Vous êtes sur la page 1sur 135

Tytuł

oryginału
Unfu*k Yourself. Get Out of Your Head and into Your Life
Originally published in the United States of America in 2016 by the author.
First HarperOne hardcover published in 2017.

Copyright © 2016 Gary John Bishop. All rights reserved.


Przekład
Olga Siara
Redakcja i korekta
Maria Brzozowska, Tomasz Brzozowski, Dominika Rychel
Koncepcja oryginalnej okładki
Rainmaker Creative, therainlab.com
Zdjęcie na froncie okładki
Design Partners, designpartners.pl
Zdjęcia autora © Mike Ossola
Skład i polska wersja okładki
Tomasz Brzozowski
Copyright for this edition © Insignis Media, Kraków 2018
Wszelkie prawa zastrzeżone.
ISBN 978-83-65743-90-9

Insignis Media
ul. Lubicz17D/21–22, 31-503 Kraków
tel. +48 (12) 636 01 90
biuro@insignis.pl, www.insignis.pl
facebook.com/Wydawnictwo.Insignis
twitter.com/insignis_media(@insignis_media)
instagram.com/insignis_media(@insignis_media)
Snapchat: insignis_media
Dedykuję tę książkę moim trzem siostrom: Pauli, Elizabeth i Sandrze,
mojej matce Agnes i mojemu ojcu Patrickowi. Wspólnie dorastaliśmy,
płakaliśmy, wspieraliśmy się i walczyliśmy. To dzięki Wam jestem tym,
kim jestem.

Pozdrawiam wszystkich zgnębionych i przytłoczonych życiem,


samotne matki i bezrobotnych ojców, marzycieli, którzy czekają na
swoją szansę. Jestem taki jak wy – wam też się uda.
ROZDZIAŁ 1

Miałeś kiedyś wrażenie, że chociaż pędzisz


gorączkowo przez życie, wciąż tkwisz w miejscu jak
chomik w kołowrotku?
W twojej głowie toczy się nieprzerwany monolog wewnętrzny – jakiś cichy
krytyczny głos wciąż powtarza ci, że jesteś zbyt leniwy, za głupi albo za
słaby. Nawet nie zauważasz, jak mocno wierzysz w te słowa i ile energii
z ciebie wysysają, kiedy przez cały dzień usiłujesz zapanować nad stresem
i napięciem. Starasz się normalnie żyć, tylko od czasu do czasu myślisz
z rezygnacją, że skoro nie potrafisz ruszyć czterech liter i wyrwać się z tego
cholernego kołowrotka, to być może nigdy nie dotrzesz w życiu tam, gdzie
chcesz, a szczęście, za którym tęsknisz: wymarzona praca, związek czy
choćby upragniona waga ciała pozostaną tuż poza twoim zasięgiem.

Moją książkę dedykuję tym, którzy doświadczają tego destruktywnego


monologu, brodząc w strumieniu wątpliwości i manipulacji zatruwających
codzienne życie. To werbalny policzek od wszechświata, który ma sprawić,
żebyś się ocknął, docenił swój prawdziwy potencjał, przestał sobie dowalać
i totalnie wkręcił się we własne życie.

Na początek coś ustalmy. Każdego dnia toczysz dwa rodzaje rozmów:


rozmowy z innymi ludźmi i rozmowy z samym sobą. Być może należysz do
osób, które zarzekają się: „Ja nigdy nie mówię do siebie!”. W rzeczywistości
jednak najczęściej dyskutujesz właśnie ze sobą – i to we wnętrzu własnej
głowy.
Nieważne, czy jesteś introwertyczny, ekstrawertyczny, kreatywny czy
praktyczny – codziennie całymi godzinami przemawiasz… DO SIEBIE!
Robisz to, gdy pracujesz, ćwiczysz, jesz, czytasz, piszesz, spacerujesz,
esemesujesz, płaczesz, kłócisz się, negocjujesz, planujesz, modlisz się,
medytujesz, uprawiasz seks (w pojedynkę albo w towarzystwie) – i tak dalej.
Zgadza się, robisz to nawet przez sen.
Właściwie robisz to również w tej chwili.
Nie martw się, to nie znaczy, że oszalałeś. Chyba że wszyscy jesteśmy trochę
szaleni. Tak czy inaczej, każdy z nas to robi, więc rozsiądź się wygodnie.
Witamy w cyrku!

Wykazano, że dziennie przychodzi nam do głowy ponad pięćdziesiąt tysięcy


myśli. Przypomnij sobie, jak ostro się do siebie odzywasz, nawet jeśli
wolałbyś tego nie robić i próbujesz się powstrzymać. Wprawdzie nasz wpływ
na te automatyczne, odruchowe myśli jest w najlepszym razie ograniczony,
ale to od nas zależy, do których z nich przywiązujemy wagę. Nikt nam tego
nie narzuca!

Najnowsze odkrycia z dziedziny neurobiologii i psychologii potwierdzają, że


to, jak do siebie mówimy, rzutuje w dużym stopniu na jakość naszego życia.
Profesor Will Hart z University of Alabama przeprowadził cztery
eksperymenty, w których uczestnicy mieli przypomnieć sobie pozytywne,
negatywne albo neutralne wydarzenie lub doświadczyć go w trakcie badania.
Okazało się, że osoby, które opisywały neutralne wydarzenie tak, jakby wciąż
trwało, zaczynały czuć się lepiej. Za to jeśli badani w ten sam sposób
opowiadali o negatywnym wydarzeniu, ich nastrój się pogarszał. Mówiąc
najprościej, język, którego używasz do opisu różnych sytuacji, decyduje
o tym, jak je postrzegasz, jak ich doświadczasz i jak w nich uczestniczysz, co
wywiera potężny wpływ na twoje podejście do życia oraz do mniejszych
i większych problemów, z którymi musisz się mierzyć.

Związek między słowami a samopoczuciem jest znany od setek, a może


nawet tysięcy lat. Świadomość roli i znaczenia języka w naszym życiu mieli
tacy filozofowie jak Wittgenstein, Heidegger czy Gadamer. Wittgenstein
stwierdził: „(…) harmonię między myślą i rzeczywistością odnajdziemy
w gramatyce języka”.
Dobra wiadomość jest taka, że pozytywny dialog wewnętrzny potrafi
spektakularnie poprawić nam humor oraz zwiększyć naszą pewność siebie
i produktywność, na co wskazują wyniki wielu badań. A na tym nie koniec.
Jak dowiódł profesor Hart, pozytywny dialog wewnętrzny może stanowić
jeden z kluczowych warunków szczęśliwego życia i sukcesu zawodowego.

Ale mam też złą wiadomość: ta zależność działa również w drugą stronę.
Negatywny dialog wewnętrzny może nie tylko zepsuć nam nastrój, ale
i wywoływać w nas poczucie bezradności. Przez niego poważniej traktujemy
błahe sprawy i zaczynamy widzieć problemy tam, gdzie wcześniej ich nie
było. Z ostatniej chwili: twój dialog wewnętrzny pieprzy ci życie na mnóstwo
sposobów, o których nie masz nawet pojęcia!

Postawmy jednak sprawę jasno: chociaż moja książka jest o tym, że właściwe
słowa mogą zmienić twoje życie na lepsze, absolutnie NIE zachęcam cię do
przejścia na pozytywne myślenie i stosowania afirmacji.

Te oklepane metody o niepewnej skuteczności nie mają nic wspólnego z tym,


czym będziemy się tu zajmować.
Nie każę ci wmawiać sobie, że jesteś tygrysem, żebyś wyzwolił swoje
wewnętrzne zwierzę. Po pierwsze nie jesteś tygrysem, a po drugie, no cóż, nie
jesteś tygrysem. Może na niektórych to działa, ale to nie na moje szkockie
nerwy. Kiedy słyszę takie rady, mam wrażenie, że ktoś wmusza we mnie
wiadro syropu klonowego okraszonego zleżałymi cukierkami. Dziękuję,
postoję.

Przykro mi, fani „pozytywnego myślenia” – my idziemy w innym kierunku!


W tej książce chcę dać ci prawdziwe wsparcie, żebyś mógł w większym
stopniu wykorzystać swój rzeczywisty potencjał.
RÓŻNICA MIĘDZY SUKCESEM A PORAŻKĄ
Skoro jednym z najważniejszych źródeł ludzkich emocji są
myśli, to można w dużej mierze kontrolować własne uczucia
poprzez kontrolowanie myśli, czyli zmianę dialogu
wewnętrznego, odpowiadającego w znacznym stopniu za
powstanie tychże uczuć.
To słowa Alberta Ellisa, jednego z prekursorów współczesnej psychologii.
Ellis odkrył, że sposób, w jaki myślimy i mówimy o naszych
doświadczeniach, wpływa na uczucia, jakie te doświadczenia w nas budzą.
Krótko mówiąc, emocje idą w parze z myślami.

Ellis stwierdził również, że nasz sposób myślenia często bywa kompletnie


nieracjonalny.

Ile razy powtarzasz sobie w duchu: „Ale ze mnie idiota”, „Zawsze coś
zawalę”, „Moje życie się skończyło” albo podsumowujesz jakąś
nieprzyjemną sytuację słowami: „To najgorsze, co mogło się stać”.

Ręka do góry, jeśli zdarzyło ci się zareagować paniką na sytuację, która


z perspektywy czasu okazała się kompletnie nieistotna. Okej, opuść już rękę,
wyglądasz dziwnie i ludzie zaczynają się gapić. Jeśli cofniesz się pamięcią do
tamtej chwili, zorientujesz się, że tuż przed tą – wydawałoby się –
niezrozumiałą reakcją ostro dowaliłeś sobie w duchu, ŁUP!… a reszta to już
historia.

Nasze słowa i działania nie zawsze są racjonalne – ale to nas najwyraźniej nie
powstrzymuje! W dodatku rzadko zdajemy sobie sprawę, jakim
emocjonalnym obciążeniem jest negatywny dialog wewnętrzny – nawet
w najłagodniejszym wydaniu.

Sęk w tym, że nie szkodzą nam tylko prawdziwie złośliwe obelgi kierowane
pod własnym adresem. Równie destrukcyjne bywają delikatne wyrzuty. Jeśli
nad czymś pracujesz, możesz pomyśleć: „To bardzo trudne. Co będzie, jeśli
nie zdążę?”, albo obsesyjnie roztrząsać wszystkie rzeczy, które masz szansę
schrzanić. Czasem negatywny dialog wewnętrzny wywołuje złość, smutek
albo frustrację, które przejawiają się w pozornie niepowiązanych ze sobą
sytuacjach.

Mówiąc tak do siebie, nie ułatwiasz sobie życia. Im częściej powtarzasz, jakie
coś jest trudne, tym trudniejsze będzie ci się to wydawać. Niestety,
mimowolne myśli płyną przez nasz mózg wartkim strumieniem. Jesteśmy tak
przyzwyczajeni do krytycznego głosu rozbrzmiewającego nam w głowach, że
często nawet nie rozumiemy, jak ta negatywna samoocena wpływa na nasz
nastrój i zachowanie w danej chwili. W rezultacie nie robimy tego, co
podpowiada nam rozum, bo głos rozsądku zostaje zagłuszony.

Oto prosty przykład tego mechanizmu: pomyśl przez chwilę o codziennych


obowiązkach domowych, które napawają cię największą niechęcią. Twoje
nastawienie sprawia, że wydają ci się gorsze niż w rzeczywistości. Czasami
unikamy jak ognia prostych zadań typu złożenie prania czy rozładowanie
zmywarki, chociaż tak naprawdę wymagają niewiele czasu i wysiłku. Kiedy
w twoim życiu jest dużo drobnych niezałatwionych spraw, łatwo wrzucać je
do jednego worka z poważniejszymi kwestiami, aż zaczynają zupełnie cię
przytłaczać.
Dlaczego niektóre czynności budzą w nas opór? Nasz dialog wewnętrzny na
ich temat jest głęboko zakorzeniony w jakiejś zniechęcającej opinii. Poszukaj
w swoim życiu obszarów, w których „utknąłeś”, a zrozumiesz, o czym
mówię. Blokują cię własne negatywne myśli!

JAK JĘZYK ZMIENIA NASZE ŻYCIE


Dialog wewnętrzny nie oddziałuje na nas jedynie w chwili, gdy go toczymy.
Jeśli przesączy się do naszej podświadomości, trwale odciśnie się na naszych
myślach i zachowaniach.

Mówiąc konkretnie, język, jakiego używamy wobec siebie i wobec innych,


kształtuje nasz sposób postrzegania świata, co wpływa bezpośrednio na to,
jak się zachowujemy. Ignorując wpływ swoich przekonań na własne życie,
prosisz się o kłopoty! A jeszcze więcej ryzykujesz, gdy ulegasz złudzeniu, że
nie masz żadnych przekonań!
Jeśli narzekasz na to, jakie „niesprawiedliwe” jest życie, z czasem zaczynasz
się zachowywać, jakby to była prawda: bierzesz do siebie nieistniejące
zniewagi albo, jak wykazały badania, mniej przykładasz się do pracy, bo
jesteś pewny, że i tak nic ci to nie da. Twoja rzeczywistość szybko potwierdzi
przekonanie o niesprawiedliwości świata.
Z drugiej strony człowiek, który wierzy, że sukces jest na wyciągnięcie ręki,
będzie wypatrywał go na każdym roku i harował na niego jak wół, tryskając
przy tym energią. Żeby nie było nieporozumień: wiara we własne powodzenie
to tylko jeden (choć ważny) element sukcesu. Bez tego przekonania też
można dokonać wielkich rzeczy, ale okaże się to trochę trudniejsze!
Jeśli martwisz się, że nie masz aż tyle wiary w siebie, CZYTAJ DALEJ!

Marek Aureliusz, stoicki filozof, który został cesarzem rzymskim,


powiedział: „Pamiętaj zresztą przy każdym zdarzeniu, które cię do smutku
przywodzi, o zasadzie: To nie jest nieszczęściem, owszem szczęściem jest
znosić to wzniośle”.

Wyłącznie od nas zależy, w jaki sposób będziemy myśleć i mówić o swoich


problemach. Możemy widzieć w nich niedogodności albo szczeble, po
których wspinamy się coraz wyżej. Mogą nam ciążyć albo mobilizować nas
do pracy.

Stoicy tacy jak Marek Aureliusz byli wręcz zdania, że wydarzenia zewnętrzne
nie mają nad nami żadnej władzy. Sami tworzymy rzeczywistość w swoim
umyśle.

Usuń poczucie krzywdy,


a usunie się i krzywda.
Zastanów się przez chwilę nad tym zdaniem.

Czy jesteś gotowy uznać, że to, jak wygląda twoje życie, nie wynika ze splotu
okoliczności zewnętrznych, tylko z negatywnego dialogu wewnętrznego,
który pozbawia cię sił? Że większy wpływ na to, jak mocno w siebie
wierzysz, mają podświadome reakcje niż twoje faktyczne umiejętności?

Jeśli nadal będziesz szukać winnych wszędzie wokół, gorączkowo usiłując


zmienić świat, zamiast skupić się na sobie samym, zawsze uzyskasz ten sam
efekt. Zero poczucia kontroli, zero radości, zero energii. W najlepszym
wypadku czeka cię huśtawka emocjonalna: sukces na przemian
z rozczarowaniem, szczęście na przemian z rozpaczą. Czasem przez długi
czas nic się nie zdarzy i w końcu nastąpi stagnacja. A co, jeśli cel, do którego
dążysz, ta jedna rzecz, która ma cię uszczęśliwić, pozostanie poza twoim
zasięgiem? Co wtedy? A nawet jeśli kiedyś to zdobędziesz, jak będzie
wyglądało twoje życie, zanim do tego dojdzie?
Ta książka zmusi cię do odkrycia odpowiedzi na te pytania – ale nie
w świecie zewnętrznym, tylko w sobie. Nie trzeba jej szukać daleko – ty sam
nią jesteś. Jak wielokrotnie powtarzam moim klientom, ludzie przez całe
życie czekają na odsiecz kawalerii, nie zdając sobie sprawy, że to oni są
kawalerią. Twoje życie czeka, aż raczysz się w nim wreszcie pojawić.
PRZEPROGRAMUJ SWÓJ MÓZG – SŁOWO PO SŁOWIE
Całe to gadanie o podświadomości nie jest wcale psychologicznym bełkotem.
Naukowcy odkryli, że myśli mogą faktycznie zmienić fizyczną strukturę
ludzkiego mózgu. Zjawisko to nosi nazwę neuroplastyczności
i rewolucjonizuje sposób postrzegania umysłu człowieka.

Idąc przez życie, gromadzimy wiedzę i doświadczenia, a nasz mózg


nieustannie organizuje i reorganizuje połączenia między neuronami
decydujące o tym, jak myślimy i jak się zachowujemy. Najlepsze jest to, że
możemy sterować swoimi myślami i modyfikować te połączenia zgodnie
z własnymi potrzebami. A najłatwiejszą metodą kształtowania myśli jest
świadomy, zdecydowany dialog wewnętrzny – taki, który naprawdę do nas
„dociera” i pozwala nam przejąć kontrolę nad własnym życiem.

Nowe nawyki wyrabia się, powtarzając działanie, dopóki nie stanie się ono
„automatyczne”. Na tej samej zasadzie zdecydowany, asertywny język
z czasem może wywołać trwałą zmianę w naszym życiu. To więcej niż
przyciąganie przyjemnych myśli (zostaw na razie ten syrop z cukierkami!) –
dialog wewnętrzny wpływa na biologię mózgu.

Możemy decydować o swoich emocjach, jeśli nauczymy się kształtować


swoje myśli, a to wymaga uważnego dobierania słów i języka, jakim się
posługujemy. Sukces zależy w dużej mierze od tego, na ile akceptujesz swoje
obecne podejście – i czy jesteś gotowy je zmienić.

Wszystko zaczyna się od podjęcia świadomej decyzji, żeby mówić w sposób,


który nam służy zamiast szkodzić. Kiedy używamy odpowiedniego języka
i przedstawiamy swoje problemy bardziej optymistycznie, widzimy świat
z nowej perspektywy i wchodzimy z nim w zupełnie inną interakcję. Na
pewno słyszałeś albo czytałeś o „kreowaniu własnej rzeczywistości”. To
naprawdę możliwe – miliony ludzi na świecie już z tego korzystają!
Pamiętaj: bez względu na to, jak trudny, uciążliwy albo skomplikowany jest
problem, jego rozwiązanie zależy przede wszystkim od twojego podejścia
i zachowania. Powtórzmy jeszcze raz: odpowiedź znajdziesz w sobie, nie
poza sobą.
Nasze słowa, myśli i wyobrażenia o otoczeniu stanowią fundament naszej
rzeczywistości. Stwórz rzeczywistość, w której pragniesz żyć, zaczynając od
prowadzenia takich rozmów (ze sobą i z innymi), które faktycznie ją
kształtują. Ja zmieniam sposób myślenia o swoich codziennych „problemach”
przy pomocy bardzo prostej metody: nazywam je okazjami. Natychmiast
zamieniają się w część życia, dzięki której uczę się i rozwijam. Ciekawią
mnie, więc mam ochotę się nimi zająć zamiast jedynie wkurzać się
i irytować!
ASERTYWNOŚĆ KONTRA NARRACYJNOŚĆ
Niby jak się kreuje własną rzeczywistość? Zmieniając dialog wewnętrzny
z płynnej narracji (w której opowiadasz o sobie, innych ludziach i swoim
życiu, przeplatając oceny i opinie) na asertywne wypowiedzi, w których
odrzucasz ten „szum informacyjny” i podkreślasz swoją kontrolę nad
sytuacją.

Jednym z podstawowych błędów, jakie popełniamy, jest mówienie o tym, co


zamierzamy albo kim zos taniem y. Do furii doprowadzają mnie teksty
typu „powinienem” albo „próbuję”! Używając tych słów, od razu
podejmujemy podświadomą decyzję, kiedy to nastąpi – na pewno nie teraz!

To wyjaśnia, dlaczego większość z nas nie wypełnia postanowień


noworocznych – zwykle opisują one, co będziemy robić – kiedyś. Często
zaczynamy od listy rzeczy, z których całkowicie zrezygnujemy. Na
początku podchodzimy do zmiany z entuzjazmem, ale później nieuchronnie
następuje brutalne zderzenie z rzeczywistością, po którym nie możemy się
pozbierać. Gdy eliminujesz ze swojego życia niechciane zachowanie, zostaje
po nim ogromna wyrwa. W takich momentach nasz wewnętrzny głos dostaje
amoku! A co, jeśli obiecałeś sobie schudnąć, a teraz marzysz o pizzy? Co,
jeśli postanowiłeś oszczędzać, ale kurtka, bez której nie umiesz żyć, nagle
została przeceniona? Jak sobie poradzić w chwilach, gdy entuzjazm opada
i znów włączają się w nas stare mechanizmy? Czym je zastąpić?
Asertywny dialog wewnętrzny to stwierdzenia dotyczące chwili obecnej.
Polega na tym, żeby mówić o sobie w kategoriach: „Jestem…”,
„Przyjmuję…”, „Akceptuję…” albo „Uważam, że…”, czyli używać języka
w zdecydowany, stanowczy sposób zamiast snuć narrację w stylu „Będę…”
albo „Zamierzam…”.
Posługiwanie się językiem asertywności ma daleko idące skutki fizjologiczne
i psychologiczne, a przy tym bezpośrednio wpływa na rzeczywistość. Istnieje
ogromna różnica między zdaniem „Jestem wytrwały” a „Będę wytrwały”.
Pierwsze odnosi się do bieżącego momentu w twoim życiu, drugie to opis
stanu, który ma kiedyś nastąpić. Chodzi tylko o to, żebyś spróbował zwracać
się do siebie asertywnie w życiu codziennym i łapał się na tym, kiedy mówisz
w bardziej ogólny, narracyjny sposób.

JAK KORZYSTAĆ Z TEJ KSIĄŻKI


W tej książce przedstawiam specjalnie wybrane osobiste deklaracje, które
dadzą ci siłę, energię i odwagę do działania w życiu codziennym.

Cytuję również słowa znanych postaci historycznych, refleksje filozofów


i wnioski z badań naukowych, które potwierdzają słuszność mojego
podejścia, choć jej nie dowodzą. Wszystko pięknie, ale żeby faktycznie
skorzystać z tej książki, musisz sam wypróbować metody, o których
przeczytasz. Daj sobie trochę czasu, przemyśl je, a potem zacznij się nimi
bawić. Najlepsza jest wiedza poparta doświadczeniem, więc sprawdź
wszystko na własnej skórze.
Jeśli wstrzymasz się z ocenami i potraktujesz kolejne strony jako prywatny
eksperyment, może to być początkiem prawdziwej rewolucji w twoim życiu.
Czasem moje słowa będą cię irytować, wkurzać, wytrącać z równowagi. Luz,
ogarnij się i czytaj dalej. Jak w dobrym filmie, na koniec wszystko poskłada
się do kupy!
Jeżeli łatwo cię urazić, od razu daj sobie spokój – przestań czytać tę
książkę i oddaj ją komuś, komu według ciebie może się przydać.
Mam nadzieję, że dzięki niej uświadomisz sobie, jak złożonym i potężnym
zjawiskiem jest dialog wewnętrzny, i zrozumiesz, jak czerpać z niego
korzyści w swoim życiu. Wprawdzie nie będę tu omawiał szczegółowo
twórczej i niszczącej mocy języka, ale i tak zorientujesz się, w jaki sposób
zwykłe, codzienne myśli kształtują twoje doświadczenia.

Kolejne strony zmuszą cię do refleksji. Zobaczysz, że twój język wpływa


w realny sposób na twoje uczucia i na jakość twojego codziennego życia,
a kiedy zaczniesz rozumieć magiczną relację między tym, co mówisz, a tym,
co czujesz, otworzy się przed tobą nowy świat.

Proponuję przeczytać tę książkę od deski do deski, trzymając pod ręką


karteczki samoprzylepne, zakreślacz albo coś innego, czym zaznaczysz
fragmenty, które wyjątkowo do ciebie przemówią. Zresztą zaprojektowałem
ją tak, żeby sama z siebie była jak najbardziej przystępna i przydatna dla
czytelnika. Każdy rozdział jest częścią większej całości, ale sprawdza się też
samodzielnie, więc możesz je czytać w dowolnej kolejności. Wyciśnij z tej
książki, co tylko się da, wertuj ją w poszukiwaniu słów, dzięki którym
przeobrazisz swoje życie, dopóki jej strony nie zaczną dyszeć ze zmęczenia
od twojego apetytu na zmianę.

Prawdopodobnie nie będziesz zaglądać do niej codziennie (chociaż możesz to


robić, nie ma w tym nic złego) – wyobrażałem to sobie tak, że moje pomysły
staną się dla ciebie punktem wyjścia w chwili, gdy utkniesz w miejscu albo
będziesz szukać inspiracji.

