Vous êtes sur la page 1sur 312

HISTORYCZNE BITWY

STEFAN CZMUR
EL ALAMEIN 1942

Wydawnictwo Bellona
Warszawa 1997
WSTĘP

El Alamein to jedno z tych miejsc na Ziemi, którego należy


szukać na bardzo szczegółowych mapach, ale o których sły-
szał prawie każdy w szkole, czytał lub oglądał w telewizji.
Swoją karierę El Alamein (Al - Alamain), wtedy niewielka
egipska stacja kolejowa położona blisko brzegu Morza Śród-
ziemnego, około 80 km od Aleksandrii, zawdzięcza bitwom,
rozegranym latem i jesienią 1942 r., pomiędzy brytyjską 8 Ar-
mią, wspieraną przez Siły Powietrzne Zachodniej Pustyni (We-
stern Desert Air Force), a połączonymi siłami niemiecko-włos-
kimi zorganizowanymi w Armię Pancerną „Afrika", także ko-
rzystającymi z pomocy wydzielonych do działań w Afryce jed-
nostek Luftwaffe i lotnictwa włoskiego.
Mimo że w rejonie El Alamein doszło, nie licząc drobnych
potyczek, do trzech bitew, to jednak większość ludzi kojarzy
tę nazwę tylko z jedną z nich, tą ostatnią, rozpoczętą późnym
wieczorem 23 października 1942 r., a zakończoną przełama-
niem frontu niemiecko-włoskiego po południu 4 listopada
i przejściem do pościgu za pośpiesznie wycofującymi się resz-
tkami armii pancernej w nocy i w dniu następnym.
Dzieje się tak głównie dlatego, że była to bitwa decydująca
o losach zaciętych, ponad dwuletnich zmagań na Pustyni Za-
chodniej i jeden z dwóch, obok operacji „Torch", punktów
zwrotnych wojny w Afryce Północnej. Nie bez znaczenia jest
także i to, że bitwa ta stanowiła przełom w karierach dwóch
bardzo znanych postaci: Bernarda Law Montgomery'ego
i Erwina Rommla. Dla Montgomery'ego, wówczas generała
4

porucznika, a później marszałka polnego, bitwa ta, przynosząc


mu rozgłos i sławę pogromcy Rommla, była początkiem drogi
ku najwyższym stanowiskom w armii brytyjskiej i w połączo-
nych siłach zbrojnych aliantów. Z kolei dla Erwina Rommla,
feldmarszałka, legendarnego „Lisa Pustyni", pupilka Hitlera
i Goebbelsa, znajdującego się u szczytu chwały bohatera na-
rodowego Niemiec, ta sama bitwa to początek schyłku błys-
kotliwej do tej pory kariery. Wprawdzie formalnie Rommel
po ostatnim starciu pod El Alamein awansował, obejmując
wyższe stanowiska służbowe, ale nie wygrał już żadnej waż-
niejszej bitwy. Fortuna wyraźnie odwróciła się od feldmar-
szałka, aby go opuścić latem i wczesną jesienią roku 1944.
O rozpropagowanie jesiennego sukcesu pod El Alamein
zadbali przede wszystkim Brytyjczycy, dla których po wielu
niepowodzeniach była to pierwsza większa zwycięska bitwa
lądowa w II wojnie światowej. Wprawdzie w końcu 1940 i na
początku 1941 r. odnieśli oni błyskotliwe zwycięstwo w Afryce
Północnej, ale nad armią włoską o wiele niżej notowaną od
Wehrmachtu. Później, po roku, również Rommla zmusili do
odwrotu, ale początkowy sukces miał się ostatecznie przero-
dzić w dotkliwą porażkę. Teraz odnieśli wreszcie niekwestio-
nowane zwycięstwo, tym cenniejsze, że osiągnięte w działa-
niach ofensywnych, podczas gdy w dwóch pozostałych bitwach
w rejonie El Alamein armia brytyjska była stroną broniącą się.
Bitwa ta dla Brytyjczyków to także początek odwetu za Dun-
kierkę, której syndrom dość długo panował w brytyjskich szta-
bach różnych szczebli, paraliżując lub wiążąc ręce generalicji
i zatrważając dusze zwykłych żołnierzy. Nie przez przypadek
wielką popularność zdobyło zdjęcie publikowane w brytyjskich
gazetach, przedstawiające dziarskiego angielskiego kaprala
stojącego obok leżącego, wziętego do niewoli, niemieckiego
porucznika, trzymającego go pod karabinem z najeżonym ba-
gnetem. Ta fotografia miała wymazać z pamięci Brytyjczy-
ków obraz plaż pod Dunkierką zawalonych brytyjskim sprzę-
tem porzuconym podczas ewakuacji.
5

