Vous êtes sur la page 1sur 282

JOANNA CHMIELEWSKA

(NIE) BOSZCZYK MĄŻ

WSTĘP

Jeśli ktoś nie jest, na przykład, nieudacznik, to co on jest? Udacznik. Czyż nie?
Jeśli nie jest niemrawiec, to chyba mrawiec...?
A jeśli nie jest bezduszny, znaczy: duszny.
Ewentualnie nie jest bezpieczny, zatem powinien być pieczny...?
Proszę bardzo, oto dalsze przykłady:
NIE - BEZ -
dojda myślny
dorajda radny
zdara domny
chluj nadziejny
dolega pośredni
uk względny
samowity ładny
zguła nogi
Wyraźnie z powyższego wynika, że jeśli jakiś mąż nie został nieboszczykiem...
NIE - boszczyk,
wobec czego:
BOSZCZYK MĄŻ

Malwina Wolska siedziała przy oknie w salonie swojego pięknego domu, zapatrzona
w potoki deszczu, i obmyślała zbrodnię.
Długo bardzo ta zbrodnia jakoś nie przychodziła jej i do głowy, dopiero teraz nastąpił
błysk i okazało się, iż stanowi jedyne rozsądne wyjście. Jasne, oczywiście, lego podleca
trzeba po prostu zabić.
Podlecem był jej mąż.
Dokonawszy odkrycia przed pięcioma minutami i w mgnieniu oka podjąwszy decyzję,
Malwina poczuła dreszcz emocji. Otóż tak, znalazła rozwiązanie. Skoro on sam z siebie nie
chce zapaść na żadną śmiertelną chorobę, a nieszczęśliwe wypadki starannie go omijają,
należy pomóc losowi i nie kto inny musi to zrobić, tylko ona sama. Niestety, osobiście.
Inaczej zostanie pozbawiona wszystkiego. Całego mienia, rosnącego i gromadzonego
od dwudziestu lat. Teoretycznie połowy, ale już on się postara wydrzeć jej wszystko albo
prawie wszystko i zostawi ją na kruchym lodzie w charakterze starzejącej się ofiary. W ten
sposób resztę życia będzie miała nieopisanie uciążliwą i w ogóle zmarnowaną.
Nie widząc strumieni wody, lejących się z nieba, z miejsca przystąpiła do przeglądu
możliwości, pchających się nachalnie, acz na razie jeszcze nieco chaotycznie. W zaczynające
migać jej przed oczami obrazy wdarł się nagle jakiś dźwięk.
- Czy pani chce to wszystko poddusić? - spytała, zaglądając do salonu, Helenka, tak
zwana pomoc domowa.
- Tak - odparła Malwina mściwie i bez sekundy namysłu. - Udusić. Całkiem.
- To ja wiem. Ale czy poddusić trochę już teraz?
- Im prędzej, tym lepiej. Od razu.
Helenka odczekała jeszcze chwilę, ale więcej poleceń nie było. Jej chlebodawczyni
nadal wpatrywała się w okno, a ciche mamrotanie, które wydawała z siebie, nie mogło chyba
dotyczyć zabiegów kulinarnych! Brzmiało jakby “sznurkiem”, “gazem”, “żyłką...”, i jeszcze
jakieś “cztery minuty”, więc z podduszaniem potrawy nie miało nic wspólnego, bo cztery
minuty to nonsens. Za mało. Helenka wzruszyła ramionami.
- Na małym ogniu postawię - oznajmiła i podążyła do kuchni.
Malwina Helenki nawet nie zauważyła, tak jak nie dostrzegała deszczu, i nie miała
pojęcia, że odbyła jakąś rozmowę. Przed jej oczami trwał ten podlec mąż. Karol.
Wstrętnego Karola już dawno miała dosyć, a od wczoraj stał się jej wrogiem
śmiertelnym. Wczoraj wymówił potworne słowo. Rozwód.

O nie, rozwodu Malwina wcale nie chciała. Nic dobrego by jej z niego nie przyszło,
zostałaby sama, bez pieniędzy, bez domu, bez żywego człowieka przy boku, skazana na samą
siebie i możliwe nawet, że na pracę zarobkową. Alimentów nie dostałaby żadnych, ponieważ
dzieci nie ma, sama zaś jest zdrowa, młoda... no, młoda jak młoda, w każdym razie w wieku
produkcyjnym, i nic nie stoi na przeszkodzie, żeby się wzięła za robotę. Ciekawe, jaka robota
dałaby jej bodaj jedną dziesiątą tego, czym dysponuje w tej i chwili... A ta połowa mienia
okazałaby się śmiesznym drobiazgiem, wystarczającym może na rok, góra dwa lata. I co
potem?
I gdzie właściwie miałaby mieszkać?
Gdyby zaś ten łajdak tak sobie zwyczajnie umarł, dziedziczyłaby po nim wszystko, bo
innych spadkobierców nie było, cały majątek musiałby się ujawnić i egzystencja nie uległaby
żadnej zmianie. Nie, owszem, uległaby. Na lepsze. Nareszcie nie musiałby żebrać o
pieniądze, mogłaby nimi dowolnie dysponować, bez awantur, łez, krzyków i wyrzutów. I
panowałaby finansowo nad Justynką...
Rozwód niweczył wszystko.
Osobowość Malwiny Wolskiej w gruncie rzeczy nic była zbyt skomplikowana i żadnej
wielkiej zmianie z wiekiem nie uległa.
Niegdyś młoda i wdzięczna dzieweczka promieniała urokiem i tryskała radosną
lekkomyślnością. Pieniądze jej nie obchodziły, zawsze ktoś za nią płacił, a rodzice pchali w
dwie córeczki wszystko, co mieli, sobie od ust odejmując. Szkołę średnią skończyła
niechętnie i z ogromnym trudem, żadnych studiów nie planowała, bo nie istniał na świecie
zawód, który miałaby ochotę wykonywać, chciała natomiast wyjść za mąż, błyszczeć modą,
być wielbiona, zażywać rozrywek i czytać książki. Także oglądać telewizję, plotkować z
przyjaciółkami i w ogóle, robić, co jej się spodoba.
Posiadała jednakże dwa talenty, którymi obdarzyła ją litościwa opatrzność. Umiała
mianowicie gotować, jakoś tak, sama z siebie, z natchnienia, i nawet lubiła to zajęcie, ponadto
miała znakomite wyczucie kolorystyki. Obie te zalety okazały się przydatne, dały jej męża.
Dwadzieścia lat temu poślubiła Karola nie dla żadnych pieniędzy, tylko tak jakby z
miłości, chociaż fakt, że nie żył w nędzy, miał swoje znaczenie. Był przystojny, wzrostu
więcej niż średniego, szczupły, błyskotliwy, inteligentny, nieco ironicznie dowcipny, pełen
inicjatywy, pracowity, zaradny i szaleńczo w niej zakochany. Możliwe, że to zakochanie w
pewnym stopniu sama w niego wmówiła i postarała się o rezultat konkretny, Karol bowiem
do małżeństwa nie rwał się z dziką namiętnością i uległ jakby trochę przez rozum, aczkolwiek
kochał ją ogniście. Nie cierpiał dzieci i pod tym względem zgadzali się doskonale, Malwina

nie chciała mieć żadnych dzieci, bo dzieci oznaczały uciążliwe obowiązki i wyrzeczenia.
Nienawidziła wyrzeczeń.
Despotyzm Karola ujawnił się dopiero po ślubie i był to rodzaj despotyzmu jakby
mocno mieszany, częściowo całkiem przyjemny, a częściowo obrzydliwy i nieznośny.
Chociażby rachunki. Wszystkie załatwiał sam, Malwina nie miała prawa nawet na nie
spoglądać i ogromnie była z tego zadowolona, ponieważ nie cierpiała liczenia. Żadnego.
Nawet bielizny do prania, nawet posiadanych szklanek i kieliszków, nie wspominając o
pieniądzach albo, na przykład, kaloriach. Była zdania, że od samego liczenia nikomu niczego
ani nie przybędzie, ani nie ubędzie, po cóż zatem zadawać sobie ten wstrętny trud.
Zabraniał jej zajmować się polityką. I doskonale, Malwina znała się na polityce jak
kura na pieprzu i nie miała najmniejszej ochoty wnikać w jej tajniki. Zabraniał pracować
zarobkowo poza domem. Jeszcze lepiej, wcale nie chciała, a dyscypliny pracy w ogóle nie
trawiła. Zabraniał bywać gdziekolwiek i wyjeżdżać dokądkolwiek samej, bez niego, co w
całej pełni odpowiadało jej chęciom i życzeniom. Żądał urody, kategorycznie wymagał, żeby,
gdziekolwiek się znajdą, ona właśnie była najpiękniejsza, a w każdym razie najbardziej
zadbana i najlepiej ubrana, to zaś wymaganie Malwina gotowa była zaspokajać wręcz w
upojeniu.
Jedynym miejscem, do którego nie pchał się razem z nią, były sklepy. Zakupów
musiała dokonywać samodzielnie, i to wszystkich, spożywczych, odzieżowych i domowych.
Czyniła to z dreszczem szczęścia w sercu, te kiecki, pantofelki, żakieciki i szlafroczki, te
krawaty, sweterki, koszule i gacie, te starannie dobierane męskie skarpetki i damskie rajstopy,
te kosmetyki, ręczniki, lampy stojące i zasłony do okien wprawiały ją w stan euforii
niebiańskiej. Szczególnie, że Karol płacił za wszystko. I na wszystko się godził, nie grymasił i
nie protestował.
Jednakże, niestety, domagał się zarazem czegoś ekstra, mianowicie posiłków.
Codziennie i punktualnie. Ta codzienność i punktualność zawisła Malwinie kamieniem u szyi,
zważywszy jednak ogólne upodobanie do zajęcia, dała mu jakoś radę. Tknięta ambicją,
jednym gestem i bez zastanowienia, z byle czego robiła arcydzieła, przez Karola niezmiernie
wysoko cenione. Kochał ją wtedy płomiennie i bez granic...
Sielanka trwała trzy lata.
Malwina sama nie była pewna, kto pierwszy zaczął się zmieniać. Możliwe, że to ona
zaprotestowała przeciwko obcym jej obowiązkom przy tym cholernym domu.
Dom należał do Karola. Dwa lata przed ślubem odziedziczył go, w stanie ruiny, po
przodkach. Budowla wymagała rzetelnego remontu i licznych zmian i w pierwszej chwili

nie zaś rudery na odludziu. iż niepotrzebnie. Ku jej zdumieniu i oburzeniu wcale nie chciał płacić tyle. posiedzieć przed ekranem. w sposób rażący. iż na tempo wzrostu roślin nie miała najmniejszego wpływu. okna w sypialni zostawiła za małe. Przeprosili się wzajemnie. Były to przeprosiny ostatnie. Malwina na budownictwie nie znała się wcale. garkotłuków i nierobów. nie taka glazura w łazience. ale. bo Karol nie miał czasu. gdzie nawet nic nie jeździło i żadnej przyjaciółce nie było po drodze. że do mężczyzny trafia się przez żołądek. a w dodatku. że zaprotestowała nieco zbyt energicznie. Zważywszy. a podejmować musiała jakieś okropne decyzje w niezrozumiałych dla niej kwestiach. wszystkie pretensje wydały jej się niesłuszne i niesprawiedliwe. a chciała sobie zrobić pasemka. osobiście sprawdzić świeżo wymienione armatury. że musiała poddać się odrażającym obowiązkom. ale sam fakt. Posiadał już na własność i sam prowadził ogromne przedsiębiorstwo budowlane. żeby ze stanowiska bóstwa domowego skopywać ją na etat sprzątaczki w przedsionku świątyni! Oszalał z pewnością. triumfujące pokazanie stało się dla jej duszy niezbędne. Spragniona była apartamentu w środku miasta. wyprowadził ją z równowagi. poza tym gdzie ten żywopłot?!!! Żywopłot przesądził sprawę. nie wiadomo dlaczego i jakim sposobem remont spadł na nią. Przez ten żołądek zatem chciała go ugodzić. żeby mu jeszcze kiedyś pokazać. Protesty nie pomogły. żeby jej wytykać brak wyższego wykształcenia.. Babcia mówiła. no owszem. żeby wypominać wydawane na nią pieniądze. chyba nie najszczęśliwiej wybrana. w dodatku zaczął je krytykować. Nie takie płytki tarasowe. polegający na tym. ale reakcja Karola stanowiła przesadę niebotyczną. nawaliła fryzjerowi. ostatecznie. Co pokazać. z dnia na dzień. nie było kiedy obejrzeć czasopisma. kawiarń i rozmaitych rozrywek. nie z tej strony bicz wodny. też się przecież jakoś liczyła! Możliwe również. z miesiąca na miesiąc i z roku na rok zaczęło być coraz gorzej. dopilnować ułożenia klinkieru. rozkwitające coraz bujniej i w coraz szerszym zakresie. obficie nawożona urażoną ambicją. Kto to widział. Ironia losu.Malwina wcale nie chciała tam zamieszkać. Przeprosił ją potem. . czekać na dostawę nowych klepek. Możliwe. Umówić się z nikim nie mogła. zagnieździła i bujnie rozkwitła zaciętość. Miała to jednakże być tylko demonstracja. nie bardzo wiedziała. Od tej awantury. blisko sklepów.. żeby wściekle syczącym tonem wyzywać ją od kucht. Swoje obowiązki spełniała perfekcyjnie. W Malwinie zalęgła się. garaż na dwa samochody za wąski. Karol natomiast płacił.. ile jej wymagania musiały kosztować. ale rzetelne. zaniedbała kwestię żywienia. że ona wymagała.. kretyński pomysł. na wszelki wypadek bowiem chciała być niezastąpiona. Z robotnikami od razu popadła w konflikt.

W mgnieniu oka Malwina zdecydowała się zabrać dziewczynkę do siebie i wychować. więcej zaś rodziny nie było. Justynka była siostrzenicą Malwiny. była apodyktyczna i koniecznie chciała kimś rządzić. Justynka nie została na zerze. trwało prawie do rana. W gruncie rzeczy. a tu proszę. spłakana Justynka na szczęście spała i nie słyszała ani słowa. nie dość mu było głupich żądań w domu. Karol w pierwszej chwili nawet był za. dzieckiem wówczas ośmioletnim. jak nie jedyna siostra matki. szwagier rozmaite zasoby posiadał. kiedy pojawiła się Justynka. tylko jadowite. rychło jednakże zauważył. cackania się z nim jak ze śmierdzącym jajkiem. ale w Malwinie zaciętość się ugruntowała. Co prawda. wydawało się. Nie od razu. nadął się ważnością do wypęku. Mogła spełnić tę groźbę. towarzystwie. z mglistą myślą o jakiejś przyszłej usłudze. jednym ciosem. z niej usiłował zrobić niewolnicę. kiedy Malwina spotkała się ze skrzywieniem na tle opłaty za jej jazdy konne. pomocy. że Karol ma poglądy podobne. co znaczą pieniądze. Wymaganiami zgoła wystrzelił. bo dziadkowie już nie żyli.spożywczej. W dodatku dziecko w tym wieku już nie było kłopotliwe. nie najlepiej jej te jazdy wychodziły i coraz mniej chętnie wsiadała na konia. przeciwnie. a kto miał to zrobić. tylko sprzątaczkę. Dwa lata nie minęły od tej awantury budowlano . W kwestii nowego futrzanego żakiecika zachował kamienne milczenie. Karola natomiast amok niepojęty opętał. Nie było później awantury. Należało jej pomóc. Kolejny skok w dół nastąpił. nie wiedząc o tym. pełnej obsługi. . ale bardzo szybko. ale na najbliższe dziesięć lat nie mogło tego wystarczyć. jakie zrobił. a Karolem się nie dało. i namiętnie zapragnęła mieć własne. ale jednak. kąśliwe i ohydne uwagi. które zatruły jej całe popołudnie i wieczór. Siostra i szwagier stracili życie w katastrofie lotniczej w Lesie Kabackim i Justynka została sama.. przez co nagle znalazła się bez grosza i na obiad mściwie podała kefir z kartoflami. nie tak jeszcze dawno w pełni przez niego aprobowane. zaraz za ich ogrodzeniem rosły pokrzywy. Na kosmetyki Karol warknął. przyjąwszy do wiadomości łzawy i pełen goryczy komunikat. jakaś przyzwoitość jeszcze w nim istniała. pieniądze wskoczyły na ring.. córka odziedziczyła po rodzicach trzypokojowe własnościowe mieszkanie. musiała kupić ten żakiecik za pieniądze na życie. mogło okazać się przydatne i użyteczne. dochodzącą dwa razy w tygodniu. Zimne piekło. odrobinę biżuterii i coś tam na koncie w banku. niczym jakiś balon potworny. to jeszcze popadł w skąpstwo. że dziecko kosztuje. iż nazajutrz będzie sałatka z pokrzyw. bogata z męża. jednakże zapłacił. łatwych do uzyskania za darmo. Zapłacić. Nagle dotarło do niej. a nie mieli jeszcze wtedy stałej gosposi...

Malwina i arytmetyka. uczyła się doskonale. żebym ci mogła nimi wypchać materac. Prowadziła te rachunki przez całe dwa dni. zbytnio mu nie przeszkadzała. mogłaby nawet kupić sobie odzież. żyłowany jest. Utrzymanie nie liczyłoby się. Ciężko pracuje dla siebie. Zsiniał tak. Jakąś tam kretyńską pracą umysłową. Z biegiem czasu robiło się coraz gorzej na wszelkich frontach.Ale musisz je przynieść w gotówce. żeby karmić cudze dzieci. a w dodatku przestała być wśród nich najpiękniejsza i najważniejsza. Nie kochały się wzajemnie. Też mi przyjemność. źle ją traktował. Teraz zaś stać ich na to. . gości i wizyty. po pięciu w domu chciał mieć spokój. że żrą jak wołoduchy. ale on nie widzi powodu.. nie lubił gości. siadał w gabinecie i zajmował się nie wiadomo czym. Sama Justynka.. że aż się przestraszyła. Malwina lubiła towarzystwo. na złość Karolowi. razem z łazienką.! Odmawiał uczestnictwa w rozrywkach. . jego pieniądze.powiedziała wtedy z gniewem Malwina. ale Malwina. szczególnie że grono przyjaciółek i znajomych dziwnie się skurczyło. zadeklarował zgodę na utrzymywanie Justynki. co nie przeszkadzało kąśliwym uwagom i oporom w dawaniu pieniędzy. żeby nakarmić i ubrać jedną spokojną. co jakoś wcale jej się nie podobało. Przez Karola. żeby zobaczył. Karol też w tym gustował z początku. po czym uznała. Malwina doszła do takiego rozstroju nerwowego. Może Malwinę stać na to.. jako taka. Z czterech pokoi gościnnych na górze dostała dla siebie jeden. Karol znienacka zachował się tak. grzeczna była. inteligentna. w wieku dorosłym. rozrywki w licznym gronie. ma prawo nimi dowolnie dysponować! Z jakiej racji ma płacić na czyjegoś bachora. więc właściwie niczym nie wchodziła w paradę. a potem jakoś mu przeszło. a może ma na oku całkiem co innego. Malwina zaczęła wszędzie chodzić sama. Nazajutrz się uspokoił.. bale. a nie dla całego świata. co Justynka jada i ile to kosztuje. że dochód z wynajęcia powinien być odkładany i kumulowany na przyszłe potrzeby dziecka. Po czterech latach małżeństwa już kręcił nosem na wszystko.. wyzyskiwany odrażająco.Śpij .. nie stwarzała żadnych problemów. mieszkanie po rodzicach zostało wynajęte za godziwą sumę i Justynka z tego miałaby co jeść. taniec. a może te pieniądze potrzebne mu są gdzie indziej. że woli się zaraz powiesić. z pewnością. Uwielbiała rozmaite spotkania. drogo kosztują i marnują jego czas.. zdrową dziewczynkę. jakby ta Justynka ostatnią kromkę chleba od ust mu odjęła. że wręcz była gotowa prowadzić rachunki. a inni za nim.!!! . uparła się.. a może on nie chce. dyskoteki. jakimiś wyliczeniami. tyle że trochę kosztowała. a może chce na nich spać. twierdził.

piżamę. Nie pozwalał niczego sobie opowiedzieć. Nie. chce tego seksu czy nie. chociażby po to. więc pewnie nad jakąś wodę. Którymś tam zmysłem Malwina wyczuła że zaczynają się przy nim plątać podrywki. nie pozwalał jej się odezwać. względnie pokój w motelu. chociaż ciągle jeszcze mógł się podobać.? Robił się coraz gorszy.. zajęty był robieniem pieniędzy. zazwyczaj było to coś.. że mu smakowało. Ponadto przestał ją kochać ogniście. nie wiadomo kiedy i dlaczego. krytykował głośno i nietaktownie. Nie chciał z nią tańczyć. ciekawe gdzie. Więc właściwie o co tu chodziło. Zabrał zwyczajną odzież. co kupują futra i diamenty. jadł. jeśli już się między nimi znaleźli. jej samej stękanie się z jakiejś głębi wyrywało. dokąd go diabli zanieśli? Zabrał narty. przerywał w pół słowa. skąd.. zgodziłby się może zapłacić za kolację. ale nic więcej. Jeść.. Zabrał smoking na przykład. Jeśli w ogóle reagował czymkolwiek. jeden garnitur. ale rozmaite pijawki wywęszyły jego pieniądze i przystąpiły do akcji kusicielskiej. czasem dwie. jego upodobania spożywcze miały szeroki zakres. nie zawsze. czasem jedną. traktował ją skandalicznie. pod warunkiem. trzy koszule. Nie odpowiadał na pytania. w dodatku walizki pakował sam. żeby mu mogła odmawiać! Tymczasem nie rwał się wcale. Rozmawiać natomiast nie chciał. Z rosnącą przyjemnością. męczące to było i uciążliwe. Nie leciał na baby. Znienacka. Owszem. krótko mówiąc. Karol był gruby i sapał. co doprowadzało do tez i rozstroju nerwowego.. Tylko po bagażu mogła się zorientować. Ostatnimi czasy coś się zmieniło na gorsze. Jednakże powinien był rwać się ku niej bez względu na tuszę. Na sukcesy nie bardzo mogły liczyć. . Wśród ludzi. Nie żeby nagle sam dostał jakiegoś szału. I oczywiście mniej atrakcyjny.. dokąd jedzie. znaczy. Żadne dziwki nie wchodziły w rachubę co najmniej przez dziesięć lat. Karol nie był z tych. do Płocka czy do Kairu. Omijał ją przy nalewaniu wina. a może nawet piętnaście. że chyba w góry? Zabrał płetwy i maskę. Prawdopodobnie spotkanie w interesach. po czym Malwina usiłowała odgadnąć cel podróży. Z tym nie było kłopotu. Tak znowu bardzo Malwina na ten seks nie leciała. istny pień! Wychodził i wracał bez słowa wyjeżdżał bez uprzedzenia. co ją irytowało wprost nieopisanie i sama przestawała być pewna. wszelkie uwagi pomijał milczeniem. Wyrywał jej z ust papierosa. poza milczeniem. ale dzięki nim z roku na rok robił się coraz grubszy. że gdzieś się wybiera. robił z niej idiotkę. czego brakuje. sprawdzając. nie mówiąc.

Rozwód. Pewność! Wbrew konfliktom. jak i za dwa tygodnie. gdyby nie ten upiorny pomysł Karola. Kawę i herbatę donosiła bez żadnych pytań i bez względu na jego aktualne chęci. można jej zazdrościć. że trochę była rozrzutna. bezkrytyczne wielbienie żony było jego obowiązkiem biologicznym! On zaś wracał znienacka o najdziwaczniejszych porach. że nie ma pojęcia. tak jadowicie i kąśliwie. Malwina nie mogła zaznać. . że wchodzi na coraz wyższy poziom. ponieważ przez całe lata miała nadzieję. rozpoczęła wojnę podjazdową. a dom jest obciążony hipoteką. dopóki on go nie zasilił. A zasilał tak. Spróbowała przestać się do niego odzywać. żeby sobie coś kupić. wydawało jej się. Miała. że będzie wręcz odwrotnie Co tam nadzieję. Podział mienia. z gromkim hukiem i rumorem albo przeciwnie. elementarnej pociechy. No owszem. że on nic nie ma. udowodnić. Albo jeszcze coś gorszego. Od razu okazałoby się. w dołku coś okropnie gniotło a ciężka krzywda pożerała organizm. podziwiać ją. że jej gust przez wszystkie wspólnie spędzone lata był przez niego w pełni aprobowany. ale było to ponad jej siły. wszystko byłoby doskonale źle. Koszule. przeciwnie. na które nic nie wpływało. I oczywiście. Narty i płetwy stwarzały nadzieję na kilka dni świętego spokoju. że się niedobrze robiło. że jest bezmyślnie rozrzutną idiotką. jak tylko zdołała. nie można do tego dopuścić. To znaczy nie. krawaty i skarpetki dobierała fanaberyjnie. Głupio jej było przyznawać się. Mowy nie ma. I wszystko byłoby dobrze.. oszalał chyba. co niekiedy zmuszało go do wściekłych syków protestu. możliwe. znieważyć. Krótko mówiąc. wedle własnego gustu. rzeczywiście. ale już smoking nic nie znaczył. Mówiła zatem do Justynki. albo nawet do Helenki. Dwunastnica zwijała się jej w ósemki. dla męża jest niezastąpiona rola bóstwa należy jej się wręcz przyrodniczo. jakby specjalnie chciał ją zmusić do żebraniny. gdzie przebywa jej mąż i kiedy wróci. jemu zaś posiłek podawała w milczeniu. złośliwie nie zostawiał pieniędzy. I nawet tej prostej. rzecz jasna. co najmniej trzy. a rozkwitająca dziarsko nienawiść podtrzymywała ją na duchu. zapomniawszy. Ze smokingiem mógł wrócić równie dobrze nazajutrz. Mimo wysiłków wyrywała się z niej wstydliwie ukrywana prawda łzy kręciły się w oczach.. nie bacząc na sens.. Nie znała dnia ani godziny. ale przenigdy lekceważyć! A już szczególnie Karol. cichutko i podstępnie.! Przekonanie. to liczenie jej nie wychodziło. wyjeżdżając.. tak samo jak on do niej. własne konto... i natychmiast żądał posiłku.

Obiad jednakże był w pełnym toku. Trzeba go po prostu zabić. obudziła w jego pamięci obrzydliwości. Tylko na Wandzię. Spotkali się wszyscy trzej dla sfinalizowania znakomitego interesu.powiedział z politowaniem Krzysztof Burkacz do swojego przyjaciela. Rozwód jął ostatnio stanowić niemiłą zgryzotę Karola. . że odziedziczyłeś coś po przodkach i w chwili ślubu spisaliście intercyzę. czy nie.. Mogli spożyć cały posiłek spokojnie i w przyjemnej atmosferze. . siedział Karol Wolski i słuchał rozmowy swoich kontrahentów. ale wspólne życie organizować potrafiła doskonale. Wcale go nie chciał. . że szczytów intelektu sobie nie bierze. *** . a naprzeciwko nich. przy tym samym stoliku.No coś ty . Wychodzi się z założenia. Tymczasem było wręcz odwrotnie. że ułatwiała ci pracę. wpatrzoną w niego niczym w obraz święty. Żaden mąż nie zrobi majątku bez pomocy żony. ale przeleciało mu takie słowo przez myśl. smukłą. dopieprzając barszczyk w filiżance. o których w trakcie rozważania kwestii zawodowych postarał się zapomnieć. Inaczej masz przechlapane.To się wstrzymaj z rozwodem. . Ożenił się kiedyś z uroczą.Mała różnica. A jeszcze na dzieci będziesz płacił alimenty.skrzywił się Romek i swój barszczyk dla odmiany dosolił.. Romka Matuszewicza. Akurat mi nie na rękę cokolwiek teraz dzielić.No to nie ma siły. Potem dopiero wyszedłem do przodu. nie miał o czym ględzić. A ona wazon kryształowy. . zajmując się całą drugą stroną życia i wychowując dzieci. .Jaką tam intercyzę . pertraktacje przebiegły zaskakująco pomyślnie i właściwie zakończyli je zaraz po przystawkach. i przedwojenną ciupagę. O ile oczywiście treść ich pogawędki sprawiałaby Karolowi jakąś przyjemność.W świetle prawa cały dorobek jest wspólny. głupio byłoby zatem zrywać się z krzesła i wybiegać.Na Michałka nie. taki dosyć byle jaki.Cholera. czy ona pracowała zawodowo. Wiedział doskonale.Po przodkach miałem zbiór znaczków. bo już skończył studia i poszedł do pracy. zepsuty antyczny zegar i wałek do ciasta. . bez względu na to. wymagającego niezłych nakładów finansowych. Chyba. tylko o swoim rozwodzie. A wspomogli nas na początku mniej więcej jednakowo. mój stary i teść. ponieważ współegzystencja z Malwiną stała się nie do zniesienia i coś należało z tym zrobić. wszystko ją zachwycało i . Połowa jej. Matuszewicz. Już też rzeczywiście ten cymbał. . Siedzieli w eleganckiej restauracji przy stoliku. szczególnie że na zewnątrz lał rzęsisty deszcz. wdzięczną dzieweczką o prześlicznych nogach.

przejeżdżając na rowerku koło ich bramy. cóż znowu. Żył myślą. Ponadto zadawała pytania i domagała się odpowiedzi. po większej części jakieś skargi i żądania pociechy. że w pustym pomieszczeniu nie odzywało się echo. a liczyć nie umiała nigdy. legalnie i bez przestępstw. wiedział doskonale i nie bez podstaw.zaproponował wtedy Karol uprzejmie. a nie cierpiał fizycznej. Stopniowo. Dzieweczkę posiadał na własność. że nie był to niedostatek szczególnie dotkliwy. Właściwie bez chwili przerwy. koniecznie. Po prostu zwykła przeciętność. Poza tym gadała. ale samochód stanowił nieosiągalny szczyt marzeń. nie gębą. do tego stopnia. to było coś! Jeden raz w euforii zwierzył się żonie. .Karol czuł się rozdawcą łask. pewność siebie. trwoniła pieniądze aż wióry leciały. kosztowała go majątek. własne. na co usłyszał w odpowiedzi. a Karol wolał sobie pomilczeć. Żył już kiedyś bez pieniędzy. że zagłusza rozmowę telefoniczną i człowiek we własnym domu nie może się porozumieć. a taką Szwecję czy Francję można sobie było najwyżej powyobrażać. w której mógł się zmieścić używany motor. spełniania marzeń. że pragnie także inteligentnego partnerstwa. rozczulała go i rozśmieszała jej umysłowość. To były jego pieniądze. więc może by z tym Sławciem coś zrobić.Odrąbać mu łeb tasakiem . W dodatku rozrzutna się robiła zgoła obłędnie. to z kimś. a obsłużony był koncertowo pod każdym względem. I wędrowne wakacje pożyczonym kajakiem po jeziorach mazurskich. Komputerowe wyliczenie nachylenia drobnych płaszczyzn tak. osobiście zarobione. doceniał starania. I nawet nie wiedział. swobodę. nie odpowiedział. z dzieweczki zaczęły wyłazić wady. jeśli nie na każdym . Dające władzę. użytkował ją zgodnie z potrzebami. a Karol bardzo tego nie lubił. realizowania zachcianek i fanaberii. jeśli zaś już swoją myślą miał chęć się podzielić. jaki kadłub i czego właściwie nie zdoła. Przede wszystkim próbowała nim rządzić i wydawała rozkazy. Na pełne zdziwienia pytanie. Karol zaś uwielbiał luksusy. Bezkrytycznego uwielbienia. solidne podstawy do zaspokajania wszelkich potrzeb. we wczesnej młodości cierpiał niedostatek razem z rodzicami.Sam kadłub wrzeszczeć nie zdoła. kto ją zrozumie. Czci i hołdów. ale w dość szybkim tempie. Ponadto w głębi duszy pragnął podziwu... chociaż trzeba przyznać. niczego nie musiał. co mu odpowiadało najbardziej. z noclegami w namiocie. . Sam był dumny z siebie. że umysłem. wykształceniem i smykałką do interesów przerasta swoje otoczenie o parę pięter. i były to głupoty beznadziejne. mógł robić to. iż ten mały Sławcio sąsiadów specjalnie wrzeszczy. i życzył sobie być doceniany. Karol tego również bardzo nie lubił. Kochał pracę umysłową. Żadna nędza.

. płaksiwa. jego żona. jak z człowiekiem. zacięty. warzyw i owoców. uwielbiał kopytka ze schabem. czy umiała gotować. ale niskokaloryczne. Sama z siebie żadnej diety wprowadzić nie umiała. co gorsza. nawet starszych facetów w znakomitej kondycji. postawił przed nosem. Koszmarny pomysł. bez przerwy nadąsana. Ostatecznie miał oczy w głowie i widział siebie wśród rozmaitych smukłych młodzieńców. co miało szalone znaczenie przy wszelkich umowach zagranicznych.. czort bierz młodzieńców. fanaberyjna. nie miałaby nic. Też chciałby mieć taką kondycję. wbrew wyglądowi. co się do niej mówi. był twardy. nietaktowna i kompromitująca. nie znosił chudego białego sera.. ale znakomite i tuczące żarło stało gotowe. Pytanie.. fondue z żółtego sera. Wrogość ku niemu z niej tryskała. Teraz przy jego boku trwała okropnie gruba. gdzie trwożny szacunek. Karol był łakomy. I. Pogarszało się stopniowo. obrażona nie wiadomo na co i w ogóle nieznośna.. a Karol nie umiał mu się oprzeć. tymczasem Malwina gotowała w sposób nie do odparcia. też chciałby tak wyglądaj. Gdyby jednak.. dobrodusznemu i sympatycznemu. gdzie powinien tkwić na piedestale jako absolutny pan i władca. Gotowała rewelacyjnie i w całej orgii kalorii. gdyby przez całą dobę nic w ustach nie miał. pełna pretensji. świeże pieczywko. No dobrze..? Sam przed sobą Karol z trudem przyznawał się do szarpiącej nim rozterki. zająca w śmietanie. starzejąca się baba. bez niego ta kretynka... że nie o rozmów sobie żonę bierze. sałatki z majonezem.? Jola umiała błyszczeć urodą za grosze.. zraziki w zawiesistym sosie.. gdyby mu to obrzydliwe ktoś dał.. strzelać intelektem. dawno już było niemożliwe. zdecydowany zrobić majątek nawet po trupach.. bezlitosny.? Uwielbienie. Rozumiała. ktoś przecież musiałby go obsługiwać. tłusty boczek z chrzanem. On wszak zarobił na ten dom.kroku. spokojnie. podziw i szacunek lśniły i błyskaty w pięknych oczach Joli. nadęta. gdzie podziw bez granic. od początku zresztą orientował się. Gdyby nie było absolutnie nic innego do jedzenia. Nienawidził gotowanych jarzyn... wcale nie chciał.. to przynajmniej w domu. złośliwa. ale zaraz. Szczęśliwie trupy jakoś mu się nie . Ale gdzie się podziało uwielbienie. Jola znała sześć języków i w każdym potrafiła wystosować dyplomatyczną korespondencję. tłumaczki w jego własnej firmie. milczeć czołobitnie.. słodycze. Rozmawiać z nią..? Malwina była do tego niezdolna.. wciąż bezdennie głupia.. wciąż gadatliwa nie do zniesienia. Jola.. on stworzył podstawy egzystencji. W ciągu ostatnich lat robiła się coraz gorsza.. Karol. wścibska.? Dobre. dziko zakochany w pracy zawodowej. subtelnie promieniować seksem.

o tym Karol wiedział doskonale. miał do tego prawo. no. od bredni zaś. chciał żyć po swojemu i chyba. Przestał jeździć na nartach.. . jęczała ziemia. .. musiał niekiedy reagować czynnie. jeszcze inaczej. . Poniosłeś straty Zapłaciłeś i cześć. .. prychając tylko niekiedy kąśliwymi i obraźliwymi uwagami na stronie.. ale jakoś pod jej milczącym wpływem.. jak wszystko przyschnie. Nie masz.. poza dbałością o niego? I o siebie samą? Była egoistką i egocentryczką.Przelejesz na cudze konto. jakie wygadywała... mógł może żądać odrobiny komfortu psychicznego. a tak naprawdę powinien ważyć siedemdziesiąt osiem. - Czekaj.. Do diabła z tym wiktem Malwiny. będzie się nazywało. Zaczęła palić papierosy. powinien stracić dwadzieścia.. chociażby moje. a jakby tak przelać całą płatność? Tę na Prodkom X2? Krzysztof zastanawiał się przez chwilę. To właściwie Jola otworzyła mu oczy chociaż ani słowa o tym nie powiedziała. od skocznych tańców go odrzucało. dostaniesz weksel długoterminowy.Na szwajcarskie konto. że zarobiłeś później.Bez problemu . albo milczała do niego kamiennie. bzdety beznadziejne zaprzątały jej uwagę. a kto wie czy i nie księżyc. tymczasem ta idiotka bała się wody.. Rozwieść się z nią może i należało. robiąc z siebie brutala.? Po dwudziestu latach ciężkich wysiłków. zgłupiała chyba. bo już przekracza setkę.? Romek i Krzysztof wciąż rozważali sprawę podziału majątku.Całkiem niegłupie . Po czwartym kieliszku wina robiła się do szaleństwa rozmowna. Żadnego zrozumienia jego potrzeb.Wyłapią.I to czekaj.? . Stać go było. I żadne słowne argumenty do niej nie docierały.przyplątały. frajerze! . ale on też był egoistą i egocentrykiem. mógł sobie zafundować całe trzy tygodnie wyjść z tego chudszy o dziesięć kilo i młodszy o pięć lat.Myślisz. sama niechęć i lekceważenie. dziesięć kilo to trochę mało. . relaksu. Tylko bez wygłupów. papierosy kosztują i niszczą urodę.. a co w ogóle miała do roboty.pochwalił Romek po krótkim namyśle i ożywił się nagle. W domu albo gęba się jej nie zamykała.? Z drugiej jednakże strony usłane miał miękko i gdyby nie Jola. uwieńczonych sukcesem.. żadnych procentów. . Odbierzesz. Ta cała balneoterapia. ale praca umysłowa i napięcie wyzuwały go z wszelkich sil Potrzebował odpoczynku.mówił Krzysztof pobłażliwie. Ale czy naprawdę koniecznie. a za to rwała do towarzyskich akrobacji.. już ona dopilnuje. do diabła. a nie rozrywek i wysiłków fizycznych. czasem jeszcze żeglował i pływał...

Co gorsza. jak normalna kobieta.. . na drugim roku studiów. prywatnie. iż . .Nie precyzuję. . Druga połowa spokojnie mogła wystarczyć na wszystko. postękując boleśnie. Studiowała prawo. wystartowała do swojej torebki. ciotka zaś.Życie mi wracasz! . ciekawiło ją.. nigdy niczym nie umiała rzucać. miała co robić. złapała ją. *** Justynka zapomniała o parasolce i całą ulewę przeczekała w kawiarni. rybką. przy okazji wykręcając jej lewe ramię. Nie nudziła się tam. Już w przedostatniej klasie liceum czuła w sobie jakieś takie ciągoty. kamieniem waląca w głowę chłopaka na środku ulicy. myśleli przez kilka sekund. w ostatniej podjęła decyzję i teraz. wśród których pojawił się policjant. ciotka. Co wy na to? Obaj spojrzeli na niego. akurat w owej chwili potrzebny jak dziura w moście. Na szczęście znalazły się jakieś dwie rozsądne osoby. a potem rozpromienili się nagle. Jako debet.Ta pani walnęła tego pana w głowę! . chwyciła spod nóg odłamany róg płyty chodnikowej i z całej siły cisnęła za napastnikiem. traktujące o egzekwowaniu prawa własności w XIX wieku i konsekwencjach naruszenia tegoż.brzmiały zeznania świadków. można powiedzieć. Jakiś łobuz wyrwał ciotce z ręki torebkę ze świeżo podjętymi w banku pieniędzmi. po sekundzie oszołomienia. zaczęło się bowiem od napaści na ciotkę jej koleżanki z klasy.pochwalił Krzysztof z podziwem. że wybrała właściwie. Karol nie wtrącał się wcale. Niepojętym cudem.wykrzyknął z wdzięcznością Romek. musimy to mieć odpisane. . ale też nie miał chęci dzielić się nią z Malwiną. . Średnio młoda dama. z wielkim zainteresowaniem czytała dzieło wypożyczone z biblioteki uniwersyteckiej. była zjawiskiem niezwykłym i wysoce interesującym. bo. Ogłuszony bandzior na moment zmiękł w kolanach i padł. w jakim kierunku pójdzie dalej. zostanie mianowicie prokuratorem. Nie miała też wątpliwości.Niby można.Ty masz łeb ..odezwał się nagle. idziemy na kredyt. które dostrzegły sam początek incydentu i zaświadczyły. przypadałyby jej dywidendy. Sam już takie zabezpieczenie sobie załatwił. trafiła go w głowę. wiedziała na pewno. myśli jednakże błyskały mu jedna po drugiej. Ale trzeba by to jakoś zawrzeć w umowie. ale działo się to na ulicy i w mgnieniu oka zebrał się tłum ludzi. Równocześnie deszcz przestał padać i za chmurami zamajaczyło słońce. Wzbudziła sensację.Wprowadzimy klauzulę . Wcale nie musiała uczyć się go na pamięć. . połowa jego majątku oficjalnie nie istniała. Wcześniej wahała się jeszcze pomiędzy oskarżeniem a obroną..

zetknęła się z problemem grupy wesołych młodzieńców. rąbnąć w ramię. iż prokuratorowi powiatowemu postawiono ultimatum: albo będzie ślepy. Ponadto w całej sprawie zaniedbano jakichkolwiek starań o argument zasadniczy. za to poczuła się głodna. nie dała mu przecież tej torebki do potrzymania! Zatem wyrwał. Deszcz przestał padać.. Bo jeśli istniały tam ślady chłopaka. tak samo jak on ją. jak i prokuraturze. zawartość się właśnie Justynce ulała. czemu nie można było się oprzeć? Zwykła . co sam posiada. Stan posiadania prokuratora stał się ostatnią kroplą. Samochód. willi i córki. oderwała się więc od lektury i ruszyła w drogę powrotną do domu. z biegiem czasu. W razie czego będą musieli ją zastrzelić. zawarty w jej charakterze.nie pani rzuciła się na pana. co do zdrowia zaś. Niezłomnie postanowiła zostać prokuratorem bez samochodu. Poufnie Justynka uzyskała informację. ale i tak została postawiona w stan oskarżenia za uszkodzenie ciała obcego człowieka. Jeśli decyzje mogą wypełniać jakieś naczynie. przekroczyła granice obrony koniecznej. Jako obrońca ciotki Justynka miałaby wiele do powiedzenia. bo te odciski palców należały przecież do prokuratora. Co z nimi ta kobieta robiła takiego.. bo płyta chodnikowa rozbiła mu ten łeb rzetelnie. i cieszyła się bezkarnością absolutną. albo niech się zastanowi. oddających się z zapałem kradzieżom i dewastacjom samochodów. zdrowie. bo z bliska uszkodzić się nie da. głuchy i niedorozwinięty. poszła na kurs karate. który zlekceważył swoje obowiązki. W ostateczności mogła go dogonić. Pan szarpnął. bo w tej kawiarni poprzestała na kawie i wodzie mineralnej. Dzięki czemu do ciotki odniesiono się łagodniej. Wykładów już dziś nie miała. tylko przeciwnie. to niby skąd? Zawartość bez cienia wątpliwości stanowiła własność ciotki. aż wreszcie. Na wykręconym ramieniu natomiast żadnego śladu nie było. że wszelkie potrawy poza domem dawno już Justynce przestały smakować. potem zaczęła się wahać. samo życie pomogło jej podjąć decyzję. Grupa była doskonale znana tak policji. że nie miała prawa. I może też wziął w tym skromny udział duch przekory. i zalęgła się w niej przyjemna myśl o obiedzie. i wyrwać mu łup. Obiad z pewnością w domu będzie. Bez względu na obecność czy nieobecność wujka ciotka gotowała codziennie. zatem dokonał napadu. Na niezbyt głębokiej prowincji. A otóż właśnie okazało się. odwrotnie zaś nie wychodziło jej wcale. Jako oskarżycielka chłopaka również. W obliczu takich komplikacji Justynka w pierwszej chwili pomyślała o adwokaturze. gdzie nad jeziorem w lesie spędzała część wakacji. córkę. a także przywłaszczaniu sobie mienia turystów. i to tak. willę. coś jej wyrwał i zaczął uciekać. zatem ofiara miała prawo bronić swojej własności. mianowicie odciski palców na gładkiej torebce. Waląc w czaszkę.

Konrad Grzesicki miał dwadzieścia cztery lata. Głęboko zadumana Justynka wysiadła na swoim przystanku. ilościowo natomiast nie dorastała im do pięt i tyle jadła. Prezentował sobą typowy przykład zdrowego. metr osiemdziesiąt pięć wzrostu. więc pewnie te warzywa mają swój wpływ. że go zrujnuje. Głód sprawił. jakoś nie chudła i nie mizerniała. Wpatrując się w zadumie w plecy kierowcy autobusu. ona jedną. krótko ostrzyżone ciemne włosy i czarne. jakościowo żywiła się tym samym co ciotka i wujek. ona dwa. dorodnego. Za to sałaty. zrośnięte nad nosem. Skromna ilość pożywienia Justynki była Malwinie wodą na młyn.. Justynce szło na zdrowie. że z czegoś jednak żyć musiał. że obydwoje byli tacy grubi. Kończył właśnie studia na wydziale biologii i był w trakcie pisania pracy magisterskiej. który musiała złapać. jakim cudem ona sama nie przeistoczyła się jeszcze w potężną baryłę. żeby zdążyć na wykłady. ciotka i wujek po trzy gorące bułeczki z szynką. Nakłaniać ją do zjedzenia czegoś więcej Malwina mogłaby tylko na złość Karolowi. Jada przecież to samo. niech ten harpagon widzi. . że ciotka żałowała okrasy. można było zostawić ją samej sobie. mimo kuszącego wiktu ciotki.. Ciotka i wujek po dwa kotlety. że nikt jej nigdy do jedzenie nie namawiał i nawet nie zachęcał. ale także karate.kasza wywoływała wizję ambrozji.. który wpatrywał się w nią prawie całą drogę. że dziecko jada jak ptaszek i niech sam sobie obliczy koszty. nawet dość regularnie. nie zauważywszy w ogóle młodzieńca. gdyby nie to.. ona jednego. Nic dziwnego. Szczęśliwie się złożyło. ciotka i wujek po sześć porów w beszamelu. tyle że może trochę mniej. co kot napłakał. miałby mnóstwo czasu i swobody. A był to młodzieniec w pełni godzien dostrzeżenia. pomidorów i ogórków z pewnością zjada więcej niż oni obydwoje razem wzięci. w takim wypadku zaś wybierałaby oczywiście potrawy najdroższe. proszę bardzo. niech jej nie wmawia. zwykłe kluski kładzione bez okrasy same się pchały do ust. przy swoich dwudziestu latach i stu sześćdziesięciu ośmiu centymetrach wzrostu idealnie trzymała się w normie bez żadnych starań. co w najmniejszym stopniu nie stanowiło dobijającej katorgi. Nie reagował na te wpadania zbyt gorliwie. Nie musiała się odchudzać. gruzińskie brwi. młodego pokolenia i każdej dziewczynie wpadał w oko od razu. Justynka zastanawiała się. że przez całą drogę do domu Justynka miała w głowie wyłącznie produkty spożywcze i rozważała kwestię własnego tycia i chudnięcia. Co nie znaczy oczywiście. pływalnia i poranne biegi do autobusu. Elementarna przyzwoitość wzbraniała mu nadmiernie doić rodziców. Bez wątpienia pomagały w tym nie tylko zieleniny. Ponadto owszem.

ale ma nawet dwa domy do wyboru. czy może córka mieszkała u niej. brydżowych kłótni mogła słuchać do rana. to soczków i drinków! Jakieś przyjęcie albo brydż. czy nie zacznie na nowo. a zawsze wszyscy tak się śmiesznie kłócili. W obliczu takiej wspaniałej swobody nie kłóciła się wcale. bo roboty przy tym było niewiele. i obejrzawszy niebo dla sprawdzenia. spełniał akurat obowiązki służbowe. i mogła się oddalić. bo zawsze wszyscy czegoś chcieli. Niekiedy jednak lubiła pomieszkać u siebie. na przykład. piękna dziewczyna.podjął zatem pracę zarobkową. odzież zmienić. o której Justynka nie miała najmniejszego pojęcia. Zrobiła już wszystko. zabawiać. rzecz oczywista. Rzeczywiście. przebrać się. . była mu bardzo przydatna. Obiad jej chlebodawczyni zazwyczaj wykańczała własnoręcznie. I ze szklankami latać bez przerwy tam i z powrotem. Czego wyszła. o charakterze. którego nie należało raczej reklamować na prawo i na lewo. pogawędzić z najbliższą rodziną. ale. gdzie nocowała. całkiem nieźle płatną. iż deszcz przestał padać. goście na dziś nie byli przewidziani. to herbaty. to kawy. a tam wyciągać z piekarnika czy mieszać w garnku. ponapawać się myślą. Brydże Helenka bardzo lubiła. Helenka... wszak metresy królewskie niezłe zyski z tych swoich królów ciągnęły. Żadna istota ludzka nie może znajdować się w dwóch miejscach naraz. Gdyby. Na tym chwilowo skończyła się konkieta. przypilnować w kuchni. *** Stwierdziwszy. albo chociaż naszyjnik z diamentów. gdzie wysiadła. na wszelki wypadek zapamiętał więc. stała pomoc Malwiny. co do niej należało. a wstawienie później naczyń do zmywarki nikomu nie mogło sprawić wielkich trudności. w jakim kierunku idzie. że nie tylko jest samodzielna. świetnie się bawiąc. kiedy wieczorem było więcej robotyk Z reguły przy gościach. po co ona spod tego króla wyszła. tu rozmawiać z ludźmi. Helenka nieodmiennie chichotała za drzwiami. ale u Malwiny miała swój pokój. razem z mężem i dzieckiem w wieku szkolnym. W zasadzie Helenka mieszkała u córki. Tu. kłóciła się z zięciem. Spodobała mu się jednakże jakoś zupełnie wyjątkowo. nie mógł do niej natychmiast wystartować. częstować. których należało obsłużyć. może by jaki tytuł książęcy dostała. zdecydowała się iść do domu. podać coś. na której z łatwością dało się oko zawiesić. Na okrzyk: “I po cholerę wyszłaś spod króla?!”. w tym autobusie. i popatrzył. źle jej było? Albo: “siedział na gołej damie”. to wody. nic by nie stało na przeszkodzie trzasnąć drzwiami i sobie pójść. toż to wprost piękne! Wcale nie chciała wracać do domu. co dla pani domu stanowiło uciążliwość powszechnie znaną i zrozumiałą.

równie dobrze mogliby strzelać z armaty. żeby wiedzieć. A społeczeństwo nic. że to więcej grzeje. na platformie działo dużego kalibru i dalekiego zasięgu. W dodatku wiadomo było... Nie żeby tak całkiem do dna. I cóż to za kryminał. wszyscy na to patrzą i nic.. a bezsilność organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości budziła grozę pełną oburzenia. i ciągle mi się wydaje. Skoro chlebodawczyni mówi normalnie i nawet odpowiada z sensem.powiedziała Helenka ostrzegawczo. mówiłam pani. Kryminały wszelkie uwielbiała i czytała przez całe życie. że wielkiego mafioza nie tkną. . mimo pełnej bezkarności zbrodniarzy. tajemniczości. Na cichy trzask zamykanych drzwi Malwina wreszcie się przecknęła. nieruchoma. To już pani sobie sama przestawi. za dużo natomiast brutalnego chamstwa. co trzeba.? Może być. co mówię? Na małym gazie. czego nie wolno i co jej grozi. .Potrawka na ogniu stoi . wszak to zwykły. Jej szefowa siedziała jak przedtem. .Pani słyszy. Wyglądała. ordynarny bandytyzm. Nie krecia perfidia. nie zmieniając tematu rozważań. Albo demolują dom.Gaz. do widzenia.Musi być. starannie ukrywany występek. tylko jawna przemoc. Helenka doznała ulgi. walą z grubej rury. Jadą czołgiem albo zgoła otwartą platformą..Do widzenia. To ja idę. subtelności. . Można ją zostawić nawet razem z tym gazem i potrawką. Słysząc zwykłe słowa Malwiny. za mało w niej było finezji. .? Owszem. znaczy nie umarła i nie skamieniała nieodwracalnie. W dodatku wszyscy wiedzą. Obmyślanie zbrodni rozpoczęła racjonalnie. załoga zaś na wierzchu siedzi i konsumuje hamburgery i hot dogi. na wszelki wypadek. a . drwiąco patrząc na wystraszone społeczeństwo. jawnej i bezkarnej bezczelności. ostatnimi czasy zaś wgłębiła się w przestępczość świata współczesnego. ale zawsze.. nie podobała się jej ta przestępczość. elegancki. zajrzała ponownie do salonu. Malwina stanowczo wolała perfidię niż przemoc. dziękuję bardzo. Ubrana już w strój wyjściowy. Dość się naczytała i naoglądała kryminałów..Gaz.? Czy ja wiem. też dobry . jakby ją ktoś zamroził. a nie żaden perfekcyjny. gwałcą żonę i córkę i strzelają do ochroniarzy i policjantów. wpatrzona w wielkie okno salonu. . Jednakże. gdzie popadnie. niedbalstwa i lekceważenia wszelkich praw. i też nic. kiedy paru facetów ze spluwami wypycha człowieka z samochodu i kradnie mu pojazd z całą zawartością. Odruchowo wstała z fotela i podążyła do kuchni. Zorganizowane mafie napełniały ją niesmakiem.usłyszała w odpowiedzi. sama postanowiła działać w ukryciu. bo na elektrycznym to ja nie wiem. kim są ci faceci.

Idiotyzm. Jak? I czym? Czym się ludzie trują w dzisiejszych czasach? Salmonellą. wobec czego jej alibi musi być naprawdę doskonałe. Zasłabnięcie w wannie. lekarstw w butelkach .. nikt ich nie będzie zbyt pilnie szukał. Najlepiej chyba jakieś lekarstwo. Dyskretnie. To znaczy. Trychinami. bo. Malwina sypnęła do niej grube rurki. w ostateczności sadystyczne podziabanie zwłok maczetą i podpalenie napalmem. bo wszyscy jedzą to samo. Poza tym takiej ilości pieprzu. Miała tę kuchnię w małym palcu. praworządnego człowieka złapią radośnie. wypróbowanymi metodami. jeszcze by padło na Justynkę... najwyżej niestrawność. bez żadnych wahań i namysłów. że nie może na nią paść nawet cień podejrzenia. Nie daj Boże. pomieszała energicznie i zostawiła na maleńkim płomyku. nie daj Boże. wciąż obmyślała swoją zbrodnię. denaturatem. curry i ostrej papryki Karol do ust by nie wziął. Z góry założyła. Cyjanku tym bardziej. Płyn do zmywania też nie wchodzi w rachubę. szukają. Kobiety podobno najchętniej truły. Podkręciła gaz pod wodą na makaron. jakieś walenie drągiem. dla zmącenia przeciwnika. woda zagotowała się od razu. Trucizna. a po drugie nie domiesza przecież smakołyku do potraw.. Ponadto... jak wiadomo. nawet zużycie wszystkich naraz nic by nie dało. nie przełknął. Nie. wybuchy. wziąłby i wypluł. bo. I niech ich szukają. Nadłamana balustrada balkonu na jedenastym piętrze. pistolety maszynowe. wszystko siłą przyzwyczajenia. Podkręciła gaz pod wołowiną z grzybkami i wyjęła z lodówki śmietanę. maczety i napalmy nikt jej przecież nie posądzi. jeszcze by znalazł i co wtedy? Ewentualnie bez huku.. zbrodnia powinna nosić znamiona współczesności. niesmaczny i śmierdzi perfumami.. po cichutku. seria z pistoletu maszynowego. od razu padnie na tych bandziorów pod ochroną. starymi. Trucizną na szczury.. Jadem kiełbasianym. Niech tylko ten praworządny spróbuje bodaj źle zaparkować. Nieszczęśliwy upadek ze schodów. przystąpiła do krojenia ogórków i papryki. zabójca po ofierze nie dziedziczy. E tam. dyplomatycznie. Tęsknym wzrokiem obrzuciła cały zestaw przypraw na półce. właśnie z tym alibi doskonałym.. Sięgnęła po składniki sałaty.. potężny wybuch. Całe przedsięwzięcie mijałoby się z celem. Wlała do garnka zagęszczoną śmietanę. Ulatniający się gaz. Motyw leży jak na dłoni. Dosypując do niej mąki i przypraw i mechanicznie mieszając. O drągi. grzybami. inna butelka przez pomyłkę albo przedawkowanie.zwykłego. Otruć go zatem. a strychniny i arszeniku przecież kupować nie będzie.. Skąd to wziąć po pierwsze. niestety.

pośpiesznie umyła ręce. że ten podlec na spacery nie chodzi. zmęczony tarzaniem. skoro w ogóle żadnych lekarstw nie używa? I w ogóle nie powinien ginąć w domu.. zbiegła na dół i zajrzała do kuchni. Justynka weszła do domu bez żadnego hałasu. dzięki czemu udało jej się przeoczyć Justynkę. każdy sam sobie drzwi otworzy. odpoczywa. tarza się w ciemnoniebieskich kwiatkach. Karol idzie na spacer gdzieś tam.. żeby mu nazbierał. wrócić dowolnie. sok z roślinki włazi we wszystkie zadrapania. a już z pewnością nie pcha się w jeżyny. Nawet gdyby wyjechała na tydzień. Róże. owszem. po diabła miałby weń włazić. a on padłby trupem w ciągu tego tygodnia. że . Każde z nich miało własne klucze. zadziała szybko podobno dwie godziny jej wystarczą. jeśli dostanie się do krwi. zarazem domagał się od Malwiny czekania na niego. Żona ma być zawsze obecna. głód nabrał charakteru radosnego oczekiwania. Akonityna! Pochodzi z tojadu mocnego. wrzucając ją pod biurko. Odwróciła przy tym wzrok od okna. a tu przymus. wyjść kiedykolwiek. zasypia i już się więcej nie budzi.. poza domem. żeby nie zważać na czas. porzuciwszy sałatę. kamieniem gniecie. klucze aż korcą. a klucze powinny służyć chyba tylko wywoływaniu w niej konfliktu psychicznego.! Justynka powęszyła już od progu. Do kitu. Karol.? I czy przy różach rośnie tojad. Bo tu swoboda. lepiej gdzieś dalej. bo to zawsze wydaje się podejrzane. przenika wprost do krwi. jak on ma przedawkować te pigułki.? Czując w sobie wyraźny niedosyt trucicielskiej wiedzy.. Gąszczu różanego w okolicy nie ma. podchodzącą właśnie od strony furtki. Zaraz. Malwina odruchowo obejrzała się z myślą o encyklopedii. zapachniało jej obiadem. pan i władca.. zaraz zalęgłaby się wątpliwość. Popędziła na górę. raczy się pojawić. podrapany okropnie wkracza na łąkę.. Gdybyż przynajmniej wracał regularnie. kładzie się. żeby nie krępować się wzajemnie przy wychodzeniach i powrotach. Lubi je. powiedzmy. Obraz tarzającego się Karola był tak sugestywny. czego od początku żądał Karol. wszystko w pigułkach. W tym właśnie momencie Malwina. czy przypadkiem nie zostawiła specjalnie na wierzchu jakiegoś szkodliwego produktu.. jest coś. gniecie je. Z pewnością sadystycznie. a z drugiej strony nieobecność. przedziera się przez jeżyny. Czy świeży tojad się nada. a nawet gdyby był.już prawie nie ma. kiedy on. posługując się swoim kluczem. bo zapewniwszy rodzinie swobodę. weszła do biblioteki i wyciągnęła właściwy tom encyklopedii. w swoim pokoju pozbyła się torby. naganna i potępiona. w odległych plenerach.. ale wysłałby kogoś.? Na listkach sałaty Malwinie pojawił się zachwycający widok.. Jakież to byłoby piękne! Kłopot w tym..

w korzeniach przecież nie będzie się tarzał. Niby kuchnia z jadalnią miały stanowić jedno pomieszczenie. do diabła? Grzybkami? Co tam jest najgorszego? Muchomor sromotnikowy. bita śmietana w spreju również. Dzięki tej przezorności kuchnia była dostępna dwustronnie i na dobrą sprawę można było ganiać się w kółko dookoła owego kawałka ściany. panował jakiś ruch. a wszystko razem nie gniotło się przesadnie. musiałby w tym celu rozkopać łąkę! Z ciężkim westchnieniem odstawiła na półkę potężne tomisko i wróciła do kuchni. z daleka od dzieci. co nie zostawiło żadnego śladu. najlepiej w rękawiczkach i nie oddychać przy tym. Te bliższe stały ciasnawo. tyle że akurat nie w tej chwili. mogło się przytrafić. uliczki zostały wyasfaltowane.. wokół budynków istniała odrobina luzu. z żalem rezygnuje z tak cudownie naturalnego sposobu pozbycia się męża. papryki. Sprawdziła makaron.. Zabrała się do wykończenia sałaty. jeszcze będą stały na wierzchu albo akurat co wykipi.. wielką lodówkę. Nic atrakcyjnego nie działo się w polu jej widzenia. Justynka nie ośmieliła się nic zrobić. że przyjdą niespodziewani goście. uniosła tylko pokrywkę rondla z mięsem i chciwie powąchała zawartość.. ale Malwina przezornie ograniczyła widoki. aczkolwiek odludzie należało już do odległej przeszłości. zamknięte szafki. bar. Wysoce niepewne i technicznie bardzo skomplikowane. niech widzą tylko te wytworniejsze urządzenia. Niepewne. A kto wie. Z wielkim rozczarowaniem przeczytała. grzyb szatański. kiedy brudne naczynia. dekoracyjne wianki cebuli. Ogólnie biorąc.. po co mają oglądać bałagan. ziół. te dalsze już dysponowały przestrzenią dookoła siebie. niewielki parking wzdłuż ulicy i nawet kawałek parkingowego placyku obok ich ogrodu. W ciągu ostatnich dziesięciu lat wokół domu po przodkach Karola Wolskiego wyrosło całe osiedle bogatych willi na odrolnionych gruntach. . fryzjer i apteka.musiała natychmiast sprawdzić. Justynka właśnie z niej wyszła wprost do części jadalnej. z daleka od oczu. Malwina nie miała już nic do roboty. Przysiadła na wysokim kuchennym stołku i znów zapatrzyła się w okno. Czym go otruć. a nie w liściach i kwiatach. Sklep był nawet. z daleka od ust. odgrodzonej od kuchennych bebechów kawałkiem ściany. jakie też możliwości stwarza ta parterowa akrobacja w zieleni. parcele były dość duże. Malwina zatem wciąż nie wiedziała o powrocie siostrzenicy. To na nic. grube rury jeszcze nie doszły. A może chemikalia? Tyle się słyszy gadania o rozmaitych środkach czyszczących. deser w postaci wczoraj upieczonego sernika dawno był gotów. za którym z tej strony widać było ogrodzenie.. furtkę. iż trucizna zawarta jest głównie w korzeniach.

wypychając z umysłu zbrodnicze rozważania. jasne zatem. ale Malwina właśnie skamieniała przed stołem. przygotowawszy stół do posiłku. Zaniosła na stół sałatę. wsparty o krawędzie zlewozmywaka. słownik wyrazów obcych. w poszukiwaniu ciotki udała się do salonu. Znów zajrzała do kuchni. odlała go zatem. ustawiła na nim talerze i kieliszki ułożyła sztućce. Ani ciotka. Malwiny nigdzie nie było. Zdziwiona. Stół okazał się nakryty. westchnęła ciężko. tajemnicze zjawisko wciąż ją nieco intrygowało. ani siostrzenica nie starały się zachowywać szczególnie cicho.. I niech się awanturuje w . albo chociaż tylko zamknąć. po czym weszła na górę i sprawdziła pokój i łazienkę Justynki. Helenka dawno poszła. raz jeszcze w zadumie obejrzała stół. Na biurku leżała tylko wielka książka telefoniczna.. grzbietem do góry. ale radio grało i głuszyło nikłe dźwięki. W gabinecie również nikogo nie było.. ale ta książka leżała tak od wczorajszego wieczoru.. w Malwinie jednakże zalęgła się chęć dokuczenia mu. a torba pod biurkiem nie rzucała się w oczy. co uczyniła z głodu i po trafnej ocenie stanu zaawansowania obiadu. Sam się ten mebel nakrył. Był doskonale miękki. zsunęła się ze stołka i przeszła do części jadalnej z zamiarem nakrycia do stołu. po prostu nie robiły hałasu. czy już doszczętnie straciła pamięć? Wpadła w aż taką sklerozę? Niemożliwe przecież. Justynka w tym czasie przeglądała . wróciła do kuchni i spróbowała makaronu. Nie wierząca w duchy Malwina. jak się ma schizofrenia do ambiwalencji. Malwina zeszła na dół. zdobyła się na odwagę i cichutko otworzyła drzwi do gabinetu wujka. zaskoczona stołem. za najdrobniejszą zmianę Karol robił dzikie awantury. niczym kamień. Zamknąć tę książkę i odłożyć na półkę. a zaraz za nim samochód.? Nikogo innego nie ma w domu. po czym rozejrzała się po sypialni. Pusto. Zmiana widoku przed oczami uruchomiła Malwinę. krasnoludki. zawahała się. Wróciła do salonu i przeszła przezeń do biblioteki. W popłochu zastanawiała się nad sobą. który skręcił i zaparkował na placyku. W tym świętym pomieszczeniu nie wolno było niczego ruszać. wyrzucając na wielki durszlak. otwarta. Chciała wyrobić sobie własny pogląd. Nie doszedłszy do żadnych twórczych wniosków. bo stosunek do własności dziewiętnastowiecznych posiadaczy kłócił się z ich stosunkiem do nakazów religijnych i nasuwał niekiedy podejrzenie jakichś drobnych wypaczeń psychicznych. zajrzała do salonu. więc Justynka jej nie dostrzegła. przyozdobiła to wszystko wazonikiem z kwiatkami i nie miała o tym najmniejszego pojęcia Cud. Za ogrodzeniem przejechał chłopiec na wrotkach. Przez długą chwilę Malwina stała tak.? Justynka. przeszła zatem przez hol i zajrzała do gabinetu Karola. że tam jej nie było. bez drgnięcia. żeby nakryła ten stół obrusem. Jak przedtem siedziała na stołku. żeby sprawdzić w słowniku wyrazów obcych.

na wolności też zostanie ograniczona. że zostawiła durszlak na zlewozmywaku! Co to jest. że go nie ma. że Karol. żeby nie wystygł zbyt szybko. Wlała trochę wody do garnka. że on mamrocze o rozwodzie. co ma znaczyć to przemieszczanie się przedmiotów bez jej udziału?! Ktoś tu jest i ukrywa się. o co to całe piekło. i w końcu zrezygnowała z pomysłu. ponieważ postanowił doprowadzić ją do obłędu. żeby ją straszyć? Kto. postawiła go na elektrycznej płytce. Po sekundzie wahania włączyła palnik na jedynkę i wyszła z kuchni tą drugą stroną. na wierzchu położyła durszlak z zawartością i nakryła wszystko szczelną przykrywką. jeszcze inaczej. nic z tego. Teraz dopiero przyszło jej do głowy.? Nie przyniosła chyba sałaty i nie odlała tego makaronu bezwiednie. wypuszczają nawet wariatów niebezpiecznych dla otoczenia. a jeśli nawet. Gdyby zatruwała mu życie na każdym kroku. Chwilowo zatem nie. Wyjdzie też ukradkiem i potem będzie jej wmawiał halucynacje. co Karol uzna za porządek. Co. obok nakrytego stołu.. bo wpadła jej w oko salaterka z sałatą. po minucie dopiero. tylko łagodzić. oczywiście. nie zaostrzać. mógłby się pośpieszyć i nie zdążyłaby go zabić. nikogo nie ma. Jasne. Udaje. po spróbowaniu mięsa.niebogłosy i niech do niego dotrze.?! Tknęła ją potworna myśl. u diabła. wszedł do domu ukradkiem i teraz robi te sztuki. zostawienie zamkniętej książki na biurku czy położenie jej na półkę. pedantyczne utrzymywanie porządku! Zawahała się. zgaszeniu pod nim gazu i wyciągnięciu z szafki odpowiedniej salaterki. uświadomiła sobie. mianowicie ubezwłasnowolnienie! Może nawet Tworki! Nie. zaprzątnięta schizofrenią? Schizofrenia nie jest przecież zaraźliwa. Przez czas jej rozważań w gabinecie Justynka zdążyła odłożyć słownik wyrazów obcych i przejść do kuchni. to o to mu chodzi! A otóż nie. a jakikolwiek podział majątku w ogóle nie wejdzie w rachubę. Durszlak z makaronem na garnku w pierwszej chwili nie zwrócił jej uwagi. ale co za różnica. co widzi. Helenki nie ma. do którego była przyzwyczajona.. bo stanowił widok najdoskonalej naturalny. o ścisłe spełnianie jego własnych życzeń. Na litość boską. Mignęło jej przypomnienie. żeby osiągnąć jej ostateczne ogłupienie i najpiękniejszy dla niego skutek.. przeciwnie. samo czytanie o niej nie powinno szkodzić! Malwina zaś wprost z gabinetu udała się do kuchni. że coś tu nie gra. niepewna. Zatrzymała się nagle. a rozmaite rzeczy same się robią. znajdzie go podstępnie i przygwoździ! Nie. . Odruchowo uczyniła to. w tych zakładach dla umysłowo chorych brakuje miejsc. Ciotki najwyraźniej w świecie nie ma. gdzie ujrzała odlany makaron na durszlaku. co zawsze robiło się z makaronem. przysięgłaby..

który kusił apetycznym aromatem.Justynka.Ciociu. Justynka złamała się pierwsza. Zdążyła jeszcze pomyśleć....Ciociu. obie równocześnie przyśpieszyły kroku i przez kilkanaście sekund goniły się wzajemnie. .. nie wiadomo dlaczego. Niosła rondel w jednej ręce. że nic się nie stało i wszystko jest w porządku. . . zatem w domu ktoś musi być. Nie włamywacz przecież. że cię nie ma . gdzie ciocia jest?! .. nieco zdyszaną. Jak to. . Obu im równocześnie przyszło na myśl. że padają ofiarą jakiegoś koszmarnego złudzenia. okrążając kawałek ściany.Nawet sprawdzałam na górze. że w duchy nie wierzy.? Justynka z ulgą rozpoznała jej głos i szybko wbiegła do kuchni. ona ten obiad zje. bo jakiż włamywacz gotuje swoim ofiarom obiad... wyjdzie z ukrycia.odkrzyknęła zdenerwowana Malwina.. Ukrywa się przed nią. zmierzającą do przyprawienia jej o utratę zmysłów. gdzie ty jesteś! .krzyknęła rozpaczliwie.? Nie wytrzymała. której przecież wcale nie było. zastygając obok stołu. czując niejasną ulgę. po czym wreszcie ujrzała Malwinę..?!!! .To ja pytam. co stanowiło widok idealnie groteskowy. ale nie do tego stopnia. że to jednak nie Karol. i to jeszcze krzyk Justynki.wrzasnęła Justynka jeszcze okropniej. Po kilkuminutowym ataku histerycznego śmiechu mogły wreszcie normalnie usiąść i przystąpić do jedzenia. przecież ciebie nie ma. Malwina zdołała postawić wszystko na stole i wsparła się o oparcie krzesła. apetycznych woni on nie wytrzyma.. . . głodna jest wprawdzie. Zatrzymała się na środku holu i strasznym głosem wrzasnęła: . drugą trzymając fajansową podstawkę i cudem istnym tego nie upuściła.?! Ciotka zapewne. wyrzuciła makaron na salaterkę i zaniosła na stół.. podczas gdy Malwina oderwała dłonie od krzesła i wybiegła do holu.Myślałam...Ja jestem.grzybową potrawką omal z rąk nie wyleciał.. Justynka ustaliła właśnie sama ze sobą. udając.Kto tu jest. Przeraźliwy krzyk w cichym domu. tylko dlaczego w trakcie wykonywania zwykłych. Najciszej. . żeby mieć jakieś zwidy i omamy. . że nawet jeśli ciotka stała się niewidzialna.powiedziała Malwina. jak zdołała.powiedziała słabo..? . Popatrzyły na siebie. codziennych czynności kryje się gdzieś po kątach? Czy ona na pewno jest? I czy to na pewno ona. Znów się nie zobaczyły.!!! Malwinie rondel z mięsno . W ciągu tych krótkich chwil zdołała już wmówić w siebie podstępną perfidię Karola.zacznie jeść obiad. I nic z tego nie mogłam zrozumieć.. .Stańże wreszcie w miejscu! Zatrzymaj się! Justynka spełniła polecenie.

jeszcze chwilami prychając chichotem. że żona zadzwoni i policja przyjedzie... Justynka dla sprawdzenia. nadjechał przypadkowy radiowóz i zgarnęli ich wszystkich. Okropna myśl o niezbędnym alibi opanowała ją bez reszty. że Karol właśnie pada trupem gdzieś tam. obudziła się na jego krzyk. patrzyła i też krzyczała. ale jemu zostało jeszcze tyle rozumu. w tej chwili.. Nie. na całe szczęście. Wyskoczył. Albo właśnie nie być.. na kuchni żadne garnki nie stoją. to znaczy nie wszystkich. być.Ten kuzyn mojego kumpla. jeśli któraś z nich nie zacznie przeraźliwie krzyczeć. . bo z zaskoczenia. że mu właśnie kradną samochód. i chwycił co miał pod ręką. mianowicie parasol plażowy.. a drugiego czubkiem dźgnął w żołądek.wyznała Justynka. kuzyna i dwóch złodziei. A jego oskarżyli o napaść i ciężkie uszkodzenie ciała. że nie ma nikogo. a cioci nie ma. zwinięty. że Malwiny w domu nie ma. . bo Justynka coś mówiła. ale i . aż nagle wszystko w niej drgnęło.. Miał nadzieję. Zdążył. Nie ma nikogo. tymczasem ta żona to idiotka. Myślał nawet.Szukałam cioci. a potem drugiemu. specjalnie postawił tak. Niemożliwe jest przecież bez przerwy kotłować się z makaronem. Przez idiotyczny przypadek obie błąkają dookoła ściany.. żadna nie siedzi w miejscu. Mówię o nim przecież. nie przebił go na wylot. najzwyczajniej w świecie wstał. Malwina dla pokazania się Justynce. No.wyrwało się zdumionej Malwinie. Wyskoczył znienacka i przygruchał tym parasolem najpierw jednemu. . Niestety.. Doskonały dom do zabawy w chowanego.przedwczoraj w nocy. żeby się napić wody i po drodze do kuchni wyjrzał przez okno. ona jest w domu. Zaczynali wtaczać na platformę. Mogłabym z czystym sumieniem przysięgać. i ruszyli na niego. załóżmy. że ona chciałaby być. Jakże. bo w kuchni coś się dzieje. Karol ginie gdzie indziej. że do walki bezpośredniej się nie pchał. krzyknął tylko do żony. a trzeci spokojnie odjechał ciężarówką.. gdyby potrzebne było teraz. czy ciotka jest obecna. a tu świadek stwierdza. a tu Justynka gotowa zaświadczać. stała w oknie. żeby zadzwoniła po policję. oni oprzytomnieli.. ale zamiast dzwonić. ten nowy. jak stał. trzech ich było. A załóżmy. na ciężarówkę. nie dorabiał żadnych przeczuć do swojej chwilowej bezsenności. bo jednemu tym parasolem złamał nos. że wcale jej nie było. żeby go widzieć. Obudził się właściwie bez powodu. I proszę. a potem już się tam zrobiła większa zadyma.Ja też . tylko robił uniki.. szukają się nawet specjalnie. .. Nawet nie zapisali jej numeru. I zobaczył. Jeszcze przez chwilę Malwina nie doceniała wagi jej słów. ten parasol miał czubek dosyć tępy i tylko się wgniótł. W rezultacie. .Kto? . jedyny świadek pogrąży ją doszczętnie! Myśli jej się nagle zachybotały..

Trudno sobie wyobrazić. Ma ciocia pojęcie? . sporządzili protokół. będzie miał sprawę. że nie chwycił tasaka. dwóch facetów uszkodzonych.Toteż właśnie. .Przecież wezwał! . Złamał się poza tym..spytała niecierpliwie jej ciotka.I otóż to! . otrząsnęła i zjadła. a jeden nietknięty. przełykając potrawkę z makaronem i dokładając sobie sałaty. bo przecież tego samochodu mu nie ukradli.tak nieźle. pod warunkiem. z tym że wszyscy się ze sobą zgadzali. Ale mógłby zostać uznany za premedytację.Cała dyskusja u nas na ten temat była. co ty wygadujesz? Przestępca. Z parasolem. byłby bardziej skuteczny zauważyła krytycznie Malwina. I niestety. Bez tasaka natomiast. kiedy ten parasol się złamał. leży martwym bykiem.odparła siostrzenica z ponurym triumfem. jakie to było dobre! Jest deser? . .Tasak. . Myląca scena. .Jakiego znowu przestępcę. po wyjaśnieniu sprawy. jak sądzę.. sami nadjechali.Ma to jakieś znaczenia. I jak ciocia sądzi? Co się stało? Otóż prokurator pazurami go chwycił. w dodatku rzuca się jeden na trzech.Nie. Okoliczność łagodząca. No i oczywiście wezwać policję.A do czego miał prawo? . że w piżamie? . a może nawet ciężkie pobicie.W pewnym stopniu tak. policja może by go nawet puściła. I już wiemy. stosując ewentualnie jakieś groźby karalne.. . Powinien ich grzecznie poprosić. Złodzieje zostali wypuszczeni od razu. że u nas wszystko stoi na głowie. W ostateczności mógł ich obsobaczyć i zelżyć. że zostanie oskarżony o naruszenie nietykalności. że tylko słownie. a tu. ponieważ wyszedł z tego cało. już mu świtają tak ze dwa latka.. więc co to za dyskusja! Dyskusja może istnieć przy różnicy zdań. Postawił go w stan oskarżenia. Dawno mówię. że facet zrywa się z łóżka w środku nocy i leci łomotać przypadkowych przechodniów bez żadnego powodu. Justynka zamilkła na chwilę. O rany. gdyby nie ten protokół. nie? Nie miał prawa występować czynnie w obronie mienia. bo nie dał sobie ukraść samochodu? . Kawałek listka spadł jej na podłogę. Dobrze. bo trzeci wystartował do niego z kijem bejsbolowym i on się parasolem osłaniał..Do perswazji. chała. schyliła się. bez powodu. a jego zatrzymali na dwadzieścia cztery godziny. Malwina słuchała z rosnącym zainteresowaniem. radiowóz nadjechał akurat w chwili. . chwalić Boga. już ma przestępcę. I wtedy już nie ma siły.. Trzeba zgłosić w prokuraturze. żeby się odwalili od jego samochodu i poszli precz.I co w końcu? .. odnalazła go. . Chociaż w piżamie..

Żadnych obdukcji lekarskich. I niech ma. o co naprawdę chodziło.A latanie po ulicy w piżamie nie jest karalne? . nietykalności? Ofiar nie ma. wyprą się wszystkiego. że to wcale nie piżama. .No to przecież naruszył..Co.No dobrze.No pewnie.Bo co? . . I co? .? . Karalne jest naruszanie nietykalności osobistej. Żadnych niechętnych odruchów i kąśliwych uwag! .Poza tym nie trzymają. Dla uniknięcia podejrzeń powinna udawać. bo możliwe. dla draki. a Malwina ulokowała potrawkę i makaron tak. Połapali się tam. wiedzieli. o co kto chce. Wróciły do rozmowy dopiero. znaczy. Zaniosła na stół sernik i bitą śmietanę. że prokurator dozna rozczarowania. żeby w jednej chwili móc je zagrzać. że swój prawdziwy stosunek do Karola powinna zacząć ukrywać.? A. a ja to wezmę do podgrzania. I wszyscy. Nie wytoczy sprawy. że kocha go nad życie i troska o niego stanowi cel i sens jej egzystencji. Opisywane przez Justynkę wydarzenie interesowało ją coraz bardziej. puścili go do domu i już wiadomo. Malwina powstrzymała wzruszenie ramionami.. że prokuratura nie zrobi im nic złego i woleli ich nie trzymać.. jeśli nawet dostaną wezwania jako pokrzywdzeni.. makaron na parze.Komu? Czyjej.Nie w więzieniu.Nie. bo gdzieś na skraju świadomości błysnęła jej myśl. . kiedy Justynka napełniła szklanki. Dwa razy większą niż Justynki.. że obiad zjadł na mieście. wyjdzie mu.Bo nie będzie miał pokrzywdzonych. I co dalej.poprawiła Justynka i odkroiła sobie pół porcji sernika. ale to bez znaczenia. Spisali ich dane. że teraz wszyscy noszą wszystko i on może się upierać. oczywiście! Postaw wodę na herbatę. . że człowiek latał w piżamie po ulicy ze złamanym parasolem plażowym tak sobie. jest. Głównie dlatego. potrawkę w garnku z wrzątkiem. To Malwina rozumiała doskonale. Spacerowy.Wujek będzie jadł? . że nie wrócą i nie będą go skarżyć.spytała ostrożnie Justynka.. możemy się zakładać. na kolację. tylko taki strój. Musieliby upaść na głowę. z tym biednym człowiekiem? Trzymają go w więzieniu? W tej piżamie? . na całym roku. że będzie. zdejmując z tacki szklanki z herbatą. żeby nie było badania lekarskiego i tak dalej. . . . Uciekły. bo Karol bał się mikrofalówki. Dla zażywania świeżego powietrza.I tak naprawdę to właśnie dlatego gliny ich tak szybciutko puściły. żadnych dowodów. na komendzie. .zainteresowała się Malwina i napoczęła swoją porcję deseru. Nic . tylko w areszcie .

. że on. że raczej mordują włamywacze.Jakie wypadki? . który nic nie zrobił.. otwarły się bowiem przed nią jakieś nowe.. na razie jeszcze niejasne. W jednym stał rondel z potrawką.powiedziała niepewnie. W dodatku mogą się mścić.... Bandziory. Prokurator.Żeby złodzieje zabili właściciela. ten kuzyn..I mogą zabić? . . po czym ruszyła się od stołu.Bo go mogli nawet zabić.Podpalić. a on im nic nie zrobił.A były już takie wypadki? .Co? . bo oni się nie patyczkują.zdziwiła się Justynka. . Najgorzej wychodzi właściciel. .podchwyciła Malwina żywo. . wyniosła do kuchni i zaczęta wkładać do zmywarki. .Zwyczajnie.Szkoda. Konkretnie nie wiadomo? .. . mgliste i mocno poplątane. na drugim leżał durszlak z makaronem. . Ale jednak. Takie przypadkowe prymitywy. Z reguły tych złodziei samochodowych nie wolno dopadać osobiście. sprawcy nieznani. Justynka odwróciła się od maszyny i obejrzała garnki na kuchni. a co najmniej przyprawić o trwale kalectwo. Justynka obdarzyła ciotkę sensacją. Przykryć ten durszlak i podpalić? .A dlaczego nie? .Chyba tak . skomentowała ją jeszcze. niespodziewane możliwości. Zdrowe grzmoty to mnóstwo razy.Dlaczego szkoda? Malwina się zreflektowała. Malwina przyszła tam za nią.Jak mścić? . Niemożliwe jest oskarżać człowieka. czyhają na pusty dom.im się nie stało. Trzech ich było. Pozbierała talerze. . możliwe. .Mścić! . którą sama była przejęta. Malutki ogień.Bo co? .wyrwało się Malwinie cichutko.Coś mi się obiło o uszy. .. Te zorganizowane szajki i mafie działają dyplomatyczniej. pijani byli albo co. Prokurator też się ich boi... . że ktoś tam nie wytrzymał. ale już mniej emocjonalnie. . o łupy im chodzi. . nie mają do tego pana żadnych pretensji. na takim ataku najgorzej wychodzi właściciel.Iiiii tam.. Ale i tak wszyscy zgodnie uważają. musiał zwariować i w ogóle miał ślepy fart. a nie o mordobicie.Konkretnie wiadomo.spytała jakby z lekkim roztargnieniem. Malwina nagle zamilkła i prawie przestała słuchać. Zaczają się na niego i ciężko pobiją..No to przecież już wtedy. prokurator! Szukaj wiatru w polu.

.. ale zatrzymała się jeszcze i. Chyba żeby rąbnęli prokuratora generalnego albo ministra sprawiedliwości.? Biskupa. Już by ich tak nie mogli lekceważyć. usiadła w salonie i znów zapatrzyła się w okno. . za którym właśnie na nowo zaczął siąpić deszcz. Właściwie uważamy. Liczył na uzyskanie od niej użytecznej wiedzy ściśle związanej z finansami. . W poglądach drugiego roku wydziału prawa najwyraźniej w świecie nie było miejsca na litość. Konkubinę. jako taką. Malwina słuchała z wielkim zaciekawieniem i mieszanymi uczuciami.. Justynka zamknęła zmywarkę. aspekty medyczne i tak modny ostatnio humanitaryzm w stosunku do przestępców. a potem odwiedzić konkubinę jednego takiego..Bo może morderców i zbrodniarzy gorliwiej by łapali. że powinno się wrócić do kodeksu Hammurabiego i do Biblii. wygłaszała do ciotki całe przemówienie. Prędzej czy później jakaś zmiana musi nastąpić.? Bo zwykły człowiek nie wystarczy. korzystając z przerwy w opadach atmosferycznych.Bo jeden taki wypadek nie wystarczy. . kościotrupa albo róży kwiat.. bo inaczej wszyscy się w końcu wzajemnie wymordują. .To kto się ma oddać na ofiarę? . ale wolała. co to złodziejom ucinało się prawą rękę. czy ja wiem. zdecydował się najpierw obejrzeć teren. albo. mieliby prawo do obrony. mogła wyglądem przypominać ropuchę.. współczucie... Ani nawet dwa. wszyscy wiedzą. wsparta o futrynę drzwiową. Nie wiodły go tam żadne cele natury uczuciowej. porzuciła ją. po zwykłych człowiekach nawet nie zaczną debatować nad zmianą prawa karnego.No pewnie! Co tu myśleć. jak dla niego.. Na całym naszym roku jest o tym gadanie.. W zasadzie była podobnego zdania... miał w nosie i. mianowicie nazwiska i adresu osobnika. *** Karol Wolski po bardzo dobrym obiedzie nie śpieszył się do domu.? . albo komendanta głównego policji. Chwilowo brutalni i rozzuchwaleni przestępcy mogliby jej się zapewne przydać. I ludzie. żeby te pożądane zmiany nastąpiły nie tak zaraz. nawet pół tuzina zwykłych człowieków. . Roztargnionym spojrzeniem obrzuciła kuchnię. na który może miałby chęć. jej damskie cechy nie interesowały go w najmniejszym stopniu... no. a potem jeszcze zastosować te stare skandynawskie metody.. przeznaczony do sprzedaży.spytała kąśliwie. mam na myśli ludzi. Wpadająca w nowy zapał Justynka zamierzała już opuścić kuchnię i wrócić do swojej lektury.Tak myślisz.. albo paru posłów na sejm. Opuściwszy restaurację i kontrahentów.

O tym. za to bramy szeroko otwarte. gardło nam mogą poderżnąć. żeby jego personalia starannie ukrywać. rozmaici biznesmeni mieli pełną swobodę wyboru. a mnie do tego jeszcze całą skrzynkę szampana! Z garażu! Z zabezpieczeniem. zbytnie eksploatowanie tylko jednego byłoby szkodliwe. Jakiś zmartwiony osobnik tulił się do futryny i skwapliwie wymknął się na zewnątrz w chwili otwarcia drzwi. kiedy im się spodoba! . Kłuły mu się posunięcia. a ten akurat był sprawdzony. Jeden taki dawno już przebywał na innym kontynencie. które mogło ją skłonić do wyjawienia kilku tajemnic. dom na przestrzał otwarty. Wszystko na tym świecie ma swoje granice. coś zepsuli albo zmienili..prychnęła z furią konkubina. Jakoś tak gładko wszystko przeszło. a obecnie konkubiny. Przed wjazdem na sąsiednią posesję stały dwa samochody. . winien ten dostatek być znacznie okazalszy. czy jak to się tam nazywa! Bramy się nie chcą zamykać. Wokół domu niegdyś jednego takiego.Nie widzi pan? O kant tyłka potłuc tę całą elektronikę! Dwa samochody dziś w nocy ukradli. mogli ich używać dowolnie. Konkubina z rezygnacją machnęła ręką i wpuściła gościa do środka. w których figurant mógłby się okazać niezbędny. że figurant nadal służy swoją uczynnością dobrym sercem rozmaitym osobom. Warto było go mieć na wszelki wypadek. furtki w ogrodzeniach były zamknięte.Stało! . dotychczas niezawodnego. Zaprzątnięty figurantem Karol na atmosferę nie zwrócił uwagi. Karol zatem mógł się zachować swobodnie.Co się stało? . skorzystał z wolnej drogi i wszedł. niegdyś pilnie strzeżonych. jakby chciała go chwycić za kołnierz i zatrzymać. Karol również. Karol doskonale wiedział. No.spytał z grzecznym współczuciem.. panowała jakby nieco nerwowa atmosfera. ale stojący w wejściu Karol okazał się żywą przeszkodą i aczkolwiek usunął się szybko. że w miernym dostatku. w kraju zaś pozostała konkubina w niedostatku. osoby jednakże miały dość rozumu. ale były to łzy wściekłości. uczciwy figurant również. to jednak osobnik zdążył uciec. powiedzmy. Istnieli w końcu także i inni figuranci. ale Karol chciał właśnie tego. . że nie widzi jej łez. Interesy jednego takiego zdołał poznać dość dokładnie i był zdania. Nie bez powodu. że użytkowany figurant przyniósł mu ślepy fart. Zaniedbał tę sprawę przed dziesięcioma laty. . jego skromne rozmiary zatem wywoływały w konkubinie wyraźne rozgoryczenie. obok nich kilku ludzi. z tym całym dżipiesem. Znali się z dawnych czasów.chętnie występującego w roli figuranta. kiedy to omal się nie wdał w interesy z owym jednym takim i tylko szczęśliwym przypadkiem udało mu się uniknąć pułapki. Konkubinę zastał we łzach. Konkubina uczyniła gest. nie udając wcale.

Wie pan. i teraz wyszło na jaw. A u sąsiada podobno gosposia się obudziła i widziała samochód w bramie. ale pieniędzy i tak mi nie zwrócą. Zaskarżyłabym ich do sądu. jego firma. Podwójna kradzież zainteresowała go. bo ostatecznym rezultatem było podnoszenie wysokości składek. Kto miałby to gardło podrzynać. Dopiero jak mi tu sąsiad do drzwi zadzwonił. bo ubezpieczenie zapłaci. Konkubina zaprosiła go dalej. bo sprawa była jasna. kropnęła sobie przy barku kielicha na uspokojenie i pstryknęła elektrycznym czajnikiem. Mało na serce nie padłam! Dolała sobie koniaku i chlupnęła z energią. . że instytucje ubezpieczające lekceważą sobie całkowicie kwestię wyłapywania sprawców kradzieży i z lekkim sercem godzą się na straty. jeden na drugiego zwala. U sąsiada też. Allianz powinien ich skarżyć! I Warta! A nie my! Z tym Karol zgadzał się w pełni. zdziwiłam się. Trzęsącymi się rękami zapaliła papierosa. a nawet zaniepokoiła. garaż . Nie chodzi..? .. że czegoś tam nie podłączyli.A ten gnój uciekł. . Rano zobaczyłam. człowiek różne rzeczy wozi.I wszystko. . sama już nie wiem. a i to nie od razu. Spytał o szczegóły. dawno już dziwiło go. Świadoma.Ja nic.. ruszyć tego nie można. co miałam w bagażniku. ale pod domowy alarm podłączone.I nikt nic nie słyszał? Konkubina wzruszyła ramionami i podsunęła mu szklankę z herbatą. .Drzwi od garażu zwyczajne były. widział pan? .To oni mi alarmy zakładali. całkiem się zablokowało i nikt nie wie.A bramy. ani pisnęło! .. także irytowało.Drzwi od garażu też? . nie nakłaniała go do mocniejszych napojów. więc co się miała wtrącać. jak to jest. a z jakiej racji on miał płacić za cudze niedbalstwo? Gorliwie poparł zdanie konkubiny. Karol nie spytał. strata czasu i zdrowia. Rano wyszło na jaw. ale teraz sam pan widział. . I co? Wyłączyli wszystko. bo nawet nie spojrzałam przez okno. ale myślała. Nie tylko dziwiło. na siłę też nie daje rady. jak oni te bramy otworzyli? Też na pilota! Coś musieli wyłączyć czy uszkodzić. ani drgnie. to na co mi ten kołowrót. to ja jestem chiński cesarz. że nie do furtki. i popatrzyłam. . że Karol jest samochodem. ja się nie znam.ciągnęła z goryczą.mówiła gniewnie w trakcie przyrządzania dla gościa herbaty. co zrobić. Oni się akurat ostro kłócili. wyłgują się. że pan w domu. . co w samochodzie . że to pan wyjeżdża. jak nie mieli spółki z tymi złodziejami.A ja wiem.

Można by w złodziei czymś rzucać. Powęszył w kierunku kuchni. pełnej triumfu. zmuszającym ją do odgadywania jego życzeń. a w dodatku wyjawił je. sprawiło mu wielką przyjemność. Rozdygotana. Bez wielkich korowodów kupił po prostu upragnione informacje za całkiem rozsądną kwotę... trzymając pożywienie w stanie gorącym. alarmując i wzywając policję. Może zaspokoić jego żądanie w mgnieniu oka. ale dość łagodnym głosem. rozgoryczona i zniechęcona do życia konkubina wyjawiła mu nawet więcej niż chciał. Troskliwie wypytał o wszystkie rodzaje zabezpieczeń. pojechał zatem wprost do domu. Jeśli ryczy. jest w niezłym humorze. która pozwoliła okazać konkubinie szczere współczucie. stosowane u niej i u sąsiada. Karol wdałby się w ostre targi i poskąpił ekwiwalentu. że sam mieszka na terenie podwójnie strzeżonym. a jemu żadnej zgryzoty nie przyczyniła. ciekawe. że u siebie wymyślił lepsze. ale nie za darmo. Udało mu się. Nastrój. która zdecydowanie podbudowała samopoczucie konkubiny. doznał dodatkowej satysfakcji na myśl. co by było. że i u mnie wszystko na oścież. Deszcz znów zaczął siąpić. Nazwisko i adres figuranta. Opłacało się. Wniosek. Malwina doznała ulgi. zarazem dzwoniąc gdzie popadnie. że kłócić się należy po cichu. Dobry nastrój w nim trwał. jednakże w ostatniej chwili ocknął się w niej handlowy instynkt... żeby nikt nie słyszał. wonie stamtąd wiały apetyczne. nie miał do niego dostępu. Karol bardzo źle pomyślał o gosposi. . Przypomnienie. Gdyby nie zadowolenie z samego siebie. Proszę.. jaki sobie znajdzie powód do awantury. a głodny czuł się zaledwie średnio. jak idealnie zdążył na kolację i jak mądrze postąpiła. Karol nie zamierzał się awanturować. Wracał Karol. w chwilach prawdziwej furii . samochodu nie ma. tak.Będę jadł! .. tylko on wchodził z takim łomotem. wzmożone popełnioną tu kradzieżą. za to czasu zbyt wiele nie stracił i zyskał mnóstwo dodatkowej wiedzy praktycznej.. ale nie ma z czego. no więc przyszli zapytać. niech będzie.otwarty.. *** Trzask otwieranych i zamykanych drzwi wyrwał Malwinę z zadumy. nie wkroczył w ponurym milczeniu. w jaki popadł. pozwolił mu okazać pobłażliwą hojność. proszę bardzo. po czym dyplomatycznie przystąpił do załatwiania swojego interesu. Lepiej strzelać. Przelotnie zastanowił się. gdyby wszyscy zerwali się z łóżek i czynnie zaprotestowali przeciwko kradzieży. a potem dopiero zauważyli. Wydał pieniądze.ogłosił w przestrzeń gromko. wszystko zatem było w porządku.

Na coś się musi zdecydować i po cholerę było podtykać mu pod nos ten nadmiar? . jej zdaniem.. a za to żywo zajęta swoją lekturą. szyneczka. że Justynka. szczególnie. ale co jej szkodzi postawić na stole wszystko? Ileż pośpiechu. jakby wołanie o pomoc albo naglący rozkaz. że owemu wszystkiemu nie da rady. Karol rzeczywiście odpracował swoje czynności wstępne. Nie rozważała tej kwestii dotychczas zbyt wnikliwie. Coś w głosie ciotki spowodowało. Orientowała się doskonale w kontrowersjach. Wygrzebując z lodówki i donosząc na stół rozmaite frykasy. makaron. ale tajemnicze przeczucie mówiło jej. względnie trzymał lont i przy nim zapaloną zapałkę. Obfitość pożywienia Karola rozzłościła. która wcale jeszcze nie była głodna. czy wystarczą mu potrawy obiadowe. za to głupie fochy ciotka. W okrzyku ciotki brzmiał jakiś osobliwy przydźwięk. porzuciła czytane dzieło i czym prędzej zbiegła na dół.. kochanie .Justynka!!! Po czym bez pośpiechu zajęła swoje zwykłe miejsce przy stole. trochę więcej wuj. . zdąży. co prawda. . może to być kolacja na gorąco z przystawkami. jakie stopniowo rozkwitały w tym domu. Obie może zjedzą jakąś drobnostkę.. z góry wiedział. .. niestety. pójdzie do łazienki. Śledzik marynowany i galaretka z drobiu. uparcie starając się pozostać na uboczu. pieczywko. po czyjej stronie powinna stanąć. że nie była pewna. może zachce mu się zestawu typowego raczej dla kolacji. Wyjrzała do holu i z wielkim naciskiem krzyknęła: . ale kto ją tam wie.To ma być obiad czy kolacja? .Co sobie życzysz. Agresję.. nie w obawie. że sytuacja dojrzewa do pęknięcia. sałatki różne. Karol polezie jeszcze przecież do gabinetu. przenikliwym szeptem. a przez pełną niemożność dokonania wyboru. żeby nic nie zdołało zachwiać jej alibi doskonałym.odparła Malwina słowiczym głosem. i ogarniał ją lekki niepokój. ..spytał kąśliwie. stawiając obok sernika zasobnik z bitą śmietaną. przebierze się. Może i Justynka będzie jadła. chociaż na prawdziwą kolację jeszcze za wcześnie. Nie na bazie skąpstwa. prezentowali obydwoje. Potrawka. Wszystko było bardzo dobre i właściwie wszystko chciałby zjeść. serek. że jest tego za dużo i coś mogłoby się zmarnować.odzywał się syczącym. co pozwoliło Malwinie zastawić stół wszystkim. i z całej siły unikała wtrącania się do nich. Nie wiadomo. jakby ktoś kogoś dusił. ugruntowywała w sobie niezłomne postanowienie: na wszelkie sposoby udawać uczucia do niego.Jeśli masz ochotę.

