjęcia) PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY .58 Pospieszny autobus relacji Przemyśl – Dynów. max.

Dubiecko lub okolice.Dziewczyna. lata 30. KWARTALNIK q 4 (11) 2008 59 .

60 Nieistniejący już kościół w Dubiecku – zdjęcie z około 1920 roku PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY .

Cerkiew w Dubiecku zbudowana w 1927 roku – zdjęcie prawdopodobnie z lat 1950–1960 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 61 .

Archiwalne fotografie pochodzą z prywatnych zbiorów mieszkańców Dubiecka. Uroczysta procesja. prawdopodobnie lata 30. Zebrane zostały przez członków Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Dubieckiej i zaprezentowane w trakcie wystawy Spotkanie trzech kultur i religii w Kresowym Domu Sztuki w Dubiecku. 62 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . Dubiecko.

63 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 .

energii i wytrwałości im nie zabraknie. Niezapomniany ojciec. że skala pomocy nie wymaga aż takiego zachodu. aby się z tego upadku podźwignął. Od lat podejmowane są w Przemyślu różne inicjatywy. Przywołałem więc Mitschkego i Lipę Lip- 64 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . będące nieraz wytworami artystycznymi wysokiej klasy. 29 maja 1812 – 30 października 1885. profesjonalizmu też nie powinno zabraknąć. Otrzeć z ziemi brodę Mitschkego. bo rzecz dotyczy spraw wielce poważnych i w dodatku odbywa się w cmentarnej scenerii. Zupełnie nie wiem. kto zacz. To znacznie prostsze przedsięwzięcie. ale nikt też nie naprawia. zazwyczaj na gorsze. Powie ktoś: po cholerę użalam się nad jakimś Mitschkem. którego ziemska wędrówka zamyka się datami: 22/9/1817 i 1/9/1900. ale musiał być kimś znaczącym. Z tym tylko. oficer wojsk polskich z 1830 r. gdyż na tablicy nagrobnej napisano (po niemiecku): Spoczywaj w pokoju. Mam nadzieję. Ten frywolny ton być może niezbyt pasuje do tematu. niszczeją i stają się anonimowe. Aby polepszyć los Mitschkego i Lipy Lipskiego. Spacerki osobiste Od lat trwa ten stan – nikt nie kradnie. bliskie całkowitego unicestwienia są miejsca wiecznego spoczynku. a oderwana tablica czeka na pomocną lub złodziejską dłoń. To niejaki Wilhelm Mitschke. ozdobiony Krzyżem Virtuti Militari. skoro podobnych obrazków jest na cmentarzu znacznie więcej? Ba. Zapewne był osiadłym nad Sanem Austriakiem lub Niemcem i miał wielopokoleniową rodzinę. Dzięki takim właśnie entuzjastom odzyskują świetność cenne zabytki sztuki cmentarnej. Nagrobki. że tak nieszczęśliwie zarył nosem w glebę i że od dłuższego czasu nikt mu nie może pomóc. ratując wyselekcjonowane najcenniejsze zabytki cmentarne. o które warto zadbać choćby ze względów patriotycznych. Na przykład od dawna obserwuję. w ścisłej współpracy ze służbami konserwatorskimi. Ów przywołany na wstępie dostojny jegomość nie jest bynajmniej kimś anonimowym. Na szczęście coraz powszechniejsza jest świadomość. przełamaną kamienną tablicę z napisem: Feliks Lipa Lipski b. choć kolejka obiektów oczekujących renowacji jest bardzo długa i nawet cudowne rozmnożenie tychże entuzjastów nie spowoduje zbyt radykalnej zmiany. postawić go na postumencie i przyczepić tablicę (jeśli jej jeszcze nie ukradli) – to w końcu drobiazg w zestawieniu na przykład z renowacją kaplicy Bilińskich. że to zastygłe w kamiennych czy żelaznych formach dziedzictwo przeszłości należy ratować. odpadłą od grobowca. także na wyglądzie cmentarzy – pod tym banalnym stwierdzeniem kryją się nieuchronne zmiany. z których zdecydowanie najwyżej oceniam działalność społeczników zrzeszonych w Towarzystwie Ulepszania Miasta.FELIETONY Broda Wilhelma i umierające tablice Zdzisław SZELIGA Żal mi się zrobiło dostojnego jegomościa z długą brodą. że zapału. skoro wystawiono mu na Cmentarzu Głównym w Przemyślu nagrobek w formie prostego. Społecznicy z Towarzystwa Ulepszania Miasta działają planowo i profesjonalnie. ale gustownego obelisku z ceramicznym konterfektem. dziadek i pradziadek. Czas odciska swoje piętno na wszystkim. Od dłuższego czasu zwalony obelisk Mitschkego wrasta w glebę.

