Vous êtes sur la page 1sur 176

Zygmunt

BAUMAN

ETYKA PONOWOCZESNA

Przełożyły Janina Bauman

oraz Joanna Tokarska-Bakir

Przekład przejrzał Zygmunt Bauman

Wydawnictwo Naukowe PWN

Warszawa 1996

Dane o oryginale

Postmodern Ethics
Copyright © Zygmunt Bauman 199~

Wprowadzenie
Fiut published 1993 by 81ackwell Publishers

Reprimed 1994
Moralność
All nghts reserved.

z perspektywy nowoczesnej
Okładkę i strony tytułowe projektował
i ponowoczesnej widziana
M"urycy Gomulk~i

Redaktor "Islnienie rozbite najlepiej przedstawiać po kawałku"


R"INEK MARIA RILKI!
/fll""" Marci"ia~

Redaktor techniczny Jak świadczy tytuł, jest to książka oponowoczesnej etyce, nie
Teresa Skrzyplco'/ł'ska o po nowoczesnej moralności. .
Gdybym podjął się tego drugiego tematu, musiałbym starać się
sporządzić wyczerpujący in.~entar~_,p'rqblemów moralnych, wobec
których stawia ludz;i S~~!\U?_9JlQWQczesny - i z którymi, jako że żyją.
w tym świecie, muszą. się ludzie zmagać: problemów nowych, których
minione pokolenia nie znały. lub z których nie zdawały sobie sprawy,
:n~2, jak_i.-1lQ:wy.~Jonn., jakie stare i dobrze znane problemy przybrały
obecnie. Nie brak wszak. dziś problemów obu typów. Tematyka
moralna naszych czasów obfituje w zagadnienia, których moraliści
• dawnych epok rzadko dotykali lub nie omawiali wcale - i to ze

zrozumiałych powodów: nie krystalizowały się wtedy te sprawy w lu­

Tytul doto .....any przez


dzkim doświadczeniu jako "problemy". Wystarczy wspomnieć, czer­

Fundację im. Sterana Batorego


piąc przykłady ze sfery codziennego życia, liczne moralne kwestie

wynikające z dzisiejszych form partnerstwa, stosunków seksualnych

czy rodzinnych - notorycz.nie niedookreślonycb, płynnych, zmien­

nych i kruchych; albo, w innej sferze, niespotykaną, ongiś wielość

sąsiadujących ze sobą "tradycji", z których jedne trwają uparcie

Copyright © jer the Pohsh edition


wbrew przeciwieństwom losu, inne są wskrzeszane lub budowane od

by Wyda .....nicr.....o Naukowe PWN Sp. z 0.0.


podstaw - ale wszystkie zaciekle ze sobą współzawodniczą o ludzką

Warszawa 1996
lojalność i o autorytet w przewodzeniu ludzkim postępkom, choć

żadna z nich nie może liczyć na to, ze uda się jej narzucić powszech­

IS8N 83-01-120SG-9 • nie przyjętą hierarchię wartości i norm, jaka uwolniłaby ludzki ogół

6 KProwadzellie Mora/no.i,' z pt.>r.ipekIYWY nOWQ'le.~nej i (l(m{)WOI.·zl','''~.i wiJ2ionu 1

od przykrej konieczności wybierania na własną rękę; albo, już cal­ szuka się przykladu takiego stanowiska, wystarczy sięgnąć po wydany
kiem na przeciwległym krańcu skali. w dziedzinie spraw o iśeie ostatnio "Zmierzch obowiązku" (Le Creouscule du devotr, Gallirnard
globalnym zasięgu - wspomnieć wypada niespotykane dotąd w tym 1992)Gillesa Lipovetsky'ego. Lipovetsky - gorliwy trubadur "pono~
wymiarze w dziejach ryzyko ogólnego kataklizmu. wynikającego 'U woczesnego wyzwolenia", autor książek pod znamiennymi tytułami
skrzyżowania i zderzenia cząstkowych i jednostronnych zamiarów, "Era Próżni" i .Jmperlum Efemerów" - sugeruje, że weszliśmy
a nie do przewidzenia w momencie, gdy się owe zamiary z samcza­ wreszcie w epokę Fapres-deootr, erę ,.postdeonlyczną", w której nasze
parciem realizuje. uczynki zostały uwolnione od 'resztek .jiieskońezonych obowiązków",
Problemy tego rodzaju pojawiają się wprawdzie w książce, ale przykazań j "absolutnych zobowiązań". W naszych czasach samopo­
służą tylko odmalowaniu tła, na którym wypada dziś snuć rozważa­
święcenie nie ma już uzasadnienia; nie wYlll.iWl..~~ę już od ludzi
nia etyczne. Czasem służą za tworzywo doświadczalne, z jakiego
(a i sami ludzie się do tego nie kwapią), by _.~l&-Żali się w imię
wyłania się specyficznie ponowoezesne spojrzenie na kwestie moralne.
moralnego.samedoskonalenie i obrony wartości moralnych: politycy
, Właściwym przedmiotem dociekań jest wszakże forma, jaką problemy
porzucili utopię; wczorajsi ideowcy przeistoczyli się w pragmatyków.
te przybierają, gdy się je z penowoczesnej perspektywy ogląda. Najpowszechniejszym dziś hasłem jest "precz z przesadą". Ż)'.iemy
Rzeczywistym tematem książki jest więc perspektywa ponowocze­ w epoce nieskażonego indywidualizmu i pogoni za dobrym życiem,
sna jako taka. Główną zaś jej myślą jest ta oto, że w wyniku wejścia ograniczanych li tylko wymogiem wzajemnej tolerancji (gdy łączy się
nowoczesności w fazę samokrytycyzmu, często samopotępienia. ona z pozbawionym skrupułów i nie nękanym wątpliwościami in­
a w wielu wypadkach i samorozbiórki (to te właśnie cechy nowej fazy dywidualizmem, może przybrać tylko formę obojętności). Era ,.post~
dziejów nowoczesnych uchwycić usiłuje pojęcie "ponowoczesności"), deontyczna'' uznać może tylko moralność szczątkową, minimaiistyez­
liczne szlaki, jakimi podążały dawniej etyczne teorie (choć niekoniecz­ ną. Zdaniem Lipovetaky'ego, tworzy to zupelnie nową sytuację; Lipo­
nie troski moralne) czasów nowoczesnych, przypominają dziś do vetsky wzywa, by cieszyć się z jej pojawienia się i radować wolnością.
zludzenia ślepe zaułki - w obliczu odsłaniającej się dziś możliwości jaką ze sobą niesie.
zupełnie nowego pojmowania zjawisk moralnych, w czasach nowo­ Podobnie jak wielu innych teoretyków "postmodernislycznych",
czesnych tłumionej. J. Lipovetsky popełnia dwa, bliżniacze zresztą, błędy: przyjmuje on
Czytelnik. obeznany z "piśmiennietwem postmodernistycznym''
rzecz, jaka winna być przedmiotem badania. za jego narzędzie. a ex­
i obiegowymi opiniami o ponowoczesnym świecie zauważy od razu,
planandum (to, co winno być wyjaśnione) za explanans (wyjaśnienie).
że przedstawiona przed chwilą wykładnia "ponowoczesnej rewolucji"
Opisać najbardziej rozpowszechnione zachowania to nie to samo, co
w etyce jest sporna, i weale nie jedyna z możliwych. Przyjęło się
formułować sąd moralny: obie procedury tak samo różnią się od
przecież z ponowoczesnym (a raczej z "postmodemistycznym", jak
siebie w czasach ponowcczesnych, jak różniły się w czasach je poprze­
autorzy podobnych opinii wolą je nazywać) podejściem do moralno­
dzających. Jeśli opis sporządzony przez Lipovetsky'ego jest poprawny
ści kojarzyć beztroską radość z powodu "zmierzchu etyki", zastąpię­
i jeśli rzeczywiśeie życie społeczne wolne jest dziś od trosk moralnych,
nia etyki przez estetykę oraz "ostatecznego wyzwolenia podmiotu",
jeśli "to, eo jest", nie podlega już żadnemu "powinno", a stosunki
które z tego wszystkiego ponoć wynika. Etykę w takich przypadkach
międzyludzkie nie łączą się z obowiązkami i nie pociągają za sobą
potępia się jako któreś tam z rzędu nowoczesne kajdany (niegdyś
zobo.wiązań - zadaniem socjologa jest dociec, jak doszło do tego, że
może i użyteczne, dziś zbędne), teraz rozbite na kawałki i wyrzucone
"
normy etyczne usunięto z arsenału broni, jaką posługiwało się niegdyś
I
na śmietnik historii; drwi się z etyki jako z jeszcze jednego złudzenia, społeczeństwo w zmaganiaeh o własne przetrwanie. Dla socjologa
bez którego człowiek ponowoezesny może się wspaniale obejść. Jeśli ~
o krytycznym usposobieniu zadanie na tym jeszcze się nie kończy.
8 K'Prowadullil.' Mora/rlOSĆ z perspelclYWY rlowocuJrlej i porwwoCUSlTej .,.,idziana ,
Nie zgodzi się on przyjąć, że coś jest takie jak należy po prostu Wydzielenie "moralności" z całokształtu ludzkich myśli, uczuć
dlatego, że jest; ani też nie przyjmie bez dowodu, że ludzie nie robią i działań jako odrębnego i osobliwego ich aspektu, dotyczącego
niczego innego niż to, o czym mówią, że robią, j że robią to w ten rozróżnienia między "dobrem" a "złem", jest w zasadzie osiągnięciem
właśnie sposób, o jakim opowiadają, że tak to robią. czasów nowoczesnych. Na przestrzeni większej części dziejów ludz­
Jest założeniem niniejszego studium. Ze walQ! ponowoczesności kich ani nie dostrzegano, ani nie czyniono większej różnicy między
polega między innymi na szansie. jaką otwiera ODa przed krytycznie tak odmiennymi dziś od siebie kryteriami ludzkich postępków, jak
usposobionym socjologiem; sytuacja ponowoczesna pozwala mu po­ np. standardy "użyteczności", "prawdy", "piękna" czy "przyzwoito­
święcie się opisanemu powyżej typowi dociekań z większym niż ści". W łonie "tradycyjnego" trybu życia (rzadko oglądanego z dys­
kiedykolwiek skutkiem. NowoczesnoŚĆ słynie z niesamowitego talentu tansu, a więc i mało kiedy będącego przedmiotem refleksji) wszystko,
udaremniania autowiwisekcji. ukrywa ona skrzętnie utrzymujące ją co się działo, zdawało się posiadać ten sam ciężar właściwy, unosić na
w ruchu kola napędowe za kotarą złudzeń, bez których nie mogłyby tym samym poziomie rzeczywistości i nadawać do mierzenia tą samą
one się obracać, jak należy. Nowoczesność musi stawiać sobie cele, skalą. Ogół rzeczy, jakie czynić należało lub nie należało, opatrzony
których osiągnąć nie może, aby osiągać cele, które są w jej mocy. był podpisem i pieczęcią mocy tak potężnej, że kaprys czy wola
Owa "perspektywa ponowoczesna", o jakiej w tej książce mowa, ludzka przeciwstawić się jej nie mogły; życie jako takie było dziełem
polegaw pierwszym rzędzie na przekłuciu zasłony utkanej z iluzji Bożym, nadzorowanym na co dzień przez Bożą opatrzność. Wolna
- na- "uznaniu pewnych roszczeń "za- złudD~'R" flCwnych celów za wola (jeśli w ogóle nie była urojeniem), mogła być - jak to Augustyn
nieosiągalne, a co więcej: niepożądane. Nasze rozważania żywią się dobitnie przedstawił, a Kościół powtarzał bez znużenia - li tylko
nadzieją, że dzięki pozbyciu się złudzeń odsłonią się i sianą się wolnością przedkładania zła nad dobro, czyli innymi słowy:WOTilO.
widoczne te źródła mocy moralnej, które nowoczesna etyka i prak­ ścią gwałcenia Bożych przykazań i zbaczania z drogi, jaką Bóg
tyka polityczna trzymały w ukryciu; i że staną się też bardziej ludziom wyznaczył. Takim zejściem z drogi cnoty był każdy postępek
zrozumiałe przyczyny dawnej tych źródeł niewidzialności. A jeśli to nie w pełni zgodny z panującym zwyczajem. Z drugiej strony, krocze­
się stanie, to(- być może - wzrosną też szanse "umoralnienia" życia nie drogą dobra nie było kwestią wolnego wyboru: wiązało się,
spolecznego.\Nie sposób orzec z góry, czy czasy ponowoczesne zapi­ przeciwnie, z unikaniem wyboru - z trzymaniem się zwyczajowych
szą się w historii jako era zmierzchu, czy odradzania się moralności. dróg postępowania.
Twierdzę, te nowość ponowoczesnego podejścia do kwestii etycz­ Wszystko to uległo zmianie wraz ze stopniowym rozluźnianiem
nych polega nie na porzuceniu typowo nowoczesnych niepokojów się uchwytu tradycji (lub, wyrażając się socjologicznie: wraz ze słab­
i trosk moralnych, ale na odrzuceniu typowo nowoczesnej metody nięciem natrętnej i wszędobylskiej, choć rozproszonej i nie kierowanej
zajmowania się problemami moralnymi (polegającej na reagowaniu centralnie, inwigilacji sąsiedzkiej w łonie drobnych a zwartych społe­
na wyłaniające się moraJne kłopoty wzmożonym wysiłkiem ustawo­ czności - a więc j zbiorowej korektury jednostkowych odchyleń od
dawczo-normatywnyrn w polityce i coraz gorliwszym poszukiwaniem normy) i wraz z pomnażaniem się względnie autonomicznych ukła­
absolutów, powszechników i fundamentów etycznych w dociekaniach dów, między które dzielić się poczęło życie rosnącej liczby Judzi.
filozoficznych). Wielkie zagadnienia etyczne, takie jak prawa ludzkie, Zmiana więc wiązała się z wyłanianiem się "indywiduów" - jedno­
sprawiedliwość społeczna, równowaga między pokojowym współist­ stek o nie do końca określonej i nie gwarantowanej przez zbiorowość
nieniem a wymogami samostanowienia, koordynacja interesów jed­ tożsamości, stających zatem przed zadaniem "konstruowania" własnej
nostkowych i dobra wspólnego, nie straciły na aktualności. Trzeba "tejsamości społecznej" własnym sumptem i zmuszonych w ten spo­
tylko zajmować się nimi w nowy, odmienny od dawnych sposób. sób do dokonywania coraz to nowych wyboró'o\.'.
10 !ołprowadrenie Moru/llO.tt : prrspek1f""'}' rlOWOCUSrtł?j i pono....oczesnej widziarIQ 11

To właśnie działania z wyboru - działania, które się wybrało, dziedzinie życia, waży moralnie; innymi słowy, tworzyli etykę wszechogar­
j które wybrało się w odróżnieniu od innych działań, jakie także niającą, obejmującą całość życiowych poczynań - stanowczo odma­
można było wybrać, ale jakich się nie wybrało - wymagają, by je wiając wyłączenia jakichkolwiek czynów ludzkich spod ogólnej reguły.
otaksować, zmierzyć i ocenić. Ocena jest nieodzownym składnikiem Między dwoma przedstawionymi lu w wielkim skrócie opisami
wyboru i podejmowania decyzji. Potrzebę oceny ludzie odczuwają narodzin nowoczesności istnieje niewątpliwie sprzeczność logiczna.
wtedy, gdy występują w roli decydentów - roli rzadko tylko granej A mimo to, logice na przekór, nie znaczy to wcale, by jeden z dwu
przez tych, którzy żyją wedle zwyczaju. Gdy jednak do oceniania opisów musiał być fałszywy. Rzecz w tym bowiem, że życie nowoczes­
dochodzi, staje się jasne, że to. co "użyteczne", niekoniecznie jest ne nie podlega logicznym prawom sprzeczności i wyłączonego środka.
"dobre" a to, co "piękne", nie musi być "prawdziwe", Gdy zaś Sprzeczność opisów odzwierciedla wiernie nie ustającą konfrontację
postawiło się już pytanie, jaką miarą co mierzyć i wedle jakich między jednakowo potężnymi tendencjami nowoczesnego społeczeńs­
kryteriów szacować - "aspekty" spraw i rzeczy zaczynają, się nagle twa; społeczeństwa, które jest "nowoczesne" o tyle właśnie, że usiłuje
rozgałęziać i rosnąć w kierunkach coraz bardziej od siebie oddalo­ daremnie, ale nieustępliwie "objąć to, czego się objąć nie da", zastąpić
nych. Zamiast jednolitej dla wszystkich poczynań i pozbawionej alter­ różnorodność jednolitością, a mętność i niespójność zjawisk ambiwa­
natyw "drogi właściwej", pojawiają się teraz liczne ścieżki, z których lentnych - zwartym i przezroczystym ładem; ale które w toku swych
każda wiedzie gdzie indziej: jedna - ku temu, co "sensowne gos­ starań nieustannie wytwarza nowe podziały, pomnaża różnorodność
podarczo", inna ku temu, co "satysfakcjonujące estetycznie", inna zjawisk i zasoby tejże ambiwalencji, której wypowiedziało wojnę
znów ku temu, co "właściwe moralnie". Działania mogą być popraw­ i której poprzysięgło zgubę.
ne pod jednym względem, ale wadliwe pod innym. Jakie uczynki Słyszy się dziś często, że ludzie stali się egoistyczni, egocentryczni
mierzyć należy jakimi kryteriami? A gdy kryteriów coraz więcej, i egotyczni oraz że w czasach nowoczesnych stali się bezbożni, tracąc
któremu przyznać pierwszeństwo? wiarę w "dogmaty religijne". Słyszy się też, że między dwiema prze­
W pracach Maxa Webera, który bardziej niż jakikolwiek inny mianami istnieje ścisły związek: powiada się, że egocenlryzm człowie­
myśliciel wpłynął na kształt powszechnie przyjętych interpretacji do­ ka nowoczesnego jest wynikiem sekularyzacji, i że można mu zaradzić
świadczenia nowoczesnego, znaleźć można dwie nie dające się logicz­ tylko w ten sposób, że odrodzi się wiarę religijną albo zastąpi religijne
nie pogodzić wersje narodzin nowoczesności, Dowiadujemy się z prac wierzenia ideą świecką wprawdzie. ale podobnie ..całościową",
Webera, że nowoczesność zaczęła się od separacji gospodarstwa ro­ wszechobejmującą jak owe wielkie religie, które panowały niemal bez
dzinnego i przedsiębiorstwa; rozwód ten miał w zasadzie zapobiec reszty nad życiem ludzkim, zanim padły ofiarą nowoczesnego scep­
możliwości, by sprzeczne ze sobą kryteria wydajności i zyskowności tycyzmu, pragmatyzmu j kultu rzeczowości. Wydaje się jednak, że
(właściwe dla sfery biznesu) oraz moralne standardy dzielenia się związek między dwoma przeobrażeniami czasów nowoczesnych po­
dobrem i obopólnej troski (właściwe dla uczueiowo nasyconego życia strzegać trzeba jako relację o odwrotnym kierunku. To właśnie dlatego,
rodzinnego) spotkały się kiedyś na tym samym terenie, stawiając że nowoczesne warunki życia wtrąciły ludzi w sytuację ..indywiduów",
człowieka, poddanego przeciwstawnym naciskom. w obliczu męczącej których życie rozpadło się na fragmenty i rozbiło na wiele luźno tylko
ambiwalencji i przyprawiając O rozterkę. Z drugiej jednak strony, ze sobą powiązanych celów i funkcji, osadzonych w różnych i wzajem
powiada Weber, że reformatorzy protestanccy przeistoczyli się, sami autonomicznych kontekstach i poddanych odmiennym regułom prag­
o tym nie wiedząc, w pionierów życia nowoczesnego, a to dlatego, że matycznym - owe "wszechogarniające" wizje. sugerujące celowość,
upierali się przy tym, iż "uczciwość jest najlepszą polityką", że całość jednolitość i spójność świata, przestały przemawiać do ich wyobraźni
życia wypełniona jest sensem moralnym, że każdy postępek, w każdej i godzić się z ich codziennym doświadczeniem.
12 aprowadullir MoriJltloJI l ~r5pe"lYWY no..... ocze5r1ej i pOrlQwoczt'Srlt') ..... iJiIi,l1Ia 13

Mają zatem nowocześni prawodawcy i myśliciele powody, by nie stki powstrzymywać trzeba przed czynieniem na, do którego mają
uznawać moralności za "wyposażenie naturalne" człowieka; postrze­ naturalny pociąg, było milczącą, ale powszechnie niemal honorowaną
gają ją też, przeciwnie, jako tWQc_ szty~ który trzeba wpierw przesłanką nowoczesnej myśli etycznej. Nie ma się zresztą czemu
zaprojektować, a potem wprowadzić, niejako od zewnątrz, do Iudz­ dziwić. Widziana "z góry", z perspektywy zawiadowców społecznego
kiego postępowania. Z lego samego powodu usiłowali gorliwie ułożyć życia, stróżów "dobra wspólnego", wolność jednostki ludzkiej musiała
i przeforsować za pomocą prawa całościowy A)'S1cm.ętyl7:ny - wyczer­ niepokoić i frasować. Byla od pierwszej chwili podejrzana - już
pujący kodeks przepisów moralnych, których ludzie mogliby się nau­ z tytułu nieprzewidywalności ludzkich postępków, jaką wróżyła, i wyni­
czyć, by we wszystkim, co czynią, być im posłusznym. I z tego samego kającej stąd sytuacyjnej niepewności; jawiła się oczom zarządców jako
powodu ich wysiłki spełzły na niczym (choć im mniej udane były zapowiedź chaosu, który trzeba ujarzmić w imię zabezpieczenia ładu.
próby poprzednie, z tym większym zapałem podejmowali następne). Filozofowie zaś i władcy nie mogli nie spoglądać na rzeczywistość
I prawodawcy, i myśliciele wierzyli uczciwie, że próżnię, jaką pozosta­ społeczną "ze szczytu": był przecież szczyt naturalną pozycją łudzi
wiło po sobie nieskuteczne już dziś duszpasterstwo Kościoła, trzeba zajmujących się zawodowo strzeżeniem porządku i poskramianiem
zapełnić starannie i przemyślnie ułożonym, troskliwie zharmonizowa­ chaosu. Musieli zatem zakładać.żepotrzebna jest pewna doza przymu­
nym zespołem norm racjonalnych; wierzyli, że rozum dokonać może su, by skłonić ludzi do czynienia tego, .co należy. Przewrotnym,
tego, czego osiągnąć nie umiała wiara; że jeśli tylko ludzie spojrzą na ,- ołiydńym z natury instynktom nałożyć trzeba kaganiec - albo strasząc
świat trzeźwymi oczyma i poskromią lub uśpią swe namiętności, przymusem zewnętrznym, albo "od środka". Albo ludzie sami, posługu­
potrafią regulować swe wzajemne stosunki nie gorzej, a chyba i lepiej jąc się rozsądkiem, poskromią swe popędy, albo poddać ich przyjdzie
(w sposób bardziej .,cywilizowany", polubowny, racjonalny), niż rozumnie rozłożonym presjom zewnętrznym. które zadbają o lo, by
w czasach, gdy ..oślepiała" ich wiara lub targały nimi nie oswojone, czynienie zła nie popłacało, a więc by nie przychodziła na nie chętka.
luzem puszczone emocje, Zgodnie z tym przekonaniem, podejmowano Dwie te metody kiełznania popędowych impulsów ściśle ze sobą
rweląż na nowo wysiłki skonstruowania kodeksu etycznego, który nie się zresztą wiązały.Xidyby ludzie nie posiadali umiejętności racjo­
chowałby się już za Bożymi przykazaniami, ale proklamował otwarcie nalnego rachunku, nie reagowaliby w sposób właściwy na zewnętrzne
i wszem i wobec, że jest dziełem ludzkiego rozumu - a mimo to (lub naciski i zachęty, i wszystkie, najbardziej nawet wymyślne wysiłki
raczej: właśnie dlatego) byłby uznany i przyjęty do realizacji przez manipulowania nagrodami i karami poszłyby na marna Rozwijanie
"wszystkie rozumne istoty ludzkie". Z drugiej strony, nie ustawały indywidualnej władzy sądzenia (pouczanie ludzi, co leży w ich in­
poszukiwania "rozumnego sposobu organizacji ludzkiego współżycia" teresie, i tłumaczenie, że robić mają to, co w ich interesie leży)
- społeczeństwa tak zbudowanego, w którym nagrody i kary są tak i taki dobór stawek gry, by postępowanie zgodne "z dobrze pojętym
ustawione, by wolne jednostki, dokonując wolnych wyborów, wolały interesem własnym" było zarazem zgodne z modelem ładu, który
wybrać raczej to, co właściwe i dobre, niż to, co złe i niesłuszne. ustawodawcy pragnęli zainstalować lub zachować, warunkowały się
Warto podkreślić, że choć sytuacja egzystencjalna ludzi nowoczes­ i uzupełniały nawzajem: miały sens tylko wtedy, gdy stosowało się
nych różniła się zasadniczo od sytuacji ich przodków, dawne załoźe­ je łącznie. Z drugiej jednak strony, potencjalnie były w konflikcie.
nie - że wolna wola wyraża się li tylko w podejmowaniu złych Gdy się je oglądało "ze szczytu", sądy jednostek nigdy nie wydawały
decyzji. że wolność, jeśli się jej w karby nie ujmie, zawsze grą~czy ze się w pełni godne zaufania - choćby dlatego, że były sądami je­
swawolą i zagraża dobru - nadał rządziło myśleniem filozofów dnostek właśnie, a więc wspierały się na autorytecie innym niż władza
i wyobraźnią prawodawców. Przekonanie, że obdarzoee-wełnością stróżów i plenipotentów społecznego ładu. Zaś jednostki myślące
(a w warunkach nowoczesnych - skazane wszak na wolność) jedno- w sposób rzeczywiście autonomiczny musiały reagować niechętnie
14 Morall!oN 2 per~pekl,YW,Y nowoczemei j ptIllOWQCZl'I71l'j widzIUIlU
Wprowadlellie
"
na próby mieszania się do ich sądów - już z tego choćby powodu, że W praktyce prawodawczej równała się "powszechność" bezwyjąt­
o mieszanie się tu chodziło. Autonomia racjonalnych jednostek i hete­ kowemu panowaniu jednego i tylko jednego zespołu praw na ob­
ronomia racjonalnego ładu nie mogły się bez siebie obejść; ale nie szarze objętym suwerennością ustawodawców. Filozofowie definiowa­
mogły też pokojowo współżyć. Były ze sobą sprzęgnięte na dobre li powszechność (uniwersalność) jako tę właściwość przepisów etyki,
i złe, bez nadziei na wyplątanie się z uścisku, były skazane na która zmuszała każdą istotę ludzką, już z tego tytułu, że ludzką istotą
wzajemne zmagania bez widoków na zawieszenie broni. Konflikt, była, do uznania przepisów za słuszne i wiążące. Dwie wersje po­
nieuchronnie przez ich współobecność powodowany, na jednym bie­ wszechności mrugały ku sobie, wskazywały i powoływały się na siebie
gunie owocował anarchiczną rebelią przeciw przepisom doświadcza­ nawzajem, choć nigdy nic pokryły się całkowicie ani nie dogadały do
nym jako narzędzia ucisku, na drugim zaś - wizją totalitarną, która końca. Tak czy owak, współpracowały ze sobą na ogół zgodnie
raz po raz korciła stróżów "dobra wspólnego". i z wzajemnym pożytkiem, mimo że umowy o sojuszu nigdy nie
Ta aporetyczna sytuacja (aporią nazywamy sprzeczność, której spisano i nie złożono na przechowanie w archiwach rządowych ani
przezwyciężyć nie można i która powoduje konflikt nie do rozwiąza­ w uniwersyteckich bibliotekach. Praktyki ujednolicania, uprawiane
nia) miała stać się losem nowoczesnego ładu jako ludzkiego wytworu; przez ustawodawców i wykonawców ich woli, dostarczały epistemolo­
ale stanowiło też cechę szczególną tego wytworu to, że nie przy­ gicznych przesłanek dla filozoficznych modeli "powszechnej natury
znawał, iżby los był nieuchronny i nie do naprawienia. Było cechą ludzkiej". Sukcesy zaś filozofów w "naturalizowaniu" kulturowych
charakterystyczną myśli i praktyki nowoczesnej, że aporetycznej na­ (a raczej: administracyjnych) praktyk prawodawców pomagały przed­
turze konfliktu zaprzeczały, przedstawiając konflikt juko wynik sprze­ stawić konstruowany za pomocą praw model "poddanego" jako
czności jeszcze nie rozwiązanych, ale w zasadzie rozwiązywalnych; wcielenie i uosobienie ludzkiego przeznaczenia.
jako kłopot chwilowy, skazę, którą wymaże się po drodze do dosko­ W tejże praktyce prawodawczej "fundamenty" równały się prawu
nałości, jako pozostałość nierozumu, dla jakiej za rządów Rpzumu państwa do stosowania przemocy w imię zwiększenia prawdopodo­
nie będzie już miejsca, jako potknięcie się rozumu w chwili zaćmienia bieństwa uzyskania posłuchu dla przepisów prawnych; przepis był
czy nieuwagi, lub objaw nie w pełni jeszcze przezwyciężonej niewiedzy "dobrze ugruntowany", gdy wspierała go przemoc państwa, i był
co do tego, jak przypasować do siebie interesy jednostkowe i ogólne. ugruntowany rym lepiej, im większa siła za nim stała. Filozofowie
Jeszcze jeden wysiłek, jeszcze jedna zwycięska bitwa rozumu, i har­ znów definiowali zasady dobrze ugruntowane jako takie, co do któ­
monia stanie się faktem, i to raz na zawsze, nieodwracalnie. Nowo­ rych osoby mające się do nich stosować przyjmą (jeśli nie z własnej
czesność wiedziała, że jest ranna - ale pewna była, że rana się zagoi. woli, to w wyniku perswazji), że są słuszne i że posłuszeństwo im jest
Nigdy więc nie zaprzestała szukania gojącej maści. Możemy nawet rzeczą właściwą; "dobrze ugruntqwane" są takie zasady, które dają
powiedzieć, że trwała jako nowoczesność właśnie dopóty, dopóki sens~rną odpowiedź na pytanie,L"dlaczego należy być im posłusz­
żywiła wiarę w uleczalność swych chorób i upierała się, by znaleźć na nym] "Założenie fundamentów" dla zasad. ugruntowanie zasad
nie lekarstwo. Nowoczesność wyraża się w rozwiązywaniu problemów, w sensie powyżej wyłuszczonym. uważano za zadanie pilne i nie­
i w nieuznawaniu za problemy żadnych sprzeczności oprócz takich, odzowne, oczekiwano bowiem, że jednostki autonomiczne, gdy staną
które do rozwiązania się nadają i rozwiązania oczekują. w obliczu heteronomicznych nakazów prawnych czy etycznych, nie­
chybnie spytają, z jakiej to racji miałyby się im podporządkować.
Nowoczesna myśl etyczna, pospołu z nowoczesną praktyką usta­ W szczególności pytać będą, dlaczego miałyby być moralne na spo­
wodawczą. podążała ku zamierzonym radykalnym rozwiązaniom pod sób precyzowany przez etyczne przepisy. Filozofowie spodziewali się.
bliźniaczymi sztandarami powszechności i zakładaniafimdamentów. że pytania te zostaną zadane, bowiem (jak i prawodawcy) wychodzili
16 ""Prvwad:enie Mora/noN' z {JerSf/ff!(rywy nowoczesnej l' po,Ww(x,'zesnti wi!izian<J 17

z założenia, że dobre mogą być tylko zasady zaprojektowane i trosk­ nia chronologicznego: nie oznacza usunięcia i zastąpienia nowoczes­
liwie przemyślane, ale że wolne jednostki niekoniecznie prz)jmą dob­ ności, nie sugeruje, że .nonowoczesność" przyszła na świat w momen­
re zasady z otwartymi ramionami, szczególnie jeśli się ich ku temu nie cie zgonu .nowoczesności", a nawet nie suponuje, że nie można już
popchnie; po lo, by w sposób moralny postępować, ludzie przyjąć trzymać się nowoczesnej perspektywy z chwilą, gdy obok pojawi się
muszą wpierw zasady moralnego postępowania, a nie przyjmą ich, ponowoczesna. .Pc'' implikuje co najwyżej przekonanie (lub ehoćby
zanim się ich nie przekona, że z takiego czy innego powodu bardziej tylko podejrzenie), że długotrwałe i rzetelne starania nowoczesne były
oplaca się postępować moralnie niż niemoralnie, i że to właśnie nierozważne i skazane na niepowodzenie, że opierały się na nicporo­
wspomniane zasady wyjaśniają, na czym postępowanie moralne pole­ zumieniu i musiały prędzej C2Y później wyczerpać się nie spełniwszy
ga. Pcdobnie jak w przypadku ideału powszechności, lak i tutaj dwie zadania, jakie sobie stawiały; implikuje innymi słowy, że to nowcczes­
wersje (prawodawcza i filozoficzna] współpracowały U sobą i uzupeł­ ność sama z konieczności ujawni, jeśli nawet jeszcze tego nie uczyniła,
niały się wzajemnie bez łączenia się w jedną. Wiara, że zasady są próżność swych nadziei i marnotrawstwo zachodów. Kodeksu nieza­
dobrze ugruntowane, ułatwiała zadanie organom przymusu, podczas wodnego - obowiązującego powszechnie i wspartego na niezachwia­
gdy nieustająca presja sankcji prawnych wypełniała krwią empiryczną nych fundamentach - nie spisze się nigdy. Poparzywszy sobie palce
wyschłe dedukcyjne naczynia systemów filozoficznych. o jeden r82 za dużo, wiemy dziś to, o czym nie wiedziano na początku
L
Uparte i nieustępliwe poszukiwania reguł, "które chwycą", i funda­ podróży: że moralność nieaporeryczna, jednoznaczna, wsparta na
mentów, "które nie drgną", czerpały animusz z wiary w osiągaluość etyce o powszechnym walorze i niezawodnie ugruntowanej, jest nie­
i triumf ostateczny - "projektu humanistyczneg~ U podstaw poesuki­ możliwa do osiągnięcia; że, 00 więcej: jest ona ze swej natury con­
wań tkwiło przekonanie, że społeczeństwo wolne od nieusuwalnych tradtcuo in adiecto.
sprzeczności i usposabiające do podejmowania wyłącznie słusznych Przedmiotem niniejszej książki jest zastanowienie się, co wynika
decyzji da się stworzyć, byle byłoby dość czasu i starczyło dobrej woli. z tej penowoczesnej krytyki nowoczesnych ambicji.
Właściwy kształt takiego społeczeństwa i bezapelacyjne argumenty na
rzecz jego wprowadzenia zostaną prędzej czy później znalezione. Jeśli Gdy się cechom kondycji moralnej człowieka przyjrzeć z perspek­
się w to wierzyło, poparzone palce nie doskwierały zanadto, można było tywy pońowoczesnej. można poczynić spostrzeżenia następujące.
sączyć gorycz bez obawy przepełnienia czary. a rozchwianie wczorajszej
J. Dwa twierdzenia, wzajemnie sprzeczne, ale wygłaszane z reguły
nadziei dodawało tylko energii i dziarskości dzisiejszym wyprawom. z laką samą pewnością siebie - "Ludzie są z natury dobrzy, trzeba
Każda niezawodna ponoć recepta mogla okazać się bezskuteczna,
im tylko dopomóc zachowywać się zgodnie 2 ich naturą" i "Ludzie są
można ją bylo zdezawuować i odrzucić - ale żadna kompromitacja nie
znalury źli, trzeba więc zapobiec ich działaniu zgodnie z instynktem"
mogła zahamować poszukiwania recepty prawdziwie niezawodnej, " - są oba fałszywe. Ludzie są moralnie wieloznaczni: ambiwalencja
takiej, która położy kres wszelkim dalszym poszukiwaniom; i nie unosi się nad "pierwotną sceną" ludzkiego spotkania. Wszystkie
podważała pewności, że się taką receptę znajdzie. Mysi i praktykę
urządzenia społeczne, które się potem pojawiają - zarówno stosujące
moralności nowoczesnej ożywiała wiara w możliwość jednoznaczrrego,
przemoc instytucje, jak i rozumowo wykoncypowane oraz racjonalnie
nteaoorecycmeqo kodeksuetyczneqo. Może nie udało się jeszcze takiego uzasadniane zasady i nakazy - posłużą się ową ambiwalencją jako
kodeksu sporządzić; ale z pewnością czeka on za najbliższym zakrętem. budulcem, choć zrobią wszystko, co w ich mocy, by oczyścić materiał
Albo, w najgorszym wypadku, za którymś z rzędu rogiem. z piętna pierworodnego grzechu. Zabiegi higieniczne są wszakże z re­
Brak wiary w możliwość takiego kodeksu jest dla odmiany zjawis­ guły nieskuteczne najczęściej pomnażają one "zło", jakie mają wy­
kiem ponowoczesnym. .Po" w słowie "ponowoczesny" nie ma znaczę­ trzebić. Ze względu na pierwotną strukturę ludzkiego bycia razem,
Mora/rw.i·l 2 Ih.'r.lp..klywy rtuwocze.,rtej i P(!rt(!WIJ1'zl'.~rtei widziana 19
" ~rowad~ellje

moralność nieambiwalentna jest egzystencjalnie niemoźliwa.', Żaden racjonalność] mogą w każdej sytuacji dokonać racjonalnego wyboru.
, Przyjmując to zalożenie myśl etyczna przymyka oczy na to, co
'logicznie niesprzeczny kodeks etyczny nie da się "przypasować" do
notorycznie wieloznacznej kondycji moralnej. Względy rozumowe nie w zjawiskach moralności jest specyficznie moralne: przesuwa czyny
mogą skasować impulsu moralnego; mogą go jednak uciszyć lub o charakterze moralnym ze sfery osobistej autonomii na obszar
obezwładnić, osłabiając w ten sposób, miast wzmacniać, szanse na to, wspieranej przymusem heteronomii. Miastledwołać się do jaźni mo­
że _"dobro się stanie". Wynika stąd, że moralności postępowania ralnej, samokonstytuującej się w akcie podjęcia odpowiedzialnoś~
ludzkiego nie można zagwarantować - ani poprzez lepiej zaplano­ nakazuje pamięciowe opanowanie przepisów. Stawia odpowiedzial­
wany kontekst ludzkich działań, ani za pomocą lepiej ułożonych ność wobec autorów i kuratorów kodeksu na miejscefódpowiedzial­
motywów ludzkiego postępowania. Wypada nam zatem uczyć się, jak ności za Innego Człowieka i wobec moralnego sumieni~
żyć bez takiej gwarancji: co więcej, jak żyć ze świadomością, że 3. Moralność jest nieuleczalnie aporetyc:zna. Nieliczne tylko wy·
gwarancji nigdy się nie dostanie, że nie ma realistycznych nadziei ani bory (i to z reguły wybory trywialne, pozbawione poważniejszego
na ..społeczeństwo doskonale", ani na doskonałą istotę ludzką, i że egzystencjalnego znaczenia) są jednoznacznie. dobre. W większości
wszelkie próby udowodnienia, iż nadzieje takie nie są płonne, mogą
, przypadków wybierać trzeba między sprzecznymi impulsami. Co gor­
się skończyć okrutnie, a już z pewnością nie przysporzą ludzkiemu sza, każdy niemal impuls moralny, jeśli podporządkować mu się bez
życiu cnót moralnych. reszty. doprowadzić może do niedobrych następstw (przykładem naj­
2. Zjawiska moralności są ze swej istoty .nieraqcnatne". Jako że bardziej dobitnym jest impuls troski i opieki nad Drugim Człowie­
są nimi o tyle tylko, o ile wyprzedzają wszelkie rozważania nad celem kiem - który, doprowadzony do krańca, wiedzie do unicestwienia
uczynków i wszelkie rachunki zysków i strat, nie można ich wtłoczyć autonomii podmiotowej podopiecznego, do zdominowania jego oso­
w schemat "celów i środków", na jakim opiera się racjonalne rozumo­ bowości, do ucisku); a przy tym żaden impuls moralny nie może się
wanie. Nie można ich też objaśnić w kategoriach użyteczności - ko­ spełniać inaczej, jak właśnie skłaniając jaźń moralną do krańcowego
rzyści, jakie przynoszą podmiotowi działającemu, grupie lub sprawie. wysiłku. Jaźń moralna porusza się, czuje i działa w sytuacji am­
Nie są systematyczne, powtarzalne, jednostajne czy przewidywalne biwalencji, zmorzona niepewnością. Sytuacja moralna wojna od wie­
w sposób, który pozwoliłby przedstawić je jako requiowane normuiyw­ loznaczności istnieje tylko w utopii; jest ona być może nieodzownym
nie. Głównie z tego powodu nie da się ich ogarnąć, a tym bardziej horyzontem czy bodźcem do moralnych wysiłków, ale nie jest i być
wyczerpać, w żadnym "kodeksie etycznym". nie może realistycznym celem praktyki etycznej. Czyny moralne rzad­
Etykę natomiast wyobrażamy sobie na kształt i podobieństwo ko przynoszą niczym nie zmącone zadowolenie; odpowiedzialność,
prawa. Etyka stara się orzec, podobnie jak czyni to prawo, jakie jaka kieruje poczynaniami osoby moralnej, jest zawsze "w przedzie",
postępowanie w rozważanych sytuacjach jest "właściwe", a jakie " wyprzedza o parę kroków każde poczynanie już dokonane lub moż­
.niewłaściwe". Stawia sobie jako ideał (rzadko kiedy osiągalny) ścis­ I liwe do dokonania. Na przekór wszelkim wysiłkom, niepewność to­
łość i precyzję przepisów prawnych. Chciałaby dostarczyć dokładnych warzyszyć będzie jaźni moralnej na wieki. Istotnie: jaźń moralną po
przepisów co do tego, jak odróżnić właściwe od niewłaściwego. nie rym się najlepiej rozpoznaje, że nie jest pewna, czy uczyniła wszystko,
pozostawiając skrawka terenu bezpańskiego, na którym mogłaby co winna była uczynić i co uczynić mogła.
zagnieździć się wielorakość opinii i ambiwalencja sądów. Wychodzi, 4. Zasad moralnych nie da się u.pow!Juchnit Orzeczenie to nie
inaczej mówiąc, z założenia, że w każdej sytuacji życiowej istnieje sankcjonuje bynajmniej moralnego relatywizmu. jaki sugerują po­
jedna opcja, która może być uznana za dobrą, w przeciwieństwie do dobne z pozoru zdania o lokalnym tylko i czasowo ograniczonym
wielu innych - złych; że więc racjonalni aktorzy (a aktorów stać na charakterze każdego z systemów moralności; owe opinie, że skoro na
20 Wprowadzellie MlJra/"o.ł(' ; pl!rspl.'lily .....y no..... oczesne] i pO"OWOCZI'S"lj widziano 21

to, CO w jednym miejscu i czasie uważa się za dobre, w innym miejscu ne, z zewnątrz narzucone normy etyczne -- a więc w końcu i w obez­
i czasie ludzie się krzywią - zatem wszystkie znane dotąd wyob­ władnienie, a być może i uśmiercenie, jaźni moralnej jako takiej..
rażenia o kształcie moralności uznać trzeba za względne, przypisane Ostatecznym rezultatem zamierzeń i wynikających z nich posunięć
do miejsca i czasu, i wystawione na kaprysy przygód plemiennych, praktycznych jest nie tyle ..uniwersalizacja zasad moralnych", eo
a także fantazji kulturowej. Opinie. o których tu mowa, pojawiają się wyciszenie moralnych impulsów i kierowanie kwalifikacji moralnych
zazwyczaj łącznie z zakazem dokonywania wszelkich porównań mię­ na odgórnie zaprojektowane działania, również takie. które mogą
dzy odmianami moralności, a przede wszystkim łącznie z odmową mieć cele niemoralne.
zastanowienia się nad źródłami moralności innymi niż czysto przypad­ 5. Z punktu widzenia "rozumnego ładu" moralność jest i pozo­
kowe i przygodne. Książka niniejsza wyłuszcza argumenty przeciw stanie -zjawiskiem irracjonalnym. Dla każdego układu społecznego
moralnemu relatywizmowi i nihilizmowi moralnemu, do jakiego rela­ wymagającego jednolitego, zdyscyplinowanego i skoordynowanego
tywizm ów prowadzi, działania, uparta i oporna autonomia jaźni moralnej jest skandalem.
W tej postaci, w jakiej występuje ono w niniejszej książce, twier­ Z wyżyn pulpitu kierowniczego. wydaje się ona zarodkiem chaosu
dzenie, że zasad moralnych upowszechnić się nie da, ma inny zgola i elementem anarchii w łonie porządku. Wyznacza granicę możliwości
sens niż wspomniane wyżej, pozornie tylko podobne w swej treści rozumu (i jego mianowanych czy samozwańczych kuratorów) i na­
opinie. Wymierzone jest ono przeciwko konkretnej formie etycznego kreśla limit poczynań, jakie podjąć można z nadzieją sukcesu w imię
uniwersalizmu, która w dziejach ery nowoczesnej z lekka tylko mas­ zaprowadzenia "doskonałego" układu ludzkiego współżycia. Impulsy
kowała-intencję i praktykę Gleichschaltung, bezwzględną wojnę wypo­ moralne są wszelako nieodzowne dla administrowania każdym .rze­
wiedzianą ludzkiej różnorodności w ogóle, a głównie "dzikim" i chro­ czywiście istniejącym" układem: są surowcem dla procesów uspołecz­
nicznie nieoswojonym - samoistnym, nieposłusznym, nie kontrolo­ nienia i wzajemnego zaangażowania, jakie składają się na każdy
wanym - pobudkom czynów o charakterze moralnym. Nowoczesna układ społeczny. Nie można więc impulsów moralnych zdławić do
myśl i praktyka uznawały fakt, że różni ludzi hołdują jak dotąd końca, nie można ich całkowicie wyeliminować: można je tylko (i
różnym poglądom moralnym; że - chwilowo - naciski instytu­ trzeba) poskromić, okiełznać, zaprząc do właściwej roboty. Stąd nie­
cjonalne pchają ludzi w różnych kierunkach; i że w przeszłości (jak uleczalna ambiwalencja w postawie administratorów społecznych
i w ehwili obecnej) skłonni oni byli przyjmować rozmaite postawy układów wobec jaźni moralnej: jaźń moralną trzeba kultywować. nie
moralne. Ale myśl i praktyka nowoczesna traktowały ten stan rzeczy dając jej jednak wolnej ręki; trzeba ją wciąż na nowo przycinać
jako .nienormalny". wołający o pomstę do nieba i domagający się j skracać dbając zarazem o to, by zupełnie nie uschła i nie straciła
naprawy; i uznały tę naprawę za swą misję. całkowicie wigoru. Społeczna manipulacja moralnością jest operacją
Wszystko to robiono nie mówiąc jasno, o co chodzi; nie w imię delikatną i skomplikowaną; nie dziw, że rodzi ona więcej sytuacji
narzucenia krnąbrnej populacji jednolitego, przez siebie preferowane­ wieloznacznych. niż potrafi wyeliminować.
go kodeksu postępowania, nie w imię zaciśnięcia kleszczy, w jakie 6. Zwaiywszy wieloznaczność wpływu wywieranego przez społe­
schwytano już i w jakieh trzymano niesfornych - ale pod sztan­ czne prawodawstwo etyczne, przyjąć wypada odpowiedzialność mo­
darem ogólnoludzkiej i zgodnej z nakazami rozumu etyki, której rałną - bycie dla Drugiego, zanim się jest z nim - za "pierwotną
przeznaczeniem było wyplenić lokalne zniekształcenia zasad. Dziś rzeczywistość" jaźni; za punkt wyjścia raczej niż produkt końcowy
wiemy już, że opisane tu zamierzenie nie może wylać się w żaden inny społecznego oddziaływania. Odpowiedzialność wyprzedza wszelkie
kształt praktyczny, jak tylko w systematyczny wysiłek zastępowania międzyosobowe zaangażowania - gromadzenie wiedzy o partnerze,
autonomicznej odpowiedzialnościjaźni moralnej przez heteronomicz­ Ocenę jego walorów, odczucie skutków jego czynów ezy podjęcie
M(!ralno.~(· z perspekt y ....y now(l(~zesne.i i ponowllcZt'.lnej widziana 23
22 ItpwlI'udZł'llit'

kodeksów etycznych, współzawodniczących ze sobą w czasach pono­


"jakichkolwiek wobec niego kroków. Odpowiedzialność nie ma więc woczesnych, to, źe nic dla porozumienia w sprawach zasad moralnych
"fundamentu" - nie ma przyczyny, celu czy jakiegokolwiek innego zrobić nie można, i że nie pozostało nic więcej, jak tylko bezczynnie
"czynnika determinującego", Nie można sprawić. by jej nie było przysłuchiwać się kakofonii sądów moralnych, powstrzymując się
- ale nie można leż przedstawić przekonującego dowodu na to, że przed ferowaniem sądów, Z ponowoczesnego oglądu zjawisk noszą­
jest niezbędna. Pod nieobecność fundamentów, pytanie ,jak to jest cych charakter moralny wysnuć można wnioski wręcz przeciwne.
możliwe?" nie ma sensu, jeśli się je do moralności odnosi. Pyranie to Pod maską propagowania etycznego uniwersalizmu, społeczeń­
domaga się wszak usprawiedliwienia istnienia - a odpowiedzialność stwa nowoczesne kultywowały moralność zaściankową. Odsłaniając
za Innego Człowieka, jaka wytwarza sytuację moralną. nie ma uspra­ zasadnicze niedopasowanie między usankcjonowanymi przez przymus
wiedliwienia. jako że wyprzedza ona pojawienie się społecznie ad­ państwowy kodeksami etycznymi a nieskończenie skomplikowaną
ministrowanego kontekstu. w którego ramach uzasadnienia czy wy· kondycją jaźni moralnej i ujawniając bezzasadność roszczeń władzy
mówki nabierają sensu. Pytanie domaga się. by moralność wylegity­ do roli jedynego autora i szermierza moralności - perspektywa
mowała się swym pochodzeniem, przedstawiła drzewo genealogiczne ponowoczesna demaskuje względnoś.ć. kodeks.ów etycznych; widać z tej
- a przecież jaźni przed jaźnią moralną nie ma, istnienie moralności perspektywy, że nie tyle "nie skodyfikowane" sytuacje i zachowania
jest "faktem ostatecznym" i niejako pierworodnym - jest pozbawio­ moralne, które strażnicy kodeksów oskarżają o ciasnotę horyzontów
ne antecedensu; pojawienie się moralności jest zaiste aktem samoró­ i nieugruntowanie, ile właśnie propagowane przez władze kodeksy
dztwa, narodzin ex nihilo, Wspomniane pytanie zakłada wreszcie i oceny moralne (lub nakazy powstrzymywania się od ocen), jakie
milcząco, że odpowiedzialność moralna stanowi misterium przeciwne
kodeksy te zalecają, są ..zaściankowe", choć kultywuje się je pod
rozumowi - że jaźń w "normalnych" warunkach nie bytaby jaźnią auspicjami władz o uniwersalizacyjnych ambicjach. To właśnie ko­
moralną. że po to. by stała się jaźnią moralną. musi zajść coś
deksy 'etyczne są "względne", przypisane do miejsca i czasu, a ich
ważkiego, być może nadzwyczajnego nawet; że aby przeistoczyć się
względność jest odzwierciedleniem czy osadem plemiennej parafiań­
w twór moralny, osoba musi wpierw zrezygnować z jakichś innych szczyzny władz uzurpujących sobie autorytet etyczny. Zamiar prze­
składników jaźni (najczęściej sugeruje się w tym kontekście, źe ze
zwyciężania pluralizmu moralnego przez stanowienie praw przymu­
względu na zasadniczo niesamolubny charakter czynu moralnego,
sem usankcjonowanych. pod auspicjami zinstytucjonalizowanej wta­
ofiarą paść musi w pierwszym rzędzie interes własny; egoizm jest
dzy politycznej lub kulturalnej (co zgodnie sugerują popularne re­
,.stanem naturalnym", ..bycie dla Innego", zamiast "bycia dla siebie", cepty na zwalczanie relatywizmu) może prowadzić tylko do
jest "sprzeczne z naturą"; "bycie dla siebie" i "bycie dla Innego" radykalniejszego jeszcze, niż dotąd, wypierania moralności przez ety­
pozostają we wzajemnej opozycji). A przecież odpowiedzialność mo­ kę, moralnej jaźni - przez kodeksy etyczne. odpowiedzialności mo­
ralna jest właśnie aktem samostanowienia, Jeśli juź o to idzie, rezyg­ ralnej przez konformizm wobec zalegalizowanych konwencji. auto­
nacja z elementów jaźni lub ich gubienie następują później, po drodze nomii przez heteronomię; moźe więc tylko pogłębiać "rzeczywiście
wiodącej od jaźni moralnej do wielorakich ról społecznych, po drodze istniejący" relatywizm etyczny.
od "bycia dla" do prostego "bycia z", Trzeba bylo setek lat poparlej Rezygnując z proroctw o nadciągającej erze etycznego uniwer­
przymusem tresury prawnej i filozoficznej indoktrynacji, by odwrotna salizmu, ponowoczesność przekłuła - usuwając je - grubą zasłonę
koleiność rzeczy wydawała się nam dziś oczywista. mitów spowijających ludzką kondycję moralną, wspólną istotom lu­
7. Wynika stąd, źe - wbrew sceptykom, jak i gorącogłowym dzkim na długo, zanim dają o sobie znać różnicujące wpływy nie
entuzjastom --=:\ perspektywa ponowoczesna nie odsiania "względno.ki" skoordynowanych wysiłków etycznego ustawodawstwa (nie mówiąc
zjawisk - o charakterze moralnym. Nie wynika leź jednak z wielości
24 Ił):Irowad:enie

już O ambicjach ich wtórnego zniwelowania w procesie etycznej 1

uniwersalizacji). Jeśli moralność ogólnoludzka jest do pomyślenia, lo


nie jako produkt końcowy globaliżujących zabiegów zinstytucjonali­ Moralne obowiązki,

zowanych władz - ale jako utopijny horyzont dekonstrukcji krze­


wionego przez owe władze (działające w imieniu państw narodowych etyczne zasady

i narodów będących w poszukiwaniu państw, tradycyjnych społeczno­


ści j społeczności w poszukiwaniu tradycji, plemion i nowoplemion
_ i z nadania ich samozwańczych wodzów, proroków j poetów
nadwornych) przeświadczenia, że "po nas potop". Jest do pomyślenia ,,0 ile światem przyredy rządzi los i przypa­
dek, zaś światem techniki racjonalność I en­
jako odległa (niechby i utopijna) perspektywa emancypacji autonomio
tropia, o tyle o świecie społecznym można by
cznej jaźni moralnej i rewindykacji moralnej odpowiedzialności; jako powiecncć, le istnieje on w lęku i drżeniu".
rezultat śmiałej konfrontacji jaźni moralnej z przyrodzoną i nieuleczal­ DANIEL BEll
ną ambiwalencją sytuacji, w jakiej podjęcie odpowiedzialności ją
niechybnie umieści: tej ambiwalencji, która już jest jej losem, a teraz Jest wieje prawdy w stwierdzeniu, że im bardziej pewnych rzeczy
czeka na to, by się ją przekształciło w powołanie. potrzebujemy, Iym mniej są one nam dostępne. Z pewnością dotyczy to
Oto tematy podjęte w kolejnych rozdziałach książki. Czytelnikowi zasad etycznych, takich, o których można by powiedzieć nie tylko, że
należy się 'przestroga: żaden kodeks etyczny nie wyłoni się u kresu
są powszechnie uznawane, ale i powszechnie przestrzegane. Zasad, które
naszych rozważań; nie ujdzie też cało z tych rozważań nadzieja, że tak mogłyby uregulować nasze wzajemne stosunki - nasze z innymi
kodeks taki będzie kiedyś ułożony. Ten rodzaj rozumienia kondycji i jednocześnie innych z nami - byśmy mogli czuć się bezpiecznie
moralnej, jaki perspektywa penowoczesna umożliwia, nie uczyni życia
w cudzej obecności, wspierać się, spokojnie współpracować, z obcowa- '
człowieka moralnego łatwiejszym. Można co najwyżej marzyć, że nia ze sobą czerpiąc przyjemność, nie skażoną lękiem i podejrzliwością.
uczyni to życie bardziej moralnym. Każdego dnia przekonujemy się, jak bardzo nam takich zasad
potrzeba. Przynajmniej większość z nas w codziennym życiu nie
miewa do czynienia z dziką naturą w jej niezafałszowanej, nieuładzo­
nej pierwotności. Równie rzadko spotykamy przyrządy techniczne
o formie bardziej skomplikowanej niż zaplombowane czarne skrzyn­
ki, zaopatrzone w proste instrukcje obsługi. Wszyscy natomiast żyje­
my i działamy wśród nieprzebranego mnóstwa innych istot ludzkich,
widocznych i domniemywanych, znanych i anonimowych. Ich życie'
zależy od tego, co uczynimy my, a zarazem wpływa na to, co sami
czynić możemy i co czynić powinniśmy, przy czym wszystko lo
odbywa się w sposób, którego nie potrafimy ani zrozumieć, ani nawel
przeczuć I. W naszym życiu częściej i pilniej potrzebujemy wiedzy

I Posługując się słowami Daniela Bclla można stwierdzić, iż w naszym świecie


26 Mora/nt' obowiązki. etyczn" zasady Niepewność ely(';na l7

i umiejętności
moralnych niż wiedzy o "prawach na Lury" czy umiejęt­ .za pomocą naszych zwykłych wrodzonych władz zmysłowych. Dy­
ności technicznych. Jednakie nie wiemy. skąd mielibyśmy je czerpać, stans ten sprawia. że nie możemy ocenić wartości naszych działań
gdy zaś są nam oferowane, rzadko mamy pewność, że możemy im do 'poprzez proste wyliczenie ich skutków'. Wszystko, cokolwiek robimy,
końca zawierzyć. Jak zauważył Hans Jonas. jeden z najbardziej wnik­ ma swoje "efekty uboczne", "nieprzewidziane konsekwencje", mogące
liwych analityków naszych współczesnych rozterek moralnych, "nigdy wszakże zniwelować wszelkie, nawet najszlachetniejsze nasze zatnie­
dotąd tak wielka sila nie została skojarzona z lak niewielkim roze­ rzenia, sprowadzając katastrofy i cierpienia, których nikt z nas nie
znaniem co do skutków jej użycia [ ...] Mądrość jest nam najbardziej pragnął, ani się spodziewał. Mogą one dosięgnąć ludzi, których
potrzebna wówczas, gdy najmniej w nią wierzymy'". twarzy nigdy nie ujrzymy, już to dlatego, że nie dość daleko po­
Owa rozbieżność między podażą i popytem została ostatnio opi­ dróżowaliśmy, już to dlatego, że nie dość długo będziemy żyć. Mo­
sana jako "etyczny kryzys ponowoczesności''. Wielu powiedziałoby, żerny ich skrzywdzić (lub też oni mogą skrzywdzić nas) przez prze­
że kryzys ów jest dużo starszy i słuszniej byłoby go nazwać "etycznym oczenie, przez niewiedzę raczej niż rozmyślnie, nikomu z osobna
kryzysem nowoczesnośei''. Jakkolwiek jest, kryzys ten ma określone źle nie życząc, nie powodując się złośliwością ani nie działając z inną
wymiary praktyczne i teoretyczne. naganną intencją. Skarlała wyobraźnia moralna może pomniejszać
skalę możliwych konsekwencji naszych działań. Ona też może ode­
brać moc tym kilku wypróbowanym, godnym zaufania zasadom
Niepewność etyczna etycznym, które odziedziczyliśmy z przeszłości i którym posłuszeń­
stwo zostało nam wpojone. Wszystkie one pouczają nas w gruncie
Jeden z jego wymiarów praktycznych jest prostą konsekwencją
ogromu mocy, jaką dysponujemy. Wszystko, co sami robimy i co
robią inni, może mieć głębokie, dalekosiężne i długotrwałe konsek­ y Giddeus posuwa się do zdefiniowania nowoczesności kUlt~J
jako ..
ryzyka": "pojęcie f)'1.yka jest podstawowe zarówno dla sposobu, w jaki lWykh aktorlY./
wencje. Nie jesteśmy w stanie poznać ich bezpośrednio ani precyzyj­
jak i techniczni specjaliści organizują swój świat moralny [...J To, źc nowoczesny świat
nie przewidzieć. Pomiędzy czynami i ich rezultatami istnieje ogromny nabrał osratnie apokaliptycznych rysów. wcale nie wynika z jego niepow~trzymanego
dystans, w czasie i przestrzeni, dystans, którego nie możemy zmierzyć dąźenia do z.aglady, al~ z tego, że wprowadza on czynnik ryzyka, l którym popr1.ednie
pokolenia nie musiały się dotąd mierzyć" (MoJer~jly and Self-Identily: Self "'Id Society
in tlle Lale Modern A/Jt'. Pnlity Prcss. Cambridge 1991, ~S. 3-4), Jednak w pionicrskirn
(który Bcll woli nazywać ..postindustrialnym") "ludzie iyją coraz bardziej poza naturą,
.~ludium o ryzyku i ślerym przj-pedku, które mogą Iylko pomnażać kolejne "działania
a ts;lde ooraz bardziej poza światem maslyn i ntcly. 1:yją i mają do czynienia tylko
po omacku" (we współczesnych las superskomplikowanych społeczeństwach działanie
~ami ae sobą [ ...J Na przestrzeni większej części ludzkiej historii rzeczywistością była
jest, by lik rzec. "oślepiane instytucjonalnie"), Ulrich Beck zauważa, że .jo. co psuje
natura [...] W toku minionych ISO lat rzeezywistością stała się technika, narzędzia
zdrowie lub ~zkodzi przyrodzie, uchodzi nasze) uwadze i oku". Skutki te .calkowicie
j przedmioty wytworzone przez ludzi, jednak \ol' urzeczowionym świecie iemiejące
wymykają się bezpośredniej ludzkiej percepcji. Wszystko zdane jest coraz bardziej na
niezależnie od nich [...J Dziś jedyną rzeczywistością staje się świat spcleczny" (Culllm~
ślepy traf dla swych oliar całkowicie nicwidzialny i nicprzewidywalny. W pewnych
a'ld Rdil1ion in a Pos/industrial Age, w: Etllies in an Age of Pf"rIJasilJe Tecllnology, pod
sytuacjach ów rraf może nie ujawnić się 7.a życia tych, na których d,ialal, ale dosięgnąć
red. Melvina Kranaberga. wesrview Press. Boulder 19S0, SB. 36-37), Je!ili zgodzrć się, t.e
dopiero Ich dzieci" (lUd: SOrlfty: Towllrd.~ a NI..... Modernity, trans. Mark aruer. Sage,
idea "rzeczywistości" oznacza tu najbardziej nieprzejrzysly. oporny i niesforny aspekt
London 1992, s. 27). Ślepy przypadek nie podlega i nie może podlegać kalkulacji. która
doświadczenia życiowego. zarnaazysta generalizacja Bella okazuje się mniej przesadzo­
poprzedza akt dzietania. Jesl niezamierzony, brak mu intencji sprawczej. Szkodliwe
na, niż by się lo mogło na perwazy rzut oh wydawać. Ogniskowa tej nicprzejrlY~IOSci
skutki ludzkich dlial3n są nieinlencjonalne (niezamierzone]. Wobec tego nie jest jasne,
zrmema aię w czasie. j3k osoba moralna mUlIlaby ich ullikni:lć. JC~2l:1.e mniej jasne jest, jak, na....et ex (lml
1 Hans Jonas, Philo.~ophjcal Essays: Prom Ancien! Creea to TecllnologiCllI Mun,
[arto, mogłyby one stać się przedmiotem moralnej oceny, odnoszącej się wS7.akte do
Prentice Hall, Engfewocd CliIT~ 1974. ss. 176, 178. d1.i3lan zamierzony,·h.
28 Moralne obowiązki. etyczne uJ.lady Niepewrlo.N etvl'2r1a 29

rzeczy o jednym: jak traktować ludzi, którzy są w naszym zasięgu, jak jesteśmy nie do zastąpienia. Nie jesteśmy jednak niezastępowalnijako
rozstrzygać, które działania są dobre (a więc winny być podejmowa­ aktorzy odgrywający liczne role, w których występujemy. Z każdą
ne), które natomiast złe (zatem należałoby ich unikać), w zależności z tych ról łączy się przepis. który przewiduje, jaką pracę, jak i kiedy
"od wyraźnego, możliwego do przewidzenia wpływu, jaki wywierają na należy w jej ramach wykonać. Każdy. kto ów przepis zna i kto
tych ludzi. Choćbyśmy jednak najsumienniej trwali przy takich zasa­ opanował przewidziane w nim umiejętności, może tę rolę odgrywać.
dach, choćby i inni podobnie skrupulatnie ich przestrzegali, wciąż nie Nie stałoby się więc nic szczególnego, gdybym ja, ów poszczególny
mamy gwarancji, że uda się nam uniknąć katastrofalnych konsekwen­ wykonawca roli, ze swej roli zrezygnował: ktoś inny pospiesznie
cji. Nasze etyczne wyposażenie - kodeks postępowania moralnego, wypełniłby pozostałą po mnie lukę. "przecież ktoś to zrohi. takczy
zbiór praktycznych reguł, których przestrzegamy - najwyraźniej nie owak" - tak zwykliśmy się pocieszać. gdy zadanie, które nam
jest na miarę mocy pozostającej dziś w naszej dyspozycji. zlecono, uważamy za moralnie podejrzane lub niesmaczne... I znów,
Inny praktyczny wymiar tego zagadnienia wynika z faktu, że .odpowiedzialność jest -tu . ruchoma. Albo też, chciałoby się rzec:
precyzyjny podział pracy, wiedzy i funkcji, z jakiego słyną (i którym obciąża ona samą rolę, nie zaś osobę, która rolę odgrywa. Roli nie
się szczycą) nasze czasy, sprawia, iż w każde niemal przedsięwzięcie sposób utożsamiać z ,Jaźnią" ~ to przecież zaledwie odzież. robocza,
uwikłanych jest wielu ludzi, wykonujących każdy z osobna zaledwie którą wkładamy na czas pracy i zdejmujemy, gdy dzień roboczy
drobną część całego dzieła. W istocie liczba włączonych ludzi jest tak dobiegnie końca. Chodzimy przebrani w robocze mundury; wszyscy,
wielka, że nikt nie mógłby rozsądnie i z przekonaniem przypisywać którzy je noszą. wyglądają bardzo podobnie. Nie ma "nic osobistego"
sobie wyłącznego autorstwa (lub zostać obarczony jeg~ zarzutem), ani w roboczych mundurach, ani w pracy, którą wykonują ci, którzy
albo wyłącznej odpowiedzialności za produkt końcewyjGrzech bez są w nie przebrani...
grzeszników, zbrodnia bez zbrodniarzy. wina bez winowajców! Od­ Wydaje się jednak, że może być też zupełnie inaczej: nie wszystkie
powiedzialność za wynik jest, by tak rzec, rucho~a,. nigdzie nie plamy powstające w trakcie wykonywanej pracy przylegają do samej
znajduje swej naturalnej przystani. Albo raczej wina rozkłada się tylko roboczej odzieży. Czasem miewamy przykre uczucie, jakby
warstwą tak cienką, że nawet naj gorliwszy i najszczerszy rachunek trochę błota przykleiło się do naszego ciała, lub też jakby roboczy
sumienia któregoś z jej "udziałowców" niewiele (jeśli w ogóle cckol­ mundur, przylegając zbyt ściśle, krępował nam ruchy. Nie udaje się
wiek) jest w stanie zmienić w końcowym stanie rzeczy. Jest całkiem go ściągnąć i zostawić w szatni. l nie jest to, niestety, ostatnia
naturalne, że u wielu z nas skonstatowanie tej bezowocności podsyca przykrość, jaka nas czeka.
przekonanie o "daremności ludzkich wysiłków" w ogóle, to zaś może Nawet jeśli uda się nam trzymać szafki na tyle szczelnie poza­
się wydawać wystarczającym powodem do zaniechania wszelkich mykane, by nasze role i nasze "prawdziwe jażnie" zostały rozdzielone
wysiłków autorefleksji i rachunków sumienia. tak, jak nam wpojono, że rozdzielone być mogą i powinny, zmart­
Tak więc dzieło naszego życia składa się z wielu małych zadań. wienie nadal nas nie opuści - zostanie tylko zastąpione innym.
z których każde realizowane jest w innym miejscu, wśród innych ludzi Kodeks postępowania i wskazówki dotyczące wyborów związanych
i w innym czasie. Nasza obecność w każdym z tych układów jest tak z wykonywaniem roli nie są w stanie skrępować "prawdziwej jaźni".
samo cząstkowa. jak cząstkowe są same te zadania. W każdym z nich "Prawdziwa jaźń" jest wolna - stanowi to powód do radości, ale
pojawiamy się zaledwie w postaci "roli", jednej z wielu ról, które zarazem wcale nie mniejszy powód do troski. Poza kategorią "wyko­
odgrywamy. Żadna z tych ról nie wyczerpuje naszej "pełnej jaźni", nawcy ról" jesteśmy bowiem naprawdę "sobą", a zatem ponosimy
żadna nie może zostać utożsamiona z tym, "czym naprawdę jesteśmy" pełną odpowiedzialność za swoje czyny. Możemy dokonywać wól­
jako "pełne" i "wyjątkowe" indywidualności. Jako indywidualności nych wyborów, kierując się tylko tym, co uznamy za słuszne. Szybko
30 Mora/nr IJ/>owiqz/i.i, rf,YUlff' ;flSud,Y Dylemat eryctny 31

stwierdzimy, że nasze życie nie stało się z tego powodu łatwiejsze. słuszeństwo wobec nich. Jest nim jeden system wartości wybrany
Przywykliśmy trzymać się reguł, a bez roboczej odzieży czujemy się przez nas - na niekorzyść innych - spośród różnych zestawów
nadzy i bezradni. Po powrocie z ..innego świata", w którym inni brali zasad, i autorytetów, które namawiają do ich przestrzegania. Nie
(lub zapewniali nas, że biorą) odpowiedzialność za wszystko, co można zatem być prawdziwym "konformistą", niezależnie od tego, jak
robimy, niełatwo nam będzie, nie przyzwyczajonym, unieść tę nie­ bardzo chciałoby się zrzucić dokuczliwy ciężar własnej odpowiedzial­
znaną odpowiedzialność. Zbyt często pozostawia ona po sobie po­ ności. Każdy akt posłuszeństwajest i nie może nie być zarazem aktem
smak goryczy, która tylko zwiększa naszą niepewność. Gwałtownie nieposłuszeństwa. Skoro zaś nie ma autorytetu na tyle silnego lub na
potrzebujemy odpowiedzialności, kiedy się jej nam odmawia, ale tyle zuchwałego, by zdezawuował wszystkie inne i zyskał monopol,
z chwilą, gdy zostanie nam zwrócona, zaczyna się nam wydawać nie jest jasne, wobec którego nieposłuszeństwojest "mniejszym złem".
ponad siły. Odtąd tęsknimy za tym, co wcześniej nas oburzało: za W kontekście ,pluralizmu zasad-Ja nasze czasy są czasami pluraliz­
autorytetem silniejszym niż my sami; kimś, komu moglibyśmy ufać mu) wybory moralne -O sumfenie moralne, które podąża ich tropem)
i komu musielibyśmy bye posłuszni; kimś, kto gwarantowałby traf­ jawią się jako zasadniczo i nieusuwalnie ambiwalentne. Nasze czasy,
ność naszych wyborów, a tym samym dzielił z nami przynajmniej są czasami silnego poczucia moralnej ambiwalencji. Są to czasy, które
"nadwyżkę" odpowiedzialności. W przeciwnym razie będziemy się pozwalają nam Cieszyć się-nie spotykaną wcześniej wolnością wyboru,
czuli samotni, odtrąceni, bezradni. I, "pragnąc uciec od osamotnienia ale też rzucają nas w stan rozdzierającej niepewności o nie znanym
i bezsilności, będziemy gotowi pozbyć się naszej indywidualnej jaźni dotąd natężeniu. Tęsknimy za radą, której moglibyśmy zaufać i na
albo podporządkowując się nowym formom autorytetu, albo też której moglibyśmy wesprzeć się tak, by chociaż trochę uprzykrzonej
kompulsywnie dostosowując się do przyjętych wzorców'". odpowiedzialności za wybór spadło z naszych barków. Jednak każdy'
W tylu sytuacjach, w których wybór należy do nas i wyraźnie autorytet, któremu można zaufać, może zostać zakwestionowany,
wyłącznie do nas, na próżno poszukujemy niewzruszonych i godnych żaden nie może dać nam gwarancji, o które nam chodzi. W rezultacie
zaufania zasad, które mogłyby dać nam pewność, że z chwilą ich albo nie ufamy w ogóle, albo ufamy nie w pełni, bądź nie na długo:
zaakceptowania słuszność będzie już zawsze po naszej stronie. Gorą­ nie możemy pozbyć się podejrzliwości, którą budzą w nas wszelkie
co pragnęlibyśmy schronić się za takimi zasadami (choć aż nazbyt roszczenia do nieomylności. Jest to najostrzejszy i najbardziej wyraź­
dobrze wiemy, że nie znieślibyśmy przymusowego podporządkowania ny aspekt praktyczny tego, co zostało słusznie nazwane "kryzysem
się im). Wygląda jednak na to, że potrzebnych do szczęścia zasad jest moralnym ponowoczesności".
zbyt wiele: przemawiają one różnymi głosami, jedne wychwalają to,
co inne zganiły. Zderzają się i wzajemnie sobie zaprzeczają, a każda Dylemat etyczny
uzurpuje sobie autorytet, którego odmawiają jej pozostałe. Wcześniej
czy póżniej wychodzi na jaw, że także trzymanie się zasad nie uwalnia Niejasności moralnej praktyki wywołują w teorii moralnej rezonans
nas od odpowiedzialności. W końcu każdy sam i na własną rękę w postaci etycznego dylematu: kryzys morolny odbija się rykoszetem
decyduje, której z wzajemnie sprzecznych zasad da posłuch, którą zaś W postaci kryzysu etycznego. Etyka - pewien kodeks moralny, prag­
zlekceważy. Jako że nie istnieje jeden zbiór zasad do przestrzegania, nąc być tym wlaśnie moralnym kodeksem, jednym jedynym zespołem
przedmiotem prawdziwego wyboru nie jest posłuszeństwo lub niepo­ wzajemnie niesprzecznych zaleceń, których winna przestrzegać każda
osoba chcąca uchodzić za moralną - traktuje wielość ludzkich sposo­
• Erich Promm, 1hf' Fear oj Preedom. Routlcdge, London 1960, s. 116 (wydanie bów bycia i idealów jako wyzwanie, zaś ambiwalencję sądów moral­
polskie: Ucif'czka od wolno.fci, Ilum. Olga i Andr7.ej Ziemitscy, PIW, Warszawa 1970). nych jako stan rzeczy chorobliwy, domagający się pilnego skorygowa­
J2 Mara/lir r>bowiqlki, etvctne zaJady Dylema! etyczlly J3

nia. Na przestrzeni ery nowożytnej wysiłki wielu filozofów moralności kształt, narzucony jej przez przypadkowe miejsce urodzenia; żadna.
skierowane były na redukcję tego pluralizmu i eksmisję owej moralnej ludzka grupa nie mogła też dłużej prowadzić jej na pasku tylko'
ambiwalencji. Jak większość kobiet i mężczyzn doby nowoczesnej, dlatego, że jednostka ta została do niej przypisana. Odurzające było'
także nowoczesna etyka poszukuje wyjścia z kłopotliwej sytuacji, w ja­ to nowe odczucie wolności: świętowano je triumfalnie i cieszono się
ką wrzucona została nowoczesna moralność w jej codziennej praktyce.'. nim bez opamiętania. Giovanni Pico della Mirandola nie przebierał
Nastanie pluralizmu (rozbicie skorupy tradycji, ucieczka od ścisłej w słowach, chcąc wyrazić filozoficzny zachwyt z powodu tego, że
i drobiazgowej kontroli, sprawowanej przez parafię i społeczność "ezłowiek jest wolny jak przestrzeń i może być wszystkim, czym
lokalną, rozluźnienie etycznego monopolu. sprawowanego przez koś­ chce" 6. Filozofów Renesansu najbardziej fascynowała postać Proteu­
cioły) początkowo zostało przywitane z radością przez myślącą. dys­ sza, o którym Owidiusz (Metamoifozy VIII, 7) pisał, że "widywany
kutującą i piszącą mniejszość. Najpierw zauważono emancypacyjny był raz w postaci młodego człowieka, kiedy indziej przemieniał się
skutek pluralizmu: jednostce nie był już odtąd przypisany niezmienny w lwa. Czasem zwykł pojawiać się jako rozszalały dzik, kiedy indziej
jako wąż, kurczący się pod dotykiem, Dźwięk rogu przemieniał go
l Nadzieja na to, by cale ludzkie zachowanie dało się: podporządkować ZEspołowi w byka. Widywano go też w postaci kamienia lub drzewa.;"
dokladnych, jednoznacznych i niezawodnych reguł, rozwiewała się stopniowo coraz "Wyobrażenie człowieka jako kameleona, obdarzonego charak­
bardziej, by w najnowszych pismach etycznych zostać całkowicie zarzucona. Zastąpiono
terystyczną dla tego zwierzęcia tajemniczą silą nagłego przystosowa­
ją dziwnym odwróceniem celów i środków. Zamiast poszukiwać ogólnego kodeksu (lub
uniwersalnej zasady) działania moralnego, regulującego wszystkie życiowe sytuacje. nia się, powtarza się w tym okresie do znudzenia" - tak Stevie Davis
dwudziestowieczni filozofowie moralności z uporem skupiają uwagę na tych spośród podsumowuje filozoficzny folklor Renesansu, początku ery nowoczes­
ludzkich wyborów i zachowań, które dają się: opisać w sposób nic pozostawiający nej 7. Pouczając najwybitniejsze umysły swoich czasów o sztuce wy­
wątpliwości. Pceosrewta to poza zasięgiem etycznej refleksji rozległą sferę praktyki
chowania dzieci, Erazm z Rotterdamu zapewniał, że "ludzie nie rodzą
życiowej o niezwyklej istotności, podczas gdy poszukiwania etyczne skupiają się na
się [gotowi], ale [po urodzeniu dopiero] kształtują". Wolność ozna­
sytuacjach marginalnych - wygodnych. ale błahych. I tak G. E. Moore, rzekomo
najoryginalniejszy i najbardziej wpływowy spośród dwudziestowiecznych brytyjskich czała zatem prawo (i umiejętność) samokształcenia. Własny los, nad
filozofów moralności, porzuciwszy nadzieję na zbudowanie podstaw postępowania mo­ którego tyranią jeszcze wczoraj ubolewano lub któremu z tych sa­
ralnego i zasugerowawszy w zamian: ..gdy pytają mnie, «czym jest dobro», odpowiadam: mych powodów tak niechętnie się poddawano, w rękach samoświa­
«dobro jest dobrem, i na tym koniec», a zatem, 7.J: dobro jest wyraźnie widoczne, a zatem
domego człowieka zdawał się dziś tak giętki. jak glina w dłoniach
nic wymaga «wyjaśnieńe" (w n:CC7.y samej, wyjaśnianie go w kategoriach czegoś innego
spowodowałoby sytuację, którą Moore nazwał "ułudą naturalizmu") ._- mógl pod koniec
zręcznego rzeźbiarza ...Ludzie mogą uczynić wszystko, czego będą
swych dociekań 1. trudem odcyfrować jako oczywiste i bez wątpienia "dohre" "osobiste chcieli" - obiecywał nęcąco Leon Battista Alberti. "Możemy stać się
przywiązanie i umiłowanie tego, co jest piękne w Sztuce i Naturze" (Prilldpia E/hka, tym, czego zapragniemy" - głosił triumfalnie Pico della Mirandola.
Cambridge Univereity Press 1903, se. 10, 188; wyd. pol.: Zasady etyki, II. C7_ Znamierow­ Jak sformułował to John Carrol w wydanym ostatnio studium histo­
ski, Warszawa 1919~ Jeśli idzie o wyraźnych naśladowców G. E. Moorc'a re ~szkoly ryeznych wzlotów i upadków ich myśli, humaniści renesansowi "pró­
intuicjonistycznej", warto zacytować zjadliwy komentarz Mary Warnock: mówią nam
oni, 1.1: "prawdy etyczne znamy tak samo dobrze jak prawdy matematyczne, a mole
bowali Boga zastąpić człowiekiem, umieścić człowieka w centrum
lepiej, ale 10, co wiemy, może się nam z nagła wydać raczej nudne [...] Pn:yktady stają się wszechświata i ubóstwić go" 8. Ich ambicją było zaprowadzenie na
coraz bardziej błahe i absurdalne. Trudno wyobrazić sobie, by kwestia, czy krzyknąć, aby
ocucić omdlałego, czy zwolnic, gdy zbliżamy się do głównej ulicy, lub czy zwrócić • W Oration On rlle Dif/nity oj Man, [572. Cyl. za: Stcvic Davics. Retmaistance
książkę, którą pożyczylb\my, mogla kogokolwiek ekscytować" (Erhics Since 1900, Oxford Hewllj Mali, Manchester Universiry Press 1978, ss. 62·6~.
J Rellllai.uance Hew oj MOli, s. 77.
Uni...ersity Prese 1979, ss. 43-44). Przegląd najnowszej produkcji w dziedzinie etyki
filozoficznej o ambicjach "gencrali7.l1cyjnych" przekonuje, że werdykt Mary warnoce • Por. John Carrol, HlU1Ianism: The Rehirtll and Kt<,ck (lj We.\rt'T/1 ClIllLlre, Proto­
dotyczy nie tylko omawianego przez nią przypadku. gue, Fomana, London 1993.
Moralne lIill/wiqzki. el,yczn.. zosodv Dylemal etyczny 35
J4

ziemi ładu całkowicie ludzkiego, możliwego do urzeczywistnienia za "masy" zaczęły stawać się coraz bardziej obce, przerażające i niepoję­
pomocą samych tylko ludzkich zdolności i zasobów. re. Jakkolwiek było, kanały komunikacji pomiędzy "wyższymi" i "niż­
Jednakże ludzie nie byli wyposażeni jednakowo. Wojujący rene­ szymi" rejonami hierarchii zostały przerwane ~ jak się zdawało:
sansowi humaniści wysławiali wolność daną niewielu wybrańcom. To. nieodwracalnie. Gdy tylko wyobrażenie nieprzerwanego łańcucha by­
co Marsllio Ficino pisał o duszy - że jest częściowo zawieszona tów, zainicjowanego boskim aktem stwórczym i podtrzymywanego
w wieczności. częściowo zaś w czasie (w odróżnieniu od ciała, w cało­ przez Boską łaskę, ustąpiło miejsca wolnej ekspansji mocy ludzkich,
ści wydanego na pastwę czasu) - może być metaforą całej ludzkości znikło pomiędzy nimi wszelkie bezpośrednie porozumienie.
_ rozdartej pomiędzy śmiertelnym i nieśmiertelnym, wiecznym Ujmując to w kategoriach czysto abstrakcyjnych: humanistyczna