W takich momentach zanurz się w niej, zaczerpnij tego, czego potrzebujesz,


a potem pokaż światu taką wersję siebie, jakiej jeszcze nie widział!
Baw się dobrze!
ROZDZIAŁ 2

Masz takie życie, jakie godzisz się znosić.


Zastanów się nad tym. Jakie problemy kładą się ohydnym szarym cieniem na
twoim życiu, nie pozwalając ci cieszyć się niezmąconym szczęściem?

Nienawidzisz swojej pracy? Jesteś nieszczęśliwy w związku? Coś ci dolega?


Okej, to znajdź nową pracę. Zakończ ten związek. Zmień dietę, zacznij
ćwiczyć albo zapewnij sobie pomoc, jakiej potrzebujesz. Brzmi prosto,
prawda? Nawet w przypadku wydarzeń, na które na pozór nie masz żadnego
wpływu, takich jak śmierć bliskiej osoby lub bankructwo firmy, masz
OGROMNY wpływ na to, jak wygląda później twoje życie.

Jeśli nie jesteś gotowy zacząć działać, żeby zmienić swoją sytuację – czyli
innymi słowy, jeśli jesteś gotowy ją znosić – to czy ci się to podoba czy nie,
sam wybierasz dla siebie takie życie.

Zanim pomyślisz „ale…” albo zaczniesz się na mnie wkurzać, dodam coś
jeszcze: broniąc swojej obecnej sytuacji, przedstawiasz argumenty za tym,
żeby w niej dalej tkwić. Przestań.

Żadnych „ale”. Nie możesz sobie na nie pozwolić. Są jak nadbagaż


w podróży, w którą możesz zabrać tylko to, co niezbędne.

To nie sytuacja tworzy człowieka, ona go tylko ukazuje jemu


samemu.
Epiktet

Jak mówi Epiktet, o tym, jakim jesteś człowiekiem, nie decydują okoliczności
zewnętrzne, tylko sposób, w jaki na nie reagujesz. Żeby to zmienić, musisz
najpierw zerwać z dawnym mechanizmem.

Przestań obwiniać pecha.


Przestań obwiniać innych.
Przestań obwiniać okoliczności lub czynniki zewnętrzne.
Przestań zasłaniać się nieszczęśliwym dzieciństwem lub dorastaniem
w złej dzielnicy.

To podejście stanowi podstawę wszystkiego, o czym piszę dalej. Nie możesz,


powtarzam: NIE MOŻESZ obwiniać kogokolwiek za to, jak wygląda twoje
życie. Nawet obwinianie siebie nie ma najmniejszego sensu. Oczywiście
zdarzają się sytuacje, których nie da się kontrolować. Może cię spotkać
tragedia: niepełnosprawność, choroba, śmierć ukochanej osoby.

Zaws ze jednak możesz zrobić coś, żeby wpłynąć na zaistniałą sytuację,


nawet jeśli trwa od lat i wciąż nie masz pojęcia, jak z niej wyjść. Ale najpierw
musisz być na to gotowy. Jeśli chcesz w pełni przyjąć moje podejście, na
początku musisz pogodzić się z tym, że chociaż nie miałeś żadnego wpływu
na niektóre sytuacje w swoim życiu, to jesteś w stu procentach
odpowiedzialny za to, co zrobiłeś później. Zawsze, za każdym razem, bez
wyjątku.

Słownik definiuje gotowość jako „stan należytego przygotowania do czegoś;


zdecydowanie się na coś”.

Innymi słowy, gotowość to stan, w którym potrafimy zaangażować się


w nasze życie i zobaczyć swoją sytuację z nowej perspektywy. Wszystko
zaczyna się od ciebie i kończy na tobie. Sam odpowiadasz za swoją gotowość
do zmiany – nie ruszysz naprzód, dopóki nie zdecydujesz się zrobić
następnego kroku.

Kiedy w końcu jesteś gotowy, doświadczasz tego nawet na poziomie


fizycznym, bo w żyłach zaczyna ci tętnić wrodzone poczucie wolności.
Inaczej paraliżuje cię ucisk niewidzialnego ciężaru w piersiach, który nie
pozwala ci ruszyć naprzód.

Uwierz mi, słyszę twoje: „Jestem gotowy, ale…”. Za każdym razem, kiedy
dodajesz na końcu tego zdania „ale”, robisz z siebie ofiarę. Od wielu lat
pracuję jako coach i mentor. Poznałem wszystkie możliwe komplikacje
życiowe, od mrocznej przeszłości, przez trudną i dramatyczną teraźniejszość,
aż po obezwładniający lęk przed przyszłością. Nasłuchałem się mnóstwa
takich historii. Chcę, żebyś naprawdę zrozumiał, co chcę ci przekazać. Nie
mówię tego wszystkiego, żeby cię sprowokować – a może i mówię, ale w tej
prowokacji chodzi o to, żebyś wykorzystał swój potencjał i osiągnął coś
wielkiego, a nie o to, żeby cię wkurzyć! Wyobraź sobie przez chwilę, że
w twoim życiu brakuje gotowości. Nie jakiejś rachitycznej, nieśmiałej
skłonności, tylko odwagi i zdecydowania, stanu, w którym jesteś nastawiony
na następny krok i chcesz podjąć działanie. Gotowości do zmiany, gotowości
do tego, żeby zostawić przeszłość za sobą i pogodzić się z rzeczywistością.
Prawdziwej, magicznej, inspirującej gotowości.

JAK ODNALEŹĆ DRZWI


Chętnych los prowadzi,
niechętnych wlecze.
Seneka

Albo kontrolujesz swoje przeznaczenie, albo ono kontroluje ciebie. Życie nie
czeka, aż skończysz przerwę albo przestaniesz prokrastynować. Nie czeka, aż
otrząśniesz się ze zdumienia albo opanujesz strach. Toczy się dalej bez ciebie.
Przedstawienie trwa niezależnie od tego, czy postanowisz odegrać w nim
istotną rolę.

Dlatego jedna z pierwszych osobistych deklaracji, jakich uczę swoich


klientów, brzmi: „Jestem gotowy”.

Zanim będziesz mógł to szczerze powiedzieć, musisz zadać sobie pytanie:


„Czy jestem gotowy?”. To pytanie domaga się odpowiedzi. Nie może po
prostu zawisnąć w próżni. Czy jestem gotowy? Te słowa mają nieodpartą siłę;
wołają o prawdę.
Czy jestem gotowy chodzić na siłownię?

Czy jestem gotowy pracować nad projektem, który ciągle odkładam?


Czy jestem gotowy zmierzyć się ze swoim lękiem społecznym?

Czy jestem gotowy poprosić o podwyżkę albo rzucić tę beznadziejną


pracę?
Krótko mówiąc, czy jesteś gotowy zerwać z dotychczasowym życiem
i zacząć takie, o którym marzysz? Początkiem WSZYSTKIEGO jest właśnie
gotowość, ów płynny stan, który nieustannie rozszerza się i kurczy, wzbiera
i opada. Żeby odnaleźć go w sobie, wystarczy prosta zmiana języka.

Często obwiniamy się o prokrastynację, lenistwo czy brak motywacji, gdy tak
naprawdę problem tkwi w gotowości. Odkładamy różne zadania na potem
albo unikamy ich jak ognia, bo powtarzamy sobie, że nie chcemy albo nie
potrafimy ich wykonać.

Zamiast oskarżać się o wady charakteru, stwórz poczucie gotowości tam,


gdzie najwyraźniej ci go brakuje. Wykrzesz z siebie iskrę potencjału. Sam
musisz wygenerować ten stan otwartości i motywacji. Kiedyś, dawno temu,
osiągałeś go z łatwością, napędzany energią młodości lub dziecięcą
ciekawością. Z jakiegoś powodu z czasem tracimy tę umiejętność.

Słynny filozof i politolog Niccolò Machiavelli stwierdził:

Tam, gdzie są duże chęci, przeszkody nie mogą być zbyt


wielkie.
Zastanów się nad tym przez chwilę. Nieważne, z czym mierzysz się w życiu,
jaką barierę próbujesz pokonać – jeśli postanowisz stworzyć w sobie ten s tan
gotowości, otworzą się przed tobą nowe drzwi, za którymi będziesz umiał
zdobyć się na wysiłek, podjąć odpowiednie kroki, poradzić sobie
z problemami, ruszyć z miejsca i wprowadzić w swoim życiu zmiany, których
pragniesz.

Dlatego ta prosta deklaracja – „Jestem gotowy” – ma tak ogromne znaczenie.


Obietnica, jaką ze sobą niesie, dodaje ci siły i energii. Dajesz się uwieść jej
urokowi.

Zapytam więc jeszcze raz: czy jesteś gotowy?


KIEDY DRZWI SĄ ZAMKNIĘTE
Może tak naprawdę nie jesteś gotowy. W wielu przypadkach jest to najlepsza
odpowiedź na moje pytanie.

Czasem deklaracja braku gotowości bywa równie doniosła jak deklaracja


gotowości.

Czy jesteś gotowy mieć zaniedbane, chore ciało? Nie. Czy jesteś gotowy dalej
żyć od wypłaty do wypłaty? Nie. Czy jesteś gotowy znosić toksyczne relacje,
których nie da się naprawić? Nie.

NIE JESTEM NA TO GOTOWY!!!

Ten brak gotowości rozpala w nas determinację. Pozwala podjąć


zdecydowane, natychmiastowe działanie w celu zmiany sytuacji. Kiedy nie
jesteś na coś gotowy, często wytyczasz granicę, za którą nie masz zamiaru się
cofnąć.

Dopiero gdy odechce ci się wegetować w poczuciu rozczarowania


i niespełnienia, podejmiesz wysiłek niezbędny do zmiany. Dopiero gdy
odechce ci się taplać w tym bagnie, zaczniesz działać, żeby się z niego
wydostać. Czasem najsilniejszą motywacją do zmiany jest właśnie brak
gotowości, żeby znosić coś choćby chwilę dłużej. Która z tych opcji lepiej na
ciebie działa? „Jestem gotowy” czy „Nie jestem gotowy”? Rozumiesz już,
dlaczego brak gotowości może być równie inspirujący jak gotowość?

W różnych okolicznościach niektórym energii dodaje zdanie „Jestem


gotowy”, inni zaś czują przypływ siły i determinacji, gdy wypowiadają słowa:
„Nie jestem gotowy”. Może się okazać, że oba stwierdzenia motywują cię
w równym stopniu zależnie od sytuacji.

Bez względu na to, do której kategorii należysz, możesz dostosować swoją


deklarację, a przy tym podejście do problemu, do własnych potrzeb.
Na przykład czy jesteś gotowy znaleźć nową pracę? Tak. „Jestem gotowy”.
Czy jesteś gotowy zostać w pracy, której nie cierpisz? Nie. „Nie jestem
gotowy”.
Oba stwierdzenia mogą być skuteczne. Sam musisz zdecydować, które lepiej
pasuje do twojej osobowości i sytuacji. Które z nich cię rusza?

POTĘGA CELU
Istnieje jeszcze inny sposób na to, żeby twój brak gotowości uwolnił cię
z chomiczego kołowrotka. Czasem nie ma znaczenia, jakie zadasz sobie
pytanie ani ile razy powtórzysz odpowiedź. Po prostu nie umiesz podtrzymać
stanu gotowości na tyle długo, żeby cokolwiek się zmieniło. Niewykluczone,
że jesteś jedną z tych osób, które zaczynają mnóstwo projektów i żadnego nie
kończą. Ostatecznie będziesz musiał pogodzić się z faktem, że masz w sobie
zbyt dużą gotowość do tego, żeby wszystko zostało po staremu. Nie jesteś
gotowy wywrócić swojego życia do góry nogami i na dobre pozbyć się
dawnych obciążeń, bo w głębi duszy odpowiada ci status quo. Daj spokój,
przecież inaczej już byś coś z tym zrobił! Najwyraźniej do jakiegoś stopnia
akceptujesz swój styl życia.

I nie ma w tym nic złego. Jeśli przyznasz przed samym sobą, że postanowiłeś
zostać tam, gdzie jesteś, efekt może być równie stymulujący jak decyzja, żeby
ruszyć dalej. Dlaczego? Bo czasem świadomość, że dobrowolnie tkwisz
w miejscu, w którym jesteś nieszczęśliwy, staje się wystarczającym bodźcem
do realnej i trwałej zmiany. Nie obwiniaj się przy tym i nie rób z siebie ofiary
kryzysu wewnętrznego czy jakiejś wydumanej „wady”. Skoro trafiłeś w to
miejsce przez swój utrwalony sposób myślenia, to wiesz co? No właśnie,
możesz się z niego wydostać, zmieniając swój utrwalony sposób myślenia! Ta
świadomość to podstawowy warunek, żeby zaakceptować samego siebie,
pogodzić się z przeszłością, której nie da się już zmienić, i odważyć się
sięgnąć po niewyobrażalnie wspaniałą przyszłość.

Ten jest mądrym człowiekiem, kto nie ubolewa nad tym, czego
nie posiada, ale raduje się tym, co ma.
Epiktet

Kiedy naprawdę przyznasz się przed samym sobą do braku gotowości do


zmiany, będziesz mógł bez obciążeń przyjrzeć się swojemu
dotychczasowemu życiu, a wtedy być może poczujesz przebłysk motywacji,
żeby przynajmniej rozpocząć proces zmian. Sekret polega na tym, żeby
oddzielić stojące przed tobą zadanie (albo cokolwiek, z czym się zmagasz) od
trudnej przeszłości – dzięki temu będziesz miał większą ochotę się nim zająć.
Przestaniesz się skupiać na dawnych emocjonalnych zawirowaniach
i przejdziesz od razu do sedna sprawy.

SIĘGANIE PO GWIAZDY KRÓTKIMI RĘKAMI


Niektóre marzenia nie mieszczą się w naszej rzeczywistości. Nie zrozum
mnie źle, popieram ambitne plany i stawianie sobie celów, które wydają się
niemożliwe do osiągnięcia. Na przykład pewnie wszyscy chcielibyśmy być
obrzydliwie bogaci. Ale czy jesteś gotowy pracować tak ciężko, żeby
zarabiać dużo pieniędzy? Czy jesteś gotowy siedzieć w biurze po
sześćdziesiąt, siedemdziesiąt albo osiemdziesiąt godzin tygodniowo i nie brać
urlopu, żeby załatwić wszystko co trzeba? Czy jesteś gotowy przyjąć na
siebie większą odpowiedzialność i, co ważniejsze, zaryzykować wszystkim,
co masz? Czy rzeczywiście rozumiesz i akceptujesz cenę, jaką musiałbyś
zapłacić za tak wielkie bogactwo – nieustanny stres, mącący ci myśli
i kładący się cieniem na twoim życiu? W naszym społeczeństwie trwa
szaleńczy wyścig o to, kto będzie najbogatszy, najmądrzejszy, najładniejszy,
najlepiej ubrany, najzabawniejszy lub najsilniejszy. Przytłoczeni presją
społeczną i rodzinną po drodze zatraciliśmy umiejętność bycia po prostu
sobą, życia własnym życiem i wyboru swojej ścieżki. Czym to się kończy?
Dla wielu ludzi – rozczarowaniem i niespełnieniem, to na pewno.
Co nie oznacza, że powinieneś rezygnować z dążenia do swoich
wyśrubowanych celów życiowych, jeśli naprawdę czegoś pragniesz. Ani że
masz spocząć na laurach i przestać się rozwijać. Nie ma nic złego w pracy do
późna i poświęcaniu życia prywatnego dla kariery – taka droga do wysokich
zarobków albo stanowisk niektórym może całkowicie odpowiadać. Ale wielu
z nas zapomina, po co właściwie tak się męczymy.
Często skupiamy się wyłącznie na tym, czego nie mamy, chociaż tak
naprawdę wcale tego nie potrzebujemy – ani nawet nie chcemy. Być może
czytając te słowa, kiwasz głową: „On ma rację, przecież nie muszę być
milionerem” albo „W zasadzie nie zależy mi, żeby mieć kaloryfer na
brzuchu”.
Oczywiście to wrażenie trwa tylko do chwili, gdy znów zobaczysz swój
wymarzony samochód i pomyślisz: „Dlaczego ja takim nie jeżdżę?”, albo
rzucisz okiem na okładkę magazynu i zaczniesz sobie wyrzucać: „Dlaczego ja
tak nie wyglądam?” czy „Dlaczego nie mam takich ładnych ubrań?”. Żeby
mieć pewność, że dążymy do tego, czego naprawdę pragniemy, trzeba to
nieustannie sprawdzać. To nie jest decyzja, którą podejmujemy raz na zawsze.
Jeżeli to twoje prawdziwe pragnienia, zacznij je realizować! Nie ma na co
czekać – opracuj strategię, ogarnij rzeczywistość i, co najważniejsze,
podejmij niezbędne działania i powtarzaj je do skutku!

Ale jeśli nie jesteś gotowy siedzieć w pracy dodatkowych dziesięć albo
dwadzieścia godzin tygodniowo tylko po to, żeby jeździć do biura bmw
zamiast hondą, to nie zużywaj cennych szarych komórek na takie wizje.
Przestań udawać przed samym sobą. Pogódź się z tym, że nie chcesz wziąć na
siebie obowiązków, z którymi wiązałoby się realizowanie tych pragnień,
i przyznaj, że sobie ściemniałeś. Dzięki temu dużo mocniej pokochasz to
życie, które już masz – i stworzysz przestrzeń na dążenie do rzeczy, których
naprawdę pragniesz.
„Nie jestem gotowy” zrezygnować z ulubionego jedzenia tylko po to, żeby
znów mieć ciało dwudziestolatka. „Nie jestem gotowy” zamienić czasu
spędzanego z rodziną na dodatkowe zero na czeku z wypłatą.

Spójrz prawdzie w oczy. Kiedy przyjmiesz podejście „Nie jestem gotowy”,


przestaniesz czuć się winny, niezadowolony z siebie i rozżalony za każdym
razem, kiedy zobaczysz coś, o czym we własnym mniemaniu „marzysz”.
Złapiesz lepszy kontakt ze swoją rzeczywistością, a jeśli kiedyś naprawdę
zapragniesz to osiągnąć, będziesz umiał się w niej odnaleźć i zaplanować, jak
zrealizujesz ten zamiar.

WYTYCZ WŁASNĄ ŚCIEŻKĘ


Kiedy zaczniesz analizować swoje cele, stanie się coś pięknego: chcąc nie
chcąc przyjrzysz się na nowo drodze, która do nich wiedzie.

Czy naprawdę nie jesteś w stanie trenować pół godziny dziennie, tak jak to
sobie wmawiasz? Fakt, trochę się spocisz i zmęczysz, ale wystarczy włączyć
ulubioną muzykę, żeby czas płynął szybciej. I chociaż początki pewnie będą
bolesne, w końcu przyzwyczaisz się do wysiłku i wzmocnisz swoje ciało.
Co najgorszego może się stać, jeśli zgłosisz swój pomysł na tym spotkaniu?
Zostanie odrzucony? To co? Nawet jeśli czeka cię poważniejsze zadanie –
DUŻO poważniejsze zadanie, na przykład musisz zapłacić zaległe od wielu
lat podatki, posprzątać zagracony garaż albo powiedzieć prawdę komuś, kogo
okłamywałeś – droga do zmiany zawsze zaczyna się od tego samego
przebłysku gotowości.

Pamiętaj, że wszyscy mamy tendencję do wyolbrzymiania problemów.


Wyznanie prawdy zamienia się w wyprawę na koniec świata i z powrotem.
Jeśli tak jest w twoim wypadku, spróbuj podzielić to zadanie na mniejsze
etapy i wykorzystać swoją gotowość, żeby „wstać z łóżka”, „otworzyć klienta
e-mail” i tak dalej.

Oczywiście bardzo możliwe, że zmagasz się ze znacznie trudniejszą sytuacją


niż te w podanych przykładach, ale ten model sprawdza się również
w cięższych przypadkach. Załóżmy, że ukrywasz jakiś mroczny sekret.
Przygniata cię wstyd, poczucie winy albo żal. Wyjawienie tej tajemnicy może
w znaczący sposób wpłynąć na twoje życie. „Czy jestem gotowy powiedzieć
prawdę osobie, którą okłamywałem?” Kiedy spojrzysz na to z tej
perspektywy, przyznanie się do kłamstwa staje się okazją, żeby coś wyjaśnić,
wysłuchać drugiej strony i zmierzyć się z konsekwencjami swojej decyzji.
Możesz się bać tej rozmowy, ale nie przekracza ona twoich możliwości. Tu
nie chodzi o zadanie, które masz do wykonania, tylko o życie, które cię czeka,
kiedy będziesz to mieć już za s obą. Kiedy możesz być szczery i otwarty,
kiedy niczego nie ukrywasz, nie uskuteczniasz żadnych kłamstw, przemilczeń
ani półprawd, naprawdę stajesz się najbardziej ekspresyjną i pełną życia
wersją siebie.
Stojące przed nami zadanie najczęściej jest dużo łatwiejsze, niż nam się
wydaje. Problem polega na tym, że zwykle nie poświęcamy czasu na to, żeby
naprawdę mu się przyjrzeć. Niektóre wyzwania rzeczywiście są dla nas próbą
sił, ale gdy wyjdziemy z niej zwycięsko, nagrodą jest spełnienie naszych
marzeń: inspirujące życie, w którym jesteśmy gotowi w pełni uczestniczyć.

Powiedz to głośno: „Jestem gotowy”.


ZATKNIJ SWOJĄ FLAGĘ
Kiedy skończysz z wmawianiem sobie marzeń i zaczniesz patrzeć na świat
przez pryzmat gotowości lub braku gotowości do różnych rzeczy, wszystko
stanie się dużo prostsze.

Zamiast marnować czas na zazdroszczenie innym ich życia, skoncentrujesz


się na tym, co jest naprawdę ważne dla ciebie. Przekonasz się, że gdy
zastąpisz zawiść i żądzę gotowością do wprowadzenia pozytywnych zmian,
sprawy zaczną przybierać inny obrót.

Kiedy uprzytomnimy sobie, na co jesteśmy naprawdę gotowi, możemy


przejąć kontrolę nad podświadomymi myślami i uczuciami, które dotąd
odwodziły nas od naszych prawdziwych celów. Masz wtedy szansę sam
określić, co jest dla ciebie prawdą – i to nie na podstawie jakiegoś starego,
natrętnego buga w podświadomości, tylko wsłuchując się w swoje racjonalne,
świadome ja, stając po swojej stronie i czerpiąc z tego siłę. Gotowość to
prawda i piękno, które tylko ty potrafisz stworzyć. Przestaniesz dowalać sobie
myślami typu: „Nie jestem milionerem, czyli do niczego nie doszedłem” albo
„Jestem leniwa i przez to nie mieszczę się w rozmiar 34”, bo weźmiesz
odpowiedzialność za własne decyzje. Gdy przedstawisz swoje problemy
w kategoriach gotowości i jej braku zamiast biczować się negatywną
samooceną, znajdziesz w sobie odwagę, żeby pokonać przeszkody, które
naprawdę trzymają cię w miejscu – te, które sam stawiasz przed sobą. Nie
dasz się zwieść negatywnemu dialogowi wewnętrznemu.

Zrozumiesz, że kiedy jesteś gotowy zrobić to, czego wymaga sytuacja, cała
reszta traci znaczenie. Przestaniesz odkładać sprawy, na których naprawdę ci
zależy. Nie będziesz zaniedbywać obowiązków, które na siebie wziąłeś, bo
będziesz czuł gotowość, żeby je wypełnić.
Gotowość to źródło nowego, niewyczerpanego strumienia możliwości
i potencjału, stan, w którym rodzą się nowe wersje przyszłości i nowy ty.

Pytaj siebie „Czy jestem gotowy?” bez końca, dopóki te słowa nie zaczną
dźwięczeć ci w uszach tuż po przebudzeniu i tuż przed zaśnięciem,
w samochodzie i pod prysznicem: „Czy jestem gotowy?”. Pytaj się o to raz po
raz, dopóki w twojej świadomości nie zabrzmi głośne „TAK! JESTEM
GOTOWY!”.

Zapytam cię jeszcze raz: „Czy jesteś gotowy?”.


ROZDZIAŁ 3

A co, gdybym ci powiedział, że nawet gdy uważasz


swoje życie za porażkę, w rzeczywistości odnosisz
zwycięstwo? Że wszystko, co się dzieje, w gruncie
rzeczy jest twoją wygraną?
To prawda. Nie wciskam ci poradnikowych bzdur ani sloganów
reklamowych.

Jesteś mistrzem. Osiągasz kolejne cele i masz na koncie same sukcesy.