zwłaszcza na niektórych zabytkowych grobach. bo nie znalazł się nikt. Skromny szewc. Aż tak naiwny to ja nie jestem. Chyba że te drobne sprawy załatwiane będą po urzędowej linii. Nabierały anonimowości i znikały stopniowo. w latach 80. kogo tym gestem uhonorować. mający swój warsztat przy ulicy Słowackiego. Wyszukiwał on tych. żołnierz AK. Czasem w takim zabytkowym miejscu wyrasta nagrobek z nowym lokatorem. a dziś umierają ich nagrobne tablice. Najpierw znikają tablice z inskrypcjami. bo nie wiedzą. czasem mniej. Nikt mu też nie podziękował za to. jakiś patron od spraw drobnych. były podko- mendny generała Boruty-Spiechowicza. ale zawsze ktoś taki się znajdzie. Co prawda służby konserwatorskie mogłyby mieć zastrzeżenia co do formy upamiętnienia. Lipy Lipskiego i innych. Liczę więc na to – choć może niektórzy zarzucą mi naiwność – że w dzisiejszych. czasem zostaje tylko puste miejsce. że mogiły polskich legionistów na Cmentarzu Wojskowym przypominają zwykły trawnik. Tymczasem w sąsiedztwie cieszy oko odnowiony kompleks cmentarzy wojennych. Amnezja cmentarna zazwyczaj postępuje powoli. Nikt nie wie – żalił się autor – kto tu został pochowany. ale nikt mu zbytnio nie przeszkadzał w realizacji tej życiowej misji. nul. Niemcy. q 65 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . ale na to zbytnio bym nie liczył. nawet harcerze znicza tu nie zapalą. Wierzę też. któremu takie „sprawy drobne” są bliskie. łąka. Całkiem niedawno ktoś użalał się w lokalnej prasie nad tym. Mam wielki szacunek do takich postaci. Czasem jest ich więcej. kto ów destrukcyjny proces zechciałby zahamować. biało-czerwone chorągiewki ze stosowną datą: 1830. Węgrzy. Groby legionistów. bo jego dzieło też trzeba ocalić od zapomnienia. że znajdzie się ktoś. 1863. którzy – sądząc na podstawie tablic cmentarnych – zaangażowani byli w jakiś niepodległościowy zryw lub byli kombatantami wojennymi. Może ktoś z zarządu cmentarza albo jakiś społecznik. zmarłych w czasach międzywojennych. kto pochyli się nad losem Mitschkego. A tak nic. coś by się z tej legionowej pamięci uchowało. Przywołuję tu postać pana Stysia. Każdą wolną chwilę poświęcał na to. Rosjanie i przedstawiciele innych nacji mają w Przemyślu godne miejsce pochówku. później inne elementy. Może gdyby Władysław Styś urodził się wcześniej i wcześniej rozpoczął swoją partyzancką akcję na przemyskich cmentarzach. którzy dawno przenieśli się do wieczności. ubiegłego stulecia podjął samodzielną akcję utrwalania pamięci o polskich patriotach spoczywających na przemyskich cmentarzach. tak skomercjonalizowanych czasach znajdzie się ktoś od spraw drobnych. co uczynił.Zdzisław SZELIGA Nagrobek Wilhelma Mitschkego na Cmentarzu Głównym w Przemyślu skiego w nadziei. jak pan Styś. 1918 itp. zero. aby na ich grobach montować metalowe. nie zamieniły się w łąkę od razu. że idealistów realizujących jakieś wielkie lub całkiem nieduże cele nigdy nie brakuje. Austriacy.

czy zdjęcie jest tylko inwentaryzacją. że to. spowodowane najczęściej wojnami. Na twarzach tych ludzi nie ma grozy czy przerażenia – jest natomiast powaga chwili. którego wartość wzrasta wraz z upływem czasu. Jeszcze nie wiedzą. twórca teorii „decydujących momentów”. Po pierwsze dlatego. bo oprócz zapisu sytuacyjnego zawiera ono zapis ogromnych emocji wynikających z chwili. czyli w architekturze. Przez cały grudzień na przemyskim rynku przed planszami. Na przykład dzisiaj pstrykający komórkami na lewo i prawo nie zdają sobie sprawy z powagi chwili. dokonuje zapisu historii. które w naszej pamięci już się zamazały albo nigdy ich tam nie było. Starsi mieszkańcy. w jakim naciśnie spust migawki. każda sytuacja ma jeden kulminacyjny moment i zapis tego momentu stanowi o wartości zdjęcia. co teraz wydaje się nieważne. oglądając zdjęcia sprzed lat. czy zawiera też przekaz będący świadectwem historii. że każde zdarzenie. a tyle informacji. na tę wystawę patrzyłem trochę inaczej. Wtedy fotografia pozwala odświeżyć ich obraz lub dopiero je poznać. Na pierwszym planie. To te czynniki decydują o tym. a fotografia wszechobecna. gromadziły się tłumy. nawet tej niezbyt odległej. że znałem już większość prezentowanych na niej zdjęć. W tym momencie najważniejsze jest przejść tak.WYSTAWY Każde zdjęcie jest historią Jacek SZWIC Mało kto zdaje sobie sprawę z tego. Jeszcze bardziej cenię sobie te fotografie. nawet najwierniejszy opis werbalny nie przekaże obrazu tak. i dlatego te akurat zdjęcia zawierają najwięcej prawdy o tamtych czasach. jak na froncie. jak kiedyś wyglądał Przemyśl i co od tamtych czasów się zmieniło. która być może pozwoli jego dziecku przeżyć kilka dni dłużej. że jest to materialny dowód na ich istnienie. a bardziej obraz życia mieszkańców. q 66 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . który ma pełną dowolność w wyborze wycinka rzeczywistości i czasu. że tak kiedyś miasto wyglądało. wspominali i rozczulali się. co ich czeka. bo żaden. Znany nam wylot mostu kolejowego. Z bronią. Wynikało to też z tego. Proces ten wykorzystali twórcy wystawy Przemyśl – wczoraj i dziś. co ich czeka. Oczywiście nie każde „pstryknięte” zdjęcie zawiera ów „decydujący moment”. naciskając spust migawki. Przekupki z Rybiego Placu nie miały pojęcia. Jeszcze inni dziwili się. Ponieważ od wielu lat na co dzień posługuję się językiem fotografii. Po lewej stronie obrazu cywile przepędzani z jednego świata do drugiego. ale o znaczeniu zdjęć jako dokumentu często bezcennego. po prawej niemiecki żołnierz pełniący swoje obowiązki okupanta. O mieście więcej dowiadywałem się z szyldów nad witrynami sklepów niż z niewzruszonych fasad kościołów. Jedno zdjęcie. w przyszłości. Znajdziemy tam twarze. Najprostszym sposobem na uświadomienie sobie tego jest przeglądanie starych rodzinnych albumów. jak zdjęcie. na których eksponowane są dawne i obecne fotografie z widokami miasta. że są fotografowane. w pełnym rynsztunku. skupienie. Oni w tym momencie mogli jedynie przeczuwać. Jednak największe znaczenie dla mnie mają występują- cy na tych fotografiach ludzie. Henry Cartier-Bresson. Fotografowanie jest dziś tak powszechne. nabierze zupełnie innych walorów i będzie miało inne znaczenie. Wynika to z „obiektywizmu” fotografii. że naciskając spust aparatu fotograficznego czy odpowiedni klawisz komórki wyposażonej w aparat. na których nikt nie pozuje. W rękach mają tobołki. podobnie jak przechodnie na Franciszkańskiej. że niewielu ludzi zdaje sobie sprawę z jej wartości. ktoś trzyma butelkę mleka. W dużej mierze zależy to od świadomości i kunsztu fotografującego. którego znaczenia prawdopodobnie nie uświadamiał sobie żołnierz niemiecki. Mniej fascynowały mnie zmiany w tak zwanej substancji miejskiej. Może się zdarzyć. aby się nie potknąć o szyny i nie dostać od żołnierza kolbą. twierdził. a po drugie – zdjęcia te są wycinkiem (migawką) ich życia. której biegu nie można przewidzieć. Rodzice pokazywali dzieciom. Szczególnie zapamiętałem jedno. będącej bardzo osobistym zapisem dialogu artysty z odbiorcą. w której ludzie koło „ciurka” zesztywnieli przed obiektywem fotografa. Wtedy naprawdę było to wydarzenie. Nie mówię tu o wartości artystycznej fotografii.