i przemijającym, wzniosłym i przyziemnym, duchowym i material­ emancypacja na górze mogła zaowocować rozpadem społeczeństwa
nym, stwórczym i stworzeniem, uczynkami i cierpieniem, działaniem na dwie części, kierujące---sIęcałkowicie sprzecznymi zasadami: reguła
i inercją. Tak więc z jednej strony mamy tych, którzy straszliwe nieskrępowanej wolności przeciwstawiała się zasadzie wszechobecnej
norm_ąt~j kontroli, samookreślenie - egzystencji planktonopo­
ludzkie moce potrafili zaprząc w służbę wolnej autokreacji i samo­
stanowienia. Z drugiej strony - "łatwowierne i mizerne stado, zro­ dobnej, pewna siebie Vbermenschheit - niewolniczemu podporząd­
dzone do tego. by służyć", jak John Milton określał masy. Renesans, kowaniu instynktom. Jednakie taka opozycja mogłaby zostać wy·
czas emancypacji, był również czasem wielkiej schizmy. czarowana tylko w wyobrażeniowym unioersum filozofów i nawet tam
Tym, z czego elity usiłowały się wyzwolić, była .zwierzęca" lub z trudem dałoby się jej dowieść. W praktyce samooświecona elita
"niewystarczająco ludzka", ciemna, niższa "druga strona" ich włas­ traktowała masy nie tyle jako odpychającego i odrażającego "in­
nych jaźni _ natychmiast rzutowana na le menu peuple, na dzikie nego", od którego należało trzymać się z dala, iłe jako przedmiot
i nieokrzesane "masy", które w oczach owych elit stawały się sym­ władzy i opieki - dwóch nierozerwalnie splecionych ze sobą zadań,
bolem wszystkich szkaradnych i odrażających śladów zwierzęcia wynikających z obowiązków przywództwa politycznego. Kanały
w człowieku. Jak wyraził to Robert Muchembled, przenikliwy badacz komunikacji, zerwane w wyniku wielkiej schizmy, musiały zostać
owej "wielkiej schizmy", samooświecające się elity odrzucały wszyst­ naprawione; nad świeżo wykopaną przepaścią trzeba było przerzucić
ko, co wydawało im się "dzikie, brudne, lubieżne - aby lepiej most. W filozofii, która oparła się pokusie ograniczenia pojęcia
ujarzmiać te pokusy w sobie samych". Masy, jak owe wewnętrzne człowieczeństwa do samoemancypującej się elity, to praktyczne

demony, egzorcyzmowane przez samokształtujące się elity, "uważane wyzwanie musiało odbić się rykoszetem jako gorączkowe poszukiwa­
były za brutalne, brudne, całkowicie niezdolne do kontrolowania nie połączenia spinającego dwie strony otchłani. Wolności samo­
namiętności, nie podlegające jakimkolwiek próbom ucywilizowania?". stanowienia należało domagać się w imieniu ludzkteoo potencjału:
Mija się z celem pytanie, co było tu przyczyną, a co skutkiem: czy należało odwoływać się do kategorii uniwersalnych ludzkich zdolno­

widok deprawacji "innych", cisnących się dokoła, podsycał pęd elit ku ści, .nie zaś do kategorii jawnie sekciarskich. Ta właśnie mieszanka
doskonałości, czy też było odwrotnie - odkąd w swym wysiłku i splot konieczności praktycznych i teoretycznych wywindowały etykę
samodoskonalenia elity zaczęły rzutować na .masy" własne, przy­ na poczesne miejsce wśród zainteresowań ery nowoczesnej. To
czajone pod cienką warstwą świeżo malowanego .,humanizmu", skry­ uczyniło z niej zarazem raison d'~lre i główny kłopot nowoczesnej
te lęki przed nagim instynktem, w oczach lej myślącej mniejszości filozofii.
Według słów Jean Marie Domenacha: "gdy w swym «Eseju o rzą­
da eh Klaudiusza i Nerona» Diderot napisał, że La Menrie «byl
, Robert Muchemblcd, l:illr't'llli,m dl' /"homme ml,dl'rne: Sociobilile. mOl'llr.\· vt
pisarzem, który nie posiadał najmniejszego wyobrażenia o prawdziwych
"pmr,,"<'melll,\ ("(/lIec!ive.~ duns /' Allcil'll Rr~ime. Fayard. Paris 19l!l!, s. 13.
Dylemat elyczny 17
J6 MaMIne obowiq:ki, etycme %osady

podstawach moralności» - rzucił najbardziej obraźliwą obelgę. jaką jednak zaledwie wypowiedzieć, by ujawnilo się zagrożenie, jakie dla
można było skierować pod adresem oświeceniowego filozofa"'o, idei porządku zaprowadzonego ludzką ręką i dla kierowniczej roli,
W rzeczy samej, przy wszystkich istniejących pomiędzy nimi róż­ którą w tym porządku zastrzegła dla siebie klasa wykształcona,

nicach. les phi/osophes byli zgodni co do potrzeby J!f'I.ożliwości zbudo­ stwarzała formuła naturalnych fundamentów etyki. Czy podstawy

wania niewzruszonego fundamentu moralności, która obowią.zywała­ etyki powinny zostać ulokowane w "naturze" "realnie istniejących",
by wszystkie istoty ludzkie, bez względunaich pochodzenie społecz­ l?mpiryczn)'ch ludzi; w surowych, nie przetworzonych skłonnościach
ne, narodowość czy rasę" Ów pożądany fundament żadną miarą. W,ę i impulsach, ujawniających się w wyborach ludzi, dążących do re­
powinieD.-opieriEsięna:cThlllwie_oiu .chrześcijańskim ani też na żadnej alizacji swych celów, i w ich wzajemnych stosunkach? Tak "de­
tradycji lokalnej (jak podkreślał Helvetius, chrześcijańskie zasady mokratyczna" wersja natury ludzkiej byłaby katastrofalna dla zgła­
moralne. odwołujące się do Boskich przykazań, mogą zadowolić szanej przez filozofów oferty duchowego przywództwa i czyniłaby
zaledwie "małą liczbę chrześcijan, rozproszonych po Ziemi"; filozofo­ ich usługi całkowicie zbędnymi. Filozofowie woleli straszyć swych
wie zaś "zawsze zmuszeni są mówić o tym, co uniwersalne"). PQ}lji­ czytelników obrazem niebezpieczeństw czyhających na ludzki porzą­
nien się on natomiast odwoływać do "ludzkiej natury" (Holbach]. dek rzeczy: gdyby ludzkie zachowanie mogło podążać za swoimi
Moralność społeczeństwa prawdziwie ludzkiego musi być ufundowa­ naturalnymi skłonnościami, nie wyniknąłby z tego żaden ład sto­
na na gruncie, który dotyczyłby ludzi jako istot ludzkich właśnie, bez sowny dla stanu ludzkiego. Życie byłoby "plugawe, brutalne i krót­
odwoływania się do jakiegoś zewnętrznego czy ponadludzkiego auto­ kie". .Pospólstwo - pisał d'Alembert - jest ciemne i ogłupiałe
rytetu; to ostatnie zawsze byłoby obarczone grzechem przemawiania [...] niezdolne do stanowczego ani życzliwego czynu"!'. Zgubne kon­
w imieniu zaledwie małej części ludzkości. sekwencje nieokrzesania, okrucieństwa i ulegania dzikim instynktom
Filozoficzny zamach na Objawienie stawiał sobie dwa cele istotne w zachowaniu mas wydawały się nieobliczalne. Les philosophes nie
dla nowoczesnej rewolucji: delegitymizację władzy kościelnej, poprzez wyróżnili się nigdy większym szacunkiem dla "empirycznych" męż­

wykazanie, iż ignoruje ona (lub bezpośrednio tłumi) powszechne czyzn i kobiet. Ci ostatni stanowili dla nich problem, i to problem
ludzkie przymioty, i uzasadnienie wypełniania powstałej w ten sposób trudny, jako że w "naturze" owych mężczyzn i kobiet wypadałoby
pustki przez oświeconych rzeczników Powszechności, odpowiedzial­ poszukiwać kodeksu etycznego, który z kolei miał być legitymacją

nych za krzewienie i obronę moralności narodów. Les philosophes roli oświeceniowych filozofów jako prawodawców etycznych i straż­
tego okresu lubili przy każdej okazji powtarzać, że zadaniem oświeco­ ników moralności.
nej elity jest "objaśniać narodom fundament, na którym ma zostać Było tylko jedno rozsądne rozstrzygnięcie tego dylematu: tak, to
zbudowana moralność", "pouczać narody" co do zasad moralnego natura Człowieka będzie stanowić mocny jak skała, wystarczający
postępowania. Etyka filozoficzna miała zastąpić kościelne Objawienie, fundament powszechnie obowiązującego kodeksu etycznego; jednakże
przewyższając je jeszcze w radykalizmie roszczeń do powszechnej owym fundamentem nie będzie "natura mężczyzn i kobiet" takich,
słuszności. Podobnie też filozofowie mieli zastąpić kler w roli ducho­ jacy są oni obecnie. jakich można oglądać dzisiaj - a to z tej
wych wladców i strażników narodów. przyczyny, że to, co możemy dziś widzieć i opisywać, nie jesr przeja­
Kodeks etyczny mial zostać zakorzeniony w "naturze ludzkiej". wem "prawdziwej natury ludzkiej". Nigdzie dotąd natura ta nie
Tak w każdym razie brzmiała deklaracja intencji. Wystarczyło ją ujawniła się w całej swej prawdzie i okazałości. Natura ludzka istnieje

la Jean Marie Domenach, L'Elhique des Lumi~res: l.A!s Jondemf'nls de la morale " O wewnętrznic sprzecznych poglądach filozofów na lud i o nierozltrzygalnych
dan.~ la pł1ilo.~ophit Jr'ln,>aise du XY111~ siec/e. J. Vrin, Parte 1989, s. 9. Wypowiedzi sprzecxnośctach, w którc uwikłani byli krzewiciele Oświecenia, patrz: Zygmunt Bau­
m~n.l.A!l1jllarDrs and Jnurprtttr.\', Polity Press, Cambridge 1987, rozdz. S.
innych liIozof6w, wynępujące dalej. cytuję za tym samym żródlem.
Dy/emul <,tyć'zlIy
38 M(!'aln~ (Ihowiązki, etyczne Oflsudy
"
obecnie tylko in potentia. Jest ona nie narodzoną możliwością, ocze­ celów, dopóki nie zostanie oświecona - wsparta I pokierowana przez
kującą, by położna pomogła jej wydostać się na zewnątrz, i to nie bez dobrze pojęty własny interes. Interes ów musi być rzeczywiście wla.~~
długotrwałych męczarni i ostryeh bólów porodowych. Ludzka natura dwie rozumiany, zaś właściwe rozumienie jest dokładnie tym, czego
jest ,jeszcze-nie". Jest własną potencjalnością. fflożliwoicią nie spel· najbardziej brakuje umysłowi niewykształconemu. Ludziom należy
nionq. i co najważniejsze: niespełnialną sama przez się, bez pomocy zatem powiedzieć, jakie są ich prawdziwe interesy; jeśli nie słuchaj*
rozumu i jego agentów. lub nie chcą usłyszeć, należy ich zmusić, by zachowywali się tak, jaf
Muszą się stać dwie rzeczy. aby przeznaczenie ludzkiej natury tego wymaga ich prawdziwy interes.
spełniło się. Po pierwsze. należy ludziom objawić ukryty w nich Ludzie nie powinni krzywdzić innych, ponieważ krzywdzenie in-,'
moralny potencjał. Ludzi należy oświecać co do standardów, których nych jest wbrew ich interesom, przynajmniej na dłuższą metę (nawet'
bez zewnętrznej pomocy nie zdołaliby sobie przyswoić. Po drugie jeśli jakaś nierozumna. krótkowzroczna osoba zakłada inaczej). b_l
_ należy im pomóc w utrzymywaniu lego standardu za pomocą den człowiek nie mógłby znieść życia w pogardzie - wyjaśniał
starannego doboru środowiska, które mogłoby formować i nagradzać Voltaire - i dlatego .jout homme raisonable conclura qu'il est
postępowanie prawdziwie moralne. Oba zadania wymagają umie­ visiblement de sen interet etre honnete homme" (Traif/! de mera­
jętności profesjonalnych, po pierwsze -- ze strony nauczycieli, po physique). W obliczu faktów każdy rozsądny człowiek musi przyjąć, że
drugie - prawodawców. Pilność obu tych zadań plasuje wiedzę czynienie dobra jest lepsze niż krzywdzenie innych. Rozum przychodzi
i wykształcenie, a także tych, którzy są w stanie zastosowaĆ je tu w sukurs miłości własnej i rezultatem tego spotkania jest działanie
praktycznie, w roli najwyższego autorytetu. Od ich umysłów i czynów na rzecz właściwie pojętego własnego interesu.
zależał los ludzkiej rzeczywistości, dostrajanej do wyobrażenia o lu­ Rozum jest powszechnym ludzkim dobrodziejstwem, jednak po­
dzkiej naturze. dobnie jak w innych przypadkach, także w sferze dostępu do rozumu
Dlaczego ludzie powinni trwać przy zasadach objawianych im jedni są "równiejsi" od innych. Filozofowie właśnie są takimi ludźmi,
przez nauczycieli'? Pod nieobecność nakazów Boskich, teraz gwałtów­ którzy do rozumu nie zmąconego. nie zaciemnionego przez interesy
nie odrzucanych, kodeks etyczny winien kłaść nacisk na zgodność wąsko pojęte, mają dostęp bardziej bezpośredni. A zatem to oni

z potrzebami tych, których namawiano do jego przestrzegania. Ambi­ powinni ustalić, jaki rodzaj zachowania ów rozum zaleciłby osobie
cje moralne miały zatem mieć korzenie równie ziemskie, jak ziemskie rozumnej. Ustaliwszy, powinni uświadomić ludzi gorzej wyposaźo­
były fundamenty pod przyszłą etykę i musiały przejść podobną próbę, nych. którzy nie mogą dojść do tych wniosków sami, a następnie
jak ta, której poddano same fundamenty. Tak więc należało dowieść, poprzeć swe ustalenia autorytetem "wtajemniczonych". Jednakże do
że czynienie dobra jest dobre dla tych, którzy je czynią. Należy go innych owo przesłanie filozofów dociera już w postaci Prawa: nie tyle
pragnąc dla korzyści, jakie przynosi tu i teraz, na tym świecie. Musi wewnętrznej zasady własnych ludzkich wyborów, ile zewnętrznej pod­
się je uzasadnić jako racjonalny wybór kogoś, kto pragnie dobrego powiedzi dotyczącej ich dokonywania. Pomimo że rozum jest wspól­
życia, racjonalny z powodu korzyści, które przynosi. "Interes" i "mi­ ną ludzką własnością, zasadom, rozpowszechnianym w imię tegoż
! lość własna" (I'amołJr'propre) - tak nazwano powody, które miały rozumu, należy się podporządkować tak, jak przemożnej_sile zewnę­
skłaniać do podporządkowaniasię oświeceniowym instruktorom mo­ trznej. Chociaż uzasadnienie postępowania moralnego jest wyso~e
o ralności i zaakceptowania ich nauk. Miłość własna jest tym, czego indywidualistyczne i autonomistyczne - jako odwołujące się w is­
o wszyscy doświadczamy i co w sposób "naturalny" przewodzi nam tocie do miłości własnej i do własnej korzyści - postępowanie
w tym, co robimy. Wszyscy pragniemy przyjemności i chcemy unik­ moralne maina zagwarantować tylko dzięki heteronomicznej mocy
nąć bólu; miłość własna nie gwarantuje nam jednak osiągnięcia tych Prawa.
Sąd moralny, odebra"y i odzYskany 41

Moralne obo.... iązki. elynlle ZIJ.{lldy

'"

agendy i poddan ie się ich werdyktom. Krótko mówiąc, oznacz


a
Sąd moralny, odebrany i odzyskany etyki
zastąpienie moralności ­ moraln ym kodeks em, i modelo wanie
na wzór prawa. Odpowiedzialność indywi dualna przekłada się wów­
W szczelinie istniejącej pomiędzy "realny mi" indywidualnymi
czas (znów w praktyce, jeśli nie w teorii) na katego rie zgodności
lub
skłonnościami a domni emany m sposob em, w jaki zachow
ywaliby się
narusz ania popier anych społecznie zasad etyczn o-praw nych.
ludzie, gdyby postępowaniem ich kierowała dobrze pojęta w1asna
etyczn ym jako Opisan a tu dialektyka moralności/prawa przejawia się w postaci
korzyść, bylo miejsce na posłużenie się kodeks em
dopóty , dopók i taka "dylematu egzystencjalnego" osoby ludzkiej ~ nierozstrzygalnych
instrum entem społecznej dominacji. W istocie lub
niż antyno mii typu "intere s indywidualny versus interes grupow y"
szczelina istniała, kodeks etyczny nie mógł być niczym więcej, ją
nawet jeśli sam ,Jedno stka versus społeczeństwo", Jako taką znamy najlepie j z ana­
zachętą tub też uzasad nieniem moraln ej heteron omii,
ludziom zdolnoś ci do auto­ liz filozoficznych i socjologicznych Jean Jacquesa Rousseau czy Her­
apelował do przyro dzonej wszystkim ie
ek jest zdolny dokonywać berta Spencera, Emila Durkh eima czy Sigmu nda Freuda . Pozorn
nomicznego sądu moralnego. Każdy człowi ą się rozważ ania,
ta uniwersalny model, na którym opieraj ich skrywa
moraln ego wyboru i to właśnie pozwala go traktować jako adresa y­
t. Jednakże jednak zasadniczo odmien ne poziomy heteronomii, której oddział
wymagań moraln ych i odpow iedzial ny moraln ie podmio
to będzie grzech Adama , nie­ waniu jednos tka podlega, i rozmaity stopień akceptacji tego stanu
z tego czy innego powod u (niech
zwierzę ce instynk ty), przez ludzi. Autono mia i hetero nomia jednos tki są w nowoczesnym
zrozumienie własnego interesu czy nikczemne,
społeczeństwie rozłożone nierównomiernie. Nawet jeśli w każdej
ludz­
wybier a tego, co
znalazłszy się w sytuacj i wyboru większość ludzi nie
kiej sytuacji wykryjemy obecność ich obu, znajdzi emy je w niejed­
jest moraln ie dobre. Tak więc, parado ksalnie , to sama wolność sądze­
nakow ych ilościach, w różnej mierze przydzielone rozmai tym pozy.
nia i dokony wania wyboru domag a się zewnętrznej siły, przymuszają­ ść
go cjom społecznym. Autono mia i heteron omia, wolność i zależno
cej jednostkę, by czyniła dobro ..dla swego zbawienia", ,.dla własne którą foao włącza
(a także imputa cja wiarygodności moraln ej, post
dobra" , lub ..w swym własnym interesie". mi
się w obręb teorii jako źródło ich antynomiczności) są główny
Parado ks ten nękał myślicieli-moralistów co najmniej od czasów
ym czynnikami społecznej stratyfikacji.
ataku św. Augustyna na ..herezję pelagiańską". W sensie logiczn
ność ciężką pró­ Tym, co filozoficzne i socjologiczne modele "powszechnej ludzkiej
był to parado ks, wystawiający filozoficzną niewin
na
chodzi o realia kondycji" próbowały (na próżno) teoretycznie przezwyciężyć, był pra­
bę. Nie było w nim jednak nic parado ksalne go, jeśli
ktyczny dualizm pozycji moraln ej w społeczeństwie nowoczesnym
,
życiowe.' Wszystkie instytucje społeczne opierają się wszak na stoso­ społe­
jest będący instrum entem i odbiciem dominacji. W nowoczesnym
waniu środków przymusu, tudzież na założeniu, że jednos tka nie niż
czeństwie niektór e jednos tki są bowiem bardzie j wolne inne,
w znacze niu za­
zdolna dokonywać "dobry ch" wyborów ("dobr ych"

niektór e zaś są bardziej niż inne zależne ,


równo "dobra jednos tki", ..dobra społecznego", jak również obu
na

Niektórym pozwala się na decyzje autono miczne (mogą One być


raz). Trakto wanie jednos tki jako kogoś zasadniczo niegodnego zaufa­
autono miczne dzięki zasobo m, jakie podejmujący decyzję mają
do
nia pochod zi właśnie z nasycenia zwykłego życia przemocą instytu
cji,
tetem władn ym dyspozycji) - albo podejmujący decyzję zostają uznani za kom­
roszczących sobie prawo, by być jedyny m autory
ść jednos tki mo­ petentnych w kwestii własnych interesów na tyle, by podejmować
ustanawiać standa rdy dobreg o postępowania. Wolno
właściwe, rozsądne decyzje, albo też rozstrzygnięcia, któryc h
doko­
prowad zić pod względ em moraln ym
że (w prakty ce, jeśli nie w teorii)
do czegoś dobreg o tylko wówcz as, gdy zostani e podpo rządkowana nują, mogą być wyjęte spod jurysdykcji społecznie akcept owane ­
ne"
go kodeksu etycznego i zaklasyfikowane jako "moral nie obojęt

heteron omiczn emu zespołowi standa rdów; oznacz a to cedow anie pra­
któryc h etyczne autory tety nie czują
nie owane (udiajoryczne, czyli takie, co do
wa do decyzji o tym, co jest dobre, na różne społecz akcept
Sąd moralny, odebrany i odiyIkan,Y 43
MOflJ/nl! obowiązki. etycznI! zasady
42

potrzeby zajmowania stanowiska). Innym nie pozwala się podejmo­ ności. CO jest dobroczynne, a co szkodliwe dla dobra wspólnego
wać decyzji prawdziwie autonomicznych (nie mogą one być praw­ ~ jest sprawą sporną, stanowi przedmiot rzeczywistego konfliktu
dziwie autonomiczne, zważywszy szczupłość środków pozostających interesów i wzajemnie sprzecznych interpretacji. Istnieje tu rzeczywis­
do dyspozycji potencjalnych decydentów) -- albo nie ufa się ich ty konflikt i rzeczywista sprzeczność pomiędzy warunkami życia,
kompetencjom w kwestii ich własnych interesów i zdolności działania ignorowana i pomijana na ich własną zgubę przez teorie etyczne
we właściwy sposób, albo ich przewidywane autonomiczne działania mające ambicję dotarcia do uniwersalnych, powszechnie stosowal­
ocenia się jako szkodliwe dla dobrobytu grupy jako całości, a zatem nych zasad. Wyczerpują się one albo w spisie błahych zaleceń, doty­
szkodliwe leż dla samych działających podmiotów, czących powszechnie znanych, ale rażąco banalnych czy wydumanych
Krótko mówiąc, ów dualizm środków wyraża się jako dylemat dylematów, albo też w abstrakcyjnych modeJach, swoją elegancją
wewnętrznego pragnienia wolnego decydowania, z jednej strony, dostarczających pewnej przyjemności filozofowi, jednakże całkowicie
i, z drugiej, konieczności ograniczania wolności tych, których poma­ oderwanych od moralności praktycznej i codziennego podejmowania
wia się o skłonność do czynienia zła. Możesz zaufać mądremu (jest to decyzji w społeczeństwie takim. jakie ono jest.
tajne imię silnego), że działając autonomicznie będzie czynił dobrze. Ta smutna sytuacja nie jest z pewnością zawiniona przez Iilozo­
Ale nie możesz wszystkich uważać za mądrych. Aby zwiększyć moż­ rów. Różni ludzie w obrębie społeczeństwa mierzą się z rozmaitymi
liwość czynienia dobra przez zamożnego, należy mu dać jeszcze więcej narzuconymi im standardami moralnymi. W różnym też stopniu
zasobów (z nadzieją, że uczyni z nich właściwy użytek). Aby jednak cieszą się moralną autonomią. Standardy i autonomia są przedmio­
nie pozwolić, by ubogi czynił zło, trzeba jeszcze bardziej ograniczyć tem konfliktów i walki. {Nie istnieje jedna. aiekwestionowalna,
zasoby, które są do jego dyspozycji (i tak, na przykład, aby być wszechpotężna społeczna instytucja, która mogłaby li chciała) prze­
pewnym dobrego skutku, dochody bogatych trzeba zwiększać, a ubo­ kuć uniwersalne zasady, nawet świetnie uzasadnione intelektualnie,
w efektywne uniwersalne standardy zachowania. Zamiast niej. istnieje
gich zmniejszać).
Oczywiście nigdzie w społeczeństwie nie można znaleźć ani cał­ wiele instytucji i wiele etycznych standardów, których obecność wtrą­
kowitej wolności, ani totalnej zależności. Obie są tylko wyobrażony­ ca jednostkę w stan moralnej niepewności, z jakiego nie ma satysfak­
mi hiegunami, pomiędzy którymi rozgrywają się i oscylują realne cjonującego, bezpiecznego wyjścia. Na końcu drogi, którą przemierzy­
sytuacje życiowe. Poza tym d, którzy, odwołując się do swych wyjąt­ ło współczesne społeczeństwo w poszukiwaniu powszechnie obowią­

kowych umiejętności w dziedzinie racjonalnego decydowania, doma­ żującego kodeksu zasad etycznych, czegoś na kształt prawa, stoi

gają się dla siebie monopolu, lub przynajmniej innej miary, prawa do współczesny człowiek, bombardowany sprzecznymi wymaganiami
wolnego wyboru, rzadko go uzyskują i z pewnością nie mają go na moralnymi, alternatywami i pragnieniami, zaś odpowiedzialność za
stałe. Wolność (rzeczywista, nie idealna) jest przywilejem, żarliwie działanie ląduje i tak na jego barkach. "Tym, cc.nas .c;lyni nowoczes­
kwestionowanym przywilejem, który kwestionowany być musi. Przy­ nymi ~ pisze Alan Wolfe ~ jest fakt, i.epotrafimy działać w charak­
wileju trudno domagać się jawnie, bez ogródek. Trzeba się o niego terze własnych moralnych agenlów"lt Niezależnie jednak od tego, czy
upominać w sposób bardziej subtelny - głosząc, że wolność jest jesteśmy nowocześni, żyjemy w nowoczesnym społeczeństwie, które nie
przyrodzoną własnością ludzkiego bytu, z zastrzeżeniem, że nie każdy pozostawia nam wyboru co do tego, r:zy zostaniemy naszym własnym
może z niej korzystać w sposób społecznie akceptowalny, nie stwarza­ moralnym agentem - nawet jeśli (a raczej: właśnie dlatego że) nie
jąc zagrożenia dla dobrobytu i trwania samego społeczeństwa. Jed­
nakże nawet w tej Iormie przywilej ów można zakwestionować. To <l Alan Walfc. »1I().~e Keept'r? Sodal Scil'nrt' and Morul OhJillut;on. Univcrsity of

bowiem, co jest, a co nie jest właściwym użytkiem czynionym z wol­ Catuornle Prese 1<,l~9.~, 19.
POIl/lwoae.wlO.fć: mora/nose' bn kodeksu etycznego
44
Moralne ooowiązki, etyczne ul.wdy
"
brakuje ofert wykonywania tej pracy za nas (w zamian za pieniądze, która sprawia, że są zdolni tworzyć społeczeństwa i pomimo wszystko
zapewniać im - szczęśliwe czy mniej szczęśliwe - przetrwanie.
wolność, bądź jedno i drugie).
Przy końcu ery nowoczesnej jesteśmy, by tak rzec, z powrotem Jest wielce prawdopodobne, że wybory moralne są istotnie wybora­
w punkcie wyjścia. W racjonalnie zorganizowanym - "przezroczys­ mi, zaś dylematy - dylematami, nie zaś przejściowymi i korygowalnymi
tym" _ społeczeństwie, w którym rządzi rozum i tylko rozum, rezultatami ludzkiej słabości, ignorancji czy błędów. Kwestie sporne nie
mają z góry określonych rozwiązań, a na rozstajnych drogach brak
jednostce miało się oszczędzić udręki niepewności. Teraz wiemy, że
nigdy nie było to możliwe i że możliwe być nie mogło. Pckusa drogowskazów wskazujących właściwy kierunek. Nie istnieją nienaru­
uczynienia wszystkich ludzi moralnymi poprzez przeniesienie ich mo­ szalne zasady, które można by poznać, nauczyć się ich na pamięć
ralnych obowiązków na prawodawców zawiodła i zawieść musiała, i zastosować, by uciec z sytuacji bez wyjścia lub uchronić się przed
podobnie jak obietnica uczynienia wszystkich wolnymi wskutek tego posmakiem goryczy (czy nazwiemy go skrupułami, poczuciem winy czy
samego procesu. Teraz wiemy, że zawsze już będziemy mierzyć się grzechem), który przychodzi nieproszony w ślad za podjęciem decyzji
z moralnymi dylematami nie znajdując jednoznacznie dobrych (to i jej urzeczywistnieniem.. Rzeczywistość ludzka jest nieuporządkowana
znaczy: powszechnie akceptowanych, nie kwestionowanych) rozwiązań . . i wieloznaczna, i także moralne decyzje, w odróżnieniu od abstrakcyj­
i że nigdy nie będziemy pewni, gdzie mamy takich rozwiązań poszuki­ nych zasad etycznych, są ambiwalentne. W tego rodzaju świecie
wać; nigdy też nie będziemy wiedzieć, czy dobrze byłoby je znaleźć. przyszło nam żyć. I jakby- Oli. ptzekór- zmartwieniom filozofów, którzy
nie mogą zrozumieć "moralności bez zasad", moralności bez podstaw,
codziennie udowadniamy, że potrafimy sobie radzić w takim świecie,
\1
Ponowoczesność: pomimo -że niewielu z nas, zagadniętych o zasady, jakie nami kierują,
, moralność bez kodeksu etycznego potrafiłoby cokolwiek o nich powiedzieć. Jeszcze mniej spośród nas
słyszało coś o rzekomo nieodzownych "moralnych fundamentach", bez
W chwili, gdy stajemy przed wyborami o bezprzykładnie daleko­ których podobno nie jesteśmy w stanie być dobrzy dla siebie nawzajem.
siężnych i potencjalnie katastrofalnych konsekwencjach, od prawo­ Wiedzieć, że to jest prawda (lub po prostu ją przeczuwać albo też
dawców nie oczekujemy już mądrości, ani od filozofów bystrości, zachowywać się sak. jakbyśmy to wiedzieli), to tyle, co być człowie­
dzięki której raz na zawsze zostalibyśmy uchronieni przed moralną kiem ponowoczesnym. Poncwcczesncść lo nowoczesność bez iluzji (co
ambiwalencją i niepewnością decyzji. Podejrzewamy, że prawda jest mcźaa-reż wyrazić stwierdzeniem, że nowoczesność jest ponowoczes­

wprost przeciwna do tej, jaką nam dotąd przedstawiano.,Społeczeńst­ nością nie przyjmującą prawdy o sobie). Iluzje te sprowadzają się do

we, jego trwanie j dobrobyt, jest możliwe właśnie dzięki moralnej przekonania, że nieład ludzkiego świata jest stanem przejściowym
kompetencji jego członków, nie zaś odwrotnie. .Mówiąc .ściślej - sło­ zaledwie i odwracalnym, który wcześniej czy później zostanie za­
wami Alana wolfe'a -;.;;;;:::: rrroralńość jest praktyką ,.atgocjowaną po­ stąpiony przez uporządkowane i systematyczne rządy rozumu. Trud­

między, z jednej strony, wykształconymi, zdolnymi do samorozwoju no pogodzić się z faktem, że "brud" pozostanie niezależnie od tego, co
przedstawicielami społeczeństwa i, z drugiej, kulturą zdolną do zmia­ zrobimy lub czego się dowiemy, że te drobne uporządkowania i en­
ny" \3, Miast powtarzać, że gdyby nie tresura społeczna, nie byłoby klawy, które ze świata wykrawamy, są kruche, rzeczywiste-tył­
w ogóle moralnych jednostek, coraz bardziej przychylamy się do ko-do-odwołania, a w końcu równie arbitralne i przypadkowe, co ich
stanowiska, że ludzie muszą posiadać jakąś moralną umiejętność, alternatywy.
Można powiedzieć, że po długotrwałej i zażartej, choć w końcu
nie rozstrzygniętej walce o odczarowanie świata (mówiąc ściśle, opór
" K1Iose Keeper, S. 220.
Ponowoczemość: mora/noM bez kodeksu elyczne(Jo 41
46 MOrIJ/I1f" o/>o....iqzld. rlyC:1lr zasCJdy

przeciw odczarowaniu, który ani na chwilę nie osłabł, tkwił jak cieni przemocy reguł wzorowanych na prawie, nowoczesny umysł trwoży!
w ciele nowoczesności) 14 ponowoczesność przynosi lego świata "po· się możliwością "deregulacji" ("rozregulowania") ludzkiego postępo- \
wtórne zaczarowanie". Nieufność wobec ludzkiej spontaniczności, wania, życia bez sztywnego i wyczerpującego kodeksu etycznego, '
popędów, impulsów i takich skłonności. jakie nie poddają się przewi­ powątpiewa w ludzką intuicję moralną i zdolność opanowania umie­

dywaniu i racjonalnemu uzasadnianiu, została całkowicie zastąpiona jętności i zwyczajów niezbędnych do społecznego współżycia.' Sporo
nieufnością wobec nieemocjonalnego i wyrachowanego rozumu. Emo­ pozostałości owych sentymentów nowoczesnych przypadło w udziale
cjom przywrócono utraconą godność, rację bytu odzyskało to, co nam wszystkim, którzy poddani zostaliśmy owemu treningowi i teraz
"niewyjaśnione", mało tego: to, co "irracjonalne" - sympatie i przy­ od czasu do czasu i w rozmaitym stopniu doświadczamy tych lęków
wiązania, niewyjaśnialne w kategoriach użyteczności i celowości. i niepokojów.
Ustało gorączkowe poszukiwanie jawnych lub ukrytych funkcji wszy­ Niełatwo przystać na przypadkowość bytu i nabrać respektu dla

stkiego, co ludzie czynią sobie i innym. Świat penowoczesny jest dwuznaczności. Nie ma żartów z ich psychologicznymi kosztami.
światem, w którym tajemnica przestaje być ledwo tolerowanym cu­ Niemniej jednak powiedzenie, iż nie ma tego złego, co by na dobre
dzoziemcem, oczekującym w kolejce na deportację. W tym świecie nie wyszło, w dwójnasób dotyczy zła tu omawianego. Bowiem pono­
mogą się zdarzać rzeczy, które nie mają uzasadnienia, zaś ludzie woczesne powtórne zaczarowanie świata niesie ze sobą szansę bezpo­
mogą robić rzeczy, które z trudem dałoby się wytłumaczyć wskaza­ średniej konfrontacji z ludzkimi możliwościami moralnymi, tym ra­

niem jakiegokolwiek (a tym bardziej - rozsądnego) celu. Lęk przed zem nie osłoniętymi i nie zdeformowanymi; szansę ich powrotu z wy­
pustką, który według Theodora Adama stanowi najdotkliwszy sku­ gnania, na które skazały je czasy nowoczesne; szansę przywrócenia
tek psychologiczny nowoczesnego Oświecenia, został przytępiony odebranych im praw i godności; zatarcia pamięci oszczerstw i styg­
i uśmierzony (choć nie całkowicie zduszony). Uczymy się współżyć ze matów. pozostawionych przez nieufną nowoczesność. Świat nie musi
zdarzeniami i działaniami, które są nie tylko póki-co-nie-wyjaśnione, koniecznie stać się wskutek tego lepszy i bardziej gościnny. Będzie on
ale (wedle wszelkiego prawdopodobieństwa) w ogóle niewyjaśnialne. jednak miał szansę zmierzenia się z notorycznymi ludzkimi skłonnoś­
Niektórzy z nas skłonni są nawet mówić, że takie zdarzenia i działa­ ciami i będzie mógł jeszcze raz przyjąć je za punkt wyjścia. Rozpo­
nia stanowią twardy, nieusuwalny rdzeń ludzkiej kondycji. Znów czynanie od nich (w odróżnieniu od uchylania, dezawuowania takiego
uczymy się respektu dla dwuznaczności, szacunku dla ludzkich uczuć, początku), będące aktem skromności, sprawia, że nadzieja uczynienia
doceniania działań bez celu i bez oczekiwania nagrody. Godzimy się świata bardziej ludzkim staje się realna.
z tym, że nie wszystkie działania, a szczególnie nie wszystkie najważ­ Uwolnienie moralności z pancerza sztucznie stworzonych kodek­
niejsze nasze działania, muszą, abyśmy je docenili, dać się uzasadnić sów etycznych (albo też wyzbycie się ambicji utrzymania jej w nim)
i wytłumaczyć celem, jakiemu służą, i korzyściami, jakie przynoszą. oznacza powtórne jej uczłowieczenie. spersonalizowanie. Ludzkie na­
Umysłowość nowoczesna sądzi, że takie ponowoczesne sentymen­ miętności zwykło się uważać za zbyt płoche i nieprzewidywalne.
ty stanowią śmiertelne zagrożenie dla ludzkiego współżycia. Znie­ a zadanie zagwarantowania trwałości ludzkiego wspćłzamieszkiwania
sławiwszy i oczerniwszy ludzkie działania mające za przyczynę tylko na ziemi za zbyt poważne, aby los koegzystencji można było zdawać
"namiętnoSci" i spontaniczne skłonności, nie próbując już udowad­ na własne zdolności moralne tych, którzy mają ze sobą współżyć.
niać słuszności odczłowieczonych, wspomaganych przez mechanizm Zaczynamy teraz wszakże rozumieć. że dla ludzkiego losu trudno
znaleźć jakieś lepsze powiernictwo, lub też że samozwańczy opiekuno­
wie mogą się tym losem zająć zupełnie niewłaściwie (co oznacza, że
" Obszerniej dowod7ilem lego w Narrafil1g PO.lrmodernily (patrz: Z. Bauman,
cała oferowana przez nich opieka może okazać się fikcyjna lub, co
In/ima/ion)' or Po.~rm(!dt"'lirJ', Routledge. London 1992).
Ponowoczesnoić: morolnoJr' ""': kod",kslł etyczneqo 49
48 Moralnr ahowiqzki, etyczne l(l~dy

gorsza, nieproduktywna), jeżeli styl jej sprawowania nie bierze pod zażyłości, bliskości moralnej" można upatrywać "ostateczną instan­
uwagę ludzkich popędów moralnych i autonomii osoby moralnej. Nie cję", od której ..nie można uciec, jeśli nie zachodzi przypadek zlej

bez trudu uczymy się, że lo moralność osobista umożliwia etyczne woli"; "Nic nie zastąpi owego serdecznego przyzwolenia duszy - ani
negocjacje i finałowe porozumienie, nie zaś odwrotnie. Dla pewności powierzchowna zgoda, która lgnie do slćw. ani transcendentny auto­
zastrzeżemy, że osobista moralność nie stanowi gwarancji sukcesu rytet, który, aby zostać uznany, wymaga, by on sam został zwolniony
owych negocjacji. Może ona nawet negocjacje utrudniać i mnożyć z wymogu posiadania sumienia" 16.
przeszkody na ich drodze. Osobista moralność może sprawić, że Początkową delegttymizację czy branie w nawias impulsów moral­

żadne z osiągniętych porozumień nie będzie ostateczne, lecz chwilowe nych i emocji, a następnie próby wznoszenia gmachu etyki z argu­
tylko i nie przez wszystkich honorowane. Mimo lo wyłącznie dzięki mentów starannie oczyszczonych z moralnych półtonów i wszelkich
niej wiemy, jak się mają rzeczy i my sami, i. pod groźbą utraty twarzy, związków z nie wypaczoną, ufną ludzką zażyłością, można by - uży­

nie możemy udawać, że jest inaczej. wając słynnej alegorii Harolda Garfinkla - przyrównać do stwier­
Rehumanizacja moralności oznacza powrót odpowiedzialności dzenia, że gdybyśmy tylko mogli usunąć ściany, lepiej zobaczylibyś­
moralnej z punktu docelowego (dokąd zostala wygnana) z powrotem my, na czym trzyma się sufit. To właśnie elementarny i pierwotny,
do punktu początkowego procesu etycznego (gdzie jest jej właściwe "nagi fakt" moralnego impulsu i moralnej odpowiedzialności dostar­
miejsce). Z mieszaniną lęku i nadziei uświadamiamy sobie teraz, że cza tworzywa, z którego budowane jest ludzkie współżycie. Po stule­
gdyby odpowiedzialność nie była "od samego początku" jakoś zako­ ciach udowadniania, że jest inaczej, "tajemnica prawa moralnego we
rzeniona w naszym ludzkim istnieniu, nigdy, nawet najbardziej prze­ mnie" (Kant) nadal jawi nam się jako niemożliwa do wyjaśnienia. Jak
myślnym cr.y zręcznym fortelem, nie wyczarowano by jej później, zaznaczył ostatnio, dając wyraz powszechnie panującej opinii, Micha­
Czujemy instynktowną sympatię wobec spostrzeżeń w rodzaju uwagi el S. Pritchard: "Możemy próbować wyjść na zewnątrz siebie i z ze­
zapisanej ponad dwadzieścia lat temu przez Petera F. Strawsona, że wnętrznego, obiektywnego punktu widzenia próbować beznamiętnie
odpowiedzią na pytanie, ,jaki pożytek może mieć jednostka z moral­ uzasadniać twierdzenia [etyczne]. Jednakże, jak zauważył Strawsen.
ności", nie może być zainteresowanie ogółu istnieniem pewnych sys­ nigdy się to jeszcze nie udało, i nie bez powodu. Jeśli zewnętrzne
temów społecznie usankcjonowanych wymagań 15 (mamy, co więcej, uzasadnienie wymaga pozbycia się sentymentów moralnych po lo,
wątpliwości, czy pytanie o "pożytek z moralności" powinno być byśmy mogli «obiektywnie» ocenić zachowanie -- do jakich treści

w ogóle stawiane; podejrzewamy, że może to być pytanie-pułapka, mielibyśmy się odwołać, by dalej prowadzić badanie? Aby oddać
które z góry zakłada swą odpowiedź), Zaczynamy też wierzyć, że podmiotowi sprawiedliwość, musimy użyć naszej moralnej wrażliwoś­
wszystkie tworzone społecznie namiastki moralności, jak kodeksy ci, która obejmuje także nasze uczucia. Nie istnieje tu żaden grunt
obowiązków funkcjonalnych i proceduralnych, są niegodne zaufania neutralny. Jeśli mamy z niej mieć jakikolwiek praktyczny pożytek,
i moralnie wątpliwe (nawet jeśli instrumentalnie skuteczne). Wszystkie filozofia moralności musi być budowana «od środka», niezależnie od
one przytępiają raczej niż wzmacniają odpowiedzialność osobistą, tę tego, jak bardzo chcielibyśmy, by było inaczej" 17.
ostateczną ostoję i nadzieję moralności. Z opóźnieniem zaczynamy Kiedy tylko zniknie nowoczesna obsesja celowości, użyteczności
doceniać sugestię Vladimira Jankelevitcha, że podobnie jak istnienie i towarzysząca jej podejrzliwość wobec wszystkich czynów autotelicznych,
cogito uniemożliwiło totalny sceptycyzm, tak samo w "poufałości, LII: C(JnlemplJrary Eumpelln ElMn. Selecced Re­
" 1J'aile des oenus (1968), cyt.
adinlł.~,
pod red. Josepha J. Kockclmansa, Doublcday, New York 1(}72. ss. 45-46,
,I Peter F. Strawsen. Freedom (lIld Re.ęenlm/'nt and Ornf'r E.l.lay.l, Merhueo. Lon­
" Michael S. Pritchard. On B"mminy Re.\'p.:msihle, University Press or Kansas
1991, s. 10.
don 1974, s. 35.
Morl11M obowiq:ki. etycme um~iy
50

moralność nareszcie będzie miała szansę stać się sobą. Będzie mogła 2

przestać bronić swej racji bytu przez wskazywanie na pożytki, jakie


przynosi jednostkom, działanie w interesie ich przetrwania. ich pozycji Nieuchwytna uniwersalność

społecznej i szczęścia, a także oddawanie usług zbiorowemu poczuciu


bezpieczeństwa. prawu i porządkowi. Jest to szansa brzemienna w sku­
tki. jako że pytanie .Po co być moralnym?" jest końcem, nie zaś
początkiem postawy moralnej, która (podobnie jak Gemeinschaft Ton­
niesa) istnieje tylko w stanie an sich, trwając dopóty, dopóki sama nie
wie o sobie jako o moralnej postawie, dopóki nie zostanie urzeczowiona
jako przedmiot badania. albo też poddana ocenie w kategoriach
standardów innych niż jej własne. Wykorzystawszy tę szansę. moralność
będzie mogła uznać (lub raczej: nie przymuszona, będzie mogła wyznać)
swą własną nieracjonalność. fakt, że jest swym własnym warunkiem,
koniecznym i wystarczającym. l tak będzie dobrze, bo żaden moralny
Z górą pół wieku ternu, w Człowieku bez whl.fciwości - najbardziej
impuls nie przetrwa, a już na pewno nie przebędzie bez szwanku,
obszernym i gruntownym liście pożegnalnym do dziewiętnastego wie­
probierczej próby użyteczności i pożytku. ku przez kogokolwiek wystosowanym (i jak na list do lakiego adresa­
la przystało, nie zakończonym)- Robert Musi! pisał, co następuje:
Tłumaczyła Joanna Tokar.lka·Bakir
..Kogo zainteresuje odwieczna czcza gadanina na temat dobra i z1a teraz.
Pierwodruk: ~Etyka~ 1994 nr 27. ss. 9-28. gdy ustalono już, że dobro i zło nie są «stałymi», lecz «wartościami
funkcjonalnymi», tak że dobro uczynków zależy od okoliczności histo­
rycznych, a dobro istot ludzkich od umiejętności psychotechnicznych.
z jakimi ich właściwości się wyzyska?"
Nie jest wcale jasne, czy i w jakim stopniu owa "historyczność"
dobra i zła. której odkrycie wstrząsnęło kaznodziejami moralności do
gruntu. niepokoiła też zwykłych ludzi, pogrążonych, jak zawsze,
w swych codziennych sprawach. Trudno powiedzieć, czy w momen­
tach wahania, albo nawet w bolesnych chwilach zagubienia, tłuma­
czyli oni - jak podejrzewali filozofowie - własną niezdolność czynu
tym, że w innych czasach i innych miejscach inni ludzie inaczej
zakreślali granicę między dobrem a złem; czy świadomość tego faktu
(gdyby byli go świadomi) byłaby dla wielu źródłem zmartwienia; czy
ze względu na ów dodatkowy kłopot zachowywaliby się w inny, niż
zwykli, sposób. Niewielu z nas traci wszak czas na to. by zbadać, czy
rzeczywiście nasze wyobrażenia o dobru i złu są powszechnie ap­
robowane, póki zgoda na nie trwa i póki trwać będzie; w większości
Uniwrr.~oli:m i jrgo ro~gorY'%ł!nia
52 NieudlwYUla urliwersalnoś«
"
przypadków obchodzimy się znakomicie przekonaniem, że "ludzie tacy nym, upływ czasu hierarchizował osadzone w nim zajścia i stany
jak my", .,Iudzie, którzy się liczą", akceptują to, co robimy. Wystarcza - "później" znaczyło tyle. co "lepiej", gdy "gorsze" było zarazem,
nam ta wiara, by spać spokojnie i nie przejmować się zbytnio. gdy "przestarzałe" lub w najlepszym wypadku "niedorozwinięte". Gdy się
"oni" - "ludzie nie tacy, jak my" - nasze postępki potępią. tak raz postanowiło, pozostawał do wykonania drobiazg tylko: wy­
Ścisły związek między posłuszeństwem wobec reguł moralnych starczyło założyć, że dezaprobowane stany rzeczy tylko akcydentalnie

a przekonaniem o ich powszechnym walorze był najprawdopodobniej czy z pozoru są współczesne, należąc w istocie swej do przeszłości
wynalazkiem filozofów i ich tylko zmartwieniem. Nie zajmowaliby - że przeżyły już swój czas, że wegetują dziś "na pożyczonym czasie";
się tym związkiem, gdyby już uprzednio nie przypisali "człowiekowi że ludzie im hołdujący są "żywymi trupami", snują się po świecie
jako takiemu" głodu spójności i konsekwencji, jaki im samym (za­ pośmiertnie, jak upiory przeszłości - i że dla ich własnego dobra
wodowo) doskwierał; lub gdyby nie rzutowali na "człowieka jako i dobra ogólnego trzeba ich wraz z ich poglądami co najrychlej
takiego" trosk właściwych władzom za lad społeczny odpowiedział­ pogrzebać. Wizja postępu dobrze służyła sprawie: pomagała uzasad­
nym, a lansującym wlasne ambicje moralne pod uniwersalistycznymi niać podbój i ujarzmianie podległych krajów i kultur oraz przed­

sztandarami. stawiać rozpowszechnianie wiedzy - prawdziwej wiedzy, słusznej


To, że obrazy dobra i zła kreślone w różnych okolicach i czasach wiedzy - jako patentowy środek nie po prostu zmiany, ale zmiany
nie są jednakie, i że trudno owej rozmaitości zaradzić, nie było na lepsze. Jak to ujął V. G. Kiernan, "kraje kolonizatorskie czyniły
tajemnicą przynajmniej od czasów Montaigne'a. Ale nieliczni tylko wszystko, co w ich mocy, by trwać w przekonaniu, że nie tylko
autorzy pisali o tym z takim pełnym rezygnacji, ale i godności przynoszą światu ład, ale i krzewią cywilizację" l. Johannes Fabian
spokojem ducha, na jaki zdobył się Montaignę. Większość pisała ukuł pożyteczne pojęcie .chronopoliryki' na określenie owej praktyki

o względności dobra i zła z odrazą i przerażeniem; jak o groźnym rzutowania współczesnych układów władzy na oś czasu i prezen­
nonsensie, policzku wymierzonym człowiekowi myślącemu i wyzwa· towania kultur alternatywnych jako .allochronicznych" - należą­
niu ciśniętym człowiekowi czynu. Prawda, z definicji, jest jedna - to cych w gruncie rzeczy do innej epoki, dziś już przestarzałej, trwają­
tylko błędy są nieprzeliczone; to samo odnosić się musi do rozróź­ cych przy życiu niejako bezprawnie i na fałszywych papierach, jako że
nienia między postępowaniem moralnie właściwym a postępowaniem bezapelacyjnie już skazanych przez postęp historyczny na śmierć'.
niewłaściwym. jeśli nakazom moralnym przysługiwać ma autorytet
większy niż taki, co polega tylko na tupaniu nogami i waleniu pięścią
w stół: "Oto, co ja uważam za stosowne; i co uważam teraz, w tej Uniwersalizm i jego rozgoryczenia
chwili". Jeśli zasady moralne obowiązujące tu i teraz mają posiadać
autorytet istotnie godny poszanowania, trzeba wykazać. że zasady Postulat powszechności reguł był zawsze opatrzony adresem;
przyjęte gdzie indziej i kiedy indziej są nie tylko odmienne, ale nadto był jak miecz o ostrzu wymierzonym zawsze w określonego prze­
błędne i złe; że ich akceptacja świadczy o ciemnocie lub niedojrzało­ ciwnika. Postulat uniwersalizmu był refleksem nowoczesnej praktyki
ści, jeśli nie wręcz O złym zamyśle. uniwersalizacji; takim refleksem były też pokrewne mu pojęcia "na­
Na ratunek własnej koncepcji moralności, zagrożonej odkryciem, tury ludzkiej" czy "istoty człowieka", które odzwierciedlały zamysł
że jest tylko jedną z wielu możliwych, przyszła wizja postępu, która rozpuszczenia i stopienia w tyglu kondycji obywatelskiej (kondycji
panowała nad myśleniem nowoczesnym na przestrzeni większej części l v, G. Kiernan. Th.. LJrds <II Human Kind. Cresset Library, London 1988.s. ) II.
jego dziejów. Inność (wszelaką będącą dziełem ludzkim inność, a więc l Por. Johannes Fabian, lIme and lITe OIMr.' How AnllTropology Makes i/s Objtrl.
także inność etyczną) wizja postępu .ucsasowna": w ujęciu nowoczes­ Columbia Universitv Prcss, New York 1983.
U1li""ef.~"lizm i jef/o fOll/Oryczenia

"
NieuchwyC/ltJ U"iWE'rJ(l/noS;
"
zezwalającej na takie tylko cechy, które przypisała usadowionym uzbroiła: podcinał zasadę najwyższej suwerenności państwa, dla któ­
w niej ludziom jedyna i niepodważalna władza, dzialająca w imieniu rej obrony go wykuto. Rzeczywiście
- dlaczego jaźń prawdziwie
zjednoczonego i suwerennego państwa) pstrej mieszaniny parafian, .nieskrępowana" miałaby uznać prawo państwa (prawo, jakiego to

krewniaków i innych "tutejszych", Postulat teoretyczny współdźwię­ oto państwo, w tej oto chwili się domaga) do określania, na czym jej
czał zgodnie z zamierzeniami i praktykami homogenizacyjnymi no­ ..istota" polega? Z jakiej racji miałaby jaźń nieskrępowana godzić się
woczesnego państwa, z wojną, jaką to państwo wydało les pouioirs na model, który władza państwowa ulepiła dla wszystkich obywateli
tmernwdiatres, z krucjatą, jaką podjęło przeciw tradycyjnym zwycza­ na raz i każdego z osobna?
jom miejscowym. określanym teraz mianem przesądów i zabobonów Jeśli potraktować go poważnie (lo znaczy tak, jak traklują go
i ukaranych wyrokiem śmierci za opór stawiany zamiarom central­ filozofowie, a nie pragmatycznie i oportunistycznie usposobieni usta­
nego zarządzania. "Uniwersalna istota ludzka", wypreparowana do wodawcy), postulat uniwersalizmu nie tylko godzi w moralne preroga­
gołej "natury ludzkiej", miała być - by użyć wyrażenia Alasdaira tywy dawnych wspólnot, teraz przeobrażonych w jednostki administ­
Maclntyre'a J _ ,jażnią nieskrępowaną'' (unencumbered selfJ; nie wol­ racyjne jednolitego państwa narodowego - ale także zadaje bolesny
ną wprawdzie od nacisków lokalnego partykularyzmu, ale zdolną do cios roszczeniom państwa do roli najwyższego trybunału moralnego.
tego, by się odciąć od korzeni i powiązań lokalnych; taką jaźnią, co to Logika postulatu kłóci się z praktyką każdej zbiorowości o skoń­
potrafi wznieść się, by lak rzec, na wyższy poziom - i niejako czonych rozmiarach; sprzeciwia się nie tylko argumentom ..małych"
z dystansu i krytycznie przyj rzeć się żądaniom i presjom wspólnot (a raczej skarlałych -- z państwowej perspektywy) zbiorowości już
postawionych w stan oskarżenia za opór, jaki stawiały postępom
"niższego rzędu".
Wymóg, by za moralne uznać tylko takie przepisy, które legity­ uniwersalizacji - ale i Arystotelesowskiej decyzji uznania polis za
mują się zgodnością z zasadami powszechnymi, ęksterytorialnymi źródło i wyrocznię wszystkiego, co ludzkie. Ani też nie da się ona
i ponadczasowymi, oznaczał w pierwszym rzędzie dyskredytację wsze­ pogodzić z teoriami współczesnych wyznawców koncepcji Arystotele­
lkich czasowe i terytorialnie ograniczonych roszczeń do ferowania sa, takich jak Michael Walzer czy Michael Oakeshot , którzy o rozu­
autorytatywnych sądów moralnych", Rychło jednak okazało się, że mowaniu moralnym powiadają. że "odwołuje się ono do sensów
miecz w te roszczenia wymierzony był - jak myślący logicznie właściwych określonej wspólnocie politycznej, a nie do zasad abstrak­
człowiek mógł się spodziewać - obosieczny. Godził wprawdzie boleś­ eyjnych'" - i to bez względu na poziom ogólności, jaki wspólnocie
nie w ciało wspólnol lokalnych, ale ranił leż i rękę, która się weń przysługuje.
Polis nie tylko jednoczy i upodabnia do siebie nawzajem własnych
, Por. Alilsdair Maclnryre, Ajw Hrrue [pierwsze wydanie 1981), prl.eklad polski: członków, ale też
oddziela ich, izoluje i odróżnia od członków innych
Dliedzictwo cnoty. Studium z teofii moralności, num. Adam Chmielewski, PWN, War­ społeczności. Jaźń "usytuowana" (odwrotność, wedle Maclntyre'a,
szawa 1996 (BWF). ,Jaźni nieskrępowanej") ustawiona jest zawsze przeciw jakiejś jaźni
4 Opinię. że "twierdzenie, które ma form .. słowną sądu moralnego, ale którego nie
usytuowanej inaczej - zakorzenionej w innym polis. Z tego to
umie się uzasadnić. wcale w istocie nie jest sądem moralnym" (Marcus Singer.
Genefa/il/llion in Erhks. cyt. za: Neil Cooper, 'lWa Concepls oj MOfa!il.v, w "Phi­
powodu postulat uniwersalizmu musi się prędzej czy później obrócić
losophy" 1966, ss. 18- 33~ można przyjąć 1lI Iypowll dla wspomnianego tu rozumienia przeciw tejże zbiorowości politycznej, która zamierzała go sobie przy­
moralności. Cooper nazywa tak" koncepcję moralności ,,.IIutonomic.zną" lub "nieulri" swoić i użyć jako oręża w wojnie przeciw własnym. domowym dysy­
ną'', w przeciw~tawieniu do "pozytywnej" czy ,,~połecznej"; do lej drugiej kategorii
należy np. rwierdzenie H. L. A Harta (zawarte w jego uf/al and MOfal Oblif/llriv1l.\·
Essoy in Maral Philosophy), ;'e .możemy tylko zrozumleć moraJno~i: jednostki ludzkiej .1 Michltc! J. Sendera wprowadzenie de Lihrralism a1ld i/s Crilic.~. pod jego
jako produkt pierwotnego zjawiska, którym jest moralność grupy społecznej". redakcją, BlaL:kwcll, Oxford 1984, s. 10.
NieUfhwyln{J ImiWer~IlI"r>,<f Uniwersalizm ijeqlJ f(JI!/lJfyclI:'nia st
56

dentom; popychany własną logiką, postulat uniwersalizmu nie może Są też inne powody, dla których broń uniwersalizmu obrócić się
nie inspirować sprzeciwu wobec wszelkiego dyktatu moralnego. a więc może przeciw tym, którzy nią nieopatrznie wymachują. W warunkach,
nie owocować radykalnym indywidualizmem. Zajęta lansowaniem T7.e­ gdy agencjom lansującym hasla uniwersalistyczne sporo brakuje do
komo powszechnych, ale w istocie swej domorosłych i do wewnętrz­ rzeczywistej powszechności, horyzont "rzeczywiście istniejącej"(a także
nego użytku przeznaczonych standardów. zbiorowość polityczna realistycznie rozważanej] powszechności nie sięga poza granice suwe­
stwierdza nagle ze zdumieniem, że ludzie sprzeciwiają się jej i opierają renności państwowej. Uniwersalistyczne ambicje każdej władzy ustawo­
jej woli w imię tych samych zasad uniwersalizmu, które miały przy­ dawczej z osobna wziętej nie mogą czuć się bezpiecznie w otoczeniu
świecać i nadawać godność jej własnym staraniom. A wówczas oka­ innych, konkurencyjnych władz suwerennych, a więc i konkurencyj­
zuje się też, że krzewienie standardów ponoć powszechnych przypo­ nych "uniwersalizmów". Konsekwentnie postępować może tylko taka
mina do złudzenia kaleczenie ludzkiej natury i duszenie wolności; władza, która otwarcie utożsami ,.rodzaj ludzki" z ludnością, nad którą
nadaje mu się wówczas miano nietolerancji. aktualnie suwerennie panuje lub spodziewa się zapanować w przyszłoś­
Obrońcy jaźni "usytuowanej" (nazywa się ich dziś .wspólnotowca­ ci. Trudno oczekiwać, by taka władza mogła się wyłonić w świecie
mi" -- communitarians) przyjmują uniwersalistyczne ambicje i uniwersa­ zorganizowanym wedle zasady suwerennych państw narodowych
lizujące praktyki z oburzeniem i uważają je za narzędzia ucisku i akty - w świecie, w którym żadne z państw nie może na serio rozważać
gwałcenia ludzkiej wolności. Są też te ambicje i praktyki nie do przyjęcia ewentualności, że kiedyś poszerzy swą suwerenność na skalę ekumeni­
dla sumiennych, konsekwentnych liberalnych uniwersalistów w prawdzi­ czną. W tych warunkach współżycie władz suwerennych, z których
wym tego słowa znaczeniu, którzy podejrzliwie odnoszą się do wszelkich każda sprawuje suwerenne rządy nad obszarem ograniczonym przez
mniej-niż-powszechnych władz twierdzących, że są plenipotentami po­ suwerenność sąsiadów, wymaga solidarności suwerenów (którą zresztą
wszechnie obowiązujących zasad. Z punktu widzenia konsekwentnego istotnie wytwarza): jawnego lub milczącego uznania przez wszystkie
liberała, korzenie moralności tkwić mogą jedynie w cechach i umiejętno. władze suwerenne prawa każdej władzy suwerennej z osobna do
ściach człowieka jako takiego - bez przymiotników. Na kodeksy decydowania o losach własnych poddanych w ramach wydzielonego jej
etyczne lansowane w imieniu grupy (z powoływaniem się czy to na obszaru - w stylu cuius reqio, eius reliqto: ty mów swoim poddanym,
"nadrzędne interesy grupy", czy na "nadrzędną mądrość zbiorowąlO) co mają robić, a ja powiem swoim. W świecie, w którym wizję
konsekwentny liberał spogląda, wzorem Sarcna Kierkegaarda.jako na powszechnych reguł moralnych przykrawa się w praktyce na użytek
przypadek konspiracyjnego sojuszu między żądnymi władzy kandydata­ domowy wedle miary powszechnie (w ramach granic) obowiązującego
mi na wodzów a ich przyszłymi podwładnymi, przerażonymi perspekty­ prawa stanowionego przez władze państwowe - ponadpaństwowy
wą dźwigania odpowiedzialności moralnej na własnych barkach: uniwersalizm norm moralnych przedstawiany jest na wzór "stosunków
międzynarodowych"; jako osad zabiegów dyplomatycznych, przetar­
.,Człowiek jest ze swej natury jednym z tworów zwierzęcych. Cały jego
gów, pertraktacji, poszukiwania rzeczywistych lub urojonych "punktów
wysiłek zmierza więc ku temu, by gromadzić się w stado: (zjednoczmy
się», itp. Rzecz jasna, że odbywa się lo pod wszelkiego rodzaju szlachetnie porozumienia". Cokolwiek uzna się w końcu za .,prawdziwie powszech­
brzmiącymi hasłami, jak miłość. sympatia czy zapal, w imię realizowania ne". ma -- wbrew retoryce - charakter "wspólnego mianownika"
jakichś podniosłych zamierzeń hp.; taka to już jest hipokryzja właściwa raczej niż "wspólnego pierwiastka". U podstaw całej procedury kryje
lotrom, jakimi jesteśmy. Tak naprawdę idzie przecież o to, że w stadzie się przyznanie, bez którego byłaby ona nie do pomyślenia: że, mianowi­
wolni jesteśmy od standardów jednostkowych i Ideałćw'" .

• Seren Klerkegaard. The uuc Yrar.1. JlIr~rnl1l.1 IIJJj-IH55. trans. Ronald Gregor napięcia" (s. 51); ale "gdy tylko pojawia §i" masa, Bóg slajc ~i" nicwidzialny... Bóg
Smith, Collins. London 1968, s. 31. "Nikt nic chce być pojedynczą osobą. każdy unika ktnićjc tylko dla pojedv-czege człowieka" (s. 95).
Nieuchwytna l.miwersa/nul.' Zakorzenianie wykorzl!n;unt'j ;u;ni 61
60

konserwatyzm, mdłą nostalgiczność i czczy romantyzm) - powraca cznościami i pozbawionego instancji, do których można byłoby się
z wygnania w aurze męczenniczki, żądna pomsty. Jak zwykle, Iilozo­ zwrócić JXl autorytatywne rozstrzygnięcie, gdy przychodzi wybierać wśród
rów społecznych nie zabrakło wśród rzesz witających. Niewiele braku­ konkurencyjnych recept etycznych. Wspólnota moralna okazuje się być
je, by wczorajszą wygnankę wyniesiono do rangi kanonu i wcielono nie tyle wyobrażona. co postulowana - i to postulowana w sposób
wywołujący kontrowersje. Z reguły jeden postulat zderza się z innym
do "zdrowego rozsądku" nauk społecznych.
postularem - jest tylko projektem wśród projekrów, sygnalizuje intencję
narzucenia kształtu przyszłości raczej niż restauracji kształtów byłych czy
Zakorzenianie wykorzenionej jaźni zachowania dotychczasowych; w pierwszym zaś rzędzie wyraża zamiar
ograniczenia swobody wyboru pewnej liczby ludzi (określanych jako
Kłopot z wizją nowo narodzonych entuzjastów wspólnoty na tym członkowie wspólnoty) i podporządkowania ich przyszłych postępków

polega, że tak samo jak myśliciele wierni idei "prawdziwego uniwersa­ wzorom, założonym we wspólnotowej wizji. Mianem "moralności"
lizmu", którzy odmawiali przyjmowania posterunków granicznych określa się w owej wizji wspólnoty moralnej właśnie efekty tego
państwa narodowego za limity swych ambicji, ,jaźń usytuowana" podporządkowania - ograniczenie i ..naprostowanie" wyborów indywi­
niechętna jest wyznaczonej jej roli straży granicznej ..prawdziwych dualnych w myśl dezyderatu uczynienia słowa ciałem, postulatu - rze­
wspólnot" (to znaczy wspólnot takich, jak je sobie wyobrażają lub czywistością. Mówi się przy tym nie o tworzeniu. lecz o ochronie

jakie postulują ich teoretycy). Granice wspólnot o wiele trudniej wspólnoty -- choć posłuszeństwo członków (takie ich postępowanie.jcc
jednoznacznie zakreślić niż granice państw; nie ta jednak trudność gdyby wspólnota była faktem) wyprzedza logicznie - wbrew temu, co
sprawia kłopot największy. Jeśli tożsamość wspólnoty rozpoznaje się się powiada -- namacalność wspólnoty. Często nadaje się myśli

po sile, z jaką podporządkowuje ona sobie jaźnie przez siebie "sytuo~ o pierwotności wspólnoty wyraz tyleż brutalny, co obłudny - żądając
wane'', a więc po intensywności konsensu moralnego, jaki wytwarza od członków poświęcenia ich własnych (z definicji egoistycznych)
_ to już samo pojęcie "granic wspólnoty" (szczególnie w sensie granic interesów w imię (z reguły domniemanego tylko) dobra wspólnego.
szczelnych i nieprzenikliwych. pilnie strzeżonych na wzór granic pańs­ Zaniechanie przez państwo współczesne ustawodawstwa etyczne­
twowych; ale także i w słabszym sensie postrzępionej, miejscami go (lub raczej porzucenie wcześniejszych ambicji, by to ustawodaw­
zamazanej linii, okalającej obszar zaludniony ponoć przez względnie stwo uczynić wszędobylskim i wszechogarniającym) oczyszcza pole
jednorodną, kulturowo i moralnie jednolitą populację) z wielkim dla wspólnotowej sprawy. Coraz częściej i w coraz większym stopniu
trudem tylko da się utrzymać, jeśli w ogóle utrzymać je można. państwa dzisiejsze uznają prawa kategorii mniejszych niż narody
Wspólnota nie ma organów władzy, które na wzór państwowych (etnicznych, terytorialnych, kultowych, obyczajowych, płciowych) do
lub przez państwo upełnomocnionych urzędów obdarzone byłyby stanowienia własnych zasad etycznych i moralnego samookreślenia;
wyłącznym prawem arbitralnego rozstrzygania zatargów prawnych. a częściej jeszcze dopuszczają do takiego rozdrobnienia autorytetu
Przy braku takich organów, wspólnota zdolna .usytuoweć'' swych etycznego raczej poprzez powstrzymanie się od sprzeciwu niż jawne
domniemanych członków w sposób w jakimkolwiek stopniu wiążący przyzwolenie. Powstałą w ten sposób próżnię etyczną wypełniają
zdaje się być raczej dezyderatem metodologicznym niż zaczerpniętym liczne współzawodniczące ze sobą siły, z których każda domaga się
z życia faktem. Gdy się przechodzi od względnie bezpiecznej sfery wyłącznego prawa wykładni zasad wynikających z "usytuowania"

pojęć: do opisu konkretnych zjawisk, które pojęcia te rzekomo uchwy­ jażni. podległych ,,ze swej natury" jej właśnie, i tylko jej, etycznej

tują - staje się w obliczu pstrego agregatu mężczyzn i kobiet gestii. "Prawa ludzkie", ów w gruncie rzeczy produkt uboczny rezyg­
dążących do wzajem sprzecznych celów, rozdartego wzajemnymi sprze- nacji władz państwowych ze sprawowania drobiazgowej pieczy nad
Niellcłlw,ylnu IInjwl;',.~al/lo.i,: Zaknrzenianlt.' wvkorzenionej juini 6J
62

całokształtem życia ich poddanych, nader często stają się zawołaniem Skoncentrowane wysiłki państwowych prawodawców etycznych
wojennym i narzędziem szantażu w praktykach przyszłych liderów i rozproszone presje samozwańczych plenipotentów wspólnot postu­
wspólnotowych. aspirujących do przejęcia władzy, jaka wypadła lowanych zgadzają się w jednym, węzłowym punkcie: odmawiają
z państwowych dłoni. Idea "praw ludzkich" wyraża, z jednej strony. jednostce roztropności moralnej, li przynajmniej podają w wątpliwość
tendencję do indywidualizacji różnicy, do nowej autonomii moralnej jej zdolność moralnego wyboru.
jednostki ludzkiej; z drugiej jednak strony, obserwujemy dziś zamas­ Oba typy sil zmierzają do zastąpienia autonomicznej odpowiedzial­
kowane, tym niemniej zdecydowane próby ponownej kolektywizacji ności moralnej heteronomicznym obowiązkiem etycznym. Oba dążą do
różnic i konstruowania nowej heteronomii; na wspólnotowym tym wywłaszczenia jednostki ludzkiej z prawa do moralnego wyboru,

razem, miast państwowonarodowyrn, szczeblu. a już w każdym razie - z prawa wyboru w kwestiach uznanych za
Jednostki ludzkie żyly kiedyś w cieniu skonsolidowanej potęgi doniosłe dla "wspólnego dobra", W przypadku konfliktu oba chcą, by
norm prawnych/etycznych "powszechnie" ponoć obowiązujących, ale jednostka działała w sposób uznany za zgodny z "dobrem ogólnym".
precyzowanych i egzekwowanych przez państwo narodowe; dziś ogłu­ odrzucając bez wahania wszelkie inne względy, potępione jako prze­
sza je kakofonia żądań - nibymoralnych sugestii i gróźb etycznego jaw "prywaty" ("interes wszystkich ma pierwszeństwo przed interesem
szantażu - skłóconych ze sobą. lecz zgodnie zmierzających do wywła­ każdego"). Oba boją się jednostkowej inicjatywy. Oba żywią wstręt
szczenia jednostki ze świeżo zdobytych praw do samoistnego sądu do związków i lojalności podejmowanych przez jednostki 7. własnej
moralnego. Autorzy dzisiejszych żądań na ogól jednak nie powołują woli i na własną rękę, w toku kontaktów spontanicznych. nie nad­
się na sytuacje podobnie całościowe, wszechobejmujące, jak niegdyś zorowanych odgórnie i nie inwigilowanych. Oba traktują sieć niefor­
pozycja poddanego czy obywatela, Większość ścierających się ze sobą malnych powiązań międzyosobowych podejrzliwie. widząc w niej nie
i przekrzykujących nawzajem sil redukuje całokształt .Judzkich celów" bez racji wylęgarnię oporu i akcji wywrotowej - i wypatrują najbliż­
do jednego tylko aspektu, upatrzonego do roli skały, na której szej okazji, by ją rozszarpać na strzępy.
zbudowana ma być postulowana wspólnota. Ten jeden aspekt ogłasza Z wyłuszczonych tu już przyczyn nienawiść do autonomicznych.
się jako fundamentalny, decydujący o reszcie osobowości i całości żywiołowych odruchów moralnych jest w przypadku wspólnot postu­
sytuacji życiowej - tym samym rozgrzeszając zawczasu jednostkę lowanych o wiele ostrzejsza, bardziej czujna i wojownicza niż w przy­
z ignorowania żądań powołujących się na inne jej aspekty i inne z nich padku solidnie okopanego organizmu państwowego. czującego się
wynikające powiązania, Od jednostki wymaga się takiego posłuszeń­ bezpiecznie i pewnego swej mocy. Wojująca nietolerancja rodzi się
stwa, które usuwałoby na margines lub wręcz unieważniało wszelkie z poczucia zagrożenia, które wspólnotom postulowanym towarzyszy
konkurencyjne roszczenia do lojalności. Aby mogła stać się w pełni nieodłącznie i nie daje się rozproszyć. Wspólnoty postulowane są
"usytuowaną", trzeba jaźń rozłożyć przedtem na czynniki pierwsze kruche już dlatego, że są postulowane - ale bardziej jeszcze brak im
i porządnie przyciąć, by można ją było potem złożyć na nowo, tym zaufania do siebie z powodu podejrzenia, że pozostaną postulowany­
razem z "użytecznych" tylko składników. Ogólnie biorąc, teoria ,jaźni mi na Zawsze. cokolwiek by zrobiły dla zagęszczenia swej konsysten­
usytuowanej", podobnie jak obsługująca wspolnototwórstwo ideolo­ cji. Jak to wyraził Comelius Castoriadis: "w naj głębszych zakamar­
gia, którą teoria ta wspomaga i którą uzasadnia. odwraca na opak kach egocentrycznej fortecy jakiś głos powtarza cicho. lecz uparcie:
rzeczywistą logikę procesu, .,Usytuowanie" nie jest "dane z natury"; «nasze mury są z plastiku, nasz akropol - z masy papierowej»:".
wręcz przeciwnie: jest produktem końcowym. a nadto spornym, zawiłe­
go procesu społecznego "przerobu". Jest też bardziej wynikiem konku­ • CorneJius Castonadis, Rł.'f7('l'lifm~ on Raci.~m, trans. David Am c-, Curus.
rencyjnej walki sił kolektywnych niż wolnego wyboru jednostkowego, w: "Thesis Eleven" 32 (J992),~. 9.
Niellchwytna uniwersalnosc'
Mora/M I/ral1ict wl1i...tr~aIIWici e/YCZl1tj es
64

Nie mając żadnego innego gruntu oprócz uległości swych re­ tylko takie reguły, które wychodzą cało z podobnej "depersonaliza­
krutów, istnienie wspólnot musi się codziennie odtwarzać na nowo, cji", spełniają wymogi stawiane normom etycznym. To, że moralność
może być tylko kolekrywna - albo jako wynik autorytatywnego
Nie ma chwili dla odpoczynku; osłabienie czujności grozi nieodwracal­
nym rozkładem. Nie ma zatem co przebierać w środkach, gdy chodzi prawodawstwa, albo jako nierozmyślny, lecz równie potężny wpływ
o wyniesienie wspólnoty z postulowanego tylko do "rzeczywistego" "usytuowania" - jest oczywiste, bo tautologiczne. Prawdziwość lego
istnienia. Najbardziej bezlitośnie uciska się dziś i depcze samoistność zagwarantowano z góry - już :za pomocą sposobu, w jaki zjawisko
jednostek w imię "praw ludzkich", zawłaszczonych i skolektywizowa­ moralne zdefiniowano i odróżniono od innych zjawisk.
Zalożenia te nie budzą wątpliwości dopóty, dopóki przyjmuje się
nych w postaci "praw mniejszości" (zawsze takiej mniejszości. która
marzy. by stać się większością, a w każdym razie by zachowywać się, je milcząco. Gdy się im jednak baczniej przyjrzeć. nie wyglądają wcale
jak przystoi pewnej siebie i obojętnej na cudze cierpienia większości). na oczywiste; przeciwnie - budzą poważne wątpliwości.
Jeśli jednostka odmówi akceptacji przypisanego jej ..usytuowania", Zastanówmy się nad pierwszą przesłanką - która powiada, że
potępia się ją. za zdradę i działalność wywrotową; a zdrajcy niech nie gdy mowa o zjawiskach moralnych, wolno nam, zgodnie z regularni
gramatyki, traktować zaimek "my" jako liczbę mnogą od ,ja". Takie
oczekują litości.
postępowanie jednak, zauważa Emmanuel Levinas, jest trawestacją
Koncepcją ,jaźni nieugruntowanej" posługiwano się nierzadko dla
moralności:
wyciszenia protestu przeciw duszeniu autonomii etyk konkurencyj­
nych przez zajęte homogenizacją państwo; z równym powodzeniem ..Okazanie szacunku nie może równać się podporządkowaniu; ale prze­
hasło ,jaźni usytuowanej" służyć może za przykrywkę ..wspólnotowe­ cież inny rozkazuje mi. Ja otrzymuję rozkaz - co znaczy, że uznano mnie
mu" tłamszeniu autonomii moralnej. I jedno, i drugie hasło toruje za osobę zdolną do tego, by nakazaną prac; wykonać. Okazanie szacun­
drogę politycznym nadużyciom. Oba nadają się do tego, by je wyzys­ ku oznacza skłonienie się nie przed Prawem, lecz przed istotą, która
domaga się spełniania przeze mnie nakazanych czynności. Aby jednak
kać dla narzucania heteronomii moralnej i wywłaszczania jednostki rozkaz mnie nie upokorzył (upokorzony, nie byłbym zdolny do okazania
ludzkiej z jej prawa do własnego sądu moralnego. szacunku), otrzymany rozkaz musi też nakazać mi rozkazywać innemu.
by wydawał mi rozkazy. Pclega on na tym, by rozkazywać Mu, aby
wydawał mi rozkazy. To nawoływanie się między rozkazami jest treścią
słowa «my» - równa się powstaniu zespołu. Ze względu na to odwołanie
Moralne granice uniwersalności etycznej
się jednego rozkazu do drugiego, «my) nie jest liczbą mnogą od «[a»
(Nol/.S ll'esl pas le plllriel Je 1e)"9.
Oba pojęcia/hasła nadają się do krzewienia moralności hetero­
nomicznej z tego powodu, że każda wizja moralności "powszechnej" Gładka i prosta droga wiedzie od wielu ,ja" do zbiorowego "my"
(bez względu na to, czy grupa, dla jakiej moralność ma być "po­ tylko wtedy, gdy się przyjęło, że wszystkie ,ja" są w zasadzie jednakie.
wszechna", jest ogółem ludzkości, państwem narodowym, czy węższą Łatwo to przyjąć, gdy się ,ja" rozpatruje u względu na jakąś wy­
jeszcze wspólnotą) zakłada, iż postępowanie moralne da się wyrazić braną cechę, która wszystkim ,ja" w tym samym stopniu przysługuje
w przepisach, którym można nadać fermę uniwersalną. Innymi słowy: (jak w zdaniach "my, blondyni", albo "my, absolwenci UW", albo
że jaźnie moralne dadzą się bez reszty rozpuścić we wszechogar­ "my. zwolennicy Legii"); w tej perspektywie wszystkie zgrupowane
niającym "my"; że moralne ,ja" jest tylko liczbą pojedynczą etycz­ w "my" elementy są nawzajem wymienne. Innymi slowy, "my" staje
nego "my". W ramach etycznego "my" ,ja" jest wymienialne z "on"
("ona"): sąd moralny wyrażony w pierwszej osobie zachowa wartość , u Moi et la To/ali/ł, w: gmmenuet Levinas, Emre nOW5. E.\·."'i.' sur It ptn·
moralną, jeśli go wyrazić w osobie drugiej i trzeciej. Więcej jeszcze: "I'r-a-I'au/rt, GI\L.!Set. Peris 1991,~. 49.
Nieuchwytna Ill'liwcrBalnmfl' Moralne fłranir~ u";"'..r.<lJi"",id erycr"rj
" 67

się prostą liczbą mnogą od ,ja" wtedy, gdy przymykamy oczy na Wedle Martina Bubera - dla przykładu _ tym, co odróżnia
wielowymiarowcść każdego ,ja" wziętego z osobna. "My" jest wów­ stosunek "Ja--Ty" od stosunku ..Ja-ono" {czyli takiego stosunku,
czas sumą, pochodną
liczenia - zbiorem cyfr, nie całością orga­ w którym "ten drugi" nie występuje w roli podmiotu moralnego), jest
niczną. Nie to jednak zachodzi w przypadku zespołu czy zbicrowcści jego, od pierwszej chwili, dialogowy charakter _ lub przynajmniej
moralnej. Jeśli ideę ponadjednostkowej całości można w ogóle odnieść oczekiwanie dialogu. "Ja-Ty" ma strukturę "zwracania się i odpowie­
do dziedziny moralności, to tylko w sensie całości utkanej, i wciąż dzi"!', ciągłej rozmowy, w której toku partnerzy nieustannie wymie­
na nowo tkanej, z nakazów wydawanych, otrzymywanych i wyko­ niają się rolami, zwracają się do siebie nawzajem i odpłacają pięknym
nywanych przez podmioty moralne z lego właśnie tytułu, że każdy za nadobne. To właśnie symetria postaw i podejmowanych odpowie­
z Iych podmiotów jest l1iezastępowalny, a stosunki między nimi są dzialności nadaje relacji wzajemnej charakter "Ja-Ty" - i jest ta
asymetryczne. symetria obecna w spotkaniu od pierwszej chwili, z początku w po­
Zajęcie postawy, zanim się stosunek nawiąże; jednostronność, nie staci postulatu czy stanowczego oczekiwania. Jeśli traktuję Cię jako
wzajemność; stosunek, którego odwrócić nie można - wszystko to "Ty", a nie jak "ono", to dlatego właśnie, że wymagam (spodziewam
są konieczne. definicyjne w istocie znamiona postawy moralnej. się, pracuję nad tym), byś traktował mnie jako Twojego "Ty" 12.
"W stosunku do Twarzy utwierdza się asymetria; nie jest na początku Heideggerowakie Mitsein podobnie zakłada symetrię od pierw­
istotne, kim Inny jest w stosunku do mnie - to Jego sprawa" 10. To szego momentu. Jestem z Innym o tyle, o ile "my" _ ja i Inny
zdanie Levinasa odczytać można jako definicję Twarzy: Inny jest dla - .jesteśmy w tym (w świecie, w bycie) razem", Jako że to zwykła
mnie Twarzą, jeśli (li tylko jeśli) mój stosunek do Niego jest progra­ pospolitość ontologicznego losu jest tym, co nas ,Jednoczy" - nie ma
mowo niesymetryczny - to znaczy nie zależy od Jego byłego, obecne­ się co dziwić, że krytycy wytykają Heideggerowi bezcielesność jakiej­
go, przewidywanego czy spodziewanego odwzajemnienia się. A mo­ kolwiek etyki, którą próbowałoby się wywieść z takiego zubożonego,
ralność polega właśnie na odbiorze Innego jako Twarz)'. Postawa beztreściowego "bycia razem", schodzenia się razem przed zadzierzg­
moralna wytwarza stosunek zasadniczo nierówny. ta nierówność, nie­ nięciem stosunku moralnego, bycia razem, które nie zawiera moral­
równoważność, to niepytanie-o-wzajemność, ów brak zainteresowania nego zaangażowania i zobowiązania z miejsca, od pierwszej chwili,
wzajemnością, obojętność na równowagę (lub brak równowagi) zys­ jako swego czynnika konstytuującego. 'h względu na przyrodzoną
ków i strat - mówiąc krótko: organicznie nie zrównoważony, a za­ neutralność moralną (a neutralność z moralnego punktu widzenia
tem i nieodwracalny, charakter sytuacji ,ja w stosunku do lnnegc'' oglądana nie da się odróżnić od obojętności), jaka wynika nieuchron­
- nadaje spotkaniu z Drugim, z Drugim jako Twarzą, sens moralny. nie z ugruntowania zespołowości w lak pojętym Mitsein, "bycie
Levinas wyciąga krańcowo radykalne wnioski z Kantowskiego z drugim", jak to kwaśno komentuje Levinas,
rozwiązania problemu "prawa moralnego, tkwiącego we mnie" ale
jedynie taki radykalizm oddaje pełnię sprawiedliwości Kantowskiej ,.jest tylko aspektem naszego bycia-w-świecie. Nie zajmuje ono centralnego
koncepcji moralności jako postawy kierującej się troską o Innego miejsca. Mil znaczy: obok... [Mitseill] nie Oznacza konfrontacji z Twarzą,
znaczy li tylko zusammellseill, być może zusammenrnmschierell" IJ.
przez wzglQd na Niego tylko, i szacunkiem dla Innego jako wolnego
podmiotu i "celu samoistnego". Inne, złagodzone wersje etyki pokan­ " Por. Maurlee Feiedman, Mar/m 8wher's life and Wark: 1he Early YeCU3
tcwskiej nie ogarniają ogromu powinności moralnej. jaki koncepcja 1878 - 1923, Search Press, London 1982, ss. 314 _3 [5.
Kanta sugeruje. il Por. Emmenuel Levinas, Philusvphw..., temźe, 5. 122.
II Lćvinas. PhiJo30phit..., tamże, s. 135. Zau ..... azmy uderzające pokrewieństwo
E.
D1i",d"y wi:rJ" MlleinllnderIein Heideggera a obsesyjnie powterzejącym się u Kafki
LLL Emmu nucl Lćvlnus. Phi/mophie, Jr.l.~li('f 1'1 Amour, w: Elllrl' npus ..., ss. 122-123. obrazem cudownie, [CC7. rajemnjczn skoordynowanej pary. której ..zgrarrie ~ir;" jen
M(/raln~ fłraniel' uniwersalno.id etycznej 69
Niellcllwylna ll"iwer~tJlnojć
68

"Bycie z..," jest z natury symetryczne. To, co jest jaskrawie asy­ nas "dodawać do siebie", by uzyskać
sumaryczne "my". Wszystkie
metryczne, co czyni partnerów nierównymi sobie, co uprzywilejowuje "obowiązki" i "reguły" dające się
w stosunku moralnym pomyśleć
moje stanowisko przez uwolnienie go od wszelkich zależności od adresowane są wyłącznie do mnie, wiążą tylko mnie, konstytuują
tego. co Inny uczynił, uczyni lub uczynić może - jest "byciem dla ..." mnie i tylko mnie jako jedyne, niepowtarzalne ,ja". Właśnie adreso­
(~tre.pour-I'autre); sposobem bycia. który wyklucza nie tylko sarnot­ wana do mnie, na mnie spoczywająca, odpowiedzialność ma charak­
ność (likwidowaną już przez Mitsein), ale i obojętność. (Samotność ter moralny. Może jednak z miejsca stracić ów charakter, gdy - pró­
i obojętność. zauważa Levinas, są ułomnymi formami bycia-dla-in­ bując relację odwrócić - obarczam nią Innego. Jak to soczyście
nego, a przez to, że są deformacjami, pośrednio to bycie utwierdzają wyraził Alasdair Maclntyre - "na gruncie moralnym wypada od­
_ tak samo, jak nieróbstwo czy bezrobocie, będąc kalekimi od­ mówić stanowienia praw dla kogokolwiek poza samym sobą" 15:
mianami istnienia opartego na pracy, potwierdzają wagę zatrudnię­ "Bohaterem moralnym, w rodzaju kapitana Oatesa, jest ktoś, kto czyni
nia 14.) Jestem dla Drugiego bez względu na to, czy ów Drugi jest dla więcej, niż wymaga obowiązek. W takim rozumieniu «powinności», jakie
mnie; jego bycie dla mnie jest, rzec można, jego sprawą - i sposób, nadaje się do upowszechnienia, nie ma więc sensu twierdzenie, że kapitan
w jaki się on do lej sprawy odniesie i jak ją "załatwi", w najmniejszym Oates «zrobił, co zrobić należało». Mówić: «spełnił obowiązek» o kimś,
kto dokonał czynności nadobowiązkowej, to tyle, co przeczyć samemu
stopniu nie wpływa na moje bycie-dla-Niego (ponieważ moje by­
sobie. Ale czlowiek może sam sobie postawić zadanie wychodzące poza
cie-dla-Innego zakłada szacunek dla Jego autonomii, a taki szacunek obowiązek i poświęcić się jego wykonaniu do tego stopnia, że będzie się
zakazuje mi szantażowania go, by przystał na bycie-dla-mnie, czy ganił za jego niespełnienie - choć nic wpadnie mu do głowy potępiać
w ogóle mieszania się do użytków, jakie Inny czyni ~ swej wolności). innych za to, że podobnego zadania nie podjęli lub nie wykonali",
Cokolwiek na moje "bycie-dla-Ciebie" by się składało, nie należy doń Ponieważ upiera się on przy powszechności norm moralnych,
domaganie się zapłaty, wyrażającej się w przyjęciu przez Ciebie po­ jakie mają zeń wyniknąć (a więc, pośrednio, przy wymienialności
stawy, która byłaby zwierciadlanym odbiciem mojej. Mojego stosun­ podmiotów moralnych), imperatyw kategoryczny Kanta może uczy­
ku z Innym nie da się odwrócić: jeśli zdarza się, że moje by­ nić pewne zachowania obowiązkiem moralnym _. jeśli się jego inten­
cle-dla-niego zostaje odwzajemnione, jest to z punktu widzenia mojej cje interpretuje minimalistycznie, jako sprecyzowanie elementarnych
własnej postawy przypadek. wymogów postępowania moralnego w sposób negatywny: wskazanie
Owo "my", którego znaczeniem jest zespołowość o charakterze lego, czego moralnemu człowiekowi czynić nie wolno; jeśli jednak
moralnym, nie jest więc liczbą mnogą od ,ja"; denotuje ono zawiłą imperatyw Kanta interpretować maksymalistycznie, jako opis cech
strukturę, która wiąże nierówne sobie elementy. W stosunku moral­ dla moralności postępowania wystarczających - może on rozgrzeszyć
nym ja i Inny nie jesteśmy wzajem wymienialni i dlatego nie można sumienie z lekceważenia wielu kluczowych impulsów moralnych. Oso­
widoczne, lecz nic do pojęcia (dwaj asystenci K., dwaj pomocnicy Blumfelda, dwie by moralnej i przedmiotu jej moralnej troski nie można mierzyć tą
podskakujące zgodnie, ale nieme dziewczyny, a w końcu - niejako samma lematu samą miarą; i uznanie tego faktu (lub postępowanie, jak gdyby się ów
dwie piłeczki celuloidowe o ściśle zsynchronizowanych ruchach). WS7.y~tkic te pary fakt znało) jest tym, co właśnie czyni moralną osobę osobą moralną.
tyle mają 7~ sobą wspólnego, że gdy się je 7. zewnątrz ogląda, rzuca się w OC7.y ich "Jestem gotów oddać za Niego życie" jest intencją moralną; "On
wzajemne zgranie, ale zupelnle nie wiadomo, skł4d się bierze ich zgodne działanie;
winien być gotów oddać za mnie życie" nakazem moralnym nie jest.
oderwany, niczaangażowany i obojętny obserwator może tylko ryle o nich powiedzieć.
7.<: poruszają się w tym samym rytmie. Pornocnicy Blumfelda rozmawiają 7,c sobą wtedy
tylko, gdy są pewni, że 8lumfeld, po drugiej sirorne grubej szyby, nie usłyszy ani " Por. Alasdair Maclntyre, ~{ll Morrllily is Nol, w: .Philosophy" 1957,
~s. 325 - JJJ. Levinas oczywiście posuwa się dalej, uznając podobną odmowę za cechę
slow<l...

definicyjną "gruntu moralnego",


" E. Levinas. Mm..rir pollr ..., w: Enrr~ nous, ~. 215.

