Vous êtes sur la page 1sur 346

1

Garth Nix

Pan Poniedziaek
Mister Monday

Klucze do Krlestwa
Tom 1

Przeoya Magorzata Hesko Kodziska

Dla Anny i Thomasa


i caej mojej rodziny oraz przyjaci

Prolog
Prbowali unicestwi Ostatni Wol, lecz zabrako im
mocy. Zniszczyli j zatem na dwa sposoby. Zostaa
podarta, a strzpy grubego pergaminu rozproszyy si w
czasie i przestrzeni. Zniszczyli j take duchowo, gdy
nie zostao wypenione ani jedno jej postanowienie.
Gdyby zdradzieccy Wykonawcy zdoali postawi na
swoim, postanowie Woli nigdy by nie zrealizowano. Na
wszelki wypadek komplet siedmiu jej fragmentw zosta
starannie ukryty.
Pierwszy, a zarazem najmniejszy fragment zatopiono
w przejrzystym monokrysztale, twardszym od diamentu.
Kryszta znalaz si w szkatule z hartowanego szka,
szkatu zamknito w klatce ze srebra i malachitu, a
klatka trafia na wygase soce na kracu Czasu.
Wart wok niej penio dwunastu Stranikw ze
stali. Kady z nich sta na jednej z cyfr zegara
wyobionego staym wiatem w ciemnej masie martwej
gwiazdy.
Stranikw stworzono wycznie do pilnowania
fragmentu. Z grubsza przypominali ludzi, lecz byli od
nich dwukrotnie wysi, a ich skra wykonana bya z
lnicej stali. Szybcy i gibcy niczym koty, nie mieli doni,
zastpiy je sterczce z nadgarstkw ostrza. Kady
4

Stranik nadzorowa obszar pomidzy wasn godzin a


nastpn; dowdca czuwa nad rejonem midzy
dwunast a pierwsz.
Nadzr nad metalowymi Stranikami sprawowa
doborowy oddzia Inspektorw, istot niszych, ktre nie
omieliyby si kwestionowa poczyna niszczycieli
Woli. Raz na sto lat na gwiedzie stawia si jeden z
Inspektorw, aby sprawdzi, czy wszystko jest w
porzdku i czy czstka dokumentu spoczywa bezpiecznie
w kryjwce.
W ostatnich wiekach Inspektorzy popadli w rutyn.
Zazwyczaj ograniczali si do przybycia, zerknicia na
klatk, szkatu i kryszta, po czym pozdrawiali
Stranikw i ju ich nie byo. Stranicy, ktrzy od
dziesiciu tysicleci posusznie maszerowali midzy
penymi godzinami na tarczy zegara, nie pochwalali tak
lekcewacego stosunku do suby. Skadanie skarg nie
leao jednak w ich naturze, zreszt nie mieliby jak si do
tego zabra. W razie koniecznoci mogli jedynie bi na
alarm, lecz na tym koniec.
Stranicy widzieli wielu Inspektorw, ktrzy
pojawiali si i znikali. Nikt inny ich nie odwiedza. Nikt
nie prbowa wykra ani odzyska czstki Woli. Innymi
sowy, przez dziesi tysicy lat nie wydarzyo si
zupenie nic.
Wreszcie pewnego dnia, ktry niczym si nie rni
od trzech i p miliona przeszych dni, zjawi si
Inspektor powaniej traktujcy swe obowizki. Przyby
5

cakiem zwyczajnie, po prostu zmaterializowa si obok


tarczy zegara. W trakcie teleportacji przekrzywi mu si
cylinder, w doni kurczowo ciska upowanienie, tak by
wyranie wida byo zot piecz. Na widok
nieznajomego Stranicy drgnli, a ich ostrza zadray
niecierpliwie. Upowanienie i piecz tylko poowicznie
uwiarygodniay przybysza. Zawsze istniaa moliwo,
e nieznajomy nie wyrecytuj hasa ustalonego przez
poprzedniego Inspektora. Wwczas Stranicy nareszcie
mogliby puci bro w ruch.
Rzecz jasna, mieli obowizek zapewni Inspektorowi
chwil wytchnienia. Podr w czasie i przestrzeni moga
bowiem zmczy wdrowcw, nawet niemiertelnych.
Ten Inspektor wyglda do marnie. Mia typowe
ludzkie ksztaty, charakterystyczne dla szybko tyjcego
mczyzny w rednim wieku. Odziany by w granatowy
surdut, wywiecony na okciach i poplamiony
atramentem na prawym mankiecie. Biaa koszula nie
poraaa nien biel, niedbale zawizany krawat nie
maskowa odprutego konierzyka, a cylinder by
wiekowy i pognieciony. Gdy Inspektor go uchyli, by
pozdrowi Stranikw, ze rodka wypada owinita w
gazet kanapka. Inspektor chwyci j i wcisn do
wewntrznej kieszeni surduta, a potem wypowiedzia
haso.
- Siarka, kadzido i dwa selery, Inspektor ze mnie
uczciwy i szczery - wyrecytowa ostronie i ponownie
unis upowanienie, by zaprezentowa piecz.
6

W odpowiedzi Stranik Dwunastej Godziny obrci


si w miejscu. Skrzyowa bro ze zgrzytem, jaki zwykle
towarzyszy ostrzeniu noy. Inspektor wzdrygn si i
zasalutowa.
- Podejd, Inspektorze - wezwa go Stranik. Bya to
dokadnie poowa sw, ktre wypowiada przy kadej
takiej wizycie.
Przybysz skin gow i ostronie zszed z
podrnego talerza na zmroon ciemno wygasej
gwiazdy. Na wszelki wypadek nosi Obuwie
Niematerialne (dla niepoznaki wygldajce jak
bambosze), ktre niwelowao znieksztacajce dziaanie
ciemnej masy ostygej gwiazdy, cho jego przeoony
zaklina si, e upowanienie i piecz stanowi
dostateczn ochron. Przystan, by podnie podrny
talerz, gdy by to jego ulubiony duy pmisek z kruchej
porcelany kostnej, zdobiony motywami owocw, a nie
typowy, wtpliwej urody dysk z polerowanego elektrum.
Korzystanie z porcelanowego pmiska wizao si z
niebezpieczestwem, gdy atwo si tuk, ale za to adnie
wyglda, co miao due znaczenie dla Inspektora.
Nawet Inspektorzy nie mogli przekracza granicy
wewntrznego krgu tarczy zegara, gdzie cyfry
podkrelono zot lini. Take i ten Inspektor ostronie
min Stranika Dwunastej Godziny i znieruchomia tu
przed granic. Srebrna klatka wygldaa solidnie, a
szkatua ze szka bya nienaruszona i idealnie
przezroczysta. Inspektor wyranie dostrzega kryszta w
7

jej wntrzu, tam gdzie by powinien.


- Zdaje si, e wszystko jest w porzdku - mrukn. Z
ulg wycign puzderko ukryte w kieszeni surduta,
otworzy je pstrykniciem palca i wprawnym ruchem
przenis szczypt tabaki do prawego nozdrza. Tabaka
bya wiea, otrzyma j w upominku od przeoonego.
- Wszystko, aaa, aaa, w porzdku - powtrzy i
kichn potnie. Zachwia si cay - przez chwil
wydawao si, e straci rwnowag i przekroczy zot
lini. Stranicy byskawicznie rzucili si w kierunku
Inspektora. Ostrza Stranika Dwunastej Godziny
zatrzymay si o centymetr od twarzy nieszcznika,
ktry rozpaczliwie wymachiwa ramionami, prbujc
odzyska rwnowag.
W kocu mu si udao i znieruchomia po waciwej
stronie.
- Najmocniej przepraszam, paskudny nag! - pisn i
odrzuci tabakier na bezpieczn odlego. - jestem
Inspektorem, pamitajcie! Oto upowanienie! Patrzcie na
piecz!
Stranicy powrcili do patrolowania swoich rewirw.
Stranik Dwunastej Godziny opuci ramiona, jego ostrza
nie zagraay ju przybyszowi.
Inspektor wydoby z rkawa wielk pocerowan
chustk i osuszy twarz. Kiedy ociera pot, wydao mu si,
e co migno na cyferblacie. Owo co byo mae, drobne
i ciemne. Inspektor zamruga oczyma i schowa chustk,
nic ju jednak nie dostrzeg.
8

- Chyba nie ma tu niczego, co naleaoby uwzgldni


w raporcie? - spyta nerwowo. Inspektorem zosta
niedawno. Przez tysiclecie bez czterech wiekw by
tylko Inspektorem Czwartego Stopnia. Wczeniej, niemal
od Zarania Dziejw, piastowa stanowisko Trzeciego
Odwiernego Portalu. A jeszcze wczeniej...
- Sytuacja bez zmian - oznajmi Stranik Dwunastej
Godziny, tym samym wykorzystujc reszt zasobu sw.
Inspektor uprzejmie uchyli cylindra, ale przez cay
czas bi si z mylami. Co wyczuwa. Co odbiegao od
normy, jednak kara za wszczcie faszywego alarmu bya
zbyt
straszna,
aby
ryzykowa.
Mg
zosta
zdegradowany do rangi Odwiernego albo, co gorsza,
przej transformacj w cielesnego. Straciby moc oraz
pami i trafiby gdzie na Polednie Krlestwa jako
miertelne, zwyczajne niemowl.
Naturalnie, za przeoczenie czego istotnego grozia o
wiele powaniejsza kara. Mg zosta cielesnym, lecz
nawet nie przypomina istoty ludzkiej, albo trafi do
wiata, w ktrym brak inteligentnych form ycia. To i tak
nie byoby najgorsze. Istniay znacznie dotkliwsze kary, o
tych jednak ba si nawet myle.
Inspektor ponownie zerkn na klatk, szklan
szkatu i kryszta, wydoby z kieszeni teatraln lornetk i
przyoy j do oczu. Wci nie dostrzega nic
niepokojcego. Pomyla, e przecie Stranicy z
pewnoci zauwayliby, gdyby co si stao.
Zszed z cyferblatu i odchrzkn.
9

- Wszystko w porzdku, dobra robota, Stranicy owiadczy. - Haso dla nastpnego Inspektora brzmi:
Oset, palma, dbw szpalery, Inspektor ze mnie uczciwy
i szczery", jasne? Doskonale. Na mnie pora.
Stranik Dwunastej Godziny zasalutowa. Inspektor
ponownie uchyli cylindra, obrci si na picie i pooy
na ziemi podrny talerz, po czym wypowiedzia sowa,
ktre miay przenie go do Domu. Zgodnie z przepisami
mia obowizek stawi si w Urzdzie Zjawisk
Niezwykych na cztery tysice pitnastym pitrze i zoy
sprawozdanie, lecz by roztrzsiony i chcia wrci jak
najszybciej na dwa tysice dziesite, do swojego
przytulnego gabinetu, by wypi gorc herbat.
- Z ponurej gwiazdy mroku do jasnej lampy mocy, do
moich komnat i z dala od nocy! - zakomenderowa.
Zanim zdy wej na pmisek, co maego,
cienkiego i czarnego jak smoa przedaro si przez zot
lini, pomkno midzy nogami Stranika Dwunastej
Godziny, po lewym Niematerialnym Bucie Inspektora i
wpado na talerz. Glazurowane niebieskie i zielone
rysunki owocw zabysy, a naczynie wraz z czarn
plamk znikno w kbach gstego, cuchncego dymu.
- Alarm! Alarm! - krzyknli Stranicy. Opucili tarcz
zegara i zaczli kbi si wok zdematerializowanego
talerza. Ostrzami cili powietrze na wszystkie strony, a
dzwonki dwunastu nieprawdopodobnie gonych
budzikw rozlegay si z gbi ich metalowych cia.
Inspektor odsun si od Stranikw, nerwowo ujc
10

rbek chusteczki i kajc. Wiedzia, czym bya ta czarna


plamka. Ze zgroz rozpozna j, kiedy migna mu przed
oczami.
By to odrcznie napisany werset. Tekst z fragmentu,
ktry powinien spoczywa zatopiony w krysztale,
zamknity w niezniszczalnej szkatule ze srebra i
malachitu, przylepionej do powierzchni wygasego soca
i strzeonej przez metalowych Stranikw.
Tyle e powysze nie byo ju prawd.
Jeden z fragmentw Woli umkn, tylko i wycznie z
winy Inspektora.
Na domiar zego dotkn go, przenikn jego ciao
przez Niematerialny But. Teraz Inspektor wiedzia, cho
nie powinien, co zawiera tekst. Co gorsza, Wola nakazaa
mu wypeni jego prawdziwe obowizki. Po raz pierwszy
od tysicleci Inspektor mia wiadomo, jak fatalny obrt
przybray sprawy.
- Powierzam administracj Niszego Domu zacnemu
Poniedziakowi - wyszepta Inspektor. - Do czasu kiedy
Dziedzic lub jego przedstawiciele naka Poniedziakowi
przekazanie powierzonych Mu wszelkich urzdw,
wasnoci, praw i wyposaenia.
Stranicy nie zrozumieli jego sw, a moe nawet ich
nie syszeli w jazgocie wewntrznych alarmw.
Rozproszyli si, bezowocnie przetrzsajc powierzchni
wygasej gwiazdy. Ich oczy emitoway strumienie
jaskrawego wiata, ktre przenikao mrok. Gwiazda nie
bya dua, liczya sobie nie wicej ni tysic metrw
11

rednicy, lecz zaginiony fragment ju dawno z niej


znikn. Inspektor wiedzia, e zguba opucia jego
komnaty i przedostaa si prosto do Domu.
- Musz wraca - powiedzia do siebie. - Wola bdzie
potrzebowaa pomocy. Podrny talerz przepad, wic
czeka mnie duga droga.
Sign do surduta i wycign z niego par
zabrudzonych skrzyde, niemal rwnie duych jak on
sam. Inspektor nie korzysta z nich od bardzo dawna,
wic zaskoczy go ich kiepski stan. Pira powyginay si i
poky, a lotki wyglday wyjtkowo niesolidnie.
Inspektor przypi skrzyda i kilka razy machn nimi na
prb, eby sprawdzi, czy jeszcze dziaaj. Nie zauway
nagego bysku wiata na cyferblacie ani te dwch
postaci, ktre pojawiy si wraz z byskiem. Miay ludzkie
ksztaty, zgodnie z mod obowizujc w Domu.
Przybysze byli jednak wysi, szczuplejsi i przystojniejsi
ni Inspektor. Ubrani byli w eleganckie czarne surduty i
nienobiae koszule z wysokimi konierzykami, a do
tego wyjtkowo gustowne krawaty ciemnoczerwonej
barwy, o odcie janiejsze od ciemnych jedwabnych
kamizelek. Ich cylindry poyskiway czerni, a w doniach
trzymali bogato zdobione laski z koci soniowej,
zwieczone srebrnymi gakami.
- Dokd to, Inspektorze? - spyta wyszy z
przybyszw.
Wstrznity Inspektor odwrci si raptownie, a jego
skrzyda opady.
12

- Pragn si stawi do raportu - wyjani sabym


gosem. - Jak wida. Do... do moich bezporednich
przeoonych... i do... do Poniedziakowej Jutrzenki, a
nawet do Pana Poniedziaka, jeli sobie zayczy...
- Pan Poniedziaek wkrtce o wszystkim si dowie zapewni go wyszy dentelmen. - Wie pan, kim
jestemy?
Inspektor pokrci gow. Nieznajomi zajmowali
bardzo wysok pozycj w Domu, co jasno wynikao z ich
strojw oraz mocy, ktr emanowali. Nie zna jednak ani
ich nazwisk, ani stanowisk.
- Czy panowie s z szeciotysicznego pitra? Z biura
zarzdu Pana Poniedziaka?
Wyszy jegomo umiechn si i wycign papier z
kieszeni kamizelki. Trzymany przez niego dokument
rozoy si samoczynnie, a piecz na nim zalnia tak
jaskrawym wiatem, e Inspektor musia zasoni twarz
ramieniem i pochyli gow.
- Jak pan widzi, suymy znaczniejszemu panu ni
Poniedziaek - powiedzia dentelmen. - Prosz z nami.
Inspektor przekn lin i niepewnie ruszy przed
siebie. Jeden z mczyzn pynnym ruchem wcign na
donie nienobiae rkawiczki i strzepn skrzyda
Inspektora, ktre skurczyy si do rozmiarw skrzyde
gobia. Wtedy schowa je do beowej koperty, ktra
pojawia si znikd. Przygnit j kciukiem, czemu
towarzyszy odgos skwierczenia, a potem wrczy
kopert Inspektorowi. Gdy ten przyciska j do piersi i
13

nerwowo spoglda na nieznajomych, pojawi si na niej


napis: DOWD RZECZOWY.
Obaj dentelmeni jednoczenie narysowali laskami
drzwi w powietrzu. Gdy skoczyli, przestrze na
moment zamigotaa, a nastpnie zastyga w formie
wejcia do windy, z przesuwan metalow krat i
przyciskiem z brzu. Jeden z mczyzn wcisn guzik i za
krat nagle pojawia si winda.
- Nie jestem upowaniony do korzystania z windy dla
kierownictwa, z pewnoci nie powyej Archiwum,
dotyczy to take schodw, wycigu i dziwodrogi wyduka Inspektor. - Zdecydowanie nie wolno mi...
zjeda poniej Atramentowych Piwnic.
Dentelmeni odcignli krat i gestem nakazali
Inspektorowi wej do rodka. Kabina bya wyoona
ciemnozielonym aksamitem, jedn cian w caoci
pokryway niewielkie przyciski z brzu.
- Nie wybieramy si na d, prawda? - spyta
Inspektor ledwie syszalnym gosem.
Wyszy jegomo umiechn si zimno, lecz jego
oczy pozostay nieruchome. Unis rk, ktra z
potwornym szczkniciem rozcigna si o par metrw,
aby dosign przycisku na samej grze z prawej strony.
- Tam? - spyta Inspektor z podziwem, ktrego nie
stumi nawet strach. Wyczuwa wpyw Woli na siebie,
lecz wiedzia, e teraz nie ma szansy Jej pomc. Sowa,
ktre zbiegy, musiay sobie radzi same.
- Na sam gr?
14

- Tak - potwierdzili dentelmeni jednogonie i


wsplnymi siami zacignli krat.

15

Rozdzia 1
By to pierwszy dzie Arthura Penhaligona w nowej
szkole i nic nie szo tak, jak powinno. Nie do, e
zaczyna dwa tygodnie pniej ni wszyscy, to na
dodatek by w tej szkole zupenie nowy. Jego rodzina
dopiero sprowadzia si do miasta, nikogo wic nie zna i
nie mia pojcia o miejscowych zwyczajach, ktre
mogyby uatwi mu ycie.
Nie wiedzia na przykad, e w kady poniedziaek
tu przed lunchem sidma klasa wyrusza na bieg
przeajowy. Tak jak dzisiaj. Bieg by obowizkowy, chyba
e rodzice ucznia ustalili inaczej - z odpowiednim
wyprzedzeniem.
Arthur usiowa wyjani panu od WF-u, e dopiero
co wydobrza po serii wyjtkowo powanych atakw
astmy i e zaledwie kilka tygodni temu lea w szpitalu.
Poza tym mia na sobie kretyski szkolny mundurek,
czyli szare spodnie i bia koszul z krawatem, a do tego
skrzane buty. Nie mg biega w takim stroju.
Moe dlatego e pozostaa czterdziestka dzieciakw
dara si i uganiaa za sob, tylko druga cz skargi
Arthura dotara do uszu nauczyciela, pana Weightmana.
- Posuchaj, may, tutaj obowizuje zasada, e wszyscy
biegn, bez wzgldu na strj! - warkn pedagog. - Chyba
16

e jeste chory.
- Jestem chory! - zapewni go Arthur, ale jego sowa
zaguszy wrzask. Dwie dziewczyny zaczty szarpa si
za wosy i prboway kopa si nawzajem po nogach.
Weightman wydar si na nie i dmuchn w gwizdek.
- Spokj! Susan, natychmiast pu Tani! Dobra,
znacie tras. Praw prost bieni boiska, przez park,
dookoa pomnika, z powrotem przez park i lew prost
bieni. Pierwsza trjka wczeniej idzie na lunch, ostatnia
zamiata sal gimnastyczn. Zbirka w szeregu.
Powiedziaem, e zbirka w szeregu, koniec krzykw!
Rick, cofnij si. Gotowi? Biegniecie na gwizdek.
Nie, nie jestem gotowy pomyla Arthur. Nie chcia
jednak jeszcze bardziej zwraca na siebie uwagi
nastpnymi skargami ani te odmow udziau w biegu. I
tak by tu obcy, zapowiadao si, e niezbyt szybko
znajdzie przyjaci, chocia tego pragn. Ale by
optymist, jako sobie poradzi.
Spojrza na drug stron boiska, za ktrym
rozpociera si gsty las, niewtpliwie nazywany
parkiem, cho bardziej przypomina dungl. Wszystko
si tam mogo zdarzy. Na przykad mg odpocz.
Pociesza si, e dystans do parku pokona bez problemu.
Na wszelki wypadek wymaca w kieszeni inhalator i
zacisn palce na chodnej, kojcej tulei z metalu i
plastiku. Nie chcia z niej korzysta, nie chcia uzaleni
si od leku. Ostatnim razem jednak trafi do szpitala, bo
zbyt pno uy inhalatora. Obieca rodzicom, e taka
17

sytuacja nigdy si nie powtrzy.


Weightman zagwizda przecigle, co spowodowao
skrajnie rne reakcje uczniw. Grupa najrolejszych,
najbardziej osikowatych chopcw wystrzelia przed
siebie niczym z procy, wrzeszczc i popychajc si
nawzajem. Gromada atletycznych dziewczyn, wyszych i
bardziej dugonogich ni chopcy w ich wieku,
wystartowaa
z
kilkusekundowym
opnieniem.
Wszystkie zgodnie zadzieray nosy ignorujc wulgarne
zaczepki map, z ktrymi byy zmuszone chodzi na
lekcje.
Niezbyt liczne grupki chopcw oraz dziewczyn podzielone wedug pci - z mniejszym lub wikszym
entuzjazmem podyy za atletkami. Za nimi powloka
si modzie niewysportowana, zobojtniaa i za bardzo
wyluzowana, aby dokdkolwiek biegn. Arthur nie by
pewien, do ktrej kategorii zalicza si kada z osb
zamykajcych wycig.
Zaskoczy samego siebie, bo puci si biegiem, gdy
zabrako mu odwagi, aby i. Poza tym pan Weightman
truchta ju tyem, aby widzie spacerowiczw i drze si
na nich.
- Mam wiadomo, e leserujecie! - rykn. - Nie
zaliczycie zaj, jeli si nie pospieszycie!
Arthur obejrza si przez rami, aby sprawdzi, czy
ostrzeenie poskutkowao. Jeden dzieciak ruszy
niezdarnym biegiem, lecz pozostali zignorowali grob
nauczyciela. Weightman odwrci si z obrzydzeniem i
18

przyspieszy. Wyprzedzi Arthura, rodkow grup


biegaczy i szybko dogoni lekkoatletw na przodzie.
Arthur zdy si ju zorientowa, e nowy pan od WF-u
lubi si ciga z dziemi i wygrywa. Pewnie dlatego e
nie ma szansy na zwycistwo z dorosymi, pomyla
zgryliwie.
Przez trzy, moe nawet cztery minuty po sprincie
Weightmana Arthur dotrzymywa kroku ostatniej grupce
biegaczy i znacznie wyprzedza piechurw. Doszo
jednak do tego, czego si obawia: oddychanie sprawiao
mu coraz wicej trudnoci. Puca si nie rozszerzay,
jakby co je wypenio i uniemoliwiao dostp powietrza.
Pozbawiony niezbdnego tlenu, Arthur coraz wyraniej
zwalnia, zostawa z tyu, a wreszcie ledwie wyprzedza
spacerowiczw. Gorzej widzia, jego oddech stawa si
coraz pytszy, a wreszcie mg myle tylko o
nastpnym wdechu i o tym, eby stawia stopy mniej
wicej jedna przed drug.
W nastpnej chwili zorientowa si, e jego nogi wcale
si nie poruszaj, a on sam wpatruje si w niebo. Lea na
plecach w trawie. Z trudem dotaro do niego, e
najwyraniej straci przytomno i upad.
- Ej, odpoczywasz, czy masz problem? - spyta kto.
Arthur zamierza wyjani, e wszystko w porzdku,
chocia cz jego umysu alarmowaa niczym syrena
stray poarnej, e zdecydowanie nic nie jest w porzdku.
Z jego ust nie wydobyo si ani jedno sowo, tylko
wiszczce rzenie.
19

Inhalator! Inhalator! Inhalator! - rykna syrena w jego


gowie. Arthur posusznie wepchn rk do kieszeni w
poszukiwaniu metalowej tulejki z plastikowym
ustnikiem. Usiowa podnie lekarstwo do ust, lecz gdy
zbliy do do warg, okazao si, e jest pusta. Inhalator
przepad.
Nagle chopak poczu, e kto wpycha mu ustnik
midzy wargi. Chodna mgieka wypenia usta i gardo.
- Ile razy? - zapyta gos.
Trzy, pomyla Arthur. Dziki temu odzyska oddech i
przynajmniej przeyje. Zapewne i tak ponownie wylduje
w szpitalu, a potem przez tydzie, moe dwa, bdzie
dochodzi do siebie w domu.
- Ile razy?
Uwiadomi sobie, e nie odpowiedzia. Z trudem
wycign trzy palce i w nagrod dosta jeszcze dwie
chmurki lekarstwa. Specyfik zaczyna dziaa. Pytkimi,
syczcymi oddechami Arthur wprowadza do puc
powietrze, a wraz z nim tlen, ktry przenika do krwi i
mzgu.
Ograniczony, nieznany wiat zacz si odsania
niczym krajobraz na scenie za podnoszon kurtyn.
Zamiast bkitnego nieba otoczonego mrokiem Arthur
ujrza dwjk dzieciakw, dziewczyn i chopaka, z
grupki spacerowiczw. adne nie miao na sobie
mundurka ani stroju do gimnastyki, tylko czarne dinsy,
koszulki z nazwami nieznanych mu zespow
muzycznych oraz okulary przeciwsoneczne. Albo byli
20

supertrendy i na czasie, albo wrcz przeciwnie. Arthur


by zbyt nowy w tej szkole i w miecie, aby si tego
domyli.
Dziewczyna miaa krtk, farbowan czupryn, tak
jasn, e niemal bia. Chopak natomiast nosi wosy
dugie, ufarbowane na czarno. Mimo tej rnicy
wygldali zaskakujco podobnie. Skoowany umys
Arthura potrzebowa chwili, aby rozwika t zagadk:
musieli by bliniakami, a przynajmniej rodzestwem.
Moe jedno z nich zostao na drugi rok w tej samej klasie.
- Ed, dzwo po pogotowie - rzucia dziewczyna. To
ona podaa Arthurowi lekarstwo.
- Omiornica zarekwirowa mi telefon - odpar
chopak.
- Dobra, biegnij z powrotem do sali - powiedziaa
dziewczyna. - Ja lec po Weightmana.
- Niby po co? - zdziwi si Ed. - Nie powinna zosta?
- Nie, musimy sprowadzi pomoc - wyjania. Weightman ma komrk i pewnie ju wraca. Ty le i
oddychaj.
Ostatnie sowa skierowaa do Arthura, ktry z trudem
skin gow i machn rk, aby biegli. Teraz, gdy jego
umys czciowo odzyska normaln sprawno, Arthur
by potwornie zaenowany. Pierwszy dzie w nowej
szkole, a on nawet nie dotrwa do lunchu. Kiedy wrci ze
szpitala, bdzie jeszcze gorzej. Wszyscy uznaj go za
beznadziejnego palanta i po miesicu od rozpoczcia
semestru nie bdzie mia szansy na dogonienie innych w
21

nauce ani na znalezienie kolegw.


Przynajmniej yj, powiedzia sobie. Powinien si z
tego cieszy. Nadal nie potrafi odetchn jak naley i by
bardzo osabiony, lecz zdoa si podeprze na okciu i
rozejrze.
Dziewczyna i chopak w czerni wanie udowadniali,
e potrafi biega, jeli im si chce. Arthur patrzy, jak
dziewczyna mija sprintem gromadk piechurw, niczym
wrona nurkujca w stado wrbli, i wpada midzy
parkowe drzewa. Gdy spojrza w drug stron, zobaczy
Eda znikajcego za wysokim ceglanym murem sali
gimnastycznej, ktry zasania reszt szkolnego budynku.
Wkrtce powinna nadej pomoc. Arthur prbowa
zachowa spokj. Z trudem usiad i skoncentrowa si na
oddychaniu, powolnym i jak najgbszym. Przy odrobinie
szczcia mia szans nie straci przytomnoci. Przede
wszystkim nie wolno mu byo wpada w panik.
Wczeniej dowiadcza podobnych sytuacji i dawa sobie
rad. W doni ciska inhalator. Musia siedzie cicho i
nieruchomo, przezwyciy strach.
Bysk wiata nieoczekiwanie odwrci uwag
Arthura od powolnego rachowania oddechw. Ktem
oka dostrzeg jasno i odwrci si, by sprawdzi, skd
dobiega. Przez moment sdzi, e ponownie traci
wiadomo, przewraca si i widzi soce. Potem
zmruy oczy i stwierdzi, e nieznane rdo
olepiajcego wiata znajduje si na ziemi, bardzo blisko
niego.
22

Na dodatek poruszao si pynnie po trawie i zbliao


ku niemu, z kad chwil ciemniejc. Arthur obserwowa
ze zdumieniem i osupieniem, jak w wietle pojawia si
ciemna sylwetka. Wreszcie blask zupenie zanik i oczom
chopca ukaza si dziwnie ubrany mczyzna na
osobliwym wzku inwalidzkim, popychanym przez
sucego o rwnie niezwykym wygldzie.
Wzek inwalidzki by poduny i wski niczym
wanna, z plecionej wikliny. Z przodu pojazdu
doczepiono mae kko, z tyu dwa due. Wszystkie trzy
otoczone byy metalowymi obrczami bez gumowych
opon ani adnego innego zabezpieczenia. W rezultacie
wzek - a moe wanna albo fotel na kkach, jakkolwiek
by ten pojazd nazwa - grzz w trawie.
Mczyzna na wzku by chudy i blady, jego skra
przypominaa bibu. Wyglda przy tym modo, na nie
wicej ni dwadziecia lat, i by bardzo przystojny, mia
symetryczne rysy twarzy i bkitne oczy, przysonite
powiekami. Wydawa si bardzo zmczony. Jego blond
wosy zdobi nietypowy, okrgy kapelusz z frdzlem.
Ubranie mczyzny skojarzyo si Arthurowi ze strojem
do kung-fu, gdy uszyto je z czerwonego jedwabiu
zdobionego licznymi smokami w kolorze niebieskim.
Nogi nieznajomego okrywa pled w szkock krat, a spod
niego wystawaa para kapci, rwnie z jedwabiu o
czerwonej barwie. Lniy w socu wzorem, na ktrym
Arthur nie potrafi skoncentrowa spojrzenia.
Czowiek popychajcy wzek wydawa si jeszcze
23

bardziej osobliwy, jakby nie z tego wiata. Troch


przypomina kamerdynera ze starego filmu, a moe
Nestora z komiksw o Tintinie, chd zupenie nie
dorwnywa mu elegancj. Nosi zbyt obszerny czarny
frak o absurdalnie dugich poach, ktre niemal dotykay
ziemi, a przd jego biaej koszuli by sztywny i bardzo
twardy, jak z plastiku. Do tego przywdzia zrobione na
drutach rkawiczki bez doni, czciowo sprute, przez co
lune weniane nici zwisay mu z palcw. Arthur
zauway z niesmakiem, e obcy ma bardzo dugie i te
paznokcie, podobnie jak zby. By znacznie starszy ni
mczyzna na wzku, jego wiekow twarz pokryway
zmarszczki i dzioby, a siwe, bardzo dugie wosy rosy
mu tylko na potylicy. Musia mie co najmniej
osiemdziesit lat, jednak bez trudu dopcha wzek prosto
do Arthura.
Obaj mczyni gawdzili ze sob, zupenie jakby nie
zdawali sobie sprawy z obecnoci chopca lub po prostu
go ignorowali.
- Nie mam pojcia, czemu trzymam ci na grze,
Kicholu - burkn mczyzna na wzku. - I dlaczego
przystaj na twoje niedorzeczne plany.
- Chwileczk, prosz pana - obruszy si domniemany
kamerdyner, najwyraniej zwany Kicholem. Gdy
mczyni si zbliyli, Arthur zauway, e nos Kichola
jest czerwonawy i pokryty lnic siateczk popkanych
naczy krwiononych. - To nie plan, to przezorno. Nie
chcemy, by Wola nas niepokoia, prawda?
24

- Chyba nie - wymamrota mody czowiek, ziewn


szeroko i zamkn oczy. - jeste pewien, e znajdziemy
tutaj kogo odpowiedniego?
- To jasne jak soce - zapewni go Kichol. - Nawet
janiejsze, bo ze socami rnie bywa. Osobicie
nastawiaem zegary, aby znale kogo odpowiedniego
na skraju nieskoczonoci. Przekae mu pan Klucz, on
umrze, pan dostanie Klucz z powrotem. Nastpne
dziesi tysicy lat bez kopotw, a Wola nie bdzie miaa
zastrzee, bo przekae pan Klucz jednemu z
potencjalnych dziedzicw.
- To niesychanie irytujce. - Mody mczyzna
ponownie szeroko ziewn. - Brak mi energii. Bieganina
mnie wyczerpaa, podobnie jak absurdalne pytania tych
na grze. Skd mog wiedzie, ktry fragment Woli
uciek? Nie zamierzam spisywa raportu. Opadem z si.
Powiem ci, e najchtniej ucibym sobie drzemk...
- Nie teraz, nie teraz - zaprotestowa gwatownie
Kichol. Osoni oczy brudn doni i rozejrza si dookoa.
O dziwo, najwyraniej nie dostrzega Arthura, chocia
ten siedzia tu przed nim. - Jestemy prawie na miejscu.
- Jestemy cakiem na miejscu - poprawi go mody
czowiek chodno i wskaza palcem Arthura, zupenie
jakby chopak nagle pojawi si znikd. - O to chodzi?
Kichol puci wzek i podszed do Arthura. Przy
prbie umiechu jeszcze bardziej obnay te zby.
Niektre byy wyszczerbione, a wszystkie - wyglday na
ostre i przypominay psie ky.
25

- Witaj, chopcze - powiedzia. - Uko si Panu


Poniedziakowi.
Arthur nie odrywa od niego oczu. To z pewnoci
nieznane skutki uboczne, pomyla. Niedobr tlenu.
Halucynacje.
W nastpnej chwili poczu, jak twarda, kocista do
chwyta go za gow i kilkakrotnie zgina mu szyj. W ten
sposb Kichol zmusi go do ukonu przed mczyzn na
wzku
inwalidzkim.
Wstrzs
towarzyszcy
nieprzyjemnemu dotykowi sprawi, e Arthur si
rozkaszla i straci ca z trudem odzyskan kontrol nad
oddechem. Teraz naprawd spanikowa i wcale nie mg
oddycha.
- Przyprowad go - poleci Pan Poniedziaek.
Westchn ze znueniem i wychyli si za boczn porcz
wzka, podczas gdy Kichol bez najmniejszego wysiku
chwyci Arthura dwoma palcami za kark i zawlk do
modego mczyzny.
- Masz pewno, e ten tutaj umrze natychmiast? spyta Pan Poniedziaek i wycign rk, aby uj
Arthura pod brod i spojrze mu w twarz. W
przeciwiestwie do Kichola, Pan Poniedziaek mia czyste
donie i obcite paznokcie. Dotkn Arthura bardzo lekko,
lecz chopiec poczu, e nie moe si poruszy, zupenie
jakby nieznajomy przycisn nerw odpowiedzialny za
parali caego ciaa.
Nie puszczajc karku chopca, Kichol jedn rk
pogmera w kieszeni. Wydoby z niej kilka pomitych
26

skrawkw papieru, ktre zawisy w powietrzu, zupenie


jakby rozoy je na niewidzialnym biurku. Pospiesznie
poukada fragmenty, wygadzi i zbliy do policzka
Arthura. Papier zalni jasnoniebieskim wiatem i
pojawiy si na nim wypisane zotymi literami imi i
nazwisko chopca.
- To on, bez wtpienia - owiadczy Kichol. Wepchn
skrawek papieru do kieszeni, a pozostae same do niej
powdroway, jak poczone sznurkiem. - Arthur
Penhaligon. Lada moment powinien kopn w kalendarz.
Niech mu pan lepiej przekae Klucz.
Pan Poniedziaek ponownie ziewn i puci brod
Arthura. Niespiesznie sign do lewego rkawa
jedwabnej szaty i wydoby ze cienki metalowy
szpikulec, ktry przypomina wski n bez rkojeci.
Chopak gapi si na przedmiot, rozum i wzrok ponownie
zaczy mu szwankowa od niedoboru tlenu. Gdzie w
gbi jego umysu, za wat zapychajc gow, rozleg si
spanikowany gos, ktry wczeniej nakaza mu
zastosowa inhalator.
Uciekaj! Uciekaj! Uciekaj!
Chocia ustpi dziwny parali, spowodowany
dotykiem Pana Poniedziaka, ucisk Kichola nie zela ani
na chwil, Arthurowi za najzwyczajniej brakowao siy,
aby si uwolni, - Moc mi powierzon, zgodnie z
ustaleniami przekazanymi do bla, bla, bla... - mamrota
Pan Poniedziaek. Mwi zbyt szybko, aby Arthur
zrozumia sens jego wypowiedzi, i nie zwolni tempa a
27

do ostatnich kilku sw. - Niech wic si wypeni Wola.


Gdy skoczy, wycign ostrze przed siebie.
Jednoczenie Kichol puci Arthura, ktry osun si na
traw. Poniedziaek zamia si z wysikiem i upuci
ostrze na otwart do chopca. Sucy natychmiast
zmusi Arthura, by ten zacisn palce wok noa,
zgniatajc je tak mocno, e metal wbi si w skr.
Chopak poczu bl, a towarzyszy mu nieoczekiwany
szok: ponownie mg oddycha, zupenie jakby kto
odkrci zawr nad pucami i wpuci powietrze do
rodka.
- Jeszcze to drugie - powiedzia Kichol niecierpliwie. Musi mie komplet.
Poniedziaek spojrza na sug i zmarszczy brwi. Z
trudem stumi ziewnicie i przybra gniewny wyraz
twarzy.
- Nie moesz si doczeka chwili, w ktrej strac
kontrol nad Kluczem! Choby na par minut! zauway. Ju mia wycign z drugiego rkawa inny
przedmiot, lecz si zawaha. - I za bardzo lubisz wlewa
we mnie gorc brandy z wod. Zbyt duo gorcej
brandy z wod. Moe w swoim obecnym stanie
wyczerpania nie powiciem tej sprawie do uwagi...
- Jeli Wola pana odnajdzie, a pan nie przekae Klucza
stosownemu Dziedzicowi...
- Jeli Wola mnie odnajdzie... - zaduma si
Poniedziaek. - To co z tego wyniknie? Jeeli wierzy
raportom, umkno zaledwie kilka wersw. Ciekawe, jaka
28

moc si w nich skrywa...


- Bezpieczniej bdzie nie sprawdza - owiadczy
Kichol i wytar nos w rkaw Strach najwyraniej
wywoywa u niego katar.
- Dysponujc caym Kluczem, chopiec moe przey zauway Poniedziaek. Po raz pierwszy wyprostowa si
na wzku, a z jego oczu znikna senno. - Poza tym
wydaje mi si dziwne, e spord wszystkich moich
sucych wanie ty obmylie ten plan.
- Co w tym dziwnego, sir? - spyta Kichol. Prbowa
umiechn si przymilnie, lecz wyszed mu jedynie
brzydki grymas.
- A to, e oglnie biorc, jeste idiot! - krzykn
Poniedziaek z wciekoci. Pstrykn palcem, a
wwczas jaka tajemnicza sia gwatownie posaa na
traw Kichola i Arthura. - Po czyjej stronie jeste,
Kicholu? Sprzymierzye si z Potomnymi Dniami, co? Ty
i ten Inspektor, co? I Wola, bezpieczna jak zawsze?
Zamierzasz zaj moje miejsce?
- Nie. - Kichol powoli wsta i ruszy ku wzkowi. Z
kadym krokiem jego gos si zmienia, stawa si coraz
goniejszy i wyraniejszy, grzmia w oddali. Marszowi
towarzyszy dwik trb, a na skrze Kichola Arthur
ujrza wypisane czarnym atramentem litery. Taczyy i
ukaday si w wersy, ktre przesuway si po twarzy
sucego niczym ywe, lnice tatuae.
- Powierzam administracj Niszego Domu zacnemu
Poniedziakowi - gosi zarwno tekst, jak i grzmicy gos
29

dobywajcy si z garda Kichola, lecz nalecy do kogo


innego. - Do czasu...
Arthur nie mg uwierzy, e ociay Poniedziaek
potrafi si tak szybko porusza. Mczyzna wycign z
kieszeni co byszczcego, co wycelowa w Kichola, i
jednoczenie wykrzykiwa jakie sowa, podobne do
grzmotw piorunw. Ich wibracje przetoczyy si w
powietrzu i zatrzsy ziemi, na ktrej lea chopiec.
Rozbyso wiato, ziemi wstrzsno, rozleg si
stumiony okrzyk. Arthur nie wiedzia, kto krzykn:
Kichol czy Pan Poniedziaek.
Zamkn oczy. Gdy otworzy je ponownie,
Poniedziaek, wzek inwalidzki oraz Kichol zniknli.
Pozosta jedynie czarny napis, pyncy w powietrzu zbyt
szybko, aby go odczyta. Lnice litery zawiroway
spiralnie nad Arthurem, midzy liniami tekstu
zmaterializowao si co i spado, bolenie uderzajc go w
gow.
Bya to ksieczka, a waciwie cienki notatnik
oprawiony w zielon tkanin, nie wikszy ni do
Arthura. Chopak machinalnie podnis go i wsun do
kieszeni koszuli. Potem unis gow i si rozejrza, lecz
drukowane wersety zniky. Pozostay tylko trzy sowa,
ktre zwolniy, dziki czemu udao mu si je odczyta:
Dziedzic, Poniedziaek, Wola.
Arthur dostrzeg pana Weightmana pdzcego ku
niemu z telefonem przy uchu, a take szkoln
pielgniark, ktra, znacznie wolniej, biega od strony sali
30

gimnastycznej. W doni ciskaa zestaw pierwszej


pomocy. Za Weightmanem pdzia caa grupa uczniw, z
ktrymi Arthur rozpoczyna zajcia WF. Nawet
piechurzy truchtali.
Arthur popatrzy na nich. Jknby, gdyby potrafi
wycisn z puc dostatecznie duo powietrza. Zanosio
si na to, e umrze, i na dodatek na oczach wszystkich.
Potem przyjedzie telewizja i kady bdzie mia okazj
publicznie powiedzie o nim co niby miego, lecz w
gruncie rzeczy wiadczcego o jego beznadziejnej
gupocie.
Nagle uwiadomi sobie, e moe oddycha. Jego
mzg przez pewien czas szwankowa ze wzgldu na brak
tlenu, nachodziy go wizje, ale inhalator zrobi swoje i
pomg mu przetrwa najgorsze. Teraz Arthur ostronie
oddycha, warto byo znosi bl doni...
Popatrzy na rk. Nadal zaciska j w pi, spod
maego palca wypywaa struka krwi. Sdzi, e trzyma
inhalator, ale to byo co innego. Mia w doni dziwny,
poduny skrawek metalu, ostro zakoczony z jednej
strony, z drugiej ozdobiony okrg ptl. Przedmiot by
ciki, wykonany ze srebra i inkrustowany fantazyjnymi
wzorami ze zota, zawijasami i esami-floresami.
Arthur przez chwil przyglda mu si, zanim
zrozumia, co to takiego. Trzyma minutow wskazwk
jakiego starowieckiego zegara. Rzecz bya prawdziwa,
podobnie jak notatnik w jego kieszeni. Pan Poniedziaek
oraz Kichol zjawili si naprawd. Nie byli sennymi
31

majakami, wywoanymi brakiem tlenu.


Weightman i pielgniarka niemal ju do niego
dobiegali. Arthur rozejrza si w popochu, szukajc
miejsca, w ktrym mgby ukry wskazwk. Wiedzia,
e jeli natychmiast si jej nie pozbdzie, kto mu j
odbierze.
W odlegoci kilku krokw dostrzeg kp zeschnitej
trawy. Podczoga si bliej i wepchn wskazwk w
ziemi tak gboko, e wystawaa tylko ptla na jej kocu,
ukrytym wrd dbe tej murawy.
Gdy tylko pozby si wskazwki, poczu gwatowny
ucisk w piersi. Zawr nad pucami ponownie si zakrci
i uniemoliwi swobodny przepyw powietrza. Arthur si
przetoczy, aby znale si jak najdalej od wskazwki.
Nie chcia, aby kto j zobaczy.
Postanowi wrci po ni jak najszybciej.
Jeli przeyje.

32

Rozdzia 2
Dob po wypadku i dziwnych zdarzeniach
poniedziakowego ranka Arthur nadal lea w szpitalu.
Przez wikszo czasu pozostawa nieprzytomny, nawet
teraz krcio mu si w gowie i nie potrafi zebra myli.
Chocia oddech chopca zasadniczo wrci do normy,
lekarze wzili pod uwag jego wczeniejsze problemy i
postanowili zatrzyma go jeszcze na kilka dni.
Szczliwym trafem mama Arthura bya cenionym
lekarzem i wybitnym naukowcem na usugach rzdu,
dziki
czemu
rodzina
otrzymywaa
najlepsze
wiadczenia medyczne, a specjalici z caego kraju
doskonale znali doktor Emily Penhaligon oraz jej
dokonania. Arthur zawsze korzysta ze wietnej, fachowej
opieki i pozostawa pod obserwacj, podczas gdy osoby
w znacznie gorszym stanie wracay do domu. Pniej
miewa z tego powodu wyrzuty sumienia, lecz w szpitalu
czu si tak fatalnie, e brakowao mu si na refleksje.
Ojciec Arthura by muzykiem. Bardzo dobrym
muzykiem,
cho
niekoniecznie
zainteresowanym
zarabianiem pienidzy. Komponowa genialne przeboje, a
nastpnie zapomina, e powinien co z nimi zrobi.
Trzydzieci pi lat temu gra na gitarze w synnym
zespole The Ratz i niektrzy wci go rozpoznawali.
33

Kiedy nazywano go Szczurem Dumowym, ale ju


dawno temu powrci do prawdziwego imienia i
nazwiska, Robert Bob" Penhaligon. Za swoje dokonania
w The Ratz nadal otrzymywa mnstwo pienidzy z
tantiem, bo skomponowa wikszo utworw grupy, a
niektre z nich wielokrotnie nagradzano platynowymi
pytami. Rozgonie radiowe czsto emitoway jego
piosenki, a modzi wykonawcy chtnie korzystali z
dorobku Boba, szczeglnie ochoczo czerpic z jego
popisw gitarowych.
Obecnie Bob Penhaligon opiekowa si rodzin i
improwizowa na jednym ze swoich trzech pianin lub
jednej z dwunastu gitar, podczas gdy Emily Penhaligon
spdzaa w laboratorium wicej czasu, ni chciaa,
badajc
komputerowo
DNA,
co
przysparzao
niesychanych korzyci caej ludzkoci, ale ograniczao jej
kontakt z wasn rodzin.
Arthur mia szecioro rodzestwa. Najstarsza trjka,
dwch chopcw i dziewczyna, pochodzia z romansw
Boba z trzema rnymi kobietami, ktre pozna podczas
trasy koncertowej The Ratz. Czwarte dziecko byo
potomkiem Emily i jej pierwszego ma. Rodzicami
nastpnej dwjki byli Bob i Emily.
Ostatni pojawi si Arthur, ktry zosta adoptowany.
Jego biologiczni rodzice byli lekarzami i pracowali razem
z Emily. Zmarli podczas powanej epidemii grypy,
opanowanej dziki nowemu lekarstwu, do ktrego
powstania przyczynili si jako czonkowie zespou
34

badawczego Emily. Arthur mia zaledwie tydzie, kiedy


zosta sierot. Przey epidemi, ale zapewne po chorobie
pozostaa mu astma. Oprcz rodzicw nie mia adnych
bliskich krewnych, wic Emily i Bob bez trudu uzyskali
zgod na adopcj.
Arthurowi nie przeszkadzao, e jest przybranym
dzieckiem, czasami jednak wertowa album fotograficzny,
jedn z dwch pamitek po rodzicach. Drug bya kaseta
wideo z krtkim nagraniem z ich lubu. Ogldanie go
przychodzio mu z olbrzymim trudem. Epidemia grypy
zabraa rodzicw Arthura zaledwie ptora roku pniej i
nawet z jego perspektywy wygldali absurdalnie modo.
Cieszy si, e w miar dorastania pod wieloma
wzgldami coraz bardziej ich przypomina. Dziki temu
yli w nim.
Od wczesnego dziecistwa wiedzia, e zosta
adoptowany. Bob i Emily jednakowo traktowali
wszystkich potomkw, ktrzy uwaali si za rodzestwo.
Dzieci nigdy nie przedstawiay si jako przyrodni brat"
czy przyrodnia siostra" i nie tumaczyy, e najstarszego
Erazmuza (urodzonego w czasach rockowej wietnoci
Boba) i najmodszego Arthura dzieli dwadziecia lat. Nie
wyjaniay te, skd si wziy rnice midzy nimi, na
przykad w wygldzie czy odcieniu skry. Wszystkie
naleay do jednej rodziny, cho tylko najmodsza trjka
jeszcze mieszkaa w domu.
Najstarszy z czwrki pozostaych, Erazmuz, suy w
wojsku w randze majora i mia wasne dzieci. Staria bya
35

cenion aktork teatraln, Eminor zosta muzykiem i


zmieni imi na Patrick, Suzanne uczya si na
uniwersytecie. W domu pozostali: Michaeli, studentka
miejscowego college'u, Eric, ucze ostatniej klasy liceum,
oraz Arthur.
Bob, Michaeli oraz Eric odwiedzili chorego jeszcze
poprzedniego wieczoru, a jego mama wpada z samego
rana, aby sprawdzi, czy nic mu nie jest. Gdy si
upewnia, e wszystko gra, wygosia pogadank o tym,
i lepiej zrobi z siebie kompletn oferm na oczach
wszystkich, ni umrze.
Arthur zawsze wiedzia, kiedy nadchodzi mama, bo
lekarze i pielgniarki cigali do niej ze wszystkich stron.
W rezultacie Emily docieraa na miejsce na czele
korowodu omiu albo dziewiciu osb w biaych kitlach.
Chopiec oswoi si ze wiadomoci, e jego matka jest
Legend Medycyny, podobnie jak przywyk do tego, i
jego tata to Legenda Muzyki.
Poniewa bliscy Arthura, ktrzy mieszkali w tym
samym miecie, zdyli go ju raz odwiedzi, nie kry
zaskoczenia, kiedy wczesnym popoudniem we wtorek
do sali weszy jeszcze dwie osoby, i to w jego wieku. Z
pocztku ich nie rozpozna, bo nie nosiy czarnych ubra.
Potem jednak przypomnia sobie Eda oraz dziewczyn,
ktra pomoga mu uy inhalatora. Tym razem oboje
ubrani byli w tradycyjne szkolne mundurki, biae
koszule, szare spodnie i niebieskie krawaty.
- Cze - przywitaa si dziewczyna. - Moemy wej?
36

- spytaa od progu.
- Eee, pewnie - wymamrota Arthur. Czego tych dwoje
od niego chciao?
- Wczoraj nie mielimy okazji si pozna - wyjania
dziewczyna. - Jestem Li.
- Liz? - spyta Arthur. Dziewczyna dziwnie wymwia
swoje imi.
- Nie, Li, jak li z drzewa - powiedziaa niechtnie. Nasi rodzice zmienili imiona, aby da wyraz
zaangaowaniu w ochron rodowiska.
- Tata kae na siebie mwi Drzewo - doda chopiec. Mnie nazwali Konar, ale nie uywam tego imienia. Mw
mi Ed.
- Jasne - odpar Arthur. - Li i Ed. Mj tata kiedy
nazywa si Szczur Dumowy.
- Powanie? - wykrzyknli Li i Ed. - Ten z The Ratz?
- Tak. - Arthur by zaskoczony. Zazwyczaj tylko starcy
znali ksywy czonkw The Ratz.
- Interesujemy si muzyk - wyjania Li na widok
jego zdumienia. Popatrzya na swj szkolny mundurek. Dlatego wczoraj nosilimy normalne ubrania. W centrum
handlowym w porze lunchu wystpowa Zeus Suit i nie
chcielimy wyj na debili.
- I tak nie zdylimy na koncert - westchn Ed. Przez ciebie.
- Jak to? - spyta Arthur ostronie. - Suchajcie,
naprawd jestem wam wdziczny...
- Nie ma sprawy - przerwaa mu Li. - Ed chcia
37

powiedzie, e nie bylimy na koncercie, bo mielimy co


waniejszego do zrobienia po tym, jak oboje... Waciwie
jak ja sama... Zobaczyam tych dwch dziwacznych
facetw i co jakby wzek inwalidzki.
- Wzek inwalidzki? Dziwaczni faceci? - powtrzy
osupiay Arthur. Wczeniej utwierdzi si w
przekonaniu, e straci wiadomo i wszystko sobie
wyobrazi, ale nie chcia weryfikowa tego wniosku,
sigajc do kieszeni koszuli po notatnik. Koszula wisiaa
w szafie.
- Tak, to naprawd dziwna sprawa - potwierdzia
Li. - Ujrzaam ich, kiedy si pojawili wraz z byskiem
wiata. Zniknli w taki sam sposb, chwil przed tym,
jak do ciebie wrcilimy. To byo bardzo dziwne, ale nikt
nic nie zauway, tylko ja. Pewnie dlatego, e
odziedziczyam dar jasnowidzenia po praprababci. Bya
irlandzk czarownic.
- W kadym razie bya Irlandk - odezwa si Ed. - Ja
tam nie widziaem tego, co pono widziaa Li. Potem
wrcilimy si rozejrze i spdzilimy na miejscu moe
pi minut, kiedy z parku wyszli jacy faceci i zaczli
powtarza: Odejdcie. Odejdcie". Dziwni jacy,
powanie.
- Mieli twarze jak psie pyski, obwise policzki i
wredne oczka jak ogary - wtrcia si Li. - Poza tym
ohydnie cuchno im z ust i nie potrafili powiedzie nic
innego poza: Odejdcie".
- Tak, i bezustannie wszyli. Gdy odchodzilimy,
38

widziaem, jak jeden pad na kolana i wcha. Przyszo


ich mnstwo, co najmniej kilkunastu, a wszyscy nosili
meloniki i takie stroje jak Charlie Chaplin. Okropnie
wygldali, wic wzilimy nogi za pas i zgosilimy w
sekretariacie, e na terenie szkoy krc si obcy.
Przyszed Omiornica, eby to sprawdzi, ale ich nie
widzia, chocia my przez cay czas mielimy ich przed
oczami, i w efekcie zawiesili mnie na tydzie za
marnowanie cennego czasu".
- Mnie tylko na trzy dni - powiedziaa Li.
- Omiornica? - spyta Arthur sabym gosem.
- Wicedyrektor Doyle. Nazywamy go Omiornic, bo
konfiskuje wszystko, co mu wpadnie w apy.
- O co chodzi, Arthur? - zapytaa Li. - Kim byli ci
dwaj faceci?
- Nie mam pojcia - westchn chopiec i z zadum
pokrci gow. - Uznaem, e... e to halucynacje.
- Moe i susznie - mrukn Ed. - Tyle e oboje je
mielicie.
Li rbna go pici w rami, a si skrzywi.
Wida, e to rodzestwo, pomyla Arthur.
- Chocia to nie tumaczy, dlaczego Omiornica nie
widzia facetw w melonikach - doda Ed pospiesznie,
rozcierajc rami. - Chyba e wszyscy troje
dowiadczylimy dziaania jakiego gazu albo pyku
kwiatowego.
- Jeli nie mielimy zwidw, to w kieszeni mojej
koszuli powinien by may notatnik - owiadczy Arthur.
39

- Zajrzyjcie do szafy.
Li pospiesznie uchylia drzwi szafy, ale si
zawahaa.
- miao - zachci j Arthur. - Nosiem t koszul
tylko przez par godzin i prawie wcale w niej nie
biegaem.
- Nie chodzi o smrd - mrukna Li i wycigna
rk, aby pomaca kiesze. - Jeli tam naprawd jest
notatnik, to znaczy, e faktycznie co widziaam. Ci faceci
o psich pyskach niele mnie wystraszyli, chocia by
dzie, a obok sta Ed...
Zamilka i cofna zacinit na notatniku do.
Arthur zwrci uwag na jej polakierowane na czarno
paznokcie z czerwonymi smukami. Przed laty, kiedy
jego ojciec gra w The Ratz, mia takie same paznokcie.
- Dziwny w dotyku - szepna Li i przekazaa
notatnik Arthurowi. - Elektryzuje. Drapie.
- Co jest napisane na okadce? - chcia wiedzie Ed.
- Nie wiem - odpara Li. Widniay na niej jakie
symbole, ale nie sposb byo si w nich poapa. Z
niezrozumiaych przyczyn dziewczyna nie potrafia
skupi na nich uwagi. Jednoczenie poczua, e
natychmiast musi poda notatnik Arthurowi. - We, jest
twj.
- Szczerze mwic, spad z nieba - zauway Arthur i
wzi przedmiot. - A raczej wypad z wiru utworzonego
przez litery... obracajce si w powietrzu.
Zerkn na notatnik. Mia tward okadk, oklejon
40

zielonym materiaem, zupenie jak stare ksiki z


biblioteki. Na przodzie widniay wypuke, drukowane
litery o zotej barwie, ktre z wolna nabieray ostroci i
zmieniay kolejno. Arthur kilka razy zamruga oczami,
kiedy litery wspinay si jedna na drug i spychay, aby
zrobi miejsce i prawidowo uoy si w sowa.
- Tu jest napisane Kompletny Atlas Domu i
Bezporednich Przylegoci - przeczyta Arthur na gos. Litery si poprzestawiay.
- Zaawansowana technika - podsumowa Ed, ale nie
wydawa si ani przekonujcy, ani przekonany.
- Magia - oznajmia Li rzeczowo. - Otwrz.
Arthur sprbowa otworzy ksieczk, ale nie da
rady.
Kartki z pewnoci nie byy jednak sklejone, bo
widzia, jak si nieznacznie rozchylaj. Najzwyczajniej nie
potrafi jej rozoy, chocia robi to tak gorliwie, e
podarby okadk kadej zwykej ksiki.
Nagy wysiek sprawi, e Arthur si rozkaszla, a
potem nie mg zapa tchu. Czu zbliajcy si nowy
atak astmy i gwatowny ucisk w pucach. Urzdzenie
kontrolujce poziom tlenu we krwi zaczo piszcze, a z
korytarza
dobieg
nerwowy
stukot
chodakw
pielgniarki.
- Oho, no to chyba koniec wizyty - mrukna Li.
- Czy ci faceci o psich pyskach co znaleli? - wyrzzi
Arthur pospiesznie. - Metalowy przedmiot?
- Niby jaki?
41

- Co jakby minutowa wskazwka zegara - wykrztusi


chopiec. - Srebrna, inkrustowana zotem.
Ed i Li zgodnie pokrcili gowami.
- Dobra, koniec wizyty - owiadczya pielgniarka,
ktra wesza do sali. - Mistrz Penhaligon musi si
oszczdza.
Arthur wykrzywi usta, usyszawszy ten zwrot. Ed i
Li rwnie si skrzywili, a dziewczyna zachichotaa.
- W porzdku, Arthurze. - Pielgniarka dobrze
wiedziaa, co si wici. - Wybacz. Cay ranek spdziam
na pediatrii. A teraz oboje zmykajcie.
- Nie widzielimy nic takiego, co opisae - powiedzia
Ed. - A dzisiaj rano po psich... po psach nie byo ladu.
Caa bienia zostaa przekopana, a trawa uoona z
powrotem. Niele im wyszo, z pewnej odlegoci nie
sposb dostrzec rnicy. Trudno uwierzy, jak szybko si
uwinli.
- Caa bienia? - powtrzy Arthur. To nie miao
sensu. Ukry wskazwk zegara gdzie w poowie.
Gdyby j znaleli, z pewnoci zaprzestaliby dalszych
poszukiwa. A jeli maskowali swoje prawdziwe
zamiary?
- egnam! - owiadczya pielgniarka. - Arthurze,
pora na zastrzyk.
- Caa! - zapewnia go Li od progu. - Jeszcze ci
odwiedzimy, pniej.
- Jutro - powiedziaa pielgniarka stanowczo.
Arthur machn rk na poegnanie. Myli, jedna za
42

drug, przelatyway mu przez gow. Ledwie zwraca


uwag na pielgniark, ktra kazaa mu pooy si na
brzuchu, uniosa idiotyczn szpitaln koszul i przemya
miejsce, gdzie zamierzaa zrobi zastrzyk.
Pan Poniedziaek i Kichol. Kim byli? Z ich sw
wynikao, e wskazwka jest fragmentem jakiego
Klucza, ktry Pan Poniedziaek przekaza Arthurowi w
przekonaniu, e chopiec umrze. Wwczas Poniedziaek
zabraby Klucz. Cay plan zosta uknuty przez Kichola,
ale kry si w tym jaki podstp. Kicholem sterowa kto
inny. Te gorejce sowa. Takie same jak na notatniku,
Kompletny Atlas, ktrego i tak nie mg otworzy, wic nie
miao znaczenia, jak bardzo jest kompletny".
Arthur wzi wskazwk, ktr postanowi nazywa
Kluczem, ale nie umar. Czymkolwiek bya, czu, e nadal
do niego naley. Sdzi tak, chocia psiogowi mczyni
w melonikach zapewne wykonywali polecenia Pana
Poniedziaka. Jeli przekopali ca bieni, z pewnoci
znaleli Klucz i przekazali go swojemu mocodawcy.
By moe tak wyglda koniec caej tajemnicy, ale
Arthur wcale w to nie wierzy. Nabra gbokiej
pewnoci, e to dopiero pocztek. Nie bez powodu
otrzyma Klucz oraz Atlas i zamierza zbada, co si za
tym wszystkim kryje. Jego bliscy nie bez powodu
twierdzili, e jest niesychanie ciekawski. Do tej pory
jednak nic nigdy go a tak nie zainteresowao.
Postanowi, e na pocztek odzyska Klucz, i wepchn
donie pod poduszk. Nage ukucie igy sprowadzio go
43

z powrotem na ziemi.
W trakcie zastrzyku rozprostowa palce i dotkn
jakiego zimnego, metalowego przedmiotu. Przez
moment sdzi, e to rama ka, ale ksztat tej rzeczy i
materia, z ktrego j wykonano, wiadczyy o czym
innym. Wwczas Arthur zrozumia, co to takiego.
Wskazwka. Klucz. Z ca pewnoci nie byo go tam
jeszcze kilka minut wczeniej. Arthur zawsze wsuwa
rce pod poduszk, kiedy si kad. Moe wskazwka si
zmaterializowaa, kiedy Li przekazaa mu Atlas? Tak
jak to bywa w wypadku bajkowych zaczarowanych
przedmiotw, ktre wszdzie podaj za wacicielem?
Tyle e w bajkach wikszo takich rzeczy jest
przeklta i nie sposb si ich pozby nawet wtedy, gdy
kto bardzo chce...
- Nie ruszaj si - nakazaa mu pielgniarka. - Nigdy si
nie rzucae, to niepodobne do ciebie, Arthurze.

44

Rozdzia 3
Arthur wrci do domu w pitek, pod wieczr, z
Kluczem oraz Atlasem starannie zawinitymi w koszul i
bezpiecznie ukrytymi w reklamwce. Z niewiadomych
przyczyn Ed i Li nie odwiedzili go ponownie. Nawet
chcia do nich zadzwoni, ale poniewa nie podali mu
nazwiska, okazao si to niemoliwe. Spyta o nich siostr
Thomas, lecz ich nie znaa, a w szpitalu panowao coraz
wiksze zamieszanie. Wobec tego Arthur uzna, e spotka
si z nimi w poniedziaek w szkole.
Ze szpitala odebra go ojciec i zawiz do domu, nucc
pod nosem podczas jazdy. Chopiec od niechcenia
wyglda przez okno, lecz mylami pozostawa przy
Kluczu, Atlasie i Panu Poniedziaku, jak przez cay
ubiegy tydzie.
Byli ju niemal na miejscu, kiedy ujrza co, co go
momentalnie przywoao do rzeczywistoci. Wanie
zjedali z przedostatniego wzgrza przed swoj ulic. W
dolince przed nimi wznosi si ogromny, z wygldu stary
budynek, ktry zajmowa cay kwarta uliczny.
Gigantyczny dom zbudowano z kamieni, cegie o
osobliwym ksztacie i rozmaitych rodzajw wiekowego
drewna o zrnicowanych barwach. Wygldao na to, e
kto sukcesywnie go rozbudowywa, nierozwanie i bez
45

odrobiny myli przewodniej, mieszajc najrniejsze style


architektoniczne.
Budowl zdobiy uki, arkady i apsydy; wieyczki,
dzwonnice i przypory; kominy, blanki i kopuki; galeryjki
i rzygacze; kolumny i brony, tarasy i baszty.
Gmaszysko, wcinite w sam rodek nowoczesnego
przedmiecia, kompletnie nie pasowao do otoczenia.
Arthur wiedzia, e nie bez powodu.
W miniony poniedziaek, kiedy po raz pierwszy szed
do szkoy, ten wielki, absurdalny budynek wcale tu nie
sta.
- Co to? - spyta i wskaza palcem budowl.
- Co? - Bob zwolni i wyjrza przez szyb.
- Ten dom! Jest wielki i... wczeniej go tu nie byo!
- Gdzie? - Bob obejrza okoliczne domy. - Na mj gust
wszystkie wygldaj podobnie. Przynajmniej pod
wzgldem rozmiarw. Wanie dlatego przenielimy si
nieco dalej. W kocu jeli kto si decyduje na ogrd, to
musi mie prawdziwy ogrd, prawda? Och, pewnie ci
chodzi o ten z jeepem przed wejciem. Chyba pomalowali
bram garaow. Dlatego si wyrnia.
Arthur w milczeniu skin gow. Byo jasne, e ojciec
nie dostrzega okazaej, przypominajcej zamek
konstrukcji, cho jechali wprost ku niej. Bob widzia tylko
domy, ktre stay w tym miejscu wczeniej.
A moe nadal tam stoj, zastanawia si. Moe
dostrzegam obraz z innego wymiaru? Pomylaby, e
traci rozum, ale mia Atlas i Klucz, a na dodatek pamita
46

rozmow z Edem i Li.