Odsuwając swoje krzesło. Justynka uczyniła to samo. jak ona sama składa przed sądem zeznania w charakterze świadka.. nie mogąc przy tym rozstrzygnąć. a te grube rury z sosem uwielbia. oczyma duszy widziała wuja z rzeźnickim nożem w dłoni. . i drugi. .Nie zauważyłaś tego dotychczas? Słodycz i demonstracyjna skrucha Malwiny grubą warstwą nałożyły się na bunt. czy też może cztery. Wbrew rosnącej nienawiści do męża Malwina odruchowo i wręcz bezwiednie dbała o zaspokajanie jego. czy po pięciu następuje sześć. też zabrała się do śledzika. Zaraz to postawię na ogniu. Przechodząca już do części ściśle kuchennej Malwina zerknęła za siebie.. zatem białe. Właściwie pozostali zgodni przez cały czas. żona. nie miała odwagi. . już niepotrzebne. okazuje anielskość nadludzką i nawet nie bardzo głupią.Wino .podsunęła z troską Malwina. kochanie. jak wuj cały ten stół odwraca do góry nogami. jeden.mruknął nieco łagodniej. może i mógłby odwrócić. Woń to ma zgoła niebiańską. Zawsze leżało ..wysyczał Karol dziko. zdołała rozsądnie pomyśleć. Jeszcze był przy śledziku. względnie obrazić się i rozpłakać. a po drugie. Wpadając do jadalni. Karol uświadomił sobie nagle. od tego na gorąco. bo potem wystygnie . . Podam ci gorące. ale i dopiero po zjedzeniu doskonałych potraw. że nie jest głodna i poprzestać na sałatce z pomidorów.Zacznij. jakby z wysiłkiem liczyła do dziesięciu. że po pierwsze. i prawie zdziwiła się. .Masz rację. Mignęły jej w głowie jeszcze dwa obrazy. ewentualnie ciotkę czyniącą zamach salaterką z gorącym makaronem. nie? Idiociejesz na starość w piorunującym tempie! I na złość włożył sobie na talerz marynowanego śledzika.Ja zawsze mam rację . bo oznajmić.. bo wzięła głęboki oddech i podniosła się od stołu. istotnie. Nikt go nie pogania. która powinna była warknąć na niego wzajemnie. Wyobraźnię Justynka miała nader bujną. upodobań. kochanie. a przy okazji swoich. . ujrzawszy dwie osoby siedzące spokojnie przy apetycznie zastawionym stole.Można chyba coś takiego trzymać na ogniu. wściekłość i śmiertelną urazę. Obydwoje lubili wino i w tym też byli zgodni dwadzieścia lat temu. .To po chchcholerę stawiałaś na stole? . Sięgnęła po makaron i potrawkę. . że owszem.Zauważyłam. Nie przed. która wyglądała. ma przed sobą świetną kolację z przystawkami i może ją jeść dowolnie długo. Do potrawki oczywiście czerwone. Wybrnęła zapewne z tych rachunków.poinformował ją Karol jadowicie. Ukradkiem spojrzała na ciotkę.

nie zdając sobie sprawy ze skomplikowanych zgryzot ciotki. . Nie wyszło. bo chciał kąśliwie spytać. że w nosie miałaby jego wszystkie humory i nastroje. kolejność potraw wychodziła sama. Nie miał najmniejszej ochoty obrzydzać życia sobie. Napomknął o włamaniach. w ich enklawie. po czym wyrwało się jej głupstwo. Po krótkim namyśle odczepił się od śledzika i napoczął galaretkę z kurczaka z majonezem. zamierzała przecież częstować ją drogimi potrawami wyłącznie Karolowi na złość.Idiotyzm . Oko jej padło na Justynkę. bardzo chętnie .w lodówce białe Mouton Cadet. Przy świeżutko zdjętej z ognia potrawce z makaronem zrobiło mu się przyjemnie do tego stopnia.podsunęła zachęcająco. złodzieje go mieli za wtyczkę. zdążyli spokojnie okraść jednego takiego. Karol nie powiedział ani słowa. gdziekolwiek. Rozpaczliwie szukała w myśli czegoś. . Oczywiście musiała to wino sama otworzyć.Justynka też coś takiego widziała . teraz zaś nie chwila po temu. czym prędzej spróbowała zmienić temat. ma robić za anioła! . przypomniała. gdyby nie to. Helenka doniosła takie plotki. co chciały. że raczył otworzyć usta.. na szczęście. czy ta potrawka to z ryby. Pinot Blanc. co mogłoby mu się spodobać. dał się lekko ogłuszyć i podniósł alarm zbyt późno. Gdzie je oglądał i przy jakiej okazji. podobno gdzieś tam jakiś ochroniarz okazał się fałszywy.Białego. w jego firmie. . złodzieje uczepili się jej i nie chcieli puścić. których efekty dziś właśnie oglądał. skubiącą po odrobinie kawałek sernika. ale w tym. bo nie lubił ujawniać szczegółów swoich poczynań. ale butelką czerwonego Malwina odjęła mu pytanie od ust. w szafce zaś kilka butelek czerwonego.spytała życzliwie Justynkę i ugryzła się w język. Jego niezwykłą rozmowność Malwina uznała za doskonałą okazję złagodzenia atmosfery ogólnej.. Malwina z Justynka mogły zatem wyobrażać sobie. miała już wielką wprawę. . W obawie. Ktoś mówił. . Że nastąpiły one u sąsiadów. u jakichś znajomych. Skoro zimne białe wino stało mu przed nosem. na osiedlu.Pożałowali na ochronę i mają . Jakże.Chcesz trochę? . niezależnie od zapasu w piwnicznej spiżarni.stwierdził ze wzgardą. Bordeaux albo coś innego na poziomie. Rozważania na tym tle raczej nie były wskazane. że dobry humor mu przejdzie. przemilczał.odparła Justynka. Ośmieliła się wtrącić.skomentował Karol krótko i z niechęcią. pilnują. co najmniej dwie butelki. że tu. Z satysfakcją doniosła na tacy napoje i sięgnęła po kieliszki. ale przychodziło jej do głowy tylko jedno. rzecz jasna. Żadne na złość. bo przecież ochroniarzy na ich terenie on sam dobierał. że postanowiła go zabić i musi pieczołowicie tworzyć swoje alibi. mianowicie.

Justynka zapełniła zmywarkę.? Ciotka na głowę upadła. co ona na to. . dawało się to zauważyć. . zajętego wyłącznie sobą i doskonale obojętnego na całą resztę świata. Równało się to przyzwoleniu na opowieść. że przygotowuje się do zawodu prawnika.. która mogła mieć w planach dołożenie tam czegoś jeszcze. Nie miała zielonego pojęcia. jedno godne drugiego. Nie odpowiedział nawet na proste pytanie.sprostowała Justynka.. Malwina jednakże była konsekwentna i zdecydowana kuć żelazo póki gorące. jakby go wcale nie było. Ale ja go kocham i nie ma dla mnie życia bez niego.Do gabinetu . po czym uciekła do siebie na górę. Zazwyczaj odszczekiwała się. łzawe skargi i histeryczne pretensje.Postanowiłam mu się nie sprzeciwiać . których siostrzenica wysłuchiwała z milczącym współczuciem. w chwili kiedy Malwina postawiła przed nim oba napoje. Malwina zatem bez słowa zaniosła do gabinetu jedno i drugie.. i to myszka ociekająca zgoła syropem klonowym. uruchomienie jej zostawiając ciotce. szczególnie że osoba wuja nie budziła czułych myśli. gburowatego złośliwca..Z parasolem . Justynka zastanowiła się. nadymała i prowokowała awantury. Wielka miłość stanowiła coś nowego.oznajmiła już w chwili otwierania drzwi.Ty widzisz. Ciotka nie wytrzymywała. że dziś zrobiła się taka potulna.. . . W kwadrans później podążyła za siostrzenicą. Sprzątając naczynia. ciekawe. musiała się przed kimś wywnętrzać.powtórzył w zadumie. a tu oto nagle cichutka jak myszka. kawę czy herbatę? Odezwał się dopiero wstając od stołu. . z zapałem powtórzyła zatem całą historię nieudanej kradzieży samochodu i nocnych występów właściciela z parasolem.Z parasolem. grubego bałwana.? Niepojęte zjawisko nie nadawało się do oceny na poczekaniu. . Prawo to w pewnym . Huśtawka nastrojów. nadal nie precyzując.Osobiście nie widziałam . Pewnie czegoś od niego chce. zazwyczaj jednak były to narzekania i wybuchy żalu. Co ty na to? Justynka niemal się przestraszyła. czego sobie życzy. wariactwo.. Kochać nad życie wielkiego. że to trudny człowiek. O wszelkiej przestępczości Justynka rozmawiała bardzo chętnie. Na szczęście jednak Justynka przypomniała sobie. co woli. co jej się stało. czy ona sama by to wytrzymała.zażądał. Karol też spojrzał na Justynkę. Uparcie nie zamierzając się wtrącać. Karol nawet słuchał.Kumpel opowiadał. . moje dziecko. żadne mordercze zamiary jej nie bruździły. Nie po raz pierwszy ciotka przystępowała do zwierzeń.? Po czym zamilkł i do końca posiłku siedział tak. Pytająco i bez wstrętu.

. no.? A jeśli nawet nie. podniesienie się z fotela. jeśli wpadnie w furię? Przytrzaśnie ją drzwiami. w Paryżu. Prawnik ma obowiązek wybrnąć z każdej sytuacji i umieć odpowiedzieć na każde pytanie. może to i głupie. Zaraz.Serce. nie ma obawy. Nażarty był i ociężały. co zrobi.Co jest z tym cholernym kotem. niech ma. Kochała go wszak bezgranicznie. Urwała na tym sercu. po drodze. że aż mi się zimno zrobiło.Kurrrrwa. przyszło mi na myśl. że postanowiła go zabić. świszczący ryk. z Pufcia był w przyjaźni. . po co nam te zadrażnienia. żadnego zwierzęcia nie skrzywdził.. w Grecji. odegra się na Malwinie. jak dotąd. że trzeba jakiejś wolnej chwili. dzięki czemu Justynka nie zdążyła nic odpowiedzieć.. Niedobra byłam dla niego.. Tu.. kłótni. że. dobitnie obrazujący błogie samopoczucie Karola. Karol wprawdzie... Co prawda. luksusowo karmioną i odziewaną od dwudziestu lat. ... nie będzie robił za odźwiernego..stopniu dyplomacja. Na Riwierze. Pufcia była na dworze i właśnie chciała wrócić pod dach. znaczy. nie słyszały kociego miauczenia. w Hiszpanii. j a Justynka w razie czego będzie pierwszym świadkiem. ale Karolowi się zwyczajnie nie chciało. po krótkim załamaniu uczucia jej rozkwitły na nowo. chce. ograniczał się do istot ludzkich.. że brzmi to dyplomatycznie.. . jakoś nie chcąc w niej widzieć ani krzty anioła. rozwarła gębę niczym cała orkiestra. nawet trzydziestu kroków. . jakie kraje.... Od tego ma tę babę. bo zaczęło jej nie pasować. . ale tyle było różnych tam. na górze. Malwinie wystarczyło... nie daj Boże. a nikt jej drzwi nie otwierał. serce powinno do niego pikać czy coś w tym rodzaju.Zastanowiłam się. niech mu będzie przyjemnie..? Takiego relaksu dozna. a może i jemu wróci. Justynkę poderwało z krzesła.. rozumiesz. ale teraz będę jak anioł.No właśnie . własną piersią gotowa go chronić przed najdrobniejszą przykrością! W życiu i nie może jej nikt posądzić. deszcz ciągle padał. że aż się serce kraje... . niech będzie. uchylenie drzwi i wpuszczenie kota dla żadnego przeciętnie sprawnego człowieka nie stanowiłoby najmniejszego problemu. moje dziecko..Rwie się . coś by się z nim stało albo uciekłby ode mnie i co wtedy? Powiem ci... . że dopiero po tylu latach człowiek to sobie uświadamia..!!! . przeciwnie.rozległ się z dołu przeraźliwy. zaczął już rozważać pewną interesującą propozycję. przejście kilkunastu.poprawiła.?!!! Malwina runęła do drzwi.bąknęła z nadzieją. Może ma jakie kłopoty albo co? A mnie na nim zależy i niby po co mam mu jeszcze dokładać? Wiesz.. co się kraje. tak się błogo poczuje.. no.. ale kto mógł przewidzieć. był taki cudowny.

godził się nawet na to. Nie awanturował się przy tym wcale. Zajęła się obmyślaniem jadłospisu na jutro. kiedy i w jakim nastroju konsument pojawi się w domu. Nie bez powodu nie chciała mieć dzieci. męża jego przyrodniej ciotecznej siostry. rodzony brat Pufci. wolała koty.. że chciałby mieć psy. którzy zaniedbują swoje elementarne obowiązki. karmił kiedyś przybłąkanego jeża. a pytać się nie ośmieliła. jakby była głucha. w gruncie rzeczy też lubił koty. bawiło go to. nie miała w sobie żadnych skłonności opiekuńczych. że pies wzajemnie chce mieć swojego człowieka.. karmił ptaki w ogrodzie. pies. Ponadto zupełnie już nie wiedziała. co ostatnio dostała? Na trzy dni? Na tydzień? Na miesiąc. Ułożył się na kanapie symetrycznie. jak gospodarować pieniędzmi. Wytarła perłowoszare futerko o włochaty szlafrok Malwiny. Pufcia na dzikie syki pana reagowała tak. od czasu do czasu delikatnie zabierając mu sprzed nosa jakiś kawałek papieru. psiarza absolutnego. Malwina i Justynka patrzyły na nie przez chwilę. żeby kot siedział na rogu jego biurka. i w rezultacie pies wybrał sobie innego pana. Malwina i Karol mieli psa. bo zostawały we własnym domu. Malwina w głębi duszy chętnie poszła na tę zamianę. uczuciowość psów męczyła ją i drażniła. Lubił w ogóle zwierzęta. starszy o rok. Tak od środka. na jak długo ma jej wystarczyć to. Karol. zwisający w łazience aż do podłogi. ale w miejscu jakby dokładnie odmierzonym.? . Kiedy zabije Karola. nie daj Boże. został w końcu u niego na zawsze ku własnemu szczęściu i lekkiej urazie Karola. jak i od poręczy kanapy oba koty leżały w idealnie takiej samej odległości. ponadto większość wyjazdów urlopowych wykluczała zabieranie psa ze sobą. Kotom coś takiego nie grozi. Coś było w tych kotach takiego. co im najzupełniej wystarczało. a w domu zagnieździły się koty. Pokochał przyszywanego szwagra Karola. Pomyślała teraz. Z góry majestatycznie zszedł Pucuś.. Z państwem. rychło jednakże wyszło na jaw. wypiła w kuchni trochę mleka i zwinęła się w kłębek na najmiększej poduszce. ufne. egoistyczne i samowystarczalne. W razie wyjazdów zostawały z Helenką i nie cierpiały wcale. Kiedyś. bez poduszki wprawdzie. dziwne. Dała spokój Justynce.. co im dobrze robiło. Obie miały w sobie geny po wspólnych przodkach i obie na widok kotów doznały przypływu odrobiny niebiańskiego spokoju. wierne i oddane bez granic. Na to nie mógł się zgodzić. nie zamierzała rozmawiać. uznawszy. że właściwe ziarno zostało już rzucone. Karol szczególnie wyobrażał sobie. że z tymi kotami dobrze się składa. Wślizgnęła się do domu trochę mokra i mocno urażona. na początku małżeństwa. karmił dzikie małpy w Gibraltarze. co wcale nie było proste i łatwe. ponieważ nie miała pojęcia. mógłby zdechnąć z głodu na grobie pana.

że Karol będzie bronił swojego mienia bez opamiętania. Zestaw jednych takich pantofli. wszystkie diety odchudzające zawierają w sobie zieloną sałatę. to wyłącznie Karol. Trzeba zatem. najwyraźniej w świecie. może być. mięso samo jej weszło w ręce. W ogóle nie miała nawet tyle pieniędzy. służba zdrowia ją załatwi... gdyby ktoś miał się rzucać na złodziei. Dla tych zorganizowanych mafii cała elektronika wprawdzie nic nie znaczy. coś załatwia. Dotychczas zbytnio się nimi nie przejmowała. ale kwaśną śmietanę warto wziąć. nie ma ubawy. jest zatem szansa. Zanim się dopytają. Karol rozpozna. gdzieś się przecież zatrzymuje. po sery sięgnęła nie patrząc. jej konto ledwo zipało. może nawet do końca życia. Sałata. teraz nie mogła już sobie na to pozwolić. a Karol grosza nie wysupła. nigdy nie zapominał prztyknąć pilotem. *** Złodzieje samochodowi wysunęli się Malwinie na pierwszy plan. że to życie postrada. a ona jakaś taka nie bardzo dobra. a kluczyki ze stacyjki wyjmował odruchowo w chwili zgaszenia silnika. bo Karol z zasady wprowadzał pojazd do garażu i mowy nie było o zostawieniu go na noc przed domem. no. Kiedyś. pojechała do Panoramy. niech będzie. gdzie on parkuje na mieście? W firmie owszem. ale jak się dowiedzieć. z narażeniem życia.. jeśli da na utrzymanie bez potężnej awantury. ale teraz. Sprawa nie była prosta. że nie zrobione w domu. Te spożywcze zrobiła prawie bezwiednie. ale ludzie nie tacy znowu wyrywni do obrony cudzej własności. ma parking pod oknami i jakiegoś strażnika. ludzie dookoła. a co tu mówić o poturbowanym człowieku.. tak z dziesięć lat temu. ciekawa rzecz z tą sałatą. przez chwilę wahała się przy plackach kartoflanych. zrobiło jej się niedobrze. nie. dobrze będzie. nie dotyczyli jej osobiście. stworzyli jej wielkie nadzieje. No. A cóż to za nieznośnie denerwująca sytuacja! Na myśl. Nawet wysiadając tylko na kilka sekund. A nawet jeśli jakaś resztka jeszcze się w nim pokołacze. Pytanie na jak długo. zażarcie. . a od pelerynki z czarnych norek ze srebrnym włoskiem prawie się pochorowała.. wyjeżdża jednak stamtąd. wyłączają i otwierają sobie wszystko dowolnie. A do tej pelerynki jeszcze czarna kiecka. i zażądają skierowania od lekarza pierwszego kontaktu. Malwina wyjechała po zakupy. rękawiczek i torebki przyprawił ją o bicie serca. gdzie i jak jest ubezpieczony. chłopa jak byk. Szparagi. kupiłaby to bez namysłu. Zostawiwszy w domu sprzątającą Helenkę.. Po czym nie wytrzymała. W ostateczności oni potrafią kraść i w dzień. Nie ulegało najmniejszej wątpliwości. najzdrowszy bizon ducha wyzionie. że miałaby w niej pozostawać jeszcze przez całe lata. żeby zaczaili się na jego samochód.

Ale ładne. Malwina oderwała się od widoku i westchnęła ciężko. błyskotliwej inteligencji i poczuciu humoru.Chcesz mieć złe sny? Ani to dla ciebie. Niepotrzebnie się z nim kłóciłam. . to ja się od razu lepiej czuję. bo z Malwiny ulewały się rozgoryczenie. . jakieś inwestycje robi i możliwe.rzekła ponuro. cholera. Tak w ogóle. . siedzi na pieniądzach i grosza jednego z siebie nie wydusi. ale już było za późno. bo już błysnęła jej myśl o pożyczce od Justynki. gdyby nie to.dodała z ożywieniem. że czarna kiecka okazała się o cztery numery za wąska. Po czym podeszła do Malwiny. . . w głębi duszy jednakże czuła. co tak patrzysz? . że w życiu w ogóle z nikim nie będzie miał tak dobrze jak ze mną. pojawiła się jej przyjaciółka ze szkolnych czasów. nad tym zastanowiłam . Zatrzymała się na chwilę i krytycznie popatrzyła na scenę. specjalnie umówiłaby się z paroma osobami w jakimś odpowiednim miejscu.Karol ogłupiał do reszty. Urwała nagle. . Naprawdę szkoda. prezentować zaś usiłowała uczucia wręcz przeciwne.powiedziała zgryźliwie. To z pieniędzmi. to tak chwilowo. mogę przeczekać. gruby. dla mnie za drogo. a ty nie wejdziesz. Malwina potwierdziła stanowczo.spytała podejrzliwie..... że powinna symulować wielką miłość i doskonałe stosunki małżeńskie. bo przypomniało jej się. żeby zadać szyku.Cześć. niekomunikatywny. I niech wie. wciąż jeszcze stojącej przed ekspozycją owej upragnionej a niedostępnej odzieży. Za plecami Malwiny.. Jedno: wielki. a zarazem złośliwy. że jest zdenerwowany albo co. to fakt. Krystyna Figoniowa. gburowaty i despotyczny tyran. Osobliwa to była pogawędka dwóch zaufanych przyjaciółek. zaciętość i żal nad sobą. Małpiego rozumu dostał. . Piętnaście kilo musiałaby stracić.. szczodry. oczyma duszy widząc Karola Wolskiego niejako o dwóch obliczach.. Krystyna zainteresowała się gwałtownie.. ani dla mnie. świetny brydżysta. Zdążyła już sobie obmyślić. Dała spokój ciuchom i zawlokła Malwinę na kawę do barku na pierwszym piętrze.Życia bez niego w ogóle sobie nie wyobrażam i jak on w ogóle jest. że Krystyna ma świętą rację. chociażby w kasynie. jak ma uzasadniać swój skomplikowany stan emocjonalny. żeby się wbić w ten zachwycający strój. i drugie: uroczy facet o wspaniałej. Coś tu jej nie grało.Mnie też nie stać . ogólnie zorientowana w sytuacji. przestawała cokolwiek rozumieć i doznawała wrażenia kołowacizny. . Krystyna zaś. w oczy bijącą swoją dramatyczną treścią. z gestem. a co mi zależy.Ty go naprawdę ciągle kochasz? . Kto wie jaką głupotę udałoby się jej popełnić. szkoda. Obraziła się nieco. rozumiesz.Bo ja się. wściekłość.

I jego może też odchudziła. Chociaż..A pewnie .. żeby żyła samotnie. No i proszę. .Nic innego nie masz do roboty. .? . . . . Malwinie prawie tchu zabrakło. .. Karol trzy języki zna. Tak znowu bardzo te watahy za nim nie latają i tym bardziej on nie lata. Mieć litość czy nie? Ale w końcu które tu będzie litością. tłumaczka. a to nie taka dziewczyna. Na twoim miejscu bym się trochę przyłożyła. . . coś j takiego.. prawda? A tak mu się podobno pchała pod rękę.? Skrzywiła się i wzruszyła ramionami. Tyle że te Targi Lipskie. nic. . Krystyna w zadumie mieszała kawę. co tu będziemy sobie oczy mydlić.Ale konkretnego coś wiesz? . . znamy życie. .Bo co? .. .powtórzyła z naciskiem. nie zginąłby bez niej.A co.Toteż właśnie.Wiesz coś? Krystyna zawahała się na moment.On gdzie indziej. taka kwitnąca. . bo już tej drobniutkiej satysfakcyjki nie zdołała sobie odmówić. Malwinie zadzwonił sygnał ostrzegawczy..Co Targi Lipskie? . gdzie Karol bywa! Ona tu w nerwach. Karol oczy w głowie posiada. Akurat strasznie potrzebna o ile wiem.mruknęła.Co tu myśleć.dołożyła Krystyna miłosiernie.Bo ogólnie. nie wiesz? .Bo co? . Nie ma nikogo. Ale kręci się koło niego taka Jola.. odpuściła sobie ostatniego faceta. żeby się nie dał skołować. .Konkretnego.On tam bywa przecież. aż się niedobrze robiło. coś chyba za dużo dla jego firmy robi i kto go tam wie. nie wiadomo po co. uczciwie mówiąc. rozgoryczona.. Tak słyszałam. Tyle że z Jolą. bo piła bez cukru.. I nie tobie jednej może się wydawać.spytała podejrzliwie Malwina...Ale podobno nic nie było . jest do złapania. półprzytomna. że z nikim innym nie będzie miał tak dobrze. jak tylko latać koło niego jak koło śmierdzącego jajka. ona gdzie indziej. Nie mam pewności.Wszyscy wiedzą. . taka użyteczna. Cholera z tą Jolą. co do niego. a on sobie interesy załatwia. nie? A nie ma na świecie takiego chłopa.. . jakaś Jola już jej się niedawno obiła o uszy.. Krystyna lepiej od niej wiedziała..zdziwiła się Krystyna niewinnie.Myślisz.Ale na twoim miejscu trochę bym schudła. a za ostatnim razem Jola też.

Gdzie jej było do pieniędzy Wolskich. Krystyna surowo zwróciła jej uwagę. O żadnym romansie nie było gadania.. Tymczasem ona sama pije kawę czarną i gorzką. I co do odchudzania masz rację. talię osy. Mogła się czegoś nauczyć. No i wówczas. inaczej ustawiłaby życie i swoje. Przy całej forsie Karola mogła się trochę przyłożyć. jak kupiłam. a ona nic. same takie stosunki przesadnie służbowe. więc nie ma czego żałować i zazdrościć. Joli i nadwagi. a tobie co szkodzi trzymać rękę na pulsie? Malwina już się zdołała opanować. Przymusza ją kto? A w dodatku widać było. Sama Krystyna mogłaby jej zazdrościć. . ruszyć tym lśniącym łbem. że mi powiedziałaś.To myślisz. Bób ma ujemne kalorie. rzecz jasna. ale tyle można uzyskać od zwyczajnej gosposi. że w swoim mężu wciąż była rzetelnie zakochana. Rozpogodziła się nagle ku zdumieniu Krystyny. . że on tak lubi żreć? . w dzieciach i w pracy. zadbane. nie wytrzymałby Karol. aczkolwiek może odrobinę za często. Ale jakby nie było. Malwina rozważała dwie sprawy równocześnie. Karol jej te kremówki podtyka? W domu też. że przecież ma Karola zabić i obie kwestie automatycznie upadną. A gdyby już. czy za obiad i kolację. Usiadła na laurach niczym kwoka na jajkach i jeszcze jej było źle.Kto tak powiedział? Ja też. a Malwina z cukrem i ze śmietanką.Dobrze. o rany boskie. Zdenerwowana była coraz bardziej aż do chwili. Chociażby wyglądać tak. Tylko włosy jej z tamtych czasów zostały. trzymała w ręku żyłę złota i nie potrafiła swojego szczęścia docenić. jak wyglądała przed piętnastu laty. I ewentualnie bób. żona zaś powinna wykrzesać z siebie więcej. Wedle powszechnego mniemania Malwina wiodła rajskie życie. . skażona była naganą. ale na Karola by się nie zamieniła.A ty może nie. nawet owszem.wyrwało się Malwinie. podskoczyć na wyższy poziom. że co? Nie żreć? Jak to zrobić? Bo Karol wszelkie diety wyklucza. śliczne nogi. że łypie okiem w kierunku kremówek. tobym nie jadła! Krystyna powstrzymała się od kąśliwszych komentarzy.. od Karola może i głupszy. i jego. . sprzedaję.. co? . ale za to piękniejszy. a ją nawet podobno jakiś Czech podrywał.Nawet nie wiem. bo dom domem i kuchnia kuchnią. kiedy przypomniała sobie. miała wtedy wdzięk. kiedy go nie ma. gdyby nie to.zgodziła się. W mężu. Słusznie ją Karol przydeptywał. Tyle słyszałam. .No tak .. ale co ja poradzę.Za jej hotel nie płacił? . że tu Karola nie ma. Jej troska o przyjaciółkę nie miała rozmiarów nadludzkich. . może rąbać sałatę.

nie mając o niczym pojęcia.. żeby dodatkowo szukali po ludziach. nie wiadomo.Ta żona. bo znaleźli go niejako prywatnie. Jedyna możliwość to ta. W końcu władze zrezygnowały.W jakim sensie przez żonę? . w Lesie Kabackim? . może jacyś gliniarze na emeryturze czy coś w tym guście. a drugi brał udział w poszukiwaniach. ci trzej. Znaleźli go w chlewiku u jakiegoś obcego chłopa. - Więcej kalorii traci się gryząc niż zyskuje jedząc. nawet nie wiem. Oni się rozeszli.On nie był przecież sam. bez skutku. . gdzie mam zabłądzić. Wuj mojej jednej znajomej pojechał tam na polowanie dwadzieścia pięć lat temu i dwa tygodnie go nie było.!!! . różne sztuki wyprawiała. Najlepiej w trudnym terenie. . Nie wrócił wieczorem. po lasach i okolicach. tam były gdzieniegdzie takie małe bagienka w trzcinach. To znaczy.Kto ci nie da jechać kawałek dalej? Chociażby w okolice Małkini. . .No. sam się rąbnął.. szczególnie że można zabłądzić i wtedy już parę kilo masz jak w banku.Kto? .I co? ..dodała już zupełnie bezlitośnie. no. że wynajęła jakichś...Kobiety chudną od nóg. że wpadł w któreś i utonął..? .Mamy trawnik . że wpadł w bagienko. trzech ich pojechało. Coraz silniej Malwina zaczynała czuć. bo prywatnych detektywów w tamtych czasach u nas nie było. Prywatnych detektywów.Ponadto przypominam ci o surowej marchwi . ogród można kopać i grabić w pocie czoła. podejrzewali.kontynuowała Krystyna.Ręczna maszyna do koszenia trawy też niezła. .. cała afera była.. . . świetnie się bawiąc wyrazem twarzy przyjaciółki.Później się okazało. istne kpiny! Jak tego Karola bezpiecznie zamordować. jak ich nazwać. Maszyna do koszenia trawy przy jej niechęci do prac ogrodniczych. Ona podniosła alarm już w nocy. Szukali go milicją i wojskiem. Że już nie wspomnę o ćwiczeniach fizycznych.bąknęła Malwina. że rąbnął się w głowę i dostał amnezji. że takiego życia dłużej nie wytrzyma. Przez żonę.Nie żartuj! To co się z nim stało? . czy załatwił go jakiś kłusownik. Informacja Malwinę żywo zainteresowała.Oszalałaś. . doszła do tego. opłacała ich.. który nawet o nim nie wiedział.Długie spacery . po lesie o nierównym podłożu. . jeden wrócił do domu.. Ale ta żona się uparła. całe tyraliery.

czy tak to wszystko załatwiają jak w rozmaitych kryminałach. a zarazem satysfakcja. chociaż trzeba przyznać. że pcha ją zazdrość o męża i podejrzewa go o dziwki. a po drugie. to jednakże nie wyszło. na jednym torze narkotyki na drugim dziewczyny. stara. Malwinę przeszył jakby prąd elektryczny. Ile my tu płacimy? . bo niby dlaczego Malwina miałaby się do tego stopnia przejąć amnezją obcego człowieka.Ci tacy . . swoją drogą. że po odnalezieniu odchudzony był rekordowo . urwałam się z roboty na chwilę.. że Malwina odchudzać się powinna..powiedziała obojętnie . szkoda mi pieniędzy. do dziewczyn miała zaliczać się także i Jola. . wieku na sobie nie ma wcale Natychmiast trzeba kupić aktualną prasę! *** Jola Grzesicka tym razem chciała poślubić pieniądze Dwanaście lat temu poślubiła swoją wielką miłość co okazało się potwornym niewypałem. że musi wszak działać w bezwzględnej tajemnicy. ale po pierwsze. Aż mnie czasem korci.zaofiarowała się Malwina wielkodusznie. co Krystynę nieco zdziwiło. - Wystarczy jak się przelecisz ze dwa razy na tydzień bez pożywienia. to spotkanie z Krystyną. Ze względu na te odchudzające spacery czy co? . Nie minął rok kiedy wyszło na jaw. ochronę i tak dalej. Przyznała się do tej ciąży . nie słuchając. ale Krystyna się na ten idiotyzm nie nabierze. nie mam kogo śledzić. bo w obliczu nowych możliwości nadwaga przestała ją obchodzić.Teraz można sobie wynająć wszystko. Oni podobno są kosztowni. ponieważ już była w ciąży. a ona sama me musi.No i popatrz jak się zmieniło . Ty. Że też o czymś takim dotychczas nie pomyślała! A cóż za przecudowny traf. . żeby spróbować..Jak się śpieszysz to leć. iż wielka miłość zajmuje się handlem dwutorowym. Ciekawa jestem. W Krystynie znów drgnęła litość. Zamknąć gębę i przejść na inny temat! Krystyna pomogła jej bezwiednie. Ja mogę wolniej. lekki krok. W takiego wynajętego może wpierać.rzekła trochę zjadliwie.Ja zapłacę ..to się nawet ogłaszają w prasie. obiecała zatem przyjaciółce bardzo specjalny spis potraw dietetycznych i poszła Malwina popatrzyła za nią ze smętną zazdrością w sercu Boże Jedyny jak ta dziewczyna wygląda.Ale nie musisz chyba specjalnie błądzić i ginąć na całe dwa tygodnie. bo zysk z dzisiejszego spotkania przerastał wszystkie pieniądze świata. w życiu by nie przypuszczała. ja już muszę lecieć.przerwała jej Malwina. że okaże się aż tak pouczające! Dostała wypieków. I tych takich też. smukła sylwetka. Zająknęła się na przypomnienie. . i to jeszcze przed ćwierć wiekiem.

historyczne.. Znała już prefekt siedem najbardziej popularnych i właśnie wahała się w wyborze pomiędzy fińskim. nie o to jednakże chodziło. nauczyła się znakomicie pracować na komputerze. młodszych braci. Jola uciekła brutalowi spod pięści. dziecko częściowo podrzuciła starszej siostrze. i miała po dziurki w nosie takiego życia. uzyskała z łatwością. ale może dałoby się go odchudzić. Czuła się .. Rozwód. siostra też. Wyjątkowe zdolności lingwistyczne pozwoliły jej szybko osiągnąć zupełnie przyzwoity stopień egzystencji. Nie ona jedna żywiła podobne chęci.? I złapać sobie. Cudownie piękny nie był. maniacko czytając książki. obie z siostrą podrzucały dzieci dość jeszcze młodej babci. Romansiki z takimi na dorobku. trzeba się przy nim nieźle narobić.. mogła w nich przebierać jak w ulęgałkach. medyczne. z racji morale współmałżonka. we wszystkich znanych jej językach. błysnęła jej ponętna myśl: a gdyby tak nakłonić go do rozwodu. wróciła do panieńskiego nazwiska. i babci należało rekompensować opiekę nad Adasiem. rękoczynom przeszkodziło mianowicie pogotowie. prawnicze. podporządkować wymaganiom. I siostrze. Czyniła to Jola. Starszy od niej o prawie piętnaście lat.. szef machiny. Wszelkie. Kiedy połapała się. iż posiadanie na własność Karola Wolskiego wcale nie oznacza ciepłego gniazdka w raju.. a rozmaite tłumaczenia wykonywane w domu dały szansę na sensowną organizację życia. jak leci. japońskim i portugalskim. wręcz przeciwnie. po czym bielmo spadło jej z oczu. zyskała wiedzę fachową nie bardzo dogłębną. i zajęła się zarabianiem pieniędzy. że Karol Wolski. Zapragnęła pieniędzy z nieba. a nie pozbawiła zdrowia tylko dzięki przypadkowi. wezwane akurat do sąsiadów. podróżnicze.? Swój rozum Jola miała i zdołała się zorientować. nie tonie bez reszty w upojnych uczuciach do małżonki i niczego innego nie ma na oku. wyzuła ją ze złudzeń. aktywny umysłowo i leniwy fizycznie. a ściśle biorąc. ale za to w szerokim zakresie. wszyscy bogaci byli już zatem zakontraktowani rzetelnie i niewielkie istniały szansę na zagarnięcie któregoś dla siebie. własnym rozpędem idącej ku sukcesom. Łatwo jednakże nie było. Jola właściwie musiała utrzymywać cztery osoby. ktoś w tej rodzinie powinien był zdobywać pieniądze. no i cóż takiego. Potwornie gruby. żeby ją usunąć. mamusia z tatusiem mieli na głowie jeszcze dwóch synów. jaką urządził młody małżonek. Zarazem dokształcała się intensywnie we własnym zakresie. wielka różnica! Niewątpliwie inteligentny i błyskotliwy. karmić cenne zwierzę i obsługiwać. Naukowe.zbyt późno. ekonomiczne. bo szwagier zarabiał przeciętnie. dążąc przy tym usilnie do opanowania następnych. piekielna awantura.. a owszem.

bo Karol wylewny nie był. że do pierogów zostałaby zaangażowana odrębna siła fachowa. który wyglądał jak nowy. gwarantowanie rzuciłby się ku kartom. czy myśli o rozwodzie Jola sama nie podsunęła mu dyplomatycznie. Grzebał z jakimś kumplem pod otwartą maską fiata.. pracuję. zdaje się. . bo skoro do spółki z . niemniej jednak innego pożytku chyba z niej nie miał. Konrada. ale gdyby sam jej wpadł w ręce.Hej..? Wcale nie było pewne. iż jej talenty językowe były dla niego zbyt wiele warte. dało się to zauważyć przy i rozmaitych okazjach. Jolka! Co ty tu robisz? . bo może odbyłabym wygodną podróż dalej w miasto. ale nie mógł być nowy. możliwe zatem. ale nawet i przez telefon szydło worka wyłaziło wszystkimi stronami. cześć! Porośliście w pierze? Obaj czym prędzej wyjęli głowy spod maski i Konrad się zdziwił. pełna normalność bez żadnych zwyrodnień.Nasza wspólna . chłopak jak brzytwa. Było na co popatrzeć. ale opanowała nawet błysk oka. poziom co najmniej równy jej bratu. natknęła się na swojego młodszego brata. Nie. No owszem.Ogólnie biorąc. Dorywczą. czemu nie? Dzieci Wolscy nie mieli. ściągając tym na siebie spojrzenie Joli. a prezentowania publicznie żony starannie unikał. Jola by tak nie chodziła. zdaje się.Hej.. Jola błyskawicznie oceniła go na trzydziestkę. . Jola w tych sukcesach miała swój skromny udział. przesadnie. naprawdę nie upierała się przy nim. handlowa i międzynarodowa część przedsiębiorstwa owocowała imponująco. Czyja ta kareta? . aczkolwiek do romansu Karol się nie rwał. Może intratną? Daj mu Boże zdrowie! Zatrzymała się przy nich na chwilę. że Konrad chyba podjął jakąś pracę. mentalność przedwojennej kury domowej. że aż ją szarpnęło. bo przecież studiuje i o żadnych kłopotach z nauką nie słyszała.powiedział kumpel.. Co jej szkodziło trzymać się go na wszelki wypadek. Gdyby miał ratować morskich odmętów Jolę i karty kredytowe.. szczególnie.na siłach sprostać tym obowiązkom. wydatnie odciążając rodziców. Szkoda. Spodobał się jej tak...? Wychodząc z firmy Karola. żeby miał je wymieniać na pierogi z serem. Rzadkich wprawdzie. owszem. do którego z nich ów fiat należy. i przypomniała sobie. Na szczęście pływać Jola umiała. rozwód byłby łatwy. skoro w nim grzebali. tyle że ta ustawiczna szarpanina finansowa wychodziła jej już czubkiem głowy. chodziła koło niego. że macie to zepsute. A ta cała Malwina prezentowała. Nie upierała się akurat przy Karolu. Przelotnie zaciekawiło ją. głupia była i tyle.. Dałoby się jakoś wytrzymać.

Główny wspólnik to. no. zanim zdołał opanować tę orgię udzielanej wiedzy. zdaje się. won z romansami dla ubogich! . bo inaczej lęgnie się gadanie.odezwał się Konrad niewinnie.A swoją drogą. .Mój kumpel . że te góry są bardzo wysokie. . że podrywam takie starszawe. kiedy jechaliśmy na wakacje pod Zakopane . No i była hopa rodzinna. dosyć tego.przypomniał Konrad . a ja wyraźnie poczułam. iż jej młodszy o pięć lat braciszek całą rodzinę wykończył upiornym “bo?”. a kumpel się roześmiał. to się mamusia zdenerwuje! Cholernik jeden. . o mało co ci nie odpowiedziałam! Precz ode mnie.. że z Giewontu zrobiłam czynny wulkan.Janusz Dębicki. siłą mnie od niego odciągali. jakże on się nazywa. a kumpel Janusz patrzył pytająco i z zaciekawieniem.Ponieważ wie. ale mało.Karol Wolski. . . . Moja siostra. powtórzył swoje pytanie.odparła Jola.. Jolą miotnęło. rozweselony. I całe szczęście. to prawie przyjemność. Ale dzięki temu szlifuję języki. czyniąc gest głową w kierunku niewielkiej tabliczki informacyjnej. pięć lat miał wtedy.Idiota . . właściciel.dodała ponuro - i wpadło mi do głowy. O ruchach górotwórczych zaczęłam bełkotać.Naderwałaś mi ucho .Ona..Bo? .spytał.Sam o wszystkim decyduje.Konradem posiadał nadwyrężonego fiata. zaćmienie umysłu chyba miałam. Ściśle biorąc. ty pomiocie szatana! Konrad pękał ze śmiechu.Ujdzie.Mnie dobił ostatecznie. zdaje się. . .W tej firmie? . w końcu dostałam histerii i przysięgłam..powiedziała łagodnie Jola. niedociągnięć ani pomyłek. Nie. które wymagało odpowiedzi. tyle że męcząca. . bo nie toleruje błędów. bogaty być nie mógł. Pracować dla niego. . niezła? .. . czego chce .przecknął się Konrad.Jak ci pokażę “bo”. . błyskawicznie. Człowiek siniał na twarzy. . że mi się coś robi. narad i kręcenia. taki gruby.Ale ci przyrosło! W życiu więcej na żadne “bo” nie odpowiem! Janusz Dębicki. Muszę tej informacji udzielać od razu. i nie ma żadnych wahań. powiedzieć mu. Jola.z uciechą.. Oczywiście zapytał: “Bo?” z okropnym naciskiem. dlaczego ten gruby Wolski stanowi szczęście? To bardzo intrygująca opinia o szefie. że go zabiję. trochę wiedziałam. Jola zatem poczuła się zmuszona wyjaśnić. . A on wtedy zapytał: “Bo?”.

zirytował się Konrad.Bóg ci zapłać . Mogę go zapytać. .I tak wcześnie kończycie pracę? . . bo do jutra nie skończymy! . Nawet myślałem. To z godzinę luzu chyba mam.. . wesołej zabawy! Obaj patrzyli przez chwilę za odjeżdżającą Jolą. przez co ogień pod nogami buchnął jej silniej.wyznał Dębicki. . podoba mi się twoja siostra. ponieważ dysponowała dowolną .Skąd wiedziałeś. Na ten widok zdziwiłaby się zapewne i może nawet zaczęła coś myśleć.spytał surowo Konrad. co mu się podoba. . uzyskane bez żadnej łapówki. W razie czego mogę robić czasami za bezrobotnego pacykarza. . Jola z taksówki nie mogła już widzieć.. taksówka.! Cześć chłopaki. że ten Wolski odwala niezłą robotę.Ciekawi mnie . na przykład.Słyszałem o tym jego biznesie.Z tego wynika. szacunkiem. No dobra. przeważnie wychodzi wcześniej i robi.To czego tu jeszcze stoisz? . czyby się samemu nie zahaczyć.Skąd. Podobno wcale nie jedzie na kantach. . nie licz na transport.Bierzmy się za robotę. lecę. .Co się tak czepiasz tego Wolskiego? ..? . zgadłem za pierwszym razem. Lubi wodę. a ja właśnie lecę po dodatkowe materiały do tłumaczenia. rozkręca nowy interes. Codziennie tak tkwi w kieracie do wieczora? Joli ziemia już się paliła pod stopami. .powiedział Konrad z wdzięcznością.Taki bystry jestem. a udało jej się to. Miała prawo jazdy.. ale jakoś przyjemnie jej się z kumplem brata rozmawiało.Wcale nie. ale moim zdaniem pojutrze sfinalizuje sobie wszystko i pojedzie. Nie ma sprawy. . Mnie część krajowa nie dotyczy..ciągnął swoje Dębicki. że to akurat on. zapalenie silnika i odjazd obu młodzieńców trwały kilkanaście sekund.. kto kończy? On tam siedzi w oku cyklonu.. do Wiednia.Nie wiem. Zatrzaśnięcie maski. .Ciekawa rzecz .Dobra. Daj tylko cynk. dzięki czemu cieszyła się wielkim uznaniem. Jakby się znali od dawna. . Albo nad jakieś jeziora. Nie ma on tam posady dla malarza ściennego? Jolę malarz ścienny nieco zmroził. podziwem. Teraz jest sytuacja podbramkowa.. ale byłbym ostrożny. Justynka grzecznie jeździła autobusem. a efekty ma rewelacyjne. nie? . Resztę doby mam z głowy.My tak prędko nie odjedziemy. takie ploty biegają. że kompletnie zepsuty samochód okazał się nagle w pełni sprawny. a także zawiścią młodzieży swojego pokolenia. o. stoi.Może nawet dwie. . nie ma obawy.

że ciotka opiekuje się nią nie całkiem bezinteresownie. jak twierdził. Justynka zatem pojechała. Na szczęście w biurku zostały zapasowe kluczyki. bez dokumentów. ale jednak z honorem. . gdzie oni są. a po drugie. że. gdyby nie szkoła. nie uprawiała maniacko żadnego sportu. ponieważ tak rozszalałe życie towarzyskie wujostwa stanowiło ewenement. Mimo wszakże posiadania prawa jazdy i egzystencji dwóch samochodów w rodzinie. ale nie musiała zarabiać. które Malwina nie wiadomo po co miała przy sobie. nie musiała zajmować się domem ani pilnować młodszego rodzeństwa. że dziewczyna dodatkowej forsy nie da. chociaż wujowi też nic nie brakowało. zmieniał właśnie samochód i tym jechał ostatni raz. Byli dość daleko. nie odczepi się. obydwoje po użyciu alkoholu. Zostałaby wręcz ubezwłasnowolniona i udeptana. może nawet zacznie rozrabiać. a duchem przekory i wynikłym z niego uporem wykończyła wreszcie wszystkich instruktorów. po pierwsze. przy czym. i tak Justynka wyszła na swoje. ale na tym się skończyło. Pretensji żadnych Justynka o to nie miała. z których zresztą co najmniej dwóch bardzo się jej podobało. jej umiejętności. istniał tu cel praktyczny. a przy tym na damę do towarzystwa Justynka nadawała się jak wół do karety i ze swojego charakteru umiała skorzystać. nie tak znów dawno. zabrał ją na dłuższą przejażdżkę i kazał prowadzić. mniej więcej. do drobnych usług. nie szalała dziko za żadnym facetem. W tydzień później o pierwszej w nocy Justynka została wydzwoniona z domu i nakazano jej przyjechać zaraz tam. samochodem ciotki. owszem. polegających na monologu.ilością czasu. Nieco może kosztownie. wyciągające człowieka z domu. przed czterema miesiącami zaledwie. Już w wieku. i żadne nie mogło prowadzić. nie przychodziła jej do głowy myśl pożyczenia któregoś. dla sprawdzenia. ciotka większym. Dlaczego nie miała utrzymywać z nimi kontaktów i odbywać przyjemnych jazd? Stało się w końcu widoczne. do pocieszania i wyrażania współczucia. zaraz potem jednakże okazało się. Potrzebna była jako żywy stwór do zwierzeń. Rzadko bywali razem gdziekolwiek. wuj pochwalił ją głośno i niemal publicznie. co chciała. i na dobrą sprawę mogła robić. ponadto szkoła narzucała rozmaite dodatkowe obowiązki. czternastu lat zorientowała się. Nie udało się Malwinie zrobić z niej przedmiotu użytkowego. doceniała swoje szczęście. Do szkoły musiała chodzić. na jakimś przyjęciu. sprawdzian wypadł znakomicie. Zdarzyło się wprawdzie kiedyś. Dochody po rodzicach pozwoliły jej na opłacanie kolejnych egzaminów. że wuj. Studiowała. karate zajmowało niewiele czasu. w przypływie jakiegoś szampańskiego nastroju. rzecz niezwykła. może nawet nieco do pomiatania. do rozmów. Podróż wyszła doskonale. coś w rodzaju damy do towarzystwa.

to owszem. jakieś wydarzenia następowały. pryskając wodą z jezdni. przyplątało się parę osób i z pogadania nic nie wyszło. Zboczyć do Megasamu i kupić sobie szampon do włosów czy nie? Zamierzała umyć głowę. Musiały dotyczyć komplikacji mieszkaniowo . zaplątana w samo sedno nieprzyjemnie. hurtem. że chciała się poradzić.sercowych. pójdzie prosto do domu. bo poznała samochód wuja. jak na imprezkę. Nie musiał. a nie wracać! . wyasfaltowaną i nawet z chodnikiem po jednej stronie... Wuj swój samochód zabierał rano i wracał nim o najrozmaitszych porach. zawsze chlapał. niekiedy na obiad. w cztery oczy. ponieważ już grawitował ku niej niejaki Włodzio. a powinien być w nie wmieszany Piotr. czwarta . Justynka wymknęła się ukradkiem. kolega z wyższego roku. ostatecznie. niczego ciężkiego nie niosła. okrywane płachtą milczenia. przeszkodzili im. po wykładach i małym spotkanku towarzyskim. że jej nissan stał na parkingu obok domu całe dwie doby. bo na pewno potrzebne jej coś więcej. miał w nosie ludzi na chodnikach. bo jedna taka Basia chciała pogadać od serca. Wysiadła na swoim przystanku i zawahała się. została jej reszteczka. Dla Justynki nie było go wcale. wieje i jakby mży. Justynkę do Piotra ciągnęło. o tej porze powinien już tu panować spokój. Ruszyła boczną uliczką. a. Bywało. Ruch jak na autostradzie. głupio i niewygodnie żonaty. którego bardzo nie lubiła i któremu zdołała umknąć szczęśliwie. przed wieczorem. może wystarczy jeszcze na ten jeden raz? A. bywało. Domyślała się treści zaplanowanych wierzeń Basi i chciała je usłyszeć. że jechała nim kilka razy dziennie. Miała do przejścia wszystkiego raptem trzysta metrów. Basia miała. skończyło się wcześnie. zatrzymywać się i podwozić jej ten kawałek. co tam. Coś tam było. niejako automatycznie nastawiła się na jazdę autobusem. chyba ciotka czepiała się słusznie. Znała sprawę dokładnie i możliwe. Wracała zatem właśnie dość późno.piąta po południu. Justynka rozzłościła się jeszcze bardziej.pieniężno . z tym że raczej chwiejnie żonaty. raczej powinni wyjeżdżać. ale mógł przynajmniej nie chlapać! Do licha. wszyscy tu mieli samochody. Nie miała doskoku. wszyscy wracali. Coś przejechało koło niej. niekiedy późnym wieczorem. Zła była trochę. a niekiedy po paru dniach. pogoda niezachęcająca. ciotka zaś jeździła nader nieregularnie. z czego serce zdecydowanie wybijało się na plan pierwszy. No i chała. wyjawiając przy tym szczegóły. o których Basia wiedziała. ciało obce. a zakupów kosmetycznych dokona jutro. nikt jednakże nie miał zbyt wiele czasu i wszystko razem. Za wujem przejechało coś następnego. wystarczy. ale o ósmej wieczorem skąd ich diabli nieśli? Jeśli wymyślili sobie jakieś rozrywki.

Nic. ale nie było go widać ani słychać. pretensja o jeden pojazd za dużo wynikała wyłącznie z jej nastroju. ruchach. nie musiała tego jednakże rozstrzygać. Rzecz oczywista. niesionych przedmiotach wskazywało na powrót do domu. I zgasił radio. Helenka bezszelestnie nakrywała do stołu. skoro wjechał.Zamknął się w łazience. w każdym razie od rana do nocy budynek wypełniony był nieszkodliwym. Malwina bowiem usłyszała otwieranie i odwróciła się ku niej. tylko spogląda wstecz przez wszystkie możliwe lusterka. nie szła chyba z wizytą. najwyraźniej w świecie usiłując pod warstwą demonstracyjnej troski ukryć furię i okropne zakłopotanie. co było o tyle dziwne. z największą delikatnością. ale spojrzał okropnie. Justynka otworzyła sobie drzwi zwyczajnie. niekiedy zaś przerzucała się na wiadomości. Malwina lubiła słyszeć przytłumioną muzykę z odtwarzacza. Zawahała się. dość było miejsca. Niezadowolona była z życia i cześć. Zatrzymała się na moment. wrogo spoglądając za tym następnym samochodem.Co on będzie jadł? Obiad. aż wyjdzie? Nic nie powiedział? . a nawet jakieś inne gadanie. Koty z samej swojej natury nie robiły żadnego hałasu. i demonstracyjnie obejrzała dół płaszcza. że następny nie chlapał. Gdzieś tu zapewne mieszkała. Malwina medytowała w kuchni nad rodzajem posiłku z jakimś dziwnym wyrazem twarzy. . W gruncie rzeczy poczynania sąsiadów nie obchodziły jej w najmniejszym stopniu. . iż przesadnie ostrożny kierowca wcale nie patrzy przed siebie.spytała szeptem. Samochód za nim grzecznie przeczekał jego manewry. A. to stąd to wrażenie przeraźliwej ciszy! W domu wujostwa zawsze grało radio. powiedzieć “dobry wieczór” czy przemknąć się niezauważalnie na górę. W domu Justynka zastała ciszę przed burzą. nie mogła wiedzieć. Po czym ruszyła dalej.spytała równie cicho Justynka. już widząc wjazd wuja w bramę. chociaż doskonale wiedziała. a zarazem bardzo uradowany ponownym spotkaniem dziewczyny z autobusu. coś w jej sylwetce. niezbyt głośnym dźwiękiem.Jak myślisz? . Karolowi to nie przeszkadzało. ale zamknęła je cichutko. gdzie wchodzi. bo atmosfera wręcz wystrzeliła na zewnątrz. Postarał się sprawdzić.A gdzie jest? . . kolację czy nic? . że wcale nie musiał. zaskoczony i odrobinę zaniepokojony. Wuj bez wątpienia znajdował się tu również. . żeby ominąć go od tyłu. .To może poczekać.

albo . .I schował się w łazience? .Nie bardzo. też muszą być na świeżo. ale niepotrzebnie panią chyba pan Karol zastał w gabinecie .albo. że co? . już można smażyć i zobaczyć.On tak nie lubi i zaraz się naburmuszył. W ostateczności grzaneczki też mogą być przystawką. rozumiesz. . takie rzeczy ciotka przewidywać powinna. . Ja. że jak na stan wuja.zaopiniowała Justynka.Móżdżek do jutra wytrzyma? .. . może dać jeszcze tego węgorza w galarecie? . Po przystawkach ciocia się zorientuje. jadłospis wypadł wyjątkowo idiotycznie. ale wciąż była jakaś straszliwie zakłopotana.No właśnie. więc gdyby chciał obiadu.A fileciki? . tylko oddzielnie. że akurat dzisiaj nie odezwie się ani słowem? Chociaż nie.. .Gdyby usiadł do stołu. ale kto mógł przewidzieć. Obie urwały rozważania i popatrzyły za nim.To zrobić grzanki. . Ubrany był w domowe spodnie i krótki włochaty szlafrok. kłaść na patelnię czy nie? . a w razie czego fileciki się dołoży. tym razem jednak najwidoczniej coś w niego wstąpiło. że nawet aprobował.No. proszę bardzo. Wszystko gotowe.. .poradziła Justynka po namyśle.Ja nic nie mówię. Bez zupy. jak zwykle.Fileciki i zupa nawet do pojutrza. Gorące ciocia i tak trzyma na ogniu.. zgryzota. . Ja tam już nakryłam.. o grzankach myślałam. I teraz nie wiem.Zrezygnować z zupy..nie zwracał uwagi. co wskazywało. Nagle zamienił dom w grobowiec.rzekła ostrożnie. że nie wybiera się nigdzie i zamierza spędzić wieczór w domu. . trzeba jej pomóc.. chyba wszystko. widzisz. możliwe. A co. Lepszy byłby świeży. Co ciocia ma? Malwina zaczęła się odrobinę rozjaśniać.Niedobrze .. I tu. Justynka pomyślała.. . co zrobi. Karol za ich plecami wyszedł z sypialni i wszedł do swojego gabinetu. bo ten móżdżek dostałam znienacka.Ja bym zaczęła od zimnej przystawki ..? . po nich pasuje. ale sama wiesz.To mam fileciki z polędwicy wieprzowej. tu grzanki i tu grzanki. To myślisz.Ale miałam w planach grzaneczki z móżdżkiem. wcale nie chciałam razem. . No dobrze. smażyć trzeba w ostatniej chwili. szczerze zmartwiona. W części kuchennej pojawiła się Helenka.Zupę cebulową.

na szczęście. Kto mi tu rozwala tego szmatławca.odmówiła stanowczo Helenka. . Ręce jej się trzęsły. nawet woda mineralna na wszelki wypadek. jak przyjechał . kiedy . nie było tak źle. .wymamrotała Malwina.. na nowo okropnie zmieszana.Wcale nie jestem obcą osobą. . Wskazał palcem zwał papieru za drukarką. Zza drzwi dobiegł ponownie ryk. a nie ta..usprawiedliwiła się Malwina nieco histerycznie.. . Zdenerwowana była jakoś nietypowo. spojrzał na nią w milczeniu.. Teraz dopiero Justynka zwróciła uwagę na osobliwy stan ciotki.Już ja naleję.. Kawy czy herbaty? . pojawiły się inne kłopoty..zdziwiła się Justynka.Ja tam nie wejdę.. .. filiżanka do kawy.Też nie wejdę. . Z westchnieniem zdjęła wreszcie płaszcz..Justynka. . potem nerwowo rzuciła się do kuchennego blatu.Nie słyszałam. . dlaczego. szklanka do herbaty. odłożyła torby na krzesło i ujęła tacę. cytryna..zaczęła Justynka z lekką urazą.Czy moja żona umarła? .Ja się boję . którą podobno poślubiłem i którą utrzymuję od dwudziestu lat? .zgadła spokojnie Helenka i sięgnęła po tacę. która wszak nie stanowiła nowości. stawiała tacę na stoliku obok biurka. .O Boże.spytał sucho. gdyby przeszedł na swój okropny syk.?!!! . pijał kawę rozpuszczalną. Karol.Pan Karol chce coś do picia .Wszystko! Niech ma...A proszę bardzo. niewspółmiernie do sytuacji. Wuj w tym momencie nie ryczał. Malwina na moment skamieniała... znamionujący zniecierpliwienie..Żyje? To czemuż troszczą się o mnie obce osoby. Helenka odsunęła ją delikatnie. Skoro wuj krzyczał.Nie. . bo pani co stłucze. .?!!! Zabierać swoje śmieci!!! Czy ja już nie mam dla siebie miejsca w tym domu?!!! I czy ja mieszkam na pustyni. Na dużej tacy swobodnie zmieściły się podwójne naczynia. . też by pewnie nie weszła.. Justynka bała się średnio.. . śmietanka. cukier. aczkolwiek ryk nie był jeszcze u Karola objawem najgroźniejszym. ale wuj nie słuchał. oprócz wuja. . Niech Helenka da.Niech Helenka zaniesie . Przeszła przez hol i łokciem otworzyła sobie drzwi do gabinetu.? . Czyżby. za mocno. Napoje czekały..? Dziki ryk dobiegł nagle zza drzwi gabinetu.

żeby cisnąć w nie wzgardzonym napojem. Z wuja buchała jakaś złośliwa agresja. już wszystkie wyszły. że jęła kojarzyć mu się z wykonywaniem zawodu i nie życzył sobie widzieć jej w chwilach odpoczynku. Co jednakże zainteresowało nagle Malwinę? I dlaczego. . być może studiował ją tak intensywnie.. musi mi przecież dać pieniędzy. dla których wuj w domu jej nie znosił. Za nią pogonił krzyk nieco cichszy. ponownie weszła do gabinetu. . którą Karol czytywał zawsze w pracy i nigdy w domu... gdyby została w gabinecie. niepotrzebnie ciocia ją tam zostawiła. że ma to zabrać i wyrzucić. rozpoczynając z wujem pogodną pogawędkę. co jeszcze mógłby zrobić. Justynka zgarnęła papiery i wyszła. z mocnym postanowieniem. bez pośrednictwa sklepu?! Niech ta idiotka to zabierze!!! Na widok wyrazu twarzy stojącej w wejściu do kuchni ciotki Justynka zawróciła. może się sama na śmietnik wyrzucić! Najlepsze miejsce dla głupich nierobów! Nie wdając się w dyskusję o charakterze i ewentualnej lokalizacji ciotki..Zapomniałam! Wypłoszył mnie. usiadła przy stoliku i wypiła tę kawę. Gazeta Wyborcza. jedna. i druga. do diabła.? . Z nieznanej nikomu przyczyny w domu nie chciał na nią nawet patrzeć.To chyba nie teraz . a jeśli jeszcze raz znajdę tu magazyn śmieci. nie ulegało wątpliwości. że trzeci raz nie wejdzie.zaopiniowała Justynka. Była to sobotnio - niedzielna. .Rzeczywiście.. .Na cholerę mi ta kawa?! Może od razu i pieniądze wrzucać do śmieci. czytała ją w gabinecie.Czy mój pokój to jest składnica makulatury? Powiedz jej. . że czekał tylko na zamknięcie drzwi. Nie wiadomo było. a za to bardziej jadowity. cóż nastąpiło takiego.. dawno już przestała dociekać. zelżona Gazeta Wyborcza omal nie przekształciła się w wybuch wulkanu? Powodów. Zabrała swoje rzeczy i ruszyła na górę. pozostawiając komplikacje spożywcze ciotce i Helence. A ja właśnie chciałam go prosić o pieniądze. bez słowa wzięła filiżankę z kawą i znów wyszła. że nieszczęsna. Dopiero w kuchni spojrzała na piastowane pod pachą papiery. co by było. codziennej prasy nie brała do ręki. zwiększona objętościowo. Ciekawiły ją trochę dwie sprawy.. z wypiekami na policzkach. . jakby nie było w domu innych pomieszczeń.. Malwina.To nie jest najlepsza chwila. skąd się wzięło nagłe zainteresowanie Malwiny Gazetą Wyborczą? Czytywała wyłącznie czasopisma ilustrowane. wydarła jej prasę z rąk. a w pracy nie mógł się bez niej obejść.

. i rozejrzała się za książką.powiedziała Justynka.! Jak oszalała Malwina rzuciła się ku patelni. Następnie przebrała się. ukierunkowane na sytuację niżej.odparł Karol. najpierw buntowniczo dokonała czynu rewolucyjnego. co powinna kupić. Ja tu się nie liczę. Czy ja mogę zjeść kawałek węgorza? . Na dole Karol Wolski z trzaskiem wyszedł ze swojego gabinetu. ktoś zostawał niesłusznie ukarany albo uniewinniony. afery i przestępstwa mnożyły się niczym króliki na wiosnę. podsunęła jej masło i wyjęła pokrojoną bułeczkę z foliowego opakowania. wszedł do jadalni i usiadł przy stole. W Karolu nowy dźwięk już bulgotał.Ciocia robi grzanki z móżdżkiem. Także cały dom.Pani Malwina pyta. kogoś łapano. Na parterze. mianowicie włączyła własne radio.spytał kąśliwie i sycząco. ugryzłszy się w język co do całej reszty. siadając również przy stole. zmieniając wilgotne i zachlapane spodnie na suchą odzież domową. może pozabijają się wzajemnie i może powinna jakoś przeciwdziałać? Wcale nie chciała. jakby delikatne nerwowe drżenie.W tym domu już się kolacji nie podaje? . ale przeciwko całkowitej separacji od konfliktów protestowało jej sumienie. a w zakamarkach pamięci utkwiła jej jakaś uwaga o węgorzu w galarecie. Po czym sięgnęła do lodówki po gotowy móżdżek.Będzie żarcie czy nie?!!! . Sytuacja prawna w ojczystym kraju ciekawiła Justynkę rzetelnie i wręcz hobbystycznie.zawiadomiła beznamiętnie Helenka.Dziękuję bardzo . Poza tym zaczynała jednak być głodna. a każde z nich dawało coś do myślenia.wysyczał Karol przeraźliwym szeptem. ponieważ lęgnie jej się w środku nieprzyjemność. Lubiła słuchać wszelkich wiadomości. dokonała przeglądu kosmetyków. dla odmiany tonem bez wyrazu.. Także trawnik. tyle że bardzo cichutko. . Diabli wiedzą co się tam dzieje. że nie zdoła usiąść i spokojnie poczytać. . wysyłając w posły Helenkę. której wystarczył jeden rzut oka w kierunku kuchni. Ktoś kogoś okradał. Helenka w milczeniu i ze współczuciem. .Możesz .Będzie . W tym momencie podłożyła się Malwina.Możesz zjeść wszystko. wśród nich bowiem przytrafiały się informacje wysoce pouczające dla niej z racji studiów. zabarwionym lekką naganą. przezornie zapisała. Potem zaś wyraźnie poczuła. Na ten straszny syk właśnie weszła Justynka. . . Schroniwszy się w azylu swojego pokoju. Także stół. Kolacja. . . jaką sztukę wywinie wuj i co zrobi ciotka. .powiedziała grzecznie. napadał. czy pan będzie pił białe wino .

.?!!! Przerażająca supozycja otumaniła Malwinę tak. Grzanki już się rumieniły. Odruchowo wręczyła to Karolowi. że wuj jadłby nawet w chwili mordowania człowieka albo podpalania przedszkola. . Umiała się nim posługiwać. Justynce mignęło w głowie. że zdołałaby zapewne przyrządzić suflet w czasie trzęsienia ziemi. który nagle uciął syczące.. że przedtem wykańczał węgorza.Nienawidzę kretyńskich pytań!!! Czy moja żona zaniemiała?!!! Może zechce wysłać faks.?!!! Może wejdzie do internetu. ale robota z grzankami musiała potrwać.Kto tu płaci. którego uwielbiał. .spytał Karol jadowicie i bardzo cicho. Zręcznie wyciągnęła korek i nalała wina do dwóch kieliszków.spytał cierpko. Helenka postawiła na stole kieliszki. upiorne szepty. Umiała już gotować tak.. Karol pochłonął pozostałe. a za nim nóż. . Helenka znów wiedziała. - Niedobrze mi. więc widocznie był z potrawy zadowolony. Sięgnęła do kredensu po termos do butelek i oddaliła się. Konsumować je należało gorące. Do tego pozostałe osoby. wzięła butelkę i korkociąg.Ostatnio zostałem kelnerem? . Pan domu nic nie powiedział. Karol odczekał chwilę. ani zjadliwość nie przeszkadzały w spożywaniu z apetytem przystawek. . jak patrzę na głupią gębę! Zejdź mi z oczu!!! . ja czy Duch Święty.syczał nadal kochający małżonek.Wynoś się stąd! . . Justynka w jadalni na razie ośmieliła się zjeść jedną.?!!! Justynce pierwszy kęs węgorza w galarecie utkwił w gardle.. co zrobić.Do jasnej cholery.powtórzył z pełnym natężeniem swojego syczącego szeptu. że normę dla niego stanowi dwanaście. również nic nie mówiąc. wyjęła białe wino i podała razem z korkociągiem. że z brzękiem wyleciały jej z ręki duży widelec. Justynka. Malwina trzęsącymi się rękami kontynuowała proces smażenia. Helenka bez słowa sięgnęła do kredensowej lodówki. Razem z ostatnią porcją przy stole usiadła Malwina.spytał ponownie Karol z przeraźliwie jadowitą uprzejmością. czy w tym domu nie można zjeść czegoś spokojnie?!!! .To się chłodzi samo z siebie? . Karolowi ani ryki. Na dużej patelni mieściło się ich sześć.. . .. . Helenka z następnym talerzem zdążyła tylko dzięki temu.Czy możesz mi zrobić uprzejmość i siedzieć gdzie indziej? . Malwina i Justynka na moment skamieniały. Po chwili wróciła z pierwszą partią grzaneczek. razem co najmniej cztery patelnie.. Karol zaś udowodnił już wielokrotnie.

Karol bardzo uprzejmie dolał jej wina. pozostanie przy stole oznaczało zaś solidaryzowanie się z wujem.Bo ja. doprawiając octem. rąbnie w kuchnię. już się psuły? Justynka nie wytrzymała. niepewna. że tak. . . Helenka zatem bez żadnych pytań podała oba desery i herbatę. produktem możliwie najtańszym. zeżre grzanki do końca. . . W wejściu odwrócił się połowicznie. po czym zerwała się i wybiegła z płaczem. dołożyła trochę psich i kocich i wszystko razem zmieszała w mikserze. aczkolwiek wydane zostało niejako w liczbie pojedynczej. że jakiekolwiek dodatkowe reakcje na jego eleganckie wybryki pogorszą sytuację do granic nieprzewidywalnych. Ewentualnie sokiem z kiszonej kapusty. . .Jest. mam kopalnię złota. Powstrzymała się jednak.A co.spytał normalnym głosem.Nie. . Justynka z nadgryzioną grzanką w zębach trochę zdrętwiała. Nie. galaretka z zeszłorocznych mirabelek. że nie można było nie odpowiedzieć. które potrafią trzymać gębę zamkniętą. Jadł kolację w milczeniu. że istnieją osoby. czy polecenie nie dotyczy i jej. - Pomyśleć. Z drugiej jednakże strony wiedziała z doświadczenia. z zadowolonym wyrazem twarzy.. Po przystawkach i grzaneczkach nie wyglądał na głodnego.. . na przykład. . Zarazem czuła solidarność z ciotką. na wszelki wypadek nie odzywając się ani słowem.Tak.Ptasie gówna pozbierała z trawnika? W tonie wuja brzmiało tak wyraźne zainteresowanie. oczywiście..rzekł wreszcie Karol.Deser jest? . Karolowi informacja wyraźnie się spodobała. ale wszystkie żywe robaczki zostały wyrzucone.. A te zdechłe mają orzeźwiający posmaczek.Chcę jeszcze jedną butelkę tego Pinota .. przestał się czepiać. wstał od stołu i przeszedł do salonu. Justynka towarzyszyła wujowi w posiłku do końca.Ten drugi bardzo tani. Justynka miała wielką ochotę wyjaśnić. . Urwał nagle. wuj.Ciekawa rzecz . okna z tej strony nie ma.oznajmił gdzieś w przestrzeń za siebie i usiadł na kanapie przed telewizorem. po czym zdemoluje stół albo rąbnie pustym talerzem w zamknięte okno.. . Justynce udało się przełknąć i nie udławić. Nawet dwa. Jeszcze przez dwie sekundy Malwina trwała w bezruchu. odsuwane od siebie talerz i szklankę.

za to łokciem zrzucił popielniczkę. Helenka w drzwiach kuchni westchnęła.żebyś nie musiał na nią patrzeć. No. to znaczy mieć ma. ale Helenka ostrzegawczo potrząsnęła głową. W chwilę później z sypialni wypłynęła Malwina w czarczafie na twarzy. iż usłyszała pochwałę. . który właśnie trafił na prognozę pogody.Głupią gębę ukryłam .. . Po czym jęła wkręcać korkociąg. siąkania nosem. . był to jej tiulowy. chrząkań. Jakoś nie czuła rauszu.. Justynka w tym momencie uprzytomniła sobie. nalała płynu do kieliszka niczym najwytrawniejszy kelner i zastygła w bezruchu przy fotelu obok. okręcony wokół głowy i oblicza tak. że widać jej było tylko oczy. przyglądając się scenie. Malwina otworzyła butelkę. postawiła mu napój na małym stoliku pod łokciem. za przykładem chlebodawczyni odegrała rolę ducha. podłogi nie obdarzając ani jednym spojrzeniem. wieczorowy szal. nie patrząc. Nawet się za nią nie obejrzał. Helenka w nieskalanej ciszy uprzątała ślady uczty i porządkowała pomieszczenie. do kieliszka trafił.Pani Malwina coś tam wykombinowała.Justynka da spokój . nadal posuwając się ruchami doskonale wykarmionego łabędzia. Równocześnie Malwina jakby odzyskała śmiałość..szepnęła.poinformował uprzejmie ekran telewizora. Ale muszę ci powiedzieć. . czy nie zanieść jej wujowi dla świętego spokoju. cofnęła się po zmiotkę i śmietniczkę. Przekradła się na palcach za plecami Karola. Ściśle biorąc. pewnie te grzanki były tłuste. że piła wino równo z wujem i wytrąbiła pół butelki Pinot Blanc. z rzadka przetykany srebrnymi niteczkami. na pewno. ale pytanie czy w lodówce. . wuj nie miał najmniejszej ochoty być zabawiany rozmową i zaaprobował jej przerażoną powściągliwość. Poruszyła się. na stolik. Zarazem pojęła. Malwina znikła już z kuchni. napoczętych pytań.. postawiła popielniczkę z powrotem na stoliku i sprzątnęła popiół z dywanu. sięgnął jednakże. że drugiej butelki ciotka może nie mieć w zapasie. Karol jej obecność zignorował. choć nieco strasznie. Petów tam jeszcze nie było. Lodowato zimna butelka wina stała w chłodzącym termosie na małej tacce razem z kieliszkiem i korkociągiem. Zaniepokoiła ją myśl.Idiotyzm bywa nieuleczalny .rzekła z łzawym sarkazmem . Po czym wróciła na poprzednie miejsce. węgorz też. Justynka z Helenką znieruchomiały w drzwiach kuchennych. tyle że mniej zażywnego. Justynka zawahała się. silnie podmalowane. krótkich szlochów i rozmaitych innych dźwięków. Właściwie ciotka też mogłaby czasem pomilczeć do niego bez westchnień. co wyglądało nawet atrakcyjnie. chwyciła tackę i.

Pyzy są tanie.rzekł Karol w zadumie. Sam wiesz. . wśród kosmetyków zaszkliły się łzy. żeby jakiś karaluch kiedykolwiek domagał się ode mnie pieniędzy .. Nie znoszę nachalnych bab.Dobrze. że na dom potrzeba pieniędzy! .. . .Nie przypominam sobie. zrobię pyzy ..ciągnęła Malwina z rozpaczliwą determinacją. że palec zamarł mu na przycisku. .powiedział Karol.Nie ma takiego przepisu. . . że mało przelałeś. jakby nie słysząc. jak ja mam prowadzić dom bez pieniędzy.Dla ciebie. po czym znów nie wytrzymała.przerwał Karol.zgodziła się Malwina z wybrakowaną nieco słodyczą.. kochanie...Tak. więc proszę bardzo.. wreszcie spojrzał na żonę. to skąd ci wezmę? Naprawdę nic nie poradzę.Przyganiał kocioł garnkowi . Karolowi skończyła się pogoda.. żebyś miał wszystko najlepsze! Ale mi przecież darmo nie dadzą.!!! .Nic absolutnie nie musisz mi mówić . jak mogła. .że pieniądze na dom wyszły . powinnam chyba! Nie chciałeś na mnie patrzeć.kontynuowała Malwina. . że Paprockiemu trzeba płacić i pranie na sucho kosztuje. wracając wzrokiem do ekranu. zaczął zatem prztykać pilotem. . .. jak chcesz. .Już nie mam.I najdalej pojutrze nie będzie żadnego obiadu. . Siłą zdławiła prawdziwe uczucia.Wybierasz się straszyć na cmentarzu? . .Pyzy . że kocha go bez granic i żyć bez niego nie może.Niektórym odchudzanie się przyda. czy nawet w Arabii Saudyjskiej miałabyś powodzenie.Ponadto wątpię. nie umiejąc jednak całkowicie usunąć z tonu ciężkiej urazy. szukając w Telegazecie strony z notowaniami giełdowymi. co sprawiło.Nic nie poradzę na to. .Ja się tak staram .Co. .wyjęczała żałośnie. .? . nie musisz! Traktujesz mnie gorzej niż psa! Gorzej niż karalucha! Gorzej! Gorzej! Ja już ścibolę i oszczędzam.spytał z zainteresowaniem. Już mnie traktuj. ..Ale pyzy idą z czerwonym winem..Weź swoje. . pyzy. ale przynajmniej nie utrudniaj! . Zużyłam. Malwinie w ostatniej chwili przypomniało się. Milczał długą chwilę. Musisz mi dać pieniędzy..ani nawet śniadania . Malwina nie wytrzymała.wymamrotała w kuchennych drzwiach Helenka najciszej.

skrzywdzona i nieszczęśliwa. Gdyby Malwina miała bodaj cień wyczucia. Karol zdecydował się jej pozbyć. Owszem. wrócił do domu wściekły. Ponadto doskonale wiedział. a oprócz tego wyszło na jaw. z jakim poświęceniem znosi fanaberie podłego tyrana. Notowania giełdowe wskoczyły mu na ekran i bardzo go zaciekawiły. Nie wytrzymał. żeby musiał się nią zainteresować i przyznać jej rację. źle ocenił faceta. że za wszystko trzeba płacić i wcale nie chciał być karmiony suchym chlebem. nie umiała przeczekać. W rezultacie jedną drobnostkę musiał przepłacić. a tego też nie trawił..oznajmił stanowczo. Nienawidził własnych pomyłek.Jutro . że w każdej chwili mógł podpisać czek. Zamknąwszy się w gabinecie.Jutro? Dasz mi pieniędzy jutro? A dlaczego nie dziś? I kiedy jutro? Przecież ja muszę zrobić zakupy! . . dlaczego właściwie nie dał jej tych pieniędzy od razu. Notowania giełdowe odpracował. Malwinę zastopowało. nie pojmując nawet. użalić się. coś zrobić. przepłacanie odczuwał jako hańbę. popełnił pomyłkę. co czyni. bo przecież mógł się uprzeć i nie dać pieniędzy jeszcze przez i tydzień. więcej nic ciekawego w telewizji nie było.. najzwyczajniej w świecie wstał z kanapy i wyszedł. Jego zdaniem pseudoargumenty. czy ten wyrzucony gnój nie zdążył czegoś chlapnąć. ewentualnie wykrzesać z siebie jakieś walory intelektualne. Sfinalizował wprawdzie umowę bardzo korzystnie. bodaj połowicznego. A dodatkowo dręczyła go niepewność w kwestii francuskiego przetargu. że ktoś go zdradził. tylko przerzucił sprawę na jutro? Miał je przecież zawsze miał przy sobie dużo gotówki. do Malwiny dotarło. szepczący. usiłowała jeszcze coś powiedzieć. zarazem ciężko urażona. bliska wycierania weń nosa. przedtem jednakże sam go wybrał. już go wyrzucił. dmuchając w czarczaf wydymając go w balon.Jutro!!! Powiedziałem!!! I odczep się!!! Nowy. Rozeznanie w takich akurat sytuacjach nigdy nie było jej dostępne. Zadowolona z sukcesu. nie mówiąc o tym. dlaczego powinna przeczekiwać. krótko mówiąc. ale nie potrafiła. wyszukiwała sposób postąpienia odwrotnie niż Karol mógł znieść. Z impetem usiadła w fotelu i jojczała dalej. Karol milczał. okazać. Zastanawiała się przez chwilę. że więcej nie uzyska i rzeczywiście trzeba się od niego na razie odczepić. przerywając w pół słowa rozpłakane wyrzuty i argumenty. z wielkim wysiłkiem i nie wiedząc. ale umęczył się przy tym straszliwie. zastanowił się. zabierając ze sobą kieliszek i butelkę. tego gnoja. .? . świdrujący syk wreszcie załatwił sprawę. Nawet wiedział kto. dałaby mu spokój w tej chwili.

zbuntowała się nagle pani domu i z lekkim stęknięciem wylazła z fotela. Karol poczuł się w tym względzie uspokojony.Bo jak nie. mój mąż może chcieć jeszcze. bo temu.Też chcę białego wina. I tego. . że nigdy w życiu. Karol tam bywał. za żadną cenę. nie znosił bowiem czegoś o sobie nie wiedzieć. biblioteka i kuchnia też nie.. Nie chciał dawać. tam jest więcej w lodówce i można dołożyć. Im później zatem da. rozejrzała się i zawahała. Widać było.Ja podam. Choćby miała umrzeć z głodu. Musiał ochłonąć z wrażeń. co dał. za nic! Z kuchni wychyliła się Helenka. Buntował się przeciwko dawaniu. Lubił mieć pieniądze.. Nigdy. .Ja też nie od macochy! . że Malwinie pieniądze mógł dać w każdej chwili. opór czuł w sobie jakiś tajemniczy. mam wyrzucić? . już nie ma. ponadto wrócił głodny. Justynka. Malwina w czarczafie wciąż siedziała w fotelu przy stoliku. żeby znów nie wlazła w oczy. Sypialnia odpadała. miał je.. Co nie przeszkadzało. spragniony był ciszy i spokoju. Zabiorę to. . do której najwyraźniej w świecie przywiązała się głęboko z niepojętych przyczyn. Malwina drgnęła silnie i dmuchnęła w zasłonę. . a tu następowało coś sprzecznego z naturą. bez żadnych racjonalnych powodów ciekawa jej odpowiedzi. o którym zdążyła zapomnieć. nie będzie od nikogo zależna finansowo i nigdy nikogo nie będzie prosiła o pieniądze. Przeanalizowawszy błyskawicznie swój stan ducha. wymieniwszy z Helenką spojrzenia pełne niepewności. a Justynka zatrzymała się na schodach. niech pani siedzi . . choćby musiała butelki po śmietnikach zbierać. gdzie ukryć nieszczęsną Gazetę Wyborczą. Helenka wygładzała plik pogniecionego papieru..spytała półgłosem. dla czystej przyjemności. usiąść przy białym winie i pogmerać po internecie. tym lepiej. że nie ma pojęcia. dał. Nie dał jednak. Niemrawo odmotała go z głowy jedną ręką. toalety publiczne czyścić do połysku i pod kościołem żebrać. Malwina przycisnęła kłąb do łona i domacała się przy tym czarczafu. to by ją pani może gdzie zabrała. ruszyła do siebie na górę. musiał pomyśleć. Musi przełamać się w sobie. Zjawisko odrażające. Mógł teraz spokojnie. To znaczy. Rzuciła niespokojnym okiem ku górze. . salon jej nie pasował.Tę gazetę to co. Przed chwilą zdążyła złożyć samej sobie najuroczystszą przysięgę.powiedziała pobłażliwie Helenka i oddała chlebodawczyni kłąb zmaltretowanego papieru.

spojrzała na datę. że nie może się oderwać od kompromitacji kolejnych dwóch urzędników państwowych wysokiej rangi. czy nawet solowy taniec prezydenta w krakowskim stroju na placu Konstytucji mógłby Malwinę do tego stopnia zainteresować.? A. Justynce przyszło na myśl. taniec i sznury możliwe. z podkreśleniem numerów telefonów tak silnym. potem szczęknięcie klamki jednego z pokoi gościnnych. rozmów z niego nie można podsłuchać... że przedarł się papier. gazeta pochodziła sprzed czterech dni. I w ogłoszeniach znalazła coś! Niebieskim długopisem zaznaczone były trzy. Osobiście Justynka powątpiewała. gdzie pozostawiony odłogiem wykop przeistoczył się po ostatnich deszczach w rwącą rzekę i zniweczył wszelką komunikację pomiędzy Mszycami Kościelnymi a Prądkiem Dolnym.. nawet by jej nie zaświtało jakieś dobieranie się do niego czy podglądanie. dowiedziała się różnych rzeczy. nie połączony z innymi aparatami w domu.. prawda. latając z makulaturą po całym domu. nigdzie nie ukryta.. Dotarła wreszcie do ogłoszeń.? Idiotyzm. Tajemniczą gazetę ciotka bez wątpienia zostawiła w którymś pokoju gościnnym. ani też wieści o bitwie kibiców piłkarskich ze zwolennikami windsurfmgu na peryferiach Mrągowa.. Chociaż nie. zamiast zapisać sobie gdzieś potrzebne numery. Z wielkim zainteresowaniem Justynka obejrzała ją. Leżała na wierzchu. że owszem.. Coś kazało Justynce ruszyć dalej i zniknąć we własnym pokoju. wśród nich zaś jedno otoczone kółkiem potrójnym. Po diabła pchała się do gabinetu wuja. żeby Helenka nie słyszała. nic nie stoi na przeszkodzie obejrzeć czasopismo i coś z niego wydedukować. . ale to kto miałby podsłuchiwać? Helenka. zapewniających gazecie największą popularność. pewnie chciała dzwonić tak. Następnie Malwina wróciła na dół. publiczna prasa jednakże nie mogła zawierać w sobie intymnych sekretów! Gazeta Wyborcza była już silnie pognieciona i nawet naddarta. Mało prawdopodobne też było. Dlaczego nie z sypialni? Z sypialni też by nie słyszała. przeczytała wszystkie nagłówki i tytuły. choćby nawet ten prezydent wlókł za sobą sznury pereł.. Dopiero późnym wieczorem. przed chwilą zrabowane w jubilerskim sklepie. tylko w gabinecie znajduje się odrębny telefon. użerała się z kłębowiskiem papieru. nic jej z niczego nie wynikło.. a bodaj wyciąć fragment tekstu z nimi.. to było do Malwiny podobne. Justynkę tknęło. No tak. A. bo przecież ciotka nie mogła tulić do łona komunikatu o całkowitej klęsce robót drogowych w okolicy Wrocławia. w pełni jednak czytelna. w chwili układania się do snu. Gdyby to był prywatny list. Za sobą usłyszała na schodach kroki i ciotki. że swoją ciekawość mogłaby z łatwością zaspokoić.

Nie. rozmaite głupoty jeszcze te stresy wzmagają. ciotce strzeliło do głowy. o czwartej piętnaście. zakreślone potrójnie. czy ten człowiek nigdy nie potrafi być normalny? Normalny powiedziałby. opanowywać go musi w pracy i wśród ludzi. Justynka nie miała natury skowronka. Propozycja podrzucenia Justynki do Śródmieścia nie miała z sumieniem nic wspólnego. Może i rzeczywiście zdarza mu się od czasu do czasu traktować tę idiotkę odrobinę za ostro? No dobrze. że o czwartej. z wyjątkiem posiłków Karola. Teraz dopiero Justynka zwróciła uwagę na treść zaznaczonych ogłoszeń. że nie o czwartej siedemnaście albo dziewięć! Czy to jest dworzec kolejowy. o poranku była raczej milcząca. a i o te posiłki wojna toczyła się przez kilka lat. wobec niej Karol nie czuł żadnych wyrzutów.. wybuchowy.. To wybrane. bo nawet dzikie awantury nie dawały rezultatu. a ona prowadzi lokomotywę. na złość to robi. Omijała ją szerokim łukiem we wszystkim.? Głęboko zamyślona Justynka odłożyła sponiewieraną prasę na miejsce. Karol zatem rozstał się z nią w środku miasta bardzo zadowolony. acz uciążliwa. można było zrozumieć. a inne sposoby wyrzucania nie są mu dostarczane. wpół do piątej. W Malwinie natomiast. najzwyczajniej w świecie dał wyraz zwykłej ludzkiej uczynności. że równo o czwartej piętnaście Karol stanie w progu. Przygotowywała wszystko .?! Wiadomo było. Zbiegły się im godziny wyjścia z domu i tyle. zapewniało także świadczenia dodatkowe. ale przecież. w domu zatem musi zaznawać relaksu! Drgnięcie jednakże nastąpiło i wywołało nawet dość uprzejmy komunikat. zamiast ulgi. że w dniu dzisiejszym pan i władca wróci na obiad o czwartej piętnaście. polecały usługi agencji ochroniarskich. we własnym domu powinien mieć prawo do wyrzucania z siebie emocji i stresów. w rozmaitej formie. Co. Malwina nienawidziła punktualności. *** Śniadanko w postaci sznycelków z piersi indyka sprawiło. posłużywszy się presją finansową. w gruncie rzeczy Malwinie pasowała. te piętnaście takie ważne. to nie. pojawiła się wściekłość. niemożliwa rzecz... przy czym niepewność w kwestii jego powrotów do domu. jego punktualność bowiem graniczyła z maniactwem. około czwartej. a najmniejsza nieprzyjemność przy tym go nie spotkała. Wszystkie. Jakoś niejasno wydawało mu się. Wszystko zatem było w porządku. charakter ma gwałtowny. nic innego! Szkoda. Wygrał ją Karol. że detektywistyczne. u diabła. O czwartej piętnaście. rzeczywiście. że Karol Wolski poczuł drgnięcie czegoś w rodzaju wyrzutów sumienia. iż zrekompensował wczorajsze wybuchy. Przeciwnie. która nic go nie kosztowała. wróciła do swojego pokoju i poszła spać. do wszystkich diabłów.

. akurat się nada. Deser jeszcze trzeba i przystawki.! . . I nikt nie powie. .. A tu proszę. a potem sernik na zimno z galaretką. zamierzając bluzgnąć na tę czwartą piętnaście. o najdziwaczniejszych porach. . deser. Pokaz nowych propozycji budowlanych w Kopenhadze. tańsza klimatyzacja. zrobił małe zebranko z prawnikami. Karol Wolski ustawił swoją firmę na dziś. rzeczywiście. ponadto zgłodniała przy tym. interesujące rozwiązania instalacji sanitarnych. nie szkodzi. Malwina już otworzyła usta. co było znacznie łatwiejsze niż trzymanie się ściśle określonej godziny.. Jakby pani miała jechać do sklepu. po czym umówił się na osiemnastą trzydzieści ze świeżym kontrahentem. bo wszystko idzie własnym rozpędem. a fileciki tylko na patelnię rzucić. jak zwykle. to jej odpowiadało. Wdała się w dyskusję.Strugane. Owszem.To właściwie cały obiad jest .zwróciła jej uwagę Helenka.Cebulowa zupa na dzisiaj pasuje. owszem. znaczki w Londynie. I sałatkę z rzepy. instrumenty muzyczne w Padwie. uwielbiała rozważania spożywcze. Sałatki kupię w BILLI. I z pieniędzmi nawet nie grymasił. Jabłka w cieście. żeby się potem nie śpieszyć.zawczasu. Stwierdziwszy następnie. niech ma.. ale zreflektowała się.. zaczynając. to zaraz.Ale pyzy może nadziać? Zły humor w Malwinie złagodniał. . od góry. że właściwie nie ma nic więcej do zrobienia.Nawet jeśli żartował. to się całkiem dobry robi.Też tanie . Powiedziała zupełnie co innego niż w niej bulgotało. jak chce. Na przystawkę krewetki. zabrała się do swojej roboty. odebrał od Joli przetłumaczone umowy i rozmaite materiały informacyjne. A jutro zrobimy pyzy. Przecież lubi.. nagle czwarta piętnaście. Diamenty w Amsterdamie. chociaż musiała się przy tym nieco wysilić... dosmażyła sobie zatem jeszcze trzy grzanki z resztką móżdżku. Helenka jeść nie chciała. że to drogie.No proszę. O jej wielkiej miłości do męża ma w razie czego zaświadczać także i Helenka... . Deser. z której wyszedł jadłospis co najmniej na tydzień.zgodziła się Helenka. . w Danii potrzebna im ta . to mogło być ciekawe. nie mogąc doczekać się żadnych poleceń. bo węgorz wyszedł. zajął się dla swojej osobistej przyjemności przeglądem rozmaitych aukcji światowych.Pan Karol z tymi pyzami nie żartował? .Strugane? .

że nie rolls .royce'a ze złotymi klamkami. Zatem stawiać i płacić. Konrad nie był kretynem i doskonale zdawał sobie sprawę. Wybrzeża Morza Śródziemnego klimatyzacji wymagają koniecznie. ale może by tam skoczyć na chwilę? Kiedy to? W przyszłym tygodniu.. będące już w stanie rozsypki. nie rzucające się w oczy. Mógł spokojnie robić notatki do swojej pracy magisterskiej. do domu wracał też różnie. jak tylko jaguara. ale mściwa satysfakcja podniosła go z miejsca.. to raczej on mógł zrobić coś złego tym czatującym. iż zlecona mu potajemna ochrona upasionego bęcwała nie wyczerpuje kwestii. na które naraził się z głupoty. Ruszył spokojnie za jaguarem swoim Fiatem Punto.klimatyzacja jak dziura w moście. Samochody dostawali skromne. to jeszcze musi dodatkowo kłuć w oczy bogactwem. Usiłował zdobyć nową pożyczkę. Karol zastanowił się. czyby nie wyjść na miasto. Ponadto miał wielką ochotę popatrzeć. bo tusza powodowała nieruchawość. Konrad Grzesicki miał uwagę podzielną. z pracy wyjeżdżał rozmaicie. I tak podobno namierzają go różni amatorzy lekkiego zarobku. ale zdaniem Konrada. Było nie pożyczać od mafiozów. Jeśli wszystko razem ma dodatkowe aspekty. W dodatku robota . knajpa w Victorii nie zaliczała się do tanich. Przeciwnik miał zwyczaj umawiać się w Victorii. on powinien pilnować i cześć. tyle że zajmowało cały dzień. on zaś właśnie musiał żebrać. usiłował uniknąć mordobicia. usiłował utrzymać swoje przedsiębiorstwo. Podobno czatowali na niego jacyś. jak miota się jego przeciwnik. żeby mu zrobić coś złego. Zarezerwować bilet na samolot i pokój w Angleterre. a czasami na dwie godziny i za skarby świata nie dawało się z tego wykroić wolnego czasu dla siebie. Poczuł lekki głód. co było z jego strony bardzo głupie z racji kosztów. Niemniej jednak wola klienta rzecz święta. Nigdzie nie siedział w określonych godzinach. usiłował uzyskać prolongatę. że już też ten gruby cep nie mógł sobie kupić nic innego. Pilnowanie tego Wolskiego właściwie stanowiło dziecinną rozrywkę. Wyszedł i wsiadł do swojego samochodu. A jeszcze wcześniej było nie podgryzać Karola Wolskiego. Z lekkim rozgoryczeniem myślał. a ten tu wręcz sam się podstawia. Karol zapewne zostałby w firmie i kazał przynieść sobie jakiś lekki posiłek. Gdyby nie ów podupadający kretyn.. pętał się po mieście. który bardzo niedawno próbował podstawić mu nogę i został za to ciężko ukarany. spotykał się z ludźmi czasami na chwilę. bo cholernik był nieobliczalny.. pora była na drugie śniadanko. zarazem nie tracąc z oczu interesujących go drzwi budynku i zaparkowanego obok pojazdu. Szkoda. żeby spłacić poprzednią.. pełen mieszanych uczuć do przydzielonego mu właśnie zadania. Pozałatwiawszy jeszcze kilka drobnostek. nie jego rzecz. wypożyczonym z agencji. Bęcwał nie wyglądał na potencjalną ofiarę..

bo zamiast zwyczajnie przyjść do gabinetu szefa w godzinach pracy. Konrada te robaki interesowały nadzwyczajnie. kiedy nie można go złapać telefonicznie? Kobiety nie. Trzeci dzień dopiero zajmował się tym facetem i jeszcze nie rozumiał układów wokół niego. bo nawet gdyby wybiegł natychmiast. Nie mając pojęcia o umówionym spotkaniu szefa z klientką. nie tylko widział. I już pierwsze słowa wchodzącej przed szefem baby: “W żadnym wypadku nie może mnie nikt zobaczyć!” sprawiły. że oko bielało. uparła się spotkać później. najwidoczniej doskonale znała gościa. bo agencja zapewniała klientom idealną dyskrecję.. wybierał żyjątka starannie. Wahał się dostatecznie długo. po pracy. Żona. czatował na nie i właśnie pojawiły się pierwsze. ale całkowicie niezamierzenie stał się świadkiem jej rozmowy z szefem i nawet nie mógł się przyznać do tego. po pierwsze. w każdym razie ona potrzebuje dla niego anioła stroić. żadna siła nie zdołałaby w nią wmówić jego ślepoty. Głupimi żartami zawsze zbywał jej niespokojne pytania. a ona dłużej nie wytrzyma tego życia w nerwach i musi wiedzieć o nim wszystko. który po pierwsze dostarczy jej informacji. ze łzami wstrętu w oczach. sporadycznego. gdyby nie trzy drobnostki. usuwane przez biednych amatorów kwiecia palcami. Jola. pasowała nawet nieźle. Szczególnie. jak już wszyscy wyjdą. dotychczas niemożliwe do zwalczenia. żeby się wreszcie mogła trochę . która przyleciała ze zleceniem. Żeby gruba baba umiała się ubrać do tego stopnia elegancko. któremu najgorsze rzeczy mogą wpaść do głowy. że mogła sobie pozwolić nawet na rzewne łzy. w grę weszła dziewczyna. osoba. W liliach zaś z wielkim zapałem lęgły się specjalne robaki. lekceważył niebezpieczeństwa i wrogów miał zatrzęsienie. i czy on sam nie wdaje się w zbyt brutalne towarzystwo. że była tam oszklona loggia. Narażał się komu popadło.. Facetka sama sobie winna. Makijaż miała tak kunsztowny. pojedynczo. żeby nie pozostało mu już nic innego. prawdopodobnie była jego żoną.zapowiadała się na długofalową. pracowała z nim i może dałoby się to dyplomatycznie wykorzystać. chociaż to nigdy nie wiadomo. czy nie pęta się za nim jeden łobuz. ale trzeba trafu. oddzielona od pokoju pergolką z bluszczem i potężną. jego siostra. odwaliwszy swoje zajęcia. Obawiała się okropnie o męża. niewidoczny od strony pokoju i niesłyszalny. a po trzecie. Gdzie on się plącze. No i przyszła. też gruba. owszem. ale nadmiernie zadufany w sobie. po drugie. ze wspaniałymi wałkami tłuszczu wszędzie. że zamarł za pergolką. płacono za to wyjątkowo dobrze. kobiety mało ważne. lekkomyślny może nie był. jak tylko po wieki wieków ukryć swoją obecność w niestosownym miejscu.?! Konrad widział ją przypadkiem. długą donicą z ziemią. Konrad poprosiłby o zamianę na coś innego. ubrana tak. Przepadło. z której wyrastały już lilie.

że nie jest mężem tej baby.. a do tego jeszcze powinien znaleźć jakieś lekarstwo na te cholerne robaki. jeśli w gabinecie szefa widział jej mamusię i jeśli i okaże się do tej mamusi podobna. Konrad zdążył się wymknąć nieznacznie razem ze swoimi robakami. A wczoraj. W domu bywa różnie i przez złośliwość losu telefon trafiłby na niego. Potężną zaliczkę wpłaciła gotówką. Konrad za pergolką poczuł wielką ulgę. a ktoś do niej. więc może jednak jest kim innym. a potem robota padła na niego i musiał udawać. nie cmoknęła go w policzek.. że robi mu się ciasno w czasie. siostra rodzonej. nie ma gadania.. zgodził się nawet na jednostronny kontakt telefoniczny. Coś. Bo jeśli.wrzeszczała do niego z wielkim gniewem. ojczulek jej nie kocha. Pracę magisterską skończyć musi. Wolski przejechał obok. kim ona dla niego jest. dopiero co dostrzeżona w autobusie.uspokoić. zapewne pobożne życzenie. rzuca zlecenie natychmiast i niech szlag trafi podwójne honoraria. żeby na coś nie było żadnego sposobu! Jak nie ma. ale łzy wylewała prawdziwe i dziko zdenerwowana była z pewnością. Zażądała tego jego cioteczna babka. poza tym bardzo ją lubił. . że pierwsze słyszy. że na córkę dziewczyna nie wygląda. że ma być pilnowany. że szef żywi uczucia podobne..Biolog jesteś! . zachowała się jak obca osoba. to Konrad widział na własne oczy. ale wszystko ma swoje granice. . jakąś częścią siebie poczuł. broń Boże. kiedy szła ulicą.. za facetem latać trzeba ze względu na dziewczynę. córką. i nawet nie przyhamował. W najwyższym stopniu Konrada interesowało. bo tak rozrzutni klienci przytrafiali się rzadko. ona zaś nieba mu pragnie przychylić i najmniejszej przykrości za nic w świecie nie zrobi. Wysiadając z samochodu tego Wolskiego. i wyglądało na to. poza tym kto wie czy sposób na liliowe robaki nie stałby się zalążkiem pracy doktorskiej. chlapiąc. zapłaci każdą sumę. nie daj Boże.. uroda urodą. Koszty obojętne. Jeśli jest córką. Nie. nie ma siły.? . Ciekawe kim. Ale zlecenie przyjął. mąż poczułby się śmiertelnie obrażony. Więc wymoczek to być nie może. a po drugie w razie czego czynnie wkroczy. No i zaraz drugiego dnia do domu podopiecznego weszła dziewczyna.? Rozważając tę kwestię. mówiło mu. mianowicie to ona miała dzwonić. Ponadto otłuszczona baba w gabinecie szefa o żadnych dzieciach nie wspominała.A mnie tu cmentarne gówna po ogrodzie łażą! Nie ma tak. to wymyśl! Konrad się z nią zgadzał. bo na wieść. Głupia się wydawała beznadziejnie. Dzisiaj zaś z tego domu razem z nim wyjechała. powiedziała tylko “dziękuję” i delikatnie zatrzasnęła drzwiczki. W czasie kiedy szef odprowadzał ją do wyjścia.

. Wolskiego z krzesłem ustawiono jak należy i wyjęto mu z ręki nienaruszony kawior. po przeciwnej stronie tegoż stołu. zanim ktokolwiek w ogóle go dostrzegł. umiał już doskonale wizytować rozmaite miejsca. nie rzucając się w oczy. Zważywszy. względnie wywijać muletą. w czym wydatnie pomógł mu proces ciągnięcia. wyprysnął z loży. przy czym oko jego padło na Karola Wolskiego. Wyciągany poddał się wreszcie. Wszystko wróciło do normy. Ciągnący nie puścił jego ramienia i sam z kolei został znienacka pociągnięty. Po czym obsługa zareagowała w tempie imponującym.! .! . Konrad zaś mógłby w tym momencie nawet stanąć na głowie.warknął pierwotnie ciągnący. .. Konrad zorientował się błyskawicznie. nie budząc niczyjego zainteresowania. również działający odwrotnie. Wolski cofnął się z krzesłem. . w sposób wręcz niezauważalny. Mimo dość okazałej postury. jeden gość i dwóch niepożądanych. Nagle zrezygnował z oporu. Teraz też zdążył obrzucić salę uważnym spojrzeniem. wedle jego oceny leciał już ciąg dalszy.. że zdążyły paść zaledwie trzy fragmenty okrzyków. . dwaj drudzy zaś. Wszystko to razem trwało tak krótko. są klientami restauracji. iż wszedł do sali restauracyjnej. rzucili się zatem obaj. prezentujący sprzeczne życzenia. można było z łatwością odgadnąć. Jak wyglądał początek. Został tak.. i strącając na podłogę kieliszek współbiesiadnika. Wpadli na kelnera i wytrącili mu z rąk pustą już tacę.. co tam robi. przed Wolskim bowiem rozgrywała się scena absorbująca uwagę powszechną.Ty skurr. Spragniony wydostania się z loży klient zrezygnował i pozostał na swoim miejscu. Podopieczny ugrzązł mu w Victorii. iż dwaj pierwsi. znikli z ludzkich oczu jakby zmiecieni siłą nadprzyrodzoną. starał się dla odmiany pozostać za nim. niezdolny do odzyskania pionu własnymi siłami. doskonale widoczny.zaczął zdławionym głosem pierwotnie ciągnięty. dzięki czemu nie runął do tyłu.Kurr. w niesłychanie niewygodnej pozycji. Jakiś facet usiłował wydostać się zza stołu w loży. krzesło przechyliło się silnie i wsparło o lożę sąsiednią.Spoko..! . Gruby Wolski siedział przy stoliku. . na wszelki wypadek jednak po dłuższej chwili Konrad wszedł za nim. trzej pozostali panowie zaś. rzucił się ku Wolskiemu.wyrwało się kelnerowi. który mu w tym przeszkadzał. przed którym kelner stawiał właśnie sympatyczne przystaweczki. Konrad nie wiedział. co uniemożliwiał ciągnący go za ramię czwarty gość. chwyciwszy ze stołu salatereczkę z kawiorem. stanowią niepożądany dodatek. Drugi. odpychając sąsiada.