70 Nitllch .....yrltu l,"iwersu/rwAć Moro/ne Iłranice Ilnjwer.~alnojci 1'1.~("l"fj 71

Nie jest też nakazem moralnym wymóg. by inni ludzie poświęcali swe przodu, zawsze jest większa od odpowiedzialności drugiego czlowie­
życie dla ojczyzny, partii, czy jakiejkolwiek innej sprawy, choćby ka. Nie dana mi jest pociecha, że posłuszeństwo "przyjętym" normom
i najwznioślejszej - choć moja gotowość poświęcenia mojego wias­ i "ogólnie stosowanym" regułom wystarczy, bym nabrał pewności. że
neqo życia w imię tego, by idea nie zmarła bezpłodnie, może uczynić spełniłem swój obowiązek do końca, i aby nie dręczył mnie ów
mnie, niebezzasadnie. moralnym bohaterem. Gotowość do poświęceń nieznośny niepokój, który nazywam .nieczystym sumieniem't.Jeślijuż
dla dobra innych obarcza mnie odpowiedzialnością, która jest moral· moja odpowiedzialność ma być przedstawiona w postaci zasady,
na dlatego właśnie, że uważam nakaz poświęcenia się za odnoszący wyrazi się ona (jak w słynnej przypowieści Kafki o bramie Pałacu
się tylko do mnie, że przyjmuję, iż poświęcenie nie należy do kategorii Sprawiedliwości, przez którą za życia samotnego penitenta nikt jakoś
usług wymiennych, że nie jest i nie może stać się nakazem powszech­ nie wchodził, bo otwarto ją tylko dla niego jednego, by zamknąć na
nym - a więc nie mogę leż od poświęcenia się wymigać, licząc na to, powrót po jego śmierci) w formie reguły jednostkowej, reguły, którą
że inni przejmą je na swoje barki. Być osobą moralną znaczy: jestem - wedle wszystkiego, co wiem i co mnie obchodzi - dla mnie i tylko
stróżem brata mego. Ale znaczy to też, że lo ja jestem stróżem brata dla mnie ułożono i która do moich uszu dociera, choćby wszystkie
mego, i że jestem nim bez względu na to, jak brat pojmuje swe inne uszy były szczelnie zatkane. .Appel de la saintete precedant le

braterskie obowiązki i czy widzi je w ten sam co ja sposób; co więcej: souci d'exister"; "Souci comme saintete, ce que Pascal appelait amour
ja trwam na posterunku nie oglądając się na to, jak się inni bracia sans ccncupiscence"; ..Le moi de celui qui est elu li repondre du
wobec swoich braci. rzeczywistych cz.y "z mianowania", w podobnych procbam ... Unicite dc l'election!"!' Zostałem wybrany - przez tę
warunkach zachowują. W każdym razie mogę być stróżem brata odpowiedzialność, jaką ja tylko ponoszę; a więc moje standardy nie
mego w prawdziwym - moralnym - tego pojęcia znaczeniu wów­ mogą być pospolite, statystycznie przeciętne, ogólnie stosowane.
czas tylko, gdy zachowywać się będę tak, jak gdybym ja jeden tylko Święci są ludźmi wyjątkowymi; robią lo, na co nie zdobyliby się
miał obowiązek stróżowania i ja jeden tylko był skłonny go podjąć inni - zbyt na to lękliwi lub zbyt słabi duchowo; święci robią to,
i spełnić. Ja jestem zawsze tym, kto trzyma w dłoni słomkę, która czego by żaden człowiek "przy zdrowych zmysłach" od nich nie
ziarnie grzbiet potwora obojętności. To właśnie owa wyjątkowo.~ć (a wymagał, jako że to, co czynią, wykracza poza wymogi .Judzkiej
nie upowszechnialnośc1 i nieodwracalność mojej odpowiedzialności przyzwoitości" i "zwykłego obowiązku". Uczynienia tego, co robią,
jest kamieniem węgielnym stosunku moralnego. I to się tylko liczy mogą święci wymagać tylko od siebie samych, i wymaganie czynów
- obojętnie, czy wszyscy, czy tylko niektórzy bracia świata uczynią od siebie właśnie, bez tego, by podnosić je do rangi "normy po­
dla swych braci to, co ja za chwilę uczynię. wszechnej" - bez wymagania ich od innych - jest tą właśnie cechą,
Gdybym szukał standardów umożliwiających sprawdzenie. czy która czyni ich świętymi. Standard, wedle którego ja (tylko ja) mogę
moja odpowiedzialnośćodpowiada moim moralnym impulsom - nie mierzyć moją (tylko moją) odpowiedzialność, jest, w tym sensie,
znalazłbym ich wśród zasad, którym posłuszeństwa wymagałbym od skrojony na wzór świętych: jest standardem, który mogę - i winie­
innych ludzi. "Mam zawsze o jedną odpowiedzialność więcej od nem nawet - stworzyć dla siebie, ale którym nie wolno mi się
Innych?"; tylko przy takim założeniu jest zespołowość moralna (w posłużyć dla mierzenia moralności innych. Przez "standard świętości"
odróżnieniu od kontraktowego partnerstwa) do pomyślenia i do zreali­ rozumie Levinas wzór postępowania wznoszący się ponad wspólne,
zowania. Moja odpowiedzialność zawsze wychyla się o krok do powszechne. konwencjonalne, statystycznie przeciętne miary moralnej
przyzwoitości. Standard - przyznajmy - tego. co nieosiągalne. być

16 Ernrnunuel Levinas, E/hies and Infinity: C(Jnversalion~' "I/rh PhilipPf Nfrno.

Duqucsne Umversity Press, Pittsburgh 1985,~. 99. 17 E. Levinas. Mrlurir /'l'ltr...• ss. 2211-229.

72 Nieuchwytno IlniwlrsolllO.łt o .~umolllo.fci podmiotu morulrl(!I(! 73

może nawet niemożliwe do spełnienia; standard pokrewny utopii, o samotności podmiotu moralnego
która każde rzeczywiste dokonanie pozostawia daleko w tyle i spra­
wia. że żadne osiągnięcie nigdy aktora w pełni nie zadowoli. Nie ma więc standardów uniwersalnych, gdy o moralność idzie. Nie
Nie ma też powszechności u drugiego krańca troski, w punkcie ma co oglądać się za siebie, przypatrywać się temu, co inni - "tacy jak
docelowym podjętej już i sprawowanej odpowiedzialności; i sprzeczne ja" - robią, Nie ma co przysłuchiwać się temu, co powiadają, że robią
byłoby z odpowiedzialnością, gdyby wyobrażać sobie "upowszech­ albo robić powinni - po to, by samemu iść za ich przykładem, robić
nienie" jako pożądany rezultat jej sprawowania. Zauważmy przede to, co oni, czuć się rozgrzeszonym z nierobienia niczego innego (szcze­
wszystkim, że odpowiedzialność za Drugiego Człowieka sama przez gólnie tego, na co inni, "tacy jak ja", by się nie zdobyli) i zasypiać snem
się nie ma "celu" ani "przyczyny"; odpowiedzialność nie jest wy­ sprawiedliwego. Przypatrujemy się wprawdzie, przysłuchujemy - ale
tworem "woli" ani "decyzji"; nie jest czymś, co nie istnieje, jeśli się jej nie znajdujemy w tym jakoś rozwiązania naszych kłopotów, a zwłasz­
nie postanowiło ponosić; to raczej czysta niemożliwość nieponoszenra cza rozwiązania radykalnego. Wskazywanie palcem na innych - "oto,
odpowiedzialności za Innego stanowi o mojej moralnej wydolnoser. co ludzie robią", ,,010, jak się sprawy mają" - nie ratuje mnie przed
Ale naginania przedmiotu mojej odpowiedzialności do standardów, .. ~ ł..
, nocną bezsennością i dniem pełnym wątpliwości i wyrzutów. Gdy
jakie sam sobie stawiam, zawładnięcia jego wolą, postawienia go pod dowiodę, że .zrobiłem, co do mnie należy", sędzia prawdopodobnie się
moją komendę, upodobnienia jego cech do moich - a zatem ogoło­ odczepi, ale nie przerwie deliberacji ta niewidzialna lawa przysięgłych,
cenia go z jego własnej odpowiedzialności, która stanowi o jego którą, nie mogąc tym razem na nikogo wskazać palcem, nazywam
odmiemlOści, o jego wyjqtkowości - z pewnością nie mogę uznać za "moim sumieniem". "Obowiązek nas wszystkich" - o którym wiem,
idealny rezultat podjętej przeze mnie odpowiedzialności: nie mogę do nie wygląda mi jakoś na to samo, co moja odpowiedzialność. którą
tego wszystkiego zmierzać, jak do celu, nie popadając w konflikt z tą tylko czuję 19. Chciałbym szczerze pozbyć się lej - toczącej, jak robak
właśnie za Drugiego Człowieka odpowiedzialnością, a więc nie po­ trzewia - odrazy do samego siebie, którą jedni nazywają poczuciem
rzucając postawy moralnej. Stosunek moralny nie polega na fuzji winy, inni grzechem. Ludzie dobrej woli i pełni współczucia mówią mi,
partnerów, utożsamieniu się ich ze sobą - ani na tym, że obaj I
że pozbędę się na zawsze udręki, jeśli tylko nauczę się na pamięć
zgodnie podporządkują się czemuś trzeciemu (jakiejś bezosobowej przepisów poprawnego postępowania. Inni znów powiadają, że nie ma
zasadzie, której "każdy" "w podobnych przypadkach" podporząd­ ):

kować się powinien). Nic polega on na rozpuszczaniu mojej od­


,I l' Sytuację, w jakiej nie jest się nękanym przez skrupuły. łatwo wprawdzie
powiedzialności i odrębności mojego partnera we wspólnym standar­ osiągnąć. Co więcej: wszyscy ją osiągamy, i trwamy w niej wii;h7oM' C7-<1SU. Ale
i
dzie, który unicestwi indywidualność każdego z nas (a są takimi "więhzość czasu" spędzamy poza obrębem działania moralnego - na obszarze,
standardami i zasada wzajemności i zasada jednakowego traktowa­
I
którym rządzi konwencja i etykieta i w którym wystarczy poruszać się wedle skodyfl­
kowanych i łatwych do nauczenia się wskazówek. pamiętając o tym tylko, by nie
nia, i zasada zrównoważonej wymiany), Zespołowość moralna jest ..le naruszyć prywatnego terenu innych łudzi, i czyniąc oczywistym, że się o tym pamięta
face-a-face sans intermediaire", a nie czymś takim, czego poszukiwali - a więc odwracając demonstracyjnie OC1Y i Pf)i.:azujqc, że się innym nic patrzy
filozofowie poplatońscy: nie taką komunią, w której podmioty moral­ w twarz. Reszta Cl.UU Jednak upływa w warunkach "naładowanych morał nie" - i wte­
ne toną, topiąc się we wspólnym dla wszystkich ideale; nie takim dy zdani jesteśmy na siebie. Można wskazać na to, że mowa tu o .jcszcie'', a więc
o sytuacjach względnie marginesowych; a jednak nawet jeśli są one marginesowe, to
.nous''. "qui, tournee vers le soleil intelligible, vers la verite, sent
w tych sytuacjach widnie - jak w cieplarni - jaźń moralna kiełkuje, rozwija się
I'autre a. cóte de soi, et non pas en face de soi" I~. i dojrzewa, kwilnie lub więdnie; pomyślmy o podobnie krańcowych z egzystencjalnego
punktu widzenia sytuacjach śmierci, mi/ości i narodzin - i o tym gigantycznym snopie
'" E. Levinas. u temp.\ et l'au/re, Presees Umvereuairee de France 1919, ss. 88 -89. światła, jakie rzucają 00\: na wR7.ystkie inne, o wiele hardziej codzienne. zdarzenia.
74 Niel/cIJwyl1ltl uniwersalność o .<Q",lI/rJo.icl (l(Jdmio/1l moralrJ<!1I1l
"
wprawdzie sposobu zabezpieczenia się przed grzechem, ale mogę i potrzebował ratunku ... "Oszuści - tacy, co to biorą tylko, ale nie
przecież. zgrzeszywszy, winę odpokutować i bilans sumienia na nowo dają - nigdy na swoje nie wyjdą; ich nieuczciwość ludzie zauważą
oczyścić". Ale jakkolwiek kurczowo chwytałbym się nadziei w tych i ukarzą". To, że tak właśnie się rzeczy mają, potwierdza logika
radach zawartej - pryśnie ona przy najbliższej próbie... ewolucji i ta forma instynktu samozachowawczego, jaka się ewolucyj­
Przepisy bywają powszechne - i tylko przepisy mogą być po­ nie wytworzyła: .jeśf partnerstwo w wymianie wzajemnej jest korzyst­
wszechne. Można zadekretować powszechne obowiązki, ale moralna ne, i jeśli ten ma większe szanse dopuszczenia do partnerstwa, kto
odpowied1.ialność odwołuje się tylko do jednostki i może być podjęta przejawia rzetelną troskę o innych - dbałość o innych jest ewolucyj­
tylko indywidualnie. Obowiązki czynią ludzi jednakimi; odpowiedzial­ nie korzystna"21. Albo też, tym razem bez naukowych osłonek: ..Przy}
ność czyni z nich indywidua - niewymienne i niepowtarzalne. Tego, muje się ogólnie, i nie bez przyczyny, że praktyka moralna jest dobra
co w człowieku ludzkie, nie da się uchwycić we wspólnych mianow­ dla biznesu - i fakt ten wystarcza, by zachowywać się moralnie?".
nikach - pogrąża się ono w nich i przepada. Moralność podmiotu Przekazanie swych genów potomstwu (jak twierdzą socjobiologowie),
moralnego nie ma więc charakteru przepisów. Można pójść dalej powiększenie dochodów firmy [jak twierdzą wykładowcy kursów do­
kształcających dla ludzi interesu), czy też szansę przedłużenia życia
jeszcze i powiedzieć, że moralne jest to, co się opiera kodyfikacji,
formalizacji, uspołecznieniu i upowszechnieniu, Moralna jest ta re­
• dla zwykłych śmiertelników sugeruje się tu jako cel moralności: opłaca
sztka, która pozostaje po tym, gdy kodeks etyczny dokonał już swej się być moralnym, bowiem .jrafla do rozumu", że inni to docenią,

operacji Gleichschaltung. obdarzą kredytem zaufania, a w końcu odpłacą się podobną monetą,
By nadawać się do uniwersalizacji, musiałaby moralność posiadać być może nawet z procentem. Gdzieś tam głęboko, u podstaw tego

kilka cech, których w sposób jaskrawy jest pozbawiona. rozumowania kryje się obietnica jawnie kiedyś ogłoszona (przez reli­
Po pierwsze - cel. Posiadanie celu dzieli uczynki na sensowne gie), dziś wstydliwie przemilczana (pod wpływem naukowego ducha
i bezużyteczne. Cel zaopatruje wybór w kryteria i miary. Konfrontuje epoki): że czyniących dobro czeka nagroda (na tym czy na tamtym
zc sobą możliwe wersje działania, pozwala je porównać, przełożyć świecie), a złoczyńcy będą ukarani (mękami piekielnymi, lub przez
jedną. wersję nad drugą. Cel pozwala zwiększać wydajność działania; skrócenie ziemskiego żywota). Być moralnym \0 tyle, co inwestować
pobudza człowieka myślącego do wyboru czynności wydajniejszych ". w przyszłość, lub odkładać na czarny dzień. W jakimś stopniu schle­
i pomaga mu przeciwstawić się pokusie, by dla ułatwienia sobie losu bia to powszechnemu marzeniu, by wiązać to, co się więzom wymyka,
wystawić na szwank skuteczność działania. Nie dziw, że o wielu by kontrolować to, co się kontrolować nie pozwala, by zmusić
stanach bezsprzecznie ponętnych i pożądanych orzekali filozofowie, niezbadaną otchłań przyszłości, aby nadawała się do zamieszkania;

że są. "celem moralności". być może nawet, aby była dla przybyszów z teraźniejszości gościnna.
Powiadali tak o ubezpieczeniu się przed ryzykiem, dla przykładu:
nie powinienem się wahać przed skoczeniem do rzeki, gdy widzę li Peter Singer. 7he ExpanJing Circle: E/hks and Sod{!hi%gy. Farrar, Sueus
tonącego człowieka - ponieważ, być może, sam kiedyś będę tonął & Giroux, New York 19f11. ss. 17,44.
II Tom l. Beauehamp and Norman E. Bowic. Elhifal 1Jleory i" Bu.~irJt'!I!1, Prenuce

lO Kusząca jest sugestia, że właśnie owo nie dające się wykorzenić ani zaspokoić Hall. Englewood Clirrs 1988, s. j. weględy akutecencśc! ma się zawsze na mysli: jak
poczucie, że "nie zrobiło się dość", owa egzystencjalna niemo7:liwość osiągnit;cill sianu informują swych czytelników Thomas M. Garveu i Richard J. Ktonewski (BIlSilu'ss

bezchmurnego zadowolenia z siebie, posłużyły jako ruda doświadczalna, 7. której E/Mes. Pręmice Hall, Englewood Clilb 1986. s. 13)... ClęIIO bez wątpienia 7.najdujemy
wytopiono pojęcie ••grzechu pierworodnego", a póiniej pojęcie "urazu okołoporodo­ si~ w sytuaeji, gdy nie możemy zapobiec złu, lub możemy mu zapobiec tylko olb­
wego" lub innych równie upartych "kompleksów psychicznych" zakorzenionych w od­ rżymim kosztern. W lakich przypadkach rnoźemy być uwolnieni od winy". Moralność,

ległym i niedostępnym jut. dzieciństwie.


jak i wszystko inne, jest w biznesie kwestią 7.yskÓw i strat.
76 Niellchwytna uniwt'rSQ/noM o .'WM!'wjd podmiotu m(JrCl/flt'~f! 77

Albo inny cel: przetrwanie "czegoś większego", ważniejszego ode podpowiadane przez rachunek szans przetrwania są ze swej natury
mnie i bardziej niż ja przetrwania wartego - rodu, plemienia, koście­ moralne? ł czy przypadkiem czyn nie jest moralny dlatego właśnie, że
ła, czy partii i tych spraw wielkich, których one strzegą i czynią z punktu widzenia przetrwania jest do cna wartości pozbawiony?
nieśmiertelnymi, same zyskując przy okazji nieśmiertelność. W jedno­ Wzajemność jest cechą, której moralność nie posiada - i właśnie
ści siła, trzeba się razem trzymać, trzeba się nawzajem wspomagać ze względu na jej nieposiadanie daremne jest pragnienie, by nadać
i dodawać otuchy, kochać się jak bracia - tak aby. pospołu, jako moralności walor powszechny. Obowiązek jeuneyo partnera nie jest
grupa, jako .całość większa od sumy swych części", mieć większe w stosunku moralnym prawem drugiego; ani też obowiązek jednego
szanse na przetrwanie, niż "oni" - wrogowie lub nasi konkurenci. partnera nie wymaga, by drugi partner podobny obowiązek przyjął.
Pomoc wzajemna może wymagać poświęceń i moralność na po­ Jaźń nie zwleka z zajęciem postawy moralnej do chwili. gdy upewni
święceniu właśnie polega. Ale nieważne. czy ja osobiście odniosę ze się, że jej postawa jest lub będzie odwzajemniona i stanie się w ten
swych poświęceń korzyści - teraz czy w życiu pozagrobowym. Liczy sposób składnikiem obopólnego (czy wieloosobowego) porozumienia.
się to tylko, że wniosłem swój wkład do przetrwania grupy - której Rzecz ma się zgoła przeciwnie: to właśnie spokój umysłu, z jakim
powodzenie jest najwyższą miarą dobra i z/a. Rachunku zysków
i strat i oceny skuteczności działania dokonał tym razem za mnie ktoś
• podmiot odnosi się do kwestii odpłaty, nagrody czy równości ob­
ciążeń. sprawia, że jest on (dopóki się tymi kwestiami nie podnieci)
inny, ktoś. kto dobro grupy wyraźniej niż ja widzi. z miejsca, z które­ podmiotem moralnym.
go lepiej widać niż z mojego. Skuteczność tego, co mi czynić zlecono. Wzajemność może być natychmiastowa lub odroczona; konkretna
nie jest domysłem. moralność nie jest grą na ślepo: zapewniono mnie lub uogólniona. Wzajemność przewidziana przez typową transakcję
autorytatywnie. że jeśli to a to uczynię, zrobię. co do mnie należy, i że w biznesie jest natychmiastowa i konkretna. Wymiana dóbr, usług
robiąc to. spełnię wymóg moralności. Owa pewność jest przynętą, czy pieniędzy musi odbyć się albo z miejsca. lub w z góry dokładnie
którą plenipotenci "czegoś większego" posługują się chętnie i ze określonym momencie, a wymieniane dobra obie strony postrzegać
skutkiem. Zważywszy katusze moralnej niepewności. gwarancjom muszą jako równowartościowe- w sensie zgodnym z literą zawartej
"bycia w porządku" trudno się oprzeć. umowy. Transakcja "stoi na własnych nogach", jest zamkniętym
Obie omówione tu sugestie implikują, że działanie moralne, będąc u. epizodem: transakcje późniejsze nie rewidują oceny jej poprawności,
celowe (mając za cel przetrwanie lub nieśmiertelność, jednostkowe lub a j ona sama nie wiąże wcale (ehyba że się to w umowie zastrzegło)
grupowe), jest także racjonalne. Moralność "ma sens" - moralność oceny dalszych transakcji. Każda transakcja startuje, rzec można,
jest "po to. aby". Czyny moralne są .~rodkjem do celu. To cel się liczy. w próżni, i próżnię po sobie zostawia. T rudno pomylić transakcję ze
Moralność jest slużebnicą bytu, instruowaną przez rozum, który ją sfery biznesu ze stosunkiem moralnym; można co najwyżej powie­
nadzoruje. Moralność jest strategią, którą istota rozumna. będąc , dzieć (jak lo zrobił Durkheim, gdy wskazywał na .nlekonrraktowe
rozumną właśnie. wybierze. Postawa moralna jest czymś, co każda warunki kontraktu"], że jeśli nie żywi się zaufania do rzetelności
kalkulująca osoba przyjmie. jeśli tylko dokonała rachunków bezbłęd­ partnera - jeśli nie ufa się, że dotrzyma on danego słowa. i spełni. co
nie. Kalkulacja poprzedza moralnoŚĆ... przyobiecał. czyli nie przypisuje mu się cech uznanych pospolicie za
Ale czy rzeczywiście? Czy moralność musi się usprawiedliwiać, znamię .. uczciwości moralnej" - transakcja biznesowego typu jest nie
powołując się na coś innego niż ona sama? Czy przypadkiem nie do pomyślenia. Jednakże nawet ten pośredni związek między transak­
dzieje się tak, r.e moralność przestaje być sobą z chwilą. gdy jej cją a moralnością partnerów wydaje się wątpliwy, jako że drobiaz­
podmiot czuje potrzebę (lub jest zmuszany), by się tłumaczyć z tego, gowe klauzule i surowe kary. które obwarowują dotrzymanie obowiąz­
do czego moralność go skłoniła? Z drugiej zaś strony - czy uczynki ków, przesłaniają bez reszty względy moralne i co więcej: pozbawiają
NirlldllollylllQ 11l1iWersalno1l' o .Tarnotrw./d ptJdmiOlll mOrallll!fJO 79
"
je motywacyjnego znaczenia; czynią one wszak złamanie umowy Istnieje też taka wzajemność, która jest nie tylko nienatychmias­
"złym biznesem" w dosłownym i bezpośrednim, namacalnym sensie. towa, ale nadto niespecyficzna. Mowa tu o "wzajemności uogóll1io­
Są jednak inne odmiany wzajemności - nienatychmiastowej. ne]", w przypadku której nie tylko nie pojawia się data uiszczenia
niekonkretnej. lub nienatychmiastowej i niespecyficznej na raz. Dar. moralnego długu, ale nawet nazwisko osoby, na której dług spoczy­
dla przykładu, jest często ogniwem odroczonej wzajemności, "wzaje­ wa, a i tej, której wypadajoby ten dług spłacić. Myśl o takiej właśnie
mności ze zwloką", O odpłacie nie mówi się w momeneie wręczania wzajemności zawierała się we wspomnianej poprzednio wskazówce, że
daru, ani też nie kalkuluje się jej w momencie, gdy się wręczyć dar "opłaca się" być dobrym dla innych, bowiem inni okażą chętniej
postanawia; ale przecież ofiarodawca spodziewa się, nawet jeśli o tym dobroć tym, o których wiedzą, że są skłonni do czynienia dobra...
w danej chwili nie myśli, że na dłuższą metę dary, jakie otrzyma Ktoś gdzieś w końcu odpłaci w podobnej monecie dobroć ludziom
w zamian, wyrównają poniesione koszta. Gotowość do obdarowywa­ czynioną, człowiek dobry "wyjdzie na swoje", koszta dobroci zwrócą
nia nie przeżyłaby zwłoki zbyt długotrwałej czy zawodu zbyt regular­ się, być może z nawiązką - choć niekoniecznie zwróci je ta właśnie
nego. Wprawdzie w odróżnieniu od transakcji biznesmenów nie chęć osoba, której się dobro wyświadczyło, i niekoniecznie koszta pokryte
będą w lej samej postaci.
zysku, lecz źyczhwość jest na ogół motywem obdarowania. Co więcej:
dar nie jest zamkniętym, samowyczerpującym się epizodem; wręcz
• W przypadku wzajemności uogólnionej "równowartość" okazy­
przeciwnie, ma on sens o tyle ~ jak lo Claude Levi-Strauss wykazaPJ wanych i otrzymywanych usług trudno wymierzyć i trudno ich bilan­
rozwijając Marcela Maussa teorię daru - o ile jest narzędziem sowania się dopilnować, Z tego powodu wzajemność uogólniona,
w splataniu trwałych więzi między osobami czy grupami, które w in­ w odróżnieniu od konkretnej, trwać może długo, nawet gdy nie widać
nym przypadku byłyby od siebie odizolowane, lub trwały we wzajem­ jakoś, że ..popłaca", a koszta uparcie przerastają korzyści. (W prak­
nym antagonizmie. Rzecz w tym jednak, że jak i w transakcji biz­ tyce sprawy przybierają często inny obrót z tego powodu, że bilan­
nesowej, tak i w wymianie darów poprawność i sukces (cokolwiek sowanie usług trudno w ramach wzajemności uogólnionej ocenić,
miałyby te pojęcia w tym kontekście znaczyć) mierzy się ..równowar­ "racjonalną", a ponętną strategią stać się może dla człowieka przebie­
tością" wymienianych dóbr. Wzajemność zakłada się tu od pierwszej głego wymigiwanie się od wkładu osobistego, dwulicowość i szalbierst­
chwili; dawca daru spodziewa się odwzajemnienia. Jeśli więc względy ~I • wo. Ta słabość wzajemności uogólnionej zaprasza nieustannie do
moralne uczestniczą w procesie, to jedynie w sensie "moralnego ingerencji prawnej - trudno wszak pokładać nadzieje w "przyzwoito­
zobowiązania",jakim otrzymanie daru obarcza obdarowaneqo; moral­ ści moralnej" anonimowych jej uczestników. Rzadko powierza się
nej ocenie poddany jest człowiek obdarowany. nie obdarowujący. wyłącznej pieczy moralnego sumienia przedsięwzięcia zbiorowe, a już
Obowiązek apoczywająey na obdarowanym ma zaiste moralny chara­ szczególnie troskę o sprawę tak doniosłą, jak utrzymanie trwałej
kler (choć jedynie w sensie zawartym w sformułowaniu "tylko moral­ • struktury społecznej).
ny") - odwołuje się bowiem do chęci obdarowanego, by "postąpić, Tak czy owak, oczekiwanie odwzajemnienia (nawet gdy przyjmuje
jak trzeba", a nie do przepisów formalnych, wymogów prawnych się postawę ..co się odwlecze, to nie uciecze" i gdy oczekiwań nie
i sankcji karnych przez prawo przewidzianych. Jeśli już moralny zakotwicza się w osobach konkretnych "dłużników") jest tu ważnym
obowiązek pojawia się, to tylko na końcu, a nie na początku aktu motywem działania - i już z tego powodu stwierdzić wypada, że
obdarowania. działanie ma tu inne niż moralne korzenie. Nie widać tego na pierw­
szy rzut oka, bowiem gdy się je z boku ogląda, bez wnikania w moty­
lJ Por. u.~ ssrvcswvs aemflllairf.1 dt' la pdrelllł (1955). Angielska (poprawiona)
wy, zachowanie zainspirowane przez "wzajemność uogólnioną" może
wersja ukazała się pod tytułem F./t'rnelll<lry Slrll(lllreI o{ Ki".~lljp. trans. James Harte
przypominać do złudzenia bezinteresowną dobroczynność.
Bell and John Richard von Stermer. Beaccn Press, Boston 1969.
so NieuchwYlna U"i..... llr5Ulnuić o IlJmo/ltoJci podmiOJu mlJf(lIItei/(} 81

Nie można też powiedzieć o moralności, że jest stosunkiem kon­ przypadające na nią obowiązki spełniła druga strona. Mam obowią­
traktowym (dodatkowy powód, dla którego nie moie ODa nabrać zek dotrzymania umowy tylko o tyle, o ile partner jej dotrzymał.
waloru powszechności) - a lo z przyczyn podobnych, co w przypad­ Przedmiotem mojej uwagi i oceny jest postępowanie kontrahenta, nie
ku wzajemności. Istotą kontraktu (umowy) jest to, że obowiązki moje własne. Partner musi "zasłużyć sobie", "zarobić" na spełnienie
partnerów przedyskutowano, określono i uzgodniono, zanim podjęto przeze mnie kontraktowego obowiązku; a przynajmniej nie wolno mu
jakiekolwiek inne czynności. Wszystko, czego można od partnerów uczynić niczego, co by go jako stronę uprawnioną do oczekiwania
oczekiwać, czego się wolno od nich domagać i za czego zaniedbanie moich świadczeń zdyskwalifikowało. Wystarczy mi powiedzieć sobie:
można ich ganić lub karać, sprecyzowano dokładnie zawczasu. Żąda "on nie zrobił tego, co do niego należało", by czuć się uwolnionym od
się od partnerów nie więcej (choć i nie mniej) niż wywiązania się zarzutu, że to ja nie robię tego, co "do mnie należy". Jest więc
z obowiązków kontraktowych. Uwaga partnerów ma ogniskować się w jakimś sensie w mocy mojego partnera, by "rozwiązał mi ręce".
bez reszty na "zadaniu bieżącym" - dostarczeniu pewnego dobra, zwolnił od obowiązku. Moje obowiązki są heteronomiczne; a więc
wykonaniu pewnej pracy, wyświadczeniu pewnej usługi w zamian za heteronomiczne są też i moje przez kontrakt dyktowane czyny;
określoną sumę pieniędzy - a nie na osobie partnera. Zainteresowa­
nie partnerem jako osobą nie musi wykraczać poza przypilnowanie,
• a w końcu heteronomiczny jestem i ja sam, ja - zlepek kontrak­
towych zobowiązań.
by spełnił przypadające obowiązki kontraktowe - a i nie zaleca się. Co więcej, w ramach stosunków przez umowę określonych moje
by innym. .,nieistotnym dla sprawy" aspektom osoby partnera się zobowiązania też są ściśle ograniczone: nie wychodzą one poza dzia­
przypatrywać. Partner jawi się w kontrakcie li tylko jako "dostawca" łania, które można wyegzekwować. "To jest moim obowiązkiem"
czy "agent" tego, o co naprawdę chodzi: dóbr materialnych c:ly znaczy tyle, co: ,jeśli tego nie zrobię, będę ukarany". Idea obowiązku
świadczeń. Nie ma w stosunku wzajemnym partnerów żadnej "osobis­ ma tu sens zewnętrzny, nie samoistny. Zabierzcie sankcje karne,
tej nuty" ("nothing personał", podkreśla partner, gdy partnera uchy­ a zniknie obowiązek. Dobra wola wyłania się z lęku przed ukaraniem:
biającego zobowiązaniom oddaje w ręce policji, podaje do sądu czy to zatem, co w końcu uczynię, wyniknie z porównania niewygody
puszcza jego majątek na licytacji). Partnerzy nie są osobami - a już związanej ze spełnieniem wymaganej ode mnie czynności z przykroś­
z pewnością osobami jedynymi i niewymiennymi. Zadania, jakich się cią, jakiej doznam, gdy się mnie za jej niespełnienie ukarze. Ta

podjęli, mogą wykonać inni; jeśli zdarzyło się tak, że to właśnie ja okoliczność pogłębia jeszcze heteronomiczną naturę postępowania
zadanie wykonuję, to tylko z tego powodu, że to ja właśnie pod­ określonego kontraktowo. Zawarcie umowy wyraża wprawdzie mój
pisałem umowę. "Ja" jest tu tylko tworem prawa, skleconym z klauzul status wolnego, niezależnego decydenta; ale od momentu podpisania
kontraktu. Dobrem bezosobowego i z liter umowy tylko sklejonego umowy moje działania tracą swój niezależny, podmiotowy charakter.
partnera nie trzeba się przejmować, a i trudno wziąć je sobie do serca, Są one odtąd ..zdalnie kierowane" przez sankcje karne - ich autor­
.'
nawet gdyby się serce miało. Także o interesy partnera nie trzeba się stwo przejmują ukradkiem organy wykonawcze prawa. Nie można
kłopotać poza tymi, oczywiście, które wyszczególniono w kontrakcie. już moich działań wiązać niedwuznacznie z moją własną postawą czy
Umowę zawiera się po to, by realizować własne interesy i własne moją osobowością: po "każdym człowieku w mojej sytuacji" (to
dobro. Zawarcie umowy jest aktem celowym; a cel jej zawarcia jest znaczy w warunkach sprecyzowanych przez kontrakt) spodziewano
niedwuznacznie egoistyczny. by się podobnego zachowania. i każdego przywołano by rychło do
Najbardziej jednak postępowanie określone kontraktowo od mo­ porządku. gdyby oczekiwań nie spełnił.
ralnego różni ta okoliczność. że "obowiązek wywiązania się z obowiąz­ Wszystkie wyliczone tu cechy, których moralność nie posiada,
ku" w przypadku każdego z partnerów zależy od tego, czy i jak a które posiadać powinna, by móc przybrać charakter "prawa
82 Nit'~hwylna ~ltjwersalltO.U o ~·tJmollta.łci podmiotu moralntga
powszechnego", mają wspólny mianownik; jest nim charakter kalo
"
zaczyna i gdzie się kończy; normy pozwoliłyby mi w jakiejś chwili
kulacji: ta okoliczność. że wszystkie one - celowość, wzajemność spocząć i zaprzestać wysiłku ze świadomością, że wszystko, co było
i kontraktówość - czynią działania kaiku/owalnymi. Każda z trzech do zrobienia, zrobiłem; a w dodatku wiedza o tym, że ta chwila
cech zakłada, że rozumowanie poprzedza działanie; że definicja spoczynku nadejdzie, pozwoliłaby mi tak swe działania układać,
poprzedza zadanie; że uzasadnienie poprzedza obowiązek. Wszystkie by jej nadejście przyspieszyć. W braku norm powszechnych mój,
więc implikują takie działanie, które jest rezultatem racjonalnego podmiotu moralnego, los jest o wiele bardziej uciążliwy. Nie mogę
rozważenia decyzji, lub przynajmniej może nim być. jeśli się aktorzy ukoić sumienia. nie mogę uzyskać pewności poprzez stosowanie się
porządnie do sprawy przyłożą. W zgodzie z definicją racjonalności do czytelnych reguł, które mogę zaobserwować patrząc na postępo­
sporządzoną przez Maxa Webera, powiedzieć możemy, że dzialania wanie innych ludzi, pamięciowo opanować czy nawet uczynić
obdarzone omówionymi lu cechami są racjonalne - a lo w tym nawykiem. Choć jako istota społeczna jestem zawsze z innymi, jako
sensie. że można je przedstawić w kategoriach środków i celów. istota moralna jestem zawsze sam; oplątany pajęczyną nakazów i za­
Adekwatność środków i poprawność ich doboru można w zasadzie kazów, trwam w swej niezbywalnej wolności (jak ujął to Maurice
ocenić obiektywnie - jeśli znane są cele, którym środki te mają ~~ Blanchot: "każdy tu ma swe własne więzienie, ale wewnątrz tego
służyć. A i same decyzje w ten sposób podjęte są obtekrywne, zaś więzienia każdy jest wolny"24).
wynikające z nich działania - bezosobowe. Decyzje te wypływają "Bycie z innymi" można regulować za pomocą kodyfikowalnych
z rozumu, który nie jest niczyją własnością osobistą, niczyim osobis­ norm. W odniesieniu do "bycia dla Innego" taka regulacja nie jest
tym waJorem; jeśli decyzje podjęte przez różnych ludzi są odmienne, jednak możliwa. Posługując się pojęciem Durkheima, ale w sprzecz­
można to wytłumaczyć tylko różnicą między wiedzą pozyskaną ności z jego teorią, możemy powiedzieć, że moralność jest stanem
indywidualnie a pełnią potrzebnej informacji, albo różnicami w pilno­ nieustannej i nie dającej się naprawić anomii. Być moralnym to tyle,
ści czy sprawności myślenia. To właśnie dzięki owej cesze bezosobo­ co być zdanym na łaskę własnej wolności.
wości daje się działanie racjonalne przedstawić jako podległe normom Jestem istotą moralną, zanim myślę. Nie ma myślenia bez pojęć
- i to takim normom, które mają, teoretycznie rzecz biorąc, walor (z natury ogólnych), standardów (również ogólnych) i norm (zawsze
powszechny, a w praktyce nadają się do upowszechnienia. • nadających się do uogólnienia). Gdy jednak pojęcia, standardy i nor­
Sądzę, przeciwnie, że moralność jest z przyrodzenia i nieuleczalnie my wkraczają na scenę, popędy moralne ze sceny schodzą; ich rolę
nteracjonaina - a to w tym sensie, że nie poddaje się kalkulacji, że nie gra leraz etyczne rozumowanie - ale rozumowanie etyczne pokrew­
da się przedstawić jako działalność posłuszna bezosobowym normom, ne jest prawu, nie popędom moralnym. Etyką nazywamy lo, co Jean
a więc tym bardziej nie da się opisać jako działalność podległa Fourastie określił mianem .morales des savants", którą przeciwstawił
normom. którym można przypisać (lub dla których można uzyskać) ..morales du peuple", Ta ostatnia, twierdzi, ,jest bliska instynktowi,
status powszechności. ". W odróżnieniu od moralności uczonych, nie posługuje się ona rozu­
Powołanie moralne jest z gruntu osobiste. Wezwanie - jeśli już mowaniem i dowodem"2S. Twierdzi on także, że morales du peupJe jest
można tu mówić o wezwaniu - adresowane jest do mojej odpowie­ "moralnością poświęcenia" - a przynajmniej okazuje się nią, gdy się
dzialności; pobudki, by wziąć troskę i dbałość na siebie, nie uciszy ani spogląda na jej efekty. Nie można jej wyjaśnić dążeniem do szczęścia,
nie uśmierzy świadomość. że inni ludzie zrobią lo za mnie, albo że ani też -- choćby i niebezpośrednim - interesem aktora.
- jeśli o mnie chodzi - zrobiłem już to, co na mnie wedle ogólnie
l' Maurlee Blancnor. Hdaus Cirdes, rrana. Paul Aster, Station Hill, New York
przyjętych standardów przypadało. Normy powiedziałyby mi. co mam
1985. s. 10.
robić i kiedy; normy poinformowałyby mnie, gdzie się mój obowiązek
l.' Jean Fauraslic, Es.~ai.1 de morale pru.lpeclil!ł', Goutier, Paris 1966, J. 29.
Njeuch",'.YI'lO "'nj .... ~rstJlnQ,jł

"
Wynika z tych rozważań, że jeśli akt moralny poczyna się w sa­
motn ości, wspólnota wyłania się u jego kresu - jako "zespołowość
3
moralna", wspólne, choć nie wspólnie planowane. osiągnięcie pod­
miotów moralnych. z których każdy sięga poza własną samotność
Nieuchwytne fundamenty
w porywie samopoświęcenia, jakie jest zarazem istotą i wyrazem
..bycia dla", Nie jesteśmy istotami moralnymi dzięki społeczeństwu
(zawdzięczamy społeczeństwu to tylko, że jesteśmy stworzeniami ety­
cznymi, że podporządkowujemy się etycznemu prawu) - żyjemy
w społeczeństwie, jesteśmy społeczeństwem, dzięki temu, że jesteśmy
istotami moralnymi. W sercu społeczności tkwi samotność osoby
moralnej. Zanim społeczeństwa, jego prawodawcy i filozofowie, za­ L'IIUmDIII en Uli sctllld/Jle dtlllS flll't'. ulle .,m/J­
I/Jdie" de /'łfrl/" PQur les realisIes...
bierają. się do sporządzenia przepisów etycznych, są już istoty, którym F.MM"'NUEL L(.V1NAS
przypadło być moralnymi bez ograniczeń i bez luksusu skodyfiko­
wanej dobroci. Jaźń moralna nie ma fundamentu. Opiera się wprawdzie na im­
pulsie moralnym -- ale to jedyne jej oparcie nie jest czymś takim, co
mają na myśli filozofowie, gdy mówią o fundamentach. Dla tych,
którzy odpowiadają za prawo i ład (czyli tych, którzy odróżniają, za
pomocą. prawa, ład od chaosu), impuls moralny nie należy do katego­
rii gruntów, na jakich podjęliby się cokolwiek ważnego i trwałego
budować; by się na plac budowy nadawał, trzeba by go wpierw, jak
grząskie moczary, skrzętnie wydrenować i osuszyć. Filozofowie nie
mogą uwierzyć, by coś lak subiektywnego, nieuchwytnego i kapryś­
••• nego jak impuls moralny mogło czemukolwiek posłużyć za funda­
ment; jeśli już ludzie zachowują się w sposób, który filozofowie
zgodziliby się nazwać moralnym, I jeśli zachowują się w ten sposób
mniej lub bardziej regularnie, musi istnieć po temu jakaś solidniejsza,
niż impuls moralny, przyczyna.
Jak sugerował w 1953 roku Leo Strauss, ową podstawą może być
albo przyroda, albo historia; innymi słowy -- albo coś takiego, co
wszędzie i zawsze jest takie samo i dlatego może i powinno być raz na
zawsze odkryte; albo coś, co zmienia się wraz z czasem i przestrzenią,
a więc może i powinno być z rozwagą i namysłem tworzone. Wabu
jednak przypadkach pojedynczy człowiek stanie wobec ogólno-gatun­
kowej lub mniejszej w swym zasięgu, lecz równie ponadjednostkowej,
powinności - zawsze potężniejszej od jego własnych popędów czy
,. N iturhllllY/fil' fundlJJflen!y Budowanlf' /la njf'llfno,ę('/ 87

skłonności; w obu więc przypadkach będzie go wiodła lub popędza­ Budowanie na nieufności
ła, inspirowała lub ograniczała sila zewnętrzna a przemożna, przera­
stająca możliwości skutecznego oporu. Moralność może być li tylko W społeczeństwie nowoczesnym panuje opinia, że dobro ogółu jest
heteronomiczna. Zarówno filozofowie, jak i administratorzy ładu pochodną ludzkiego zastanowienia się i rozmyślnego działania. Choćby
przyglądają się nieufnie ludziom kierowanym przez impuls - także rozum i rozwaga potrzebne były po to tylko, by odkryć, czego natura
impuls moralny. Nie można przewidzieć, jak się oni zachowają; "chce" czy "wymaga" od ludzi, i dopilnować, by to właśnie, co im
w świecie przez takie samonapędzające się byty zaludnionym "wszy­ natura każe, robili - nie uważa się, by ludzie mogli to zadanie spełnić
stko może się zdarzyć". Zarówno dla filozofów, jak i administ­ na własną rękę i o własnych siłach, będąc ślepo posłuszni własnym
ratorów ładu świat, w którym wszystko może się zdarzyć (czytaj: "przyrodzonym skłonnościom". Doskonałość ludzkiego ładu. jakość
świat, o jakim nie mogą z góry i autorytatywnie orzec, co się w nim ludzkiego współżycia mierzy się odległością dzielącą porządek ludzki
zdarzy, a co nie. lub czemu wolno. a czemu nie wolno się w nim - przez ludzi stworzony - od "naturalnego porządku rzeczy", który
zdarzyć), jest zniewagą dla człowieka rozumnego i pobudką alar­ ochrzczono teraz pogardliwym, ale i lęk budzącym mianem "prawa
mową dla człowieka czynu. dżungli" (na obliczu tej mitycznej dżungli, ucieleśniającej .wewnętrzne
"
Dzieląc troski budowniczych ładu, filozofowie nowocześni nie upiory" nękające nasze, przez ludzi fabrykowane Prawo, zapisują się
ufali jaźni moralnej. Przekonanie. że jaźni nie wolno pozostawić - jak na portrecie Dorlana Graya - wszystkie szkaradne zmarszczki.
samej sobie, że nie posiada ona narzędzi i kwalifikacji, którymi grymasy i konwulsje prawnego ładu, tak że twarz Prawa może
mogłaby się sama, bez pomocy z zewnątrz, posłużyć - nie opierało pozostać na wieki gładka i urodziwa). Trudno sobie wyobrazić coś tak:
się na odkryciach empirycznych. Nie uogólniało ono danych o rze­ z rozumem sprzecznego, jak lad ludzki (ów synonim ładu tout COllrt
czywistości "samej przez się", pozostawionej własnej logice - ale i jedyny ład do pomyślenia w świecie przez ludzkie wysiłki konstruo­
określało sposób, w jaki (w przypadku nadzorców ładu) należało wanym), którego korzenie tkwiłyby w "przyrodzie człowieka" i który
rzeczywistość kształtować. i sposób, w jaki należało (w przypadku by wyrastał z gleby dziewiczej - nie uprawionej i nie pilnowanej.
filozofów) myśleć o niej i ją interpretować. Ponieważ nieufność Dobro ogólne, twór z własnego przyznania sztuczny i z naturą rzeczy
wbudowano od pierwszej chwili w obraz świata, w którym jaźnie
działały i w opisy ich działań - twierdzenie o moralnej niesamowy­
.. .
~ skłócony, jest zbyt kruche i chorowite, by pieczę nad nim powierzyć
impulsom moralnym jego beneficjantów (jaki lo architekt godny tego
starczalności ludzkich jaźni mogla się obejść bez empirycznego miana zgodzi się pozostawić decyzje o strukturze budynku kaprysom
sprawdzenia; wiarygodność nie zależała od testu empirii. Nie szlo jego przyszłych użytkowników'ł). W najlepszym przypadku .przyznaje
o to, czy teza jest prawdziwa, czy fałszywa; liczyło się naprawdę to, się impulsom moralnym zdolność do odegrania pozytywnej roli "pod
że warunkom, w jakich można by było (Boże broń) poddać próbie nowym zarządem" - a więc pod warunkiem, że o ich użytkowaniu
prawdziwość tezy, zapobieżono (Bogu dzięki) - a to dzięki zbioro­ decydować będą instancje bardziej rozsądne i zaufania godne niż ich
wym wysiłkom filozofów, którzy takie warunki pomyśleli jako nie pierwotni właściciele. Wzorem średniowiecznych alchemików, Władza
do pomyślenia, i praktyków ładu, którzy prawnie postawili je poza może przeobrazić nieszlachetny metal naturalnych skłonności w czyste
prawem. Wspólnym wysiłkiem myślicieli i działaczy pozbawiono złoto moralnych intencji. Dokonania władzy przewyższają jednak
impulsy moralne głosu w kwestiach dotyczących ugruntowania mo­ ambicje alchemików, bowiem złoto osadzające się na dnie potrząsanej
ralności. przez wladzę retorty jest jedynym, jakie gdziekolwiek w ludzkim
świecie występuje; moralności nie znajdzie się nigdzie poza jaskinią
alchemików, zwaną normatywnie regulowanym społeczeństwem.
88 NieU{;f!wy/neJimJiomenly
Budowanie flll nił'l!frlQfrt
"
Jeremy Bentham, którego prace wywarły najgłębszy bodaj wpływ się z przemożną mocą konieczności nie tylko ci, których wzywa się do
na kształt nowoczesnej myśli etycznej, twierdził zgodnie z koncepcją posłuszeństwa, ale i ci, którzy ich do posłuszeństwa wzywają. Co
Hobbesa, który był jego natchnieniem, że istotom ludzkim "brak ważniejsze jeszcze (choć ten motyw rzadko wydobywa się na powierz­
chnię na tyle, by stał się jawnym uzasadnieniem działania): można
altruizmu" i że z tego powodu "trzeba groźby przemocy, by skłonić
je dó służenia interesom większości, a nie wtesnym'". Wedle wykładni sobie wyobrazić przykazania moralne jako "wiążące" wówczas tylko,
T., L. S. Sprigge'a, był Bentham przekonany, że przyrodzony popęd gdy są skrojone na kształt i podobieństwo prawa, czyli występują
do szczęścia i unikania bólu, sam przez się pozbawiony znaczenia w postaci zasad, jakie można klarownie sformułować, wyliczyć, zin­
wentaryzować. Koniec końców to właśnie w dyskursie, w czynności
moralnego,
formułowania i precyzowania, ugruntowane są nakazy i zakazy pra­
,jest surowcem psychicznym, jaki prawodawca lub inżynier społeczny ma
wa jako przewodnika działań, a więc pośrednio i same działania. Bez
do dyspozycji. Sprawa na tym polega, by społeczeństwo tak zbudować,
aby popędy ludzkie musiały owocować dobrymi intencjami. które w nor­ tak powstałych i ugruntowanych zasad nie ma moralności; czyn nie
malnych warunkach przywiodą do dobrych uczynków - czyli takich może być moralny, jeśli nie jest działaniem wedle zasady.
uczynków, które powiększą ogólną sumę szczęścia't ', Sprawiedliwość lfairnessl, powiada Rawls, "nie jest - by tak
Dla Benthama, jak i dla większości jego kontynuatorów, moralne rzec _ zdana na łaskę istniejących pragnień i interesów"). Twierdząc
intencje i czyny mogły być tylko wytworem inżynierii społecznej. tak bynajmniej nie jest sam. Etyków najrozmaitszych szkól myślenia
Zadanie wymaga inżynierów dwojakiego rodzaju: władców, którzy łączy przekonanie, że powierzenie pieczy nad tym, co ludzie władzy
stanowią prawa i egzekwują je, by zmusić egoistycznych poszukiwa­ wraz z tymi, którzy za nich i dla nich myślą, nazywają sprawie­
czy szczęścia do zastanowienia się nad szczęściem ich sąsiadów; dliwością, "istniejącym" (czyli surowym, jeszcze nie poddanym prze­
i myślicieli etycznych, których funkcją jest, z jednej strony, doradzanie robowi) "pragnieniom" i "interesom", równałoby się rzuceniu spraw
władcom, jak manipulować społecznie zawiadywanymi przyjemnoś­ na pastwę ślepego żywiołu. W literaturze z dziedziny etyki nader
ciami i bólami tak, aby maksymalnie uprawdopodobnić efekt zamie­
J John Rawls, A Theory oJ Ju.,tlce, The Belknap Press of Harvard University
rzony, a z drugiej - przekonanie zmuszanych ludzi, że służyć będą
Press, Cambridge, Massachusetts 1971, s. 261 [por. wydanie polskie: Teoria Jprawied­
najlepiej swemu instynktowi szczęścia, jeśli poddadzą się przymusowi
liwoici, przełożyli Maciej Panufnik, Jarostew Pasek. AdlUT1 Romaniuk. PWN, War­
bez oporu.
szewa 1994 (BWF), s. 360].
Gorączkowe poszukiwanie "fundamentu" zasad moralnych wyni­ Alan wotre (UłIO.W Keeper? Sf..óal Science and Mr>ral Obliwu1ir>n, Univcrsity of
kało głównie z tej drugiej funkcji, z zadania perswazji. Przymus California Prees 1989, s. 125) krytykuje zafascynowanie Rawlsa 7.asadami.jakie mogły­
prawny nie natrafi wszak na poważniejszy sprzeciw, jeśli się ludzi by podporządkować sobie lub unieważnić "pomniejsze" motywy ludzkich interakcji
_ wskal.ujac na 10, że .zasady" nie na wiele się przydają w ulatwianiu bieżących
przymusowi poddanych przekona, że prawo, któremu mają być po­ -.~ spraw iyciowych, a niewielki też okazuj" na nie wpływ: •.W świecie, w którym ludzie
słuszni, jest czymś więcej niż kaprysem prawodawcy. Prawo musi
lll.jmują iit< dziećmi. żyj" wśród sąsiadów i cenią sobie ludzką pnyjażń, teoria moralna,
reprezentować coś potężniejszego od kaprysu, nawet kaprysu ludzi która wymaga racjonalnego rozumowania w stopniu, w jakim żąda go Rawls, nic
potężnych; coś, co nie tylko musi być przyjęte, ale czego zdrowy na pomaga, a może się nawet okazać ciężarem. Uczy ona ludzi nic ufać temu, czego
umyśle człowiek nie przyjąć nie może, coś, co uznają za narzucające potrzebują najbardziej _ osobistego przywi"zania do tych, z którymi obcuj" ..." Wolre
w swej polemice nie wspomniał o jednym: o nieprzypadkowej naturze tych pouczeń;
I wedfug interpretacji R. S. Downie i Elisaberh Talfer - Respect for Persons. wpajanie nieufno!ici nie jest omyłką ani rel:ultatem socjologicznej naiwności. ale celem
Allen & Unwin, London 1969, s. 42. (jawnym b"dż ukrytym) promocji lasad w łonie hierarchii kryteriów moralnych,
1 T. L. S. Sprigge. Theoretiral FOl/nda/ton.1 ąf E/llk.y, Routlcdgc. London 19118,
w której notorycznie kapryśne sympatie osobiste i impulsy skfauiające do zaintereso­
s. 16. wania się losem innych umieszczono na samym spodzie.
N ieucnwy/Ile jUrstiwnfll1 y Budo.....a,.j.. 110 nitu/nald 91
90

częstoznajdujemy wyraz tego przekonania. Oto kilka, na chybił trafił wlasnq. Jest to wszakże spostrzeżenie. które samo przez się nie roz­
wybranych przykładów: strzygnie sporu między intuicjami - i sprawy, o którą wojna się
toczy, nie rozwiąże.
,Jeśli wartości podstawowe i cele ostateczne mają pozwolić mi: (jak Rzeczywistym casus belli w tej wojnie - sprawą, w imię której
niewątpliwie muszą) ocenić i regulować moje aktualne zachcianki i prag­
nienia, muszą te wartości i cele posiadać sankcje niezależne od tego, że szermierze poprawnego rozumowania nie UStają w wysiłkach i goto­
zdarzyło mi się akceptować je z takim czy innym stopniem gorliwoścr". wi są uciec się nawet do wybiegu petirio pTirlcipii - jest głęboko
"Nie można powiedzieć, że człowiek przyjął moralny punkt widzenia, zakorzeniona nieufność wobec autonomicznego podmiotu moral­
jeślinie jest on gotów traktować reguł moralnych jako zasad, li nie po nego, a ściślej mówiąc: takiego podmiotu moralnego. którego auto­
prostu przyjmować je za chwyty praktyczne - to znaczy jeśli tego, co nomia opiera się na czymś innym niż interioryzacja zasad żyro­
czyni. nie czyni z zasady, li tylko gwoli osiągnięcia zamierzonego celu. Co wanych przez władze zdolne objąć umysłem "interesy ogółu". Tezy,
więcej,musi on działać wedle zasad przeznaczonych dla wszystkich, li nie że tylko postępowanie kontrolowane przez zasady może być uznane
tylko przyjętych przez niego samegoczy jakąś grupę'".
za działanie moralne i że zasady te wspierać się muszą na fundamen­
"Liberalne demokracje są terenem pluralizmu moralnego; wolno tu tach mocniejszych niż wola podmiotów, wyrażają i przekazują głów­
jednostkom żywić radykalnie odmienne od siebie przekonania co do
istoty dobra i wzoru ludzkiej doskonałości. W takiej sytuacji jest zada­ nie tę myśl, iż czyny "ot tak po prostu podejmowane" będą najpraw­
niem filozofów moralności ..., by silą racjonalnego myślenia wyłuszczyli dopodobniej pozbawione zasad (a więc niegodne i niegodziwe) i po­
ziarno powszechnego obowiązku ~ moralnego z lego właśnie tytułu, ze zhawione podstaw. Najbardziej bezpośrednim rezultatem konstruo­
oczyszczonego z wierzeń i tradycji... Ten wymóg radykalnie separuje wania fundamentów etycznych była proklamacja, że żaden inny
racjonalność od jej korzeni historycznych.," ~.
grunt 'nie nadaje się do tego, by stanowić oparcie dla wyborów
W powyższych cytatach, jak j w wielu innych pokrewnych im moralnych; albo nawet, że grunt alternatywny nie istnieje. lm gcr­
stwierdzeniach, Czytelnik zauważy z łatwością obfitość zwrotów w ro­ liwsze i bardziej zapamiętałe bylo konstruowanie fundamentów, tym
dzaju "nie mogą nie", "muszą", "niewątpliwie muszą" - które nader jawniej (i - jak się spodziewano - w tym bardziej przekonujący
często wyrażają głównie niemożność wskazania jakichkolwiek innych sposób) demonstrowano brak zaufania do autonomicznego sądu
powodów akceptacji autorskiej tezy prócz intuicji, że jest ona "sen· moralnego i do nieobliczalnego moralnego podmiotu. Tym ostrzej
sowna", a i innej, przerażającej intuicji, że teza odczuwana jako też podkreślano niezbędność sprawowania autorytatywnej kurateli
sensowna nie musi być wcale prawdziwa. Zauważmy, że najmężniejsi
bojownicy nie kończącej się wojny przeciw moralnym intuicjom hoi
pol/oj posługują się z zapałem, jako orężem najprzedniejszym. intuicją

, Michael J. Sandel, JU3tict and the Good, w: Libtrali3m and us Crilics, pod jego
redalr.cją. Blaclr.well, Odord 1984, I. 189.
r
... '~
nad moralnością jednostek.
Poszukiwane fundamenty wyobrażano sobie na kształt instancji
uprawnionej do autorytatywnego orzekania o statusie prawnym osób
i ich poczynań; instancji decydującej o tym, co w ich uczynkach
dobre, a co złe, i określającej, co jest dozwolone, a co nie. W znacznej
l Kurt Baier, The Mwal Poinf ol "'w, Comell UoivtOlily Press, lrhaea 1958,s. 210.
większości przypadków stawiano w poszukiwaniach na rozum (który
• Monique Canto-Sperber, Pour la phi/osophitmo,alr, w: "Le Debat" I. 72 (1992), uważano za atrybut powszechnie ludziom przysługujący, lub raczej za
S, 49. Canto-Sperber odcina się od krańcowych wersji programu, z którym ogolnie cechę, jaką każdy człowiek nabyć może - a więc nie wolno mu
sympatyzuje; golowa jest poczynić pewne Ir.oncesje na rzec: panującego dzili ducha usprawiedliwiać swych złych uczynków tym, że jej nie posiadał) j na
°
sceptycyzmu. Powiada wtęe dwie strony dalej: "Wydaje mi się, że główną Ir.wesli~ reguły -- a ściślej mówiąc: na dyktowane przez rozum reguły i kieru­
w Ir.ontelr.ście tych obowiązlr.ów jest ich odkrycie, okreśerne i <l~tabilizac:ia», a nic
problem uzesadnterne" - cokolwielr. by to znaczyć miało i czymkolwiek by różniło si~
jący się regułami rozum (w praktyce rozum i podporządkowanie
(lub nie różniło) od onodolr.syjnych wywodów poJlukiwaczy fundamentów. regułom traktowano synonimiczniel.
8uQm.'a"ie /lO "ieujiIQ.ld 93
92 NJeuci:rIl'Y/!'Ii /lmdu'MlIt y

Argumentacja etyczna, w ślad za Kantem. dewaluowała na ogól nić, na czym "dobro" polega, jeśli treści tego pojęcia nie sprowadza
się po prostu do wierności zasadom postępowania, byłoby zresztą
emocje jako czynnik "moralności; przyjmowano jako aksjomat, że
uczucia i działanie pod wpływem afektu są z moralnego punktu w ramach tej koncepcji nader trudno, założywszy, że utożsamiono już
widzenia bez wartości, a to z tego powodu, że nie pozostawiają osobie moralność z działaniem normatywnie regulowanym): wystarczy zba­
działającej wyboru; tylko zdolność wyboru, jako sprawność racjonał­
dać, na ile czyny zgodne były z przepisami sformułowanymi dla
na, oraz decyzje przez rozum dyktowane czynią aktora osobą moral­ "takich jak one" czynów. Moralność tak widziana grawitowała ku
ną 7, Dla Kanta i jego kontynuatorów cnota równała się umiejętności biegunowi czystego "proceduralizmu" - i w miarę jej zbliżania się do
opierania się skłonnościom uczuciowym, neutralizowania ich lub tłu­
mienia na rzecz nakazów rozumu. Emocje są z natury nierozumne.
.' tego bieguna, w coraz większym stopniu odmawiano znaczenia su­
mieniu moralnemu aktora, oddzielano coraz bardziej zdecydowanie
a więc rozum musi być od nich wolny. Wyznaczano moralności na środki od celów, sprawę poprawności postępków od oceny ich na­
siedzibę ten właśnie chłodny i nieprzytulny, pozbawiony uczuć obszar
stępstw, a w końcu i kwestię moralności od kwestii czynienia dobra.
niepodzielnej władzy rozumu. Tylko na tym obszarze była moralność W istocie rzeczy, stanowisko konsekwentnie deontologiczne, akcen­
"u siebie" - tylko rozum przecież mógł się rządzić prawem i tylko do tujące względy proceduralne kosztem motywów i efektów działania,
decyzji rozumowych mogły się odnosić reguły. Przy okazji jednak lęk prowadzi do wymazania "czynienia dobra" z moralnego porządku
przed emocjami paraliżował wysiłki zmierzające do ugruntowania dnia, zastępując je zagadnieniem dyscypliny. Czyniąc to, legalizuje się
moralnej autonomii; rozum jest wszak tą szparą w pancerzu auto­ manipulowanie impulsem moralnym, wywłaszczenie podmiotu z pra­
nomicznej jednostki. przez którą zewnętrzne, heteronomiczne presje wa do autonomicznego sądu moralnego i dewaluację roli moralnego
przeniknąć mogą do "motywacyjnego wnętrza" osobistych wyborów.
sumienia; wszystko to razem wróży potencjalnie katastrofalne skutki.
Gdy się przyznało rozumowi wyłączne prawo decyzji w kwestiach Jak trzydzieści lat temu przestrzegał C. H. Waddington,
moralności, załatwiało się poniekąd mimochodem zarówno kwestię "wojny, tortury, przymusowe migracje i wyrachowane okrucieństwa, jakie
moralności jako rządzonego przez reguły postępowania, jak j kwestię wypełniły pokaźną część niedawnych dziejów, były w większości przypad­
organicznej heteronomii reguł moralnością rządzących. ków dziełem ludzi, którzy uczciwie wierzyli, że ich dzialania usprawiedliwia­
Jak dalece stawianie na rozum wynikało z chęci obezwładnienia ły (więcej: domagały się ich) pewne podstawowe zasady, którym ufali..."~.
'.
i unieszkodliwienia niesfornych z natury sentymentów moralnych Wydarzenia, jakie rozegrały się od momentu zapisania przez
- z zamiaru założenia im kaftana bezpieczeństwa uszytego z formal­ waddingrona tej myśli, zwielokrotniły jeszcze wagę ostrzeżenia. Prze­
nych (lub nadających się do sformalizowania) reguł - wskazuje sunięcie akcentu moralnego z kwestii merytorycznych na proceduralne
występująca w wywodach o "stadle naturalnym" reguł i rozumu
, c. H. Waddington, The El/lica/ A"imal, Allen & Unwin, London 1960, s. 187.
tendencja do coraz mocniejszego akcentowania wiodącej roli reguł. Waddington zauważa dalej, że zważywszy przemożny wpływ reguł heteronomicznych
Tendencję tę wyraża dobitnie "deontologiczna" koncepcja moralności na ludzkie zachowanie się wypada spytać, czy aby "dzisiejszy rozwój superego nie jest
- wedle której po to, aby dowiedzieć się o moralnej poprawności objawem nadmiernej specjalizacji. w rodzaju olbrzymich rozmiarów późnych dinozau­
czynu, nie trzeba sprawdzać, czy jego następstwa były "dobre" (wyjaś­ rów, albo przystosowania się nu-których pasożytów do żerowania na jednym tylko
organizmie".
W innym miejscu {patrz Zygmunt Banmen. Nowoczemcić i ZU(Jladu, Mllllada,
, Wedle wykła.dni Lawrcnce'a A. Bluma (Fri'lld1hip. A/trui.ul1 and Marali/y.
Warszawa 1991) zastanawiałem się nad rolą. jaką odgrywa proceduralny redukcjonizm,
Routledge. London 1980,!. 169): ~Twierdzenie, że emocje i uczucia mogli mieć na nas
wpływ moralny, płynie pod prąd npjgłębs7.ych nurtów myili kantowskiej, wedle której
wynoszący dyscyplinę organizacyjną ponad niczależne sądy moralne pracowników,
w umożliwianiu udziału skądinąd ,,moralnych" ludzi w niegodziwych moralnic działa­
tylko zdolność wyboru - wola - rmeć może charakter moralny; uczucia i emocje.
wobec których jesteśmy całkowicie bierni. wpływu moralnego okazać nic mogą". niach zbiorowych, a szczególnie w spocylicznie nowoczesnych odmianach ludobójstwa.
Mora/IlOŚĆ
94 Ni~C'''wy[ne II'/tdamenry przed wO(lIOstiq
"
przyczynia się walnie do podporządkowania się aktorów ustawodaw­ Ontologicznie rzecz biorąc, każdy z nas jest bytem odrębnym
czym scenarzystom. ale nie pomaga niemal. albo i przeszkadza, po­ - i Kaina słusznie zaczepka Boga oburzyła. Skoro już wyszliśmy od
większać "ogólną sumę" dobra; w ostatecznym rachunku, rozbraja ontologii, musimy założyć, że coś musi się wpierw stać, by powstał
ono jaźń moralną z odpowiedzialności własnej - jedynej siły, na jaką między Kainem a Ablem taki stosunek, przy którym pytanie "Gdzie
jaźń moralna może liczyć, gdy trzeba odmówić zaciągnięcia się w słu­ jest twój brat?", do Kaina skierowane, zadźwięczy naturalnie. To
żbę celów niecnych moralnie. "coś" może przybrać formę listy obowiązków, które ktoś obdarzony
Długotrwała wędrówka w poszukiwaniu fundamentów moralności władzą wyłuszczył, nakazując posłuszeństwo wobec nich: ,,Jest twoim
zatoczyła krąg. Nie ufając sentymentom, które uznali a priori za płoche obowiązkiem dbać o to, by się twemu bratu nie stała krzywda". Może
i ulotne, poszukiwacze fundamentów postawili na decydenta rozumne­ być też tym "czymś" umowa, którą bracia zawarli, którą obaj pod­
go i zabrali się do uniewrażliwianiago na wpływy kapryśnych emocji. pisali, której dotrzymanie zaprzysięgli ~ i na mocy której każdy
Postawienie na rozum pomyślane było jako akt wyzwolenia; uczucio­ z nich stał się niejako agentem i przedstawicielem drugiego, a ich losy,
wość utożsamiano wszak re stanem niewoli (gdy się coś czyni, mimo że lub przynajmniej pewne ich aspekty, związały się ze sobą, Jeśli ani
rozum nakazywałby uczynić coś innego, jest się w szponach kompulsji; jedno, ani drugie nie zaszło (a Biblia na ten temat mikzy], Kain miał
jest się potulnym narzędziem sił, które nie poddają się argumentom rację, gdy zdziwił się i poczuł urażony słysząc pytanie Boga. Było,
rozumowym), emancypację zatem - z zastąpieniem zależności działań koniec końców, sprawą Boga uzasadnienie Jego prawa do pytania
od uczuć ich zależnością od rozumu. Rozum, z definicji, poddany jest Kaina o los Abla.
regułom: działać rozumnie to tyle, co postępować wedle reguł. Wolność, Ontologicznie rzecz biorąc, w najlepszym wypadku jesteśmy ze
ową właściwość konstytutywną jaźni moralnej, poczęto więc mierzyć sobą. "Ze sobą", czy "obok siebie", możemy być nawet w sensie
ścisłością podporządkowania się regułom. Po zakończeniu tej operacji fizycznym bardzo blisko - możemy dosłownie ocierać się ramionami
osoba moralna, wypreparowana z tkanki autonomicznych emocji, czy potrącać łokciami - będąc zarazem od siebie nieskończenie
ocknęła się w pętach heteronomicznych przepisów. Wyprawa, podjęta w sensie ontologicznym oddaleni. Możemy być dwoma odrębnymi
re względu na brak wiary we własny potencjał moralny jaźni, zakończy­ i zamkniętymi w sobie bytami, czymś w rodzaju Leibnizowych mo­
ła się odmówieniem jaźni prawa do samodzielnego sądu moralnego. nad; każdy z nas może istnieć strzegąc swej !ejsarności Ll'ipseite"
Paula Ricoeura), swej tożsamości z samym sobą, jej granic, jej "prze­
strzeni". Bycie ~salnie, byciem osobno. "On jest
Moralność przed wolnością nie-mną, miejsce, jakie on zajmuje, jest miejscem, w którym mnie nie
ma". Nasza separacja, odległość między nami, nigdy nie zniknie. Nad
Komentując Kainową odpowiedź-pytanie .Jzalim strozem brata dzielącą nas przepaścią można co najwyżej przerzucić most: most
mego?" na wezwanie Boga: "Gdzie twój brat?", Emmanuel Levinas pisze: zbudowany z mojej o nim wiedzy, z mojego rachunku możliwych
korzyści i potencjalnych szkód, jakie jego sąsiedztwo mi wróży, lub
,Nie należy traktować reakcji Kaina jako drwinyz Boga, czy dziecin­
nego wykrętu: «To nie ja, to onl». Odpowiedź Kaina jest szczera. Brak jej z wymiany lego, czego się domaga on, na to, czego potrzebuję ja.
tylko sensu etycznego. Jest lo odpowiedź z pozycji ontologicznej: Ja Możemy być dla siebie mili lub brać się za czuby. Możemy pozo­
jestem ja, a on jest on. Jesteśmy odrębnymi bytami?". stawić jeden drugiego w spokoju lub zastawiać jeden na drugiego
sidła. Mimo to wszystko, nadal będziemy tylko obok siebie. Co więcej:
• Emmanue! Levinas. Phl/(/.~ophie. jU1jice et omollr. w: Entre 1I01l~; E$.loi1 SIIr le
mosty mogą być liche i łamliwe, a raz zbudowane mosty można też
pellser-ii-I'oulre. Greseet, Paris 1991, ss. 128-129. rozebrać; wymagają one więc codziennego dozoru. By się nie zawaliły,
. Nil'llclllo'JllIe flll'ldllllll'"Iy MI)ra/noN pr~ed wo/no,/ciq 97

potrzebują solidnego betonu i czujnych strażników, a j surowych kar przedstawić, tak by żaden intruz nie mógł sobie rościć prawa do jej
za sabotaż i akty dywersyjne. Potrzebują, krótko mówiąc, prawa. miana. Moralność może być tylko przed ontologią; aby moralność
Albo etyki, która przywdziewając maskę moralności zachowuje się była, "dla" musi być przed "z":
konsekwentnie na wzór prawa. Do prawa tylko - z jego przyrodzo­
,,,.. ostateczne, nieredukowalne doświadczenie stosunku zdaje mi się w is­
ną heteronomią i nieodłącznym orężem przymusu - można dotrzeć
tocie rzeczy tkwić gdzie indziej: nie w syntezie, lecz w spotkaniu (warzą
u kresu wędrówki. która rozpoczyna od "bycia obok" odrębnych w twarz, w obcowaniu i jego znaczeniu moralnym. Trzeba jednak HO­
ontologicznie bytów. zurnieć, że moralność nie jest drugą czy drugorzędną warstwą stosunku,
Levinas tak chyba uważa - j dlatego oświadcza, gdy zastanawia nie wylania się z abstrakcyjnej refleksji nad całością i jej niebezpieczeńst­
się nad Heideggerowskim Miteinandersein: "nie przy pomocy prayim­ wami; teren moralności jest niezależny i pierwotny. Etyka jest pierwszą
ka «z» opisywać należy pierwotną relację do Innego Człowieka" ". filozofią..·
Stosunki międzyludzkie są z pewnością niescataine w najpelniejszym
Przyimek ,,z" konstytuuje ontologię. Ontologia jest terenem bez mo­ tego pojęcia znaczeniu. Można też się zastanawiać, czy ideę Boga, szczep
ralności. Z ontologicznej perspektywy moralność może być tylko gólnie w formie takiej, jaką nadał jej Kartezjusz. można uczynić częścią
późniejszym, sztucznym dodatkiem, cudzoziemcem nigdy nie obda­ bytu jako całości, czy też raczej jest ona wobec by tli transcendentalna.
rzonym pełnią praw obywatelskich, po wsze czasy obcym i kłopot­ Termin «transcendentalna: oznacza lo właśnie, że nie można pomyśleć
liwym, na wieki pod znakiem zapytania, przy każdej okazji zmusza­ Boga i bytu razem. To samo odnosi się do stosunków rniędzyosobowych:
nie trzeba tu myśleć o połączeniu ego i a/ter, ale o stawaniu w obliczu
nym, by się ze swej obecności usprawiedliwiać, i skazanym na to, że twarzy. Prawdziwy związek. rzeczywiste bycie razem, polega nie na scae­
przeprosiny nie zostaną przyjęte: "powinno" nie można wyprowadzić niu. lecz na obopólnej konfrontacji rwersv"".
z ,Jest"; nie można uzasadniać wartości wychodząc od faktów. Fakty
Pierwszą filozofiąjest etyka Etyka jest przed ontologią ... Stosu­
nie są ani dobre, ani złe; fakty są moralnie obojętne, i muszą takimi
nek moralny jest przed bytem Co lo wszystko może znaczyć? Co
pozostać, jeśli mają być, jak na fakty przystało, prawdziwe; .faktycz­
może znaczyć "przed", jeśli bytu, ontologii, ,Jeszcze nie ma"? Czyż
ny stan rzeczy" nie obejmuje ocen... Żadna ścieżka rozpoczynająca się
następstwo w czasie (na które przyimki takie jak "przed" czy "po"
od ontologii nie prowadzi ku fundamentom moralności. Prędzej czy
wyraźnie się powołują) nie jest "u siebie" tylko w ontologii? Czyż
później wyprawa skończyć się musi dyskwalifikacją moralności. Zało­
symultanlczność i sukcesja, "przed" i "po", nie pojawiają się jedynie
żyło się wszak już przed wyruszeniem, że nie ma moralności przed
wraz z ontologicznym bytem?
bytem i przed faktami; a byt i fakty tak się z góry określiło, że
W tym właśnie rzecz: "przed" sytuacji moralnej nie jest "przed"
legalnie powić moralności nie mogą. Wypełnienie tuki przez prawo­
ontologicznym. Jest takim "przed", o którym ontologia nie ma nic do
podobną Etykę jest więc sprawą z góry przesądzoną.
powiedzenia i którego tknąć nie może; lub raczej: takim "przed",
Ale moralność jest "dana" - choć w sposób, by użyć terminu
które odrzuca albo ignoruje wszelką ingerencję ontologii i nie uznaje
prawnego, prekaryjny: w postaci, jaka nie nadaje się do uogólnienia
jej autorytetu w sprawach dotyczących pierwszeństwa i priorytetów,
i uogólnienia nie przeżyje, która topnieje i rozpływa się w chwili, gdy
bycia razem czy osobno. W odniesieniu do kondycji człowieka mora l·
uogólnienia przejmują ster. Cokolwiek konstruuje się z budulca on­
nego przyimek "przed" nie sugeruje bytu uładzonego - uporząd­
tologicznego "bycia z" nie jest moralnością, chociaż zarówno archite­
kowanego w czasie, obdarzonego strukturą. Akurat na odwrót: syg­
kci jak i budowniczowie czynią, co mogą, by je jako moralność
nalizuje lekceważenie porządkującej krzątaniny i obojętność wobec