Gdy mijali budowl, Arthur zauway, e dom (a
raczej Dom, jak jego zdaniem naleao go nazywa) jest
otoczony murem. Lnice, wyoone marmurem
ogrodzenie miao wysoko okoo trzech metrw i
wygldao na gadkie, bardzo trudne do pokonania.
Chopak nigdzie nie widzia bramy, z pewnoci nie byo
jej od strony ulicy, ktr jechali.
Nowy dom Arthura znajdowa si zaledwie ptora
kilometra dalej, po przeciwlegej stronie nastpnego
wzgrza, na granicy przedmie i terenw wiejskich.
Penhaligonowie zajmowali przestronn posiado, ktrej
wikszo stanowi zaniedbany ogrd. Bob utrzymywa,
e uwielbia ogrodnictwo, ale tak naprawd lubi
rozmyla i snu plany zwizane z ziemi, wcale ich nie
realizujc. Kilka lat wczeniej oboje z Emily kupili grunt i
zaoyli ogrd, lecz dopiero niedawno podjli decyzj o
budowie domu i przeprowadzce.
Ich nowe miejsce zamieszkania zostao ukoczone
zaledwie przed kilkoma miesicami. Co par tygodni
gocili w nim hydraulikw i elektrykw, ktrzy
dopracowywali
szczegy
instalacji.
Projekt
czterokondygnacyjnej, wcitej w zbocze wzgrza
konstrukcji powsta w pracowni synnego architekta.
Parter by najobszerniejszy i skada si z garau,
warsztatu, studia Boba i gabinetu Emily. Pierwsze pitro
przeznaczono na pokoje dzienne i kuchni. Drugie
miecio trzy sypialnie z azienkami: jedn Boba i Emily
47

oraz dwie gocinne. Najwyszy, najmniejszy poziom


zajmoway pokoje Michaeli, Erica i Arthura oraz jedna
azienka, o ktr toczyli boje, a kiedy przegrywali,
musieli si fatygowa pitro niej.
Kiedy Arthur i Bob wrcili, w domu nie byo nikogo.
Na lodwce w kuchni wisiaa tablica, do ktrej
przyczepiano wiadomoci od czonkw rodziny. Emily
ugrzza w laboratorium, Michaeli bya po prostu na
miecie" i miaa wrci pniej", a Eric poszed pogra w
koszykwk.
- Masz ochot wyj na kolacj? Razem ze mn? spyta Bob.
Znowu nuci pod nosem, co byo wyranym
sygnaem, e zaraz skomponuje now piosenk.
Propozycja wyjcia z domu w takiej chwili dowodzia
jego ofiarnoci. Niewtpliwie nie mg si doczeka,
kiedy usidzie przy klawiaturze lub z gitar.
- Nie, dziki, tato - odpar Arthur. Pragn zosta sam,
eby obejrze Klucz oraz Atlas. - Pniej wrzuc co na
ruszt, jeli pozwolisz. Teraz chciabym i do siebie, eby
sprawdzi, czy kto nie zrobi tam bajzlu pod moj
nieobecno.
Obaj wiedzieli, e Arthur uprzejmie pozwala tacie
popracowa nad nowym utworem, i aden z nich nie
mia nic przeciwko temu.
- W razie czego znajdziesz mnie w studiu - owiadczy
Bob. - Zadzwo, jeli bdziesz czego potrzebowa. Masz
inhalator?
48

Arthur skin gow.


- Moe pniej zamwimy pizz - zawoa ze schodw
Bob. - Tylko nie wygadaj si przed mam.
Arthur powoli poszed do siebie na gr. Oddycha
rwnomiernie, ale by osabiony po piciu dniach w
szpitalu. Nawet krtka wspinaczka po schodach
stanowia dla niego spory wysiek.
Wreszcie wszed do pokoju i zamkn drzwi na klucz,
w
obawie
przed
niespodziewanym
powrotem
rodzestwa. Atlas i Klucz pooy na ku, a nastpnie
bez wyranej przyczyny zgasi wiato.
Blask ksiyca wpada przez otwarte okno, lecz w
pokoju panowa pmrok. Byoby jeszcze ciemniej, gdyby
nie Klucz i Atlas. Lniy osobliwym bkitnym wiatem,
ktre migotao niczym woda. Arthur podnis oba
przedmioty, Klucz lew, a Atlas praw rk.
Notatnik momentalnie si otworzy, cakiem sam.
Arthur tak si zdumia, e upuci go z powrotem na
ko. Nie zamkn si. Osupiay Arthur zauway, e
Atlas ronie, staje si coraz duszy i szerszy, a wreszcie
przybiera rozmiary jego poduszki.
Otwarte stronice przez moment byy biae, ale
wkrtce zapeniy si liniami, zupenie jakby
niewidzialny artysta wzi si ostro do pracy. Kreski byy
wyraziste i pewne, pojawiay si coraz szybciej, a Arthur
tylko je obserwowa. Wystarczyo kilka sekund, aby
zrozumia, e patrzy na rysunek Domu, ktry mija po
drodze ze szpitala. Ilustracja okazaa si tak precyzyjna,
49

e wygldaa niemal jak fotografia.


Obok rysunku pojawia si odrcznie napisana
notatka:
Dom: Fasada w postaci eksponowanej w wielu Polednich
Krlestwach.
Potem Arthur ujrza jeszcze kilka sw, zapisanych
znacznie drobniejszymi literami. Pochyli si i zauway,
e na murze wok Domu widnieje czarna, kwadratowa
plamka, wskazywana przez strzak z podpisem.
- Tylny Portal Poniedziaka - odczyta na gos. - Co to
jest portal?
Na pce nad biurkiem lea sownik. Arthur sign
po niego, nie odrywajc wzroku od Atlasu, na wypadek
gdyby ksika ponownie si zmienia.
I rzeczywicie co si z ni stao. Chopiec musia
odoy Klucz, aby cign sownik, przycinity innymi
ksikami. Kiedy tylko pooy Klucz na biurku, Atlas
momentalnie si zatrzasn. Arthur si przerazi, a
notatnik ponownie przybra pierwotne, kieszonkowe
rozmiary. Wszystko trwao niespena sekund.
Arthurowi przyszo do gowy, e do otwarcia Atlasu
potrzebny jest Klucz. Zostawi go na biurku i otworzy
sownik na hale portal.
portal m 1. brama lub wejcie z ozdobnym
obramieniem. 2. take samo obramienie wok wejcia.
50

Zatem w gadkim ogrodzeniu znajdowao si wejcie


Poniedziaka. Arthur odoy sownik i zatopi si w
mylach. Rysunek Domu oraz wskazwk, gdzie naley
szuka wejcia, niewtpliwie naleao uzna za swoiste
zaproszenie. Kto - lub co - zachca go do wizyty w
Domu. Czy jednak powinien ufa Atlasowi! Arthur nie
wtpi, e Pan Poniedziaek oraz Kichol s wrogami, a
przynajmniej nie s przyjacimi. Nie bardzo wiedzia, co
sdzi o wirujcych w powietrzu sowach, ktre pojawiy
si na Kicholu, a jemu samemu podaroway Atlas.
Podejrzewa, e od tych sw otrzyma take Klucz,
ewentualnie to wanie one skoniy Pana Poniedziaka do
przekazania mu cennego przedmiotu. Do czego jednak
suyy... suy?
Istnia tylko jeden sposb, aby si przekona. Arthur
postanowi jak najszybciej rzuci okiem na Dom - albo
nastpnego dnia, albo w niedziel. Zamierza te dosta
si do budynku przez Portal Poniedziaka. W zalenoci
od tego, co tam znajdzie, postanowi, czy pogada z Edem
i Li i czy ewentualnie poprosi ich o pomoc. Zapewne
zdoaj zobaczy Dom, zwaszcza e dostrzegli
poszukiwaczy o psich pyskach, chocia wicedyrektor nie
mg ich ujrze.
Tymczasem zamierza schowa Klucz oraz Atlas w
najlepszej znanej sobie kryjwce: w brzuchu
ceramicznego smoka z Komodo, ktry sta na tarasie na
dachu, bezporednio nad pokojem chopca. Naturalnych
rozmiarw smok - a tak naprawd waran - by pusty w
51

rodku, jednak w jego otwartej paszczy miecia si


wycznie dziecica do Arthura.
Gdy tylko zakoczy misj, wrcia mama, i
natychmiast zaciszny kt zmieni si w prawdziwy
rodzinny dom. Najpierw Emily sprawdzia, co u Arthura,
a potem upara si, aby Bob opuci studio i zjad z nimi
kolacj. Bya odprona i zadowolona, bo jej chory syn
dobrze si miewa i po raz pierwszy od niepamitnych
czasw nie musiaa szaleczo pracowa nad now
szczepionk ani nad lekarstwem na nieznan odmian
grypy. Zima bya za pasem, lecz zapowiadaa si
stosunkowo spokojnie, przynajmniej z perspektywy
lekarza.
Plan spenetrowania Domu ju na wstpie napotka
trudnoci, bo okazao si, e Arthurowi nie wolno
wychodzi na dwr.
- Musisz si oszczdza - oznajmia Emily. - Ksiki,
telewizja, komputer i na tym koniec. Przynajmniej przez
najblisze dni. W przyszym tygodniu zobaczymy, co
dalej.
Arthur zmarszczy brwi, ale opr nie mia sensu.
Wiedzia, e bdzie odchodzi od zmysw, rozmylajc o
Domu i czekajc, lecz nie pozostao mu nic innego. Gdyby
wymkn si teraz, dostaby szlaban na miesic. Albo na
cay rok.
- Dobrze wiem, jak trudno jest powstrzyma si od
aktywnego ycia. - Emily z westchnieniem ucisna syna.
- Ale to nie potrwa dugo. Daj sobie szans, nabierz si.
52

Myl, e w poniedziaek czeka ci dostatecznie ciki


dzie w szkole.
Arthur nie mg zrobi nic poytecznego, wic
weekend wlk mu si niemiosiernie. Jego dwaj starsi
bracia jak zwykle zajmowali si swoimi tajemniczymi
sprawami, Bob komponowa, a Emily wezwano z
powrotem do pracy, aby sprawdzia kilka dziwnych
przypadkw w miejscowych szpitalach. Zawsze musiaa
biec do obowizkw, kiedy na izbach przyj
odnotowywano wzrost liczby pacjentw z niezwykymi
objawami. Arthur czu ogromn ulg za kadym razem,
gdy po powrocie do domu mama zapewniaa wszystkich,
e nie dzieje si nic powanego. Po stracie biologicznych
rodzicw w dramatycznych okolicznociach doskonale
uwiadamia sobie, e kade doniesienie o nowej
odmianie grypy albo potencjalnym ataku wirusw moe
oznacza tragedi.
W niedzielny poranek Arthur uleg pokusie i wydoby
Atas oraz Klucz z brzucha warana z Komodo. Ponownie
wzi Klucz do rki, a wwczas ksika otworzya si na
stronach z wizerunkiem Domu. Chocia nie opisano tam
adnych szczegw i nie zamieszczono innego tekstu
poza informacj o Portalu Poniedziaka, Arthur spdzi
wiele godzin na ogldaniu rysunku, usiujc si w nim
poapa i domyli, jak budynek wyglda w rodku.
Wreszcie nadesza niedzielna noc. Chopiec odoy
Klucz oraz Atlas do wntrza jaszczura i wczenie poszed
spa, w nadziei, e prdko zmorzy go sen i w ten sposb
53

czas szybciej upynie. Rzecz jasna, sen nie nadchodzi.


Arthur rzuca si i przewraca z boku na bok, lecz nie
mg zasn. Nie pomogo nawet przeczytanie prawie
caej ksiki, wic po prostu lea i rozmyla.
W kocu zasn, jednak wkrtce si ockn. Co go
obudzio. Przez chwil nie mia pojcia co. Odwrci
gow i ujrza cyfrowy zegar, lnicy czerwieni w
ciemnociach. Minuta po pnocy.
Minuta po pnocy - a wic ju poniedziaek.
Za oknem rozlego si chrobotanie, ktre brzmiao jak
szuranie gazi drzewa o szyb. Tyle e w ogrodzie nie
roso drzewo dostatecznie wysokie i bliskie okna pokoju
Arthura, aby mogo dotkn go gazi.
Chopiec usiad na ku i zapali wiato. Jego serce
bio gwatownie, oddycha pospiesznie, z coraz wiksz
trudnoci.
Opanuj si, pomyla zdesperowany. Spokojnie.
Oddychaj powoli.
Spjrz na okno.
Spojrza i odskoczy, wskutek czego spad za ko. W
odlegoci okoo metra od parapetu, na wysokoci co
najmniej pitnastu metrw nad ziemi, wisia w
powietrzu skrzydlaty mczyzna. By to brzydki, tgi i
niski jegomo o obwisych policzkach ogara. Czowiek z
twarz jak psi pysk. Nawet jego gwatownie trzepoczce,
pierzaste skrzyda wyglday na brzydkie i zaniedbane.
W wietle z pokoju Arthura wydaway si brudnoszare.
Obcy ubrany by w bardzo starowiecki ciemny
54

garnitur, a w doni ciska melonik, ktrego rondem


stuka w okno.
- Wpu mnie.
Szyba znieksztacia jego gos, ale sycha byo, e jest
niski, chrapliwy i grony.
- Wpu mnie.
- Nie - szepn Arthur i natychmiast przypomnia
sobie wszystkie filmy o wampirach. Nie mia przed sob
krwiopijcy, lecz nieznajomy da, by go wpuci do
rodka, wic pewnie w tym wypadku obowizywaa ta
sama regua. Mg wej tylko za pozwoleniem. Chocia
filmowe wampiry zazwyczaj hipnotyzoway kogo, kto
nastpnie wpuszcza je do domu...
Drzwi pokoju otworzyy si.
Arthur mia wraenie, e jego serce przestao bi. Kto
ju uleg hipnozie i zamierza wprowadzi psiogowego
do rodka...
Przy framudze drzwi zatrzepota dugi, widlasto
zakoczony jzor, ktry posmakowa powietrze. Arthur
chwyci lecy przy ku sownik i wznis go nad
gow.
Za jzorem pojawiy si pokryty uskami eb oraz
uzbrojona w pazury apa. Arthur nieco opuci ksik.
Na progu sta ceramiczny waran z Komodo, ten z tarasu.
Tyle e teraz nie by ju ceramiczny, a nawet jeli by, to
oy i sun energicznie po pododze.
Arthur powoli wdrapa si na ko i przywar do
ciany, cay czas ze sownikiem gotowym do rzutu. Po
55

czyjej stronie by waran?


- Wpu mnie.
Ogromny jaszczur zasycza i z oszaamiajc
prdkoci podbieg do okna. Stan na tylnych apach,
rozchyli paszcz i wystrzeli z niej olepiajcym wiatem
o mocy reflektora punktowego. Psiogowy mczyzna
wrzasn i rozpostar ramiona, a jego melonik pofrun w
przestrze. Nie przestajc si wydziera, obcy odlecia;
jego skrzyda gwatownie tuky powietrze, kiedy znika
w kbach czarnego jak smoa dymu.
Smok kapn paszcz, wiato zniko. Wtedy gad
niespiesznie odsun si od okna i niezgrabnie podszed
do ka Arthura, gdzie przystan w zwyczajowej pozie.
Jego skra pofadowaa si, jakby ukryte pod ni minie
nagle przeszy prd, lecz w nastpnej chwili zwierz
zamar w bezruchu, ponownie przybrawszy ceramiczn
posta.
Arthur upuci sownik, chwyci inhalator i kilka razy
zacign si gboko. Potem wsta, aby zamkn drzwi, i
ze zdumieniem poczu, e nogi mu dr i si uginaj. W
drodze powrotnej poklepa warana po bie i przez uamek
sekundy rozwaa moliwo wsunicia mu rki do
paszczy, aby sprawdzi, czy Klucz i Atlas s na miejscu.
Uzna jednak, e lepiej poczeka z tym do rana.
Ju w ku podcign kodr i raz jeszcze rzuci
okiem na zegar. Takie wydarzenia na progu poniedziaku
z pewnoci nie byy przypadkowe.
Pomyla, e zapowiada si ciekawy dzie. Celowo
56

odwrci si plecami do okna, aby nie zmaga si z


pokus wygldania przez szyb. Zamkn oczy.
Nie zgasi wiata.

57

Rozdzia 4
Tego poniedziakowego ranka Arthur by jeszcze
bardziej ni zwykle przygnbiony perspektyw pjcia
do szkoy. Po nocnych wydarzeniach niewiele spa. Mniej
wicej co godzin budzi si w panice, z urywanym
oddechem, lecz za kadym razem wiato nadal si palio,
noc bya spokojna i nie dziao si nic niepokojcego.
Waran z Komodo przez cay czas sta nieruchomo u stp
ka. Kiedy pokj zalay promienie soneczne, chopiec
ledwie mg uwierzy, e jaszczur oy i przegoni
okropn istot, ktra zawisa na skrzydach za oknem.
Arthur bardzo chcia uzna nocne wydarzenia za
senny koszmar, ale wiedzia, e wszystko byo zbyt
realistyczne. Poza tym dysponowa dowodem w postaci
Klucza i Atlasu. Z pocztku zamierza zostawi oba
przedmioty w domu, wewntrz ceramicznego jaszczura,
lecz po niadaniu wydoby je i woy do plecaka.
Uwanie obejrza ogrd przez okno i dopiero wtedy
pobieg do samochodu, w ktrym czekaa ju jego mama.
W miecie, gdzie mieszkali poprzednio, Arthur
chodzi do szkoy pieszo. Tutaj zamierza jedzi na
rowerze, lecz rodzice zadecydowali, e na razie nie
powinien naraa si na taki wysiek fizyczny, Emily
postanowia wic podrzuci go do szkoy, jadc do
58

laboratorium.
W innych okolicznociach Arthur zademonstrowaby
swoj niezaleno, zwaszcza na uytek Erica, ktrego
podziwia. Jego starszy brat wietnie gra w koszykwk i
szybko biega. Przystosowanie si do nowej szkoy nie
nastrczao mu adnych trudnoci. Od razu podj
starania o przyjcie do szkolnej reprezentacji
koszykarskiej, gdy chcia zabysn jako najlepszy gracz.
Mia wasny samochd, kupiony za pienidze, ktre
zarabia w weekendy, pracujc jako kelner, ale uzna, e
nie musi odwozi Arthura na lekcje, chyba e bdzie to
naprawd konieczne. Pokazywanie si ze znacznie
modszym bratem niekorzystnie wpywao na wizerunek
Erica. Mimo to w poprzednim miejscu zamieszkania kilka
razy pomaga Arthurowi, choby bronic go przed
chuliganami w centrum handlowym lub ratujc z opresji
po upadkach z roweru.
Arthur cieszy si, e tego ranka pojedzie z mam.
Podejrzewa, e psiogowi ludzie, czy te czekoksztatne
istoty w melonikach, bd na niego czyha w szkole.
Wczeniej, zamiast spa, przez kilka godzin zachodzi w
gow, jak si przed nimi uchroni. Sytuacj dodatkowo
komplikowa fakt, e doroli, jak wynikao ze sw Eda,
prawdopodobnie nie mogli ich widzie.
W drodze do szkoy nie napotkali adnych trudnoci,
chocia minli niezwyky gmach o wygldzie zamczyska.
Aby sprawdzi, czy mama widzi budowl, Arthur
mrukn co na temat jej gabarytw, Emily jednak,
59

podobnie jak jej m, dostrzegaa tylko zwyke domy.


Arthur pamita dawniejszy wygld tej okolicy, lecz bez
wzgldu na to, jak si stara, patrzc z boku czy nagle
odwracajc gow, zawsze widzia dziwny Dom.
Kiedy spojrza na niego wprost, zwrci uwag, e jest
przeadowany szczegami, ogromnie zoony i osobliwy,
przez co nie sposb si poapa w jego architekturze.
Wyglda eklektycznie, a detale jego fasady czsto nie
pasoway do siebie stylem. Arthurowi zakrcio si w
gowie od ogldania pojedynczych elementw Domu i
zastanawiania si, jak one wszystkie mog si razem
trzyma. Usiowa skupi uwag na wiey, aby przyjrze
si jej od dou do gry, lecz jego wzrok machinalnie
kierowa si ku zadaszonemu przejciu albo konsze
sterczcej nieopodal z muru, ewentualnie ku jeszcze
innemu szczegowi architektonicznemu.
Zorientowa si te, e trudno mu dwukrotnie
spojrze na to samo miejsce. Albo Dom podlega
nieustajcym przemianom, kiedy obserwator odwraca
wzrok, albo samochd zbyt szybko mija budowl, a
zagszczenie detali sprawiao, e oczy nie potrafiy
ponownie skupi si na tym samym elemencie.
Gdy Dom znikn Arthurowi z oczu, chopca nieco
zaskoczy spokojny przebieg dalszej podry do szkoy.
Wszystko byo tak, jak kadego innego poranka:
samochody jedziy jak zawsze, wszdzie widzia
pieszych i dzieci. Nic dziwnego nie zdarzyo si take na
ulicy, przy ktrej znajdowaa si szkoa. Arthur czu ulg,
60

e wszystko jest takie zwyczajne i nudne. wiecio soce,


dookoa krcili si ludzie. W takich okolicznociach z
pewnoci nie mogo si zdarzy nic zego.
Kiedy jednak wysiad z samochodu przed gwnym
wejciem, a matka odjechaa, chopiec zobaczy piciu
mczyzn w melonikach i czarnych garniturach, ktrzy
niczym marionetki nagle pojawili si midzy
samochodami na parkingu dla nauczycieli po prawej
stronie. Obcy rwnie ujrzeli Arthura i ruszyli ku niemu
midzy rzdami aut. Szli prosto przed siebie, lecz co
pewien czas dziwnie skrcali pod ktem prostym, aby
unikn zderzenia z uczniami i nauczycielami, ktrzy
najwyraniej ich nie dostrzegali.
Nastpne psie pyski pojawiy si z lewej. Arthur
zobaczy, e z ziemi wydobywaj si ciemne opary, ktre
w uamku sekundy materializuj si w postaci
psiogowych mczyzn w melonikach i czarnych
garniturach.
Psiogowi z lewej. Psiogowi z prawej. Ale z przodu
ani jednego. Arthur potruchta kilka krokw i poczu, e
zaczyna traci oddech. Wiedzia, e nie moe biec i
ryzykowa nastpnego ataku astmy. Zwolni, z
niepokojem rozejrza si na boki i w mylach oszacowa
prdko i kierunek poruszania si obcych.
Gdyby dostatecznie szybko dotar do gwnego
dziedzica i schodw, znalazby si w budynku przed
psiogowymi.
Szed energicznie, mijajc snujce si grupki uczniw.
61

Po raz pierwszy cieszyo go, e nikt go nie zna, nie woa:


Arthur, czekaj!", i nie prbuje uci z nim sobie
pogawdki, do czego z pewnoci by doszo w
poprzedniej szkole.
Dotar do schodw. Psiogowi ju go doganiali, szli w
odlegoci zaledwie kilkunastu metrw, a na schodach
kbi si tumek uczniw, gwnie ze starszych klas.
Arthur nie mg si przepchn midzy nimi, wic
kluczy i manewrowa, co rusz wykrzykujc:
Przepraszam!" i Spiesz si!".
W ten sposb prawie dotar do gwnych drzwi
wejciowych, za ktrymi mia nadziej znale
bezpieczne schronienie, kiedy kto chwyci go za plecak i
raptownie zatrzyma.
Arthur przez chwil sdzi, e zapali go psiogowi.
Potem usysza sowa, ktre chocia wypowiedziane
gronym tonem, podniosy go na duchu:
- Jak kogo trcasz, musisz odpokutowa!
Chopak trzymajcy plecak Arthura by od niego
znacznie wyszy, ale nie wydawa si niebezpieczny.
Trudno zreszt wyglda szczeglnie agresywnie w
szkolnym mundurku. Nawet krawat mia przyzwoicie
zawizany. Arthur momentalnie zaklasyfikowa go do
grupy pozerw, ktrzy tylko usiuj udawa twardzieli.
- Zaraz zwymiotuj! - oznajmi, przycisn do do ust
i nad policzki.
Rzekomy twardziel puci Arthura tak pospiesznie, e
obaj stracili rwnowag. Arthur spodziewa si takiej
62

reakcji, wic pierwszy doszed do siebie i jednym susem


pokona ostatnie trzy stopnie. By zaledwie par metrw
przed chmar psiogowych w melonikach. Opadali go ze
wszystkich stron, niczym stado krukw zlatujcych si do
kawau misa. Uczniowie i nauczyciele schodzili im z
drogi, cho nie mieli pojcia, dlaczego to robi. Wielu
przystawao ze zdumion min, odsuwao si na bok albo
wrcz odskakiwao, zupenie jakby stracili panowanie
nad odruchami.
Arthur by przez moment przekonany, e ju po nim.
Psiogowi deptali mu po pitach, sysza ich dyszenie i
pochrzkiwanie. Czu nawet ich oddech, taki, jaki opisaa
Li. Cuchn padlin, gorzej ni zapeniony mieciami
zauek na zapleczu restauracji. Smrd oraz wydawane
przez psiogowych odgosy sprawiy, e Arthur jeszcze
przyspieszy, zderzy si z uchylnymi drzwiami i upad w
budynku.
W jednej chwili zerwa si z podogi, gotw do biegu.
Z trudem chwyta powietrze, czu w pucach silny ucisk.
Ogarno go przeraenie, ba si, e psiogowi sforsuj
drzwi, a on dostanie ataku astmy i w aden sposb nie
zdoa si im przeciwstawi.
Obcy w melonikach nie weszli jednak do szkoy.
Zgromadzili si przy drzwiach i przylepili paskie twarze
do szyb. Teraz Arthur wyranie widzia, e przypominaj
skrzyowanie ogarw z ludmi. Mieli wiskie oczka,
rozpaszczone oblicza, opadajce policzki i wywalone
jzyki, ktrymi lizali szyby - sowem. - byli troch
63

podobni do Winstona Churchilla, gdy mia wyjtkowo


kiepski dzie. Co ciekawe, pozdejmowali meloniki i
trzymali je w zgiciu lewego okcia. To nie poprawio im
urody, bo wszyscy mieli jednakowo krtkie, brzowe
wosy, takie jak psia sier.
- Wpu nas, Arthurze - zaskrzecza jeden z nich,
potem drugi i w jednej chwili rozlega si potworna
kakofonia sw. - Nas, wpu, Arthurze, Arthurze, nas,
wpu, wpu, Arthurze, nas, nas...
Arthur zatka uszy i ruszy przed siebie gwnym
holem. Skupi uwag na oddechu, aby ustabilizowa jego
rytm. Jki na dworze powoli milky.
Na kocu korytarza Arthur si odwrci. Psiogowi
zniknli, a przez drzwi ponownie przetaczaa si fala
uczniw i nauczycieli, rozbawionych i rozgadanych. Za
nimi nadal wiecio soce. Wszystko wygldao
normalnie.
- Masz co z uszami? - spyta kto cakiem yczliwie.
Arthur poczerwienia i wycign palce z uszu.
Psiogowi najwyraniej nie mogli go tutaj dopa. Teraz
by w stanie ponownie skupi si na codziennych,
szkolnych sprawach, przynajmniej do koca lekcji.
Powinien odszuka Eda i Li. Zamierza im opowiedzie
o tym, co si stao, i spyta, czy nadal widz psiogowych.
Moe bd wiedzieli, co najlepiej zrobi w takiej sytuacji.
Arthur spodziewa si zasta ich w sali gimnastycznej,
podczas rozgrzewki przed biegiem przeajowym. Mia ze
sob zwolnienie z WF-u, ktre powinien osobicie
64

wrczy panu Weightmanowi, ale wczeniej musia


przebrn przez poranne zajcia z matematyki, biologii i
angielskiego. Gdy chcia, by dobry ze wszystkich tych
przedmiotw, ale dzisiaj nie potrafi si skoncentrowa.
Potem, kiedy poszed do sali gimnastycznej - przez
budynek, nie przez dziedziniec - ze zdumieniem ujrza,
e na WF-ie zjawio si zaledwie dwie trzecie uczniw z
poprzedniego tygodnia. Brakowao co najmniej pitnastu
osb, wrd nich Eda i Li.
Pan Weightman nieszczeglnie si ucieszy na widok
Arthura. Przyj zwolnienie, przeczyta je i bez sowa
odda chopcu. Potem odwrci gow. Arthur sta
nieruchomo, zastanawiajc si, co powinien robi, skoro
nie bierze udziau w biegu.
- Kto jeszcze przynis zwolnienie z lekcji? - krzykn
pan Weightman. - Jakie zajcia si opniaj? Gdzie
reszta?
- Chorzy - wymamrota ktry z uczniw.
- Wszyscy? - Weightman nie kry zdumienia. - Do
zimy jeszcze daleko! Jeli to dowcip, moecie si
spodziewa surowych reperkusji.
- Nie, prosz pana, oni naprawd choruj - zapewni
go jeden ze zdeklarowanych sportowcw. - Mnstwo
ludzi zachorowao. To jakie przezibienie.
- Dobrze, wierz ci, Rick - westchn Weightman.
Arthur zerkn na Ricka. Nie ulegao wtpliwoci, e
to sportowiec ca gb, wyglda, jakby go ywcem
wyjto z telewizyjnej reklamy pasty do zbw albo
65

adidasw. Nic dziwnego, e Weightman mu uwierzy.


Mimo to wydawao si dziwne, e o tej porze roku tak
wielu uczniw nie przyszo do szkoy z powodu choroby,
zwaszcza e od piciu lat co p roku przeprowadzano
obowizkowe szczepienia przeciwko grypie. Miny
zaledwie dwa miesice od zastrzykw, ktre zwykle
gwarantoway cakowit ochron przed gronymi
wirusami.
Arthur poczu, jak narasta w nim znajomy strach. Lk
towarzyszy mu, odkd siga pamici. - ba si, e
nastpna wirusowa epidemia odbierze mu wszystkich,
ktrych kocha.
- Dobra, zaczynamy od rozgrzewki! - zawoa
Weightman. Wreszcie popatrzy na Arthura i przywoa
go skinieniem palca. Ty, Penhaligon, id pogra w
pcheki albo zajmij si czymkolwiek, byleby nie narobi
mi kopotw.
Chopiec skin gow, bojc si cokolwiek
powiedzie. Byo kiepsko, kiedy nabijali si z niego
rwienicy, ale wwczas mia przynajmniej szans si
odgry lub obrci wszystko w art. Znacznie trudniej
byo poradzi sobie z nauczycielem.
Odwrci si i ruszy ku wyjciu z sali. W poowie
drogi usysza, e kto do niego podbiega, i poczu dotyk
na ramieniu. Gwatownie drgn i prawie si skuli, nagle
przeraony, e psiogowi przedostali si do szkoy. Bya
to jednak nieznana mu dziewczyna o jaskraworowych
wosach.
66

- Ty si nazywasz Arthur Penhaligon? - spytaa,


przekrzykujc miechy i chichot pozostaych uczniw,
ktrzy widzieli, jak si wzdrygn.
- Tak.
- Li przestaa mi maila do ciebie. - Wrczya mu
zoon kartk papieru. Arthur przyj list, nie zwracajc
uwagi na gwizdy chopakw za plecami dziewczyny.
- Olej tych mutantw - poradzia mu dziewczyna
dononym gosem. Umiechna si i truchtem wrcia do
grupki wysokich koleanek o niezwykle znudzonych
minach.
Arthur wepchn papier do kieszeni i wyszed z sali
gimnastycznej. Czu, jak piek go policzki. Nie mia
pewnoci, co wprawio go w wiksze zakopotanie:
propozycja Weightmana, by pogra w pcheki, czy te
otrzymanie na oczach wszystkich listu od dziewczyny.
Postanowi schroni si w bibliotece. Pokaza
bibliotekarce zwolnienie z WF-u, a potem uwanie si
rozejrza i usiad przy jednym ze stolikw na pitrze,
obok okna z widokiem na front szkoy i ulic.
Najpierw zbudowa mur z kilku tomw z
ksigozbioru podrcznego, aby w ten sposb zapewni
sobie dyskretn nisz. Nikt nie mg podejrze, co Arthur
czyta, chyba e stanby mu nad gow i zajrza przez
rami.
Potem wycign z plecaka Klucz oraz Atlas i pooy
je na stoliku obok maila od Li. W tym samym
momencie ktem oka zauway jaki ruch. Wyjrza przez
67

okno i szczeglnie si nie zdziwi na widok psiogowych.


Wyaniali si spomidzy drzew i zaparkowanych
samochodw, a potem skradali w kierunku szkoy, aby
gapi si w okno, przez ktre wida byo Arthura.
Doskonale wiedzieli, gdzie go szuka.
Mia nadziej, e na ich widok paradoksalnie poczuje
si bardziej pewnie. Chcia nabra odwagi, pokazujc si
w oknie. Nic z tego nie wyszo. Zadra, gdy obcy zbili si
w tum i bez sowa obserwowali go z zadartymi gowami.
Do tej pory nie dostrzeg ani jednego ze skrzydami, jakie
mia nocny intruz, jednak moga to by tylko kwestia
czasu.
Arthur z trudem odwrci wzrok. Przyszo mu do
gowy, e jest bia myszk, ktra odrywa spojrzenie od
kobry i dziki temu udaje jej si zbiec.
Nagle zapragn schroni si w odleglejszym zaktku
biblioteki, midzy stertami ksiek. Nie miao to jednak
wikszego sensu. Przy oknie widzia przynajmniej, gdzie
s psiogowi, nie mia pojcia jedynie, kim s. To pytanie
byo jednym z wielu, ktre zadawa sobie w mylach.
Rozpostar wydruk maila od Li i przeczyta:
Do: pinkhead55@tepidmail.com
Od: raprepteam20@biohaz.gov
Hej Allie
To ja, Lisc. mozesz przekaza tego maila arthurowi
penhaligonowi? to ten. ktry zemdla w poniedziaek
68

podczas biegu, chudy+blady, wzrost eda, wosy jak gary


krag. b. wane, musi dosta list. na mnie pora.
Dzieks
Lisc
hej art sory, ze nie wpadlimy do szpitala, ed chory od
wtorku wiecz... po nim mama+tata+ciocia mango
(ksywa), ja nie choruje, ale dom pod kwarantanna,
mnostwo lekarzy, glin, wszedzie, w kombinezonach
ratownictwa biol., przerazajace ryje. Ich zdaniem to nowa
grypa, zastrzyki NIE DZIALAJA. nikt jeszcze na
powanie nie choruje, ale blisko eda i innych czuje ten
sam fetor, co od PSIOGOWYCH. widz zwizek, ale
lekarze nie czuja nic przez maski, ed tez nie, ani rodzice,
nic dziwnego, wciaz smarkaja. lekarze maja automat do
wachania, podobno wszystko OK. ale to nieprawda, nikt
mi nie wierzy.
wirus pewnie od psiogowych, NAPRAWD LICZ,
ze ich widzisz, musisz cos wymyli, POLEGAM NA
TOBIE.
federalni odcili siec i telefon, chyba boja sie paniki,
pisze na SKRADZIONYM palmtopie lekarza.
wkrtce sie wyda.
boje sie.

69

Rozdzia 5
Arthur przez kilka sekund gapi si na ostatnie sowa
listu: boje sie".
Zadra, zoy wydruk i wsun go z powrotem do
kieszeni. Poczu, e znowu zaczyna si dusi, wic skupi
uwag na spokojnym, rytmicznym oddychaniu. Powoli
nabiera powietrza, przytrzymywa je w pucach i
niespiesznie wypuszcza. Jego umys pracowa jednak na
najwyszych obrotach. Sytuacja bya powaniejsza, ni do
tej pory przypuszcza.
Wszystkie lki, ktre z trudem trzyma w ryzach, byy
bliskie wydostania si na powierzchni, co grozio totaln
panik. Stary strach przed now epidemi i nowy strach
przed psiogowymi, Panem Poniedziakiem, a nawet
samym Kluczem.
Oddychaj, przykaza sobie Arthur. Przemyl
wszystko.
Czemu powierzono mu Klucz? I Atlas! Kim... albo
czym... byli Pan Poniedziaek oraz psiogowi? Czy
naprawd istnia zwizek midzy nimi i nagym
wybuchem epidemii grypy odpornej na lekarstwa? Czy
naleao w ogle mwi o wybuchu epidemii? Moe
choroba zaatakowaa tylko rodzin Eda i Li...?
Arthur ponownie wyjrza przez okno, aby sprawdzi,
70

co robi psiogowi, i przypadkiem dotkn Klucza oraz


Atlasu. W tej samej chwili poczu silny wstrzs, jakby
porazi go prd i ksika otworzya si z trzaskiem.
Arthur podskoczy niczym przestraszony kot. Podobnie
jak wczeniej Atlas zacz si rozrasta, a wreszcie
zapeni niemal cay stolik, oboony dookoa barykad z
ksiek.
Tym razem w Atlasie nie ukaza si rysunek Domu,
tylko niedbay szkic jednego z psiogowych, bez
melonika, brudnej koszuli i czarnego, niemodnego
garnituru. Uwieczniony w Atlasie jegomo odziany by w
co w rodzaju worka, lecz rysy nie pozostawiay adnych
wtpliwoci.
Obok rysunku pojawiy si sowa pisane niewidzialn
rk. Arthur nie rozpoznawa dziwnego alfabetu, nie
potrafi wic ich odczyta. Na oczach chopca osobliwe
litery zaczy si jednak zmienia w normalny alfabet, a
niezrozumiae sowa przeksztacay si w angielskie
wyrazy. Tylko czcionka pozostaa dziwaczna i
archaiczna. Co chwila spod sw przebijay tu i wdzie
kleksy, pospiesznie usuwane. Wreszcie sowa przestay
si ukazywa i Arthur przystpi do odczytywania tekstu.
Dom wzniesiono z Nicoci i jego fundamenty
spoczywaj na Nicoci. Jako e Nico jest wieczna i
Dom sta bdzie na wieki wiekw, jego fundamenty z
wolna grzzn w Nicoci, z ktrej go stworzono,
zatem Nico przenika do domu. W najgbszych
71

piwnicach, szambach i lochach domu mona czerpa z


Nicoci i ksztatowa j wasn myl, jeliby ta myl
miaa dostateczn moc. Czyny takie s zwyczajowo
zakazane, cho przyzwolone przez prawo, i czsto
dopuszczaj si ich ci, ktrzy powinni okazywa
wicej
rozumu.
Nie
jest
wielk
zbrodni
nawizywanie kontaktw z Niconiami, samolubnymi
istotami, ktre co pewien czas z Nicoci si wyaniaj,
nie szanujc czasu ni rozsdku.
Typowym ucielenieniem Nicoci jest Aporter,
przedstawiony na ilustracji. Aporter to istota nader
niskiego rzdu, zwykle uformowana w konkretnym
celu. Cho stoi to w sprzecznoci z Pierwotnym
Prawem, stwory te obecnie czsto wykorzystuje si do
wypeniania prostych zada poza Domem, w
Polednich Krlestwach, gdy s niebywale trwae i
mniej destrukcyjne dla miertelnikw ni wikszo
istot z Nicoci (czy te tych, ktre peni wysze
funkcje w Domu). Aporterzy podlegaj jednak
pewnym ograniczeniom, takim jak niemono
przekraczania progu bez zaproszenia. Na dodatek
atwo je unicestwi sol lub wieloma innymi prostymi
sposobami magicznymi.
Moe jeden na milion Aporterw ma szans
dostpi owiecenia, wznie si ponad swj stan i w
ten sposb znale zatrudnienie w Domu. W
wikszoci wypadkw, kiedy wypeni zadanie, s
kierowani z powrotem do Nicoci, z ktrej przybyli.
72

Aporterw nigdy nie naley wyposaa w


skrzyda ani w bro, i przez cay czas musz
pozostawa pod kontrol.
Arthur ponownie pomyla o odraajcym obliczu w
oknie, przycinitym do szyby, i o trzepoczcych z furi
skrzydach. Kto zlekceway zakaz ofiarowywania
Aporterom skrzyde. Chopak wcale by si nie zdziwi,
gdyby psiogowi na dworze mieli do dyspozycji bro,
chocia wola si nie zastanawia, jakiego rodzaju.
Sprbowa przewrci kartk Atlasu, aby sprawdzi,
czy dalej nie kryj si inne informacje, ale stronica ani
drgna. W ksice byo jeszcze wiele innych kartek, lecz
rwnie dobrze mogyby by posklejane w jedn zbit
mas. Arthurowi nie udawao si nawet wsun midzy
nie paznokcia.
Wreszcie da za wygran i znowu wyjrza przez okno.
Zdumiao go, e w krtkim czasie, kiedy oglda Atlas,
Aporterzy si przemiecili. Teraz stali koem na jezdni, z
zadartymi gowami. Par samochodw si zatrzymao,
chocia kierowcy bez wtpienia nie wiedzieli, co stoi na
drodze. Arthur usysza z oddali gos jednego z nich;
gniewne sowa z trudem przenikay podwjn szyb:
- Zabierajcie t stert mieci! - krzycza. - Nie bd tu
tkwi cay dzie!
Aporterzy gapili si na niebo. Arthur te spojrza w
gr, ale niczego nie dostrzeg. W gbi duszy czu, e nie
chce nic widzie - narasta w nim strach.
73

Nie patrz, podpowiada gos w jego gowie. Jeli nie


widzisz kopotw, to znaczy, e ich nie ma.
Nieprawda, pomyla Arthur, zmagajc si ze
strachem. Oddychaj powoli. Musisz przeciwstawi si
lkom. Zwalcz je.
Cay czas patrzy, a wreszcie tu nad piercieniem
Aporterw rozbyso olepiajce biae wiato. Chopiec
zamkn oczy i zasoni twarz. Gdy ponownie unis
powieki, jego wzrok przymiy roztaczone czarne
plamy. Dopiero po kilku sekundach odzyska zdolno
normalnego widzenia.
W
pustej
przestrzeni
porodku
piercienia
psiogowych pojawi si jaki czowiek, cho waciwie
trudno okreli tym mianem istot z ogromnymi,
pierzastymi skrzydami u ramion. Arthur cay czas
mruga oczyma, usiujc poprawi ostro widzenia.
Skrzyda wyglday na biae, ale widniay na nich ciemne,
brzydkie plamy. Po chwili skrzyda zoyy si za plecami
stwora i zniky. Nieznajomy okaza si bardzo
przystojnym, wysokim mczyzn okoo trzydziestki.
Mia na sobie bia koszul z amanym konierzykiem,
czerwony krawat, zot kamizelk pod ciemnozielonym
frakiem i obcise jasnobrzowe pantalony oraz lnice
brzowe buty. Moda na takie stroje mina ponad sto
pidziesit lat temu.
- A to dopiero! - wykrzykn kto za plecami Arthura.
- Wyglda kubek w kubek tak, jak zawsze sobie
wyobraaam pana Darcy'ego. To z pewnoci aktor!
74

Ciekawe, czemu tak si wystroi.


Bya to bibliotekarka, pani Banber, ktra podkrada si
do Arthura, wykorzystujc jego nieuwag.
- Kim s ci dziwni ludzie w czarnych garniturach? zastanawiaa si. - Te twarze nie mog by prawdziwe!
Krc tu jaki film?
- Widzi pani psiogowych? - wykrzykn Arthur. Chciaem powiedzie: Aporterw?
- Tak... - odpara bibliotekarka odruchowo, cay czas
zapatrzona w widok za oknem. - Dobrze, e mi zwrcie
uwag. Z pewnoci nadszed czas na wizyt u okulisty.
Moje soczewki kontaktowe najwyraniej wymagaj
wymiany. Strasznie nieostro widz tych ludzi.
Odwrcia si i po raz pierwszy uwanie popatrzya
na Arthura oraz jego ksikow barykad.
- Ale ciebie widz wyranie, mody czowieku! Co ty
wyprawiasz z tymi wszystkimi ksikami? A to co? Wskazaa Atlas.
- Nic takiego! - krzykn Arthur. Zatrzasn ksig i
puci Klucz, co byo bdem. Atlas natychmiast skurczy
si do kieszonkowych rozmiarw.
- Jak to zrobie? - spytaa pani Banber.
- Nie potrafi tego wyjani - zapewni j Arthur
pospiesznie. Nie mia czasu na pogawdki. Przystojny
mczyzna zmierza ku bibliotece, a za nim podali
Aporterzy. Nieznajomy przypomina nieco Pana
Poniedziaka, lecz zachowywa si nieporwnanie
bardziej energicznie. Arthur wcale nie mia pewnoci, czy
75

obowizuj go te same ograniczenia co Aporterw i czy


nie wolno mu wchodzi do cudzych domw.
- Ma pani sl? - spyta pospiesznie.
- Co takiego? - zdumiaa si pani Banber. Znowu
wygldaa przez okno i wygadzaa wosy. Jej oczy
wydaway si szkliste i rozmarzone. - Idzie do biblioteki!
Arthur chwyci Atlas oraz Klucz i wepchn oba
przedmioty do plecaka. Gdy je odkada, janiay
agodnym tym wiatem, ktre przez chwil padao na
twarz pani Banber.
- Prosz mu nie mwi, e tu jestem! - poprosi
arliwie. - Nie moe mu pani powiedzie, e tu jestem.
Czy to na dwik przestraszonego gosu chopca, czy
pod wpywem wiata z Atlasu i Klucza, pani Banber
odzyskaa wiadomo. Nagle wydaa si mniej
rozmarzona.
- Nie mam pojcia, co si tutaj dzieje, ale wcale mi si
to nie podoba! - warkna. - Nikt nie wejdzie bez
pozwolenia do mojej biblioteki! Arthurze, ukryj si w
dziale zoologicznym. Sama si rozmwi z tym
czowiekiem!
Chopiec nie potrzebowa dodatkowego zaproszenia.
Oddali si od okna i zagbi w labiryncie regaw. Szed
najszybciej jak mg, ale i tak czu ucisk w pucach, ktre
stopniowo traciy elastyczno. Napicie i strach
potgoway jego astm.
Przystan za pkami dziau zoologicznego i kucn,
aby przez szczelin midzy rzdami ksiek obserwowa
76

wejcie do biblioteki, gdzie pani Banber tkwia za


biurkiem. W doni ciskaa czytnik i ze zoci skanowaa
ksiki. Urzdzenie piszczao co kilka sekund, kiedy
podczerwone wiato wychwytywao kod kreskowy.
Arthur prbowa uspokoi oddech. Liczy na to, e
przystojny mczyzna mimo wszystko nie wejdzie do
budynku. Gdyby czeka na niego przed szko, chopiec
mgby uciec wejciem dla personelu znajdujcym si na
tyach gmachu.
Na drzwi pad cie. Arthur wstrzyma oddech. Przez
moment obawia si, e nie bdzie w stanie zaczerpn
powietrza, ale panika mina niemal natychmiast. A wic
przystojny mczyzna znalaz si w budynku. Po chwili
wycign rk w biaej rkawiczce i pchn drzwi do
biblioteki. Otworzyy si na ocie. Chopiec liczy na to,
e obcy nie pokona progu, lecz na prno. Kiedy
mczyzna wszed, bramki zabezpieczajce pisny
melancholijnie, bysny zielone lampki.
Pani Banber wawo wysza zza biurka.
- To jest szkolna biblioteka - oznajmia lodowatym
tonem. - Gocie maj obowizek rejestrowania si w
recepcji.
- Nazywam si Poudnik - wyjani mczyzna. Mwi
niskim, melodyjnym gosem, cakiem jak synny angielski
aktor. Ktrykolwiek synny angielski aktor. - Jestem
osobistym sekretarzem i podczaszym Pana Poniedziaka.
Szukam chopca. Ar-tora.
Arthur zauway, e obcy ma srebrny jzyk, ktry lni
77

w jego ustach. Nieznajomy mwi tak pynnie i gadko, e


chopiec mia ochot wyj i zawoa: Jestem!".
Pani Banber najwyraniej czua si podobnie.
Zadraa i uniosa rk, jakby zamierzaa wskaza
kryjwk Arthura. Na szczcie opucia do.
- Nic... Nic mnie to nie obchodzi - owiadczya.
Wydawaa si nisza ni jeszcze przed chwil, a jej gos
nagle osab. - Musi pan... musi pan si zarejestrowa...
- Doprawdy? - spyta Poudnik. - Chciabym tylko
zamieni par sw...
- Nie, nie... - wyszeptaa pani Banber.
- Szkoda - westchn intruz. Jego gos sta si zimny,
oschy i zowrbny. Poudnik wykrzywi usta w
okrutnym umiechu, ktry nie obj reszty oblicza.
Przesun palcem w rkawiczce po gablotce wystawowej
i podnis go do twarzy pani Banber. Na czubku palca
widniaa plamka szarego kurzu.
Bibliotekarka patrzya na palec Poudnika tak, jakby to
bya latarka okulisty.
- Pora na wiosenne porzdki - owiadczy mczyzna
i zdmuchn kurz, ktrego chmurka opada na twarz
kobiety. Pani Banber zamrugaa oczami, dwukrotnie
kichna i upada.
Arthur z przeraeniem patrzy, jak Poudnik
przechodzi nad ciaem bibliotekarki i idzie wzdu
biurka. Chopiec przez chwil sdzi, e pani Banber nie
yje, ale zauway, i usiuje podwign si z podogi.
- Ar-torze! - zawoa Poudnik agodnie, a jego srebrny
78

jzyk bysn. Obcy stan za biurkiem i bardzo


podejrzliwie obserwowa pki. - Wyjd, Ar-torze. Chc
tylko porozmawia z tob. Ar-torze!
Jego sowa zabrzmiay jak rozkaz i Arthur raz jeszcze
zapragn si ujawni, wybiec z kryjwki. Poczu jednak,
e Klucz i Atlas w plecaku dodaj mu si, przeciwdziaajc
wpywowi nieznajomego. Kojce wibracje, ktre
przypominay kocie mruczenie, redukoway moc sw
Poudnika. Arthur rozpi plecak, wzi do rki Klucz, a
Atlas wsun do kieszeni koszuli. Oba przedmioty
zapewniay mu nieopisany komfort i wkrtce poczu, e
atwiej mu si oddycha.
Poudnik zmarszczy brwi, a jego urodziwa twarz
nagle zbrzyda. Wycign do w biaej rkawiczce i
otworzy ma szafk, ktra zmaterializowaa si w
powietrzu w chwili, gdy do niej sign. W rodku
znajdowa si telefon, bardzo starowiecki, ze suchawk
na sznurze i mikrofonem w ksztacie dzwonka.
- Z Panem Poniedziakiem - powiedzia Poudnik do
mikrofonu.
Arthur usysza czyje mamrotanie po drugiej stronie.
- To urzdowa sprawa, durniu - warkn Poudnik. Nazwisko i numer.
Na drugim kocu przewodu kto ponownie co
wymamrota. Poudnik raz jeszcze zmarszczy brwi, a
nastpnie powoli, z namaszczeniem odwiesi suchawk.
Po chwili ponownie j podnis do ucha.
- Centrala? Z Panem Poniedziakiem. Tak,
79

natychmiast. Tak, wiem skd dzwoni! Mwi


Poniedziakowy Poudnik. Dzikuj. - Zapada cisza,
podczas ktrej nawizywano czno z Panem
Poniedziakiem. - To pan? Osaczyem chopaka.
Arthur wyranie usysza, e Pan Poniedziaek
ziewn przed udzieleniem odpowiedzi, jego gos nie
tylko wydoby si ze suchawki, lecz w dodatku rozleg
echem po caej bibliotece.
- Masz Klucz Minutowy? Chc go dosta natychmiast!
- Jeszcze nie, prosz pana - odpar Poudnik. - Chopak
zaszy si gdzie w... bibliotece.
- Nie obchodzi mnie, gdzie si zaszy! - wrzasn
Poniedziaek. - Znajd Klucz!
- Mwimy o bibliotece, prosz pana - zauway
Poudnik cierpliwie. - Tu jest mnstwo druku. Wola
rwnie moe si tutaj znajdowa...
- Wola! Wola! Nudzi mnie ta gadanina! Rb, co
naley! Masz odpowiednie penomocnictwa! Zrb z nich
uytek!
- Potrzebuj ich na pimie, prosz pana - westchn
Poudnik spokojnie. - Potomne Dni...
Zabrzmia odgos, ktry przypomina kombinacj
ziewnicia i warknicia, a nastpnie ze suchawki
wyfruna zwinita w rulon kartka. Wszystko rozegrao
si tak szybko, e Arthur nie zauway, jak Poudnik si
uchyla, przesyka miga obok niego, a mczyzna chwyta
j w powietrzu woln rk.
- Dzikuj panu - powiedzia i umilk. W odpowiedzi
80

usysza jednak tylko dugie chrapnicie.


Poudnik odwiesi suchawk i starannie zamkn
szafk. Gdy drzwiczki si zatrzasny, szafka z telefonem
ulega dematerializacji.
Mczyzna rozwin zwj i odczyta spisane na nim
sowa. Tym razem szczery umiech przelotnie rozjani
mu twarz, a oczy zalniy czerwieni.
- Masz ostatni szans, eby wyj z ukrycia owiadczy agodnie. - Teraz mog cign tutaj
Aporterw. Wytropi ci w jednej chwili, Ar-torze.
Arthur milcza. Poudnik nie rusza si z miejsca, tylko
stuka zwojem o udo. Za jego plecami pani Banber wstaa,
opierajc si o biurko, i podniosa suchawk telefoniczn.
Ogarnity panik chopiec obserwowa ich oboje. Nie
mia pojcia, co robi. Czy powinien pomc pani Banber?
Czy lepiej byoby si podda? A moe miaby wity
spokj, gdyby przekaza Poudnikowi Klucz?
Pani Banber, ktrej do trzsa si tak bardzo, e z
trudem utrzymywaa suchawk, zacza wystukiwa
numer. Przyciski zapiszczay, a wtedy Poudnik obrci
si na picie. Skrzyda wystrzeliy mu za plecami i
rozpostary si nad jego gow. Wielkie pierzaste
skrzyda, niegdy biae i lnice, teraz byy upstrzone
plamami czego ciemnego i odraajcego, co
przypominao zaschnit krew.
Skrzyda Poudnika rzuciy ponury cie na
bibliotekark. Nieznajomy wycign rk i przygi
palce, a wwczas w jego doni zmaterializowa si ognisty
81

miecz, ktrym mczyzna natar na telefon. Pomienne


ostrze momentalnie stopio aparat, a papiery na biurku
stany w ogniu. Pani Banber cofna si chwiejnie i
upada na podog przy wejciu. Chmura dymu uniosa
si ku sufitowi.
- Do! - zadecydowa Poudnik. Z rozpostartymi
skrzydami podszed do drzwi wejciowych i otworzy je
szeroko. - Przybywajcie, moi Aporterzy! Wejdcie i
znajdcie chopca! Wejdcie i znajdcie Ar-tora!

82

Rozdzia 6
Kby czarnego dymu zasnuty sufit. Alarm
przeciwpoarowy uruchomi si automatycznie i na
zewntrz rozlego si dzwonienie. Po sekundzie
doczyo wycie syreny ewakuacyjnej. W tej samej chwili
do biblioteki pospiesznie wpadli Aporterzy poszczekujc
z podniecenia, e zaproszono ich za prg.
Poudnik wskaza regay i Aporterzy ruszyli przed
siebie. Wielu z nich pochylio si, by z wywieszonymi
jzykami i drgajcymi nosami obwchiwa podog.
Tropili ofiar. Arthura.
Chopiec ani myla czeka bezczynnie. By ju przy
tylnych drzwiach, ale okazay si zamknite. Na szczcie
obok nich, za szklan szybk, znajdowa si przycisk
automatycznego otwierania, oklejony ostrzegawczymi
rysunkami i napisem goszcym, e szko mona stuc
wycznie w razie poaru.
Warunek by speniony. Arthur zamachn si
plecakiem i rozbi szybk, ktra rozprysna si na
drobne bryki, nie na pojedyncze okruchy. Nastpnie
wcisn przycisk lew rk, bo nie chcia puci Klucza,
ktry ciska w prawej doni. W niezrozumiay sposb
przedmiot ten uatwia mu oddychanie, a rwnomierny
oddech by teraz Arthurowi potrzebny jak rzadko kiedy.
83

Sysza za plecami Aporterw, pomrukujcych i


chrzkajcych podczas biegu midzy regaami. Przy
kadym skrzyowaniu regaw przystawali, by
wywszy, dokd ucieka ofiara.
Drzwi wci pozostaway zamknite. Arthur drc
doni ponownie dotkn przycisku, ktry bez trudu da
si wcisn, lecz nie odblokowa zamka. Chopiec kopn
drzwi - nawet nie drgny. Gdy ponownie je kopn, po
framudze przebieg czerwony pomie o takim samym
intensywnym, gbokim odcieniu jak ognisty miecz
Poudnika.
- Do tylnych drzwi, moi Aporterzy! Ar-tor wymyka
si tylnymi drzwiami!
Gos Poudnika przebi si przez sygna dzwonkw
alarmowych, wycie syreny i szczekanie Aporterw.
Arthur natychmiast zrozumia, e Poudnik uy swej
mocy, by zablokowa wyjcie. Chopak dysponowa
jednak wasnymi czarami, a przynajmniej mg
skorzysta z przedmiotu obdarzonego magiczn si,
nawet jeli nie mia pojcia, czym on jest i jak si go
uywa.
Klucz.
Arthur dotkn drzwi kocwk minutowej
wskazwki.
- Otwrz! - krzykn.
Rozbyso biae wiato, chopak poczu na twarzy
gwatowne uderzenie fali ciepa i oba skrzyda drzwi
raptownie si rozchyliy. Do nieznonej kakofonii
84

rnego rodzaju haasw doczy jeszcze jeden sygna


alarmowy. Arthur wybieg na schody poarowe i ruszy
na d, zeskakujc z dwch pierwszych stopni. Nagle
stan jak wryty, odwrci si pospiesznie i wbieg z
powrotem na gr. Musia zamkn drzwi, inaczej
Aporterzy bez trudu by go dopadli. Zmarnowa cenn
sekund - czy uprzedzi pocig?
Rzuci si na drzwi i zatrzasn je energicznie w
chwili, gdy dwch Aporterw skakao przez prg. Sia
uderzenia odrzucia chopca do tyu, a drzwi ponownie
zaczy si uchyla. Aporterzy wyli i warczeli, usiujc
schwyta uciekiniera. Palcami rozerwali mu koszul,
guziki rozprysy si na wszystkie strony, lecz Arthur
zamachn si Kluczem. Aporterzy odskoczyli, a
powietrze
wypenio
si
ich
przeraliwymi,
przenikliwymi wrzaskami.
Chopiec ponownie zatrzasn drzwi i wykona
Kluczem jaki dziwaczny gest.
- Zamknij! Zablokuj! Zabezpiecz! - krzykn.
Sysza guchy omot, kiedy Aporterzy rzucali si na
drzwi, ale wytrzymay one napr - trudno powiedzie,
czy za spraw dziwacznego gestu, czy polecenia
wydanego Kluczowi. Arthur nie traci jednak czasu. Nie
mia zudze: adne drzwi nie mogy powstrzyma
Poudnika.
Chopcu udao si dotrze do wskiego korytarza
midzy bibliotek a szkoln stowk, kiedy nad jego
gow nastpia eksplozja. Skuli si, odwrci i ujrza, e
85

pomienie buchaj na wszystkie strony, a drzwi przelatuj


mu nad gow i ze wistem lec ku dziaowi nauk
cisych, jakie czterysta metrw dalej. Poudnik wkroczy
na schody poarowe; nad jego gow kbi si czarny
dym, a przy nogach biegli skuleni Aporterzy. W tamtej
chwili nie przypominali ludzi, tylko czekoksztatne psy.
Ich czarne garnitury byy cae w strzpach. aden nie
mia melonika, najwyraniej pogubili je w poncej
bibliotece.
Arthur odwrci si, by kontynuowa ucieczk.
Pokona jednak tylko kilka metrw, gdy usysza nad
gow szelest i opot gigantycznych skrzyde. Przefrun
nad nim zimny cie i po chwili Poudnik zastpi chopcu
drog. Szeroko rozpostar skrzyda, a w doni znowu
ciska ognisty miecz, tym razem skierowany wprost na
gardo Arthura.
- Przeka mi Klucz - zada Poudnik spokojnie.
- Nie - szepn Arthur. - To ja go dostaem.
- Przez pomyk, gupi dzieciaku. - Poudnik wyjrza
przez okno na soce i zmarszczy brwi. - Oddaj Klucz,
skieruj go ptl w moj stron. Nie zamierzam duej
marnowa czasu.
Grymas na twarzy obcego i ton, jakim wypowiedzia
ostatnie sowa, sprawiy, e w gowie Arthura zawitaa
pewna myl. Opuci wzrok, udajc, e rozwaa oddanie
Klucza, lecz w rzeczywistoci zerkn na zegarek. Do
godziny pierwszej brakowao minuty.
- Sam nie wiem - wymamrota i rozejrza si z
86

rozpacz. Sysza za sob Aporterw. Ognisty miecz


znieruchomia tak blisko jego garda, e niemal parzy go
swym arem. Po twarzy chopca spyway krople potu,
od ktrego pieky oczy. Przynajmniej mg oddycha,
chocia mia przeczucie graniczce z pewnoci, e straci
dech z chwil przekazania Klucza.
- Dawaj Klucz!
- Chod i sam go we! - krzykn Arthur. Niczym
dyskobol wykona obrt i cisn Klucz przez korytarz, ku
najbliszym drzwiom, a nastpnie rzuci si w tamtym
kierunku.
Koniuszek miecza musn lew rk chopca i
pozostawi na niej wypalon, bolesn prg, od ramienia
do okcia. Poudnik zawoa co, ale Arthur nie sysza.
Gdy straci kontakt z Kluczem, jego puca zamary.
Przesta oddycha, zabrako mu tlenu nawet na
wykonanie kilku krokw.
Oczekiwa, e Klucz odbije si od drzwi, dziki czemu
bdzie mg go zapa, ale wskazwka, niczym cinity
sztylet, przeszya cienk jak papier szczelin midzy
drzwiami a framug. W rezultacie Arthur zderzy si z
drzwiami, ktre wbrew jego przewidywaniom nie byy
zamknite na klucz. Na szczcie zamiast odbi si od
nich i wpakowa pod ognisty miecz Poudnika, chopiec
przelecia przez nie i przetoczy si po pododze. Otwart
doni trafi prosto na Klucz i kurczowo zacisn na nim
palce. W tej samej chwili poczu, e do jego puc znowu
napywa upragnione powietrze, a palcy bl rki
87

gwatownie ustpuje.
- Te idiotyczne wygibasy nie maj adnego sensu zauway Poudnik od progu. - Daj Klucz, a pozwol ci
odpezn. Jeeli mnie nie posuchasz, odrbi ci do i
sam go zabior.
Arthur spojrza na zegarek. Sekundowa wskazwka
suna ku dwunastce. Od godziny pierwszej dzielia ich
zaledwie chwila. Mia bardzo precyzyjny zegarek,
nastawia go zaledwie tydzie wczeniej.
Niespiesznie zacz rozlunia zacinite na Kluczu
palce, jakby zamierza zastosowa si do polecenia
Poudnika. Gdy puci przedmiot, jego puca ponownie
si cisny, a bl rki powrci.
- Szybciej! - krzykn Poudnik. Wznis miecz, a
pomienie buchny jeszcze janiej i jeszcze gorcej.
Sekundowa wskazwka znajdowaa si na jedenastce.
Arthur przekn lin, uwiadomiwszy sobie, e
opierajc si wycznie na domysach, ryzykuje utrat
doni - a domyla si, e Poudnik moe pozosta w jego
wiecie tylko przez godzin, midzy dwunast a
pierwsz.
- Nie! - zawoa, porwa Klucz i skuli si z
zamknitymi oczami. Zdy jeszcze tylko ujrze odbicie
czerwieni w oczach napastnika i bysk miecza
opadajcego na jego rk.
Spodziewany bl nie nadszed. Arthur otworzy oczy.
Sekundowa wskazwka zegarka mina dwunastk i
wskazwk minutow, a wskazwka godzinowa staa na
88

jedynce. Poniedziakowy Poudnik znik jak kamfora, a


Aporterzy zamilkli, linic si tu za drzwiami. Na
pododze widniaa krecha rozarzonego popiou,
zaledwie kilka centymetrw od palcw Arthura. Chopiec
patrzy na ten lad po ognistym mieczu i nie pojmowa,
jakim cudem Poudnik chybi.
Alarm przeciwpoarowy nadal dzwoni, a syreny
wyy jednostajnie. W oddali zabrzmia nasilajcy si
odgos innych syren, ktry towarzyszy przyjazdowi
wozw straackich.
Arthur powoli wsta i rozejrza si wok. Znajdowa
si na zapleczu stowki, przy wejciu dla personelu
kuchennego oraz dostawcw ywnoci. W pobliu nie
byo wida ywej duszy, chocia wszdzie stay
czciowo naoone na talerze posiki, przygotowane
skadniki potraw i parujce garnki. W kuchenkach
mikrofalowych
obracay
si
tace.
Najwyraniej
pracownicy stowki przed chwil wyszli, posuszni
nakazowi ewakuacji budynku.
Chopak zerkn na Aporterw za otwartymi
drzwiami. Milczeli, ustawieni w szeregach. Dziwnym
sposobem odzyskali meloniki, a ich garnitury nie byy ju
podarte. Znowu bardziej przypominali wyjtkowo
brzydkich mczyzn ni psy Jeden z nich wyszed przed
szereg i rozchyli usta, zza ktrych wyoniy si due, psie
zby. Nastpnie kilka razy dziwnie zakwicza. Arthur
dopiero po chwili zrozumia, e to miech. Tylko jakie
powody do miechu mg mie Aporter?
89

Moment pniej zauway, co psiogowy ciska


krtkimi paluchami o dugich paznokciach. Atlas! Arthur
natychmiast sign doni do kieszeni koszuli, lecz
dotkn tylko skrawka rozdartego materiau. Napastnicy
rozpruli mu ubranie jeszcze w bibliotece, kiedy niemal go
zapali. Mia take podrapany tors, chocia nie zwrci na
to uwagi podczas szarpaniny. Dopiero teraz poczu bl nie tak silny jednak jak ten, ktry wiza si z utrat
Atlasu.
Wkrtce miali si wszyscy Aporterzy, jeli miechem
mona nazwa seri na przemian niskich i wysokich
kwikw. Arthur wzdrygn si z obrzydzeniem, bo
rechotowi towarzyszy odraajcy, trudny do zniesienia
smrd. Najwyraniej psiogowi uznali, e zdobyli co
wanego i tym samym odnieli zwycistwo.
Przygnbiony Arthur musia przyzna im racj. Jeli
mia zrozumie, co si wok niego dzieje, potrzebowa
Atlasu. Musia go odzyska. Co takiego przeczyta w nim
na temat Aporterw? Nie mogli przekracza progw
domw i...
Sl! Odwrci si w stron kuchennych pek. Musiaa
tam by sl, najprawdopodobniej w duych ilociach.
Ostatecznie znajdowa si w kuchni. Pobieg wzdu
pek, jedn rk ciskajc Klucz, drug odwracajc
torebki i przesuwajc rozmaite pojemniki. Cukier, cztery
rodzaje mki, wszelkiego typu przyprawy, ziarna,
suszone owoce... sl! Znalaz spory pojemnik ze zwyk
sol i may woreczek soli gruboziarnistej.
90

Zawaha si i wsun Klucz za pasek, niczym sztylet.


