Vous êtes sur la page 1sur 164

RUCH ANARCHISTYCZNY W EUROPIE ZACHODNIEJ

1870-1914

Daniel Grinberg

SPIS TREŚCI

CZĘŚĆ I — ANARCHIZM JAKO PRZEDMIOT BADAŃ I WYOBRAŻEŃ

Źródła do dziejów zachodnioeuropejskiego anarchizmu 1870-1914

Wydawnictwa źródłowe i podstawowe pomoce naukowe

Historiografia anarchizmu

Max Nettlau i jego dzieła.

James Guillaume — aktywista przemieniony w historyka

Anarchizm w oczach anarchistów

Marksistowska historiografia anarchizmu

Od Lombroso do Laqueura

Anarchizm w oczach artystów

CZĘŚĆ II — ANARCHIZM JAKO IDEOLOGIA

Typ idealny anarchizmu

Spuścizna Godwina

Proudhon i proudhoniści

Anarchizm w wydaniu Bakunina. Początki kolektywizmu

Anarchokolektywizm — spory i nadzieje

Okres dominacji anarchokomunizmu. Kropotkin i jego krytycy

Anarchosyndykalizm

Anarchizm indywidualistyczny oraz inne odmiany teoretyczne

CZĘŚĆ III — ANARCHIZM JAKO RUCH SPOŁECZNY

Ruch anarchistyczny na tle socjologicznej teorii ruchów społecznych

Geneza ruchu anarchistycznego w Europie Zachodniej

Anarchiści — portret zbiorowy

Zorganizowane formy ruchu anarchistycznego

Strategia i taktyka działania — rewolucja, czyn indywidualny, problem przemocy

Formy i metody anarchistycznej propagandy

Propaganda drukiem — prasa i wydawnictwa anarchistyczne

Główne dziedziny anarchistycznej aktywności

Antyparlamentaryzm i absencjonizm polityczny

Antymilitaryzm i pacyfizm

Komunalizm — próby życia we wspólnocie

Ruch na rzecz „wolnej edukacji"

Inne dziedziny aktywności

Bandytyzm ideowy

Powiązania międzynarodowe

Anarchiści i świat zewnętrzny — wzajemne relacje

UWAGA

Niniejszy e-book jest zdygitalizowaną wersją książki Daniela Grinberga pt. 'Ruch anarchistyczny w zachodniej europie 1870 – 1914” wykonaną dla portalu www.anarchista.org. Jest to pełna wersja książki, nie zawiera ona jedynie przypisów i bibliografii. W związku z powyższym, w celu odnalezienia brakujących elementów radzimy sięgnąć po wersję oryginalną. Za wszelkie ew. literówki i niedociągnięcia serdecznie przepraszamy.

WSTĘP

Anarchizm należy niewątpliwie do tematów zaniedbanych przez naukę, choć zasługujących na wnikliwsze rozpatrzenie. Powodów takiego stanu rzeczy jest wiele, ale sprowadzają się one w ostatecznym rachunku do prostej konstatacji, że historię tworzą i piszą zwycięzcy. Tymczasem zwolennicy Proudhona czy Bakunina przegrali swoją walkę, przy czym ponieśli porażkę podwójną —

miast doprowadzić do likwidacji uosabiającego przymus dziewiętnastowiecznego państwa przyczynili

się pośrednio do jego wzmocnienia. Co więcej, przegrali również rywalizację o pozyskanie serc i

umysłów mas ludowych, w których pokładali nadzieję na spontaniczną wyzwolicielską rewolucję. W konsekwencji w świadomości zbiorowej upowszechnił się karykaturalny, deprecjonujący obraz anarchistów uformowany przez stronę zwycięską w ogniu bezpardonowej walki politycznej. Jeśli pojawiają się na kartach współczesnych podręczników, to tylko jako postacie marginesowe, stwarzające kontrastowe, jednobarwne tło dla głównego nurtu opisywanych wydarzeń. Zdecydowana większość autorów piszących o dziewiętnastowiecznym anarchizmie nie dostrzega w nim samoistnego problemu badawczego. Interesują ich jedynie wybrane — wciąż te same — aspekty ilustrujące powiązania z międzynarodowym ruchem robotniczym albo terrorystyczne formy walki i propagandy. Pojawiające się cyklicznie fale nowych publikacji wyrażają z reguły nie tyle autentyczne zainteresowanie tematem, co jego polityczną aktualność. Anarchizm rozpatrywany jest w kontekście takich współczesnych problemów jak kontestacja młodzieżowa, kontrkultura, terroryzm międzynarodowy czy kampanie civil disobedience. Nadaje się też znakomicie do diabolizowania przeciwników politycznych, którym przypisać można np. dawno obalone „historyczne błędy" anarchosyndykalistów. Takie prezentystyczne podejście nie może jednak — i nie powinno — zastępować rzetelnej wiedzy o przedmiocie.

W opinii autora tej pracy dziewiętnastowieczny anarchizm europejski był doniosłym zjawiskiem

historycznym i socjologicznym zasługującym na dogłębną analizę. Ambicją książki, którą oddaję do

rąk

czytelników, jest ukazanie go — w całej złożoności i różnorodności — takim, jakim był w istocie;

we

właściwych proporcjach, nie pomijając stron ciemnych czy wstydliwych, ale też nie zapominając o

jego teoretycznym i praktycznym dorobku zachowującym do dziś aktualność. Wymaga to wkroczenia

na obszary penetrowane przez naukę historyczną stanowczo zbyt rzadko. Ogromna większość

dotychczasowej literatury przedmiotu koncentruje się na wątkach ideologicznych okraszonych elementami biografii kilku czołowych teoretyków oraz sugestywnymi opisami zamachów. Podejście tego rodzaju zamazuje całkowicie społeczny wymiar anarchizmu i — co gorsza — sprzyja pośrednio zakorzenianiu się fałszywych stereotypów. W odróżnieniu od prac z tego nurtu prezentowana rozprawa dotyczy zasadniczo anarchizmu jako ruchu społecznego, z wszystkimi konsekwencjami takiego wyboru. Wypada więc z góry uprzedzić czytelników, że nie znajdą tu żelaznych punktów repertuaru wielu innych publikacji: omówienia konfliktu między Marksem a Bakuninem, sprawy Nieczajewa, rozbudowanych opisów krwawych zamachów bombowych, życiorysu Ravachola itp. Co więcej, tradycyjny model historii anarchizmu rozumianej jako chronologiczny wykład wydarzeń zastąpiony został ujęciem problemowym. W ten sposób, za cenę nieuchronnego powtarzania się niektórych wątków występujących w coraz to nowych kontekstach, można było przedstawić sprawy zazwyczaj przez historyków anarchizmu pomijane. Pozwoliło to również uniknąć istotnego przy podejściu diachronicznym niebezpieczeństwa dopatrywania się ciągłości poczynań tam, gdzie jej w

rzeczywistości nie było. Analiza anarchizmu jako ruchu społecznego wymagała zarazem szerszego niż zazwyczaj uwzględniania elementów z zakresu pokrewnych nauk społecznych — socjologii, politologii czy psychologii. W nowocześnie pojmowanej humanistyce takie łączenie aspektów, sprzyjające zintegrowanemu ujęciu tematu, powinno stanowić regułę.

Przyjęte ramy czasowe, lata 1870 -1914, odpowiadają z grubsza okresowi szczytowego rozkwitu ruchu anarchistycznego w Europie, choć, naturalnie — nie są wolne od pewnej dozy arbitralności. Tendencje antyautorytarne w ruchach społecznych lat sześćdziesiątych XIX w. zarysowały się stosunkowo wcześnie, lecz ich krystalizacja przeciągnęła się do końca 1872 r. Za wyborem roku 1870 przemawia fakt, że wtedy właśnie uformowała się opozycja antyautorytarna w łonie Międzynarodowego Stowarzyszenia Robotników. Druga cezura wiąże się bezpośrednio z wybuchem I wojny światowej, która — wyłączając Płw. Iberyjski — zadała ludziom spod znaku czarnego sztandaru cios znacznie potężniejszy niż wszystkie dotychczasowe represje razem wzięte. Nigdy już później nie odzyskali po nim dawnego wigoru. Ramy terytorialne — Europa Zachodnia — są naturalną konsekwencją skali powiązań łączących aktywistów ruchu z tego obszaru. Pomimo zróżnicowanych warunków istniejących w poszczególnych krajach, anarchizm w całej Europie Zachodniej rozwijał się w zbliżonym rytmie, stykał się z podobnymi problemami i znajdował na nie podobne odpowiedzi. Zupełnie inaczej przedstawiała się natomiast jego sytuacja na terenie Austro- Węgier czy Cesarstwa Rosyjskiego, gdzie na dobrą sprawę rozwinął się dopiero w wieku XX, zaś styl działania grup odbiegał od wzorca z Zachodu. Całościowe ujęcie ruchu anarchistycznego, od Hiszpanii po Niemcy i od Wysp Brytyjskich po Płw. Apeniński, umożliwia spojrzenie porównawcze, którego tak brakuje niektórym monografiom poświęconym wybranym wycinkom terytorialnym. Nie oznacza to jednak, że wszystkie kraje potraktowane zostały z tą samą uwagą. Głównym punktem odniesienia jest anarchizm francuski i szwajcarski znany autorowi z własnych kwerend źródłowych. Informacje o ruchu hiszpańskim, włoskim, niemieckim i angielskim pochodzą najczęściej ze źródeł drukowanych. Sporadyczne wzmianki o anarchizmie w Belgii, Holandii czy Portugalii służą jedynie dopełnieniu ogólnego tła i nie dają wyobrażenia o specyfice ruchu na tych obszarach. Czytelnicy przyzwyczajeni do dokładności mogą się czuć rozczarowani nadmiarem danych szacunkowych, brakiem tabelarycznych zestawień działających grup bądź map ilustrujących ich rozmieszczenie. Jest to po części skutkiem fragmentaryczności źródeł, ale zarazem odbiciem świadomego zamysłu autorskiego. Miast ustalać wątpliwe dane zbiorcze na podstawie niepełnych i niepewnych danych cząstkowych, autor pracy zadowolił się ustalaniem właściwego rzędu wielkości, gros uwagi poświęcając sprawom z natury rzeczy niewymiernym — klimatowi intelektualnemu, obyczajowości, kulturze itp.

Podstawą źródłową prezentowanej rozprawy są materiały ze zbiorów Maxa Nattlaua, Elisée Reclusa i Jamesa Guillaume'a przechowywane w Międzynarodowym Instytucie Historii Społecznej w Amsterdamie — jednej z największych tego rodzaju placówek na świecie — oraz archiwalia składające się na spuściznę po anarchizmie francuskim czasów belle époque z Archives Nationales w Paryżu. Istotne uzupełnienie tych zasobów stanowiły roczniki czasopism, druki ulotne oraz trudno dostępne książki i broszury ze zbiorów British Museum, Bibliothèque Nationale, Musée Sociale i Maison des Sciences de l'Homme (Paryż). Materiały te, pomimo luk i dysproporcji, pozwalają wyrobić sobie miarodajny pogląd na dokonania anarchistów w całej Europie Zachodniej.

Całość książki składa się z trzech części, kolejno analizujących anarchizm jako przedmiot badań i wyobrażeń, jako ideologię i jako, ruch społeczny. Część pierwsza omawia źródła i literaturę przedmiotu, jak również jego odbicia w twórczości artystycznej. Rozdziały następne poświęcone są zróżnicowaniu i przemianom ideologii libertarnej (anarchistycznej — w tekście książki oba słowa o prawie identycznym znaczeniu i zbliżonej aurze emocjonalnej używane są wymiennie) na tle ogólnych

przemian ruchu. Wreszcie część trzecia — najważniejsza — zajmuje się takimi problemami, jak geneza i typologia ruchu anarchistycznego, jego formy organizacyjne, strategia i taktyka działania, metody propagandowe czy kontakty ze światem zewnętrznym; zawiera charakterystykę działaczy na poziomie elit przywódczych oraz przeciętnych aktywistów; omawia typowe dla nich dziedziny aktywności.

Oddając do druku tę skrócona wersję rozprawy habilitacyjnej z roku 1987 chciałbym zarazem gorąco podziękować tym, którzy najbardziej przyczynili się do powstania tej książki: pani M. Hunink i Rudolfowi de Jong z MSG w Amsterdamie, Krzysztofowi Pomianowi z École des Hautes Études en Sciences Sociales w Paryżu oraz Jerzemu W. Borejszy, Jerzemu Jedlickiemu i Franciszkowi Ryszce. Sposób ujęcia tematu wiele zawdzięcza ich radom i opiniom.

Część I

ANARCHIZM JAKO PRZEDMIOT BADAŃ I WYOBRAŻEŃ

1. Źródła do dziejów zachodnioeuropejskiego anarchizmu 1870-1914

Specyfika poszczególnych ruchów społecznych odbija się na formach oraz stanie zachowania źródeł oświetlających ich istnienie. Prawidłowość ta znajduje w przypadku anarchizmu pełne potwierdzenie. Jako ruch amorficzny, odznaczający się zdecydowaną niechęcią do trwałych i sztywnych form organizacyjnych, pulsujący w rytm spontanicznej aktywności jednostek i małych, nieformalnych grup społecznych, nieciągły i zmienny, anarchizm stwarza swoim badaczom szczególne trudności. Historyków czasów najnowszych, przyzwyczajonych do obfitości źródeł pisanych, czerpiących materiały z archiwów organizacji i instytucji państwowych, zmusza do poszukiwania innych, uzupełniających źródeł wiarygodnej informacji. Albowiem spuścizna archiwalna jaką po sobie anarchizm zostawił — rozproszona i chaotyczna — oświetla zaledwie mały wycinek całego ruchu.

Sprzeciwiając się, w teorii i w praktyce, władzy państwowej, anarchiści narażali się stale na represje z jej strony. Ich działalność traktowana była jako nielegalna lub podlegała ścisłej policyjnej kontroli. Żyjąc na marginesie społeczeństwa, spychani w nielegalność i ustawicznie narażani na policyjne szykany (nie dotyczy to Jury Szwajcarskiej i Wielkiej Brytanii), unikali pisemnych notatek mogących stać się w śledztwie materiałem dowodowym. Zresztą wielu z nich miałoby poważne kłopoty z ich sporządzeniem. W Hiszpanii, gdzie anarchizm trafił na podatny grunt miejscowych tradycji federalistycznych, zdecydowaną większość szeregowych uczestników ruchu stanowili analfabeci. Był to jednak czynnik drugorzędny, wobec innego, znacznie istotniejszego czynnika — braku wewnętrznej potrzeby dokumentacji. Aktywiści, prześladowani przez prawo i oczekujący lada chwila spełnienia swoich marzeń o idealnym systemie społecznym, żyli bez reszty przyszłością, nie oglądając się wstecz. Tylko „propaganda czynem" wydawała im się czynnością godną chwili dziejowej. Nie jest sprawą przypadku, że nie znamy dziś ani jednego dziennika anarchisty sporządzonego w tej epoce. Nieliczne skądinąd tomy wspomnień powstały dopiero w wiele lat później.

Wskutek działania zasygnalizowanych przyczyn, źródła pisemne do dziejów anarchizmu już w chwili powstawania nie były zbyt obfite, a ich dalsze losy jeszcze bardziej je uszczupliły.

Zaledwie kilka ośrodków na świecie specjalizuje się w dziejach zachodnioeuropejskiego anarchizmu lub też czyni zbiory z tej dziedziny jedną z głównych ozdób swoich zasobów. Ze względu na wielkość i wszechstronność zgromadzonych materiałów, jak również dotychczasowy dorobek na polu ich opracowania na pierwszym miejscu wymienić należy Instituut Internationaal voor Soziale Geschie- denis (HSG — Międzynarodowy Instytut Historii Społecznej) w Amsterdamie, utworzony w 1935 r. z

potrójnym zadaniem gromadzenia archiwaliów, kompletowania księgozbiorów oraz publikowania wydawnictw źródłowych i naukowych monografii z dziedziny historii społecznej. Znajduje się tu między innymi ogromna i wciąż jeszcze nie zinwentaryzowana całkowicie kolekcja Maxa Nettlaua, część archiwalnej spuścizny I i ll Międzynarodówki, Federacji Jurajskiej oraz kongresu londyńskiego anarchistów z 1881 r., a także archiwa wybitnych działaczy i historyków anarchizmu: Michaiła Bakunina, Piotra Kropotkina, Jamesa Guillaume'a, Errico Malatesty, Elisee Reclusa, Maxa Nomada, Domeli Nieuwenhulsa, Benoit Malona, Wacława Machajskiego i wielu innych pomniejszych postaci. Są tu także bogate zbiory korespondencji, jaką ze sobą prowadzili.

Ośrodkiem wyspecjalizowanym wyłącznie w badaniach nad anarchizmem jest funkcjonujący od 1957 r. w Genewie Centre International des Recherches sur l'Anarchisme (CIRA), przeniesiony niedawno do Lozanny. W zbiorach CIRA przeważają materiały związane z funkcjonowaniem poszczególnych sekcji Federacji Jurajskiej oraz sympatyzujących z nią grup utworzonych przez zagranicznych studentów lub emigrantów politycznych z Francji, Włoch czy Rosji. Uzupełnia je obfita korespondencja sekcji ze środowiskami anarchistycznymi na całym świecie. Inne ocalałe źródła do dziejów szwajcarskiego anarchizmu spoczywają w zurychskim Bundesarchiv oraz Staatsarchiv w Bernie (akta policji), w archiwum miejskim Neuchâtel, gdzie przechowuje się m.in. część archiwum J. Guillaume'a, a także w drobnych archiwach kantonalnych.

We Francji największe zbiory posiadają Archives Nationales oraz archiwum prefektury policji w Paryżu. Ich ilość i różnorodność jest widomym dowodem powagi z jaką II Republika przez z górą 3 dekady traktowała ruch anarchistyczny. W badaniach nad tym ruchem ogromne zasługi położył założony w 1948 r. Institut Française d'Histoire Sociale (IFHS) kierowany przez Jeana Maitron. Znajduje się tu bogata dokumentacja francuskiego anarchosyndykalizmu, a także papiery wybitnych anarchistów przełomu XIX/XX w. (m.in. Paula Delesalle, Jeana Grave, Pierre Monatte i E. Armand). Cenne dokumenty z tej epoki posiada również Musée Social w Paryżu uruchomione już w ostatniej dekadzie minionego stulecia — najstarsza tego typu placówka na świecie.

Rolę analogiczną do paryskiego IFHS spełnia we Włoszech Istituto Giangiacomo Feltrinelli w Mediolanie. Wobec znacznego rozproszenia zasobów archiwalnych w tym kraju publikacje źródłowe Instytutu stanowią nieocenioną pomoc dla badaczy włoskiego anarchizmu. Największe zbiory posiadają archiwa państwowe w Rzymie, Bolonii i Mantui, gdzie toczyły się procesy przeciwko anarchistom.

Cenne dokumenty do dziejów zachodnioeuropejskiego anarchizmu przechowywane są w byłych archiwach radzieckich. Są to w pierwszym rzędzie dokumenty ilustrujące ekspansję idei Bakunina w Międzynarodowym Stowarzyszeniu Robotniczym ze zbiorów

Instytutu Marksa, Engelsa i Lenina w Moskwie oraz pamiątki po Kropotkinie znajdujące się w Centralnym Archiwum Państwowym Rewolucji Październikowej, które w 1929 r. wchłonęło dawne Muzeum Kropotkina. Godne uwagi zbiory posiada także Hoover Library of War, Peace and Révolution w Stanford (USA). Ośrodek ten zgromadził dokumenty odnoszące się m.in. do działalności bardzo aktywnej grupy anarchistów włoskich z Paterson w stanie New Jersey, dokumenty Johanna Mosta i Errico Malatesty, a także bodaj największy na świecie zbiór odnoszący się do dziejów rosyjskiego anarchizmu, mimo iż sam anarchizm w całości zainteresowań badawczych Instytutu Hoovera zajmuje raczej uboczne miejsce.

Charakterystykę poszczególnych rodzajów źródeł wypada rozpocząć od dokumentów wytworzonych przez samych anarchistów, stanowiących owoc ich anarchistycznej działalności i przechowywanych w prywatnych kolekcjach czołowych animatorów ruchu. Są to różnego rodzaju notatki, pisma poufne i

oświadczenia, rękopisy, konspekty przemówień, odpisy uchwał rozmaitych grup, listy itp. — źródła o podstawowym znaczeniu dla historyka anarchizmu. Niestety, do naszych czasów dotrwały one w postaci szczątkowej. Złożyło się na to szereg okoliczności historycznych; przede wszystkim — bezpardonowa walka wypowiedziana ruchowi w epoce zamachów. Policja odnosiła się do zarekwirowanych materiałów bezceremonialnie. Te, które uznawała za nieprzydatne dla swoich celów ginęły najczęściej bezpowrotnie. Taki los spotkał między innymi archiwum Sebastiana Faure'a — wydawcy pisma „Le Libertaire". Ponadto sami anarchiści w sytuacji zagrożenia decydowali się często na niszczenie posiadanych dokumentów. James Guillaume, główny promotor anarchizmu w Jurze i historyk ruchu o międzynarodowej renomie, czuł się np. zmuszony w 1898 r. spalić kolekcję listów Bakunina. Nieco wcześniej (1892) Emile Darnaud zniszczył swoje prywatne archiwum, w którym gromadził zdjęcia, adresy oraz odpisy listów skierowanych do aliansistów4. W 1893 r., a więc u szczytu nasilenia antyanarchistycznej psychozy, w niewyjaśnionych do końca okolicznościach, spłonęła biblioteka Malatesty z jego rękopisami, zawierająca niezwykle cenne materiały z okresu między Komuną Paryską a kongresem londyńskim z r. 1881. Mimo usilnych nalegań przyjaciół, Malatesta nigdy nie zdecydował się na pisanie wspomnień z rewolucyjnej fazy ruchu antyautorytarnego. Chęć dochowania wierności statutom tajnych organizacji, obrony dobrego imienia Bakunina i tez oficjalnej historiografii anarchistycznej sprzyjała w latach dziewięćdziesiątych raczej decyzjom o niszczeniu posiadanych dokumentów niż próbom ukrycia ich z myślą o potomności. Ponadto, ci spośród byłych aktywistów, którzy pogodzili się ze społeczeństwem i wyparli „grzechów młodości", czynili wszystko, aby zatrzeć ich ślady.

Dzieła zniszczenia dopełniały burzliwe wydarzenia polityczne, jakich nie oszczędził Europie wiek XX. Na Sycylii policja polityczna Mussoliniego zniszczyła archiwum Saverio Frisci. Ofiarą wojny domowej w Hiszpanii padły przygotowane właśnie do druku w Barcelonie Bakunina odnoszące się do spraw iberyjskich. Bojówki faszystów niemieckich spaliły bibliotekę i archiwum Rudolfa Rockera. W czerwcu 1940 r., bezpośrednio przed wkroczeniem Niemców do Paryża, zniszczono między innymi wiele zasobów z archiwów państwowych odnoszących się do francuskiego anarchizmu. Wreszcie latem 1944 r. podczas akcji ewakuacyjnej wojsk hitlerowskich z Normandii zaginęła bezpowrotnie zasadnicza część zbiorów Guillaume'a. W tej sytuacji zachowanie się w całości ogromnej kolekcji Maxa Nettaua graniczy niemal z cudem. Kolekcja ta, na którą składało się blisko 40 tys. wydawnictw związanych z ideologią wolnościową w kilkudziesięciu językach, niezliczona ilość gazet i czasopism oraz unikalne dokumenty otrzymane bezpośrednio od żyjących jeszcze bohaterów wydarzeń lub członków ich rodzin była pomnikiem energii i poświęcenia jednego samotnego człowieka. W ciągu blisko 60 monotonnych lat, wypełnionych bez reszty gromadzeniem i opracowywaniem materiałów do dziejów anarchizmu, udało mu się dotrzeć do niezliczonej ilości osób, zaś rosnący z biegiem lat szacunek jakim się cieszył sprzyjał jego wysiłkom.

Chlubą kolekcji stały się papiery pośmiertne Bakunina przekazane jesienią 1899 r. przez rodzinę zmarłego. Nettlau zakupił, bądź otrzymał w darze, także wiele innych zbiorów — archiwa Pierre Vessiniera z I Międzynarodówki, Pierre Ramusa i Augustina Ha-mona7 oraz wielkie liczby listów. Organiczną częścią kolekcji jest obecnie również korespondencja jaką „Herodot anarchii" prowadził z informatorami z całego świata. Stanowi ona nieprzebrane źródło wiedzy praktycznie na każdy temat związany z przeszłością libertarnych idei i ruchów.

Biblioteki europejskie przez kilkanaście lat rywalizowały ze sobą o pozyskanie kolekcji Nettlaua. Ostatecznie wygrał ją, założony z myślą o niej przez prof. Posthumusa, Instytut w Amsterdamie. Zbiory zgromadzone w prywatnych mieszkaniach Nettlaua w Berlinie i Wiedniu dosłownie w ostatniej chwili znalazły się na terytorium Holandii. Można przypuszczać, że decyzja ta uratowała je przed zagładą.

W przeciwieństwie do archiwów prywatnych — rozproszonych i szczątkowych — archiwalia

policyjne przetrwały do naszych czasów na ogół w znakomitym stanie. Składają się na nie różnorodne materiały zarekwirowane podczas czynności śledczych i rewizji, akta procesów i dokumenty własne policji obrazujące jej opinie na temat ruchu anarchistycznego oraz środków podjętych dla jego zwalczania. Wśród materiałów zarekwirowanych zdarzają się źródła bezcenne. Wiele efemerycznych pisemek lokalnych i wydawnictw jednorazowych znamy dziś wyłącznie z teczek policyjnych, gdzie przypięte spinaczem do raportu jakiegoś agenta stanowią materiał dowodowy.

W archiwach policji i organów, którym kompetencyjnie podlegała ona we Włoszech, Francji czy

Cesarstwie Niemieckim, ocalały dzięki załącznikom ogromne ilości ulotek rozmaitych grup anarchistycznych, rozlepiane na murach, bądź kolportowane drogą pocztową manifesty i apele (zazwyczaj oryginały, rzadziej ręczne kopie), wycinki z gazet, broszury, listy itp. Ilościowo przeważają jednak sporządzane w regularnych odstępach czasu okresowe raporty komisarzy czy też prefektów policji o sytuacji w powierzonym sobie rejonie i środkach zastosowanych dla przeciwdziałania ,,pladze" anarchizmu. We Francji w poszczególnych departamentach prowadzono stale uaktualniane listy abonentów największych pism anarchistycznych oraz listy rozpoznanych aktywistów zamieszkałych w poszczególnych rejonach. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych gromadziło wiadomości o zamachach anarchistycznych na całym świecie. Ten system informacyjny okazał się jednak jawnie niedoskonały podczas podejmowanych akcji prewencyjnych i represyjnych ze względu na ruchliwość anarchistów i omylność policyjnych wywiadowców. Z biegiem lat został więc znacznie udoskonalony. Wprowadzono teczki osobowe zaopatrzone w miarę możliwości w fotografie. W dossiers aktywistów z początku XX w. znajdujemy już bardzo wszechstronne informacje o:

1.

stanie cywilnym, dacie i miejscu urodzenia, rodzicach, liczbie dzieci i współmałżonku,

2.

wykształceniu,

3.

miejscu zamieszkania,

4.

wykonywanym zawodzie oraz kwalifikacjach,

5.

zarobkach i stanie majątkowym,

6.

ewentualnej karalności,

7.

stosunku do religii i moralności,

8.

aktywności zawodowej, związkowej i politycznej.

W

latach działalności słynnej zmotoryzowanej bandy Bonnota policja sporządziła również spisy

anarchistów posiadających samochody lub wykonujących zawód szofera. Dowodem zwiększonej prężności działania było nawiązanie stałych kontaktów z wyspecjalizowanymi komórkami policji innych krajów mających podobne problemy.

Generalnie zauważyć można, że akta z początku naszego wieku są bardziej uporządkowane, wszechstronniejsze i dokładniejsze. Można zatem zaryzykować tezę, iż zasługują na większe zaufanie. Należy jednak pamiętać o ich bardzo nierównej wartości i podchodzić do nich z dużą ostrożnością. Prefekci departamentów chcąc popisać się gorliwością przed centralą nierzadko rozdmuchiwali w swoich sprawozdaniach rozmiary rzeczywistego zagrożenia.

Informatorzy policji przy najlepszej woli mieli ogromne trudności w odróżnianiu anarchistów od socjalistów i kryminalistów, czego wymagały od nich władze. W efekcie posługiwali się tą etykietą w sposób przypadkowy i bardzo arbitralny. W okresach nasilonych antyanarchistycznych kampanii socjaliści myleni byli nagminnie z anarchistami. Nawet Jules Guesde, przywódca francuskich marksistów, nie uniknął w kilku raportach błędnego zakwalifikowania. Konstruowane na podstawie takich danych zestawienia zbiorcze nie mogły być rzetelne. Wydają się być z reguły zawyżone, przynajmniej przed 1893 r.

Kropotkin zarzuca źródłom policyjnym notoryczną kłamliwość. Jest to wszakże opinia zbyt jednostronna. Wiele zależało od poziomu kadr policyjnych. Najlepszymi dysponowała naturalnie prefektura paryska. W połowie lat dziewięćdziesiątych XIX w. miała ona do swej dyspozycji nawet specjalną brygadę fachowców od teorii anarchizmu z wysokimi stopniami naukowymi. Raporty sporządzane przy ich współudziale zasługują na poważne traktowanie. Inaczej kształtowała się sytuacja na prowincji. Ograniczony budżet tajnej policji III Republiki zmuszał prefektów do współpracy z bardzo niepewnymi informatorami. Mimo niskiej oceny wiarygodności pochodzących od nich doniesień ze źródeł tego typu wydobyć można, przy zachowaniu pełnego krytycyzmu, wiele interesujących wiadomości. Niektóre raporty i donosy odznaczają się nawet pewną literacką finezją.

Specyficzną grupę źródeł stanowią akta procesów sądowych. Wydobyć z nich można cenne wiadomości o biografiach i mentalności szeregowych anarchistów. Pozwalają również wnioskować o zmianach w nastawieniu opinii publicznej i aparatu państwowego do samego zjawiska anarchizmu. Akta najgłośniejszych procesów: w Chicago 1886 r., w Lyonie w 1883 r. tzw. procesu trzydziestu w Paryżu 1894 r. czy wreszcie anarchistów hiszpańskich z 1892 r. zostały, przynajmniej częściowo, opublikowane.

W przeciwieństwie do akt sądowych, dokumenty kongresów anarchistycznych stanowią wielką rzadkość i wymagają od badaczy dużej ostrożności. Nieliczne skądinąd kongresy anarchistyczne odbywały się na ogół (zwłaszcza kongresy krajowe) w warunkach ścisłej konspiracji. Uczestnicy posługiwali się niekiedy numerami porządkowymi miast imion. Posiedzenia bywały przerywane przez policję, miejsca obrad — kilkakrotnie zmieniane. Jeden ze zjazdów włoskich odbył się kiedyś nocą na leśnej polanie. W takich warunkach trudno było prowadzić dokładne protokoły posiedzeń. Materiały publikowane po pewnym czasie w prasie anarchistycznej i w oficjalnych sprawozdaniach stanowią skrócony i niepełny zapis toczonych dyskusji; dodajmy — zapis sformułowany nierzadko ex post. Z oczywistych względów pomijać również muszą tajne rezolucje uchwalone przez zgromadzonych. Przy wszystkich tych zastrzeżeniach nie wolno jednak zapominać, że są to źródła nieporównanie bardziej wiarygodne niż doniesienia informatorów policji gubiących się w skomplikowanych sporach teoretycznych, świadomie — dla efektu — zaostrzających sens zasłyszanych wypowiedzi, a niekiedy zupełnie je deformujących w nadziei przypodobania się mocodawcom.

Innym, zbyt rzadko chyba wykorzystywanym, źródłem wiedzy o anarchizmie są ankiety przeprowadzane na ten temat przez redakcje pism sympatyzujących z ideami wolnościowymi oraz przez indywidualnych badaczy. Dwa największe przedsięwzięcia tego rodzaju, oba francusko- centryczne, choć o międzynarodowym zasięgu, pochodzą z przełomu wieków. W 1894 r. Augustyn Hamon, dążąc do określenia portretu psychologicznego „anarchisty-socjalisty" rozesłał kwestionariusz zawierający tylko dwa pytania: 1) dlaczego jesteś anarchistą?, 2) jak się nim stałeś? — rejestrując jednocześnie wiek, zawód i narodowość respondentów. Otrzymał ogółem 170 odpowiedzi, na podstawie których powstała znana książka Hamona. Jesienią 1902 r. Jean Marestan na łamach ,,Le Libertaire" ogłosił dziesięciopunktową ankietę, którą rozesłał imiennie do 260 wybitnych osobistości ruchu oraz 29 redakcji z całego świata, zapraszając jednocześnie do udziału wszystkich czytelników.

Pytania dotyczyły nie tylko poglądów na kwestie teoretyczne, lecz także ocen aktualnej sytuacji ruchu, stosowanych form i metod walki, a także szans sojuszu z socjalistami parlamentarnymi. Odpowiedzi drukowane przez kilka miesięcy dają znakomity wgląd w świat wartości i oczekiwań aktywistów ruchu anarchistycznego przełomu wieków. Nie znaczy to wszakże, że są one bezstronne ani, tym bardziej, że wyczerpują zagadnienie. Niewątpliwym błędem Hamona, podważającym wartość jego uogólnień, było sporządzenie portretu wyłącznie na podstawie wypowiedzi anarchistów o sobie. Dowiadujemy się zatem z jego książki więcej o tym, jakimi siebie widzieli, niż jakimi byli naprawdę.

Obok dokumentów prywatnych i policyjnych prasa anarchistyczna stanowi niewątpliwie najciekawsze źródło do wszystkich kwestii związanych z przeszłością ruchu. Samodzielność grup sprzyjała inicjatywom wydawania własnych organów i choć żywot ich był z natury rzeczy efemeryczny, już sama ilość i różnorodność pisemek przesądza o bogactwie informacji jakie można z nich wydobyć. Na pismach anarchistycznych spoczywały bardzo złożone obowiązki. Przede wszystkim więc, przy braku formalnych więzi organizacyjnych, był to zasadniczy środek komunikacji rozproszonych środowisk anarchistycznych. Na skalę międzynarodową rolę tę spełniał w początkowym okresie ,,Bulletin de la Fédération Jurasienne" (1872-1878) wydawany w Le Locie przez Guillaume'a, następnie „Le Révolté" („La Révolte") Kropotkina i Grave'a, zainicjowany w Genewie w 1879 r., a od 1884 do marca 1894 r. wydawany w Paryżu, oraz „Die Freiheit" (1879-1906) Johanna Mosta ukazujący się w Nowym Jorku, a w jeszcze późniejszym okresie „Les Temps Nouveaux" (1895-1914) — kontynuacja „La Révolte" pod red. J. Grave, zaś dla obszaru języka hiszpańskiego barcelońska „La Revista Blanca" (1896-1906 i 1922-1937) Federico Uralesa oraz „La Protesta" z Buenos Aires.

Gazety i czasopisma służyły jednak nie tylko przekazywaniu informacji. Propagując idee anarchistyczne sprzyjały pozyskiwaniu nowych sympatyków, zaś osobom już przekonanym zapewniały nieustające forum dyskusyjne. Są zatem, mimo oczywistej tendencyjności, niesłychanie wszechstronnym i wiarygodnym źródłem historycznym. Nekrologi i artykuły wspomnieniowe umieszczane na ich łamach stanowią dla dzisiejszego historyka krynicę bezcennych wiadomości, których próżno by szukać w innych źródłach. Zupełnie inaczej natomiast ocenić wypada przydatność źródłową prasy „burżuazyjnej". Wiadomości, jakie w niej znajdujemy są z reguły bałamutne, bardziej zresztą z autentycznej niewiedzy niż chęci świadomego manipulowania czytelnikami. Obraz anarchizmu, jaki wyłania się z pierwszych stron wielkonakładowych dzienników europejskich końca XIX w., niewiele ma wspólnego z rzeczywistością.

Istotnych danych biograficznych dostarczają liczne wydawnictwa periodyczne: kalendarze, almanachy i roczniki, w których zwyczajowo umieszczano sylwetki czołowych aktywistów i pionierów libertarnych idei z zamierzchłej przeszłości. Mniejszą rolę przy badaniach skoncentrowanych na ruchu, a nie teorii, odgrywają za to książki i broszury z wydawnictw anarchistycznych. Można na ich podstawie wnioskować o popularności poszczególnych autorów oraz o teoretycznych sympatiach członków grupy, która sfinansowała wydawnictwo. Największa seria wydawnicza, słynna Bibliothèque Sociologique paryskiej firmy P.V. Stock zdominowana była całkowicie przez książki o tendencji anarchokomunistycznej.

Dokumentacja mechaniczna i fotograficzna dla okresu sprzed I wojny światowej jest stosunkowo nikła. Zachowały się unikalne nagrania głosu Loiusy Michel, Piotra Kropotkina i Charlesa Malato, który podobno już w końcu ubiegłego wieku usiłował gromadzić tego rodzaju zbiory. Niewielkie ilości fotografii posiadają archiwa policji. W dossiers francuskich anarchistów gromadzonych przez prefekturę paryską znalazły się na początku XX w. fotografie ok. 4 tysięcy czołowych aktywistów, zaś ich kopie rozesłano do Anglii i Stanów Zjednoczonych.

Wydawnictwa źródłowe i podstawowe pomoce naukowe

Rozproszenie zasobów oraz utrudniony dostęp do nich w pełni uzasadniają potrzebę edycji źródeł związanych z anarchizmem. Przyznać trzeba również, że w dużej mierze została ona zaspokojona. Są to jednak w większości wydawnictwa tendencyjne, opracowane przez sympatyków z myślą o obronie dobrego imienia anarchizmu i jego naczelnych idei. Cele naukowe zepchnięte są w nich na daleki plan albo stanowią tylko zewnętrzny makijaż. Widać to w samym doborze materiałów, sposobie posługiwania się nimi, a przede wszystkich w redakcyjnych komentarzach (vide Archives Bakounine).

Dwie najobszerniejsze antologie tekstów i materiałów źródłowych Woodcocka i Guérina są dziełem anarchistów. Bardzo ambitny w zamierzeniu, socjologizujący wybór Horowitza cierpi wskutek niekompetencji historycznej autora. Inne antologie zogniskowane są wokół kwestii szczegółowych (rozwój teorii, zamachy terrorystyczne itp.).

Osobną grupę stanowią wybory pism i korespondencji wybitnych działaczy anarchistycznych:

Bakunina, Reclusa, Malatesty i innych, jak również antologie poszczególnych czasopism.

Monografie naukowe poruszające problematykę związaną z dziejami ruchu anarchistycznego uzupełniane są często obszernymi aneksami źródłowymi stanowiącymi ich integralną, niekiedy nawet zasadniczą część. Trudno wprost przecenić znaczenie tej praktyki dla stymulacji dalszego postępu badań. Skala jej stosowania przez historyków anarchizmu nie znajduje odpowiednika w publikacjach z innych dziedzin, co można interpretować jako dążenie do przezwyciężania tą drogą specyficznych ograniczeń, jakie nad nimi ciążą.

Wiele cennych materiałów zawierają wydawnictwa dokumentujące historię I Międzynarodówki, szczególnie po 1868 r.: czterotomowa edycja pod redakcją J. Freymonda, akta kongresów i posiedzeń Rady Generalnej. Odrębnego potraktowania wymaga natomiast słynna praca Jamesa Guillaume'a na ten sam temat34. Dokumenty, zaczerpnięte przeważnie z własnego archiwum, są w niej organicznie wplecione w narrację o charakterze wspomnieniowym. Bezceremonialne skróty dokonane przez autora zniekształcają niejednokrotnie ich wymowę. Guillaume przemilcza zresztą część dokumentów nie potwierdzających jego wersji wydarzeń. Jednak niezależnie od tej „specyfiki", jego książka stanowi jedno z podstawowych źródeł informacji o funkcjonowaniu Federacji Jurajskiej i antyautorytarnej Międzynarodówki w latach 1873-1878. Mieszany wspomnieniowo-źródłowy charakter posiadają również niektóre prace Maxa Nomada. Spośród „czystych" wspomnień na pierwszy plan wysuwają się książki Kropotkina i Grave'a oraz relacje byłych uczestników tajnego Aliansu Bakunina.

Nie brak też ciekawych wspomnień oświetlających romantyczną epokę „propagandy czynem". Przy korzystaniu z nich nie wolno wszakże zapominać o dystansie czasowym dzielącym zredagowanie tekstu od opisywanych wydarzeń. Choć ujawniają niekiedy bardzo cenne szczegóły o charakterze biograficznym lub obyczajowym, zatajają jednocześnie wiele działań i autentycznych motywacji uczestników dawnych nielegalnych przedsięwzięć. Szczególną ostrożność zachować należy przy lekturze, obfitych niegdyś jako gatunek, wspomnień komisarzy policji kierujących walką z anarchizmem. Sensacyjne informacje, w jakie obfitują, nie znajdują na ogół potwierdzenia w innych źródłach. Książki te są natomiast nieświadomym dowodem ignorancji w sprawach anarchizmu ludzi, którzy z racji pełnionych funkcji powinni byli być na ten temat najlepiej poinformowani.

W bibliografii nadal zachowuje swą wartość pionierska praca Nettlaua. Uzupełnia ją o najważniejsze pozycje dwudziestowieczne artykuł Waltera. Szczegółowy wykaz źródeł z epoki I Międzynarodówki (pisma, druki ulotne, broszury) zawiera trzytomowy Reportoire Internatinal des sources pour l'Étude (Paris 1952-1963). Nieocenionym źródłem informacji o ludziach są słowniki biograficzne działaczy ruchu robotniczego. W kwestiach teoretycznych autorytatywnym kompendium prezentującym stanowisko anarchistów jest zapoczątkowana przez Sebastiana Faure'a i urwana na tomie czwartym L'Encyclopédie anarchiste (Paris 1924-1926). Spośród publikacji nowszych na szczególne wyróżnienie zasługuje katalog książek i broszur opublikowany przez IFHS.

Na koniec podkreślić należy szczególną rolę, jaką w badaniach nad dziejami anarchizmu odegrały takie czasopisma, jak: „Grünberg Archiv für die Geschichte des Socialismus und der Arbeiterbewegung" (1911-1930), „International Reviev of Social History" (organ IISC 1936-1940 i ponownie od 1959 r.), „Annali Istituto Feltrinelli" (od 1958 r.), czy wreszcie francuskie „Le Mouvement Social" (organ IFHS od 1960 r. jako kontynuacja kwartalnika ,,L'Actualité de l'Histoire"). Numery specjalne, artykuły, recenzje i źródła publikowane na ich łamach stwarzają wspaniałą panoramę ewolucji, jaką przebyła historiografia anarchizmu w ciągu minionego półwiecza.

2. Historiografia anarchizmu

Max Nettlau i jego dzieła

Obserwatorowi zewnętrznemu, śledzącemu w dłuższym odcinku czasowym narastanie literatury naukowej jakiegoś zagadnienia, proces ten nie wydaje się jednorodny. Obok powolnej kumulacji wiedzy w wytyczonych wcześniej kierunkach dostrzega on pozornie chaotyczny puls usiłowań wyłamujących się z utartych schematów. Krzyżują się w nich skutki oddziaływania najróżniejszych czynników: krótkotrwałych mód intelektualnych, zmian optyki wynikających z rotacji pokoleń i oddziaływania wydarzeń współczesnych, doskonalenia środków i metod badawczych, czy wreszcie nieustannego poszerzania się horyzontów badawczych — anektowania przez naukę wciąż nowych obszarów problematyki. Sytuacja taka sprzyja powstawaniu różnych szkół naukowych, ścierania się racji i kwestionowaniu, przynajmniej raz na kilkadziesiąt lat, zasadniczych ustaleń przejętych od poprzedników.

Historiografia anarchizmu zdecydowanie wyłamuje się z zarysowanego powyżej modelu i to nie tylko ze względu na jej rzadko spotykaną stronniczość. Ciąży na niej bowiem po dzień dzisiejszy niezwykła osobowość Maxa Nettlaua — pierwszego, a zarazem najwybitniejszego do tej pory badacza teorii i ruchów wolnościowych, prekursora, który okazał się klasykiem i prawodawcą odkrytego przez siebie gatunku i którego autorytetowi upływ czasu nie wydaje się wyrządzać żadnej szkody. W dziewięćdziesiąt lat od chwili publikacji pierwszych artykułów Nettlaua cała historiografia anarchizmu obraca się wokół stworzonych przezeń schematów ujęć, ogarnia to samo pole zainteresowań, niezależnie od tego, czy autorzy podzielają jego opinie, czy też przeciwnie, ostro z nimi polemizują. Żaden z pionierów innych dziedzin historii nie może się pochwalić równie trwałym i przemożnym wpływem na kontynuatorów rozpoczętego przezeń dzieła. Konsekwencją takiego stanu rzeczy jest zaskakujący przy takim temacie konserwatyzm piśmiennictwa o anarchizmie, powtarzalność stanowisk i argumentów polemicznych.

Stałość i polemiczność to cechy odnoszące się również do twórczości Maxa Nettlaua. Przyszły „Herodot anarchii" urodził się 30 kwietnia 1965 r. w Neuwaldeg koło Wiednia, gdzie jego ojciec, były hofgartner ogrodów królewskich w Poczdamie, pełnił służbę u boku księcia Schwarzenberga. Pochodził ze starej rodziny urzędniczej z Prus Wschodnich i mimo wieloletniego pobytu w Austrii, nie czuł się z nią związany. Swoje dzieci, zgodnie z politycznymi sympatiami, wychowywał w duchu liberalnym. Max odziedziczył po nim skłonność do pedanterii wygładzoną jednak dużą intelektualną rzutkością. Od wczesnego dzieciństwa odznaczał się świetną pamięcią; z niesłychaną łatwością opanowywał języki obce. W 1887 r. ukończył studia filologiczne na Uniwersytecie Lipskim otrzymując stopień doktorski za pracę o gramatyce języka starowalijskiego. Pasjonował się również ornitologią. Zainteresowania te zdradzają zasadniczy rys jego charakteru — pragnienie ucieczki od rzeczywistości, instynktowną sympatię dla spraw i tematów niepopularnych, utożsamianie się ze stroną słabszą, z wszelkimi ,,losers" w procesie dziejowym. Uwidacznia się to bardzo wyraźnie w stosunku Nettlaua do anarchizmu.

Według jego własnych, nie zawsze zgodnych ze sobą relacji, zainteresował się socjalizmem w szesnastym roku życia pod wpływem lektury pism „Freiheit" i „Zukunft" oraz napływających z Rosji wiadomości o wyczynach Narodnej Woli. Z anarchistami zetknął się po raz pierwszy w Londynie, gdzie pogłębiał znajomość języków celtyckich i było to spotkanie brzemienne w konsekwencje. Wstąpił niezwłocznie do Socialistic League (1886), zdominowanej wówczas przez anarchistów, i po kilku latach wahań zrezygnował ostatecznie z kariery naukowej. Wszystko co robił, podporządkował od tej chwili jednemu celowi — ochronie przed zaginięciem i zapomnieniem wszelkich przejawów myśli libertarnej. Do jego realizacji predystynowany był zresztą znakomicie ze względu na kontakty osobiste, biegłą znajomość kilkunastu języków, umiejętność stenografii oraz niezależność materialną umożliwiającą zakupy w antykwariatach i coroczne kilkumiesięczne wypady do rozmaitych bibliotek i archiwów europejskich.

W 1888 r. Nettlau przystąpił do gromadzenia swojej kolekcji, która stać się miała podstawą

opracowywanej przezeń bibliografii druków anarchistycznych. Jednocześnie w „The Commonweal" —organie Socialistic League — redagował rubrykę wydarzeń międzynarodowych. Już pierwsze artykuły, opublikowane w kierowanym przez Johanna Mosta wydawnictwie Die Freiheit w 1890 r., zwróciły nań uwagę środowiska. Przypominał w nich sylwetki prekursorów współczesnych sobie doktryn anarchistycznych. Jeden z artykułów zatytułowany Die Historische Entwicklung des Anarchismus stanowił pionierską próbę syntezy tego niedostrzeganego dotąd przez historyków zjawiska. Nie popełniając najmniejszej przesady można powiedzieć, że cały dorobek naukowy autora —dziesiątki opasłych tomów napisanych w ciągu z górą półwiecza — stanowił tylko rozwinięcie koncepcji zarysowanej w tej kilkunastostronicowej broszurce.

Zachęcony pozytywnym przyjęciem, a zwłaszcza entuzjastycznymi wypowiedziami Kropotkina, podjął się teraz Nettlau zadania nieporównanie bardziej ambitnego — napisania biografii Bakunina;

zadania, którego nie podjął się żaden z wielu żyjących jeszcze jego „amis intimes". Przez następnych kilka lat z właściwą sobie skrupulatnością i systematycznością gromadził ocalałe rękopisy twórcy Aliansu. Kontaktował się również z bezpośrednimi świadkami nie tak odległych przecież jeszcze w czasie wydarzeń. Efektem tej tytanicznej pracy są mało czytelne, hektograficzne tomy liczące w sumie 1283 strony gęsto zapisanego papieru. Cały nakład, liczący raptem pięćdziesiąt egzemplarzy, rozesłany został imiennie tym, którzy udzielili pomocy w niezwykłym przedsięwzięciu; kilka kompletów trafiło do największych bibliotek europejskich. Nettlau, który żadnej ze swych prac nie uważał nigdy za skończoną, powracał jeszcze wielokrotnie do biografii Bakunina. W miarę docierania

do nieznanych sobie wcześniej źródeł opracowywał gigantyczne przypisy (a później przypisy do

przypisów), zawierające wciąż nowe poprawki i uzupełnienia przytłaczające swą wielkością tekst podstawowy. Jednocześnie z bibliografią zainicjował Nettlau, wykorzystując zgromadzone materiały, pierwszą edycję dzieł autora Boga i państwa. Zredagowany przezeń i opatrzony wstępem tom pierwszy zawierał nieznane dotąd manuskrypty i listy Bakunina, potraktowane jako „źródła do historii teorii anarchistycznych".

W 1897 r., z dwuletnim opóźnieniem, ukazała się w Paryżu i Brukseli oczekiwana od dawna

bibliografia, która przekroczyła najśmielsze przewidywania adresatów. „Tylko Niemiec mógł dokonać czegoś takiego" — komentował publikację Malatesta. Na blisko 300 stronach tekstu zawarł autor ogromną ilość precyzyjnych informacji o czasopismach, drukach ulotnych i książkach związanych choćby pośrednio z ideologią libertarną. Anarchiści dowiedzieli się z niej ze zdumieniem o bogactwie literatury i wspaniałych tradycjach, jakie reprezentowany przez nich ruch posiada. Książka ta stała się punktem wyjścia dla podjętych później przez Nettlaua prac nad stworzeniem powszechnej historii anarchizmu.

Jako pierwsza z inicjatywą tego rodzaju wystąpiła redakcja ukazującego się w Liège pisma ,,Bulletin

de l'Internationale Libertaire" wyrażającego tendencję do wzmożenia spoistości ruchu. Miała to być

jednak inicjatywa zbiorowa; każdy z zaproszonych uczestników opracować miał dzieje anarchizmu na określonym terytorium. Sam fakt zaproszenia Nettlaua świadczył wszakże o jego rosnącej popularności, mimo separowania się od głównego nurtu ruchu. Z wyjątkiem imprez tej rangi, co kongresy z lat 1889 i 1896, nie brał udziału w wydarzeniach aktualnych. Dystansował się od współczesnych sobie przedsięwzięć i polemik ogniskujących uwagę aktywistów. Na arenie międzynarodowej znany był tylko jako autor-poliglota, publikujący artykuły historyczne w prasie anarchistycznej kilkunastu krajów.

Biografie Nettlaua nie bez przyczyny ograniczają się praktycznie do opisu jego dzieł. Życie prywatne autora mogło się wydawać postronnemu obserwatorowi nieznośnie monotonne. „Nie miał żadnych kontaktów społecznych, żadnych potrzeb osobistych i żadnych rozrywek" — pisze z pewną przesadą Arthur Lehning. W rzadkich chwilach wypoczynku zajmował się porządkowaniem swoich zbiorów. Zasadniczą formą kontaktów Nettlaua ze światem zewnętrznym była wymiana listów, ale grono korespondentów uległo w przededniu I wojny światowej znacznemu uszczupleniu. Na tle stosunku do wojen bałkańskich ujawniły się wśród działaczy anarchistycznych podstawowe rozbieżności. Nettlau, broniący polityki Austro-Węgier, przekonany o wyższości Germanów nad Słowianami i dopatrujący się we wszystkich wydarzeniach w Europie Południowo-Wschodniej rosyjskiej inspiracji, zerwał stosunki z popierającymi jednoznacznie Entente Gravern, Kropotkinem, Czerkiezowem i Guillaumem. Pogłębiło to jeszcze jego dotychczasową izolację i zgorzknienie datujące się od śmierci żony w 1907 r. Badania historyczne stanowiły dlań — „człowieka XIX wieku", jak sam siebie określał — ucieczkę

od

coraz mniej akceptowanej rzeczywistości.

W

tym okresie powstają duże, znakomicie udokumentowane źródłowo studia poświęcone działalności

stronników Bakunina w Hiszpanii i we Włoszech oraz sylwetki wybitnych anarchistów, wykorzystywane później w nieskończonej ilości książek, broszur i artykułów. Można je traktować jako wstępną przymiarkę przed podjęciem zasadniczego tematu.

To pierwsze opus magnum Nettlaua, przedstawiające dzieje anarchizmu od Zenona z Kition do 1861 r., udostępnione zostało niemieckim czytelnikom w 1925 r. Następny tom, obejmujący epokę bakuninowską, ukazał się w dwa lata później, zaś tom trzeci (lata 1880-1886) w 1931 r. Każdy kolejny tom był grubszy, choć omawiał coraz krótsze odcinki czasoweS7. Likwidacja przez nazistów w 1933 r. wydawnictwa „Der Syndycalist" uniemożliwiła dalsze publikacje. Następne tomy pozostawały w autorskim rękopisie. Wraz z późniejszymi uzupełnieniami liczą one łącznie około 2 tysięcy gęsto zapisanych stron, co stanowi w przybliżeniu dwie trzecie całości dzieła. Tom czwarty: Blutezeit der Anarchie obejmuje lata 1886-1894, zaś trzy ostatnie, podzielone już terytorialnie, a nie chronologicznie, doprowadzają wykład do 1914 r. Biblioteka IISG w Amsterdamie dysponuje kilkoma powielonymi egzemplarzami każdego tomu.

Kolosalne rozmiary siedmioksięgu przyćmiewają w sposób nieunikniony pozostałe dokonania Nettlaua, aczkolwiek zasługują one na najwyższe uznanie, gdyby chcieć do nich przykładać zwykłą miarę. Wymienić tu należy kilka jednotomowych syntez dziejów anarchizmu (różniących się od siebie), biografie Malatesty (1922), Elisée Raclusa (1928) i Bakunina (wersja skrócona); eseje poświęcone życiu i twórczości Ernesta Coeurderoy, H. Dave, Fernanda Pelloutier, Saverio Merliniego, Luigi Galleani i wielu innych wybitnych anarchistów XIX i XX w., których zdążył na ogół poznać osobiście. Pisanie artykułów stało się dlań z czasem koniecznością ze względu na pogarszającą się sytuację materialną. Ostatnim wielkim dziełem wiedeńskiego samotnika było przygotowanie do druku unikalnych dokumentów Federacji Hiszpańskiej I Międzynarodówki, plonu dwumiesięcznego pobytu

w Katalonii latem 1936 r. Nettlau wydał również odnalezione przez siebie pisma Josepha Dejacque, Anselma Bellegarrigua i Ernesta Coeurderoy, a wiele innych wydawnictw zainicjował bądź wsparł własnym wstępem. Sporządzał wciąż aktualizowane zestawienia bibliograficzne. Niepełny wykaz chronologiczny jego opublikowanych prac zajmuje szesnaście stron w książce Rockera.

Burzliwe lata trzydzieste wycisnęły tragiczne piętno na ostatnich latach życia dziejopisa anarchizmu. Zdziwaczały i opuszczony przez przyjaciół długo nie mógł pogodzić się z myślą o konieczności emigracji. Łudził się, że faszyzm niemiecki mieć będzie lepsze od włoskiego oblicze, że „duchowa elita" reprezentująca „prawdziwe Niemcy" potrafi mu się skutecznie przeciwstawić. Dopiero w 1938 r. obawa o losy kolekcji wzięła górę nad przywiązaniem do niemieckiej kultury. Udał się wówczas, śladem swoich zbiorów, do Holandii. Zmarł w skrajnej nędzy na raka mózgu 23 lipca 1944 r. w okupowanym jeszcze Amsterdamie. Można przypuszczać, znając jego charakter, że brak aktywności intelektualnej, wymuszony przez chorobę, dokuczał mu w ostatniej fazie życia bardziej jeszcze niż cierpienia fizyczne. W papierach pośmiertnych Nettlaua znaleziono prócz wspomnień i kroniki życia m.in. kilkusetstronicową rozprawę o tajnych organizacjach europejskich lat 1795-1830.

Na sposobie prezentacji przez Nettlaua problematyki anarchizmu zaciążyły w ogromnym stopniu poglądy własne autora, a także cechy jego osobowości i przyjęta przezeń metoda pracy. Anarchizm był dlań fenomenem par excellence duchowym, pozbawionym socjalno-ekonomicznego kontekstu; manifestacją tkwiącej głęboko w naturze ludzkiej odwiecznej potrzeby wolności, pojawiającej się zawsze w sprzyjających warunkach; nieśmiertelną ideą wcielającą się w postacie historyczne; wizją nieosiągalnego ideału, kierującą poczynaniami najświatlejszych przedstawicieli ludzkości. Była to więc koncepcja na wskroś metafizyczna, elitarna i indywidualistyczna. Nie było w niej miejsca na walkę klasową czy ubóstwienie proletariatu. Autor licznych biografii Bakunina nie podzielał jego zaufania do kreatywnego potencjału mas ludowych. Uważał, że lud pragnie dobrobytu, a nie wolności.

Drogą Kropotkinowi koncepcję solidarności międzyludzkiej uważał za fikcję, ponieważ „człowiek jest

z natury rzeczy wyizolowany". Postęp wiązał jednoznacznie z działalnością elit intelektualnych. Rodzenie się postaw anarchistycznych tłumaczył „sentymentalnym i estetycznym pragnieniem sprawiedliwości".

Sceptyczny wobec współczesnych sobie doktryn definiował anarchizm ogólnikowo jako „stan rzeczy, w którym każdy otrzymuje największą porcję szczęścia jaką zdolny jest odczuć". Wielokrotnie opowiadał się za sformułowaną przez Hiszpanów ideą „anarchizmu bez przymiotników" (anarquismo sin adjectivos) dążącą do pogodzenia przedstawicieli wszystkich tendencji. Tolerancyjny stosunek do rozmaitych koncepcji ekonomicznych łączył się u Nattlaua ze zdecydowaną krytyką wszelkich rozwiązań „unitarnych". Z upływem lat coraz jawniej atakował anarchokomunizm jako szkodliwą

utopię roszczącą sobie pretensje do wyłączności. O socjalizmie pisał, iż jest to jeszcze „chimera [ ] nie mająca żadnego bytu, żadnej siły moralnej, żadnego wpływu na dusze ludzkie". Również niebanalny jak na anarchistę był jego stosunek do rewolucji; twierdził bowiem, że są dziełem zakonspirowanych spiskowców, a nie wyrazem woli ludu i nie dają gwarancji powodzenia. Większe nadzieje wiązał ze stopniową ewolucją rozszerzającą zdobycze liberalnego wieku XIX. Humanitarno- moralistyczny kierunek, jaki reprezentował, sytuował go poza głównym nurtem współczesnego mu ruchu anarchistycznego. Również cechująca go konsekwentnie sceptyczna postawa, przeradzająca się

z czasem w głęboki pesymizm (po 1918 r.), ostro kontrastowała z dominującym, euforyczno- optymistycznym nastawieniem jego czytelników.

Oczywiście, w poglądach Nettlaua wiele było niespójności, a nawet jawnych sprzeczności, których sama antydoktrynerska postawa nie mogła zatuszować. Potrafił ostro piętnować „religijny idiotyzm", aby w następnym już zdaniu opowiadać się za tolerancją dla wszelkich poglądów. Głosząc

niezbędność koegzystencji anarchistów z instytucjami państwowymi, nawoływał ich jednocześnie do ignorowania prawa. Apelował o ograniczenie publicznych polemik, choć sam często wykraczał przeciw temu postulatowi. Jak protagoniści I Międzynarodówki, którym poświęcił tak wiele uwagi, krytykę swoich poglądów traktował niekiedy jako atak personalny.

Prace Nettlaua dotyczące dziejów anarchizmu są zadziwiająco jednorodne, mimo iż powstawały w ciągu bez mała półwiecza; wolne od natrętnego prezentyzmu i bezgranicznie wiernie przyjętej przezeń we wczesnej młodości koncepcji anarchizmu. Stanowią swego rodzaju monolit, co umożliwia ich zbiorowe omówienie bez uszczerbku dla zasług autora. Różnią się naturalnie rozkładem drugorzędnych akcentów, pewne oceny ulegały z biegiem czasu pogłębieniu, ale identyczna jest w nich wizja ogólna i specyficzna forma prezentacji materiału.

Historyka i bibliografa wiedeńskiego interesowały w pierwszym rzędzie dzieje idei anarchistycznej i ludzi ją reprezentujących. Był pierwszym, który odnalazł dla niej sięgającą w przeszłość, aż do starożytnej Grecji i Chin, linię genealogiczną umieszczając w niej m.in. Lao Tse, szkołę stoików, Rabelais i Diderota. Praktycznie każda postać historyczna, która przed Wielką Rewolucją Francuska wyrażała choćby mgliste sympatie dla idei wolnościowych, miała szanse znaleźć się na sporządzonej przezeń liście antenatów. Praktyka taka, w połączeniu z małą troską o precyzję języka, prowadziła do zacierania różnic między przedstawicielami odległych od siebie epok historycznych, do rozpatrywania ich poglądów w oderwaniu od historycznego kontekstu, a jednocześnie dostarczyła aktywistom współczesnego Nettlauowi ruchu anarchistycznego argumentów wzmacniających ich pozycję w oczach opinii publicznej.

Szeregowi, bezimienni anarchiści całkowicie wymykali się z jego pola widzenia. Rangi anarchizmu jako zjawiska społecznego zdawał się w ogóle nie dostrzegać. Informacje o ruchu ograniczał do niezbędnego minimum. Przedstawiał je w oderwaniu od realiów społecznych XIX-wiecznej Europy.

Pisząc o ludziach i sprawach, z którymi solidaryzował się duchowo, był w sposób nieunikniony stronniczy. Prace historyczne Nettlaua pełne są ostrych, polemicznych sformułowań pod adresem przeciwników ideowych. „Dla pana, najwyraźniej, wszystkie krzywdy doznane przez Bakunina są teraz równie żywe jak w 1872 r." — pisał doń Nikołajewski pod świeżym wrażeniem lektury. Tendencyjność wielu opisów i ocen „Herodota anarchii" nie może ulegać wątpliwości, pamiętać wszakże należy również o drugiej stronie medalu. Kiedy powstawały jego pierwsze dzieła, anarchizm znajdował się pod zmasowanym ostrzałem nieprzebierającej w środkach krytyki i to zarówno ze strony społeczeństwa burżuazyjnego, jak i socjalistów nurtu „autorytarnego". Sytuacja ruchu i czasy, w których publikował nie sprzyjały wyważonym opiniom. Broniąc przed pomówieniami Bakunina i jemu podobnych, sam z kolei bywał niesprawiedliwy, ale nigdy nie wpadał w paszkwilancko- napastliwy ton, przed którym nie uchroniło się wielu jego następców. W pełni natomiast podzielał ich nieskrywaną wrogość do marksizmu.

Przy całej swej tendencyjności i ahistoryczności książki Nettlaua wyróżniają się korzystnie na tle innych opracowań sporządzanych przez zwolenników ideologii libertarnej. Są od nich po prostu bardziej rzetelne. Zadecydowała o tym anachroniczna, kronikarska forma wykładu, powściągająca cugle subiektywizmu. Dzięki niej Nettlau — kolekcjoner faktów, pedantyczny bibliograf, brał górę nad Nettlauem — propagatorem ideologii wolnościowej. Antykwaryczny stosunek do tematu wystawiał jednak czytelników jego książek na ciężkie próby. Musieli przebijać się mozolnie przez opasłe tomy pisane ciężkim językiem, bez szczególnej dbałości o kompozycję. Wszystkie prace sporządzone były według tej samej receptury — na zasadzie sekwencji sylwetek spojonych krótkim odautorskim komentarzem. W samym sposobie prezentacji poszczególnych postaci obowiązywały

również sztywne reguły. Nagromadzenie szczegółów biograficznych, ogromna ilość przypisów rzeczowych, organiczne włączenie w tekst zasadniczy drobiazgowych zestawień bibliograficznych, i wreszcie najbardziej chyba męcząca dla odbiorców praktyka cytowania w języku oryginału In extenso (bądź w obszernych streszczeniach) omawianej w porządku chronologicznym spuścizny pisarskiej poszczególnych autorów — wszystko to nadaje książkom Nettlaua niepowtarzalny charakter. Z formalnego punktu widzenia są to raczej, w większości, materiały do historii anarchistycznych idei niż monografie naukowe z prawdziwego zdarzenia.