10 Emmanucl Lćvinas. te lemp.f 1'1 /'rlU/re, Pre'iSCS Univcesuaires de Frllru:c, Parb " Emrnanuel Lćvines. Ethic.~ (l~J ln/i'lily: Cnnl'ers(llions ...,ilh Philippe N#lmo, trans.
1979,~. 19. Richard A. Cohcn, Duqueene Univcrsity prcsa, Pittsburgh J9gS. s. 77.
Mora/rlO.U prud wplno.ldą 99
98 NieuchwytnO' fUlIdomtnry

struktury. która ustawia wszystko i wszystkich "Da właściwym miejs­ Moralność jest .nieugruntowana'', moralność nie ma .Jundamen­
cu", Pod nieobecność lub na przekór ontologii "przed" może mieć tu" (zarówno "ugruntowanie", jak i .Jundament" są pojęciami zdecy­
tylko jeden sens: lepiej. Obcowanie z Twarzą, "bycie dla", jest lepsze dowanie ontologicznymi - na język moralności przełożyć się nie
od "bycia z". Wprawdzie "z" ma przewagę praktyczną nad byciem dadzą. Nic tym pojęciom nie odpowiada w świecie moralności "przed
"twarzą w twarz" - taką samą przewagę. jaką pyszni się twarda ontologią", w owym, jak powiada Levinas, "czymś innym niż byt").
rzeczywistość wobec wątłych pędów możliwości. Ale przewaga prak­ Moralność rodzi się i umiera wraz z aktem transcendencji, samowy­
tyczna czyni tego. kto ją posiada. silniejszym tylko, nie lepszym. niesienia się ponad "realia bytu" i "okoliczności sprawy", w odmowie
Stwierdzenie, że etyka jest przed ontologią, nie ustawia więc brania jednych i drugich pod uwagę. Skonfrontowanie się z Drugim
moralności w roli bohatera etiologicznego mitu, nie czyni z niej nie jako z "personą" (persona: maska, przywdziewana po to, by
mitycznego "bytu pierwotnego"; nie sugeruje, że jest moralność "in. oznaczyć rolę, jaką się w danej chwili gra - rolę wyznaczoną
nym rodzajem bytu", bylem. jaki był, zanim wyparł go byt, który zawczasu i w scenariuszu szczegółowo opisaną), lecz jako z twarzą,
znamy, czy jakimś wyimaginowanym "przedontologicznym" złotym jest już aktem transcendencji - bowiem nic z tego, co byt Drugiemu
wiekiem ludzkiej jaźni - w "czasach bez czasu", poprzedzających przypisał, na Twarzy śladu nie zostawia, "Twarz nie jest silą. Jest
bycie w czasie. "Pierwotność" moralności osadzona jest nie w nieobe­ autorytetem. Autorytet często siły nie posiada". "Twarz jest tym, co
cności (,jeszcze") ontologii, ale w jej demontażu lub zdetronizowaniu. opiera mi się przez swą odrębność, a nie tym, co wyodrębnia się ode
"Przed" moralności przychodzi w sensie ontologicznym po - trzeba mnie przez swój opór.. Absolutna nagość twarzy, absolutna bezbron­
je wprzódy wywalczyć, i walczyć o nie wciąż na nowo. Moralność jest ność twarzy. nie osłoniętej ani ubiorem, ani maską - oto, co przeciw­
transcendencje bycia; lub. mówiąc dokładniej: szansą takiej transcen­ stawia się mojej nad nią władzy, mojej przemocy; i przeciwstawia się
dencji. Jaźń moralna spełnia się w wywyższeniu się ponad byt, w po­ w sposób absolutny, jako opozycja sama w sobie" D,
gardzie wobec bytu. Staje się sobą, gdy stawia "bycie dla" nad Inny nie ma nade mną władzy. A raczej - jeśli władzę nade mną
..byciem z"; gdy przeczy temu, jakoby prawa bytu były spiżowe, posiadł, jeśli już przemówił, wydał rozkaz, który mam wykonać
uparcie traktując Innego jako Twarz - jak gdyby byt, ów byt znany - nie jest już Inny Twarzą, lecz bytem ontologicznym, częścią
z ontologii, nie miał nic do powiedzenia, a gdyby i coś mówił, to i tak twardej rzeczywistości, w której jest się przez sprzeciw, opór i zmaga­
moźna by - lekceważąc to, co powiedział - nadal się zachowywać nie. Inny jest Twarzą o tyle, o ile to ja jestem przewodnikiem,
po swojemu. Jak to wyraził Richard A. Cohen, angielski tłumacz wyprzedzam jego rozkazy, przewiduję je z góry i prowokuję; o tyle,
Levinasa:
rządzącej niepodzielnie omologii. Jest ten język tak zbudowany, by powiadać obyde,
.,Etyka nie ma istoty; jej «istotą» jest, rzec można, właśnie nicposiadanie skrojonym na miarę ontologicznej jego definicji; pojęcie ..bytu" i wu.yslkie jego
istoty, podważanie wszelkiej istoty. Jej "tożsamością» jest brak tożsamo­ korelaty oraz pojęcia pochodne w drugiej niejako wantwie znaczeniowej przekazują
ści i burzenie wszelkiej tożsamości. Jej «bycie» nie polega na byciu, lecz ontologii prawo do definiowania sensów. Podejmując Iyzyrowy wYBiId. konstruowania
na tym, że jest lepsza od hytu. Etyka jest etyką przez to, że zakłóca spokój dyskursu etycznego w języku ontologii pamiętać należy. że u Levinasa pojęcia należące
ducha bytu (lub niebytu. korelatu bytu). «Być albo nic być". sugeruje do rodziny ..bytu" wyMtępuj4 (by użyć określenia Oerridy) 1011I ratwre.
Levinas. nit! jest pytaniem"!l. ,) Thf! Paradox of MorolilY. wywiad z Emmanuelem U:vinallCm, przeprowadzony
przez Tamarę Wrighl, Perera Heyesa i Alieon Ainley, trans. Andrew Benjamin and
" W: E. Levinas, Erhi<'.~ and filI/ni/y. 3.10. Tarnura Wrighl. w: The Prococanon of Uvinas: Relhinki"fł che Otner, pod red. Roberta
Liczne zdania usiłujące wyrazić myśl o etycznym "byciu przed bylem" dźwięczą Bcreescors i Davida Wooda, Routledge, London 19S9, s, 169; Emmanuel Levines,
dvlwacxnic: nie da się ich jednak 1. ułomności wyleczyć. Język, jakim fię poslugujemy Freedam o"d Com"'a"d. w: Collected Philosophicai Papers. pod red. Alphonso Liagisa,
Ucdyny. jllki mamy do dyspozycji}, jest Oladcm życia upływająccgo pod auspicjami Martinus Nijhorr, The Hague 1987, se. 19,21.
100 Nieuclzwyll'le !ul'ldamr'lIy Flmda,"f"[Y flmdamf/llriw p(lzhawiollf 101

o ile to ja właśnie rozkazuję Innemu, by mi rozkazywał. Inny jest Czytelnik z pewnością czuje się zdezorientowany. zirytowany,
autorytetem o tyle, o ile ja gotów jestem słuchać rozkazu, zanim a może i zniechęcony księżycewością namalowanego tu krajobrazu,
jeszcze padl i zanim dowiem się. czego dotyczy. "Sam w sobie" (jeśli uderzającym "brakiem realizmu" w opisie. Przecież Inny nie jest tylko
w ogóle ma sens mówienie w takim układzie o "samym sobie"), Inny twarzą. a już na pewno nie taką bezcielesną twarzą, jaką tu naryso­
jest slaby, i to właśnie owa słabość sprawia, że ustawienie go przeze wano - ale zawsze czyjąś twarzą. Przecież każda twarz należy do
mnie jako Twarzy jest aktem moralnym. Zaprawdę, jestem dla Dru­ jakiegoś człowieka z krwi i kości, z określonym bagażem cnót i wad,
giego, jeśli to ja właśnie obdarzyłem go prawem do wydawania mi sukcesów i klęsk, starań i zaniedbań, dobrej woli i niecnych intencji,
rozkazów, nadając w ten sposób słabości siłę, milczeniu - słyszalność cech miłych i odstręczających. Przecież nasze zejście się razem ma swą
i niebytowi - namacalny byt. ..Jestem dla Drugiego" oznacza, że prehistorię, choćbym nawet w momencie spotkania nie wiedział, co
godzę się być jego zakładnikiem. ona zawiera. Twarz, jaką tu opisano - laka, jaką ją tu opisano
"Jestem dla Drugiego" znaczy: "przyjmuję za Niego odpowiedzial­ - jest fikcją; co więcej: wymaga się ode mnie, abym lo ja właśnie.
ność". Przyjmuję ją nie w ten sposób, w jaki zawiera się umowę o własnych siłach, taką fikcję wyczarowywał - na dodatek udaje się
~ podejmując obowiązki, które z umowy wynikają. Wprawdzie (chyba po lo tylko, by zadanie było całkiem ponad siły), że lO wcale
odpowiedzialnośćprzyjąJem (a mogłem jej nie przyjąć) - jednak gdy nie fikcja, ale coś, co jest naprawdę, i jest od niepamiętnych czasów
przyjmuję odpowiedzialność na sposób moralny, przyjmuję ją tak, i na wieki.
jakby to przyjęcie nie było aktem mojej woli, jakby alternatywa
"przyjąć ją czy nie przyjąć" nie istniała, jakby ta odpowiedzialność była
i tak zawsze moja, jakby to nie akt mojego przyjęcia uczynił ją moją. Fundamenty fundamentów pozbawione
W tym sensie moja odpowiedzialność (która za jednym zamachem
czyni Drugiego Twarzą, a mnie jaźnią moralną) jest bezwarunkowa. Oczywiście, Czytelnik ma pelne prawo do sceptycyzmu, podobnie
jak Kain miał prawo wzruszyć ramionami i uznać dociekliwość Bożą
"Odpowiedzialność za Innego nie mogla począć się 2 mojej decyzji,
2 podjęcia przeze mnie zobowiązania. Ów stan udpowiedzialności bez za bezzasadną lub absurdalną. Jeśli moralność jest przed bytem - nie
granic, w jakim się znajduję, pochodzi 2 tamtej strony mojej wolności, ma w niej niczego, co mogłoby uzasadnić moją odpowiedzialność,
(sprzed wszystkich dokonań) - z tego, co par-excellence nieobecne, a tym bardziej zdeterminować to, że ja właśnie ją ponoszę; determina­
niepierwotne. anarchiczne. wyprzedzające Istotę lub trwające poza nią" I'. cja i uzasadnienie są wszak atrybutami bytu - "ontologicznego"
Bezwarunkowość odpowiedzialności oznacza jej niezależność od bytu, jedynego. jaki jest - a rozsądny czytelnik zauważy słusznie, że
okoliczności sprawy i od właściwości Innego. Moja odpowiedzialność skoro .,przed bytem" samo bytem nie jest. to nie istnieje, a nawet
nie jest nagrodą, na którą Inny sobie zasłużył, której więc ma prawo gdyby w jakiś sposób istniało. to i tak nic byśmy o nim nie wiedzieli.
się domagać. Nie jest także czymś, co .jestem winien" Innemu z uwa­ w tym sensie, w jakim rozumiemy słowo "wiedzieć" (takie i to słowo
gi na usługi, jakie mi oddał. Nie jest ona w ogóle zapłatą ani czuje się swojsko tylko w łonie bytu). Wszystkie te wątpliwości są
rekompensatą za cokolwiek - bo przecież nic się jeszcze nie zdarzyło słuszne; ontologia dostarczy aż nadto dowodów ich słuszności.
i nasze "zespolenie moralne" dopiero w tej chwili się rodzi. Od­ A mimo to, na przekór logice wywodu: nie ma moralność innej
powiedzialnośćjest ansotiunym początkiem. ojczyzny poza "przed bytem" (to znaczy. powtórzmy, owym obsza­
rem/nieobszarem. który jest lep~zy od bytu). I jaźń, by się spełnić jako
jaźń moralna właśnie, musi drogę do tego obszaru znaleźć. choć nie
14 Emmanuel Levinas. Olllerwi.~I< Illlm B~i"(J. or BI<yrllld f:.~.~e"ce, Martinus NijholT,
Thc Haguc 1981. może liczyć na to, że doprowadzą ją do celu mapy, bite trakty
FundallWnl y /undamrlllÓW pozbuwiolll.' IOJ
102 N it'lIchwyUle fundtl'"t'1l1 y

i drogowskazy na skrzyżowaniach. Odpowiedzialność wyczarowuje które uznałaby ontologia; nie ma moralność fundamentu takiego,
Twarz Innego, ale tworzy i mnie, jako jaźń moralną. Podjęcie przeze w jakim. ontologia fundament by rozpoznała. Jeśli etyka pogrąża się
mnie odpowiedzialności za Innego tak, jakbym ją "od zawsze" pono­ w owym "wielkim nieznanym", jakim jest lo, co "przed bytem" - nie
sił, jest aktem tworzenia: powstaje w tym akcie przestrzeń moralna czyni tego w celu odkrycia lub zbudowania fundamentów, jakie
między nami, przestrzeń, która nie mogłaby narodzić się w żaden inny
którejkolwiek ekspedycji wyruszającej z bytu udałoby się odnaleźć
sposób. Dwa odpowiedzialność,czekająca na podjęcie tak, jakby i tak czy żalożyć. Etyka patrzy ku temu, co przed bytem, nie dlatego, żc
już była, i jakby po to, by być, decyzji o podjęciu nie potrzebowała
spodziewa się tam znaleźć nie odkryte jak dotąd fundamenty moral­
- jest jedynym fundamentem, który moralność posiada i posiąść ności, ałe ponieważ wierzy, że to właśnie ów akt patrzenia "przed"
może. Kruchy to fundament, nie ma co mówić. Ale też i nie ma go i "poza" byt "zakłada" jaźń moralną i że jest ten akt jedynym
czym zastąpić. ,Jundamentem", na jaki jaźń może liczyć.
Etycznie rzecz biorąc, moralność jest przed bytem. Ale biorąc "w tym, co mówię, jest element utopii - uznanie czegoś. co się urzeczy­
rzecz ontologicznie czegoś, co byłoby przed bylem samemu bytem wistnić nie da, ale co tym niemniej ukierunkowuje w ostatecznym racbun­
nie będąc, nie ma - ontologicznie rzecz biorąc także i "przed k.u postępowanie moralne... Bez utopii nie ma moralnego życia -- utopia
bytem" jest bytem. Moralność jest "przed bytem" w tym sensie jest dla moralności tym samym, co świętość dla dobroci" I~.
tylko, jaki sama owemu "przed" nadaje - w tym sensie, że jest Mimo cale to rozumowanie, wątpliwości nie znikają i trzeba im
od by/u lepsza. Ale w świecie. w którym żyjemy i o którym wiemy stawić czoła. Czym się różni utopia aktywna, zdolna do obudzenia
(wiedząc o tym, że to, co wiemy, jest wiedzą), rządzi ontologia; działania moralnego (choć go nie determinująca, ani nie gwarantująca
świat ten jest obszarem bytu, zapełnionym przez byty. W takim jego powodzenia), od czczego, abstrakcyjnego utopijnego fantazjowa­
świecie byt jest przed moralnością; jaźń moralna może być tylko nia? Czy w bycie samym, w jakim jaźń się nurza na co dzień, jest coś
moralną jaźnią. Ontologicznie rzecz biorąc, moralność przyjść może takiego, co może skłonić jaźń, by wybrała wygnanie, by wyruszyła ku
tylko po bycie: "po" w tym sensie, że jest zdeterminowanym na­ "czemuś innemu niż byt", przeobrażając się po drodze w jaźń moral­
stępslwem bytu, albo w tym sensie, że pośrednie kwituje pierwotność ną? Levinas nadaje lej podróży miano "przebudzenia" (l'eliei/), uzna­
i zwierzchność bytu, uzasadniając swą obecność za pomocą pojęć, jąc ją za narodziny jaźni moralnej. "Przebudzenie" nie polega na
jakie znajdą uznanie w sądach przez byt ustanowionych. Jaźni mo­ odkryciu siebie jako jaźni "innej niż dotąd", ale na odkryciu Innego
ralnej (owego "czegoś innego nii: byt", nie innego bytu) nie da się jako Twarzy - odkryciu podobnym. zauważmy, do Husserfowskiego
w myśli, ontologicznie wykształconej, oddzielić od owych cielesnych, przeobrażenia cielesnego tylko. materialnego Korper w Leib - ciało
ożywionych obiektów zwanych istotami ludzkimi. uduchowione, samonapędzające się, obdarzone podmiotowością (z
"Dlaczego miałbym się o innego troszczyć?, Azalim stróżem brala tym, że o ile u Husserla ten cud codzienny, choć sam przez się nie
mego? - te pytania mają dla nas sens dlatego tylko, że założyliśmy intersubiektywny ani epistemologiczny, jest momentem narodzin epi­
już, że «ja» zwykło się troszczyć ze swej natury o siebie i tylko stemologii intersubiektywnej, a raczej jej możliwości - o tyle u Levi­
o siebie. Przy tym założeniu supozycja, że coś, co jest absolutnie nasa podobny cud, nie będąc sam zdarzeniem etycznym, zapocząt­
«nie-mną», czymś absolutnie innym niż ja, ma być przedmiotem kowuje wszelką moralność, a raczej jej moiliwoJcl W tym odkryciu
mojej troski, musi budzić zdziwienie" ", Straszną prawdą o moralno­ "sfera pierwotna traci swe pierwszeństwo, subiektywność budzi się ze
ści jest jej niekonieczność, niezdeterminowanie w żadnym ze znaczeń, swej egologii; z egoizmu i egotyzmu". Moment odkrycia zawiera

L' E. Levinas, O/herwiu Ihlll'l 8f'in(l, 5. 117. " 1111.' PtlradO.l o{ Moralily, wyd. cyt.. s 118.
104 Nit'ud,w)'l"e fUMllmenlY Fli"dulfIII!"ty /w"dulflll!1Ill!w po:hawio"e '0'
"możliwość otrzeźwienia [z «opijanienia bytem» -- Z. 8.], w jakim który pobudza mnie do oporu. Moje "przebudzenie się", można by
ja. patrząc w twarz Innego. wyzwalam się od samego siebie, budzę rzec (gdyby Sartre używał tego terminu), byłoby bez tego aktu sprze­
się z dogmatycznego uśpienia". "Wszystko jest od pierwszej chwili ciwu nie do pomyślenia. Mogę stać się jaźnią, "ego", tylko w toku
w accllsativum ... Jestem «w sobie» poprzez innych" ". Przebudzenie zbierania sił do oporu przeciw Innemu - do walki o wolność, której
się nie polega na odkryciu. że ,ja jest ja", lecz na odkryciu, że Inny zagraża. Wedle Sartre'a, moja jaźń rodzi się w akcie oderwania
,ja jestem dla" - Innego. się, zamknięcia w sobie; podmiotowość to tyle, co samowyobcowa­
Przebudzenie. Albo, ostrzej jeszcze i dobitniej: otrzeźwienie. Ani nie ... To nie tak - powiada Levinas. Jaźń może się narodzić tylko
jedno, ani drugie nadejść nie musi - nie w tej oto chwili, w każdym z połączenia. Nie zasłaniając się przed Innym, lecz wyciągając się ku
razie. Mogę się ocknąć, ale mogę i drzemać dalej. Mogę otrzeźwieć, niemu staję się odrębną i wyjątkową, niewymienialną jaźnią ...
ale mogę trwać w opijanieniu. Co więcej: zarówno ocknięcie się, jak "Być istotą ludzką znaczy żyć tak, jak gdyby nie było się bytem wśród
i otrzeźwienie są punktami na drodze o dwóch końcach... Jeśli mogę innych bytów... To ja jestem oparciem dla Innego, lO ja ponoszę zań
przebudzić się, lub otrzeźwieć, lo mogę też z równym powodzeniem odpowiedzialność ... Mojej odpowiedzialności nie da się przenieść na Inne­
zasnąć bądź się upito Niepewność pochyla się nad kołyską jaźni go, to ja ponoszę zań odpowiedzialność... Mojej odpowiedzialności nie da
się przenieść na innych - nikt nie może mnie zastąpić Już sama
moralnej, kruchość towarzyszy jej życiu. Nie ma żadnej konieczności,
tożsamość istoty ludzkiej poczyna się z odpowiedzialności Odpowie­
by tę możliwość, jaką jest przyjęcie postawy moralnej, urzeczywistnić. dzialność jest tym. co spoczywa wyłącznie na mnie, j czego istocie ludzkiej
Postawa moralna - podjęcie odpowiedzialności za swą odpowiedzial­ odmówić niepodobna. Ciężar odpowiedzialności jest najwyższym dosto­
ność - jest szansą. Szansy można się chwycić; ale można ją też jeństwem niewymiennego «ja»: Jam jest ja przez lo tylko, że odpowie­
przepuścić przez palce. dzialeość jest moja, że w tym sensie jestem niezastępowalny - ja mogę
Rzecz w tym jednak, że tracąc szansę w sytuacji moralnej zawartą, się postawić na czyimkolwiek miejscu, ale nikt nie może zająć mojego"l~.
traci się również szansę jaźni; jeśli "na początku wszystko jest w ac­ To taka właśnie odpowiedzialność - całkowicie i bez reszty
cusatinum" - to nie będzie jaźni, jeśli nie ma "bycia dla ... n. Przebu­ niehetercnomiczna, radykalnie różna od odpowiedzialności "na zlece­
dzenie się do bycia dla Innego jest zarazem przebudzeniem się jaźni; nie" czy "na rozkaz" i od obowiązku wynikającego z zawarcia umowy
być może nawet, jak to Levinas sugeruje, jej narodzinami. Nie ma jaźń _ czyni mnie jedynym i niepowtarzalnym .ja". Odpowiedzialność ta
innego początku, nie ma innego sposobu odnalezienia siebie jako nie "wynika" z niczego innego. Jestem odpowiedzialny nie dlatego. że
jedynego i niepowtarzalnego ,ja", różnego od innych, niewymienial­ wiem coś o Innym, o jego zasługach i cnotach, o tym, czego dokonał
nego i niezastępowalneqo. czegoś więcej niż egzemplarz gatunku. i czym może mi się jeszcze przysłużyć. Nie jest sprawą Innego
Wedle Jean-Paul Sartre'a "ego" rodzi się z samowiedzy, a ową dowodzenie, że wolno mu rościć sobie prawo do mojej odpowiedzial­
samowiedzę powołuje do życia spojrzenie Innego; spojrzenie badaw­ ności -- że jestem mu ..winien" odpowiedzialność. Tylko wtedy, gdy
cze, oceniające, "obiektywizujące". lnny patrzy na mnie tak, jak się dumnie a twardo odmawia ona posiadania "powodu" czy "podstawy",
patrzy na przedmiot - i czyniąc to dyskredytuje moją podmioto­ moja odpowiedzialność czyni mnie wolnym. Logice na przekór, to, że
wość: przekształca mnie w byt, byt wśród innych bytów, byt jak inne z chwilą, gdy przyjąłem odpowiedzialność, sialem się zakładnikiem
byty, przedmiot wśród przedmiotów - rzecz, ukonstytuowaną przez Innego, popadłem w zależność od jego zmiennej wszak fortuny - nie
Jego zainteresowania i wyobrażenia o tym, co istotne. Nie tyle odbiera podjęciu odpowiedzialności .wyzwoleńczego'' dla mnie zna­
odkrywam siebie, co jestem odkryty: odkrycie jest wynikiem ataku, czenia. Ambiwalencja tkwi w sercu moralności: jestem wolny o ryle,

" Emmanucl Lćvinas. ta Phllf!.~ophil' 1'1 I'lilJdl, w: ";nlre MUS..., S. 112. " F.rhin und r,,/iniry, n. 100-101.
~ N Ił'ud .... yl"t! fUMamlrtl y
Niez"oi"e mi/Clrtlie odpowil!dlial"oJd
~
Q ile jestem zakładnikiem...
Jam jest ja. o ile jestem dla Innego. Tylko łatwy do użytku język konwenansów, które nie wymagają mczego
gdy zapomina się o tej ambiwalencji, gdy się ją zbywa lub trzyma innego oprócz tego, by ich przestrzegać. Jak to wyraził wybitny duński
poza widnokręgiem etyki, pojawia się opozycja między egoizmem teolog i filozof Knud E. Legstrup - ..nie troski o życie innych oczekuje
a altruizmem, interesem własnym a obopólnym, jaźnią moralną się od nas w życiu codziennym, lecz dbałości o sprawy rzędu zwyczajo­
a społecznie stanowioną normą etyczną. wej uprzejmości. Konwencja społeczna redukuje zarówno zaufanie,
Życie jednak - życie, jakie znamy i jakiego doświadczamy - to­ jakim mamy darzyć innych, jak i wymóg, byśmy się o życie innych
czy się już ..po rozłamie", upływa wśród sprzeczności, z rozłamu troszczyli". Konwenanse ułatwiają życie: bronią życia spędzanego na
powstałych: kiedy to ambiwalencję rozłożono już "na czynniki pierw­
pogoni za własnymi interesami. To tylko zdaje się, gdy się wzrok po
sze" i zastąpiono "opozycją dwuczłonową", konfliktem i walką inte­ powierzchni zjawisk ślizga, że konwencjonalne zwyczaje są narzędziem
resów. To z takiego życia przychodzi "ocknąć" się, z takiego opijanie­ jednoczenia ludzi; ich rzeczywistym rezultatem jest separacja. Posługu­
nia otrzeźwieć, by powrócić do tej niechlujnej, niespójnej. nielogicznej. jemy się konwenansami, "aby trzymać się od siebie z dala i izolować się
nierozumnej ambiwalencji, w jakiej tkwią korzenie jaźni moralnej. od siebie". Już ten choćby efekt przysparza etykiecie atrakcyjności
Szukanie gleby dla jej korzeni w świecie ..po rozłamie" skazane jest na i czyni "życie konwencjonalne" ponętnym. Mają konwenanse wszakże
niepowodzenie. W tym świecie można co najwyżej dopracować się inną jeszcze zaletę, Laką, która sprawia, że pokusa podporządkowania
kompromisu między członami opozycji - kompromisu, z którego się im jest niemal nie do odparcia. Normy społeczne, mianowicie
egocentryzm wyjdzie bez szwanku i po którego zawarciu interesy
pozostaną tak jak dawniej sprzeczne. A i kompromis sam przyjdzie "orerujq względnie precyzyjne wskazówki, co mamy czynić, a przed czym
uzasadniać w tym świecie jako poddanie się konieczności, wybór mamy się powstrzymać. Możemy się do tych wskazówek zastosować nie
mniejszego zła, lub przykre, choć nieuniknione. samopoświęcenie.
dbając ° innych ludzi i nie biorąc na siebie troski o ich tosy"".

Niczego ponad to po uładzonym, logicznie uporządkowanym bycie Wskazówki pouczają mnie, że w tej chwili jestem w porządku,
spodziewać się nie można. Jeśli moralność jakiś fundament, lub coś a w innej - mylę się; w obu przypadkach wiem dokładnie, gdzie
na kształt fundamentu, posiada - to szukać go wypada w trudnym jestem. Postępuję dobrze albo ile, tenium non datur. Normy społecz­
akcie "ocknięcia się" na jej własną bezzasadność i nielogiczność. ne, reguły, konwencje mają to do siebie, że czynią życie bezpiecznym
Jeśli jednak ambiwalencja jest fundamentem moralności - co i uspokajają sumienie. "Wszyscy tak postępują", "tak się te rzeczy
można na takim fundamencie budować? robi" i temu podobne zwroty uspokajające są skutecznym lekarstwem
zapobiegawczym przeciw wyrzutom sumienia. Wprawdzie ich skut­
kiem ubocznym jest utrata autonomii... Ale to, co w zamian zyskałem,
Nieznośne milczenie odpowiedzialności jest nie do pogardzenia.
Bo zważmy, jak kłopotliwa jest konfrontacja z owymi przed­
By powrócić do nieuleczalnej ambiwalencji bycia dla Innego,
19 Knud E. Lagstrup. The f/hkal Dema/ld,Forlren Press, Philadelphia 1971 (ory!­
trzeba zrezygnować z przytulnego schronienia bytu i skoczyć w ot­
1956), ss. 19, 20. 58. Peszępowanie konwencjonalne nie wymaga myślenia, a już tym
chłań niepewności. Opuszczając dobrze zadbany, kształtny świat inte­
bardziej zaangażowania ...Nikt nie jest bardziej bezmyślny niż ktoś, kto koncentruje się
resów, które można dokładnie obliczyć, opisać i wyrazić, obowiąz­ na wykonaniu otrzymanej dyrektywy... Wnyslko można robić mechanicznie: potrzeba
ków, które można spamiętać, i praw, których można dochodzić li Iylko czysto technicznej kalkulacji~ (s. 121).010 dlaczego - twierdzi teolog chrześ­
w sądzie - rezygnuje się z niewątpliwych wygód życia ubezpieczone­ cijańs.lr.i Lagstrup - niemożliwe jC:!1 coś takiego, jak ..moralność chrześcijańska".

go od wyrzutów sumienia i z zaangażowania przetłumaczonego na Gdyby Chrystus "zlamał milczenie nakazu" (s. 115) - ogolocilby 7. treści moralnej
etyczną formę.
108 N ieIJchl'llylllf lultdamt'nl y Nieznośne mtrl'zellie ,uJfl{)wjedzialm~ir'i 109

ontologicznymi wymogami, przed którymi konwencje i normy tak sądu, który sprawęby rozstrzygnął, nie pozostawiając miejsca dla
dzielnie nas bronią. Tamte wymogi - nazwijmy je "żądaniem" - są wątpliwości; albo musiałby napiąć muskuły, a wtedy moglibyśmy
niezartykułowane, nie wypowiedziane. Inny, jak pamiętamy, jest nie rozstrzygnąć sprawę moich powinności na ringu czy na polu bitwy,
siłą. lecz nagą i bezbronną Twarzą; Inny sprzeciwia mi się przez fakt Ale ani ciąganie po sądach, ani zapasy nie pomogą, gdy żądanie jest
bycia Innym, miast być Innym przez [akt swego oporu (opór jest niewypowiadalne j niesłyszalne, zupełnie odmienne od aż nadto hałaś­
czymś, co mogę zwalczać i nawet pokonać; to właśnie brak oporu liwych norm i roszczeń prawnych. To właśnie fakt, że nie był wypo­
czyni mnie bezbronnym). Inny jest "tylko" autorytetem, a autorytet wiedziany, że więc zasądzić się nie daje, czyni nakaz twardym jak
siły nie potrzebuje. A więc żądanie troski i opieki, żądanie ..bycia dla", skała, niezniszczalnym. bezwarunkowym; oto wreszcie fundament
rozległo się, zanim zostało wypowiedziane, i rozlega się, nawet gdyby - twardy, niewzruszony - na którym jaźń moralna może oprzeć...
nigdy wypowiedziane być nie miało, gdyby na zawsze miało pozostać Co? Swą niepewną pewność, swą pewność niepewności ...
milczące tylko. Jak podkreśla Lagstrup. Mówiąc szczerze, nie jest to fundament, o jakim etycy śnili i śnią

"Lijdatlie dlatego właśnie, że jest nie wypowiedziane . jest radykał­ nadal. Pozostawia on wiele do życzenia, nie dziw więc, że poszukiwa­
ne.. Bez względu na to, jak ważne lub nieważne wydaje się z pozoru cze fundamentów wolą zerkać w inną stronę - tam, gdzie majes­
wymagane działanie, żądanie jest radykalne z tego powodu, że z natury tatycznie wznosi się gmach prawa. Na fundamencie, o którym tu
sytuacji tylko ja, ja sarn, poprzez moją mcsamolubność, mogę wykryć, co mowa, nie wzniesie się harmonijnego, spójnego kodeksu etycznego;
jest dla drugiego człowieka najlepsze... L:ądanie to czyni osobę, do której na tej glebie wyrosną tylko splątane pędy moralnych niepokojów,
jest adresowane, «jednostką» w ścisłym tego słowa znaczeniu... Radykal­
ność żądania objawia się też w tym, że osoba, o którą się troszczę, sama
nigdy nie do rozwikłania. nie do naprostowania. Ten fundament nie
nie ma prawa niczego ode mnie żądać":", zapowiada architektonicznego majstersztyku, ani nie wróży spokoju
lokalorom budynku. Ale tylko na moralny niepokój jaźń moralna
W odróżnieniu od kojąco precyzyjnego rozkazu, "żądanie", o ja­
może liczyć. Czyni ją wszak moralną pragnienie działania, a nie
kim tu mowa, jest nieznośnie mętne, niejasne i pogmatwane, a przy
wiedza o tym, co zdziałać trzeba; świadomość niespełnienia zadania,
tym i ledwo słyszalne. Zmusza to adresata do własnej interpretacji
a nie poprawnie wykonanego obowiązku, "Wszystko to sprowadza
przekazu; jak wszelki interpretator, nigdy się on do końca nie dowie,
się do tego, że człowiek nigdy nie może być do końca pewien, że
czy jego interpretacja jest poprawna. Jakkolwiek radykalnie, dla
zrobił, co trzeba" -- sumuje Legstrup ". I rzeczywiście, Rozpoznaje
uniknięcia pomyłki, interpretowałby przekaz - nie zdobędzie pewno­
się sytuację moralną po dręczącym poczuciu niespełnienia. a osobę
ści, że radykalizm wykładni odpowiada radykalności żądania. "Zrobi·
moralną - po jej wiecznym z siebie niezadowoleniu. Jaźń moralną
łem dużo, ale czy nie mogłem zrobić więcej?" Rozglądanie się dookoła
nie uśmierzy niepokoju - nie ma takiej konwencji, takiego zbioru
• n(!ka nieustannie podejrzenie, że jest nie dość mora/na.
Mówiąc o moralnej odpowiedzialności ludzi, którzy przeżyli okro­
reguł, które zakreśliłyby "uznane granice" mojej powinności, ofiarując
pieństwa Czasów Zagłady, Władysław Bartoszewski - jeden z czoło­
spokój ducha w zamian za obietnicę bezwzględnego posłuszeństwa.
wych uczestników i organizatorów akcji ratowniczej - powiada, że
A i do Innego - przedmiotu i celu mojej troski - nie mam się co
tylko ci, co pomagając ofiarom sami życie oddali, mogą powiedzieć,
o pomoc zwracać. "Inny", cały z mojej odpowiedzialności ulepiony,
że uczynili dość ... Taka opinia nie pocieszy tych, którzy ostali się przy
nie ma przecież prawa czegokolwiek żądać ... Gdyby źądal - głośno
życiu; dźwięczy ona w ich uszach jak wyrok skazujący na dożywotnie
i niedwuznacznie - musiałby albo powołać się na zastane normy
wyrzuty sumienia, Koniec końców, wielu ludzi pomagało ofiarom, ale
i przepisy, albo ustanowić nowe, a wtedy moglibyśmy pójść obaj do
'" K. F.. Lagstrup. '!h.. Elhical DemIInd, ss. 46-47 Jl K. E. Lagstrup. The Erhinlf Demalld.~.114.
110 Niellc/lwytl'le fUl'ldlJ,"ł!r1I.Y

nie tak znów wielu gotowych było


samym stać się ofiarami. Watykan
uznał wyjątkowość, .anomalność". radykalnego samopoświęcenia.
4
kanonizując Ojca Kolbe. który poszedł na śmierć, by uratować przed
śmiercią innego więźnia Oświęcimia. Mędrcy Talmudu uważali podo­
Moralność we dwoje
bnie, jak świadczy o tym poniższa przypowieść (1rumor (8:10)).
"Władze poszukiwały Ulli bar Koszewa. Szukał on schronienia u Rabiego
Jozue ben Le vi w Lud. Wojska rządowe okrążyły miasto. Oznajmiły: jeśli
nie wydacie Ulli, zniszczymy miasto. Rabi Jozue udał się do Ulli i przeko­
nal go, by się poddał. Prorok. Eliasz zwykł był ukazywać się Rabiemu
Jczue, ale poczynając od tej chwili przestal go odwiedzać. Rabi Jozue
pościł przez wiele dni, i wreszcie Eliasz przyszedł doń raz jeszcze. «Czyż­ .• Ludzkość Jest tale. zrobiona, że wciąż musi siebie określać
bym mial się ukazywać conosicielom?» spylał. Rabi Jozue t1umaczyl: i ....ciąż uchylać się swoim definicjom"
«Przecież postąpiłem w zgodzie z prawem). Eliasz odparł: «A czy prawo (' D:I,""IIr,jw WITOLD" GOM8ROWICZĄ)

jest dla świętycht-".


Święci są świętymi, bo nie chowają się za szerokimi plecami Odzierając człowieka z wszelkich odróżniających i wyróżniających
prawa. Wiedzą oni, lub czują, lub zachowują się tak. jak gdyby go przyodziewków, myśl i praktyka nowoczesna liczyły na to, że spod
wiedzieli lub czuli, że żadne, nawet najbardziej szczodrobliwe w swym sterty zdzieranych kolejno szat wyłoni się wspólne wszystkim ludziom
humanizmie i szlachetne prawo nie może wyczerpać moralnego obo­ jestestwo - .niezależna. autonomiczna, a więc i zasadniczo
wiązku; nie może prześledzić do końca konsekwencji wypływających nie-społeczna jaźń moralna" I. Od zarania nowoczesności trwał bój
z decyzji "bycia dla", Nie wynika stąd wcale, że aby być moralnym, o wyzwolenie człowieka spod władzy "wpływów historycznych i wy­
trzeba być świętym; moralne dylematy, przed jakimi stajemy na co paczeń, które pustoszyły jego najgłębszą istotę", toczony w imię
dzień, rzadko stawiają nas przed wyborem ostatecznym, między ży­ uczynienia nią tego, co wspólne wszystkim, co cechuje człowieka jako
ciem a śmiercią - znaczna większość życia upływa w bezpiecznej
odległości od sytuacji krańcowych. Ale wynika stąd. że moralność,
aby sprostać dylematom moralnym i codziennym, nie może nie mie­
- takiego". "Człowiek jako taki" był, rzecz jasna, pseudonimem, pod
którym kryła się jednostka ludzka rządzona i poruszana przez jedną
tylko instancję: ustawodawczą moc państwa. Wyzwolenie zaś. jakie
rzyć się anormalną, heroiczną skalą świętych; to, co przerasta i wybie­ musiało się dokonać, aby istota ludzka zabłysnąć mogła nieskalanym.
ga przed normalność. wyznacza horyzont tego. co normalne. czystym blaskiem, oznaczało unicestwienie lub sparaliżowanie les
Moralna praktyka może się opierać tylko na niepraktycznych pouooirs iruermediaires - władz "partykularyzujących", które sabo­
fundamentach... Aby być tym, czym jest - praktyką moralną - musi tcwały trudy i zamierzenia "uniwersalizującej" władzy nowoczesnego
zakreślać sobie standardy nie do osiągnięcia. l nie wolno jej nigdy państwa. Bitwa o obnażenie "istoty ludzkiej" była jedną z wielu
pocieszać się, że określonym standardom sprostała do końca. Brak potyczek stoczonych na frontach wojny o monopol ustawodawczy;
przekonania o własnej cnotliwości, niezadowolenie i podejrzliwość
wobec swych dokonań są moralności najbardziej zaufania godną I Louis Dumont, ESJayj (I" /ndiv/dualism: Modern Theory sn Anthrop<!/ogical
fortecą. Perspecuee. Unlvcreity or Chicago Prese, Chicago 1986, 6. a
l Georg Simmel, Freedom oj the Ind/v/dual, cyt. za angielskim przekladem Denat­

da N. Lcvine'a w: 01'1 rndividualily al'ld Sodal Forms. Umversity of Chicago Press,


Chicago 191[,".2[9-220.
Mora/no,f(' 10'(' dwoje ID
Mora/nlll,: lO'ł' dwoił'

"' przestrzeni społecznej: celem reorganizacji bylo wydzielenie obszaru


wojny wypowiedzianej obyczajowi i tradycji - gwoli zastąpienia ich
wolą państwa jako jedynego ustawodawcy. Wszelkie zwyczajowe i tra­ publicznego pozbawionego bliskości moralnej, Bliskość jest terenem
zażyłości i moralności; dystans jest terenem odosobnienia i prawa,
dycyjne stroje trzeba było podrzeć na strzępy, by gole ciało i duszę
Przestrzeń dzielącą jaźń od innych jażni miały organizować jedynie
"człowieka jako takiego" można było przyoblec w nowe, uszyte na
wmówienie i skrojone na miarę jego istoty. szaty. przepisy prawne; miała ona być wolna od zakłóceń, powodowanych
Wysupłana z sieci więzi "naturalnych" "istota" człowieka okazała przez zajścia żywiołowe i niespodziewane. a więc od czynników tak
się jednak, poza wszystkim innym. także i stanem społecznego wyobco­ niepewnych i wymykających się kontroli jak kapryśne z natury i nie­
wania. Najtężsi myśliciele nowego, sztucznie zaprojektowanego ładu. okiełznane impulsy moralne. Zakładano. że przepisy prawne znajdą
jak Hobbes czy Locke, wyobrażali sobie tylko zewnętrzne i instrumen­ posłuch, jeśli tylko odwołają się do interesu własnego tych, którzy

talne powiązania między jednostką ludzką a "społeczeństwem" (zredu­ mają się im podporządkować, i gdy w zamian za posłuszeństwo

kowanym niemal bez reszty do państwa). Nie spodziewali się. by przyobiecają dbać. by pogoni za tym, co służy interesom własnym, nic

"przynależność do społeczeństwa" "wpływała na kształt jednostki nie stało na przeszkodzie: celem norm prawnych bylo wsparcie jednostek
ludzkiej w sposób zasadniczy i znaczący"; wierzyli natomiast, że w ich dążeniu do zaspokojenia swych interesów i pouczenie, jak
instytucje społeczne "istniały po to, by chronić, pielęgnować i zabezpie­ najsprawniej o to zabiegać. Wedle definicji prawnej, jednostką był
czać interes własny jednostek":!. Wiara ta zakładała wszelako jednostkę człowiek, którego interesy nie były interesami innych. Definicja ta

uwolnioną od jakichkolwiek zobowiązań wobec innych istot ludzkich wymagała odległości między jednostkami na tyle dużej, by wykluczyła

(z wyjątkiem zobowiązań określanych przez państwo i zawarowanych ona niebezpieczeństwo zmowy i potajemnych spisków przeciw rządom
przez przemoc ze strony tegoż państwa, jako jedynego organu zdolne­ bezwzględnym bezosobowego prawa.

go nadać prawu moc obowiązującą). Jak to dobitnie wyraził Simmel: Z chwilą, gdy wygnano je z ich naturalnego siedliska. jaką jest
sfera sąsiedzkiej zażyłości, można było bezdomne uczucia ludzkie
"Wszystkie stosunki z innymi ludźmi są więc w ostatecznym rachunku skierować ku bytom abstrakcyjnym i wyimaginowanym (lub, jak
etapami wędrówki jaźni ku samej sobie. Jest tak bez względu na to. ezy to wyraził Reinhold Niebuhr, można było przekuć altruizm jed­
jaźń poczuwa się do zasadniczej wspólnoty z owymi innymi, jako że
potrzebuje wciąż podtrzymującego na duehu przekonania, gdy staje oko
w oko re sobą samą zdana na własne siły, czy też jest jażń na tyle silna,
by znieść samotność wynikającą ze swoistej jakości i traktować ogól
- nostkowy w zbiorowy egoizm). To, co zyskały byty wyobrażane,
traciło bezpośrednie środowisko człowieka - towarzystwo innych
ludzi, w których gronie się żyło - coraz gruntowniej drenowane
ludzki jedynie jako układ odniesienia, miarę własnej wyjątkowości i me­ z emocji moralnych, Częściowo zamierzonym, ale i w znacznym
powtarzalności'". slopniu niespodziewanym następstwem reorganizacji przestrzeni spo­
Szczelnie opieczętowana, samotna monada, zagubiona w gąszczu łecznej było coś w rodzaju wtórnego analfabetyzmu moralnego: je­
innych monad, tak zdawałoby się bliskich. a przecież tak nieśkoń­ dnostka coraz mniej umiała sobie radzić z obecnością Innego, a już
czenie dalekich i beznadziejnie obcych: monada, która w każdym szczególnie z uczuciami, jakie obecność la - w sposób niewytłu­
zetknięciu się z inną monadą szuka tylko pożywki dla własnej odrębnoś­ maczalny i wbrew temu, czego lekcje wyuczone kazały się spodziewać
ci... Społeczeństwo nowoczesne specjalizowało się w reorganizowaniu - budziła. W świecie zbudowanym z kodyfikowalnych zasad i prze­
pisów Inny Człowiek był zjawą tajemniczą, kłopotliwą i bałamutną
1 Jean Belhke Elshtain. Liftrra/ H('r(',ti('.': Exi,tl#.'nlialbm and Repressioe Ff'mini,\'m, - ale był przede wszystkim bytem wieloznacznym: był przecież,
w: Uht'ra/i.tm and rhf' MrId('r" Po/ity.· f;ssa)'s in (on/emporar)' P/Jlirica/ 1IIeor)', pod red. potencjalnie. zaczepieniem dla nie zakotwiczonej jeszcze tożsamości,
Michaela J. Garges McGrlllha, Marcel Dekker. New York 1979, 8. 35.

ale zarazem barierą na drodze do jej samoutwierdzenia. Dla etyki


, G. Simmcl, Fn't'dplTl Oflht' lndit>idlolul. wyd. cyt.. s. 221

114 Mnralno.łc we dwoj.. Ja JY: relacja asymelryC2/w 115

nowoczesnej Inny Człowiek był wcieleniem sprzeczności i najbardziej Jak to sam Levinas wyraził: "człowieczeństwo człowieka - jego
dokuczliwą zawadą w dążeniu jaźni do samospełnienia. podmiotowość - to tyle, co odpowiedzialność za innego człowieka,
Jeśli pcnowoczesność ma oznaczać wycofywanie się ze ślepych ił. więc krańcowa kruchość, niezabezpieczenie przed ciosami (vulnera.
zaułków, w jakich nowoczesność utknęła nieopalrznie w pogoni za bilite). Powrót do jaźni jest nie kończącym się objazdem...". Mowa tu
urzeczywistnieniem jej własnych wygórowanych ambicji, etyka ponowo­ o takiej odpowiedzialności, jaka pojawia się, zanim jeszcze Inny miał
czesna musi przywrócić Innemu jego prawa sąsiedzkie. przyznać mu okazję się czegokolwiek domagać; odpowiedzialności, "która nie ma
miejsce w zasięgu wzroku i dłoni jaźni moralnej, skurczyć jego odległość granic, bowiem nie mierzą jej zaciągnięte zobowiązania, do jakich
od jaźni moralnej na tyle, by w dzielącej ich od siebie przestrzeni mogły odwołują się pojęcia podjęcia lub zrzucenia odpowiedzialności"8,
się pomieścić tylko relacje bezpośrednie i emocje jeszcze przepisami nie A więc mowa tu o takiej odpowiedzialności, która wyprzedza zacią­
uregulowane: sprowadzić Innego z moralnego ugoru interesownych ganie zobowiązań, która jest miarą a priori wszelkich obowiązków,
obrachunków, na jaki etyka nowoczesna go wygnała. Ponowoczesna nie będąc przez żadne obowiązki a posteriori mierzona.
etyka musi przywrócić sens moralny międzyludz_kiej bliskości; i ustawić
Innego Cżłowieka w roli głównego aktora.dramatu, jakim jest wędrówka
jaźni moralnej w poszukiwaniu samej siebie. Jak domaga się tego Alain IJa_Ty: relacja asymetryczna
Renaut . aby przezwyciężyć zaniedbania nowoczesnej filozofii etycznej
nowa etyka musi koncentrować się na międzypodmiotowości. jako na Trudno o bardziej dramatyczne odwrócenie zasad nowoczesnej
etyki niż Levinasa decyzja przyznania Innemu Człowiekowi pierw­
zjawisku "zakreślającym granice monadokształtnego Indywidualizmu'".
szeństwa, które dotąd bezspornie przysługiwałojaźni:
W tym sensie, etyka Levinasa jest penowoczesna. Jak sugeruje Francois
Laruelle, Levinas jest .Je penseur de l'Autre"; .Levinas «invente» un "Stosunki między osobowe są niesymetryczne. W tym sensie, że jestem
Autre radicalement ethique, il dit l'Autre par quoi il (ut interpelle avant odpowiedzialny za Innego nie czekając na jego odwzajemnienie się,
choćbym mial w imię tej odpowiedzialności oddać swe życie. Odwzajem­
mćme de pouvoir en enoncer Ies manieres'". Lub, jak powiada
nienie się jest je(}o sprawą ... Ja ponoszą odpowiedzielność za całość
Marc-Alain Ouaknin: etyka Levinasa to tyle, co .Jiumanisme de l'Autre odpowiedzialności, odpowiadam za wszystkich i za wszystko, co ich
homme". Jest etyka Levinasa ponowoczesna o tyle, że pobudza ją dotyczy, Mam zawsze o jedną odpowiedzialność więcej, niż wszyscy Inni'",
"stratcgia otwarcia, kruszenia monadycznej immanencji podmiotu, usta­ ..Sedno podmiotowości tkwi w moim podążaniu ku Innemu bez
wienia podmiotu o krok przed sobą samym, w stanie ciągłego samoprzez­ oglądania się na to, czy on podąża ku mnie. Sciślej mówiąc, tkwi w takim
wyciężania. wedle Levłnesa, lo właśnie ów wytrysk międzypodmiotowo­ podejściu, że dodatkowo do wszystkich stosunków, jakie niechybnie
ści tworzy podmiot [miast być owego ukonstytuowanego już podmiotu wytworzą się między mną a moim sąsiadem, zawsze już zrobiłem o jeden
dzicłcm - Z.B.]"'. krok więcej w jego kierunku... Sąsiad jest przedmiotem mojej troski
bezzałożeniowo. zanim podjęte będą lub odrzucone jakiekolwiek zobo­
W ujęciu etyki ponowoczesnej Inny nie będzie już żerowiskiem dla wiązania .., To tak, jakbym otrzymał skądś nakaz, jakby ugodziło we mnie
jaźni, przejętej odświeżaniem zapasu swych soków żywotnych, a tym przykazanie. choć nie stworzyłem sobie obrazu władzy, jaka mi przykazu­
bardziej przeszkodą czy hamulcem w trudnym procesie jej samo­ je. Choć nic pytam: Co mi z tego przyjdzie? Skąd wziął on prawo
stanowienia. Na odwrót - będzie on dróżnikiem życia moralnego.
, Brumanuel Levines. No idellf;ty, cyt. za angielskim przekładem Alphonso Lin­
, Alain Renaur. L'Ere de I'illdi~idlł, Gal1imard, Paris 19&9,~. 61. gisa w: Col/et/ed Płlilusopllkal Pllper,l, Martinus NijholJ, Haga 1997, s. 149.
, Francois Laruelle. lrrłellsllble, irrecevllble, w: Tu/!'s polłr Emmanuel Ullinll~, pod • Emmanuel Levinas. cyt. za angielskim przekładem Richarda A. Cohcna, Elhies
red. Francois Laruelle'e, Jean-Michel Place, Parte 1980, s. 9. wid fnfiniry: CmllJer.lu(iolls wW. Pltilippe N"mo, Duquesne Universlty Prees, Pittsburgh
, Marc.Alain Ouaknin. MMir(l/ion.~ t'roliqlles, Baliand. Paris 1992, s. 129, 19~5, ss. 9K-99.
Mora/naJr Wf dWOił'
J<J Ty; relacjo asymetrYCZnCl 117
"6

do rozkazywania? Co takiego uczyniłem, ze jestem od pierwszej chwili ność. że zawarta w niej możliwość uzyskania sensu nie spełnia się
dłużnikiem'! jeszcze. Dopiero później, gdy uznam obecność owej twarzy za swą
Twarz sąsiada zwiastuje mi odpowiedzialność bezwyjątkową, poprze­ odpowiedzialność, zarówno ja, jak i "ten drugi" nabiorą sensu: ja będę
dzającą świadomą zgooę. każdy pakt, wszelką umowę" '", tym, który ponosi odpowiedzialność, on zaś tym, któremu przyznaję
Żadna wolność nie jest absolutna, wszechogarniająca, bezgraniczna. prawo czynienia mnie odpowiedzialnym. To właśnie w akcie nadania
Nie można wydźwignąć się z żadnej zależności nie popadając w inną. takiego sensu Innemu, a więc, rykoszetem: także samemu sobie, rodzi
Każda walka o wyzwolenie kończy się w przypadku zwycięstwa się moja wolność moralna. I to właśnie dzięki swej jednostronności,
zastąpieniem jednego ograniczenia, bolesnego a dokuczliwego - in­ niesymetryczności, skondensowaniu inicjatywy i siły twórczej całkowi­
nym: jeszcze nie doświadczonym lub uznanym za mniejsze zlo. Każde cie po mojej stronie, wolność jaźni moralnej jest, wbrew pozorom,
święto wolności jest uroczystością na cześć wyzwolenia od konkretnej jedyną bodaj wolnością, za którą nie wlecze się cień zależności ...
zależności, najbardziej nienawistnej - ale nie od zależności jako takiej. Obszar moralnego nakazu odpowiedzialności (a więc zarazem
Ideałem nowoczesnej emancypacji był człowiek uspołeczniony, kierujący wolności moralnej) Levinas nazywa "bliskością". Termin ów, zważyw­
się zasadami dyktowanymi przez rozum, przejrzyście sformułowanymi, szy jego przestrzenne konotacje, występuje tu sous ralure (w Derrideań­
prawnie zatwierdzonymi, a więc, jak prawo, obowiązującymi - zasa­ skim sensie): bliskość, o jakiej powiada Levinas. nie ma - wbrew temu,
dami, które zniosą zarazem zależność od krnąbrnych i nie kontrolowa­ co sugerują potoczne użycia terminu - cech w jakikolwiek sposób
nych, nieskodyfikowanych. "ślepych" popędów i uczuć jednostkowych przestrzennych; z pewnością nie posiada wyznaczników fizyczno-prze­
(zdaniem Durkheima, dla przykładu, spod kajdan społecznie narzuco­ strzennych, ale nie przywołuje też atrybutów przestrzeni społecznej
nych norm wyłoniłaby się nie tyle wolna jednostka, co niewolnik (w sensie zagęszczenia informacji wzajemnej). Bliskość moralna nie jest
zwierzęcych namiętności). Z drugiej strony, wolność jednostki, która przeciwieństwem fizycznego czy społecznego oddalenia, nie musi się
odzyskała prawo po temu, by działać w myśl własnego poczucia wyrażać, ani też nie wyraża się w tym, ze dwaj osobnicy stają ramię przy
moralnej odpowiedzialności, i by czynić to bez żenady i bez usprawied­ ramieniu czy ocierają się łokciami (w sensie dosłownym lub przenoś­
liwiania się - może zaistnieć tylko kosztem poddania się przykazaniu nym), czy w styku lub zespoleniu się dwu skądinąd odrębnych tożsarno­
moralnemu nie uznającemu wytchnienia i zawsze domagającemu się od ści. Ogólnie biorąc, nie odnosi się bliskość do czegokolwiek, co można
jaźni więcej, niż może ona, lub pragnie, uczynić, byłoby odkładać na osi i mierzyć. Jedyny sens "bliskości" stanowi
Obszar istnienia, obszar zasad, jest też terenem sensów. Po rze­ wyjątkowa jakość sytuacji moralnej - "co to niepomna jest wzajemno­
czach i czynach spodziewać się tu można, że będą miały sens; Ze będą ści, jak miłość, która nie liczy na odwzajemnienie". "Bliskość" to nie
poniekąd właścicielami sensów - a ponieważ własność jest stosun­ "bardzo mała odległość", to nawet nie wysiłek pokonania odległości.
kiem wykluczającym, to sensu, jaki im (i im tylko) przysługuje, nie czy decyzja jej zlekceważenia; jest ona, po prostu, "kasacją odległości":
będą posiadały inne rzeczy i czyny. Odpowiedzialność, jak długo
"Stosunku bliskości nie da się sprowadzić do modalności odległości czy
pozostaje odpowiedzialnością moralną tylko, jak długo nie podjęto ciągłości geometrycznej ani do zwykłego «przedstawienia sobie» sąsiada;
starania, by zinwentaryzować jej zawartość sporządzając wyczerpują­ jest ona już zadaniem. i to zadaniem nie cierpiącym zwłoki - obowiąz­
cą listę obowiązków i podjętych już zobowiązań - nie posiada lak kiem, jaki gwałcąc chronologię wyprzedza moment swego podjęcia. To
pojętego sensu. Owa twarz, która powołuje odpowiedzialność do pierwszeństwo jest «pierwotniejsze» niż u priori".

życia, "żąda" przez swój brak określonego sensu, poprzez tę okolicz­ "Sens absolutny i właściwy" bliskości zakłada po prostu (lub być
może wcale nie tak już "po prostu") .cztowteczeńsrwo"!'. Bliskość
lU Ernmanuel Levinas. cyt. za angielskim przekładem Alphonso Lingisa. Olllt'rwi.w
Ihllrl 8..inll. OT 8eY0rld E.'Jserlce, Martirrus Nijhoff Haga 1981. SH. 84. B7. Bl:I. 'I E. Levinas. Olllerwi.~t' than Beinll. ss. 82. 100· 101. 81.
Morahto$c! .....e dwoje Aporia bli~k(Jfci '19
118

sąsiada jest "obsesyjna"; jest to taka odmiana bezpośredniości, która czekać, jeśli kresu wyczekiwania nie przyobiecano, jeśli od pierwszej

"wyślizguje się świadomości, nie przez zaniedbanie umysłu, lecz przez chwili odmówiono nadziei spełnienia? Coraz trudniej też oprzeć się
własny nadmiar, przez swój «przerostu". Bliskość jest "poza inten­ pokusie wykręcenia się od odpowiedzialności. Kainowe pytanie .jze­
cjonalnością"12. Intencja zakłada wszak mierzalną przestrzeń i dys­ lim ja stróżem brata mego?" ciśnie się na usta nieproszone. Impuls
tans. Aby zaistniała intencja, musi zajść wpierw separacja. trzeba, by "ucieczki przed wolnością", opisany przez Ericha Fromma, nigdy
był czas na rozwagę i zastanowienie się, na podjęcie decyzji i jej chyba nie jest tak przemożny, jak w przypadku owej pierwotnej,
ogłoszenie. Bliskość jest glebą wszelkiej intencjonalności, ale sama przedustawnej odpowiedzialności, jaka czyni wolność prawdziwie ab­
pozbawiona jest intencji Maurice Bianchot powiada. że w relacji solutną, a przeto najtrudniejszą do zniesienia.
etycznej Inny jest "dbałością" O'ouention): Ale potęga Innego jawi się w całej pełni właśnie w momencie
zaprzeczenia odpowiedzialności. To, co kusiło obietnicą wyzwolenia
"Dbałość jest oczekiwaniem (I'atte"[io" esc /'afte"!e): nic wysiłkiem, napię­
ciem, gromadzeniem wiedzy o czymś, co zaprząta uwagę. Dbałość czeka. (od bezlitosnej, po wsze czasy nienasyconej odpowiedzialności i nigdy
Czeka bez pośpiechu, pozostawiając pustym to, co puste, unikając jedynie nie słabnącego wyczekiwania), odkrywa tylko Innego jako moją wo­
przynaglania, niecierpliwości pożądania, a nade wszystko owego machu bec niego zależność. Jestem teraz zaiste zakładnikiem (bezlitosnych,
przed próżnią, jaki skłania nas, by wypełnić ją przed czasem" IJ. po wsze czasy nienasyconych roszczeń i nie znającej ulgi irytacji). Jeśli
Takie wyczekiwanie nie jest pożądliwe, nie wynika z chęci posiadania. w stanie bliskości Inny był autoryterem, który nadawał mi odpowie­
Dbałość nie nastawia się na wywłaszczenie Innego z jego woli, swoistości dzialność, a więc i moją wolność oraz wyjątkowość - teraz staje się
r::zy tożsamości, przez obezwładnienie fizyczne czy przemoc intelektualną on silą, oporem, barierą; jest teraz ową mocą ..tam oto", która
zwaną .zdeflniowaniem". Bliskość nie polega na przerzuceniu mostu nad zakreśla granice mojej wolności i czai się w zasadzce, by ograbić mnie
odstępem między mną a Innym, ani na zapowiedzi zbudowania takiego z tych jej resztek, jakie chciałbym zatrzymać. Kruchość Innego obu­
mostu; nie jest też uwerturą do identyfikowania się i stapiania różnych dziła we mnie jaźn moralną; jego moc i zadziorność wojownicza
tożsamości, zawsze wszak grożącego pochłonięciem i zawłaszczeniem. zmuszają mnie, bym stanął do bitwy. Jeśli idzie o perspektywę wy­
Bliskość zaspokaja się tym, że jest, czym jest - bliskością. I gotowa jest tchnienia, nic się z powodu tego nic zmieniło. Końca wysiłku nadal
pozostać tym, czym jest stanem nieustającej dbałości, na przekór nie widać. Walka, jak i wyczekiwanie, nie mają kresu i nie wiedzą, co
wszystkiemu, co może się zdarzyć. Odpowiedzialnością nigdy całkowicie lo rozwiązanie ostateczne.
nie spełnioną, nie wyczerpaną do końca, przebytą. Czekaniem na to. by Ponieważ w stanie bliskości odpowiedzialność jest bezwarunkowa,
Inny skorzystał z przyznanego mu prawa nakazywania, prawa, które nie a więc doskwiera najokrutniej. pragnienie ucieczki wówczas właśnie
zużywa się i nie kurczy w toku wydawania nakazów i ich spełniania. dobiega szczytu. Stąd paradoks: te same okoliczności, które żywią
bezinteresowną dbałość, sprzyjają też najzawziętszej z walk (żadna
wszak wojna nie jest tak bezlitosna i żadna nie pozostawia tak
Aporia bliskości
mało pola dla wyrozumiałości jak ta, którą toczy się z czystej de­
Dbałość, wyczekiwanie lego rodzaju jest zadaniem nie lada. Napi­ speracji i bez nadziei na wygraną). Z tej samej gleby wyrastają
na jaźń do granic wytrzymałości. Gdy się na co dzień ociera o grani­ miłość i nienawiść; najbardziej człowiecza z miłości i najbardziej

ce, trudno ustrzec się przed ich przekroczeniem. Jak długo można nieludzka z nienawiść] Teren odpowiedzialności jest zarazem - i to
w sposób trudny do uniknięcia - polem uprawnym przemocy i ck­
L1 Eramanuel Levinas, LanlłUDfll.' Dnd Praximiry, \Ii: CQllecrt'd PhilQ.wpllkal Papers,
rucieństwa. Tylko bezgraniczność brutalności jest w stanie (jeśli slu­
s. 119.
Ll Maurlee Blanchot. L'EnrreJipn in/hli. GaJlimard, Paris 1969, S. 17<1.
cha się podszeptów logiki) przeważyć (lub przynajmniej wyciszyć,
120 Mora/MŚ!' Wf' dwojł' AfI(I'ia b{jj/clJ.ici 121

wymazać ze świadomości) bezwarunkowość nakazu etycznego. Dla ona właściwie konfliktem jak inne (skoro w świecie bytu konflikty to
jaźni moralnej bliskość jest obszarem najwspanialszych triumfów; ale takie sprzeczności, co do których zakłada się, że są rozstrzygalne),
także najhaniebniejszych klęsk. lecz właśnie aporią, a więc uwikłaniem się w sprzeczności. jakich
Człowieczeństwo obraca się w nieludzkość pod wpływem
pokusy, rozwiązać się nie da; kondycją, która nie może się spełnić bez samcza­
by zatrzasnąć otwarte gościnnie drzwi, by podrzeć czeki podpisane in przeczenia, jakiej nie może nie przynieść uszczerbku już sam założony
blance, by zatkać uszy na tym bardziej uporczywe, im cichsze woła. w niej wysiłek samodoskonalenia i samospełnienia ... Kondycją. której
nia "nie wypowiedzianego nakazu". Jest to konflikt, konflikt rzeczy­ pęd ku zagładzie wyrasta z tego samego korzenia, co konieczność
wisty, nie wydumany, o czym miał się okazję wielokrotnie przekonać zmierzania do doskonałości.
każdy, kto z doświadczenia dowiedział się, jak uciążliwa jest szczod­ DbałOŚĆ o Innego, jako Innego właśnie, jako tę słabość, która
robliwość bez granic, jak męczące jest przyznanie bezterminowego. rzuca wyzwanie mojej sile, jako tę tam-oto obecność, która opiera mi
a nie doraźnego tylko, priorytetu cudzej słabości wobec własnej siły. się przez swą odrębność (zanim jeszcze miala szansę wyodrębnienia
Zaiste, jest to konflikt na tyle pospolity i "normalny", że nie sposób się przez stawiany mi opór), pojawia się przed wiedzą. Jeśli już o to
rozważać "przyrodzonego" charakteru impulsu moralnego bez dopu­ idzie, wraz z pojawieniem się wiedzy dbałość, o której tu mowa,
szczenia równie "przyrodzonej" natury agresji. Stąd nie kończący się dobiega kresu; w każdym razie zmienia się nie do poznania. Jeśli
i niemożliwy do rozwiązania spór między tymi, co twierdzą, że .Iudzie trwa, to już jako wynik świadomie podjętej decyzji: aby trwać, chce
są z natury dobrzy", a tymi, co głoszą .naturatność" zła. Każda ze zostać przekonana, że powinna - domaga się: wyjaśnień j gwarancji
stron wskazać może bez trudu na obfite dowody słuszności swej sensu. Nie zapominajmy jednak, że to właśnie owa dbałość pierwotna,
opinii - zbyt obfite, niż by na to pozwalała pewność siebie jej dbałość-sprzed-wiedzy. wysłała jaźń moralną na poszukiwanie wie­
przeciwników. I nie może być inaczej. skoro kondycja bliskości, owa dzy. Być-dla-Drugiego Człowieka to tyle, co wsłuchiwać się czujnie
, siedziba ojczysta moralności, jest rozdarta przez sprzeczne wzajem w Jego nakazy; nakaz jednak jest bezgłośny (gdyby nie był bezgłośny,
popędy do pozostania i do ucieczki. Zmagania między stanem otwar­ byłby żądaniem, czymś, czego dochodzi się lub przed czym broni się
cia a marzeniem o nieskończoności zaczynają się na długo przed w sądach). i to moje bycie-dla wymaga, bym uczynił nakaz dla siebie
ingerencją rozumu i owych zasad postępowania, w których spisywa­ słyszalnym. Pozyskanie przeze mnie wiedzy jest jedynym sposobem
niu rozum nabrał niezrównanej wprawy. "nagłosnienia" milczącego uparcie nakazu. Jeśli moje bycie-dla ozna­
Nakaz bezwarunkowy traci moc, gdy bliskość zastępuje dystans, cza działanie dla dobra Drugiego Człowieka, jestem odpowiedzialny
regulowany przez rozum. Obojętność sadowi się wówczas tam, gdzie za dbałość o to dobro; jeśli to dobro Innego określa ramy mojej odpo­
panowała dbałość, a w miejsce wyczekiwania przychodzi niecierp­ wiedzialności i wypełnia je treścią, tedy ja właśnie ponoszę odpowie­
liwość. Teraz, dla odmiany, to właśnie dbałość i wyczekiwanie wyma­ dzialność za poprawne odczytanie Jego potrzeb. Aby być odpowie­
gają dowodzenia ich racji, wskazania zasadnych przyczyn, określenia dzialnym w sposób odpowiedzialny, aby wziąć na siebie odpowiedzial­
pożądanej miary. Wkraczamy tu w obszar bytu, owego (by odwrócić ność, muszę wiedzieć, czego owe potrzeby dotyczą. Choć to od Innego
słynne określenie Levinasa) czegoś odmiennego od moralności - króle­ płynie nakaz, to ja mam ten nakaz usłyszeć. Milczenie Innego każe mi
stwa istot (essences) i zasad. Wkraczamy też na teren takich kontlik­ przemówić w Jego imieniu, a konieczność przemówienia w Jego
IÓw, które żywią nadzieję na rozwiązanie i czynnie rozwiązań szukają imieniu żąda, bym znal Jego potrzeby.
-- przez pokonanie przeciwnika lub kompromis, i pilnowanie, by gra Nawet jeśli nie było to moim zamiarem (a nie było, zgodnie
toczyła się zgodnie z przepisami. Zanim pojawią się takie konflikty, z naturą dbałości), dbałość o dobro Drugiego Człowieka zmusza
jest już wszelako aporia zawarta w bezwarunkowym nakazie; nie jest mnie, bym zbadał jego kondycję, bym wyruszył na poszukiwanie
122 Mora/nose we dwoje Apori/l blisJI(J.łd 123

treści nakazu. Nie potrafię jednak uzmysłowić sobie tej treści inaczej, ność za losy Drugiego takiego, jaki uwieczniony został na morm
jak "przedstawiając ją" sobie, malując obraz, który przyjmę za jej zdjęciu. Inne więc pytanie cisnąć się będzie na usta - zadane jeszcze
podobiznę, ale który będzie moim obrazem, namalowanym moimi "od wewnątrz" moralności we dwoje, ale już wróżące jej zmierzch:
farbami i z użyciem moich pędzli. "Odkrywam" u Innego nakaz, "Czy nie jestem lepszym od Niego sędzią lego. co dla Niego dobre'?".
który sam sformułowałem, słyszę słowa Drugiego przez moje usta Ów Drugi. o którym tu mowa, może mieć niejakie trudności
wypowiedziane. Moje odkrycie z miejsca stwarza dystans między tym, z rozpoznaniem siebie w moim Jego wizerunku. Jeśli przyjmie roz­
czym Drugi Człowiek może być dla siebie, a tym, czym stal się teraz bieżność z pokorą i postanowi się nie odzywać, o niezgodzie między
dla mnie. Moje bycie-dla zostało w ten sposób upośrednicne. Nie­ nami nigdy się nie dowiem i brnąć będę nadal w kierunku, jaki sam
gdysiejsza naiwna, dziewicza, obchodząca się bez pośredników blis­ obrałem; jeśli natomiast Drugi przerwie milczenie. sprowokowany
kość rozchwiała się, gdzieś się zapodziała ... A stało się to bez względu przez moje w Jego imieniu przemawianie, i zgłosi sprzeciw wobec
na to, czy moje wyobrażenie o nakazie pokrywa się, czy nie pokrywa mojej interpretacji - powstanie sytuacja .jego słowo przeciw moje­
z nakazem samym. (Rozważanie bez sensu! Cóż takie "pokrywanie mu", jego samoodczytanie przeciw mojej wersji jego treści. Jeśli w tej
się" mogłoby znaczyć'? I skąd miałbym o nim wiedzieć? Takie i zgod­ nowej sytuacji zapragnę nadal wywiązywać się ze swej odpowiedzial­
ność przedstawienia z oryginałem pozostanie na wieki moim przed­ ności w całej jej pełni. niczego nie przegapiająć i nie zaniedbując, będę
slawieniem!) Oddalenie ze względu na to, że jest oddaleniem właśnie, musiał przyjąć odpowiedzialność takie i za przezwyciężenie tego. co
odległością zapośredniczoną - ma nietożsamość obrazu i jego przed­ jawi mi się jako objaw ignorancji. niedojrzałości partnera czy myl­
miotu za swego nieodłącznego towarzysza. ~~~a~ra może nego przezeń pojmowania "tego, co leży w Jego własnym, dobrze
być myląca, domniemana, ehoć takie - i to się może zdarzyć pojętym interesie". Mogę nawet za sprawą tego doznać sporo moral­
- niekłamana, zawsze pozostanie przeze mnie przypisana. Tym nie­ nej satysfakcji: naiwność, nieroztropność. nieprzezorność partnera
mniej, tylko gdy przedstawiłem sobie już treść nakazu, mogę w myśl podkreśla wagę mojej o niego troski, a wraz z nią walory mojej
jej wskazań postępować... przenikliwości. rozsądku, rozwagi - i dobroci.
"Inny" jest teraz moim tworem; choć najlepszymi chęciami powo­ I tak troska o partnera przeobraża się we władzę nad nim - popy­
dowany, ograbiłem go z należnego mu autorytetu. To ja teraz powia­ chana nie złą wolą, lecz własną logiką, chyłkiem i niepostrzeżenie, nie
dam, autorytatywnie, co nakaz każe czynić. Zostałem pełnomocni­ tylko bez żadnej winy z mojej strony, ale dzięki moim najlepszym
kiem Innego, choć sam podpisałem upoważnienie i sam je notarialnie intencjom... Odpowiedzialność spłodziła ucisk. Służba Drugiemu obró­
potwierdziłem. Ów "Drugi Człowiek", dla którego jestem, przekształ­ ciła się w pojedynek woli. Nie ma sensu oskarżenie mnie o zachłanność
cił się niepostrzeżenie w moją własną wykładnię Jego milczącego, czy żądzę panowania, nawet pomawianie mnie o egotyzm: przecież
prowokującego sąsiedztwa. Mogę teraz pomyśleć (już właściwie po­ właśnie dlatego. że przyjąłem odpowiedzialność za swą odpowiedział­
myślałem ...), że to, co widzę, nie podoba mi się, albo nie jest czymś ność. że nie uchylam się od tego, co z niej wynika. muszę - muszę
takim, czym czułbym potrzebę się przejąć; pytanie "Azalim stróżem - zadbać o to. by ten. za kogo odpowiedzialność przyjąłem, nie działał
brata mego'?" przychodzi mi do głowy samo przez się, i nasze na własną szkodę - a więc. eo tpso. przyjął moją wykładnię tego, co
tere-a-tete, nasza moralność we dwoje, kończy się równie bez uprzedze­ służy jego interesom. Przecież działam dla dobra Drugiego, jestem nadał
nia, jak wybuchła. Prawdą jest, że mogę kroczyć nadal drogą, jaką jaźnią w pełni moralną, postępuję bezinteresownie. nie licząc się
prowadzi mnie mój impuls moralny; mogę nadal postępować wedle z własnymi kosztami, jestem gotów do poświęcenia. Na stawiane mi
nakazu i głosić swą odpowiedzialność. Będzie to jednak teraz nakaz zarzuty odpowiem: "Jako osoba odpowiedzialna. nic innego, niż to, co
służenia nie tyle Drugiemu, co mojej jego interpretacji; odpowiedzi al­ robię, robić nie mogę. ani też nie mogę zaniechać niczego, co robię",
124 Moralnośe we dwoje Mora/noit jako pieszczota 125

Oto rzeczywisty kształt aporii sytuacji moralnej. Nie widać dla stopniowo wpisane. Można też tę myśl wyrazić inaczej: postawa
niej rozwiązania. Gdybym nie postępował wedle nakazów wynikają­ moralna w formie, jaką. nadal jej w swym opisie Levinas, jest, przy
cych z tego, co wiem o Partnerze, gdybym dla świętego spokoju wszystkich cechach szczególnych, metaforą miłości erotycznej. Oba
przystał bez wahania na to, co Partner sam o swoich potrzebach zjawiska odsłaniają w swym związku metaforycznym aspekty, które
powiada, czyż nie popełniłbym grzechu obojętności? A jeśli jestem w innym przypadku byłyby nie zauważone.
tym nakazom wierny - jak dalece mam się posunąć w łamaniu Pieszczota zajmuje w wizji Levinasa miejsce coraz bardziej cent­
sprzeciwu Partnera. jakiej części jego autonomii mam prawo (lub ralne w miarę tego, jak odkrywa on zadziwiającą, zbieżność między
obowiązek moralnyf) go pozbawić? Jak wyraził to przy innej okazji kategorią przyszłości a Innym Człowiekiem. Przyszłość - owa przy­
Bertrand Russell: kłopot z taką drogą jest ten, że nie wiadomo, I­ szłość prawdziwa, przyszłość, jakiej jeszcze nie ma (w odróżnieniu od
przyszłości, jaka już jest, choć jest tylko w oczekiwaniu; "przyszłości
w jakim punkcie wołać na alarm... Tylko cieniutka linia dzieli troskę
od ucisku, zaś pułapka znieczulicy czyha na Iych, którzy - wiedząc takiej terażniejszej"), jest tym, czego nie można uchwycić w żadnej
jak niewyraźna jest ta linia - wolą dmuchać na zimne i całkiem postaci. Zewnętrzność przyszłości różni się w sposób absolutny od
powstrzymać się od działania, byle jej nieopatrznie nie przekroczyć. zewnętrzności przestrzennej tym właśnie, że jakkolwiek daleko dłoń
by się wyciągnęła, nie zdoła jej pochwycić. Przyszłość "spada na nas",
"zalewa nas", "bierze w posiadanie". Ale właśnie ze względu na tę jej
Moralność jako pieszczota właściwość, .J'avenir, c'est l'autre", Wobec przyszłości, jak i wobec
Innego Człowieka, podmiot "ne peut den pouvoir" - "nie może nic
{'''~tYka ponowoczesna, jak sugeruje Marc-Alain Ouaknin, ,jest móc..... Gdy się staje z nią twarzą w twarz, jest przyszłość, tak jak
'ł etyką pieszczoty"14. W pieszczocie dłoń pozostaje otwarta, nigdy się Inny, na raz "dana" i "ukryta". W teraźniejszości - w tym, co już
,l nie zaciska i nigdy "nie chwyta w posiadanie"; dotyka nie naciskając; schwytałem, co chwytam, co schwytać mogę - nie znajdziemy żad­
, podąża wiernie za kształtem ciała, które pieści... nego odpowiednika przyszłości i nic, co by ją choćby odlegle przypo­
Emmanuel Levinas użył po raz pierwszy alegorii pieszczoty w minało. Przyszłość od teraźniejszości dzieli przepaść. Jak Inny, przy­
r. 1947, trzydzieści lat przed ukończeniem swego magnum opus, Co szłość zawsze rodzi się na nowo, jest zawsze absolutnym początkiem.
innego niż hyt. Wi7ja pieszczoty jako paradygmatu stosunku moral­ ._Miłość erotyczna uznaje tę absolutną odrębność partnera, i nie
nego pojawiła się zatem na długo przed intuicją przedontologicznego uznaćjejnie może, jeśli ma pozostaćtym, czyni' jest. To przecież )
statusu etyki, zanim dokonał Levinas fenomenologicznej analizy blis­ właśnie bezwzględna inność partnera. czyni miłość erotycznąmożliwą. (,
kości i ukuł pojęcie bezgranicznej odpowiedzialności. W swym zna­
. I
.Petos raiłości polega na nieprzezwyciężalnej dwoistości bytów. Miłość
czeniu potocznym jest pieszezota atrybutem miłości erotycznej: jest jest stosunkiem do czegoś, co na zawsze pozoslanie w ukryciu. Stosunek
jak gdyby fizyczną i wizualną stroną miłości, której inne aspekty miłosny nie neutralizuje odrębności, lecz ją konserwuje. Patos pożądania
wymykają się oku - można ją więc opisać, choć miłość jako taka wiąże się z byciem we dwoje. Inny, jako inny właśnie, nie ma stać się
moim czy mną; przeciwnie, cofa się on przede mną w krainę tajemnicy" IJ.
opisowi się ~~ W tym opisie pieszczota jest pars pro rozo: re­
prezentuje miłość, trudną, do uchwycenia W biografii Levinasa filozo­ Intencjonalność pożądania miłosnego zwraca się nie ku określonej
fii moralności miłość erotyczną .dostarczyła .układu odniesienia, przyszłościowej zaszłości, ale ku przyszłości jako takiej: ku czemuś
w który "bycie dla" w ogóle, postawa moralna jako iaka~- ~staly
l~ Por. Ernmanuel Levmas, lA! TempJ et rall!re, Presses Umversuaires de France.
" M.-A. Oueknin, Medilflrion1 erotiques, 5. 119. Paris 1991. s,. 64.48. 71 - 72, 78.
"6 Moralllu.i(' we dwoj!' MOrlllPloŚl' jako pieszC%lJ!jJ 127

bezwzględnie innemu i absolutnie nie do uchwycenia. Pieszczota. owo ale...) od wzroku _c_zy._~y.chu (jednostronnych w sposób organiczny,
pożądanie w działaniu, nie zmierza ku temu, by .posiąść; .zagarnąć, bezwzględny), i to właśnie dzięki nim można budow~ć_u-e.ti'~ę_miłości"
poznać" - gdybyola w pieszczocie chodziło, wiodłaby ona ku (lub, zważywszy, że miłość jest prototypem, \\,e;cne którego kształtuje
unicestwieniu odrębności Innego. a więc czyniłaby siebie bezprzed­ się i mierzy wszelki stosunek moralny, także i "etykę skierowaną na
miotową. Pieszczota to jakby "gra w chowanego. gra bez projektu Innego" jako taką) na odniesieniu do zmysłu dotyku, a nie wzroku
i planu, uprawiana nie z kimś. kogo mamy posiąść na własność czy czy słuchu.
uczynić częścią siebie, ale z kimś, kto ma trwać jako inny, z kimś, kto Istotą pieszczoty jest wieloznaczność jej sensu, zawsze nie-dane­
ma pozostać niedostępny. z kimś, kto zawsze ma się dopiero pojawić. go-zawczasu. Nie dziw, że jest pieszczota jakby uszyta na zamówienie
Pieszczota to uwaga zwrócona ku czystej przyszłości, takiej, co lo dla roli metafory miłości - stanu,' który zawdzięcza swą cudowną
czeka jeszcze na wypełnienie treścią" 16, Miłość erotyczna jest stosun­ zdolność łączenia bytów od siebie odosobnionych, tak by mogły
kiem z odmiennością. z tajemnicą, z przyszłością - z tym, co w świe­ współprzeżywać swe strachy i współuczestniczyć w radościach, właś­
cie, w którym wszystko jest, nigdy jeszcze nie jest.; nie swej przyrodzonej i nieuleczalnej ambiwalencji. Istotnie, gdyby
Można twierdzić, za Edith Wyschogrod 17, że przedontologicznej miłość była tylko i po prostu przyzwoleniem na "nienaruszalną od­
etyki Levinasa nie da się wesprzeć na właściwościach zmysłów wzro­ rębność" parlnera, czym różniłaby się od zwykłej obojętności czy
ku czy słuchu, ale tylko na zmyśle (a raczej metazmyśle, prazmyśle) braku czułości? Co zapobiegałoby jej przeistoczeniu się w narcysrycz­
dotyku: owego "czystego zbliżenia się, czystej bliskości" bytów. Wy­ ne samozafascynowanie? Tak, prawdą jest, że "patos miłości" uznaje
pada dodać wszakże, że nie tylko etykę ugruntować można na zmyśle odrębność partnera jako coś więcej niż chwilowy defekt. którego nie
dotyku. Zarówno pieszczota, jak j gwałt fizyczny (czyli potwierdzenie dało się jak dotąd zreperować, ale który niechybnie da się naprawić;
odrębności z jednej strony, pogwałcenie samoistności cielesnej z dru­ więcej: zakłada on, że odrębność przetrwa wszelkie próby jej skaso­
giej) są przypadkami dotyku; co więcej, jak wie każdy sędzia. trudno wania. A jednak nie może on wyrazić uznania dla odrębności pod­
je od siebie w praktyce odróżnić - ten sam czyn może być, nie bez miotowej partnera inaczej, niż próbując bez ustanku, od momentu
racji, zaszeregowany jako gest pieszczotliwy lub akt przemocy. Piesz­ narodzin miłości i jak długo ta nie wygaśnie, zaprzeczyć własnemu
czota to dłoń wyciągnięta ku innemu ciału; od pierwszej już więc założeniu: przezwyciężyć to, co nieprzezwyciężalne - przywłaszczyć
chwili jest z natury swojej aktem inwazji, penetracją cudzego terenu, sobie cierpienia partnera, wchłonąć w siebie jego przeżycia, współ­
choćby tylko próbną, czy zwiadowczą. Zaproszenie czy zapowiedź uczestniczyć w jego istnieniu ("kochać to tyle, co przeistoczyć się
gościnnego powitania nie jest jej warunkiem, podobnie jak pewność w wizerunek osoby kochanej", jak to wyraził Kierkegaard 18), zespolić
odwzajemnienia. Ale ta wielość scena~i~zy dalszego ciągu, ową me­ dwa ciała w jedno, przekształcić granicę, jaka ciała od siebie oddziela,
doo~.r:e_Ś1cDie-.nas.~tw, .owa prowokacja do odpowiedzi bez m-ożno­ w szew, który spaja. Bez tego zastrzeżenia, by przeżywać odrębność
ści decydowania o jej - kształcie, a nawet możliwość wyrodzenia się jako wyzwanie, jako coś, co uwiera i dusi jak przyciasny kołnierz,
w akt agresji czy podboju - nie są akcydensami (a tym "bardziej jako coś, czemu nie można przypatrywać się z założonymi rękami
objawami zwyrodnienia) pieszczoty; przeciwnie, są jej nieodzownymi -- miłość nie byłaby miłością, nie różniłaby się niczym od oboksob­
atrybutami. Przecież te właśnie cechy różnią dotyk (jednostronny. ności monadycznych bytów... Usuńcie to zastrzeżenie - i miłość
schnie, Więdnie, obumiera. Posłuchajmy Maxa Frischa:
" l.evinas, Le Tel'flp.l et t'avire. s. lU.
I'Por. Edith Wyschogrod, Doi"(ł heji're Heari"Y: O" rhe Primacy lir Tour", w: II Saren Kierkegaard. cyt. za angielskim przekładem Ronalda Gregora Smuha,
Texres pour El'fIl1UlPll/el UVillIlS, ~S. 179-203. Thf LCl.~r Y"ar.I'· Jourllol.~ 1833-/855, Cotlins. London 1968, s. 1116.
128 Moralrro.fć we dw(~ie MorlJlno,U jllkll pie.Tzulllll 129

