Vous êtes sur la page 1sur 48

1

1. P ierwszy Festiwal Obywatela, 2002 r. Na zdjęciu ówczesna redakcja pisma wraz z głównym gościem festiwalu,
Davidem C. Kortenem, autorem pierwszej wydanej przez nas książki – „Świat po kapitalizmie”. Od lewej:
Barbara Bubula, Rafał Górski, David Korten, Maciej Muskat, Olaf Swolkień, Remigiusz Okraska, Szymon Surmacz

2. S potkanie redakcji w jej dawnej łódzkiej siedzibie na ul. Próchnika 1/301. Od lewej:
Szymon Surmacz, Barbara Bubula, Olaf Swolkień, Remigiusz Okraska

Okładka: Zespół przygotowujący imprezę z okazji dziewiątych urodzin „Obywatela” poukładał


na korytarzu wszystkie wydane numery pisma w kolejności chronologicznej

Redakcja: Michał Sobczyk, Remigiusz Okraska Publikacja sfinansowana


Skład: Magda Warszawa ze środków województwa
Selekcja fotografii i podpisy: Szymon Surmacz łódzkiego w ramach realizacji
zadania „Wolna kultura –
Wszystkie fotografie pochodzą z archiwum Stowarzyszenia „Obywatele Obywatelom”
VI Festiwal Obywatela”
Kontakt: „Obywatel”, ul. Więckowskiego 33/126, 90-734 Łódź, tel. 502 554 352, obywatel@obywatel.org.pl
Publikacja objęta jest licencją Creative Commons by-nc-sa/3.0/pl
1

10 lat
służby i przygody
z Remigiuszem Okraską, redaktorem naczelnym
„Obywatela”, rozmawia Michał Juszczak
„Obywatel” ma postać silnie autorską, wiele zupełnie „surowy”; niemal wszystkim, o czym pi-
osób postrzega go przez pryzmat twojej szemy, zajmowałem się już wcześniej. Około 17.
publicystyki oraz wyborów ideowych. roku życia zacząłem angażować się społecznie
w  ruchu ekologicznym, anarchistycznym, póź-
Remigiusz Okraska: Czy ja wiem? Wydaje mi się, niej w kręgach radykalnej lewicy, oczywiście po-
że każdy redaktor naczelny – pomijając „dozor- czątkowo na niewielką skalę, na miarę możliwo-
ców”, przyniesionych w teczce przez biznesowego ści nastolatka z niedużej miejscowości. Natomiast
czy politycznego wydawcę – odciska na gazecie pierwsze czasopisma alternatywne, robione cał-
dość silny ślad, to nie do uniknięcia. Ale rola mo- kowicie oddolnie – głównie ekologiczne i anarchi-
ich redakcyjnych kolegów i sporej części współ- styczne – zacząłem czytać już jako bodaj 14-latek.
pracowników jest istotna. Gdybym redagował Niezależnie od aspektu ideowego, zawsze pocią-
„Obywatela” całkiem sam, wyglądałby on inaczej, gała mnie postawa, by robić coś samemu, nie cze-
oczywiście nie tyle pod względem ideowym, lecz kając, aż ktoś to poda na tacy. Uznaję, że każdy –
w kwestii proporcji tematycznych, formy przeka- z lepszym czy gorszym efektem – może być twór-
zu itp. Byłby też uboższy, jeśli chodzi o dobre po- cą, nie biernym konsumentem. Na podobnej filo-
mysły i ciekawe tematy. zofii opiera się „Obywatel”.

Nie da się jednak ukryć, że miałeś istotny wpływ Pismo zostało założone właśnie przez
na kształtowanie profilu ideowego czasopisma. grupę niezależnych publicystów
i społeczników. Czytelnicy o krótszym
R. O.: „Obywatel” ukazuje się już dziesięć lat, stażu mogą nie znać tej historii.
co stanowi spory kawałek mojego życia; można
powiedzieć, że niemal cały okres personalnego R. O.: Obracając się w  środowisku, które moż-
dojrzewania ideowego zbiegł się w czasie z pracą na by określić jako ekologiczno-lewicująco-anar-
nad pismem. Nie trafiłem oczywiście do redakcji chistyczno-kontrkulturowe, spotykałem siłą
2

rzeczy osoby o podobnych poglądach, z którymi W sposób zupełnie spontaniczny w ciągu kil-
rozmawiałem, wspólnie podejmowaliśmy różne ku lat uformował się krąg ludzi myślących po-
inicjatywy czy choćby wymienialiśmy opinie. To dobnie – dla których ważna była ekologia, którzy
były czasy, mam takie wrażenie, bardziej inten- krytykowali neoliberalny kapitalizm i globaliza-
sywnych kontaktów środowiskowych – ludzie cję, ale także polski model dyskursu publicznego,
nie znający się, albo widzący raz w życiu, pisali polegający na tym, że „Gazeta Wyborcza” pokazy-
do siebie długie listy (wielu z nas nie miało wte- wała palcem, kto może w nim uczestniczyć, a kto
dy nawet telefonów stacjonarnych) poświęcone nie. Drażniła nas intelektualna mizeria polskiej
zagadnieniom ideowym, przejeżdżali pół Polski, sceny politycznej, debaty publicznej, rynku pra-
aby się spotkać itd. sy – choć wówczas to wszystko było o niebo lep-
„Obywatela” stworzyły osoby, które wywodzi- sze niż obecnie.
ły się głównie z ruchu ekologicznego i jego okolic. Ważnym etapem w dojrzewaniu pomysłu na
Różniliśmy się od wielu innych uczestników tego „Obywatela” było skromne pisemko, które nazy-
środowiska przekonaniem, że ochrona przyrody wało się „Punkt Zwrotny” – jeśli dobrze pamię-
to jednak coś niewystarczającego, że nie odpowia- tam, wyszedł tylko numer zerowy, taki zwiastun.
da na wszystkie pytania dotyczące tego, co nam Wśród jego animatorów był m.in. Jarek Tomasie-
się w świecie nie podoba. Coraz mocniej uświada- wicz – popularyzator na gruncie polskim różnych
mialiśmy sobie, że nawet problemów typowo eko- nieszablonowych idei, dość ważna postać w mo-
logicznych nie da się trwale rozwiązać bez sięgnię- im rozwoju ideowym. Wspomniane czasopismo
cia do kwestii politycznych czy kulturowych. Czy- spotkało się z dobrym przyjęciem „w środowisku”,
tając i pisując do „Zielonych Brygad”, „Dzikiego Ży- nie miało jednak żadnego zaplecza organizacyjne-
cia”, a także do gazet anarchistycznych, jak „Mat’ go; brakowało też człowieka, który przekułby ideę
Pariadka”, zaczęliśmy się nawzajem dostrzegać. w długofalowy czyn.

Wątki ekologiczne były dla nas przez wiele lat


pierwszoplanowe. Okładka pisma „Carbusters”,
które było inspiracją dla łódzkiego trzonu zespołu
„Obywatela” do wydawania swojej gazety

Na pierwszym planie Piotr Ciompa, późniejszy stały


współpracownik naszego środowiska i inicjator
Centrum Wspierania Rad Pracowników

Jedno z pierwszych spotkań sympatyków „Obywatela”


w Warszawie, w 2003 r. Na zdjęciu m.in. stali
współpracownicy „Obywatela”: Karol Trammer – redaktor
pisma „Z Biegiem Szyn” i dr Andrzej Zybała, Centrum
Partnerstwa Społecznego „Dialog” im. A. Bączkowskiego
przy Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej

Remigiusz Okraska przegląda próbne wydruki pierwszego


numeru „Obywatela”. Na drugim planie Rafał Górski.
Bielsko-Biała, jesień 2000 r. Fot. Janusz Korbel
3

Drugim czynnikiem, ściśle związanym z ryn- postępu (uznaliśmy, że za niektóre jego formy
kiem prasy, był krótki eksperyment, który nazy- płaci się zbyt wysoką cenę; było to bezpośrednio
wał się „Tygodnik POSTnowożytny”. Był to ukazu- powiązane z  naszymi poglądami ekologiczny-
jący się co dwa tygodnie dodatek do prawicowego mi) oraz niechęć do procesów globalizacji gospo­
tygodnika „Nowe Państwo”, związanego ze śro- darki i przywiązanie do idei państwa narodowego.
dowiskiem Porozumienia Centrum, które znaj- Współczesna lewica porzuciła w dużej mierze tę
dowało się wówczas na marginesie polityki. „No- płaszczyznę identyfikacji, przedkładając „inter-
we Państwo” było wtedy ciekawym tygodnikiem, nacjonalistyczne” mrzonki nad konkretne, istnie-
niewiele miejsca poświęcającym rozgrywkom jące narzędzie obrony warstw plebejskich, jakim
parlamentarno-rządowym i w ogóle „bieżączce”, może być struktura państwa.
natomiast podejmującym tematykę ogólnospo- Inna sprawa, że od tamtego czasu my zacho-
łeczną, mającym wyraźny rys prosocjalny, a za- waliśmy sympatię wobec niektórych aspektów
razem otwartym na zjawiska nie mieszczące się konserwatyzmu „cywilizacyjnego”, natomiast
w prawicowej ortodoksji. Z kolei my, wywodząc straciliśmy partnera do dyskusji po prawej stro-
się głównie ze środowisk kontrkulturowych czy nie sceny politycznej, bo dzisiejszy polski konser-
lewicowych, w toku ewolucji poglądów – każdy watyzm to obsesyjna fiksacja na punkcie zwalcza-
niezależnie – otworzyliśmy się na pewne wątki nia rzekomych spisków gejów i lesbijek „przeciw-
konserwatyzmu. Nie mam tu na myśli sfery oby- ko rodzinie”, podlana sosem chamskiego, bezre-
czajowej czy „dewocyjnej”, bo to nas nigdy zbyt- fleksyjnego liberalizmu gospodarczego.
nio nie interesowało, lecz wymiar ogólnocywili- W każdym razie, zostaliśmy zaproszeni do
zacyjny. Tym, co zbliżyło nas do pewnych wąt- współpracy przez ludzi tworzących ten dodatek.
ków konserwatyzmu, było zakwestionowanie Kiedy bodaj po pół roku redakcja „Nowego Pań-
automatycznie pozytywnej oceny wszelkiego stwa” wycofała się z wydawania „POSTygodnika”,
4

zostaliśmy nawet bez choćby namiastki swoje- Mieli oni chęci i zalążki doświadczenia orga-
go „organu prasowego”. Tymczasem mieliśmy co- nizacyjnego, natomiast nie mieli zaplecza mery-
raz mniejszą ochotę publikować w prasie ruchu torycznego. Z naszą pomocą zrobili dwa nume-
ekologicznego, byliśmy też coraz mniej ortodok- ry „Aktywności Obywatelskiej”: pierwszy „anty-
syjni ideowo, a na rynku prasowym zaczynał się samochodowy”, tzn. o transporcie publicznym
proces „formatowania”: pisma prawicowe chciały w  miastach, drugi zaś krytyczny wobec hiper-
drukować tylko „czystych” prawicowców, lewico- marketów i tego typu ingerencji w tkankę prze-
we – tylko „prawdziwych” lewicowców, zawężano strzenną i kulturowo-ekonomiczną. Dzięki temu
też zakres podejmowanych tematów. dowiedzieliśmy się wszyscy, jak się pismo robi od
strony techniczno-organizacyjnej, ile to kosztuje,
Gazety zaczęły schlebiać „żelaznym elektoratom”, co jest ważne itd. Do tej ekipy dołączyło wkrótce
odeszły natomiast od pozyskiwania dla swoich kilka innych osób, m.in. Maciek Muskat, wówczas
idei nowych ludzi. Dlatego powstał „Obywatel”? publicysta społeczno-ekologiczny, Krzysiek Ry-
tel, piszący ciekawe teksty w prasie ekologicznej,
R. O.: Myśląc w sposób trochę bardziej niesza- Rafał Jakubowski, wydający od lat bardzo orygi-
blonowy, zaczęliśmy mieć problemy ze znalezie- nalne, choć amatorskie w formie pismo o nazwie
niem miejsc do publikacji, a przede wszystkim, „Żaden”. Tak powstał zalążek redakcji „Obywate-
nawet gdy nasze teksty drukowano, widniały la”, skupiający ludzi z Małopolski, Górnego Śląska,
one na prawicowych czy lewicowych łamach Zagłębia Dąbrowskiego, Dolnego Śląska, Łodzi,
obok artykułów lub autorów „ortodoksyjnych”, Warszawy, Poznania i Trójmiasta – byliśmy chyba
co stawiało nas raczej w pozycji dziwaków ide- pierwszą w Polsce wirtualną redakcją… [śmiech]
owych niż pozwalało zaproponować spójną al- Na początku nie myśleliśmy oczywiście, że
ternatywę. Ponieważ wielu z nas było wyznaw- to będzie kwartalnik czy dwumiesięcznik, lecz
cami poglądu, że jeśli chce się coś mieć, trzeba o tym, żeby wydać pierwszy numer. Stwierdzili-
to stworzyć samemu, oddolnie  – postanowili- śmy, że będziemy płacić co miesiąc składki, i gdy
śmy powołać własne pismo, mające stanowić na uzbieramy kwotę wystarczającą na druk w naj-
rynku idei pewną nową jakość. Ten pomysł krą- tańszej drukarni, jaką znaleźliśmy, to ten pierw-
żył już jakiś czas, jego zalążkiem był wspomnia- szy numer wydamy, a później zobaczymy, co dalej.
ny „Punkt Zwrotny”, a w obliczu fiaska tamtego Nie pamiętam już teraz kwot, lecz były one sto-
projektu Olaf Swolkień, aktywista ekologiczny sunkowo duże, zwłaszcza jak na przeciętne zarob-
z Krakowa, w pewnym momencie skontaktował ki; byłem wtedy bezrobotny, jedyne moje dochody
się ze mną i te luźne pomysły skonkretyzował pochodziły z dorywczych zajęć. Przygotowania
w  idei wydawania nowego czasopisma. Odpo- do edycji pierwszego numeru trwały ponad pół
wiedziałem, że bardzo chętnie, on natomiast roku. Po jego wydaniu okazało się, że chyba je-
zgłosił propozycję tytułu: „Obywatel”. Zaczęli- steśmy w stanie wydawać kwartalnik – nakład
śmy wówczas sondować naszych znajomych, czy dość szybko się sprzedał, mimo że rozchodził się
chcieliby takie pismo współtworzyć – odzew był kanałami półprywatnymi, bo z poważnych sieci
całkiem niezły. kolporterskich „Obywatel” był początkowo sprze-
Każdy z nas miał już jakieś doświadczenia na dawany tylko w salonikach prasowych „Ruchu”,
niwie publicystycznej, natomiast nie bardzo wie- których było wówczas niewiele.
dzieliśmy, jak się gazetę robi „od kuchni”, nie mie-
liśmy odpowiedniego „obycia organizacyjnego”. Jakie cele przed sobą postawiliście?
Tak się jednak szczęśliwie złożyło, że Swolkień,
działając w środowisku osób związanych z inicja- R. O.: Po latach pojawia się skłonność do ideali-
tywami krytycznymi wobec rozbudowy sieci au- zowania, patrzenia na wszystko z dzisiejszej per-
tostrad (ze względów ekologicznych), znał ekipę spektywy… Prawda jest jednak taka, że zaczęło
z Łodzi, z którą współpracował na tym gruncie. się bardzo skromnie. Chcieliśmy po prostu mieć
Mowa o Szymonie Surmaczu i Rafale Górskim, własne pismo, które umożliwiałoby poruszanie
którzy akurat dostali pieniądze na dwa numery bardzo szerokiego spektrum tematów, od eko-
lokalnego czasopisma, w ramach jakiejś dotacji logii po politykę i  sprawy kultury  – bez pyta-
dla organizacji pozarządowych. nia kogokolwiek o zdanie czy proszenia o łaskę.
1