Jesienne zwycięstwo pod El Alamein ma dla Brytyjczyków


szczególne znaczenie jeszcze z jednego powodu. Była to je-
dyna w II wojnie światowej prestiżowa bitwa na lądzie wy-
grana przez armię brytyjską bez amerykańskich wojsk lądo-
wych. Każdym następnym większym zwycięstwem musiano
się już podzielić z Amerykanami. Wprawdzie i pod El Alame-
in odnajdujemy amerykańskie akcenty, bowiem Brytyjczycy,
wojska z dominiów i kolonii używały powszechnie amerykań-
skiego sprzętu, przede wszystkim pancernego, a w Siłach Po-
wietrznych Zachodniej Pustyni na 38 dywizjonów 7 było ame-
rykańskich. Nie było tam jednak amerykańskiej piechoty
i jednostek pancernych, dlatego nikt nie ma wątpliwości, że
było to brytyjskie zwycięstwo. Wagę tego zwycięstwa najle-
piej ujął, znany z trafnych wypowiedzi, Winston Churchill,
który powiedział: „Można by powiedzieć, przed Alamein nie
zaznaliśmy zwycięstwa, po - klęski"1.
Do pierwszego starcia w rejonie El Alamein doszło 1 - 5 lipca
1942 r. i właśnie ono w historii wojskowości nazwane zostało
pierwszą bitwą pod El Alamein. Przeciwnikiem Rommla był
wówczas generał Claude John Eyre Auchinleck, naczelny do-
wódca Sił Brytyjskich na Środkowym Wschodzie, który jed-
nocześnie przejął dowodzenie 8 Armią po klęsce pod El Gha-
zalą i po upadku Tobruku. W wyniku pięciodniowych walk
zdołał on zatrzymać ofensywę Rommla, mimo bardzo groźne-
go położenia wojsk własnych i w sytuacji gdy „Lis Pustyni"
stawiał już swoim najlepszym dywizjom zadanie zdobycia Ale-
ksandrii - podstawowej bazy Royal Navy we wschodniej czę-
ści Morza Śródziemnego - opanowania delty Nilu i dotarcia
do Kanału Sueskiego. Auchinleck nie pozwolił się wymanew-
rować, związał walką pancerne jednostki przeciwnika, wykrwa-
wił je, a następnie wyrzucił z własnych pozycji obronnych
i zmusił do przejścia do obrony. Wyczerpana armia Rommla

1
B.Ireland, The War in the Mediterranean 1940-1943, London 1993, s. 167.
6

musiała zaniechać dalszego natarcia. Front ustabilizował się


na prawie dwa miesiące.
Dla Auchinlecka był to jednak gorzki sukces. Zniecierpli-
wiony i poirytowany utratą Tobruku Winston Churchill po-
stanowił zdjąć go i to z obu stanowisk. Dodatkową goryczą
napawało Auchinlecka to, że wbrew sugestiom płynącym
z Londynu, to właśnie on uznał rejon El Alamein za miejsce
najdogodniejsze do ostatecznego zatrzymania Rommla. I nie
pomylił się.
Kolejny raz przeciwnicy starli się w pobliżu El Alamein od
30 sierpnia do 5 września 1942 r., z tym że główne walki to-
czyły się 30 sierpnia - 1 września. Ta runda tego swoistego
pojedynku znana jest jako bitwa pod Alam el Halfa. Zaatako-
wał znów Rommel, mimo poważnych kłopotów z zaopatrze-
niem. 8 Armią dowodził już Montgomery, który nie dał się
„objechać" od południa czołgom Rommla, zatrzymując je wła-
śnie na grzbiecie Alam el Halfa, który intuicyjnie wcześniej
obsadził i umocnił. Inna sprawa, że tym razem natarcie pan-
cemiaków feldmarszałka było pechowe od początku i szło jak
po grudzie. Część czołgów wjechała na pole minowe, część
ugrzęzła w ruchomych piaskach, stając się łatwym celem dla
artylerii i lotnictwa przeciwnika. Rommel stracił ponadto
dwóch bardzo dobrych dowódców, w tym generała wojsk pan-
cernych Walthera Nehringa aktualnego dowódcę „Afrika
Korps", ciężko rannego w wyniku nalotu brytyjskiego lotnic-
twa, i niewiele brakowało, a sam podzieliłby jego los. Widząc
niepowodzenie wycofał swe wojska na poprzednie pozycje.
Montgomery po raz pierwszy posmakował zwycięstwa. Bitwa
pod Alam el Halfa bardzo wzmocniła go psychicznie i wyraźnie
poprawiła nastroje w 8 Armii.
Pustynia Zachodnia była pod wieloma względami bardzo
specyficznym teatrem działań wojennych. Działania na niej
kojarzą się zawsze z błyskawicznymi uderzeniami wojsk pan-
cernych i zmotoryzowanych, śmiałymi manewrami oskrzydla-
jącymi i obchodzeniem przeciwnika, bojami spotkaniowymi
7