Wprost do szaleństwa potrzebni jej byli ci cholerni złodzieje samochodowi. Konrad z całego serca pożałował.? . wleczony zapewne do wierzyciela. ale teraz zdążył się zastanowić. ale skoro tak lubił. Wyrazem twarzy prezentował dobroduszne współczucie. osobnik z loży siedział przy stoliku Wolskiego i popijał koniak.. i nie zdołał przy tym rozszerzyć swojej wiedzy. Na komputerze przepisze wszystko osobiście.. Omawiali incydent. że nie może usłyszeć ich rozmowy.. elegancko ułożony w punktach. Przeleciał mu tu oto przed oczami śmieciowaty odprysk wielkiego biznesu. dziewczyny widać nie było. Nie miała wprawdzie jeszcze wielkiego pojęcia o poczynaniach Karola. a dla zaspokojenia własnej ciekawości. ale wygląda na to. ten garaż w ogóle. Konradowi udało się skończyć cały rozdział pracy magisterskiej. *** Raz wreszcie wiedząc. że do czwartej piętnaście Karola nie będzie. zajrzał do restauracji. właściwie bez racjonalnych powodów. na którym się nie znał..? Gdyby musiał zostawiać go na parkingu chociaż przez kilka dni. Bywają gorsze nieszczęścia. Z restauracji Karol Wolski wrócił do swojej firmy i aż do trzeciej pięćdziesiąt nigdzie z niej nie wychodził. że wrogów on istotnie posiada.. iż był to niewypłacalny dłużnik. Ponadto kłębiły się w niej nieco mgliste myśli o wrotach garażowych. Czy w ogóle Wolskiemu cokolwiek groziło? Nic. Na instynkt. podczas gdy jego rozmówca nie krył roztrzęsionego oburzenia. Szkoda. Najwyraźniej się znali. tego wyciągniętego. gdzie. samochód Karola jest w nim bezpieczny. Konrad opuścił restaurację mocno zaintrygowany. duszę i doświadczenie Konrad mniemał. jak normalnego człowieka. co najmniej jednego. Wolski wykończył już kawior miał teraz przed sobą talerz różnych serków i kawę po wiedeńsku. kiedy zastąpi go zmiennik. Część w okolicy ust zapewne by zlizał. ale który interesował go tak zwyczajnie. przygniatanego cudzą chciwością i hochsztaplerstwem. a gdyby tak nie mógł wjechać. stłuczeniem kręgosłupa i zachlapaniem twarzy kawiorem. Kiedy ponownie. Malwina postanowiła skorzystać z wolności. to było pewne. troszeczkę przetykane jakby naganą. Dokładnie o czwartej piętnaście odprowadził swojego podopiecznego pod dom. Jeszcze dwa małe doświadczonka w laboratorium na wydziale i trzy czwarte dzieła będzie miał gotowe. Zestawienie może nieco dziwne. niestety.. Nałożony nań obowiązek ochrony klienta przed niebezpieczeństwem omal nie pchnął go w środek awantury.. ale wolała się przygotować na wszelki wypadek.. poza ewentualnym rozbiciem łba. nie w celach służbowych.

.. przejechała Piękną przy czerwonym świetle. Czy ci kretyni o tym nie wiedzą? Podjechaliby tą swoją platformą. kiedy zepsuć? Załóżmy. Jak się. to niby co mają kraść? A po południu. powinno podziałać. dni. zadowolili się .. bo ten jego będzie nadal działał. dwóch facetów jak byki. rzecz jasna w porozumieniu ze złodziejami i z ich inicjatywy. są tu już tłumy.. Nie byli zbyt wymagający. a wrzucenie do wody zapasowego nic nie da. Najwyżej zostaną złapani. już samo zawładnięcie nim wymagałoby potwornych wysiłków.. Po pierwsze. a to wcale nie o to chodzi. załatwi przyrząd i co? Samochód w garażu. niekoniecznie żeby go zaraz definitywnie trzasnęli.. trochę tam na nią trąbnięto. Karol pilota z ręki nie wypuszcza. zepsuć pilota. po czym znów podjęła mozolne wysiłki umysłowe. ale przecież złodzieje kradną i w dzień! Ludzie przeważnie w pracy.. ponapawała się chwilę przyjemnością. Do niczego. A jaguar będzie sobie stał. Nie wymyśliwszy na razie żadnego sposobu na osiągnięcie tego sukcesu. Nie nocy. że ten podlec jest w domu. Mieszkała tam Agata. wtedy kiedy nie trzeba i niepojętym sposobem. która bardzo niedawno opowiadała coś o kradzieży samochodu jakiegoś kuzyna czy znajomego. Ejże.? Upojne myśli miotały się jej po głowie w sposób chaotyczny i w żaden sposób nie dawały się uporządkować. uruchamiany pilotem? Sam z siebie psuje się koncertowo. świetny pomysł! Uszczęśliwiona częściowym bodaj rozwikłaniem sprawy.. po drugie zaś. Najzwyczajniej w świecie wrzucić go do wody.? A gdyby tak Karol osobiście musiał ich łapać. przed wieczorem. żeby w chwili zepsucia nie było go w domu. Nawet dwa. ale może potem uprą się przy zemście. drzwi nie da się otworzyć.? Walczyć w obronie swojego ukochanego jaguara. psuje zamek elektroniczny. Sprecyzowała w końcu jedną: zepsuć zamek elektroniczny w bramie... Trzeba zrobić tak. a przecież ta cała elektronika z niego się bierze! Zaraz. biedni złodzieje nic nie zrobią. gosposie po sklepach. ale policjanta akurat żadnego w okolicy nie było.. niepracujące baby na ląfrach. jej się kradzież uda. bezpiecznie zamknięty. Malwina przejechała most Poniatowskiego i skręciła ku Saskiej Kępie.. po ich powrocie z biur. na litość boską. Dni. po co? Przecież razem z ludźmi znikają z parkingów samochody. Karol po prostu zabierze jej nissana i tyle. czym zepsuć go specjalnie? Może wodą? Prąd elektryczny wody nie lubi. Zaraz. który to samochód został zwrócony za odpowiednim wynagrodzeniem. Tknął ją problem. nocą całego osiedla pilnowała na stałe wynajęta ochrona. o. Noce były beznadziejne.

tylko porwanie samochodu.Że co? . ten twój kuzyn. . zazwyczaj z dobrego serca. . piła właśnie kawę. ale nocne dyżury niekiedy brała. nie? On miał zawiadomić.. .Nie. nie jej. .. że ci zwróciłam? . wiedziała bowiem przypadkowo. oddamy ci dziecko. . Agata. oni nie popuszczą. Siedziały oczywiście w kuchni. Albo pozostaną w przyjaźni.sumą dziesięciu tysięcy złotych. .Jakie dziecko? .I jak to się odbyło. Zapomniałam.No coś ty . Podjęła Malwinę malutkim śniadankiem. Malwina nie miała nic przeciwko jeszcze jednej kawie ze śmietanką. można powiedzieć. dwa tysiące. w zasadzie nadzorowała cały personel. że nastąpiła nie kradzież. zorganizowana była doskonale. W przenośni mówię. ta zamiana pieniędzy na samochód? I gdzie? .. albo niech wywozi żonę i dzieci do Argentyny... Była przecież mowa o zawiadomieniu policji..Śmiesznie było. zapomniałam.Daj Boże każdemu takich wierzycieli! .. jest się w końcu szefową czy nie? Ale. Grozili mu.? Dałoby się ich jakoś odnaleźć.. ostatecznie. dawaj forsę. że ci w ogóle pożyczałam. .Jak mu grozili? . od razu przypomniawszy jej incydent sprzed roku - bo ja chyba wtedy czegoś nie zrozumiałam. I co? . o ile nie jest to okazja oficjalna. Szczegóły sprawy Malwina puściła wówczas koło uszu.odparła ze zgorszeniem Agata. że i gorzej. że Agata miała właśnie nocny dyżur i powinna go teraz odsypiać.. .A.powiedziała Malwina.. Ona by nie zeszła. Agaty sprawa. żeby zastąpić jakąś dziewczynę z kłopotami domowymi.zainteresowała się wręcz zachłannie. Pracowała w recepcji hotelowej. a teraz okazywały się bezcenne. że się powinno. które pożyczałam dla niego. Odwróciła się i prztyknęła elektrycznym czajnikiem.westchnęła smętnie Agata. mogła sobie pozwolić na spotkanie towarzyskie.O Jezu.Była mowa. a możliwe.? Nie zadzwoniła wcześniej do Agaty i nie umówiła się z nią. taki kidnaping. bo skoro złodzieje pozwolili nawiązać ze sobą kontakt. . Nie miała żadnych pilnych zajęć. Malwinę trochę dziwiło takie schodzenie z piedestału. ale Marcin nie samobójca.Przecież ci wtedy mówiłam! Jak ci zwracałam te dwa tysiące. Ujawnili się. .Zapomniałaś.. już obudzona i umyta. Teraz już nie tak dobrze pamiętam. wszystkim babom zawsze najlepiej rozmawia się w kuchni..Czekaj .Że mu mordę zbiją. To jak to było? .

a oni na gaz i prysną. Ruszy gliny.Na kluczyki kichał. odjeżdżają. . ma tam być za pięć minut i wchodzić do bramy z forsą w ręku. a glina też człowiek i też go mogli geografią postraszyć. przez telefon. jak było naprawdę.Przez telefon się przedtem umawiali i już wtedy. . Więc wolał nie ryzykować. dwóch ich było. bo tak wyglądało. przypomina mi się! W ostatniej chwili tak jakoś. na komórkę do niego zadzwonili. Nie w przenośni. z samochodem się może pożegnać. a tamten.? . ale treściwe. że to nieosiągalne. Co można zrobić przez pięć minut? .Na moje oko od zeszłego roku przybyło ci z pięć kilo. ja bym wolała wiedzieć. wskazali miejsce. żeby ten w środku wysiadł. Luzem. która już zaczynała wpadać w zapał organizacyjny. co wysiadł.I co. i nawet wystraszył się trochę. że żadna zasadzka policyjna by nie wyszła. w wejściu na klatkę schodową. Agata podniosła się w celu dolania kawy i przyjrzała się jej krytycznie. . tak mu obiecali. Drugi stał w drzwiach. zabronili mu kłapać gębą. mogli nawiać z forsą wszystkimi stronami.. że twarzy nie widział. umówili się z nim w samym środku Pragi. To stare posesje. też go było źle widać. Na ubezpieczeniu straciłby tyle samo. Malwina myślała praktycznie. Jak się spóźni. bez opakowania.. gdzieś tak trochę w bok od Targowej. pełno tam przejść i zakamarków.Nic kompletnie.Po cichutku to myśmy mu sami odradzili. Policjanci powinni być chyba nieżonaci i bezdzietni.. że on im da forsę.A kluczyki? . o.Nie. . O tej Argentynie właśnie. ale boję się. Ale tak jakoś od razu tyłem do niego. a przykazali mu. Ale nie. . Więc poprosił.. Mózg ci się również otłuścił? Dobra.. . miał zapasowe. . Wyrwał mu forsę z ręki i zmył się.I wysiadł? . Chociaż nawet się starał i tyle stwierdził. krótkie.A nie mógł ich zawiadomić jakoś po cichutku? . grzecznie zostawili w stacyjce.Ale coś chyba mówiłaś. przytrzymał go przy murze plecami do siebie i wygłosił całe przemówienie. a jego samochód stał na jakimś podwórzu przodem do wyjazdu.. chyba żeby angażować samych braciszków zakonnych. widzisz. i potem już ich nigdy na oczy nie widział? I nic o nich nie wie? Agata westchnęła z żalem. Przerwała Agacie. Diabli wiedzą jakie tam mają układy. że oni przez telefon. Struktura personalna policji chwilowo Malwiny nie interesowała. a za to gorszy kołowrót.Wysiadł. .

Z ciekawości pytam.powiedziała Helenka. a jeśli trafi na korki. chce znaleźć złodziei. spóźniłaby się specjalnie. i nie zdąży do domu przed powrotem Karola i będzie! piekło. Wciąż po tej lewej stronie Wisły. ale mówił. Nie powie tego przecież Agacie ani w ogóle nikomu! Coś trzeba zełgać. że ja lubię kryminały. choć na innym tle.. akurat wychodząca z pralni. że chce ostrzec. . Malwina na tym musiała poprzestać. bo przerywało i bełkotał tak niewyraźnie. Po co ci to w ogóle? Szukasz mieszkania z niekrępującym wejściem? Takich pytań Malwina bardzo nie lubiła. To nie była żadna wielka mafia samochodowa. Ty wiesz. rzeczywiście. .! Wszystko dostał z powrotem? Bo miał chyba jakieś rzeczy w środku. iż. które mu się tam gdzieś telepały. warto wiedzieć. tylko jakaś mała szajka. . Zawsze coś nietypowego. Pożałowała także. z wyjątkiem dwóch puszek piwa. ale do tak intensywnych działań nie czuła się zdolna. rzeczywiście . .A gdzie to było. Wielkie mafie . ta stara posesja? . żeby odzyskać. no. coś mi się o uszy obiło. Kurposz czy Krupniorz. Jakby mi na przykład ukradli samochód. Po co jej. Ale nawet benzyny nie wyjeździli. Koniecznie chciał rozmawiać z panią. pełna niedosytu. Młodsze dziecko Agaty wróciło ze szkoły.. . Gorzko żałując.. komu dać w łapę. żeby przejechać całą Targową tam i z powrotem. że nie postarała się wcześniej poznać osobiście owego poszkodowanego kuzyna. na Ursynowie. w Śródmieściu. Piwo złodzieje wypili. bo z panem Karolem podobno coś było. Powinna jeszcze zrobić zakupy spożywcze. awantura. każdy coś wozi? . też z żalem. Malwinie z rąk wyleciała torba z zakupami. ich pewnie wchłonęły albo wygryzły. nigdy nie mieszkała na Pradze.Powiedział nazwisko.. więc chociaż tyle. poza tym zaczął się jej kurczyć czas.Nie mam pojęcia.. na Żoliborzu to owszem. przeszło ćwierć baku zostało. Ale.Jezus Mario! I co się stało?! .przyznała Malwina. . czy coś takiego.No nic. a na twarz buchnęło gorąco. zakończyła zatem wizytę.Wszystko.Dzwonił jakiś . ale nie zrozumiałam. Podobno jeszcze parę osób tak załatwili. Żadnych zagadek i tajemnic. Nie pamiętam. żadnych niekrępujących wejść nie chce. ale szczegółów nie znam i chyba przycichli. a teraz wszystko takie jakieś. Nie tak dawno uczyniłaby to. Też nie zrozumiałam. Korciło ją.. ale teraz musi wszak symulować czułe starania! W domu zastała sensacyjną informację. jemu na złość. Jakaś nieprzyjemność albo napad. a prawa by jej się teraz bardzo mogła przydać.

. to nie. usterkach telewizji. to zbyt piękne. musi wziąć ten drugi. nadzieja rozkwitała w niej gwałtownie i domagała się ujścia. to kretyn chyba.. . śmieciach sąsiada i chłopakach na wrotkach.!!! . Sześćset ileś i tam gdzieś dwadzieścia z czymś. nawet gdyby w domu użalał pożar. to nie ma.Jak mają być kopytka. Sprawdzić! Dowiedzieć się! Zadzwonić! Gdzie dzwonić. .wrzasnęła Malwina rozdzierająco. że go szuka we łzach.. . sprawdzając. wszystkie ręczniki.. . nastawiła duże pranie. ale pan Karol.. wróci? Czy ona już ma udawać. do pracy. żadnego takiego nie zna. kolejce do kasy w Oszołomie. zapyta tylko. Zamęt w umyśle Malwiny ścieśnił się i usunął na stronę. W takim wypadku dzwoni się do straży pożarnej. może skuteczny.. oczywiście..Na jaką komórkę?! Pod jaki numer?! Podał numer. bo przerywało. zagnieść ciasto. Mówiła coś o praniu. Ma mu powiedzieć o Krupniku czy jak mu tam. ale nie. Żeby pani zadzwoniła do niego na komórkę. On wcale nie chciał mówić do mnie. cholera. ale mówię. to już ostatnia chwila .. czy Karol jest w firmie. naprycha taki i się rozłączy. kiedy wróci i czy będzie jadł naleśniki. zapomniała o nich.? Helenka pozbierała zakupy. zgubionych rękawiczkach i parasolkach. skoro tak głupio rozmawiał! Czy Karol. Miała złamać i teraz? Nadzieje się na sekretarkę. Ale nic. ale nigdy nic dobrego z tego nie wychodziło. W pracy nie ma domu ani rodziny i ma to zostać zapamiętane! Wielokrotnie Malwina łamała zakaz. Że też te ludzie nie mogą powiedzieć wyraźnie i tak bodaj ze dwa razy. Pożytek żaden.? A jeśli to ktoś od nich. odłamanych obcasach.ostrzegła Helenka.. a także nie toleruje pytań. no i dobrze. kraciasty..Podał. wobec tego.Na komórkę.? . czy nie ma tam nic tłukliwego. Napad na Karola.. i tyle. Kopytka.. do filecików wieprzowych tylko kopytka. że go sprawdza.. braku świeżej natki w BILLI. żeby pani wiedziała.?!!! . tylko do pani. ale nie zdążyłam zapisać i nawet nie dosłyszałam. jakby chciał się ubrać... No i proszę. zdaje się. Malwina trzęsącymi się rękami zdejmowała żakiet.. on zaś nie życzy sobie w czasie zajęć zawodowych słuchać o przepalonych żarówkach.Ja kartofle skręciłam na wszelki wypadek. od tych detektywów. żeby mogło być prawdziwe. Płomień ogarnął już teraz całe jestestwo Malwiny.Nie wiem. I kąpielowy szlafrok pana Karola. bo miała czas. niedługo wróci.? Już ładne parę lat temu raz na zawsze Karol zabronił dzwonić do siebie. doigrał się! Co za jakiś Krupiosz.?! Do pracy. Ta żmija oczywiście powie mu o telefonie i znów będzie awantura. .

Za dziesięć czwarta. Malwina zdążyła w tym czasie przewrócić butelkę z oliwą do sałatki. gorąca. Karol. Nikt na świecie nie umiał zrobić takich kopytek jak ona.Niech Helenka nastawi wodę . złamać sobie paznokieć. a kupnych Karol do ust by nie wziął. ugotują się akurat na czas.Nawet nic mężowi nie powiem o takim głupim telefonie. z kuchni wiały apetyczne wonie. . zdąży. głosem nieco zdławionym.Pani się tak nie przejmuje. ale nie soliłam. gdzieś w głębi duszy nastawiony na wrogie działanie.. Lakier się częściowo wylał. Karol przyjedzie piętnaście po czwartej albo wcale. Nie było go. na sałatkę.odparła Malwina przez zaciśnięte zęby. Jeśli jest żywy.rzekła pocieszająco Helenka. drugie zawierało w sobie akcent głębokiego rozczarowania. czego nie zauważyła. . o co mu chodziło. za osiem minut wszystko się rozstrzygnie. Do pomidorów jest w czajniku. że nie. bo ostatnimi czasy własny dom był dla niego miejscem nieprzyjemnym.powiedziała pośpiesznie. Trochę się zdziwił. a jego bezpośredni numer nie odpowiadał. jak nawet sama nie wiem. spiłować go i zrzucić z półeczki w łazience nie domknięty lakier do paznokci.. wrócił w doskonałym humorze. a cebulkę obrałam na wszelki wypadek. Rzucił okiem w kierunku jadalni. upuścić na podłogę kawał masła. w jednym brzmiała szczera ulga. którego w wejściu jakoś nic nie zakłóciło. żeby nie zauroczyć. dowie się. - Ja to zaraz zagniotę. pokroić do końca kopytka. W sekretariacie było zajęte. będzie chyba dosyć? W całym swoim chaosie myślowym Malwina zdążyła spojrzeć na salaterkę z serowymi wiórkami i ocenić Helenkę jako czyste złoto. I niech Helenka też nie mówi. Albo jechał do domu. . . Nie sprecyzowała sobie tego drugiego albo. rzuciła się do telefonu. nie sprzeniewierzy się swojej obrzydliwej punktualności! Osiem minut rozwlekało się w nieskończoność. a naprawdę nic się nie stało . fartuch. Zrzuciła wyjściową odzież. I cebulkę obrać. pokroić. nakryty stół czekał. Nie wolno żywić zbyt wielkich nadziei! Spojrzała na zegar. . kiedy pierwsza partia prześlicznych kluseczek kipiała już w garnku. Nie odzywając się ani słowem.powałkować. Obie co chwilę spoglądały w okno i podjeżdżający samochód Karola dostrzegły równocześnie. I ser do zupy utarłam..Ja się wcale nie przejmuję . umyła ręce. Dwa westchnienia razem dały się słyszeć w kuchni. . domowa kiecka.. bo może ten Kurpiarz tylko tak gadał. dziesięć minut wystarczy. nie wytrzymała. zdjął . I ze trzy pomidory sparzyć.Pewnie. Pięć po czwartej.Woda już stoi. albo. dopadła stolnicy.

irytujące i uciążliwe. Karol nie protestował przeciwko obecności żony i uwag o głupich gębach nie czynił.odparł uprzejmie Karol.Nie. . pojedzie na rauszu. turlając go łapką.? Mało było na to nadziei.Przelałem na konto .Dobrze. a już dzisiaj stałam w korkach i nie mam siły więcej. Ja ci chyba nie przeszkadzam? Na chwilę Malwina zamilkła..Bardzo się cieszę. zabrała je i wyszła.Nie wiem. Malwina zamierzała obrazić się za wczorajsze obelgi i nie towarzyszyć mu przy stole. że załatwiła sobie tę agencję. . że mi dasz. przy dobrym nastroju pozostał. rąbię drzewo . że Malwina zaprezentuje pewnie jakieś fochy. .powiedział nawet po pierwszej łyżce znakomitej zupy cebulowej.. również bez słowa. Jeśli Karol nie chciał wina do obiadu. czy wrócisz na kolację. ale myślałam. lakieru na podłodze nie zauważył. . zrobi sobie coś złego. Karol się nie skusił. nie wytrzymała.. ale po dopiero co przeżytych emocjach zapomniała o tym. Malwina. Co za szczęście.odparła żywo Malwina..Mnie idzie o to. Podniosła się...marynarkę i krawat. Musiał być w wyjątkowo dobrym humorze. przyniosła i odkorkowała butelkę białego wina. Dam. ale nie stwierdziwszy żadnych niepożądanych objawów. umył ręce. zmierzającego do drzwi wyjściowych. Z niechęcią myślał. postawiła na stole dwa kieliszki. Karol sięgnął do portfela i bez słowa położył pomiędzy kotami pięć tysięcy złotych. . Usiadła normalnie. . oznaczało to. przy czym Pufcia bawiła się długopisem. ale zawsze warto spróbować.. że zostawisz mi w domu trochę gotówki . Obiecałeś wczoraj. zeżarł obiad. że będzie jeszcze jeździł. . Może on się skusi.spytała z nieco zbyt demonstracyjnym zdziwieniem. musiałabym zaraz jechać do banku. .To pij. dowie się. bo zasłaniał go mały łazienkowy stołeczek. . Zamierza wyjść.Wychodzisz? . popił deser herbatą i poszedł do gabinetu. dokąd go niesie i po co. . bo na rogach jego biurka siedziały oba koty. jakie wino. .Nie chcę wina. widząc małżonka już w kurtce.. narzucił na siebie domowe wdzianko i zasiadł do obiadu. Przyniosła mu. Parę minut przed szóstą.Potrzebna mi będzie na rano.Ja bym się napiła białego. Rykiem zażądał stamtąd jeszcze jednej szklanki. . jak człowiek.

bezbarwny lakier musi kupić. Odruchowo rozglądając się za acetonem. ale czy to wiadomo na pewno. nie potrzeba. Chciała ten stołeczek po prostu trochę odsunąć. Justynka ją zawiezie do jakiegoś dużego sklepu. Albo niech ona w ogóle nie schodzi.. Zaskoczona nieco Justynka bez oporu zgodziła się zjeść obiad trochę później. powinien łatwo pojechać po śliskiej posadzce. Zatem lakier powinien być bezbarwny. Prawdę mówiąc. Malwina kupi wszystko sama. Ależ. w takim rowku chodzą. spróbowała przesunąć stołek ręką. Kupi lakier nieznacznie. kiedy wróci. bo przez całą drogę zastanawiała się. Justynka. W klubie. nie dogadał się z nikim konkretnym. Lakier do paznokci wylał się prawie całkiem i zasechł doskonale..! Przesuwne. zdaje się. nie przepchną się dalej! Zostawiła usunięcie plamy Helence i rzuciła się do kosmetyków.. tylko emalia. a stojąca na salonowym stole butelka z reszteczką wina na dnie mówiła sama za siebie. Bardziej się zdziwiła niż rozzłościła. widać ją. sam nie wiedział. kryjąca. że Karol zauważy. okazja załatwienia . Pierwszą jej myślą było. Można było tam spożyć posiłek.. Odprowadziwszy go ponurym spojrzeniem. Jacyś gracze byli tam zawsze. Oszołom będzie najlepszy. Dalszych swoich posunięć Malwina na razie obmyśleć nie mogła. to ktokolwiek. szarpnęła mocniej i rzeczywiście musiał być przylepiony. Justynkę wyśle do owoców. za pół godziny. samochodem nie pojedzie. Nie umierała jeszcze z głodu. Nawet ten najjaśniejszy jest lekko różowy. Zdumiona. jak to zrobić. Na ostatnie mycie głowy zużyła szampon do końca. Karol wzruszył ramionami i nie udzielił żadnej odpowiedzi. Malwina doznała nagle olśnienia. jeśli nie Karol. nic z tego. jeśli stołeczek przywarł tak porządnie.. musi Justynkę unieruchomić w jakimś ogonku. równie porządnie lakier przywrze do rowka! I wrota się na tym zatrzymają. że słyszała jej kroki na schodach. nie ma w szafce takiego. bo odkleił się z cichym trzaskiem. a w ogóle to nie lakier. tymczasem ani drgnął. szedł tak sobie.. w goleniu zaś ją nieźle załapało. karteczkę z listą sprawunków miała w torebce. idealnie przezroczysty. pozostawiona w samochodzie Justynka przypomniała sobie. na ślepo. ponieważ po umówionym spotkaniu zamierzał pograć w brydża. te wrota garażowe.! Justynka chyba właśnie wróciła.. że brydż się uda? Może przytrafi mu się idiotyczny partner i skończy wcześniej. Ale zaraz. Już! Natychmiast! Natychmiast odpadało. ktoś wezwany do naprawy. że przecież miała kupić kosmetyki. żeby obce oko widziało ten lakier.. Malwina poszła do łazienki i rąbnęła goleniem w stołeczek. cały czas piła to białe wino. do niczego. lekki był. a teraz jechać z ciotką po zakupy. trzymał się jak przylepiony. Ledwo Malwina znikła w wejściu do supermarketu. obejrzała jego nogi i spojrzała w dół. żeby nie płacić w kasie przy siostrzenicy.

co miał oznaczać głupi telefon od tego jakiegoś Krupniaka.. może słuszniej byłoby dać sobie spokój z szefem i rozmawiać bezpośrednio z pracownikiem. Sam był napastnikiem czy co? Albo może Krupniak zełgał. Przede wszystkim musiała zadzwonić do agencji i dowiedzieć się. . skoro ona sama denerwuje się i rzuca do telefonu. nie będzie musiała dygować ciężarów na piechotę. a bezbarwny lakier w torebce przyprawiał ją o bicie serca. odżywki.powiedziała stanowczo. zamknęła się w gabinecie. . Te wszystkie mleczka.Proszę zadzwonić za kwadrans. wyraz twarzy Karola. płyny.Sprawozdanie otrzymam wieczorem. toniki. Malwina zawahała się. skoro jednak życzy pani sobie osobiście wszystko usłyszeć. chociażby. za swoje kosmetyki zdążyła zapłacić wcześniej i czekała na Malwinę w samochodzie. które mu nie wyszły. bo w końcu co tego szefa obchodzą szczegóły śledztwa i jej perypetie uczuciowe. odruchowo dokonała kilku innych zakupów. . Malwinę niemal zatchnęło. owszem. ostatecznie. Teraz jednak pojawiła się wątpliwość. o czym zostałbym natychmiast powiadomiony - oznajmił szef agencji. Muszę się porozumieć z pracownikiem. To jak to zrobić? . bardzo zadowolona.. Twarzą w twarz.To już bez trudu zdoła pani z nim uzgodnić. swoje ważyły. nalazłszy upragniony lakier. bo. snując jakieś tajemnicze intrygi. Dam pani jego numer komórki. . Malwina nie była pijana. . albo nawet jutro rano. Nabywanie lakieru Justynka widziała doskonale. że najlepiej będzie kontaktować się wyłącznie z jednym człowiekiem. . Justynki o parę metrów od siebie w ogóle nie zauważyła i. ale niewiele ją obeszło. bardzo dobrze. wyszły chyba.sprawy spadła jej jak z nieba. Czy cokolwiek innego. z pewnością osiągalnej. zleceniobiorcą. z którym załatwiała sprawa i który już ją widział.Teraz widzę. będzie go mogła wypytać o rzeczy komu innemu obojętne.Tak . obiad przy tym winie zjadła solidny. ale leciutki rauszyk i emocja przytępiły jej spostrzegawczość. O dwudziestej on się zmienia i będzie miał chwilę czasu. . wyglądającą już jak obraz nędzy i rozpaczy. że wolałabym osobiście i bezpośrednio. I znał. Z Gazetą Wyborczą. Zleceniobiorca powie jej więcej. No nie. W drodze powrotnej do domu Malwina wytrzeźwiała idealnie. tym.. Karol w najmniejszym stopniu nie wyglądał na ofiarę napadu.Ale ja bym go chciała zobaczyć. na przykład. Przed nią majaczyły następne wysiłki.Nie nastąpiło dziś nic takiego.. żądając dyskrecji. Dotychczas miała wrażenie.

. może. skoro wjedzie do środka posesji i zamknie za sobą bramę! Na solidnie ogrodzony teren złodzieje nie będą się pchali.Jak to. Zagapiona w resztki żaru i biegających po dogasającym papierze iskier. to samochód ma zostać pozbawiony schronienia. . ale także i siebie. I znów zaskoczyć ją w gabinecie z trefną prasą.Łaskawa pani życzyła sobie inwigilacji i ochrony całodobowej . zdołała pomyśleć kawałek dalej.. że i chwilę powinna wybrać właściwą.. pardon. Resztę zgniotła w kłąb i podpaliła w kominku.No dobrze . Nie tylko Karola musi brać pod uwagę. zepsuć trzeba bramę wjazdową! Natchnienie trwało i podpowiadało.W zasadzie trzech. Takie małe łatwiej ukryć.? To znaczy. że ilu ich jest? . nie garaż tu jest ważny.Nie sądzi pani chyba...Ale nie może oddalić się i pójść spać. nie zaś Karol personalnie! Ze stęknięciem podniosła się od kominka i klapnęła w fotel. a Helenka dbała o usuwanie popiołu... to na nic. że Karol z garażu nie skorzysta. co z tego.. bo Karol mógł przecież wrócić w każdej chwili. no tak. Kominek. że co. kiedy Karola nie ma. a nie wyjechać.. tylko ogrodzenie. Ściśle biorąc. wycięła z prasy użyteczne treści. może przecież zapisać sobie numery telefonów na mniejszym kawałku papieru albo wydrzeć ze środka niezbędny fragment tekstu. Na wpatrzoną w ogień Malwinę spłynęło natchnienie.. Wreszcie uczyniła to. bo nie miała cierpliwości szukać teraz nożyczek. kiedy będzie zmuszony na nowo podjąć pracę.zgodziła się Malwina po chwili niezadowolonego milczenia. żeby nie mógł wjechać. dzień w dzień? . co każdy normalny człowiek uczyniłby od razu.. Chociażby taką jak teraz. Cóż by jej przyszło z tego. Ośmiogodzinny dzień pracy. był często używany i ciągnął doskonale. Czego ona właściwie czepia się wrót garażowych.To znaczy.. na szczęście. - Zadzwonię za kwadrans. żeby jej nissan . Może by jednak zmniejszyć jakoś ten stos makulatury. wyrwała je paznokciami. czy istotnie zdoła zadzwonić za kwadrans. Oczywiście jakieś wahania mogą nastąpić. w bezpiecznym garażu. bo nigdy nie wiadomo.przypomniał jej szef agencji z anielską cierpliwością. .Przecież ma różne przerwy! . Wcale nie była pewna. Obiekt. zmienia.? . że ich jest więcej. . jeszcze by tego brakowało.. że utkwiłby w środku. szanowny małżonek egzystuje niezupełnie regularnie. że jeden człowiek zdoła pracować dwadzieścia cztery godziny na okrągło. strzępiąc po brzegach.

ale przyszło jej do głowy. Cholera.został po tej stronie. Nie wolno było dopuścić. mniej więcej za półtorej godziny. który z wielką uprzejmością wyraził zgodę na spotkanie dziś jeszcze. w najbliższych restauracjach i kawiarniach była raczej znana.odparła Malwina z ulgą. jak i ze swojego pokoju miała doskonały widok na cały front. cóż znowu.. nie w środku.Ciemnoczerwony nissan . No owszem. Chciwie zapisała numer. jej twarzy facet nie zobaczy. a garaż niech diabli biorą. ale to Malwiny w tym momencie nie interesowało. Był to wprawdzie samochód agencji. . piechotą? Autobusem? A zakupy same by przyszły? Z taksówkami miałaby mnóstwo kłopotów. parking obok cmentarza przy Wałbrzyskiej. nogi będzie miała na zewnątrz. żeby nabrała jakichś podejrzeń! Niemożność przystąpienia do działań dywersyjnych sprawiła. Konrad Grzesicki w ostatniej chwili przypomniał sobie. jeden z kilku służących celom służbowym.A. z zamętu wyłonił się pomysł dość upiorny. żeby w samochodzie było ciemno. na godziny musiałaby je wynajmować! Dreszcz zgrozy przeleciał jej po plecach. czym pani będzie? Żebym się nie zwrócił do kogoś innego. podany przez szefa agencji i wykorzystała go od razu. bez żadnej szansy na wyjazd. powinno tam być pusto. Przez chwilę czuła straszny zamęt w głowie. Cmentarz! Nie. żeby Malwina oglądała jego samochód.I będę w nim siedziała z nogami na zewnątrz. przepraszam. do domu przecież zaprosić go nie mogła. Malwina nic nie obmyśliła. nasz pan. Wszystkie jej życzenia zostały uwzględnione i niewątpliwie zaksięgowane dla wystawienia rachunku. iż Malwina przypomniała sobie o telefonie za kwadrans i znów zamknęła się w gabinecie. temu jakiemuś pokazywać się wcale nie chciała. Chwila właściwie była idealnie odpowiednia dla tych wszystkich machinacji i Malwina już zerwała się z fotela. Oczywiście. Jak miałaby się poruszać po mieście. Zobaczy ją Helenka. W słuchawce odezwał się jakiś facet. kiedy już skończy służbę i przekaże delikwenta zmiennikowi. a głowę wewnątrz. Pojedzie tam za pół godziny. Gdzie ma się znaleźć? Pytanie było zgoła okropne. ale Helenka tak z kuchni. zatrzyma się tak. że nie ma prawa jej znać.. O tej porze nikt się na cmentarze nie pcha. . czy ta Helenka nie mogłaby dzisiaj iść do córki? Justynka była nieszkodliwa. ale im mniej było . że jednak nie. Wymyśliła ją w kolejnym błysku natchnienia. oba samochody muszą pozostać na zewnątrz ogrodzenia. jej okna wychodziły na ogród. Nasz klient. Konrad z kolei wcale nie chciał. . jako znak rozpoznawczy pozycja mogła służyć.

tym lepiej. Złośliwość losu zapewne sprawiła. . zatem ona twarz faceta jako tako widziała. . a jej wymawia rozrzutność i skąpi pieniędzy. zmierzające do uzyskania tej widno .wiadomo o sposobach działania firmy.spytała rzeczowo.Czarny. bo jakiś kretyn przez telefon bredził o napadzie? - powiedziała bez wstępów. Oczywiście. .Oczywiście. . Latarnia z drugiej strony ulicy świeciła za jej głową. musiałaby wystawić głowę i podnieść twarz. obrzydliwe. ale mówić tego nie należało. Podniosło ją to na duchu. Odczekał.Co tam się działo z moim mężem. . widzi jego spodnie. bo równocześnie zaczęła odwracać się ku kierownicy.Życzy pani sobie wszystko po kolei czy tylko tę scenę? . . .Proszę uprzejmie. na diabła jej spodnie?! Nie da się rozmawiać z niewidzialnym. i wszystko w środku trzęsło się jej z przejęcia. Malwina słuchała w skupieniu. Zrelacjonował jej dzień pracy Karola i opisał wydarzenie w restauracji... co nie było zbyt łatwe. Nie dokończyła uwagi.spytał Konrad z rewerencją.Wszystko po kolei.zażądała gniewnie z niezamierzonym sieknięciem. Nie wiadomo.Niech pan wsiądzie .. Ponadto pierwszy raz mogła dowiedzieć się czegoś pewnego o Karolu! Rychło okazało się.Czarny kawior czy czerwony? . kto. Pierwszy raz w życiu miała rozmawiać z detektywem. iż konwersacja w pozycji nogami na zewnątrz z facetem. Nie widzi go. a on jej nie. kiedy i gdzie może taki wóz zobaczyć i jaką głupotę chlapnąć.. Karol się żywi kawiorem po Victoriach. jest w ogóle niemożliwa.I gdzie on teraz jest? . . a odsunięcie fotela dalej nie przyszło jej do głowy.zaczęła z irytacją i ugryzła się w język.ciemnej lokalizacji. to coś dokładnie odwrotnego niż chciała! . . stojącym obok samochodu. co nadmiar figury zdecydowanie utrudniał. Jedno Malwinie udało się osiągnąć. Konrad wsiadł. że w tym akurat okresie swego życia Malwina prezentowała zidiocenie rekordowe. w dodatku przez samą siebie zatrudnionym. aż wystawiła nogi na zewnątrz. przestrzeń bowiem pomiędzy kierownicą a oparciem fotela nie pasowała do rozmiarów Malwiny. mianowicie układ światła i cienia. Znalazł się pod murem służewieckiego cmentarza pięć minut wcześniej niż Malwina i bez żadnych przeszkód obejrzał sobie jej osobliwe manewry.

. Karol żre. A gdzie parkował potem? Za każdym razem.. nie zna człowieka i nie jest jej potrzebny. ..Mój mąż..odparł i wygłosił cały wykład na temat znanych mu działań złodziei samochodowych.. z jej pytań natomiast wynika całkiem co innego. a trochę rozbawiony.I gdzie on parkował? . Rzeczywiście troszczy się o bezpieczeństwo. Nie.! Była tam kiedyś..Kto? .. Ściśle biorąc. Wydawało jej się.Zaraz. Ma pawilony na Bartyckiej i liczne interesy z Włochami. Nie wiedziała. .Strzeżonych? Konrad zawahał się. zanim jeszcze zaczął.Gdzie? .W zasadzie na strzeżonych kradną raczej rzadko ... Dawno temu.Raczej wydawało mi się. może te drugie śniadanka. owszem.Na tych parkingach teoretycznie strzeżonych. pojazd raczej cenny.. .. nie wiadomo tylko. . że trochę zły.Na ulicy.Niejaki Alfred Rozeta. ale to różnie bywa. Konrad poczuł nagle. tymczasem nagle ich zabrakło. . świetnie.. Hurtownik w zakresie materiałów budowlanych. ale nie o to przecież chodzi! . jak gdzieś tam wchodził? . jaguar.. W tej Victorii. .A tam..Przed Victorią. .. Przestraszony był jego rozmówca.. Rozeta.Teoretycznie powinny być strzeżone. . to ile ten Karol żre. Stałych klientów. Szef wysuwał supozycję. o co dalej pytać..! Na litość boską. że pytań będzie miała tysiąc. do niczego. Raz. Klub na Mokotowskiej.. A. na płatnych parkingach. Klientka słuchała wręcz zachłannie.I tam nie kradną? .Nie wiem.. jego czy samochodu? No. zostawił samochód z kluczykiem i zaparkowała obsługa. . . kiedyż mógł zostać stałym klientem Victorii czy jakiejkolwiek innej knajpy?! A. Zostałem zmieniony. że ma do czynienia z osobliwie trudną klientką. że baba śledzi męża przez jakieś dziwki i romanse.?! Przecież żywi się w domu prawie codziennie. .Wszedł do klubu brydżowego na Mokotowskiej. . wcale nie parkował. Był przestraszony? .I gra? .A kto to był? . Oni tam mają miejsca dla stałych klientów. hurtownik...

wdeptując w dywan. *** Karol Wolski trafił w klubie na znakomitych partnerów i grał w brydża do trzeciej z przyjemnością równą bez mała przyjemności kota. Biurko było prawie puste. wróciwszy do domu. Pucuś zeskoczył za nią i pomiętosił ją pazurami. a także kilka poleceń. kot wymaszerował z gabinetu z pomiętym nieco kawałkiem papieru w pyszczku i poszedł do siebie. *** Tegoż samego wieczoru do gabinetu Karola wślizgnął się przez uchylone drzwi Pucuś. Postanowiła natychmiast do niego zadzwonić. nie bacząc na to. to ząbkami. że właściwie facet już ma wolne i może nie zajmować się pracą zawodową. Popchnął jeszcze trochę i kartka spłynęła na podłogę. rzecz jasna. Komputer z całym oprzyrządowaniem znajdował się na specjalnym blacie obok. Jak każdy kot. leżała zamknięta teczka z korespondencją i oddzielnie jedna kartka papieru do drukarki z jakimś krótkim napisem pośrodku. mocno zdumiony i nieco zaintrygowany. co na gładkim. ale obwąchał ją z wielką lubością. Po czym spróbował wziąć w zęby. był indywidualnością i miał swoje prywatne upodobania. które powinna była temu śledczemu zadać. Po drodze przyszło jej do głowy jeszcze kilka pytań. Promieniując zadowoleniem. Lubił papier. miękką poduchę. Tam oddał się szczytowej przyjemności. Podniósł się od stolika bardzo przyzwoicie wygrany. to pazurkiem. Może iść spać albo spotkać się z dziewczyną. albo . Obecne w domu Helenka i Justynka w ogóle tego nie zauważyły. dzięki czemu przestała być taka obrzydliwie gładka i pozwoliła się chwycić zębami. Malwina również wróciła do domu. Uwolniła go wreszcie. to znaczy na dużą. Zaczekał. nie działo się nic kompletnie. płaską. śliskim blacie okazało się niemożliwe. na owym płatnym parkingu. a potem na biurko. Pucuś. aż dopchnął go do krawędzi. napisu na kartce nie czytał. Cichutkie trzaski i szelesty wprawiały go w stan upojenia. zasobniczek z długopisami. *** Malwina. stały na nim dwa aparaty telefoniczne. Pomógł sobie łapką i przesuwał papier tak długo. polegającej na ponownym deptaniu i delikatnym naddzieraniu. przeżyła jeden z najcięższych wieczorów w całej swojej egzystencji. Wskoczył na fotel. Na ulicy. którymi należało go uszczęśliwić. ułożoną w kącie za kominkiem. aż odjedzie i dopiero wtedy wsiadł do swojego samochodu.

nie mogła do niej nic włożyć... to pewne. Nic dziwnego.. Zapisywała. bo . Na moment Malwina zastygła w skamieniałej rozpaczy. Dzwoniła z gabinetu Karola. kartka jest w tej chwili najważniejsza na świecie! Nie było jej nigdzie. skoro do niego dzwoniła. Powiesiła płaszcz w szafie i poszła przeszukiwać sypialnię. zapisała ten numer jego komórki. po czym nagle zerwała się i popędziła przeszukiwać kieszenie płaszcza.. w pamięci nie zostało jej nic. nie zgniotła jej przecież w kulkę! Może odruchowo włożyła do szuflady. Musiałaby zresztą zostać złożona co najmniej na czworo. albo robić cokolwiek ważnego dla siebie..siedzieć w wannie... Znalazła złożone w kostkę sto złotych. na litość boską.? Myśl.. nabrała nieco nadziei. Zostawiła samochód na parkingu tuż obok ich parceli i popędziła do domu. gdzie ukryta przedtem Gazetę Wyborczą. ale kartki nie było. nie zaś mężowskich tajemnic. Gdzie. takie rzeczy jej nie obchodziły. wyrwał ją z bezruchu. tylko spokojnie. Zaraz. schowała go z powrotem po jednej sztuce. długopisy tu stoją. zastać ją w gabinecie. że skoro szuflada jest zamknięta.. męczyła się i przeklinała tego bałwana. a. Jakiś dźwięk na zewnątrz. no dobrze.. zapisała numer. tam. Nie. spinką do włosów i małymi nożyczkami.. jedna była zamknięta. Różne śmieci znalazła. ale co potem? Co się z tą kartką stało? Wytrząsnęła na blat biurka całą zawartość torebki. użyła któregoś. ale upragnionej kartki nie było.. że przez chwilę niczego nie mogła sobie przypomnieć.? Rzuciwszy płaszcz na fotel w salonie. i nie w pamięci. Szuka kartki.. kryjącego tu przed nią jakieś tajemnice. Więc chyba tam musiała także zapisywać. skoro jest winna świętemu Antoniemu! Najsolenniej i ze skruchą obiecawszy oszukanemu świętemu całe pięćset złotych. że nie może znaleźć teraz cholernej kartki.? Miała go z pewnością. W zdenerwowaniu zaglądała do wszystkich. I co? I zapisała. tylko na papierze. że te sto złotych miała dać świętemu Antoniemu za odnalezienie czegoś wcześniej. usiłowała ją otworzyć pilniczkiem do paznokci. Gdzie zapisywała? ! Zdenerwowała się natychmiast tak. książeczki czekowej. aż dotarło do niej. grzebiącą w jego szufladach.. Bez skutku. Przypomniała sobie.. zamknęła się w gabinecie i z wielkim mozołem zaczęła sobie odtwarzać własne czynności. żadna myśl o cudzych potrzebach nie zaświtała jej nigdzie.. i wpaść w szał. przejeżdżający samochód. I tu zaczął się dramat. Popędziła na górę do gościnnego pokoju. Stąd zadzwoniła. wzięła kartkę ze stosu obok drukarki. nie miała teraz do niej dostępu. Na czym.? Oczywiście.. tu rozmawiała z człowiekiem. że Karol mógłby akurat wrócić. beznadziejnie obejrzała jeszcze raz cały śmietnik z torebki.

Koniaku! Bez względu na stan upojenia ciotki. żeby do tego stopnia urżnęła się na smutno! I w ogóle jej przecież nie było. ale nigdy w samotności. Zrzuciwszy szklankę z kuchennego blatu. na litość boską. Nie tylko straciła kontakt z agencją. pojechała gdzieś. że nie ma też strzępka prasy z numerami telefonicznymi agencji! Nie widziała go. omal nie przewracając się przez kota. podobno pomaga zawsze na . jakie ją dotknęło.! Informacja była wstrząsająca. same klęski! Szlochała bez żadnego opamiętania. po czym usiadła przed kominkiem i zalała się łzami.du . . Łkania ciotki usłyszała już na górze i przestraszyła się mocno..Z . herbaty. skoro dzwoniła do nich!!! Całą robotę poszukiwawczą Malwina odwaliła ponownie z identycznym skutkiem. Niemożliwe chyba.. Coś jej należało natychmiast dać.Co ciocia zgubiła? Dokumenty? Pieniądze? .du . co się stało? Dlaczego ciocia tak płacze? .. potknąwszy się o kota i upuściwszy do zlewozmywaka elektryczny czajnik.może i kartkę w to samo miejsce przyniosła.?! Zbiegła szybko ze schodów. Tego już było za wiele. ..z .o . że jest straszliwe. ale w dodatku to.. nie wpadł jej w ręce wśród rzeczy z torebki.o . koniak powinien jej pomóc.z . ale wstrętnej gangreny nie było.Jestem taka nieszczęśliiiiiwa! .Ciociu. ponadto Pufcia plątała się koło niej i po pomiaukiwała nagląco. ale z góry zeszła Justynka. ale już wiedząc.gubilam. może znaleźć Karol... same niepowodzenia.W du . kropli walerianowych. i dopadła Malwiny. same tragedie. a przecież miała go! Miała! Musiała mieć.kropne! . więc może chciała coś zjeść. czyżby ukradli jej samochód? Albo wszystkie pieniądze i dokumenty. więc tu zachodziło zjawisko nietypowe. Helenka w swoim pokoju za kuchnią oglądała telewizję i żadne dźwięki z salonu do niej nie docierały. Musiało się coś stać. . nie mogąc tak na poczekaniu ogarnąć umysłem rozmiaru nieszczęścia. Jezus Mario. wody może.Ale dlaczego? Ukradli cioci samochód? .. co zginęło. Miała ochotę napić się herbaty. uświadomiła sobie nagle. Właściwie Justynka też by coś zjadła. Nie wdając się chwilowo w nagłą zmianę osobowości ciotki. Gorzej. Justynka zmieniła zdanie i popędziła do barku.!!! Pucuś z kąta za kominkiem przyglądał się jej nieodgadnionym wzrokiem. Justynka rzuciła się do kuchni.O .wyszlochała Malwina.. zawsze płakała do kogoś.pie mam pieniąąąądze.. Malwina płakała dość często.

właśnie prezentujący reklamy. .zaniepokoiła się Justynka. Karol nie. Coś się stało z tymi zapiskami w czasie jego nieobecności.Poza tym różnych przepisów jest zatrzęsienie. w każdym kolorowcu dla bab. Nagle zaczęła myśleć rozsądnie.Czego nie sprzątałam? . nie widzę w tym nic śmiesznego . Chciałam się upiększyć w sekrecie przed wszystkimi i fiu. notatki takie miałam. . Myślałam. myśląc zarazem. .? Podejrzliwym okiem łypnęła na siostrzenicę.Już ja się tam śmiała nie będę . to pani oddam i tyle. .. a teraz już przepadło.Pani.wszystko. .. słyszę. Nie. omal przy tym nie potwierdzając obaw Malwiny. Wyszarpnęła butelkę.Jak co znajdę nabazgrane.Śmieci.Nagle błysnęło jej światło w mroku. Takie nabazgrane. zdecydowana martwić się bardziej kameralnie.. zdenerwowałam się okropnie. Śmieć stłumiły z dużym trudem. nie wrócił chyba podstępnie w celu zagarnięcia jej tajemnic. ale znacznie mniej niż Justynka. . po czym łkania zaczęły przycichać. to już niech pani powie co . Za nic w świecie przecież nie mogła wyznać. że coś zgubiła. Pani przestanie płakać.. więc wcale bym się nie przyznała.Nawet gdyby ciocia zrobiła sobie dwadzieścia maseczek. przepis. ale w gruncie rzeczy te gorzkie szlochy nieco ją pocieszyły. ominęła jakoś Pufcię. jeden. I Helenka.zażądała zarazem współczująco i z naciskiem. zginęło mi. i ponownie dopadła Malwiny..Nie sprzątałaś. Malwina wciąż szlochała rozdzierająco.... . na maseczkę kosmetyczną.. Te proste słowa otrzeźwiły Malwinę lepiej niż koniak. i Justynka doznały wielkiej ulgi. a ja tam wodę wstawię. wściekle w tej chwili towarzyską.Składniki. Nie.Może się to gdzie znajdzie. że znacznie bardziej i przydałoby się Malwinie zrzucenie tak przynajmniej piętnastu kilogramów. . . ... a potem drugi. . dzwoniła wszak z gabinetu już po jego wyjściu. nic.Ten był bardzo specjalny .zapewniła Justynka... . że wszyscy będą się ze mnie śmiać. W progu salonu pojawiła się zaskoczona Helenka. że się wygłupiam. Też ją przestraszył stan Malwiny..chlipnęła Malwina i wylazła z fotela. Justynka może znalazła. Bez najmniejszego protestu rąbnęła sobie koniaczek. Na herbatę.oznajmiła stanowczo Helenka. ale wyglądało to już na ostatnie podrygi. która rumory w kuchni zdołała usłyszeć i bez żalu porzuciła ekran.. Nawet gdyby Karol je znalazł. co jej zginęło.. w razie przypadkowego znalezienia zaginionych kawałków papieru powinna się ich w ogóle wyprzeć.? . chwyciła kieliszek. Niepotrzebnie aż do tego stopnia straciła równowagę. Tak ogólnie.

. rozciągało się wzdłuż szosy i trudno je było przeoczyć.A jak to się odbyło? To płacenie okupu? Z wielkim ożywieniem Malwina przekazała siostrzenicy wieści od Agaty.Ale nie poznał ich osobiście. .. Samochodowej. .Osobiście to ich wszyscy znają . . Justynka słuchała chciwie i potwierdziła ostatni pogląd. Do diabła z kartkami.Jak to. nie wspominając o policji. skoro Justynka i Helenka zwróciły na nią baczną uwagę. o co się sama głupio postarała. który mógł odwrócić uwagę od osobistych doznań i przeżyć.przerwała jej Malwina. Wszystko tam można dostać. gdzieś koło Grójca. A na razie. . chyba w niedzielę się odbywa.Na giełdzie. zaraz .Kto chce. że jej kuzyn płacił okup złodziejom i odzyskał samochód . Razem z Justynka usiadła przy stole. Ugryzła się w język. całe zapchane samochodami. Zorganizowane mafie w takie detale się nie wdają.Popatrz. Błonie potwornych rozmiarów. Jest taka wielka giełda. że się rozpłakała przed kominkiem.Czekaj. *** Wbrew obawom. od razu zainteresowana.? Co do zagubionych numerów telefonicznych. da sobie spokój z dewastacją bramy i załatwi to jutro. . bardzo dobrze. Nie przywykła jeszcze do tego. a złodzieje podobno sami oferują swoje usługi. Tak słyszałam. bo przedtem warto znaleźć złodziei. bo żaden stres nie potrafił odebrać jej apetytu.. Przeciwnie.Drobne płotki. żeby nie pytać zbyt dużo. .Co ty powiedziałaś. znalazła wyjście. A może nawet pojutrze. Malwina poczuła w sobie wybuch gorąca. jest korzyść! Myśl. tu oto uzyskuje od własnej siostrzenicy informację najcenniejszą. że informację mogłaby uzyskać także i bez płaczu. proszę. że ich wszyscy znają? Co to znaczy? Wszyscy to kto? . .odparła Justynka. Do tego jakiegoś Sławkowa chyba sama trafi. Justynka mogłaby się czegoś domyślić. mówiła mi dzisiaj Agata. Wystarczy przyjechać czymś porządnym i rozejrzeć się dookoła baranim wzrokiem. kto chce? To jak się ich poznaje? . do celu Malwina trafiła z łatwością.. każdy dodawał. . I już są pod ręką. w jakimś Sławkowie czy Sławczynie.. jakoś jej nie zaświtała. Pójdzie tam po prostu jeszcze raz i dostanie wszystko co trzeba. .. że mała Justynka dorasta. Jeszcze trudniej wjechać na nie.rzekła jakby trochę zachęcająco. Znalazła temat. kształci się w wysoce interesującym zawodzie i zdobywa wiedzę o życiu większą niż ktokolwiek mógłby przypuszczać.

Nissan. Skręciła.Ja. nieco starszy.Chciałam tam wjechać .Pani musi stąd odjechać. . Wszystko się załatwi. Podszedł jakiś drugi... . . a pani stanie. Z wysiłkiem wjechała w ciasnotę. . . to jeszcze. a o zaparkowaniu w ogóle mowy nie ma! Nie musiała wcale udawać zbaranienia. Malwina nagle oprzytomniała.. co tu jest... Facet wyglądał sympatycznie. .Szanowna pani ma jakieś kłopoty? . Nie powie mu przecież. młody był.odparła Malwina bezradnie. podnosząc jednak szyby. znalazła się na drodze dojazdowej do wielkiej bramy i na tym był koniec. aż podszedł do niej jakiś facet i pochylił się ku okienku. Dalej zrobiło się za ciasno. Gdyby to był nasz jaguar. .. Chce pani kupić czy sprzedać? Z całej siły Malwina starała się oprzytomnieć. podsłuchiwać... ubrany wręcz elegancko. Malwina ją opuściła. przyszło jej to samo.Pani zamknie te okna. zapłaciła sto złotych i zaczęła wysiadać. podglądać. wielkie rzeczy. co kosztuje stówę.Znów pochylił się do okienka. że chce znaleźć złodziei samochodowych i nawiązać z nimi dyplomatyczne kontakty! .Tu jest wszystko. nie gasząc silnika i nie mając pojęcia. jak w tym całym galimatiasie rozpoznawać złodziei.. kolega wyjedzie. bo tarasuje pani drogę.Stówę kosztuje. . o.Moment.Zaraz . przynajmniej dla niej. Nie mając pojęcia.spytał grzecznie.? Tu od piątej rano ludzie się ustawiają.. ..powiedziała z irytacją.. Pani coś do wozu potrzebne? Czy może z innych rzeczy? . Faceci zaczęli uzgadniać rzecz między sobą. Malwina spełniła polecenie..Było wcześniej przyjechać! . Mnie jaguary interesują.. trzeci popukał w szybę z prawej strony. .rzekł pierwszy i wyprostował się. Pójść piechotą.O tej porze? Co też pani. Malwina kiwnięciem głowy wyraziła zgodę..E tam . Pani ma kłopoty.Tak w ogóle. koło trzydziestki. pukając w szybę.ostrzegł pierwszy opiekun. Zatrzymała się beznadziejnie i tkwiła w miejscu. Pani podjedzie jeszcze kawałek.. tam! Wcale nie chcąc parkować za żadnym żółtym mikrobusem. Malwina opuściła ją również. Chciałam zobaczyć.. . . Za tym żółtym mikrobusem.Zrób tam pani miejsce. bo ruch duży . Z otępiałym wyrazem twarzy stała tak długo. . .? Ale nie zostawi przecież samochodu na samym przejeździe.

zresztą całkiem słusznym. a nie imitacją.zakomunikował z naciskiem pierwszy. że się nad nim trzęsie jak barani ogon. że ma wszelkie możliwe zabezpieczenia elektroniczne. z tyloma rozmawiała. mimo . choćby to był nawet tylko Służew.? Malwina podjęła wreszcie decyzję.zainteresował się ów kolega. musiała skoczyć Helenka. Karol w pracy Helenka została wypchnięta do sklepu po rzekomo zapomniane przez Malwinę brokuły..Bo co.. Potrzebne im były te brokuły jak dziura w moście i przejęta dziko zamierzonym dziełem Malwina. . Do domu wracała możliwie wolno. Justynka na wykładach. Tuż przedtem Malwina przezornie umyła i zakręciła włosy. musiała wszak przygotować złodziejom obiecany warsztat pracy. okazał się autentykiem. W swoim przekonaniu. . niech ma szansę spokojnie ją pośledzić. To ostatnie okazało się szczerą prawdą i w rezultacie Malwina odjechała z giełdy po trzech godzinach bez węża wprawdzie. nie mogła zatem udawać się teraz na miasto. na Wspólnej. Postanowiła odpowiadać na wszystkie pytania. *** Dokonawszy jednego posunięcia. który. niekoniecznie szczerze. bardzo drogim. przesuwającej się w głąb targowiska. Bo podobno tutaj wszystko można dostać. i antycznym. Nie okradli jej osobiście. z bałwanami na głowie albo w ręczniku... że czasem parkuje koło domu. który później. który zdążył zrobić ze swoim pojazdem coś niepojętego. Skoro ci złodzieje gdzieś tu są. że usłyszą i jakieś wnioski sobie wyciągną. ponadto bywa na Mokotowskiej. gdzieś go zmieścił tajemniczym sposobem i właśnie wrócił. wyłażąc z pudełka. zdecydowanie na nią za ciasnym. a w ogóle to żona przyjechała kupić dla niego sztucznego węża. że złodzieje w nim musieli być. mógł się bez trudu dowiedzieć. prawie całkiem nowego. ku jej własnemu zdumieniu. przystąpiła do następnego. na zewnątrz. musieli zatem zaakceptować porozumienie. Ktokolwiek znajdował się w pobliżu niewielkiej grupki. i taki tłum się pętał dookoła. ale za to z czarnym zamszowym kostiumem. możliwe. bo jeśli ktoś nie dosłyszał adresu. że Karol Wolski jaguara posiada.Pani się interesuje . w kierunku dwóch jaguarów na sprzedaż. Tyle osób tam ją zaczepiało i zadawało pytania. ale za to głośno. Adres poda prawdziwy i wymieni wszystkie miejsca krótszych i dłuższych pobytów Karola. kontakty ze złodziejami nawiązała. srebrnym pierścieniem. Dzień i chwila wydawały się wymarzone. na Racławickiej i w paru innych miejscach. . mógłby wystraszyć ewentualnych złodziei.Pani sprzedaje jaguara? .

należało może poczekać. która pojawiła się w ogrodzie. jeszcze odrobinę niepewnego.. Ledwo zniknęła z oczu. wnikliwe oglądanie wschodzących roślinek i zachmurzonego nieba. była twarda. Delikatne drgania wskazywały. ewidentnie stanowiące prowadnicę. Demonstracyjnie prezentując zdumienie i niepokój. symulując zamiar odjazdu. skrzydło stanęło w połowie i najwyraźniej w świecie było z tego bardzo niezadowolone. Przepchnie się ścierwo przez tę . aż zgęstnieje. bezbarwny lakier spełniał swoje zadanie przynajmniej w tym. zamiast obiadu. Złapała dech. w każdym razie tędy przesuwają się cholerne wrota. Kolejne prztyknięcie dało efekt identyczny jak poprzednio. że był niewidoczny. Dawała się wyczuć. Prowadnica czy nie. Brama ruszyła majestatycznie. przemagając jakąś przeszkodę i nijak nie daje jej rady. Z wielką uwagą dokapała jeszcze trochę. że pcha się na właściwe miejsce. wszystko jedno. W rozpaczy postanowiła zjeść je sama. Malwina odczekała swoje. niech zastygnie. i to ten prawdziwy. że nikt jej nie widzi. jako produkt odchudzający.. że Malwina zapędza kota do wnętrza budynku. że cholerna brama prędzej czy później przeszkodę przemoże. Malwina wyjechała swoim nissanem za bramę. z daleka było widać. No nic. mająca dotychczas pełne prawo do świeżego powietrza. prztyknęła pilotem od bramy.wysiłków. z niechętnym miauknięciem zniknęła w drzwiach. do diabła. Wysiadła. Symulując różne rzeczy. doznała niemal skoku upojenia. Teraz już Malwina miała prawo zareagować jawnie. dookoła było pusto. nakapie dwa razy. do której okazałyby się niezbędne. kłopoty z obcasem pantofla. rzadki ten lakier. Z bijącym sercem wykapała z buteleczki lakieru kilka kropel w miejsce. wzrósł w niej gwałtownie. konieczność powrotu do drzwi wejściowych i tym podobne głupstwa. Poczekała drugie tyle. ale poszła. Malwina teraz dopiero wsiadła z powrotem do samochodu.. rozejrzała się. Skrzydło ruszyło wstecz i brama stanęła otworem. wysiadła i obejrzała bramę z bliska. Malwinie tego tchu zabrakło doszczętnie. Po trzech sekundach znieruchomienia prztyknęła pilotem ponownie. całą sobą bowiem poczuła. bez tchu. Dla Helenki już sam pomysł odchudzania. ale to by potrwało parę miesięcy. nie umiała wykombinować żadnej potrawy. Pomacała zastygłą grudeczkę. Niepokój. skrzydło dojechało do połowy swojej drogi i z lekkim drgnięciem zatrzymało się. w odniesieniu do jej chlebodawczyni. w napięciu. ponadto nierealny.. żeby Helenka nie nabrała jakichś podejrzeń. za świeży. Zdziwiona i urażona nieco Pufcia. chociaż była święcie przekonana. w czym dopomogła jej Pufcia. był podejrzany. jak się to świństwo nazywa. Z bijącym sercem. Lakier.

że wysiłki urządzenia pchającego się do zamknięcia. Uczciwie mówiąc. był za gruby do takiej parterowej gimnastyki. A kurzą pierś. z rozpędu przypatrzyła się pilnie nawet żarówkom. pozostawiając bramę całkowicie otwartą.malutką górkę lakieru i rozdyźda ją pod sobą własnym ciężarem. czy te piegi lakieru nie zaczną być widoczne. najpierw na pierwszą górkę. Malwina kropnęła od serca. niestety. Malwina sprecyzowała wreszcie swój pozorny zamiar. coś się zepsuło. Zatroskała się nawet.A cóż to się stało? . w obliczu otwartego domu nie mogła już nigdzie jechać. oświetlającym wjazd. jako taką. Rzecz oczywista. z przerwami. Tylko apopleksja. Siedząc w samochodzie i udając. nie rzetelny szlag. W ogóle nie wiem. wątróbki rzeczywiście były potrzebne do nadzienia zawijanych zrazików z kurzej piersi. bo inaczej Karola mogłaby trafić apopleksja.No więc właśnie. trzeba będzie przyrządzić ekstraordynaryjnie. że się martwi. w oko nic wpadały. ale nie. chwalić Boga. Niech to szlag trafi. o co temu urządzeniu chodzi. co mogła. mianowicie gonić Helenkę. a potem obok. tym lepiej lakier stwardnieje. dadzą jakiś idiotyczny rezultat. nie zaniedbując pierwszej i drugiej. pani zamknąć zapomniała? Na to pytanie Malwina była przygotowana w pełni. . co robić. obejrzała wszystko.. Że Karol nie będzie nic macał. przez jedno przejdzie. . . a im dłużej potrwa oczekiwanie. kawałek się zamyka i dalej nie idzie. wyskoczyłam za Helenką. na drugim się zatrzyma. Odstawiła wreszcie samochód na ogólny parking tuż obok i wróciła do domu. Bała się. ależ to do kitu. żeby kupiła także wątróbki drobiowe. bo zapomniałam o wątróbkach drobiowych do nadzienia. schylanie się sprawiało mu trudność. bramę należy zatrzymać nieodwołalnie i gruntownie! Kryjąc w dłoni buteleczkę. wszedłszy do domu ze zbędnymi brokułami. nie i chce się zamknąć ta brama. całe to żelazne ustrojstwo. ale do wymyślnych potraw Helenka była przyzwyczajona i żadnych głupich podejrzeń nie mogło jej to nasunąć. kurza pierś doskonale mogła się obejść bez żadnego nadzienia.. Bez pośpiechu. i niech Helenka popatrzy. tworząc drugą. palcami dało się je wymacać. głupio czy nie. po czym Malwina miałaby sama kłopoty.Tak całkiem wszystko stoi otworem.! . próbowałam. Coś okropnego.spytała zdumiona Helenka. było pewne. o. Teraz już może wyczyniać wszelkie sztuki. podstępnie dokapała jeszcze trzecią grudkę. brama jej się zepsuła. ale próbuje sprawdzić.

miała dobre serce.. najwyżej do domu przestępcom łatwiej się będzie wedrzeć.I tak się boję to pchać. bo czy ja wiem. odłożyła torbę z brokułami.To zaraz. zamknie za sobą i cześć. nie tak. Już niech pani nie płacze. a potem zobaczymy. Brama powtórzyła przedstawienie. poza tym włamywacze w ogóle do głowy jej nie przyszli. ale zamknąć się nie da? W tym momencie Malwina uświadomiła sobie.Zacięło się? . Nie zdołała się opanować. wzruszyła ramionami i westchnęła. ale samochód bezpieczny. A obiad ze łzami. . na siłę to się do reszty zepsuje! Helence osobiście brama. że zamknąć się nie da. Nerwowo prztyknęła pilotem przez otwarte okno. jako taka. No tak. Tyle wysiłków. nie była strachliwa i niewiele miała do stracenia. Pewnie. . coś tam trzaśnie albo co. za którymś szarpnięciem skrzydło poszło dalej i prawie się . których zainteresował jaguar. Brama pozostanie otworem. co z bramą.Znaczy wjechać można. . że Malwina wciąż czuła się ciężko skrzywdzona.Może to ręką popchnąć. spróbowała skupić się na pożywieniu. Lakier nie okazał się niezniszczalny.To pan Karol niezadowolony będzie . wrota garażowe działają sprawnie. Gotowy posiłek czekał.No zacięło chyba i tylko do połowy dochodzi. kiedy we dwie z Helenką jęły szarpać przeklętą bramę. Wypowiedź miała sens. Siąkając nosem i ocierając oczy. zawsze może się zdarzyć. Tylko ze złodziejami.zaopiniowała Helenka po namyśle. co nie przeszkadzało.. otworzyła skrzydło. I pan Karol się więcej zdenerwuje. Karol wjedzie do garażu. No i cóż z tego. . więc już lepiej niech będzie otwarte. a ja bym popchnęła. dała sobie folgę i wybuchnęła płaczem. Helenka się wzruszyła. iż nastąpił jakiś dopust boży. . . Aż ją zdławiło w środku. łzy same pociekły jej z oczu. Włamywaczy się nie bała. to na nic. . Najpierw z obiadem załatwimy.Kiedy ja się boję tej elektroniki... Malwina niemal się trzęsła z chęci przekonania Helenki. jaki idiotyzm udało jej się popełnić. ale z żadnymi włamywaczami kontaktu nie nawiązała. że w tej sytuacji należało Karola nakarmić. wielkiej różnicy nie robiła. może się zacięło tylko trochę? Tam piasek jaki albo co? Pani otworzy. tyle starań i chała. żeby to już było gotowe. a i tak zadzwonić i człowiek przyjdzie.

Brama otworzyła się na dziesięć centymetrów i dalej iść nie chciała.. teraz pozostała od strony ulicy. nadal stanowi przeszkodę. plastykowy. Na zupełnie bezsensowne i bezskuteczne wysiłki nadjechał Karol. bardzo głodny. chciała jej pomóc. Justynka uczyniła to samo. . Malwinie błysnęło. Malwina prztykała pilotem ostrożnie i z namysłem.Ja bym lepiej obiad podała .zamknęło ku satysfakcji Helenki i utrapieniu Malwiny. .. a przedtem nie chciała się zamknąć. wrota okazywały coraz mniejszy opór. .Co się stało? Coś nie tak z bramą? Pilot cioci nawala? Znów Malwina doznała przypływu pamięci.No coś się stało takiego. nastawiony na skonsumowanie obiadu.powiedziała półgębkiem. że cóż to za firma.poradziła ostrożnie Helenka i podążyła za panem domu. Przecież. rzuciła swoją torbę na ziemię i też popchnęła. Ustawił samochód w połowie na wąskim chodniczku i wysiadł.Niech ciocia da spokój na razie . po czym przez furtkę wkroczył na ścieżkę i wszedł do domu.Niedobrze . o żadnym wjeździe do środka nie było mowy. owego zabezpieczenia już nie i mikroskopijny. Swoją posiadłość ujrzał niedostępną. a trzy baby stały obok bezradnie. sam popatrz. natychmiast po zepsuciu bramy miała wrzucić tego cholernego pilota do wody! Niechby Karol sam sobie prztykał! Znów ją trochę zadławiło. przezroczysty krążek wpadł w prowadnicę. Skrzydło przelazło kawałek i odmówiło współpracy.. . nie wiem co teraz. . . ja się nie znam. teraz odpadł. coś się zrobiło. Justynka zatrzymała się przed furtką.. znalazła guzik i ruszyła ku drzwiom. Nie powiedział ani słowa. . nie rozproszkował się ten lukier doszczętnie. oby jeszcze potrzymał troszeczkę. to z zewnątrz. ona się zepsuła nie chce się otworzyć. Guzik od kurtki ledwo się trzymał.zatroskała się Helenka.No popatrz. czego ona nie potrafiła. ale o czym zapomniała. tylko tej firmy kosmetyki będzie kupować. Już z daleka widziała jakiś ruch przy bramie. Przez chwilę patrzył na oporne urządzenie. Podniosła torbę.. co zauważyła wcześniej.. Zatrzymało się. arcydzieło! To uczynił. Po czym Malwina spróbowała je otworzyć. Helenka szarpała ją bowiem to od wewnątrz.Pan Karol będzie więcej zły. Widząc popychającą wrota Helenkę. która zaczęła od razu: . trzymający go od lewej strony.zaczęła żałośnie. do stu piorunów. Duży guzik Justynka dostrzegła. I tu nastąpił jakby cud. W tym momencie Justynce urwał się guzik. jutro się coś wymyśli. zbliżyła się do nie domkniętej bramy. nie słuchając żony. . a razem z nim odpadł maleńki guziczek. W tym momencie pojawiła się Justynka.

byle gwoździk. Karol. o działalność skomplikowaną technicznie z pewnością nikt jej nie posądzi. niemniej jednak jakieś wzbudziły. Malwina zlekceważyła dobre rady. skąd się wzięła pierwotna awaria.. od drugie strony nadbiegł ów Sławcio. tym lepiej.Ciociu... nic nie wie zepsuł się sam z siebie.? Doskonale wiedząc. w środku jednakże. z determinacją wetknęła pilota pod kran. owszem. lepsze są te nowe. szkodzi jej wszystko. bo ze zdenerwowania ręce jej się trzęsły. kiedy sąsiedzi rozeszli się do siebie. Sąsiad nadjechał i zwolnił przy niej. popędziła do łazienki myć ręce. piasek. Nareszcie dowiedział się. i potem twierdzić. ku ogólnemu zdumieniu. po czym starannie wytarła go ręcznikiem. Wbiegłszy do domu. Stojący niejako na skraju małego tłumku. Z wielką uwagą wysłuchał rozmaitych supozycji. Malwina chętnie udziela wyjaśnień. nawet w razie przybycia człowieka z serwisu. kim jest dla tej dziewczyny jego podopieczny. któremu niegdyś należało odrąbać łeb. Konrad Grzesicki doznał ulgi. Awaria bramy nie wstrząsnęła nim zbytnio. ale podejrzewał po prostu śmieć w prowadnicy. uparcie tkwiącej na zewnątrz. awaria zatem trochę niepokoiła. sprzed kilkunastu lat. że nic podobnego. chociaż zazwyczaj działo się to w zimie. Malwina znalazła wyjście. Wszyscy tu mieli bramy otwierane elektronicznie. im gorzej się to ścierwo zachowuje. wujek i tak zaraz odjeżdża. Z domu wybiegła Justynka. Przeciwnie. jej pilotem cholernej bramy nie da rady ruszyć i może także nie da rady naprawić. Najmniejsza kropelka wody nie była już widoczna na zewnątrz. sama już teraz nie rozumiała przyczyn zwiększonych fanaberii urządzenia. Co im się tam stało z tą bramą. pasowało. wysiłki Malwiny. zachowywał się normalnie i nawet dość miło. Wrzucić go do wody od razu. To stara brama. na wuja wyglądał. nie po raz pierwszy przeszkoda w prowadnicy utrudniała otwieranie. Lód się rozpuszczał pod wpływem tarcia i specjalnego ogrzewania tego całego żelastwa. wzbudziły zainteresowanie raczej średnie. czy wykąpać ukradkiem. . ale problem zaciekawił go prywatnie. ktoś tam jeszcze podszedł bliżej... lód. wuj. niech ciocia da spokój. W ten sposób.. a który dziś zbliżał się do matury. obiad na stole! To się później załatwi. Wrócił do swojego samochodu. po . dokonały się zniszczenia nieodwracalne. tak żeby nikt nie widział. nie musiał wnikać. taką miała nadzieję. mówiąc cokolwiek. ale to jej nic nie szkodziło. kiedy w małym rowku gromadził się lód. z przeciwwagą. symulując niezręczność. trzeba będzie zadzwonić. myśl bowiem miała zajętą pilotem. żeby się nie rzucać w oczy. Nadal stała przy bramie. nie kryjąc wcale łez w oczach. nie chciał badać ustrojstwa osobiście.

Pufcia tam. że ty wiesz. żeby wszystko spadało na nią.Bo ja za to płacę . ... chodź tu.? Urwała nagle. Został nim poczęstowany.Dlaczego ja? . nienawidziła załatwiania! Zreflektowała się jednak w ostatniej chwili.. technicznymi sprawami zajmuje się w domu mężczyzna. . bo przecież ich używacie. kto to widział. kici. Karol sam przyśle doskonałego fachowca. żeby zaprotestować. dlaczego się tego nie robi częściej. z trudem kryjąc niechęć..A. . kici.Które ty jesteś. żeby się nic nie stało.? Trzeba wyłączyć prąd i przeczyścić prowadnicę. . Albo z gazety.? . Pucuś. Malwina już otworzyła usta. Pufcia.Ale myślałam. że firma Karola rzeczywiście musi mieć kontakty z rozmaitymi serwisami. że wykąpała pilota. a resztę pożarł sam. nie mogła teraz się z nim kłócić.zainteresował się Karol.. pełno ich reklam. i zajął się kotem..Ale myślałam.czym brama ruszała swobodnie... gdzie zadzwonić . który najlepsza Trafię na taki byle jaki i co? . poza tym był umówiony i zaraz po obiedzie zamierzał odjechać. .wyrwało się z urazą Malwinie zanim zdążyła zastanowić się.Zadzwoń do serwisu i niech przyślą faceta . . . No i czego sam żresz.. . Teraz też coś tam wpadło. co uczynił bez pośpiechu i z godnością.. Wykopiesz go i wezwiesz inny.Nie wiem. a siostrzyczce nie dasz? Ona też człowiek.Z książki telefonicznej. załatw to najdalej do jutra. Temat bramy uznał za wyczerpany.. Po kąsek dla Pufci sięgnął do półmiska.. fachowiec w mgnieniu oka zniweczy jej dzieło i będzie musiała wszystko zaczynać na nowa może nawet rozpozna. że ktoś wie.odparł Karol zimno. odciął jej kawałek. . Wróci w nocy i w najgorszym razie ustawi się na parkingu. który wskoczył mu na kolana i wąchał ostatni kawałek kurzego krokiecika na najbliższym talerzu. załatw to.. Pufcia zgodziła się zjeść krokiecika z podłogi. . proszę bardzo.Jeśli wolisz odwrotnie.. . pozwolono mu jeść smakołyk. robią przecież wszystko z bramami właśnie. . Na szczęście Karol nie rwał się do korzystania usług własnych. ma przecież robić za kochającego anioła. uświadomiwszy sobie.rzekł do Malwiny..Rewelacyjne krokieciki.. ktoś będzie musiał to wydłubać. Nie daj Boże. załatw tamto. Kartofelka nie chciał. jemu samemu się akurat nie chciało.powiedziała żałośnie.Skąd ja wezmę taki serwis od bramy? . co mówi. Proszę. Ostatnio polubiłaś czytanie prasy. a ochrona na już dopilnuje.Nic.

żeby mówić o niej. że jesteś taki zadowolony? .Masz dzień dobroci dla kotów czy jakaś pomyślność cię spotkała? Bo mnie wręcz przeciwnie. Zerwała się od stołu. Z Malwiny jednak wychodziło coś. cholera.. . tak jak lubisz. należy się z nią jednak rozwieść i nie słyszeć więcej tego jojczenia nad głową. ale o tym opowiadać nie miał najmniejszego zamiaru. coś ci wyszło. natręctwo. o ile wiem.Tym razem to ciotka. że po winna demonstrować wielką miłość i zbyt późno ugryzła się w język. jakieś nachalne pragnienie. Ale jeśli teraz ciotka zacznie płakać. Rozwód zdejmie ci z głowy te nadludzkie wysiłki.. dobrze.?! .rzekł zimno. Malwinie znów przypomniało się nagle.. ciekawa jestem. I nawet cię nie obchodzi.spytała Malwina z lekką urazą. Kto.odparła Malwina natychmiast. I z bitą śmietaną. nie przewrócił krzesła.medyczne w les Sables.. co ja lubię. a tobie. wbrew obawom..”. Jabłka w cieście są doskonałe. nie szepcze tak okropnie. na przykład: “Hej..Zepsuć bramę... do stu diabłów. przy winie. jakaś bezustanna pretensja. zajmować się nią. „Na litość boską. uczczą jego sukces.? Gdyby Malwina zwykłym. Wolisz do nich kawę czy herbatę? . spytała.. i do pieniędzy wcale nie chciał się przyznać. bo to przebije bramę. powinien być ważniejszy w tym domu. . . ..Jabłka w cieście. czy oni nie potrafią zamienić ze sobą dwóch normalnych zdań? - pomyślała Justynka z irytacją. Kawę. I dzielić pieniądze..”.pomyślała znów Justynka. jej doznaniami.. żeby człowiekiem nie zatrzęsło? Nie. . że też mi się udało je zepsuć. nie wyszedł. Ponadto zarówno ton żony. z życzliwym zainteresowaniem i chwilowym pominięciem siebie. . Spaskudziła dobry nastrój. jego potrzeby upychając po kątach. I zwierzać się nie lubił. „Wuj musi być dzisiaj rzeczywiście w przecudownym humorze . co się tak udało? Karolowi.Och. Możliwe. jest z nią coraz gorzej. Może nawet obiecałby.Nie ryknął. Czy ta kretynka nigdy nie odezwie się jakoś tak. Jest deser? . Rozwieść.Jest .I cóż to się stało.Nie musisz się tak okropnie starać o to. albo równie zwyczajnie ucieszyła się. że pewnie mu coś wyszło i chwała Bogu.?”. kąśliwość i wścibskość.. I całą egzystencję organizować na nowo. to beznadziejne. Karol roześmiałby się zapewne i przyświadczył. ludzkim głosem. . udało się wygrać przetarg i zdobyć zlecenie na całe centrum turystyczno . że wróci na kolację i razem. jak i treść jej słów zirytowały go od razu i obudziły przygłuszoną na chwilę niechęć. czego nie mógł już znieść. dobrze już.Tobie.. nigdy. .. w połowie finansowane przez Amerykanów. co ja tu przeżyłam i jak się okropnie zdenerwowałam. nad Atlantykiem.. też się udało .

wtrąciła z godnością Malwina. . Jeszcze bym to zjadł na kolację.Herbatę też . Z czerwonym winem. . że raczysz mnie zawiadamiać. Kotku. żeby była gorąca. w końcu zabrała ze stołu talerze i wyszła do kuchni.powiedział Karol tak jakby do Pufci pod stołem. co wywoła awanturę kosmiczną. .odparł Karol też zupełnie zwyczajnie.Czy tych krokiecików jeszcze trochę zostało? . że za chwilę ciotka wyrwie się z czymś przerażającym. negocjacje. dla siebie.I miałaś nadzieję. Szampański humor Karola trwał w głębi jego duszy Przed sobą miał wyjazd do Francji. i wielką forsę.Zostało. . Z martwą twarzą popatrzyła przez okno. Może byś zostawił tu jakieś pieniądze? .Jesteś pewna? Zatem chyba wrócę? Wcześniej czy później.zwrócił się Karol do Pucusia. co zrobić. a w oczach już.Tutaj wujek mieszka .Herbatę też . o której godzinie? Bo coś słyszałam. ale nic straconego.Przelałem już na konto i możesz płacić czekiem . że będziesz w domu jadł kolację? Mogę jeszcze wiedzieć. jej wzbierały potoki łez. ujrzała nie domkniętą bramę i zdołała się opanować. . ja podam. który wciąż siedział mu na kolanach i zaczynał pomrukiwać. że mieszkam tutaj. że wyjdę i nigdy nie wrócę Zdawało mi się. Malwina znów nie wytrzymała.zgodziła się Justynka.Nie.Tym ludziom od serwisu trzeba będzie zapłacić powiedziała zupełnie zwyczajnym głosem. chociaż nie wiem.Justynka dotychczas jeszcze nigdy nic nie zepsuła . która pozostanie w ukryciu Z zainteresowaniem popatrzył na siostrzenicę. Też się podniosła. Nie wiedziała. wróciwszy do stołu. I zrobię kawę.Czy to znaczy. . . Gdyby wujek sobie życzył. Justynka postawiła na stole deser i usiadła.powiedziała Justynka dobitnie.Niech ciocia siedzi. . które uwielbiał. ponadto wyraźnie czuła.Nie wiem ile. . Chcesz dla kota? . bo też nie wytrzymała. Kamiennie milcząca Helenka wniosła na tacy kawę i podgrzewany dzbanek z herbatą. .Nie. czy mi się uda. chociaż po sekundzie wewnętrznego oporu. że podobno wychodzisz? . ale mięso przez ten czas nie zdąży się zaśmierdnąć? Lodówka jeszcze nie została zepsuta? . . gdzie ja mieszkam? . Malwina stała przez chwilę w bezruchu. Nie znam się na tym. mogę spróbować ją zepsuć.W dzbanku. .

. jak się psuje lodówkę.powiedział głośno i całkiem spokojnie. I nie odezwie się ani słowem! Co uczyniła. . Zadzwoniła najpierw do paru kumpli. że wuj sam nadaje rozmowie ton pytający.. od chwili rozpoczęcia inwigilacji. Karol podniósł się od stołu i z kotem w objęciach ruszył do gabinetu. Chciał przemyśleć nowy kontrakt. musi to znieść. a potem do informacji miejscowej.. Ku wielkiej uldze Malwiny okazało się. Zaraz.. Malwina w jego nastroju nie mogła się połapać.Herbaty . słowo “rozwód” kolnęło ją w samo serce. . do domu zamierzał wrócić na krokieciki. Poza tym brama. iż prasy codziennej w domu nie było.. Malwina zerwała się za nim. z Justynka rozmawia prawie jak z człowiekiem. zarazem jednak zachowywał się przecież bez porównania przyzwoiciej niż ostatnimi czasy. poupajać się nim. zdaje się. Zdobyła dla ciotki kilka numerów telefonicznych akurat w chwili. A ona. że ciotka też się troszeczkę przyłożyła. ale myślę. bo dziś już za późno..? Co się w niej kotłuje. rozważyć swoje możliwości. z przyjemnością konsumując jabłeczne placuszki. i nie miał najmniejszej ochoty na dyskusje z żoną. . kiedy Karol wyszedł z domu. co się tam w nim kotłuje. nie do pojęcia. że człowiek z serwisu może przyjechać dopiero jutro.Osobiście nie mam więcej . . zaniesie mu herbatę.. co najmniej od tygodnia. że kilka różnych prób dałoby rezultaty.zapewniła grzecznie. pretensje.. nie obchodzi go wcale. Tylko na specjalne polecenie wujka. .. W drzwiach się odwrócił. więc co to miało znaczyć? Z tą swoją tłumaczką nie spotykał się na mieście i nie bywał u niej. Umówiła się na dziesiątą i z satysfakcją odłożyła słuchawkę. Czy to już wszystkie pytania? Justynka miała wrażenie. ale wolała się z nim nie sprzeczać.? Nie mogła.Wcale nie mam..Zatem nie zadawaj sobie tego trudu. Już miała na ustach łzawe i kąśliwe komentarze. co wuja wyraźnie rozweseliło. a gwarancja na bramę dawno już stała się nieaktualna. zajęci. tyle wiedziała. No. też się przecież liczyła! Co on sobie właściwie. a z nią. . ale nic już nie powiedział.W przeciwieństwie do swojej ciotki ..podchwycił Karol natychmiast. . kiedy znów ją zastopowało.Osobiście też nie wiem. Zważywszy. jeden wielki krzyk urazy. po prostu nie mogła być taka cicha i bezwonna. tym sposobem idealnie i bezwiednie spełniając życzenie męża.. pomocą musiała posłużyć Justynka. Jeśli masz na to ochotę. wsiadł do samochodu i odjechał. Wszyscy są na mieście.! Bardzo dobrze.

.. Myśl jej pobiegła dziarsko. Pomogła ta kąpiel pilotowi czy nie? Wyszła na zewnątrz i prztyknęła guzikiem od wrót garażowych.. że mąż z nią romansuje.. tyłek poniekąd w normie. a biust jak stąd do Australii. tak. że w zajmowaniu ochrony uczestniczyć nie może. możliwe. Piegowata jak indycze jajo. musi mieć wyraźny powód.. że wcale nie na utracie jaguara tak jej zależy. Satysfakcja Malwiny wzrosła. rozbłyskują jej. że romansuje z nią rzeczywiście ze dwudziestu rozmaitych mężów. Jak było do przewidzenia. jak się uśmiechnie. uznała. Korciło ją jeszcze tylko to zajmowanie ochroniarzy na drugim końcu.. jest wściekle praworządna. osobiście widziała ten uśmiech. ale jeszcze paczki jej .! Zazdrosna żona! Albo zazdrosny mąż! Wzięła sobie z lodówki puszkę piwa i usiadła w ulubionym miejscu w salonie. Tyle że tanio mu to nie wypadnie. Ochroniarze. O. ma własny gabinet dentystyczny. no to co.. Co oni w niej widzą. ktokolwiek miałby się tam wygłupiać. Kogo? Justynka odpada. że ochroniarze.. na te piegi? Oczy ma podobno cudownie piękne. i nie tylko mandatu nie dostała. bo musi wszak mieć alibi pod każdym względem i we wszystkich fazach operacji “zabić męża”. Należałoby zająć ich czymś na drugim końcu. o ile jakiś stoi na zewnątrz. ale inni idioci owszem. W każdą i żonę da się wmówić. do diabła? Figura. może powinno się im pomóc? Wybić czyjąś szybę albo co. na co tak lecą. wielkie mi co. Bogata baba.. prawie przy alei Wilanowskiej. więc tych nóg jest więcej. Nie wytrzymała jednakże z prostej ciekawości. Włamać się z hałasem do czyjegoś pustego domu. z łatwością zatem przekonała samą siebie. Należałoby namówić do tego podstępnie jakąś inną osobę. a wcale nie jest wykluczone. Na drugim końcu osiedla. Malwina sama to stwierdziła kilka razy. Malwina miała lepsze.. o tym wszyscy wiedzą. teraz już Karol będzie musiał zostawić samochód na parkingu i może ci cholerni złodzieje go wypatrzą. dzięki czemu Karol do konkurencji nie wejdzie. Nie chciało jej się lecieć taki kawał i odwalać ciężkiej pracy własnoręcznie. Zapomniawszy zupełnie. że uczyniła już wszystko. który w najmniejszym stopniu nie przejawia skłonności do osobistego udziału w żadnych mordobiciach. przy ulicy. mają do penetracji całe osiedle. wcięta w talii. chciwa potwornie. I nogi niezłe. Zdemolować czyjś samochód. dwóch facetów.. tyle że Larczykowa wyższa. Sama mieszka.. tylko na ciężkim uszkodzeniu Karola. że każdy chłop na nią poleci. nie tkwią przecież tutaj bez przerwy. dopadła jej straż miejska. kiedy Larczykowa zaparkowała niczym chora krowa. mieszka ta Larczykowa. może akurat znajdą się gdzie indziej. i coś ma w sobie takiego. wrota ani drgnęły.

powinno się im chyba o tym przypomnieć. zapomniała kompletnie o swoich problemach z Gazetą Wyborczą i nie skojarzyła niczego z niczym. i który działa w bezrozumnym szale. Wuj znał przyczynę. wystarczyłyby w zupełności.pomagali wnosić do bagażnika. szczególnie. którego Larczykowa. I rumor słychać.? To. może nawet z lekka zadławić. iż zwabianie ochrony gdzie indziej musiałoby nastąpić tej nocy. traktującej o śladach przestępstw i pożytku płynącego z ich badania w przekroju historycznym.trzy uwagi na ten temat. z gazetą obnosiła się jak w skarbem. która nie dawno się zalęgła i powolutku rozkwitała wbrew jej chęciom i woli. włamywacze też ludzie i jakieś uszy mają. Larczykowa na wabia się nada.? A ciotka wcale się nie przejęła. nie fizycznie. . była przecież wtedy zgoła półprzytomna. powiedzmy.? Jak rozchodzą się plotki. zaślepiony uczuciami... Wcale nie musiała rozlepiać na murach miasta ogłoszeń o bogactwie Larczykowej. nie wiadomo tylko jaki. O upodobaniu do prasy. Umysłowo. o niedawnej hecy z nieszczęsną Gazetą Wyborczą. I trochę jadowicie. a ciotka nie zareagowała nijak. Albo zwyczajni włamywacze. O... Jakiś młody głupek. Coś było takiego. Larczykowa męża nie miała. Albo chociaż zatruć im życie. Jakaś myśl... oni w łóżku.. Owszem. Malwina wiedziała doskonale. co właściwie tak ją podgryza. Justynka czuła wyraźnie.. Justynce nie przyszło do głowy. był to wybryk jednorazowy. jakby nie usłyszała. ona naprawdę jest bogata.. Zastanawiała się w skupieniu. iż miłość do prasy minęła ciotce jak ręką odjął. Napomykał. Znów zapomniawszy. a stały gach nie waliłby kamieniem w szyby ani nie dewastował samochodów. że coś tu jest nie w porządku. właśnie! Wuj powiedział do ciotki takie słowa jakoś znacząco. *** Justynka oderwała się od lektury. na razie nie chce. że Malwina. Malwina pogrążyła się bez reszty w snuciu dywersyjnych planów.. ponownie zdobywszy pogubione numery telefonów. rzecz jasna. a tu szyby lecą. teraz tylko którą żonę napuścić Przeglądu bliższych i dalszych znajomych płci żeńskiej dokonała błyskawicznie... ewentualnie usiłuje wypłoszyć rywala. bo coś jej zaczęło przeszkadzać. rozwalany samochód strasznie brzęczy. jakiś wniosek z tego sam się nasuwał. Coś o czytaniu prasy. dwie . skoro jaguar teraz właśnie ma być kradziony. A tymczasem powinna była co najmniej się zmieszać. większy kłopot był z płcią męską. ukrywała ją. uczynione w publicznym miejscu.

niezwykłe upodobanie kota do papieru.. żeby wuj wiedział. Deklaracja wielkiej miłości do męża i wyraźne tłumienie w sobie ostrych reakcji. Bezbarwny lakier i przeszkoda w prowadnicy. Tak. Podeszła teraz i wyjęła mu spod pazurów ugniecione strzępy. nie używała takiego. bo chociaż Pucuś zazwyczaj wybierał sobie zabawki z gabinetu Karola. niewidzącym wzrokiem i wpatrzona w ogród za oknem.? Nie mając pojęcia. bywało jednak. po co jej te rozważania. i wydrukował sobie na nowo.. Tylko co. Okazało się. chcąc pozbyć się po prostu głupiego niepokoju i przeszkody w nauce. Wolała nie ryzykować. że ma jakąś przeszkodę w prowadnicy. wróciła do salonu i zauważyła. pilot nie działał.? W skrócie przeleciały jej przez myśl ostatnie dziwactwa Malwiny. przez nią używany pilot. to przez nie pilnowała starannie zamykania drzwi własnego pokoju. gdzie kupiła lakier do paznokci. Nędzny szczątek gazety w zupełnym proszku. bezbarwny. Pucuś perfidnie część starszych schował w głębi poduszki..? Bo jeśli przypadkiem. Teraz ta brama. na co jej się przydał? Przezroczysty. która z uwagą obejrzała zdobycz. gdzie leży zapasowy. I nagle przyszło skojarzenie. Justynka zeszła na dół. nagły wyjazd do sklepu. Odłożyła przyrząd na miejsce. oddał swoje skarby i nawet połasił się trochę wokół nóg Justynki. udała się do garażu i prztyknęła. zdaniem Justynki. że jest ich dość dużo. jakieś obliczenia i zestawienia... upajając się odgłosem pękającego papieru.. Rezultatu nie było najmniejszego. gdzie nie sięgnął odkurzacz Helenki. znalazła go w sypialni na komódce. nie chodzi. ciotka stłukła buteleczkę akurat tam i pod grozą śmierci się do tego nie przyzna! Czyżby ją stłukła specjalnie. dało się z niego coś odczytać.. powinna w strasznych nerwach nalegać na zreperowanie natychmiastowe. Nie protestował jednak.? Nie. Justynka poczuła się zaintrygowana bardziej. .. że Pucuś znów coś depcze na swojej poduszce za kominkiem. Wuja szlag trafi. rzecz jasna...przeszkadzając w oddawaniu się ulubionym tematom. ciotki. chyba raczej ciotki. choćby za podwójną cenę. Zaraz. gdzie i dlaczego mu zginęły. oczywiście. jak wszyscy. Justynka doskonale wiedziała. że znalazł coś atrakcyjnego gdzie indziej.. Coś w zachowaniu wuja. jeśli nie wjedzie samochodem do środka. A garaż? Czy wrota garażowe są w porządku.. Wydruk komputerowy. nie miała najmniejszego pojęcia. O własnym guziczku. detektywistycznej. to wuja. przysłanie człowieka jeszcze dziś. nowsze udeptywał rzetelnie. jasne. powinny chyba wrócić na biurko w gabinecie.. ogłoszenie w gazecie o usługach agencji. Boże jedyny. Ciotka siedziała w salonie. Znała.. o Boże. tymczasem wręcz radośnie przyjęła termin jutrzejszy. pod nadprutym pokrowcem.

Malwina kiwnęła głową i nalała sobie napoju. broń Boże. bo ciotka jest nieobecna duchem. tylko ukradł jej kot. niewątpliwie Pucuś ukradł je ciotce. Czerwone tam stoi. i zawahała się. ale rozumieć porządnie i rzetelnie. otwarte.. Zobacz.Powinna być. Sąsiad Muminek wcale nie nazywał się Muminek.spytała głosem na granicy krzyku. Ni z tego. co na miękkiej wykładzinie byki nieosiągalne. z całą pewnością komórki. Justynka lubiła rozumieć. ale kto wie czy nie wchodziła w grę także ta kartka? Numer może wyjaśnić. z widocznym jeszcze na środku. co wstąpiło w ciotkę.. żeby na razie nie kradł niczego więcej. Zrobiła porządek z łupem kota. wtrącanie nie wchodziło w rachubę. zachować dla siebie.odparła Malwina bez namysłu. . bo okno otwarte. Postąpiła kilka kroków ku Malwinie. . Jak nie przed domem. usiłując tupać. czy ten Muminek jest w domu? Justynka poczuła się lekko ogłuszona. o co tu chodzi. Justynka wróciła do salonu z otwartą butelką wina i kieliszkiem. mogła wrócić dopiero jutro. tylko zupełnie inaczej.to zaznaczone ogłoszenie. nie od wracając wzroku od okna . to na parkingu. Helenka gdzieś znikła. nie plotkować. Zaraz. co to za numer. dała mu nową. kiedy Malwina rozpaczała przed kominkiem. że nawet listonosz zostawił .Nie mam pojęcia.Nie . . Bez skutku.. wydarte z Gazety Wyborczej..A Muminkowa? . męczyły ją i denerwowały. z całą pewnością natomiast wuj przyjedzie na krokieciki i atmosfera na nowo zgęstnieje.Ciociu.. czystą kartkę. Posłusznie wyszedłszy na zewnątrz i rozejrzawszy się dookoła. może cioci zrobić herbaty? . zgubiła swoje ogłoszenie. W pamięci błysnęła jej scena. Postawiła to na stoliczku obok Malwiny. Pobrzęczała w kuchni szklankami. szczęknęła czajnikiem. Muminkiem ochrzcił go Karol już dawno temu i jego prawdziwe nazwisko poszło w zapomnienie do tego stopnia. Nie wiesz. Czysta.To sprawdź. A w każdym razie coś zrozumieć. ni z owego Justynka postanowiła nagle sprawdzić. nie gadać. więc go chyba nie ma. jakie są przyczyny jej dziwactw i Justynka będzie mogła odczepić się od tematu. Nie cierpiała niewiedzy i nie trawiła niepewności. już do niczego. czy jego samochód stoi. byle jak zapisanym numerem telefonu. . Nie wtrącać się. że coś zgubiła. Wrócić do siebie po cichutku czy wyrwać ciotkę z zamyślenia? Miała złe przeczucia. zbyt poszarpane.Nie stoi. z trzaskiem otworzyła i zamknęła zewnętrzne drzwi. silnie zmaltretowana kartka.ale daj mi wina. .. . No pewnie. nie zgubiła. W dodatku brama.

zabrakło ich. z wyjątkiem żony. Oczywiście. Wbrew aparycji był dziwkarzem. Przez chwilę kusiło ją. przesunęła się o centymetr i zamarła. lepiej samej być gościem. Gdyby bodaj zdołał wjechać. zamknąłby jaguara w garażu. Brama zadrżała lekko. Karol nadjechał w chwili. znajdowała się w kuchni i widziała go przez okno. a przy okazji zajrzała na chwilę do córki. żeby zaprosić Muminkową do siebie pod pozorem pokazana jej depczącego kota. jedna okazała się nadpleśniała. alarm wyje. bez pośpiechu. a używane były w tym domu nagminnie. przez dwie godziny może nie zdążą go podwędzić. mogłaby wyjść nie słuchając żadnego gadania. I czegoś od niej chcieć. zanim człowiek zdąży zapamiętać własny numer rejestracyjny. narzuciła na siebie szal i. zgrzytnęła. opuściła dom. ale zostawiać go na zewnątrz? Jaguara. No dobrze. że wróci na krokieciki. że u niej. czekając tylko na niego. bądźmy realistami. Zrezygnował z wieczoru w kasynie właściwie tylko dla zaplanowanej kolacji. która najzwyczajniej w świecie udała się do sklepu po cytryny.?! Jaguary kradną. może jeszcze z kluczykami w stacyjce. co dalej. Potem pomyśli. Muminkowa miałaby zbyt wiele swobody. Malwina ją właśnie wybrała sobie na ofiarę. złodzieje tu przecież nie siedzą w kucki. aczkolwiek tylko zewnętrznie. o czym wiedziała cała okolica.kiedyś pod opieką Helenki paczkę dla państwa Muminków.. zaczęła nakrywać do stołu. Spojrzawszy na zegar i sprawdziwszy. . podgrzać czy podać na zimno. Ze stęknięciem wylazła z fotela. ale żadna kolacja nie była warta jego ukochanego samochodu. *** Na dwie minuty przed powrotem Karola pojawiła się Helenka.. kiedy rozważała kwestię krokiecików. nie wymagałoby to wielkiego wysiłku. Nic nie mówiąc Malwinie. W dodatku był głodny. zabrała napoczętą butelkę. na wszelki wypadek.. Zatrzymał się przed bramą i odruchowo prztyknął pilotem. wyleciała jej z głowy kompletnie. Karol też zamarł. Cytryny wyszły znienacka. załatwiła sprawę.. jako gość. ta idiotka niczego nie załatwiła. ponadto przeszkodę stanowiłaby obecność Justynki i Helenki. a w pamięci miał smak tych wyjątkowo znakomitych fidrygałów z drobiu. że pani domu nie ma.? Wściekłość ogarnęła go od razu. Zapowiedź Karola.. bo charakterem raczej nie pasował.. nie zwracając najmniejszej uwagi na zdumioną Justynkę. ludzie się kręcą. Nie. Muminkowa ciągle miał głupie złudzenia. ale pomyślała. musiałby upaść na głowę. Muminek rzeczywiście miał w sobie coś muminkowatego. a reszta niechby stała otworem.

a także brak jednostek ludzkich. Trzaśniecie Helenka usłyszała i gwałtownie podjęła męską decyzję: połowa tej resztki na zimno. Nie. jakie Malwina uprawiała ostatnimi laty. a połowa na gorąco. ale jednak głuszące inne szmery. iż. i jego wściekłość wzrosła razem z głodem.? Wrócił do siebie. kiedy Karol bezszelestnie opuścił dom. trzasnąwszy drzwiami.. że pan domu wpadł w furię i nawet nie była tym zbytnio zdziwiona. straciło sens. cofnęła się i weszła do siebie. znajdowała się w części jadalnej i nie widziała jego wyjścia. Helenka bowiem w spłoszonej ciszy rozmieszczała właśnie na stole jadalnym dodatki do krokiecików. rany boskie. ciotka wyszła. ponieważ w tym momencie podejmowała decyzję w kuchni nad krokiecikami. Pustkę uznał za złośliwą demonstrację.. gruszki w occie. Zaraz. może lepiej na gorąco. wuj wrócił. taką samą.. że wręcz się ich nie słyszało. Helenka bez trudu odgadła. ale już w trzy sekundy później jego furia wkroczyła w fazę syczących szeptów. złośliwie zamykając na klucz swój gabinet. Czy jednak na zimno.. na zimno poda od razu. tak zwyczajne. ponowną. że Karol wsiadł do swojego jaguara i odjechał. pożywienie na nim jednakże prezentowało pewne mankamenty. że w środku jej coś rośnie. nie zobaczył. lekkomyślność chyba. który Justynka usłyszała u siebie na górze.. czy żadne z nich nie okaże jakiegoś opamiętania? Cichutko wyszła z pokoju i spojrzała w dół schodów. małżonek właśnie w tej chwili romansuje z Larczykową...? Ta brama cholerna. Ani też. Całkiem nowy samochód. Ileż to pieniędzy musi taka rzecz kosztować i któż by chciał ją zostawiać na pastwę losu? A sama słyszała chętną zgodę Malwiny na jutrzejszy termin naprawy.. ale teraz znów ją oderwało. Marynowana dynia.. Karol... stwierdził brak jakichkolwiek przygotowań kolacyjnych. zajrzawszy do kuchni. na nowo się zacznie. oczywiście. wrócił bowiem do domu Muminek i wmawianie babie.. Nikt. a już prawie ta Muminkowa zaskoczyła i widać było. ale po chwili wyszedł i zajrzał do części jadalnej. istne kpiny! Helenki. poza Konradem Grzesickim. Zdążyła zagłębić się w nauce. Na zimno. Dzięki czemu. Wuj wychodził właśnie z kuchni i znikał w swoim gabinecie.. Ponadto Muminek zadał na wstępie straszne pytanie: . nie słyszała. Malwina porzuciła intrygi u Muminkowej. otworzyła słoiki i wróciła do nakrywania stołu. Wycofał się spod bramy i wjechał na parking. rzecz jasna.. Szkoda. nie zauważył. Zawahała się. gdzie ujrzał wprawdzie nakryty częściowo stół. Karol wszedł z hałasem. nadsłuchiwała przez chwilę. Zamknął się w gabinecie. z dołu dobiegały tylko dźwięki muzyki z radia. czy ciotka też. borówki.? Przezornie wyciągnęła z szafki borówki i marynowaną dynię.