Gdy tylko puci wskazwk, duszno natychmiast
powrcia. Nie byo mowy o gbokim oddychaniu, jak
jeszcze przed chwil. Mimo to Klucz przynosi mu ulg.
Moe sama jego blisko bya lepsza ni nic.
Arthur wepchn kamienn sl do plecaka, ktry z
powrotem zarzuci na plecy, nastpnie sign po cay
pojemnik i zdj pokrywk. Pudeko byo w dwch
trzecich wypenione drobn, bia sol. Arthur lew rk
chwyci naczynie za ucho, a praw nabra pen gar
przyprawy.
Tak uzbrojony ruszy do drzwi. Lekko posapywa i
dysza, ale by gotowy do walki. Przyszo mu do gowy,
e jeli zaskoczy Aporterw i cinie sol w pierwszy
szereg, wwczas moe uda mu si podbiec i wyrwa im
Atlas, kiedy... C, kiedy sl podziaa na nich w
niewiadomy sposb.
Nagle w jego umyle pojawiy si wtpliwoci. A jeli
sl tylko rozwcieczy napastnikw, a wtedy zapi go,
spior i rozerw na strzpy?
Na to pytanie nie potrafi znale odpowiedzi, wic
skupi si wycznie na odzyskaniu Atlasu. Wiedzia, e
bdzie mg zada jeszcze wiele pyta, gdy ksika
ponownie znajdzie si w jego posiadaniu.
Takie myli kryy mu po gowie, gdy dociera do
koca pek. Przekn lin, odetchn jak najgbiej i
wyskoczy za drzwi, wrzeszczc i rozrzucajc sl.
- Aaaaarrrr!
91

Rozdzia 7
Sl rzucona przez Arthura posypaa si na pierwszy
szereg Aporterw. Ich rechot momentalnie si urwa i
zmieni w przeraony skowyt i wycie. Trafieni sol
psiogowi piszczeli i wpadali na siebie, uciekajc w
panice. W ten sposb wkrtce zmienili si w jazgoczc
mas rk, ng i brzydkich twarzy, dziki czemu
Arthurowi jeszcze atwiej byo ich posypywa.
Skra Aporterw skwierczaa w zetkniciu ze sonymi
krysztakami. Ich ciaa i ubrania rozpuszczay si,
zupenie jakby sl bya kwasem o niebywale silnym
dziaaniu. Nawet szczypta przyprawy wywoywaa u
psiogowych reakcj acuchow, ktra w par sekund
zmienia ich w gulgoczc kup odraajcego
paskudztwa.
Po dziewitej lub dziesitej garci soli Aporterzy
przestali istnie. Zostao po nich tylko czternacie
galaretowatych, mierdzcych glutw, wielkoci felg
samochodowych.
Wyglday
jak
skrzyowanie
soniowego ajna z gorc smo.
Arthur przypatrywa si resztkom po psiogowych, a
z jego doni nadal sypaa si sona przyprawa. Poczu
narastajcy ucisk w pucach, wic wycign Klucz zza
pasa. Gdy tylko go dotkn, ucisk zela i powrci
92

oddech, miarowy i lekki. Chopiec nadal mia


wiadomo przyczajonej astmy, ktrej ataki trzymaa w
ryzach niezwyka moc Klucza.
Arthur wiedzia, e dusznoci s reakcj na ostatnie
zdarzenia. Wpyw soli na tajemnicze stwory wstrzsn
nim i przywoa nieprzyjemne wspomnienie solenia
pijawek, ktre przywary mu do ng podczas wycieczki
ostatniego lata.
Dodatkow odraz i niesmakiem napawaa go
konieczno przetrznicia resztek po Aporterach, aby
wrd nich odszuka Atlas.
Ani myla jednak goymi rkami grzeba w tym
ohydztwie. Oddychajc ustami, ostronie dotkn
najbliszej kupy czubkiem buta. W chwili zetknicia z
jego nog breja zatrzsa si i zmienia w sup dymu, tak
czarnego i lnicego jak szkolne obuwie Arthura, ktry
odskoczy, bo kby dymu przybray ksztat maej,
mglistej sylwetki Aportera. Kilka razy obrcia si wok
wasnej osi i znikna.
Po chwili podobny los spotka pozostae kupki.
Arthur desperacko kopa resztki przeladowcw, a
wreszcie ostatnia sterta znika w wirujcym kbie dymu.
Przed chopcem rozpocieraa si teraz tylko pusta
betonowa podoga. Po Aporterach nie pozosta aden
lad. Dokdkolwiek przeniosy si ich solone szcztki,
trafi tam rwnie Atlas.
Alarmy przeciwpoarowe nieprzerwanie i dononie
dzwoniy, a syreny wyy. W takich warunkach Arthur z
93

trudem mg zebra myli. W pewnej chwili zorientowa


si, e do dotychczasowego haasu doczy odgos
nowych syren, a take warkot helikopterw.
Najwyraniej poar by groniejszy, ni mu si zdawao.
Nagle przypomnia sobie, e pani Banber ley
nieprzytomna w bibliotece! Tak bardzo si przestraszy
Poudnika i Aporterw, e zupenie o niej zapomnia.
Musia koniecznie powiadomi straakw o jej obecnoci.
Ponownie wbieg na korytarz i si rozejrza. Tak jak
si obawia, zza rozbitych drzwi biblioteki wydobyway
si kby dymu, wida je byo rwnie nad dachem.
Ogie najwyraniej rozprzestrzenia si z niewiarygodn
prdkoci.
Arthur ruszy ku schodom. Doszed do wniosku, e
skoro Klucz pomaga mu przezwyciy astm, to pewnie
umoliwi mu te oddychanie w dymie. Moe nawet
uchroni go przed pomieniami, zwaszcza e
byskawicznie wygoi ran po ognistym mieczu
Poudnika.
Mia nadziej, e magiczny przedmiot mu pomoe.
Po drodze na gr chopiec wyranie sysza ryk ognia
wewntrz budynku. Odgos by straszny, przeraajcy, a
jego efekt dodatkowo wzmacniay gwatownie taczce
pomienie, ktre wieciy zza drzwi i rozjaniay ciemny
dym.
Arthur dotar niemal na sam szczyt schodw, kiedy
co chwycio go za kostk. Run jak dugi, na chwil
upuci Klucz i z miejsca poczu, e pochania go fala
94

nieznonego aru. Wpad w panik, wiedzia, e


narastajcy ucisk w pucach jest zabjczy. Rzuci si na
Klucz i momentalnie mu ulyo. Zacisn na nim do i
wykona obrt, gotowy zaatakowa zaczarowanym
przedmiotem jak noem. Podejrzewa, e napastnikiem
jest Aporter.
Myli si. Ujrza jaskrawoty kombinezon, czerwony
hem i niewyran ludzk twarz za szybk aparatu
tlenowego straaka.
- Ju dobrze, trzymam ci! - krzykn straak
przytumionym gosem. Ratownik podnis chopca i
przerzuci go przez rami. Obok przebiegli inni straacy,
wszyscy w kompletnych kombinezonach i z butlami
tlenowymi. Cz dwigaa siekiery i ganice, inni
cignli we.
- Pani Banber! - wykaszla Arthur i zapa
przechodzcego straaka za okie. Nawet nie widzia
twarzy ratownika, ktry go nis. Gdy na chwil straci
kontakt z Kluczem, jego puca natychmiast wypeni dym.
Teraz czu, e organizm szybko usuwa zanieczyszczenia,
lecz niewtpliwie byo to wyczn zasug Klucza. - jest
przy biurku!
Drugi straak przystan.
- Co? - zawoa gosem znieksztaconym przez mask.
- Bibliotekarka! - krzykn Arthur. - Biurko przy
wejciu.
- Ju j stamtd wycignlimy - zapewni go
ratownik. - Czy w rodku by jeszcze kto?
95

- Nie - odpar chopak. By pewien, e nikt wicej nie


zosta w bibliotece, no chyba e ukry si midzy
regaami, tak jak on przed Poudnikiem. - Wtpi.
- Nic ci nie bdzie! - krzykn straak i znikn w
janiejcym dymie.
Ratownik zanis chopca na d, przeszed alejk, po
ktrej krcio si teraz mnstwo straakw z wami i
innym sprztem, skrci za rogiem biblioteki i wyszed
przed budynek szkoy. Arthur ujrza tam jeszcze wicej
straakw. Na ulicy stay cztery wozy straackie, trzy
karetki pogotowia, sze radiowozw policyjnych, a za
nimi cay rzd dziwnych autobusw. Dopiero po chwili
Arthur zauway, e pojazdom brakuje okien i
oznakowa.
Straak dotar do miejsca na parkingu, gdzie leay
gotowe do uycia nosze, pooy Arthura na jednych z
nich, poklepa go po ramieniu i umiechn si. Chopiec
odwzajemni umiech i nagle uwiadomi sobie, e
spoglda na kobiet. Po chwili pani straak powrcia do
poaru.
Pozostae nosze byy puste. Arthur domyla si, e
pani Banber zabrano ju do szpitala.
Pooy si na wznak. By oszoomiony i nagle
ogarno go zmczenie. Wszystko rozgrywao si przecie
w zawrotnym tempie. Przez cay czas mocno ciska
Klucz, lecz przysun go do nogi, aby nikt nie zauway
dziwnego przedmiotu.
Na bkitnym niebie zawisy trzy helikoptery, niemal
96

dokadnie nad gow Arthura. Dotd sdzi, e to


migowce stacji telewizyjnych, lecz najwyraniej si
myli...
Usiad. Jedna maszyna bya ciemnozielona, a na jej
brzuchu widnia napis: WOJSKO. Pozostae dwa
helikoptery miay kolor jaskrawopomaraczowy, a na ich
burtach i brzuchach widniay wielkie czarne litery K".
K jak kwarantanna.
Arthur si rozejrza i zauway nadchodzcych
sanitariuszy ze sprztem pierwszej pomocy, oznaczonym
czerwonymi krzyami. Byo to cakiem normalne. Jednak
sanitariusze byli ubrani w kompletne kombinezony
przeciwskaeniowe, cznie z maskami tlenowymi,
takimi, jakie nosili straacy. I to ju nie byo normalne.
Strach, ktry nigdy nie opuszcza Arthura, nagle
przybra now posta. Teraz sta si rzeczywistoci, a nie
tylko uporczyw, starannie trzyman na wodzy emocj.
Widzia policjantw w niebieskich kombinezonach
ratownictwa biologicznego, a take onierzy w
kombinezonach w maskujcych barwach. Wojsko
rozstawiao najrozmaitszy sprzt, midzy innymi
przenone prysznice dekontaminacyjne. Policjanci
rozwieszali wok szkoy tamy odgradzajce miejsce
objte kwarantann i kierowali do lepych autobusw
grup modziey, zapewne ostatni klas. Wszystkie
dzieci szy przygnbione, w milczeniu. Nie byo sycha
adnych pogawdek ani penych emocji komentarzy,
ktre normalnie towarzyszyyby przerwie w szkolnej
97

rutynie.
Arthur rozumia, co si wok niego dzieje. By zbyt
mody, aby widzie tego typu zdarzenia na wasne oczy
niemniej obserwowa je wielokrotnie w filmach
dokumentalnych, poza tym czyta ksiki i oglda
zdjcia. Gdy by modszy, Emily czsto rozmawiaa z nim
na takie tematy, pomagaa mu zrozumie, co si
przydarzyo jego biologicznym rodzicom, jak zmieni si
wtedy wiat.
Mia do czynienia ze skaeniem biologicznym i
kwarantann. Szko odizolowano, a wszystkie
przebywajce w niej osoby zabierano do starannie
zabezpieczonego szpitala. Oznaczao to, e Federalny
Urzd Epidemiologiczny ogosi stan zagroenia i
oficjalnie przej kontrol nad sytuacj. Wadze z
pewnoci uznay, e rdem wirusowej epidemii jest
szkoa albo e wanie std wywodzi si najwicej
nosicieli.
Idc tym torem rozumowania, naleao zaoy, e
pojawiy si ju ofiary miertelne wirusa. Arthur
przypomnia sobie e-mail od Li oraz wzmiank o Edzie.
Jeeli Li miaa suszno, a psiogowi... Aporterzy
sprowadzili wirusa...
Arthur zamkn oczy, przypominajc sobie, co na
temat Aporterw przeczyta w Atlasie.
Mniej destrukcyjne dla miertelnikw ni wikszo istot z
Nicoci...
Destrukcyjne, czyli szkodliwe. Mniej destrukcyjne,
98

czyli nie tak szkodliwe jak inne niebezpieczestwa,


podobnie jak mae trzsienie ziemi jest lepsze od
naprawd wielkiego, chocia nie dla kogo, kto si
znajdzie w epicentrum. Aporterzy zapewne przywlekli
jak potworn chorob, nad ktr pracowaa ju mama
Arthura, usiujc odkry szczepionk lub lekarstwo.
Jednak nie miaa szans, jeli tak naprawd choroba
przysza skdind, z innego wiata.
A gdyby choroba potrafia przenika przez wszystkie
zabezpieczenia przeciwskaeniowe w laboratorium
Emily, Arthur straciby wwczas jedyn prawdziw
matk, jak zna. Potem z pewnoci zachorowaby Bob,
za nim rodzestwo Arthura...
- Wszystko OK? Odetchnij gboko.
Arthur otworzy oczy. Ponownie ujrza mask
tlenow za szybk, jeszcze raz zobaczy rozmyt twarz i
usysza stumiony gos.
- Tak, wszystko OK - potwierdzi niepewnie.
Przynajmniej fizycznie, pomyla, usiujc zapanowa
nad ogarniajc go panik. Nabra powietrza w puca i
znowu si zdumia, jak atwo mu oddycha za spraw
Klucza.
- Wdychae dym?
Pokrci przeczco gow.
- Jeste poparzony? Co ci boli?
- Nie, nic mi nie dolega - zapewni rozmwc. Naprawd. Byem na dworze, kiedy wybuch poar.
Sanitariusz nagle spojrza Arthurowi w oczy,
99

przyczepi mu do szyi jakie mae elektroniczne


urzdzenie diagnostyczne i obejrza skr pod
poszarpan koszul.
- Podnie rk. Co to?
- Moja praca z metalurgii na zajcia z techniki. Jeli j
zgubi, nie dostan zaliczenia.
- Mniejsza z ni - mrukn sanitariusz. - Podnie drug
rk. Poruszaj palcami. Dobrze. Podnie nogi.
Arthur wypenia wszystkie polecenia, cho czu si
troch jak marionetka.
- Jeste w znacznie lepszej kondycji, ni mona by
zakada - oceni sanitariusz i spojrza na odczyt z
urzdzenia, ktre zainstalowa na szyi chopca. Obaj
odwrcili wzrok ku poncej bibliotece. Wydobywa si z
niej sup dymu, ktry siga na wysoko co najmniej stu
metrw. - Najwyraniej niektrzy maj sporo szczcia.
Ale bez przesady - doda na widok funkcjonariusza
policji, ktry rozwija tam z fluorescencyjnymi znakami
w ksztacie trjdzielnej rozety, ostrzegajcej o zagroeniu
skaeniem biologicznym. - Obawiam si, e zgodnie z
prawem Creighton twoja szkoa zostaa uznana za rdo
potencjalnego zagroenia biologicznego...
- Punkt zapalny - wtrci Arthur. Wypowiedzenie tych
sw sprawio mu ulg i uatwio utrzymanie strachu pod
kontrol. Chcia stawi czoo realnemu problemowi, ktry
mona przeanalizowa i na ktry da si zareagowa.
Uporczywy, niezdefiniowany lk by niemoliwy do
przezwycienia. - Czy wszyscy jestemy poddani
100

kwarantannie?
- Tak, bez wyjtku - potwierdzi sanitariusz. Zaczekaj, musz ci odczyta twoje prawa.
Wycign z kieszeni kawaek cienkiego plastiku,
przysun go do przezroczystej szybki na twarzy i wbi
wzrok w wydrukowany na nim tekst.
- W porzdku, zaczynam. Niniejszym zostajesz
zatrzymany zgodnie z prawem Creighton. Na czas
izolacji przysuguje ci prawo korzystania z systemw
komunikacji elektronicznej, masz take prawo odwoa
si od decyzji o kwarantannie. Nie moesz pozostawa w
izolacji duej ni rok ponad okres inkubacji choroby albo
czynnika stanowicego przyczyn kwarantanny, chyba e
sd federalny oficjalnie zadecyduje inaczej. Kady twj
czyn, ktry moe zakci przebieg kwarantanny albo
zagrozi zdrowiu innych ludzi, jest uwaany za
przestpstwo federalne, a za nie grozi stosowna kara, z
kar mierci wcznie". Zrozumiae?
- Rozumiem - potwierdzi Arthur powoli. Wydawao
si, e ta odpowied zawisa ciko w powietrzu.
Uwiadomi sobie, e wanie wygosi jedn z
najwaniejszych deklaracji w yciu.
W szkole uczy si o prawie Creighton, uwaanym za
relikt epidemii grypy, ktra odebraa mu biologicznych
rodzicw. Od tamtego czasu prawo kilkakrotnie
zamierzano uchyli, gdy nie zdarzay si nowe
przypadki powanych wybuchw epidemii, a dawao
ono rzdowi ogromn wadz nad objtymi kwarantann
101

obywatelami. Szczeglne kontrowersje budzia klauzula o


karze mierci, gdy wykorzystywano j jako
usprawiedliwienie przypadkw strzelania do ludzi,
ktrzy usiowali samowolnie uciec z miejsca
odseparowania.
Takich jak ja, jeli teraz sprbuj zbiec, pomyla.
Wiedzia jednak, e jeli nie dotrze do Domu i nie
sprawdzi, co tam si dzieje, wwczas by moe nigdy nie
zostanie odkryte lekarstwo na wirusa przywleczonego
przez Aporterw.
- Z jakiego powodu jestemy izolowani? - spyta
Arthur, gdy zelizn si z noszy i wyprostowa.
- Tego jeszcze nie wiemy - pada odpowied.
Sanitariusz nie patrzy na Arthura, a jego gos brzmia
bardzo niewyranie z powodu maski. - Choroba zaczyna
si jak silne przezibienie i trwa przez kilka dni. Potem
pacjent zasypia.
- Brzmi nie najgorzej.
- Chorych nie sposb dobudzi - wyjani ponuro
sanitariusz. - adna metoda nie skutkuje.
- Przecie sen jest korzystny dla czowieka... - Arthur
mwi bez przekonania, jakby sam w to nie wierzy.
- Nie mona zmusi pacjentw do jedzenia i picia a
karmienie doylne nie skutkuje. Organizm chorego nie
przyjmuje pokarmu z kroplwki. Nikt nie wie dlaczego.
Arthur nie odrywa wzroku od sanitariusza. Nawet
przez mask byo wida, e mczyzna jest
przestraszony.
102

- Wszystkie przypadki zachorowa s powizane z t


szko... Nie powinienem ci o tym mwi - mrukn. Uszy do gry. Kwarantanna poskutkuje. Znajdziemy
lekarstwo.
Nie wierzy w to, co mwi, pomyla Arthur, jego
zdaniem wszyscy umrzemy.
Sanitariusz odczy urzdzenie diagnostyczne od szyi
chopca, ponownie sprawdzi odczyt i wrzuci wydruk do
kuba ze znakiem trjdzielnej rozety, informujcej o
obecnoci biologicznie niebezpiecznych odpadw. Drc
rk wskaza autobusy.
- Id i zgo si do sieranta Hu. Stoi przy tamtym
autobusie.
- Tak jest.
Arthur powlk si ku policjantowi, ktry przy
drzwiach autobusu rozmawia z trzema albo z czterema
uczniami. Chopak intensywnie myla. Musia co zrobi.
Poza nim nikt nie mg zapobiec katastrofie. Tylko jak
mia si zabra do pracy?
Desperacko usiujc uoy plan dziaania, odwrci
si ku poncej bibliotece. Dym nadal tworzy potny
sup, lecz jego czstka skrcaa na bok, jakby kto
odrywa
pojedyncze
pasemko
waty
cukrowej.
Oddzielona nitka nagle skrcia i rozcigna si w
sposb zupenie niespotykany.
Arthur zauway, e nitka dymu tworzy litery, a z
nich pene sowa. Pospiesznie si rozejrza i przekona, e
nikt inny nie patrzy w tym samym kierunku. By moe,
103

jak w wypadku Aporterw, tylko on dostrzega, co si


dzieje.
Sowa si toczyy i nakaday na siebie, przez co
chopiec z trudem odczytywa ich tre. Po chwili
wszystko stao si jasne.
ARTHURZE, ZBLI SI DO DOMU,
A OTRZYMASZ POMOC. WOLA.
- atwo powiedzie - burkn Arthur, a litery
rozpyny si jak zwyky dym.
Zdecydowanie atwiej byo powiedzie, ni zrobi.
Przede wszystkim dlatego, e Arthur musia wydosta si
z miejsca kwarantanny i jednoczenie unikn
zastrzelenia albo oguszenia. Jeli wejdzie do autobusu,
na pewno odetnie sobie drog ucieczki.
W gowie kbiy mu si rozmaite scenariusze.
Rozwaa wszelkiego typu ewentualnoci, lecz wikszo
z nich sprowadzaa si do hipotetycznych scen, w ktrych
on ucieka z autobusu, wszyscy policjanci i onierze
wrzeszcz i cigaj go, a wreszcie jeden z nich dobywa
broni i oprnia magazynek, mierzc w jego kierunku.
Musiao istnie inne rozwizanie. Arthur zwolni, by
zyska chwil na przemylenia. By w poowie drogi,
pozostaa mu niecaa minuta wolnoci. Wiedzia, e jest
jakie wyjcie. Czy mg skorzysta z Klucza?
Spojrza na niego i uwiadomi sobie, e ma jeszcze
jeden problem. Policjant przeszukiwa wszystkich
104

zatrzymanych przed wpuszczeniem ich do autobusu,


tote u jego stp pitrzya si sterta maych noy,
rozpylaczy gazu zawicego i innych przedmiotw. W
poprzedniej szkole Arthura udaoby si zebra znacznie
wicej niebezpiecznych narzdzi, a wrd nich pistolety,
niemniej i tutaj wida byo miercionon bro.
Wedug policyjnych standardw Klucz nie by prac
zaliczeniow na zajcia z techniki, tylko dugim, cienkim i
dziwacznym noem, ktry naley skonfiskowa, a
wwczas...
Wwczas Arthur dostanie ataku astmy. Mia przy
sobie inhalator, ale po tak intensywnych biegach, walce i
wdychaniu dymu potrzebowa mocniejszego antidotum.
Nagle uwiadomi sobie, e tylko Klucz utrzymuje go
przy yciu.
- Ej, ty, may! Szybciej! - krzykn policjant.

105

Rozdzia 8
Znieksztacony przez mask glos policjanta brzmia
natrtnie, nisko i metalicznie, prawie nieludzko. Do
autobusu wsiad ju ostatni ucze, wic sierant skupi
ca uwag na Arthurze.
Okrzyk funkcjonariusza przesdzi spraw. Chopiec
nagle obmyli nowy plan. Bez dalszej zwoki zabra si
do realizacji pomysu.
- Mam... - I powiedzia. - Mam...
Wepchn Klucz gboko do kieszeni, przebijajc
ostrzem jej dno, tak e metal dotyka jego nogi. Wtedy
puci wskazwk.
Skutek by natychmiastowy. Chocia Arthur nadal
mia przy sobie Klucz, jego oddech momentalnie uleg
zmianie. Chopak poczu si tak, jakby nagle kto go
przygnit i jednym ciosem ograniczy pojemno jego
puc o poow.
- ...astm! - wycharcza i pad na ziemi dziesi
krokw od sieranta. Pomimo ochrony w postaci
szczelnego kombinezonu, nie zwaajc na wyjanienie
Arthura, sierant machinalnie odskoczy na stopnie
autobusu, zupenie jakby ujrza nowy wirus w akcji.
Arthur pogmera w drugiej kieszeni, wydoby
inhalator i przycisn go do ust. Poza tym przetoczy si,
106

aby Klucz wiksz powierzchni dotyka jego nogi. Mniej


wicej poowa wskazwki przebia kiesze i chopiec
wyranie czu chodny metal na skrze, dziki czemu
mg oddycha. Mia nadziej, e ptla na kocu
wskazwki
zapobiegnie
jej
przypadkowemu
wypadniciu przez nogawk, kiedy wstanie.
- Sanitariusz.! - krzykn policjant i jednoczenie
rozpi kabur, a jego do spocza na pistolecie. Sanitariusz!
- Astma! - wyrzzi Arthur ponownie. Par razy
wcign do puc lekarstwo, a nastpnie podnis
inhalator, by policjant lepiej go widzia. Mia tylko
nadziej, e ze strachu przed wirusem funkcjonariusz nie
uyje broni.
Sanitariusz, ktry przed chwil bada Arthura, ju
bieg w jego kierunku, a wraz z nim jego kolega, kilku
policjantw i dwch onierzy. Wygldao na to, e nagy
upadek chopca by dla nich od dawna wyczekiwanym
sygnaem do akcji. Arthur mia nadziej, e onierze nie
bd tak porywczy jak policjant: obaj mieli jakie
supernowoczesne pistolety maszynowe.
Znajomy mczyzna dopad go pierwszy Podnis
inhalator i pomg Arthurowi zay jeszcze kilka dawek
lekarstwa, - jednoczenie otworzy torb, aby czego w
niej poszuka. Chopiec nie widzia jego twarzy, ale nie
mia wtpliwoci, e ratownik jest zirytowany.
- Dlaczego nie powiedziae mi o astmie? - spyta. Wszystko w porzdku, panie sierancie. To tylko astma,
107

nie Senny Pomr. Poza tym strzelanie do pacjentw


doprowadzioby wycznie do rozpryskiwania drobin
zaraliwego materiau, co odradzam.
- Psz... psz... przepraszam - wydysza Arthur.
- Nie ma sprawy, odpr si - odpar sanitariusz i
odwrci si do kolegi. - Lepiej go zabierzmy. Pomoesz
mi z noszami?
Sanitariusze szybko zrobili Arthurowi zastrzyk, ktry
uatwi mu oddychanie. Ogarna go jednak senno, z
ktr musia walczy. Ratownicy przypili go do noszy,
przewieli na drug stron ulicy i wsunli do karetki.
Po trzech minutach od upadku Arthura ambulans by
ju w drodze. Wyminli autobusy i ruszyli do szpitala,
specjalnie przygotowanego do przyjmowania osb
objtych kwarantann. Chopak mia nadziej, e jad do
Szpitala Wschodniego, pooonego najbliej szkoy i
jednoczenie nieopodal Domu. Gdyby zabrano go
wanie tam, ambulans musiaby min dziwny budynek,
chocia trasa biegaby wzdu drugiej jego strony i w
odlegoci kilku przecznic od drogi, ktr wraca do
domu.
Arthur liczy te na obiecan interwencj Woli.
Podejrzewa, e chodzi o t sam osob lub istot, o ktrej
mwili Pan Poniedziaek oraz Kichol. Chopiec sdzi te,
e wanie Wola ofiarowaa mu Atlas, i uzna, e jeli
znajdzie si dostatecznie blisko Domu, stanie si co, co
umoliwi mu wejcie do rodka.
Niestety, nic nie widzia ze rodka karetki. By luno
108

przywizany do noszy, wic nie mg usi; na dodatek


w samochodzie zainstalowano tylko jedno okno, na tylnej
klapie.
- Dokd jedziemy? - spyta Arthur.
- Do Szpitala Wschodniego - wyjani sanitariusz,
ktry siedzia obok. - Nic nie mw. Oszczdzaj puca.
Arthur si umiechn. Przynajmniej pierwsza cz
planu si powioda. Teraz musia tylko zaczeka okoo
piciu minut, kiedy bd jechali wzdu Parks Way, ktra
dochodzia do Domu. By pewien, e wtedy co si stanie.
Jechali dalej, bez syreny. Mijay minuty - przynajmniej
zdawao mu si, e mijaj minuty - i coraz bardziej si
niepokoi. A jeli si myli? Myla, e ju przebyli Parks
Way i zaraz skrc do szpitala. Musia si pomyli co do
pomocy Woli. A moe Wola prbowaa go wesprze i nic
z tego nie wyszo? Moe poplecznicy Pana Poniedziaka
uknuli wasny plan odzyskania Klucza...?
Na dachu karetki rozleg si nieoczekiwany haas i
samochd gwatownie zwolni.
- Co tam znowu, do cholery? - krzykn kierowca.
Nosi mask, wic jego sowa zabrzmiay: Czoam nou
do oley?".
Drugi sanitariusz wsta i przecisn si obok Arthura,
by wyjrze przez przedni szyb. Chopiec skorzysta z
okazji, aby wydoby Klucz z kieszeni. Gdy mocno go
cisn, zniky wszelkie objawy astmy.
Ambulans stan, a dudnienie deszczu o dach
przeksztacio si w jednostajny ryk, jakby zaparkowali
109

nad oceanem, ktrego fale rozbijay si o brzeg.


- Lokalne oberwanie chmury! - zawoa sanitariusz do
kierowcy, stojc w tylnej czci pojazdu. - Musimy
przeczeka nawanic. Chopak jest w dobrej kondycji.
Arthur odetchn gboko i dotkn Kluczem pasa z
boku noszy - Rozepnij! Uwolnij! Oswobod! - szepn.
Mia nadziej, e to pomoe.
Zapicie ustpio z trzaskiem, zaguszonym przez
potoki deszczu. Arthur pospiesznie powtrzy sowa
komendy i dotkn drugiego pasa. Potem usiad i tak
samo postpi z zapiciem u ng.
Uwolniony, rzuci si do przodu, pocign klamk,
pchn drzwi i po trosze wyskoczy, po trosze wypad na
najintensywniejsz ulew, jak kiedykolwiek widzia.
Deszcz sprawia mu bl, bo krople przybray rozmiary
jego pici. Byty tak wielkie, e gdy zaleway mu twarz,
odnosi wraenie, e zaraz utonie.
Arthur nic nie widzia przez cian deszczu. Na olep
zatoczy si w bok od ambulansu i ruszy w kierunku,
ktry uzna za waciwy. Woda na drodze sigaa mu do
kolan, bo studzienki ciekowe nie naday z
odprowadzaniem jej.
Mocniej zacisn palce na Kluczu i brn przed siebie.
Przycisn brod do klatki piersiowej, aby ochroni przed
ulew oczy, nos i usta. Woda zalewaa go z rykiem i
bulgotem. Ledwie usysza krzyki z karetki.
Nagle, zupenie nieoczekiwanie, deszcz usta. Arthur
podnis gow i rozejrza si. Nawanica nie wszdzie
110

ustpia, po prostu z niej wyszed. Zaledwie kilka krokw


za nim lao jak z cebra. Deszcz pada jednak tylko na
jezdni, a czarna chmura na niebie nie bya o wiele
wiksza od karetki.
Niesamowita, niewiarygodnie intensywna ulewa o
wyjtkowo maym zasigu okazaa si tak rzsista, e
Arthur z najwyszym trudem zauway, jak przez tylne
drzwi ambulansu wyskakuje niewyrana posta.
Sanitariusz ruszy w pocig za uciekinierem!
Arthur odzyska si, gotw do biegu, lecz ratownik
nie dotar daleko. Deszcz jeszcze bardziej si wzmg, z
chmury nie spaday ju pojedyncze krople, tylko jednolity
ocean wody, wylewanej jakby wprost z nieba. Sanitariusz
upad, porwany przez nurt, i odpyn po jezdni niczym
korek. Chopiec pomyla, e ratownik na szczcie mia
na plecach butl ze spronym powietrzem, wic nie
mg uton.
Po chwili prd porwa ambulans i przesun go
bokiem. Pojazd z piskiem opon pody wolno za
sanitariuszem, ktry znacznie szybciej sun w d ulicy.
Arthur obserwowa, jak samochd i mczyzna s
spukiwani ulic przez t najdziwniejsz, niespotykan na
wiecie, krtkotrwa powd. Wezbrany potok nie mg
zanie ofiar zbyt daleko, ale z pewnoci nie miay one
szans dogoni Arthura. Poza tym deszcz ustawa, a
chmura si kurczya.
Chopiec rozejrza si. Tak jak przewidzia, znalaz si
przed marmurowym murem o zimnej barwie, nad
111

ktrym growa Dom o przedziwnej architekturze.


Chocia Artur utraci Atlas, nadal pamita schemat
nietypowego budynku. Wpatrywa si w ilustracj
dostatecznie dugo, aby dokadnie wiedzie, gdzie naley
szuka miejsca zwanego Tylnym Portalem Poniedziaka.
Po wejciu na teren Domu musia przej do punktu
oznaczonego jako DRZWI FRONTOWE w jednym z
budynkw przypominajcych ratusze, ktre wzniesiono
w centralnym miejscu posiadoci. Za Drzwiami
Frontowymi naleao...
Co naleao? Arthur nie mia pojcia. Jedno byo
pewne: nie byo odwrotu. Musia znale lekarstwo, a
przynajmniej dowiedzie si jak najwicej o chorobie,
nazwanej przez sanitariuszy Sennym Pomorem. Na
dodatek nie wiedzia, czemu zosta powiernikiem Klucza
i Atlasu.
Wszystkie odpowiedzi skryway si w Domu, zatem
musia wej do rodka. Podszed do muru, dotkn jego
chodnej powierzchni i przesuwajc do wzdu
kamienia, ruszy na poudnie, tam gdzie w jego
mniemaniu naleao szuka Portalu Poniedziaka.
Dotarcie do poudniowo-zachodniego rogu budynku
zajo mu dziesi minut. Przekona si, e kiedy dotyka
muru, nie widzi ani nie syszy samochodw na Parks
Way i nie dostrzega ludzi w domach oraz na podwrzach
po drugiej stronie ulicy. Mia wraenie, e ulica i domy s
tylko elementami jakiej scenicznej dekoracji, na ktrej tle
wieczorem zaczn wystpowa aktorzy.
112

Kiedy jednak odsuwa si od ogrodzenia i odrywa od


niego do, wwczas widzia przejedajce samochody i
ludzi wchodzcych do domw. Poza tym sysza
szczekanie psw, krzyki dzieci i przede wszystkim
odlege wycie syren i bezustanny warkot helikopterw.
Nie ulegao wtpliwoci, e kwarantann objto ju nie
tylko szko, lecz take teren wok niej.
Arthur rzadko odrywa rk od muru. Doszed do
przekonania, e skoro on nie widzi i nie syszy ludzi, to
oni nie widz i nie sysz jego.
Portal Poniedziaka znajdowa si przy poudniowej
czci muru, zaledwie kilkaset metrw od zachodniego
rogu. Tu przed dotarciem do miejsca, w ktrym
powinno si znajdowa wejcie, Arthur odsun si od
ogrodzenia i rozejrza w poszukiwaniu drzwi albo
bramki. Niczego podobnego jednak nie zauway.
Rozpociera si przed nim tylko chodny marmur, gadki
i lnicy.
Chopak zmarszczy brwi i podszed bliej. Nadal nic
nie widzia, wic podnis Klucz i dotkn nim muru.
Efekt by natychmiastowy. W miejscu zetknicia z
Kluczem marmur zajania jaskrawym blaskiem, a
przecinajce go ciemne yki zaczy pulsowa i porusza
si, zupenie jak ttnice pompujce pyn. W odlegoci
kilkunastu metrw pojawi si ciemny ksztat otwartego,
zacienionego przejcia.
Arthurowi nie podoba si ten otwr w murze, jednak
przysun si bliej, nie odrywajc Klucza od ogrodzenia.
113

Gdy szed, marmur przygasa i nieruchomia za jego


plecami, a oywia si przy wskazwce.
W przejciu panowa mrok i nie sposb byo
stwierdzi, czy drzwi s otwarte, czy zamknite.
Najwyraniej pochaniay wiato, wic Arthur widzia
jedynie gboki cie, ktry mg by tylko rysunkiem na
murze, ale rwnie dobrze nieprzeniknionym, czarnym
korytarzem prowadzcym w nieznane.
Arthur zbliy si do portalu. Nagle przeszy go
gwatowny, niepohamowany dreszcz. Musia jednak
wej do rodka, aby dosta si do gwnego Domu oraz
drzwi frontowych.
Przede wszystkim naleao sprawdzi, czy portal jest
otwarty.
Z wahaniem unis Klucz i skierowa go w mrok. Nie
napotka oporu, srebrno-zota wskazwka nadal lnia w
ciemnoci, chocia jej blask nie rozwietla korytarza.
Poczu, jak przez jego do i nadgarstek przepywa
agodny prd, ktry nie sprawia mu blu. Pochyli si i
wycign rk tak, aby po okie zanurzya si w gstej
ciemnoci. Nadal nic go nie bolao, jego palce nie
napotkay te oporu. Klucz nie zetkn si z adnym
twardym obiektem.
Arthur wydoby rk z mroku i uwanie j obejrza.
Zarwno wskazwka, jak i jego do wyglday
normalnie. Na skrze nie byo wida skalecze ani innych
zmian.
Mimo to chopak cay czas si waha. Nie mia odwagi
114

zajrze w gb otwartego przejcia. Poza tym zgubi


plecak z sol, swoj broni przeciwko Aporterom.
Zapewne toboek wci tkwi w karetce.
Arthur dysponowa jednak Kluczem, wic oprcz
lku ogarn go niepohamowany entuzjazm. Dom i
wszystkie jego tajemnice - take wyjanienia zagadek skryway si za murem. O ile si orientowa, do rodka
prowadzio tylko jedno wejcie: przez Portal
Poniedziaka.
Musia si zanurzy w ciemnociach.
Odetchn bardzo gboko, co rzadko mu si zdarzao.
Rozkoszowa si komfortem rozszerzenia puc do
maksymalnej objtoci. Wycign przed siebie Klucz,
niczym miecz przed pojedynkiem, i wkroczy w
nieznane.

115

Rozdzia 9
Arthur min prg, lecz jego stopy nie dotkny
twardego gruntu. Niczego nie dotkny. Wrzasn,
uwiadomiwszy sobie, e spada, a Portal Poniedziaka nie
znajduje si za jego plecami, lecz nad gow. Wejcie byo
jedynym rdem wiata w cakowitych ciemnociach,
ale oddalao si z kad sekund.
Ucieszy si, gdy dotaro do niego, e spada
zadziwiajco wolno, zupenie jakby pogra si w
wodzie. Nie czu jednak wilgoci i nic nie utrudniao mu
oddychania. Kilka razy wierzgn nogami, aby
sprawdzi, czy w ten sposb zahamuje upadek. Nie
wiedzia, czy jego prby przyniosy oczekiwany skutek,
gdy jedynym punktem odniesienia by odlegy portal,
ale chopiec prawdopodobnie nie oddala si od niego
zbyt gwatownie.
Ponownie wierzgn i woln rk wykona par
ruchw pywackich, ktre jego zdaniem przyniosy
oczekiwany rezultat. Zastanawia si, czy nie wsun
Klucza za pasek i nie zaryzykowa popynicia do
przodu, kiedy wskazwka nagle drgna mu w doni, a
po chwili jeszcze raz, znacznie silniej, jak wdka
szarpnita przez ryb na haczyku. Potem Klucz
wystrzeli, niemal wyrywajc si z rki Arthura. Gdyby
116

chopiec nie zacieni ucisku, Z pewnoci zgubiby


magiczny przedmiot i ponownie zacz spada.
Zaciska palce na wskazwce i na wszelki wypadek
chwyci j jeszcze drug doni. Minie przedramion
napiy mu si z wysiku. Klucz konsekwentnie
przyspiesza, jak maa rakieta, cho na szczcie nie
wyrzuca strumienia ognia, i cign Arthura przez
nieprzenikniony mrok.
Chopak przez cay czas nic nie widzia. Nie mia
pojcia, z jak prdkoci si porusza, bo nie czu
powiewu powietrza i nie mia na czym zatrzyma
wzroku. Mimo to wyczuwa, e cigle przyspiesza,
uwieszony na Kluczu frunie coraz prdzej i prdzej. Po
chwili, trudno powiedzie jak dugiej, koniec Klucza
zajania czerwieni i zaczy si sypa z niego iskry.
Arthur skuli si, usiujc odwrci twarz, lecz iskry
leciay na boki, zupenie jakby osaniaa go niewidzialna
tarcza. Drugi koniec wskazwki pozosta chodny.
Po duszej chwili Arthur postanowi rzuci okiem na
zegarek, ale okazao si, e ten obrci mu si wok
nadgarstka. Nie omieli si puci Klucza, by poprawi
pasek, wic sprbowa rachowa sekundy, potem minuty,
ale stale zapomina, do ilu doliczy.
Wreszcie da za wygran. By pewien, e mina co
najmniej godzina. Mia zdrtwiae, obolae palce i
ramiona, cho nie tak bardzo, jak naleaoby oczekiwa.
Znowu czu moc Klucza, ktry koi bl i rozlunia
zesztywniae stawy tak samo, jak pomaga mu oddycha.
117

W kocu chopca dopada nuda, zacz si wic


rozglda i wpatrywa w ciemno, z nadziej, e co
zobaczy. Cokolwiek. Oprcz jasnej powiaty Klucza i
migoczcych iskier nie dostrzeg jednak nic. Od czasu do
czasu, kiedy wiateko gaso w oddali, Arthurowi
zdawao si, e widzi zarys sylwetek, ktre frun
rwnolegle z nim, lecz nic nie mg dostrzec, gdy
zaczyna patrze uwaniej.
Nagle, gdy chopiec znw zacz si ba, e by moe
bdzie tak lecia ju zawsze, Klucz nieoczekiwanie
zmieni kierunek. Arthur jkn, kiedy jego ciao
gwatownie skrcio, a nogi zoyy si jak scyzoryk.
Wreszcie dostrzeg przed sob maleki, jasny
punkcik, ktry wkrtce zmieni si w kropk, a potem w
wyrany prostokt. Rozwietlony obszar zblia si coraz
bardziej, wrcz niepokojco szybko, i w niedugim czasie
Arthur zobaczy inne wiecce przejcie, o wiele, wiele
wiksze od Portalu Poniedziaka. Zanosio si na to, e z
niebywa prdkoci uderzy w przeszkod, gna
prawdopodobnie ponad sto pidziesit kilometrw na
godzin. Sia uderzenia musiaa zgnie go na miazg...
Zamkn oczy tu przed zderzeniem... i potkn si o
co tak agodnie, jakby z nosem w ksice spacerowa po
wasnej sypialni.
Otworzy oczy, zamacha rkami i upad na ziemi.
Przez moment lea bez ruchu, rozkoszujc si nieopisan
ulg, e wreszcie poczu twardy grunt pod nogami.
Nadal ciska Klucz, ktry teraz przygas. Brak blu
118

wiadczy o tym, e Arthur nie poama sobie koci i nie


staa mu si adna powana krzywda.
Tylko gdzie si znajdowa? Uwiadomi sobie, e ley
na trawie - wyranie to widzia i czu. Powoli wsta i
rozejrza si dookoa. Przede wszystkim zwrci uwag
na osobliwe wiato: przymione, zimne, pomaraczoworowe, jak o zmierzchu, gdy soce wisi nisko nad
horyzontem. Nigdzie nie dostrzeg jednak soca.
Sta na wysokim wzgrzu, poronitym krtko
przystrzyon traw. W dole rozpocierao si biae
morze...
Nie, nie bya to woda, tylko mga, sigajca a po
horyzont. Wyaniay si z niej ledwie rozpoznawalne
ksztaty budynkw. Z szarobiaych oparw sterczay
wieyczki i wiee, zbyt daleko, aby dostrzec ich
charakterystyczne cechy.
Arthur spojrza w gr, przekonany, e ujrzy niebo. W
nastpnej chwili skuli si instynktownie, gdy nad jego
gow rozpociera si zupenie inny widok.
Nieba nie byo. Zamiast niego ujrza potne
sklepienie w formie kopuy z ciemnego srebra, sigajce
wielu kilometrw w kad stron. rodek konstrukcji
znajdowa si na wysokoci okoo dwustu metrw,
dokadnie nad wzgrzem, na ktrym wyldowa Arthur.
Po srebrnej powierzchni kopuy przemieszczay si
fioletowe i pomaraczowe wiry, zapewniajc jedyne,
sabe wiato w caej okolicy.
- adne, prawda? - zauway kto za plecami chopca.
119

Nieznajomy mwi mskim, niskim i spokojnym gosem.


Nie zabrzmiao to gronie, tylko jak zwyka uwaga, ktr
mg wygosi ktokolwiek.
Arthur podskoczy i niemal ponownie upad, gdy si
odwraca, aby sprawdzi, kto mwi. Ujrza jednak tylko
ogromne, wolno stojce drzwi z ciemnego drewna,
zainstalowane na wysokich supach z biaego kamienia.
Konstrukcja wznosia si na grzbiecie wzgrza. Chopcu
przyszo do gowy, e drzwi to nieodpowiednie sowo.
Bardziej pasowaoby okrelenie wrota", gdy wejcie
byo co najmniej trzy, cztery razy wiksze od wjazdu do
garau jego rodzicw.
Na drzwiach widniay zdobienia z kutego elaza, w
ksztacie winoroli i wymylnych esw-floresw, ktre
tworzyy rozmaite wzory i kombinacje w zalenoci od
tego, gdzie i pod jakim ktem kierowao si wzrok. Caa
konstrukcja nieco przypominaa ukadank. Po kilku
sekundach Arthur dostrzeg tam drzewo, ale gdy pochyli
gow, uzna, e to konik morski, ktrego ogon rwnie
dobrze mg by komet w otoczeniu gwiazd, a te czyy
si na ksztat statku...
Arthur zamruga oczyma i ujrza zupenie inne
ksztaty i obrazy. Mrugn ponownie i oderwa wzrok od
konstrukcji. Drzwi byy niebezpieczne. Czu, e wzory i
wizje mogy przyku jego uwag na zawsze.
Tylko gdzie si podziewaa osoba... lub istota, ktra
do niego przemwia? Rozejrza si dookoa, lecz widzia
tylko niezwyke drzwi oraz trawiaste wzgrze. Ogromne
120

wejcie zdawao si prowadzi donikd, stao samotnie


porodku pustkowia.
Arthur obszed wrota. Nie zdziwio go, e z drugiej
strony wyglday identycznie. Przemkno mu przez
myl, i dziwna budowla jest pomnikiem, ucielenieniem
wizji artystycznej, i niczym wicej. W gbi duszy czu, e
gdyby drzwi si uchyliy, nie zobaczyby za nimi
zielonego wzgrza.
- Za moment przyjdzie nastpna zmiana - obwieci
gos. - Poczekaj, a zobaczysz co godnego uwagi.
- Gdzie pan jest? - spyta Arthur.
- Gdzie? - powtrzy gos. Wydawa si zaskoczony. Hm. Niezupenie... zaraz, zaraz... krok w lewo.
Metalowe elementy drzwi zalniy, a wzr przybra
form czowieka. Nastpnie ksztat opuci konstrukcj.
elazny aur przeobrazi si w istot z krwi i koci przed Arthurem stan wysoki mczyzna o agodnym
wygldzie, mniej wicej w wieku ojca chopca, Boba. Mia
dugie, siwe wosy, ktre sigay mu poniej ramion.
Podobnie jak Pan Poniedziaek, Kichol i Poudnik, nosi
bardzo niemodne ubranie. Mia na sobie niebieski frak ze
zotymi guzikami oraz zotym epoletem na lewym
ramieniu, a take nienobia koszul. Do tego woy
jasnobrzowe bryczesy i lnice oficerki z wywinitymi u
gry cholewami. Lew rk lekko dotyka rkojeci
miecza spoczywajcego w pochwie. Z nadgarstka
mczyzny zwisay dwa zote frdzle. Nic nie
wskazywao na to, by nosi si z zamiarem dobycia broni.
121

- Wybacz - powiedzia nieznajomy. - Niekiedy


zapominam o dobrych manierach. Jestem Stranikiem
Porucznikiem Drzwi Frontowych. Niech mi bdzie wolno
pozdrowi powiernika Mniejszego Klucza Niszego
Domu.
Stan na baczno i zasalutowa, a nastpnie
wycign rk.
- Arthur Penhaligon - przedstawi si chopiec i
machinalnie poda rk Stranikowi. Do Porucznika
okazaa si w dotyku dziwnie gadka i chodna, lecz w
sposb nie budzcy odrazy. Chopiec ostronie przeoy
Klucz do lewej doni i mocno j zacisn, zastanawiajc
si, czemu ten dziwny czowiek nazwa przedmiot
Pomniejszym Kluczem.
- Gdzie ja jestem?
- Och, w Dolnym Atrium Domu - wyjani Stranik
Porucznik. - Na Wzgrzu Uchylonych Wrt.
- Ach, tak - powiedzia Arthur. Zamierza zada
nastpne pytanie, lecz nie zdy, bo jego uwaga skupia
si na supie jaskrawego wiata, ktry nieoczekiwanie
wystrzeli z podna wzniesienia i rozcign si do
sklepienia kopuy. Po chwili podobna kolumna wietlna
wyrosa z sufitu i wkrtce wszdzie dookoa pojawiy si
supy strzelajce do gry i na d. Chopiec mia
wraenie, e kto wczy setki, jeli nie tysice dziwnych
lamp. W sumie tworzyy one iluminacj do zudzenia
przypominajc jaskrawe wiato soneczne.
Mga z wolna si rozstpowaa i rozpywaa. U stp
122

wzgrza rozpocierao si miasto, o architekturze


uderzajco podobnej do stylu, w jakim zaprojektowano
Dom w wiecie chopca. W miecie, ktre teraz oglda,
wszystkie budynki stay wolno, przy szerokich ulicach,
nie toczc si jeden obok drugiego.
- Co to... co to za snopy wiata?
- Windy, jedna zmiana wyjeda, druga przyjeda objani Stranik Porucznik. - Koczy si noc, pojawia si
wiato. Praca musi by wykonana, wic windy przywo
robotnikw z gry i z dou, nocna zmiana udaje si na
spoczynek i przekazuje wszystkie sprawy, z ktrymi
trzeba si upora w cigu nowego dnia.
- Jaka praca? Co... Kto?
- Nie mam czasu na wyjanienia - oznajmi Stranik
Porucznik. - Chocia wchodzi nowa ekipa, mj zmiennik
nie zjawi si od dziesiciu tysicy lat, nie mog si te
doczeka inspekcji Stranika Kapitana. Musz wraca na
posterunek. Zagroenie czsto pojawia si podczas
zmiany, wic nie mog traci czujnoci. Posuchaj jednak
mojej rady: ukryj Klucz przed natrtnymi spojrzeniami.
Podaruj ci swoj zapasow koszul i ciep czapk,
eby nie rzuca si tak bardzo w oczy. Powodzenia,
Arthurze Penhaligonie.
Zasalutowa ponownie, cofn si do drzwi i znowu
zmieni w elazn konstrukcj. Po chwili ksztat
czowieka pynnie przeobrazi si w najprzerniejsze
wzory jak z ukadanki. Arthur musia si skupi, aby
odwrci wzrok; czu, e jego umys mg szybko si
123

uzaleni od obserwowania bezustannych przemian.


Przeoczy moment, w ktrym elazny aur przybra
form koszuli oraz zrobionej na drutach czapki. Jedno i
drugie upado chopcu pod nogi.
Arthur nacign koszul na wasne ubranie. Miaa
dugie poy, bya uszyta z biaego lnu i o wiele za dua.
Na dodatek ozdobiono j dziwacznym, odpinanym
konierzem i brakowao jej guzikw przy mankietach,
lecz chopiec i tak musia kilka razy podwin rkawy.
Czapka miaa barw ciemnoniebiesk, a uszyto j z
materiau przypominajcego filc.
Ukryj Klucz przed natrtnymi spojrzeniami". Arthur
zamyli si nad t rad. Wydawaa si rozsdna, a poza
tym
Stranik
Porucznik
Drzwi
Frontowych
instynktownie budzi jego sympati i ufno. Tylko jak
Arthur mg schowa Klucz, skoro musia go trzyma w
doni, aby normalnie oddycha?
Czy na pewno? Moe tutaj sytuacja si zmienia? Z
ca pewnoci opuci wasny wiat. Zawaha si i na
prb rozchyli do, aby zway na niej Klucz. Nie
poczu si gorzej - rzecz jasna, metal nadal styka si z
jego skr.
Przyklkn, znowu si zawaha i delikatnie pooy
Klucz w trawie. Oczekiwa nawrotu ucisku w pucach, ale
nic takiego si nie stao. Cigle oddycha z atwoci, nie
dozna nieoczekiwanego napadu blu ani dusznoci.
Czu si tak jak wczeniej. Dopiero teraz zrozumia, e ma
wietne samopoczucie, tryska energi i jest peen
124

niezwykego wigoru.
Zatem tutaj - gdziekolwiek si znalaz - nie musia
bezustannie dotyka Klucza. Podnis go i po krtkim
namyle zatkn za pasek. Koszula Stranika Porucznika
sigaa mu niemal do kolan, wic lnicy metal by
cakowicie ukryty.
Arthur spojrza na rozcigajce si w dole miasto.
Teraz widzia na ulicach ludzi i sysza harmider, cho nie
dostrzega samochodw i nie docieray do niego adne
odgosy typowe dla nowoczesnej metropolii. Jedynymi, i
to bardzo nielicznymi pojazdami, ktre rzuciy mu si w
oczy, byy powozy cignite przez konie, a cilej
mwic, stworzenia przypominajce konie. Arthur nie
potrafi tego jednoznacznie stwierdzi z powodu
odlegoci, ale nie pasowao mu co w ich wygldzie.
- Przede wszystkim powinienem zej ze wzgrza i
sprbowa znale kogo, kto mi opowie... o wszystkim powiedzia do siebie.
Nie dostrzega adnego niebezpieczestwa. Dziwne
supy wiata nadal strzelay w gr i w d, lecz Arthur
zauway, e emanuj one wycznie z dachw
budynkw, zatem mg ich unikn, nawet jeli byyby to
potne strugi wiata laserw albo promienie mierci. Ze
szczytu wzgrza miasto oraz ludzie wygldali
zwyczajnie, cho staromodnie, nie byo samochodw,
sygnalizacji ulicznej i linii wysokiego napicia.
Uzna, e wystarczy uwaa na Aporterw, Poudnika
oraz Pana Poniedziaka, a take na kadego, kto za
125

bardzo si nim zainteresuje albo bdzie wyglda


niebezpiecznie. aowa, e zostawi plecak z sol, ale
moe w tym miejscu i tak by nie dziaaa.
Raz jeszcze rozejrza si po wzgrzu, bya to jednak
tylko gra na zwok. Musia zej do miasta, nie mia
wyboru. Nie mg wrci do swego wiata. Nawet gdyby
wiedzia jak, powrt byby pozbawiony sensu. Jedynym
sposobem odkrycia lekarstwa na Senny Pomr byo
kontynuowanie wyprawy.
Arthur pomyla o Li i Edzie. Oboje byli najlepszymi
kandydatami na przyjaci, jakich pozna w nowej szkole.
Musieli tylko przetrwa zaraz. W jego miecie mogo si
zdarzy wszystko. Przypomnia sobie, w jakim tempie
rozprzestrzenia si wirus, ktry umierci jego
biologicznych rodzicw. Byskawicznie przetoczy si
przez populacj, cho rozpoznano tylko jednego
pierwotnego nosiciela. W cigu pierwszej doby zaraeniu
ulego ponad pi tysicy ludzi. Po dwch dniach
chorowao ju niemal pidziesit tysicy osb. Zaledwie
osiemnacie dni po oficjalnym potwierdzeniu istnienia
zarazy zesp Emily opracowa szczepionk, lecz mimo
jej
wprowadzenia
i
zastosowania
drastycznej
kwarantanny prawie milion ludzi stracio ycie.
Szkoda, e sobie o tym przypomniaem, pomyla
chopak. Wiedzia, e nadzieja to zbyt mao, musia wzi
si do roboty.
- Rock and roll - mrukn pod nosem,
przypomniawszy sobie ojca. Zamarkowa cios pici i
126

ruszy na d, ku najbliszemu rzdowi budynkw oraz


wyoonej kocimi bami uliczce u podna wzniesienia.
P godziny pniej stan w centrum miasta,
zupenie oszoomiony. Wszdzie widzia ludzi - a
przynajmniej istoty przypominajce ludzi. Wszyscy nosili
odzie modn przed ponad stu pidziesiciu laty. Kady
mczyzna mia kapelusz, take kobiety zakryway
wosy, gwnie czepkami. Nawet nieliczne dzieci woyy
czapeczki z daszkiem i ewidentnie uywane wczeniej,
zbyt due nakrycia gowy. Jako ubra bya
zdumiewajco zrnicowana. Niektrzy ubrali si w
podarte resztki odziey zoonej z rnych elementw.
Inni prezentowali si nienagannie w idealnie czystych
frakach, koszulach ze sztywnymi, biaymi konierzykami,
w fantazyjnych krawatach, lnicych kamizelkach i
byszczcych butach. Ani jedno dziecko nie byo ubrane
przyzwoicie. Wszystkie maluchy wyglday na brudne i
nosiy cakowicie niedopasowane uywane ubrania.
Jeszcze wiksze zdziwienie budzio zachowanie
miejscowych. Arthur spodziewa si, e ujrzy ludzi
zajtych zwykymi sprawami w sklepach, restauracjach,
barach, punktach usugowych, kupcw, handlarzy,
sprzedawcw
albo
zwykych
spacerowiczw,
gawdzcych midzy sob.
Nic podobnego. Mieszkacy miasta w ogromnym
popiechu wchodzili do budynkw i wychodzili z nich,
rozmawiali na ulicach, przenosili puda i pchali mae
127

wzki, przekadali towar i wymieniali si skrzynkami,


torbami, kuframi i beczkami. Koniopodobne istoty
cigny wozy; zwierzta przypominay konie tylko z
daleka, lecz z bliska wida byo wyranie trzy palce
zamiast kopyt. Nie miay grzyw, ich rubinowoczerwone
oczy lniy, a skra poyskiwaa metalicznie.
Zdecydowanie nie byy to konie.
Nie one jednak byy najdziwniejsze w tym miecie.
Jeszcze wiksze zdumienie Arthura budzi fakt, e
wszystko, co ludzie transportowali i czym si wymieniali
(jeli istotnie si wymieniali), byo papierowe,
przypominao papier albo w jaki sposb wizao si z
pisaniem.
Widzia mczyzn, ktrzy nieli sterty kartek papieru
i przyciskali je brodami, aby nie rozsypay si na wietrze.
Inni mieli kieszenie paszczy wypenione rolkami
pergaminu z woskowymi pieczciami. Jeszcze inni pchali
wzki zaadowane kamiennymi tabliczkami, na ktrych
wyryto jakie sowa. Kobiety wymieniay si skrzanymi
teczkami na dokumenty. Dziewczynki biegay z siatkami
penymi kopert i kartek papieru. Chopcy mocowali si z
maymi beczkami Z napisem: PRAWIE NAJLEPSZY,
LAZUROWY ATRAMENT.
Arthur min targowisko zapenione straganami,
wszystkie wyglday tak samo: sprzedawcy oferowali
pira i przycinali je, a pod nogami ludzi biegay
czciowo oskubane gsi. Nieopodal przesza sznurkiem
grupa mczyzn w skrzanych fartuchach, niosc
128

zawinitka, w ktrych chopiec rozpozna zwoje papirusu


- p roku wczeniej pisa o nich prac semestraln.
Cztery kobiety zmagay si z wielkim arkuszem
wyklepanego zota, na ktre kto nanis motkiem
tajemnicze symbole.
W tej dziwnej krztaninie, bezustannie przenoszonych
papierach
i artykuach
pimienniczych,
Arthur
zaobserwowa wrcz niebyway chaos. Odnis wraenie,
e wielu ludzi nie ma pojcia, co robi, a wykonuj rne
czynnoci wycznie z obawy przed bezruchem. Wszyscy
byli zajci, trzymali w rkach papiery, kamienne tabliczki,
zwoje papirusu, wieczne pira, atrament, dutka. Chopak
nie zauway ani jednej osoby, ktra by tylko staa,
siedziaa albo gawdzia bez narcza papierw.
Zamt organizacyjny znajdowa odbicie w wielu
podsuchanych przez Arthura rozmowach, czsto
przeradzajcych si w ktnie. Usysza, jak pewna
kobieta odmawia zoenia podpisu pod pokwitowaniem
za czterdzieci sze zamwionych opisw na cielcych
skrach. Inna dama z zapaem utrzymywaa, e jest
twrczyni tomu Aaah! do Aaar w Rejestrze pomniejszych
istot, wydanym w formie segregatora.
Tum mczyzn i kobiet przed drzwiami jednego z
budynkw toczy dyskusj z bardzo wysokim mczyzn
w niebieskim wojskowym paszczu. Mczyzna sta na
progu i nikogo nie wpuszcza do rodka, odczytujc ze
zwoju informacj o odmowie przeduenia jakiej licencji.
Inny tum zbiera fragmenty wielkiej kamiennej
129

tablicy, ktra najwyraniej wypada z rozlatujcego si


okna na pitrze domu. Dwch mczyzn kryo wok
sterty porzuconych papierw i obaj gono odmawiali
wzicia za nie odpowiedzialnoci, podczas gdy wiatr
rozwiewa je po ulicy. Arthur zauway, e papiery te
byy byskawicznie podnoszone przez najbardziej
zaniedbane dzieci, ale straci je z oczu w tumie, gdy
usiowa sprawdzi, dokd pjd z pozbieranymi
kartkami.
Wszystkie budynki wyglday na biura, a
przynajmniej te, ktrym Arthur przyglda si bliej, w
nadziei na znalezienie kawiarni, restauracji albo
supermarketu. Nie by godny, po prostu chcia ujrze co
normalnego.
Na drzwiach albo obok nich widniay brzowe
tabliczki z napisami, lecz niemal wszystkie byy do tego
stopnia zaniedziae, e chopiec nie potrafi odczyta ani
jednego sowa. Tekst na nielicznych byszczcych i
starannie doczyszczonych szyldach nie mia dla niego
adnego sensu. Widzia napisy: PODODDZIA
DRUGIEGO ZARZDU TRZECIEGO DEPARTAMENTU
WEWNTRZNEGO ROZUMOWANIA I NIEZALENEJ
WERYFIKACJI - URZD DOLNEGO ATRIUM oraz
URZD INICJATYWNY CO WZLECI, SPA NIE MUSI
- ANEKS DOLNEGO ATRIUM oraz JEDENASTY
ZASTPCA
MODSZEGO
ASYSTENTA
INKWIZYTORA GENERALNEGO, BIURO DO SPRAW
SKRZYDE - URZD KONTROLNY DOLNEGO
130

ATRIUM.
Innym skutkiem dezorganizacji i chaosu byo to, e
wszyscy ignorowali Arthura, w za duej koszuli i filcowej
czapce niewiele si rni od innych dzieci, ale modzie
trzymaa si od niego z daleka. Wiedzia, e to
zachowanie nie jest przypadkowe.
Usiowa porozmawia z kobiet, ktra wygldaa na
mniej zajt ni inni, lecz gdy tylko do niej podszed i
powiedzia:
Przepraszam
pani",
momentalnie
podskoczya, wycigna z rkawa plik kartek i
przysuna je blisko do twarzy, a nastpnie odczytaa tak
pospiesznie, e Arthur nie potrafi zrozumie ani jednego
sowa.
Po raz drugi sprbowa szczcia z bardzo starym
mczyzn, ktry powoli szed ulic. Nieznajomy trzyma
w rkach koszyk peen maych, zotych tabliczek. Arthur
zrwna si ze staruszkiem.
- Przepraszam pana - zagadn.
- To nie moja wina! - krzykn mczyzna. - Skrytka
depozytowa
Trzeciego
Niszego
Archiwum
Supernumizmatycznego jest zamknita, a od tysica lat
aden Archiwista nie peni dyuru. Powiedz to swojemu
przeoonemu.
- Chciaem tylko spyta... - zacz Arthur, ale nim
skoczy, staruszek gwatownie przyspieszy i przepchn
si przez tum. Jego zachowanie doprowadzio do serii
drobnych kolizji oraz skarg i wkrtce caa ulica bya
zasana upuszczonymi papierami. Jedni ludzie zderzali
131

si gowami, usiujc podnie kartki, inni si przewracali


na co najmniej tysicu owkach, wysypanych z
przewrconych pojemnikw.
Arthur
patrzy
na
chaotyczne
poczynania
przechodniw i doszed do wniosku, e musi przemyle
nastpn prb nawizania kontaktu. Wspi si po
schodach najbliszego biura i opar si o jeszcze jedn
zaniedzia mosin tabliczk. Jak co par minut,
sprawdzi, czy Klucz nadal jest u jego boku.
Gdy tylko dotkn wskazwki, harmider na ulicy
nieoczekiwanie si nasili. Pene wciekoci okrzyki,
wrzaski i ktnie brzmiay teraz inaczej. Rozlegy si
gosy wyraajce zaniepokojenie i niekamany strach.
Ludzie przestali si krci w kko, tum si rozstpi i
wszyscy rzucili si do ucieczki w rne strony. Wielu
miejscowych krzyczao: Pomocy!" i Niconie!".
Arthur oderwa si od ciany i wyprostowa, by lepiej
widzie. W par sekund ulica kompletnie opustoszaa. Na
kocich bach pozostao tylko kilka przesuwanych przez
wiatr kartek papieru, ktre utkny w szczelinach midzy
kamieniami. Duy pergamin ze skry woowej, pokryty
piktogramami z czerwonej ochry, trzepota w miejscu, w
ktrym kto go porzuci zaledwie przed chwil.
Chopiec nie widzia powodu do paniki, ale do jego
nozdrzy dotar dziwny zapach. Charakterystyczny smrd
gnijcego misa. Tak cuchny oddechy Aporterw.
W nastpnym momencie ujrza, e szczeliny w jezdni
powoli si rozstpuj i poszerzaj, a z ich gbi wystrzela
132

w gr rzadka mgieka ciemnych oparw, zupenie jakby


spod kamieni brukowych wytrysna ropa naftowa.
Nieopodal rozleg si ostry, przenikliwy gwizd. Ze
wszystkich stron odpowiedziay mu inne. Jakby w reakcji
na gwizdy, pknicia w nawierzchni rozszerzyy si
jeszcze bardziej i w powietrze wytrysny nowe kby
czarnych wyzieww.
Piropusze mgieki rosy, a wreszcie osigny
wysoko okoo dwch metrw. Wtedy czarny dym
zacz przybiera na wp ludzkie ksztaty. Z oparw
powstali zdeformowani mczyni i kobiety, istoty o
twarzach od strony plecw, z podwjnymi okciami oraz
plamami usek na skrze. Na ciaach potworw
uksztatoway si niedoskonale kopie ubra noszonych
przez mieszkacw miasta: paszczom brakowao
rkaww, kapelusze nie miay denek, jedne nogawki
spodni byy o metr dusze od drugich i wloky si po
ziemi.
Pierwszy dostrzeony przez Arthura piropusz by
take tym, ktry si w peni uformowa. Powsta z niego
patykowaty stwr o wygldzie mczyzny, z mikkimi
jak guma i zwisajcymi poniej kolan rkami. Istota owa
miaa jedno oko z czerwon obwdk, osadzone
porodku czoa, i nosia jednoczciowy ubir podobny
do niebieskiego, zwizanego na plecach kaftana
bezpieczestwa. Na gowie potwora znajdowa si
pognieciony cylinder z pokan dziur w denku, a na
nogach stwr mia ozdobione ostrogami buciory w
133

rnych rozmiarach.
Arthur z odraz i przeraeniem obserwowa posta,
ktra rwnie wbia w niego wzrok. Przezroczysta
powieka powoli opadaa i wznosia si na obwiedzionym
czerwieni oku. Nagle straszydo rozwaro paszcz i
zademonstrowao poke psie ky i rozwidlony jzyk,
ktry nerwowo, wysuwa si na zewntrz i ponownie
chowa.
Chopiec poj, e powinien by uciec wraz ze
wszystkimi. Chcia zbiec ze schodw, lecz stwr tkwi ju
u ich podna, a szeciu kompanw przybierao cielesn
posta za jego plecami.