W pogoni za chimerą pełni wiedzy o interesujących go sprawach, żadnej ze swoich prac nie traktował jako ostatecznej wersji tematu. Nieustannie poszukiwał nowych źródeł. Ale faktów gromadzonych z takim trudem nie poddawał dostatecznej problematyzacji. Nie pytał o przyczyny i nie dążył do wyciągnięcia konkluzji. Zgryźliwa opinia Nomada twierdzącego, że „Nettlau wiedział wszystko, ale nie rozumiał niczego" nie jest daleka od prawdy.

Inną zasługującą na uwagę cechą ujęć wiedeńskiego filologa jest skłonność do czarno-białych podziałów; wizja świata zaludnionego przez zdecydowanych przyjaciół lub zdecydowanych

nieprzyjaciół wolności. Ponadto uderza w nich zacieranie ewolucji poglądów przedstawianych postaci.

O

Proudhonie pisze tak, jak gdyby zatrzymał się w rozwoju na 1849 r. Bakunin jest dlań anarchistą już

w

1851 r.

Najlepsze wrażenie sprawiają dziś te książki Nettlaua, do których on sam przywiązywał najmniejszą wagę — pośpiesznie pisane jednotomowe syntezy. Encyklopedyczna dokładność łączy się w nich bowiem z szerokim, panoramicznym ujęciem tematu.

Wśród historyków anarchizmu panuje przekonanie, że Nettlau był bezkrytyczny wobec swoich bohaterów. Uporczywość tej opinii zdaje się wskazywać, iż niewielu autorów podjęło trud wczytania się w jego rękopisy. W rzeczywistości dawał powściągliwy, ale zauważalny wyraz osobistym sympatiom i antypatiom, nie licząc się przy tym zbytnio z oczekiwaniami czytelników. W bardzo ostrych słowach krytykował kierunki rozwojowe anarchizmu po 1880 r. Nawet u Bakunina, z którym czuł się bodaj najmocniej związany, dostrzegał błędy i słabości charakteru. Publicznie piętnował „Deutschenhass" autora Dieu et l'État. Nigdy też, w przeciwieństwie do Guillaume'a i Innych anarchistów, w polemice z marksistami nie posuwał się do preparowania cytatów albo świadomego zniekształcania sensu wypowiedzi. Rzadko pomijał istotne dla sprawy, choć niewygodne dla anarchistów źródła. Potrafił krytykować Carla Cafiero za nadużycie zaufania Engelsa. W świetle tych faktów nagminna nie tylko w historiografii marksistowskiej opinia o apologetycznym charakterze jego twórczości wymaga rewizji. Przy wszystkich swoich brakach korpus wydanych i niewydanych dzieł Nettlaua składa się na największe dokonanie w dotychczasowej historiografii anarchizmu. Uwikłanie autora w polemiki personalne i ideologiczne swojej doby nie umniejsza w niczym ich faktograficznej rzetelności.

James Guillaume — aktywista przemieniony w historyka

Pod wieloma względami starszy od Nettlaua o 21 lat James Guillaume stanowił jego pełne zaprzeczenie. Ich rywalizacja, która przerodziła się z upływem czasu w nieskrywaną wrogość, nie była kwestią przypadku.

Guillaume miał temperament aktywisty, iście francuski, błyskotliwy intelekt oraz wyraźne skłonności przywódcze. Kropotkin opisuje go jako człowieka „małego wzrostu, szczupłego, przypominającego trochę Robespierra z powierzchowności i śmiałego umysłu, posiadającego zawsze złote serce, które otwierało się tylko w serdecznej, poufałej przyjaźni". Nettlaua musiał razić jego gorący, francuski patriotyzm, jak również tendencja do ferowania apodyktycznych opinii.

James Guillaume urodził się 16 lutego 1844 r. w Londynie, gdzie jego ojciec przez kilka lat kierował sprzedażą szwajcarskich zegarków. Republikańskie przekonania ojca, który po powrocie do Jury zrobił karierę polityczną (dwadzieścia pięć lat w Radzie Stanu), zaważyły na jego poglądach i wyborze drogi życiowej. Po ukończeniu studiów w Zurychu pracował jako nauczyciel gimnazjalny. W 1865 r. założył jedną z pierwszych na terenie Szwajcarii sekcji Międzynarodowego Stowarzyszenia Robotników. Związany z Bakuninem od 1868 r., był wydawcą pism o tendencji anty-autorytarnej („Le Progrés" — Le Locie 1868-1870, „La Solidarité" — Neuchâtel i Genewa 1870-1871, ,,Bulletin de la Fédération Jurasienne" — Sonvillier, La Chaux-de-Fonds i Le Locie 1872-1878), inspiratorem Federacji Jurajskiej, autorem strategicznych koncepcji ruchu anarchistycznego po 1872 r. Kongres haski „zaszczycił" go usunięciem z szeregów Międzynarodówki (rezolucja XI). W maju 1878 r. zniechęcony brakiem perspektyw oraz poparciem dla tendencji terrorystycznych w najściślejszym kręgu wtajemniczonych kierujących ruchem, zrywa dotychczasowe kontakty i wyjeżdża na stałe do Francji. Przez kilkanaście lat współpracuje przy edycji Słownika Pedagogicznego Ferdinanda Buissona, wydaje materiały dokumentujące działalność jakobińskich komisji 1793-1794 r., publikuje książki o historii pedagogiki oraz pozycje beletrystyczne. W ruch robotniczy włączył się ponownie, z całą energią, w okresie triumfów anarchosyndykalizmu; tym razem już tylko jako wydawca („La Bataiille Syndycaliste") i propagandzista (artykuły w „La Vie Ouvrière" i „La Voix du Peuple").

Powrót do anarchistycznej przeszłości wymusiły na nim niejako wydarzenia zewnętrzne. Kiedy Nettlau, wspomagany przez reko-mendację Elisée Reclusa, zwrócił się doń w roku 1890 z prośbą o udostępnienie posiadanych dokumentów i podzielenie się wspomnieniami w związku z opracowywaniem przezeń biografii Bakunina, udzielił mu odpowiedzi negatywnej twierdząc, że sam Bakunin z pewnością by sobie tego nie życzył. W liście do Nettlaua z 27 maja 1874 r. tłumaczył, że są sprawy, w których obowiązuje nadal tajemnica, a pisma Bakunina, pomyślane jako oręż walki, wydane przedwcześnie obrócić się mogą przeciw ruchowi. Kategorycznie zakazywał upartemu wiedeńczykowi powoływanie się na jego dawne artykuły i korzystanie z jego kontaktów. Na szczęście Nettlau nie zastosował się do tego wezwania; przełamywanie nieufności Guillaume'a (zdecydowanego germanofoba od czasu konfliktu z Marksem) zajęło mu jednak wiele lat życia. Tymczasem późną jesienią 1898 r., „en un momento de humor sombrio", przyszły autor czterotomowej historii I Międzynarodówki nakazał spalenie wszystkich przechowywanych przez siebie dokumentów Bakunina. Jeśli pragnął w ten sposób ochronić przed wzrokiem osób niepowołanych intymne szczegóły z ostatnich lat życia swojego mistrza, krok ten okazał się nieskuteczny. Dzięki znalezionej u Emilio Bellerio kopii Memoire justificative Bakunina, Nettlau samodzielnie odtworzył przebieg wydarzeń prowadzących do wyeliminowania Bakunina z kierownictwa tajnego Aliansu.

Zorientowawszy się, po przeczytaniu The Life of Bakunin, że tajemnicy nie uda się utrzymać, Guillaume zmienił diametralnie zdanie. Przesłał Nettlauowi obszerne noty uzupełniające (nadal zatajając działania tajnego Aliansu po roku 1869 i swoją własną w nich rolę), a jednocześnie, pod wpływem nalegań Jeana Jauresa i Lucien Hesse oraz lektury wspomnień Kropotkina, przystąpił do opracowywania własnych wspomnień.

Zamierzenia początkowe były nad wyraz skromne. Miał to być zbiór luźnych impresji z zaszyfrowanymi nazwiskami bohaterów, uzupełniony tekstami artykułów z pism, które redagował. W miarę odnawiania dawnych przyjaźni i napływu wciąż nowych materiałów elementy autobiograficzne spychane były na coraz dalszy plan. W efekcie czterotomowa praca ma charakter zbliżony do monografii naukowej, a pod względem nasycenia źródłami nie ustępuje w niczym książkom Nettlaua. Jest też, przynajmniej w tym samym stopniu co one, tendencyjna, ale tu kończą się już wszystkie podobieństwa. Kluczową dla historyka anarchizmu kwestią anty-autorytarnego przełomu w łonie I Międzynarodówki przedstawia

Guillaume z partykularnego punktu widzenia działaczy szwajcarskiej Jury i nie jest to wybór przypadkowy. Uniwersalizm Nettlaua był konsekwencją jego izolacji, braku zaangażowania w aktualny ruch anarchistyczny. Natomiast Guillaume, orędownik rewolucyjnego syndykalizmu, pisze dla nowej generacji aktywistów; pragnie przerzucić pomost między dwiema epokami, wskazać na Bakunina jako bezpośredniego prekursora anarchosyndykalizmu i na Federację Jurajską jako miejsce realizacji tych idei avant la lettre.

Anarchizm jest w jego ujęciu naturalnym zwieńczeniem kierunku rozwojowego samodzielnego ruchu robotniczego. Podejmowane przez Marksa próby zepchnięcia go z tej drogi miały się skończyć klęską. Kwestionuje również Guillaume tezę Nettlaua o inspiratorskiej roli Bakunina. „To Bakunin — jak pisze — rozwinął się dzięki Międzynarodówce, ponieważ tylko w tym środowisku mógł prowadzić prawdziwą działalność".

Guillaume zacierał różnice poglądów członków Federacji Jurajskiej. Wszystkich kolektywistów traktował jako anarchistów, a samą doktrynę kolektywizmu w wydaniu Bakunina akceptował bezkrytycznie. W polemikach posługiwał się uproszczoną wizją marksizmu. Dydaktyczny cel jaki mu przyświecał sprawił, iż wiele istotnych kwestii po prostu przemilczał, niektóre zaś przedstawił świadomie wręcz w fałszywym świetle.,,Uważam, że nie powinniśmy opowiadać o pewnych rzeczach." — pisał w liście do Jean-Louis Pindy z 5 stycznia 1908 r. — „Na przykład, nic nie powiedziałem o spotkaniach podczas kongresu genewskiego, ani o naszych działaniach w Jurze poczynając od roku 1872". Guillaume zapewnił czytelników książki, że oskarżenia wysuwane przez Radę Generalną na kongresie haskim 1872 r. były bezpodstawne, i że on sam nie miał nigdy z tajnymi organizacjami nic wspólnego, mimo iż założył w styczniu 1869 r. sekcję tajnego Aliansu w Le Locie, a później przez wiele lat należał do największego kręgu „wtajemniczonych trzeciego stopnia". Decydował się ujawniać tylko te fakty, które i tak, z innych źródeł, mogły dotrzeć do szerokiej publiczności. Nawet wobec Nettlaua zataił podczas ich jedynego bezpośredniego spotkania w 1904 r. posiadane informacje wskazujące na Bakunina jako autora Katechizmu rewolucjonisty.

Mimo wspomnieniowego charakteru publikacji znajdujemy w niej zaskakująco mało wiadomości o życiu codziennym czy światopoglądzie szwajcarskich anarchistów. Ruch opisywany jest głównie przez pryzmat wydarzeń politycznych i podejmowanych działań, na ogół tylko w takim zakresie, w jakim znajdował odbicie na łamach „Bulletin de la Federation Jurassienne". Jesteśmy więc w dalszym ciągu w pobliżu wzoru zaproponowanego przez Nettaua. Książka Guillaume'a jest co prawda bogatsza faktograficznie od odpowiednich partii siedmioksięgu, ale ustępuje mu znacznie z punktu widzenia

wymogów krytyki naukowej93. Miała jednak tę prostą przewagę, że ukazała się drukiem w sporym nakładzie, przyczyniając się w ten sposób do utrwalenia anarchistycznej wersji konfliktu Bakunina z Marksem.

Guillaume położył znaczne zasługi jako wydawca pism Bakunina (tom ll-VI, 1907-1913), autor broszur (m.in. o Buonarrotim, Proudhonie, Marksie), tłumacz obcojęzycznych wydawnictw syndykalistycznych i działacz ruchu Uniwersytetów Ludowych. W 1913 roku zerwał ostatecznie stosunki z Nettlauem, kiedy ten potępił „bandytów bałkańskich". Cicha rywalizacja przekształciła się tym samym w jawny antagonizm trwający aż do śmierci Jamesa Guillaume w 1916 r.

Anarchizm w oczach anarchistów

Rozbudzone przez Guillaume'a i Nettlaua zainteresowanie przeszłością ideologii wolnościowej owocowało wieloma cennymi publikacjami, których autorzy jawnie lub pośrednio związani byli z ruchem anarchistycznym. Publikacje te, do pewnego stopnia, wymuszone były przez samą sytuację w jakiej ruch się znajdował i trudno uważać je za dowód jakiegoś szczególnego umiłowania historii. Były to w znakomitej większości artykuły wspomnieniowe, biografie, czy wstępy do wyboru korespondencji osób zapomnianych przez naukę oficjalną, albo też bezpośrednie polemiki z oceną anarchizmu lansowaną przez przeciwników politycznych. Ich autorzy naśladowali bezkrytycznie nattlauowskie wzory.

W cyklu artykułów o historii idei anarchistycznych publikowanych na łamach „Les Temps Nouveaux"

Warłaam Czerkiezow rozpoczyna swój wykład od Marka Aureliusza. Odmawia zarazem Marksowi wszelkich zasług, przypisując autorstwo idei wyrażonych w Manifeście Komunistycznym Victorowi Considérant. Do koncepcji tej nawiąże w wiele lat później Arthur Lehning. Kropotkin dostrzega początki zorganizowanego ruchu anarchistycznego już w wieku Oświecenia, zaś wydarzenia lat 1789- 1795 we Francji interpretuje jako spontaniczny ruch mas ludowych o silnych cechach libertarnych. Anarchizm jest dlań wytworem mas, a nie ideą wędrującą przez czas i przestrzeń aby nawiedzać umysły wybrańców. Biograf Nettaua — Rudolf Rocker, wybitny działacz i teoretyk anarchosyndykalizmu, a także autor znakomitej książki Nationalism and Culture (Los Angeles 1937)

— traktuje anarchizm jako dążenie do wolności, przejawiające się przez całą historię ludzkości. Od

poprzedników różni go jednak pesymizm wynikający z przeżyć osobistych oraz świadomości totalitarnych zagrożeń. Wie, że żadna rewolucja nie zagwarantuje wieczystej wolności i że trzeba o nią walczyć nieustannie. Po dwudziestu latach powtórzy ten pogląd Anthony Crossland w New Fabian Essays.

Niestrudzonym propagatorem anarchizmu, zwłaszcza w jego indywidualistycznym wydaniu, stał się Henry John Mackay, szkocki poeta naturalizowany w Niemczech. To on wydobył z całkowitego zapomnienia i włączył do panteonu wielkich prekursorów postać Maxa Stirnera (Johanna Caspara Schmidta), któremu poświęcił dwie rozbudowane biografie. Do szerokiej publiczności docierały jednak przede wszystkim jego poczynania literackie — zbiory pieśni, które przyniosły mu przydomek „pierwszego piewcy anarchii" oraz niezwykle poczytna książka The Anarchists. A Picture of Civilisation at the Close of the XIXth Century z roku 1891. Takim samym propagandowym celom co popularyzatorskie i beletrystyczne książki Mackaya służyły pseudonaukowe, socjologiczno- psychologiczne studia Augustina Hamona. Jako zagorzały zwolennik anarchokomunizmu Hamon starał się przeciwstawić kolportowanej przez naukę oficjalną (Lombroso, Dubois), zdeformowanej wizji anarchisty jako krymihogennego degenerata, sporządzony przez siebie wyidealizowany portret psychologiczny aktywisty. Nie sposób również ufać zawrotnym szacunkom liczby anarchistów francuskich (do 100 tysięcy), jakie znajdujemy w jego pracach. W przeciwieństwie do Nettlaua bardzo zdecydowanie podkreślał socjalistyczny charakter ideologii anarchistycznej. Pod jego też zapewne wpływem część późniejszych teoretyków ruchu identyfikuje po prostu anarchizm z anarchokomunizmem, traktując doktrynę Kropotkina jako kolejny, nieunikniony etap w rozwoju myśli socjalistycznej.

Chociaż wśród samych anarchistów, przynajmniej od końca lat 80-tych XIX w. toczyły się ostre spory

w sprawie oceny przeszłości i dorobku teoretycznego ruchu, niewiele z nich docierało do szerokiej publiczności. Polemiki nie wychodziły poza łamy niskonakładowych pisemek. Publiczne „pranie

własnych brudów" mogło być poczytywane za zdradę w sytuacji, gdy nie ustępowała nie przebierająca

w środkach kampania zniesławiająca anarchizm. Do rzadkości należały nawet tak umiarkowanie

krytyczne prace, jak książka Libero Tancredi, który samo określał się malowniczo jako „rewolucyjny liberał". Tancredi zwracał uwagę na słabość intelektualną włoskiego anarchizmu oraz utopijność koncepcji Kropotkina, Czerkiezowa i Reclusa. Jednakże zdecydowana większość spośród tych, którzy

w prywatnej korespondencji wyrażali daleko idące wątpliwości, w książkach lub artykułach dla prasy burżuazyjnej jednoznacznie gloryfikowała przeszłość ruchu.

Po I wojnie światowej, kiedy czarna flaga anarchii okazała się „papierowym tygrysem" w zestawieniu

z realnością „bolszewickiego zagrożenia", historiografia anarchizmu zdominowana została przez

sztampowe hagiograficzne życiorysy czołowych działaczy. Prócz cytowanych uprzednio prac Nettlaua i Guillaume'a wymienić w tym nurcie należy książki N.K. Lebiediewa i Havelock Ellisa o Elisée Reclus; Rockera i Domeli Nieuwenhuisa o Johannie Moście; Malatesty, Armando Borghi i Luigi Fabbri o Domeli Nieuwenhuisie; Borowoja o Bakuninie itp. Stroniono natomiast wyraźnie od szerszych ujęć historycznych, które pozostawały nadal monopolem Nettlaua. Warto jednak wspomnieć o podejmowanych przez Kniżnik-Wiertowa próbach udowodnienia inspiratorskiej roli Aliansu w wydarzeniach 18 marca 1871 r. w Paryżu.

Dopiero w końcu lat 50-tych pojawiły się pierwsze prace kwestionujące zakorzeniony już pośród anarchistów sposób prezentacji historii idei libertarnych. Najdalej od schematów Nettlaua odszedł Daniel Guerin — „libertarny marksista" francuski, łączący harmonijnie tradycyjny anarchosyndykalizm z wątkami trockistowskimi. Guerin utrzymuje, że anarchizm jest po prostu synonimem socjalizmu, lub, wyrażając się precyzyjniej, jednym z odgałęzień XIX-wiecznej myśli socjalistycznej. Wywodzi go bezpośrednio z ducha Rewolucji Francuskiej, którą interpretuje na sposób Kropotkina. W rządach jakobińskich dostrzega zarodki demokracji plebejskiej i tendencji decentralizacyjnych. Za prekursorów anarchistycznej teorii uważa Proudhnona i Stirnera, którego broni przed zarzutem konserwatyzmu. Teksty tych autorów otwierają sporządzoną przezeń antologię. Silniej niż poprzednicy akcentuje konstruktywne wątki ideologii libertarnej. W jego interpretacji nie wyklucza ona pewnej dozy organizacji i dyscypliny. Anarchizm traktuje nie jako piękną mrzonkę szlachetnych jednostek, lecz jako rewolucyjną praktykę ludu złaknionego samorządności. Przeciw- stawne stanowisko zajmuje w tej kwestii Marie Berneri, dla której jest to jedna z form antyautorytarnych utopii.

Autorem, uchodzącej już dziś za klasyczną, historii anarchizmu jest George Woodcock, pisarz i wydawca, animator brytyjskiego anarchizmu w piątej dekadzie naszego wieku. Chociaż swą Historię libertarnych idei i ruchów'101 ukończył w wiele lat po oficjalnym zerwaniu z ruchem (w roku 1951), znać w niej ślady niewygasłej fascynacji tematem. W przeciwieństwie do swoich poprzedników, ale podobnie jak Guerin, Woodcock nie wyolbrzymia konfliktu Marks — Bakunin; staranniej też waży racje obu stron. Jako literat sympatyzuje jednak bardziej z teorią niż praktyką anarchizmu i już to samo spycha go w utarte koleiny, zwłaszcza iż Nettlau pozostaje jego głównym źródłem informacji. Prawie połowę tekstu wypełniają rozbudowane portrety sześciu czołowych ideologów: Godwina („człowiek rozumu"), Stirnera („egoista"), Proudhona („człowiek paradoksu"), Bakunina („żądza destrukcji"), Kropotkina („badacz") oraz rzadko wymienianego w takim kontekście przez innych autorów — Tołstoja („prorok"). Część druga zawiera podstawowe wiadomości o dziejach ruchu anarchistycznego na całym świecie do roku 1939. O osobistych upodobaniach Woodcocka świadczy najlepiej wybór tekstów do sporządzonej przezeń antologii. Proudhon i Godwin reprezentowani są najobficiej, ale całość pomyślana jest jako manifestacja bogactwa postaw kryjących się pod pojemną nazwą anarchizmu. Generalnie, w porównaniu z Guillaumem, Nettauem czy nawet Guerinem, cechuje go jako historyka ideologii libertarnej znacznie większy dystans i krytycyzm w stosunku do

opisywanych

powierzchowny.

spraw

czy

wydarzeń.

Zarazem

wszakże

jest

od

nich

zdecydowanie

bardziej

Jawnie manifestowana stronniczość obniża wartość prac Arthura Lehninga, wybitnego specjalisty w problematyce tajnych stowarzyszeń rewolucyjnych XIX w. Czytając je odnosi się wrażenie, iż czas zatrzymał się dlań w miejscu w 1872 r. Wszystko co pisał miało na celu gloryfikację antyautorytarnego skrzydła I Międzynarodówki i wykazanie bezpodstawności zarzutów wysuniętych przeciw Bakuninowi na kongresie haskim. Konflikt w łonie Międzynarodowego Stowarzyszenia Robotników ujmował w kategoriach starcia personalnego, całą odpowiedzialnością za nie obciążając „rusofoba" Karola Marksa, który w jego interpretacji stawał się postacią demoniczną — intrygantem, nieprzyjacielem wolności i apologetą ucisku państwowego. Zaprzeczające takiej opinii teksty Marksa — takie jak Wojna domowa we Francji, a nawet Manifest Komunistyczny — po prostu dyskwalifikował przy pomocy karkołomnego argumentu, że obce są duchowi „prawdziwego marksizmu". Konsekwentnie minimalizował również wpływ autora Kapitału na rozwój ruchu robotniczego. Jako wydawca dzieł Bakunina okazał się Lehning bardziej bezkrytyczny od samego Guillaume'a. Trudno uznać opracowane przezeń przypisy za wzór naukowego obiektywizmu.

Wyraźnemu ożywieniu ruchu anarchistycznego w Europie Zachodniej i Stanach Zjednoczonych w drugiej połowie lat 60-tych nie towarzyszył proporcjonalny wzrost zainteresowania jego przeszłością. Choć pojawiło się w tym okresie mnóstwo edycji tekstów Kropotkina, Emmy Goldman czy Gustava Landauera, znajomość historii anarchizmu wśród działaczy nowego pokolenia okazała się nader nikła. Gino Cerritto, Vernon Richards i Rudolf de Jong, posiadający historyczną samoświadomość, byli w swoich popularyzatorskich usiłowaniach raczej osamotnieni. Dla współczesnych anarchistów bardziej reprezentatywne wydają się poglądy Murraya Bookchina, który doszukuje się źródeł aż w czasach wspólnoty pierwotnej, zaś początków ruchu — w działalności Winstanleyalia.

Generalna ocena anarchistycznej historiografii anarchizmu wypaść musi jednoznacznie krytycznie. Cechuje ją bowiem emocjonalność i stronniczość, skłonność do operowania biało-czarnymi schematami, do idealizowania pobudek i aktywności działaczy o poglądach libertarnych, do unikania pogłębionych analiz. Sprzyja temu aparatura pojęciowa bazująca na opozycjach: centralizm, federalizm, autokratyzm, antyautorytaryzm, przymus, wolność itp., a także utylitarny, polemiczny lub propagandowy charakter większości tego rodzaju publikacji. Brak głębszego poczucia więzi z przeszłością w połączeniu z zacietrzewieniem ideowym sprawia, iż są na ogół powierzchowne i bezkrytyczne. Trudno zatem nie zgodzić się z Carlsonem, kiedy stwierdza, że „historycy anarchistyczni wierni swoim poglądom, są marnymi historykami ruchu", mimo iż opinia taka krzywdzi z całą pewnością Nettlaua i tych spośród jego współczesnych, którzy narażając się niekiedy na policyjne szykany gromadzili dokumenty i bronili przed zapomnieniem swoich XIX-wiecznych poprzedników.

Marksistowska historiografia anarchizmu

Marksistowska wizja anarchizmu jako zjawiska historycznego, choć krańcowo odmienna, pod wieloma względami przypomina jednak historiografię anarchistyczną. Tak jak ona, stanowi bezpośrednie przedłużenie dawnych ideologicznych i personalnych polemik w łonie I Międzynarodówki. Traktuje anarchizm jako przeciwnika politycznego, a nie przedmiot beznamiętnych, bezstronnych studiów. Obraca się nieustannie w ograniczonym zestawie faktów i tematów, powielając w nieskończoność opinie sformułowane przed stu laty w ogniu bezpardonowej walki o rząd socjalistycznych dusz, jakby osobiste zaangażowanie autorów tych opinii w niczym nie umniejszało ich obiektywizmu. Wykazuje skłonność do symplicystycznych uogólnień zacierających bogactwo prezentowanej problematyki.

Sam ruch anarchistyczny znajduje się raczej na peryferiach zainteresowań marksistów. Najwięcej miejsca poświęcają kwestiom teoretycznym — refutacji poglądów czterech „filarów" ubiegłowiecznego anarchizmu (Stirner, Proudhon, Bakunin, Kropotkin), choć w interpretacji jaką im nadają gubi się różnorodność kierunków występujących pod mianem anarchizmu, a także bezpośrednim polemikom z krytycznymi wobec marksizmu publikacjami zwolenników anarchizmu. W pracach tych uderza często wycinkowe ujmowanie tematów i słaba znajomość faktografii. Zdają sobie z tego coraz częściej sprawę sami badacze. W książce poruszającej charakterystyczną dla zainteresowań historiografii marksistowskiej kwestię walki z wpływami Bakunina w I Międzynarodówce, historyk radziecki Michajłow stwierdza wprost, że „popularność Guillaume'a i Nettlaua tłumaczy się nie tylko ciężarem gatunkowym zgromadzonych przez nich dokumentów, lecz także skrajną słabością opracowania problematyki anarchizmu w historiografii marksistowskiej".

Źródeł tej słabości szukać wypada w wieku XIX. Marks, mimo tekstów poświęconych Stirnerowi (Ideologia niemiecka) i Proudhonowi (Nędza filozofii i list do Annienkowa z 1846 r. oraz list do J. Schweitzera z 1864 r.) nigdy nie zdobył się na całościową, pogłębioną krytykę anarchistycznych teorii. Uwikłany w konflikt personalny z Bakuninem nie tylko nie docenił go jako teoretyka, ale też zlekceważył zainicjowany przezeń w krajach romańskich ruch antyautorytarny, który przesądził o losach Międzynarodowego Stowarzyszenia Robotniczego. Porażki linii Rady Generalnej tłumaczył intrygami i spiskami przeciwnika, któremu przypisywał, z pełną skądinąd wzajemnością, niskie pobudki. Dążenie do dyskredytacji moralnej Bakunina nie mogło jednak zastąpić rzeczowej dyskusji.

Klucz interpretacyjny, który pozwolił określić anarchizm w wydaniu Proudhona jako par excellence drobnoburżuazyjną ideologię, nie pasował do „moskiewskiego niedźwiedzia". Usiłując sprowadzić program Bakunina do Proudhona, Marks wydobywał na pierwszy plan elementy drugorzędne, jak np. nieszczęsne sformułowanie o „zrównaniu klas" z programu jawnego Aliansu, pomijając milczeniem te aspekty programowe, które zjednywały Bakuninowi najwięcej zwolenników. Hasło szerokiej autonomii traktował jako sprytny manewr wymierzony w Radę Generalną, a nie wyraz jakichś realnych potrzeb społecznych. Notatki z lektury tekstu Bóg i Państwo zdają się jednak wskazywać, iż Marks nie czuł się usatysfakcjonowany wcześniejszymi analizami i planował powrócenie do tego tematu w przyszłości.

Stanowisko Engelsa, któremu dane było dożyć ery zamachów, różni się od marksistowskiego w kilku istotnych szczegółach. Autor Dialektyki przyrody za podstawową idę anarchizmu uważa anty- autorytaryzm i sprzeciw wobec wszelkiej organizacji. Bakunina i jego sympatyków nie demonizuje. Widzi w nich raczej naiwnych, megalomańskich idealistów stanowiących „błazeńską karykaturę ruchu

robotniczego".

powierzchni ziemi.

Przewiduje,

że

pierwsze

poważne

prześladowania

zetrą

ich

nieodwołalnie

z

Rozwiniętą marksistowską krytykę anarchizmu przeprowadził jako pierwszy Jerzy Plechanow. W swojej książce prezentuje anarchizm wyłącznie jako ideologię, wyprowadzając ją z ducha socjalizmu

utopijnego. Stirner, którego uznaje za prekursora, a także wszyscy jego naśladowcy, są już jednak w mniemaniu Plechanowa utopijnymi dekadentami. Bakunina przedstawia jako „proudhonistę sfałszowanego", „zsofistykowanego" przez wątki marksistowskie, który dodał utopię równości do utopii wolności wspólnej wszystkim anarchistom. Nie dostrzega różnicy między kolektywizmem Bakunina a anarchokomunizmem. Przedstawicielom tego ostatniego kierunku zarzuca ignorancję,

twierdząc dla przykładu, że „Kropotkin [

wypowiada najstraszniejsze potworności". Nie lepiej dla fanatyków wolności brzmią wnioski końcowe. Plechanow dowodził, że ,,w imię rewolucji służą sprawie reakcji, w imię moralności godzą się z najniemoralniejszymi czynami; w imię wolności indywidualnej depczą nogami wszystkie prawa swoich bliźnich", osiągając zawsze dokładne przeciwieństwo swoich zamiarów. Daje to wyraźnie do zrozumienia, że prawdziwym poplecznikiem anarchizmu jest burżuazja, a zwłaszcza prasa reakcyjna i konserwatywna.

]

jeśli dotknie się jakiejkolwiek kwestii ekonomicznej

Poglądy Plechanowa wzbudziły polemikę wśród rosyjskich marksistów. W książce Państwo a rewolucja Lenin skrytykował ujęcie sporu Marks — Bakunin jako walki światopoglądu naukowego z

utopijnym, zwracając uwagę na zasadnicze rozbieżności obu myślicieli w ocenie państwa i dyktatury proletariatu. Z kolei Plechanow zrewanżował mu się już w listopadzie 1917 r. sugestią, iż jego oponent sam zaakceptował „bakunizm". Miał naturalnie na myśli praktykę polityczną, a nie teorię wodza Rewolucji Październikowej, który już w 1901 r. miał skrystalizowany krytyczny stosunek do anarchistycznej doktryny. W artykule Anarchizm a socjalizm potraktował ją jako „wytwór rozpaczy

] [

psychologicznie wykolejonych inteligentów lub lumpenproletariatu" wyrażającą beznadziejne

przywiązanie do przebrzmiałego ideału drobnej własności. W okresie rewolucji 1905 r. Lenin zdecydowanie przeciwstawiał się udziałowi anarchistów w Radach twierdząc, że reprezentują „światopogląd burżuazyjny wywrócony na nice" i oddają robotników na pastwę polityków mieszczańskich.

Z większą wnikliwością starał się zgłębić istotę anarchizmu Edward Bernstein w serii artykułów opublikowanych w latach 1891-92 w organie teoretycznym SPD — „Neue Zeit" Die Soziale Doktrin des Anarchismus. Późniejszy „papież" rewizjonizmu potrafił dostrzec wewnętrzne zróżnicowanie ruchu, głos swojej krytyki kierując pod adresem indywidualistów w rodzaju Mackaya. Przedstawiciele innych kierunków potraktowani zostali z dużą wyrozumiałością, a Bakunin — wręcz z sympatią, choć jego poglądy uważał Bernstein za naiwne i eklektyczne. Nie odmówił „szatanowi anarchii" pewnych racji również Fritz Brupbacher, usiłujący jako pierwszy wyjaśnić fenomen anarchizmu przez odwołanie się do sytuacji społeczno-ekonomicznej w kantonach Szwajcarii romańskiej. Zastrzeżenia budzić jednak może tłumaczenie konfliktu w łonie I Międzynarodówki wyłącznie czynnikami psychologicznymi.

Wśród marksistów stanowiska zajęte przez Bernsteina czy Brupbachera nie były popularne. Przeważały jednostronne i wtórne ujęcia w rodzaju książki Gustava Jaeckha, gdzie interpretacji Bakunina jako „politycznego zbrodniarza, geniusza zniszczenia" towarzyszy nader niesympatyczny opis jego fizjonomii. Praca Mehringa, wyrażająca w pewnym sensie „oficjalne" stanowisko SPD, nie odwołuje się, na szczęście, do tego rodzaju argumentów. Anarchizm przedstawiony jest tu jako „przejściowe stadium w rozwoju historycznym proletariackiej świadomości klasowej", ale sam opis działalności jego niemieckich zwolenników nasuwa inteligentnym czytelnikom wniosek, iż mamy do

czynienia z ruchem przeżartym przez policyjną prowokację. Stosunkowo najlepiej wytrzymały próbę

lat książki Ludwika Kulczyckiego, być może z tego względu, Iż ich autor należał do nader nielicznego

grona marksistów autentycznie zainteresowanych ideologią libertarną.

Wnikliwego i obiektywnego interpretatora napotkał ruch anarchistyczny lat 70-tych XIX w. w osobie Jurija Stiekłowa — znawcy dziejów ruchu robotniczego, ofiary stalinowskich „czystek". Nietypowe zainteresowania Stiekłowa były skutkiem fascynacji postacią Bakunina, jak również własnej nielegalnej działalności rewolucyjnej w szeregach SDPRR. W efekcie marksista Stiekłow usiłował jeszcze przed wybuchem I wojny światowej znaleźć kompromisową formułę dla oceny rewolucyjnego nurtu anarchizmu, zaś po roku 1917 starał się na każdym kroku podkreślać związki partii bolszewickiej z tradycją bakuninowską, interpretowaną jako „szczególna forma rewolucyjnego ekonomizmu". Leninizm widziany przez pryzmat książki Państwo a rewolucja oraz chaosu wydarzeń rewolucyjnych jawił się wielu osobom jako „recydywa bakunizmu". Spośród badaczy niemarksistowskich nie oparli się tej sugestii między innymi Hans Kohn, E. Pyziur, Nikołaj Bierdiajew i Albert Camus (L'Homme révoltée). W samym Związku Radzieckim zwolennicy takich koncepcji szybko popadli w niełaskę. W miarę umacniania się nowej władzy kojarzenie bolszewizmu

z tradycją narodnicko-anarchistyczną stawało się coraz bardziej niewygodne. Książki z lat

dwudziestych wycofano z obiegu, a na ich miejsce pojawiły się nowe, pisane przez ludzi o całkowicie

odmiennych poglądach. Przykładowo historia rosyjskiego anarchizmu z 1939 r„ prezentująca poglądy oficjalne, przypisuje Bakuninowi typowe cechy obszarnika żyjącego z pańszczyzny, akcentuje jego szowinizm i antysemityzm.

Na tle schematycznych, obfitujących w stereotypowe sformułowania ujęć nawiązujących do interpretacji klasyków, wyróżniają się oryginalnością koncepcje Maxa Nomada. Otarłszy się samemu o anarchizm we wczesnej młodości Nomad docenił znaczenie ruchu libertarnego, z drugiej jednak strony jako konsekwentny zwolennik Machajskiego z nieufnością przyjmował program rewolucyjno- kolektywistyczny dopatrując się w nim, tak jak i w innych odmianach socjalizmu, narzędzia inteligentów dążących do władzy po obaleniu dawnego ustroju. Z lubością wydobywał na pierwszy plan „autorytarne" cechy osobowości i działań Bakunina, terrorystyczną aberrację Mosta i niekonsekwencje charakteryzujące poczynania wszystkich aktywistów anarchizmu.

Dla Erica Hobsbawma, czołowego specjalisty w dziedzinie historii społecznej, anarchizm jest jedną z form prymitywnych, rewolucyjnych ruchów ludowych występujących w fazie prepolitycznej na obszarach o tradycji judeochrześcijańskiej w okresie przejściowym między feudalizmem a kapitalizmem. Odmawiając mu zasług w dziedzinie teoretycznej podkreśla zarazem rolę, jaką odegrał w rozwijaniu rewolucyjnej strategii.

Generalnie, we współczesnych interpretacjach marksistowskich dostrzec można pewne odejście od tradycyjnej wykładni wiążącej anarchizm jednoznacznie z ideałami drobnoburżuazyjnymi. Nawet ci autorzy, którzy kwestionują jego rewolucyjną naturę, zwracają coraz częściej uwagę na inspirację moralną libertarnych ideologii. Stefan Morawski traktuje anarchistów jako etycznie zorientowanych idealistów, apelujących do najlepszych stron natury ludzkiej, których zmusza do walki rzeczywistość kapitalistyczna, zaś Pirumowa — biografistka Bakunina — uważa anarchizm za odmianę utopijnego socjalizmu. Wzmożone zainteresowanie anarchizmem w publikacjach polskich z początku lat osiemdziesiątych nie idzie, niestety, w parze z ich poziomem.

Od Lombroso do Laqueura

Pierwsze poważne studia poświęcone anarchistom pojawiły się w ostatniej dekadzie XIX w. w momencie szczytowego nasilenia propagandy czynem, niesprzyjającym obiektywnym i wyważonym

ujęciom tematu. Trudno się zatem dziwić, że sympatie i antypatie poszczególnych autorów są w nich

dla czytelnika łatwo uchwytne. Kto sprzyjał anarchistom korzystał w głównej mierze z ich własnych

publikacji, kto był im przeciwny — sięgał po relacje funkcjonariuszy policji oraz po prasę codzienną.

W ten sposób w świadomości współczesnych, od samego początku koegzystowały ze sobą dwa

diametralnie odmienne i nie dające się ze sobą logicznie pogodzić obrazy: szlachetnych, choć nieco naiwnych utopistów oraz szaleńców szerzących kult przemocy i zniszczenia.

Naukowego błogosławieństwa tej drugiej wizji udzielił sam Cesare Lombroso — światowej sławy autorytet w dziedzinie psychiatrii, antropologii i kryminologii. Twórca teorii wiążącej skłonność do zachowań przestępczych z określonym kształtem i budową czaszki, skądinąd sympatyk socjalizmu, opublikował w 1891 r. w prasie fachowej artykuł omawiający typowe cechy anatomiczne czaszek anarchistów. Wynikało zeń, iż charakteryzuje je asymetria twarzy, przesadne spłaszczenie ukośne i anormalna krótkość części mózgowej, kąt twarzowy znacznie mniejszy od prostego, występujące kości policzkowe, anormalne kształty oczu, nosa, zębów, uszu, zmieniony kolor skóry i ogólna neuropatologia. Na Światowym Kongresie Antropologii Kryminalnej w Turynie Lombroso sformułował tezę, że są to dziedziczone kryminogenne anomalie, zaś całość swoich poglądów na zjawisko anarchizmu wyłożył w kilka lat później w osobnej publikacji. Na podstawie materiałów udostępnionych mu przez policję paryską doszedł do wniosku, że ogromną większość anarchistów stanowią zbrodniarze i szaleńcy (najczęściej w jednej osobie). Charakteryzuje ich ułomność fizyczna i umysłowa, „defekty moralne", posługiwanie się żargonem i umiłowanie tatuaży, „patologiczny" charakter pisma oraz grafomania (w wypadku nieanalfabetów), a przede wszystkim groźne dla otoczenia skłonności kryminalne. Nawet w wydaniu teoretycznym anarchizm, zdaniem włoskiego uczonego, to po prostu „polityczna histeria i epilepsja". Ta spójna wizja anarchistów jako „degenerirten Individuen" stworzyła pewien kanon, na którym wzorowało się wielu pośledniejszych autorów; kanon skrajnie tendencyjny, który mógł być akceptowany tylko w epoce zamachów. Oto autor książki o ruchu anarchistycznym w Szwajcarii, bogato ilustrowanej informacjami z archiwów policji, określa anarchistów jako „kryminalistów bardziej jeszcze niebezpiecznych ze względu na stopień moralnej deprawacji", jako wrogów wolności, morderców, ofiary swoich własnych złych instynktów. „Anarchizm to zbrodnia przeciwko całej ludzkości i cała ludzkość powinna się przeciwko niemu zjednoczyć" — brzmi wniosek końcowy. Aleksander Berard — prokurator z Grenoble — sprowadza anarchizm do „rewolty bandytów przeciwko prawu". Zwolennicy tej ideologii — mistycy i kryminaliści — nie są jednak, zgodnie z jego ateistycznymi przekonaniami, produktami odziedziczonych skłonności, lecz ofiarami religijnego wychowania w duchu nienawiści do wolności i demokracji. Wszystkie tego rodzaju ujęcia, zgodnie ze stereotypem terrorysty, prezentują anarchistów jako nienawidzących świata fanatyków przemocy. Pracom tym przeciwstawić jednak można szereg wybitnych prób przybliżenia europejskiej opinii publicznej rzeczywistego obrazu interesującego nas zjawiska.

Stammler, Zenker, czy Eitzbacher, dążąc do przełamania krzywdzącego stereotypu, odwołują się przeważnie do teorii i ograniczają swój wywód wyłącznie do historii doktryny. Łączy tych autorów powoływanie się w pierwszym rzędzie na pisma klasyków anarchizmu, a także informacyjny ton

połączony z powściągliwością w formułowaniu własnych opinii. Zenker traktuje hasła wolnościowe jako „jeden z największych błędów popełnianych przez ludzkość", nie przecenia jednak niebezpieczeństwa. Zwolenników tych haseł uważa za marzycieli, współczesnych odpowiedników średniowiecznych chiliastów. Najciekawszy z tej trójki Eltzbacher — profesor prawa Uniwersytetu w Halle — wyczulony jest na bogactwo postaw i poglądów mieszczących się w pojemnej nazwie anarchizmu. Prócz szczegółowej analizy poglądów „klasyków" (w tym Tuckera i Tołstoja) podejmuje pierwszą próbę systematyzacji, wyodrębniając i opatrując etykietami rozmaite tendencje i kierunki w ramach ruchu. Fakt, iż korzystał szeroko z broszury Nettlaua Die historische Entwicklung des Anarchismus (nie znając jej autora) nie pozostał z pewnością bez wpływu na rzetelność wywodów i nutę sympatii do prezentowanego tematu.

Dokładniejszych i zasługujących na wiarę informacji o współczesnym sobie ruchu anarchistycznym czytelnicy z czasów fin de siecie szukać musieli w pracach innych autorów — przede wszystkim w książce Dubois, przedstawiającej tę problematykę w sposób wszechstronny i we właściwych proporcjach. Znaleźć w niej można m.in. odrębne rozdziały poświęcone funkcjonowaniu grup, wydawnictwom, formom i metodom propagandy, psychologii aktywistów — wszystko to gęsto okraszone cytatami źródłowymi. Dubois sądzi, że zwolennicy anarchii przegrali już swój nierówny pojedynek ze społeczeństwem i spodziewa się ich deportacji z Europy. Natomiast bibliograf, dr Steinhammer rozprawia się z mitem groźnych fanatyków i kryminalistów. Propagandy czynem dokonują jego zdaniem „praktyczni anarchiści" nie mający z „prawdziwymi" nic wspólnego. Neguje również istnienie zwartego ruchu libertarnego, a zwłaszcza jego międzynarodowych powiązań. Źródłem anarchizmu w krajach romańskich jest nędza i korupcja, zatem Niemcy pod rządami kanclerza Capriviego nie mają powodów do niepokoju. Najaktualniejszy temat — zamachów — podejmował Ettore Sernicoli. W powodzi publikacji poruszających ten sam temat, jego książki wyróżniały się znajomością problematyki i tendencją do minimalizowania zagrożenia, na jakie naraża społeczeństwo burżuazyjna koncepcja czynu indywidualnego.

Szeroko ujmuje zagadnienie anarchizmu inny autor włoski — Ettore Zoccoli — poświęcając mechanizmowi działania grup anarchistycznych nie mniej miejsca niż analizie libertarnych doktryn. Zoccoli wypowiada się bardzo krytycznie o poglądach Kropotkina, któremu zarzuca dogmatyzm oraz daleko idące uproszczenia. Jest zdania, że teoretycy ponoszą odpowiedzialność za czyny swoich zwolenników.

Na ziemi angielskiej pierwsza poważniejsza publikacja z tej dziedziny ukazała się dopiero w 1908 r., ale i jej zarzucić można poważne nieścisłości (Most jako uczeń Bakunina) i zbędne epatowanie czytelnika. Najistotniejsze jednak było stwierdzenie, że „anarchizm jest chorobą zrodzoną z nędzy, ucisku i niesprawiedliwości", że stanowiąc „całkowicie niegroźną utopię dla ludzi o życzliwym uosobieniu, staje się zatrważającym usprawiedliwieniem nawet najokropniejszych czynów, gdy posługuje się nią kryminalista", że „ogromną większość anarchistów w tym kraju to zupełnie

bezwzględnie przeciwni wszelkim formom morderstw i przemocy". Poglądy

takie należały wszakże do rzadkości. Wiele lat musiało upłynąć, aby opinia publiczna, w tym również przedstawiciele świata nauki, przestali oglądać anarchizm przez pryzmat zamachów bombowych. Dla okresu poprzedzającego wybuch I wojny światowej bardziej reprezentatywne jest stanowisko Barbiera, zdaniem którego „anarchista jest najczęściej krwawym kabotynem, który zabija, aby uzyskać rozgłos", zaś popierający go literaci są ludźmi „chorymi umysłowo lub w najlepszym razie neuropatami". Występek i szaleństwo łączą się tu w jedno, a wszystko to jest skutkiem prześladowań wiary chrześcijańskiej przez radykałów — konkluduje autor odsłaniając własne sympatie polityczne.

niegroźni ludzie [

]

Rok 1914 stanowi również dla historiografii anarchizmu istotną cezurę. Samo istnienie nieprzejednanych zwolenników totalnej wolności dawno już przestało kogokolwiek szokować. Wybuch wojny ujawnił ich słabość i wewnętrzne rozbicie, toteż zainteresowanie nimi ze strony opinii

publicznej, i tak od lat malejące, praktycznie zanikło. Jednocześnie, po wstępnym rozpoznaniu tematu, odwróciła się od anarchizmu ku bardziej aktualnym problemom psychologia i socjologia, a na opuszczone pole nie zdecydowali się wkroczyć historycy. W ten sposób na okres z górą trzydziestu lat dzieje i interpretacja ruchu stały się nieomal wyłączną domeną samych anarchistów. Ci zaś, uwikłani

w niekończącą się polemikę z historiografią marksistowską, traktowali swą przeszłość na ogół

instrumentalnie — w sposób wybiórczy i stronniczy. Dla znawców dziejów socjalizmu i ruchu robotniczego, a także specjalistów z dziedziny historii społecznej była to problematyka peryferyjna. Na palcach jednej ręki policzyć można wartościowe publikacje z tego okresu wnoszące cokolwiek nowego do dotychczasowej wiedzy o przedmiocie.

Z pewnością należy do nich książka Geralda Brenana; wspaniałe studium o podłożu społeczno-

politycznym hiszpańskiej wojny domowej. Zawarł w nim autor, prócz dokładnego opisu losów ruchu anarchistycznego w Hiszpanii, także głęboką analizę społecznych źródeł popularności idei wolnościowych na tym obszarze, spłacając w ten sposób z nawiązką dług faktograficzny zaciągnięty u Nettlaua i innych, podobnie zorientowanych dziejopisów anarchizmu. Do dziś socjologiczne tezy

Hiszpańskiego labiryntu stanowią punkt wyjścia do badań podejmowanych przez historyków całego świata.

Do posiadającej już niemałe tradycje polemiki między zwolennikami białej i czarnej legendy Bakunina włączają się w latach międzywojennych nowi autorzy usiłujący rozstrzygnąć spór przy pomocy najnowszej zdobyczy psychologii — psychoanalizy. Najciekawszy z nich — I. Malinin — wykrył u Bakunina kompleks Edypa, co, jego zdaniem, mogło wpływać na kierowanie się impulsami, a nie racjami rozumowymi. Próby zinterpretowania całego zjawiska anarchizmu w kategoriach freudyzmu nie zostały jednak uwieńczone powodzeniem. W Polsce, jako drugi po Kulczyckim, temat anarchizmu podjął Wacław Gąsiorowski (Wiesław Sciavus) prezentując bogaty zestaw sylwetek

zasłużonych dla ruchu działaczy. Oryginalnością tego zestawu jest umieszczenie w nim markiza Henri

de Rocheforta, który mimo burzliwego życiorysu, nie miał z teoriami Proudhona czy Bakunina nic

wspólnego.

Jedyną wartościową biografią, jaka wyszła między wojnami spod pióra nieanarchisty, jest praca wybitnego historyka angielskiego E.H. Carra, poświęcona Bakuninowi. Charakterystyczne jest dla niej zaufanie do relacji Guillaume'a oraz zacieranie rozbieżności teoretycznych między Marksem a Bakuninem. Chociaż autor jest w pełni świadomy słabych miejsc swojego bohatera, traktuje go z uchwytną sympatią, co nigdy wcześniej nie zdarzało się angielskim profesorom zbaczającym na te tematy, jeśli nie liczyć zawsze bliskiego Mbertarnym ideałom gildysty Bertranda Russella.

Wzrost zainteresowania „złotym wiekiem anarchii" ze strony historyków odnotowujemy dopiero na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych. Wielu autorów rekrutuje się spośród byłych aktywistów organizacji lewicowych. Sztandarowym dziełem tego okresu, do dziś zachowującym pełną wartość, jest z całą pewnością potężna, dwutomowa historia francuskiego anarchizmu, która wyszła spod pióra Jeana Maitron — niegdyś działacza FPK. Ukończony w 1951 r. tom I obejmujący lata 1880-1914 stanowi prawdziwe kompendium wiedzy o wszelkich przejawach francuskiego anarchizmu w tym okresie. Głównym bohaterem jest tu ruch społeczny; doktryna znalazła się tym razem na dalekim planie. Więcej miejsca niż poprzednicy poświęca Maitron kwestiom takim, jak: słownictwo, wydawnictwa, formy propagandy, uboczne zainteresowania działaczy. Wywody wsparte są z reguły konkretnymi i wiarygodnymi zestawieniami liczbowymi. Aby zrozumieć przełomowe znaczenie pracy

Maitrona wystarczy porównać ją z wcześniejszą o dwa lata ogólną historią anarchizmu opublikowaną również we Francji. Jej autorzy, zapatrzeni w nettlauowskie wzory, ignorują całkowicie zjawisko zorganizowanego ruchu anarchistycznego. Swój wykład o rozwoju teorii rozpoczynają w głębokiej starożytności, aby przez „wściekłych" z czasów Rewolucji Francuskiej, Godwina i Stimerà, dotrzeć w zakończeniu do Proudhona i Bakunina, tj. mniej więcej tam, gdzie rozpoczyna narrację Maitron.

Poważnym dorobkiem poszczycić się mogą wówczas także historycy włoskiego anarchizmu: Masini, Santarelli czy Hostetter, są to jednak bez wyjątku prace tradycyjne, ograniczone do problematyki ściśle politycznej. Podobnie wypada ocenić książkę Thomanna o ruchu antyautorytarnym w Szwajcarii. W realizowanej z rozmachem przez G.D.H. Cole historii myśli socjalistycznej anarchizm uwzględniony został szeroko, choć nie zawsze w sposób adekwatny do rzeczywistej roli historycznej. Najistotniejsza wszakże jest programowa bezstronność autora, co jeszcze trzydzieści lat wcześniej byłoby niemożliwe dla historyka związanego z tradycją II Międzynarodówki. Spośród innych prac lat pięćdziesiątych na szczególne podkreślenie zasługuje znakomite studium Franco Venturi poświęcone rosyjskim narodnikom. Książka ta dostarczyła badaczom zachodnim klucza interpretacyjnego dla oceny wątków populistycznych w doktrynach rosyjskich anarchistów.

Problematykę kontaktów środowisk artystycznych z ruchami lewicowymi spenetrowała jako pierwsza Eugenia Herbert. Louis Horowitz przedstawił w 1964 r. wybór źródeł, w którym usiłował przyznać obyczajowej i socjologicznej problematyce anarchizmu status równoprawny teorii. W tym samym roku ukazała się pierwsza, w miarę kompletna, powszechna historia anarchizmu pisana z pozycji niezaangażowanego obserwatora. Jej autor — James Joli — w przeciwieństwie do swoich poprzedników traktuje anarchizm jako produkt wieku XIX, specyficzny konglomerat wiary religijnej i racjonalnej filozofii, ale treść jego książki nie wnosi nic nowego: jest kompilacją z wcześniejszych opracowań. Ponadto wyraźnie po macoszemu potraktowany został anarchizm wschodnioeuropejski, latynoski i niemiecki. O Gustawie Landauerze brak tu najmniejszej wzmianki.

Spośród prac przygotowanych z myślą o uczczeniu setnej rocznicy powstania Międzynarodowego Stowarzyszenia Robotniczego istotne znaczenie dla badań nad anarchizmem ma znakomite studium Molnara o konferencji londyńskiej, a także zbiór artykułów o I Międzynarodówce w Szwajcarii oraz oparte na świetnej bazie źródłowej artykuły Marca Vuilleumiera rozproszone w różnych czasopismach szwajcarskich i francuskich. Należy jednak zaznaczyć, że teksty te nie wykraczają poza krąg problematyki zakreślonej przez Nettlaua. Również Paul Avrich zadowala się stereotypowym ujęciem subspecie wydarzeń politycznych w swojej skądinąd erudycyjnie znakomitej historii rosyjskiego anarchizmu.

Wzrost zainteresowania przeszłością ruchów libertarnych na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych wiąże się ściśle z wystąpieniami studenckimi, popularnością haseł kontrkultury i Nowej Lewicy. Ta krótkotrwała koniunktura w Europie przyniosła, oprócz wielu publikacji źródłowych, kilka cennych monografii. Pierre Ansart dokonał próby socjologicznej interpretacji proudhonizmu, zaś April Carter zanalizowała stosunek klasyków anarchizmu do kwestii politycznych. Bogaty materiał porównawczy na temat rozwoju ruchu w różnych krajach zawarty został w dwóch zbiorach opublikowanych w roku 1971.

Czasy świetności anarchizmu przypomnieli niedawno Tarizzo, Kedward i Platę, którego pracę, ze względu na bogactwo treści i problemowe ujęcie tematu, ocenić należy najwyżej. Książka Kedwarda zwraca uwagę dbałością o oprawę ilustracyjną, co wiąże się bezpośrednio z chęcią wydobycia atmosfery epoki oraz akcentowaniem socjologicznych i psychologicznych aspektów działalności aktywistów spod znaku czarnego sztandaru. Wśród najnowszej literatury omawiającej rozwój idei

anarchistycznych w poszczególnych krajach wyróżnia się zdecydowanie monografia Carlsona doprowadzona na razie do roku 1890. Cechuje ją duży krytycyzm wobec dotychczasowej literatury przedmiotu. Godny uwagi jest także pierwszy zarys dziejów brytyjskiego anarchizmu, aczkolwiek książce Quaila bardzo wiele jeszcze brakuje do wyczerpania tematu. Utopijno-chiliastyczny charakter idei libertarnych podkreśla Wimmer w opublikowanym kilka lat temu zbiorze studiów poświęconych czołowym ideologom, do których zalicza Godwina, Proudhona, Bakunina i Landauera. Biografistyka przeżywa, jak się wydaje, okres pewnego kryzysu. Do nielicznych, w pełni udanych przedsięwzięć na tym polu z ostatniego okresu należą prace przybliżające sylwetki Elisée Reclusa i Paula Brousse'a.

Spoglądając na dorobek ostatnich lat kilkunastu, z pewnego dystansu, dostrzec można wyraźny spadek zainteresowania anarchizmem w przodujących do niedawna w tej dziedzinie ośrodkach we Francji i Włoszech, przy jednoczesnym wzroście aspiracji badawczych ze strony naukowców amerykańskich i niemieckich, najpoważniej traktujących hasła o potrzebie badań zintegrowanych. Aktualność problematyki terroryzmu w świecie współczesnym stwarza wszakże pokusę ujęć jednostronnych i ahistorycznych, przed którą nie wszyscy historycy potrafili się ustrzec. Wybijanie na pierwszy plan terrorystycznych wątków anarchizmu grozi powrotem do skompromitowanych tez Lombroso, które nauce chwały nie przyniosły.

3. Anarchizm w oczach artystów

Anarchizm jako temat dzieł literackich lub plastycznych nie jest reprezentowany zbyt obficie. Stronili odeń w swojej nieużytkowej twórczości nawet jego najzagorzalsi zwolennicy, których pośród artystów nigdy przecież nie brakowało. Między ilustracjami Signaca, Seurata czy Pissarra do wydawnictw firmowanych przez anarchistów a zasadniczym tenorem ich prac przeznaczonych dla szerokiej publiczności istnieje kolosalna różnica. Podobne zjawisko zaobserwować można porównując np. propagandowe artykuły Octave Mirbeau z jego czysto literackim dorobkiem. Pisarze hołdujący najmodniejszej u schyłku XIX w. konwencji naturalistycznej, których, zdawałoby się, tematyka ta powinna żywo interesować, praktycznie ją zignorowali. Młodzi futuryści (Apollinaire, Marinetti i in.) pełnym głosem manifestowali publicznie swoje sympatie, ale ich płomienny werbalizm pozbawiony jest odniesień do rzeczywistego ruchu anarchistycznego. Nawet autorzy głęboko z ruchem związani, gotowi do poświęceń i od-dający mu na co dzień liczne usługi, strzegli pilnie swojej wolności twórczej, artystycznej autonomii. Nikt im tego zresztą nie miał za złe.

Przyczyny takiego stanu rzeczy są złożone i trudno uchwytne. Wydaje się wszakże, iż poważną rolę odgrywał tu naturalny indywidualizm twórców przekonanych, że polityczne poglądy są ich sprawą prywatną i stanowczo nie doceniających społecznego wymiaru ideologii anarchistycznej. Ponadto należy uwzględnić skrępowanie wynikające z braku odpowiedniego dystansu do tematu, oraz czynnik nader prozaiczny, choć istotny — obawę przed utratą popularności, bądź nawet represjami ze strony władz. Nie tłumaczy to jednak w sposób zadowalający dlaczego jeden tylko Mackay dostrzegł w zachodnioeuropejskim anarchizmie odpowiednie tworzywo literackie. Jego Anarchiści. Obraz cywilizacji u schyłku XIX stulecia z 1891 r. stanowi pozbawioną tanich akcentów propagandowych panoramę środowisk anarchistycznych, głównie londyńskich emigrantów, z punktu widzenia konsekwentnego indywidualisty traktującego jako naiwne mrzonki hasła rewolucji socjalnej i uspołecznienia własności. Jeden z bohaterów — Trupp — wzorowany jest wyraźnie na postaci Johanna Mosta. O ile Mackay podchodzi do swoich bohaterów z sympatią, ale nie bezkrytycznie, o tyle inni autorzy wywodzący się z grona sympatyków ruchu mają do nich wręcz bałwochwalczy stosunek. Bohater Płomieni Stanisława Brzozowskiego — Michał Kaniowski w kontakcie ze szwajcarskimi anarchistami przeżywa coś w rodzaju religijnego uniesienia: „Tu byli ludzie żywi używający odpowiedzialność swą jako tacy, odpowiedzialność już nie wobec Boga, idei, lecz wobec równie jak oni żywych ludzi. Pierwiastek świadomego stwarzania historii nigdy jeszcze nie był tak

bezpośrednio realizowany i odczuwany. Jaka dumna i szlachetna godność była w tych ludziach, jakie

tu pomiędzy tymi robotnikami żył w istocie wśród najwyższej arystokracji. Była

to prawdziwa elita ludzi, »le pursang« nowoczesnego społeczeństwa".

poczucie prawdy [

]

Całkowicie przeciwstawny, a przy tym skrajnie schematyczny obraz anarchizmu prezentują dla odmiany książki autorów nie znających realiów z autopsji. Przy najlepszej woli skazani byli na bałamutne informacje prasowe, lecz i tej dobrej woli na ogół brakowało. Zola, ze swoim obiektywizującym opisem należy do wyjątków. Anarchizm jako temat fascynował przeważnie swoich zdeklarowanych przeciwników, utożsamiających go zresztą, bezpodstawnie, z terroryzmem. Augustin

Leger w Dzienniku anarchisty odnalezionym 22 II 2002 r. przedstawia bohatera odczuwającego głęboką nienawiść do ludzi i świata, w którym wypadło mu żyć; zupełnie osamotnionego i marzącego

o tanio zdobytej sławie, choćby za cenę powszechnego zniszczenia. Inni autorzy wydobywają na pierwszy plan amoralizm, urzeczenie przemocą, samobójcze instynkty, bądź odwołują się

bezpośrednio do teorii Lombroso. Jako wzorcowy przykład posłużyć może Tajny agent Conrada. Wszystkie postacie anarchistów przewijające się w tej powieści napiętnowane są patologią. Przypadkowego wybuchu 180 dokonuje chore umysłowo dziecko — Stevie — „typ z Lombroso". Główny teoretyk, „profesor" Karol Jundt jest odrażającym fizycznie starcem z „zapadłą twarzą", „rękoma podobnymi do ptasich szponów", „podobnym do konającego mordercy, który zbiera resztki sił dla zadania ostatecznego ciosu". Marzy mu się społeczeństwo funkcjonujące jako wielkie jatki, w których „każda choroba, każdy przesąd, każdy występek musi zginąć". Przy całym swoim bezlitosnym okrucieństwie anarchiści z książki Conrada okazują się nieświadomym narzędziem agenturalnej działalności niemieckiej ambasady. Trudno się dziwić, że zwalczający ich inspektor Heat zdecydowanie wyżej od nich stawia „świat złodziejski, trzeźwy, bez krwiożerczych ideałów, szanujący władzę, wolny od nienawiści i rozpaczy". Także Zola w Ziemi (1887) uległ sugestii, że anarchizm jest objawem degeneracji rasowej. Eksponentem obrazoburczych teorii czyni obciążonego dziedzicznie chłopskiego półinteligenta — Lequeu. Wcześniej jednak w Germinalu (1885) powołał do życia ciekawą sylwetkę agitatora owianego słowiańskim mistycyzmem — Suwarina; postać tak sugestywną, że powołał się na nią zamachowiec Henry podczas swojego procesu w roku 1894. Sama era zamachów jest kanwą innej powieści Zoli zatytułowanej Paryż (1898). Dzięki drobiazgowej dokumentacji oraz osobistej znajomości z ludźmi lewicy — Zola dystansuje z łatwością innych autorów poruszających tę samą problematykę, lecz i on koncentruje uwagę na spektakularnych czynach przykuwających uwagę opinii publicznej. Jeden z bohaterów, uczony Wilhelm, planuje wysadzenie w powietrze świątyni Sacre Coeur, z modlącymi się pielgrzymami, jako symbolu władzy przesądu.