Cały czas tak siedzi? .Nie mówiła pani jak podać krokieciki. po czym ostrożnie nacisnęła klamkę. nie wiadomo. ale słowa jej na ustach zamarły. brama zepsuta. Z drugiej cudownie. To już był symptom kataklizmu. później mogą mieć kłopoty. Zamknięty w swoim gabinecie. jaguar stoi na parkingu. wyjedzie na miesiąc.Nic. złodziei się nie boi? Akurat w tym momencie Karol wychodził z domu i odjeżdżał. obojętny wobec kolacji i kamiennie milczący Karol oznaczał coś okropnego. bo nawet silna emocja nieruchawości nie przemogła. Pół na pół Malwina pochwaliła i odruchowo wyregulowała gaz pod wielką patelnią z przykrywą. Malwinę zatem poderwało. przygotowała do końca kolację i delikatnie zapukała do drzwi gabinetu. Zamknął się w gabinecie i siedzi. złodzieje zawiadomieni. dom znalazł się na krawędzi wulkanu. Słyszałam. żadne zamieszanie w przeciwnym końcu nie wybuchnie. . Niezbyt gwałtownie. nie zostawiając ani grosza. Z jednej strony potwornie. w tym stanie. więc pół na pół robię. co zaszkodziło bramie.rzekła Helenka ostrzegawczo. Niedobrze. Na wszelki wypadek do domu wkroczyła na palcach i wystraszyła Helenkę. acz z lekkim wyrzutem.. zmitrężyła zatem jeszcze trochę. że jest u szczytu furii.oznajmiła lekko zdławionym głosem. Malwina oceniła sytuację dwojako. ale wrócił. ochrona ludzka zaczyna działać dopiero od dziesiątej. Drzwi okazały się zamknięte. nie zdążyła dostatecznie nakręcić Muminkowej.Mówił co? . Poruszając się na palcach. czy są dostatecznie operatywni. on. Z trzeciej średnio..Cóż to się stało. Odpowiedziało jej milczenie. . nie pohamuje wściekłości i rzuci się do walki. .Kolacja na stole . z przejęcia nie rzuciła nawet okiem w kierunku parkingu. Ani słowa. porozbija wszystko. wyrzuci ją z domu. .Raz wyszedł. Muminek koniecznie chciał wiedzieć. a nawet trojako. na . ukazując się jej znienacka. Zapukała ponownie. znaczy to. Diabli wiedzą co teraz nastąpi. ale z okien Muminków nie było tego widać. . Złodziejom zostaje półtorej godziny. Wracając. że wasz jaguar stoi na parkingu? Odważny ten pani mąż.Pan Karol wrócił . skoro Karol prosperuje bezszmerowo. . I całkiem się nie odzywa. szkoda. Jeszcze gorzej niż sądziła.

. Na moment znieruchomiała. .Na placu jakaś awantura . I wtedy się przewali. a on się żywił poza domem.Może zacznijmy jeść kolację. nie tykając swojego. i dopiero Helenka zwróciła uwagę. że coś nie gra i sytuacja ogólna jakoś za mocno napęczniała. Obraził i rozpędził całe towarzystwo.czym jej zależy. wezmą się do roboty. ze zdenerwowania żrąca niczym głodna hiena. przez dwa miesiące nie zdołała z nim słowa zamienić.. potem wybiegły wszystkie trzy.. . Justynka zainteresowała się zwyczajnie..rzekła trochę nerwowo. złodzieje. Na palcach weszła na górę do Justynki. na Karola wpłyną decybele.. bo rozwalił się jakoś prawy reflektor i nie miała czym zapłacić za naprawy. jej przyjaciółki i znajomych. Jeśli ci parszywcy. po chwili wyły już co najmniej trzy.. Jedna ją wreszcie uruchomiła. Justynka bez apetytu. potem przełknęła kawałek naleśnika z serem. czy te długi kiedykolwiek odda. bo Malwina miała nadzieję. . Już raz tak było i rezultaty zatruły jej życie. bo czuła. Stała jak posąg pod zamkniętymi drzwiami. Helenka pracowała na kredyt. Malwina wręcz przeciwnie. radio grało nieco głośniej. ktoś krzyczał. że oprócz woni. bo nie wiem. wcale nie wiedząc. zaglądając za ściankę. Przez kuchenne okno napłynęły i dźwięki i widać było ludzi. Zerwała się. co zrobić . wdarła się nagle w to wszystko syrena nadjeżdżającego pogotowia. zadłużyła się u kosmetyczki. wpatrzonych w jedno miejsce. Zawył alarmem jeden samochód.Coś tam się chyba porobiło z samochodami. kiedy na parkingu za domem zaczęły rosnąć jakieś hałasy. nie ośmielając się zapukać jeszcze raz i zbierając spłoszone myśli. wydadzą wyrok w ogóle bez rozprawy. - Karol się zamknął. jadalnia znajdowała się od przeciwnej strony. omal się nie dławiąc. Malwina i Justynka bardzo długo nic nie słyszały. może pisze go właśnie w tej chwili. rozległy się ludzkie głosy. została pozbawiona samochodu. zamruczały silniki. . . Justynka do nauki nie wróciła.Na zapachy wujek chyba zareaguje .zaraportowała. u fryzjera i w znajomym sklepie. że coś się dzieje. Podusi wszystkich. Upiorne.powiedziała pocieszająco i podążyła za ciotką na dół. nie było co jeść. ale Malwinie żar buchnął na twarz. nie dał nic na utrzymanie. on będzie musiał wyjść. Przekupi sędziów i rozwód będzie z jej winy. Siedziały przy stole. napisze i złoży w sądzie ten przeklęty pozew rozwodowy. wcale nie wracał.

. .Pan Karol chyba się z domu nie ruszył.Jak na taki rejwach pan Karol nic. Nie było ani Karola.Tylko gdzie się podział? Nie możliwe przecież. może nie dojedzie żywy. Pogotowie odjeżdżało. pomoc drogowa. między nimi widniały wielkie luki. Jak to wszystko mogło nastąpić. żeby nie wyrwał jej się przypadkiem jakiś radosny okrzyk. Z mętnych odpowiedzi wywnioskowała. Wolnym krokiem ruszyła ku domowi. stało otworem. . żaden ze świadków bowiem nie oglądał początku. Justynka by nie zajrzała? . . że nie była w stanie wydać z siebie głosu. pogotowie. . Drzwi nadal były zamknięte.zauważyła Helenka. .. Czymś tam były. bo o planach ciotki nie miała najmniejszego pojęcia. W ciężkim stanie. Jaguara podstępnie ukradli. na zmianę.Przez okno trzeba zajrzeć . od wróciła się i popatrzyła na Justynkę i Helenkę. Samochody stały różnie. musiał tam chyba leżeć trupem. niezbyt wnikliwie.? . widać było tył karetki. Obie przyglądały się jej z lekkim niepokojem. żeby coś tam mogło gdzieś dojechać.To co to znaczy.. właściciele ruszali powolutku. Nie umiejąc sprecyzować żadnych wniosków. . bo okno otwarte . .. pytania zaczęła zadawać Justynka.. żeby już wrócił i jadł kolację? Malwina przyśpieszyła kroku.zaopiniowała Justynka. ciężarówka do przewozu samochodów. Rzeczywiście. a do szpitala odjechał Karol.Wujek we mnie czymś rzuci .Że też nawet nie wyjrzał? Okno gabinetu Karola wychodziło na stronę parkingu i widać przez nie było samochody. Malwinę wielkie nadzieje zadławiły tak. zajrzała do kuchni i do jadalni. a samochody zostały częściowo usunięte. straż pożarna i wóz meblowy. podbiegła do drzwi gabinetu i nacisnęła klamkę.A gdzie wujek? . Wielkie nadzieje Malwiny przerodziły się w pewność. żeby je na nowo przyzwoicie poustawiać. . ani jaguara. którym padł na widok rabowanego ukochanego mienia.Bo jaguara nie widzę? Malwina zacisnęła zęby.podsunęła Helenka. to może mu się co stało.zatroskała się Justynka. zasłonięte nieco żywopłotem. nie wiedział nikt.przepowiedziała ponuro Justynka.powiedziała słabo.Wujek może wyleciał w pośpiechu . iż ktoś tu rozbił czyjś samochód. z odsuniętą firanką. jacyś ludzie się bili i kogoś w ciężkim stanie zabrano do szpitala. Niemal wbiegła do domu. Zamieszanie na parkingu osiągnęło właśnie apogeum i zaczynało zamierać. Jeśli nie odjechał do szpitala. . jakiś pojazd odjechał na platformie.

poprosiła siostrzenicę. którzy podjechali lorą i z miejsca przystąpili do ładowania jaguara.mruknęła Helenka grobowo. Karol ujrzał za żywopłotem tych czarujących. sąsiedzi bowiem omówili rzecz . pęczniejąc upojnym atakiem nerwowym. Może akurat patrzy gdzie indziej. . potem zostawią go w jakimś kącie i zapomną o nim.. Skaczących przez okno stu dwudziestu kilogramów Karola Wolskiego nie umiałaby sobie wyobrazić żadna ludzka siła. runął na nich niczym walec drogowy. Skoro drzwi zamknięte.Jakoś nieznacznie.. Podkradła się pod okno gabinetu i ostrożnie zajrzała do środka.oznajmiła. .Zajrzyj . inteligentnych złodziei. a drzwi pozostawały zamknięte. ale przenigdy skoki. Po prostu i nie mogło być lepiej! Mignęła jej w głowie myśl o jego obstawie detektywistycznej. Jeszcze trwała w milczeniu. więc gdzie się w tej awanturze podziała. po czym stanęła na palcach i wetknęła głowę głębiej. Wyłazić z wysiłkiem i sapaniem. Gdyby Justynka miała bodaj cień pojęcia o sytuacji i doceniała ważność wydarzeń. . pobili go rzetelnie. to jeszcze. żeby go szukać po szpitalach. bez wielkiego trudu dowiedziałaby się. ale tak nieprzyjemnych myśli nie zamierzała teraz wałkować Odsunęła je od siebie. i proszę! Opieka zdrowotna działa cudownie. żeby cię nie zobaczył. Ale chyba naprawdę wylatywał w pośpiechu. Karola ma z głowy. która wszak powinna była go chronić. . runął przez okno. najpierw nie będą chcieli przyjąć go do żadnego szpitala. Malwina przemogła swoje struny głosowe. Jednakże nie było go.Gabinet pusty. Spenetrowała wzrokiem pomieszczenie. że osiągnęła upragniony rezultat. tak jak powinni. wróciwszy do domu. Przyjdzie jej to bez trudu. to chyba wyskoczył przez okno. Był w stanie swojej cichej furii. więc wstąpiły w niego nadludzkie siły. ponadto ileż czasu ta gimnastyka by trwała! Znacznie szybciej wyszedłby zwyczajnie. Malwina wiedziała już wszystko. przez drzwi. i rozpierała ją mściwa satysfakcja. wreszcie zdecydują się go uprzątnąć i wtedy będzie za późno. Justynka uległa z westchnieniem. co się stało naprawdę. ledwo wystawiając głowę przy samym narożniku. ale oni okazali się lepsi.Albo całkiem nigdzie nie patrzy . uroczych. . bo z emocji aż się trzęsie. Spełniły się jej oczekiwania. potem zaczną się domagać skierowania od lekarza pierwszego kontaktu. musi teraz symulować zdenerwowanie i obawy. Była już pewna.Wujka nie ma . Ona sobie spokojnie dostanie ataku nerwowego i bardzo długo nie zdoła posłużyć się telefonem. bo na biurku papiery leżą porozrzucane i kosz przewrócony.

wywlekany w okropnym pośpiechu przez przerażoną żonę i zdenerwowanego szwagra. ludzie wrócili do domów. co już do jego świadomości nie dotarło. Tyle miał jeszcze przytomności umysłu. Z komórki zadzwonił do serwisu. która zabrała Kowalczyka. razem wziąwszy. tak że mogła zabrać od razu dwa pojazdy. przejeżdżające go w poprzek autostrady. Stłukł sobie reflektor. ale uparcie chciał dowieźć swój dość obfity bagaż do domu. pogiął maskę i uszkodził chłodnicę. ponadto miał ćwiartkę dzika. Uszkodzenia wymienił sensownie i tak sobie jechał z nieziemskim fartem. Nie dla Malwiny. w panice pousuwano samochody. Tym sposobem wszystko się błyskawicznie wyjaśniło. litościwa pielęgniarka zaś przekazała całą wiedzę Kowalczykowej przez telefon. aż osiągnął cel i wjechał na parking obok swojego miejsca zamieszkania. nawet dość szybko. bo z pewnością trzeba go będzie holować. Kowalczyk miał kraksę za Grójcem. Zjechał z autostrady i ruszył podrzędnymi szosami z nadzieją. ponieważ nieco wcześniej wypił jedno piwo i tego piwa bał się śmiertelnie. że koniecznie chciał uniknąć kontaktu z policją. W jej przekonaniu jaguarem zasłużenie cieszyli się złodzieje. Potem się uspokoiło. bo odebrał właśnie od krewnych przydzielone mu szczątki spadku po przodkach i te szczątki były cenne. po niej nadjechała karetka. a Karol dogorywał w jakimś szpitalnym zakamarku. to zdechły. robiło to wrażenie zgoła bitwy. kontrowersję wzbudził jego bagaż. w drugiej połowie dopadła go depresja. podając adres własnego parkingu i żądając przysłania odpowiedniego pojazdu. że pomoc drogowa okaże się niezbędna. spróbował wysiąść i wreszcie stracił przytomność. Leżał już pod własnymi kołami. z własnej winy. ze zmęczenia i przez nieuwagę. Chłodnica ciekła. wgniótł drzwiczki drugiemu. w którym ktoś rozsądny wezwał pogotowie. I należało tak trzymać! . wszyscy sobie wzajemnie przeszkadzali i. oraz doznał wstrząsu mózgu. Źródłem sensacji okazał się niejaki Kowalczyk. kiedy nadbiegli właściciele wyjących pojazdów i zrobiło się zamieszanie. Był zdania. a ta ćwiartka mogła się zaśmierdnąć. to pełen dzikiego wigoru.między sobą i zdołali ustalił szczegóły. że tam go drogówka nie dopadnie. Gwizdnięty samochód rozpoczął wycie jako pierwszy. tyle że uczynili to spokojnie. wracający z dalekiej podróży. Głupią zupełnie. Stłuczony przód rzucał się w oczy. Euforia powstrząsowa przeniosła go przez połowę drogi. kameralna i we własnych domach. o czym wiedział. Chłodnica Kowalczyka dymiła potężnie. wezwana z trasy pomoc drogowa przybyła chwilę wcześniej. platformą. Kowalczyk już w karetce oprzytomniał i podał szczegóły swojego wojażu. Tu doznał ostatniego przypływu sił i z wielką fantazją gwizdnął w kuper samochodu sąsiada. Kowalczyk jeszcze cofnął. wpadł na tył zwykłego wozu konnego.

kolacja była bardzo dobra i jego wściekłość nieco zelżała. do kilku szpitali. Kogokolwiek. ani Helenka nie mogły sobie przypomnieć numeru rejestracyjnego jaguara. Komunikat o kradzieży samochodu został przyjęty jakoś nieufnie. a jedyny ruch. ale przypomniał sobie. nie mógł bowiem wiedzieć. Po czym opuściły pomieszczenie tak. że z parkingu razem z pojazdem znikł także właściciel.. oczywiście. przymknie od zewnątrz. może jednak zabezpieczy je jakoś. że chyba zostawił otwarte okno. to Helenka. najwyraźniej w świecie. *** Jola Grzesicka spotkała się z bratem. Ściśle biorąc. Ponadto zadzwonić do pogotowia. Karol zapragnął rozrywki i najzwyczajniej w świecie pojechał do kasyna. *** Karol w pierwszej kolejności skonsumował kolację w jednej ze znajomych knajp. żeby nie rzucało się w oczy. Po namyśle Justynka zdecydowała się sama wziąć sprawę w ręce. W dodatku ani Justynka. Do domu wracać nie miał najmniejszej ochoty. że zaraz po jego wyjściu pojawiły się tam oba koty we frywolnym nastroju. Więc. to unoszenie do ust kieliszka. ta kretynka okna zamknąć nie zdoła. kto miał z jaguarem coś wspólnego. do informacji o wypadkach. a jak nie ona. Dowiedzieć się czegoś o losach zaginionego męża! Malwina za najlepsze wyjście uznała skamieniałą rozpacz i twardo realizowała pomysł. O bałaganie w gabinecie nie miał najmniejszego pojęcia. przez okno. Tępym wzrokiem wpatrywała się w dal. ubezpieczenie. serwis. a Malwina milczała jak głaz. Pozbywszy się zatem wszelkiej troski o dom. Pucuś starannie wybierał sobie papier z biurka. co nasuwało mniemanie. dawało pretekst. że wuja nie ma w żadnym szpitalu i o żadnych jego wypadkach nikt nic nie i wie. żeby oderwać się od przeraźliwie nudnego tłumaczenia. Policję. szybkim krokiem zmierzała do rzetelnego urżnięcia się i niczego więcej. Konrad zawiadomił ją... może dlatego. Justynka i Helenka zużyły mnóstwo sił na przekonanie zbolałej żony. a Pufcia przewróciła kosz na śmieci. dealera.. iż odjechał swoją własnością dobrowolnie i całkowicie legalnie. że wpadnie do niej po pracy. bo primo. jak weszły. W domu Wolskich zapanowała grobowa atmosfera. Niech zatem diabli biorą okno. Po godzinie wiedziała już. na jaki sobie pozwalała. a secundo. pozwalało na przesunięcie komody . że powinna przynajmniej zawiadomić o kradzieży odpowiednią placówkę. co ją nawet ucieszyło. ciotka bowiem. Za to zamknął drzwi.

Żenisz się i chcesz zamieszkać u mnie! . . Komoda razem z papierami stanowiła ciężar wymagający solidnej.. Joli zaś brakowało i czasu.przypomniała mu Jola. Woda już się gotuje. Konrad westchnął. . Następnie wyniósł śmieci. że Konrad przepchnie. Chociaż może masz rację.Wyglądam aż tak idiotycznie? . termosie z kawą i filiżankach na razie jeszcze pustych. Miała nadzieję. czego ty ode mnie chcesz.Jeden z pradziadków był alkoholikiem .W termosiku. więc się chyba nie przeniosło. męskiej ręki. magisterkę. jazda! Ruszaj tę swoją dyplomację. Komodę przepchnął od razu.Kawkę zrobimy w termosiku? . że pracujesz? . od razu spokojniejsza. pilnujący staranna żeby przypadkiem nie użyć słóweczka “bo”. Dawaj ten termos i mów.W naszej rodzinie paranoi. To znaczy owszem.Nie mam pojęcia. co ja robię? . Mam świeżo zmieloną. .Dobra. żeby poprawić Joli humor i dobrze ją do siebie usposobić. wyrzucisz mnie z domu. . będę miał szansę trochę wypić. zdaje się.Ale zapadł w późniejszym wieku. Następnie skoczył do najbliższego otwartego sklepu po piwo. Bo możliwe. w której pożywiał się inwigilowany obiekt.Ciekawa rzecz.wykrzyknęła Jola ze zgrozą.Ale usiądź. ale poza tym mam wrażenie. odwracając się gwałtownie od napełnianego termosu. nie było? .spytał na to przymilnie młodszy braciszek. i chęci na opróżnianie jej i zapełnianie później ponownie. Wyduś to z siebie wreszcie. jak już zrobisz tę kawę.. . . Usiedli przy piwie. . bo kawa musiała nabrać mocy. jak już miał dzieci. po czym udał się do siostry. które obydwoje lubili i popijali umiarkowanie. Konrad zaczekał na zmiennika pod restauracją. bo się robię nerwowa. . No.Ty wiesz. Jola przyglądała się jego poczynaniom coraz bardziej podejrzliwie.wypełnionej papierami. odkapsluj dyplomatycznie flachę i nalej. że jak powiem. O co biega? . Prawdziwą. bodaj w biegu. W głowie mi się kręci od tych twoich zabiegów kulinarnych i myśl się mąci. Następnie zmienił przepaloną żarówkę w żyrandolu pod sufitem.I czego walisz z grubej rury? Ja chciałem dyplomatycznie! .zdziwił się Konrad. .

I na czym ta moja pomoc miałaby polegać? . Ale może ta akurat nie lubi goryli. nawet nie zaświtał jej w głowie. tak samo jak i jej.Jak już tak zacząłeś. że dla jej brata podrywanie dziewczyn w dowolny sposób nie stanowiło najmniejszego problemu. ale wchodzi w tę kombinację i cholernie mi się podoba. Konrad przyglądał się siostrze spod oka i z lekkim niepokojem. .Kolejność obojętna. Byłaby skłonna opowiedzieć się przy dziewczynie.Dobra. W agencji ochroniarsko .pogoniła go siostra. Jola nie była idiotką i pomysł.. Po trzecie ty. świetnie płatną. co tu dla niego ważniejsze. To jest wiadomość w cztery oczy i nie możesz mi zrobić koło pióra! Jola się prawie obraziła. gdyby nie fakt. . żebyś wiedziała.Toteż dlatego do ciebie przyszedłem. rąbnę od razu. dlaczego? . ale czasochłonną jak diabli i ty mi możesz pomóc. Jola zawahała się w ocenie. Nas się nie ujawnia. a bez tego nie dałbym rady.. nie przerywaj. Ty. ale słuchaj. owszem. patrząc w dal.zaczął Konrad rzeczowo.Karol Wolski. dziewczyna czy forsa.przytaknął Konrad i znów westchnął. Po drugie. powiem do końca. Mam robotę. . to wal wszystko . Chcę poznać sedno rzeczy. Jeszcze jej nie znam. Zamilkł i po odrobinie popijał piwo. dziewczyna.detektywistycznej. że brat zażąda od niej badania z lupą odcisków palców albo czołgania się w wysokiej trawie w poszukiwaniu śladów stóp. każdemu potrzebna. Czekaj. To są przyczyny. zaraz. Konrad pomilczał chwilę. duży zastrzyk. Tak tylko mówię. .Rozumiem. . No więc forsa..spytała krótko.Otóż to . na wszelki wypadek. bo pracę magisterską muszę oddać za trzy tygodnie.Jak? . Teraz Jola zamilkła na długą chwilę. . .Mam prawie dwa razy więcej szmalu niż z czego innego.Pytam: jak? .Zgłupiałeś? Czy ja cię kiedyś wystawiłam do wiatru? . Żadnego gadania. . musiałbym zrezygnować. Zaniepokoiła ją natomiast kwestia zdrady tajemnic służbowych i utrata zaufania jej licznych pracodawców.Po pierwsze forsa . . Możesz mi ułatwić kolosalnie.. co ci będę szklił.Masz kontakt z obiektem i wiesz o nim wszystko. już mi niewiele brakuje. .Może najpierw ci powiem. .Bo kto to jest? .

Po namyśle Jola kiwnęła głową. Całe godziny zaoszczędzone.Fakt. Ale ogólnie biorąc.Jak to dlaczego? Na zlecenie. taki gruby. nie? On jest. Żadnych goryli nie ma. .. . a ja zyskuję trochę swobody. z pracy.No..Ale ja nie pracuję z nim bez przerwy.zażądała Jola zimnym głosem.I tyle? To wszystko? . w żadnym wypadku nie zgodziłaby się działać przeciwko niemu. W razie zmiany telefonik. z jakiegoś służbowego spotkania. w każdym razie nie włóczy ich za sobą po mieście.Co by to miało być? . ile czasu to zajmie. ..? . Wystarczy komunikat.. Nie muszę na niego czatować. punktualny? . Jeśli Konradowi pomoże to skończyć studia.. . jedzie dokądś. gdzie i jak długo Karol będzie zajęty. . ile to potrwa..Jeszcze chcę wiedzieć. Z trzeciej wcale nie była pewna. mogła zatem z góry przewidzieć.. Bywa. Niektórzy bardzo go nie kochają.Nic takiego. Bywasz potrzebna i wiesz.Nie kłóć się ze mną.No więc właśnie. on wychodzi skądś tam. nie? I zdaje się.Czyje zlecenie? Kto się tak czepia tego Karola? . . Ale taki inteligentny! I taki upiornie bogaty. że dwa dni go nie widzę na oczy. że nie każdy musi go kochać. Ale taki wściekle wymagający. Ubijać biznes albo co..Ja nie wymagam bez przerwy.. .. Z drugiej jednakże strony robota Konrada dałaby jej większą wiedzę i lepsze rozeznanie w szansach. umówiony z tobą gdzieś tam i wiesz. czy na tym Karolu Wolskim rzeczywiście zamierza bazować.. że ktoś może mu zrobić drobną przykrość i jakby co. Pracujesz z nim. znów telefonik do mnie i proszę. A coś ty myślała? Że będę z ciebie wydzierał informacje poufne? A co mnie one obchodzą? Jola doznała ulgi. już ja chyba wiem najlepiej. I co wtedy? . Załóżmy.! . . Karol Wolski stanowił jej osobistą perspektywę życiową..No pewnie. Wiedza o miejscach pobytu Karolu Wolskiego nie groziła niczym. co macie do roboty. istnieje podejrzenie. ona sama bywała umawiana z pewnym wyprzedzeniem. . ile mam czasu dla siebie.Ma swoich goryli.Takich rzeczy się nie mówi... że jest gdzieś zaklopsowany na dłużej albo że na czternastą. na przykład. Powiedzmy. W Joli z miejsca wybuchł problem. .Konkretnie . Telefonik do mnie i ja też już wiem. .powiedział Konrad. dlaczego tak za nim łazisz. mam wrażenie. z konferencji.Patologicznie .

Bazuję na jego biznesach. mężczyźni do plotek .Ty mi tu nie reklamuj swojej firmy. Hazard. Postanowiła też zastosować dyplomację. Służbowo znam go doskonale. . skąd ja mam wiedzieć.No więc właśnie. ale prywatnie tyle. Powiada. dbać o niego należy podstępnie i cześć. . mógł je z miejsca wywęszyć. Do chłopa mowy nie ma. podjęła decyzję. spełniamy wszystkie życzenia. niestety. jak wychodził ze sklepu złoto.. Zatem.zastrzegła się.? Raz go przypadkiem widziałam. Czekaj niech się zastanowię. na przykład. Swoich planów matrymonialnych wyjawiać nie zamierzała. nasz pan. Nasz klient.Jego osobista sekretarka. strasznie milczy. Zarabiam. . jak go nikt nie widzi.. . można powiedzieć. a i to mniej niż brudu za paznokciem. ale jak długo? Rozbestwi się i strzeli byka. ile mi Beatka naplotkuje. ... udaje mu się. nie? A może się upija. Robi rzeczy ryzykowne. diamenty. . ale na tematy prywatne jakieś ludzkie słowo musi czasem z kimś zamienić.A konkretnie? . może to objaw kaca? Jego prywatne życie znam z telefonów od jego żony.. fakt. ale też bym chciała coś wiedzieć.Wolski wylewny nie jest. o sobie mówić nienawidzi. Wypiwszy pół filiżanki. ale prywatnie. ale jeśli po dziwkach rozprowadza? To co innego. kasyna. jeśli. srebro. Kawa okazała się znakomita. W jakich ilościach? Jak często? Dostał małpiego rozumu czy nie? No i czy tam się jakieś dziwy nie plączą. A ja bym może chciała wiedzieć.On chyba grywa. . to już jakaś pociecha. z jednego słowa całe zdanie muszę odgadywać. Zajrzyj do tej kawy. a Konrad półgłówkiem nie był. służbowo. czy tam już tej fuzyjki ze ściany nie zdejmuje. bo Jola nie pożałowała świeżo zmielonego surowca. właściwie tyle. choćby pobieżnie. wyścigi. co kot napłakał.. rozrzutny. a ja przecież te sposoby odstrzału też znam dosyć dobrze i chciałabym wiedzieć.docisnął podejrzliwie Konrad.. Ponadto powiadomiono mnie. . seksowny to on nie jest.Ale coś za coś . lokuje szmal w diamentach. poleciałaby ze świstem. mam na myśli. że on nie lubi nadmiernej opieki i szlag by go trafił. może już dobra. na przykład.Ja cię wynajmować nie będę.Jaka Beatka? . .Mianowicie? . Zawahała się.. że ona też człowiek i przy takim szefie służbowo nawet szmeru z siebie nie wyda. rozrzutny też nie.. Orientuję się całkiem nieźle w tym międzynarodowym hochsztaplerstwie i bardzo mnie obchodzi przyszłość Wolskiego.Pracuję z nim. gdyby wiedział o takiej trosce..

Czy to może ten malarz pokojowy? . Jakoś go tak ostatnia widuję pod firmą.Ty. rozwiedziony. . zgadza się .. że tam i w pokera grywają. Co do dziwek.Co? . jak ja primadonna.przyznała Jola. a zmiennik też cię widział i bardzo trafnie opisał.gorsi niż baby.. zgadzało się. Wolskiego jednakże wypuścił z ręki nie chciała. . Janusz. Własną siostrę udaje mi się jeszcze czasem rozpoznać. a mają małe dziecko. Wypił trochę piwa. ale zdaje się. a on w nocy. Co ty na to? Teraz Konrad z kolei musiał się zastanowić. podobno? . więc się wymieniają. a w ogóle elektronik. nic z tych rzeczy. bezdzietny. bo podobno zadowolony wyszedł. . więc do mnie. prawie zero. wszyscy znali angielski. nieco rozweselona. on zasadniczo robi w samochodach.To co ty na to? Konrad kiwnął głową. mówię. najzwyczajniej w świecie dla własnego bezpieczeństwa.pochwyciła nieufnie Jola.Ten twój kumpel. . zawrócił i pojechał do siebie.. Teraz jakoś ten opór zelżał. Jola bez trudu odgadła. ale z racji zniechęcającego zawodu przyjmowała to do wiadomości z wielkim oporem. . ale Wolski lubi mieć dodatkową wiedzę.Jak to. Za Wolskim nie lata.Po pierwsze. a i to słabo.. więc romans mu z tego nie wyszedł. To jest nic.. jak dotąd plącze się przy nim jedna. Wróciła do tematu.Jaki malarz pokojowy? . nie wysiadł nawet. poprawił świetną kawą i również podjął decyzję.przerwała mu znów Jola nieco kąśliwie. Chyba wygrał. . . że podobno baby takie rzeczy wiedzą? Owszem. na ręce mu nie patrzyłem.Ty. podejrzane wybryki masz u mnie jak w banku. bo żona pracuje.. więc chyba za tobą? Zdawało mi się. . Nie. żony nie ma. . Wolski odwoził cię do domu o jedenastej wieczorem z knajpy w Marriotcie. .On taki malarz pokojowy.Ostatnio grał w brydża w klubie.Konferencja ze Szwedami. . . a im się tak czasami ten szwedzki do siebie wzajemnie wyrywał.Kto taki? .. Powiedzmy: wolała nie..To nie widziałeś? . . gdzie on bywa i jak to się rozwija. ona w dzień. Więc chcę wiedzieć. iż ów Janusz spotykają starannie zaplanowanym przypadkiem. Lubi brać noce.Mam zmiennika.W porząsiu.

.. więc o suchym pysku nie załatwia niczego. ale to niepewne. A po trzecie.A dzieci? Jakaś mamusia. . a tą osobą jestem akurat ja. .Siostrzenica.. ani jacy ludzie.To jak będzie? . leżą w grobie albo mieszkają w Australii. . I z doświadczenia myślisz.Na moje oko nawet dłużej. Odwoził mnie po to. . wie o tym.Po drugie. O starszym pokoleniu nic nie wiem.Czekaj. nie tajemnica. . Jedno ci jeszcze mogę powiedzieć. . żebym mu po drodze powiedziała. I od razu odniesiesz korzyść. to już rozumiem. Dolej mi trochę piwa. I tak o suchym pysku? . a nie prywatne. że to ja pytam. a może nawet do trzeciej. co oni do siebie mówili.No to dobrze. ty znasz całość. ani o czym będą gadać . . robi się taki wściekły.Szwedzi w Warszawie. że wszelki umiar traci. to właśnie jest życie służbowe.Zdawało mi się.Nie.. Lepiej wiedzieć.Idę na to. ani ile sztuk. Jutro masz go z głowy od dziesiątej do czternastej.Bardzo dobrze.. I też ci nie powiem. koło południa Beatka przyniesie coś tam na ząb. Głodu nie znosi.Znaczy. . nad korektą różnych rzeczy posiedzimy. teściowa? . skąd wiesz. . a. on nie mówi. przesłuchanie mi tu urządzasz? Proszę bardzo.. co widział twój zmiennik? . tak na wszelki wypadek z czego się składa jego rodzina.Nie ma dzieci. niech ja się nie pogubię. Więc muszę wiedzieć. że to jakaś siostrzenica? .. co on widział.Rany.Jakich rzeczy. właśnie! Tego ci nie powiem. Czego mi nie powiesz? . Że żona. a on tylko połowę? . może korespondencja. że do trzeciej posiedzą? .Też mam to głęboko w odwłoku. To jak będzie? . A o czternastej przychodzą ludzie na pogawędkę o interesach. .A co mnie to obchodzi? Niech pisze nawet epopeję! . Może to umowy. a może on pisze wiersze.Zaraz.zdziwił się Konrad i otworzył drugą butelkę.To jeszcze mi powiedz. ale taką facetkę młodą widziałem i mam wrażenie. klient życzy sobie rozmawiać tylko przez telefon i tylko z jedną osobą. więc niech będzie do trzeciej. jak będzie? .Ale jeszcze osoba w domu. Justynka. mianowicie Wolski żre. Do czternastej ja jestem przewidziana.Zgadłaś za pierwszym razem. .

że u nas nastąpił pewien bałagan z numerami telefonów i muszę to jakoś uporządkować . Wnioski z rozmów telefonicznych.Skoro siostrzenica. Nie powoduje wielkich zadrażnień. . że zamieszanie wprowadziła ta idiotka. Wychodzący z domu Joli Konrad usłyszał pobrzękiwanie komórki i przyłożył ją do ucha. Bóg ci zapłać.Gosposia. jego klientka. ale zdeterminowany głos po drugiej stronie. . Rodzice tej Justynki nie żyją już dawno i dlatego ona się chowa u Wolskich.. Tak w każdym razie sobie wydedukowała.Ale usługi wzajemne . Taką miałem nadzieję.rzecz w tym. którego nikt nie mógł podsłuchać. ile ja od razu dzięki tobie zyskuję. *** Późnym wieczorem Justynka wkradła się przez okno do gabinetu wuja. . . Nie miał najmniejszej ochoty podawać babie swoich personaliów.. że chyba źle słyszy. . Konrad pomyślał. nie jego .powiedział nieco spłoszony. .Mam tu numer bez nazwiska i czy mógłby mi pan powiedzieć. za to z przyjemnością podałby je jej siostrzenicy. Właśnie się zastanawiał.Mieszkam w domu pana Karola Wolskiego. a tu ona sama do niego dzwoni! . Jak ma jej podać nazwę firmy.No widzisz.? . niejaka Helenka. może się przyzna tyle że jakoś bez nazwiska. jej rodzina.przypomniała mu jeszcze Jola z naciskiem i rodzeństwo mogło zakończyć konferencję. to informacje od Beatki. Rozwój sytuacji nie pozwalał jej już pozostawać całkowicie na uboczu i postanowiła sprawdzić ów tajemniczy numer. najprawdopodobniej ukradziony ciotce przez kota. powinna być jeszcze i siostrą. koniec studiów i parę złotych widzę na horyzoncie.. . swoich dedukcji jednakże wcale nie była pewna... Myśli Konrada rozszalały się we wszystkich kierunkach naraz.. że mi zaoszczędzisz połowę roboty.Przepraszam bardzo.ciągnął głos. Odgadł bez trudu. jak i Malwina poszły już spać. znów pogubiła swoje notatki i zwaliła na siostrzenicę odszukiwanie abonentów. mówi Justyna Tarniak . Jak ma to zrobić. do kogo on należy? Bardzo przepraszam za takie głupie pytanie. nie naruszając obowiązków służbowych.Nie żyje. jak by dyplomatycznie nawiązać kontakt z tą dziewczyną.. ale na wszelki wypadek wolała posłużyć się telefonem. komórka należy do niego. jestem jego siostrzenicą i łatwo to sprawdzić.. Zarówno Helenka. zarazem zachowując tajemnicę? A przecież sama chciała! Ale zaraz.. Siostrzenica w zasadzie należy do żony. siostrzyczko.

powiedział życzliwie.. że od dziesiątej ma go z głowy.Tak. tuż koło was. nic mu niczego nie przerywało. . Jakim sposobem kot mógłby komuś pomieszać pozapisywane numery telefoniczne.zaczęła nieco zaskoczona Justynka.. . Konrad nie umiał sobie wyobrazić. będę w tej okolicy akurat jutro rano.Ależ oczywiście.powiedział stanowczo.Słyszę. Konrad Grzesicki.No dobrze. ..... Muminek wracał od Kowalczykowej. czym prędzej wylazła przez okno i ruszyła ku drzwiom... Halo. Więc gdyby pani mogła moje nazwisko zatrzymać dla siebie byłbym bardzo wdzięczny.. .Natomiast zaintrygowała mnie pani bardzo tym kotem. Ale jak ja pana poznam? . niemniej jednak zaryzykował.? Za nie domkniętą bramą zamajaczyła jej ludzka postać.. zaintrygowana znacznie bardziej niż była przed tą rozmową. To kot.Będę tam i pani mi wyjaśni. ależ się ten Kowalczyk wygłupił.. Wymyślił to łgarstwo na poczekaniu.. że i życiem uszedł..Słyszę pana doskonale. służbę przy Wolskim zaczynał wprawdzie o ósmej. . w świetle lampy poznała Muminka.. . łaska boska. ale już wiedział od Joli. ale ja tu się w ogóle nie liczę. . Wydelegowany przez zaciekawioną żonę.! Słyszy mnie pani? Mam tu zły odbiór! Halo! . Ja wiem. Justynka odłożyła słuchawkę. . bo przerywa. Do jutra.. No trudno.Pytanie wcale nie jest głupie. ja pana słyszę.! . . .. Doprowadzi go do firmy i spokojnie wróci na miejsce. na litość boską. Konrad wszystko słyszał doskonale. . znów nic nie słyszę.Halo. Moment.Pani pyta dla siebie czy dla kogoś innego? Z czystym sumieniem Justynka mogła wyjawić prawdę.Dopiero o dziesiątej . żeby wymusić na dziewczynie spotkanie. Tak. gdzie mieszka pan Wolski. O kocie. Numer należy do mnie. Ale to nie ja zrobiłam bałagan.O.Halo. Jestem kimś w rodzaju pośrednika jednej takiej firmy. Słowa prawdy w tym nie było. Co. okazja spadła mu jak z nieba... Nie dziwię się.. Mówił pan o kocie.. Teraz to niemożliwe.. której przypadkiem wypadły z programu trzy godziny wykładów.Dobry wieczór..Dla siebie.Halo. tylko sprawa trochę skomplikowana .. teraz słyszę. .. ale Konrad jej przerwał.. ta ciotka wykombinowała? Cóż to za firma jakaś? Detektywistyczna..! Do licha. ale mi przerywa. to panie jeszcze nie śpią .. .wyrwało się Justynce. Słyszy pani? .. O której pani wychodzi z domu? .

z uwagą przyjrzawszy się butelce koniaku. a z młodymi i pięknymi dziewczynami rozmawiał bardzo chętnie. a nie mogła przecież toczyć takiej rozmowy na ludzkich uszach! Weszłaby tam przez okno po krześle. *** Malwina ocknęła się ze snu dość wcześnie.. który leżał już może w kostnicy. ukradli mu tego jaguara czy nie. Nie uwierzyła własnym oczom. skoro na własne oczy widziała go przed chwilą w sypialni żywego i chrapiącego. Tym sposobem poznała źródło afery na parkingu dokładnie i porządnie. ponieważ coś blisko niej chrapało. popatrzyła. Był otwarty. bo co z tego. zawróciła i popędziła do gabinetu. że przez bardzo długą chwilę nie umiała się z nim pogodzić. Jezus Mario. Tylko ten jeden facet wiedział wszystko na bieżąco.?! Zerwała się gorączkowo. Jedyny telefon zabezpieczony przed podsłuchem był jej niedostępny. zamknięty w gabinecie Karola. Pełna nadziei.. Żywy. gdyby nie nagła myśl o samochodzie. na miły Bóg. zatrzymała się. nic jej to nie dało. że nie ma potrzeby pytać o losy Karola. że już nie może uspokoić ciotki. uświadomiła sobie. iż w szybkim tempie biegną tylko złe wiadomości. jakkolwiek. Przy jej boku chrapał Karol. Przez okno ujrzała za żywopłotem kawałek parkingu i fragmenty samochodów.. wieczoru miała tylko jedno pragnienie: zadzwonić do swojego informatora i poznać szczegóły cudownych wydarzeń. uznała. bo Muminek był człowiekiem rzeczowym. chwyciła słuchawkę telefonu. mógł chrapać na sąsiednim łożu.?! Poruszyła się. Upewnić się co do losów Karola. że informacja o wypadkach nic o nim nie wiedziała. Poprzedniego. w szlafroku i w rannych pantoflach runęła ku drzwiom wyjściowym. usiadła. I teraz właśnie obudził ją dźwięk niezrozumiały acz znajomy. tak niezmiernie rozrywkowego. ciężko wystraszone owym stanem skamienienia. Nie zważając na błoto. i wreszcie wybiegła przed dom. Nie dała rady.. nerwowym truchtem podążyła aż na ulicę i . że jutro dowie się jeszcze więcej odkręciła wodę w łazience. jeśli Karol był nieżywy. takie rzeczy mogły do nich docierać z opóźnieniem. Któż. po drabince. Z wyrazem śmiertelnego oburzenia wpatrywała się w śpiącą postać i doczekałaby się zapewne jej przebudzenia. Pożałowała. W żadnym wypadku żadne zwłoki w ten sposób chrapać nie mogły! Rozczarowanie było tak potężne. gdyby Justynka i Helenka tak jej nie pilnowały i nie próbowały uspokoić. Helenka bąkała nawet coś o pomocy lekarskiej ale Justynka. dobre zaś wloką się żółwim krokiem Malwina dość wcześnie poszła spać. że medykamentu powinno wystarczyć Pocieszona myślą.

rzekła z godnością. co tu było.Nie było mnie przecież. bo już byłam popatrzeć. . . Kiedy wreszcie zdołała przystosować się do okropnej rzeczywistości i przyodziana w poranną szatę zmierzała ku jadalni.Bo ja nic nie mówię.. więc tyle przynajmniej. .skarciła ją ze zgorszeniem Helenka. .Nie zrobiłam śniadania. ale chociaż mógłby pan zadzwonić. dech i głos jej odebrało. co robić. Malwina chwyciła się za gors i bez słowa zniknęła w łazience. Myślałam. że samochód jest. .pierwsze.mówiła potępiająco Helenka. . co ujrzała. że Helenka mnie zastąpiła.Ale wszyscy myśleli.. .. ..Odjechałem wcześniej. który tak był zdumiony wyrzutami ze strony osób dotychczas niesłyszalnych i prawie niewidocznych.Ładne mi trochę . . Znacznie wolniej wróciła do domu. To na serce umrzeć można. tylko mówię i od razu się przyznam. czego się spodziewała. byli tam już wszyscy. usłyszawszy głosy. że wujek wybiegał w pośpiechu. . takie to robiło złe wrażenie. bo ciocia nie była zdolna do niczego .A wyglądało. w takich pantoflach po tym błocie . bo wzięłam relanium i możliwe. że coś z tobą i trochę się zdenerwowałam. ale widzę.A pani Malwina jakby się w mumię zamieniła. przerywając siostrzenicy pierwsze zdanie i siadając przy stole.. Ja bym pani powiedziała.W nocy padało i wszędzie mokro... że zaspałam.Bardzo przepraszam . ! Czyli wszystko na nic..powiedział z lekką irytacją i akcentem zaskoczenia Karol. to ten wstrętny. Malwina tuż za drzwiami słuchała chciwie.poinformowała grzecznie Justynka. że poczuł potrzebę usprawiedliwienia własnych poczynań.Co też pani robi.a pani Malwina nam tu wariactwa dostawała . . . Stał sobie spokojnie na skraju placyku.Sama dzwoniłam do pogotowia i w ogóle gdzie popadło. że tu się coś dzieje . . że do gabinetu zajrzałam przez okno. wspaniały pojazd. Nic nie wiem... A co tu się w ogóle stało? Malwina też chciała wiedzieć. tuż przy ich żywopłocie. i Karol nie brał w tym żadnego udziału. co się właściwie stało. postukując obcasami. . .Wujek nie leżał w żadnym szpitalu.. skoro nie nastąpiło nic z tego.A skąd ja miałem wiedzieć. co się tu działo naprawdę.. . że wujek był. Zatrzymała się przed progiem. . Oddaliła się na palcach kilka kroków i wróciła. wyglądając z kuchni. .mruknęła pod nosem Helenka.Aż nie było wiadomo.Ja już wiem... ja się nie wtrącam..

dziecko. Wygrzebała z legowiska Pucusia dwie poszarpane kartki i przyniosła je.zapytała nagle z przekąsem . nawet dość wiernie. Stwierdziła nagle. nie ryczy.Mogłaś jeszcze pospać . pod warunkiem wszakże. do kota.Czy to z tego jesteś taki zadowolony. że wuj potrafi być całkiem sympatyczny.. Wspólnymi siłami opisały perypetie Kowalczyka... Okazał łaskawość wręcz niezwykłą.Pani Helenka dała sobie radę koncertowo. żona nie zrobiła mu śniadania. ma nadzieję pozbyć się jej i stąd szampański humor. Dodrukuję sobie. może w końcu ci się uda . a on się cieszy. Zdumiewająco niebiańska atmosfera przy stole Justynkę bardzo ucieszyła.powiedział do żony jak zupełnie normalny człowiek.. Ciotka w tym momencie udzieliła odpowiedzi na jej niedokończoną myśl. Powinien przecież wpaść we wściekłość. zachowuje się przyzwoicie. Helenka zaś zdobyła ją rano.Nic straconego. No dobrze. a nawet okazuje duże poczucie humoru. próbuj dalej. to było coś przerażającego. Gdy by jeszcze jadł. znalazł adwokata. . zastanowił się i zwrócił się do Justynki: . Gdzie on w ogóle spędził wieczór. iż wszystko idzie po jego myśli. Dobrze. Ona sama przystosowałaby się do niego z łatwością. że śniadanko wuj skonsumował do końca.Ja zaś będę jeszcze bardziej zadowolony z daleka od ciebie. bo szukałbym tego niepotrzebnie. ale zauważyła. jaguar wystawiony na niebezpieczeństwo. pewnie bym zadzwonił.?!!! .odparł Karol natychmiast lodowatym głosem. Cóż ta kobieta ma za talent do psucia nastroju! Malwinę atmosfera dławiła. prawie sympatyczny. gdybym wiedział o tym spektaklu. ciekawe czy ciotka. . Urwał. Dlatego wyszedł. Grzeczny kotek. .. Zadowolony z życia Karol. Karol obejrzał zmaltretowany papier i schował do kieszeni. Justynce dreszcz przeleciał po plecach. awantura wybuchłaby gwarantowanie i nie ma siły.. . .. z winy ciotki. Jeśli nikt mu się nie sprzeciwia. złożył pozew. co wyraźnie rozweseliło pana domu. że ja o mało na serce nie umarłam? .Nic się nie stało. nikt nie żąda od niego pieniędzy i nikt nie zadaje głupich pytań. nie robi swoich szeptanych awantur. brama ciągle zaklinowana. że mi powiedziałaś o bałaganie. Podniósł się od stołu i wyszedł.? Gdzie parkował.Zajrzyj. Zdecydował się pewnie na ten cholerny rozwód. nie dostał wczoraj kolacji. numerów stron nie zeżarł.. Justynka uzyskała swoją wiedzę wczorajszego wieczoru. A co do biurka. co jakoś ostatnimi czasy ukrywał. Justynka spełniła polecenie.

po której jeździł autobus. . jak się okazało.To ja jestem od tego telefonu. które. spodziewali się bowiem. Pani domu na wielki pośpiech zbytnio nie nalegała. spacerować nerwowo. może jeszcze dzisiaj pod wieczór.powiedział. ponieważ wyszła z domu. do wiadomości nie przyjęła. Nie mieli ze sobą jakichś tajemniczych przyrządów. Nie wiedzieli o utraconym przez Justynkę guziczku z tworzywa sztucznego. wymagało sił nadludzkich i jakoś nie bardzo wyszło. więc może najbliższej nocy. No i czekał.. Konrad Grzesicki. który przed minutą zaparkował na skraju chodnika. Tkwiła nadal przy stole i jadła. Odłączyli wszystko. Nie miała pojęcia. . spoglądać w kierunku domu wuja. które pozwoliłyby im od razu trafić na właściwą częstotliwość. W każdym razie był płci męskiej. który pod wpływem nacisku i tarcia częściowo się roztopił i zespolił z żelazem na mur. że zapewne trzeba będzie zmienić całe to stare urządzenie na młodsze. pierścionek albo kolczyki. że klient sprawnego pilota posiada. Gdzieś tu miał czekać na nią jej wczorajszy rozmówca. ale przecież nie to skąpiradło! I samochodu. ale wyobrażała sobie. Wsiadaj. *** Świadkiem tych wszystkich wysiłków Justynka . dokąd idziesz. z wielkim zainteresowaniem rozejrzała się dookoła. a komunikatu. Konrad pośpiesznie wysiadł z samochodu. udała się do siebie na górę. pilnują i mu tam strażnicy kasynowi. że zaraz może się wszystkiego dowiedzieć. Malwinie wreszcie przyszło do głowy.. Niewątpliwie wygrał. jak ci biedni złodzieje mają sobie dać radę? Ale przecież Kowalczyk nie będzie codziennie wracał ze wstrząsem mózgu. Widząc nadchodzącą Justynkę. kasyno. No tak.. Wynurzywszy się z wąskiej uliczki osiedlowej na szerszą ulicę. oczywiście. nie zdając sobie sprawy z ilości pochłanianych kalorii. Każdy przyzwoity mąż za część wygranej kupiłby coś dla żony.Cześć .już nie była. . Justynka. że powinien rzucać się w oczy. Karol wyszedł z hałasem i trzaskiem. ponieważ wykąpany pilot nadal nie działał. Siedzieć jakoś wyraźnie na czymkolwiek. rzecz jasna. przechodząc na otwieranie ręczne. uzgodnili zatem z panią domu drugi termin. podrzucę cię tam. a może jutro rano. Umówiony serwis do bramy przyjechał i niczego nie naprawił. jak wygląda. wyprysnęła z krzesła i popędziła do telefon.. mająca jeszcze dużo czasu. owszem. nowocześniejsze.

Ale. że chłopak jest nader przystojny.No. Nie miała chęci przyznawać się do wścibskiego zainteresowania poczynaniami ciotki.Winien ci jestem wyjaśnienie . Z miejsca zaczął od kota. skoro nie twoje. Należałoby z tym facetem porozmawiać dłużej na bazie jakiegoś zaufania .dołożyła niepewnie . Adam Kowalski.Rozumiem. Justynka uprzytomniła sobie nagle. Wypowiedź wydała się Justynce zupełnie naturalna.przerwała mu Justynka posępnie. .. .Cześć. Wczoraj popełniłem lekkomyślność.Ochroniarska. poza tym wiedział o jej ponownej wizycie w firmie i zagubieniu numerów telefonicznych. i od razu sprawdzić. Justynce kot pasował. mgliście czując.rzekł. Tymczasem nadal właściwie nic nie wie i nie rozumie osobliwych wybryków ciotki. co do kogo należy Oczywiście tych numerów nikt już później nie pamięta. .każdy w tym domu zapisuje coś nie bardzo dokładnie...Zgaduję bez trudu.. I nie jest wskazane rozgłaszać po mieście nasze nazwiska i adresy.odparła i wsiadła. że stoją pod uniwersytetem i ona już musi lecieć. że się zastanawiasz. bo spóźni się na wykład. nie należała mówić prawdy. Różni tacy nas nie lubią..Wcale się nie zastanawiam . powiedzmy. .. . Teraz chciał tylko zainteresować Justynkę sobą i znaleźć pretekst do następnego spotkania. ja też. Węszył w niej dziewczynę raczej oporną. na przykład. ponadto szybciej dojedzie na wydział i będą mieli więcej czasu. powinienem był powiedzieć. że ja jestem nieszkodliwa? .? . Ale teraz przynajmniej wiem.Prawdę mówiąc . Justyna Tarniak . że nazywam się. jak je ze sobą pogodzić. Jak by tu powiedzieć.Ale z rodziną Wolskich już mieliście do czynienia i wiedziałeś. Zanim uprzytomniła sobie. Co to za firma? Ta wasza? . i potem nie wiadomo. że wsiada poniekąd urzędowo.. . zdążyła ucieszyć się perspektywą rozmowy w samochodzie. Coś w tym rodzaju.. kto dzwoni i dlaczego.. to czyje. nie kryjąc zakłopotania. W osobowość Pucusia uwierzył w pełni.. Bardzo rzeczowo opisała charakter Pucusia i wynikające z niego papierowe komplikacje. że rozsiała je po całym domu i próby uporządkowania tego bałaganu cyfrowego wydały mu się zupełnie prawdopodobne. że to nie moje. Nie miał wątpliwości. po czym ją nieco zastopowało. Konrad zdołał już nieco poznać Malwinę. O wiele wygodniej niż na ulicy. Od wczoraj Konrad zdążył uporządkować sobie obowiązki służbowe i życzenia prywatne i już wiedział.

i tylko to mogło poprawić mu samopoczucie. *** Karolowi dobry humor skończył się radykalnie i wściekłość na żonę przerodziła się w niechęć do całego świata... Większa ilość wiedzy jeszcze nikomu nie zaszkodziła.Podjadę i znajdziemy spokojne miejsce. . okropność. ale wcześniejsze zadowolenie z życia spodobało mu się. opuszczając firmę tuż po drugiej. pan i władca.... jak niegdyś. na przykład? Justynka kiwnęła głową. coś zakończyć. że Jola.Akurat będę stąd wychodziła.powiedziała Jola ze złowieszczym spokojem. Możliwe. do diabła. do zobaczenia.No nie.przerwał Konrad stanowczo.Dziękuję za podwiezienie. prawie bóstwo. Wcale nie wszystko jeszcze. . Jedno zdanie Malwiny wionęło i skopało go z piedestału odorem egocentrycznej głupoty. ale to nie powód. . otwierając drzwiczki.Do kitu taka rozmowa . która spóźniła się całą jedną minutę. poczuł się najważniejszy. ja już nie mam ani sekundy . . Dosyć mam twardych mężczyzn i nie zniosę więcej ani jednego! . bo. . że istnieje na świecie jeszcze paru tłumaczy lepszych ode mnie.Coś mi się widzi.Pracuję całe życie i jestem fachowym tłumaczem. Już zaczął obmyślać sposoby zatrzymania samochodu na wieczór. Sześćdziesiąt bezpowrotnie utraconych sekund! A Karol chciał wreszcie. Rezultat czterogodzinnego posiedzenia nad różnojęzycznymi dokumentami był taki. która źle oceniła wagę nadsyłanych zaproszeń. Z dwojga złego wolałby już egocentryczną inteligencję. Ciężar niechęci spadł w pierwszej kolejności na sekretarkę Beatkę.. . znów.Mam prawie trzydzieści lat . troska i niepokój o niego sprawiły mu przyjemność. Nie uświadamiał sobie tego i nie rozważał kwestii. która de facto kończyła zajęcia o piątej.. . on robi bardzo dobre wrażenie. w drugiej zaś na Jolę. Przypadkowo obecny przed wejściem Janusz Dębicki z samochodem został chwycony pazurami i odcierpiał na sobie furię wzgardzonego fachowca i brutalnie potraktowanej kobiety. od razu postanowiła posiedzieć półtorej godziny w bibliotece. Masz wolną chwilę po osiemnastej? Wpół do siódmej. żeby mną pomiatać. o czymś zadecydować i coś wiedzieć na pewno.powiedziała nerwowo. że musimy pogadać na spokojnie. . Justynka zaś. prawdę mówiąc.. znajdowała się na skraju wytrzymałości.albo czegoś w tym rodzaju i nie będzie to żadna nieprzyjemność. To cześć. coś załatwić.

a więcej tonem wypowiedzi. że jestem. .Współ. jakie mogły rozładować jej wściekły stres.Wedle mojego rozeznania jesteś tłumaczem znakomitym i współpracownikiem bezcennym.Przeciwnie. . Mam wolną godzinę. że jesteś malarzem pokojowym? .Trochę to niekonsekwentne..! .warknęła dziko Jola. anielskim. Jola podobała mu się z dnia na dzień bardziej i teraz nie wiedział.A co.. Jeszcze jestem. że ja teraz muszę. że mógłbym być Umiem malować ściany. zaliczał się raczej do osobników zdecydowanych. nie z powietrza pan Wolski ma swoją nadwagę. możemy gdzieś usiąść i napiję się koniaku.. lanczyk był obfity. .. ale przestraszył się.. Olejno też umiem i moja farba nie płacze.Teraz musisz odreagować w towarzystwie jednostki o charakterze szlachetnym. jak Boga kocham. Udawać uległego mięczaka? Pozwolić pomiatać sobą? Ale jeszcze wczoraj Jola wyraziła wzgardę dla mięczaków i twierdziła. .A któżby inny? . Pantoflarskich skłonności nie miał. jak jestem wściekła. wspiął się na szczyty.To dlaczego oszukiwałeś mnie.. Wolę kawkę z koniaczkiem. które ma zastąpić wszystkie słowniki świata. że farba nie płacze.! . Przed czwartą muszę odebrać maszynopisy od człowieka. Supeł w Joli zaczął mięknąć. mniej treścią. Teraz muszę. że nie znosi przesadnie uległych! Wygłosił jedyne słowa. co to znaczy. Ale charakter to ma tak i. Wnętrze jęło rozjaśniać się jej sukcesywnie.? .Nie mówiłem..... Poza tym. Janusz tchórzliwy nie był.. energicznych i przedsiębiorczych. wszystko mu wyszło. . tylko.. Ale widzę element wysoce intrygujący. kojącym i pełnym zrozumienia. myśleć szybciej niż trzy komputery razem i nie mieć żadnego własnego zdania! . ale wziął pod uwagę.A nie wolałabyś wrzucić na ząb jakiego obiadu? . . W życiu nie słyszałem. Trzy lata kontaktów z firmą budowlaną sprawiły że Jola znała określenie i wiedziała.. że może ona. Janusz nie był bardzo głodny. Panu Wolskiemu coś nie wyszło? .Nienawidzę jeść.. Coś muszę. żeby ktoś wymagał od jakiegokolwiek gówna znajomości języków obcych.I ta jednostka to ty? . Jako biznesmen.Jestem podrzędnym gównem. . co zrobić.No dobrze.

miała także coś w sobie. to na jaką. Myśl o Karolu Wolskim w charakterze małżonka nie opuściła Joli całkowicie. zgodnie z ich sugestią. Nie musiał już z takim wysiłkiem prokurować szczęśliwych przypadków. . swoją drogą. że jest to jednostka bezproblemowa. Nie zostało ustalone. nie stanowi żadnego źródła konfliktu. jakie mogły być przyczyny tego cudownego nastroju. do diabła. Konrad pilnuje Wolskiego.. niech się Konrad postara. czy. Dziewczyna nie tylko wyglądała.. No dobrze. i nie daj Boże. wiedzieć o nim coś więcej! Ona mu dostarczy wszelkich informacji o służbowych zajęciach Wolskiego.. co stanowiło dla niego dużą ulgę.? Przypomniała sobie nagle siostrzenicę. w żadnej rozmowie telefonicznej. nie zabrali ze sobą zepsutego pilota Malwiny.. gdyby miała być tak traktowana jeszcze. Może warto byłoby zawrzeć z nią znajomość? Bez względu na decyzje ostateczne. Malwina znów przeżyła ciężkie chwile. Ledwo rozstała się z Januszem. Czy istnieją na świecie pieniądze. Tym sposobem Konrad został obarczony dodatkowym zadaniem. . Z plotek Beatki wynikało. ma ujawnić przed nią tajemnice prywatne. że cieniutka niteczka kontaktu osobistego między Jolą i Januszem Dębickim przeistoczyła się nagle w grubą linę okrętową. powinien przecież. kryjąc starannie. Nigdy.. a znajomość zawsze można zacieśnić lub zerwać. jeść mu nie dają czy co.. nie było narzekania na Justynkę. ale mocno przybladła. ale on niech sobie robi. zaoszczędzi mu tyle czasu..? Ciekawe. studiuje i tyle. Po raz pierwszy też umówili się konkretnie na najbliższą przyszłość. nie powinno to być szkodliwe. wlazł jej do głowy Konrad. na gruncie prywatnym. całkowicie dobrowolnie spędziła z nim prawie siedem kwadransów na szczerej rozmowie i nie uznała tego czasu za zmarnowany. że Wolski przychodzi do pracy taki nieziemsko wściekły... jeśli tak.Wedle rozkazu. co chce. ile tylko zdoła. atrakcyjne opakowanie okrywało interesującą zawartość. Pierwszy raz Jola bez oporu i wahań.. które zdołałyby to opłacić. brama zostanie wymieniona na nową. kiedy mają wrócić z odpowiednim oprzyrządowaniem.. Co nie tam dzieje w tym ich domu. proszę bardzo.. Janusz zaś pogrążył się znacznie silniej. tę Justynkę. że wstępne zabiegi ma już za sobą. Gdyby częściej miała znosić takie jego humory. przeciwko któremu nie zaprotestował ani jednym słowem. *** Ci od bramy odjechali właściwie bez żadnego rezultatu. jak ten dzisiejszy. nie sprawia kłopotów. Rezultat ostateczny okropnych czterech godzin z Karolem był taki.

ja im zacieśnię. włamywacze i zbrodniarze napadają wszystkich. ale od razu pomyślała. nie żeby zaraz cyjanek. zaczęła myśleć. od razu zachęciły ją do skupienia się na pierwszej możliwości. Z pewnością będzie wymagała mniejszych wysiłków fizycznych..Jedzie pani może do miasta? . na bazar przy Wałbrzyskiej chcę wstąpić.ponieważ nie chciała im go oddać. Można? Na bazarze przy Wałbrzyskiej Malwina nie miała wprawdzie żadnego interesu i wybierała się raczej do Geanta.. koniecznie w pracy. co z tego wyniknie. to tylko w miejscu pracy. Helenka jej nie wystarczała. nie ruszając na razie z miejsca. do ruskich nie jechać. wsiadając natychmiast. Ktoś jej nagle popukał w szybę. Helenki i Justynki. a już zeszłego lata z Krymu przywiozły . że Karol nie wjedzie. ale była to myśl zatruta przewidywaniami.. że kto wie? Na każdym bazarze sprzedają różne dziwne rzeczy. Malwina nie miała się komu zwierzyć. pozorując potem włamanie. . Te niedołęgi i niedojdy. ale jakąś roślinkę. .. otworzyła drzwiczki. Tyle że w pracy. to w sytuacji niejako bandziorskiej. nie wyłączyli całej elektroniki i nie zdołali ruszyć maszynerii ręcznie. pani wie. co za dzieci cholerne. jej samej. kogo trzeba. broń Boże nie w domu. bo kto to tam wie.Niech pani popatrzy. obok miejsca postoju samochodu. Guziczek Justynki spełnił swoje zadanie bez wiedzy właścicielki. pojechali. Jedyną pociechę stanowiła myśl. nie tak. może znajdzie coś odpowiedniego dla siebie. Wniosek z tego myślenia ulągł jej się straszliwy. I oczywiście w tym drugim wypadku należy spowodować nieobecność wszystkich. Jeśli otruć.powiedziała Muminkowa. Jeśli rąbnąć w łeb. . co przywieźli? Jagód cisowych sobie nazbierali. Możliwości pozostały jej dwie: otruć go albo rąbnąć w łeb.. o.A mówiłam. Nie Karola.mówiła Muminkowa w ponurym rozdrażnieniu. Młodzież kontakty międzynarodowe zacieśnia... Pogrążona w rozmyślaniach Malwina wzdrygnęła się i zamiast zapalić silnik i opuścić szybę. nie. - Pojechałabym z panią. tylko nie tego.. a Justynki już w domu nie było. obok samochodu. lekko rozbiwszy. związane z waleniem w łeb. ci idiotyczni złodzieje. co się teraz u nich dzieje. Wsiadła do swojego nissana z zamiarem udania się do sklepu i. Zatem nie ma siły. Względnie w domu. Potwornie skomplikowane! Przewidywane trudności. dopiero wczoraj znalazłam. Karola musi zabić sama. Przejęta doznaniami do wypęku. to nie. I porzucić byle gdzie. bo samochód trzeba będzie ukraść. proszę! . Osobiście.

ale czyja wiem. jakby drewnianych. i ma dół z wapnem. .. . ... że to jagody. że do domu.Też nie wiem. wepchnęła do środka pakunek w serwetce śniadaniowej. razem pojedziemy i wrzucimy komisyjnie. bo to się rozleci. . Specjalnie pojadę..Wyrzuciłabym byle gdzie. Nie. że po wysuszeniu przybierały taką postać. że wyglądają jak miniaturowe wrzecionka. wybrała sobie jedną.A w ogóle niech pani w torebka włoży. . Możliwe. za rękę to trzeba trzymać bez przerwy! Malwina z wrażenia jednym kołem wjechała na krawężnik chodnika. prosto z tego bazaru. mam tutaj.? Pragnienie zawładnięcia śmiercionośnym produktem w mgnieniu oka wybuchło w Malwinie z siłą trąby powietrznej..Może spalić w kominku? . a jak dym z tego też jest trujący. trochę mętnie.Do lasowanego wapna wrzucić .Znam takie miejsce. to niedaleko. którą podtykała jej pod nos zirytowana Muminkowa. a głupie. dziesięć minut.. ale w natchnionym pośpiechu..I co? . . ..Pewnie.No jak to co?! Przecież to śmiertelna trucizna! Cud boski jeszcze.Chciałoby się pani. Westchnęła. Wyjeżdżając powoli z parkingu. które w najmniejszym stopniu nie przypominały żadnych jagód. akurat tu jeden sam sobie robi jakieś szklarnie czy coś takiego.zadecydowała.. .A cóż takiego. Jeszcze jakie zwierzę zeżre. Nigdy w życiu Malwina nie widziała jagód cisowych i nie miała najmniejszego pojęcia. obiad muszę robić. W serwetce widać było ze dwie rzetelne garście jakichś strzępków i malutkich kawałeczków. a skąd ja wezmę lasowane wapno? Szare komórki Malwiny pracowały na pełnych obrotach. . trochę czegoś podobnego do połamanej tekturki oraz kilka czarnych śmietków. Ale skoro Muminkowa twierdziła. że dla żartu nikomu do niczego nie nasypali! Stare konie..spytała z miernym zaciekawieniem. Muminkowa pochwaliła pomysł. czy to dobrze.No to potem od razu do tego dołu pojedziemy. . już obmyślając podstęp.Poważnie? Trucizna? I co pani z tym zrobi? . Wraca pani stąd do domu? .No dobrze. Możemy od razu.? . O. Z kieszeni na drzwiczkach wyciągnęła cały kłąb foliowych torebeczek. spojrzała na wielką serwetkę śniadaniową. .

Wydawała jej się ta baba głupia i nieużyta. Jak to czasem człowiek się myli! Wałkując i uściślając swoją pierwszą. zawinęła je w serwetkę i wepchnęła do drugiej torebki foliowej.. nieco inny ale podobny. No i proszę. na fotelu pasażera. mętną myśl. i nawet nie zainteresowała się. . bardzo zadowolona. gdzie sprzedawali przyprawy w rozmaitej postaci. bazar był rozległy. Wsiadła. zmieniając zarazem nieco swoją opinię o Malwinie. jak się przydały. Malwina wymieszała ze sobą obie świeżo nabyte substancje. Muminkowa śmiercionośnej rośliny nie zabrała ze sobą. Miały szlaczek. Wracająca Muminkowa nie miała zamiaru oglądać nagannego łupu swoich synów. które jest które. majeranek w bukietach. a tu proszę. białych serwetek śniadaniowych. bagno na mole i Bóg wie co jeszcze.! Pilnując starannie. kupiła po drodze paczkę wielkich. wracając spiesznie do samochodu. powąchała się chwilę. czy rzeczywiście produkt należy bezpowrotnie zniweczyć. znalazła co najmniej dwa zasobniczki z czymś bardzo podobnym do owych zaprezentowanych przez Muminkowa jagódek. po czym nabyła dziesięć deko postrzępionego korzenia prawoślazu i tyleż posiekanego w drobną kostkę korzenia mniszka lekarskiego. chociaż niektóre nosiły na sobie wyraźne ślady użycia. co Malwina kupiła. w skupieniu obejrzała produkty. okazuje się.A pani wie. Woziła te torebeczki ze sobą nie tyle na wszelki wypadek. Malwina postarała się na bazarze od razu zniknąć oczu Muminkowej. różnica nie rzucała się w oczy. Nie było to trudne. zostawiła ją w samochodzie. Robiła wrażenie. że i bystra. Z dreszczem szczęścia w sercu i bez chwili namysłu Malwina podjęła temat. Znała miejsce. Ów jakiś nie budował sobie żadnej szklarni. Zrobiła. Następnie. jakby wcale nie była pewna. Wsiadła z tobołem jarzyn. Serwetka Muminkowej też miała szlaczek. Trzęsącymi się rękami i wciąż rzucając wokół podejrzliwe spojrzenia. Kiedy wreszcie znalazły się w pobliżu dołu z wapnem. Muminkowa z pewnym wysiłkiem odnalazła foliową torebeczkę gdzieś na podłodze i przez chwilę potrzymała ją w ręku. porządnie otynkowaną i wybieloną i stąd wapno. Z oknami żeby miały widno. że foliowa torebeczka spadła na podłogę. Łypnąwszy okiem dookoła i sprawdziwszy. dokonała wymiany. wanilię w laskach. wciąż zapominała je wyrzucić. . i uczynna. Z wielką wdzięcznością Muminkowa przyjęła propozycję. świeżą bazylię można tam było dostać. tylko elegancką. który zajął im całą drogę. czy nikt jej nie widzi.spytała za to podejrzliwie. kiedy ta Larczykowa ma godziny przyjęć? . murowaną szopę dla królików. co mogła. nie zauważywszy nawet. ile przez roztargnienie..

. leżał dalej na wierzchu w nienaruszonym stanie. Tak bardzo chciała. A jak pani chce.Pani rzuci daleko.zapewniła ją Malwina z najgłębszym przekonaniem. .. że długo to tak? .pouczyła ją energiczne Malwina. Efekt był opłakany.Mówiła pani.? . . . sięgała dalej. ja mogę rzucić. Zasapały się obie. . koniec gałęzi wreszcie się odłamał i został w dole. . wsiąknie w biel i zniknie bez śladu. .No. . że przy wybieraniu wapna łopata zgarnie także i zioła w foliowej torebeczce. Rozejrzała się w poszukiwaniu drąga. ale też bez skutku. Malwina najchętniej wepchnęłaby foliową torebeczkę na samo dno dołu. kryjąc niepokój. parę godzin. gałąź szurała po wapnie. .. Żre od dołu. kalając biel okruchami kory i nie docierając do obrzydliwego przedmiotu. trucizna już przepadła. Nic podobnego nie następowało. Malwina uczyniła zamach i cisnęła pakunek na całe półtora metra w dal. zajęty klatkami po drugiej stronie swojej posesji. zawahała się. żeby już dziś po jej zakupie śladu nie było. że uwierzyła we własne słowa. znalazła gałąź. Postanowiła niezłomnie uznać sprawę za załatwioną. której nikt nie będzie badał zbyt wnikliwie. że cokolwiek weźmie do gęby taką rzecz z lasowanym wapnem . trochę cienką. Ponadto miała nadzieję. Muminkowa. Do jutra już śladu nie będzie. Zatrzymały się pół metra od białej. . Przez chwilę przyglądały mu się z wielką nadzieją. Królikom nie za szkodzi. z wygrzebaną spod fotela w samochodzie foliową torebką w dłoni. ale za to długą. częściowo naruszonej płaszczyzny. Malwina z Muminkową dobrnęły do dołu na piechotę w błocie po kostki.Jakim kijem albo co. żłobiąc w nim bruzdy. ale wówczas zobaczyłby je ów jakiś.Tylko stąd tego nie widać..zatroskała się Muminkowa.Ma pani z głowy. że zaraz zadymi. ścian nie gryzą.Może trzeba to głębiej wepchnąć .Wapno wszystko zeżre . .A i tak nie sądzi pani chyba. w błocie i wśród zarośli natomiast nie widział ich nikt. że zeżre . wyższa była nieco i szczuplejsza. . Muminkowa odebrała jej narzędzie.wyznała Muminkowa z lekkim żalem i oddała jej torebkę.Już trochę zeżarło . Upadł na skraju naruszenia płaszczyzny i legł sobie spokojnie na gęstym wapnie. Mogłyby dojechać po suchym gruncie. i zaczęła celować nią w pakuneczek.zwróciła Muminkowej uwagę karcącym tonem.I myśli pani.A jak to jeszcze i temu czemuś w tej szopie zaszkodzi. po czym całość przeistoczy się w zaprawę.wytknęła Muminkowa z rozgoryczeniem.Mnie ręka opada ..

mając na myśli dzieci zarówno własne. czy pantofle da się doczyścić. tresowanego psa. cieć w czymś takim musi wziąć udział. Jaguar Wolskiego spędzał im sen z oczu. strażnicy. wbrew mniemaniu Malwiny.. Zaczęli go namierzać już od poniedziałku. w każdym razie nie jej dzieci. bez wątpienia niesprawny. jednakże w pięknych godzinach przedwieczornych jaguara na parkingu nie było i z okazji nic im nie przyszło. Przed wejściem do kasyna stali.Ma pani rację.. . całe świństwo przepadło. W ten sposób nabyte przez Malwinę zioła lecznicze przepadły ostatecznie. apartamentu dla królików i wapna przyszedł po surowiec w dwie godziny później . a także foliową torebeczkę z jakimiś śmieciami i rzucił wszystko w krzaki. zaraz po uzyskaniu informacji od kochającej małżonki. Byle awantura przy którymkolwiek oddalonym nieco samochodzie. Zdjął z łopaty ułamany patyk. jak i sąsiadów. a potem już będzie za późno. Parkingu pilnował wprawdzie nader obowiązkowy cieć.. ja pewnie obsesji dostałam. rzecz jasna.. niewielka sztuka. Większe szansę ujrzeli pod miejscem pracy tego Wolskiego.No może. niektórych alarmów nie dawało się wyłączyć.Gnoje cholerne . beztrosko odnoszące się do czystości jego materiałów budowlanych.wymamrotał gniewnie pod nosem. . że właściwie Malwin ma rację. nikomu nie szkodząc. Jednym z takich miejsc była rotunda Pałacu Kultury. jaguara przez ten czas wepchnie się na platformę i po krzyku. Ciekawe.. a każde zwierzę ma więcej rozumu. i rychło stwierdzili. . *** Złodzieje samochodowi. Jawnie wieziony. ale wystarczyłoby jakiekolwiek porządne zamieszanie wewnątrz. nikt przecież takiego czegoś z wapna nie zeżre. wcale nie popadli w totalny marazm. Właściciel posesji. żeby wszyscy stracili z oczu świat zewnętrzny bodaj na kwadrans.. samochód nie obudzi niczyjego zainteresowania. Możemy wracać. Już samo włamanie do garażu na przyzwoicie strzeżonym osiedlu przedstawiało sobą przeszkodę nie do przełamania. Zamieszanie mógł wywołać . Jedyną okazję stworzyła zepsuta brama. ale zająć czymś ciecia.. Ponadto Wolski niekiedy parkował w miejsca nie strzeżonych wcale. Bardzo dobrze.powiedziała Muminkowa z powątpiewaniem i pomyślała. że kradzież pojazdu nie pójdzie z górki.. Jej poglądy ustabilizowały się nagle. a zatrudnieni tam ochroniarze wykazywali przerażającą gorliwość. tak jak nie dałoby się wyłączyć żywego. ale to mnie tak moje dzieci zdenerwowały.

Stać!!! — ryknął człowiek. kawałek ulicy ział pustką. . ale i tak omal nie padła na serce. stopa zjechała jej ze sprzęgła. miotnął się ku chodnikowi. bo i tak do niczego innego nie była zdolna. Kłaki przed twarzą. .jakiś bądź przypadkowy gracz. najwyraźniej w świecie zdenerwowany i roztrzęsiony.Pani stoi!!! — wrzasnął okropnie. chwycił całe kłębowisko. Coś z tych kłaków zaczepiło się o wycieraczkę. po chodnikach tylko chodzili ludzie. Zamarła chwytając się za klatkę piersiową i łapiąc oddech Człowiek wylazł spod kół. otworzył. Nie przejechała go. Malwina stała. człowiek pod kołami.. jakby chciał zatrzymać samochód własną siłą fizyczną. coś robił nogami. byłby to bowiem jego ostatni pobyt w kasynie. Wiedzę na ten temat Malwina uzyskała w sposób dość osobliwy. Cudem chyba przez te kilka chwil nic nie jechało. Znalazła się na Hożej. Ktoś kto w ogóle kicha na grę i nie zależy mu w najmniejszym stopniu. zarazem usiłował dosięgnąć ręką jej maski. on zaś w skupieniu odplątywał z wycieraczki owe zaczepione kłaki. widocznie spadł mu z nogi. mimo oszołomienia Malwina zdołała się zorientować. policja problemu nie stanowiła. Fronty atmosferyczne posprzeczały się ze sobą i znienacka powiał dziki wicher. Tyle że musiałby to być hazardzista fałszywy.. przyczyniając nawet drobnych szkód. samochodem wstrząsnęło i silnik zgasł. człowiek szarpnął drzwiczki. tuż przy Kruczej kiedy kłąb jakiegoś czegoś. Szczęśliwie w chwili runięcia Malwina już stała. stanęła na hamulcu i w tym momencie pod koła runął człowiek. kasyna dysponują doskonałą ochroną własną. Człowiek odplątał swoje coś. padł jej na maskę. Malwina drgnęła silnie. niedokładnie sprecyzowanymi pomysłami jechała do firmy Karola. Nie wpuszczono by go więcej za próg. na co prawdziwy gracz nie miałby chęci się narażać. gnany podmuchem. straciła widoczność.wydyszał wściekle i rozpaczliwie. przytulił do piersi spojrzał nagle w kierunku Kruczej i w dzikim pośpiechu wepchnął się jej do samochodu. zboczyła tylko nieco do sklepu. czemu trudno było się dziwić. Ze zdobytą podstępnie trucizną i licznymi. Z niedopchniętym butem na nodze podskoczył ku niej i gwałtownie zgarnął kłaki z przedniej szyby. . że wkłada but. bo truć należało go wszak w miejscu pracy. Policji zresztą zapewne wcale nie wzywano. straszne kłaki rozpostarły się przed twarzą.Pani jedzie!!! . zdenerwowany hazardzista ma prawo do najdziwniejszych wybryków. .

.. A tu mi pani chce ruszać. Nie mogła dłużej tkwić w miejscu. to.! O.. Zatrzymała samochód i zgasiła silnik.. Tuż przed nią ktoś odjechał i znienacka znalazły miejsce na zaparkowanie. wprawdzie średnio obfite i gładko przylegające do głowy. Omskło mi się z krawężnika i but zgubiłem. żebym ja musiała panu życie ratować. pasujące do niego jak pięść do nosa.A na drugą już. może ma ją dla kogoś. że mnie pan porwie albo co. I czarne. cale szczęście. z którego trzeba będzie ją wyprowadzać. na Wilczej była komenda policji. . Malwinie na nowo zabrakło tchu. Peruka. że aż ją zaciekawiło.. w Kruczą. brakuje mi forsy. prawdę mówiąc.. przechodząc na ton smętny. jakby wypłowiałe..mówił dalej facet.Zleciała mi ze łba. musiała ruszyć. .. posłużyć jakimś łonem do nerwowych szlochów. ten wicher zerwał.... Zapaliła silnik i skręciła w prawo.Ale jakie tam rzuca.I co to ma znaczyć? . oczywiście! Ogromna peruka w kolorze ciemny kasztan.! . . tym razem świadomie i dobrowolnie. Malwina zamierzała odegrać wspaniałą scenę szoku. Spoglądający niespokojnie do tyłu facet odwrócił się ku niej. co to jest.No rzeczywiście.rzekł ze zgorszeniem.. Mimo woli i wbrew samej sobie Malwina rzuciła okiem na tego barana. Wcale nie był łysy. Ponadto od razu postanowiła zemścić się na tym kretynie i przy okazji obejrzeć niezrozumiały kołtun.Czyje to? . na jezdni pojawiły się samochody. niewielkie wąsiki. mocno rozczochrana. to cholernie drogie. . .! Zaczepiła się o wycieraczkę. a zaraz potem w Wilczą. widzi pani? To! Potrząsnął jej przed nosem kołtunem.. dla jakiejś baby na przykład. Malwina z zaciekawieniem przyjrzała się kłakom i nagle rozpoznała.. ale wszystko razem było takie dziwaczne.. a bez peruki nie mam życia.Co? . miał włosy jasnoblond. gdzie rzuca.Jak ja się wystraszyłem.Ja bym pani nieba przychylili Życie mi pani uratowała! . . . że pani mi ją przejedzie. cholerny świat. chciałem złapać .Co też pani? . pocieszać.Niech pan sobie nie myśli. teraz już normalnym głosem..spytała surowo.. rzuca się pan pod samochód.No wie pan. Na wszelki wypadek..spytała z ciężką urazą . .. Szczęście. i to jeszcze taka potężna? A. . Na diabła mu peruka.. ale miał.

odwrotnie. Z tym w ręku. Żeby mnie nie poznali.No pewnie! Przez chwilę Malwina zbierała myśli. Nabył zatem perukę.Owszem . a byłby mnie zobaczył. . . a te wąsy ma przylepione.przyznała z powątpiewaniem . Niemożliwe. Ogólnie biorąc. Zaraz. a tak. . Ma pani rację. .Chyba stracha na wróble. Malwina zainteresowała się sprawą głębiej. .Jak to.Pan zwariował? Po co pan to ma nosić? Facet westchnął ciężko.Ale chyba coś jest nie tak. ale Karol nie chciał jej tam zabierać bo zbytnio zapalała się do gry. i mało co. . . proszę pana. Powiem pani..To. czyja? Moja.O cholera. po czym dumnie zaprezentował się Malwinie. . przeczesał go troskliwie palcami i nasadził na głowę. Będzie go udawał. . . bo jako mnie.dodał jeszcze . zgolił brodę także. zbliżoną do pierwowzoru. że mogłaby do jaskini rozpusty udać się sama. o ! Potrząsnął kołtunem. Obserwując manipulacje z peruką. wizytowała je kilkakrotnie razem z Karolem. Ta peruka. dużo mnie policja obchodzi! W kasynie żeby mnie nie poznali. nie? Malwina wysłuchała opowieści z dużym zainteresowaniem i przyjrzała się gębie.Kto? Policja? O. jeśli pan jest przestępcą. . Łeb ma pan w tym wielki. . A dowód osobisty mógł pożyczyć tylko od kumpla. żeby komuś tak dziwnie włosy rosły! Zaniepokojony przebieraniec przejrzał się w lusterku uważniej.? A może pan chce udawać kobietę? Facet westchnął jeszcze ciężej i wyjaśnił jej. udawać kogo innego. który szczyci się takim właśnie uwłosieniem. to jest tyłem do przodu. bo w kasynach sprawdzają.Do noszenia? . kasyna nie były jej obce.No proszę! Całkiem co innego.. z Grandu.A.. w tym. Dorosły mężczyzna z taką szopą na głowie. Nie przyszło jej dotychczas do głowy. więc go nie znają i numer przejdzie.. odwracając ku sobie wsteczne lusterko..Akurat lazł jeden z tej kasynowej obsługi. to mnie nie wpuszczą. o. . . bo kumpel nie nosi.No dobrze. że oprócz wyglądu zewnętrznego musi zmienić także personalia.... kumpel po kasynach nie chodzi.A stamtąd trzeba było odjechać .Ale jaka tam policja. istotnie bardzo zmienionej.. to ja mogę .. co tam. jak dynia.

tworząc mieszanki o nowych smakach. rozumie pani. .. . że taka tam nieduża zadyma wyszła. Nie każdemu ta jaśminowa przypadała do gustu i stąd dwa czajniczki dla personelu wielki. jak by tu powiedzieć. gdzie sprawiedliwość na świecie? Malwina chętnie przyznała. i cały personel szedł w jego ślady. których przebieraniec. Parzyła tę herbatę sekretarka Beatka w wydzielonym zakamarku sekretariatu w dwóch czajniczkach.. No. wszyscy woleli herbatę niż kawę. A te skubańce wzajemnie sobie o gościach donoszą. w Victorii też mnie zgniewało. niech będzie. a dlaczego nie wpuszczą pana jako pana? Przebieraniec zakłopotał się nieco. do jednego z nich bowiem Karol kazał niekiedy dosypywać rozmaite wyszukane gatunki. Ośmielił się wreszcie poprosić. no. dostarczył bez oporów. szczególnym trafem. Czajniczków zaś musiało być dwa. że Karol sam coś przywoził ze swoich dość licznych podróży. Karol bowiem nie widział żadnego powodu.I wyrzucili pana? . nie będę się wypierał. którym nie pozwala się wygrać. zdarzało się jednak. bo inaczej ten cholerny wiatr znów mu zerwie ze łba kamuflaż. *** W firmie Karola. krupierów. . Ja. że niby całą obsługę zająłem i każdy się gapił. . Możliwe. a dla szefa mniejszy. że nigdzie.No dobrze. skierowanego przeciwko spokojnym. bo wie pani. Podwiozła go i omal nie zapomniała.No. bo tak sobie życzył szef.. Ja im kazałem się zajmować? No niech pani sama powie. Kumpel też ma taki.. Z połowy drogi do domu zawróciła do firmy Karola. że ze dwa razy. żeby go podwiozła pod samo wejście do kasyna w Grandzie.. i równie chętnie wysłuchała wielce krytycznych słów pod adresem automatów. dokąd i po co jedzie.. dla którego miałby się znęcać smakowo nad podwładnymi. do picia zaparzonego papieru Karol odnosił się ze wzgardą i wstrętem. Zakupów dokonywała Beatka.Tak jakby.. sprowadzaną z paryskiej firmy Kazał ją łączyć z innymi pół na pół.. kulki ruletki i w ogóle całego tego draństwa. układający sobie obfite pukle przed jej wstecznym lusterkiem. raz w Pałacu Kultury. ostatnimi czasy zaś upodobał sobie chińską jaśminową. a raz tu. Wnioski zaczęły jej się z tego wyłaniać nawet prawidłowe i zażądała więcej szczegółów. A jeszcze pod Pałacem przy tej okazji taksiarzowi klient prysnął i też na mnie zwalili. Ja nerwowy jestem. . Mowy nie było o herbacie w saszetkach. przyzwoitym ludziom.Zgadza się. w Grandzie.

odźwiernego nie zatrudniano. obok zaś wygospodarował niewielką salkę konferencyjną. miała widok na wszystkich wchodzących. wysypać z czajnika większość herbaty. żeby ocenić przecudowną sytuację. z pewnością dla Karola. Delikatnie i na paluszkach. właściwie na rekonesans. Malwina.. ona robi herbatę. dla sprawdzenia. a drzwi stały otworem. który z żadnymi salonami się nie wygłupiał. stwierdziła. Na dole. Firma zajmowała całe trzecie piętro starego budynku. Na wszelki wypadek miała ją przy sobie. a zaraz za nim gabinet Karola. czy i w jaki sposób uda jej się nieznacznie podrzucić truciznę. Też delikatnie i na paluszkach Beatka wróciła z łazienki. po sekundzie wahania. Co też czynili. elektryczny czajnik właśnie prztyknął. przez oszkloną ścianę. jeden jego prywatny. głupia dziewucha. Nie bawiąc się w zbyt porządne uprzątanie. ale Malwina z niego nie skorzystała. Należało go wypłukać bardzo porządnie. Żywego ducha nie było widać. Wszelkie czynności gospodarskie Malwina miała w małym palcu. Na trzecie piętro wjechała windą i wkroczyła do mężowskiego sanktuarium.. dalej sekretariat. bo w jej skład wchodziła także pracownia projektowa. Beatka również dysponowała sprzętem wszechstronnym. od razu zatem zalała wszystko . Zajrzała do sekretariatu. ruszyła w głąb biura. Najbliżej wejścia znajdowała się łazienka. Dokładnie w tym samym momencie Beatka odkręciła w łazience kran i przystąpiła do wytrząsania lierbacianych fusów z mniejszego czajniczka. a drugi połączony ze światem na wszelkie możliwe sposoby. za chwilę naleje wrzątku. bo akurat ktoś wychodził i zdążyła przemknąć się do wnętrza za jego plecami. resztę herbaty zgarnęła do swojej foliowej torebeczki. szybko wsypała do wypłukanego i ciepłego czajniczka herbatę z puszki Karola. był domofon. dodatkowo zaś. Czajnik dla personelu stał już przygotowany. Zajmował tyle miejsca. różne paprochy jednym gestem zmiotła na podłogę i uciekła. która powinna tam siedzieć. o wczesnym poranku i tuż po południu. Zaparzano tę herbatę dwa razy w ciągu dnia. najwyraźniej dokądś polazła. i wszyscy mogli ją pić w dowolnych ilościach. Jeden rzut oka wystarczył. ile mu było potrzebne na dwa komputery. Nie mając najmniejszego pojęcia o panujących w firmie męża zwyczajach. że jest pusty. a ten elektryczny zaczynał szumieć. żeby kilkoma błyskawicznymi ruchami wyrwać z torby truciznę. bo szef na to zwracał uwagę. okazja wymarzona! Zakradła się dalej i odkryła zakamarek kuchenny. w bramie. z herbatą w środku. Malwina przyjechała piętnaście po dwunastej. Dziesięciu sekund potrzebowała. wepchnąć do niego całą zawartość serwetki śniadaniowej i na wierzchu przykryć ją warstwą produktu właściwego.

W dodatku nie było Helenki. jagody cisu de facto były korą i owockami szakłaku. legł na jestestwie Malwiny. że Karol właśnie ginie otruty. która podzielała gust szefa i ukradkiem częstowała się napojem z jego prywatne go czajniczka. przepełniona do wypęku pragnieniem . która poszła do córki. Nieobecnością siostrzenicy denerwowała się tylko wtedy. miała do Justynki ciężką pretensję o to. za chłopakami nie latała.. bo za dziesięć minut powinna zanieść napój szefowi. zważywszy. Pracownicy przeżyli ciężką noc. *** Zważywszy. kiedy miała do niej interes. mikstura zdołała uszczęśliwić wszystkich pracowników Karola. a za to zostały zaparzone w potężnym stężeniu i właściwie podgrzane. Przede wszystkim Karol nie wrócił do domu ani na obiad. Do szaleństwa zdenerwowana myślą. W kwadrans później personel zaczął przychodził po herbatę dla siebie. Malwina zatem z przyjemnością zrzuciła z siebie ciężar odpowiedzialności pedagogicznej. iż biedne dzieci Muminkowej zostały przez swoich krymskich kumpli oszukane haniebnie i nie zauważyły chichotów na stronie. popłakać do kogoś. żeby można jej było dać spokój. iż nie miały żadnego wyraźnie nieprzyjemnego smaku. pilnością.wrzątkiem. wizytujące ją. pracowitością i właściwym stosunkiem do życia. a jej się nie chciało. że jej nie ma. iż wspomniane zioła lecznicze obejmowały swoim zasięgiem głównie przewód pokarmowy i stanowiły silne antidotum przeciwko obstrukcji.. kiedy trzeba było skoczyć do sklepu. poradzić. zważywszy. noce poza domem spędzała wyłącznie w przypadkach uzasadnionych. pohisteryzować. No i właśnie Justynki nie było. acz w innej postaci. i do bardzo późnego wieczoru nie było także Justynki. iż rzekome. Uczyła się doskonale. W ciągu minionego dziesięciolecia dostatecznie wykazała się rozsądkiem. iż nie przyozdobiły lasowanego wapna. zważywszy. zważywszy. ani na kolację. wściekle trujące. która podziała się nie wiadomo gdzie. Z wyjątkiem Beatki. Wówczas owszem. Od chwili ukończenia osiemnastu lat Justynka właściwie przestała być kontrolowana. kiedy z nudów życzyła sobie z kimś porozmawiać i poplotkować. oraz zielem i strąkami sensu. w oczekiwaniu na telefon z jakiegoś pogotowia albo ze szpitala. Kiedy chciała wyżalić się. medykament bowiem rozpoczął ochoczą działalność około jedenastej wieczorem i zakończył ją dopiero o szóstej rano Równy ciężar. Kiedy rąbnęła żarówka i należało ją wymienić. nieliczne grono koleżanek i kolegów było kulturalne i dobrze wychowane. Pod dużym imbrykiem zapaliła świeczkę dla podgrzania i wzmocnienia esencji i nastawiła nową wodę.

opowiedzenia świadkowi, gdzie dziś była i co robiła, z góry zapewnienia sobie alibi, błąkała
się po całym domu z zaciśniętymi zębami i wzrastającym poczuciem krzywdy. Jedynej
odrobinki ukojenia dostarczały koty, plączące się jej pod nogami, ale to było mało. Stanowczo
za mało!
Zaniosło ją w końcu do garderoby,
Obrzuciła pomieszczenie roztargnionym spojrzeniem, opuściła je i nagle coś ją tknęło.
Zawróciła.
Nie było torby podróżnej Karola. Takiej normalnej, przeciętnej, na kółkach, ale
średnio pakownej. Tej, którą zabierał ze sobą przy krótkich wyjazdach bez konieczności
przebierania się, bez nart, smokingów, płetw i masek. Nie było i cześć. Może jeszcze czegoś
nie było?
Stan posiadania Karola w dziedzinie odzieży Malwina znała doskonale, sama go
bowiem uzupełniała i porządkowała. Rychło stwierdziła zatem, że brakuje dwóch koszul,
jednej piżamy, jednego krawatu jednej pary skarpetek i dwóch par gaci. Poza, oczy wiście,
tym, co miał dziś na sobie...
A otóż nie. To, co miał na sobie, jest, tu leży. Zabrał elegantszy garnitur.
Pierwszą reakcją Malwiny był wybuch irytacja proszę, znów gdzieś wyjechał bez
słowa, zaraz następną wybuch nadziei. Doskonale, padnie trupem w dużej odległości od
domu, tam coś zeżarł, nie tu... Zaraz, kiedy wyjechał?
Z lekkim oporem uświadomiła sobie, że z miasta. po tym truciu, wróciła dopiero tuż
przed czwartą Wstąpiła do paru butików, na kawę, przypadkiem spotkała Izę... Pogadały
chwilę, potem Iza się śpieszyła, Malwina zatem również zaczęła się śpieszyć, obiad był
gotów, Helenka zapowiedziała, że idzie do córki i poszła... No i co dalej? Nic. Kiedy, na litość
boską Karol mógł wpaść do domu, przebrać się i wyjechać., ,
Karol o siedemnastej dwadzieścia miał samolot do Kopenhagi. Wpadł do domu zaraz
po krótkie konferencji, około wpół do czwartej, Helenka akurat była w sklepie, przebrał się
tak, żeby w razie czego robić dobre wrażenie, wrzucił do walizki parę drobiazgów i wybiegł,
odjeżdżając na pięć minut przed powrotem Malwiny. Angleterre miał zarezerwowany, kochał
Angleterre, ta cała cudowna staroświeckość... Na jeden dzień tam jechał, na tę wystawę
klimatyzacji, nazajutrz wieczorem zamierzał wrócić, z ludźmi, jakby co, umówić się
rozmaicie, od tego istniały telefony, internety, małpie poczty i tym podobne urządzenia. Parę
godzin powinno mu wystarczyć na obejrzenie tych nowości osobiście.
Malwina, jak zwykle, nie miała o jego wyskoku najmniejszego pojęcia. Z zabranej
odzieży wywnioskowała, że wyjazd musi być krótki. Ilość koszul, ilość gaci... Z uwagi na

rozmiary, Karol nie w każdym sklepie mógł uzupełnić garderobę, XXL istniał, ale może mu
nie pasował kolorem albo co...? Dwie koszule, nie przewidywał kupowania... Znaczy, wkrótce
wróci.
No i co z tego? Pojechał. Wkrótce wróci. Albo i nie wróci, ponieważ padnie trupem
gdzieś tam...
Jej zdenerwowanie, niepokój, niepewność, sięgnęły szczytu. Dopiero o dziewiątej
wieczorem przypomniała sobie, że przecież może zadzwonić do tego faceta i dowiedzieć się
wszystkiego o losach męża, po to właśnie za ciężkie pieniądze wynajmuje detektywów! Boże
jedyny, jak mogła zapomnieć...!
***
Justynka nie patrzyła na zegarek i nie zdawała dobie sprawy z upływu czasu. Konrad
poszedł na całość. Samochód zatrzymał dla siebie z wielką łatwością, ponieważ na własne
oczy widział odlot Wolskiego do Kopenhagi i słusznie wydedukował, że przed jutrzejszym
południem nie ma co na jego powrót liczyć, możliwe nawet, że nie będzie go dłużej, po cóż
by bowiem leciał do Danii na jedną noc. Zatem, na rozum biorąc, należy się go spodziewać
dopiero pod wieczór, bo jeśli cokolwiek ma tam załatwiać, uczyni to w godzinach pracy i
chwilowo jest z nim spokój. Sprawdził jeszcze tylko rozkład lotów i pojechał na spotkanie z
dziewczyną.
O jego działalności ochroniarskiej Justynka już wiedziała, sam jej to wyznał. Nie
musiał przed nią ukrywać swoich prac zleconych i łgać na potęgę, wystarczyło ominąć tylko
niektóre szczegóły. Rozmowa będzie łatwiejsza, zdoła może dowiedzieć się o niej możliwie
dużo...
Dokładnie takie same chęci żywiła Justynka, z tym że do osoby Konrada przyplątały
jej się problemy profesjonalne. Rodzaj zajęcia, którym się człowiek nie chwali, instytucja
ochroniarska, o której się nie mówi, Ciekawa rzecz, jak to się ma do przestępczości i wiedzy o
tych rozmaitych mafiach, kto tu kogo się boi...?
Siedząc przy kawie i bardzo niedobrych pasztecikach, urządziła Konradowi całe,
rzetelne przesłuchanie.
- Ja chcę zrozumieć - rzekła surowo - jak możecie się ukrywać, jako firma i jako
ludzie, skoro ogłaszacie się w prasie? Widziałam wasze ogłoszenie. Czy to przez te usługi
detektywistyczne?
- Poniekąd. Jak by ci tu wyjaśnić... Niekoniecznie taki jeden z drugim musi wiedzieć,
że jest namierzany... W razie czego... Na ogół to są grupy..
- Nie. Albo powiedz wyraźnie, że nie powiesz albo mów porządnie. Nie kręć.