Wszystko, co sobie postanowisz, zamienia się w rzeczywistość.

Pewnie zaczynasz podejrzewać, że komuś tu odbiło – mnie albo tobie! Może


uznałeś, że mówię o kimś innym, a dokładniej o każdym poza tobą. Lepiej
wyjaśnię, co mam na myśli, zanim razem trafimy na oddział zamknięty.

Wyobraź sobie następujący scenariusz. Praktycznie przez całe życie szukasz


miłości, tej jednej, wyjątkowej osoby, z którą będziesz mógł dzielić
przyszłość. Ale wciąż jeszcze jej nie znalazłeś. (Pamiętaj, to tylko przykład,
możesz wybrać inny obszar, w którym utknąłeś w martwym punkcie).
Chodziłeś na randki, byłeś w związkach, ale nigdy nie dotarłeś do etapu
„i żyli długo i szczęśliwie”. Po prostu nie spotkałeś swojej „drugiej połówki”.
Bajka zawsze dobiega końca – często w podobny sposób.
Po pewnym czasie zaczynasz tracić nadzieję. Zastanawiasz się, czy
kiedykolwiek poznasz wymarzonego partnera. Może po prostu nie jest ci to
pisane?

„Czy ktoś mnie kiedyś pokocha?”


„Czy zasługuję na miłość?”

„Dlaczego zawsze przyciągam ten sam typ osób?”


Wspominasz dzieciństwo, w którym nie dostałeś od rodziców wystarczająco
dużo miłości, albo okres dojrzewania, gdy czułeś się jak outsider. Cofasz się
myślami do byłych związków, które przypominały scenę z filmu Dzień
świstaka, tylko z różnymi aktorami. To strasznie frustrujące!

A potem poznajesz kogoś nowego. Umawiacie się kilka razy i odkrywacie, że


świetnie się czujecie w swoim towarzystwie. Mijają kolejne dni, tygodnie
i miesiące, a między wami wszystko się świetnie układa.

W końcu przychodzi chwila, gdy nie możecie się już dłużej powstrzymać –
pierwszy raz wyznajecie sobie miłość.

Zakochany po uszy zaczynasz się zastanawiać: „Czy to jest ta osoba, na którą


czekałem?”. Czyżbyś wreszcie ją znalazł? Hurraaaaaaa!!! Chce ci się żyć;
rozpiera cię szczęście, radość i nadzieja.

Jednak w którymś momencie na horyzoncie pojawiają się ciemne chmury


wątpliwości, najpierw małe, później coraz większe. Zrywa się burza. Ledwo
się zakochałeś, już się odkochujesz. Byle błahostka staje się powodem do
kłótni. Chemię stopniowo zastępuje obojętność, aż w końcu wasz związek
zamienia się w pustynię, jałową i wyschniętą na wiór glebę, a wy jesteście już
tak wyczerpani, że staracie się tylko jakoś ze sobą wytrzymać. Yh. Znowu to
samo.

Na pewnym etapie oboje zaczynacie rozumieć, że między wami źle się


dzieje – być może docieracie do granicy wytrzymałości i dochodzi do
paskudnej awantury (albo całej serii awantur). Albo wasz związek dogorywa,
dopóki nie postanowicie wreszcie postawić na nim krzyżyka. Tak czy inaczej,
rozstajecie się. Trudno. Jest ci przykro, cierpisz, ale mimo wszystko wierzysz,
że czeka cię jeszcze happy end. Może następnym razem.
Tyle że to był happy end. Chociaż masz wrażenie, że poniosłeś porażkę,
w rzeczywistości odniosłeś wspaniałe, spektakularne zwycięstwo. To był
wielki triumf!
Prawda jest taka, że wygrywasz, żyjąc właśnie tak, jak żyjesz.
A co, jeśli wolałbyś żyć inaczej? W porządku, ale pamiętaj, że w życiu, które
masz teraz, jesteś niezwyciężony.
BUDOWANIE TAJEMNICY
Jak można nazwać nieudany związek zwycięstwem?
Posłuchaj, nie zamierzam cię przekonywać, że będzie ci lepiej bez pewnych
osób. Nie zacznę ci wmawiać, że jesteś wyjątkowy i niepowtarzalny jak
płatek śniegu i że znajdziesz idealnego partnera, „kiedy będziesz na to
gotowy”. Nie będę powtarzać pretensjonalnych tekstów z naklejek na
zderzaki i memów internetowych o tym, że to ty jesteś fantastyczny, tylko
reszta świata ma jakiś problem. Dobrze wiemy, że prawda wygląda trochę
inaczej.

Nic z tych rzeczy. Ten nieudany związek był twoim sukcesem, bo osiągnąłeś
dokładnie to, co zamierzałeś. Chciałeś tego od samego początku, od
pierwszego „cześć”. „Jak to, przecież to mój partner się nie starał, to ON
wszystko zepsuł!”. Rozumiem, ale co, jeśli podświadomie wybrałeś właśnie
taką osobę? Co, jeśli wytypowałeś idealnego kandydata, żeby jeszcze raz
krok po kroku móc odtworzyć tę samą historię?

Co, jeśli tak naprawdę chciałeś udowodnić, że nikt cię nie pokocha? Co, jeśli
to przekonanie zalęgło się w twoim umyśle jako podświadoma reakcja na
burzliwe dzieciństwo, bolesne rozstania i tym podobne zdarzenia? I co, jeśli
przez ten zakorzeniony głęboko w podświadomości wzorzec celowo
własnoręcznie sabotowałeś swój związek?
Stałeś się wyczulony na problemy, których nie było. Zacząłeś czepiać się
szczegółów, irytować się błahostkami, rozdmuchiwać najdrobniejsze
nieporozumienia. Z czasem udało ci się dowieść swojej tezy – związek umarł
śmiercią naturalną. Co, jeśli nauczyłeś się dążyć do takiego zwycięstwa?
Byłeś przekonany, że nie zasługujesz na kochającego partnera, więc
postanowiłeś to udowodnić i odniosłeś sukces. Gratulacje!

Jeśli zaczynasz się czuć jak beznadziejny przypadek sadomasochisty, nie


martw się. Mechanizm, o którym mówię, ma też dobre strony.
Może nie odnajdujesz się w podanym przykładzie, bo poślubiłeś miłość
swojego życia albo musisz opędzać się kijem od potencjalnych partnerów.
Przyjrzyj się swoim własnym „martwym punktom”, czyli obszarom,
w których radzisz sobie najgorzej i czujesz się przegrany.

Widzisz, twoje myśli mają taką moc, że nieustannie popychają cię w kierunku
twoich celów, nawet kiedy nie zdajesz sobie sprawy, do czego właściwie
dążysz! Twój mózg jest zaprogramowany na sukces.
I nie dotyczy to jedynie związków. Ta sama dynamika rządzi twoją karierą,
kondycją fizyczną, finansami i wszystkim innym, czym się zajmujesz.
W każdej z tych dziedzin odnosisz zwycięstwo.

A to wiedzie nas do następnej deklaracji: „Jestem zaprogramowany na


sukces”.

Zawsze wygrywasz, bo tak zaprogramowany jest twój mózg. Problemy


pojawiają się wtedy, gdy na podświadomym poziomie chcesz czegoś innego,
niż głośno deklarujesz. Różnica bywa diametralna.
WŁADCA SWOJEJ DOMENY
Doktor Bruce Lipton, słynny autor badań nad DNA i komórkami
macierzystymi, odkrył, że podświadomość kontroluje 95% naszych
codziennych zachowań. Zastanów się nad tym przez chwilę. To znaczy, że
spośród wszystkich rzeczy, które robisz każdego dnia, jedynie niewielką
część wykonujesz z własnej woli.

Pomyśl o niezliczonych sytuacjach, kiedy straciłeś poczucie czasu, nie


pamiętałeś niczego z podróży do domu samochodem albo zapomniałeś, jaki
jest dzień tygodnia. Najczęściej działamy na autopilocie, bezmyślnie brnąc
przez znajome bagno codzienności.

To twoje najskrytsze myśli decydują o tym, jaką ścieżką podążasz przez


życie. Mózg nieustannie popycha cię nią naprzód bez względu na to, czy
wybrałbyś ją świadomie.

Nie jesteś w stanie zarabiać więcej? Nie potrafisz schudnąć? A przyszło ci do


głowy, że twoim zachowaniem mogą sterować podświadome, ukryte
przekonania na temat dochodów i wagi? Jeśli automatycznie postrzegasz się
jako członka danej klasy ekonomicznej albo osobę o określonej kondycji, to
twoje działania służą temu, żeby utrzymać cię na poziomie, na którym czujesz
się najbardziej komfortowo.
Często mówię klientom, że zwyciężamy w pewnych domenach albo światach.
Załóżmy, że rocznie zarabiasz 30 tysięcy dolarów. To pewna domena.
Składają się na nią wszystkie twoje plany, strategie i taktyki osiągania takiego
dochodu.

Wierz lub nie, ale zarobienie dwa razy większej kwoty wcale nie musi być
trudniejsze. Może ci się tak wydawać, lecz nie jest to prawda absolutna. Bez
względu na to, czy dostajesz za godzinę 25 dolarów czy 50 dolarów, 40
godzin pracy to 40 godzin pracy. Wprawdzie warto zdać sobie sprawę, nad
czym właściwie pracujesz i czy jesteś skuteczny, a nie tylko zajęty, ale
czasem poziom zarobków to tak naprawdę kwestia przejścia do innej domeny.
Jak się to robi? Najpierw musisz odkryć, w jaki sposób się ograniczasz – jakie
„prawdy absolutne” nieświadomie wyznajesz. Krótko mówiąc, chodzi o twoje
przekonania na temat siebie samego, innych ludzi i życia. Tymi
przekonaniami wyznaczasz granicę własnego potencjału. Dopiero kiedy je
przełamiesz i doświadczysz życia innego niż obecne, zaczniesz rozumieć
potęgę tego zjawiska.
Wiem, że ta wizja świata wydaje ci się nadmiernie uproszczona, ale dzięki
niej możesz wznieść się na zupełnie nowy poziom osiągnięć, chociaż to
rozmowa na inną okazję. W tym momencie skup się na tym, że twoje życie
jest podzielone na konkretne domeny, w których działasz i odnosisz
zwycięstwa.
Rzecz w tym, że wygrywasz w każdej domenie, w którą się angażujesz. Jesteś
zaprogramowany tak, żeby odnieść w niej sukces. Wydostanie się z tej
domeny będzie wymagało znaczącej zmiany twoich automatycznych
mechanizmów działania.

ZNAJDŹ SWOJĄ PRZEWAGĘ


Nadal nie jesteś przekonany? Pora spojrzeć w lustro i dowiedzieć się, na
czym właściwie polegają twoje zwycięstwa.

Zastanów się, które obszary sprawiają ci problemy. Z czym najbardziej się


zmagasz w życiu? Czy chodzi o kwestie zawodowe? Szkodliwe nawyki?
Dietę?
Może odkładasz pracę najdłużej, jak się da. Czekasz do ostatniego momentu,
a potem zwijasz się jak w ukropie, bo nad głową wisi ci deadline.

Zawsze wygrywamy, bo za każdym razem udaje nam się coś udowodnić.


W powyższym przykładzie robiąc projekt na ostatnią chwilę, skutecznie
wykazujesz, że masz za mało czasu albo że jesteś prokrastynatorem lub
nieudacznikiem. Twój cel może być też zupełnie inny. Trzeba przyglądać się
sobie i swoim zachowaniom. O co tu tak naprawdę chodzi? W czym będziesz
miał rację, kiedy wszystko potoczy się zwykłym torem?

Jak pokazałem wcześniej na przykładzie związku, mamy określone


przekonania na temat siebie lub życia, które nieustannie potwierdzamy
swoimi zachowaniami. Te przekonania okazują się zdumiewająco zgodne
z rzeczywistością. Mimo wysiłków nadal tkwisz w miejscu? Co starasz się
sobie udowodnić?
„Nie jestem godny miłości”, „Nie jestem mądry”, „Jestem nieudacznikiem”,
„Nie jestem już taki zdolny jak kiedyś”. Skoro podświadomość wciąż
podsuwa ci tego rodzaju myśli, to nic dziwnego, że po mistrzowsku wcielasz
je w życie. Żeby odnieść sukces w innym, bardziej pozytywnym wymiarze,
musiałbyś OBALIĆ te głęboko zakorzenione przeświadczenia! Ta wizja jest
tak rewolucyjna, że aż trudno ją znieść. Uderza w sam fundament twojej
osobowości!

Przekonałem się, że wielu moich klientów łączy pewna wspólna cecha:


podświadome pragnienie, żeby udowodnić, że rodzice nie poradzili sobie
z ich wychowaniem. Może się to przejawiać na wiele sposobów o różnym
ciężarze gatunkowym. Niektóre z nich są subtelne, inne wydają się dość
oczywiste, ale żadnemu nie można odmówić skuteczności.

Kiedy chcesz dowieść, że rodzice źle cię wychowali, możesz zaniedbywać


swoje ciało, trafić do aresztu, uzależnić się od narkotyków lub alkoholu,
rzucić naukę, psuć wszystkie związki, mieć ciągłe problemy z pieniędzmi –
wiele ścieżek pozwala zagubić się w życiu. Czasem będą to po prostu kłopoty
z odnalezieniem się w stresującym życiu zawodowym.
Te wzięte z życia przykłady pozwalały moim klientom pokazać światu, że
doświadczenia z dzieciństwa nie przygotowały ich odpowiednio do
dorosłości, bo rodzice – lub jedno z nich – źle się spisali. Jest to bardzo
wygodne przekonanie, bo równocześnie wyjaśnia wymienione zachowania
i tłumaczy, dlaczego od czasu do czasu owi klienci są kompletnymi dupkami
dla otoczenia.
Czy rozumiesz, jak korzystasz z tego mechanizmu we własnym życiu?
Zastanów się, które obszary sprawiają ci trudność. A teraz pomyśl o nich jak
o swoich sukcesach. Co widzisz?
Jeśli masz problem z wykonywaniem obowiązków, to być może uważasz, że
jesteś niekompetentny albo leniwy. Potwierdzasz to za każdym razem, kiedy
przerywasz pracę albo prokrastynujesz. Udowadniasz sobie i innym, że
naprawdę jesteś taką osobą. Dlaczego się tak zachowujemy? Naszym
podstawowym celem jest przetrwanie, a najlepszą strategią na przyszłość
wydaje się powrót do mechanizmów z przeszłości, nawet jeśli są błędne czy
szkodliwe. W końcu to dzięki nim zaszliśmy tak daleko. Przetrwaliśmy.
Nie ograniczaj się do przykładów, które tu podaję. Nie jest to wyczerpująca
lista zachowań tego rodzaju. Być może ty wygrywasz w zupełnie innej
domenie. Poświęć trochę czasu na introspekcję. W razie potrzeby zapisz
wzorce, które zauważysz. Dopasuj do siebie elementy tej układanki.

Załóżmy, że miałeś wspaniałych rodziców, a mimo to nie potrafisz w pełni


zaangażować się w związek. Czy nie dzieje się tak dlatego, że wątpisz, żeby
jakikolwiek partner dorównał ideałowi, który wpoiło ci wychowanie? Chodzi
o to, że każdy z nas ma takie przekonania.

Przyjrzyj się rozmaitym sytuacjom, na które natykasz się w życiu, i odnajdź


ich punkty wspólne. Pomyśl, ile razy łamałeś daną samemu sobie obietnicę,
żeby przejść na dietę, zacząć oszczędzać albo mówić, co myślisz. Policz, jak
często rezygnujesz z ćwiczeń na siłowni. Przypomnij sobie, jak zamiast do
banku poszedłeś do centrum handlowego. Wybierz jeden przykład i sprawdź,
czy umiesz zobaczyć w nim swoją „wygraną”. Zdarza ci się wszczynać
kłótnie albo tracić nad sobą panowanie, chociaż wiesz, że nie powinieneś?
Czego może to być oznaką?

Bez względu na to, w jakiej domenie wygrywasz, zacznie do ciebie docierać,


że jesteś w tym naprawdę dobry.
Potrafisz przez wiele dni nie zauważać stosu brudnych naczyń w zlewie. Gdy
już zużyjesz każdy talerz, kubek i sztuciec w domu, stawiasz na kreatywność,
aż w końcu wsypujesz płatki śniadaniowe do plastikowego pojemnika i jesz je
dużą drewnianą łyżką. Ale jazda, odkryłeś genialny sposób na ułatwienie
sobie życia! Szybko, zrób zdjęcie i wrzuć je na Pinteresta!
To całkiem imponujące – na swój dziwaczny sposób.
Kiedy przeanalizujesz własne życie z tej perspektywy, zobaczysz, że mam
rację. Naprawdę jesteś zaprogramowany na sukces. Naprawdę potrafisz
osiągnąć (i osiągasz) dokładnie to, co sobie postanowisz.

Jak powiedział stoicki filozof Seneka:

Mocą umysłu jest być niezwyciężonym.


W tym momencie twój umysł naprawdę jest niezwyciężony – nie ma sobie
równych, jeśli chodzi o dowodzenie, że nie zasługujesz na miłość, że jesteś
leniwy, że nigdy nie poprawisz kondycji albo że nie trzymają się ciebie
pieniądze.
Ale jeśli zmienimy swój sposób myślenia, będziemy mogli wykorzystać
niezwyciężoną naturę naszego umysłu do realizowania pozytywnych celów
i marzeń. Jesteśmy zaprogramowani na sukces – musimy po prostu
wyznaczyć sobie właściwy kierunek działania, żeby wygrać w domenie, którą
świadomie wybierzemy.

JAK STWORZYĆ STRATEGIĘ DZIAŁANIA


Mówiliśmy już o tym, że podświadomość odgrywa ogromną rolę we
wszystkim, co robimy. Nawet gdybyśmy świadomie podejmowali właściwe
decyzje przy każdej możliwej okazji, i tak objęłyby one jedynie ułamek
naszego codziennego życia. Deklaracja osobista „Jestem zaprogramowany na
sukces” pomoże ci zdać sobie sprawę z potęgi własnego umysłu. Ale i tak
potrzebujesz strategii działania.

To znaczy, że musimy wypełnić sobie głowę właściwymi pomysłami.


Podpowiem ci, jak zacząć.
Pomyśl, co chciałbyś zmienić w swoim życiu. Może chodzić o kwestie
związane z obszarami, którym przyglądałeś się wcześniej, albo o coś zupełnie
innego.

W jakiej dziedzinie chciałbyś się tak naprawdę rozwijać? Co pragniesz


osiągnąć?
Wybierz swój cel i rozłóż go na etapy. Jakie konkretne kroki musisz podjąć,
żeby go zrealizować? Jakie powinieneś wyznaczyć kamienie milowe?
Jeśli chcesz schudnąć, zastanów się, co jest do tego potrzebne: lżejsza dieta,
więcej ćwiczeń fizycznych i ogólnie zdrowszy styl życia. Pomyśl, z jakimi
codziennymi czynnościami będzie się to łączyło. Osadź ten cel
w rzeczywistości.

Ale na tym nie koniec. Weź pod uwagę, że twoje nastawienie też musi się
zmienić – zarówno podczas walki o szczuplejszą sylwetkę, jak i po
osiągnięciu wymarzonej wagi. Nie możesz się poddać, mimo że w uszach
coraz głośniej będą ci dźwięczały stare automatyczne myśli.

Jak zmieni się twoje poczucie tożsamości, kiedy stawisz czoła swoim
problemom? Co o sobie pomyślisz, gdy zobaczysz w lustrze zdrową,
wysportowaną osobę? Jak wtedy będzie wyglądało twoje życie? Odradzam
wyobrażanie sobie, że nagle poczujesz się fantastycznie. Stare kompleksy nie
znikną bez śladu.

Wspominałem już, że podświadome myśli są głęboko zakorzenione


w psychice. Przekształcenie tych sprawczych, choć nieuświadomionych
opinii w przekonania, które bardziej służą twoim celom, może wymagać
sporej dozy refleksji, wyobraźni i zaangażowania. Nie ponaglaj się – daj sobie
na to czas, tak jak na przemyślenie innych kwestii, o których tu piszę.
Kiedy przyjrzysz się problematycznym obszarom wytypowanym wcześniej,
być może przypomnisz sobie jakieś poruszające wydarzenie, które
przyczyniło się do powstania szkodliwych przekonań, na przykład zdrada
w związku, dokuczanie w szkole, sytuacja z dzieciństwa, w której rodzice nie
zaspokoili twoich potrzeb, publiczne upokorzenie albo poważna porażka
zawodowa.
Ale im bardziej skupiasz się na przyszłości i marzeniach, które naprawdę
pragniesz zrealizować, tym głębiej nowe przekonania wnikają do twojego
umysłu i tym większej nabierają mocy. Kiedy przyglądasz się domenom,
w których zwyciężałeś do tej pory, pamiętaj, że nie chodzi o to, żeby
zwalczać albo odrzucać myśli i zachowania, które do tego prowadziły, tylko
zmieniać ich kierunek i wyznaczać sobie nowe cele. Musi to być proces,
w którym stajesz się coraz bardziej świadomy samego siebie – dzięki temu
zauważysz, jeśli zboczysz z właściwego kursu. Im lepiej zrozumiesz swoje
mechanizmy, tym większą masz szansę, żeby je zmienić.

Gdy sam wyznaczysz sobie cele życiowe i, co ważniejsze, zaczniesz


wytrwale działać, żeby je osiągnąć, będzie to tylko kwestią czasu.

Jesteśmy zaprogramowani na sukces. Ty jesteś zaprogramowany na sukces.


Wybierz swoją grę, podejmij wyzwanie i dąż do coraz głębszego zrozumienia
własnej psychiki.

Kiedy naprawdę poznasz siebie i swoje ograniczenia, otworzy się przed tobą
droga do wolności i sukcesu. Im bardziej świadomy będziesz swoich
wewnętrznych mechanizmów, tym więcej przestrzeni i okazji pojawi się
w obszarach, które dotąd sprawiały ci trudności.

Odważ się działać. Zaufaj sobie i poddaj się w pełni swoim bezkresnym
możliwościom zwycięstwa. Postanów, że zaczniesz wygrywać na nowe,
ekscytujące sposoby. Wymagaj od siebie tego, co najlepsze, i powtarzaj za
mną: „Jestem zaprogramowany na sukces”.
ROZDZIAŁ 4

Yh.
W życiu każdego z nas zdarzają się chwile, kiedy czujemy się trochę przybici
i zrezygnowani. W takich momentach mamy wrażenie, że nic nie idzie po
naszej myśli. Na tym etapie (zazwyczaj) jeszcze się nie poddajemy, ale jest
nam bardzo ciężko.

Może stoisz przed gigantycznym problemem: straciłeś pracę, twój partner


wystąpił o rozwód, skasowałeś samochód – albo przeżywasz to wszystko
naraz. Grunt to mieć szczęście, co?

A czasem chodzi o coś mniej poważnego: zgubiłeś ulubioną koszulę. Pękły ci


okulary. Pies rozszarpał na strzępy twoją pocztę. Nie wyspałeś się. Przypaliłeś
obiad.

Sęk w tym, że trudności rzadko ograniczają się do tej jednej sprawy. One się
rozprzestrzeniają. Przenikają wszystkie aspekty naszego życia zupełnie jak
toksyczna substancja.

Jeśli masz kłopoty finansowe, świadomie lub podświadomie martwisz się


nimi przy kolacji i posiłek przestaje sprawiać ci przyjemność. Rodzina
zaczyna cię drażnić. Masz pretensje do partnera i chłodno traktujesz dzieci.
Irytujesz się szczekaniem psa albo hałasami z mieszkania sąsiadów. Takie
drobiazgi jak korki uliczne czy długie kolejki zaczynają wywoływać w tobie
frustrację.
Czujesz się tak, jakby ktoś rzucił na ciebie klątwę, bo te błahostki wpływają
na ogólną jakość twojego życia. Małe problemy błyskawicznie się mnożą,
tworząc większe zmartwienia. Są jak rozlana na biurku kawa, która
bezlitośnie płynie w kierunku laptopa, telefonu i stosu rachunków, podczas
gdy ty rozpaczliwie i na oślep wymachujesz serwetką, usiłując nie dopuścić
do katastrofy, w efekcie pogłębiając tylko chaos na blacie.
Ten drobny incydent może wpłynąć na pozostałe obszary twojego życia.
W końcu zaczynasz patrzeć na wszystko przez pryzmat emocji otaczających
ten jeden obszar.

Myślisz wtedy:
„Życie jest za trudne”.

„Nigdy się z tym nie uporam”.

„Otaczają mnie dupki”.

„Pieprzę to wszystko, mam dosyć”.