2 3

1. P rehistoria: zin „masz śWIADOMOŚĆ…??!” był bezpośrednią


inspiracją do powołania grupy „łódzkiej”, która później stała się
dla „Obywatela”swoistą „maszynownią”; „Prasa krytyczna” – zin
dla rowerzystów, przygotowywany na „masy krytyczne” (gru-
powe przejazdy rowerowe) przez Szymona Surmacza w latach
1998–1999; okładka pierwszego pisma wydawanego przez póź-
niejszy zespół „Obywatela”. W skład redakcji wchodzili m.in. Re-
migiusz Okraska, Olaf Swolkień, Szymon Surmacz, Rafał Górski. Pokaz innych trzech filmów oraz dyskusja z ich reżyserami –
Piotrem Zarębskim, Jerzym Zalewskim i Dariuszem Małeckim –
2. Podczas pierwszego Festiwalu Obywatela zaowocował pomysłem Obywatelskich Konfrontacji Filmowych,
zorganizowaliśmy kiermasz publikacji niezależnych. czyli cyklem pokazów „półkowników” w różnych częściach Polski.
3. Drugi Festiwal Obywatela poświęcony był cenzurze w mediach 4. Cenzura w III RP nie ominęła także prasy. Na zdjęciu Stanisław
po 1989 r. Na zdjęciu Henryk Dederko, reżyser głośnego filmu Remuszko – autor słynnej książki „Gazeta Wyborcza. Początki
dokumentalnego „Witajcie w życiu” o korporacji Amway. i okolice”, która mimo całkowitego przemilczenia przez
Dystrybucja i publiczne pokazy filmu zostały zakazane wyrokiem media (w tym odmowa umieszczenia płatnej reklamy przez
sądowym. Ponieważ wiele osób obecnych na festiwalu bardzo wszystkie najważniejsze czasopisma w Polsce) sprzedała się
chciało zobaczyć ten obraz, reżyser zaprosił ok. 30 uczestników w nakładzie ponad 10 000 egzemplarzy. Głównym źródłem
dyskusji na prywatny pokaz do swojego domu. dystrybucji tej publikacji na Łódź było biuro „Obywatela”.
6

Drugi Festiwal Obywatela, debata o wolności


mediów. Na zdjęciu od lewej: Jacek Zychowicz, Rafał
Ziemkiewicz, Olaf Swolkień, Filip Memches

Dla wyrównania kondycji pomiędzy festiwalami, spora część


zespołu jeździła na rowerach – także w ramach łódzkich
mas krytycznych, przy animowaniu których braliśmy udział
w latach 1996–2001. Zdjęcie po lewej: Bartosz Malinowski,
prezes Obywatelskiego Ruchu Ekologicznego, jeden
z głównych „wojowników dwóch kół”, w późniejszym okresie
koordynator kampanii Europejski Dzień bez Samochodu.
7

Cenię „Obywatela” za to, że próbuje łączyć lewicowość społeczną,


w rozumieniu wrażliwości społecznej i dopuszczenia interwencjonizmu
państwowego w gospodarce, z powściągliwością w sprawach obyczajowych;
taki punkt widzenia jest mi osobiście bliski. Tymczasem ugrupowania
identyfikowane dziś jako lewicowe koncentrują się na sprawach
obyczajowych i mają permisywne podejście do kultury, natomiast
w sprawach gospodarczych czy społecznych są niekonsekwentne, zajmują
mętne stanowisko, nie mają do nich serca. „Obywatel” wypełnia tę niszę.
dr hab. Ryszard Bugaj – ekonomista, polityk lewicowy, doradca ekonomiczny
m.in. podziemnej „Solidarności” oraz prezydenta RP, Lecha Kaczyńskiego

Nie było w tym żadnych szumnych celów, nie odwołania do etosu Sierpnia są na łamach pisma
ma potrzeby mitologizowania tamtych wysił- stale obecne. Interesowały nas też wszelkie de-
ków i zamierzeń. mokratyczne i prospołeczne alternatywy wobec
kapitalizmu, jak spółdzielczość czy samorząd-
Uważacie się za kontynuatora określonej ność robotnicza. Wiesz, pierwszą książkę Abra-
tradycji bądź pioniera na polskim mowskiego przeczytałem w wieku 19 lat…
gruncie jakiegoś nurtu ideowego? Z czasem zaczęliśmy mocniej akcentować zna-
czenie wszystkich tych idei. Mamy bowiem prze-
R. O.: Niemal wszyscy z  nas byli od początku konanie, że to, jacy są ludzie i jak funkcjonuje da-
przekonani, że nie tylko elity mogą tworzyć rze- ne społeczeństwo, wynika także z tego, do czego
czy ważne i wielkie, ale że większość ludzi ma po- się może odwołać, w jakiej atmosferze wyrastają
tencjał, aby zarówno swoim życiem, jak i sprawa- kolejne pokolenia. Tymczasem w Polsce wiele spo-
mi publicznymi zajmować się z dobrym efektem. śród najbardziej wartościowych tradycji zostało
Większości naszej ekipy bliski był radykalny de- brutalnie zerwanych i w zasadzie nie są obecne
mokratyzm – prawie wszyscy mieliśmy za sobą w obiegu publicznym. Nie jesteśmy krajem, któ-
epizody anarchistyczne, radykalnie lewicowe czy ry miał normalny rozwój historyczny i w którym
choćby związane z oddolnymi ruchami społecz- np. spółdzielczość stanowiłaby, jak np. w Anglii,
nymi – nie tylko w kwestiach politycznych, ale sztafetę pokoleń: członków, liderów i ich wycho-
także gospodarczych. Stąd też wzięły się na przy- wanków itp.
kład nasze odwołania do tradycji Pierwszej „Soli- Sięgamy do dziedzictwa Pierwszej „Solidar-
darności”: prości robotnicy, nie mający żadnego ności”, przedwojennego ruchu spółdzielczego, do
doświadczenia w działalności publicznej, zbunto- najlepszych dokonań polskiego społecznikostwa –
wali się przeciwko opresyjnej władzy, i to w spo- ale też po tradycje ingerencji państwa w gospo-
sób bardzo kreatywny, nie na zasadzie „podpa- darkę, aby służyła bardziej egalitarnemu rozwo-
lania komitetów”, lecz podziemnej aktywności jowi społecznemu. Podkreślamy, że większość
związkowej i prasowej, które zaowocowały wy- dobrych wzorców, idei i pomysłów, które głosimy,
granym strajkiem w Stoczni, a następnie wielkim nie jest naszego autorstwa. Nie spadły nam one
ruchem społecznym. Było dla nas oczywistością, z nieba, nie jest to też żaden chwilowy modny
że to jest coś bliskiego ideowo; coś, co w pewien „przeszczep” z zagranicy, lecz coś, co przez wiele
sposób – oczywiście na dużo mniejszą skalę – bę- lat dobrze w Polsce funkcjonowało.
dziemy starali się kontynuować w zmienionych
warunkach historycznych. Już w drugim nume- Onegdaj deklarowaliście, że wykraczacie poza
rze „Obywatela” jako główny wywiad ukazała się przebrzmiały podział na lewicę i prawicę,
rozmowa z Andrzejem Gwiazdą i od tego czasu a konkretnie – że jesteście „obozem zdrowego
Już w drugim numerze „Obywatela” 1
jako główny wywiad ukazała
się rozmowa z Andrzejem
Gwiazdą i od tego czasu
odwołania do etosu Sierpnia są
na łamach pisma stale obecne.

Odwoływanie się przez nas do etosu Pierwszej „Solidarności” zaowocowało zorganizowaniem w 2005 r. niezależnych
obchodów 25. rocznicy powstania związku. W skład komitetu organizacyjnego weszli działacze Wolnych Związków
Zawodowych i „Solidarności” z roku 1980: Jadwiga Chmielowska, Joanna Duda-Gwiazda, Andrzej Gwiazda, Wiesława
Kwiatkowska, Ewa Kubasiewicz-Houée, Stefan Lewandowski, Lech Sobieszek, Anna Walentynowicz, Krzysztof Wyszkowski.
Impreza, której koszt wyniósł 5252,05 zł uzbieranych ze składek, zgromadziła ponad 1000 osób (fot. 3).
Logotyp imprezy (fot. 1) zaprojektowała Krystyna Janiszewska – żona Jerzego Janiszewskiego, twórcy słynnego
symbolu „Solidarności”, a fotografię do plakatu (fot. 2) udostępnił nam Maciej Szemelowski.
Współpraca z legendami „Solidarności” zainspirowała nas do wydania archiwalnych artykułów
Joanny Dudy-Gwiazdy i Andrzeja Gwiazdy w postaci książki „Poza Układem” (fot. 4) oraz
do przeprowadzenia przez Remika Okraskę wywiadu-rzeki „Gwiazdozbiór w »Solidarności«” (fot. 5).
Więcej informacji na stronie obchodów: www.obywatel.org.pl/solidarnosc
4

4. K
 onferencja prasowa z okazji
wydania „Poza Układem”. Od prawej:
Joanna-Duda Gwiazda, Andrzej
Gwiazda, Michał Sobczyk

5. K
 onferencja prasowa z okazji
wydania „Gwiazdozbioru
w »Solidarności«”. Z bohaterami
książki rozmawia Jerzy Zalewski

6
10

1 3

2 4

Festiwale Obywatela to doskonała 1. d r hab. Paweł Soroka – Polskie Lobby 3. Bogusław Kaczmarek –
okazja do spotkań z osobami, które Przemysłowe im. Eugeniusza Kwiatkowskiego Stowarzyszenie Krzewienia
dotychczas znaliśmy tylko przez Edukacji Finansowej
pryzmat ich działalności społecznej lub 2. A ndrzej Smosarski – aktywista niezależnej
publicystyki. Na zdjęciach z Festiwalu: lewicy i animator ruchu lokatorskiego 4. S enator Zbigniew Romaszewski

rozsądku”. Z drugiej strony, można się spektrum ideowe i autorskie, uznając, że obec-
spotkać z takimi określeniami pod Waszym ne realia wymagają przemyślenia wielu spraw
adresem, jak „lewacy”, czy „skrajna prawica”. na nowo, że część dawnych odpowiedzi wyczer-
pała swój potencjał całkowicie lub wymaga pew-
R. O.: Mam od jakiegoś czasu przekonanie, że nych korekt, że dawne podziały ideologiczne zo-
w  ciągu tych dziesięciu lat redagowałem dwa stały pogmatwane i stały się zarazem niezbyt
„Obywatele”; że to nie jest już to samo pismo, czytelne, jak i niekoniecznie adekwatne wobec
którym było w roku 2000. Nie tylko dlatego, że wyzwań współczesności, a w efekcie – że odpo-
znacznie zmieniła się obsada personalna, ale wiedzi trzeba szukać w różnych środowiskach,
przede wszystkim dlatego, że zmianie uległ pro- gdyż „ziarna prawdy” są rozrzucone w  rozma-
fil gazety. Proponowałem nawet kolegom zmia- itych miejscach.
nę tytułu na „Nowy Obywatel”, ale zwyciężyła Natomiast obecnie „Obywatel” jest znacznie
niechęć wobec związanych z  tym komplikacji bardziej skoncentrowany na uzasadnianiu, rozwi-
biurokratycznych… janiu i propagowaniu tych idei i rozwiązań, które
Zaczęliśmy od formuły czegoś w rodzaju klu- uważamy za słuszne, znacznie mniej miejsca po-
bu dyskusyjnego, w ramach którego chcieliśmy święcamy zaś na prezentację różnorodności inte-
stwarzać możliwość wypowiedzenia się o rze- lektualnej. Zmiana wzięła się z dwóch rzeczy. Po
czach, o których inne czasopisma nie chcą, nie pierwsze, okazało się, że ten nasz model „Hyde
mogą, bądź nie potrafią mówić. Z  jednej stro- Parku”, nie sprawdził się – nie powstawała z te-
ny akcentowaliśmy idee i pomysły bliskie nam go żadna nowa jakość. Po kilku latach zacząłem
samym, z  drugiej natomiast poszerzaliśmy mieć poczucie, że moglibyśmy do końca świata
11

5 7

6 8

5. dr Szczęsny Górski 7. M
 arian Zagórny – radykalny działacz
rolniczych związków zawodowych
6. d r Adam Sandauer – Stowarzyszenie
Pacjentów „Primum Non Nocere” 8. Mieczysław Babalski – promotor rolnictwa ekologicznego

drukować teksty lewicowców w sąsiedztwie tek- i odświeżająca. Zwłaszcza że rozpowszechnił się


stów prawicowców, obok tego jeszcze jakąś wy- Internet, gdzie aż roi się od stron poświęconych
padkową tych wizji – i nic istotnego by z tego nie rozmaitym „ciekawostkom” ideowym. Jako że
wynikało. Poza tym część osób, które u nas pu- każdy, kto ma dostęp do Sieci, może już do nich
blikowały, traktowała nas po trosze instrumen- dotrzeć, poczuliśmy się zwolnieni z obowiązku
talnie, choć zapewne nie robili tego świadomie prezentowania ich. Zresztą zmiany zaszły także
i z premedytacją. Sprowadzało się to do tego, że w prasie głównego nurtu – przecież „Dziennik”
„Obywatel” był fajny, gdy drukował ich teksty, na- Springera, zwłaszcza w dodatku „Europa”, sto-
tomiast ci sami autorzy czy ich sympatycy kryty- sował model podobny do „starego” „Obywatela”:
kowali nas, że publikujemy artykuły o odmiennej obok Žižka – Sorman, obok Bugaja – Wildstein,
wymowie ideowej. Wielu z naszych ówczesnych obok Osta – Krasnodębski itd.
autorów chętnie korzystało z łamów pisma plura-
listycznego, natomiast bynajmniej nie stawali się A drugi powód?
przez to bardziej otwarci na inne punkty widze-
nia – ot, byliśmy dla nich takim „pasem transmi- R. O.: Okazało się, że ta nasza pewnego rodza-
syjnym” do czytelników spoza ich tradycyjnych ju dobroduszność, daleko posunięta otwartość,
grup odbiorczych. może być brutalnie wykorzystywana przeciwko
Niezależnie nawet od tego, w moim odczuciu nam. Dla przykładu – wydrukowaliśmy kiedyś
pismo stawało się coraz bardziej wtórne: różno- tekst niemieckiego nacjonalisty, który zresztą
rodność powielana w nieskończoność zaczynała wcześniej był związany ze skrajną lewicą. Tekst
być przewidywalna i nudna, zamiast oryginalna nie był radykalnie prawicowy w swojej wymowie,
12

Powiedzieć o „Obywatelu”, że jest pismem nonkonformistów, to za mało.