Ciekawe, że wszyscy autorzy odczuwają przemożną potrzebę tłumaczenia radykalnych poglądów swoich postaci jakimiś fizycznymi lub umysłowymi przypadłościami. Naśladowana przez wielu autorów koncepcja Dostojewskiego (Biesy), dla którego nihilizm jest objawem błądzenia umysłu pozbawionego moralnej i religijnej busoli, jest w gruncie rzeczy równie schematyczna jak pomysły Lombroso. Słowa „wolność" czy „sprawiedliwość" w ustach bohaterów takich powieści służą z reguły kompromitacji ich demagogii lub naiwności. Rzadko który pisarz pozwala wierzyć, że są to hasła wyrażające autentyczne tęsknoty tych postaci. Dziwić może również, że temat nadający się świetnie do szyderstwa i kpiny (w świetle kontrastu między możliwościami a pragnieniami) ujmowany jest z reguły przez ludzi obojętnych, czy niechętnych anarchistycznym ideom, ze śmiertelną powagą. Bodaj tylko Henry James w noweli Princessa Casamassima zdobył się na ironiczne akcenty.

Pisarze, tak jak i całe społeczeństwo większości krajów zachodnich, padli ofiarą przesadnej propagandy wyolbrzymiającej zagrożenie dla społecznego porządku i siły przeciwnika. W efekcie anarchista z ich utworów tożsamy jest z terrorystą. To człowiek wykorzeniony i rozdarty (homo duplex), przerzucający na świat zewnętrzny odpowiedzialność za swoje wewnętrzne problemy, ogarnięty pasją samozniszczenia. Uwidacznia się to najdobitniej w literaturze angielskiej z przełomu wieków. Obok omawianego już Conrada przywołać w tym miejscu wypada R.L. Stevensona (The Dynamiters - 1889) i Gilberta K. Chestertona, którego głośna powieść Człowiek, który był czwartkiem, 1908 , obok światowego spisku anarchistów wprowadza motyw policyjnej prowokacji. Powieści autorów angielskich mniejszego kalibru bez żenady eksploatują pomysł zamachów bombowych stanowiących stanowiących zarzewie apokaliptycznych konfliktów zbrojnych. Demoniczny i megalomański bohater książki E.D. Fawcetta Hartmann — The Anarchist or the Down of the Great City (1893) niszczy Londyn za pomocą dynamitu zrzuconego z „aeronefu", by w końcu wysadzić się samemu w powietrze. W opublikowanej w tym samym roku powieści George'a Griffitha (The Angel of the Revolution. A Tale of Coming Terror) Bractwo Wolności kierowane przez niezwykle inteligentnego Żyda węgierskiego — Navasa — dysponuje dla odmiany „superaeroplanami" i doprowadza do wybuchu wojny w roku 1904184. Amerykańskim

odpowiednikiem tego nurtu są utwory Edgara Wallace (Rada Sprawiedliwych — 1908) czy R.H. Savage (The Anarchist. A story of Today — 1894). Na ich tle korzystnie wyróżniają się książki Franka Harrisa (The Bomb — 1908, osnuta wokół wydarzeń w Chicago w roku 1886) i Jacka Londona (Żelazna stopa — 1907).

Realistyczne sylwetki anarchistów znajdujemy stosunkowo najczęściej u pisarzy hiszpańskich i

francuskich — na kartach trylogii Pio Baroja y Nessi La Lucha por la Vida — 1904-1906), albo powieści Los Victimavis pióra Ramona Sempau (1906). Dla Eduardo Mendozy anarchiści to „Brodacze o nastroszonych brwiach, w czapkach i bluzach przewiązanych szerokimi paskami,

ludzie czekający w ukryciu, wybuchający z furią, a

potem rozstrzeliwani o świcie". Jules Verne w Ojczyźnie rozbitków (1895) twierdzi, że jest to „sekta złożona zarówno ze zbrodniarzy, jak i fanatyków. Jedni z nich trawieni zazdrością i nienawiścią, są zawsze gotowi do gwałtu i zbrodni, drudzy — prawdziwi poeci, śnią o ludzkim uniwersum". Mniej krytyczny wobec antyautorytarystów wydaje się być L. Décavés w La Cage z 1890 r. — dziele analizującym motywy buntu jednostek przeciwko normom i zasadom obowiązującym w społeczeństwie. Ruch anarchistyczny pojawia się również w twórczości Artura Conan-Doyle'a, Georgesa Duhamela, Uptona Sinclaira (Boston — 1928) czy Romain Gary'ego (Lady L — 1959). W literaturze czeskiej najpiękniejsze strony poświęciła mu Marie Majerovâ przedstawiając w Namesti

zaczajeni za barykadami lub kratami więzień [

]

Republiki (1911) fikcyjną postać Jakuba Goldszmida — krawca z Polski — przeistaczającego się w Paryżu w klasycznego bojowca. Bakunin jest prawdopodobnym punktem odniesienia dla Turgieniewowskiego Rudina (1855), ale nie zmienia to faktu, że literatura rosyjska drugiej połowy ubiegłego wieku penetruje raczej zjawisko nihilizmu. U autorów polskich pewną sympatię dla anarchistów zdradzają — poza wymienionym już Brzozowskim — Andrzej Strug (Dzieje jednego pocisku, Jutro) i Zofia Nałkowska (Książę). Bardzo krytyczne portrety znajdujemy natomiast w utworach Zdziechowskiego (Luna), Sienkiewicza (Wiry) i Weyssenhoffa (Hetmani).

Niezmiernie rzadko pojawia się anarchizm jako bezpośredni temat dzieł malarskich. Trudno tu zresztą o jednoznaczną interpretację. Obraz Delacroix Wolność prowadząca lud na barykady z 1831 r. spełniający, wydawać by się mogło, wszelkie kryteria, wyszedł spod ręki człowieka, który był w gruncie rzeczy umiarkowanym liberałem187. Nie ma takich wątpliwości w przypadku Gustave'a Courbeta, który swoje anarchistyczne przekonania zamanifestował nie tylko w życiu prywatnym, przyczyniając się do obalenia kolumny na Placu Vendôme podczas Komuny Paryskiej, ale także w malarstwie — portretem wieloletniego przyjaciela — Josepha Proudhona. Obraz ten stanowi rzadki przykład udanego mariażu wysokich ambicji artystycznych i propagandowych. Proudhon, o nieco wyidealizowanych, subtelnych rysach, odziany w prostą robotniczą bluzę, ujęty jest na nim w pozie myśliciela w otoczeniu swoich dzieci; budzi respekt i szacunek. Zwolennicy poglądów Proudhona spoglądając na ten obraz odczuwać musieli głęboką satysfakcję.

Aczkolwiek następne pokolenia artystów idąc w ślady autora Kamieniarzy chętnie eksplorowały tematykę nędzy społecznej, sam temat anarchizmu praktycznie nie istniał w zasadniczej ich twórczości. Drobne prace o tej tematyce rozsiane są po ulotnych drukach anarchistycznych i czasopismach lewicującej bohemy. Jako przykład wymienić można drzeworyt L'Anarchiste Felixa Vallatone'a z 1892 r. przedstawiający nieszczęśnika przywleczonego przez trzech wysokich drabów w policyjnych mundurach przed oblicze bezdusznego urzędnika, albo litografię Paula Signaca Le Démolisseur zdobiącą okładkę „Les Temps Nouveaux" z 26 września 1896 r. Więcej światła na interesującą nas kwestię rzuca wypowiedź tegoż Signaca z 1902 r., w której stwierdza, że dla malarza — anarchisty najważniejsza jest ogólna postawa życiowa, zaś tematyka obrazów ma drugorzędne znaczenie w stosunku do ich cech stylistycznych. Nie wszyscy jednak podzielali jego opinię. Nowojorskie Muséum of Modern Art zdobi dziś np. Pogrzeb anarchisty Angelo Galii(1910-1911) —

wielkie kubistyczne malowidło pędzla Carlo Capry przedstawiające szarżę konnej policji na uczestników pogrzebu ofiary strajku w Mediolanie (1904), podczas której stratowano trumnę ze zwłokami Galii. Inny ceniony malarz włoski z początku XX w., futurysta Luigi Russolo malował m.in. sceny przedstawiające walki uliczne zbuntowanego ludu oraz ekspriopriacje dokonywane przez zmotoryzowane bojówki anarchistyczne. Warto również przypomnieć mało znany fakt, iż szesnastoletni Pablo Picasso identyfikujący się wówczas z anarchizmem jest autorem rysunku Blanco y negro (1897), przedstawiającego zebranie barcelońskich anarchistów. We wszystkich wymienionych powyżej dziełach sympatie artystów są jednoznaczne i łatwo czytelne dla odbiorców, chociaż wybór rewolucyjnego tematu stanowi często wyłącznie pretekst dla awangardowych eksperymentów formalnych; wyraża dążenie do osiągnięcia jedności treści i formy. Przeciwnicy anarchizmu kontentowali się w dziedzinie plastyki zjadliwymi, acz niewyszukanymi karykaturami, które pojawiały się masowo w pismach satyrycznych całej Europy.

Spośród fotografii, których nawiasem mówiąc zachowało się zadziwiająco mało, co niektórzy autorzy tłumaczą rzekomym wstrętem „towarzyszy" spod znaku czarnego sztandaru do tego sprzyjającego

policji wynalazku, jedna tylko obiegła świat i odegrała jakąś rolę propagandową. Uwidoczniony jest

na niej Errico Malatesta - ucieleśnienie nieugiętego bojownika o realizację libertarnych ideałów — w chwili, kiedy wychodząc z mieszkania wymija dwóch londyńskich policjantów. Kontrast między drobniutkim Malatesta a barczystymi sylwetkami „bobbies" w wysokich hełmach, a także wymowne spojrzenie, którym ów sympatycznie wyglądający „Demon przemocy" ich obrzuca — spojrzenie, w którym naiwne zdumienie przybiera lekko ironiczny wyraz — wszystko to budzi u odbiorcy instynktowne współczucie dla prześladowanego człowieka. Prawdopodobnie to właśnie przesądziło o karierze owego zdjęcia.

Filmowy obraz anarchistów jest jeszcze bardziej jednostronny od ich portretów literackich. Fabuły kilkudziesięciu filmów niemych, w których przewijają się takie postacie, są do siebie bliźniaczo podobne. Reżyserzy pokazują nam nieszczęśników, których szaleństwo albo nędza popycha do czynów zbrodniczych (L'Anar-chiste firmy Pathe z 1906 r. — reż. L. Nonguet, The Great Anarchist Mystery angielskiego reżysera C. Raymonda z 1912 r., The Anarchist amerykańskiej wytwórni IMP nakręcony przez H. Brenona w 1913 r.). Ich nieodłącznym atrybutem jest bomba (The Anarchist

Doom — brytyjski film W. Barkera z 1911 r., Anarchistic Grip wytwórni Lubin z 1910 r.). Nierzadko też dybią na cnotę młodych niewinnych dziewcząt (Anarkistans Svigermor — farsa V. Larsena z 1906 r. — jeden z pierwszych międzynarodowych sukcesów duńskiej wytwórni Nordisk; film angielski The Anarchist Sweetheart T. Bouwmeestera z 1906 r., czy wyprodukowany przez amerykański Vitagraph

w 1910 r. An Anarchistę w reżyserii V.D. Brooke z udziałem ówczesnych gwiazd — Florence Turner

i Maurice Costello). Akcja wielu z tych filmów osadzona jest w Rosji czasów Narodnej Woli (Goaded

to Anarchy R.W. Paula z 1905 r., La Nihiliste Nongueta — 1906 r.). Ich artystyczne walory są tak

nikłe, że pamiętają dziś o nich wyłącznie archiwiści filmotek. W epoce filmu dźwiękowego temat anarchistyczny pojawia się znacznie rzadziej, ale traktowany jest z większym realizmem. Święty Michał miał koguta braci Tavianich — 1971 r., Miłość i anarchia L. Wertmulier — 1972 r., francuski film Cecilia z 1976 r. obrazujący dzieje jednej z komun na terenie Brazylii, polska Gorączka Agnieszki Holland — 1980 r. — to przykłady ambitnego kina artystycznego kreślącego niebanalne portrety aktywistów. Trwałe miejsce w historii sztuki filmowej zdobył sobie awangardowy film Pała ze sprawowania (1933) obrazujący bunt uczniów w prowincjonalnym miasteczku francuskim. Jego reżyser — Jean Vigo — był synem znanego anarchisty hiszpańskiego Miguela Almereydy (Eugène Vigo) zamordowanego podczas wojny we francuskim więzieniu.

W pierwszych dekadach naszego stulecia obok literatów i plastyków z anarchizmem czuli się również

związani niektórzy przedstawiciele muzycznej awangardy. Mimo, iż mówienie w tym wypadku o

anarchistycznej tematyce utworów wydaje się absurdalnie, taką właśnie sugestię wysuwa część krytyki w odniesieniu do programowej muzyki Erica Satie i Johna Cage'a.

Generalnie wysnuć można wniosek, iż spośród artystów jedynie pisarze mieli jakiś istotniejszy wpływ na kształtowanie się społecznych wyobrażeń na temat ruchu anarchistycznego. Niestety był to wpływ negatywny, pogłębiający istniejące już uprzedzenia. Znaczny potencjał propagandowy, jakim ruch dysponował, został w tej dziedzinie wykorzystany w bardzo nikłym stopniu.

Część II

ANARCHIZM JAKO IDEOLOGIA

1. Typ idealny anarchizmu

W naukach społecznych skazani jesteśmy na posługiwanie się nieostrymi pojęciami, na używanie terminów nie przylegających ściśle do swoich desygnatów. Są to raczej ogólne pojęcia, do których odnieść można różne treści w zależności od subiektywnych ocen i kryteriów wyboru. Słowa używane często i powszechnie mają z reguły rozmyty sens. Tak właśnie ma się sprawa w przypadku anarchizmu. Autorzy zmagający się z tym tematem sami zakreślają krąg swoich zainteresowań i czynią to w bardzo różny sposób. Pole wyboru jest bowiem, wbrew pozorom, niemałe. Najprostsze rozwiązanie, że anarchizmem jest po prostu to co anarchiści głosili — o niczym nie przesądza. Można uwzględniać jedynie te osoby, które uważały się same za anarchistów, bądź wyłącznie te, które miały taką opinię w środowisku lub w oczach społeczeństwa, przymykając rozmyślnie oczy w każdym z tych trzech przypadków na ogromne różnice treści, jakie pod pojęciem anarchizmu podkładano. Pozornie jest to zręczne pociągnięcie umożliwiające prowadzenie badań na podstawie obiektywnego wyznacznika, bez wikłania się w gąszczu definicji; ma jednak dalekosiężne, rzadko uświadamiane w pełni skutki. Miast analizy problemu otrzymujemy w takim przypadku coś w rodzaju historii słowa; co więcej, zabieg taki wcale nie eliminuje subiektywizmu. Dysponowanie jakąś operacyjną definicją poglądów anarchistycznych, często niezwerbalizowaną i czysto intuicyjną, okazuje się niezbędne w procesie selekcji materiałów. Nikt przecież nie rodzi się anarchistą i nikt nie żyje wyłącznie wielkimi ideami. Nawet wówczas, kiedy kwalifikacja jakiejś osoby jako anarchisty nie budzi żadnych wątpliwości, autorzy opracowań muszą na własną rękę zadecydować, które poglądy z jego dorobku uważają za „dojrzałe" i reprezentatywne, a to wymaga właśnie tego, przed czym starano się uciec. Dylemat ten rysuje się z całą ostrością przed autorami, którzy wybrali strategię identyfikowania ideologii anarchistycznej z poglądami któregoś z „klasyków" ruchu. Wymaga to bowiem w praktyce zignorowania ewolucji poglądów tej postaci; arbitralnego wyboru dzieła lub fazy twórczości, która zdaniem piszącego najlepiej charakteryzuje jej poglądy. Zwolenników akceptowania wszystkich poglądów, z całym dobrodziejstwem inwentarza, odstraszać powinien przykład Proudhona. Choć bezdyskusyjne jest jego prawo do spoczywania w panteonie „świętych" anarchizmu obok Bakunina czy Kropotkina, nie sposób zapomnieć, że ze względu na swój stosunek do kwestii takich, jak naród, praca, rodzina, Żydzi nadawał się doskonale na patrona skrajnej prawicy francuskiej spod znaku Action Français, a później rządów Vichy.

Przedstawione powyżej sposoby zakreślania konturów ideologii anarchistycznej nie wyczerpują, naturalnie, wszystkich możliwości. Można przecież, idąc po linii najmniejszego oporu, zdać się po

prostu na autorytet któregoś z poprzedników, przyjmując jego definicję (ale wówczas sam wybór warunkowany jest z reguły wewnętrznym odczuciem jak definicja taka wyglądać powinna), bądź też, postępując nieco ostrożniej, zestawić ją wyłącznie z tych elementów, które powtarzają się u wszystkich autorów co, wobec poważnych różnic interpretacyjnych, grozi otrzymaniem obrazu przypominającego negatyw zdjęcia przedwcześnie wyjęty z wywoływacza.

Tak więc wszystkie próby obejścia problemu subiektywizmu przez posłużenie się wyznacznikami tematu niezależnymi od osobistych zapatrywań badacza przynoszą połowiczne efekty — rodzą nowe trudności metodologiczne nie rozwiązując w pełni starych,

ponieważ i tak wymagają posługiwania się jakąś roboczą definicją anarchizmu, tyle tylko, że w bardziej zawoalowanej postaci. Lepiej już chyba zatem odwołać się do własnych sądów w sposób jawny i przemyślany, na własną odpowiedzialność arbitralnie oddzielając w dziełach „klasyków" to, co w nich indywidualne i jednostkowe od idei podzielanych przez innych, które uznać można za zrąb ideologii anarchistycznej. Otrzymany tą drogą konstrukt nie ma i mieć nie może odpowiednika w rzeczywistości. Stanowi typ idealny spełniający postulaty Webera — jeden z wielu możliwych wariantów. Naturalnie, i taka procedura nie jest pozbawiona wad, właśnie z powodu dowolności w doborze elementów składowych typu idealnego, jak również braku bezpośredniego odniesienia

empirycznego. Poglądy anarchistów z krwi i kości, w przeciwieństwie do ich wyidealizowanych atrap,

nie były nigdy jednorodne, niezmienne i zbieżne ze sobą. Można w nich z łatwością wyczuć koloryt

lokalny, zaplecze różnych tradycji kulturalnych, a także refleks chwili dziejowej, w której były formułowane. Znajdujemy w nich okruchy wszystkich popularnych teorii „wieku ideologii", od blankizmu po darwinizm społeczny. Zabieg idealizacyjny zmusza nas do abstrahowania od tego wszystkiego, ale przynosi w zamian niezbędne uogólnienie — wydobywa esencjonalną treść ideologii anarchistycznej, oczyszczoną z wszelkich nalotów.

Autorzy charakteryzujący anarchizm, w tym także niektórzy reprezentanci tej ideologii, utożsamiają

go często z odrzuceniem władzy państwowej. Jest to jednak, jak się wydaje, zaledwie zewnętrzny

objaw pewnego stylu myślenia związanego ze specyficzną koncepcją jednostki ludzkiej oraz relacji łączących ją ze społeczeństwem i światem przyrodniczym. Z tych filozoficznych założeń wynikają wszystkie inne elementy wiązane tradycyjnie z anarchizmem: bezpardonowa krytyka istniejących struktur oraz instytucji politycznych i ekonomicznych, postulowana wizja właściwej organizacji społeczeństwa oraz rewolucyjna droga realizacji tego ideału.

W opinii politologów występowanie tych czterech elementów (specyficznej filozofii, specyficznej

formy krytyki rzeczywistości, specyficznego projektu oraz — o czym nie wszyscy pamiętają — specyficznej wizji sposobu przejścia od stanu istniejącego do postulowanego) pozwala traktować jakiś zespół poglądów jako odrębną ideologię.

W aspekcie filozoficznym anarchizm przeciwstawia się całą mocą wizji świata zrodzonej przez myśl

oświeceniową. Zakłada ona nieusuwalny konflikt świata przyrodniczego i ludzkiego stanowiący siłę motoryczną postępu. Społeczeństwo traktowane jest jako element sztuczny, wtórny i obcy wobec jednostki i przyrody. Procesy uspołecznienia i akulturacji jednostki prowadzą do jej wynaturzenia. Sens istnienia ludzkości upatruje się w podboju świata przyrodniczego i podporządkowaniu go jej potrzebom. Dokonuje się to w procesie pracy, rozumianej jako podstawowe zadanie społeczeństwa. Poglądy powyższe odnajdujemy we wszystkich ideologiach wywodzących się z Oświecenia — w liberalizmie i większości doktryn socjalistycznych. Czołowa rola sił wytwórczych w marksowskiej teorii dziejów nie jest bynajmniej sprawą przypadku. Tymczasem anarchiści przepojeni są wiarą w pełną harmonię człowieka i przyrody. Ujmują społeczeństwo jako organiczną część natury

podporządkowaną jej prawom i — w normalnych warunkach — umożliwiającą pełny, nieskrępowany rozwój składających się nań jednostek realizujących swój niepowtarzalny potencjał duchowy. Egzaltacja życia pojmowanego jako strumień przeżyć, a nie zespół działań zdeterminowanych czynnikami zewnętrznymi i podporządkowanych celom ponadjednostkowym, prowadzi ich do koncepcji homo ludens przeciwstawianej człowiekowi-wytwórcy (homo faber), Praca, w tym ujęciu, winna stanowić nie społeczny obowiązek, lecz spontaniczną twórczość artystyczną; nie przymusowy serwitut, lecz manifestację wolności. Cała zresztą filozofia anarchizmu jest wyrazem tęsknoty za wolnością i sprawiedliwością jako podstawowymi potrzebami natury ludzkiej.

Widać to bardzo wyraźnie w sposobie- krytyki istniejącego społeczeństwa. Najistotniejsze jest tu bodaj zdecydowane potępienie zasady autorytetu: wszelkich form władzy, przymusu i hierarchii.

Anarchiści są zatem nastawieni wrogo do polityki (ponieważ ucieleśnia ideę władzy), do państwa wraz z jego prawnymi i instytucjonalnymi podporami (narzędzia ucisku), do Kościoła i religii (znów autorytet i hierarchia), ido demokracji (ponieważ oznacza podporządkowanie mniejszości woli większości, mierzenie wagi argumentów arytmetyczną liczbą głosów oraz zasadę reprezentacji ograniczającą możliwość decydowania o sobie przez jednostkę), do kapitalizmu — symbolizującego ucisk ekonomiczny i społeczny — ale także i do socjalizmu państwowego (za wszystko, co niesie ze sobą drugi człon tej nazwy). Atakują z pasją nacjonalizm, militaryzm i inne schorzenia współczesnego sobie społeczeństwa. Cechuje ich nadto niechęć do historii (tradycji) — ponieważ cała przeszłość jawi im się jako łańcuch przypadkowych zdarzeń, w większości godnych potępienia, z którymi w każdej chwili, aktem woli, zerwać można całkowicie więź oraz antyintelektualizm (bardziej ufają emocjom i instynktowi niż rozumowi człowieka) sprzężony z nieufnym stosunkiem do dogmatów i teorii (dehumanizacja).

Naczelną dla anarchistów wartością, otoczoną nieomal kultem, jest wolność. Ma ona stworzyć warunki do autonomicznego, spontanicznego i kreatywnego działania jednostek i grup społecznych; uczynić wszystkich panami swojego losu, podmiotami odpowiedzialnymi za swoje czyny. Ma również utorować drogę do osiągnięcia sprawiedliwości społecznej. Inne cechy wysuwane niekiedy w literaturze przedmiotu, jak np. tendencje do życia wspólnotowego i zakładania stowarzyszeń potraktować można jako środki prowadzące do realizacji wymienionych ideałów. Teoretycy anarchizmu oczekują ich spełnienia w przyszłym bezpaństwowym społeczeństwie kolektywnie władającym środkami produkcji; społeczeństwie składającym się ze sfederowanych ze sobą i całkowicie samorządnych grup terytorialnych i zawodowych spontanicznie zawiązywanych na zasadzie pełnej dobrowolności i w niczym nie krępujących autonomii jednostek.

Realizacja tej wizji możliwa jest, zdaniem anarchistów, jedynie na drodze rewolucyjnej. Wynika to z ich bezkompromisowego stosunku do zastanej rzeczywistości. Jej totalna negacja odbiera sens projektom jakichś cząstkowych reform. Zresztą hasło rewolucji nie budzi w nich żadnych oporów. Przeciwnie, rewolucyjna przemoc, jako wyraz spontanicznej aktywności mas ludowych, uchodzi, w myśl teorii, za siłę oczyszczającą i twórczą. Po to by coś zbudować trzeba wpierw coś zburzyć.

Nie ulega wątpliwości, że tak rozumiany anarchizm stanowi odrębną, specyficzną ideologię, różną od liberalizmu i socjalizmu, z którymi jest najczęściej łączony. Uderza w niej skrajny woluntaryzm, mimo uznawania praw natury; głęboko optymistyczna wizja natury ludzkiej wyrażając się wiarą we wrodzoną dobroć człowieka i umiejętność bezkonfliktowego współżycia z innymi ludźmi przy braku zewnętrznych rygorów, a także ufnością w solidarność mas i lekceważeniem niebezpieczeństwa partykularyzmu, czy egoizmu wspólnotowego; skłonność do manichejskiej wizji świata (siły dobra kontra siły zła) nie pozostawiająca miejsca na żadne kompromisy i półtony; i wreszcie dominacja

krytyki istniejącego porządku nad programem pozytywnym (przyszłości wykreowanej spontanicznym porywem mas nie da się bowiem z góry przewidzieć, pewna jest tylko sama bliskość rewolucji). Dla wielu autorów są to zarazem cechy świadczące o utopijnym charakterze anarchizmu.

Pozostaje jeszcze do rozważenia problem miejsca anarchizmu na mapie politycznej ideologii. W literaturze przedmiotu istnieją w tej kwestii poważne rozbieżności. Wyróżnić można cztery zasadnicze stanowiska:

a) anarchizm stanowi samodzielny nurt w ramach myśli socjalistycznej — jest to pogląd najbardziej

rozpowszechniony i to zarówno wśród historyków anarchizmu (A. Lehning, D. Guerin), jak i socjalizmu (G.D.H. Cole);

b) anarchizm jest skrajną postacią liberalizmu (K. Diehl, E. Hobsbawm, Kempner);

c) anarchizm nie stanowi jednorodnej ideologii — w wydaniu indywidualistycznym związany jest z

liberalizmem, w wydaniu kolektywistycznym, albo anarchokomunistycznym, z socjalizmem (R. Tucker, M. Nomad, P. Lósche);

d) anarchizm jest samodzielną ideologią łączącą w sobie socjalistyczną krytykę liberalizmu i liberalną

krytykę socjalizmu (D. Apter, A. Carter, J. Clark, G. Woodcock).

Rozrzut stanowisk jest tu naturalną konsekwencją wieloznaczności używanej terminologii. Od sposobu rozumienia kluczowych słów zależy ogólny obraz problemu. Autorzy sytuujący anarchizm na skrajnej lewicy socjalizmu utożsamiają go z reguły z poglądami czołowych przedstawicieli nurtu antyautorytarnego w łonie I Międzynarodówki. Za wzór anarchizmu uważają poglądy Bakunina czy Kropotkina: Wydaje się jednak, że autorzy ci stanowczo nie doceniają przeszłości i bogactwa form ideologii libertarnej. Ma ona bowiem, w przeciwieństwie do wyodrębnionego ruchu anarchistycznego, bardzo dawną metrykę, którą trudno jednoznacznie powiązać z dziejami myśli socjalistycznej. Nawet ci koryfeusze anarchizmu, którzy uważali się za „prawdziwych socjalistów", czuli się spadkobiercami linii rozwojowej prowadzącej od stoików, poprzez Godwina do Proudhona, a zatem odbiegającej od wzorców przywoływanych przez klasyków myśli socjalistycznej. Ponadto należy pamiętać, że pewna część aktywistów' bynajmniej nie ograniczająca się do nieprzejednanych indywidualistów, uważała ścisłe wiązanie się z socjalistami za błąd, jeśli nie za zdradę ideałów ruchu, dopatrując się w poglądach czołowych ideologów tej epoki domieszek „obcych" idei — blankizmu, rosyjskiego populizmu i marksizmu — zacierających indywidualistyczny charakter anarchizmu.

Jeśli rozumieć przez socjalizm, najogólniej, dążenie do rozwiązania „kwestii społecznej" w drodze uspołecznienia własności i poprzez stworzenie egalitarnej wspólnoty, podporządkowującej jednostkę interesom zbiorowości, trudno zaakceptować poglądy tych specjalistów, którzy specyfikę anarchizmu upatrują jedynie w taktyce i temperamencie jego zwolenników. Zamiast równości na ich sztandarach powiewa bowiem hasło nieograniczonej wolności jednostki, zaś kolektywistyczne rozwiązania, zbieżne z programami socjalistycznymi, stanowią tu jedynie środek do osiągnięcia podstawowego celu. Walka jaką prowadzili z kapitalistycznym państwem i jego kulturą nie była tą samą walką, którą toczyli stronnicy Lamennais, Luisa Blanca czy Marksa; wynikała z innych przesłanek i o inne cele się toczyła. Trudno to było dostrzec u schyłku minionego stulecia, kiedy przemożną rolę w międzynarodowym ruchu anarchistycznym odgrywali przejściowo ludzie pokroju Kropotkina lub Elisée Reclusa, których, z uwagi na występowanie w ich pracach elementów obu ideologii, określić można mianem libertarnych socjalistów. Tłumaczy tę z jednej strony głębokie poczucie związku z ruchem socjalistycznym u wielu animatorów anarchizmu tej epoki, które wyraziło się m.in. upartą, choć" bezowocną walką o udział w pracach zdominowanej przez marksistów II Międzynarodówki, a

jednocześnie praktyczną niemożność bezkonfliktowego współdziałania z socjalistami w dłuższych, okresach czasu, co wykazały rewolucje 1905 i 1917 r., albo wydarzenia wojny domowej w Hiszpanii. Częste, choć nie nagminne, przypadki konwersji — tj. przechodzenia z obozu antyautorytarnego do obozu zwolenników działań parlamentarnych i vice versa, świadczą raczej o dużym rozchwianiu poglądów niż o szczególnym powinowactwie ideowym. Cyrkulacja na podobną skalę dokonywała się wszak również między organizacjami nacjonalistycznymi a socjalizującymi, a później np. między syndykalistami a faszystami.

2. Spuścizna Godwina

Poszukiwanie starożytnych antenatów przez ruch społeczny, którego historia sięga wstecz zaledwie kilku pokoleń, nie jest niczym wyjątkowym. Anarchiści mają wszakże specjalne powody, aby tak postępować. Filozoficzny i literacki anarchizm, bunt jednostki przeciwko ograniczeniom narzucanym jej przez świat zewnętrzny, jest bowiem w gruncie rzeczy tak stary, jak stara jest ludzkość. Nieprzypadkowo na listach „przodków" pojawiają się postacie takie, jak praojciec Adam, Prometeusz, Szatan i Robin Hood, czy wreszcie Jezus Chrystus. Poglądy w tej materii są zresztą wyjątkowo niespójne; sporządzenie własnej, oryginalnej listy zdaje się być ambicją każdego badacza. Wymieniani są w tym kontekście nawet Platon (prekursor współczesnego totalitaryzmu w interpretacji Poppera), Rousseau (którego Bakunin określił jako „pisarza, który wyrządził najwięcej zła w minionym stuleciu") oraz Hobbes. Najczęściej jednak padają nazwiska Lao Tse, Karpokratesa, Zenona z Kition wraz z całą szkołą stoików, Rabelais, La Boetie, Bossueta, Diderota, Mesliera, a spośród aktywnych uczestników Rewolucji Francuskiej — Jeana Varlet, Sylviana Marechala i wodza „wściekłych" Jeana Roux. Wspomina się o gnostykach średniowiecznych, o husytach i anabaptystach. Trudno kwestionować libértame sympatie przynajmniej części osób oraz grup umieszczonych na tej liście, ale daleko stąd jeszcze do rozbudowanej teorii wolności. Stworzy ją, jako pierwszy dopiero William Godwin (1756-1836), współczesny wydarzeniom rewolucyjnym we Francji w dziele zatytułowanym An Enquiry Concerning the Principies "ot Political Justice, and Its Influence on General Virtue and Happiness (1793).

Godwin — kolejno pastor, reformator wychowania, publicysta i literat — zespolił ze sobą dwie różne tradycje: kult rozumu charakterystyczny dla francuskiego Oświecenia oraz angielski nonkonformizm wiodący od radykalnych sekt religijnych XVII w. do filozoficznego radykalizmu utylitarystów. Dało to w sumie mieszaninę o własnościach piorunujących. Nieprzypadkowo „Gentleman Magazine" pisał po jego śmierci, że „byłoby lepiej dla ludzkości, gdyby ten człowiek nigdy się nie urodził". Godwin wychodził z założenia, że istniejąca organizacja społeczeństwa unieszczęśliwia ludzi, ponieważ opiera się na wszechobecnym przymusie i obraża ich poczucie sprawiedliwości; że utrzymuje ją przy życiu jedynie sankcja prawa — tyrańskiego narzędzia każdej' władzy — któremu przeciwstawia powszechne i niezmienne prawo moralne, zgodne z odczuciami każdej myślącej jednostki. Na przeszkodzie do stworzenia społeczeństwa „prawdziwej wolności i doskonałej równości" stoi władza polityczna — źródło zła, błędów i negatywnych wpływów wychowawczych w obecnym systemie; instytucja, której długie dzieje są nieprzerwanym pasmem zbrodni. Jej likwidacja nie zapewni jednak automatycznie politycznej sprawiedliwości, jeśli rezygnacji z wszelkich form przymusu nie będzie towarzyszyła radykalna przebudowa stosunków własnościowych w takim duchu, aby nikt nie miał prawa do przechwytywania owoców cudzej pracy.

Anarchia, czyli stan totalnego chaosu społecznego, to zdaniem Godwina „skuteczny, choć straszny" środek przezwyciężania despotyzmu, mniej odeń niebezpieczny ze względu na swój przejściowy charakter. „Anarchia rozbudza umysł, uruchamia energię i inicjatywę społeczną, aczkolwiek nie czyni tego w najlepszy sposób". Może być jedynie chwilowym rozwiązaniem, przystankiem na drodze do pożądanego ideału. Bardzo krytyczny jest również stosunek autora do haseł rewolucyjnych. Groźniejsi od wrogów są — jak pisze — powodowani najlepszymi intencjami, lecz niecierpliwi obrońcy dobra powszechnego. Eskalacja przemocy niczego nie rozwiąże; zmian politycznych nie można bowiem dowolnie dekretować. Mogą być one wyłącznie skutkiem równoległych zmian zachodzących w

ludzkich umysłach. Ustrój społeczno-gospodarczy odpowiada zaawansowaniu moralnemu społeczeństwa. Kiedy na tym polu nastąpią pożądane przeobrażenia, „nie trzeba będzie staczać żadnej walki ani stosować przemocy w jakiejkolwiek postaci. Przeciwnicy będą zbyt nieliczni i słabi, by móc poważnie myśleć o oporze przeciw powszechnym odczuciom ludzkości".

Stanowisko takie przesądziło o kluczowej roli kwestii związanych z wychowaniem w systemie poglądów Godwina. Oświeceniowy bagaż pisarza daje w nich znać o sobie bodaj najsilniej. Ludzie modelowani są przez środowisko, w którym żyją. Przychodzą na świat jako tabula rasa, ale z wrodzoną inklinacją do czynienia dobra i poddawania się racjonalnym argumentom. Natura wyposażyła ich szczodrze w rozum i nieograniczoną zdolność do samodoskonalenia. Jeśli czynią zło, to tylko nieświadomie, z niewiedzy. Gdyby kierowali się w swoim postępowaniu zawsze wskazaniami rozumu, tworzyliby bezkonfliktowe społeczeństwo, w którym wszelkie atrybuty przymusu byłyby zbędne. Ogromna odpowiedzialność spada w tej sytuacji na system wychowawczy. Godwin był prekursorem idei „wolnej szkoły" rozwijającej niezależność intelektualną oraz wrażliwość moralną uczniów i jednocześnie pierwszym konsekwentnym krytykiem koncepcji wychowania państwowego (za podawanie wiedzy w postaci pewników, kultywowanie przesądów i ograniczenia samodzielności uczniów).

Społeczeństwo jest dla Godwina po prostu agregatem jednostek stworzonych, dla ich wygody, nie powinno zatem nigdy zastygnąć w jakimś ostatecznym kształcie. Z pasją krytykuje koncepcję umowy społecznej,, która krzywdzi przyszłe pokolenia wystawiając zobowiązania w ich imieniu, a zarazem odbiera jednostce jej święte prawo wyboru własnej drogi. Zaleca bierny opór w sytuacji, gdy działania ogółu sprzeczne są z indywidualnym poczuciem sprawiedliwości. Wśród organizacji społecznych popiera tylko stowarzyszenia dla celów doraźnych oraz luźne grupy dyskusyjne ułatwiające dochodzenie do prawdy. Jest zdecydowanie przeciwny instytucjom politycznym demokracji parlamentarnej: ciałom przedstawicielskim, w których każdorazowa większość narzuca pozostałym fikcję jedności i głosowaniu powszechnemu („przesądzanie o słuszności poglądów w drodze liczenia głosów" określa jako „nieznośną zniewagę dla rozumu i sprawiedliwości"). Sam proponuje system minimalizujący zło — krańcową postać demokracji bezpośredniej. Oczyma wyobraźni widzi wielką ogólnoświatową republikę złożoną z setek tysięcy drobnych wspólnot lokalnych („parafii"), całkowicie niezależnych od siebie i załatwiających swoje sprawy własnym sumptem. Głęboka decentralizacja umożliwi wszystkim ludziom aktywny udział w życiu publicznym. Będzie mieć ono zapewne charakter niezinstytucjonalizowany, aczkolwiek niezbędne okazać się może powołanie ciał o kompetencjach sądowniczo-arbitrażowych. Jednakże poważniejsze przestępstwa czy konflikty w tych zracjonalizowanych, podatnych na perswazję społeczeństwach w ogóle nie wchodzą w rachubę. Niezbędną dozę konformizmu wymusi na jednostkach cenzura moralna otoczenia, która z powodzeniem zastąpi przymus administracyjny. „Gdyby społeczności zadowoliły się małym obszarem, z klauzulą konfederacji w sytuacjach wyjątkowych, miast aspirować, jak dotychczas, do rozległych terytoriów i sycić swą próżność marzeniami o imperium, każda jednostka wystawiona byłaby na widok publiczny; dezaprobata sąsiadów, rodzaj przymusu wynikający z systemu społecznego, a nie efekt ludzkiego kaprysu, nieuchronnie zobligowałyby ją albo do poprawy, albo do emigracji".

Z enigmatycznych wypowiedzi Godwina na temat przyszłych stosunków ekonomicznych zdaje się wynikać, że przewiduje pełne uspołecznienie własności (,,property placed on equitable basis"). Zasada wzajemności stanowiąca istotę sprawiedliwości wymaga jednak, aby dostęp do dóbr wiązał się z określonymi zobowiązaniami jednostki względem społeczeństwa, tzn. w pierwszym rzędzie — z wykonywaniem pracy społecznie użytecznej. Będzie to przede wszystkim rękodzielnictwo oraz praca w rolnictwie zaspokajające podstawowe, niewyszukane potrzeby ludzkie i nieograniczająca

samodzielności jednostki w procesie wytwórczym. Rezygnacja z luksusu pozwoli ją ograniczyć być może nawet do trzydziestu minut dziennie! Godwin nie jest sympatykiem industrializacji, aczkolwiek cieszy go perspektywa wyręczania człowieka przez maszyny. Rozwinięta kooperacja, bez której produkcja przemysłowa nie jest możliwa, budzi jego pryncypialny sprzeciw; ogranicza wszak inicjatywę i niezależność jednostek. Jest przy tym niebywale konsekwentny w swojej niechęci do zinstytucjonalizowanych form współdziałania — z tego samego powodu poddaje ostrej krytyce takie formy sztuki, jak spektakle teatralne czy koncerty symfoniczne!

Purytańskie wychowanie Godwina rzutuje na jego indywidualizm, egzaltację indywidualnego sumienia, skłonność do moralizowania i ascetyzmu. Jednocześnie, jak na człowieka tej doby przystało, jest nieposkromionym optymistą, racjonalistą, apologetą postępu. Political Justice pisał w burzliwych latach Wielkiej Rewolucji, ale nie ma w niej aktualizujących wstawek. W intencji autora miała to być beznamiętna analiza kwestii, w których pobłądzili przed nim Montesquieu, Rousseau i Burke. To nieco abstrakcyjne i akademickie ujęcie tematu, jak się wydaje, uratowało książkę. Legenda głosi, że William Pitt osobiście udzielił zgody na jej druk wyrażając przekonanie, że dzieło, które kosztuje 3 gwinee nie może być zbyt szkodliwe. Niewiele się pomylił. Chociaż zawarte są w nim in crudo podstawowe idee anarchizmu, było praktycznie nieznane nawet czołowym działaczom ruchu przez prawie cały wiek XIX. Po przejściowym zainteresowaniu ze strony młodych: poetów: Shelleya (zięcia Godwina), Coleridge'a, Wordswortha i Southeya, Godwin popadł w zapomnienie nawet w ojczystej Anglii. Należną rangę przywrócił mu dopiero Kropotkin, lecz on sam i jego poprzednicy tworzyli zręby ideologii libertarnej właściwie od podstaw, popełniając wiele nieświadomych plagiatów.

3. Proudhon i proudhoniści

Poglądów „ojca anarchizmu" Pierre-Josepha Proudhona (1809-1865) nie sposób przedstawić w postaci spójnej i zamkniętej doktryny. Byłoby to niezgodne z jego wizją świata oraz z właściwym mu stylem myślenia i sposobem formułowania opinii. Proudhon był myślicielem niesystematycznym i programowo niechętnym dogmatom, wielokrotnie powracającym do tych samych kwestii rozpatrywanych wciąż na nowo ze zmieniających się punktów widzenia. We wszystkich zjawiskach i rzeczach, które poddawał analizie odkrywał nieusuwalną antynomię. W odróżnieniu od Hegla zakładającego przezwyciężanie sprzeczności w drodze dialektycznej syntezy przeciwieństw, widział jedynie możliwość doprowadzenia ich do stanu „dynamicznej równowagi". Charakterystyczna dla myśli filozofa skłonność do paradoksów jest odbiciem antynomicznej natury samej rzeczywistości. „Ludzie lubią proste idee i mają rację. Niestety, prostotę, której szukają odnaleźć można jedynie w sprawach elementarnych, a świat społeczny i człowiek składa się z nierozwiązywalnych problemów, przeciwstawnych zasad i konfliktowych sił. Organizm oznacza komplikację, wielorakość, sprzeczność, opozycję, niezależność" — czytamy w Teorii podatków z 1861 r. Jeśli dodać do tego inne cechy jego języka: grandilokwencję, niejasność, nadużywanie hipostaz i sylogizmów, nadawanie wyrazom własnych znaczeń — stanie się oczywiste, że zadanie interpretatorów dążących do ujęcia syntetycznego jest w tym wypadku niezmiernie utrudnione. Świadczy o tym zresztą najwymowniej ogromna rozpiętość ocen jego poglądów. W swoim antydogmatyzmie był jednak Proudhon niesłychanie konsekwentny. Strzegąc zazdrośnie niezależności intelektualnej nie wiązał się jednocześnie z żadnym ugrupowaniem czy doktryną, swoich prac nie adresował do żadnego' konkretnego audytorium; zachowywał nieufność samouka wobec wszelkich autorytetów.

Już pierwsze próby pisarskie Proudhona zapowiadają jego późniejsze zainteresowania. W

konkursowej rozprawie „O świętowaniu niedzieli" z 1839 r. pojawia się już krytyka zasady własności, która stanie się leitmotivem pierwszego okresu twórczości. Tam też znajdujemy stwierdzenie, że

celem społeczeństwa". Zadanie, jakie stawia sobie autor: „Znaleźć taki

stan równości społecznej, który nie byłby ani wspólnotą, ani despotyzmem, ani rozdrobnieniem, ani anarchią, lecz wolnością w ramach ładu i niepodległością w jedności" znajduje wstępne rozwiązanie w głośnej pracy Co to jest własność? opublikowanej w 1840 r. Szokujące współczesnych, prowokacyjne sformułowanie identyfikujące własność z kradzieżą nie oznacza tu, wbrew pozorom, całkowitego przekreślenia własności prywatnej. Wyraża jedynie przeświadczenie, że uznawana teoria własności

sprzeczna jest z ideałami równości i sprawiedliwości, i że dopiero uspołecznienie definiuje politykę

zaprowadzania porządku w społeczeństwie, w którym nie uznaje się żadnych praw

ekonomii, w którym równowaga jest unicestwiona, wolność zdławiona, świadomość wypaczona, a siła kolektywu — zmonopolizowana" środków produkcji, przy zachowaniu praw wytwórców do pełnego produktu swojej pracy, przyniesie upragnione rozwiązanie. Przyszły ustrój będzie zatem syntezą dobrych stron własności prywatnej i komunizmu. Autor nazywa go wymiennie Wolnością (Liberté) lub Anarchią, samego zaś siebie określa mianem anarchisty. W ten sposób słowo to nabiera po raz pierwszy pozytywnego sensu oznaczając zwolennika porządku nie opartego na przymusie politycznym. „Swobodne stowarzyszenie, wolność — której wyłączną funkcją jest utrzymywanie równości w środkach produkcji i wzajemności w wymianach — stanowi jedyną możliwą, jedyną słuszną formę społeczeństwa" — stwierdza Proudhon. Spodziewa się on, że bezpośrednia wyminą produktów przez wytwórców nie tylko wyeliminuje motyw zysku, ale także radykalnie przekreśli głód i przestępczość. Późniejsze prace Proudhona są na "ogół rozwinięciem zarysowanych tu wyjątków. W

jako „sztukę

„równość warunków jest [

]

latach czterdziestych dominują w nich rozwlekłe analizy sprzeczności występujących w istniejącym systemie społecznym i gospodarczym, a także w usprawiedliwiającej go teorii ekonomicznej (De la création de l'ordre dans l'humanité, ou Principes d'organization politique, 1843, Système des contradictions économiques ou la philosophie de la misère, 1846). Pod wpływem własnych krytycznych przemyśleń na temat socjalistycznych teorii oraz kontaktów z tajnymi stowarzyszeniami lyońskich robotników, Proudhon na długo przed rewolucją 1848 r. przeciwstawia ideał przebudowy ekonomicznej programom i działaniom politycznym. Rewolucyjne środki uważa za nieskuteczne i niebezpieczne z samej swej istoty; terror i przymus niezbędny dla obalenia istniejącego porządku, uwikłany we własne sprzeczności nie rozwiąże żadnych autentycznych problemów. Może tylko zastąpić jeden despotyzm innym. Z kolei instytucje demokratyczne ocenia w Notatkach jako „tyranię, najgorszą z tyranii". Wybory powszechne są fikcją, zaś zasada reprezentacji koliduje z ideą suwerenności, ogranicza uprawnienia jednostek i mniejszości, a przede wszystkim jest sprzeczna z postulatami rozumu. Władzę polityczną w każdej postaci przedstawia jako nieopisany despotyzm. „Być rządzonym to być obserwowanym, i nadzorowanym, szpiegowanym, kierowanym, nastawianym, podporządkowanym ustawom, indoktrynowanym, zmuszanym do wysłuchiwania kazań, kontrolowanym, szacowanym, ocenianym, cenzurowanym, poddawanym rozkazom ludzi, którzy nie mają ani prawa, ani wiedzy, ani cnót obywatelskich. Być rządzonym oznacza przy każdej transakcji, przy każdym działaniu, przy każdym ruchu być odnotowanym, rejestrowanym, kontrolowanym, opodatkowanym, ostemplowanym, opatentowanym, licencjonowanym, autoryzowanym, aprobowanym, napominanym, krępowanym, reformowanym, strofowanym, aresztowanym. Pod pretekstem dbałości o dobro ogółu jest się opodatkowanym, drenowanym, zmuszanym do płacenia okupu, eksploatowanym, monopolizowanym, poddawanym presji, uciskanym, oszukiwanym, okradanym; wreszcie przy najsłabszych oznakach oporu, przy pierwszych słowach skargi, represjonowanym, karanym, obrażanym, nękanym, śledzonym, poniżanym, bitym, rozbrajanym, duszonym, więzionym, rozstrzeliwanym, sądzonym, skazywanym, deportowanym, chłostanym, sprzedawanym, zdradzanym, i na koniec wyśmiewanym, wyszydzanym, znieważanym, okrywanym hańbą. Taki jest rząd, taka jest jego sprawiedliwość, taka jest jego moralność".

Podczas wydarzeń rewolucyjnych 1848 r. Proudhon formułuje historyczną tezę o konieczności wyzwolenia się proletariatu pod względem ekonomicznym własnymi siłami, poza istniejącymi strukturami politycznymi. Podstawową rolę w jego programie z tego okresu odgrywa idea spółdzielczego Banku Ludowego, przyznającego udziałowcom bezprocentowe kredyty, wystawiającego tzw. czeki pracy, sprzyjającego bezpośredniej wymianie produktów i różnym formom samopomocy. Miało to zabezpieczyć drobnych^ wytwórców i robotników przed zgubnymi następstwami kryzysów, a w dalszej perspektywie doprowadzić do głębokich przeobrażeń całego systemu gospodarczego osiągniętych stopniowo środkami pokojowymi. Taką „permanentną rewolucję" autor Filozofii nędzy rzecz jasna aprobował.

Swoje ostateczne stanowisko w tej kwestii wyraził Proudhon w Wyznaniach rewolucjonisty (1849) oraz Myśli ogólnej rewolucji w .XIX w. (1851) — dziełach, w których pokusił się o teoretyczne uogólnienie wniosków wynikających z najnowszej historii Francji po 1789 r. Dotychczasowe rewolucje realizowane środkami politycznymi (,,od góry") zawiodły, ponieważ nie zniszczyły zasady autorytetu, rodzącej przymus i nierówność. Jedynym środkiem prowadzącym do realizacji szczytnych haseł 1789 r. jest rewolucja ekonomiczna („od dołu"), kierująca się zasadą sprawiedliwości godzącą Wolność z Równością. Dokonuje się ona powoli i nieuchronnie w łonie istniejącego społeczeństwa aż doprowadzi do zupełnego rozpłynięcia się władzy w organizmie ekonomicznym. Swobodnie zawiązywane stowarzyszenia i dobrowolne umowy zastąpią istniejące dziś prawa. Wojsko, policja, urzędy — okażą się zbędne. Robotnicy zarządzać będą bezpośrednio fabrykami i środkami transportu, a zamiast dawnych podziałów klasowych istnieć będą jedynie podziały funkcjonalne. Powstanie zatem

nowy porządek społeczny, który zapewni ludziom powszechną wolność i dobrobyt, prymat rozumu, kres antagonizmów wskutek identyczności interesów, „równość przeznaczeń", godność pracy oraz nieograniczoną możliwość samodoskonalenia. Brzmi to trochę jak koncert życzeń nieuleczalnego optymisty, pamiętać wszakże należy, że Proudhon nie zamierzał bynajmniej forsować swoich projektów. Rzeczywistość społeczna nie powinna bowiem, jak sądził, wyprzedzać stanu świadomości ogółu. Zdecydowanie odrzucał takie formy walki ekonomicznej, jak sabotaże, czy nawet strajki — formy godzące.

Trzy filary istniejącego porządku — państwo, własność i religia poddane zostały najpełniejszej krytyce w rozwlekłym dziele zatytułowanym „O sprawiedliwości w rewolucji i Kościele” (1858). Jednak to nie mało konsekwentny atak na Kościół zasługuje tu na szczególną uwagę, ale potępienie Komunizmu (zabsolutyzowany interes publiczny) i Indywidualizmu (zabsolutyzowana Wolność) w imię Sprawiedliwości (poszanowanie godności ludzkiej), która stworzy „ustrój społeczny oparty na systemie wolnej wymiany i wzajemnych gwarancji, mający jako wykładnik — arbitraż gminy, jako sankcję — jej władzę". Istotnym, uzupełnieniem tej wizji jest koncepcja powszechnej decentralizacji, rozwinięta w ostatnich latach życia Proudhona (Du principe federatif, 1863). Stadium przejściowym na drodze do odległej jeszcze powszechnej anarchii stać się powinien ustrój federacyjny — na szczeblu lokalnym pod postacią sfederowanych, autonomicznych i samorządnych gmin; w stosunkach międzynarodowych — w postaci konfederacji całych regionów geograficznych, które zastąpią jako jednostki dzisiejsze państwa i narody. Organy centralne konfederacji spełniałyby jedynie funkcje koordynacyjne. Miast jednolitej administracji państwowej, notorycznie niesprawnej wskutek koncentracji kompetencji, działałyby wówczas równolegle niezliczone ilości wyspecjalizowanych ciał poddanych kontroli publicznej. Trzeba wszakże w tym miejscu zaznaczyć, że Proudhon nie był entuzjastą stowarzyszeń. Bardziej niż associations cenił małe, naturalne grupy lokalne, przede wszystkim zaś rodzinę — cytadelę prawdziwej moralności i rzeczywistych autorytetów.

Pojawienie się w II Cesarstwie na początku lat sześćdziesiątych reprezentatywnych przedstawicielstw robotniczych zmusiło Proudhona do zajęcia stanowiska wobec zgłaszanych przez nie aspiracji. Summa jego poglądów w tej kwestii jest opublikowana już pośmiertnie (1865) książka O zdolności politycznej klas pracujących, stanowiąca kamień milowy w dziejach francuskiego socjalizmu. Potwierdzając raz jeszcze potrzebę absenteizmu politycznego oraz „praktycznej separacji" proletariatu we własnych organizacjach, uznał w niej zarazem po raz pierwszy jednostki produkcyjne za „grupy naturalne", które w przyszłości stanowić będą fundament systemu federacyjnego. Teza ta pozwala upatrywać w Proudhonie prekursora syndykalizmu rewolucyjnego.

Szczególne zainteresowania samouka z Besançon sprawami proletariatu, udokumentowane dobitnie jego postawą podczas dni czerwcowych 1848 r, w Paryżu nie oznacza bynajmniej pełnej identyfikacji z robotnikami. Bezstronna analiza organizacji społecznej wymagała odeń krytycznego dystansu do wszystkich aktorów sceny społecznej. Nie idealizował ludu, chociaż czuł się z nim związany, o czym świadczą wymownie tytuły wydawanych przez niego gazet („La Représentant du peuple", „La Voix du, peuple", ,,Le Peuple"); pisał, że lud pozostawiony sam sobie „nie zdobył się na nic więcej, jak na kopiowanie, na wzór uczniów naśladujących swych nauczycieli, przykładów, które miał przed oczyma i przyczyniał się do uwstecznienia społeczeństwa". Chłopów określał jako „klasę obrzydliwą, najbardziej egoistyczną, zupełnie pozbawioną szlachetnych instynktów, w najwyższym stopniu sprzedajną, konserwatywną, obłudną, najbardziej zajadłą na punkcie własności".

Osamotnienie Proudhona nie było jednak wyłącznie rezultatem świadomego wyboru. Specyficzna mieszanina radykalizmu i konserwatyzmu w jego poglądach zrażała doń wielu potencjalnych sympatyków. Socjaliści i demokraci nie mogli się pogodzić z głośną aprobatą dyktatury Ludwika

Bonapartego, poparciem jezuitów w Szwajcarii w 1846 r. i dla federalistów z Południa w wojnie secesyjnej; z potępieniem narodowowyzwoleńczych aspiracji Polaków i Włochów; z rasizmem, antysemityzmem i anglofobia u czołowego krytyka nacjonalizmu. Szokowało usprawiedliwianie militaryzmu i systemu niewolniczego, opowiadanie się za utrzymaniem kary śmierci oraz tortur, sprowadzanie kobiety do roli opiekunki domowego ogniska w patriarchalnej rodzinie. Ideolodzy francuskiej prawicy skutecznie eksploatowali te wątki w następnych stuleciach. Niezależnie jednak od nadawanej im racji, twórczość oraz działalność myśliciela ocenić wypada jako przełomową z punktu widzenia historii anarchizmu. Po raz pierwszy abstrakcyjne ideały orędowników absolutnej wolności przełożone zostały na język działań konkretnych, atrakcyjnych dla rodzącego się ruchu anarchistycznego. Gwarantyzm (mutualizm) w dziedzinie gospodarczej, jak również postulaty federalizmu i samorządności zapuściły za jego sprawą mocne korzenie w świadomości następnych pokoleń. Odwoływali się do nich m.in. Kropotkin, Sorel i Abramowski, a także niektórzy francuscy radykałowie (Gambetta) oraz nastawieni antycentralistycznie przedstawiciele hiszpańskiej burżuazji. Nie ulega jednak wątpliwości, że najzagorzalszych popleczników znalazł Proudhon w środowiskach robotniczych.

Nie był to mariaż przypadkowy. Pierwsze organizacje o charakterze mutualistycznym powstały wszak

w Lyonie już na początku lat trzydziestych. Idee Proudhona zapewne odpowiadały specyficznym

potrzebom nielicznego jeszcze proletariatu, wywodzącego się w większości ze wsi i zawieszonego gdzieś pomiędzy warsztatem a fabryką. Trudno inaczej wytłumaczyć powodzenie skomplikowanych, nie schlebiających czytelnikom rozpraw autora Filozofii nędzy. W słynnym Manifeście sześćdziesięciu z 1864 r., otwierającym nowy rozdział w dziejach francuskiego ruchu robotniczego, była wprawdzie jeszcze mowa o potrzebie własnego przedstawicielstwa parlamentarnego, ale główny nacisk położony został na konieczność samowyzwolenia społeczno-ekonomicznego proletariatu. Po roku, w zdominowanej przez „sektę proudhonistów" świeżo utworzonej francuskiej sekcji ! Międzynarodówki Henri Tolain, Charles Limousin i Ernest Edouard Fribourg swoje nadzieje lokowali już tylko w ruchu spółdzielczym, izbach syndykalnych i towarzystwach kredytowych. Nauki

nieżyjącego już mistrza traktowali jak dogmat. Sprzeciwiali się projektom powszechnego szkolnictwa państwowego, aktywizacji zawodowej kobiet, wszelkim działaniom politycznym, strajkom, ingerencji

w stosunki między „patronem" a robotnikami, zgłaszanej przez związkowców angielskich idei

skrócenia dniówki do ośmiu godzin. Nastawieni reformistycznie widzieli w Międzynarodówce „instrument, który umożliwi proletariatowi zajęcie należnego mu miejsca przy pomocy środków pokojowych, legalnych i moralnych". Kulminacja wpływów proudhonistów w międzynarodowym i francuskim ruchu robotniczym przypada na lata 1866-1867. Program przedstawiony przez delegację francuską na kongresie w Genewie (1866) był czysto mutualistyczny i obficie okraszony cytatami z dzieł Proudhona. Na kongresie lozańskim, w rok później, delegaci z Paryża wystąpili z referatami na temat „ekwiwalencji funkcji" (Chemale) oraz mutualizmu i federacji (Tolain). Podjęte wówczas uchwały udzieliły pełnego poparcia tym ideom. Jedynie propozycja wyeliminowania inteligentów z Międzynarodowego Stowarzyszenia Robotników nie znalazła popleczników.

Poważne wpływy zdobyli sobie proudhoniści w Belgii (m.in. De Paepe) i Hiszpanii. Dla działaczy tamtejszych było to jednak przeważnie stadium przejściowe na drodze do kolektywizmu,, podczas gdy Francuzi trwali wiernie na dawnych pozycjach długo po pojawieniu się Bakunina. Utrata prymatu w sekcji francuskiej na rzecz kolektywistów (Malon, Varlin) w roku 1868 w niczym nie zmieniła ich poglądów. Szeroko reprezentowani we władzach komunalnych Paryża po 18 marca 1871 r. (Courbet, Beslay, Longuet, Camelinat, Vermorel) w projektach reform nie wychodzili poza typowe rozwiązania mutualistyczne. Dość wspomnieć, że federalistyczny Manifest Komuny z 19 kwietnia brzmi tak, jakby wyszedł spod pióra samego Proudhona. Decydujący cios ich wpływom zadały dopiero prześladowania, które nastąpiły po upadku Komuny.

4. Anarchizm w wydaniu Bakunina. Początki kolektywizmu

Teorie Michaiła Bakunina (1814-1876), najpopularniejszego bodajże przedstawiciela ideologii libertarnej w XIX-wiecznej Europie, wciąż jeszcze, z górą sto lat po jego śmierci, budzą ogniste polemiki i są przedmiotem najróżnorodniejszych interpretacji. Jeśli jedni autorzy widzą w nich symbol intelektualnej nieodpowiedzialności lub w najlepszym razie pozbawione oryginalności połączenie Proudhona z blankizmem; inni zaliczają je do najwyższych wzlotów ducha ludzkiego (A. Lehning). I nie ma w tym nic dziwnego. Chaotyczne, powstające w pośpiechu i z reguły

niedokończone dzieła, czy też raczej bruliony Bakunina pisane są z pasją, która wyklucza obojętne nastawienie czytelników; wyzwalają emocje sprzyjające w sposób naturalny różnicowaniu stanowisk. Ta sama pasja, połączona z wulkaniczną energią uwidacznia się w całym życiu Bakunina nierozerwalnie splecionym z jego twórczością. Trudno zatem rozpatrywać tę twórczość w oderwaniu

od jej historycznego kontekstu. Autor głośnej Spowiedzi (1857) nie był przecież kawiarnianym

filozofem dbającym o opinię potomności, ani nawet salonowym rewolucjonistą, ale pełnym witalności działaczem piszącym swoje teksty przeważnie dla doraźnych potrzeb ruchu, którym kierował. W

konsekwencji opinie o Bakuninie — aktywiście zaciążyły w wielu interpretacjach nad oceną Bakunina

- myśliciela. Rozbieżne poglądy na temat wkładu Bakunina do teorii anarchizmu wynikają również z

przyjęcia odmiennej perspektywy badawczej. Nie jest wszak bez znaczenia, czy uwzględnia się w tym kontekście jedynie dorobek ostatnich, bezdyskusyjnie anarchistycznych lat życia, czy też całą twórczość ,,Michela". Teza o twórczym charakterze działań niszczycielskich pojawia się przecież bardzo wcześnie, bo już w roku 1842. Z połowy lat czterdziestych datują się ożywione kontakty z Proudhonem, które nie pozostały bez wpływu na program federacji słowiańskiej. Niemniej jednak, generalnie, Bakunin pozostaje w tym okresie w kręgu oddziaływania młodej lewicy heglistów niemieckich oraz idei „roku 1848" reprezentowanych przez rewolucyjnych demokratów. Ideały

demokracji i państwa narodowego odrzuci ostatecznie dopiero w drugiej połowie lat sześćdziesiątych,

a „centralizację ekonomiczną" — po roku 1870 . Rebeliancka natura Bakunina bardzo długo szukała

najodpowiedniejszej dla siebie filozofii, a kiedy ją wreszcie znalazła, nie pozwoliła jej zakrzepnąć w schematach.

W dziejach myśli anarchistycznej Bakunin odegrał rolę pierwszoplanową nie jako szczególnie

oryginalny myśliciel, lecz jako ten, który nadał jej jednoznacznie rewolucyjny charakter; przepoił wiarą w ziszczalność i bliskość wymarzonych ideałów; sformułował konkretny program prowadzący

do ich spełnienia. Tym samym stworzył ideologiczny i organizacyjny fundament dla ruchu

społecznego powołującego się na hasła nieograniczonej wolności i autonomii jednostki. Ponadto to on właśnie, bardziej niż z ktokolwiek inny, przyczynił się do nadania tym hasłom kolektywistycznego wymiaru. Bowiem wolność, w jego ujęciu, nie istnieje poza społeczeństwem. Absolutną wolność wyizolowanych egoistycznych jednostek Stirnera uważa za absurd. Człowiek jest tworem społeczeństwa, a nie odwrotnie. „Dobry dzikus" i umowa społeczna to szkodliwe fikcje ideologiczne,

nie mające związku z rzeczywistością i prowadzące do tyrańskich uzurpacji rozumu. Człowiek ma złą,

zwierzęcą naturę. Nie rodzi się wolny. Do współdziałania z innymi skłania go instynkt stadny, lecz to właśnie współdziałanie stopniowo go humanizuje. Zdobywa swą wolność przez solidarność z innymi ludźmi. Nie jest to wszakże wolność absolutna. Jako cząstka natury, wraz z całym społeczeństwem, podporządkować się musi jej nieubłaganym prawom. Przyroda wyznacza granice jego swobody, ale wszystkie inne, sztuczne bariery na swej drodze może i powinien, zbiorowym wysiłkiem, przezwyciężać.