Żadne z tych zdań nie odzwierciedla rzeczywistości (bez względu na to, co ci


się chwilowo wydaje), tylko sposób, w jaki ją postrzegasz. Niestety, kiedy
tkwisz w samym oku cyklonu, ta wiedza absolutnie niczego nie zmienia.
Natrętne myśli jeszcze pogarszają sytuację. Negatywna samoocena i/lub
negatywna ocena sytuacji nie pomagają ci przezwyciężyć trudności,
z którymi się zmagasz, ani tym bardziej cieszyć się życiem.

Żeby rozwiązać własne problemy, musimy nauczyć się patrzeć na nie i na


świat z innej perspektywy i przyjąć nowe, optymistyczne i wyważone
podejście.

Dlatego następna osobista deklaracja, którą ci proponuję, brzmi: „Radzę


sobie”.
DYSTANS DO PROBLEMÓW
Gdyby wszystkie nasze nieszczęścia trafiły na jeden wspólny
stos i każdy musiał wziąć z niego jednakową część, ludzie
z zadowoleniem wybraliby własne i odeszli.
Sokrates

Wszyscy mają problemy, a życie nie jest idealne. Nigdy takie nie będzie. Nie
było idealne 2400 lat temu, w czasach Sokratesa, i z całą pewnością nie jest
idealne dziś.
Ale jeśli będziemy ze sobą szczerzy do bólu, zdamy sobie sprawę, że
w porównaniu z resztą świata zasadniczo nie mamy powodów do narzekania.
Poważnie. Przemyśl to.
Skoro czytasz tę książkę, prawdopodobnie nie żyje ci się tak ciężko jak
dzieciom w Somalii czy niedotykalnym w Indiach. Masz pewnie dużo mniej
problemów niż ludzie w 470 roku p.n.e., kiedy przyszedł na świat Sokrates –
przed erą nowoczesnej medycyny, elektryczności, samochodów czy
podstawowych praw człowieka.
Ale żeby docenić swoje szczęście, wcale nie musisz cofać się w czasie ani
szukać przykładów na drugim końcu świata. Wystarczy, że pojedziesz do
innej dzielnicy we własnym mieście albo rozejrzysz się po swoim miejscu
pracy, a mogę ci zagwarantować, że znajdziesz mnóstwo osób w gorszej
sytuacji niż twoja. Być może tego nie zauważasz – jak my wszyscy.
W naszych oczach życie innych to przegląd najciekawszych wydarzeń,
chociaż we własnym skupiamy się tylko na zakulisowych trudnościach.

Jeśli przewracasz właśnie oczami z myślą: „Jak niby ma to mi pomóc


w rozwiązaniu moich problemów?”, to już odpowiadam: wcale ci to nie
pomoże. Nie zmieni za ciebie przebitej opony ani nie przeleje ci na konto
tysiąca dolarów.

A teraz na jedną krótką chwilę swojego istnienia przestań wydłubywać sobie


kłaczki z pępka i rozejrzyj się wokół. Złap kontakt ze swoją rzeczywistością,
zobacz, jak naprawdę wygląda twoje życie, zamiast wsłuchiwać się
w przesiąkniętą emocjami narrację, którą snujesz w myślach na jego temat.

Dzięki temu spojrzysz na świat z innej perspektywy, osadzonej głębiej


w realiach. Łatwiej stawisz czoła życiu i trudnościom i nie wpadniesz
w pułapkę pesymizmu, który czyha na nas na każdym kroku, usiłując (często
z powodzeniem) zamącić nam w głowie. Skoro wszyscy wokół ciebie radzą
sobie ze swoimi problemami – nawet jeśli są w gorszej sytuacji – to na pewno
nie przekracza to także twoich możliwości.

Ale rozumiem, że się martwisz. I ja, i ty dobrze wiemy, że w obliczu


katastrofy trudno zachować zimną krew. Nasze problemy nadal są prawdziwe,
nadal sprawiają nam ból i nadal mogą wytrącić nas z równowagi.
Kiedy czujesz, że ogarnia cię poczucie beznadziei, zrób jeden krok wstecz.
A potem następny. Nie, to za mało, odejdź JESZCZE DALEJ. Nie zatrzymuj
się… Sprawdź, czy umiesz zobaczyć swoje życie takim, jakie jest naprawdę.

Ten proces musi się zacząć w twojej wyobraźni.

Zawsze radzę klientom, żeby na początek objęli spojrzeniem całe swoje


życie. Wyobraź sobie, że rozciąga się przed tobą jak okiem sięgnąć niczym
tory kolejowe, od lewej do prawej.

Oczywiście te tory nie znajdują się w próżni. Przecinają miasta i wsie, biegną
w tunelach i na mostach, wiją się wokół wysokich gór i nurkują w głąb
kanionów. Zobacz oczyma duszy tę magiczną różnorodność krajobrazów.

A teraz popatrz daleeeeko w lewo. To twoja przeszłość. Stąd przyszedłeś, tę


część podróży masz już za sobą.

Gdy ruszysz torami w tę stronę, zobaczysz przed sobą całą swoją historię –
wszystko, co kiedykolwiek ci się przydarzyło.

Pomyśl przez chwilę o doświadczeniach, które najmocniej zapadły ci


w pamięć.

Może będzie to moment, gdy stanąłeś przed ołtarzem z miłością swojego


życia. A może narodziny twojego pierwszego dziecka i to uczucie, gdy
trzymałeś je w ramionach. Czy zamieniłbyś to na cokolwiek innego?

Cofnij się myślami do rodzinnych wakacji na Wyspach Karaibskich, gdy


spędziliście kilka dni w raju.
A co z chwilą, kiedy podpisałeś umowę kupna pierwszego domu? Albo gdy
dostałeś wymarzoną pracę? Ciesz się wspomnieniem każdego cudownego
momentu.

W zależności od tego, na jakim jesteś etapie życia, masz już na koncie


kilkadziesiąt albo kilkaset wspaniałych doświadczeń. Mogą to być
uroczystości ukończenia studiów, awanse, nagrody, przyjęcia i związki,
a nawet takie drobiazgi jak wspomnienia z dzieciństwa, które dodają ci
otuchy, albo znajome widoki i dźwięki, napawające cię radością. Otwórz się
na nie i pozwól sobie cieszyć się tymi przyjemnymi momentami.
Ale nie ograniczaj się tylko do słodkich wspomnień. Pomyśl też o gorszych
chwilach.
Przypomnij sobie wszystkie problemy, przeszkody i porażki na swojej drodze.
Kłótnie, zerwania, mandaty za przekroczenie prędkości i niezapłacone na czas
rachunki.

Jeśli miałeś trudne dzieciństwo, możesz teraz do niego wrócić. Pamiętasz, jak
próbowałeś po cichu wymknąć się z domu, a rodzice cię przyłapali i dostałeś
szlaban na wyjścia? Albo tę noc, kiedy czytałeś przy świeczce, bo
zapomniałeś zapłacić za prąd?

Operację, po której wiele dni leżałeś przykuty do łóżka? Tamto zerwanie,


które przeżywałeś jeszcze przez wiele tygodni? Wróć myślami do wszystkich
tych sytuacji, od najbardziej tragicznych i traumatycznych po zwyczajnie
irytujące, nieprzyjemne albo smutne.

Przywołaj z pamięci różne problemy, które w końcu przezwyciężyłeś. Wiele


z nich nie różniło się pewnie od trudności, z jakimi mierzysz się dziś.
Pewnie czułeś się wtedy bardzo podobnie jak teraz. Sądziłeś, że nigdy nie
pogodzisz się z zerwaniem, nie znajdziesz lepszej pracy albo nie otrząśniesz
się po jakimś upokorzeniu.
A jednak ci się udało. Podniosłeś się i ruszyłeś dalej. Z perspektywy czasu
część tych sytuacji może ci się nawet wydawać zabawna.

Aż trudno uwierzyć, jaki byłeś zdenerwowany, kiedy dostałeś pałę ze


sprawdzianu z matematyki w liceum. Albo jak było ci przykro, kiedy okazało
się, że tamta dziewczyna albo tamten chłopak nie chce umówić się z tobą na
randkę.

Nawet poważniejsze problemy prawdopodobnie dziś budzą w tobie zupełnie


inne uczucia. Ostatecznie dałeś sobie z nimi radę i dzięki nim stałeś się tym,
kim dziś jesteś.
SPOJRZENIE W PRZYSZŁOŚĆ
Skoro dotarłeś do jednego krańca torów, pora zawrócić i pójść w przeciwnym
kierunku.

Jeśli się jeszcze nie domyśliłeś, to prawa strona symbolizuje twoją przyszłość.
Znajdziesz tu wszystkie wydarzenia i doświadczenia, które czekają cię
w życiu.
Nowe związki z ludźmi, których jeszcze nie poznałeś. Wizyty w miejscach,
w których dotąd nie byłeś. Wszystko, czego zawsze chciałeś spróbować.

Poczujesz ten elektryzujący dreszcz, który pojawia się przy pierwszym


pocałunku z kimś, kto ci się naprawdę podoba. Albo doświadczysz bliskości,
spokoju i zadowolenia, starzejąc się u boku ukochanej osoby.

Może założysz rodzinę i będziesz obserwować, jak twoje dzieci rosną, dostają
świadectwo z czerwonym paskiem, strzelają gole na boisku i występują
w szkolnym teatrzyku. Ani się obejrzysz, a przedstawią ci miłość s wojego
życia. A później zaczną się wyprawy do kina albo do Disneylandu
z wnukami.

Przyszłość to sfera niewykorzystanego jeszcze potencjału i nowych szans –


a mam na myśli zarówno przełomowe momenty w życiu, jak i wesoły
wieczór w towarzystwie najlepszych przyjaciół. Kolejne dni, miesiące i lata
mogą ci przynieść wspaniałe doznania.

Oczywiście twoje życie nie zawsze będzie usłane różami, ale o tym już wiesz.
Czekają cię różne trudne przeżycia. Rozczarowania, porażki, kłótnie i lęki.
Nie zatrzymuj się na nich, patrz dalej, aż do samego KOŃCA – ostatecznego
końca. Zgadza się, nie będziesz żyć wiecznie. Przestaniesz istnieć w postaci
fizycznej, twoje doświadczenie bycia sobą kiedyś się urwie: pomyśl o dniu,
w którym umrzesz. Wiem, że to nieprzyjemna wizja, ale kiedyś stanie się
rzeczywistością, więc czemu nie pogodzić się z tym już dziś?

Świat urządzony jest tak, że czasem musisz zrobić coś, na co nie masz ochoty,
z ludźmi, których nie lubisz, i w miejscach, za którymi nie przepadasz.
Znajomi będą znikać z twojego życia równie łatwo i szybko, jak się w nim
pojawili. Stracisz pieniądze, zepsują ci się różne rzeczy, a twój pies zdechnie.
Ale wytrzymasz to wszystko, i dobre, i złe momenty, tak jak wcześniej.
Wyjdziesz z każdej próby zwycięsko, bo to tylko kolejne ulotne sceny
w filmie, który jest historią twojego życia.

MORZE DOŚWIADCZEŃ
Właśnie w najmroczniejszych dla nas chwilach musimy się
skupić na tym, by dostrzec światło.
Aristotelis Onasis

To ćwiczenie ma sprawić, że nabierzesz do życia odpowiedniego dystansu.


Wspominając to, co już ci się przydarzyło, i wyobrażając sobie, co jeszcze cię
czeka, zastanów się przez moment nad tym, z czym zmagasz się dziś.
Wszystko, co masz teraz na głowie, to tylko kolejna kropla w morzu twoich
doświadczeń.

Łódź, którą płyniesz, jak dotąd nie poszła na dno i nie tak łatwo ją zatopić.
Trafisz na trochę fal, niekiedy rozpęta się burza, a od czasu do czasu pewnie
dostaniesz choroby morskiej, ale twoja podróż przez ocean zwany życiem
będzie trwała dalej.

Ale gdy zerwie się szkwał, nie możesz po prostu dać mu sobą miotać. Musisz
stanąć na wysokości zadania, odzyskać kontrolę nad swoim życiem
i poprowadzić łódź tam, dokąd chcesz dotrzeć. Okej, twoja podróż nie
przebiega tak gładko, jak planowałeś. Czy to znaczy, że pozwolisz zwiać się
z właściwego kursu?

Tak myślałem. I nie dopuszczaj do tego, żeby problemy w jednym obszarze


wpływały na to, jak patrzysz na całe swoje życie. Nie możesz sobie pozwolić,
żeby kłopoty w pracy unieszczęśliwiały cię w domu, a burzliwe przejścia
w związku wpływały na twój nastrój w biurze.
Stawiaj czoła swoim problemom, kiedy się pojawiają. Zajmuj się nimi po
kolei, poświęcając im uwagę, jakiej wymagają, a potem wyrzucaj je z myśli.
Na pewno ci nie pomoże, jeśli weźmiesz na siebie wszystko naraz
i ugrzęźniesz w gąszczu spraw do załatwienia. Potrzebujesz precyzji,
cierpliwości i dyscypliny umysłu. Podchodź do każdego kłopotu
pragmatycznie, skupiając się na tym, jak się z nim uporać. Pamiętaj, nie ma
sytuacji bez wyjścia – jeśli żadnego nie znalazłeś, to musisz je po prostu
wymyślić.

Często nie widzisz rozwiązania dlatego, że jesteś zbyt blisko problemu. Złap
trochę dystansu, DUŻO dystansu, i spójrz na problem z szerszej perspektywy.
Przypomina to technikę nazywaną przez psychologów restrukturyzacją
poznawczą, dzięki której kłopoty przejawiają się w twoim życiu w inny
sposób.

Nasze umysły z natury wprowadzają nas w błąd, przekręcając


i zniekształcając myśli, które przychodzą nam do głowy, przez co nie zawsze
są one racjonalne. Chociaż chcielibyśmy kierować się logiką w każdej
sytuacji, rzeczywistość wygląda inaczej. Padamy ofiarą błędów
poznawczych, emocji i błędnych wyobrażeń, z czego w dużej mierze nie
zdajemy sobie sprawy.
Czasem angażujemy się zbyt mocno, by móc to sobie choćby uświadomić.
Musimy zwolnić, zrobić krok w tył i zorientować się, co się naprawdę dzieje.
To jedna z najdziwniejszych cech złego nastroju – często sami
się oszukujemy i wytrącamy z równowagi, wmawiając sobie
rzeczy, które nie mają nic wspólnego z prawdą.
David D. Burns

Jeśli nadal nie masz jasnego oglądu sprawy, zrób drugi krok w tył. I kolejny.
I jeszcze jeden.

Zadawaj sobie pytanie: „Co tu się naprawdę dzieje?”, dopóki nie zobaczysz
problemów wyraźnie, bez zaciemniających obraz emocji. W końcu obejmiesz
wzrokiem całe swoje życie i uświadomisz sobie, że obecne trudności to tylko
kolejny wybój na twojej drodze.
RADZISZ SOBIE
Kiedy wreszcie nabierzesz dystansu, będziesz gotowy powiedzieć: „Radzę
sobie”. Naprawdę w to uwierzysz, doświadczysz tego – i zaczniesz żyć
zgodnie z tą deklaracją.

Dasz sobie radę. To cię nie zabije. Twoje życie się nie skończyło. Masz
jeszcze dużo benzyny w baku. Jest prawie pełny.

„Radzę sobie” nie znaczy, że znasz idealne rozwiązanie swojego problemu.


W ten sposób stwierdzasz po prostu, że trzymasz ręce na kierownicy i masz
wpływ na to, co się dzieje – bo nigdy nie było inaczej. Bez jaj, dla takich
chwil chce się żyć!

Nie zawsze jest różowo. Nie zawsze jest przyjemnie, ale radzisz sobie. Nie
mówisz tego tylko po to, żeby zamieść brudy pod dywan albo na chwilę
odetchnąć z ulgą. Spójrz na swoje dotychczasowe osiągnięcia: naprawdę
sobie poradziłeś! Teraz też jakoś to ogarniesz, jak zwykle. Kiedyś ci się udało
i teraz też ci się uda.

Poczuj, kim naprawdę jesteś, i powiedz to.

Radzę sobie. Radzę sobie. Radzę sobie.


ROZDZIAŁ 5

Jesteś ćpunem.
Straciłeś nad sobą kontrolę. Tak mocno uzależniłeś się od ulubionego
narkotyku, że nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak wpływa na twoje życie.
Jesteś na ciągłym głodzie – głodzie wiedzy na temat przyszłości.

Czy jutro będzie padać? Jak będą notowania moich akcji? Kto wygra
finałowy mecz? Ciągle wybiegasz myślą naprzód, usiłując odgadnąć, co się
wydarzy.

Dlaczego?

Bo chcesz zyskać pewność. Dążymy do pewności i unikamy niepewności.


Chcemy wiedzieć, czego się spodziewać, dokąd pójść i jak się ubrać. Chcemy
być przygotowani na wszystko. Chcemy czuć się bezpieczni. Jednak to coś
znacznie więcej niż zwykła chęć – to raczej nałóg. Błyskawicznie oceniamy
spotykanych ludzi, usiłując rozgryźć ich w kilka sekund. Kupujemy produkty
marek, do których jesteśmy przyzwyczajeni, chociaż mamy do wyboru
mnóstwo innych. Zażywamy suplementy i witaminy, żeby ustrzec się przed
chorobą, na którą jeszcze nie zapadliśmy. Umawiamy się z partnerem wiele
miesięcy, a nawet lat, żeby upewnić się, że związek potoczy się tak, jak to
sobie wyobrażamy. Pewność! Królestwo za pewność!

Wszyscy znamy naklejki na zderzaki i memy internetowe, które wychwalają


ryzykantów i namawiają nas, żebyśmy pogodzili się z niepewnością. Wiemy
nawet, że otwartość na ryzyko jest bezpośrednio skorelowana z możliwością
zbicia fortuny, a mimo to wielu z nas woli zostać w swoim zorganizowanym
światku, w którym króluje pewność.
I nie bez powodu. Jeszcze do niedawna świat stanowił dużo bardziej
przerażające miejsce dla takich istot jak my. Każdy krok w nieznane był jak
taniec ze śmiercią. Życie przypominało niekończącą się grę w rosyjską
ruletkę. Ty i każdy inny człowiek na powierzchni Ziemi codziennie mogliście
skończyć jako kolacja jednego licznych drapieżników albo dołączyć do grona
frajerów, którzy w taki czy inny sposób padli ofiarą czarnego humoru matki
natury.

Na szczęście dla nas dziś świat nie jest tak pełen zagrożeń jak tysiące lat temu
(chociaż daleko mu do utopijnej strefy bezpieczeństwa). To wręcz
niewiarygodne, o ile łatwiej dziś się żyje. Postęp w dziedzinie medycyny
i technologii ciągle przyspiesza. Wprawdzie media nieustannie donoszą
o brutalnych przestępstwach, ale w rzeczywistości przeciętny obywatel
państwa Zachodu styka się z nimi niezmiernie rzadko.

Owszem, wciąż zapadamy na śmiertelne choroby. Nadal jesteśmy narażeni na


przypadkowe akty przemocy czy katastrofy, ale z przyjemnością donoszę, że
masz raczej nikłe szanse złapać tajemniczego wirusa, który zamieni cię
w zombi, albo trafić razem z Dorotką i Toto do fantastycznej hollywoodzkiej
krainy.

A to nie koniec zdumiewających wiadomości: najpewniej nie padniesz nagle


trupem w drodze do sklepu spożywczego, twój szef tak naprawdę nie zabije
cię, jeśli zażądasz podwyżki, a zaproszenie kogoś na randkę nie sprawi, że
spodnie zsuną ci się w tajemniczy sposób z tyłka, odsłaniając śmieszne majtki
ze SpongeBobem Kanciastoportym i wywołując twój przedwczesny zgon
z powodu ostrego, nieuleczalnego ataku wstydu, więc szyderczy śmiech
pozostałych klientów Starbucksa nie będzie ostatnim, co usłyszysz,
opuszczając ten padół łez.
Innymi słowy, nasza awersja do ryzyka, która dawniej była niezbędna, dziś
już taka nie jest. Ten sam instynkt przetrwania, który kiedyś utrzymywał nas
przy życiu, teraz nam w nim przeszkadza.
Obsesyjne dążenie do pewności może okazać się tragiczne i przynieść efekt
przeciwny do zamierzonego. Dzieje się tak z dwóch powodów.

PARADYGMAT POTENCJAŁU
Niepewność to przestrzeń, w której dużo się dzieje. Jest jak nasza osobista
ścieżka możliwości. To środowisko, w którym się rozwijasz, gromadzisz
nieznane dotąd doświadczenia i uzyskujesz bezprecedensowe rezultaty.
Niepewność to przestrzeń na now e.
Potrzeba bezpieczeństwa stoi w sprzeczności z każdym
wspaniałym i szlachetnym przedsięwzięciem.
Tacyt

Kiedy trzymasz się tego, z czym czujesz się komfortowo, i robisz te same
rzeczy co zawsze, żyjesz przeszłością zamiast iść naprzód. Powtarzasz
czynności i zachowania, które na pewnym etapie twojego życia były
ryzykowne, bo nie wiedziałeś, do czego doprowadzą. Dziś jednak stały się dla
ciebie rutyną.

Zastanów się nad tym: czy można dotrzeć w nowe miejsca, nie wychodząc
z domu? Czy można poszerzyć grono znajomych i znaleźć partnera, nie
poznając nowych ludzi? Czy można zmienić cokolwiek w swoim życiu,
robiąc to samo co zawsze?

Nie można. Tak naprawdę nie potrafisz przewidzieć nawet zachowania ludzi,
których znasz, a co dopiero nieznajomych. Nieważne, czy stoisz w kolejce,
bawisz się w klubie nocnym, czy załatwiasz coś w banku – sytuacje społeczne
zawsze przepełnia niepewność. Rany, w połowie przypadków zaskakują cię
nawet własne myśli i uczucia! Przypomnij sobie, ile razy pospieszyłeś się
z oceną, a później zmieniłeś zdanie.

Jak masz dostać podwyżkę, skoro nie zaryzykujesz i o nią nie poprosisz? Jak
masz rozwijać się zawodowo, skoro nie umiesz zrezygnować z pewności
i wygody?

To niemożliwe. Sukces nigdy nie jest pewny. Zawsze towarzyszy mu ryzyko.


Nawet jeśli jesteś najmądrzejszy albo najbardziej pracowity, nie masz
gwarancji, że cokolwiek osiągniesz.
Ludzie, którzy mają na koncie wielkie osiągnięcia, dobrze o tym wiedzą.
I potrafią to zaakceptować.

W chwili podejmowania decyzji najlepiej jest podjąć dobrą


decyzję, druga w kolejności opcja to zła decyzja, a najgorsze
wyjście to brak jakiejkolwiek decyzji.
Theodore Roosevelt

Pomyśl przez minutę nad słowami Teddy’ego Roosevelta. To, że nie trafisz
w tarczę, nie jest najgorszym, co może się wydarzyć. Gorzej będzie, jeśli
nawet nie spróbujesz.
Patrząc na ludzi, którzy odnieśli sukces, możesz ulec złudzeniu, że zawsze
wiedzieli, co robią. Wielu z nich emanuje pewnością siebie, charyzmą albo
talentem, przez co sprawiają wrażenie, jakby wszystko przychodziło im
łatwo. Chociaż wydaje ci się, że mają coś, czego ty nie masz, uwierz mi, ich
droga na szczyt nie była usłana różami. Większość z nich wątpiła w siebie
każdego dnia, czasem setki razy dziennie. Naprawdę – siedzieli w takiej
samej pozycji jak ty w tej chwili i zastanawiali się, czy dadzą sobie radę, czy
to, co robią, jest cokolwiek warte, czy mają to, czego potrzeba, żeby się
wybić.

Czasem tracili wiarę w siebie. Mówili sobie: „To się nigdy nie uda”. Wielu
omal się poddało na różnych etapach swojej drogi.

Odnieśli sukces nie dlatego, że byli pewni siebie. Odnieśli sukces dlatego, że
nie pozwolili, żeby powstrzymała ich niepewność. Mimo wszystko działali.
Ignorowali swoje wątpliwości i dalej parli naprzód. Byli wytrwali, kiedy
napędzała ich jedynie wytrwałość.