Z 10 lat działalności wyłania się stopniowo nowa, uniwersalna wizja
pisma, odchodząca od standardów „redakcji zamkniętej w wieży z kości
słoniowej”, jakimi do niedawna i czasem nadal są pisma niektórych
środowisk intelektualnych. „Obywatel” stara się być dosadny, ale nie
agresywny, odważny, ale nie anarchizujący. Ważne jest to, że krystalizuje
się wizja pewnej społeczności czytelników-autorów, że powstał kolejny
zalążek, ognisko tzw. krytycznej sfery publicznej – bez której, zdaniem
Jürgena Habermasa, niemożliwa jest współczesna demokracja.
dr Arkadiusz Peisert – socjolog, badacz m.in. samorządności
w spółdzielniach mieszkaniowych, członek zespołu „Res Publiki Nowej”

w dodatku powstał zanim autor związał się z na- treści prawicowych pod płaszczykiem kontrkul-
cjonalistami, a my opublikowaliśmy go nie dlate- tury, alternatywy, ekologii itd.”. Dosłownie w tym
go, że zgadzaliśmy się z całokształtem poglądów samym czasie w  prawicowo-konserwatywnym
czy postaw autora, lecz z tego powodu, że uwa- „Rojaliście” opublikowano recenzję „Obywatela”,
żaliśmy, iż jest to artykuł, który warto zaprezen- w której napisano coś w stylu: „»Obywatel« nie-
tować i przemyśleć w ramach naszego zamysłu bezpiecznie skręca w lewo. Ostrzegamy czytelni-
„poszerzania pola debaty”. Rozpętała się typowa ków, aby nie dali się nabrać na przemycanie im le-
burza w szklance wody, bo oto „Obywatel” wśród wackich treści pod płaszczykiem konserwatyzmu
wielu tekstów zamieścił jeden „trefny”, co oczy- i antyglobalizmu”. Te same gazety wcześniej pu-
wiście miało znaczyć, że jesteśmy krwiożerczy- blikowały nasze teksty, a w dodatku wychwalały
mi nacjonalistami – jakoś nikt z atakujących nie „Obywatela” jako prasową „świeżą krew”, wspiera-
potrafił wytłumaczyć, dlaczego mielibyśmy być jącą – odpowiednio – bądź to lewicę, bądź konser-
nacjonalistami niemieckimi [śmiech]. watywnych antyglobalistów. Okazuje się zatem,
Oczywiście w tych zarzutach nie chodziło o ża- że skręciliśmy w prawo i w lewo jednocześnie… Ta
den sens czy logikę, a tym bardziej o to, że kry- historia pokazuje, jak wiele fałszywych opinii na
tycy sami byli nieskazitelni ideowo. Wystarczy nasz temat rodził ówczesny model pisma.
wspomnieć, że ci, którzy udawali oburzenie z po- Najważniejszym impulsem do zmian była
wodu druku przez nas tego czy innego tekstu, nie jednak świadomość jałowości dotychczasowej
byli równie wrażliwi, gdy chodziło o podobne lub formuły.
znacznie gorsze – jak antysemityzm czy współ-
praca z niedawnymi sojusznikami Le Pena – za- Skuteczniej i wygodniej jest
chowania ich samych lub ich koleżków. Nie warto robić pismo „jednolite”?
o tym zbyt wiele mówić, bo ludzka głupota i pod-
łość to mało zajmujące tematy. Przypomniałem R. O.: Wygodniej na pewno nie – trudniej, wbrew
sobie natomiast pewne komiczne zdarzenie, które pozorom, robić pismo spójne ideowo i konse-
dobrze obrazuje absurdalność owych ataków. Bo- kwentne, a zarazem nie nudne, niż zbiór tekstów
dajże po półtora roku wydawania naszego pisma ekscentryków od lewa do prawa.
ukazały się niemal jednocześnie dwie jego kry- Mam wrażenie, że nadal jesteśmy gazetą o sze-
tyczne recenzje. Pierwszą zamieścił le­wacki „Ro- rokim zakresie tematycznym, otwartą na różne
botnik Śląski”, który ostrzegł czytelników w for- poglądy i ludzi z rozmaitych środowisk. Jednak
mie donosu mniej więcej tak: „»Obywatel« skręca obecnie skupiamy się na propagowaniu tego, do
w prawo, nie chcemy mieć z nim nic wspólnego, czego jesteśmy najgłębiej przekonani, nie zaś na
wy też nie dajcie się nabrać na serwowanie wam epatowaniu fajerwerkami ideologicznymi.
13

Profil gazety zaczął się zmieniać w  kierun- emancypacyjno-egalitarny. Główni myśliciele te-
ku bardziej jednorodnego około numeru 20, ale go nurtu walczyli z wszelkim kategoryzowaniem
oczywiście był to proces zachodzący przez dłuż- go wedle kryteriów politycznych, stanowczo
szy czas – jego przypieczętowaniem była zmiana sprzeciwiali się na przykład nie przyjmowaniu
dwumiesięcznika na kwartalnik. W międzyczasie do spółdzielni ludzi o poglądach prawicowych –
mocno zmienił się skład redakcji, czy może raczej uważali, że jeśli ktoś chce współtworzyć ruch,
jej rdzenia merytorycznego – oprócz różnych, ty- czynnie wspierając go swoją pracą i zaangażowa-
powo polskich sporów personalnych, czynnikiem, niem, to nie należy mu tego odmawiać: „nieważ-
który sprawił, że odeszły z niej niektóre osoby, ne, skąd przychodzisz – ważne, żebyś robił dobre
było ujawnienie się różnic, których tolerowanie rzeczy”. Ta filozofia jest nam bardzo bliska.
byłoby hołdowaniem źle pojmowanej różnorod- Nie zmienia to faktu, że gdyby spojrzeć na na-
ności. Okazało się, że gdy jedni z nas potępiali sze cele i ideały, to w jakichś 80% wpisują się one
bombardowania Serbii przez NATO, bo była to w pojęcie „lewicy”, jeśli będziemy mieli na myśli
dla nich militarystyczna zbrodnia, inni wielbili tradycyjne znaczenie tego słowa, czyli dążenie
„męża stanu” Miloševicia. Gdy większość z nas do egalitaryzmu i  zapewnienie ogółowi społe-
chciała zastąpić neoliberalny kapitalizm demo- czeństwa podstawowych potrzeb materialnych
kratycznym państwem dobrobytu, a jeszcze le- i kulturowych, a także umożliwianie ludziom re-
piej – samorządnością w sferze polityki i współ- alizowania ich potencjału niezależnie od przy-
własnością społeczną w gospodarce, znaleźli się należności rasowej, klasowej, etnicznej, religijnej,
tacy, co wzdychali za Gomułką, bo za jego czasów płciowej itd. W Polsce, ale także na świecie słowo
„ludzie byli odpowiedzialni i  nie brali lichwiar- „lewica” znaczy jednak obecnie tak wiele, że prak-
skich kredytów mieszkaniowych”, a w kraju „był tycznie nie znaczy nic, a często oznacza też rzeczy
porządek”. Gdy robisz pospolite ruszenie, a  ta- będące jawnym zaprzeczeniem dawnych ideałów
ki był początek pisma, to niekoniecznie zrobisz lewicowych. Tzw. nowa lewica poszła w kierunku
je z samymi sensownymi ludźmi. Gdy bazujesz elitarnym, artykułując interesy stosunkowo nie-
głównie na krytyce jakichś zjawisk, a to był jeden licznych grup, różnego rodzaju mniejszości bądź
z błędów założycielskich „Obywatela”, to nieko- środowisk dość dowolnie definiowanych jako po-
niecznie okazuje się, że z partnerami owej krytyki krzywdzone. W głównym nurcie tej lewicy doszły
łączy cię coś poza samą niechęcią wobec danego do tego słabo skrywane lekceważenie czy wręcz
zjawiska. W ciągu tych 10 lat edycji pisma poże- pogarda wobec dawnych punktów odniesienia,
gnaliśmy się z kilkoma takimi osobami, a na ich czyli „dołów społecznych”.
miejsce przyszły nowe, znacznie bliższe ideowo.

Nadal nie chcecie bądź nie potraficie


określić swego położenia na tradycyjnych „Obywatel” jest na polskim rynku cza-
osiach podziałów ideowych?
sopismem unikalnym, zarówno je-
R. O.: Może i  byśmy chcieli się jakoś bardziej śli chodzi o problematykę, którą po-
„twardo” określić, tyle że w  Polsce (nie tylko dejmuje, jak i sposób, w jaki to czyni.
zresztą u nas, ale u nas szczególnie) mamy do
czynienia ze strasznym pomieszaniem pojęć.
Za szczególnie wartościowy należy
Zapewne nie określilibyśmy się jako czasopismo uznać dodatek „Gospodarka Społecz-
stricte lewicowe, raczej lewicujące, choć moim na”. Porusza on tematykę wyjątkowo
zdaniem dużo lepszym słowem jest po prostu ważną dla naszego kraju, a zupełnie
„prospołeczne”. Są bowiem dla nas ważne także
idee i inicjatywy nie związane z lewicą, a nierzad- pomijaną przez inne czasopisma.
ko wręcz od lewicy się odżegnujące – za przykład
niech posłuży tradycja ruchu spółdzielczego, któ- prof. Leszek Gilejko – socjolog przemysłu
rego główny nurt podkreślał swoją neutralność i ruchów społecznych, od 1956 r. zaangażowany
światopoglądową, mimo że w kwestii celów i me- w rozwój samorządu pracowniczego
tod działania wpisywał się oczywiście w projekt
14

Poza tym, słowo „lewica” nadal kojarzy się owskiej – konsekwentnie socjalnej, broniącej in-
w Polsce z komunizmem, czyli systemem, któ- teresów świata pracy i wszelkich wykluczonych.
ry przez kilkadziesiąt lat nie tylko nie realizo- Etos tej lewicy został albo zapomniany, albo
wał lewicowych ideałów, ale wręcz im zaprze- wręcz brutalnie zniszczony przez facetów z par-
czał w większości sfer, nawet – wbrew całej mi- tii, na bazie której powstało SLD.
tologii – w kwestiach ekonomicznych. Trudno Wracając do kwestii naszych identyfikacji  –
mówić o państwie lewicowym, jeśli robotnicy pluralizm w pewnej mierze pozostał i uniemoż-
muszą walczyć o sprawy zupełnie podstawowe, liwia bardziej jednoznaczne klasyfikacje. Jeśli
jak BHP i godziwe wynagrodzenie, a za szczyt propagujemy spółdzielczość, to zarówno jej nurt
sukcesów „socjalistycznej” polityki społecznej wywodzący się z lewicy, ale także spółdzielczość
uznaje się blokowiska z wielkiej płyty, tak jak- wielkopolską, która była momentami wręcz pra-
by w kapitalistycznej Finlandii ludzie miesz­k ali wicująca – w istocie bowiem oba te nurty bazowa-
w  ziemiankach… Z  kolei lewica postkomuni- ły na tych samych mechanizmach i zmierzały do
styczna kojarzy się z cwaniakami w rodzaju Ire- tego samego celu, jakim było wyzwolenie konsu-
neusza Sekuły czy innych nomenklaturowych mentów spod dyktatu rynku i kapitału prywatne-
„biznesmenów”, z uwłaszczaniem się na mająt- go, mimo iż używały innej terminologii. Gdyby-
ku społecznym, z  przodownictwem w  głosze- śmy określili się jako „lewica”, na pewno trudniej
niu neoliberalnych haseł, nie zaś z obroną praw byłoby nam pisać choćby o takim zasłużonym
pracowniczych czy inicjatywami na rzecz prze- działaczu spółdzielczym, jak ks. Stanisław Adam-
łamywania barier utrudniających awans spo- ski, który z lewicą nie miał nic wspólnego, a wręcz
łeczny. W  Polsce zanikła tradycja lewicy PPS- zdarzało mu się z nią mocno spierać na forum

Pisanie do gazety obywatelskiej doskonale uzupełnia się z akcjami bezpośrednimi, pikietami i demonstracjami.
1. Wraz z Greenpeace i Zielonym Mazowszem podczas akcji „Pociąg dla Rospudy”
2. Ze stowarzyszeniem Primum Non Nocere i Nową Lewicą w obronie praw pacjentów pod Pałacem Prezydenckim
3. Z Młodymi Socjalistami przed Uniwersytetem Łódzkim protestując przeciwko
doktoratowi honoris causa dla Margaret Thatcher

Na zdjęciach m.in. Michał Sobczyk, Remigiusz Okraska, dr Adam Sandauer, Krzysztof Talarek,
Karolina Skolimowska, Agnieszka Sowała-Kozłowska, Przemek Stańczak, Magdalena Doliwa-Górska

1
2

3
16

parlamentu. Takich postaci czy doktryn jest wię- a może marzy Wam się wychowanie nowych
cej – weźmy choćby komunitaryzm, bardzo cie- elit, które rozpoczną „marsz przez instytucje”?
kawą propozycję ideową, również wymykającą
się podziałowi na lewicę i prawicę, syntetyzują- R. O.: Moja diagnoza – może mylna, zbyt czarno
cą najlepsze aspekty myśli liberalnej, socjalnej widząca realia – jest taka, że mamy w Polsce do
i konserwatywnej. Podobnie jest z ekologią, ro- czynienia ze swego rodzaju pustynią społeczną.
zumianą jako dbałość o dobro wspólne, o same Nie istnieje zatem na tyle komfortowa sytuacja,
podstawy ludzkiego życia. Spór na temat jej „barw żeby w sposób swobodny wybierać najbardziej
ideowych” toczy się od dziesięcioleci w samym ru- nam odpowiadające metody działania. Tutaj wie-
chu ekologicznym i nie doprowadził jak dotąd do le rzeczy trzeba zbudować od zera bądź odgru-
żadnej zadowalającej konkluzji. Nie możemy więc zować z totalnej ruiny. Trudno powiedzieć, któ-
z czystym sumieniem powiedzieć, że gdybyśmy ra z metod okaże się najbardziej przybliżać osią-
się nazwali lewicą, to moglibyśmy robić dalej to, gnięcie celu.
co robimy, bez poczucia pewnego dyskomfortu. Co natomiast miałoby nim być? Mówiąc naj-
Jesteśmy po prostu pismem prospołecznym: ogólniej, byłaby to odbudowa społeczeństwa oby-
przeciwnym zarówno liberalizmowi gospodar- watelskiego z prawdziwego zdarzenia: aktywnego,
czemu, jak i liberalizmowi jako sposobowi my- nie czekającego na zmiłowanie ani na żaden cud,
ślenia o świecie w kategoriach indywidu-
alistycznych, a nie wspólnotowych – przy
czym oczywiście szanujemy i cenimy te
zdobycze liberalizmu, które okazały się
korzystne dla społeczeństw, czyli np. pra-
wa polityczne czy swobody jednostkowe.
Niezmiernie ważne są dla nas także ideały
demokratyczne, bo można być prospołecz-
nym w różny sposób, także autorytarny.
Te określniki nie są do końca precyzyj-
ne, ale nie znajduję lepszych na gruncie
dzisiejszego języka polskiego. No i jeszcze
jedno warto podkreślić w tym kontekście:
mniej nas interesują słowa i definicje, bar-
dziej natomiast czyny, postawy, konkretne
rozwiązania itp. Nie jesteśmy kolekcjone-
rami czy badaczami etykietek i sloganów,
lecz publicystami obywatelskimi i akty-
wistami społecznymi i z tej perspektywy
oceniamy rzeczywistość. To, jakim kto wy-
machuje sztandarem, nie jest kluczowe. Co
z tego, że Zbigniew Romaszewski to „pra-
wica” a Ryszard Kalisz to „lewica”, skoro to
ten pierwszy ma nie tylko demokratycz-
ną, antytotalitarną piękną przeszłość, ale
w dodatku po roku 1989 konsekwentnie
wspierał rozwiązania prosocjalne, zaś ten
drugi ma na koncie udział w podejmowa-
niu wielu decyzji antyspołecznych…

Jakie długofalowe cele przed sobą


stawiacie? Chcecie zainspirować
Ryszard Dąbrowski, autor postaci
powstanie masowego ruchu społecznego, Likwidatora, gościł na naszych łamach
przekształcić się w inicjatywę polityczną, z cyklem komiksowym „Redaktor Szwędak”
17

tylko biorącego sprawy w swoje ręce. Oczywiście feministycznych, a  nawet z  ludzi działających
sama aktywność to za mało – aktywny społecz- w Młodych Demokratach, jeśli tylko robią to z po-
nie był też Ku-Klux-Klan i w żadnej mierze nie budek ideowych, a  nie koniunkturalnych. Nie-
jest to model do naśladowania; niech lepiej społe- zbędnym punktem wyjścia do wszelkich zmian
czeństwo będzie bierne, niżby miało być aktywne na lepsze musi być samo rozbudzenie zaangażo-
w taki szaleńczy sposób. Gdy jednak odrzucimy wania społecznego.
skrajności, problem wygląda tak, że jeśli ludzie Wspomniałem o PPS-ie, ale jeszcze ciekawszy
nie nauczą się działać na jakichkolwiek polach, jest ten nurt w łonie polskiej lewicy, który istniał
to tym bardziej nie będą działać w imię szczyt- obok PPS-u, będącego jednak lewicą partyjną. By-
nych ideałów, godnych wcielania w  życie. Spo- ła to lewica kulturowa, w znaczeniu zupełnie in-
łeczeństwo biernych jednostek nie jest w stanie nym, niż dziś rozumie się pod tym określeniem.
wygenerować niczego poza dzikimi wybuchami Formacja ta, którą świetnie opisał Andrzej Men-
buntu w sytuacjach ekstremalnych. Kilka lat te- cwel w swym „Etosie lewicy” i innych esejach, nie
mu napisałem w jednym z tekstów, że w kraju ta- zrzeszała się w postaci partyjnej i nie zamierzała
kim jak Polska powinniśmy kibicować prawie każ- przejąć władzy; była to lewica, która chciała na-
dej formie aktywności społecznej. Powinniśmy uczyć ludzi działać – nie wyzwalać ich, lecz za-
się cieszyć i z Rodziny Radia Maryja, i z ruchów chęcić do samodzielnej emancypacji. 105 lat temu