i brakiem stałej linii frontu. Wyjątkiem wydaje się być oblę-


żenie Tobruku, przypominające Verdun, tyle że na pustyni
i z morską, a nie lądową drogą zaopatrzenia. Tymczasem wła-
śnie ta ostatnia najsłynniejsza bitwa pod El Alamein jest przez
wielu uważana za bitwę toczoną według reguł sztuki wojen-
nej z okresu I wojny światowej. I mimo że w twierdzeniu tym
jest przesada, to nie sposób nie zauważyć pewnych podo-
bieństw. Była to klasyczna bitwa na wyczerpanie przeciwni-
ka, na zużycie jego odwodów i rezerw materiałowych, w której
niebagatelną rolę odegrała przewaga materialna Brytyjczyków.
Gdy do tego dodamy jeszcze czołowe przełamanie, osiągnięte
po długotrwałym, metodycznym i wolnym natarciu, to nie spo-
sób uniknąć wątpliwości co do nowoczesności myśli wojsko-
wej zwycięzców. Jedno jest pewne, była to nietypowa dla Pu-
styni Zachodniej bitwa, w której, jak na ironię, Rommel -
mistrz manewru i ryzyka - został pobity przez ostrożnego
wyznawcę anachronicznej starej angielskiej szkoły wojny na
wyczerpanie przeciwnika, znanej od czasów Wellingtona. Mam
nadzieję, że odpowiedź napytanie, dlaczego tak się stało, znaj-
dzie czytelnik na kartach tej książki.
Walki pod El Alamein, niestety, nie są okazją do zaję-
cia się dziejami oręża polskiego. Oręż ten na Pustyni Zacho-
dniej reprezentowała Samodzielna Brygada Strzelców Karpac-
kich, dzielnie broniąca się w Tobruku i z powodzeniem bijąca
się pod El Ghazalą. Jednakże w marcu 1942 r. nasza brygada
została wycofana do Egiptu na wypoczynek, a później do Pa-
lestyny, gdzie po przyjęciu uzupełnień z Armii Polskiej gen.
Władysława Andersa wyprowadzonej ze Związku Sowieckie-
go została rozwinięta w 3 Dywizję Strzelców Karpackich, która
na front wróciła dopiero we Włoszech. Dlatego pod El Ala-
mein strzelcom karpackim nie było dane bić się z Rommlem.
Na zakończenie słów kilka o literaturze. Jest ona bardzo
bogata. O El Alamein rozpisują się prawie wszyscy: Brytyj-
czycy, Niemcy, Włosi, Francuzi, Hindusi, Australijczycy.
Wśród publikacji są pozycje poważne o naukowym charakte-
8

rze i bardzo dużo popularnych, najczęściej nie najlepszych,


książek, czasami wręcz broszur. Na temat El Alamein pisało
wielu uczestników rozgrywanych tam bitew, w tym przede
wszystkim Montgomery, i pośrednio za pomocą listów opu-
blikowanych staraniem syna Manfreda i Basila Liddell Harta,
także Erwin Rommel. Jakakolwiek próba choćby pobieżnego
scharakteryzowania tej literatury, z racji jej obfitości, daleko
wybiegałaby poza wymagania i ramy tego opracowania. Po-
zycje, z których autor korzystał najczęściej znajdzie czytelnik
w bibliografii zamieszczonej na końcu książki. Uwaga
o obfitości nie dotyczy publikacji w języku polskim. Tu bitwy
pod El Alamein nie miały szczęścia. Poza tłumaczeniem Wspo-
mnień Montgomery'ego, które ukazały się w 1961 r. (II wyda-
nie ukazało się w 1996 r.), trudno doszukać się czegoś poważ-
niejszego. Książka, którą oddajemy do rąk czytelnika, jest
skromną próbą wzbogacenia polskiego piśmiennictwa o El Ala-
mein.
TEATR DZIAŁAŃ WOJENNYCH

Po lekturze popularnych książek o wojnie w Afryce Pół-


nocnej, po obejrzeniu dostępnych filmów dokumentalnych czy
fabularnych, czytelnik ma prawo do przekonania, że był to co
prawda uciążliwy, bo pustynny teatr działań wojennych, ale
wręcz idealny do prowadzenia walki zbrojnej. Płaski teren,
bez rzek i innych przeszkód wodnych, otwarty i bezludny, to
przecież idealna scena do stoczenia bitew, na której dowódcy
mogli rozpuszczać zagony pancerne, niczym w dawnych cza-
sach polscy hetmani lub tatarscy chanowie kawalerię po ste-
pach czarnomorskich, gdzie cele były doskonale widoczne,
a o wyniku starcia decydowało celne oko i donośność broni.
Dlatego obowiązkiem jest dokonać konfrontacji tych wyobra-
żeń z rzeczywistością aby każdy mógł ocenić, czy wyobraże-
nia te są stereotypem, czy też prawdą.
Najczęściej przyjmuje się, że Afryka Północna to część afry-
kańskiego kontynentu ograniczona od północy Morzem Śród-
ziemnym, od wschodu Kanałem Sueskim, Zatoką Sueską
i Morzem Czerwonym, od zachodu Oceanem Atlantyckim, a od
południa 20 równoleżnikiem szerokości geograficznej północ-
nej. Przy czym granica południowa jest w odróżnieniu od in-
nych bardzo umowna i właściwie pokrywa się z południową
granicą Sahary. Według podziału politycznego z II wojny świa-
towej, ta część Afryki obejmowała Egipt, włoską Afrykę Pół-
nocną, znaną o wiele lepiej jako Libia, dwa francuskie protek-
toraty: Tunis i Maroko, terytorium zamorskie Francji - Algier -
oraz niewielkie hiszpańskie Maroko w pasie północnym oraz
10