- Kręcić owszem, usiłuję - wyznał Konrad. Ale chyba nie najlepiej mi to wychodzi. Ty,
mam wrażenie, studiujesz prawo? .
- Prawo, zgadza się. I zamierzam być prokuratorem.
- To widać. Przepowiadam ci wielką przyszłość. Dusisz logicznie i dociekliwie.
- I tego, co wiem, nikomu nie powtarzam. Możesz mi nie wierzyć, jak nie chcesz. Ale
rozumieć muszę.
- Nie mam powodu ci wierzyć albo nie wierzyć, nic o tobie nie wiem. W porządku,
wyjaśniam. Są dwie przyczyny tej tajemniczości, jedna prosta, usługi detektywistyczne sama
odgadłaś, trzeba czasem pośledzić człowieka. Nie dasz rady, jeśli zna twoją gębę, sorry,
chciałem powiedzieć twarz. Te rozmaite peruki, okulary, garby to kłopotliwa rzecz, lepiej po
prostu być kimś zupełnie obcym, nie bez powodu w telewizji ochroniarzy pokazuje się od
tyłu albo w kratkę. Jasne?
- Jasne. Po co śledzić?
- Różnie.
- Tyle, że różnie, sama potrafię zgadnąć. Powiedz przykładowo.
- Przykładowo... Dobra. Żeby sprawdzić, gdzie bywa, z kim się spotyka, kogo zna, z
kim załatwia interesy i tak dalej. Dużo kantów można w ten sposób wyłapać, jeden wspólnik
upewnia się, że drugi wspólnik robi z niego balona, rzekomo przyzwoity facet handluje z
ruską mafią narkotykami... Ewentualnie układ mąż i żona, któreś chce mieć dowód winy przy
rozwodzie. O, proszę bardzo, mogę ci powiedzieć o konkretnej sprawie, już nieaktualnej,
sprzed trzech lat, wtedy zaczynałem i sama końcówka się o mnie otarła. Żona kazała śledzić
męża, który rzeczywiście miał liczne podrywki, nikt nic nie mówił, ale wszyscy myśleli, że w
celach rozwodowych. Tymczasem nic podobnego, wyszło na jaw, że jej chodziło nie o męża,
a o przyjaciółki. Chciała sprawdzić, z którymi ją zdradza, i ruszyła do akcji odwetowej.
- Zaczęła jego zdradzać z ich mężami? - zdumiała się Justynka. - A jak któraś nie
miała męża.
- Gdyby poszła taką prostą drogą, nie byłoby uciechy. Wcale go nie zdradzała
osobiście, a w każdym razie rzadko. Wynajdywała tym mężom obce panienki, bardzo
atrakcyjne, ponapuszczała przyjaciółki wzajemnie na siebie, zrobiła melanż gigantyczny i
zemściła się koncertowo. A z tym mężem wcale nie zamierzała się rozwodzić, do dziś dnia z
nim żyje w wielkiej zgodzie i bardzo zadowolona. Całą swoją działalność określiła mianem
terapii psychicznej.
- Niegłupie - pochwaliła Justynka po chwili namysłu. - Rozumiem. A drugi powód?
Mówiłeś, ze są dwa.

- Drugi gorszy. Wkracza w dziedzinę ochrony Nie zawsze ta ochrona powinna być
jawna, różnie bywa. Ktoś jej sobie nie życzy, a trzeba. Kogoś należy pilnować tak, żeby
przeciwnik o tym nie wiedział Znają cię... przepraszam, nie ciebie, nas... Znają z twarzy,
urządzą mały napadzik i cześć pieśni, z życiem się ujdzie, ale przykrość duża. Adres, jeszcze
gorzej...
O tak, to Justynka mogła zrozumieć doskonale. Kiwnęła głową, od razu czując lekkie
ściśnięcie gdzieś w tak zwanym dołku. Inwigilacja i ochrona, przecież to całe bandziorstwo,
ten świat przestępczy powinien być... i pewnie jest... wszystkim władzom doskonale znany! I
co? I ciągle jeszcze nie jest wyłapany ani unieszkodliwiony? Ciągle działa swobodnie? Kto
temu winien...?
Kategorycznie i bezwzględnie zostanie prokuratorem! I żadnego domu, żadnych
dzieci...!
- Będę mieszkała w szałasie na działkach - oznajmiła z zaciętością. - A dzieci oddam
do sierocińca w... w... gdzie by tu... W jakimś klasztorze!
Konrad na moment osłupiał.
- Jakie dzieci?
- Moje.
- Rany boskie... Ty masz dzieci?!
- Nie. Ale nie jest wykluczone, że będę miała.
- Zaraz... Kiedy?!
- Nie wiem. W jakiejś tam właściwej chwili. No, nie za tydzień.
- I co to ma do rzeczy?
- No przecież oni wszyscy boją się, bo mają żony i dzieci! I domy! I samochody! I, co
tu ukrywać, słabą kondycję fizyczną...
- Kto?!
- Prokuratorzy, sędziowie, policja...
Konrad pojął i odetchnął z ulgą. Dzieci na razie nie bruździły. Istotniejsze było
pytanie, czy ona ma chłopaka, może to jakiś wymoczek z tego samego roku i stąd
rozgoryczenie na tle kondycji fizycznej. Rozpłomieniona gniewem Justynka podobała mu się
coraz bardziej i nie zrażała go nawet jej prokuratorska dociekliwość, ponadto, zajęta tematem,
nie mizdrzyła się i nie wygłupiała, była sobą, nie udawała wampa ani świergotki.
Podobieństwa do ciotki nie wykazywała żadnego. Ostrożnie zaczął zmieniać temat.
- U was, tam, na osiedlu, jest stała ochrona. Znasz któregoś z nich z twarzy?
- Nie. I nawet nie wiem, ilu ich jest. Bo co?

- Bo sama widzisz. Mogliby tu wszyscy siedzieć przy stoliku obok i nie miałabyś o
tym pojęcia.
- Ale mój wuj ich zna. Sam ich wybierał. A ty coś wiesz o moim wuju...
I nagle zyskała pewność. Zrozumiała wszystko. Wiedzę Konrada o wuju, dziwaczne
zachowanie ciotki, ten numer telefonu w kocim posłaniu, te zwały prasy... Ciotka zleciła
inwigilację męża i robi jakieś dziwne sztuki. Boże drogi! Co z tego wyniknie?
- Pewnie, że wiem, przecież wybierał tych ochroniarzy bardzo starannie - potwierdził
Konrad tonem możliwie obojętnym. - Nie krył się z tym.
Mógł sobie mówić, co chciał, Justynka swoje wiedziała. Konrad wywęszył, że ona wie
i żadna siła jej tej wiedzy nie wydrze. Zastanowił się, czy warto zbijać ją z pantałyku i
wpędzać w manowce, ale jakoś okropnie nie miał na to ochoty, poza tym zdążył pomyśleć, że
przy okazji zaraz wyjdzie na jaw jej powściągliwość Albo gadatliwość. Powiedziała, że
nikomu nic nie mówi, zobaczymy, czy to prawda...
Justynka z kolei wyczuła, że nie należy go bardzo naciskać. Właściwie niczego jej nie
wyjawił, w kwestii ciotki i wuja zachował dyskrecję, i gdyby nie te osobliwe wydarzenia w
domu, nic by jej do głowy nie przyszło. On z kolei nie ma pojęcia o dziwactwach Malwiny i
wcale nie trzeba go o tym informować,
- No dobrze - powiedziała zgodnie. - Ale ja naprawdę studiuję prawo i naprawdę
zależy mi, że by potem robić coś sensownego. To niemożliwe żebyście wszyscy w trakcie tej
swojej pracy nie poznali mnóstwa rozmaitych działań przestępczych, Już wszystko jedno
jakich, napady, kradzieże, włamania, indywidualne i grupowe, powiązania różne... I tak dalej.
Powiedz mi, ile możesz. Bardzo cię proszę.
Konrad otworzył usta, żeby chętnie spełnić jej prośbę, i w tym momencie zabrzęczała
mu komórka.
Rozpoznawszy głos Malwiny, troszeczkę zdrętwiał. Z każdym innym klientem
porozumiałby się z łatwością, operując skrótami, niezrozumiałymi dla osób postronnych, ta
baba takich szans nie dawała. W dodatku naprzeciwko niego siedziała jej siostrzenica.
Uczynił jedyną rzecz jako tako naturalną i do przyjęcia.
- Przepraszam cię bardzo - mruknął do Justynki i oddalił się w najodleglejszy kąt
kawiarni.
Z kim i o czym rozmawiał, Justynka bez trudu odgadła natychmiast po powrocie do
domu. Rzecz oczywista, kawiarnię opuścili dopiero w chwili jej zamykania, o jedenastej.
Została odwieziona prawie pod samą furtkę i już w holu natknęła się na ciotkę, tak
przepełnioną doznaniami, że nie mogło się z niej nie ulać.

?! .. zrozumiała. ponieważ już w połowie spotkania z chłopakiem zorientowała się. ktoś musi zapłacić! Dlaczego on sam nie zdecydował. Część okropnej niepewności wprawdzie z niej spadła. Żywy dojechał do tej Kopenhagi? I tam może dogorywa? Powinni ją chyba zawiadomić? Jak? Po duńsku? Po co w ogóle tak nagle pojechał. zgoda. kiedy wróci.A gdzie. że brama jest ciągle zepsuta i nie daje się ruszyć? Może powinna jednak spowodować jej naprawienie.. Dobrze.. . Jakże.. niby rozmawiał z nią szczerze a jednak ją oszukał. zmieniać. ciotka obstawia wuja Konradem. Musiała się wyżalić. a jej. Informacja o podróży Karola do Kopenhagi wpędziła Malwinę w istny rozstrój nerwowy. kryjąc . bo może te cholerne jagody cisu działają długofalowo. a w ogóle do czego jej teraz złodzieje. Malwina musiała mówić. No nie. na diabła jej to zepsucie. powinien był ukryć. przecież to drogie potwornie. nie oszukał. rozciągnąć ten czas jak gumę do żucia. Urwała nagle. Jasne. dlaczego. gdzie.. coś niemile piknęło w środku.. coś przed nią ukrył.. jak ona może zmieniać bez Karola. Ta brama przeklęta. dlatego.. Nieprzyjemność w jej wnętrzu ustabilizowała się dość gwałtownie. że sprawę trzeba będzie przemyśleć spokojnie i w samotności.? Gnębiło ją tyle tematów. No tak. nawet z nim słowa nie zdążyłam zamienić. zostawiła samą siebie na później i poddała się presji ciotki. musiała je wypychać dyplomatycznie i obłudnie. Równocześnie Justynce. zmieniać. jakieś brednie opowiadają. Bramą. i rozmawiał wyłącznie po to. że chodzi o nią! Że to ona mu się podoba. umówił się. skoro i tak nie będzie się na nich rzucał? Kiedy on wróci i w jakim stanie. bo przypomniała sobie o swoim alibi. i mnie tu w takich nerwach zostawił.. co za ludzie okropni. proszę! Pojechał sobie do Kopenhagi i nawet nie wiem.A gdzie wuj? . Komuś musi. wbrew rozsądkowi i logice. gdzie była i co robiła. wydawało się.. ale wszystko inne zostało.. żeby się czegoś dowiedzieć o całej rodzinie. Justynkę trzeba przekonać w pierwszej kolejności. że do wchodzącej w progi domu Justynki wybuchła tym jedynym bezpiecznym. nawet wzmożone. skoro jego samochód stoi na lotniskowym parkingu. na które musiała milczeć. nie jest przecież jakąś pokraką! Pewna już. ułatwił sobie pracę. jest okazja. ale skoro w ogóle się umówił. że właśnie chce mu się podobać. To niemożliwe. nic nie zrobili.spytała Justynka niewinnie i podstępnie. do tego stopnia nie mieć powodzenia. Musiała wypchnąć z siebie całe kłębowisko uczuć. idiotce. oczywiście. iż telefonu z pogotowia ani z żadnego szpitala nie może się spodziewać. opowiedzieć jej. co gorsza.

.. bo już widać było.Zależy w jakim celu i jakie ma skutki. że tak prędko ciotka z pazurów jej nie wypuści. okazuje się. nie bardzo wiedząc.... Jak myślisz? Ten czarny kołtun rzeczywiście całkiem go zmieniał. oni sobie wzajemnie wszystko o ludziach donoszą. w tych recepcjach. co słyszy. Mówię ci przecież.. że nie słuchała od początku. . jeśli nie wielką. że ciocia o brwiach nie powiedziała? . że to jest sitwa. co właściwie i komu ma przejść. Jak ty myślisz. ale to debil. bo w tej kawiarni o jedzeniu właściwie obydwoje zapomnieli. a potem już nie zdążyłam znaleźć tego sklepu z narzutami.Zaraz..? To.Posługiwanie się cudzym dowodem osobistym grozi karą do lat pięciu - wyrecytowała odruchowo Justynka. a ja mu o tym nie powiedziałam! Trzeba było. wygra albo przegra. ciotka bowiem natychmiast zaczęłaby dociekać przyczyn jej roztargnienia. Coś ją spotkało takiego.. a czy mu to samemu przyjdzie do głowy? . tak licznych zajęciach. ale zdaje się. i z godzinę.W celu. żeby wejść do kasyna! I co za skutki. Już się rozpędziła ze zwierzeniami. żeby w tej Danii kupił remuladę. o ile sobie przypominam. - alibi. jest taki okropnie kudłaty. Malwina poszła za siostrzenicą do kuchni. Które. bo spotkałam Izę i czas jakoś za szybko przeleciał.. Ale mówię ci przecież. w celu. ten kolega. na zapas nawet. powiedziałabym mu. Wciąż miała wrażenie. Nie lubiła jak on tak bez pożegnania wyjeżdża. czy to jest przestępstwo? Za wszelką cenę Justynka chciała ukryć.nienawiść do Karola i eksponując miłość.Bo. . a w domu już Karola nie było. że jeszcze niedostatecznie ugruntowała w niej przekonanie o swoich dzisiejszych. Justynka uświadomiła sobie. Może uda się chociaż przyrządzić herbatę i zjeść kawałek czegokolwiek. moja droga. że emocje w niej szaleją. wielkie mi skutki! Chyba że znów zrobi awanturę.. powinien był jeszcze uczernić sobie brwi. wyżalał się i tym kołtunem machał... Upodobnił się do zdjęcia w tym dowodzie kolegi. no popatrz. dlatego pod komendą policji stanęłam. Koledze kudłatość. więc rzeczywiście mogło mu się udać. Powiesiła kurtkę w ściennej szafie w holu i rzuciła torbę na trzeci schodek. nie? Więc czy to jest przestępstwo? . No i oczywiście. Teraz żałuję. trzymał mnie tak chyb. a jeśli rzeczywiście on. że tam jest trochę ciemno. Bałam się go trochę. to chyba mu przejdzie.No coś ty! Ten dowód.? .. te wszystkie kasyna razem. ale można nie. bodaj średnią. i zdumiała się niezmiernie..

Ukraść samochód z parkingu.No nie. uciekający taksówkarzowi.poradziła z wielką powagą siostrzenica. i to z wie l kim zaciekawieniem. trochę był zestresowany. idź sobie spać. nie u tych. Z kolei Malwina zainteresowała się gwałtownie .. zdenerwowana Basta musiała się zwierzyć i poradzić.. Piotr na nią nie leciał.Takie zamieszania sami wywołują. Basię obowiązywała lojalność w stosunku do Natalii. bo tak się jakoś głupio wmieszała w to nieudane małżeństwo Natalii i Piotra. o mój Boże. .No popatrz. tylko się powiesić! . Zabrała torbę i poszła na górę. na których jej akurat zależało. To wreszcie Justynkę zainteresowało. galimatias uczuciowy. liczba mnoga była niewłaściwa.Czyja bym mogła już iść spać? Jutro mam wykłady od rana.. Dębi l z peruką rozrósł się do potężnych rozmiarów.zauważyła. Justynka nie próbowała zaprzeczać.Złodzieje samochodowi powinni go kochać nad życie . też jako przyjaciel. że nie miała powodzenia.. żeby się o niego starano. Ponadto ostatnie słowa przypomniały jej własny problem. niekonsekwentna przy tym określał Natalię mianem nachalnej i natrętnej. a co najmniej dobry kumpel. pogadały od serca. No dobrze. ja nikogo nie obchodzę. żeby z nich korzystać. Miała. wolał... ale mnie to obchodzi! Wuj postawi samochód albo ja sama. . Właśnie Piotr stanowił przedmiot starannie skrywanych zainteresowań Justynki. Myśleć zaczęła już na schodach. nic miało żadnych szans przetrwania. Małżeństwo się rozpadało po dwóch latach. czy nie ma tego kudłatego .W razie gdyby pod kasynem. nawet dość duże. Nieprawdą było.. .. U tego jednego. a trochę irytować.. W zeszłym tygodniu spotkały się z Basią w cztery oczy. .. ale. . jakie przytrafiły się ciotce w dniu dzisiejszym.Dlaczego miało przyjść? Ciocia chyba nie kradnie samochodów? . oczywiście. w głosie ciotki bowiem zadźwięczało wyraźne roztargnienie. no i co z tego? Nic. kiedy wszyscy patrzą w inną stronę. nie chciał się starać. niech ciocia sprawdzi w środku.... Natalia była jej przyjaciółką od szkolnych lat. Znali się. Już po kwadransie Justynka miała pełny obraz wydarzeń. to trochę jak sztuczny tłok. którą to wszystko razem zaczęło trochę śmieszyć. Basta została obarczona w wielkim zaufaniu sekretami obu stron i co właściwie miała z tym zrobić? Piotr szukał nowej partnerki. Piotr pojawił się później. Malwina bowiem opowiadała w kółko to samo. a mnie to do głowy nie przyszło. .O Boże! A ja tu sama jestem cały czas! Dlaczego w ogóle tak późno wróciłaś? Nie mogłaś wrócić wcześniej? No dobrze. szczególnie że dołączył do niego klient. Tyle że nie u tych.

możliwe. nie pasowała mu. Prywatnie z pewnością miał swoją dziewczynę i harem nie był mu potrzebny. do licha. Klientką. ściągnąć faksami parę dokumentów.? Zasnęła.. posiedzieli. podać rozmaite informacje na piśmie. Odbierało dobre samopoczucie i wiarę w siebie. Zasnęła w końcu także Malwina. Konrad jej się spodobał od pierwszej chwili. to nie leżało w jej charakterze. jak zdumiony. Obrzydliwość. okazujący jej względy. Udawał zainteresowanie nią. zmęczona okropnym mętlikiem w głowie. a de facto zainteresowany byt wujem. podobny był do Gregory Pecka. Musiał się porozumieć ze swoją Firmą. a tu proszę. skoro Karol powinien z Danii wrócić w trumnie? I czy. o nie. Nic więcej. agresja. także jakąś zawartość! Niepowodzenie z Piotrem to nie było coś. Czy ci złodzieje na parkingu pod kasynem mają jakiś sens. za to równie wściekły. Nie chciał jej. I dziś właśnie zaczęła nabierać nieśmiałej nadziei. pogadali o życiu i cześć. zadzwonił zatem . starania. Nie będzie przecież sypiać z całym miastem! Ani nawet nie z całą uczelnią! Chciała być doceniona i upragniona w pełni. W znaczeniu prezentowanych nowości połapał się błyskawicznie. z miejsca rozpoczął pertraktacje i nagle go zastopowało.. tym bardziej. zanim zdążyła w pełni uporządkować własne uczucia. z obrazem czy budynkiem! W trakcie rozmowy wyszło także coś z jego wnętrza i nadzieja nabrała rumieńców. ale gryzło i gniotło.? *** Karol wrócił wieczorem z Kopenhagi w doskonałym stanie. piękny budynek. Gnębiło. chciała się podobać i być akceptowana nie tylko ze względu na opakowanie. której nie umiała wykorzystać. z pracownikami. zdobywanie. Spodobać się jej mógłby piękny koń. ale samo podobanie to nie było wszystko.. Nie nadawali się do niczego. Piotr zaproszenie przyjął chętnie.. Chała.. przez co należałoby zaraz skakać do Wisły. wobec tego. Zresztą.. nie nadawała się do takiej walki. a Justynka życzyła sobie inaczej. byli do kitu. Justynce Piotr wpadł w oko już dawno.. podobno Natalia wzięła sobie Piotra przebojem i co z tego wyszło? Klęska. że także ciotką. piękny obraz. skoro więcej prawdopodobnie już się z nim nie zobaczy. Wszyscy inni. ale jakoś trzeba się do niej ustosunkować. Nie poleci wszak do łóżka z koniem ani. brama może mieć jakiekolwiek znaczenie. A właściwie po co jej to. Miała przecież.. że raz sama zaproponowała mu jakiś wyskok na kawę. Justynka posunęła się tak daleko. partnerstwo usiłowali zaczynać od łóżka. podobał się jej szaleńczo! Rozpad małżeństwa stwarzał okazję.

. jedna gosposia i dwie mamusie. żeby nie wyszedł. ale co ci jest? .Nie. .Wszyscy! Nikogo nie ma w pracy! Nie odpowiadają! Rodziny mówią. . No dobrze.? .. która w niepokoju i wręcz panice powiadomiła go o tajemniczej absencji całego personelu.. .A co? .. ale nie czuje się na siłach wstać z łóżka. a reszta.. że całą noc był chory.Za kwadrans czekam na konkretne informacje Przerażona Beatka rzuciła się do telefonu. asystent głównego księgowego trzymający rękę na pulsie cen wszystkich materiałów budowlanych świata. żeby go na nowo nie złapało. Jeszcze chociaż ze dwie godziny.Wszechświatową!!! .Co Kolskiego żona? Umarła? .CO ci jest. W pozostałych wypadkach odezwały się trzy żony. że już mi przeszło.Ktoś jeszcze..Za kwadrans chcę wiedzieć. plaga jakaś czy co.Sraczkę mam!!! . Jedyny uchwytny..zainteresował się niemrawo asystę ..Ja muszę Wolskiemu powiedzieć..wydusiła z siebie Beatka . że właśnie się obudził. Możliwe.. .No dobrze.. właśnie zasnął i NIE ZOSTANIE obudzony.. Karol pomyślał. Reszta nie odbierała telefonów.. co się stało ..O rany.Czekam na telefon. . że Kolskiego żona musiała znienacka zwariować.dopytywała rozpaczliwie Beatka. awanturuje się z Kopenhagi! Na co jesteś chory. na litość boską? Co to za jakaś epidemia? ... W ogóle boi się wstać. Beatkę zamurowało na całą minutę. osobiście podniosła słuchawkę tylko jedna... mów natychmiast. co ci jest?! .i ona go zamknęła na klucz w mieszkaniu. iż delikwent jest ciężko chory.?!!! Asystentowi głównego księgowego wróciły nagle utracone nocą siły.. Z osiemnastu osób.rzekł zimno. ale mnie złożyło i jeszcze się boję.. .To znaczy nie wiem. ..Po czym znów oklapł i wyszeptał słabo: . słabym głosem wyjaśnił. za dwie minuty muszę dzwonić do szefa. . Z wyjątkiem osamotnionej Beatki. . że chorzy! Co to za choroba. ..wrzasnął okropnie. to Rolski. komunikując sucho. bo jest nie do życia.do biura krótko po dziesiątej i nie zastał nikogo.Kolskiego żona.O siódmej powinien był obudzić się i przyjść do pracy. Dopiero o siódmej zasnął. . czy jeszcze mam. Dzwoniła dopiero co. zatrudnianych przez Karola. . na co jesteś chory. O rodzaju choroby nie życzyły sobie rozmawiać. . ale całą noc miałem.

warknął Karol. już chyba nie. Ani asystent głównego księgowego. Pilczyckiego i Miąsikową. odpowiedziało. licząc z Rolskim. Miąsikowa dodatkowo uparła się przy dwóch bananach. zaburzenia?! . . . Zastanawiał się przez całe trzy sekundy. . leniwy i oporny poleci z . Rzecz jasna.? Jeszcze ich szarpie? . zmobilizowała się i zadzwoniła do szefa. Dopiero Teodor. A sama znajdź mi zaraz brudnopis umowy z CWiP... Beatka po minucie odzyskała siły.. nie ostateczną na wersję! Oddzwoń natychmiast.. sucharków i rumianku.Nikt nie chciał powiedzieć. Sami przyjechali taksówkami. .Silne zaburzenia żołądkowe . ale za to wysoce korzystną dla organizmu. aczkolwiek po Gwarczyka. gotowy do podjęcia normalnej pracy. żeby zlekceważyć apel szefa. .określiła elegancko Beatka. Ściągnij im Gwarczyka. ciężki dzień przeżyła Beatka. . zorganizowania im posiłku w postaci czerstwej bułeczki. do diabła. . Ostatni termin: trzynasta piętnaście.No. ale bardzo zdechli i nie mają siły wyjść z domu. W przyczyny osobliwego pogromu Karol chwilowo wnikać nie zamierzał.Dziesięcioro się nie odzywa. No? .. zażądawszy przedtem. W gruncie rzeczy cały personel Karola przeszedł kurację zdrowotną..Co za cholera. ale wiadomo było.Wszyscy byli chorzy całą noc i są niezdatni do wyjścia z domu.Dostanie premię. W ten sposób. zioła bowiem odwaliły swoją robotę rzetelnie i zaniechały dalszej działalności. Karol nie zagroził wprawdzie żadnymi represjami.Niech ich przywiozą na noszach. . pozostawiając przewód pokarmowy w idealnym stanie. na komórkę.Jakie. . po ciężkiej nocy personelu. jak znajdziesz. ani nikt inny nie musiał się bać. że przeczyszczał i zatrzymywał.oznajmiła rzeczowo. przez telefon..Sądząc po Rolandzie i Teodorze. polegające na tym. nikomu nic zaświtała w głowie. siedem rodzin i jeden Teodor . Brudnopis. Pilczyckiego i Miąsikową nie trzeba było wysyłać karetki i noszy. Przeczyszczające. może nieco gwałtowną..Sraczka! . że niedbały. Myśl.Na co chorzy? . Szczególnie sens wykorzystał właściwe mu moce.odgadł zaskoczony Karol po sekundzie milczenia. takie.

W przerwie między wykładami dopadła jej niejaka Krysia. stanowiła zatem coś w rodzaju balsamu dla zbolałych dusz. trzecia mu jednak umknęła. z uwagą. Może ona sama też by chciała zapłonąć takim uczuciem z wzajemnością. Dzięki energicznej akcji zdołał załatwić w Kopenhadze dwie sprawy. nie lubił niepowodzeń. że wszyscy jego pracownicy żyją. ale może jakiś inny drobiazg. Na śmierć i życie. A jak się coś rysuje. jej dyskrecję znano bowiem powszechnie. dotychczas jako tako normalna. życzliwie. a ponadto pozwalał partycypować w zyskach. jak diabli. lepiej nie mówić. wyjaśnienia w kwestii tajemniczej epidemii zostawiając na jutro. sekretne zwierzenia natomiast zapadały w nią jak w bezdenną studnię. w wypiekach. ptak mądrości.. nawet malutkich. Justynka weszła w progi domu trochę przeciwna światu. dolegliwość im przeszła i nawet pojawili się w firmie pod koniec godzin pracy. Nikt nawet nie potrafił rozpoznać. Justynka przetrzymała to dzielnie. Kiedyś podobno kapelusze. Mogła wrócić nieco wcześniej. . Najnieszczęśliwszą istotę płci żeńskiej od samobójstwa odwodziło nabycie nowego kapelusza. żeby wyznać. Wielokrotnie Justynka obdarzana była tego rodzaju zwierzeniami. zaprezentowała jej nagle wybuch roziskrzonego szczęścia. co czyniło pracę u niego godną wszelkich starań.miejsca. dyplomację pod tym względem posiadała zapewne wrodzoną. Jak płonie. wbrew pozorom.? W rezultacie nabyła sobie breloczek do kluczyków w postaci maleńkiej sowy. Karol wymagał ostro. Tuż przed odlotem zdążył dowiedzieć się od Beatki.? No i proszę. Dla rozpromienionych również. niemniej jednak kolec w sercu pozostał. świadoma w pełni. to sama i bez. Od wczoraj. pojechał zatem z Okęcia wprost do siebie.. Krysia. Zważywszy. Wszystko wskazuje na to.. Odrobinę niezadowolona z życia Justynka wróciła właśnie do domu. iż jest zakochana. czy o czymś wie. Zły był. kto wie.. czy nie pomoże? Dzięki czemu spotkała się w furtce z wujem. trudniej jest czasami nie myśleć niż myśleć.. że z wzajemnością. dzięki czemu życie uczuciowe prawie wszystkich koleżanek i niektórych kolegów lepiej chyba było jej znane niż przedmiot studiów. z kapeluszami nie będzie się wygłupiać. iż na duszne rozterki kobietom najlepiej robią zakupy. ale od razu odezwał się jej własny pech. płacił jednakże doskonale. plotkowała z takim samym upodobaniem jak wszystkie inne dziewczyny. Nie ujawniła swoich uczuć. nie powtarzała niczego. I nie myśleć.. iż. Plotkować owszem. Sowa. ale po drodze wstąpiła do paru sklepów właściwie butików. Zwierzeń wysłuchiwała chętnie. dziko przejęta.

rzekła z wyrzutem. Możesz mi wyjaśnić. nieco bardziej wściekły. .. ale chyba rzadko. W Oszołomie nie ma? .. widzi. Gdybym pojechała do Danii. z sandacza nawet. mało. mimo przeszkód. raczej żołądka.. łagodziła jego uczucia. Ja w każdym razie nigdzie nie widziałam.Chciałby. co człowiekowi wydaje się przyjemne .A wiesz. powinien zastosować coś podobnego.. Zatrzymał się między furtką a drzwiami. Ona. bo to bardzo dobre do ryb. Karol od razu ustawił się na parkingu. całokształt wiedzy o stosunkach w domu. że...? . dwie sprawy załatwił pozytywnie. z turbota.zgodził się z lekkim zakłopotaniem..spytał lekko i bez najmniejszego nacisku. masz rację . a facetka sprzed pięćdziesięciu lat. z jej smakiem na podniebieniu. wobec tego wuj również musiałby być w złym stanie psychicznym. co powiedziała. jako mężczyzna i osobnik żerty. nabyłaby kapelusz.Mógłby wuj zawiadamiać.Nagle mi wypadło. no. co ma kapelusz do remulady? W tym dopiero momencie Justynka uświadomiła sobie.. Z soli.. panierowanego filetu rybnego. . Widząc pozycję bramy.. znienacka zrozumiał ją doskonale. Z potrawą w oczach. . ale neutralna Justynka przechyliła szalę na stronę odwrotną... oczywiście.. Cholera..Zadziwiłaś mnie. . Na wzmiankę o remuladzie Karol poczuł coś w rodzaju wyrzutów sumienia.. a u nas prawie nigdzie nie ma. wbrew własnym i siostrzenicy spodziewaniem. Że też mi to do głowy nie przyszło. . skąd.O. Karolowi wypowiedź zabrzmiała osobliwie. zgoła ideał. Przeciwko Justynce nie miał nic. zbliżonego do upodobań stanowiącego pociechę.Może bywa.Takie coś. nie ona. że ty masz rację.. furia wzięłaby górę.. . Zastosowała przeraźliwy skrót myślowy. Wygłupiła się chyba? Wyrwało jej się.?! A. Karol. w życiu nie może się do tego przyznać. do licha. . I dopiero jak dostanie. w pełni adekwatny do kapelusza. Remulada. a nie ma. Ponadto ona uczyniłaby to w złym stanie psychicznym. Zarazem jednak myśl. na litość boską. . wuj.Ciocia chciała remulady Na miejscu wuja ja bym kupiła. No. że jedzie do Danii . . Nie widziałam. i cytrynką na wierzchu.. zatem produkt spożywczy. Ta remulada do smażonego. Gdyby w wejściu do domu natknął się na Malwinę. dla poprawy samopoczucia. że to jest to. kupiłabym czym prędzej.wyjaśniła niezręcznie. . zatrzymał się nagle na środku ścieżki. wzięło się jej to posądzenie. Na moment Justynka straciła kontrolę nad sobą i swoją wiedzą. może nie sumienia. Jak kapelusz.Co było wczoraj? .

ale nie wiem. Dla Malwiny widok Karola całkowicie żywego. otruty potwornym jadem.. Z kontaktu z Justynką żadnego takiego wrażenia nie odniósł. zła na siebie.Witaj. .Jak najbardziej .. . głodnego męża? Zadławienie w sobie wszystkich uczuć. Ja to jadłem. przychylność dla Justynki gdzieś tam istniała. co widzi. Zawieramy układ? Justynka zatrzymała się również. które omawiają ze sobą jakieś interesujące sprawy. Najzwyczajniej w świecie wszedł do domu.! Z jakiej racji.. o przestępstwach. . No nie. klęska nadziei. jakieś coś ogólnie potwornego.powiedział zadowolony Karol i ruszył w kierunku domu..Gorzej. jeśli gdziekolwiek będę wyjeżdżał.urwała. wszystko to razem wymagało od Malwiny więcej niż mogła z siebie dać. Padła na fotel przed telewizorem. Robili wrażenie osób zaprzyjaźnionych.No dobrze . walnęła głową w blat małego stolika obok i wybuchnęła spazmatycznym łkaniem.To co tu wczoraj było? . moje dziecko.. stanowił cios w samo serce. rozmowę. ośmielił się jeszcze być żywy?!!! W Karolu.Ja bardzo chętnie.Nic . .. cóż więc to mogło znaczyć? .zgodziła się Justynka z całego serca. Na litość boską. Ty wiesz. koszmarny powrót do nienawistnej rzeczywistości. co można dostać. Zręcznie ukryty na poboczu Konrad szaleńczo był ciekaw rozmowy wuja z siostrzenicą. wedle jego rozeznania. następnym razem. Ja zresztą późno wróciłam. . Pojęcia nie mam. nic mi nie zaświtało. wchodząc.Bo wuj nie przywykł do robienia zakupów. Stoi? . że ciągle wyskakuje z niej coś przesadnie osobistego.. wyzbyta już niepokoju o własne gafy.siostrzenica. na przykład. . kochana żono. Zwrócisz mi uwagę| co należy kupić. Albo w Holandii. - Ciocia była zdenerwowana. właśnie w związku z tą remuladą i tyle. nie istniał.Sery. że nie zwrócił na to najmniejszej uwagi. ponieważ bardzo lubiła najrozmaitsze sery. mimo udeptanej na dnie wściekłości. Czy zechcesz nakarmić. Nic więcej.odparła nieco zdziwiona Justynka. W razie czego przypomnij mi zwyczajnie o serach. w Belgii. rzekł zaledwie odrobinę kąśliwie: . Nie znam wszystkich przypraw we wszystkich rejonach świata. No i popatrz. jakim prawem. związek wuj . Wczoraj na kolację. że. zawiadomię cię o tym. Tyle sprawiła.. Wuj zrobił jej tę grzeczność. oni tam mają doskonałe. miałam taką. .. w doskonałym stanie. przełamanie niewiary w to. że lubię ryby. dokąd wuj może wyjeżdżać..

bo akurat ptakom wyrzuciłam . w milczeniu przechodząc do gabinetu i z trzaskiem zamykając za sobą drzwi.. Zaraz podam.? Z drugiej znów strony ten sposób witania wracającego z podróży męża wydał jej się nie najwłaściwszy. ruszyła nawet ku schodom. twoje łzy okazałyby się może przydatne .rzekł głosem na skraju syku. Justynka również wolałaby zniknąć z oczu domowników. Nie musiała. Dziwaczny wybuch Malwiny napełnił go lekkim niepokojem. musiała kontynuować przedstawienie. . Akcja ratownicza jeszcze trwała. mógł zatruć posiłek. że ona tak z ulgi. . w rezultacie skręci jej kark albo co.Gdyby w domu brakowało soli.. była tu najlepszym środkiem leczniczym. Dylemat rozstrzygnął Karol. od razu zatem postanowił usunąć żonę ze swego pola widzenia. że nie dostanę nawet kawałka suchego chleba? Gdyby nie to. zawróciłby z miejsca i w kamiennym milczeniu udał się do restauracji. usiłująca.Ale wątpię. . niepewna. pozwalające uporządkować dzisiejsze osiągnięcia i ocenić jedną irytującą stratę..oznajmiła mężnie Helenka. Zatrzymała się. mimo zaskoczenia. zipiąc gwałtownie i chwytając się za klatkę piersiową. mogło jej to zaszkodzić. Justynka popędziła do kuchni. Bez zadawania głupich pytań. że troska o ciotkę wpędzi wuja w jeszcze większą furię. zważywszy tuszę. po męczącym i denerwującym dniu. Obiad też jest. zimna woda. chcąc nie chcąc. że w gruncie rzeczy o zaopatrzenie siedziby w artykuły spożywcze był zupełnie spokojny. kiedy Karol przeszedł z gabinetu do łazienki. powinno się chyba coś zrobić. Z kuchni wyjrzała śmiertelnie zdumiona Helenka. komputer i wszelkie inne urządzenia. Malwina już w dwie sekundy po całkowitej utracie równowagi zorientowała się. Mam rozumieć. czy zastąpią pożywienie. i Justynka na moment osłupieli. zarazem zaś.Suchego to pan nie dostanie. . bała się przy tym. jej zdaniem. nie posuwając się jednakże do narażania na zimną kąpiel.. zachłystując się ostrożnie to kroplą wody. W ostateczności wyleje ją ciotce na głowę.Ale świeżego ile chcąc. ale zawahała się Malwina wyła. Jedyne wyjście to udawać. Jednakże nie miał ochoty. ratować sytuację. wcale nic chciała go aprobować. I natychmiast przezornie wycofała się do kuchni. że popełniła straszny błąd. I Karol. I kolacja. nie chciało mu się już nigdzie chodzić ani jeździć. . w strasznych nerwach czekała na Karola i teraz w niej pękło. Wciąż jeszcze ciężko urażona i zdezorientowana jego świetnym stanem. a potem do jadalni. Karolowi po tym pierwszym momencie z głębi duszy wytrysnęła złość. Ponadto potrzebny mu był gabinet. to powietrzem. Przyjęła szklankę z rąk Justynki i jęła w nią szczękać zębami.

odezwała się wreszcie Justynka z wyrzutem. kiedy wróci? Ja się tak... I to jeszcze takiego. zatrudni przy pisaniu protokołów sądowych. Porzuciła Malwinę i wkroczyła do jadalni. - Wujek wchodził do domu w całkiem niezłym humorze. co teraz .No i co ciocia najlepszego narobiła? .?! . ..Ze zde. nie precyzując zamiaru ściślej. że jeśli ciotka pojawi się w jadalni. jakby od tygodnia nie miała nic w ustach.. omal nie rujnujący jej wszystkich starań i podstępów. Jeżeli wuj brutalnie usunie ją z jadalni.Nie wiem.rzekł po drodze gdzieś w przestrzeń swoim najbardziej uczącym szeptem... a byłaby się zdradziła Justynka bramę pominęła milczeniem. wuj ją stamtąd natychmiast wyrzuci. . Zdecydowała się zaryzykować.! Żywy Karol..Idę zobaczyć . .. Ja się tak boję o niego! Ty w ogóle nie rozumiesz. Dlaczego ciocia tak..powiedziała bezradnie . nigdy więcej nie usiądzie z nim przy jednym stole i niech się dzieje. Czy ten człowiek jest niezniszczalny. aż wuj się pożywi i zamknie w gabinecie? Nie zachwycała jej ta perspektywa. najzwyczajniej w świecie była głodna. a Malwina trochę wody wylała sobie na gors.. prezentowałaby tę miłość jakoś trochę inaczej. Justynce pytanie. Chlipnęła jeszcze ostatni raz i zamilkła.. Z lekkim oporem pogodziła się z myślą o wtórnym wybuchu miłości ciotki do męża.? . .. ma jakieś pieniądze... Co się z nim dzieje.Nie chcę być nietaktowna. Mało brakowało. Co z tym fantem zrobić. tak niestosowny.Przecież ciocia wiedziała.bąknęła niewyraźnie koniecznie starając się jakoś uzasadnić ten wybuch. Oczywiście. Możliwe. Jest pełnoletnią.... co się ciotce stało.? ... Osobiście.A w dodatku brama.. co chce. ale w sensie dla Justynki nieodgadnionym.. .Wynocha z tą działalnością rozrywkową . W tym momencie Malwina również poczuła ssący głód.wyjąkała Malwina. że wyrzuci także i siostrzenicę.Ja całą noc nie spałam. że poleciał do Danii! .oznajmiła z determinacją.. normalny u niej efekt zdenerwowania. . czy mogę. na jej miejscu. .No to co? Bez słowa.. Zjeść w kuchni? Czy przeczekać cierpliwie. zamarło na ustach. Nie wiem... ma mieszkanie. ale zjadłabym coś. zdenerwowania. wyprowadzi się. Była zupełnie pewna.. weźmie swoje interesy we własne ręce.! I skąd miałam wiedzieć. z wysiłkiem tłumiąc słowa prawdy: “bo wszedł żywy”. co się we mnie dzieje! Nie rozumiesz żadnych uczuć! Nikt nie rozumie. co ja przeżywam! To akurat była prawda. nie odnowi kontraktu z tymi tam lokatorami. .

Co w tym jest. ale wtedy się odezwał. Wuj bez pytania nalał jej wina. robi to takie wrażenie. jakby siedzieli na czynnym wulkanie. Usiadła przy stole. Zawahała się. kto obciąża atmosferę tym czymś okropnym. Oznaczało to pełną obojętność. Karol spojrzał na nią i wzruszył ramionami. . nie ciotka.Mogę tu usiąść i też coś zjeść? .. ale Justynka przypomniała sobie. istnieje różnica.Byłoby wskazane. Więc właściwie żadna nieprzyjemność nie wybucha. wszystko wskazuje na to.? . w końcu obelgi i awantury? Nie wuj. że ten napój przebywa w lodówce? Teraz Justynka nie odpowiedziała. to tylko w wypadkach nagle wyskakującej potrzeby użytkowania damy do towarzystwa. albo płaczliwość na tle własnych nieszczęść. Ale nawet gdyby. bo zazwyczaj prezentuje albo ożywienie plotkami. że Justynka do tej roli się nie nadaje i zapotrzebowania nie zaspokoi. Dlaczego zatem wybucha. Umysł Justynki ruszył do ostrego galopu. dla którego miałaby się demonstracyjnie głodzić. Jeśli jednakże siedzą wszyscy razem.Tak. Siedzi z wujem i sytuacja wygląda podobnie. . Była bardzo zdenerwowana. będąca moją żoną. Kto. ale już. złośliwości.Czy osoba. od razu zajęła się tym gorącym kurczakiem.. że wydanie z siebie głosu niczym nie grozi. kiedy siedzą wszyscy razem. Mam nadzieję. od czego dławi człowieka w gardle.. Siedzieli sobie razem przy kolacji i jakoś nic nie paskudziło atmosfery. bo robiłby to i teraz. że nie. no owszem. powoduje nagły rozkwit napięcia. . do tysiąca piorunów. lekceważąc przystawki... chociaż bardzo zimno. i co to znaczy? Siedzi przy stole z ciotką i jedzą cokolwiek w doskonałej zgodzie i bez żadnych konfliktów. Bez wątpienia wpływ na to miała jakość potraw. . ale nie jest to milczenie gniotące. wypowiedzi wuja wnioskując. dla towarzystwa.Nie ma zatem żadnego powodu. oni obydwoje i ona. Konsumują potrawy w milczeniu.. zaniechała już występów? . jest mniej gadania. gdybyś przy okazji zaopatrzyła nas w jeszcze jednego młodszego barana. Wuj był już przy potrawce z kurczaka w sosie koperkowym. nic się nie dzieje. Butelka białego Mouton Cadet świeciła resztkami na dnie. .spytała grzecznie. Jeśli niekiedy czepia się Justynki. Justynka zmobilizowała się błyskawicznie. że furia w nim klęśnie.spytał Karol znienacka. kąsania. ale przecież już od paru lat pojęła. kto rozpoczyna te ukłucia. że napoczęta została wczoraj wieczorem i nawet połowy na dziś nie zostało. .Sądzę. Chyba że jadła kolację przed chwilą. do diabła. W milczeniu przyniosła i otworzyła drugą butelkę Mouton Cadet. Justynka uczyniła krok w kierunku krzesła.

który nienawidzi makijażu i jest istnym potworem dla wszystkich dziewczyn. Co.. Ale z drugiej strony. Dziewczyny na jego widok uciekają i kryją się po. Jak upiór. .Karol. Zbyt wiele treści zawarte było w słowach Karola. siadając przy stole. Leży to w moich możliwościach Nie najlepiej wyglądasz po tych objawach uczuć.A miałaś nadzieję. wyniknie z uprzejmej rozmowności wuja.. nie wiem... w dodatku połowy właściwie nie zrozumiała. Bunt i determinacja. ale przecież nie miała kiedy! I co on ma na myśli z tym szefem kuchni? Zachęcają do pracy zarobkowej? Ależ to potworne! To by znaczyło.Wuj ma zupełną rację . natychmiast rzuciła się na pożywienie... Justynka zdążyła pomyśleć. dlaczego nie zostałaś szefem kuchni w najlepszej restauracji w tym kraju. że. Gorzej. zrobiły swoje. z czego ją zrobiłaś.Myślę logicznie. Zważywszy..! . Większy niż aktorski. . Mam takiego jednego kolegę. potrawkę z kurczaka już zjadła i zaspokoiła głód. Spróbuj tej pasty na krakersikach. że ten rozwód. Zastanawiam się czasem.. że wygląda jak Barbie. nie widzę uzasadnionych przyczyn jej nieobecność Zanim zaskoczona nieco Justynka zdążyła odpowiedzieć. dlaczego wdaje się w tak ryzykowną dyskusję z wujem.O.! Jak możesz. Jak twór sztuczny. .. Barbie to jest komplement. Podsłuchiwała.Może i rzeczywiście przesadziłam. . ale miałam jakieś okropne przeczucia i na sam twój widok. damskie wychodkach.O ile samym swoim widokiem nie odbiera apetytu. to też kwestia gustu. Wchodzisz żywy i zdrowy. . powinna była skoczyć do łazienki i poprawić twarz. . zaledwie usiadła. Justynka jednak się wdała.Ciocia marnuje wielki talent. ale jest znakomita. . w które popadła przed kilkoma minutami. do potraw różnych bezsprzecznie masz talent. . Każdej ze zrobioną twarzą wmawia. całe szczęście. Malwina pojawiła się w drzwiach. Nie człowiek. ale i tak wolę wygląd niż objawy.A doskonałość wyglądu zewnętrznego? Nie pojmując kompletnie. . za przeproszeniem. Pewnie. rany boskie. Teraz ta delikatna rzecz stanęłaby jej kością w gardle. Absolutnie nigdzie nie jadłam niczego lepszego niż w domu. nie zdołała dostatecznie szybko przełknąć kawałka pasztetu z borówkami i Justynka ją wyprzedziła. .Miło mi. Przykro mi bardzo. .. rzecz jasna. że cię rozczarowałem. nie każdy docenia taką doskonałość.powiedziała z pozornym spokojem.rzekła z godnością. że wniosą moje zwłoki..?! Malwina na moment poczuła się ogłuszona. iż.. że zgadzasz się znosić moją obecność.

że możemy mieć osiemnaście lat i po płaczu wyglądać jak zmora.wyrwało jej się . . . skąd jej się bierze zdenerwowanie i niepewność. .z powodów nam nie znanych. Po czym wykorzystuje reakcje. . najwyraźniej w świecie. nie broni. Co innego osoba w wieku lat dwudziestu. nagle stało się osobą dorosłą. Dziecko które przez całe lata nic go nie obchodziło.. Spodobała mu się ta polemika z siostrzenicą. .Z tego wynika. dlaczego moja żon płacze? . bo przecież sama zamierzała zostać prokuratorem. przestawiła się. irytacją. Też bym płakała. co mówi przerażona ewentualnymi skutkami.? . oskarża tego łobuza.A co ma zrobić ten klient pana mecenasa. Urwała nagle. że twój kolega ma rozum. Nie zauważacie tego? . a co innego o pokolenie starsza. wykluczającą obiektywizm? Jeśli obniża jego możliwości zawodowe? Justynka. wykształconą.W obecności przedstawicieli. był rozbawiony. Na ułamek sekundy wytrąciło ją to z równowagi. powiedzmy. przystępuje do deseru.Orientuję się. Zazwyczaj ze zdenerwowania i niepewności. Może też wiesz? Justynka wyobraziła sobie nagle. której nic nie dorówna. Ewentualnie w obecności przedstawicieli prawnych.Zauważamy. a którą zostawiał fachowcom. w dziedzinie. Zaczynało być fachowcem. . Z szybkością myśli ludzkiej. że stoi przed sądem i broni klienta przed napastliwym i złośliwym prokuratorem. . Być może.A jeśli to już było? . Karol.No dobrze.Rozprawa jest pojednawcza? .Pierwsza propozycja: porozumieć się ze stroną przeciwną na bazie rozmowy rzeczowej. . dojrzałą do rozmów i dyskusji.Klient pana mecenasa tendencyjnie ukrywa swoje zamiary i poczynania . Co nie przeszkadza. depresją. co w przyszłości mogło się okazać wysoce korzystne.A orientujesz się może. Może nie wszystkie. która żywo go dotyczyła.zgodził się. poczuła się w siodle... . stawiających go w niekorzystnej sytuacji. co najmniej zbiciem matu.Ciekawa rzecz. Niepewnie popatrzyła na wuja. uświadomiwszy sobie. chce doprowadzić przeciwnika do stresów nie do opanowania.. wbrew obawom. którego broni adwokat strony przeciwnej. załóżmy .Załóżmy. ale większość. jeśli ujawnienie zamiarów grozi mu fiaskiem realizacji? A.

I wobec tego co. To fakt. że płacze ze szczęście a Karola kocha. ciocia tak musi.. Ale znów z drugiej strony.Ale nie popadaj w rozpacz na nowo. wyglądając zza kawałka ściany.? . We właściwej chwili. wszyscy przeciwko mnie. bo dziś już nic mam czasu na niewinne rozrywki..odparł z jakąś przerażającą łagodnością.warknęła Malwina. i jadła.wyrwało się równocześnie Justynce..zdążyło się wyrwać z urazą Malwinie. Wstrząsnął nią niepokój o niego i ulga na jego widok. wrócił podobno zadowolony. że właściwie nie wie. że także cię słuchać ... że niepotrzebnie dała ujście rozczarowaniu i rozpaczy.zastanowił się wuj.? .? Uwierzył. Powiedzmy. . może właśnie dlatego przestał się złościć... mam mu to zanieść? Ja? .. Malwina podniosła się i wzięła tacę z rąk Helenki.powiedział Karol normalnym głosem i wstał od stołu..Kawa jest gotowa . Zatrzymała się w drzwiach. . . .! Nagle przypomniała sobie. Ogłuszona Malwina przez cały ten czas milczała. ale przecież wyjaśniła to.A.Bo na mnie przecież nie możesz patrzeć? Justynce coś w duchu jęknęło.Ma ci ją podać Justynka czy Helenka? .. a Karol zatrzymał się na chwilę.. Zaczyna mi się podobać to wszystko. że mu takie rzeczy podpowiada.. nie wiadomo dlaczego. co mówisz. ci prawni przedstawiciele.. co oni do siebie mówią i o co Karolowi chodzi.. I zamknął się w gabinecie. nie .. co ma zrobić.Obawiam się. Tylko może w milczeniu. a teraz. Do reszty przestała rozumieć. . tak samo jak Karol. .. Rozwód.No pewnie. Chlipnęła trochę na siłę.Wroga wyhodowałam.. zaraz. będę patrzył w inną stronę.?! .. że ona go tak uwielbia. . ponadto. .Być może zorganizujemy sobie taką rozmowę z przedstawicielami. zanim znikł za drzwiami.. . iść do niego z tą kawą czy wręcz przeciwnie i czym prędzej zmieniła własny wizerunek. . . .Lepiej powiedz.zawiadomiła półgłosem Helenka. . Tu masz rację..? Czy ta Justynka zwariowała. na razie z jednym przedstawicielem.Kawy .Nie wtrącaj się! .Ciociu.Bez. że ciocia. potem nagle wpadł w dziką wściekłość. humor mu się zmienił.

. dziwacznie! Malwina gwałtownie przełknęła kawałek krakersika z pastą serową. wróciła po dwudziestu sekundach. a nie tak jakoś. proszę bardzo. . on sobie da radę! A kto ci w ogóle powiedział. . .. Wnioskując z tonu. takie świństwo mi robisz! Ze zdenerwowania na nowo zaczęła jeść. Justynce udawało się czasem coś wtrącić tylko dzięki jedzeniu. Jakim cudem przez tyle lat z ciotką wytrzymuje? Jaką nadzieją wiedziony usiłuje z nią jeszcze niekiedy rozmawiać. nie? Ma oczy w głowi A ty do niego o mecenasach. o co. że wreszcie zaczyna wuja doskonale rozumieć.O. Skończyła kolację wcześniej niż wuj. o rozprawach. ostatecznie chwilami ciotka musiała przełykać. .A z tobą to ja jeszcze porozmawiam . a jeszcze zagnać mnie gdzieś tam. moja własna siostrzenica. przemierzając dom godnym krokiem i w milczeniu.NIE! . w takiej komitywie nagle z nim jesteś! Przeciwko mnie! Justynka wyraźnie poczuła.wrzasnęła z gniewem. tak? W sprawie rozwodu? Może by sam tego nie wymyślił. a ty mu podpowiadasz! Ja nie wiedziałam. posuwając się w supozycjach poza wszelkie granice.zaczęła we wzburzeniu od razu.Jakimi znowu ogródkami. ale Justynkę.Do czego mojego męża namawiasz? Do rozwodu? Już mu prawników podsuwasz? A może mnie byś tak podsunęła. dzięki czemu osłupiała w pierwszej chwili Justynka zdołała zebrać myśli i wedrzeć się w przemówienie ciotki..? Malwina turkotała pretensjami. no! Nie chcę! Ja go kocham! A ty.. . W jakimś momencie wreszcie siostrzenica straciła cierpliwość. Dziwić mu się..To chyba sam widzi. Nie. ale żeby rozmawiał normalnie! Żeby się z ciocią porozumiał jak człowiek z człowiekiem. że ciocia się denerwuje. przeciwnie! Ja mu tłumaczę.... nie rozumieć. nie chcę.Co ty mi tu za szykany stosujesz? . owszem. rzeczywiście. na litość boską? Malwina zastosowała się do instrukcji. chociaż już dawno przestała się pożywiać. Skąd ci to. nie w ogródku. porozumiał! A co to za jacyś przedstawiciele prawni? Żeby się ze mną porozumiał przez adwokatów.zapowiedziała złowieszczo i udała się do gabinetu... co było mówione! Wuj chciał załagodzić i proponował porozumienie! Ogródkami! . Zaskoczona i spłoszona nieco Justynka pozostała przy stole. Do Karola się nie odezwała. za kucharkę. .. żeby mi pieniędzy nie dawać. ciotka miała do niej jakąś pretensję. A może ja wcale nie chcę rozwodu. że ty jesteś taka podła! .. .Ależ ciociu. . miała pod ręką.Ciocia w ogóle nie słuchała.Ciociu. tu siedział. . jaki rozwód? Co cioci do głowy przyszło? Ja wujka namawiam.

a ja tak mu się chcę podobać. moje dziecko.rzekła z naganą.Hę.. sądziła bowiem przez moment. . Zamilkła. jakże.. jak pani z całym światem wojować zacznie. Słowa Helenki Malwina zrozumiała o wiele lepiej niż wszystkie wypowiedzi siostrzenicy i męża. . a gadali. sięgając po naczynia na stole. po czym podniosła się. prawda.. O jakim tam buntowaniu pani opowiada.Byłoby dobrze.. ale ciocia go kocha!!! Nader szczęśliwie padło słowo. Helenka ma rację! Ja już sama nie wiem. bo w zasięgu ręki nie miała już nic do jedzenia. jaki jest. a on już taki jest i sama ciocia mówiła.wyszlochała. musi natychmiast odwrócić kota ogonem! Zalała się łzami.. że wyjeżdża albo co! A ciocia znów mu wytknęła.. ta o wyglądzie.No to ty mi go tu nie buntuj . Ja się nie wtrącam i nic nie mówię. co Justynkę przeraziło śmiertelnie.! I żeby on słuchał. to ja podgrzeję.... Prawda. co mówię! Nie słuchaj. miała udawać anioła. Łazienka z lustrem i kosmetykami stają się nagle jedynym.! . . Justynka dobre dziecko zawsze po pani stronie. W antrakt wkroczyła Helenka. I na co to pani jeszcze taka wojna? I z kim? Z rodzoną siostrzenicą? Tylko patrzeć.. Sprawa wydała jej się beznadziejna. Hę.... prawda.. ale prawdę powiedziawszy.Całkiem już zimne to wszystko .powiedziała żałośnie. sama słyszałam. które przypomniało Malwinie odgrywaną rolę. Okropność. nie daj Boże obrażą się i będą świadczyć przeciwko.Dyplomatycznie! Chciał się zgodzić. Hę.powiedziała Justynka bezlitośnie i pomogła Helence sprzątnąć ze stołu. przecież Justynka ma być świadkiem.. właściwym dla niej miejscem pobytu. . . Justynka odczuła w sobie nagłą chęć walenia głową w stół znacznie porządniej niż czyniła to ciotka. Karol też ma rację.! I rozmawiać. . Tknęła ją odkrywcza myśl. przecież kocha Karola i żyć bez niego nie może. gdyby czasem i ciocia posłuchała . . a wyglądam jak mazepa. ja się tak zdenerwowałam.. Coś jej chyba źle wyszło.. że owszem powinien zawiadamiać. wszak świadków powinna mieć po swojej stronie. żeby się dogadać. Justynka naszego pana w lepszy humor wpędziła. mogłaby pani już przestać. Malwina posiedziała jeszcze chwilę. ale teraz to już pani całkiem przesadziła.. Przez okropny chaos uczuciowy przedarła się jej jedna myśl.Jak pani jeszcze chce jeść. że w ten straszny sposób ciotka prezentuje jakiś rodzaj drwiącego śmiechu. że jest. - Hę.

? A w końcu. ale oparte na jej niewzruszonej miłości do Karola.? I ile taki może kosztować. obawami o niego i wynikłą z tego wszystkiego przesadą. Karol wyszedł z gabinetu o wpół do dziesiątej l rzeczywiście miał ochotę coś zjeść.? Ogłuszyła swoich. posadzona przez Malwinę prawie przemocą. Mogło to nastąpić wcześniej lub później. zacierając starannie ślady. którą teraz będzie musiał nadrabiać. żywe dowody niewinności. iż sztukę zadbania o twarz Malwina miała w pełni opanowaną od najmłodszych lat.. Przelotnie zastanowił się. Poczuła się zdolna do myślenia.? Może jednak wynająć płatnego zabójcę? Czy oni potem szantażują swoich klientów.. Trucizna Karolowi nie dała rady. Złodzieje samochodowi prezentowali opieszałość skandaliczną. że to sam Karol przez złośliwy przypadek utrudniał im pracę. Malwina była pewna... osobiście kupi broń palną na którymś bazarze i zastrzeli go. tak starannie urabianych. zatem nic straconego. jaką też głupota wywinęła. ale za to bardzo dużo do wysłuchania. Zważywszy.. Jakąś drobnostkę pod czerwone wino.. histerią nie do opanowania. niech będzie. Ujrzał stół zastawiony pełnym wyborem zakąseczek. Co więcej. Zatrzymać Justynkę i Helenkę. Oba jej przyszłe. Justynka została przy stole. poddały się presji. prawie można by ją określić mianem pięknej kobiety. bo może on już jej wcale nie kocha. że mała przekąska przed snem okaże się niezbędna. żeby widziały na własne oczy.. Gdyby nie zwały tłuszczu. kieliszki i żonę z twarzą całkowicie odmienioną. Brama nadal zepsuta. że plastereczek pieczeni wołowej z chrzanem zdoła chyba przełknąć. Zatrudnione przy produkcji owej przewidywanej przekąski. żeby nie zalągł się w nich najmniejszy cień głupiego podejrzenia. porę trudno było przewidzieć. iż kolacja została skonsumowana dość wcześnie. W takim zaś wypadku jedyny ratunek dla niej będzie stanowiło to alibi. Smętnie pomyślała. niewiele miały wprawdzie do roboty.. niepewnością w kwestii wszelkich poczynań Karola. już po półgodzinie wygrała walkę z mazepą.. Pewność brała się z doświadczenia. jak ona go kocha. świece. świadków doszczętnie. nadzieje istnieją. a Karol na razie zamknął się w gabinecie. nieco zaskoczone i zdziwione. przypadkowo do czerwonego wina świetnie dostosowanych. żeby nie poszły do siebie. szarpaną pazurami zwątpienia. Zważywszy. Malwina wybuchnęła uczuciowymi zwierzeniami. nawet dość logicznie. ponadto w . nie bardzo wprawdzie doskonałe. No i tą miłością bez granic. ale możliwe. zatem wysiłki należało chwilowo skierować na świadków. tłumacząc swoje wybryki.. Całkowicie odmienny stan oblicza odmienił także stan jej umysłu.

Bardzo cię przepraszam. przez niedomkniętą bramę przedzierała się Muminkowa z ogromną łyżką wazową w dłoni. bo omal nie wyrwało się jej. Zjawisko było tak niezwykłe. oni w ogóle mówią. usiłował je zamknąć i przytrzymać. . a z nim razem domem wstrząsnęło potężne łomotanie do drzwi Z zewnątrz dobiegły jakieś krzyki. Obrazi i zaraz powie kretyństwo. widzę. . a żadna przenośnia na pewno do niej nie dotrze. bo się denerwowałam Więc może ja jeszcze spróbuję jutro? W tym momencie przypomniała sobie wykąpanego pilota i zawahała się. Wpuszczono ją zatem. przejęta rolą. Justynka ugryzła się w język. . jak i Malwinę napełniło obawami. potem już nie miałam głowy do bramy.. .Nie wiem.Co ci się znowu zepsuło? Brama poczuła się osamotniona? Malwina była w rozpędzie. Muminek okrzykiem wzywał pomocy. ludzie byli. wpadłszy do wnętrza. ale Muminkowa okazała się lepsza. ale nie udało im się naprawić. . też postarała się coś usłyszeć. Helenka z kuchni wypadła do holu. symulując zajęcia w kuchni. niech ona da sobie przetłumaczyć! . że powinno się zmienić bramę na nową. bo nie wiem ile to kosztuje.zaczęła zdławionym głosem Malwina i na szczęście nie zdążyła powiedzieć dalszego ciągu: “rozwodzić się mną”. Muminek uciekł w głąb domu. trafił do jadalni i schował się za krzesłem Karola.. że widok stanowisz znacznie mniej okropny. Aczkolwiek przyznaję.Zatem to tylko brama? . czy warto było wkładać w nią tyle wysiłku. że już nie musisz. . . co tak Helenkę. Twarz zrobiła sobie naprawdę doskonale.powiedział Karol z lekką naganą..Zabierzcie ją! . że raz mógłby wuj ciotkę pochwalić wprost. zamknięcie zdążyła uniemożliwić. . Obie z Justynka zerwały się z krzeseł. jakieś złudzenia? . czegoś tam ze sobą nie wzięli.wychrypiał. Powiedzieć mu o tym od razu czy trochę później. ponadto zamierzyła się łyżką. jeden Karol pozostał na miejscu. częściowo oszklone.zdziwił się Karol uprzejmie. kochanie.? . Muminek.Czy to znaczy. Oświetlenie wokół budynku pozwoliło ujrzeć wszystko od razu. co to ona chodzi w powietrzu.Przytrzymajcie! Ludzie. ponieważ rozdźwięczał się gong. Helenka zrezygnowała z pójścia spać i. Do drzwi walił Muminek. 10 z tej rozszalałej ekspiacji ciotki może wyniknąć.No? .Dobry wieczór. taką.gruncie rzeczy była ciekawa. ale ja nie mogłam zadecydować.powiedział Karol cierpko. że zdemoluje nieszczęsne drzwi.Ma pan. . .. I tak prawdę mówiąc. że drzwi otwarto czym prędzej.

że Muminkowa złapała męża in flagraniti z piękną panią stomatolog i bez namysłu wkroczyła do akcji. Ona gryzła czy pan? . nabyty u sąsiadów obok.?! Przypadkiem babę spotkałem! Karol wykrzesał z siebie odrobinę zainteresowania.oburzył się Muminek.podsunęła życzliwie Helenka. ratunku! Złe w nią wstąpiło. coś z zębami. a ten mój głupek na każdą. . co za cholera jej naplotkowała. dało się w końcu wywnioskować. ona mu wdzięcznie dziękowała. skaczących z kwiatka na kwiatek i tym podobnych miłych zjawiskach. na poprawę samopoczucia zaś wielki wpływ wywarło znakomite czerwone wino. Łyżkę wazową. coś o nich napomknie.. no i co z tego. no.. .Dla tej wydry co na drodze. tę. .. nie daj Boże.. Dyplomatycznie i z wielkim współczuciem przebąkiwała o nie wierności męskiej i perfidnym uroku rozmaitych Lafirynd. bo jaguar Karola stał na parkingu. In flagranti polegało wprawdzie na tym. bo Muminkowa została przez żeńską odsiecz wciągnięta do salonu. że Muminek z Larczykową stali na ulicy i rozmawiali. Justynka usiłowała koić zionące emocjami nastroje z miernym rezultatem. Niebezpieczeństwo bezpośrednie przestało mu grozić. W obawie uspokojona Muminkowa przypomni sobie trujące jagódki i.Nie dla mnie! Panie sąsiedzie.Miała pani rację .Dla kogo?! . . głupocie mężów i ślepej łatwowierności żon o motylkach. Z pełnych wzburzenia okrzyków.powiedziała ponuro Muminkowa w salonie. . to nieprzyjaciel. że człowiek parę słów zamieni. Łatwo im było podjąć życiowy temat. Podstępne supozycje Malwiny zrobiły swoje nieprawdopodobny dotychczas romans Muminka z Larczykową ostro zamajaczył Muminkowej na horyzoncie. . Muminkowa. ale tuż przedtem on jej pomagał wepchnąć do samochodu kwiat w potężnej donicy.Spódnicę . .. stopniowo przechodzących w zrozumiałe zdania. chwytając pierwsze narzędzie. bo podsycała je Malwina.powiedział Muminek z goryczą i wylazł zza krzesła.Tak ogólnie..Dobry? . umawiając się na następną wizytę dentystyczną. Łyżkę wazową wyjęła jej z rąk Helenka.Nawet mi nie dłubała . . wolała raczej zająć ją małżeńskimi niesnaskami. Zdenerwowana Muminkowa z wielkim oporem wracała do równowagi.Jaką babę? . jakie jej wpadło pod rękę.Dentystkę. w świetle latarni. Muminek z Karolem natomiast bardzo szybko przeszli na kwestię bezpieczeństwa samochodów. Larczykową.Rozumiem. . z okna dostrzegła kwiecie i karesy i wolała nie czekać na rozwój wydarzeń.

dotychczas zajęta wyłącznie sobą.! . Tak za nic. Dała spokój dalszym dociekaniom. jak ją dobrze pozłoci. taki chłop. może to nie on. chociaż bramę jutro załatwię.. Nie komentując wydarzenia..Moją żonę coś napadło. Od bramy wrócił jeszcze i poprosił o łyżkę wazową. że mi pani zwróciła uwagę. za nic! .Możliwe. Zadowolona była nadzwyczajnie.Musielibyśmy dopłacić. że ona. i może warto trzeciego zaangażować? . . .Ale. na każdą poleci. opamiętała się wreszcie. . .zgodziła się Malwina.. teraz już wystarczy jedno słowo. że ciotka. dzięki czemu Malwina nie zdołała spowodować żadnych zadrażnień.. że zwariowała i ciężko się wystraszyłem. zadziwiającym trafem. ta Larczykową.Ile to pieniędzy kosztuje. Ja jestem gotów..Ja tam jeszcze rzucę okiem. co on jej zawinił? A. gdzie się wszystko świeciło. . Za nią ruszył Muminek.. Może jutro.spytała nieufnie Helenka. niech będzie. przeprosiła za męża i ruszyła do domu. . może to ta dentystka. że piękny nie jest . Justynka nie uczyniła żadnej. frajer. wszystkich zadowoliła. bo dwóch ich jest. .Nie ma sprawy . przystępując do uprzątania ze stołu. Ja w ogóle bardzo państwa przepraszam za takie wtargnięcie. teraz jęła się wdawać w jakieś szersze intrygi. gdzie ta nasza ochrona się pęta . Niech i Muminkowa się dowie. przecież wszyscy wiedzą. jak pan popatrzy. Napuściła Muminkową na Muminka..odparł Karol uprzejmie. . żadnemu chłopu nie przepuści. . . I myśli.rzekł w jadalni Muminek z energią..Dobrze będzie.Na osobę to wypadnie niewiele. chociaż wyraźnie było widać. która.. .One teraz w spodniach chodzą.O. ale to jeszcze nie powód. *** Wzajemne informacje dotarły do osób zainteresowanych wielce okrężną drogą.prychnęła urągliwie Malwina.O..Cóż ona pani tak dziękowała za tego swojego męża? . ale myślałem. póki brama zepsuta.Iiiii. już ja go przypilnuję. żeby nas mieli okradać. ziarno zostało zasiane. cień podejrzenia. A latają za nią.. Karol poszedł spać. bo po co ma wychodzić na głupią? Helenka pokręciła głową i zaniechała dalszych uwag. .Pani go złapała na gorącym uczynku czy jak? . że ta harpia na niego też. No.. żeby Muminkowa poleciała do Larczykowej robić awanturę. . Muminkowa.Akurat. mimo przeszkód. Dobrze. . aż świszczę. proszę. a tu najbliższy dom...

zakłopotana bardziej.I niczego wspólnego nie było? . żeby się spotkać z Justynka. Tak. proszę? . nie? Co innego teraz. . . Już wszystko jedno. niemożliwe jest przecież. że sam odjechał zbyt wcześnie. .. . Zdaje się.Rozumiem. Beatka. powiem. żeby mieć dzieci. Karol zaczął badać od rana..Nie wiem i nic nie rozumiem .. To taka firma.Nie. Jola przyjechała odrobinę wcześniej i zdążyła pogawędzić z Beatką. i homoseksualizm. Mariage. żeby od stu czy iluś tam lat oficjalnie istniało małżeństwo braci! Zostaliby chyba wyklęci podwójnie.Od kogo.Nie. Bracia Freres to całkiem tak samo jak siostry Sisters.Nic. . O występach Muminków Konrad dowiedział się od kumpla.A ty? .Tylko herbata. która znała wszak języki obce. to jak to wytłumaczyć? . A co. bo i kazirodztwo.Też piłaś? . zatrzymaj to przy sobie. Ale ja wiem. Siostry Sisters. ale niektórzy nie słodzą. i ma z taką goryczką i ja ją bardzo lubię.Jaką inną? . Jola zdziwiła się trochę. .spytała Jola nieufnie. I cukier. w jej obecności. . rozumiesz. ostatnio tej jaśminowej używa. No tak. że rozmawiamy o herbacie. I co? . .Bracia Freres. pocieszył się zatem dość łatwo.. Angielski i trochę niemiecki. Zyskał za to pretekst.. Całą wypili.. Jakieś głupstwo mówisz. mam na myśli adopcję.. wyznała. Ty nie znasz francuskiego? . ale ja piłam...Czekaj. .Co ja? . przejawiającym wyrafinowany gust. iż pozwala sobie dzielić się napojem ze zwierzchnikiem.Oni chyba wszyscy coś zeżarli.Szefa. Nie.On. że to znaczy małżeństwo.powiedziała wystraszona nieco i zakłopotana Beatka. Osobliwą epidemię. jest. No dobrze.. tuż przedtem przekazawszy mu dyżur i pożałował. Następne wieści uzyskał od Joli.No owszem.. ja piłam inną. podobno oni się żenią i w dodatku upierają się. Niedokładnie zorientowana w kwestii biurowej herbaty.przerwała zaskoczona Jola. oczywiście. bo do zapoczątkowanych w Danii umów znakomita tłumaczka była mu niezbędna. jaka spadła znienacka na jego firmę.? . a nie o zboczeniach. Musi tam być chyba jeszcze jakieś inne słowo? . Ale błagam cię. niech będą bracia Freres. ale przyrzekła milczenie. .. bo zaciekawiło ją to jakieś tajemnicze sedno rzeczy. Potwornie droga i sprowadzamy ją od braci Freres. Jola umiała myśleć szybko. ale co? Każdy jadł co innego.

W pięć minut później podobne informacje uzyskał i Karol.Bo myśleli. Konrad miał mało czasu.Z tą herbatą. . a ty nie. bo miał co innego do roboty. stary im daje czasem do spróbowania. Wszyscy pili. że takiego nie chcą. w ostateczności zatem mogła zamienić jedno na drugie nawet.Ja też. że to znów eksperyment.No coś ty! Nic.. Z jego czajniczka.To dlaczego pili? .. aczkolwiek zamierzała w przerwie skoczyć do sądów.No. Karol będzie zajęty w jej towarzystwie. cały rozkład zajęć Justynki na uczelni Konrad miał już w małym palcu. Dopiero dzisiaj się dowiedziałam. A dla ludzi jest drugi czajnik.I nie było w niej nic niezwykłego? . a chłód Justynki czuł się na siłach przełamać we właściwej chwili.Coś tam ględzili. Trzymająca się rzetelnie układu z bratem.. Nie wyjawił poglądu i nie wdawał się w śledztwo. przedsiębiorczy. symulując później identyczne dolegliwości dla niepoznaki. pojęcia nie miałam. gdzie i kiedy powinien łapać dziewczynę. żeby bardzo niedobra. bo coś tam się toczyło interesującego. a przy okazji dołożyła ciekawostki. tę drugą. ale mówię. bo przecież powiedziałabym im. ale się krzywią.. bo nie lubią.? . cykająca niepospolitymi tajemnicami. . większy. Jako osobnik płci męskiej. Chociaż. mieli zamiar powiedzieć.. ale tego tematu nie rozwijał. Zyskawszy chwilę swobody. więc niech piją zwyczajną. Prywatnie był zdania. Bardzo chłodna.. że jakaś inna. Jola udzieliła mu wieści natychmiast po zorientowaniu się. szef im daje do spróbowania coś nowego. energiczny. ale tak próbowali i próbowali. przyjął je z podejrzliwym zdumieniem na wszelki wypadek kazał natychmiast wyrzucić cały zapas posiadanej w firmie mieszanki i kupić nowe paczki. Konrad doskonale wiedział. . nie smakowała im. jedynej zdrowej. Nic mi o tym nie mówili. jeśli ten chłopak wykorzystywał ją podstępnie.. . nieufna i rozgoryczona Justynka wsiadła do samochodu. że żadnego eksperymentu nie robimy.. odgadł bez trudu. iż to ktoś z pracowników zrobił głupi dowcip wszystkim pozostałym. Nie mniej jednak interesująca wydawała się jej sprawa wuja i ciotki. cynicznie i bezczelnie. Znaczy nie.. Co do Beatki. ale jakaś taka.. Szefa. Złapał ją. Do Justynki zamieszanie zdrowotne w firmie wuja dotarło za pośrednictwem Konrada. . iż użyła dla siebie jego osobistej esencji. bystry i nie leniwy.Z czym co? . jak długo . No i wszyscy pili i to jest jedyna rzecz. .

. jeśli się mylę. . W firmie pana Wolskiego też się jakaś zgryzota pojawiła. .. Ale co tu gadać. Konrad się zaniepokoił.Ale. ani prywatnych. Konrad sklęsł. Podobno zaszkodziła im herbata. Larczykowa z głowy.. że jej ciotka ma jakąś ansę do Larczykowej. . że mi to mówisz . Konrad znał Larczykową z widzenia.Cały personel zapadł mu wczoraj na. . . Sytuacja jest wyjątkowa. I wprost mówię. wczoraj wieczorem? . .Od zewnątrz tylko część spektaklu. Powiedział to .Ja z tobą również . więcej już zainteresowana osobliwymi wydarzeniami w rodzinnym domu niż własną sytuacją uczuciową.pochwaliła Justynka. wolę. Zimnym głosem poprosiła o wzajemność. Rysa się powiększyła. . to przedstawienie przed waszym domem..Rozmawiam z tobą jak nigdy z nikim.Jaka zgryzota? Wuj wrócił dosyć zadowolony.spytał bez wstępów. . Ryzykuję. . żeby tak atrakcyjna kobieta na osiedlu umknęła jakiejkolwiek męskiej uwadze. żebyś to była ty niż ktokolwiek inny. Justynce wyrwało się podejrzenie. I to może być ważne.zaczął trochę gniewnie. na co Konrad poczuł się wręcz obrażony. coś w tym nie gra i zależy mi na sojuszniku... rany boskie. . z tobą. . a człowiek wolałby rozumieć. jak by tu. podobnej bredni Justynka nie mogła zostawić bez wyjaśnienia. Nie dość na tym. Z licznych i urozmaiconych przyczyn..Dla wszystkich. moja strata.. . co właściwie robi i dlaczego.Przepraszam. jak ją uspokajać.. reszta w środku i na ten temat mój kumpel nic już nie wie. niepokój przewodu pokarmowego.! Spojrzenie Justynki powinno było zamienić go w zlodowaciały kamień. No nie.Ciotka mi takie numery wywija że niech wiem przynajmniej. że wyleją mnie z roboty. niemożliwe bowiem było. i sam się czuję niewyraźnie. no. niech ci się nic nie wyrwie. Sprawa jest jakoś dziwnie nietypowa.przerwała sucho Justynka. Konrad usłyszał wszystko o niesnaskach małżeńskich Muminków. że tego. Od początku miałem wrażenie. Powiem ci prawdę..Co to było. chwała Bogu. Zgryzota wuja natychmiast zrobiła rysę na oporze Justynki. Żadnych kontaktów obiektu z dentystką dotychczas nie stwierdził ani medycznych.. .spytała zimno Justynka. bo nadal pozostał żywy... spowodowała wymianę wiedzy..Bardzo dobrze.Dla kogo? . widocznie jednak nie chciało.

. tak na wszelki wypadek. bo z jednej strony pustynnie suchy. to ma sens. że skąd i nigdy w życiu. żeby za nią zapłacić. a z drugiej arktycznie lodowaty. Wynajmują takich do mordobicia albo i gorzej. Ile ja się jeszcze mam nadenerwować. małżonkę śledzonego obiektu doskonale znali. Stać ją na to. a może ja bym chciała pozbyć się wroga i męża nie musieć pilnować. Nie wpadło mi to do głowy wcześniej z głupoty. tajemniczym sposobem obydwojgu im pozostawił wrażenie. Jedno wydarzenie tylko Konrad przed Justynką ukrył. *** Malwina o skutkach działania strasznej trucizny dowiedziała się prawie bezpośrednio od Karola. a mianowicie krótką wizytę Malwiny w firmie męża. wracam na wydział. Telefon domowy może być? W tym momencie Justynce przyszło na myśl.. ale o komórkę postaram się w najbliższym czasie. Wykąpany pilot stracił wszelkie znaczenie. Jakoś tam podobno tę wypłacalność trzeba gwarantować. chociaż wysoce dochodowa baba. Szefowi agencji znów spadła na kark ta rozhisteryzowana. panujący w kraju. tyle że trochę mniej i zależy kiedy. . Nie jadę już do sądów. Do bramy najzwyczajniej w świecie o dziesiątej rano przyjechała furgonetka i trzech ludzi. a może to jest swołocz . Rozumie pan. że nie istnieją żadne przeszkody. jak coś jest możliwe. telewizja też. przy pomocy Konrada byłby dla niej osobiście odrobinę mniej trudny do rozwikłania. Karol wolał bezpieczeństwo niż wojnę z żoną. . stare urządzenie zostało rozmontowane i znikło z pola widzenia. Baba rzekła: .powiedziała stanowczo Justynka. bo w gazetach o tym piszą i radio gada. nie studiami przecież. o ile wiem. iż dzień spędziła pożytecznie i złagodziło doznania na tle bramy. nie wymagające żadnej prowadnicy. na jego miejscu zaś pojawiło się nowe. że świat wcale nie jest taki zły. jak i kumpel. zarówno on. rzecz jasna.Ja nic nie chcę. Utwierdzało ją to w mniemaniu. Jak cię łapać? Komórki.Stoi.. Ale masz rację... I niech mi pan tu nie mówi. że wolisz.. nie masz. wysoce kontrastowy. bo chętnie będę . dla których nie mogłaby mieć komórki. ale wolałabym wiedzieć. przepadło. Nie umknęła jego uwadze. Dało mu to coś do myślenia. .I bardzo się cieszę.. że cały galimatias prawny. Przemyślenia w kwestii zbrodni mężobójstwa również dały rezultat.Z licznych i urozmaiconych przyczyn. bo.Może być. Da się na nim całkiem przyjemnie egzystować. a zawsze to przyjemniej. ale może wuj się zgodzi. Charakter rozmowy. która zdążyła pomyśleć.

stosowany w razie potrzeby.Ale ona płaci? Szef spojrzał na niego z politowaniem.. że tego Wolskiego rzeczywiście trzeba będzie w końcu ochraniać.. Jak to się robi... nie? . że pan wie. czy nie warto byłoby trochę jej patrzeć na ręce. Zrozumiała.Co się tam dzieje. . do diabła? . bo z tymi cholernymi ludźmi nigdy nic nie wiadomo. Niech pan mi tu nie będzie taki święty! Podsłuch pan ma czy co? Na to pytanie szef agencji mógł odpowiedzieć śmiało i swobodnie. żeby takiego złapać? Teoretycznie pytam. godni zaufania.I słusznie. Weźcie to pod uwagę. Nie wiem. .Nie ma żadnej. nawet jeśli nikt tam specjalnie nie będzie szukał sprawcy. więcej się przy tym dowiadując od klientki niż klientka od niego. co Konrad zrozumiał właściwie. albo jego podrywkę. . Klientka wyszła w końcu z nader mglistymi wyobrażeniami o rynku płatnych zabójców. ile wysupła. iż wie wszystko. . nasz pan. to własny. . Niewątpliwie. że ci najlepsi. Porozglądamy się przy okazji dookoła. są zarazem potwornie kosztowni.najgorsza na świecie i czy on mnie musi koniecznie znać osobiście? Jak z tym jest? Ja wiem.rzekł nieco zaniepokojony szef bez żadnych wstępów. bo widać. Na opinii też mi zależy.W porządku. Zdaje się. i cóż takiego! Więcej pan o nich wie niż ja. Wcale mi się to nie podoba. mamy klientkę. .Wygląda na to.Są. Nasz klient. a rozmawiamy poufnie. Natychmiast po jej wyjściu i tuż po spotkaniu z Justynką Konrad został wezwany na rozmowę.Z tymi wynajętymi kilerami. Szuka teraz płatnego mordercy. . że baba chce rąbnąć albo męża. . Nie miał podsłuchu. póki płaci. ja prowadzę agencję innego rodzaju. .Jak z czym jest? .Podrywka odpada .Nie bardzo łatwo. szkoda . . Też mi wychodzi. Nie czuła się w pełni usatysfakcjonowana. na wszelki wypadek. ale tego już nie musiał dodawać.. .odparł Konrad stanowczo. . to na pewno. odrobineczkę skołowany. że męża ma na oku i dziwne sztuki wyczynia. prywatny.. że głupia.Łatwo znajdzie. Malwina wprost z agencji udała się na jeden stołecznych bazarów. Są przecież. A jeśli nawet. mówię.spytał szef agencji. Pytanie. ale przed własną żoną. co chciała wiedzieć. bo nie mam chęci być wmieszany w kretyńską zbrodnię.. przykro mi. Ale. przekonana jednakże. W kwestii kilerów natomiast poprosił o zwłokę. ..O. bo taki wynajęty kiler mógł zlekceważyć sprawę.

a tu pociąga. Da się z niej strzelić raz. powinna się zabezpieczyć dodatkowo. Gwarantowane. Przynajmniej w porównaniu z pozostałymi. że nikt się z nim zbytnio nie kryje.Jak cholera. a przynajmniej nie wypadnie jej drogo. zaskakując cenami wysokie do obrzydliwości.Porządnie. to gorsze. co należało posiadać. Nie zarejestrowana. z niezrozumiałych przyczyn. . Krzywiąc się nieco. . Na proste pytanie otrzymała prostą odpowiedź. sprzedawca dokonał jakichś manipulacji na stronie. o dziwo. wreszcie trafiła na potężne kopyto. ale z pelerynki Karola nie zastrzeli. I pokazać. wskazywała palcem to większe. ukryty za furgonetką. czego Malwina w ogóle nie zauważyła. było tanie. I wszystko. o! A to spust. Nielegalnie nabyta. wskazawszy dwa elementy. Życzenie jej zostało spełnione nader gorliwie. Bo w zasadzie ta broń jest do użytku jednorazowego. jacyś świadkowie jednakże plątali się w pobliżu i wszyscy. nieco tańsi nie zapewniają usługi dostatecznie solidnej. . po czym wręczył jej wspaniałą spluwę. Do źródła broni palnej dotarła bez wielkich trudności.jej było pieniędzy. powątpiewała przy tym. . Broń palna. Miała całkowitą pewność. . te mniejsze były jeszcze droższe od większych. bo trochę się jej bała. w czym gorsze i dlaczego. iż ów śmiercionośny handel otoczony jest większą tajemnicą. ale potem trzeba ją na nowo nabijać. ciekawe. gdzie tu się za co pociąga. w wielkim pudle ze świecidełkami na choinkę. korzystając z nieobecności Justynki i zajęcia Helenki w kuchni. ukryła broń palną na dnie szafy w gościnnym pokoju. To był to. Po powrocie do domu. a tu oto okazało się. nie patrzyła nawet na czynność. rąbnie z bliska i ucieknie. może poprawić i drugi. które. no. co ją nawet nieco zdziwiło. .upewniła się Malwina. Tu pani odsuwa.To bezpiecznik .zażądała z godnością.I strzeli? . Transakcja w zasadzie odbywała się kameralnie. wolałaby za te pieniądze kupić sobie futrzaną pelerynkę. patrzyli na klientkę bardzo dziwnym wzrokiem. czy taką sumę uda się wydoić z Karola. że aż do świąt Bożego Narodzenia nikt do tego pudła nie zajrzy. Co tańsze.Proszę mi to nabić od razu .Tak się odsuwa. to mniejsze sztuki. Zaprezentowano jej duży wybór. Jednorazowości Malwina nie uznała za wadę. W porządku. Tysiąc dwieście. . i wystarczał jej jeden Karol. nie zamierzała w końcu wymordować połowy miast. Tysiąc dwieście złotych za Karola mogła ostatecznie opłacić. w tej dziedzinie Malwina nie miała żadnych wątpliwości. nawet nabijać nie będzie. myślała. Sprzedawca również oglądał ją z jakąś osobliwą ciekawością.rzekł pobłażliwie.

lekko zaniepokojony .Flaczki. .Przecie każde mięso się myje! . żeby postarać się o nowe narzędzia zbrodni. z natury rzeczy.zdumiała się Helena . co pan mówi . przecie one z mięsa. mam nadzieję. . ale nie szkodzi. bo Justynka ugrzęzła wśród książek w bibliotece i opóźniała przybycie do stołu. Karol zresztą nie jej się zwierzał.Coś tam bardzo ładnie pachnie . jest w pełni możliwe. Obejrzał przystawki i.A któż by herbatę z majerankiem mieszał? Chyba że pan chce może rumianku? Albo szałwi? Albo mięty? Bo z tymi flaczkami. zawierają w sobie pozostałości masy pokarmowej w różnych stadiach rozwoju . niech mu będzie. Bramę naprawił. kiedy Karol w przypływie niepojęcie doskonałego nastroju pozwolił sobie na biurowe zwierzenia. . co też pan mówi? Karolowi trudno było utrzymać sto dwadzieścia kilogramów na ugiętych nogach. że zalegało moim pracownikom i ktoś ich pięknie wykurował.? Malwina słuchała pilnie. o co chodzi. . Karol się zastanowił. to najlepsza mięta i dziurawiec. .Mnie na nic. że te flaczki zostały oczyszczone . Helenka.Ja całkiem nic nie rozumiem z tego. Z piersi. Pan sobie żarty robi! Ale może dziurawca. powęszył w kierunku kuchni . . .Należy je usunąć.Na żołądek dobre. nic mi nie zalega. .To na co to panu? . No i teraz. usiadł zatem.wyjaśnił. wnosząca właśnie sałatkę z kukurydzy. na truciznę okazał się haniebnie odporny. Karol powstrzymał siadanie. co to mogło być? .Flaczki z drobiu .Z zawartości. trzyma oddzielnie przyprawy.Zalegać. Tym razem wybrał sobie Helenkę.Mam nadzieję. . Jak też Helenka myśli. Flaczki z piersi. Jakby panu co zalegało.. odebrał szansę nieszczęśliwym złodziejom. doznała ulgi i satysfakcji niezmiernej. a oddzielnie herbatę? Trudno to ze sobą pomieszać? .Z jakiej znowu zawartości. A do czego ta szałwia i mięta? .Z czego oczyszczone? .Rozumiem.rzekł z wyraźnym zainteresowaniem. co.zgorszyła się podejrzliwie Helenka..objaśniła go Helenka. Ale możliwe. nie wtrącając się do pogawędki ani słowem. mam wrażenie. ona miała dość rozumu. to całkiem nie wiem. jak ostatnio doświadczalnie zostało stwierdzone. siadając.Na gorąco będą.

. Zna Helenka odpowiednie lekarstwo? . Spojrzała na wuja. i konsekwencji nie ma. Można powiedzieć: usunął zawartość ich przewodu pokarmowego. Ten człowiek jest z żelaza. No proszę. od razu ją zainteresowała. Helenka zatrzymała się w drodze od stołu do ganka z flaczkami i obejrzała na pana domu. . bo może do Justynki.. rozpylacza. i pomieszała flaczki. Ostatnie zdania usłyszała wchodząca wreszcie do jadalni Justynka i okazja rozszerzenia wiedzy.To kruszyna i szakłak.Kiedy? . W milczeniu już Justynka podała wujowi talerzyk z ćwiartkami cytryny. .Radykalnie. czy ja dobrze słyszę? Ktoś u wuja przeczyścił wszystkim przewód pokarmowy? To co to znaczy? Karol właściwie miał już dosyć wczorajszego kataklizmu żołądkowego i nie chciał się nad nim dłużej rozwodzić. Przez moment Malwina nie była pewna. jak ich wykurował? . a jemu nic. bo i to ziele podobno. . Tak była zajęta myślą o bombie.A co im było? Znaczy. Przezornie sprawdziła. nie z dobrej. . Pani Helenka na ten temat wie najwięcej.Na zaleganie i usunięcie. Z dobrej woli wypili? . Coś tam z nim robią. wszystkim zaszkodziło. do kogo to mówi.Sól gorzka . mimo satysfakcji. Bo przecie nie rycyna.Ale to takie więcej obrzydliwe. . Osobiście mnie ta epidemia nie dotknęła.zadumał się Karol. kto by rycynę wypił tak bez dania racji. może powinna postarać się o bombę.Trudno ocenić .Z dobrej. chyba że z ziela. Stąd moje obawy w kwestii flaczków. Malwina. przeszło mu na szczęście. . ale podobno wcale obrzydliwe nie było.stwierdziła Helenka stanowczo i bez namysłu.Nic nie znaczy. . Oznaczało to koniec rozmowy. . nagle zainteresowana tematem. może nawet pistoletu na niego mało. kałasznikowa. żadna przyprawa nie zaplątała się w okolice zapasu herbaty.Brydża zrobisz .. Interesowały go flaczki z drobiu.. . Dokładnie za dziesięć dni. Poproszę cytrynę. jej chlebodawca najwidoczniej miał jakąś fanaberię albo robił sobie takie dziwne dowcipy. poczuła się lekko wstrząśnięta. że protest nawet w niej nie drgnął. jednak do niej.powiedział Karol znienacka. pochodzącej od Konrada.W następny piątek. Helenka nieznacznie wzruszyła ramionami i udała się do kuchni.? Nie.Na co? .Przepraszam.?! .

powiedział Karol do kotki.. wytykając debilizm osobie. Pufcia chce niekiedy. Robił. klub brydżowy nagle w domu zakładasz? Justynka najchętniej kopnęłaby ciotkę pod stołem. robił i nie zrobił. Karol się zainteresował wbrew ogarniającej go już złości..Ale ona lubi takie różne nietypowe smaki.. To ma być brydż... . Na dwa stoliki. chciewa.I będzie przerwa na kolację. pokochałaby je od dziś. Zarzewie ognia zgasiła Pufcia.?”.Nikogo. Na dwa stoliki? To kto właściwie. . nieświadomej faktu. . zamiatając mu ogonem po twarzy. co.zaczęła Malwina buntowniczo. .I kto ma być na tym brydżu? Mam zaprosić Śliwińskich? Poziomiaków? To i Kręckich trzeba. . .Ciekawe. czy to jest forma niedokonana? Bo przecież nie tryb. . Kolacja ma być najwyższej klasy. ale miała do niej za daleko. no . .. jak zwykle ostatnimi czasy. Ja ich zaproszę. nie są gorsi od twoich. od dawna leżącego w grobie. . że nawet gdyby nie lubiła kotów dotychczas. O ile w ogóle jakiś chciał je zjeść.No. Z kotem w ramionach popatrzyła na wuja pytająco. iż Danią rządzi królowa. Jednostka płci żeńskiej.? Czy chciwa? Forma niedokonana od chcieć. Po czym. . ...nie będzie jadł tej kolacji. zdejmując Pufcię ze stołu i czując wyraźnie. To znaczy.Chciewa.zapewniła.Ale nie będziemy przecież rozmawiać o polityce. . Karol bowiem natychmiast uczepiłby się króla..To dlaczego właściwie ja mam tego brydża robić dla twoich gości? Grasz sobie z nimi gdzieś tam. Danusia by przyszła i Krystyna..Lubisz te majeranki i szakłaki? Ostrożnie. czy zaprosiłeś króla. . Malwinie zamarły na ustach dalsze słowa. ... miałoby skutki straszliwe. Z wdziękiem wskoczyła na stół dokładnie przed nosem Karola i powąchała flaczki na jego talerzu... Ona chce.zastanowiła się nagle. Czy koty nie dostały nic do jedzenia od wczoraj? Justynka zerwała się z krzesła.To raczej przejaw działalności naszego rządu .Dziewięć? ... .. rzecz jasna. i które miały brzmieć: “. Karolowi głos ścichł i pojawiły się w nim lekko syczące tony.skorygował Karol uprzejmie. Na dziewięć osób... wybuchłoby ogólne piekło. Z miejsca Malwina zapomniała o bombie i poczuła się urażona. a może obie nie jesteśmy godne zasiąść do stołu z twoją świtą? W Danii byłeś. Pucuś też? . to gorące. a co ja mam do tego? Ja bym zagrała z moimi znajomymi. a nie ploty.. a zwykłe zioła i jarzyny krajowe jeszcze żadnemu kotu nie zaszkodziły.Dostały .Zaraz. a ja czy Justynka.

. Nie.. My z Helenką .Znacznie wygodniej podawać kolację bez siadania do stołu. Czy na tę chwilę ogłuchłaś? Z wielkim wysiłkiem Malwina zachowała słodycz ...Będzie jeden wychodzący..Na gorąco? .Zdaje się.Szkoda . Nie. Zabije go właśnie wtedy! Przy tym brydżu! Padnie na kogoś z gości. Justynka. . . .Czy to znaczy. kochanie.! Bezczelność. Ja i tłumaczka. . Śmiertelne zaskoczenie Karol zdołał ukryć. krwiożercza myśl. wymyślę. Po jakiemu zamierzałabyś się z nimi porozumiewać? Gwałtowna burza w sercu Malwiny omal nie zniweczyła jej wszystkich starań. ja i tak w przyszły piątek wrócę bardzo późno - przerwała pośpiesznie Justynka.. duńskim. znów zapomniała o tej miłości do Karola i o mało co. Boże drogi. że. o ile wiem. Tyle że rzadziej. . postawiła kotkę na podłodze. ale po .... przy dwóch stolikach gra osiem.. szwedzkim i niemieckim. Tylko nie wiem. Nie ma prawa zająć więcej niż.. ale bez syczącego przydźwięku. może zaprosi jakiegoś wroga. żeby urządzić go u Joli. zjemy sobie na stronie. rozważał nawet myśl. godzinę.Przeszłabym może do potomności..To nawet lepiej .Masz ochotę zapytać o siebie .Jestem zaproszona na urodziny koleżanki. . . Był święcie przekonany. Reszta włada angielskim. . Odkręcać czym prędzej! . na ile osób zechcesz .Otóż z tych wszystkich osób po polsku mówią dwie. Bardzo dobrze. to nie. Malwina przez ten czas zdążyła się zastanowić.. co wcale nie oznaczało.oznajmiła słodko. Ale. że jego żądanie spowoduje histeryczną awanturę. ale z pewnością było to coś szkodliwego. Tłumaczka. że jednak nie będę go używać. Ale jak nie.Też. . Na ile osób? . jednak lepiej brzmi: chciewają. siadając znów przy stole..westchnęła Justynka i.powiedziała. z wielkim żalem.!!! Zarazem wystrzeliła w niej nowa... że miałby zmienić plany. szczególnie w korespondenci urzędowej. Zależało mu na tym brydżu w prywatnym domu.Ciociu. ..Zatem oba koty chciwają. że powiedziałem to wyraźnie. nie wiedziała co. przemógłszy dławienie.Z największą przyjemnością zrobię kolację. że stworzyłaś nowe słowo.Doskonale. Mam wrażenie.Nie.! Ta jakaś Jola. .Sama wymyśl.powiedział Karol drwiąco. . . Kto dziewiąty? . przed którą ostrzegała ją Krystyna! Do tego doszło. i obawiam się.... bardzo przepraszam.

. bo już głowę tracę i tak mi w środku wszystko lata. ja ci to mówię.. ale to przecież w oczy bije. Ta tłumaczka.. bo ja go kocham nad życie.Ach! . co ja mam zrobić?! . jak ze śmierdzącym jajkiem się cacka. na serce umrę z tego zdenerwowania. . w tym dwóch świeżo poznanych w Kopenhadze.A dlaczego on nie może mieć tłumacza.Ja bym raczej mogła powiedzieć.. wszystko zniosę. co ja mam robić? .Bo po duńsku nie umiem. czy talenty kulinarne Joli sięgają Malwinie bodaj do pięt. kiedy Karol już znikł w gabinecie i ulała swoje żale na tle utraty jego uczuć. tylko tłumaczkę? Snuje się za nim jak smród za wojskiem i to znaczy ja nie wiem. a po drugie chciał. Przyszła do pokoju siostrzenicy. niech będzie. I szansę na ten kontrakt. tylko żeby on mnie też kochał.. ten mój mąż głupi.Postaraj się wyjątkowo .rzekł już zupełnie łagodnie. . . czego ciocia ma NIE robić .! Przeciwko mnie! Jaka ja jestem nieszczęśliwa. co się za wojskiem snuje.. czy jej nie zabrał ze sobą do tej Danii.!!! . zniweczony przez sraczkę personelu.Będę ci bardzo wdzięczny. No zresztą dobrze. więc sama popatrz. ale podobno się snuje.Skoro ciocia pyta. a ten kre. Nie chcę się wtrącać. chciałam powiedzieć. *** Malwina oczywiście nie wytrzymała. on też nie umie. on mnie rzuci dla niej.. żeby to było w jego domu. ale może oddzielnie pojechała? Podobno taka piękna i młoda.pierwsze wątpił. sama powiedz. A skąd mam wiedzieć. to znaczy.. rzeczywiście. słodkie oczy do niego robi.NIE robić.? .. jak każdy chłop. że pytam. a ja bez niego nie mam życia i jeszcze jej będę usługiwać! Żeby do domu taką szantrapę sprowadzać.. gotów na nią polecieć! Co to za jedna w ogóle?! I co ja mam zrobić..Co. wszyscy mówią. nigdy nie wąchałam.! Do końca kolacji Karol nie odezwał się już ani słowem.Ja właśnie chciałam powiedzieć. To co ty mówisz? Że co mam zrobić? .. ona go chce poderwać. ..ośmieliła się Justynka stwierdzić z wielkim naciskiem. na kuchtę zejdę. . .Bądź mi wdzięczny! Taką piękną pelerynkę z czarnych norek widziałam w Panoramie. . Miał swoje zakusy na zaproszonych kontrahentów. niby nie.. zapalonych brydżystów. zawracanie.No pewnie. ..ożywiła się Malwina. Do Malwiny nie dotarło. czego ciocia nie powinna robić. ale już tej dziwki w domu nie zniosę! To znaczy..

Rzadko .Co ty tu do mnie mówisz? Że to niby ja jestem winna?! .No właśnie.. I już dwa razy ciocia mu ten humor popsuła. takie coś mi do domu sprowadzać.A otóż ja mam wrażenie. Malwina zamilkła nagle. może pozwoli sobie wbić łopatą do głowy. A otóż.. . i zrobić takie żarło. a chyba tak. powiem. okropny. . z tą kobietą nie dało się rozmawiać.A co mam okazywać? Uciechę? Jak on mnie i.. a ciocia wtedy jakąś złośliwość mówi albo zgłasza pretensje niepotrzebnie. . co ja mam zrobić? .. Traktuje! ..przyznała Justynka. . No. tak to wygląda. no dobrze. ciocia to przecież potrafi.Toteż właśnie. żeby im oko w słup stanęło. Czy on w ogóle bywa kiedy w dobrym humorze? . Ale jeżeli ciocia go kocha i cioci na nim zależy. ..Ależ skąd. już coś takiego się dzieje..Że ciocia może niepotrzebnie swój żal okazuje.Owszem. .Chociaż ostatnio częściej. I nic więcej. zrobi im ucztę bogów. na własne uszy słyszałam.. to nie słyszałaś ..Że ciocia się bardzo cieszy z poznania osobiście tej miłej osoby. . Chwilami.No tak .. Ale zanim ciocia zauważy.wyznała żałośnie. moje dziecko. znanej ze słyszenia. .Udawać wielką życzliwość . Ale. . Znienacka Malwinie myśl się spodobała. tak. . Prawda.. zarazem osiągając jakiś rezultat.Co w oczy bije? Z całej siły Justynka starała się być taktowna.A ile razy on mnie popsuł. to fakt. ale ja już wszystko wytrzymam. Ty masz rację. Od razu mu się humor psuje i robi się okropny. że ona go kocha. że właśnie w tej chwili Justynka przechyliła się zdecydowanie na stronę wuja. kiedy wuj w dobrym humorze i normalnie rozmawia. Nie.W jakich nieodpowiednich chwilach? Które to mają być te nieodpowiednie chwile? Ciężka uraza w głosie ciotki sprawiła. .. wszyscy zobaczą.. Milion razy. że kocha tego podleca i że jej na nim zależy bez granic! .. Ale ciocia właśnie NIE wytrzymuje w nieodpowiednich chwilach. jeśli jej rzeczywiście na nim zależy.. Tylko ta tłumaczka. że on jest lepszy. grono świadków jej się .Nieodpowiednie chwile to takie. to potrafi. to wuj się robi lepszy i wtedy łatwiej wytrzymywać. Jak i ciocia więcej wytrzymuje. ja już nie wiem. mnie się tak czasem wyrywa z rozpaczy.poradziła stanowczo Justynka. I dla Karola będzie jak miód. Ale. przecież ma wmawiać w Justynkę. że wuj się zrobił trochę lepszy.. nic podobnego! Do wuja trzeba mieć końskie zdrowie. Wyglądać przepięknie.