Powyższa filozofia człowieka zarysowana najpełniej w pracy Le Dieu et Etat prowadzi do wniosku, że prawdziwe interesy jednostek w społeczeństwie są wspólne lub przynajmniej niesprzeczne ze sobą. Konflikty obserwowane we wszystkich znanych nam społeczeństwach są konsekwencją istnienia państwa wprowadzającego głęboki przedział między uprzywilejowaną elitą i większością obywateli, nie zaś dowodem aspołeczności ludzkiej natury. Harmonię społeczną osiągnąć można zatem tylko w jeden sposób — obalając państwo. I wtedy dopiero, jako ukoronowanie procesu historycznego (echa heglizmu), a nie na jego początku, nastanie królestwo wolności. Przeciwstawiając społeczeństwo państwu, miast jednostkę społeczeństwu, Bakunin nadaje pojęciu wolności sens szerszy niż jego poprzednicy. Wolność jest w tym ujęciu całkowicie niepodzielna. „Prawdziwie wolny jestem jedynie wtedy, kiedy równie wolni są wszyscy ludzie, którzy mnie otaczają. Wolność bliźniego nie tylko nie ogranicza, ani nie neguje mojej wolności, lecz przeciwnie, stanowi jej warunek konieczny i potwierdzenie. Dopiero wolność innych czyni mnie naprawdę wolnym" . Burzliwe życie autora tych słów stanowi nie pozbawioną tragizmu próbę dochowania wierności owym ideom.

Ale nie tylko przez swój związek z równością ekonomiczną i społeczną oraz solidarnością międzyludzką bakuninowska koncepcja wolności zasługuje na dokładniejsze rozpatrzenie. Albowiem obok dość tradycyjnej wykładni pozytywnej mieści w sobie również aspekt negatywny — bunt jednostek przeciwko tyranii wszelkich autorytetów (Boga, Państwa, ale także tyranii społeczeństwa), przy czym sprzeciw ten wyraża nie tylko stosunek do zastanej rzeczywistości, ale i potrzebę samoafirmacji. Rewolucja zbiorowy i ukierunkowany, choć spontaniczny bunt ludu — jest zatem siłą twórczą, oczyszczającą. i odnowicielską. „Bez walki społeczeństwo jest martwe" .

Jako teoretyk i praktyk rewolucji Bakunin poświęcał wiele uwagi ocenie rewolucyjnego potencjału poszczególnych klas i warstw społecznych, nigdy jednak nie sformułował w tej kwestii jakichś ostatecznych wniosków. Oceny, jakie napotykamy w jego pracach, są z reguły refleksem chwilowych nastrojów, a nie trwałych przekonań. Generalnie stwierdzić można jedynie, że szczególne nadzieje wiązał z narodami słowiańskimi i latyńskimi (Włosi, Hiszpanie). Bardzo długo, pod wpływem lelewelowskiej teorii gminowładztwa oraz koncepcji słowianofilskich, wierzył w rewolucyjną naturę chłopstwa, ale wydarzenia lat 1870-1871 we Francji zadały tej wierze poważny cios. W ostatniej, już czysto anarchistycznej fazie życia, największym zaufaniem obdarzał młodzież, zdeklasowanych inteligentów oraz elementy lumpenproletariackie . Jeśli dla Marksa przyszła rewolucja ma być dziełem klasy najbardziej przez kapitalizm uciskanej i rozpoczynać się właśnie tam, gdzie najsilniej zapuścił korzenie (z zastrzeżeniem dotyczącym Rosji), twórca anarchokolektywizmu stawia na grupy ludzkie znajdujące się na marginesie gospodarki kapitalistycznej oraz obszary cywilizacyjnie opóźnione. Robotnikom miejskim o kosmopolitycznych i centralistycznych sympatiach przeciwstawia „naturalny federalizm" mas chłopskich4S. Wojna frąncusko-pruska przynosi na krótko zmącenie tej wizji świata. Bakunin ostrzega francuskich socjalistów przed „wściekłym nacjonalizmem" i nieprzezwyciężalnym konserwatyzmem Polaków, których do niedawna oceniał zgoła odmiennie (Listy do Francuza z września 1870 r.), postuluje „terror miast wymierzony przeciwko wsi", ponieważ „jedynie ludność miejska jest patriotyczna i rewolucyjna" (list do C. Gambuzziego z 15 października 1870 r.); na kilka miesięcy przed wybuchem Komuny Paryskiej głosi, że „powszechny wybuch możliwy będzie odtąd tylko na prowincji" (Listy do Francuza z 26 sierpnia 1870 r.). Próba wzniecenia rewolucji w Lyonie kończy się jednak operetkową katastrofą i wkrótce, po upadku Komuny, „szatan zniszczenia" ponownie zwraca wzrok w kierunku Włoch i Hiszpanii.

Obok teorii rewolucji najistotniejszym, a zarazem najoryginalniejszym aspektem bakuninowskiego anarchizmu jest kolektywistyczny program ekonomiczny organicznie związany z koncepcją uspołecznionej jednostki ludzkiej oraz z programem federacyjnym. Ziemia, narzędzia pracy i kapitały mają być uspołecznione — oddane do dyspozycji swobodnie zawiązywanych wspólnot produkcyjnych

i lokalnych, zarówno w miastach, jak i na wsi. Pierwszym krokiem wiodącym do likwidacji prywatnej własności środków produkcji, a tym samym — wszelkich nierówności społecznych, stać się powinno zniesienie prawa dziedziczenia. Jest to niezbędne, ponieważ własność prywatna stoi na drodze wolności, deprawuje umysły i niszczy ducha solidarności międzyludzkiej. W przyszłych kolektywach niezależność jednostek zabezpieczyć mają umowy zawierane wzajemnie przez członków. Każdy będzie mógł sobie wybrać odpowiadające mu stowarzyszenie i dysponować, proporcjonalną do własnego wkładu pracy, częścią wytworzonej wspólnie produkcji, jak również współdecydować o sposobie wykorzystywania posiadanych wspólnie maszyn czy kapitałów.

Stowarzyszenia produkcyjne i gminne stać się mają zarazem, w myśl założeń Bakunina, jądrem przyszłego ustroju politycznego, wolnego od niebezpieczeństw centralizmu. Wizja wielkiej federacji nie opuszcza go przez całe życie, ale jej treść i elementy składowe ulegają stałej ewolucji. W 1848 r. ma to być federacja ludów słowiańskich; po dwudziestu latach, na kongresie Ligi Pokoju i Wolności proponuje Stany Zjednoczone Europy złożone ze sfederowanych ze sobą komun, prowincji i narodów; w ostatecznej wersji, przedstawionej w programie Aliansu, państwa i narody mają być zastąpione przez swobodnie zawiązywane federacje stowarzyszeń rolnych i przemysłowych, wzorowanych na komunach wiejskich. W zestawieniu z rozbudowaną koncepcją Proudhona wizja ta może się wydawać zbyt ogólnikowa, wynika to jednak z wierności zasadzie, iż życie musi wyprzedzać teorię. Miast konstruować misterne, spekulatywne utopie Bakunin woli analizować Komunę Paryską i Federację Jurajską, widząc w nich zarodki przyszłości. System federacyjny jest dlań nie etapem przejściowym na drodze do pełnego anarchizmu, lecz jego niezbywalnym składnikiem — ucieleśnieniem zasady „jedność w różnorodności", stanowiącej ideę wywołała poważne kontrowersje podczas bazylejskiego kongresu I Międzynarodówki (1869) prowadząc do zaognienia stosunków z Marksem, który proponował rezolucję potępiającą wprost instytucję własności prywatnej, zaś jako środek tymczasowy — wysoki podatek spadkowy. W głosowaniu wniosek Bakunina uzyskał poparcie większości obecnych, zbyt nikłe jednak dla podjęcia wiążącej uchwały — J. Freymond, La I Internationale. Genève 1962.

Kolektywistyczne ideały Bakunina w połączeniu z pewnymi wątkami egalitarnymi pozwalały mu uważać się za socjalistę, lecz był to socjalizm szczególnego rodzaju, definiujący się przez wrogość wobec tradycji jakobińskiej oraz autorytaryzmu „socjalizmu państwowego", zainspirowany, bardziej paryskimi dniami sierpniowymi 1792 r. niż pismami któregokolwiek z plejady XIX-wiecznych teoretyków, upatrujący głównego przeciwnika nie w panującym systemie ekonomicznym, lecz w religii i państwie. „Zniesienie Kościoła i Państwa jest pierwszym i nieodzownym warunkiem rzeczywistego wyzwolenia społeczeństwa" — pisze w roku 1871. Uderzający jest u Bakunina brak identyfikacji z którymkolwiek z prądów myśli socjalistycznej. W pracy zatytułowanej Federalizm, socjalizm, antyteologizm (1868) stwierdza, że „reglamentacja była wspólną namiętnością wszystkich socjalistów sprzed roku 1848: Cąbet, Louis Blanc, furieryści, saintsimoniści, wszyscy byli namiętnymi doktrynerami i organizatorami przyszłości, wszyscy byli w mniejszym czy większym stopniu autorytarni". Ale ostrze jego krytyki kieruje się w pierwszym rzędzie przeciw komunizmowi (socjalizmowi niemieckiemu), oskarżanemu o likwidację wolności i hipertrofię państwa . Państwowość a anarchia (1873) podsumowująca polemikę z marksistowską koncepcją dyktatury proletariatu w „okresie przejściowym", trafnie uwypukla niebezpieczeństwo despotycznych rządów małej „oświeconej" mniejszości w rzekomym państwie ludowym. Oczyma duszy widzi już autor rządy inteligencji naukowej jako „najbardziej arystokratyczną, najbardziej despotyczną, najbardziej arogancką i najbardziej pogardliwą ze wszystkich władz".

Bakunin stanowił jednocześnie sam

wdzięczne pole do ataku dla swoich przeciwników. W jego teorii tkwią bowiem immanentne

Uwikłany w spory ideologiczne z Marksem i Mazzinim,

sprzeczności, a liczne próby poddania jej praktycznemu zastosowaniu przyczyniły się do ich uwypuklenia. Pierwsza i zasadnicza sprzeczność dotyczy samej istoty bakuninowskiego anarchizmu:

niezgodności między wolnościowymi ideałami a skrajnie autorytarną naturą rewolucji — jedynego środka wiodącego do ich urzeczywistnienia. Fascynację rewolucyjną przemocą trudno zaiste pogodzić z poszanowaniem dla autonomii jednostki ludzkiej, zaś immoralizm Katechizmu rewolucjonisty oraz Zasad rewolucji (obie prace aprobował, bądź wespół z Nieczajewem napisał) — z moralnością międzyludzkiej solidarności. Idea ogólnoświatowej federacji wydaje się sprzeczna z postulatem pełnej autonomii stowarzyszeń, natomiast antyniemieckie czy antysemickie uprzedzenia kłócą się z uniwersalistycznymi założeniami wyjściowymi. Jeszcze większe sprzeczności zarysowują się między teorią a praktyką prekursora anarchokolektywizmu. Nomad i Stiekłow przytaczają dziesiątki przykładów jego dyktatorskich i centralistycznych zapędów prowadzących do zastąpienia spontanicznej rewolucji „niewidzialną dyktaturą" garstki Międzynarodowych Braci. Inni autorzy podkreślają nieufność wobec wielbionych w teorii mas ludowych czy zaskakujące przywiązanie do burżuazyjnej moralności. Iście rabelaisowski temperament Bakunina oraz akcentowany przezeń prymat życia nad teorią tylko częściowo tłumaczą rozdźwięk między słowami i czynami, z jakim mamy w jego przypadku do czynienia.

Komentatorzy myśli Bakunina pomijają na ogół zupełnym milczeniem ostatnią, schyłkową fazę życia mistrza, z tego chociażby względu, że nie pozostawił w niej po sobie żadnego liczącego się manuskryptu. Tymczasem wolno przypuszczać, że radykalna zmiana poglądów, jaka dokonała się w nim w tym okresie miała bardzo poważne konsekwencje dla dziejów całego ruchu anarchistycznego, przyspieszając rozkład Międzynarodówki antyautorytarnej i przejście większości jej aktywistów na pozycje anarchokomunistyczne. Po oficjalnym wycofaniu się z prac Federacji Jurajskiej, zmęczony życiem, chorobami i niemilknącą kampanią zniesławień, przechodzi ostry kryzys wiary, który odsuwa go od dotychczasowych przyjaciół. Staje się pesymistą i sceptykiem w odniesieniu do własnej teorii. Na rok przed śmiercią w liście do Elisée Reclusa, konstatując całkowitą apatię mas, dochodzi do wniosku, że reakcja nieodwołalnie zwyciężyła. Epoka rewolucji jest zamknięta, świat wkracza w fazę powolnej ewolucji. Jedyną szansę zmiany upatruje w ogólnoświatowym konflikcie zbrojnym. Umiera pogodzony z rzeczywistością, poddając w wątpliwość to wszystko, czemu poświęcił swoje życie. Trudno o bardziej tragiczny i ironiczny finał.

5. Anarchokolektywizm — spory i nadzieje

Rozwój anarchizmu jako ruchu społecznego zbiega się w czasie z upowszechnieniem idei kolektywistycznych. Jest to zbieżność bezsporna i — naturalnie — nieprzypadkowa. Bakuninowski kolektywizm manifestuje wiarę w społeczne przeznaczenie człowieka; roztacza perspektywy przyszłego, bezklasowego społeczeństwa składającego się z wolnych i solidarnych jednostek ludzkich, będąc zarazem propozycją na tyle ogólnikową, aby poddawać się najróżnorodniejszym interpretacjom. Stanowi zatem doskonałe spoiwo teoretyczne dla sympatyków idei wolnościowych. Bakunin nie był zresztą jego jedynym ani nawet pierwszym eksponentem. Kolektywistyczne wątki pojawiają się w programach francuskich (Varlin) i belgijskich (De Paepe) sekcji Międzynarodowego Stowarzyszenia Robotników już ok. 1867 r., z reguły w odniesieniu do własności ziemskiej, która nie jest owocem pracy ludzkiej. Na kongresie brukselskim w 1868 r. delegaci francuscy postulowali uspołecznienie ziemi, jako rozwiązanie komplementarne wobec mutualizmu w innych dziedzinach gospodarki, a już po roku, w Bazylei, ortodoksyjni zwolennicy Proudhona znaleźli się w mniejszości. Większość dyskutantów postulowała przejęcie środków produkcji przez kooperatywy wytwórcze poddane kontroli swoich lokalnych komun. Te ostatnie ciała — interpretowane bądź jako federacje wszystkich lokalnych stowarzyszeń wytwórczych, bądź też jako rady mieszkańców powołane przez ogólne zebrania okolicznej ludności — miałyby dysponować ziemią i organizować służby publiczne na szczeblu lokalnym. Ukoronowaniem tej wizji dla kolektywistów antyautorytarnego pokroju była idea zastąpienia państw i narodów przez luźne federacje komun korzystające z jakichś form systemu przedstawicielskiego, lecz zarazem pozbawione elementów władzy wykonawczej. Zwolennicy orientacji centralistycznej przeciwstawiali im koncepcję „państwa ludowego" (Volksstaat), czy też „robotniczego" (Arbeiterstaaf), natomiast Belgowie — w większości ówczesnych sporów zajmujący stanowisko pośrednie — skłaniali się ku państwu federacyjnemu, w którym, dzięki specjalnej Izbie Pracy w Parlamencie, czołową rolę przeznaczyli dla związków zawodowych.

Najsłabszym punktem programu anarchokolektywistycznego był problem organizacji zarządzania na szczeblu ponadlokalnym, szczególnie w odniesieniu do wielkich przedsiębiorstw oraz służb publicznych, wymagających skoordynowanego działania na dużych obszarach. Ten właśnie problem podjął De Paepe we wrześniu 1874 r. przedstawiając uczestnikom kongresu w Brukseli, w imieniu miejscowej sekcji Międzynarodówki, raport „O organizacji służb publicznych”. Akceptując powszechnie aprobowany trójczłonowy model przyszłego społeczeństwa (komuny — regionalne federacje komun, które nazywa wymiennie państwem — ogólnoświatowa federacja federacji), referent dokonał wyraźnego zróżnicowania ich zadań. „Jakobińskiej koncepcji omnipotencji Państwa" przeciwstawił koncepcję „wyzwolonych Komun", wybierających wszystkich członków i samowystarczalnych w swoich funkcjach ustawodawczych, sądowniczych czy policyjnych. Komuna pomyślana była w tym systemie jako podstawowa jednostka organizacji politycznej po rewolucyjnego społeczeństwa. Transport i komunikacja (poczta, koleje, żegluga itp.) miały podlegać regionom, zaś kompetencje federacji ogólnoświatowej sprowadzałyby się do ogólnej koordynacji działań oraz podejmowania przedsięwzięć naukowych lub gospodarczych o skali globalnej. De Paepe nie wykluczył jednak ewentualności „odgórnej" rewolucji, która doprowadzi do przejęcia władzy przez proletariat i ustanowienia tymczasowej „kolektywnej dyktatury", co pociągałoby za sobą uspołecznienie lub nawet upaństwowienie usług oraz środków produkcji. Propozycje sekcji brukselskiej spotkały się z ostrą krytyką ze strony anarchistów hiszpańskich i szwajcarskich, a nawet części delegacji belgijskiej (Verrycken) . Uznano je, nie bez racji, za próbę przemycenia „socjalizmu

państwowego" (w tym zresztą kierunku De Paepe w przyszłości ewoluował). Purystycznie nastawieni uczniowie Bakunina pod wpływem terminologicznych niekonsekwencji referatu, dopatrzyli się autorytarnych niebezpieczeństw nawet w formach zarządzania na poziomie komun i federacji.

Najzagorzalszych zwolenników znalazły idee kolektywistyczne wśród Hiszpanów i Szwajcarów, a więc w tych krajach, gdzie były najbliższe praktyce. Dla członków Atelier Corporatif w Le Locie czy barcelońskich związkowców były to poglądy najzupełniej naturalne. Czołowi ideolodzy Federacji Jurajskiej: James Guillaume, Adhemar Schwitzguébel i Auguste Spichiger kładli nacisk nie na komuny, lecz na stowarzyszenia wytwórcze. Kolektywizm w ich wersji powiązany był ściśle z syndykalizmem i traktowany niedogmatycznie. Guillaume w Idées sur l'organization sociale (1874) , najdonioślejszej deklaracji teoretycznej jurajczyków — usiłuje pogodzić ze sobą rozwiązania ekonomiczne Proudhona i Bakunina, przewidując pewien rodzaj gospodarki mieszanej. Małe indywidualne gospodarstwa wiejskie i warsztaty rzemieślnicze mają koegzystować z przedsiębiorstwami uspołecznionymi, niezbędnymi w dziedzinach wymagających zastosowania skomplikowanych maszyn oraz współdziałania dużych grup ludzkich. Stowarzyszenia wytwórcze, spełniające identyczne funkcje, powinny zawrzeć ze sobą pakt solidarności gwarantujący ich wszystkim członkom pełny dostęp do wszystkich środków produkcji, będących w posiadaniu grup oraz identyczne przywileje. Zbiorowym właścicielem byłyby więc w tym systemie całe korporacje zawodowe, nie zaś poszczególne stowarzyszenia. Guillaume przewidywał ponadto powstanie w każdej komunie Banku Wymiany, skupiającego towary od producentów i odsprzedającego je konsumentom przy pomocy specjalnych kuponów (vouchers) zastępujących pieniądze. Komuny, czyli federacje lokalnych producentów zajmowałyby się także wychowywaniem dzieci, usługami dla ludności i produkcją żywności, przy czym artykuły podstawowe miały być rozdawane darmowo (chleb, wino, mięso, produkty mleczne). Realizacja wszystkich potrzeb rysowała się w projekcie Guillaume'a jako odległa docelowa perspektywa.

Kolektywistyczne przekonania członków Federacji Jurajskiej znalazły wyraz w ich nieoficjalnym hymnie — La Jurassienne rozpoczynającym się od słów: „Ouvrier, prendes la machine! Prendes la terre, paysan!". Był to kolektywizm o zdecydowanie internacjonal (stycznym charakterze. Nie wyobrażano sobie zwycięstwa izolowanej rewolucji. Podstawę przyszłego ustroju politycznego stanowić miały pakty federacyjne gwarantujące poszczególnym komunom i federacjom komun pełną autonomię. Bardzo podobne poglądy prezentowali emigranci francuscy w Szwajcarii, tworzący odrębne sekcje Międzynarodówki antyautorytarnej. Jednakże Jean--Louis Pindy oraz Paul Brousse silniej jeszcze niż Guillaume akcentowali rolę grup wytwórczych. W ich mniemaniu kolektywizm mógł się wspierać jedynie na związkach tego rodzaju. Komuny terytorialne groziły powieleniem wad normalnego państwa. Redagowany przez nich dwutygodnik „L'Avantgarde" przejął motto z La Jurassienne, a w podtytule określony był jako „organ kolektywistyczny i anarchistyczny". Najodpowiedniejszy dla siebie grunt znalazły jednak teorie kolektywistyczne nie w Jurze, ale w Hiszpanii, gdzie zdawały się naturalnym uzupełnieniem endemicznego federalizmu. Tam właśnie, wśród anarchistów Andaluzji i Katalonii przyjęły się najpowszechniej i jak się okazało, najtrwalej, pozostając aktualne praktycznie do 1939 r.

Bezwzględna dominacja idei kolektywistycznych w ruchu anarchistycznym nie trwała długo. Okres ten zamyka się w latach 1868-1876. Kolejne czterolecie, pomimo kurczowego trzymania się starej terminologii, określić już można jako fazę przejściową, poprzedzającą długotrwałe panowania anarchokomunizmu. Świadczą o tym mnożące się w tym okresie zastrzeżenia wysuwane przez czołowych animatorów ruchu. Wydaje się, iż miały one zasadniczo polityczny charakter — anarchokolektywizm okazywał się za mało konkurencyjny w rywalizacji z komunizmem państwowym. Po prostu w sferze ekonomicznej obiecywał znacznie mniej — nie gwarantował

zaspokojenia wszystkich potrzeb, ani nawet równości ekonomicznej, zbyt mało uwagi poświęcał problemom dystrybucji nadwyżek produkcyjnych, nie likwidował wreszcie całkowicie własności prywatnej, co zwolennikom nurtu zapoczątkowanego przez Bakunina wydawało się wówczas niekonsekwencją. Na nieudanym Powszechnym Kongresie Socjalistycznym w Gandawie (1877) kolektywizm znalazł się pod ostrzałem socjalistów zbliżonych do nurtu marksowskiego. Szwajcarski socjalista Greulich celnie zauważył, że właśnie w tym systemie państwo staje się niezbędne w roli superarbitra broniącego interesu ogółu przeciw sprzecznym interesom poszczególnych stowarzyszeń wytwórczych oraz likwidującego groźbę monopolizacji niektórych dziedzin produkcji. Belgowie opowiedzieli się za utrzymaniem państwa w okresie przejściowym i za stopniowym przekazywaniem przez nie własności środków produkcji grupom wytwórców. Kropkę nad i postawiło głosowanie w sprawie modelu ekonomicznego społeczeństwa przyszłości; wspólny front komunistów „państwowych" i „bezpaństwowych" przeważył szalę na niekorzyść kolektywistów (stosunek głosów 16:11). Nadający ton ruchowi robotniczemu lat siedemdziesiątych działacze Międzynarodówki antyautorytarnej znaleźli się, ku swojemu zaskoczeniu, w mniejszości.

6 Okres dominacji anarchokomunizmu. Kropotkin i jego krytycy

Istotną rolę we wszystkich dyskusjach lat siedemdziesiątych odgrywały kwestie terminologiczne. Młody ruch społeczny dążąc do duchowego samookreślenia się, poszukiwał słów najpełniej oddających jego istotę, ale pole wyboru miał bardzo ograniczone. Z konieczności posługiwano się terminami, których aura emocjonalna i znaczenie były od dawna utrwalone, to zaś z kolei prowadziło do licznych nieporozumień. Można np. śmiało zaryzykować twierdzenie, że odejście od zasad kolektywizacji nastąpiłoby szybciej, gdyby nie jednoznaczne skojarzenie komunizmu z socjalizmem państwowym dokonane przez Bakunina. Pojawienie się pierwszych grup określających się mianem „komunistów libertarnych" zbiega się w czasie ze spadkiem autorytetu Bakunina w kręgu rewolucjonistów znad Lemanu. Na początku 1876 r. z krytyką kolektywizmu wystąpili emigranci z Lyonu zgrupowani wokół wydawanego przez Charlesa Pèrrona genewskiego pisma ,,L'Avenir". Jeden z jej członków, rzemieślnik genewski i późniejszy współpracownik Kropotkina przy redagowaniu „Le Révolté" — François Dumartheray opublikował 4 marca 1876 r. w Brukseli broszurę Aux Travailleurs manuels partisans de l'action politique, gdzie zaproponował formułę: „od każdego według jego sił, każdemu według potrzeb". Z podobnym programem wystąpili publicznie w tym samym czasie Reclus, Żukowski i Cafiero. Pod wpływem Cafiero, Costy i Malatesty na kongresie florenckim 1876 r. Włoska Federacja Międzynarodowego Stowarzyszenia Robotników jako pierwsza opowiedziała się za komunizmem bezpaństwowym. „Każdy powinien służyć społeczeństwu na miarę swoich zdolności oraz mieć prawo wymagać od społeczeństwa zaspokojenia wszystkich swoich potrzeb dostosowanych do stanu produkcji i istniejących udogodnień socjalnych" — głosiła rezolucja . Włosi byli jednak zbyt pochłonięci przygotowaniami do kolejnego powstania, aby starać się rozpropagować swoje nowe poglądy. Zresztą, nie mogli wówczas jeszcze liczyć na poparcie Jurajczyków i większości Francuzów. Cytowane przez Nettlaua fragmenty dyskusji toczącej się podczas kongresu w Verviers (6-8 września 1877) świadczą o głębokiej różnicy zdań w kręgu amis intimes Bakunina . Dopiero odejście Guillaume'a (maj 1878), sprzeciwiającego się w imię poszanowania autonomii grup wszelkim uniformistycznym rozwiązaniom, stworzyło warunki sprzyjające powszechnej akceptacji tez anarchokomunizmu.

Już na kongresie Jury w La Chaux-de-Fonds (10-12 października 1879), gdzie głównym referentem był Kropotkin {L'Idée anarchiste du point de vue de sa realisation pratique) przyjęto kompromisową formułę uznającą „anarchistyczny komunizm jako cel, przy zachowaniu kolektywizmu jako przejściowej formy własności". W marcu następnego roku Kropotkin, znajdujący się wówczas pod silnym wpływem Elisée Reclusa, w rocznicowym artykule poświęconym Komunie Paryskiej po raz pierwszy zdystansował się publicznie od zwyczajowej wersji kolektywizmu proponując uspołecznienie mieszkań, ubrań, żywności i całej produkcji przemysłowej, a nie tylko maszyn i środków transportu , ale dopiero jesienią odrzucił koncepcję Bakunina w całości. Decydująca batalia o akceptację libertarnego komunizmu jako programu społeczno-ekonomicznego całego ruchu anarchistycznego stoczona została podczas kolejnego kongresu Federacji Jurajskiej (9-10 października 1880 r., La Chaux-de-Fonds), gdzie stronnicy Reclusa przełamywać musieli wątpliwości Schwitzguébela, Pindy i Herziga. Według relacji Kropotkina, o ostatecznym wyniku dyskusji zadecydował referat Carla Cafiero, który udowadniał, że racjonalny anarchista musi być komunistą, ponieważ kolektywizm nie gwarantuje pełnej wolności nakazując traktowanie ludzi zgodnie z ich zasługami, a nie potrzebami. Zebranym przypaść musiała szczególnie do smaku formułka ,,od każdego i każdemu według jego woli", do jakiej sprowadził tezy anarchokomunizmu referent . W ślad

za Jurą rezolucje popierające anarchokomunizm uchwalili wkrótce Belgowie i Francuzi. Jedynie Hiszpanie w ogromnej większości odrzucili nowe koncepcje, opowiadając się za powszechną wspólnotą dóbr tylko w wąskich ramach poszczególnych grup producentów.

Piotr Kropotkin (1842-1921) przekonany, że anarchokomunizm stanowi ostateczną formułę ruchu, poświęcił kilkanaście lat życia na gromadzenie argumentów potwierdzających jego słuszność, nadał mu charakter spójnej i konsekwentnej doktryny odwołującej się do najnowszych ustaleń nauki zamiast do pism poprzedników. Niezliczone artykuły rozsiane w rocznikach ,,Le Révolté" i „The Freedom", a przede wszystkim książki Zdobycie chleba (La conqueste du pain, 1892; polski przekład 1925) oraz Pomoc wzajemna jako czynnik rozwoju (Mutual Aid. A Factor in Evolution, 1902; polski przekład 1919) stworzyły teoretyczny fundament, który w wielu środowiskach anarchistycznych spełniał rolę analogiczną do marksowskiego Kapitału. Duch scjentyzmu i ewolucjonizmu przenikający jego wywody pozbawiał anarchizm piętna ekstremizmu. Punktem wyjścia teorii Kropotkina jest specyficzna filozofia przyrody akcentująca „federacyjny" model wszechświata oraz powszechność zjawisk współdziałania w świecie ożywionym. Społeczeństwo ludzkie, pierwotne wobec jednostki, nie odbiega w jego ujęciu od ogólnego wzoru natury. Elementy wzajemnej pomocy i wewnątrz- gatunkowej solidarności górują w nim nad „walką o byt" (w rozumieniu socjaldarwinistów), której nadaje czysto psychologiczną interpretację widząc w niej przejaw potrzeby manifestowania własnej

autonomii przez uspołecznioną jednostkę (individual selfassertion). Obserwacja zachowań zwierząt i ludzi, a także własna interpretacja dziejów prowadzi „anarchistycznego księcia" do wniosku, że „współzawodnictwo jest zawsze szkodliwe dla gatunku", zaś pomoc wzajemna stanowi

najpewniejszą

„najniezawodniejszy środek zapewniający każdemu największe bezpieczeństwo [ gwarancję postępu, zarówno fizycznego, jak umysłowego i moralnego" .

],

Interes jednostki zlewa się u Kropotkina z interesem ogólnospołecznym. Jej potrzeba duchowej autonomii zepchnięta jest na daleki plan przez przyrodzone i dominujące skłonności do kooperacji i solidarności z innymi jednostkami . Wrodzona dobroć i łagodność skłania ją w warunkach naturalnych do altruizmu. Wytwory ludzkości są jej wspólnym dziedzictwem, w którym nie da się precyzyjnie wyznaczyć wkładu poszczególnych osób. Dlatego stać się powinny własnością ogółu. Za komunizmem przemawia również przyjęta perspektywa historiozoficzna. Państwo kapitalistyczne stanowi dlań szkodliwy, ale przejściowy efekt niedostatku solidarności w skądinąd gloryfikowanych przezeń komunach średniowiecznych. Jako czynnik nienaturalny, wrogi społeczeństwu, skazane jest na nieuchronny upadek. Wiek XIX przejdzie do historii jako epoka bankructwa parlamentaryzmu i kapitalizmu. Niepowstrzymany proces ewolucyjny pcha samoczynnie społeczeństwa w kierunku komunizmu. Narastająca coraz wyraźniej od połowy wieku potrzeba wolności, sprawiedliwości i równości musi zaowocować ustanowieniem komunistycznego anarchizmu. Nie oznacza to bynajmniej, że Kropotkin wyrzeka się rewolucji, nadaje jej jednak zgoła odmienny sens niż Bakunin. Rewolucja społeczna w tym ujęciu nie jest apokaliptyczną siłą niszczącą, ale zjawiskiem przyrodniczym, równie naturalnym co burza z piorunami albo wybuch wulkanu, niezbędnym dla przełamania oporu tradycji i zmurszałych instytucji. To po prostu okres przyspieszonej ewolucji. Pomiędzy bojowymi artykułami, które weszły w skład tomu .Paroles d'un Révolté (1878-1882), a późniejszymi pismami z okresu pobytu w Anglii istnieje wyraźna różnica. Zapewne pod wpływem kontaktów z socjalistami brytyjskimi Kropotkin modyfikuje swój pierwotny rewolucjonizm. W jednym z przemówień z roku 1891 sugeruje nawet, że anarchizm może być wprowadzony w czyn „wskutek dojrzewania opinii publicznej, przy możliwie minimalnym naruszeniu porządku publicznego". W tym swoistym, anarchistycznym reformizmie można się dopatrywać reakcji zawiedzionego idealisty.

Analizując przebieg Wielkiej Rewolucji Francuskiej oraz Komuny Paryskiej (ocenianej skądinąd bardzo surowo), autor Etyki doszedł do wniosku, że za usprawiedliwione i rokujące szanse powodzenia uznać można jedynie te rewolucje, które spełniają następujące postulaty:

a) mają jasno wytknięty cel;

b) nie usiłują zastąpić obalonych organów władzy własnymi;

c) dają. masom natychmiastowe poczucie poprawy ich losu (wywłaszczenia, rozdawnictwo żywności).

Podstawowym zadaniem rewolucji jest bowiem „zdobycie chleba", czyli zaspokojenie podstawowych, identycznych potrzeb wszystkich ludzi. Kropotkin wyobraża ją sobie jako długotrwały, powszechny, żywiołowy i zróżnicowany na poszczególnych terytoriach proces, który w ostatecznym rachunku doprowadzi do wykrystalizowania się anarchokomunistycznego modelu życia społecznego, stanowiącego syntezę wolności politycznej i ekonomicznej.

W sferze rozwiązań ekonomicznych anarchokomunizm oznacza likwidację pieniądza, własności prywatnej i grupowej oraz moralny obowiązek pracy sprzężony z egalitaryzmem w dziedzinie dystrybucji. Ma to zagwarantować zaspokojenie wszystkich potrzeb niezależnie od indywidualnego wkładu pracy poszczególnych osób.

Swobodny dostęp do dóbr i usług będzie możliwy wskutek zracjonalizowania gospodarki i ograniczenia kapitalistycznego marnotrawstwa. Efekt pięciogodzinnej dniówki całej ludności pomiędzy dwudziestym piątym a pięćdziesiątym rokiem życia powinien w zupełności pokryć przewidywany popyt dzienny. Przeplatanie wysiłku fizycznego i umysłowego oraz zrezygnowanie z rodzącego monotonię, sztywnego podziału pracy powinno owocować znacznym wzrostem wydajności. Kropotkin wyraźnie nawiązuje w tym miejscu do koncepcji Fouriera. Rozwiązania, jakie proponuje, zwrócone są ku przeszłości, ku czasom autarkicznej, drobnotowarowej gospodarki naturalnej i ku modelowi rzemieślnika-artysty. W przeciwieństwie do Morrisa czy Ruskina nie ma zastrzeżeń wobec maszyn i produkcji fabrycznej pod warunkiem, że przemysł zostanie zdecentralizowany, a niewielkie zakłady służyć będą potrzebom rolnictwa albo wyręczać okoliczną ludność przy wykonywaniu nieprzyjemnych czynności .

W sferze rozwiązań społecznych kropotkinowski anarchokomunizm nie grzeszy oryginalnością, znać

w

nim ślady narodnickiej' przeszłości autora. Pragnie on skojarzenia średniowiecznego komunalizmu

z

komunizmem. Na gruzach systemu państwowego powstać ma sieć komun — niewielkich,

autonomicznych i w dużym stopniu niezależnych gospodarczo wspólnot pracy o zróżnicowanym charakterze (zajęcia rolnicze i pozarolnicze)8", które przejmą na siebie dobrowolnie zadanie organizacji usług publicznych. Szczegółów nie da się jednak z góry przewidzieć. „To, co powstanie samorzutnie, pod naciskiem naglących potrzeb, będzie nieskończenie doskonalsze od tego wszystkiego, co można by wymyślić w gabinetach przepełnionych książkami lub w kancelariach ratuszów". Jednostki mieć będą, naturalnie, nieograniczoną swobodę zrzeszania się, co w połączeniu z wolnym dostępem do dóbr i usług powinno im stworzyć optymalne warunki pełnego, wszechstronnego i zindywidualizowanego rozwoju. Rozbudzone potrzeby duchowe można będzie zaspokoić dzięki znacznemu skróceniu dnia pracy. Twórca doktryny anarchokomunistycznej nie przewiduje co prawda uzależnienia dostępu do wspólnej własności od stopnia wywiązywania się z obowiązków względem wspólnoty, ale wypowiada się z entuzjazmem o presji moralnej, jaką opinia publiczna wywierać będzie na nieliczne jednostki aspołeczne lub „absolutnie niezdolne do wytwarzania czegokolwiek pożytecznego". To zadziwiające odstępstwo od zasad wolnego społeczeństwa tłumaczy Woodcock wpływami Godwina i wrodzonym purytanizmem autora. Pełną

realizację wolności jednostki, jej wszystkich aspiracji duchowych zapewnić może tylko „czas wolny", a nie praca produkcyjna, w której każdy zespolony jest z innymi. Kropotkin przewiduje, rzecz jasna, ogromny rozkwit twórczości wszelkiego typu. Ukształtowane w warunkach anarchokomunizmu wolno i twórcze jednostki ludzkie stworzyć mają zupełnie nowy model społeczeństwa przypisującego podstawowe znaczenie niematerialnym czynnikom egzystencji (piękno, dobro, sprawiedliwość).

Z propagandowego punktu widzenia anarchokomunizm stanowił oręż daleko skuteczniejszy od bakuninowskiego kolektywizmu. Główny akcent przesunięty został z totalnej negacji rzeczywistości ku rozwiązaniom pozytywnym epatującym swoją głęboko humanistyczną wymową. Można było powątpiewać w ich praktyczność czy szanse realizacji, ale nie sposób było ich się bać. Sugerując czytelnikom nieuchronność przewidywanych zmian geograf rosyjski rozbrajał jednocześnie ich siłę oporu. Pacyfistyczny ton wywodów odcinał się wyraźnie od wybuchów nienawiści klasowej dominujących w publicystyce, ruchu. Scjentystyczny pokost, przy pomocy którego usiłował podnieść reputację anarchizmu, nie był jednak w stanie ukryć sprzeczności i naiwności przysłoniętych modnym naukowym sztafażem. Centralna dla teorii Kropotkina metafizyczna koncepcja jednostki ludzkiej — dobrej i niezmiennej z natury — kłóci się z przyjętą perspektywą ewolucjonistyczną. Przepajający całą jego twórczość optymizm dziejowy jest raczej aktem wiary niż rozumu. Prezentowane tezy opierają się często na jednostronnym materiale całkowicie pomijającym zjawiska przeciwstawne. Tok wywodów przesiąknięty jest skrajnym wolóntaryzmem godnym raczej wizjonera-utopisty niż chłodnego analityka. Dostrzegali częściowo te wady od samego początku również sami anarchiści, ale potrzeba posiadania teoretycznego uzasadnienia, dającego gwarancję spełnienia własnych marzeń, okazała się silniejsza od krytycyzmu. Ruch anarchistyczny zapłacił za to w ostatecznym rachunku wysoką cenę.

Nieomal wszyscy czołowi eksponenci nieindywidualistycznego anarchizmu epoki fin de siecle (ze znaczącym wyjątkiem Johanna Mosta) uznali poglądy Kropotkina za własne. Charakterystyczne jest jednak, że jego kolejnym publikacjom nie towarzyszyły właściwie żadne poważniejsze dyskusje. Ziarno padło niewątpliwie na grunt niezwykle podatny, ale wiele wskazuje na to, że decydujący wpływ miały w tym wypadku czynniki natury psychologicznej. W okresie wzmożonych represji i zmasowanej propagandy wymierzonej przeciwko ruchowi odczuwano pragnienie zgrupowania się pod jednym sztandarem, zminimalizowania istniejących podziałów wewnętrznych. Jak silna musiała być owa presja psychiczna, świadczy wymownie postawa Maksa Nettlaua, cieszącego się zasłużoną reputacją weredyka i indywidualisty, przeciwnika dogmatyzmu i wzajemnej nietolerancji we wszystkich przejawach, A przecież on właśnie opublikował w roku 1890 broszurę, w której odmawiał przedstawicielom innych tendencji miana prawdziwych anarchistów . Czołowi teoretycy z lat 1885- 1905 (Kropotkin, Reclus, Grave, Hamon) różnili się między sobą głównie rozkładem akcentów. Jean Grave mógł kwestionować rolę związków zawodowych, Reclus — silniej jeszcze niż Kropotkin podkreślać ewolucyjny charakter procesu dziejowego, Oscar Bertoni — uznawać potrzebę wielkiego przemysłu i produkcji masowej , lecz zasadniczych tez anarchokomunizmu nikt w nich nie poddawał w wątpliwość, przynajmniej publicznie. Rosnące z biegiem lat zastrzeżenia bardzo długo ujawniały się tylko w poufnej korespondencji. Na zewnątrz dbano o pozory jedności. Dlatego nieskrępowane polemiki teoretyczne na łamach pism anarchistycznych pojawiły się dopiero w ostatnich latach przed wybuchem I wojny światowej, kiedy zarysowały się zasadnicze rozbieżności w ocenie bieżących wydarzeń politycznych.

Dla poważnej większości zachodnioeuropejskich anarchistów poglądy Kropotkina i Reclusa stały się w tym okresie jedyną godną akceptacji wykładnią wiary. W latach osiemdziesiątych pewien opór stawiali im jedynie aktywiści hiszpańscy, zwracający od początku uwagę na niebezpieczeństwo nowego dogmatyzmu. Tarrida del Marmol zarzucał autorowi Zdobycia chleba propagowanie

„biblijnych koncepcji ekonomicznych", a kiedy w Madrycie i Sewilli pojawiły się grupy anarchokomunistyczne atakujące pozycje kolektywistów rzucił hasło anarchizmu „bezprzymiotnikowego". Poparli go inni wpływowi anarchiści katalońscy z Ricardo Mella i Juanem Montseny (Federico Urales) na czele, ale nie zapobiegało to rozbiciu anarchistycznych związków zawodowych na dwa zwalczające się ugrupowania.

Bezkrytyczny stosunek Kropotkina do własnych tez , talent literacki z jakim je prezentował, a przede wszystkim jego niepowtarzalny autorytet osobisty i naukowy — wszystko to onieśmielało potencjalnych sceptyków. Nawet działacz tej rangi co Malatesta uznał za stosowne zagłuszyć własne wątpliwości w sprawie tezy o możliwej nadprodukcji żywności (tzw. prise au tas, czyli „wyłożenie na stos" wg sformułowania Kropotkina), czy o potrzebie tworzenia „wsi przemysłowych". Więcej śmiałości wykazał jego bliski współpracownik, dr Saverio Merlino, polemizując w 1893 r. z Kropotkinérh i Reclusem na łamach „La Révolté" oraz „La Révolution Libertaire". Merlino propagujący ideę „amorfizmu" (hipotetyczny charakter wszelkich teorii; niezbędność istnienia jakichś form organizacji w społeczeństwie anarchistycznym, których kształtu nie da się z góry przewidzieć), poddał surowej krytyce ekonomiczne założenia anarchokomunizmu, zwłaszcza zaś wiarę, że zasada „rób co chcesz" w sferze produkcji w cudowny sposób doprowadzi do powszechnej, obfitości dóbr konsumpcyjnych. Argumenty te nie wywołały wówczas żadnego odzewu, zaś ich autor, prewencyjnie aresztowany przez policję, stracił wkrótce szansę prowadzenia dalszej dyskusji. Musiało upłynąć jeszcze kilkanaście lat zanim inni działacze zaczęli z równą swobodą i krytycyzmem analizować nieformalną doktrynę ruchu. Najdalej zaszedł w tym kierunku James Guillaume, który już w 1902 r. oświadczył, że „anarchia jako zasada organizacji i działania w ujęciu Reclusa i Kropotkina jest absurdem, którego uniknął Bakunin".

Autorzy najbardziej wnikliwych analiz anarchokomunizmu — Malatesta i Nettlau — dochodzili do swych poglądów stopniowo, zaostrzając krytykę w kolejnych publikacjach. Czołowy przedstawiciel kierunku rewolucyjnego we włoskim anarchizmie, dobrze znający Kropotkina jeszcze z czasów działania Federacji Jurajskiej, doszedł ostatecznie do wniosku, że jego teoria stanowi interesującą hipotezę roboczą, operującą bezpodstawnie optymistycznymi założeniami oraz beztrosko ignorującą sprzeczne z nią fakty. Naukowość wywodów (scientificismo) uważał za źródło słabości, a nie siły, ponieważ skłaniają do fatalistycznych wniosków sprzecznych z duchem anarchizmu. Odpowiedzialnością za nadanie im postaci dogmatycznej — nietolerancyjnej wobec innych opinii — doktryny, obarczył w równym stopniu wszystkich anarchistów. Nettlau, w przeciwieństwie do Malatesty, nie był skłonny do wybielania Kropotkina. Zarzucał mu sprowadzenie ruchu na ideowe manowce, naiwność, woluntaryzm i błędną ocenę rzeczywistości. Altruistyczną koncepcję jednostki ludzkiej u Reclusa i Kropotkina tłumaczył nagminnym błędem wszystkich ideologów polegającym na przypisywaniu innym własnych ocen. Do opinii tych należy jeszcze dołączyć narastające wraz z upływem lat obawy, że komunistyczny anarchizm, nie likwidując całkowicie niebezpieczeństwa kolektywnego egoizmu, stwarza podłoże dla ucisku jednostki przez wspólnotę. Taki pogląd wyrażali m.in. ludzie tej miary co Martin Buber i Gustav Landauer.

Chociaż zarzuty wysuwane pod adresem anarchokomunizmu były na ogół słuszne, nie one, jak się wydaje, przesądziły o losach doktryny. Decydujący wpływ na podważenie jej pozycji miały czynniki zupełnie innej natury: prowojenne stanowisko Kropotkina i Grave'a, które osłabiło znacznie ich autorytet; rozwój industrializacji dezaktualizujący proponowane rozwiązania ekonomiczne oraz, last but not the least, konkurencja ze strony ideologii anarchosyndykalistycznej. W efekcie po zakończeniu I wojny światowej anarchokomunizm okazał się już tylko jedną z licznych rywalizujących ze sobą o wpływy koncepcji w łonie bardzo osłabionego ruchu anarchistycznego.

7. Anarchosyndykalizm

Stosunek anarchistów do związków zawodowych nacechowany był w XIX w. rezerwą i ambiwalencją. Sformułowanej przez Proudhona tezie o konieczności społeczno-ekonomicznej emancypacji proletariatu własnymi siłami, towarzyszyły wątpliwości, czy właśnie syndykaty, będące obiektem penetracji partii politycznych i ukierunkowane na doraźną poprawę warunków bytowych robotników, służą tej sprawie najlepiej. W bakuninowskim modelu „spontanicznej rewolucji", sterowanej dyskretnie przez garstkę wtajemniczonych „braci", związki zawodowe są zbędne, stanowiąc w najlepszym razie dogodne pole agitacji. Wreszcie Kropotkin mający złe doświadczenie z angielskimi związkami zawodowymi zwraca się w fazie anarchokomunistycznej raczej ku małym wspólnotom wytwórców obsługujących potrzeby ludności wiejskiej. Podczas dyskusji, jakie toczyły się w latach siedemdziesiątych, zdecydowanie dominował pogląd, że ruch związkowy ma sens jedynie w ramach Międzynarodówki, przede wszystkim jako dogodne forum dla zakładania kas oporu, a podczas obrad Powszechnego Kongresu Socjalistów w Gandawie (1877) Andrea Costa w imieniu włoskich anarchistów uznał go nawet za jedną z głównych przeszkód dla realizacji własnych ideałów . Ze swej strony sami związkowcy, poza obszarem Jury i Hiszpanii, na ogół stronili od anarchistów. Przełamanie tej obopólnej nieufności, przeradzającej się niekiedy w jawną wrogość nastąpiło dopiero w ostatniej dekadzie stulecia w zmienionej rzeczywistości politycznej i społecznej.

Narodziny rewolucyjnego syndykalizmu interpretuje się niekiedy jako efekt samoistnej ewolucji ruchu związkowego . Jest to ujęcie równie symplicystyczne jak to, które usiłuje wszystko wyjaśnić penetracją środowisk robotniczych przez anarchistycznych agitatorów. W rzeczywistości mamy wówczas do czynienia z dwustronną ewolucją stanowisk. Narastająca, zwłaszcza wśród młodych anarchistów, frustracja wywołana nieskutecznością taktyki czynu indywidualnego oraz mnożącymi się represjami zbiega się w czasie z głębokimi zmianami w samej formule unionizmu. W Wielkiej Brytanii przyjęły one w latach 1889-92 postać tzw. „nowego unionizmu" zrywającego z jednostronną zależnością od partii liberalnej i orientującego się również na cele polityczne. We Francji reformistyczny syndykalizm, zalegalizowany na nowo w 1884 r. pod wpływem burzliwych strajków z drugiej połowy lat osiemdziesiątych przeobraził się gruntownie, zarówno duchowo, jak i organizacyjnie , co znalazło wyraz w utworzeniu Powszechnej Konfederacji Pracy (CGI) oraz Izby Pracy (Bourses du Travails 1888) sfederowanych w roku 1892. W skali międzynarodowej rosnące wpływy socjalistów sprzyjały upolitycznieniu ruchu zawodowego, ale stymulowały zarazem nową uwrierystyczno-solidarnościową świadomość związkowców. Anarchiści napływający w coraz większej liczbie do zrzeszeń robotniczych trafiali zatem na grunt świetnie przygotowany.

Zasadnicze spory, jakie toczą się na temat anarchosyndykalizmu, dotyczące zarówno jego istoty; jak i charakteru związku z anarchizmem, są w dużej mierze skutkiem terminologicznych kontuzji — nagminnego utożsamiania całego syndykalizmu początków XX w. z jego kierunkiem rewolucyjnym, zaś tego ostatniego z jego wersją anarchistyczną. W rzeczywistości syndykaty nastawione rewolucyjnie nawet w okresie najświetniejszego rozwoju zrzeszały we Francji niewiele ponad połowę związkowców, którzy z kolei, o czym nie wolno zapominać, reprezentowali zaledwie ok. czterdziestu procent pracowników najemnych. Co więcej — rewolucyjne syndykaty nie były bynajmniej jednorodne ideologicznie. Ścierały się w nich wpływy anarchizmu, allemanizmu, blamkizmu i innych odmian socjalizmu, akceptujących koncepcję związków zawodowych jako ośrodków nieustannej, czynnej i samodzielnej walki proletariatu z ustrojem kapitalistycznym. Łączy te wszystkie kierunki

wspólna im wiara w strajk generalny jako rozstrzygającą broń klasy robotniczej i rozrusznik zbliżającej się nieuchronnie rewolucji, dzieli zaś — stopień negacji aktywności politycznej; przede wszystkim jednak, wizja porewolucyjnej rzeczywistości oraz miejsce przeznaczone w niej dla związków zawodowych. Tak więc anarchosyndykalizm stanowił początkowo po prostu jeden z konkurencyjnych nurtów teoretycznych oddziałujących na mentalność i praktyczną działalność rewolucyjnych syndykalistów, ale nie jakiś odrębny ruch społeczny, jak to sugerują niektóre interpretacje. Takich cech nabrał dopiero po wykształceniu własnych, specyficznych form organizacyjnych, najpierw w Hiszpanii, a później w Rosji i Stanach Zjednoczonych, zaś na skalę międzynarodową po roku 1920, kiedy rozłamy wywołane zróżnicowanym stosunkiem do rewolucji bolszewickiej wśród syndykalistów rewolucyjnych doprowadziły do wyodrębnienia się Międzynarodówki anarchosyndykalistycznej z siedzibą w Berlinie (1922). Przenoszenie tej sytuacji na okres wcześniejszy nie wydaje,się uzasadnione.

Anarchiści wnieśli do rewolucyjnego syndykalizmu skrajną negację państwa i spraw politycznych oraz podchwyconą za Henri Tolaine'm tezę, że związki zawodowe nowego typu stanowią zarodki gruntownie przeobrażonego społeczeństwa przyszłości. Filarem porewolucyjnego ustroju stać się miały związki wytwórców będące jedynym dysponentem środków produkcji; podstawową komórką społecznej i ekonomicznej organizacji społeczeństwa. Rolę, którą Kropotkin powierzał lokalnym komunom złożonym z wolnych obywateli, spełniać miały w tym projekcie federacje lokalnych wspólnot wytwórczych. Modyfikacja ta, wynosząca na piedestał homo faber kosztem homo consumens nie podważała bynajmniej podstawowych założeń anarchokomunizmu. Syndykaliści pokroju anarchistycznego wyzbyli się również typowego dla zwolenników Bakunina uprzedzenia do wszelkich form działalności zorganizowanej, dbając jedynie o to, aby rewolucyjne syndykaty posiadały efektywne zabezpieczenie przed groźbą biurokratyzacji. W sumie odstępstwa od tego co uchodziło w,ich epoce za kanon myśli libertarnej nie były na tyle duże, aby usprawiedliwić praktykę usuwania Pelloutiera i jego naśladowców poza pole zainteresowania historyków anarchizmu. Za rozwiązaniem ujmującym anarchosyndykalizm jako jedno z historycznych wcieleń anarchizmu przemawia również fakt, iż jego czołowi przedstawiciele czuli się pełnoprawnymi członkami ruchu, uczestniczyli w międzynarodowych konwentyklach i mimo ostro sformułowanych zarzutów nigdy nie zostali z nich usunięci. Wspierał ich własnym autorytetem James Guillaume — najbliższy współpracownik Bakunina — który w ostatniej fazie życia związał się z pismem „La Bataille Syndycaliste". Nie ulega jednak wątpliwości, że większość uznanych przywódców ruchu z niepokojem obserwowała postępy nowej doktryny widząc w niej zagrożenia dla strzeżonej dotąd zazdrośnie niezależności. Niechętny stosunek do animatorów CGT spowodowany był także ich pełną identyfikacją z rewolucyjnym syndykalizmem, podczas gdy w opinii Kropotkina, Pougeta czy Pelloutiera powinni byli ograniczyć się do propagandy „czystego" anarchizmu.

Złoty wiek anarchosyndykalizmu w europejskim i amerykańskim ruchu związkowym przypada na pierwsze ćwierćwiecze XX w. Jego początki są niewiele wcześniejsze, choć nie brak prób przesunięcia ich głęboko w wiek XIX . Jednak za" prawdziwego prekursora tej tendencji uznać wypada Fernanda Pelloutiera (1867-1901), któremu udało się dostosować hasła rewolucyjnego anarchizmu do formuły organizacyjnej syndykalizmu stworzonej jeszcze w kręgu oddziaływania idei Proudhona. Podczas kongresu w Bazylei w 1869 r. Eugéne Hins, referujący stanowisko sekcji belgijskiej Międzynarodowego Stowarzyszenia Robotników stwierdził, że związki zawodowe mogą stać się zalążkiem socjalistycznego społeczeństwa, jeśli przyjmą specyficzną „podwójną formę organizacyjną" wiążącą każdego ze swych członków nie tylko z innymi pracownikami tej samej branży, ale i ze wszystkimi zatrudnionymi w tym samym regionie. Werbalne poparcie dla tej koncepcji zgłosili Francuzi i Jurajczycy, zaś Hiszpanie, znajdujący się wówczas pod silnymi wpływami „aliansistów", wprowadzili ją niezwłocznie w czyn, w swojej świeżo utworzonej Federacji

Regionalnej (1870 r.), składającej się z secciones de officio oraz federaciones ¡ocales. Od analogicznych organizacji z początków XX w. różniły się tylko brakiem konsekwentnego programu działania i niejasną wizją porewolucyjnej rzeczywistości. We francuskim unionizmie podwójne zakotwiczenie związkowców (lokalne — w Bourses du Travaii — oraz branżowe, za pośrednictwem Chambres Syndicales) stało się możliwe dopiero od 1888 r. Stosunkowo niewielka grupa aktywistów anarchistycznych miała poważny udział w przeobrażeniu tych nielicznych, reformistycznych i związanych z gedystami syndykatów, w prężne i skoordynowane z innymi, świadome swoich celów organizacje o charakterze rewolucyjnym.

Czołowy ideolog nowego kierunku — Fernand Pelloutier, miał biografię typową dla działaczy CGT. Jako syn prowincjonalnego urzędnika i potomek starej hugenockiej rodziny trafił do ruchu związkowego okrężną drogą, poprzez republikanizm, socjalizm i anarchizm. Jeszcze przed przybyciem do Paryża w roku 1893 należał wraz z P. Brousse'm do pierwszych propagatorów strajku generalnego. Postacią znaną stał się jednak dopiero w roku 1894, kiedy wybrano go sekretarzem Federacji Izb Pracy , którą to funkcję piastował aż do śmierci. Podczas swojej błyskotliwej, choć urwanej przedwcześnie kariery Pelloutier okazał się wyśmienitym organizatorem i bodaj jeszcze lepszym agitatorem. Za jego sześcioletniej kadencji zasięg oddziaływania Federacji znacznie się powiększył, a jej charakter, zgodnie z sugestiami rzutkiego sekretarza, uległ gruntownym przeobrażeniom. Charakterystyczna dla Pelloutiera wizja walczących syndykatów jako „praktycznych szkół anarchizmu" zarysowana została po raz pierwszy w artykule z 1895 r. opublikowanym w sprzyjającym syndykalistom piśmie J. Grave'a „Les Temps Nouveaux" °. Dochodzi w nim do wniosku, że „jako laboratorium walk ekonomicznych oderwane od rywalizacji wyborczej, sprzyjające strajkom generalnym z ich wszystkimi konsekwencjami, rządzące się anarchicznie, syndykat stanowi organizację zarazem rewolucyjną i libertarną, jedyną, która może przeciwważyć i doprowadzić do zniszczenia szkodliwe wpływy polityków kolektywistycznych". Przewiduje, że w porewolucyjnym okresie przejściowym, poprzedzającym ustanowienie anarchokomunizmu, właśnie syndykaty, bliskie ideałowi „wolnych stowarzyszeń wolnych producentów", stanowić będą naturalną podstawę nowego porządku. Rozwinięcie tego wątku zawiera raport O roli Izb Pracy w przyszłym społeczeństwie przedstawiony przezeń na V Kongresie Federacji (Tours, wrzesień 1896), gdzie zaakcentowana jest silnie potrzeba podjęcia natychmiastowych przygotowań do odpowiedzialnych zadań oczekujących związkowców .

Manifest Bourses du Travail z okazji 1 maja 1896 r. nie pozostawia wątpliwości, że hasła- anarchosyndykalizmu przyjęte zostały z entuzjazmem przez poważny odłam francuskich

syndykalistów. Dominuje w nich bez reszty rewolucyjna perspektywa. „W przekonaniu, że główna

odpowiedzialność za zło społeczne spada na instytucja, nie ludzi [

wszystkiemu co tworzy, podtrzymuje i umacnia organizm społeczny" — głosi Manifest , zapowiadający rychły przewrót społeczny wskutek presji „gigantycznego stowarzyszenia" proletariatu, świadomego swej mocy i celów, dążącego do likwidacji własności prywatnej, aby stworzyć warunki do „swobodnego życia na wolnej ziemi". Pelloutier traktował członków rewolucyjnych syndykatów jako anarchistów par excellence. W Historii Izb Pracy, którą uznać można za jego duchowy testament, walka wszelkimi pozaprawnymi środkami, od pozoracji pracy po sabotaże i strajk generalny, uznana została za jedno z naczelnych zadań nowych związków. Bardzo silny nacisk położony został również na działalność oświatową i propagandową. Prowadziło to do wzmocnienia zarysowującej się już wcześniej we francuskim syndykalizmie tendencji do samowystarczalności pełnej samodzielności. Związki wypowiadające bezkompromisową walkę kapitalistycznemu państwu dążyły do szczelnego odgrodzenia się od wpływów jego instytucji i partii politycznych. Tworzyły swoistą, wielofunkcyjną enklawę wolnego społeczeństwa wcielając w swój schemat organizacyjny zasady federalizmu i autonomii lokalnej, mające stać się podstawą przyszłego ustroju.

izby pracy wypowiadają wojnę

]

Palloutier nie dożył już chwili, kiedy postępy syndykalizmu rewolucyjnego w łonie CGT (grupującej Chambres Syndicales w podwójnej postaci syndykatów ogólnokrajowych oraz lokalnych federacji branżowych) umożliwiły formalne wejście Federacji Giełd Pracy do struktury organizacyjnej Powszechnej Konfederacji Pracy (1902 r.). Data ta wyznacza początek najświetniejszego okresu w dziejach „nowej szkoły" francuskiego syndykalizmu, trwającego do 1909 r. Zdeklarowani anarchosyndykaliści stanowili wprawdzie znikomą mniejszość zjednoczonej CGT, ale dzięki obsadzeniu kluczowych pozycji zachowali poważny wpływ w ruchu związkowym, szczególnie w sprawach programowych. Wywodzący się z anarchizmu przywódcy CGT — Paul Delesalle, Georges Yvetot czy też Emile Pouget, poza uściśleniem niektórych koncepcji nie wnieśli jednak nic nowego do teorii i praktyki anarchosyndykalizmu. Co więcej, w ich wydaniu upodabniała się ona do „czystego syndykalizmu" reprezentowanego przez niektórych działaczy młodszego pokolenia z Monattem na czele. Wizja porewolucyjnej rzeczywistości, w której administracja lokalna zostanie zastąpiona przez giełdy pracy, syndykaty wejdą w rolę dotychczasowych pracodawców, a CGT jako forum dyskusyjne i koordynujące spełniać będzie funkcje władz centralnych , motywowana była przez tych ostatnich raczej względami technicznymi niż ideowymi.

Anarchiści w CGT szybko identyfikowali się z celami organizacji - dostrzegając w rewolucyjnym syndykalizmie „anarchizm odrodzony, odświeżony oddechem myśli proletariackiej; realistyczny i konkretny anarchizm, który w przeciwieństwie do dawnego, nie zadowala się już negacją lub afirmacją abstrakcyjnych idei; anarchizm robotniczy, który umocnionej latami walki klasie robotniczej „a nie garstce wtajemniczonych, powierza troskę o swoje spełnienie" . Burżuazyjnej demokracji obywatelskiej ujmującej ludzi w sposób abstrakcyjny jako wyizolowane jednostki polityczne, przeciwstawiono ekonomiczną koncepcję demokracji wytwórców, dostosowaną do potrzeb realnie istniejących grup produkcyjnych. Podstawą jej działania miała być wola uświadomionej mniejszości, zgrupowanej i w rewolucyjnych syndykatach, nie zaś arytmetyczna większość głosów. W ten sposób, separatystyczny ruch rewindykacyjny wyli twórców skłaniał się niepostrzeżenie w stronę elitaryzmu.

Wrogość do demokracji nie była jedyną cechą upodabniającą rewolucyjny unionizm do anarchizmu. Nastroje antyinteligenckie ' i antymilitarystyczne, niechęć do parlamentaryzmu, kultury burżuazyjnej i wszelkiego teoretyzowania — wszystkie te cechy uwrierystycznej ideologii syndykalistów uległy silnemu wzmocnieniu pod wpływem kontaktów z anarchizmem. W efekcie anarchosyndykalizm jest, być może, mniej bezkompromisowy w stosunku do państwa, ale za to bardziej niż inne tendencje anarchistyczne wrogi inteligencji. Pierwszy propagator rewolucyjnego syndykalizmu na ziemiach polskich, lekarz, dr Józef Zieliński stanowczo odradzał robotnikom jakiekolwiek kontakty z nimi . Inny „jajogłowy" syndykalista — Edouard Berth, podopieczny Sorela — zaszedł w samobiczowaniu jeszcze dalej, publikując osobną książkę poświęconą „szkodliwości" intelektualistów .

Hasło robotniczej samowystarczalności, traktowane z całą powagą prowadziło do zawężenia pola zainteresowań anarchosyndykalistów. Dostrzec jednak można u nich, rzadkie u anarchistów,

uwielbienie maszyny i rozwoju przemysłowego oraz kult spontanicznej aktywności przeradzający się

w fascynację rewolucyjną przemocą.

Podstawową metodą działania syndykalistów rewolucyjnych była tzw. akcja bezpośrednia . Sensem istnienia bojowych związków zawodowych, w przeciwieństwie do tradycyjnych, nastawionych na poprawę warunków bytowych robotników, był czynny, nieustający opór stawiany właścicielom środków produkcji oraz strukturom i instytucjom państwa. W action directe widziano „najczystsze wcielenie zmysłu rewolucyjnego". Pouget pisał, że jest to „manifestacja woli i świadomości

proletariackiej", wyraz spontanicznych dążeń emancypacyjnych, pogłębiających solidarność grupową

niekiedy szczególną interpretację. Działania bojowych związków były dla nich najświetniejszą formą wcielania w życie koncepcji „czynu indywidualnego". Czyn jest wszystkim. „Na początku był czyn"

— głosił z egzaltacją Arnold Roller, czołowy ideolog nowego kierunku w niemieckim syndykalizmie.