134

Rozdzia 10
Arthur cofa si, a wreszcie dotkn plecami drzwi.
Pchn je ramieniem, lecz nawet nie drgny. Nie
odrywajc oczu od potwora, sign za siebie i nerwowo
zapa za gak, ale nie udao mu si jej obrci. Tdy nie
mg uciec.
Pospiesznie rozejrza si na boki, szukajc innej drogi.
Zdeformowane istoty rozproszyy si jednak wok
budynkw, a jednooki wspina si po schodach. Gdy
szed, z pyska spyway mu struki liny; oblizywa si i
ypa okiem na chopaka.
- Cofnij si! - krzykn Arthur. Sign po Klucz, ktry
na jedn przeraajc chwil zaplta si w jego koszuli.
Po chwili jednak trzyma go przed sob, niczym sztylet.
Na widok Klucza jednookie monstrum sykno i
odwrcio gow, a jego znieksztacone wargi zadray.
Znieruchomiao i zawoao kompanw. Arthur wolaby
nie rozumie gulgoczcej mowy stwora, ale poj kade
sowo.
- Skarb! Niebezpieczestwo! Przybywajcie na pomoc!
- Wszystkie straszyda zamary i odwrciy si w stron
Arthura. Jednooki ponownie sykn i ruszy przed siebie,
tym razem znacznie ostroniej, ze wzrokiem utkwionym
w Kluczu, nie w ofierze. Wskazwka znowu janiaa, a
135

wiato skupio si na jej ostrym kocu. Klucz gromadzi


siy, podobnie jak stwr zbiera sprzymierzecw.
Jednooki nagle przykucn, gotowy do skoku. Arthur
wycelowa w niego magiczny przedmiot i krzykn
dziko, bez sw, gniewnie i ze strachem.
Z
Klucza
wystrzeli
strumie
substancji
przypominajcej stopione zoto. Trafi stwora w chwili,
gdy ten odbi si ju od ziemi. Potwr pisn i sykn jak
gwatownie hamujcy parowz, skrci w bok i spad na
ulic. Charcza, rzucay nim drgawki, a z otworu w jego
piersi unosi si dym. Z tyu czaiy si jednak inne
dziwolgi. Chocia zwolniy po tym, co si przytrafio ich
kompanowi, Arthur nie wtpi, e go dopadn, jeli rzuc
si do ataku wszystkie naraz. Postanowi pooy trupem
tylu przeciwnikw, ilu si da, i wycelowa Klucz w
najbliszego.
- Ej, idioto! Na gr!
Co mikkiego uderzyo Arthura w potylic. Unis
wzrok i dostrzeg ma, brudn twarz, wychylon spoza
rynny na dachu, kilka piter wyej. Midzy buzi a
cienk rk w obszarpanym rkawie zwisaa lina z
powizanych kawakw materiau. To wanie koniec
tego prowizorycznego sznura trafi Arthura w gow.
- Rusz si, baranie!
Chopiec nie mia pojcia, w jaki sposb udao mu si
wetkn Klucz za pasek, skoczy na wysoko dwch i
p metra i wspi si po linie na dach czteropitrowego
budynku, a wszystko to wykona, zanim przeladowcy
136

zdoali dobiec do poowy schodw przed drzwiami


wejciowymi.
- Szybciej! Pospiesz si! Niconie umiej si wspina!
Arthur zerkn na d, cay czas energicznie si
podcigajc. Wdrapywa si w tempie, ktre
zaskoczyoby kadego wuefist. Gdyby pan Weightman
mg mnie teraz zobaczy, pomyla.
Poczwary umiay si wspina. Jedna z nich ju
podaa na gr po sznurze, jeszcze szybciej ni Arthur.
Inna peza po murze z cegie; najwyraniej potrafia
wtyka cienkie paluchy nawet w najwsze szczeliny, ale
bya wolniejsza.
Arthur dotar na dach i przerzuci ciar ciaa przez
gzyms. Dostrzeg bysk stali i odcita lina upada na
ziemi. Zawieszony na niej dziwolg rykn z blu, gdy
zderzy si z brukiem.
- Dalej! ap kawaek dachwki i ciskaj!
Chopiec zauway stert popkanych dachwek,
zapa ostro zakoczony fragment i wychyli si za rynn,
aby lepiej wycelowa. Jego wybawiciel rwnie zrzuca
cikie kawaki, ale z wyranie wiksz precyzj. Arthur
ktem oka zerkn na niego... nie, na ni, i cisn nastpn
dachwk w drugiego przeladowc.
Dziewczyna bya mniej wicej w jego wieku, moe
modsza, i ubrana jak chopiec. Nosia rwnie staromodne
rzeczy jak wszyscy w tej okolicy. Miaa pognieciony i
sfatygowany cylinder, jej paszcz by o kilka rozmiarw
za duy; w zasadzie mia kolor ciemnoniebieski, cho tu i
137

wdzie pokryway go czarne aty. Sigajce kolan


bryczesy byy w paski w kilku odcieniach szaroci, a do
tego dziewczyna woya bardzo dziwne, le dobrane
podkolanwki wzgldnie poczochy, z ktrych jedna
koczya si w bucie do kostki, a druga w kozaku do
poowy ydki. Nieznajoma ustroia si w kilka koszul
rnych rozmiarw i kolorw, a take w morwowej
barwy kamizelk, ktra cho nienowa, prezentowaa si
lepiej od reszty jej ubra.
- Kim jeste? - spyta Arthur.
- Nazywam si Suzy Turkusowy Bkit - wyjania
nieznajoma i z satysfakcj cisna ostatni, ca dachwk.
- Gotowe!
Wdrapujca si po murze istota z wrzaskiem spada
na ulic i przygniota nastpnego potwora, ktry wanie
zaczyna si wspina.
- Chodmy! Musimy std znikn, zanim przybd
Komisarze!
- Kto taki?
- Komisarze! Syszae gwizdki? Zrobi porzdek z
Niconiami i z pewnoci bd chcieli ci aresztowa.
Pospiesz si!
- Zaraz, zaraz! - zaprotestowa Arthur. Gwizdki
rozlegy si znacznie bliej. - Dziki za pomoc i tak dalej,
ale dlaczego nie miabym zamieni paru sw z...
Komisarzami? Poza tym kim s ci... Niconie?
- Ale z ciebie idiota! - westchna Suzy i wywrcia
oczyma. - Nie mamy czasu na dowcipy.
138

- Czemu mam z tob i? - Arthur z uporem tkwi w


miejscu.
Suzy otworzya usta, ale wydoby si z nich obcy,
niski gos, niewtpliwie nalecy do kogo innego.
Dziewczyna mwia teraz chrapliwie jak Kichol podczas
awantury z Panem Poniedziakiem na boisku. Tamten
dzie wydawa si taki odlegy...
- Wola stworzya plan, a ty jeste jego czci. Nie
pora na kaprysy i upr. Id za Suzy Turkusowym
Bkitem.
- Dobrze - zgodzi si Arthur, wstrznity nag
zmian gosu dziewczyny - Prowad.
Suzy obrcia si na picie i popdzia w gr po
dachu, a koce jej paszcza zaopotay. Podoe byo
strome, lecz szorstkie, zachodzce na siebie dachwki
zapewniay stosunkowo wygodne oparcie dla stp.
Arthur wspina si nieco wolniej ni jego przewodniczka.
Grzbiet dachu by paski, ale szeroki zaledwie na
trzydzieci centymetrw. Suzy pobiega po nim ku
kominowi, ktry omina, czepiajc si nasadki i
wychylajc nad stromizn tak bardzo, e przestraszony
chopiec poczu ucisk w odku. Do ziemi byo bardzo
daleko.
Dotar do komina i zacz go obchodzi. Dziewczyna
znajdowaa si po drugiej stronie i patrzya na balkon
wystajcy ze ciany ssiedniego budynku. Znajdowa si
w odlegoci ponad trzech metrw, dwa metry poniej
szczytu dachu.
139

- Kpisz sobie? Chyba nie zamierzasz...


Suzy daa susa, nim Arthur dokoczy zdanie, i
zgrabnie wyldowaa na balkonie. Nawet si nie
odwrcia, aby sprawdzi, co zrobi chopak. Od razu
wstaa i skupia uwag na drzwiach; najwyraniej
zamierzaa otworzy zamek albo go wyama.
Arthur spojrza w d. Ulica znajdowaa si bardzo
daleko i przez moment potwornie si ba upadku. Lk
znikn jednak, gdy jego uwag przykuy wydarzenia
rozgrywajce si na ziemi. W dole trwaa regularna
bitwa. Gwizdki umilky, zastpione przez krzyki i
porykiwania, wycie i wrzaski, nawoywania i omoty,
przypominajce dugotrway huk pioruna.
Niconie, stwory powstae z czarnych oparw, wzito
w dwa ognie porodku ulicy. Zostali oni cakowicie
otoczeni przez zdyscyplinowan grup potnych,
krzepkich mczyzn w byszczcych cylindrach oraz
niebieskich paszczach, o rkawach zdobionych zotymi
paskami. Arthur domyli si, e tak wygldaj
Komisarze. Sieranci mieli okoo dwch i p metra
wzrostu, szeregowi Komisarze byli nisi, mieli nieco
ponad dwa metry i brakowao im pynnoci ruchw,
charakterystycznej dla dowdcw. Sieranci byli
uzbrojeni w szable, ktre lniy wewntrznym wiatem, a
zwykli Komisarze wymachiwali drewnianymi pakami,
migoczcymi od malekich byskawic i grzmicymi
niczym pioruny przy kadym trafieniu.
Niconie z pewnoci nie naleeli do atwych
140

przeciwnikw. Drapali, gryli i przepychali si, co


pewien czas ranic ktrego z Komisarzy do krwi i
zmuszajc go do opuszczenia szeregu. Arthur zakada,
e pokrzywdzeni krwawi, cho Sieranci mieli bkitn
krew, a krew przecitnego Komisarza bya srebrna i
wypywaa spod skry niczym rt, gsta i powolna.
- Szybciej! - pisna Suzy.
Chopak oderwa wzrok od bitwy i skupi uwag na
balkonie. Wiedzia, e sobie poradzi. Gdyby nie
znajdowa si tak wysoko nad ziemi, nawet by si nie
zawaha. Tylko e upadek trwaby niepokojco dugo...
- No, rusz si!
Arthur przykucn, gotowy do skoku, i nagle
przypomnia sobie o Kluczu. Wyprostowa si. Tylko tego
brakowao, by si nim przebi podczas ldowania.
Zacisn do na magicznej wskazwce i nagle poczu
przypyw pewnoci siebie. Znowu przykucn i skoczy,
po czym opad jak pirko na balkon. Podczas ldowania
ledwie ugi nogi. Suzy Turkusowy Bkit ju biega dalej,
trzaskajc drzwiami. Arthur ruszy za ni. Ponownie
wsun Klucz za pasek i zasoni koszul.
Pokj za balkonem wyglda jak staromodne biuro.
Ten fakt niespecjalnie zdziwi chopca. W pomieszczeniu
znajdoway si niskie, szerokie biurka z lakierowanego
drewna, obitego zielon skr i przywalonego papierami
W szafkach rwnie leay dokumenty, a obok nich
ksiki. W kadym rogu staa lampa, zapewne gazowa, a
pod jedn z nich, na maym stoliku, Arthur po raz
141

pierwszy w tym miecie ujrza przedmioty zwizane z


ywnoci: co, co wygldao jak brzowy pkaty termos
z licznymi kranikami i zatyczkami, a do tego srebrny
imbryk oraz kilka porcelanowych filianek.
W pomieszczeniu pracowali ludzie. Unieli wzrok,
gdy Suzy i Arthur przebiegli obok nich, ale nie
powiedzieli ani sowa, nie prbowali te ich zatrzyma.
Kiedy chopiec zrzuci z rogu biurka wielk stert
pergaminw, mczyzna przy blacie zachowa milczenie i
przez cay czas skroba co pirem, chocia spojrza na
niego i zmarszczy brwi.
Suzy wypada z biura i pognaa schodami na sam d,
jednak zamiast wybiec przez gwne wejcie, skrcia w
wski
korytarzyk,
otworzya
drzwiczki
do
pomieszczenia, ktre wygldao jak schowek na mioty, i
wpada do rodka. Arthur pody za ni i przekona si,
e to naprawd schowek na mioty. cile biorc,
schowek na mopy, w wiadrach tkwio kilka sztuk. Czu
tu byo wilgoci i pleni.
- Zamknij drzwi! - szepna Suzy.
Arthur posucha. W schowku zapanowa mrok.
- Co my tu robimy?
- Ukrywamy si. W poszukiwaniu Niconi Komisarze
przetrzsn kady dom na Zagubionej Ulicy. Tutaj
przeczekamy niebezpieczestwo.
- Ale oni nas tu natychmiast znajd! - zaprotestowa
Arthur. - To beznadziejna kryjwka...
- Masz Klucz Poniedziaka, tak? - spytaa Suzy. - W
142

kadym razie jego poow. Takie mam informacje.


- To prawda - przyzna chopiec.
- No to go uyj!
- Jak? - zapyta Arthur.
- Tego nie wiem - mrukna. - Skoro masz Klucz, to
moe zamknij nim drzwi?
Arthur wyj Klucz, ktry zajania w ciemnociach,
tym razem agodn, fluorescencyjn zieleni. Korzysta
ju z niego, aby zamkn drzwi do biblioteki, kiedy
ucieka przed Aporterami, przyda mu si te do
rozpicia pasw w karetce. Tak naprawd nie wiedzia
jednak, co jeszcze powinien z nim zrobi.
- Jak dokadnie...
- Ciii! - uciszya go Suzy pospiesznie i dodaa
dziwnym, gardowym gosem: - Dotknij klamki i ka
drzwiom si zablokowa.
Arthur przytkn wskazwk do rzebionej elaznej
klamki.
- Zablokuj! - szepn.
W tej samej chwili na korytarzu rozleg si stukot
butw. Serce chopaka walio niemal tak dononie, jak
dononie brzmiay kroki nieznajomego, ktry zblia si
do schowka. Klamka zachrzcia raz... i drugi... lecz
drzwi pozostay zamknite.
- Panie Sierancie, zamknite! - zawoa kto niskim
gosem, troch dziwnie, zupenie jakby mwicy mia w
ustach stalowy lejek. Brzmi metalicznie, pomyla Arthur.
Kroki si oddaliy, a par sekund pniej na schodach
143

sycha byo cikie stpanie kilku osb.


Chopiec otworzy usta, aby szepn co do Suzy, lecz
dziewczyna uniosa do, niemal w caoci ukryt w
zeartej przez mole wenianej rkawiczce, i pokrcia
gow.
Mino kilka minut. W milczeniu stali w schowku,
nasuchujc odgosu krokw i sporadycznych okrzykw.
Na schodach da si sysze szybki tupot, zupenie jakby
kto si gdzie spieszy, i po chwili klamka znowu si
poruszya.
- Panie Sierancie, zamknite! - zadudni ten sam gos.
Potem kroki si oddaliy. Arthur usysza trzanicie
drzwi wejciowych.
- Niemal wszystko robi dwukrotnie - wyjania Suzy.
- Przynajmniej ci metalowi, zwykli Komisarze. Straszne z
nich gupki. Sieranci to zupenie inna sprawa. Nie s
Wyprodukowani i wikszo z nich zleciaa z gry, za
kar zostali zdegradowani do stopnia Sieranta. Idziemy,
teraz powinnimy si wymkn. Odblokuj zamek.
Arthur dotkn drzwi Kluczem.
- Otwrz! - poleci.
Drzwi raptownie si otworzyy i trzasny o cian.
Suzy wysza pierwsza. Arthur pody za ni, lecz na
okrzyk dziewczyny natychmiast ukry Klucz za plecami.
- Och! Pan Sierant!
Na korytarzu sta Sierant, wysoki na prawie dwa i
p metra. Przy bliszych ogldzinach wida byo, e ze
trzydzieci centymetrw wzrostu zawdzicza cylindrowi.
144

Mia wsy pokryte woskiem, ktre gaska, oraz bardzo


spiczasty, dugi nos i przenikliwe bkitne oczy. Zote
paski na jego niebieskich rkawach lniy w wietle
gazowej lampy.
- Prosz, prosz - mrukn. Mia niski gos, lecz nie tak
metaliczny jak tamten Komisarz. Z kieszeni paszcza
wycign notatnik, otworzy go energicznie i z wskiej
przegrdki z boku wydoby krtki owek. Zastanawiaem si, dlaczego kto zamkn schowek na
klucz. Kogo my tutaj mamy? Imiona, nazwiska, numery,
rangi i cel wizyty.
- Suzy Turkusowy Bkit, numer ewidencyjny
182367542 i p, Napeniaczka Kaamarzy, Klasa Szsta,
w sprawie subowej.
W poowie wypowiedzi gos Suzy przybra niski,
skrzekliwy ton. Arthur sysza t zmian ju wczeniej.
Owek Sieranta znieruchomia.
- Twj gos. Co si z nim stao?
- Mam w gardle ab. To przez ni ten skrzek wyjania Suzy basem.
- ab? A skd j wzia? - zapyta Sierant
zazdronie.
- Dostaam w prezencie - odpara normalnym gosem.
- Przypyna, w prawie idealnym stanie. Jeli dopisze mi
szczcie, skrzek posuy mi jeszcze przez rok.
- Nigdy w yciu nie miaem skrzeku w gardle westchn Sierant z alem. - Kiedy zaatwiem sobie
lekkie
krcenie
w
nosie.
Skonfiskowaem
je
145

Odwiernemu, ktry dosta je od Tropiciela Wczgw.


Krcio mnie w nosie przez okrgy rok i dopiero potem
przestao. Bardzo dystyngowane. Nie tak spektakularne
jak kichanie, ale niewtpliwie przyjemne... O czym to ja
mwiem? Kim jest ten drugi?
- Och, jestem... - zacz Arthur.
- To jeden od nas - przerwaa mu Suzy - Arthur Nocna
Czer. Parset lat temu uderzy si w gow w bajorze
Nicoci, na samym dole, i od tamtej pory kiepsko z nim.
Bezustannie si gubi. Dlatego siedzia w schowku.
Szukaam go...
- Dokumenty! - zada Sierant i spojrza na Arthura.
- Zgubi - wyjania Suzy pospiesznie. - Niconie go
przerazili, wyplta si z paszcza i ruszy na
poszukiwanie kryjwki. Pewnie Niconie je earli.
- Zearli - poprawi Sierant. Skierowa wzrok na
dziewczyn. - Nie mam nic przeciwko Napeniaczom
Kaamarzy, ale rozkaz to rozkaz. Musz go zabra do
Urzdnika Dochodzeniowego.
- Dochodzeniwka! - prychna Suzy. - Bd go tam
trzyma latami. Skasuj mu ga i za co kupi nowy
paszcz, i w ogle? Nie moemy zaatwi tego
polubownie? Nic pan jeszcze nie napisa, prawda?
Sierant zmarszczy brwi, powolnym ruchem wsun
owek z powrotem do przegrdki i zamkn notatnik.
- Co proponujesz? - spyta.
- aba - oznajmia Suzy. - Ma pan ochot na skrzek?
Sierant si zawaha.
146

- Za friko - cigna dziewczyna. - I bez obaw, nie trafi


pan za kratki. Kiedy przeprowadzono ostatni Inspekcj
Generaln?
- Ponad dziesi tysicy lat temu - odpar Sierant
cicho. - Ale wczeniej popeniaem ju bdy. Nie zawsze
byem Komisarzem. Kiedy...
- Prosz - zachcia Suzy jeszcze niszym i bardziej
wadczym gosem. - Niech pan rzuci okiem.
Przysuna do do ust i na ni spluna.
- Ohyda! - krzykn Arthur, chocia z ust dziewczyny
nie
wyleciaa
lina,
tylko
maa,
przepikna,
szmaragdowozielona abka. Usiada na doni Suzy i
wydaa z siebie gboki, przenikliwy gos.
- Niech pan sprbuje. - Suzy wycigna z kieszeni
raczej brudn chustk i pobienie przetarta ab, ktra
najwyraniej nie miaa nic przeciwko temu.
Sierant by oczarowany. Rozejrza si, wycign rk
i chwyci ab. Popatrzy na stworzenie z bliska i pokn
je jak mitwk. Zamkn usta i znieruchomia.
- I ju jest nasz - podsumowaa Suzy normalnym
gosem. - Jestem wolna. Bez urazy, Arthur, ale
przymuszono mnie do tego zadania, a mam bardzo piln
ferencj...
Przy ostatnim sowie rzucia si do ucieczki, ale
Sierant wycign rk i chwyci dziewczyn za paszcz.
Suzy usiowaa strzsn okrycie, lecz nim si
oswobodzia, Sierant zapa j za kark.
- Au! Au! Pu!
147

- Wola ci potrzebuje, Suzy - zauway Sierant nie swoim gosem. Mwi nisko i skrzekliwie, jak poprzednio
dziewczyna. - Niewykluczone, e bd nagrody.
Suzy przestaa si szamota.
- Nagrody? Szkoda, e sowo niewykluczone"
niczego nie gwarantuje...
Arthur zrobi krok naprzd.
- Posuchaj, nie mam pojcia, co si tutaj dzieje ani
czego chce ode mnie Wola, ale bardzo wane jest, ebym
si dowiedzia. Myl... Myl, e wielu ludzi moe
straci ycie, jeli nie otrzymam pewnych informacji.
Dlatego potrzebuj twojej pomocy, Suzy.
Mwi z zapaem. Czu lk i napicie, ktre kipiay w
nim niczym woda w czajniku. W jego wiecie z
pewnoci poszerzano teraz obszar objty kwarantann.
Szpitale byy zapenione, by moe nawet pkay w
szwach i nie daway sobie rady. Arthur mia wraenie, e
widzi mam i jej zesp badawczy w laboratorium
podczas gorczkowej pracy... gorczkowej... moe nawet
ju pocigaj nosami, kichaj, a ich przezibienie
zwiastuje nadejcie epidemii...
- Ludzie? Strac ycie? - spytaa Suzy. - Zatem
naprawd jeste spoza Domu? Z Polednich Krlestw?
- Przybywam spoza Domu - potwierdzi Arthur. - Nie
wiem, co rozumiesz przez Polednie Krlestwa.
- Jeste miertelnikiem? - dopytywaa si dziewczyna.
- Najprawdziwszym, ywym miertelnikiem?
- Tak sdz - przyzna.
148

- Ja te, tak jakby. Przynajmniej kiedy byam. - Z


wahaniem dodaa: - Pomoesz mi wrci? Wszyscy
potrzebujemy pomocy, eby powrci.
- Kto? - zdziwi si. - Wszyscy w miecie?
- Skd! - zaprotestowaa Suzy pogardliwie. - Wszyscy
doroli to tak zwani Rezydenci. Chodzi mi o nas. O
dzieci. Te, ktre przed laty poszy za Szczuroapem.
- Sprawa jest banalnie prosta - wyrecytowa Sierant,
czy te ten, kto przez niego przemawia. - Arthur musi
znale sposb na sprowadzenie Woli z powrotem.
Wszystko inne przyjdzie samo.
- Nie pomog ci, jeli ty nam nie pomoesz - oznajmia
Suzy. - Umowa stoi?
- Chyba tak - zgodzi si Arthur. - Pomog, jeeli
potrafi. Zgadzam si.
Suzy z umiechem wycigna rk. Chopiec ucisn
jej palce, kiedy energicznie potrzsaa jego doni.
- Uwaga - ostrzeg Sierant i przyoy do do ucha. Nadchodz
Komisarze.
Istnieje
spore
prawdopodobiestwo, e Poniedziakowy Poudnik albo
Zmierzchnik wiedz, e Arthur przedosta si przez
Drzwi Frontowe, i wszczli poszukiwania. Musimy
niezwocznie znikn.
- Lepiej zostawmy tego kloca - zaproponowaa Suzy. Nie moemy zabra go ze sob.
Nie doczekaa si odpowiedzi, ale usta Sieranta si
rozchyliy i wypeza z nich zielona aba. Komisarz sta
nieruchomo niczym pomnik. aba wskoczya Suzy na
149

rami i zacza si wspina ku jej ustom, lecz dziewczyna


chwycia j w do i wepchna do wewntrznej kieszeni,
ktr zapia na guzik.
- Do, abko - owiadczya. - Raz si daam podej,
teraz bd ostrona. W drog!
- Dokd idziemy?
spyta
Arthur.
By
zdezorientowany. Tyle zdarzyo si w tak krtkim czasie,
e zacz wtpi, czy kiedy bdzie mia szans usi i
zada kilka pyta. A raczej, czy uzyska kilka odpowiedzi.
- Do Biura Gwnego Wydajnika Dolnego Atrium.
- Do czego?
- Gwny Wydajnik odpowiada za wydajne
funkcjonowanie caego Dolnego Atrium - wytumaczya
Suzy, gdy wychodzili przez tylne drzwi, prowadzce do
zauka. - Problem w tym, e go nie ma. To znaczy
Gwnego Wydajnika. Chyba nie przysano nastpcy
poprzedniego, ktry awansowa. Nie ma te adnego
personelu, wic ja tam mieszkam, po zakoczeniu swojej
zmiany, rzecz jasna.
- Czy to daleko?
- Trzy tysice dziewiset piter - odpara Suzy i
wskazaa palcem niebo.

150

Rozdzia 11
- Pojedziemy wind towarow - powiedziaa Suzy,
kiedy powoli wyszli na ulic i doczyli do pochodu
tragarzy, ktrzy dwigali narcza pciennych szmat,
przeznaczonych do przerobienia na papier. - Moe t w
Narzdziowni Szybkiego Rozpowszechniania Nadmiaru
Dokumentw.
- Supy wiata - zauway Arthur i dyskretnie
wskaza jeden z nich. - Czy to s windy?
- Niezupenie. - Suzy zmarszczya brwi. - One tylko
wyznaczaj drog, po ktrej porusza si winda. W rodku
to wyglda jak may pokj. Nuda.
- To dobrze - odetchn Arthur. Ulyo mu, e nie
zostanie zamieniony w wizk fotonw albo co w tym
stylu. A jeli nawet, nic nie bdzie o tym wiedzia.
- W niektrych gra muzyka - dodaa Suzy. - Ale tylko
najwiksze s w stanie pomieci trubadurw czy zesp
instrumentalny. Nie skorzystamy z takiej windy. S
zarezerwowane dla szych.
- Dla kogo?
- Dla grubych ryb. Dyrektorw. Urzdnikw z Firmy.
- Z Firmy? - powtrzy Arthur, kiedy przechodzili
przez ulic, nurkujc pod bardzo dugim, zwinitym w
rulon pergaminem, niesionym niczym dywan przez
151

niezwykle niskiego i grubego mczyzn oraz


zaskakujco wysok, chud kobiet.
- Z Firmy. Spki. Przedsibiorstwa - wyjania Suzy. Tych, co to kieruj Domem i jego... bo ja wiem...
interesami.
- Co to jest Dom? - chcia wiedzie Arthur. - Jak to
moliwe, e wszystko si w nim mieci?
- Tdy - wskazaa drog Suzy. Rozejrzaa si i uchylia
klapk u podstawy pobliskiego muru. - Dalej na
kolanach.
Arthur pody za ni do wskiego tunelu, ktry
prowadzi pod budynkiem. Korytarz gwatownie si
obnia, a potem bieg poziomo. Pezli, kiedy Suzy
odpowiadaa na jego pytanie.
- Nigdy nie dowiedziaam si, czym dokadnie jest
Dom, bo byam, jak by to powiedzie, imigrantk.
Niewiele widziaam poza Dolnym Atrium i moe
kilkunastoma innymi pitrami. Poza tym brak mi byo
edykacji, ale z tego, co czytaam i syszaam od ludzi....
Eph...
- Co? - spyta Arthur.
- Dom jest Epicentrum Wszelkiego Stworzenia rozleg si w mroku niski gos. Arthurowi serce podeszo
do garda.
- Do diaba! - krzykna Suzy, potem bekna i dodaa:
- Wyskoczya. To jest, wskoczya.
- Hm, abo albo kimkolwiek jeste - zacz Arthur
nerwowo. - Co to znaczy Epicentrum Wszelkiego
152

Stworzenia"?
- Moesz nazywa mnie Ostatni Wol, Testamentem
lub po prostu Wol, ktrej istotn cz stanowi. Dom to
Krlestwo
Wszelkiej
Rzeczywistoci,
zawierajce
Archiwum Wszechrzeczy.
- Rozumiem... Tylko co to waciwie znaczy? Eee
Wasza Wolowato?
- Dom wzniesiono z Nicoci, a jego twrczyni bya
Wielka Architektka Wszechrzeczy. W Domu zamieszkali
sucy, wykonawcy jej polece. Nastpnie stworzya
Ona
Polednie
Krlestwa,
ktre
nazwalicie
Wszechwiatem. Dom i jego suby mieli za zadanie
rejestrowa i obserwowa t wspania prac, co te
wiernie czynili przez niezliczone wieki. Potem Wielka
Architektka odesza, pozostawiajc po sobie Ostatni
Wol, ktra miaa sprawi, e Jej dzieo oraz dzieo Domu
przetrwa we waciwej formie.
- Rozumiem...
- ALE NIC Z TEGO NIE WYSZO! - zagrzmia gos.
- Au! To moje gardo, przypominam - poskarya si
Suzy.
- Nie wyszo - powtrzy gos, tym razem ciszej. Zamiast speni Ostatni Wol, podzielono j na siedem
czci, ktre rozproszyy si w czasie i przestrzeni po
Polednich
Krlestwach.
Siedmiu
Wykonawcw
wykazao si nielojalnoci i signo po wadz w Domu.
Chcieli oni nie tylko obserwowa i rejestrowa, lecz take
ingerowa w sprawy Polednich Krlestw. Postanowili
153

wtrca si w proces Tworzenia!


- Niech zgadn - wczy si Arthur. - Pan
Poniedziaek to jeden z nich?
- W rzeczy samej, cho nie jest to jego prawdziwe
nazwisko - wyjania Wola. - Zodzieje nie syn z
przestrzegania zasad moralnych, lecz Wykonawcy
znaleli ich w sobie do, by osign porozumienie i
podzieli si wadz w Domu i Polednich Krlestwach.
Poniedziaek rzdzi Niszym Domem. Poza jego
obszarem sprawuje wadz nad wszystkim w kady
poniedziaek, bez wyjtku.
- To nie miejsce na rozmowy o tych rzeczach zauwaya Suzy nerwowo. - Moe zaczekamy... egl...
Jej gos znikn w gulgocie.
- Czas w Domu niezmiennie pynie naprzd, chocia
poza Domem mona go ksztatowa - cigna Wola. Nawet teraz Pan Poniedziaek usiuje odzyska to, co
utraci. Poow jednego z Siedmiu Kluczy do Krlestwa,
Siedmiu Kluczy Domu, Siedmiu Kluczy Stworzenia!
- Poowa jednego z siedmiu Kluczy to chyba niewiele spostrzega Suzy. - Moim zdaniem...
- Dom wzniesiono z Nicoci - podja Wola,
bezpardonowo przerywajc dziewczynie. - Poowa
jednego Klucza jest lepsza ni nic. Wkrtce Prawowity
Dziedzic przejmie take drug cz. Wwczas wypeni
si pierwsza cz Woli!
- Zaraz, zaraz! - krzykn Arthur. - Chodzi o mnie?
Nie chc by adnym dziedzicem. Musz znale
154

lekarstwo na zaraz i wrci do siebie.


- Jeste Prawowitym Dziedzicem! - rykna Wola, po
czym dodaa nieco ciszej: - Nikogo innego nie mamy pod
rk, czy tego chcesz, czy nie. Poradzimy sobie!
- Dziwna pewno siebie, prawda? - zauwaya Suzy i
zakaszlaa. W sabym wietle Arthur zauway, e
dziewczyna rozciera szyj. - Naiwna zielona aba,
miertelnik na gocinnych wystpach oraz Napeniaczka
Kaamarzy Szstej Klasy to skromna ekipa w porwnaniu
z Panem Poniedziakiem i caym aparatem wadzy
Niszego Domu.
- Czym? - spyta Arthur.
- Kiedy to mi si obio o uszy - wyjania. - Uznaam,
e fajnie brzmi. Aparat wadzy Niszego Domu. Chodzi o
Poniedziakowego Poudnika i jego pachokw,
Windziarzy. Komisarzy w Atrium, a take Stemplarzy i
Piecztkowcw. Nie wspominajc o Poniedziakowej
Jutrzence
i
jej
Korpusie
Inspektorw
oraz
Poniedziakowym Zmierzchniku wraz ze wszystkimi jego
fagasami.
- Skrzydlaci Sudzy Nocy - owiadczya Wola. - I
Nocni Przybysze. Nie... Skrzydlaci Sudzy s pod egid
Sir Czwartka i jego Zmierzchnika. Tak sdz.
- Nie jest nawet pewien jakiego drobnego szczegu,
a chce rzuca wyzwanie Wielkim Szychom - zauwaya
Suzy. - Suchaj, Wolo, zaraz wychodzimy na ulic, wic
bd cicho!
- Jestem tylko fragmentem Ostatniej Woli, wic moja
155

wiedza jest niekompletna.


- Powiedziaam: cicho! - sykna Suzy. Zatrzymaa si,
ostronie uchylia waz w suficie i wytkna gow na
zewntrz, aby si rozejrze. - W porzdku. Wyglda na
to, e droga wolna, wyjdziemy na rogu biura
spedycyjnego, za nie oznakowan skrzyni. Stoi tu od
kilkuset lat. Potem zaczekamy chwil, a gdy usyszymy
dzwonek, pobiegniemy do windy towarowej. Jasne?
- Nie - burkn Arthur. - To znaczy rozumiem ten
fragment o bieganiu do windy towarowej na dwik
dzwonka. Z reszt mam problemy.
- Zakad, e bdzie jeszcze gorzej? - westchna Suzy
ponuro, gdy gramolili si na zewntrz i kucali za
skrzyni. - Wiedziaam, e nie powinnam bya yka tej
przekltej aby. No, ale chyba wszystko jest lepsze od
napeniania kaamarzy caymi dniami przez kolejne
dziesi tysicy lat. Poza tym istnieje szansa, e ominie
mnie nastpne szorowanie w gowie.
- Szorowanie w gowie? Chciaa powiedzie:
szorowanie gowy? - zauway Arthur. Z tego, co widzia,
Suzy nie zaszkodzioby umycie wosw.
- Nie, w gowie - powtrzya Suzy. - Mniej wicej raz
na sto lat wszystkie dzieci poddaje si praniu mzgu.
Sama nie wiem czemu. Taki zabieg boli jak chory zb,
cho tutaj nigdy nie przytrafi mi, si bl zba. Potem
zapomina si o wszystkim prcz tego, co najwaniejsze.
Musiaam si uczy czyta mniej wicej... Powiedzmy, e
mnstwo razy. Z tym e nigdy nie zapomniaam, jak tutaj
156

trafiam. Czasami pamitam nawet, jak ycie wygldao


przedtem...
Zamierzaa co doda, lecz nagle zabrzmia dzwonek.
Suzy momentalnie poderwaa si, chwycia Arthura za
rk i pocigna go za sob, przepychajc si przez
grup mczyzn i kobiet w skrzanych fartuchach, ktrzy
wanie przystpili do przenoszenia pude i skrzy do
otwartej windy towarowej.
Suzy i Arthur wyprzedzili nieznajomych i
dziewczynka zacigna im okratowane drzwi windy
przed nosem. Arthurowi zdawao si, e w ich
zdumionych minach jest co dziwnego. Suzy wybraa i
nacisna jeden guzik spord setek, a moe tysicy
maych przyciskw z brzu, pokrywajcych ca cian
kabiny.
- Zawsze tak robi - wyjania, gdy winda kilka razy
zadraa i pynnie ruszya w gr. Sia przyspieszenia
wgniataa Arthura w podog. Musia ugi kolana i
chwyci si porczy z polerowanego drewna. Jeszcze
nigdy nie dowiadczy w windzie tak potnej akceleracji.
- Zawsze wygldaj na zaskoczonych, ale moim
zdaniem robi takie miny tylko ze strachu, e kto ich
obserwuje - cigna Suzy. - Chocia tym razem
faktycznie mog by zdumieni, bo normalnie podruj
w pojedynk.
- Nie bdzie problemu z tym, e ich dostawa nie
dotrze na miejsce? - zaniepokoi si Arthur.
Suzy pokrcia przeczco gow.
157

- Pewno nikt nawet tego nie zauway. W Dolnym


Atrium panuje straszny baagan, nikt nic nie robi
prawidowo i przyzwoicie.
- Dlaczego tak si dzieje?
- A bo ja wiem? - Wzruszya ramionami. - Pono Panu
Poniedziakowi nie zaley, eby co zmieni na lepsze...
eph...
- Lenistwo - owiadczya Wola ustami Suzy. - Ta
przypado dotkna Pana Poniedziaka i za jego
porednictwem rozprzestrzenia si po Niszym Domu.
Gdy Ostatnia Wola si dopeni, lenistwo zostanie
wytrzebione i powrci wigor.
- Nie moesz wyj i mwi samodzielnie? zirytowaa si Suzy i ponownie rozmasowaa szyj.
- Tak, wanie - przytakn niespokojnie Arthur. Czu
nieprzyjemne dreszcze, kiedy sysza, jak maa
dziewczynka mwi tak niskim gosem.
- Dobrze, skoro prosisz, Arthurze - zgodzia si Wola.
Nim skoczy mwi, Suzy wybauszya oczy i pochylia
si, jakby zamierzaa zwymiotowa. Moment pniej z jej
ust wystrzelia zielona aba, ktra z plaskiem
wyldowaa na cianie. Pozostaa tam przez chwil,
wodzc dokoa tczowymi oczyma, a nastpnie skoczya
na porcz obok Arthura.
- Ukrywanie si jest czsto koniecznoci - wyjania
skrzekliwym gosem. - Pan Poniedziaek dysponuje
pewn wadz, a jego podwadni nie trac czujnoci.
- Ile czasu zajmie dotarcie do... Zapomniaem nazwy
158

tego urzdu - przyzna Arthur.


- Och, pewnie jeszcze chwil - zapewnia go Suzy. Trudno powiedzie. Czasami jedzie si tam szybko,
czasem godzinami. Raz trafiam do windy, ktra si
popsua, i utkwiam w niej na czternacie miesicy.
- Czternacie miesicy! Przecie by umara.
Suzy pokrcia gow.
- Nieatwo jest umrze w Domu. Nie da si umrze z
godu albo pragnienia. Chocia mona okropnie
zgodnie albo zosta zabitym, ale to nieatwe. Mamy tu
bl i straszliwe cierpienie, lecz rany, ktre powinny by
miertelne, nie zawsze zabijaj, przynajmniej nie
Rezydentw i pewnie nie nas, dzieci Szczuroapa, cho
wol nie przekonywa si o tym na wasnej skrze.
Zdarza si, e Rezydenci nawet trac gowy, ale po
pewnym czasie mog doj do siebie, jeli dostatecznie
szybko nasadz je z powrotem. Bro Komisarzy zabija,
ogie te, jeli jest dostatecznie gorcy, i Niconie...
Wystarczy maa, ropiejca rana po ugryzieniu albo
zadrapaniu przez Niconia i zmieniasz si w Nico.
Dlatego wszyscy si ich boj. Ale nie da si tutaj umrze
od choroby ani nawet si rozchorowa. Nie ma
prawdziwych dolegliwoci, takich jak gorczka, biegunka
czy krwawe wymioty. Jest moda na przezibienia i katary
sprowadzone z Krlestw. Zazwyczaj jednak maj posta
amuletu, ktry mona zdj. Albo zaywa si je wraz z
ywnoci. Krtko trwaj i co najwyej prowadz do
kichania, kaszlu lub zaczerwienienia oczu. Choroby si
159

nie czuje. Poza tym nikt tutaj nie musi je ani pi, chocia
herbata jest w modzie i kady lubi je dla rozrywki albo
na pokaz. Nie ma z tym problemu, bo nie trzeba... no,
wiesz... w Domu nie istniej toalety, nie ma takiej
koniecznoci.
- Od jak dawna tu jeste? - spyta Arthur. Krcio mu
si w gowie od nadmiaru informacji.
- Bo ja wiem? - Dziewczyna wzruszya ramionami. Pamitaj o szorowaniu w gowie. Zreszt Czas Domowy
jest inny.
- Czas Domowy to Czas prawdziwy - zauwaya
Wola. - Czas w Polednich Krlestwach jest do pewnego
stopnia elastyczny, a przynajmniej moe pyn w ty.
Pamitaj o tym, Arthurze. Ta informacja moe ci si
przyda. Hep.
- Co hep?
- Ciao tej aby uksztatowano z Nicoci. Chocia to
tylko kopia jadeitu z twojego wiata, Ponury Wtorek
uksztatowa j samodzielnie, wic uchwyci sporo z jej
abiej natury i dobrze odtworzy moc prawdziwego
kamienia. Trudno jest zasiedli taki ksztat. O tym take
pamitaj, Arthurze...
- Zaraz! - przerwa jej chopiec i odetchn gboko. Przede wszystkim oczekuj wyjanie. Dlaczego
wybraa mnie na Prawowitego Dziedzica? Czemu
dostaem Klucz i Atlas? A tak na marginesie, Aporterzy
mi go zabrali.
- Przypadek i zbieg okolicznoci - wyjania Wola. 160

Zapoznam ci z zaistnia sytuacj. Dwanacie dni temu,


wedug Czasu Domowego, uwolniam si z wizienia na
pewnej odlegej gwiedzie. Przybyam do Domu, aby
sposobami chytrymi i przebiegymi przenikn do
umysu Kichola, kamerdynera i prawej rki Pana
Poniedziaka. ju bdc w Kicholu, skoniam
Poniedziaka do przekazania Klucza miertelnikowi,
ktry mia wkrtce umrze. Poniedziaek uzna, e
wwczas szybko odzyska Klucz, bo oddawszy go raz,
speni warunki Woli i w ten sposb uchroni si przed
zemst ze strony wymiaru Sprawiedliwoci i Prawa.
Czyli nie zagro mu ani ja, ani pozostae fragmenty
Testamentu, ktre mog jeszcze zbiec z miejsca
uwizienia. Wiesz, co stao si pniej.
- Ale dlaczego ja? Czemu chciaa, aby Klucz trafi do
miertelnika?
- Czysty przypadek zadecydowa o wyborze twojej
osoby. Architektka zapisaa, e tylko miertelnik moe
by prawowitym Dziedzicem - wyjania Wola. Najzwyczajniej przejrzaam akta tych, ktrzy mieli
umrze w dogodny poniedziaek. Potrzebowaam kogo
o elastycznym umyle, modego, bez przesdw i
dalekiego od dogmatycznej religijnoci. W rezultacie
wykluczyo to mnstwo poniedziakw na przestrzeni,
jak to nazywasz, dziejw. A musia to by poniedziaek,
abym pod postaci Kichola moga wkroczy do twojego
wiata wraz z Panem Poniedziakiem.
- Czyli naprawd miaem umrze? - spyta Arthur
161

powoli. Nie podejrzewa, e dozna takiego wstrzsu. - Na


atak astmy?
- Tak - potwierdzia Wola. - Kiedy jednak przyje
Klucz, zmienie zapis w aktach.
- Nie rozumiem.
- To proste, Arthurze. Posuchaj uwanie. Kady
archiwalny zapis w Domu, bez wzgldu na to, czy
sporzdzony w kamieniu, czy w metalu, na papirusie czy
na papierze, jest cile powizany z danym obiektem na
obszarze Polednich Krlestw. Niezalenie od tego, jaka
zmiana dotknie wspomniany obiekt, modyfikuje si zapis
w aktach. Jeli kto dysponuje odpowiedni moc, moe
sprawdzi, jakie zmiany nastpi, i ingerowa. Moliwe
jest take dziaanie odwrotne. Jeeli tutaj dojdzie do
zmiany zapisu w aktach, wwczas zmiana ta dotknie
dan osob, miejsce, obiekt lub cokolwiek innego, co
odnotowane jest w archiwum.
- To znaczy, e gdyby kto zmieni moje akta, dodajc
do nich informacj o mojej mierci, wwczas bym umar?
- spyta Arthur.
- Najpierw trzeba by byo znale twoje papiery wtrcia Suzy. - Nic z tego. Od wiekw szukam swojej
teczki, przynajmniej kiedy o tym pamitam. Nie tylko ja,
wszystkie inne dzieci te. Do tej pory nikomu si nie
powiodo.
- Archiwum jest w opakanym stanie, to prawda. Ale
bardzo niewielu mieszkacw Domu ma moc
korygowania zapisw - dodaa Wola. - Rzecz jasna,
162

mona uy Klucza do zmodyfikowania niemal kadych


akt.
Niektrzy
urzdnicy
dysponuj
bardziej
umiarkowan wadz, lecz tak czy owak, tego typu
poczynania pozostaj w sprzecznoci z Pierwotnym
Prawem
oraz
celem
istnienia
Domu,
czyli
obserwowaniem oraz archiwizowaniem zagadnie
zwizanych
z
Polednimi
Krlestwami
i
NIEINGEROWANIEM!
- Au! - krzyknli Arthur i Suzy zgodnie, jednoczenie
zatykajc uszy domi.
- Twoi pobratymcy s co najmniej wspwinni owiadczya Wola ze smutkiem i skierowaa zielony,
lepki palec na Arthura. - Nikt nie mia ochoty ingerowa,
kiedy bylicie biomas. Wystarczyo jednak kilka
milionw lat i pojedyncze komrki stay si niesychanie
interesujce. Twj lud jest niebywale twrczy. Gdyby
tylko Architektka nie odesza...
- Co by si ze mn stao, gdybym umar? - spyta
Arthur.
- Byby martwy - odparta Wola. - Skd to pytanie?
- Std, e... - Urwa. Sam nie rozumia, dlaczego o to
zapyta. - Gdzie teraz jestem? Czy istnieje jakie ycie po
mierci? Skoro Architektka wszystko stworzya...
- Nic nie wiem o adnym yciu po mierci - odparta
Wola. - Jest Nico, z ktrej niegdy wyonio si
wszystko. Jest Dom, ktry trwa niezmiennie. S
efemeryczne Polednie Krlestwa. Kiedy si je opuci, to
ju koniec, cho zdaniem niektrych wszystko ostatecznie
163

powraca do Nicoci. Zapis w aktach wyznacza twoje


odejcie i rwnie jest martwy, ale przechowuje si go dla
celw archiwalnych.
- Chcesz powiedzie, e jest zgubiony i zapomniany prychna Suzy. - Nie uwierzyby, jacy oni s
beznadziejni. Trzymaj si mocno, zwalniamy. Jestemy
prawie na miejscu. Uwaga!

164

Rozdzia 12
Arthur zapa si porczy, kiedy winda nagle
zahamowaa i kilka razy zatrzsa si tak mocno, e jej
pasaerowie niemal uderzyli w sufit, a potem opadli na
ziemi. Przez kilka sekund suna gadko, dziki czemu
chopak si odpry, a na koniec gwatownie
znieruchomiaa, tym razem skutecznie posyajc Arthura
i Suzy na ciany i podog kabiny. Za spraw swojej
abiej postaci z przyssawkami na palcach Wola pozostaa
przylepiona do porczy.
Arthur pozbiera si odrobin wolniej ni Suzy, ktra
od razu zaja si otwieraniem drzwi windy. Spodziewa
si ujrze biuro takie jak w Atrium, cae w ciemnym
drewnie i zielonych filcach, owietlone lampami
gazowymi. Tymczasem jego oczom ukaza si widok,
ktry sprawi, e chopiec mimowolnie otworzy usta.
Za drzwiami kabiny rozpociera si cienisty las, peen
bardzo wysokich drzew o wyjtkowo grubych pniach.
Olbrzymie
roliny
rosy
wok
niestarannie
przystrzyonego trawnika, a porodku znajdowaa si
wypalona plama po ognisku. Na skraju lasu szemra
wski, krystalicznie czysty strumyk, nad ktrym
przerzucona bya drewniana kadka. Od niej odchodzia
wybrukowana cieka, a na kocu tej cieki znajdowa
165

si otwarty domek letniskowy, przypominajcy


staromodn, zadaszon scen koncertow. Stao tam
biurko, wygodny fotel i kilka pek z ksikami.
- Jestemy na miejscu - oznajmia Suzy. - Oto Biuro
Gwnego Wydajnika.
Arthur wyszed za ni, Wola skakaa na przodzie.
Drzwi windy zasuny si samoczynnie, chopak drgn
na dwik elektrycznego dzwonka. Odwrci si i
zobaczy, e kabina jest zamaskowana w pniu jednego z
drzew. Zamknite drzwi ledwie odznaczay si w korze, a
przycisk wzywania windy zosta ukryy w skatym
konarze.
- Tu wieci soce - zauway Arthur i wskaza doni
przewity w koronach drzew. Skierowa wzrok midzy
dwa pnie i zauway w dali k oraz bkitne niebo. - To
zwyke niebo i normalny krajobraz. Gdzie jestemy?
- Nadal przebywamy w Domu - zapewnia go Suzy. Wszystko to jest jak obraz. Nie da si przej midzy
drzewami. Prbowaam. Za kadym razem wpadaam na
co twardego, zupenie jakbymy byli otoczeni oknem.
Arthur przez cay czas si rozglda. Dostrzeg
ksztaty sunce w trawie. - wielkie stworzenia, ktre
przypominay gady. Takie prehistoryczne stwory widzia
w ksikach i w muzeach. Te tutaj jednak nie byy szare
jak na obrazkach, tylko jasnote w bladoniebieskie
pasy.
- Tam s dinozaury!
- Nie dostan si tu - wyjania Wola. - Suzy ma racj.
166

Wok biura wznosi si panoramiczne okno, za ktrym


rozpociera si widok na konkretne miejsce z Polednich
Krlestw. Dziwne, e to krajobraz z odlegej przeszoci.
Nieatwo jest dokona takiej sztuki. Im wiksza rnica
midzy przeszoci a Czasem Domowym, tym mniej
stabilne jest okno.
- Czy tego typu okna mog wychodzi na przyszo?
- zainteresowa si Arthur. - Da si zmieni krajobraz za
szyb?
- To zaley, co uwaasz za przyszo - odparta Wola.
- Istnieje wiele rnorodnych wspzalenoci pomidzy
Czasem Domowym a czasem w Polednich Krlestwach.
Jeeli masz na myli przyszo swojego wiata,
odpowied brzmi: nie. Pozostaje ona w cisym zwizku z
Czasem Domowym, zatem nie jest osigalna.
Moglibymy jednak pozna kad chwil poprzedzajc
twoje przybycie, pod warunkiem e dysponowalibymy
dokumentem z opisem okna. Jak widzisz, wychodzi ono
na Polednie Krlestwa, zatem jest jednoczenie ich
czci i gdzie w Domu znajduje si zapis o nim. Moe w
tym biurku.
- To bez znaczenia - mrukn Arthur. - Chciaem tylko
sprawdzi... zobaczy, co si dzieje u mnie w domu. Ale
nie interesuje mnie to, co si zdarzyo przed moim
wyjazdem.
Chyba lepiej nie wiedzie, co zaszo potem, pomyla
przygnbiony. W rezultacie baby si jeszcze bardziej i
byby jeszcze bardziej spity.
167

- Rozpal ogie - zaproponowaa Suzy. - Zaparzymy


herbat.
Nie mamy czasu na odpoczynek, pomyla chopiec ze
smutkiem. Udao mu si jednak nie powiedzie tego na
gos. Musia uzbroi si w cierpliwo i wysucha, co
Wola ma do powiedzenia. Rwnie dobrze podczas
suchania mogli popija herbat.
Suzy podesza do wypalonej plamy na trawniku i
zacza ukada niewielk piramidk z czarnych kamieni.
Arthur pody za ni. Dopiero po chwili zrozumia, e
Kamienie to wgiel. Jeszcze nigdy takiego nie widzia.
Wszystkie kawaki miay identyczny ksztat i rozmiar, co
jego zdaniem nie byo normalne.
- W ogle nie pojmuj tego miejsca - wyzna. - Po co
komu lampy gazowe i wgiel, a do tego staromodne
ubrania i tak dalej? Skoro znajdujemy si w Epicentrum
Wszechwiata, wszystko tutaj powinno opiera si na
magii lub czym w tym rodzaju. Poza tym powinnicie
nosi lepsze ubrania.
- Taka moda - odpara Suzy. - Zmienia si co pewien
czas, nie wiem czemu. Kiedy si zmienia, wszystko
wyglda inaczej, tyle e zawsze zostaje archiwum,
kiepska praca i rzeczy, ktrych si chce, ale si nie
dostanie, na przykad przyzwoite ciuchy. Nie pamitam
poprzedniej mody, zmienia si ponad sto lat temu. Za
duo szorowania w gowie. Jak przez mg przypominam
sobie, e nosiam szpiczasty kapelusz.
- Powczyste szaty, ogniska z krowiego ajna, a
168

zamiast wind wzki z osami, ktre bez koca wspinay


si na gry - zauwaya Wola. - Taka panowaa moda,
zanim trafiam pod klucz. Wydaje mi si, e Architektka
chtnie czerpaa natchnienie z Polednich Krlestw,
przynajmniej w kwestii detali. Nie wtpi, e bieca
moda jest wymysem Wykonawcw.
- Bez wzgldu na mod, nie da si zdoby ubra z
oficjalnych dostaw, wic trzeba je bra od przemytnikw
- poskarya si Suzy. - Do tego potrzebne jest miejscowe
zoto, prawie nieosigalne, lub co na wymian. Szychom
nie brakuje paszczy, koszul, herbaty, ciasta malanego i
innych towarw. Na szczcie czasem gubi torb wgla
albo paczk herbaty.
Dziewczynka zamrugaa oczyma, posza do domku
letniskowego i przyniosa poobijany, czarny imbryk,
ktry napenia wod ze strumienia i zawiesia nad
ogniskiem na trjnogu z trzech zgitych pogrzebaczy
oraz kawaka drutu.
- A teraz, abko, powiedz nam, co powinien zrobi
Arthur - poprosia. Usiada po turecku na trawniku i
wbia wzrok w wyupiaste oczy paza. Chopiec pooy
si na brzuchu i opar brod na doniach.
- Arthurze - zacza Wola. - Posiadasz Wskazwk
Minutow, czyli poow Klucza rzdzcego Niszym
Domem. Nie jest ona tak potna jak Wskazwka
Godzinowa, ktr zachowa Pan Poniedziaek, lecz
mona z niej korzysta szybciej i czciej. Wiesz, e
nadaje si do zamykania i otwierania drzwi, ale kryje w
169

sobie take wiele innych moliwoci, o ktrych opowiem


w stosownym czasie. Jako Pierwszy Fragment Ostatniej
Woli, wybraam ciebie na Prawowitego Dziedzica Domu.
Wskazwka Minutowa to tylko element twojego
dziedzictwa. Twoim pierwszym zadaniem jest zdobycie
Wskazwki Godzinowej i skompletowanie Klucza. Dziki
niemu bez trudu pokonasz Pana Poniedziaka i obejmiesz
funkcj Mistrza Niszego Domu. Potomne Dni
zaprotestuj, to pewne, ale same przystay na warunki
umowy z Poniedziakiem, wic nie bd mogy si
wtrca. Kiedy tylko Poniedziaek ulegnie, a ty zostaniesz
Mistrzem, wwczas zaprowadzimy w Domu istotne
zmiany, aby stworzy trwae podstawy pod uwolnienie
pozostaych fragmentw Testamentu. Niewtpliwie
panoszy si tutaj dramatyczna ociao i gupota, a co
najgorsze, jak myl, dochodzi do ingerowania w sprawy
Polednich Krlestw. Staniesz przed koniecznoci
skompletowania
gabinetu,
wyznaczenia
wasnej
Jutrzenki, Poudnika i Zmierzchnika, rzecz jasna...
- Zaraz, zaraz! - zawoa Arthur. - Nie chc by
Mistrzem ani nikim w tym rodzaju. Musz zdoby
lekarstwo na epidemi i dostarczy je do domu! Chc
tylko wiedzie, jak to zrobi.
- Omawiaam ogln strategi - prychna Wola. - Nie
poruszaam kwestii taktyki. Mimo to postaram si
odpowiedzie na twoje pytania.
aba splota obcignite bon pawn palce i
nachylia si.
170

- Primo, musisz pokona Pana Poniedziaka, aby w


ogle stan przed szans uczynienia czegokolwiek, take
znalezienia lekarstwa na t twoj epidemi. Secundo,
wkradniesz si do Pokoju Dziennego - c za trafna
nazwa - Pana Poniedziaka i odzyskasz Wskazwk
Godzinow, nalen ci z mocy prawa. Gdy tylko
wejdziesz do rodka i przywoasz Wskazwk zaklciem,
ktrego ci naucz, przyleci ona i wylduje w twojej
doni, chyba e Poniedziaek wanie bdzie j trzyma, co
nie wydaje si prawdopodobne.
- To znaczy, e nie ma sposobu uzyskania antidotum
na chorob bez pokonywania Poniedziaka? - spyta
Arthur.
- Gdy zostaniesz Mistrzem, wszystko stanie si
moliwe - zapewnia go Wola. - Uzyskasz peny dostp
do Atlasu, skarbnicy wanej wiedzy. Moim zdaniem
znajduje si tam opis lekarstwa na t zaraz.
- Ale ja nie mam Atlasu! Aporterzy go zabrali i
zniknli.
- Aporterzy trafili tam, skd przyszli: do Nicoci wyjania Wola. - Atlas za bdzie tam, skd przyby: na
inkrustowanej koci soniow pce za paproci w
Pokoju Dziennym Poniedziaka.
- A wic nie mam innej moliwoci znalezienia
lekarstwa na epidemi i powrotu do domu?
- Nie - odpara stanowczo Wola.
- No dobrze, skoro nie mam wyjcia, to musz to
zrobi - odrzek Arthur. - Jak mam si wlizn do Pokoju
171

Dziennego Poniedziaka?
- Tego szczegu jeszcze nie rozgryzam - przyznaa
Wola. - Musisz jednak wiedzie, e istniej rne
moliwoci, midzy innymi uycie Niebywaych
Schodw, cho jest to ostatnia... - urwaa w p zdania i
przechylia zielon gwk. - Co to byo? - spytaa.
Arthur rwnie usysza ten haas, przypominajcy
odlegy ryk. Popatrzy pytajco na Suzy.
- Trudno powiedzie - odpara dziewczynka. Wczeniej syszaam tutaj wycznie szmer strumyka i
dzwonek windy.
Ryk rozleg si ponownie, tym razem znacznie
goniej i bliej. Midzy drzewami Arthur ujrza tego
potwora w niebieskie pasy. Jeli nie bra pod uwag
ubarwienia, gigant przypomina tyranozaury, ktre
chopak widzialna ilustracjach. Z pewnoci zwierz
wayo kilka ton, miao ze trzynacie metrw dugoci od
gowy do ogona, a jego zby byy dugie jak rka Arthura.
Stwr pdzi prosto na biuro i rycza, sadzc wielkimi
susami.
- Jestecie pewni, e nic nam tutaj nie grozi? zaniepokoi si Arthur. - Jak to moliwe, e syszymy
ryk?
- Poniedziaek - wyjania Wola pospiesznie - uy
Klucza Godzinowego oraz Siedmiu Cyferblatw, by
poczy tamt rzeczywisto z tym pomieszczeniem.
Zwierz moe si tutaj przedosta, podobnie jak
Poniedziaek! Musimy ucieka i walczy innego dnia.
172

Arthurze, pod adnym pozorem nie oddawaj Klucza!


aba niezwocznie wskoczya do strumyka. Suzy te
przez moment chciaa pj w jej lady, lecz zawahaa si,
podbiega do windy i przycisna guzik. Arthur ruszy za
ni, dobywajc Klucz spod koszuli.
Kilka sekund po tym, jak pokona kadk, wielki ty
dinozaur z niewiarygodn moc przedar si midzy
drzewami,
rozrzucajc
dookoa
drzazgi.
Jego
paciorkowate oczy skieroway si na dym ogniska.
Drapienik ruszy naprzd z rykiem, kapic paszcz.
Rozpalone do czerwonoci wgle rozsypay si pod jego
nogami, wskutek czego zwierz zaryczao ponownie, tym
razem z blu. Rozwcieczone, wpado w sza: usiowao
gry dym i tuko wielk gow o ciany domku.
Arthur i Suzy przycupnli przy drzwiach windy,
przytuleni do pnia drzewa. Dziewczynka chciaa
podnie rk i ponownie nacisn przycisk, lecz Arthur
j powstrzyma.
- Nie ruszaj si - szepn. - Myla, e dym yje, wic z
pewnoci ma kiepski wzrok i nic nie czuje. Moe
odejdzie, jeli si nie poruszymy.
Przeraeni, w niemym milczeniu obserwowali, jak
dinozaur demoluje domek letniskowy, oszczdzajc
wycznie fundamenty. Wszystko inne zmiady i
pogryz na drzazgi. W kocu godny i poparzony
tyranozaur rykn najgoniej jak potrafi, przedar si
midzy drzewami i znikn w oddali.
- Nigdy tutaj nie wrc - szepna Suzy. - Mylisz, e
173

mona ju i?
- Nie - mrukn Arthur ponuro. Zauway, e co si
rusza w miejscu, przez ktre zwierz przedostao si do
biura. Zza drzew wyonia si gromada mczyzn. Troch
przypominali Aporterw, lecz byli wysocy i kocici, a
przy tym bardziej ludzcy z wygldu, cho ich zapadnite
oczy lniy czerwieni. Mieli pocige i blade twarze,
nosili czarne fraki, a ich cylindry owinite byy czarnymi
wstkami. W obcignitych czarnymi rkawiczkami
doniach mocno ciskali baty na dugich kijach.
- Nocni Przybysze - wyszeptaa Suzy z przestrachem.
- Z koszmarnymi batami i w nocnych rkawicach.
- Czy oprcz windy jest std jaka droga ucieczki? zapyta Arthur pospiesznie.
- Nie - odpowiedziaa przeczco Suzy. - By moe
istnieje dziwodroga, ale ja nie...
Umilka, bo zadzwoni dzwonek windy. Oboje
umiechnli si z ulg, jednoczenie skoczyli na rwne
nogi i zapali za drzwi, po czym otworzyli je tak
gwatownie, e rbny w drzewo. Uderzeniu
towarzyszy olepiajcy bysk. Arthur i Suzy cofnli si
chwiejnie i upadli na muraw.
- Wic tutaj jestecie - ziewn Pan Poniedziaek i
wyszed z kabiny. W jednej doni trzyma lnic
Wskazwk Godzinow, a w drugiej lask ze skadanym
siodekiem. Ziewn ponownie, zrobi kilka powolnych
krokw po trawniku, wbi lask ostrym kocem w
ziemi, rozoy wskie siodeko i usiad.
174

Za nim wyszed Poudnik z szerokim umiechem na


ustach. U jego boku stana pikna kobieta, ubrana w
rozmaite odcienie ru. Wygldaa jak siostra Poudnika i
z pewnoci bya Poniedziakow Jutrzenk. Dwa kroki z
tyu zatrzyma si jeszcze jeden niebywale przystojny
mczyzna, bliniaczo podobny do Poudnika. Mia na
sobie czarny paszcz przyprszony srebrem, zatem
musia by Poniedziakowym Zmierzchnikiem.
Pan Poniedziaek najwyraniej wola nie ryzykowa.
Zgromadzi
wszystkich
najpotniejszych
sprzymierzecw. Z windy wysypali si Sieranci, a za
nimi cae bezadne stado zwykych Komisarzy - gromada
innych, bliej nieokrelonych tworw.
- Szybciej! - warkn Poniedziaek. - Jestem
wyczerpany. Niech kto wemie Klucz Minutowy i
przyniesie go tutaj.
Jutrzenka, Poudnik i Zmierzchnik popatrzyli po
sobie.
- Czekam!
- Wola... - zacz Poudnik ostronie. Podobnie jak
rodzestwo, wodzi oczyma po biurze. Wszyscy troje
rozchylili prawe donie, zamierzajc doby broni, chocia
nic nie wskazywao na to, e s uzbrojeni.
- Wola nie przeciwstawi si nam wszystkim - ziewn
Poniedziaek. - Moim zdaniem ju zbiega. A teraz do
roboty!
Zapado krtkotrwae milczenie. Najwyraniej nikt
nie kwapi si do tego, by wystpi. Wreszcie Poudnik
175

wykona gest rk.