„Obywatel” to zjawisko charakterystyczne i znamienne w rzeczywistości


medialnej III Rzeczpospolitej. Charakterystyczne – bo jego pozycja
obrazuje obecną sytuację tych wartości i idei, które trzydzieści lat temu
zrodziły „krainę »Solidarności«” i zawładnęły umysłami milionów
ludzi nie tylko w Polsce, przyczyniając się do historycznych przemian
o niekwestionowanym znaczeniu; zostały one zepchnięte na margines
społecznej, kulturowej i politycznej rzeczywistości, tak samo jak większość
ich wiernych „nosicieli”. Mieszkańcy Polski i świata nazywanego
„zachodnim” zachłysnęli się wartościami ekonomicznymi i pragmatycznymi,
zapominając o tym, że one same, bez udziału norm moralnych
i społecznych, poprowadzą współczesne społeczeństwa na manowce.
Środowisko „Obywatela” stara się, w miarę istniejących możliwości,
przywrócić swoim czytelnikom pamięć o tych konserwatywno-
-labourzystowskich wartościach i ideach, rozbudzając w nich wiarę
w możliwości ich urzeczywistnienia. W jego trudnych usiłowaniach
znajduję marzenia o rozwoju alternatywnego myślenia, którymi
karmiliśmy się przez dziesięciolecia bez-alternatywnej rzeczywistości
komunistycznej Polski, i które nie znalazły warunków realizacji w Polsce
nazywającej siebie suwerenną czy niepodległą. O wyjątkowym znaczeniu
możliwości takiego myślenia – i mówienia – przekonała się „milcząca
Polska” w ostatnich miesiącach… I jeszcze nieraz się przekona.
dr hab. Włodzimierz Pańków – socjolog, docent w Instytucie Filozofii
i Socjologii PAN, działacz opozycji demokratycznej i ekspert związkowy
18
1 2

1. Panel dyskusyjny podczas


3
Festiwalu Obywatela
w 2006 r. Na zdjęciu Joanna
Duda-Gwiazda, Andrzej
Zybała, Jacek Zychowicz

2. P
 ikieta z okazji otwarcia
autostrady A2 w Strykowie –
Rafał Górski wręcza
premierowi Kazimierzowi
Marcinkiewiczowi
petycję w sprawie zmiany
polityki transportowej

Działania na rzecz
samorządności pracowniczej –
obywatelski lobbing
w Senacie RP podczas
posiedzenia Komisji Praw
Człowieka i Praworządności.
Tyłem po lewej senator
Zbigniew Romaszewski
(członek Rady Honorowej
„Obywatela”), na lewo od
niego Piotr Ciompa, Rafał
Górski i Michał Stępień

w Warszawie powstał Związek Towarzystw Sa- emancypacyjnych i  reformatorskich, czy takie


mopomocy Społecznej – nieformalne środowisko, heroiczne postawy, jak męczeńska śmierć Janu-
które było zaczynem przeróżnych inicjatyw. Za- sza Korczaka – i obeszły się te wielkie dzieła bez
chęcało do zaangażowania społecznego, bez żad- epatowania „lewicowością”.
nego nacisku na to, że należy mieć na ustach le- Swoje cele formułujemy trochę podobnie: do-
wicowe hasła; uczyło na początku samego wyrwa- póki ludzie nie upomną się o swoje prawa, nie
nia się z bierności. Tworzyły je niemal wyłącznie zaczną działać na rzecz własnych interesów, to
osoby o poglądach lewicowych czy lewicujących, tym bardziej nie zrealizują jakichkolwiek sen-
jednak mówiąc o sobie nie używali oni słowa „le- sownych celów społecznych. Ideałów demo-
wica”. To z takiego środowiska i takiego klimatu kratycznych i egalitarnych po prostu nie da się
wyrosła najbardziej prężna część polskiej spół- urzeczywistnić bez zakorzenienia ich w silnym
dzielczości, nowoczesna pomoc społeczna i pra- ruchu społecznym i w setkach autentycznych
ca socjalna, mnóstwo znakomitych projektów inicjatyw.
19

Należy zatem ograniczyć się do


aktywizowania społeczeństwa Środowisko „Obywatela” i wydawany
i czekać, aż przyniesie to owoce? przez nie magazyn zajmują wyjątko-
wą pozycję w polskim życiu publicz-
R. O.: To oczywiście za mało  – jest to jednak
pierwszy i niezbędny krok do autentycznej zmia-
nym. Można wymienić wiele powodów;
ny. Uważam, że dróg do celu jest wiele, natomiast godna podziwu erudycja i pracowitość
on sam – tak odległy, że warto próbować różnych całego zespołu, wysoki poziom mery-
z  nich. Poza tym, działając społecznie zawsze
toryczny i wydawniczy, odwaga w po-
trzeba pamiętać, że nie jesteśmy sami: nawet jeśli
się z żadną inną nie utożsamiamy w stu procen- dejmowaniu tematów nowych i trud-
tach, to w podobnym kierunku zmierza wiele ini- nych. „Obywatel” nie mieści się w żad-
cjatyw, dlatego nie musimy robić wszystkiego, bo nej szufladce i jest to jego największą
ktoś inny będzie robił rzeczy odmienne. Niemniej
jednak nie potrafię w tym momencie odpowie-
zaletą. Na łamach pisma publikują lu-
dzieć na pytanie o to, którą drogę my powinniśmy dzie o różnych poglądach. „Obywatel”
ostatecznie wybrać, dlatego staramy się robić wie- wciąż szuka, jest wolny i autentyczny,
le rzeczy po trochu, począwszy od działalności
i co najważniejsze – rzetelny. Naszym
formacyjnej (pismo, książki), aż po prowadzenie
kampanii społecznych – przy „Obywatelu” funk- zdaniem jest to najważniejsze środo-
cjonują bowiem różne inicjatywy, które nie pole- wisko opiniotwórcze, chociaż nikt nie
gają na pisaniu czy mówieniu, lecz na wprowadza- odważy się oficjalnie tego przyznać.
niu określonych rozwiązań w życie.
Są natomiast też i takie metody, które zawsze Joanna i Andrzej Gwiazdowie –
odrzucaliśmy, gdyż wydawały nam się albo nie- współzałożyciele Wolnych Związków
skuteczne, albo sprzeczne z  naszym światopo- Zawodowych Wybrzeża, legendarni
glądem, albo po prostu niedostosowane do per-
liderzy Pierwszej „Solidarności”
sonalnych preferencji. Dlatego że – co wielokrot-
nie podkreślałem, ale warto powiedzieć to jeszcze
raz – nie chcemy stawiać się w pozycji męczen-
ników, którzy „cierpią za miliony”. To, co robi-
my, traktujemy jako służbę społeczną, ale za- sięgają po narzędzie zupełnie niedostosowane
razem pewnego rodzaju życiową przygodę, dla- do ich specyfiki i możliwości. Więc tworzą partię,
tego też sięgamy po takie narzędzia, które nam która nie startuje w wyborach i nie ma żadnego
odpowiadają. poparcia społecznego – efekt jest groteskowy.
Po takie metody, jak start w  wyborach, czy
w ogóle wchodzenie w arterie systemu biurokra- A co sądzisz o próbach zmiany języka
tyczno-politycznego, nie sięgaliśmy – i pewnie głównego nurtu dyskursu publicznego
sięgać nie będziemy. Nasze sposoby działania są i „marszu przez instytucje”? Taką metodę
dostosowane do nas i jest to, jak sądzę, znak fir- proponuje np. „Krytyka Polityczna”.
mowy, odróżniający „Obywatela” od wielu innych
środowisk, które często sięgały po formy, w któ- R. O.: Metody powinny być choć elementarnie
rych ludzie nie czuli się dobrze, natomiast mieli spójne z wymową ideową celu, do którego się dąży.
je wbite do głowy jako „słuszne” czy „efektywne”. Andrzej Smosarski z Lewicowej Alternatywy, zna-
Doskonale widać to na przykładzie radykalnych ny też z łamów „Obywatela”, napisał kiedyś bar-
środowisk lewicowych, które często zaczynają od dzo trafnie, że „Krytyka Polityczna” reprezentuje
tworzenia partii czy choćby „grupy inicjatywnej” takie same metody i sposób myślenia o świecie,
ugrupowania politycznego. Jest ich garstka, nie jak Klub Zachowawczo-Monarchistyczny – mała,
mają żadnych środków, tymczasem zamiast pró- wyizolowana elita chce robić coś ponad głowami
bować działać na polach, gdzie ze swoim potencja- społeczeństwa i bez pytania go, co w ogóle sądzi
łem mogliby cokolwiek osiągnąć, już na wstępie o tych „dobrych pomysłach”. Próby wpływania
20

na legislację czy na idee krążące na uniwersyte- jest oczekiwanie, że jeśli owe media dziesięć ra-
tach i w mediach są same w sobie sensowne, na- zy pokażą Sierakowskiego zamiast Balcerowicza,
tomiast stają się problemem, gdy są jedynym czy to odejdziemy od drapieżnego kapitalizmu w kie-
głównym sposobem działania w celu osiągnięcia runku np. modelu szwedzkiego.
zmian w duchu prospołecznym i demokratycz- Mniejsza jednak o „Krytykę”, gdyż jest to pro-
nym. Wydaje mi się, że tego typu metody powin- blem szerszy i starszy. Owszem, można „wejść”
ny stanowić zwieńczenie procesu oddolnego: je- w  instytucje takie, jak np. uniwersytety, pyta-
śli po iluś latach rozwoju ruch społeczny ma już nie tylko, czy za pomocą grup, do których się
solidne fundamenty, może sobie pozwolić na to, trafia za ich pośrednictwem, można zmieniać
żeby „wejść w instytucje” czy brać udział w „wiel- świat. Nie znam odpowiedzi, natomiast mam
kiej polityce”, nie powinno się natomiast od tego spore wątpliwości. Co z tego, że zamiast 30 le-
zaczynać. wicowych profesorów będzie ich w Polsce 130?
Poza tym, niektóre metody raczej posługują To ciągle grupka formująca kolejną grupkę, i to
się nami, niż my nimi. „Marsz przez instytucje” w bardzo zamkniętym, elitarnym środowisku,
kończy się często tak, że jest się przez te instytu- które czasami ma jakiś wpływ na rzeczywistość,
cje wchłanianym, robi w nich personalną karierę, lecz zwykle w sposób, który nie wyzwala oddol-
natomiast nic z tego nie wynika dla sprawy, której nej, społecznej energii i niezbyt służy ideałom
orędownikiem faktycznie bądź rzekomo się by- demokratycznym. W krajach przodujących pod
ło. Warto przypomnieć, że wspomniana strategia względem egalitaryzmu, demokracji i jakości ży-
pojawiła się w tzw. pokoleniu ’68, czyli wśród No- cia, zdobycze tego rodzaju nie wzięły się z uni-
wej Lewicy, która chciała w ten sposób zmieniać wersyteckich seminariów, lecz wyrosły przede
świat. Mamy już za sobą kilkadziesiąt lat takiego wszystkim z walk społecznych, z masowych ini-
marszu, instytucje rzeczywiście zostały obsadzo- cjatyw politycznych, z nacisku związków zawo-
ne nowymi ludźmi, tylko tak się jakoś stało, że dowych, z tysięcy inicjatyw.
w tym czasie cały system społeczno-ekonomicz- Co oczywiście nie znaczy, że niepotrzebne są
ny zmienił się na dużo gorszy z egalitarnego i de- mądre książki, debaty, idee, że mamy się bawić
mokratycznego punktu widzenia. „Maszerowa- w dziecinny „antyintelektualizm” i w jałowy kult
nie” okazało się zatem niezbyt skuteczne w wy- „aktywności”, przeciwstawianej „gadaniu”. Cho-
miarze ogólnospołecznym, natomiast z pewno- dzi o proporcje – to nie ogon ma merdać psem,
ścią było skuteczne w wymiarze indywidualnym, lecz pies ogonem. Intelektualiści lewicowi, wy-
gdyż bez wątpienia milej jest brać pensję wysoko znający idee egalitarne, powinni wspierać „lud”,
postawionego urzędnika czy zrobić karierę „me- ośmielać go, próbować wyjaśniać rozmaite zja-
dialnego” pracownika akademickiego. Tyle, że nie wiska i mechanizmy, nie zaś być zarozumiałymi
o to w tym wszystkim chodzi. „przewodnikami stada”, a tym bardziej inżynie-
rami społecznymi, którzy przykrawają świat we-
W przypadku „Krytyki Politycznej” zamysł dle środowiskowych wyobrażeń o  tym, jak po-
chyba od początku był taki, aby adresować winien on wyglądać. Istnieje tutaj jeszcze jedno
swój przekaz w zasadzie wyłącznie do młodych ryzyko – może stać się to, co w Ameryce i krajach
środowisk uniwersyteckich czy inteligenckich, zachodnioeuropejskich, gdzie lewica kojarzy się
w przekonaniu, że ci ludzie za kilka czy dziś głównie z dobrze zarabiającymi gogusiami
kilkanaście lat będą nadawać ton debacie z uniwersytetów, którzy wymądrzają się na każdy
publicznej, pracując choćby w mediach masowych. temat, brylują w mediach, a jednocześnie kom-
pletnie nie rozumieją zwykłych ludzi i ich potrzeb,
R. O.: Być może jestem człowiekiem małej wiary, niekoniecznie zajmując się tym, co społeczeństwo
ale nie wierzę w to, że kiedyś – dzięki napływo- najbardziej trapi. Taki scenariusz jest na rękę go-
wi kadr uformowanych przez „Krytykę” – TVN spodarczym liberałom.
czy „Wyborcza” staną się bardziej refleksyjne np.
w sprawach ekonomicznych i zaczną promować Wróćmy do samej gazety. Na przestrzeni lat
rozwiązania prospołeczne. Byłoby to przecież zmieniały się hasła na Waszych sztandarach.
w oczywisty sposób sprzeczne z podstawowymi Przez długi czas było to m.in. „Za nasze
interesami właścicieli tych mediów. Dziecinadą poglądy nie dają nagród”, teraz – „Dla dobra
Obywatel – osoba ludzka o zagwaran-
towanej przez wspólnotę obywatelską
integralności moralnej, psychicznej
i fizycznej oraz zapewniająca takąż in-
tegralność innym członkom wspólno-
ty – wyrósł na… trupach ofiar libertyń-
skiej propagandy. Wyzwolony z pod-
daństwa zwyrodniałym władcom Eu-
ropy końca XVIII w., obywatel zgoto-
wał bliźnim dyktaturę będącą do dziś
marzeniem lewackich fanatyków. Nasz
„Obywatel”, zakorzeniony w zbożnym
dziele polskiej inteligencji, wiedzie lud
na barykady pod sztandarem wolno-
ści w prawdzie. En avant citoyens!
dr Zbigniew Hałat – lekarz epidemiolog,
Wysyłka paczek, listów, prenumerat, klejenie tysięcy
znaczków, wypisywanie przekazów pocztowych, stawianie
działacz na rzecz zdrowia publicznego
niezliczonej ilości pieczątek, setki godzin nad tabelkami i praw konsumentów, przez wiele
Excela – to realia zaplecza biurowego organizacji.
lat Główny Inspektor Sanitarny
Na zdjęciach: Ola Bogusiak, Konrad Malec,
Justyna Sujka, Agnieszka Górczyńska, Michał Stępień
22