Most kolejowy na Sanie w Przemyślu. fotografie archiwalne z 1941 roku 67 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 .

co w naszych warunkach oznacza pół minuty w Kalejdoskopie TVP Rzeszów. choć na krótko. wydanego z okazji wystawy Obraz. Czy najważniejsze połączenia i kody sztuki dawnej i dzisiejszej zostały już definitywnie przerwane? Na szczęście nie. dziwię się jednak. o czym mówi! Na miejscu niewinnej i czystej prowincji. grafika. Co prawda liczba absolwentów krakowskiej ASP oraz innych akademii uczestniczących w wystawie równa się jeszcze liczbie absolwentów uniwersyteckich instytutów sztuki. Jesteśmy więc ubezwłasnowolnieni. ale to już oczywiście causa finita est. Mikołaj Dawidziuk. Każda z artystek i każdy z artystów myśli jedynie o pięciu minutach popularności. bo ostatecznie jedynie nominowano do nagrody. wyznaczał obiektywny „środek świata”. grafika. Nie ma tam nawet biznesmenów mniejszych. Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku nagrody dla Daniela Rosteckiego. Jury wystawy podjęło się roli cenzora i nie dopuściło do eksponowania trzeciej części nadesłanych prac. To chytra próba skutecznej ucieczki do przodu. obraz Barbary Hubert. to bez wątpienia będą to związki z malarstwem Basquiata.. aby tym samym wzmocnić rangę i powagę wystawy rzeszowskiej. zamykający się datami 1944–1980. które zrezygnowało z organizowania podobnego przeglądu aktualnych dokonań artystów regionalnych. a zatem widząc w Rosteckim „podkarpackiego” Jeffa Koonsa. zmysłowym opracowaniu powierzchni itd. chcieli złożyć hołd Ileanie Sonnabend? Mrs Sonnabend bez wątpienia przerosła swego pierwszego męża na polu sztuki praktykowanej jako dziedzina wirtualnej księgowości i fideistycznego kreacjonizmu pieniądza. rzeźba roku 2008. uśmiechnięty prezydent Rzeszowa Tadeusz Ferenc dzieli się satysfakcją z mariażu biznesu i kultury. pojawił się landrynkowy i plastikowy prowincjonalizm. uzależnieni od gustów i opinii cenzorów. w spontaniczności zarówno śladów pędzla. przekazał szanownej publiczności autokrytyczną opinię na temat tegorocznej wystawy. pracownianej koleżanki Wilhelma Sasnala. gdzie Zdzisław Beksiński. Osobiście nie znam pana Piotra Worońca juniora i nie mam powodów. warszawskiego snobizmu i warszawskiego prowincjonalizmu. w Rzeszowie. samodzielne dobro kultury. rzeźba roku organizowana jest w Rzeszowie od bez mała czterdziestu lat i choćby tylko z tej racji stanowi ważną tradycję. Jeżeli „harakiri” Basquiata rozumieją jako realizację doktryny i praktyki Foucaulta na gruncie sztuk pięknych. ponieważ na liście sponsorów wystawy nie ma nazwisk wielkich biznesmenów rzeszowskich lub „podkarpackich”. itp. Szanując poglądy pana Dawidziuka. aby się tam zdeprawować. Jacek KAWAŁEK Na czołowej stronie luksusowego katalogu. to tym samym wytyczono kierunek drogi twórczej nie tylko przed Piotrem Worońcem juniorem. że mimo tak wysokiej autoświadomości jury bez zmrużenia oka znalazło godnych laureatów i przyznało wszystkie nagrody regulaminowe. Trudno dociec. w wyrafinowanym. iż zauważono. Tegoroczna wystawa. iż dzisiaj utalentowani adepci nie muszą jechać do Warszawy. Trzeba więc docenić szlachetny gest przemyskiego środowiska plastycznego. rysunek. kończy heroiczny okres historii „podkarpackiego” środowiska plastycznego. aby być przeciwnikiem jego twórczości. Czyżby nagradzając Homo – Sobie. listopad–grudzień 2008) o całe niebo przewyższa obecnego „ambasadora” polskiego malarstwa.. jurorów. Przyznana po raz czwarty nagroda im. który słusznie zauważył. przyszli magistrowie sztuki mogą dowoli doskonalić się w szkicowości szybkich pociągnięć pędzla i energii mocnych barwnych akcentów. Przywołajmy Mikołaja Dawidziuka.. podobnie jak szereg innych wydarzeń tego typu w ostatnich latach. Nieporozumieniem jest przyznanie najważniejszej nagrody Piotrowi Worońcowi juniorowi. o jakim „mariażu” mówi Pan Prezydent. wbijając gwóźdź w podłogę pracowni. która swą wyrafinowaną koncepcją malarstwa i obrazu (zobacz: „Morele i Grejpfruty”.. Jeżeli w pracach tego „kadeta” sztuki jurorzy dostrzegli jakieś wartości..PLASTYKA Nowe ramy Obrazu. przepraszam. Ciekawostką jest także. w rodzaju Sobolewskiego lub Foka. Mikołaj Dawidziuk wie. Wystawa Obraz. W tym wy- 68 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . Kwitnie uniwersytecki akademizm. Teraz na miejscu. Zbigniewa Krygowskiego – tym razem jej laureatem został Andrzej Korzec – świadczy o niewyobrażalnej mocy kulturowych przetrwalników. jak i rysunku. Nastąpiła decentralizacja warszawskiej poprawności artystycznej. rysunek. przewodniczący jury.