- Komisarzu! - Wskaza Arthura, ktry lea na
plecach w trawie, czciowo oguszony wybuchem. Tylko
jego drce powieki i poruszajca si klatka piersiowa
wiadczyy o tym, e nadal yje. - Zabra chopcu
metalowy przedmiot.
Komisarz zasalutowa i ruszy naprzd. Jego nogi
byy sztywne w kolanach, a metalowe stawy zgrzytay,
kiedy stpa. Znieruchomia o krok od Arthura, tupn i
stan na baczno, po czym pochyli si i sign po
Klucz.
Chopak nie mia siy utrzyma przedmiotu, wic jego
odebranie nie powinno sprawi trudnoci Komisarzowi.
Arthur ledwie rozumia, co si wok niego dzieje, ale
Klucz ani drgn. Wygldao na to, e jest przyklejony do
doni. Komisarz szarpn, potem przyklkn na jednym
kolanie i ponownie bolenie pocign Arthura za rk.
- Nie - jkn na wp przytomny Arthur. - Prosz
tego nie robi...
- Wyrwa mu rk - rozkaza Poudnik. - Albo odci.
Byle szybko.

176

Rozdzia 13
Komisarz cofn si i powoli odkrci praw do,
ktr nastpnie wsun za pas. Wydoby inn, znacznie
dziwniejsz. Brakowao jej palcw, bya za to
wyposaona w szerokie, przypominajce tasak ostrze.
Komisarz przykrci now do do nadgarstka. Gdy bya
ju na miejscu, tasak zadra i zacz porusza si w gr i
w d tak szybko, e wyglda jak rozmazana smuga stali.
Komisarz ponownie si pochyli i przybliy tasak do
nadgarstka Arthura. Chopiec krzykn, ale zanim zdy
cokolwiek zrobi i zanim ostrze dotkno jego skry,
Klucz nieoczekiwanie wystrzeli mu z doni, niczym
strzaa. Zanurkowa w piersi Komisarza, wyfrun z jego
plecw, zatoczy koo i wrci do doni Arthura.
Nie polaa si ani jedna kropla krwi. Komisarz mia
nieco zdezorientowan min, ale wsta i si wycofa.
Wewntrz tuowia zazgrzytay mu koa zbate, a jego
niebieski paszcz rozdar si od rodka i wystrzelia spod
niego zerwana spryna, po czym, rozwinita, zawisa z
przodu. Moment pniej zabrzmia grzechot deszczu
rozsypywanych trybikw, toczcych si wok pknitej
spryny i spadajcych na ziemi czci.
Komisarz powoli pochyli gow i spojrza na swj
tors. Unis zwyk do, dotkn otworu i zamar. Wski
177

strumyk srebrnej cieczy spyn mu z kcikw oczu i ust.


Zapada krtkotrwaa cisza. Arthur popatrzy na
zepsutego Komisarza, potem na Klucz w swojej doni i
wreszcie na wrogw. Nie mia moliwoci ucieczki,
przynajmniej w tej chwili. Rzuci okiem na Suzy: leaa na
boku, z twarz skierowan w przeciwn stron. Nie
potrafi powiedzie, czy jest przytomna.
Poudnik zmarszczy brwi i zwrci si do Sieranta.
- Wylij czterech najbardziej zaufanych ludzi i
przynie mi Klucz! - rozkaza.
Sierant zasalutowa i odwrci si, by wyda
polecenia metalowym podwadnym. Zanim jednak
zdy
cokolwiek
powiedzie,
gos
zabra
Poniedziakowy Zmierzchnik. W przeciwiestwie do
Poudnika, mia jzyk czarny, nie srebrny, i przemawia
chrapliwym szeptem.
- Jest tak, jak podejrzewaem. Zdy trwale zwiza
si z Kluczem - owiadczy. - Przemoc na nic si zda,
chyba e nasz Mistrz zechce zaryzykowa i Wikszy
Klucz przeciwstawi Mniejszemu?
Poudnik spojrza na Zmierzchnika spode ba, a
nastpnie znw popatrzy na Pana Poniedziaka, ktry
sprawia wraenie pogronego we nie. Niebezpiecznie
koysa si na lasce z siodekiem. Nie odpowiedzia na
pytanie Zmierzchnika, cho jego prawa brew lekko
drgna.
- Nie? - cign Zmierzchnik. - Bracie, po co
niepotrzebnie traci nastpnych Komisarzy? Ponury
178

sporo da za ich wymian, czy nie?


- Co proponujesz? Chopak nie odda Klucza po
dobroci ani ze strachu. Wyprbowaem oba warianty.
- Na razie niech go trzyma - zaproponowa
Zmierzchnik. - Nie wie, jak z niego korzysta. Umiecimy
chopaka w bezpiecznym, nieprzyjemnym miejscu.
Zwrci nam Klucz, kiedy si porzdnie nacierpi.
- A gdzie nie grozi nam ingerencja Woli? - spyta
poudnik. - Ja nie znam takiego miejsca.
- Jest jedno, gdzie Wola nie dotrze - zapewni go
Zmierzchnik. - Z pewnoci nie omieli si zstpi do
Gbokiej Piwnicy Wglowej. Staruch nie pozwoli, by
Wola tam si udaa.
- Staruch? - Jutrzenka zadraa. Mwia pogodnym,
dononym gosem, a jej jzyk by zoty. - Nie powinnimy
z nim zadziera.
- Jest w acuchach. - Zmierzchnik wzruszy
ramionami. - Poza tym nigdy nie zaczepia robotnikw
zatrudnionych w Piwnicy.
- A gdyby zdoby Klucz? - zauwaya Jutrzenka. Mgby si oswobodzi...
- Wykluczone - zapewni j Zmierzchnik. - Nawet
komplet Siedmiu Kluczy nie uwolniby go z acucha.
- Do piwnic wglowych czsto zagldaj Niconie,
nawet do Gbokiej - zwrci uwag Poudnik. - Gdyby
ktry z nich przej Klucz...
- Jak, skoro my nie potrafimy? - wyszepta
Zmierzchnik. - Badaem Klucze. Powiadam ci, odkd
179

powstaa midzy nimi wi, Klucz mona tylko


przekaza, nie mona go odebra. Bdzie chroni
waciciela przed powan krzywd, ale nie obroni go z
pewnoci przed blem i niewygodami. Moim zdaniem
trzeba wrzuci chopaka do wilgotnej ciemnicy. Wkrtce
si przekona, e jedynym ratunkiem dla niego jest
przekazanie nam...
- Mnie - przerwa mu Pan Poniedziaek i nagle si
wyprostowa. - Przekazanie Klucza mnie.
Jutrzenka, Poudnik i Zmierzchnik umiechnli si i
zoyli ukon Panu Poniedziakowi.
- Wedug yczenia - cign Zmierzchnik. - chopiec
wkrtce sam dojdzie do wniosku, e musi przekaza
Klucz Panu Poniedziakowi.
- Opnienia! Trudnoci! - poskary si Pan
Poniedziaek. - Dostrzegam jednak sens w twoim planie,
Zmierzchniku. Bierz si do roboty, a ja utn sobie
drzemk.
- A ja? - pisna nagle Suzy. - Nie chciaam tego. To
Wola mnie zmusia.
Pan Poniedziaek j zignorowa. Powoli wsta,
pozostawi lask z siodekiem tam, gdzie j wbi, i
spokojnie ruszy do otwartej windy. Zwykli Komisarze
oraz Sieranci salutowali, gdy ich mija, a Jutrzenka,
Poudnik i Zmierzchnik raz jeszcze zoyli mu ukon.
Drzwi windy si zamkny i niemal natychmiast
otworzyy z powrotem. W rodku nie byo ani ladu po
Poniedziaku.
180

- Mwi prawd! To nie moja wina - cigna Suzy,


zwracajc si do Poudnika. Uklka i pochylia gow tak
nisko, e dotkna czoem trawy. Ze zdenerwowania
wbia palce w ziemi. - Prosz mnie nie wysya do
Piwnicy Wglowej. Chc wrci do pracy!
- Gdzie Wola? - zapyta Poudnik. Zbliy si do Suzy i
podnis j za wosy tak wysoko, e musiaa sta na
palcach i krzywi twarz z blu.
- Ucieka, gdy przybieg dinozaur! - krzykna. - Znaa
dziwodrog, ale ma, za ma, ebymy z niej
skorzystali.
- Jaki ksztat przybraa? - naciska Poudnik. - Gdzie
bya ta dziwodroga?
- Wola... Wola wygldaa jak pomaraczowy kot z
dugimi uszami - zakaa Suzy. - Wdrapaa si na tamto
drzewo i... znika. Nie chciaam robi tego, co mi kazaa,
ale mnie zmusia...
Poudnik opuci j z obrzydzeniem na traw.
- Chcecie co z tym zrobi? - spyta Jutrzenk i
Zmierzchnika, pokazujc na Suzy. Dziewczynka
ponownie pada plackiem na ziemi. Tym razem udao
si jej wypapra zalan zami twarz, przez co wygldaa
tak, jakby ubrudzia si botem.
Jutrzenka pokrcia gow. Zmierzchnik nie
odpowiedzia od razu. Po chwili na jego ustach pojawi
si umiech tak nieznaczny, e Arthur nie by pewien, czy
przypadkiem go sobie nie wyobrazi.
- Jeste jednym z tych niefrasobliwych dzieci
181

Szczuroapa, zgadza si? - zainteresowa si Zmierzchnik.


- Kiedy bya miertelniczk, tak?
- Tak, janie panie - zaszlochaa Suzy. - Teraz jestem
Napeniaczk Kaamarzy Szstej Klasy.
- Szlachetne zajcie - przyzna Zmierzchnik. - Moesz
powrci do swoich obowizkw, Suzy Turkusowy
Bkicie. Najpierw jednak umyj twarz i donie w tym
strumieniu, powinien si nada.
Suzy popatrzya na niego podejrzliwie, gdy
wypowiedzia jej imi, a nastpnie ukonia si ponownie
i chwiejnie wstaa. Tylko Zmierzchnik i Arthur
odprowadzili j wzrokiem. Po chwili dziewczynka
pochylia si nad wod, aby opuka buzi. Chopca
zdumiay jej gony pacz i baganie o lito, ale teraz
zauway, e Suzy stana w miejscu, gdzie zanurkowaa
Wola, i zrozumia, o co chodzi. Dziewczynka odwrcia
si plecami do wszystkich, aby nikt nie widzia, co robia
z rkoma w wodzie. Arthur mia nadziej, e pomaga
abie, cho nie spodziewa si ingerencji Woli w
obecnoci trzech potnych sug Poniedziaka.
- Zlikwiduj to biuro - poleci Sierantowi Poudnik i
wycign notatnik. Nabazgra co pirem, ktre
zmaterializowao si w powietrzu, wyrwa kartk i
wrczy j Sierantowi. - Uyjesz tego do zamknicia
okna widokowego.
- Razem z moimi Nocnymi Przybyszami zabior
Arthura do Gbokiej Piwnicy Wglowej - zapowiedzia
Zmierzchnik. Ruchem doni da znak swoim ponurym
182

poplecznikom, ktrzy zrobili krok do przodu.


- Nie, bynajmniej - zaprotestowa Poudnik. - To mj
obowizek Nadal dysponuj upowanieniem Mistrza.
- Obowizujcym w Polednich Krlestwach, o ile
pamitam - przypomnia mu agodnie Zmierzchnik.
- Ten szczeg nie zosta uwzgldniony w
penomocnictwie - odpar Poudnik z pogodnym
umiechem i odwrci si do Arthura. - Wsta, chopcze,
jeeli pjdziesz spokojnie, nie bd zmuszony zadawa ci
blu. Pamitaj, e moemy ci torturowa, nawet jeli nie
odbierzemy ci Klucza.
Zmierzchnik spojrza na jutrzenk, ktra wzruszya
ramionami.
- Poudnik ma racj - powiedziaa. - Bd mu
towarzyszya.
- Jak sobie yczycie. Siostro, bracie. - Zmierzchnik
strzeli palcami i wycign do w gr. Nocni Przybysze
skonili si lekko i owinli pelerynami. Nastpnie
wszyscy powoli wzbili si w powietrze i, cay czas na
baczno, lewitowali ku sufitowi. Zniknli na wysokoci
wierzchokw drzew.
Arthur patrzy, jak odlatuj, a potem opuci wzrok.
Zmierzchnik rwnie znikn, a Poudnik i Jutrzenka
popatrzyli na niego.
- I co, chopcze?
Arthur ukradkiem zerkn na Suzy. Odsuna si od
strumienia, ale nie spogldaa w jego stron. Nie potrafi
powiedzie, czy zabraa Wol. Nagle ogarny go
183

wtpliwoci. A jeli tylko chciaa umy rce, zarwno z


brudu, jak i od odpowiedzialnoci wobec niego? A moe
naprawd pragna pomc, lecz Wola ju znikna?
- Chyba nie mam wyboru - odpar powoli. Wsta i
unis brod, eby dowie, e si nie boi. - Pjd z wami.
Ponownie dyskretnie spojrza na Suzy. Wci kucaa
nad wod, ale tym razem ktem oka patrzya na
chopaka. Arthur bardzo powoli i chytrze mrugn okiem.
Suzy poklepaa si po szyi i kaszlna. Niewtpliwie
odzyskaa Wol. Arthurowi sprawio to nieznaczn ulg.
Przynajmniej mg mie nadziej na uzyskanie pomocy.
Poudnik ponownie da znak i Sieranci zaczli
wykrzykiwa rozkazy. Dwunastu mechanicznych
Komisarzy maszerowao wok Arthura, aby nie uciek.
Szli tak blisko siebie i byli tacy wysocy, e ledwo widzia
co poza nimi.
- Komisarze eskortujcy winia, lew wolno
naaaaaprzd! - wyda rozkaz jeden z Sierantw.
Komisarze ruszyli, a Arthur wraz z nimi, aby unikn
zmiadenia lub rozdeptania. Zastanawia si, czy Klucz
pozwoli, by posiniaczy stopy albo mia obite ebra.
Spodziewa si, e przynajmniej cz stray odejdzie
przed wejciem do windy. Waciwie nie potrafi
zrozumie, jak to moliwe, e tyle osb z niej wyszo.
Kiedy jednak podali dalej, poj, e nie bd poruszali
si kabin, z ktrej korzysta wraz z Suzy, cho
znajdowaa si w tym samym miejscu. Nowa winda bya
o wiele wiksza. Miaa rozmiary szkolnej auli, a do tego
184

wygldaa znacznie bardziej okazale: jej ciany obito


byszczc boazeri, a podog wyoono drewnianym
parkietem.
Porodku kabiny znajdowa si okrgy podest,
otoczony mosin barierk. Poudnik i Jutrzenka wspili
si na podwyszenie, pozostali ustawili si przed nimi,
jak na defiladzie. Arthur po raz ostatni rzuci okiem na
Suzy zatopion w rozmowie z Sierantem, ktry otrzyma
polecenie likwidacji biura. Potem drzwi si zasuny i
zadzwoni dzwonek.
Dopiero teraz Arthur poczu si jak prawdziwy
wizie, sam wrd wrogw.
Poudnik machn rk w powietrzu i obok niego
pojawia si rura gosowa. Przysun j do ust.
- Dolny Poziom dwa tysice dwanacie - oznajmi. Ekspres.
Pada jaka odpowied. Poudnik zmarszczy brwi.
- No to zmie mu tras! - warkn. - Powiedziaem, e
ma by ekspres!
Winda przechylia si gwatownie i opada. Arthur
straci rwnowag i run na jednego z Komisarzy, ktrzy
niewzruszenie stali na baczno. Poudnik i Jutrzenka
zderzyli si z mosin barierk; Poudnik cign brwi i
przysun rur gosow. Woy do niej dugi, cienki
palec i co nim chwyci. Z rury dobieg stumiony wrzask
i po chwili Poudnik powoli wycign z niej nos, ktry
wykrci palcami w biaej rkawiczce. Po nosie wyoniy
si usta i broda, a nastpnie caa gowa, razem ze
185

zmaltretowanym kapeluszem. Arthur ledwie potrafi


uwierzy w to, co widzi: rura miaa zaledwie rednic
puszki zupy.
Kilka sekund pniej Poudnik wycign caego
mczyzn i cisn go na podog przed podestem.
Wydobyty z rury czowiek by niski i gruby. Mia za dugi
paszcz, ktrego krzywo zacerowane plecy szuray po
ziemi, poudnik z wciekoci spiorunowa go
wzrokiem.
- Operator Windy Sidmego Stopnia?
- Nie, szanowny panie - zaprzeczy czowieczek.
Arthur zauway, e nieznajomy usiuje by dzielny. Operator Windy Czwartego Stopnia.
- Ju nie. - W doni Poudnika pojawi si notatnik.
Poudnik zapisa co pospiesznie, wydar stron i rzuci
na podog.
- Och, prosz, wasza lordowska mo - powiedzia
mczyzna z alem. - Sto lat temu uzyskaem czwarty
stopie...
Kartka uderzya czowieczka w rami i eksplodowaa
bkitnymi iskrami, ktre otoczyy jego gow niczym
aureola. Iskry strawiy pognieciony kapelusz, odsaniajc
ysin nieszcznika, a potem opady na paszcz, koszul i
bryczesy, niszczc wszystko. Arthur zamkn jedno oko,
nie chcc widzie, co si za chwil zdarzy, zwaszcza jeli
skra mczyzny miaaby si rozpuci lub co w tym
rodzaju. Nic podobnego jednak si nie stao. Iskry
zmieniy si w prost tog o barwie zamanej bieli, a
186

dotychczasowa odzie mczyzny znika bez ladu.


- Nie musia pan tego robi - zauway Operator
Windy, nie tracc godnoci. - Tamto ubranie zdobyem z
najwyszym trudem.
Poudnik trzyma rur nad gow mczyzny.
- Powiniene uwaa si za szczciarza - mrukn. Nie zirytuj mnie ponownie i wracaj do pracy.
Windziarz westchn. Machinalnym, majcym
wyraa szacunek gestem potar czoo kostk palca i
unis do, ktra bez trudu zmiecia si w rurze
gosowej. Potem reszta jego ciaa zostaa wessana,
zupenie jakby rura stanowia cz odkurzacza, a
czowieczek by skadany.
Gdy znik, Poudnik ponownie przemwi do tuby.
- Jak ustalilimy. Ekspresem i gadko. Dolny Poziom
dwa tysice dwanacie. Wejcie do Grnej Piwnicy
Wglowej.
Arthur stara si powstrzyma dreszcze. Zanosio si
na to, e trafi w miejsce bardzo odlege od tych, ktre
zna. Ogarno go przygnbienie. Wszystko wydawao si
zbyt trudne, nieosigalne. Rwnie dobrze mgby da za
wygran.
Jak mog ocali kogokolwiek przed epidemi? spytaa pogrona w depresji cz jego umysu. Nie
umiem nawet uchroni si przed wizieniem.
Do tego! - upomnia sam siebie Arthur. - Suzy i
Wola s wolni. Nadal mam Klucz. Nadarzy si okazja, by
co zrobi. Z pewnoci tak bdzie...
187

Rozdzia 14
Wejcie do Grnej Piwnicy Wglowej okazao si
chwiejn, drewnian ramp, ktra znajdowaa si na
skraju jaowej rwniny. Rozlegy teren wokoo by sabo
owietlony snopami trzech, albo czterech wind. Podobnie
jak w Dolnym Atrium, nad ramp rozpociera si sufit,
lecz by on paski, a nie kopulasty, poza tym zawieszono
go znacznie wyej.
Komisarze zaprowadzili Arthura na ramp. Gdy jego
oczy dostosoway si do pmroku, przekona si, e
rwnina za ramp nie jest cakowicie pusta. Porodku co
si znajdowao.
Bya to okrga plama nieprzeniknionej ciemnoci.
Wielki otwr w ziemi o rednicy okoo kilometra,
ziejcy niespotykan i niezmierzon gbi.
- Tak - odezwa si Poudnik, ktry uwanie
obserwowa Arthura. - Ten szyb to Gboka Piwnica
Wglowa. Sierancie! Zaprowad winia na skraj.
Od platformy do brzegu wyrobiska wioda cieka,
wybrukowana biaymi kamieniami, ktre kontrastoway
z wszechobecnym czarnym pyem, wzbijajcym si pod
nogami. Py wglowy, zgad Arthur. Mia nadziej, e go
nie wdycha i nie gromadzi w pucach, bo kiedy... bo jeli
wrci do domu, jego organizm sobie z nim nie poradzi.
188

Wwczas naprawd potrzebowaby Klucza, ktry


pomgby mu oddycha. Jego biedne puca adn miar
nie mogyby wytrzyma takiej iloci szkodliwych
substancji.
Komisarze maszerowali, ich nogi od czasu do czasu
skrzypiay, jakby domagajc si naoliwienia, Arthur za
usiowa zachowa spokj. Suzy odnalaza Wol, ktra z
pewnoci wyruszy na jego poszukiwania, tyle e zdaniem Zmierzchnika - Gboka Piwnica Wglowa to
jedyne miejsce, do ktrego Wola nie odway si przyby
z obawy przed Staruchem.
Niewesoa perspektywa, szepna defetystyczna cz
umysu Arthura. Tkwi w lochu wraz ze stworem
zwanym Staruchem.
- Na dole nie grozi ci samotno - powiedzia
Poudnik. Patrzy na chopca wymownie, zupenie jakby
czyta w jego mylach. - Napotkasz tam Rezydentw
Domu, zdegradowanych do najgorszych pozycji i
wykonujcych najbardziej parszywe zadania, jak choby
rbanie wgla na odpowiednie kawaki. Nie omiel si
ciebie niepokoi. Jest tam jednak kto jeszcze. Trzymaj si
od niego z dala, jeli ci zdrowie i ycie mie. Nazywa si
Staruch, z nim nie ma artw. Jeli nie wejdziesz mu w
drog, to bdziesz cierpia tylko z powodu zimna, wilgoci
i pyu wglowego.
- Jak poznam Starucha, kiedy go zobacz? - spyta
Arthur. Chcia, by zabrzmiao to dzielnie, ale mu nie
wyszo. Jego gos by piskliwy i przyciszony.
189

Odchrzkn i sprbowa jeszcze raz. - Poza tym w jaki


sposb bd mg si stamtd wydosta, jeli zechc
przekaza Klucz Panu Poniedziakowi?
- Poznasz Starucha - zapewni go Poudnik.
Umiechn si lodowato, a jego biae zby zalniy. - Nie
sposb go nie zauway. Jak powiedziaem, unikaj go w
miar moliwoci. Co do wydostania si stamtd, po
prostu
trzykrotnie
wypowiedz
moje
imi:
Poniedziakowy Poudnik, przybd i zabior ci, albo
przyl kogo, kto si zajmie t spraw.
Stanli nad krawdzi przepaci w chwili, gdy
Poudnik wypowiedzia ostatnie sowo. Komisarze
znieruchomieli na skraju dou, tylko centymetry dzieliy
ich od czeluci. Arthur zza ich plecw popatrzy w
ciemno. Nie potrafi oceni gbokoci szybu, nie
dostrzeg w nim adnych wiate.
Poudnik wycign notatnik i wyrwa z niego kartk.
Szybko poskada j tak, by przypominaa skrzyda, i
maym noem wykona z bokw nacicia imitujce pira.
Nastpnie napisa po jednym sowie na obu skrzydach i
powoli potrzsn nimi. Przy kadym ruchu rosy, a
wreszcie Poudnik trzyma w doniach par pierzastych
skrzyde wielkoci Arthura, nieskazitelnie biaych i
janiejcych.
W
miejscu,
gdzie
Poudnik
je
przytrzymywa, pojawiy si jednak struki czarnego
atramentu, ktry spywa z jego palcw niczym krew.
- Przepucie mnie - rozkaza Komisarzom. Rozstpili
si na boki, aby zrobi mu miejsce, lecz ten stojcy
190

najbliej szybu bezmylnie przesun nog nad


krawdzi. Nawet nie prbowa si ratowa, chwyci
skraju przepaci. Po prostu wpad w prni; sycha
byo tylko wist powietrza. Arthur nie usysza uderzenia
nieszcznika o dno szybu.
Poudnik zmarszczy brwi, pokrci gow i mrukn
co na temat niskogatunkowych produktw". Potem
nagle klepn Arthura skrzydami w plecy i bardzo
mocno pchn go w otcha.
Arthur poczu, jak skrzyda przywieraj mu do
opatek Wraenie byo trudne do opisania. Nie poczu
blu, ale i nie sprawio mu to przyjemnoci. Kojarzyo si
z borowaniem zba u dentysty, po zastrzyku
znieczulajcym, gdy pozostaj tylko wibracje. Wstrzs,
ktry towarzyszy nagemu przywarciu skrzyde, a take
zaskoczenie, kiedy si rozpostary i spowolniy upadek,
odwrciy uwag Arthura od faktu, e najwyraniej trafi
wanie do bezdennej otchani. Kiedy umys chopaka
poj, co zaszo, skrzyda mocno opotay, a on spokojnie
opada w d, nie szybciej ni pajk opuszczajcy si po
sieci.
Wysoko w grze zabrzmia miech Poudnika, a
chwil pniej take stukot metalowych buciorw
Komisarzy, maszerujcych mechanicznie po biaych
kamieniach cieki.
- Nigdy ci nie wezw - szepn Arthur i mocno
cisn Klucz w garci. Odzyska gos: mocny, donony,
peen zoci. - Znajd rozwizanie. Dam sobie rad z tob,
191

Panem Poniedziakiem i wami wszystkimi!


- Tak trzyma! - pochwali go kto cicho, nieopodal w
ciemnoci. Zaskoczony Arthur zamachn si Kluczem,
ale metal nie napotka oporu. Chopiec nadal spada
powoli, a wok niego nie byo nic poza powietrzem i
ciemnoci.
A moe jednak? Arthur unis Klucz.
- wiato! - powiedzia. - Daj wiato!
Klucz natychmiast zajania, roztaczajc wokoo kul
promieni. Arthur od razu zauway skrzydlat posta,
ktra fruna w d z tak sam prdkoci jak on. By to
ubrany na czarno mczyzna, z czarnymi skrzydami, tak
lnicymi i ciemnymi jak u kruka, bez najmniejszej biaej
plamki.
- Poniedziakowy Zmierzchnik - prychn Arthur. Czego pan chce?
- Zdaje si, e moc drzemica w Kluczu nie jest ci
cakowicie niedostpna, jak to chciaby widzie Poudnik
- wyszepta Zmierzchnik. Arthur ledwie go sysza przy
opocie dwch par skrzyde. - Pytasz, czego chc? Pragn
ci dopomc. Arthurze. Jeste wybracem Woli. Dzierysz
Klucz Minutowy Niszego Domu.
- Co takiego? - zdziwi si Arthur. Uzna, e to z
pewnoci jaki podstp. - Nie jest pan przypadkiem
kim w rodzaju prawej rki Poniedziaka?
- Po prawicy Mistrza zasiada Poudnik, po lewicy
Jutrzenka. Zmierzchnik stoi z tyu, okryty cieniem. A
jednak czasami atwiej jest dostrzec wiato, gdy
192

czciowo pozostaje si w mroku. Poniedziaek nie


zawsze by taki jak teraz, podobnie jak Poudnik i
Jutrzenka. Niszy Dom nie by niegdy w tak ndznej
kondycji. W tej sytuacji powoli... och, tak bardzo wolno...
wycignem wniosek, e naley co uczyni. Pomogem
fragmentowi Testamentu uwolni si, w tym celu daem
Inspektorowi tabakier. Teraz wespr ciebie, udzielajc ci
kilku Wskazwek.
Arthur prychn z niedowierzaniem. To byo takie
banalne. Miliony razy widywa tego rodzaju historie w
telewizji. Dobry glina i zy glina. Poudnik odegra rol
zego gliny, teraz nadesza kolej na Zmierzchnika. Trzeba
byo przyzna, e niele sobie radzi.
- Powiniene porozmawia ze Staruchem. Inni
zapomnieli, e cho przeciwstawia si Architektce, nie
nienawidzi jej dziea. Jeste trybikiem tej machiny, wic
go zainteresujesz i nie skrzywdzi ci. Spytaj go o
Niebywae Schody. Skorzystaj z wiedzy, ktr ci ofiaruje.
- Dlaczego miabym panu zaufa? - powtpiewa
Arthur.
- Dlaczego miaby ufa komukolwiek? - odpar
Zmierzchnik tak cicho, e Arthur go nie usysza i musia
powtrzy pytanie. Zmierzchnik podfrun bliej; jego
twarz znalaza si tak blisko, e chopak mg jej dotkn,
a koce kruczoczarnych skrzyde niemal muskay jego
nienobiae skrzyda przy kadymi uderzeniu.
- Dlaczego miaby ufa komukolwiek? - zapyta raz
jeszcze. - Wola chce osign swoje cele. Poniedziaek
193

chce zrobi wszystko po swojemu, podobnie jak Potomne


Dni. Kto jednak wie, do czego doprowadz ich pomysy?
Zachowaj ostrono, Arthurze?
Przy ostatnim sowie skrzyda Zmierzchnika
zaopotay mocniej.
Unis si, cho
chopak
nieprzerwanie spada. Nie mia wadzy nad skrzydami
wykonanymi przez Poudnika. Po prostu spowalniay
jego upadek niczym spadochron, tylko skuteczniej.
Arthur mia sporo czasu na przemylenie sw
Zmierzchnika. jego skrzyda cay czas biy powietrze, a
on spada. W kocu przyzwyczai si do bezustannego
ruchu i nawet ogarna go senno. Gboka Piwnica
Wglowa w rzeczy samej bya gboka, znacznie gbsza
od wszystkich szybw i kopalni, o ktrych Arthur sysza
w swoim wiecie, jeli nie liczy roww oceanicznych,
zamieszkanych przez dziwne formy ycia.
Wreszcie nadszed kres cigego spadania. Chopak
zorientowa si, e zblia si koniec podry, bo skrzyda
nieoczekiwanie zaczy trzepota dwukrotnie szybciej,
wskutek czego zawis w przestrzeni. Wtedy oderway si
od jego plecw. W rezultacie Arthur z wysokoci metra
spad na tward, mokr ziemi. Wyldowa z pluskiem i
przewrci si. W jednej chwili cay przemk i o mao co
nie zgubi Klucza. Sekund pniej opady obok niego
dwie przycite kartki papieru, ktre zamieniy si w
kleksy mokrej brei.
Woda miaa gboko zaledwie kilku centymetrw.
Najwyraniej wpad w du kau, bynajmniej nie
194

jedyn tutaj. Podnis Klucz, aby jego wiato docierao


dalej, i ujrza mnstwo podobnych kau. Czarna woda
staa w nich nieruchomo pomidzy pasami nieco
suchszego gruntu, utworzonego z cuchncej, botnistej
mieszaniny pyu wglowego i wody.
Dostrzeg te sterty wgla. Wokoo wznosiy si
niezliczone piramidki o wysokoci od ptora do dwch
metrw, kada w odlegoci okoo piciu metrw od
ssiednich. Arthur przyjrza si najbliszej z nich. W
przeciwiestwie do idealnie uksztatowanych bryek, z
ktrych korzystaa Suzy, tutaj znajdoway si nieksztatne
kawaki wgla o bardzo rnych rozmiarach. Spacerujc,
chopak zwrci uwag, e rwnie piramidy miay
zrnicowane gabaryty. Ponadto cz z nich uoono
wyranie staranniej ni pozostae. Kilka razy zauway
zawalone sterty, czyli stosy wgla luzem.
Zgodnie z zapowiedzi Poudnika w Piwnicy
panowa chd i byo bardzo wilgotno. Woda
przynajmniej zapobiega pyleniu si wgla, pomyla
Arthur, chocia spacerujc, wznieca kby kurzu. Musia
jednak chodzi, bo byo zbyt zimno, aby sta w miejscu.
Jeli Suzy miaa racj i nie musia nic je, to podejrzewa,
e moe pozostawa w cigym ruchu.
Nie wspomniaa jednak nic o braku potrzeby snu, a
Arthur by bardzo zmczony. Wiedzia, e w Domu
obowizuje system zmianowy, co zapewne oznaczao, e
ludzie - a raczej Rezydenci, jak ich nazywano - sypiali.
Mia nadziej, e Klucz uchroni go przed zapaleniem
195

puc albo przezibieniem, jeli wbrew opinii Suzy mona


tutaj byo zapa na te choroby Jednak perspektywa
odpoczynku na stercie wgla, w zimnie i wilgoci, nie
rysowaa si obiecujco.
Arthur snu si midzy kopcami wgla i rozmyla o
tym,
co
dalej
robi.
Czy
powinien
zaufa
Zmierzchnikowi? Przed ucieczk Wola wspomniaa o
Niebywaych Schodach jako o jednej z drg
prowadzcych do Pokoju Dziennego Pana Poniedziaka.
Zmierzchnik rwnie o nich mwi. Moe dziki nim
mona byo nie tylko przedosta si do pokojw
Poniedziaka, ale rwnie uciec z Piwnicy?
Aby si o tym przekona, Arthur musia znale
Starucha i zaryzykowa rozmow z nim. Zwrci uwag,
e na wzmiank o Staruchu Jutrzenk oraz Komisarzy i
Sierantw przebieg dreszcz. Bali si go ponad wszelk
wtpliwo. Wola rwnie musiaa czu lk przed
Staruchem, bo w przeciwnym razie Poudnik i
Poniedziaek adn miar nie umieciliby tutaj Arthura z
Kluczem.
Inne rozwizanie nie przychodzio mu do gowy,
zatem musia przystpi do metodycznych poszukiwa
Starucha. Szyb mia niecay kilometr rednicy, cho
znajdowa si na duej gbokoci. Gdyby Arthur
zapamita, ktre miejsca ju spenetrowa, mgby
przetrzsn ca Piwnic, fragment po fragmencie, cho
zajoby mu to duo czasu.
Najprostszym sposobem wydawao si zabranie kilku
196

bry wgla z kadej piramidy i uoenie ich w


odpowiedni wzr. Wwczas za kadym razem, kiedy
podchodziby do jakiej sterty, wiedziaby, czy by przy
niej wczeniej.
Westchn i podszed do najbliszego kopca. Zdy
tylko wycigi rce po wielki kawa wgla, gdy kto
wyskoczy zza hady, wymachujc broni i piszczc. - Ej!
Precz! Oddaj mj wgiel, obuzie!

197

Rozdzia 15
- To mj wgiel, otrze. - wykrzykiwa mczyzna.
Nagle dostrzeg Klucz w doni Arthura. Natychmiast
zmieni ton i opuci osobliwe, metalowe narzdzie,
ktrym potrzsa. - Och, to nie do pana, kimkolwiek pan
jest. Zwracaem si do kogo innego. O, do tego tam!
Zdezorientowany Arthur spojrza w kierunku
wskazanym przez nieznajomego, lecz nikogo tam nie
byo.
- Wobec tego wracam do pracy - doda mczyzna.
Mia na sobie tak sam prost szat, jak otrzyma
zdegradowany windziarz, tylko czarn niczym wgiel i
ca w strzpach. Nieznajomy by niewysoki, o gow
niszy od Arthura, lecz poza tym mia sylwetk
dorosego mczyzny.
- Kim pan jest? - spyta chopiec.
- Najzwyklejszy Sortownik Wgla Dziesitego Stopnia
- wyrecytowa mczyzna. - Numer ewidencyjny
9665785553.
- Chciaem wiedzie, jak si pan nazywa.
- Och, nie mam ju nazwiska. Tutaj, na dole, bardzo
nieliczni nosz nazwiska, wasza ekscelencjo. Nie mamy
nazwisk. Czy mog ju odej?
- Wobec tego niech mi pan powie, jak si pan nazywa
198

wczeniej - nie ustpowa Arthur. - I kim pan by, zanim


znalaz si pan tutaj?
- To bez wtpienia okrutne pytanie - westchn
mczyzna i otar z z oka. - W paskiej doni jest jednak
Klucz, wic musz odpowiedzie. Nazywano mnie
Prawi, byem Dziesitym Asystentem Zastpcy
Kierownika Urzdu Gwiezdnego. Liczyem soca w
Polednich Krlestwach i prowadziem ich rejestr. Kiedy
polecono mi wprowadzi poprawki do dokumentacji
pewnego soca. I... odmwiem, wic strcono mnie
tutaj.
- Nie chciabym... nie chciabym pana zdenerwowa powiedzia Arthur. - Ale co pan tutaj robi?
- Zbieram wgiel i ukadam go w stosy - wyjani
Pravuil. Ruchem rki wskaza piramid. - Potem
przybywa jeden z Wglotukw, rozbija bryy na kawaki
odpowiedniej wielkoci i skada je w koszach
zamwieniowych,
ktre
nastpnie
zanosi
do
zleceniodawcy. Trwa to tak dugo, e zleceniodawcy
zapewne zapominaj, czym jest ogie, i przyzwyczajaj
si do szczkania zbami.
- Kosze? - zainteresowa si Arthur. - Jakie kosze? W
jaki sposb s wycigane?
- Wiem, do czego pan zmierza - odpar Pravuil. Ucieczka, to panu chodzi po gowie. Luki w procedurach.
Kto, kogo chce pan ukara. Nic z tego. Kosze s mae i
trafiaj tutaj z aktywnymi etykietami. Etykiety kieruj je
tam, gdzie powinny zosta dostarczone. A jeli myli pan,
199

e etykiet mona oderwa i wykorzysta do


przetransportowania czowieka, jest pan w bdzie.
Bezepek sam by to panu wyjani, gdyby znalaz swoj
gow.
- Bezepek?
- Tak go nazywamy. Zdj etykiet z kosza i
przywiza j do szyi - prychn Pravuil. - Mwiem mu,
e to gupota, ale nie sucha. Etykieta si poderwaa, ale
nie zabraa ze sob Bezepka. Przecia mu szyj, gowa
gdzie si potoczya, a ciao zaczo si zatacza i kopa
wgiel gdzie popado, w caej okolicy. Podejrzewam, e w
kocu j znajdzie. Gow, rzecz jasna. Albo kto inny na
ni trafi.
Arthur zadra i rozejrza si uwanie, jakby
oczekujc, e ujrzy bezgowego czowieka, bdzcego po
omacku w ciemnociach i bez koca zajtego
poszukiwaniami gowy. Chopcu przeszo te przez myl,
e zaraz zobaczy co gorszego: gow zakopan w ziemi,
o
zdrowych
zmysach,
lecz
bez
moliwoci
porozumiewania si, przysypan wglem.
- Nie prowadz dochodzenia - owiadczy. - Mam
Klucz, ale nie jestem urzdnikiem z Domu. Nie nale
take do przyjaci Pana Poniedziaka. jestem
miertelnikiem z zewntrz.
- Skoro tak pan twierdzi - odpar Pravuil z
nieskrywan podejrzliwoci. Najwyraniej uwaa, e
Arthur usiuje go przechytrzy. - Wracam do pracy.
- Zanim pan odejdzie, prosz mi powiedzie... albo
200

pokaza, gdzie tutaj znajd Starucha?


Pravuil zadra i machn rk.
- Niech pan do niego nie podchodzi! - ostrzeg
Arthura. - Staruch pana wykoczy. Sprowadzi do
Nicoci, skoczy pan gorzej ni Niconie, nie bdzie wtedy
moliwoci powrotu!
- Musz - wyzna Arthur. Zdawao mu si, e nie byo
innego sposobu wydostania si z tego miejsca.
- Tdy - wyszepta Pravuil i wskaza kierunek rk. Wgiel nie bdzie stamtd pobierany. Nikt nie ma
miaoci krci si w pobliu Starucha.
- Dzikuj - powiedzia chopak. - Mam nadziej, e
pewnego dnia powrci pan na dawne stanowisko.
Pravuil wzruszy ramionami i zaj si swoimi
sprawami. Arthur wreszcie dostrzeg, jak wyglda jego
narzdzie pracy. Bya to dziwaczna miota poczona z
patelni, ktra formowaa zamieciony py wglowy w
nieregularne brykiety, gromadzone nastpnie przez
dawnego Asystenta.
Arthur skierowa wzrok ku miejscu wskazanemu
przez pravuila. Kilka sekund po tym, jak Sortownik
Wgla znalaz si poza krgiem wiata roztaczanym
przez Klucz, w ciemnociach zabrzmia jego gos.
- Niech pan nie zostaje po dwunastej! - zawoa.
- Jak to?
Arthur nie doczeka si odpowiedzi. Znieruchomia,
nasuchujc, ale Sortownik milcza. Chopiec wrci na
miejsce rozmowy, aby ponowi pytanie, lecz po Pravuilu
201

nie byo ju ladu. Pozostaa tylko wglowa piramida,


dzieo jego rk, a na niej kilka nowych brykietw.
- wietnie - mrukn Arthur pod nosem. - Nastpna
rada. Nie podchod do Starucha. Podejd do Starucha.
Nie zostawaj po dwunastej. Zaufaj Woli. Nie ufaj Woli.
Szkoda, e nikt nie potrafi powiedzie mi czego
jednoznacznie.
Zamilk, jakby oczekiwa wyjanienia, lecz wokoo
panowaa idealna cisza. Pokrci gow i ponownie ruszy
przed siebie. Aby zyska pewno, e w razie potrzeby
znajdzie drog powrotn, zdj z pierwszej napotkanej
piramidy dziesi brykietw i uoy z nich wzr u stp
sterty. Z nastpnej piramidy cign dziewi brykietw,
z kolejnej osiem i tak dalej, a wreszcie pooy na ziemi
tylko jeden. Potem zacz od pocztku, lecz uy
dodatkowego brykietu do zaznaczenia, e to ju druga
seria.
Kiedy t sam procedur powtrzy przy sto
dwudziestej szstej piramidzie wgla, ogarno go
zwtpienie. Przede wszystkim straci nadziej, e
znajdzie Starucha, poza tym nabra podejrze, e Pravuil
wskaza mu bdny kierunek. W dodatku przyszo mu do
gowy, e szyb jest znacznie wikszy na dnie ni u
wylotu.
Chopiec okropnie marz, cho by w cigym ruchu.
Nie czu godu, niemniej chtnie co by przeksi, bo
jedzenie rozgrzaoby go, tak przynajmniej sdzi. Z ca
pewnoci posiek urozmaiciby nud marszu przez
202

zimne, wilgotne i ciemne, paskudne miejsce, w ktrym


nie byo nic prcz wgla.
Zmczony Arthur coraz niej opuszcza Klucz, tote
krg wiata stale si zmniejsza, a wreszcie wida byo
tylko may skrawek ziemi u stp chopca. Wok
panoway ciemnoci. Nagle dostrzeg co, co nie byo
owietlone przez Klucz i nie wygldao na odbicie jego
wiata. W oddali lnia niebieska, migotliwa powiata,
przypominajca poncy gaz.
Arthur unis Klucz i przyspieszy kroku. Z
pewnoci zmierza ku kryjwce Starucha. Ogarn go
lk, a jednoczenie entuzjazm. By zaniepokojony, bo
Jutrzenka i Sieranci nie kryli strachu przed Staruchem,
podobnie jak Pravuil. Euforia Arthura braa si z kolei
std, e czekaa go odmiana od zimnych kau i wgla.
Liczy na to, e dostanie posiek, a moe nawet znajdzie
drog ucieczki.
W miar zbliania si do wiata Arthur zwalnia i
coraz wyej podnosi Klucz. Nie chcia, by cokolwiek go
zaskoczyo. Kady cie za piramid wgla wydawa si
puapk, lecz stert brykietw byo coraz mniej, podobnie
jak kau. Dociera do otwartej przestrzeni, bardziej
suchej i wyej pooonej. Pod stopami wyczuwa coraz
ciesz warstw botnistego pyu wglowego i wicej
patw suchego kamienia.
Chopiec pochyli si przy ostatnim wglowym kopcu,
aby obejrze to, co si przed nim znajdowao. Musia
wielokrotnie zamruga oczyma, bo niewiele widzia w
203

dziwnej kombinacji wiata pochodzcego z Klucza oraz


promieniujcej niebieskiej jasnoci, w ktrej skpany by
teren z przodu.
Ujrza okrg platform, przypominajc nisk,
kamienn scen o rednicy mniej wicej dwudziestu
metrw. Wok jej krawdzi znajdoway si pionowe
rzymskie cyfry, a na centralnie umieszczonej osi
zainstalowano dwie podune, metalowe pyty: jedn
krtsz, drug dusz. Kiedy Arthur obserwowa
konstrukcj, duszy kawaek metalu nieco si poruszy
wzdu brzegu platformy.
Chopiec nagle uwiadomi sobie, e to wskazwka
minutowa. Okrga platforma bya tarcz zegara.
Gigantyczny cyferblat spoczywa poziomo na ziemi, lecz
najdziwniejsze wydawao si co innego. Do kocw
wskazwek przymocowane byy acuchy, ktre biegy
przez mechanizm k zbatych oraz krkw przy
centralnej osi. Arthur nie potrafi zrozumie, jak dziaa
urzdzenie. Przeciwne koce acuchw doczepiono do
kajdan na nadgarstkach siedzcego przy szstce
mczyzny. To wanie acuchy emanoway blaskiem.
Wyglday, jakby byy ze stali, lecz z pewnoci
wykonano je z innego materiau. Nie istnia przecie stop
stali lnicy tak ywym, nieziemskim bkitem.
w mczyzna nie by waciwie czowiekiem, lecz
olbrzymem o wzrocie sigajcym prawie trzech metrw.
Prezentowa
si
jak
wiekowy
barbarzyca
z
przeronitymi miniami ramion i ng. Jego skra bya
204

stara, pomarszczona i czciowo przezroczysta,


przewityway przez ni yy. Wosy mia ostrzyone na
jea. Olbrzym nosi wycznie przepask biodrow.
Wyglda tak, jakby spa, cho jego zamknite oczy
wydaway si dziwne. Powieki mia obolae i czerwone,
niczym poparzone socem. Rzecz jasna, w tym miejscu
nie byo to moliwe. Podobnie zreszt jak wszdzie
indziej w Domu - tak przynajmniej sdzi Arthur.
To musia by Staruch. Arthur ostronie podkrad si
bliej, aby obejrze budow przekadni i k mechanizmu
acuchowego. Nieatwo byo si w nim poapa, lecz w
kocu chopiec zauway, e acuchy s cakiem lune o
wp do sidmej i bardzo napite w poudnie. Co wicej,
w poudnie i o pnocy musiay cign olbrzyma niemal
na rodek tarczy.
Na razie na zegarze bya za dwadziecia pi sidma,
wic Staruch mia do swobody, aby siedzie obok
szstki. Arthur oceni dugo acuchw i uzna, e
winiowi nie uda si wyj poza granic cyferblatu.
Po obu stronach centralnej osi znajdowao si dwoje
uchylnych drzwi przecitnej wielkoci; od gry wieczy
je uk. Przypominay powikszone drzwiczki w zegarze z
kukuk. Arthur podejrzewa jednak, e nie kukuki
wyskocz zza tych drzwi.
- Strze si! - krzykn Staruch znienacka.
Chopiec da susa w ty i potkn si o lune kawaki
wgla. Gdy si gramoli, aby wsta, usysza brzk
acuchw. Ogarna go panika.
205

By jednak zbyt powolny. Olbrzym przyciska


acuchy do ciaa, aby ukry ich prawdziw dugo, i w
jednej chwili znalaz si nad Arthurem. Z bliska wydawa
si jeszcze wyszy i bardziej okrutny. Jego otwarte oczy
nie prezentoway si duo lepiej ni zamknite, byy
mocno przekrwione. Jedn renic mia zot, drug
czarn.
- Napatrzye si, Straniku Klucza? - spyta Staruch,
po czym sprawnie otoczy acuchem szyj Arthura i
mocno zacisn ptl. Chopiec uderzy go magicznym
przedmiotem, lecz nawet nie zadrapa skry olbrzyma.
Nie eksplodowaa stopiona masa, nie zabysy iskry
elektryczne, nie stao si nic. Arthur rwnie dobrze
mgby go tuc plastikow wskazwk od zegarka.
- Czyby twoi mistrzowie nie powiedzieli ci, e nic, co
pochodzi z Domu, nie moe mnie zrani? - warkn
stwr. - Tak samo jak nic, co przybywa z Nicoci, z
wyjtkiem istot z tego zegara, ktre nocami gryz mnie i
wydubuj mi oczy? Mimo to przyjmij moje
podzikowania za chwil rozrywki, ktr mi zapewnisz,
gdy bd ci rozrywa na kawaki i obraca twoje istnienie
w niebyt!

206

Rozdzia 16
- Nie jestem mieszkacem Domu! - wychrypia
Arthur.
- Nie jestem wrogiem!
Staruch znw warkn i bolenie zacisn acuch.
Potem postawi chopca pionowo i obwcha powietrze
nad jego gow. Po trzecim wdechu gwatownie
poluzowa acuch o kilka ogniw. Bl ustpi, lecz Arthur
pozosta uwiziony.
- miertelnik, w rzeczy samej - orzek Staruch nieco
yczliwszym tonem. - Z dobrze mi znanego wiata.
Ograbie mnie z uciechy, czowieczku. Musisz wic
zapewni mi j w inny sposb, jake to miertelnik
wszed w posiadanie Mniejszego Klucza Niszego
Domu?
- Wola... - zacz Arthur, lecz zanim rozwin
opowie, Staruch nagle unis i poluzowa acuch nad
jego gow. Kilka sekund pniej zarwno minutowa, jak
i godzinowa wskazwka zegara za plecami olbrzyma
przesuny si bliej dwunastki. acuch zagrzechota,
napi si i zmusi Starucha do cofnicia si o krok.
Arthur przekn lin. Gdyby ptla nadal znajdowaa
si na jego szyi, acuch by go udusi. Zacz powanie
wtpi w prawdziwo sw Suzy, twierdzcej, e w
207

Domu prawie nie sposb umrze. Ponad wszelk


wtpliwo Staruch posiad umiejtno zabijania, czy te
bez trudu doprowadza do sytuacji, ktre zdumiewajco
przypominay umiercanie.
- Mwe, miertelniku! - rozkaza Staruch. - Zdrad
mi swoje imi. Bez obaw, zawsze uwaaem si za
przyjaciela twojego ludu. Moim wrogiem jest
Architektka. Nie ywi zych uczu do tworw, ktre
wyszy spod jej rki. Powiem wicej: dawnymi czasy sam
przyczyniem si do waszego stworzenia, cho
Architektka prbowaa podway rol mojej sztuki.
- Nazywam si Arthur Penhaligon - wyjani chopiec.
Z pocztku mwi wolno, lecz przyspieszy, gdy
przemyla, co powinien wyjawi. - Nie jestem pewien,
czemu mam Klucz. Wola podstpem skonia Pana
Poniedziaka do przekazania mi tego przedmiotu, ale
Poniedziaek chce mi go teraz odebra i wanie dlatego
mnie tu wtrcono. Pozostan w Piwnicy, dopki nie
zgodz si go zwrci. Tu przedtem, zanim tutaj
trafiem, Wola zdradzia, e musz zdoby Wskazwk
Godzinow i przej Niszy Dom, bo tylko dziki temu
zdoam wrci do mojego wiata i powstrzyma epidemi
przywleczon przez Aporterw...
- Stj! - rozkaza mu Staruch. - To nie jest prosta
opowie. Zaczniesz od pocztku, dotrzesz do rodka i...
ju widz, e to jeszcze nie koniec. Najpierw wypijmy
wino i zjedzmy ciastka z miodem.
- Chtnie poczstuj si ciastkiem - wyzna Arthur.
208

Rozejrza si, by sprawdzi, skd si wezm sodycze i


wino, ale wok nie byo ani ladu kredensu, kuchni bd
kelnerw. Na tym etapie nic ju jednak nie mogo go
zaskoczy.
Staruch unis do odwrcon spodem do ziemi i
wyrecytowa:
Sodkie ciastka migdaowe, lepkie od miodu
Tuzin w stosie na talerzu z plecionki.
Dzban wina ze wzgrz muskanych socem,
Ze smakiem ywicy sosny o popkanej korze.
Gdy Staruch przemawia, Arthur czu, jak dry
podoga pod jego stopami. Potem kamie pk i rozstpi
si z trzaskiem. Do szczeliny powoli napywaa ciemno,
ktrej poziom podnosi si tak dugo, a mrok wyla i
zatopi podog u stp chopca. Arthur cofn si, gdy
ciemno zmienia barw i szybko przeobrazia si w
gliniany dzban oraz koszyk peen apetycznych ciasteczek.
Szczelina zamkna si, kiedy Staruch schyli si po
jedzenie i wino.
- Skd to przybyo? - spyta Arthur. Nie by pewien,
czy nadal ma tak wielk ochot na miodowe ciastko.
- Tu pod nami rozciga si Nico - zauway
Staruch. Przechyli dzban i wla prosto do ust strumie
bladego wina. - Ach! Jeli ma si wadz albo narzdzie
wadzy, takie jak twj Klucz, wwczas wiele rzeczy
mona sprowadzi z Nicoci. Ostatecznie wanie tam
209

wszystko ma swj pocztek. Nawet Architektka przybya


z Nicoci, a ja tu za ni. Bierz, pij!
Wrczy mu dzban. Arthur przyj naczynie i
sprbowa poczstowa si napojem tak, jak to uczyni
Staruch. Zadanie okazao si jednak znacznie trudniejsze,
ni sdzi, i wicej wina rozchlapa sobie po brodzie, ni
wla do ust. Kiedy przekn, poaowa, e w ogle go
sprbowa Smakowao okropnie, jak lukrecja, i palio
gardo.
Miodowe ciastka okazay si znacznie smaczniejsze,
chocia bardzo si kleiy. Posypano je du iloci skrki
pomaraczowej, byy mikkie i wilgotne. Arthur zjad
trzy, jedno po drugim. Staruch z nieskrywan
przyjemnoci spoy pozostae dziewi.
- A teraz opowiadaj - poleci chopcu, gdy strzepn z
brody i torsu ostatnie okruchy. - W razie potrzeby zwil
gardo.
Arthur pokrci gow w podzikowaniu za
propozycj, ale przedstawi Staruchowi ca histori, od
pierwszego pojawienia si Pana Poniedziaka i Kichola.
Olbrzym sucha uwanie, z uniesionym kolanem i brod
wspart na pici. Co pewien czas si przesuwa, aby nie
szarpay nim acuchy, poruszane wskazwkami zegara.
Kiedy Arthur skoczy, urzdzenie wskazywao
godzin sm czterdzieci. Staruch klcza mniej wicej
metr od krawdzi cyferblatu, Arthur za siedzia przy
semce, po bezpiecznej stronie minutowej wskazwki.
Ciepo na tarczy zegara przypominao to, ktre soce
210

daje w pogodny, spokojny dzie zimowy. Chopcu byo


teraz nieporwnanie wygodniej... i by ogromnie
zmczony.
- Oto zastanawiajca historia - zagrzmia gigant. Musz rozway swoj w niej rol. To prawda, e jestem
wrogiem Architektki, jej Ostatnia Wola uczynia z ciebie
swego przedstawiciela. Nie lkam si jednak Pana
Poniedziaka ani Potomnych Dni, ktrych maostkowa
uzurpacja razi mnie znacznie bardziej. Czy jednak
powinienem udzieli ci pomocy, powstrzyma ci, czy te
po prostu nie ingerowa? To musz przemyle. Spocznij
tutaj, Arthurze, a ja podejm decyzj.
Chopiec sennie skin gow. Czu ogromne
zmczenie, a tak atwo byoby mu wycign si tam,
gdzie siedzia, i uci sobie drzemk. Pamita jednak o
zowrbnych drzwiach porodku zegara, a take o
ostrzeeniu Pravuila... Nie mia ochoty znosi blu, nawet
jeli Klucz zapewnia mu pewne bezpieczestwo.
- Czy obieca pan obudzi mnie przed dwunast?
zapyta. Staruch wydawa si godny zaufania,
przynajmniej w sprawie dotrzymania tak drobnej
obietnicy.
- Przed dwunast? - powtrzy olbrzym i rwnie
spojrza na drzwi. - Moje rozwaania nie potrwaj tak
dugo.
- Obieca pan? - spyta Arthur ponownie. Z trudem
wypowiada
sowa,
jego
szczka
odmawiaa
posuszestwa, a powieki tak mu ciyy, e po prostu
211

musia je opuci.
- Obudz ci przed dwunast - przyrzek Staruch.
Arthur umiechn si i osun na ciepy cyferblat.
Staruch popatrzy na chopca i przesun rce, wskutek
czego acuchy cicho szczkny.
- Ale jak dugo przed dwunast, tego nie wiem wyszepta olbrzym minut pniej. Znowu zerkn na
drzwi i zmruy oczy. - Czy pozwol, by ci dostrzegli,
abym mg spdzi jedn noc bez tortur? Czy te bd
cierpia tak jak zawsze i ofiaruj ci kad moliw
pomoc?
Arthur ockn si, syszc przeszywajcy krzyk. Mia
wraenie, e moc dwiku poderwaa go z ziemi, cho
tak naprawd byo to zasug wspomaganych adrenalin
mini.
- Zbud si, Arthurze! Uciekaj! Uciekaj, bo ci
dopadn!
Przez
chwil
chopiec
sta
oszoomiony
i
zdezorientowany, a okrzyk Starucha dwicza mu w
gowie. Potem gdzie w pobliu zabrzmiao wyjtkowo
gone uderzenie dzwonu. Wibracje niemal powaliy
Arthura na ziemi, niczym wstrzs tektoniczny.
Jednoczenie usysza, jak dwoje drzwi porodku tarczy
zegara zaczyna otwiera si ze skrzypieniem, a spoza
nich dobiega potworny, piskliwy chichot.
Arthur zapamita, e potem ucieka ile si w nogach,
potykajc si i zataczajc na cyferblacie, a nastpnie
212

mkn sprintem ku granicy, za ktr zaczynay si


pojawia wglowe piramidy.
By w poowie drogi, kiedy dzwon zabrzmia
ponownie i znowu zatrzsa si ziemia. Niewtpliwie to
zegar wybija poudnie albo pnoc. Nawet kiedy dwik
dzwonu przebrzmia, przeraliwy chichot nie usta, a
towarzyszy mu zgrzyt rozkrcajcego si mechanizmu
zegara i grzechot obracajcych si k zbatych.
Arthur rzuci si za wglow piramid w chwili, gdy
dzwon zagrzmia po raz trzeci. Ziemia i powietrze
ponownie zadray, a na gow chopca posypay si
kawaki wgla.
Teraz ju cakowicie rozbudzony i panicznie
przeraony Arthur zapragn popdzi jak szalony na
pole wglowe. Mia ochot uciec od grzmicego dzwonu,
szaleczego chichotu i zgrzytu mechanizmu zegara.
Ogarn go tak silny strach, e zacz biec z Kluczem nad
gow, aby owietla mu drog. Opamita si jednak ju
po kilku krokach. Przed czym ucieka? Przed haasem i
niczym wicej. A jeli potem nie odszuka drogi powrotnej
do zegara i Starucha? Musia znale sposb na
wydostanie si z Piwnicy, a przy olbrzymie mia na to
najwiksz szans. Nie mg z niej zrezygnowa tylko
dlatego, e przerazi go haas. Odetchn gboko i
odwrci si, aby sprawdzi, czy jest si czego ba.
Musia zmruy oczy, bo niebieskie wiato byszczao
jeszcze intensywniej ni poprzednio. Staruch mia rce za
plecami, mocno cinite acuchami przy wskazwkach
213

zegara na godzinie dwunastej, jego stopy wydaway si


rwnie przywiera do wskazwek. Arthur nie
dostrzega jednak acuchw ani innych pt u ng
olbrzyma. Byo natomiast wida, e wizie nie moe si
ruszy.
Drzwi po obu stronach rodkowej osi wreszcie
otworzyy si z trzaskiem. Arthur ujrza, jak z kadego
otworu wyskakuje maa posta. Jedna ruszya chwiejnie
ku cyfrze dziewi, druga skierowaa si do trjki po
przeciwnej stronie.
Pierwsza istota bya karykatur drwala w zielonym
stroju i czapce z pirkiem. Drwal w, mniej wicej
wzrostu Arthura, trzyma siekier tak dug, e sigaa
mu niemal do czubka gowy. Niezrcznie unosi
narzdzie do gry i wymachiwa nim chaotycznie, cay
czas maszerujc. Drugi stwr, niska, gruba kobieta w
fartuchu i w czapce z falbankami, niosa korkocig o
dugoci ponad p metra. Trzymaa go przed sob i
obracaa nieregularnymi ruchami, wdrujc po tarczy.
Oboje wygldali jak drewniane marionetki, lecz
jednoczenie sprawiali upiorne wraenie ywych istot.
Ich spojrzenia wdroway raz w jedn stron, raz w
drug, a usta rozcigay si co kilka sekund i wydobywa
si z nich okropny chichot. Rce tych niby-lalek zupenie
nie wyglday na ludzkie. Ich elementy poczone byy
jak u marionetek, a ich ruchom towarzyszyy szarpnicia
oraz wstrzsy. Nogi stworw nie uginay si, przez cay
czas pozostaway proste, wic istoty te szy po cyferblacie
214

tak, jakby wyposaono je w koa albo cignito na


niewidocznych drutach.
Kiedy dotarty do dziewitki i do trjki, odwrciy si
do Starucha i ruszyy prosto ku niemu. Minwszy
godzin dziesit, drwal zacz wymachiwa siekier
coraz szybciej. Gdy kobieta przekroczya dwjk, z
wiksz werw zakrcia korkocigiem.
Arthur z przeraeniem obserwowa to widowisko.
Staruch nie mg nawet drgn, wic nie mia jak
powstrzyma ohydnych marionetek. Chopiec nie wtpi,
e zamierzaj zrobi co okropnego. Jak mg temu
zapobiec? Mia tylko sta i patrze?
Zerkn na Klucz, unis go niczym n i zrobi krok
naprzd.
W chwili gdy wyoni si zza piramidy, zegar
ponownie zacz bi; byo to bodaj pite z dwunastu
uderze. Po chwili jego echo przebrzmiao, a drwal i
kobieta z korkocigiem przystanli tu obok Starucha.
Arthur wykona nastpny krok - obie kuky obrciy si w
miejscu i wbiy wzrok w chopca.
- Nie! Prosz tego nie robi!
Kto chwyci go za rkaw. Arthur odwrci si, gotw
zada cios Kluczem, lecz zobaczy tylko Pravuila.
Sortownik Wgla zapa chopca za okie, usiujc
wcign go z powrotem za piramid.
- To kara wymierzona Staruchowi. Nic si nie da
zrobi. Mog i panu wyduba oczy - wyjani Pravuil. Wtpi, by odrosy panu z tak sam atwoci jak
215

Staruchowi. Nie po tym, jak zajm si nimi zegarowi


marszownicy.
- Co takiego? - spyta Arthur wstrznity. - Wydubi
mu oczy?
Ponownie rzuci okiem na zegar i natychmiast tego
poaowa. W uamku sekundy odwrci wzrok, lecz
zdy zauway, e drwal i kobieta dotarli do
dwunastki, stanli na piersi Starucha, popatrzyli mu w
twarz i unieli siekier oraz korkocig.
- Oddalmy si bardziej - zaproponowa Pravuil
niespokojnie. - Widzi pan, oni czasami opuszczaj
cyferblat. Tak, teraz masakruj mu oczy, ale przez wiele
wiekw wyrywali mu wtrob!
- Wtrob?!
- To kara wyznaczona przez Architektk wytumaczy Pravuil i pobieg w kierunku ogromnej
piramidy wglowych brykietw. Przez cay czas zerka za
siebie. - Od zawsze wymierzana jest co dwanacie godzin.
Do drugiej albo trzeciej oczy Starucha odrosn, lecz ju
po nastpnych dziewiciu godzinach znowu bd...
zaatakowane.
- Co zrobi, e zasuy na tak kar? - spyta Arthur.
- Zasuy? Nie wiem, co to znaczy zasuy" mrukn Pravuil. - Czym ja zasuyem na to, aby mnie tu
zesano? W kadym razie nie mam pojcia, co zrobi. o
tego typu rzeczy lepiej nie pyta. Sdz, e miao to co
wsplnego z wtrcaniem si w prac Architektki w
Polednich Krlestwach, jest bez wtpienia zazdrosn
216

twrczyni. Albo bya.