Saharę hiszpańską, część francuskiej Afryki Zachodniej


i północnej części Sudanu w pasie południowym. Północna
Afryka to najbardziej pustynna część świata, z dominującym
suchym klimatem zwrotnikowym. Od pozostałej części Afry-
ki zdecydowanie odróżnia, ją to, że jest to „biała" Afryka,
z miejscową białą ludnością, głównie arabską, chociaż nie tyl-
ko. Jest to także Afryka muzułmańska z niewielkimi skupis-
kami chrześcijan, głównie kościoła koptyjskiego, i religii ple-
miennych wśród rdzennej ludności Sahary.
Jeżeli mówimy o Północnoafrykańskim Teatrze Działań
Wojennych jako części Śródziemnomorskiego Teatru Wojny,
to myślimy o znacznie mniejszym obszarze niż Afryka Pół-
nocna w pojęciu geograficznym, ograniczonym do północne-
go, przyległego do Morza Śródziemnego i Oceanu Atlantyc-
kiego, pasa terytorium, obu części Maroka, Algieru, Tunisu,
Libii i Egiptu, a gdy weźmiemy pod uwagę tylko obszar, na
którym toczyły się działania wojenne w Afryce Północnej do
czasu starć pod El Alamein, to nasz teatr zmniejszy się jeszcze
bardziej. Ograniczy się on do delty Nilu oraz północnej części
Pustyni Libijskiej, podczas II wojny światowej bardziej zna-
nej jako Pustynia Zachodnia (Western Desert), rozdzielonej
między Egipt a Cyrenajkę - krainę historyczną, będącą częś-
cią Libii. Siłami i środkami wojsk lądowych na tym teatrze
wojny w omawianym okresie kierowały i dysponowały: po
stronie brytyjskiej - Dowództwo Sił Brytyjskich na Środko-
wym Wschodzie z kwaterą w Kairze, któremu podlegały woj-
ska lądowe w garnizonach w Egipcie, Palestynie, Sudanie,
na Cyprze i w Somalii brytyjskiej, a później także w Kenii,
Adenie oraz w Iraku i Iranie; po stronie państw „Osi" - włos-
kie Dowództwo Sił Zbrojnych w Afryce Północnej, na które-
go czele stał naczelny dowódca będący jednocześnie guberna-
torem generalnym kolonii Włoskiej Afryki Północnej (Libia),
później zaś bezpośrednio włoskie Naczelne Dowództwo Sił
Zbrojnych (Comando Supremo). W wojskach „Osi" praktyka
dość daleko rozmijała się z formalnymi podległościami, gdyż
11

Rommel ze względu na to, że naczelnym dowódcą był Włoch,


za właściwego przełożonego uznawał Naczelne Dowództwo
Niemieckich Sił Zbrojnych (Oberkommando der Wehrmacht-
- OKW).
Działania na lądzie toczyły się w Egipcie i Libii, z zachodu
na wschód lub odwrotnie. Wschodnią granicą było właśnie El
Alamein, poza które Rommlowi już nie udało się pójść dalej na
wschód, Brytyjczycy z kolei najdalej na zachód - przed ostat-
nią ofensywą Montgomery'ego - dotarli do El Agheila nad za-
toką Wielka Syrta. Odległość dzieląca te dwie miejscowości
wynosi w linii prostej około 950 km, ale ponieważ masy wojsk
działały wzdłuż wybrzeża, co w Cyrenajce znacznie wydłużało
drogę, wynosiła ona w praktyce około 1200 km, czyli mniej
więcej tyle samo co droga z Warszawy do Amsterdamu lub
z Warszawy do Moskwy. To porównanie uzmysławia nam, że
były to odległości znaczne. Mamy więc do czynienia, gdy pod
uwagę weźmiemy rozciągłość równoleżnikową, z bardzo roz-
ległym teatrem. Zupełnie inaczej kształtowała się jego szero-
kość. Nie licząc różnego rodzaju działań grup specjalnych obie
strony - ze względu na warunki terenowe - nacierały bądź bro-
niły się, w pasie o szerokości do 50-80 km. Jedynie w Cyrenajce,
ze względu na lokalne możliwości, zapuszczano się głębiej na
południe, do 150 km od brzegu Morza Śródziemnego.
Klimat i warunki terenowe to dwa czynniki, które wpłynę-
ły najmocniej na obraz wojny na Pustyni Zachodniej. Oczy-
wiście wśród tych dwóch czynników główną determinantą jest
klimat, decydujący także o terenie. Mimo stosunkowo wąskie-
go pasa działań bojowych, obie armie walczyły w dwóch stre-
fach klimatycznych, w klimacie śródziemnomorskim na samym
wybrzeżu i w klimacie zwrotnikowym w głębi lądu. Średnia
temperatura w obu strefach jest podobna. Temperatura maksy-
malna wynosi 24-35°C, minimalna 12-18°C. Istnieje jednak
różnica co do dobowej amplitudy temperatury, zwłaszcza la-
tem. W klimacie śródziemnomorskim spadek temperatury
w nocy jest niewielki, w klimacie zwrotnikowym znaczny.
12