Jan Krygowski oraz inni członkowie tej rodziny. poszukującego własnego. płótno. Przemysław Pokrywka z Rzeszowa. że znajdzie je w kręgu neapolitańskich uczniów Caravaggia. a przede wszystkim młodych i utalentowanych. malarskiego rozstrzygnięcia obrazu. w pełni osobistego. który idąc śladami swych starszych kolegów. jaką w naszym dzisiejszym życiu kulturalnym odgrywa rodzina Krygowskich. Przekonanego. niemające sobie równych w Europie. Nie sposób także przejść obojętnie obok propozycji artystów nieco starszego już pokolenia oraz prawdziwych wyjadaczy. choć ciągle nieokreślonego. q 69 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . malarza kolorysty Zbigniewa Krygowskiego. Magdalena Skiba z Zagorzyc. technika mieszana. Ażeby nie zostawiać czytelników „PPK” w nastroju pesymistycznym. Z podróży. 100 x 100 cm padku – o wyjątkowej roli.Jacek KAWAŁEK Piotr Woroniec junior. takich jak: Edward Kociański z Mielca. Specjalnej uwagi domagają się również obrazy Andrzeja Rułki. świadomi wartości spuścizny artystycznej ich ojca. trzeba przyznać. znanych od dawna nie tylko rzeszowskiej publiczności. odważnego malarza. iż na tegorocznej wystawie nie brakowało dokonań artystów utalentowanych. walczą dzielnie o coś więcej aniżeli tylko o pamięć rodzinnego idola. ciągle żywi nadzieję. choć rezultaty takich poszukiwań zdradzają paradoksalnie fascynację wizualizacjami pop-artu. że brutalizm informelu i malarstwa materii wzbogaci „staroświecką” wrażliwość polskiego kolorysty. Tęgiego malarza. W gronie tych ostatnich proponuję docenić wirtuozerskie rysunki Stanisława Ożoga. Natomiast wśród młodych przedstawicieli średniego pokolenia wyróżniam prace Rafała Pacześniaka.

Mariusz KOŚCIUK SPOŁECZEŃSTWO 70 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY .

że jesteśmy stąd. Nie podejrzewamy się o żadne szwindle. co się wówczas w Dubiecku wydarzyło Mieliśmy tylko marzenia Garstka miejscowych postanowiła wziąć cerkiew w dzierżawę: – Chcieliśmy zrobić wystawę i nie mieliśmy gdzie. Przez las pod górę – dla nich to już za daleko. żeby nie zahaczyć o nią okiem. jak jechaliśmy z kolegami ją remontować. Tak samo jest w sąsiedniej Krzywczy i wielu innych okolicznych miejscowościach. podejrzewano nas.. że się na nich dorabiamy. reaktywowany kościół greckokatolicki stara się o zwrot świątyni.. Ale tu pięć lat temu smutny standard został nieoczekiwanie przerwany. Tam.. że tu ogniska są i publiczny kibelek. Dzisiaj jest piękna i sami szybko zapominamy. W świecie fundacji i sponsorów nikt ich nie znał. Dziś myślę. Od czasu wysiedlenia Ukraińców pounickie cerkwie w większości są własnością skarbu państwa. Słowo wystawa nie oddaje jednak sensu tego. Bo my mieliśmy tylko marzenia i więcej nic: ani pieniędzy. bo pewnie nic by z tego nie wyszło – wspomina Jacek Grzegorzak. na co się porywamy.. że świątynia jest bezczeszczona. Chciałam o nich napisać kilka lat temu. wyszli przed domy. I jesteśmy odporni na ludzkie gadanie. I to harcerstwo nas mimo wszystko uwiarygodniało. Starzy ludzie z sąsiedniego Wybrzeża. że ruina w centrum miasteczka jego mieszkańcom złe wystawiała świadectwo. W Dubiecku nie było dla kogo.. potem jako wychowawcy harcerskiej młodzieży. Smutny standard. Nie jacyś obcy. więc nikomu nie przyszło do głowy.Marzyciele Olga HRYŃKIW – W nieistniejącej wsi Polchowa na pagórku w lesie została kapliczka. myślałem. Dubiecka cerkiew stoi przy głównej szosie. A nas drażniło. ktoś rzucił hasło: dlaczego nie tutaj? Dobrze. Kiedy jeździliśmy z dzieciakami po lasach. – mówi Robert. zdobywający kolejne sprawności. nie wiadomo było. Była użyteczna.. A że codziennie przechodziliśmy obok niszczejącej świątyni. że mimo tego ludzkiego gadania udało nam się właśnie dlatego. którzy chyba kiedyś tam mieszkali. to po prostu zakasujemy rękawy. Na razie lepiej. Nie powiedzieli czego. czy nie zaprzepaszczą zaufania. nie raz słyszeliśmy. Przez ostatnie pięćdziesiąt lat straszyła. odmawiając. Nie da się przejechać przez miasteczko.. ani dziś. nie wiadomo kto i po co. że pewnie dlatego udało się nam domy pobudować. żeby nie było o nas głośno. Najtrudniejsza pierwsza dotacja – Mamy do siebie stuprocentowe zaufanie. kiedy tu weszliśmy ze swoimi marzeniami. Po- 71 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 .. Stanęli koło płotów i w milczeniu odprowadzali nas wzrokiem. Jak jest robota. gotówki i budynku. Dyplomacja.. żeby ją wyburzyć. Kiedy remontowaliśmy cerkiew. żeby nie zahaczyć o nią okiem. Odpadające gzymsy. – Po wojnie był tu magazyn nawozów. Paradoksalnie chyba właśnie ten magazyn uratował cerkiew. Druga – Fundacja Wspomagania Wsi. A jednak czegoś się bali. Upiory? W zrujnowanej pounickiej cerkwi? Przesada. Nie da się przejechać przez miasteczko. Pamiętam. – Jeszcze nie teraz. niczego jeszcze nie dokonali. zasolone ściany – wiadomo. rdzewiejący dziurawy dach. że wtedy nie zdawaliśmy sobie sprawy. Jacek przyznaje. Przez ostatnie pięćdziesiąt lat straszyła.. oprowadzając z nieskrywaną dumą po pachnącej świeżymi tynkami świątyni. gdzie uda się zebrać garstkę wiernych. a o to przecież nietrudno. Ani wtedy. Co najwyżej krzaki na gzymsie i sterta puszek po piwie. W tym samym roku w Kresowym Domu Sztuki odbyła się pierwsza wystawa. – wytłumaczył młody mężczyzna. Dubiecka cerkiew stoi przy głównej szosie. że najtrudniej było zdobyć pierwsze pieniądze. Nie chcemy wywoływać upiorów. że w marzeniach i ich spełnianiu specjalizowali się od małego – najpierw jako harcerze. dlaczego właśnie w nich wykiełkowało tak odważne marzenie. szef Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Dubieckiej. A może dlatego. Tak samo jak w Krzywczy i okolicznych wsiach. Pierwsza odważyła się Fundacja Karpacka z Sanoka. jak to zrobić! Działacze Towarzystwa nie potrafią powiedzieć. Remont ruszył w 2004 roku. Wilgoć. I ciarki miałem na plecach. Może dlatego. ani wiedzy. jak wyglądała.

Remont ruszył w 2004 roku. – Wcześniej 72 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY . nie przyjdą. władający świątynią w imieniu skarbu państwa. – Cztery lata temu byłem na ogólnopolskich warsztatach. że można. inne organizacje. Że wystarczy mieć tylko marzenia i kilku sprawdzonych ludzi – wspomina Jacek. przyjdą? Powiat przemyski. Niespełna rok później w Kresowym Domu Sztuki odbyła się pierwsza wystawa. Miałem się uczyć. że się udaje. chętnie przekazał budynek. Przyjdą. co się wówczas w Dubiecku wydarzyło.Mariusz KOŚCIUK tem już poszło: gmina. konserwator. W tym roku pojechałem jako lider. które się nazywały Od pomysłu do projektu. Słowo wystawa nie oddaje jednak sensu tego. Na naszym przykładzie pokazywałem.

ogłosiliśmy gdzie się dało, że szukamy starych zdjęć,
dokumentów, wspomnień. Zbieraliśmy przez szkołę,
po domach i strychach, w archiwach... Nawet ksiądz
z ambony przypominał o naszej akcji. Chcieliśmy pokazać przedwojenne Dubiecko. To, które po jednej
trzeciej zamieszkiwali Polacy, Rusini i Żydzi. Pokazać ich życie, zajęcia, stroje. Chcieliśmy, ale jednocześnie do ostatniej chwili baliśmy się, czy ktokolwiek
przyjdzie...
Wystawa nazywała się Spotkanie trzech kultur i religii. Dzień wernisażu przeszedł do historii Dubiecka. – Cerkiew była pełna! Ludzie rozpoznawali się na
zdjęciach, przypominali sobie sąsiadów i krewnych,
korygowali nasze opisy fotografii albo wyjaśniali,
kogo przedstawiają. Niektórzy zaczęli opowiadać
– o sobie, o swoich rodzinach. Zrobiło się rzewnie, domowo i rodzinnie.