Akcja bezpośrednia mogła przyjmować postać bardzo zróżnicowaną. Mogła być cicha lub głośna, legalna bądź pozaprawna, z użyciem albo i bez użycia przemocy. Na ogół rozumiano pod tym pojęciem różne pod względem gwałtowności formy presji ekonomicznej. Prowadzenie pod szyldem rewolucyjnych syndykatów propagandy antywojennej, a także działalność kulturalną, kwalifikowano jednak również jako akcję bezpośrednią. Niekiedy, wbrew deklarowanej apolityczności, nosiła ona jednocześnie polityczny charakter. Formą czynnego oporu szczególnie preferowaną przez związkowców były wszakże — oczywiście — strajki ekonomiczne.

Biernym, pokojowym i legalistycznym strajkom doby poprzedniej przeciwstawiano wizję strajku jako „radosnego święta proletariatu", wizję wystąpień masowych i żywiołowych o własnej, nieokiełzanej dynamice. Analiza statystyczna potwierdza przekonanie współczesnych, że w początkowych latach XX W. proletariat francuski sięgał po swoją „naturalną broń" znacznie częściej i nieco skuteczniej niż kiedykolwiek przedtem. Żywiołowości wystąpień nie towarzyszył jednak oczekiwany wzrost solidarności. Nie mą nawet przekonujących dowodów, że odbywały się z większym użyciem przemocy.

Oparta na strajkach częściowych „akcja bezpośrednia" samoczynnie przerodzić się miała w którymś momencie, po przekroczeniu punktu krytycznego świadomości klasowej, w strajk generalny, którego zasadniczymi symptomami miały być powszechność oraz przejmowanie kontroli nad środkami produkcji (ekspriopracja). W takim ujęciu hasło strajku powszechnego było po prostu eufemistycznym określeniem rewolucji. Zdawano sobie zresztą z tego doskonale sprawę. Podkreślano, że jest to „ostateczna broń"proletariatu i zarazem jedyna szansa skutecznej rewolucji w dobie karabinów maszynowych i ciężkiej artylerii. Prześcigano się w obliczeniach, z których wynikało jasno, że rząd musiałby dysponować milionowymi armiami, aby obsadzić większe zakłady pracy i linie komunikacyjne.

Idea nie była zresztą, bynajmniej, nowa. Historyczne antecedensy sięgają bowiem roku 493 p.n.e., kiedy to na wzgórzu awentyńskim dojść miało do zorganizowanego protestu plebejuszy. Angielscy

czartyści nosili się z zamiarem zorganizowania ,,Great National Holiday" już w latach trzydziestych XIX w. Możliwość strajku powszechnego dostrzegali m.in. Mirbeau, Volney, Stirner, Girardin . Podczas obrad kongresu antyautorytarystów we wrześniu 1873 r. Guiilaume zaproponował utworzenie „międzynarodowej organizacji związków zawodowych, która pozwoli im pewnego dnia przedsięwziąć strajk generalny, jedyny strajk naprawdę skuteczny dla osiągnięcia całkowitego wyzwolenia pracy".

W syndykalizmie francuskim, głównym propagatorem idei strajku generalnego stał się stolarz Joseph -

Tortelier, któremu w sukurs przyszli wkrótce Briand i Pelloutier. Od 1893 r. w łonie federacji syndykatów działał stały komitet d/s przygotowania strajku powszechnego. Już około 1895 r. wypowiedziała się za tym większość związkowców zrzeszonych w CGT, ale zdawano sobie sprawę,

że inicjatywa wyprzedza możliwości organizacji. Nieudane doświadczenia zagraniczne (1873 - Alcoy,

1885 - Chicago, 1893 - Belgia, 1902 - Barcelona, Belgia i Szwecja, 1904 - Sardynia i Sycylia, Hiszpania, Genewa) nie zniechęciły rewolucyjnych syndykalistów Francji, którzy postanowili w 1906 r. przejść do czynu. Na dorocznym kongresie CGT (Amiens - 16 października 1906) przy powszechnym aplauzie przyjęto jednomyślnie czteropunktowy plan działania zaproponowany przez Delesalle'a. Przewidywał on:

1)

Strajk powszechny poszczególnych korporacji, który upodobnimy do manewrów garnizonów;

2)

Zaprzestanie pracy przez wszystkich w określonym terminie, co będzie naszymi „wielkimi manewrami";

3)

Całkowite i powszechne zatrzymanie pracy, stawiające proletariat w stanie otwartej wojny ze społeczeństwem kapitalistycznym;

4) Strajk generalny — „Rewolucję" . Do realizacji choćby pierwszego z tych punktów, rzecz jasna, nigdy nie doszło. Kulminacyjna-fala syndykalizmu rewolucyjnego przetoczyła się przez Francję w latach 1902-1908, po czym w CGT wzięła górę tendencja reformistyczna.

Anarchosyndykalistyczna wizja strajku generalnego pozostała mglistym konturem, aczkolwiek nie brakowało prób konkretyzacji szczegółów. Przeważał pogląd, że rozstrzygające starcie zapoczątkowane przez strajki kluczowych gałęzi przemysłu będzie krótkie, ale niezwykle intensywne; całkowicie paraliżujące funkcjonowanie państwa, zwłaszcza zaś instytucji, środków transportu i informacji. Wszystko dokonać się miało spontanicznie, bez istnienia ośrodka dyspozycyjnego i, w miarę możliwości, bez starć z wojskiem. „Dzielniejsi zapaleńcy, nauczeni do czego brak energii i półśrodki doprowadziły Komunę, korzystając z ogólnego zamieszania wezmą się natychmiast do

Dzięki postępowi pirotechniki, w kilka godzin, a najwyżej w kilka dni z

burzenia furtek własności [

ziemi zostaną zmiecione rządowe i prywatne banki, hipoteki, trybunały — a zbraknie ludzi, co bronić ich zechcą". Zieliński przewidywał również umieszczenie żebraków w pałacach, rozpędzenie zakonów, zamianę kościołów na szpitale i szkoły, likwidację opłat za światło, opał i gaz, spalenie pieniędzy oraz przetopienie przedmiotów ze złota i srebra. „Każdy będzie mógł czerpać ze wspólnych

naczyń, ale zawsze tylko w miarę potrzeb dla siebie i najbliższej rodziny [

być może znajdą się jeszcze niezadowoleni, sarkający na pewien przymus ze strony Statystycznych

wkrótce przekonają się, że w nowym ustroju podobne komitety nigdy nie staną się

Komitetów [

dyktatorskie i zawsze będą służyć interesom ogółu", Nie ma powodów do przypuszczeń, że infantylny anarchokomunizm autora tych rozważań nie był reprezentatywny dla poważnej części francuskich anarchosyndykalistów. Ich odpowiedzi na ankietę pisrna „La Mouvement Socialiste" (czerwiec — wrzesień 1904) dotyczącą strajku generalnego są wstrzemięźliwsze w szczegółach, ale zbliżone duchem.

]

]

W epoce przejściowej

]

Za głównego teoretyka strajku generalnego, a w niektórych interpretacjach nawet całego syndykalizmu rewolucyjnego, uchodzi bezpodstawnie Georges Sorel. Tymczasem kontakt autora Złudzeń postępu z ruchem związkowym był nader luźny. Bliska hasłom anarchosyndykalistów faza jego twórczości trwała krótko i zaczęła się dopiero ok. 1902 r. „kiedy podstawowe idee ruchu były od dawna sformułowane. Rok wcześniej ukazało się drugie wydanie pracy Sorela zatytułowanej L'Avenir socialiste des syndycates, w której wiąże przyszłość socjalizmu z rozwojem czysto robotniczych organizacji, ale za model związków uznaje angielskie trade uniony, zaś robotników zamiast do strajku powszechnego zachęca do zakładania spółdzielni. Francuscy związkowcy, nastawieni praktycznie, na ogół nie znali jego spekulatywnych wywodów. Pewną popularność zdobył sobie Sorel jedynie we Włoszech, ale tam z kolei rewolucyjni syndykaliści stanowili znaczną mniejszość i musieli się zadowolić założeniem własnej niewielkiej centrali związkowej. Wraz z Barthem i Lagardellem był więc Sorel raczej nie twórcą, ale komentatorem swoiście pojmowanego rewolucyjnego syndykalizmu; inteligenckim „poputczikiem" czerpiącym zeń soki żywotne dla własnych przemyśleń. Traktowanie Rozważań o przemocy jako kanonicznego wykładu doktryny anarchosyndykalistycznej wydaje się w tej sytuacji grubym nieporozumieniem. Sorelowski pesymizm jest z gruntu obcy jej duchowi.

Strajk generalny, czynny opór, przemoc — to wszystko, co dla Pelloutiera i jego zwolenników stanowiło jedynie środek do celu, staje się u Georgesa Sorela celem samoistnym. Ma uchronić proletariat przed oddziaływaniem dekadenckich utopii, syrenim głosem mieszczańskich ideałów!

materialistyczną pokusą kryjącą się w demokracji parlamentarnej. „Akty przemocy proletariackiej są, po prostu, aktami wojennymi; mają wartość demonstracji zbrojnych i zadaniem ich jest podkreślenie

Im bardziej będzie się rozwijał syndykalizm, porzucając stare przesądy

wywodzące się z Ancien Regime'u i Kościoła — a przekazywane przez pisarzy, profesorów filozofii i historyków Rewolucji — tym bardziej konflikty społeczne nabiorą charakteru czynnej walki, podobnej do kampanii wojennej. Nigdy nie dość pogardy dla tych, którzy pouczają lud, że krocząc ku przyszłości musi spełniać jakieś niezwykle idealistyczne posłannictwo sprawiedliwości".

odrębności klas [

].

W strajku generalnym interesuje go jedynie jego strona duchowa, irracjonalna. Widzi w tej idei przejaw atawistycznego mitu tworzącego „niepodzielną całość", nieprzenikliwego dla intelektu. Jednocząca wszystkich uczestników ruchu wizja zwycięskiego strajku mobilizuje proletariat do walki; lecz wcale nie gwarantuje sukcesu.

Dla Sorela najważniejszy jest jednak ów stan ducha; sama gotowość stosowania rewolucyjnej przemocy jako wyraz proletariackiej moralności. W sumie, interpretacja, którą przedstawił uwypukliła antyinteligenckie, irracjonalne i woluntarystyczne aspekty rewolucyjnego syndykalizmu i choć zdobyła sobie pewien poklask w środowiskach akademickich, nie przysłużyła się najlepiej bliskiej mu sprawie.

Wielu późniejszym komentatorom anarchosyndykalizmu kojarzyć się będzie, za jego sprawą, z egzaltowaną pochwałą gwałtu i zbiorową hipnozą tłumów, choć są to elementy praktycznie nie występujące u tak wybitnych teoretyków, jak Christian Cornelissen, Rudolf Rocker, czy u Arturo Labrioli — twórcy oryginalnej koncepcji „społeczeństwa ekonomicznego".

Współczesne interpretacje rewolucyjnego syndykalizmu wiążą go ściśle, niekiedy nawet przesadnie, z warunkami społeczno-ekonomicznyńni oraz tradycjami politycznymi XIX-wiecznej Francji. Bojowy charakter ruchu ma być konsekwencją impulsywnego, łacińskiego temperamentu, etosu rewolucyjnego oraz niechęci do polityki cechującej francuski proletariat. W jego ideologii dostrzega się efekt opóźnionego rozwoju kapitalizmu — dominującej pozycji niewielkiego warsztatu rzemieślniczego kultywującego ideały cechowe. Zdaniem Ridleya, zajmującego w tej kwestii najbardziej skrajne stanowisko, syndykalizm rewolucyjny jest reakcją na zagrożenie stwarzane przez rozwój wielkiego przemysłu. Ucieleśnia on, jego zdaniem, indywidualistyczne i drobnoburżuazyjne ideały francuskiego proletariatu; wyraża przywiązanie do autonomicznego warsztatu i powiązań lokalnych, skłonność do myślenia kategoriami organizacji o małej skali. Stanowił ,,cri de coeur niesproletaryzowanego robotnika w chwili zagrożenia przez kapitalistyczną konkurencję" i już w chwili swego powstania był przeżytkiem. Rewolucyjność i bojowość syndykatów tłumaczy brytyjski historyk ich słabością. Dalekosiężne cele i wzniosłe ideały miały rekompensować ich praktyczną nieskuteczność na co dzień. Powyższa analiza przy całej swej atrakcyjności nie jest wolna od dużych uproszczeń. Ideały przypisywane przez Ridleya członkom CGT odpowiadają raczej czasom Proudhona. Zarzut indywidualizmu wydaje się nieporozumieniem, podobnie jak rzekoma drobnomieszczańskość. Teza o wrogości wobec nowoczesnego przemysłu, nie znajduje pełnego potwierdzenia w statystyce , co więcej, rodzi pytanie o przyczyny anarchosyndykalizmu amerykańskiej IWW (Industrial Workers of the World), której trudno przypisać rzemieślniczy charakter. Wreszcie proponowane wyjaśnienia rewolucyjnych aspiracji francuskich związkowców jest raczej unikiem przed uznaniem anarchistycznych sympatii działaczy CGT, niż rozwiązaniem problemu. Więcej zaufania budzi sugestia wiążąca rewolucyjny syndykalizm z reakcją na

zdominowanie przez inteligentów ruchu socjalistycznego, a jego ideologię — z rewoltą przeciwko rozumowi i demokracji w kulturze europejskiej przełomu wieków (Bergson, Nietzsche, Sorel i in.) . Inteligencki radykalizm zbiegł się tu z radykalizmem tej części zatrudnionych, którzy czuli się rozczarowani działalnością oficjalnych partii robotniczych. Walczące, apolityczne syndykaty kanalizowały te nastroje.

Elementy ideologii anarchosyndykalistycznej występowały z różnym nasileniem w ruchu związkowym wielu krajów europejskich oraz obu Ameryk. We Włoszech powstały wzorowane na francuskich, giełdy pracy i unie lokalne zgrupowane w Komitecie Towarzystw Oporu (1907). Po nieudanych próbach przeciągnięcia na swoją stronę tamtejszej Powszechnej Konfederacji Pracy (CGL), w 1912 r. podczas kongresu w Modenie doszło do utworzenia Unione Sindícale Italiana, stawiającej sobie jako cel „wywłaszczenie klas burżuazyjnych w drodze strajku powszechnego wszystkich gałęzi produkcji". Kilkusettysięczna USI, mająca poważne wpływy w największych zakładach przemysłowych Turynu i Mediolanu, organizowała udane strajki kolejarzy, zaś w czerwcu 1914 r. „ po apelu Maletesty, przy ścisłej współpracy z organizacjami anarchistycznymi, kierowała strajkiem powszechnym w Romanii i na wybrzeżu Adriatyku (tzw. czerwony tydzień). W Hiszpanii, gdzie ruch związkowy stanowił silną bazę anarchizmu od lat siedemdziesiątych XIX w., anarchosyndykalizm przeżywał cykliczne wzloty i upadki. Nieudane strajki generalne w Barcelonie w roku 1902 i 1909 (tzw. La Semana trágica) doprowadziły ostatecznie do utworzenia w 1910 r. Confederątión Nacional de Trabajo (CNT) mającej oficjalne błogosławieństwo anarchistów. Ta licząca u szczytu powodzenia ponad milion członków, a posiadająca zaledwie jednego płatnego urzędnika, największa na świecie organizacja syndykalizmu rewolucyjnego była najbliższa ideałom zakreślonym przez Pelloutiera. Kres jej istnieniu położył dopiero upadek republiki hiszpańskiej. Podobne, choć znacznie słabsze syndykaty działały w Argentynie, Urugwaju, Chile i Meksyku. Natomiast w Stanach Zjednoczonych Daniel de Leon (1852-1914) skierował IWW na nieco odmienną drogę — walki o ustanowienie „przemysłowego porządku społecznego", walki stawiającej sobie cele bardziej ograniczone.

Lista zarzutów stawianych anarchosyndykalistom jest bardzo długa. Gloryfikacja przemocy i spontanicznego aktywizmu zawiodła niektórych spośród nich na pozycje sympatyków faszyzmu. Nie znalazła potwierdzenia ani mistyczna wiara w rewolucję, ani ich idealistyczna wizja proletariatu, zakładająca apolityczność, wyższość moralną, wspólnotę interesów oraz naturalną solidarność mas pracujących. Ideologom CGT i CNT, podobnie jak anarchistom, zarzuca się redukcjonizm ekonomiczny, polityczną ślepotę, skrajny woluntaryzm, skłonność do niebezpiecznych uproszczeń, językowy ekstremizm. W ich teoriach dostrzega się chęć ucieczki od rzeczywistości politycznej w stronę mitu. Taka jednoznacznie negatywna ocena budzić musi uzasadnione wątpliwości. To prawda, że anarchosyndykalizm w skali historycznej nie spełnił pokładanych w nim nadziei, ale prawdą jest także, że nikt go robotnikom nie narzucał. Był zgodny z nadziejami i aspiracjami poważnej części proletariatu, a przywiązanie jaki żywili członkowie dla rewolucyjnych syndykatów zdaje się wskazywać, iż dobrze zaspokajały ich różnorodne bieżące potrzeby.

Wśród samych anarchistów nurt stawiający na związki zawodowe budził od pierwszej chwili gorące polemiki. Odrzucali go z zasadniczych pobudek konsekwentni indywidualiści. Pozostali zajmowali stanowisko bardzo zróżnicowane. Sebastian Faure, wydawca pisma „Le Libertaire", traktował anarchosyndykalizm jako rodzaj dywersji zagrażającej ideologii wolnościowej, podczas gdy Jean Grave redagujący „Les Temps Nouveaux" chętnie udostępniał jego łamy zwolennikom „nowej szkoły". Opinia Kropotkina, zawsze wstrzemięźliwa, stawała się w miarę postępów rewolucyjnego syndykalizmu coraz bardziej krytyczna. Nie bpa to tylko reakcja na zakwestionowanie jego własnej doktryny. Propozycja oparcia porewolucyjnego ustroju na związkach wytwórców wydawała mu się

lekkomyślna ze względu na niebezpieczeństwo odtworzenia się w ich ramach hierarchicznej biurokracji. Nie bardzo też wierzył w rewolucyjność nowych syndykatów. W 1002 r. Kropotkin odrzucił zgłoszony przez Tarridę del Marmola plan utworzenia międzynarodowej Unii Syndykatów, bądź też powołania do życia tajnej Międzynarodówki Strajkowej .

Do bezpośredniego starcia zwolenników i przeciwników anarchosyndykalizmu doszło podczas pierwszego od dłuższego czasu międzynarodowego kongresu anarchistycznego w Amsterdamie (24- 31 sierpnia 1907). W roli propagatora i obrońcy nowych idei wystąpił dwudziestosześcioletni Pierre Monatte, aktywista CGT uważający się za anarchistę. Przedstawił on rewolucyjne syndykaty jako wcielenie w życie zasad przyświecających I Międzynarodówce; jako szkołę woli, energii i płodnego myślenia, otwierającą przed anarchistami nowe perspektywy. Zaapelował do swoich kolegów o udzielenie im pełnego poparcia. Autorytatywnej odpowiedzi udzielił Monattowi Malatesta zwracając uwagę na utopijność i niewystarczalność podstawowych założeń syndykalistów, ze strajkiem generalnym włącznie. Anarchiści działający w związkach zawodowych w żadnym wypadku nie powinni rezygnować z prawdziwej rewolucji, ani wyrzekać się własnych celów, daleko wykraczających poza ambicje pseudorewolucyjnych syndykatów — konkludował Malatesta.

Publiczna polemika w Amsterdamie uwypukliła głębokie podziały w łonie ruchu anarchistycznego. Nie mogąc uzyskać oficjalnego błogosławieństwa dla swoich idei, zwolennicy anarchosyndykalizmu rozpoczęli starania o utworzenie własnych, odrębnych organizacji. Doprowadziły one ostatecznie do utworzenia kierowanej przez Rudolfa Rockera międzynarodówki syndykalistów rewolucyjnych, która przyjęła historyczną nazwę Międzynarodowego Stowarzyszenia Robotników. Organizacja ta przez wiele lat stanowiła organiczną część światowego ruchu anarchistycznego.

8. Anarchizm indywidualistyczny oraz inne odmiany teoretyczne

Przedstawicieli wszystkich omawianych dotąd kierunków, pomimo znacznych różnic w kwestiach szczegółowych, łączyło wspólne im dążenie do zasadniczej reorganizacji społeczeństwa; wspólna wiara, że pełne wyzwolenie jednostek spod władzy wszelkich sztucznych autorytetów leży w ogólnospołecznym interesie. Ale była też grupa anarchistów, która istnienie takiego interesu kwestionowała. Konsekwentny anarchizm mógł być — ich zdaniem — zbudowany wyłącznie na indywidualistycznych podstawach, albowiem społeczeństwo, w nie mniejszym stopniu niż aparat państwowy, traktowali jako źródło zniewolenia jednostek. Zasłuchani w siebie, zafascynowani własną unikalnością, odrębnością, niepowtarzalnością, demonstracyjnie odrzucali wszystkie zewnętrzne ograniczenia. Dążyli do wolności poza społeczeństwem, gloryfikowali „zdrowy egoizm", a kult własnego „ja" posuwali niekiedy do granic filozoficznego solipsyzmu. Własne potrzeby i pragnienia były dla nich, przynajmniej w teorii, jedynym życiowym kompasem. Formy, jakie anarchizm indywidualistyczny przybierał ze względu na swą różnorodność nie dają się jednak zamknąć w jakiejś syntetycznej formule. Wybujały indywidualizm stanowił naturalną i skuteczną ochronę przed powieleniem jakichkolwiek schematów.

Prekursorem indywidualistycznego anarchizmu był, wywodzący się z kręgów (lewicy młodoheglowskiej, prowincjonalny nauczyciel gimnazjalny Max Stirner (Johann Kaspar Schrnidt 1806-1856). Dzieło życia Stirnera Dpi Einzige uńd, sein Eigentum (Jedyny i jego własność, 1845) stanowi znakomity przykład literatury kompensacyjnej swoisty filozoficzny rewanż za bezbarwne i nieszczęśliwe życie. Emanujący zeń kult siły i egoizm oraz antyintelektualizm stoją w jaskrawej sprzeczności z biografią autora. Charakterystyczny dla kręgu berlińskiego typ krytyki został tu spożytkowany do obalenia ostatnich świętości. Każdy z nas poddany jest, zdaniem Stirnera, tyranii „widm" takich, jak państwo, naród, społeczeństwo, rodzina. Wolność nie jest możliwa bez ich całkowitego odrzucenia. Wtedy okaże się, że każdy jest dla siebie jedyną realnością („Jedynym"), że własna wola i własne potrzeby są w życiu ludzkim jedynie naturalnym punktem odniesienia. Dla „Jedynego" nie istnieją prawa ani obowiązki, tak jak nie istnieje dobro ani zło, sam jest dla siebie miarą wszystkich rzeczy. Jego życie jest nieustanną walką, w której silniejszy narzuca swoją wolę słabszym. W takich warunkach życie społeczne sprowadzać się może wyłącznie do jednej formuły — związku egoistów, w którym wszyscy wykorzystują się nawzajem i nie istnieje żaden cel nadrzędny.

Stosunek Stirnera do państwa nie odbiega od anarchistycznego stereotypu. Niemiecki filozof widzi w nim wyłącznie instrument ujarzmiania jednostek. Walka z państwem musi oznaczać jego desakralizację poprzez nieprzyjmowanie jego istnienia do wiadomości, czyli popełnianie czynów uważanych za przestępstwa. „Jedyny" niczego państwu nie zawdzięcza. Prawo do życia czerpie z woli życia, tytuły własności — z siły fizycznej; posiada to wszystko, co potrafi zdobyć i utrzymać. Własność prywatna jest integralnym elementem jego wolności. W praktyce poglądy Stirnera w tej kwestii są zbliżone do poglądów współczesnego mu Proudhona. Uważa, ze każdy wytwórca powinien być właścicielem domowego warsztatu, dopuszcza jednak współposiadanie (zwłaszcza ziemi), pod warunkiem skrupulatnego rozliczania udziałów i zysków. Jest przeciwnikiem nadmiernej koncentracji własności, ale wstrzymuje się od krytyki kapitalizmu. Ostro i niezwykle przenikliwie przedstawia natomiast zagrożenie dla jednostki kryjące się w socjalizmie państwowym.

Dążenie do stworzenia bezkonfliktowego społeczeństwa uważa za niebezpieczną utopię, toteż niczego dobrego nie spodziewa się po rewolucji, przeciwstawiając jej indywidualistyczną rebelię. Rebelia —

to

wolny od jakichkolwiek społeczno-politycznych aspiracji czysty bunt jednostki, która miast dążyć

do

obalenia istniejącego porządku, tym aktem sprzeciwu wznosi się ponad niego i przestaje z nim

liczyć; to wyzwolenie „Jedynego".

Obrazoburczy zamysł zrealizowany został w „Jednostce i jej własności” z rozmachem i konsekwencją,

ale bez literackiego polotu. W efekcie stirnerowska wersja anarchizmu, skrajnie aspołeczna, amoralna

i ahumanitarna, pozostawała nieznana szerszemu ogółowi do początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy to spopularyzował ją Mackay. Wywarła jednak zauważalny wpływ na Bakunina, Anselme Bellegarrigue'a oraz francuskich i niemieckich „illegalistów" z przełomu wieków. W międzyczasie indywidualistyczny anarchizm o bardziej stonowanych poglądach znalazł licznych wyznawców przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych.

W przeciwieństwie do imigrantów z Europy związanych z różnymi kierunkami kolektywistycznymi,

rodzimi anarchiści amerykańscy z natury rzeczy skłaniali się do indywidualizmu. Taki charakter miała zresztą cała amerykańska filozofia. Nadający ton życiu umysłowemu USA w połowie wieku tzw. transcendentyści z filozofem Ralphem Waldo Emersonem, poetą Waltem Whitmanem oraz publicystą Davidem Thoreau, autorem słynnego eseju „O obowiązku obywatelskiego nieposłuszeństwa” (1840) na czele, nie kryli swoich libertarnych sympatii. Thoreau odsiadywał nawet wyrok więzienia za

odmowę płacenia podatków w proteście przeciw wojnie z Meksykiem. Gotowość do poddawania własnych poglądów praktycznym próbom wykazywało zresztą wielu amerykańskich anarchistów. Poczesne miejsce zajmował wśród nich Josiah Warren, utalentowany wynalazca i niestrudzony uczestnik eksperymentów z wzorowymi komunami na modłę Owena, czy Fouriera. Ich niepowodzenia tłumaczył po latach działaniem przyrodniczego prawa różnorodności objawiającego się nieuchronnym konfliktem interesu zbiorowego z dążeniami jednostek. Nieudane próby podporządkowania jednostek potrzebom ogółu nasunęły mu myśl odwrócenia problemu, to jest znalezienia takich form organizacji społecznej, które chroniłyby najlepiej suwerenność jednostki. Założona przezeń w 1846 r. indywidualistyczna kolonia o nazwie „Utopia" przetrwała blisko dwadzieścia lat. Jej członkowie obywali się bez przepisów, urzędników i zebrań.

Zasługi Warrena jako teoretyka dotyczą przede wszystkim jego rozwiązań ekonomicznych. Udoskonalając owenowską ideę ekwiwalentnej wymiany produktów na podstawie zawartego w nich czasu pracy proponuje, a później wprowadza w czyn, koncepcję Magazynu Pracy (Time Storę). Magazyn sprzedawał produkty po cenie kosztów własnych, ale klienci zobowiązani byli zrekompensować koszt obsługi równoważnym (czasowo) produktem własnej pracy. W modelowych koloniach Warrena obowiązywać miała natomiast uproszczona wersja mutualizmu, w myśl której producenci wymieniają swoje wyroby bezpośrednio, z pominięciem pośredników. Prawo każdej jednostki do dysponowania pełnym produktem swojej pracy stworzyć miało warunki niezbędne do realizacji ideału nieograniczonej suwerenności jednostki wyrażającego się całkowitą indywidualizacją odpowiedzialności, interesów, decyzji oraz działań.

Spośród licznego grona indywidualistycznych anarchistów amerykańskich drugiej połowy XIX w. na wyróżnienie zasługują nazwiska Stephena Pearl Andrewsa, Williama B. Greena i Lysandera Spoonera — członków I Międzynarodówki, Stevena Byingtona oraz najgłośniejszego z nich — Benjamina Tuckera. W rozprawie Greena poświęconej problemowi równości socjalizm utożsamiony jest z przymusem. „W socjalizmie jest tylko jeden władca (master), którym jest państwo, ale państwo to [ ] organizacja powszechnej nędzy. W socjalizmie jest tylko jedna klasa, klasa niewolników". Spooner, "prawnik w Massachusetts, praprzyczyny zła upatruje w idei konstytucji państwowej, wiążącej ludzi wbrew ich woli. Nie ogranicza się wszakże do abstrakcyjnych rozważań. W walce z federalnym monopolem pocztowym zakłada konkurencyjną firmę prywatną, która zmusiła władze do poważnej

redukcji opłat pocztowych. Benjamin Tucker (1854-1939), piewca nieskrępowanego egoizmu, pod wieloma względami przypomina Stirnera. Za nic ma konwencjonalną moralność. „Każdy człowiek

] [

Zjednoczonych, ma prawo zabijać i ciemiężyć ludzi, bodaj zagarnąć cały świat, jeżeli posiada ku temu dość siły" — czytamy w Instead of a Book, sztandarowym dziele Tuckera. Korzyść własna jest najwyższym prawem i zarazem przykazaniem etycznym („mind your own bussiness"), ale to ona właśnie wymaga zapewnienia wszystkim równej wolności. Wtrącanie się w czyjeś sprawy, w wielkiej

i każda gromada ludzi, czy będzie ona tajnym związkiem chińskim, czy Kongresem Stanów

czy małej skali, stanowi w tym kontekście jedyną zbrodnię; zbrodnię usprawiedliwiającą represyjne

działanie skądinąd krytykowanego przezeń państwa — tortury, a nawet karę śmierci.

W swoich poglądach ekonomicznych wydawca wielce zasłużonego dla radykalnej myśli

amerykańskiej czasopisma „The Liberty" (1881-1903) stoi na stanowisku skrajnego leseferyzmu, domagając się zniesienia monopolów, prawa do bicia własnej monety i swobodnego dostępu do ziemi. Broni własności prywatnej, lecz tylko w odniesieniu do owoców własnej pracy. Wolne związki miłosne uważa za równie niezbędne, jak możliwość wyboru szkoły lub lekarza. W walce z przemocą zaleca jako „broń najstraszliwszą" bierny opór, który ma doprowadzić do pokojowej rewolucji. Niczym klasyczny liberał zakłada, iż wzrost wolności doprowadzi do powszechnego dobrobytu. Chociaż to właśnie on dokonał pierwszych amerykańskich przekładów Proudhona, Bakunina i

Kropotkina, droga którą wybrał europejski anarchizm wzbudziła jego żywy sprzeciw. Czynnie zwalczał kolektywistyczne ideały i taktykę czynu indywidualnego propagowaną w środowiskach imigracyjnych. W Wielkiej Brytanii podobne stanowisko zajmował jego uczeń Henry Seymour, wydawca cenionego pisma „The Anarchist".

Najpopularniejszym w Europie propagatorem indywidualistycznego anarchizmu stał się w końcu XIX w. naturalizowany w Niemczech szkocki poeta Henry John Mackay (1864-1933), „odkrywca" Stirnera, a przede wszystkim autor przedrukowanej w wielu krajach powieści Die Anarchisten. Kulturgemalde aus dem Ende des Neunzenjahrhunderts (1891) oraz zbiorów wierszy sławiących ideologię wolnościową. W jego ujęciu „prawdziwy anarchizm" sprowadza się do formuły „dbaj o

swój interes i pozwól mi zatroszczyć się o mój"; to system społeczny, w którym „prawo nie krępuje wolności, nie istnieją przywileje, a siła nie przesądza ludzkich działań". Conrad Auban, indywidualistyczny bohater opowieści Mackaya marzy o upowszechnieniu kapitalizmu. Z wyższością i współczuciem obserwuje cierpienia ludzkości, ale rewolucyjne porywy uważa za objaw choroby.

Sam poleca wyłącznie bierny opór. Podobne ideały nawiązujące do Stirnera i Tuckera odnajdujemy w

berlińskiej Deklaracji Anarchistów Indywidualistów z 12 sierpnia 1910 r. Jej sygnatariusze

stwierdzają m.in., że „nie uważają własności prywatnej za przyczynę nędzy i ucisku, lecz przeciwnie,

Kapitalizm sam w

są zdania, że własność jest niezbędna dla wolności i niezależności jednostki [

sobie nie jest wrogiem, nie jest instrumentem wyzysku". Równie zdecydowanie odrzucają stosowanie przemocy dla realizacji własnych ideałów.

].

Indywidualistyczny anarchizm z przełomu XIX i XX w. interpretuje się zazwyczaj jako reakcję na zdyscyplinowany socjalizm SPD oraz skutek promieniowania filozofii Nietzschego. Nie wyjaśnia to jednak bujnego rozkwitu tej odmiany anarchizmu we Francji, i to zarówno w jej teoretycznej, jak i antyorganizacyjnej lub czysto praktycznej postaci. Wydaje się, że zjawisko to wiązać należy z szerszymi procesami zachodzącymi w ówczesnej Europie — powstaniem społeczeństwa masowego oraz kryzysem pozytywistycznego i liberalnego światopoglądu, który cechował poprzednie dekady. Opublikowana w 1889 r. książka Maurice Barresa, Le Culte de Moi. Un Homme Libre jest wymownym świadectwem tych przemian.

Francja była jedynym krajem, w którym indywidualistyczny anarchizm wykraczał poza prywatną filozofię poszczególnych jednostek stając się stylem życia określonych środowisk — artystycznych, studenckich czy robotniczych, skupionych często wokół redakcji libertarnych czasopism w rodzaju ,.L'Anarchie", czy ,,L'Endehors". Dostrzec w nim można, przy dużej różnorodności programów indywidualnych, pewne charakterystyczne cechy wspólne: całkowite odrzucenie konwencjonalnej moralności (w przeciwieństwie do anarchizmu amerykańskiego), bliski związek z nurtami pobocznymi takimi, jak ruch na rzecz wolnej miłości, swobodnego wychowania, postulat manifestacyjnego odrzucenia istniejących praw oznaczający w praktyce aktywne wspieranie nurtu przestępczego (tzw. illegalizmu). Czołową postacią wśród francuskich anarchistów o indywidualistycznym nastawieniu był Èmile Armand (prawdziwe nazwisko Ernest Juin, 1872-1926), który dotarł do ideologii wolnościowej poprzez Armię Zbawienia i tołstoizm.

Armand zasłynął jako niestrudzony popularyzator ideałów wolnej miłości i wolnego środowiska (le milieu libre) oraz autor popularnego podręcznika indywidualistycznego anarchizmu. I on uważał własność prywatną za podstawową gwarancję autonomii jednostki. Jego ideał społeczeństwa zakładał tworzenie doraźnych stowarzyszeń o ograniczonych celach, bądź też wyraźnie wyodrębnionych „wolnych" mikro środowisk o charakterze kolonii. Wyżej niż rewolucyjną przemoc stawiał wychowawcze oddziaływanie na masy dobrego przykładu, który polegać miał na całkowitym bojkocie instytucji państwowych.

Albert Libertad (Albert) i André Lorulot (Roluot) współpracownicy Armanda z redakcji pisma ,,L'Anarchie", czołowego organu indywidualistów — reprezentowali podobne tendencje, znacznie silniej jednak podkreślali swoją wrogość do anarchosyndykalizmu, zbyt dobrze, ich zdaniem, przystosowanego do istniejącej rzeczywistości. Libertad (1875-1908) słynący z bezkompromisowości, która narażała go na podejrzenia o pełnienie roli prowokatora, postulował natychmiastowe zaprzestanie pracy na rzecz społeczeństwa burżuazyjnego, zaś wszystkich robotników akceptujących narzucone im warunki pracy uważał za kolaborantów. Młodszy odeń o dziesięć lat Lorulot w ogóle nie wierzył w istnienie klasy robotniczej. Społeczeństwo jawiło mu się jako zbiór odizolowanych jednostek. W swoich artykułach łączył harmonijnie anarchizm z wolnomyślicielstwem i propagowaniem kremacji jako środka umożliwiającego efektywną walkę z kultem zmarłych. Ciekawą postacią był również zapomniany już dziś zupełnie autor symbolistycznych poematów Henry Ryner (właściwie Henry Ner) rozwijający filozofię indywidualizmu w duchu bliskim Stirnerowi. Jego konkluzje brzmią z reguły pesymistycznie.

Prawdziwym źródłem zniewolenia jednostek nie jest władza, jak wyobrażają sobie naiwnie anarchiści, lecz samo społeczeństwo — „nieuchronne tak jak śmierć". Ojczyzna, państwo, naród — to tylko zwodnicze idole, którym przeciwstawia ideę Boga ucieleśniającą wolność, mądrość i doskonałość moralną. Rewolucja przynieść może jedynie krótkotrwałe zmiany, a reformy polegają wyłącznie na zmianie nazw, nie treści. Społeczeństwa nie można więc, i nie warto, naprawiać. Ryner zalecał swoim czytelnikom dystans i obojętność wobec świata. Był zdeklarowanym pacyfistą i przeciwnikiem stosowania przemocy. Egzaltowany stosunek do „Moi" narażał go często na krytykę anarchistycznych przyjaciół .

Spośród nielicznych w Rosji indywidualnych anarchistów na uwagę zasługuje tylko Aleksander Borowoj, który zakładaj że rozwój techniki umożliwi jednostkom w niedalekiej przyszłości osiągnięcie pełnej samodzielności produkcyjnej. Traktując społeczeństwo, jako wtórne wobec jednostek uważał, że człowiek potrafi sobie poradzić i bez niego.

Stosunkowo niewielka popularność stirnerowskiej odmiany anarchizmu wynikała nie tyle z naturalnej sympatii mas do altruizmu przeciwstawionego egoistycznie pojmowanej wolności, co ze słabości organizacyjno-propagandowej konsekwentnego stanowiska indywidualistycznego. Zwolennicy indywidualizmu skazani byli na działanie w rozproszeniu, bez jakiejkolwiek koordynacji, jeśli w ogóle odczuwali potrzebę dzielenia się z innymi swoimi przemyśleniami. To właśnie' sprawiło, że ich celna krytyka utopijnych aspektów anarchokomunizmu nie została szerzej spopularyzowana. Już samo istnienie pism anarchistów-indywidualistów należało do rzadkości, zaś podejmowane sporadycznie próby stworzenia jakiejś organizacji, która umocniłaby ich pozycję w łonie ruchu kończyły się niepowodzeniem . Kropotkin i jego zwolennicy nie kryli ze swej strony awersji do tej odmiany ideologii wolnościowej. W długim liście do Nettlaua autor,Zdobycia chleba podkreśla, że indywidualizm prowadzi do nihilizmu, nie tworzy niczego pozytywnego, nie potrafi nawet jasno precyzować własnych celów i pobudzać innych do działania.

Listę autonomicznych tendencji w ramach szerokiego nurtu ideologii anarchistycznej zamyka jej nieco mgławicowa odmiana mistyczna, reprezentowana najczęściej przez tzw. anarchizm chrześcijański. Wprawdzie w literaturze naukowej spotkać się można z wyodrębnieniem jeszcze wielu innych, niekiedy bardzo szczegółowych kierunków, ale przy dokładniejszej analizie podziały tego rodzaju okazują się z reguły bezzasadne. Są to najczęściej odmienne warianty teoretyczne kilku podstawowych kierunków, różniące się między sobą innym rozkładem akcentów. Autorzy niektórych klasyfikacji mieszają ponadto zróżnicowanie teoretyczne z charakterystyczną dla anarchistów różnorodnością kierunków zainteresowań i sposobów działania. W przypadku Domeli Nieuwenhuisa, Charlesa Malato, dr Saverio Merlino, Gustava Landauera czy Edwarda Abramowskiego mamy zatem raczej do czynienia z mniej lub bardziej oryginalnymi odmianami znanych już kierunków niż z nowymi tendencjami:

Zwolennicy anarchizmu chrześcijańskiego przekonani, że sama tradycja ewangeliczna jest głęboko anarchistyczna, odwołują się wprost do pism apostołów i postaci Jezusa Chrystusa — „pierwszego prawdziwego anarchisty" (G. Lechartier). Kładą nacisk na zagadnienia moralne, zaś ideały sprawiedliwości stawiają wyżej niż ideały wolnościowe. Klasycznym reprezentantem tego nurtu anarchizmu, którego związek z głównym pniem ideologii libertarnej bywa niekiedy kwestionowany, był hrabia Lew Nikołajewicz Tołstoj (1828-1910). Od chwili zetknięcia się w 1857 r. z ideami Proudhona wielki pisarz rosyjski pozostawał pod ich nieustannym urokiem. Od autora La guerre et la paix przejął nie tylko tytuł swojej nieśmiertelnej epopei, lecz także wrogość do państwa, prawa i własności skojarzoną z niechęcią do rewolucji i stosowania przemocy. Aprobował natomiast bierny opór, życie bliskie naturze i samodoskonalenie moralne jednostek poprzez chrześcijańską miłość bliźniego. Bóg Tołstoja stanowił usposobienie racjonalności skojarzonej ze sprawiedliwością. Silnie akcentowany populizm zbliżał pisarza do rosyjskich narodników i anarchistów spod znaku Kropotkina, tak jak i on wierzących w spontaniczną pomoc wzajemną, powszechne braterstwo i wyższość moralną ludu. Toteż zbieżne są z ich wizją przyszłości jego własne koncepcje egalitarnych, wspólnotowych i nieco ascetycznych w swoich „naturalnych" potrzebach komun. Wyróżnia go natomiast nieprzejednany, wrogi stosunek do całej kultury „wysokiej", ostro przeciwstawionej wyidealizowanej kulturze ludowej.

Rzecz jasna, nie wszyscy chrześcijańscy anarchiści podzielali skrajność niektórych opinii Tołstoja, u każdego z nich wszakże odnaleźć można ten sam moralistyczny ton i sposób rozumowania. W środowiskach anarchistycznych Tołstoj, który sam siebie nigdy z anarchizmem nie identyfikował, przyjmowany był z szacunkiem, ale nie bezkrytycznie. Wątpliwości budził jego stosunek do religii, postulowany pasywizm, a przede wszystkim stosunek do haseł rewolucyjnych. Największą popularnością cieszył się w Rosji i w Anglii, gdzie najdłużej przetrwały tołstojowskie komuny.

Duże zróżnicowanie ideologii anarchistycznej, zarysowujące się coraz wyraźniej w miarę upływu lat i wynikające z tego zróżnicowania ostre polemiki wewnętrzne wyczerpujące szczupłe siły ruchu narażonego na nieustanne ataki świata zewnętrznego — wszystko to sprawiło, że ludzie identyfikujący się z anarchizmem najmocniej dostrzegali potrzebę wzajemnej tolerancji i zwarcia szeregów. O przejście do porządku dziennego nad istniejącymi różnicami apelowali wielokrotnie Elisée Reclus i Nettlau. W takim też duchu , w podzielonym na kolektywistów i anarchokomunistów środowisku anarchistów hiszpańskich zrodziła się idea anarchizmu „bezprzymiotnikowego" (sine adjectivos). Była ona wspólnym dziełem Tarridy del Marmola (w pracy La teoria revolucionaria) oraz Ricardo Melli, który 12 stycznia 1889 r. opublikował w organie robotników sewillskich „La Solidaridad" artykuł zatytułowany La Anarquía no admite adjectivos:

„Wśród rozmaitych teorii rewolucyjnych, które usiłują zagwarantować pełne wyzwolenie społeczne najbardziej zgodne z Naturą, Nauką i Sprawiedliwością jest taka, która odrzuca wszystkie dogmaty polityczne, społeczne, ekonomiczne i religijne — tzn. Anarchia bez przymiotników" — czytamy w artykule. Koncepcja ta stwarzała realną perspektywę przezwyciężenia istniejących podziałów wynikających niekiedy wyłącznie z posługiwania się odmiennymi terminami („amorfizm" S. Merlino, „akratyzm" R. Pellicer, „aterkracja" C. Pelletier itp.). Nigdy jednak do tego nie doszło, pomimo przychylnego stosunku „La Révolte" oraz wielu wybitnych anarchistów rozsianych na całym świecie. W Stanach Zjednoczonych czołową jej propagatorką była Volterine de Cleyre, zaś we Francji po I wojnie światowej Sebastian Faure, który rzucił hasło „anarchistycznej syntezy".

Część III

ANARCHIZM JAKO RUCH SPOŁECZNY

1. Ruch anarchistyczny na tle socjologicznej teorii ruchów społecznych

Stosunkowo niewielkie jak dotąd zainteresowanie badaczy ruchem anarchistycznym tłumaczyć można rozmaitymi czynnikami — przemożnym oddziaływaniem sporów ideologicznych narzucających w pierwszym rzędzie zainteresowanie warstwą doktrynalną, przekonaniem o niewielkim znaczeniu i zakresie samego zjawiska, jego „mgławicowością" utrudniającą poddanie go naukowej analizie, a nawet wątpliwościami czy ma sens wyodrębnienie go z całokształtu ruchu socjalistycznego. Te ostatnie zastrzeżenia można dość łatwo oddalić odwołując się do przyjętych definicji ruchu społecznego. Najogólniejsza z nich, zaproponowana przez socjologa amerykańskiego Blumera, twórcy tzw. symbolicznego interakcjonizmu stwierdza, że jest to „zbiorowe przedsięwzięcie mające na celu

stworzenie nowego porządku życia". Ponieważ anarchiści występując zbiorowo działali samodzielnie,

zaś ich ideały nie pokrywały się z ideałami socjalistów, nic nie stoi na przeszkodzie by uznać, że obok

ruchu socjalistycznego istniał odrębny i niezależny odeń (przynajmniej od pewnego momentu) ruch anarchistyczny.

Ruchy społeczne są z samej swej natury zjawiskiem tak różnorodnym i skomplikowanym, że wszelkie próby ich analizy muszą mieć z konieczności charakter aspektowy, tzn. muszą się opierać na nieco arbitralnym wyborze jednego z wielu możliwych punktów widzenia . Istnieją zatem podejścia socjologiczne, antropologiczne, historyczne, psychologiczne, cybernetyczne itd. i odpowiednie do nich ujęcia tematu. Psycholodzy np. widzą w ruchach społecznych ucieczkę jednostek od własnych kłopotów, bądź też — jak twierdzi Toch — „wysiłek dużej liczby ludzi aby rozwiązać zbiorowo problem, który uważają za wspólny". Ruchy stanowią w tym ujęciu zewnętrzny wyraz psychicznego nieprzystosowania ich uczestników do istniejącej rzeczywistości; stwarzają im „iluzoryczne

rozwiązanie sytuacji problemowej", natomiast treść haseł, które głoszą nie ma większego znaczenia.

W podobnym duchu analizują ruchy społeczne socjologowie ze szkoły Parsonsa. Ponieważ

fundamentalną cechą tych ruchów jest ciążenie do zmiany (pomijając rzadkie wypadki ruchów dla obrony istniejącego status quo), a zdaniem funkcjonalistów istnieje naturalny consensus pozwalający traktować zastaną rzeczywistość jako normę, zmuszeni są analizować ruchy i ich uczestników w kategoriach dewiacji, podkreślać ich „systemową dysfunkcjonalność". I w tym wypadku badaczy

interesuje bardziej ustalenie czynników sprzyjających odbieganiu jednostek od normy, niż to co owe jednostki mają do powiedzenia. W odwrotną przesadę wpada dla odmiany socjologia marksistowska starająca się zinterpretować wszystkie ruchy społeczne jako wyraz konfliktów klasowych, sprzeczności interesów między klasami lub w łonie poszczególnych klas. Tę ekonomiczną wizję

społeczeństwa cechuje duża dowolność interpretacyjna. Redukcjonistyczne zabiegi często prowadzą ponadto do skrajnych uproszczeń, zawsze zaś zacierają różnorodność analizowanych zjawisk. Znajomość konkretnych motywacji uczestników ruchu nie jest już w tym wypadku potrzebna. Politolodzy traktują ruchy społeczne jako naturalny składnik każdego pluralistycznego społeczeństwa, widząc z nich bądź nieformalne grupy nacisku, bądź ciała pośredniczące między władzą a obywatelem, bądź wreszcie czynnik usprawniający krążenie elit (szkoła Pareto) . Dla antropologów są wyrazem społecznej natury człowieka, zaś historycy uwypuklają ich zmienność w czasie i związek z ogólnym charakterem epoki. Można również spoglądać na nie jak na istotny element systemu komunikacji społecznej.

Specjaliści problematyki ruchów społecznych zgadzają się ze sobą tylko w jednym punkcie; w tym mianowicie, że są one formą działania zbiorowego mającą zapewnić uczestnikom wpływ na istniejący porządek społeczny (jego zmianę bądź, rzadziej, utrzymanie). Poważne różnice stanowisk zarysowują się już na etapie definicji. Ci spośród autorów, którzy przeciwstawiają ruchy zinstytucjonalizowanym i zbiurokratyzowanym formom życia społecznego kładą nacisk na ich spontaniczność i brak organizacji (Katz, Toch) , natomiast inni, dokonujący subtelniejszych rozróżnień, pragnąc oddzielić social movements od social trends stwierdzają coś wręcz przeciwnego (Hagopian). Amerykański historyk i socjolog Charles Tilly łączący zainteresowania teoretyczne z głęboką znajomością nowożytnych ruchów społecznych uważa, że nawet najprymitywniejsze ruchy byłyby nie do pomyślenia bez pewnej dozy organizacji i świadomości uczestników. Ponadto jako cechy konstytutywne tych form aktywności społecznej wymienia się m.in.: masowość i zdolność do pozyskiwania nowych popleczników (Cameron) , nie efemeryczność i wykraczanie poza zasięg lokalny (King), silną integrację wewnętrzną (Katz, Tilly), którą część badaczy przypisuje oddziaływaniu ideologii (Heberle), posiadanie programu bądź przynajmniej wyartykułowanych celów (Toch).

Wieloaspektowość ruchów społecznych sprawia, że klasyfikować je można na wiele sposobów. Powoduje to ogromne zamieszanie terminologiczne w literaturze naukowej poświęconej temu problemowi. Zaprezentowanie własnej oryginalnej typologii zdaje się być główną ambicją znacznej części badaczy. Wyróżnia się więc na przykład: ruchy czynne, uśpione i pozorne (active, latent, ostensible — Toch); ruchy właściwe i kontrruchy — zwalczające zmiany (V.d. Zanden) ; ruchy właściwe i ruchy efemeryczne (Wilkinson); ruchy zorientowane na realizację określonych zasad bądź wartości (normoriented, valueoriented — Smelser); ruchy o celach ogólnospołecznych bądź wyrażające wąskie interesy własnych uczestników (tak zwane expressive groups — King i inni); ruchy społeczne, przestrzenne — np. emigracje, oraz niby-ruchy (social, special i quasimovements — Heberle); ruchy czyste lub mieszane — których uczestnicy są silnie zróżnicowani (Mc Laughlin); ruchy jawne lub spiskowe (Toch). Ze względu na stawiane sobie cele i determinację z jaką gotowe są walczyć o ich urzeczywistnienie, ruchy dzielone są najczęściej na reformatorskie i rewolucyjne lub reformatorskie, rewolucyjne i reakcyjne. Szeroko rozpowszechniony jest również podział na ruchy normalne i radykalne — nazywane niekiedy ekstremistycznymi — skupiające szczególne zainteresowanie badaczy oraz podział uwzględniający stosunek do przemocy. Charles Tilly, który podważa sensowność wyróżniania violent movements, posługuje się dla odmiany kategoriami działań zbiorowych o charakterze rywalizacyjnym, reaktywnym — podejmowanym w obronie statusu — i proaktywnym, dla poprawy statusu (competitive, reactive i proactive collective actions). Odróżnia przy tym obronne, zaczepne, prymitywne i nowoczesne formy takich działań.

Stosunkowo największe uznanie zyskała sobie typologia Blumera, który wyodrębnia trzy podstawowe kategorie ruchów społecznych: ogólne, szczególne oraz ruchy służące wyłącznie interesom uczestników (expressive). General movements takie jak pacyfizm, ruchy młodzieżowe, rasowe, proimperialistyczne charakteryzują się płynnością struktury, nieciągłością działania, żywiołowością,

ogólnikowością haseł, natomiast specific movements mają konkretny, jasno określony cel i trwałe, sztywne formy organizacyjne. Anarchizm mieścił się w tym schemacie naturalnie w pierwszej kategorii. Zgodnie z innymi propozycjami terminologicznymi, silniej akcentującymi styl działania ruchu należałoby wiązać anarchizm z pojemnym pojęciem ruchów o charakterze milleneryjnym. Ich cechą fundamentalną, zdaniem Normana Cohna, który przeanalizował średniowieczne wystąpienie tego rodzaju, była bezkompromisowość — fanatyczna wiara w bliskie urzeczywistnienie własnych ideałów, połączona z totalnym odrzuceniem zastanej rzeczywistości; manichejska wizja świata jako miejsce starcia sił dobra z siłami zła. Podkreśla się także ich tendencje egalitarne oraz dążenie do kolektywnego zbawienia, które nadaje im charakter „religii grup upośledzonych" (TaImon).

Nieprzebrane bogactwo minionych i współczesnych ruchów społecznych stanowi dla socjologów raczej przeszkodę niż pomoc i utrudnia wyciągnięcie jednoznacznych wniosków. Kwestie takie, jak rola ideologii czy zależność między środkami a celami, zwłaszcza między taktyką działania a skutecznością ruchu budzą od lat poważne kontrowersje. Strukturalne podobieństwa składu osobowego, form organizacyjnych czy faz rozwojowych nie muszą bynajmniej przesądzać o zbieżnościach pod innymi względami. W zaproponowanej przez Wilkinsona dziesięciopunktowej klasyfikacji ruchów społecznych ruch anarchistyczny umieścić można w kilku różnych miejscach:

wśród sekciarskich ruchów milleneryjnych (pkt 1), wśród ruchów wyrażających protest moralny (pkt 6) i wreszcie między ruchami rewolucyjnymi, oporu i kontrkultury (pkt 7) .

W biografiach ruchów, wielkich czy małych, wyodrębnić można schematycznie cztery główne fazy:

okres początkowy (incipenf), który wymaga natrafienia na sprzyjające warunki zewnętrzne, aby dalsza ewolucja była w ogóle możliwa, okres tworzenia zrębów organizacyjnych (organisational), najdłuższą zazwyczaj fazę stabilizacji (stable) oraz fazę końcową, która może przybierać bardzo różną postać. Anarchizm przeżywający periodyczne fluktuacje aktywności należy do nielicznych ruchów, które nie mieszczą się w tym schemacie. Długie okresy uśpienia przerywane są w nim fazami gorączkowej, wzmożonej działalności, przybierającej wciąż nową postać dostosowaną do zmieniającej się rzeczywistości.

Mniej dostrzegalna jest specyfika anarchizmu w kwestii podziałów wewnętrznych uczestników ruchu. Pomimo niechęci do poddania się jakiejś obowiązującej dyscyplinie oraz do tworzenia form zorganizowanych, które to czynniki1 sprzyjają stratyfikacji najbardziej, również w ruchu libertarnym dostrzec można, przynajmniej w zarodkowej postaci, istnienie (nieformalnych) przywódców otoczonych świtą, elit i subelit, mas członkowskich i pozostających na zewnątrz grup sympatyków. Jednakże, ze względu na silny egalitaryzm i kluczową rolę ideologii, największe znaczenie ma w tym wypadku sygnalizowany w literaturze przedmiotu podział na ideologów, wierzących i ludzi czynu, albo jeszcze ogólniejsze rozróżnienie między agitatorami a ich klientelą. Niektórzy autorzy odróżniają „apostołów" od „techników" anarchizmu. Nie ma tu natomiast żadnego zastosowania istotny dla zdecydowanej większości ruchów podział na biurokratów i entuzjastów.

W świetle dotychczasowych wywodów ruch anarchistyczny jawi się jako niezbyt typowy przypadek

ruchu radykalnego o silnych cechach chiliastycznych, spojonego więzią ideologiczną i oburzeniem moralnym; bezkompromisowego ruchu rewolucyjnego dążącego do całkowitej przebudowy świata. Bookchin definiuje go zwięźle jako „samorządny ruch rewolucyjny".

2. Geneza ruchu anarchistycznego w Europie Zachodniej.

Jego typologia, zakres i liczebność

Ocena przyczyn narodzin ruchu anarchistycznego uwarunkowana jest w znacznym stopniu ogólną wizją problemu. Sami anarchiści, a także ci spośród badaczy, którzy, idąc ich tropem, koncentrują uwagę na zagadnieniach ideologicznych, skłonni są ujmować go jako zjawisko ponadczasowe, pojawiające się i ginące cyklicznie — zbiorowy wyraz wiecznego protestu wrażliwych jednostek przeciwko niesprawiedliwości i przemocy w świecie, w którym wypadło im żyć; dążenie do zbudowania na jego gruzach nowego, lepszego i szczęśliwego świata. Wyjaśnienie to odwołuje się zatem do czynników o charakterze psychologicznym i moralnym. Jego słabością jest stosunkowo słabe oparcie w materiale historycznym. Wymaga bowiem karkołomnego zacierania różnic pomiędzy wczesnochrześcijańskimi gminami czy sektami czasów Reformacji a ubiegłowiecznymi grupami odrzucającymi autorytet „Boga i Pana" lub przedstawicielami kontrkultury naszych czasów. Co więcej, nie tłumaczy bynajmniej mechanizmu pulsacji — dlaczego grupy tego rodzaju mnożyły się w pewnych epokach, w innych natomiast nie wiadomo nam hic o ich istnieniu. Z tych właśnie względów ta popularna niegdyś interpretacja (Bravo, Czerkiezow, Garin, Russell, Zoccoli) budzi uzasadnione wątpliwości. Jednakże samo uznanie historycznych uwarunkowań i chronologicznych ograniczeń ruchu anarchistycznego nie przesądza jeszcze wcale o uzgodnieniu stanowisk. Chociaż zdecydowana większość autorów sytuuje początki ruchu w wieku dziewiętnastym, ci, którzy przypisują mu charakter parareligijny, dostrzegają jego istnienie już w czasach Lutra i Kalwina. Kropotkin dopatrywał się anarchizmu w działaniach mas ludowych podczas Wielkiej Rewolucji Francuskiej. Koncepcja ta zakładała, że ruch anarchistyczny nie potrzebował inspiracji z zewnątrz, że był spontanicznym, samodzielnym „odkryciem" mas. Wielu innych anarchistów, przede wszystkim zaś Nettlau, z którymi Kropotkin spierał się zawzięcie w tej sprawie , colę sojusznika przypisywało ideologii libertarnej trafiającej na podatną glebę. Powoływano się na przykład Hiszpanii, gdzie wysłany przez Bakunina jesienią 1868 r. Giuseppe Fanelli potrafił — nie znając języka hiszpańskiego — błyskawicznie pozyskać dla „sprawy" tysiące zwolenników, a także Włoch i Jury, gdzie impuls wyjściowy dał osobiście sam Bakunin oraz Rosji, w której identyczną rolę odegrać miały przerzucone przez kordon graniczny pisma Bakunina i Kropotkina. Nie należy wszakże zapominać, że niezależnie od sprzyjającej sytuacji wewnętrznej, w każdym z tych krajów myśl i działalność libertarna miała już wcześniej ugruntowaną tradycję. W Hiszpanii oddziaływał federalizm Piy Margalla — entuzjastycznego zwolennika Proudhona; we Włoszech utrzymywały się tradycje karbonarskie, działał również przykład Carlo Pisacane, zawieszonego między republikanizmem a ideałem rewolucji społecznej; w Rosji silnie zakorzenione były tradycje buntarskie. Słowem, tylko w Szwajcarii gleba była do tej pory jałowa, ale tam właśnie na przełomie siódmej i ósmej dekady XIX w. stwarzały ferment ideowy skupiska emigrantów politycznych z całej Europy oraz liczne sekcje I Międzynarodówki. Augustę Spichiger, jeden z czołowych działaczy Jury wspomina, że „przed pojawieniem się Pierwszej Międzynarodówki robotników naszego zegarmistrzowskiego regionu w sprawach ekonomicznych i społecznych cechował absolutny marazm i brak inicjatywy". Inspiracja zewnętrzna jest także bardzo widoczna w anarchizmie angielskim i amerykańskim zapoczątkowanym i zmajoryzowanym przez emigrantów. We Francji, obok Komuny Paryskiej, decydujący impuls dały książki Proudhona. Również w Niemczech, gdzie ruch anarchistyczny rozwijał się słabo i w oderwaniu od innych obszarów, stanowił on produkt samodzielnej ewolucji niewielkich skądinąd grupek robotników i inteligentów, zazwyczaj odszczepieńców od potężniejącego ruchu

socjalistycznego. Ten, z konieczności, pobieżny przegląd katalizatorów ruchu anarchistycznego, ujawnia jedną z jego cech najistotniejszych — ogromne zróżnicowanie w poszczególnych krajach. Uwidacznia się to jeszcze jaskrawiej w zróżnicowaniu składu społecznego oraz. w niekończących się sporach na temat społecznych, politycznych i gospodarczych uwarunkowań tego, ruchu. Apodyktyczne uogólnienia wygłaszane przez poszczególnych autorów w tej ostatniej kwestii uzależnione są, z czego rzadko zdają sobie sprawę, od obszaru, który obrali za miarodajny punkt odniesienia, toteż pasują jedynie do części analizowanych zjawisk. Bez uwzględnienia zróżnicowanej sytuacji w poszczególnych państwach i regionach Europy, nie sposób wyjaśnić bogactwa form i postaci ubiegłowiecznego ruchu anarchistycznego.

Autorzy, którzy odwołują się w pierwszym rzędzie do przykładu Włoch, Hiszpanii czy Rosji podkreślają z upodobaniem zacofanie gospodarcze tych obszarów, kontrast między wielkimi majątkami ziemskimi z jednej strony a masami sproletaryzowanych chłopów — z drugiej, niską kulturę polityczną i brak zalegalizowanych form wyrażania protestu kanalizującego nastroje niezadowolenia, tradycje powstań chłopskich, szczególną rolę religii i Kościoła. W myśl tej koncepcji anarchizm był prymitywnym i anachronicznym ruchem biedoty wiejskiej w krajach o zacofanej strukturze społecznej (Hobsbawm, Ayric.hr, Kapłan). Tymczasem autorzy opracowań niemieckich zapewniają nas równie stanowczo, że mamy do czynienia z „ruchem wielkomiejskim" (Grosstadt Bewegung), który „był w swojej masie ruchem robotniczym". Francuzi i Szwajcarzy twierdzą, że kluczem do zrozumienia tego zjawiska jest organizacja pracy w warsztacie rzemieślniczym. Nie brak wreszcie opinii przypisujących ruchom libertarnym zasadniczo inteligencki charakter; Wiążących je z sytuacją młodzieży, studentów, cyganerii artystycznej. Wobec tak zasadniczych różnic interpretacyjnych wydaje się konieczne wyodrębnienie w ich łonie przynajmniej dwóch nurtów specyficznych: anarchizmu wiejskiego (chłopskiego) oraz miejskiego (rzemieślniczo- przemysłowego). Chociaż nie było między nimi istotnych różnic ideologicznych, ich genezą była nieco odmienna. Stojąc na gruncie tezy o prymitywizmie anarchizmu, nie . sposób bowiem wyjaśnić dlaczego rozkwitł najbujniej w rozwiniętej gospodarczo Katalonii, a nie istniał praktycznie na Sycylii, spełniającej pozornie wszystkie warunki i legitymującej się wielkimi tradycjami społecznego bandytyzmu.

Wizja agrarnego anarchizmu jaka dominuje w literaturze przedmiotu od czasów Hiszpańskiego labiryntu Brenana jest jednostronna i mocno uproszczona . Uwzględnia jedynie te aspekty, które wiążą go z tradycyjnymi ruchami chłopskimi epoki feudalnej; wyolbrzymia jego niedojrzałość polityczną, tradycjonalizm i skłonność do stosowania zbiorowej przemocy. Z badań L. Tilly wynika na przykład, że we Włoszech wystąpienia tego rodzaju były przemyślane i racjonalne — dostosowane do niestabilnej sytuacji politycznej i rzeczywistych możliwości działania, a nierzadko przy tym skuteczne. Anarchizm agrarny nie ogarniał bynajmniej regionów najuboższych. Czynnik ekonomiczny odgrywał tu rolę drugorzędną. To nie głód czy jakiś endemiczny wirus rebelii skłaniał do działania wieśniaków z pueblos górzystej Andaluzji, lecz opór przeciwko\ rosnącej omnipotencji państwa, do której byli nieprzyzwyczajeni. Występując przeciwko urzędnikom manifestował swoje pragnienie podmiotowości skuteczniej niż ci chłopi, którzy wspierali republikanów. Był to zarazem ruch o silnej proweniencji moralnej, wyrażający protest wobec zepsucia otaczającego ich świata i, pomimo ostrego antyklerykalizmu, zakorzeniony w etyce chrześcijańskiej. W anarchizmie tego rodzaju mieszały się więc wątki typowe dla sekt i ruchów ludowych minionych wieków z elementami zupełnie nowymi, stanowiącymi reakcję na zmieniającą się w XIX w. koncepcję państwa. Zdecydowana wola zachowania autonomii oraz własnej tożsamości duchowej znalazła w poglądach Proudhona i Bakunina znakomitą ideologiczną podbudowę. Hasła wolnościowe i kolektywistyczne padały tu na podatny grunt .