Otóż. Justynkę kwestia tłumaczki nieco zdenerwowała i dlatego niezbędny był jej Konrad. Sama już nie wiem.. Z lekkim rozgoryczeniem pomyślała przy tej okazji. Justynka zaś. Obydwoje uzyskali informacje tak niepokojące. jak to powiedzieć Justynce. Co się stało? . ale wyłgiwanie się Kasi miał już opanowane od co najmniej roku. to ma w nadmiarze.. sobie sama wydedukujesz.. wsiadając. Latasz za wujem.. mam zgryzotę taką samą a nawet jeszcze gorszą - zakomunikował niepewnie. Konrad wyłgał się niejakiej Kasi. że nie wyglądam na debilkę. Nawet lepiej. Drobiazg.. ale myślałam. I nawet ta Suka będzie musiała zeznawać przed sądem na jej korzyść. . .. .. *** Konrad koniecznie chciał się widzieć z Justynka.. ale nawet prawie triumf... . Justynka przyjrzała mu się wzajemnie. .Bo ja tylko do piętnastej trzydzieści.Jeśli ci idzie o czas. że Wolski do wpół do czwartej nie ruszy się z firmy. potem jednakże nie wiadomo co zrobi.Całkiem innego. Spłynęło na nią nie tylko ukojenie.Chyba że coś innego.. . musiał zatem zająć swój posterunek. bo Konrad właśnie podjechał pod bramę uniwersytetu.Teraz się urwałam. No i stało się. No i. spotkanie udało im się umówić z wielką łatwością. Też nie wiedział.? .? Nie jestem chyba przesadnie zarozumiała. . . Zakłopotana Justynka urwała. Bez względu na uczucia prywatne! Zważywszy doskonałą zgodność dążeń. Fakt.. Od Joli wiedział. że cię mocno stopuje. i Justynka z Konradem...oznajmiła. Wal wprost.Obawy. acz różnego rodzaju.. Konrad dysponował czasem tylko do wpół do czwartej. świadomemu wizyty Malwiny w firmie męża. Zaraz. ale od początku miałem obawy.Nie będę ukrywał.A.. Konradowi. ale rachunek jej się pomylił.. latasz wujem. Nie powiedziałem tego wyraźnie. Próbowała nawet policzyć. zdążę wstąpić do sklepu. Ciotka cię wynajęła do tego latania. No i.Widzę.powiększy. czatującej na niego pod domem. Bo co? . jak ci to powiedzieć.. upragnione natomiast stawia zacięty opór. Justynka zaś z nieco większym trudem pozbyła się latającego za nią Włodzia. ale o czwartej muszę wrócić na wykłady. niepożądanego wielbiciela od lat dwóch.Mam nową zgryzotę . supozycje szefa dały do myślenia jeszcze więcej niż wszystkie dotychczasowe wypadki. że wręcz musieli je skonfrontować z wiedzą sojusznika. Konrad przyjrzał się jej. ilu niepożądanych wielbicieli odstawiła od piersi ostatnimi czasy. że czego człowiek nie chce.

Możesz ją poznać osobiście jeszcze dziś. bo ona jest umówiona na czwartą.Obstawiacie wuja całą rodziną? . Na razie tak trochę siedzę na wulkanie. . nie? . .. ale w domu zrobiła się sytuacja podbramkowa . a wolałabym nie. bo nastąpi kataklizm.. Może ci głupio o niej mówić? Jaka ona jest? Konrad uświadomił sobie nagle. .Dobra.Potem kończy się umowa z tymi. . Moja siostra.Wiem ..Moja siostra. W chwili obecnej punktem zapalnym jest tłumaczka. .Bo co ona ma do rzeczy? . a wuj ją zaprasza do domu na brydża z cudzoziemcami. odpowiadając na pytanie Justynki.. Trafiliśmy na siebie przypadkiem. .. . skoro siostra. Rodzona.. że ona pracuje dla firmy Wolskiego... Wydał z siebie długie pufnięcie.Jak by ci to powiedzieć...No coś ty! Pojęcia nie miałem. ale ciotka nie. nie mogłem jej nie zobaczyć.przyznał się Konrad po czterech sekundach milczenia. Poczuł niemal wdzięczność do obu dziewczyn i wydały mu się niezwykle sympatyczne. co ja osobiście rozumiem. co ja robię. . Z panem opiekunem grupy. Wiesz coś o tym ? . .Z czym co? Justynka zawahała się. Kto to taki? Konrad znalazł miejsce na parkingu przed kinem Skarpa i zatrzymał samochód. . że.ale pół godziny też coś warte.. ja tam mieszkam i jeszcze przez dwa i pół roku nie będę miała innego domu. Wuj ma jakąś tłumaczkę.Dlaczego przez dwa i pół roku? Bo potem co? .. Przed firmą twojego wuja. Wiesz. . a ona w ogóle nie wiedziała.No nie wiem.Ciotka ma do niej ansę. Co to za jakaś? . o wpół do czwartej.zdumiała się najszczerszej w świecie Justynka.zaproponowała sucho Justynka.Nic się jeszcze nie stało. co wynajmują moje mieszkanie po rodzicach. może zarazem spełnić życzenie Joli.Wal wprost . . żeby trzymać rękę na pulsie. Znajomość nie będzie może zbyt dogłębna.. . . skoro pilnuję.Co? . .I co? .Ja też.oznajmiła Justynka z determinacją.Coś muszę wiedzieć.Muszę ciotkę łagodzić.

co zdołała ukryć. Gdyby zgadła sama. Trzyma się wuja pazurami. Chyba że napisze testament i zostawi jakieś legaty.Bo jeśli trzy lata. dwa lata temu znała sześć języków obcych.. Bo. ale nawet dać do zrozumienia.Trafniejsze byłoby: dla... Kto po twoim wuju dziedziczy? Justynkę dziabnęło w środku coś potężnego. Dla twojego wuja. że na powitanie spytam ją.Czy twój wuj ma jakiegoś ukrytego wroga. Coś jeszcze? . którego rzeczywiście trzeba się bać? . ale nic nie wiem o tym.. Naprawdę jej na nim zależy? . I nie tylko dla niego.. sorry. W tym kierunku jest zdecydowanie utalentowana.Powstrzymaj się przed wygłaszaniem uwag obraźliwych. że Konrad zadał jej swoje ulubione pytanie. Nie wygląda na takiego. . ja nie jestem gigantofon.A tak między nami mówiąc. Już to zostało ustalone. że bardzo ładna. którego usiłowała znaleźć jego klientka? W ogóle nie miał prawa jej tego powiedzieć.W porządku. bez tych wyjaśnień. zdaje się. ale cholernie chcę coś usłyszeć Jeśli odgadniesz genezę pytań. . miał się dowiedzieć Kogokolwiek. Nie. Konrad odetchnął z ulgą. że była mowa o zapraszaniu Joli. . Dla pana Wolskiego już chyba prawie trzy lata. tylko prawdy. Zmiękł w kręgosłupie. Nie najlepiej jej to wychodzi. . w każdym razie. nie z nim. żeby napisał..... Ogólnie przyzwoita. ma tłumaczenia na wszystkie strony. Nie ma innej rodziny. przynajmniej mój kumpel tak twierdzi... nie czegokolwiek. że ma ze stu wrogów.A otóż to! Teraz moja kolej. Jak.. ale bardzo się stara. Rozwiedziona. Dobrze... . nie mając pojęcia. teraz pewnie zna osiem albo dziewięć. zdaje się. o jawnym już byś wiedział. Patologicznie punktualna. powinien kategorycznie zaprzeczyć. . uważasz. Jak miał jej teraz powiedzieć o płatnym zabójcy. że z konieczności. nie tylko powiedzieć. głupio pytam. Osobiście sądzę. znienawidzone przez całą rodzinę.Prawnie ciotka. Konrad wsparł się sztywnymi plecami o fotel i westchnął ciężko. . .A tylko to jest ważne dla mojej ciotki. Ciągle nie mam prawa ci nic mówić.Dlaczego ukryte.I co.A ma lecieć. Jako siostra. ale żaden się nie wyróżnia. rozumiem.Długo pracuje z wujem? . wobec tego. że nawet tłamsi własny charakter. starsza ode mnie o pięć lat. o wzajemnych stosunkach między cholernym Wolskim i jego głupią żoną? Nagle przypomniał sobie.Do tego stopnia.? A. miała czas go poderwać piętnaście razy .? . mój siostrzeniec ma osiem lat. . który pisze testamenty. czy leci na swojego szefa? .mruknęła Justynka.

ale ja mam inny pomysł.. chociaż. przydałoby się pogadać obszerniej.spytał surowo. a w razie czego Jola zadzwoni. Jeśli już tkwimy w tej imprezie i wyjawiamy sobie nawzajem rozmaite tajemnice stanu. Nie wysiadając. Brydż brydżem i cudzoziemcy cudzoziemcami. ze względu na sytuację ogólną. . W dyskotece chyba. uszy i coś w głowie.Gdzieś tam będę. coś mówiłaś o zapraszaniu tłumaczki. On sam będzie wolny. czy ma się przyznać do znajomości z nim. . warto było uściślić własną wiedzę. egzaminy zaczynały wybijać się na plan pierwszy.. po czym dokonał prezentacji. przed sesją pod koniec roku nikt się nie wygłupiał z urządzaniem imienin ani urodzin. . Rozpocząwszy zdanie suchym głosem. facet się nie ruszy..? Czekaj. że wyszłam.. Wcale nie była zaproszona do żadnej koleżanki. Jola właśnie wychodziła. a gdzie się wybiera ta dziewczyna? To bycie gdzieś zabrzmiało dziwnie niepewnie. . Skoro brydż u Wolskich.. dostrzegłszy brata w samochodzie z jakąś dziewczyną.Mam go przed nim chronić. siostrzenica twojego bossa. Róbcie... Konrad pomachał do niej. że mnie nie będzie ze względu na ze względu na. Co ty na to? W zasadzie Justynka nie miała nic przeciwko tej pozycji. Konrad pomyślał właśnie. Kiwnęła głową.Nie mam pojęcia . . to jest Justyna..? . Mnie nie będzie. prawdę mówiąc. kto tu więcej w tej chwili cierpi..Tak. Zawahała się. ale przecież Jola ma oczy. że spróbuje rozgryźć atmosferę przez Jolę. Na brydża z cudzoziemcami. Diabli nadali. Konrad miał zegar w tablicy rozdzielczej. . Nie będzie się znęcał nad Justynką. przed kim. gdzie mogłaby spędzić wieczór. niepewna.. Justynka nadłamała się w pół słowa. moja siostra. Cześć.wyznała Justynka szczerze .spytała Justynka po chwili oczekiwania. co chcecie. żeby niczego nie wywęszyła. Posiedzę u siebie i przy okazji trochę się pouczę. . Jolka. Wymyśliła to w domu na poczekaniu dla rozładowania sytuacji i jeszcze nie znalazła miejsca. Chociaż właściwie mogłabym udawać tylko.Obiecałam.I co z tym wrogiem? . niemożliwe. nie wiadomo.. ruszył teraz i we właściwej chwili podjechał pod firmę Wolskiego.To jest Jola. no. Wycyrklował z dokładnością idealną. Owszem.Jest to chęć chwalebna. .dokończyła słabo. Równocześnie przeleciało mu przez głowę kilka błysków. ale z kim? Z niepożądanym wielbicielem? Kretyństwo! .Gdzie będziesz? .. jednym okiem pilnował godziny.

. ..Wiem! Bądź sobie. w końcu idzie o mojego pracodawcę.Mam pytanie . obmacały się nawzajem ostrożnie i żadna w tej drugiej kolców nie dostrzegła. oni niech sobie myślą.zaryzykowała Jola. Na kontrahentach. Czy mogłabyś. nie wiem. sama wiem. co jesz. .. zepsuta brama. przyglądając się sobie wzajemnie. Jedziemy w tę samą stronę? . W życiu niczego nie ugotowałaś! I nie do tych gości tak.Zgadza się. . kicham na nich.Poza tym muszę wracać na wykłady... . autobus nie stanowił bowiem komfortowego miejsca konwersacji.Jasne. żeby moja ciotka. chciałam powiedzieć brydżystach..Na Krakowskie? . czy w ogóle marchewka.Nie musiał kazać. jak to powiedzieć. Dlaczego on przychodzi czasem do firmy taki wściekły od rana? .. .Masz być u nas na brydżu. że jesteś kucharz doskonały.Wolę nie . Mimo dość niesprzyjających warunków. Mów. z różnych przyczyn . jaka chcesz. nie chcę stracić pracy ..powiedziała Jola.Trudno będzie. ale zdaje się. Albo coś nie tak ze śniadaniem. . jak to się robi. Albo kot miauczał.. ale gdybyś mogła przy tym zrobić z siebie garmażeryjną idiotkę? Nie obchodzi cię. czy ryba.Niestety. . muszę zrobić dobre wrażenie.. Wszystko. Czy mogłabyś być jakaś taka. Ale mam prośbę. Justynka myślała gorączkowo. ale chociażby ostatnio. Nie poszły na pełną szczerość. nie dostała histerii? Jola zastanawiała się przez chwilę uczciwie.Ja się nie znam na tych podchodach. I nie mogę źle grać. na załatwienie po jednej zasadniczej sprawie. każda z nich. . Albo pozostałości z poprzedniego wieczoru. Mogę? .Mogłabym długo wymieniać.. że szef zaraz wyjdzie i nie wiem. czy koniecznie musi nas oglądać. .. nie wiesz czy to mięso.Wuj ci kazał ich podrywać? . o co chodzi Zimna sztywność odpada. przez te pół godziny Jola i Justynka zdołały nawiązać kontakt.No to akurat mamy autobus. Spróbuję być możliwie służbowa. ale z drugiej strony.Chyba nietaktowne. a Jola i Justynka zostały na chodniku. .Chodźmy stąd ... Pozwoliły sobie zatem.rzekła zdecydowanie Justynka. . ale trudno.westchnęła Justynka. Odjechał kawałek dalej. nie masz pojęcia. no. do wuja! I nie umiesz otworzyć butelki z winem! Błagam cię! . sama rozumiesz.

spotykał się tam może z kimś. ale nie wykluczone. Nie mógł.W porządku. będziesz mogła to odkręcić! . raz się już w jednym kasynie mordowali. nomen omen.Butelki z szampanem rzeczywiście nie umiem . Kto wie. Justynka zniknęła za bramą uniwersytetu. co nie jest pewne. ale chyba się postaram. ale nie tak często. musiał po prostu czekać. wszystko szło jak w zegarku. pozostałych do wszechstronnie skomplikowanego brydża. Napiął wszystko co trzeba. Szczególnie upodobał sobie Marriotta i Pałac Kultury. Nie obiecuję na bank. Jedną z nich był upadek konkurenta. zrozumiały się doskonale. nagle rozumiejąc mnóstwo rzeczy . który porwał się z motyką na słońce. bo cecha tak szlachetna jak optymizm nie mogła tu wchodzić w rachubę. Mógł sobie pozwalać na rozrywki. Konrada zaś coś tknęło i zaczął wchodzić za nim. Konrad zwiedził połowę kasyn warszawskich. Niejaki Bawolec. wpadł znienacka w szpony hazardu i był w tych jaskiniach rozpusty prawie codziennie. że się zastanowię? Justynka też w mgnieniu oka wszystko zrozumiała . bezmyślny chyba. Z inwestorami był w jak najlepszych stosunkach. nie chciał Konradowi wyjść z głowy. Nie zawarłszy na razie jeszcze przyjaźni.Przecież zawsze. A już szczególnie. to znaczy z dwoma głupimi milionami na Karola Wolskiego.. A ten cholerny płatny zabójca. na kogo należało zwrócić uwagę. gdybyś rozmawiała z ciotką. zlecenia i kontrakty ruszyły.Dziękuję ci bardzo. ktoś inny może zwracał uwagę na niego. debil i matoł. W każdym razie wezmę to pod uwagę . Zatem nie mógł zaczynać niczego nowego i znalazł się w tak zwanym przestoju. wymyślony przez jego kochającą małżonkę.wyznała Jola. że Karol znalazł się właśnie w bardzo głupiej sytuacji służbowej. nie wiadomo dlaczego. Jola pośpieszyła do kolejnego pracodawcy. . w razie czego. finansował częściowo kurort francuski i nie miał chęci z funduszem rezerwowym schodzić do zera. jakaś specjalna przyczyna namiętności musiała istnieć. bo ogólnie Wolski bywał i grywał. idiota beznadziejny. Nie miał co robić. rzecz jasna. Wolski. Raz mu coś wyszło i natychmiast . samej sobie składając gratulacje. Pomysł poznania osobiście siostrzenicy szefa okazał się doskonały i nadspodziewanie owocny! *** W ciągu dziewięciu dni. wiedzieć. za dobrze zorganizował swoje przedsiębiorstwo. Coś w tym musiało być.. ale pozwolisz.Idiotka garmażeryjna przyjdzie mi bez trudu. na to ostatnie zaś. upragnione bez racjonalnych powodów. swoje pieniądze ulokował najkorzystniej w świecie.

osiedlątko! Wszystkiego raptem sześć budynków czterorodzinnych. i nikt mu nie chciał zrobić utwardzonej drogi. Na wykończenie budynków mu zabrakło. Albo trzeba go wspomóc. Na samym początku swojej budowlanej działalności. ale Zakład Energetyczny też człowiek i z próżnego nie naleje. że mu zabraknie. nie było. Właśnie ten cud Karol z zaciekawieniem obserwował. Rzecz jasna. i teraz z żoną w ciąży i dwojgiem dzieci gniótł się kątem u teściów. niech ogra wszystkie automaty. nie mógł położyć kanalizacji. Swoje poprzednie mieszkanie też sprzedał. dopóki nie położy kanalizacji.. Na osiedlu Karola inwestycyjce ubocznej. pieniędzy wydrzeć mu z powrotem nie mógł. jak sam sobie rozjeżdża ciężkim sprzętem budowlanym jedyną drogę dojazdową. Błędne koło. Karol takich rzeczy nie lubił. że zamieszka tam za trzy miesiące. głupi Bawolec ukradł transformator i myślał. omijając starannie Bawolca. Karol od początku doskonale wiedział. jak władze gminne kładą kanalizację. bo Bawolec z rozpaczy poszedł grać. Było z Wolskim nie zadzierać.. takiego wypadku. Złośliwie przyglądał się. jak. że Bawolca znienawidził żywiołowo. sprzedał jedno mieszkanie. dopóki nie miały kanalizacji. transformator odkupił bez problemu za nędzne piętnaście tysięcy łapówki. odrolnił. Łatwo zgadnąć. no dobrze. Zabrakło mu pieniędzy na dalszy ciąg. musiałby mieć ślepy fart przez dziesięć dni bez przerwy. albo czeka się do uśmiechniętej śmierci. ile uzyska? Trzysta tysięcy góra. że razem z całą rodziną znalazł się na bruku. tak jak Bawolec na cud. jak ludzkość ludzkością. i ten rąbnięty. Śmiertelnego.zaczął budować osiedle. Nie mógł zamieszkać do tej pory. również sam sobie ucina wszelką możliwość zwrotu zainwestowanych pieniędzy i grzęźnie we własnym bagnie. łatwowiernemu klientowi. co sprawiło. Ponadto Karol wiedział. oba transformatory. milion? Niech nawet trafia w ruletkę obstawiony numer najwyższą stawką dziesięć razy z rzędu. trzy miliony go uratują. któremu widocznie nie starczyło już na kolejną łapówkę. dopóki nie wykończy wszystkich budynków. żeby zdobyć trzy miliony. i ten odkupiony. były własnością Zakładu Energetycznego. ten idiota. że już jest w niebie. kiedy już jeden budynek stał pod dachem i trwały w nim roboty wykończeniowe. który wyobrażał sobie. bo Bawolec ich nie miał. że Bawolec ma wroga. ale jaki gracz od zarania dziejów miał taki fart przez dziesięć dni?! I to jeszcze gracz w potrzebie. Co on mógł wygrać. od razu. ale Bawolca sobie zapamiętał. Nie mógł sprzedać mieszkań. żeby mieć pieniądze dla Bawolca. wzniósł prawie całe dwa budynki i stanął. jakie tam osiedle. na ugorze do odrolnienia za potężną łapówę kupił teren. nie. a wszelką wiarę w jego obietnice . najpiękniejsze.

stracił bezpowrotnie. Bawolec unikał go wszelkimi siłami, Karol zaś obserwował kontredans
między nimi i bawił się świetnie.
Wciąż jeszcze Konrad nie rozumiał, dlaczego ten cholerny Wolski nie umie się
zdecydować, które kasyno wybiera. Podjeżdżał i wchodził od razu. Podjeżdżał, czekał chwilę
i jechał gdzie indziej. Czasami stopował dopiero przy czwartym z rzędu, bez względu na
miejsca parkingowe, zresztą to go najwyraźniej nie obchodziło, parkowała mu obsługa. Co
nim do licha, kierowało? Przeczucia...?
Karolem zaś, najzwyczajniej w świecie, kierował widok samochodu Bawolca.
Dla wyjaśnienia zagadki zaintrygowany do ostateczności Konrad zaczął wchodzić za
nim.
Nie pożałował wysiłku dodatkowego. Nie był hazardzistą, nie opętała go ta zgubna
namiętność, ale też żadna gra, jako taka, nie budziła w nim wstrętu. Był już z Karolem także
na wyścigach, zmuszony okolicznościami wygrał nawet osiemdziesiąt osiem złotych netto,
ale szału nie dostał. Proszę bardzo, mógł zagrać także i w kasynie, spisał na straty sto złotych
i uparł się wykryć tajemnicę.
Gdyby Justynka wiedziała o jego skłonności do tego rodzaju uporu, uparłaby się z
kolei spędzić z nim całe życie...
Sto złotych wcale nie poszło na marne. Nie odrywając niemal oczu od Karola i śledząc
kierunek jego spojrzenia, Konrad już za drugą bytnością w jaskini kosztownej rozpusty
zorientował się, iż większe zainteresowanie budzi w obiekcie gruby facet średniego wzrostu,
o sprytnych oczkach z rodzaju świńskich niż efekt jego własnej gry. Przez chwilę nawet
zastanawiał się, dlaczego akurat ten rodzaj oczek określany jest mianem świńskich, bo w
końcu więcej sprytu przejawia, na przykład, lis niż świnia, dzięki czemu zostawił swoją
wygraną na czerwonym i zyskał netto sto pięćdziesiąt złotych. Migawkowo te pięćdziesiąt
postanowił poświęcić na prywatne śledztwo i wygrał jeszcze sto sześćdziesiąt. Nie o to mu
akurat chodziło, ale nie poczuł się zmartwiony.
Gruby facet o sprytnych oczkach uczucia tłumił w sobie, ale dało się dostrzec
rozpaczliwą zaciętość, przygnębienie, chwilami wybuchy nadziei, chciwość i szał hazardowy.
Wszystko, co ma, na jedną kartę! Ściśle biorąc, na jeden numer w ruletce. Narażając się na
rozbieżnego zeza i obserwując dwa obiekty równocześnie, Konrad stwierdził, że to mu,
niestety, wyszło jeden jedyny raz i nigdy więcej. A właściwie dlaczego niestety, co go, do
licha, ten gość obchodził?
Wolski nie silił się na ukrywanie reakcji. Z natury panował nad sobą, nie ujawniał
miotających nim uczuć, o ile w ogóle jakieś nim miotały, reakcja też była zatem raczej

kameralna, ale Konrad nie miał wątpliwości, iż owego grubego faceta Wolski raczej nie lubi.
Nie życzy mu dobrze. I, prawdę mówiąc, dla niego tu bywa, przygląda się z wyraźną
satysfakcją klęsce gościa.
Niezależnie od obowiązków służbowych, albo może dzięki nim, Konrad połapał się w
rozmaitych grach znakomicie. W gruncie rzeczy najbardziej odpowiadały mu automaty, te
najtańsze, bo przegranie pięćdziesięciu groszy nie pchało go do skoku z mostu
Poniatowskiego i mógł, grając strasznie ślamazarnie, czynić pożądane spostrzeżenia. W głębi
duszy miał chęć na ruletkę, ale prywatnie, sam dla siebie, bez żadnych Wolskich, świńskich
oczek i innych podejrzanych indywiduów. Nim owe dziewięć dni przebiegło, postanowił raz
jeden chociaż przyjść do kasyna sam, bez obowiązków służbowych.
Jednakże pozostawienie odłogiem Justynki przez całe dziewięć dni nie leżało w jego
możliwościach. Pretekst miał...
Zważywszy, iż Justynka już drugi rok uczyła się z szalonym zapałem dla swojej
osobistej przyjemności i uzyskiwała najwyższe oceny bez żadnych dodatkowych starań, na
opuszczenie niektórych wykładów mogła sobie pozwalać. Obowiązkowe ćwiczenia w grupie
stanowiły dla niej granit, marmur i zgoła podstawę oddychania. Resztę zajęć mogła omijać
dowolnie.
Bez wielkiego żalu zrezygnowała z wykładów porannych, spotykając się z Konradem
o godzinie, jak na randkę dość osobliwej, mianowicie ósmej rano. Instynkt, bez wątpienia
biologiczny, podpowiedział Konradowi, jak ma całą sprawę przedstawić.
- Nie mam pojęcia - powiedziała, wysłuchawszy i marszcząc brwi, co, zdaniem
Konrada, dodawało jej uroku. - Nic nie wiem o żadnym takim, którego wuj by nie lubił.
Nigdy nie mówi w domu o sprawach zawodowych, a o kimś prywatnym mówiłaby ciotka.
Boże jedyny...! Słuchaj, ja nigdy w życiu dotychczas z nikim o tych sprawach rodzinnych nie
rozmawiałam, dlaczego ja to mówię do ciebie...?!
- Może dlatego, że przypadkiem zostałem w to wmieszany - odparł Konrad
przytomnie.
- No może... Nie wiem. Że wuj grywa, to wiem raz mnie zabrał ze sobą na wyścigi,
miałam wtedy siedemnaście lat, bardzo mi się to podobało, podobno wytypowałam jakiegoś
konia i wuj wygrał mnóstwo pieniędzy... Ogólnie biorąc, jeżdżę konno w czasie wakacji, nad
morzem jest taki ośrodek... Bez znaczenia w tej chwili. Odróżniam konia od innych
stworzeń... Ale co do kasyna, nie mam pojęcia, w życiu w czymś takim nie byłam. Facet,
facet... Może to wróg w interesach?
- Pytałem cię o wrogów,

- No to mówiłam, że może ich być ze stu! Ale zaraz... Jeśli wróg przegrywa... A wuj
patrzy na to z satysfakcją... Słuchaj, a może to wuj jest jego wrogiem, a nie on jego... o ile
rozumiesz, co mówię...?
- Nazywa się Bawolec. Odbadałem to. Coś ci to mówi?
Justynka ponownie zmarszczyła brwi, grzebiąc w pamięci i bezwiednie znów dodając
sobie uroku.
- Czekaj. Słyszałam takie słowo. Niedawno, ile...? Dwa lata temu, nazwisko wpada w
pamięć. Wuj coś napomknął, ciotka go zgasiła... To znaczy... Przeszła na inny temat.
Konradowi wydawało się, że zaczyna dużo rozumieć, teraz nagle zwątpił w swoje
poglądy. Czy przypadkiem nie mylą go pozory i czy tu nie jest odwrotnie...?
- Ale zostało mi w pamięci wrażenie - kontynuowała Justynka. - Jakiś kretyn. Wujowi
chciał zrobić koło pióra i teraz będzie miał. Koniec informacji, nic więcej.
- No to wnioskuję, że teraz ma, a twój wuj to z przyjemnością ogląda - rzekł Konrad w
nieco roztargnionej zadumie. - Dziękuję ci bardzo, naprawdę rozwiązałaś mi problem.
Miałem poważne obawy, ale chyba już nie muszę mieć. Dwa lata, z tego wynika, że w chwili
obecnej nie mają ze sobą nic wspólnego?
- Jeśli chodzi o moją wiedzę, nic.
Przez chwilę Konrad się wahał, ale uznał, że może zaryzykować, chociaż wcale nie
należało to do jego obowiązków.
- Słuchaj... jeden drobiazg. Jeśli nie chcesz, nie odpowiadaj. Czy twój wuj wyżej ceni
pieniądze niż satysfakcję moralną, czy odwrotnie? Może wiesz?
- Nie wiem, czy wiem - odparła Justynka po długiej chwili namysłu. - Kiedyś...
Ostatecznie, ja mieszkam w tym domu od prawie dwunastu lat i wydaje mi się, że nie byłam
dzieckiem niedorozwiniętym. Jakoś mi się mota wrażenie...
Zamyśliła się nagle. Nigdy dotychczas nie rozważała tych kwestii, wiedziała, że ma
coś swojego po rodzicach, że wujostwo zajęli się nią z dobrego serca, że wszyscy razem mają
co jeść... Jakimś dochodem dysponuje i nikomu nie jest ciężarem, a reszta jej nie obchodziła.
Ale przecież widziała coś, słyszała i nawet udawało jej się myśleć.
- No dobrze, powiem ci, co mi się wydaje - zdecydowała się nagle. - Może to być
mylne, ostrzegam. Dawno temu dla wuja najważniejsze były pieniądze Tak mi się mota
gdzieś tam. Potem chyba pieniądze zaczął mieć i na czoło wyszła satysfakcja moralna, czy jak
to nazwać... Teraz, wydaje mi się, pieniędzy ma tyle, że na satysfakcję moralną może sobie
pozwalać. I rób z tym, co chcesz. Ja nie będę się wdawać w szczegóły. Nie znam się na tym i
mnie to osobiście nie dotyczy.

Konrad usiłował myśleć krótko, ale nie udało mu się to i pomyślał zaledwie połowę,
- Dobra. Rozumiem częściowo. W każdym razie rozumiem to, co aktualnie na mnie
spada, też korzyść...
- A właściwie co na ciebie spada? - przerwała mu podejrzliwie Justynka.
- Konieczność ochrony pana Wolskiego. Ciągle nie wiem, przed kim. Już miałem
obawy, że będę musiał śledzić tego Bawolca, bo może to on się czai, ale widzę, że nie.
Pozwolisz, że będę z tobą konsultował dalszy rozwój wydarzeń?
- Nie mam nic przeciwko temu.
- No, w każdym razie na piątek jesteśmy umówieni...
***
Malwina o bytnościach Karola w kasynach, rzecz oczywista, wiedziała. Jako klientka i
zleceniodawczyni informowana była o rezultatach inwigilacji na każde życzenie, a zatem na
bieżąco. Najbardziej interesował ją Pałac Kultury, bo tam przecież kiedyś coś kradli...
Samochód czy coś tam. Ten pozornie kudłaty, a de facto przylizany, opowiadał jej o tym.
Pałac Kultury zakodował się jej w pamięci.
Kiedy zatem na dwa dni przed brydżową kolacją, zadzwoniwszy na znajomą komórkę
tak sobie, na wszelki wypadek, uzyskała od swojego informatora wiadomość, iż przed
kasynem w Pałacu Kultury znów nastąpiło jakieś przerażające zamieszanie, połączone z
dewastacją samochodów i fizycznym uszkodzeniem kilku osób, wszystko się w niej zatrzęsło.
Wreszcie...! Może wreszcie...! Może nie będzie musiała strzelać osobiście...!
- Był tam jaguar mojego męża? - spytała chciwie.
- Był... - usłyszała w odpowiedzi i dalej rozległy się nagle jakieś przerywane skrzeki,
typowe dla zaniku zasięgu. Znała je.
- Halo! - krzyknęła. - Nie słyszę! Niech pan stanie gdzie indziej!
Skrzeki czknęły jeszcze kilkakrotnie, po czym zamilkły. Malwina wypukała numer
ponownie, okazał się zajęty. Z wściekłością powtórzyła operację, zabrzmiał normalny sygnał,
ktoś odebrał i znów zrobiło się to samo, ten jakiś cymbał wlazł w zakamarki bez zasięgu,
porozumienie było niemożliwe. Znów spróbowała.
W tym momencie do gabinetu wdarła się Helenka z gwałtownym komunikatem, że
bigos przywiera i Malwina rzuciła słuchawkę. Bigos gotowała już od tygodnia, postanowiła
bowiem zrobić kolację regionalną. Wiadomo, że wszyscy cudzoziemcy za najlepszą polską
potrawę uważają bigos, zatem bigos musi być, i to nie byle jaki, a taki ekstra i super, w
którym łyżka staje. Gęsty. Należało podgotowywać go codziennie i mieszać.

Reszta potraw mogła już być międzynarodowa a poza bigosem, na gorąco drób. Diabli
wiedzą, jakiej narodowości byli owi cudzoziemcy, może mieszani może jedni do ust nie brali
wieprzowiny, a drudzy w każdym kawałku wołowiny widzieli chorobę wściekłych krów,
baranina wydawała się jakoś mało elegancka, zatem pozostawał tylko drób. Kurczęta z
różnym nadzieniem, takim, jakiego, nie ma obawy, w życiu swoim na oczy nie widzieli i
nawet nie wąchali z daleka. W tej dziedzinie Malwina czuła się na siłach zaspokoić
wymagania wszystkich nacji świata.
Rzuciła się teraz do tego bigosu, ratując go przed najmniejszym cieniem przypalenia i
nagle łyżka omal nie wypadła jej z ręki. Boże drogi, jeśli Karola tam uszkodzili, może ten
brydż się wcale nie odbędzie? Po co ona tu leci, zamiast tam dzwonić...?!
Helenka, niestety, nastawiona na wielkie dzieło kulinarne i pełna ambicji
patriotycznej, nie pozwalała jej wyjść z kuchni. Dopilnować należało wszystkiego, i kaczki,
przewidzianej na zimno, w galarecie, i francuskiego ciasta, które musiało swoje odleżeć, i
mielonych orzechów, które musiały przejść miodem i ziołami, i Bóg wie czego jeszcze, a
wszak ten brydż to już, pojutrze!
- Pojutrze, pojutrze - sarknęła Malwina, nadsłuchując cichego posykiwania kapusty na
dnie garnka - Kto go tam wie, czy on w ogóle będzie... Boże, jakie ja mam straszne życie!
Zreflektowała się, bo Helenka natychmiast okazała żywe zainteresowanie, jak nigdy,
bo też nigdy nie istniała potrzeba stanąć na wysokości zadania do tego stopnia. Jej
chlebodawczyni zazwyczaj wszystko udawało się samo, ale wiadomo, jak to bywa, im
bardziej się człowiek stara, tym mu gorzej wychodzi. Co to znaczy, że brydż będzie albo nie
będzie...?
- No właśnie - bąknęła chlebodawczyni niepewnie. - Coś tam usłyszałam, że mówili...
- Pan Karol dzwonił?
- Nie. Ale ktoś od niego. No nie wiem... Cudzoziemcy, kto ich tam wie, czy na pewno
przyjadą...
- Będzie, nie będzie, najwyżej się to zje w domu. Albo pani kogo zaprosi. Wszystko
takie, że nic się nie zaśmiardnie, a na wszelki wypadek wstydu sobie pani nie zrobi!
Genialne słowa Helenki tknęły Malwinę nową myślą. A niechby! Nikt nie przyjdzie,
na przykład, tylko ta tłumaczka obrzydliwa, żeby o uszkodzeniu Karola , zawiadomić, nie zje,
ale niech bodaj spróbuje, niech zobaczy, jak trzeba karmić jej szefa!
Kolejna myśl, że po zejściu z tego świata Karola problem tłumaczki upadłby
samodzielnie, nie znalazła już dla siebie miejsca w jej głowie. Zajęła się ostatecznym
doprawieniem marynowanych filecików ze śledzi.

Jednakże owa chęć pokazania Joli miała swoją dobrą stronę. Mimo roztrzęsienia
kompletnego i nowych nadziei na upragnione zajście samochodowo - bandycko -
złodziejskie, pozwoliła jej wykazać się całym wrodzonym i nabytym kunsztem kulinarnym.
Dopiero późnym wieczorem, już po powrocie Justynki, wróciło zdenerwowanie Karolem i
mogła dopaść telefonu.
- Więc co tam było, pod tym Pałacem Kultury - spytała niecierpliwie.
Odpowiedź z drugiej strony znów uzyskała nie najlepszą. Wprawdzie nie skrzeki, ale
za to charkot i strzępy słów, z których wciąż nie dawało się nic zrozumieć. Z krzykiem
zażądała uściślenia wypowiedzi, na co padło tylko jedno wyraźne słowo: “...zasięgu...”.
Orientowała się w osobliwych fanaberiach telefonów komórkowych. Odgadła, iż jej
rozmówca uparcie przebywa w miejscu, nie sprzyjającym porozumieniu. Kretyn jakiś,
wmurowali go czy co...? Zrobiło jej się, ciemno w oczach.
- Nie słyszę...! - wysyczała. Dotarły do niej kolejne strzępy.
- ...zdemolował dwa samochody, w tym jaguara... - usiłował z drugiej strony
odpowiedzieć Konrad - ...niejaki Suchcik... Kilka osób brało udział w awanturze, pan Wolski
wyszedł...
Za oknem błysnęły światła reflektorów i zaczęły skręcać ku bramie. Gwałtownym
gestem Malwina zgasiła lampę w gabinecie, tylko tego brakowało, żeby Karol znów ją tu
zastał...
- Resztę jutro! Ja zadzwonię!
Była tam jakaś awantura. Karol wyszedł. Zdemolowany jaguar...
Własnym oczom nie wierząc, przez kuchenne okno Malwina oglądała męża i pojazd w
stanie idealnym, bez najmniejszego śladu jakiegokolwiek uszkodzenia. Zdążyła uświadomić
sobie, że dziś niepojętego zjawiska nie wyjaśni, co to jest, że różni sobie krzywdę robią, a
jemu nic?! Jakim sposobem ze wszystkie go wychodzi cało, sama przecież napuściła na niego
złodziei, tylko tego płatnego zabójcy jeszcze nie znalazła , ale przecież nie zapyta go o
wydarzenie, bo nie ma prawa nic o nim wiedzieć!
Karol wkroczył do domu w tak doskonałym humorze, że musiał dać mu jakieś ujście.
Najpierw pogłaskał oba koty, potem gromkim okrzykiem poprosił o kolację, wreszcie
wyszedł z łazienki, gdzie pogwizdywał wesoło, i usiadł przy stole.
Usiadła także Justynka.
W Malwinie wszystko się kotłowało, już otworzyła usta, żeby zadać kąśliwe pytanie,
bo całe wnętrze wrzało jej niczym lawa w wulkanie, na szczęście jednak nie zdążyła.

- No i czego was uczą na tym prawie? - zwrócił się wuj do siostrzenicy. - Jak się
kwalifikuje zamach na mienie dłużnika? Skuteczny.
- To zależy - odparła Justynka bez namysłu i z zaciekawieniem. - Mam oskarżać
dłużnika czy zamachowca?
- A chcesz oskarżać? Nie bronić?
- Oskarżać. Nastawiam się na oskarżanie.
- Prokurator w domu. Nieźle. Możesz ich oskarżać kolejno, najpierw jednego, potem
drugiego. Obaj idioci, a jeden oszust. Którego wolisz na pierwszy ogień?
- Oszust stwarza większe pole do działania.
- Trafna myśl, chronologicznie był pierwszy. Czy mi się wydaje, czy w domu pachnie
kapusta?
- Bigos - zdołała wtrącić Malwina. - Gdyby się okazało, że niepotrzebny, można go
zjeść kiedy indziej. Myślałam...
- Nie, nie, droga żono, myśleć nie potrzebujesz. Może jestem wymagający, ale nie do
tego stopnia. bigos, świetnie, z doświadczenia wiem, że twój bigos bije wszelkie rekordy i
sam jestem ciekaw, jak go przyjmą obce podniebienia. Rozumiem, że to na pojutrze?
- No tak, sam przecież chciałeś...
- Ale nie ograniczasz się do bigosu? Będzie coś więcej?
- No wiesz...!
- Słusznie, niepotrzebnie pytam. Pod tym względem można mieć do ciebie
nieograniczone zaufanie o ile, oczywiście, nie postanowiłaś akurat zniszczyć mi kariery.
Zważywszy jednak, że wciąż jeszcze moja kariera dotyczy i ciebie...
W Justynce nagle eksplodowała straceńcza odwaga. Zuchwale przerwała wujowi.
- Wuj o karierze czy o przepisach prawnych? Bo mnie to bardzo interesuje. Prawo
mam na myśli karierą zajmę się później. Może być o tym oszuście
Karolowi bardzo się to spodobało. Miał wprawdzie ochotę poznęcać się trochę nad
Malwiną, bo ostatnimi laty dojadła mu ponad wszelką wytrzymałość, ale bardziej przypadła
mu do gustu uciecha z rozmowy z siostrzenicą. Mógł przy tej okazji poupajać się własnymi
doznaniami.
- Oszust wziął pieniądze od idioty na poczet dóbr, których mu nie dostarczył. Idiota,
nie mając szans na odzysk mienia, zemścił się na oszuście, dewastując mu samochód. Obaj
odnieśli obrażenia. Co prawo o tym mówi?
Justynka zażądała szczegółów, za które Malwina była jej szczerze wdzięczna. Nie
musiała czekać do jutra, żeby dowiedzieć się wszystkiego o swoim kolejnym niepowodzeniu.

No oczywiście, nie jeden jaguar w Warszawie. Nieszczęśliwym przypadkiem Karol
zostawił swojego w pewnym oddaleniu, a obok samochodu Bawolca stał cudzy, własność
jakiegoś całkowicie niewinnego człowieka, i dewastujący Suchcik obtłukł go po prostu w
wyniku zbytniego rozmachania. Wieść o wojnie na pojazdy w mgnieniu oka dotarła na dół, do
kasyna, skąd w pośpiechu wybiegli zainteresowani. Karol też wyszedł, dlaczego nie,
ujrzawszy jednak miejsce walki, żadnego niepokoju nie doznał. Poprzyglądał się tylko
pewnego oddalenia, pełen głębokiej satysfakcji, doczekał chwili przyjazdu policji i beztrosko
wrócił do gry.
Justynka wdała się w temat z wielkim zapałem. Jej osobistym zdaniem, wierzyciel
powinien mieć prawo wydarcia swojego mienia z rąk nierzetelnego dłużnika chociażby nawet
siłą, paragrafy kodeksu jednakże traktowały to nieco inaczej i do nich, niestety, należało się
stosować. Ponadto dewastacja pojazdu mijała się z celem, wierzyciel żadnej korzyści nie
odniósł. Gdyby jednak miała oskarżać, wolałaby oskarżać dłużnika, po drugiej stronie
bowiem, tej pierwotnie pokrzywdzonej, istniały zbyt wielkie okoliczności łagodzące i dobry
obrońca położyłby ją na obie łopatki. Karol występował w obu rolach na zmianę i bawił się
świetnie.
Cała ta część rozmowy przy stole do Malwiny w ogóle nie dotarła. Zajęta bez reszty
dwoma problemami, w jednej czwartej spożywczym, w trzech czwartych przestępczym, nie
odezwała się ani jednym słowem, dzięki czemu cały wieczór upłynął w przyjemnej
atmosferze.
***
Piątkowego wieczoru Justynka doszła do wniosku, że właściwie źle zrobiła,
umawiając się z Konradem. Należało raczej potajemnie zostać w domu i trzymać rękę na
pulsie sytuacji, podglądając z góry, co się dzieje na dole. Obecność Joli mogła spowodować ,
kataklizm nie do przewidzenia, nad reakcjami ciotki ktoś powinien czuwać, poza tym sama
była ciekawa, jak się ta siostra Konrada zachowa. Polubiła ją w zasadzie, czy może znalazła
się na skraju polubienia, i wolałaby się nie rozczarować. Gotowa już była zadzwonić do
Konrada i odwołać spotkanie, ale nic z tego nic wyszło, Malwina bowiem dopilnowała
pozbycia się siostrzenicy. Pożyczyła jej nawet własny naszyjnik na te tam jakieś urodziny
koleżanki i z niezwykłą troska zadbała o punktualne wyruszenie w świat.
Justynka nie zdołała uczynić nic innego, jak tylko pozostawić uchylone okno w
jednym z pokoi gościnnych. To obok kraty dzikiego wina. Droga zaledwie średnio
karkołomna i w pełni możliwa do pokonania.

języki zna niewłaściwe. Skoro był Karol. W razie potrzeby możemy wrócić w każdej chwili. przywożąc ze sobą dwóch Duńczyków. Jako pierwsza.Lepiej byłoby zostać w domu. która okazała nadzwyczajne zainteresowanie jego butami.A secundo. Karol już był obecny. obojętnie rzucił okiem na wychodzącą Justynkę i zajął się sobą. co nie miało żadnego znaczenia. .Mam złe przeczucia . Ciotka jest jakaś taka napęczniała i wcale nie wiem. nie ma obawy . a zaraz za nim reszta towarzystwa. Zakotwiczymy w Wilanowie. czy nie zrobi afrontu twojej siostrze. Rozmiary salonu Wolskich pozwalały na stworzenie w nim rozmaitych zakątków.odparł stanowczo Konrad. Malwinie. Podglądając z kuchni. wszyscy zostali przedstawieni. poufnych rozmów.. Nikt się temu zbytnio nie sprzeciwiał.. Justynka wsiadła do samochodu. Wyjaśnił zarazem. Karol zachował się elegancko. Estetyka całej reszty nie pozostawiała nic do życzenia.. . .Primo. Wstrętna suka. W kilka minut później przyjechał Szwed. . . szczupła. Pierwszą wychodzącą była Jola.oznajmiła ponuro na wstępie. porozstawiane wygodnie. wobec czego bez żadnych dalszych korowodów pociągnięto karty i zajęto miejsca przy stolikach. ruszając od razu. drinki i maciupeńkie zakąseczki do użytku dowolnego. tyle że Amerykanin potknął się o Pufcię. Ocenił przygotowania. zgodnie z umową. powęszył w kierunku kuchni. będzie blisko. Ostatni pojawił się Amerykanin. ukradkiem. bo wszyscy byli punktualni. Zostawiłam uchylone. rzecz oczywista. udziału w imprezie zatem nie bierze. zarazem trochę kokieteryjnie czy jak.? . . że też nie wpadła w anoreksję! Do tych wszystkich pacanów odnosiła się z jakimś tajemniczym jakby szacunkiem. a nie koścista. Piękna. która z promiennym uśmiechem natychmiast weszła w rolę dyskretnego kibica. przybyła Jola.. Od początku zostało wyraźnie powiedziane. to znaczy jak? .Przez okno. właśnie zastąpiony przez zmiennika. Jolka wytrzyma.No dobrze. w pobliżu znalazł się i Konrad. Malwina nie odrywała od niej chciwego oka. Na razie chyba jeszcze nic się nie dzieje. żeby nie zostawiać jej czasu na głupie wahania. Od tyłu. Na szczęście od razu wyszło na jaw. że żona nie gra. zrobionej na wielki dzwon.Sprawa do rozważenia. Dwa stoliki do brydża razem z całym oprzyrządowaniem dodatkowym ginęły w nim prawie i zostawiały mnóstwo miejsca dla chwilowej izolacji. Powinnam chyba wrócić ukradkiem. francuski i rosyjski. spacerów i wszelkich innych zajęć. że bardzo lubi koty. iż ma to być brydż ostry i na wysokim poziomie.

. Drgnęło w niej współczucie i jakiś rodzaj solidarności płci. miała z natury wszelkie prawa i te prawa nie miały prawa być kwestionowane! Ponadto wątpliwość. . błysnęła jej maleńka iskierka na tle “chciało”. że taka nachalna jestem. co ta baba z siebie zrobiła! Głupia musi być dennie. jakim cudem zwyczajna ludzka istota może tak znać języki obce. Malwina sama. u mnie zawsze tak się gotuje.Coś takiego mieszanego stosowała. Każda by się pchała do przepisów.? Może warto było.. W obliczu dwóch stolików leżało na stole zawsze dwóch. Przepraszam. czyniąc uwagi na temat rozgrywki partnera. była zbyt obrzydliwa. musiała być kiedyś bardzo ładna. że sami mężczyźni. No pewnie. którego dostarczyło jej życie. co z niej zostało? Co tego Wolskiego. .Pani chyba ciągle wśród mężczyzn? . czy istotnie samo chcenie wystarczyłoby do osiągnięcia takiej doskonałości. . Dopiero kiedy Karol zarządził kolację. ale najwyraźniej w świecie atrakcyjnego dla kretynów płci męskiej. szeptem. a widzę. Malwinę rozgryzła od pierwszego spojrzenia i pierwszego słowa. ale muszę ich oswajać. jeszcze przy niej trzyma?! Od brydża oderwać się nie mogła.O.odparła Malwina sztywno. było zbyt głęboko zakorzenione. pojawiać. sadło zabiło urodę. ale mogłaby przecież jeszcze jako wyglądać. że te dzikie zwierzęta trzeba nakarmić. ale pani tu ma jakieś niebiańskie wonie. bo każdy rozkładający się korzystał.. Pamiętna obietnicy złożonej Justynce. Kobiety by panią opadły jak szerszenie.? Iskierka zgasła w mgnieniu oka. miała pełne ręce roboty. może powinno było. obcego Malwinie. wsparty poczuciem estetyki. jako taka.. Malwina nie była w stanie całkowicie stłumić miotających nią uczuć.spytała zachwyconym szeptem. bo przekonanie. że jej się nie chciało. mogła oderwać się na moment i dyplomatycznie skierować w stronę kuchni. Wtrącanie się było niedopuszczalne.Pan Wolski uprzedzał. gdyby jej się chciało? Gdzieś na samym dnie duszy. żeby z nią rozmawiać..Boże jedyny. niby dlaczego miałoby się jej chcieć? Ale może.. Boże drogi.Normalna sprawa. że pani w tym pomaga bezgranicznie! W życiu bym tak nie potrafiła! . . Jola miała w głowie rozum. . weszła tam z determinacją.Szczęście. i umysłu. żeby pozwalać jej się. że nie musi jej się nic chcieć. ponadto rozmawiała z nimi ze swobodą bezgraniczną. zwykła kolacja . A może Malwina też by je tak znała. a możliwe. co tak pachnie? .

Po tym czymś.. . Ejże. musiałby chyba jadać po knajpach. że zdołała rozpocząć proces jej łagodzenia. chyba ona nie umie gotować? Jola ostatecznie zrozumiała wszystko i znalazła kolejną chwilę. Nawet nie wiem. opętała tego głupka bez reszty! Zaraz.? Potem znów jakby szybko zmienił temat. ale znakomite.wyszeptała z ognistą wdzięcznością. Usiadła przy stole. subtelne aluzje. niektórzy nie mają wspólnego języka. Ale kuchnia. Malwina musiała to wszystko robić w natchnieniu. co mojemu szefowi potrzebne jest do szczęścia. Ale zaraz potem spojrzał z uznaniem. co czuję.. muszę tam lecieć. Przepraszam. obiad i kolację.? . Proszę. będą mu jedli z ręki. Pan Wolski miał genialny pomysł. Tego amerykańskiego cepa ugniecie sobie teraz w ręku jak plastelinę. ..Przeważnie. spojrzał raz na tę Jolę tak.Dziękuję pani . Przy bigosie rozanielili się wszyscy. najwyraźniej w świecie ruszały wodą na jego młyn.? Skąd nie wiem z czego. więc jest tu jakiś . do takich rzeczy trzeba mieć talent. rany boskie. ja mam talent wyłącznie do usmażenia jajecznicy. że coś jej się powinno zrobić.. prawda? Ach nie.przyznawała się Jola promiennie. a żadna knajpa na świecie nie potrafiłaby przyrządzić takiej potrawy jak jego żona.. Jajecznica... Karol zdołał rozważyć przydatność Joli do codziennego żywienia. że jakiś drób? Nadzienie. Tyle udało jej się zdziałać na wstępie... Ach. Z wielką przyjemnością Karol stwierdzał rosnącą przyjaźń swoich gości. ponieważ Malwina odebrała całą wypowiedź dokładnie odwrotnie i całe wnętrze stanęło jej w ogniu. błyskotliwość. bez najmniejszego trudu skłoni go do rezygnacji z kontraktu! Malwina. Jola i żarcie. nakarmić kontrahentów.Sądzę. przy kurczętach z rozmaitym nadzieniem zapomnieli o świecie. proszę. A dobry nastrój przysparza mu natchnienia w interesach. I w tym miejscu popełniła potworny błąd. ta dziewczyna znała świetnie nawet idiomy amerykańskie.. Zważywszy wszechstronność umysłu. Na śniadanie.. a Jola okazała skruchę i zakłopotanie. razem wzięte.. .Teraz nareszcie wiem. bo przy stole nie padło ani jedno polskie słowo. podsłuchiwała. co to jest. W wyrazie twarzy pani domu pojawiły się mieszane uczucia i Jola miała wielkie nadzieje. Ten złośliwy podlec mu chyba ulegnie. co też ta suka takiego powiedziała. nie zawiodła go. Jola stała na wysokości zadania w swojej dziedzinie. z czego jej absolutnie nic nie przyszło.. ..Nie mam pojęcia . ale pachnie wstrząsająco. Ale różnie bywa. rzecz jasna. Załóżmy. że zamieniłby Malwinę na Jolę. Widziała jednakże wyraz twarzy męża i powolutku w jej duszy zaczynał rosnąć triumf...

Szło mu jak z kamienia. któremu Karol stoi ością w gardle! A ta dziwa wstrętna chce jej Karola odebrać i bezczelnie jeszcze dziękuje za wskazówki. piękna. Po wygranym ostatnim robrze i niebiańskim posiłku Amerykanin był rozanielony i miał wręcz obowiązek zmięknąć w interesach. nażarte do wypęku. skryta za zwałem zieleni. które jakoś ułatwiało trawienie. szczególnie w niezbyt dawnych czasach. Jola stawiła dyplomatyczny opór. Światło nad tarasem jej nie przeszkadzało. Blask z wielkich okien salonu i jedna lampa zewnętrzna w postaci ogromnej kuli pod dachem oświetlały ograniczony kawałek terenu. Karolowi pozostał tylko ten cep. Towarzystwo brydżowe. Dokładnie tę samą chwilę kilka osób wybrało dla siebie. jak ma to zrobić! Zatem jedyna okazja i ostatnia chwila. właściwie sam taras tylko. spodziewała się iluminacji w czasie przyjęcia. Wydobyła go teraz.złośliwy podlec. przed powrotem do gry rozlazło się po salonie i tarasie. zawahała się więc przez chwilę.. że bardzo źle się czuje i musi się położyć. na którą czyhał przez pół wieczoru. Wymyślił sobie właśnie. miała jednakże nadzieję. znalazła się właśnie tuż za narożnikiem budynku. niczym ozdobna rzeźba w ogrodzie. niemal poza kręgiem światła. a podejrzenie padnie na złośliwego podleca. pod uchylonym oknem pokoju gościnnego. Urobieni już Niemcy i Duńczyk konferowali na korzyść Wolskiego w drugim końcu tarasu. Tymczasem pętali się na zewnątrz. tam trzy. przy gęsto obrośniętej dzikim winem kracie.. prawie niewidoczni na tle krzewów. wiosenna noc zachęcała do zażycia świeżego powietrza. Nabyty na bazarze pistolet tuż przed przyjęciem ukryła w komodzie. którą w końcu oderwał od Konrada niepokój o ciotkę. ile konkurent. że goście będą siedzieli w środku. No. Niejeden raz już wybierała sobie taką drogę do domu z rozmaitych przyczyn. usłyszawszy dość. zajęci grą. Zamierzała wdrapać się na górę po tym solidnym ruszcie. co nie przedstawiało dla niej przesadnie wielkich trudności. żeby sobie wydedukować przerażającą resztę. Justynka. Sery. kiedy jeszcze ciotka kultywowała obowiązki wychowawcze. poza którym panowała głęboka ciemność. Jedyny wróg. który powinien obiecać rezygnację za maleńką nawet nie prowizję. zastygli zatem w połowicznej ciemności. kawę i koniak podała Helenka. a od niego właśnie zależał ów tak gorąco upragniony kontrakcik. chwilę przed czym Malwina stwierdziła. Karol również skorzystał z okazji. Szwed od początku usiłował podrywać Jolę. że bodaj na chwilę odciągnie ją na skraj cienia i wymieni parę prywatnych słów. Skryła się w sypialni. nader dziwnie pojmowane. Rozmawiali małymi grupkami. tu dwie osoby. a wręcz prowizyjkę. . może nie tyle wróg. a może nawet i karesów.

W zapadłej nagle ciemności na wszystkie strony prysnęły drobne. że nie widziała wokół nikogo innego. że bardzo dobrze.Okej . oślepiony błyskiem. osunęła. wpatrzona w głowę męża. kurczowo chwyciwszy dłonią krawędź kuchennego bufetu. śledziona! Uniosła broń i wycelowała porządnie. sypialnia i łazienka.. Śladów nie będzie. nikt nie znajdzie dla siebie alibi. jest akurat rozmówca jej męża. Błysnęło oślepiająco i grzmotnęło jak wybuch bomby. pies nie wywęszy. zdąży wytrzeć to kopyto i wyrzucić. Obmyśliła sobie wszystko doskonale. rozleźli się gdzieś. za to potrwały znacznie dłużej. jakieś tam żebra. Nie mając najmniejszego pojęcia. W mężowską głowę wpatrzona była tak. Nastąpi straszne zamieszanie. Wywaliło. tylko na stołek w chwilowym bezwładzie. świetnie widoczną na tle lampy.ugiął się Amerykanin. Malwina wkradnie się szybko do sypialni i uda. zaniedbane. żadnych kadłubów. ale pod jednym warunkiem. Oszołomiony w pierwszym momencie Karol. że pani domu.. na którego należałoby zwalić winę za zbrodnię. niezdolna do żadnego ruchu. bezpieczniki. obsypany drobinami szkła. ale obfite okruchy szkła. Szczęśliwym trafem nie trzymała nic w rękach i nie przyczyniła żadnych szkód.. iż złośliwym podlecem. Rąbnie. mogła przysięgać. płuco. Karol jednak że miał w domu nader przemyślne instalacje. Ponadto ma jeden strzał. zabije Karola i ucieknie. co właściwie nastąpiło. że właśnie wybiega z niej z krzykiem przerażenia. Helenka też poleci na taras. Okrzyki ludzkie zabrzmiały z lekkim opóźnieniem. biblioteka. Sprzątająca w jadalni Helenka nie widziała jej wyjścia frontem. tylko przez żywopłot przerzucić i chlup. ... Błysnęła jej myśl. obryzgany wodą. diabli wiedzą co można uszkodzić w kadłubie. Malwina z bronią palną w dłoni przekradła się na taras ścieżką dookoła budynku. nie pojmując jeszcze. Zanim przyjedzie policja. zgasł zatem tylko salon. wyczerpana nadludzkimi wysiłkami.. Po drugiej stronie domu zapanowały ciemności i rozlegały się rozmaite okrzyki. rzecz jasna. Wielkie mecyje. a miejsce ma upatrzone.Zgadzam się. musi być skuteczny. . rzęsą porosłe. W holu i w kuchni nadal paliło się światło i zamarła z przerażenia Helenka wszystko wokół siebie widziała doskonale. w pierwszym rzucie pomyślał o rozjaśnieniu sytuacji w dosłownym tego . Pani domu zaś zastygła na skraju tarasu. Na krótką chwilę schowa się w żywopłocie od strony parkingu. Oczko wodne sąsiada z drugiej strony. tuż przy ogrodzeniu. odpoczywa w sypialni. Potężny strumień wody z szumiącym świstem śmignął tuż obok nich i zlał się w jedno z przeraźliwym hukiem pękającej lampy. ale Helenka zareagować nie była w stanie. wobec tego tylko w głowę. śledzionę.

Światło w zaciemnionych pomieszczeniach wróciło. mogło ją łączyć z rozwalaniem lampy?! Chociaż ta jakaś smuga poleciała jakby od niej. na miły Bóg.. kiedy okrążała budynek. patrzył za nią. tkwiąc tak w bezruchu. i nie odjeżdżał. i wpadł na nią przy narożniku budynku. Drgnęło w nim wykształcenie budowlane. obejrzał się. że widzi ludzką postać. Justynka tam była! Popędził tą samą drogą. Z wysiłkiem opanował wybuch wściekłości. usłyszał brzęk. że coś tam się może okazać takiego. Obejrzeli się za nim wszyscy goście. zamarła uczepiona grubej łodygi dzikiego wina. ponieważ zdecydowanie za ciasna suknia trzymała ją niczym w kleszczach. z otwartym oknem. Karol miał doskonały słuch. nie mogła się w ogóle schylić. po czym wyszła z wnętrza domu.określenia znaczeniu. Światło z wnętrza budynku pozwalało coś nieco widzieć. smętnie myśląc. ruszył ku niej. już zgromadzeni w wejściu do salonu. Powolutku ogarniała ją jakaś okropna słabość. wcisnął właściwy guzik. . Widok nie był wyraźny i gdyby Malwina wymknęła się tak. Ściśle biorąc. blask z salonu padł na taras. z nogą na listwie kraty. W dziesięć sekund później zobaczyła go Helenka. Chwilę wcześniej znieruchomiałej Helence wydało się. której daleka mignął w oczach srebrzysty strumień. ale cóż. Zażąda pomocy albo co.. obecności w ogrodzie bez trudu zdołałaby się wyprzeć. Faktu. nikt inny podobnego stroju na sobie nie miał. przemykającą się na tyły domu. Karol schylił się i podniósł potężną machinę o morderczym obliczu. Oszołomiona Justynka. dzięki czemu pistolet wysunął się jej z ręki i brzęknął głucho na tarasowych płytkach. domyśliła się ciotki po srebrnych iskierkach na czarnej sukni. I wtedy on się przyda. ujrzał znieruchomiałą w jaśminie postać żony. żywo komentujący niemiły wypadek i usiłujący składać panu domu wyrazy współczucia w rozmaitych językach. Zgasił nawet silnik. Nie mogła go podnieść. Dostrzegła przedtem jakąś sylwetkę w bujnym krzaku jaśminu. odnalazł szafkę z bezpiecznikami. nie zdołała stwierdzić Konrad rozstał się z Justynką bardzo niechętnie ulegając jej zdenerwowaniu. co i ona. Skutki strzału jednakże otumaniły ją doszczętnie i nadal trwała w bezruchu. nadziejami niejako służbowymi usiłował oszukać swoje nadzieje prywatne Błysk za domem dostrzegł i wybuch usłyszał. Obejrzał ją. niezdolna do niczego. że Justynka wróci. że owa ludzka postać nader zręcznie przelazła przez ogrodzenie. jak zakradła. bez zastanowienia rzucił się w kierunku jaśniejszej części domu. co się właściwie stało. bo jasne przecież. że nie mógł tej eksplozji pozostawić bez wyjaśnienia. nie mając pojęcia. wybiegł właśnie z powrotem na taras.

żeby się zabezpieczyć.. Malwina postanowiła trzymać się fajerwerku do upadłego.Z.. Ponadto pomysł. Wbrew wszelkim spodziewaniom incydent rozpromienił atmosferę. że sam. niespodzianka ci się.Skąd to masz? .Boże. Pierwszy zachichotał Amerykanin. Szwed odczepił się od podrywania Joli. potem już grzmot ogólnej wesołości rozległ się nad ogrodem. żeby upiększyć.zwrócił się do Malwiny straszliwym. niechby płynęły strumieniami.A.. twoje przyjęcie. żona zaś czyniła te różne sztuki.. ale jednak podejmowane.. Po nim prychnęła Jola. Zabrakło mu słów.. udała. Wszystko. wystrzelić. najpierw nasunęło mu myśl. czego się kolejno dowiadywał i co zrozumiał. syczącym szeptem . że aż śmieszny. miej litość nade mną. . ale też równie doskonale rozbawieni. niespodziankę. . Zanim się zdążył opamiętać. Wybryk żony był tak przeraźliwy.. wydawał się zbyt kretyński... Z tego chciałaś wystrzelić? To ma być rakietnica? Potrząsnął bronią..Co to ma znaczyć? Ze strachu Malwina doznała przypływu inwencji. taki fajerwerk. że tak. Najwyraźniej w świecie wszyscy groźni konkurenci Karoa poczuli się nie tylko doskonale nakarmieni. choćby stanął na głowie. .... Karol pomyślał. zapomniawszy o swoim warunku. teraz znów mu się odwróciło do góry nogami... Justynka z Konradem przeczekali w dzikim winie całą awanturę. z.. Obydwoje dostrzegli przedmiot podniesiony przez Karola spod stóp Malwiny i obydwoje przerazili się śmiertelnie. Istotnie. . ja chciałam.Ja.. Kto tu kogo. że pani Wolska szuka dróg pozbycia się męża. powiedział o nim gościom. że w tak przedziwny sposób Malwina próbuje usunąć męża ze swojego życiorysu.? Myślałam.? Justynka miała podejrzenia trafne. Kazałam nabić takim pięknym. potem zmienił zdanie. Amerykanin wyraził zgodę na propozycje kontraktowe bez żadnych zastrzeżeń.. Nieudolne.. chociaż myliły ją trochę upór ciotki w kwestii trzymania się męża i jej próby tłumienia własnego charakteru.. Niespodziankę... dalszy ciąg brydża nabrał wręcz frywolnego nastroju. co do tej pory słyszał. nie osiągnąłby takich rezultatów. bo to raczej Wolski powinien mieć chęć pozbyć się żony. Oczy już miała pełne łez ale co ją to obchodziło. przy czym Konrad poczuł się doszczętnie skołowany.Czyśśśś już do reszty zwariowała? . .. ..A nie. ... żeby weń można było uwierzyć. kosmetyków używała doskonałych. z bazaru.

Bez trudu dotarła do uchylonego okna gościnnego pokoju i zniknęła w środku.Co to było. Wyzbywszy się odrętwienia. że wszyscy są żywi i w szampańskim humorze wrócili do tego brydża.stwierdziła szeptem Justynka po krótkiej chwili namysłu. to. Idź z tamtej strony i przeleź na parking. a nawet i ciotka. zostawiam cię niechętnie. . .Różnie.I myślała. rozświetlone tylko blaskiem z salonu. stwierdziła. . . Wieczorem. co ciotka miała? . a ty którędy wszedłeś? Furtkę. . tam jest ciemno. że trzeba się poważnie zastanowić.. co myślała. Malwina zamknęła się w sypialni i okropny wybuch wciąż nie był wyjaśniony. Po ósmej. Robią takie rzeczy do celów filmowych i tak dalej. nie wiem kiedy. to nie da rady.Utrzyma cię? . .wyszeptała Justynka..Zgadza się . Panowały tam ciemności.To nie tak . Nie zamierzała przecież tłuc lampy.Nie ma obawy. ale nie zabawka. I tak samo wyjdę. Spotkajmy się jutro. . sufit nie pękał. Zaraz.I skąd się to bierze? .zarządziła Justynka po kolejnym namyśle. zdaje się.Po murku przy bramie.Żadnego . z którego nie wynosiła żadnych korzyści osobistych.. Konrad kiwnął głową sam do siebie i znikł w stronie parkingu. . Wali z cholerną siłą. Trudno. pod nogami . drzewo latarnię zasłania.Pistolet na wodę.Helenka cię zobaczy.Nawet i bez słupka. Justynka kiwnęła mu głową i ruszyła w górę po kracie.. milion razy wchodziłam.odszepnął Konrad. .Tylko co? Puścić rakietę? Prosto w ścianę domu? I sfajczyć całą chałupę? . Tym bardziej chyba nie powinno się jej samej zostawiać. to pewne. zobacz jakie.. bo mam wrażenie. . wejdę tędy. . . Dom się nie walił. zatrzasnęłam? . Dobra. A to wino. Podglądając ostrożnie. ale że ją wykantowali. Czekaj.I w ogóle nie wiem. nie mając żadnych szans dowiedzieć się. Helenka w kuchni cierpiała katusze. że to rakietnica? . Przy naszym słupku ci się uda.Wyglądało jak pistolet. spoglądając w górę i próbując potrząsnąć obrośniętą kratą. Helenka przekradła się pod oknem gabinetu Karola i zajrzała na taras.Widzisz jakieś sensowne wytłumaczenie? . Drobiazg. bo uwagi czynili w obcych językach. Tu podjadę. co właściwie nastąpiło po drugiej stronie domu.. co teraz zrobić. . Twoja ciotka chyba na bazarze znalazła.zaniepokoił się Konrad.Bóg raczy wiedzieć. Żeby człowiek chciał zlecieć.

.Tak w górę. Muszę przyznać. Rosnący głód przeszkadzał jej w rozważaniu osobliwego szaleństwa ciotki. kulista lampa z potężną żarową w środku nie istniała. posprząta tu jutro. Śmiertelnie skrzywdzona tym czymś potwornym. co jakiś czas podsłuchując ze schodów. dlaczego celowałaś w lampę? . Nie przypuszczałem także. Teraz musiała okazać skruchę i coś tam jeszcze w ramach tej odżyłej wielkiej miłości i . bo grać potrafiła i język angielski znała. Bardzo rozsądnie Helenka pomyślała. W niebo. tyle jeszcze mogła poczekać. pękło wszystko.. spotkało. tak jak czyniła przez wszystkie minione lata. Ku jej zaskoczeniu Karol nie syczał już i nie szeptał.zaprotestowała Malwina energicznie. zjawisko. a nie teraz.. kiedy będzie jasno.Wcale nie celowałam w lampę! . W głębi duszy była wściekła szaleńczo i równie przerażona. Brydżyści zaczęli się między sobą rozliczać. obejrzała ścianę i odgadła. jeszcze nie spała.Interesujące. Malwina. Już wyruszyła do narożnego pokoju. nie wiadomo dlaczego. że podobna głupota jest w ogóle możliwa. acz łzawo. było jej znane. tylko w głowę Karola. no dobrze. co przychodziło jej z łatwością. mówiąc przy tym najświętszą prawdę. o ile to można było nazwać wyłącznie znajomością. Najchętniej Malwina obraziłaby się i zamilkła.A gdzie celowałaś? . żeby dostać się do kuchni normalną drogą i coś zjeść. miłym uśmiechem przyjmując niezrozumiałe komplementy. Nie wiedziałem dotychczas. że udało ci się mnie zadziwić. kiedy zostali sami. . Wesoły wieczór zakończył się dobrze po północy i wtedy dopiero Karol przystąpił do wnikliwego śledztwa.Rozumiem . uspokojona. w jakiej fazie jest brydż. ale jeszcze raz wytknęła głowę nad balustradę schodów i zorientowała się. Wyglądało na to.Chciałaś wystrzelić fajerwerk. że widocznie żarówka przegrzała klosz. . Przeszkadzał także zastanowić się nad Konradem i rozwojem znajomości. rzecz jasna. nie rozmawiając z nim potem co najmniej przez tydzień. że zaraz pójdą. I skrzywdzona. że niebo znajduje się na naszym dachu. . kiedy po kątach nic nie widać. W końcu poczuła się potwornie głodna i jęła przemyśliwać nad ponownym zużytkowaniem kraty z dzikim winem. Nie celowała w lampę. po czym. Justynka w swoim pokoju przeczekiwała cierpliwie rozrywki na dole. Nie tak jak Jola.zazgrzytało jej szkło. Teraz nie mogła.powiedział sucho. . jako takie.. wróciła do kuchni. że ostatni rober właśnie został ukończony. Nie mogła. Wielka. co ją. żegnała gości odświeżona. ale zawsze. Mogę wiedzieć.

że nic na nim Justynce do jedzenia nie dali? .spytała znacznie potężniej niż miała zamiar. Justynka zatrzymała się na drodze do kuchni. Wolałbym nie rozgłaszać po całym świecie. jak rzadko. Nie wytrzymała w roli skruszonej miłośnicy.Czy oni zeżarli wszystko. tylko taneczne. A tu lampa się stłukła.rzekła tonem urażonym.. . W tym miejscu jednak wkroczyła Justynka. Ton ciotki wskazywał.Która lampa? Co się stało? .Nawet jak się człowiek stara. nieszczęście. no. Takich ryków Justynka nigdy dotychczas z siebie nie wydawała. Symulacja oburzenia i wyrzutu przyszła Justynce bez trudu.A cóż to za przyjęcie było. porzucenia jej i rozwodu.zdziwiła się. że ciotka z wujem zamarli na moment z otwartymi ustami. że mam żonę idiotkę. uniemożliwiając Malwinie dokończenie zdania.. to jeszcze teraz zwali sobie i w ogóle wszystkim na głowę ruinę życia! Zareagowała w połowie schodów.Widziałam. . ale skoro koniecznie musi go zabić.Twoja ciotka postanowiła uszczęśliwić wszystkich fajerwerkami . czy mogę coś zjeść? Zbiegła na dół.. Jest coś? Zgłodniałam okropnie! . Do takich upokorzeń stanowczo nie była przyzwyczajona. . co sprawiło.Nie musisz.. i chciałam tak.. .odparł wuj kąśliwie. .spytała ze zgorszeniem. . chociaż starali się. chciałam to upiększyć . z takim hukiem pękła. . straszliwe i nieodwracalne. nie dość jej było tego wygłupu. Wszystkiemu nie dali rady. Z kuchni wyjrzała zaskoczona nieco Helenka. Też zdumiona jego łagodnością. bo na przyjemniejszy nie umiała się zdobyć.Być to jest. . ruszając już w dół po schodach. . że to na serce umrzeć można. stała się świadkiem początków rozmowy wuja z ciotką.. .Następnym razem zrezygnuj z niespodzianek I uprzedź mnie o swoich staraniach. Gimnastyka działa na apetyt.Jestem głodna jak dzikie zwierzę.Lampa? ... że ci zależy. Doczekawszy się wreszcie wolnej drogi.zaczęła z gniewem Malwina i już wyrywało się jej z ust następne arcydzieło. . . mianowicie propozycja oderwania się od idiotki.Nie było jadalne. bo właściwie wuj powinien był ciotkę udusić.w pragnieniu dogodzenia zachciankom męża. że lada chwila nastąpi jakieś kretyństwo. czy jeszcze coś zostało? . Teraz już mogła jawnie zainteresować się tematem. zaniepokoiła się rychło.

pistolet na wodę. pisać. Owszem. A i to nie jest pewne. Przebijali mszyce w sposób tak różny.. Zamiast się uczyć. . Nie chciało mu się teraz awanturować. rozumiem! Wodą ciocia trafiła w lampę? Karol wzruszył ramionami.Miała to być urocza niespodzianka. A. Wiesz coś na ten temat? . odprowadził go na wyścigi. Z przejęcia stała się gadatliwa. dotychczas nader interesująca. Do drugiej ten cholerny Wolski siedział w domu i nic się nie działo. ani Helenka nie zgłosiły żadnego sprzeciwu. Justynka rzuciła studia na pastwę losu przynajmniej na pół dnia. porządkować notatki.O ile zdołałem się zorientować. Justynkę. że zje coś malutkiego w towarzystwie Justynki i najzwyczajniej w świecie pójdzie spać. Co tam było z tyłu. po czym uciekła do sypialni. Nie miałaś żadnych złych przeczuć? .. Karol został z kopytem w dłoni.Nic nie wiem. no i co z tego? Kwestia wpływu substancji roślinnych na stan zdrowia niektórych owadów. że nawet Einstein mógłby od tego zwariować. *** Mimo zagrożenia egzaminami.Trzeba to jutro naprawić . aczkolwiek czasu miał dużo. większość soboty poświęciła rozmyślaniom. tyle że bez porównania mniej. Wyjątkowy okaz. Właściwie miał już dość tematu i wygłupu żony. po czym . ale rezultat był pożałowania godzien. więc może nawet i nie przeleciał. w żaden sposób nie mógł się zdobyć na osobisty stosunek do mszyc. . chociaż w ostatecznym rezultacie idiotyzm obrócił się na dobre.. stał się świadkiem jego wygranej. Niecierpliwie czekał na spotkanie z Justynka i prawie nie zwracał uwagi na poczynania swojego podopiecznego. korników i trucizny wydzielanej przez pokrzywy. tylko ten wybuch okropny usłyszała. Zaniósł pistolet do gabinetu. Co to jest? Rakietnica? .. . wszedł zanim. Potem dopiero tam poszła. Wolskiego i jego żonę.oznajmił pan domu w przestrzeń i zajął się posiłkiem.Fajerwerki? Ciociu! Beze mnie. ponieważ w głowie miał wyłącznie istoty ludzkie. Konrad usiłował doprowadzić do końca swoją pracę magisterską.Nie i nic nie rozumiem. tak jej się widzi. ale za to z przodu. Helenka dzieliła się wrażeniami.?! Przecież ja to uwielbiam! Malwina nie znalazła innego wyjścia. bo jakoś jej mignął koło drzewa i nic więcej. Powrót Karola do stołu uciął jej relację w pół słowa. twierdząc. Konrad mógł myśleć. ktoś przez ogród przeleciał. ile za to zapłaciła. teraz jakoś umykała jego uwadze. sam też wygrał. nic nie wie. pomyślał. jak tylko krótki szloch. że w żaden sposób teraz nie zaśnie i może coś podać. Ani Justynka. Ciekawe.

ale o żadnej kradzieży samochodu nie mogło już być mowy. Ten gość tam był i. a.. tak jakby im coś nawalało w elektronice toyoty. zarówno pijak. jakiś pijak powiększył grono owych trzech. toyota zaczęła wyć przeraźliwie. śledząc poczynania .. Suchcik. obdarzając mianem najdroższego przyjaciela Wacuchny. Bez wycia. prztykających pilotem.. ale coś go nagle tknęło. któremu dostało się przypadkowo i niewinnie. nie. na wszelki wypadek. Umiała szanować rozrzutnych i wypłacalnych klientów. podzielił uwagę pomiędzy samochód i jego właściciela. Bez żadnych racjonalnych powodów rzucił okien w kierunku samochodów. że w tych toyotach elektronika jest spaskudzona. że do końca gonitwy. nadleciał właściciel toyoty. pamiętał jego twarz. konie ruszyły. na parking. bez hałasu. trzej faceci usiłowali pozbyć się roztkliwionej moczymordy. wreszcie zainteresowali go faceci.. jak dotąd. jakiś wariat. w czym nikt im nie przeszkadzał.. a. używając kolejno trzech. chcą go podwędzić.. I nagle rozkwitła w nim pewność: czają się na jaguara Wolskiego. kiedy konie zbliżały się już do boksów startowych.. Zdemolował cudzy samochód. zmieniali piloty. Grupa na parkingu wpadła w rozterkę. potem przypomniał sobie jakie gadanie. jak mu tam było? Suchel. może i trafią. Przed jaguarem Wolskiego stali trzej faceci i prztykali pilotem. Szukają właściwej częstotliwości. właśnie! Widział go pod kasynem w Pałacu Kultury wtedy. W zasadzie nie obchodziły go wcale. kiedy wszystkie oczy zwrócone są na tor i nawet wybuch bomby nie zwróci niczyjej uwagi. co zmusiło go do wykrzesania z siebie dużej energii.zostawił go w loży dyrekcji upchniętego w fotelu i wyszedł na zewnątrz. W momencie kiedy stawka dochodziła do celownika. nie biorący na razie udziału w gonitwach.. Męczyli się i próbowali. Wiedział. Bez sekundy namysłu wyciągnął komórkę i wypukał alarmowy numer szefa. wezwał pomoc w postaci stajennych. diabli wiedzą. zarazem nachalnie zapraszając wszystkich na kolejne pół litra. też tkwił obok czyjegoś jaguara. kiedy wybuchło to zamieszanie.. Wolski z fotela nie wylezie. Konrad. zaparkowanej tuż obok. Malwina wykazała obie te cechy. bez skutku. w trakcie gonitwy. śmieszna rzecz. Konrad najpierw nie pomyślał nic. To wbiegał na górę.. jak i trzej faceci znikli z horyzontu. Uczepił się jednego i jął chwytać go w objęcia.. No. W cztery minuty później. Tknięty głosem wewnętrznym. To była dobra agencja. bo nie pojazdu miał pilnować. jeden z czołowych dżokejów toru. Jednego z nich widział już kiedyś z pewnością. tylko człowieka. Zwalił się na toyotę.. małej bomby. która się w ogóle jeszcze nawet nie zaczęła. obsługa wyścigowa zwróciła na nich uwagę.

Karol zasiadł do posiłku w doskonałym humorze. umknął jej uwadze. czuły pijak bowiem pomocą nie mógł już służyć.? Ponadto miała do wuja interes. Karol akurat nadjeżdżał. która tak strasznie długo gadała. Powinna być wściekła na samą siebie. trzymając Malwinę przy telefonie. No. właściwie Justynka się przydała. Justynka zbiegła na dół bardzo chętnie. a Karol o idiotycznym zajściu w ogóle się nie dowiedział. że już się może odezwać. iż Krystyna głównie słuchała bez słowa. Winą za niedosyt wiedzy obarczyła najpierw Helenkę.. dopiero z półmiskiem gorącej potrawy. Konrad powinien być w pobliżu Wiedziała. że kiedyś kupiło się dwa. gnana niecierpliwością. urozmaicone pożywienie. . Malwina dowiedziała się z dużym opóźnieniem. ale to jej do głowy nie przyszło. prawdę mówiąc.Wolskiego. matematyczny umysł i liczne znajomości z reguły pozwalały mu wychodzić do przodu i. musiał wrócić do swoich zajęć. i pierwsze. Jaguar zatem ocalał. że zajęta w kuchni Malwina nie zdążyła zepsuć mu nastroju. iż małżonek właśnie zbliża się do domu. ponieważ zadzwoniła do swojego informatora dopiero pod wieczór. która nie udała się nigdzie i cały dzień spędzała w domu. W tym momencie czujnie obserwująca wuja Justynka uznała.Czy wuj mógłby mi zrobić uprzejmość? . ale nigdzie nie zostało powiedziane. majeranku i wieprzowego mięska. . to komunikat. skoro zatem wuj jest w domu. już dwadzieścia lat temu potrafił się na tej imprezie bogacić Emocje sprawiły. Wiedziała. odpracowała lampę nad tarasem. że zmiennik pojawi się dopiero o ósmej. iż na tego zmiennika Konrad musi czekać samotnie. to zbiegał na dół. wkręciła nową żarówkę i umocowała zapasowy klosz. wionącej aromatem cebulki. Z wyścigów odjechał potężnie wygrany. potem Justynkę. Fakt. Zdążyła już tylko wezwać okrzykiem siostrzenicę. co usłyszała.. przesiedzianych przed telewizorem. Świat się do niego wyraźnie uśmiechał..spytała grzecznie. że poczynania Konrada są ściśle związane z poczynaniami wuja. Może przecież w towarzystwie. która zbyt późno udała się do córki. bacznym okiem sprawdzając parking. że wraca. pachnące nad wyraz apetycznie. wreszcie Krystynę. Nieobecność Helenki sprawiła. wściekła i nieszczęśliwa wyjrzała przez okno i rzeczywiście. Dobrze. tu zaś czekało na niego znakomite. po czym przystąpiła do nakrywania stołu. i teraz właściwie mogła być jeszcze wściekła na Karola za to.. że głodny był nieziemsko. Jak oparzona rzuciła słuchawkę. Pojawiła się. Ponadto zupełnie zapomniała o dwóch godzinach.

. Bardzo chętnie zapłacę. Oczywiście wiesz. Będę robiła pyzy z soczewicą i pierogi z grzybkami. że pierwszy nie zapłacony rachunek.wyrwało się Justynce ze zgorszeniem. . że stać mnie na to.W prezencie? .Owszem. . niech się zatem lepiej zastanowi.Zapewne mógłbym. Malwinę jakby na moment zatchnęło.spytała ze zgryźliwą urazą. że w kwestii zidiocenia siostrzenica z pewnością nie pobije rekordów ciotki.zainteresował się natychmiast Karol. bo Malwina już siedziała przy stole. ale nie zdążył. żeby to nie było strasznie wielkie. Chciał powiedzieć.A dlaczego nie? Mężowie czasem dają swoim żonom prezenty. . rzecz jest możliwa. I kto za tę twoją komórkę. na litość boską. ułagodziła go. ona wcale nie była taka głupia.No przecież nie uważa mnie wuj chyba za kompletną idiotkę? . jak się wydawało! Na poczekaniu wymyśliła potrawy. To istny cud. Zależy jaką. Teraz jednak miał przypływ wielkoduszności. Karol zachichotał. . Załatwię ci. .Słusznie.Na pewno chętniej zdam się na wuja niż na siebie. oszczędnościowe.W porządku. będzie płacił? . na co ją naprawdę stać. Jak tylko stanieje. co jej się stało?! . . Justynce zaś ścierpła skóra na plecach. że Justynkę stać na samodzielne życie. Czy wuj mógłby mi to załatwić? Rachunki będę płaciła osobiście bez żadnego zawracania głowy. Karol nie musiał długo podejmować decyzji.A może ja też mogłabym dostać telefon komórkowy? . ale tam trzeba dawać zaświadczenie o zarobkach.Chciałabym kupić telefon komórkowy i mam wrażenie. Być może w jakimś innym momencie wypomniałby siostrzenicy. Zaoszczędzę na utrzymaniu. Podziw dla ciotki wręcz nią wstrząsnął. Ucieszę się z każdego. I kotlety mielone. . . . zdarza się. Wolałabym. ale to już jak wuj uważa.Owszem. Karol chłonął wonie z półmiska i był w zgodzie z całym światem. I kapustę. ale rzeczywiście niezbyt drogie. które wuj uwielbia..Sama będę płaciła. że rachunki zapewne zdoła zapłacić sama. czy zdasz się na mnie? . ale żywi się za jego pieniądze. rzadko produkowane. Wygrana z wyścigów przytłumiła w nim zwykłe skąpstwo. zamiast wprawić w furię.I młodą kapustę z zasmażką? . jak długo ma dochód z mieszkania po rodzicach. a poza tym doskonale wiedział. Chcesz sobie sama coś wybrać. bo pracochłonne. . Justynce skóra wróciła do równowagi.

powiedział z wielkim zadowoleniem. . że sama nie wie. A. o wiele wygodniej. Karolowi też nie. . że zdążyła ugryźć się w język! Karol z wyraźnym zaciekawieniem oczekiwał odpowiedzi. że wreszcie. dostaniesz go natychmiast.. o komórkę! . że spragniona jesteś kamienia u szyi. .Chociażby. pozwala nawet odpowiadać. .przerwała pośpiesznie Justynka. może nim nawet wbijać gwoździe. Gdzieś tam...Chociażby . to już wszystko jedno. Omal nie wyskoczyła z komunikatem o detektywie i poczynaniach Karola. a może tam był pożar w międzyczasie albo pani Stenia poszła na operację woreczka żółciowego. odwołane konwersatorium. wyskakują różne sprawy.. ale wpadło jej w ucho kilka słów. nikt mnie nie mógł zawiadomić i jak głupia leciałam z wywieszonym językiem. pierwszy raz od paru lat. chociażby ostatnio.A do czego Justynce? . po prostu. że mam coś kupić po drodze i odwrotnie.. ja. ale do mnie tylko do domu. a nie żebym sama jechała ten kawał do środka miasta! I może też chciałabym dowiedzieć się czegoś? . kupić. trzeba to wykorzystać! I nagle okazało się.podjęła godnie . Prawie wszyscy mają komórki i jest z tym. on słucha. Albo pralnia. co się do niego mówi..? . Spotkać się.Głównie jestem na mieście. .Skoro Justynka zamierza sama płacić. ostatecznie. mogę z automatu. że istotnie ten przyrząd jest ci niezbędny. umówić. Do czego ma ci to służyć? . Albo.To znaczy. .Jeśli tylko mi udowodnisz. dowiedzieć czegoś. zamigotała jej myśl. pedikiurzystka! Na fachowy pedikiur trzeba się zamawiać na pół roku naprzód. na przykład? . ale komórkę dla Malwiny uważał za bzdurę i wcale nie chciał za nią płacić.? Malwina nie słuchała uważnie wyjaśnień siostrzenicy... nie.Czego. na przykład. Co za szczęście. że Malwina kompletnie zapomniała o upodobaniach męża i usiłowała zdobyć się na szczytową złośliwość. na dnie świadomości... i po co ja mam jechać na darmo? A może znienacka chcę się spotkać z Agatą.No właśnie. proszę. To. zadzwonić. niepotrzebnie.Ja chętnie powiem.. Ciekawe.zaczęła Malwina z gniewem i urwała gwałtownie. jej siostrzenicy nie przyszło do głowy. o. I ciocia mogłaby. i nie dość na tym.Doskonale . czego chce i o co jej chodzi. do czego . a to przecież interesowało ją najbardziej..taki fryzjer. co mu się stało. . Propozycje spożywcze spodobały mu się. co mu się stało..

a nie jakaś tam kura domowa..A ty. Boże.Zanim wyjdziesz z domu. .. co zabrzmiało jakoś ochronnie. .. każdy ich wszędzie dopadnie. Co prawda. W gruncie rzeczy na tej parszywej komórce wcale nie zależało jej praktycznie.powiedział najedzony po dziurki w nosie Karol. wciąż łagodnie... Czuwająca w napięciu Justynka nie dopuściła wuja do głosu. Tracą prywatność. Po Malwinie zaczął szaleć myślopląs. . przypomniało jej dawne lata. Karolowi cierpliwość zaczęła więdnąć. nie. bo wszyscy mieli. . Ponadto co miała odpowiadać na pytanie przyjaciółek: dlaczego nie ma komórki? Bo Karol jej odmawia. tak twierdzą. ja zawsze jestem ta gorsza . . a ja chcę dlatego... Pełna najgorszych przeczuć Justynka postanowiła się wtrącić. ale myślę. trzeba parkować. .Ja przecież nie jeżdżę samochodem! Mogę parkować. Trzymały ją do pionu jeszcze tylko rumowe biszkopciki z bitą śmietaną i syropem klonowym.? . Czegoś takiego nikt na świecie nie umiał zrobić tak.Oczywiście. więc wyłączają draństwo przy każdej okazji albo udają.. kiedy o nią dbał. Nie znam zbyt dobrze Agaty.Ściganych .Co to było o tych spłoszonych zwierzętach? .To zależy. on mówił jeszcze coś. pod jakim względem . co ja mówię.podchwyciła z urazą Malwina. .Nie kładłbym tu znaku równości . mogę rozmawiać byle gdzie! . ale dobre i to. Coś okropnie kłopotliwego! Malwina łączność bezprzewodową puściła mimo uszu. . Nie. tak? .spytała podejrzliwie. A także o woreczek pani Steni.zauważył Karol w łagodnej zadumie. że nie mają zasięgu. Chciała ją mieć. reszta bez znaczenia. wciąż jeszcze nie widzę powodów. to już coś. kiedy naprawdę musi.powiedziała rozpaczliwie. w zakresie kameralnym. - Gliny łapią.A w dodatku nie wolno rozmawiać w samochodzie . nobilitacja niewątpliwa.? Zaraz. a nie ma gdzie.Niekiedy bywasz najważniejsza w świecie.Wszyscy z komórkami bardzo szybko zaczynają się czuć jak ścigane zwierzę. jak jego żona. za moje pieniądze. Najważniejsza. Właściwie człowiek posługuje się tym tylko wtedy. Ponadto czułaby się ważniejsza. ponadto aktualnie łatwiej kontaktowałaby się z wynajętym tajniakiem. ale Justynkę zrozumiała.sprostowała. czyżby ta Jola okazała się wybrakowana. że będzie mi wdzięczna za uchronienie jej przed twoją nieoczekiwaną wizytą. dla których miałabyś pędzić życie szczutego zwierzęcia ściganego łącznością bezprzewodową. że inaczej marnuję . kobieta interesu. możesz zadzwonić i spytać o ten pożar.

Nie kupię ci komórki..przyświadczył Karol. o której zdążyła chwilowo zapomnieć.Wuj wcale nie poszedł do siebie.Bardzo dobrze.To zaczyna brzmieć monotonnie. że jest jakiś film. żeby mu wybić z głupiego łba wszelką myśl o rozwodzie? Cokolwiek on powie. .Pozwoliłem mu się spóźnić.Zdaje się. będzie biadolić.powiedziała nerwowo Justynka.. z doświadczenia wiedziała. tylko siedzi w salonie . może jest okazja. ona się zgodzi na wszystko i niech mu będzie. wsiadając do samochodu Konrada. . Śmiech po jedzeniu ułatwia trawienie.No i sama widzisz.. więc skoro ciocia go tak kocha..Twój zmiennik już jest. a mogły wszak okazać się śmieszne.Rany boskie. Podniósł się od stołu i opuścił jadalnię. nie jutro. że pan Wolski już dziś z domu nie wyjdzie. manikiurzystka ma okienko. tymczasem Konrad już tam czeka.No właśnie. jutro ugotuje pyzy. . a zresztą film. co teraz jego żona wymyśli. jest dla mnie bezcenna.. Nie. nie wyjdzie. Justynka zakłopotała się straszliwie. Zastanowię się nad nią dopiero po tych pyzach i kapuście.skrytykował jej mąż. Na miejscu cioci ja bym tam poszła do niego z winem..Czekaj. . jest w doskonałym humorze. Co tu zrobić. . kotlety z kartofli z grzybowym sosem! Zaraz namoczy grzyby. Chociaż nie. do pyzów potrzebna Helenka. do licha. czy jeszcze czekamy? . Dlaczego miałabyś się nie wyrwać? . musi go kochać mimo komórki.zauważyła. a ja bym chciał wszystko zrozumieć. Zaczyna się sesja. złośliwie zaciekawiony. W każdym razie nie teraz. informacja. bo może ciotka go wypłoszy. wino. Dobrze myślę? . że egzaminator ma okienko i można by wskoczyć. No tak. Jak obuchem rąbnęła Malwinę ta wielka miłość do Karola.Nie .. .zaczęła Malwina buntowniczo. już myślałam. ale siostrzenica nie pozwoliła jej dokończyć. a ja jestem na mieście i blisko. raczej zamknie się w gabinecie. Każdemu to.. Strasznie dużo treści zamykasz w kilku zdaniach.. . narzekać i rozpatrywać swoją ciężką krzywdę. do czego się nadaje.. uciec na górę pod pozorem nauki i wydostać się z domu przez okno? . to znaczy głowy nie dam. pojutrze. *** ... bo doznałem wrażenia. Jutro. Po kolei.czas. . szybko przystępując do sprzątania ze stołu. Dawno już nie pozwalał jej na te piramidalne głupoty. że teraz ciotka przyssie się do niej.Otóż to . że się nie wyrwę . Malwina uczepiła się okienka. .

Wygrał.I doskonale ci się zdawało. obstawiał coś tam innego.Dotychczas zamykałam się w swoim pokoju. ale teraz usiłuję przeciwdziałać zawczasu.Rozumiem. ale możliwe. . No i wściekło im się. ciotka nie ma umiaru i co? .A ten radosny pijak skąd się wziął? . . Zdaje się. lada chwila mogli trafić na częstotliwość. No? Teraz ty.Owszem. wybucha kosmiczna awantura i dzikie piekło.A wygrał? . ale ostatnio zaczynam dostrzegać drugą stronę medalu. Justynka wysłuchała z wielką uwagą. Ona nie ma umiaru. . że ciotka usta otwiera. Ciężko idzie i długo trwa. które wuja najbardziej denerwują. nie było powodu robić z tego tajemnicy. . Kiedyś byłam całkowicie po jej stronie. .. zamyka się w gabinecie. No.A ty wtedy co? ..No właśnie w tym brakuje sensu. Przy czym niewiele brakowało. ale z tym też sobie dają radę. że opisze jej scenę. Na wyścigach. że mu tego jaguara już wcześniej nie rąbnęli.Nie żartuj! .Zaraz. że kazał pilnować osobom zaufanym. od których ziemia jęczy. . Też byłbym w dobrym humorze. Tak samo był pijany. A jeśli ona dalej upiera się przy swoim. Nie wiem. a teraz jeszcze im trudniej. żeby mieć święty spokój. że usiłowano podwędzić mu gablotę. a humor by mu zepsuto radykalnie. . . Łagodzić. A dlaczego twoja ciotka miałaby twojego wuja wypłoszyć? . Prawie się dziwię. . Wuj wrócił w bardzo dobrym humorze. jak i ja w tej chwili. szef go przygonił telefonem.Nasz człowiek. wskakuje z uwagami. Idealnie wybiera rzeczy. gdybym wygrał parę kafli. jakie pan Wolski ma zabezpieczenia wewnętrzne. jak tylko widzę. Kamień by nie wytrzymał. a do tego służę ja i od lat muszę wysłuchiwać różnych takich. Więc wuj.Jak to było? Co to w ogóle znaczy? .A mieli szansę? .Bo już ciotka wpadała w zwierzenia. tak mi się przynajmniej zdawało. Nie dokończyłaś. współczuć i pocieszać. blisko. Co z tym samochodem? Konrad już wcześniej zadecydował. . że przed nim tylko delirium. o ile jest w domu. Czasem się udaje.zaniepokoiła się Justynka. bo ja ci przerwałem. ale symuluje genialnie! Gdybym go nie znał. przysiągłbym.I gada głupoty.

że coś rozumiem. . Na moje oko miała w niej swój udział. .Wydawało mi się chwilami.. . Chociaż wydaje mi się. kiedy wybuchła im ta epidemia pokarmowa. że pani Wolska chce się pozbyć męża. - Nie chcę być nietaktowny.A pan Wolski chce? .Rany boskie . wysłuchawszy całej opowieści.jęknęła Justynka. wyliczanie się z każdej minuty. że cokolwiek o tym wiesz. że wcale nie chce i nawet rozwodu się boi. A tu okazuje się. że chciała mu położyć pokotem cały personel? .O Boże wielki! . że padnie na niego i na nikogo więcej. bo ciotka jest nieznośna. że dla równowagi ciotka powinna być trochę mądrzejsza.? . .Możliwe. .E tam. zaczynałem być pewien.To co robimy? . że masz rację. co poza tym sobie wyobraziła. że niekiedy widzi w nim jedyne wyjście. Musisz milczeć na ten temat jeszcze bardziej niż ja o tobie..Wszystko się zgadza. powiem ci wszystko. . więc nikomu nie możesz się przyznać. bo nagle dokładnie pojęła te wszystkie sztuki z bramą i lakierem do paznokci. I nikt go nie będzie tak karmił. Poprawiła się na fotelu i podjęła męską decyzję.. ponieważ rozwodu ona nie chce za żadne skarby świata. chce! Zawracanie głowy. Wyobraziła sobie.ciągnął Konrad. ale teraz rozumiem jej gadanie. . ale są to rzeczy kompromitujące. ale czy oni nie są przypadkiem wzajemnie siebie warci? Justynka pozastanawiała się chwilę i westchnęła ciężko. . Chociaż zdaje się. Nie do pojęcia i też mi trudno uwierzyć. . gdzie była i co robiła. . i właśnie straciłem głupie złudzenia - rzekł Konrad w zamyśleniu.powiedział z lekką zgrozą Konrad i wcisnął plecy w oparcie fotela. . a wuj odrobinę głupszy. Była u niego w firmie. Ciotka robiła to specjalnie.Prawdę mówiąc.Na moje oko też . .Ale trudno uwierzyć .. Przygotowywała sobie alibi.Dlaczego tak ci wyszło? Konrad zawahał się. że organizuje mu ochronę.No trudno. chciała ułatwić kradzież samochodu wuja. bo zabójca po ofierze nie dziedziczy. . Ale z drugiej strony sam doskonale wie.Ona nie ma takich skojarzeń.Naprawdę myślisz.No trudno. Nie wiem. Więc chyba tylko straszy. że nikt z nim nie wytrzyma. O co chodzi? Pieniądze.przyznała Justynka posępnie. po co jej to było?! Konrad patrzył na nią pytająco. powiem. na litość boską. i w najbardziej kretyński sposób na świecie udaje.

Jola wiedziała doskonale. uległość i Bóg wie co jeszcze. Należałoby pilnować nie wuja. z Anglika milcząca zaciętość. Konrad i Justynka. skąpy. Ty nie możesz? . Justynka znów westchnęła. ujawniająca rozmaite ukryte cechy charakteru.. błyskotliwość. Jeden Niemiec okazał się złośliwy. W życiu... nietypowy i podstępny... ani wprost.. Wolski natomiast zdobył się na wielkoduszność. z tłumaczonych dokumentów. W razie gdybyś odkryła jakiś nowy pomysł twojej ciotki. jakich znów braci. połowicznie.. co do skąpstwa. z drugiego skąpstwo.? Wręcz niemożliwe! No oczywiście. *** Jedyną osobą. Jej samej podobny pomysł nie wpadłby do głowy. to jeszcze. z jednego Duńczyka wyszła megalomania. tylko zwykły rozsądek.. Złapała Konrada. . bardzo cię proszę.. świetnej grze. która udaje idiotkę. koniecznie musi z nimi pogadać! Udało jej się to dopiero wieczorem. które sprowadza herbatę od braci Freres. liczy się ostateczny rezultat. czy ten Wolski nie ma przypadkiem jakiejś umowy z żoną.? Udawał... grzeczność. Ale już widzę. Egocentryczny. nie uzyskała tej informacji ani od razu. dziwne skąpstwo.. apodyktyczny i nietolerancyjny.! Wystrzelić fajerwerk. Zastanowiła się nawet. a tak naprawdę współdziała z nim w sposób dość niezwykły. bez żadnego trudu. wedle wiedzy Beatki skąpy..Chciałam się nie wtrącać. Zaraz. ale jeśli wylazły z niego przy brydżu. Amerykanin zaś nie zdołał ukryć skłonności do hazardu. ze Szweda kłótliwość. . drugi dobroduszny. bo inaczej wszelkie udawanie mógłby najwyżej pod tramwaj podłożyć. Nawet niechby! Ale coś z tego wszystkiego człowiek musi w sobie mieć. że nareszcie wiem. Ale nic.. że się bez tego nie obejdzie. przed jakim wrogiem mam chronić pana Wolskiego. poczucie humoru. Joli zdawało się. Awanturniczy. wydedukowała ją dopiero w poniedziałek. zawiadom mnie o tym. A zarazem zaskakująco skuteczny. Rzecz jasna. że osobliwa niespodzianka Malwiny wyszła Karolowi na korzyść. To ona jest naszą klientką.? Wolski w czasie tego brydża zaprezentował zalety wysokiej klasy. chodziło mu o kontrakt. Przy równoczesnej własnej. Zatem jaki ten Wolski właściwie jest i czego mu do szczęścia potrzeba? Skąpy.W żaden sposób. tfu. która uzyskała informację.? Nader gwałtownie Jola poczuła w sobie potrzebę kontaktu z bratem i z siostrzenicą szefa. że zna swego szefa i te wszystkie zachwycające cechy są mu najdoskonalej obce. szacunek dla partnera. iż jest to gra. była Jola. tylko ciotki. ale walić strumieniem wody we własną lampę. może to nie skąpstwo. Doznaję wielkiej ulgi na myśl.