Zegar ponownie zacz bi. Arthur i Pravuil drgnli
na ten dwik.
- Ale skoro Architektka odesza, to czemu Staruch nie
odzyska wolnoci?
- Nie mona cofn tego, co uczynia wewntrz Domu
- zapewni chopca Pravuil. - Istoty nisze mog
ingerowa w sprawy Polednich Krlestw, ale Dom
pozostaje wci taki sam, jeli nie liczy drobnych
remontw i korekt, wymiany tapet i tak dalej. Sprawy
istotne, takie jak Staruch i zegar, s ustalone raz na
zawsze.
Arthur zadra, nie tylko z powodu powracajcego
zimna. przypomnia sobie wymachiwanie siekier i
krcenie Korkocigiem, a take Starucha, ktry lea
skuty acuchami i bezbronny, z otwartymi oczyma... I to
si miao powtarza co dwanacie godzin przez ca
wieczno? Samo mylenie o tym byo okropne, ale
wiedzia, e nie zdoa si od tego powstrzyma. Musia
skupi uwag na czym innym.
- Dlaczego pan wrci, eby mi pomc? zainteresowa si.
- Odwiedzi mnie Poniedziakowy Zmierzchnik wyjani Pravuil. Nadal spoglda przez rami, cho
wydawa si troch bardziej odprony. - Na jego widok
opady mi skrzyda. A raczej opadyby mi, gdybym nadal
je mia. Zachowywa si jednak bardzo uprzejmie.
Nawet... hm... obieca mi gar drobnych luksusw, jeeli
217

udziel panu pomocy. Czy to prawda, e jest pan


miertelnikiem? Chocia dysponuje pan Mniejszym
Kluczem?
- Tak - przyzna Arthur.
- I jest pan Prawowitym Dziedzicem Niszego Domu?
- Tak twierdzi Wola - odpar niespokojnie Arthur. - W
gruncie rzeczy pragn wrci do domu z lekarstwem...
Zawaha si, kiedy zegar znowu da o sobie zna.
Pravuil uklk na jedno kolano.
- Chciabym, aby prawdziwy Mistrz Niszego Domu
by askaw przyj moje luby wiernoci - poprosi. Chocia jestem tylko marnym Sortownikiem Wgla, bd
suy mojemu Mistrzowi najlepiej, jak umiem.
Arthur skin gow, zastanawiajc si, co powinien
zrobi. Pravuil patrzy na niego z nadziej. Znowu
rozlego si bicie zegara. Chopiec wci nie wiedzia, co
w takiej sytuacji naley uczyni, a zreszt cay czas
wyczuwa w Pravuilu co niepokojcego. Instynktownie
mu nie wierzy. Moe jednak ten Rezydent byby bardziej
godny zaufania, gdyby przyj jego wiernopoddacze
lubowanie...?
Gdy wokoo brzmiao echo kolejnego uderzenia
zegara, Arthur przypomnia sobie filmy o rycerzach i
krlach. Lekko stukn Pravuila Kluczem w oba barki.
Wskazwka zalnia intensywniejszym blaskiem, kiedy
dotyka Rezydenta, a cz jej wiata wnikna w ciao
Pravuila.
- Przyjmuj paskie luby i... dzikuj - powiedzia
218

Dziedzic. - Moe pan wsta, eee, Sir Pravuil.


- Sir Pravuil! - wykrzykn mczyzna i zerwa si na
rwne nogi. - To doskonale brzmi, dzikuj, wasza
lordowska mo! To mi si podoba.
Arthur patrzy na niego uwanie. Wczeniej Pravuil
by nieco niszy od niego, lecz teraz przewysza go o
kilka centymetrw. Sta wyprostowany, ale to nie
wyjaniao, czemu urs. Poza tym nie wyglda ju tak
brzydko jak wczeniej. Chopiec zauway, e do duy
nos Pravuila skurczy si, a wikszo pyu wglowego
opada mu z twarzy.
Zegar znw zacz bi. Chopiec zwrci uwag, e
ostatnie uderzenia rozbrzmieway znacznie czciej.
Straci rachub, ale to chyba byo ostatnie, dwunaste. Po
chwili rozlego si trzanicie zamykanych drzwi.
- Czy to... czy zegarowi marszownicy wanie wrcili
do zegara? - spyta. Ju si zastanawia, czy wrci i
zagadn Starucha o Niebywae Schody. Jeeli w ten
sposb mg si std wydosta, by gotw zaryzykowa.
- W rzeczy samej, wanie zamkny si ich drzwi potwierdzi Pravuil. - Jeli nie opucili cyferblatu, zawsze
wracaj po dwunastym uderzeniu. Najlepiej jednak nie
niepokoi Starucha do czasu odronicia mu oczu. Ma
pan ochot na filiank herbaty?
- Tak - przyzna Arthur. - Chtnie.
- Wobec tego musimy przej kawaek do mojego...
hm... obozowiska, to chyba trafne okrelenie - odpar
Pravuil, ukoni si i machn rk. - Na szczcie
219

Zmierzchnik zapobiegliwie wyposay mnie w pudeko


najlepszej cejloskiej herbaty. Nie piem jej od... och, co
najmniej od wieku.
- Od jak dawna pan tu przebywa?
- Od dziesiciu tysicy lat, z dokadnoci do jednego
miesica - wyzna Pravuil. - To bardzo przykry okres,
drogi panie.
- Zapewne nic pan nie wie o Niebywaych Schodach? spyta Arthur, kiedy szli midzy kopcami wgla. - Ani o
moliwociach mojego Klucza?
- Obawiam si, e nie, janie panie - odrzek Pravuil. Jedynie syszaem o Niebywaych Schodach. Podobno s
to osobiste schody Architektki, z ktrych korzystaa, by
dotrze do wszystkich czci swojego dziea, zarwno w
Domu, jak i poza nim. Tylko tyle wiem. Co do moliwoci
paskiego Klucza... Byem odpowiedzialny jedynie za
katalogowanie gwiazd, i to w dodatku na stosunkowo
niskim stanowisku. Takie rzeczy jak strzeenie Kluczy do
Krlestwa pozostaway daleko poza zakresem moich
obowizkw. Jestem pewien, e Staruch bdzie wiedzia
wicej, bo przecie jest najstarszy, nie liczc samej
Architektki. Skrcamy w lewo, drogi panie, potem znowu
w lewo...
Nagle zamilk, a Arthur znieruchomia, obaj usyszeli
to samo. Dyskretne stpnicie za plecami, przycisk zgrzyt
mechanizmu zegara i ledwie syszalny wist powietrza,
jakby przecitego przez co, co gwatownie poruszyo si
z gry na d.
220

Co, co mogo by siekier...

221

Rozdzia 17
- Szybko! - krzykn Pravuil. - Na piramid!
Da susa naprzd i zdy wdrapa si do poowy
wysokoci sterty brykietw, zanim Arthur w ogle si
poruszy. Kiedy jednak chopiec sprbowa pj w lady
Sortownika, wbi stopy w piramid i caa konstrukcja si
rozpada, zakrywajc go niemal cakowicie.
Arthur wygramoli si ze zwaowiska. Serce walio
mu jak oszalae. Wszdzie unosi si py, ktry osiada na
jego oczach i twarzy. Chopiec nic nie widzia, ale sysza
mechaniczny zgrzyt i odgos rbania. Nagle ostrze
siekiery gwatownie opado tu przed nim, kierujc si
prosto na nadgarstek.
Jakim cudem odparowa cios Kluczem, lecz si
uderzenia odczu caym ramieniem. Klucz nie uczyni nic
magicznego, aby go obroni. Zdjty nagym przestrachem
Arthur zrozumia, e zawarta we wskazwce moc nie jest
dostateczna, aby obroni go przed potworami z zegara.
Klucz by dzieem Architektki, ale upiorne marionetki
rwnie, a powstay po to, by wydubywa oczy i
wtrob komu znacznie potniejszemu od Arthura.
- Nie potrafi si wspina! - wrzasn Pravuil, z
rozpostartymi rkoma balansujc na szczycie innej
piramidy. - Niech pan si wdrapie na brykiety!
222

- Jak?! - krzykn Arthur, przetoczy si po ziemi, aby


unikn nastpnego ciosu, i zerwa si na rwne nogi.
Drwal sta tu przed nim, lecz gdzie si podziaa kobieta
z korkocigiem?
Ktem oka dostrzeg bysk. Instynktownie odskoczy i
zderzy si z nastpn piramid. Posypaa si na niego
lawina wgla, a w miejscu, gdzie przed chwil sta,
obraca si w powietrzu zdradziecki korkocig.
Arthur przepchn si przez zwaowisko i pogna
przed siebie. Drwal po jego prawej stronie porusza si
jednak niewiarygodnie szybko, na dodatek chopak
znowu straci z oczu kobiet z korkocigiem. Nie
rozumia, jak to moliwe, e potworne lalki tak pdz.
Drwal mia cakowicie sztywne nogi, a jednak bieg
szybciej ni szczur po kuchennej pododze. Chopiec nie
mia szans na ucieczk.
Gdy drwal zamachn si na jego nogi, Arthur zdoa
wskoczy na inny stos. Wgiel ponownie rozsypa si
dookoa i tylko utrudni chopcu ucieczk. Arthur
odwrci si i uderzy przeladowc Kluczem, ale
zaledwie zadrapa drewnian skr marionetki.
Zaczyna wpada w panik. Uchyli si przed siekier,
niemal upad, odskakujc przed kobiet z korkocigiem, i
ponownie ruszy biegiem, tym razem w kierunku
najwikszej piramidy, jak widzia w pobliu. Musia co
zrobi, aby brykiety si nie rozpaday, eby si skleiy..
- Wgiel! Niech si sklei! - wrzasn i skoczy z
wycignitym do przodu Kluczem, aby uderzy nim w
223

stert i w nastpnej chwili na ni opa.


Wgiel sklei si. Arthur wpad na piramid i odbi si
od niej, prosto pod nogi drwala i kobiety z korkocigiem.
W ostatniej chwili przetoczy si na bok, siekiera trafia w
ziemi, lecz nad ciaem chopca zawis korkocig.
Arthurowi ledwie si udao zasoni Kluczem i
odtrci opadajcy przedmiot, ktry wry si w kamienne
podoe. Uderzeniu towarzyszya kaskada iskier, a
obkaczy chichot kobiety zmieni si we wcieky pisk.
Chopak znowu si przetoczy i na czworakach
wdrapa si na stabiln piramid wgla jak jaszczurka na
drzewo. Gdy przycupn na samej grze, powoli wsta i
spojrza w d, po czym zacz szlocha z ulg.
Marionetki okray stos. Nie tylko nie potrafiy si
wspina, ale te nie mogy popatrze w gr. Ich szyje
byy rwnie sztywne jak nogi.
- Dobra robota, wasza lordowska mo! - zawoa
Pravuil, ktry siedzia na jednej z ssiednich piramid. W
doni trzyma wiec. Dawaa ona o wiele wicej wiata
ni jakakolwiek inna wieca, poza tymi w filmach. Arthur
zauway, e caa janieje, a jej pomie si nie porusza. Teraz pozostaje nam czeka, a wrc do zegara.
Chopiec westchn i znowu przykucn, z obawy
przed utrat rwnowagi.
- Jak dugo to potrwa?
- Pjd sobie o penej godzinie - wyjani Pravuil. Albo szybciej, jeeli wczeniej kogo zapi.
- Czy tutaj na dole jest wielu... hm... ludzi? 224

zainteresowa si Arthur.
Pravuil wzruszy ramionami.
- Moe okoo setki Sortownikw i pidziesiciu
Przycinaczy Wgla. Poza tym jest jeszcze kilku, ktrzy
trafili tu bez adnego przydziau.
- Musimy ich ostrzec - owiadczy Arthur.
Drwal i kobieta opucili krg wiata roztaczanego
przez Klucz. Teraz krcili si gdzie pod oson ciemnoci
i atwo mogli napa jakiego nic nie podejrzewajcego,
zajtego prac Sortownika albo Przycinacza. - Bdziemy
krzycze. Tutaj gos powinien si nie bardzo daleko.
- Och, nie przejmowabym si - owiadczy Pravuil. Nawet jeli na kogo wpadn, tylko wyupi mu oczy.
Brak nam krzepy Starucha, ale w cigu miesica lub
dwch wikszoci z nas odrastaj oczy i wtroba. Poza
tym zapominamy o blu. Dawno temu te istoty mnie
dopady. Rzecz jasna, wwczas byy spami. Niemal
wolaem je od tych okropiestw z zegara, cho to byy
wyjtkowo paskudne ptaszyska...
- Myl, e przynajmniej powinnimy sprbowa upiera si Arthur. Skoro Pravuil tak pospiesznie zmyka
przed mechanicznymi istotami, chopiec uzna, e inni
robotnicy bd si cieszyli z ostrzeenia. - Moemy
wrzasn wsplnie. Na przykad: Uwaga! Kuky z
zegara grasuj!". Na trzy" krzyczymy: raz... dwa... trzy!
- Koki z oskara rajcuj! - wrzasn Pravuil, a
przynajmniej tak zabrzmiay jego sowa. Na dodatek
spni si o p sekundy. Chopiec zmarszczy brwi i
225

sprbowa jeszcze kilka razy, ale Pravuil bez przerwy si


myli, przypadkiem albo celowo. Arthur mia nadziej, e
moe przynajmniej haas kogo ostrzeg.
- Czy ma pan tutaj przyjaci? - spyta po kilku
minutach siedzenia w milczeniu. Chd ponownie
zaczyna przenika ciao chopca i byo jasne, e wkrtce
bdzie jeszcze gorzej.
- Przyjaci? Niestety, nie - westchn Pravuil. - Mamy
zakaz rozmawiania ze sob, chyba e w sprawach
zawodowych. Nigdy nie wiadomo, kto jest szpiegiem,
Inspektorem na wizytacji lub kim w tym rodzaju. Z
pocztku uwaaem wasz lordowsk mo za kogo
takiego, lecz, jakeby inaczej, dziki swej wybitnej
inteligencji przejrzaem pana.
- Sdziem, e Zmierzchnik wyjawi panu, kim jestem
- zauway Arthur. Nie odczuwa ju sympatii do
pravuila.
- Owszem, przyznaj, ale wtedy byem ju niemal
pewien, jaka jest prawda.
- Niech mi pan opowie o Polednich Krlestwach poprosi Arthur. - Jakie dokadnie one s?
- Hm, to trudne, przewrotne pytanie. - Pravuil zdj
wystrzpiony kapelusz i podrapa si po gowie. - Ot
istnieje Dom, ktry jest tutaj. Poza tym mamy jeszcze
Nico - jej tu nie ma, ale na niej zbudowano Dom. Do
tego dochodz Polednie Krlestwa, istniejce na
zewntrz, poza Domem. One nie maj adnej stycznoci z
Nicoci. Polednie Krlestwa z pocztku byy swoist
226

Nicoci, ktr Architektka po prostu zagospodarowaa.


Z czasem Krlestwa si rozwiny i przeksztaciy w
gwiazdy, planety i tak dalej. Potem niektre planety
nadal si formoway, pojawiy si na nich istoty ywe, a
my, w Domu, archiwizujemy informacje o nich, tak samo
jak o wszystkim innym, i nic wicej nie robimy. Tak
stanowi Pierwotne Prawo. adnej ingerencji, w
jakiejkolwiek formie. Mona tylko obserwowa i
rejestrowa! C, pierwszy wybra si tam Staruch i sporo
namiesza, ale skoczy w acuchach. I dobrze mu tak.
Nastpnie, gdy Architektka po raz pierwszy znikna,
troch ingerowali Wykonawcy. Potem narozrabiali
jeszcze odrobin i wcale bym si nie zdziwi, gdyby
zamierzali dalej mci, ale trafiem tutaj, wic nie wiem.
Skoro jednak w Niszym Domu zjawia si miertelnik z
Pomniejszym Kluczem, to z pewnoci dzieje si sporo
rzeczy, ktre dzia si nie powinny.
Pravuil urwa, aby nabra powietrza w puca.
Zamierza wznowi opowie, kiedy w oddali rozleg si
wrzask. Kto rycza tak gono, e Arthura przeszy
dreszcz i ogarny go mdoci. W przeraliwym okrzyku
dao si zrozumie tylko dwa sowa.
- Moje oczy!
- Och, jak to dobrze! - uradowa si Pravuil. - Moemy
ju zej. Std jest niedaleko do mojego obozowiska.
Arthur niechtnie zszed na ziemi, chocia wiedzia
ju, jak zespoli brykiety wgla, aby w razie koniecznoci
wspi si na inn piramid. Wiedzia te, e tutaj kto,
227

kto straci oczy, wkrtce je odzyska. Mimo to nie potrafi


wymaza z pamici straszliwego krzyku. Nie potrafi te
zapomnie, e Pravuila w ogle nie obchodzi cudzy los.
Arthur zamyli si nad tym faktem, kiedy poda za
Sortownikiem Wgla. Dotd cakiem niele sobie radzi z
przewidywaniem, co zrobi ludzie, i odkrywaniem ich
prawdziwej natury. Pravuil odmwi zrobienia czego i
ponis tego konsekwencje. Potem jednak zacz si
zachowywa tak, jakby na sercu leao mu przede
wszystkim jego wasne dobro. Osobliwy kontrast. Ale
moe daoby si to wytumaczy faktem, e Sortownik
Wgla nie by czowiekiem. To znaczy by osob,
Rezydentem. W Domu nikt nie by istot ludzk, moe z
wyjtkiem dzieci, takich jak Suzy, ktre niegdy zaliczay
si do grona miertelnikw. Jednak nawet one si
zmieniy. Arthur nie wiedzia, kim s pozostali, nie
wspominajc ju o Staruchu czy Architektce.
Niespecjalnie chcia si nad tym zastanawia, zwaszcza
e jego przemylenia biegy w niepodanym kierunku.
Nikt z jego rodziny nie chodzi do kocioa, a on sam
niewiele wiedzia o religii. Teraz tego troch aowa,
cho zarazem do pewnego stopnia cieszy si ze swej
niewiedzy.
Gdy po dugiej wdrwce przez lodowate wglowe
pustkowie wreszcie dotarli na miejsce, okazao si, e
obozowisko Pravuila skada si z maej drewnianej
skrzynki, sfatygowanego fotela i dziwacznej metalowej
urny, mniej wicej metrowej wysokoci. Do naczynia
228

doczono mnstwo kranikw, zatyczek i szufladek.


Promieniowao umiarkowanym ciepem i Arthur z
przyjemnoci przysun do niego donie.
Pravuil wyjani, e to samowar i e jest to jego
najcenniejsza rzecz, ofiarowana mu przez Sortownika,
ktry zosta uaskawiony i powrci na gr. Wedug
sw Pravuila, odpowiednio napeniony samowar mg
dostarcza gorc herbat, grzane wino, kaw bd
kakao.
Bya to niemal prawda. Pravuil wysun jedn z
szufladek i z wahaniem napeni j otrzyman od
Zmierzchnika herbat. Z urzdzenia przez pewien czas
wydobyway si kby pary oraz da si w nim sysze
donony stukot, a w kocu zbity z tropu Pravuil odkry,
e z kadego kranika i zaworka pynie do paskudna
mieszanka kakao i wina. Po kilku prbach rozwizania
tego problemu Sortownik Wgla ostatecznie wytworzy
pyn gorcy, bladobursztynowy, o posmaku jabek.
Przela napar do cynowej butelki o wysokoci trzydziestu
centymetrw, z uszkodzon zatyczk, i poczstowa nim
Arthura.
Chopiec z wdzicznoci przyj poczstunek. By
bardzo zmarznity, a napj go rozgrza, bez wzgldu na
swj skad.
- Dlaczego nie wyczaruje pan herbaty z Nicoci? zapyta po kilku orzewiajcych ykach. - Tak jak to robi
Staruch?
- Chciabym - westchn Pravuil i ze zoci spojrza
229

na samowar. - Majstrowanie przy Nicoci to magia


wyszego rzdu. Rzecz jasna, Staruch jest mistrzem, cho
krpuj go acuchy. Poza nim bardzo niewielu
mieszkacw Domu potrafi radzi sobie z Nicoci,
zwaszcza bez wsparcia jakiego rda mocy, takiego jak
paski Klucz.
- Rozumiem - mrukn Arthur. Zastanawia si, czy
potrafiby
samodzielnie
zastosowa
Klucz
do
wyczarowania czego z Nicoci. Zdrowy rozsdek
podpowiedzia mu jednak, e bez pomocy specjalisty nie
powinien ryzykowa. A gdyby przywoa ca gromad
Niconi, takich jak ci, ktrzy wyonili si spod bruku w
Atrium?
Myl o pomocy specjalisty przypomniaa mu, e
powinien jak najszybciej porozmawia ze Staruchem.
Zastanawia si, czy mino do czasu, aby uwizionemu
odrosy oczy, a to z kolei natychmiast skonio go do
zastanowienia, ile godzin upyno w domu rodzicw.
Chocia Wola podkrelaa, e rnica czasu midzy
Domem i Polednimi Krlestwami jest elastyczna, Arthur
martwi si, i zbyt dugo przebywa z dala od bliskich.
Jeli nie byo go ju cay dzie, to rodzice musieli
odchodzi od zmysw z niepokoju. Chyba e zapadli na
Pomr, a wwczas liczya si kada minuta, dzielca go
od zdobycia lekarstwa i powrotu z nim...
- Ktra godzina? - spyta chopiec. - Czy mona ju
bezpiecznie odwiedzi Starucha?
- Hm... Trudno powiedzie, ktra godzina jest u
230

Starucha - odpar Pravuil. - Trzeba rzuci okiem na jego


zegar. Moe pjdziemy sprawdzi?

231

Rozdzia 18
Kiedy zbliali si do zegara, Pravuil coraz bardziej
pozostawa w tyle, a wreszcie si zatrzyma.
- Wasza lordowska mo, zaczekam tutaj, jeli mona oznajmi. Trzyma opuszczon gow i unika spojrzenia
Arthura.
Staruch
moe
si
okaza
nieco
podenerwowany. Rzecz jasna, nie bdzie zy na pana,
Mistrzu.
Arthur patrzy na niego podejrzliwie. Wczeniej
Pravuil nie obawia si podej znacznie bliej do tarczy
zegara. Co mu chodzio po gowie?
- Co to znaczy nieco podenerwowany"? Co moe
zrobi?
- To naprawd trudno powiedzie...
- A co zwykle robi? Czego nie lubi?
- Ostatnio, kiedy podszedem do zegara, zagrozi, e
wyrwie mi gow i wykopie j za krawd szybu. Nie
zamierzam sprawdza, czy uda mu si ta sztuka. Byoby
ze mn gorzej ni z Bezepkiem.
- Ale czemu? - dry Arthur. - Wobec mnie by
cakiem przyjacielski, gdy si dowiedzia, kim jestem.
- Jest pan miertelnikiem i dysponentem Mniejszego
Klucza - przypomnia Pravuil. - Staruch nie lubi
Rezydentw Domu. Szczegln antypati czuje do mnie,
232

cho trudno powiedzie dlaczego. Zaczekam tutaj,


zgoda?
- Niech pan robi to, na co ma pan ochot - powiedzia
Arthur. Pomyla, e Pravuil co knuje, lecz nie mia
czasu na ktnie, a zreszt prby cignicia go dalej nie
miay sensu. - Prosz tylko pamita, e przysig mi pan
suy.
- Och, tak, o tym si nie da zapomnie! - owiadczy
Pravuil radonie, ale nadal nie patrzy chopcu w oczy. Dotrzymam sowa. Powodzenia, wasza lordowska mo.
Arthur skin gow i ruszy przez szczere pole
dzielce wglowe piramidy od zegara. Z tej odlegoci
widzia ju Starucha. Olbrzym przykucn w pozycji
myliciela przy godzinie drugiej, jego acuchy nadal
wyglday na napite i byo jasne, e nie moe si
wydosta poza pierwszy kwadrans.
Chopiec powoli podszed bliej. Z zadowoleniem
zauway, e drzwi na cyferblacie s zamknite, chocia
mg polega wycznie na sowie Pravuila, ktry
zapewnia, e upiorne marionetki wrciy do rodka.
Staruch podnis wzrok, gdy Arthur wszed na tarcz
zegara. Jego oczy byy czerwone, ale cae. Gdyby nie
plamy zaschnitej krwi na policzkach, chopiec zwtpiby
w to, e celem siekiery drwala i korkocigu kobiety byy
oczy olbrzyma.
- Witam - powiedzia.
Wielkolud pochyli gow, co mona byo uzna za
niezwykle zdawkowe pozdrowienie. Nie wypowiedzia
233

jednak ani sowa, nie umiechn si i w aden inny


sposb nie okaza gociowi yczliwoci. Arthura ogarno
zdenerwowanie. Doskonale pamita acuch wok
swojej szyi i zastanawia si, czy jego gow da si
przymocowa z powrotem, gdyby Staruch postanowi j
oderwa od tuowia. Wtpi, by to byo moliwe.
- Przybyem sprawdzi, czy postanowi pan udzieli
mi pomocy - oznajmi i zrobi kilka krokw w stron
olbrzyma. - Powiedzia pan, e nie bdzie potrzebowa
zbyt duo czasu na przemylenia. Potem zza drzwi
wyszy te istoty...
- To prawda - przyzna Staruch. - Nazbyt dugo
deliberowaem i niemal postanowiem ci wyda. Gdyby
pozosta na cyferblacie jeszcze przez sekund, wyupiliby
ci oczy.
- Poszli wyupi je komu innemu - zauway Arthur,
opanowujc gniew. - Czemu nie obudzi mnie pan
wczeniej?
- Chciaem sprawdzi samego siebie i dowiedzie si,
czy mog zmusi picego chopca, by zapaci straszliw
cen za mj spokojny sen - zagrzmia Staruch. - Okazao
si, e nie. Cieszy mnie ten fakt. Arthurze, zasuye na
wyjanienie. Zadaj mi trzy pytania, ani jednego wicej, a
ja na nie odpowiem.
Chopiec ju-ju mia zapyta olbrzyma, dlaczego
tylko trzy pytania, ale w por ugryz si w jzyk. Z ca
pewnoci zostaoby to uznane za jedno z nich, a
wwczas pozostayby mu tylko dwa. Musia dobrze si
234

zastanowi, co chce wiedzie.


- Czekam - obwieci Staruch, przerywajc mu
rozwaania. - Daj ci dwie minuty, wedug wskaza tego
zegara.
- Dwie minuty! - wykrzykn Arthur. Zacz
gorczkowo myle i pospiesznie spyta: - Jak mog uy
Niebywaych Schodw, aby przedosta si std do
Pokoju Dziennego Poniedziaka?
- Niebywae Schody istniej wszdzie, gdzie to tylko
moliwe - wyjani Staruch. - Musisz sobie wyobrazi
schody tam, gdzie ich nie ma, wykonane z tego, co
zobaczysz, choby ze dba trawy, przeamanego w
trzech miejscach, albo z dziwnej chmury, uformowanej na
ksztat stopni. Nastpnie powiniene skoczy ku
pierwszemu stopniowi, pamitajc, by w doni trzyma
Klucz. Jeli uwierzysz, e schodek bdzie na miejscu, tak
si stanie. Bdzie tam, przynajmniej dla powiernika
Mniejszego Klucza. Gdy wejdziesz na schody, bdziesz
musia i dalej, a dotrzesz tam, dokd pragniesz
dotrze. Niebywae Schody s wyposaone w liczne
Podesty, a na kadym z nich by moe bdziesz musia
ponownie szuka Schodw. Jeli dostatecznie szybko ich
nie odnajdziesz, wwczas utkniesz tam, gdzie si
zatrzymae, w czasach, do ktrych trafie. Schody wij
si przez wszystkie Polednie Krlestwa, przecinaj czas i
przestrze, docieraj take do Domu, zatem musisz
zachowa czujno. Moliwe, e twoja wdrwka
skoczy si w miejscu, w ktrym szczeglnie nie
235

chciaby si znale. Jest to nawet prawdopodobne, bo


Schody maj wanie tak natur. Musisz si wykaza si
woli oraz moc, aby dotrze tam, gdzie naprawd chcesz.
Bd take wiadom obecnoci innych podrnikw, w
szczeglnoci Niconi, ktrzy czasami znajduj drog do
Schodw.
Duga wskazwka zegara poruszya si, acuch
Starucha zagrzechota. Mina okrga minuta!
- Co... jak mog korzysta z mocy Mniejszego Klucza?
- spyta Arthur i jednoczenie unis przedmiot, ktrego
wiato rozbyso na krtko, przymione przez osobliw,
niebiesk powiat acuchw.
- Potga Mniejszego Klucza przejawia si na wiele
sposobw - podj olbrzym. - w rkach prawowitego
powiernika moe on uczyni niemal wszystko, o co si go
poprosi, chocia jest sabszy w Domu ni w Polednich
Krlestwach, i mona mu si przeciwstawi zarwno
Sztuk, jak i Wadz. Oglnie biorc, daje si nim
zamyka, otwiera, czy, dzieli, odsuwa, zasuwa,
oywia, petryfikowa, owietla, zaciemnia, tumaczy,
dezorientowa i dokonywa niewielkich zakce i
przemian Czasu. Do pewnego stopnia bdzie ci chroni
przed uszczerbkiem na zdrowiu fizycznym i
psychicznym, lecz jeste miertelnikiem, wic istniej dla
ciebie nieprzekraczalne ograniczenia w potdze Klucza.
Wiesz ju, jak z niego korzysta. Moesz mu stawia
dania i naprowadza go na waciwy kierunek, a
wykona prac zgodnie z twoim yczeniem, jeli zdoa.
236

Pozostao ci p minuty.
Arthur zerkn na wskazwk minutow. Znowu si
poruszya i zatrzymaa w poowie drogi do nastpnego
znaku. Chopak by pewien, e jeszcze nie wykorzysta
dziewidziesiciu sekund! Ogarnity panik, usiowa
jak najszybciej wymyli dobre pytanie, ktre
zapewnioby mu bardziej wyczerpujc odpowied ni
poprzednie. Potrzebowa czego celniejszego, bardziej
bezporedniego.
- Co si dzieje u mnie w domu? Tam skd zniknem?
- Tego nie potrafi ci wyjani - owiadczy Staruch. Polednie Krlestwa s dla mnie zamknite i wiele, wiele
lat mino, odkd po raz ostatni tam zajrzaem. Zadaj
inne pytanie.
- Komu mog zaufa?
- Tym, ktrzy ci dobrze ycz - usysza w
odpowiedzi. - Bd graczem, nie pionkiem. To byo
trzecie pytanie, twj czas si skoczy.
Unis rk i ruchem doni odprawi Arthura.
- Przecie to nie bya prawdziwa odpowied zaprotestowa chopiec. Ani myla odchodzi, chocia
Staruch ponownie machn rk. - Chodzio mi o to,
komu konkretnie mog ufa. Na przykad Woli albo
Poniedziakowemu Zmierzchnikowi.
Staruch wsta, jego acuchy zachrzciy. Wykona
ptl z jednego z nich i leniwie potrzsn ni w
powietrzu. Arthur nawet nie drgn. Sta w miejscu i
patrzy z dou na olbrzyma, w doni ciska Klucz.
237

Zupenie, jakbym stawia si chuliganowi, powiedzia


sobie, cho tak naprawd by cay roztrzsiony. Musia
jednak wytrzyma.
- Sam zdecyduj, komu warto ufa - oznajmi Staruch.
Chcia znowu odprawi chopca ruchem doni, ale
zmieni zdanie. - Powiem ci jeszcze co, co ma zwizek z
twoim pytaniem, Arthurze Penhaligonie. miertelnik,
ktry wada Kluczem, staje si rwnie jego narzdziem.
Klucz
ci
zmieni,
cakowicie
przeksztaci
na
podobiestwo swojego twrcy. Klucz nie pasuje do
miertelnikw, z czasem zawsze przeobrazi swego
powiernika. Arthurze, pomyl o tym. Kto dziery wadz,
ponosi tego konsekwencje. Do spojrze na mnie. Teraz
odejd!
Ostatnie dwa sowa wywrzeszcza, jednoczenie
skoczy, wymachujc acuchem. Chopiec uchyli si
przed niebezpiecznym narzdziem i z biciem serca czym
prdzej uciek z cyferblatu.
Dobieg do piramid wgla, lecz nigdzie nie widzia
Pravuila. Odwrci si i przekona, e Staruch znowu
siedzi z okciem na kolanie i gow opart na pici,
pogrony w mylach.
Arthurowi przyszo do gowy, e powinien i w jego
lady, cho przede wszystkim nabra ochoty, aby
skorzysta z Niebywaych Schodw i wydosta si z tego
zimnego, zapylonego szybu. Rzecz nie bya jednak prosta.
Czy powinien ryzykowa wdrwk po Schodach, skoro
moe istnie inna droga? Dokd powinien si uda?
238

Prosto do Pokoju Dziennego Poniedziaka po Wskazwk


Godzinow? A co z Wol i Suzy Bkit? I z
Poniedziakowym Zmierzchnikiem?
Poniedziakowy
Zmierzchnik...
Arthur
nagle
zastanowi si, czy Pravuil w ogle wie, jak porozumie
si ze Zmierzchnikiem. Co dokadnie Zmierzchnik kaza
mu zrobi poza udzieleniem pomocy Arthurowi i
poczstowaniem go herbat?
- Pravuil!
Okrzyk chopca odbi si echem wrd piramid wgla,
lecz ciemnoci nadal pogrone byy w ciszy. Odpowied
nie nadesza take z rozjanionego na niebiesko obszaru
wok zegara.
- Pravuil! Niech pan tu przyjdzie!
Ponownie odpowiedzi byo milczenie. Tyle tytuem
przysigi wiernoci, pomyla Arthur. Rozejrza si
dookoa i, zastanawiajc si, czy zdoa znale jego
obozowisko. Chtnie wypiby filiank czego gorcego,
nawet gdyby nie zasta Sortownika Wgla i nie uzyska
odpowiedzi na nurtujce go pytania. Wiedzia jednak, e
nie da sobie rady, bo nie zostawi znakw na ziemi.
Dlatego bka si w ciemnociach, przywiecajc sobie
wiatem z Klucza. Mia nadziej, e moe przypadkowo
znajdzie obozowisko.
- Pravuil!
Gdy echo przebrzmiao, cisza powrcia. Arthur
nabra w puca powietrza, by krzykn ponownie, lecz
nagle usysza jaki dwik. By on ledwie syszalny,
239

trudny do zlokalizowania. Chopiec lepiej go usysza,


gdy z pomoc Klucza zespoli brykiety wgla w
piramidzie i wspi si na jej szczyt. Kiedy si
wdrapywa, wiato z Klucza rozwietlao coraz wikszy
obszar, lecz chopiec i tak nic nie dostrzega.
W pewnej chwili rozpozna dwik i spojrza w gr.
By to trzepot skrzyde. Co... sfruwao z gry prosto na
niego! A moe to by kto?!
Skrzydlata posta zmaterializowaa mu si nad gow.
Natychmiast uskoczy jej z drogi, a gdy run na ziemi,
usysza odgos zderzenia z piramid. Wokoo posypay
si brykiety. Kimkolwiek by ten, kto przyfrun, z ca
pewnoci nie opanowa sztuki latania.
Arthur rzuci si ku przybyszowi z Kluczem gotowym
do ciosu. Nie chcia da obcemu czasu na dojcie do siebie
po upadku. Nie podejrzewa, by to by Zmierzchnik, bo
spadajce skrzyda byy biae, a zreszt wtpi, eby
Zmierzchnik, Poudnik lub Jutrzenka mogli mie
problemy z lataniem.
- Ale jazda, ja ci krc! - wykrzykn znajomy gos.
Arthur popatrzy w d, na wysmarowany na czarno
ksztat, ktry gramoli si ze sterty brykietw. - Nikt mi
nie powiedzia, e ziemia bdzie si tak szybko zbliaa!
- Suzy Bkit! - zawoa Arthur. Umiechn si,
wsun Klucz za pasek i pochyli si, aby pomc
dziewczynce. - Jak tutaj trafia?
- Wola przeja kontrol nad nieuwanym Trzecim
Sekretarzem do spraw Utrzymania Sufitu i daa mi jego
240

skrzyda - wyjania Suzy. Wstaa chwiejnie i otrzepaa


ubranie, wzbijajc chmury wglowego pyu. Nadal miaa
na plecach skrzyda, nieco wygite na kocach.
Wyglday tak, jakby od pocztku nie byy idealnie biae,
ale teraz spod czarnego pyu przewityway jedynie
plamki bieli. - Wysaa mnie tutaj, ebym ci znalaza.
Sama nie chciaa przylecie. Podobno woli si nie zblia
do jakiego starego gocia. Mam farta, e wcelowaam w
to wiato co trzeba. Co to za niebieska powiata tam
dalej?
- To ten stary go - wyjani Arthur. - Na twoim
miejscu trzymabym si od niego z daleka. Czyli Poudnik
puci ci wolno?
- Co w tym stylu - mrukna. - A dokadniej to
dalimy dyla. Ale tu zimnica. Lepiej przeczytaj ten list,
potem std zjedamy.
Z zanadrza brudnej kamizelki wycigna kopert z
grubego beowego papieru, zapiecztowan wielkim
woskowym kleksem z pieczci, ktra wygldaa jak
odcisk abiej apki.
Arthur rozerwa kartk. Z pocztku nie potrafi si
zorientowa, gdzie jest list. Dopiero po chwili uwiadomi
sobie, e tekst znajduje si po wewntrznej stronie
koperty, zupenie jak w staromodnych listach lotniczych.
Litery byy piknie wykaligrafowane agodnie
janiejcym, zielonym atramentem.
Do Arthura, Prawowitego Dziedzica Kluczy do Krlestwa i
241

mistrza Niszego domu, rodkowego Domu i Wyszego Domu,


Odlegych Rubiey, Wielkiego Labiryntu, Niezrwnanych
Ogrodw, Morza Granicznego i Bezkresnych Obszarw poza
domem, ktre powszechnie okrela si mianem Polednich
Krlestw...
Pozdrowienia do Twej wiernej Sugi, Akapitw od
Trzeciego do Sidmego Ostatniej Woli Naszej Najwyszej
Stwrczyni, Ostatecznej Architektki Wszechrzeczy, przekazuje
panna Suzy Turkusowy bkit, Napeniaczka Kaamarzy itd.,
itp.
Ufam, e niniejszy list znajdzie Ci w dobrym zdrowiu i
dotrze w odpowiednim momencie, by Ci przestrzec: pod
adnym pozorem nie wolno Ci si zblia do olbrzyma
przykutego acuchami do zegara. Przebywa on w okowach, w
ktrych niefortunnym zbiegiem okolicznoci chwilowo
pozostajesz. Wielkolud zwany przez niektrych Staruchem jest
niesychanie niebezpieczny. Powtarzam nie podchod do niego,
nie zbliaj si do zegara!
Ubolewam nad twoim tymczasowym uwizieniem, nie
mniej zapewniam Ci, e nasze plany, cho chwilowo
pokrzyowane, nadal pozostaj aktualne. Pragn zasugerowa,
by naszym nastpnym krokiem stao si Twoje natychmiastowe
przybycie do Poniedziakowej Sieni, obawiam si bowiem, e
jego Dzienny Pokj jest obecnie pilniej strzeony i wymaga
uwaniejszej kontroli, nim wznowimy nasze poczynania.
Jak przedosta si z Twojej wilgotnej piwnicy do
Poniedziakowej Sieni? Rozwaaam moliwo przekazania
Suzy dodatkowej pary skrzyde dla Ciebie, lecz korzystanie z
242

nich nie jest atwe i przestraszya mnie perspektywa wypadku.


Lepiej i stosowniej dla Ciebie bdzie skorzysta z Niebywaych
Schodw.
- Nie mog odczepi tych kretyskich skrzyde przerwaa mu czytanie Suzy.
Arthur oderwa wzrok od opisu i wyjanienia, jak
korzysta z Niebywaych Schodw. Tekst niemal niczym
si nie rni od sw Starucha, zupenie jakby informacje
pochodziy z tej samej ksiki, ktrej Wola i olbrzym
nauczyli si na pami.
Suzy wycigaa rk ponad ramieniem i zmagaa si
ze skrzydem.
- Pomc ci? - spyta Arthur.
- Nie! - krzykna. - Mam wraenie, e przyrosy mi
do plecw.
- Czuem to samo - przypomnia sobie chopiec. - Ale
odpady i z powrotem zmieniy si w papier chwil
przedtem, nim dotknem ziemi.
- Papierowe skrzyda? To prowizorka, prosta magia mrukna Suzy pogardliwie. - Moje s najwyszej klasy,
przeznaczone do staego uytku. Widziaam, jak je
zdejmowano, kurczono i powikszano. Z pewnoci
istnieje jaka sztuczka, eby to zrobi.
Arthur ostronie skin gow. Powrci do czytania
listu.
Niebywaymi Schodami przybd do Poniedziakowej Sieni.
243

Nakreliam skromny szkic, aby mia przed oczyma obraz


swojego celu. Pamitaj, e Schody s przekorne i bd si
zatrzymyway w wielu miejscach, Nie pozwl, By Ci opuciy,
nim dotrzesz do Poniedziakowej Sieni!
Chopiec przyjrza si szkicowi. By on wielkoci jego
paznokcia u kciuka, lecz wykonano go z najwysz
precyzj i dbaoci o szczegy. Przypomina bardzo
star rycin, a ukazywa wntrze pokoju, a raczej
namiotu, bo ciany najwyraniej uszyto z materiau.
Porodku widoczny by sup. Poza tym w pomieszczeniu
znajdoway si sterty ozdobnych poduszek oraz may
stolik z bardzo wysokim, wskim dzbanem oraz kilkoma
kieliszkami do wina.
Jaka dziwna sie, pomyla Arthur. Wzruszy
ramionami i powrci do lektury.
Jeli wszystko pjdzie zgodnie z moim planem, bd tam na
Ciebie czekaa wraz ze wszystkimi sprzymierzecami, ktrych
uda mi si zgromadzi. Podczas naszego najbliszego spotkania
wyjawi Ci, co zrobimy potem.
Do tego czasu pozostaj Twoj posuszn i pokorn sug.
Niech Ostatnia Wola si wypeni.
Arthur zoy list i wsun go do kieszeni spodni.
Suzy nadal borykaa si ze skrzydami.
- Co Wola kazaa ci zrobi - spyta chopiec - kiedy ju
dostarczysz mi wiadomo?
244

- Bo ja wiem - burkna Suzy. Przestaa szarpa


skrzyda, opucia rce i wsuna palce pod pachy
kamizelki. - Nic nie powiedziaa. Chyba pjd z tob.
- Nie wiem, czy moesz ze mn i - oznajmi Arthur.
Popatrzya na niego ze zoci.
- No to piknie! - warkna. - Lec tutaj kawa drogi i
dowiaduj si, e nie masz ochoty zawraca sobie gowy
zabieraniem mnie std ze sob, bez wzgldu na to, co si
stanie!
- Zabior ci, jeli bd mg - owiadczy Arthur
cierpliwie. - Musz wej na co, co nosi nazw
Niebywaych Schodw, i najzwyczajniej nie wiem, czy
oboje moemy si na nich znale. I tyle. Dziwi mnie, e
Wola nic ci nie powiedziaa.
- Ta caa Wola myli tylko o sobie! - mrukna Suzy
ponuro. - Zrb to, zrb tamto, musimy postpowa
zgodnie z intencjami Architektki... Mona dosta krka,
powanie. Ale lepiej bierzmy si do roboty, zanim
pachoki poudnika dobior mi si do skry.
- Co?
- Niebywae Schody. Ruszajmy w drog. Gdzie si
zaczynaj?
- Nie, chodzi mi o tych pachokw Poudnika.
- Och, atwo byo zwia pierwszej bandzie, ktr
posa za nami Poudnik, kiedy opucilimy Biuro
Gwnego Wydajnika. Kiedy jednak dotaram do Grnej
Piwnicy, wok skraju szybu staa caa gromada
Komisarzy. Przedaram si midzy nimi, ale
245

podejrzewam, e cz z nich pognaa po skrzyda i teraz


ju je maj. Lepiej wic si pospieszmy. Tobie moe nic
nie zrobi, ale mnie z pewnoci mog skrzywdzi.
Kiedy mwia, Arthur spojrza w gr. Z pocztku nic
nie dostrzega, bo Klucz go olepia. Musia odsun go
na bok, i rzeczywicie, zobaczy wysoko nad nimi blade
wiateka, ktrych wczeniej nie byo. Jasne punkty
staway si coraz wiksze i wyraniejsze.
- Latarnie stranicze - zauwaya Suzy. - To pewnie
Sieranci. Jest ich chyba szeciu.
Arthur chcia co powiedzie, kiedy za plecami
usysza wcieky wrzask. Suzy machinalnie chwycia
nakrycie gowy, cho wczeniej tak mocno je nasadzia, e
aden wiatr nie mgby go zwia. Staruch rwnie
dostrzeg Komisarzy.
- We mnie za rk - poleci Arthur dziewczynce i
wycign lew do. Klucz cay czas ciska w prawej
Suzy niechtnie chwycia go dwoma palcami, zupenie
jakby musiaa podnie martwego szczura.
- Nie, zap mnie mocno! - nalega chopak. - Bo inaczej
na pewno si zgubisz.
Ucisk Suzy si zacieni. Arthur ywi nadziej, e si
nie myli. Nie mia pojcia, czy moe zabra j ze sob. Nie
wiedzia nawet, czy potrafi znale Schody, nie
wspominajc ju o wdrapaniu si na nie.
Co takiego mwili Staruch i Wola? Wyobra sobie
Schody tam, gdzie ich nie ma. Skup si na czym, co
przypomina stopnie, i uwierz, e tam bd Schody".
246

Tam, w ciemnoci, nad t lekko osypan piramid,


pomyla Arthur. To dobre miejsce na Schody. Bd
naturalnym
przedueniem
stopni
powstaych
samoczynnie na osypisku z jej boku.
Tak, doda w mylach. Szerokie Schody, prowadzce
prosto na gr. Stopnie z biaego marmuru, poyskujce
w ciemnoci. Wyranie dostrzega je oczyma wyobrani,
ale czy istniay w mrocznej pustce?
- Stj! Ani kroku! - krzykn kto na grze. Gos by
jednak saby i nadal dobiega z oddali. W odpowiedzi na
to woanie ciemnoci przeszya bkitna byskawica,
wystrzelona z zegara. Piorun nie dotar do celu, odbity od
niewidzialnego sufitu, ktry wisia zaledwie sto metrw
nad niezwykym wizieniem Starucha.
Arthur zignorowa zarwno okrzyk, jak i byskawic.
Widzia ju Schody, ich marmurowe stopnie. Wznosiy
si ponad piramid. Pozostao mu tylko wskoczy na
pierwszy lnicy schodek...
- Au! - krzykna Suzy, kiedy Arthur bez zapowiedzi
da susa przed siebie. Zatrzepotaa skrzydami, by
dotrzyma kroku skaczcemu w powietrze chopcu. Jego
stopy nie wyldoway na wglu. Trafiy na co, czego
Suzy nie widziaa. Skoczy ponownie. Dziewczynka z
caych si machaa skrzydami, nie chcc pozosta w tyle.
Zamkna oczy i poczua, e Arthur znowu skacze,
mocniej wic zacisna powieki, w oczekiwaniu na to, e
zostanie bolenie cignita na ziemi, a skrzyda w
247

niczym jej nie pomog.


Nic podobnego si nie stao. Suzy dotkna czego
stopami, ale delikatnie, agodnie, nie jak przy upadku.
Otworzya oczy i popatrzya w d. Pod jej utytanymi
butami lni biay marmur. Spojrzaa w lewo, w prawo i
do gry. Poza Schodami, prowadzcymi prosto w gr,
widziaa tylko wiato, olepiajce biae wiato, wszdzie
dookoa.
- Patrz na d, na Schody! - wrzasn Arthur. - I chod!
Nie moemy si zatrzymywa!

248

Rozdzia 19
- A wic jak to dziaa? - sapna Suzy po tym, jak
posusznie pokonaa wraz z Arthurem co najmniej
dwiecie stopni, cay czas trzymajc go za rk. Bdziemy biegli po Schodach tak dugo, a w kocu
upadniemy i stoczymy si na d?
- Sam nie wiem - przyzna chopiec. Dokuczao mu
zmczenie, ale jednoczenie by dziwnie rozradowany. W
normalnym wiecie, bez Klucza, adn miar nie udaoby
mu si tak sprawnie wbiega po schodach. Rozkoszowa
si powietrzem, ktre swobodnie wpywao mu do puc i
bez trudu si z nich wydostawao, chocia minie
protestoway przeciwko wysikowi. - Nie wolno nam si
zatrzyma. Co pewien czas trafimy na Podesty, ale nie
bardzo wiem, jak one wygldaj, jeeli do ktrego
dotrzemy, bdziemy musieli szybko odnale Schody, bo
inaczej utkwimy na Podecie. Podejrzewam, e na
zawsze.
- Same kopoty - gderaa Suzy. - Powinnam bya
trzyma si swoich kaamarzy. Mj staruszek zawsze
powtarza, eby nigdy nie zgasza si na ochotnika.
Nagle stana jak wryta. Szarpna Arthura za rk.
- Co jest? - zniecierpliwi si i pocign jej do, by
biega dalej.
249

- Przypomniaam sobie! - wykrzykna. Przypomniaam sobie tat, na jedn chwil! Od lat mi si


to nie zdarzao! Za bardzo szorowali mi w gowie. A to
co?!
Arthur lekko odwrci gow, by spojrze na
dziewczynk, i niemal nadwery sobie szyj, gdy
ponownie popatrzy w gr Schodw. Dostrzeg tam co
kolorowego, co wyaniao si z biaej powiaty, ktra ich
otaczaa, jednoczenie zauway z niepokojem, e stopnie
zaczy si porusza, niczym ruchome schody. Cokolwiek
znajdowao si w grze, zbliali si do tego zbyt szybko.
- Uwaaj! - wrzasna Suzy i w nastpnej chwili
Schody zniky, a wraz z nimi biae wiato. Stali po kolana
w wodzie, wrd bujnej rolinnoci, ktra przypominaa
gowy kapusty wielkoci domw. Na krystalicznie
czystym bkitnym niebie wiecio soce.
- Podest! - zawoa Arthur. - Prdzej! Musimy
odszuka Schody!
Odpowiedzia mu potworny ryk. Spoza jednej z
gigantycznych kapust wyoni si eb wielkiego gada,
osadzony na niebywale dugiej szyi.
- Znowu dinozaury! - jkn chopiec. Na szczcie to
stworzenie wygldao na rolinoerc, ale miao rozmiary
tira i absolutnie niechccy mogo z atwoci zmiady
dwoje
dzieci.
Zwierz
charakteryzowao
si
bagnistoniebiesk skr z nierwnomiernymi atami w
kolorze intensywnie fioletowym. Gdy Arthur patrzy na
te aty, korcio go, by wybuchn histerycznym
250

miechem. Nie mg jednak sobie na to pozwoli. Musia


znale co, co przypominao stopnie Schodw...
Dinozaur rykn ponownie i ruszy naprzd,
miadc tuowiem ogromn kapustopodobn rolin.
Nawet jeli tylko by zaciekawiony, stanowi spore
zagroenie. Musieli zej mu z drogi i wrci na Schody.
Arthur rozejrza si w panice i przy okazji niemal
przewrci Suzy. Jej ucisk lekko zela, lecz chopiec
zacisn do.
- Trzymaj si mocno! - podkreli. - Bo tutaj zostaniesz!
O!
Zobaczy co, co uzna za przydatne: kp wysokiej
trzciny Pogna ku niej razem z Suzy, nie przygotowan
do nagego biegu. Gdyby udao mu si pozgina jedn
trzcink tak, aby przypominaa schodki, moe to by
wystarczyo. Bez zastanowienia wetkn Klucz za pasek, i
nagle jego puca zamary w poowie oddechu. Poczu
znajomy ucisk w piersi.
Zapomnia. Nie przebywa ju w Domu. Znaleli si
w Polednich Krlestwach, moe nawet w odlegej
przeszoci jego wasnego wiata, i musia trzyma Klucz,
by swobodnie oddycha. A czas nagli!
Arthur szybko przeama trzcink w szeciu rwno
oddalonych od siebie miejscach, ustawi rolin pod
odpowiednim ktem i znowu chwyci Klucz. Potem wbi
uwane spojrzenie w trzcink. Nagle pojawiy si Schody,
odchodzce od wierzchoka trzcinki ku niebu. Chopiec
popatrzy na cienki zarys trzcinowych stopni i wyobrazi
251

sobie, e si cz i tworz znacznie wyrazistsze,


trjwymiarowe Schody z marmuru.
Woda ochlapaa mu plecy. Dinozaur zblia si
szybko. Suzy westchna lub stumia krzyk, a wtedy
Arthur skoczy. Dziewczynka zatrzepotaa skrzydami,
ociekajc wod, oboje znowu trafili na Niebywae
Schody.
wiszczcy oddech Arthura momentalnie si
ustabilizowa. Chopiec mia ochot usi, lecz wiedzia,
e nie moe sobie na to pozwoli. Zmczony, pocign
Suzy za rk i znowu ruszyli w gr.
- Ile jeszcze takich Podestw nas czeka? - spytaa
dziewczynka. Lekko machaa skrzydami, aby je osuszy,
przynajmniej spyna z nich cz pyu wglowego i
wydaway si nieco bielsze. Nie bya to idealnie czysta
biel, raczej biel zamana, ale nie szaro. - Poza tym dokd
waciwie idziemy?
- Sam nie wiem - wyzna Arthur. Ledwie to
powiedzia, poczu, jak stopie pod jego nog miknie
niczym maso wyjte z lodwki, i przez moment ba si,
e spadnie. - To znaczy wiem, dokd idziemy owiadczy pospiesznie i najpewniej, jak potrafi.
Jednoczenie pomyla o sporzdzonym przez Wol
rysunku Poniedziakowej Sieni, - To znaczy nie wiem, ile
Podestw napotkamy. Idziemy do Sieni Pana
Poniedziaka, na spotkanie z Wol.
Stopie natychmiast stwardnia i ponownie zacz
przypomina marmur, nie elek.
252

- Och, wobec tego wszystko gra - owiadczya Suzy


sarkastycznie. - Moja kumpelka Ostatnia Wola. Mam
nadziej, e dotrzymasz sowa, Artie.
- Nie nazywaj mnie Artie - burkn. - Zrobi, co w
mojej mocy, eby razem z reszt dzieci wrcia do domu.
Stopnie przed nimi nagle drgny i najwyraniej lekko
skrciy w bok. Wszystko rozegrao si jednak bardzo
szybko i Arthur nie mia pojcia, co to oznacza. Moe bya
to jedna z osobliwoci tego miejsca.
- Co nad nami! - ostrzega Suzy. - Nastpny...
Znowu dotarli do Podestu, znacznie szybciej, ni si
spodziewali. W jednej chwili unosili stopy, aby pokona
kolejny schodek, a w nastpnej stali na rwnej ziemi.
Wok byo chodno i ciemno. Arthur unis Klucz, ale
widzia tylko kamienne ciany. Mokre kamienne ciany.
Znajdowali si w jaskini.
Jaki szelest sprawi, e chopiec odwrci si i
podnis Klucz wyej, aby zrobio si janiej. W kcie
groty ujrza grup ludzi skulonych z przemonego
strachu. Byli nadzy, ale ciao kadego z nich okrywaa
gruba warstwa wosw. Mieli grubo ciosane, kociste
gowy.
Neandertalczycy,
pomyla
Arthur.
Albo
kromanioczycy. Chcia im powiedzie, eby si nie
obawiali, ale brakowao czasu na wyjanienia, poza tym i
tak by nie zrozumieli.
Chopiec odwrci si do ciany i czubkiem Klucza
szybko nabazgra zygzak oraz bardzo nierwne stopnie.
253

Zanim zdy przystpi do wizualizowania Schodw,


usysza gos Suzy.
- Jak na mj gust, to wcale nie przypomina adnych
schodw - zauwaya.
- Ciii! - sykn Arthur. Teraz w ogle nie potrafi sobie
ich wyobrazi. Wpad w panik.
Na zawsze utkniemy w epoce kamienia upanego...
Nie! Nie!
Odetchn gboko i nabazgra jeszcze kilka stopni,
tym razem wolniej i staranniej. Ten rysunek przypomina
schody, pomyla. To s Schody. Skocz na nie i pocign
za sob t niewdzicznic Suzy...
Z
otwartymi
oczyma
skoczy
na
cian,
podwiadomie oczekujc, e si bolenie uderzy i
wylduje na ziemi. Nic podobnego. Wszdzie wokoo
rozbyso biae wiato, zapraszajce ich do siebie.
Ponownie znaleli si na Niebywaych Schodach.
Przez pewien czas wdrapywali si w milczeniu.
Pierwsza odezwaa si Suzy.
- Przepraszam, nie chciaam tak powiedzie. Odtd
bd trzymaa buzi na kdk.
Arthur z pocztku nie odpowiada.
- To nie twoja wina - mrukn w kocu. - Wtpi, by
tamten rysunek zadziaa. Nie wierzyem w to, zanim
jeszcze cokolwiek powiedziaa.
- Nie zostawisz mnie? - spytaa Suzy znacznie ciszej
ni zwykle. - Nie odejdziesz beze mnie?
- Skd! Oczywicie, e nie! - oburzy si Arthur.
254

Niemal stan w miejscu, do tego stopnia poruszyo go, e


dziewczynka podejrzewa go o takie zamiary.
- Wiesz, przypominam sobie rne rzeczy - wyznaa
cicho. - Teraz pamitam, jak po raz pierwszy zobaczyam
Szczuroapa. Pamitam, e mama zabraa mnie na wie
i... i zostawia mnie tam. Mnie, miastow dziewczynk.
Nie wiedziaam, co robi, i wtedy nadszed Szczuroap, a
za nim mnstwo roztaczonych dzieci...
Arthur jeszcze mocniej ucisn jej do. Wiedzia, e
w tej sytuacji nic nie moe powiedzie.
- Dziwne, wraca mi pami. - Suzy pocigna nosem i
wyja z kieszeni niezbyt czyst chustk. - Pewnie to co
w powietrzu.
- Pewnie tak - potwierdzi Arthur. - Czekaj, co si
dzieje...
Stali na poboczu drogi, prayo soce, niebo byo
bkitne, na horyzoncie zawisy pojedyncze chmurki.
Droga waciwie zasugiwaa jedynie na miano cieki.
Nie bya nawet wybrukowana, jej nawierzchni tworzya
ziemia z przypadkowymi atami nieregularnych kamieni
brukowych. Wzdu jednego pobocza rosy niskie, skate
drzewa posadzone w nierwnomiernych odstpach. Z
drugiej strony drogi, tam gdzie stali Arthur i Suzy,
rozpocierao si pole niskiej trawy, systematycznie
skubanej przez kozy, ktre obserwoway ich ze stoku
oddalonego o kilkaset metrw.
- Kamienie! - zauway Arthur i wskaza rk stert
wzniesion pod drzewami z drugiej strony cieki. 255

Moemy zrobi z nich Schody.


Pocign Suzy na drug stron i wsplnie pobiegli do
kopca kamieni. Niemal do niego dotarli, kiedy Arthur
zauway mczyzn, pdzcego drog prosto ku nim.
Nieznajomy bieg prdko, ale miarowo, co oznaczao, e
jeszcze dugo utrzyma szybkie tempo. By chudy i
ylasty, mia na sobie tylko przepask biodrow oraz
sanday. Na jego nagiej, gadkiej klatce piersiowej lni
pot.
Biegacz zatrzyma si na chwil na widok dzieci, a
potem przystan ponownie, kiedy Suzy niewiadomie
zatrzepotaa skrzydami. Wbi w ni wzrok i wykona
peen szacunku gest, jakby chcia jednoczenie osoni
oczy przed socem i zasalutowa.
- Wiktoria pod Maratonem! - krzykn. - Persowie
pokonani! Dzikujemy Nike za zwycistwo!
Pobieg dalej, lecz mijajc dzieci, odwrci wzrok i
niemal si przewrci na kamieniu milowym. Arthur i
Suzy rwnie nie zwlekali. Popdzili ku stercie kamieni, a
na miejscu Suzy pomoga Arthurowi uoy je na ksztat
stopni. Chopiec machn Kluczem, wyobrazi sobie
Schody i wszed na chwiejn konstrukcj. Tym razem
wszystko poszo jak z patka. Oboje natychmiast znaleli
si na marmurowych stopniach i otoczyo ich biae
wiato.
- Chyba wiem, gdzie to byo - odezwa si Arthur. - To
znaczy, kiedy to byo. W naszym wiecie. W historii. Jaki
czas temu przygotowaem prac semestraln powicon
256

rdom synnych nazw produktw. Ten czowiek wzi


ci za Nike, skrzydlat bogini zwycistwa.
- Mnie! - prychna Suzy. - Nie byoby tyle
zamieszania, gdybym moga odczepi te debilne
skrzyda.
- Ciekawe, czy istnieje sposb, aby nie zatrzymywa
si na Podestach - myla Arthur na gos. - Id o zakad,
e Architektka nigdy nie musiaa przystawa, chyba e
miaa na to ochot. W drog!
Ruszyli przed siebie.