Pomyśl o wszystkich, którzy osiągnęli coś wspaniałego, a potem szybko


popadli w zapomnienie. Jestem pewny, że przyjdzie ci do głowy kilka
przykładów ze świata rozrywki, biznesu albo sportu.
Pracowałem jako coach z wieloma tak zwanymi ludźmi sukcesu, w których
życiu zapanowała nuda i stagnacja. Co się stało? Spora część wiodła zbyt
wygodną egzystencję. Latami przekraczali swoją strefę komfortu, żeby
dotrzeć tam, gdzie pragnęli się znaleźć. Ale gdy tylko wybierali pewność
kosztem niepewności, przestawali odnosić sukcesy. Dochodzili do ściany.
Dlaczego tak się dzieje? Bo kiedy zrealizujesz jeden ze swoich celów i masz
pieniądze, w naturalny sposób mniej martwisz się o przyszłość. Jestem
przekonany, że wszyscy czulibyśmy się trochę bezpieczniej, mając w banku
milion dolarów.
Jednak ta zmiana perspektywy może nas zgubić. Kiedy przestajemy się
martwić o pieniądze, słabnie pragnienie – a wręcz potrzeba – żeby je
zdobywać. Kiedy przestajemy się martwić o sukces, nasza ambicja tępi się
albo przygasa. Możemy upajać się tym złudzeniem pewności. Ostatecznie na
dobre spoczywamy na laurach. Wybieramy pewność.
Na tym polega potęga niepewności w naszym życiu. Może cię podbudować
albo zniszczyć. Może ci przynieść bogactwo albo biedę. Może stać się
kluczem do sukcesu albo zaprowadzić cię w przeciwnym kierunku.

Dla wielu ostatecznie oznacza jedno i drugie.

POGOŃ ZA ILUZJĄ
Co zabawne, niezależnie od tego, jak usilnie gonisz za pewnością, nigdy nie
będziesz w stanie jej dosięgnąć ani utrzymać. A to dlatego, że pewność nie
istnieje. Wszechświat zawsze będzie nam przypominał na różne drobne
sposoby o chaosie i swojej władzy nad nami. Nikt nie ustrzeże się tej lekcji.

Nic nie jest pewne. Możesz położyć się spać dziś wieczorem i już się nie
obudzić. Możesz wsiąść do samochodu i nie dojechać do pracy. Pewność to
tylko iluzja. Wudu.
Niektórym z was ta myśl może się wydać przerażająca, ale to prawda.
Choćbyśmy stawali na głowie, nie odgadniemy, co przyniesie nam życie.
W którymś momencie nasze plany muszą runąć.

Uciekając od niepewności w poszukiwaniu pewności, tak naprawdę


odrzucamy jedyną pewną rzecz w życiu na rzecz zwykłego złudzenia.
Sokrates powiedział: „Wiem, że nic nie wiem”. Rozumie to wielu mądrych
ludzi. Właściwie to zawdzięczają swoją mądrość właśnie tej świadomości –
że tak naprawdę nie mają o niczym pojęcia.
Bo kiedy sądzimy, że wiemy wszystko, mimowolnie odwracamy się od tego,
co nieznane, czyli od nowych obszarów potencjalnych sukcesów. Człowiek,
który rozumie, jak niepewne i nieprzewidywalne jest życie, musi to
zaakceptować – nie ma wyboru.
Mądrzy ludzie nie boją się niepewności; jest częścią naszego istnienia. Nie
szukają pewności, bo wiedzą, że to tylko iluzja. Rozumieją, na czym polega
prawdziwa magia życia, i są otwarci na to, co mogą w nim osiągnąć.

Jednym z filarów filozofii są dociekania, skąd wiemy, co tak naprawdę


wiemy. Czy potrafimy udowodnić, że nasze przekonania są zgodne
z rzeczywistością? Zazwyczaj nie.

Nawet to, co uważamy za niepodważalne fakty, często okazuje się czymś


innym. To półprawdy. Przypuszczenia. Nadinterpretacje. Domysły. Wynikają
z błędów poznawczych, nieprecyzyjnych danych albo naszych uwarunkowań
psychicznych. Weźmy na przykład naukę. Część teorii obowiązujących pięć,
dziesięć czy dwadzieścia lat temu zostało już obalonych. Nauka rozwija się
skokowo, każdego dnia robi postępy. Dzisiejszy stan wiedzy kiedyś będzie się
wydawał archaiczny i przestarzały. Weź pod uwagę, że te same ograniczenia
występują w każdej dziedzinie życia.

Skoro nie możemy być pewni nawet tego, co „wiemy” dziś, to jak mamy
przewidzieć, co się wydarzy jutro?

Pewnie już zauważyłeś, że kiedy próbujesz pozostać w swojej strefie


komfortu, nigdy nie czujesz się do końca komfortowo. Zawsze dręczy cię
przykre poczucie, że mógłbyś robić więcej. Zawsze tęsknisz za lepszym
życiem niż to, które już masz.
Im bardziej dbamy o swój komfort dziś, tym większy dyskomfort poczujemy
jutro. W życiu nie da się dotrzeć do celu raz na zawsze – chodzi o to, żeby
wciąż szukać, poszerzać horyzonty, poznawać świat.
WYJDŹ PRZED SZEREG I PODDAJ SIĘ OCENIE
Jak wiele rzeczy w naszym życiu, awersja do niepewności bierze się po części
z lęku przed tym, jak ocenią nas inni. Naprawdę przejmujemy się zdaniem
swojego plemienia, przerażeni perspektywą wygnania i samotnego życia
w tajemniczym, niepewnym świecie.

Jeśli stawiasz się w niekomfortowych sytuacjach, możesz popełnić jakąś gafę.


Ludzie uznają cię za „dziwaka”. Jeśli wykraczasz poza swoje ograniczenia
i próbujesz osiągnąć coś nowego, może ci się nie udać. Ludzie uznają cię za
„nieudacznika”.

Jeśli chcesz być lepszy, ciesz się, gdy myślą, że jesteś głupi.
Epiktet

Nigdy nie wykorzystasz swojego prawdziwego potencjału, jeśli będziesz


przywiązywał wagę do opinii innych. W zasadzie mógłbyś zmienić całe
swoje życie z dnia na dzień, gdybyś tylko pozbył się przeświadczenia, że ich
zdanie ma jakiekolwiek znaczenie. Świat kręci się bez względu na to, co
myślą o nim ludzie.

Nie znaczy to, że masz się nagle zamienić w cynicznego socjopatę i nie
zwracać najmniejszej uwagi na punkt widzenia innych osób. Ale jeśli chcesz
wygrać, przygotuj się na to, że ludzie będą cię oceniać. Nie bierz tego do
siebie. Jeżeli pragniesz dokonać czegoś wspaniałego, będziesz się musiał
pogodzić z tym, że niektórzy oskarżą cię o manię wielkości, głupotę albo
arogancję.
Człowiek, który unika niepewności, niczego nie osiąga. Za bardzo się boi, co
pomyślą o nim inni. Nie chce się skompromitować. Nie może się ruszyć
z miejsca, żeby nie rozwiać iluzji pewności.
JAK PRZYJĄĆ NIEPEWNOŚĆ
To, o czym piszę, mogło tobą naprawdę wstrząsnąć. Jeśli czytając ten
rozdział, wiercisz się niespokojnie na krześle, na pewno nie jesteś jedyny.
Dzieje się tak, bo odrzucasz niepewność i próbujesz jej unikać. Boisz się jej.
Usiłujesz kontrolować i przewidywać rzeczy, których zwyczajnie nie da się
kontrolować ani przewidzieć. Utknąłeś w labiryncie złudzeń, w którym
wszyscy błądzimy od urodzenia.
Ale mam dla ciebie dobrą wiadomość: wcale nie musisz w nim tkwić.

Dlatego chcę, żebyś zmienił swój sposób myślenia. Przyjmij niepewność. To


twoja następna osobista deklaracja: „Przyjmuję niepewność”.

Wyjdź jej naprzeciw. Doceń ją. Ciesz się nią.


Pamiętaj, że czeka tam na ciebie każdy twój przyszły sukces, każde nowe
doświadczenie – wszystko, o czym zawsze marzyłeś. Kiedy zaakceptujesz
niepewność, przestanie ci się wydawać taka przerażająca. Być może dalej
będziesz się stresować przyszłością, ale zaczniesz w nią patrzeć z większym
optymizmem i entuzjazmem.

Gdy ruszysz w nieznane, może cię spotkać wiele złego, ale znajdziesz tam też
to, co w życiu najlepsze. W niepewności znajduje się przestrzeń dla postępu
i nowych możliwości.

Mam dla ciebie wyzwanie. Złap dziś byka za rogi i przyjmij niepewność.
Zrób rzeczy, na które zwykle byś się nie zdobył. Wywróć swój plan dnia do
góry nogami. Odważ się marzyć, odważ się podjąć ryzyko i wnieś w swoje
życie trochę życia.
Zacznij od czegoś prostego. Pojedź do pracy inną trasą. Zamiast przynieść
lunch z domu albo jeść w jednym z miejsc, które znasz, wypróbuj nową
knajpkę. Zagadnij kelnera albo kasjerkę. Uśmiechaj się do ludzi mijanych na
ulicy, mówiąc im „Dzień dobry” albo kiwając przyjaźnie głową. Porozmawiaj
z kimś, kto już dawno wpadł ci w oko.
A może z natury jesteś ekstrawertykiem, który na co dzień żyje w ten sposób.
W takim razie jakie rzeczy cię krępują? Przed czym się powstrzymujesz, żeby
uniknąć niepewności?

Zrób to. Zacznij już dziś. To najlepszy moment. Wyrób w sobie otwartość na
niepewność i ćwicz ją. Ciesz się pełnią życia, nie pozwalając, żeby
ograniczały cię własne poglądy i skrupuły.
Nie poprzestawaj na tym. Zamiast poszerzać swoją strefę komfortu, lepiej
wysadź ją w powietrze. Spróbuj zachować się w niewyobrażalny dla siebie
sposób. Na początek warto zrobić coś zupełnie nie w swoim stylu. Zaakceptuj
niepewność i zacznij budować swoją przyszłość!

POSZUKIWANIE OKAZJI
Zaakceptowanie niepewności może odmienić twoje życie w każdej
dziedzinie, od relacji osobistych po karierę. Da ci szansę na poprawienie
kondycji, zwiększenie zarobków albo znalezienie męża lub żony.

Zamiast chować się przed życiem, wreszcie zaczniesz nim żyć i czerpać
z niego garściami.

Kiedy skończysz z poszukiwaniem pewności i przestaniesz próbować


wszystko zrozumieć, większość twojego stresu zniknie bez śladu. Tu nie ma
nic do rozumienia. Gdybyś poświęcił chwilę na przetrawienie moich słów,
dotarłoby do ciebie, że najczęściej sam zatruwasz sobie życie, bo usiłujesz
przewidzieć przyszłość, a później nie przyjmujesz do wiadomości, że coś
poszło nie po twojej myśli.

Życie jest przygodą. Okazje czekają na ciebie na każdym kroku, skąpane


w blasku majestatycznej, irytującej i inspirującej niepewności. Ale to ty
musisz z nich skorzystać.
Skup się na tym, co możesz kontrolować, i nie martw się sprawami, na które
nie masz wpływu – pogodą, indeksem Dow Jones czy opinią sąsiada o twojej
nowej fryzurze.
„Przyjmuję niepewność”. To jedno proste zdanie może wszystko zmienić,
chwila po chwili. W życiu pewne jest tylko to, że nic nie jest pewne. Jedyne,
co wiemy, to że nie wiemy nic.

No dalej, powiedz to, przyjmij ją: „Przyjmuję niepewność”.


ROZDZIAŁ 6

„Zmień swoje myśli, a zmienisz swoje życie”.


Trafiłem na tę perełkę, przeglądając niedawno Facebooka. Zebrała tony
entuzjastycznych komentarzy i więcej lajków niż Justin Bieber.

Dumałem nad jej filozoficzną doniosłością w purpurowej bonżurce


i bladożółtym fularze, delektując się wieczornym kieliszkiem likieru
miętowego (okej, tak naprawdę piłem kawę w starej koszulce AC/DC
i spodniach od dresu, ale wiecie, o co mi chodzi). Po chwili naszła mnie
refleksja: „Gówno prawda”.

Wyobraź sobie taką sytuację: jesteś w pracy, masz coś do zrobienia, ale nie
możesz się do tego zabrać – po prostu nie czujesz się dziś na siłach. Zerkasz
na zegarek. 10.34. No trudno, przynajmniej niedługo lunch.

„Hmm, co by tu dzisiaj zjeść? Aha, chciałem wypróbować tę nową knajpkę


po drugiej stronie ulicy. Kolega mówił, że świetnie gotują. Chociaż
powinienem oszczędzać…”.

Nagle wracasz do rzeczywistości i dociera do ciebie, że gapisz się bezmyślnie


w kursor migający na ekranie komputera.

„Wow, ale zamulam. Totalnie mi dziś nie idzie. Muszę dodać sobie energii”.
Prawie bezwiednie otwierasz przeglądarkę i wchodzisz na jeden z portali, na
których uwielbiasz marnować czas.

„O ja cię!… Buty do lewitowania?! Coś dla mnie”.


Otrząsasz się na moment. Sprawdzasz maile. Wyciąg z karty kredytowej.
„Mam straszne długi. Nigdy się z nich nie wygrzebię. Nie stać mnie ani na
buty do lewitowania, ani na lunch na mieście”.

Powiadomienie z portalu randkowego, na którym kilka tygodni temu


założyłeś profil. „Nigdy nikogo nie znajdę. Moje życie miłosne to porażka.
Może po prostu nie nadaję się do życia w związku”.
Ktoś mija twój boks. Zaczynasz walić w klawiaturę jak oszalały, udając przed
niczego niepodejrzewającym intruzem, że jesteś bardzo zajęty. „Uff, mało
brakowało!”.

Znów patrzysz na zegarek. 11.13. Kolejne zmarnowane pół godziny.


„Naprawdę powinienem zabrać się do pracy… tylko najpierw…”.

Czy ten opis brzmi choć trochę znajomo? Być może nie pracujesz w biurze,
ale i tak znasz tę paraliżującą niemoc, jaka ogarnia człowieka postawionego
przed zadaniem, które budzi w nim opór. Myślisz wtedy: „Wszystko, tylko
nie to”. Zamiast załatwić sprawy ze swojej listy, wolałbyś, żeby ktoś załatwił
ciebie.

Nawet jeśli masz partnera, może rozumiesz, jak to jest czuć się
nieatrakcyjnym i obsesyjnie rozmyślać o swojej sytuacji. W takim stanie nie
pamiętasz już, o co chodzi w twoim związku. Tak pochłania cię roztrząsanie,
jak powinno w nim być i kto ma rację, że często zastanawiasz się, po jaką
cholerę jeszcze to w ogóle ciągniesz.

Tak naprawdę wszyscy to sobie robimy od czasu do czasu. Nawet


najambitniejszych i najinteligentniejszych ludzi sukcesu dręczą chwilami
takie myśli.

Więc co ich odróżnia od takich osób jak ty i ja? Fakt, że (świadomie lub
podświadomie) rozumieją jedną prostą zasadę: To, co robią, nie zawsze musi
iść w parze z tym, co myślą.
NIE JESTEŚ SWOIMI MYŚLAMI
Nie jesteś swoimi myślami. Nie definiuje cię to, co roisz sobie w głowie.
Jesteś tym, co robisz. Jesteś swoimi czynami.
Wspaniałe myśli przemawiają jedynie do wrażliwych umysłów,
za to wspaniałe czyny przemawiają do całej ludzkości.
Theodore Roosevelt

Większość z nas pozwala, by stan psychiczny wywierał istotny wpływ na


nasze zachowanie. Ale wielcy tego świata odnoszą sukcesy właśnie dlatego,
że potrafią doświadczać uczuć, nie ulegając pokusie, żeby się nimi kierować
w swoich działaniach.

Nie chodzi o to, że nigdy w siebie nie wątpią, nie mają ochoty
prokrastynować i nie unikają żadnej sytuacji. Nie chodzi o to, że zawsze
„czują się na siłach” robić to, co do nich należy.

Po prostu potrafią się skupić i zabrać do pracy. Działają mimo tych uczuć.

Byłoby cudownie, gdybyśmy mogli po prostu podjąć decyzję, że już nigdy


nie pomyślimy nic negatywnego, ale to nierealne. Wiem, wiem, fani
pozytywnego myślenia rwą teraz włosy z głowy, ale spójrz na to z innej
perspektywy. Nie zastanawiałeś się nigdy, dlaczego postanowiłeś
praktykować optymizm? Zwróć uwagę, jak się czujesz w towarzystwie
pesymistów albo w trudnych sytuacjach. No właśnie, nawet tobie od czasu do
czasu zdarza się ulec negatywnym myślom, nawet jeśli robisz wszystko, co
w twojej mocy, żeby ich do siebie nie dopuścić.

Prawda jest taka, że trudno nam wpływać na własne myśli, a co dopiero je


kontrolować. Zwłaszcza że, jak już ustaliliśmy, większości z nich nawet sobie
nie uświadamiamy.

Do głowy przychodzi nam przynajmniej tyle samo bzdur i głupot co ważnych


refleksji. A przez cały dzień zmagamy się jeszcze z natłokiem
automatycznych myśli: że jesteśmy do niczego, że wszyscy nas oceniają, że
nigdzie nie pasujemy, że czegoś nie potrafimy. Towarzyszą nam bez
przerwy – w biurze, przy płaceniu rachunków, na zakupach czy za
kierownicą!
Pracując z klientami, uczę ich przede wszystkim nowego podejścia do życia –
bo interesują mnie rozwiązania długoterminowe. Koniec końców chcę ci
pomóc zmienić swoją podświadomość. A z tym jest jak z zawracaniem okrętu
wojennego, kochani. Potrzeba na to czasu.
Nawet jeśli będziesz się starał ze wszystkich sił, i tak sporadycznie najdzie cię
jakaś negatywna myśl. Może nawet częściej niż sporadycznie. Może każdego
dnia. A może setki razy dziennie.
Przyjdą takie dni, że nie będzie ci się chciało wstać z łóżka, iść do pracy,
wypełniać obowiązków. Ale i tak to zrobisz. Każdego dnia wykonujesz
czynności, na które tak naprawdę nie masz ochoty. A to znaczy, że potrafisz
już działać niezależnie od swoich myśli.

Stale powtarzam moim klientom: nie musisz czuć, że dziś jest twój dzień –
wystarczy, że będziesz się tak zachowywał.
Oczywiście nie zaszkodzi mieć odpowiedni nastrój i nastawienie, ale jeśli
będziemy czekać bezczynnie na dobre samopoczucie, to nigdy nie zaczniemy
działać.

W mojej karierze zetknąłem się z dosłownie tysiącami ludzi, którzy przez


całe życie odkładali zmiany na moment, kiedy ogarną ich inne myśli albo
emocje. Wprawdzie od czasu do czasu poczujesz przypływ inspiracji albo
motywacji, ale są one nieprzewidywalne – nie możesz liczyć na to, że zjawią
się zawsze wtedy, gdy ich potrzebujesz.

Stajemy się sprawiedliwi, postępując sprawiedliwie,


umiarkowani przez postępowanie umiarkowane, mężni przez
mężne zachowywanie się.
Arystoteles

Swoje życie zmieniasz poprzez działanie, a nie rozmyślanie o działaniu.


A kiedy mocno identyfikujesz się z tym, co robisz, zaczyna się dziać coś
magicznego.
Myśli, za którymi nie idą działania, to tylko myśli, dlatego twoje negatywne
przekonania na temat siebie samego, innych ludzi albo własnej sytuacji nie
wpłyną na twoje życie, jeśli zostawisz je w spokoju.
JAK DZIAŁANIE ZMIENIA TWÓJ SPOSÓB MYŚLENIA
Działanie wpływa na nasz sposób myślenia na dwa sposoby.
Pozwala ci załatwić sprawy, którymi musisz się zająć – to oczywiste. Ale
wbrew pozorom jest też najszybszą metodą zmiany własnych przekonań.

Dzieje się tak z kilku powodów. Wiemy, że twoje myśli mogą wykreować
twoją rzeczywistość. A kiedy rzeczywistość wygląda tak, że działasz
w sposób, który ci służy, twoje myśli dostosowują się do tej sytuacji.
Zastanów się nad tym: wyznawane przez ciebie przekonania (i wynikające
z nich uczucia) nie zawsze mają korzystny wpływ na twoje życie, zdrowie
czy stan finansów. Często nie pozwalają ci wykorzystać własnego potencjału.
Zmagasz się z wątpliwościami, strachem, prokrastynacją czy frustracją
zamiast podjąć konstruktywne działania, dzięki którym faktycznie do czegoś
dojdziesz.

Jeśli zaczniesz zawsze zabierać się energicznie do pracy, to jak sądzisz, co


pomyślisz następnym razem, kiedy będziesz miał coś ważnego do zrobienia?
Spojrzysz na siebie w nowy sposób, który z czasem stanie się intuicyjny, aż
w końcu zaczniesz regularnie działać niezależnie od swoich negatywnych
przekonań. Czy będziesz myślał o swoich wadach i niedociągnięciach, czy
skupisz się na zadaniu, które wymaga reakcji w danym momencie?
Może sam zauważyłeś, że kiedy jesteś czymś całkowicie pochłonięty,
wszystkie problemy z negatywnym dialogiem wewnętrznym znikają. Gdy
szczerze angażujesz się poznawczo w jakieś działanie albo projekt,
krytykujący głos coraz bardziej cichnie. Golfiści, tenisiści, muzycy, artyści,
biegacze, wyznawcy medytacji albo wielbiciele robótek ręcznych dobrze
wiedzą, co mam na myśli. Sportowcy wprowadzają się w stan wzmożonej
koncentracji. Mam dla ciebie dobrą wiadomość: ty też możesz to wyćwiczyć!
Kiedy skupiasz się na zadaniu, które masz przed sobą, twoja świadomość
zaczyna się do tego przyzwyczajać.

Za każdym razem, kiedy ci się to udaje, budujesz zaufanie do samego siebie,


więc czujesz się coraz pewniej. Wszystko to przekłada się na twój ogólny
sposób myślenia o sobie.
No dobrze, a drugi sposób wpływania na myśli poprzez działanie?
Pamiętasz, jak powiedziałem, że twoje myśli kreują twoją rzeczywistość? To
prawda. Ale mogą wykreować ją jedynie poprzez działanie. Do tego
momentu pozostają w sferze wyobraźni.

Ludzki umysł przypomina czasem krzywe zwierciadło z gabinetu luster


w wesołym miasteczku – zniekształca, deformuje i zamazuje nasze
prawdziwe możliwości.

Często mamy błędne wyobrażenia na temat świata, upstrzone interpretacjami,


nieporozumieniami, mimowolnymi zachowaniami i opiniami oraz wzorcami
narzuconymi przez kulturę i rodzinę, które ciążą nad naszym życiem jak
plany wyrysowane na gigantycznej desce kreślarskiej. Im mocniej staramy się
dopasować naszą rzeczywistość do tych oczekiwań, tym nam trudniej.

Przepaść między tym, jak wygląda życie, a naszą wizją życia, staje się
czarną dziurą, z której nie umiemy się wydostać.
Ta kakofonia ocen i opinii sprawia, że różne sprawy wydają się nam gorsze
albo lepsze, trudniejsze albo łatwiejsze niż w rzeczywistości.
Wyobraź sobie, że zawaliłeś coś ważnego. Natychmiast do głowy wpadają ci
takie myśli jak: „Ale ze mnie idiota” albo „Zawsze wszystko psuję”.

Oznacza to tylko, że twoja reakcja na tę jedną sytuację nie pasuje do całości.


Tak jak wtedy, gdy jęczysz (tak, to jest jęczenie), że coś, co masz załatwić,
jest „nie do zrobienia”. Twój mózg przyjmuje to rozumowanie – staje się ono
samospełniającą się przepowiednią!

Na szczęście kiedy uznasz swoje myśli za niewielki element całości


i zajmiesz się działaniem, stopniowo zaczniesz sobie uświadamiać, jak słaby
kontakt miałeś dotychczas ze światem.
Podobną metodą posługują się psychiatrzy prowadzący terapię z pacjentami –
bo to naprawdę działa. Kwestionując własne przekonania za pomocą działań
i stawiając się w sytuacjach, przed którymi czujemy opór, uczymy mózg
postrzegać otoczenie w bardziej obiektywny sposób. Dzięki temu
wychodzimy z krainy wyobraźni do świata, który faktycznie istnieje!

Kiedy następnym razem przyłapiesz się na negatywnej, krytycznej myśli,


która pozbawia cię energii, po prostu ją zignoruj. Zacznij działać, nie
zwracając na nią uwagi. A dokładniej, zacznij działać we własnym interesie
zamiast w sposób podyktowany przez automatyczne myśli i uczucia. Za
każdym razem będzie ci szło coraz lepiej, aż w końcu twój umysł ocknie się
i zrozumie: „Hej, daję sobie z tym radę. Uczę się!”.