Od zewnątrz wszystko jest w porządku i żadnych obaw o wypłacalność pracodawcy mieć nie musisz. że to ryzykowne. ale co lampa ma do rzeczy? .zainteresował się Konrad. a za to dwa razy więcej forsy niż przy czymś innym. ale też i .Nie bądź głupi. też nie zamierzał wyjawiać. . nie tylko żarcie. Przecież jestem od niego zależna. bo właśnie doszłam do wniosku. Cholernie mu zależało. nieco gniewnie. Z czego zaczęło mi wynikać. Konrad przyglądał się jej krytycznie..Myślałem. skoro go pilnujecie? Trudno było tego nie zauważyć! . . Zaraz. to milczeć.powiedział stanowczo Konrad i obejrzał się za cukrem. czy ta żona przypadkiem tylko nie udaje głupiej? Nie. że przy okazji wizyty połapałaś się w sytuacji? . Na tym brydżu był konkurent.Nic nie rozumiem . W pierwszej chwili pomyślałam..Zaraz.Dlaczego przez lampę? . nie mówił tego. intensywna. .Przeciwnie. Nie. No. Na wikcie jego żony wyglądałabym tak samo.powiedziała z irytacją ściągnąwszy go do siebie parę minut po ósmej. a poza tym idiotka.Zauważyli wszyscy. Skoro milczeć. dlaczego on jest taki gruby. dokonanych wspólnie z Justynką.Krótka robota. co masz na myśli? . ale zgadłam sama. że nie znam człowieka.Pogadaj z Justyną. tak go to rozśmieszyło. kiedy w pośpiechu robiła kawę. . co o nim myśleć. nadłamały mi się wszystkie poglądy i nie wiem. . Zarabiam na nim najwięcej w porównaniu do ilości czasu. jaki jest w pracy. prawie mogłabym zrezygnować z całej reszty tej orki i tylko jego się trzymać. a ona tam tkwi w środku.Załatwiła mu kontrakt. . że to taka kuchenna artystka. lepiej cię objaśni. nie tak.No jak to.Jedno wykryłam z całą pewnością.A musisz myśleć? Jola skrzywiła się nieco. o rozwaleniu lampy musisz przecież wiedzieć.Wolski w domu okazał się zupełnie inny niż w pracy. co z tego wszystkiego wyniknie i czuł w sobie lekki zamęt. że małżonka utalentowana wszechstronnie.To nie ze mną . Ponadto ciągle nie wiedział. . . . Boję się. że Wolski zdobył. Ja go widzę od zewnątrz. w ogóle nie umiem sformułować pytania. Odkryć. długo i spokojnie. co chciał. O swoich zamierzeniach matrymonialnych wciąż nie miała chęci nic mówić. źle. Inny niż można by się spodziewać po tym. Wiem. jeszcze inaczej. Jola westchnęła. . Każde zlecenie Wolskiego to niezły zastrzyk finansowy. ale przez tę lampę zachwiałam się w poglądzie. . Nic nie rozumiem. dyskrecję już miał w sobie zakodowaną.

bo wielkie go pożytku brat jej nie przyniósł. co powiedzieć. . Więc nic nie rozumiem.. powiedz.Kolosalnie. uzyskała od Helenki informację.A niechby! Nie przedstawiaj się.To Justynką. bo znam jego szlachetność w interesach. zaskoczyło mnie i poczułam się skołowana. bez obciążeń w postaci Wolskiego.Nie podniesie. że mówi siostra Konrada i umów się na jutro. . że znów dzwonił ten jakiś Krupnik. i Wolski podniesie słuchawkę. Wróciwszy z miasta z zakupami tuż przed samym obiadem. Wczoraj. Jola wzruszyła ramionami. . zła trochę. Miała jeszcze robotę. . Postanowił mianowicie raz wreszcie iść do kasyna samodzielnie. zważywszy zaś. I zobaczyć. co z tego wyniknie. pogadaj z Justyną. Wiesz coś na ten temat? Konradowi wydawało się. którego zostawił w Marriotcie pod opieką zmiennika. wyrzuciła go zatem i sięgnęła po słuchawkę.Żona podniesie. Nawiasem mówiąc. Tegoż samego poniedziałkowego wieczoru Malwina przekroczyła szczyty nieszczęścia.zakulisowa pomoc w nagłych wypadkach. po co robił tego brydża u siebie i jaką miał zgryzotę. Radzę ci przecież.! .. ale swoją wiedzę zmuszony był ukryć. w niedzielę. iż Wolski był w Marriotcie. Ja przecież wiem doskonale. zdecydował się zatem zrobić sobie święto. gra świetnie i cholerną szlachetność wykazuje. Nie wyglądało na to wcześniej. szczególnie w odniesieniu do najcenniejszego pracodawcy. wpadnie w nałóg czy nie. Ta część egzystencji Karola Wolskiego należała niejako do Justynki i tylko ona mogła zadecydować. Nie ma go w domu. wybrał dla siebie Pałac Kultury. pozostało już tylko przepisanie. udało mu się dojechać do końca pracy magisterskiej. Nie lubię być skołowana. Wrogowi nie życzyć. choćby i teraz. . Wygra czy przegra. co to już kiedyś różne głupoty opowiadał.A zadzwoń. . Czekaj. w każdym razie swobodnie spróbuje wszystkiego. Konrad wyszedł bardzo chętnie.Pogadam. Ona jutro kończy zajęcia o osiemnastej trzydzieści.Dużo widzi i swoje wnioski zapewne wyciąga. .. kto go tam wie przed czym. że ta lampowa heca wyszła Wolskiemu na dobre? . Też mnie to ogłuszyło. Nie jest ogólnie gadatliwa.Pomagam. a czego nie.Zwariowałeś. Jak ją złapać? . a ty mi tu pomagasz jak pień. Ostrzegać chciał koniecznie.powtórzył. miał bowiem swoje plany na dzisiejszy wieczór. ale tym razem już Helenka zmusiła . że wie na ten temat bardzo dużo. nie ja . powiadasz. Powinna być w domu.

a ona musi jeszcze doprawić cały posiłek. .? I będą się mścić! Muszą się mścić. Proszę opowiedzieć. Za informacje jakaś premia się należy.To o piątej ja podjadę na Niedźwiedzią. ale nie przez telefon.Pani pozwoli. Choćby się nawet ugotowały za wcześnie. zaraz. do diabła. żeby o czymś takim nie wiedzieć. .. tylko dlaczego jemu się nic nie stało. bo do wykrzesania z siebie jakiejkolwiek inicjatywy nie była już zdolna. bo z kuchni wzywała ją Helenka do nadzienia w pyzach. Odłożyła tę słuchawkę.powiedziała.. podobno zawsze się mszczą. wobec tego. No proszę. nie? Mimo ogłuszenia wstrząsającą wieścią.. Pan Wolski lekkomyślny chyba albo co. ale jeżeli już zaczęli. to pani nie wie? . W gabinecie pana Karola kartkę zostawiła. bo to blisko..To co? . bo chyba doszedł. skoro nie . niebieski..? I dlaczego.. moje nazwisko Krupiarz . To jest niemożliwa rzecz. gdzie ta pusta parcela. wielkie nadzieje zaś rozkwitały w jej duszy na nowo. Od piątej czekam. awantura. nie zrezygnują chyba tak łatwo.?! . . A tu jeszcze przystawkę doprawić i sernik sprawdzić. skoro już płaci agencji. Nie ukradli. a nadzienia pani domu musiała osobiście spróbować. . Rozłączył się. że chce usłyszeć wszystko za każdą cenę.. z którym połączyła się bez trudu. .rzekł rozmówca. I drzwi zamknęła. żeby kot nie zabrał.. Pani dojdzie. że z jakiej racji ma płacić temu jakiemuś. Ja powiem. bo o mało mu samochodu nie ukradli i cała awantura się zrobiła. Malwinie zabrakło tchu. . a Malwina została ze słuchawką w ręku i zaciśniętymi z emocji zębami.Zaraz.go do powtórzenia numeru telefonu i zapisała.. tam. trzeba się z nim umówić na później.. Że nareszcie ci kretyńscy złodzieje się ruszyli. na biurku leży. plany miał sprecyzowane. że nie może teraz rozmawiać. bo lada chwila Karol wróci do domu. Mocno zaintrygowana Malwina skorzystała z zapisanego numeru natychmiast. Napadli. ten wynajęty śledczy nic jej o tym nie powiedział?! Nie widział czy co. I będę czekał w samochodzie całe pół godziny. zwyczajny duży fiat.Ja dzwonię. Więc jednak obrała doskonałą drogę. najwyraźniej w świecie. Malwina zdołała pomyśleć kilka rzeczy naraz. bo przecież ten samochód Karol nadal ma. Już należało je robić i do garnka wrzucać.W sobotę.Kiedy. i że.. nie szkodzi. Rozmówca. bo takie rzeczy to powinno się wiedzieć. zostaną na parze. to jak on go śledzi. próbowali. Półprzytomnie acz koncertowo Malwina wykonała wszystkie czynności.Nic nie wiem..

Jednak nie wyszedł od razu.Ja. Ja z czegoś żyć muszę. Rozmowa od razu nabrała charakteru wysoce rzeczowego. to nie. dzięki czemu Karol spożył cały obiad w świętym spokoju. to trzeba płacić. że chciałby zjeść obiad. niewątpliwie bardzo drogą.oburzyła się Malwina.. nie biorąc samochodu. nawet gdyby on tam wrósł w podłogę. A może. Średnich rozmiarów facecik wyskoczył na jej widok i elegancko otworzył jej drzwiczki. . . W dodatku jego żona wcale nie była obrażona i nadęta. Komórka chwilowo wyleciała jej z głowy. W przeciętnym humorze. kiedy pyzy akurat wypływały na wierzch i należało je wyjmować z garnka. co tam nad mężem wisi. o różne osoby dbam . że zamierza wyjść. zamknął się w gabinecie. że ma blisko. . tylko jakaś taka jakby zemocjonowana. Karol był na wyścigach. Kwadrans po piątej ujrzała niebieskiego fiata. od razu spodziewała się komórki? Wypił bardzo mało wina. zważywszy te wspaniałe pyzy. że nie chcę? . sam z siebie.widział. może on wcale nie przyjedzie.Ile? . . co było wskazówką. jakąś upragnioną rzecz. Karol przyjechał jak na zawołanie w chwili.No. a tu nie każdy mu dobrze życzy Kobieta ma zawsze więcej rozumu. jak pani chce. zdecydowana opuścić dom o piątej.oznajmił ów Krupiarz zarazem przymilnie i twardo. Ale jak pani nie chce. Trzy stówy.. w pełni zgodna z poglądem rozmówcy w kwestii ilości rozumu. O pana Wolskiego też dbam.Kto powiedział. Pożałowała nawet przez chwilę. zapuścił korzenie i zakwitł. płynące z jej posiadania.. ale nie miała przecież prawa nic o nim wiedzieć. bo to czasem rozmaite rzeczy warto wiedzieć i ma się z tego dochód. bo Karol wyszedł przed chwilą. żona powinna wiedzieć. co go nawet nieco zdziwiło. przebijało obawę przed ujawnieniem wydatku. a gdzie ta awantura wybuchła. Wsiadła zatem. Pan Wolski trochę może za bardzo odważny. wybiegła z domu pięć po piątej. o mało zatem nie pękła. . Malwinę wręcz rozdymało pytanie. zaparkowanego obok nie zabudowanej parceli. proszę łaskawej pani.. a nie tego nadzwyczajnie inteligentnego faceta. jak to było z tą kradzieżą i dlaczego ukrył przed nią tak groźne wydarzenie.? Może oni już przystąpili do akcji odwetowej. Tył jaguara właśnie znikł jej z oczu na końcu ulicy. żeby przypadkiem z ust nie wyrwały się jej nieodpowiednie słowa. . Zapewne sobie coś kupiła. Bała się mówić cokolwiek.Skromniutko. i szczęście. zaraz. ale zdołała zachować milczenie. że zaangażowała agencję. Malwinie od zaciskania zębów zdrętwiały szczęki.Tak prywatnie. Zasugerowana wypowiedzią owego Krupiarza. od drzwi raczył ogłosić. Z góry.

?! Rzuciła się do telefonu w gabinecie. zrozumieli. to był argument. nikt nie pomyślał. Próbowała go otruć. Dopiero po powrocie do domu Malwina uświadomiła sobie ogrom klęski. Jaguar ubezpieczony.! To przecież w życiu więcej ja nic nie zarobię! Mało.Właśnie przed chwilą pan Wolski wszedł do kasyna w Marriotcie ... .. Zatrzymała się w geście wręczania banknotów. Najwidoczniej Karol nie rwał się do informacji. rzucił na nich. Potworne.zdenerwowała się Malwina. Chciała z hałasem.No wie pani. jak tak chodzą koło niego. skąd ten pijak tam się wziął. on powinien zginąć gdzieś dalej. Bezszmerowo. Czyja będę podgryzał moją własną gałąź? No owszem. żeby ona miała alibi! Gdzie on w ogóle teraz jest. . za które trzeba płacić.. siekierą.To co on robił przedtem? Wyjechał już dawno! . proszę łaskawej pani. Byliby Karolowi ten samochód ukradli. zupełne zero. to co mu zależy.Przed chwilą? .A jak ja panu dam. bo dla tej mafii alarmy to pestka. ale to przecież wcale nie o to chodzi. Taka okazja była.. ale ja wiem. wóz podlewarują i wyprowadzą bezszmerowo. Pan Wolski. Nie. napuściła tych złodziei jak trzeba. jakoś tak. Podała pieniądze... jego tylko niektóre rzeczy interesują. Bez najmniejszego protestu Malwina wyjęła portfel i trzysta złotych. żeby Karol się obudził. obstawili Karola.Mojego męża trzeba ostrzec! . że ze mną gadać nie warto. .Tam.Dla zmyłki przed toyotą stali. że od pani. że mają takich przyjaciół?! I dlaczego Karol osobiście nie poleciał swojego mienia bronić? Dlaczego nikt go nie ostrzegł od razu i z wielkim krzykiem? . proszę łaskawej pani. co za złodzieje idiotyczni. że się na pana Wolskiego czają.Toteż dlatego ja to do pani mówię. W tonie pana Krupiarza pojawił się lekki cień rozgoryczenia. Odwaliła wielką robotę. zastrzelić i co? Nic.wyjaśnił konfidencjonalnie pan Krupiarz. zerwał. gdyby nie przyplątał się pijak. .usłyszała Konrada w słuchawce.. że to o jaguara chodzi .Po drodze wstąpił do rusznikarza. . to nawet słuchać nie chce. a pan mi nic nie powie? . Może go jeszcze zabić zwyczajnie. to jeszcze pani rozgłosi. na wyścigach stworzyli cudowną sytuację i co? I chała drętwa. . O całej awanturze na wyścigach dowiedziała się ze szczegółami. . Już nie pierwszy raz widzę. Niech państwo na dom uważają.. bezszmerowo Malwina nie chciała.. Karol się nawet nie ruszył. wyłączą wszystko.

Karol uznawał tylko parasole składane i w dodatku automatyczne. tymczasem proszę. a wyszedł z parasolem.Kupił u rusznikarza parasol? .Coś tam pani się dowiedziała takiego.Tego nie wiem.przyświadczył z mocą Konrad. Mogło być coś okropnego. bo powinna go kochać bez zastrzeżeń.. to jest w ogóle nie do zniesienia! Zesłabła jakoś ze zmartwienia i musiała coś zjeść.Długi. i miał ich trzy. nawet nie może się wyżalić. wyniesiony od rusznikarza.. Karol jest nie do zdarcia. a.. . Przerażające! . nie do zniszczenia. Zwykły parasol.zauważyła ostrożnie. bo od początku mieli taką umowę. właśnie. najwidoczniej nie składany. Ale wyszedł od niego z parasolem. przed kim wyżalić. nic jej nie kupi. jaki ostrożny! Parasol zbił ją z pantałyku. Z majonezem. I otwartą butelkę czerwonego wina. jak komórka rakowa. to człowiekowi zaszkodzi . To było widoczne wyraźnie. Nie wiadomo. Może pożyczył. a sobie parasol kupił i w dodatku u rusznikarza! Justynki nie ma. kupił broń palną.Mogli go okraść . . zmuszeni do niej fanaberiami Malwiny. Taki zwyczajny. . .Rozmawia z kimś. gdzieś tu jeszcze miała resztę kaczki w galarecie.? . Widząc pochlipującą przy stole Malwinę.Chcieli. Nie.. Rozmówca wydaje się zdenerwowany. Na słowo “rusznikarz” Malwina zdążyła pomyśleć. bo komunikat ją oszołomił. Skoro dzwoniła tylko do niego.Tak płakać przy jedzeniu. Nie chciało jej się podgrzewać pyz.I teraz jest w Marriotcie? . który przed minutą uzyskał bieżące informacje od swojego zmiennika. komórki jej nie kupił oczywiście nie kupił i powiedział. .O Boże drogi . Siedzą w kawiarni przy stoliku.spytała niedowierzająco. . udaje odważnego. . .. . Nastąpił moment ciszy. gorzej. że nie kupi.Nie wiem. że jednak. dlaczego ten parasol przygnębił ją ostatecznie. powinien był wszystko wiedzieć prawie w każdej chwili. W każdym razie wszedł bez parasola.Tak jest ...upewniła się słabo. pan Wolski spokojny. .Jaki parasol? .Do jakiego rusznikarza? Po co? . .wyłkała Malwina..Ale nie było? I nie okradli? . nie ma się kogo poradzić. czarny.powiedziała Malwina rozpaczliwie i odłożyła słuchawkę. Malwina znów zamilkła. Helenka zainteresowała się delikatnie.

a ręka jej sama wznosiła się do ust. drogą naturalnych skojarzeń przyszła jej na myśl pieniądze. i ona obdarza go wzajemnością. Nieszczęście gniotło ją kafarem. ale żadne złe przeczucie jeszcze się w niej nie zalęgło.. Tak. po co mu były te minione udręki rozwodowe.. no pewnie.. że na bazarze została oszukana skandalicznie. Miała własne zgryzoty. Odwiózł ją samochodem Piotr. więc chce jej to powiedzieć. a ze stołu to ja bym już sprzątnęła. o jakiej marzył całe życie. gorsza? Od macochy? Sroce spod ogona wypadła? A dlaczegóż to ona również nie miałaby wygrać? Marriott nie. uświadomiła sobie. że przez ten cholerny parasol zapomniała nawymyślać swojemu wywiadowcy za brak informacji o awanturze na wyścigach... Pani już tak przestanie o pana Karola się martwić i jeść. zarazem dotarło do niej. Potem napatoczył się koniak i kawowe czekoladki. Albo jedno.. obdarza go życzliwością. podobnież humor poprawia. . .. nawet.. Karol może sobie pozwolić na odwiedzanie rusznikarza. a ona głupiej komórki nie może się doprosić! A co ona.! Wszystko. Jakiś taki radosny. Przeszła do salonu. Nie zauważył. że ktoś do nich przyjechał. Druga butelka czerwonego wina jakoś otworzyła się sama.. I nawet. no pewnie. a byle komu nie może. Wino niech będzie. w którym była troszeczkę zakochana i który potraktował ją tak przeraźliwie przyjacielsko. Malwina poddała się subtelnej presji.. Otóż poznał wreszcie kobietę. Piotr. ale to absolutnie wszystko było przeciwko niej! Wizja pieniędzy w połączeniu z czerwonym winem i koniakiem nagle eksplodowała w niej zuchwalstwem..To i pociecha. wyjawił po drodze przyczyny tej pogody ducha. Wracająca właśnie do domu Justynka ujrzała przed bramą taksówkę. ona nie. albo drugie. te strzelające uczciwie były droższe. iż wzięła dobre tempo. zamiast takiego prawdziwego. w ogóle nie należało się wcześniej żenić! Wie. nabój z wodą jej sprzedali.. zważywszy. że Malwina zadzwoniła po taksówkę. Zamajaczył jej Pałac Kultury. Boże drogi. to jeszcze podobno wygrywa! I dysponuje tym swobodnie. Absolutna niemożność znalezienia na poczekaniu kluczyków do samochodu sprawiła. Potem weszły jej pod rękę słone paluszki z francuskiego ciasta. Karol nie dość.. że ma.. Skoro Karol tam siedzi. Justynka. Zwierzył się. Pomyślała. że aż się niedobrze robiło. że ona. wyzuty z dotychczasowego smętku.. bo komuś musi. . O ósmej wieczorem Malwina była już w niezłym stanie.. nie wiedział.Nie. gdybyż miała własne pieniądze.

Na wszelki wypadek. nie uwierzyła w jego oficjalny stan posiadania. choćby i w szlachetnych celach. bo przed domem nagle pojawiła się ciotka. i tak przecież wracasz do Śródmieścia. Ona stara się ukryć. więc co ją obchodziła taksówka i jacyś goście. To moja ciotka. niechęć do nachalności Piotr potrafił zrozumieć. . Pełen współczucia a zarazem skrępowania. Podziękowała Piotrowi za podwiezienie i zaufanie i zaczęła wysiadać.Jeśli chcesz się dowiedzieć. i potem wtrącić się taktownie. Na moment jeszcze Justynka zatrzymała go. za żywopłot. Justynka zniosła to mężnie. Czy mógłbyś pojechać za tą taksówką? Piotr nie zaliczał się do lekkomyślnych ryzykantów...Za tą taksówką? Dlaczego? Po co? . dokąd jedzie. Albo źle myślał.. ... to nieładnie.Jeśli masz jeszcze chwilę czasu. Obawiam się..Nie. Żona okazała się jednostką zbyt bystrą. zamiotło nią jakoś. bo śledzić kogoś. ględzący o swoim rozwodzie. Justynka przestała słuchać wynurzeń Piotra. Przyzwyczajona generalnie do zwierzeń. Ukryła rozgoryczenie i nawet udało jej się opanować kompromitującą chrypkę w głosie. . Od pierwszej chwili przyplątał się do niego Romek Matuszewicz. Na furtce znów się wsparła. Trochę dziwnie się pojawiła. zmierzająca ku owej taksówce.. Tym sposobem znalazła się tam. dodatkowo zażądała dotacji dla dzieci. Albo się przejął i rycersko powstrzymywał ją od działania. ruszył jednak za taksówką. przytrzymała się ogrodzenia i na taksówkę niemal runęła. bardzo cię przepraszam . chciała już tylko zamknąć się w pokoju i odcierpieć swoje w samotności. .. . żadnych pytań.. wsparła się o nie plecami. wyskoczyła i swoją torbę z książkami pirzgnęła przez ogrodzenie. Muszę sprawdzić.Czekaj. a na rozwód bez . Owszem. potem spłynęła z trzech schodków jakby rozpędem i dotarła do furtki to truchcikiem. rozumiesz. bez żadnego obciążenia. gdzie i Malwina. nie nachalnie. *** Karol w Marriotcie stracił cierpliwość. Zaczęła wsiadać dosyć niemrawo. Potępiłbyś je. To znaczy. swój stan zdrowia. megierowatości bowiem sąd za wadę nie uważał.. to krokiem osobliwie posuwistym.. Justynka nie miała najmniejszej ochoty wtajemniczać Piotra w swoje perypetie rodzinne. Niepokoję się o nią. podjadę i zapytasz. Ponadto nijak nie dawała powodów do obarczania jej winą..przerwała mu pośpiesznie. Zatrzymała to wysiadanie. że coś jej się stało. Drzwi zamknęła z rozmachem.

jak się wyłgać. Podskoczył i chwycił ją pod rękę. Tamże ujrzał ją Konrad.? Jojczenie Matuszewicza zaczęło Karolowi nosem wychodzić. Już na pierwszym stopniu uczyniła przystanek. .. . udać. gdzie logika. w jakim żyła do tej pory.. że sam nie ma takich problemów i mógłby się rozwieść z Malwina bez żadnego trudu. lubił to. bo Malwina opsnęła się z drugiego stopnia i w Konradzie zadziałał typowy męski odruch: podtrzymać padającą kobietę. No. O forsę się boję. Pojechał. niewielkiej wprawdzie. Miał ochotę zwyczajnie sobie pograć. Karola to w końcu zdenerwowało. może się sam wynieść.? Jakoś Pałac Kultury bardziej go ciągnął.Całe życie spędzam w uprzęży .. Ustaw się inaczej i nie zawracaj głowy.. pewne zubożenie nastąpiłoby niewątpliwie. bo gra ciągle go korciła. że jej nie dostrzegł. ustaw. truł przy ruletce. . domagał się rady od Karola. że po tylu latach i odchowaniu dzieci on musi jej zapewnić taki sam standard.Osiodła cię .Ustaw. druga młodsza i ładniejsza.. Victoria czy Pałac Kultury. gdzie sens. nie zauważył nawet własnej wygranej. A jak ona ten sztuczny debet wywęszy. który przyjechał prawie w tej samej chwili. czy rozwód rzeczywiście jest mu potrzebny. ale jakoś głupio mu było zostawić ją odłogiem. rzucić się na pomoc. zasadnicza przyczyna rozwodu zaprezentowała jakieś fanaberie. jedną wymagającą babę ma zamienić na drugą wymagającą babę. . Matuszewicz przyczepił się jak pijawka. ratując przed upadkiem. a nie chciało mu się akurat teraz rozpatrywać życiowych spraw. Nie zdążył podjąć własnej decyzji. Ponadto. Gorzej. nie bardzo wiedział. ale zawsze. Zmył się dyplomatycznie i postanowił jechać gdzie indziej. w zasadzie spoczywał na nim obowiązek działania na jej korzyść. nie ma tak. z domu jej nie wygna. truł przy automacie. Co prawda właśnie miał wolne aż do jutrzejszego poranka. *** Przyjechawszy do miejsca rozpusty na ciężkiej bani.orzekania o winie nie chciała się zgodzić. W dodatku przestał być pewien.. Znajdował się tuż. Malwina jęła schodzić po schodach do kasyna. Za nic w świecie nie mógł teraz dokonywać żadnych podziałów. iż była klientką agencji. Jakoś dużo było tego ponadto. okazało się... .Nikt cię nie zmusza. że ją porzuci na pastwę głodu i nędzy. No. Zawahał się. jedyną pociechę stanowiła myśl.odmruknął z goryczą Matuszewicz. czuł natchnienie. Zważywszy.. taki sam jak dotychczas. sprowadzić z tych schodów czy wywlec stąd i zawieźć do domu.mruknął Karol. w pamięci utkwił mu ten standard....

cud zgoła.... skoro został rozpoznany.powtarzała Malwina z uporem i satysfakcją.na . . bo od poręczy odgradzała go Malwina.. że trzeba ją podnieść. Sukcesywnie zbliżała się do siedzącego niżej Konrada.. Wssstręt. ne.tręt. są. przenosząc kolejno o jeden stopień niżej najpierw nogi. mniej więcej co jeden stopień... .. chyba normalny. o bardzo osobliwych upodobaniach.. Pomóc jej zejść w pozycji pionowej czy jednak wywlec z powrotem na górę... że nadchodzi tajemnicza dama.dzą.zgodził się wściekle zakłopotany Konrad... One mnie nie. ale trochę sobie nie daje rady. usiadła na schodach.. Obsługa kasyna w postaci jednego faceta.we.. z impetem zjechał na obcasach połowę schodów..... dzięki czemu nic sobie złego nie zrobił.. Kwestia: zostawić ją własnemu losowi czy nie. schchcho..we....tne. Malwina. Obrzy. przyglądała się jej niepewnie i z wyraźnym wahaniem.. .Wssstrę. oczywiście .oznajmiła stanowczo.wi. Ponownie zaczepiła obcasem o stopień. runąć na twarz albo rzucić się do tyłu.. Miał do wyboru. . metodą staccato..scho.. .. Pilotuje ją facet. .. wstręt.ne . że spodnie..dy...A.ne schchcho. . Z tyłu..ne.. możliwe.dli. W tym momencie Malwina rozstrzygnęła sprawę. Recepcja podziękowała i nie przejęła się zbytnio.. Wssstręt. że coś mu pękło.Czy pani pozwoli..... Doznał tylko wrażenia.dy.. Niewątpliwie były bezdennie wstrętne i jego chyba też nienawidziły.Tak.we .. schchcho.. Konrad na chwilę stracił głowę. scho. bo reszta znajdowała się na zewnątrz. Obrzrzrzydli. mimo upojenia doskonałego. . wyślizgnęła mu się z ręki i łagodnie.. a potem resztę figury.upierała się Malwina. bo w końcu ktoś zwróci uwagę. do diabła ciężkiego. . Nie takie zjawiska już tu występowały.dy.li ... . acz dość szybko. Pomyślał. pośpieszył się zanadto. . Na wszelki wypadek ochroniarz kasyna przez komórkę zawiadomił recepcję. wybrał to drugie.ne .. .. źle trafił i zahaczył obcasem buta o sam brzeg stopnia.. po czym usiadł tak samo. zamierzał przecież znaleźć się tu prywatnie! Zszedł o stopień niżej i pochylił się... rozpoznała go od razu.. W parę sekund później Konrad przyznał jej najzupełniejszą rację.. ttto pan..... Te ssscho.? I. nie wyczuł chwili kolejnego przeniesienia się Malwiny w niższe rejony.Wsss. na szwie.. Chcąc ująć ją w jakiś chwyt.. .. .dy. jak jego klientka. Usiadł przez rozum i świadomie... z którego nie umknąłby mu śliski jedwab żakietu. przestała już istnieć....Obrzyd.dy.tttt...Wstrę.powtórzyła.dy! Po czym ruszyła w dół na tyłku.. że akurat w tej chwili schody są bezludne. chcąc ją wziąć pod rękę.

Justynka znieruchomiała. że już dawno jest pełnoletnia i dowód osobisty nosi przy sobie. w dół znacznie łatwiej. I nie jakaś chorowita niedojda. Ciotka nie stawiała żadnego oporu. Polubił ją jeszcze bardziej. piknięciami w sercu Justynka popędziła na schody. z góry schodów. Zamarł. Z ukłonami została wpuszczona do środka. Pomieszczenie widziała wprawdzie podwójnie. Konrad się podniósł. co przychodziło mu z trudnością. co to mogło znaczyć? Ruszyła ku nim szybko. że żądanie od niego pomocy w takiej chwili i w takich okolicznościach przeraziłoby go śmiertelnie i kategoryczna odmowa Justynki sprawiła mu wielką ulgę. Zanim zeszła. ale Piotr nie pozwalał jej wysiąść.? Ale przecież w takim stanie w ogóle jej nie wpuszczą! Urżnięta na bojowo Malwina. której schodami pod górę udało się wejść. W oczy biło. czuł się zmuszony bowiem pilnować spodni. dlaczego nie usiłuje wlec jej pod górę.. ale ostrożnie. Sięgnął dłonią ku własnym tylnym rejonom. Do pokonania mieli jeszcze kilka ostatnich stopni. Ciotka i Konrad siedzieli obok siebie na stopniu. I natychmiast. potknęła się tylko raz. ale na to była rada. prawie przytuleni. co bez wątpienia nie nastąpi wcześniej niż jutro! Zostanie do jutra. pohamował ruch. stanowczo ruszyła w kierunku recepcji. ale przecież kiedyś trzeba będzie! Ciotka nie zostanie tu aż do chwili wytrzeźwienia. pomacał się po tyłku. zbiegł w dół cztery stopnie i z tej dolnej pozycji energicznie chwycił ciotkę pod rękę. Z nader mieszanymi. Dopiero w tym momencie na schodach pojawiła się zaniepokojona Justynka. wręcz czarno . Widziała wkraczającą do kasyna ciotkę. to było coś okropnego. Na litość boską. ujrzała scenę w dole. bez przekonania pytając. czy Justynka nie życzy sobie pomocy. Uruchomiona wreszcie Justynka . potem z dużym zapałem o następny stopień. należało po prostu zamykać jedno oko i wtedy wszystko robiło się pojedyncze. zgoła przeciwieństwo niedojdy. Wściekły i zrozpaczony Konrad starał się już tylko utrzymać ją w pionie. Konrad szybko pochylił się ku niej i to pochylanie powstrzymał w połowie. ale i tak podniósł ją z dużym wysiłkiem. Nie wiadomo. dokąd idzie. nie było wątpliwości. I od razu. u progu rozrywkowej sali czyniący tak intymne gesty. nawet i nie chorowitej! Ciotka w tym momencie przeniosła się o stopień niżej.białymi. Znieruchomiała Justynka doskonale rozumiała.. z wyraźnym niepokojem. tylko Konrad. Elegancki młodzieniec. ciesząc się mętnie. i Justynka chciała pośpieszyć za nią. po co szukał miejsca na parking i zatrzymał się wreszcie w niejakim oddaleniu. zyskawszy poziomy grunt pod nogami.

.. to jednak jednoznaczny. połączone z koniakiem. że ty wiesz . cały świat niech ogląda do upojenia. . makijaż ułożył jej się cudem boskim równo i tylko figlarne łypanie jednym okiem mogło budzić drobne podejrzenia. Konrad odwzajemnił się jej spojrzeniem. nikt jej zatem nie czynił żadnych wstrętów. ale przecież nie podrywana z takim wysiłkiem dziewczyna.Złapałem ją tu nagle.Tak. Grupa z ciągnącą ku przodowi Malwiną dotarła do recepcyjnej lady.potwierdziła Justynka i z rozpaczą spojrzała na Konrada. Panienki w recepcji bez problemu odgadły.Jesteś. zaś w miejsce płynu do płukania ust. acz łagodniejszy. Tuuuu! Będę grała! Postąpiła kilka kroków. użyła toniku do zmywania twarzy. Uczepiona lady.To.. iż to jest właśnie zaanonsowana już dama o osobliwych upodobaniach. jesteś. Tylko Konrad. . silnie pachnącego rumiankiem. Zionęła zatem jakby ziołowym Chanelem.lecza . dwie.. nie pojmując.. Malwina nie zwróciła na nią żadnej uwagi. grała. .. bo te spodnie cholerne. bo chyba ona mu z tą tłustą gangreną pomoże. A nie było.jęknęła Justynka. jakby coś go spętało w kolanach..zbiegła na dół....O.A . obejrzała się na Justynkę i poznała ją.. Malwiną czekała spokojnie. jak zlatywała ze schodów..oznajmiła z zaciętością. taktownie kryjąc zaciekawienie. już jestem. .. co się dzieje? . wyrażającym całkowitą bezradność i beznadziejność. .! Wszyscy niech go widzą. .. obojętne. dzięki czemu jej asysta zdołała zamienić ze sobą kilka słów na uboczu...!!! Justynka bez słowa chwyciła Malwinę pod drugie ramię. posiadał stałą kartę wstępu.. jak i Konrada. ku śmiertelnemu zdumieniu tak Justynki. zmuszony do tego niejako przez Karola.zdenerwował się Konrad. Malwinę i Justynkę należało zarejestrować. iż niedokładnie skoordynowane ruchy w łazience wylały na nią Chanel numer 5 w nieco nadmiernej ilości.Myślałem. stworzyłoby niewątpliwie aromat. Popatrzyły. Jes .. Malwiną nie zionęła ohydną gorzałą ani nawet piwem. jest. gdyby nie to.Będę. Szlachetne wino... Nie ma jednakże zakazu posługiwania się w kasynie jednym okiem.na. kasyno. cię? . .teś? .sem jes - teś jed . . oraz przerażenia i rozpaczy.. Szczęścia i ulgi.zdziwiła się nagle. Na widok Justynki Konrad doznał wybuchu przeciwstawnych uczuć. pełna jakiejś triumfalnej satysfakcji. figlarnie czy nie. czemu on stawia takie drobne kroczki. co potrwało dłuższą chwilę.. . Jedna . który wydawał się jej niezbędny.Boże jedyny.

A co ty tu robisz? . W jednym ułamku sekundy Justynka ujrzała oczyma duszy wszystkie konsekwencje wydarzenia.Ale moja klientka. nie.Owszem. Obcą babę oddałbym w ręce wykidajły i cześć. Zobaczyłam ją.. Ciotka zabije wuja.A co miałem zrobić? Wypsnęła mi się z ręki. i zgadłam. przyszedłem prywatnie. A nawet jeśli zostawi przy życiu. Malwina. dobrnęła do jej końca. Było u was jakieś przyjęcie? ... nie puszczając krawędzi lady.To co teraz? Pozwolić jej tu zostać? Gdyby nie przeklęte spodnie. ..Słuchaj. Też się obejrzał i ożywił. ona sama zostanie posądzona o udział w tej . zahaczyła wzrokiem o wejście i na moment skamieniała. Nastąpi ogólna ruina. Zamknie w piwnicy. napawający się nieobecnością idiotycznego Matuszewicza i patrzący pod nogi.Siedziała z tobą na dole.Nie wiem. .. Obejrzawszy się.A. . ..Nic o tym nie wiem. Uparła się.Nie wiem.. . to dlatego.. jak wsiadała do taksówki. to jest wyjście! Pan Wolski zabierze małżonkę do domu. Pękły malutko.. tylko co zrobić z cholerną Malwiną? Zostawić tę zgryzotę Justynce? Mowy nie ma! Recepcja z wdzięcznym uśmiechem podała im karty. nie było mnie w domu. Rany boskie. Konrad usłyszał przerażony szept Justynki. bo Malwiną zostawiła torebkę.. .! Z ostatnich stopni powoli schodził Karol. Bardzo cię przepraszam. zmieniwszy odzież. . ..Co dlatego? ..Bóg ustrzegł.wyszeptała. spodnie mu to uniemożliwiały. co teraz? . . że taksówką. Najchętniej zmyłby się stąd. . No. że coś nie gra. Klientki nie mogę. nie mają piwnicy. Wuj ciotkę zabierze i zabije. bo pijanym szczęście sprzyja.. uda się jej.. ale przy żywszych ruchach mogły pęknąć więcej.. Justynka obejrzała się i cofnęła. Ona chce grać? .Może jej zabraknie pieniędzy.Za co?! .Wuj. w końcu to moja ciotka.. W towarzystwie Justynki i dla jej przyjemności mógłby nawet machnąć ręką na siebie i opiekować się pijaną Malwiną.Nic. bo bardzo nie lubił spadać ze schodów. . . a nie sobą! .. Konrad zgodziłby się na wszystko. wyrzuci z domu. ewentualnie wróciłby później. Justynka i Konrad rzucili się ku niej. za skarby świata nie chciał prezentować tego mankamentu Justynce..Jezus kochany.

! . hotele drogie.I zamierzałam nie wtrącać się nadal! . .Szczerze mówiąc.Nic. wydało jej się okropnie skomplikowane. pierwszy raz w życiu jestem w kasynie i coś takiego na mnie spadło! . Boże drogi. bo z całą resztą już by jakoś dał sobie radę.A jak? Już sam pan Wolski wystarczy.... też zostanie wyrzucona. bez obowiązków służbowych.? Wszystko jedno. . nawet koty stracą dom! Policja. bo wyraźnie czuł.Służbowo bywasz? .westchnął Konrad również z goryczą. raczej bywa na lekkim rauszu..I wtedy co? . Różne pomysły wpadają jej do głowy. to będzie koniec świata! . zaraz.Nie mam pojęcia... Gwałtownie jął przemyśliwać nad sposobem pozbycia się Malwiny. Zareagował błyskawicznie.Przeznaczenie ma gdzieś nasze zamiary .spytał z troską..Toaleta! Tu zaraz. wyprze się.koszmarnej głupocie. ale diabli wiedzą co mogłoby jeszcze nastąpić. Na ogół po pijanemu idzie spać. że samodzielna dewastacja spodni postępuje. ucieknie. mimo. Euforia w niej sklęsła. kataklizm wybuchnie jutro. Próbowała przez moment skupić wzrok na jakimś odległym elemencie do grania. ale trochę źle jej to wychodziło. posępnie wpatrzeni w Karola. Justynka z Konradem tkwili pod drzwiami toalety. A w ogóle upija się rzadko.I pomyśleć. Nie zabierze jej. wepchnąwszy do toalety oszołomioną światłami i hałasem Malwinę.On nie może jej zobaczyć! . towarzyska się robi. co po drodze ujrzała i chyba już kiedyś widziała. . egzaminy się zaczynają. w mieszkaniu lokatorzy. że Konrada dreszcze przeszły. a nie ma się gdzie podziać.jęknęła tak. z którego to paragrafu. .. ktoś pójdzie do więzienia. Do tej pory Konradowi udało się ani razu nie odwrócić tyłem do Justynki. iż starał się poruszać delikatnie i ostrożnie. a tym tam kolorowym i brzęczącym zająć się później. który już po chwili znikł im z oczu. ma sesję. . że przez tyle lat udawało mi się nie wtrącać . pierwszy raz w życiu chciałem się znaleźć w kasynie prywatnie.powiedziała Justynka ze zgrozą i goryczą.Co twoja ciotka robi na wielkiej bani? . To coś tam. .. W takim szwungu jeszcze jej nie widziałam.. . Malwiną z toalety skorzystała bardzo chętnie. w głębi kasyna. właściwie wolałaby teraz gdzieś się zdrzemnąć na chwilę. Ale chyba nieszkodliwie.

! Konrad omal nie spełnił jej życzenia..rzekł lekko.. bo i tak rozmowność okazał niezwykłą. co tu się robi? .ła. Spokojnie. Dzięki czemu usłyszała delikatne pukanie do drzwi kabiny i rozpaczliwe apele Justynki. Wcale nie poczuł się wstrząśnięty. Znał swoją żonę i wiedział doskonale. bo osoby niższe z trudem sięgały nogami do podłogi. że wiesz. trzymaj ją tam.. koszty.. związane z nią. Konrada nie znał. zdrętwiała doszczętnie . I na to właśnie nadciągnął Karol..O. co za otumanienie potworne na nią spadło! Kto widział. że swoich. Pojawiła się szansa zabrania stąd ciotki. przy okazji. co chciała.dę gra . ja zapukam.mu. jego to nie dotknie. bez pośpiechu. pełnoletnia.Matko święta. Ale nie tu i nie teraz. W takim wypadku instrukcji żadnych chyba nie potrzebujesz? Nie wdając się w dalszą pogawędkę. że chwila odosobnienia pozwoliłaby mu obejrzeć spodnie. W tych słowach Justynka odkryła jakiś sens.. Pojawił się przed nimi twarzą w twarz.do .Mam nadzieję. co robić. otrzymywanych od niego.Nie mam na myśli urządzeń sanitarnych. . Sedesy w tej właśnie toalecie wykonane zostały zapewne dla osób okazałego wzrostu. . puścić ciotkę luzem.do. pieniędzy dla Justynki nie poświęci. się. źle. ale Justynkę rozpoznał doskonale.. W domu.. ale opamiętał się. a jak pan Wolski wyjdzie.. była dorosła. tylko kasyno.. Do. Odpowiedziała na nie nawet. Chyba że to akurat miejsce najbardziej ci się podoba i tak zamierzasz spędzić wieczór. znikł w wejściu do toalety męskiej. . Justynka odetchnęła lżej.Jeśli czegoś nie wiesz. Ciotka wyjdzie razem z wujem.. . najpierw niech Konrad zapuka. że właśnie w tym momencie Malwina mogłaby pojawić się w drzwiach. miłe spotkanie . będę mógł cię poinformować . Justynka nie była jego córką i nigdy w życiu nie przejmował się zbytnio kwestią jej wychowania..obiecał Karol łaskawie.. O ile sobie przypominał. . że było jej bardzo niewygodnie.. nie zapadając w sen głębszy tylko dlatego.. nie wiem. Do - mu. od razu należało tak postąpić.. budząc się z wielką niechęcią i oburzeniem.Tuuuu. Do . Zrób coś! Zatrzymaj ją tam. Bę . zwłaszcza... nie leżała mu na karku i nie doskwierały mu żadne.Mniej więcej wiem .odparła martwo Justynka i na myśl.Mam wejść do damskiego kibla? To już może raczej ty? To w ogóle dobra myśl. zmierzający do toalety. Malwina przysypiała błogo na sedesie. Ja chcę do do . mogła robić. Justynka straciła głowę. . zjeżdżała zatem co chwila. . zatem cokolwiek by Justynka robiła.

wystąpić przed nią bez spodni czy w charakterze niedojdy. że Malwina zaśnie rzetelnie. Ta pani robiła wprawdzie wrażenie kompletnie pijanej. Justynka patrzyła potępiająco. że traci w jej oczach wszelkie walory.. Jak. Wspólnymi siłami dyskretnie powlekli do góry po schodach prawie sto kilo Malwiny. ale wówczas pojawił się natychmiast kolejny kłopot. Malwina zamknęła się od środka. Pukanie Konrada zabrzmiało jej w uszach pieniem anielskim. aż przeistoczy się w szkielet? Będą hodować w damskim wychodku kościotrupa?! .?! Konrad. Załatwił sprawę w dwóch zdaniach. na szczęście było puste. ale wiadomo. jakiś klucz powinni mieć. Justynka gotowa już była żądać pomocy od recepcji. oczywiście.. który zresztą robił solidne wrażenie. Pomocnicy z grzeczności uwierzyli. Potrafiłby. i wciąż przerażona niecierpliwość nie pozwalała jej zebrać myśli. to co? Zostawią go. Na stanowcze żądanie Konrada Justynka. . Wyjaśnienie Konrad wybrał możliwie najmniej kompromitujące. Konrad wahał się przed wykrzesaniem z siebie wandalizmu i wyrwaniem zamka... nakłonić ją do otwarcia? Dobre dziesięć minut spędzili obydwoje na nerwowej naradzie.. Miała jednakże obawy.Przecież muszą mieć jakieś sposoby otwierania! A gdyby ktoś się tam zamknął i popełnił samobójstwo albo umarł na serce. ale bał się natężać. Nie zawracał sobie głowy recepcją.Znaleźliby przy sprzątaniu.A ty sam co? Nie potrafisz. Z rozpaczy doznał przypływu natchnienia.. . Obsługa sanitariatów. . poza nimi dwiema. zaprezentował niebotyczne zakłopotanie.Ta pani ma cukrzycę i zapomniała o zastrzyku insuliny. przeżywająca katusze dodatkowe. błyskawicznie wybrał najpotężniejszego. Przydałby się chuligan. zaraz załatwię. a wówczas trzeba będzie chyba sprowadzić dla niej nosze. która posługiwała się nogami z wielką niechęcią i niemrawo. poruszając się tak jakoś nieco bokiem. pobiegła przed nimi z kluczykami w ręku. istniała i dysponowała kluczem.. w cztery oczy. . bo cały czas miał w głowie tę ruinę spodni. że cukrzyca daje czasem podobne efekty. Dobitnie zdawał sobie sprawę. . Trzeba prędko do domu. Fakt.Czekaj tu chwilę... odnalazła jego samochód i całkiem zręcznie tyłem podjechała pod wejście.. zamiast skłonności niszczycielskich. a woń Chanel wciąż była myląca. mogła czekać dowolnie długo. Pomieszczenie. siłą wyrwałby ten kretyński zamek albo zdjął drzwi z zawiasów. i sam już nie wiedział co gorsze. skoczył do ochroniarzy. na litość boską. jak się okazało.

dlaczego nie. bo noce chłodne. .Dopiero za piętnaście dziesiąta? Myślałam. Nie. to jest coś niemożliwego.I tak bez ciebie nie dam rady. . chociaż nie wiem. kiedy ona się obudzi.mruknął Konrad. Bez problemu. to znaczy. tyle że wszedł w fazę mniej przerażającą.Nie. . Nie. I to jeszcze na zapalonym silniku i włączonym ogrzewaniu. Konrad czekał posłusznie. oprzytomniałą. Justynka wyobraziła sobie ciotkę..Dobre i tyle.wyznała smętnie Justynka. ja muszę. A za to jeszcze bardziej kłopotliwą. specjalnie po nie pojechać.powiedziała nieco oprzytomniała Justynka.Chętnie ci będę towarzyszył . nie mając pojęcia.Która godzina? .Jeśli mi ktoś pomoże zarzucić na plecy. żeby się w oczy nie rzucała. ale i tak to nie jest najlepszy pomysł świata. Nie wiadomo. . ale Helenka nie wytrzyma. Malwina w samochodzie Konrada spała już martwym bykiem. przy naszym ogrodzeniu. Litość wzięła górę.Alternatywą jest zostawienie jej w twoim samochodzie do rana . bunt. tak nie szło. Tylko czy mi się uda ją wydłubać? .W rogu parkingu. W Justynce objawiły się kolejno rozmaite uczucia: zakłopotanie. czekaj. popadając teraz w gniewne przygnębienie. niepewność i gniew. Helenka chyba nie śpi. przygnębienie. jednak nie. . za wszelką cenę spragniony pokazania się w lepszym świetle.. na przykład. .. jeśli Helenka jest i nie śpi. Nie mogę ciotki w takim stanie pokazywać całemu miastu. czy nie poszła do córki. Kiedy znaleźli się wreszcie przed domem państwa Wolskich. Uroczy wieczór wcale nie uległ zakończeniu. o siódmej rano. wcale tego nie ukrywam . kołomyja potworna i coraz więcej osób wtajemniczonych. nie ma sprawy. . Chyba że i ja zostanę i w środku nocy zwolnię kumpla z dyżuru. . a ty przez ten czas wniósłbyś ciotkę do sypialni. nikomu nie powiesz. owszem.Można by koce jakieś przynieść.Wnieść. w którym. spróbuję ją zająć w innej stronie domu albo na górze. . wyłażącą na ciężkim kacu i na ludzkich oczach z cudzego samochodu. To na parterze.. Na jakąś przyzwoitość musimy się zdobyć.Nawet jeszcze gorzej. W tym momencie przypomniały mu się spodnie i urwał gwałtownie. . Udźwigniesz sto kilo? . bez sensu. trudno. .. Otóż rozumiesz.. musiałaby mu Jolka jakieś spodnie z domu przywieźć.wytknęła Justynka.. Ty to co innego.. dopust boży.. co gorsza. że później. litość. obejrzawszy się na Malwinę i obmyślając sposoby wywleczenia jej z samochodu.. że leje mu balsam na rany. Dasz radę? Z lekkim powątpiewaniem Konrad znów się obejrzał.

ale obydwoje w mgnieniu oka zgadli. znalazłszy preteksty. Owych znajomych Konrad w mgnieniu oka pokochał. tylko po co. żadne z nich nie miało do czynienia z psychologią. a ja przygotuję grunt i dam ci znak. rozpozna Justynkę i facetem obok niej zainteresuje się do szaleństwa... Och. . U nas zawsze świeci się jakieś światło... W tym momencie na parkingowy placyk wjechał samochód Muminków. ale całkiem do kitu .. . co robi Helenka i czy w ogóle jest. Wtedy ją łap i nieś. Muminkowie parkowali bardzo długo.Zaraz. Zapalę światło w gabinecie wuja. Skoro z kasety. Wracając w pośpiechu do . . można ją oderwać i zawlec na górę.To znajomi! .oznajmiła stanowczo. kto to jest. to jest to okno. Jednakże Justynka lepiej panowała nad sytuacją.. W swoim pokoju oglądała z kasety “Czterech pancernych i psa”. . Uda... Jeśli jednakże scena będzie intymna. Przytrzymasz ją.. Muminkowa nie wytrzyma. nie ma znaczenia. że nie widzi.Prosto. Czekaj. Obcy samochód. i pójdzie w diabły. Idę! Helenka była. do ewentualnego podglądania przystąpi później. nie znam waszego domu! . i będą tak sobie przypominali parę razy. co będzie. - Wydłubiemy ją razem. kiedy indziej ci powiem! Ten jeden został i teraz się przyda. że coś zostawili w samochodzie. Żaden jako tako kulturalny człowiek nie stanie obok i nie zacznie się jawnie gapić na parę..siedzi atrakcyjny młodzieniec.Oni za chwile przypomną sobie. . . o co. żeby nie sprawdzić. najpierw sprawdzę. Betonowy.. Potem ona posiedzi na słupku.powiedziała. Potem wrócę i wydłubiemy ciotkę razem. ale także i Justynka nie mieli wielkich pretensji. Dalej jest salon. Ostatnie. Justynka prawo. Muminkowie znajdowali się w środku. o. ale światło błyśnie. taki duży hol i na końcu drzwi na prawo. czekaj.Wyjście fizycznie najłatwiejsze.. Ktoś chciał porobić takie słupki wszędzie dla utrudnienia dojazdu. w końcu dostrzeże Malwinę..Co. nie tylko Konrad.wysyczała Justynka i bez sekundy namysłu padła Konradowi w objęcia. widoczne w nim dwie osoby. zadziwiająca rzecz. czekaj... jak. wydarłszy się z ramion sprzymierzeńca..To teraz gazu . nie widzisz go przez żywopłot... bo że światło się u niej świeci. żeby nikt nie był pewien. Gdzie nieś. Bóg raczy wiedzieć w jakiej formie dotarłoby to do wuja i jakie byłyby skutki. wszystko na raty. zajętą sobą bez reszty. Konrad studiował biologię. ja mam dużo siły.Tu jest słupek. że nas nie ma. zacznie rozmowę wywiadowczą.? .

Wspólnymi siłami. bo okazało się. . miała grać w kasynie. że jeśli Malwina chrapnie. Konrad trzymał miękki.. Konrad wyraźnie poczuł. rozpoznała go. ale nie w tej chwili. Malwina w lekko kłującym żywopłocie przecknęła się o tyle. które wpadły jej za regał z książkami i Helenka pomoże jej przesunąć. gra.no. książki są ciężkie... zajrzała do środka..O Boże. naczelnym zadaniem jego życia stało się teraz ustawianie się do Justynki wyłącznie przodem. . nawet nie spojrzał.. wzmożonymi emocją. jeszcze nie. Wi .Teraz bę. Na parking wróciła Muminkowa. betonowym słupku.Jutro. że wolałby wór kartofli albo kosz węgla.. dlaczego ją zdjąłeś ze słupka . Owszem. dostatecznie wysokim.Konrada. Trzymaj ją nieruchomo. niestety.wymamrotała niewyraźnie. dziko zainteresowana tym obcym samochodem. . .. zdołał przerzucić sobie Malwinę przez ramię metodą noszenia rannych na polu chwały. . ale w dwie sekundy po zniknięciu Muminkowej najzwyczajniej w świecie wyślizgnęła mu się z rąk i łagodnie zjechała do tyłu.. . No i co zrobi. a. .. bo inaczej musiałaby opróżniać półki. Wywleczenie z samochodu twardo śpiącej Malwiny wcale nie było łatwe. Rozczarowanie.. Z potwornym wysiłkiem Konrad wywlekał ją z ciasnoty pomiędzy słupkiem a żywopłotem. Justynka znów popędziła do domu. przelewający się ciężar. we własny żywopłot. pojawiła się Justynka. chciała usłyszeć. które teraz błysnęło światłem. z pewnością chciał jej coś powiedzieć.. było wyraźnie widoczne. jakiś facet ją szarpał. stojącym przy jezdni.spytała nerwowo. Pilnował się . żeby Konrad zdołał zarzucić ją sobie na plecy.? Malwina nie chrapnęła.Przy słupku ciemno. Przeszkadzano jej nieprzyjemnie.. przyodziany w śliskie jedwabie. Kiedy wreszcie udało mu się przemieścić klientkę na otwartą przestrzeń.powiedziała nerwowo. posadzili Malwinę na szerokim... że spodnie pękły mu do reszty. to ten. Justynka zdążyła wymyślić notatki.Droga wolna! Nie musiała zajmować Helenki regałami. jeśli chrapnie. Tak. ale nie chciała teraz grać. że w telewizorze odbywa się właśnie zdobywanie Ritzen i nieziemsko przejęta Helenka nie usłyszy nawet syreny alarmowej. że poczuła niezadowolenie. udusi świadka. Konrad znienawidził jedwab. . twardszy i mniej się przelewa.Nie. kiedy nie znalazła w nim ludzkich istot. Na niewidoczne dotychczas okno. błysnęła mu nawet myśl. usiłując niczego na niej nie podrzeć. szczególnie po tej symulowanej intymności.Byli już? . Bezwzględnie należało wykorzystać tę chwilę! Pomogła Konradowi. Konrad w tym momencie starał się nawet nie oddychać. Mignęło mu w głowie.

zmiennik go podrzuci. Helenka zatem.Mam czas do jutra. zaczynam rozumieć ciotkę.. rano przyjedzie taksówką i weźmie samochód.bardzo... a razem z nim wróci zmiennik. Masz chwilę czasu. dał mu jakiś strasznie ważny kontrakt. .Możemy usiąść i odpocząć przez pół godziny? Potrzebuję relaksu. miękki. teraz wreszcie mogła odsapnąć i zająć się stopniowym i spokojnym rozplątywaniem kłębowiska znienacka rozkwitłych problemów.Tak . u niej. Ma okazję.. .. pogrążonych w rozmowie przy białym winie i słonych orzeszkach.. napić się wina? Konrad pomyślał wszystko razem. Dziki wygłup ciotki przysporzył wujowi pieniędzy. Ja też bym chciał cokolwiek zrozumieć.. Szeroki. że nam się udało? Justynka wiedziała. . Wówczas pozwolił sobie na otarcie potu z czoła.. taki wieczór. żeby nie stęknąć aż do chwili.Jest tu jakieś inne wyjście. że Helenka też...!) szóstej trzydzieści rano.?! .powiedziała słabo. to wszystko....Tę lampę lepiej zgasić. czego on się dowiedział od Joli. . czy musisz gdzieś lecieć? .? Gdzie w ogóle pani Malwina. zdawało jej się.To nawet bardzo wskazane. uspokojona... poszła spać. że tak.. we Francji dopuszczają zero pięć promila. Pani Malwina to owszem. . kiedy w świetle nocnej lampki trafił ciężarem w szeroki tapczan. że dzisiejszy wieczór nieco mnie zaskoczył. która po skończeniu kasety ujrzała Justynkę i Konrada.Myślałam.rzekł Konrad. co za wieczór upiorny. Czy to bardzo naganne. Justynka zaś dowiedziała się od Konrada tego. ale Justynka. Co to w ogóle było. wszystko jest do załatwienia i człowiek nie musi niszczyć sobie życia przez rozmaite kretyńskie przepisy. nie frontowe? . całe napięcie zdechło. od Justynki się dowie. . Jeszcze bardziej zaskoczona okazała się Helenka. bo szczerze ci wyznam.Moment . która.powiedział stanowczo. (zaraz.O. siedzi się na nich. prędzej czy później.Zmiłuj się.. jakiś czas temu opuściła dom? . wygodny. czy Wolski poszedł spać. tknięty przeczuciem. Czy mam rozumieć. . .. w razie czego wszystko załatwię. gdzie jest..oznajmiła pogodnie Justynka.. spodnie. Panie. Tylko wuja nie ma. Niech szlag trafi spodnie. po co ciotka ma się rzucać w oczy. Nagle wszystko w niej oklapło. Wolski wróci.Nie .. tyłu nie widać. do. Niech sobie Helenka głowy nie zawraca. na którym mu zależało wyjątkowo... ciocia już dawno śpi . rozmowa od serca.. ale przypadkiem wiem.

żadna ludzka istota nie wytrzyma na dłuższą metę podobnego gniotu.Jakoś krótko byłaś w tym kasynie? . Tak rzucić okiem. Nie. ujrzał siostrzenicę. że o tej porze będzie musiał sam sobie wynajdywać coś do jedzenia. Cholera.Nie. Albo cokolwiek innego.No cóż. swój własny. Podając wino i kieliszki. że zaangażowałem się w to wręcz osobiście. z ciekawości. to w umysł. ale bardziej ucieszył. to w charakter. to te mszyce. Dopomógł wuj. czy wuj od razu wyrzuciłby ją z jadalni. musiała wszystko rozważyć spokojnie. Poderwała się. istny cud. jak to wygląda.zauważył ze średnim zainteresowaniem. że nie podobało jej się wprost potwornie. . Do tych rzeczy tutaj pasuje białe wino... cały czas mówię. po drodze do domu.. Przez taras. Chętnie wypraktykuję metodę. Nie teraz! Nadmiar wiedzy przeszkadzał.Nie podobało ci się tam? Justynka mogłaby odpowiedzieć. Powiedzieć mu. a nawet słowem się o tym nie zająknął. Justynka doskonale wiedziała. że lampa mu się przysłużyła. . całość wydaje mi się rozrywkowa. zastawiającą stół drobniutkimi przystawkami. Za dziesięć dwunasta usłyszała szmer podnoszonych wrót garażowych. I jeszcze ci wyznam. I nie tylko. Trochę się zdziwił. strasznie dużo po niej biegało i kąsało to w serce. nie? Jeśli nie masz ochoty wyłazić przez parkany. żeby rozmawiać z wujem jak z normalnym człowiekiem. . Ściśle biorąc. że udało mi się w niedzielę skończyć pracę magisterską. Ciekawa rzecz. żeby popatrzeć. na przykład. dlaczego nie tylko. ... ale nie byłaby to ścisła prawda. Albo spytać.. Salonów gry w ogóle nie widziała. Powiem ci szczerze. to w chęci. . Justynka zastanowiła się. dlaczego? Bardzo to atrakcyjne. nie słuchaj profesjonalnych wynurzeń. Zdążysz. klientka dostarcza wrażeń nietypowych i nie do przewidzenia. . Na ocenę rozmaitych uczuć musiała mieć czas. że z tym przydeptywaniem ciotki stanowczo przesadza. mogę ci otworzyć furtkę. Postanowiła wyłgać się dyplomatycznie. Emocje gry wzmagały w nim głód i nieprzyjemna była myśl. ale nie chciała teraz się w to wgłębiać. Kiedy bardzo zadowolony z wieczoru Karol Wolski wkroczył do kuchni.Jasne. jako prokurator powinnaś chyba znać rozmaite jaskinie złoczyńców. Ale ja tam tylko na chwilę wpadłam. bo zawsze wuj zaczyna od mycia rąk w łazience. ale dość życzliwie. o samej grze nie miała pojęcia. Konrad też to usłyszał. pragnienia i nadzieje. czy rzeczywiście myśli o rozwodzie. w jakim stopniu musiałaby się upić. a niemiłe doznania całkiem czego innego dotyczyły. a dodatkowo bruździ mi moja siostra. dla siebie. I dalej już wychodziłeś. Albo wypomnieć. .To miło.

Rachunki będą przychodziły do mnie czy do wuja? . Ciocia też. . Karola tak zdumiało zuchwalstwo siostrzenicy. bo tego już mógłby nie wytrzymać.To już chyba ostatnia rzecz. .Przecież mówiłem ostatnio..Słusznie oddzieliłaś jedno od drugiego. Poza tym miała się przecież nie wtrącać! . .Do mnie. .wyrwało się Justynce. bez metafor i ozdobników. że jest droższy. a ja nie chcę być karmiony wyłącznie kapustą do końca życia.powiedział Karol. a co innego twoja ciotka. że wolałaby aprobatę niż pieniądze? Justynka chciała powiedzieć. że mało.spytała nieco żałośnie. . .Tyle z siebie wyduszę. Dostaniesz kopie. .Od kogo? . Twoja ciotka nie umie liczyć.wytknął Karol.odparł Karol sucho i widać było. Czyżbyś do tej pory nie zdążyła jej poznać? . Taką sumę to właściwie i ciocia mogłaby zaoszczędzić na tej kapuście. Od czasu do czasu powinna usłyszeć słowa uznania. .Ciocia tym bardziej. myślałam. .A nie może być jedno i drugie? . Tu Justynka nie wytrzymała. . bo wuj to mówił kąśliwie i z krytycznymi dodatkami. A każdy człowiek potrzebuje odrobiny uczucia i aprobaty. Zdążyła tylko pomyśleć. że pod tym względem można mieć do niej pełne zaufanie? To mało? . że pieniędzmi wuj również zbytnio nie szasta.Ponadto koszt komórki jest ściśle uzależniony od ilości i czasu rozmów.Jutro dostaniesz swoją komórkę . Karmienie ciocia załatwia koncertowo. . .Będziesz musiała zapłacić osiemdziesiąt złotych i płacić abonament przez dwa lata. co innego człowiek.Jak to? . na jaką wuj mógłby narzekać.A ten abonament ile wynosi? .zdziwił się Karol.powiedziała grzecznie Justynka. takie wyraźne.Naprawdę sądzisz.To nie tak źle. że widocznie jest mniej trzeźwa niż jej się wydawało..Toteż właśnie . . . że nawet się nie rozzłościł. Do firmy. Razem z wykazem rozmów. .Jeszcze nie dostałem kapusty . .Nie .Trzydzieści złotych miesięcznie.No pewnie. .Dziękuję bardzo . ale ugryzła się w język.Od wuja. że konwersacja została zakończona.

pod Pałacem Kultury. Brak anielskiej cierpliwości jeszcze nie jest karalny.. a cud kobietę.powiedział drwiąco Karol po bardzo długiej chwili i podniósł się od stołu. I właściwie trudno wujowi się dziwić. Jednakże czarna rozpacz jej nie ogarniała. Nie. ciotka by nie zrozumiała. o tym chciała pomyśleć! Przyjaźń.. co ją najbardziej gnębiło i gryzło... wcale nie było dziwne. nie usiłował kontynuować intymnych symulacji. mimoza cholerna. że w tym właśnie leży cały szkopuł. wymarzone bóstwo. nic podobnego. że tego właśnie była spragniona. A Konrad się nie cofnął.. pod domem. Oczywiście. takiego subtelnego kwiatuszka Justynka sobie nie życzyła. Nie. Dlaczego poruszał się tak jakoś dziwnie i chodził jakby bokiem? I drobnymi kroczkami? Defekt wrodzony.. że gdzieś w środku utworzyło się jej istne kłębowisko. - Dobranoc. Wuj nie ma. co było nawet trochę dziwne.wymamrotała zaskoczona Justynka i została na miejscu. A może jakaś choroba. Dopiero po dziesięciu minutach znalazła się w swoim pokoju i nareszcie mogła trochę spokojnie pomyśleć.. ale dokuczliwe.Jeśli już koniecznie chcesz mnie wychowywać. W życiu Piotr by nie wziął na siebie takich obowiązków służbowych! Jednak Konrad miał wolne... zamilkła zatem. zabierając ze sobą herbatę. nie chce kontynuować nieprzyjemnego tematu. Rezultaty byłyby opłakane.. Zaczęło się od Piotra. ale to należało do jego obowiązków służbowych. Tylko jedno. na przykład. Niby drobne one były. ujawniający się nie zawsze.. . a do wiercenia dziury w brzuchu trzeba mieć anielską cierpliwość.. Musiała je rozwikłać. wolno mu nie chcieć. której można się wyzwierzać i w razie potrzeby wypłakać na łonie. Już też nie miała się w kim zakochać. nie popadł w żadną nachalność ani natręctwo.? . Justynka zrozumiała to doskonale.. Piotr jakoś zbladł i stracił prawie cały urok. symulował również służbowo! Cholera.. aż znikł jej z oczu... myśląc. kiedy zadawał idiotyczne pytania i udzielał kretyńskich rad. Cofnął się przed trudnościami. Popijała białe wino herbatą. znajduje się gdzie indziej. a potem tam. No tak. musisz to robić na raty ... czasami.. kiedy tak wściekle wyraźnie nie chciał się mieszać w żadne kłopoty. próbowałaby gadać dalej i zmuszać do rozmowy męża... należało się do nich jakoś ustosunkować. to było to. po tym końcu. jak. No oczywiście. No to nie. Takie raczej okropne i wysoce niepokojące. I jednak.Dobranoc . najlepiej rozważyć je chronologicznie. reumatyzm? Bo kiedy indziej poruszał się normalnie. Doznała w ciągu tego jednego wieczoru tylu wrażeń.. . najpierw tu. rzeczywiście! Dobra siostrzyczka. Jednak pomógł rzetelnie i do końca.

uznawszy. Przez połowę drogi Justynka milczała. Ale czasem wuj zgadza się na dźwięki. .Słucham .? Nie usiłował jej budzić. Ciotkę i wuja również można zostawić do wyjaśnienia. a wokół niej unosił się osobliwy odór. A na jutro umówiona jest z Jolą. Ciekawe. jakby nalewki z jakiegoś kwiecia. Przystosował się do nowego dnia egzystencji nieco wcześniej niż zwykle. czego się spodziewać. na litość boską. Prawdę mówiąc. Co ona ma właściwie o nim myśleć. Nie był do takiego zjawiska przyzwyczajony. *** Tym razem to Karol obudził się.Czy wuj mógłby w jakiś sposób dawać do zrozumienia. co za numer jej wywinął. kiedy on już wyszedł do pracy.. zetknął się przy śniadaniu z Justynka i podrzucił ją do Śródmieścia. nawet nie było kiedy spytać go dyplomatycznie. wiedziała chyba jeszcze. a odsypiała swoje później. ale prośbę mam. mógł z tym zaczekać do popołudnia. wiedział doskonale. to znaczy brzęczenia nad uchem wuj nie lubi. że można z wujem rozmawiać? Gadatliwy to wuj nie jest. Poza tym zazwyczaj wstawała wcześniej. na co sobie pozwolić? Żadnych nieszczęść więcej. w zupełności wystarczy! Konrad. taki chłopak musi mieć. Na Muminkach Justynka zakończyła swoje myślenie. Czyja bym mogła wiedzieć. no nie. po którym załatwiła sobie przerwę w życiorysie? I w tym stanie pchała się do kasyna. Wypiła swoje perfumy. na obiedzie zapewne był.. nie musi spędzać przez nich bezsennej nocy. Na pewno ma. Jak wuj nie chce.. ale dlaczego? Wuja przecież w domu nie było. bo coś obok niego chrapało. W drugiej połowie ośmieliła się odezwać. że wszystko wyjdzie na jaw jutro. ale Helenka prezentowała spokój. nie mogło zatem nastąpić nic wstrząsającego. Nie. żeby mu zrobić śniadanko. bo tak był umówiony. żadnych rozczarowań. jako nieprzyjemność życiowa... Teraz spała jeszcze. czy Muminkowie ją rozpoznali.Mam do wuja prośbę. . skoro zostawiła samochód i wezwała taksówkę. rozwikłać należało Piotra i Konrada. czy ma jakąś dziewczynę.. Malwina na ogół nie chrapała. to jasne.. że w kwestii śniadania zastąpi ją Helenka. to było ważne. Piotr.... Trochę go zaciekawił rodzaj użytego przez żonę alkoholu. na żadne nowe i niepewne zakochania Justynka teraz nie pójdzie. odwrotnie też.. miała coś na myśli. więc teraz może już iść spać. Do licha. jak mam to rozpoznawać? . Rozmawiał z nią prawie jak człowiek.. absolutnie sobie zabrania! I. a czasem nie. ale wiedzy na ten temat nie musiał uzyskiwać natychmiast. co się stało ciotce?! Urżnęła się. No i wuj. co robi. trzeba było wybadać Helenkę.rzekł Karol cierpko. Zrozumiałe. to nie. .

tylko zeszłoroczna. Proszę. mogłaby się z nią dogadać od razu. żeby jej wrażenia dotyczyły. Wczesnym popołudniem zrobiła sobie przerwę w zajęciach. . ale wszak staranie o produkt to woda na jej młyn. a jak nie ma.Dziękuję bardzo .Czy ciocia gotuje tę kapustę? .. niech Helenka kupi.powiedziała Justynka. na obiedzie bowiem mógł być wuj.spytała pospiesznie od progu.O Boże. Tak. Młoda. proszę. bo już patrzeć nie mogła na żrącą Malwinę. ale przedtem Justynki nie było. zrozumiawszy informację bezbłędnie. co się właściwie działo wczorajszego wieczoru. Później miała jeszcze wykład. że wczoraj wieczorem Justynka była. Przy stole zastała ją Justynka. Gnębił ją kac i niepewność i teraz właśnie gwałtownie zapragnęła telefonu komórkowego dla siostrzenicy. ona sama pojedzie gdzieś tam i kapustę zrobi się jutro. że zleciał jej z widelca na szlafrok kawałek naleśniczka z bitą śmietaną. Chciała wrócić do domu przed obiadem. . to swoje własne zdenerwowanie na tle tej nieudanej kradzieży samochodu Karola. . co uniemożliwiłoby szczerą rozmowę. ponieważ intrygowała ją ciotka. wydał z siebie głos. więc tylko te chwile wcześniej dawały jakieś szansę. że jesteś.Wuj się upomniał jeszcze wczoraj.. Dobrze. świeżo po praniu. zaraz co ty mówisz? Kapusta. ale pretekst do wysłania z domu Helenki znalazł się doskonały. a tak musi czekać i udawać przed Helenką. Mogło jej się tylko wydawać. jak się rzuca szaleńczo do spełniania jego życzeń! Helenka wzruszyła ramionami i poszła bez protestu. bo niemożliwe. Malwina czekała na Justynkę jak na zbawienie. zeszłego tygodnia. O tej porze roku właściwie w ogóle nie powinno jej być. jak dba o Karola. a Justynka nie nalegała. na przykład. Wuj zapamiętał. oczywiście. ze zwyczajniej ludzkiej . . więc później musiała się pokazać. chociaż wcale nie czuła wielkiego głodu ani nawet nie miała apetytu.Wieczorem. Sytuacja nie do zniesienia! Z rozpaczy usiadła i zaczęła jeść.? . co pamiętała. Ostatnie.. Malwina drgnęła tak silnie.. Dopiero kiedy wysiadała. jeśli jest. czy w najbliższym sklepie jest młoda kapusta. Zatem wyłącznie Justynka mogła jej powiedzieć. Zastanawiała się nawet po drodze. że wszystko jest w porządku i nadal kocha Karola... Miała mgliste wrażenie.Kapusta... a po nim Jolę. Malwina nie miała pojęcia. . Karol odpowiedzi nie udzielił od razu. Cóż ty tak nagle. jak by tu żarcie ukrócić.

pień spróchniały. przecież cię nie było! .Możliwe. można powiedzieć. Co się stało? Wuj był niemiły przy obiedzie? .Przez twojego wuja. Niezniszczalny słup. przez tę kradzież nieudaną. a z zębów jej siłą wydzierać chyba nie wypada. Chciałabym wiedzieć. o! Zalewałam robaka.Jaką znowu aktywność . pójdzie nią dalej. Usiadła przy stole.rzekła godnie. Nie pozwoli ciotce zmieniać faktów i zwalać winy na cały świat.. że tego właśnie chciała się dowiedzieć. co to wczoraj było! Czy ja gdzieś byłam? Dlaczego ja się dzisiaj obudziła prawie całkiem ubrana? Co to za jakąś złośliwość ktoś mi tu zrobił? Zaskoczona nieco Justynka postanowiła nie dać i się zwariować. przy której się wszyscy pobili.Jak znowu miałaś do czynienia. nalała do szklanki esencji i wróciła do jadalni.litości. .Potem już byłam. dlaczego. zarazem jednak uświadomiła sobie. Doskonale pamiętała.. on nawet z trzęsienia ziemi ocaleje! I jeszcze za taką wiedzę okropną musiała trzysta złotych dopłacić. . Dobrze to było kiedyś wszystkie kredensy i spiżarnie na klucz zamykać. I miałam z ciocią. Jak to się mówi.Widziałam na własne oczy.. Kamień by się upił.Mów mi tu zaraz..Co? . . . ani nikomu wyznać prawdy! . nie da ciotce rady. że miałam zmartwienie . .W kasynie? .A cóż ty w kasynie robiłaś? I w ogóle w jakim kasynie? Justynka westchnęła ciężko i przeszła do kuchni zrobić sobie herbaty. co tu było. bo do czego to dojdzie. .. że ja się trochę upiłam? . skąd jej się wzięła wczorajsza rozpacz. Prztyknęła czajnikiem. trudno. tylko Karol nie. ciągle się martwię. dużo do czynienia. że on mnie nie kocha. ale w żadnym wypadku nie może ani Justynce.W kasynie ciocia te robaki do zalewania znalazła? Bo tam ciocię dopadłam. chlebodawczyni jej pęknie. Nie będę owijać w bawełnę. aktywność.mruknęła Malwina gniewnie. że bez wzmacniającego płynu. Malwina nie wdawała się w dyplomatyczne wstępy .To ja właśnie ciocię chciałam zapytać. .. .A ty skąd wiesz. ciocia się urżnęła w żywego trupa. Uznała.obraziła się Malwina. I akurat trafiłam na tę cioci. Nie należy Justynki gasić. Skoro już wstąpiła na okropną drogę wtrącania się. owszem. skąd ty mogłaś mieć coś do czynienia. bunkier. Przez tych złodziei idiotycznych.

- W Pałacu Kultury. Pojechałam tam za ciocią i weszłam do środka. Ciocia miała
chyba kłopoty ze schodami.
- Co to znaczy, że pojechałaś za mną? Cóż to, ty mnie śledzisz?
Justynka przez chwilę milczała potępiająco, powstrzymując się od uwagi, że jeśli
ciotka śledzi wuja, ktokolwiek inny może śledzić ją. I byłaby to zwyczajna sprawiedliwość, a
nie żadne świństwo.
- Tu ciocię zobaczyłam, pod domem, jak ciocia wsiadała do taksówki. Już było widać,
że coś nie gra.
- To dlaczego mnie od razu nie zatrzymałaś?
- Nie zdążyłam - zełgała Justynka bez wahania. - Zresztą, nic by to nie dało, ciocia
była bardzo uparta.
- No dobrze, i co dalej? - spytała ostrożnie Malwina po krótkim namyśle.
Justynka przez czas jej namysłu nalała sobie herbaty i ze szklanką w ręku znów
usiadła przy stole.
- Dalej ciocia najpierw chciała grać, nie wiem w co, a potem ciocia zasnęła bardzo
porządnie...
Malwina zachłysnęła się zgrozą.
- Między ludźmi...?!
- Ależ nie. W damskiej toalecie, na sedesie, i nikt absolutnie cioci nie widział. No
owszem, potem, przy wychodzeniu, trzeba było cioci pomagać i wziął w tym udział jeden taki
z obsługi kasyna. Ale jemu się wyjaśniło, że ciocia jest chora na cukrzycę i opóźnienie
zastrzyku daje takie objawy. Chyba uwierzył, bo ciocia, za przeproszeniem, nie śmierdziała.
To znaczy owszem, ale perfumami. Potem dowiozłam ciocię do domu i została ciocia
wepchnięta do sypialni, na tapczan, tak że nawet Helenka nie widziała i nic o tym nie wie. Ale
z rozbieraniem cioci miałam kłopoty, więc tylko buty i żakiecik. A teraz chciałabym się
dowiedzieć, co ciocia mogła mieć na myśli i dlaczego tak się ciocia pchała do kasyna.
- Żeby grać... - wyrwało się Malwinie, której zaczęły majaczyć w pamięci jakieś
strzępy własnych pragnień i zamiarów.
Justynka zdecydowała się zrezygnować z litości.
- Nie mogła ciocia tam grać, bo przyszedł wuj. Uważałam, że nie powinien cioci
zobaczyć, robiła ciocia nie najlepsze wrażenie. I dlatego wepchnęłam ciocię do toalety.
Przez nadmiar i rodzaj uzyskiwanej wiedzy o sobie samej przebiło się w Malwinie
przerażenie.
- I widział mnie...?!

- Właśnie nie.
- A ciebie?
- Mnie owszem. Pod tym wychodkiem. Ale nie miał mi tego za złe.
- No proszę, tobie to nie... - znów wyrwało się Malwinie z pretensją, jednakże ulga
pozwoliła jej opanować i ukryć prawdziwe uczucia.
- Ale ja byłam trzeźwa - wytknęła Justynka niemiłosiernie.
- A co to za różnica... No nie, bardzo dobrze zrobiłaś...
- No więc skąd się cioci wziął nagle ten pęd do kasyna i do gry? I to... ta... to...
nadużycie alkoholu...?
- Chciałam grać - wyznała łzawo Malwina, nadużycie alkoholu usiłując pominąć
milczeniem. - W kasynie. Chciałam wygrać dużo pieniędzy... albo chociaż trochę, ale wygrać
i mieć. Moje własne. I nie musieć tak ciągle wydzierać z wuja, bo już mi siły brakuje. I
możliwe, że coś tam wypiłam ze zdenerwowania, ale tak naprawdę, to mi chodziło o
pieniądze.
Justynka ponownie powstrzymała się od uwagi, że gdyby ciotka nie wygłupiała się z
płaceniem za usługi detektywistyczne, pieniędzy wystarczałoby jej na znacznie dłużej. Chęć
ich posiadania, własnych, nie wydzielanych, nie użebranych, rozumiała doskonale, ale
wydawało jej się, że słuszniej byłoby podjąć jakąś pracę. No nie, do systematycznej pracy
ciotka się nie nadawała... Wuj jej pewnie odmówił kolejnej dotacji i stąd ta rozpacz
kasynowa.
- O ile pamiętam, ciocia coś mówiła o pelerynce z czarnych norek...
- O, właśnie! - ożywiła się Malwina. - Miał mi kupić po tym brydżu i co? Sama
widzisz! A, lampa... No i cóż takiego, że lampa, wielki mi koszt, była zapasowa. A ja ciągle
jestem ta gorsza!
Justynka nagle straciła cierpliwość.
- Ja nie chcę być niegrzeczna, ale muszę cioci powiedzieć prawdę - rąbnęła
energicznie, nie zauważywszy powrotu do domu Helenki. - Ciocia, bardzo mi przykro,
powinna schudnąć. Żadna pelerynka nie będzie na cioci dobrze wyglądała, bo nadwaga bije w
oczy, a nie strój. Na miejscu cioci ja bym najpierw schudła, a potem się dopiero pokazała w
czymś ekstra, żeby było widać, że to ma sens. A nie tak!
- Święte słowa Justynka mówi - odezwała się z kuchni Helenka. - Sama bym to pani
powiedziała, ale nie śmiałam. A młodej kapusty nie było, kupiłam starą, na wszelki wypadek,
bo wiadomo, że pani potrafi starą na młodą przerobić. Nawet się pan Karol nie spostrzeże.

Cały tekst do Malwiny dotarł doskonale, bo oba tematy były jej bliskie. Najpierw
poczuła się ciężko urażona i od razu zbuntowana, potem okropnie niezadowolona, wreszcie
doznała błysku przyjemności. No pewnie, że z tą kapustą potrafi, jeszcze im pokaże...
Ten pierwszy komunikat, o nadwadze, usiłowała wyrzucić z siebie, ale stawiał opór.
Krystyna mówiła to samo... I, szczerze mówiąc, nic już nie miała, w nic nie mogła się ubrać,
bo wszystko było na nią za ciasne, wszystko musiałaby sobie kupić nowe, a Karol nie da. A
jednak pójdzie do tego kasyna, tyle że już na trzeźwo, dowie się, gdzie jest Karol, i pójdzie
gdzie indziej. Zaraz, ale przecież wczoraj zdobyła informację, że Karol jest w Marriotcie,
więc skąd się wziął w Pałacu Kultury?
- Czy ty jesteś pewna, że to był Pałac Kultury i że wuj tam był? - spytała nieufnie,
zapominając o sekrecie przed Helenką.
- W stu procentach! - zdenerwowała się Justynka. - Ciociu, ja nie mówię o
rozrywkach, tylko o odchudzaniu. Czy ciocia naprawdę nie chce wyglądać młodziej i czuć się
lepiej?
- No i jak ty to sobie wyobrażasz, mam się głodzić? Nic do ust nie wziąć? Przy twoim
wuju?!
- Wujowi też się przyda parę kilo stracić. Ja mogę cioci dać przepisy, to wcale nie jest
takie niedobre, szparagi z szynką, na przykład. Z pomidorkiem i nawet z odrobiną majonezu,
chociaż lepiej byłoby bez...
Malwinie przed oczyma duszy zamajaczyły dwa obrazy równocześnie, jakieś
niezwykłe potrawy na bazie tej obrzydliwej diety, upiększone jej talentem, i ona sama,
odchudzona, smukła, jak dawniej, wręcz młodsza od obrzydliwej dziopy, tłumaczki, budząca
błysk zawiści w oczach Agaty, Krystyny... I niech sobie Karol robi, co chce, niech znajdzie
lepszą!
Szparagi z szynką, może być...
- A kapusta? - spytała z mimowolnym zainteresowaniem.
- Kapusta owszem, tylko mniej zasmażki. I żadnych kartofli.
- Na kartofle Karol tak bardzo nie leci...
- To mam kroić tę głowę, co kupiłam, czy nie? - spytała Helenka.
- Późno trochę... Nic, niech Helenka pokroi, najwyżej będzie na jutro. I do kapusty
takie sznycelki wieprzowe. To pasuje?
- Pasuje - zawyrokowała Justynka, czując się, jakby trzymała za rogi całe stado
byków. Ciotka przynętę w postaci diety złapała, teraz jazda dalej!

- Ale wszystko jedno, kiedy wuj przyjdzie, ciocia nie może tak siedzieć w szlafroku i
nie odnowiona. Wuj ma wysoko rozwinięte poczucie estetyki.
Pochwała Karola wzbudziła w Malwinie lekki protest, okropnie jej się nie chciało
teraz czynić żadnych wysiłków, ale z drugiej strony owszem, powinna wyglądać atrakcyjnie.
Dlaczego, do diabła, nie może być piękna bez żadnych starań? Dlaczego w ogóle musi sama
odwalać tę całą robotę z zamordowaniem Karola, dlaczego jej nikt nie pomoże, co za ciężar
nieznośny i co to za życie z samymi kłopotami i bez pieniędzy!
Chlipnęła sobie, ale krótko, bo pamiętała, że nie tylko szlafrok ma zdjąć, ale i twarz
odpracować. Potem nagle zamigotała jej ponętna, mściwa myśl, a proszę bardzo, właśnie
przystąpi do podstępnej akcji odchudzania, do przyrządzania tego wszystkiego, czego Karol
nie cierpi, chociaż nie, szynkę lubi, szparagi też...
Justynka poczuła, że ciotka wymyka się jej z rąk i ogarnęła ją rozpacz. Skoro już
wzięła rozpęd z tym wtrącaniem się, chciała pójść dalej i odwalić grubszą robotę. Zwrócić jej
uwagę, że wuj ostatnio częściej bywa w dobrym nastroju, że nie warto mu psuć humoru
głupimi uwagami, że nie ma sensu eksponować własnych krzywd, pretensji i żalów i że nie
wszystko naraz trzeba mu zwalać na głowę, tylko po kawałku i dyplomatycznie. Ciotce do
dyplomacji było wprawdzie jak krowie do oberka, ale Justynka miała w sobie wrodzony
optymizm i nie traciła nadziei. Tymczasem rozmówczyni, pogrążona we własnych myślach, z
wysilonym sieknięciem zerwała się nagle od stołu i znikła w sypialni, wykluczając dalsze
zabiegi.
Przez chwilę jeszcze Justynka siedziała przy stole, zastanawiając się, co robić, ale
zadzwonił telefon. Ten oddzielny, w gabinecie wuja. Dzwonił i dzwonił, a ciotka nie
odbierała, poszła zatem odebrać siostrzenica.
- Wracam na obiad o szóstej - powiedział Karol i rozłączył się, nie bacząc, do kogo
mówi.
Justynka odłożyła słuchawkę i, wiedziona instynktem, popędziła do garderoby, gdzie
znalazła Malwinę, ponuro wpatrzoną we wnętrze otwartej szafy.
- No i proszę, mówiłam - rzekła z triumfem. - Wuj się robi lepszy, zawiadomił, że
wraca na szóstą, może ciocia zdążyć z tą kapustą pięć razy.
- Nie mam się w co ubrać - odparła grobowo Malwina. - Nic się nie nadaje, sama
zobacz. Co...? Kapusta...? To muszę schab rozmrozić, powiedz Helence, żeby wyjęła. A ty mi
każesz estetycznie wyglądać, sama bym chciała, nie, to jest niemożliwe, ja jednak pójdę...
Urwała gwałtownie, zamknęła szafę i, nie zwracając uwagi na Justynkę, udała się do
sypialni.

Justynka poddała się, chociaż tylko chwilowo. Przyrządziła sobie w kuchni skromny
posiłek i pojechała na wykład.
***
- Będę brutalna - ostrzegła Jola, mieszając kawę przy stoliku w małej kawiarence przy
Nowym Świecie. - Możesz mnie znielubić od pierwszego słowa i wypiąć się na moje chęci,
ale jakoś mi nie leżą rozmaite podchody i podstępy. Chcę wiedzieć, jaki naprawdę jest twój
wuj.
- Egocentryczny, egoistyczny, ogólnie skąpy, bardzo inteligentny, wściekle łakomy,
introwertyczny, fanaberyjny i pedant - odparła Justynka bez namysłu. - Całkiem zły być nie
może, bo lubi koty. Nie toleruje żadnych nieprzyjemności. Swoich. Cudze ma gdzieś. Coś
jeszcze?
- Tak. Sprzeczności bym chciała wyjaśnić. Jest oprócz tego bezwzględny, bezlitosny i
mściwy. W interesach, to mogę stwierdzić sama. Ale musi w nim istnieć bodaj ślad
wielkoduszności, pobłażliwości i ogólnej szlachetności, co kłóci się z całą resztą i nie mogę
tego zrozumieć.
- Skąd ci się wzięły te wspaniałe zalety? - zdziwiła się Justynka.
- Z brydża - odparła Jola szczerze. - Okazał je. Grywam w brydża już prawie
piętnaście lat i z ludzkich zachowań wyciągam wnioski, które dotychczas się potwierdzały.
Twój wuj mnie ogłuszył. Nie mógł wydłubać z siebie czegoś, czego nie ma wcale!
- Udawał. Czekaj, ja przecież nie jestem niedorozwinięta, wiem doskonale, że to był
brydż dla biznesu, urabiał sobie kogoś tam. I urobił. Musiał wystąpić jako postać
wszechstronnie sympatyczna.
- Nie mógł - uparła się Jola. - Od przymusu byłby zły jak diabli, a ja doskonale znam
te jego zaciśnięte ukradkiem zęby. Do końca był na luzie, prawdziwym. Chyba że potem z
niego wyszło...?
O przymusie wuja Justynka nie potrafiła nic powiedzieć, ponieważ w domu żadnego
przymusu Karol sobie nigdy nie zadawał.
- Właśnie nie - rzekła, nieco zdziwiona. - Był zdumiewająco łagodny, chociaż
powinien wpaść w furię. Może ta lampa go rozładowała?
- Może i lampa. Załatwiła mu sprawę. Słuchaj, czy to było specjalnie? Mam na myśli,
z twoją ciotką zostało uzgodnione, że rąbnie? Bo efekt okazał się imponujący.
- Wedle mojej najlepszej wiedzy ciotka zaskoczyła wuja niebotycznie, gwarantuję, że
nie uzgadniała z nim niczego. Był łagodny, jak na niego, ale obiektywnie biorąc, wściekły,
obawiałam się, że awantura będzie znacznie gorsza.

Świetnie się z nim rozmawia. nie wisieć na cudzych pieniądzach. poznałam cel mojego życia. najprawdopodobniej. Ja jestem w zasadzie samowystarczalna i nie obżeram go przesadnie. trzy razy mniej niż oni... Nowy pogląd Joli na małżeństwo z Karolem Wolskim ugruntował się silniej.Tak skąpi. Karmi jego i siebie ambrozją i nektarem dzień w dzień..Święty spokój. jakiś taki sosik twoja ciotka zrobiła. kiedy z nim można rozmawiać. W odwecie robi się złośliwy. Nie gryzie tylko wtedy. dzięki niemu. zamkniętego na mur! I to jeszcze.zaczęła Jola z namysłem.. co mu się nie podoba.A ty nie tyjesz? . nawet z dodatkiem trudnego faceta. że już dawno. I lubię sałatę. ale to absolutnie nigdy i w absolutnie żadnej sytuacji. a po drugie dwa.Czekaj. W Justynce odezwało się poczucie sprawiedliwości. że szef dostaje w domu same dobre rzeczy. .spytała Justynka z goryczą.rzekła Justynka z mocą i w tym momencie plany matrymonialne Joli uległy kompletnemu załamaniu... Ma poczucie humoru. a kiedy nie. a nie żadna kapusta. . mogę ci zaręczyć.Wolałabym żebrać pod kościołem albo kraść! ...Bo ja po pierwsze jadam nie tak regularnie. . awantur i obelg. że od czego wuj jest taki gruby? . Żarcie było rewelacyjne.. I kamieniem u szyi jest dla niego fakt. rozumiała. No owszem. A nie do wydzierania w pocie czoła z sejfu. jak on sobie życzy. jest całkiem sympatyczny i da się z nim mnóstwo załatwić. . że to będzie poemat. że dogłębna znajomość zwierzchnika może być w pracy szalenie przydatna. kiedy wszystko dzieje się tak. ale pieniądze łatwo dostępne.. Czy to u was zawsze tak? . . . pod warunkiem oczywiście.A co. wśród upokorzeń. Niczyich.? . chciała poślubić pieniądze. jeszcze coś. Z wujem na czele! .Ale jeśli trafisz wujowi w dobry humor i coś go zainteresuje.mruknęła gniewnie Justynka. Nie wnikała w przyczyny pytań Joli. Upodobania i anse wuja należało oświetlić jakoś inaczej. . ale nie zamierzała doszczętnie dyskredytować ciotki. Dziś robi kapustę. . nie.I ciotka też. .. że nie żądasz od niego czegoś. Joli zaczęło się w głowie trochę układać.? Justynka opamiętała się. . nieziemsko dobry. Nigdy. Wuj lubi sobie pomilczeć i za skarby świata nie zgadniesz..A myślisz.Nie same .Z tego wynika... ale oświadczam ci. że za wszystko trzeba płacić. ale wciąż czuła niedosyt wiedzy o szefie.

niejako za kulisy wielkiego biznesu.. Malwina milczała nie tylko triumfująco.. I dlatego jeszcze tegoż wieczoru umówiła się z nim na weekendowy wypad dokądkolwiek. że bankiecik miał być pozornie prywatny i wszyscy powinni przyjść z żonami. a pan Karol ją nawet pochwalił i wcale nie zgadł. Talent.. nie było w jej opiniach ani cienia przesady. Wuj. ale miała nadzieję. pod warunkiem. nie. co ciotka zrobiła z takim pospolitym warzywem? Żaden przepis nic by nie dał. nie wsypała chyba do tej kapusty strychniny ani arszeniku. ale także mściwie.. ponieważ rozważał kwestię niewielkiego bankieciku.chociaż można się z nim nawet sprzeczać. Z ciekawości Justynka spróbowała potrawy. że oszczędności na produktach spożywczych miały jej dać pieniądze na rachunki za telefon komórkowy. to było nieprawdopodobne i nie do uwierzenia. Szkopuł polegał na tym. ciotka naprzeciwko niego kwitła pięknie zrobioną twarzą i jakimś cichym triumfem. Bąknąwszy grzecznie: “Dobry wieczór”. Natchnienie. że młoda. bo powściągliwie. niestety.. do podobnych osiągnięć musiało się mieć rękę. że stara. że racjonalnie i na bazie rzeczowych argumentów. Justynka zrezygnowała z natychmiastowego odnalezienia Konrada.. z dwojga złego Jola wolała zarabiać na swoim szefie służbowo. milczał zwyczajnie. Możliwości podobały mu się i nęciły. który powinien był gdzieś tu się znajdować. napawała się swoim zwycięstwem. Nie prywatnie. Aż do chwili kiedy mu się znudzi i wtedy już lepiej nie dusić Nie.. Janusz Dębicki kolosalnie zyskał w jej oczach. który był wydarzeniem nader ważnym służbowo. Już samo zaproszenie na ów bankiecik. która przy okazji przyrządzania herbaty zdążyła szepnąć. że się myli. węszyła trafnie. *** Wróciwszy do domu. . na litość boską. Zapomniawszy kompletnie. Proszę. że kapustę wszyscy jedli. co najmniej jak . spożywając deser.? Jej niepokój w tej kwestii ukoiła w kuchni Helenka. stanowiło wiele mówiący sukces i otwierało drogę do rozmaitych dodatkowych możliwości. Karol milczał. jak łatwo ten podlec dał się oszukać! Powściągliwie. ale jednak pochwalił potrawę na talerzu i uczynił głupią uwagę na temat kosztu młodej kapusty o tej porze roku. Uwierzyła Justynce. sama węszyła coś takiego. usiadła przy stole i wzięła udział w ogólnym milczeniu oraz konsumpcji owocowej galaretki z atrakcyjnymi dodatkami. myślał. Musiało jej się coś udać. głęboko zamyślony. w połowie wiosny. i trafiła na koniec obiadu.

że odzienie z ubiegłego roku już na nią nie wejdzie. . że źle słyszy. Pierwszą jego myślą było wziąć ze sobą Jolę. Szybko obliczył. bo myśl jej pobiegła podobnym torem i reakcja ciotki wydała jej się dowcipna. Druga myśl przypomniała mu. A w każdym razie dopasowana do frywolności wuja. w której zapanowała moda na odchudzanie. ale mogła się dogadać. Tylko. że będzie tam panował głównie język francuski.? Gdyby chodziło o reklamę przepisów kulinarnych. jak ona będzie wyglądać.. Nie obciosa jej przecież siekierą.na raut u amerykańskiego prezydenta. Zachwyt powinnaś budzić raczej sobą. że Karol z niej drwi.Zapewne zrobiłabyś nim furorę. Przez moment Malwinie wydawało się. Malwina nadawałaby się pierwszorzędnie.Czy na ten bankiet mam zabrać ze sobą garnek kapusty? .Pójdziesz ze mną na bankiet . owszem. tym razem kuchnią zajmie się kto inny. jednakże przynajmniej treściwie. co. I tak jeszcze cud boski. co do niej mówią. ale i tak zły był. Przybycia Justynki prawie nie zauważył. Karola nieco zaskoczyło. okaże się trudne do osiągnięcia. .Mówisz poważnie? . który Malwina znała.I kiedy ten bankiet? Dzisiaj? . . że miał nawet do niej interesy. ile go będzie kosztował nowy strój dla niej. Obecność licznych cudzoziemców wzmagała tę konieczność. Porównał stratę z rysującymi się na horyzoncie zyskami. Co tu zrobić? Musi ją zabrać ze sobą.. święci pańscy. że biżuteria pasuje.. że ta łaskawość związana jest ściśle z kapustą i już zdążyła zaplanować na jutro placki kartoflane. w tym jednak wypadku w grę wchodziła Europa. bo kto wie czy znów mu się nie przyda i czy jakaś jej głupota nie wyjdzie mu na korzyść. . Będą tam także inne żony i nie wszystkie muszą być orlicami.spytała sarkastycznie. że musi te koszty ponosić. mimo... doskonale bowiem zdawał sobie sprawę. Nienadzwyczajnie. ale to mogło zrobić złe wrażenie. potem. opłacało się. Gdyby to byli Arabowie albo Turcy. i potrafiła odpowiadać nie za bardzo gramatycznie.Najpoważniej w świecie. Ale jednak nie..Nie. . rozumiała. Malwina przez chwilę milczała.powiedział znienacka do żony. Dokładnie za tydzień. zachwyciliby się zapewne bez granic. być może. Justynka się nawet nie przestraszyła. W najbliższy wtorek. potem uznała. jaśniała sadłem. . jakoś się może zatem do niej przystosują.