Zasadnicza różnica występuje w opadach. Roczna suma


opadów na wybrzeżu wynosi od 100 do 400 mm rocznie, przy
czym deszcze padają głównie zimą. Ale zaledwie kilkanaście
kilometrów w głąb lądu suma ta wynosi 15-25 mm, a deszcz
pada 2-3 razy w roku; jeszcze głębiej, w sercu pustyni, de-
szczu może nie być przez kilka lat. Dlatego na Pustyni Zacho-
dniej, nie licząc małych strumieni na wzgórzach w Cyrenajce
w okolicach Benghazi, Barce i Demy, na całym teatrze nie ma
stałych rzek. Ale jedną z osobliwości klimatu zwrotnikowego
jest to, że jeżeli już deszcz spadnie, to pustynia, w ciągu kilku
godzin, zamienia się w grzęzawisko z licznymi strumieniami,
które wstrzymują ruch pojazdów kołowych i gąsienicowych.
Jak się przekonamy, mogło to bardzo istotnie zmienić losy
operacji.
Według powszechnego przekonania, na interesującym nas
teatrze, nie licząc wąskiego pasa wybrzeża, z roślinnością śród-
ziemnomorską i niewielkimi gajami oliwnymi, walczono na
pustyni. W rzeczywistości działania wojenne toczyły się tak-
że na bardzo wąskim pasie stepów pokrytych trawą alfa (hal-
fa) i na półpustyni. Walk na typowej pustyni w głębi lądu ra-
czej unikano, bo wiązało się to z dużym ryzykiem, a niekiedy
było wręcz niemożliwe, jak w wypadku Wielkiego Morza Pia-
sków położonego na południe od Cyrenajki, nazwanego przez
Arabów „diabelskim krajem". Jednakże, z praktycznych wzglę-
dów, pozostaniemy przy przekonaniach, narażając się świa-
domie geografom.
Podstawowym materiałem, którym pokryty jest obszar Pół-
nocnoafrykańskiego Teatru Działań Wojennych, jest piasek,
ale odmienny od tego, jaki występuje na bałtyckich plażach.
Jest to biały, blisko wybrzeża, a różowy w głębi, drobniutki
piasek, a właściwie pył piaskowy, będący produktem erozji
skał, bardzo uciążliwy dla walczących na pustyni wojsk. Wci-
skał się praktycznie wszędzie, żołnierzom pod powieki, w usta,
do uszu i do nosa, co było jednak mniejszym złem, gdyż naj-
groźniejszy był dla sprzętu. Każdy pojazd i każdy samolot
13

musiał mieć specjalny filtr powietrza do silnika, a mimo to


silniki zużywały się szybciej niż w klimacie umiarkowanym.
Był niebezpieczny dla gąsienic czołgów i transporterów opan-
cerzonych. Dostawszy się między elementy ogniw gąsienicy,
na skutek tarcia doprowadzał do ich rozgrzania, powodując
w efekcie zatarcie i pęknięcie. Zmuszało to konstruktorów bro-
ni pancernej do stosowania odmiennych rozwiązań w układach
jezdnych, a dowódców do używania specjalnych platform,
zwanych lorami, do przewozu pojazdów gąsienicowych, zwłasz-
cza czołgów, przy większych odległościach. Przodowali w tym
początkowo Niemcy, mając dzięki temu wyższy procent spraw-
nich pojazdów. Później sytuacja się ustabilizowała.
Pył piaskowy, bardzo suchy, demaskował ruch wojsk. Ma-
szerujące po pustyni kolumny pancerne i zmotoryzowane czy
konwoje z zaopatrzeniem były widoczne z daleka, zwłaszcza
z powietrza. Ułatwiało to ich śledzenie, a lotnictwu także ich
atakowanie. Podczas walk pył piaskowy podniesiony przez
setki wybuchów pocisków artyleryjskich i bomb tworzył gę-
ste, grube chmury, zakrywające słońce i zamieniające dzień
w noc. Natomiast burze piaskowe, osławione chamsiny, które
mogły trwać do kilku dni, ograniczające widoczność do kilku
metrów, przerywały wszelkie działania wojenne. Podczas bu-
rzy piaskowej nawet w obozach żołnierze korzystali z busol
magnetycznych, w drodze z namiotu do kantyny czy… latry-
ny, aby nie zgubić się i nie wyjść na pustynię poza obóz. Pia-
sek występujący na Pustyni Zachodniej miał jedną zaletę; je-
żeli spoczywał na odpowiednim podłożu, tworzył twardy grunt,
czyniąc teren przejezdnym. Nieprzejezdne były natomiast ob-
szary pokryte piaskami ruchomymi, bardzo niebezpieczne dla
pojazdów i ludzi. One to właśnie, ograniczając dostępność te-
renu, były jedną z przyczyn kanalizacji ruchu wojsk.
Znaczne obszary Pustyni Zachodniej, gdzie walczyły obie
armie, pokryte są kamieniami lub żwirem i tu łatwo można
rozbić samochody, a nawet uszkodzić lekkie pojazdy pancer-
ne. Te obszary były przekleństwem żołnierzy próbujących
14

okopać siebie i sprzęt. Po dokopaniu się do skały dalsze prace


ziemne zwykłymi metodami były niemożliwe. Musiano zado-
wolić się płytkimi okopami i stanowiskami dla sprzętu. Tam
gdzie warstwa piasku była grubsza, okopać się było o wiele
łatwiej, ale bardziej miękki piasek utrudniał ruch pojazdom.
Na Pustyni Zachodniej przeważa teren płaski i odkryty. Jej
obszar dzieli się na nizinny pas przybrzeżny i Płaskowyż Li-
bijski, leżący w głębi lądu, wznoszący się od ponad 15 do 150 m
nad poziom morza. W okolicach Sollum na pograniczu egip-
sko-libijskim płaskowyż ten dochodzi prawie do brzegu mo-
rza, natomiast na zachód od tej miejscowości i na wschód prze-
biegnie ponad 30 km w głąb lądu. Granicą płaskowyżu i pasa
przybrzeżnego jest skarpa w większości stroma, którą pojaz-
dy mogą pokonać tylko w wybranych miejscach. W najbar-
dziej newralgicznym miejscu na wspomnianym pograniczu
skarpę Płaskowyżu Libijskiego można było w owym czasie
pokonać tylko dwoma wykonanymi przekopami, w których
biegły dwie drogi w głąb Cyrenajki. Jedna z dróg biegła prze-
kopem na zachód od Sollum i po drugiej stronie była bloko-
wana przez włoski fort Capuzzo, druga biegła przez przełęcz
Halfaya na południe w głąb pustyni.
Skarpa płaskowyżu była kolejną naturalną przeszkodą krę-
pującą ruchy kolumn pancernych i zmotoryzowanych. Ze
zrozumiałych względów obie strony najchętniej prowadziły
działania w pasie przybrzeżnym, ale też, zwłaszcza w okresie
późniejszym, skwapliwie wykorzystywały płaskowyż, szczególnie
po to, aby albo skrócić drogę, jak w Cyrenajce, albo obejść
przeciwnika od południa.
Teren na Pustyni Zachodniej jest na ogół płaski, ale gdzie-
niegdzie występują niezbyt wysokie formy skalne dwojakiego
rodzaju. Są to grzbiety lub pasma wzgórz, takie jak w rejonie
El Alamein, np. Alam el Halfa, Ruweisat czy Miteirya, lub
pojedyncze wzgórza, jak np. Tell el Eisa. I grzbiety, i wzgórza
były bardzo chętnie wykorzystywane w obronie, dlatego w ich
rejonie często, o czym się przekonamy, dochodziło do bardzo
15