wspólnego”. Słyszy się czasem głosy, że zakorzenienie naszych ideałów w  tutejszym


dawny „Obywatel” miał „większy pazur”. gruncie: to, że nie wyczytaliśmy ich u aktualnie
modnego filozofa amerykańskiego czy politologa
R. O.: Trzeba brać pod uwagę czynnik biograficz- francuskiego.
ny – jesteśmy o dziesięć lat starsi niż u począt- Kolejną rzeczą, którą warto podkreślić, jest
ków pisma, co niewątpliwie ma wpływ na sposób, rzadko spotykane w Polsce połączenie wątków
w jaki formułujemy swoje opinie. Natomiast jeśli prospołecznych z patriotycznymi; przyjmujemy,
wczytamy się w poszczególne artykuły z bieżą- w ślad za tradycyjną polską lewicą, że chleb oraz
cych numerów pisma, to odnajdziemy w nich idee, niepodległość i wolność są nierozdzielne. Nie je-
które radykalnie uderzają w same podstawy obec- steśmy zafiksowani na „polskości” – na przykład
nego porządku społeczno-ekonomicznego. jako jedni z pierwszych w Polsce promowaliśmy
Jeśli za radykalne uznamy np. grupy polityczne ponadnarodowy ruch antyglobalistyczny – jed-
czy gazety, które głoszą: „precz z kapitalizmem!”, nak w rozsądnie pojętym patriotyzmie czy pań-
„natychmiast znacjonalizować wszystkie przed- stwie narodowym widzimy wartość, a także po-
siębiorstwa!”, to tego rodzaju radykalizm uważam tencjał w walce z globalną biznesową oligarchią
za bezproduktywny. Nie jest bowiem żadną sztu- oraz z krajowymi nierównościami społecznymi
ką wyjść i krzyczeć, że istniejący system jest nie- i wyzyskiem.
sprawiedliwy i zbudowany na wyzysku – sztuką Bardzo ważne i także określające naszą toż-
jest zaproponowanie realnej i dobrze uargumen- samość jest sięganie po wątki ekologiczne, czego
towanej alternatywy. W tym sensie mam wręcz prasa pozaekologiczna nie robi prawie wcale, a je-
poczucie, że jesteśmy dziś znacznie bardziej „wy- śli już, to ślizgając się po temacie w rytmie naj-
wrotowi” niż gdy zakładaliśmy pismo, jako że nowszych mód.
staramy się docierać do korzeni zjawisk, nie zaś Wreszcie, wyróżnia nas zdecydowane pod-
ślizgać po ich powierzchni z zarozumiałym po- kreślanie roli partycypacji obywateli w  sfe-
czuciem moralnej słuszności, która mało kogo rze ekonomicznej  – nie zadowalamy się jedy-
interesuje. Tam, gdzie dawniej się oburzaliśmy nie demokracją polityczną, lecz uważamy, że
i pouczaliśmy, dzisiaj pokazujemy twarde fakty, część wolności i  godności człowieka realizuje
liczby, konkretne przykłady itp. się za pośrednictwem pracy i że w dziedzinie jej

Mówiliśmy już o zmianach, teraz opowiedz


o tym, co pozostaje niezmiennym
wyróżnikiem tożsamości pisma. Co takiego, Nie musimy się zgadzać, musimy
twoim zdaniem, odróżnia „Obywatela”, myśleć i wymieniać poglądy. Dla
a Waszą propozycję światopoglądową od wymiany poglądów została w na-
innych obecnych na „rynku idei”?
szej rzeczywistości bardzo okrojo-
R. O.: Od początku istnienia pisma bardzo kon- na przestrzeń medialna. „Obywa-
sekwentnie akcentujemy rolę działań oddolnych tel” to  właśnie fragment tej wolnej
oraz zaangażowania w życie publiczne. Przez lata
dowiedliśmy, że nie są to dla nas puste slogany –
przestrzeni, miejsce, gdzie nie ule-
pokazywaliśmy pole do partycypacji społecznej gając „poprawności”, modom czy
w przeróżnych wymiarach życia zbiorowego, po- partykularnym interesom różnych
cząwszy od planowania przestrzennego, a na pro-
lobby możemy wymieniać nasze au-
dukcji przemysłowej kończąc.
Drugim ważnym wyróżnikiem jest nasza opcja tentyczne poglądy. Chwała mu za to.
prospołeczna – zawsze twardo opowiadaliśmy się
za rozwiązaniami prosocjalnymi i nigdy nie zga- Zbigniew Romaszewski – działacz
dzaliśmy się na ustępstwa w tej dziedzinie. Komitetu Obrony Robotników, współtwórca
Następnym wyróżnikiem jest to, iż czerpiąc podziemnego Radia „Solidarność”, po
wzorce także z zagranicy, jednocześnie bardzo roku 1989 senator wszystkich kadencji
mocno sięgamy po polskie tradycje, pokazujemy
23
1

Prowadzona przez nas audycja „Czy masz świadomość…?” w Studenckim Radiu 1. Od lewej: Michał Sobczyk
„Żak” Politechniki Łódzkiej nagłaśnia przede wszystkim lokalne problemy, oraz Szymon Surmacz
jednak zawsze stara się pokazać je w szerszym kontekście cywilizacyjnym.
2. Konrad Malec i gość audycji – Sylvie Derdacki
Audycja jest nagrywana i udostępniana w postaci plików z Fundacji Europejskie Centrum Ziemi
mp3 na stronie: www.czymaszswiadomosc.pl
„Obywatel” to nieustająca akwizycja idei.
Targi, festiwale, wystawy, zloty… Jesteśmy
wszędzie, nawet tam, gdzie nas nie proszą…
25

wykonywania również należy dbać o autonomię


i aktywny udział ludzi w kształtowaniu istnie- Bardzo pozytywnie oceniam
jących stosunków. Poza tym udział społeczeń- „Obywatela”. To jedno
stwa we własności – poprzez spółdzielczość, ak- z niewielu pism, które rzetelnie
cjonariat pracowniczy, oddolnie kontrolowane
podmioty państwowe czy komunalne – to nie przedstawiają sytuację w Polsce.
tylko realne poszerzanie zakresu wolności
i demokracji, ale też możność realizowania Marian Zagórny – działacz Pierwszej
ideałów egalitarnych z ominięciem pułapek, „Solidarności”, obrońca interesów polskiej
które skompromitowały stare, sowieckie wsi, organizator rolniczych protestów
i PRL-owskie pomysły na przezwyciężanie
wad kapitalizmu.
Chyba nie ma w Polsce drugiego czaso-
pisma, które konsekwentnie akcentowało- durniów, którzy nic nie rozumieją, wszystko mu-
by wszystkie powyższe kwestie. szą mieć podane na tacy i nie potrafią skorzystać
ze słownika czy Internetu. Jest w tym również
Wasze pismo jest dość „trudne”, już nasza osobista niezgoda na tabloidyzację prasy –
choćby ze względu na objętość, ale mam dość gazet i portali, w których artykuły są
przede wszystkim – poruszane coraz krótsze, natomiast coraz więcej w nich ba-
tematy. Do kogo, w pierwszym nałów i sloganów; gdzie trwa nieustanny potok
rzędzie, je adresujecie? słów (komentatorzy piszący po dwa teksty dzien-
nie, na każdy temat), które niczego nie tłumaczą.
R. O.: „Obywatel” cały czas nie jest Jest też drugi, bardzo elitarny nurt, który za-
pismem naszych marzeń. Tworzony kłada, że aby się czegoś dowiedzieć, należy prze-
jest w warunkach raczej wariackich czytać co najmniej 400-stronicową książkę, któ-
i  urągających godności ludzkiej ra ma 800 przypisów. Chyba nie muszę dodawać,
[śmiech]. Dlatego też ostateczny że dystansujemy się także wobec takiego podej-
efekt nie zawsze jest taki, jak by- ścia. Staramy się to jakoś wypośrodkować – nie
śmy chcieli. Oczywiście staramy być prymitywnymi propagandystami, ale też nie
się o komunikatywność, ale też tworzyć pisma przeznaczonego jedynie dla wy-
nie chcemy być pismem epatują- branych, bardzo zaawansowanych intelektualnie
cym prostymi hasłami. Staramy czytelników. Raz wychodzi to lepiej, raz gorzej –
się nie popadać w akademicki jak wspomniałem, tworzymy pismo w warunkach
bełkot i tworzenie kilkupiętro- niezbyt komfortowych, więc nie zawsze efekt jest
wych konstrukcji intelektual- bez zarzutu.
nych, ale też nie zamierzamy Trudno w sposób ścisły określić ogół naszych
naszych czytelników mamić odbiorców. Są to bez wątpienia osoby mające po-
zbyt uproszczonymi rozwią- glądy prospołeczne, pozytywnie nastawione do
zaniami skomplikowanych różnych form ograniczania „dzikiego” wolnego
problemów. Nie opowia- rynku. Są to też ludzie odwołujący się raczej do
damy ludziom bajek, lecz etosu Pierwszej „Solidarności”, niż do Gierka –
staramy się pokazywać czy to ze względów biograficznych, czy z uwagi na
blaski i  cienie różnych racje moralne. Na płaszczyźnie bardziej ogólnej
recept na społeczne bo- można powiedzieć, że są to osoby ciekawe świa-
lączki. Obecna formuła ta, w najlepszym znaczeniu tego terminu – nie
pisma wynika również „kolekcjonerzy ciekawostek”, lecz ci, którzy nie
z szacunku dla czytel- poprzestają na prostych odpowiedziach, serwo-
ników – nie po to robi- wanych przez duże media czy funkcjonujących
my obywatelskie cza- w popularnym obiegu kulturowym. Żeby czytać
sopismo, żeby trak- „Obywatela” i z nim sympatyzować, trzeba czasa-
tować odbiorców jak mi mocno zmienić swoje wyobrażenia na temat
26

Piotr Ciompa prowadzi szkolenie dla członków rad pracowników

świata – często naruszamy powszechnie przyjęte mierze siłami amatorów, w najlepszym tego słowa
pewniki, dotyczące choćby systemu gospodarcze- znaczeniu – publikują u nas ludzie, którzy z nie-
go czy głównych trendów kulturowych. Ludzie, komercyjnych i niezawodowych pobudek zainte-
którzy chcą obcować z takimi treściami i wydają resowali się jakimś tematem i chcą podzielić się
na to własne, nierzadko ciężko zarobione pienią- informacjami i przemyśleniami. Do „Obywatela”
dze, muszą być zdolni do rewizji swoich poglądów, piszą także osoby, które zajmując się zawodowo
do pewnej odwagi intelektualnej. Są wśród nich daną specjalnością, mają w sobie żyłkę populary-
przedstawiciele rozmaitych grup społecznych – zatorską i społecznikowską, np. naukowcy, któ-
przykładowo, jednego z ostatnich numerów gra- rzy nie chcą zamykać się w akademickim getcie
tulowali nam m.in. prof. Tadeusz Kowalik, nale- i zamieszczać teksty jedynie w publikacjach czy-
żący do najbardziej renomowanych polskich eko- tanych wyłącznie przez ich kolegów i koleżanki
nomistów, lecz także jeden z naszych wiernych po fachu. Piszący dla nas są szczerymi demokra-
czytelników, który jest zwykłym pracownikiem tami, w tym sensie, że uważają, iż skoro tematy
fizycznym w Hucie Katowice. z ich specjalności mają ważne znaczenie dla ogó-
łu, nie można poprzestać na dyskutowaniu ich
Unikalną cechą pisma jest skala w niewielkich grupach, lecz należy pozyskiwać
dobrowolnego, nieodpłatnego zaangażowania sojuszników dla rozwiązań optymalnych spo-
czytelników w jego tworzenie. łecznie. I to jest chyba kolejny ważny wyróżnik
„Obywatela” spośród innych czasopism.
R. O.: To prawda. Nie mamy zawodowych autorów, Ludzi zgłaszających się do nas z różnymi pro-
którzy wedle zapotrzebowania redakcji piszą na blemami zawsze zachęcamy, by spróbowali je opi-
każdy temat, jak to się często dzieje w prasie po- sać, bez czekania, aż ktoś zrobi to za nich. Ma dla
pularnej. Nasz kwartalnik powstaje w znacznej mnie dużo większą wartość, gdy np. pracownik
27

Cezary Michalski, Ryszard Bugaj i Piotr Ikonowicz podczas zorganizowanej przez nas
debaty „Od »okrągłego stołu« do kryzysu finansowego”, styczeń 2009 r.

Straży Ochrony Kolei pisze dla nas artykuł o tym, innego rodzaju działania, które przyciągają ludzi
co złego dzieje się w tej formacji, niż gdybyśmy być może nie zainteresowanych współpracą przy
zapłacili za to jakiemuś dziennikarzowi, któ- samej gazecie. Wspieramy różne inicjatywy, kiedy
ry przedwczoraj pisał o przemyśle drobiarskim, indziej zaś inni doceniają to, co robimy i wspie-
wczoraj o problemach administracji publicznej, rają nas. W  ten sposób powstaje coś, co nazy-
a dzisiaj dostał zlecenie na tekst o służbach za- wamy „środowiskiem”: grono ludzi wyznających
bezpieczających tereny kolejowe. Zawodowiec podobne ideały, choć niekoniecznie identyczne
mógłby profesjonalnie rozpoznać problem i napi- czy w takich samych proporcjach, którzy poma-
sać niezły tekst, ale będzie to dla niego zaledwie gają współtworzyć pismo i wszystko, co się wo-
jeden z wielu tematów, z którym się w żaden spo- kół niego dzieje. Przez te dziesięć lat przewinęło
sób nie utożsami. Gdy zaś sami czytelnicy sięgają się naprawdę mnóstwo osób, które utożsamiły
po pióro, a efekt końcowy jest – choćby za cenę się z „Obywatelem” i na miarę możliwości doło-
naszych poprawek – zadowalający, wówczas jest żyły do niego swoją cegiełkę – nie tylko pisząc
to dla mnie jako redaktora pisma o nazwie „Oby- czy tłumacząc dla nas teksty, ale np. pomagając
watel” sto razy bardziej satysfakcjonujące. w ilustrowaniu pisma, przygotowywaniu go do
druku, załatwianiu spraw urzędowych, wysyłce
Na stronie internetowej „Obywatela” do prenumeratorów, kolportażu, polecając „Oby-
często piszecie o „środowisku” watela” znajomym, zwracając uwagę na tematy
skupionym wokół pisma. warte opisania, organizując nasze imprezy itp. Do
tego dochodzą osoby, które wspierają finansowo
R. O.: Utrzymujemy bezpośredni kontakt z wie- nasz fundusz wydawniczy, wpłacając darowizny
loma naszymi autorami czy stałymi czytelnika- czy przeznaczając dla nas 1% swojego podatku.
mi. Poza wydawaniem „Obywatela” podejmujemy Jesteśmy im wszystkim bardzo wdzięczni – bez
28