Początki zorganizowanego i świadomego ruchu anarchistycznego typu miejskiego datować można dość precyzyjnie na przełom lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych minionego stulecia. Wiążą się one ściśle z libertarnymi i federalistycznymi tendencjami w łonie Międzynarodowego Stowarzyszenia Robotników, te zaś z kolei — z ogólną sytuacją społeczno-gospodarczą ówczesnej Europy.

Według klasycznej interpretacji marksistowskiej miał to być protest zagrożonego w swojej egzystencji drobnomieszczanina przerażonego narastającą konkurencją kapitalistyczną w dobie intensywnej industrializacji. Marksiści z upodobaniem podkreślają, że do klasy robotniczej ruch ten „wniesiony został z zewnątrz" przez „radykalne siły drobnomieszczańskie", zapominając, ze odnosi się to w jeszcze większym stopniu do tak zwanego socjalizmu naukowego. Cechujący ich redukcjonizm ekonomiczny — sprowadzenie skomplikowanych zjawisk społecznych i ideologicznych do klasowo pojmowanych interesów gospodarczych — prowadzi często do skrajnych uproszczeń. Tak właśnie ma

się sprawa z tezą o drobnomieszczańskim charakterze ruchu anarchistycznego, która nawet we Francji

i w Jurze, gdzie czynnik ten był najsilniejszy, nie jest w stanie wyjaśnić popularności idei kolektywistycznych i komunistycznych. Bianco kończy swoją drobiazgową analizę anarchizmu z rejonu Marsylii stwierdzeniem, że ani ideały, ani uczestnicy tamtejszych grup „w niczym nie potwierdzają sugestii jakoby był to ruch drobnomieszczański" .

Spośród innych wyjaśnień narodzin ruchu anarchistycznego na szczególną uwagę zasługują tezy Jamesa Jolla, który widzi w nim połączenie dwóch różnych tradycji: średniowiecznej, chiliastycznej wiary oraz oświeceniowego racjonalizmu. Ta dwoistość natury tłumaczyć ma wszystkie anomalie i sprzeczności występujące w łonie ruchu. I on jednak trzyma się interpretacji ekonomicznej.

Zrozumienie zjawiska anarchizmu wymaga, jak się wydaje, szerokiego uwzględnienia politycznych i

społecznych realiów epoki. Składały się nań nie tylko konflikty klasowe, lecz także zjawiska tej rangi, co kształtowanie się narodów państwowych i nowoczesnych społeczeństw obywatelskich, co pociągnęło za sobą ogromne rozbudzenie aspiracji politycznych i społecznych szerokich rzesz ludności, dawniej biernych i pogodzonych ze swoim losem. Do realiów drugiej połowy dziewiętnastego wieku zaliczyć też wypada rosnącą centralizację— rozszerzenie funkcji państwa i wzmacnianie jego struktur. Procesy te, równolegle do postępów industrializacji i kapitalizm zarysowały się szczególnie wyraźnie w Prusach, Francji, Włoszech, Belgii — a więc w krajach, w których anarchizm odegrał rolę niepoślednią. Niechętną reakcję grup społecznych nie mających bezpośredniego udziału we władzy łagodziła przez jakiś czas rosnąca demokratyzacja stosunków wewnętrznych. Pojawienie się pod koniec XIX w. ruchu anarchistycznego w Szwajcarii, Francji czy we Włoszech można potraktować jako symptom narastającego rozczarowania do demokracji niektórych upośledzonych społecznie środowisk. Obwarowane cenzusem wybory i konkurujące ze sobą zawzięcie partie polityczne niczego w ich życiu nie zmieniały. Państwo miało minimalny wpływ

na warunki w jakich żyły i ich sytuację ekonomiczną. Jawiło im się wyłącznie pod postacią policjanta, komisji poborowej i poborcy podatkowego; wydało się czymś obcym i wrogim. Drugą falę popularności anarchizmu wiązać można, analogicznie, z napływem osób zawiedzionych efektami działania licencjonowanych partii robotniczych wzrastających coraz mocniej w tkankę polityczną burżuazyjnego państwa.

W literaturze na temat anarchizmu dominuje tendencja do wyjaśnień monokauzalnych. Ta przejęta z

fizyki klasycznej zasada nie ma jednak w badaniach historycznych głębszego uzasadnienia. Wydarzenia i zjawiska są efektem splotu rozmaitych czynników. Nic zatem nie stoi na przeszkodzie

by Uznać, że narodziny ruchu anarchistycznego miały obok aspektów ekonomicznych także i inne

przyczyny. Co więcej, że ich proporcje zmieniały się w zależności od obszaru i środowiska; słowem

miejski, francuski i niemiecki, robotniczy i inteligencki. Tylko w ten sposób — dopuszczając zróżnicowanie źródeł anarchizmu — wyjaśnić można zadowalająco, bez rażących uproszczeń, jego wszystkie przejawy. Dla awangardowych artystów z cyganerii anarchizm mógł być, przykładowo, naturalną konsekwencję ich stylu życia, który rzucał wyzwanie obowiązującym gustom i konwencjom; dla inteligentów — skutkiem zniechęcenia do panujących ideologii, poszukiwania nowych, radykalnych form walki o lepszy świat; dla pracowników fizycznych — najskuteczniejszą ze znanych im i dostępnych formą manifestacji własnej tożsamości i odrazy do całej ówczesnej rzeczywistości.

Prócz omówionych już wzorów interpretacyjnych w literaturze naukowej spotkać się można również z próbami wyjaśnienia odwołującymi się wyłącznie do czynników natury psychologicznej, traktującymi ruch anarchistyczny, jako osobliwa postać zbiorowej dewiacji (C. Mills), wyalienowania z różnych klas społecznych (Wimmer), czy też — jak chce H. Read, wierny psychoanalizie — jako bunt antyreligijny, w którym walka z ojcem przybiera zakamuflowaną formę walki z wszelkimi przejawami hierarchii bądź przymusu. Koncepcje te nie znajdują wszakże potwierdzenia faktograficznego i nie wydają się płodnym kierunkiem poszukiwań.

Znacznie większą zgodność poglądów niż w kwestii genezy zaobserwować można przy omawianiu typów i faz ruchu anarchistycznego. Poza zasadniczym podziałem na anarchizm wiejski i miejski, wyróżnia się niekiedy cztery odmiany dziewiętnastowiecznego ruchu anarchistycznego: agrarną, rzemieślniczą, syndykalistyczną i inteligencką; przy czym dwie pierwsze kategorie jako wcześniejsze i bardziej prymitywne, przeciwstawiane są postaciom dojrzałym. Były to jednak, w najlepszym razie, współdziałające ze sobą i wzajemnie się uzupełniające tendencje, a nie jakieś oddalone w czasie odrębne formy ruchu.

Lata 1870-1914 stanowią bez wątpienia szczytowy okres w dziejach europejskiego anarchizmu. Wyodrębnienie w nim jakichś kolejnych faz rozwojowych jest jednak zadaniem niezwykle trudnym wskutek efemeryczności, niespójności, dużego zróżnicowania i dyspersji ruchu. Biorąc za punkt wyjścia kryterium organizacyjne cały ten okres podzielić można na dwa podokresy, przedzielone krótką fazą przejściową. W pierwszym okresie zakończonym w roku 1877 kongresami w Verviers i Gandawie czynnikiem spajającym były struktury organizacyjne antyautorytarnej Międzynarodówki zdominowanej przez zwolenników Bakunina. Niekwestionowany autorytet posiadała wówczas Federacja Jurajska, stanowiąca centrum ruchu. Preferowano taktykę inspirowania ludowych powstań (Włochy, Hiszpania), zaś w teorii panował niepodzielnie kolektywizm. Kolejne cztery lata do kongresu londyńskiego w 1881 r. były okresem przejściowym, w którym przy braku formalnych więzi organizacyjnych utrzymywały się jeszcze związki nieformalne, zaś ton nadawali w dalszym ciągu ludzie z otoczenia Bakunina. Ruch uległ wówczas znacznemu osłabieniu i rozproszeniu, ginąc praktycznie w Jurze, pojawiając się natomiast na wielu dziewiczych dotąd obszarach (Austro-Węgry, USA, Ameryka Łacińska). Towarzyszyło tym zmianom stopniowe odchodzenie od kolektywizmu, zaś w taktyce — przyjęcie koncepcji „czynu indywidualnego" i wzmożone zainteresowanie terrorem (na razie czysto teoretyczne).

Poczynając od roku 1881 ruch anarchistyczny nie ma już żadnego jądra. Rolę tę spełnia zastępczo i z ograniczonym skutkiem doktryna anarchokomunistyczna oraz eksponujące jej założenia pismo „La' Révolte", Najsilniejsze i najtrwalsze ośrodki formują się we Francji i w Hiszpanii. Anarchiści nastawiają się wówczas na działanie długofalowe, odkrywają nowe pola zainteresowań, umacniają własną odrębność, czego ostatecznym wyrazem jest zerwanie związków z ruchem socjalistycznym po londyńskim kongresie II Międzynarodówki (1896). Stają się jednocześnie ofiarami wzmożonych prześladowań. Jest to okres długi i heroiczny, w którym przeplatają się wzloty i upadki; okres w

którym ruch poddaje się zwodniczemu czarowi różnych przejściowych mód (zamachy bombowe, działania pozaprawne, syndykalizm), ale zachowuje własną tożsamość i objawia niemałą witalność. Może się również poszczycić dużym dorobkiem teoretycznym (książki Kropotkina, Reclusa, Grave'a, Nieuwenhuisa, Landauera). Niemniej jednak wnikliwy obserwator musi zwrócić uwagę na narastające z upływem lat rozdrobnienie. Wybuch wojny w 1914 r. przyspieszył tylko ten proces.

3. Anarchiści — portret zbiorowy

Szczupłość i wyrywkowość danych charakteryzujących anarchistów pod względem psychologicznym

i socjologicznym sprzyja zakorzenianiu się mitów. Nawet w literaturze naukowej zetknąć się często

można z równie arbitralnymi co gołosłownymi stwierdzeniami wiążącymi jednoznacznie ruch libertarny z jakimś konkretnym środowiskiem, klasą społeczną, grupą zawodową, czy przypisującymi mu określone wynaturzenia psychiczne. Aczkolwiek te apodyktyczne oceny identyfikujące anarchistów np. z „przestraszonym drobnomieszczaninem" lub „prymitywnym chłopem", bądź upatrujące w nich psychopatów, element kryminogenny, fanatyków wolności czy, w najlepszym razie, utopijnych marzycieli o cechach średniowiecznych chiliastów nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością, to jednak ukryta w nich sugestia istnienia differentia specifica uczestników ruchu zasługuje na wnikliwe rozpatrzenie. Jako, ruch skrajny i radykalny, zakładający totalną negację rzeczywistości anarchizm mógł być przecież atrakcyjny dla dość ograniczonego kręgu osób. Tej zdroworozsądkowej opinii sugerującej homogeniczność przeciwstawia się jednak nasza wiedza o dużym zróżnicowaniu ruchu pod względem społecznym. Czynników wyróżniających szukać zatem

należy gdzie indziej. Pogląd jakoby każdej ideologii odpowiadała charakterystyczna dla niej i specyficzna baza społeczna nie potwierdził się przy porównaniach francuskich jakobinów i żyrondystów. W wypadku anarchistów wydaje się jeszcze mniej uzasadniony, ze względu na płynność przechodzenia do innych ugrupowań w obrębie lewicy. Podobne wątpliwości wzbudzają również próby wyjaśniania wszystkich podziałów istniejących w łonie samego ruchu czynnikami o charakterze socjologicznym. W istocie rzeczy o skłonnościach do anarchizmu decydowały stosunkowo najsilniej określone cechy psychiczne — typ umysłowości i Wrażliwości, stosunek do świata i ludzi oraz uznawany system wartości. Cechy te okazywały się z reguły ważniejsze od podziałów klasowych i narodowych, bądź różnic poziomu wykształcenia.

Jak zatem scharakteryzować można sylwetkę psychologiczną ubiegłowiecznego anarchisty? To pytanie rodzi natychmiast następne - o źródła naszej wiedzy w tym względzie. Trudno przecież zadowolić się pospiesznymi i stronniczymi relacjami, którymi zasypywały czytelników media epoki zamachów, nawet jeśli wsparte były nazwiskami ludzi o niepodważalnym autorytecie naukowym. Owo podszyte sensacyjnością zainteresowanie nie owocowało zresztą żadnymi wartościowymi opracowaniami, co wiązało się w pewnej mierze z nagminnym sytuowaniem anarchistów w szerszych

kontekstach. Godny uwagi wyjątek stanowi jedynie znane studium Hamona. Jego słabości, wynikające

z tendencyjności autora i ograniczenia się przezeń wyłącznie do przedstawicieli anarchokomunizmu

rekompensuje w pewnej mierze fakt, że wnioski opierają się na interesujących badaniach ankietowych. Stu siedemdziesięciu respondentów Hamona z piętnastu krajów opisało dlaczego stali się anarchistami, jak do tego doszło i czego spodziewają się po uczestnictwie w ruchu. Równie ciekawy materiał przyniosła międzynarodowa ankieta zorganizowana w 1902 r. przez redakcję pisma „Le Libertaire". Jej dziewięciopunktowy kwestionariusz umożliwia wgląd w psychikę aktywistów i sympatyków anarchizmu. Naturalnie, przy rozpatrywaniu źródeł tego rodzaju liczyć się należy z intencjonalną samoidealizacją autorów. Dotyczy to również rzadkich skądinąd pamiętników oraz, w mniejszym stopniu, korespondencji. Dlatego, mimo swojej jednostronności, dużą wartość zachowują w tej kwestii materiały policyjne reprezentujące spojrzenie z innej perspektywy, choć bynajmniej nie beznamiętne.

Analiza przytoczonych źródeł wykazuje bezzasadność tych interpretacji, które wyjaśniają skłonność do anarchizmu anomaliami umysłowymi bądź przeżyciami i sytuacją jednostek. Wśród obfitej korespondencji napływającej do redakcji czołowych pism libertarnych znikomy procent stanowiły listy zdradzające objawy niepoczytalności nadawców. Wprawdzie Odsetek ten był nieco większy w wypadku ludzi skazanych w procesach sądowych „ery zamachów", ale wiązało się to w dużej mierżę z nieuzasadnionym szafowaniem słowem „anarchista" przez przedstawicieli administracji. Zdecydowaną większość wśród aktywistów znanych nam z nazwiska stanowili ludzie o inteligencji przeciętnej lub ponadprzeciętnej, na ogół szerszych horyzontach i większych apetytach czytelniczych niż ludzie z ich bezpośredniego otoczenia. Nie znajduje także potwierdzenia domysł, jakoby rekrutowali się w większości spośród ludzi pokrzywdzonych przez los, wyalienowanych, egzystujących na marginesie życia — ludzi, których poglądy stanowić by miały — jak to ujął Linse — „resentyment pariasów wobec społeczeństwa". Koncepcja ta, wiążąca anarchizm bezpośrednio z indywidualnym niedostosowaniem jednostki, jest jawnie błędna nie tylko w odniesieniu do czołowych działaczy ruchu, z których wielu wywodziło się ze środowisk uprzywilejowanych i zamożnych, lecz także z punktu widzenia szeregowych aktywistów. Biogramy anarchistów umieszczone w słownikach działaczy ruchu robotniczego poszczególnych krajów nie dają w każdym razie podstaw do wysuwania tego rodzaju sugestii. Ludzie takiego pokroju jak Damias, który traktował anarchizm jako ucieczkę od rzeczywistości, stanowili zawsze i wszędzie wyraźną mniejszość.

Do najistotniejszych cech charakteryzujących anarchistów zaliczyć wypada aktywny stosunek do

życia, głęboką wrażliwość moralną sprawiającą, iż szczególnie mocno przeżywali niesprawiedliwość

w każdej postaci, umiłowanie wolności i niezależności, silny indywidualizm zespolony z wyczuleniem

Hamon przypisuje im „harmonijną mentalnóść" wynikającą z braku

jakichkolwiek Wątpliwości, co do słuszności wybranej drogi, niesprzeczności wyznawanych ideałów

oraz podporządkowania ich celowi ostatecznemu i konsekwencji w działaniu. Nie wydaje się to jednak uzasadnione. Pomiędzy indywidualizmem a altruistyczną etyką anarchokomunistów istniało stałe napięcie. Równie trudno było pogodzić deklarowaną niechęć do przemocy, tolerancję i szacunek dla bliźnich, z buntowniczą postawą wobec świata. Francuski uczony przecenia także trwałość związków

z anarchizmem przeciętnych aktywistów. Ogromna większość spośród nich zaczynała przecież od

na punkcie godności własnej

innych ideologii, a dla sporej liczby ruch libertarny okazał się tylko stacją przesiadkową. Nawet w swoim anarchokomunistycznym wydaniu anarchizm nie był ani tak spójną, ani tak bezproblemową i odporną na doświadczenie ideologią, jak bywa niekiedy przedstawiany.

Stan umysłów przeważającej liczby zachodnioeuropejskich anarchistów końca ubiegłego stulecia mógłby służyć jako ilustracja pojęcia mentalności rewolucyjnej. Wiara w możliwość totalnego zbawienia ludzkości przez nagłą i radykalną odmianę panujących warunków, bezwzględna supremacja sprawy rewolucji traktowanej jako cel jedyny i samoistny, gotowość do bezgranicznych poświęceń i męczeństwa,, niecierpliwość sprzężona z bezkompromisowością, którą zadowolić mogło wyłącznie rychłe postawienie wszystkiego na jedną kartę, taktyka „wszystko albo nic" — to wszystko, w słabszym lub silniejszym natężeniu, cechowało anarchistów włoskich, hiszpańskich czy francuskich

jeszcze w wiele lat po . śmierci Bakunina — przynajmniej do połowy lat dziewięćdziesiątych XIX w.

A jednak nawet wówczas opis powyższy nie pasował do zwolenników Ęisee Reclusa czy Lwa

Tołstoja, nie wspominając już o przedstawicielach kierunków indywidualistycznych. Chociaż w każdym anarchiście było coś z heretyka, „coś" tym większe, im większe było jego umiłowanie sprawiedliwości i prawdy, nie wszyscy bynajmniej odznaczali się buntowniczym temperamentem. Swoją niezgodę na zastany porządek rzeczy objawiali w bardzo różny sposób.

Tym co wyróżniało anarchistów bodaj najwyraźniej było specyficzne połączenie pasji moralnej z argumentami rozumowymi, a raczej, ściślej rzecz ujmując, podporządkowanie tych ostatnich prostym

zasadom etyki. Wyjaśnia to charakterystyczną dwoistość myślenia, którą zauważyło wielu komentatorów — utopia przeplata się z realizmem, racjonalizm podszyty jest metafizyką, zaś ateizm deklarowany jest z namiętnością godną średniowiecznych kacerzy. Wielu anarchistów było we wczesnej młodości ludźmi głęboko religijnymi. Odrzucenie wiary stanowiło z reguły punkt zwrotny w ich życiorysach. Ale nie przyszło im to łatwo. Religia pozostawiła trwały ślad w ich umysłach. Dostrzec to można zarówno w humanitarystycznej etyce, jak i w skłonnościach do dualistycznych podziałów na siły dobra i zła. Cechy takie, jak uproszczona wizja rzeczywistości i. upodobanie do radykalnie prostych rozwiązań spowodowane są być może także tym samym czynnikiem.

Śladów religijnych zahamowań dopatrywać się można również w sferze apetytów zmysłowych i towarzyszącej im etyki. Purytanizm włoskich i hiszpańskich anarchistów, albo niektórych komun na terenie Francji czy Stanów Zjednoczonych zdecydowanie kontrastował z ich temperamentem, aktywnością i ciekawością świata. Istniało jednak pod tym względem silne zróżnicowanie regionalne. Wstrzemięźliwość seksualna, kulinarna i konfekcyjna cechowała w pierwszym rzędzie obszary wiejskie i położone w klimacie umiarkowanym. Przypisywana anarchistom przez Hamona uczuciowość i zmysłowość uwidaczniała się stosunkowo najsilniej na południu i w samym Paryżu. Generalnie jednak, anarchistyczny ideał życia szczęśliwego daleki był od hedonizmu. Sztucznym i wyszukanym przyjemnościom stanowiącym produkt cywilizacji przeciwstawiał radość płynącą z zaspokajania prostych i naturalnych potrzeb człowieka żyjącego zgodnie z prawami natury. Ta minimalizacja potrzeb przeradzała się łatwo w abnegację. Nieprzypadkowo zatem anarchiści kojarzyli się czytelnikom gazet epoki fin de siecle z osobnikami o rozwichrzonych brodach i niestarannym wyglądzie zewnętrznym, noszącymi tanie, zakurzone ubrania.

Nie wszystkie cechy występujące w ruchu libertarnym czasów Bakunina i Kropotkina miały charakter immanentny. Niektóre uwarunkowane były wyraźnie specyfiką chwili historycznej. Optymizm płynący z niezachwianej wiary w zbliżanie się zwycięskiej rewolucji i z przekonania, iż słuszność własnej sprawy stanowi rękojmię sukcesu i ustąpił z czasem pola, po załamaniu się wiary w strajk generalny, wyważonym ocenom. Analogiczne doświadczenia były udziałem emigrantów politycznych różnych epok. Zepchnięci w XX wieku na margines głównego nurtu anarchiści zatracili charakterystyczny dla siebie prozelityzm przywodzący na myśl ruchy chiliastyczne, zapowiadające koniec świata. Nie zatracili natomiast optymistycznej wizji natury człowieka, wiary w powszechność i siłę międzyludzkiej solidarności, w możliwość stworzenia bezkonfliktowego libertarnego społeczeństwa i znalezienia takiego sposobu podziału dóbr i usług, który umożliwiałby radykalne skrócenie czasu pracy.

Pomimo wybujałego indywidualizmu i słabych związków formalnych anarchiści identyfikowali się ze swoim ruchem przynajmniej równie mocno, jak przedstawiciele innych radykalnych kierunków. Dowodzi tego tendencja do tworzenia zamkniętych enklaw i spędzenia czasu we własnym gronie, a także poczucie solidarności z aktywistami anarchistycznymi całego świata. Wydaje się nawet, że internacjonalistyczna postawa była dla nich łatwiejsza i naturalniejsza niż dla socjalistów, wśród których podziały narodowe odgrywały istotniejszą rolę. W każdym razie adaptacja anarchistów na obcym terenie przebiegała z reguły niezwykle szybko. Wtopienie się w miejscowy grunt przy znajomości języka nie nastręczało większych trudności.

Nakreślona powyżej charakterystyka anarchistów niewiele ma wspólnego z obrazem, który wyłania się ze źródeł policyjnych i zdominowany jest przez straszak terroryzmu. Dla policji anarchiści dzielą się na nieszkodliwych maniaków, marzycieli o skłonnościach do mistycyzmu, oraz na zdesperowanych fanatyków spalanych żądzą zemsty, męczeństwa i samounicestwienia. Siły porządku

zarzucają im negatywizm, irrealizm i egoizm, a także egzotyczne upodobania — filoneizm (zamiłowanie do nowości) i fascynację samochodami.

Motywy przypisywane anarchistom przez obrońców prawa nie znajdują na ogół potwierdzenia w zeznaniach składanych podczas procesów lub w innych autentycznych wypowiedziach uczestników ruchu. Wyłania się z nich obraz ludzi głęboko rozczarowanych rzeczywistością sprzeczną z ich ideałami, ludzi spragnionych sprawiedliwości i szacunku dla siebie i bliźnich, nie widzących szansy urzeczywistnienia swoich marzeń w ramach istniejących warunków. W jednym z wielu bliźniaczo podobnych do siebie artykułów wyjaśniających przyczyny przystąpienia do ruchu Severine — wieloletnia współpracowniczka francuskich pism anarchistycznych — stwierdza np., że w jej wypadku „głębokie obrzydzenie do polityki stanowi pierwszy etap anarchistycznej konwersji" . Uświadomienie sobie „nicości" polityki, brutalności i niesprawiedliwości władz przerodziło się wkrótce w nienawiść do systemu kapitalistycznego, tyranii pieniądza, „próżności instytucji". Tego rodzaju scenariusz uznać można za typowy.

Pomimo postaci tak wybitnych, jak Emma Goldman, Louise Michel, Federica Montseny czy Voltairina de Cleyre, ruch anarchistyczny był zdominowany przez mężczyzn i to w bodaj jeszcze większym stopniu niż inne, konkurencyjne ruchy tej samej epoki. Spowodowane to było nie tylko tradycjonalizmem i większą religijnością kobiet, ich brakiem wykształcenia oraz nawyku do aktywnego udziału w sprawach publicznych, lecz także niską aktywnością zawodową i wreszcie antyinteligenckimi uprzedzeniami anarchistów odstraszającymi nastawione radykalnie młode, energiczne przedstawicielki płci pięknej, które chętnie udzielały się na różnych polach. W efekcie odrębne grupy kobiece stanowiły w ruchu anarchistycznym wielką rzadkość.

Wyrywkowe informacje o aktywistach dotyczące przeważnie osób, którymi interesował się wymiar sprawiedliwości, pozwalają stwierdzić, iż różnili się nieco wiekiem od działaczy innych ugrupowań lewicowych. Średni wiek rewolucyjnie nastawionych działaczy robotniczych nie przekraczał we Francji belle epoque dwudziestu kilku lat , podczas gdy wśród anarchistów przeważali na ogół ludzie między dwudziestym piątym a trzydziestym piątym rokiem życia. W okolicach Tuluzy przeciętna wieku anarchistów przekraczała nawet czterdzieści lat. Ponad trzydzieści lat liczyli sobie przeciętnie również działacze Federacji Jurajskiej za czasów Bakunina. Oznacza to, iż w większości wypadków opowiedzenie się za anarchizmem nie było bynajmniej spowodowane młodzieńczym radykalizmem; że był to wybór świadomy i przemyślany, dokonywany przez dojrzałych ludzi znających inne opcje. We Włoszech, w Hiszpanii i w Ameryce Łacińskiej anarchiści byli nieco młodsi, ale i tam zaobserwować można wraz z upływem lat szybkie starzenie się ruchu.

Cechująca anarchistów wrodzona inteligencja rzadko poparta była dobrze ugruntowaną wiedzą szkolną. Wynikało to nie tylko z braku pieniędzy na naukę i konieczności wczesnego podjęcia pracy zarobkowej, ale i z niechęci do sztywnego systemu edukacyjnego. Wykazywali natomiast dużo przedsiębiorczości w zdobywaniu wiedzy na własną rękę za pośrednictwem obfitych, choć chaotycznych lektur, odczytów i, szczególnie przez nich ulubionych, dyskusji. Typowe dla samouków wyrywkowe i nieformalne wykształcenie, jakie tą drogą nabywali, bywało niekiedy imponujące. Zwracały także uwagę nieprzeciętne zdolności oratorskie wielu szeregowych uczestników ruchu.

Biografie czołowych działaczy libertarnych nie układają się w żaden jednolity model; wskazują na wielość dróg wiodących do anarchizmu. Nie ulega jednak wątpliwości, że obok pewnych wrodzonych predyspozycji psychicznych, środowiska domowego i sytuacji materialnej, praca zawodowa stanowiła jeden z najistotniejszych czynników warunkujących poglądy i postawę aktywistów. Niektóre zawody już z samej swej natury sprzeczne były z filozofią wolnościową; redaktorzy pisma, L'Anarchie"

podkreślali np. w 1913 r., że prawdziwy anarchista „nie może być patronem (szefem), żołnierzem, gliną („flic"), czy księdzem" . Były wszakże i takie zawody, których charakter pasował do założeń anarchizmu szczególnie dobrze. Można je podzielić na trzy grupy. Pierwszą i bodaj najważniejszą stanowią zawody pozwalające zachować ograniczoną niezależność, respektujące indywidualizm i potrzebę samodzielnego decydowania o sobie. Właściciel drobnego warsztatu rzemieślniczego pracą własnych rąk zarabiający na życie jest dla tej grupy postacią najbardziej charakterystyczną. Z nieco innych powodów związani są z anarchizmem przedstawiciele zawodów „wędrownych" — akwizytorzy, domokrążcy, kolporterzy, robotnicy sezonowi i budowlani. Ich nomadyczny tryb życia zaspokajał głód wiedzy o świecie, umożliwiał nawiązywanie szerokich kontaktów, ułatwiał wreszcie ucieczkę przed policją. Słabiej niż w ruchu socjalistycznym reprezentowani są natomiast w anarchizmie przedstawiciele zawodów „książkowych" (drukarze, introligatorzy), stanowiący wykształconą elitę klasy robotniczej, aczkolwiek to właśnie z ich grona wywodził się Proudhon. Jedynie w Niemczech odgrywali oni znaczącą rolę.

W literaturze przedmiotu zetknąć się można niekiedy z opiniami, jakoby anarchiści rekrutowali się z

kryminalistów, bezrobotnych oraz wykorzenionych inteligentów egzystujących w próżni społecznej . Tymczasem autentycznych bezrobotnych było w ruchu niezwykle mało, zaś środowiska przestępcze, z wyjątkiem krótkiego okresu mody na działania pozaprawne (1905-1912) odgrywały marginalną rolę. Mało uzasadniona wydaje się także złośliwa opinia Engelsa, jakoby zwolennicy Bakunina składali się z adwokatów bez praktyki, lekarzy bez pacjentów i bezrobotnych dziennikarzy. Analiza danych osobowych członków Międzynarodówki w Rimini W 1874 r. wskazuje bowiem przykładowo, że aż 89,8% z nich wywodziło się z proletariatu. Burżuazyjne pochodzenie miało jedynie 2,2% członków, zaś drobnoburżuazyjne — 8%. Inteligenci stanowili wszędzie nieznaczny odsetek, nieco tylko większy w Rosji i w Wielkiej Brytanii . Charakterystyczne jest przy tym, iż wywodzili się z reguły ze specyficznych środowisk — pod jakimś względem upośledzonych. W Niemczech np. anarchizm przemawiał głównie do inteligentów pochodzenia żydowskiego (Ludwik Gumplowicz, Gustaw Landauer, Erich Miihsam, Martin Buber), w Anglii opierał się przeważnie na cudzoziemcach.

Anarchizm typu miejskiego był zatem, ogólnie rzecz biorąc, fenomenem rzemieślniczo-robotniczym, aczkolwiek pierwszy posiew bywał niekiedy dziełem studentów i przedstawicieli wolnych zawodów. Wśród profesji szczególnie preferowanych przez uczestników ruchu rzuca się w oczy wyjątkowa pozycja tzw. zawodów „siedzących" (sédentaires) czyli takich, w których rzemieślnik (szewc, krawiec, zegarmistrz) styka się bezpośrednio z klientami, obserwuje świat i ludzi tkwiąc przy swoim warsztacie pracy i ma dość czasu na wyciąganie wniosków. Przysłowiowy szewc-filozof nie jest bynajmniej tworem literackiej fantazji. Świadczą o tym dowodnie wyrywkowe dane o strukturze zawodowej uczestników ruchu anarchistycznego w krajach zachodnioeuropejskich. Szewcy, krawcy, tkacze czy kapelusznicy znajdują się wszędzie w ścisłej czołówce .

Nieprzypadkowo właśnie szewc figurował na winiecie popularnego pisma „Pere Peinard". Nie jest też chyba sprawą przypadku, że to właśnie szewcy jako jedyna grupa zawodowa podjęli inicjatywę zorganizowania się na skalę międzynarodową tworząc w Genewie w 1877 r. Association Anarchistę

de Production des Cordonniers, o którym nie ma już później żadnych wiadomości . W krajach takich

jak Belgia, Niemcy; Włochy, Hiszpania, gdzie miejski anarchizm koncentrował się przeważnie w dużych ośrodkach przemysłowych, czołową rolę odgrywali wykwalifikowani robotnicy fabryczni:

mechanicy, metalowcy, a także drukarze. W Szwajcarii przeważali wyraźnie rzemieślnicy, natomiast anarchiści francuscy rekrutowali się przeważnie z niewielkich wytwórni stanowiących formę przejściową między tradycyjnymi warsztatami a nowoczesnym zakładem przemysłowym. Wiązało się to bezpośrednio z istniejącymi w nich warunkami pracy, zaskakującymi dla robotników cudzoziemskich. „W warsztacie tym jest, jak sądzę, znacznie większa swoboda niż w angielskich

fabrykach. Nie ma tu w każdym razie mowy o żelaznej dyscyplinie" — informował kolegów w 1904 r. pewien przysłany do Francji na staż robotnik, zwracając uwagę na swobodne rozmowy i spacery w czasie pracy, palenie papierosów, piętnastominutowe wylewne powitania, wzajemna uprzejmość oraz przestrzeganie persona! freedom przez patronów .

Skład zawodowy anarchistów przedstawiałby się naturalnie zupełnie inaczej, gdybyśmy ograniczyli się wyłącznie do „apostołów" i czołowych aktywistów. Pozycja inteligentów, zawodowych producentów i propagatorów idei jest w tej grupie zdecydowanie silniejsza. Postaciami najbardziej typowymi są dziennikarze, studenci i naukowcy, rzadziej drukarze. Wśród dwudziestu czterech delegatów obecnych na Kongresie Międzynarodówki w Genewie w 1873 r. było aż pięciu „profesorów" (Guillaume, Dave, Żukowski, Alerini, Mattei). Wolne zawody reprezentowane były szczególnie obficie w środowiskach emigrantów politycznych.

Zarysowany powyżej obraz anarchistów nie uwzględnia, rzecz jasna, ich ogromnego zróżnicowania; gąszczu mikrośrodowisk, odznaczających się własną, niepowtarzalną specyfiką. Praktycznie wszystkie podziały wewnętrzne w łonie ruchu odbijały się na charakterze jego uczestników. Oprócz zasygnalizowanych już różnic między anarchistami miejskimi i wiejskimi, czy między przywódcami, szeregowymi działaczami i sympatykami istniały zatem także różnice wynikające z podziałów narodowych, terytorialnych i środowiskowych. W Hiszpanii odróżnia się na przykład anarchizm kataloński od anadaluzyjskiego, we Francji — typ aktywistów z Nord od działaczy z Midi bądź Paryża, wszędzie zaś — inteligentów i artystów od działaczy o proletariackim pochodzeniu. Niezależnie jednak od owych istotnych niekiedy różnic, bez trudu dostrzec można zasadnicze podobieństwo typu psychicznego, jaki sobą reprezentowali i to właśnie, obok wspólnoty ideowej, umożliwiało im owocne współdziałanie.

Wyjątkowo trudne zadanie oczekuje badaczy pragnących uzyskać rzetelne dane o liczebności ruchu anarchistycznego i fluktuacjach jakim podlegał. Silny indywidualizm, wstręt do zorganizowanych form istnienia, częściowa tajność, nieciągłość działania — wszystko to, jeśli nie uniemożliwia, to w każdym razie szalenie utrudnia dokonanie choćby szacunkowych obliczeń. Wskutek braku odrębnej partii wiele kłopotu sprawia przeprowadzenie linii demarkacyjnej, która oddzieliłaby aktywistów od sympatyków ruchu. Na domiar złego, nawet te szczątkowe dane, którymi dysponujemy, budzą poważne wątpliwości. Liczby podawane przez samych anarchistów bywały ze względów propagandowych wyraźnie zawyżane. Zwodnicza jest również precyzja liczb figurujących w oficjalnych sprawozdaniach składanych przez delegacje poszczególnych krajów przy okazji międzynarodowych kongresów. Dane te są zawsze przestarzałe, często niepełne, niekiedy zaś — wzięte z powietrza. Sprawozdania uwzględniają grupy od dawna nie istniejące, natomiast pomijają te, które powstały niedawno. Jeszcze mniej zaufania budzą policyjne szacunki liczebności ruchu anarchistycznego. Dostrzec w nich można na przemian tendencję do minimalizacji bądź wyolbrzymiania anarchistycznego zagrożenia. Niezależnie jednak od tego celowego zniekształcenia źródłem poważnych błędów była po prostu niekompetencja informatorów policji, słabo zorientowanych w niuansach podziałów ideowych. Stosunkowo najbardziej wiarygodne, przynajmniej dla Francji, wydają się obliczenia policji paryskiej, która od początku lat dziewięćdziesiątych zatrudniała fachowców dużej klasy. Prowadzili oni stale uaktualniane zestawienia anarchistów, wyróżniając osoby „niebezpieczne", aktywne i „uśpione". Pośrednie informacje o liczebności ruchu uzyskać można poprzez drobiazgową analizę list abonentów libertarnych czasopism; są to wszakże w najlepszym razie dane orientacyjne.

Charakterystyczną cechą ruchu anarchistycznego była pulsacja wpływów, nagłe przejścia od fazy uśpienia do gorączkowej aktywności wciągającej setki nowych adherentów i równie nagłe odpływy

zainteresowania. Widać to szczególnie wyraźnie na przykładzie Hiszpanii, Włoch i Francji. Pierwszy przypływ miał miejsce na początku lat siedemdziesiątych, w okresie formowania się Międzynarodówki antyautorytarnej, której czołowe sekcje krajowe liczyły w 1874 r. po kilkadziesiąt tysięcy członków , aby po nieudanych powstaniach spaść już po roku do rzędu nieliczących się organizacji. Drugi przypływ na początku lat osiemdziesiątych miał również skokowy charakter. W ciągu kilku zaledwie miesięcy 1882 r. hiszpańscy anarchiści potrafili powiększyć swoje szeregi z 3 tysięcy do 60 tysięcy. Po raz trzeci wzmożony napływ do szeregów anarchistów odnotowujemy na przełomie pierwszej i drugiej dekady XX w., w okresie wielkich sukcesów syndykalizmu rewolucyjnego (CGT, CNT). W fazie osłabienia wpływów ilość aktywistów w łacińskich krajach Europy spadła do rzędu kilku tysięcy, to jest mniej więcej takiej liczebności, jaką rejestrujemy w krajach, w których anarchizm był ruchem stabilnym (Belgia, Holandia, Niemcy, Wielka Brytania). Ciekawe, iż analogiczne różnice w modelu funkcjonowania ruchu anarchistycznego dostrzec można na kontynencie amerykańskim pomiędzy Argentyną i Brazylią z jednej strony, a Stanami Zjednoczonymi — z drugiej. Nieco inaczej rozwijał się anarchizm w Szwajcarii i w Austrii, gdzie po okresie bujnego rozwoju (w Szwajcarii w latach siedemdziesiątych, w Austrii w osiemdziesiątych) nastąpiło raptowne i trwałe załamanie. Zanik po 1878 r. anarchistycznego centrum w podalpejskich dolinach Jury spowodowany był w poważnej mierze kryzysem, który dotknął szczególnie mocno tamtejszych zegarmistrzów. W podwójnej monarchii większą rolę odegrały prześladowania ze strony policji. Na ziemiach czeskich monarchii habsburskiej, a także i w Rosji, anarchizm rozwijał się nieprzerwanie od początku lat dziewięćdziesiątych. Krzywa obrazująca uczestnictwo w ruchu pięła się tam nieustannie do góry .

Liczbę aktywnych anarchistów we Francji w okresach szczytowych szacować można na ponad 10 tysięcy osób, zgrupowanych głównie w Paryżu i Lyonie oraz w departamentach południowych i północno-wschodnich. Do liczby tej należy wszakże dodać około 100 tysięcy „lekkich sympatyków" — tzn. osób pozostających w kręgu oddziaływania anarchistycznej propagandy, sympatyzujących ogólnie z ruchem i stwarzających dlań życzliwe środowisko. Najprawdopodobniej takie same proporcje występowały i w innych krajach. Zdaniem policji anarchiści „czynni" stanowili zazwyczaj połowę liczby anarchistów „uśpionych". Między poszczególnymi szacunkami bywały jednak niekiedy diametralne różnice. O ile np. policja francuska uważała w 1882 r. „że w samej Francji żyje 2,5 tysiąca zorganizowanych działaczy ruchu otoczonych 10 tysiącami sympatyków, Sernicoli wyrażający poglądy policji włoskiej, twierdził w tym samym czasie, że w całej Europie znaleźć można nie więcej niż 60 do 100 autentycznych anarchistów . Autorzy przesadnych statystyk uwzględniali zazwyczaj tzw. listowych anarchistów — osoby, które manifestowały swoje poglądy tylko w,korespondencji do redakcji czasopism.

Znaczny wpływ na płynność liczebności i składu osobowego grup anarchistycznych miała duża ruchliwość „towarzyszy". Były to migracje o bardzo różnym charakterze: ekonomiczne i polityczne, zamierzone i wymuszone przez okoliczności zewnętrzne. W efekcie duże skupiska anarchistów tworzyły się poza granicami rodzimego kraju, a gdzieniegdzie odgrywały nawet rolę wiodącą. Federacja Jurajska zawdzięczała w pewnej mierze swój bujny rozkwit napływowi paryskich komunardów (kilkaset osób). Na 6 do 7 tysięcy anarchistów mieszkających w Londynie w 1894 r. wypadało 2 tysiące Rosjan, 1000 Niemców i 400 Francuzów . Autor artykułu opublikowanego w 1893 r. przez „Le Figaro" utrzymywał, że na 2 tysiące francuskich anarchistów składa się 500 rodowitych Francuzów oraz 1,5 tysiąca obcokrajowców (45% Włochów, 25% Szwajcarów, 20% Niemców i Rosjan, 5% Belgów i Austriaków, 2% Hiszpanów i Bułgarów) . Jak widać, anarchizm chętnie przedstawiano jako zagrożenie zewnętrzne płynące z obcej inspiracji. Wpływ imigrantów zaznaczył się bodaj najsilniej w Ameryce Północnej i Południowej (kolonie włoskich i hiszpańskich anarchistów). W Stanach Zjednoczonych na początku XX w. czasopisma anarchistyczne ukazywały

się w 12 językach. Największe z nich „Fraje Arbeter Skinte" (jidysz) przekroczyło przed 1914 r. granicę 20 tysięcy egz. nakładu jednorazowego. Prócz Żydów napływających ze strefy osiedlenia państwa carskiego potężne skupisko tworzyli także emigranci rosyjscy. Anarchistyczna Union of Russian Workers in the USA and Canada liczyła w 1919 r. ponad 10 tysięcy członków. Jeśli uwzględnimy ponadto rolę anarchistów niemieckich (m.in. Johann Most), okaże się, iż anarchizm w Stanach Zjednoczonych, podobnie jak socjalizm, zdominowany był przez cudzoziemców.

4. Zorganizowane

formy ruchu anarchistycznego

Gdy kiedykolwiek, z niemałym trudem, udawało się doprowadzić do międzynarodowego kongresu anarchistów, kwestia organizacji figurowała na czołowym miejscu porządku obrad budząc najgwałtowniejsze kontrowersje. Pomiędzy anarchistycznymi ideałami a samą zasadą organizacji istniała po prostu fundamentalna sprzeczność, której nie można było usunąć. Wszelkie więzi formalne, korzystne z punktu widzenia interesów ruchu, godziły w jego pryncypia. Anarchizm w swoim modelowym wydaniu nastawiony był na takie działania, które byłyby zarazem spontaniczne, indywidualne, rewolucyjne i bezpośrednie. Tymczasem, jakakolwiek organizacja przekreślała przynajmniej trzy z tych elementów. Co więcej, pociągała za sobą nie tylko ograniczenie swobody działania jednostek, lecz także realną groźbę pojawienia się we własnym gronie tego, co odrzucano najbardziej bezkompromisowo — hydry centralizmu i hierarchii. Cały ruch anarchistyczny narodził się przecież z protestu przeciwko „autorytaryzmowi". Tym nie mniej ideolodzy anarchizmu wiązali z ruchem libertarnym nadzieje na urzeczywistnienie swoich pragnień i fakt ten nie pozostał bez wpływu na ich ocenę przydatności zorganizowanych form walki. Potrzeby praktyczne usuwały w cień wszelkie teoretyczne zastrzeżenia. Zresztą już Proudhon zaaprobował dobrowolne zrzeszanie się na zasadzie federacji i tworzenie autonomicznych grup lokalnych. Zasady te (dobrowolność, system federacyjny, autonomia lokalna) skopiowane zostały w strukturze organizacyjnej Międzynarodówki antyautorytarnej. Jej inspiratorzy musieli zarazem rozstrzygnąć inny problem o kluczowym znaczeniu — czy ruch, który tworzyli powinien posiadać jakieś zorganizowane centrum dowodzenia, sztab, który kierowałby aktywnością poszczególnych ośrodków, bądź przynajmniej spełniałby funkcje inspirujące i koordynujące czy też raczej, w myśl własnych ideałów, zdać się wyłącznie na dobroczynne skutki spontaniczności. Ostatecznie zdecydowano się na wariant pośredni: przy braku formalnego centrum dyspozycyjnego rolę taką spełniało dyskretnie niewielkie grono osób zaprzysiężonych potajemnie przez Bakunina, przeważnie byłych członków Aliansu Demokracji Społecznej oficjalnie rozwiązanego w 1868 r. Umożliwiało to nie tylko odgórne sterowanie oczekującymi niecierpliwie rewolucji społecznej, lecz także skuteczną walkę ze zwolennikami Marksa

w Międzynarodówce. Należy również podkreślić, że z punktu widzenia ogólnych interesów ruchu

bakuninowska koncepcja zdecentralizowanej Międzynarodówki kierowanej z ukrycia dostosowana była lepiej do przetrwania wzmożonych prześladowań policyjnych niż marksowska idea zdyscyplinowanej organizacji podporządkowanej hierarchicznie jawnej Radzie Generalnej. W atmosferze panującej w Europie po upadku Komuny organizacja oparta na takiej strukturze nie miała żadnej szansy przetrwania i rzeczywiście rozleciała się błyskawicznie.

W sierpniu 1877 r. na ostatnim zebraniu wtajemniczonych jakie doszło do skutku, powierzono funkcję

sekretarza biura korespondencyjnego osiadłemu w Szwajcarii uciekinierowi z Rosji, palącemu się do pracy z gorliwością neofity — księciu Kropotkinowi. Wtedy też postanowiono storpedować inicjatywę ponownego zjednoczenia z socjalistami (kongres w Gandawie w 1877 r.) i wyrażono zgodę na swobodny wybór taktyki przez poszczególne Federacje Regionalne. Był to początek całkowitej decentralizacji i dyspersji ruchu. Na początku lat osiemdziesiątych, po załamaniu się Federacji Jurajskiej, wyjeździe za granicę Kropotkina i Malatesty, kontakt między ,,braćmi" został praktycznie zerwany. Należy podkreślić, iż mimo narastających w miarę upływu lat różnic poglądów, wychowankowie Bakunina dokładali wszelkich starań, aby dochować tajemnicy. Nie cofali się nawet

przed kłamstwem, byleby tylko nie dostarczyć amunicji przeciwnikom swojego mistrza, którzy oskarżyli go w Hadze (1872) o kierowanie tajną organizacją nie mając na to właściwie żadnych dowodów.

Działalność bakuninowców była pierwszą i jedyną w dziejach ruchu anarchistycznego próbą

kanalizowania jego żywiołowości, próbą — dodajmy — nieśmiałą i nie przez wszystkich dostrzeżoną.

W późniejszych latach nawet tak ograniczone sterowanie poczynaniami anarchistów okazało się już

niemożliwe. Popularyzacja ideałów anarchokomunizmu przyczyniała się do umocnienia przekonania,

iż rewolucja dokona się samoczynnie i nie wymaga odgórnej inspiracji. Podczas obrad kongresu

londyńskiego w roku 1881 zapadło (nie zrealizowane, co prawda) postanowienie o utworzeniu Czarnej Międzynarodówki oraz Biura Korespondencyjnego, ale nie dostrzeżono potrzeby wyłonienia

formalnego kierownictwa. Odizolowanie grup od siebie i głębokie podziały między nimi traktowano

w latach osiemdziesiątych jako zjawisko naturalne i pozytywne — potwierdzenie ich autonomii.

„Jesteśmy zjednoczeni, ponieważ jesteśmy podzieleni" — brzmiała konkluzja przemówienia wygłoszonego w tych latach na jednym z kongresów . Pomiędzy rokiem 1881 i 1907 nie udało się nawet na dobrą sprawę ani razu doprowadzić do ponownego reprezentatywnego spotkania anarchistów całego świata. Dopiero w dekadzie poprzedzającej wybuch I wojny światowej dostrzec można umocnienie się tendencji zjednoczeniowych, jednakże inicjatywy ówczesne nie wyszły nigdy z fazy przygotowań, zaś powoływane w tym celu Biura, nawet jeśli podejmowały działalność, nie miały przywódczych aspiracji.

O ile ze względów pryncypialnych odżegnywano się stanowczo od wyłaniania jakichkolwiek władz ruchu, o tyle mniej jednoznaczny był stosunek anarchistów do zorganizowanych form ruchu w ogóle, zwłaszcza na szczeblach ponadlokalnych. Wątpliwości co do przydatności i potrzeby tworzenia organizacji regionalnych, krajowych czy nawet ponad krajowych pojawiły się jednak, rzecz charakterystyczna, dopiero w końcu lat siedemdziesiątych, z chwilą rozpadu I Międzynarodówki. Wcześniej natomiast zwolennicy Proudhona i Bakunina bez wahań i kłopotów zaadoptowali dla swoich potrzeb strukturę organizacyjną Międzynarodowego Stowarzyszenia Robotników. Co więcej, wyrażali przekonanie, że jest to najwłaściwsza forma organizacyjna dla reprezentowanego przez nich kierunku. Poszczególne sekcje lokalne i całe Federacje krajowe, które zaaprobowały postanowienia kongresu w Saintlmier (z 15 IX 1872) znalazły się automatycznie w składzie antyautorytarnej Międzynarodówki zdominowanej przez Bakunina i ludzi z Jury. Nie oznacza to jednak, iż składały się one w większości z anarchistów. Zdeklarowanymi zwolennikami ideologii libertarnej na skalę masową byli w tym okresie jedynie Jurajczycy, Hiszpanie i częściowo Belgowie. Natomiast we Francji i we Włoszech anarchiści tworzyli niewielkie skupiska. Dlatego tylko system organizacyjny Federacji Jurajskiej i Hiszpańskiej uznać można za charakterystyczny dla wczesnego ruchu anarchistycznego w Europie Zachodniej.

Model organizacyjny anarchistów szwajcarskich przedstawiony jest bardzo dokładnie w specjalnym raporcie przygotowanym przez sekcję propagandową z Berna na kongres w Vevey z 1875 r. Na wstępie znajdujemy tam charakterystyczne stwierdzenie, iż „grupą podstawową, molekułą, jednostką taktyczną Międzynarodówki jest sekcja". W ten sposób realizowano w praktyce hasło budowy organizacji „od dołu", a nie „od góry". Sekcje mogły mieć charakter grup zawodowych (sections de metier) broniących interesów swoich członków, a więc bliskich normalnej formule unionizmu , bądź posiadać specyficzne cele wymienione zazwyczaj w nazwie (sekcje propagandowe, badań kwestii społecznej itp.). Powstawały one spontanicznie, z woli osób zgromadzonych na zebraniu. Decyzje podejmowano kolektywnie, starając się zawsze wypracować wspólne stanowisko, aczkolwiek dopuszczano głosowanie i postanowienia większością głosów. Niekiedy, dla doraźnych potrzeb, sekcje wyłaniały komisje lub komitety, natomiast stałe, wyspecjalizowane ciała tego rodzaju należały

do rzadkości. Drugie piętro struktury tworzyły federacje o charakterze regionalnym lub zawodowym,

a w wyjątkowych wypadkach łączące sekcje o podobnych zainteresowaniach. Liczba sekcji

wchodzących w skład federacji była dosyć płynna ze względu na ich efemeryczność, łatwość dokonywania fuzji i podziałów. Zazwyczaj grupowały po kilkanaście molekuł. Na terenie Jury było w 1871 r. dwadzieścia siedem sekcji, w dwa lata później już tylko jedenaście, a w r. 1876 — dwadzieścia jeden sekcji . Jedynym organem federacji był komitet, w którym każda z sekcji miała

swojego reprezentanta. Co roku starano się przeprowadzić kongresy federacji. Ponad federacjami było

już tylko samo Stowarzyszenie czyli Międzynarodówka, definiowana w raporcie jako „zespolenie

(l'ensamble) federacji, sekcji, jednostek". Jej jedynym organem było Biuro Federalne zajmujące się statystyką i korespondencją, z obawy przed centralizmem przemieszczane co roku, na nowe miejsce. Istotne dla przyszłości ruchu decyzje zapadały na dorocznych kongresach organizowanych na zmianę przez poszczególne federacje. Każda z nich dysponowała jednym głosem. Postanowienia były

obligatoryjne wyłącznie dla tych federacji, które zaaprobowały tekst rezolucji. Delegatom sekcji, które

nie

należały do żadnej federacji przysługiwał podczas obrad głos doradczy.

W

zestawieniu z krystaliczną prostotą Federacji Jurajskiej struktura organizacyjna anarchistów

hiszpańskich wydawać się może bardzo zagmatwana. Zamiast jednej potężnej federacji, jak w Szwajcarii, lub kilku dużych, jak w Belgii czy Holandii, mamy tam do czynienia z( mnogością rozmaitych federacji lokalnych i zawodowych. Wyjaśnienie tego fenomenu kryje się zapewne w trafnym spostrzeżeniu Elisée Reclusa, iż „zasada federacji wydaje się wręcz wypisana na ziemi hiszpańskiej, której zróżnicowanie geograficzne, przeciwnie, stoi na straży jej integralności terytorialnej". Faktem jest w każdym razie, że powołana do życia w czerwcu 1870 r. hiszpańska sekcja Międzynarodówki nosząca miano Hiszpańskiej Federacji Regionalnej składała się w 1873 r. z 236 federacji lokalnych, 484 sekcji zawodowych oraz 119 sekcji innego rodzaju, kilkunastu syndykatów ogólnokrajowych i kilkuset sekcji oporu. Spowodowane to było świadomym wyborem od samego początku !tzw. podwójnej struktury, która w późniejszym okresie stała się znakiem firmowym anarchosyndykalizmu. Do federacji Regionalnej należały więc z jednej strony lokalne organizacje związkowe — secciones de oficio i secciones de oficio varios zgrupowane w uniones de oficio, z drugiej zaś nastawione rewolucyjnie federaciones locales tworzące komitety regionalne (comarca). Podczas konferencji w Londynie (1871 r.) delegaci hiszpańscy bezskutecznie nawoływali do upowszechnienia ich pomysłu w całej Międzynarodówce, nie zdając sobie sprawy, iż wymaga on znacznie większej bazy członkowskiej niż ta, którą dysponowały pozostałe Federacje krajowe. W kwestiach regulaminowych Hiszpanie nie wykazali już podobnej oryginalności, akceptując w całej rozciągłości statuty Federacji Jurajskiej.

Międzynarodówka bakuninowska różniła się od jej poprzedniej wersji nie tylko brakiem Rady Generalnej (co postanowiono w 1873 r.). Stanowiła jej postać zdecentralizowaną, w której świadomie stawiano na inicjatywę autonomicznych sekcji, mniejszą rolę odgrywały też w niej podziały narodowe. Przy wszystkich swoich słabościach Międzynarodówka z Saintlmier stanowiła w dziejach ruchu anarchistycznego jego najlepiej zorganizowaną fazę. Posiadała zarys hierarchicznej struktury i wykrystalizowaną grupę przywódczą w skali kontynentu. Działo się to jednak za cenę daleko idących kompromisów doktrynalnych, która wielu późniejszym aktywistom ruchu wydała się zbyt wysoka.

Próby powoływania do życia nowej anarchistycznej Międzynarodówki podejmowane były wielokrotnie. Już w roku 1880 podczas kongresu w Brukseli wystąpili z taką inicjatywą Walończycy. r Dzięki poparciu Malatesty udało im się już w następnym roku doprowadzić do kongresu w Londynie, gdzie na tajnym posiedzeniu 17 lipca ujawniły się poważne rozbieżności. Najzagorzalsi zwolennicy anarchokomunizmu uważali, że międzynarodowa organizacja jest zbędna, bowiem przyszłość ruchu leży w rękach małych autonomicznych grup lokalnych. Inni proponowali odtworzenie stanu sprzed

1877 r. Najdalej poszedł tym tropem „numer 13" (Kropotkin), proponując utworzenie jednocześnie dwóch organizacji: jawnej i tajnej. Jawna miała być masową, walczącą organizacją robotniczą, tajna — nosić miała charakter elitarny. Kropotkin postulował, by zajmowała się strategią działania i wydawnictwami na użytek tej pierwszej. Chciał, by jej centrum znajdowało się w Londynie, gdzie miałaby największą swobodę działania. Ostatecznie zapadła decyzja o utworzeniu nowej, "tak zwanej Czarnej Międzynarodówki, ale jak większość postanowień kongresu, pozostała ona jedynie na 1 papierze. W październiku 1906 r. ukazał się w Liege pierwszy numer-,,Bulletin de L'Internationale Libertaire", którego "wydawcy — grupa anarchistów belgijskich i holenderskich — zaapelowali o jedność ruchu . Wezwanie padło w momencie znacznego ożywienia i spotkało się z dobrym przyjęciem. Wyrazem tego były obrady kongresu w Amsterdamie (24-31 sierpnia 1907 r.), który mimo oporu części delegatów przyjął rezolucję głoszącą, że „wbrew wygłaszanym niekiedy twierdzeniom idee anarchii i organizacji w rzeczywistości nie tylko się nie wykluczają, lecz wzajemnie się uzupełniają i wspomagają". W ślad za tym stanowiskiem rozpoczęto raz jeszcze przygotowania do powołania Międzynarodówki. W składzie Biura, które miało stworzyć zaczątek archiwum ruchu znaleźli się m.in.: Malatesta, Rocker, Aleksander Szapiro z Rosji i J. Turner z Wielkiej Brytanii, ale pomimo ich niekłamanego autorytetu do następnego kongresu, który miał się odbyć w 1909 r., już nie doszło. Jak wykazała ankieta zorganizowana przez „Bulletin de L'Internationale Anarchiste" zwolennicy zacieśnienia związków już w roku 1908 znaleźli się w mniejszości . Tuż przed wybuchem wojny inicjatywę wzięli w swoje ręce żydowscy anarchiści z Londynu, lecz wydarzenia z lata 1914 r. przekreśliły ostatecznie ich plany. Dopiero po ośmiu latach, 22 grudnia 1922 r., aspiracje zwolenników zjednoczenia zostały częściowo zaspokojone. W Berlinie utworzono wówczas Międzynarodówkę anarchosyndykalistyczną, która przetrwała do naszych czasów.

Trudności, na jakie napotykała nieustannie idea międzynarodowej organizacji, anarchistycznej wynikały z braku jednomyślności w tej sprawie wśród czołowych autorytetów ruchu. Istnienie formalnych organizacji anarchistycznych odrzucali bezwarunkowo Nieuwenhuis i Reclus, który doradzał młodym aktywistom, by każdy działał na własną rękę. Ograniczoną i warunkową aprobatę dla niektórych form organizacji wyrażali Jean Grave i Emma Goldman. „Gotowa jestem zaakceptować istnienie anarchistycznej organizacji tylko pod jednym warunkiem: że oparta będzie na nieograniczonym szacunku dla wszelkich inicjatyw indywidualnych i nie będzie hamować ich swobodnego rozwoju. Fundamentalną zasadą anarchizmu jest autonomia jednostki" — stwierdziła słynna Emma podczas kongresu w Amsterdamie . Podobne stanowisko reprezentowali w latach siedemdziesiątych anarchiści francuscy, głosząc, iż rezolucje Międzynarodówki powinny być obowiązujące jedynie dla organizacji jako całości, a nie dla poszczególnych działaczy. Włosi, dla odmiany, kładli główny nacisk na autonomię poszczególnych sekcji . W latach osiemdziesiątych,

kiedy nie tylko organizacje, ale nawet kongresy uznano za zbędne i szkodliwe dla ruchu, posunięto się

jeszcze dalej podważając zasadność istnienia stałych sekcji. „Nie wierzymy [

w długotrwałe

stowarzyszenia, federacje itp. — czytamy w „Le Révolté" z roku 1885 — Naszym zdaniem grupy należy tworzyć wyłącznie z myślą o jakimś natychmiastowym działaniu; po wykonaniu zadania grupa "

Jedynym wśród

pogrobowców Bakunina, gorącym zwolennikiem silnych związków organizacyjnych, był Malatesta. „Organizacja to nic innego jak praktyczna szkoła współdziałania i solidarności. Dla życia społecznego jest czymś koniecznym i naturalnym; człowiek ani nie chce, ani nie może żyć odizolowany" — pisał pod koniec życia . Nie były to jednak poglądy typowe.

]

organizuje się na nowo z udziałem tych samych ludzi, bądź nowych

Niezależnie od wysuwanych nieustannie zastrzeżeń doktrynalnych w sprawach dotyczących organizacji ruchu anarchiści nie byli i nie mogli być konsekwentni. Kiedy nadarzała się dogodna okazja, kiedy powstawała próżnia polityczna, wypełniali ją własnymi formami stojącymi niekiedy w

jaskrawej sprzeczności ze składanymi przez nich wcześniej deklaracjami. Hiszpańscy anarchokomuniści potępiający bezwzględnie władzę pod wszelkimi postaciami w latach trzydziestych XX w. na terenach objętych rewolucją sami organizowali komitety wykonawcze i formy dyktatury proletariatu. W poufnej korespondencji posługiwano się nagminnie zwrotem „nasza partia" lub „partia anarchistyczna", aczkolwiek w potocznej propagandzie słowo partia kojarzono z „parlamentarnym kretynizmem", uniformizacją myślenia. Niemniej jednak niewątpliwie rację miał dr Saverino Merlino twierdząc, iż właśnie w sposobie organizacji rozpoznać można „duszę", istotę anarchizmu. Najistotniejsze cechy anarchistycznych organizacji: płynność struktury, preferowanie małych ciał, efemeryczność, półjawność, autonomia członków i grup, brak formalnego przywództwa, urzędników i płatnych funkcji, łatwość wejścia — tak bardzo ułatwiająca zadanie policyjnym konfidentom — są bardzo ściśle związane z anarchistyczną ideologią. Socjologowie dostrzegają w nich obawę przed depersonalizacją stosunków międzyludzkich, chęć zapewnienia wszystkim równego udziału w podejmowaniu decyzji, tendencję do przeistaczania się w wielofunkcyjne mikrosystemy społeczne. Spośród czterech Czynników przesądzających o biurokratyzmie wszelkich organizacji (hierarchiczna struktura, podział pracy, płace, regulaminy i procedury) u anarchistów spotykamy zaledwie dwa elementy i to w szczątkowej postaci: specjalizację działalności oraz ceremoniał zastępujący brak rozbudowanych regulaminów.

Charakterystyczną dla siebie postać rozproszonych chaotycznie, odizolowanych ognisk pulsujących światłem o zmiennym natężeniu przyjął ruch anarchistyczny od końca lat siedemdziesiątych, kiedy to zaprzestała funkcjonować większość federacji krajowych. Tylko w Hiszpanii, gdzie kolektywizm opierał się anarchokomunizmowi najdłużej starano się zachować dotychczasową więź i formy organizacyjne, choć i tam zdarzały się okresy, podczas których Federacja -Regionalna praktycznie przestawała istnieć. W innych krajach Europy Zachodniej tendencje konsolidacyjne nie były silnie wyczuwalne nawet w latach gorączkowego ożywienia aktywności. Od chwili rozbicia przez policję francuskich i włoskich sekcji Międzynarodówki (1878-1879) nie udało się w tych krajach stworzyć żadnej permanentnej struktury organizacyjnej. Na początku XX wieku rachityczne federacje istniały jeszcze w Szwajcarii Romańskiej, Holandii i Belgii (Groupement Communiste Libertaire), ale ich doktrynerski anarchokomunizm odpychał więcej osób niż przyciągał. Właśnie wówczas, kiedy formowały się w poszczególnych państwach partie socjalistyczne, anarchiści z pełną świadomością postanowili cofnąć się do poziomu samodzielnych grup działania, Przyspieszyło to niepomiernie ostateczny rozdział obu ruchów. Wyrzucenie zwolenników anarchizmu z sali obrad londyńskiego kongresu II Międzynarodówki stanowiło jedynie symboliczne zamknięcie tego procesu w skali globalnej.