krwawych walk. Obie te formy również ograniczały manewr


wojskami, a niekiedy go kanalizowały.
Oprócz wzgórz występują na pustyni wgłębienia. Są to wadi,
nazywane też uedami - suche doliny, długie, kręte o stromych,
zwykle skalistych zboczach, stanowiące pozostałości dolin
rzecznych z plejstocenu, wypełniające się wodą podczas okre-
sowych deszczów. Dla pojazdów były to przeszkody na ogół
nie do przebycia, bardzo niebezpieczne, zwłaszcza nocą i dla
niedoświadczonych żołnierzy, gdyż były to zapadliny na płas-
kim terenie.
Drugą formą wgłębień są depresje, deirs, w formie kotlin,
które ktoś kiedyś porównał do blizn na twarzy pustyni. Ich roz-
miary i głębokość były różne. Można było spotkać stosunkowo
niewielkie i płytkie, lub duże i płytkie, jak pod El Alamein, Deir
el Shein, lub głębokie na kilkanaście metrów, jak np. Munassib.
W toku walk wykorzystywano każdą z tych form, gdyż były one
doskonałymi naturalnymi przeszkodami przeciwpancernymi.
W krytycznym momencie piechota mogła, wybierając pozycję
w depresji, uniknąć zniszczenia przez czołgi.
Królową depresji jest rozległa depresja Kattara (Qattara)
o powierzchni około 20 tysięcy km2, o najniższym punkcie
położonym 133 m poniżej poziomu morza, wypełniona słony-
mi bagnami i lotnymi piaskami, całkowicie niedostępna dla
wojsk. Śmiałkowie czasami wjeżdżali samochodami tereno-
wymi na obrzeża tej depresji, położone kilkanaście metrów
poniżej poziomu morza, ale były to wyjątkowe wyczyny.
Wyprzedzając nieco fakty dodajmy, że to właśnie Kattara spo-
wodowała m.in., że gen. Auchinleck zdecydował się pod El
Alamein zatrzymać Rommla.
Płaski, odkryty teren miał oczywiście ogromny wpływ na
obraz działań wojennych. Na takim terenie np. o wynikach
pojedynków czołgów czy czołgów z armatami strzelającymi
na wprost, decydował w dużej mierze zasięg strzału bezwzględ-
nego (jest to strzał, przy którym wierzchołek toru lotu pocisku
nie przekracza wysokości celu), który miał kapitalne znacze-
16

nie, większe niż na Europejskim Teatrze Wojny, na którym


dysponujący gorszą armatą czołg miał większe szanse ukrycia
się lub zaatakowania z zasadzki.
Ten sam teren stwarzał też problemy z maskowaniem wojsk,
ale dodajmy natychmiast, że tylko niedoświadczony żołnierz
miał kłopoty z ukryciem się na pustyni. Weterani tych kłopo-
tów nie mieli i udzielanie rad nowo przybyłym zaczynali od
stwierdzenia: „Pustynia nie jest płaska" 1.
Na płaskim terenie duże znaczenie, z wojskowego punktu
widzenia, miały wydmy, dające naturalne schronienie przed
obserwacją i ostrzałem przeciwnika. Oparcie pozycji o wydmy
dawało przewagę nad drugą stroną jeżeli ta musiała urządzić
stanowiska ogniowe na terenie płaskim. Dlatego obecność
wydm zaznaczali dowódcy wszystkich szczebli i to nawet na
mapach o dużych skalach, a pozycje przeciwników właśnie
z powodu wydm były czasami bardzo oddalone od siebie, nie-
kiedy o kilkanaście kilometrów.
Kolejną osobliwością terenu było bardzo słabe zaludnie-
nie. Większe skupiska ludzkie występowały tylko na wybrze-
żu, były to jednak najczęściej osady skupione wokół stacji
kolejowych, źródeł wody czy różnego rodzaju instalacji woj-
skowych, rzadko były to porty lub miejscowości, które można
nazwać miastami. Między Aleksandrią a Trypolisem, dwiema
największymi bazami obu stron położonymi na przeciwstaw-
nych skrzydłach teatru, liczącymi się skupiskami ludności były
od wschodu: po stronie egipskiej - Mersa Matruh, Sidi Barra-
ni, w Cyrenajce zaś - Tobruk, El Ghazala, Derna, Benghazi
i El Agheila, przy czym miastami i znaczniejszymi portami były
tylko Tobruk i Benghazi, co przydawało im szczególnego zna-
czenia. W głębi lądu były już tylko oazy.
Przyroda na pustyni jest skąpa. Poza wybrzeżem są to ostre,
twarde trawy i opuncje. Jedynie po obfitym, jak na pustynne
warunki, deszczu w zagłębieniach pojawia się nagle zieleń