nich „Obywatela” po prostu by nie było lub funk- Oczywiście w  wielu konkretnych sprawach
cjonowałby w próżni społecznej, a to nie miałoby udało nam się osiągnąć bardziej wymierne efek-
sensu, bo mamy oprócz tworzenia pisma wiele ty. Udało się np. stworzyć przy piśmie inicjatywy,
innych zajęć i pomysłów na życie. które zrobiły sporo dobrego – choćby Centrum
Poza poczuciem, że bierze się udział w  pro- Wspierania Rad Pracowników, które jest jedyną
mocji idei, które się wyznaje, nie mamy żadnych tego rodzaju instytucją w Polsce. Ci ludzie często
możliwości gratyfikacji czy uhonorowania tych nam dziękowali, gdyż nikt inny nie zaintereso-
osób. Tak więc ludzie, którzy są z nami, na pewno wał się ich losem, nie starał się poznać i nagłośnić
nie czynią tego z pobudek koniunkturalnych – na tych problemów; nie mogli liczyć na żadne wspar-
naszych poglądach nie można ani zarabiać, ani cie, poza odpłatną pomocą prawników. Tego typu
robić kariery czy zdobywać popularności. Utoż- środowisk było więcej, co patrząc wstecz cieszy
samienie się z „Obywatelem” i firmowanie swoim i satysfakcjonuje.
nazwiskiem jego działań wymaga wręcz pewnej Powodem do dumy jest dla mnie również to,
odwagi cywilnej – działamy w świecie, dla które- że wydrukowaliśmy mnóstwo tekstów, których
go ponoć „nie ma alternatywy”. w Polsce nikt inny pewnie by nie opublikował,
a przynajmniej nie w spójnym „bloku”, prezentu-
Co, z perspektywy pięćdziesięciu numerów jącym całościową wizję. Gdy się zbierze te 50 nu-
pisma i 10 lat jego edycji, uznajesz za merów obok siebie, to jest to ogromna dawka wie-
osiągnięcia warte odnotowania? Masz dzy dla ludzi, którym nie podoba się to, co dzieje
poczucie, że udało Wam się choć trochę się ze światem; którzy szukają alternatywy dla
poszerzyć zakres debaty publicznej, odkłamać obecnego, „jedynie słusznego” porządku.
jakieś pojęcia, a może zainspirować Mam też satysfakcję, że udało się stworzyć
konkretne obywatelskie działania? pewną propozycję ideową, zarazem radykalną
i odważną, lecz nie oszołomską. Przykładowo,
R. O.: Wiem, że może to zabrzmieć z lekka nar- jeśli krytykujemy kapitalizm i neoliberalizm, to
cystycznie, a zarazem mało efektownie, ale dla alternatywy szukamy tam, gdzie jest dobrobyt
mnie największym sukcesem jest samo wydawa- i demokracja, czyli np. w Szwecji i Finlandii, nie
nie pisma przez tak długi czas, choć nie jest to zaś na Białorusi czy na Kubie. Jeśli krytykujemy
oczywiście cel sam w sobie. Nieprzerwaną i regu- „Gazetę Wyborczą”, to za wspieranie Balcerowicza
larną edycję niezależnego pisma przez dekadę – oraz za jej istotny wkład w sformatowanie i zu-
bez wielkiego zaplecza instytucjonalnego, boga- bożenie polskiej debaty publicznej, nie zaś za to,
tych sponsorów, ale też bez głoszenia treści, któ- że brat Michnika był ubekiem. Jeśli wyszydzamy
re są „mile widziane” – trzeba nazwać sukcesem, to, że „nowa lewica” zajmuje się głównie prawami
zwłaszcza że mam nienajlepsze zdanie o zdolno- gejów, to nie dlatego, że uważamy – jak prawica –
ści Polaków do długofalowych, konsekwentnych iż homoseksualizm jest chorobą, lecz ponieważ
wysiłków. Natomiast wydawanie przez 10 lat pi- są w Polsce ogromne grupy i obszary ludzi wy-
sma na niezłym poziomie, mimo iż bazującego kluczonych po stokroć bardziej niż garstka, któ-
na pracy społecznej, któremu udaje się przyciągać rej marzą się śluby dwóch facetów i adoptowanie
prestiżowych lub fachowych autorów i które jest dzieci przez dwie paniusie. I tak dalej. Jeśli popa-
chwalone przez ludzi znających się na tego rodza- trzymy na to, jak wygląda w Polsce sfera ideologii,
ju tematyce, a także na warsztacie prasowym – zarówno tej „głównonurtowej”, jak i rozmaitych
warte jest odnotowania po dwakroć. Trudno po- nisz politycznych, to mam wrażenie, że swoje
wiedzieć, że jest to sukces spektakularny – dzię- stanowisko i postawę przemyśleliśmy znacznie
ki nam nie dokonała się żadna epokowa zmiana. lepiej i głębiej.
Oczywiście zawsze chciałoby się więcej, nato- Pomniejszymi sukcesami są kwestie mające
miast wydaje mi się, że i tak osiągnęliśmy dużo wymiar symboliczno-historyczny. Włożyliśmy
więcej, niż zakładaliśmy w momencie tworzenia wiele wysiłku w  przypomnienie etosu Pierw-
„Obywatela”. Jak już wspominałem, początki były szej „Solidarności” i  odkłamanie go  – nie był
mało heroiczne. To był trochę eksperyment, rzu- to bowiem tylko zryw niepodległościowo-anty-
canie się na głęboką wodę bez pewności, czy lada komunistyczno-bogoojczyźniany, ale również
moment się nie utopimy. bunt robotniczy, bunt ludzi walczących o godne
29

traktowanie człowieka pracy, wspomniana już niesłychanie hermetyczne, mocno sprofilowane


walka zarazem o chleb i wolność. Niewątpliwie i zupełnie nie zainteresowane poszerzaniem czy
sukcesem było zorganizowanie w 2005 r. – cał- to zakresu tematycznego podnoszonych kwestii,
kowicie oddolnie, za pieniądze składkowe – nie- czy nawet języka opisu, który też jest bardzo waż-
zależnych obchodów 25-lecia powstania „Soli- ny. Na przykład samo mówienie o bezrobotnych
darności”, w kontrze do oficjalnych uroczysto- jako „życiowych nieudacznikach” bądź przypad-
ści, na które państwo wyłożyło miliony złotych. kowych, lecz nieuniknionych „ofiarach transfor-
Przy braku jakiejkolwiek reklamy, na niezwy- macji” nie jest tym samym, co mówienie o nich
kle udaną pod względem merytorycznym im- jako o ludziach z definicji wykluczanych z syste-
prezę przyszło ok. 1000 osób, zaś koszt jej or- mu, bazującego na rezerwowej armii pracy, którą
ganizacji wyniósł zaledwie 6 tys. zł. Opubliko- można straszyć tych, którzy posady mają. Gdyby
waliśmy także dwie książki Joanny i Andrzeja ta sfera rzeczywistości wyglądała inaczej, to być
Gwiazdów – ludzi przez długi czas spychanych może moglibyśmy zrobić więcej, szerzej „sprze-
w niepamięć, mimo że w historii Polski odegrali dać” nasze idee kręgom opiniotwórczym, które
bardzo ważną i szlachetną rolę. Z działalności później mogłyby wznieść je na trochę wyższy
wydawniczej w ogóle jestem bardzo zadowolo- szczebel popularności.
ny – szczególnie z wydania pism spółdzielczych Podejrzewam, że więcej udałoby się nam osią-
Edwarda Abramowskiego, z reedycji książki Jana gnąć, gdybyśmy byli nieco bardziej przebiegli
Gwalberta Pawlikowskiego – prekursora ochro- i  wyrachowani. Tym, co chyba najbardziej od-
ny przyrody w Polsce, czy ze zbioru artykułów rzuca mnie od wspomnianej „Krytyki Politycz-
„ojca-założyciela” polskiej spółdzielczości spo- nej”, nie jest ani dość infantylny i naśladowczy
żywców, Romualda Mielczarskiego. Wszystkie zestaw haseł i postulatów, ani nawet zblatowa-
te teksty czekały na przypomnienie 70-90 lat nie ze środowiskami, które odpowiadają za pato-
i gdyby nie my, to nadal byłyby niedostępne dla logie Polski po roku 1989, ale przede wszystkim
dzisiejszych czytelników. strategia działania. Mam na myśli podczepia-
Trudno mówić o spektakularnych sukcesach, nie się pod różnych VIP-ów na zasadzie: pięć ra-
gdzie błyskałyby flesze i  wychwalano nas pod zy zaprosimy kogoś na spotkanie i pochwalimy,
niebiosa, ale też nie dążyliśmy do takiej popular- więc gdy on dostanie program w radiu czy tele-
ności. Wybraliśmy inną drogę, więc nasze osią- wizji, to zaprosi nas. My nawet mając możliwości
gnięcia są zupełnie odmiennego rodzaju. Two- skorzystania z tego typu nieformalnych „dojść”,
rząc pismo idące „pod prąd” obowiązującym mo- często z nich rezygnowaliśmy – nie chcieliśmy,
dom, trudno zresztą oczekiwać wielkiego pokla- żeby ktoś nam coś „załatwiał”. Jeśli traktujesz
sku, splendoru i nagród. Żałosni są ludzie, którzy swoje egalitarne ideały serio, nie chodzi o to, aby
chcieliby zarazem być radykałami, jak i czerpać wykazać się osobistym sprytem i obrotnością.
z tego faktu finansowe czy symboliczne profity, Chodzi natomiast o to, żeby zmienić system na
otrzymywać wyrazy uznania, często czytać na taki, w którym zapraszanie różnych środowisk
swój temat pochlebne recenzje itd. Komiczni są do debaty na stosunkowo równych prawach nie
z kolei tacy, których wszyscy promują i poklepują będzie wynikało z tego, że ktoś kogoś towarzy-
po plecach, a im się wydaje – lub próbują tworzyć sko lubi, z kimś studiował lub pracował w „war-
taki mit – że w jakikolwiek sposób są radykalni szawce” czy się komuś za coś odwdzięcza, lecz
i zagrażają „Systemowi”… będzie postrzegane jako psi obowiązek mediów.
Trzeba mieć przy tym na uwadze, że stworzy- Natomiast zamiana jednych koterii na inne, na-
liśmy „Obywatela” w  okresie bardzo trudnym. wet jeśli mające lewicowe hasła na ustach, nicze-
Wśród okoliczności niesprzyjających naszej pra- go nie zmienia w kwestii tego, iż nadal obowią-
cy jest zarówno marazm społeczny – nasze ide- zuje system koteryjny, niesprawiedliwy, elitarny
ały są niepopularne, gdyż mówimy o czymś, cze- i naznaczony wieloma barierami.
go ludzie nie praktykują na większą skalę – jak
i marazm, w jakim znajduje się w Polsce debata Dziękuję za rozmowę.
publiczna. Jest wiele barier, które w ogóle zamy-
kają dostęp do niej osobom spoza już ukształto- Łódź, 27 lipca 2010 r.
wanych środowisk, a poza tym te środowiska są
Jednymi z silnie
rozwijanych w „Obywatelu”
cech charakteru są
wielozadaniowość i brak
lęku przed najtrudniejszymi
wyzwaniami.

Polityczny sabotaż przed uroczystościami


25. rocznicy powstania „Solidarności”.
Autorem hasła „Zaczęło się w Gdańsku…
skończyło w Magdalence” jest Andrzej
Gwiazda. Na oficjalne billboardy
„przeniósł” je zespół „Obywatela”.

1. K
 onrad Malec prowadzi warsztaty
dla młodzieży licealnej

2. Michał Sobczyk w Szypliszkach –


praca reportażysty w terenie

1 2
3

Na planie filmu „Ludzie Juranda”, wyreżyserowanego


i zrealizowanego na nasze zlecenie przez Piotra
Zarębskiego (fot. 3). Najtrudniejszym wyzwaniem
okazała się nie praca w roli dźwiękowca (Szymon Surmacz,
fot. 4) czy kaskadera, który w celu zrobienia zdjęć
musiał dostać się po drabinie na kilkudziesięciometrową
wieżę (Bartosz Malinowski, fot. 5), lecz impreza
integracyjna z mieszkańcami Puszczy Piskiej… (fot. 6).
32

Fabryka
Zadrukowanych
Kartek
Michał Sobczyk

Zmienianie świata za pomocą pióra, jeśli traktować je serio,


ma w sobie równie wiele z romantycznego buntu,
co z efektywnego zarządzania zakładem produkcyjnym.
Egzemplarz „Obywatela”, który trzymasz w  rę- współpracowników oraz pomysłów nadsyłanych
kach, to poza pracą autorów tekstów efekt trud- przez czytelników. Z  dziesiątków możliwości
nych do wyliczenia zabiegów kilkunastoosobowe- należy następnie stworzyć taką kompozycję te-
go zespołu, których całości nie ogarnia prawdopo- matów, by numer był różnorodny, nie powielał
dobnie żaden z jego członków (co więcej, niektó- wątków poruszanych przez nas na przestrzeni
rzy z nich są nieznani większości pozostałych). ostatnich miesięcy, wpisywał się w dyskusje nad
aktualnymi problemami społecznymi – licząc się
Planowanie produkcji jednocześnie z tym, że pewna część materiałów
ostatecznie nie powstanie bądź nie będą się one
Praca nad numerem zaczyna się na długo przed nadawały do druku. Jest więc w planowaniu za-
tym, zanim ktokolwiek zasiądzie do pisania czy wartości kolejnych numerów zarówno coś z pra-
wyruszy w teren. Choć otrzymujemy niezamó- cy szefa kuchni, jak i szefa brygady antyterrory-
wione materiały dobrej jakości, kształt kolejnych stycznej, który zawsze powinien mieć w zanadrzu
„Obywateli” to wynik przede wszystkim meto- co najmniej „plan B” oraz „C”.
dycznej realizacji dość ścisłego planu. Pomysły wyłonione w toku redakcyjnych burz
Pomysły na artykuły, wywiady czy tłuma- mózgów są nierzadko bardzo ogólne (dajmy coś
czenia tekstów z zagranicy nie biorą się „z gło- o pieśniach robotniczych) i potrzeba sporo pracy, by
wy, czyli z niczego”. Nowe koncepcje, nieustan- można było skonkretyzować oczekiwania wzglę-
nie wpływające do redakcyjnego banku idei, są dem zakresu tematycznego i konwencji poszcze-
pokłosiem codziennych, intensywnych dyskusji gólnych tekstów. Wymaga to porządnego namy-
i indywidualnych lektur członków redakcji i jej słu, a nieraz także błyskawicznego dokształcania
33

Stoisko z wydawnictwami podczas Festiwalu Obywatela w 2006 r.

się. Prawdziwym wyzwaniem jest wytypowanie


potencjalnych autorów numeru (także spośród „Obywatel” spełnia ważną funkcję
osób dotychczas nam nieznanych), których na- w polskiej debacie publicznej po
leży następnie namówić do współpracy, dookre-
1989 r. Konsekwentnie przyczynia
ślić wspólnymi siłami kształt tekstu, tryb pracy
nad nim itp. Znalezienie osoby, która naprawdę się do myślenia w kategoriach
dobrze zna określony temat, posiada wewnętrz- sfery publicznej i tworzenia takiej
ną potrzebę nieodpłatnego podzielenia się swo- polityki, która system polityczny
ją wiedzą, a jednocześnie ma w danym momen-
cie choć trochę wolnego czasu – bywa nie lada
i społeczny oprze na zasadach
sztuką. sprawiedliwości społecznej. Zasady
Równolegle należy „namierzyć” bohaterów te zapewnią poprawę egzystencji
planowanych wywiadów, co nie zawsze jest proste
(bywa, że z pomocą przychodzą… portale społecz-
całego społeczeństwa, jego rozwój
nościowe, jak nasza-klasa), oraz umówić się z ni- i kreowanie egalitarnych stosunków
mi na spotkanie lub rozmowę telefoniczną. Także społecznych – przywracając w ten
na tym etapie zdarzają się problemy, jak w przy- sposób zaufanie do państwa.
padku cenionego profesora, który w kolejnych, co
najmniej dwudziestominutowych rozmowach prof. Ewa Leś – specjalista w zakresie
kilkakrotnie przekładał krótki wywiad telefo-
polityki socjalnej, badacz i popularyzator
niczny na potrzeby jednego z tekstów, tłumacząc
przedsiębiorczości społecznej
się „problemami z wygospodarowaniem choćby
kwadransa”. Jeśli zaś efekt finalny zazwyczaj
wygląda – a mamy taką nadzieję – na swobodną
34

rozmowę dobrze zorientowanego laika z eksper-


tem z danej dziedziny, to oznacza, że osoba prze- Dziś, gdy ideałem jest nie
prowadzająca wywiad solidnie odrobiła „pracę wyróżnianie się, kiedy jakiś
domową”, czyli pogłębiła wiedzę na temat oma- uczeń szkoły podstawowej chce
wianych kwestii oraz zapoznała się z dorobkiem
rozmówcy. Duże media mają swoich specjalistów
dokuczyć drugiemu, mówi: „jesteś
od poszczególnych tematów, dziennikarze oby- dziwny”. Kiedy ja dorastałem, owa
watelscy muszą choć z grubsza orientować się nie- „dziwność” była w cenie; mówiliśmy
mal we wszystkim. Od ekspresowego poszerza- z podziwem, że ktoś jest „oryginalny”.
nia wiedzy potrafi rozboleć głowa, także dosłow-
nie – jak wtedy, gdy czytając w drodze do redakcji „Obywatel” to dziwne pismo, bo
książkę przyszłego rozmówcy nie zauważyłem łączy dwa porządki ideologiczne,
ulicznej latarni… zupełnie sobie obce – w opozycji do
neoliberalnej ortodoksji. Dziwne
Nadzór techniczny
i obróbka skrawaniem bywa ciekawe. Czytajmy więc.