"Ponieważ miłość dobiegła kresu, ponieważ wyczerpała swe eily, partner. z tych zasadzek. ale umiera i wtedy, gdy powoduje się tylko prag­
jeślio nas idzie, jest skończony... Odmawiamy dawnej gotowości uczestru­ nieniem ich ominięcia. Co się dzieje jednak. gdy do pułapek jeszcze
czenia w tym, co się zdarzy. Odmawiamy mu prawa, należnego wszystkim
daleko - i miłość wędruje bezpiecznie po terenach. które do niej
żywym istotom, do bycia nieuchwytnym, a potem zaskakuje nas j rozcza­
rowuje, że nasz stosunek się skończył. "Ty nie jesteś", powiada rozczaro­ bezsprzecznie należą?
wana osoba, "tym, za kogo Cię przyjmowałem", A czym się okazałeś? Wieloznaczność sytuacyjna i pragmatyczna jest chlebem powsze­
Tajemnicą - czymże, jeśli nie tajemnicą, człowiek jest - inlrygującłl dnim miłości. Miłość musi się nią żywić, by pozostać przy życiu. Ale
zagadką, której rozwiązywaniem w końcu się znużyłem. Więc zamiast lego. życie jej polega na wysiłkach pozbycia się ambiwalencji. Jeśli się jej to
stworzę sobie obraz. Będzie to czyn ogołocony z miłości, ak! zdrady?".
powiedzie, umrze. Miłość żyje więc swymi porażkami. W tej sytuacji.
Patos miłości żywi się tajemnicą. Ale jest lo tajemnica, którą, codzienne dokonania miłości muszą być paliatywnymi, rozwiązaniami
będąc patosem miłości właśnie, pragnie i spodziewa się przeniknąć. połowicznymi, nibyrczwiązaniami, takimi, od których puchnie raczej,
Ciekawość jest nadzieją uzyskiwania wiedzy - i w chwili, gdy na­ niż się kurczy, potrzeba dalszych rozwiązań. Mozolnie budowaną dziś
dzieja gaśnie, w miejsce ciekawości przychodzi zobojętnienie. Sekret wizję tego, czym partner byłby, gdyby cieszył się pełnią wolności.
hermetycznie zapieczętowany, uparcie i stanowczo odmawiający od­ podrze jutro na strzępy "rzeczywiście istniejąca" wolność partnera...
krycia i nieczuły na namowy. zaloty i błagania - traci moc uwodze­ Trzeba więc, by wizja do partnera przylgnęła na dobre - przecież
nia. Ale ponętność swą traci także tajemnica nazbyt w odkrywaniu się intencją miłości jest uczynić partnera prawdziwie wolnym, dać zakwit­
pochopna, skwapliwie godząca się na to, by odkryć wszystkie swe nąć jego prawdziwej wolności (jakaż to byłaby miłość, gdyby czego
karty. gotowa wyczerpać swą treść w wolnej od zaskoczeń rutynie. innego pragnęła'łf]. A zatem, jakby wypełniając przykazanie Rous­
Tak więc po obu stronach przepaści dzielącej osobę kochającą od seau, wypada zmusić partnera do wolności. Ale partner. którego
kochanej czają się zastawione na miłość pułapki. Miłość może się zmuszono do wolności, nie jest już wolny, a więc nie jest już godny
zatruć miazmatami rozkładu ciekawości, znużonej ciągłym odkłada­ szacunku, nie jest już zatem wart zachodu ani zainteresowania ... Jak
niem zaspokojenia, lub zemrzeć od spleenu sączącego się z ciekawości tę zaiste zawiłą sytuację podsumował Jeffrey Blustein: .,stosunki in­
przesyconej. By umknąć pierwszej groźbie. miłość może "wziąć inic­ tymne są szczególnie podatne na groźbę podważenia szacunku przez
jatywę w swoje ręce" i chyłkiem podstawić własne rozwiązanie na rnanipulatywność i protekcjonalizm"?" Im intymniejsze stosunki, tym
miejsce daremnie rozwiązywanej zagadki. By nie wpaść w drugą bardziej na niebezpieczeństwo wystawione. Zdarza się często, że losy
pułapkę, wystarczy się miłości wycofać. W obu przypadkach. lekarst­ bitew miłosnych są przesądzone. zanim jeszcze zatrąbiono do broni.
wem na aporię miłości okazuje się brak miłości, Powtórzmy: ambiwalencja, aporia tkwią w sercu miłości. Tc.właś­
Zauważmy raz jeszcze: sidła zastawione po obu stronach do­ nie ów idealny zamiar. który stoi u kolebki miłości i bez którego
skwierającej miłości ambiwalencji nie są dziełem sil zewnętrznych, miłość narodzić się nie może, sprawia, że trudno miłości utrzymać się
przeciwnych miłości i knujących jej zgubę, lecz wytworem własnych, przy życiu ... Intencją miłości, jak i wszelkiej troski, jest szczęście
wewnętrznych miłości popędów - tych jej skłonności, bez których, Drugiego. Ale osoba kochająca czyni - musi czynić - horyzontem
będąc miłością, obyć się nie może. Miłość gaśnie, gdy wpada w jedną
1Il JdTrey Blusrein, Care lInd Cllmmilmenl: Taking a Personel Polni Ili Vl'ew, Oxford

'" Ma~ Frisch, cyt. ZH angielskim przektedem Geoffreya Skeltcna, Sketl'hbook Umversuy Press, Odord 1991, ~. 176. A dzieje się ta". zdaniem Blusteina, właśnie
11,146·/1,149. Harcourt. Drace. Jovanovich, New York 1977. s. 17 Samotność kochań­ dlatego, że miłość jest .przypedkiem noski bezinteresownej" (s. 148). wraz ze wzrostem
"a". ja" zauważył Ronald Barlhe~...nie je~l samotnością nsohy [ale] samotnością dbałości. rośnie też int)'mność, zależność wzajemna i podamość na zranienie - czego
systemu: jestem sarn przekształcając SamDInOŚĆ w system" (A 8arrhe" Reader, pod red. następstwem jest prędzej czy później utrata szacunku i zanik bezinteresownego współ­
Susań Sonntag, Jonathan Cepe. London 19112.~. 4.5:1), czucia.
Milra/n(lił j(llw piestcuna 131
130 MfJru/"uJt we dwoje

swych wysiłków własną. na swoją rękę sporządzoną, wizję owego drodze" ... W dążeniu do doskonałości swego uczucia (którą utoż­
szczęścia. Pierwsza, konstytutywna konieczność rodzi konieczność samia z doskonałością przedmiotu swej miłości), osoba kochająca
pragmatyczną, która krzyżuje jej zamiary i w końcu zadaje jej cios niepostrzeżenie przekształca się w artystę-ogrodnika, a partnera czyni
śmiertelny. Młody Lukacs dał (choć być może niechcący) dobitny ogrodem-wystawą swych artystycznych osiągnięć. I gdy jeden krok
wyraz lej aporii. gdy tuż obok siebie umieścił dwie, równie niezbędne, następuje "w sposób naturalny" po drugim. nie wiadomo, kiedy
ale nie do pogodzenia, cechy miłości: "Kochać to tyle, co nigdy nie zawołać na alarm.
dowodzić swej racji" oraz "Kochać tak. by przedmiot mojej miłości Zawiłą dialektykę miłości i panowania odnotował już sto lat temu
nie stał na jej drodze'?'. Samostanowienie osoby kochanej, dar ko­ Max Scheler. -:tJlEP~ (inaczej niż Eros. nigdy nie do końca bezin­
chanka zapowiedziany w pierwszym zdaniu, zdanie drugie wycofuje. leresowny2J. jako że zawsze skażony zmysłowością) jest .chrześcijań­
Pierwsze zdanie jest deklaracją wiernopoddańczą; drugie oznajmia skim ideałem miłości. Miłość Boża jest niedoścignionym wzorem,
zamiar panowania. Trudność polega na tym. że prawda miłości, wedttfKfórego winno się mierzyć ułomne naśladownictwo ludzkie. Ale
i wszelkiej rzetelnej troski, zawarta jest w obu zdaniach; ich jedno­ Bóg jest wszechmocny: z pewnością nie kocha on ..po to, aby"
czesna prawdziwość jest warunkiem sine qua non miłości. - w celu pozyskania czegoś, czego przedtem nie posiadał. Jego
W znakomitym studium "pieszczochów" (pets - ulubionych miłość, oqape. polega na dawaniu bez brania; i do takiej bezin­
psów, kotów i innych istot żywych; zauważmy, że angielskie słowo pet teresowności dążyć winna każda miłość, która chce naśladować przy­
oznacza zarazem pieszczenie i dąsy ...) jako praducts miłości Vi-Fu kład Chrystusa. Miłość jest więc "dobrowolnym wyrzeczeniem się
Tuan dochodzi do wniosku, że "przywiązanie nie jest przeciwieńst­ własnej potęgi witalnej" - wyrazem pewności siebie, samospełnienia.
wem dominacji"; że. aby bardziej jeszcze sprawy pogmatwać, "przy­ mocy. obfitej siły. W akcie miłosnym "człowiek wzniosły zniża się ku
wiązanie jako takie możliwe jest tylko w sytuacji nierówności"; "sło­ pospolitemu, zdrowy ku choremu, bogaty ku ubogiemu, urodziwy ku
wo opieka tak bardzo tchnie humanizmem, iż skłonni jesteśmy zapo­ szpetnemu, dobry i świątobliwy ku nikczemnemu i zwyczajnemu,
mnieć. że w naszym niedoskonałym świecie jest opieka nieuchronnie Mesjasz - ku grzesznikowi i karczmarzowi tt 24• Scheler sporządził ten
skażona przez traktowanie jej przedmiotu z wysoka, z protekcjonalną opis agape w odpowiedzi Nietzschemu. który używał piekielnej czerni
łaskawością". Związek opieki z nierównością nie jest przypadkowy. dla oddania tego, co u ScheJera lśni anielską bielą: dla Nietzschego
ani też opieka nie łagodzi, nie przyciera rogów nierówności; przeciw­ (o czym przekonuje lektura Anrychrysla) aqape była zwyczajnym
nie, jest opieka dla nierówności stale tryskającym i obfitym źródłem. uciskiem, zrodzonym i syconym przez ressenument - mieszaninę
W dążeniu do samospełnienia i doskonałości, troska miłosna kusi urazy i pogardy wywołanych przez obecność odmienności zuchwałej
osobę rozmiłowaną, by zredukować przedmiot miłowany do "czegoś i pewnej siebie. Gdyby jednak zastanowił się Scheler nad sensem tego
na kształt pozbawionej życia, mechanicznej zabawki"21. Zaiste, gdy portretu miłości, jaki malował. by sprzeciwić się mrocznym opiniom
pozbawi się go życia, przedmiot miłości "nie będzie stał miłości na
II Por. Anders Nygren, Agape (llld ErilS, cyt. 2.11 przekładem angielskim Philipa
" Gyorgy Lukacs. 1he FOllndering flj Form Agairut Life. cyt. la angielskim prze­ S, wateona, weerminster Press, Philadelphia [9~3, li. 7~. Milo5ć ..uwarunko....ana'',
kładem Ann Boslock w; Soul and Form. MIT Prese, Cambridge Mass. 1974,8. 34. Jak powiada Nygren, jCllt ludzka; miłość spontaniczna i nieu.... arunkowana jCllI miłością
długo stosunek trwa prxy życiu. po.... iada Lukścs. "raz jeden partner ma rll.Cję, innym bask". Ale zadaniem człowieka jest starać się .... znteść do poziomu milości urojonej
razem - drugi; raz jeden jest lepu)'. szlechetmejezy, piękniejszy, kiedy indziej ten drugi". ....edle ba~kjej miary.
Jak długo huśtawka się kołysze, pnedmiot miłoki nie elaje miłości na drodze... l' M~x Scbeler, cyt. 2.11 angielskim przekładem Williama W. Holdheimll. RU5e1f­
II Vi-fu Tuan. Domillallce aM Affel'';ll1l: 1he Making oj Pers, Yale Univeraity
IflN'nl, Free Preea. New York 1961. ss. 86-88. MiłoŚĆ ,jeu w 2.II~adlie ekspansją",
Mi/alić jest ..zniżeniem" się do slabego. które "bierze eię 1. ży ....iolo ....ego naporu mocy".
Press. New Haven 1984, ss. l - 5.
Jl2 Moroirzuic we dw<Jje Choroby. lekarstwu i dal.uf c/wrohy millJ.ki IJ]

Nietzschego, nie znalazłby chyba zbyt wielu powodów do kłótni. miłość wcieleniem niepewności. Jako że dla większości ludzi nawet na
"Zniżanie się" buńczucznego i świadomego swej siły do słabszego od krótką chwilę jest niepewność stanem nieprzyjemnym, na dłuższą
siebie, choćby najbardziej dobrotliwe, jest w końcu momentem naro­ metę zaś nie do wytrzymania, można się spodziewać, że cheąc prze­
dzin zwierzchnictwa i hierarchii: przekształca ono odmienność Drugie­ trwać miłość ucieknie się do jednej z dwu teoretycznie możliwych
go w niższość. Agape Schelera. podobnie jak u Nietzschego, jest od strategii zaradczych: fiksacji lub flotacji. ~
pierwszej chwili splamiona przez grzech wywyższania się i protek­ Strategia .,fiksacji" wyraża się w wysiłku uniezależnienia partners­
cjonalności -- tyle, że próbuje wstydliwie ukryć skazę. jaką Nietzsche
lwa od kapryśnych z natury, a często i ulotnych uczuć: cokolwiek by
pragnął brutalnie obnażyć.
się miało uczuciom dziś żywionym w przyszłości przytrafić, partnerzy
Wątłość zdrowia jest miłości stanem normalnym. Jak sami ko­
mogą się czuć bezpieczni -. bowiem dary przez stosunek milosny
chankowie, miłość umiera, ponieważ jest "zaprogramowana", by przyobiecane, takie jak troska, dbałość, odpowiedzialność u strony
umrzeć, ponieważ każdy objaw jej życia przybliża moment jej śmierci partnera, będą nadal ich udziałem. Jeśli "fiksacja" się powiedzie,
- a nie z powodu przypadkowych chorób, jakich przy odpowiednim osiąga się stan, w którym można nieustannie otrzymywać samemu nie
staraniu mogłaby uniknąć. Zgon miłości jest dziełem jej sil żywo­ dając więcej - albo nie dając nic więcej, niż to, na co opiewają
tnych. Każda z jej chorób jest w zasadzie uleczalna - ale każda warunki umowy.
kuracja jest powodem nowych dolegliwości. Biedą, na jaką nie ma W strategii "flotacji" odmawia się zgody na żmudny (katorżniczy,
rady, jest wieloznaczność, zawarta w istocie samej miłości. Usunąć gdy nie chciany) wysiłek, jakiego miłość pełnokrwista się domaga.
ambiwalencję to tyle, co położyć kres miłości. A mimo to wszystkie "Flotacja" polega na spisywaniu byłych wysiłków na straty i rezyg­
patentowe, przez specjalistów gwarantowane lekarstwa na miłosne nacji z dalszej harówki w imię ratowania tego, co niegdyś przyniosły
kłopoty to właśnie czynić doradzają.
i co niegdyś cieszyło. Gdy przykrość dalszych inwestycji zaczyna
przerastać radości z nawykowych zysków - woli się, miast inwes­
tować w dawne akcje. szukać nowych lokat dla miłosnego kapitału.
Choroby, lekarstwa

Strategia "Rotacji" wyraża się raczej w ucieczce przed niepewnością


i dalsze choroby miłości
niż w próbach jej łagodzenia - w nadziei, że gdzie indziej uda się
znaleźć bezpieczną przystań. znaleźć ją mniejszym kosztem i za po­
Podjudzana przez własną wieloznaczność, miłość jest z usposobie­ mocą mniej uciążliwych wysiłków.
nia nerwowa i niespokojna. Kusi ją nie zbadany jeszcze teren poza Obie strategie miały fi mają nadal) swych praktyków i filozofów.
horyzontem, gnębi mus wyjścia poza to, czego już doświadczyła. Strategia pierwsza dąży do zastąpienia miłości, sympatii, przywią­
"Wychodzenie poza" niekoniecznie jest tożsame z ruchem naprzód, zania i innych uczuć (uznanych teraz za nie warte zaufania, zbyt
choć w momencie przekraczania zastanych granic lak się właśnie
kosztowne psychicznie i zbyt chybotliwe, by budować na nich sto­
może zdawać; z perspektywy czasowo odległej przypomina ono raczej
sunki solidne) przepisami zawarowaną rutyną. U zarania ery nowo­
ową gorliwą krzątaninę, bez której, jak pisał Lewis Carroll, nie czesnej Kant sporządził klasyczną formułę tej strategii. Formuła ta
można stać w miejscu: niezbędną nie tyle dla postępu, co dla zapobie­
służy odtąd za aksjomat wszelkich wysiłków fiksacyjnych. W ujęciu
żenia odwrotowi. Aby utrzymać się przy życiu, milość potrzebuje
np. Downiego i Talfer można znakomicie obejść się bez współprzeży­
ciągłego dopływu energii. Musi co dzień wypełniać bak świeżym
wania i w ogóle uczuć wobec drugiej osoby bez szkody dla obowiąz­
paliwem - co dzień na nowo budując od podstaw elan uuai. Bez ków, jakie się wobec niej zaciągnęło: ,jeśli zawierzyć Kantowi. można
nowych bodźców pęd dotychczasowy wyczerpie się szybko. Jest więc wywiązać się z obowiązku bez uczucia sympatii... Można wykonywać
114 Moralnoje we dwoje Choroby. lekarsll'ra i dalsze choroby mi/oki ns

wszystkie czynności
wymagane przez obowiązek nie odczuwając jącym wysiłkiem, rutyna zaś wysiłku nie wymaga - jeśli praktykowa­
współczucia" (dla partneraj ". Podobną myśl wyrazili, bardziej jeszcze na na co dzień, rychło staje się nawykiem. Podporządkowanie się
dobitnie, Francesco Alberoni i Salvatore veca w popularnej roz­ rutynie nie musi sprawiać przyjemności, ale jest to przykrość zupełnie
prawie o altruizmie moralnym. innego rodzaju niż ta, jaką sprawia dzień po dniu owa dławiąca
niepewność miłości, chronicznie niespełnionej, a wciąż spełnienia szu­
"Nie możemy się zobowiązać, ze będziemy kogoś kochali... Ale posługując kającej. Z przykrościami rutyny można współżyć na co dzieit właśnie
!ię rozumem, możemy przedatawić sobie obowiązek jako konieczność.
dlatego, że są zrutynizowane: rutyna nie kryje niespodzianek, nie
Gdy żywiołowe uczucia miłosne zawodzą, można nadal zachowywać się
moralnie d:rięld obowiązkowi. Obowiązek wypełnia próżnię, jaką pozo­ stawia wobec alternatyw i konieczności wyboru; można sobie dla
stawiła po sobie miłość... Jako że nie możemy liczyć na miłość, ów osłody powiedzieć: .nie ma rady", "cóż innego mogę począć?". Są to
sentyment spontaniczny - przyjmujemy dobrowolnie jej równoważnik. spokojne smutki, które mogą frasować, ale nie wzywają do ryzykow­
który ma identyczne następstwa praktyczne. Moralność zmusza nas, nego z natury działania; taki zadumy pełen smutek, jaki przywykliś­
byśmy działali, jtJk gdybyJmJ kochali. Obowiązek jC6( «sobowtórem»
milości" 16 •
my przeżywać patrząc na cmentarne nagrobki... Istotnie, obowiązek
jest śmiercią miłości - tego, co żyje przez swe wzloty i upadki.
Obowiązek zastępuje zatem miłość, a kojąco znajoma rutyna Oto fragment wczesnego eseju Lukścsa, poświęcony fatalnej więzi
zastępuje gorączkowe poszukiwania i przygodę. Miłość jest nie usta­ pewności ze śmiercią.

"Ktoś umarł. Pozostali przy życiu stają wobec bolesnej, po wsze czasy
R. S. Downie and Elisabeth Talfer, Respecl Jor Perseas, Allen & Unwin,
11 kwestii wiecznego oddalenia, niezasypywalnej przepaści, jaka dzieli jedną
London 1969,58.25·26. Autorzy dodają wszelako, że "twórcze i pomysłowe uprawia­ istotę ludzką od drugiej. Nie zostaje nic, czego mogliby się uchwycić,
nie życia moralnego" (cokolwiek by to minio lnoclYC) ..nie jest możliwe bez czynnej bowiem złudzenie,że się drugiego człowieka rozumie, :żywi się tylko wciąż
!ymptltii" (II. 26). "Czynną sympatię" określają z kolei, Idąc la W. G. Mac!aganem, jako na nowo zdarzającymi się cudami, niespodziankami, jakich spodziewamy
"czynną troskę o innych" - w odróżnieniu od sympatii "biernej". jaka wymaga tylko się po trwałym z nim współżyciu... Cokolwiek jeden człowiek wiedzieć
wczucia si~ i utożsamienia emocjonalnego. Dwa sympatia, k16l1 autorzy UWB1..ajlt 7.8 może o drugim, jest tylko oczekiwaniem, tylko możliwością, tylko prag­
warunek "twórczego i pomysłowego" życia, nie różni się, jeśli chodzi o jej status nieniem lub obawą, które wypełni ciałem dopiero lo, co się jeszcze ma
ontologiczny, od regul: jako budulcem posługuje się ona wyposażeniem uuclektuefnym zda;rzy~ a i ta cielesność z miejsca roztopi się w możliwościach ...
aktorów. "Prawda, formalność śmierci jest oślepiająco jasna, jaśniejsza od cze­
Ił Praecesco Albęreni and Salvatore VCClI, L'AIIJruisme II la morale, Rameay, gokolwiek, dlatego tylko, że jedynie śmierć, ze ślepą mocą prawdy.
Peris 1990, s. n Autorzy sugerują, że
podczas gdy moralność miłości jest milością wyrywa samotność z ramion możliwei wspólnoty - - z tych ramion, co lo
radości, meretność obowiązku kojarzy się z wysiłkiem (•. 79). Nie do takich jednak zaws:u otwarte są dla nowych objęć"_:}
wniosków prowadri nana analiza. Z jej punktu widzenia, bardziej adekwlllne byleby
zapewne przeciwstawienie między wysiłkiem podejmowanym wciąż na nowo a wysil­
kiem nawykowym, zrutynilOwanxm. l' GyNgy Lukńcs, 7he MOMelfl oj Furm, w; SOLl/ tJlld Form, ss. (07·108, 109.
W swym ostrym i wnikliwym opilie lcećw nO\lloc1rllnej miłości (Das 9all~ llarmale Zauważmy jednak, że miłośC jest no "śmierć skazana" także i wówczas, kiedy nie
Chaos der Liebe, SuhrkBmp, Frankfurt 1990) Ulrich Beck i Elisabeth Beck-Gemsheim podejmuje próby semospefntema - w)rok śmierci jest tu w},,,jkiem zaniechania. "Warun­
dowodzą, żc porady i kuracje zawarte w "apteczce pierww:j pomocy" nowocusnego kiem wszellr.iej prll.wdziwej miloici je,t rozpaczliwie /rudna decyzja podjt;eia ryzyka.
roZllądku ,,!Ią częlicią choroby, którą mają leczyć"; żywiolowość i wzajemny rezonans i podejmowania go wciąż na nowo: pozbycia się stereotypowych oczekiwań, jakie
UCZuciowy, o jakie w miłości idzie, padają pierwsze ofiarą terapii. "Pewnośl! kontrak­ krępują kochanków na podobieństwo kajtanów bezpieczeństwa; zrzeczenia ~ię kontroli
towe likwiduje to, co miała utrwalić: miłoIle" (s. 20~). A dzieje ii~ lak dlatego. że kunllZl nad dru.gą eeobą, a nawet w jakim!i ~en&ie praw do niej; przyzwolenia na wolnoSć drugiej
symboliczny, 8trakcyjnojC i determinaq'a wysiłku miłosnego rosll'ł wraz z niemożliwoś­ osoby, a wraz z nią na własne prawo bycia ~obil ... S:zlak milolici jest serią malych
cią jego powodzenia (s. 9). "Miłość - powiada Beck - je't tym, co komunizm zgonów; śmierć fizyczna jest tylko ostatnim ogniwem serii". (Gordon Mursell, 01.1/ orlhe
w kapitalizmie" (5. 232). Dup: Prayer fU Pro/esr. Darton. Longman & Todd, London 1939, ss. J8, 3~.
lJ6 M(J,alrl()śc we dwajt Choroby. lekarsrwa i dalsze choroby mi/o.~l'i 137

Śmierć oznacza, że nic się już nie zdarzy. Nie będzie nowych przypadkiem, jak mało który romantycznym i poetycko inspirującym)
cudów, nie będzie niespodzianek; nie będzie też i rozczarowań. Śmierć ogólnego losu ludzkiego, o jakim Jean-Francois Lyotard pisał, co
osoby kochanej oznacza bezpieczeństwo kochanka: teraz dopiero następuje:
kochankowi wolno - naprawdę wolno, wolno bez zastrzeżeń - ma­
"pozbawione mowy, niezdolne do przyjęeia postawy wyprostnej. niepew­
lować portret osoby kochanej posługując się wyłącznie własną paletą
ne przedmiotów swego zainteresowania. nie umiejące obliczyć zysków,
barw. Ale wizerunek, jaki wyłoni się spod pędzla, będzie podobizną głuehe na wskazania zdrowego rozsądku. dziecko jest znakomicie ludzkie,
osoby martwej: maską pośmiertną. Ów uścisk ostateczny, owa jednia jako że jego strapienia zapowiadają i obiecują lo, co mo:i'liwe"ll.
we dwoje - o której miłość zawsze marzyła, z marzeń swych czerpiąc • - Człowieczeństwo jest więc stanem wiecznego dzieciństwa i ni­
odwagę i siłęwoli - spełniła się wreszcie. Ale momentem spełnienia
gdy do końca nie spełnionych możliwości, ale wszystkie wysiłki
jest śmierć, a miejscem spełnienia cmentarz. życiowe człowieka zmierzają ku "dojrzewaniu", wyjściu ze stanu
Obowiązek jest próbą generalną śmierci; zrutynizowaną powtórką dzieciństwa, a więc i pozostawieniu tego, co człowiecze, za sobą ...
codzienną ról przed premierą; garnizonem śmierci w podbitym i sko­
Ludzkość, wnioskuje Lyotard, spełnia się w ucieczce przed swym
lonizowanym życiu. Jest też próbą przechwycenia i przywłaszczenia losem ...
na użytek życia owego spokoju będącego atrybutem śmierci. Gdy .Jac9.!!~s_Qlmida opisywat intencjonalność aktów język?wych po­
obowiązek przychodzi na miejsce miłości, osoba kochana jest prak­
sługując się terminami, które pasiiją'Ta-h1alaó-p'okrętriyc'hszlaków
tycznie biorąc martwa - podobnie jak miłość kochanka. Ta śmierć miłości. Intencja, powiada Derrida,
nie jest jednak zrządzeniem ślepego losu, ale ostatnią stacją na drodze
w pielgrzymce miłości ku własnej doskonałości. "Zewnętrzność" ruty­ "z konieczności może. ale nie powinna osiągnąć tej pełni, ku jakiej
ny była od początku "wewnętrzną" tendencją miłości. Co więcej: to tym niemniej nieuniknienie Zmierza. Pełnia jest jej teiosem, ale struktura
owego le/osu jest taka, że w momencie osiągnięcia znika on, popada
właśnie obecność tej tendencji trzymała miłość przy życiu; bez niej
w paraliż, doznaje unieruchomienia, ginie wraz z intencją. jaka do niego
byłaby miłość nie do pomyślenia. Miłość nie może obejść się bez przywiodła ...
fiksacji. Pozbawiona fiksacji, jest niepewna siebie, niezaspokojona, Pełnia jest kresem-eelem, ale gdy osiąga się ją jako cel, staje się
pełna przerażenia i nie może znaleźć sobie miejsca. To właśnie ten kresem-śmieretą ... Pełnia jest Lym, co równocześnie prowadzi wysiłek

niepokój czyni ją miłością - ale nie byłaby miłością, gdyby stan ten inlencjonalny i wystawia go na niebezpieczeństwo, .. Nie ma intencji,
która by do niej nie dążyła, ale nie ma też takiej, która mogłaby do niej
uznała i się z nim pogodziła bez oporu. Miłość, by pozostać sobą,
dotrzeć nie samounicestwiając się wraz z nią"29.
musi przyjąć fiksację (miłość na wieki, na dobre i złe, aż śmierć nas
rozdzieli) za swój ideał, a więc musi traktować nieukojone pragnienie Językowi pozwala lawirować we względnie bezpiecznej odległości

i nieululoną trwogę jako objaw własnej niedoskonałości. Ale im bliżej od pułapki, a więc wyżyć na przekór jego własnej skłonności do
miłości do jej ideału, tym mniej pozostaje z niej samej: ideałem samobójstwa (skłonności, jakiej ten pozbyć się nie może, ponieważ
miłości okazuje się mogiła, i dotrzeć tam może tylko jej trup. Ryd­ jest ona jego spiritus movens) cecha, którą Derrida określił mianem
wanem miłości zdaje się powozić Thanatos. uerabiinoścl: owa osobliwa właściwość powtarzania, które nie jest
Owo uwarunkowanie możliwości przez niemożność jej spełnienia
l! Por. Jean-Francois Lyota.d. 7he Inhuman: Rej/er/lon on lIme, angielskie tłuma­
jest klątwą, jaka ciąiJ me .tytko na miłości. Są też inne-intencje, które
czenie GeolTreya Banninglona i Rachel Bowlby, Polity Press, Cambridge 199[, es. 2 - 7.
zachowują żywotność tylko tak długo, jak długo grawitują ku te/aso­
19 Jacques Derrlda, Afierword: TfJl+'urds an ł;lhin o! Oi.~(·ussi/)n. cyt. za angielskim
wi, do jakiego dotrzeć mogą jedynie w momencie zgonu. Wygląda na
przekładem Samuela Webera w: Umil..d Inc. Northwestcm Universny Prese. Bvanston
to, 7.J: miłość jest tylko przypadkiem (wprawdzie wyjątkowo barwnym 19!18, ss. 128- [29.
]J' Mora/no.U we dWlJje Chprob.v. Ir/cars/wa j dalsze chorobymi/olei 139

powtórką tego, co już było, zajścia na nowo, które nie jest repliką żywe impulsy. żadnym filozofom moralności nie powiódł się ten wy­
zdarzeń już zaśzłych. Wypowiedzi językowe uniezależniają się od czyn tak znakomicie, jak utylitarystom, którzy wynieśli troskę o szczęś­
kontekstu intencjonalnego. w jakim się zrodziły, i pozornie powtarza­ cie drugiego człowieka - ową pierwotną intencję miłości - do
ją się, ale z pozoru tylko ich ponowne zajście jest powtórzeniem, jako szczebla nadrzędnej normy wszelkiego sensownego działania. Z pozoru
że każde "powtórzenie" jest nieuniknienie odnową, nowym narodze­ wsparł utylitaryzm rozpadłiwą konstrukcję miłości iście stalowym, nie­
niem się, odmłodzeniem. i w każdym kolejnym wcieleniu te same złomnym rusztowaniem zasad. Ale tylko z pozoru. Wedle fachowej
jakoby wypowiedzi wypełniają się sokami żywotnymi wchłanianymi opinii Stuarta Hampshire'a:
z innych kontekstów, innych intencji. Przyrodzona, choć nie zamie­ •
rzona ambiwalencja .Jterabilności", w jaskrawym przeciwieństwie do "sens początkowy wagi suwerennej istoty ludzkiej i jej uczuć został,
wskutek wyolbrzymienia, przekształcony we własne przeciwieństwo:
jednoznaczności będącej marzeniem ~ jednak niespełnialnym - języ­ w pomysł, że pierwotne cele działania są. lub rychło mogą być, kon­
ka, jest istotnie skutecznym środkiem zapobiegawczym lub odtrutką trolowane przez nauki stosowane...
przeciw równie przyrodzonej ambiwalencji językowego telesu. Jeśli się Utylitarystyczne nawyki myślowe zaowocowały abstrakcyjnym okru­
wszakże ten zawiły poniekąd wywód sprowadzi do jego treści zasad­ cieństwem politycznym - tępą, niszczycielską poprawnością polityczną"Jo.
niczej, wyłoni się myśl skądinąd banalna: ta mianowicie, że jedynym l~likatny dotyk miłości przeistacza się w spiżowy uchwyt władzy.
gwarantowanym środkiem zapobiegającym śmierci jest życie (to samo N c z miłości, oprócz jej słownictwa (a ściślej mówiąc: figur retorycz­
~ które zarazem jest, i nie może nie być, życiem-ku-śmierci). nych), nie uszło z przemiany. "Dbałość o człowieka", "działanie na jego
q.. . . . .
~ ~pęd do fiksacji (rozpaczliwy wysiłek spełnienia się, zanim śmierć rzecz" czy "w imię jego dobra" i temu podobne zaklęcia przekształciły
(I przyniesie spełnienie nieproszona) obnaża tylkoprzyro~onlł ambiwa­ się w formuły legitymacji władzy. Najczęściej wspierają one dziś
'\~ lencję miłości j jej nieuleczalną kruchość. Miłość jest niepewna siebie biurokratycznie uproszczoną rutynę oczyszczania sumień: zwerbowano
i nie może pozyskać pewności, jak długo jest powodowana miłosną służbę ..władzy pasterskiej" (Michel Foucault) - szczególnie zdradliwej
intencją, czyli jak długo pragnienie fiksacji pozostaje niezaspokojone. odmiany panowania, skłaniającej poddanych do posłuszeństwa za
Prawodawcy moralności czuli, że tak się rzeczy mają (intuicyjnie pomocą moralnego szantażu i usypiającej zarazem ich czujność moralną
- nawet jeśli powstrzymywali się przed wyrażeniem tej intuicji) przez powoływanie się na samopoświęcenie pasterza w imię "ratowania
i w swych najbardziej energicznych i pomysłowych poczynaniach i zbawienia" trzody jego pieczy powierzonej. Ale zdarza się i tak, i to nie
stawali po stronie miłości, usiłując dopomóc jej w rozpaczliwym rzadko, że służą za wymówkę dla zimnego i nieubłaganego okrucieńst­
wysiłku zabezpieczenia się przed skutkami własnej łamliwości - zaci­ wa, z którym to, co ogłoszono jako zgodne z ich "dobrze pojętym
śnięcia wyciągniętej do pieszczoty dłoni w żelazny uścisk, z którego interesem własnym", narzuca się krnąbrnym poddanym przemocą.
nie będzie już dla partnera ucieczki. Wystarczyło, by prawodawcy W jednym i drugim przypadku czułość i wszelkie inne emocje giną bez
moralności awansowali naturalną skłonność miłości do rangi abstrak­ śladu. Utylitarystyczna recepta na szczęście powszechne tyle ma z troską
cyjnej zasady, a następnie wezwali swych podopiecznych do postępo­ miłosną wspólnego, co miska zupy podana w urzędzie opieki społecznej
wania w myśl zasad, zamiast wsłuchiwania się w swe popędy - by - ze współbiesiadnym stołem. Gdy wschodzą standardy opieki zrutyni­
osiągnęli (w teorii, w odróżnieniu od tej praktyki, która teorię poprze­ zowanej, miłość jest pierwszym balastem, który wyrzuca się za burtę,
dzała) ów właśnie skutek: powtórne, ale tym razem widmowe, życie
zmarłej już miłości, galwanizację trupa za pomocą odlanych z zasad .\lI Stuart Hempshlre, Mora/iIY and Pessimi3m, w; Public and PrillOle MoraJUy, pod
elektrod, odruchy do złudzenia przypominające - ale tylko przez swe red. Sluarla Hampshire'a, Cambridge Universny Preas 1978, ss. 3, 4. W rękach filozof6w
IJlylilafy5tycznych, powiada Hampshire, moralność 3taje ~ię "odmianą inżynierii psychl­
podobieństwo zewnętrzne - gesty żywego ciała, kierowane przez
wrtej skierowanej na pobudzenie pożądanych i cenionych stanów umysłu".
Cłwrob)', tekaruwa j dulsu dlOrtlb)' milll~ci 141
140 Mora/lloil IVI dwojł!

nie dajmy się zwieść pozornej symetrii: przyobiecana przez Ilotację


Fiksacja nie jest zresztą po prostu katastrofą; w każdym razie nie
równość jest ideologią strony silniejszej, a samoomamieniem słabszej.
dla wszystkich nią dotkniętych. i nie w każdej sytuacji. Dla licznych
Stosunek miłosny nie może powstać bez zgody obu partnerów, ale do
odbiorców usług, jakie miłość jest w stanie świadczyć, utrwalona
jego zerwania wystarczy decyzja jednego z nich. Gdy do zerwania
rutyna może okazać się jedynym schronieniem przed wybrykami
dojdzie, uczucia i pragnienia drugiej strony nie będą się liczyły. Flota­
kapryśnych uczuć miłosnych. Strona w stosunku miłosnym słabsza
cja nie jest lekiem na dominację. pułapkę zastawioną w każdej miłości.
wybiera nie tyle między żywym ciałem miłości a jej zasuszonym
W opublikowanym niedawno studium stosunków intymnych An­
szkieletem, ile między świadczeniami kojarzonymi z miłością a ich
. thony Giddens śledzi konsekwentnie poszerzanie się miejsca przy­
brakiem. Obu partnerom stosunku miłosnego doskwiera brak pewno­
znanego flotacji (Giddens nie posługuje się tym terminem) w reper­
ści, ale rzadko kiedy dozy niepewności są równe. Zdarza się na ogól,
tuarze strategii dominującej dziś formy miłosnego stosunku, Praktykę
że jeden z partnerów będzie się czul bardziej od drugiego niepewny
flotacji celnie ujmują dwa wprowadzone przez Giddensa pojęcia
przyszłości związku - i wtedy kompromis, zawarty w rutynizacji
- stosunku czystego oraz miłości wspóJhieżruj,
stosunku, wydać mu się może mniejszym złem. Należałoby więc
przyznać, że rutynizacja jednego z aspektów stosunku miłosnego ..Czysty stosunek nie ma nic wspólnego z czystością seksualną; jest
- troski o partnera (choć nie miłości samej; miłość nie cierpi rutyny, pojęciem ograniczającym raczej niż opisowym. Odnosi się ono do sytuacji,
a zrutynizowana przestaje być miłością) może zapewnić ochronę w której zawiązuje się stosunek społeczny gwoli jego samego, w imię tego,
co da się od partnera uzyskać w jego ramach... i w której utrzymuje się
stronie słabszej (z tego właśnie powodu partnerzy pewni swej siły stosunek tak dlugo tylko, jak długo partnerzy dostarczają sobie nawzajem
opierają się skrępowaniom, jakie rutyna zwiastuje, i godzą się na nią mdowolenia na tyle. by chciało im się we wzajemnym związku pozostawać...
tylko pod przymusem), Domieszka substancji zagęszczających w po­ Miłość współbieżna jest czynną, przygodną miłością, a więc nie godzi się
staci prawa małżeńskiego, w nadziei utrwalenia ulotnego skądinąd z jakościami miłości z modelu romantycznego - tej '(na wieki wieków
i jedynej»"·\l,
impulsu erotycznego, albo wiązanie kapryśnego przywiązania rodzi­ ,
cielskiego nierozciągliwymi przepisami prawa rodzinnego, są przy­ Żadna z zacytowanych tu definicji nie zawiera wzmianki o moty­
,
kładami takiej właśnie sytuacji. Można przypuszczać, że to nie słabsza wach moralnych, czy' moralnym znaczeniu definiowanych zjawisk (w
strona stosunku domagać się będzie zastąpienia urządzeń fiksujących skrupulatnie sporządzonym indeksie książki poświęconej w całości
strategią jlocac}i, jedynym alternatywnym lekarstwem na przyrodzoną analizie współczesnych stosunków intymnych brak w ogóle haseł
zawodność stosunku budowanego na czystej miłości, "etyka", czy "moralność"). I słusznie - jako że przeznaczeniem pojęć
Na propozycję flotacji nadstawiają gorliwie ucha partnerzy silni "stosunku czystego" i "miłości współbieżnej" jest służyć za osnowę
lub w swą siłę ufni, Flotacja łagodzi miłosne męki przez obniżenie i wątek sieci pojęciowej, w którą schwytać się chce pewne ważne
stawek i prawo do wycofania się, zanim sprawy zaognią się ponad cechy współczesnego doświadczenia (a ściślej mówiąc: doświadczenia
miarę. Miłość oznacza nie ustającą radość, ale także nie kończące się 'pewnych ważnych mężczyzn i kobiet, ważnych o tyle, że zabierających
ofiary; flotacja obiecuje zapewnić dobrodziejstwa tej pierwszej bez głos na forum publicznym, przemawiających głosem donośnym,
potrzeby płacenia wygórowanej ceny w postaci tych drugich. Albo a więc wpływowych niewspółmiernie do liczebności). To właśnie
też, ściślej mówiąc: ogranicza obowiązek opłat do okresu, w którym doświadczenie służy jako surowiec dla uogólnień Giddensa, które
spożywane lub spodziewane radości równoważą, lub przewyższają, zgodnie z metodologią wyłuszczoną w poprzednich jego pracach
przykrości związane z ofiarami. Propozycja zaadresowana jest w zało­
żeniu do obu stron na równi: obaj partnerzy wchodzą w stosunki J1 Anthony Giddens, The Transfomunion of lnlimacy: St'Mlalil)', V.me and Ero/i­

dobrowolnie, i obaj mają prawo odejść, gdy taka będzie ich wola. Ale d.I'm in Modern S(Jdt'lie,~, Polity Press, Cambridge t992, ss. ~g, 61.
142 Mora/llOit W~ dwoje Choroby. lekarslWO- i dalsu choroby miloid 143

_ stawiają sobie za cel "hermeneutykę wtórną" doświadczenia podda­ kochać" (to właśnie zakłada strategia flotacji miłości). "Stosunek czysty"
nego już obróbce przez hermeneutykę potoczną (gdyby angielski termin Giddensa jest "czysty" nie tyle przez to. że uwolnił się (przynajmniej
expenence nie by1 zbitką pojęć odnoszących się do dwóch zjawisk, jakie w samowiedzy partnerów, jeśli nie w sensie obiektywnym) od funkcji
język polski czy niemiecki, rozróżniający ErJahrung od Erlebnis. roz­ społecznych, jakim stosunek dwóch osób miał początkowo służyć, ale
dziela - można by powiedzieć, że metoda Giddensa polega na i przez to (a sugerowałbym, że w pierwszym rzędzie), iż neutralizuje,
wynoszeniu niewyrażalnego subiektywnego przeżycia do poziomu do­ ogłasza jako nieietcrne i fłie mające-nic.da m;cz;y, ,:-J.mp~..i:iJ.Q.@fu.E;
świadczenia, gdzie można je dyskursywnie zartyk ulewać i .zracjonalizo­ i że eliminuje sądy moralne z opisów wzajemnego stosunku sporządza­
wać"). W doznaniach pierwotnych, które są dla Giddensa zarazem nych przez partnerów...Stosunek czysty" jestintymnościłl. os,6b...k~Q~-na
materiałem i narzędziem jego obróbki, względy moralne obecne są czas jego trwania zawieszają swą tożsamość jaźni moralnych. Czysty
tylko w sposób negatywny, postrzegalne li tylko w swej rzucającej się stosunek to-tyle, co intymność ogołocona ze znaczenia etycznego.
w oczy nieobecności. Jedną z najbardziej uderzających cech intymności Po drodze do swej penowoczesnej czystości pozbył się balastu
penowoczesnej (tzn. intymności poszukiwanej i praktykowanej przez moralnych zobowiązań: a osiągnął to odmawiając podjęcia (bezwa­
mężczyzn i kobiety uprawiających życie w stylu ponowoczesnym) jest runkowej) odpowiedzialności za partnera - owego aktu założyciel­
to. że stara się ona uwolnić od nacisków moralnych, znanych z tego, że skiego wszelkiej moralności. Tylko pod warunkiem, u się uznało
pobudzają i ograniczają zarazem "tradycyjną" ~iłQ§~_w~ d',\'oje. odpowiedzialność za niebyłą, a w każdym razie za nie mającą nic do
Podobnie jak nauka, która utwierdziła swą samoistność przez rzeczy z konsumpcją wzajemnego stosunku, można poszukiwać ucie­
zakaz i eliminację. wyjmując spod prawa wszelkie zwroty teleologicz­ czki przed aporiami miłości w strategii flotacji. W mojej odpowiedzial­
ne - penowoczesna intymność czerpie swą tożsamość z przecięcia ności za Drugiego Człowieka odpowiedzialność za to, co zmienia
wszelkich więzów łączących stosunki intymne z moralnymi obowiąz­ w sytuacji partnera moja obecność lub wycofanie się, moje działanie
kami i zobowiązaniami. Przeżycie intymności nabiera charakteru bądź zaniechanie działania, gra rolę decydującą, cementującą. Wypa­
ponowoczesnego wtedy, gdy dostateczną (i jedyną) racją zadzierzg­ da mi rozważyć następstwa mego wyjścia partnerowi naprzeciw,
nięcia i zerwania stosunku intymnego staje się odpowiedź na pytanie, konsekwencje mojego "pieszczotliwego dotyku"; mogłem przecież
"co każda z uczestniczących osób może zyskać we wzajemnym związ­ sprowokować odwzajemnienie miłosnego uczucia, mogłem skłonić
ku" - podobnie jak ograniczenie się do odpowiedzi na pytanie, ,Jak partnera. by - podobnie jak ja - wyszedł mi naprzeciw, by otworzył
się rzeczy naprawdę mają". nadaje sprawozdaniu charakter naukowy. się ku mnie; mógł mój partner pod wpływem miłości popaść w zależ­
Mamy tu w zasadzie do czynienia z repliką platońskiego pojęcia ność od mojej odpowiedzi na jego pieszczotę. Moja odpowiedzialność
qllA.ia (odnoszącego się do stosunku. jaki łączył cechy" dziś przypisy­ rośnie, miast maleć, w trakcie jej egzekwowania; wymagania moralne
wane dwom różnym stosunkom - miłości i przyjaźni). które za­ rosną, gdy się ich słucha, zupełnie jak apetyt, który - jak to mądrość
kładało, że właściwym przedmiotem sympatii winien być osobnik ludowa zauważyła - rośnie w miarę jedzenia. Siady pozostawiane
użyteczny dla jej podmiotu - przynoszący pożytek w tym sensie. że
dostarczający podmiotowi czegoś, czego by on w innym przypadku 11 Por. A. W. Price. ~ and Frlendsllip In Plato and Aristor/e, Clerendon Prelii,
nie posiadał i czego by mu brakowało. Wedle Platona, człowiekowi Odord 1989. SI. 4-6. Ta interpretacje. oparte jelit głównie na dialogu LYliJ. Z tego
samowystarczalnemu, czyli takiemu, któremu niczego nie brak, qllA.ia samego tekatu. choć tylko pośrednio. wynika, że skoro osoby ne.jbaniziej do siebie
do niczego nie jest potrzebna -- nie musi on więc nikogo kochać; zaś podobne są też ne.jbe.rdziej skłonne do wzajemnej niechęci, weut i nienawiki - przy­
Jaiń, z chwilą gdy Ipcłnila swą funkcję (czyli wyrównała doakwierejące wprzódy breki),
w przypadku, gdy człowiek zaspokoił już swe potrzeby, lub gdy obróci się we wrogość wzajemną byłych partnerów; jeśli różnili się od siebie wtedy
partner przestał je zaspakajać, nie ma żadnego powodu, by nadal i przez lo ku sobie ciążyli, dzili Sil do siebie podobni, co ich od siebie odpycha...
144 Mora/,w!e we dWQje Choroby. leklJr~twa i da/nr dlDWby mi/dei 145

przez dzieje miłości gęstnieją i wrzynają się coraz głębiej; coraz wolności z perspektywą życia zżeranegoprzez niepewność. Zbyt częs­
trudniej je z upływem czasu zatrzeć. Moje obowiązki moralne wobec to wszak się zdarza, że wyzwolenie jednego z partnerów odbierane
miłosnego partnera mnożą się powiększają w wyniku mojej miłości.
i jest przez drugiego jak trzęsienie ziemi. Flotacja miłości pozostawia
Jestem odpowiedzialny za skutki mojej miłości (nawet wtedy, gdy za sobą tęgi osad ludzkiej niedoli.
spisuję z rachunku, na wzór partnerów ..stosunku czystego", "skutki Ale korzyści flotacji nie sprowadzają się do możliwości jedno­
uboczne", jakie moje partnerstwo przynieść może; dla przykładu: stronnego zerwania pęt dwustronnego stosunku w chwili, gdy za­
dzieci, w oczywisty sposób bezbronne wobec przypływów i odpływów czynają one ciążyć. Gdyby była to cnota notacji jedyna, wskazywana
"współbieżnej miłości" rodziców). Moja miłość ma konsekwencje, przez nią droga do emancypacji byłaby mało atrakcyjna (a i nie
i moja odpowiedzialność moralna rozciąga się na nie, zanim jeszcze calkiem byłoby wiadomo, że wiedzie ona do rzeczywistego wyzwole­
zaszły. Ale ponowoczesne formy intymności są możliwe tylko pod nia), ponieważ cena w postaci rany zadanej moralnemu sumieniu
warunkiem, że zaprzeczy się, iż konsekwencje są ich częścią integral­ (tłumionemu wprawdzie przez konwencje "miłości współbieżnej", ale
ną, albo odmówi się konsekwencjom prawa dyktowania zachowa n, nigdy do końca nie wygaszonemu) wydawałaby się zbyt wygórowana
albo po prostu skreśli się je z rachunku jako nie należące do sprawy, w zestawieniu z nabytą swobodą manewru. Flotacja naprawdę ponęt­
a więc i nie obciążające pośredniego sprawcy. na jest dlatego, że rozciąga prawo do jednostronnego wypowiedzenia
Stosunki czyste (ponieważ są "czyste" w wyłuszczonym wyżej sensie) także i na charakter moralny stosunku; innymi słowy: przyznaje ona
i miłość współbieżną (ponieważ jest "współbieżna") przeżywa się z natu­ partnerom nie tylko prawo do wycofania się z partnerstwa, ale i do
ry rzeczy jako zdarzenie epizodyczne na przestrzeni całego ich trwania, ogłoszenia moralnej nieistotności swej decyzji, łącznie z moralną
i to bez względu na lo, jak długo w praktyce trwają. Przeżywać stosunek nieistotnością następstw, jakie decyzja mieć może dla partnera po­
jako zdarzenie epizodyczne to tyle, co założyć z góry, że nie będzie on rzuconego.. U kresu epizodu miłości współbieżnej taki stan moralnej
trwał, "ai śmierć nas rozdzieli"; co brać od pierwszej chwili pod uwagę, nieważkości może być osiągnięty tylko przez czyn tak samo, jak ów
że kres stosunku, choćby i odległy, jest nieuchronny lub przynajmniej stan, ogołocony z moralnego sensu, Jak to po wielekroć przypomina
wielce prawdopodobny; co pamiętać, że w każdym momencie swego Levinas, wszelka niemoralność zaczyna się od usprawiedliwienia bólu
trwania stosunek może być przerwany - że jest on zawsze i wciąż "do zadanego Drugiemu Człowiekowił'; zaś reguły miłości współbieżnej
wypowiedzenia". Epizodyczność zdarzenia oznacza coś więcej jeszcze: to tak są zbudowane, by prawa do wolności osobistej można było użyć
mianowicie, że temu, co może zdarzyć się dziś, odmawia się prawa do jako uzasadnienia zadawania bólu lnnemu, który tę wolność: krępuje.
wiązania jutra, że nie pozwala mu się pozostawiać trwałych osadów, że Po drugiej stronie, czy poza granicą miłości współbieżnej, rozciągają
przeczy się temu, by jednia partnerów miała umacniać się z czasem się tereny, na których przepisy etykiety i normy proceduralne za­
w wyniku wspólnych, nawet najintensywniejszych przeżyć, jako że stępują i zapędzają w podziemie impulsy moralne; czyny, choćby
wyczerpuje się ona do reszty w intymności kolejnych "chwil bieżących". i bolesne w skutkach, nie podlegają lam moralnemu potępieniu.
Epizodyczność oznacza, innymi słowy, wolność od konsekwencji Kochankowie mogą jednak dotrzeć na te tereny tylko płacąc myto
- przynajmniej od trwałych konsekwencji (czyli konsekwencji trwają­ w postaci okrucieństwa czynu niemoralnego.
cych dłużej niż zadowolenie z partnerstwa czerpane), Zauważmy, że choć tylko ból zadany Innemu przyjmuje się tu
Ambiwalentny charakter fiksacji, jak już zauważyliśmy, wyraża się jako "koszt" zerwania niewygodnego związku (koszt równoważony
w niepokojąco małej odległości między nadzieją na zabezpieczenie
przyszłości a perspektywą niewolniczego niemal uzależnienia. Am­ ar
" Por. dla przykładu The Provocarilm Upina.', pod red. Roberta Bemcscnniugn
biwalencja notacji, przeciwnie: wyraża się w połączeniu obietnicy i Davida Wooda. Rcutłedge. London 1988, s. \63.
146 Mnr(Z/"o.fc' we dwoje

zresztą przez walor odzyskanej wolności), osoba zrywająca stosunek


bynajmniej nie zawsze wychodzi z miłosnego epizodu bez szwanku.
5
Wydobyć się z krępujących uwikłań można na mocy własnej tylko
decyzji, ale zawiązanie stosunku miłosnego wymaga zgody obopólnej;
Ten trzeci
szanse przyszłego partnera, a więc zadzierzgnięcia nowego stosunku,
zależą od zasobów, jakimi kandydat dysponuje. Zasada, że przy
podejmowaniu decyzji można się z konsekwencjami czynu nie liczyć,
czy twierdzenie, że w toku stosunku miłosnego nie obciąża się hipo-
tecznie przyszłości. są oszustwami obosiecznymi: kłamliwą pociechą
dla porzuconego partnera, ale często i samozakłamaniem porzucają­
~Nic jestem stworzony dla polityki;
cego. Założenie braku konsekwencji miałoby sens wtedy tylko, gdyby
nie potrafię przystać nil śmierć przeciwnika"
zasób alternatywnych "miłości współbieżnych" nie kurczył się z cza-
AlIlEIlT CAMUS. KlJllli'lf
sem; wiara. że tak się rzeczy mają, jest wszakże kosztowną i zgubną
w skutkach pomyłką. "Czysty stosunek" bez następstw, bez zaciąga­
nia długu i bez gwarancji trwałości wydaje się ofertą ponętną, której W poprzednim rozdziale zwiedziliśmy "scenę pierwotną" moralno-
odmówić nie sposób - ale tylko dlatego, że wierzy się w nlewyczer- ści; ów stan "przed bytem", w jakim "lepiej" ma dopiero wyczarować
palność alternatyw. Obfitość alternatyw jest jednak z reguły funkcją .jest", i w jakim wszelkie "bycie z..." może się jedynie wyłonić z "bycia
bogactwa zasobów, jakimi poszukiwacz tych pierwszych dysponuje. dla"; ów teren, na jakim Inny pojawia się po raz pierwszy, z początku
Gdy zasoby maleją (a nie mogą nie maleć, choćby z wiekiem), kurczy tylko jako moja za niego odpowiedzialność - niezartykułowana,
się odpowiednio zakres alternatyw. Tyle, że odkrycie tej prawdy nieskodyfikowana, a więc nieograniczona i bezwarunkowa. Sceną
przychodzi. jak Mesjasz Kafki, nazajutrz po swym przybyciu... pierwotną moralności jest spotkanie twarzą w twarz, stadlo intymne
Obie więc strategie ucieczki przed aporią miłości są ułomne i pozo- - moralność we dwoje. Tu się właśnie moralność, a wraz z nią i jaźń
stawiają wiele do życzenia. Ich własna ambiwalencja (mierzona ambi-
moralna, poczyna; nie rodzi się ona nigdzie indziej - wszystkie inne
walencją ich następstw, zamierzonych czy nieoczekiwanych) jest nie
roszczenia do praw rodzicielskich są przejawem zarozumialstwa, bądź
zwykłym szalbierstwem.
mniej intensywna i dokuczliwa od tej, jaką miała zaleczyć lub złagodzić.
Co więcej: każde z rozpatrywanych tu lekarstw okazało się skuteczne Na obszarze wyznuczonym przez spotkanie Dwojga moralność
rządzi samowładnie i bez konkurentów (na dobre lub na zle
w zwalcza~onkretnej dolegliwości, ale zarazem zgubne dla miłości
jako takiej fi sacja przedłuża życie we dwoje, ale tylko zmieniając - zważywszy przyrodzoną, jak przekonamy się dalej, wieloznacz-
miłość w idmo unoszące się nad jej własnym grobem; ilQlacja ność jej tendencji, jej niepohamowaną skłonność zarówno do sa-
przecina irytującą więź między bezpieczeństwem a zależnością, ale tylko mopoświęcenia jak i dominacji, do troski i do okrucieństwa). Jest
za cenę powstrzymywania miłości przed zapuszczeniem się w głębiny, tu ona zaiste samowystarczalna. Obchodzi się bez podawania przy-
jakie niegdyś radośnie, choć nie bez ryzyka, zwiedzała i badała. Wydaje czyn, bez gromadzenia wiedzy, bez argumentacji i dowodzenia. Nie
się w sumie. że miłość nie potrafi przeżyć prób zaleczenia jej aporii; że
pojęłaby zresztą, o co w nich chodzi. Moralność we dwoje poczyna
jako miłość istnieć może tylko nękana przez ambiwalencję. To samo się wszak "przed bytem"; trudno nawet bez dodatkowych omówień
powiedzieć o niej, że jest "niema" czy "nie wysłowiona", jako że
z miłością, co z życiem w ogóle: tylko śmierć jest jednoznaczna,
i ucieczka przed wieloznacznością jest pokusą Thanatosa. niemota czy milczenie są zjawiskami świata wyposażonego już
J, 'Ir
'4' 1"11 11':"[" II' " ,'c I 1·1'1

...... -
p<lp;ldł w SCIl. a Oli "1111 Pl'/ckS/I;t1nl .'ą· w 1\' sbh~i, JllIOI.IIl;! pUc'l
w język, podczas gdy moralność w..: dwoje wyprzedza mo ....-c. 00­ "hn'
chodzi się też tu moralność bez standardów, jest sama swym 1,lSildy istotę. kli,r;! d/l~ <lj,d;!lLlIllY'"

standardem, rodzi sama z siebie wszystkie standardy, jakich jej Tylko wtedy. gdy się ją "I boku (ll:.>:i;)d,1. ..moralność we dwoje"
trzeba: moralność we dwoje jest stanem nie ustającego tworzenia. gęstnieje v.. .parc", .xlwójkę partnerów", "lych dwoje unn oto"
Nie wie ona leż. co to wina czy niewinność; jest czysta czystością (a zakłada sil' prvy tym na mocy prawa zwrotności. ic pur.t. () której
naiwnego dziecka (jak zauważył Vladimir Jankelevitch: "nie można mówimy, prlellulOHc"l.y owo ..ci tum" na .rny" ha tego. hl' C(l~ "le
być ('zy.~tym inaczej, jak nie posiadajqc cz ystaści, tzn. nie będąc znaczenia ubyło lub doń przybyloj. Spojrzenie I zcwnątrz ..uprzed­
świadomym swej czystości l). i miotawia" to, co widzi. i czyni 7. .moralności we dwoje' h,l'! ja/.; inn('
Powtórzmy w skrócie to, co już powiedziane zostało o wielo­ "J'ty. rzecz, którą można of'i8ai, "w'h"tl'Yck". f'onlw/l{/(: z innymi .juk
kierunkowości, ambiwalencji moralnego impulsu: popęd moralny, ona", otaksować i ocenić, uczynić przedmiotem orzekania. Ale z mo­
"bycie dla...", może przynieść następstwa wielorakie. ale nie są one jej pierwotnej, nieskażonej pozycji uczestnika "moralności we dwoje"
świadome swej ambiwalencji: Hegel powiedziałby, że są ambiwalentne (lO znaczy z pozycji, która tak długo jest zajmowana. jak długo
"w sobie", ale nie "dla siebie", Dopiero w zetknięciu z prawem, istnieje sama "moralność we dwoje") nie widać nic takiego jak "my",
usilującym odcedzić czyste dobro i oddzielić je od równie czystego czy "para" nie ma żadnego bytu ponadjednostkowego, jakiemu
zła, jaźń moralna dowiaduje się o swym przyrodzonym ambiwalent­ przypisać by można "polr7.ehy" lub "prawa", Jestem tylko ja. i moja
nym charakterze; ale w tym momencie traci swą pierwotną czystość, odpowiedzialność, i ów nakaz do mnie i tylko do mnie skierowany
objawiającą w jej naiwnym otwarciu się na Drugiego Człowieka. - i twarz Drugiego Człowieka. z której obecności wszystko In
"Trwoga" - pisał Szestow - "nie jest rzeczywistością wolności, lecz czerpie swój sens. Cokolwiek jest, płynie z tego. co uczyniłem i co
przejawem jej utraty"; proponował, by uznać opowieść o wygnaniu czynię. Moje bycie z Drugim wspiera się wyłącznie na mnie: nic
Adama i Ewy z raju za alegorię wciąż przytrafiającej się na nowo przeżyje ono mojego wycofania się __ nie ma w naszym dwójbycie o

utraty niewinności moralnej: niczego, co mogłoby się ostać, jeśli (gdy) ten moment nadejdzie.
Wspólnota "moralności we dwoje" jest krucha wątlejsza od jakiej­
"Bóg. istota najdoskonalsza. nie wybiera między dobrem a ziem. Czło­

wiek, jakiego Bóg stworzył, również nie wybierał - nic było wszakże nic
kolwiek: innej wyobrażalnej zbiorowości. Jest słabowita. łamliwa, nie­
do wybierania." Wówczas dopiero gdy człowiek, idąc za podszeptem
ustannie wystawiona na niebezpieczeństwo; żyje ona na co dxicń
mocy wrogiej i dla nas niepojętej, wyciągnął dłoń ku drzewu, jego umysł
w cieniu śmierci, nigdy nie odległej, zawsze zaczajonej za najhtiższvm
węglem - i wszystko dlatego, że zarówno ja, jak i Drugi jesteśmy nil'
I Vladimir Jankelevltch, fragment ,. na/te de Vertus, cyt. wedle przedruku w: do zast4.f'ieniLl, To właśnie niezastępowalność. nicwymienialność mnie
Contempororv European EIMcs: Srlected RtlJdilll1S, pod red. Josepha J, Koccefmansa i Ciebie ezyni lrtasz ą wspólnotę - moralną, zaś moralność naszej
lOoubleday, New York 1972, s, 521. "Skrucha jest melancholijną tęsknotą za tym, co "I
wspólnoty samowystarczalną i samonapędzającą się, nie wymagającą
nieodwracalne, czyli za przeszłością, która jest zanadto przeszłością", powiada Jan­
kclevitch; ale w świecie stosunków moralnych żadna przeszłoŚĆ nie jest "zanadto protezy prawa] Jako że żadneqo z nas nie można zastąpić. nie ma
przesxłością", jako że relacja utkana 1. odpowiedzialności jest stanem ciągłym, nteustsn­ sposobu, by zaklasyfikować moje czyny jako ..egoistyczne" czy "alt­
ną teraźniejszością, nieprzerwanym poszukiwaniem i Ylalą możliwością przebaczenia ruistyczne", Dobro czerpie swój sens jedynie z przeciwstawienia złu
Jak sugeruje Paul Ricoeur, doświadczeme grzechu (czy tgr1.esl.cnia) może pojawić się -- ale jak można powiedzieć. gdy się tkwi w środku wspólnoty.
tylko wraz z nastaniem pozytywnego - "skończonego" - prawa, które nic znosi
nakazu moralnego, zawsze przecież otwartego i nicskońcwnego: "prawo jest «pedago­
gicm», który pomaga penitentowi stwierdzić, że jest grzesznikiem" (P/1I1".'ophh' J,' lu .>1 SII<'slor' I1m/w/o!!\', r"d red. Bernardu M;IfI·II',;I, (liII" Uuivcrsuy Prc». !'Illa'n'
l!(!lolI/~; F/n/lud/' et n"pahi/ir~, l. 2, Aubicr Muntaignc, Pans 1960, s. 62) '. l'n'I,ss.111.1\1.
Ten Irreri TI''! truci, czyli Ilarodziny :lplJl<'C~('/h!l'IIJ 151
'"
w jakiej nikt nie jest zastępowalny, że to, co dobre dla jednego, jest gaf na tyje. że moje błędy mnie tylko, a nie lm, przynieść mogą
złe dla drugiego? Albo że złem jednego zapłacić wypada za dobro szkodę. To one są teraz osobami działającymi: jak to celnie ujęła
"całosei""! To właśnie wewnątrz owej "wspólnoty moralnej we dwoje" Agnes Heller: "Rozum rozumuje, Wyobraźnia wyobraża, Wola woli,
tak się dzieje, że mojej odpowiedzialności nie da się zgłębić czy spełnić Język mówi (die Sprache sprichr). Oto jak postaci same stają się
do końca; i wewnątrz takiej wspólnoty prawomocności nakazu nie aktorami. Powstają do życia. I wiodą żywot niezależny od swych
trzeba dowodzić po to, by zyskał autorytet, ani nie potrzeba mu autorów.;" '. J wszystko to stało się możliwe i zarazem nieuniknione
wsparcia sankcji karnych, by mnie obowiązywał; odbieram go od z chwilą pojawienia się Trzeciego; to znaczy - z chwilą, gdy wspól­
pierwszej chwili jaka nakaz, i lo nakaz bezwarunkowy. nota moralna wykroczyła poza swe granice przyrodzone i przeob­
raziła się w społeczeństwo.
Wszystko to ulega zmianie, gdy pojawia się Ten Trzeci. Wraz
z nim pojawia się prawdziwe społeczeństwo, zaś naiwny, nie poddany t Ten trzeci to również Inny, ale nie ten Inny, którego spotkaliśmy
regułom i niesforny impuls moralny - ów niezbędny j zarazem na scenie pierwotnej - lam, gdzie jedynym reżyserem j producentem
wystarczający warunek "moralności we dwoje" - przestaje wystar­ dramatu moralnego, który nie wiedzial jeszcze, że jest dramatem,
czać. A i nie musi pozostać niezbędny. była moja odpowiedzialność.jInnośćTrzeciego jest zupełnie innego
pokroju. Ci dwaj "inni" zamieszkują całkiem rożne światy, jak dwie
planety, z których każda porusza się wokal własnego słońca, po
Ten trzeci,
orbicie, jaka nigdy z drugą orbitą się nie skrzyżuje; planety, z których
czyli narodziny społeczeństwa
żadna, co więcej, nie potrafiłaby poruszać się po orbicie tej drugiej.
Ci dwaj "inni" nie rozmawiają ze sobą; gdy jeden z nich mówi,
Powtórzmy: społeczeństwo we właściwym tego słowa znaczeniu drugi nie słucha; a gdyby i nadstawił uszu, nie pojąłby lego. co
zaczyna się wraz z pojawieniem się Trzeciego. Od tej chwili. pierwot­ uslyszał. Każdy z dwu "innych" czuje się u siebie tylko wtedy,
ność oznacza: "przedtem", nie: ..lepiej". Nasze pierwotne. naiwne gdy drugi "inny" usunie się ze sceny (a tak naprawdę w domu
bycie razem straciło niefrasobliwość dziewictwa. Ciśnie się nagle na - tylko do czasu, gdy drugi się pojawi}'. [Tego Innego, który jest
usta mnóstwo pytań, jakie wypadałoby i chciałoby się zadać naszej Trzecim, napotkać można dopiero wtedy, góy się opuści teren "mo­
wspólnocie. Odpowiedzialność zaczyna rozpaczliwie szukać swych ralności właściwej} i wkroczy na teren innego świata. teren rządzony
granic, a nakaz bynajmniej nie wydaje się już bezwzględnj] Impuls
moralny, zakłopotany, traci pewność siebie i czeka na miarodajne Agnes Heller, A Phi/o,Wlp;,}, or His!ory in FrIJf/m('nr.~, Blackwcll, Oxford 1993,
s. !5S.
instrukcje. Budzimy się nagle w świecie zaludnionym przez "Wszyst·
W Nowoczl'Jflo.ki i ZIJf//ad;:ir {Masada, warszawa 19n) usilowalem zrozumieć
kich, Niektórych, Licznych i ich kompanów". Są też w nim "Różnica,
zdumiewające. bo sprzeczne przecicź 1. logik li, zjuwisk» udscparowania w świadomości
Liczba, Wiedza, Teraz, Limit, Czas, Przestrzeń - a także Wolność, większości Niemców Wi7Ji .,t.yda jako takiego". :1'yda jako kategorii. powszechnie
Sprawiedliwość j Niesprawiedliwość, i rzecz jasna Prawda i Fałsz". Są potępianej lub traktowanej 1. zimną obojętnością i obrazów Żydów-sąsiadów,
to wszystko główne osoby dramatu zwanego Społeczeilstwem, i wszy­ kt&rych ocena pozostawała głucha na sugestie stereotypu. Doszcjfcm do wniosku. 7.e:
stkie one lokują się grubo poza zasięgiem mojej moralnej (teraz "kontekst bliskościjndpowicdzlalności,Ił' Jakim powstają Ilhr,,;y osobowe, ok al.. je
jakby murem ochronnym, przez który «abstrakcyjne jedynie» argumenty przcu(l.e~ się
przemianowanej na "zaledwie intuicyjną") mądrości; wszystkie zdają na ogól nic mogą. Stereotypy mogą by~ rozumowo przekonujące i chwytliwe. ale srcra
się być nie do osiągnięcia, obojętne wobec tego, co mógłbym uczynić, ich panowania urywa się raptownie w miejscu, gdzie zaczyna się domena stosunków
potężne - w przeciwieństwie do mojej bezsiły, nieśmiertelne - w od­ międzyosobowych. ó-, «inny» jako klJlł'(Jor;1J IJh,~I'IJkryjnIJ nic po;oslaJe po prostu
różnieniu od mej śmiertelności, ubezpieczone przeciw skutkom moich w kontakcie 7. konkretnym «innym», jakiego znam".
Ten truci Ten trzec;, czyli nllrr>lh;ny Iflo!<'czeriIlwa '53
152

przez Ład Społeczny i Sprawiedliwość. By raz jeszcze zacytować ne" interesów, zysków i strat. Asymetria stosunku moralnego ustępuje
miejsca równoki wymienialnych i zastępowalnych partnerów. Pod
Levinasa:
badawczym okiem Trzeciego, partnerzy muszą się teraz usprawied­
,jest to domena państwa. wymiaru sprawiedliwości, polityki. Sprawied­ liwiać z tego, co czynią. i uzasadniać swe wybory - a wszystko to
liwość różni się od miłosierdzia tym, że zezwala na ingerencję jakichś w kategoriach standardów, jakich sami nie wytworzyli ani nie wy­
form równości i mjary,jakiegoś zestawu zasad społecznych stanowionych
brali. Pole zostało tym samym oczyszczone dla norm, praw, zasad
przez państwo. a więc poprzez politykę. Stosunek między mną a Drugim
musi teraz pozostawić miejsce dla trzeciej osoby, suwerennego sędziego, etycznych i trybunałów.
który orzeka o stosunkach między równyrm'". J IOgolocone w ten sposób pole trzeba pilnie zabudować. Obiek­
lyWfzm spojrzenia i sądów, ów posag wniesiony przez Trzeciego,
To. co zdecydowanie różni Trzeciego od Innego znanego nam
zadał cios dotkliwy, być może nawet i śmiertelny, uczuciom, jakie
z moralności we dwoje to jego odle,qloN od moralnego podmiotu
poruszały partnerami moralnej wspólnoty. "Trzeci, pośredniczący,
~ tak jaskrawo odmienna od bliskości Innego spotkanego na pierwo­
lnej scenie mcralności. Uzasadniając wagę Trzeciego z socjologicz­ element pozbawia żądania konfliktowe ich uczuciowego aspektu"
nego punktu widzenia Georg Simmel" wyjaśniał wyjątkowość i do­ - powiada Simmel; ale pozbawia on też uczucia ich poprzedniej roli
niósłość jego roli twierdząc, iż "trzeci znajduje się w tak dużej przewodników czy punktów orientacyjnych życia. Rozum, Ów za­
przysięgły wróg emocji, musi wkroczyć, by zapobiec dezorientacji
odległości od pozostałych dwojga, że nie istnieje w istocie jakakol­
j chaosowi (imię "rozumu" nadajemy, w sprawozdaniach z minionych
wiek interakcja społeczna, która objęłaby wszystkich troje na raz".
dokonań, pobudkom działań odsączonych już z pasji). Po rozumie
Każda "diada", wyłaniająca się w łonie "triady", zostawi Trzeciego
spodziewamy się, że powie nam, co czynić, gdy emocje przygasły,
poza nawiasem, Można się domyślać, że właśnie owo "wyrzucenie
zwiędły i nie mają już siły, by budzić nas do czynu. Nie możemy się
poza nawias", akt odłączenia od reszty, odwrócenie uwagi i odmowa
bez rozumu obejść z chwilą, gdy przetrwanie "grupy" staje się czymś
troski, opisywane jako "utrata bliskości", ustawiają Trzeciego w jego
więcej (lub raczej czymś innym) niż sprawą spontanicznej dbałości
roli "strony beziraeresownej", Bezinteresowność tak określana jawi się
o Drugiego Człowieka i mojej za tę dbałość odpowiedzialności
ex post jacio jako obiektywność spojrzenia i bezstronność sądu.
- z chwilą. gdy jedyność Drugiego rozpuściła się w bezosobowej
Oglądana z perspektywy Trzeciego, wspólnota moralna scala się
inności Wielu. Od tej chwili roli decydującej nabiera relacja między
w grupę, w ciało obdarzone własnym życiem, w "całość większą od
sumy swych części", Wraz z pojawieniem się takiej perspektywy dwie "dobrem moim" a .,dobrem ogółu", moim życiem a przetrwaniem
jaźnie, z których każda w poprzednim układzie była wyjątkowa Wielu. Drogi mojego przetrwania i przetrwania "grupy" rozchodzą
się. Ja być może stałem się teraz jednostką, ale Drugi stracil swą
w swej swoistości, a więc i niezastępowalna, stają się porównywalne;
jednostkowość, bo rozpłynęła się ona teraz w kategorialnym stereo­
można je teraz mierzyć i oceniać, stosując bezosobowe kryteria "prze­
ciętnej statystycznej" czy "normy". ( to właśnie Trzeci sadowi się typie. .Moje "bycie dla ..." rozszczepiło się tym samym na zadanie
w pozycji sędziego. rozjemcy, tego, kto feruje wyroki. Nieracjonalnym mojego przetrwania i obowiązek służenia przetrwaniu grupy.)
popędom jaźni moralnych Trzeci przeciwstawia "kryteria obiektyw­ l.,.Gdy Inny rozpływa się w Wielu, pierwsza traci kontury Twarz.
Inni. w odróżnieniu od Innego, są pozbawicni twarzy - stają się
, Roger Pol-Oroit, wywiad z Emmanuelem Levinasem. "Le Monde" 7. czerwca bezimienni. Są oni co najwyżej personae ("persona" znaczy: .maska",
1992 r a maski, jak wiadomo, kryją twarz]. Mam teraz do czynienia z ma­
• Wszystkie cytaty zaczerpnąłem z 'nie Sodo/(J{/y oj Georq Simmel, pod redakcją skami (maski to skrótowe, portatywne mundury; maski klasyfikują,
i w angielskim uumaczeniu Kurta H. Wolffa [Free Press. Glencoe, Ill. 1959.
odwołując się do symboli, kategorii i kategerii symboli), a nie
ss 145-153.
". Ten Irzeci Sfr~klUrlJ " kurur.~lrukl~ro
'"
z twarzami. To od przywdzianej maski zależy teraz, z kim sprawa i co przemysłowi (a i na czym ów "przemysł własny" miałby polegać?), nie
wypada mi czynić. By wiedzieć, jak się zachować, muszę poznać umiemy wybrać między zaufaniem a nieufnością. Traktujemy zatem
znaczenia przypisane do różnych rodzajów masek i zapamiętać koja­ innych jako godnych zaufania nie rezygnując ani na chwilę z podejrzli­
rzone z ich widokiem odpowiednie reakcje. Ale i wtedy nie mogę się wości - co wtrąca nas w stan ciągiego dysonansu poznawczego.
czuć całkowicie bezpieczny. Na masce nie można polegać tak jak na Czujemy się zakłopotani, zagubieni, bezbronni. Porrzebujemy pomocy!
twarzy: maskę można włożyć i zdją.ć, maska więcej ukrywa niż "Społeczeństwo" jest nazwą. jaką nadajemy lej pomocy. rWetyce
odsiania. Nie mogę liczyć na to, że L biegiem czasu nabiorę pewności ludzi obcych - pisze Stephen Toulmin - szacunek dla przepisów
siebie i zaufania: nic i nigdy moich podejrzeń do końca nie ukoi. jest wszystkim, a okazji do postępowania wedle własnego uznania nie
wraz z Trzecim pojawia się zmora oszustwa - straszniejsza Jeszcze jest wiele", podczas gdy "w etyce intymności zdawanie się na sąd
w swej wszędobylskiej możliwości niż w ujawnionym już zejściu, własny jest wszystkim, a ścisłe zasady mają niewieje do powledze­
paraliżująca wolę bardziej niż rzeczywiste, rozpoznane już i palcem nia'". Kto nie może polegać na sądach własnych, czuje dotkliwą.
wskazane groźby _ właśnie dlatego, że jest i na zawsze pozostanie potrzebę przepisów. Mianem "społeczeństwa" określamy ów skład,
zmorą, podejrzeniem'JMllszęodtąd żyć w stanie ustawicznego niepo­ w którym gromadzi się i przechowuje potrzebne przepisy i w którym
koju. Czy chcę, czy me chcę, muszę działać tak, jakbym ulał maskom. można się w nie zaopatrzyć.,
Ale to zaufanie jest przystosowaniem się do stanu niepokoju, nie jego Okazuje się jednak, że istnieją dwa magazyny: jeden nęci odbior­
przezwyciężeniem,
ców propozycjami, którym niełatwo odmówić, gdy drugi rozdziela
Rozważmy dwa ostro przeciwstawne poglądy: najpierw Lagstru­ dobra z urzędu i nie przyjmuje do wiadomości ich odrzucenia. Od
pa, a potem Szestowa: czasu do czasu okazuje się także, że społeczeństwo wraz z przepisami,
które firmuje, podtrzymuje jażń moralną w ten sam sposób, w jaki
"Zycie ludzkie cechuje zaufanie, jakim darzymy siebie nawzajem... Z po­ pętla podtrzymuje wisielca. Normy są tu pętlą, a rozum powrożnikiem.
czątku wierzymy sobie na słowo, ufamy jeden drugiemu... Ufać wszakże
to Iyle, co oddać się w ręce tego, któremu się ufa... To, że zaufanie
i poddanie się, jakie mu towarzyszy, są fundamentalnym składnikiem
ludzkiego życia, widać wtedy... gdy zaufanie zostało pogwałcone". Struktura j kontrstruktura
"Homo homini /uplJS jest jedną z najbardziej niezachwianych maksym...
W każdym z sąsiadów obawiamy się wilka. «Ten facet ma złe zamiary. Victor W.Tumer rozróżnił dwie formy zbiorowości ludzkich w za­
jeśli nie skrępuje go się prawami, nie omieszka nas zrujnować» - tak leżności od sposobu, w jaki pobudza się, formuje i koordynuje za­
myślimy, ilekroć ktoś wychodzi z utartej koleiny uświęconej tradycji"7. chowania się ich uczestników.
Dwie przytoczone lu opinie przeczą sobie nawzajem, a przecież
To ..tak, jak gdyby islnialy dwa główne «modele» ludzkich powiązań
jedna drugiej nie wyłącza; na przekór logice, obie mogą być praw­ wzajemnych, przeciwstawne sobie i pojawiające się na przemian. Pierwszy
dziwe zarazem. Sprzeczność tkwi w życiu samym, a nie w naszym model to społeczeństwo jako ustrukturcwany. zróżnicowany, a często
o nim myśleniu - i percepcja życia musi, jak ono samo, cechować się hierarchiczny system pozycji polityczno-prawno-gospodarczych, z wielo­
ambiwalencją. Ufamy i nie ufamy; tak samo boimy się ufania (jakie ma typami ocen. segregujący ludzi wedle kategorii «więcej. i «mniej».
łacno uczynić nas może łatwym łupem dla złoczyńcy). jak i nieufności Drugi modeL. lo społeczeństwo pozbawione struktury lub obdarzone
strukturą tylko szczątkową, względnie niezróżnicowana rommunila,~, spo­
(która uczyniłaby nasze życie nieznośnym]. Pozostawieni własnemu
l Knud E. Lagstrup The Elli/elli Demlllld, uens. Theodor I. rensen. Fortress Press. • Cyt. za: Jeffrey Btustem, Car(> ona COrllmn: Tak/lłg file Per~"'wl Pl/im 4 v,e....,
A Sht.~lOt' AlllJwIDq}', s. 70.
Philadelphia 1971. BS. B- 9; Oxford Univusily Prt5ll 1991, s. 2 lit.
Suukllol,a i hmrrS/rJolkrura 157
Ttn Irud
156

łeczność czy wspólnota równych sobie jednostek, które zgodnie poddają się należy do najdrastyczniejszych z antystrukturowych protestów);
lub między nadmiernym podkreślaniem a tonowaniem czy wręcz
się autorytetowi rytualnej starsrrzay".
zamazywaniem różnic między piciami; lub między dbałością o własny
Na pierwszy rzut oka dwójdział Turnera wydaje się tylko kolejną,
wygląd a ostentacyjnym zaniedbaniem. Innymi słowy, communuas
którąś już z rzędu wersją uświęconego przez tradycję socjologiczną roztapia to wszystko, czemu socteun usiłuje nadać twardość i trwa­
rozróżnienia między Gese//schaJt a GemeinsehaJt. W odróżnieniu do łość kutego żelaza. Lub odwrotnie: societos studzi i odlewa w formy
Tónniesa. Turner nie sugeruje jednak ani tego, że dwa modele na­ to wszystko, co communtuu utrzymuje w stanie płynnym i formy
stępują po sobie historycznie, ani tego, że nie mogą współistnieć pozbawionym.
w łonie tej samej zbiorowości. Przeciwnie, wskazuje on na to, że oba Jawne lub ukryte współwystępowanieobu kondycji Turner tłuma­
modele istnieją w tym samym czasie i obok siebie, przenikają się czy głównie funkcjami, jakie pełnią: krótkie intermezzo communitas
nawzajem, na przemian wypływając na powierzchnię - i to jak między dwoma długimi okresami przebywania w societas
reguła. a nie wyjątek (aby zapobiec niepożądanym skojarzeniom,
natrętnie sugerowanym przez folklor socjologiczny, i odróżnić swą "ma to znaczenie, że przetapia... osobników w swoistą «pierwotną mate­
parę pojęć od tej ukutej przez Tonniesa, Turner woli posługiwać się rię», pozbawioną określonej formy i redukuje ich do stanu, w jakim,
pozostając nadal istotami społecznymi, znajdują się na zewnątrz lub
terminami societas i communitas). Communitas, zdaniem Turnera, po­ poniżej wszelkich przyjętych form społecznego statusu. Wynika stąd, że
jawia się regularnie w polu widzenia nawet w społeczeństwach o os­ aby człowiek mógł się wznieść na wyższą niż doLąd pozycję, musi naj­
tentacyjnej i sztywnej strukturze - a to przy każdej okazji prze­ pierw zniżyć się na drabinie pozycyjnej'".
chodzenia (lub przesuwania) jednostki lub grupy z jednego miejsca Ludzi trzeba upokorzyć i poniżyć, zanim się ich wyniesie; ogołocić
struktury w inne (sedno wywodu Turnera. opartego na analizie .,rytu­ z szat przypisanych dawnej pozycji, by można było ich przyodziać
ałów przejścia", do tego się sprowadza, że nie ma bezpośredniej drogi w nowe, odpowiednie do przyszłych zaszczytów. To la właśnie po­
od jednego społecznie określonego miejsca do innego; aby zmienić trzeba, wynikająca z mechanizmu społecznego samoodtwarzania się,
miejsce w soctetos. trzeba najpierw przejść przez stadium communilas, czyni zdaniem Turnera współobecność obu kondycji funkcjonalnie
jakie z punktu widzenia soctetas jest niczym innym niż lamusem, konieczną. Chociaż Turner nie sugeruje, że kontredans sodetas i com­
próżnią, ziemią niczyją). Zdarzało się Turnerowi posłużyć w swym muniLas jest zamierzony czy zaplanowany, tym niemniej tłumaczy go
wywodzie inną parą pojęć - "struktury" i "antystruktury": powiadał "obiektywnymi wymaganiami" zarządzania systemem. W ten sposób
on wtedy, że stan communitas polega na rozsypaniu lub zawieszeniu potwierdza pośrednio, już przez samą logikę rozumowania, prymat
i chwilowym anulowaniu porządków strukturalnych, na jakich
w "czasach normalnych" opiera się życie socteuu. y vsctor W. Turner, The RilJola/ Process: Slnl'·/Jolrl' and Allli-SlloIcllolre, Routledgc,
Kondycje societas i communitas są sobie wzajem przeciwstawne London [969. ss. 96, 170. Przy końcu swych rozważań Turner zastanawia się wpraw­
w każdym niemal szczególe, Niektóre aspekty przeciwstawienia są dzic (mimochodem tylko) nad możliwością ..rozdwojonej świadomości" n~kajlłcej każde
jednak szczególnie dla naszego tematu doniosłe. O ile socie/as cechuje społeczeństwo. widać to szczególnie we wzmiankach o "dwu kontrastujących 7..e sobą
modelach ipo/ecznych". "W procesie życia społecznego zachowania zgodne ,_ jednym
różnorodność, nierówność, zróżnicowanie statusów, system nazewnic­ z modeli wykazujll, tendencję do rozchodzenia się z zachowaniem modelowanym wedle
twa, o tyle communitas wyróżnia się jednorodnością, równością, bra­ wymogów drugiego. Wymogiem ostatecznym wszakże jest działanie w myśl wenoset
kiem statusów, bezimiennością, Przedstawione tu zespoły cech wyrćź­ ("(/lI'lmunila~ nawet wtedy, gdy si't gra rcle strukturalnie określone" (s. 177). W głownym
niających znajdują symboliczny wyraz m.in. w ostentacyjnym uwypu­ trzonie rozważań Iraktuje jednak Turner omawiane tu dwa stany jako kondycje
klaniu różnicy między różnorodnością strojów w jednym przypadku odrębne, analitycznie samowystarczalne i wymagające dwu podobnie odrębnych mode­

a ich jednolitością lub nagością - w drugim (publiczne rozbieranie


lj Teoretycznych.
SITuk/UTa i kOIt/rstTuklUTa '59
TI'Il Iftl'ct
'58
każdego z dwu procesów, zamiast na zbędnych pytaniach "dlaczego"
.,struktury" nad "anlystrukturą": to właśnie obecność .antystrukrury'' czy "po co", nie nadających się do tego, by na nie odpowiadać.
trzeba objasnić. a objaśnia się ją wskazując na służebną rolę. jaką Dla dwóch procesów [lub, by użyć terminologii Giddensa, dwu
"antystrukturze" wypada odegrać wobec "struktury"l Przypomnijmy odmian procesów strukturacji}. które zamierzam tu przeanalizować,
jednak, że "wyjaśnienia" funkcjonalne są z reguły zamaskowanymi proponuję przyjąć, z braku nazw lepszych, bo ogólnie już stosowanych,
opowieściami o dominacji i tezami o niezbędności stanowionego nazwy socjalizacja i socja!ność. Posługując się przenośnią "przestrzeni
j chronionego przez nią ładu, a to dlatego. że przyjmują swe założenia
społecznej" (która to przenośnia, zauważmy od razu, z miejsca ustawia
(to, co pozwala traktować wywód jako objaśnienie zjawiska) bezref­ myślenie strukturalistyczne w pozycji uprzywilejowanej), możemy tu
leksyjnie, jak się przyjmuje aksjomaty, i przydzielają role decydentów mówić o dwóch procesach, z których jeden poczyna się "na górze"
i poddanych. zanim jeszcze proces objaśniania się rozpoczął. Należa­ i zmierza ku dołowi. drugi zaś podążą w kierunku odwrotnym, ,,z dołu
łoby zatem usunąć z wywodu Turnera zbędny wątek funkcjonalny. do góry", Lub inaczej: możemy myśleć o jednym procesie jako
Jeśli się tego nie uczyni - to, co powinno być objaśnione, po raz nie o ,,zawiadywanym", o drugim zaś jako o "żywiołowym", Jeszcze
wiadomo który przyjęte będzie milcząco za narzędzie obj~śniania. inaczej: możemy wskazać na to, że jeden proces zastępuje czynniki
Inny jeszcze aspekt analizy Turnera wymaga' przemyślenia na moralne regularni poznawczo-dyskursywnymi, gdy drugi stawia na ich
nowo: widoczna w Turnerowakim rozumowaniu podświadoma skłon­ miejsce kryteria estetyczne. Socjalizacja (przynajmniej w społeczeństwie
ność do przedstawiania "antystruktury" na wzór i podobieństwo nowoczesnym} zmierza do wytworzenia takiego środowiska, w jakim
,,struktury" - do traktowania tej pierwszej jako ..też struktury", tyle
działania składać się będą z wyborów dających się dyskursywnie
że alternatywnej; bądź jako struktury ze znakiem minus. Bez względu wybronić w kategoriach ponadosobowych, czyli - innymi słowy
na to, czy pojawia się ona w rozważaniach jako odmienna (czasowo poddanych racjonalnemu rachunkowi zysków. Socjalność zaś stawia
ograniczona) rzeczywistość społeczna, czy jako aspekt innej rzeczywi­ to, co wyjątkowe, ponad tym, co regularne, a to, co wzniosłe, ponad
stości, "antystruktura" jawi się zawsze jako ,,stan" społeczeństwa. tym, co racjonalne - a tym samym opiera się przepisom i w ogóle
O struktur-re z kolei myśli Turner z reguły w kategoriach jej "celu":
uznanym powszechnie regułom, czyniąc dyskursywną obronę postęp­
a więc z punktu widzenia stanu stabilnego, jaki struktura usiłuje
ków niemożliwą. i unieważniając instrumentalny sens działania.
ustanowić i utrwalić. Ten styl myślenia skaził i przyćmił sens rewolu­ Dwa omawiane procesy zmierzają w przeciwnych sobie kierun­
cyjnego skądinąd odkrycia "antystruktury" isklania Turnera do kach. Znajdują się one w stanie nieustannych zmagań wzajemnych,
statycznego jej przedstawiania jako czegoś w rodzaju .jiieustruk­
które to zmagania przeradzają się od czasu do czasu w otwarte
turcwanej struktury". Osad takiego strukturalistycznego myślenia działania wojenne - choć tylko pierwszy z procesów przyznaje się
wypada także z teoretycznej wizji Turnera usunąć, jeśli jego kategorie
otwarcie do tego. że zaprzysiągł drugiemu wojnę "do ostatecznego
mają nadawać się do analizy form ludzkiej zbiorowości w warunkach, wyniszczenia". Jak zauważył Sorel, ,.istnieje tendencja, by dawną
gdy popędy natury moralnej tracą moc sprężyny ludzkich działań, zaciekłość zastąpić sprytem, i wielu socjologów uważa ją za znamię
Proponuję więc, by myśleć o wyróżnionych przez Tumera zjawiskach prawdziwego postępu" 10. Istotnie, wielu (większość) socjologów, przyj­
jako o procesack rac-rej niż o stanach społecznych. Proponuję też, by
mując idee wyznawane przez potężnych za potężne idee, a osady
zamiast zakładać, ze jedno zjawisko jest "funkcjonalnym uzupełnieniem"
długotrwałego przymusu i upartej indoktrynacji za prawa historii,
drugiego, myśleć o każdym z nich jako o zjawisku samoistnym,
o własnym, aulotelicznym znaczeniu. Proponuję wreszcie. by traktować
oba zjawiska jako atrybuty raczej, niż akcydensy kondycji ludzkiej, 'U Georges Sond, RI!.f1ecliorrs 01'1 \-io/ella, trans. T. E. Hulme, Collier, New York

a więc ogniskować uwagę badawczą na sposobach i rezultatach działania 1967,~. 191.