Klezmerzy, ikony i Murzyni

Tego dnia działacze Towarzystwa dostali carte blanche. Ci, którzy wcześniej z sobie tylko znanych powodów nie chcieli otworzyć domowej skrzyni z pamiątkami, zaczęli donosić stare fotografie i dokumenty.
Ci, których rozrzuciło po świecie – dosyłać archiwalia
pocztą. Oficjele przyznali Towarzystwu pierwsze dyplomy, wyrazy uznania, gratulacje. A stare wygrzebane z dubieckich strychów zdjęcia zyskały drugie
życie. Zdobią dziś niejedno lokalne wydawnictwo, ba
– odpowiednio powiększone i oprawione zawisły nawet w miejscowej pizzerii!
Jacek i jego kolega Robert Szybiak, którzy dziś
oprowadzają nas po Dubiecku, już się nie boją, że do
cerkwi zaadaptowanej na galerię nikt nie przyjdzie.
Od pierwszej wystawy sprawy idą jak po maśle, niezależnie od tego, jak bardzo nietypowy projekt jest
w galerii realizowany. Muzyka klezmerska – pełna
sala. Wirtuoz lutni – pełna sala. Dzieci z Zambii – pełna sala. Młody miejscowy fotograf, który w Kresowym
Domu Sztuki miał swoją pierwszą wystawę, robi dziś
karierę w fachowych ogólnopolskich czasopismach.
To aż nudne. Inicjatywy Towarzystwa mają poparcie
gminy, księdza proboszcza i wszystkich ważnych lokalnych oficjeli. Słowo wielokulturowość, powtarzane
tu jak pacierz, nie wzbudza niczyich obaw, nie przywołuje demonów i nie zagraża polskości.

I ciarki miałem na plecach

Pierwsza wystawa nazywała się Spotkanie trzech
kultur i religii. Dzień wernisażu przeszedł do
historii Dubiecka. – Cerkiew była pełna! Ludzie
rozpoznawali się na zdjęciach, przypominali sobie
sąsiadów i krewnych, korygowali nasze opisy
fotografii albo wyjaśniali, kogo przedstawiają...
Niektórzy zaczęli opowiadać – o sobie, o swoich
rodzinach. Zrobiło się rzewnie, domowo i familijnie
– mówią Jacek Grzegorzak i Robert Szybiak

Poza organizacją koncertów i wystaw działacze Towarzystwa ciągle jeszcze remontują budynek. Wyszli też
w teren – wytyczony przez nich w ubiegłym roku szlak
turystyczny Trzy ścieżki tożsamości okazał się hitem.
Szlak to nie tylko znaczki na drzewach, wiodące przez
malownicze pagórki ziemi dubieckiej. Poza rezerwatami
i punktami widokowymi trasa oprowadza po takich rarytasach, jak cerkiew w Piątkowej czy nieistniejąca dziś
wieś Polchowa, gdzie o jej dawnych mieszkańcach przy-

73
KWARTALNIK q 4 (11) 2008

Mariusz KOŚCIUK

pominają jedynie zdziczałe jabłonki i zawalone cembrowiny studni. – W Polchowej na pagórku w lesie została
też kapliczka. Pamiętam, jak jechaliśmy z kolegami ją
remontować. Starzy ludzie z Wybrzeża, którzy być może
kiedyś tam mieszkali, wyszli przed domy. Stanęli koło
płotów i w milczeniu odprowadzali nas wzrokiem. Przez
las pod górę – dla nich to już za daleko, myślałem. I ciarki miałem na plecach... – mówi Robert.

– To te Szybiaki? Dobrze zrobili, bardzo dobrze!
Chciałbym im podziękować, tylko nie wiem jak...
– mówi Michał Koczenasz, którego ojciec chodził
przed wojną do dubieckiej cerkwi
Kapliczka w Polchowej na wytyczonym przez
Towarzystwo szlaku Trzy ścieżki tożsamości

»

Z ludźmi trzeba po ichniemu

Szlak wiedzie też przez stary unicki cmentarz
nieopodal Dubiecka. Mur, kilka przedwojennych
nagrobków i resztki cmentarnej kapliczki. Starszy
mężczyzna porządkuje lastrykowy grobowiec. Paweł
Koczenasz, 1905–1945. – Mój ojciec tu leży. Chodził do
tej cerkwi, co wyremontowana teraz jest... Pamiętam.
Ja z mieszanej rodziny jestem, mama Polką była.
Dlatego zostaliśmy. Dziwne to czasy były. U polskiej
rodziny się chowaliśmy i dzięki temu pewnie żyję.
A ojca mojego Polak zabił... Na moich oczach. Nie, nie
za UPA. Za pole. Kto ja jestem – trudno powiedzieć.
Po wojnie razem z innymi kościół budowałem. Cer-

kiew zamknięta, co było robić. Poza tym nowe nastało... Rozum mówił: wszedłeś między wrony, kracz jak
one. I co z tego, że serce co innego... Z ludźmi trzeba
żyć po ichniemu, a bez ludzi nie da rady – mówi Michał Koczenasz.
Mężczyzna spogląda na stojących przy cmentarnym murze działaczy Towarzystwa. – To te Szybiaki?
Dobrze zrobili, bardzo dobrze! Chodzę tam, jak koncert jaki jest... Chciałbym im podziękować, tylko nie
wiem jak... q