DZIAŁANIE OLIWI TRYBY ŻYCIA


Bezczynność rodzi wątpliwości i strach. Działanie rodzi
zaufanie i odwagę. Jeśli chcesz zwyciężyć strach, nie siedź
w domu, rozmyślając o nim. Wyjdź i zacznij działać.
Dale Carnegie

Podobają mi się te słowa Dale’a. Kiedy wybieramy aktywność zamiast


bezczynności i wykraczamy poza swoje automatyczne myśli, dzieje się coś
ciekawego: zaczynamy zapominać o rzeczach, które nas dręczą.

Krótko mówiąc, gdy działamy, zwyczajnie nie mamy czasu na nic innego!
Trudno skupiać się na głosie wewnętrznego krytyka i pesymisty, jeśli jesteś
zajęty załatwianiem różnych spraw. Najważniejsze, żeby nabrać impetu. Gdy
raz ruszysz z miejsca, łatwiej będzie pozostać na właściwym kursie. Droga,
która wydawała się tak długa i przytłaczająca, zaciera ci się przed oczami,
kiedy pędzisz nią naprzód.
Ale najpierw trzeba włożyć kluczyk do stacyjki, włączyć silnik i wrzucić
bieg. Nie ma co liczyć, że samochód sam się uruchomi i będzie cierpliwie
czekał na ciebie na podjeździe.

Chociaż kiedy się nad tym zastanowić, w zasadzie większość z nas właśnie na
to liczy. Czekamy na szofera: bardziej produktywny nastrój, który poniesie
nas przez życie; większą pewność siebie, dzięki której wszystko wyda się
prostsze i łatwiejsze do zrobienia. Ale jeśli chcesz dotrzeć do celu, sam
musisz usiąść za kierownicą.
Musisz zapiąć pasy i wcisnąć gaz do dechy, nawet jeśli nie masz na to ochoty.

Chcę, żebyś dziś zachował się inaczej niż zwykle. Zrób coś, nie oglądając się
na swoje typowe negatywne albo nieproduktywne myśli. Daj się ponieść
chwili i pójdź za tym, czego domaga się od ciebie bieżąca sytuacja. Chrzanić
to, jak się czujesz – DZIAŁAJ!

Nie czekaj na właściwy nastrój. Nie tkwij w bezruchu, rozglądając się za tym
magicznym uczuciem, które odwali za ciebie całą robotę.

Po prostu działaj. Oderwij się od swoich myśli i rusz przed siebie.


Nie chodzi o to, żeby odpowiednio nastawić się psychicznie. Nie musisz
dopiąć wszystkiego na ostatni guzik. Po prostu zacznij. Zrób to.

Nie za minutę. Nie po tym programie. Teraz.


Oczywiście twój umysł będzie próbował za wszelką cenę usprawiedliwić
bezczynność. Przypomni ci o wszystkich innych rzeczach, które mógłbyś
właśnie robić. Przywoła różne stresujące sytuacje i wątpliwości.

Ale nie kieruj się swoimi myślami. Kieruj się tym, co masz przed sobą.

Zmień swoje życie, zmieniając swoje działania. Innej drogi nie ma.
Potrzebujesz więcej motywacji? Pomyśl o najwspanialszych ludziach, jakich
znasz – osobiście albo ze słyszenia. Czy oceniasz ich na podstawie przekonań
i opinii? Czy skupiasz się raczej na tym, czego dokonali?

Myślisz, że Gandhi, Rosa Parks i Abraham Lincoln nigdy nie zmagali się
z wątpliwościami, strachem czy niepewnością? A Nikola Tesla i Steve Jobs?
Naprawdę wydaje ci się, że ci ludzie każdego dnia budzili się w wyśmienitym
nastroju z piosenką Życie cudem jest na ustach? BZDURA! Tkwili w tym
samym szambie co ty, lecz MIMO TO działali. Mierzyli się z przeszkodami
na swojej drodze, pokonywali je i brnęli dalej w nieznane. Nie pozostawali
bierni. Sukces nie spadł im z nieba, żebyśmy mogli ich podziwiać. Gdyby nie
wzięli się do pracy, nie mielibyśmy nawet pojęcia, co ich pasjonowało. Nie
poznalibyśmy ich talentu i mądrości.
Harowali, wątpili w siebie i zarywali noce, martwili się, walczyli i zasuwali,
dopóki praca nie wyznaczyła biegu ich życia.
Bądźmy szczerzy, pewnie bez trudu wymienisz mnóstwo osób, żyjących lub
nieżyjących, które stosowały zasady „pozytywnego myślenia”, ale nie
osiągnęły nic szczególnego.

To właśnie nas czeka, jeśli będziemy martwić się bardziej swoimi myślami
niż działaniami.

A teraz pomyśl, ilu zagorzałych pesymistów odniosło oszałamiający sukces.


Przypomnij sobie wszystkie legendy muzyki uzależnione od narkotyków.
Zawodowych sportowców, którzy nie panują nad agresją. Chorobliwie
wyglądające modelki. Milionerów z mentalnością niedoboru.

Ta lista mogłaby się ciągnąć bez końca. Chodzi o to, że optymizm nie jest
predyktorem sukcesu, a pesymizm – predyktorem porażki. Ci ludzie działali
niezależnie od swojego stanu psychicznego. Ty możesz zrobić to samo.

Działanie to podstawa.

Zabierz się do roboty, rusz naprzód, zostawiając za sobą całe to negatywne


pieprzenie. Życie nigdy nie stanie się łatwiejsze ani bardziej zrozumiałe. Jest
jak jest, żyjesz tu i teraz, lepszego momentu nie będzie.
Nie wiesz, co robić albo od czego zacząć?

Świetnie, znasz swoje pierwsze zadanie. Dowiedz się tego. Przeszukuj


internet, czytaj książki, zadawaj pytania, ucz się nowych rzeczy, proś o radę –
zrób absolutnie wszystko, żeby przestać sobie dowalać i wkręcić się we
własne życie.
Stań na własnych nogach i zrób pierwszy krok.

Działanie nie zawsze przyniesie nam szczęście, ale nie ma


szczęścia bez działania.
Benjamin Disraeli
ODRÓŻNIANIE SIEBIE OD SWOICH MYŚLI
Nie jestem tym, co myślę;
jestem tym, co robię.
To twoja najnowsza osobista deklaracja – zdanie, które podsumowuje
wszystko, o czym mówiłem. Śmiało, wypróbuj je. Powiedz: „Nie jestem tym,
co myślę; jestem tym, co robię”.

Nie jesteś swoimi myślami. To tylko zbiór przypadkowych stwierdzeń, które


wpadły ci do głowy. Na większość z nich nie masz żadnego wpływu.

Koniec końców wszyscy chcielibyśmy myśleć bardziej pozytywnie. Ale nie


osiągniesz tego, siedząc bezczynnie.

Dopiero gdy rzucamy wyzwanie swojemu ciału i umysłowi, doświadczamy


różnych przeżyć, mierzymy się z naszymi lękami, odnosimy sukces – albo
ponosimy porażkę – naprawdę zmieniamy samych siebie.

Możesz być najmądrzejszym człowiekiem na świecie, ale dopóki nie


zaczniesz działać, nic to nie znaczy.

Pomyśl o tym następnym razem, kiedy poczujesz się „nie w sosie”. Kiedy nie
będzie ci się chciało iść do pracy albo podjąć ważnego kroku w życiu. Kiedy
zwątpisz w siebie i stracisz siłę do działania.

Zapomnij o tym. Po prostu zrób ten pierwszy krok. A potem kolejny. I jeszcze
jeden.
Nie jesteś tym, co myślisz. Działaj. Jesteś tym, co robisz.
ROZDZIAŁ 7

Przypomnij sobie swoje największe życiowe sukcesy.


Może sfinalizowałeś dużą transakcję, założyłeś firmę albo kupiłeś dom. Może
wziąłeś ślub z miłością swojego życia, wróciłeś do szkoły albo przebiegłeś
maraton. Wybierz coś, z czego jesteś naprawdę dumny.

Jak, do cholery, ci się to udało?

No cóż, pewnie nie siedziałeś na kanapie, kontemplując swój pępek. Można


też z dużą dozą prawdopodobieństwa założyć, że nie pochłaniała cię
monotonia twojej codziennej egzystencji ani wyliczenia, o ile wzrosły ceny
mleka od 1977 roku.

Więc skąd ten sukces?

Raczej nie uda mi się zgadnąć, jakim sposobem go osiągnąłeś, ale jednego
jestem pewien: nie czułeś się przy tym zbyt komfortowo. Mówiąc trochę
inaczej, prawdopodobnie wyszedłeś poza swoją strefę komfortu.

Nasze największe sukcesy biorą się z niewygody, niepewności i brawury –


w postaci stresu i wątpliwości, które ogarniają nas, gdy podejmujemy ryzyko
zawodowe, albo bólu mięśni i zadyszki po kolejnych pięciu minutach na
bieżni.

Nie warto mieć ani robić niczego, co nie wiąże się z wysiłkiem,
bólem i trudnościami.
Theodore Roosevelt

W zasadzie im większy przeżywasz dyskomfort, im większe masz trudności,


tym większe zadowolenie z siebie czujesz później.

I właśnie dlatego wielkie osiągnięcia i niesamowite sukcesy zdarzają się tak


rzadko. Bo większość ludzi unika dyskomfortu.
WYTRWAŁOŚĆ
Kiedy pracujesz nad tym, żeby coś osiągnąć, zawsze płyniesz pod prąd.
Ludzie wokół ciebie często usiłują cię od tego odwieść i stanąć ci na drodze.

Mówią, że nie dasz sobie rady, że popełniasz błąd, że to niemożliwe, że


poniesiesz porażkę. Im bardziej wyjątkowe i nieszablonowe jest twoje
przedsięwzięcie, tym większy opór może wzbudzić. Dlaczego? Po prostu
ludzie w twoim życiu przyzwyczaili się myśleć o tobie w określonych
kategoriach. Za każdym razem, kiedy usiłujesz wydostać się z tej szufladki,
nie tylko wprowadzasz zamęt w swoim życiu, ale też mącisz ich wizję świata.

A opór stawia również twój własny umysł. W realizacji marzeń mogą ci


przeszkadzać zarówno świadome, jak i podświadome myśli.

Czasem będzie to jawny pesymizm: „To nie do zrobienia. Po co nawet


próbować?”. Kiedy indziej dostaniesz bardziej subtelny komunikat.

„Chyba dużo przyjemniej będzie się wyspać niż przyjść wcześniej do biura,
prawda?”. „Ta gra na smartfonie jest dużo ciekawsza niż praca”.

Oczywiście te rozpraszacze i pokusy da się przezwyciężyć – omówiliśmy to


w poprzednim rozdziale. Ale w każdej podróży może przyjść moment
zagubienia, gdy pochłonięty codzienną rutyną kompletnie zbaczasz z kursu
i wpieprzasz się w sam środek dżungli, a potem krążysz po niej bez mapy, bez
wody i bez bladego pojęcia, gdzie jesteś.

Czy idziesz we właściwym kierunku? Kiedy dojdziesz do celu? Ile jeszcze


wytrzymasz? Może to tam. Nie, zaraz, chyba jednak gdzie indziej.
W końcu potykasz się albo trafiasz na jakąś przeszkodę i zaczynasz
kwestionować całą wyprawę. Zastanawiasz się, czy nie zawrócić.
W tym momencie, gdy nie wiesz już, czy stoisz, czy leżysz, ile masz jeszcze
do przejścia ani jak daleko zaszedłeś, jest tylko jedna rzecz, która nie pozwala
ci się poddać.

To wytrwałość. Impet, dzięki któremu niezależnie od okoliczności wciąż


kroczysz naprzód, krok za krokiem.
Nieważne, czy „czujesz się na siłach”. Nieważne, że się stresujesz i wątpisz
w siebie.
Sprawa wygląda następująco: prawdziwa wytrwałość pojawia się wtedy, gdy
nie zostało ci już nic innego. Kiedy masz wrażenie, że wszystko przepadło
i straciłeś jakąkolwiek nadzieję na sukces, wytrwałość staje się paliwem,
które napędza cię do działania.

TO PRAWDA – JEŚLI TY TAK MYŚLISZ


Ludzie, którzy odnoszą największe sukcesy, docierają na szczyt dlatego, że
potrafią pokonywać przeszkody.

Ale to nie takie proste, jak się wydaje. Łatwo powiedzieć „Nigdy się nie
poddawaj!” (nienawidzę takich banałów), trudniej faktycznie wytrwale dążyć
do realizacji swoich najważniejszych celów.

Słuchaj, czas spojrzeć prawdzie w oczy: los nie rzuca ci kłód pod nogi – aż
tak się tobą nie przejmuje. Nie jest tak, że wszechświat ci nie sprzyja, ani też
kosmos nie sprzysiągł się przeciwko tobie – jedyne, co cię powstrzymuje, to
przekonanie, że można cię powstrzymać. Dopóki w to nie uwierzysz, robisz,
co ci się żywnie podoba!

Oznaką wykształconego umysłu jest umiejętność rozpatrywania


pewnej myśli bez wiary w jej słuszność.
autor nieznany

Pomyśl o wszystkich ludzkich osiągnięciach, które kiedyś uważano za


niemożliwe. Gdybyś w latach pięćdziesiątych XIX wieku powiedział komuś,
że można dolecieć z Kalifornii do Chin w metalowej tubie wypełnionej
setkami pasażerów, pewnie dożyłbyś swoich dni w miejscowym szpitalu dla
obłąkanych.
Ale bracia Wright nie przyjmowali do wiadomości, że latanie jest
niemożliwe. Po prostu nie dopuszczali do siebie tej myśli, chociaż nie istniały
żadne przesłanki, że człowiek może wznieść się w powietrze.

Nikt wcześniej tego nie dokonał, nie mieli więc powodu przypuszczać, że im
się to uda. Byli jednak wytrwali i pełni determinacji.
A teraz porównaj ich sytuację do własnej. Podejrzewam, że jak większość
z nas nie masz równie wybujałych ambicji jak wynalezienie samolotu.
Pewnie chciałbyś po prostu więcej zarabiać, stawić czoła swoim lękom,
znaleźć bratnią duszę, zrzucić kilka kilogramów albo zacząć walczyć o lepsze
życie. Te cele osiągnęło już mnóstwo ludzi wcale nie zdolniejszych od ciebie,
a kolejni zrealizują je w przyszłości.

Twoje marzenia SĄ realne. Ale nie daj się zwieść poradnikowym ściemom
typu: „To ci się należy!”. Wcale nie. Nic się nikomu nie należy.

Takie teksty rozbudzają tylko oczekiwania, przez które zamieniasz się


w totalną ofiarę losu. Czasem trzeba po prostu wziąć się do roboty
i zawalczyć o swoje. Musisz przekuć plany w rzeczywistość własną pracą.

Więc kiedy ktoś patrzy na ciebie i rzuca: „Ty nigdy nie zarobisz miliona
dolarów”, albo gdy twój mózg mówi ci: „Nie ma opcji, żebyś schudł
pięćdziesiąt kilo”, masz dwa wyjścia.

Możesz ulec przekonaniu, że nie wiesz, co robisz, że brakuje ci umiejętności,


że się nie nadajesz albo że musisz coś w sobie zmienić, zanim ci się uda –
więc lepiej od razu się poddać.
Albo możesz nie zgodzić się z tą oceną. Możesz odmówić przyjęcia jej do
wiadomości, dać z siebie wszystko i sięgnąć po swój sukces. Możesz
odpowiedzieć: „Nieprawda, mylisz się, a ja ci to udowodnię”.
Niemożliwe stanie się możliwe dopiero w chwili, gdy zaczniesz w to wierzyć.

Osiągnęlibyśmy znacznie więcej, gdybyśmy nie uważali


niektórych rzeczy za niemożliwe.
Vince Lombardi

A najlepsze jest to, że nie da się ostatecznie udowodnić, co jest możliwe, a co


nie.
Możesz próbować czegoś tysiąc razy, przy każdej próbie ponosząc sromotną
porażkę – i odnieść sukces przy tysiąc pierwszym podejściu.

Tak naprawdę nigdy do końca nie wiadomo. Nie jesteśmy w stanie


uwzględnić wszystkich faktów. Wciąż bardzo słabo orientujemy się
w funkcjonowaniu własnych umysłów, nie mówiąc już o naszej planecie,
oceanach, kosmosie czy technologii. Jeśli ktoś wmawia ci, że zna wszystkie
odpowiedzi, powiedz mu, żeby przestał chrzanić. Radzi sobie na czuja, tak
samo jak ty i cała reszta. Wszystkie odpowiedzi? Gość chrzani jak
potłuczony.
Skoro nie możemy wykluczyć nawet wysłania człowieka na Marsa, to skąd
ktokolwiek z nas miałby wiedzieć, do czego jesteśmy naprawdę zdolni
w życiu codziennym?

Nie mamy takiej wiedzy. Wszystko sprowadza się do tego, czy zgadzasz się,
że coś leży poza twoim zasięgiem. Opinia staje się prawdą dopiero w chwili,
gdy ją akceptujesz i przestajesz wykorzystywać swój potencjał.

Moja historia jest przykładem na to, ile możesz osiągnąć, kiedy przekraczasz
oczekiwania – swoje i innych. Byłem dość przeciętnym licealistą, a dziś
jeżdżę po całym świecie i pomagam tysiącom ludzi jako coach. Z moich
usług korzystali lekarze, prawnicy, politycy, aktorzy, celebryci, sportowcy,
dyrektorzy firm, a nawet księża w Irlandii i mnisi buddyjscy w Tajlandii, do
diabła!

Jeśli wyruszysz w nieznane, czeka cię cudowne, magiczne życie. Nie zawsze
będzie usłane różami, ale możesz stworzyć dla siebie znacznie ciekawszą
rzeczywistość niż ta, w której się teraz marnujesz.
WYTRWAŁE PRZECIERANIE SZLAKU
Przekonajmy się, jak wygląda wytrwałość w praktyce, na przykładzie historii
sukcesu człowieka, o którym pewnie wszyscy słyszeliśmy: Arnolda
Schwarzeneggera.

Arnold urodził się w stosunkowo biednej rodzinie w małym austriackim


miasteczku zaledwie kilka lat po drugiej wojnie światowej.
Młody Arnold marzył o tym, żeby wyjechać do Ameryki i grać w filmach.
Jak myślisz, co sądzili rodzice o planach syna? Jak reagowali na te ambicje
mieszkańcy jego miasteczka? Co szeptali o Arnoldzie za jego plecami?
Pamiętaj, że nie działo się to w dzisiejszej erze telewizji, internetu
i smartfonów, gdy celebrytą może zostać każdy z dostępem do internetu.
Wtedy większość osób nie miała w domu odbiornika telewizyjnego.

Dla Arnolda i ludzi, wśród których dorastał, Ameryka była mglistym


wyobrażeniem – bajkowym miejscem, które znali tylko z filmów.

Pewnie wszyscy jego znajomi uważali, że to niemożliwe, żeby kiedykolwiek


zrealizował swoje marzenie. Gdyby Arnold na którymkolwiek etapie uznał,
że mają rację, ich słowa stałyby się prawdą.

Gdyby zgodził się z ich opinią, że nigdy nie zostanie światowej sławy
kulturystą, potwierdziłby ją w ten sposób. Gdyby zgodził się z ich opinią, że
nie może przeprowadzić się do Ameryki, nie zrobiłby tego. Gdyby zgodził się
z ich opinią, że nie ma szans na karierę aktorską, że nie zdobędzie sławy, że
nie zostanie gubernatorem, po prostu by się poddał.
Ale on nigdy nie wierzył światu i innym ludziom, kiedy od nich słyszał, że
coś jest niemożliwe.

Był wytrwały. Każdego dnia spędzał wiele godzin na siłowni, rzeźbiąc ciało.
Ćwiczył pozy kulturystyczne. Czytał książki. Uczył się o biznesie. Brał udział
w castingach.

Wytrwale dążył do celu. Kapitulacja ani zmiana planów nie wchodziły w grę.
Patrząc na jego drogę do sukcesu, możesz nauczyć się czegoś ważnego
o wytrwałości: czasem to wszystko, co ci pozostaje.

Przed Arnoldem żaden austriacki kulturysta nie został wielką gwiazdą filmów
akcji w Stanach Zjednoczonych ani tym bardziej gubernatorem stanu
Kalifornia. Gwarantuję ci, że przez sporą część życia i kariery Arnold nie był
do końca pewny, dokąd zmierza. Kiedy zapuszczasz się na niezbadany teren,
nie widzisz tam żadnych drogowskazów – sam wszystko badasz i odkrywasz.
Przecierasz szlak zamiast iść wydeptaną ścieżką.

W takiej sytuacji musisz skupić się na wyzwaniach, które masz właśnie przed
sobą. Stawiasz po prostu krok za krokiem, zajmując się problemami w miarę,
jak się pojawiają.

Nawet Arnold, który miał wizję swojej przyszłości, realizował te plany


stopniowo, etap po etapie.
Przychodził na siłownię i zaczynał od pracy nad bicepsami. Koncentrował się
na każdym ruchu, miarowo podnosząc i opuszczając hantle, powtórzenie za
powtórzeniem, czując, jak mięśnie rozciągają się, napinają i rosną.

Kiedy skończył z bicepsami, przechodził do ramion. Później do pleców. Do


pośladków. Do mięśni czworogłowych uda. I do łydek. Każdej
z wymienionych grup mięśni poświęcał pełną uwagę, a potem przenosił ją na
kolejną część ciała, i znów na kolejną.
Po skończonym treningu wyczerpany wracał do domu. Ale następnego dnia
znów wracał na siłownię i zaczynał wszystko od początku. Na tym polega
wytrwałość.

Takich ludzi jest więcej – współczesne nam przykłady to Malala Yousafzai,


stająca w obronie praw kobiet i dzieci w Afganistanie, pływak Michael
Phelps, który osiągał rekordowe wyniki, czy Jessica Cox, która urodziła się
bez rąk, a została pilotem samolotów pasażerskich.
Rozumiesz, do czego zmierzam?

W wytrwałości najważniejsze jest skupienie na problemie, przed którym


właśnie stoisz. Skoncentruj się na nim w pełni. Bądź kimś, kto prze naprzód,
nawet kiedy wydaje się, że wszystko przepadło. Zawsze istnieje jakieś
rozwiązanie – trzeba go tylko poszukać.

Potem możesz przejść do następnej przeszkody i skoncentrować na niej całą


uwagę, dopóki nie zostanie pokonana. I znów zacząć cały proces od nowa.

Dzięki temu nigdy nie zastanawiasz się, dokąd zmierzasz. Nie martwisz się,
ile kilometrów zostało do mety. Zaczynasz kochać problemy zamiast ich
unikać, bo widzisz w nich klucz do sukcesu i rozwoju. Po prostu krok po
kroku dążysz do celu.

A jeśli coś zagradza ci drogę, znajdujesz sposób, żeby to obejść. I idziesz


dalej.

Wytrwałość nie oznacza, że rzucasz się w wir walki bez zastanowienia,


wymachując rękami i rozdając ciosy na wszystkie strony. To ukierunkowane,
stanowcze działanie, które powtarzasz aż do skutku.

Nie walisz pięścią w ceglany mur, dopóki twoje palce nie zamienią się
w krwawą miazgę. Używasz młotka i dłuta, żeby powoli i metodycznie
odłupywać kawałki kamienia, aż w ścianie powstanie wyrwa. Stopniowo ją
powiększasz i zanim się obejrzysz, jest dość duża, żebyś przeszedł przez nią
do całkiem nowego świata jak Alicja na drugą stronę lustra.
JESTEŚ WYTRWAŁY
Kiedy nie jesteś pewny, czy idziesz właściwą drogą, kiedy masz za sobą zbyt
wiele upadków, możesz czuć się zniechęcony, a nawet pokonany. Ale i tak nie
wolno ci się zatrzymać.
Bo zawsze możesz liczyć na wytrwałość. Choćbyś stracił wszystko inne, ona
wciąż ci pozostanie.

Zamiast roztrząsać, czy jest sens iść dalej, czy lepiej zawrócić, wytrwale
stawiaj kolejne kroki. Wytrwałość zna tylko jeden kierunek – naprzód. Ma
tylko jedno zadanie – podtrzymać twój impet.
Kapitulacja? Odwrót? Zmiana planów? Wykluczone.
Wytrwały jest kulturysta, który każdego dnia spędza wiele godzin na siłowni.
Wytrwały jest początkujący biznesmen, który wciąż próbuje się przebić ze
swoim oryginalnym pomysłem, chociaż jest z tego powodu wyśmiewany
i krytykowany. Wytrwała jest matka z nadwagą, która ćwiczy, mimo że
wydaje jej się, że nigdy nie zrzuci nadprogramowych kilogramów. Wytrwała
jest świeżo upieczona absolwentka na najniższym szczeblu korporacyjnej
drabiny, która z trudem opłaca ze swojej pensji czynsz, ale zostaje w biurze
dłużej niż ktokolwiek, żeby jak najwięcej się nauczyć. I ty też jesteś
wytrwały.