257

Rozdzia 20
Arthur w morderczym tempie pdzi po Schodach,
pokonujc kilka stopni naraz.
- Czemu... czemu tak gnamy? - spytaa Suzy.
- Moe jeli bdziemy prdzej si poruszali, rzadziej
natrafimy na Podesty! Sam nie wiem. Mam wraenie, e
tak trzeba.
- Jeeli jest inaczej, bdziemy szybciej ldowali na
Podestach - zauwaya Suzy.
Arthur nie odpowiedzia. Naprawd czu, e jeli si
pospiesz, prdzej dotr na miejsce, a na dodatek omin
cz Podestw. Nie mia na to jednak adnego dowodu.
Zabrako mu okazji, aby si dowiedzie czego wicej z
Atlasu, od Woli, od Starucha...
- Co jest przed nami! - krzykna Suzy.
Arthur zamruga oczyma. Dostrzeg jak tward
powierzchni, w nastpnej chwili uderzy w ni Kluczem
i oboje z Suzy z impetem zderzyli si z cienkimi,
drewnianymi drzwiami, przez ktre wypadli na
brukowan ulic. Przez moment sdzi, e wrcili do
Atrium w Domu.
Potem jego nozdrza wypeni potworny smrd i od
razu wiedzia, e s gdzie indziej.
Wzdu ulicy leay sterty zwok, nieprzeliczone iloci
258

trupw, pospiesznie przysypanych wapnem. Biay


proszek pokry ich twarze, wskutek tego wyglday
niemal jak posgi albo uoone rzdami kuky. Wokoo
unosi si fetor, bzyczay muchy, zataczajce koa nad
ciaami, a z otwartego cieku po przeciwnej stronie ulicy
wyskakiway szczury i biegay midzy umarymi.
Dookoa nie byo ywej duszy.
Arthur wstrzyma oddech i rozejrza si, walczc z
mdociami. Wszystkie domy byy wskie, liczyy po trzy
pitra i pochylay si nad ulic, pogron w gbokim
cieniu, mimo e intensywnie wiecio soce. Do
wysokoci okoo dwch metrw budynki wzniesiono z
kamieni;
wyej
konstrukcja
opieraa
si
na
wyeksponowanych belkach i pomalowanych deskach.
Wikszo domw bya kryta strzech, niektre jednak
miay dachy z drewnianych gontw albo dachwki.
Drzwi i okiennice byy jaskrawo pomalowane. W czasach
Arthura byyby to bardzo stare domy, zbyt stare, aby
natkn si na nie gdziekolwiek poza Angli lub nawet
Europ. Tutaj nawet jeli nie wyglday na nowe, z
pewnoci nie mona ich byo nazwa specjalnie starymi.
Swego czasu moga to by cakiem przyjemna ulica,
pomyla Arthur. Teraz ju taka nie jest.
Na drzwiach i cianach frontowych kadego budynku
widniay krzye, byle jak namalowane mlekiem
wapiennym. Arthur wiedzia, co to oznacza, a take co
zabio tych wszystkich ludzi.
- Duma - wyszepta. Prawdopodobnie przebywali w
259

siedemnastowiecznej Anglii. Wanie tam, w latach


szedziesitych, doszo do wybuchu epidemii tej
strasznej choroby. Niewykluczone te, e trafili w
analogiczne czasy w innym wiecie. Chopiec zbyt mao
wiedzia o Domu, Niebywaych Schodach oraz o
Polednich Krlestwach, aby stwierdzi to jednoznacznie.
Nagle Suzy rozlunia ucisk. Arthur zbyt pno
zacisn do. Na uamek sekundy przytrzyma palce
dziewczynki, ale wyrwaa mu si i odesza.
- Suzy! Musimy i dalej!
Nie zareagowaa. Pospieszy za ni, kiedy
przechodzia przez ulic i popychaa jasnoniebieskie
drzwi jednego z domw. Uchylia je o kilka centymetrw
i natrafia na ciao, ktre leao pod progiem i blokowao
wejcie. Raz jeszcze napara na drzwi, kopna je i
wybuchna paczem. zy spyway jej po policzkach i
tworzyy ciemne plamy na krawacie. Skrzyda aonie
opady na plecy dziewczyny.
- Co si stao? - spyta Arthur. Suzy zawsze sprawiaa
wraenie beztroskiej osoby, nawet kiedy musiaa stawi
czoo dinozaurom lub wymachujcym mieczami
barbarzycom. O co teraz chodzio?
- To by mj dom! - zaszlochaa. - Przypomniaam
sobie. Tutaj mieszkaam!
Popatrzya na najblisz stert zwok. Chciaa
odwrci najwyej lecego trupa, eby spojrze mu w
twarz, ale Arthur chwyci j za nadgarstek i odcign.
- Nie moesz nic zrobi! - owiadczy z naciskiem. - I
260

nie moesz tutaj zosta! Musimy znale jakie stopnie.


- A niech mnie, jeli to nie Suzy, crka Jacka Dyera.
Wrcia jako anio mierci - wymamrota gos.
Arthur i Suzy zamarli, przekonani, e jeden z trupw
przemwi. Potem na zacienionym progu ssiedniego
domu zobaczyli stert szmat, ktra poruszaa si i wstaa.
Bya to stara kobieta, mimo ciepego dnia okryta szat
podbit futrem. Przy twarzy trzymaa mokr chustk.
Chopiec wyczu zapach godzikw i olejku ranego.
Wo mikstury wyranie przebijaa si przez koszmarny
smrd.
- Wic jednak umara - wybekotaa starucha. Mwiam twojej matce, e zabieranie ci std to durny
pomys. mier nie zna granic parafii, powiadaam.
Zda tam, gdzie chce, czy to do miasta, czy na wie.
- Czy mama nie yje? - spytaa Suzy cicho.
- Nikt nie yje! - zarechotaa stara kobieta. - Wszyscy
umarli! Ja te, tylko jeszcze o tym nie wiem.
Zaniosa si szaleczym chichotem. Arthur ponownie
szarpn Suzy za rk. Tym razem dziewczyna nie
stawiaa oporu, lecz take nie uatwiaa mu zadania, gdy
j odciga.
- Idziemy! - upiera si. Drzwi wejciowe w domu
obok stay otwarte na ocie, za nimi z pewnoci
znajdoway si jakie schody. Mimo to chopak martwi
si, gdy przebywali tu duej ni w innych miejscach, a
Suzy wczeniej pucia jego do.
- Myl o Sieni Pana Poniedziaka! - wrzasn, cignc
261

dziewczynk przez krtkie i wskie przejcie ku spiralnie


krconym schodom, tak ciasnym, e uderzy gow o
wysze stopnie. Suzy samodzielnie ruszya na gr. Skup si na myli o powrocie do Domu!
Sam rwnie usiowa si skoncentrowa, lecz cigle
jeszcze mia przed oczyma sterty zwok. Nigdy wczeniej
nie widzia trupa i sdzi, e jeli kiedykolwiek go ujrzy,
to na szpitalnym ku. Nie przestawa rozmyla o
strasznych,
rozrzuconych
po
ulicy
stosach
nieboszczykw, naprdce przyprszonych wapnem
przez garstk pozostaych przy yciu ludzi, zbyt
przeraonych, aby uczyni cokolwiek innego.
Senny Pomr by wspczesnym odpowiednikiem
dumy dymieniczej. W dawnych czasach medycy i
znachorzy nie mieli pojcia, jak rozprzestrzenia si zaraza
i skd si wywodzi. Wspczeni lekarze tak samo nie
rozumieli istoty Pomoru. Arthur by ostatni desk
ratunku. Gdyby mu si nie powiodo, wwczas choroba
Aporterw moga zabi niemal wszystkich w miecie,
take tych, ktrych kocha i ktrzy si dla niego liczyli,
podobnie jak poprzednia epidemia zabia jego rodzicw.
A potem zaraza si rozniesie i na ulicach spitrz si
sterty cia, tak jak tutaj...
Musz dotrze do Sieni Pana Poniedziaka, pomyla z
zapaem. Sie Pana Poniedziaka. Sie Pana Poniedziaka.
Ostatni drewniano-gipsowy stopie znik spod jego
stp, zastpiony marmurem. Brudne siedemnastowieczne
ciany rozmyy si w perowobiaym wietle.
262

Arthur ponownie trafi na Niebywae Schody. Lew


do zaciska tak mocno, e przez chwil nie wiedzia, czy
wci trzyma Suzy. Czy wskoczya na Schody, czy te
uwiza w swoim czasie i miejscu, gdzie z pewnoci
umaraby... gdzie umrze na dum?
Odwrci si i napotka spojrzenie dziewczyny.
- Chyba jeste na mnie skazany - stwierdzia i
pocigna nosem. Usiowaa si umiechn, lecz nic jej z
tego nie wyszo. - Teraz ju nie mam po co wraca do
domu.
Arthur w miarowym tempie ruszy w gr.
- Moemy znale akta twojej rodziny i wprowadzi
do nich zmiany, aby twoi krewni przeyli dum zaproponowa.
- Nie - westchna Suzy. - Mwiam ci. Szukaam
przez setki lat i nie znalazam swojej teczki. Nikt z nas nie
natrafi na akta osoby znanej nam choby ze syszenia. I
to by byo na tyle. Wracam do wiecznego napeniania
kaamarzy.
- Bynajmniej - zaprotestowa Arthur. Usiowa nada
swojemu gosowi brzmienie pene wiary i nadziei, cho w
gbi duszy wcale nie by pewien tego, co mwi. Pokonamy Pana Poniedziaka i uporzdkujemy sprawy
Niszego Domu. Sama si przekonasz.
Suzy parskna, by moe tylko dlatego, e
wydmuchiwaa nos. Uczynia to w typowy dla siebie, nie
cakiem higieniczny sposb: wysmarkaa si w rkaw.
- Teraz z caej siy skupi si na Sieni Pana
263

Poniedziaka - uprzedzi j Arthur. - Jeli dostatecznie


mocno si skoncentruj, dotrzemy prosto na miejsce, bez
nastpnego przystanku.
- Takiego jak ten nad nami? - zainteresowaa si Suzy.
Chopak zakl i prbowa biec szybciej, jakby mogli
si przedrze przez wirujc mas kolorw, ktra
wyznaczaa nastpny Podest. Prba speza na niczym. W
jednej sekundzie by na Schodach, a w nastpnej w
cakowicie odmiennym miejscu.
Nigdy wczeniej nie dowiadczy takiej rnicy. Nie
trafili do epoki dinozaurw, nie przebywali w jaskini ani
w staroytnej Grecji, ani te w zadumionej Europie.
Arthur
wytrzeszczy
oczy
na
przyciszony,
supernowoczesny, szerokoekranowy telewizor, w ktrym
nadawano program informacyjny. Chopak popatrzy na
skrzan kanap, stolik zawalony pismami Rolling
Stone" i Fortune" oraz na pust butelk po coli. Ujrza
typowy dla swoich czasw pokj.
Jeszcze bardziej wybauszy oczy, kiedy leca na
brzuchu Li wstaa z kanapy. Miaa zaczerwienione,
zazawione oczy i zmczon twarz. Znieruchomiaa z
otwartymi oczami i nagle krzykna:
- Arthur! I jeszcze... hm... Jeste anioem?
- Li!
- Nie, nie jestem anioem - zaprzeczya Suzy. Otara
oczy, odetchna gboko i dodaa: - Po prostu nie mog
odczepi skrzyde. Nazywam si Suzy Turkusowy Bkit.
Li niepewnie skina gow i przesuna si na
264

koniec kanapy.
- To ty, Arthur, prawda?
- Tak, to ja! Nie moemy si zatrzymywa wymamrota. - Czy jest tu jeszcze jedno pitro? Jakie
schody, stopnie?
- Tak, na grze - potwierdzia Li powoli. Arthur
widzia, e dziewczyna doznaa wstrzsu. Za jej plecami,
w telewizji, nieoczekiwanie przerwano program
informacyjny i pokazano ujcie poncego budynku.
Szkoy Arthura. - Co...
- Nie moemy czeka! - wykrzykn i ruszy do drzwi
wskazanych przez Li. Jednoczenie szarpn zapatrzon
w telewizor Suzy. Li zawahaa si i pobiega za
nieoczekiwanymi gomi.
- Kiedy? - spyta Arthur, gdy biegli korytarzem. - To
znaczy kiedy wybuch poar w szkole? Wczoraj?
- Co takiego? Informacje o poarze pojawiy si w
programach informacyjnych zaledwie kwadrans temu wyjania Li. - Cae miasto jest odcite od wiata.
Kwarantanna. Ale co ty robisz? Czy to wskazwka zegara
psiogowych, ktrej szukae?
- Czy z Edem wszystko w porzdku? Co z twoj
rodzin? - spyta Arthur.
- S chorzy - zakaa. - Powanie chorzy. Zapadli na
dziwn piczk, nazywan Sennym Pomorem. Arthur,
musisz co...
Jej gos zanik, kiedy chopiec wskoczy na pierwszy
stopie i potem da susa, intensywnie wyobraajc sobie
265

biay marmur oraz wiato Niebywaych Schodw.


- Czy to bya twoja siostra? - zainteresowaa si Suzy. A moe ukochana?
- Tylko koleanka - fukn Arthur. - Ma na imi Li.
Prosz... ucisz si. Musz si skoncentrowa. Zbliamy si
do czego.
Rozpozna charakterystyczn twardo pod stopami.
Poczu si tak, jakby wjeda na gr ruchomymi
schodami. Biae wiato zawirowao kolorami, oferujc
dzieciom nastpne darmowe widowisko.
- Trzymaj si! - krzykn Arthur.

266

Rozdzia 21
W nastpnej sekundzie Arthur i Suzy upadli plackiem
na stert poduszek. Znieruchomieli ze wzrokiem wbitym
w ma zielon abk, ktra siedziaa naprzeciwko nich
na jednym z piter srebrnej patery. Na innych poziomach
znajdowao si kilka czekoladowych eklerw i cztery
makaroniki.
- Przybywacie w sam por! - zagrzmiaa Wola
gosem zbyt dononym, aby mg si wydobywa z
pyszczka maej abki. - Witam w Sieni Pana Poniedziaka.
Arthur rozejrza si. Trafili do okrgego namiotu z
drewnianym supem porodku. Pomieszczenie nie miao
wicej ni pi metrw rednicy.
- Tak wyglda Sie Pana Poniedziaka?
aba jednym okiem podya za spojrzeniem chopca,
a drugim popatrzya na Suzy.
- Nie. To namiot, jeden z tysicy rozbitych w Sieni
Pana Poniedziaka, zatem doskonale si nadaje na
kryjwk. Przygotowaam kilka strojw do przebrania
ciebie i Suzy. Zerknijcie do tej skrzyni, szybko dobierzcie
jakie ubrania oraz wosy i je wcie. Czupryny s chyba
samoprzylepne.
Wskazaa jzykiem skrzyni z okuciami z brzu, ktra
staa w kcie namiotu. Arthur i Suzy podeszli do niej i
267

wycignli kilkanacie rnych paszczy, koszul,


kapeluszy i peruk, a take sztuczne brody.
- Potem bdzie to mona odlepi, prawda? - spyta
Arthur kilka minut pniej, kiedy zacz ostronie
nakada na gow peruk z dugimi siwymi wosami. Dlaczego waciwie si maskujemy?
- Tak, oczywicie, wystarczy, e trzy razy powiesz:
Dzisiaj wos, jutro wspomnienie", i wosy odpadn wyjania
Wola.
Sprawiaa
wraenie
bardziej
zniecierpliwionej ni dotychczas. - Musicie by przebrani,
bo przejdziemy przez spor cz Sieni. Wasza ucieczka z
Piwnicy Wglowej zostaa ju odnotowana, tote bdzie
nas wypatrywao wielu obserwatorw i poszukiwaczy.
- Jasne - odpar chopak. Narzuci na plecy
podniszczony paszcz, uszyty z materiau, ktry wyglda
na siedmiocentymetrowej gruboci filc. Byo to najlepsze
ubranie spord trzech, ktre pospiesznie przymierzy.
Na dodatek okrycie miao kieszonk w rkawie,
doskona do przechowywania Klucza. Z rkawa zwisaa
jaka metka. Arthur chcia odci j magicznym
przedmiotem, lecz Wola gono zaprotestowaa.
- Nie rb tego! - krzykna. - Zostaw t metk. To twj
bilet do poczekalni.
Arthur rzuci okiem na kartonik. By na nim numer
98564, napisany jaskrawoniebieskim atramentem, ktry
byszcza i zmienia barw. W zalenoci od punktu
widzenia kolor oscylowa midzy czerwonym a
pomaraczowym, a nastpnie powraca do niebieskiego.
268

Suzy spojrzaa na bilet przy swoim paszczu. Na


kartoniku widniaa podobna liczba.
- Wszyscy w Sieni czekaj na umwione spotkanie z
Panem Poniedziakiem w jego Pokoju Dziennym wyjania Wola. - Aby mc czeka, trzeba mie bilet. Kto
go nie pokae, zostaje wyrzucony. Osoba, ktrej numer
biletu zostanie wywoany, moe wej i porozmawia z
Poniedziakiem na kady temat.
- Wysoka ta liczba - zauway Arthur. - Czy licz si
tylko dwie ostatnie cyfry? Ile osb dziennie przyjmuje
Pan Poniedziaek?
- Wszystkie cyfry si licz. W skali roku Pan
Poniedziaek odbywa okoo dwch spotka z
Rezydentami Domu - mwia Wola. - Te bilety zdobyam
wczoraj, w innym przebraniu, rzecz jasna.
- Czy to znaczy, e niemal sto tysicy ludzi...
Rezydentw... oczekuje na widzenie z Panem
Poniedziakiem? - zdumia si Arthur.
- Tak jest - potwierdzia Wola. - Lenistwo!
Wspomniaam o tym wczeniej. Wanie dlatego w
Niszym Domu co najmniej sto tysicy spraw wymaga
korekty! Bez zezwolenia Poniedziaka nic si nie da
zrobi, a on nie spotyka si z urzdnikami oczekujcymi
na jego aprobat.
- Nie moemy traci czasu w kolejce. Musz zdoby
lekarstwo! - zniecierpliwi si Arthur.
- Wcale nie bdziemy stali w kolejce. Skoro ju si
przebralicie, moemy rusza prosto do Sieni - orzeka
269

Wola. - Nieopodal spotkamy sojusznika, ktry podobno


zna dziwodrog do Pokoju Dziennego Pana Poniedziaka.
Skorzystamy z tego skrtu. Nastpnie zdobdziesz
Wikszy Klucz i wszystko si dobrze skoczy.
Suzy prychna.
- Kim jest ten sojusznik? - spyta podejrzliwie Arthur.
- Hm... Nie zagbiajc si w szczegy, chodzi o
Poniedziakowego Zmierzchnika - owiadczya Wola. gdy Suzy wyruszya z wiadomoci ode mnie, sam mnie
znalaz. Po chwilowej dezorientacji odkryam w nim
lojalnego sug Architektki.
- Albo wyjtkowo przebiegego wroga - zauway
Arthur. - Przyszo ci to do gowy?
- Dostrzega suszny kierunek - obstawaa przy swoim
Wola. - Nie ruszaj si, wskocz ci na rami.
Chopiec zawaha si, ale znieruchomia, by aba
moga skoczy mu na rami i usadowi si obok szyi.
- Nie bdziesz usiowaa wpakowa mi si do garda?
- spyta.
- Nie ma koniecznoci, bym zamieszkiwaa w
kimkolwiek, dzikuj - odpara Wola. - Ale postaw
konierz, jeli aska, eby nikt mnie nie dostrzeg.
Arthur wykona polecenie aby. Bya chodna, ale nie
lepka, troch jak szko wyjte z lodwki.
- Wszyscy gotowi? - zapyta i odwrci si do Suzy.
Nigdy by jej nie rozpozna i nie przyszoby mu do gowy,
e to dziecko. Przypominaa krasnoluda z ksiki fantasy.
Zachowaa swoje wasne ubranie, zmienia tylko nakrycie
270

gowy na dziwaczn czapk ze spiczastym czubkiem i


nausznikami. Przylepia sobie jednak szczeciniaste wsy i
bokobrody, sigajce kcikw ust.
- Nadal masz skrzyda - zwrci jej uwag Arthur.
- Nie mam bladego pojcia, jak je odczepi westchna Suzy. - Prbowaam ju wszystkich
sposobw.
Z wyjtkiem wody z mydem, uzna Arthur i
natychmiast si zawstydzi swoich zoliwych myli.
Zreszt Suzy, cho bya umorusana, wcale nie
mierdziaa. Chopiec nagle uwiadomi sobie, e sam
rwnie jest koszmarnie utytany po do czstych
ldowaniach na rozmaitych Podestach Niebywaych
Schodw.
- Nic z nimi nie rb - zadecydowaa Wola. - Tu, na
grze, skrzyda to rzecz normalna. Wielu petentw
przylatuje do Sieni z mniejszych poczekalni na dole.
Ruszajmy, Arthurze. Po wyjciu z namiotu skr w
prawo.
Chopak rozplta sznur na drzwiach namiotu i
zwin je na boki. Na dworze byo jasno, rdo
pseudosonecznego wiata stanowiy szyby wind.
Chopiec zamruga oczami, wyszed na zewntrz i
rozejrza si.
Wiedzia ju, e nie powinien spodziewa si widoku
normalnego pomieszczenia, lecz nadal nie potrafi
opanowa zdumienia, wic mimowolnie gapi si w
osupieniu i wyciga szyj.
271

Sie Pana Poniedziaka okazaa si gigantyczn


werand, zbudowan na dwch trzecich wysokoci gry,
a cile biorc, wulkanu. Kilkaset metrw wyej Arthur
dostrzeg krawd krateru.
Weranda miaa szeroko dwustu, moe trzystu
metrw i stykaa si ze zboczem wulkanu. Co musiao j
podtrzymywa od spodu: kolumny, belki, moe moc
magii. Trudno byo stwierdzi, z czego wykonano Sie,
bo toczyli si na niej petenci, ktrzy porozbijali namioty,
rozoyli dywany, koce i somianki. Na dodatek
porozstawiali wszelkiego typu sprzty, by zapewni
sobie wikszy komfort. Byo to cakiem rozsdne, skoro
mieli oczekiwa tu setki lat.
Wszdzie rozbrzmieway rozmowy, miechy i zwyke
haasy nawet nad gow Arthura, gdzie fruway
nieprzeliczone rzesze uskrzydlonych Rezydentw.
Dziwnie wygldali ze skrzydami i w ubraniach z epoki
wiktoriaskiej. Chocia niektrzy latali bardzo wysoko,
chopak zauway, e aden nie zblia si do wylotu
wulkanu.
Wszystko prezentowao si do karnawaowo. W
przeciwiestwie do Atrium, gdzie kady przynajmniej
udawa, e jest zajty, zgromadzeni na werandzie
Rezydenci Domu mieli pretekst, by czeka i zabawia si
na dowolne sposoby, pod warunkiem e dysponowali
biletami. W bezporednim ssiedztwie Arthura ludzie czu, e powinien nazywa ich ludmi, nawet jeli nimi
nie byli - czytali, grali w karty albo w gry planszowe,
272

wiczyli szermierk lub onglowanie, pisali, wykonywali


dziwne wiczenia fizyczne, pili herbat, jedli ciastka,
przygldali mu si...
Arthur rwnie wbi wzrok w jakiego jegomocia.
Zauway co znajomego w jego sylwetce, chocia po
zastanowieniu doszed do wniosku, e wczeniej go nie
widzia. Nieznajomy by przyzwoicie ubrany, mia na
sobie bladorowy paszcz, kamizelk i pantalony do
kompletu, a jego twarz zdobiy dugie, zwisajce wsiska.
Zauwaywszy, e Arthur odwzajemnia jego
spojrzenie, obcy w rowym stroju schyli gow i
podrepta w gb tumu. To dreptanie go zdradzio.
- Pravuil! - wykrzykn Arthur. - To musia by
Pravuil! Z Piwnicy Wglowej!
- Szpieg! - warkna Wola. - Szybko! Skr w prawo i
skieruj si do karmazynowego namiotu ze zot pik na
rodkowym supie. Widzisz go?
Arthur skin gow i pospiesznie ruszy przed siebie.
- Pravuil napomkn, e pracuje dla Zmierzchnika powiedzia, brnc przez tum. Suzy podaa tu za nim.
- Niewykluczone - mrukna Wola. - Musimy jednak
zachowa ostrono. Wejdziesz do karmazynowego
namiotu, skrcisz w lewo i ruszysz przejciem do tylnego
wyjcia, po czym z niego skorzystasz. Znajdziemy si w
miejscu, gdzie pitrz si sterty skrzynek.
W namiocie panowa mrok, na cianach wisiay
rozmaite zasony, a midzy nimi stay przepierzenia.
Arthur skrci w lewo i ruszy wzdu ciany. W pewnej
273

chwili zauway, e w doni Suzy poyskuje n; nie mia


pojcia, skd go wzia.
- Mam nadziej, e nie bdziesz go potrzebowaa! szepn przez rami, nie przerywajc marszu. Namiot by
spory, by moe wielkoci namiotu cyrkowego, cho z
zewntrz nie wydawa si tak pojemny.
Suzy zerkna na bro.
- Na wszelki wypadek, gdybymy musieli przeci
cian namiotu - wyjania. - To najszybsza droga
ucieczki. Uywanie noa przeciwko Rezydentom nie ma
sensu. Ranni cierpieliby, ale nic poza tym.
- Cicho - przykazaa jej Wola. Mwia jednak znacznie
goniej ni ktokolwiek, wic Arthur zastanowi si,
czemu upominaa innych. Moe Wola nie syszaa siebie
dostatecznie wyranie, kiedy bya zielon ab?
Tak jak uprzedzia Wola, za tylnymi drzwiami
namiotu cigna si wska alejka, ograniczona dwiema
wysokimi i chyba do niebezpiecznymi stertami
drewnianych skrzynek. Kada z nich miaa rozmiary
staromodnej skrzynki po herbacie, a byy ich tysice.
Ustawiono je w chwiejnych rzdach o wysokoci niemal
dziesiciu metrw. Przy bliszych ogldzinach Arthur
zauway, e to rzeczywicie pudeka po herbacie, z
namalowanymi
przez
szablon
napisami
typu
NAJLEPSZA CEJLOSKA i DIMBOLA GRSKA. Na
wielu pojemnikach umieszczono inskrypcje, ktrych nie
potrafi odczyta, dopki nie dotkn Klucza w rkawie.
Wwczas dziwne symbole si rozmazay i zmieniy w
274

litery, skadajc si na sowa, takie jak CZARNOWODA


TERZIKON MARILOR i OGGDRIGGLY NR 3. Arthur by
pewien, e w swoim wiecie nigdy si nie spotka z
takimi napisami na pudekach z herbat.
- upy z Polednich Krlestw - owiadczya Wola z
dezaprobat. - Nastpne dowody ingerencji Pana
Poniedziaka.
Na kocu przejcia, midzy nagromadzonymi
skrzynkami, znajdowao si zbocze wulkanu: zwyky
szary kamie, zastyga lawa. Arthur dotkn chodnej,
gadkiej powierzchni.
- Co teraz? - spyta.
- Teraz oddasz Klucz, bo jeli nie, to ska ci na
wszelkie moliwe mki, a twoich przyjaci spotka
jeszcze gorszy los - zapowiedzia znajomy gos,
dobiegajcy z gry. Na twarz chopca pad cie szeroko
rozpostartych skrzyde.

275

Rozdzia 22
Arthur wyszarpn Klucz z kieszeni rkawa, a Suzy
skoczya ku chopakowi i oboje przywarli plecami do
kamienistej ciany wulkanu.
Poniedziakowy Poudnik rozpostar skrzyda jeszcze
szerzej i opad na ziemi. Gdy wyldowa, skrzynki si
troch rozsuny, zapocztkowujc lawin, ktra
pogrzebaa cae prowizoryczne przejcie. Dziesitki
metalowych Komisarzy oraz Sierantw zaczo si
przepycha midzy stosami skrzynek i fragmentami
poamanej sklejki, aby stworzy formacj klina za plecami
Poudnika.
Poudnik unis rk, w jego pici pojawi si ognisty
miecz. Bro trzaskaa i prychaa, pomienie si
wyduay. Suga Pana Poniedziaka umiechn si
pogodnie i wycign lew do.
- Klucz - oznajmi. - Bo spal Napeniaczk
Kaamarzy.
- To puapka! - szepn Arthur, pochylajc gow, aby
porozmawia z Wol. - Co teraz?
- Wystarczy, e wszyscy troje zrobicie may krok
naprzd - odpar gos, ktry nie nalea do Woli. Arthur
obejrza si przez rami i ze zdumieniem zauway, e w
cianie wulkanu pojawia si mroczna, zacieniona wnka.
276

Ledwie rozpozna w niej twarz Zmierzchnika.


Arthur i Suzy zrobili krok przed siebie.
- Wicej wiary - doda Zmierzchnik i wyszed z
ciemnego przejcia. Wraz z nim zjawio si kilku Nocnych
Przybyszw. - Arthurze, przejd przez prg. Panna Bkit
rwnie.
Umiech Poudnika znikn na widok Zmierzchnika,
ktry wystpi przed Arthura. Poudnik zmarszczy brwi,
kiedy Zmierzchnik doby z powietrza miecz o gowni
czarnej
niczym
najczarniejsze
niebo
zbryzgane
gwiazdami.
- Co jest, Zmierzchniku? - warkn Poudnik. - Klucz
jest mj!
- Nie, bracie - odpar Zmierzchnik agodnie. - Pucimy
ich wolno.
- Zdrajca! - sykn Poudnik. - Na bok!
- Nie - owiadczy Zmierzchnik. - Pozostaj lojalny
Architektce i jej Testamentowi.
Poudnik wrzasn i cisn ognisty miecz prosto w
Suzy. Arthur podnis Klucz, aby odbi bro, lecz okaza
si zbyt powolny. Magiczny przedmiot by uniesiony
zaledwie do poowy, czubek miecza znajdowa si o kilka
centymetrw od szyi Suzy, kiedy czarne ostrze
Zmierzchnika zmienio kierunek lotu pomienistej broni.
Trafia w wulkan, odbia si rykoszetem i powrcia do
doni Poudnika, po drodze zapalajc kilka skrzy.
- Do ataku! - rykn Poudnik i rzuci si przed siebie,
ponownie celujc w Suzy. Zmierzchnik powstrzyma jego
277

natarcie. Wymienili kilka ciosw tak szybkich, e niemal


niedostrzegalnych. Nocni Przybysze ruszyli jeden za
drugim do walki z Komisarzami. Baty poszy w ruch, z
trzaskiem przekraczajc prdko dwiku, a paki i
miecze migotay od byskawic. Skrzynki rozpady si na
drzazgi i stany w pomieniach, wokoo rozszed si
dym.
- Musimy im pomc! - krzykn Arthur i unis Klucz.
Poudnik i Zmierzchnik okazali si godnymi siebie
przeciwnikami, lecz Nocnych Przybyszw byo znacznie
mniej ni Komisarzy.
- Nie - zagrzmiaa Wola. - Musimy przej przez
dziwodrog. Nie mamy czasu!
Arthur zawaha si. W tej samej chwili Zmierzchnik
uchyli si przed ciosem i chwyci brata za rk. Zanim
Poudnik zdoa si oswobodzi, Zmierzchnik obrci nim
i cisn go w powietrze.
- Biegiem! - zawoa. Jego czarne skrzyda wystrzeliy
z plecw, wzbi si w powietrze. - Powstrzymamy
Poudnika tak dugo, jak si da!
Mimo to Arthur waha si. Zauway, e Poudnik
wystrzeli w gr jak rakieta, obrci si i spad na
Zmierzchnika. Dzie i noc zderzyy si z potwornym
piskiem i obaj przeciwnicy runli w d, po drodze
wymieniajc szybkie jak piorun ciosy i parujc uderzenia.
- Wchodcie! - krzykna Wola.
Poudnik i Zmierzchnik uderzyli w ziemi niczym
meteoryt. Trafili w sam rodek walki. Sia ich upadku
278

rozkoysaa ca werand. Arthur i Suzy wpadli na siebie,


a wikszo Komisarzy i Nocnych Przybyszw
przewrcia si, podobnie jak reszta skrzynek.
Arthur gramoli si, usiujc wsta, gdy nagle
dostrzeg Poudnika, ktry zerwa si z rumowiska. Jego
przystojn twarz wykrzywia gniew. Odwrci si w
stron chopca, skoczy przed siebie i momentalnie leg
ponownie, bo Zmierzchnik chwyci go za kostk. Po
sekundzie obaj zerwali si na nogi i walczyli dalej.
- Zatuc dziewczynk! - wrzasn Poudnik do swoich
siepaczy, ktrzy zaczli wygrzebywa si ze stert
potrzaskanego drewna i poncych szcztkw. - Zamkn
dziwodrog!
Czterech Sierantw przedaro si przez wsk lini
Nocnych Przybyszw i ruszyo ku Arthurowi oraz Suzy.
Tym razem chopiec nie zwleka. Odwrci si i da
nura w ciemny korytarz, ponownie pocigajc za sob
dziewczynk.
Za ich plecami zajaniaa czerwona powiata ognia i
rozleg si trzask bata Nocnego Przybysza. Potem wejcie
si zamkno i nagle zapada cisza. W mroku jania
jedynie Klucz, trzymany przez Arthura. Chopak ujrza
boczne ciany oraz sufit prowadzcego pod gr tunelu.
Puci Suzy i pospiesznie ruszy przed siebie, chocia nie
podobao mu si podoe pod stopami. Nawierzchnia
falowaa i drgaa niczym trampolina. Take ciany tunelu
byy mikkie w dotyku.
Suzy zauwaya, e jej towarzysz po raz trzeci
279

przesuwa palcem po cianie.


- Wszystkie dziwodrogi s takie - szepna. - Ten
korytarz i tak jest duy. Czsto trzeba si w nich czoga,
a kiedy si zamykaj, miad wszystko, co w nich jest,
bo s zrobione z Nicoci. Albo przez Nico.
- Dziwodrogi istniej dziki szczelinom Nicoci w
strukturze Domu - wyjania Wola. - Nie ma si czego
obawia, jeli s przyzwoicie wykonane. Posuchaj,
Arthurze: kiedy wyjdziemy, musisz podej jak najbliej
do Pana Poniedziaka, wzi do rki wasny Klucz i
wyrecytowa nastpujc formuk: Minuta po minucie,
a godzina wybia, dwie wskazwki to jedno, a w
jednoci tkwi sia". Buka z masem. Wskazwka
Godzinowa sama do ciebie przyleci. Musisz j zapa i
natychmiast uku si ni w prawy kciuk, a w lewy kciuk
Wskazwk Minutow. Potem rozsmarujesz kropl krwi
z lewej doni na Wskazwce Godzinowej, a krew z
prawego kciuka rozprowadzisz po Wskazwce
Minutowej. Nastpnie przyciniesz Klucze jeden do
drugiego i wyrecytujesz nastpne bardzo proste zaklcie:
Ja, Arthur, namaszczony na Dziedzica Krlestwa, bior
w posiadanie ten Klucz, a wraz z nim wadz nad
Niszym Domem. Bior go krwi, koci i walk, z
prawdy, na mocy Ostatniej Woli i wbrew wszelkim
przeciwnociom". Zapamitae?
- Nie. - Arthur pokrci gow. - Ktry kciuk do ktrej
doni? I co zrobi, jeli Pan Poniedziaek bdzie trzyma
Wskazwk Godzinow?
280

- Och, z pewnoci nic podobnego ci nie grozi powiedziaa beztrosko Wola. - Poniedziaek bdzie spa
albo zaywa kpieli parowej. W Pokoju Dziennym jest
zatrzsienie gorcych rde. A teraz skupmy si na tym,
co musisz zrobi...
- Zaraz! - zaprotestowa Arthur. - A jeli Pan
Poniedziaek nie pi i nie bierze kpieli parowej? Co
wtedy?
- Bdziemy improwizowali - oznajmia Wola. - W
zalenoci od sytuacji otrzymasz ode mnie odpowiednie
instrukcje.
Zapado milczenie. Nawet Wola wydawaa si
rozumie, e sowa bdziemy improwizowali" niczego
nie wyjaniaj.
- Moim zdaniem dasz sobie rad z Panem
Poniedziakiem - owiadczya Suzy i mocno klepna
Arthura w rk, by wzmocni jego wiar w siebie. Pewnie i tak bdzie spa jak zabity.
- Nie mam wyboru - westchn chopak. Ponownie
pomyla o Pomorze, lekarstwie, rodzicach. - Musz da
sobie rad.
Bd improwizowa, pomyla ponuro. Zrobi, co
trzeba. Musz walczy, myle i nie dawa za wygran,
bez wzgldu na okolicznoci.
- Wymienicie! - oznajmia Wola i ponownie
wyrecytowaa formuy zakl.
Arthur powtrzy polecenia cztery razy, a w kocu
by prawie przekonany, e zapamita, co ma uczyni.
281

Ponure myli nie przestaway jednak chodzi mu po


gowie. Przede wszystkim Pan Poniedziaek mg si na
nich zaczai u wylotu dziwodrogi. Poudnik musia go
przecie ostrzec, prawda? Czy Zmierzchnik w por
powstrzyma nieprzyjaciela?
- Jestecie gotowi? - spytaa Wola. - Korytarz si
zwa. Za chwil wejdziemy do Pokoju Dziennego
Poniedziaka.
- Moemy najpierw zrzuci wosy? - spytaa Suzy.
- Skoro musicie - westchna Wola. Zaczekaa, a
oboje wyrecytowali zaklcie. Po chwili na ziemi opady
peruki i sztuczne brody. - Czy teraz ju jestecie gotowi?
- Tak - potwierdzi Arthur, a Suzy skina gow.
- Jestemy gotowi.
Dziwodroga rzeczywicie mocno si zwaa. Arthur
musia pochyli gow, a kilka ostatnich metrw przej
na czworakach. Nie widzia wyjcia, lecz jedynie okrg
plam ciemnoci, ktrej nie rozjaniao lnienie Klucza.
Gdy chopiec jej dotkn, jego rka znika. Plama
przypominaa Portal Poniedziaka w murze otaczajcym
Dom, w obecnej wersji w wiecie Arthura.
- Oto drzwi - wyjania Wola. - Przejd przez nie, ale
nie za szybko. Po drugiej stronie jest wski gzyms.
Arthur ostronie wydosta si na zewntrz i
przystan tak raptownie, e Suzy zderzya si z jego
stopami.
Trafi na bardzo wski wystp, niewiele szerszy ni on
sam i cigncy si po bokach na dugoci okoo trzech
282

metrw. Co gorsza, gzyms wisia na znacznej wysokoci,


przyczepiony do ciany krateru. Arthur spojrza w d i
pod kbami pary dostrzeg bulgoczce jezioro, gboko
na dnie rozwietlone czerwono-tymi piropuszami
pynnej magmy. Cay krater by parujcym jeziorem.
Arthur nie mia pojcia, dokd si uda i jak zej z pki.
Tylko Suzy dysponowaa skrzydami.
Chopiec wiedzia jednak, e w Domu pierwsze
wraenie bywa mylce. Odpez wic na bok, aby zrobi
miejsce dla Suzy. Po chwili oboje przycupnli na gzymsie
i zapatrzyli si na wielkie kby pary, powstajce w
wyniku zetknicia lawy z wod na dnie jeziora.
Wysoko
nad
nimi
wisiaa
zota
siatka,
uniemoliwiajca dostp skrzydlatym gociom. Siatka
lnia, wychwytujc i odbijajc wiata z wind
otaczajcych wulkan. Arthur po raz pierwszy zacz si
zastanawia, dokd zmierzaj te windy. Dotd uwaa, e
Pokj Dzienny Poniedziaka znajduje si na szczycie
Domu. Rzecz jasna, by to tylko Niszy Dom, rejonami
powyej rzdziy Potomne Dni. Tak przynajmniej zaoy.
Pokrci gow. Nie powinien rozmyla o takich
sprawach. Musia si skupi na najbardziej palcym
problemie. Byo to jednak trudne, bo w kraterze panowa
upal, a on intensywnie si poci pod cikim paszczem.
- Co tam jest - oznajmia Suzy, ktra nie odrywaa
wzroku od dna krateru. - Patrzcie!
Pokazaa palcem miejsce, w ktrym chwilowo
rozstpiy si kby pary. W samym rodku bulgoczcego
283

jeziora znajdowaa si wyspa z rozbudowanym domem.


Niski, rozlegy kompleks w ksztacie litery L, kryty
czerwon dachwk, wyglda dziwnie znajomo. Arthur
by pewien, e gdzie ju widzia podobne konstrukcje. W
ksice. To przecie rzymska willa!
- Pokj Dzienny Poniedziaka - obwiecia Wola. - Od
przeciwnej strony prowadzi do niego misterny, lekki
most, lecz my bdziemy musieli przej po pajczydrucie.
Z pocztku wyda wam si to trudne. Arthurze, zerknij na
miejsce obok swojej lewej stopy.
Chopak opuci wzrok. Z pocztku nic nie dostrzeg,
lecz potem zauway delikatne lnienie jedwabistej nici.
Pochyli si, aby jej dotkn. Ni okazaa si napronym
drutem gruboci palca Arthura, lecz cakowicie
przejrzystym. Chopiec szarpn drut, a wwczas rozleg
si cichy, dwiczny ton.
- Hm... Jak si z tego korzysta?
- Drut bdzie wam si klei do podeszew stp wyjania Wola. - Po prostu zejdziecie po nim do Pokoju
Dziennego Poniedziaka.
- Chyba wol polecie - mrukna Suzy.
- Nie, ty maa... - warkna Wola. - Nie. W
bezporednim ssiedztwie wyspy wszystkie istoty
latajce s atakowane przez indukowane wybuchy pary,
ktre potrafi odedrze miso od koci. Jedyna droga
prowadzi po pajczydrucie i nie ma czasu do stracenia.
Arthurze, dalej, naprzd.
- A jeeli strac rwnowag? - spyta. - Rozumiem, e
284

podeszwy przyklej mi si do drutu, ale bd zwisa


gow w d.
- Wwczas pokonasz ca drog do gry nogami zniecierpliwia si Wola. - Szybciej! To prostsze, ni si
zdaje.
- Co ty moesz o tym wiedzie? Jeste ab - mrukna
Suzy. - Nawet nie masz podeszew.
- Ciii - sykn Arthur. Wsta, ostronie wsun Klucz
do kieszeni w rkawie i zawiza wok niego chustk,
aby nie wypad. Nastpnie rozoy rce dla zachowania
rwnowagi, odetchn gboko wilgotnym powietrzem i
przesun stop po pajczydrucie.

285

Rozdzia 23
Okazao si to atwiejsze, ni chopiec przypuszcza.
Przesuwa jedn stop za drug po pajczydrucie, ktry
sprawia wraenie twardego jak skaa. Nie mia adnych
trudnoci z utrzymaniem rwnowagi, przynajmniej
dopki nie spojrza w d. Gdy tylko skierowa spojrzenie
na stopy, zacz si trz, dre i chwia, przez co omal
nie wywrci si do gry nogami. Potem jednak podnis
gow, spojrza przed siebie i odzyska rwnowag.
Suzy ruszya za nim. Suna szybko i nawet nie
musiaa rozkada rk, bo jej skrzyda si rozpostary i
utrzymyway j w pozycji pionowej.
Wkrtce dogonia Arthura. Doskonale wiedziaa, e
przez niego musi zwalnia.
- Czy to dobry moment na wyjawienie, e pajczydrut
jest nietrway? - spytaa Wola, kiedy Arthur powoli
przesun si o nastpne dwadziecia metrw.
- Nie - burkn chopak. Przyspieszy kroku, usiujc
nie patrze w d. - Co to znaczy nietrway"?
- Zniknie za kilka minut.
Arthur zacz biec w przedziwny sposb. Bardzo
nieswojo si czu, nie mogc unie stp. Z tego powodu
mia trudnoci z utrzymaniem rwnowagi i cho teraz
porusza si prdzej, jednoczenie coraz bardziej si
286

zatacza.
- Szybciej - ponaglaa go Wola, kiedy znaleli si w
poowie drogi i przedzierali przez gste kby stygncej
pary, nie tak gorcej, jak si obawia Arthur.
Przypominaa par w azience po prysznicu. - O wiele
szybciej!
Chopak usiowa przyspieszy, lecz wwczas
koysanie jeszcze si nasilio. Uwiadomi sobie, e
zuywa tyle samo energii na przechylanie si z boku na
bok podczas balansowania, co na bieg przed siebie.
- Prdzej! Pajczydrut si rozpltuje! - krzykna Wola
w chwili, gdy Arthur dostrzeg przed sob wysp. Ld
znajdowa si w odlegoci okoo dwustu metrw. Woda
bulgotaa zaledwie kilkanacie metrw niej, para staa
si znacznie gortsza, a czerwona powiata gboko
zanurzonej lawy janiejsza. Chopiec z niepokojem
wspomnia sowa Suzy, ktra opowiadaa mu o kilku
sposobach utraty ycia w Domu. Ogie, jeli jest
dostatecznie gorcy". Mocno podgrzana woda zapewne
zaliczaa si do tej samej kategorii niebezpieczestw.
Arthur przerwa ten strumie gorczkowych myli i
ca energi skupi na biegu, lecz przyspieszenie w takich
warunkach okazao si niebywale trudne. Po prostu nie
by w stanie porusza si szybciej bez podnoszenia ng.
Pidziesit metrw... czterdzieci... trzydzieci...
dwadziecia... dziesi... pi...
- Damy rad! - zawoa, gdy jego stopy wreszcie
oderway si od pajczydrutu. Rzuci si na chodny
287

zielony trawnik, otaczajcy rzymsk will Poniedziaka.


Kiedy jednak si odwrci, niemal straci oddech. Suzy
nie tylko zostaa z tyu, lecz na domiar zego wisiaa
gow w d!
Arthur zerwa si na rwne nogi i podbieg do
pajczydrutu. Ale gdy postawi na nim praw stop i
sprbowa j przesun, zelizn si i niemal spad do
wody.
- Drut jednokierunkowy - owiadczya Wola. - Daj
sobie z ni spokj. Musimy i dalej.
- Przesta! - krzykn Arthur. - Co si z tob dzieje? To
moja przyjacika!
- Dla osignicia celu trzeba powici nawet
przyjaci... - mrukna Wola.
Chopak nie sucha. Rozwiza chustk, ktra
otaczaa jego rkaw, i doby Klucz.
- Szybciej! - zawoa do Suzy i zwrci si do Woli: - Ile
mamy czasu do rozpltania si pajczydrutu?
- Ju si uwalnia z kotwicy po przeciwnej stronie powiedziaa Wola. aba obserwowaa drugi brzeg
jeziora, skryty za kbami pary. - Przy obecnym tempie
rozpltywania i prdkoci Suzy wpadnie ona do wody za
dziesi sekund.
Arthur dotkn pajczydrutu Kluczem.
- Przesta! Nie rozpltuj si! - rozkaza stanowczo. Na
jedn chwil Klucz zajania intensywniejszym blaskiem,
lecz poza tym chopak nie zauway adnej zmiany.
- Postpie nierozsdnie - skarcia go Wola. - Uycie
288

Klucza mogo zaalarmowa Pana Poniedziaka...


- Powiedziaem, eby przestaa! - warkn Arthur i
nieco grzeczniej zapyta: - Udao si? Czy drut pozostanie
na miejscu?
Wola przez moment milczaa.
- Pajczydrut rozwizuje si wolniej - owiadczya
niechtnie. - Wykonano go Wikszym Kluczem i podlega
zasadom, ktre na niego naoono, moe wic wytrzyma
jeszcze troch.
Arthur cofn si i rozpaczliwie zacz macha rk do
Suzy, aby j ponagli. Desperacko trzepoczc skrzydami,
dziewczynka prawie powrcia do pionu.
- Szybciej! - wrzasn Arthur. - Id szybciej!
Suzy ruszya naprzd, jej skrzyda przez cay czas
tuky powietrze, kiedy si zbliaa. Arthur widzia
napicie i strach na jej twarzy. cisn Klucz tak mocno, i
niemal ponownie przeci sobie skr. Na jego doni
pozostaa jasna prga.
Coraz bliej...
W odlegoci siedmiu metrw od wyspy drut z
trzaskiem wymkn si spod stp Suzy, ktra wrzasna i
z caej siy zatrzepotaa skrzydami. W tej samej chwili w
jeziorze pod jej nogami utworzya si potna baka.
Arthur przypomnia sobie o drugim niebezpieczestwie. puapkach z eksplodujc par, specjalnie zastawionych
na przypadkowo przelatujce istoty.
Suzy leciaa, a bbel pod ni pcznia. Arthur
wstrzyma oddech. Trzy sekundy. Baka nie wybucha,
289

Suzy niemal dotara na wysp. Nagle chopak


przypomnia sobie o Kluczu w doni i wycelowa go w
pcherz...
W tym samym momencie nastpia eksplozja. Potny
strumie pary wytrysn w gr niczym gejzer. Arthur
zachwia si i cofn.
Zbyt wolno! Zbyt wolno! pomyla. Wybuch z
pewnoci rozerwa Suzy na strzpy...
Wtedy dziewczynka runa na niego i oboje
przeturlali si po trawniku.
- Niewiele brakowao - sapna Suzy, kiedy doszli do
siebie i wstali. - Mao mnie nie wykrcio na drug stron.
Co ty tam wyprawiaa? - wybuchn Arthur.
- Wybacz. Znudzio mnie czekanie, a zejdziesz mi z
drogi, i wpado mi do gowy, e pobiegn doem, nogami
do gry. Tyle tylko, e w takiej pozycji nie mogam
naleycie macha skrzydami...
- Mniejsza o to - przerwa. Musia si skupi na tym,
co naleao zrobi. - Przepraszam, e krzyknem.
Popatrzy na will. Okna byy zasonite okiennicami,
lecz zauway drzwi wejciowe - niepozorne drzwi z
surowego drewna.
- Moe wejdziemy tamtdy - zaproponowa.
- W rzeczy samej - potwierdzia Wola. - Zanim
wkroczymy do rodka, musz was przestrzec, e moecie
czu si nieco zdezorientowani. O ile wiem, Poniedziaek
przeksztaci cae wntrze w sauny i baseny. Ponadto w
rodku domu jest znacznie wicej miejsca, ni mona by
290

si spodziewa po jego wielkoci. Arthurze, oczywicie


musisz znale Poniedziaka i wypowiedzie zaklcie.
Ja... hm... my bdziemy pomagali ci na wszelkie moliwe
sposoby.
- Do roboty - oznajmi chopiec. Unis magiczny
przedmiot, powtrzy sobie zaklcia oraz kolejno
czynnoci wykonywanych przy czeniu Kluczy i ruszy
do drzwi.
Po przebyciu dziesiciu krokw znieruchomia. Przed
domem znajdowa si gboki rw, co w rodzaju suchej
fosy o gbokoci dwch metrw i takiej samej szerokoci.
W gruncie rzeczy bya to marna przeszkoda, tyle e do
wysokoci kolan wypeniay j wijce si, zaptlone,
syczce we. W dodatku nie byy to zwyczajne we. Z
paskich bw tych gadw a na ich spiczasto zakoczone
ogony
spyway
to-czerwone
niby-pomienie.
Zwierzta miay lnice niebieskie oczy, poyskujce jak
szafiry.
- Bibliofagi! - wykrzykna Wola z popochem w
gosie. - Cofnijcie si, cofnijcie!
Arthurowi nie trzeba byo tego dwa razy powtarza.
Byskawicznie si wycofa, kiedy we rzuciy si na
cian fosy, usiujc wyj. Z ulg zauway, e nie mog.
- Czym s bibliofagi? - spyta niespokojnie.
- Te we s tworami Nicoci - powoli powiedziaa
Wola. - To poeracze ksiek, jedna z odmian Niconi.
Maj zwyczaj strzyka trucizn, ktra rozpuszcza kade
pismo lub druk i przeksztaca je w Nico. Nie powinny
291

si tutaj znajdowa. Poniedziaek przekroczy wszelkie


dopuszczalne granice.
- Czy opluj nas, jeli nie bdziemy mieli przy sobie
adnego pisma albo druku? - zapyta Arthur.
- Nie - zapewnia go Wola. - Ale ja w caoci skadam
si z druku! Nie mog przej na drug stron.
- Pewnie wanie o to chodzio Poniedziakowi zauwaya Suzy. - Jak w zwizku z tym wyglda nasz
plan?
- Wszystko pozostaje bez zmian. - Wola szybko dosza
do siebie. - Arthurze, przedrzesz si beze mnie, ale
najpierw sprawdcie, czy nie macie przy sobie adnego
tekstu pisanego lub drukowanego. adnych etykiet przy
ubraniach, adnych notatek. Bibliofagi wyczuj nawet
pojedyncz liter i was opluj. Trucizna was rozpuci i
wszystko przepadnie.
- I zginiemy - dodaa Suzy.
Przygotowania zajy im pi minut. Arthur musia
oderwa naszywki ze swojej odziey. W stroju Suzy
znajdoway si metki z pralni. Dziewczynka zdja
niektre ubrania i pozostaa w trzech koszulach,
spodniach, dwch parach poczoch oraz w butach.
Arthurowi nie poszo tak atwo. Kady element jego
odziey wyposaony by w rozmaite etykietki i nadruki.
Chopak musia nawet wydrze gumk od majtek, ale
wcale go to nie speszyo. Cieszy si, e nie ma tatuay i
e nie hoduje zwyczajowi sporzdzania notatek
atramentem na doniach.
292

- Czy na pewno nie masz na sobie adnych sw, nic


pisanego? - dopytywaa si Wola. Zeskoczya i
przycupna na stercie odrzuconych ubra. - Co to jest,
ten przedmiot na nadgarstku?
Arthur spojrza na zegarek i gono przekn lin,
kiedy uwiadomi sobie, e nazwa marki na cyferblacie
zegarka z pewnoci sprowokowaaby bibliofagi do
ataku.
- Nic wicej? - nie ustpowaa Wola. Oboje
przetrzsnli kieszenie. Potem Arthur zerkn na dinsy.
- Oho - mrukn. - Mam jakie litery na suwaku.
Tym razem ogarno go zakopotanie, gdy zabra si
do wyamywania uchwytu zamka byskawicznego przy
rozporku. W pewnej chwili zauway, e po wewntrznej
stronie suwaka rwnie widnieje napis.
- Nic z tego nie bdzie - owiadczy powoli. - Musz
zdj cae ubranie i woy rzeczy z Sieni.
Odwrci si, pospiesznie rozebra, a potem wdzia
tylko koszul Porucznika Stranika Drzwi Frontowych,
tak dug, e mogaby posuy jako nocna koszula. Na to
narzuci paszcz, lecz i tak czu si dziwnie i nago, chocia
pozapina si na ostatni guzik. Mia nadziej, e w tej
okolicy nie wystpuj nage podmuchy powietrza, jak w
filmie z Marilyn Monroe.
- Oby wszystko poszo dobrze - powiedziaa aba. Niech Ostatnia Wola si wypeni.
Arthur skin gow. aba stana na tylnych
koczynach i ukonia si. Suzy niezgrabnie dygna, a
293

chopiec pochyli gow. Potem uzna, e to nie


wystarczy, i niezrcznie zasalutowa.
Pierwszy podszed do rowu i popatrzy z gry na
bibliofagi. Zgromadzio si ich tam tysice. Kady w
mia powyej metra dugoci. Arthurowi zascho w
gardle, kiedy patrzy, jak si wij i skrcaj wok siebie.
Oboje z Suzy mieli za chwil dosownie brodzi w tej
ruchliwej masie, on za nawet nie spyta, czy oprcz tego,
e strzykaj jadem, przypadkiem take nie gryz.
A teraz nie mia na sobie adnej bielizny
Nie wiadomo dlaczego ta myl go rozbawia.
Zachichota histerycznie. Nie mg uwierzy, e znalaz
si w takiej sytuacji. Powinien by bohaterem, stawi
czoo Panu Poniedziakowi, a tymczasem nie mia spodni
i ba si, e nicoskie stwory ugryz go w czue miejsce. Z
ca pewnoci adnemu prawdziwemu bohaterowi nie
przytrafioby si co takiego.
- Raz si yje - mrukn pod nosem i zsun si do
fosy.

294

Rozdzia 24
We byty nieprzyjemnie ciepe, niemal gorce, kiedy
ocieray si o bose stopy i nogi Arthura. Wzdrygn si,
zanurzajc si w wijc mas. Gady momentalnie owiny
si mu wok ydek. Ich uski, czy te cokolwiek, z czego
bya zrobiona ich skra, okazay si szorstkie niczym
papier cierny, tote chopak czu jeszcze silniejszy
wstrt.
Usiowa o tym nie myle i zacz brodzi przez
wykop ku czciowo zablokowanym przez we
drzwiom. Bibliofagi otoczyy go w pasie, pezay wok
jego ng, wsuway si pod paszcz. Niektre zawisy mu
na rkach, jeden owin si wok jego szyi. Chocia
ciasno otaczay Arthura, to aden go nie dusi i na razie
nawet go nie ksa. Chopiec przypuszcza, e gdyby
sprboway, Klucz co by na to poradzi. Przynajmniej by
sprbowa.
W poowie drogi przez fos Arthur by ju cakowicie
pokryty wami. Siedziay wszdzie, nawet na jego
gowie, zwisay mu na twarzy, a wok jego ng pezay
ich dziesitki. Zgromadziy si tak licznie, e chopak nie
mg i i kilka razy si potkn, uatwiajc nastpnym
gadom wejcie na siebie.
- Precz! Przebrzyde wyska! - krzykna Suzy z tyu.
295

Arthur nie odpowiedzia, z obawy, e bibliofagi wpezn


mu do ust. Nie odwrci si take, eby spojrze, co si
dzieje za nim. Z pewnoci straciby rwnowag, a
wtpi, by w razie upadku udao mu si wsta. Chocia
bibliofagi nie ksay, sam ich ciar skutecznie
uniemoliwiby mu podwignicie si na nogi. Wobec
tego stara si i dalej.
W kocu dotar do drzwi, prostych, drewnianych,
osadzonych w cianie wykopu i do poowy zagrzebanych
w bibliofagach. Tkwia w nich srebrna klamka. Arthur
sprbowa j nacisn, lecz nie ustpia. Potrzsn rk,
aby zrzuci cz bibliofagw, i dotkn klamki Kluczem.
- Otwrz! - poleci.
Drzwi zadray. Klamka ustpia teraz samoczynnie i
skrzydo ze skrzypniciem powoli uchylio si do rodka,
skd wypyna fala gorcego powietrza, a z ni
wyjtkowo nieprzyjemny smrd zgniych jaj. Wbrew
oczekiwaniom Arthura, bibliofagi zgromadzone pod
wejciem nie wpady do wewntrz. Pozostay na swoich
miejscach, zupenie jakby powstrzymywaa je jaka
niewidzialna bariera.
Nawet jeli istniaa taka zapora, Arthur nic sobie z niej
nie robi. Zatka nos i wkroczy do budynku. Gdy mija
prg, gady opady z niego niczym licie z drzewa przy
silnym uderzeniu wiatru.
Hol w domu Poniedziaka nie przypomina stylem
wntrza rzymskiej willi i niewiele mia wsplnego z jej
zewntrznym wygldem.
296

Arthur
stan
na
podecie
ze
starego,
czarnobrzowego eliwa. Poczu si jak na wyspie
zanurzonej w morzu pary wodnej. Przez otwory w
splecionej w romby pododze ujrza, okoo pitnastu
metrw niej, wrzce boto.
Ciemnota breja bulgotaa i tryskaa niczym
gotujca si owsianka. Wystrzeliway z niej oboki
cuchncej pary.
Midzy platform a zasnutym oparami wntrzem
domu wisia bardzo wski mostek dla jednej osoby. On
rwnie by eliwny - co kilka metrw na rombowych
splotach widniay monogramy PR Arthur nie mg
dostrzec, dokd prowadzi most. Wokoo kbio si zbyt
duo pary i konstrukcja po prostu tona w chmurach.
- mierdzi jak w wytwrni zapaek - powoli
owiadczya Suzy. - Pamitam ten zapach. Ojciec
powiedzia, e tak cuchnie...
- Dwutlenek siarki - pospiesznie dopowiedzia Arthur.
- Z gorcego bota, takiego jak w Parku Narodowym
Yellowstone. Pewnie s tu take gejzery.
Ledwie skoczy mwi, kiedy w pobliu wytrysn
gejzer, rozrzucajc dookoa krople gorcego bota. Suzy
zoya skrzyda nad gow, aby si osoni, chopiec za
poczu, e Klucz ochodzi brej, ktra go ochlapaa.
- Chodmy - powiedzia Arthur i zacz i po
eliwnym mocie. Suzy nie ruszya si z miejsca. Z
pocztku chopak tego nie zauway, lecz po dwudziestu
metrach odwrci si. Suzy staa z podniesion gow,
297

zapatrzona w chmury pary.


- Tam na grze co jest - szepna i wycigna n.
Arthur podnis wzrok w chwili, gdy mroczna posta
wynurzya si z kbw pary wodnej. Nie by to Pan
Poniedziaek, lecz kto niszy. Mia rowe ubranie i
te skrzyda, z ktrych sypay si pira, kiedy kry
nad mostem.
- Pravuil!
W odpowiedzi na okrzyk Arthura wisn bet,
wystrzelony ku niemu z kuszy. Bez wiadomego wysiku
chopca Klucz uderzy nadlatujc strza i przeci j na
dwie czci, ktre pofruny na boki.
- Osobicie nic do pana nie mam! - zawoa Pravuil,
ukryty wysoko w parze. - To wycznie kwestia
handlowego priorytetu! Teraz musz uruchomi alarm.
eg... Au!
Chmury rozstpiy si na moment, Suzy cisna n.
Ostrze trafio Pravuila w lew stop i pozostao w niej,
podrygujc. Rezydent upuci ma kusz i pochyli si,
by wydoby n. Przez cay czas mocno trzepota
skrzydami.
Zanim Pravuil zdoa jeszcze co zrobi, Suzy
poderwaa si do lotu w jego kierunku.
- Id dalej! - zawoaa do Arthura. Niczym may ptak
atakujcy wikszego fruwaa dookoa gowy Pravuila,
kopaa go i drapaa. On nie pozostawa jej duny,
cakiem zapominajc o nou. Podczas wymiany ciosw
wzbili si wyej i w kocu cakiem zniknli w mglistych
298

oparach.
Arthur wycign szyj i stan na palcach, z Kluczem
przygotowanym do uycia. Widzia jednak wycznie
chmury. W pewnej chwili z gry spiralnym torem opado
perowobiae piro. Arthur chwyci je i ujrza na nim
plam krwi. Czerwonej, a nie niebieskiej krwi Rezydenta.
Przez chwil patrzy na piro, potem rozchyli palce i
wypuci je. Suzy odesza, ale jej ofiara nie pjdzie na
marne. Nawet jeli przegra w powietrznej bitwie... albo
ju poniosa klsk... ofiarowaa Arthurowi cenny czas.
Nie mg go marnowa.
Zapanowa nad strachem i rzuci si przez most,
prosto w kby pary, midzy gejzery, w deszcz bota.
Bieg szybciej ni dotychczas, eliwo dzwonio pod jego
stopami, wic w kocu skierowa Klucz ku doowi.
- Cisza! - rozkaza.
Most by bardzo dugi, znacznie duszy, ni Arthur
oczekiwa. Mniej wicej co sto metrw natrafia na
platformy, lecz poza tym widzia wycznie par wodn,
wrzce boto i od czasu do czasu eksplodujcy nieopodal
gejzer. Raczej sysza, anieli widzia wybuchy, a gorce
boto czsto opryskiwao go jak deszcz i wkrtce chopiec
by nim pokryty od stp do gw. Klucz skutecznie
chroni go przed poparzeniem, ale i tak Arthur musia co
chwila zwalnia, aby otrze twarz.
Biegnc,
bezustannie
powtarza
w
mylach
wskazwki Woli. W gbi duszy podejrzewa, e cay
plan brzmi doskonale, lecz raczej nie zakoczy si
299

sukcesem. Musia by gotowy na wszystko.


Wreszcie most si zmieni. Sta si nieco szerszy, teraz
prowadzi w d, Arthur zwolni, wbi wzrok w kby
pary przed sob i mocno zacisn do na Kluczu.
Po chwili ujrza nastpn platform, nisk i szerok,
zaledwie kilkadziesit centymetrw nad botem. Na niej
sta st, a obok jaka posta. Arthur pochyli si i
podkrad bliej. Serce walio mu jak motem. Czyby Pan
Poniedziaek nie spa i czeka na niego?
Posta si odwrcia, a serce Arthura nagle zamaro.
Odetchn gboko i otworzy usta, aby wypowiedzie
zaklcie, lecz nie wykrztusi ani sowa, bo para si
rozstpia, ujawniajc jej tosamo.
By to Kichol, kamerdyner Pana Poniedziaka.
Wyglda dokadnie tak samo jak w wiecie Arthura.
Rnica bya jedna, za to niezwykle charakterystyczna lewy nadgarstek mia przykuty acuchem do nogi stou,
rwnie odlanej z eliwa. acuch, niebywale dugi, by
przymocowany pod blatem. Na stole znajdoway si
srebrna taca, palnik na denaturat, dwie butelki koniaku,
whisky albo czego podobnego, patelnia oraz dua
karafka bezbarwnego pynu, zapewne wody.
Kichol mamrota co do siebie i manipulowa przy
swoich rkawiczkach bez palcw. W pewnej chwili
odwrci si, a wwczas Arthur zobaczy, e jego paszcz
i koszula byy pocite na plecach. Na tawej skrze pod
ubraniem widniay paskudne, sine szramy. Biorc pod
uwag, e w Domu wszyscy szybko odzyskiwali
300

zdrowie, Arthur domyli si, e takich ran nie mg


zada zwyky bat.
Zastanawia si, co dalej robi. Musia omin Kichola,
ale nie chcia, eby kamerdyner wszcz alarm. Pan
Poniedziaek zapewne znajdowa si nieopodal. Z
platformy odchodziy schody prowadzce w d,
zakoczone innym niskim mostem, na poziomie bota.
Poniedziaek mg kry si w parze, w odlegoci
zaledwie kilku metrw.
Arthur przez cay czas uwanie patrzy. Kichol
poprawi rkawiczki i bez wyranego celu przesun
butelki oraz karafk. Po duszej chwili chopiec podkrad
si bliej. Kichol sta odwrcony plecami. Z odlegoci
kilku metrw Arthur zrozumia, co mamrocze
kamerdyner.
- To nie moja wina - skary si. - Wpadem tylko
zagra w karty. Skd mogem wiedzie, e Wola wlezie
mi do nosa? Nigdy nie przyszo mi do gowy, aby patrze
w chustk. Uywam jej od zarania Dziejw i nigdy w niej
nic nie byo, kiedy kichaem. To nie moja wina. Zawsze
robiem, co w mojej mocy, eby jak najlepiej suy. Nikt
mnie nie szkoli. Nie moja wina. No bo jak to, w chustce?
Nie moja wina, eff...
Kichol urwa w poowie zdania, bo Arthur przyoy
mu ostry koniec Klucza do szyi.
- Stj! - wyszepta chopak. - eby ci zmrozio tak jak
mnie, kiedy dybae na moje ycie.
Chopiec w ogle nie by przygotowany na to, co si
301

potem zdarzyo. Kichola dosownie zmrozio, bo


naprawd zamarz! Ld spyn z Klucza z cichym
trzaskiem i szybko rozszed si po caym torsie, rkach i
gowie ofiary. Po kilku sekundach kamerdyner by
cakowicie zamknity w lnicej, bkitnej bryle. Zamarz
na ko.
Arthur powoli odsun Klucz. Nie oczekiwa takiego
rezultatu, ale by zadowolony. Czy jednak ld mg
przetrwa w tym nieprawdopodobnym upale? Na
wszelki wypadek ponownie dotkn Kichola Kluczem.
- A eby ci jeszcze raz zmrozio! - rozkaza.
Klucz znowu wystrzeli lodem, ktry spyn na
Kichola i zmieni go w sopel wielkoci mczyzny.
Warstwa lodu bya tak gruba, e kamerdyner sta si
zaledwie niewyranym ksztatem w jego wntrzu.
Arthur uwanie obejrza sopel. Spywao ju z niego
par kropel wody, ale powinien wytrzyma kilka godzin.
Chopak mia nadziej, e do wykonania zadania
wystarczy mu zaledwie uamek tego czasu.
Zszed z platformy i najciszej jak mg potruchta po
schodach do niskiego mostu. Jego powierzchnia
znajdowaa si tu nad botem, w niektrych miejscach
wrzca ma przelewaa si na drug stron. Chroniony
przez Klucz Arthur nie mia problemw z przejciem po
eliwnej kadce.
Blisko powierzchni bota opary okazay si jeszcze
gstsze. Chopak zwolni, po czym machn przed sob
Kluczem, eby rozpdzi je na boki i sprawdzi, co si za
302

nimi kryje. Pan Poniedziaek z pewnoci by niedaleko.