ROZI1m przeciw implll.~l!""'i mllra/nfmu 16'
Tel'! rrl"ci
'60

skłonnych było przyjmować punk! widzenia "pulpitu kierowniczego" buduje; względnie niewielu tylko wykształciło się w ,jednostki" w peł­
i współczuć zatroskaniu zawiadowców z powodu przeszkód pięt­ nym tego słowa znaczeniu, czyli byty nie tylko samoistne, ale i samo­
rzących się na drodze do Iadu, harmonii i harmonijnego ładu. Zgod­ wystarczalne i samonapędzające się. Po drugiej stronie cezury pozo­
stała cała reszta, której nie ufano, że może wybierać należycie i której
nie z powszechnym niemal wśród socjologów nowoczesnych prze­
świadczeniem, przyszłość należała do zawiadowców, przyszłością mia­ odmawiano zdolności moralnych: nie wydawało się możliwe, by ob­
lo być społeczeństwo zawiadywane - a zatem anomalie. których nie darzona wolnością, mogła owa większość wykorzystać swą swobodę
dawało się whaftować w kanwę spodziewanego postępu, daremnie wyboru do dobrych celów, Jak podsumował tę sytuację Stanley
czekały na to, by socjologowie przyznali im prawowite miejsce w ob­ Cohen 11 - "opisane przez historyków wielkie projekty dyscypliny,
razie świata, jaki na tej kanwie tkali. Socjalność była taką anomalią. normalizacji, kontroli, segregacji i nadzoru... były wszystkie planami
Jeśli już socjologowie poświęcali jej uwagę, to tylko jako skłonności klasyfikacji". Znaczną większość ludności zaklasyfikowano do kate­
z góry uznanej za kryminalną. Problemem było to, jak się jej pozbyć, gorii ludzi moralnie niesamowystarczalnych i niezdolnych do zawia­
dywania własnym procesem życiowym. Ich aspiracje do wybierania
lub jak zneutralizowaćjej skutki.
na własną rękę (jeśli dawały się w ogóle zauważyć), podejmowane
pojedynczo lub grupowo próby wymknięcia się przypisanym toż­
samościom, klasyfikowano konsekwentnie jako zjawiska kryminalne
Rozum przeciw impulsowi moralnemu
- wymagające karania, leczenia, lub obu środków zaradczych na raz.
Socjalizacja jest procesem z natury zawiadywalnym (choć nie Owa "kategoria resztkowa" była całkiem pojemna - mieściły się
zawsze da się wskazać palcem jego zawiadowców), zmierzającym w niej różne stopnie moralnego ubezwłasnowolnienia i odmowy za­
do odtworzenia lub kontynuacji pewnego układu tożsamości; z ideal­ ufania. A więc znalazły się w niej "niższe rasy" - zacofane, po­
nego punktu widzenia, choć wcale nie zawsze w praktyce, ma on na zbawione inteligencji i sprytu, infantylne w swej nieumiejętności prze­
celu jednoznaczne określenie tożsamości każdego członka zbiorowo­ widywania następstw własnych uczynków, ale i groźne zarazem ze
względu na nieokiełznane popędy cielesne, ujawniające się w chwilach
ści. Do swego celu socjalizacja nie zmierza wprost. Jest ona procesem
klasyfikowania i różnicowania. Zawiadywanie ładem społecznym na wybuchu krótkotrwałych, lecz gwałtownych emocji. Także ludzie
tym właśnie w pierwszym rzędzie polega, by zaklasyfikować i zróż­ ubodzy, żyjący w biedzie - kierowani przez mroczne impulsy raczej
niż przez rozum, chciwi, lecz niezdolni do tego, by wiązać koniec
nicować społecznie nadawane prawa i obowiązki, z jakich następnie
lepić można (wypada, wolno) tożsamości jednostkowe lub grupowe. z końcem własnym przemysłem i wysiłkiem, latwo dający się uwieść
W społeczeństwie nowoczesnym, zauważmy, klasyfikowaniu i róż­ chwilowym zachciankom i skłonni nade wszystko schlebiać swym
zmysłom, niezapobiegliwi i lekkomyślni we własnym życiu, ale z zawi­
nicowaniu podlegają głównie nie gotowe już tożsamości, lecz stopnie
ścią przyglądający się owocom wyrzeczeń, samozaparcia i zapobieg­
swobody ruchu między tożsamościami, lub - jeśli kto woli - stop­
liwości innych. Albo kobiety - o wiele szczodrzej niż mężczyźni
nie swobody wyboru tożsamości. To ta właśnie wolność wyboru była
nierówno rozdzielona, i ona bardziej niż inne nierówno dzielone obdarzone, czy obarczone, cechami zwierzęcymi, z byle powodu spro­
zasoby wyznaczała główny spośród nowoczesnych wymiarów społecz­ wadzane na manowce przez własną wybujałą uczuciowość, a więc
mniej niż mężczyźni podatne na uszlachetniający wpływ kullury
nego zróżnicowania.
Stosunkowo niewielki ułamek ogółu ludności żył wedle wzorca
Nietzscheańskiego "nadczłowieka" - który wybiera sposób życia, 11 Stanley Cohen, "hion.~ oj Sor;,1/ ('on/m/' er;m",. Puni.lhm"nr and ('/a.I.~({il'urion,

sam orzeka o zasadach rządzących wyborem, sam siebie po kawałku Polity Prcss. Cambridge 19115, ss. 191-192.
162 Te" Jrzec; ROIu", prun"w Im/N(sowi morII/nemu 163

i mniej zdolne do lego, by konsekwentnie podążać za głosem rozumu. Strategie kryminalizacji i zamykania w więzieniach już. przez fakt
Tym, co jednoczyło tak różne skądinąd typy ludzkie. czyniąc je ich konsekwentnego stosowania dowodziły niejako swej słuszności.
wszystkie przedmiotem raczej niż podmiotem wyboru. a zatem i celem Różnice indywidualne między złoczyńcami tuszowano lub traktowa­
starań etycznych. wychowawczych czy penitencjarnych - było założenie no jako nieistotne. a następnie umieszczano wszystkich skazanych
Zakładana nieumiejętność wydawania ("właś·
ich moralnej niewydolno.ki. w identycznych warunkach, co obliczone było na wywołanie jedno­
ciwych", "dojrzałych") sądów moralnych z góry czyniła podejrzanymi litych zachowań 1 zapobieganie okazjom do rzeczywiście indywidual­
wszelkie wybory samodzielne i autonomiczne, nie sprowokowane czy nych decyzji, wynikających z wierności zasadom osobistym. Przestęp­
podszepnięte przez innych. "w pełni dojrzałych" doradców lub nadzer­ czość rodzi się stąd, powiadano, że masy dławią indywidualność
ców. Dziewiętnastowieczna obsesja dozoru j obserwacji, którą opisał - a następnie posługiwano się tą tezą, by uzasadnić staranne zaciera­
Foucault, była jedynie praktycznym wyrazem promowanej przez socjali­ nie różnic między przestępcami i poddawanie ich wszystkich temu
zację zasady umoralniania pod presją, jaką uznano za jedynie możliwą samemu reżimowi karnemu; nie dziw, że wyniki potwierdzały zatoźe­
w przypadku kategorii ..moralnie niewydolnych"; zasady przyjmującej, że nia. Jak stwierdził w swych badaniach praktyki sądowo-więzienniczej
do cnotliwego czy choćby poprawnego zachowania się tylko czynniki wybitny kryminolog norweski Nils Christie:
heteronomiczne, nacisk zewnętrzny, przymus mogą te kategorie skłonić.
.Polityema decyzja, by nie zwracać uwagi na tlo spoleczne związane
Wolny wybór, jeśli się objawiał w czynach bądź zamiarach typów z oskarżonym, ma poważniejsze jeszcze następstwa niż nieuwzględnianie
niebezpiecznych i podejrzanych, był z miejsca klasyfikowany jako tego czynnika przy wymierzaniu kary. Sprawia ona, że przestępca traci
przejaw patologii (był .jnedykalizowany") lub popędów przestępczych w oczach sądów swą osobowość. Nie ma po co wskazywać na otoczenie
(był "kryminalizowany"). W praktyce, a często i w teorii, zamazywano społeczne, marzenia dziecięce, poniesione w życiu porażki (przemieszane
być moźe z chwilami pomyślności i wesela], życie towarzyskie - na
granicę między niewydolnością moralną a przestępczością. Uznawa­
wszystkie te drobne sprawy, lak bardzo istotne dla postrzegania człowie­
no, że do niecnych czynów pchają kryminalistów ich wady moralne, ka jako pełnokrwistej osobowości. Wraz z wprowadzeniem podręcznika
a więc że tylko pozbawiając ich wolności wyboru maina bronić ich wymierzania kary i tabeli wyroków poddano standaryzacji występki (jako
przed własnymi popędami kryminalnymi i umożliwić im naprawę, «poziomy przestępstwa»] i życie osobiste przestępców jako «punkty histo­
czyli skłonić do posłuszeństwa przepisom etycznym. Clive Ernsley tak rii kryminalnej", i decyzje o rozmiarach wymierzonego za karę bólu
010 opisał strategię, jaka z tych założeń wynikła:
sprowadza się do poszukiwania miejsca, w którym te dwie linie się
przecinają" 1.1•

..Przez cały ten okres między polową osiemnastego a początkiem dwu­ Wśród innych zabiegów klasyfikujących i różnicujących, jakich
dziestego stulecia większość specjalistów i obserwatorów wysilała się, jak
mogła, by zaprzeczyć wszelkim związkom między niskimi dochodami,
wiele w praktyce społeczeństwa nowoczesnego, kryminalizacji przy­
nędzą i przestępczością. Za główne przyczyny występków uznano niedo­ znaje się stusame pozycję marginesową; wymierzona jest wszak z defi­
rozwój moralny, pociąg do luksusu, niewłaściwe lektury, zaniedbanie ze nicji w ,.marginesy społeczne". Zauważmy jednak, że nie idzie w niej
strony rodziców, braki wychowawcze...
11 Nils Cbnstie, Crime Conrro/ as Indus/ry: TO .....(Jrds Gu/ag. Western SrY/f?, Rout­
[Zamykano w więzieniach] tych, którzy zdaniem sędziów znaletli się
na równi pochyłej. których należało więc sprowadzić silą ze zgubnej Jedge. London J993, ,. l3l Wzory deperwnaJiZllcji, pozbawiania I""arzy i dławienia
drogi: zakłócających «porządek publiczny». nierobów, włóczęgów i ta­ indywidualności krą7.1l nad nowoczesnym więziennictwem jako zawsze pożądane, choć

kich. których klasyfikowano po prostu jako «zjodzieJ~szkó'A"JI"". nigdy do końca nie spcłniorre ideały. "Po.sl~powoŚĆ" praktyki więzienniczcj mierzy si~,
przynajmniej w USA., bliskością tym ideałom. Christie cytuje. ZlI "Los Angeleli Times"
7. l maja 1990 roku, opis .ostatniegn krzyku" wlęzennej mody. więzienia .,.. Pelicen

" Cfive Emslcy, Crime and SOClffy jn Eng/and /750-/Y()U, Longman. London Bay, które "r.ostało całkowicie zautomatyzowane i luk zaprojektowane, że dozorcy nie
1911? .•~ 49_50.202. spotykają ~ię praktycznie Iwar7.ij w twarz r. więźniami" (s. 86~
Ten Irxrd Rmum pruciw impul.wwi morulnemll 165
164

tylko O ową drobną stosunkowo resztkę "nie pasujących" czy ..niedo­ Co się przy odwiedzinach laboratorium rzuca w oczy przede
pasowanych", która pozostała po udanym ulokowaniu znakomitej wszystkim, to rola wiodąca, jaką przyznaje się tu w zasadzie heterono­
większości społeczeństwa w kategoriach, jakie składają się na wizję mictnosci zachowania się podopiecznych. Cały niemal nacisk pada na
ładu całościowego. Należy postrzegać kryminalizację "odchyleń od zaprojektowanie środowiska w taki sposób, by zredukować. jeśli już
normy", praktykę więzienniczą i politykę karną jako przejawy "tech­ nie całkowicie wykluczyć. różnorodność działań. Nie ma tu miejsca
niki kontroli", w jakiej wyraża się powszechna w świecie nowoczes­ na reakcje losowe, tak typowe w działaniu człowieka wolnego. Dąży
nym troska o zachowanie ładu społeczngc - tyle że przejawy krań­ się ze wszech miar do tego, by związek między bodźcami zewnętrzny­
cowe. lub ściślej mówiąc: najbliższe .jypowi idealnemu". wedle które­ mi a reakcjami cielesnymi był maksymalnie przejrzysty; chce się tu
go ustala się standardy ogólne. Jeśli przyjrzeć się kryminalizacji osiągnąć możliwie pełną przewidywalność postępków, przekładając
z takiej perspektywy. można ją potraktować jako swoistego rodzaju jednolitość otoczenia na monotonię zachowania. Można powiedzieć,
laboratorium. w którym tendencje rozwodnione i złagodzone gdzie że praktyki ładotwórcze nowoczesnego społeczeństwa intuicyjnie
indziej ukazują się w czystej i łatwej do zbadania postaci: kontrola przekuwają zasadę metodologiczną behawioryzmu (tę mianowicie, że
i ochrona ładu są wszak jawnie zadeklarowanymi zadaniami więzien­ ład najdoskonalszy cechuje układ, w jakim idiosynkratyczne pobudki
nictwa -- przyznaje się im tutaj otwarcie bezwarunkowy priorytet jednostkowe pozbawia się wszelkiego wpływu na to, co ludzie czynią;
nad wszystkimi innymi możliwymi względami, uwalniając w ten spo­ w jakim to, co ludzie myślą i czują. nie ma znaczenia, jeśli chodzi
sób od skrępowań narzucanych im w "życiu na wolności" przez o ich postępki - jako że obserwowalne reakcje nie zmieniają się wraz
priorytety konkurencyjne i potencjalnie pozostające z nimi w końflik­ ze zmianą zamiarów czy upodobań) - w swą zasadę strategii. Jeśli
cle. Praktyka kryminalna może służyć badaczom społeczeństwa no­ założymy, że ład społeczny oprzeć się musi na oczekiwaniu, iż więk­
woczesnego jako laboratorium doświadczalne; a już z pewnością sześć ludzi w większości przypadków postępować będzie w zgodzie
służy w tym charakterze jego działaczom. Stanley Cohen zauważył z przepisami jednolitego dla wszystkich kodeksu etycznego, trzeba
w praktyce penitencjarnej (ale dodajmy: także i w praktyce medycz­ przedsięwziąć środki po temu, by pomniejszyć lub bez reszty wyelimi­
nej, psychiatrycznej, przemysłowej, wychowawczej i każdej innej. jaka nować wpływ impulsów moralnych, o jakich wiadomo, że są z reguły
zaczynała się w erze nowoczesnej od zamykania podopiecznych na nieuleczalnie osobiste. niesforne, a więc i trudne do przewidzenia.
odgrodzonym od reszty świata, ściśle nadzorowanym terenie) po­ Utrzymywać ład to tyle, co utrzymywać społeczeństwo - ową
wszechną tendencję do wylewania się poza obręb nieprzenikliwych tkankę ludzkich interakcji - w stanie uSlrllkruralizowanym.
dotąd ścian, które chowały przed wścibskim wzrokiem to, co się (Ontologicznie rzecz biorąc, obecność struktury to tyle, co względ­
działo w ich wnętrzu, i do "otwierania" praktyk uprawianych niegdyś na powtarzalność, monotonia zdarzeń; z epistemologicznego punktu
w ukryciu na wgląd publiczny i jawnego ich w życiu codziennym widzenia struktura to tyle, co przewidywalność zdarzeń. Określamy
i .mormalnym'' zastosowania; tendencja ta, wskazuje Cohen, łączy się jako ..ustrukturalizowany" Lposiadający strukturę") taki obszar, w ja­
z rozbiórką murów oddzielających niegdyś wyraźnie obszary "kont­ kim prawdopodobieństwa zdarzeń nie są rozrzucone losowo; w jakim,
rolowane" od "wolnych", i z zacieraniem różnicy między "więźniami" mówiąc prościej, zajście jednych zdarzeń jest bardziej prawdopodob­
a "wolnymi ludźmi", czy "pacjentami" a "zdrowymi" 14. ne niż zajście innych. To w tym właśnie sensie powiadamy, że społe­
czeństwo ..ma strukturę"; społeczeństwo jest wyspą ładu w oceanie
bezładnej przygodności.jAle zauważmy. że struktura nie jest dana
" .. Droga do imtylucji jcsr malo widoczna.. Drogę : instytucji wtduć jCS1.Cl.c
społeczeństwu z natury. Strukturze brak solidności i wszędobylskiej
słabiej ... nic Jc~l lci' jasne. co i gdzie jnl instytucją" (S. Cohcn, Vlsion.~ oj Sociat (',-,n'fO!.
presji .socjalizacyjnej'' - która nie jest niczym innym niż procesual­
s. 57).
Rllzum przeciw impulsowi mor(l/nemu 167
166 Tell trzed

wysiłków samoza chowa wczych . I dlatego właśnie przyno si mi


w darze
ny, dynam iczny aspekt zjawisk a. jakiem u zwykliśmy nadawać miano
wolność ostateczną: wolność wobec żródła wszelkiej
heteron omii
izo·
"organizacji społecznej": jest "organ izowan iem" organizacji ... "Organ trwać za wszelk ą cenę...
połe­ i wszelkiej zależności: wobec uporu natury , by
wanie" wszelkiej organizacji społecznej, wielkiej czy drobnej, ogólnos
W obliczu takiej wolności "społeczeństwo" staje rozbro jone. Wezwa nia
cznej, miejscowej czy zorientowanej funkcjonalnie, polega na podporząd­ ku
bądź do posłuszeństwa nie docierają do uszu, argume ntów na rzecz rozsąd
kowan iu zachow ania się jej jednos tek składowych instrumentalnym straszą.
słucha się z obojętnością i bez zrozum ienia, a groźby kary nie


proceduralnym kryteri um oceny. Co ważniejsze jeszcze, polega ono na iada hete­
Na autonomię działania moraln ego organi zacja odpow
ubezprawnieniu lub wyciszeniu wszelkich innych mierników ­ a w pier­ lności.
ronomią instrum entalne j bądź proced uralnej racjona
Prawo
wszym rzędzie takich standa rdów, które uparcie wymykają się ustawo
­
m na i interes zastępują i wypierają bezzasadność i dowolność popędu
dawczej woli, czyniąc tym samym zachow anie się jednost ek oporny
moraln ego; aktoro m każe się teraz dowodzić rozumności swych
czy­
cie
naciski socjalizacyjne. Wśród standa rdów skazan ych na usunię jakiem u mają One
ż nów poprze z wskazy wanie godneg o uznani a celu,
miejsce uprzywilejowane przypa da popędom moraln ym; są one przecie postęp o­
micz­ służyć, lub powoływanie się na przyjęte powsze chnie reguły
źródłem postępków najbard ziej niezależnych i najbard ziej autono
lub
nych, wania. Tylko działania, które są uzasad niane w tych katego riach,
nych (a więc z punktu widzen ia organizacji: najbard ziej niesfor się działa ń
które można w ten sposób uzasadnić, zalicza do praw­
kowi rzeczy).
ni~widywalnych, a przeto najbard ziej wrogich porząd ,
owania dziwie społecznych; czyli działań racjonalnych; czyli takich działań
II Jak staraliśmy się uprzed nio wykazać, autono mia postęp
które stanowią cechę wyróżniającą społecznych właśnie aktoró


w.
ji: moraln ość
moraln ego jest bezwzględna i opiera się wszelkiej redukc ić podąża niem


Z drugiej strony ­ czyny, jakich nie daje się objaśn do
samą
wymyk a się kodyfikacji, jako że nie służy niczemu poza sobą kuje
a już celu lub posłuszeństwem wobec dyscypliny proced uralnej , kłasyfi
i nie wchod zi w związki z niczym innym niż ona sama - iza­
ia. W sytu­ się jako niespołeczne, irracjo nalne, i prywatne. Korela tem "socjal
szczególnie z niczym, co nadawałoby się do skodyf ikowan
eka Twarry . cji" działania jest prywatyzacja moralności.
acji moraln ej ustawi a jaźń obecność drugie go człowi jako
Organi zacja społeczna polega zatem na neutral izowan iu destruk cyj,
czyli autory tetu bez sibJ,T warz" nakazu je nie grożąc karą za
niepo­

jest

podpor ządkow anie się. Ten nego, deregulującego wpływu popędu moraln ego. Neutra lizacja
słuszeństwo, ani nie obiecując nagrod y za
wyniki em trzech przyna jmniej, wzajem nie uzupełniających się okolicz
­
może mi nic zrobić; owa
Drugi, który jawi mi się jako Twarz, nie
ności: (I) odległości między dwoma biegun ami działania ­
podmi otem
działania, moją
bezsilność właśnie obnaża moją siłę, moją zdolno ść
"racją" działa­ a przedm iotem; zapobi eganie bliskości między tymi, na któryc h skupia ­
odpowiedzialność. Moja odpowi edzial ność jest jedyną utrzym ywać
zności i powod owany mi ją się skutki działań, a tymi, którzy działają, pozwa la
nia moraln ego. W jaskraw ej sprzec z czynam
efekty działania poza zasięgiem wpływu moraln ego impuls u aktoró
w;
strache m przed karą czy chęcią nagrod y, działan ie moraln e nie przy­
h obiekt ów organiz acyj­
ia. (2) wyłączenia niektór ych przyna jmniej ludzkic
niesie mi sukces ów ani nie zwiększy szans mojego własnego przeżyc

ie­

nemu nego działania z klasy potenc jalnych przedm iotów moraln ej odpow
Jest "bezcelowe"; a przeto wymyk a się wszelkiemu hetero nomicz pozost ałych
Pozost aje dzialności, czyli potenc jalnych "twarz y"; (3) rozłożenia

ustawo dawstw u i w ogóle "uzasa dniani u dyskur sywnem u".


nie nadaje się na obiekt ów ludzkich na zbiory specyficznych funkcjo nalnie cech, i wzaje­
głuche na wołani a cenaru s essendi - a przeto
;
mnego odizolo wania cech lak wyróżn ionych a zatem zapobi egania
przedm iot analizy w katego riach "rozum nie pojętego interes u" czy
się
owych dwóch mostów przerzu co­ okazjo m po temu, by z cech pojedy nczych , na jakie kieruje
samoza chowa wczej kalkula cji ­ Działa nie
m działania, złożył się na nowo całościowy obraz .Jwarz y''.
nych między światem moralności a światem "tam oto", świate
skierow ane pod adrese m jednej, z osobna wziętej ludzkiej cechy.
a nie
o człowi eka (jak powtar za
zależności i heteron omii. Twarz drugieg ej.
ną granicą moich drugieg o człowieka jako osoby, nie podleg a wszak ocenie moraln
wciąż, jak pamięt amy, Levinas) jest nieprzekraczal
Ten trzeci
Rozum przedw impu/,wwi mOrIJl1lrmu '69
'"
intencji koordynowanego przez organizację działania,
z jednej strony,
Nie wynika z tych okoliczności, by organizacja lansowała czy
umyślnie popierała zachowanie niemacalne. Wbrew temu. czego nie­ i od jego skutków ostatecznych, z drugiej - rzadko mają okazję po
którzy co bardziej zacietrzewieni jej krytycy usiłują dowieść, organi­ temu, by zastanawiać się nad zamiarami, jakich spełnieniu służyć mają
zacja nie zajmuje się programowo krzewieniem zła. Ale nie zajmuje ich własne czynności, a rzadziej jeszcze stają oko w oko z następstwami
własnych czynów. Co więcej, jeśli nawet zdarzy się im przyjrzeć
się też ona uprawą dobra, jak próbują o tym przekonać jej oficjalne
następstwom z bliska, trudno im będzie rozpoznać w nich skutki
prospekty reklamowe. Prawda na tym polega, że wspomniane okoli­
czności pociągają za sobą moralną adiaforyzację działania (termin czynów, do których autorstwa się przyznają; znikome jest prawdopo­
dobieństwo, że uznają swe działania - drobne przecież i same przez się
.adiaforon" pochodzi z języka Kościoła; odnosił się początkowo do
małoznaczne i niewinne, mimo ze dla ogólnego rezultatu niezbędne
poglądów lub obyczajów ani cnotliwych, ani grzesznych, uznanych
przez władze kościelne za obojętne z punktu widzenia wiary, a więc - za przyczynę sprawczą tego, co zobaczą, a zatem i za działania
ani nie włączanych do obowiązującego kanonu, ani nie ogłaszanych istotne mora/nie. Skoro każda czynność jest z góry .upośredniona".
za herezje). Zadiaforyzowanych działań nie ocenia się i nie można a j sama z kolei tylko .upośrednia" czynności innych funkcjonariuszy
oceniać w kategoriach dobra i zła. Można je tylko mierzyć kryteriami - można łatwo zbyć podejrzenie co do jej roli sprawczej nie bez
technicznymi _ poprzez zestawienie ich z celami lub procedurami kozery określając obserwowane skutki jaskrawo niemoralne jako nieza­
organizacyjnymi. W efekcie pozbawia się odpowiedzialność moralną mierzone, lub lepiej jeszcze: uboczne, następstwa czynów moralnie
za Innego Człowieka roli limitu narzucanego "woli istnienia". (Rodzi neutralnych; jako wynik pomyłek lub potknięć rozumu, a nie poczynań
się pokusa, by domyślać się. że filozofowie społeczni, którzy u zarania niecnych etycznie. Organizacja, innymi słowy, czyni odpowiedzialność
bezpańską. Odpowiedzialność nie ma tu swego prawowitego właścicie­
ery nowoczesnej uznali organizację za narzędzie wyrażającego się
w racjonalizacji postępu, tę właśnie cechę organizacyjnych układów la, nie należy do nikogo w szczególności; wkład każdego funkcjonariu­
mieli na myśli. gdy pisali o organizacji jako realizacji "nieśmierlelnoś­ sza w realizację wspólnego zadania jest tak znikomy i cząstkowy, ze
żadnemu z nich nie można sensownie przypisać roli sprawczej, a już
ci ludzkiej", jaka transcenduje. a jednocześnie releguje do sfery prywa­
tnej, społecznie nieistotnej. śmiertelność każdego człowieka z osobna.) tym bardziej decydującej roli sprawczej. Gdy się pokroiło odpowiedzial­
Przyjrzyjmy się kolejno tym aspektom układów organizacyjnych, ność za efekt końcowy na cieniutkie plasterki i każdy z nich przydzieli­
ło innemu pracownikowi, oglądana z lotu ptaka organizacja wydaje się
które konstytuują "etykę organizacyjną", jednocześnie społecznie
- jak to zauważyła Hannah Arendt - "rządzona przez Nikogo"; zaś
adiaforyzując działania moralne.
Zacznijmy od przesuwania skutków działania poza zasięg popędu jaźń moralna pojedynczego funkcjonariusza milknie, omamiona pozor­
ną .beaosobowością" zasad lub przygaszona przemożnym autorytetem
moralnego. Funkcjonariusze organizacji, w loku pełnienia swych
funkcji znajdujący się w ..stanie agencyjnym"IS i w większości przypad­ wyznaczonego zadania i przepisów proceduralnych.
ków łańcuchem pośredników 16 oddzieleni od instancji świadomych
.~pl)1lsibility andrlle flldividua/ in Modern S(Jcil'ry. Har...ester, Brighton 1981. ss. l2-13,
" ..Sten ageneyjny" (termin wprowad:l:Ony przez Stanleya Milgrama w Obedil'1la 01.naC7..a d1.ialanie w sYlUaeji. gdy nieokreślona liczba "oBniw pośredniczących" wypeł­
to Authorily: An E!<pllrimrnllJl jtew. Ta...istock, London 1974. s. 133) odnosi się do nia przestrzeń przyczynowo-skutkową dzieląe<j aktora od następstw jego czynów.
sytuacji. gdy z aktora zdejmuje ~ię odp<>wiedzialno5(: za jego c,zyny; aktor dziala Nieznajomość rzeczywistych konsekwencji działań, których je~leśmy częścią (ale lei

7, poduszczenia i "na odpowicd7.ialność" osoby trzeciej. Określenie sytuacji jako "slanu i częścią tylko), jest "w zasadzie miarą długości lańcucha pośredników między nami
agencyjnego" je~1 7. punktu widzenia aktora decyzją heteronomiClną i zawiera definicję a naszymi czynami". Zwykłemu aktorowi niezwykle trudno "dos1r7.ec, w jaki sposób
JCBo własne postępki, poprzez swoje odlegle elckty. (lr7.yc7.ynily ~ię do zadawania
aktora jako wykonawcy woli władzy,
cierpień".
lh .. D1ia
1ania upośn:dnionc" (termin wprowadzony pT7.c7. Johna Lecnsa w RI'-
RrJtlł"f przl:dlll i"fplł/sollli mOfCl/nt'mlł 171
Te" Iruci
170

Ważnym korelatem stanu agencyjnego jest la okoliczność, że jest ten sam: moralna odpowiedzialność za Drugiego ulega zawiesze­
mimo odległości dzielącej ich od tych, którzy ponoszą konsekwencje niu, lub pozbawiona zostaje wpływu na decyzje i poczynania aktora.
ich pokrojonych na drobne cząstki i wtórnie tylko koordynowanych Trzeci aspekt dotyczy pozbawienia przedmiotów działania chara­
działań. potencjał moralny aktorów nie zostaje wygaszony całkowicie. kteru rzeczywistych czy potencjalnych podmiotów moralnych. Choć
lO w ostatecznym rachunku ludzie jako byty całościowe są przed­
Popędy moralne odczepiono tylko poniekąd od ostatecznych efektów
organizacyjnego działania - a więc można je zaprząc do innych miotem zabiegów, tuszuje się tę prawdę kierując wysiłki na poszcze­
celów, podporzą.dkować innym obowiązkom. Można przyrodzoną gólne ich cechy lub obszary - usuwając tym samym z pola widzenia
tę właśnie całościowość, bez której obiekt nie może być wyniesiony
troskę o Innego skierować na "towarzyszy broni" czy "kolegów
z biura" _ na inne ogniwa łańcucha powiązanych czynności, na do rangi podmiotu moralnego. Wyodrębnione sztucznie. stają się
innych, podobnie jak aktor osadzonych w stanie agencyjnym. funk­ .,zmiennymi", jednostkami statystycznego rachunku, pozbawionymi
cjonariuszy, To za ich dobro jest teraz aktor odpowiedzialny. Moral­ na skutek takiego potraktowania widocznego związku z osobami
ny potencjał aktora, z chwilą gdy pozbawiło się go wpływu na ludzkimi, z jakich je wyabstrahowano, (To ta właśnie praktyka or­
intencje i rezuuasy wysiłków organizacyjnych, wyzyskuje się dla zwię­ ganizacyjna. jak się można domyślać, posłużyła 7.3 przesłankę epi­
stemologiczną postulatu filozoficznego redukcjonizmu. lansowanego
kszenia ich wydajności. Lojalność koleżeńska jest teraz głównym
miernikiem cnót moralnych aktora - a skoro każdy z osobna przez pozytywistów logistycznych; jeśli wykaże się. że P można roz­
łożyć na elementy x, y i z - to wywnioskować należy, że P jest
boryka się ze wspólnym zadaniem, i sukces każdego zależy od solidar­
nych wysiłków wielu, zyskuje na lej lojalności dyscyplina organizacyj­ "niczym innym, jak tylko" zbiorem x, y i z. Nie dziw, że "sensowność"
sądów moralnych padła pierwsza ofiarą pozytywistycznej czystki.)
na i gotowość do współpracy w realizacji organizacyjnych celów,
a traci moralna czujnoŚĆ na to, co się w ich wyniku może przydarzyć Nie ma sposobu, by od kalkulowania zmiennych przejść do zadumy
nad ich .wanośctam!'', jako pełnokrwistymi osobnikami ludzkimi.
osobnikom do sieci koleżeńskiej nie należącym.
Drugi aspekt określić można najcelniej jako "zacieranie twarzy" Jedynymi "osobami", jakie pojawiają się w polu widzenia funkcjona­
(zjawisko analogiczne do "odczłowieczania"). Sprowadza się on do riuszy organizacji, i wobec których można przyjmować postawę mo­
ralną, są więc "towarzysze broni", .jcoledzy po fachu"; na nich też
ustawiania ludzkich przedmiotów działań organizacyjnych w sytuacji,
w której nie mają one prawa do względów, jakimi jaźń moralna ogniskuje się uwaga moralna funkcjonariusza.
skłonna jest darzyć Drugiego człowieka - przy okazji pozbawia się Trzy omówione lu pokrótce aspekty układów organizacyjnych,
ich też prawa do kwestionowania tych działań z pozycji moralnych. w ich wzajemnym współdziałaniu, uwalniają organizację od ograni­
czeń. jakie mogłyby jej narzucić impulsy moralne jej pracowników (to
Zapobiega się w ten sposób możliwości. że ludzkie obiekty działania
właśnie owo uwolnienie od skrępowań moralnych pozwala organiza­
ukażą się kiedykolwiek aktorom jako "twarze". Zakres środków
wiodących do tego celu jest zaiste olbrzymi. Można wręcz odmówić cji osiągać cele nie do pomyślenia w przypadku .,moralności we
pewnym kategoriom Judzi ochrony moralnej, jawnie i brutalnie, dek­ dwoje"; można pójść jeszcze o krok dalej i powiedzieć. że "działanie
retując, że zasady etyczne do nich się nie odnoszą; ale można też celowe" w ogóle możliwe jest jedynie w ramach organizacji). Or­
ganizują one też rozległą przestrzeń społeczną rozciągającą się poza
przenieść pewnych ludzi z rubryki celów do rubryki środków działa­
zasięgiem wyobraźni moralnej; spełniają zadanie przekraczające moż­
nia, poddając ich tym samym ocenie w kategoriach li tylko technicz­
liwości samowystarczalnej w innym kontekście moralności. Efektem
nych, instrumentalnych; można w końcu zapobiec kontaktom ak­
torów z obiektami działania, a więc sytuacjom, w których stosunek organizacji jest "strukturalizacja" owej przestrzeni: uporządkowanie
moralny może się narodzić. We wszystkich tych przypadkach efekt i regularność zdarzeń. możliwość obliczenia ich prawdopodobieństwa,
E.llery:w.ja impllbu morallleg" [73
Tell lrreci
l72
su. Jedne i drugie nie rozruą się wcale pod względem wpływu.
przewidywania ich zajścia. W takiej przestrzeni działania orientowane jaki wywierają, jeśli chodzi o zdejmowanie z aktora odpowiedzialności
są przez racjonalny rachunek. a nie przez irracjonalne, krnąbrne i nie za jego własne działania i zastępowanie ocen moralnych przez he­
dające się kontrolować popędy moralne. teronormcznie kontrolowane standardy korzyści i instrumentalnej
Ogólnym efektem funkcjonowania omówionych tu właściwości jest skuteczności.
też helerunomia działania - choć nie jest to następstwo w każdym
przypadku oczywiste. Heteronomiczny charakter działania rzuca się
w oczy, gdy działanie rozgrywa się w ramach formalnych organizacji, Estetyzacja impulsu moralnego
w których rozkaz i przymus służbowy są niezbędnym i wystarczającym
uzasadnieniem czynów. Sprawa jest jednak mniej oczywista w przypad­ Drugi sposób wywłaszczaniajaźni z jej kwalifikacji moralnych jest
ku, gdy zawierając)' się w pobudkach przymus jest zamaskowany - gdy niemal przeciwstawny pierwszemu. Podczas gdy socjalizacja zakłada
rozkaz pojawia się w przebraniu "porady" udzielonej przez ..znającego stan końcowy, zanim jeszcze zabiera się do dzieła, a następnie mierzy
się na rzeczy" eksperta - czyli osoby, której powszechna opinia swój postęp zbliżaniem się do założonego z góry stanu - socjalność
przyznała prawo ferowania sądów nie podlegających dyskusji, z góry na nic się nie kieruje, a i prawdę mówiąc nie wie, dokąd zmierza. Jeśli
uznanych za kompetentne, prawdziwe. skuteczne i godne bezwzBlędnego SOCJalizacja odkłada się na wektorze czasu, sięgając zawsze ku cea­
zaufania (pomaga tu fakt, że sądy te są z reguły nieprzenikliwe dla laika som, jakie jeszcze nie nadeszły - socjalność, bez względu na długo­
i praktycznie przezeń nie do sprawdzenia! Heteronomię dostrzec jeszcze trwałość form przez nią ukształtowanych, żyje zawsze chwilą obecną.
trudniej, gdy "klient" "nabywa" poradę, i to z własnej woli, u eksperta, O ile socjalizacja jest procesem kumulatywnym, Iraktującym zdoby­
który nie posiada władzy, by zmusić klienta do zastosowania się do jego cze dnia wczorajszego jako platformę, z której pochwycić można
porad; wszystko, cO wiemy o wolności konsumenta przejawiającej się osiągnięcia jutrzejsze - o tyle socjalność jest .plaska", cala rozpo­
w umowie o kupnie i sprzedaży i o prawie nabywcy do decyzji, jak starta na jednym poziomie, pozostaje w ruchu nie zmieniając miejsca
nabyte dobro wykorzystać, skutecznie przesłania tę okoliczność. że i w każdej chwili zaczyna jakby od nowa; w odróżnieniu od so­
porada wynikła z cudzej, zewnętrznej oceny sytuacji jej nabywcy, cjalizacji, socjalność nie ma życiorysu i zawiesza historię, miast ją
z cudzej opinii o tym, co leży w interesie nabywcy i co jest dla niego "tworzyć". Socjalizacja z każdym kolejnym krokiem zamyka otwarte
dobre, a co złe. co słuszne, a co nie. Handlowy charakter transakcji dotąd opcje; socjalność, przeciwnie: płodzi opcje dotąd nieobecne
przesłania też i zawiły, nieznany klientowi, a tym bardziej przez niego i wskrzesza inne - już zmarłe lub uznane za martwe. Przebieg
nie kontrolowany, mechanizm społeczny, który zawczasu wybrał adresy, socjalizacji można analizować, podzielić na stadia i kolejne kroki.
pod którymi wypada klientowi szukać kompetentnej rady; a i ten można w nim wyróżnić działania cząstkowe i uzupełniające się wza­
mechanizm, równie tajemniczy, który wytwarza już sam "pęd wewnętrz­ jem funkcje - podczas gdy socjalność zdaje się być cala wykuta
ny", by porady cudzej, specjalistycznej, pod jakimś adresem poszukiwać, w jednej bryle, czy z jednego kruszcu odlana, i jest sobą tylko
i by odpowiedni adres znajdować wertując ..Żółte Karki" czy inne w takiej. całościowej. postaci. Jeśli socjalizacja posłużyć może za
oficjalne almanachy, gwarantujące w imię cudzego autorytetu, że na paradygmat sensownej, przejrzyście zartykułowanej opowieści z po­
adresach w nich umieszczonych można polegać. Prawdą jest, że czątkiem, wątkiem dramatycznym i rozwiązaniem - to socjalność
funkcjonariuszowi płaci się za posluszeristwo rozkazom szefa, gdy klient przemawia donośnym głosem w momencie, gdy wybucha, ale niełat­
sam placi za lo, by wydawano mu polecenia. Poza tą różnicą wszakże wo ją po fakcie opowiedzieć nie zaprzepaszczając prawdy jej prze­
porady eksperta heteronomicznościąswych następstw przypominają do życia. Często już w toku swego przebiegu, a zawsze w jej oglądzie
złudzenia rozkazy wykonywane w atmosferze organizacyjnego przymu­
E.~/t'r yztlcja implolisll moralneęo 175
T~/1 trzeci
174
raptownie i skraca; miast błądzić dookoła, mknie na przełaj. Wspól­
ex post facto. socjalizacja jawi się jako działanie celowe. środek do celu.
nota jest już lu, teraz, od razu. Droga od Jednego do Innego bywa
Socjalność nie ma celu. nie jest środkiem do niczego poza sobą samą;
zazwyczaj długa i najeżona ryzykiem; teraz odległość znika tak do­
ta okoliczność wyjaśnia zapewne, dlaczego socjalność żyje zrywami
szczętnie, jakby jej nigdy nie było. W świecie przeżywanym jako "my"
_ wybucha bez uprzedzenia i bez oczywistego powodu wygasa.
przepadły gdzieś szczerby i szczeliny. "My" jest teraz liczbą mnogą od
osiągając nierzadko swoje spełnienie już w momencie, gdy się rodzi.
Najjaskrawsza bodaj wśród odmienności wzajemnych tych dwóch .ja''. Nie ma przepaści, nad którymi trzeba by przerzucać mosty.
A więc bliskość? Zapewne; ale zupełnie innego rodzaju niż ta, zjaką
procesów jest różnica między celowością socjalizacji a bezinteresów­
mieliśmy do czynienia w przypadku .moralności we dwoje". Podobnie
nośclą socjalności. Socjalizacja nie ma sama przez się sensu, niezależ­
jak bliskość moralna, i ta bliskość nie ma pojęcia o prawach, zobowią­
nego od czegoś innego niż ona sama, od lego. ku czemu zmierza
_ ale ów cel, ku któremu zmierza, zawsze jeszcze nie spełniony, zaniach, umowach, czy tytułach prawnych. Jak tamta bliskość. i ta nie
pozostawia miejsca na rozważania i nie rozumie pytań o przyczyny
zawsze majaczący w przyszłości, wypełnia sensem każdy jej krok. To
i racje. Podobnie jak bliskość moralna, tak i la bliskość stopionych
właśnie cel. jakiemu służy - budowa lub ochrona pewnego porządku,
emocji jest "przed bytem"; wyprzedza wiedzę, argumentację, porozu­
osiągnięcie jakiegoś nie istniejącego jeszcze stanu rzeczy - sprawia,
mienie i wspólnotę poglądów. Ale w tym punkcie zbieżności się kończą.
że proces socjalizacji można czynić przedmiotem kalkulacji; że można
Bliskość moralna była bliskością Twarzy. Ta druga bliskość. estetycz­
porównywać alternatywne posunięcia taktyczne i wybierać jedne,
na. jest bliskością tłumu, a istotę tłumu stanowi nie posiadanie twarzy.
bardziej wydajne, odrzucając inne, mniej adekwatne: że można w ogó
Twarz jest innością Innego, a moralność jest odpowiedzialnością
le mówić o jej "powodzeniu" czy "porażce"; że można obliczać koszta
za tę inność. Tłum tłamsi inność. znosi różnice, dusi odmienność
sukcesu i wydajność nakładów; mierzyć skuteczność wysiłku. Nie ma
Innego.rodpowiedzialność moralna żywi się różnicą. Tłum żyje pode­
wszakże standardów, jakimi dałoby się mierzyć .,postępy" socjalności:
bieństwemJTłum zawiesza czy usuwa na bok społeczeństwo z jego
ponieważ nie nastawia się ona na osiągnięcie czegokolwiek, jej koszta
obliczyć można dopiero po fakcie, zaś jej "zyski" manifestują się nie strukturami, klasyfikacjami. statusami i rolami. Ale także odprawia
z kwitkiem, przynajmniej na pewien czas, impuls moralny. W tłumie
dłużej niż kolejna eksplozja i energia. jaka ją żywiła. Skoro nie można
nie jest się dla; bycie w tłumie jest byciem z; może nie jest tym nawet.
analizować socjalności w kategoriach środków i celów, nie należy ona
Jest tym, czym jest: byciem w tłumie. J
_ wedle definicji Webera - do zbioru działań racjonalnych.
Przezwyciężenie odległości (a ściślej: zapobieżenie temu, by blis­
Socjalność, owa wymykająca się miarom i regułom, spazmatyczna
kość wydłużyła się w odległość, jaką trzeba będzie przezwyciężać) jest
.jcontrstrukturelna strukturacia". jest zjawiskiem estetycznym; bezin­
dla jaźni moralnej zadaniem iście herkulesowym, może i syzyfowym
teresownym i bezcelowym, a raczej - autotelicznym. Jej jedynym
- i nie pozwala na chwilę wytchnienia. Tłum wymazuje odległość bez
sposobem bycia jest chwilowa synchronizacja emocji. Uczucia są
wysiłku i jakby od niechcenia. Czyni lo - jak to określa Elias
wspólne, ale ich wspO\przeżywanie wyprzedza ich artykulację i na­
Caneni - w jednym momencie wyładowania.
zwanie po imieniu; to właśnie sama wspólnota uczuć, a nie ich treść,
jest najmocniej współprzeżywanym z uczuć. Uczucie wspólnoty za­
chłystuje, obezwładnia myśl. usuwa w cień wszystkie inne emocje i nie "Najważniejszym wydarzeniem
wyładowaniem tłum właściwie
w życiu tłumu jest wyładowanie. Przed
nie istnieje: lo właśnie wyładowanie go
pozostawia czasu ani siły na to. by się nad nimi zastanawiać. Kręta tworzy. W tym momencie osobnicy należący do tłumu pozbywają się
w innych syluacjach droga do koordynacji uczuć, wijąca się wśród wszystkiego. co ich od siebie różni, i czują się sobie równi,
mąk rachunku zysku i strat, autowiwisekcji, beznadziejnych poszuki­ Sam, człowiek tkwi w miejscu dla niego zastrzeżonym i wyraźnie
wań celnych środków wyrazu i skarg na ułomność języka. prostuje się określonym, każdy jego gest potwierdza prawo do trzymania innych na
/:srl'lywc;a impkl.~ll mOfaln<'fjo In
Ten Ir;ł'd
176
Powiadamy, że ciąży na tłumie przekleństwo kruchości. Jeśli się
odległość... Zycie. jakie ma, składa się z odległości - Z domu. w jakim się jednak zastanowić - nie jest kruchość, być może. przekleństwem;
zamyka i przechowuje swój dobytek. z pozycji, jaką zajmuje. z rangi.
jakiej pragnie -- wszystkiego tego. co służy tworzeniu, potwierdzaniu gdyby nie był efemerydą. gdyby nie pozwalał zapomnieć oprzeszlości
i poszerzaniu dysLansu... Żadnemu człowiek.owi nie wolno się doń zbliżyć, i zbywać przyszłość wzruszeniem ramion, gdyby nie wyławiał chwili
ani wznieść się na jego wysokość... bieżącej z potoku czasu, straciłby tłum główny swój powab i nie
Tylko razem mogą ludzie pozbyć się ciężaru odleglośd: i to właśnie, miałby czym uwodzić. Tak czy owak, jest tłum łamliwy i krótko­
dokładnie, dokonuje się w nurnie... przynosząc olbrzymie poczucie ulgi. trwaly; każdy wzlot jest chwilą ulotną. Starcza tłumowi czasu na
Dla lej cudownej chwili, w jakiej nikt już nie jest większy ani lepszy od
zawieszenie struktury, ale nie na jej rozebranie. Uczestnictwo w tłu­
innych, ludzie stają się tłumem" .
l1

mie jest urlopem od struktury - ale gdy się wakacje skończą, tylko
Momentalna wspólnota tłumu jest wobec struktury społeczeństwa
do tejże, zachowanej z pogromu, struktury można z tłumu powrócić.
kontrstfUklurą. Jedna wspaniała chwila "wyładowania" przekreśla Socjalizacja oferuje jedno przejście do ..świata Trzeciego" - świa­
lata (może i stulecia) wytrwalej pracy. Tylko zresztą ze względu na ta, jaki zaczyna się tam. gdzie kończy się moralność we dwoje.
opozycję wobec struktury można tu mówić o .jcontrstrukturze". Wybuchowa socjalność llumu proponuje inny pomost -- ozdobniej­
socjalność nie ma wszak własnej struktury, pasie się ona na rumowis­ szy i bogatszy w atrakcje, ale o wiele mniej bezpieczny. Socjalizacja
ku struktury właśnie przed chwilą, w tej chwili, rozsadzonej -- jedy­ sposobi "świat Trzeciego" do osadnictwa, wyposażając go w normy
nej struktury. jaką społeczeństwo może posiadać. A jako że struktura i przepisy, jakie można wykuć na pamięć po to, by być im posłusz­
j historia pojawiają się razem i razem przepadają - tłum nie ma też
nym. W świecie jawiącym się, jak w blasku błyskawicy, w momencie
historii, jest "zbiorowo przeżywaną chwilą bieżącą" IK. W momencie wyładowania tłumu nie ma norm i przepisów; są tylko dłonie wyciąg­
zespolenia się tłum osiągnął już wszystko, co było do osiągnięcia. nięte ku innym dłoniom, tym najbliższym: ..braćmi jesteśmy, i ten los
Tłum może się narkotyzować widokiem innego świata, ale nie stawia dźwigamy pospołu". l!'lormy różnicują, brak norm tępi i roztapia
on sobie innego świata za cel, nie czyni jego urzeczywistnienia swoim różnice. W tłumie wszyscy jesteśmy sobie nawzajem podobni. Kręci­
zadaniem, nie zabiera się do pracy nad jego zbudowaniem lub przy­ my się razem, razem tańczymy, wspólnie rozdajemy kuksańce, wspól­
bliżeniem (będąc tłumem, nie jest w ogóle zdolny do pracy - jakiej­ nie podpalamy, pospołu zabijamy. "Liczy się w ostatecznym rachun­
kolwiek pracy); tłum kasuje w ten sposób swą własną przyszłość. ku to tylko, że wszyscy pławimy się w tych samych emocjach" 19. "Co
robić?" nie jest już problemem. Cel jest sam przez się (Jczywi~ty,
11 Elias C'anelli, Crllwds and Puwer, trans. Carol Stewart. Penguin. Harrncnds­ w zasięgu d/oni, kryszlałowo jasny. Można go odczytać w każdej
worth 1973, ss. 18-19. "W odległości, jaką sarn 5tworzyl, elłowiek upodabnia .,ię do parze oczu, w każdym grymasie, każdym geście dłoni, w ruchu
ciemnej skamielin)''', powiada Canetti. Człowiek rozbłyska i nabiera życia w momencie
każdego ciała. Czyn to, co czynią inni. I czyń. to nie "dlatego, że"
(a Jest 10 dosłownie moment], gdy odleglo$ć topi się w cieple współbyeia. W dionizyjs­
kiej tłuszczy, w gronie dionizyjskich hulaków. "niew<llnik staje się wolny; wszystkie -- nie dlatego, że czynienie tego właśnie jest sensowne, pożyteczne,
S7.tywne, nicprxyjaxnc mury wzniesione mi~7.y ludi.mi przez koni.x;7.ność lub des­ piękne czy słuszne; po prostu rób. co robią w.~zyscy. Można skleić to,
poty7.rrl walą się w gruzy" (Friedrich Niw:sche, The Birlh 4 Traf/edy, trans. Frańcis co przed chwilą jeszcze było tak beznadziejnie oddzielone i wzajem
(jolffing, Douhleday, New York 1956, s. 23; por. przekład polski: NarIJdziny /rafłł'dii wyobcowane - i można to zrobić łatwo, jednym wykrzywieniem
z dUl,ha muzyki, tłum. Leopold Stall, BIS, WaTS7.a Wil 1991). twarzy, ruchem ręki. krzykiemj
" Michd Marfesoli. JeuJI. de MasquH: pO,Rmodern 1ri/lalhm. trans. Charles R.
F<lulkes, w: .Design Issues" t. 4. r. 1-2 (1988), 8. 146. Mallesoli wiąże tę cechę ze
,pccylic7.nie l'0nOWilCz~.\nym 7Jawiskiem "nowoplemienno~ci" (patr7. dalej). Zniesienie 19 Miehel MaITesoli, Thf' Elhin q( AeIlhefk.~, trans. Roy Boync, w: "Theory.
1:7.aSU history~znego jest wSl.aktt ogólną cechą fenomenu tłumu: tylk(l jego częsrot­ Culrurc and Socicry'', I. 8 (1991), s. 11.
Iiwość może bye uznana 1.a lYPOWO ponowoc];em~.
TrI! 'rud Historia naturalna struktury i Iwnlr.~rrukrury 179
'"
Socjalizacja zastępuje odpowiedzialność moralną obowiązkiem rzymim kosztem dławienia sił twórczych tych właśnie osobników,
posłuszeństwa wobec norm proceduralnych, w tłumie - problem którym zapewnia (lub przynajmniej obiecuje) ciągłość dziejów zbioro­
odpowiedzialności nie pojawia się w żadnej postaci. Rozkoszą tłumu wych. Musi paraliżować - po to, by galwanizować; przekształcać
jest urlop od decyzji i niepewności. Wszystkie decyzje zapadły, zanim w skamielinę - po to, by umożliwić życie. Gdyby się lo jej w pełni
cokolwiek się zaczęło. Socjalizacja wykreśla odpowiedzialność z listy udało, gdyby nic nie stało jej na przeszkodzie, trwanie byłoby nie
zmartwień decydenta. Socjalność tłumu na tym się nie zatrzymuje; kończącą się repetycją i nie miałoby historii. Być może i takiego
przepędza ona odpowiedzialność z pola widzenia wraz z wszelkimi trwania by nie było: struktury są sprawne, gdy chodzi o dzielenie
możliwymi listami zmartwień i sama czynnością podejmowania de­ i separację, ale gdyby oddzielone fragmenty ludzkie - na przekór
wysiłkom - nie grawitowały ku sobie, nawet wysiłek ich odseparo­
cyzji.
Z punktu widzenia moralności niełatwo te dwa skutki rozróżnić. wania i zamknięcia w klatkach-separatkach statusów i funkcji rychło
W obu przypadkach heteronomia (w postaci kodeksów czy lłu m u) wytraciłby siły i spełzł w końcu na niczym. Rozkazy dźwięczałyby
unicestwia autonomię jaźni moralnej. Ani struktura, ani kontrstruk­ głucho i rozbijały się o mur niezrozumienia. Dwu omawianym tu
tura _ ani socjalizacja społeczeństwa, ani socjalność tłumu - nie procesom trudno ufać sobie nawzajem i współżyć w spokoju, ale
znosi i nie toleruje moralnej niezależności. Obie domagają się po­ działania wojenne trzeba zastopować, zanim dojdzie do całkowitego
stuszeństwa, choć ta pierwsza czyni to rozmyślnie, a druga - niejako wyniszczenia przeciwnika. Albo dwa procesy znajdą sposób na współ­
przez zaniedbanie... Ani rozum (w każdym razie ten, który domaga się istnienie, albo oba jednocześnie spalą na panewce. Jakiś modus vivendi
wyłącznego prawa do miana rozumu; ten rozum, który ucieleśnia się musi się znaleźć; i w rzeczy samej - znalazł się. 1 to nie tylko jeden.
we wspartych siłą prawach), ani pasja wrząca we wspólnocie tłumu O pierwszym sposobie dowiadujemy się od Durkheima, kartkując
_ nie wspomagają jaźni w jej wysiłku moralnym. Co najwyżej jego znakomite studium elementarnych form życia religijnego. Modus
pomagają one jaźni w ogóle przeżyć w tym rozległym a dziwnym vivendi przedstawiony tu przez Durkheima prowadzi do zdumiewają­
świecie, w jakim zabrakło przytułku dla moralności. co zgodnego, zaiste przykładowego współdziałania dwu przeciwstaw­
nych sobie z natury procesów, nadto posługując się w tym celu
stosunkowo prostym wybiegiem czasowej i przestrzennej separacji:
Historia naturalna struktury każdy z dwu procesów zamyka się w innym, dla niego tylko za­
i kontrslruktury strzeżonym okresie i przebiega na innym terenie, tak że do zderzenia
nigdy nie dochodzi:
Dwa procesy, dwie zasady. Jak się nam, ludziom nowoczesnym, "Ludność dzieli się raz na małe grupy, wędrujące na własną rękę i zajęte
zdaje, jedna drugiej działa na przekór: lo, co jedna mozolnie buduje, swoimi sprawami; każda rodzina żyje osobno. polując lub łowiąc -- krót­
broniąc gorliwie rezultatów wysiłku - druga atakuje i rwie na ko mówiąc: zdobywając środki pożywienia wszelkimi dostępnymi jej
strzępy. A jednak (i to także się nam zdaje) jedna bez drugiej żyć nie sposobami. Innym znów razem ludność zbiera się w określonym miejscu
może. Bez struktury, trwającej dzięki niezmożonym wysiłkom so­ i pozostaje razem przez parę dni, a niekiedy i parę miesięcy".
cjalizacyjnym, nie byłoby ani życia codziennego, ani historii: tylko Trudno wyobrazić sobie dwa tereny i dwa okresy przeciwstawne
struktura ma historię, bowiem tylko struktura trwać może dłużej niż bardziej radykalnie. W okresach rozproszenia życie płynie .jednostaj­
życie i dokonania tych, śmiertelnych przecież, osobników, którzy się nie, ospale i nieciekawie". Ale już sam fakt koncentracji przestrzennej
na nią składają, którzy ją fabrykują sami będąc przez nią poddawani zmienia je nie do poznania. na wzór cyklicznych przeobrażeń szarań­
obróbce... Ale struktura dokonuje owego niebywałego wyczynu olb- czy: działa jako "wyjątkowo potężny środek pobudzający". "Zachodzi
Ten rrzl'd
Histnria nulurulna ~Irllltlllry i Itunlr.\'!ruklury IB'
180

między dwoma procesami nie pozwalają dostrzegać wzajemnych


coś W rodzaju elektryzacji", mężczyźni i kobiety popadają "w stan
oiebywatego podniecenia". Przemiana wzbiera jak lawina, wśród usług, jakie sobie one świadczą - tych usług, które wydobyła na
powierzchnię pomysłowość tubylców australijskich.
..gwahownych gestów, wrzasków, skowytów i wszelkich innych od­
Względna jeśli o tę sprawę chodzi nieudolność "społeczeństw
mian ogłuszających dźwięków"; "wrzenie osiąga często nasilenie ta­
kie", a "pasje stają się tak gwałtowne", że "wszystkie hamulce pękają". cywilizowanych" martwiła Durkheima, gdy gorączkowo poszukiwał
Nie ma w tym nic szczególnie "prymitywnego" - zapewnia on źródeł moralnego wigoru w naszym własnym świecie ścisłego
Durkheim. Czy nie jest tak, że .,w czasie zgromadzeń ożywianych podziału pracy i zawodowej izolacji. Był Durkheim głęboko przeko­

wspólnymi namiętnościami" "wszyscy stajemy się zdolni do czynów nany, że "odnowy moralnej nie można osiągnąć inaczej niż za pomo­
i przeżyć, jakie są nam niedostępne wtedy. gdy pozostawieni jesteśmy cą zlotów, zgromadzeń, mityngów, w czasie których ściśle ze sobą

samym sobie"? W czasach wielkich, rewolucyjnych przeobrażeń .Ju­ powiązane jednostki razem potwierdzają wspólnotę swych sentymen­

dzie szukają nawzajem swego towarzystwa i schodzą się razem częś­ tów". Wszelako w naszym, dumnym ze swego racjonalizmu i zdrowe­
go rozsądku społeczeństwie popadliśmy w stan "moralnej przeciętno­
ciej niż kiedykolwiek". A wówczas
ści" - "nie umiemy już rozbudzić w sobie zapału dla dawnych
"namiętności, jakie nimi powodują, osiągają takie natężenie, że można je zasad", a nie nabraliśmy jeszcze entuzjazmu dla nowych. "Jednym
wyładować tylko za pomocą działań gwałtownych i niep{1~kromionych
__ nadludzkiego bohaterstwa czy nieludzkiego barbarzyństwa ... W atrno­ słowem, dawni bogowie zestarzeli się lub pomarli, a nowi jeszcze się
sferze ogólnego wzburzenia najzwyczajniejsze i najbierniejsze mieszczuchy nie narodzili". Specyficznie nowoczesne wydanie relacji między tym,
przedzierzgają się w bohaterów lub oprawców". co świeckie, a tym. co sakralne (między strukturą a kontrstrukturą, by
Jedyną osobliwością społeczeństw "prymitywnych", ku którym wyrazić myśl W terminologii, jaką się tu dotąd posługiwaliśmy), jest

Durkheim zwrócił się szukając odpowiedzi na pytania dotyczące - zdaniem Ourkheima - obciążone wadą przyrodzoną. Ten stan
ogólnego skądinąd zjawiska, jest tylko zadziwiająco sprawna izolacja "nie może trwać wiecznie. Nadejdzie dzień, w którym nasze społe­
wzajemna i płynne, spokojne i raz na zawsze uregulowane następstwo czeństwa odkryją na nowo godziny twórczych uniesień"21.
"heterogennych i nieporównywalnych światów" -- codzienności i kar­ Co cechowało ową nowoczesną wersję relacji, która zdaniem
nawału, struktury i kontrstruktury. socjalizacji i socjalności, świecko­ Durkheima była wadliwa i skazana na rychły zgon'? W największym
ści i sacrum. Izolacja czyni cuda: świecki, "ospały i nieciekawy" rytm skrócie powiedzieć można, że czasy nowoczesne znamionowała wojna
codziennego życia może co roku nabierać na nowo wigoru, od­ wydana odziedziczonym świętościom w imię uświecczenia życia; ofen­
mładzać się, czerpać pełną garścią wodę życia z obfitych źródeł sywa rozumu przeciw namiętnościom, norm - przeciw żywiołowości,
ludowych namiętności - nie będąc narażonym na niebezpieczne dlań jednej i niepodzielnej struktury przeciw niezliczonym kontrstruktu­
niespodziewane i nie kontrolowane eksplozje masowego szału. Takie rem, socjalizacji przeciw socjalności. Zdajemy sobie dziś sprawę
pokojowe i korzystne dla obu stron współistnienie "dowodzi jasno, że z okoliczności, w jakich atak ten się począł. Nowego ładu, wyłaniają­
oba zjawiska łączy związek, jaki pozorna ich jednolita ciągłość w spo­ cego się z rumowiska ancien regime'u, doglądało państwo, które chcąc
łeczeństwach określanych jako cywilizowane - przesłania"lo; innymi nie chcąc musiało traktować wszelką pozostałość miejscowej Lcias­
słowy: typowe dla społeczeństw cywilizowanych gwałtowne starcia nej", "małomiasteczkowej". ..zaściankowej'') samorządności jak kij
wsadzony w szprychy postępu. Wciąż jeszcze chybotliwy i niepewny
lO Por: Emil Durkheim, Th~ EI~me"wry Form,~ ol' Relifłiolis Lift'. trans. Joseph siebie ład nie mógł nie reagować nerwowo na każde zamanifestowanie
Word Swain, AlIcn & Unwin, London 196B, ~S. 209-220 [wyd. pol.: Eifmrn1Umt' Ji"m'l
;ycio rt'/igiinef/'" tIUIn, Anna Zadrożyńska, red. nauk. Elżbieta Tarkoweka. pWN,
" Por. tamże, ss. 427-421:l.
Warszawa \990]
Hi,l"/oria /laruralna Slru,aury i k(mrr.~lruklury li]
Tell Irzeci
182

się żywiołu. Krucjaty kulturowe podejmowane w początkach ery --;;wora powszechna staje s~
świecką religią ... [Mity] miały scalić świat na
nowo i odrodzić poczucie wspólnoty w pokruszonym narodzie... Na­
nowożytnej zmierzały więc do wykorzenienia i unicestwienia wielo­ cjonalizm, który we wczesnych latach zespolony był z romantyzmem,
rakich. kultywowanych przez środowiska partykularne obyczajów yYnił symbole jądrem polityki nowego stylu".
_ i wdrożenia na ich miejsce jednolitego dla wszystkich. "ucywilizo­
Opisana tu tendencja przybierała na sile w miarę, jak państwa
wanego" i "oświeconego", określonego prawnie sposobu życia. Wszy­
narodowe stawały przed zadaniem zszycia na nowo społecznego i politycz­
stko, co zamierzano wytępić, przedstawiano jako "przeżytki", "przesą­
nego płótna, które proces cywilizacjjny (proces samostanowienia nowocze­
dy", .zabobony", ogólnie mówiąc: jako "zacofane" formy istnienia.
snej elity) pozostawił w strzępach. Tendencja ta jawiła się coraz ostrzej
Nie dziw, że wszelkie, choćby najbardziej niewinne, wyrazy spon­
w miarę, jak słabnące z dnia na dzień, bo na co dzień oczerniane,
taniczności, bladziutkie tylko kopie owych jarmarków zbiorowego
odsądzane od czci i wiary i czynnie tępione tradycje miejscowe traciły moc
szału, które z takim rozczuleniem wspominał Durkheim, były po­
formułowania i nadzorowania moralnych zasad współżycia. Tendencja
strzegane nie inaczej jak czkawka po nie w pełni jeszcze wykorzenio­
doszła wreszcie do szczytu w epoce polityki masowej (a więc w czasach.
nych, czy nie do końca poskromionych, brutalnych i w swej istocie
gdy społeczności, do cna niemal :zatomizowane, rozpłynęły się w końcu
nieludzkich. instynktach barbarzyńskich z czasów poprzedzających
w amorficznej "masie"). Jej szczylowe przejawy dostrzec można najostrzej
cywilizacyjną ogładę. Musiało tak być o tyle, o ile festiwale namiętno­
w praktyce państw faszystowskich, które z większą konsekwencją i nakła­
ści przybierały postać wybuchów w świecie, który chciał być uładzony
dem sił podjęły się tego, czego względnie liberalne warianty państwa
i regularny; i o ile jawiły się jako żywiołowe - w świecie. który
nowoczesnego próbowały tylko ospale i bez szczególnego zapału, po
pragnął rutyny i powszechnie obowiązującego prawa.
omacku i z połowicznym tylko powodzeniem:
Krucjaty kulturowe były wszakże jedną tylko stroną "procesu
cywilizacyjnego". Wojnę przeciw wszystkiemu, co miejscowe, wyłamu­ ~,[Dla nazistów] rytuały byty centralnym i integralnym składnikiem teorii
jące się z ogólnego rytmu i żywiołowe, toczono bezpardonową - ale politycznej... Żywiołowości jako takiej nigdy w tym nie było; wszystkie
państwo nowoczesne tudzież jego oświatowe agencje rzadko kiedy obchody planowano. Ale pieczołowicie pielęgnowane zludzenie spcntani­
ceności przesycało je głębszym sensem"22'
wylewały dziecię sakraluości wraz z kąpielą lokalnie zakorzenionej J
wielorakości. Czasy nowoczesne roiły się wręcz od gorliwych wysił­ 11Por. George L. Mosse. 1ht Nalionalizalioll of rht Mu.I.~t.~: PlJlili,'a/ Sym/wlism
ków, by na miejscu opróżnionym przez rozmaite lokalnie inspirowane and MO.l.1Mopeml'nts in Gl'rmallY from che Napoleollie War.~ Ihrough Ihe 1hird Reid!.
kulty i zgromadzenia kultowe, dbające dotąd o okresowe odnawianie Fertig. New York 1975. ax. 2. 6. 9, 96. Naziści byli nickwesuonowanymi arcymistrzami
zapasów sakralnej energii, ustawić centralnie zaprojektowany pan­ w sztuce wykorzystywania .~acrum do celów zgoła świeckich. W takim właśnie celu
teon i równie centralnie opracowany kalendarz obchodów. Chodziło wymyślali tradycje skrojone na miarę bieżących potrzeb państwa. i celebrowane pod
ścisłym nadzorem państwowym. Niemniej czyniąc lo. doprowadzali tylko do doskona­
o punkty ogniskowe, symbole i rytuały nowej religii: nacjonalizmu,
loki renderreje widoczne w całym życiu politycznym epoki. Mosse przedstawia na
kultu zbiorowości, której nadano miano narodowej. Żywiono na­ przykład założyciela nacjonalistycznego ruchu żydowskiego. Theodora Herxla, jako
dzieję, że jeśli tylko uda się pozbyć dawnych, niepokojąco niesfornych jednego z działaczy potuycznych, którzy intuicyjnic wyczuli nową postać. jaką przyhrać
(bowiem wymykających się kontroli nowego zarządu) sposobów od­ mialo w warunkach nowoczesnych matżeestwo wlJtdzy państwowej 7.5acrum. "Gdy śnił
twarzania świętości - można będzie osiągnąć nowe trwałe zawiesze­ o przysz/ym państwie żydowskim, wyobraża! sobie festyny ludowe l gigantycznjrru
widowiskami i barwnymi pochodami. Mia! umiar zamówić hymny masowe: wierJ.ył. że
nie broni między strukturą a kontrstrukturą. tym razem jednak na
pod dobrze zaprojektowanym s7Iandarem «można zaprowadzić ludzi, ~,-ic dusza
innych warunkach, jednoznacznie i jednostronnie sformułowanych zapragnie. nawet do Ziemi Obiecanej». Nazywał sam siebie dramaturgiem --- i istotnie
przez agencje zarządzające strukturą i procesami socjalizacji, W pań­ jego zalmeresowanic teatrem odgrywało ważn~ rolę. Ale gfówme interesował go
stwie nowoczesnym - by zacytować George'a L. Mosse'a -­ problem przewodzenia masom i kierowania numom" (s. 97).
Historia MaturaIMa .~trJ,lkrur,y i konlr.llru/aury IBl
Tl'n (fleci
184
Melancholia, ennui. apatia - oto zarzuty, jakie stawiano w kółko
Dozłudzenia podobne do wspomnianego zjawiska znaleźć można prawno-racjonalnemu, chłodnemu, rzeczowemu stylowi życia polity­
w obfitości w praktyce państw komunistycznych. Nie dziw, że intelek­ cznego, charakterystycznemu dla państwa liberalno-demokratyczne­
waliki całego świata byli zafascynowani obu widokami. Ze zmiesza­ go. Zarzuty wynikały z podejrzenia, że neutralne i formalne prawa nie
nym zachwytem i zazdrością przyglądali się widowisku skrojonemu są glebą, na której zakwitnąć może życie moralne narodu. Jeśli
na miarę ludowego entuzjazmu. którego brak u siebie w domu tak przestrzeganie litery prawa ma być . początkiem i końcem ludzkich
boleśnie przeżywali. W zestawieniu z tym, co się działo u komunistów obowiązków, co skłonić ma obywatela do troski o cokolwiek innego
czy faszystów, własne kraje zdawały się im ostatnim schronieniem niż on sam, i powstrzymać go przed skupieniem całej uwagi na
żywota "ospałego i nieciekawego" - ostatnią linią okopów przesta­ pogoni za własnym zyskiem bez względu na koszty, jakie ponoszą
rzałej i sklerotycznej już cywilizacji. (Intelektualistów - którzy. jako przy tym inni? Dla państwa, jakie po wytrzebieniu rozproszonych,
że byli intelektualistami, nie mogli nie śnić o duchowym przewodze­ zlokalizowanych ośrodków moralnego autorytetu pozostało teraz sa­
niu masom _ najbardziej podniecała w tym skrzętnie reżyserowanym mo na placu boju, zastrzyknięcie porcji moralnego wigoru musiało
widowisku demonstracja "poskromienia bestii", którą przyjmowali za być zadaniem odrębnym od zwykłego stanowienia praw. Może więc
dowód namacalny, że krnąbrny, trudny do oswojenia aktywizm ludo­ kultywacja "ducha narodowego" zaspokoi potrzebę? Uczyni państwo,
wy da się w końcu zaprząc do rydwanu ponętnej utopii społecznej, będące już wspólnym dla wszystkich ograniczeniem, także przed­
z panstwem mocno usadowionym w roli woźnicy i nie wypuszczają­ miotem wspólnej troski. Większość - "masa" - ci wszyscy, którzy
cym ani na chwilę lejców z ręki.) Faktem było, że codzienna rutyna niewiele pożytku odnoszą z indywidualnych swobód oferowanych
prawno-racjonalnych państw pozoslawiała mało miejsca, a tym bar­ przez neutralne prawa, będzie mogla zastępczo nurzać się w blasku
dziej miejsca cieszącego się szacunkiem, dla spraw, o jakich twórcy narodowej chwały. Ci, których pozbawiono dostępu do zasobów
kultury marzyli, jako że przypisywali sobie szczególne jeśli chodzi i zajęć obiecujących nieśmiertelność dokonań osobistych, będą choć
o ich załatwianie umiejętności i specjalne po temu powolanie, Takie mogli czerpać pociechę z nieśmiertelności narodu.
nastroje zauważył, odnotował i celnie opisał Serge Moscovici; Przemoc państwa nowoczesnego w połączeniu z uprawianą przez
"W miarę, jak refleksja na odległość zyskuje na wadze, potl;pia się emocje. państwo mobilizacją duchową tworzyły mieszankę iście zabójczą; jej
związki między jednostkami ludzkimi stają się coraz bardziej bezosobo­ ludobójczy potencjał obnażyła w pełni praktyka państw komunistycz­
we, a postępki ludzkie podążają logicznym torem. ponurość codziennej nych i faszystowskich. Bardziej niż wszystkim innym odmianom pań­
harówki, czynności wykonywanych mechanicznie, załatwiania spraw, za­
stwa nowoczesnego powiodło się tym reżimom "krótkie spięcie" stru­
każa całość społecznej egzystencji... ktury i kontrstruktury. socjalizacji i socjalności. Wynikiem było cał­
Kulturom, które poprzedzily naszą własną, i które wciąż stanowią
większość, udało się zinslyfllcjona/izowal mani(.'... W przeciwieństwie do kowite niemal podporządkowanie moralności polityce. "Sumienie
nich. nasza nowoczesna kultura próbuje z powodzeniem inslylucjona/izo­ zbiorowe" - jedyne, wedle Durkheima, źródło i jedyna gwarancja
w(.le', me!(.lncho/i{'... To tylko wyniknąć może z pogardzania ceremoniałem poczucia moralnego i kierowanego przez moralność działania - pod­
i rytuałem onz z walki toczonej przeciw uczuciom w imię interesów dano kondensacji, centralizacji i instytucjonalizacji, aby w końcu
wlasnych. czy przeciw zbiorowym wybuchom entuzjazmu w imię or­
ganizacji. Ów stan czynnej obojętności jest logicznym następstwem życia. stopić je z mocą ustawodawczą politycznego państwa. Kwalifikacje
które staje się egocentryczne i toczy w izolacji, i stosunków podporząd­ moralne jednostek wywłaszczono. a resztki opierające się upańst­
kowanych neutralnym prawom"l). wowieniu prześladowano z całą bezwzględnością stanowionego przez
państwo prawa.
~.\ Sergc Moscuvici. The /n"~nri(ln ol Soóely: P.\yrlwlogical ExplanalitJM for SlJcial
Ph,'nl,mrna. trans. w. () Halls, Pclity Press. Cambridge 1993. ss. 63-64.
180 Ten trzeci PnM,,",oetnny fOl wód 187

Ponowoczesny rozwód Trójnóg suwerenności zbyt jest dziś nadwerężony i chwiejny,


by się na nim wygodnie rozsiadać. Powszechnie dziś występująca
Jednym z najdonioślejszych aspektów przemian ponowoczesnych globalizacja gospodarki i zasobów kulturowych, w połączeniu z coraz
jest utrata przez państwo zdolności. potrzeby l woli przywództwa bardziej niewystarczającą mocą obronną wszystkich niemal armii
duchowego (w tym i moralnego). Rozmyślnie lub przez zaniedbanie, narodowych, zwiastuje kres państwa narodowego - przynajmniej
dzisiejsze państwo puszcza samopas kontrstrukturalne siły socjalno­ w tej jego postaci. do jakiej era nowoczesna nas przyzwyczaiła.
ści. które starało się dawniej na przemian trzebić, ujarzmiać lub "Gospodarka narodowa" jest dziś nie więcej niż mitem, galwani­
najmować na służbę. zowanym na użytek propagandy wyborczej. Rola gospodarcza rzą­
Zacznijmy od zdolności. Olbrzymią niegdyś moc kolonizowania dów na tym dziś głównie polega, by zwabić kosmopolitycznych,
i opartego na sile regulowania codziennego życia czerpało państwo bezpaństwowych i koczowniczych z usposobienia maklerów finan­
nowoczesne z faktu suwerennej władzy, jaką sprawowało nad wszyst­ sowych i skłonić do zabawienia na dłużej czy osiedlenia się na
kimi głównymi wymiarami zbiorowego i jednostkowego trwania. stałe - a lo za pomocą obietnicy przyjemnego spędzania czasu
W ciągu całych niemal dziejów nowoczesnych państwo musiało być i korzyści materialnych (czyli przez poskromienie siły roboczej, spa­
(i na ogół było, pod groźbą utraty niepodległości) "zdolną do życia" raliżowanie związków zawodowych, obniżenie do minimum podal­
całością - to znaczy legitymować się w jakimś stopniu gospodarczą ków, obfitość luksusowych hoteli i lokali nocnych...). "Suwerenności
wypłacalnością, oferowac pełną w zasadzie listę niezbędnych usług kulturowej" odmówiono nawet żywota pośmiertnego w mitycznym
i dóbr składających się na całokształt kultury oraz posiadać do­ wcieleniu; przemysł obsługujący kulturę pierwszy rzucił wyzwanie
stateczną siłę, by bronić swych granic. Niewiele stosunkowo narodów granicom państwowym i zadrwił sobie z ich nieprzenikliwości. Glo­
mogło wykazać się liczebnością i zasobnością zapowiadającą speł­ balny zaś zasięg i astronomiczne koszty nowych gatunków broni
nienie tych wymogów, a przeto liczba suwerennych państw narodo­ raz na zawsze odebrały armiom narodowym zdolność gwarantowania
wych pozostawała ograniczona i w zasadzie nie rosła (Ubocznym pokoju i bezpieczeństwa granic. Od którejkolwiek strony spojrzeć,
następstwem tego stanu była powszechna niemal wiełoerniczność tzw. monopol władzy wypada ze słabnących z dnia na dzień rąk państwa
państw narodowych; w wielu państwach większość etniczna - jedy­ narodowego.
na, jaka rościła sobie pretensje do miana "narodu" - przewodziła Przejdźmy teraz do potrzeby. W miarę, jak dawne funkcje, jedna
licznym "mniejszościom" etnicznym, nierzadko zresztą przecząc teorii za drugą, wymykają się z gestii państwa i są przejmowane przez
i praktyce ich odrębności z tego już tytułu, że "mniejszości" nie instytucje, na które suwerenność polityczna państwa się nie rozciąga
zdałyby egzaminu, przed jakim stawiano kandydatów do państwowej państwo może się znakomicie obejść bez mobilizowania sił du­
suwerenności. Nawracanie kulturalne, kulturalne krucjaty i inne me­ chowych ludności, jaką zarządza. Zaiste - ludność politycznie
lody "ujednolicania" ludności należały w tych warunkach do głów­ bierna i apatyczna, o nastawieniu konsumenckim raczej niż oby­
nych trosk nowoczesnego państwa.) Usadowione bezpiecznie na "trój­ watelskim, o wiele bardziej pasuje do pozostających jeszcze funkcji
nogu suwerenności" - gospodarczej, kulturowej i militarnej - pańs­ państwa, które sprowadzają się dziś głównie do świadczenia usług.
two narodowe było bardziej niż inne twory polityczne znane z wcześ­ Państwo straciło więc zainteresowanie dla uczuć i sentymentów
niejszej czy późniejszej historii zdolne do mobilizowania. nadzo­ ludności - przynajmniej o tyle. o ile nie popadają one w konflikt
rowania i bezpośredniego zarządzania zasobami, jakie znalazły się z wymogami porządku publicznego. Posluszeństwo wobec praw
w zasięgu jego władzy. w tym także zasobami moralnymi podległej krajowych oraz coraz liczniejszych praw ponadpaństwowych, których
mu ludności oraz potencjałem kontrstrukturalnym socjalności. przestrzeganie państwom "narodowym" wypadło nadzorować, można
18.'~ Ten trzed _
PonowO('Zf'sny rozwrid ,,,
osiągnąć znacznie mniejszym kosztem stosując na przemian wzajem­ Po trzecie wreszcie, chęć. Ani administratorzy państwowi, ani
nie uzupełniające się strategie uwodzenia i represji (zanalizowałem większość ludzi przez nich administrowanych nie marzą dziś o tym,
obie te strategie w książce Łeqisuuors and lnierpreters, wydanej przez by zespolić na nowo "społeczeństwo" i .wspćlnotę'' pod egidą jednej
Polity Press w 1987 roku - podkreślając, że warunkują się one i niepodzielnej władzy państwowej. Niechęć wobec takiej ewentual­
wzajemnie i są skuteczne tylko wtedy, gdy stosuje się je łącznie). ności bierze się z wielu źródeł. Wśród nich rolę pierwszych bodaj
Ideologia legitymizująca uprawnienia państwa do określania wartości skrzypiec grać wypadło prywatyzacji procesów samookreślenia i sa­
narodowych nie jest już w tych warunkach potrzebna; jej potrzeba mostanowienia w przypadku "zadowolonej większości"; jak długo
maleje w miarę, jak rośnie odsetek "uwiedzionych", przerastając zadowoleni stanowią większość elektoratu, niechęć, o której lu
w końcu liczbę tych, których posłuszeństwa nie da się zapewnić bez mowa, można uważać za, praktycznie rzecz biorąc, "powszechnie
stosowania, lub choćby groźby, represji; znika zaś ta potrzeba niemal panującą". Ale są i inne powody po temu. by nie chcieć państwo­

bez reszty, gdy ludzie "zadowoleni" (jak ich nazwał Galbraith) wego zarządzania socjalnością i sympatyzować, choćby w jakimś
z wyznaczonej im roli niezależnych inżynierów własnego losu stopniu, z opisanymi przez Skinnera "najświeższymi liberalnymi
(a zatem przekonani o tym, że kurczenie się ingerencji państwowej
może im przynieść korzyść tylko) stają się w elektoracie większością.
:~ . teoriami wolności i obywatelstwa", Poczesne wśród tych powodów
miejsce przypada ponurym, a świeżym jeszcze doświadczeniom wy­
Zadowolona większość skłonna jest podjąć entuzjastycznie hasło niesionym z krótkiej stosunkowo, lecz burzliwej i jakie bolesnej
Petera Druckera: "Nigdy więcej zbawienia przez społeczeństwo!". historii reżimów totalitarnych. Nikt z nas, bez względu na lo,
Ludzie nowej większości są w pierwszym rzędzie podatnikami; jeśli jakiemu ideałowi "dobrego społeczeństwa" hołduje, nie potrafi przy­
już zdarza się im być także beneficjantami państwowej potęgi i chwa­ siąc, że zaślubiny władzy państwowej z moralnością publiczną

ly,lO tylko w drugim - i to odległym - rzędzie. (z reguły wiodące w przeszłości do zawłaszczenia moralności przez
władzę państwową) zwiększą prawdopodobieństwo moralnego życia;
O zamieraniu potrzeby świadczy też dobitnie fakt, że wiele tęgich
umysłów nie znajduje w dzisiejszych przeobrażeniach polityki powo­ i że istnieje gwarantowany sposób na to, by skutecznie zabezpieczyć
du do zmartwienia. Przeciwnie - w późnonowoczesnej teorii poli­ się przed ryzykiem zamanifestowania się potencjału ucisku (a w krań­
tycznej spotkać się można nierzadko z gloryfikacją nowo powstałej cowym przypadku i ludobójstwa), jakim stadło państwo-moralność
sytuacji. Jak zauważył ostatnio Quentin Skinner - w jaskrawym dysponuje.
przeciwieństwie do wczesnonowoczesnych miast-republik włoskich, Tak czy inaczej, postępowanie rozwodowe między wpisaną na­
które zwykły były obsesyjnie podkreślać ścisłe powinowactwo między dal w działania państwowe polityką a życiem moralnym obywateli
wolnością obywateli a .,wielkością i chwalą cywilną" polis, oraz mię­ (a mówiąc bardziej ogólnie: między zawiadywaną przez państwo
dzy autonomią jednostki a jej aktywnością obywatelską, instytucjonalną socjalizacją a pobudzaną przez autonomiczne wspól­
noty socjalnością) zostalo już wszczęte - i wydaje się trudne do
"naj';wieższe teorie liberalne wolności i obywatelstwa zadowalają się na zahamowania. Raz jeszcze, jak to już było w początkach "procesu
ogół stwierdzeniem. że czynność glosowania wyraża dostateczny stopień
cywilizacyjnego", pole socjalności leży odłogiem; żadna z dobrze
demokratycznego zaagażowania, i że nasze swobody obywatelskie zabez­
piecza najlepiej nie tyle własne uczestnictwo w polityce, ile ogrodzenie okopanych, znanych i uznanych władz nie wyraża specjalnej chęci do
sfery naszego działania kordonem praw, którego władcom nie wolno Jego uprawy.
przekraczać"?'.