Każdy, kto chociaż raz pofatygował się na siłownię, wie, że efekt nie jest
natychmiastowy. Nie wystarczy pół godziny na bieżni, żeby wyglądać jak
młody bóg.

Co nie znaczy, że twoje wysiłki nie przynoszą żadnych rezultatów. Robisz


postępy. Z każdym ćwiczeniem, z każdym krokiem, z każdym ruchem,
z każdym działaniem czujesz się trochę lepiej i zbliżasz do celu.

Aż w końcu pewnego dnia patrzysz w lustro i myślisz: „Wow”.

To samo dotyczy twojej firmy, twojego stanu zdrowia, twojej kariery i twoich
związków. Zmiany zachodzą także wtedy, kiedy masz wrażenie, że nic się nie
dzieje. Nawet jeśli nie zawsze ci wszystko wychodzi, i tak robisz postępy.

Aż w końcu pewnego dnia sprawdzasz stan konta, rozglądasz się po nowym


biurze, patrzysz na swoje dzieci albo swój nowy dom i myślisz: „Wow!”.
I dlatego nie wolno się zatrzymywać. Trzeba wytrwale kroczyć przed siebie.

Bo kiedy przedzierasz się przez dżunglę, nie wiesz, czy od cywilizacji dzielą
cię trzy dni czy trzydzieści minut. Możesz tylko iść dalej. Droga wyjścia
zawsze wiedzie naprzód.
Dlatego wyprostuj plecy i powtórz za mną: „Jestem wytrwały”.
ROZDZIAŁ 8

Przede wszystkim nie daj się zwieść tytułowi tego


rozdziału. Na następnych stronach odkryjesz coś
naprawdę niesamowitego.
Wyobraź sobie taką sytuację.

Zawsze marzyłeś o założeniu firmy – chciałeś zostać własnym szefem, sam


układać sobie plan dnia i zbudować coś, z czego będziesz mógł być naprawdę
dumny; coś, co stanie się jednym z twoich życiowych osiągnięć.

Dzięki połączeniu ciężkiej pracy, determinacji i rozsądnych planów udało ci


się doprowadzić do tego, że twoje marzenie może stać się rzeczywistością.

Wpadłeś już na świetny pomysł na biznes, zatrudniłeś firmę, która stworzy


dla ciebie niebanalne logo i ciekawy branding, a teraz pora zabrać się do
pracy. I tu zaczyna się prawdziwa zabawa…

Chcesz założyć sklep, więc musisz znaleźć odpowiedni lokal. To pierwsze


zadanie, któremu stawiasz czoła. Przez następny tydzień objeżdżasz całe
miasto, sprawdzasz różne miejsca i negocjujesz z agentami nieruchomości.
Nie jest to łatwe, ale w końcu znajdujesz stosunkowo dobry lokal za
przystępną cenę. Miałeś na oku jeszcze inne miejsce, ale przekraczało twoje
możliwości finansowe.
Musisz też załatwić kilka innych spraw, takich jak ubezpieczenie
nieruchomości, zezwolenie na prowadzenie działalności i kwestie podatkowe.
Wprawdzie nie zarobiłeś jeszcze ani grosza, ale musiałeś już zatrudnić
księgowego, który pomógł ci rozeznać się w skomplikowanych przepisach.

No dobrze, czas przejść do następnego punktu. W twoim sklepie muszą się


znaleźć meble i inne niezbędne sprzęty, więc krążysz po magazynach, żeby
wynegocjować jakąś zniżkę. Kolejna rzecz do odfajkowania na liście.
Rzecz jasna, potrzebni są też pracownicy. Czas ich znaleźć. Okej, zadanie
odhaczone.

Wszystko idzie dobrze, gdy nagle… TRACH! Umowa na sprzedaż


wyjątkowego produktu, którą wywalczyłeś z takim wysiłkiem, przepada.
Musisz szukać innego rozwiązania. CHOLERA! Serce zamiera ci w piersi
i dostajesz zadyszki. W panice wydzwaniasz do hurtowników, importerów,
producentów – kontaktujesz się ze wszystkimi, którzy mogą ci pomóc w tej
sytuacji.

Problem polega na tym, że ich wyceny kompletnie odbiegają od twoich


szacunków. Jak sobie z tym poradzić? Niezmordowanie szukasz jakiegoś
rozwiązania, ale ciągle dochodzisz do ściany. Uświadamiasz sobie, że cały
plan może wziąć w łeb!

Zainwestowałeś już mnóstwo czasu i pieniędzy w swój biznes, a teraz trafiłeś


na potężną przeszkodę. Uświadamiasz sobie, że powinieneś był to
przewidzieć. W końcu to biznes, coś musiało pójść nie tak. Twój mózg
zalewa fala wątpliwości i samokrytyki. Marzenia zderzają się
z rzeczywistością.

„Cholera, wszystko tak dobrze szło. Wiedziałem, że coś takiego musi się
wydarzyć!!!”.

To poczucie staje się coraz silniejsze, aż w końcu zaczyna cię przytłaczać.


Zakładając firmę, zaryzykowałeś wszystko, co udało ci się dotąd
wypracować. Czy jest warta takiego stresu? Na litość boską, przecież masz
rachunki do opłacenia!
Po zastanowieniu dochodzisz do wniosku, że poświęcasz temu projektowi
więcej czasu niż swojej poprzedniej pracy. ZNACZNIE więcej. Poważnie,
siedzisz nad nim dniami i nocami niemal bez chwili wytchnienia. Masz
mniejszy wpływ na swój harmonogram niż kiedykolwiek wcześniej.
Poświęcasz firmie każdą myśl, każdą sekundę, każdego dolara. Jak mogłeś
myśleć, że lepiej ci będzie na swoim?
Nie na to się pisałeś, prawda? Może to wszystko było jedną wielką pomyłką?
Nachodzą cię coraz czarniejsze myśli i zaczynasz mierzyć się z przykrą
perspektywą, że stracisz wszystko, co zainwestowałeś, i wrócisz
z podkulonym ogonem do byłego szefa, błagając o dawne stanowisko.

HOLA HOOOLAAAA!!!!!
Nie tak szybko! Zróbmy krok wstecz, zanim damy się ponieść emocjom.

OCZEKIWANIE OCZEKIWANEGO
Co tu się właściwie dzieje?

To proste. Ciążą ci własne oczekiwania. Wszyscy znamy to z doświadczenia.

Nie mówię o zwykłych, codziennych oczekiwaniach, z których zdajesz sobie


sprawę. Nie chodzi mi też o to, że celowo nastawiamy się: „Oczekuję, że
będzie tak” albo „Oczekuję, że będzie inaczej”.

Proces, który mam na myśli, zachodzi tuż pod powierzchnią świadomości,


dlatego trzeba się postarać, żeby go zauważyć. To groźne, szkodliwe, ukryte
i zdradzieckie oczekiwania, które czają się za kulisami i pod sceną twojego
broadwayowskiego przedstawienia. Oczekiwania, o których nie miałeś nawet
pojęcia, dopóki nie pojawiły się bez zapowiedzi, biorąc cię z zaskoczenia
i wysysając ci z płuc całe powietrze.

Rozpoczynając projekt, który może odmienić nasze życie, przygotowujemy


się do niego na podstawie posiadanych już informacji. Czerpiemy je ze
swoich doświadczeń, lektur i fantazji. Zaczynamy sobie wyobrażać, jak
będzie przebiegał. Analizujemy sytuację, prosimy innych o opinię
i przyswajamy tony wiadomości. Zaczynamy tworzyć sobie w głowie wizję
tego projektu i sposobu, w jaki go zrealizujemy. Ów obraz w naszym umyśle
staje się szablonem, według którego działamy i planujemy działania.
Nie rozumiemy, że w ten sposób budujemy również świat ukrytych
oczekiwań. W naszych ambitnych planach pojawiają się rysy i pęknięcia,
które mogą pogrążyć nawet najlepszy pomysł, zanim ruszymy z jego
realizacją. W opisanym przykładzie obiecujący młody biznesmen „nie
spodziewał się”, że przepadnie mu kontrakt. Jego utrata była bolesna, ale tak
naprawdę największym ciosem okazały się zawiedzione nadzieje.
Jak sprawdzić, czy rządzą tobą ukryte oczekiwania? Jeśli pewne sfery życia
wywołują w tobie rozczarowanie, urazę, żal, wycofanie, złość lub apatię –
jeśli coś cię przygnębia, pozbawia energii albo dręczy – to znak, że
oczekujesz zbyt wiele. Kiedy przyjrzysz się sytuacjom, w których nie czujesz
się po prostu s obą, odkryjesz, że rzeczywistość w danym obszarze życia pod
jakimś względem odbiega od scenariusza w twoim umyśle. Jeżeli twoje
małżeństwo przeżywa kryzys, dostrzeżesz przepaść między swoimi
oczekiwaniami, jak powinno wyglądać, a tym, jak wygląda naprawdę. Dla
innych będzie to kwestia finansów, wagi, nowej pracy itp.

Twoja bezsilność jest bezpośrednio skorelowana z różnicą między ukrytymi


oczekiwaniami a rzeczywistością. Im większa różnica, tym gorzej się czujesz.

Kiedyś przeczytałem, że podstawową przyczyną problemów małżeńskich są


niespełnione oczekiwania.

Według mnie źródła leżą znacznie głębiej. Moim zdaniem problem stanowią
oczekiwania same w sobie. Twierdzę, że kryzysy, które przeżywasz w ciągu
całego życia, są wynikiem tysięcy niewypowiedzianych albo
nieuświadomionych oczekiwań. Kładą się one długim cieniem na twoich
doświadczeniach, wywołując ogromny stres, kiedy usiłujesz dopasować do
nich swoją rzeczywistość, i ogromne rozczarowanie, kiedy ci się to nie udaje.
Ale to nie wszystko. Oczekiwania przeszkadzają także w zajmowaniu się
własnym prawdziwym życiem, faktycznymi problemami i kwestiami
wymagającymi uwagi. To iluzja, która przesłania nam naszą siłę i utrudnia
podejmowanie zdecydowanych, stanowczych działań. Krótko mówiąc,
skupiasz się na swoich oczekiwaniach i starasz się wtłoczyć rzeczywistość
w ich ramy zamiast próbować ją zmienić. Twoja wizja przyszłości tak cię
rozprasza, że nie koncentrujesz się na tym, jak osiągnąć swój cel i mieć lepsze
życie, tylko marnujesz czas i energię na działania, które nie przynoszą
realnych rezultatów.
OCZEKIWANIA JAKO ZBĘDNY POŚREDNIK
Teraz, kiedy już wiesz, na czym polega problem z oczekiwaniami, zaczniesz
sobie uświadamiać coś ważnego. A konkretnie jak wiele trudności
i komplikacji w twoim życiu jest bezpośrednim skutkiem oczekiwań –
obecnych i dawnych.
Posłużyłem się przykładem biznesplanu, który nie wypalił, ale to samo można
powiedzieć o twoich nieudanych związkach, zarzuconych dietach czy
znienawidzonej pracy – za wszystkim stoją zawiedzione oczekiwania. Ile razy
powtarzałeś sobie w duchu: „Myślałem, że będzie inaczej”?

Przypomnij sobie ostatnią sytuację, w której ktoś cię wkurzył. Już?

Jeśli przez chwilę się nad nią zastanowisz, szybko zdasz sobie sprawę, że
twoja złość była wynikiem oczekiwań, różnicy między tym, co się wydarzyło,
a tym, co twoim zdaniem powinno się było wydarzyć. Milcząco zakładasz, że
ludzie w twoim otoczeniu będą sympatyczni. Spodziewasz się, że powiedzą ci
prawdę i dotrzymają słowa, jeśli się na coś umówicie. Oczekiwanie za
oczekiwaniem (i oczekiwaniem pogania). A co, jeśli ktoś ich nie spełni?
Lepiej nie mówić.

„Świetna teoria, szanowny panie autorze, ale jak do cholery mam poznać
moje ukryte oczekiwania?”

To proste. Wybierz w swoim życiu jakąś sferę, w której nie idzie ci tak
dobrze, jak byś chciał – albo taką, gdzie wszystko jest chwilowo do dupy.
Weź kartkę i długopis, a potem opisz, jak „powinna” była się ułożyć. Jak ją
planowałeś?
Co miało się wydarzyć? Być może będziesz musiał włożyć dużo wysiłku,
żeby przypomnieć sobie, jak wyglądała przyszłość z tamtej perspektywy.
Przywołać nadzieję i optymizm, z jakimi patrzyłeś na ten obszar. Spróbuj
podać jak najwięcej szczegółów.

Później na drugiej kartce opisz, jak rzeczywiście wygląda dziś ta sfera. Tu też
bądź możliwie precyzyjny – nie wystarczy stwierdzić „kijowo”. Napisz
konkretnie, dlaczego sprawy potoczyły się tak, a nie inaczej, i z czym musisz
sobie radzić. Jak się czujesz z tym, że ten obszar twojego życia nie spełnił
twoich oczekiwań?
A teraz połóż obie kartki obok siebie. Niezależnie od tematu, jaki wybrałeś,
najwięcej bólu, cierpienia i rozczarowania generują obszary, w których
przepaść między twoimi nadziejami a rzeczywistością jest największa. To tam
znajdziesz ukryte oczekiwania, którymi mimowolnie się dręczysz. Pracuj
w ten sposób, dopóki nie zdemaskujesz ich wszystkich.

W porządku, teraz spójrz znów na swoje kartki. Zastanów się, jak


rozczarowanie, które czujesz, wpływa na twoje życie. Czy dzięki niemu staje
się ono lepsze? Czy twoje problemy znikają? No raczej, że nie – te uczucia
nie mają abso-kurna-lutnie żadnego pozytywnego wpływu na rzeczywistość!
Tylko POGARSZAJĄ sprawę!
Blokują cię nie twoje problemy, tylko ukryte oczekiwania!

Chodzi o to, że „oczekiwania”, jak powinno wyglądać twoje życie, nie


prowadzą do niczego dobrego. Rozczarowanie, kiedy nie zostaną spełnione,
dołuje cię bardziej niż sama porażka. Takie są właśnie skutki oczekiwań –
rozdmuchane problemy i brak sił, żeby skutecznie sobie z nimi poradzić.
Słuchaj, nie odkrywam tu Ameryki – idea wyzbywania się oczekiwań istnieje
od tysięcy lat, chociaż w naszej (zachodniej) kulturze praktykuje ją bardzo
niewielu.

Chwila dla coacha – SKOŃCZ Z TYM! Pozbądź się swoich oczekiwań, NO


JUŻ!

Dużo lepiej jest pogodzić się z nieprzewidywalnością życia i mierzyć się


z rzeczywistością, która nas otacza, niż tkwić w miejscu przez przywiązanie
do zbędnych albo jałowych oczekiwań.
Światem rządzą zmiany. Narodziny i śmierć, rozwój i obumieranie, rozkwit
i upadek, lato i zima.

Sytuacja ewoluuje z dnia na dzień, nawet jeśli wydaje się, że wszystko


zostało po staremu.
Niepodobna wstąpić dwukrotnie do tej samej rzeki…
Heraklit
Ludzki umysł chciałby umieć przewidzieć i zaplanować każde zdarzenie, ale
to zwyczajnie niemożliwe. A oczekiwania nie tylko wpływają negatywnie na
nasz stan emocjonalny, lecz także kosztują nas dużo energii.

Zamiast nieustannie tworzyć wizje przyszłości, znacznie skuteczniejszym


rozwiązaniem jest przyjmować rzeczy takimi, jakie są, żyć chwilą, która trwa
(w końcu innej opcji nie ma), i zajmować się problemami w miarę, jak się
pojawiają.

Nie żebym był wrogiem planowania – nic z tych rzeczy. Ale niewzruszone
przywiązanie do planu (i kryjących się w nim oczekiwań) przypomina
sytuację, w której wypadasz z łódki do wody i wciąż wiosłujesz, chociaż nie
masz już czym. Twój plan i wizja przyszłości stały się nieaktualne, ale ty
nadal usiłujesz dopasować rzeczywistość do swoich oczekiwań.

Tak to już bywa z życiem. Czasami trzeba zdać sobie sprawę, że zasady gry
się zmieniły (niekiedy drastycznie) i potrzebujesz nowej strategii. Pogódź się
z rzeczywistością.

Ocknij się, jesteś w wodzie. Przestań wymachiwać rękami we wszystkie


strony i płyń do brzegu, do cholery!

ŻYCIE TO BARDZIEJ TANIEC NIŻ MARSZ


W naszych umysłach przebiega mnóstwo automatycznych procesów
myślowych, o których nie mamy pojęcia. Oczekiwania są tylko jednym
z nich, choć bardzo ważnym.

Oto naga prawda o tym, jak działa ludzki mózg.


Wszyscy lubimy wierzyć w tak zwaną „wolną wolę”. To jedno z pojęć, które
pozwalają uchwycić, kim jesteśmy jako istoty ludzkie. Bo powiedzmy sobie
szczerze, jeśli nie mamy wolnej woli, co nam, do cholery, pozostaje?

Podoba nam się idea, że swobodnie decydujemy o tym, co i kiedy robimy.


Chcemy czuć, że kontrolujemy swój los i kształtujemy własne przeznaczenie.
Ale skoro naszymi umysłami sterują automatyczne procesy myślowe, to czy
wolna wola naprawdę istnieje? Wielu uznałoby, że nie. Najlepiej sam
przetestuj swoją wolną wolę – daj sobie spokój z głupotami, którymi nie
powinieneś się zajmować, i zabierz się do głupot, które musisz załatwić. Do
wszystkich, bez żadnych wyjątków.
Ha, nie tak łatwo z tą wolną wolą, co!?

Nie jest wolny ten, kto nie jest panem samego siebie.
Epiktet

Bo, jak przekonuję w tej książce, nawet kiedy masz wrażenie, że podejmujesz
świadomą decyzję, za twoim działaniem stoi seria nieświadomych procesów
myślowych – takich, których nawet nie zauważasz i z których zupełnie nie
zdajesz sobie sprawy.

Ludzie są dużo mniej racjonalni i logiczni, niż nam się wydaje. W wielu
przypadkach nasza podświadomość przypomina władcę marionetek, który
pociąga za sznurki.

Na szczęście możesz odzyskać wolność wyboru. Kiedy zrozumiesz, jak


pracuje twój umysł, zaczniesz zauważać, co robi, w chwili, gdy to się dzieje,
i będziesz umiał wykorzystać tę informację, żeby wybrać inne zachowanie.
Trzeba uświadomić sobie to, czego obecnie sobie nie uświadamiamy.

Oczekiwania to tylko jedna z tych rzeczy.

KIEDY WSZYSTKO W ŻYCIU JEST ZROZUMIAŁE


„Niczego nie oczekuję i akceptuję wszystko”.
To twoja ostatnia osobista deklaracja.
Wyjaśnijmy sobie coś od razu. Nie chodzi mi o pokorę ani uległość wobec
życia. Nic z tych rzeczy – to mają być słowa pewnego siebie człowieka
sukcesu, którego nic i nikt nie może zdominować.
Kiedy niczego się nie spodziewasz, żyjesz każdą chwilą. Nie martwisz się
przyszłością i nie wypierasz przeszłości. Po prostu przyjmujesz swoją
sytuację taką, jaka jest. Akceptowanie wszystkiego nie znaczy, że zawsze
jesteś zadowolony i pogodzony ze swoim losem, tylko że bierzesz za siebie
odpowiedzialność i przejmujesz kontrolę nad własnym życiem. Czasem to
najskuteczniejszy sposób na ogarnięcie swojego wewnętrznego bajzlu. Weź
go na klatę!

Nie usiłuj naginać biegu wydarzeń do swojej woli, ale naginaj


wolę do biegu wydarzeń, a życie upłynie ci w pomyślności.
Epiktet

Kiedy następnym razem złapiesz się na tym, że dołują cię własne


oczekiwania, sprowadź myśli na inne tory. Zamiast siać panikę, że coś nie
poszło tak, jak się spodziewałeś albo chciałeś, po prostu to zaakceptuj. Wtedy
będziesz mógł zacząć szukać rozwiązania.

„To zrozumiałe”. Jeśli masz trudny start w nowej pracy, cofnij się o krok
i uświadom sobie, że tak naprawdę twoje problemy są absolutnie zrozumiałe.
To oczywiste, że trzeba się przyzwyczaić do nowych obowiązków i nowych
ludzi. Nie ma w tym nic dziwnego, że popełnisz kilka błędów lub będziesz się
trzymać na dystans, dopóki wszystkich nie poznasz. Przy takim podejściu
oczekiwania natychmiast się rozwiewają.

Jeśli twój związek się sypie, spójrz na niego z innej perspektywy, żeby zyskać
pełny obraz sytuacji. Jakie masz w nim oczekiwania?

Wielu z nas uważa, że partner powinien zachowywać się konsekwentnie,


odgadywać nasze potrzeby albo w magiczny sposób znać nasze najgłębsze
uczucia. Ale wszyscy jesteśmy niedoskonałymi istotami ludzkimi z bagażem
skomplikowanych emocji i myśli. To zrozumiałe, że twój partner bywa
rozdrażniony albo zachowuje się szorstko, kiedy ma kiepski dzień.

Często oczekujemy też, że inni ludzie będą nas traktować tak samo, jak my
traktujemy ich. Wyświadczając komuś przysługę, spodziewamy się, że jej
beneficjent się nam odwzajemni. Staje się to czymś w rodzaju
niewypowiedzianego długu. Kiedy robimy partnerowi masaż stóp, liczymy na
rewanż – w takiej samej lub innej formie. W relacji fizycznej lub miłosnej
takie oczekiwania nabierają większej wagi i złożoności.

Nie uwierzysz, jak bardzo poprawią się twoje interakcje z innymi ludźmi
w chwili, gdy uwolnisz się od oczekiwań i nauczysz się przyjmować rzeczy
takimi, jakie są.
Tu znów zastrzeżenie: nie mówię, że masz za wszelką cenę trwać
w beznadziejnym albo przemocowym związku. Ale nic nie jest mniej
przewidywalne niż człowiek – oprócz pary ludzi. Jeśli widzisz, że kierujesz
się w związku oczekiwaniami, pora przywołać analogię z łodzią. Przestań
wiosłować, gra się zmieniła, czas na nowy plan. Twoi partnerzy, przyjaciele
i członkowie rodziny mają własne pragnienia, spostrzeżenia i uczucia.
Prawdopodobnie myślą zupełnie inaczej niż ty. Niewykluczone, że nawet nie
zarejestrowali tego, że coś cię wkurzyło. Mogą kompletnie nie zdawać sobie
sprawy, że przeżywasz coś trudnego.

Zamiast w milczeniu hodować oczekiwania i obrażać się, kiedy nie zostaną


spełnione, pozbądź się ich. Jeśli czegoś pragniesz, możesz przecież o to
poprosić – bez żadnych oczekiwań. A kiedy komuś pomagasz i dajesz coś
z siebie, rób to z prawdziwej potrzeby serca zamiast obciążać drugą osobę
wyimaginowanym długiem do spłacenia.

Na dłuższą metę gra w „coś za coś” rani obie strony.

Jeśli wasz związek wisi na włosku przez jakiś stały, poważny problem, to
porozmawiaj o tym z partnerem. Nie licz, że zrozumie twoje uczucia – ani że
zdoła je zmienić. To niemożliwe. Tylko ty to potrafisz.

Ludzie zawsze będą kłamać, kraść, zdradzać i robić sobie nawzajem wszelkie
wyobrażalne świństwa. Tracisz kontakt z rzeczywistością, jeśli oczekujesz, że
przestaną, a potem dostajesz spazmów ze złości, kiedy tak nie jest. Pamiętaj,
w takich wypadkach zawsze wychodzisz na tym gorzej niż oni! Znacznie
gorzej!

Grzęźniesz w bagnie urazy, żalu, złości albo frustracji. To nie oni ci to robią,
zawdzięczasz to sobie samemu! Naprawdę możesz zaakceptować każdą
sytuację, w jakiej się znajdziesz. To nie znaczy, że się na nią godzisz ani że
nie podejmiesz zdecydowanych kroków, żeby ją zmienić. Chodzi o to, żebyś
zaczął panować nad swoim umysłem i stanem emocjonalnym. Chcę, żebyś
nauczył się wyciszać myśli i skutecznie pracować nad swoim życiem zamiast
poddawać się wewnętrznym i zewnętrznym wstrząsom.
NICZEGO NIE OCZEKUJ
I AKCEPTUJ WSZYSTKO
Nie chcę przez to powiedzieć, że nie możesz niczego planować. Nie każę ci
iść przez życie bez żadnego celu czy kierunku.