Większość naszych autorów, zwłaszcza stałych Piotr Ikonowicz – działacz lewicowy,


współpracowników, to osoby bardzo kreatyw- w latach 80. brał udział w reaktywacji PPS,
ne i samodzielne, co gwarantuje wysoki poziom animator ruchu obrony praw lokatorów
przygotowywanych artykułów. Myliłby się jed-
nak ten, kto sądziłby, że w nadsyłanych materia-
łach wystarczy „poprawić przecinki” – i kolejny
numer zrobiony.
Droga „od pomysłu do tekstu” jest zazwyczaj elegancję wywodu. Na tym etapie praca redakto-
żmudna, przy czym w każdym przypadku wyglą- ra nieco przypomina trud szlifierza diamentów.
da nieco inaczej. Często nie obywa się bez bie- W tym kontekście szczególnie zapadł mi w pa-
żących konsultacji pomysłów i wątpliwości zgła- mięć ciekawy tekst Rafała Jakubowskiego, bę-
szanych przez autorów, czasem niezbędne jest dący krytyką uzawodowienia armii. Ponieważ
szczegółowe recenzowanie kolejnych, niedosko- w numerze było już zbyt ciasno, by opublikować
nałych wersji artykułu. Do tego dochodzi poma- go w oryginalnej objętości, a nie chcieliśmy zu-
ganie autorom w ich walce z indywidualnymi sła- bożyć wspomnianej wypowiedzi o którąkolwiek
bościami – któż ich nie ma! – bądź pokorne mie- z istotnych myśli, musieliśmy z Remikiem prze-
rzenie się z ich skutkami. Przyjemność redago- czytać całość kilkanaście razy, słowo po słowie,
wania „Obywatela” okupiona jest koniecznością pod koniec koncentrując się na… podmianie
cierpliwego, nieraz wielokrotnego popędzania wybranych wyrazów na ich krótsze synonimy,
spóźnialskich (w moim przypadku – także same- np. „również” na „także”.
go siebie…), uczenia mniej wprawnych prawidło- Warto dodać, że niezależnie od ilości włożonej
wego korzystania z edytora tekstu, poprawiania pracy, zawsze może ona pójść na marne. Dzieje się
niezliczonych literówek po dyslektykach… tak np. wtedy, gdy podczas autoryzacji dopiesz-
Zasadniczą część redaktorskiego fachu sta- czonego w każdym słowie wywiadu jego bohater
nowi jednak zespołowa praca nad przesłanymi decyduje się napisać wszystko od nowa… W po-
artykułami. Jest co robić, choćby dlatego, że po- dobnych przypadkach najlepszą analogią dla na-
wszechne jest wśród autorów znaczące (nawet szej profesji jest chyba posada Syzyfa.
kilkukrotne!) przekraczanie umówionej objęto-
ści – mają przecież tyle ważnego do powiedze- Kontrola jakości, uzupełnianie
nia… To prawda, ale da się to samo napisać kró- braków magazynowych
cej – i naszym zadaniem jest wyłapanie każde-
go powtarzającego się wątku, truizmu, zbędnej A to wszystko może półmetek procesu produk-
dygresji czy wręcz pojedynczego słowa, nie na- cyjnego. „Gotowy” tekst należy potem przeczy-
ruszając przy tym sedna sprawy i uwypuklając tać jeszcze kilka razy (rolę zespołu korektorów
35

pełni u nas… redaktor naczelny), za każdym ra- Jeden z nich, od lat znający nas osobiście, przez
zem znajdując w nim coś, co można bądź nale- ponad dwa tygodnie utrzymywał, że zamówiona
ży poprawić. Nie chodzi tu tylko o dopieszczanie recenzja „jest już praktycznie gotowa”; przeszko-
językowej strony artykułów, ale i wynajdowanie dę w jej przesłaniu miały stanowić w kolejnych
luk w argumentacji autorów, sprawdzanie w źró- dniach m.in. blokada korzystania z prywatnych
dłach przytaczanych przez nich cytatów, faktów skrzynek e-mailowych w nowej pracy, nieznale-
czy liczb (konieczne bywa także np. sumowanie zienie kafejki internetowej czynnej po godzinie
liczb w tabelach…), a nawet – ostrożności nigdy 22 : 00 (mowa o jednym z największych miast Pol-
za wiele – prawidłowej pisowni przywoływanych ski), oraz względy religijne – zakaz korzystania
nazw i nazwisk. Autorzy są tylko ludźmi, dlatego z komputera w szabas. W końcu tekst do nas do-
ideałem, do którego powinien dążyć każdy redak- tarł: czterokrotnie krótszy i na zupełnie inny te-
tor, jest dobrze naoliwiona maszyna do szukania mat, niż ustalaliśmy…
dziury w całym… Ze względu na ludzką niesolidność, ale i przy-
A wszystko to z  nieustannie aktualizowanym padki losowe, należy być stale gotowym, aby
planem numeru w ręku. Tak to już jest, że wię- w ekspresowym tempie wynaleźć, choćby spod
cej przewidzianych tekstów wypada, niż „spada ziemi, pełnowartościowy zamiennik dowolnego
z nieba” tych nieplanowanych. Sytuacji nie uła- materiału. Konkurencja na rynku idei jest bez-
twiają ci z autorów, którzy ukrywają faktyczne litosna, dlatego bez względu na nasze perypetie,
zaawansowanie prac nad swoimi tekstami, licząc czytelnik poszukujący prospołecznych treści mu-
na szybkie nadgonienie zawalonych terminów. si otrzymać gotowy produkt na czas i musi być on

Związki pozazawodowe
Fabryka Zadrukowanych Kartek to nie tylko codzienna praca przy taśmie, ale także wyjazdy
służbowe, wczasy zakładowe, wyjścia na piwo po fajrancie, „nocne Polaków rozmowy”, ro-
manse biurowe… W efekcie, załoga staje się powoli czymś więcej niż wspólnotą pracy oraz
poglądów.
Spójnią tej społeczności są zarówno rzeczy wielkie, jak wsparcie kolegów i koleżanek, na
które każdy z nas mógł liczyć w trudnych życiowych momentach, jak i pozornie małe, jak
gromadne uleganie słabostkom, w rodzaju zamiłowania do palenia fajki czy wciągania tabaki.
Nie ma potrzeby udawać, że żyjemy w jakiejś wspólnotowej utopii. Wcale nierzadkie awantu-
ry urządzamy sobie jednak z troski o jakość wspólnej pracy, by w chwilach od niej wolnych
z powrotem uwielbiać się nawzajem.
Choć to szalenie trudne, chciałbym, aby „Obywatel” był jednocześnie wydajnym pasem
transmisyjnym ponadczasowych idei, jak i kuźnią zdrowych relacji pomiędzy pasją a pracą,
przyjaźnią a kolektywnym podziałem i egzekwowaniem obowiązków; by umożliwiał prze-
bywanie z głową w chmurach, zmuszając w tym samym czasie do twardego stąpania po zie-
mi. Choć w bólach, chyba stopniowo rodzi się taki model, realizowany przez coraz większą
sieć osób o coraz większej liczbie bliskich powiązań. Marzy mi się, by z czasem przynajmniej
część polskiej rzeczywistości zaanektować na potrzeby tej Rzeczpospolitej Przyjaciół w mi-
niaturze, nie zapominając przy tym o przytomnej radzie Edwarda Abbey’a: Bądźcie tacy, jak
ja… krzyżowcami na pół etatu, fanatykami połową serca. […] Nie wystarczy walczyć. […] jeszcze
ważniejsze jest dobrze się przy tym bawić.

(MS)
36

satysfakcjonującej jakości. Jeśli trzeba, Fabryka strzechy. Zasadnicza różnica z prawdziwą fabry-
Zadrukowanych Kartek wprowadza dodatkową ką sprowadza się do tego, że poszczególne „dzia-
zmianę, a określenie „wolny weekend” wykreśla ły” to zazwyczaj jedna pracowita osoba, dla której
z zakładowego słownika. Status środowiskowej pomoc przy wydawaniu pisma jest tylko jednym
anegdoty zyskała autentyczna historia o tym, jak z życiowych zajęć.
podczas takiego maratonu prac nad finalizacją
numeru jeden z nas był święcie przekonany, że Uspołeczniony zakład pracy
zredagował o jeden artykuł więcej, niż w rzeczy-
wistości. Okazało się, że „dokonał” tego podczas Celem tego tekstu nie jest przekonanie kogokol-
kilkugodzinnej drzemki, kiedy śnił mu się ekran wiek, że redagowanie i wydawanie gazety „dla do-
komputera. bra wspólnego” – jest udręką. Kosztuje nas ono
niemało wysiłku i stresów, ale niemal cała załoga
Bezimienni fachowcy silnie identyfikuje się z fabryką i nie zamieniłaby
jej na żaden inny zakład. Chciałem jedynie za-
Na podstawie powyższych opisów można od- chęcić Was do próby wyobrażenia sobie, jak duża
nieść wrażenie, że skromne grono technologów ilość bardzo zróżnicowanej, nierzadko specjali-
i rzemieślników, wraz z „wynajmowanymi” do stycznej pracy musi zostać wykonana, żebyśmy
poszczególnych tekstów specjalistami, dźwiga na co kwartał mogli dostarczyć Wam nową dawkę
swoich barkach cały ciężar działalności fabryki. inspirującej lektury. Pracy, której niemała grupa
Tymczasem na ostateczny efekt znojnie pracuje osób powinna móc poświęcić się na wyłączność,
cała niewidzialna armia pracowników i wolonta- jeśli pismo ma się rozwijać – a której nie opła-
riuszy stowarzyszenia wydającego pismo. ci wielki biznes czy polityka, bo nie mają w tym
To ich rękami wykonywanych jest wiele prac żadnego interesu.
niezbędnych w procesie produkcyjnym: tłuma- Z powyższych powodów Fabryka Zadruko-
czą teksty, przepisują nagrania z wywiadami, wy- wanych Kartek będzie mogła przetrwać wyłącz-
szukują zdjęcia do zilustrowania poszczególnych nie wtedy, jeśli jej klienci będą wobec niej lojalni,
materiałów, pakują i wysyłają egzemplarze gazety a jednocześnie istotna część z nich aktywnie za-
do prenumeratorów… W tym samym czasie ich angażuje się w jej sprawy, zostając udziałowcami
koleżanki i koledzy z działu finansowego dbają całego przedsięwzięcia. Więcej informacji na te-
o to, by było za co kupić kartki do zadrukowania, mat tego, jak można zostać takim „obywatelskim
opłacić redakcyjne telefony czy czynsz za lokal, spółdzielcą”, znajdziecie w następnym numerze
dział dystrybucji negocjuje jak najkorzystniejsze „Obywatela”.
warunki kolportażu, a marketingowcy-amatorzy
głowią się, jak sprawić, by „Obywatel” trafił pod Michał Sobczyk

W mainstreamowych
mediach godnie
reprezentuje nas Krzysztof
Wołodźko. Na zdjęciu
w programie „System 09”
emitowanym w TVP2
37

W sytuacjach nieformalnych można poznać ekipę


„Obywatela” po nie zawsze w pełni kontrolowanym
zamiłowaniu do piw z małych regionalnych
browarów. Warto podkreślić, że podobnie jak przy
innych czynnościach, którym się oddajemy, za pasją
idzie głęboka wiedza – na temat gatunków piw,
marek, etykiet czy lokalizacji browarów, nawet tych
położonych w najmniejszych miejscowościach.

Na zdjęciach: Remigiusz Okraska, Jarosław


Szczepanowski, Weronika Jóźwiak, Agnieszka
Górczyńska, Justyna Bibel, Marta Kasprzak, Szymon
Surmacz, Przemek Stańczak, Rafał Bakalarczyk,
Michał Juszczak, Magdalena Gorzak, Agata Brzyzka,
Jarosław Prasoł, barek redaktora naczelnego
38

Megafon zwany „tubą” to bardzo ważne akcesorium działalności obywatelskiej. Nasza tuba zaliczyła dziesiątki imprez
organizowanych przez wiele organizacji, z którymi współpracujemy. W Łodzi wszyscy aktywiści wiedzą, że w celu
wypożyczenia megafonu należy się udać „do »Obywatela«”. Są tacy, którzy przypisują tubie magiczne właściwości.
Oddana w dobre ręce, potrafi wrócić do nas wraz z pożyczającym – jak w przypadku Marii Nowakowskiej, która
po paru latach od użycia megafonu na manifestacji studenckiej została aktywistką naszej organizacji.