1
C.E.L. Phillips, Alamein, Londyn, Melbourne, Toronto 1962, s. 12.
17

drobnych kwiatów, takich jak karłowate irysy, morska lawen-


da czy malutkie czerwone maki, które rozkwitają szybko
i jeszcze szybciej giną. Faunę na pustyni, poza dromaderami,
reprezentują z rzadka występujące lisy pustynne i szakale, bar-
dzo płochliwe skoczki pustynne, szczury pustynne, które
w sposób niezamierzony przeszły do historii jako emblemat
brytyjskiej 7 Dywizji Pancernej, i niewielkie stada gazeli wi-
doczne tylko zimą. Wśród gadów zaś poza wężami i jaszczur-
kami występują kameleony, które żołnierze obu stron upodo-
bali sobie jako maskotki. Najbardziej popularne ptaki to pu-
stynne skowronki oraz niezwykle energiczne i rześkie pliszki,
a najbardziej znane owady to święty w starożytnym Egipcie
skarabeusz oraz skorpion, występujący na pustyni obficie
i będący dotkliwą plagą dla walczących wojsk.
Poza skorpionem żołnierz na pustyni miał rzadko okazję
spotkać lub zobaczyć innych przedstawicieli fauny. Każdy jed-
nak zapamiętał na całe życie muchy. Na pustyni były one naj-
większą plagą. Nie mając zbyt wielu wrogów, miliony much
okupowały każdy zakątek Pustyni Zachodniej. Dla wojsk były
nie tylko dokuczliwe, ale bardzo groźne, gdyż roznosiły de-
zynterię. Aby zmniejszyć plagę much we wszystkich jednost-
kach, po obu stronach frontu toczono okresowo prawdziwe
wojny z tymi owadami. W armii brytyjskiej organizowano na-
wet specjalne drużyny wyłapujące muchy na terenie obozów
za pomocą przemyślnych pułapek. Jakie były końcowe efekty
takich wojen, nie warto nawet wspominać. Na miejsce tysięcy
wyłapanych i spalonych much przylatywały miliony nowych.
Ale mimo to żołnierze uparcie kontynuowali antymuszą woj-
nę. Ich niechęć do much wynikała także z tego, że obsiadywa-
ły one całymi rojami zwłoki zabitych, a w miejscach, gdzie
leżało więcej ciał, zanim je pochowano, odbywał się upiorny,
muszy sabat.
Wysoka temperatura to następna uciążliwość pustyni. Kto-
kolwiek znalazł się chociaż raz w lipcowy upalny dzień na
poddaszu domu pokrytego blachą może mieć jakie takie wyo-
18

brażenie o samopoczuciu załóg pojazdów pancernych podczas


dziennego marszu lub walki na pustyni, zwłaszcza latem. De-
monstrowane w kilku filmach sceny smażenia jaj na błotni-
kach ciężarówek lub pancerzach czołgów nie wymagały spe-
cjalnych umiejętności.
Powietrze w tej części Afryki nagrzewa się bardzo szybko.
Słońce na pustyni wschodzi szybko, mniej więcej godzinę po
świcie, i już po dwóch godzinach wszędzie panuje morderczy
upał. Koło południa rozgrzane powietrze zaczyna dusić, po-
wodując ospałość i apatię. Głowa i ramiona stają się ciężkie.
Ale najtrudniejsze chwile przychodzą po południu, gdy za-
czynają się zaburzenia wzroku. To wtedy najczęściej „spo-
strzegano" jeziora, oazy i inne obiekty na pustyni. Dla obu
walczących stron najgorsze było to, że przy tak wysokiej tem-
peraturze żołnierze nie byli zdolni do prawidłowej obserwacji
i oceny odległości. Ulga przychodzi dopiero na godzinę lub
dwie przed zachodem słońca, ale wtedy często zrywa się wiatr
podnosząc pył piaskowy i zakrywa horyzont. Po takim dniu
w nocy, zwłaszcza zimą, jest chłodno. Nie jest to jednak chłód
orzeźwiający, ale dokuczliwy, potęgowany przez wiatr sma-
gający wszystkich i wszystko.
Poważnym kłopotem dla żołnierzy na pustyni jest orienta-
cja w terenie. Szczególne trudności mieli nowo przybyli
i młodzi oficerowie prowadzący pierwszy raz wojskową ko-
lumnę. Brak dróg, domów, drzew lub innych punktów tereno-
wych przez setki kilometrów często doprowadzał do utraty
orientacji geograficznej. Niepewny siebie żołnierz lub oficer
bardzo łatwo wpadał wówczas w panikę, później dochodziły
do tego zaburzenia wzroku, miraże itp. W efekcie zdarzało się,
że docierano do pozycji przeciwnika lub wędrowano setki ki-
lometrów w głąb pustyni, często już z niej nie wracając.
Obawa przed zgubieniem kierunku marszu oraz nieliczne
studnie powodowały, że dowódcy i żołnierze bardzo chętnie
trzymali się dróg lub szlaków. O sieci dróg trudno mówić, skoro
po stronie egipskiej istniała tylko jedna nadmorska szosa
19