Qucntiu Skinner. T1re /la/ian Cily-Ref/uhlir,l. w: Demoaocv: The Un/ini.~hf'd


l'
s. MI). Zdanicm Skinnera. najnowsze przeobrażenia polityczne wychwalane pr7":]' "ICo­

JOl/fIIey jOH Be to AD 199J, pod red. Johna Dunna (Osford Universiry Prcss 1992, retyków liberalnych" ..zubożyły życic obywateli" (s. 65).
Od plllblwlI nIlrodowego dn uuraju plemiennego 191
190 Tli'1I lrlllci

momencie - oddaje najlepiej następstwo chwil «teraźniejszych»


Od państwa narodowego do ustroju (a pozbawionych przyszłości]?".
plemiennego Nie ulega wątpliwości, że nowoplemiona są eksplozjami socjalno­
ści. Są czymś w rodzaju nie zaplanowanych wypraw na obszary
Nie wydaje się prawdopodobne, by ugór mial powstać bez upra­ rozciągające się poza zasięgiem impulsów moralnych, a nie regulowa­
wy na długo. Jakby zachowując się w myśl wskazań Prygoźynowskiej ne dziś tak ściśle, jak niegdyś, przez wspólnoty dziedziczne lub organy
teorii "spontanicznej strukturacji", masa wyłania z siebie bez przerwy ustawodawcze państwa; krótkotrwałymi wypadami zwiadowczymi,
miejscowe nibystruktury (choć może je równie niespodzianie na nOWO przedsiębranymi z nadzieją na dłuższą - być może nawet trwałą
rozłożyć). Procesy spontanicznej strukturacji można przedstawić na - kolonizację (choć bez realnych na nią szans). W tym sensie są one
wzór nagiego, iście wybuchowego formowania się kryształów w prze­ pokrewne opisanemu poprzednio fenomenowi tłumu. W odróżnieniu
syconym roztworze pod wpływem niewidocznego dla oka pyłku czy jednak od "klasycznego" tłumu, w przypadku nowoplemion nie jest
niewyczuwalnego wstrząsu, a więc zdarzenia, którego nie sposób niezbędny kontakt cielesny uczestników (który Durkheim uznał za
przewidzieć. Można też wyobrażać sobie owe procesy na kształt eonduto sine quo non charakterystycznego dla tłumu "uczuciowego
wirów, jakie powstają w wartkim strumieniu i na czas pewien za­ r~
wrzenia", intensywnych namiętności, gorączkowego działania). Bliskie
chowują swój kształt tylko dzięki nieustannemu przypływowi cząs­
są one raczej przewidywanemu sto lat temu przez Gustave'a Le Bona
teczek, a więc ciągłej wymianie zawartości. Takimi właśnie krótko­ zjawisku "tłumu psychologicznego", które
trwałymi, nie znającymi spoczynku wytworami spontanicznej struk­
turacji są nowo plemiona... Nazywam je "plemionami", bowiem - po­ "nie zawsze zakłada współobecność wielu osobników w tym samym
dobnie jak w przypadku plemion znanych z opisów etnograficznych miejscu. Tysiące odizolowanych jednostek mogą w pewnych warunkach,
pod wpływem gwałtownych emocji - np. ważnego zdarzenia o ogólno­
_ ich sposobem istnienia jest ujednolicanie składających się na nie narodowym znaczeniu - przybrać cechy charakterystyczne dla tłumu't".
komórek i utwierdzanie zwierzchności tożsamości zbiorowej nad róż­ ,,
I Wraz z powstaniem ogólno-światowej sieci komunikacji, dzięki
nicami indywidualnymi. Ale dodaję przedrostek "nowo" - bowiem
w odróżnieniu od plemion "klasycznych", brak im mechanizmów I złudzeniu bezpośredniości kontaktu, wywołanemu przez wizualną na­
samoodtwarzania się i stabilizacji. Nowoplemiona nie trwają dłużej
\ macalność informacji, nawet znikome jeśli chodzi o zakres, ściśle
niż ich elementy składowe ("członkowie"). Miast kompensować śmier­ zlokalizowane wydarzenia mogą dziś nabrać rangi "ogólnonarodo­
telność jednostek obiecując nieśmiertelność zbiorowości, służą dekon­ wych" lub nawet "światowych" - w sensie rózglosu. jeśli nie donios­
sfrukcji nieśmiertelności; są narzędziami takiego sposobu życia, który łości. Przekazywane w masowej skali wzory do imitacji mogą powo­

polega na codziennym oswajaniu się ze śmiercią, ale który jest też, lać do życia tłum olbrzymich rozmiarów i o ogromnym zasięgu

z drugiej strony, ćwiczeniem w osiąganiu "natychmiastowej nieśmier­ terytorialnym (choć nader wątłej strukturze) - za pomocą prostego
telności" (dekon:strukcję nieśmiertelności omawiałem, jako cechę wy­ skądinąd zabiegu jednoczesnej projekcji filmowego nagrania zdarze­
różniającą współczesnej nam kultury, w książce MorIality, lmmor­ nia w wielu miejscowościach geograficznie od siebie odległych. Ta
tality, and Other Life Straieqtes, wydanej przez Polity Press w 1992 jednak okolicznoŚĆ, że zdarzenia "istnieją" jedynie na ekranach tele­
roku). Michel Maffesoli, który wprowadził termin .nowoplemiona" wizorów i nie mogą być doświadczane w żaden inny sposób, lub
do analizy kulturowej, podkreśla, że "gra się kończy, materiał składa­
jący się na całość rozprasza się - do czasu, aż wyłoni się nowa II Michcl Maffesoli, ..AffeC'luai" Pn.~I·Mooernism and Me(łapolb, MTbre5hold", t. 4,
5.42.
całość. Ogólnym następstwem iście kalejdoskopowego przybierania
Gustave Le Bon, Psycholoqie desjoules, Alcan. Paris 1907, s. 12.
i tracenia kształtu jest stan, którego atmosferę - w każdym jej
20
192 rfn Jrzrd Od pWi.~tWll narodoweqo Jo u,~lroju plemiennl'lł" 19~

czerpać autorytetu z żadnych innych żródeF7, określa krótkotrwałość ~I tuar zachowań tłumu. Rzadko, jeśli w ogóle, samozwańczy .czton­
ich "świadomościowego istnienia", Środki przekazu zaciekle konkuru­ I
kowie" nowoplemienia mają okazję po temu, by znaleźć się obok
ją o przyciągnięcie uwagi publicznej - ten najbardziej deficytowy siebie, "poczuć się nawzajem łokciami", a tym bardziej zadziałać
z towarów na rynku notorycznie przesyconym informacją; w natłoku
zdarzeń, nawet niecodzienny zgola ewenement rychło traci moc przy­
j, II w sposób jednolity, jak to jest w zwyczaju normalnego tłumu. Ich
sposób "bycia razem" przywodzi raczej na myśl rzadką, gazopodobną
kuwania uwagi, Na przekór technicznej doskonałości środków służą­ substancję sporadycznie - ale sporadycznie tylko - gęstniejącą
cych jego galwanizowaniu. tłum psychologiczny - tak samo jak jego
"klasyczny", cielesny poprzednik - żyje na ogól barwnym, lecz
ulotnym życiem jętki-jednodniówki. Każde nowoplemię, wzięte z oso­
Ii
" w formy powielające wzór, który stal się danego tłumu/plemienia
znakiem rozpoznawczym. O ile tłum .klasyczny'' rodzi się i zużywa
w działaniu zbiorowym, o tyle tłum szczątkowy polega raczej na
bna, skazane jest na egzystencję epizodyczną tylko i pozbawioną szczególnym rozrzucie prawdopodobieństwa działania. Jeśli tłum
trwałych następstw. Nieepizodyczny i bynajmniej konsekwencji nie "klasyczny" jest wieloznaczny, wielofunkcyjny i wielocelowy, o tyle
pozbawiony jest za to stan ponowoczesny, w jakim nowoplemiona Hum resztkowy jest wyspecjalizowany - w jednej sprawie, jednym
stanowią dominującą formę wyrazu impulsów kontrstrukturalnych. typie działania i jednym zestawie symboli.

i socjalności jako takiej. Podsumujmy zatem: strukturotwórcza socjalizacja i kontrstruk­

Pojęcie .jłumu psychologicznego" okazuje się zresztą nie najszczęś­ turalna socjalność stanowią dwie różne, często przeciwstawne, sposo­

Iiwsze, gdy chce się uchwycić istotę fenomenu nowoplemiennego. Nale­ by kolonizowania i oswajania przestrzeni wychodzącej poza zasięg
żałoby raczej mówić o tłumach szczątkowych. o resztkowych plemio­ impulsów moralnych. Każdy z nich na swój sposób umożliwia współ­
nach. Oba terminy oddają owe najbardziej rzucające się W oczy. istnienie ("bycie z...") w zbiorowości, która nie jest, i być nie może,
a jednocześnie najbardziej intrygujące z cech specyficznie ponowoczes­ zbiorowością moralnq. Socjalizacja ma w zasadzie (chociaż nie w pra­
nego wcielenia kontrstrukturalnej socjalności, ktyce - ze względu na to, że podejmowana jest zawsze przez siły,
Portowoczesny tłum czy plemię Są istotnie .judymemame". Są których suwerenność, wbrew zapewnieniom, wyklucza uniwersalizm]
one tworami nacelowanymi na jeden tylko problem, czy raczej zog­ zasięg nieograniczony; socjalność, na odwrót, zdaje się rozbijać i dzie­
niskowanymi całkowicie wokół jednej sprawy: punktem zaczepienia lić. Socjalizacja potrafi pozostawić po sobie struktury o wiele trwalsze
dla rozproszonych lojalności jest kwestia zaprzątająca w danej chwili niż notorycznie ulotne i kalejdoskopowo zmienne osady socjalności,
uwagę publiczną - zazwyczaj kwestia prosta lub ujęta w sposób Z drugiej jednak strony, o ile socjalizacja znana jest ze swej skłonno­
uproszczony ("sprowadzona do najniższego wspólnego mianownika") ści do "wychładzania" i "wygaszania" uczuć, bez których nie może
na tyle. by mogla zafrapować, przyciągnąć, podniecić i pobudzić do zaistnieć popęd moralny, o tyle socjalność wypuszcza tłumione uczu­
działania rzesze skądinąd odmiennie usytuowanych społecznie i od­ cia na wolność i doprowadza je często do punktu wrzenia.
miennie w życiu osadzonych osobników. Szczątkowy jest też reper­ Obie metody kolonizacji pozamoralnej przestrzeni społecznej
przeciwdziałają skutecznie empatii - którą Arne Johan VeUesen
" Wil;lkszosć Niemców pytanych o nicdawne wybryki rasistowskie. jakie rozprze­ (przy okazji krytyki mojej wcześniejszej wersji teorii moralności.
srrzcnily się po całych Niemczech 7. impetem teśnego pożaru. powtarzając w coraz to zawartej w ostatnim rozdziale Nowoczesności i Zaulady) uznał slu­
nowych miejscowookiach schemat powstały przypadkiem w jednym, malo znanym sznie za "szczególny, poznawczo-emocjonalny warunek wstępny kwa­
i mało znaczącym miejscu - 7.wien:alll się, 1~ gdyby nie jaskrawe obrazy wyemitowane
lifikacji moralnych" i określił jako to "wyposażenie uczuciowe", "z
przez tclewiT,j~. nie miałaby pojęcia, że istnieją neonaziści w Coubusic: a już 7. pewnoś­
cią nie przyszłohy jej na myśl. 7-C można podkładać ogień pod kamienice zamieszkałe
którego poczyna się cały szereg specyficznych, jawnych postaw emo­
przez imigrantów. cjonalnych" ; więzi z innymi, jak miłość, sympatia, współczucie,
194 Tell trzeci

czy troska"2~.W przestrzeni zagospodarowanej przez systematyczną


socjalizację czy wybuchową socjalność nie ma miejsca dla między­ 6

osobowej empatii (posłuszeństwo wobec przepisów jawnie delegalizu­


je "wczuwanie się" w innego człowieka; zaś zbiorowość tłumu doma­ Przestrzeń społeczna:
ga się uczuciowej identyfikacji z bytami ponadosobowymi, zazdros­ poznawcza, estetyczna, moralna
nymi o wszelkie więzy międzyosobowe). Gdy socjalizacja i socjalność
dokonały swego dzieła, przestrzeń poznawczo czy estetycznie przez
nie zagospodarowana jest tak samo jak na początku niegościnna dla
"kwalifikacji uczuciowych" jaźni moralnej.

)' Arne Johan verfesen. K1Iy Does ProximilY Make a Morai Dffferellce.', w; .Praxts
International" t. [2 (styczeń 1993), s. 38], vcuesen sprzeciwia się tezie, że postawa
moralna poczyna się z impulsu obojętnego na perspektywę wzajemności.

Wiele napisano o różnicy między przestrzenią "fizyczną", "obiek­


tywną", przestrzenią ,Jako taką" - a przestrzenią społeczną. Panuje
powszechna zgoda co do tego, że te dwie przestrzenie pozostają
wobec siebie w stosunku metaforycznym. W ramach tego stosunku
pierwotność przyznaje się na ogół przestrzeni fizycznej - wskazując
na to, że gdy mówimy o przestrzeni społecznej, posługujemy się
terminami "bliskość", "odległość" itp., zapożyczonymi z języka służą­
cego opisowi przestrzeni fizycznej. Ale można też zająć stanowisko
przeciwne. Można się domyślać, że wyobrażenie "przestrzeni fizycz­
nej" mogło wyłonić się tylko z procesu myślowego redukowania
codziennego doświadczenia (informującego o tym, że obcość jest
kwestią stopnia) do wymiaru czysto ilościowego; procesu, w którego
toku odległość "ogołocono z ludzi", .ubezoscbowiono'', "wyjęto
z czasu", oczyszczając ją w ten sposób ze wszystkich właściwości
okolicznościowych, przygodnych i przejściowych. Tylko w wyniku
takiego procesu, jako jego efekt końcowy, pojawić się mogła "prze­
strzeń obiektywna" - przestrzeń niejako pusta, jako goła forma
czekająca dopiero na wypełnienie, niezależna w swych właściwościach
od tego, kto ją zajmuje i czyją jest przestrzenią. Można się zatem
domyślać, że to właśnie o przestrzeni fizycznej "myślimy metaforycz­
nie"; przestrzeń pozbawiona jakości jest abstrakcją, jakiej nie możemy
doświadczać wprost - możemy ją tylko "posiąść intelektualnie",
190 Przestrżes spaleczna: pozna....esu, rssetycma. moroina Znac Drugiego. Q wi"dziel' o Drugim 197

wyrywając w tym celu z ich początkowego kontekstu pojęcia ukute Podstawowa wiedza, od której budowa owego zbiorowiska in­
pierwotnie przy sporządzaniu mapy zróżnicowanych stosunków z in­ nych startuje, jest tak prosta i oczywista, że rzadko poświęcamy jej
nymi istotami ludzkimi. uwagę - chyba że jesteśmy filozofami, którzy z zawodu dziwią się
Gdy się jej przyjrzeć uważniej, także i "przestrzeń społeczna" temu, co skądinąd całkiem zwyczajne i na wskroś znajome. Świado­
okaże się pojęciem wcale nie pierwotnym i bynajmniej nie prostym; mość, że inne, podobne do nas istoty istnieją i że fakt ich istnienia nie
także i to pojęcie jest "przetworem intelektualnym", zbitką pojęciową jest obojętny - jest zjawiskiem zgoła elementarnym. Za Maxem
trzech różnych "map", siadów trzech powiązanych wprawdzie. tym Schelerem (a wbrew Husserlowi, który istnienie innych istot ludzkich,
niemniej odrębnych procesów - poddanych odpowiednio kryteriom ~, myślących i przeżywających, uznał za najbardziej oszałamiające wy­
poznawczym, eSlet.vcznym i moralnym. "Uprzestrzenniamy" wszak sto­ zwanie, jakiemu stawić musi czoła filozof, wyprawiający się na po­
sunki z innymi ludźmi, ustawiamy innych ludzi w mniejszej lub szukiwanie wiedzy pewnej), Alfred Schiitz zaliczył tę świadomość do
większej od siebie odległości na fe trzy, różne od siebie sposoby. składników "postawy naturalnej" -- mając na myśli to, że poprzedza
O tych trzech procesach, jak i o trzech zestawach kryteriów, jakim są ona wszelki świadomy wysiłek wyciągania nauk z własnych doświad­
one podporządkowane, mówi się często jednym tchem - jak gdyby czeń, czy wszelkie poszukiwanie pouczeń co do ich sensu. .Postawa
szło tu jedynie o wyróżnione analitycznie aspekty jednolitego w zasa­ " naturalna" zawiera zasób "wiedzy elementarnej", wiedzy, jaką posia­
1I
dzie procesu budowania jednej i tej samej, spójnej przestrzeni społecz­ da się bezrefleksyjnie, niejako nie wiedząc o tym, że się ją ma
nej; i o nic więcej. A przecież mimo że wszystkie trzy procesy iI
I, - a składającej się z założeń, które przyjmujemy za prawdy na tyle
budowania przestrzeni społecznej posługują się kategoriami odległo­ oczywiste, że nie wpada nam do głowy poddać je próbie czy domagać
ści i bliskości, otwarcia i zamknięcia - różnią się zdecydowanie od ,i się dowodów ich prawdziwości.
siebie pragmatyką i wynikami. Przestrzeń poznawczą buduje się in.
"Przyjmuję bez dowodu, że także inni ludzie w moim świecie przebywają
telektualnie w toku gromadzenia i rozdzielania wiedzy: przestrzeń
i że istnieją w nim nie tylko w sensie cielesnym. jak inne przedmioty, ale
estetyczną konstruuje uwaga, kierowana zainteresowaniem, ciekawoś­ Ii jako istoty obdarzone świadomością w zasadzie laką samą jak moja..,
cią, czy dążeniem do emocjonalnej intensywności przeżyć: przestrzeń ,j Jest dla mnie oczywiste w ramach mej postawy naturalnej. że nie
moralną wreszcie tworzy nierówny podział odczuwanej intuicyjnie czy } tylko mogę oddziaływać na innych ludzi, ale i być przedmiotem ich
działań ... Oni, współmieszkańcy mojego świata, przeżywają nasze sto­
świadomie podejmowanej odpowiedzialności.
sunki w sposób z praktycznego punktu widzenia podobny do tego, jak ja
te stosunki przeżywam'". I
Znać Drugiego, a wiedzieć o Drugim
że żyć to tyle, co żyć z innymi (innymi istotami ludzkimi: innymi
l.'i Wiedza elementarna, dana nam z góry w "postawie naturalnej"
wiedza naiwna i sama siebie nieświadoma - dotyczy bycia ,;z."
,I
innymi ludźmi; owo "z" wskazuje w tym przypadku na stosunek
takimi jak my istotami) - to banalne twierdzenie. Mniej oczywiste doskonale symetryczny. Wszystko, czego doświadczamy w takim
j wcale nie banalne jest stwierdzenie, że owymi innymi, z którymi stosunku - zmysłowe postrzeżenia przedmiotów, zdolność oddziały­
żyjemy (ilekroć życie nasze zawiera. jako składnik organiczny, świa­ wania na nie, motywy działania - zdaje się w pełni odwzajemnione.
domość bycia z innymi), jest wiedza, jaką o nich mamy. Każdy z nas Postawa naturalna zakłada zdaniem Schutza "wymienialność per-
gromadzi na swój użytek zbiorowisko "innych" o jemu tylko właś­
ciwej zawartości, odcedzonej z pamięci byłych spotkań, wymiany słów
I ALfred SchulZ and Thomas Luck mann, Tht' Strul'/II"'.' ,,{ ,III! U{t'-Worlo:J. Heine­
i dóbr, wspólnych przedsięwzięć, starć i niesnasek. mann. London 1974. ss. 4·5.
Znać Drl.l(JielJo. a wiedzieć Q Dru(Jim 199
'98 Prze5/rzeli spo/rczna: pozna....cza. estetyczea. moralnrl

spektyw"; to, co ja widzę. i ty widzisz - przedmioty oglądane przez nie spodziewamy - musimy się nad nimi zastanowić. W stanie
nas są "te same" dla każdego, kto na nie patrzy (chociaż, jak zauwa­ zuhanden rzeczy były tu oto, "w ręku"; w stanie vorhanden wymykają
żył Ludwig wittgenstein, "to samo" jest pojęciem pustym; nie ma się nagle "tam", poza zasięg dłoni; trzeba je wpierw pochwycić, zanim
sposobu, by przekonać się. że tak się rzeczy istotnie mają); ty i ja można będzie się nimi posłużyć. Z tego zadania rodzi się wiedza.
wkładamy to samo znaczenie w słowa, jakie wypowiadamy bądź Poczyna się ona z zaburzenia rutyny, z zafrasowania. z niezrozumie­
słyszymy - czyli rozumiemy sif nawzajem. Rozumienie jest stanem nia. Można dodać, że im obfitsze są nasze z przedmiotami kontakty.
naturalnym i normalnym, niezrozumienie lub nieporozumienie - zja­ tym liczniejsze są okazje, by tak się stało.
wiskiem nienaturalnym i ruenormalnym. To właśnie przypadki niepo­ Możemy powiedzieć. że dopiero wtedy, gdy to zajdzie, przedmioty
rozumienia, jako zdarzenia nadzwyczajne. wymagają wyjaśnienia: alar­ stają się zauważalne (w tym sensie, że staję się świadom widzenia ich;
mują, że coś jest "nie w porządku", wytrącają nas z rutyny, wprawiają że wiem, iż to właśnie przedmioty są tym, co widzę) - a stają się
w zakłopotanie, każą zastanowić się - zapoczątkowując w ten spo­ zauważalne dlatego właśnie, że między mną a nimi pojawiła się
sób proces świadomego gromadzenia wiedzy. odległość. "Z odległości" mogę przyjrzeć się przedmiotom z różnych
Milcząco przyjęta zasada symetrii zakłada, że ludzie są sobie '"il stron i stworzyć sobie ich obraz. Wiedza jest organizacją, zagos­
podobni; przeżycie nieporozumienia odsiania ich odmienność. "Rozu­ podarowaniem odległości. Postrzegam rzeczy tym wyraźniej. im bliż­
mienie" jest zawsze takie samo, i dlatego można mówić o nim tylko sze są oku - ale można też łatwo tę zależność odwrócić i powiedzieć,
w liczbie pojedynczej. "Nieporozumień" dla odmiany jest wiele, każde że cokolwiek "widzę lepiej" (cokolwiek jest mi lepiej znane), po­
z nich jest inne i jedyne w swoim rodzaju, a więc można o nich strzegam jako "bliższe"; im bardziej szczątkowa moja o nich wiedza,
myśleć, i myśli się istotnie, w liczbie mnogiej. Zaczynamy odróżniać w im większym jawią mi się zamgleniu, tym "odleglejsze" są ode mnie
"innych" ludzi od siebie nawzajem wychodząc z doświadczenia roz­ przedmioty oglądu. Stwierdzenia "znam lepiej rUCZY mi bliskie"
maitości sposobów, w jakich założenie symetryczności i wymienialno­ i "bliskie mi są rzeczy. które znam lepiej" są dwoma równorzędnymi
ści perspektyw bywa podważane .•,Świat jako taki jest mi ukazany wyrazami tego samego stosunku (w istocie nierozerwalnego związku)
wtedy tylko, gdy coś jest nie w pcrządku'". Budowa przestrzeni między zastanowieniem się a odległością, wiedzą a przestrzenią po­
poznawczej zaczyna się od frustracji naiwnych oczekiwań, utraty znawczą. W świecie przeżywanym bliskość lub odległość rzeczy mie­
przez nie ich przedwstępnej naiwności. rzy się bogactwem lub ubóstwem posiadanej o nich wiedzy.
To. co następuje potem. określił Martin Heidegger jako przesunię­ To. co odnosi się do rzeczy jako takich, dotyczy też rzeczy.
cie przedmiotów ze stanu zuhal1den do kondycji vorhul1den. Jak długo którym zdarzyło się być istotami ludzkimi (to znaczy, istot ludzkich
przedmioty przebywają w pierwszym stanie. nie myślimy o nich. Są o tyle, o ile jawią się jako przedmioty właśnie). Odległość między
przecież przedmioty tam, gdzie ich miejsce i nigdzie indziej, i są tym,
II mną a nimi jest podobnie funkcją wiedzy (i vice versa). By raz
czym być mają i niczym innym - nie ma więc powodu, by nas jeszcze zacytować Schutza: "system organizacji przestrzennej" zasadza
zaskakiwały, a tym bardziej szokowały. Nie musimy się zastanawiać, się na "odróżnieniu intymności od anonimowości, obcości od zna­
gdy się nimi -- zwyczajowo, rutynowo - posługujemy. a zatem nie jomości, społecznej bliskości od dystansu" - i wszystkie te rOZ­
mamy nawet okazji po temu, by pomyśleć o owym posługiwaniu się różnienia odwołują się w ostatecznym rachunku do zakresu, długości
jako o ,.posługiwaniu się" właśnie. Dopiero wówczas, gdy ruczy trwania i intensywności moich związków biograficznych z daną osobą
zaczynają zachowywać się "dziwnie", w sposób, jakiego się po nich czy osobami J.

l Alfred Ussher, Joumey I~T(JulJh Dead, Devin-Adarr, New York 19."5.5.80. J Schutz and Luckmann. S5. 40·41.
200 Przestrzeli spoirczna: poznawcza. estesvcma. moralna Znoi Drugiego. a wiedzieć li Drugim 201

Abyśmy mogli dotrzeć do bieguna intymności, bagaż doświadczeń współczesnych", powiada Schutz, ,jest uwarstwiony odpowiednio do
biograficznych musi być wspólny. Nie dziw, że w tym przypadku szczebla anonimowości'";
moja wiedza o Drugim jest obfita i wielostronna; obserwowałem Im dalej od bieguna intymności, tym bardziej inni ludzie prze­
wszak Drugiego na co dzień, w najrozmaitszych sytuacjach, w trakcie dzierzgają się w obcych (aż, dotarłszy do bieguna bezimienności
działań przeróżnego typu i we wszelkich możliwych stanach ducha. zupełnej, znikają całkiem z poła widzenia). O .obcych" wiemy zbyt
Niczego niemal w osobowości i charakterze Drugiego ole moglem mało, by wejść z nimi w stosunki niepowierzchniowe i niezdawkowe.
przeoczyć; trudno mi wyobrazić sobie, bym mógł być czegoś co do Współprzebywanie z "obcymi" wyraża się głównie w starannym uni­
niego nieświadom. Aż kusi, by orzec, że znalazłszy się na biegunie kaniu kontaktu. Wszak "obcość" obcego przeżywana jest jako uczu­
intymności Drugi Człowiek powrócił ze stanu somanden do kondycji cie naszego zagubienia, zakłopotania wynikającego z niewiedzy, jak
zuhanden. ale nie można tego powiedzieć, jako że ów Drugi Człowiek, się samemu zachować i czego się po obcym spodziewać; nie dziw, że
z którym wszedłem w intymne stosunki, nie jest mi bliski "naiwnie", pragniemy trzymać się z dala od licha... Zapobieganie zbliżeniu zdaje
lecz stal mi się bliski - a to dzięki olbrzymiej wiedzy, jaką o nim się być jedynym ratunkiem - ale nawet całkowite zaniechanie kon­
nagromadziłem; niewinności raz straconej nigdy nie da się przywró­ taktu nie uwolni nas od niepokoju w sytuacji zawsze brzemiennej
cić. Jakkolwiek bliski byłby mi ten Drugi, jego bliskość opiera się fałszywymi krokami i kosztownymi pomyłkami.
teraz całkowicie na wiedzy, jaką o nim posiadłem i jaka rośnie wciąż Pomyłki rodzą się z nieznajomości zasad, jakich wypadałoby
w miarę postępowania procesu naszego współprzeżywania świata. przestrzegać - i "obcość" obcego jest w gruncie rzeczy inną nazwą
Na biegunie anonimowości nie można właściwie w ogóle mówić tej ignorancji. "Typy", czyli kategorie, jakie konstruujemy, by do nich
o odległości społecznej. Prawdziwie bezimienny Inny jest właściwie zaliczać obcych, budowane są ze zróżnicowanych przepisów na nasze
poza przestrzenią społeczną. Taki Inny nie jest w istocie przedmiotem wobec nich postępowanie (skorelowanych z podobnie zróżnicowany­
wiedzy - prócz, być może, podprogowego odczueia, że jest on mi oczekiwaniami co do ich reakcji na nasze czyny). Przestrzeń
bytem, o którym wiedzę można by posiąść. Praktycznie rzecz biorąc, społeczna jest w ten sposób normatywnie urequiowana; i nadaje się do
nie jest on wcale istotą ludzką, jako że ludzie, o jakich nam wiadomo, zamieszkania dlatego właśnie, że jest.
są z reguły określonymi ludźmi, jakoś już ehoćby zaklasyfikowanymi, lm więcej "obcości" w obcym (im szczuplejsza moja o nim wie­
wyposażonymi w wyznaczniki kategorialne, po których rozpoznać dza), tym mniej ufam moim zaszeregowaniom. Zaufanie do "typifika­
można ich tożsamość. Przestrzeń rozciągająca się między biegunami cji" więdnie i w końcu niknie w miarę narastania odległości (czyli
intymności i bezimienności wypełniona jest takimi właśnie istotami kurczenia się wiedzy). Istnieje wszakże i inne jeszcze źródło niepokoju
ludzkimi. Jeśli istoty te nie mają tożsamości własnej, osobistej i niepo­ - o jakim u Schutza nie ma mowy: zdarzyć się może, iż wiem
wtarzalnej - zapożyczają przynajmniej tożsamość z kategorii, do o Obcym tak mało, że nie jestem nawet pewien, czy "pasuje" on do
których "należą"; lub, mówiąc ściślej: kategorii, do których je wpisa­ któregokolwiek z typów, o jakich mi wiadomo. Być może ten czy ów
no. A wpisuje się je do kategorii w procesie ieh poznawania. Poznanie obcy sadowi się, by tak rzec, "w poprzek barykady", zamazując w ten
nie posuwa się na tyle daleko, by te istoty poznać; ale wystarcza, by sposób przedziały, które gwoli mojej orientacji w świecie winny
o nich wiedzieć. "Zna się" ludzi z bezpośredniego obcowania; "wie się" pozostać wodoszczelne, i podważając sam sens oraz użyteczność
o ludziach pośrednio, za pomocą wiedzy o .kategoriach". do których "lypifikacji". Obcy podaje w wątpliwość poprawność typologii, ale
"należą", lub - śeiślej - do jakich ich zaszeregowano. Dowiadujemy jest też groźbą wcieloną dla samej czynności .jypifikowania", a tym
się o nich - by użyć terminu Scłultza - poprzez i w wyniku procesu
rypijrkatji; wiemy o nich jako o typach, nie: osobach. "Świat naszych • Schtnz end Lud.mann, ss. 80.
202 Przestrzeń społeczna: poznawcza, estetvcma, ".,orp/na Obl'y jako ,~siad 203

samym dla przekonania o uporządkowaniu świata i wartości orien­ Do zażyłości trzeba li tylko dostatecznego zasobu posiadanej
tacyjnej znaków, w jakie wyposażono przestrzeń społeczną. o drugim człowieku wiedzy; nie musi ona wcale być tożsama z żywie­
Nadto jeszcze - jak już o tym była mowa - przestrzeń społeczna nie niem przyjaznych uczuć. Nie musi też łączyć się z zaufaniem. Nie
pokrywa się z przestrzenią fizyczną; ani też stopień poznawczego musi owocować gotowością do altruistycznych poświęceń. Ani też
oswojenia nie jest z reguły współmierny do bliskości fizycznej. Mnóstwo poczuciem jedności, lojalności wzajemnej czy braterstwa. Ideologicz­
jest w rezultacie sytuacji, w których brzemienne w skutki działanie jest ny obraz społeczności jako wspólnoty zespolonej .fwiadomością jedni
możliwe (a nawet ze względu na bezpośrednie .fizyczne sąsiedztwo losu i interesów, gotowością do bezwarunkowej współpracy i gorliwej
drugiego człowieka - nieuniknione), podczas gdy brakuje wypróbowa­ pomocy wzajemnej - uczuciami braterskimi, które zbiorowości nie
nych i jasnych zasad, które mogłyby działaniem pokierować (a to ze będącej rodziną nadawały charakter niby rodziny - namalowano
względu na poznawcze oddalenie). Oto dlaczego przestrzeń społeczna jest później, znacznie później, w czasach, gdy grupy sąsiedzkie traciły już,
jak gdyby nieustannie pod groźbą; ład może się w każdej chwili zamienić i to w rosnącym tempie, swą tożsamość, granice, nieprzenikliwość,
w chaos. Utrzymywanie przestrzeni społecznej w ryzach narzucanych a tym samym moc regulowania międzyludzkich stosunków we włas­
przez siatkę poznawczą wymaga bogatego asortymentu wybiegów i forteli. nym łonie. Rzeczywistość społeczności opartych na sąsiedztwie była
jaskrawo odmienna od obrazu powstałego w toku ich retrospektyw­
nej, i niejako pośmiertnej, romantyzacji. Było w niej miejsee na
Obcy jako sąsiad miłość, ale i na wrogość; w tej samej mierze na solidarność, co i na
zażarty konflikt. Mimo to społeczności zamknięte w obrębie fizycz­
Na przestrzeni znacznej części dziejów ludzkich działo się tak, że nego sąsiedztwa różniły się w sposób istotny od innych form współ­
bliskość fizyczna i poznawcza pokrywały się nawzajem, albo przynaj­ życia: ich osobliwością była nieobecność obcych. To ta właśnie nieobe­
mniej ściśle korelowały v; sobą. Dla każdego człowieka z osobna cność sprawiała, że regulacja normatywna codziennego życia była na
zbiorowość wszystkich pozostałych osób, biologicznie rzecz biorąc: tyle wszechobejmująca i wszech wystarczalna, iż w praktyce niedo­
ludzkich, dzieliła się bez reszty na dwie podzbiorowości, ostro od siebie strzegalna - i że nigdy niemal nie dawała okazji po temu, by czynić
oddzielone i niemal nieprzenikliwe. na sąsiadów ("swoich", "tutejszych") .... . z niej "problem".
i obcych. Obcy mógł przedostać się do kręgu bliskości fizycznej tylko Różniła sąsiada od reszty ludzi nie tyle sympatia, jaką go darzono
w jednej z trzech ról: wroga-najeźdźcy, którego trzeba zwalczyć (bo mógł on równie dobrze być przedmiotem zajadłej niechęci),
i odeprzeć; gościa, którego trzeba umieścić w specjalnie w tym celu ile fakt, że był zawsze w zasięgu wzroku, zawsze tuż obok bieguna
przygotowanych, pod wieloma względami "eksterytorialnych" kwate­ intymności - był zawsze potencjalnym partnerem i uczestnikiem
rach i obwarować specjalnie dla przybyszów sporządzonym rytuałem; wspólnych przeżyć. O sąsiedzie miało się wiedzę obfitą, która czyniła
i aspiranta na przyszłego "tutejszego", w którym to przypadku żądać "typifikację" zbędną - a już gdy zachodziła potrzeba "typifikacji",
trzeba, by wczorajszy obcy zachowywał się jak inni "tutejsi" i jak na można ją było przeprowadzić raz na zawsze i traktować jej wyniki
sąsiadów przystoi. Wedle klasycznego sformułowania Lewisa Mumfor­ jako nie podlegające odwołaniu. Były więc przepisy na każdą oko­
da, "osobą nie przypisaną mógł być w wiekach średnich tylko ktoś liczność, i mało było sytuacji nie obwarowanych regułami. Jak
skazany na banicję lub na śmierć; jeśli pozostawał przy życiu, starał się rzadko kiedy, była tu "wymienialność perspektyw" faktem niemal
niezwłocznie przyłączyć - choćby i do bandy rabuslów'".
skrępowanej jednostki" sprewrło. 7. drugiej stronyze epoka nowoczesna jest ..światem
rządzonym prlcl. idee bezpieczeństwa i ratunku" -- jako 1~ stabilność j równowaga
, Lewie Muruford. Thl! eul/ure ol Ciri(',~. New York 1938, s. 29. Przyjście .jiic­ ~tały się problematyczne \s 64)
Obcy jalw są,~itld 20'
Pru~lr:eń .~polearl": pMnawcza. eSletyczntJ. ,"oro/r/Il
'04 • łatwą do usunięcia przykrością. Obcy upierają się, by zostać tam,
nie kwestionowanym przez doświadczenie. Symetria i wzajemne dokąd przywędrowali - nie chcą się wynit'.~(; (choć tutejsi mogą nadal
uzupełnianie się postrzeżen były rzeczywiste. a więc indywidualne żywić nadzieję, że się w końcu wyniosą); a przy tym oparcie wymyka­
i grupowe wizje świata potwierdzały się wzajemnie i umacniały. ją się sieciom miejscowych przepisów - a więc pozostają obcymi
Spo\eczeńslwa, które w ten sposób kształtowały światy przeżywane właśnie. Nie są gośćmi - owymi matowymi plamami na przezroczys­
przez swych członków, mogły się obejść bez nauczycieli etykiery tej szacie codzienności. z jakimi można się pogodzić w nadziei, że da
publicznej. l bez policjantów. się je sprać bez śladu (choć ręce świerzbią, by prania do jutra nie
Nie mogły, co prawda. obejść się bez wojska. Zagospodarowana odkładać). Nie noszą leż mieczy; ani nie widać, by kryli sztylety pod
przestrzeń społeczna nie sięgała poza granice sąsiedztwa. Tuż poza polą płaszcza (choć lego nie można być pewnym); nie są więc (a
granicą zaczynał się leżący odłogiem ugór. semantyczne pustkowie, przynajmniej twierdzą, że nie są) jak ci nie budzący wątpliwości obcy,
dzika knieja: świat nie ogarnięty rozumem, zamieszkały przez po­ ot zwykli wrogowie, z którymi wie się, jak postępować, i na których
zbawione twarzy obce ciała; ..ciała" mogły przekroczyć granice, ale widok ręka sama po miecz sięga. Z drugiej jednak strony, nie przypo­
reguły współżycia nie wychodziły z domu i nie przeżyłyby wyprawy. minają wcale sąsiadów. Wprawdzie nie można nie być świadomym
Społeczeństwa, które nie potrzebowały policji, nie znały litości ich obecności, nie można ich nie dostrzegać, nie słyszeć, nie czuć ich
i współczucia dla istot nieznanych. Nie znały i nie uznawały zasad zapachu, a nawet od czasu do czasu nie odezwać się do nich -- ale
regulujących postępowanie wobec takich istot. Prawdziwie obcy spotkania są zbyt pobieżne i urywkowe, by dać asumpt do klasyfika­
_ nieznani lub znani tylko ze słyszenia - byli poza prawem. Ludzie cyjnych decyzji; a już za dużo tych obcych kręci się w okolicy, by na
nie dzielili się na sąsiadów i obcych: byli albo ludźmi, albo obcymi. zaklasyfikowanie wszystkich starczyło czasu i energii.
W stabilnych społeczeństwach rolniczych, jakie skrupulatnie badał, Georg Simmel uznał pieniądz - owo uosobienie czystej, ab­
Edmund Leach stwierdził zadziwiającą zbieżność między uszeregowa­ solutnie bezstronnej ilości, oczyszczonej z wszelkich treści i zróż­
niem kategorii topograficznych i kategorii pokrewieństwa, "które nicowań jakościowych - za nieunikniony wytwór. ale zarazem nie­
różnicują przestrzeń społeczną wedle kryterium odległości od Ego zbędny warunek (i w dodatku najbardziej pouczającą metaforę) życia
(jaźni). relacje «ja_siostra_krewniak~sąsiad-obcy)} biegną równolegle m~go:
do relacji «ja-zwierzę domowe-trzoda-zwierzyna łowna-dzikie zwie­
n:ęta», oba zaś szeregi są izomorficzne wobec ciągu relacji I .,Znaczenie obcego dla istoty pieniądza streszcza w skrócie porada, jaką
kiedyś podsłuchałem: nigdy nie wchodź w stosunki finansowe z ludźmi
«ja_dom_zagroda-pole-hen, daleko»:". pojęcia obcych, dzikich zwie­ dwojakiego rodzaju - przyjaciółmi i wrogami. W pierwszym przypadku
rząt i "hen, daleko" zgodnie informowały o braku reguł interakcji. obiektywistyczny indyferentyzm transakcji pieniężnych popadnie w nie­
Zupełnie nowa sytuacja wyłania się wtedy, gdy bliskość fizyczna przezwyciężalny konflikt z osobistym charakterem stosunku; w drugim
i społeczno-poznawcza nie Sił 're sobą skoordynowane. Obcy pojawia­ zaś przypadku la sama okoliczność otworzy pole działania dla najroz­

ją się wówczas wewnątrz "przeżywanego świata". "Obcość" obcego mailszych nikczemnych motywów. jako że prawa rządzące gospodarką
pieniężną nigdy nie są na tyle precyzyjne, by z pewnością wykluczyć zły
nie jest jU7. wtedy przejściowym tylko zak\óceniem rutyny i względnie zamysł. Pożądanym partnerem transakcji finansowych (w jakich. jak to
się słusznie powiada, «interes to interes» jest osoba absolutnie nam
, Edmund Leacb. ArlJhropological A~pe[rs (jf /.AJrl!łlłllfłl': Anirnol Cate{łorirs (Ind obojętna, ani nam przyjazna. ani wroga?". I
Verh(ll Ahll.'le, w: NewDirl'ction.~ in rhl' Srlldy oj Ulrlgllage, pod red. Erfca H. lennc:ber­ ,
ga. Uni...ersity of Chicago Press 1964. ss. 26·27. Lcach sugeruje w szczególności, że
~aTTlbiwillencj~ prl.yjilcielillwro~", która odró1.nill ~ą6iada od innych c/,lonów serii, Gecrg Simmel. The Phl/()sopky oj Mllnl!Y. trans. TOTTl Bouomorc, David Frisby,
moina uznać Zlt ~eTTliO(yc7.ny równoważnik .przemiennei pnyjai.ni/wrogo ;·'. jaka
Sc Routledge. london 1978, s. 227.
cechuje atosunck do "dlikiego zwierza" (s. 44).
pv:rrall'l'z/.I, eSlrlycznu. morulna S;/ukll Jllje,"na /IibysP(Hkania lm
106 PrZl'srrzen Spfllnlrl< J:

-'" - ani swych racji, ani swego powodzenia. Nie wiadomo, czy te same
Transa kcje pieniężne są rzeczywiście najdobitniejszym przejawem ż
zasady rządzą intencjami i zamiarami stron ­ bo trudno się przecie
cech współżycia t)'pu miejskiego (które zawsze cierpi na "niedożywie­
nie poznawcze"). Trzeba je zabezpieczać nie tylko przeciw aktom
w chronicznie mętnym statusie partne ra na dobre rozeznać. Najlep iej
byłoby w ogóle się z obcymi nie stykać. Jeśli zetknięć uniknąć się
nie
nieprzychylnym i złośliwym, ale i przeciw przyjaźni i sympatii... Mogą doskon ałych, ale za to
da, trzeba uciec się do rozwiązań mniej
one dokonywać się płynnie i bez przeszkód tylko w atmosferze były
od bardziej realistycznych - trzeba starać się. by spotka nia nie
uczuciowej oziębłości: innymi słowy. w warunk ach uwolnionych
prawdziwymi spotkaniami; by były nie więcej niż njbysporkaniam
i
wszelkich ~'ceń ze strony uczuć. jakie partnerzy mogą wobec
(Vergegnung, a nie Bege{Jnunfl, by posłużyć się termin ami
ukutym i
siebie żywi' Dwie biegunowe kategorie sąsiadów i wrogów, na jakie ).
przez Martin a Bubera
rozpadał si świat przednowoczesny, nie nadawały się do reżimu
administracji pieniądza, i żadna nie sprzyjała rozwojowi gospod arki Aby żyć wśród obcych, trzeba opanować sztukę nibyspotkania.
aniem obu Posiąść tę sztukę trzeba koniecznie, jeśli obcych jest wokół tak dużo,
pieniężnej. Rozkwit tej ostatniej zbiegi się w czasie z odsuw
że już ze względu na ich liczebność nie można ich oswoić na
wzór
świata ­ na
kategorii - dawniej wyczerpujących całość ludzkie go
przeżyć ,
"nijaki ej": sąsiadów, by zadomowili się w świecie codzie nnych Z drugiej
marginesy i z rozszerzaniem się ziemi nie tyle .niczyjej", co ot­
kategorii ni lo wrogów, ni to przyjac~ Na tym tylko gruncie jednak strony. to właśnie konsek wentne uprawianie sztuki nibysp
ią czy sentymentem. kania ustawia i utwierdza Innego w pozycji obcego.
zawiązywać można stosun ki nie skażone czułośc
, lub tak do Jeśli się dobrze opanuj e sztukę nibyspotkama, obcy rozpłyną się
Wchodzą W takie stosunki najłacniej partner zy bez twarzy
w tle przeżywanego świata. Będą nie więcej niż plamami na kotarze
,
siebie łudząco podobn i, jak bankno ty obiegowe - aby mogły nimi ze
kierować wspólne wszystkim bezosobowe względy ilościo
we, zamiast
na tle której rozgrywa się akcja. Wprawdzie przeniesienie obcego
tło
wzglę­ sceny drama tu do jej tła nie znaczy, że się go pozbyło do reszty;

z natury swej zróżnicowanych, zorient owany ch podmi otowo


o­ przecież, jak i reszta sceny, jest widoezne, a może być i namac alne.
dów jakościowych. Nie zakotw iczona w tym przypa dku w osobow
Aktorzy wiedzą, że w każdej chwili może ono przykuć ich uwagę.
Ale
ści partne rów, uwaga może przenieść się bez przeszk
ód na reguły
nie mają n.a ogół powodu, by się tłu przyjrzeć. Tak się zazwyc
zaj
formalnych transakcji. wyniki . W toku
dzieje, że tło nie wpływa na tok akcji ani na jej
•• ji
Schutzowego procesu penodevsis - owej systematycznej lustrac
świata-w-zasięgu-wzroku, której wynikiem jest przydział "rangi tema­

Sztuka tajemna nibyspotkania


tycznej" (topical relevancev rozmai tym elementom tego świata - ob­

cym nie przyznaje się żadnego stanowiska. Fizycz na obecno ść obcego

W obcym uderza i niepokoi ta głównie okoliczność, te nie jest on,


jest nieistotna - nie kwituje się jej i nie zauważa. Jest obcy "bytem

ściśle mówiąc, ani krajane m, ani cudzoziemcem: lub,


raczej - co
otanie lub w każdy m razie niebyłym" ­ parado ks przyznanego mu statusu współgra tu z para­
wprawia w większe jeszcze zakłop - jest.
może być (kto temu potrafi z ręką na sercu zaprze czyćf oboma na doksem jego kondycji społecznej. Dzięki technice nibysp otkani a rele­
guje się obcego do sfery nieuwagi" - eksmuująe go na tereny.
", ale
na
raz. Obcy jest bliski fizycznie, lecz duchow o odległy. Jest "cudzy
iem
przebywa w zasięgu dłoni . .lest "swojakiem", ale tkwi poza zasięg Order, AII~n
• Erving GoITman. Re/a/lon,1 irt Plolblic; Mic11'1.Yrloldies ąr /he PuMie

całkowi cie pozbaw iony


rozumienia. Obcy zamieszkują teren albo
Lanc, London 1971, s. 312. Aby się w tej sferze znaleźć - powiada Golfman _ wyarar­
drogowskazów, albo wyposażony w zbyt mało znaków drogowych, czy c10znllć uprzejme j ~ieuwagi i odpowied zleć podobną gr1..eczno ści~. "Formy upruj­
się
by można było bezpiecznie się po nim poruszać. Stosunki, w jakie mej nieuwagi ­ na tym polegające, że OSQby okazują sobie nawzaje
m powierzchowne
ne i prlClotnt: tylko zaimercsowanle, zajmując ~ię głównie swoimi
sprawam i _ mogą być
z nimi wchodzi, są przez to notorycznie chwiejne, doraźne, niepew
PrZł'!,Jruri .~poleczn(l: poznaWCUl, e.~te/YCZlla, mor/llna Szruka lajemlta Itibyspmkaltia 209
2'"
których skrzętnie unika się wszelkiego umyślnego kontaktu, a już spodziewać - i że nie zakłada się tu żadnych wzajemnych zobowią­
szczególnie takiego kontaktu, który inni mogą rozpoznać jako umyśl­ zań i żadnych uprawnień.
ny. Obszar zamieszkały przez banitów jest terenem niezaangażowania Skutkiem ubocznym stosowania zasad uprzejmej obojętności jest
i emocjonalnej próżni, w tym samym stopniu niegościnnym dla sym­ jednak, jak zauważył Helmuth Plessner", utrata twarzy; lub ściślej
patii. co dla wrogości; jest "białą plamą" bez mapy i drogowskazów; mówiąc: niemożność jej zyskania, Miejski tłum nie jest zbiorem
rezerwatem dzikiej przyrody wśród uprawnych pól i ogrodów. Z tych jednostek. Jest chłonną a jednolitą masą, która wsysa i rozpuszcza
powodów trzeba ten obszar ignorować. A nade wszystko trzeba wszelką indywidualność. Tłum nie ma twarzy -- ale pozbawia też
pokazać. dobitnie i nie pozostawiając cienia wątpliwości, re się go twarzy jednostki, które wchłania. Każdej jednostki można się pozbyć.
zignorowało, i zignorowało z rozmysłem i bez wahania. każdą można wymienić, Ani jej przybycie, ani zniknięcie nie sprawi
Spośród zespołu technik. jakimi posługuje się sztuka nibyspot­ różnicy, Ta właśnie bezimienność zanurzonych w miejskim tłumie
kania, w najpowszechniejszym użyciu jest unikanie kontaktu wzroko­ ruchomych i przenośnych jednostek sprawia, że nie grożą one konie­
weg o. Wystarczy przypomnieć sobie ukradkowe spojrzenia, jakie cznością emocjonalnego, i w ogóle społecznego, zaangażowania.
przechodzeń rzuca spod na wpól przymkniętych powiek na innych Łącznym rezultatem powszechnego uprawiania sztuki nibyspoi­

przechodniów, nie chcąc przypadkiem zbliżyć się zbytnio. ale i nie kania jest swoiste .odspołecznienie" przestrzeni społecznej, lub raczej
chcąc zdradzić się. u się przygląda i zachęcić w len sposób do zapobieganie temu, by przestrzeń, w jakiej poruszają się cieleśnie
zaczepki; albo badawcze spojrzenie. jakim ogarnia się zatłoczoną jednostki, wykształciła się w przestrzeń iście społeczną, z właściwymi
poczekalnię, by wypatrzyć dla siebie wolne od sąsiadów. bezpieczne jej regułami angażowania się i współdziałania, Techniki nibyspot­
miejsce _ by zdać sobie sprawę, jak zawiłej sztuki wymaga prosta kania do takiego właśnie rezultatu zmierzają; służą też powiadamia­
z pozoru operacja". Idzie o sprawę wcale nie błahą: o to mianowicie, niu wszystkich zainteresowanych, że do takiego właśnie rezultatu się
by widzieć, co się wokół dzieje, przekonując zarazem wszystkich zmierza. i że r~wasza się wszystkich, by w spełnieniu zamiaru nie
obecnych, że się na nikogo nie patrzy. Trzeba patrzeć .,nienatar­ przeszkadzalif.Aby wyłączyć z przestrzeni społecznej osobników blis­
czywie", "w sposób nie rzucający się w oczy", by nie sprowokować kich fizycznie (albo zapobiec ich włączeniu). wystarczy zaniechać
niechcący zaczepki, nie zachęcić do odezwania się; trzeba uważać wszelkich prób dowiedzenia się czegoś o nich i odmówić im infor­
sprawiając wrażenie zachowywania nieuwagi, badać otoczenie skru­ macji o sobie, Jak długo wyłączone w ten sposób jednostki pozostają
pulatnie udając obojętność. Tak trzeba patrzeć, by już sposób pat­ w tle, któremu się uważnie nie przyglądamy - są niejako pustymi
rzenia zapewniał wszystkich zebranych, że nie ma się wobec nich skorupami człowieczeństwa; podprogowa świadomość ich fizycznej
żadnych zamiarów, że na nic nie muszą czekać i mogą się niczego nie obecności, pozbawiona okazji, by się na powierzchnię wydobyć, nie
wystarcza, by skorupy wypełni?ludzką treścią - by obdarzyć "plamy
na kotarze" podmiotowośc!Ll
utrzymane, a mimo to wbrew pozorom ludzie zachowują C7.ujnll!.C, golowi do uciecakt
Taktyka nibyspotkania informuje też o tym. że to tylko mój sąd,
lub obrony, gdy zajdzie potruba". Jak długo pozory są utrzymywane, trwa "powierz­
moja dobra wola i dyskrecja skłaniają mnie, bym tolerował wspólobe­
chowny lad public7.ny" In, 331 ·333).
• Techniki uniku, niezbędne do zycia w mieście (życia obcego wśród obcych, czy cncść tych osobników - choćby była to tylko "obecność w tle".
_ jak powiada Benjamin Nelson - w wuunkach "obcości uniwersalnej"), opisane
zostaly obszernie w etnogratic7.nym studium Lyn H. Lonand A World oj S/r(lftfłer.~: w Por. Uher Mrn.~chl'ltver(Jchrljltfł, w: Helmuth Plessner. Di.ueir.~ dl'r Utopie (Suhr­
Ordl.'r llnd Acrivlt ilt Urblllt Publk Spllce, gasic Books, New York 1973. Clytamy tam, kamp, Monachium 1974). Utrata twarzy, jak sugeruje Plessner, wynika nieuchronnie
i'.c kluczem do pr7,ctrwania w mieście jest "umicj~tność wehodzenia w powierl.ehowne, 7. owego "spoglądania 7. dystansu", bez którego świat nowoczesny obejść się nie może,
choćby trzeba było za to płacić deindywidualizacją.
ulotne, i 7.1łW~1.0ne stosunki" (s. 17&),
Przl'slru'; społeczna: poZlIllWf:/l, estetycma. moralIliI Sztuka fa!t'mna I'Ijby.~polkanjo 211
lIO

Sztuka nibyspotkania kwituje moją życzliwość. nie ich uprawnienia. których natknie się na swej drodze), zaś przeżywa się je w sposób,
Sam zakreślam granice. do których gotów jestem się posunąć. Grani­ który pozbawia je dalszego ciągu. Są one epizodami; a epizod, jak pisze
ce mogę przesunąć, jeśli zajdzie potrzeba; nie ma w nich nic solid­ Milan Kundera, "nie jest nieuniknionym następstwem poprzednich
nego, słupów granicznych nie wkopano głęboko, barier nie ustawiono uczynków, ani przyczyną tego. co nastąpi; nie jest ogniwem w łańcuchu
_ "granice" między sceną a tłem zaznacza się li tylko mimochodem przyczynowo powiązanych zdarzeń, jakie składają się na opowieść, Jest
za pomocą gestów i min, pochylania głowy i zamykania oczu. To przypadkiem bezpłodnym, który można pominąć bez szkody dla
więc na sprawności narzędzi koncentrować się musi uwaga, nie na ciągłości i sensu opowiadania i który nie jest w stanie pozostawić
strzeżeniu granic. Tylko od sprawności w posługiwaniu się narzędzia­ trwałego śladu na życiu bohaterów", Epizod nie jest częścią historii.
mi zależy lo, by ludzie bez twarzy i bez nadziei jej uzyskania wtapiali Pamięci o nim nie wkłada się do tej szuflady świadomości. w której
się w jednolite, płaskie i bezbarwne tło zagospodarowanego świata zamierza się przechować wiedzę nabytą i dla dalszego życia użyteczną.
i jawili się - by zacytować pamiętne sformułowanie Simmla - "w Epizod - powiedzieć by się chciało - jest antraktem, przerwą w nie
monotonnie szarej tonacji"; by .•żaden przedmiot wśród innych nie kończącym się procesie "typifikacji", klasyfikacji i rysowania mapy.
zasługiwał na wyróżnienie". Jeśli zauważy się już różne wartości Nibyspotkania, jak wszelkie inne epizody, nie zależą od dotychczaso­
przedmiotów (a więc wyróżni przedmioty jako przedmioty właśnie) wych postępów społecznej kartografii, ani jej nie doskonalą. Nic się tu
_ zauważonych odrębności "doświadczy się jako nieistotnych". od zajścia epizodu nie zmienia - wszystko jest nadal. jak było.
Wszystko lu "posiada ten sam ciężar gatunkowy..., unosi się na tym Na to przynajmniej ludzie liczą; jakkolwiek nader często na próż­
samym poziomie, różniąc się nawzajem li tylko rozmiarem zajmowa­ no. Zanim minie chwila kontaktu i stykający się znajdą się znów
nej powierzchni" 1'. w bezpiecznej od siebie odległości. trudno orzec z ręką na sercu. że
Simmel nalega na to, że owo utrzymywanie ludzi na dystans ulotny poślizg spojrzenia nie wymknie się poza wąskie ramy niby­
(twarze, gdy się na nie patrzy z daleka, rozmazują się, a ich kolory spotkania, Ale nawet gdy kontakt dobiegł końca - a i długo, długo
blakną), to separowanie się od innych, zawsze nacechowane rezerwą potem - jego następstwa mogą niespodzianie wypłynąć na powierz­
i chłodem (owymi emocjonalnymi pigułkami antykoncepcyjnymi za­ chnię. zadając kłam opinii o dawnym zdarzeniu jako o epizodzie
pobiegającymi zainteresowaniu. z jakiego począć by się mogla sympa­ ..., ~ tylko (by raz jeszcze zapożyczyć się u mądrego powieściopisarza:
tia), jest instynktowną obroną przed niebezpieczeństwem życia wśród "nikt nie może zagwarantować, że jakieś całkiem epizodyczne zajście
obcych. Odraza i niechęć. zawsze obecne, ale na ogół przytępiane nie ma w sobie tyle siły, by któregoś dnia, nieoczekiwanie, nie
i tonowane na tyle, by nie przerosły w uczucie nienawiści (jak każde spowodować dalszych zdarzeń" 12). Jakkolwiek by się człowiek starał
uczucie, byłaby też i nienawiść zaangażowaniem, stosunkiem społecz­ zamknąć kontakt w ciasnej klatce nibyspotkania - niepokój. że się
nym), czynią życie wśród obcych technicznie możliwym, a psychologi­ próba nie do końca powiodła, drążyć nie przestanie. Wie człowiek,
cznie do zniesienia. Pozwalają utrzymać tę separację, która jest jedy­ albo czuje nie zdając sobie z tego sprawy. że zdarzenie z gruntu,
ną dostępną w tych warunkach postacią socjalizacji: w otoczeniu zdawałoby się, nieistotne, może mieć ciąg dalszy, j że nie można
masy obcych można żyć tylko obok siebie (nie z sobą, nie razem). zawczasu przewidzieć, czy go mieć nie będzie, i że moment pewności
W odróżnieniu od spotkań prawdziwych, nibyspotkania są zda­
II Milan Kundera, lmmortolity, trans. Peter Kussi, Faber, London 1991,
rzeniami bez przeszłości (nikt nie spodziewa się spotkać obcych, na
ss. 338-339. Żaden epizod, sumuje Kundera, "nie jest II priori skazany na to, by na
IIlW!l2e pozostać epizodem - bowiem każde zdarzenie, choćby najbardziej błahe, kryje
II Georg Simmel, Thl! Merropo/is and Men/al Uff', w: Cla".~i{' Essays 11111111' ("u!(lm' w sobie możliwość stania się w przyszłości przyc:r.ynll innych zdarzeń, przekształcając
""Cilie.~, pod red. Richarda Scnneua, Appleron-Century-Crofts. New York 1969, s. 52. 'iio; w ten sposób w opowieść lub przygodę".
212 P'ZI'.~trZl.'ri spolectno: POzntlwcza. estetyczna. moralnu SZluka coiemna "lby.~pOJkania 2U

nigdy nie nadejdzie... Obrona przestrzeni poznawczej nigdy nie jest - przybrałaby ona kształt archipelagu raczej niż kształt jakiejkol­
prawdziwie niezłomna; granice nibyspotkania nigdy nie są w pełni wiek topologicznie zwartej figury geometrycznej,rPrzestrzeń społeczna
szczelne. Nie wynaleziono jak dotąd niezawodnego lekarstwa na człowieka nowoczesnego składa się z wysp sensu, rozrzuconych po
wdzieranie się intruzów do świata przeżyć: a tym bardziej - lekar­ olbrzymich terenach sensu pozbawionych: każda wyspa jest oazą
stwa na lęk, jaki budzi już sama możliwość inwazji. wiedzy wśród semantycznej pustyni, pozbawionej rysów rozpoznaw­
Miasto jest terenem nibyspotkań. Przestrzeń fizyczna miasta tak czych i punktów orientacyjnych. Wiele czasu trawi się codziennie na
jest zorganizowana, by spotkań, których się rozmyślnie nie szuka, przebywanie owych semantycznych pustkowi, by się z jednej wyspy
można było uniknąć. a jeśli już uniknąć ich się nie da - by można je przedostać na drugą; jest to czas "pusty", .stracony". 'Wyspy nie
było przynajmniej pozbawić "dalszego ciągu". Richard Sennett spo­ stykają się ze sobą, ale nie są też wymienne: każda jesfwy'pełniona jej
rządził przenikliwy opis kilku wybitnych dziel nowoczesnej architek­ tylko właściwą wiedzą, każda ma swoisty sens i ze szczególnymi
tury (Lever House w Nowym Yorku, Brunswick Centre w Londynie, sprawami się wiąże. By zachować niepowtarzalną swoistość każdej
kompleks Defense w Paryżu). Stwierdził, że są one "rozległymi ob­ z wysp, trzeba fortyfikować jej brzegi, budować falochrony, jednym II
szarami próżni", "które się przebywa, ale w których się nie jest". słowem: bronić przed zalewem obcych. ~ona przestrzeni poznaw­
Organizacja przestrzenna miasta jako całości, z jego ulicami przeloto­ czej (ściślej mówiąc: przestrzeni opanowanej poznawczo) sprowadza
wymi i miejskimi autostradami, pociągami podziemnymi i szczelnie się do obrony własnego prawa do swobodnego poruszania się, przy
zapieczętowanymi samochodami, zda się służyć temu, by "przenosić równoczesnym pozbawianiu tego prawa innych ludzi, Zawodowa
się z A do B" n, ignorować lub gwałcić ciągłość między punktem policja jest nowoczesnym i miejskim wynalazkiem, Powołano ją do
wyjściowym a docelowym wyprawy, wykrawać miejsca, w których życia, by chroniła przestrzeń miejską przed intruzami, których doku­
mieszkaniec jest zadomowiony, z pustkowia, jakie je od siebie dzieli. czliwa wścibskość pozbawia innych, "spokojnych ludzi"l.~nonimowo­
Przestrzenna organizacja miasta służy w ogóle segregacji: separuje ści, jakiej przy poruszaniu się w mieście szukają 14, )wałęsanie się
ona od siebie klasy społeczne, grupy etniczne, niekiedy także i płcie i przestawanie na ulicy były występkami specy1iczme-miejskimi, uzna­
lub pokolenia - pozwalając na stosowanie technik nibyspotkania nymi za przestępstwa karalne dlatego właśnie, że popadały w konflikt
z lepszym skutkiem i z większą ufnością w ich skuteczność. Co ....,. ~ z przeznaczeniem miejskich ulic jako "terenu, przez który się prze­
najważniejsze, wydziela ona w mieście rozlegle obszary (a te właśnie chodzi, ale na którym się nie przebywa". Nieosiągalnym wprawdzie,
obszary mieszkaniec odwiedza najczęściej), po których można chodzić ale przyświecającym nowoczesnym urbanistom ideałem przestrzeni
niejako bez pancerza, lub przynajmniej rozbroić się na pewien czas, miejskiej był zespół niewielkich, solidnie obmurowanych twierdz po­
jako że nie zamierzone kontakty z obcymi, na jakich można się tu łączonych labiryntem tras przelotowych z zakazem parkowania, sys­
zwykle natknąć, wydają się stosunkowo mniej grożne lub zgoła temem wiaduktów i autostrad,
niewinne; bywa nawet i tak, że kontakty z terenowo wyselekcjonowa­
nymi nieznajomymi odbiera się wcale nie jako groźbę, ale jako szansę
14 Instrukcja wydana w 1835 roku w Derby dla właśnie powołanej do l.ycia policji
podniecającej przygody. miejskiej (która to instrukcja WyłUS1.Cl..a też powody, dla których postanowiono miano­
Gdyby nanieść przestrzeń poznawczą na mapę topograficzną mia­ wać zawodowych strażników porządku) jest dobrym lego przykładem: "Osobnicy
sta (lub mapę geograficzną kraju, czy świata nowoczesnego w całości) stojący lub wa/ę&iljllcy się w przejściach bez należytej przyczyny i przeszkadzający
innym ... mogą być aresztowani i odprowadzeni do sędziego" (cyt. za: Anthony Delves,
Popu/ar Recreanans and Socioi Confitct in Dł'rhy. /800-/850, w: Popu/ilr Cli/UłN' and
oj Richard Senneu. 1111' Fali oj Public Man, Camhridge Universiry Press 1974, Ctass Co"j1iCI. 1590-/914: Explorarion.~ in rhl' History oj La/lOur and [,ei.lure, pod red.
'" 12 - 14, Eileen i Stephena Yeo, Harvesrer, Brighlon 1981, s. 95).
214 PrZl'~'lrn'n społeczna: pOZllllll'C%d, estetyemu. morlJfn<J Aporia Obcego ",
W miarę kształtowania się miejskiej organizacji przestrzeni jako
.", - możliwe do spełnienia - są w życiu nowoczesnym nieodzowne.
li II
sceny nibyspotkań oraz nabierania przez mieszkańców miasta nawy- Obcość, rzec można, trzeba kultywować i pielęgnować, aby życie

ków uprzejmej nieuwagi, przyczyny i skutki wspomagały się wzajem- nowoczesne mogło się gładko toczyć. Żadna z podstawowych in-
nie coraz bardziej, tak że w końcu trudno je było rozdzielić. Dziś stytucji społeczeństwa nowoczesnego nie przeżyłaby triumfu nastro-
jedno zjawisko jest nie do pomyślenia bez drugiego. jów i obyczajów "wspólnotowych", gdyby ten wymarzony przez wielu
cud się dokonał; żadna nie ostałaby się w przypadku rozpanoszenia
I się stosunków osobistych j emocjonalnie nasyconych na terenie prze-
Aporia Obcego ,.I znaczonym do nibyspotkań i wymagającym uprzejmej nieuwagi. Gdy-
i
I ~I
by nie było obcych, trzeba byłoby ich stworzyć - i istotnie. stwarza
Masowy napływ obcych na teren codziennego życia, na leren się ich co dzień i w skali masowej ...
.•świata przeżywanego", spowodował, że przednowoczesne mechani- Stąd owa głęboka wieloznaczność, która cechuje pozycję i rolę
zmy organizowania przestrzeni społecznej staly się przestarzałe; w no- Obcego w przestrzeni społecznej. Obcych płodzą wciąż na nowo II
wej sytuacji okazały się one jaskrawo niewystarczające. Już sam codzienne praktyki, które zmierzają skądinąd do wyeliminowania
rozmiar zjawiska wykluczał możliwość ich zastosowania. Za dużo obcości (fizycznego, drogą separacji i ograniczania; lub psychologicz-

było wokół ludzi nieznanych, by można było każdego z nich, in- nego, przez ostentacyjne odwracanie uwagi). Obcy są wytworami tego
dywidualnie, zaszeregować jako "swojego" czy "obcego". Nawet gdy- samego wysiłku, którego celem naczelnym jest "oswojenie" przestrze-
by tej metody próbowano, nie można byłoby trafności zaszeregowa- ni i uczynienie jej zdatną do życia. Jak się należało spodziewać,
nia sprawdzić, a więc ufać jego wynikom. Z przelotnej nicgdyś przy- ambiwalencja statusu egzystencjalnego obcych znajduje wyraz w am-
kroki przekształciła się obecność obcych w "stan normalny". Prob- biwalencji zajmowanej wobec nich postawy. Zbijające z tropu po-
lem człowieka nowoczesnego polega nie na tym, jak się pozbyć czucie, że się jest zarazem inicjatorem i przedmiotem cudzych inic-
obcych - to jest niemożliwe - lecz na tym, jak żyć na co dzień w ich jatyw, przeżywane jako równoczesność pragnienia i obawy, przycią­
towarzystwie, czyli jak żyć w warunkach niedoboru poznawczego, gania i odpychania, krystalizuje się w postrzeganiu obcości jako
niedcokreślenia sytuacji, niepewności. Nie znaczy to wcale, by prób , dziwacznego stopu bezpiecznej przystani i zagrożenia egzystencji.
radykalnego uwolnienia się od obcych zaniechano; rzeczy mają się Szuka się wtedy desperacko zanegowania ambiwalencji (której ist-
akurat odwrotnie - chroniczna niepewność, jaką widok obcych nieniu można zaprzeczać, ale usunąć z bytu nie można), rzutując
wciąż na nowo galwanizuje, szuka ujścia w nie kończącym się wysiłku niespójność własnych przeżyć na wybraną kategorię obcych (innymi
zdobycia niepodzielnej kontroli nad organizacją przestrzeni społecz­ słowy: ogniskując wieloznaczność, jaka przepaja całość przestrzeni I
nej, czyli ograniczenia swobody ruchu obcych i zmuszenia ich, by poznawczej, na jej wybranym fragmencie) i próbując pozbyć się
"trzymali się swego miejsca".
Z drugiej jednak strony - jak tego dowodził Georg Simmel,
wskazując na intymny związek między obcością, gospodarką pienięż­
li niespójności poprzez symboliczne lub dosłowne spalenie jej kukły.
Próby te będą prawdopodobnie podejmowane w nieskończoność; są
wszak równie nieodzowne, co bezowocne.
I
ną i intelektem - życie nowoczesne w tej postaci, w jakiej się Omawiając rezultaty badań przeprowadzonych przez swego do-
historycznie ukształtowało, bez obcych obejść by się nie mogło. Zakaz ktoranta, Johna Scotsona, na terenie jednego z przedmieść miasta
uczuciowego zaangażowania, obojętność na osobliwości jakościowe, Leicester. w którym nowe osiedle mieszkaniowe powstało tuż obok
odrywanie kontaktu od jego korzeni historycznych i odcinanie go od starej dzielnicy zamieszkałej przez ludzi od dawna osiadłych. Norbert
przyszłych konsekwencji - wymogi tylko w kontaktach z obcymi Elias ukuł parę pojęć: .zadomowieni" i "intruzi" Lestablished"
216 PrU'.~lruri .~p(/ll;'n'lu: ptJznawcza, estetyczna. m"ralnll Aporia Oł>Cf!IłO 217

stużyć miała uchwyceniu konfiguracji dwu grup


i .outsiders''). Para ta wprawdzie życia z jego przyrodzonych dolegliwości nowoczesnych,
toczących ze sobą nie kończące się boje o wytyczenie j ochronę lecz przynajmniej obiecała nową, być może złudną. ale dotąd nie
dzielących je granic. lecz zarazem zespolonych siecią wzajemnych zdyskredytowaną kurację na los, na który nie znano lekarstwa. Po-
usług, niezbędnych do utwierdzenia tożsamości każdej z nich. Inic- zwalała zogniskować rozsiane dotąd i mgliste niepokoje, skupić roz-
jatywę procesu wzajemnej separacji i stereotypizacji Elias przypisał proszone strachy (tym bardziej przecież męczące, im mniej określone)
..zadomowionym" (ta jednostronność inicjatywy była zresztą jedyną na konkretnym, namacalnym niebezpieczeństwie, z którym można
bodaj cechą pozwalającą jedną z dwu grup, skądinąd niemal symet- było walczyć i które można było nawet - kto wie? - odparować.
rycznych w swym składzie i postępowaniu, określić jako "zadomo- Teraz wiedziało się przynajmniej, gdzie tkwi groźba; pierzchło zatem
wioną". w odróżnieniu od "przybyszów z zewnątrz"). Pierwszym obezwładniające uczucie bezczynności wobec zagrożenia. Groźba
bodźcem do walki była niechęć wobec nie znanych dotąd ludzi, po miała wreszcie adres i nazwę: byli nią mieszkańcy nowego osiedla.
których - z racji ich fizycznego sąsiedztwa - spodziewano się I im głębsze było poczucie zagrożenia, tym bardziej przerażające,
kwestionowania wyłącznego dotąd prawa do określania przestrzeni mrożące krew w żyłach intencje i cechy przypisywano "intruzom",
społecznej; i oburzenie, z jakim z tego powodu powitano dobroduszne w których wcieliły się teraz upiory stras~po nocach przerażonych
oferty przybyszów - "intruzów" - nawiązania stosunków dob- tubylców. Jak stwierdzili Scotson i Elias, braz świata, jakiemu hoł­
rosąsiedzkich. "Zadomowieni" posiadali, w sposób oczywisty, dość dowali "zadomowieni", "przedstawial rzec ywistość w sposób bardzo
siły. by tak się właśnie zachować; zaś fakt, że tak się zachowali, stał prosty. Namalowany był w barwach białych i czarnych - nie było
się z kolei "substratem materialnym" ich siły. Ich przewaga nad w nim miejsca na indywidualne różnice między mieszkańcami nowego
przybyszami w tym się wyraziła, że mapa terenu, jaką się posługiwali, osiedla. Wszystkim przypisano to, co cechowało najgorszych". Ogól-
była z konieczności punktem wyjścia dla wszelkich map alternatyw- nie biorąc, "im bardziej [czadcmowieni" wszelkiego rodzaju - Z. B.]
nych i konkurencyjnych, jakie mogliby kreślić przybysze. Rozłam na są wystraszeni, tym bardziej prawdopodobna jest krancowa fantas-
"zadomowionych" i "intruzów" zrodził się i czerpał pokarm z asymet- tyczność i sztywność doktrynalna ich zbiorowych wierzen'j. Jak
rii władzy nad organizacją przestrzeni społecznej, i ze starania, by trafnie skomentował to Stephen Mennell: ~~­
przestrzeń faktyczną, "terenową", przykroić wedle postulatów zawar-
tych w jednej tylko, z góry nakreślonej i dotąd nie kwestionowanej -4' ~ ..taka procedura stygmatyzacji jest powszechną cechą dominacji w sytua-
cji. gdy siły ~ nader nierówne. zastanawia przy tym Identyczność treści
mapie poznawczej. Skoro autorzy mapy pierwsi zadeklarowali po- stygmatów w najbardziej nawet odmiennych przypadkach stygmatyzowa-
trzebę trzymania przybyszów na odległość, można wywnioskować, że nia. «Intruzi» są zawsze, między innymi, brudni, moralnie niespolegliwi
źródła rozłamu tkwią w problemach, jakie gnębią ludzi o tyle, o ile i leniwi. Tak właśnie widziano w dziewiętnastym stuleciu robotników
przemysłowych; pisano o nich często jako o «nie umytej masie» ((Great
zawiadują oni organizacją przestrzeni społecznej (że, innymi słowy,
Unwasbed»). Tak właśnie biali widzieli, i wciąż widzą, czarnych 16.
źródła te tkwią w problemach praktycznych wynikających z nieule-
czalnie aporetycznej natury tego zadania). Zauważyć można, że właściwości przypisane osobnikom lokowa-
Życie nowoczesne równa się życiu z obcymi, a życie z obcymi jest nym w przestrzeni poznawczej w przedziałach rezerwowanych dla
zawsze najeżone ryzykiem. denerwuje i wystawia na coraz to nowe "intruzów" czy "autsajderów" jednoczy cecha ambiwalencji. Brud, jak
próby. Okazja po temu, by ulepić z mieszkańców nowego osiedla
11 Norbert Elias and John L. Scotson. Thł' E.~tabIi5hed alld 1111' OUlsider..: A Sodo·
symboliczne wcielenie obcości jako takiej, uosobienie wszystkiego, co
IlIgkal 11lqlliry rrllo Commullily Proł>lem.v, Frank Cass, London 1965, as. 81,95.
cudze i cudzoziemskie, oraz źródło wszystkiego, co w przezroczystym l. Stephen Mcnnell, Norbert f/((I.I: Civi/izario'l and the Hllman Sel{.fmagt', 811<;1.-
świecie mętne, nadeszła więc niejako w samą porę. Nie uleczyła ona well, Derord 1989, s. 122.
118 Prusrru" speleczna: poznawcza, f.~lfl yCUlIJ, moral"a Aporia Obcego 219

wiemy, to przedmiot "nie na swoim miejscu" - coś. co powinno być lekarstwami - nie dotykają tego. co naprawdę w życiu doskwiera.
gdzie indziej niż jest, a co będąc tam, gdzie się w tej chwili znajduje, Tak długo jednak. jak żywi się nadzieję na ich skuteczność. pod-
zamazuje przedział, który dla uniknięcia groźnych nieporozumień trzymują one kruchą konstrukcję przestrzeni poznawczej, pomagając
powinien był być wyraźny. Niespolegliwość wskazuje na kapryśność w ten sposób czynić życie wśród obcych znośnym.
zachowania, która pozbawia sensu rachunek prawdopodobieństwa, W Smutku tropików, jednym z najbardziej urzekających dzieł an-
czyniąc bezużyteczną wszelką kalkulację opartą na znajomości zasad. tropologicznych, Claude Levi-Strauss 17 sugerował, że tzw..Judy pry-
Lenistwo oznacza pogwałcenie lub lekceważenie rutyny - a więc mitywne" dają sobie radę z niebezpieczeństwem, jakie zwiastują obcy,
pośrednio 1 regularności świata oraz jego wymogów. Aura wielozna- stosując inną (choć niekoniecznie "gorszą" jakościowo, czy "bardziej
czności otacza też inne właściwości z reguły zawarte w stereotypach prymitywną") strategię niż ta, którą my się posługujemy i uznajemy
"intruzów": a więc brak zasad moralnych, rozwiązłość płciową, nie- za ..normalną" czy "cywilizowaną". Strategia "prymitywnych" jest
słowność w interesach, uleganie namiętnościom, czy nieumiejętność antropofagiezna: zjadają oni. wchłaniają i trawią (asymilująe ieh nieja-
trzeźwego rozumowania; wszystkie te cechy sugerują, że reakcje .Jn- ko biologicznie) obcych, którym przypisują posiadanie władz magicz-
truzów" mogą być równie dobrze takie lub inne - są z natury nie nych a tajemniczych, licząc być może na to, że uda się im w ten
poddane regułom i nieprzewidywalne. "Intruzi" są niejako miejscem sposób władze te przejąć i posiąść na własność. Nasza strategia jest
nagromadzenia wszystkich strachów wynikających z niejasności sytu- natomiast omropoemiczna (od greckiego slowa €IlEiv - "zwracać",
acji życiowej i wszelkiego ryzyka związanego z organizacją przestrze- "wymiotować"). My wyrzucamy obcych poza obręb świata przez nas
ni poznawczej. Są wcieleniem chaosu, który wysiłki poznawcze pró- zagospodarowanego, poza teren życia uładzonego; usuwamy ich do
bują uparcie, lecz daremnie, zastąpić ładem, i natrętnie przypominają odległych miejsc, dla banitów przeznaczonych, lub spłukujemy ich do
o zawodności prawideł, z jakimi wiąże się nadzieję na sukces. Gdyby ścieków, z których wydostać się nie potrafią.
udało się wyrzucić .Jntruzów" poza obręb przestrzeni społecznej, być Tyle Levi-Strauss. Wydaje się wszakże, że opisane przez niego
mE' łą resztę koszmarnej wieloznaczności zabraliby ze sobą.. strategie nie są wyróżnikami dwóch typów społeczeństwa czy dwu
"Monopol na społeczną kartografię" - prawo do kreślenia po- epok historycznych; dwoistość stosowanych wobec obcych strategii
zn wczych map "oficjalnych", dla wszystkich obowiązujących - jest właściwa jest wszystkim społeczeństwom, łącznie z naszym. Strategie
jądrem wszelkiej dominacji i ucisku; jest też stawką w walce zdomino- fagiczną i emiczną znaleźć można obok siebie w każdym społeczeńst­
wanych i uciskanych z aktualnymi postaciami dominacji i ucisku wie i na każdym szczeblu społecznej organizacji. Obie są nieodzowny-
w imię ich odwrócenia lub zastąpienia przez inne, bardziej dla dziś mi narzędziami organizacji przestrzeni społecznej, ale też każda z nich
uciskanych przychylne. Ktokolwiek posiada lub posiądzie to prawo, jest skuteczna o tyle tylko, o ile występuje w zestawieniu z drugą.
będzie się starał usunąć aporie przestrzeni poznawczej, wybierając Wzięta z osobna, każda z nich stwarzałaby zbyt wiele braków i kło­
spośród mnóstwa obcych jedną, mniejszą rozmiarem kategorię .ob- potliwych odpadów, Przy łącznym natomiast zastosowaniu jedna
cych absolutnych" - bez których, w odróżnieniu od obcych w ogóle, strategia pozwala pozbywać się nieużytków, które wytworzyła druga,
można się obejść; taką kategorię, która dobrze obcość jako taką co zmniejsza niejako niewygody i koszty każdej z nich.
reprezentuje, bowiem ciążą na niej grzechy typowe dla każdej katego- Ujmując to w terminach ogólniejszych: strategia fagiczna polega na

trzeba z obecnością innych obcych. a


świata bez szkody dla normalnego biegu ż cia.
wt Ei.e
rii obcych - ale która nie przynosi pożytków, dla jakich godzić się
być usunięta ze
szelkie wybory tego
.włączaniu", strategia emiczna - na ..wyłączaniu". Pierwsza "asymiluje"