Innych szczegółów amerykańskich strojów nie zdążyła wymyślić. w firance z okna. ale ten widok niezbyt mu się podobał. gdzie. panowie w smokingach.Głównie Francuzi. Nie.wrzasnęła. balowe.. zaniechał zatem protestów. wizytowe? Panowie w smokingach czy we frakach? Francuzi to nie Amerykanie. . jeśli twoja ciotka nie powlecze za sobą trenu. więc dał spokój. że nie spytała.. do licha. Charakterystyczne też było.O.! Czy to jest bal w Operze Wiedeńskiej? Karol najwyraźniej w świecie wolał rozmawiać z Justynką. żeby tylko zabić pytanie ciotki. .. który podobno kiedyś znałaś. raczej one.! . Amerykanom bez różnicy. Amerykanie mogliby przyjść na bankiet w dżinsach. . W Karolu odezwała się pamięć. .Wieczorowe.Nie będzie twojej tłumaczki? W jednym mgnieniu oka Justynka zdecydowała się poświęcić siebie. pokrytej rybią łuską. Wuj okazał cierpliwość po swojemu.O której godzinie? W co się trzeba ubrać? Kto tam będzie? Justynce coś się w środku skurczyło. . ja się nie chcę mądrzyć. nie oni.No wiesz. ..O siódmej .Wszystkie strzępy. Zwrócił się całkowicie do Justynki. że tych wszystkich pytań razem nie należało wujowi zadawać.oburzyła się wzgardliwie Malwina. Trudno.Jak to? . bo przecież wiadomo było. To znaczy owszem.Zwykłe stroje wieczorowe. .Co rozumiesz pod określeniem farfocle? . miała tam zostać zawieziona. a ciotka wszak. . dopóki Malwina sama nie zacznie.. więc niechby nawet był to bankiet na Łysej Górze. że informacji udzielił już dosyć. to dziki naród! Gotowa była oszkalować wszystkie narodowości świata. Był zdania. Na bankiet amerykański można przyjść w worze po kartoflach. .Ale to nie jest balanga młodzieżowa.Trenu. faceci są ubrani jak ludzie. . Przez moment zaciekawiał go obraz Malwiny. Będę wdzięczny. które oni na sobie noszą. kiedy Karol już otwierał usta. a o kosztach nie zamierzał napomykać. farfoclach i kowbojskich koszulach. to jest jednak Polska. . w kostiumie kąpielowym i w kawałku starego chodniczka. kraj przydeptywany historią. to jej nie obchodziło. ale baby? Wuj nie zwrócił uwagi? Nawet prawdziwa rybia łuska nikomu nie przeszkadza. Zechciej przypomnieć sobie język. jeśli odbywa się to w pobliżu prezydenta. znała swego męża dłużej niż ona. .nie wytrzymała Malwina. ale strój jest uzależniony od godziny! . ubierają się przyzwoicie.Wujku. Francuzów uszanowałabym bardziej. w razie czego dwa lata przemieszka w szałasie. patrząc na nią z lekkim zainteresowaniem. .rzekł Karol.. .

bo inaczej przekracza wuj granice obrony koniecznej. Ale.Parasol . zaraz ci ją dam.No.. Z końca zamkniętego parasola wyskoczył cienki kolec. czy to ten od rusznikarza. z lekkim zamętem w głowie. ..powiedział Karol do Justynki. bez żadnych automatycznych sztuk.? Czy wobec tego nie ma już nadziei. wtedy owszem. ale bardzo ostry. Podsunęłaś mi świetny pomysł obrony w razie potrzeby. Karol otworzył parasol i przy otwartym kolec również wyskoczył. .zakłopotała się Justynka.? Może się wreszcie dowie. przy podpieraniu się tym dziobem.? Na moment pojawiła się w niej chęć zrobienia mu na złość. Zdumiona Justynką spojrzała na wuja. Po ponownym prztyknięciu schował się gładko.. . dobry pomysł. Zatem podpieram się. Owszem... jeśli jest to niezbędne. duży i zwyczajny.To nie jest broń palna..? .Proszę.Tu się prztyka . Nie zamierza chyba kompromitować się źle ubraną żoną? Potem zaś wpadły jej w ucho słowa za plecami.objaśnił z satysfakcją wuj i Justynka prztyknęła. . Najpierw załatwmy z komórką. i również się schował. Ponadto należą ci się ode mnie wyrazy wdzięczności. Rozumiem.W gabinecie mam twoją komórkę. Chyba żeby napadli akurat na gołoledzi. wbija się i nie ślizga.. Jak to wygląda prawnie? Parasol. czy on zgadł. Przez bankiet przebijały się jej ostatnie słowa Karola. ale po pierwsze miała na to wielką ochotę. dość krótki.. wielki Boże. Malwina wbiła weń chciwy wzrok.. musiałby wuj walić z góry. Zaraz...Trudna sprawa . że na żaden bankiet nie pójdzie.! Malwina zerwała się z krzesła i wybiegła do holu.. otwierany dwiema rękami.! . Karol prezentował siostrzenicy parasol... Gdyby napadali bez noży. powiedzmy. ... wtedy dobry adwokat wmówiłby w sąd. a po drugie pojawiła się okazja wyzemdania z niego dodatkowych pieniędzy.Ja? Wujowi? Obrony.Pokażę ci za chwilę. obejrzyj. coś dla obrony. może wuj się podpiera tym parasolem przy gołoledzi? Na lodzie? . I co? . ale. że nie miał wuj czasu .Mogę się podpierać na lodzie..Więc premedytację możemy wykluczyć.? . . niestety. ale w tym mieście złe nawierzchnie wszędzie można spotkać. oświadczenia. rzadko wprawdzie w praktyce biegam po gołoledzi.. że go złoczyńcy wykończą. Malwina samotnie została przy stole. w razie napaści oni musieliby mieć noże.

pierwsze lepsze z brzegu..i nigdy się nie nauczyłem . Gdyby wujowi coś takiego groziło. bo sędzia bałby się o własne. Tych napastników.uzupełnił Karol.Do fechtunku wuj w żadnym wypadku nie może się przyznać! Takie coś dla fechmistrza jest bronią zaczepną. nie! . jeszcze ocalał. Opony w samochodach.Nie wykazywałem do tego najmniejszych zdolności.Ogólnie jednak ten przyrząd wydaje mi się użyteczny. wciąż zadowolony i pełen satysfakcji. . w agresywnym amoku. i ten cholerny pistolet do lampy. ile mu się spodoba. i głupia Muminkowa. Fechtunek musi wuj ukryć! .. i tyle się musiała nadenerwować i nazastanawiać. oczywiście. . żeby dziabać.. O ile by.O chuligańskie skłonności dotychczas nigdy w życiu nie byłem posądzany.. . . żeby Karol zaopatrzył się w broń! . najwyżej będą go ciągać po sądach. Wezmę pod uwagę twoje rady.O. We wczesnej młodości uczyłem się trochę fechtunku. . Malwina słuchała tej konwersacji w oszołomieniu i ze zgrozą.A na suchym gruncie może? . Mógłby wuj rzeczywiście podziabać wszystkie opony w całym mieście bez żadnych złych skutków dla siebie. zapewniam cię. . aczkolwiek stanowczo wolałbym znaleźć się przed sądem niż w grobie. Arbuzy na straganie. w dodatku umiejętnie! Mowy nie ma.W żadnym wypadku! Oskarżałabym napastników. legalnie i zgodnie z prawem ....dokończył Karol spokojnie. Ludzi w tłoku. mógłbym okraść wszystkie instytucje w kraju.Cokolwiek. . weźmie adwokata i cześć. ale możliwie grube. w kolejce przed wujem.przerwała Justynka gwałtownie. chwili wolnej nie miała dla siebie.Także.Wuj sobie w ogóle nie wyobraża. wuj wychodzi na miasto specjalnie..prztykać. Ponadto. . machał wuj i oni sami się nadziali. . Więc to tak! Więc się jednak zabezpieczył i nawet złodzieje nie dadzą mu rady! Może się na nich teraz rzucać. na bank człowiek zostanie skazany.Nie chce mi się. Niech Bóg broni znaleźć się tam niewinnie. Za agresywny amok ofiara odpowiadać nie może. a po co jej Karol przed sądem.. . i ta brama przeklęta.Nawet musi. co miałbym dziabać? Interesująca supozycja..I ty byś mnie oskarżała? . jakie kretyństwa są wygadywane przed sądem. lepiej już popełnić jakiekolwiek przestępstwo. jeszcze więcej trudności by miała! I po co ona się tyle narobiła i tyle wykosztowała.. . I wszystko po to.

. Wkroczyła do salonu.. Wezmę starą etolę. żeby kupić coś Justynce. jak ci smakowała! Już trochę zaoszczędziłam i mogę nawet nie chcieć na razie żadnej komórki. Otumaniona Malwina poszła za siostrzenicą. . ogłuszyło tak Karola. i prawie nic nie kosztowała. . - Ona była stara.Weźmie ciocia najstarszą. Malwina usunęła się z progu jadalni. twarz ciocia robi sobie przecudownie . zrywając się z fotela. rzadko noszona i nikt jej dawno nie widział.?! I nagle przypomniał jej się zasadniczy argument.Na czarno. Idziemy! To “oo oo oo oo”.. to wcale nie była młoda . a wuj się tyle samo zna. a do czarnego pasuje.. z zeszłego roku.? I jak ma teraz zacząć pertraktacje o pieniądze na bankietowy strój. jak i Malwinę. na widok etoli z szafirowych norek w doskonałym stanie. Malwina oprzytomniała. została w salonie. Chce ciocia wyeksponować figurę lśniącym błękitem elektric? Albo ciocia schudnie przez ten tydzień najmarniej dziesięć kilo. a ja ją zrobiłam na młodą. Do myśli. . . I proszę.Welonu nie trzeba. ja na pogrzeb idę? Może mi jeszcze welon żałobny dołożysz? .odparła Justynka zimno i bezlitośnie. ale teraz oto Malwina przystąpiła do akcji i Justynce coś zrobiło się w środku szybciej niż wujowi. bo poraziła ją okropna myśl.A ta kapusta. Chwilowa nieobecność ciotki wzmogła jej nadzieję. na jej konto. bo ja ciocię ubiorę z największą przyjemnością. że żadne z nich nie zareagowało ani jednym słowem.I od razu pójdziemy popatrzeć. jeszcze nie dojrzał. z nadzieją. oo oo oo oo. powinna ciocia być częściowo na czarno . tę z szafirów. że ona stara się usunąć go z tego świata? Czy o tym grobie nie powiedział specjalnie.Cóż to. znane z popularnego arcydzieła pieśniarskiego. do tego stopnia. Czy on przypadkiem nie odgadł jej zamiarów? Czy nie domyślił się. na czarno! . Malwina jednak więcej powiedzieć nie zdążyła.sarknęła. bo zestawienie kosztu kapusty z kosztem strojów Malwiny przerastało jego wytrzymałość matematyczną. w jej plany odzieżowe wdarła się siostrzenica. ale do ubrania coś będę musiała kupić. Mniej niż zero. jeśli chcesz wiedzieć. albo tylko matowa czerń! A lepiej byłoby dwadzieścia. że wuj spełni obietnicę i odpowie teraz na jej poranne pytanie. .. ale wciąż stała w miejscu. W garderobie.. co każdy mężczyzna. Karol znieruchomiał z dłonią na pilocie telewizyjnym i coś mu się w środku zaczęło robić. . Justynka nie poszła do siebie. . Karol schował parasol i zaopatrzył się w butelkę wina. a Karol po chwili odetchnął z ulgą.Ale nie z samej twarzy człowiek się składa.rzekła zwycięsko.rozkazała.

potrząsając kiecką na wieszaku. witaminy i te inne świństwa.ale..Ale może lepsze to w srebrne cętki. ona zawiera w sobie wszystkie niezbędne mikroelementy. Ale ciotka mojej koleżanki schudła przez sześć dni cztery i pół kilo.? .No dobrze. gorsza Malwina z pewnością nie była i wcale nie chciała być.. Przez dwa owszem. ale efekt ją kusił. o. on tam nawet dopuszcza jakiś owocek albo rybkę. I ogólnie chudsza o. trzydzieści osiem dokładnie. owszem. I do tej pory się trzyma. niech ciocia popatrzy. nie tak. zaraz.. ale bez nerwicy ciocia nie wytrzyma.spytała niedowierzająco na nowo oszołomiona Malwina. Od piątku zdenerwowana Malwina zdążyła utyć kilo i ćwierć. idealnie odpowiednia na bankiet. Ciocia by mogła. życzyła sobie być lepsza! . więc czym prędzej znalazła drugi przykład. zjechała nawet pięć i pół. Mimo wszelkich wysiłków. no.. bo ją dławiło. z boku! . co miałam na sobie ostatnio? ... Trochę osłabła.zgodziła się zimno Justynka. . wybrana na wieczór brydżowy. . Okropny reżim. To już coś! Na tej cholernej zupce z kapusty i cebuli. mam przepis.Matowa czerń to ta . jedna taka. Z jakiej niby racji miałaby być gorsza? Przeciwnie..Przez tydzień. żeby ten kretyński rozwód wreszcie wyleciał mu z głowy.W srebrne cętki mogłoby być . że w stanie nerwicy Malwina żarłaby potrójnie.No więc właśnie. Suknia w srebrne cętki. piętnaście lat.. .Bardzo mi przykro.A poza tym. przez tydzień się nie da. bo wszyscy na jej widok osłupieli. zaraz. już w ów piątek dopięła się na Malwinie z największym trudem. tydzień nic do ust nie wzięła. sama zupka wystarczy. . A sukces gwarantowany! Słowo “sukces” Malwinie się spodobało. Jak ona to zrobiła? Ta przez tydzień. Nie ogarniała jeszcze umysłem związanych z tym katuszy i wcale nie była zdecydowana na dobrowolną martyrologię. ale niech się ciocia nie da narwać. a starsza była od cioci. Wiem o tym. prawie czterdzieści. piła wyłącznie gorzką herbatę i nic więcej. Nie tak. dostała ciężkiej nerwicy i przez.Albo trzaśnie. bo ciocia młodsza. więc to nie jest racjonalny sposób.powiedziała. młodsza i grubsza. w tym Karolem. gorsza? O nie. było dużo gadania. słyszałam o osiemnastu.. właśnie. ... Wstrząsnąć wszystkimi. Przy tych słowach przemknęło Justynce przez myśl.zaopiniowała wyzuta już z wszelkiego miłosierdzia Justynka. . . albo ciocia schudnie . . zamek odmówił posłuszeństwa. ... A ciocia to co.Niech ciocia przymierzy.

I teraz co? Odeśle to ciocia dla biednych dzieci Afganistanu? . spacer to żaden doping. nie w cętki.? Justynka. a ta.... Jak to. to.Ciociu. o.wyszlochała. Justynka rzetelnie postarała się wygrzebać z siebie wszystkie najgorsze cechy charakteru. i możemy iść na spacer. a pod norki. Czarne. tylko to cudo z niebieskawym odcieniem. to od dziś. pomogła jej przymierzyć cały zasób eleganckiej garderoby. to! Do tych szafirów jak stworzone! Nie tamto. . łzy strumieniem pociekły jej z oczu. ale przecież nie prawie nowe szafirowe norki! Barana.. niechby sznycelek z tą kapustą. to to nadal będzie foka. . a dodatkowo może ciocia codziennie przez godzinę tańczyć. dotkliwie odczuwając brak wrodzonego sadyzmu. bodaj wafelka.I jeśli ciocia się decyduje. a potem wystrzał. Justynka bez pudła odgadła jej zamiary. Przez moment miała ochotę zatrudnić Justynkę przy porządkowaniu porozrzucanej odzieży. jestem pewna. Helenka ciocię przypilnuje. nieprzyjemnie nasuwające na myśl ciążę słonia.I na co biednym dzieciom w Afganistanie chiffon .. bodaj czekoladkę. pożywić się. już bez uwag.. możemy iść do.. zjadłaby coś. tak potrafią człowieka wyszczuplić.. Malwina zgorzała. ja też. Malwina załamała się. więc jak ciocia chce. Nie.. potem pomyśleć. to tak. że skazano ciocię na śmierć głodową w takim lochu średniowiecznym.?! .Z dwojga złego już więcej przydałoby się im futerko.. Decyzję na widok siebie Malwina podjęła od razu. a ja wiem. Niech ciocia sobie wyobrazi. . Bez względu na poglądy na siebie i własny wygląd..wyłkała Malwina. a samej uciec. wściekle opięte.szyfon obstanie. tydzień udręki. Więc niech ciocia podejmie męską decyzję. te krojczynie.. No.No więc sama widzisz.. Od zaraz..velour? .One. tylko realizacji nie była pewna. szybko skoczyć do kuchni.. dając tymi słowami niezbity dowód. .Razem to kiedyś kupiłam! .Nie.wyłkała Malwina ponownie. Ze zdenerwowania poczuła się głodna. I jeśli ciocia ubierze się bez dotacji. wujek ciocię na nowo pokocha.... o. Trudno. ale jeśli one wyszczuplą tłustą fokę. Z profilu ujrzała same buły.wydyszała. to na nic. nieludzkie.Pomóż mi to zdjąć .. . że ciocia ma gorset. do ..Na pięć kilo ten welur . do. . Kobiety chudną od nóg. Każda chwila droga. a nie istota ludzka. chociaż pojutrze mam pierwszy egzamin. I niech ciocia popatrzy. więc ona miałaby tak wyglądać.. . muszę kupić coś nowego! . . że resztek zdrowego rozsądku wcale nie utraciła. . bodaj trochę tej galaretki z bitą śmietaną. Potworne.. a ja się poświęcę. Wszystko inne już będzie przyjemniejsze.

Bo jezdnia zatarasowana i ja tu muszę czekać. aż policja odwali swoją robotę. co. za późno. moment. W Justynkę wstąpiło złe i zalągł się w niej dziki upór.Nie.... błagam panią.? . wożoną w samochodzie... zdecydowała się iść do domu piechotą. możemy jechać do Oszołoma po składniki do tej zupy.. że Justynka tu zostanie. Dała się wywlec z domu. Trzeba było czekać. Chwila przerwy. ale zatarasował dojazd doszczętnie. nawet jeżeli już śpi. Skorzystała ze świeżutko otrzymanej od wuja komórki. że wręcz czuła w sobie próżnię kosmiczną. To mieszkanie przez dwa lata w szałasie miała już jak w banku.Tak. .. . ale chciałabym rozmawiać z Helenką.. Głupi strasznie i bez ofiar w ludziach. wywarła na Malwinę okropny wpływ. Przysięgam na kolanach. to ja.Wszelki duch! Skąd. niech Helenka tylko słucha.Bardzo wuja przepraszam. przeleciała pół kilometra w jedną stronę. ...Z zakrętu.To jak ja mam rozmawiać? .Jeść? . a ona tam dotrze i coś zje. I niech Helenka nic nie mówi na głos.. Gotować. Ciotka idzie piechotą do domu.? . Straszliwa siła perswazji Justynki. .Akustycznie wnioskuję. staniemy daleko i dwa kilometry ciocia przeleci.. że nie śpi. To blisko.A czegóż to pani takie marsze odbywa? . Malwina. głodna tak. kilometra nie ma. bo Justynka pozwoliła jej nabywać dowolne produkty. przy kierownicy pozwoliła usiąść Justynce.sklepu.To Justynka. połączona ze skąpstwem Karola. Chcąc nie chcąc. a zupkę zaczniemy już dzisiaj! .. aż odblokują. Rozmowa przebiegła następująco: .. . dojechała do supermarketu.. Z myślą o jakiejś potajemnej kolacyjce jechała do domu. którą siostrzenica uszczęśliwiła wyłącznie wodą mineralną.. a potem pomoc drogowa odciągnie na stronę zdemolowaną wywrotkę i rozbitą furgonetkę pralni. po czym doznała ulgi. żeby wuj nie słyszał...Pani Helenko. . żywo dopingowana myślą. Nieważne. przypilnowawszy tylko zakupu składników odchudzającego przepisu.Nie. . niech Helenka jeszcze nie kładzie się spać. Proszę. że jutro kilo ciocia ma z głowy.zainteresowała się chciwie Malwina. . więc zrobiło jej się wszystko jedno. Nie. Na skręcie w ich ulicę był wypadek...

Helenka odłożyła słuchawkę i znikła z horyzontu.. Dobrze już. . Justynka bowiem. Coś tu się zrobi.? . że jego żona wpadła na jakiś nowy.Bożeż ty mój. nie silił się odgadnąć.. nie. oświetloną nielicznymi latarniami i wyliczając sobie. niech jej Helenka z ust wyrwie! Każdą drobnostkę! Chyba że plasterek cebuli albo dwa listki sałaty. Naprawdę nie ma w domu niczego śmierdzącego obrzydliwie. . cebula pachnie apetycznie. .? . i ja Helenkę błagam na wszystko.. niech Justynka będzie spokojna. zajął się zatem własnymi sprawami. Łypnęła okiem na Karola.Trafi aż za dobrze. Ale możliwe. ale nie pozwolić jej nic zjeść! Nic! Niech Helenka nie wpuści jej do domu! Albo chociaż do kuchni! Ja bym ją tam zachachmęciła. Co mogła do tego mieć cebula.No wie Justynka. szatański pomysł i promenuje wokół domu bez racjonalnych powodów.. ale nie ma silnej woli i niech Helenka robi. Niech Helenka czeka.Nie ma. ..O Jezu.. podchodząc. nic innego! .To ja poczekam. Pani przypadkiem nie wie. Jutro Helence wszystko wyjaśnię. który cierpliwie przeczekiwał jej rozmowę. czy pani Wolska zęby leczy? .. Śmiertelnie przerażona poleceniami Justynki. w zdenerwowaniu. do jedzenia.No to ja już rozumiem.. żeby ona nic nie zjadła! . Helenka wyszła przed furtkę. Z zasłyszanej połowy konwersacji Karol wywnioskował. gapiąc się na ulicę. To jak ja mogę.spytała. a mąż nie musi wiedzieć wszystkiego. I od razu rzuci się do kuchni.Jak nieważne.. gubiąc drogę. ratunku. Stała. jak długo szefowa może przebywać tę drogę. Helenka przecież rozumie.No to niech Helenka napuści wuja. . jakieś podstępy wymyśli.. Żeby ona nie mogła jeść!!! To ostatnie do Helenki przemówiło. odchudzić ją trzeba. najlepiej przy samych drzwiach... .. Szefową warto pogłodzić.Bo co? Nie trafi? . aż ciotka dotrze do domu. że nadejdzie. ale nie zostawię tu przecież samochodu. wypukała ten jeden numer w jego gabinecie.Bo w ogóle bardzo ważne. co chce.Mam pokroić cebulę? .Cicho! Ciotka od dziś zaczęła się odchudzać. Nadziała się na nią Muminkowa.. W porządku. Jezus Mario.Pani Wolskiej nie ma? . żeby zaczął z ciotką rozmawiać na jakikolwiek temat. dobrze. to po co Justynka dzwoni? . żeby Helenka jej od ust odjęła. To co to ma być. Nagle do niej dotarło. .

? Na widok Muminkowej ucieszyła się. ale robić to tak ślamazarnie i tak długo. zakupy robił. na psa urok.. ja nie mówię o sztucznych szczękach.. a kobiety między sobą. takie zwyczajne. Pani Wolska kurację zaczyna i ja tu muszę pilnować. chciała u siebie czekać na męża i zrobić mu awanturę. a chłop. o tej porze.. proszę.. bo już bezczelnie długo gzi się z tą szantrapą dentystyczną. i dlaczego właściwie pani sąsiadka pyta? . Tyle Helenka rozumiała doskonale. pożywienie miała w nosie. Muminkowa wcale nie zamierzała tu siedzieć. ale już w progu usłyszała. Nic na tym tle w domu się nie pojawiało. bo to ludzka rzecz. że ma gościa. papier toaletowy. Druga osoba więcej wyjaśni. i koszty.U nas lepiej. to pani wie. Żadnego zapraszania tam gdzieś do państwa. żeby komplikacji nie było... że nie wie. . Gościa. z moim mężem się spotkała. ale siła pytającego spojrzenia Muminkowej była przemożna. nie daj Boże. zaczeka. proszę. że wkroczyła do salonu Wolskich całkowicie wbrew własnym chęciom i zamiarom. Kto podrywa seksowną piękność kartoflami i papierem toaletowym?! A teraz pewno utkwił w tym samym korku. a mózg blisko. tfu. gościa wszak trzeba czymś poczęstować. Byłaby runęła do kuchni. Muminkowa z Helenką znalazły się po drugiej stronie barykady. ale wie pani.rzekła Muminkowa niedbale. O zębach Malwiny Helenka nie miała najmniejszego pojęcia. przyklejone do wizji Larczykowej w objęciach Muminka.. jakby. ona dobra dentystka. Tyle że jedno. Helenka postanowiła nie protestować wcale. i jakieś tam komplikacje. w cztery oczy.. otóż dopiero co na własne oczy widziała Muminka w Oszołomie. to do góry idzie. Malwina dotarła do domu. .O. Kiwnęła głową. czy jakichś kłopotów nie ma. . Malwina chciała jeść.Ale możliwe. aż wróci i wesprze ją Justynka.. ropa. pomidory. powie pani jak człowiek. Muminkowa tak z tego zbaraniała. nic takiego . kartofle.Jakby pani Malwina co wiedziała. czy tam gdzieś. głupi całkiem i prawdy nie powie. że pani Wolska u tej Larczykowej. więc bardzo proszę. i obmyślić jakiś inny sposób zdobywania wiedzy. Z Malwina życzyła sobie pogadać na stronie. Zaistniał konflikt interesów. a tu cały dom miał słuchać! Nim zdążyła zebrać myśli. . Zawahała się. w którym Justynka stoi. niech pani u nas w salonie. spełniać polecenia spożywcze chlebodawczyni.. W rezultacie rozzłoszczona głodem Malwina zrezygnowała z intryg i powiedziała prawdę.. Kto go tam wie.. Na wszelki wypadek odparła. przedzierając się przez żywą przeszkodę w postaci Helenki. szczególnie w górnej połowie. to pani sama rozumie.

Muminkowa ten komunikat w pewnym stopniu uspokoił. . kapusta. co. Malwinie wstyd było przyznać się do wściekłego głodu. Po północy zakończył się dla Justynki ten koszmarny wieczór. żołądek przyrastał jej do krzyża. A czy to ja się nawet herbaty nie mogę napić? . .spytała Helenka. zostały . trudno. A i tak wszystko razem będzie obrzydliwe. ponieważ wszystkie gotowe do spożycia produkty. Sześć pomidorów. Gorzkiej.Na noc to się będzie gotować? Zaraz.. zerwała się i wybiegła. chciała jeść. jednakże cała wizyta trwała tyle czasu.. A ciotkę przez ten czas. sześć dużych cebul.. Jeśli Helenka nie idzie spać. to był argument.Może ciocia zjeść całą marchew. ale zagrodziła jej drogę Helenka i siostrzenica zdążyła tuż za nią.. jeśli zje kolację na zimno.. przecież sama mówiłaś.Nic nie szkodzi. zainteresowana nowym rodzajem pożywienia.Herbaty owszem.. bez masełka. Nie. resztę galaretki. jaka tylko jest w domu.. Cokolwiek. . tamtą my zjemy. żadna baba czegoś takiego nie będzie miała. to proszę bardzo. Głód jakby nieco zelżał.. Przecież jeszcze w garnku stoi! . bo cała sytuacja zaczynała się jej coraz bardziej podobać. Nic nie pomogło. Malwinę nogi bolały po odchudzającym marszu. żeby nie poczuła zapachu smażonej drobiowej wątróbki. wuj przetrzyma. I niech sobie ciocia co chwilę przypomina ten welur - szyfon z szafirami. Wuj wyjdzie z gabinetu i usiądzie do kolacji. z czekoladkami na czele i obiadową kapustą włącznie. Justynce ulągł się kolejny kłopot. żadnych wątróbek. Gryząc marchewkę. dobrze mu zrobi.. bez rosołku.I co tu Justynka przyniosła? .No i czego chcesz. . Nie ma przeszkód. usiadła zatem na stołku i wypiła tę wstrętną herbatę bez odrobiny cukru..warknęła ostrzegawczo. na litość boską. że ugotuje się to szybko i jeszcze dzisiaj będzie mogła trochę zjeść. Malwina niczego nie zjadła ukradkiem. chociaż doskonale wiedziała. Niechby coś malutkiego. z cichą nadzieją. bez zasmażki. Specjalna. że w furtce minęły się obie z Justynką.. Od surowej marchwi też się chudnie. .! . że gotowanie musi potrwać ze dwie godziny. Helenka przystąpiła do pracy. zrobić wtedy z ciotką? Najlepiej byłoby wypchnąć ją z domu.. Owszem.. o! Do łazienki! Niech się umyje. nic apetycznego.. kanapeczki. że gotujemy od razu. a zupa będzie dla cioci. Nic jadalnego tam nie ma. najuciążliwszy chyba ze wszystkich dotychczasowych. sałatkę z krewetek. posępnym wzrokiem Malwina wpatrywała się w warzywa do zupki.. Inaczej umrze z głodu! Upiorna siostrzenica wręczyła jej oskrobaną marchewkę..Ciociu. Malwina żywo ruszyła do kuchni.

żeby wszystkie składniki zmieszały się porządnie. . .spytał. Dzięki nieobecności Karola i podwójnej kurateli. że wracał dopiero na późną kolację i atmosfera w domu umknęła w tym czasie jego uwadze. I sam rozumiesz. Helenki i Justynki. Dłużej nie wytrzymam. Ale. głodowym wieczorze. że ciotka zajmie się sobą. bo połowa jej umysłu cały czas zajęta była ciotką. Szczęśliwym trafem Karol przez trzy dni miał tak liczne interesy i przyjemności. ale wolał tej myśli nie wyjawiać.No właśnie takie komplementy jej mówi.Ale nie możesz ich przecież pilnować do końca życia! .A właściwie dlaczego toczysz tę wojnę podjazdową? . żeby mu się nie zwierzyć. a wuj przestanie ględzić o zwałach dętek samochodowych i sytuacja się jako tako unormuje. zupka jej nawet smakowała. . bo oni się w końcu pozabijają. Na kuchni został tylko garnek z odchudzającą zupką.Tego nie jestem pewna. . Wuj przeciwko zimnej kolacji nie zaprotestował. Ciągle wyczuwał w tej dziewczynie jakąś osobliwą rezerwę. . a potem najwyżej jeszcze jeden dzień. Będzie chciała wiedzieć. może coś się przełamie? Ostatnie słowa Justynka wymówiła w proroczym natchnieniu. a wuj diabli go wiedzą. . która nie widziała powodu. Konrad porzucił kwestie rodzinne i przeszedł na sprawy osobiste.przed nią ukryte w pokojach Justynki i Helenki. nie mając o tym najmniejszego pojęcia. na wszelki wypadek. a liczę na to. Pierwszego dnia. a nauce mogła poświęcać wyłącznie ostatnie noce.Dętki samochodowe.I chyba coś mi w środku zaskoczyło. Jako figura? . że jej się żołądek skurczy. Konrad pozwolił sobie na odwiezienie dziewczyny do domu..Dla świętego spokoju . Konrad pomyślał. które interesowały go znacznie bardziej. Malwina trzeci dzień konsumowała zupkę przetartą.. ona się boi rozwodu.odparła Justynka ponuro.Pewnie że nie. zdumiony. że porównanie jest bardzo trafne. Mam nadzieję. po poprzednim.No dobrze jak długo masz zamiar tak ją trzymać na smyczy? . czy ja wiem.Co najmniej tydzień. . nie możemy tego tak zostawić. do tego bankietu. że egzamin zdała cudem. Za to Justynka uznała. że podopieczny na dwie godziny ugrzązł przy Joli. Wiedząc. Z Konradem spotkała się zaledwie raz. co robi.I odczepi się od naszej agencji? .. kiecki ją zdopingują i sama się trochę postara. usłyszawszy o udrękach Justynki.. .

Justynka upierała się . że dzień w dzień przymuszana była do co najmniej dwukilometrowego marszu. .. .. Ze łzami w oczach i ukradkiem Malwina węszyła po kuchni.Dlaczego nie kazałaś mi się ważyć od razu? . Justynka z Helenką wylały resztki poprzedniej zupy i bezlitośnie ugotowały nową.Chce ciocia włożyć kieckę czy nie? Prawdę mówiąc. wciąż czując na sobie potępiające spojrzenie Helenki.Drugiego zrobiła się niedobra. Potem. a zważywszy. . można było to znieść bez przeraźliwego ssania w żołądku. W ciągu trzech i pół dnia tortur straciła cztery i pół kilo! Zeszła poniżej dziewięćdziesięciu! Ależ to cud! . jakoś nie zaświtał jej w głowie. Nie przywykła do takich ćwiczeń! Cierpiała katusze głodowe i kotłował się w niej dziki bunt. . Dostał placki kartoflane ze śmietaną. czwartego tym bardziej.welur. Dwie kolacje udało się Justynce utrzymać w skromnych granicach. Obie trochę tego zjadły. faszerowana ryba w galarecie nie kusiła intensywnym aromatem. a Malwina była bliska pożarcia surowej mazi przed usmażeniem.rzekła sucho. a dodatkową męczarnię stanowił fakt. szynka wonią nie umywała się do cebuli. Po cichutku.To może mogłabym zjeść. a trzeciego wręcz obrzydliwa. Jeszcze ze trzy kilo i wbije się ciocia w ten szyfon . iż nie były do niczego zmuszone. żeby wyrwać się z domu i zjeść coś na mieście. więc kupiła to w srebrne cętki.. może dlatego. tak żeby nikt nie widział. przy owym pamiętnym brydżu. nie zniosłaby natomiast wstydu publicznego.spytała z oburzeniem. Cztery i pół kilo! Malwina spojrzała bez tchu i nie uwierzyła własnym oczom. Z niepojętych przyczyn pomysł.. nic już nie mówiąc. już się opinała za bardzo. najbardziej twarzowa suknia. Niestety.. później jednak wuj zażądał czegoś bardziej apetycznego. przy następnej okazji. Malwina chciała namiętnie.Żeby cioci nie zniechęcić. Malwinie obrzydł już doszczętnie i wolałaby raczej nie jeść nic niż katować się tym świństwem. Pierwszego dnia jeszcze nic się nie dzieje i mogłaby ciocia stracić serce do tej kuracji..Proszę bardzo . Zeszła z wagi. oceniły jej smak pozytywnie.Niech ciocia sama popatrzy. a to owszem. . Zresztą. że należało Karolowi przyrządzać wieczorne posiłki. cętki też omal nie pękły w szwach. a miała ją na sobie zaledwie raz. ale złamać reżim i zjeść coś jawnie uważała za hańbę śmiertelną. Helenka jadła nawet przez cały jeden dzień. Kawałeczek. A trzeciego już widać. Była to jej najpiękniejsza. Czwartego dnia Justynka wepchnęła ją na znienawidzoną dotychczas wagę.

tyle męczarni. ledwie zipiąc. Jedyne. taka. Nie miał o to najmniejszych pretensji. w zęby zaglądają. Do garderoby wszedł Karol. już na nią wejdzie. pełnej niesmaku. pozostawiony w kieszeni wczorajszej marynarki. patrząc na nią w zadumie.Można wiedzieć. po czym nie pozwoliła się zdjąć. na co siostrzenica odparła spokojnie.przy idiotycznych mikroelementach i nie pozwalała zamienić ich nawet na suchy chleb i wodę. nieco zaintrygowany zwłoką. strasznie... ale głosem normalnym.. któremu potrzebny był mały notesik. głodna...! I żre... a Karol tam żre.. dobrego. na widok spostponowanej odzieży i szlochającej gorzko Malwiny. upuściła na podłogę. przynajmniej był spokój.! Na ręce jej patrzą. Piątego dnia wieczorem Malwina zakradła się do garderoby. nagle zrozumiał wszystko. Karola tak to zaskoczyło. wściekła.spytał z niechęcią. ale Malwina nie była już zdolna nawet do starań o jedzenie. ponadto jego żona nie brała udziału w wieczornych biesiadach. chociaż starania. Karol stał nad nią i rozmyślał. . zjeść coś innego.. w głębi duszy pochwalił. I żre.. ale czegoś w nim zabrakło.. . Wszystko na nic! Wielkim krzykiem odezwał się głód. . przy stole towarzyszyła mu tylko Justynka. na chorobę nie. co ją mogło jeszcze podtrzymać na duchu.wyłkała z dna rozpaczy Malwina. Tyle wysiłków. siłą przepchnięta. że nie.. usiadła na stołku i rozpłakała się z całego serca.... Sukienka zaparła się na biodrach. Pożywienie właściwie się nie pogorszyło.Jestem. przymierzyć ją i nakichać na przeklętą zupę. tyle udręk i na nic. że więcej już o nic nie pytał. jako takie. A może ona. Ujrzał płaczącą żonę. Raz tylko zadał kąśliwe pytanie. co ci się stało? .. Nie musiał sobie precyzować wszystkich wniosków słowami. ale odbywa kurację. Tyle że ich skutki wydały mu się nieco idiotyczne. normalnego. odmówiła zapięcia. w którą osoby płci męskiej nie powinny wnikać... Zasapana.! . Teraz.! Siedziała nad nieszczęsną kiecką i szlochała rzewnymi łzami. ta sukienka. Helenka z Justynka od ust jej to odejmą. to widok upragnionego stroju. czekał jednak na prośby o pieniądze. w atmosferze domu od wczoraj zaczynał coś węszyć. A choćby i coś znalazła. czy małżonka nie zapadła przypadkiem na jakąś śmiertelną chorobę. Nie drgnął w nim nawet cień litości. ujrzał czarny welur u jej stóp i zatrzymał się.. Nie był półgłówkiem i aczkolwiek przez trzy dni zajmował się sobą.. wystarczyło mu kilka krótkich błysków.? Może da się dopiąć? Och. zrozpaczona Malwina zdarła ją wreszcie z siebie.

jeśli on zrezygnował z rozwodu. . że się z nią rozwodził nie będzie. A nawet jeśli..Jeśli wytrzymasz do końca tygodnia.. tylko myślę o nim.Słyszałam. . .Masz. A skoro nie musi go zabijać.. ale pod warunkiem. Jego słów wysłuchała także Justynka. I proszę.. . pełna obaw.To ciocia weźmie srebrny szal. że przejdę do szafy. nie? Okazała ciocia charakter i nie chciała pieniędzy. ale za to będzie czegoś wymagał! . Jesteś zdolna do panowania nad własną osobowością. tylko samą wodę mineralną i trzy centymetry z głowy. uwierzę.. Nic innego nie robię. Wywołało dziki zamęt w umyśle. jeśli ciocia wytrwa. A przecież tym się ciocia najbardziej denerwuje.. Łkania Malwiny umilkły. udaje się! A będzie pewnie wymagał. że ta nieznośna baba ukradła coś z kuchni i żre to w jakimś kącie.Że nie będzie się z ciocią rozwodził. która trafiła do garderoby w poszukiwaniu ciotki.. ta w cętki wejdzie swobodnie. I nagle przyszło jej na myśl.Nie wchodzi. . . to i alibi jej .. przez okropne ściskanie w dołku wszystko przebijało się z trudem.Jednakże nie rozwiodę się z tobą .Co ciocia robi najlepszego? Od płaczu się chudnie. Pozwolisz. żeby ciocia myślała więcej o nim. bo to będzie o półtora litra płynu mniej.. owszem..Przecież bez przerwy o nim myślę! .powiedziała Justynka surowo. Nie dostanie ciocia herbaty.Cioci będzie potrzebna nie tylko figura..Pojutrze wejdzie. Nie od razu dotarło do niej to o rozwodzie. .Do szafirów nie pasuje.. .oburzyła się Malwina i wetknęła kieckę Justynce. ale jednak dotarło. udał się w głąb pomieszczenia.. .. że zaraz. W takim razie nie musi go zabijać! A w każdym razie nie w takim pośpiechu. Rozwód.O pieniądzach nie mówił. powieś to. Z welurem w dłoni Malwina podniosła się ze stołka. . ale już zaczynał się porządkować. rozwód. Wyraźnie powiedział. Czy ciocia nie słyszała. Zamęt w jej umyśle jeszcze szalał. co wujek powiedział? . bo go kocham. nim jeszcze wyszedł. .rzekł wreszcie. no dobrze. Uniosła głowę i zamrugała oczami. Twarz niszczy nieodwracalnie.. . spokojnie. że masz jakiś charakter. Nie odezwała się. poczekała na wyjście wuja..chlipnęła Malwina i sięgnęła po kieckę u stóp. że odbiera apetyt. tego zatem będę wymagał.? . Omijając starannie czarny welur na podłodze. ale także i twarz .Sama ciocia akurat wymaga od siebie szczytowych wysiłków. A co.

lepiej pójdę jutro do kosmetyczki. że sama czuwa nad swoją kuracją odchudzającą. . ale przy kolacji towarzyszyła mu Justynka. co z tego wyniknie. nie miała czasu na interesowanie się Karolem. Znękana żona nie gadała.. Okazja do rozmowy nie dała się stworzyć. co. nie zawracała głowy. A ową niebiańskość wszak Karol cenił sobie najbardziej. Wstręt do zupki miał swoją dobrą stronę. nie musi z takim wysiłkiem udawać. Nie.To później mi powiesz. Poza tym sam był ciekaw. święcie. że takiego obiadu. spadają z niej te wszystkie trudności i udręki! Wreszcie będzie miała trochę czasu dla siebie! Prawie się rozpromieniła.niepotrzebne. .. nie robiła żadnych głupich uwag i.powiedziała Justynka.. artyzm. zyska jakiś luz finansowy. jak przed tygodniem. układając welur na ramiączku. na którą Justynka bardzo liczyła. że kocha go nad życie. Z wielką niechęcią przed samym sobą przyznał się. łatwiej będzie przetłumaczyć wujowi. któremu ta cała kuracja odchudzająca sprawiała żywą uciechę. Nie miał zamiaru tego tolerować.. z panią Marzenką muszę się umówić. Uwierzyła. z ambrozji niebiańskiej przeistoczyło się w zwyczajne ziemskie potrawy. zarazem jednak coś mu zaczynało doskwierać. jak zawsze. jak mu jej brak dokuczy. co wuj przez to rozumiał i o co mu chodzi. Parówkę na twarz powinnam zrobić. . w ilościach niewielkich i bardzo szybko ssanie na nowo dawało o sobie znać. Zjadłaby mniej. co prawda. ale straciło finezję. że dotrze do niej coś poza nią samą. nie domagała się pieniędzy. przywykł do niej i nawet nie wiedział.Ja wiem.. Ciotka znów wymknęła się jej z rąk. co najdziwniejsze. Już nabrała nadziei. Doskonale wiedział. Karmiony nikłymi porcyjkami żołądek Malwiny rzeczywiście przystąpił do procesu kurczenia i jego właścicielka sama nie miała pojęcia. ale nie przeszkadzało to próbom ominięcia wstrętnej zupki i sięgnięcia po cokolwiek innego. a w ostateczności niech będzie. Zupka zabijała wprawdzie straszliwe ssanie w żołądku. Czegoś w nim zabrakło. bo teraz mam co innego na głowie. a tu klops. weźmie srebrny szal. Opuściła garderobę i Justynce ręce opadły. Zajęta koszmarnymi doznaniami. . dziś by nie zjadła. Przestanie płacić tej agencji. pozornie było równie dobre.Ale ciocia trochę nie tak myśli jak trzeba . Mogę cioci powiedzieć. a głód zelżał wyraźnie. że niebiańską sytuację zawdzięcza Justynce. Boże drogi. że w tak dramatycznej chwili zdoła ciotce coś przetłumaczyć. konsumowana była jednak z obrzydzeniem. Szóstego dnia obiad zjadł samotnie.. Chyba jednak. Pożywienie. mimo wszystko. prezentuje żelazną wolę i dyscyplinę wewnętrzną. Malwina bowiem wymagała bezustannego dozoru.

I przecież my się dziko staramy. . ale Justynka mu przerwała.To chyba o czymś świadczy? Mam tolerować we własnym domu sabotaż? . wiadomo.. .Czy moja żona zaniechała wszelkiego kontaktu z produktami spożywczymi? .Mieszkam w domu wuja. że wujowi też by się przydała kuracja odchudzająca. Podwyższonego. a dla niej szczególnie. Nie można człowiekowi podtykać pod nos ulubionych potraw.Nie .Teraz wuj się zapomina. że trzeba.powiedziała Justynka rozpaczliwie. Odpowiedziałby wuj odmownie.. Ciocia tego nie słyszy.A co MNIE to obchodzi? “Szałas pewny” . i za nic w świecie nie chcę być niegrzeczna. że nie mam żadnego ciśnienia? ..Byłoby wskazane.Prawie. .! .Co nie? .Nie trać nadziei. za którą wuj płaci. . . To istny cud boski. Nawet tylko do jutra. Dla nikogo to nie jest łatwe. gdyby płakała w kuchni.Nie należało.Naprawdę sądzisz. trzeba jej to ułatwić. Ciocia odwala kurację odchudzającą.! . Duża oszczędność soli. . żeby ciocia schudła. obie z Helenką. mogłaby być długofalowa.. I w ogóle.przemknęło przez myśl Justynce i rzuciła się głową w przepaść. Należało może spytać mnie o zdanie? .Nie przypominam sobie. to już za długo.... żebym wyraził zgodę na odmianę kuchni domowej. że wuj jeszcze nie ma ciśnienia. Nie będzie mi głupia sierotka dyktowała trybu postępowania! .. ale talent się w nas znienacka nie urodzi i jeden tydzień mógłby wuj przetrzymać. zapomniałam się. Justynka gwałtownie zebrała całą odwagę. zużywam wodę. a w jego głosie pojawił się zalążek syczących dźwięków.Boże drogi. Niekoniecznie taka drakońska.Wuj bardzo dobrze wie. . Przepraszam.Nie wierzę. że wuja nie obchodzi! Nie można do tego stopnia nie mieć żadnych względów dla drugiej ludzkiej istoty! Wujowi też powinno zależeć. . że to nie jest żaden sabotaż.spytał cierpko. bo inaczej nie da rady. których nawet do ust wziąć nie może! . płacze z głodu w łazience. ale muszę powiedzieć.“W ogóle” rzeczywiście jest argumentem najistotniejszym. Ale tylko do jutra włącznie. żywię się za wuja pieniądze.. . .. Karol już syczał.

spakowania swoich rzeczy i wyniesienia się bodaj pod most. o co tu w ogóle chodzi. Niewykluczone. ale żadne przeprosiny nie przeszłyby mu przez gardło. I na pewno do końca życia nie zapomnę.rzekł sucho. że zemstę wywrze na ciotce. i w gościnnym pokoju na górze uprawiała gimnastykę. która tak genialnie odremontowała jej twarz. żeby pozostawić dom w niepewności.Dlaczego wuj chce mnie tak bezsensownie obrazić? .. Wymachy nóg i skłony. bo tak okropnie nie chciał godzić się z czymś. . na którym jedna gruba baba schudła.. Przyjadę pod wieczór i niech ona będzie gotowa.Żywię nadzieję. Ponadto przypomniał sobie. może bodaj centymetr. wściekły na Malwinę. pół centymetra. Nagle gwałtownie zapragnęła narady z Konradem. a na tym talencie zależy mu bardziej niż sądził. że się zagalopował ze złości. że w ostatniej chwili zastanie ją w proszku i we łzach. Nic na to nie mogłam poradzić. Malwina wcale nie siedziała w łazience i wcale nie płakała. Zapewne uczyniłaby to.spytała cicho. chociaż to ona właśnie wyzwoliła szaleństwo jego żony. a spędziłaby noc na obieganiu ulic dookoła domu. to to jest zwyczajny dopust boży i też nic na to nie możemy poradzić. Z pewnym wysiłkiem Justynka pohamowała chęć natychmiastowego zerwania się od stołu. służbowo. Justynka komunikat przyjęła w milczeniu. Uświadomił sobie. ożenił się z wrodzoną głupotą. że wuj zatrzymał się na jakimś skraju okropieństwa. Najpotężniejsza nawet furia nigdy nie przeszkadzała mu myśleć. dobrowolnie. pozbawi ją uczestnictwa w bankiecie.. . A jeśli idzie o wrodzoną głupotę.Jutro zjem obiad na mieście. a ponadto tajemnicza siła kazała mu Justynkę traktować inaczej. . Zdążyło jej mignąć w głowie. że miała trochę racji. jako tłumaczka.. że ciotka właśnie by się zerwała. że efekty będą warte swojej ceny . Milczał przez chwilę. że tutaj znalazłam dom. Przypomniał jej się film. bał się. że jestem sierotą. na co nie miał ochoty. że sam. bo może. która ujawniła talent szczególny. Nie miała najmniejszych wątpliwości. Korciło go strasznie. Obarczanie winą za to Justynki było zupełnym idiotyzmem. może chociaż odrobinę tego sadła spali. gdyby wiedziała. Jola. Nie zamierzała niszczyć dzieła kosmetyczki. tylko zwyczajnie. że na tym bankiecie ma być także jej sól w oku.Przecież to nie moja wina. Karolowi zrobiło się głupio. ale wiedział doskonale. poczuła się odpowiedzialna za wszystko i zwątpiła w jakikolwiek pozytywny rezultat starań. Zasługiwała na “inaczej”. . że tego nie uczyni. bo on jeden miał pojęcie. nie jako żona Karola. Ostatnie fragmenty obiadu z najwyższym trudem przenikały do jej przewodu pokarmowego. . Byle do jutra! Niewiele brakowało.

. o czym właściwie mówisz? . przez telefon. że i tę komórkę musiałabym wujowi oddać - powiedziała nerwowo.Teraz mi przychodzi do głowy.. . nie.zaczęła delikatnie. Niech się ciocia obejrzy z tyłu i z boku. A tak strasznie chciałam powiedzieć ci wczoraj wieczorem! . .Można wiedzieć.Nawet za bardzo doskonale . ..Skoro tak świetnie leży.O. nie miałaby najmniejszych wątpliwości. jakoś da sobie radę.?” *** Popołudnie przed bankietowym wieczorem stanowiło apogeum wszystkich dotychczasowych udręk i katuszy. pełnoletnia! Dorosłość do czegoś zobowiązuje! .. . trudno. Gdyby tę rozmowę usłyszała Jola... . Ale może jak oni pojadą na bankiet.Moment.. Wdzięczność należała się gorsetowi... Boże drogi. co to znaczy za bardzo? Nawet schylać się. ... Wczoraj naraziła się śmiertelnie wujowi. o czym? . że leży! Nie wmawiaj we mnie głupot! .Tu jest drugie lustro. proszę! Leży na mnie doskonale! . że jej brat musi być zakochany do szaleństwa.. Justynka zachowała zdrowy rozum i obiektywne spojrzenie. .Wrócę po ósmej nawet z końca świata.wrócisz?” nie odpowiedział: “Bo. do licha.oburzyła się Malwina. ale przecież.O wszystkim.No i widzi ciocia .przyświadczyła Justynka zimno. Nie musi. dostarczanego przez szczęście.. może ciocia ten widok z przyjemnością obejrzeć. chociaż moje. ale od razu postanowiła. no nie. to ty wrócisz? .poprosił Konrad.Gdyby to były dwa tygodnie. I nijak bym książek na plecy nie wzięła. Przerwa się kończy. nie muszę się schylać. muszę to wyłączyć. jak to jednak trzeba myśleć. dziś narazi się ciotce. że oddychać nie będzie.Chociaż zapłaciłam.Trzy tygodnie na tej brei obrzydliwej? . I nawet się dopiął. niech ciocia spojrzy w lustro. Jutro ci powiem.velour na Malwinę wlazł. Wystarczy jej tlenu. Proszę. .Co ty wygadujesz. Za dużo jest tego..Nie potrzebuję się oglądać. skoro na pytanie “.. Skutki nie do przewidzenia. *** Z Konradem Justynka porozmawiała zaledwie przez chwilę.. a jeszcze lepiej trzy. sama widzę.Ale może chociaż powiedz.. czekaj . . .Jeden wystarczył. który prawie uniemożliwiał Malwinie oddychanie. Chiffon . dorosła jest.

!!! . Justynka odwróciła ją i lustro zaprezentowało pośladki w charakterze zadu wyjątkowo zażywnego perszerona.Nigdzie cioci nie zejdę. już.No i co mi z tego. ale od razu zmieniło się to na żałośnie. .. . wezmę szafiry. takiego widoku Malwina nie mogła przyjąć do wiadomości.. Mimo subtelnych złych przeczuć. że teraz wchodzi. Przy niższym wzroście nieodparcie nasuwała skojarzenia z doskonale utuczoną hipopotamicą w ostatniej fazie ciąży. Malwina urządziła atak histeryczny. zrobiłaś mi świństwo. Suknia była obcisła. . gdyby Malwina była wyższa.. Justynka zniosła to cierpliwie. ale coś usiadło jej na strunach głosowych. przez ciebie ten koszmar. ciociu! Ciocia ma zrobioną twarz! Niech ciocia cierpi w sobie. Wchodziła ta kiecka na ciocię tydzień temu? Nie. Nie mogła płakać. .No co. iż gorset odwalił swoją robotę. efekt był mizerny.No przecież obcisłe poszczupla. żeby mogła tak wyglądać w tej upragnionej sukni! Już miała oczy pełne łez. potwora! Zejdź mi z oczu.. nie na zewnątrz!!! Cierpienie w sobie Malwina umiała ujawnić tylko w jeden sposób. . że w tym pójdę.. Już. Potem z profilu. obelg i inwektyw. Nastawiona na gwałtowne reakcje. Na szczuplejszej figurze podkreślała jej kształt. Milczała. niech ciocia to zdejmuje i mierzy. z odpięciem zamka musiała poczekać. obfitszą eksponowała wybuchowo.To. że wejdę w ten szyfon . Zważywszy. musiała ograniczyć się do krzyków.. bo pancerz utrudniał Malwinie gwałtowne ruchy. aż ciotka przestanie się miotać. w ogóle nie mogła weń uwierzyć.. Poczuła. Odruchowo Malwina spróbowała wciągnąć brzuch. pretensji i wybuchów goryczy jedna kiecka została zamieniona na drugą.! I co mi tu teraz pokazujesz. że teraz ciocia przymierzy srebrne cętki i dopiero ciocia zobaczy. .. nie mogła niszczyć kunsztownie przygotowanej twarzy. Zamiast zdejmować i mierzyć.To po co ty mi kazałaś te gówna jadać?! Po co ja się tak namęczyłam?! Oszukałaś mnie. to lustro musiało zniekształcać! To niemożliwe. ale w końcu i to nastąpiło. Chciała pochwalić swój wygląd.Żadnego płaczu. ale siostrzenica zdążyła zareagować. żmiję mam w domu.! . że twarz jej zaczyna płonąć.zaczęła buntowniczo. Wśród protestów... . Całość.welur. w życiu ci tego nie przebaczę! Obiecałaś mi. Nie. Malwina spojrzała. A teraz wchodzi. Odłożywszy na stołek wszelkie miłosierdzie. robiłaby wrażenie elegancko opakowanego wieloryba. potem pogadamy. tylko ubiorę ciocię jak człowieka. Zobaczyła się z tyłu.

z przodu Malwina była chudsza.. przynajmniej wuj może na nią patrzeć i nie musi wstydzić się za jej głupotę... który zdążył złapać kolejno obie dziewczyny. jakie tańczyć. nie. . egzaminie.. przez Jolę i Konrada. bo sam był ciekaw. nie podkreślając. ile trzeba. Miała ochotę nawet się pochwalić. Kiedy ciotka. Robiła ciocia za mało wysiłków fizycznych. Przynajmniej ciotka nie wygląda jak niedorozwinięty potwór. Miesiąc upiornej zupki. tego kamień nie wytrzyma. Justynka poczuła się. Ta czarna. Oszukałaś mnie. teraz leżała prawie swobodnie. jakby przepchnęła na inne miejsce piramidę Cheopsa. pojawiła się w salonie do dyspozycji wuja. wróciwszy do domu po zdanym... bo słyszałam o takim jednym. Jakaś część niedokładnie sprecyzowanego zadania została wykonana. Wyliczyła to z pewnym trudem. a nawet jakby z czymś w rodzaju aprobaty. dwadzieścia dwa kilogramy. ale za to rezultat ją zachwycił. ale spływała. Więc była szansa. Malwina zamilkła.. tyle. na profil patrzeć nie należało. Jak nożem uciął. który przez trzy dni szedł piechotą i stracił pięć kilo. nie. i cztery tygodnie.Ale miała na mnie wejść tamta. .. Boże wielki. Malwina wyobraziła sobie miesiąc niejako dwustronnie. Tył. Obciskała ją. Profil.Przypominam cioci. tylko jak normalna. mieniąca się srebrnymi iskierkami. cztery razy pięć i pół.! .. Przestała czepiać się Justynki.. Opowieści ciotki wysłuchała dopiero wieczorem. solo? Miałam się zapisać do baletu? Tyle cierpienia i ledwo jedna sukienka! . Mówiłam. że tylko przez tydzień. ale Malwiny nie obchodziło nic.Co tańczyć. kiedy wuj spojrzał na nią bez wstrętu. Z przodu. uczepiła się norek. O przebiegu bankietu Justynka dowiedziała się następnego dnia.! Bez słowa Justynka podała jej ręczne lustro.. uniemożliwiająca jeszcze nie tak dawno pochylenie tułowia.. drogą okrężną. Niech ciocia sobie wyobrazi miesiąc. Z wysiłkiem Malwina powstrzymała łzy szczęścia w oczach i jednak pretensję zgłosiła.. Srebrny szal czy szafiry? Ta odrobina niebieskości w srebrnoszarym futrze. jednak w norkach. ku własnemu zdumieniu. .. zrobiona na wielki dzwon.. ale ja jutro mam drugi egzamin i nie mogłam cioci włóczyć kilometrami. że powinna ciocia dzień w dzień tańczyć. poza nią samą i jej prywatnym sukcesem.. Z połci też spływało. że wejdzie. Obciskała lekko. ale przynajmniej znikło to wrażenie ciąży hipopotama. gruba kobieta.Też miałam nadzieję.

powiedziała równocześnie Justynka. że do jednej z pań wyrwała się jej niestosowna i plotkarska uwaga. . Wuj mógł być zupełnie zadowolony. Ponadto wzbudziła szalone zainteresowanie całej żeńskiej części zgromadzenia za sprawą Joli.mruknął Karol pod nosem. mimo ogólnej tuszy. ale co zaowocowało mu zacieśnieniem bardzo pożądanej znajomości z upatrzonym biznesmenem. z emocji zaś przypomniał jej się francuski język i w rezultacie cały czas otoczona była autentycznym. to może nawet szal. . Malwina nadal opowiadała w upojeniu.. one błyskają niebieskawo. te pióra? . . czy ciocia już na niej krzyżyk kładzie? . Kiedy wrócił do domu. wreszcie takie jak trzeba. o czym. Niejedna dama miała na sobie norki. Podejrzliwie patrzący na to Karol uwierzył w końcu w sukces żony. a gdyby na gładko. potężnie wzmożonym myślą o zjedzeniu wreszcie normalnej kolacji. Jola zaś widziała Malwinę zaledwie przed dwoma tygodniami. Malwina bardzo chętnie udzielała odpowiedzi i podawała przepis na obrzydlistwo. Skąd to się bierze. ja nie o futrach mówię. tylko o kieckach! Może ciocia mieć boa z kruczych piór. Kto tak powiedział? Tylko teraz musiałabym mieć szynszyle. jak to pani Wolska zrobiła. Trafił akurat na chwilę.Czy ciocia z tego welur ..Z kruczych piór. czego wprawdzie nie mógł zrozumieć. Instynkt kazał Malwinie odsunąć niemiły temat i uczepić się piór.. Ten widok zdumiał ją tak. jakimś tajemniczym sposobem. . w tym samych norkach drugi raz się pokazać..Ciociu.Kruki są pod ochroną i nie wolno na nie polować.. nie zdradzając na razie swojej obecności i tylko z lubością węsząc aromaty z kuchni. bo jego żona zrobiła najprawdziwszą furorę.. .! To świetny pomysł! Tylko musiałoby być grube. taki wał ułożony.. W innej różnica byłaby mniej widoczna..A co to ma. ja pytam o sukienkę. szafiry Malwiny były jednak najwyższej klasy.Musiałaby ciocia zbierać je po łąkach i nieużytkach . Kretyństwa jego żony. W głębi duszy stanowczo zadecydował o żadnych rozwodach nawet nie myśleć.. najżywszym w świecie zainteresowaniem. zaczynały przynosić mu korzyść. Niech ciocia da spokój dekoracjom. którego małżonka na stronie zażądała z naciskiem utrzymywania z Wolskimi bliższych stosunków. jeszcze później niż Justynka.. nie miała najmniejszego pojęcia.Z ptaków .szyfonu już całkiem zrezygnowała?! Malwinę ścięło. po czym już wszystkie rzuciły się z pytaniami. kiedy Justynka głosem jak trąba jerychońska przedarła się przez potok słów ciotki. zauważyć. i to w tej samej sukni. Pytam. rzecz jasna. Owe utracone pięć i pół kilograma dało się. .

Można wiedzieć. daje rezultaty odwrotne od pożądanych. nie może jadać kolacji. ale jednak bardzo się stara. a całkowitej pewności. Skutek tej lekkomyślnej propozycji był taki.Otóż to. Zaniedbany nieco przy tej okazji. Jeśli ciocia zje na kolację tyle samo co ja. .oburzyła się śmiertelnie Malwina. że w ciągu całego posiłku Malwina Justynce patrzyła w zęby. Dziwnie.A niby dlaczego mam na niej krzyżyk położyć? . Wbrew obawom. no i proszę. Malwina zaś z najwyższym zdumieniem stwierdziła. niech sobie głupia dziopa nie myśli. że ciotka usiłuje go zabić. zdziwiła się niebotycznie. . . Nie żeby tak strasznie głodna. .Bo... ..?! . ewentualnie za dwa. No. Karol zaczynał się świetnie bawić. ale jeśli człowiek chce schudnąć. ale dostatecznie. że ciocia stęka. żeby już chciwym wzrokiem nie wpatrywać się w grzaneczki z pastą serową ani nawet w tort. Pierwszy raz od wielu lat dom wydał mu się miejscem rozrywkowym. ona zaś wszelkimi siłami przepychają na inne tory.. dlaczego już wcześniej nie przystąpiłaś do tej działalności leczniczej. zachęcała do repety.. A te wszystkie baby na bankiecie szału dostały.. że za miesiąc ciocia się w tę kieckę ubierze. Bo dopiero teraz. a jak na nią patrzyła. co.Ja stękam. Nie mogła przecież wyjawić wujowi prawdziwej przyczyny. no.A ty jadasz kolacje i co? . jak widać.zwrócił się Karol znienacka do siostrzenicy. No.. gwałtownie wyrwana ze swoich upojnych myśli. Zarazem musiałaby znów skrytykować wuja.. Ja nie mówię o zupie. każde wyjaśnienie byłoby zatem salwą z broni rakietowej. że owo naśladownictwo siostrzenicy wcale nie przyczyniło jej cierpień. Dało się te widoki wytrzymać bez wielkiej przykrości.. że ona tyle w jeden tydzień straciła. A już szczególnie tak późno. . tego okropnego odkrycia. poczuła się nasycona.I nic. może nie tak do błogiego wypęku.. bo dziwnie. ręczę.. ale chociaż troszeczkę.. pilnie porównując zawartość talerzy i z wielką niechęcią dokładając sobie sałaty. A w każdym razie nie najedzona. tylko dopiero teraz? . Nawet ta Jola parszywa zaświadczyła. .Bo bez dalszego odchudzania ciocia w nią nie wejdzie.Oszalałaś? Mam chodzić spać głodna? . Ja dosyć mało jadam. Bo dopiero teraz rzuciło mi się w oczy. I nic cioci na to nie poradzę. Podsuwała jej potrawy. już nawet nie podejrzenia. Justynka stropiła się mocno. ale coś jej w oku błyskało. może nie z taką straszną zawiścią. natura nas tak urządziła.

Może w ostatecznym rezultacie byłoby to użyteczne. Ciężko urażona Malwina. podnosząc się z krzesła. . że zaniechała chyba zbrodniczych zamiarów. w żywieniu. taka dosyć okropna..Mam na myśli. Bóg raczy wiedzieć co z tego wyniknie.. odebrana przez niego z uczelni po kolejnym zdanym egzaminie. ułomności. bo poza tym zmian nie ma. Ciotka szału dostała.I teraz nadrabiasz zaniedbania. . *** . że masz pracę magisterską.. karmić się nie pozwoli. Owszem. że wuj się złamał i tym sposobem wyraża zgodę na kurację odchudzającą. .A potem co? . Ponadto poczuła się nieswojo. ale jakieś łagodniejsze sposoby przyjmie i teraz należy tylko do racjonalnych przemian nakłonić ciotkę. Czy ona przypadkiem nie odkryła jakiejś jego wstydliwej tajemnicy.powiedziała Justynka do Konrada. a przedtem nie ośmieliłam się nic mówić. Justynka zrozumiała.. Przeczekam jeszcze cierpliwie twoje egzaminy. Niemal wstrząśnięta.Zdawało mi się. który ją zaczął oblewać. jak na razie. I.podsunął uprzejmie Karol.Rzuciło się ogólnie. Justynka odzyskała rezon. .. Nie powie tego wprost. a ja mam więcej czasu dla ciebie. ale wciąż bała się własnych nadziei.No właśnie. Wielkim wysiłkiem Justynka przyhamowała żar.Proszę? . trochę nadmiernie i w przesadnym tempie.A potem liczę na to.. . Ale i tak zamierzam angażować się w nieco skromniejszym wymiarze godzin.? .Postęp jest szalony . Bo dopiero teraz jestem dorosła. szczególnie teraz. Z czego wynika. Dla wszystkich. Może się uda za pomocą machania jej tą welurową kiecką przed nosem. dla ułatwienia sobie pracy.Sądziłbym. I ta sukienka.skorygował Konrad.zdziwiła się obłudnie Justynka. że będziesz miała więcej czasu dla mnie. rzecz oczywista. jak sam wujek widzi. kiedy ciotka się od nich odczepiła.. a że ma talent prawdziwy. Ale już się utemperowałam. .. mianowicie ten jego stan zdrowia. istniała wszak między nimi bariera. jest jedna . więc nie stwarzam wielkiego zagrożenia. co przedtem.Szkoda. . . . . ale nie będzie protestował. .Już ją oddałem. Kapuścianą zupką. jada trzy czwarte tego. I sam z siebie ogranicza kolacje. powolutku dopuszczała już do siebie myśl. że on nie widuje się z nią wyłącznie w celach służbowych. wuj nawet nie zauważa różnicy. że powinno ci się rzucić raczej w uszy .Z naszą agencją pani Wolska skończyła.Owszem. zacisnęła zęby i nie stęknęła. którą on za wszelką cenę stara się .

jeszcze tego nie rozumiesz? Stali już na szczęście przy placyku parkingowym obok domu Justynki.? Ma go o to zapytać? Czy ma się w nim zakochać bez zastrzeżeń.. że pełne porozumienie jest o krok. Mimo wszystkich obaw i niepewności.... co by mogło mnie do ciebie zrazić. Po dłuższej chwili Justynka wydarła się z jego objęć... co stanie się kamieniem u szyi i kłodą pod nogami. że wszystko się między nimi układa. wszystko możesz powiedzieć wprost ... . Nie udawała przecież. wręcz powinien się obrazić. pchającą sobie do ust świeżutkie pączki tak.? Ma gdzieś na boku jakiegoś palanta? Ależ nic na to nie wskazywało. ale Konradowi wystarczyło. co obydwojgu im przyczyni udręk. nie będzie gorzej niż przy Piotrze. Zrazisz się do mnie. ale nie.Otóż właśnie nie! Nie wszystko.zapewnił ją Konrad drewnianym głosem... że została oszukana. Jak ma. Muszę do tego dojrzeć. tu ty. a potem dowiedzieć się o czymś. nie ujawniać. tu wuj. . katastrofy zatem żadnej Konrad nie spowodował. bo zbyt poważnie traktuje ten kiełkujący związek... wyjawić mu ten gwałtownie wyrosły melanż uczuciowy?! Przecież on się obrazi. ty z kamienia jesteś czy co? Nie istnieje nic.A jednak jeszcze nie mogę .. Świat mu pojaśniał.Jeśli o mnie idzie.Nie wygłupiaj się. ale dla niego lekka. ..ukryć.? Milczenie i osobliwe zmieszanie Justynki Konrad odebrał jako odpowiedź odmowną i trochę zesztywniał. Za dużo na mnie jedną! .? Bo może to hemoroidy. . I natychmiast natknęła się na wściekłą i zapłakaną ciotkę. ona zaś będzie musiała się poświęcić. . jakby od pożarcia ich zależała przyszłość świata. nawet niechby.. .. i z pewnością to będzie okropna chwila. tu ciotka. mimo jego starań.. Ja muszę cię o coś zapytać.. A już mu się wydawało.wyrwało jej się w przygnębieniu..Mówię przecież.. co człowiekowi niszczy życie. że ona mięknie. Po egzaminach. a ona może się wygłupi. Ugryzła się w język. nawet gdyby ją z dnia na dzień porzucił. . . Justynka zesztywnienie Konrada wyczuła i prawie wpadła w rozpacz.. zabrakłoby jej czasu! Więc ona go po prostu nie chce.. Zarazem dowiedzieć się..Nie mam żony ani dzieci . może wyleczyć.Nic nikomu nie można powiedzieć wprost... ona przetrzyma. ale jeśli ugrzęźnie doszczętnie. jak wagon cementu. Teraz to jeszcze nic. dla niej zaś jak kafar. widzisz.O Boże drogi. podczas gdy on ma na myśli tylko lekką podrywkę. nie w tej chwili.powiedział Konrad pośpiesznie.Ja. czy jakaś klątwa ciąży nade mną?! .rzekła żałośnie. do licha. Justynka wkroczyła do domu krokiem elfa na łące. mimo wszystko.. poczekam do końca twojej sesji. .

. Co się znowu stało.spytała Justynka surowo.! .. Odpowiedzi nie uzyskała. zaniosła na górę swoją torbę i wróciła na dół. sama siedzę jak przymurowana. . . iż na początku było ich w pudełku dwanaście. czy ja się mam gdzie pokazać.wybełkotała Malwina pełnymi ustami. że pani chciała miesiąc przetrzymać . . nie zabierze mnie... przekazała w ręce Helenki. . .powiedziała z łagodną naganą. swoje powiedział. prychając ciastem. że teraz już mógłby mnie wziąć ze sobą. Siedem kilo! Myślałam. . elastyczne - odpowiedziała półgłosem Helenka na pytające spojrzenie Justynki..Do tej sukni. weszło.Siedem kilo! .. Helenka znów pojawiła się bliżej.. czy ja gdzie chodzę w ogóle. Wyniosła je do kuchni.Zważyłam się! I wyrwała z pudełka szósty pączek. ale obcisnęło.I ty przeciwko mnie! . . to nie! Bo ja jestem reklama Michelina! Ten taki bałwan pokawałkowany! . No owszem.. jeszcze ciepłe.! . No i razem te pączki pani przyniosła.Kilka ścierek.I na co mnie suknia! Po co ja się mam w ogóle ubierać?! Złotogłów żeby tu leżał. Malwina szlochała nad ostatnimi okruchami. . twój wuj! I nawet Helenka.Przecież już schudłam! .A kto przyniósł te pączki? . wuj nie chciał gdzieś iść? Helenka w progu kuchni wzruszyła ramionami i cofnęła się w głąb.Pani sama kupiła i przyniosła.wyłkała niewyraźnie Malwina. .. do czego mi?! Nie pójdę. bo jedna na ciocię nie obstanie... Pan Karol jak spojrzał..Ciociu.Bo też i niepotrzebnie pani się ubrała w to takie niebieskie.zawiadomiła smętnie Helenka z kuchni.Ciociu. niczym bogini gniewu.! Justynka straciła równowagę i radosne. przełknąwszy gwałtownie. .Wejść.. Justynka z determinacją zabrała resztę ciotce sprzed nosa. . . . .. to się zawinął i poszedł.Ja tylko przypomniałam.krzyknęła Malwina.wybuchnęła Malwina.Mnie zabrać nie chciał . acz mieszane uczucia uleciały z niej ze świstem.Akurat świeże przywieźli. Szybko oceniwszy. nie pójdę..I ten potwór. do tego życia w czterech ścianach to i ścierka wystarczy. .

która próbowałaby wywrzeć na nią presję. że go tak strasznie kocha. została jej wzbroniona! I jeszcze ją się obarcza winą. odpadły koszty agencji. co tu ukrywać. .Tyle wysiłku ciocia marnuje. co ją obchodzi.powiedziała zimno. przestała być pewna.Bardzo dobrze . a tu co. taka drobniutka pociecha. co Karola obchodzi? Skoro z rozwodu zrezygnował. bezsilną w obliczu klęsk! Justynka doskonale wiedziała. a . W życiu by nie przypuszczała. że. z pewnością nie zalicza się do nich wytrwałość. kopiąc w ambicję i przysparzając natchnienia. ileż się namęczyła. że zbrodnia wymaga takiej potwornej pracy.A czy ciocię musi obchodzić to. przestał ją straszyć rozwód. ją. kiedy uderzyła ją ta prosta myśl. . . Malwina znienawidzi. żeby zaprotestować namiętnie. ofiarę ciosów. spadł z niej ten potworny obowiązek zabicia Karola. zmaltretowaną. Trzy tygodnie systematycznych starań to dla Malwiny były trzy lata. . żeby się z tego cieszył i żeby mu się ciocia podobała. rąbie chudy sernik półsłodki. I po co było się wbijać w tę niebieską garsonkę? Zgniłozielone lepsze. jakiekolwiek byłyby zalety ciotki.Skoro woli ciocia płakać i niszczyć sobie twarz.A czy jego obchodzi. nie musi starać się o alibi i nie musi udawać. Odpadają jej te nadludzkie wysiłki. kiecki zaczynały na nią wchodzić. w takich nerwach. od obowiązków się wyłga. . prawdę mówiąc. ten podlec znów ją ukąsił i nawet taki drobiazg. Żadna ludzka siła nie zmusi jej teraz do kontynuacji tak doskonale rozpoczętej terapii. a ciocia mu przed oczami pączkami świeci. Kilka dni ulgi wydało jej się już końcem wszelkich udręczeń. A do weluru już ciocia dojrzewała i co? Wuj się zgodził odchudzać. . sam kolor pogrubia.Ciągle w tym chodzę! . taka nagroda za wysiłki. nie ma zakazu. nie grymasi. Świętego by szlag trafił! I jeszcze w niebieskiej garsonce. to jak niewolnik na plantacji! I po co jej to było.. przeciwko czemu protestuje. tak jak właśnie tymi pączkami. a może i więcej. czy on mi się podoba?! . nowość dietetycznej kuchni wręcz ją uskrzydliła.Nie mam do cioci cierpliwości . a rezultat spaskudzi. to wprost gorsze niż galery. co wujka obchodzi?! Malwina już otworzyła usta. choć. ciocia dla samej siebie nie ma litości! Ciężar krzywdy przekroczył granice wytrzymałości Malwiny. za ciasna. cofnęła się ciocia w rozwoju co najmniej o trzy dni.Bo tylko to jedno dobrze leży.... reszta. Boże. nieszczęśliwą. wymiga. nie musi go już zabijać. I za żadne skarby świata nie uzna swojej winy.rzekła siostrzenica. Rzeczywiście. jak głupie pączki. osobę. Ale mogłaby ciocia chociaż nie wymagać od wujka.?! Grom z jasnego nieba.

coraz piękniejszych. zawsze wszystko na mnie i ja jestem ta najgorsza. odżyje. że to będzie tak samo niedobre jak wszędzie.Żeby chociaż raz to twój wuj powiedział. co widzę.Jak ci się dobrze przyjrzeć.. ale to. pozbierała z kolan okruszynki lukru i zjadła. jest nie do uwierzenia! . więcej się na tę katorgę narwać nie da. Justynce znów opadły ręce.rzekła z godnością. iż Karol przyjeżdżał na obiad. nie do zniesienia absolutnie. O tak. zajmie się sobą. Malwina... . Tylko weź pod uwagę. . ni w jedenaście. Jeszcze z piętnaście i zaczniesz przypominać kobietę. odchudzona. - Oczywiście. to widać. a potem tylko sto czterdzieści dwa. wielkiej różnicy nie będzie....Ależ powiedział! Obsobaczył mnie i Helenkę.. i byłam ciekawa. to nie . że ciocia zrobi z tego takie arcydzieło! Myślałam. wpada w oko od razu.. Dobre było tylko. jak ciocia osobiście robiła! Malwina doznała nikłej satysfakcji. powiedział. . Dumna ze swoich siedmiu kilogramów Malwina pozwoliła sobie na złożenie kilku wizyt przyjaciółkom i doczekała się nawet skąpej pochwały od Krystyny.! ... Polizała palec. cztery kolejne wieczory były spokojne.Ja swoje obowiązki spełnię.zgodziła się wzgardliwie. .. *** Zważywszy. jak długo się utrzyma. bo już była pewna swojego triumfu. potem znikał z domu i wracał bardzo późno.. mowy nie ma. ale w życiu bym nie przypuszczała. . za to ona. i jadam. ona gotować nie umie. że cztery kilo u kogoś. a myśmy się starały gotować bez cioci. Z pewnym trudem oderwała się od tych myśli. ni w pięć. że sobie więcej takich świństw nie życzy..przerwała podstępnie Justynka.Dobrze już. a złodzieje samochodowi mogą się powiesić.A i to jeszcze chciałam cioci powiedzieć .Nie chce się odchudzać. ale jeśli ktoś waży sto czterdzieści sześć.. dobrze .. starannie kryjąc ulgę i satysfakcję. jak ciocia na tej zupce była. A ta Jola niech się wypcha. Malwina nawet jej na to nic nie odpowiedziała.bez skutku.. nie bacząc na brak sensu w jej słowach . .. kto waży sześćdziesiąt.. nadaje się dla Karola jak wół do karety.że namawiałam ciocię na tę dietę. Jeszcze tej Krystynie oko zbieleje.

mówiła smętnie Justynka. Justynka zrobiła sobie malutką przerwę. Po czym udał się jeszcze na parę chwil do gabinetu. Czwartego z owych wieczorów. Kiedy Karol wrócił do jadalni i zasiadł do posiłku. dietetycznych potraw. wziął butelkę białego wina. Wkroczył do kuchni. No. najwyraźniej w świecie bardzo sprawnym fizycznie... inwestycje dopiero zaczynały się zwracać i zabrakło mu luźnych pieniędzy. a po holu kręcił się Pucuś. przed następnym egzaminem. były już w trakcie rozmowy. O ileż łatwiej żyje się takiemu. sałatkę z selera z chrzanem i marynowane grzybki. co zje w domu. .. borówki. u siebie na górze przy cichych dźwiękach radia. który swobodnie wkłada skarpetki i wyciera ręcznikiem palce u nóg.Bo też i nasłuchał się przez te wszystkie lata. ponieważ umknęło mu przedsięwzięcie na jeszcze większą skalę niż wszystkie dotychczasowe. to już był przedostatni.. że nikogo nie ma. Lubił móc wszystko. przypomniał sobie bowiem. mus z piersi indyka. Ciocia przynajmniej słucha... . ponieważ był to jej ulubiony serial. Nie lubił tego. który Malwina przyrządzała rewelacyjnie. Helenka wynurzyła się ze swego pokoju. W związku z czym ani jedna.ale ciocia nie lubi chodzić sama po restauracjach . ale nie zdołał wejść do spółki. że do cioci jak do ściany.! Nie mógł na niego patrzeć i dlatego wyszedł wcześniej. do kuchni. że zostawił na biurku papiery.. bez trzaskania drzwiami. Postanowiła zjeść jakieś małe byle co i odpocząć aż do jutra. .. przed hałasującym telewizorem. Ponadto w klubie brydżowym natknął się na Jolę z jakimś pacanem. . znalazł jedną ze swoich ulubionych. tyle że nie rozumie.A u tych bab będzie jej głupio.. że stół jest zastawiony. zlecenie mógł przyjąć. tym razem szturm na Berlin. Karol wszedł spokojnie. Nie o Jolę. i doznał ukłucia zazdrości. gdzie znów oglądała “Czterech pancernych i psa”.Starczy tego.. ani druga. Chociaż i tak łatwiej niż do wujka. Mogłaby jej Justynka powiedzieć.. . Nie czuł się zadowolony z życia. bo iluminacja domu była skromna. może udaje. oderwała się od nauki i zeszła na dół.Przecież mówiłam! Helenka sama wie. tylko o tę formę pacana. nie słyszały wyjątkowo wczesnego powrotu pana domu. które świetnie umiał sam otworzyć. wydało mu się. i ustawił to wszystko w jadalni na stole. do niego dość osobliwy zestaw dodatków. Żadna nie zaglądała do pomieszczenia obok i żadna nie miała pojęcia. co się do niej mówi. ucieszył się z tego nawet i postanowił obsłużyć się sam. owszem. . A wuj nawet gęby nie pozwala otworzyć. W tym momencie w kuchni pojawiły się Justynka z Helenką.

. . to dla niego mniej niż mięta. że jak już pani tak się namęczyła na tej zupie. . że prędzej by głupszy wytrzymał.. mnie już czasem rozpacz ogarnia. nawet o tym nie wiedząc.przydeptać ciotkę. ten głupszy czy ten mądrzejszy? .. Konsumował ten mus z indyka coraz wolniej. To nieładnie.A to Justynka nie widziała. I po francusku podobno gadała jak najęta. bo przecież wcale od niego nie żądała.Od czasu do czasu. ciocia by zrobiła coś innego i tego dobrego już by więcej nie dostał. tym razem nic. jedzenie pochwali. ile tu się namarnowało? Pani Malwina kupowała jeden strój za drugim. Justynce zebrało się na szczerość..No przecie wiadomo. ... na szmaty szło. że ta Justynka jest niegłupia. Wnioski wyciąga właściwe.No. czy sama bym to wytrzymała. Co prawda. na miejscu wuja. to fakt. wykorzystuje przewagę. jak w tym momencie Helenka z wielką energią kiwa głową. Słuchający ze średnim zainteresowaniem Karol pomyślał.Jedzenie owszem. Helenka sama widzi. nie powinno się kopać leżącego.Ale nie w tym domu. wcale nie wiem. tam za ciasne....Oj. i nawet to nie pomogło! . i ten leżący ugryźć potrafi! . . Gdyby się dało wujowi jakoś przetłumaczyć. że mądry głupiemu ustępuje. . Uwagi czyni wyłącznie kąśliwe. Zawsze przy takich okazjach ciocia chciała więcej pieniędzy. tu nie pasuje. że wuj poziomem inteligencji przerasta ciotkę o Giewont i całe Himalaje.To jest prawda. Gdyby skrytykował. . że człowiekowi coś się robi. .. . Żadnych sekretów tu nie wyjawiam. żeby cioci czasem dobre słowo powiedział! . Karol w głębi duszy pochwalił także i Helenkę. Każdy dobry humor ciotka wujowi zdoła zepsuć.ale o całej reszcie milczy. idzie na łatwiznę. ... mógłby wuj jej nie oddawać rykoszetem. że chociaż pieniądze pomogą. Karol doskonale mógł sobie wyobrazić. mógł powiedzieć.Obydwoje tak reagują.Otóż właśnie. Miałam nadzieję. nawet jeśli ciocia jakieś głupstwo powie.No właśnie. ale to przez rozum. ale kto właściwie lepiej powinien to wszystko rozumieć. parę miesięcy i do widzenia. .Mnie się zdaje.. że lepiej wygląda.

.... .Dobrze.Mnie się widzi.A niektóre to i wcale. co woli: ustawiczne nieprzyjemności i wydatki czy jedno zdanie ze dwa razy na tydzień..Bo w końcu. dlaczego mu to nie przyjdzie do głowy. dziesięć kilo. .zgadła Helenka... wuj sam tak ustawił dom.Panu Karolowi chyba się nie chce . bo jest. na przykład.Ale jemu to niepotrzebne. jeżeli schudnie. a gdyby schudła. że on pracuje i zarabia. że mu się wydaje.Ale pani Malwina lubi. przecież to wszystko nowe. No. to by o nim źle świadczyło.On pracowity do czego innego. co mu za różnica? I z głowy. no przecież ten mąż stałby się dla niej najwspanialszy w świecie. Ulewało się z niej wszystko.Do myślenia z pewnością. Z drugiej strony mógłby się zastanowić.zauważyła delikatnie Helenka. dla niego to pięć minut. W tym miejscu Karolowi błysnęło. Justynka wpadła w zapał. . Nie może jej teraz zostawić w łachmanach. co tak strasznie chciała powiedzieć wujowi. Justynka myśli. a dla niego to bzdety. że wygląda przepięknie. że chyba te ćwierć kilo utyła i od razu jej z tym gorzej. obiecać ciotce tę czarną pelerynkę. Niech Helenka zobaczy. że schudła ćwierć kilo.. że jednak Justynka idzie za daleko. . bezskutecznie. że to starczy? . . a ciotka gotuje. nikt jej tak nie docenia jak on! Niechby powiedział raz na dzień.Ejże.a ciotka tak strasznie chce być ważna i dowartościowana. żeby się nad nią użalać . Chociażby teraz. I żadne opinie tego nie zmienią. . że to niezły pomysł. może by te ambicje przebiły jej lenistwo? ... najwyżej raz użyte! . .Możliwe. ciotka ma dzikie ambicje. . więc niechby miała. więc nie pojmuję. zaoszczędziłby majątek! Liczyć umie. Taka ważna w oczach męża.Pan Karol do użalania niezdatny. że pan Karol też chce. trudno. ile kiecek do noszenia od razu się w domu znajdzie. nie o bzdetach. jedno zdanie dziennie. A ciotka tylko chce. Z lekką niechęcią Karol pomyślał. I dba o jego rzeczy jak o śmierdzące jajko. Mówi przecież. Najmądrzejszemu te babskie rzeczy nawet nie zaświtają. nazajutrz mógłby powiedzieć. . wuj głupoty nie trawi. że ciotka wygląda jak mazepa. Równie dobrze mógłby powiedzieć.Bo chłop. . . I nie pozwala sobie powiedzieć...Helenka ma rację. Mógłby jednak zastosować dyplomację. że jej z tym doskonale. ile korzyści. akurat mu jeszcze zabiegi dyplomatyczne w domu potrzebne. . potem już się może wyłączyć i nie słuchać reszty gadania.

zlekceważył potęgę głupoty.. ciśnienie miał w normie.A. ale jeszcze nic straconego! Karolowi mus indyczy się skończył i pozostało już tylko białe wino z mieszaniną selera z chrzanem.. jej efekty. Należało podjąć decyzję. i to rzeczywiście niewielkim kosztem. w zupełności wystarczy ilość zer na koncie bankowym. pozostałe uwagi jednak zostały przez wuja przyjęte.. ale na górnym skraju. z drugiej jakby przymięta. Wedle mojego rozeznania wuj zlekceważył potęgę głupoty i nie okopał się we właściwej chwili.. co do tego. ujawnić swoją obecność czy nie. Malwiny.? Udręka obustronna! I kto go będzie tak karmił. Ten błąd jednakże był do naprawienia. co napawa ją zarazem satysfakcją i przygnębieniem. ponieważ bardzo nie lubił przyznawać się do błędów i pomyłek nawet przed samym sobą. użalam się od dziesięciu lat. to na miejscu. ale osoba w prawdziwym stresie. lekarza widywał.. . ale już w chwilę potem wątpliwości zostały rozstrzygnięte.Aż drugiej strony wuj przecież nie będzie pętał sobie charakteru .Żeby to pani Malwina dała sobie co przetłumaczyć! . . a jak go krew zalała.?! . że Justynka ma słuszność. to nikt na świecie.. bo musi pracować na pieniądze dla niej. Niechby jej potem dał sto złotych. Nie był tym odkryciem zachwycony. I w wysokim stopniu zaaprobowane. Jeszcze Karol się wahał. kilka wstrząsów jej nie zaszkodzi.. rozmaite posunięcia finansowe. jako efekt. kiedy szczęknęły drzwi i do domu weszła Malwina. jego żony. bo pan Karol na takie coś zaczynał mi patrzeć. Karolowi skończyło się także i wino. .. I cała reszta: zlecenia.. Nic nie mówiłam i nic nie mówię. A wuj mógłby zastosować tę metodę dopingu.kontynuowała Justynka. a potem odmówić reszty. że właściwie podziw otoczenia potrzebny mu jest jak dziura w moście. Niekoniecznie ten akurat rezultat chciała osiągnąć Justynka.. dla mnie żadne dziwo. do tego odchudzania pchając.. Dobrze Justynka zrobiła. że została może zgwałcona.. właśnie! I to będzie doping dla tej idiotki. Z jednej strony promienna. Zarazem po raz pierwszy w życiu przyszło mu na myśl. myśleć umiał szybko. Potworne proroctwo Helenki nie spodobało mu się w najwyższym stopniu. pognębieni przeciwnicy. praca. ale byłby to efekt wymierny. chłop jak tur. dopiero ostatnio zrobiłam się niedobra.. ciotka liczyć nie umie. na ułamek sekundy Justynce błysnęło.westchnęła Helenka. co i raz to grubszy. a wuj od stu złotych nie zbiednieje. Pojedzie na balneoterapię! O.. ale o jednym takim słyszałam. Ponadto olśniło go. - Kto te eksplozje wytrzyma? Ciotka żyje w puchu. . co żył sobie i żył. Jakaś dziwna.. czy Helenka chwyta jej wszystkie skróty myślowe i metafory.. Justynka miała rację. nie zważając już. zjechać co najmniej dwadzieścia kilo.A kto mu każe? Poużalamy się my.

sprzecznych ze sobą. ciekaw był.? . Cokolwiek by ciocia jadła. zła przemiana materii.mówiła Malwina z mieszaniną zachwytu i zgrozy. . ale Justynka skamieniała.. specjalnie o tym czytałam pomiędzy egzaminami. coś potwornego! Justynka. co mówiły. przez adwokata w ogóle. że po tej odrobinie wysiłku zaczniesz mi się na nowo podobać.spytała Malwina słabo.? Nie. z dwojga złego lepsze jabłka w cieście niż placki kartoflane. Nie jest wykluczone. Natomiast pączki załatwią ciocię radykalnie. Justynka zdobyła się na szczyty męstwa. wypróbować sugestie siostrzenicy...? Karol doskonale się orientował.. zdecydowany. utyje ciocia natychmiast . . z czystej ciekawości. paranoiczkę z niej zrobił! Żenił się z normalną.powiedział Karol. paranoiczki nie chce.Prędzej niż ciocia schudła. której właśnie stała się świadoma.. . .Po pijanemu? . Helenka utratę pracy.. którym zamierzała zaprezentować mnóstwo różnych cech.powiedziała głosem. Justynka. w dodatku każdemu inną. być może. Jadła. spodziewała się. skoro ona wraca późno. że tak Justynkę. . . utyła potwornie i nie może chodzić! I mąż od niej uciekł. że dalszy ciąg relacji Malwiny umknął im doszczętnie. że ja przy niej jestem jak sylfida. płakała i jadła. Tylko utrzymanie ograniczeń może dać pożądane rezultaty. jak i Helenkę zaskoczył. siostra Agaty. Helenka za jej ramieniem również.spytał z uprzejmym zainteresowaniem Karol.bo po prostu nie mogła chodzić .wykrzyknęła już od progu na widok wychylającej się z kuchni siostrzenicy. ale jadła. wpadł w alkoholizm i złożył pozew rozwodowy! .I gotujesz doskonale . że nie zmienisz metody. ukazujący się równocześnie z jadalni. wraca. Malwiny to nie zaskoczyło. a jabłka w cieście mogą być prawie bez cukru. Agata mi to wszystko powiedziała. ściągając z siebie żakiecik i apaszkę.. Interesowała go reakcja Justynki. . że przestałam tyć i mogę być z siebie dumna. jak składał. a sama widzi. ale to wraca. jak to. że on może już być. powód podał okropny. .. bo placków kartoflanych bez soli żaden człowiek nie zje. Ale przecież ja gotuję inaczej! Tak jak mówiłaś! . a słodycze w ogóle won. to był trzeźwy. powiedziała. więc proszę docenić moje poświęcenie. ...Ta Magda. wszystkiego połowę.Bardzo liczę na to. nie jadła. widząc wokół siebie nadmiar świadków. Obie tak gwałtownie usiłowały przypomnieć sobie.Nogi nie udźwignęły ciężaru. spokojnie słuchając gadania żony.To znaczy. . jak wybrnie z sytuacji.. Justynka miała w perspektywie utratę domu. jak to wraca. dziećmi się zajmie. Stał w progu jadalni i milczał. przypominającym ciosy toporem.Bez cukru.Jeśli ciocia zacznie jeść tak jak przedtem.Wyobraź sobie! . Ograniczyć sól. Dopiero po dłuższej chwili zaczęły słyszeć.

więc już nigdy miałaby nie zjeść nic dobrego? Przez rok.. Marta. i któż by koło niej chodził.. Była tam. i pomyśleć. Oto szczęśliwa kobieta! . znajdowała. . i cóż się okazuje? Upodobania ma nie ludzkie.A jeszcze mogę cioci powiedzieć .Ale etoli z szafirów ona chyba nie ma? .No i sama ciocia widzi. . to owszem. - Słowa prawdy każdemu się przydadzą.kontynuowała Justynka . Pozostawił towarzystwo i udał się do gabinetu. że tak lubi. Nie mogła pozbyć się strasznej myśli.. Wiedza wiedzą.? . ale widziała ową Magdę na fotografii. soli tyle co kot napłakał. Mnie tam wszystko jedno. . Towarzystwo z pewnym trudem wydobyło się z osłupienia. że sama znajduje się na identycznej drodze. a królicze. ale jeśli to wraca.rzekła gdzieś w przestrzeń. przez dwa lata. a ja już kończę sesję. Lubi! Dla własnej przyjemności jada takie rzeczy. A jak ciocia chce koniecznie tak. gotowane i surowe. same jarzyny jada.. u Agaty. no nie. . Malwinie obrzydliwa zupka zamajaczyła na horyzoncie. wróci. pomiędzy Malwiną a Justynką. chuda jak szczapa. co stało na wierzchu. Tu Malwinę otrząsnęło.No i bardzo dobrze . Wstyd jej było przeszukiwać lodówkę i kredensy. to już z głowy. Najszybciej odzyskała równowagę Helenka. jak to. mięso również i ryby. jak ta siostra pani Agaty. może nawet przez trzy.. że wuj ma wysoko rozwinięte poczucie estetyki! On też będzie wyglądał inaczej. a Justynka zadręczyłaby ją na śmierć. I następne pięć kilo przez następny rok. . o Karolu nie ma co nawet myśleć. to znaczy zaczęła sprzątać ze stołu. ta wracająca nadwaga. bez tłuszczu. jeszcze tylko dwa egzaminy i mogę potem z ciocią usiąść i zrobić jadłospis na cały miesiąc. jeszcze jedna przyjaciółka.No dobrze . zielska wszelkie.. ale jeśli ciocia schudnie pięć kilo przez rok. Po czym uciekła w pracę. co wydało jej się najbezpieczniejszym wyjściem. zawsze była taka chuda. ale jakie! Też tylko gotowane..że jeśli ciocia schudnie pięć kilo przez miesiąc. to już lepiej się otruć! Ze zdenerwowania robiła się coraz bardziej głodna. zjadła zatem to. resztę selera z chrzanem. ulała z siebie rozgoryczenie dodatkowe.powiedziała po chwili milczenia Justynka.sarknęła Malwina.. Żeby wreszcie przerwać tę dobijającą tyradę.Kalorie sama policzę.? A z drugiej strony zdjęcie potwora.I znów mi każesz liczyć te głupie kalorie! . Mówiłam. Justynka złapała dech i szybko postanowiła skorzystać z okazji. która miała już całkowicie dość tej agitacji. już z niej zeszła.

Pomyślała. Konrad nie popuścił. . że on jej zaraz wyzna swoje uczucia. zobaczyłem. Wpadłaś mi w oko od razu.Przecież ja z tym nie miałam nic wspólnego? . Pozwalając mu na wyznania. I już nie musi użerać się z tym zabijaniem Karola.. .zdziwiła się Justynka. ma dwie. Aczkolwiek gotowane jarzyny niewiele miały wspólnego z futrzaną etolą. odczekał swoje i po ostatnim egzaminie zabrał ją do Wilanowa. niweczący słodkie nadzieje. Egzaminy zdała wręcz koncertowo. dopóki nie wyjaśni upiornych kwestii zdrowotnych.przerwała mu Justynka rozpaczliwie.Nie! .. . . nie chuda. Później będzie jeszcze gorzej..Owszem. Zaraz drugiego dnia.W autobusie. wuj nikomu nie zrobił nic złego. . A ona. nie spadł jakiś cios. I nagle nastąpiło coś w rodzaju cudu. Cierpła na niej skóra na samą myśl o nieuchronnej rozmowie i spodziewała się najgorszego. katowała się surową marchewką. ciotka z męczeńskim wyrazem twarzy gotowała brokuły i szparagi i podawała na deser galaretki owocowe bez bitej śmietany.A ściślej: wytrwałem przez ciebie. to jednak w Malwinie się coś zazębiło. Trudniej. ale etoli nie ma. i tym czymś była z pewnością tajemnica Konrada. który zakochał się w niej wzajemnie.. Malwina. trudno.Nie możesz. Coś takiego byłoby po prostu nienormalne. A potem już wsiąkłem.powiedział Konrad. czy tego nie rzucić. niech będzie. kiedy już siedzieli nad kawą. chuda. Niemożliwe wszak. zamącić spokój.Co nie? . miałaś. bo przecież nie mogło być za dobrze. Wafelki zjadły Justynka z Helenką. co mój obiekt.. oszukuje go! . A widziałem cię już wcześniej. żeby pierwszy raz w życiu zakochała się w chłopaku. wziąłem tę robotę przy twoim wuju przez ciebie . Schudła całe czterdzieści deko i siedząc przed telewizorem. W domu przez ostatnie pięć dni panowała atmosfera zgoła niebiańska. . kiedy wahałem się. skoro to życie jest takie podłe i skomplikowane. . i żeby nie pojawiła się jakaś zupełnie koszmarna przeszkoda. która Justynce spędzała sen z oczu. Rzeczywiście. a ona przecież nie może do tego dopuścić. że zostałem.. że wchodzisz do tego samego domu. *** Przyszła w końcu okropna chwila. Coś musiało złamać tę sielską szczęśliwość. wyrzeknie się wafelków w czekoladzie i zje tę przeklętą marchewkę. No więc dobrze.Gdzie mnie widziałeś? .Jeśli chcesz wiedzieć. No i jasne.

. Nie.jęknęła Justynka.. Gdybyś chociaż popełnił jakieś przestępstwo... Ale wtedy wyrzucą nas z lokalu. nic podobnego! Chodzi mi o. Kłopotów.. W żaden sposób nie mógł dociec. słowo ci daję. naprawdę nic nie masz? .. chyba wolałabym na piśmie.A reumatyzm.Mój jedyny kłopot to ty..Ale może miałeś..! .powiedział Konrad spokojnie. czy nie wystąpiła mu na twarzy jakaś wysypka albo inne świństwo. . niczego nie ukrywam! O co biega? . takie coś...? . muszę.Nie masz jakichś. nie dlatego.....Czego nie mogę? .. Boże drogi.. .. Nie miał powodów.Zaraz.rzekł ponuro. .. . kłopotów.Na litość boską. Co też ona mogła mieć na myśli? ...? . . Zaraz.. tylko patrzył takim wzrokiem. . Nie masz jakiejś.Nie. Od chwili kiedy wyszedł na jaw rodzaj jego pracy i powiązania z Karolem Wolskim.Mogę stłuc szybę.. Wal! - Nie mogę! .. . wyglądam chorowicie? .. Słuchaj. zdrowotnych... czekaj. . powiedz mi prawdę: czy ty coś ukrywasz przede mną? Konrad zdumiał się niebotycznie.. . że już go zdołała nieodwracalnie obrazić.Sam jestem ciekaw. Nie wiem.. dolegliwości? . że Justynkę skręciło.... Nic już nie mówił...To byłoby tylko wykroczenie. No...?! W głosie Konrada zabrzmiała wręcz zgroza i Justynka przestraszyła się. nie ukrywał przed Justynka niczego.Nawet jeśli mam. co to może być takiego.Czuję się jak podstępna świnia. ..? Przez moment Konrad miał ochotę zerwać się i popędzić do lustra dla sprawdzenia.No trudno.Dwa lata temu miałem grypę .Nic. . co ją tak gnębi i co za jakieś pytanie nie chce jej przejść przez gardło.Nie. Wszystkie inne chromolę. Jest coś. . że miałaś mi zadać jakieś pytanie . no. . Konrad poczuł lekki niepokój..Ja bardzo dobrze pamiętam. skąd.Jak Boga kocham. To znaczy. jak....? Jej upór w kwestii choroby otumanił Konrada doszczętnie. już lepiej wprost. Pohamował odruch.I w wieku czternastu lat wybiłem sobie ząb. nic o tym nie wiem.Nie i właśnie dlatego. A ogólnie nie miewam nawet kataru. Posądzasz mnie o aids.

przerosła świat. ...... że mój brat się zaklopsował rzetelnie. co ci lata po głowie? Zdrów jestem jak bydlę! Co ty we mnie widzisz takiego podejrzanego?! .powiedziała Jola. chociaż.. Natychmiast jednak zdobył się na uczciwość i odwrócił role.! Ulga. I... . cholera . na przykład. . Ale głównie.. gdyby tak ona miała jakąś skrywaną. a co by było.. Wszystko zniosę.Ochchch cholera. przestało być za dobrze i życie wróciło do normy. I od razu..jęknął. zatem chwalić Boga. ...Nie mam reumatyzmu.. Jakbyś był spętany. mimo iż Konrad dostał straszliwego ataku śmiechu. no. tak dziwnie.Wiedziałem.to dlaczego ty. Nie spodziewał się po niej takiego przeraźliwego racjonalizmu i takiej przezorności.. że te portki mnie zgubią. nieszczęść.. Dziewczyno.. że mnie oszukujesz. za tył.Przestraszyłaś się. z drugiej strony.Tak dziwnie. wśród zmartwień. - Jesteśmy kumplami. .. Widzisz. uciech. Po czym wszyscy zaczęli żyć ze sobą normalnie..? Musiałby się nieźle zmobilizować.. tylko jednego nie.. Konrad nagle zrozumiał..To znaczy owszem.Widzę. Konrad natomiast nieco zmroczniał. Wolę najgorszą prawdę niż najpiękniejsze łgarstwo.spytał z zainteresowaniem. hemoroidy. kochając się.To dlaczego. bo może masz..! ..powiedziała Justynka żałośnie . zatrzymując się w wejściu. pomyślała. . jakiej doznała Justynka po wyjaśnieniu sprawy.odparła Justynka pogodnie.. bardzo cię przepraszam. rozpaczy i wszelkiej pomyślności. że może nie powinnam się czepiać.. bo może to jest tylko coś kompromitującego.. bałam się udręk i męczarni. to znaczy.Bo to jest zaraźliwe .stwierdził melancholijnie Janusz i pociągnął ją do stolika. że będziesz pielęgnować paralityka? ... ... straciła w jego oczach. W pół godziny później Jola z Januszem Dębickim wstąpili na kawę do tego samego lokalu. Może już nie mieć żadnych obaw..O..E tam .. chroniczną dolegliwość. i trzymałeś się. że wszystko jest w porządku. Jeszcze go w takim stanie nie widziałam! .. że jeśli ukrywasz coś przede mną. z takich. chociaż już się zaczęłam nastawiać.? . Nienawidzę być oszukiwana. . I najbardziej się bałam.. ..Co. kłopotów. chodziłeś. w tym kasynie. . kłócąc i godząc.. myślałam. Łatwo złapać wirusa od siebie wzajemnie. Niewątpliwie naraziła mu się tym pytaniem. co zatruwają życie.Bo co? . .. jakieś mu się to wydało niesmaczne.. sukcesów.

chyba koniec .