By. Para si rozstpia i Arthur zobaczy, e dotar do
koca mostu. Dalej znajdowa si basen peen wrzcego
bota, w ktre wetknito kilka eliwnych supw. Midzy
nimi wisia hamak ze srebrnych lin, a w hamaku lea Pan
Poniedziaek.
Chopiec znieruchomia. Pomimo pary zascho mu w
ustach. Wygldao na to, e Poniedziaek pi. By
owinity grubym biaym szlafrokiem i mia co na
oczach. Przez chwil Arthur sdzi, e to plastry ogrka,
bo jego mama czasami uywaa ich jako okadw na
powieki, ale zaraz potem dostrzeg, e s to monety. Zote
monety.
Przysun si bliej, na sam skraj mostu, gdzie
znajdoway si porcze drabinki, ktra prowadzia do
bota. Arthur spojrza na drabink, potem znowu na
Poniedziaka. Co bysno w prawej kieszeni jego
szlafroka. Czyby Wskazwka Godzinowa, Wikszy
Klucz?
Poniedziaek nieznacznie drgn. Chopak skuli si ze
strachu, lecz po chwili odzyska spokj. Klatka piersiowa
picego nadal miarowo unosia si i opadaa.
W gowie Arthura koatay sowa Woli. Wypowiedz
zaklcie. Wskazwka Godzinowa przyleci do ciebie.
Wypowiedz zaklcie.
Arthur wznis swj Klucz i wycelowa nim w
Poniedziaka. Dwukrotnie przekn lin i przemwi
cichym gosem, odrobin tylko goniejszym od szeptu:
303

- Minuta po minucie, a godzina wybia, dwie


wskazwki to jedno, a w jednoci tkwi sia!

304

Rozdzia 25
Zote monety wystrzeliy w powietrze, kiedy oczy
picego gwatownie si otworzyy. Poniedziaek zapa
si za kiesze, ale byo ju za pno. Wskazwka
Godzinowa niczym rakieta pofruna nad botem prosto
w stron Arthura. Mkna jak zotosrebrna iskra, zbyt
szybko, aby j dostrzec.
Arthur sam nie pojmowa, w jaki sposb udao mu si
j zapa. W jednej chwili bya byskiem w powietrzu, w
nastpnej trzyma j w lewej doni. Klucz Minutowy
spoczywa w jego prawej rce. Oba Klucze przycigay si
tak mocno, e chopak powstrzymywa je z najwyszym
trudem. Z wysiku dray mu ramiona. Teraz pozostao
tylko uku si w kciuki...
Zanim zdy si poruszy, potny podmuch wiatru
posa go na most, tu przy jego skraju. Arthur wanie si
gramoli, kiedy dostrzeg nad sob Pana Poniedziaka.
Jego pikn twarz wykrzywia grymas wciekoci, z
ramion wyrastay mu wielkie zociste skrzyda,
splamione rdz, ktrymi wywoa nastpny podmuch,
aby Arthur przetoczy si po mocie.
- Durny miertelniku! Przybywaj do mnie, mj
Kluczu!
Arthur zorientowa si, e Wskazwka Godzinowa
305

podryguje mu w doni, usiujc powrci do Pana


Poniedziaka. Zacisn pi, lecz jego palce powoli si
rozchylay i Wikszy Klucz zacz si z nich wysuwa.
Aby temu zapobiec, Arthur przycisn go Wskazwk
Minutow, oba Klucze mocno przytuli do piersi.
Jednoczenie zerwa si na rwne nogi i rzuci do ucieczki
przez most.
- Przybywaj do mnie, mj Kluczu! - krzykn
Poniedziaek ponownie i pofrun nad Arthurem, prosto
w kby pary. Wskazwka Godzinowa wyrywaa si
chopcu i niemal udao si jej wyzwoli, kiedy Arthur
przeoy czubek Mniejszego Klucza przez kko we
Wskazwce Godzinowej i przytrzyma je razem.
- Trzymaj mocno! - wrzasn.
Krzyczc, nie przestawa biec. Gdyby tylko udao mu
si wydosta na zewntrz budynku, wwczas Wola
udzieliaby
mu
pomocy,
powstrzymaa
Pana
Poniedziaka, aby mia czas na przekucie kciukw.
Tymczasem Wskazwka Godzinowa robia wszystko,
eby si oswobodzi. Arthur poczu, e traci kontakt z
ziemi. Wikszy Klucz unosi si ku Panu
Poniedziakowi, cignc za sob chopca!
- Kluczu, uczy mnie cikim! - krzykn Arthur, gdy
dotyka podoa ju tylko czubkami palcw u stp.
Usysza, e Poniedziaek rwnie co wykrzykuje, ale nie
zrozumia jego sw. W nastpnej chwili spad z tak si,
e jego stopy wygiy eliwny most. Wiedzia, e w
innych okolicznociach koci z pewnoci by si
306

poamay.
Pomys ze zwikszeniem ciaru ciaa sprawdzi si
na kilka minut. Arthur bieg teraz tak szybko, jak jeszcze
nigdy w yciu. Przez cay czas mocno ciska oba Klucze.
Wskazwka Godzinowa cigle podrygiwaa, lecz chopcu
nadal udawao si trzyma j przy sobie.
Nagle gwatownie szarpna nim w lewo. Zaskoczony
Arthur z rozpdem uderzy w barierk i spad z mostu.
Nie puci jednak Kluczy i zanim zary si w bocie,
zdy krzykn:
- Kluczu, spraw, bym lata!
Ostatnie sowo przebrzmiao w momencie, gdy
zanurza si w brej. By strasznie ciki, ton tak
szybko, jak tonie samochd, ktry wpad do rzeki.
Dookoa rozpryso si boto, a Arthur poszed na dno.
Ma pokrya mu oczy, wypenia nos i usta. Nie wcign
jej jednak do puc i najwyraniej nie musia oddycha.
Zanurza si przez kilka sekund, podczas ktrych czu
osobliwe swdzenie na plecach. Nagle minie jego klatki
piersiowej zafaloway, a na opatkach poczu ukucia
szpilek. To wraenie byo mu znane. W jednej chwili
zrozumia, co to takiego, czu to samo, gdy korzysta z
papierowych skrzyde stworzonych przez Poudnika.
Skrzyda wynurzyy si z bota i machny z
nieprawdopodobn si. Arthur wylecia z bagna jak
rakieta i przefrun obok Poniedziaka. Mia czyste,
perowobiae skrzyda, z ktrych natychmiast opady
resztki bota. Pofrun w gr, coraz wyej i wyej, ku
307

chmurom pary wodnej.


Temu wzlotowi towarzyszy ryk wciekoci
Poniedziaka, ktry rzuci si w pocig za chopcem.
Zociste skrzyda niosy go niczym napd rakietowy.
Arthur nie zwleka. Gdy przesta si wznosi,
zanurkowa w powietrzu, a dla osignicia wikszej
prdkoci zoy skrzyda. Chocia tego nie widzia,
instynktownie czu, gdzie szuka drzwi. Pofrun prosto
do nich. Gdy lecia, rozstpia si przed nim ciana pary.
Poniedziaek dogoni go w poowie drogi. W doni
trzyma miecz o ostrzu z czarnego ognia, wski niczym
rapier, ale znacznie szybszy. Arthur odskoczy w bok,
gdy Poniedziaek rzuci si do ataku. Czarny miecz uku
chopca w nog, przeciwnicy runli na ziemi. Arthur
usiowa robi uniki, Poniedziaek stara si go dgn.
Jednoczenie uderzyli w platform. Obaj krzyknli, a
eliwo zazgrzytao, kiedy wybili w nim wgbienia. Z
nogi Arthura trysna krew, ale za spraw Klucza rana
momentalnie si zasklepia.
Chopak pierwszy doszed do siebie. Rzuci si na
drzwi, ktre ponownie okazay si zamknite. Zanim
zdy je otworzy, mia ju na karku Poniedziaka.
Czarny miecz spad na chopca...
I napotka Klucz Minutowy, ktry samoczynnie
osoni swojego powiernika. Ostrza si zderzyy i na
wszystkie strony trysny krople pynnego zota. Wiele z
nich zaskwierczao na ubraniu Poniedziaka, ktry sykn
i ponownie pchn mieczem, z takim samym skutkiem.
308

- Dawaj Klucze! - rykn Pan Poniedziaek. Dgn


jeszcze raz, znowu jego miecz trafi na ostrze Klucza
Minutowego, wic z niesmakiem odrzuci bro. Cofn
si, podnis rce i co krzykn. Jego skrzyda
natychmiast zniky, a ciao otoczya ciemnoczerwona
powiata, jaka emanuje z pynnego metalu w formie
odlewniczej. Poniedziaek zacz si rozpuszcza, gowa
spyna mu do szyi, a potem w ramiona.
Przeobraa si.
Arthur rozpaczliwie sprbowa uku si w prawy
kciuk Wskazwk Godzinow, lecz ta podskakiwaa i
wierzgaa za kadym razem, gdy chopiec ni porusza.
Musia wyty wszystkie siy, by j przesun i
przyoy do piersi.
Bliski paniki, spojrza na Poniedziaka, ktry si
rozciga, topnia i chud, ale jego twarz w upiorny
sposb pozostawaa taka sama.
- Kluczu, rozpoznaj swego Mistrza! - warkn,
wysuwajc rozwidlony jzyk.
Wskazwka Godzinowa zatrzsa si w ucisku
Arthura i rozcia mu do. W przeciwiestwie do
oparzenia przez wrzce boto lub do rany zadanej
czarnym mieczem, to skaleczenie naprawd zabolao.
Chopiec sykn i jeszcze mocniej przycisn Wikszy
Klucz do piersi. Magiczny przedmiot ponownie
zadygota i przeci mu skr tu ponad sercem.
- Mylisz, e minuta pokona godzin? - szydzi Pan
Poniedziaek. - Atakuj, mj Kluczu! Atakuj!
309

Wskazwka Godzinowa podskoczya w objciach


Arthura i jej ostry koniec wbi mu si midzy ebra na
gboko centymetra; dalej nie zdoa, bo chopak z
najwyszym trudem wyrwa ostrze i przesun je na bok.
Bl niemal pozbawi go przytomnoci.
Zdesperowany, wycign praw rk i dotkn drzwi
Wskazwk Minutow.
- Otwrz! - wrzasn.
Drzwi natychmiast si otworzyy. Chopiec cofn
Wskazwk Minutow i uy jej do podwaenia
Wskazwki Godzinowej oraz oderwania jej od piersi.
Wikszy Klucz skorzysta z chwilowej nieobecnoci
Mniejszego i przesun swj wierzchoek wzdu eber
chopaka, nieuchronnie zmierzajc ku sercu. Arthur
sprbowa nadstawi kciuk, lecz ostrze znajdowao si
pod niewaciwym ktem. Nie mg przy tym puci
Wskazwki Minutowej, gdy straciby kontrol nad
dwigni i zostaby przebity.
Poniedziaek wybuchn miechem. Arthur jkn i
odwrci gow. Transformacja Poniedziaka dopenia
si. Przybra ksztat gigantycznego wa o zotoczerwonym ubarwieniu. Paski eb stwora mia oblicze
Poniedziaka, chocia pod nim widniaa inna paszcza - w
miejscu gdzie zwykle mona znale eb wa.
Poniedziaek zamia si ponownie, a nastpnie
popez naprzd. Nie zwaajc na rozpaczliwe kopniaki
Arthura, wepchn eb pod jego nogi i zacz si owija
wok ciaa ofiary.
310

- Na pomoc! - wrzasn Arthur. Nikt jednak mu nie


odpowiedzia, bo nikogo nie byo.
Poniedziaek znowu przelizn si pod nim. W ten
sposb unieruchomi jego nogi ju dwiema ptlami.
Arthur nie mg zaatakowa wa, gdy nie by w stanie
poruszy adnym Kluczem. Musia umrze. Wpad w
puapk i wiedzia, e zginie na jeden z dwch sposobw:
albo zostanie zmiadony, albo przebije go Klucz
Godzinowy. Klucz Minutowy mg utrzyma go przy
yciu tylko przez krtki czas. Brakowao mu przecie
mocy Wskazwki Godzinowej.
To by koniec. Arthur ponis klsk. Czekaa go
mier, a wraz z nim take wszystkich, ktrych dotknie
zaraza. Bd potwornie cierpie...
Nagle co mocno uderzyo w platform, tak e
zadwiczaa niczym dzwon. Chmura biaych i tych
pir uniosa si w powietrze, a z tej pierzastej nawanicy
wyonia si Suzy. Zakrwawiona, lecz triumfujca
dziewczyna staa na przodzie, za jej plecami kuli si i
szlocha Pravuil.
- Trzymaj si, Arthur!
Suzy wydobya n ze stopy Pravuila i zaatakowaa
pokryte usk cielsko Pana Poniedziaka.
Wskazwka Godzinowa zadraa w ucisku Arthura i
na chwil odwrcia od niego ostry koniec. W tym samym
momencie dugie, skwierczce iskry elektryczne
wystrzeliy ukiem z wa i trafiy w opadajcy n.
Uderzona Suzy fruna na barierk i z krzykiem upucia
311

bro. Pravuil od razu przesta paka i ponownie


zaatakowa dziewczyn.
Poniedziaek otoczy Arthura w pasie i zacisn na
nim cielsko ze zowrbnym rechotem.
Chopak zamkn oczy. Nikt nie mg pokona
Poniedziaka. Nadszed koniec.
Ale czy na pewno nic nie mona zrobi?
Chopak byskawicznie unis powieki. Zacz si
rzuca i wi, pez niczym robak ku drzwiom.
- Suzy! Atrament! Masz przy sobie atrament?
W
odpowiedzi
usysza
krzyk
dziewczyny.
Odepchna Pravuila i strcia go przez barierk w boto.
Przez uamek sekundy zdawao si, e pocignie j za
sob, ale odzyskaa rwnowag i w tej samej chwili z
wewntrznej kieszeni paszcza wycigna butelk
atramentu.
- wietnie! - zawoa Arthur. - Teraz wywlecz mnie za
drzwi!
- Gupcze! - sykn Poniedziaek. - Nie ma znaczenia,
gdzie zginiesz, czy tu, czy tam!
Suzy podbiega i chwycia chopca pod pachami.
Poniedziaek rzuci si na ni, lecz nie mg jej dosign
bez rozlunienia ucisku wok Arthura. Zasycza
sfrustrowany i wepchn eb pod chopca, aby
pospiesznie otoczy go kolejn ptl. Suzy skorzystaa z
okazji i zacigna Arthura do drzwi. Tu za progiem w
jednej chwili opada ich wijca si masa bibliofagw.
- Napisz co na Poniedziaku! - wrzasn Arthur.
312

Poczu, e Wskazwka Godzinowa znowu si w niego


wbija i wibrujc, przenika coraz gbiej. Jednoczenie
Poniedziaek zaciska ptle.
Okrzyk Arthura sprawi jednak, e Poniedziaek nagle
rozluni ucisk. Wielki w usiowa si wyplta i uciec,
lecz bezskutecznie, bo niezliczone bibliofagi otoczyy go
piercieniami swych cia.
Suzy wylaa odrobin atramentu na palec i zacza
pisa na ogonie Poniedziaka. Gdy koczya pierwsz
liter, bibliofagi zamary. Ich nage skupienie i
wyczekiwanie byo wrcz wyczuwalne. W chwili gdy
dziewczyna dorysowaa pionow kresk i dokoczya
krelenie litery, wszystkie gady bez wyjtku rzuciy si
ogromn fal na Mistrza Niszego Domu.
- Kluczu! Zabij go! - krzykn Poniedziaek, zanim
jego gos zamieni si w nieartykuowane, bolesne wycie.
Klucz Godzinowy gwatownie pchn Arthura, ktry
zmieni kierunek jego ciosu, dziki czemu ostry
wierzchoek przeszy mu ciao poniej serca, z lewej
strony. Arthur jkn z blu i zachwia si, kiedy
rozluniy si ostatnie ptle Poniedziaka. Nico
dezintegrowaa ukad nerwowy i minie wa.
Suzy przez cay czas gorczkowo pisaa, chocia nie
moga widzie, co robi - tak wiele bibliofagw ksao i
atakowao ogromnego wa. Poniedziaek wci jeszcze
usiowa z powrotem pokona prg i nawet czciowo
mu si to udao - wikszo jego cielska znalaza si
wewntrz budynku.
313

Gdy na skrze wa zabrako miejsca na pisanie, Suzy


skoczya na pomoc Arthurowi. Wstrznita, popatrzya
na Wskazwk Godzinow wbit w jego pier i
Wskazwk Minutow zaklinowan w taki sposb, aby
ostrze nie przenikno gbiej.
- Czy wierzchoek Klucza sterczy mi z plecw? wyszepta Arthur. Wszystko wok wydawao mu si
rozmyte.
Wiedzia, e tylko moc Mniejszego Klucza
powstrzymuje go przed omdleniem. Wskazwka
Godzinowa bezustannie podrygiwaa i zagbiaa si w
jego ciele, cho ze wszystkich si chopiec prbowa j
powstrzyma.
- Tak, tak, przebia ci na wylot! - zaszlochaa Suzy.
Arthur westchn.
- Kluczu... - wyszepta z najwyszym trudem. Powstrzymaj Wskazwk Godzinow na... chwil... jedn
chwil...
Puci Wikszy Klucz, sign za plecy i przeku jego
czubkiem prawy kciuk, i tak ju liski od krwi. Nastpnie
cofn praw do, przytrzyma ni Wskazwk
Minutow i przeku kciuk lewej doni. Potem
rozsmarowa kropl krwi z lewego kciuka na Kluczu
Godzinowym, a z prawego kciuka na Kluczu
Minutowym.
Za jego plecami Poniedziaek w kocu przedar si za
prg, wyrzucajc w powietrze Suzy i setki bibliofagw.
Arthur zetkn zakrwawione kka obu Wskazwek.
314

- Ja, Arthur, namaszczony na Dziedzica Krlestwa...


bior w posiadanie ten Klucz, a wraz z nim wadz nad
Niszym Domem... Bior go krwi, koci i walk...
Wskazwka Godzinowa wbia si gbiej o par
centymetrw. Arthur wrzasn, cay wiat pociemnia mu
przed oczami. Pozostao zaledwie kilka sw do
wypowiedzenia. Zaledwie kilka sw. Potrafi to zrobi.
Musi.
- Z... z prawdy, na mocy Ostatniej Woli i...

315

Rozdzia 26
- ...wbrew wszelkim przeciwnociom! Wskazwka
Godzinowa wysuna si z piersi Arthura i oba Klucze
obrciy si w jego doniach, dziki czemu Wikszy
uoy si w poprzek Mniejszego. Rozbyso jaskrawe
wiato i Wskazwka Minutowa wyduya si, a
Godzinowa skurczya. W rezultacie ju po chwili Arthur
nie trzyma w doniach dwch wskazwek, tylko miecz,
nieco przypominajcy Klucze. Mia kulist gowic, oba
jelce byy zakoczone piercieniami. Na srebrnej gowni
widniay zote ornamenty.
Rana w piersi Arthura zasklepia si z cmokniciem,
bl zacz ustpowa. Chopak wyprostowa si i gboko
odetchn. Suzy popatrzya na niego, jej donie i skrzyda
dray.
- Zdaje si, e zwyciylimy - oznajmi Arthur i
wznis miecz.
Spojrza w d, na falujc rzek bibliofagw, w ktrej
stali. Skierowa miecz ku wijcym si wom.
- Powrcie do Nicoci! - zakomenderowa. Miecz
zalni i z jego ostrza spyny wskie strumyki
roztopionego zota, falujc i dzielc si, a wreszcie cay
rw pokrya misterna zota siatka. Gdy si
rozprzestrzeniaa, bibliofagi rozmyway si i staway
316

coraz mniej wyrane. W kocu zniky, a wraz z nimi zote


nitki.
- Podnie si! - zada Arthur i dotkn dna rowu. Po
ziemi przebieg wstrzs, fosa zadraa i powoli zacza si
wypitrza, zasypujc drzwi. Arthur pospiesznie dotkn
ich mieczem i nakaza im podnie si razem z dnem. Po
kilku sekundach po rowie nie zosta nawet lad, a drzwi
powdroway na swoje miejsce, w murze willi.
- Nie czuj si zbyt dobrze - wymamrotaa Suzy. Bya
trupio blada i trzymaa si za bok. Pravuil najwyraniej j
zrani, a wleczenie Arthura tylko pogorszyo jej stan.
Dziewczynka zatoczya si i upada.
Chopcu udao si podtrzyma jej gow, gdy Suzy
osuwaa si na traw. Chwil potem przytkn miecz do
brzucha przyjaciki.
- Wyzdrowiej - nakaza. - Poczuj si dobrze.
Jasna chmura wiata wytrysna z Klucza i otoczya
ciao Suzy. wiato si rozprzestrzeniaa, a donie i
skrzyda dziewczynki przestay dygota. Otworzya oczy.
Wstaa powoli, kiedy wiato przygaso. Pogadzia rk
bok i na prb naprya palce oraz skrzyda.
- Byam pewna, e z nami koniec - wyznaa cicho.
Potem si umiechna i zerwaa do lotu. Arthur poczu
na twarzy podmuch powietrza. - Udao si, Arthurze!
Wykoczye Pana Poniedziaka!
Chopiec nie odrywa od niej wzroku. Wiedzia, e
powinien tryska radoci, lecz nie mia ochoty
podskakiwa ze szczcia. Nic go nie bolao, ale czu
317

obezwadniajce zmczenie.
- Masz Klucz! Pierwszy z Siedmiu Kluczy do
Krlestwa! wietna robota, Arthurze! Pierwszorzdnie si
spisae! - wykrzykiwaa Wola, ktra z entuzjazmem
skakaa wysoko w trawie. - Wystarczy dobra wola, e tak
powiem. Gdzie jest byy Poniedziaek?
Arthur wskaza drzwi ruchem miecza.
- Przywoaj go - polecia aba. - Niech sprawiedliwoci
stanie si zado. Czeka nas duo pracy, Arthurze.
- Nie od rzeczy byoby zacz od filianki herbaty i
ciastka - mrukna Suzy. Znieruchomiaa i popatrzya
spod oka na Wol, ktra j zignorowaa.
- Poniedziaku! - zawoa Arthur bez specjalnego
entuzjazmu i machn mieczem, Pierwszym Kluczem. Wyjd!
Drzwi si uchyliy i powoli wysza zza nich brudna
istota, ledwie przypominajca Pana Poniedziaka. Jad
Nicoci bibliofagw wypali mu cz twarzy, a na caym
jego ciele widniay dziwne otwory na przestrza.
Poniedziaek kurczowo przyciska do siebie podarte i
postrzpione ubranie, niewiele lepsze od starych szmat.
- Egzekucja - oznajmia Wola z pewn doz
satysfakcji. - Arthurze, wystarczy, e klepniesz go w
rami i powiesz: Z Nicoci powstae, w Nico si
obrcisz". To zaatwi spraw.
Poniedziaek pad przed chopcem na kolana i
pochyli gow. Arthur wycign Klucz i dotkn nim
ramienia dawnego Mistrza. Nie wyrzek jednak sw,
318

ktre podpowiedziaa mu Wola. Pamita, co


Zmierzchnik napomkn o Panu Poniedziaku, kiedy
powoli opadali do Piwnicy Wglowej. Poniedziaek nie
zawsze by zy.
- Bd uzdrowiony - nakaza Arthur cicho. - Na ciele i
na umyle.
Poniedziaek ze zdumieniem podnis wzrok, a aba
podskoczya ze zoci, wywrzaskujc co, co Arthur
puci mimo uszu. Chopak patrzy, jak otwory w ciele
Poniedziaka zarastaj i kurcz si do rozmiarw
czubkw szpilek. Nawet odzie dawnego Mistrza
pozszywaa si i poataa. Ubranie nie byo jednak tak
wspaniae jak niegdy, a twarz Poniedziaka nie
prezentowaa si tak piknie. Arthur dostrzeg za to
dobro w jego oczach i kurze apki od miechu wok nich.
Poniedziaek przez chwil patrzy na Arthura, a potem
ponownie pochyli gow.
- Bagam o wybaczenie, Mistrzu - powiedzia. - Nie
wiem, czemu robiem to wszystko. Dzikuj ci jednak za
ofiarowanie mi nowego ycia.
- Dobroczynno to bardzo pracochonna cnota owiadczya Wola ze zoci. - I nigdy nie wiadomo, do
czego doprowadzi. Ale musz przyzna, e wypado to
niele.
- W rzeczy samej - przytakn kto. - jestem pewien, e
sprawa skoczy si le dla wszystkich zainteresowanych.
Zebrani odwrcili si gwatownie i ujrzeli zamykajce
si drzwi bardzo maej, wskiej windy, nie wikszej od
319

budki telefonicznej. Zadwicza dzwonek, winda


wystrzelia w gr i znikna w snopie wiata, ktry bez
trudu przeszy zot siatk.
- Pravuil! - krzykna Suzy. - Byam pewna, e
wykoczyam tego padalca.
- Najwyraniej nie, niestety - westchna Wola. - Z
pewnoci odgrywa znacznie waniejsz rol, ni mona
by przypuszcza. Jest najwidoczniej szpiegiem jednego z
Potomnych Dni, oby byy przeklte ich zdradzieckie
serca. Nie mog jednak nic zrobi tu i teraz. S zwizane
ukadem z byym Mistrzem Niszego Domu. Nie mog
tutaj interweniowa ani te robi czegokolwiek w
poniedziaki w Polednich Krlestwach. Obecnie to twoje
krlestwo, Arthurze. Tak czy owak, z Potomnymi Dniami
rozprawimy si pniej. Najpierw zabierzemy si do
porzdkw
tutaj.
Ach,
oto
nadchodzi
nasz
sprzymierzeniec, Zmierzchnik, a wraz z nim Poudnik i
Jutrzenka.
Istotnie, zza rogu willi wyonio si troje sucych
Pana Poniedziaka. Zmierzchnik nadszed pierwszy,
Poudnik snu si ponuro tu za jego plecami. Po adnym
z nich nie byo wida, e niedawno stoczyli bitw. Za
nimi przywdrowaa gromada Inspektorw, Komisarzy i
innych Rezydentw, cakowicie rozbrojonych, z
wyjtkiem Nocnych Przybyszw, ktrzy maszerowali
dookoa grupy, dumnie prezentujc baty. Jutrzenka sza
na kocu.
W odlegoci okoo siedmiu metrw tum zacz
320

zwalnia, a na wielu twarzach pojawiy si strach i


niepewno. Arthur podnis Klucz i wszyscy
znieruchomieli. Chopak opuci go jednak i popatrzy na
przybyych.
- Proponuj, by pozostawi Zmierzchnika na jego
dotychczasowym stanowisku - zasugerowaa Wola. - Jeli
chodzi o stanowisko Poudnicy, chyba najlepiej bdzie,
jeli sama je obejm.
Arthur pokrci przeczco gow.
- Nie zostan tu jako Mistrz Niszego Domu owiadczy.
Wszyscy zgodnie westchnli, z wyjtkiem byego
Poniedziaka, ktry przez cay czas klcza z pochylon
gow.
- Przecie musisz - zaprotestowaa Wola. - Nie moesz
tak po prostu zrezygnowa!
- Nie wolno mi, czy te jest to niemoliwe? - spyta
Arthur.
- To nie jest moliwe! - oznajmia Wola. - Jeste
Dziedzicem! Wybranym przeze mnie, sprawdzonym w
dziaaniu. Tutaj jest jeszcze mnstwo do zrobienia!
- Powiedziaem ci ju wczeniej, e potrzebuj
lekarstwa dla mojego wiata. Tylko tego chc! Lekarstwa!
I wracam do domu.
- Nie moesz powrci do Polednich Krlestw stanowczo zaprotestowaa Wola. - Ani powstrzyma
zarazy. przypomnij sobie Pierwotne Prawo. adna
ingerencja nie jest dozwolona, nawet ingerencja w celu
321

skorygowania ingerencji.
Arthur popatrzy na zielon abk. Narasta w nim
gniew. Unis Klucz, aby zaatakowa nim Wol...
Nie. W ten sposb nic nie osign, pomyla. Musz
zachowa spokj. Wola jest manipulatork. Rozwi ten
problem inaczej.
- Powiedziaa, e bd mg wrci - przypomnia
zimno abie. - Oczekuj wyjanie.
- Nie, zasugerowaam
tylko, e mgby.
Powiedziaam, e gdyby zosta Mistrzem, wiele rzeczy
byoby
moliwych.
Zreszt
najprawdopodobniej
umrzesz, jeli powrcisz do swojego czasu i miejsca bez
Klucza.
- Ale mog zmieni swoje akta, prawda? - powiedzia
stanowczo Arthur. - Skoro najwyraniej nikt inny nie
przestrzega Pierwotnego Prawa, dlaczego ja miabym to
robi?
- Nawet jeli przypadkiem masz racj w sprawie
swoich akt, nie moesz zrezygnowa z wadania Kluczem
- zaprotestowaa Wola. - Jako Mistrz musisz wspiera
Pierwotne Prawo.
Arthur popatrzy na Suzy.
- Bo ja wiem - mrukna i wskazaa Zmierzchnika,
ktry wyglda jak przedsibiorca pogrzebowy. - Jego
spytaj.
Arthur skierowa wzrok na Zmierzchnika. Ten zdj
cylinder i ukoni si, wycigajc nog.
- To prawda, e dysponuj do sporym zasobem
322

wiedzy, ktra jednak blednie w zestawieniu z ogromem


wiedzy Ostatniej Woli. Poniedziaek mia pewne prawa
do Klucza jako Powiernik, do czasu przejcia go przez
Prawowitego Dziedzica. Moliwe, e obecnie nikt inny
nie moe wada Kluczem.
- Nie wierz! Przeszedem przez to wszystko cakiem
na prno? - krzykn Arthur. - Chc lekarstwa na
epidemi i chc go ju, zaraz!
- Pierwotne Prawo... - zacza Wola, lecz zamilka,
kiedy Arthur odwrci si ku niej z Kluczem gotowym do
ciosu.
- Zaraza pojawia si wskutek skaenia wywoanego
przez Aporterw, zgadza si? - spyta Zmierzchnik.
Arthur potwierdzi ruchem gowy. - Wobec tego sprawa
jest prosta - cign. - Za twoim przyzwoleniem
wyczaruj z Nicoci Nocnego Tpiciela. Kiedy trafi do
Krlestwa, ktre niegdy zamieszkiwae, w cigu jednej
nocy pozbiera wszelkie pozostaoci skaenia i powrci z
nimi do Nicoci. W ten sposb zlikwidujemy rdo
epidemii.
- Dobra myl na pocztek - pochwali Arthur.
Zmierzchnik ukoni si ponownie, wycign czarn
ksik oraz piro, zanurzy je w kaamarzu podsunitym
przez Nocnego Przybysza i zacz pospiesznie pisa.
Nastpnie wyrwa kartk, podszed do miejsca, w ktrym
wczeniej znajdowa si rw, zwin papier w trbk i
wepchn j w ziemi.
Przez kilka sekund nic si nie dziao, lecz nagle z
323

papierowego lejka dobiego ciche renie. Zaraz potem


wychyli si z niego may ebek karego konika, dwa
kopytka, potem nogi, a nastpnie cae zwierztko
wielkoci mniej wicej omiu centymetrw. Znowu
zarao,
tupno
kopytkiem
i
znieruchomiao.
Zmierzchnik podnis stworzenie i wrczy je Arthurowi,
ktry ostronie przyj dar i wsun go do kieszeni
paszcza.
- Musi stan na okiennym parapecie tu przed
pnoc, przy otwartym oknie - poinstruowa go
Zmierzchnik. - Potem ruszy w drog i do rana wszdzie
przywrci porzdek.
Arthur skin gow i odetchn z ulg. Wanie tego
oczekiwa. Teraz pozostao mu tylko obmyli, jak
powrci do domu wraz z konikiem. Wyczuwa, e Wola
nie wyjawia mu caej prawdy. Musia istnie jaki
sposb...
Rozproszy go haas przy drzwiach, ktre otworzyy
si, a na progu stan Kichol. Z jego nosa zwisao kilka
sopli lodu. Nis srebrn tac z wysok, wsk butelk
oraz kartk papieru. Kamerdyner spokojnie podszed do
Arthura i podsun mu tac.
- Co do picia, janie panie? Ten napj, jak mniemam,
pochodzi z paskiego rodzinnego Krlestwa. Sok
pomaraczowy. By moe jest panu znany. A oto
dokument, ktrego pan poszukiwa, o ile mi wiadomo.

324

Rozdzia 27
Arthur wbi wzrok w papier i unis miecz, aby
wsun go za pas. Dopiero wtedy uwiadomi sobie, e
nie ma paska. Sta przed ca gromad ludzi zabrudzony
botem, ubrany wycznie w paszcz i co w rodzaju
nocnej koszuli. Nic go to jednak nie obchodzio. Wbi
drcy Klucz w traw i sign po szklank soku oraz
dokument.
Gdy tylko dotkn stronicy, pojawi si na niej napis
sporzdzony zot czcionk.
Arthur Penhaligon.
- Moje akta - wykrztusi. - Czy mog je zmieni tak,
aby unikn mierci? Co one teraz zawieraj?
- Tego nie wiem, janie panie - odpar Kichol. - Odkd
jest pan Mistrzem, nie potrafi odczyta ich treci.
- A czy ja potrafi je przeczyta?
Kichol nie odpowiedzia. Wola take milczaa. Arthur
popatrzy na Zmierzchnika, ktry wzruszy ramionami.
Chopak pokrci gow. Dlaczego wszystko musiao by
takie skomplikowane? Wypi sok, odda szklank
Kicholowi i uwanie obejrza papier. Poza nazwiskiem na
zewntrznej stronie wydawa si pusty.
- Nic mnie nie obchodzi, co zawieraj moje akta i czy
jestem w stanie zmieni ich tre - oznajmi ostatecznie. - I
325

tak wracam. Musz uy Nocnego Tpiciela, nawet za


cen wasnej mierci.
- Nie umrzesz - przemwi byy Poniedziaek. Nie
wsta, nie unis gowy. - Nikt w Domu nie moe
odczyta ani zmieni wasnych akt, Arthurze. Skoro
jednak przeye wasn mier, akta musiay si zmieni,
aby uwzgldni ten fakt. Przez pewien czas bye w
posiadaniu Mniejszego Klucza, co wzmocnio twj
organizm. Nie umrzesz po powrocie do siebie, a
przynajmniej nie z powodu choroby puc.
- Zatem mog wrci - powtrzy chopiec. Zamierzam wrci.
Popatrzy z gry na nadsan ab u swych stp.
- Wolo, oczekuj twojej pomocy. Zapomnij o
Pierwotnym Prawie, jak mog wrci do siebie?
- Nie wolno ci wraca - zaprotestowaa Wola. Aby
wywrze wiksze wraenie i podkreli wag swoich
sw, nada si do rozmiarw dwukrotnie wikszych ni
zwykle. - Dzierysz Pierwszy Klucz. Jeste Mistrzem
Niszego Domu. W niewoli nadal pozostaje sze
fragmentw Testamentu, ktre naley oswobodzi, oraz
sze Kluczy, ktre trzeba odzyska...
- Jestem niepenoletni! - przerwa jej Arthur. - Chc
wrci do domu i normalnie dorasta. Pragn sta si
mczyzn, a nie jakim Wadc Wszechwiata. Nie
interesuje mnie przemiana w istot niemierteln ani co
si stanie, jeli zachowam Klucz. Wiem o tym od
Starucha. Czy nie mgbym... sam nie wiem... przekaza
326

komu wadzy, dopki nie dorosn?


aba wymamrotaa co niezrozumiale.
- Czy mog upowani kogo do zajcia si Niszym
Domem do czasu, a osign odpowiedni wiek? powtrzy twardo Arthur.
- Tak, tak, masz prawo zada opnienia w
przejciu peni wadzy - przyznaa Wola z
niezadowoleniem. - Chyba moemy podarowa ci pi,
sze lat stagnacji w twoim rodzinnym domu. To niewiele
po dziesiciu tysicleciach. Poza tym trzeba wykona
pewne wstpne prace przygotowawcze, ktre nie
wymagaj twojej obecnoci. Kto jednak wie, co zrobi
Potomne Dni, jeeli przekaesz komu wadz i wrcisz
do Polednich Krlestw, nawet tymczasowo? Nie s mi
znane szczegy ich porozumienia, ale moim zdaniem
moe ci grozi niebezpieczestwo, przynajmniej ze strony
Ponurego Wtorka, bo jego wadza i potga graniczy z
twoj.
- Nic mnie to nie obchodzi! - krzykn Arthur. - Musz
zaryzykowa. Moe Potomne Dni zostawi mnie w
spokoju, kiedy si dowiedz, e oddaem wadz. Poza
tym, w razie potrzeby zawsze moesz sprowadzi sobie
innego miertelnego Dziedzica.
- Kto bdzie twoim Plenipotentem? - spytaa Wola. Masz wiadomo, e wanie w taki sposb pojawiy si
obecne problemy z Wykonawcami? Niezwykle trudno
jest znale godnego zaufania penomocnika.
- Ty nim bdziesz, to oczywiste - zauway Arthur. 327

Tyle e musisz sobie wybra posta bardziej godn


szacunku ni aba.
- Wystpuj w roli asystenta, nie wykonawcy zaprotestowaa Wola. - Peni tylko funkcj pomocnicz.
- Zamierzaa by moj Poudnic, zgadza si?
- Tak - przyznaa Wola i zacza podskakiwa ze
zdenerwowania. - Miaam inne plany!
- C, ycie jest cikie - zauway chopak. - Wic jak,
bdziesz Plenipotentem czy nie?
Wola nie odpowiedziaa. Wszyscy uwanie patrzyli,
jak przez co najmniej minut skakaa bez opamitania po
trawniku. Wreszcie si uspokoia i przycupna u stp
Arthura.
- Bd twoj Plenipotentk w Niszym Domu zaskrzeczaa.
Wyrana czarna litera wysczya si ze skry aby, po
niej nastpna i jeszcze jedna, a wreszcie cae zdanie
wylao si na traw. Potem popyny nastpne sowa i
dalsze zdania, zupenie jakby rozpltywaa si wstga.
Sowa zaczy si obraca, kbi i unosi w powietrzu.
Doczao do nich coraz wicej liter, wirujc w rne
strony przy dwiku strun harfy. Sycha byo cichy
odgos gry na trbkach, gdy litery ukaday si na
wyznaczonych miejscach i rozpraszay, tworzc nowe
kombinacje, podlegajce bezustannym zmianom.
Nagle wszystkie litery znieruchomiay w powietrzu,
tworzc sylwetk wysokiej postaci o ludzkich ksztatach.
Trbki zagray dononie i rozbyso biae wiato, od
328

ktrego wszyscy na moment olepli.


Arthur dwukrotnie zamruga oczyma. Przy bysku
wiata sowa Ostatniej Woli przeobraziy si w kobiet:
wysok, uskrzydlon, w skromnej niebieskiej sukni, ktra
wydawaa si zupenie blada pod ukowato wygitymi,
lnicymi srebrem skrzydami. Kobieta nie bya ani
moda, ani stara, wydawaa si raczej wyniosa ni
pikna. Miaa powane, ciemne brwi i spory nos, a wosy
ciasno zawizane w koski ogon. Na jej czole widniay
zmarszczki: irytacji lub zamylenia. Pochylia si,
podniosa jadeitow abk i woya j do sakiewki
wykoczonej koronk.
- Zrobi z niej broszk. Wiernie mi suya.
Gos Woli by czysty i dwiczny, lecz w irytujcy
sposb przeksztaci si w niskie kumkanie, jakie wydaj
aby.
Wola dygna przed Arthurem. Odkoni si jej, nagle
znacznie bardziej zdenerwowany. atwiej sobie radzi z
Wol w postaci aby.
- Bd twoj Plenipotentk - cigna. - Ale kto
zostanie twoj... nasz Jutrzenk? Poudnikiem?
Zmierzchnikiem?
- Zmierzchniku - powiedzia Arthur powoli. - Czy
pragniesz zachowa swoje stanowisko?
- Nie, janie panie - odpar Zmierzchnik. Umiechn
si i ukoni. - Chciabym opuci cienie i stan w socu,
aby suy tobie i twojej Plenipotentce, janie panie, jako
Jutrznik lub Poudnik. Wielu moich Nocnych Przybyszw
329

rwnie pragnoby zmieni prac, jeli byby skonny


przychyli si do ich proby. Noszenie czerni zaczyna ich
nuy.
- Zatem bdziesz Poudnikiem - zadecydowa Arthur.
Popatrzy na Wol i doda niespokojnie: - Jeli nie masz
nic przeciwko temu, chciabym, eby dotychczasowy
Poudnik zosta nowym Zmierzchnikiem.
- Ha! - wykrzykna szlachetna dama. Chopiec
zauway, e zachowaa zielony jzyk, w jasnym odcieniu
zieleni czystego jadeitu. - Warunkowo! Bd uwanie
wszystkich obserwowaa! A co z Jutrzenk?
- Chyba rwnie moe zachowa prac, przynajmniej
na razie - powiedzia powoli Arthur. Jutrzenka
umiechna si do niego z wdzicznoci i bardzo nisko
dygna. Jej gest sprawi, e cay trawnik zamigota
promykami soca. - Chciabym ogosi jeszcze jedn
nominacj. Czy Poudnik moe mie asystentk?
- Oczywicie - potwierdzi dawny Zmierzchnik,
obecnie nowy Poudnik.
Arthur zwrci si do Suzy.
- Wiem, e nie moesz std odej - owiadczy
niepewnie. - Przykro mi... Bardzo auj, e nie potrafi
tego zmieni. Nie musisz jednak pracowa jako
Napeniaczka Kaamarzy. Czy zgodziaby si zosta
Asystentk Poudnika? Pomogaby innym dzieciom,
ktre sprowadzi tutaj Szczuroap, i miaaby na wszystko
oko. Oko miertelniczki.
Suzy rozejrzaa si i przesuna nog po trawie do
330

przodu i do tyu.
- W ten sposb zostaabym Poniedziakow Porann
Herbatk albo czym rwnie gupim, zgadza si? mrukna gderliwie. - Chyba mog zaryzykowa.
- Obejmiesz funkcj Przedpoudnicy, bdcej w
poowie drogi midzy Jutrzenk i Poudnikiem zapowiedziaa Wola. - W rzeczy samej, staniesz si
Poniedziakow Porann Herbatk.
- Poniedziakowa Przedpoudnica - powtrzya Suzy
cicho. Pocigna nosem, otara go rkawem i spojrzaa na
Arthura.
- Mam nadziej, e twoja rodzina... e oni wszyscy...
sam rozumiesz... e nic im nie jest...
Podbiega i ucisna go z zakopotaniem. Zanim
Arthur zdy rwnie j przytuli, pucia go i wrcia
na miejsce obok Jutrzenki, Poudnika i Zmierzchnika.
- Czy musz zrobi co jeszcze? - spyta Arthur,
zwracajc si cicho do Woli. - Czy mog ju wraca?
- Musisz przekaza mi penomocnictwa do
korzystania z Klucza - zauwaya Wola. - To cakiem
proste. Musisz mi wrczy Klucz rkojeci naprzd i
powtrzy kilka sw.
Arthur wycign Klucz z trawy. Bro dobrze leaa w
jego doni, jakby tam byo jej miejsce. Czu, e jej moc go
przenika, dodaje mu si. Tak atwo byoby go zachowa.
Zosta prawdziwym Mistrzem i nie troszczy si o
bahostki z Polednich Krlestw...
Arthur zadra i pospiesznie odwrci Klucz.
331

Trzymajc bro za ostrze, wrczy j Woli, ktra przyja


dar.
- Teraz powtarzaj: Ja, Arthur, Mistrz Niszego Domu
i Powiernik Pierwszego i Najsabszego z Siedmiu Kluczy
Krlestwa"...
Chopiec
posusznie
powtarza
sowa.
By
wyczerpany, osabiony walk z Poniedziakiem i
ostatnimi zdarzeniami.
- Przekazuj mojej wiernej sudze, Pierwszej Czci
Wielkiego Testamentu Architektki, peni swej wadzy,
ca wasno i przywileje, aby korzystaa z nich w moim
imieniu jako Plenipotentka, do czasu gdy uznam za
stosowne przej je ponownie".
Arthur jak najszybciej wyrzuci z siebie te sowa,
zmagajc si z przemon chci zamilknicia i wyrwania
Klucza. W kocu puci bro i z pewnoci upadby,
gdyby Wola nie podtrzymaa go siln rk.
- Do domu - wyszepta. - Chc wrci do domu.

332

Rozdzia 28
- Nadal nie jestem pewna, czy to rozwizanie mi
odpowiada - westchna Wola. - Kicholu, czy Siedem
cyferblatw nadal pozostaje w Pokoju Dziennym, czy te
jest teraz gdzie indziej?
- O ile wiem, Cyferblaty wci tam s, janie pani odpar Kichol. Kamerdyner przeszed gwatown
transformacj, by teraz znacznie czystszy i staranniej
uczesany. Jego rozpadajce si rkawiczki stay si
nieskazitelnie czyste, cae i biae. Nie mia ju krzywych,
tych zbw, a z jego nosa znika pajczynka
popkanych naczy krwiononych.
- Istniej dwie podstawowe metody przenikania do
Polednich Krlestw z obszaru Niszego Domu wyjania Wola Arthurowi. - Uycie Siedmiu Cyferblatw
to zdecydowanie najprostszy sposb, pod warunkiem e
wiadomo, jak je ustawi. Druga droga to, rzecz jasna,
drzwi.
- Nie chc znowu wdrowa przez t mroczn pustk
- zaprotestowa Arthur, przypomniawszy sobie Portal
Poniedziaka.
- Och, nie ma takiej koniecznoci - pospieszya z
zapewnieniem Wola. Jej gos ponownie zdekoncentrowa
Arthura, gdy naprzemiennie wpada w melodyjne
333

kobiece tony oraz chrapliwy, gardowy abi skrzek. Przez ca drog wdrowaby Frontowymi Drzwiami,
cho na pewno s one uwaniej obserwowane przez
Potomne Dni. Mdrzej byoby jak najduej unika ich
zainteresowania. W zwizku z tym myl, e najlepiej
bdzie uy Siedmiu Cyferblatw. Chodmy.
Arthur skin gow i ziewn. Odwrci si, aby
powiedzie co na poegnanie, przede wszystkim do
Suzy, i ze zdumieniem ujrza, e zebrani klcz na trawie.
- Do widzenia! - krzykn. Zawaha si i ukoni.
Zebrani pochylili gowy, cay czas klczc na jednym
kolanie. Chopak poczu ukucie w sercu. Nie chcia
odchodzi w taki sposb. Nagle zobaczy, e Suzy
podnosi gow. Dziewczynka mrugna, umiechna si i
przewrcia oczyma.
- Do zobaczenia, Poniedziakowa Przedpoudnico powiedzia cicho chopiec.
- Bywaj - odpara Suzy. - Miej si na bacznoci przed
tymi Potomnymi Dniami.
- Do widzenia wszystkim!
- Do widzenia, janie panie! - zawoali chrem
Jutrzenka, Poudnik i Zmierzchnik, a take wszyscy
zgromadzeni za nimi Rezydenci.
Arthur pomacha rk, odwrci si i ruszy za Wol
przez drzwi do Pokoju Dziennego Poniedziaka. Parujce
boto cakiem znikno i teraz budynek w rodku
przypomina stary dom, a moe muzeum.
- Tdy prosz - wskaza Kichol, prowadzc ich po
334

schodach na gr, a potem bardzo dugim korytarzem.


Arthur i Wola podyli za kamerdynerem do biblioteki,
bardzo komfortowej, o wielkoci zblionej do szkolnej
biblioteki Arthura, ale wyposaonej w stare drewniane
pki i kilka duych, obitych skr foteli.
- Pozwoliem sobie umieci pask odzie za t
pk, janie panie - oznajmi Kichol i kilkoma
energicznymi ruchami szmatki oraz szczotki usun boto
z ubrania Arthura.
- Och, tak, dzikuj - powiedzia chopak. Zerkn na
swj dziwaczny strj i na jego twarzy pojawi si lekki
umiech. Nie chcia wraca do domu w nocnej koszuli,
bez majtek.
Przebranie si zajo mu zaledwie chwil. Chocia
jego szkolny strj by wyprany i wyprasowany, nadal
brakowao na nim metek, a majtki miay zerwan gumk.
Pomyla, e trudno mu bdzie wytumaczy si z tego
przed mam.
Z najwysz pieczoowitoci wydoby z paszcza
Nocnego Tpiciela i wsun go do kieszeni koszuli.
Uoy w niej konika starannie, aby go przypadkiem nie
zgubi. Zwierztko zarao cicho, ale wygldao na to, e
jest mu cakiem wygodnie.
Gdy Arthur wrci, Kichol ju na niego czeka.
- To chyba naley do pana. - Kamerdyner zdj
ksik z maej pki o obrzeu z koci soniowej, stojcej
przy jednym z foteli. Nastpnie wrczy tomik chopcu i
poszed w kt pomieszczenia, aby pocign za sznur
335

dzwonka. Gdy szarpn link, w oddali rozbrzmiao


dzwonienie. W odpowiedzi na ten sygna, kilka sekund
pniej, rozleg si niski grzmot. Podoga pod stopami
Arthura zadraa, a jedna ciana pek z ksikami
cofna si, ukazujc dziwny, siedmioboczny pokj.
Porodku pomieszczenia stao siedem wysokich,
staromodnych zegarw, obrconych cyferblatami do
siebie. Ich wahada poruszay si harmonijnie i miarowo
tykay. Ich dwik kojarzy si z biciem serca, syszanym
w uszach zatkanych palcami.
Zdezorientowany Arthur na chwil zapomnia o
ksice. Kiedy ponownie skupi na niej uwag,
uwiadomi sobie, e to Kompletny Atlas Domu.
- Ale on nie naley do mnie! - zaprotestowa,
zwracajc si do Woli. - Ty go powinna zatrzyma. Bez
Klucza nie mog go nawet otworzy.
- Jest twj - zadudnia Wola. - Nosie Klucz na tyle
dugo, by niektre strony mg otworzy samodzielnie.
Potrzebujesz jeszcze tego przedmiotu.
Znowu signa do rkawa i wydobya stamtd nie
chustk, lecz czerwony, polakierowany pojemnik
wielkoci pudeka po butach. Arthur przyj podarunek i
wsun go pod pach.
- Co to takiego?
- Telefon - wyjania Wola. - By moe zajdzie
potrzeba, eby ze mn porozmawia. Wystarczy, e
Potomne Dni oka si mniej przychylnie usposobione,
ni moglibymy sobie yczy. Niewykluczone te, e
336

bd potrzebowaa twojej rady.


- Nie chc telefonu - obwieci Arthur z uporem. Powiedziaa, e mog liczy na pi, sze lat!
- Telefon zostanie uyty wycznie w skrajnie
awaryjnej sytuacji - zapewnia go Wola. - To
zabezpieczenie na wypadek fatalnego zrzdzenia losu,
nic poza tym.
- No dobrze! - westchn Arthur. Wepchn pudeko
gbiej pod pach i ze zoci zacz drepta tam i z
powrotem obok Woli. - Czy mog wreszcie wrci do
domu?
- Prosz o wybaczenie, janie panie - odezwa si
Kichol, ktry wszed do pokoju i zaj si przestawianiem
wskazwek zegarw. - To zajcie jest do
skomplikowane, niemniej potrwa tylko chwil.
Arthur znieruchomia. Sign do kieszeni, aby si
upewni, e maleki kary konik nadal jest na swoim
miejscu.
- Gotowe! - oznajmi Kichol. - Szybko, szybko, prosz
wej, zanim zegary si rozdzwoni!
- Do zobaczenia, Mistrzu - powiedziaa Wola. Wykazae si nieprzecitnym hartem ducha i zgodnie z
moimi oczekiwaniami dowiode, e dokonaam
perfekcyjnego wyboru.
Popchna Arthura ku zegarom i cho chciaa go tylko
agodnie pospieszy, jednym ruchem rki posaa
chopaka na sam rodek pokoju, niemal na zegary. Kichol
go zapa, obrci i ustawi pomidzy zegarami, a sam
337

wyskoczy z okrgu.
Zegary zaczy wybija godzin. Pomieszczenie
zachwiao si, zupenie jakby podniosa si fala gorca.
Jak przez mg Arthur dostrzeg, e Wola macha chustk,
a Kichol salutuje. Zegary cay czas biy, a wszdzie
rozpostara si znajoma, biaa powiata.
Zupenie jak na Niebywaych Schodach, pomyla
Arthur.
Sta przez chwil, zastanawiajc si, co bdzie dalej, a
take gdzie i kiedy opuci wszechobecn jasno.
Chyba powinienem by powiedzie Kicholowi, czego
dokadnie chc, cho waciwie to bez znaczenia,
pomyla. Bylebym tylko mg wypuci Nocnego
Tpiciela...
Biae wiato pulsowao, zacieniajc si wok
Arthura. Tylko w jednym miejscu rozprysno si,
tworzc co w rodzaju wskiego korytarza. Chopak
zawaha si, ale wiato napierao coraz bardziej, ruszy
wic w gb przejcia.
Po pewnym czasie doszed do przekonania, e
wdruje ju bardzo dugo i zacz si martwi. Przez
moment rozwaa nawet moliwo otworzenia
czerwonego, polakierowanego pudeka i zatelefonowania
do Woli. A jeli Siedem Cyferblatw ulego uszkodzeniu?
Moe Kichol by zdrajc, takim samym jak Pravuil, i
pozostawa na usugach Potomnych Dni?
Arthur przezwyciy jednak lk i szed dalej. wiato
nareszcie zaczo si rozmywa i co si zmienio. Otoczy
338

go inny blask. Tym razem ty. Dobiegy go take


odlege dwiki. W ciszy zabrzmia terkot helikoptera,
dalekie wycie syren. Poczu, e trudniej mu si oddycha.
Nie bardzo, tylko troch, jakby odrobin zapierao mu
dech.
Biae wiato zniko cakowicie, zastpione przez
intensywne promienie soneczne. Arthura otoczyy haasy
miasta objtego kwarantann. Zacisn powieki i
przysoni twarz doni. Sta na jednej z podmiejskich
ulic, przed domem o wieo pomalowanych drzwiach
garaowych.
Opuci do i otworzy oczy. Nie byo ju Domu, a na
jego miejscu znowu stay normalne budynki, ktre
znajdoway si tam wczeniej. W oddali unosiy si do
nieba kby dymu, a wokoo fruway helikoptery. Ze
wszystkich stron dobiegao wycie syren.
Na widok pdzcego ulic samochodu Arthur
przykucn za niskim krzewem, ktry okaza si bardzo
mizern kryjwk. Samochd zblia si jednak zbyt
prdko, by chopak mia czas na poszukiwanie lepszego
miejsca. Nawet gdyby si okazao, e to radiowz, mia
nadziej, e policjanci po prostu zawioz go do Szpitala
Wschodniego, skd bdzie mg wyekspediowa
Nocnego Tpiciela.
W nastpnej chwili rozpozna auto. By to stary,
niebieski grat Erica, ktry pdzi prosto do domu.
Arthur wsta i pomacha rk. Przez moment
wydawao si, e brat go nie zauway, ale zaraz potem
339

samochd zahamowa z piskiem opon. Spod jego tylnych


k wydoby si dym. Eric zazwyczaj nie jedzi w taki
sposb, ale sytuacja bya nietypowa.
- Arthur! Co ty tutaj robisz? - krzykn chopak i
wystawi przez okno gow z jasnymi wosami. Wskakuj!
- Id do domu - wyjani Arthur, wsiadajc do
samochodu. - A ty?
- Byem na indywidualnych zajciach w miejskim
orodku sportowym - oznajmi Eric i ruszy. - Tam si
dowiedzielimy, e w szkole wybuch poar.
Natychmiast pojechaem na miejsce, ale mnie zawrcono i
kazano mi w cigu p godziny wrci do domu. Po
drugiej
zamierzaj
strzela
do
wszystkich
nieuprawnionych pojazdw i do pieszych! Totalna
kwarantanna!
- Z mam wszystko dobrze? - spyta Arthur. - Co z
innymi? Ktra godzina?
- Nie wiem. - Eric pokrci gow. By w szoku, Arthur
od razu to zauway. Nawet nie spyta, w jaki sposb
bratu udao si opuci szko. - Godzina? Hm, za
dwadziecia pi druga. Zdymy bez trudu.
Arthur usadowi si na fotelu i poprawi pas
bezpieczestwa, kiedy samochd w zawrotnym tempie
bra przedostatni zakrt w drodze do domu. Chopak
sprawdzi, czy Nocny Tpiciel bezpiecznie tkwi w
kieszeni. Wiedzia, e nie bdzie mg go uy jeszcze
przez co najmniej dziesi godzin.
340

W tym czasie wiele si mogo zdarzy. Ludzie


prawdopodobnie umierali, a Nocny Tpiciel nie mia
mocy przywrcenia im ycia. Arthur nie pomyla o tym,
gdy by zbyt przejty pragnieniem powrotu do domu.
Sdzi, e to ju koniec caej historii. Tymczasem
pokonanie Poniedziaka wcale nie oznaczao kresu
problemw. Wci byo sporo do zrobienia.
Poczu dusznoci i instynktownie sign po inhalator.
Nie znalaz go jednak. Omal nie wpad w panik, lecz
nagle uwiadomi sobie, e wcale go nie potrzebuje. Nie
oddycha z tak swobod i atwoci jak w Domu, ale
jego puca pozostaway sprawne. Mia lekk zadyszk
oraz czu dziwny ciar z jednej strony klatki piersiowej,
jakby do lewego puca wpadao wicej powietrza, ale
poza tym wszystko byo dobrze.
Eric nie zaparkowa przed drzwiami wejciowymi do
domu, tylko gwatownie zatrzyma auto na ulicy. Obaj
wyskoczyli i pognali po schodkach. Przed drzwiami
wpadli na Boba i Michaeli, ktrzy zbiegli z pitra, aby
sprawdzi, kto przyjecha, wymienili szybkie uciski i
wszyscy poszli do studia ojca. Gdziekolwiek mieszkali,
zawsze tam organizowali rodzinne narady i wane
uroczystoci.
- Emily miewa si dobrze - wyjani na wstpie Bob. Ale sytuacja wyglda nieciekawie. Prawdziwa epidemia.
Nie wiadomo, co to za choroba, skd si wzia, a nawet
czym grozi.
- Mama j rozpracuje - owiadczya Michaeli. Eric
341

pokiwa gow.
Bob zauway, e Arthur milczy. Wycign rk i
poklepa najmodszego syna po ramieniu.
- Mama sobie poradzi - zapewni go. - Wszyscy
wyjdziemy z tego bez szwanku.
- Tak - mrukn Arthur i znowu dotkn kieszeni.
Dlaczego, dlaczego nie zada czego, co od razu
powstrzyma zaraz? Przez dziesi godzin wszystko si
moe wydarzy. Sam moe zachorowa i zapa na
piczk.

342

Rozdzia 29
Nastpne dziesi godzin duyo si Arthurowi tak
jak jeszcze nigdy w yciu. Przez pewien czas chopiec
siedzia w studiu i sucha, jak Bob gra na pianinie,
powtarzajc cigle t sam melodi. Razem z Michaeli
oglda program informacyjny w telewizji, ale nie mg
znie wiadomoci o zachorowaniach oraz o prbach
przerwania kwarantanny. Co godzin pojawiay si
doniesienia o nowych przypadkach miertelnych. Jak
dotd, umierali wycznie bardzo starzy ludzie, ale ten
fakt nie uspokaja Arthura. Czu si odpowiedzialny za
mier tych osb.
Wreszcie poszed do swojego pokoju i pooy si na
ku. Czerwone, lakierowane pudeko stao na jego
biurku, obok lea Atlas. Arthur nawet nie mia ochoty do
niego zaglda. Wycign z kieszeni Nocnego Tpiciela i
postawi go sobie na doni. Konik by dosy spokojny,
cho od czasu do czasu robi kilka krokw lub opuszcza
gow i skuba do chopaka.
W kocu Arthur zasn, wbrew wasnej woli. W jednej
chwili by przytomny, w nastpnej ju spa.
Spa! Gdy usiowa si ockn, w jego gowie
rozdzwoniy si wszystkie budziki.
A jeli przegapiem pnoc? Moe bd musia czeka
343

cay dzie, do jutrzejszej nocy? Umrze jeszcze wicej


ludzi! Mama moe umrze!
Arthur krzykn i gwatownie zerwa si z ka.
Panoway nieprzeniknione ciemnoci, w ktrych wida
byo tylko powiat cyfrowego zegarka. Usiowa
odczyta godzin, cho sen nadal przytpia mu zmysy
Dwudziesta trzecia pidziesit sze! Mia jeszcze czas!
I znowu wpad w panik. Lea pod kodr. Z
pewnoci Bob znalaz go i przykry. Nocny Tpiciel
znikn z jego doni!
Arthur wyskoczy z ka i wczy wszystkie wiata,
potem zdar kodr z materaca. Konik musia by blisko.
Moe Bob zabra go na d? A jeli to Michaeli...
I wtedy Arthur go zauway. Sta swobodnie na
polakierowanym pudeku i przebiera nogami, gotowy do
pracy.
Chopiec nie przypomina sobie, by kiedykolwiek
odetchn z wiksz ulg. Wycign rk i podnis
zwierztko, ktre cofno si na jego doni i zarao
nerwowo.
Zanis stworzonko do okna. Gdy podnosi
przesuwan szyb, Nocny Tpiciel sta si jeszcze bardziej
niespokojny.
- miao - powiedzia cicho Arthur i rozchyli do.
Czarny konik skoczy w noc. Arthur zauway, e
lecc ku niebu, zwierztko zaczo rosn. Roso, roso i
roso, a wreszcie same kopyta stay si wiksze ni dom.
Nocny Tpiciel zara, a jego gos przypomina grzmot,
344

od ktrego trzsy si okna i dray podogi. Zatoczy


koo wysoko w powietrzu i zanurkowa. Z jego falujcych
nozdrzy wydobyy si silne podmuchy zimnego wiatru.
Wiatr przewrci Arthura na ko. By zimny, lecz w
przyjemny sposb, cudownie oywczy. Chopak poczu,
e wracaj mu siy, a cae jego ciao przenika miy
dreszcz. Byt to oddech czystego, emocjonujcego ycia,
tryskajcej energii, prostej radoci pyncej z szybkiego
biegu.
Arthur podbieg do okna w chwili, gdy Nocny
Tpiciel galopowa wysoko nad miastem, a jego wiey,
oywczy oddech porusza limi na drzewach, wstrzsa
znakami drogowymi i zamiata wszystko, co leao na
ulicach. Gdziekolwiek
powia, uruchamiay si
autoalarmy, a wiata zapalay si i gasy falami.
Nocny Tpiciel budzi wszystko i wszystkich do ycia.
Arthur usysza dzwonek telefonu na parterze.
Wybieg z pokoju i wpad na Michaeli oraz Erica, ktrzy
rwnie wyskoczyli na korytarz. Razem pognali po
schodach, do gwnego salonu. Bob ju tam by,
cakowicie ubrany i niespokojny. Powoli odoy
suchawk i umiechn si do dzieci.
- Dzwonia Emily. Zidentyfikowali struktur
genetyczn wirusa - oznajmi, a w kadym jego sowie i
gecie wyczuwao si ulg. - Opracowanie szczepionki to
kwestia dni. Prawdopodobnie jednak wirus nie jest tak
niebezpieczny, jak si z pocztku wydawao. Mnstwo
pacjentw odzyskuje wiadomo.
345

Arthur umiechn si z wyran ulg. Nareszcie


koniec.
Wtedy usysza inny dzwonek telefoniczny. Nikt nie
zareagowa i przez chwil zdawao mu si, e to wytwr
jego wyobrani. Odgos nasili si jednak, a Bob, Michaeli
oraz Eric wci nie zwracali na niego uwagi. By to
staromodny, brzczcy dzwonek, nie elektroniczny
wiergot. Co podobnego Arthur sysza tylko w Domu...
Z pewnoci chodzio o telefon w czerwonym,
polakierowanym pudeku.
Chopiec spojrza na cienny zegar, ktrego minutowa
wskazwka z cichym ykniciem przesuna si odrobin.
Bya minuta po pnocy.
Nadszed wtorek.

346

Centres d'intérêt liés