Ale co zyskasz, trzymając się ślepo milczących oczekiwań zawartych


w swoim planie? Nic. Kiedy się od nich uwolnisz, będziesz mógł podjąć
z życiem taniec, w którym po prostu realizujesz pewną strategię i akceptujesz
skutki swoich poczynań.

Jeśli ci się uda, możesz to uczcić. Jeśli nie, możesz dopracować swój plan.

Nie spodziewaj się zwycięstwa ani porażki. Planuj zwycięstwo, a z porażki


wyciągaj wnioski. Oczekiwanie, że ludzie obdarzą cię miłością albo
szacunkiem, też nie ma najmniejszego sensu. Pozwól sobie kochać ich takimi,
jacy są – i daj się im kochać taką miłością, jaką do ciebie czują. Pozbądź się
ciężaru i melodramatu oczekiwań, niech się dzieje, co chce.
Kochaj to życie, które masz, a nie to, które spodziewałeś się dostać.

„Niczego nie oczekuję i akceptuję wszystko”. Dzięki temu prostemu zdaniu


nabierzesz dystansu do swoich myśli i zaangażujesz się we własne życie,
odrzucisz złudzenia i ujrzysz rzeczywistość. Problemy, przeszkody, spory
i rozczarowania są udziałem każdego człowieka.
Twoje zadanie polega na tym, żeby nie dać się im przytłoczyć. Trzymaj się
z daleka od bagna przeciętności i dramatów i każdego dnia stawiaj sobie za
cel być najlepszą wersją samego siebie.
Twoje życie, twój sukces i twoje szczęście naprawdę zależą od ciebie. Masz
wszystko, czego potrzebujesz, żeby się zmienić, uwolnić od tego, co ci nie
służy, podjąć ryzyko i wykorzystać swój potencjał. Pamiętaj, nikt nie może
cię uratować, nikt nie wykona za ciebie tej pracy – to twoja
odpowiedzialność. Zajmij się tym od razu – czy może być lepszy moment na
zmianę?
ROZDZIAŁ 9

Podałem ci siedem osobistych deklaracji.


Jestem gotowy.

Jestem zaprogramowany na sukces.


Radzę sobie.

Przyjmuję niepewność.

Nie jestem tym, co myślę. Jestem tym, co robię.

Jestem wytrwały.

Niczego nie oczekuję i akceptuję wszystko.

Każda z nich wpisuje się w pewne podejście do świata. Może nie zauważysz
tego w pierwszym momencie, ale tak jest.

Jeśli chcesz, żeby twoje życie wyglądało inaczej, musisz sam do tego
doprowadzić. Obsesyjne rozmyślanie na ten temat, medytacja, planowanie
każdego kroku i tony leków uspokajających niczego nie zmienią, jeżeli nie
jesteś gotowy zakasać rękawów i wziąć się do roboty. Nic nie ułoży się po
twojej myśli, dopóki będziesz czekał bezczynnie, aż ogarnie cię odpowiedni
nastrój do działania. Nie licz też na to, że twoje życie zmieni się na lepsze od
pozytywnego myślenia. Musisz wstać z fotela i zabrać się do pracy.
Paradoksalnie, czasem rozwój osobisty przeszkadza w podjęciu niezbędnych
kroków. Można bowiem zamienić się w przecoachowanego drona –
przyswoić mnóstwo inspirujących haseł, które nie wywierają praktycznie
żadnego wpływu na trajektorię twojego życia.
Myślimy: „Zacznę znów umawiać się na randki, jak tylko przestanę się tak
martwić i poczuję się trochę lepiej”. Albo: „Kiedy odkryję źródła mojej
prokrastynacji albo znajdę coś, co mnie zmotywuje, uwolnię się od problemu
i będę wzorcowo szczęśliwy”. Zagłębiając się w przyczyny prokrastynacji,
grzęźniemy w jej cyklu jeszcze głębiej i coraz bardziej oddalamy się od
konstruktywnej pracy nad własnym życiem.

Czekamy na moment, gdy wszystko ułoży się idealnie – chcemy trzeźwo


myśleć, być w dobrym nastroju i niczym się nie martwić.
Kiedy czujemy, że „coś nam nie pasuje”, odkładamy życie na później. Tak,
jesteś niewolnikiem swoich uczuć.

Życie nie działa w ten sposób. Nie ma czegoś takiego jak idealny nastrój.
A wiesz, co się dzieje, kiedy czekasz, aż się pojawi i cudownie zmieni
wszystko na lepsze? Powiem ci, co się nie dzieje – nic się nie zmienia na
lepsze! Żadna z tych deklaracji nie ułatwi ci życia. Właściwie przez jakiś czas
prawdopodobnie będą je utrudniać! Nie wystarczy ich po prostu zapamiętać.
Musisz zacząć je realizować.

To proste: żeby zmienić swój świat wewnętrzny, musisz zacząć działać


w świecie zewnętrznym. Przestań tyle myśleć i zacznij żyć.
KIEDYŚ UMRZESZ
Jeśli przyjmę śmierć do swojego życia, uznam ją i zmierzę się
z nią, uwolnię się od lęku przed śmiercią i od błahości życia –
i dopiero wtedy zyskam wolność, żeby stać się sobą.
Martin Heidegger

Pewnego dnia umrzesz. Oddech uwięźnie ci w gardle, twoje ciało


znieruchomieje i przestaniesz istnieć. Twoja fizyczna egzystencja dobiegnie
końca. Może stanie się to jutro, a może za dwadzieścia lat – ale kiedyś na
pewno.

Wszyscy jesteśmy śmiertelni. Przed śmiercią nie ma ucieczki. Być może te


słowa budzą w tobie dyskomfort albo czujesz opór na myśl o swoim zgonie,
ale to jedyny fakt, z którym nie da się polemizować. Umrzesz.

Wyobraź sobie, że leżysz na łożu śmierci. Słyszysz pikanie kardiomonitora.


Jesteś w stanie krytycznym i zostało ci tylko kilka godzin życia. Czujesz, że
twoje serce bije coraz słabiej i opuszczają cię siły.

Zaczynasz wspominać swoje życie. Nigdy nie dokonałeś zmiany, o której


marzyłeś. Zostałeś w tej samej pracy, w tym samym związku, w tym samym
ciele z nadwagą aż do dnia swojej śmierci.

Czytałeś różne książki, ale nigdy nie stosowałeś się do rad autorów.
Planowałeś przejść na dietę, ale nigdy się żadnej nie trzymałeś. Obiecywałeś
sobie, że wiele osiągniesz, tysiące razy nastawiałeś się na to psychicznie, ale
nigdy nie zabrałeś się do pracy. Zaczynałeś dziesiątki, jeśli nie setki
projektów odmieniających życie, a potem się poddawałeś.

Co czujesz, leżąc w szpitalnym łóżku, odwiedzany przez bliskich, którzy


przychodzą się pożegnać?
Żal? Wyrzuty sumienia? Smutek? Ile byś oddał za to, żeby móc cofnąć się
w czasie – do chwili, gdy czytasz tę książkę – i zmienić bieg wydarzeń?
Szkoda, że to niemożliwe…

OBUDŹ SIĘ, do jasnej cholery! Ten żal zatruje ci ciało, umysł i serce. To
będzie potworne. Nie do zniesienia. Nie będziesz pewny, czy masz bać się
śmierci czy przyjąć ją z ulgą, bo wybawi cię od tych przygnębiających myśli.

Powiem ci coś: w przyszłości nie będziesz żałował, że czegoś nie osiągnąłeś


albo nie zdobyłeś. Jedyne, czego sobie nie darujesz, to że nie spróbowałeś.
Nie dążyłeś do tego ze wszystkich sił. Nie brnąłeś dalej do celu, kiedy zrobiło
się ciężko.
Nie wszyscy alpiniści docierają od razu na szczyt, niektórzy zawracają,
uzupełniają sprzęt i znów podejmują wspinaczkę. Nie wystarcza im stanie na
dole z innymi, którym się nie udało, i tłumaczenie swojego niepowodzenia.
Nie, oni pakują namiot i ruszają przed siebie. Tacy ludzie przejdą przez życie
ze świadomością, że dali z siebie wszystko. Że nie oszczędzali sił. Bo kochali
każdy moment mozolnej drogi pod górę.

Nie będziesz żałował, że nie zarobiłeś miliona dolarów, tylko że nigdy nie
założyłeś własnej firmy albo nie rzuciłeś beznadziejnej pracy. Nie będziesz
żałował, że nie ożeniłeś się z supermodelką, tylko że zostałeś w związku bez
przyszłości, chociaż wiedziałeś, że stać cię na więcej. Nie będziesz żałował,
że nie wyglądasz jak kulturysta, tylko że co wieczór zajeżdżałeś do baru
szybkiej obsługi i oszukiwałeś sam siebie.

To właśnie cię czeka. Umrzesz, mierząc się z tym rozczarowaniem samotnie,


w zaciszu swojej gasnącej świadomości.

Chyba że weźmiesz się do roboty i zaczniesz budować życie, którego


pragniesz – życie, z którego będziesz mógł być dumny.
PRZESTAŃ ZASŁANIAĆ SIĘ WYMÓWKAMI
Ciągle zasłaniamy się wymówkami. Podajemy mnóstwo powodów, dlaczego
„nie możemy” czegoś zrobić.
Nie mogę, nie mogę, nie mogę. Bzdura, możesz. To tylko wykręty.
Obiecujesz sobie, że zaczniesz działać, a potem odkładasz to pod jakimś
pretekstem i jedyne, co ci z tego przychodzi, to coraz większa wprawa
w ściemnianiu!
Już inni mogą liczyć na ciebie bardziej niż ty sam!
Jedyna różnica między tobą a kimś, kto żyje tak, jak tego pragniesz, polega na
tym, że on naprawdę to robi. Zbudował sobie piękne życie, a teraz się nim
cieszy.

Nie jest od ciebie mądrzejszy, bardziej uważny ani silniejszy. W niczym cię
nie przewyższa. Ale ludzie, którzy odnoszą sukcesy, nie siedzą bezczynnie.
Nie czekają na „właściwy” moment, przypływ inspiracji albo jakieś
kosmiczne zrządzenie losu, które popchnie ich do działania. Wstają
i zabierają się do działania, próbują czegoś dokonać i ponoszą porażki, nie
zastanawiając się, czy są na to „gotowi”. Lecą samolotem, choć jeszcze nie
skończyli go budować. Jeśli runie na ziemię, poskładają go do kupy i zrobią
następne podejście.

Twój stan wewnętrzny nie ma żadnego znaczenia. To tylko kolejna


wymówka, żeby nie zapuszczać się do strefy zagrożenia. Tyle że CAŁE
ŻYCIE to jedna wielka strefa zagrożenia! Inaczej jest zwykłą, szarą
egzystencją.

PRZESTAŃ WINIĆ SWOJĄ PRZESZŁOŚĆ


Tych z was, którzy uważają, że ciąży im przeszłość, przeszkadzając
w obecnym życiu, zachęcam, żeby przemyśleli sprawę raz jeszcze. Zastanów
się, czy naprawdę uważasz, że to, co już się wydarzyło, jest ważniejsze od
tego, co może się jeszcze wydarzyć? Każdy z nas ma jakąś przeszłość,
niektórzy cholernie bolesną. I CO Z TEGO!!!??? Zanim poczujesz się
śmiertelnie urażony, pomyśl, dlaczego bardziej się angażujesz w przeszłość
niż w przyszłość? I ty, i ja wiemy, że nikt poza tobą nie może cię z tego
wyzwolić. I pamiętaj, że nie jestem jakimś przypadkowym gościem z baru,
który nie wie, ale się wypowie – pomagałem klientom z taką przeszłością, że
dostałbyś gęsiej skórki. Dziś są szczęśliwi i wolni – a ty możesz do nich
dołączyć.

Ludzie tkwią w przeszłości, uwięzieni w swoim dzieciństwie. To jeden


z wielu powodów, przez które ponoć „nie możemy” zacząć działać. W ten
sposób łatwo zrzucić z siebie odpowiedzialność za swoją obecną sytuację.
Ale nic nie może cię powstrzymać przed marszem naprzód i wielkim
sukcesem, jeśli naprawdę tego pragniesz. Nieważne, co się wydarzyło
wczoraj, pięć lat temu albo kiedy byłeś w drugiej klasie podstawówki.

Możesz uzdrowić swoje wnętrze, działając w świecie zewnętrznym –


i analogicznie, możesz zapomnieć o swojej przeszłości, tworząc dla siebie
przyszłość, budując coś wspaniałego, wspanialszego niż wszystko, czego
dotąd dokonałeś.

Kiedy przyszłość niesie taką obietnicę, nie tracisz czasu na oglądanie się
wstecz. Twoje oczy i umysł skupiają się na tym, co jeszcze przed tobą.

To pozwoli ci odzyskać wolność. Wspaniała, obiecująca, kusząca przyszłość,


tak przepełniona potencjałem i możliwościami, że otrząśniesz się ze swojej
żmudnej, choć istotnej przeszłości.

Może nie wszystko ci się w niej podobało, ale to ona pomogła ukształtować
cię takim, jaki dziś jesteś – ze wszystkimi wadami i zaletami. Tak, masz
mnóstwo zalet, które wystarczą do osiągnięcia twoich celów. Osoba, którą się
stałeś, jest w pełni zdolna żyć swoim wymarzonym życiem. Jeśli będziesz go
pragnął wystarczająco mocno i zaczniesz działać, żeby je zdobyć, nic cię nie
powstrzyma.
DWA KROKI DO WOLNOŚCI
Jeśli naprawdę jesteś gotowy zmienić swoje życie i odnaleźć w nim wolność,
której ci brakowało, musisz wykonać następujące dwa kroki.
1. Przestań zachowywać się tak jak dotąd
Proste, prawda? Przyjrzyj się źródłom swoich problemów, nawykom, przez
które znalazłeś się w obecnej sytuacji.
Jeśli nie udaje ci się niczego zrobić, bo tkwisz na kanapie, godzinami
oglądając Netflixa, albo jeśli trochę za często zaglądasz do pobliskiego
Dunkin’ Donuts, to skończ z tym. Mówię poważnie, PRZESTAŃ. Teraz,
w tym momencie.
Nie tłumacz mi, czemu to niemożliwe. Daruj sobie teksty w stylu: „Ale
seriale są naprawdę świetne, a ja jestem taki zmęczony po pracy” albo
„Potrzebuję takich małych przyjemności, one dają mi motywację do
działania”.

Jeśli nie potrafisz odkleić się od ekranu nawet po to, żeby doprowadzić swoje
życie do ładu, to najwyraźniej nie chcesz niczego zmieniać. To zupełna
podstawa. Szczerze mówiąc, to absolutne minimum.

Więc co wybierasz? Netflixa czy lepiej płatny zawód? Donuty czy ciało,
z którego możesz być dumny? Gry komputerowe czy spełnienie w związku?

Jeśli czujesz się jak śmieć, jedząc na mieście każdego dnia, to czemu wciąż to
robisz?

Pamiętaj, zawsze, kiedy wydaje ci się, że „nie możesz przestać”, podajesz


tylko kolejną wymówkę. Możesz – i przestaniesz. Dosyć wykrętów. Nie
pozwól, żeby twój stan wewnętrzny miał decydujący wpływ na jakość
twojego życia. Wróć za kierownicę.

Jeśli wciąż będą cię prowadziły emocje, przyniesie ci to jedynie żal. W końcu
ziści się wizja, w której leżysz na łożu śmierci, zastanawiając się: „A co by
było, gdyby…”. Nie twierdzę, że emocje i uczucia nie są ważne; nie proszę,
żebyś zamienił się w robota. TWIERDZĘ natomiast, że powinieneś przesunąć
te doświadczenia znacznie niżej w swojej hierarchii wartości i kierować się
tym, co w największym stopniu odmieni twoje życie.
Często wmawiamy sobie: „Chcę zmienić swoje życie, tylko…”, oglądając
przy tym godzinami telewizję, żywiąc się w fast foodach, siedząc bez końca
na Facebooku itp. Przestań ściemniać.

NIE CHCESZ SIĘ ZMIENIĆ! Gdybyś chciał, już byś nad tym pracował! Nie
wciskaj sam sobie kitu.
Przyjrzyj się dobrze własnemu życiu. Bądź ze sobą szczery i wytypuj
zachowania, które nie pozwalają ci ruszyć z miejsca. Wykorzystuj każdą
godzinę dnia na dążenie do swojego celu, bez żadnych wymówek. W niczym
nie odstajesz od reszty ludzkości. Nie jesteś jakimś szczególnym
przypadkiem, który potrzebuje innych zasad niż wszyscy pozostali.

Musisz dokonać wyboru, teraz, w tym momencie. Dopóki nie zerwiesz


z dawnymi zwyczajami, nie zmienisz swojego życia. Koniec z wykrętami.

2. Zacznij robić to, co cię rozwija

Kolejny banał, co? Żeby zmienić swoje życie, nie wystarczy PRZESTAĆ
robić określone rzeczy. Musisz też wypracować pozytywne nawyki, które
popchną cię we właściwym kierunku.

Jeśli chcesz znaleźć nową pracę, to zacznij jej szukać. Wyjdź z domu i nawiąż
nowe kontakty. Przeglądaj ogłoszenia, rozmawiaj z przyjaciółmi, proś
o referencje.

Tylko naprawdę zacznij działać. Nie ma sensu mówić, że to zrobisz, a potem


siedzieć bezczynnie. Nie nakręcaj się tylko po to, żeby odłożyć wszystko na
jutro.

Jesteś tym, co robisz, nie tym co mówisz, że zrobisz.


Carl Jung

Zrób listę rzeczy, które chcesz osiągnąć. Jakie masz cele? Czego
potrzebujesz, żeby je zrealizować? Zaplanuj następny krok – i weź
odpowiedzialność za to, żeby go wykonać.
Te dwa elementy, kończenie i rozpoczynanie, wiążą się ze sobą w naturalny
sposób. Z perspektywy psychologicznej trudno jest po prostu odrzucić jakieś
zachowanie raz na zawsze, zwłaszcza kiedy chodzi o uzależniający nawyk,
który wpływa na chemię naszego mózgu, na przykład jedzenie, seks,
narkotyki czy gry komputerowe.
Zerwanie ze złym nawykiem nie pomoże, jeśli nie zastąpisz go innym, który
naprawdę ci służy i pasuje do twojego wymarzonego życia. Trzeba
systematycznie zamieniać stare zachowania na nowe, które zbliżają cię do
tego celu.

Usuwaj to, co złe, żeby zrobić miejsce na to, co dobre. Inaczej będziesz miał
za mało dowodów, że coś się zmienia. Z każdym krokiem pomagaj sobie
uwierzyć, że inne życie jest możliwe. Musisz być skrupulatny i zdecydowany
albo balast, który wciąż dźwigasz, spowolni twoją podróż ku zmianie.
Przestań gapić się w telewizor, wyrzuć tony poradników, które wcale ci nie
pomogły, skończ z zajadaniem problemów, okupowaniem kanapy
i prokrastynacją. Zamiast tego idź na kurs tanga, zapisz się do klubu książki,
jedz to, co daje ci energię, jeźdź na rowerze, wyrażaj siebie… możliwości jest
MNÓSTWO!

Potrzebujesz wsparcia? Skorzystaj z pomocy coacha – tylko dobrego,


najlepszego, na jakiego cię stać. Jeśli pieniądze stanowią dla ciebie problem,
dołącz do mojego programu i365. To dwunastomiesięczna droga, dzięki
której rozwiniesz się i nabierzesz sił. Znajdziesz ją na mojej stronie
internetowej, kosztuje mniej niż codzienny kubek kawy. Już powiedziałem –
ŻADNYCH WYMÓWEK!

MNIEJ MYŚL, A WIĘCEJ ŻYJ


Nie żałuj czasu na myślenie, ale gdy przychodzi czas działania,
przestań myśleć i działaj.
Napoleon Bonaparte

Jest czas na myślenie i rozwijanie umysłu. Ale koniec końców musisz wejść
na ring i zastosować swoją wiedzę w praktyce.

Pomogą ci w tym deklaracje, które tu zaproponowałem. Jesteś gotowy – żeby


podjąć działanie. I zaakceptować niepewność, która się z tym wiąże.
„Jestem wytrwały” nie oznacza, że masz wytrwale rozmyślać albo oglądać
telewizję, tylko wytrwale działać. Wytrwale stawiać krok za krokiem, dążyć
do swoich celów, iść naprzód i ponosić porażki, by w ostatecznym
rozrachunku odnieść sukces.
Te rady niczego nie zmienią w twoim życiu, jeśli nie będziesz ich stosował.
To twoje zadanie. Bierz się do roboty.

Musisz zapracować na swój sukces. Nikt tego za ciebie nie zrobi. Ani ja, ani
twoja matka, żona, mąż czy sąsiad. Pewność siebie to za mało, życie nie
zacznie nagle zmieniać się na lepsze, twoje zmartwienia nie znikną
nieoczekiwanie, a nowe kwalifikacje nie dodadzą ci znienacka asertywności
ani wiarygodności. Sam musisz walczyć o to, żeby wykorzystać własny
potencjał.

Nie chodzi o to, żebyś przeczytał tę książkę, pomyślał o niej chwilę, a potem
wrócił do swoich starych numerów. Zastosuj to, czego się dowiedziałeś.

„Zrobię to później” – nie, zrób to teraz.

„Jestem na to za głupi” – daj spokój. Przestań to sobie wmawiać, tylko


działaj.

Nie pozwól, żeby umysł nadal cię kontrolował, rozpraszał i stresował. Nie daj
mu dłużej usprawiedliwiać twojej bezczynności.

Nie jesteś tym, co myślisz. Jesteś tym, co robisz.

Jedynie działanie zaprowadzi cię od miejsca, w którym teraz tkwisz, do celu,


który pragniesz osiągnąć.

Nie chodzi tylko o to, żeby żyć chwilą – żyj godziną, tygodniem, miesiącem.
Żyj swoim pieprzonym życiem. Stań za sobą murem, jakby twój sukces
zależał tylko od ciebie.

Bo naprawdę zależy tylko od ciebie.


O AUTORZE
GARY JOHN BISHOP

Gary urodził się i wychował w Glasgow w Szkocji.


W 1997 roku przeprowadził się do Stanów
Zjednoczonych, gdzie wkroczył na drogę rozwoju
osobistego i zajmował się przede wszystkim ontologią
i fenomenologią. Po wielu latach zdobywania
kwalifikacji i praktyki został starszym dyrektorem
programowym w firmie będącej światowym liderem na
rynku rozwoju osobistego. Gary prowadził programy dla tysięcy osób na
całym świecie. Pod wpływem tych doświadczeń oraz filozofii Martina
Heideggera, Hansa Georga Gadamera i Edmunda Husserla Gary stworzył
własną odmianę „filozofii miejskiej”. Przez całą karierę zawodową pomaga
ludziom wprowadzać realne zmiany w życiu, co niezmiennie przynosi mu
satysfakcję. Metody Gary’ego są łatwe do zastosowania, a jego bezpośrednie
podejście i zerowa tolerancja dla ściemy przyciągają coraz więcej osób.
Mieszka na Florydzie z żoną i trzema synami.
ŹRÓDŁA CYTATÓW
„[…] harmonię między myślą i rzeczywistością odnajdziemy w gramatyce
języka” – L. Wittgenstein, Philosophische Grammatik, Frankfurt 1993; cyt.
za: M. Soin, Wittgenstein w kwestii prawdy, „Przegląd Filozoficzny” 2002 nr
4 (44).

„Pamiętaj zresztą przy każdym zdarzeniu, które cię do smutku przywodzi, o


zasadzie: To nie jest nieszczęściem, owszem szczęściem jest znosić to
wzniośle” – Marek Aureliusz, Rozmyślania, przeł. M. Reiter, Warszawa 1937.

„Chętnych los prowadzi, niechętnych wlecze” – Seneka, Listy moralne do


Lucyliusza, przeł. W. Kornatowski, Warszawa 1961.

„Stajemy się sprawiedliwi, postępując sprawiedliwie, umiarkowani przez


postępowanie umiarkowane, mężni przez mężne zachowywanie się” –
Arystoteles, Etyka nikomachejska, księga II, przeł. D. Gromska,
Warszawa 1956.

„Nie usiłuj naginać biegu wydarzeń do swojej woli, ale naginaj wolę do biegu
wydarzeń, a życie upłynie ci w pomyślności” – Epiktet, Encheiridion, przeł.
L. Joachimowicz, Warszawa 1961.
Pozostałe cytaty w przekładzie Olgi Siary.