" Claude Lćvi-Strauss. 1ri.lle.1 Ir"fliqlll'.~. Ploin, Paris 1955. rozdz. 3M (pr/dl.ld
typu są, rzecz jasna, tylko środkami uśmier ającymi bóle, a nie polski: Smllll·1I rro"ill/lw. tłum. Aniela Sreinsberg, wyd." popr., PIW. War~7awa 1%41
].20 Przr.lfr..,ri .~Pi,It'czrra: pozrrawcza• rsretyczna. mora/mI Aporia Ohcego 221

obcych do grona sąsiadów, gdy druga stapia ich w jedno z wrogami. Mieszanym, wieloznacznym uczuciom wywoływanym z reguły
Wspólnym wysiłkiem zaś polaryzują one szarą masę obcych, próbując przez obcych - owych nie dość czytelnie zdefiniowanych, niedookre-
zaorać w ten sposób wprawiającą w zakłopotanie "ziemię niczyją" ślonych "innych", ani przyjaciół ani wrogów, lecz być może (o zgrozo,
między biegunami "swoich" i "cudzych". Obcych, którzy są ich przed- wbrew logice'} przyjaciół i wrogów za jednym zamachem - proponu-
miotem, strategie te stawiają przed dylematem: poddaj się lub przepa- ję nadać miano P.rtJ.I~9fOb!i, Termin ten odnosi się do niepokoju, który
dnij, bądź jak my lub wynoś się, graj wedle naszych przepisów lub wzbudzają zjawiska wielokształtne i wielokierunkowe. uparcie wymy-
zabieraj się od stołu. Tylko razem, tylko jako "albo-albo", są dwie kające-s~t.-.~ie~,-E§~~:eL5io j~s~~~L obrazu, nie mieszczące się
opisane tu strategie skutecznym narzędziem kontrolowania przestrze- vr-tnanęL~,_~nanych kategorii i podważające samą zasadę rozłączrej"
ni społecznej. Obie można więc znaleźć w narzędziowni każdej władzy. klasyllkacji zjawiSki' wyrąc~-o~ęgo śc·ódka. Tcn niepokój jest pokrew-
Przepisy regulujące warunki przyjmowania na członków wywrą ny zakłopotaniu, jakie odczuwamyw sytuacji dla nas niepojętej
trwały wpływ na zachowanie się kandydatów tylko w takim przypad- - czyli wtedy, gdy (w przeciwieństwie do rozumienia w tym sensie,
ku, jeśli uzupełni je groźba usunięcia, dymisji, relegacji, wydalenia jaki nadał mu Ludwig Wiltgenstein) "nie wiemy, jak postąpić", Prote-
przez "danie czarnej gaiki"; ta groźba z kolei nie wywarłaby wrażenia, ofobia oznacza zatem niechęć, jaką żywimy wobec sytuacji, w których
gdyby nie żywiło się nadziei na przyznanie członkostwa. Szkolnictwo czujemy się zagubieni, jakie wprawiają nas w zamęt myślowy, czynią
powszechne uzupełniają zakłady poprawcze dla wykolejeńców i roz- bezbronnymi. Takie sytuacje są produktem ubocznym, ale nieunik-
rabiaczy; potępienie obcych obyczajów i ostracyzm kulturowy uzupeł­ nionym, organizowania przestrzeni poznawczej: nie wiemy, jak po-
nia przynęta kulturowego "doszlusowania" do tych, którzy sądy stąpić w pewnych sytuacjach, bowiem zasady postępowania, które
wydają; naciski wynarodawiające uzupełnia zapowiedź "repatriacji" określają dla nas sens "wiedzy o tym, jak postąpić", tych sytuacji nie
lub "czystki etnicznej"; deklarację równości obywatelskiej uzupełniają objęły. Wyróżniamy takie sytuacje dlatego tylko, że co nieco już
przepisy prawne o kontroli imigracji i deportacji niepożądanych w sprawie struktury przestrzeni poznawczej zrobiono, i że dzięki temu
przybyszów. Istotą panowania - kontroli nad przestrzenią społeczną świadomi jesteśmy zasad skutecznie regulujących postępowanie w sy-
jest możność stosowania na przemian strategii [aqicznej i emtcznej. tuacjach "normalnych", w przestrzeni dobrze poznawczo zorganizo-
swoboda w ustalaniu kryteriów, wedle których wybiera się strategię. wanej; i wyróżniamy je dlatego właśnie, że od tego "stanu normal-
i prawo do decydowania o tym, którą strategię wobec konkretnych nego" odstają. Spotkania z obcymi są najbardziej jaskrawymi i doku-
obcych czy w konkretnym przypadku zastosować. czliwymi (a zarazem najbardziej powszechnymi) przypadkami sytuacji
W świecie współczesnym obcy są wszechobecni; pozbyć się ich nie wyróżnionych przez swe niedopasowanie do reguł przestrzeni po-
można, choć kusi wielu ludzi, by przynajmniej spróbować. Są wszak znawczej. Z punktu widzenia agencji zawiadujących ładem społecz­
obcy dla nowoczesnego sposobu życia w tym samym stopniu niezbęd­ nym obcy są odrzutami w procesie produkcji przestrzeni poznawczej;
ni, co stanowią tego życia bolesne (ale i przyrodzone) niedomaganie, wymagają nieustannego przerobu lub asenizacji. Tylko jednak w wy-
Obie omówione tu pokrótce strategie nie zapowiadają "rozwiązania" specjalizowanej perspektywie troski o utrzymanie ładu ów przerób
"problemu" obcych - ani rozwiania niepokoju, który budzi ich nieużytków czy wywóz śmieci jawi się jako czynność innego rzędu niż
sąsiedztwo, ani usunięcia wieloznaczności, jaką do życia wprowadza- "pozytywne" kroki. podjęte w sprawie klarowności mapy poznawczej.
ją, Są one co najwyżej środkiem kontrolowania "problemu", Ktokol- Administracja przestrzeni społecznej nie eliminuje proteofobii; nie
wiek ma w ręku instrumenty kontrolne, przetwarza aporetyczne zja- ma też ona jej eliminacji na celu, Przeciwnie, posluguje się prcteofo-
wisko obcości w narzędzie panowania: szczebel j rozmiary władzy bią w swych zabiegach, i - świadomie bądź niechcący, ale nieprze-
korelują ze szczeblem i zakresem kontroli. rwanie - uzupełnia jej zasoby. Kontrolować procesy organizowania
m Przestrzeń społeczna: poznawcza, estetyczna. moru/ml Thor~e"jr pruy/rzr>'li /1'Iorul"rj: rozbiórka pru.1ITu"i poz"awczej 2lJ

i odtwarzania przestrzeni społecznej lo tyle, co przesuwać w miarę Każdy stal się przedmiotem stosunku moralnego dlatego, że go
potrzeby ogniska proteofobii, dobierać przedmioty proteofobicznych osobiście wybrano. jako tę właśnie. a nie inną osobę. Odpowiedzial-
nastrojów, a następnie poddawać te przedmioty na przemian fagicznej ność moralna jest głucha na głos rozumu i ślepa na ostrzegawcze
lub emicznej strategii. wywieszki i kierunkowskazy. w jakie wyposażono przestrzeli społecz­
ną w wyniku wysiłku poznawczego.
Może się zdarzyć, że bliskość moralna pokryje się z bliskością
Tworzenie przestrzeni moralnej: poznawczą - że troska moralna sięgać będzie szczytu tam właśnie,

rozbiórka przestrzeni poznawczej gdzie wiedza o jej osobowym przedmiocie jest najrozleglejsza i naj-
bardziej intymna, a kurczyć się i więdnąć tam, gdzie wiedza ta jest
W toku budowy i konserwacji przestrzeni społecznej jako kon- wątła. a miejsce zażyłości zajmuje obcość wzajemna. Będzie to jednak
strukcji poznawczej tłumi się uczucia; lub. gdy emocje mimo wszystko tylko zbieg okoliczności, Korelacja dwóch przestrzeni nie jest konie-
pojawiają się, sprowadza się je do roli służebnej. Trudy i męki czna, nie jest nawet najbardziej prawdopodobnym z przypadków.
.usensownienia" przestrzeni są tu przede wszystkim poznawczej, in- Dwa procesy przestrzenietwórcze Kierują się odmiennymi i wzajem
telektualnej natury. Najbardziej powszechną i upartą z przyrodzo- niezależnymi zestawami reguł. Widmo Kolizji i wzajemnego wynisz-
nych dolegliwości przestrzeniotwórstwa jest zakłopotanie poznawcze czenia unosi się stale nad ich niełatwym współżyciem.
- kiedy to ze względu na niejasność wskazówek nie wiadomo Ktokolwiek ponosi odpowiedzialność za konserwację przestrzeni
dokładnie. jak się zachować. poznawczej, musi spoglądać podejrzliwym okiem na procesy kształ­
Moralna konstrukcja przestrzeni nie liczy się z ustaleniami. jakie towania przestrzeni moralnej - tak bardzo przecież ze swej natury
rządzą przestrzenią poznawczą. Lekce sobie waży społecznie obowią­ kapryśne, krnąbrne i w końcu "nierozsądne" są metody jej kon-
zujące zasady mierzenia bliskości c:z.y dystansu. Nie wychodzi od struowania (organizacja przestrzeni moralnej nie dba o uzasadnienia,
wiedzy już nagromadzonej. zastanej, ani też nie wytwarza nowej nie powołuje się na wiedzę, jaką da się innym przekazać, i nie potrafi
wiedzy, którą mogłaby później za wiedzę zastaną i wiążącą przyjąć. wybronić się przed zarzutami, a tym bardziej przekonać innych
Kwalifikacje intelektualne. takie jak umiejętność badania. porówny- o słuszności swoich wyborów) I~. Podejrzliwość nie musi być zresztą
wania. kalkulacji, oceny, pozostawia w gruncie rzeczy niezużytkowa­ odwzajemniona, jako że impulsy moralne są niejako "bezmyślne"
ne. W zestawieniu ze standardami. jakim hołduje poznawcze zagos- i "nierozważne" i jako takie nie są skłonne czegokolwiek "się wy-
podarowywanie przestrzeni. wydaje się żałośnie "prymitywna"; ot, strzegać"; ignorują one po prostu ustalenia przestrzeni poznawczej
I
takie sobie rzemiosło chałupnicze. nie na miarę naukowo zarządzanej (lub, mówiąc ściślej: zachowują się tak, jakby te ustalenia nie istniały).
produkcji fabrycznej.
Il W Nowrx:zrsnoici i ZU(I!udzie opisałem wyniki badań prowadzonych wśród
Przedmiotami organizacji poznawczej są inni ludzie. z kttlrymi "sprawiedliwych" -- ludzi. którzy w okupowanej prl.ez nazistów Europie ratowali
żyjemy: przedmiotami zaś organizacji moralnej są ludzie. dla kttlrych ofiary ludobójstwa na przekór nie tylko dzierżącym władzę. ale i nierzadko naciskom
żyjemy. Ci drudzy wymykają się wszelkiej "typifikacji". Jako miesz- większościowej opinii. Najbardziej interesującym wynikiem badań był brak jakiejkol-

kańcy przestrzeni moralnej, pozostają oni po wsze czasy szczególni wiek korelacji między bohaterską zgola decyzją podjęcia odpowiedzialności za losy
ofiar a wszystkimi "obiektywnymi" wyznacznikami przyjmowanymi przez socjologów
i niezastępowalni - żaden z nich nie jest "egzemplarzem gatunku".
1..1l determinanty ludzkiego zachowania się. Wynika stąd lei pośrednio. źc wszystkie
A już z pewnością żaden nie znalazł się w obrębie przestrzeni moral- wskaźniki, jakie władcy mogą zmierzyć i podliczyć. okazują się do niczego, gdy idzie
nej dlatego, że miał prawo do troski moralnej z tytułu przynależności o przewidywanie postępków ich podwładnych: a więc w końcu i to, że zachowań tych
(lub zaliczenia) do kategorii. której takie prawo z góry przyznano. kontrolować się w pełni nie da.
i

224 Pne.~rrzelt .Ipalenna: p<lznawcz:a, estet ycsno. moralna 1Worunie prze:ilrzeni moralnej: ro:hiórka pru.~rr:eni pmnawczej m

Jeśli przestrzeni poznawczej nie można wybronić bez tego. by mniej sytcekiego dumnego ze swych humanistycznych tradycji, ruszyło na
lub bardziej świadomie dusić impulsy moralne i usuwać ślady ich ulice domagając się życzliwej opieki nad szukającymi azylu uciekinie-
działania. impulsy moralne po prostu gardzą osiągnięciami póznaw- rami, którzy zatrzymali się tymczasowo w okolicy miasta I~. Niemal
ceych wysiłków; z punktu widzenia przestrzeni poznawczej jest to równocześnie, kilkuset mieszkańców podpisało petycję żądającą na-
jeszczejeden grzech dowodzący ich bezecności i okrywający je hańbą. tychmiastowego wydalenia stu spośród owych nieszczęśników, któ-
Imponujące zasoby intelektualne zaangażowane w budowaniu prze- rym zarząd miasta zamierzał przyznać kwatery stałe w zamieszkałej
strzeni poznawczej nie na wiele się przydają w zetknięciu z od- przez nich, a sąsiadującej z uniwersytetem dzielnicy. Nie jesl jasne,
po wiedziainością moralną - jedynym, ale jakie odpornym budul- w jakim stopniu grona demonstrantów i autorów petycji pokrywały
cem. z jakiego układa się przestrzeń moralną. się. Nie byłoby jednak niczym dziwnym, gdyby stopień pokrywania
~igdy nie można być <lo końca pewnym, czy odpowiedzialność się był znaczny, jako że najtrudniej spodziewać się koordynacji mię­
moralną wypaliło się do końca i czy nie powstanie ona na nowo dzy intelektualnym, poznawczym przestrzeniotwórstwern a przestrze-
z popiołów. Wysiłki poznawcze mogą co najwyżej liczyć na to, że uda niotwórstwem uczuciowym, moralnym Co innego UZnać "teoretycz-
się zawrzeć zmartwychwstałą odpowiedzialność w granicach pokry- nie" pewne kategorie za obdarzone prawami istoty ludzkie, a co
wających się z grubsza z przedziałem między zażyłością a dystansem innego - poczuć się odpowiedzialnym za ich los. Zgoda na to. że
społecznym. Innymi słowy, posługując się właściwymi im środkami "wszyscy ludzie są braćmi", wcale nie wyklucza nietolerancji wobec
mogą wysiłki poznawcze zmierzać, z jako taką szansą powodzenia. do takich ludzi, którzy przyjmą hasło powszechnego braterstwa zbyt
zakreślenia ram "uniwersum zobowiązań społecznych", poza które dosłownie; podczas gdy niechęć wobec stereotypu "obcego" bynaj-
odpowiedzialności moralnej sięgać nie wypada lub nie ma ona takiej mniej nie wyklucza stawania na szańcach w obronie któregoś z ..ob-
potrzeby: jeśli się w len sposób zasięg odpowiedzialności ograniczy, cych", gdy się dostrzeże biedę, w jaką popadł, czy krzywdę, jaka mu
nie będzie sprzeciwiała się decyzjom mianowanych czy samozwań­ się dzieje.
czych zawiadowców przestrzeni społecznej. A zakreślanie ram to tyle. W obrębie przestrzeni poznawczej obcy to taki, o którym wie
co wyłączanie pewnych kategorii istot ludzkich, dla których brak się mało, a chce wiedzieć jeszcze mniej. W lonie przestrzeni moralnej
miejsca w projektowanym ładzie społecznym (np. przestępców, wro- - obcy to taki, O którego mało się dba, a chciałoby się dbać
gów narodu, ludu. partii czy innych bytów nadrzędnych, lub "ob- jeszcze mniej. Dwa w ten sposób wyróżnione zestaw)' obcych mogą,
cych", a zatem wrogich, .ras"), z zakresu istot, które mogą stać się lecz wcale nie muszą się pokrywać. Jesteśmy chyba skazani na
przedmiotami odpowiedzialności moralnej; innymi słowy, ich ..od- to, b)' nadal popełniać czyny zarazem nierozsądne j niemoralne
człowieczanie". - ale też i czyny nierozsądne. ale moralne. a takie - rozsądne,
Wysiłek uszczelniania ram "uniwersum zobowiązań społecznych" ale niemoralne..,
rzadko jest w pełni skuteczny. Niedowład cechuje tei wysiłek przeciw-
stawny, zmierzający do poszerzenia ram odpowiedzialności i ogar- ,~ Por. Hosrtl Plan Te,ll.~ Lihl'ral Con.~dencl'. w: "Ollardian" l 2 grudnia J992 r.
nięcia nią nowych, nie objętych dotąd istot. Przestrzeń moralna zdaje "Projekt budowy przytułku dla uchodźców w Hcidelbergu wywolal reakcję typu "lylko
się być nieczuła na wszelkie argumenty intelektualne. bez względu na nie na moim podwórkun - pi~l.C autor notatki, David Gcw. Z drugiej strony, warto
przypomnieć k.lopoty Schleichera 1. przypinaniem odrażającej podobizny ,,'.yda w ogóle"
ich treść; zachowuje się ona tak, jak gdyby sfery poznawcza i moral-
do (warzy sąsladów-Żydó ... jego niemieckich uytelników; albo Himmlcra. skarżącego
na, rozumu i uczuć, trzeźwego rachunku i namiętności nie miały się publicznie, że jego wierni SS-mani godzą Się bez wahania na potępienie żydostwa
punktów stycznych i nie komunikowały się ze sobą. Dowiadujemy jako rasy. ale b:i-dy 1. nich l.na osobiście jakiegoś "dobrego Żyda". którego warto
się na przykład, ze tysiące mieszkańców Heidelbergu, grodu uniwer- byłoby oszczędzić ... (por. Nowaczesnałć i Zaalada).
226 Prze.~lrll!li spolrczna: poznawcza. estetvcma. morallła Prusrrzeli esle/}'CZlła 227

Przestrzeń estetyczna kojącą podprogową świadomość, ił: gdy zajdzie potrzeba, można
będzie na nich liczyć). Można beztrosko, w spokoju ducha, roz-
Rzec można, że jeśli proteofobia jest siłą regulującą organizację koszować się dziwactwami obcych pod tym tylko warunkiem, że ich
przestrzeni poznawczej, to proteofiiia jest siłą napędową estetycznego obcość w jakiś sposób zagwarantowano, że gapie mogą gwarancji
zaufać i wierzyć, że osłabienie czujności nie skończy się dla nich źle.
przestrzeniotwćrstwa.
Taktyki nibyspotkania i uprzejmej nieuwagi służą konstrukcji Estetyczne przestrzeniotwórstwo może przerobić mapę przestrzeni
I poznawczej - ale nie byłoby czego przerabiać, a nie byłoby też
przestrzeni poznawczej. "Rozpuszczają" one niejako obcego w prze. .,1
strzeni.flzyczn~i, czyli nie obdarzonej jeszcze sensem społecznym lub pokusy przerabiania, gdyby zabiegi konserwacyjne poznawczego
z niego ogołoconej; obcy jest w tym kontekście nie dającą się uniknąć przestrzeniotwórstwa nie miały trwałych i godnych zaufania na-
przykrością, bez której można by się skądinąd doskonale obejść. stępstw. Konsumpcja walorów estetycznych, jakie miasto ma do
Jedyna wiedza, jaką chciałoby się w tym przypadku posiąść, dotyczy zaoferowania, może się dokonać tylko w środowisku pilnie strzeżo­
sztuki trzymania obcego na odległość, i zapobieżenia temu, by się nym i nadzorowanym. Tylko w takiej przestrzeni mogą widzowie
przypadkiem wydostał z klatki obcości. poczuć, że znaleźli się u pulpitu kontrolnego estetycznej przestrzeni,
Na miejskim na ogół terenie życia nowoczesnego powstaje wszela- czuć się przy tym bezpiecznie i dać upust popędom estetycznym.

ko inna jeszcze przestrzeń, estetyczna - a to w wyniku nierów- Powab "kontroli estetycznej" - powab nieskazony. nie skalany
nomierności zainteresowania czy ciekawości, jakie budzą różne jego obawą przed zamaskowaną zasadzką, poczuciem winy czy strachem

fragmenty, oraz zabawy, rozrywki, przyjemności i uciechy, które przed kompromitacją i wstydem - wynika stąd, że kontroler może
spodziewamy się z nich uzyskać. Mapy poznawcza i estetyczna nie nie spodziewać się przykrych konsekwencji swych decyzji; stąd, że
muszą się pokrywać. Obcy z przestrzeni społecznej, z którym chcemy decyzje w ogóle nie pociągają za sobą następstw tak trwałych, iż
mieć jak najmniej do czynienia, może być przecież przedmiotem należałoby brać je zawczasu w rachubę. Kontrola estetyczna nie
wpływa na rzeczywistość, w jakiej zanurzone są jej przedmioty. Nie
zachłannej ciekawości, jeśli uzna się go za źródło przyjemnych prze-
żyć. Strategia właściwa przestrzeni poznawczej wymaga, by odwracać ograniczy ona w niczym ich opcji. Sadza ona wprawdzie kontrolera
wzrok, gdy się jest w otoczeniu obcych. Strategia związana z prze- w fotelu reżyserskim - ale aktorzy widowiska, jakie dla własnej tylko
strzenią estetyczną - na odwrót: czyni z oka szczelinę, przez którą przyjemności reżyseruje, nie wiedzą o tym -- nie wiedzą nawet, że są
wsączają się rozkosze, jakie ma w zanadrzu każdy gęsto zatłoczony aktorami, że w czyjejś wyobraźni toczy się przedstawienie, że spoczy-
teren. Właśnie obcy - ludzie o nie dość znanym, nie w pełni wa na nich reżyserska uwaga... Kontrola estetyczna - w przeciwieńs­
przewidywalnym sposobie bycia, kalejdoskopowo różni, zmienni i za- twie do innych, śmiertelnie poważnych i groźnych odmian kontroli
skakujący w wyglądzie i zachowaniu - mogą dostarczyć widzowi nad przestrzenią społeczną, odmian, które dla zabawy imituje - po-
najobfitszych i najbardziej podniecających przeżyć. Estetycznie rzecz zwala kwitnąć bez przeszkód tej przygodności życia, jakiej kostnienia
biorąc, ulica miejska jest teatrem, w którym wartość rozrywkowa i obumierania domaga się nadzór poznawczy. Brak konsekwencji
odsuwa na bok wszystko inne. praktycznych czyni przyjemność zawartą w przestrzeniotwórstwie es-
Choć poznawcza i estetyczna organizacja przestrzeni kreślą dwie tetycznym bezchmurną. Widzę tego tam oto mężczyznę kłaniającego
różniące się od siebie mapy, oba procesy nie całkowicie są od siebie się tamtej oto kobiecie. Zatrzymują się oboje, nawiązuje się między

niezależne. Każdy teatr potrzebuje bileterek i portierów, strzegących nimi rozmowa. Nie mam najmniejszego pojęcia o tym, skąd każde
wstępu, lub innych stróżów porządku (choć, jeśli można, nie natręt­ z nich przyszło, nie wiem, o czym mówią, ani dokąd pójdą, gdy
nych i nie rzucających się w oczy, ważnych głównie u względu na rozmowa się skończy. Ponieważ tego wszystkiego, i wielu innych
228 Przeslruń Spo/fC~"IJ: poznawcza, estetyczna. m(lralna Bycie raum jako bojskQ gier 229

jeszcze rzeczy, nie wiem - mogę z oglądanej pary ulepić wszystko, co towane przez instynkt samozachowawczy i niezbędne dla przetrwania
mi do głowy przyjdzie, tym bardziej, że cokolwiek bym wymyślił, do gatunku; która stawia sobie inne jeszcze, poza kontynuacją swego
nich to nie dotrze i na ich los nie wpłynie. Ja mam władzę; ja istnienia, cele.
wkładam sens w ich spotkanie. Mogę uczynić z niego flirciarza Gdy się na nią spojrzy z perspektywy wszystkich tych poważnych,
i bałamuta, a z niej żonę marzącą o wyrwaniu się na chwilę z obez- namaszczonych, nie splamionych humorem i nie znoszących żartów
władniającej rutyny nudnego małżeństwa. Mogę ich posłać do łóżka zajęć codziennych, jakich pełne jest życie zaprzątnięte potrzebą prze-
prosto z tego miejsca, w jakim się spotkali; albo przeciwnie - każę trwania - zabawa jest przede wszystkim czynnością bezużyteczną.
im rozejść się. każdemu do osobnego mieszkania. gdzie w samotności Nie służy ona żadnej "rozsądnej" sprawie. Może czasami przynieść
opłakiwać będą straconą szansę. Sila mej wyobraźni jest jedyną bogactwo, ale wszak nie gwoli wzbogacenia się ją podjęto. Może
granicą rzeczywistości. którą sobie wyczarowałem, i jedynym ograni- czasem dodać człowiekowi zdrowia, ale przecież nader często jej
czeniem, jakiego ta rzeczywistość wymaga. W przestrzeni estetycznej skutki są dokladnie odwrotne do tego, co by medycy zdrowiem
świat jest workiem pełnym epizodów, z których żaden nie jest jedno- nazwali. Zabawa nie ma na celu przetrwania; jeśli już o to idzie, to
znaczny. zdeterminowany, nieodwracalny. Życie w takim świecie ona właśnie czyni przetrwanie wartym zachodu, ale i z tego jej
przeżywać można jak zabawę. uczestnicy nie muszą zdawać sobie sprawy. Jeśli zażądać, by wy- 1111··
Radość czerpana z miejskiej przechadzki (powtórzmy: w mieście tłumaczyła swe istnienie wskazując funkcję, jaką spełnia - zabawa
pilnie strzeżonym, dobrze do przechadzek przygotowanym) jest rado- ujawni swą całkowitą i nieuleczalną zbędność.
ścią zabawy. Na .,wałęsaniu się bez celu, zatrzymywaniu na chwilę, by Zabawa jest zajęciem wolnym. Takim, co to znika wraz z wolno-
się wokół rozejrzeć" (tak opisano zachowanie się spacerowicza, po- ścią. Nie ma nic takiego, jak zabawa obowiązkowa, na rozkaz.
staci, jaką Baudelaire i jego najznakomitszy interpretator. Walter Można zmusić ludzi do przestrzegania przepisów gry, ale nie do
Benjarnin uznali za najpełniejsze wcielenie mieszkańca nowoczesnego grania (powiadają Anglicy: można przyprowadzić konia do wodo-
miasta) polega. rzec można, najatrakcyjniejsza z możliwych zabaw, poju, ale nie można zmusić go, by piL). Z tej to pewnie przyczyny
jakie oferuje nowoczesne miasto. trwa zabawa tak uparcie przy swej "niefunkcjonalności". Gdyby
zabawa służyła celowi, gdyby się ludzie bawili "po to, aby", w imię
tego czy innego celu, gwoli tego, by coś posiąść lub coś zachować
Bycie razem jako boisko gier - ich poczynania straciłyby wiele ze swej wolności. Czyny są praw-
dziwie wolne wtedy i tylko wtedy, gdy są zaiste pozbawione celu
Johan Huizinga uznał. że miano homo ludens - człowiek zabawy - gdy można się bez nich obejść.
- lepiej oddaje cechy wyróżniające człowieka spośród istot żywych, Wolnością, bezcelowością i zbędnością różni się zabawa od "nor-
niż bardziej popularne pojęcia homo sapiens czy homo faber'", Zaba- maJnej", .zwyktej", "należytej", "rzeczywistej" reszty życia. Grać mo-
wa, powiada Huizinga, jest starsza od kultury; jest ona tworzywem, żna na serio, i często tak się właśnie gra, i gra jest najlepsza,
z jakiego kulturę - ten specyficznie ludzki sposób bycia-w-świecie gdy gra się ją poważnie; ale nawet wtedy to, co się robi, robi
- lepiło się i lepi nadal. Stworzenie, które się bawi, to istota. która się "na niby". Udaje się tylko, że się robi "naprawdę" - i lo
w swych zamysłach i poczynaniach wychodzi poza czynności dyk- udawanie, owo domyślne ,Jak gdyby", różni zabawę od rzeczywistej
rzeczywistości. Gra się wiedząc, że założenia gry są tym właśnie,

'" Johan Huizinga, Homo /udf!ns, przekład Marii Kurecktej i Wj,', 'Ida Wirpsz). czym są: założeniami, które przyjęło się dobrowolnie i które można
C'yle!nik, Waf9mwa 1967. --- jeśli się zechce - odrzucić. Nazywamy rzeczy "rzeczywistością"
III
230 Prze.~lrzeri .,polecz/la: poznawczo. estetycisa. moralna Byde razem jaka boi~k() Iłiu 231

wtedy, gdy świadomości takiej nie marny, albo gdy wzdragamy się do każdej rozgrywki z osobna, ale powtarzalność rozgrywek kasuje to
niej przyznać: albo gdy marny ją, ale nie ufamy jej prawdziwości. ukierunkowanie czasu; znosi w istocie już sam upływ czasu. Granie
W "rzeczywistości" nic nie jest zbędne i nic, co się wydarza, nie jest nie jest czynnością kumulatywnq. Nic lu się nie gromadzi i nie rośnie
naprawdę wolne... (za wyjątkiem sprawności gracza, jego znuzema, zapału lub znudze-
Nadto jeszcze jest rzeczywistość szlamowata, śliska, lepka - wcis- nia). Każda kolejna rozgrywka startuje od z.era - wynik poprzedniej
ka się we wszystkie szczeliny, panoszy się we wszystkich kątach; rozgrywki nie określa wyniku następnej, rezultat nowego spotkania
podczas gdy zabawę odgrodzić można szczelnie od otoczenia ściana­ jest tak samo otwarty, jak był wtedy, gdy nie zaczęła się jeszcze
mi, kulisami czy płotem boiska. tak że nie ma wątpliwości co do tego, poprzednia rozgrywka. Można powiedzieć, że w odróżnieniu od "rze-
gdzie się gra, a gdzie nie. Zabawa ma początek i koniec; oba momenty czywistości" gra jest procesem Markowa, nie Markowa łańcuchem: co
są wyraźnie zaznaczone - dzwonkiem, gwizdkiem, wystrzałem starte- znaczy, że prawdopodobieństwo osiągnięcia jakiegoś przyszłego stanu
ra, podniesieniem czy zapadnięciem kurtyny. Zabawa nie zaczyna się, zależy wyłącznie od stanu bieżącego, a nie od byłych zdarzeń, które
zanim się nie zacznie, i nie trwa. gdy zabrzmi sygnał końcowy. Zabawa do niego przywiodły, W każdej rozgrywce z osobna poprzednie ruchy
ma swoje, dla niej tylko przeznaczone miejsce: hipodrom, kort teniso- gracza ograniczają jego swobodę manewru - ale w nie kończącym .1
wy, salę balową, stadion, dyskotekę. kościół, szachownicę -- wszystkie się paśmie gier. jakie składają się na zabawę, gracz odzyskuje pełnię
dobrze zaznaczone i strzeżone, Zabawa nie "wylewa się" poza tereny wolności z rozpoczęciem każdej kolejnej rozgrywki i wciąż na nowo
dla niej zastrzeżone, nie zakaża miejsc dla niej nie przeznaczonych, nie
sięga terenów, które pozostawia się rządom "rzeczywistości", Zabawę
można odizolować od reszty życia, a nawet trzymać w sekrecie,
A dzięki klarowności granic czasowych i przestrzennych, pieczołowicie
f jego byłe poczynania tracą wpływ na obecne szanse. Gra nie ma, rzec
można, trwałych następstw, nie "przylepia się", nie rodzi zobowiązań,
nie pozostawia po sobie zależności i obowiązków.
Każda gra ustanawia własne przepisy, Gra to tyle, co przepisy: gra
chronionych przez konwencje. można "wejść" do zabawy i z niej istnieje w ten tylko sposób, że pewna liczba graczy postępuje w myśl
"wyjść" - majstersztyk w rzeczywistej rzeczywistości nie do pomyśle­ pewnej liczby przepisów. Walor przepisów polega na tym, że wynika
nia, Raz gram, innym razem nic, Mogę nabrać dystansu wobec z nich wyraźnie, jakie postępki należą do gry, a jakie grą - tą
zabawy, w której uczestniczę, wobec jej założeń, wobec całej postawy wlaśnie grą w tej chwili rozgrywaną - nie są. Jasność przepisów
"na niby", To zresztą właśnie moja swoboda ruchu i zaangażowania udaremnia bunt nie można być sceptykiem wobec przepisów gry, jak
czyni wszystko, co robię "w ramach zabawy", działaniem "na niby". powiada Huizinga. .Pojęcie «przekraczania» przepisów gry jest bez-
Grę. jako że jest zabawą, można zacząć od początku, Można ją sensowne" - dodaje Baudrillard. ,.W kręgu powtórzeń nie ma linij,
też powtórzyć, nawet jej koniec jest tylko "na niby'' - nie, jak którą można byłoby przeskoczyć (można tylko opuścić grę)"!'. Gra
rzeczywistość, rzeczywisty, Żadna porażka i żaden triumf nie są
,"
I toczy się o tyle, o ile jej przepisy traktuje się poważnie. Lekceważąca
ostateczne i nieodwołalne. Nadzieja na rewanż osładza więc gorycz postawa wobec przepisów, jako "zwykłych konwencji", równa się
klęski. Zawsze można przecież raz jeszcze spróbować; błąd można pogardliwemu stosunkowi do gry samej - ..ot. to tylko zabawa. to
odrobić, role mogą się jeszcze odwrócić". Jako że można ją po- tylko na niby"; jest to jedyna postawa prawdziwie dla gry zabójcza.
wtórzyć, rozegrać na nowo, i jako że koniec każdej gry jest tylko Aby się toczyć bez szwanku, gra wystrzegać się musi takich, co to
początkiem kolejnej rozgrywki, tylko "oczyszcza grunt" pod nowy psują innym zabawę, bardziej niż tych, którzy łamią prawa.
początek - gra jest poniekąd roboczą próbą nieśmiertelności: jak
długo się gra. czas biegnie ku przewidzianemu zakończeniu po to li Jean Baudrillard, Sl'dllClicm, trans. Btian Singer, Macmillan, London 1990,
tylko, by zacząć biec od nowa, Czas ma "kierunek" tylko wewnątrz ...r·' s. 146.
212 PrU:itnfri,pO/C1ano. po:nO,,"'I'UI, estet ycmu, mora/na BJ'de razem jalt:o łmiskl) fłirr 233

Z przędzy
przepisów gra wyplata swój własny porządek - swoj- Jest czysta, jako że bliskość estetyczna nie koliduje z dystansem
ski i przytulny, laki, co to nigdy nie zawisa groźnie i nieubłaganie społecznym: spacerowicz zagania przechodniów do prywatnego teatru
nad głowami uczestników, jak to czynią prawa państwa czy przyrody: wyobrażni nie bojąc się, że zapędzeni upomną się o prawa i przywileje
lad ten rodzi się wszak. wraz z chęcią zabawy, i wyparowuje bez śladu pracownicze. Poznawcza organizacja przestrzeni wytworzyła odlegle-
w chwili, gdy chęć wygaśnie. Chciałoby się, by wszystkie lady były ści, które reorganizacja estetyczna przezwyciężyć może tylko "na
takie: ale nieliczne tylko porządki "rzeczywiste" takie są, lub wydają niby" - w zabawie, w wyobraźni, bez namacalnych następstw. To
się takie być. Jakkolwiek przepisy gry byłyby dokładne i szczegółowe, tylko widok przechodniów, ich obrazy grają w prywatnym teatrze
nie odbiera się ich jako przymusu c:z.y ucisku. Nie upokarzają one, nie spacerowicza; aktorami są odbicia w siatkówce jego oka - wy·
zniewalają. Gra ustanawia ład poniekąd wymarzony (wszystkie łady )1 preparowane dokumentnie z tożsamości oryginałów, ich życiorysów
obiecują. że takie będą, ale niewiele 2 nich dotrzymuje słowa): taki i wszystkiego innego, co w przechodniach w aktorów przemienionych
lad, który umożliwia, miast k.rępowa(~ - dodaje sił, otwiera nowe cielesne i "rzeczywiste". Jak zauważył trafnie Henning Bech:
możliwości, dostarcza wiedzy, jak postąpić. Gra wyczarowuje ład tak
"W miejskim tłumie istoty stają się dla siebie nawzajem powierzchniami
pełen powabu, że wszystkie inne porządki próbują z mniejszym lub
., . - z tej prostej przyczyny, że tylko powierzchnię dostrzec może człowiek
większym powodzeniem ogrzać się w jego blasku: stróże wszystkich w mnóstwie obcych ludzi, wypełniających przestrzeń miasta. Własne
porządków, a już najbardziej ich nadworni pochlebcy, lubią nazywać spojrzenie przekształca innych ludzi w powierzchnie - a widz sam jest
posłuszne spełnianie obowiązków "graniem roli", popychane i ciąg­ takąż powierzchnią dla innych, co nie może ujść jego uwadze. W sumie
powierzchnia staje się przedmiotem oceny typowo wzrokowej - tzn.
nięte za uszy ofiary przymusu - "aktorami", a nawet same prawa
oceny estetycznej, posługującej się takimi kryteriami, jak piękne czy
przemocą narzucane opisywać jako "przepisy gry"... odrażające, ciekawe czy nudne?".
Wszyscy, poniekąd, bawimy się. Miejski spacerowicz Vlimeur) jest
W sztuce, której jedynym reżyserem jest spacerowicz, przechodnie
aktorem wędrownym. Jak ślimak swój domek, zabiera on swą zabawę
uczestniczą tylko swymi powierzchniami (stąd kojąca dla reżysera
ze sobą, dokądkolwiek by się udał. Jak w pasjansie, uprawia grę
świadomość bezkarności, możność beztroskiego poddania się kap-
jednoosobową, może więc wycisnąć ze swej zabawy wszystkie smako-
wite soki do ostatniej kropli; nie musi się wszak liczyć z sobkostwem
czy zawiścią innych graczy, ani też nie dokuczy mu wścibskość
.. rysom reżyserskiej fantazji). Przypomnijmy tu, że redukcja aktorów
do powierzchni, możność odcięcia powierzchni od reszty jaźni, jest do
pomyślenia tylko w przestrzeni już społecznie zorganizowanej; władze
uparcie węszącego faule sędziego. Spacerowicz tym się bawi, że czyni
innych ludzi aktorami: oczyma wyobraźni widzi ich jako aktorów, estetyczne nie byłyby same przez się do takiej redukcji zdolne. Zanim
redukcja estetyczna wystartuje, trzeba, by w przestrzeni miejskiej
ulicę jako ich scenę, a ich życie jako przedstawienie. Czyni to na
własną rękę i nikomu się nie zwierzając - mało go więc obchodzi,
wydzielone już były obszary, w których w otoczeniu obcych czuć się
można bezpiecznie - w których wszelkie odstępstwa od zasady
co inni, w tym i dobrani przez niego aktorzy sztuki, jaką wymyślił,
wzajemnego niezauważania się można by spokojnie i za ogólną zgodą
pomyślą czy uczynią. Jest on w tym przedstawieniu jednocześnie
traktować jako tylko chwilowe, pozbawione konsekwencji i ściśle
scenarzystą, reżyserem, inspicjentem, suflerem, jedynym widzem
zabawowe. Takie obszary, w których każdy (za wyjątkiem paru
i jedynym recenzentem. Wałęsać się po ulicach Vlaner) to dla
intruzów, jacy się do zabawy nie nadają, a których stróże porządku
spacerowicza tyle, co bawić się w grę: uprawiać swojego rodzaju
metagrę. czy nawet metazabawę -- "zabawę w zabawę". Czyniąc to
11 Henning Bech, Liri/lf/ 11lfł~rher i/l lh.· [ P".<I-! M/ld!'r/l World, (IdClyl wygloszony
wie on dobrze, że się bawi. Jego zabawa jest dojrzała. a zarazem na Europejskiej Konferencji Socjologicznej ee lemat ,.Changing Family Structures and
dziewiczo czysta. , New Forms of Living Together". Wiedeń 26-2S sierpnia 1992 r. (mav:Yll(lpi~).
2]4 Przest.ze'; spolecma: poDltlwcza, estetvcma. mO'lIlna Boisko Iladzorowalle m

publicznego nie omieszkają usunąć) jest gotów ofiarować swą powierz- rolę, przypadła im w udziale w nowoczesnym mieście ..., aby
jaka
chnię innym do zabawy i spodziewa się, że ci inni odpłacą pięknym wystawić na pokaz cudzą fortunę" (rolę tę jako pierwszy odnotował
za nadobne. Thornstein Veblen w przenikliwym studium kobiet jako przedmiotu
Wszystkie miasta od zarania dziejów miały swe boiska do gry i eksponatu ..ostentacyjnej konsumpcji"). Dodajmy, że tereny przy-
przeznaczone. Paryskie Arkady stały się ich symbolem i najczęściej stosowane umyślnie do ZAbaw spacerowicza ofiarowały kobietom
omawianym przykładem dzięki temu, że rozpisał się o nich z takim bezpieczną przystań, jakiej gdzie Indziej znaleźć nie mogły. Spacero-
przejęciem i zrozumieniem rzeczy Walter Benjarnin. Tak: były Arkady wicz-mężczyzna mógł wybierać i przebierać, gdy poszukiwał miejsc
zaprojektowane, by dostarczać radości oczom gapia; aby więc przy- nadających się do zabawy; dla kobiet natomiast większość spacerowi-
ciągać miłośników rozkoszy wzrokowych. Pierwsze też wyciągnęły erowskich wybiegów, w tym i miejsca najbardziej przez spacero-
wniosek li:, spostrzeżenia, że na słabostkach spacerowicza można wiczów męskich ulubione i najgorliwiej uczęszczane, były terenem
zarobić. Planowo i z rozmysłem Arkady trudniły się sprzedażą cieszą­ zakazanym. Połączenie ZAbawy spacerowicza z nowoczesnym/pono-
cych oko widoków. Ale by zwabić przyszłych klientów, projektanci woczesnym konsumeryzmem, przyglądania się z wystawianiem siebie
i właściciele Arkad musieli ich wpierw "kupić"; prawo do bezpłatnych na widok publiczny, czynności kupowania z oddawaniem na sprzedaż II
rozkoszy wzrokowych było przynętą dla dzisiejszego spacerowicza, własnego wyglądu - dokonało się najpierw w toku społecznego
jutrzejszego klienta. przygotowano więc tu dla niego cieszące wzrok konstruowania kobiety jako konsumenta i przedmiotu konsumpcji
wystawy sklepowe, przykuwające oczy obrazy, budzącą zachwyt grę zarazem. Resztę dziejów nowoczesnego/ponowoczesnego spacerowi-
kształtów i kolorów. "Kupowano" klientów, schlebiając pożądaniom cza można by więc opowiedzieć jako historię feminizacji jego st.ylu I''I
spacerowicza; raz uwiedziony, spacerowicz stawał się kon,~umen!em. życia."
Ale włócząc się po Arkadach, sam z kolei sławal się przynętą dJa
innych jeszcze klientów in spe -- atrakcyjnym widokiem, obietnicą
przygody i zabawy. Cudowne przekształcenie towaru, który trzeba Boisko nadzorowane
było kupić, w nabywcę, który sam kupuje, dokonywało się niejako po
drodze i od niechcenia. W końcu różnicę zamazano do cna. Nie By tkać
bez przeszkód swe fantastyczne obrazy, by utrzymać
wiadomo już było, co (czy kto) jest przedmiotem konsumpcji, ani co wyobraźnię w stanie wrzenia, spacerowicz potrzebuje własnej działki
(czy kto) jest nabywcą towaru. do uprawy - nawet (zwłaszcza) wtedy, gdy zanurza się w tłumie.
Griselda Pollock " zauważyła, że takie "stopienie w jedno" towaru Musi widzieć, pozostając nie widzianym. Ta sama niestrudzona wy-
i konsumenta, kupowania i bycia kupowanym, było wpierw losem obraźnia, która wyczarowała z tłumu teatr, musi też znaleźć w tłoku
(ale i radosnym przeżyciem) kobiet - na długo przed tym, zanim miejsce na biurko scenarzysty i fotel reżysera. W osobie spacerowicza
wzory na nich wypróbowane rozciągnięto na pozostałą połowę lud- "triumfuje rozkosz śledzenia"; spacerowicz "nie zastyga w figurze
ności i nadano im charakter powszechny. Udające się na zakupy gapia (badaud)": jest on .derektywern-amatorem" ". Praca spacerowi-
mieszczki były zarazem tymi, które patrzą, i tymi, na które się patrzy; cza jest przyjemna, ale niełatwa. I nie można jej wykonywać w dowol-
wyprawa na zakupy była dla nich od początku tożsama z czynnością nym miejscu. To samo społeczeństwo, które wyprawiło spacerowicza
swoistej samosprzedaży. "Kobiety szły na zakupy, aby lepiej wykonać na nie kończące się wędrówki, które uczyniło zeń człowieka ZAbawy

l' Grisclda Pctloce. "Thc vtew from «Elsewnere»: A PoliliC1 ol FcminiJt Spec. l' Walter BeCJjamiCJ, Char/e.f Baedełaire: A Lyrir YlJfl in Ihe Era oj High CupillJ-
tatorahip - Rcading around Manet's «Bar al the Folice-Bergere>" (maszynopis). /iSIfl, trans. Harty Zohn, verso, London 1983, S, 69.
236 Przestrzeli społeczna: POZIW\liCZa, esU/runa. moral"a BoisIto nadzorowane 2J7

oczekującego zabawy od świata, musi mu leż dostarczyć świata nic nie przepędzi uczestnika z bezpiecznej przystani konwenansu. Za
nadającego się do wędrówki-zabawy. Takim światem były począt­ przyjemności wynikające z przebywania w Arkadach nie płaciło się
kowo ulice nowoczesnych metropolii. Rytm życia spacerowicza rezo- żadnej ceny - poza przyznaniem innym spacerowiczom prawa do
nuje, jak powiada Benjarnin. z pulsem wielkiego miasta. Spacerowicz traktowania siebie w ten sam sposób. w jaki samemu się traktowało
"chwyta rzeczy w przelocie", A na zatłoczonych ulicach metropolii ich, czyli zgodą na lO, by być celem ich ukradkowych spojrzeń
wszystko jest w locie. i tematem dla ich fantazji. To, co się tu działo, miało powab wiecznie
Nie każda ulica jest jednak odpowiednim dla fantazji spacerowi- otwartej szansy, a wolne było od groźby nudy, jaka nieuchronnie
cza pastwiskiem. Trzeba - po pierwsze, by chodniki były na tyle nadciąga wraz ze spełnieniem; podniecało urokami szansy wciąż
szerokie, aby można się było po nich wałęsać, "zatrzymując się od nieuchwytnej, a rzadko, jeśli w ogóle, nużyło banalnością szansy
czasu do czasy, by się wokół rozejrzeć". Po drugie, trzeba, by ulice schwytanej i do końca wykorzystanej; jak zamek z piasku, morze
i domy, jakie je okalają, były na tyle atrakcyjne, aby zwabić i za- nowych możliwości rozmywało każdą przygodę, zanim się ją zdołało
trzymać uwagę tych, którzy mają dość czasu i chęci, by się powałęsać. I doprowadzić do końca. Była tu więc okazja po temu. by działać bez
Jak dla Baudelaire'a, który dostarczył mu ich obrazów na zawsze J obawy przed frustracją, Szanse wymykające się, w odróżnieniu od
utrwalonych na błonie poetyckiego wyczulenia, tak i dla Benjarnina spełnionych, nigdy nie starzeją się i nie pokrywają zmarszczkami.
były paryskie Arkady (owe "szkłem pokryte, marmurem wyłożone "Błyskawica... i noc!" - tak zapamiętał Baudelaire piękną nieznajo-
pasaże" "z ciągnącymi się po obu stronach eleganckimi sklepami"; mą, tym piękniejszą, że gorączkowych zabiegów kosmetycznych wy-
owe "miasta, światy nawet, w miniaturze") prototypem ulic wielkiego obraźni nie krępowało przelotne, ledwo odnotowane świadectwo
miasta nadających się na "miejsce zamieszkania" dla spacerowicza". oczu. "Pierzchająca piękności / Co błyskiem oka odrodziłaś moje
Przychodziło się do Arkad po to, by się pokręcić i pogapić: nie były serce / .,. nie wiesz, dokąd idę, nie wiem, gdzieś przepadła / Ty, którą
Arkady pasażem, którym się po prostu stąd dotąd przechodzi, lecz mógłbym kochać. ty, coś to odgadła!"16.
miejscem, w jakim się przebywa. Spacerowicz czuł się w Arkadach Nie ma już Arkad. Te, które się ostały, zastygły w swej niegdysiej-
bezpiecznie, był "u siebie", w domu: znajdowal się tam przecież szej (lecz dziś już pozbawionej funkcji) świetności w przewodnikach
w otoczeniu innych spacerowiczów, a spisek spacerowiczów cemen- '« :'
dla turystów. Służą czasami schronieniem nielicznym nostalgikom,
towała niepisana umowa, że nie zdradzą wspólnej tajemnicy, że nie którzy pamiętają jeszcze przeżycia, za jakimi można tęsknić. Dogory-

l
będą się krzywić na poczynania kolegów po fachu, że nie będą się do wają powoli i w milczeniu, z dala od "utartych szlaków", którymi są
ich poczynań mieszać, że wspólnie zajmować się będą każdy swoją, teraz miejskie autostrady i drogi przelotowe; to na nich przecież "się
bardzo prywatną sprawą - pojedynczo, w tłumnej samotności. A by- dzieje" to, co się dziś dzieje. Dziś działanie jest przecież czymś innym,
ło tam dosyć spraw dla każdego z nich: Arkady stanowiły miejsce niż było. Polega ono głównie na przenoszeniu się stąd tam - szyb-
'"
"gdzie się coś dzialo" - a przynajmniej spodziewano się tego po nich, kim, jak się tylko da, możliwie bez naciskania hamulców, a jeszcze
i prawdę mówiąc rzadko zdarzało się spacerowiczom rozczarować. lepiej bez oglądania się za siebie. Na drogach przelotowych nie widzi
A "działo się" właśnie to, na czym spacerowiczowi zależało: coś, się tajemniczych nieznajomych; jeśli tam są, kryją się za zadymionymi
o czym się wiedziało, że można w tym, w spacerowiczowym stylu, szybami samochodów. W najlepszym razie tkwią jeszcze na oboczach
uczestniczyć bez obawy, że wynikną z owego uczestnictwa przykre dla jezdni sprzedawcy i straganiarze; na ogół jednak ci. którzy sterczą na
uczestnika ciężary, i w przeświadczeniu, 'i-c nic nie popsuje zabawy,
.6 Charles Beudeteoe. Do Przechodzqcej, w przekładzie Mieczysława Jastrunu.
l._ W. Benjllnlin. Ch<lrlt.~ Baudl'laire..., ss. 36.37. w: Kwialy z/a, PIW. wers-a....a 1958, 5. 67.
PrzeJ/Tlen społeczna: poZlUIWCZD. es!eryc:n.:l, mora/nQ Boisko "MrOrOWaJ'le 2lO
2"

chodnikach, zwiastują niebezpieczeństwo - kręcą się tam lub tkwią warownym, chronionym przez patentowe rygle i syreny alarmowe,
nieruchomo obiboki i narkomani, żebracy, raniący sumienie obe- owe współczesne odpowiedniki strzelnic, fos i mostów zwodzonych).
rwańcy, handlarze narkotyków, porywacze torebek, kieszonkowcy... Budynki mieszczące publiczne wybiegi nowego typu odwróciły się do
Ha! pewnie i zboczeńcy seksualni. pederaści i gwałciciele in spe, ulicy plecami. Drzwi wejściowe i bramy, niegdyś przestronne, gościn­
zaczajeni na niebaczną zwierzynę... Tym, co muszą na chwilę porzucić nie rozwarte i zapraszające do wnętrza, bogato zdobione, jak na
przenośne twierdze samochodów, jak i tym, których nie stać na wizytówki dumnych mieszkańców przystało - skurczyły się i ukryły
kupno własnej twierdzy, ale którzy mniemają jeszcze, że są "uczciwy- w mało widocznych zakątkach muru, jakby marzyły o tym, by się do
mi" ludźmi - ulica kojarzy się z dżunglą raczej, niż teatrem. Wy- reszty zasklepie; jakby chciały ochronić schowane za nimi wonne
chodzą na ulicę wtedy tylko, gdy muszą. Ulicę wypełnia ryzyko, nie ogrody od wyziewów zdradzieckiego bagniska ulicy. Niczym w pota-
szansa przygody. Ta ulica nie jest pomyślana dla spacerowicza, a już jemnej zmowie, jakby uwikłane raz na zawsze w .scbiamorodny
na pewno nie dla spacerowicza o słabym sercu. Ulica to uroczysko, łańcuch" Gregora Batesona, przepych "deptaków zakupowych" (shop-
od którego trzeba się odgrodzić pancernymi bramami, wyposażonymi ping maI/s) i nędza ulic dodają sobie nawzajem wigoru, dbając wspól-
w domofon i czujnikami alarmów samochodowych. nie o to, by rósł powab tych pierwszych, a coraz bardziej straszyły te
"Na poziomie ulicy przestrzeń jest martwa... Służy ona jedynie drugie. Co lU dużo mówić: ulica przestała być żerowiskiem spacerowi-
przedostaniu się do wnętrz" - tak podsumował Richard Sennett cza. To, co zostało "na zewnątrz", jest zaprawdę niczym więcej niż
przed dwudziestu laty wyniki badań nad najbardziej chwalonymi "poziomą siecią transportu". No a co odkryje spacerowicz "we-
i reprezentacyjnymi dokonaniami współczesnej urbanistyki, które już wnątrz", gdy się w końcu do środka przedrze?
1•
w tamtych latach zapowiadały ponowoczesne wydanie metropolii 2 Wnętrze jest, istotnie, bajeczne. Okazałe, Efektowne. Rozkoszą
"Mało tu sklepów, są za to olbrzymie rozłogi pustej przestrzeni. Przez jest na nie patrzeć, rozkoszą w nim przebywać. Miejsce umyślnie
ten teren się przechodzi, lego terenu się nie używa". Teren publiczny stworzone, by "wałęsać się bez celu, zatrzymując się od czasu do
nowego i "ulepszonego" typu odgrodzono skrzętnie od ulicy - owej czasu, aby się rozejrzeć" - raj, o jakim spacerowicz marzył, ale
napawającej strachem, bo nie dość pieczołowicie nadzorowanej, wylę­ jakiego nigdy przed tym nie zaznał. W każdym razie takie ma
gami nowoczesnych koszmarów - murami, barierami i biurami się tu wrażenie. Ale jeśli się zastanowić, zrodzi się podejrzenie, że
przepustek. Wszystko wokół informuje przechodnia: "przestrzeń jest nowe i "udoskonalone" pastwisko dla zmysłów jest spacerowicza
po to, by przez nią przejść; nie po to, by na niej przebywać"; ostateczną klęską. Z najbardziej atrakcyjnych przywilejów - prawa
w żargonie urbanistów ulica to "pozioma sieć transportu obsługująca do sporządzania własnego scenariusza, do doboru aktorów/powie.
jednostki pionowe". rzchni i do układania i reżyserowania sztuki - spacerowicza tu
Wydzielone tereny, których właściciele lub administratorzy prag- wywłaszczono. Przyswoili sobie te prawa projektanci i właściciele,
ną, by się na nich przechodnie zatrzymali i 'rozejrzeli wokół. baryka- lub mianowani przez akcjonariuszy dyrektorzy "deptaków". Scenopis
duje się od strony ulicy samozatrzaskującymi się bramami i rzędami jest gotowy z góry i sporządzony przez specjalistów - jest też,
uzbrojonych strażników, czyniąc to samo, tyle że lepiej i z większym jak w tych warunkach można się spodziewać, realizowany dyskretnie,
nakładem kosztów, co przechodnie robią u siebie w domu (domostwo ale precyzyjnie, bez pozostawiania większego pola do popisu ama-
Anglika nareszcie stalo się dziś, zgodnie z zapowiedzią, zamkiem torom - duchom spacerowiczów, wcielonych teraz w ciała klientów.
Reżyseria nie ustaje ani na chwilę i jest wszędobylska, choć chytrze
przywdziewa maskę (kontrolowanej) żywiołowości. Na przybyszów
27 Richard genneu. The Fali of Public Man. Cambridge University Prese, Cam-
czeka zabawa w stanie gotowym Nowe "wnętrza publiczne" są
bridge 1977, ss. 12·15.
'40 Przestrzeń Jpoleana: poZMWCZO, esreryC1na. mora/na 8aj5~ll nadzorowane
'"
sceną .zabawy drugiego stopnia", albo maazabawv: ogłasza się otwar- na "obcych" przesuwać do woli (ciągle w bezpiecznych ramach ekra-
cie i bez ogródek, że idzie tu o rozrywkę, przyjemność, uciechę; nu), można wymyślać dla nich coraz bardziej horendalne scenariusze
zaprasza się gości. by bawili się w zabawę. Aktorzy skrzę Lnie wyreżyse­ i zmusić do bezwzględnego posłuszeństwa naszej własnej wyobraźni
rowanej sztuki grają (przed samymi sobą. gwoli własnej przyjemności - a wszystko to za delikatnym dotknięciem guzika czy dźwigienki.
i bez szkody dla biegu przedstawienia) role scenarzystów i reżyserów. "Teleobcy" są jako przedmiot» działania nieskończenie blisko, w za-
..Gwarantowane zadowolenie", przyobiecane przez fachowo opra- sięgu dłoni - a zarazem skazani na dożywotnie na ekranie uwięzie­
cowane scenariusze i zawodową reżyserię, można teraz zresztą przeży­ nie; ma się błogie przeświadczenie, że jako przedmioty działań nigdy
wać i w domu (dzięki wypożyczalniom video, katalogom pocztowym się z ekranowego wygnania nie wydostaną. "Obcy", jakich spotyka się
i sklepom "na wynos"). l istotnie - przeżywa się je coraz częściej w telemieście, są starannie odkażeni, higieniczni i niegroźni, jak seks
w domu i w skali masowej (prawdopodobnie masowość skali będzie z użyciem kondomu: ktoś tam, jakiś fachowiec, któremu ufa się tym
rosła w miarę, jak rozpowszechniąsię wygody dokonywanych z fotela bardziej, że jest daleko i że nie można jego fachowości poddać próbie,
.Jelezakupów" i "interakcyjnych" gier komputerowych, które współ­ już o to zadbał, by z takimi obcymi "wchodzić w kontakt" bez
zawodniczą coraz skuteczniej z "zakupowymi deptakami" i z in- strachu. Można oddać się uciesze, nie frasując się ani kalkulacją
scenizowanymi na ich terenie widowiskami; mają one przecież tę nad ryzyka, ani skrupułami co do następstw. Nic przyjemności nie truje.
jednymi i drugimi przewagę, że nie wymagają wstawania z fotela, Telemiasto jest przestrzenie estetyczną w czystej postaci. Inni ludzie
a zarazem wolne są od ograniczeń etykiety, dyskretnie, lecz uparcie jawią się w tym świecie wyłącznie jako przedmioty zabawy, a co więcej:
towarzyszących spektaklom publicznym). Wraz z pojawieniem się byłe w dostarczaniu uciech zasługi nie dają im prawa stałego zamiesz-
spacerowiczowskiego ekwipunku do użytku domowego, żerowiskiem kania (można ich za naciśnięciem guzika usunąć ze świata - z ekranu
spacerowicza staje się coraz bardziej telemiasto (jeszcze jeden trafny - w momencie, gdy oglądanie ich przestało bawić). Obietnica rozryw-
termin ukuty przez Henninga Becha). Obcy (a raczej ich powierzch- ki jest ich jedyną racją bytu - i to racją, którą muszą potwierdzać
nie), z którymi spacerowicz w telemieście się styka, są .upośrednieni'' wciąż na nowo, za każdym razem, gdy się ich przywoła na ekran.
przez telewizję. Ich żywot zamknięty jest. dla większego spokoju Życie w przestrzeni estetycznej jest w zasadzie występem solowym.
ducha, ramą telewizyjnego ekranu, od dawna dokonująca się redukcja Wszelkie współprzeżywanie emocji, czy wspólnota działania, jest tu
"obcego" do "powierzchni" dobiegła wreszcie, w telemieście. logicz- czystym zbiegiem okoliczności. Przestrzeń estetyczną zaludniają prze-
nego kresu. W nowej, doskonałej postaci, jest niewątphwa, namacal- cież "powierzchnie" powołane do istnienia spojrzeniem jedynego mie-
na, zagwarantowana autorytetem techniki. szkańca, który się liczy. Spacerowicze są samotni w swej wielości;
Można teraz przyglądać się obcym bez skrępowania, bez obawia- ocierając się o siebie łokciami na tłumnej ulicy, snują każdy własną
nia się skutków - jak przyglądamy się lwom w ogrodzie zoologicz- opowieść - nie wiedząc o innych opowieściach i nie uzgadniając
nym, rozkoszując się bezkarnie mrożącym krew w żyłach rykiem z nimi własnych treści; są dla siebie nawzajem jedynie rekwizytami
i przerażającym widokiem sprężonego do skoku muskularnego ciała, w sztukach, które każdy na własną rękę pisze. Schodzą się tu doraź­
bez tego, by strzec się trzeba było kłów cz.y szponów. Można teraz nie i przypadkowo; tlum jest zagęszczeniem monad, osadzonych każ­
patrzeć. jak obcy rabują, kaleczą, duszą i zarzynają się nawzajem da we własnym, przezroczystym wprawdzie, lecz szczelnym i nie-
(czyli robią akurat to. o co się obcych z reguły podejrzewa) w coraz to przenikliwym pęcherzyku rzeczywistości wirtualnej.
nowych i bardziej wymyślnych dramatach policyjnych. Albo z zapar- W rodzinie zgromadzonej przed ekranem telewizora tyle jest
tym tchem śledzić wybuchy ich zwierzęcych iście namiętności. A gdy wspólnoty, co w gronie entuzjastów pasjansa. Ale przecież taka
ma się dostęp do doskonalszej jeszcze, "interakcyjnej" techniki, rnoź­ nawet, szczątkowa wspólnota rodziny zapatrzonej w ekran wspólnego
II"
242 Pr!I'.~lrzeil spotecma: poznawcza. estelyallU. mara/nu Tworzenie prtestr:eni moralnej; rozbiórka przestrzenie.ltetyc:nej 243 II

telewizora odchodzi szybko w przeszłość. w której pogrążyła Się strzeni estetycznej, co potrafi stać się dla jej gospodarza potrzebą
przedtem rodzina spędzająca wieczory na głośnych lekturach, roz- nałogową; a jeśli już o wprawianie w nałóg idzie, sprytnie projektowa-
mowach, muzykowaniu i chóralnym śpiewie. Nawet dla takiej re- ne. coraz to inne i coraz wymyślniejsze cudeńka elektroniczne mają
sztkowej i wątlej wspólnoty nie ma miejsca w epoce "mieszkań zdecydowaną przewagę nad zwykłymi ludźmi, którym ciągła zmiana
wielcekranowych", kieszonkowych magnetofonów i gier komputero- masek j wcielanie się w coraz lo nowe postaci przychodzi 1 trudem.
wych. Nie ma teraz żadnego powodu. by spacerowicz miał zrezyg- Właściciel pola estetycznego ma prawo odmówić wstępu, lub usunąć
nować z samomych wędrówek na czas przebywania pod rodzinnym niepożądanych gości wedle własnego uznania. Na nic się tu rue zdadzą
dachem. Pozostah członkowie rodziny musieliby zaiste dokonać wysił­ pertraktacje czy spisywanie umów - tylko czerpana przyjemność się
ku nie lada. by dostarczyć atrakcji równych tym, jakie oferują miesz- liczy, a liczy się oczywiście tak długo, jak długo się ją czerpie. O ile
kańcy wszędobylskiego telemiasta. wysiłek poznawczy zmierza (Choćby i bez powodzenia) do narzucenia
Podobnie jak mieszkańcy telerniasta. inni ludzie - także i ci przestrzeni "struktury", podziałom - jasności, kategoriom - trwało­
.rzeczywiści". ponoć trójwymiarowi - są w przestrzeni estetycznej li ści, a wszystkiemu na raz monotonii, powtarzalności. przewidywalnoś­
tylko dostarczycielami rozrywki i źródłem potencjalnej przyjemności. ci, gwarantowanej zgodności zdarzeń z oczekiwaniami - o tyle pęd
W tym tylko charakterze mogą zaistnieć w sposób dla przestrzeni estetyczny zamazuje granice, zastępuje mury ruchomymi przepierze.
estetycznej właściwy: przyciągając uwagę, wzbudzając zainteresowa- niami, grawituje ku temu, co szokuje niecodziennością, zaskakuje,
nie. Jeśli tym wymogom nie potrafią sprostać - w najlepszym sprawia niespodzianki; chce, by oczekiwania rosły szybciej niż możli­
przypadku rozpłyną się w szarym tle, na jakim życie prawdziwie wości ich zaspokojenia, by nadzieje przekornie odmawiały spełnienia.
ciekawe się toczy, a W najgorszym - staną się "szumem" zakłócają­ Jeśli małżeństwo wychodzi dziś z mody, jeśli względnie trwałe,
cym odbiór uciech, które owo życie prawdziwe ma do zaoferowania. ortodoksyjne formy rodziny zastępuje się coraz częściej luźniejszymi
Atrakcje telemiasta narzucają standardy, wedle których ustala się odmianami partnerstwa (z założenia epizodycznymi, opatrzonymi
miejsce wszystkich innych elementów przestrzeni estetycznej. Bliskość klauzulami ograniczonej odpowiedzialności j prawa do wypowiedze-
c:zy odległość w tej przestrzeni mierzy się rozmiarami dostarczonej lub nia), jeśli przeważa dziś skłonność do zadzierzgania stosunków "na
spodziewanej rozrywki i uciechy. W kręgu wewnętrznym tej przestrze- próbę" - ograniczonych raczej w zasięgu niż wszechobejmujących,
ni występują przeżycia najbardziej inlensywne, zabawy najbardziej zawieranych nie "na wieczność", ale na czas rozmyślnie z góry eie
pochłaniające. Po przestrzeni estetycznej nie stąpa się powoli i z po- określony, jeśli we wszystkich stosunkach osobistych dostrzega się
wagą - hula się po niej, skacze się w mą jak z trampoliny do basenu, dziś wyraźne ślady pro(~ofiUi - to we wszystkim tym dopatrzyć się
nurza się w niej, dokazuje. figluje, rozkoszuje chwilą i miejscem. można następstw podboju przestrzeni społecznej przez kryteria es-
Ktokolwiek pragnie znaleźć dla siebie miejsce w cudzej przestrzeni tetyczne i systematycznego wypierania przez nie konkurencyjnych
estetycznej, musi wylegitymować się swym walorem rozrywkowym. kryteriów organizowania tej przestrzeni.
Bilet, jeśli się go dostało, daje prawo jednorazowego tylko wstępu
l nie zapewnia długotrwałego pobytu. Walor rozrywkowy trzeba
demonstrować przez cały czas przebywania; trzeba odświeżać wciąż Tworzenie przestrzeni moralnej:
jego zasoby. pamiętając o tym, że największa nawet atrakcja powsze- rozbiórka przestrzeni estetycznej
dnieje i nuży, jeśli powtarza się i przestaje zaskakiwać - jeśli nie ma
się w zanadrzu nowych sztuczek. bardziej jeszcze, lub choćby w inny Ani poznawczo, ani estetycznie organizowana przestrzeń społecz­
sposób, frapujących. Tylko to liczyć może na trwały pobyt w prze- na nie jest gościnna, jeśli chodzi o popędy moralne. W przestrzeni
Prze.,,,zeń łpoleczna: poZnClWC:a. essetvcma. morl'lblQ 1W(}rze~ie prlf'slrze"i ,"oral~ej; rf11biIJrlcQ pl'zntruni eSlf'ly"llfej
244
'"
obu rodzajów kryteria moralne są obcym wtrętem lub patologiczną staci odpowiedzialności przyjętej za drugiego człowieka (co prze-
naroślą. W przestrzeni poznawczej - z tego tytułu, że podważają one kształca Drugiego z obiektu doznań estetycznych w Twarz - źródło
wyniosłą bezosobowość panujących tu zasad i mącą klarowność krępujących nakazów), jest przysięgłym wrogiem dryfowania, przyro-
rozumu domieszką nieprzejrzystych namiętności. W przestrzeni es- dzonego żywiołu przestrzeni estetycznej. Postawa moralna uwiązuje
tetycznej - z tego powodu, fe skłonne: są zatrzymywać i utrwalać to, uwagę na dłużej, niż by się uwaga zatrzymała, gdyby pozwolono jej
co wedle kryteriów estetycznych winno pozostawać w ciągłym ruchu. być posłuszną własnym popędom. Co gorsza, zmienia ona charakter
nie zastygać w żadnej z przybranych form, a nade wszystko - znikać uwagi, czyniąc z niej źródło odpowiedzialności, a tym samym zrzeka-
na pierwsze żądanie. jąc się na rzecz jakiejś Twarzy, jakiegoś drugiego człowieka, prawa do
Na mapie przestrzeni estetycznej obiekty zaznaczone są różnymi decydowania o tym, jak długo ma uwaga pozostać w Jednym miejscu.
odcieniami rozrywkowej intensywności. Zasoby wiedzy, które odkła­ Odpowiedzialność jest skrzepem uwagi; trwałym następstwem tego,
da się na mapie poznawczej, są na ogół odwrotnie proporcjonalne do III
jaskrawości barw na mapie estetycznej, jako że największą zdolnością
co samo przez się jest ulotne. Ale uwaga może się przydać przestrzeni
estetycznej tylko wtedy, gdy zachowuje swobodę ruchu, gdy mknie II
estetycznego pobudzania dysponują właśnie przedmioty najmniej bez przeszkód po obszarze możliwości i gdy jej chyżość nie maleje
znane. To, co nowe i dotąd nie przeżyte (tajemnicze, przyciągające z powodu tego, co się stało na poprzednich krótkich postojach.
i odpychające zarazem, podniecające, ale i napawające nieokreślonym Walor rozrywkowy jest zaprzysiężonym wrogiem odpowiedzialnoś­
niepokojem: wznios/e), umieszcza się tu w kręgu bliskości; odpływa ci moralnej; antagonizm jest nadto wzajemny. Przeciwnicy mogą
ono ku peryferiom, a w końcu i na marginesy przestrzeni estetycznej, jednak, od czasu do czasu, współżyć w spokoju, niekiedy nawet
w miarę jak powszednieje; im bardziej jest znane, tym mniej podnieca współdziałać, wspomagać się nawzajem j dodawać sił. Model "miłości
- zaciekawienie ustępuje wtedy miejsca nudzie. Dramat przestrzeni udanej" jest tego dobitnym przykładem: szacunek żywiony dJa sekretów
estetycznej wynika głównie z irytującej tendencji rzeczy do tracenia partnera, dla partnera jako tajemnicy właśnie, pielęgnowanie wzajemnej
powabu w momencie, gdy ów powab właśnie skłonił do intymnego odmienności, poskromienie instynktu posiadania, powstrzymywanie się
zbliżenia obietnicą. przeżyć niecodziennych. gdy tajemnica pryska przed pokusą narzucania woli, przed dominacją grożącą zdławieniem
- urok gaśnie i więdnie pożądanie. W jaskrawym przeciwieństwie do samoistności partnera - wszystkie te cechy miłości zachowują wszak
przestrzeni poznawczej, przestrzeń estetyczna nie uznaje obiektów w stanie nienaruszonym i wciąż na nowo uzupełniają zasoby lego, co
nieruchomych i nie może tolerować ich zastygania w jednym miejscu. w partnerze "wzniosłe" - tajemne, podniecające, przykuwające uwagę;
Na jej obszarze znieruchomienie jest grzechem śmiertelnym, a solid- ponętne i niepokojące zarazem. Zarówno więc estetyczne.jak i moralne
ność i trwałość śmiertelnym zagrożeniem. walory partnerstwa mają się w tych warunkach dobrze. Aby ten idealny
Przestrzeń estetyczna, rzec można, konsumowana jest całkowicie stan osiągnąć, poszukiwacz przeżyć estetycznych musi być zarazem
w procesie swego (nigdy nie kończącego się) powstawania. Nigdy nie osobą. moralną. Musi pogodzić się z ograniczeniami, których bezwzgłę­
dobiegający kresu proces rozmywa na nowo wszelkie swe osady, dnego łamania domaga się popęd estetyczny. Tylko w tym zresztą
zanim zdołały opaść i stężeć. Jest ten proces wrogiem ciągłości, przypadku mole się mniej więcej trwała przestrzeń społeczna wyłonić
zatrzymania czasu, i wszystkiego, co tym trąci r::z.y do tego zmierza. z wiecznie zaaferowanej Krzątaniny, w jakiej wyraża się wiecznie nie
Przywiązanie moralne nie może więc nie być jego przekleństwem; dokończona konstrukcja przestrzeni estetycznej. Będzie to jednak
podcina ono skrzydła uwadze, jaka winna przecież, wzorem motyla, wtedy taka przestrzeń estetyczna, która jest jednocześnie przestrzenią
przenosić się swobodnie z kwiatka na kwiatek. Postawa moralna. z jej moralną. Sukces może być tylko wynikiem współpracy, która dla
natrętną skłonnością do wykuwania swych własnych kajdanów w po- kryteriów estetycznych oznacza zarazem kapitulację.
Zil'mia niczyj",. [y/ko wla.1nCl 247
'46 Prus/ruń sf'O/ennll: /HlZl'lllwc:a. estetyczna. moralna

Ziemia niczyja, tylko własna ny i przeobrazić się w pustą skorupę nawykowych czy kontraktowych
obowiązków, jeśli nie będzie się jej wciąż na nowo odmładzało

Jak stwierdza Alan Wolfe podsumowując swe wielce oryginalne przeszczepem gruczołów estetycznych.
studium różnych społecznych źródeł postępowania moralnego i ich Dla żadnego z powyższych dylematów nie ma rozwiązania jedno-
sprzecznych wymogów: "Zważywszy paradoksalność nowoczesności, znacznego. Osoba moraJna nie mole przezwyciężyć ambiwalencji
nie ma niczego złego, a jest chyba wiele słuszności w tym, że zawartej w jej kondycji. Może ona co najwyżej nauczyć się z nią
się jest ambiwalentnym - szczególnie wówczas, gdy istnieje tyle współżyć. Sztuka moralności (jeśli wolno użyć takiego jaskrawo
spraw, wobec których można żywić postawę arnbiwalentnąv". Pe- sprzecznego wewnętrznie wyrażenia) może być tylko sztuką życia
regrynacje jaźni moralnej nie redukujcl ambiwalencji świata, lecz i działania w warunkach wieloznacznych - i przyjmowania od-
powiedzialności za przebieg i konsekwencje takiego działania.
ją zwielokratniają; zwiedziliśmy tu i prześledziliśmy szereg jej po-
ziomów i wymiarów. Kontekst życia, poddany naciskom luźnych i nie skoordynowa-
Działanie moralne jest z natury wieloznaczne; balansuje ono na
nych sił i pobudek, daleki jest od przejrzystości pogmatwany
cieniutkiej i wyboistej ścieżce między przepaścią dominacji, z jednej i zbijający z tropu. Życie osoby moralnej nie jest łatwe; już samo to
strony, a otchłanią obojętności (przebranej za tolerancję), z drugiej. stwierdzenie źle moralności wróży, jako że można je sformułować
Uwikłane w splątaną sieć wzajemnych zależności, następstwa czy- wtedy tylko, gdy porażka moralna już się dokonała; może się ono
pojawić tylko w toku spowiadania się z popełnionych już grzechów.
nów nie mogą nie być wieloznaczne; żadnego postępku, choćby
najbardziej bezinteresownego. szlachetnego w swych intencjach i dob- przyznawania do winy lub próby usprawiedliwienia. Nie dziw, że
roczynnego, nie można z góry zabezpieczyć przed negatywnymi dla wciąż na nowo słyszy się propozycje uwolnienia podmiotu moralnego

kogoś, gdzieś, kiedyś, skutkami.


od ciężaru samotnie dźwiganej odpowiedzialności. Nie dziw też, że
Ambiwalencji przysparzają wciąż przeciwstawne naciski socjaliza- nader często i dla nader wielu podmiotów są te propozycje zbyt
cji i socjalności oraz zderzanie się norm strzegących przestrzeni nęcące, by się im opierać.

poznawczej z impulsami powołującymi do życia przestrzeń moralną. WoIre omawia dwie naj liczniejsze kategorie wspomnianych propo-
Społecznie zalecana i sankcjami obwarowana adiaforyzacja dzia-
zycji: rynek albo państwo zgodnie, choć w zaciekłej ze sobą kon-
łań ludzkich popada w konflikt z popędami moralnymi, czyniąc
kurencji, usiłują przywłaszczyć sobie autorytet moralny, który zda-
spornymi nawet granice troski moralnej i zakres obowiązków niem Wolfe'a należy się z natury rzeczy temu, co nazywa on .społe­
czeństwem obywatelskim" (ów wielce nadużywany termin OZnacza
etycznych.
Posłuszeńsrwo wobec "pficjalnych" drogowskazów w równie ma-
w tym przypadku, jak się można domyślać, wszystko to, co pozostaje
łym stopniu gwarantuje poprawność moralną, co ich ignorowanie z rzeczywistości społecznej po odjęciu składników gospodarczych,

i wybór drogi na własną rękę. Otchłań zła czyha na obu krańcach manipulowanych przez rynek, i politycznych, zarządzanych przez
państwo): "Kłopoty wynikające ze zdawania się na przewodnictwo
relacji między jaźnią moralną a społecznie akceptowanymi i strzeżo­
nymi normami współżycia. moralne rynku czy państwa pogłębia jeszcze okoliczność, że obie te
Pogoń za satysfakcją estetyczną sprzeciwia się presji odpowiedziaJ- siły uznają za cechę konstytuującą osobę moralną posłuch dla norm,

ności moralnej - ale odpowiedzialność może stracić charakter moral-


a nie ich tworzenie".
lO A. Wolfe. !%oSt Kuper? s. 22...Paradoksem nowcc-esnoścr' jest zdanicm

11 Alan Wolrc, K1Io.~e


Keepl'r? Socia/ Sri e"C~ and MIJrIJ/ ObUfłtlrion, Univcrsity or wolfe'a to, re "im burdziej stajemy się nowo~lcśnL Tym bardziej zależni w sprawie
Californin Prcss 1989, S, 211. naszych land etycznych stajemy si~ od rynków i państw .. A przecież im bardziej
PrU5lrZł'li .~polf(nn<l: pu:nu"'CU< euetycz"u. /ł/Orll!"i.I Ziemia f1iayjlJ. eylko włQsf1Q
248
'"
Rynek rozpowszechnia nader ponętny dla zagubionej jaźni moral- zdolność: autonomicznego wyboru i umiejętność dokonywania wybo-
nej pogląd, że tylko wybór konsumenta liczy się moralnie, jako że ru wtedy, gdy to się liczy. l państwo, i rynek w ich roli arbitrów
tylko ten wybór może pomnożyć sumę ludzkich szczęśliwości: ..war- etyczayeh pokrywają zasłoną dymną rzeczywistość nowoczesnej kon-
tość warta ceny" (value for money) nie może być najlepszym z moż­ dycji moralnej; i państwo, i rynek negują fakt, te w ostatecznym
liwych sposobów odróżnienia uczynków dob