Czym były owe anarchistyczne grupy, które stały się po 1879 r. podstawową formą organizacyjną

ruchu libertarnego? W czym tkwiła ich specyfika? Najtrafniejszej odpowiedzi na te pytania udzielił Jean Maitron. Grupy anarchistyczne w jego ujęciu to „ciała bardzo szczególne, które w niczym nie przypominają sekcji albo grup innych partii. Nie ma tu ani biura, ani wyznaczonych składek i żaden towarzysz nie jest zobowiązany opowiadać skąd przychodzi, czym się zajmuje i dokąd zmierza. Pomieszczenie, w którym zbiera się grupa, jest miejscem przechodnim, w którym każdy rozmawia o czym chce, miejscem kształcenia się a nie działania" Historyk francuski przypomina, że członkowie grup działali na ogół na własną rękę i nie wtajemniczali się wzajemnie w swoje plany. W podobny sposób charakteryzował grupy w zeznaniach złożonych podczas procesu lyońskiego (1883) Emile Gautier — przedstawiciel pierwszego pokolenia francuskich anarchistów twierdząc, że są to „po prostu cotygodniowe spotkania przyjaciół omawiających sprawy, które ich interesują. Z wyjątkiem niewielkiego grona czterech czy pięciu stałych uczestników widuje się tam zazwyczaj coraz to nowe

skład zmienia się za każdym razem. Wejść może tam każdy, wyjść również,;bez żadnych

formalności, opłat lub też odpowiadania na pytania o nazwisko, czy poglądy".

twarze [

],

Zebrania grup odbywały się nieregularnie, jeden czy dwa razy w tygodniu, najczęściej w sobotę wieczorem albo w niedzielne popołudnie, w terminach dogodnych dla robotników, zazwyczaj w tych samych miejscach — w bistro na rogu ulicy albo w winiarni, jeśli była to lepsza dzielnica, czasem w redakcjach pism Ijbertarnych, czy prywatnych mieszkaniach. Obok niewątpliwych funkcji edukacyjnych (forum dyskusyjne) spełniały również ważne zadania społeczne ułatwiając nawiązywanie kontaktów i wzajemne poznanie się. Zawiadomienia o zebraniach, od których roi się w prasie anarchistycznej, były regułą w wypadku debiutu grupy, połączonego spotkania kilku różnych ciał, albo ważnej w opinii uczestników problematyki. W okresach wzmożonego nadzoru policyjnego grupy działające jawnie i oficjalnie zmuszone były uzgadniać z władzami termin i tematykę obrad, niekiedy nawet imienny skład uczestników; Grupy liczyły przeciętnie po kilkanaście osób. Ich skład był płynny a czas trwania rzadko przekraczał dwa lata. Rozpadały się zazwyczaj w momencie, gdy dyskusje przestawały być interesujące. Jean Grave nie bez racji twierdził, że „nie ma niczego równie krótkotrwałego jak grupy anarchistyczne" . Nie przeczy temu trwałość niektórych nazw, albowiem płynność kadr była tak ogromna, że w ciągu jednego roku skład uczestników mógł się kilkakrotnie wymienić. W krajach takich, jak Rosja, Stany Zjednoczone, Argentyna, Francja czy Włochy w okresach prosperity ruchu doliczyć się można kilkuset grup działających równocześnie. Obliczenia liczebności sporządzane na tej podstawie bywają jednak zawodne, ponieważ dysponujemy bardzo niekompletnymi danymi, a ponadto duża część aktywistów nie wiązała się z żadnymi ciałami. Szacunki, w myśl których ilość grup działających we Francji wahała się w latach osiemdziesiątych od 40 do 60 (w tym kilkanaście w samym Paryżu) wydają się nieco zaniżone.

„Grupy rodzą się, umierają i odradzają jak dzikie zielsko” — pisał Dubois w książce poświęconej „anarchistycznemu zagrożeniu". Rzeczywiście, w znakomitej większości wypadków powstawały całkowicie spontanicznie bez żadnego uzgodnionego planu — zazwyczaj pod wpływem przypadkowego spotkania, nagłego impulsu czy doraźnych potrzeb. Jednym z ważnych powodów skłaniających indywidualistycznie nastawionych anarchistów do szukania kontaktu ze sobą było, jak się wydaje, pragnienie zamanifestowania solidarności z prześladowanymi kolegami. Stąd pewien wzrost liczby grup wówczas, gdy toczyły się procesy .

Nazwy anarchistycznych grup i kółek są samoistnym źródłem rzucającym interesujące światło na charakter i przemiany ruchu. Są niekiedy bardzo kwiecistą, albo przeciwnie — wyzywającą — manifestacją przekonań osób do nich należących. Ujawniają bardzo precyzyjnie falowanie nastrojów, przejściowe mody i wewnętrzne podziały, ale także nieokiełznaną fantazję silnie kontrastującą z bezbarwną jednostajnością nazw spotykanych w innych ruchach społecznych. Istniały więc koła „obcinaczy głów", „niegodziwców" i „podżegaczy", a z drugiej strony nazwy, które mówiły o kwiatach, jutrzence czy zgodzie. W końcu lat siedemdziesiątych modne były nazwy łagodne, w następnym dziesięcioleciu — wojownicze, związane z popularnością terroru indywidualnego. Roi się wówczas od „mścicieli", grup „czarnego sztandaru", kółek „dynamitardów". Po 1895 r. zaobserwować można ponownie większą liczbę nazw symbolizujących nadzieję (L'Avenir, Les Egaux itp.). Zastanawiająco rzadkie są natomiast przez cały czas odniesienia do Międzynarodówki i jej symboliki, choć nie brakuje grup specjalizujących się w propagandzie i badaniach kwestii społecznej niczym sekcje z czasów Federacji Jurajskiej.

W podobny sposób jak we Francji funkcjonowały także grupy anarchistyczne we Włoszech i w Niemczech. W Wielkiej Brytanii ośrodkami ruchu były w pierwszym rzędzie kluby anarchistyczne oraz redakcje czasopism. Oryginalnością odznaczała się utworzona w Londynie w 1896 r, organizacja o nazwie The Associated Anarchists. Wyłaniała ona z siebie w miarę potrzeb grupy problemowe, koncentrujące się na wybranych zagadnieniach. W Szwajcarii i Hiszpanii grupy miały trwalszy charakter i znacznie bardziej przypominały dawne sekcje lokalne Czy zawodowe antyautorytarnej

Międzynarodówki. Ich skład nie był przypadkowy i nie ograniczały się wyłącznie do mniej lub bardziej regularnych zebrań. Spajały companeros silnymi i trwałymi więziami. W Hiszpanii czołową rolę odgrywały od końca lat osiemdziesiątych tzw. tertulia — niewielkie grupy zaprzyjaźnionych mężczyzn, którzy spotykali się codziennie w ulubionej kawiarni — oraz upowszechnione już w czasach anarchosyndykalizmu tzw. grupos de afinidad o nieco bardziej sformalizowanej strukturze.

Tamtejsi anarchiści gustowali w malowniczych hasłach, tak samo, jak ich galijscy koledzy obierając chętnie nazwy w rodzaju „ani Boga, ani Pana", czy też „ani Króla, ani Ojczyzny". Jeszcze inny charakter miały sfederowane grupy anarchistów żydowskich zamieszkujących londyński East End, składające się w ogromnej większości z niedawno przybyłych z Rosji rzemieślników. Ich działalność

na rzecz całej żydowskiej społeczności daleko wykraczała poza utarte funkcje grup anarchistycznych.

Wśród nietypowych organizacji anarchistycznych na szczególną uwagę zasługuje grupa ESRI (Etudiantes Socialistes Révolutionnaires Internationalistes), która powstała w Paryżu w grudniu 1891 r. z inicjatywy, kilkunastu studentów medycyny. Od 1893 r. nabrała ona czysto anarchistycznego charakteru. Skład grupy był zawsze międzynarodowy. W roku 1892 wśród 66 członków było 37 Francuzów, 11 Rumunów, 11 Rosjan, kilka kobiet. Większość z nich stanowili studenci medycyny i prawa z zamożnych rodzin mieszczańskich. ESRI przygotowywała do druku materiały propagandowe, dysponowała dużą biblioteką, starała się aktywnie - uczestniczyć w międzynarodowych kongresach.

W roku 1899 to ona właśnie wszczęła kampanię na rzecz utworzenia „Federacji Międzynarodowej

rewolucyjnych komunistów obejmującej grupy libertarnych komunistów z całego świata". U szczytu powodzenia w połowie lat dziewięćdziesiątych ESRI liczyła blisko 150 osób. Istniała do roku 1903, a więc wyjątkowo długo, jak na anarchistyczne standardy.

Jako ciało par excellence anarchistyczne bywa niekiedy prezentowana brytyjska Socialist League i analogiczna organizacja działająca w Holandii. Obie ligi odrzucały krzykliwie system parlamentarny, lecz składały się z ludzi o bardzo różnych poglądach. Dlatego z większą dozą słuszności mówić można raczej o stopniowym przenikaniu anarchokomunistów do tych organizacji. Wtedy też dopiero, na ich tle, okazało się, że „libertarni socjaliści" w rodzaju Williama Morrisa z prawdziwym anarchizmem nie mają wiele wspólnego.

O istnieniu ruchu anarchistycznego i jego spoistości decydowały nie tylko i nawet nie przede

wszystkim anarchistyczne organizacje. Były to bowiem, jak zdążyliśmy się przekonać, ciała nader luźne, nieliczne i pozostające ze sobą w słabym kontakcie. Najistotniejsze było to, że każdy pojedynczy anarchista stanowił aktywną, autonomiczną i w pełni świadomą swych zadań komórkę ruchu. Praktyczna działalność anarchistów była w dużym stopniu niezależna od form i zakresu ich organizacji. Ruch istniał i potrafił przetrwać trudne dla siebie okresy dzięki ciągłości działań propagandowych, wykształceniu własnych specyficznych form aktywności oraz własnej niepowtarzalnej subkultury.

Zebrania grup anarchistycznych nie stanowiły, rzecz jasna, jedynej okazji do wzajemnych spotkań. Za przykładem innych ruchów starających się poszerzyć swoje wpływy anarchiści sięgali do arsenału wypróbowanych środków propagandowych. Organizowali układające się w cykle odczyty publiczne oraz całe tournees odczytowe na prowincji, otwarte dla szerokiej publiczności dyskusje z przedstawicielami konkurencyjnych kierunków (tzw. konferencje), a nawet imprezy tak jednoznacznie zdawałoby się „mieszczańskie" jak soirées z udziałem zaproszonych artystów. Były to jednak z reguły tzw. reunions de familie, czy też soirées familiales odbywające się we własnym gronie i korzystające z nieprzebranego repertuaru wierszy i pieśni rewolucyjnych. Niezależnie od tej działalności naśladującej formy spotykane w innych ruchach społecznych anarchiści dysponowali również formami specyficznymi, lepiej dostosowanymi do charakteru ich ideologii. Były to m.in. kluby, kolonie, bandy

oraz inicjatywy indywidualne, takie jak np. causeries populaires, czyli skromnie umeblowane, wynajęte lokale, w których przypadkową często publiczność usiłowano zapoznawać z ideami Stirnera, Nitzschego i innych przedstawicieli indywidualistycznego anarchizmu. Twórcą tego ostatniego pomysłu był Libertad — jedna z najbarwniejszych postaci wśród paryskich aktywistów pierwszej

dekady naszego wieku. W październiku 1902 r. otworzył on pierwszy taki lokal na rue du Chevalier de

la Barre i rozpropagował samą ideę, która zresztą zmarła wkrótce po jego śmierci w roku 1908. Innym

ciekawym pomysłem były tak zwane soup conférences, atrakcyjne dla najuboższych z tego względu, że każdy uczestnik dyskusji mógł zjeść za darmo talerz gorącej zupy. Zorganizowano je po raz pierwszy w Paryżu podczas ostrej zimy 1891 r.

Zebrania nieubłaganych wrogów panującego porządku nie mogły naturalnie odpowiadać kanonom wypracowanym przez angielskie stowarzyszenia dyskusyjne. Nie miały ani prezydium, ani porządku dziennego, ani nawet reguł określających kolejność zabierania głosu. Bardzo rzadko kończyły się podejmowaniem konkretnych rezolucji. Były natomiast areną autentycznych starć ideowych, konfrontacji różnorodnych opinii na bardzo zróżnicowanym poziomie, od prymitywnych argumentów wypowiadanych „soczystym" językiem przedmieść i wspartych nierzadko siłą pięści, po subtelne rozważania godne auli akademickich. Doskonała znajomość skomplikowanych kwestii politycznych, gospodarczych, czy też filozoficznych, jaką objawiali dyskutujący robotnicy wprawiała często w zdumienie przypadkowych słuchaczy. W marsylskiej gazecie „Le Radical" — niechętnej ruchowi, jak cała prasa oficjalna w czasach Ravachola — można było 19 listopada 1893 r. przeczytać opinię, że „anarchiści dysponują wiedzą, która wydaje się nadzwyczajna, jak na robotników". Podział na widownię i proscenium praktycznie nie istniał. Publiczność bardzo aktywnie uczestniczyła w dyskusji wyrażając z temperamentem i bez zwłoki swoje sympatie i antypatie — wygwizdując jednych mówców, a frenetycznie oklaskując innych. W tych warunkach dyskusje przeradzały się łatwo w swoistą licytację radykalnymi hasłami, w czym zresztą niemałą zasługę mieli agenci policji. Należy również wspomnieć, że formą często przez anarchistów praktykowaną było rozbijanie zebrań socjalistycznych lub też „opanowywanie ich" przez swoich zwolenników. Słynęli z takich akcji wspomniany już Libertad oraz Louise Michel — płomienna agitatorka nosząca od czasów Komuny przydomek „nafciarka". Nie cofano się przed stosowaniem fizycznej przemocy, w ruch szły krzesła i taborety. Compagnons występujący na mityngach posługiwali się często pseudonimami albo numerami, aby utrudnić pracę policji.

Kluby anarchistyczne rozkwitały najbujniej w Wielkiej Brytanii, gdzie działalność prawdziwie

rewolucyjna była nikła, zaś władze zostawiały apostołom wolności dużo swobody. Na przełomie XIX

i XX w. w samym Londynie istniały trzy duże ciała tego rodzaju o międzynarodowej sławie:

sportretowany przez Mackaya Autonomy Club grupujący przede wszystkim indywidualistów oraz emigrantów z Niemiec, żydowski klub „Arbajter Frajntu" hołdujący anarchokomunizmowi i wreszcie klub International związany z bojowo-terrorystycznymi tendencjami w anarchosyndykalizmie. Autonomy Club na Kingston Road obywał się doskonale bez przewodniczącego, regulaminu czy składek. Nie posiadając redaktora ani komitetu wydawniczego publikowano regularnie klubową gazetkę. „Raz w tygodniu, któregoś wieczoru, ci, którzy mają czas i ochotę zbierają się razem, odczytują i omawiają nadesłaną korespondencję, a potem tworzą z niej całość" . Każdy mógł tam wejść bez pytania, przemawiać na dowolny temat i dowolnie długo, o ile sala wyrażała mu aprobatę. Przestrzegano gorliwie zasady „pilnuj swoich własnych interesów i pozwól mi zatroszczyć się samemu o moje". Pomieszczenia klubowe opisywane są jako „obskurna, ale umeblowana rudera" wypełniona krzesłami, stołami i ławkami. Wśród obecnych rzucały się w oczy malownicze postacie z bohemy — panowie w kapeluszach sombrero i czerwonych krawatach oraz panie z krótko obciętymi włosami wciśniętymi w cyklistówki, w podniszczonych krótkich bluzkach i grubych żakietach z czerwonym ornamentem oraz solidnych butach nadających się do pracy fizycznej.

Klub pisma „Arbajter Frajnt" na Berner Street założony został przez emigranta z Pińska S. Janowskiego (1864-1939) w 1892 r. po serii propagandowych mityngów z udziałem L. Michel. Ułatwianie adaptacji w Londynie przybyszom z Rosji łączono tam z ostrymi atakami na judaizm i żydowskie tradycje. W ten sposób w krótkim czasie pozyskano dla anarchokomunizmu spory odłam żydowskiej młodzieży z ubogiego East Endu. 3 lutego 1906 r. kierowany przez Rockera Arbajter Frajnt Club and Institute przeniósł się do nowej, obszerniejszej siedziby na Jubilee Street, gdzie mógł pomieścić ponad tysiąc osób. Mieściła się tam szkoła i czytelnia prasy z całego świata: Z pieniędzy uzyskanych za udostępnianie pomieszczeń na odczyty i konferencje finansowano rozmaite imprezy kulturalne.

We Francji kluby powstawały głównie na prowincji. Dla wielu znanych później działaczy (Armand, Ravachol) stanowiły one pierwszą szkołę anarchizmu. Hanagan opisuje jeden z takich typowych klubów w ośrodku przemysłowym średniej wielkości (Saint-Clammonais). Lokal mieścił się w centrum miasta. Zbierano się raz w tygodniu w niedzielę późnym popołudniem, aby przy winie lub jabłeczniku dyskutować nad treścią czytanych artykułów. W porównaniu z grupami kluby kładły na ogół silniejszy akcent na życie towarzyskie, i wiązały ze sobą większą liczbę ludzi; część ich imprez bywała odpłatna. Niemniej jednak w pewnych wypadkach rozróżnienie wydaje się czysto werbalne.

O istnieniu jakiejś przemyślanej strategii ruchu anarchistycznego jako całości mówić można w zasadzie tylko w krótkim okresie pomiędzy rokiem 1871 a kongresem londyńskim, czyli w dekadzie, w której posiadał on nieoficjalne centrum cieszące się dużym autorytetem i inspirujące działalność w poszczególnych krajach. Wszelkie późniejsze inicjatywy, w epoce dyspersji, traktować należy jako pobożne życzenia lub pomysły indywidualnych osób, bez szansy na realizację. Poczynając od lat osiemdziesiątych nawet uzgodnienie strategii i taktyki w skali poszczególnych regionów przekraczało zazwyczaj możliwości anarchistów. Prócz możliwości brakowało jednak czegoś nie mniej istotnego, a mianowicie chęci. Zapanowało przekonanie, że byłoby to sprzeczne z własnymi ideałami. Zbieżność taktyki stosowanej w tych latach przez grupy anarchistyczne różnych krajów spowodowana była nie tyle dyscypliną organizacyjną, co zbieżnością warunków w jakich działały oraz naśladownictwem wzorów popularyzowanych przez prasę i wydawnictwa propagandowe. Były to zresztą bardziej przejściowe mody niż starannie obmyślone plany działania.

Na strategii obranej przez ruch anarchistyczny zaciążyły w ogromnej mierze poglądy Bakunina —

jego wiara w konieczność totalnego zniszczenia rusztowania państwa i prawa oraz całej cywilizacji

mieszczańskiej przez spontaniczną rewolucję ludową kierowaną niewidzialnie [

grupę przywódczą (dictature collectif), składającą się z ludzi dążących do całkowitego wyzwolenia z "

Bez rewolucji, traktowanej raczej jako imperatyw moralny niż nieuchronna konieczność

historyczna, urzeczywistnienie anarchistycznych ideałów było zdaniem Bakunina niemożliwe. Stanowisko to znalazło dobitny wyraz w ówczesnej taktyce oraz formach aktywności członków antyautorytarnej Międzynarodówki: propaganda anarchizmu wśród chłopów i robotników służyła nawiązywaniu kontaktów, rozniecaniu i ukierunkowaniu rewolucyjnego potencjału mas. Komuna Paryska z 1871 r. zdawała się koronnym argumentem potwierdzającym gotowość mas do buntu i możliwość oddolnej, spontanicznej rewolucji. Zarazem jednak ujawniła głęboki konserwatyzm chłopów i słabość wystąpień żywiołowych, zaś klęska komunardów oraz masowe represje jakie dotknęły całą francuską lewicę, zmusiły rodzący się wówczas ruch libertarny do rewizji hurraoptymistycznych założeń.

ucisku

przez anonimową

]

Nieprzypadkowo wśród dokumentów programowych Międzynarodówki antyautorytarnej próżno by szukać rezolucji dotyczących ogólnej strategii działania. Spowodowane to było, jak można sądzić, nie tylko koniecznością zatajenia obrazoburczych zamierzeń, lecz także, może nawet przede wszystkim,

głębokimi podziałami wewnętrznymi. Wprawdzie wszystkich anarchistów spajało pragnienie zniszczenia państwa i zbudowania na jego gruzach nowego, bezklasowego społeczeństwa wcielającego zasady wonności i sprawiedliwości, ale do urzeczywistnienia tego ideału wieść mogły bardzo różne drogi i Samo werbalne uznanie niezbędności bądź nieuchronności rewolucji nie przesądzało jeszcze wcale o wyborze strategii. O sposobie postępowania na poszczególnych obszarach decydowała w ostatecznym rachunku ogólna ocena sytuacji i porównanie sił przeciwnika z siłami własnymi, mnożonymi zazwyczaj optymistycznie o miliony potencjalnych sprzymierzeńców. Można było zdecydować się na wariant współdziałania z innymi ugrupowaniami (radykałami, federalistami, socjalistami) albo działać w osamotnieniu; jak Hiszpanie — budować „kontrspołeczeństwo" , bądź skupić wszystkie siły na przygotowaniu rewolucji; liczyć na przezwyciężenie apatii mas przy pomocy cierpliwej propagandy lub wyrwać je z letargu, podejmując akcje zbrojne w ich imieniu; działać jawnie lub skrycie; kreślić plany, bądź zdać się całkowicie na żywioł wartkiego nurtu dziejów; lub po prostu czekać spokojnie aż Francja, od której wszystko się zaczyna, po raz kolejny da sygnał do ogólnoeuropejskiego przewrotu. Jurajczycy zdający sobie sprawę, że większość popleczników ruchu nie jest gotowa aprobować ekstremistycznych zaleceń Włochów, czy niektórych emigrantów z Francji, unikali na łamach swojego „Biuletynu" jakichkolwiek wiążących deklaracji.' '.Uchwały' kongresów z roku 1874 i 1877 pozostawiały w tej sprawie wolną rękę poszczególnym federacjom krajowym. Nie znaczy to jednak, iż nie podejmowano prób wypracowania jednolitej strategii. Kluczową rolę odgrywali pod tym względem ludzie z najbliższego otoczenia Bakunina, sterujący po cichu poczynaniami Międzynarodówki. Tak zwani międzynarodowi bracia, posiadający trzeci — najwyższy — Stopień wtajemniczenia posłuszni byli statutowi, który w punkcie pierwszym głosił, iż „nie mają innej ojczyzny prócz wszechświatowej rewolucji". Zafascynowani radykalizmem „Michela" pragnęli jak najszybciej wprowadzić w czyn jego teorię rewolucji. Teoria ta zakładała niezbędność inspiracji i koordynacji mas przez grono zawodowych rewolucjonistów; wiązała nadzieje z pozyskaniem młodzieży, lumpenproletariatu oraz wszystkich wykorzenionych ze społeczeństwa, dopuszczała niemoralne środki w imię wyższych celów. Pobrzmiewały w niej echa rosyjskiego buntarstwa, pism Augusta Blanqui, Anselma Bellegarrigue, Ernesta Coeurderoy, Josepha Dejacque czy Carla Pisacane — pierwszego piewcy rewolucji społecznej na gruncie włoskim. Sam Bakunin, który nie stronił bynajmniej od praktycznej działalności wywrotowej nawet w podeszłym wieku, zdążył jeszcze przed śmiercią zrewidować swoje stanowisko. Pod wpływem własnych doświadczeń z lat 1873-1874 doszedł do wniosku, że „nic żywego i trwałego nie może opierać się na jezuickich oszustwach, że działalność rewolucyjna, jeśli ma zwyciężać, nie może odwoływać się do niskich pobudek j że zwycięży jedynie taka rewolucja, którą ożywiać będzie humanitarny ideał" . W liście do Elisee Reclusa dał wyraz głębokiemu rozczarowaniu biernością mas, którym poświęcił swoje życie . Poglądów tych nie podzielali jednak młodociani przyjaciele Bakunina, którzy uznali jego woltę za akt zdrady.

Konsekwentni anarchiści początków lat siedemdziesiątych dostrzegali dwa sposoby przyspieszenia upragnionej rewolucji społecznej: strajk generalny lub działania powstańcze. Za pierwszym- rozwiązaniem opowiadali się naturalnie aktywiści z krajów zaawansowanych w rozwoju przemysłowym, w których ostoją ruchu byli robotnicy i wykwalifikowani rzemieślnicy, takich jak Belgia, czy Szwajcaria. Natomiast Andaluzyjczycy i Włosi wywodzący się z obszarów na których proletariat miejski nie odgrywał większej roli skazani byli na wybór drugiego wariantu. W najtrudniejszej sytuacji znalazła się Federacja Hiszpańska, albowiem Katalończycy, w przeciwieństwie do przedstawicieli innych regionów, byli zwolennikami strajku powszechnego. Niemożność ujednolicenia taktyki w skali całego kraju zaważyła w poważnej mierze na niepowodzeniu ówczesnych przedsięwzięć. Wprawdzie już wiosną 1872 r. Francesco Mora i Anselmo Lorenzo przystąpili z ramienia Rady Federalnej w Madrycie do zakładania tajnych grup „obrońców

Międzynarodówki" mających przygotowywać powstanie a zarazem ułatwić przetrwanie w wypadku represji, lecz wymarzona okazja jaką stwarzały przedłużająca się wojna domowa i przejściowe sukcesy federalistów nie została przez anarchistów hiszpańskich wykorzystana. Nie potrafiąc zadecydować, czy udzielić poparcia walce kantonalistów czy też raczej forsować własne inicjatywy powstańcze, Federacja nie zajęła określonego stanowiska w tej sprawie. W efekcie nastroje rewolucyjne roku 1873 wypaliły się w kilku nieskoordynowanych wzajemnie zrywach takich, jak próba strajku powszechnego w Barcelonie, o bardzo skądinąd spokojnym przebiegu, albo strajk w miasteczku, Alcoy koło Walencji, który przerodził się samoczynnie w czterodniowe powstanie zbrojne (9-12 lipca 1873 r.). Była to, jeśli pominąć udział anarchistów w zorganizowanym przez Bakunina, nieco operetkowym, powstaniu lyońskim 28 września 1870 r., pierwsza z długiego szeregu identycznych prób zainspirowanych ideologią libertarną. Niezależnie od stawianych wówczas Hiszpanom powszechnie zarzutów, doświadczenia przez nich zebrane miały poważny wpływ na postawę innych federacji, przede wszystkim włoskiej.

Młodzi anarchiści włoscy, których Bakunin oderwał od marksizmu swoim radykalizmem, chłonęli jego koncepcje z gorliwością neofitów. Ci synowie zamożnych rodzin mieszczańskich, a niekiedy nawet arystokratycznych (Cafiero), rezygnowali z rozpoczętych studiów i doskonale zapowiadających się karier nie po to, by spędzać czas na dyskusjach w zadymionych kawiarniach, lecz by przeżywać radość, jaką daje praktyczna działalność rewolucyjna służąca „świętej" sprawie ludu; stanowili swoisty odpowiednik rosyjskich narodników. Przekonani byli, że na prowincji włoskiej istnieje sytuacja rewolucyjna i ich jedyny problem sprowadzał się do kwestii kiedy i w jaki sposób dokonać zapłonu 134. Przepojeni byli romantyczną, mistyczną wiarą w lud, nie dopuszczającą myśli o rozziewie między rzeczywistością a wyobrażeniami na jej temat. Lekceważyli nawet ostrzeżenia Bakunina, dopatrując się w ewolucji jego poglądów zwykłego tchórzostwa.

Już na pierwszym zjeździe antyautorytarystów włoskich (Bolonia, marzec 1872 r.) podjęto otwarcie uchwałę, że warunkiem rozwiązania „kwestii społecznej" jest ogólnonarodowe powstanie. Latem tego samego roku, podczas kongresu w Rimini, który powołał do życia włoską Federację Międzynarodówki — jeszcze przed kongresem haskim — postanowiono zerwać wszelkie stosunki z Radą Generalną. Decydujące ustalenia zapadły jednak dopiero w roku następnym. Kolejny kongres, który odbył się w Bolonii (marzec 1873 r.) był dowodem rosnącego radykalizmu działaczy z Płw. Apenińskiego. Zapadły decyzje o oderwaniu się od lewego skrzydła republikanów — także snujących plany powstania — i o wzmożeniu propagandy wśród chłopów. Zarazem jednak pod-kreślono niewystarczalność samej propagandy. W referacie wygłoszonym podczas obrad, zakłóconych najściem policji, Andrea Costa udowadniał, że aby oderwać masy od wpływów Mazziniego i Garibaldiego konieczne są demonstracyjne akty przemocy. Od tej pory anarchiści włoscy, nie oglądając się na inne federacje, koncentrują się na praktycznej działalności rewolucyjnej w postaci strajków i marszów głodowych, zaś w końcu roku 1873 Federacja podejmuje decyzję o przekształceniu się w tajny Komitet Rewolucji Społecznej mający przygotować powstanie. Poza Hiszpanią i Włochami podobne inicjatywy podejmowano w tym okresie tylko we Francji .

Nieudane próby powstańcze Hiszpanów z roku 1873 miast zniechęcać dodawały jeszcze animuszu, ponieważ chciano jak najszybciej zatrzeć złe wrażenie jakie zostawiły po sobie. Zapanowało przekonanie, że właśnie nikłe poparcie mas wymaga „przesadnych czynów" jako jedynej drogi pobudzenia ludu do działania. Anarchiści włoscy z entuzjazmem przyjęli opinię Bakunina, że epoka dyskusji i teoretyzowania nieodwołalnie minęła, a doba obecna wymaga „faktów i czynów". Dał temu wyraz Cafiero podczas brukselskiego kongresu Międzynarodówki w roku 1874, kiedy w imieniu Komitetu Rewolucji Społecznej oświadczył, że Włosi po raz ostatni biorą udział w takim spotkaniu, ponieważ specyficzna sytuacja w ich kraju wymaga natychmiastowego działania. „Epoka kongresów

jest dla nas nieodwołalnie zakończona" — konkludował mówca apelując o pomoc finansową dla planowanych przedsięwzięć .

Ostateczny plan powstania opracowany przez Costę, Bakunina, i Cafiwro zakładał wywołanie w sierpniu serii powstań w wybranych regionach Włoch, które na zasadzie reakcji łańcuchowej doprowadzić miały do ogólnonarodowego wybuchu. Akcję zapoczątkować miał atak na arsenał w Bolonii, podczas którego kilkuset miejscowym aktywistom udzielić miało wsparcia kilka tysięcy insurgentów z zewnątrz oraz grono sprzyjających sprawie żołnierzy. Liczono również na łatwe opanowanie Florencji oraz bunty chłopów z ubogiego południa. Trzeci „Biuletyn Włoskiego Komitetu Rewolucji Społecznej" rozlepiony w przeddzień wybuchu wzywał do buntu przypominając, że „jedyną rzeczywistością świata jest siła". Jednocześnie apelowano do żołnierzy, aby odmówili wykonywania rozkazów. Rzeczywisty przebieg wypadków odbiegał jednak całkowicie od przewidywań anarchistów. Zabrakło nie tylko pieniędzy i broni, ale także umiejętności organizacyjnych. Policja uprzedzona o planach zaaresztowała już 5 sierpnia kierującego akcją Costę i nie dopuściła nigdzie do koncentracji sił powstańczych. Bolońscy spiskowcy nie doczekawszy się obiecywanego wsparcia z innych miast Romanii, spokojnie rozeszli się do domów, natomiast znajdujący się wśród nich Bakunin ze zgoloną brodą, w przebraniu księdza, uciekł z miasta pociągiem ostatecznie rozczarowany do wszelkiej działalności rewolucyjnej. Na południu patetyczne wysiłki podejmował Malatesta, lecz wieśniacy z Apulii zachowali całkowitą obojętność. Jego sześcioosobowa grupa (miast przewidywanych stu ochotników) dysponowała pięcioma starymi karabinami nie nadającymi się do użytku, toteż po kilku dniach bezowocnych wysiłków, w obliczu zaciskającej się obławy, rozproszyła się po uprzednim zakopaniu broni.

Tak więc, wskutek błędnego odczytania nastrojów mas, plany sprowokowania powszechnej rewolucji poniosły klęskę, zaś anarchistyczne powstanie okazało się nieudolnym zrywem w stylu Mazziniego czy Blanquiego, jakich dziesiątki odnotowano we Włoszech w pierwszej połowie XIX w. To co miało w zamierzeniu stworzyć zagrożenie dla systemu władzy, sprowadziło się w efekcie do symbolicznego protestu demaskującego słabość ruchu anarchistycznego. Włoscy aktywiści byli wszakże tak głęboko przekonani o słuszności obranej przez siebie drogi, że nie wyciągnęli z wypadków roku 1874 żadnych wniosków. Przeciwnie, można odnieść wrażenie, że sympatia jaką okazywała im duża część społeczeństwa w okresie prześladowań i procesów sądowych wzmocniła jeszcze ich wiarę w ludową rewolucję . Wprawdzie uznali ponownie potrzebę kongresów i po raz pierwszy od trzech lat zorganizowali w roku 1876 kongres Federacji Włoskiej, ale tylko po to, by potwierdzić chęć kontynuacji dotychczasowej linii postępowania i w tym samym 1876 r. Wte>si wystąpili na forum międzynarodowym z nowym chwytliwym hasłem — ideą propagandy czynem. Nie był to w gruncie rzeczy pomysł zupełnie nowy. Pojedyncze sformułowania brzmiące bardzo podobnie, lub wręcz identycznie, napotkać można i u innych autorów. Ponadto była to właściwie jedynie teoretyczna podbudowa praktyki realizowanej przez nich od roku 1873. Samo wyrażenie „propaganda czynem" zaczerpnęli prawdopodobnie od Carla Pisacane, który uważał, że „propaganda za pomocą idei jest chimerą; kształcenie ludzi — absurdem. Idee rodzą się z czynów, a nie czyny z idei, toteż nie wykształcenie zapewni ludowi wolność, lecz wolność umożliwi mu wykształcenie' Jedyną pożyteczną

rzeczą jaką uczynić może obywatel dla swojego kraju jest współuczestnictwo w rewolucji konkretnej. Konspiracje, spiski, próby powstań to moim zdaniem te serie czynów które przybliżają Włochy do celu". Ten sam wątek rozumowania podjął w 1873 r. Paul Brousse stwierdzając, że „propagandy

rewolucyjnej nie robi się tylko piórem czy słowem [

Propagandę rewolucji uprawia się nade

wszystko na oczach ogółu pośród brukowców ułożonych na barykadach". Cafiero i Malatesta, którzy rozpropagowali ideę propagandy czynem podczas obrad kongresu Międzynarodówki antyautorytarnej w Bernie (październik 1876 r.), widzieli dla niej dość wąskie zastosowanie. Malatesta wspominał o powstaniach i sabotażu. W deklaracji opublikowanej pod koniec roku czytamy, iż „Federacja Włoska

].

wierzy, że czyn powstańczy potwierdzający działaniem socjalistyczne pryncypia stanowi najskuteczniejszy środek propagandowy, jedyny środek, który, nie oszukując i nie psując mas, potrafi skutecznie dotrzeć do najniższych warstw społeczeństwa i natchnąć żywe siły ludzkości do walki prowadzonej przez Międzynarodówkę". Tak więc, w istocie rzeczy nowość proponowana przez Włochów sprowadzała się do silniejszego niż dawniej akcentowania propagandowej wymowy bezpośrednich form walki z państwem. W ciągu kilku następnych lat została ona zaakceptowana przez czołowe osobistości ruchu , stając się w nadchodzących dekadach — epoce czynu indywidualnego oraz akcji bezpośredniej — dominującą formą aktywności.

Wiosną 1877 r. Malatesta i jego towarzysze raz jeszcze poderwali się do boju. Piątego kwietnia trzydziestu uzbrojonych anarchistów z Malatesta, Cafiero, Ceccareilim oraz Stępniakiem (Krawczyńskim) na czele wkroczyło w góry Benewentu w prowincji Kampania zamierzając stworzyć tam stałą bazę operacyjną. Wybór ten nie był przypadkowy. Okolice masywu Matese słynęły ze zbójeckich tradycji, do których chciano teraz świadomie nawiązać. W myśl nowej strategii „banda z Matese", jak sami siebie nazywali, miała swoimi czynami zbrojnymi wywołać powstanie ludowe w stylu średniowiecznych żakerii, bunt „proletariatu w łachmanach". W przeciwieństwie do przesadnych nadziei wiązanych z działaniami roku 1874 tym razem nie liczono na natychmiastową powszechną rewolucję. Najważniejszą była sama możliwość publicznej demonstracji praktycznych form propagandy czynem. Plan akcji, przewidywał między innymi „palenie archiwów, rozdawanie pieniędzy przejętych z kas państwowych, przekazanie ludności magazynów zbożowych i innych oraz zachęcanie ludu, do ataku na panów i grabienia własności prywatnej". I tym razem jednak policja była uprzedzona, zmuszając członków „bandy" do kapitulacji ,,z głodu, zimna i wyczerpania" po sześciu zaledwie; dniach. Niemniej jednak udało im się w międzyczasie wkroczyć do dwóch wsi, gdzie przed oczyma zaskoczonych, ale bynajmniej nie nastawionych wrogo, mieszkańców rozwinęli czerwone i czarne sztandary, proklamowali utworzenie „republiki społecznej", spalili katastry podatkowe i przyrządy miernicze, a także usiłowali rozdawać broń zachęcając wieśniaków do przeprowadzenia ekspropriacji na własną rękę.

Nieudana „żakeria w Benewencie" miała daleko idące konsekwencje. Na włoski ruch anarchistyczny spadły surowe represje, po których nie odzyskał już nigdy dawnego wigoru. Kompromitacja taktyki powstańczej spowodowała również przyspieszenie rozpadu Międzynarodówki i ostre reprymendy ze strony czołowych animatorów ruchu. Kropotkin, w pierwszym odruchu, zarzucił Włochom tchórzostwo i zaproponował, aby wyrzucić ich z Międzynarodówki przypominając wymownie, że „w roku 1793 wiedziano jak postępować z generałami" (aluzja do wyroków śmierci wobec posądzonych o zdradę przegrywających generałów rewolucyjnej armii Francji). Pozostający jeszcze na wolności działacze włoscy nie od razu uznali słuszność tych zarzutów. Kadłubowy kongres w Pizie (1878) ponownie wypowiedział się za „nieliczącym się z ofiarami powszechnym powstaniem całego narodu" i tylko całkowity brak funduszów zapobiegł próbom realizacji tych zamiarów. Już jednak w rok później czołowy propagator tendencji rewolucyjnej — Andrea Costa — doszedł do wniosku, że „przynależność do partii działania nie musi oznaczać pragnienia działania za wszelką cenę i w każdej chwili. Rewolucja to sprawa poważna". Epoka anarchistycznych powstań dobiegała już 'nieodwołalnie końca, ale towarzyszyły mu wybuchy bomb zwiastujące zupełnie nowe rozumienie propagandy czynem. Rozpoczynała się tragiczna epoka czynu indywidualnego, który sankcjonował wszelkie środki walki sprawił, że w oczach opinii publicznej anarchizm kojarzył się odtąd z nieobliczalnym stosowaniem przemocy.

Jeśli pominąć ofiary sprowokowanych prawdopodobnie przez policję zajść w Alcoy okaże się, że cała romantyczna faza insurekcyjna spowodowała śmierć zaledwie jednej osoby (karabiniera ranionego podczas likwidacji „bandy z Matese"). Działania powstańcze nie były bowiem wymierzone przeciw

konkretnym ludziom, lecz przeciw burżuazyjnemu państwu jako całości. Miały charakter demonstracji i to bardzo skonwencjalizowanej. Obie strony, insurgenci i siły porządku, wykonywały rytualne gesty bacząc na to, by reguły gry nakazujące unikać przelewu krwi nie zostały złamane. Nic przeto dziwnego, że anarchiści uchodzili w latach siedemdziesiątych za nieszkodliwych maniaków i zasiadając na ławach oskarżonych odczuwali sympatię opinii publicznej. Sytuacja zmieniła się jednak radykalnie po roku 1878, kiedy „czyn powstańczy" zastąpiony został przez „czyn indywidualny". Rzecznicy tej nowej taktyki, dostosowanej do stanu rozproszenia, w jakim znalazł się wówczas ruch anarchistyczny w całej Europie Zachodniej, traktowali ją jako swoistą, zindywidualizowaną odmianę propagandy czynem. Czyn indywidualny nakazywał każdemu świadomemu swych zadań anarchiście podejmowanie na własną rękę praktycznych działań rewolucyjnych wymierzonych w istniejący porządek ucieleśniany przez konkretne^ instytucje, obiekty, prawa czy osoby. Stanowił atrakcyjną alternatywę dla działalności politycznej, w jakiej ugrzęźli inni aktywiści lewicy, łudząc ludzi, zmęczonych własną bezczynnością i niemocą, szansą praktycznej, pożytecznej działalności przybliżającej 'spełnienie ich ideałów. Bardzo szybko zaczęto go utożsamiać ze stosowaniem terroru. Spowodowane to było splotem rozmaitych czynników, wśród których największą rolę odegrały:

— fascynacja niedawno odkrytym dynamitem, uchodzącym za środek z samej swej natury

rewolucyjny („uniwersalny zrównywaczy"), uosabiający potęgę nauki zaprzęgniętej w służbie

ludzkości ;

— zaraźliwy przykład Narodnej Woli, której heroiczne czyny i legendę upowszechnił na Zachodzie Stepniak-Krawczyński;

— rywalizacja z ruchem socjalistycznym i pragnienie wyraźnego zaznaczenia własnej

odrębności; wzrastająca frustracja spowodowana nieskutecznością dotychczasowej taktyki i nasilającymi się represjami, a także biernością wymuszoną przez wyrzeczenie się działalności politycznej.

Wydaje się również, że całkowite zdanie się na inicjatywę jednostek sprzyjać musiało szczególnie osobom kierującym się motywem zemsty lub marzącym o wymierzeniu sprawiedliwości na własną rękę. Wszystko to razem prowadziło niekiedy do rozkręcania spirali przemocy na skutek sprzężenia zwrotnego między natężaniem terroru a skalą represji.

Konieczność ustosunkowania się do kwestii terroru indywidualnego uświadomili sobie anarchiści dopiero w roku 1878, kiedy na przestrzeni sześciu miesięcy odnotowano cztery zamachy na koronowane głowy: zamachy Emilà Hòdela (21 maja) i Eduarda Nobilinga (2 czerwca) na Wilhelma, Juana Olivy Moncasi na Alfonsa XII (25 paźdzfernika) oraz Giovanniego Passanante na Hurnberta I (17 listopada), po którym wybuchły bomby we Florencji i w Pizie. Prześladowania, jakie spadły na „apostołów wolności" w Hiszpanii, we Włoszech i w Niemczech, mimo braku formalnych dowodów ich winy, nie pozostały bez wpływu na stanowisko, które zajęli w późniejszych dyskusjach . Podczas spotkania w Vevey (2 września 1880 r.), poświęconego zagadnieniom taktyki, przyjęto pięciopunktowy program zapowiadający między innymi: „Całkowite zniszczenie obecnych instytucji przy użyciu siły" oraz „przeniesienie działania na teren nielegalny jako jedyną drogę wiodącą do rewolucji". Ponadto zalecono wszystkim studiowanie nauk technicznych i chemii z myślą o ich zastosowaniu dla własnych celów. Jeszcze ostrzej zabrzmiały zalecenia Kropotkina, który — wbrew przypisywanej mu niekiedy łagodności — oczekiwał od towarzyszy „permanentnej rewolty za pomocą słowa, druku, sztyletu, strzelby, dynamitu", albowiem — jak pisał— „wszystko co nielegalne, jest dla nas dobre". Emile Pouget, czołowy anarchosyndykalista francuski, na początku XX stulecia nawoływał wprost do podpalania koszar i zabijania oficerów .

Nowe tendencje uwidoczniły się dobitnie w lipcu 1881 r. podczas obrad kongresu londyńskiego,, którego uczestnicy zafascynowani byli pojedynkiem rewolucjonistów rosyjskich z caratem. Pod wrażeniem niedawnego skutecznego zamachu na życie Aleksandra II zaakceptowano tam w całej rozciągłości ustalenia z Vevey. Dyskusja ogniskująca się wokół zagadnień moralności rewolucyjnej i terroru wykazała, że ogromna większość zgromadzonych opowiada się za walką „wszelkimi dostępnymi środkami" i uznaje przemoc jako czynnik nieuchronny, a nawet konieczny dla stworzenia „prawdziwej moralności". Spór dotyczył jedynie ekstremalnych metod działania. Można zatem pokusić się o wniosek, że poważnemu osłabieniu i rozproszeniu ruchu anarchistycznego towarzyszyła znaczna radykalizacja postaw i czynów, i że było to — wbrew spotykanym niekiedy opiniom — zjawisko obiektywne, niezależne od działalności agentów policji starających się zepchnąć „partię wolności" na pozycje skrajne, skompromitować jej program i czyny. Nie był z pewnością prowokatorem Johann Most (1846-1906), niemiecki introligator/który po usunięciu go pod koniec lat siedemdziesiątych z szeregów SPD, przedzierzgnął się w zagorzałego anarchistę, wydawca „Die Freiheit", otwarcie nawołującej do zamachów bombowych czy powszechnego uzbrojenia robotników, piewca indywidualnego buntu. Wydany przezeń w połowie lat osiemdziesiątych podręcznik Revolutionäre Kriegswissenschaft uczył jak wyrabiać dynamit, atrament, sympatyczny, „samozapalający się płyn do podpalania pomieszczeń", zatrute kule i sztylety itp., stanowiąc źródło informacji oraz inspiracji dla wielu praktyków „czynu indywidualnego", którzy nie zdawali sobie zapewne sprawy, że jego autor niedługo później odżegnał się od zamachów bombowych . Ewolucja tego rodzaju była wówczas udziałem wielu działaczy.

Wystarczy przypomnieć, że Jean Grave, który potępił jednoznacznie zamachy epoki Ravachola, dziesięć lat wcześniej sam zajmował się produkcją rtęci do bomb z myślą o wysadzeniu w powietrze Pałacu Burbonow, budynku Prefektury. Policji, bądź całej ulicy St. Jacques w Paryżu. Kult przemocy początków lat osiemdziesiątych, wyrażający się zresztą bardziej w słowach niż w czynach, miał charakter powszechnej, epidemicznej gorączki, której trwałym śladem są dziś jedynie drapieżne, szokujące nazwy, czy przydomki oraz fantastyczne, nigdy nie zrealizowane projekty. Trwał jednak dostatecznie długo na to, by do anarchistów przylgnęła raz na zawsze etykietka szaleńców i terrorystów.

Zgodnie z zaleceniami kongresu londyńskiego na łamach anarchistycznych czasopism, zwłaszcza

francuskich i niemieckich, pojawiły się w latach osiemdziesiątych teksty instruktażowe adresowane do adeptów „chemii użytkowej", niekiedy całe rubryki o charakterze kącików porad praktycznych, gdzie zaszyfrowani cyframi czytelnicy znajdowali fachowe odpowiedzi na konkretne pytania. Lyońska „La Lutte" inaugurując rubrykę, którą nazwała eufemistycznie „produkty antyburżuazyjne", obiecywała prezentację „najbardziej znanych, najłatwiejszych do obsługiwania i przygotowania środków

zapalających oraz wybuchowych, jednym słowem najużyteczniejszych [

o produktach niezbędnych, a zarazem nieznanych jeszcze wielu obywatelom. Przyszła walka wymaga,

Nadszedł czas okazania burżuazji, że jesteśmy

zdecydowani osiągnąć to, czego pragniemy". Popularna broszura szkoleniowa Indicateur Anarchiste zredagowana była tak przystępnie, by korzystać z niej mogły nawet dzieci. Prócz „przepisów" na „zielony proch", nitrobenzen, „ognie feniańskie", czy szczególnie rekomendowane bomby kuliste, których odłamki rozlatują się we wszystkich kierunkach, zawierała przydatne informacje o tym, gdzie można najtaniej kupić poszczególne składniki. Nie brakowało, rzecz jasna, wskazówek dotyczących użytkowania. Autorzy wydawnictwa zalecali stosowanie trucizny przeciwko wojsku i burżujom, zwracali uwagę, że gaz „potrafi wysadzić w powietrze prawie całą dzielnicę" i ,,może oddać sprawie ogromne usługi" postulowali rewolucyjną taktykę, która sprowadzać się miała do burzenia kościołów (nie wyłączając Notre Dame i innych katedr gotyckich), więzień, koszar, oraz budynków administracyjnych. Aprobata dla tego rodzaju programów zdaje się wskazywać na istotną zmianę w

by każdy stał się po trochu chemikiem [

Będziemy mówić jedynie

].

]

sposobie rozumienia czynu indywidualnego. Przestaje być teraz symbolicznym gestem o propagandowym wydźwięku. Od tej pory traktowany jest jako zwykły akt wojenny, epizod wojny wypowiedzianej istniejącemu porządkowi.

Na skutki tej nowej taktyki, nie trzeba było długo Czekać. Poczynając od roku 1882 we Francji, Hiszpanii, Austrii i Niemczech mnożą się informacje o terrorystycznych zamachach bombowych, podpaleniach, gwałtownych strajkach połączonych z przelewem krwi, zbrojnym oporze stawianym siłom policyjnym. Odpowiedzialnością za te czyny obciążano zazwyczaj anarchistów nawet wówczas gdy, jak w Decazeville, gdzie wyrzucono przez okno zastępcę dyrektora fabryki — Watrina — miały charakter spontanicznych wystąpień masowych. W najlepszym razie nieświadomymi anarchistami byli członkowie tzw: czarnej bandy operującej w latach 1882-1885 w rejonie nasilonych wystąpień robotniczych między Monceau-les-Mines a Creusot, którzy od obalania krzyży i listów z pogróżkami pod adresem brutalnych patronów przeszli, nie bez współudziału policji, do podpaleń i bezpośrednich zamachów z użyciem dynamitu. Nie ulega natomiast wątpliwości libertarna inspiracja zorganizowanej przez legendarną Louise Michel akcji rozbijania piekarń połączonej z darmowym rozdawaniem chleba paryskiej biedocie (1883 r.). Typowa akcja anarchistyczna we Francji była wszakże przedsięwzięciem indywidualnym. Taki charakter miała eksplozja 22 października 1882 r. w sali restauracyjnej lyońskfego teatru Bellecour, przypisana przez policję Antoine'owi Cyvoctowi , próba zabójstwa dra Meyroara przez bezrobotnego tkacza Emilę Florianą, który nie mogąc dopaść znienawidzonego przezeń Gambettyp postanowił zabić pierwszego napotkanego burżuja, czy mord dokonany na przełożonej klasztoru przez ogrodnika Louisa ChavesS, albo czyn Charlesa'Galio, który 5 marca 1886 r. rozlał w gmachu paryskiej Giełdy 200 g kwasu pruskiego, a następnie oddał na ślepo trzy strzały z rewolweru nie raniąc przy tym nikogo. Samotnie działali też przeważnie Pini i Duval — czołowi specjaliści od kradzieży uzasadnionych pobudkami ideowymi, którzy zapoczątkowali w III Republice nurt zwany illegalizmem (działania pozaprawne).

W innych krajach sytuacja wyglądała podobnie. Między rokiem 1882 a 1885 na terenach Cesarstwa

Austro-Węgierskiego oraz Niemieckiego odnotowano cała serię morderstw i zamachów, których autorstwo przypisano wyznawcom zgubnej doktryny absolutnej wolności (zabójstwo Josefa

Merstellingera, właściciela fabryki obuwia w Wiedniu w lipcu 1882 r., zastrzelenie komisarza policji wiedeńskiej Hlubeka — 15 grudnia 1883 r. oraz agenta policji niemieckiej Sióchera — 25 stycznia 1884 r., próba zabójstwa bankiera ze Stuttgartu Heilbronnera — 21 listopada 1883 r., wybuch dynamitu w komisariacie policji we Frankfurcie nad Menem — 29 października 1883 r., zabicie w Strasburgu — 22 października 1883 r. — wartownika Adelsona, ataki na urzędy pocztowe i — najsłynniejsza ze wszystkich — próba zamachu na cesarza Wilhelma I podczas uroczystego odsłonięcia pomnika upamiętniającego bitwę pod Lipskiem i zwycięstwa z roku 1870). Związek z ruchem anarchistycznym bezpośrednich sprawców tych zamachów — Kumicsa, Stellmachera i Kammerera — nie ulega żadnej wątpliwości. Konsekwencje ich czynów były katastrofalne dla aktywistów niemieckiego obszaru językowego. Represje, które nie ominęły nawet Szwajcarii, zmusiły

do emigracji również działaczy o umiarkowanym obliczu. Ruch anarchistyczny w Austro-Węgrzęch i

Niemczech został praktycznie rozbity, do czego w dużym stopniu przyczyniła się tak zwana ustawa antydynamitowa z 9 czerwca 1884 r., która groziła pięcioletnim, więzieniem nie tylko osobom importującym, wyrabiającym, bądź przechowującym materiały' wybuchowe bez zezwolenia policji, lecz także i tym, które nawoływały, do dokonywania zamachów, albo nie uprzedziłyby policji o trwających do nich przygotowaniach.

Nawet w Hiszpanii, odciętej Pirenejami od głównego nurtu ruchu libertarnego, którego centrum

przesunęło się wyraźnie ze Szwajcarii do Francji, i z tego względu reagującej z dużym, opóźnieniem

na wszelkie nowinki teoretyczne czy taktyczne, łata osiemdziesiąte przyniosły znaczne nasilenie

przemocy jako środka. walki. Po kongresie w Sewilli (1882), gdzie zarysował się głęboki podział między reprezentantami rejonów rolniczych i przemysłowych, od Federacji Robotników Regionu Hiszpańskiego oderwała się grupa o nazwie Los Desheredados (Wydziedziczeni) stawiająca na skrytobójstwa i terror ekonomiczny. Wiedli w niej prym winiarze z południowej Andaluzji, zwłaszcza okolic Jerez. Zabójstwa agentów policji oraz jawna pochwała terroru ściągnęły na andaluzyjskich anarchistów potężną falę represji, która doprowadziła nie tylko do rozbicia Wydziedziczonych, lecz także do rzekomego wykrycia potężnej tajnej organizacji noszącej miano La Mano Negra (Czarna Ręka), planującej — jak głosiły władze — wymordowanie wszystkich obszarników i zarządców majątków na obszarze całego regionu. Zeznania torturowanych więźniów oraz wątpliwe dokumenty złożyły się na liczący kilka tysięcy stron druku aktu oskarżenia, na podstawie którego za przynależność do Czarnej Ręki skazano na śmierć kilkanaście osób, w tym siedem — przy użyciu garoty. Nie rozwiało to jednak wątpliwości wokół procesu. Wśród historyków hiszpańskiego anarchizmu do dziś przeważa pogląd, że cała ta sprawa była policyjną mistyfikacją . Podobnie nie wyjaśniono nigdy do końca okoliczności najgłośniejszego bodaj zamachu lat osiemdziesiątych — bomby rzuconej na Haymarket Square w Chicago podczas protestacyjnego mityngu robotników w dniu 4 maja 1886 r., która pozbawiła życia około trzydziestu osób (w tym siedmiu policjantów) i przysporzyła ruchowi pierwszych męczenników. Istnieją bowiem poważne poszlaki wskazujące w tym wypadku na możliwość prowokacji.

Krwawe wydarzenia w Chicago bardziej niż jakiekolwiek inne wydarzenia przyczyniły' się do dyskredytacji i osłabienia ruchu anarchistycznego. Miały jednak i pozytywne następstwa. Teraz' dopiero „pod wpływem wstrząsu, rozpoczyna się dyskusja o terrorze” budzi się krytyczny stosunek do koncepcji czynu indywidualnego, która na kilka lat traci swój magnetyczny urok. Jako pierwsi, odżegnali się od przemocy anarchiści katalońscy, którzy już w październiku 1883 r. na kongresie w Walencji potępili, działania pozaprawne. Wkrótce dołączył do nich Jean Grave, rzucając na .szalę swój cały autorytet. Redagowane przezeń pismo „Le Révolté" wycofywało się stopniowo z bezwarunkowego poparcia dla czynu indywidualnego pod wszelkimi postaciami . Wprawdzie czołowi działacze tej doby w dalszym ciągu bronili słuszności koncepcji Brousse'a, ale czynili to bez dawnego entuzjazmu, bardziej z poczucia solidarności z prześladowanymi i zniesławionymi towarzyszami walki, niż "z wewnętrznego przekonania. Ponowna fala zamachów z lat 1892-1894 postawiła wielu spośród nich przed trudnym wyborem.

Obchody święta majowego zalecone przez II Międzynarodówkę w celu upamiętnienia „męczenników

z Chicago" zaostrzyły napięcia społeczne na początku ostatniej dekady' XIX'.w

Sernicoli w 1891 r. odnotowano 1120 zamachów w Europie i 522 w Ameryce. Ogółem w 1615 eksplozjach straciło życie 20 osób, zaś kilkaset odniosło obrażenia . W tej podminowanej atmosferze rozpoczęła się we Francji istna epidemia zamachów, która wstrząsnęła III Republiką.

Według obliczeń

Dokładny opis dramatycznych wydarzeń pomiędzy 11 marca 1892 r., kiedy wybuchła bomba na bulwarze St Germain'a 24 czerwca 1894 r. — datą zabójstwa prezydenta Carnota przez Santo Caserio — mijałby się chyba z celem. Zresztą, były już one wielokrotnie przedmiotem zainteresowania historyków. Warto natomiast skupić uwagę na ich cechach swoistych, świadczących "o specyfice anarchistycznego terroru. W przeciwieństwie do terroru ekonomicznego — działań przemyślanych, wymierzonych w konkretne osoby za konkretne czyny, inspirowanych chęcią rewindykacji, zemsty czy pragnieniem zastraszenia brutalnych, bądź nieuczciwych właścicieli — terror polityczny miał z reguły symboliczny charakter. Dokonywany zazwyczaj indywidualnie, bez wtajemniczenia innych, nawet członków grup i kółek, z którymi autorzy zamachów byli związani, sprowadzał się do nieskoordynowanych, wyrywkowych czynów dokonywanych często spontanicznie pod wpływem nagłego impulsu. Ofiary terroru politycznego bywały zupełnie przypadkowe. Jeśli głowa państwa lub

szef policji okazywali się niedostępni, zamachowcy zadowalali się zamordowaniem pierwszego

napotkanego „burżuja". Konkretne nazwisko ofiary' by{o im zupełnie, obojętne. Leon-Jules Leauthier — szewc, który 12 listopada 1893 r. usiłował przebić szydłem jednego z gości restauracji przy gmachu Opery (był nim minister serbski M. Georgijević) — oświadczył w sądzie: „uderzając pierwszego wchodzącego burżuja nie uderzyłem niewinnego". Podobne rozumowanie przedstawił w swojej mowie obronnej Emile Henry — najsłynniejszy spośród naśladowców i mścicieli Ravachola. Niema niewinnych — argumentował autor zamachów na komisariat policji i kawiarnie Terminus, zwracając uwagę na czołową odpowiedzialność burżuazji) za krzywdę społeczną" odpowiedzialnością

za czyny jednostek wszystkich anarchistów .

Konkretne nazwiska ofiar były mniej istotne niż samo miejsce akcji: teatry, kawiarnie, opery, gmachy giełdy — obiekty symbolizujące zepsucie oraz pasożytniczy tryb życia klas posiadających — te swoiste sanktuaria burżuazji, zdawały się zwolennikom czynu indywidualnego wymarzonymi terenami działania, nadającymi ich przedsięwzięciom uniwersalną wymowę. Wrogość do tych obiektów stanowiła naturalną konsekwencję moralnego potępienia mieszczaństwa jako klasy. Demolując je, zakłócając ich funkcjonowanie, siejąc strach i spustoszenie dawali publiczny, manifestacyjny wyraz tej wrogości.

Pod względem psychologicznym anarchistyczni zamachowcy, wbrew pozorom, różnili się znacznie od dziewiętnastowiecznych rewolucjonistów rosyjskich, z którymi bywają na ogół zestawiani. W ich postępowaniu trudno dopatrzyć się tak charakterystycznych dla narodników skrupułów etycznych,

wyrzutów sumienia, myśli o świętokradztwie i konieczności samoodkupienia grzechu. Nie poczuwali

się do żadnej winy, toteż bez wahań uciekali z miejsca zamachu, a w śledztwie nie dawali się złamać.

Co więcej, w środowiskach ściśle proletariackich działania tego rodzaju opisywane były niekiedy, charakterystycznym slangiem, jako forma dobrej rozrywki. Celował w tym zwłaszcza słynny „Pere Peinard" Pougeta. Zamachowcy spod znaku Mosta czy Ravachola nie czuli się wykonawcami woli i wyroków ludu. Działali samodzielnie, na własną rękę, choć zależało im, rzecz jasna, na propagandowym wydźwięku ich ,,czynu" wśród mas. Wypada zarazem zwrócić uwagę na jeszcze jedną znamienną różnicę — wśród praktyków czynu indywidualnego, w przeciwieństwie do narodników, nie ma w ogóle kobiet.

Stosunek anarchistów do przemocy był bardzo zróżnicowany na poszczególnych obszarach. Terror fascynował stosunkowo najsilniej ludzi z zacofanych, nieliberalnych krajów o podłożu kultury

łacińskiej, gdzie miał już duże tradycje historyczne (Hiszpania, Włochy, Ameryka Łacińska). Przykład Rosji zdaje się jednak wskazywać, że ważniejsze od gleby katolickiej były konkretne warunki, w jakich ruch egzystował. Niezwykłej żywotności przemocy w anarchizmie hiszpańskim przeciwstawić można jej zupełną nieobecność w ruchu brytyjskim czy szwajcarskim, które nolens volens korzystały

z dobrodziejstw demokracji parlamentarnej. O ile w latach siedemdziesiątych wystąpienia

anarchistyczne koncentrowały się w rejonach wiejskich o silnych tradycjach autonomicznych (Andaluzja, Romania), o tyle w czasach czynu indywidualnego główną areną działania stają się centra przemysłowe i polityczne, miasta takie, jak Barcelona, Paryż i Lyon w Europie Zachodniej, Kijów, Charków czy Białystok — na terenach Cesarstwa Rosyjskiego, Chicago — w USA, Buenos Aires — w Ameryce Południowej.

Stosunek szeregowych anarchistów do przemocy oraz czynu indywidualnego był Chwiejny i niejednoznaczny. Owa ambiwalentna postawa spowodowana była nie tylko sprzecznością między środkami a celami, lecz także koniecznością wyboru między solidarnością grupową a racjonalną strategią działania. Większość z nich początkowo gotowa była zapewne zaakceptować terrorystyczne metody działania, o ile okazałyby się skuteczne. Lecz właśnie nieskuteczność, bardziej niż

jakiekolwiek inne względy, zaciążyła na ostatecznym odwróceniu się od czynu indywidualnego. Dezorientację z lat osiemdziesiątych i początków lat dziewięćdziesiątych powiększały głębokie podziały wśród czołowych autorytetów ruchu. W ich stosunku do przemocy wyróżnić można schematycznie następujące stanowiska:

— pryncypialne odrzucenie przemocy w jakiejkolwiek postaci — za przykładem Tołstoja szli w

pierwszym rzędzie anarchiści chrześcijańscy i mistycyzujący (np. Martin Buber), ale także liczni pacyfiści, anarchiści indywidualni i zwolennicy, życia wspólnotowego w komunach. „Krwiożercza sekta" 'spod znaku czarnej flagi składała się zatem, przynajmniej w 20-25%, z konsekwentnych propagatorów metod non-violence. W anarchizmie angielskim był to nurt zdecydowanie dominujący — odrzucenie przemocy, połączone z usprawiedliwianiem autorów zamachów ze względu na prowadzoną przeciwko nim nagonkę — ta typowa dla lat dziewięćdziesiątych postawa znalazła najpełniejszy wyraz w wypowiedziach Elisée Reclusa i francisco Ferrera. Warunkowa akceptacja przemocy w odniesieniu do spontanicznej rewolucji ludowej połączona z odrzucaniem jej we własnej praktyce życiowej — w tej ogromnej grupie umieścić można postacie tej miary, co Kropotkin, Landauer, Rocker czy Emma Goldman, a także liczne rzesze ich naśladowców — teoretyczne uzasadnianie przemocy połączone z próbami jej praktykowania. Sztandarowymi postaciami tej typowej dla anarchosyndykalistów i nastrojów rewolucyjnych postawy byli Johann Most oraz Aleksander Berkman — zaprzyjaźniony z E. Goldman emigrant z Rosji, autor anarchistycznych podręczników, który spędził kilkanaście lat w amerykańskim więzieniu za próbę zabójstwa finansisty Henry Cricka, odpowiedzialnego za śmiertelne ofiary strajku w stalowniach w Homestead w roku 1892. Powoływanie się na teoretyków anarchizmu przez osoby prowadzące działalność terrorystyczną, wykazujące nierzadko cechy przestępcze (Ravachol, Bonnot, Duval, Pini) — szersze upowszechnienie tej postawy odnotowujemy jedynie we Francji w dziesięcioleciu poprzedzającym wybuch I wojny światowej.