74
PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY

Mariusz KOŚCIUK

75
KWARTALNIK q 4 (11) 2008

A jednak konieczny.. Stanisława Zacharko (z prospektu wystawy Sztuka na karku) Tadeusz Błoński urodził się w 1947 roku w Przemyślu. i tak ważny znak ogłady i elegancji. posłużyły do przeprowadzenia pełnej konserwacji 20 nagrobków o dużej wartości artystycznej. wydawałoby się wielce idiotyczna i śmieszna część męskiej garderoby. wraz z dotacjami Prezydenta Miasta. przedstawia wyrzeźbione w granicie dwa dęby splecione koronami i korzeniami. jego intencje: bo stosowność wyboru rodzaju. organizowana przez Towarzystwo Ulepszania Miasta pod patronatem Prezydenta Miasta Przemyśla.Marek Stryszowski z Laboratorium Pod koniec roku w Przemyślu odbyły się dwie duże imprezy jazzowe: XX „Jazz nad Sanem” (24 października – 8 listopada w Przemyskim Centrum Kultury i Nauki „Zamek”) i VIII Międzynarodowy Festiwal Jazzowy „Jazz bez.. Wywiad z Tadeuszem Błońskim publikowa- 1 listopada na przemyskich cmentarzach po raz trzeci odbyła się kwesta na remont zabytkowych nagrobków. 31 października – 18 listopada). umiejętności podkreślania własnej urody: koloru oczu. Warszawa 2008). Boże... Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Dobór krawatu to sposób wypowiedzi niemal twórczej. Zbigniewa Chudzikiewicza). dziwaczna w kształcie i formie. Jego praktyczną funkcją była niegdyś ochrona cennych koszul przed zaplamieniem w trakcie jedzenia (czyżby wyewoluował z dziecięcego śliniaczka?) – dziś krawat to przede wszystkim rodzaj demonstracji i nośnik informacji – ale informacji szczególnych. zatytułowano Sztuka na karku. Jest papierkiem lakmusowym wyczucia smaku. pobłogosław Polskę. włosów. mit (Wydawnictwo STENTOR. liśmy w nr 3 (6) 2007. Od 1973 roku mieszka w Republice Słowackiej..) na Wydziale Sztuk Uniwersytetu Technicznego w Koszycach. 76 PRZEMYSKI PRZEGLĄD KULTURALNY .. Prof. skóry. autorem książki Literatura. skupiania uwagi – lub jej odwracania. filozofia. na podobnych zasadach. wzoru i koloru krawata to jeden z poważniejszych „przedwyjściowych” dylematów.] W Jarosławiu 11 listopada odsłonięto pomnik Przyjaźni Polsko-Węgierskiej. prezydent Republiki Węgierskiej.. Pieniądze pozyskane z kwesty w poprzednich latach (35 tysięcy złotych).. dzianiny. Absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie (Wydział Form Przemysłowych. W uroczystości wziął udział László Sólyom. [. Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. karnacji skóry – lub zacierania jej mankamentów.. Wystawę. Henryk GÓRECKI Adam JAREMKO ODNOTOWANO László Sólyom przy pomniku Przyjaźni Polsko-Węgierskiej w Jarosławiu Prezydent László Sólyom swoje przemówienie zakończył przestawionymi fragmentami hymnów obu państw: Jeszcze Węgry nie zginęły. Z jednej bowiem strony odsłania gust swego właściciela (lub – najczęściej – jego partnerki.). 39. gdzie pracuje jako nauczyciel akademicki. Pomnik. na której – z powodu braku miejsca – znalazła się tylko część kolekcji liczącej około 4500 krawatów.. kolekcję krawatów Tadeusza Błońskiego (Przemyśl. nieprzydatny i niepotrzebny archaizm.. obecnie docent (Assoc.] wiszący na szyi podłużny przedmiot z miękkiej tkaniny.” (4–7 grudnia w Centrum Kulturalnym). niezbędny. W Przemyskiej Bibliotece Publicznej 27 listopada odbyło się spotkanie z Piotrem Marciszukiem. że jego brak ciągle jeszcze zatrzaskuje wiele drzwi. [. Prospekt wystawy Sztuka na karku W Galerii Sztuki Współczesnej – w ramach cyklu przedstawiającego zbiory prywatne – zaprezentowano. szerzej s. znajdujący się przy ulicy Opolskiej. dyplom w 1972 roku pod kierunkiem prof.. ukrywać. Z drugiej strony – może je.