Na zdjęciach: tuba w drodze do Rospudy, Danuta Kowalczyk, Rafał Górski, Maciej Muskat,
mieszkanki łódzkiego Olechowa, Marcin Harembski, Maria Nowakowska
Historia pewnego
reportażu
Konrad Malec

Pisanie artykułów do „Obywatela” wymaga nieraz sporej


odporności fizycznej i psychicznej, zawsze jest pełne
niespodzianek, a nierzadko – bywa istnym wariactwem.
Odrywam się od komputera i w półmroku usiłuję w  odpowiedzi. Kiedy już PKP zostaną zrefor-
dojrzeć wskazówki zegara; jest po pierwszej. Za- mowane na śmierć, będzie mógł spokojnie prze-
nim spocznę, rozważam, jak dotrzeć na dworzec. kwalifikować się na wróżbitę: gdy dojeżdżam do
Autobusem nocnym będę jechał godzinę, taksów- stacji, mój pociąg od kwadransa powinien być
ka kosztuje ok. 30 zł. Półtorej godziny snu pie- w trasie, jednak widzę go na sąsiednim peronie.
chotą nie chodzi i to przeważa szalę na korzyść Puszczam się biegiem, wsiadam i podziwiam ka-
„taryfy”. towicki dworzec – przez kolejnych kilkanaście
Sen był krótki, ale podładował wewnętrzny minut.
akumulator, dlatego w pociągu trudno mi usnąć. Ostatecznie udaje mi się jakoś dotrzeć do Biel-
Może przerabiając inny tekst zmęczę oczy i się ska-Białej, gdzie przez dłuższą chwilę kręcę się po
zdrzemnę? Przecież rano muszę być przytom- dworcu. Miał tu na mnie czekać pierwszy infor-
ny… I tak, nocna podróż z Łodzi do Częstochowy mator (znaki charakterystyczne: 180 cm wzro-
upływa mi na pracy. Pociąg jest spóźniony, na stu, brązowa czapka; były bokser, co powinno
przesiadkę mam dosłownie kilka sekund. Wska- odcisnąć ślad na fizjonomii…). W końcu telefon:
kuję do osobówki, zajmuję miejsce, wyjmuję ga- Panie redaktorze, będę chwilę spóźniony, potwornie
zetę znalezioną w pośpiesznym i pogrążam się ślisko jest dziś w mieście. W pociągu nie zmruży-
w lekturze. Zaraz, coś tu nie gra – od 20 minut łem oka, usiłuję więc znaleźć automat z kawą, by
mój pociąg powinien być w drodze, a dopiero nieco rozruszać szare komórki. Nie mam fartu:
ruszył. Pytam sąsiadkę z naprzeciwka, czy to w międzyczasie podjeżdża mój rozmówca. Zapra-
właściwy skład i otrzymuję potwierdzenie plus sza do auta, na samym wstępie informując: Poje-
informację, że trakcja jest oblodzona. Pojawia dziemy w bezpieczne miejsce, by nikt nas nie mógł
się konduktor. Mówię, że w Katowicach mam podsłuchać i żeby nas nie namierzyli. – Cholera! Tra-
tylko chwilkę na kolejną przesiadkę i  pytam, fiłem na wariata – przeklinam się w myślach za
co w sytuacji, jeśli nie zdążę. – Panie, a skąd po- wybór źródła informacji i zaczynam obmyślać
mysł, że tamten odjedzie punktualnie? – dziwi się drogę ucieczki.
40

Wypadki toczą się szybko, mój interlokutor na dłużej. Na wariactwo macham ręką, zama-
dość niespodziewanie okazuje się mówić bardzo wiam upragnioną kawę i wyciągam dyktafon. –
sensownie. W sumie przywykłem do tego, że Pan wybaczy, ale powiem parę rzeczy, których wo-
mocno zaangażowanym społecznikom nierzad- lałbym, żeby Pan nie publikował, a z takich sprzętów
ko włącza się spiskowe myślenie – to efekt tego, czasem „przypadkiem” coś się wydostaje – zastrzega
jakimi metodami nadal zwalcza się „niepokor- mój rozmówca. Niepocieszony wyciągam kartki,
nych”, którymi w wolnej Polsce są osoby sprze- długopis i zaczynam się zastanawiać: co ja tutaj
ciwiające się „restrukturyzacjom” czy szkodliwej robię? Może jednak wiać?
inżynierii społecznej. Chwilę po starcie z dworca Mój informator jest działaczem związkowym,
znajdujemy się w jednym z dużych centrów han- od czasów Pierwszej „Solidarności” konsekwent-
dlowych. Pojechaliśmy ciut naokoło, by utrudnić nie walczy o prawa pracownicze i interes kraju.
życie ewentualnemu „ogonowi”. Zasiadamy przy Niedawno za swą działalność stracił pracę. Po-
kawiarnianym stoliku, tuż przy przelocie, gdzie kazuje mi dokumenty, snuje opowieść; wszyst-
każdy może przypadkiem przejść, ale nikt w spo- ko przedstawia się spójnie i nawet jeśli trochę
sób nie wzbudzający podejrzeń nie zatrzyma się w  tym megalomanii  – wierzę mu, jest szczery

Dobro wspólne od kuchni


Praca nad najbardziej obywatelskim czasopismem w Polsce zapewnia wiele niecodziennych
atrakcji. Jedną z nich jest możliwość poznania szacownych postaci życia publicznego – uczo-
nych o niepodważalnym autorytecie, bezkompromisowych aktywistów obywatelskich czy
ofiarnych działaczy państwowych – od mniej „oficjalnej” strony.
Cenieni przez nas Obywatele w bezpośrednim kontakcie zazwyczaj okazują się mieć
wszechstronne zainteresowania i spójny prospołeczny światopogląd, dużo życzliwości dla
innych i dystansu wobec samego siebie, często także nietuzinkowe poczucie humoru oraz
ujmujące słabostki. I tak np. prominentny badacz społeczny, znany z ogólnopolskich mediów
wnikliwy i surowy komentator spraw publicznych, podczas wywiadu czynił mi wymówki, że…
jem za mało uwielbianych przez niego krówek, którymi mnie podjął. Kiedy zaś zmuszony
był przerwać na kwadrans naszą rozmowę, zostawił mnie w gabinecie z tomikiem wierszy
Emily Dickinson i niezobowiązującą sugestią, że warto przynajmniej część wolnych chwil
przeznaczać na czytanie poezji.
Z kolei wrażliwością na muzykę zaskoczył mnie wybitny, dojrzały wiekiem historyk, który
pod koniec spotkania ni stąd, ni zowąd wyciągnął elektroniczny instrument klawiszowy –
i zaczął grać. Okazało się, że postanowił zaprezentować mi pieśń towarzyszącą Polakom wy-
słanym do Mandżurii na wojnę rosyjsko-japońską (1904–1905). Zrekonstruował ją w oparciu
o pamięć rodzinnych wykonań, których świadkiem był w dzieciństwie.
Tak się jakoś składa, że swoje półprywatne oblicze Obywatele szczególnie często ujawnia-
ją w kontekstach „kuchennych”: smażąc powidła podczas udzielania wywiadu na poważne
tematy ekonomiczne czy przyznając się do swoich plebejskich preferencji kulinarnych, gdy
zaproponuje im się wspólny posiłek.
Jeśli miałbym wskazać, na czym opieram swój optymizm w kwestii możliwości znaczą-
cych zmian na lepsze w naszym kraju, to byłaby to przede wszystkim świadomość, że wśród
działających dla dobra wspólnego jest tak wiele osób zarówno niezwykłych, jak i – w najlep-
szym tego słowa znaczeniu – normalnych.
(MS)
41

w  swej relacji. W  trakcie rozmowy pojawia się


dwóch chłopaków, którzy fotografują galerię. Bar- Odkryłem „Obywatela”
dziej jednak przypominają pracowników ochrony, z przyjemnością i ulgą. Nareszcie
z aspiracjami do roli detektywów, niż artystów. znalazłem w Polsce pismo,
Przyglądam im się, jeden zatrzymuje się blisko
nas i  wychylając przez barierkę uwiecznia coś
które nie satysfakcjonuje się
znajdującego się w dole, drugi stoi obok i zerka tanimi sensacyjkami, płytkimi
w naszym kierunku. Mój rozmówca nie widzi ich wiadomościami, wydarzeniami
ze swojego miejsca, podtyka mi pod nos kolejny
dokument. Zerkam nań, a kiedy odwracam się
bez znaczenia, ale stara się patrzyć
ponownie – widzę wycelowany w siebie obiektyw. dalej, szerzej i omawia to, co jest
Speszony mężczyzna szybko odwraca się w inną istotne dla nas dziś i jutro: jakie
stronę, po czym obaj niespełnieni „artyści” obra- są konsekwencje dotychczasowego
cają się na pięcie i szybko oddalają. – I kto tu jest
wariatem? – pytam samego siebie. modelu globalizacji, co robić, aby
Na dworcu kupuję krokiety, które planuję zjeść zapewnić ekorozwój Polski i świata,
w pociągu do Tychów, w drodze na kolejne spo- jak dążyć do tego „aby Polska była
tkania. To dopiero pierwszy posiłek dzisiejszego
dnia, wcześniej nie było czasu na jedzenie. Po dro-
Polską”. Przy tym „Obywatel” stara
dze dostaję SMS-a: jedno z nich zostało odwołane, się pokazać inne drogi działania,
mój rozmówca wylądował w szpitalu. Drugie od- oparte na szacunku dla godności
padło już wcześniej, z uwagi na tragedię rodzinną.
człowieka. Jak sama nazwa pisma
Trzeci z rozmówców podczas spotkania odmawia
udzielenia odpowiedzi na moje pytania. W złości wskazuje, „Obywatel” pokazuje
wracam na dworzec. Miałem w drodze powrotnej jeszcze – i to jest niezmiernie
odwiedzić redaktora naczelnego i u niego przeno- istotne – że te zaszczytne cele
cować, jednak ponieważ skończyłem wcześniej –
spokojnie pojadę do domu. Choć Remik nalega,
mogą być osiągnięte tylko dzięki
twardo obstaję przy swoim, wsiadam w osobów- zaangażowaniu społecznemu,
kę do Katowic. Tam na dworcu zjadam zapiekan- dzięki budowie społeczeństwa
kę i udaję się do poczekalni i kawiarni w jednym.
obywatelskiego. Lektura „Obywatela”
Wystrój z epoki głębokiego PRL, zamawiam ka-
wę. – Z ekspresu czy sypaną? – pyta kobieta za la- jest dla mnie tym bardziej
dą. Dość nietypowa oferta, wybieram sypaną. przyjemna, że jestem prezesem
Miałem nosa! Dostaję szklankę w plastykowym światowej organizacji mediów
koszyczku, niezapomniany widok puszki z kawą
na blacie i dwóch czubatych łyżeczek zmielonych The International Communications
ziaren. Lekcja historii kultury żywej, to lepsze Forum, zaangażowanej
niż skansen. w 116 krajach w walce o godność
Wsiadam do pociągu, który odjeżdża z 40-mi-
nutowym opóźnieniem, pomimo iż właśnie w Ka-
mediów; „Obywatel” utwierdza
towicach zaczyna bieg. Oblodzenie trakcji spra- mnie w przekonaniu, że w tej
wia, że z Zawiercia do Częstochowy – około 40 ki- walce nie jesteśmy osamotnieni.
lometrów – jadę ponad dwie godziny. Wściekam
się, że nie zdecydowałem się na nocleg u Remi- Bernard Margueritte – dziennikarz
ka. Do Łodzi i tak docieram grubo po północy, i publicysta, wieloletni korespondent
już w pociągu mózg odmówił dalszej pracy, mi- „Le Monde” w Polsce
mo tego dogrywam jeszcze e-mailowo parę pil-
nych spraw z drukarnią, zanim położę się spać.
Wreszcie!
42

Następnych kilka dni to liczne telefony, celem tekstu, który, jak się okaże, wzbudzi w Internecie
uzupełnienia wiedzy o korporacji, o której piszę ogromne zainteresowanie.
tekst. Wszystkie zebrane informacje potwierdza- Oczywiście nie każdy dziennikarski wyjazd ob-
ją, że łamane i naginane są tam prawa pracow- fituje w aż tyle przygód. Czasem przy okazji zbiera-
nicze, a ludzi traktuje się jako przykry, choć nie- nia materiału jest sposobność pozwiedzać zabytki,
zbędny dodatek do produkcji. Wyposażony w so- kiedy indziej większość niezbędnych informacji
lidny materiał dzwonię do rzecznika prasowego żmudnie pozyskuje się siedząc przy komputerze
firmy. – Na anonimowe donosy nie będziemy odpo- i telefonie. Zdarza się usłyszeć ciepłe słowo o swo-
wiadać – słyszę w odpowiedzi. Próby wydobycia im artykule, ale bywa i tak, że zadzwoni rozdraż-
jakiegokolwiek komentarza nie przynoszą rezul- niony kamienicznik, którego bandyckie praktyki
tatu, ze swojej strony odmawiam podania jakich- nagłośniliśmy. Jedno jest pewne: nie ma czasu na
kolwiek personaliów moich informatorów, którzy szybkie zestarzenie się w fotelu i kapciach.
zastrzegli sobie anonimowość. Pozostało już tyl-
ko zebrać wszystko, co wiem i nadać temu formę Konrad Malec

Bądźcie tacy, jak ja… 1


krzyżowcami na pół etatu,
fanatykami połową serca.
[…] Nie wystarczy walczyć.
[…] jeszcze ważniejsze jest
dobrze się przy tym bawić.

1. Wyjazd integracyjny do Przedborza


(od lewej: Agnieszka Sowała-
Kozłowska, Michał Stępień,
Karolina Skolimowska, Liliana
Milewska, Konrad Wójcik,
(tyłem) Krzysztof Talarek

2. K onrad Malec podczas


akcji w obronie Doliny
Rospudy, konfrontacja
z mieszkańcami Augustowa

2 Na sąsiedniej stronie: VI Festiwal


Obywatela – Festiwal Wolnej Kultury

1. Panel dyskusyjny „Wolne licencje w praktyce”.


Paneliści: Krystian Kozerawski, Mariusz Mazur,
Jarosław Lipszyc, Tomasz Rondio

2. Koncert grupy Plug&Play w studiu muzycznym Radia Łódź

3. Pokaz filmów w Muzeum Kinematografii.


Na pierwszym planie Magda Włodarczyk,
Konrad Malec, Konrad Wójcik

4. Panel dyskusyjny „Prawo autorskie w muzyce”.


Od lewej: Krzysztof Lewandowski, Daniel Koć,
Marcin Tercjak, Michał Słodowy, Iza Kwiatkowska

5. Przygotowania do gry miejskiej „Dobrodzielni


w twojej dzielni – śladami łódzkich społeczników”.
Od lewej: Agnieszka Sowała-Kozłowska,
Michał Fijałkowski, Łukasz Walczuk

6, 7. L iliana Milewska – kierowniczka artystyczna, oraz


Łukasz Walczuk – szef organizacyjny festiwalu

8, 9. Koncert soundsystemu Jabbadub w przejściu


podziemnym w centrum Łodzi
43

1 2

3 4

5 6 7

8 9
Fragment wystawy „Między buntem a marazmem” przygotowanej
z okazji dziesięciolecia „Obywatela”. Wystawę prezentowaliśmy
podczas IV Festiwalu Obywatela – Festiwalu Wolnej Kultury
a Szymon Surmacz

a Szymon Surmacz
n 
b 

b 
a Koncepcja: Maciej Muskat, obraz: p El Greco
a Szymon Surmacz

b 
b 
b 
a Szymon Surmacz b 
a Szymon Surmacz

b 
n a Szymon Surmacz & Magda Warszawa
Kooperujemy od zawsze. Zanim się spotkaliśmy, praco-
waliśmy w różnych miejscach, by nabierać doświadczenia.
Po pracy zamienialiśmy się w wolontariuszy, by nie tracić
marzeń, że dzięki nam świat może stać się lepszy.

Dziś łączymy nasze marzenia z praktyką. Tworzymy i pra-


cujemy dla organizacji społecznych. Dzięki naszej wiedzy
i umiejętnościom lepiej realizują one swoje cele statutowe.

Marka powstała w 2010 roku, ale stoi za nią łącznie kilkadziesiąt


lat doświadczeń kooperatystów oraz setki kontaktów w trzecim
sektorze, administracji i biznesie odpowiedzialnym społecznie.

Odkąd działamy RAZEM, nasze siły uległy zwielokrotnieniu, a nowe


pomysły powstają jak eksplozja po osiągnięciu masy krytycznej.

Doceniamy wartość współpracy. Dzięki wykorzystaniu


technologii open source i wolnych licencji nasze projekty
są świeże, nowoczesne i tańsze niż oferta firm komercyjnych.

Nie jesteśmy „firmą”. Jesteśmy częścią Organizacji Pożytku Publiczne-


go. Cały nasz dochód zasila działalność statutową Stowarzyszenia.

Specjalizujemy się w  obsłudze marketingowej i poligraficznej orga-


nizacji pozarządowych  tworzeniu prostych i łatwych w obsłudze
stron internetowych  opracowywaniu kampanii społecznych.

Nieustannie się doskonalimy. Korzystamy z najnowszych


technologii i potrafimy uczyć innych. Nie strzeżemy naszej
wiedzy tajemnicą handlową i patentami. Pokazujemy innym,
jak ulepszać swoją pracę, bo tak rozumiemy sens współpracy.

Mamy mózgi pracowników agencji reklamowej i serca społeczników.


To rzadkie połączenie.

Zapytaj nas, co możemy dla Ciebie zrobić.

www.kooperatywa.org / tel. 502 554 352