Ten krótki przegląd pozwala dostrzec, jak różnorodne i zmienne, odbiegające od stereotypu, były rzeczywiste stanowiska. Zwolennicy jednoznacznych ocen zdają się zapominać, że nawoływanie do gwałtów, upodobanie do ostrych i brutalnych sformułowań rzadko szło w parze z gotowością do takiego właśnie działania ze strony autorów wypowiedzi.

Ola uzyskania bądź tylko usprawiedliwienia stosowania przemocy sięgano po rozmaite argumenty. Powoływano się na opinie autorytetów tej miary co Bakunin (destrukcja jako siła kreatywna, niezbędna dla stworzenia nowego świata), Sorel (rewolucyjna przemoc umożliwia legitymizację i spójność ruchu), a nawet Reclus (przemoc jest czymś normalnym i pożądanym skoro występuje w przyrodzie). Anarchosyndykaliści widzieli w przemocy swoistą szkołę charakterów — czynnik ułatwiający rozbudzanie mas i podtrzymywanie ich odrębnej tożsamości. Indywidualni zamachowcy traktowali je najczęściej jako akt zemsty albo koniecznej samoobrony ze strony pokrzywdzonych, epizod toczącej się od dawna wojny między światem pracy i światem kapitału. Oponenci we własnych szeregach, których liczba, jak można sądzić, stopniowo rosła, sięgali najchętniej po argumenty natury etycznej i pragmatycznej. Podkreślano, że przemóc jest sprzeczna z, ideałem wolności i jako oręż jest nieskuteczna, a nawet zgubną, że powoduje wzmożenie represji, odbiera poparcie potencjalnych sojuszników i prowadzi do wypaczeń charakterów i stwarza groźbę dyktatury. Na tym tle oryginalnie rysowały się poglądy André Loruiota, który odrzucał przemoc ze względu na jej „nienaukowość".

O klęsce taktyki terrorystycznej zadecydowały w ostatecznym rachunku nie racje rozumowe, lecz twarde realia: skuteczność represji, zepchnięcie konsekwentnych zwolenników czynu indywidualnego na pozycje skrajne, które trudno było odróżnić od zwykłej przestępczości, Wzmożona infiltracja policji posługującej się chętnie prowokacją, brak oczekiwanego poparcia ze strony mas i stopniowa

utrata sympatyków ze zradykalizowanych środowisk mieszczańskich. Chociaż hasło „propagandy czynem" nie zostało nigdy odwołane, zaś ludzie pokroju Ravachola czy Vaillanta czczeni byli nadał powszechnie jako męczennicy ruchu na przełomie stuleci w całej Europie Zachodniej, dostrzec można wyraźnie przesunięcie głównego nurtu aktywności w stronę anarchosyndykalizmu oraz propagandy środkami pokojowymi. Równocześnie wzrasta znacznie liczba zwolenników walki bez użycia przemocy — ludzi sprzeciwiających się płaceniu podatków, służbie wojskowej, bądź udziałowi w wyborach; bojkotujących oficjalne życie polityczne i kulturalne. Taka sytuacja utrzymać się miała aż do wybuchu wojny w roku 1914.

6. Formy i metody anarchistycznej propagandy

Nawet w okresie bezkrytycznej akceptacji propaganda czynem nie stała się jedyną, czy choćby podstawową, formą anarchistycznej aktywności. Radykalne środki rzucające wyzwanie systemowi prawnemu zmuszały przecież do dużej ostrożności także gorących zwolenników tej idei. Toteż była to, w najlepszym razie, forma odświętna, podczas gdy codzienna działalność propagandowa anarchistów nie odbiegała zasadniczo od form rozpowszechnionych w innych ruchach społecznych. Dominowała więc, jak wszędzie, ustna i pisemna propaganda idei, aczkolwiek w samym doborze środków oraz ich wzajemnej proporcji dopatrzyć się można dużej oryginalności. To wszystko, co uchodzić może za cechy swoiste anarchistycznej propagandy — jej zindywidualizowany, osobisty charakter, przewaga form ustnych, widoczna szczególnie w tak zwanej propagandzie wędrownej, eksponowana rola pieśni i piosenek, czy wreszcie koncentracja działań na kilku uprzywilejowanych kierunkach (agitacja antywyborcza, antymilitarystyczna i antyreligijna) — wynika bezpośrednio z ideologiczno-organizacyjnej specyfiki ruchu libertarnego.

W warunkach skrajnej decentralizacji ruchu, przy pełnej autonomii jednostek, agitacja stanowiła

potrzebę wewnętrzną działaczy zaspokajaną najchętniej indywidualnie, bez oglądania się na jakieś zwierzchnie wyspecjalizowane ciała, bądź płynące z góry dyrektywy. Rezolucje kongresów pozostawiały aktywistom w tej kwestii całkowitą swobodę poczynań, z której ci ostatni w całej pełni korzystali.

Owa osobista propaganda sprowadzała się najczęściej do agitacji w niewielkim gronie przyjaciół, sąsiadów, kolegów z pracy lub klientów. Taką postawę reprezentował na przykład głośny w całym Epinal fryzjer Locquier (1866-1944). Za 4 sous — tyle, ile wynosiła cena golenia — odwiedzający jego zakład mogli nadprogramowo wysłuchać okolicznościowej tyrady. Kobiety miały prawo przysłuchiwać się perorom bezpłatnie . W ten sposób, dając upust własnym skłonnościom oratorskim,

najprościej zaspokajano potrzebę aktywności. Ze względu na ograniczony zasięg oddziaływania, ustna agitacja, prowadzona w miejscu pracy czy zamieszkania, była z reguły mniej skuteczna niż tzw. propaganda wędrowna, stosowana szczególnie intensywnie na obszarach wiejskich. Można nawet zaryzykować twierdzenie, że właśnie ta druga forma stanowiła prawdziwą specjalność anarchistów, Decydowało o tym kilka czynników: pokaźny udział przedstawicieli zawodów wędrownych — kolporterów, fotografów, domokrążców, akwizytorów — wśród aktywistów ruchu, nomadyczny tryb życia wymuszony przez prześladowania policyjne, bądź wynikający z własnych upodobań (trimardęurs), a także zaszczepiona przez Bakunina i trudna do wyrugowania wiara w rewolucyjny potencjał mas ludowych. Wszystko to razem sprawiało, że zachodnioeuropejscy antyautorytaryści mieli nie tylko chęci, ale i konkretne możliwości prowadzenia efektywnej akcji propagandowej na obszarach wiejskich. Nie brakowało, im nigdy aktywistów wywodzących się z ludu i posługujących

się na co dzień jego soczystym językiem. Wędrując od gospodarstwa do gospodarstwa, od wsi do wsi,

wszelkimi dostępnymi środkami szerzyli wyzywające, buntownicze hasła anarchizmu — prowokowali

dyskusje, wspierali swoje krasomówcze wystąpienia śpiewem, wierszem i ulotkami, odwoływali się

do

bliskiej chłopom symboliki religijnej — i trzeba przyznać, że na niektórych obszarach, zwłaszcza

w

Hiszpanii, południowej Francji czy w romańskich kantonach Szwajcarii, znajdowali posłuch

nieporównanie łatwiej niż populiści w Rosji. Jean Grave, który nie stronił w młodości od praktycznej

działalności tego rodzaju, wiązał z jej rozprzestrzenieniem siłę Federacji Jurajskiej i odrodzenie anarchizmu we Francji po roku 1880 . Jeszcze w roku 1908, w szczytowej fazie rozwoju tendencji

anarchosyndykalistycznej, miejskiej z samej swej natury, w międzynarodowym organie ruchu mnożą

się głosy o potrzebie wzmocnienia takich właśnie form propagandy. Nie oznacza to bynajmniej, iż nie

dostrzegano słabych stron propagandy wędrownej oraz związanych z nią ograniczeń. Wiedziano, że sprawdza się najlepiej w środowiskach słabo uświadomionych politycznie, że jej oddziaływanie, jak wszelkich form propagandy ustnej w ogóle, jest równie szybkie, co powierzchowne i nietrwałe, że — używając słów Emmy Goldman — „wyrywa ludzi z letargu, ale nie pozostawia trwałego śladu". Z

punktu widzenia aktywistów miała wszakże istotną zaletę, że stwarzała stosunkowo nikłe zagrożenie

dla nich samych; Anonimowy agitator, nie znany okolicznym mieszkańcom, pojawiał się na krótko w

jakimś miejscu, po czym znikał na zawsze.

W porównaniu z propagandą „siedzącą", była to zatem metoda z pewnością bardziej męcząca i

czasochłonna, ale też znacznie bezpieczniejsza.

W miastach łatwiej zauważalne były inne, bardziej tradycyjne odmiany agitacji ustnej wykraczające

poza inicjatywę indywidualną. Organizowano niezliczone dyskusje, „konferencje", odczyty, zaś w okresach kiedy prowadzono nasilone kampanie propagandowe — długiej uroczyste tournées z udziałem prelegentów o głośnych, magnetycznych nazwiskach. Na drugiej półkuli Emma Goldman przemierzała całe Stany Zjednoczone podczas propagandowych objazdów trwających niekiedy po kilka miesięcy. W nieporównanie mniejszej Francji na podobny wyczyn stać było nielicznych aktywistów, których popularność przekraczała granice lokalne. Na wypełnione sale w dowolnym zakątku Francji liczyć mogły praktycznie tylko dwie osoby: gwiazda lat osiemdziesiątych Louise Michel, wsławiona nieugiętą postawą w czasach Komuny Paryskiej i podczas kilkuletniego zesłania w Nowej Kaledonii oraz niezrównany orator Sebastian Faure, lecz niskie ceny kart wstępu nie pozwalały im nawet uczynić cykli odczytowych imprezami naprawdę dochodowymi. Faure, niestrudzony agitator, przygotowywał każdy występ niezwykle starannie, demonstrując profesjonalne podejście do spraw propagandy. Swój udział w imprezach uzależniał od odpowiedniej reklamy oraz dokładnych informacji o środowisku, w którym ma wystąpić. Domagał się przygotowania sal „dużych, wygodnych i , centralnie położonych" . Według sprawozdania opublikowanego w „La Révolte" cykl 40 odczytów Faure'a w okręgu lyońskim we wrześniu 1801 r. zgromadził ponad 27 tysięcy widzów —' przeciętnie 683 osoby na jedno spotkanie, , to jest znacznie więcej niż liczba aktywnych anarchistów w całym kraju podawana w niektórych źródłach urzędowych. Nawet po uwzględnieniu możliwości wielokrotnej obecności tych samych osób na różnych spotkaniach są to liczby imponujące, obrazujące prawdziwe rozmiary fascynacji ideologią libertarną. Umieszczane niekiedy w sprawozdaniach dane o towarzyszącej odczytom sprzedaży broszur, ulotek i manifestów świadczą dowodnie o tym, że anarchiści byli jej w pełni świadomi i zdobywali się na ogromny wysiłek organizacyjny pragnąc zdyskontować maksymalnie swoją nietrwałą popularność. Z opublikowanych przez Bianço zbiorczych zestawień dla okręgu marsylskiego (departament Bouche-du-Rhóne), który uznać można za typowy, wynika, że w latach 1883-1913 odbyły się tam 233 zebrania otwarte anarchistów anonsowane przez prasę lokalną, w tym aż 196 w samej Marsylii, najwięcej — 138 — pomiędzy rokiem 1895 a 1905. W ciągu 29 lat 196 odczytów w Marsylii zgromadziło 107 tysięcy ludzi, co daje przeciętnie 545 osób na jedną „konferencję". 37 odczytów w mniejszych ośrodkach miało 11 tysięcy widzów, czyli średnio po 297 słuchaczy każdorazowo. Jest to liczba oszałamiająco duża jak na francuską prowincję tego okresu. Rzecz jasna, frekwencja wzrastała niepomiernie, gdy na afiszu figurowało nazwisko Sebastiana Faure'a. Jego 39 wystąpień w Marsylii obserwowało 53450 widzów (po 1370 widzów jednorazowo) — tylko o 100 mniej niż liczba publiczności 147 pozostałych odczytów. Bardzo podobnie układały się proporcje na całym obszarze departamentu. Jedenaście płatnych wystąpień Faure'a przyciągnęło łącznie 5 tysięcy słuchaczy, podczas gdy 26 innych imprez tego rodzaju niecałe 6 tysięcy . Liczby te stanowią przekonujące świadectwo ogromnej popularności wydawcy „Le Libertaire", który wyszlifował swoje umiejętności krasomówcze przygotowując się w

młodości do święceń kapłańskich. Żaden z wybitnych anarchistów zachodnioeuropejskich, nie wyłączając Kropotkina czy Malatesty, nie mógł się pod tym względem równać z Sebastianem Faurem.

Tradycyjne formy agitacji ustnej nie wszystkim jednak trafiały do przekonania. Aktywiści obdarzeni gorącym temperamentem preferowali mniej uroczyste, agresywniejsze środki oddziaływania — prowokowali dyskusje w miejscach publicznych, zakłócali zebrania innych organizacji, starali się opanować trybuny i zamienić je w forum propagandowe własnych ideałów. Takie usiłowania- kończyły się niekiedy bójkami na krzesła i taborety z gospodarzami, imprezy. Zdarzało się również, iż sami padali ofiarami podobnych praktyk ze strony swoich konkurentów z obozu lewicy.

Inną, szeroko rozpowszechnioną i przez wszystkich akceptowaną formą propagandy ustnej był śpiew. Anarchiści z wielkim upodobaniem prezentowali w miejscach publicznych pieśni i piosenki o treściach rewolucyjnych doskonale zdając sobie sprawę z ich nośności. Piosenka potrafiła integrować ludzi o bardzo zróżnicowanych aspiracjach intelektualnych z łatwością docierała do środowisk, dla których nawet przemówienia okazywały się za trudne: oddziaływała korzystnie nawet na przypadkowych słuchaczy. La Jurassienne ze słowami Charlesa Kellera i muzyką Guilleaume'a stała się czymś w rodzaju nieoficjalnego hymnu Federacji Jurajskiej figurując niezmiennie na pierwszej stronie ,,L'Avant-Garde" Brousse'a, który sam z kolei, dla uczczenia rocznicy Komuny Paryskiej, skomponował w roku 1877 często wykonywaną pieśń Le Drapeau Rouge {Czerwony Sztandar). W latach osiemdziesiątych, kiedy rewolucyjno-internacjonalistyczne hasła przestały wystarczać, pojawiła się moda na teksty pisane ostrzejszym językiem, sławiące środki wybuchowe (La Dynamite) i wypowiadające bezlistosną walkę „głodzącej wszechświat klice" (La Pere Lapurge). Wiele takich utworów krążyło wśród anarchistów hiszpańskich i francuskich. Można je odnaleźć na łamach ówczesnych czasopism albo w specjalnie wydawanych śpiewnikach pieśni rewolucyjnej. Wiele z nich to naśladownictwa, albo wręcz niewolnicze kopie repertuaru socjalistów o lekko zmodyfikowanych tekstach. Dotyczy to na przykład Międzynarodówki wykonywanej z drobnymi zmianami w trzeciej i czwartej zwrotce. Własnym hymnem szczycili się „antypatrioci" oraz reprezentanci niektórych innych tendencji. Jeden z najpłodniejszych twórców piosenek — Charles D'Avray, autor słów i muzyki około osiemdziesięciu utworów wykonywał całe recitale (conférences chantées) złożone z pieśni atakujących przeszłość i teraźniejszość Francji oraz sławiących nadciągającą epokę wolności, miłości i braterstwa .

Równie masową co pieśni, ale zupełnie odmienną formę agitacji stanowiła propaganda wizualna, docierająca nawet do tych środowisk, dla których niedostępne było słowo drukowane. Składały się na nią wszelkie formy operujące obrazem — drapieżne, demaskatorskie karykatury, krzyczące plakaty ilustrujące krzywdę proletariatu rozlepiane nocami na murach miast, „rewolucyjne grawiury" sprzedawane osobno lub jako specjalne dodatki do libertarnych wydawnictw mających ambicje artystyczne — stojące skądinąd często na wysokim poziomie profesjonalnym — a także niezwykle popularne portrety „świętych" i „męczenników" ruchu. Praktycznie w całej Europie Zachodniej, (z pewnym ograniczeniem dotyczącym Niemiec) można było bez trudu nabyć podobizny Bakunina, Ravachola bądź „męczenników z Chicago" i fakt ten zdziałał bodaj więcej dla rozprzestrzenienia się ich kultu niż wszystkie pozostałe środki propagandowe razem wzięte. Dla odmiany nieomal żadnego odzewu nie wywołały nieśmiałe próby wykorzystania dla potrzeb propagandowych najmłodszej ze sztuk wizualnych — kinematografu. Inicjatywa wyszła ze strony anarchosyndykalistów zgrupowanych wokół pisma „La Bataille Syndicaliste". Udało im się pozyskać dla swoich pomysłów czołowe autorytety francuskiego anarchizmu. W lipcu 1913 r. Grave, Faure, Marcel Martinet, Thuillard i Bidamant zawiadomili o utworzeniu Kina Ludowego nastawionego na propagowanie „swobodnej pracy i niezależności robotników". Poczynaniami tego towarzystwa akcyjnego kierował anarchosyndykalista Bidamant. Pod jego kierunkiem nakręcono krótkie filmy rejestrujące sceny ze

strajków oraz nędzę proletariatu (m.in. Zima — przyjemność dla bogatych, strapienie — dla ubogich). Wyświetlano je na specjalnych seansach Uniwersytetów Ludowych i na zebraniach rewolucyjnych syndykalistów — z dość miernym powodzeniem. Okazało się, wbrew oczekiwaniom, że masy bynajmniej nie garną się do oglądania prawd oczywistych i na dodatek nieudolnie przedstawianych. O zainteresowaniu taką problematyką oficjalnych dystrybutorów nie mogło być w ogóle mowy. Ostatecznie Kino Ludowe zmarło śmiercią naturalną z chwilą wybuchu wojny. Ostatniego filmu — scen z pogrzebu Jauresa — nie zdążono już wyświetlić. Poza Francją prób tego rodzaju w ogóle nie podejmowano. Stanowiły one zresztą w tej epoce spory ewenement na skalę całej lewicy, dowodząc pośrednio żywego zainteresowania anarchistów nowinkami technicznymi.

W przeciwieństwie do klienteli oficjalnych partii lewicy, ludzie spod znaku czarnego sztandaru unikali ze względu na szczupłość sił własnych manifestacji ulicznych. Wyjątek czyniono jedynie dla manifestacyjnych pogrzebów czołowych osobistości ruchu oraz bardzo nielicznych akcji solidarnościowych zainicjowanych i kierowanych przez nich samych. Za trumną Louise Michel zmarłej w Marsylii 10 stycznia 1905 r. podczas kolejnego cyklu odczytów, posuwało się blisko 100 tysięcy ludzi. Daleko mniejsze tłumy gromadziły się podczas wieców biorących w obronę torturowanych Katalończyków z więzienia Montjuich pod Barceloną (1896 n), potępiających egzekucję Francisco Ferrera (1909 r.), wyrażających poparcie dla rewolucji rosyjskiej 1905 r., aczkolwiek były to imprezy o dużym rozgłosie i ze wszech miar udane. O aktywności propagandowej anarchistów decydowały wszakże nie te jednorazowe akcje, lecz powtarzające się cyklicznie obchody pierwszomajowe (z reguły mniej okazałe niż u socjalistów), kampanie zwalczające udział w wyborach czy pobór, oraz działania protestacyjne związane z procesjami towarzyszy walki. Życie poszczególnych grup pulsowało w wyznaczonym przez nie rytmie, to odradzając się, to zanikając.

Udanym pociągnięciem propagandowym była prowadzona przez anarchistów francuskich w latach osiemdziesiątych kampania na rzecz darmowego rozdawania chleba wśród najuboższych, która zjednała im na długie lata sympatię „ulicy". Agitacja ustna wiodła w tym wypadku wprost do „czynu", albowiem manifestacje kończyły się z reguły rozbijaniem pobliskiej piekarni. Uparcie, choć bez większego powodzenia, lansowano w całej Europie ideę bojkotu ekonomicznego najbardziej znienawidzonych pracodawców. Próbowano także bojkotu o charakterze politycznym. Libértame czasopisma zachęcały czytelników do demonstracyjnego nieprzestrzegania świąt państwowych i kościelnych, a także wszelkich uroczystości oficjalnych. Liczono, nie bez racji, że taka wyzywająca postawa powinna się przyczynić do wyrwania mas z apatii; zasięg bojkotu okazał się jednak zbyt mały. Postawa osobista oddziaływała w bardzo niewielkim kręgu osób najbliższych. Dla kształtowania się postaw ogółu nie miała żadnego znaczenia. Niemniej jednak anarchiści nie rezygnowali nigdy z tego środka agitacji. Chętnie odwoływał się doń na przykład Kropotkin, który do końca pobytu w Anglii szokował gospodarzy odmową spełnienia zwyczajowego toastu za zdrowie królowej189. Podobnie zachowywał się Reclus w brukselskim i paryskim środowisku naukowym.

Wymienione powyżej formy nie wyczerpywały naturalnie możliwości oddziaływania na otoczenie. Wyraźnych funkcji agitacyjnych dopatrzyć się można przykładowo w nazwach grup i pism anarchistycznych. Te niebanalne, mocne i wyraziste tytuły czy określenia wyróżniały się spośród innych wyjątkową sugestywnością. Obiecywały coś więcej niż nazwy innych organizacji lewicowych; przyciągały ludzi, dla których ideologiczne subtelności bywały zbyt zawiłe. W sytuacjach wyboru okazywały się nierzadko dla ludzi młodych i zdeterminowanych argumentem decydującym. Sformułowania w rodzaju „wolność albo śmierć", czy też „mściciele z Fontainebleau" brzmiały w ich uszach nieskończenie lepiej niż prozaiczny termin „partia socjalistyczna".

Uwzględniając słabość organizacyjną ruchu oraz jego niewielką, choć zmienną liczebność, wypada wysoko ocenić poziom i skuteczność towarzyszącej mu propagandy. To ona sprawiała, iż przez długie lata wyolbrzymiano płynące z jego strony zagrożenie, ona też zapewniała mu w najtrudniejszych okresach sympatię środowisk intelektualnych i artystycznych umożliwiającą przetrwanie. Pomysłowość, odwaga, upór i energia agitatorów nie szły w każdym razie na marne. Decydowała o tym w dużym stopniu nie tylko rozmaitość form, lecz także zaawansowana technika pracy agitacyjnej — podział zadań w łonie całego ruchu i jego poszczególnych komórek, specjalizacja w określonych zagadnieniach oraz, nade wszystko, zróżnicowane wybiórcze oddziaływanie na wytypowane odłamy społeczeństwa. Ustne bądź pisemne wypowiedzi, jak również czyny o propagandowym posmaku miały zazwyczaj wyraźnego adresata; rzadko zwracały się do społeczeństwa jako całości. Agitacja anarchistów koncentrowała się na grupach, po których spodziewali się największego poparcia. Zwracano się w pierwszym rzędzie do. chłopów, bezrobotnych, robotników i młodzieży, dbając o dostosowanie języka przekazu do mentalności odbiorców. Nieprzypadkowo broszura Kropotkina Jeunes Gens (Do młodzieży — polski przekład — J. Zgroza, Londyn 1897) opublikowana po raz pierwszy w Genewie w roku 1881 należy po dzień dzisiejszy do najczęściej, tłumaczonych i wydawanych tekstów libertarnych. Ponadto wyspecjalizowaną propagandę kierowano również pod adresem grup takich, jak kobiety, rekruci, członkowie partii socjalistycznych. W ogólnej strategii działania nie odgrywała ona jednak istotnej roli ze względu na brak wiary w możliwość ich masowego „nawrócenia".

7. Propaganda drukiem — prasa i wydawnictwa anarchistyczne

Najpóźniej w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku słowo pisane stało się podstawowym środkiem rozpowszechniania ideologii anarchistycznej, nawet na tych obszarach, gdzie analfabeci wciąż jeszcze nie należeli do rzadkości (Hiszpania, Rosja, południowe Włochy). Sporządzona przez Nettlaua w roku 1897 bibliografia druków anarchistycznych odnotowuje lawinowy przyrost wydawnictw tego rodzaju na całym świecie po roku 1880. Świadczą o tym wymownie proporcje liczbowe — aż 27 spośród 40 rozdziałów bibliografii ujmuje publikacje z ostatnich szesnastu lat, podczas gdy kilkaset wcześniejszych lat propagandy ideałów wolnościowych mieści się bez reszty w pierwszych 13 rozdziałach. Do bardzo podobnych wniosków prowadzi analiza łącznych nakładów czasopism lub książek. W prawie wszystkich krajach, dla których dysponujemy przynajmniej cząstkowymi danymi, można odnotować wyraźny i trwały przyrost liczby czytelników na początku ostatniej dekady XIX w. Materiał dowodowy w głośnych procesach anarchistów tej doby opiera się w mniejszym niż dotąd stopniu na zeznaniach świadków, w większym natomiast — na materiałach rękopiśmiennych i drukowanych. Symptomatyczne dla zachodzących wówczas zmian jest przeobrażenie się wybitnych ludzi „czynu" w niemniej wybitnych agitatorów posługujących się piórem bądź maszyną do pisania (Grave, Malatesta). Spadkowi zainteresowania praktyczną działalnością rewolucyjną towarzyszył wzrost aktywności intelektualnej, wzmożony obieg informacji i poglądów, zarówno wewnątrz ruchu, jak i w kontaktach ze "światem, zewnętrznym.

Anarchiści z przełomu wieków stosowali różnorodne formy agitacji pisemnej, w tym także i takie, które nie wymagały posługiwania się drukiem. Niewątpliwie propagandową wymowę miały 'na przykład listy głośnych osobistości ruchu pisane od razu z myślą o ich szerokim upowszechnieniu przez adresatów w kręgu znajomych. W archiwalnych spuściznach odnaleźć można również między innymi listy z pogróżkami pod adresem bezwzględnych fabrykantów oraz sporządzane odręcznie kopie manifestów poszczególnych grup. Pod względem ilościowym górują jednak zdecydowanie materiały drukowane. Ich repertuar jest niezwykle zróżnicowany i obejmuje z jednej strony drobne ulotki, plakaty, afisze i manifesty, z drugiej zaś — czasopisma i książki o dużym ciężarze gatunkowym, a także okazjonalne broszury, almanachy i kalendarze. Sporządzona przez Jeana Maitrona bibliografia broszur anarchistycznych w języku francuskim sprzed I wojny światowej, licząca blisko 1000 pozycji na 70 stronach druku, uwzględnia zaledwie 65 publikacji z lat 1880-1888. Skokowy wzrost liczby wydawnictw nastąpił dopiero w rocznicowym roku 1889. Od tej pory — jak słusznie podkreśla Dubois — ambicją każdej czynnej grupy staje się posiadanie własnych wydawnictw; jeśli nie pisma, to przynajmniej broszur lub ulotek.

Środki stosowane dla przyciągnięcia uwagi czytelników nie były zbyt wymyślne. Krwisto-czerwone, rzadziej czarne okładki z daleka sygnalizowały jakich treści należy się między nimi spodziewać. Wprawdzie kolor czerwony upodobały sobie również inne organizacje lewicowe, ale ewentualne wątpliwości rozwiewały się na ogół przy pierwszym spojrzeniu na kartę tytułową. Poza samym tytułem elementami znaczącymi były także ozdobniki graficzne oraz nazwy i adresy drukarni — bardzo często, z powodów konspiracyjnych, fałszywe lub wręcz zmyślone. Wydawnictwa adresowane do chłopów pisane były na ogół prostym językiem przy użyciu dużej czcionki ułatwiającej czytanie osobom słabo wprawionym w tej czynności. Druki ulotne wyróżniały się nieodmiennie wielkimi krzyczącymi tytułami oraz ostrością sformułowań. Ze względu na ogromne nakłady, dochodzące nawet do 100000 egzemplarzy, miały, naturalnie, największy zasięg oddziaływania. Rozlepiano je

nocą na murach miast bądź rozrzucano w miejscach publicznych — na dworcach, w kawiarniach, warsztatach itp. Większość ulotek i manifestów o dużych nakładach drukowano w Anglii, Szwajcarii lub Belgii i stamtąd przerzucano je do innych krajów europejskich. Fakt ten starano się zataić, aby nie narażać niepotrzebnie aktywistów. We Francji na przykład art. 14 prawa prasowego z 29 lipca 1888 r. oraz art. 463 kodeksu karnego pozwalał wymierzyć grzywnę od 50 do 500 franków osobom rozpowszechniającym zagraniczne afisze bez zezwolenia policji196. Nie było natomiast, na co skarżyli się prefekci, prewencyjnej cenzury w stosunku do analogicznych druków wydawanych we Francji, toteż w interesie anarchistów należało ukrywanie zagranicznej proweniencji takich wydawnictw. W Niemczech, dla odmiany, nie stosowano żadnego rozróżnienia — samo posiadanie podburzających ulotek groziło więzieniem. Surowość praw w wilhelmińskim Cesarstwie okazuje się jednak względną w porównaniu z praktyką Cesarstwa Rosyjskiego, gdzie w latach 1905-1907 (sądy wojenne) odnotowano kilkadziesiąt wyroków śmierci za identyczne przestępstwa.

Za pierwsze anarchistyczne czasopismo uchodzi wydawany w Cincinatti przez Josiaha Warrena od roku 1833 czterostronicowy tygodnik małego formatu o nazwie ,,Peaceful Revolution". W Europie, pisma tego rodzaju pojawiły się. dopiero w końcu roku 1868, najpierw w Szwajcarii i we Włoszech („L'Eguaglianza" — organ neapolitańskiej sekcji Międzynarodówki kierowanej przez Carlo Gambuzzi i Alberto Tucei, młodych prawników zapatrzonych w Bakunina — listopad 1868 — luty 1869), nieco później w Hiszpanii („La Federación" — Barcelona 1869-1972 oraz ,.Solidaridad" — Madryt 1870) i Belgii („LMnternationale" — 1869-1873 Verviers), a więc na tych obszarach, gdzie największe sukcesy odnosił Bakunin. W Niemczech ich listę otwiera berliński „Der Kampf" z roku 1879, we Francji — słynna z policyjnej inspiracji paryska „La Revolution Sociale" (1880-1881), choć naturalnie nie wolno zapominać, że libértame periodyki w języku niemieckim i francuskim zakorzeniły się w kantonach szwajcarskich znacznie wcześniej. Wszystkie czołowe organy Federacji Romańskiej czy, nieco później, Jurajskiej były francuskojęzyczne. One też nadawały ton całemu ruchowi anarchistycznemu, praktycznie aż do roku 1879. Po „L'Égalité" (Genewa, grudzień 1868 — grudzień 1869, potem organ marksistowski), „Le Progrès" (Le Locie, grudzień 1868 — kwiecień 1870), gdzie stawiał pierwsze kroki James Guillaume i „La Solidarité" z Neuchâtel (kwiecień 1870 — maj 1871) przyszła kolej na ,,La Révolution Sociale" (Genewa, październik 1871 .— styczeń 1872), słynny ,,Bulletin de la Fédération Jurassienne de L'Association Internationale des Travailleurs" (Sonvilliers— Le Locle—La Chaùx-de-Fonds, 15 lutego 1872 — 25 marca 1878), redagowaną przez Brousse'a ,,L'Avant Garde" (czerwiec 1877 — grudzień 1878, La Chaux-de-Fonds), ,,Le Travailleur" — „rewolucyjny przegląd socjalistyczny" (Genewa, maj 1877 — kwiecień 1878), gdzie publikowali artykuły Nikołaj Żukowski i Elisée Reclus i wreszcie ukazujący się w Genewie od 22 lutego 1879 do 14 marca 1885 r. Kropotkinowski „Le Révolté". Osoby znające tylko język niemiecki mogły sięgnąć po wydawaną w Bernie „Die Arbeiter Zeitung" (1876-1877). Dopiero jednak przemycana z Londynu „Die Freiheit" Mosta oraz redagowana w Wiedniu przez Josepha Peukerta „Das Zukunft" (1879- 1884) przyczyniły się do popularyzacji anarchizmu na niemieckim obszarze językowym.

Samo zestawienie tytułów anarchistycznych periodyków z końca XIX i początku XX w. wygląda na pierwszy rzut oka imponująco, ale składają się nań, w lwiej części, efemerydy oraz pisma lokalne o niewielkich nakładach i jeszcze mniejszym zasięgu. Bardzo nieliczne potrafiły przetrwać choćby kilka lat, zaś takie, które czytane były w całej Europie, bądź przynajmniej osiągnęły zasięg ogólnokrajowy wyliczyć można na palcach obu rąk. Co więcej, są to w ogromnej większości tygodniki i dwutygodniki. Nawet w okresach wzmożonej ekspansji anarchiści zachodnioeuropejscy czuli się zbyt słabi, by ryzykować wydawanie własnego dziennika, który uzupełniłby wachlarz opinii reprezentowanych przez prasę codzienną. Udane przedsięwzięcia tego rodzaju znamy głównie z Ameryki Łacińskiej.

Największym prestiżem spośród czasopism tej doby cieszyły się: we Francji — „La Révolte" (Paryż,

17 września 1887 — 10 marca 1894) i „Les Temps Nouveaux" (Paryż, 4 maja 1895 — 1sierpnia

1914) redagowane przez niestrudzonego Grave'a, „Le Libertaire" (Paryż, 16 listopada 1895 — 22

stycznia 1899 i 20 sierpnia 1899 — 27 czerwca 1914) Sebastiana Faure'a, „Le Père Peinard" (Paryż,

24 lutego 1889 — 21 lutego 1894) Emila Pougeta; w Hiszpanii — „La Revista Blanca" (Barcelona,

1896-1906 i 1922-1936) pod redakcją Federico Uralesa, „La Revista Social" (Barcelona, 1875-1886), organ teoretyczny, którego nakład dochodził do 20 tys. egzemplarzy, „El Productor" (1887-1893), „Tierra y Libertad" (1907-19??) i anarchosyndykalistyczna „La Solidaridad Obrera" (Barcelona, 1907- 1939); we Włoszech — „La Questione Sociale" (Rzym—Buenos Aires, 1883-1889) Malatesty; w Holandii — „Recht voor Allen" (1879-?) Domeli Nieuwenhuisa — niegdyś wziętego pastora juterańskiego, który w ruchu libertarnym stał się czołowym przedstawicielem tendencji pacyfistycznych i etycznych; w Wielkiej Brytanii — „Freedpm" (Londyn, 1886-1927) Charlotty Wilson, jednej z współtwórczyń Towarzystwa Fabiańskiego, „Commonweal" (1885-1893) — dawny organ Socjalistycznej Ligii Williama Morrisa, przechwycony przez anarchistów oraz „Der Arbeiter Fraint" (1891-1914), organ żydowskich anarchistów z londyńskiego East Endu, redagowany od roku 1898 przez Rudolfa Rockera. Duże nakłady, dochodzące nawet do kilkunastu tysięcy egzemplarzy, osiągały niekiedy pisma emigrantów włoskich , rosyjskich, niemieckich czy żydowskich ukazujące się po drugiej stronie Atlantyku. Były to jednak wydawnictwa obliczone na zaspokajanie potrzeb

własnych środowisk rozrzuconych w drobnych skupiskach, na ogromnych obszarach USA, Meksyku, Argentyny i Brazylii. Ich oddziaływanie na Europę, pomijając przemycaną masowo do Niemiec „Die Freiheit", było zgoła minimalne. Na kontynent docierały zaledwie pojedyncze egzemplarze.

Próba charakterystyki poszczególnych czasopism wymagałaby osobnej rozprawy. W samej Francji ukazywało się ich w latach 1868-1914 blisko 300, we Włoszech — około 400, w Hiszpanii zapewne jeszcze więcej . Z konieczności wypada poprzestać na prezentacji tych naprawdę najważniejszych. Z racji chronologicznych pierwszeństwo należy się niewątpliwie „Biuletynowi" Federacji Jurajskiej, tak się bowiem złożyło, iż właśnie temu skromnemu wydawnictwu przypadła w udziale rola głównego rozsadnika anty-autorytarnych ideałów. Początki były niezwykle trudne. Redagowany przez Guillaume'a dwutygodnik pisano ręcznie i następnie powielano techniką litograficzną w mikroskopijnych ilościach. Dopiero po znalezieniu taniej drukarni w Sonvillier przestawiono się na druk (od numeru 5 z 1 maja 1872 r.). W miarę wzrostu popularności „Biuletynu" powiększano jego objętość, format i nakłady. W szczytowym okresie 1875-1877 każdy numer zawierał dwanaście stron mieszczących po trzy kolumny druku. Większość nakładu, liczącego zaledwie 600 egzemplarzy, trafiała do abonentów, z których połowa mieszkała za granicą . Zawartość pisma była zróżnicowana, aczkolwiek wyraźnie przeważały materiały o charakterze informacyjnym i oficjalnym — oświadczenia, sprawozdania, doniesienia o aktywności grup lokalnych i zagranicznych. Sporo było również listów i polemik, stosunkowo niewiele artykułów teoretycznych. Te ostatnie nie były na ogół podpisywane. W przeciwieństwie do Włochów i Hiszpanów działacze z Jury unikali słowa „anarchizm" i określali się najchętniej pojemnym pojęciem „kolektywiści", pragnąc pozyskać dla antyautorytarnej Międzynarodówki jak największą liczbę zwolenników. Chcieli, by „Biuletyn" stanowił forum porozumienia wszystkich, mocno przecież zróżnicowanych, przeciwników tendencji marksistowskiej. Realizację tego zamierzenia utrudniał jednak charakter nadającego ton pismu Jamesa Guillaume'a, osoby apodyktycznej, ostrej w sądach i mało tolerancyjnej dla odmiennych opinii. Za jego to sprawą oficjalny organ Federacji uwikłany był nieustannie w drobne, ale męczące konflikty z innymi ośrodkami. Wolno przypuszczać, że raptowny uwiąd „Biuletynu" w roku 1878 spowodowany odpływem prenumeratorów miał bardziej złożone przyczyny, niż to się zwykło przedstawiać. Obok kryzysu wywołanego napływem tanich fabrycznych wyrobów amerykańskich, wypierających

wytwory rodzimego rzemiosła (zwłaszcza zegarki), istotną rolę odegrać musiały zaostrzające się konflikty wewnętrzne.

„Le Révolté", czasopismo, które położyło największe bodaj zasługi w dziele propagandy anarchizmu na kontynencie europejskim, zapoczątkowało odrodzenie ruchu wolnościowego w regionie Midi i w Południowej Francji, a także przyczyniło się walnie do rozprzestrzenienia poglądów anarchokomunistycznych, powstało z inicjatywy genewskiej sekcji Federacji Jurajskiej, aby zapełnić lukę wytworzoną po zamknięciu pisma ,,L'Avant-Garde" (10 grudnia 1878) oskarżonego o gloryfikowanie zamachów na życie Wilhelma I. Redaktor odpowiedzialny ,,L'Avant-Garde" Paul Brousse znalazł się w więzieniu, mimo iż potępiał „tyranobójstwo" i sprzeciwiał się publikacji inkryminowanych artykułów. W tej sytuacji Kropotkin zaproponował stworzenie nowego pisma, „umiarkowanego w słowach, ale rewolucyjnego w swej istocie", które potrafiłoby przekazywać „złożone kwestie ekonomiczne i historyczne w sposób dostępny dla inteligencji robotników". Kapitał wyjściowy — 13 franków odziedziczonych po poprzednikach, wzbogacony o nieco większą sumę zebraną z darów — z trudem wystarczył na pokrycie kosztów pierwszego, próbnego jeszcze numeru (22 lutego 1879), który przyniósł natychmiastowy sukces. Rozprowadzono trzy razy więcej egzemplarzy niż maksymalne nakłady dotychczasowych periodyków jurajskich. W połowie roku pismo miało już kilkuset abonentów i regularne nakłady po 1500-2000 egzemplarzy. Większość z nich, zgodnie z intencjami redaktorów (Kropotkina, Hertziga i Dumartheraya), trafiała do Francji. Rozsyłano je w zaklejonych kopertach, niczym zwykłą pocztę, aby uniknąć dodatkowych opłat oraz wścibstwa policji. Jednorazowy nakład z połowy lat osiemdziesiątych przekroczył 5 tysięcy, z czego aż 1500 egzemplarzy rozdawano gratisowo. Wcześniej jednak pismo przeżywało bardzo ciężkie chwile. Po artykułach na temat Komuny Paryskiej i „dekompozycji państwa" (nr 3 i 4), wszystkie genewskie drukarnie odmówiły mu dalszej współpracy. Sytuację uratował kredytowy zakup własnej drukarni. W ten sposób narodziła się Imprimerie Jurassienne obsługiwana przez ukraińskiego zecera — Kuźmę, który nie znał nawet języka francuskiego. Niedobory finansowe pokrywano regularnie dochodami ze specjalnie organizowanych loterii.

„La Révolte" ukazywało się w niedziele, dwa razy w miesiącu (od 29 lipca 1885 r. dwutygodnik). Pojedynczy egzemplarz — 4 strony po 3 kolumny druku — kosztował 10 centymów, prenumerata roczna — 2 franki. Podtytuł — ,.organ socjalistyczny" zastąpiony został na krótko w dwóch numerach marcowych z roku 1884 sformułowaniem „organ anarchistyczny", ale od kwietnia na winiecie figurowała już ostateczna formuła — „organ anarchokomunistyczny", trafniej oddająca zasadniczą tendencję pisma. Autorem nieomal wszystkich artykułów był, do chwili uwięzienia go we Francji (proces w Monceau 1882-1883 r.), sam Kropotkin. On też wypracował formułę pisma i jego oryginalny styl, który zjednał mu tysiące czytelników, zarówno w kręgach inteligenckich, jak i w środowiskach robotniczych. Teksty „czerwonego księcia" miały wszystkie walory dobrej popularyzacji. Pisane były językiem prostym, lecz sugestywnym, przemawiającym do wyobraźni odbiorców; odznaczały się wyrazistością i wigorem. W przeciwieństwie do innych anarchistycznych periodyków „Le Révolté" unikało ataków personalnych i drastycznych sformułowań, opisów krzywd i nędzy budzących chęć zemsty. Dominującym tonem był optymizm wynikający z przeświadczenia o nieuchronnym zbliżaniu się rewolucji. Wszystkie fakty potwierdzające taką wizję epoki, były natychmiast skrupulatnie odnotowywane. Dużo było informacji z zagranicy i korespondencji od czytelników. Główną wszakże atrakcję stanowiły niezmiennie artykuły wstępne Kropotkina, które w wydaniach książkowych biły wszelkie rekordy popularności. Teksty z lat 1879-82 stanowią do dziś ozdobę różnorodnych antologii jako przykłady znakomitej propagandy, zaś ich książkowe wydanie — Paroles d'un Révolté z roku 1886 — jeszcze w XIX w. przetłumaczono na czternaście języków. Późniejsze artykuły, które złożyły się na równie sławny tom Zdobycie chleba (1892 r.), stanowią kanoniczny wykład doktryny anarchokomurlistycznej.

Po wyroku skazującym Kropotkina na pięć lat więzienia redakcję pisma objął Jean Grave, szewc z zawodu, jeden z animatorów francuskiego anarchizmu początku lat osiemdziesiątych . Braki wykształcenia, ciężki styl i słabe poczucie humoru nadrabiał Grave niezwykłą wytrwałością i poświęceniem dla sprawy. Redagując samotnie przez trzydzieści lat prestiżowe wydawnictwa libertarne, wyrzec się musiał praktycznie życia prywatnego. Zagracona mansarda przy Ruse Mouffetard, gdzie mieszkał i pracował od chwili wymuszonej przeprowadzki z Genewy do Paryża (kwiecień 1885 r.), obrosła po latach legendą, stając się ulubionym miejscem pielgrzymek dla aktywistów z całej Francji. Autor popularnych w całej Europie broszur propagandowych , jako redaktor „Le Révolté", starał się kontynuować linię zapoczątkowaną przez wielkiego poprzednika, nasycając numery żywą i różnorodną tematyką. Nieco mniej było teraz rozważań teoretycznych, więcej natomiast śmiało podejmowanych kwestii aktualnych takich, jak kolonializm czy stosunek do przemocy.

We wrześniu 1887 r. stojąc przed koniecznością opłacenia wysokiej kary za zorganizowanie loterii bez zgody policji, Grave zdecydował się na fikcyjną likwidację pisma. Miast „Le Révolté" redagował odtąd dwutygodnik „La Révolte", różniący się od poprzedniego nie więcej niż oba tytuły różniły się od siebie. Był to chwyt stosowany nagminnie przez periodyki zagrożone odpowiedzialnością karną po kilkakrotnych ostrzeżeniach ze strony policji. Celowali w tym zwłaszcza anarchiści lyońscy. W ciągu niecałych piętnastu miesięcy (od kwietnia 1883 do czerwca 1884 r.) ich organ „La Lutte" przeżył sześciokrotną zmianę nazwy, nie zmieniając ani na jotę swojego charakteru . Podobnie było z „La Révolte", która zachowała wszystkie dotychczasowe rubryki. Jedyna istotna innowacja polegała na wprowadzeniu regularnego dodatku literackiego. Nic dziwnego, że wśród abonentów pojawiają się wówczas nazwiska Anatola France'a, Stéphane Mallarmé, Edouarda Drumonta czy Maurice Barresa . Tuż przed przymusowym zamknięciem pisma w roku 1894 posiadało ono 1057 prenumeratorów w dwudziestu sześciu krajach, docierając nawet do Gwatemali i na Przylądek Dobrej Nadziei; najwięcej, naturalnie, we Francji (767) i w Stanach Zjednoczonych (62) .

Aż dziewiętnaście lat, dłużej niż jakiekolwiek inne czasopismo anarchistów francuskich, przetrwało ,,Les Temps Nouveaux" — kolejny organ Grave'a. Mimo, iż stopka redakcyjna sugerowała czytelnikom, że mają do czynienia z kontynuacją ,,La Révolté", w rzeczywistości nowy organ różnił się od poprzedniego w kilku istotnych szczegółach. Nie faworyzował już anarchokomunizmu kosztem innych tendencji teoretycznych, a nawet, zgodnie z tytułem akcentujący marsz z duchem czasu, sympatyzował jawnie z krytykowanym uprzednio anarchosyndykalizmem. Stał się tygodnikiem liczącym wraz z rozbudowanym znacznie dodatkiem literackim 8 stron druku. Prawie wszystkie artykuły były teraz podpisywane i autorzy ponosili wyłączną odpowiedzialność za treści w nich zawarte. Do współautorów „Les Temps Nouveaux" należeli między innymi Kropotkin, Elisée Reclus, Warłaam Czerkiezow, P. Delesalle. W nowym piśmie znacznie więcej było tekstów czysto literackich, przedruków oraz materiałów o charakterze statystycznym. Pojawiły się rysunki i ilustracje, zaś od roku 1909 także zdjęcia. Obawiając się utraty niezależności, Grave nie zezwalał na publikowanie płatnych reklam i ogłoszeń, wskutek czego pismo balansowało nieustannie na krawędzi katastrofy finansowej. Fakt, że przetrwało tak długo, mimo iż blisko połowę nakładu (6-8 tys.) rozdawano bezpłatnie, graniczy nieomal z cudem.

Zupełnie odmienny model pisma libertarnego prezentował współczesny ,,La Révolte" — ,,Le Père Peinard" — Emile Pougeta, nawiązujący do tradycji osławionego ,,Père Duchesne" z czasów Wielkiej Rewolucji. Jeśli Grave i Kropotkin przemawiali do robotników językiem klas wykształconych, usiłując podciągnąć ich na wyższy poziom, jak również zjednać anarchizmowi poparcie wpływowych kół uniwersyteckich i artystycznych, Pouget wybrał wariant przeciwstawny. Szewc z okładki jego dwutygodnika zwracał się do czytelników gwarą proletariackich przedmieść Paryża, szydził z

burżuazyjnych aspiracji i terminów. Próżno by szukać na łamach ,,Père Peinard" artykułów teoretycznych czy informacji o ruchu anarchistycznym. Nawet słowo anarchizm nie było tu używane.

Zresztą, nie było takiej potrzeby. Miast pisać o anarchizmie, usiłowano tu realizować go w praktyce. Szesnaście zadrukowanych gęsto stroniczek niedużego formatu, w cenie ,,dwóch krążków" (tzn. centymów) stwarzało sugestywne złudzenie całkowitej odrębności i przeciwstawności świata pracy wobec świata oficjalnego. Służył temu celowi zarówno sam język pisma — dziwna mieszanina autentycznego argotu i rubasznych neologizmów ukutych przez Pougeta na modłę własnych wyobrażeń o proletariackiej mentalności — jak również jego styl i treść. „Refleksje pewnego szew- czyny" odznaczały się nonszalancją i agresywnością, balansowały między ciętym dowcipem a ostrą złośliwością, miały swój własny, łatwo rozpoznawalny ton. Silną stroną czasopisma były artykuły publicystyczne poruszające żywotne kwestie ekonomiczne. Robotnikom zalecano samoobronę wszelkimi dostępnymi środkami. Każdy akt nonkonformizmu wobec istniejącego porządku mógł liczyć na aprobatę redakcji. Dużo miejsca zajmowały w „Le Père Peinard" napływające szerokim strumieniem od czytelników karykatury, wiersze i piosenki. Pouget nie gardził też reklamami czy ogłoszeniami, o ile ich treść nie kolidowała z filozofią pisma. Nakład dochodzący do 8500 egz. rozchodził się najlepiej w dużych ośrodkach przemysłowych . Niewyparzona gęba i agresywne maniery hardego szewca przesądziły o zamknięciu pisma w roku 1894, gdy po zamachach Ravachola i Vaillanta wprowadzono we Francji urzędowy zakaz propagowania anarchizmu. Pouget nie pogodził się jednak z werdyktem. Wyjechał do Londynu, gdzie przez kilka lat jeszcze redagował nową edycję „Le Père Peinard", tym razem w kształcie broszur.

Do drugiej fali anarchistycznych periodyków francuskich należą, obok scharakteryzowanego

uprzednio „Les Temps Nouveaux", tygodniki,.Libertaire" i

pierwotnie, do roku 1901, dwutygodnikiem, a w zamierzeniach redaktora — Sebastiana Faure — leżało nawet przekształcenie go kiedyś w „pismo codzienne dla ludu" . „Le Libertaire" ukazywał się w niedziele; kosztował 10 centymów za cztery strony formatu gazetowego, z których jedna poświęcona była zawsze informacjom z terenu. Faure pozyskał dlań znakomitych współpracowników: Louise Michel, Kropotkina, Reclusa, Czerkiezowa, gwarantujących wysoki poziom artykułów. Mimo wyraźnej sympatii dla anarchokomunizmu, zdobywał się na tolerancję dla innych poglądów. Starał się, by redagowany przezeń organ sprzyjał integracji podzielonego środowiska. Tematyka w nim poruszana była bardzo różnorodna. Pismo nie stroniło od aktualnych kwestii politycznych, którymi żyła Francja, zamieszczało dużo informacji o prześladowanych i szykanach, jakim poddawani są anarchiści, a obok tego solidne artykuły o dziejach ideologii wolnościowej. Specjalizowało się w akcjach solidarnościowych oraz agitacji antyreligijnej. Powodem szczególnej dumy redaktora były wiersze i litografie ukazujące się regularnie na łamach „Le Libertaire", których wysoki poziom zachęcał do lektury nawet ludzi niechętnych anarchizmowi. Wśród prenumeratorów z lat dziewięćdziesiątych znajdujemy na przykład nazwisko Emila Zoli . Liczba sprzedawanych egzemplarzy nie przekroczyła nawet w najlepszym okresie 9 tysięcy. Stały niedobór pieniędzy zmuszony był Faure pokrywać dochodami z wyczerpujących maratonów odczytowych.

Pierwszy z nich był

L'Anarchie".

„L'Anarchie" — „dwutygodnik anarchistów indywidualnych" — ujrzał światło dzienne dopiero w roku 1905. Jego program wyłożony w numerze premierowym sprowadzał się do odrzucenia „libertyzmu" i wypowiedzenia wojny „grzechom, przyzwyczajeniom i przesądom". „Toczymy walkę z jednostkami — z człowiekiem, który głosuje, który zrzesza się w związkach zawodowych, który się żeni" — pisał autor wstępniaka, potępiając zarazem takie pojęcia, jak Bóg, Honor, Ojczyzna, czy Prawo. Realizacja tych założeń uczyniła z ,,L'Anarchie" pismo tyleż oryginalne, co dziwaczne.

Tylko tu roztrząsano z powagą kwestię czy człowiek ma prawo podporządkowywać sobie zwierzęta (Han Ryner), albo czy wolno-myślicielstwo jest religią . Tylko tu atakowano „przesądy kulinar-ne", potępiano kult zmarłych, wypowiadano szumnie „wojnę tabace". Nie mogło być zresztą inaczej w czasopiśmie, które z założenia grupowało autorów o silnych, nonkonformistycznych osobowościach. Kolejni redaktorzy — Lorulot, Libertad, Armand — nasycali je swoimi prywatnymi sympatiami i idiosynkrazjami. Inną specjalnością pisma były ostre, nie przebierające w słowach polemiki i to zarówno we własnym gronie, jak i w stosunku do przedstawicieli odmiennych, nieindywidualistycznych tendencji. Eksperci z paryskiej policji do końca wypowiadali się o „L'Anarchie" z respektem, podkreślając niezwykłą żywotność tego periodyku. Niektórzy uważali go nawet za najbardziej niebezpieczny spośród wszystkich ukazujących się wówczas we Francji. Ci, którzy byli tego zdania, nie wiedzieli zapewne o poważnych kłopotach finansowych, jakie przeżywał w ostatnich latach istnienia. Pomimo względnie wysokiej liczby prenumeratorów (ponad 1000 w 1914 r.), niskie wskaźniki sprzedaży utrudniały osiągnięcie stabilizacji. Do każdego numeru dokładano' tuż przed wojną po 45 franków .

Spośród pism niefrancuskojęzycznych największy rozgłos osiągnęła bez wątpienia katalońska „La Revista Blanca" pod redakcją Juana Montseny (Federico Uralesa), ojca Federiki Montseny — najwybitniejszej przedstawicielki hiszpańskiego anarchosyndykalizmu lat dwudziestych i trzydziestych naszego wieku. Redagowany ze znawstwem barceloński dwutygodnik zdołał pozyskać dla siebie świetne i fachowe pióra, toteż stał się szybko czołowym organem teoretycznym, rozchwytywanym nie tylko w Hiszpanii, lecz także w Ameryce Łacińskiej, Portugalii, Włoszech, a nawet i Francji. Montseny, wierny swojej zasadzie „anarchizmu bezprzymiotnikowego" starał się nie faworyzować żadnego kierunku. Na łamach „La Revista Blanca" publikowali artykuły wszyscy czołowi działacze hiszpańscy i zagraniczni. Tu spierano się o kolektywizm, ogłaszano listy otwarte, publikowano wspomnienia. Rubryka nekrologów z obu serii „La Revista Blanca" stanowi dziś znakomity materiał dokumentacyjny dla historyków ruchu. Ze względu na dużą renomę czasopisma, wykraczającą poza środowiska anarchistyczne, chętnie ogłaszali tu artykuły nawet ludzie dalecy od tych środowisk — naukowcy, literaci, inżynierowie, studenci. Nakład przekraczał 8 tysięcy egzemplarzy 223, ale rzeczywista liczba czytelników była z pewnością znacznie większa. Każdy egzemplarz czytany był przez wiele osób.

„Die Freiheit", ostatnie z głośnych czasopism anarchistycznych sprzed I wojny światowej, zawdzięczało swą sławę nie tyle wysokiemu poziomowi, co burzliwej historii, długowieczności i przede wszystkim legendzie niezwykłego radykalizmu. Przez 27 lat to typowe pismo emigracyjne z niezwykłą konsekwencją forsowało granice Cesarstwa Niemieckiego, starając się natchnąć duchem buntu posłusznych obywateli wilhelmińskiego państwa. Jako organ socjaldemokratyczny „Die Freiheit" domagała się rezygnacji z legalnych form walki, jako periodyk anarchistyczny głosiła konieczność uzbrojenia ludu, opowiadała się za terrorem upatrując w nim najskuteczniejszy środek walki z burżuazją. Jawna pochwała zamachów zmusiła Mosta, po opuszczeniu liberalnej Anglii i po nieudanych próbach usadowienia się w Szwajcarii, do wyboru Stanów Zjednoczonych — jedynego kraju, który tolerował jeszcze artykuły instruktażowe o produkcji dynamitu. Redagujący „Die Freiheit" od pierwszego do ostatniego numeru Johann Most, obdarzony nieprzeciętnym temperamentem oraz iście niemiecką, gotycką wyobraźnią, był postacią rzucającą się w oczy ze względu na bujną, charakterystyczną brodę maskującą pooperacyjne defekty urody. W USA jego poglądy uległy daleko idącej ewolucji — od fazy blankistowskiej, poprzez kolektywizm i anarchokomunizm, aż po aprobatę anarchosyndykalizmu. Można to bez trudu odczytać z roczników pisma. Bez zmian pozostały w nim tylko napastliwy styl (zwłaszcza w atakach personalnych) i skłonność do idealizowania ciemiężonych. „Die Freiheit" z lat dziewięćdziesiątych, skłócona z wybitnymi postaciami amerykańskiego anarchizmu i odcinająca się energicznie od apologii przemocy,

nie cieszyła się już jednak dawnym powodzeniem. Szczytowy okres przypadł na lata 1881-1885, gdy przy pięciotysięcznym nakładzie 4500 egzemplarzy trafiało do Niemiec i Austro-Węgier. Przemycano je wszelkimi dostępnymi drogami: w gazetach, listach, pociągach, bagażach marynarzy, a nawet w materacach importowanych przez Niemcy. Spośród wszystkich periodyków tej doby wyróżniała się bodaj najlepszym papierem i drukiem.

Czasopisma anarchistyczne miały na ogół krótki żywot, niskie nakłady i słabe podstawy finansowe. Przetrwanie uzależnione było od znalezienia taniej drukarni, stworzenia sprawnej sieci kolportażu (tylko nieliczni kioskarze zgadzali się sprzedawać je otwarcie) oraz, co było bodaj najistotniejsze, od pozyskania możliwie dużej grupy stałych prenumeratorów. Wśród tych ostatnich zdecydowanie przeważali mieszkańcy prowincji, dla których prenumerata stanowiła praktycznie jedyną szansę zapoznania się z treścią pism. Nawet te periodyki, które ukazywały się legalnie, narażone były na rozmaite szykany. Musiały walczyć o prawo sprzedaży w księgarniach i chronić się przed częstymi konfiskatami. W omijaniu zakazów cenzury okazywały często niezwykłą wynalazczość. Miast pisać wprost, iż życzą sobie szybkiej śmierci króla Hiszpanii Alfonsa, czy premiera Francji Aristide Brianda, wygodniej było „przewidywać" takie wydarzenia w prognozach na rok następny. Miast atakować święto państwowe, wystarczyło by numer z 14 lipca ukazywał się w czarnych obwódkach. Nie mniejszym sprytem popisywali się redaktorzy czasopism walcząc o zwiększenie dochodów. Oprócz wspomnianych już loterii z cennymi nagrodami pochodzącymi z darów otrzymanych od czytelników, organizowano niekiedy „święta gazety", albo wydawano specjalne numery propagandowe z atrakcyjnymi materiałami. W ten sposób, tylnymi drzwiami, wirus komercjalizmu przenikał do anarchistycznych szeregów. Sumy gromadzone z imprez tego rodzaju rzadko kiedy okazywały się wystarczające. Wielu redaktorów całymi latami dopłacało do swoich wydawnictw. Generalnie zauważyć można, że dłuższy okres potrafiły przetrwać tylko te czasopisma, które mniej lub bardziej regularnie otrzymywały darowizny od osób prywatnych, zazwyczaj zachowujących anonimowość.

Mniejszą niż czasopisma, choć również istotną rolę, odgrywały w ruchu libertarnym broszury i książki, wydawane przez większe grupy anarchistyczne, bądź redakcje periodyków. Przeciętny jednorazowy nakład broszury wynosił 10000, zdarzało się jednak, iż dochodził nawet do 100000. Szczególną aktywność wydawniczą przejawiano w okresach przedwyborczych i podczas głośnych procesów wykorzystując wzmożone zainteresowanie opinii publicznej. Ponieważ o koordynacji poczynań nie mogło być mowy, często zdarzało się, że te same pozycje ukazywały się jednocześnie nakładem różnych grup.

Największym powodzeniem cieszyli się w całej Europie Reclus i Grave. Evolution et Revolution Reclusa wydana po raz pierwszy w Genewie w roku 1880 pod egidą „Le Révolté", tylko w XIX w. miała jeszcze pięć dalszych edycji genewskich, jedno wydanie firmowane przez Imprimerie Jurasienne, jedno wydanie paryskie, pięć wydań londyńskich po niemiecku nakładem Anarchistische - Kommunistische Bibliothek oraz dwa w języku angielskim, cztery edycje hiszpańskie, dwie włoskie, jedną argentyńską, a ponadto tłumaczenia rumuńskie, holenderskie i w języku jidysz. W wydawnictwach broszurowych wyspecjalizowały się: w Szwajcarii — wymieniona już Imprimerie Jurassienne, we Francji — paryska grupa ESRI, która przygotowała wiele publikacji na użytek międzynarodowych kongresów oraz wydawnictwo Temps Nouveaux (88 broszur, 44 autorów o łącznym nakładzie 1 294000 egz.), w Londynie — grupa Freedom (seria Freedom Pamphlets). Spośród wydawnictw hiszpańskojęzycznych na uwagę zasługuje dorobek edytorski grupy Los Acratos, działającej w Buenos Aires oraz Escuola Moderan z Barcelony. W publikacjach książkowych bezkonkurencyjny prymat dzierżyło paryskie wydawnictwo P.V. Stocka. W ramach Biblioteki

Socjologicznej Stocka ukazało się kilkadziesiąt tomów prezentujących podstawowe dzieła klasyków anarchokomunizmu.

8. Główne dziedziny anarchistycznej aktywności

Antyparlamentaryzm i absencjonizm polityczny

W praktycznej działalności grup anarchistycznych szczególne miejsce zajmowała agitacja

antywyborcza. To ona pochłaniała najwięcej energii, skupiała na sobie uwagę czytelników,

owocowała największą liczbą publikacji. Tylko ten rodzaj aktywności wspólny był wszystkim grupom różniącym się tak diametralnie charakterem i upodobaniami. Ta wyróżniona pozycja absenteizmu nie była naturalnie sprawą wypadku. Rzecz dotyczyła bowiem newralgicznego punktu anarchistycznej doktryny. Wybory parlamentarne legitymizujące władzę polityczną stwarzały niepowtarzalną okazję

do zamanifestowania swojego stosunku do państwa, jego zasad ustrojowych oraz wynikających z nich

form życia politycznego. Co więcej, stosunek do wyborów był zawsze papierkiem lakmusowym przynależności ideowej wyodrębniając anarchistów od socjalistów i radykałów różnych odcieni. Uzgodnienie zasady bojkotu wyborów konstytuowało grupy i federację anarchistyczne, natomiast

wątpliwości co do słuszności takiego postępowania prowadziły nieuchronnie do zerwania z ruchem.

Za bojkotem życia politycznego z wyborami na czele opowiadali się jednoznacznie wszyscy klasycy

ruchu, poczynając od Godwina. Szczególnie cenna wydaje się w tej kwestii opinia Proudhona który,

jako jedyny, na własnej skórze poznał blaski i nędzę parlamentaryzmu. W Wyznaniach rewolucjonisty

z 1849 r., stanowiących podsumowanie krótkiej kariery deputowanego, podkreśla Proudhon

dezorientację, ignorancję i strach przed ludem jego nominalnych przedstawicieli. Z obserwacji stronnictw parlamehtranych wyciąga wniosek o zbędności uczestnictwa w życiu politycznym . Jego następcy wzbogacą argumentację o nowe wątki: wykażą iluzoryczność i deprawujący charakter rozwiązań demokratycznych, potępią zasadę reprezentacji i samą ideę głosowania zakładającą, iż racja musi być po stronie większości .

Pomimo tak ostrej i jednoznacznej krytyki kwestia stosunku do wyborów budziła wśród anarchistów

nieustające kontrowersje. Raz po raz odżywał spór o to, czy zasada nie mieszania się do rywalizacji politycznej ma charakter bezwzględny — jak głosili „fundamentaliści" — czy też raczej warunkowy i

w zmienionych okolicznościach, na przykład po wprowadzeniu w pełni powszechnego głosowania,

mogłaby zostać zarzucona. Sam Elisée Reclus, aut