Wydawnictwo Czarne).S. László Krasznahorkai – Węgry (Melancholia sprzeciwu. Przywołując wybrane dzieła pisarzy i poetów XX wieku. Opowieść o moim ojcu. concorde i lokalna bukówka to nasz wkład w dorobek ludzkości.B. 16 grudnia otwarto nowy gmach Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej (pl. a także z kolekcji Andrzeja Kapitana i Zdzisława Szeligi. Polnord – Wydawnictwo Oskar).6 grudnia we Wrocławiu po raz trzeci została przyznana jedna z najważniejszych polskich nagród literackich – Literacka Nagroda Europy Środkowej „Angelus”. nominowani byli: Günter Grass – Niemcy (Przy obieraniu cebuli. Adam Jaremko. Grzegorz Karnas. Piotr Marciszuk – polonista. prezentujący między innymi ważne problemy współczesności i rozszerzający wiedzę o różnych kulturach. Decyzją jury pod przewodnictwem rosyjskiej poetki. ukryte dotychczas przed badaczami literackich tylko tropów. Regulamin określa. Tischnera i innych wielkich twórców myśli współczesnej. zorganizowaną przez Instytut Ukrainistyki Państwowej Wyższej Szkoły Wschodnioeuropejskiej i Towarzystwo Ulepszania Miasta. zawsze jednak bada je w kontekście filozofii. Nagrodę „Angelus” ustanowiły władze Wrocławia. Natomiast 20 grudnia w MNZP odbył się wernisaż ekspozycji Felczyńscy – ród z dzwonem w herbie. oprócz Pétera Esterházyego. Inauguracji działalności w nowej siedzibie towarzyszyły dwie wystawy: Blisko serca. Olga HRYŃKIW 77 KWARTALNIK q 4 (11) 2008 . autor śledzi w nich różnorodne aspekty literackie. Paweł KOZIOŁ Adam Erd. Mariusz Kościuk. psychologiczne. Od ponad dziesięciu lat zajmuje się działalnością społeczną na rzecz ruchu wydawniczego. Rysunki Arthura Grottgera i Marcelego Maszkowskiego ze zbiorów Anny i Kaspra Pawlikowskich oraz Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej i Zostawcie to Polakom! Somosierra 1808–2008. Juli Zeh – Niemcy (Instynkt gry. Tomasz WALKÓW Od 30 listopada do 31 grudnia na przemyskim Rynku można było obejrzeć wystawę Przemyśl – wczoraj i dziś. iż nagrodę otrzymać może autor z państw Europy Środkowej. Michała Wywiórskiego. Do trzeciej edycji Nagrody. Mona lisa. Natomiast fotografie współczesne wykonali: Laureat Nagrody Péter Esterházy i prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz W 2006 roku – jako pierwszy laureat – nagrodę otrzymał Jurij Andruchowycz (Ukraina) za powieść Dwanaście kręgów. w roku ubiegłym – Martin Pollack (Austria) za Śmierć w bunkrze. Obraz bitwy w dziełach Wojciecha Kossaka. W. W 200-lecie ludwisarni. Współautor serii podręczników Edukacja filozoficzna. kulturalne i społeczne. usiłując przełożyć język fachowy na bardziej przystępny. SPROSTOWANIE W poprzednim numerze „PPK” w rozmowie z Elżbietą Żygałą i Narcyzem Pióreckim z Arboretum w Bolestraszycach pt.B. A. Sięga w tym celu po teorie Heideggera. Ma ona wyróżniać najlepszą książkę prozatorską. Znak) i Olga Tokarczuk (Bieguni. przeinaczyłam sens niektórych wypowiedzi moich rozmówców. „Angelus” obejmuje 21 krajów.A. od roku 2006 jest prezesem Polskiej Izby Książki. Kołakowskiego. Swietłana Wasilenko – Rosja (Głuptaska. W. Dawne karty pocztowe zestawiono ze współczesnymi fotografiami Przemyśla. 66).A. Książka ukazała się w Polsce w tłumaczeniu Teresy Worowskiej (wydawnictwo „Czytelnik”). Zygmunta Rozwadowskiego i innych wybitnych artystów. Wydawnictwo Literackie). która ukazała się w języku polskim w ostatnim roku. Do ekspozycji wykorzystano pocztówki ze zbiorów Przemyskiej Biblioteki Publicznej. Berka Joselewicza 1). Paweł Kozioł i Tomasz Trojnar. Opr.). doktor filozofii. Paweł KOZIOŁ Książka stanowi zbiór esejów poświęconych zagadnieniom z pogranicza literatury i filozofii. W latach osiemdziesiątych pracownik naukowy Instytutu Filozofii i Socjologii PAN. Serdecznie Ich za to przepraszam. dziennikarki i tłumaczki Natalii Gorbaniewskiej otrzymał ją węgierski prozaik i eseista Péter Esterházy (urodzony w 1950 roku w Budapeszcie) za powieść Harmonia cælestis. a fotomontaże Lila Kalinowska (więcej o wystawie s.) oraz dwie polskie autorki: Małgorzata Szejnert (Czarny ogród. Ten filozoficzny klucz pozwala odnaleźć całkiem nowe znaczenia znanych dzieł.

2008. w 1961 roku w Przemyślu) – malarz. Dyplom otrzymał w pracowni prof. Ostatnio ekspozycję prac Mariusza Kościuka można było obejrzeć w październiku w Galerii Sztuki Współczesnej w Przemyślu. Głowa. Włodzimierza Kunza w 1989 roku. . papier Mariusz Kościuk (ur. Studiował malarstwo w Akademi Sztuk Pięknych w Krakowie.Mariusz Kościuk. olej. grafik i fotografik. Miał trzy wystawy indywidualne. brał udział w kilkunastu wystawach zbiorowych.