z Aleksandrii do Sidi Barrani, po przeciwnej stronie zaś też


była tylko jedna szosa o śpiewnej nazwie Via Balbia, pocho-
dzącej od imienia włoskiego marszałka Italo Balbo, długolet-
niego gubernatora Libii. Droga ta kończyła się w Bardii. Mię-
dzy Sidi Barrani a Bardią była tylko droga gruntowa. Brak bi-
tej drogi na tym odcinku był m.in. jednym z powodów zatrzy-
mania pierwszej ofensywy armii włoskiej. Później Włosi
wybudowali brakujący odcinek. Linia kolejowa - o której je-
szcze usłyszymy - prowadząca z Aleksandrii kończyła się
w Mersa Matruh, była więc krótsza niż droga bita.
Słabo rozwinięta drożnia i mizeria kolei żelaznej, przy ogra-
niczonej liczbie portów, to czynniki, które bardzo kompliko-
wały zaopatrzenie wojsk. Główne magazyny obu stron były
rozlokowane wokół dwóch portów: Aleksandrii - dla armii
brytyjskiej i Trypolisu - dla armii niemieckiej i włoskiej, gdyż
praktycznie wszystko dla walczących musiano sprowadzać
z zewnątrz drogą morską. Do sprawy zaopatrzenia powróci-
my jeszcze nie raz, trudno bowiem uciec od tak ważnego te-
matu. Teraz zasygnalizujemy jedynie najważniejsze proble-
my. Oparcie dowozu niezbędnych artykułów i materiałów pra-
wie wyłącznie na jednej drodze wiązało się z ogromnymi kło-
potami, które rosły,... w miarę postępu ofensywy własnych
wojsk. Wydłużanie się drogi zaopatrzenia o kilkaset kilome-
trów zawsze musiało się odbić na terminowości i wielkości
dostaw. W tej sytuacji bezcenną wartość miały Benghazi
i Tobruk, porty, które skracały drogi zaopatrzenia, pod warun-
kiem jednak, że panowało się na morzu na podejściach do nich.
Spośród różnorodnych materiałów oficerom logistyki naj-
częściej sen z powiek spędzały dwa: paliwa i woda. Armia
zmotoryzowana i pancerna, a takie głównie walczyły na Pu-
styni Zachodniej, mogły sprawnie prowadzić operacje tylko
przy nie zakłóconych dostawach paliwa dla czołgów, wszel-
kiego rodzaju pojazdów kołowych i półgąsienicowych. Pro-
blem tkwił w tym, że system dostarczania paliwa był mało
wydajny, po stronie brytyjskiej na etapie transportu lądowe-
20

go, a po stronie przeciwnej - od samego punktu wyjściowego,


którym były włoskie porty. Tutaj koniecznie trzeba podkre-
ślić ten fakt, że wszelkie wydarzenia czyniące z Libii mocar-
stwo naftowe to dopiero lata powojenne. Podczas wojny pali-
wo do czołgów i samolotów musiało przybyć morzem do Try-
polisu lub innego portu. A tam na zbiornikowce czyhały bry-
tyjskie samoloty i okręty podwodne.
Woda na pustyni to sprawa strategiczna. Niezbędna dla lu-
dzi, ale potrzebna także do zalewania chłodnic silników i broni
maszynowej. Była ciągle towarem deficytowym. Nieliczne
studnie w pobliżu aktualnej linii frontu na ogół nie mogły podo-
łać zapotrzebowaniu. Czasami też cofający się przeciwnik
zanieczyszczał je celowo ropą lub innym materiałem naftopo-
dobnym, aby utrudnić pościg. W każdym wypadku wodę mu-
siano dowozić. Obie strony miały specjalne jednostki, w tym
poszukiwania wody, których jedynym zadaniem było zaopa-
trywanie w nią. Przy ciągłym deficycie woda musiała być ra-
cjonowana. Szczególnie drastyczne ograniczenia stosowano
przy wydzielaniu jej do celów higienicznych. Średnia norma
wynosiła kubek dziennie do golenia i kąpieli. Żołnierze bar-
dzo często po kilku zlewali swój przydział do hełmów, aby
lepiej się umyć lub ogolić. Szczęśliwcami byli tylko ci, których
pozycje znajdowały się blisko morza. Tylko tam można było
zażywać kąpieli do woli.
Wyżywienie na pustyni opierało się głównie na sucharach
i konserwach mięsnych, prawie wyłącznie wołowych. Przy
braku wody do celów higienicznych i trudnościach z aprowi-
zacją w gorącym klimacie łatwo było o masowe zatrucia
i choroby, którymi zakażenie następowało drogą pokarmową.
Najczęściej żołnierze cierpieli na dezynterię. Służby sanitarne
miały zawsze pełne ręce roboty.
Jednostki lotnicze podlegały tym samym ograniczeniom, co
wojska lądowe. Silniki samolotów musiały być wyposażone
w specjalne filtry przeciwpyłowe, kabiny w dodatkowy sprzęt
przydatny po przymusowym lądowaniu na pustyni np.
21

w sztucery myśliwskie, oraz mieć dodatkowe racje żywnościo-


we i wodę. Problemem były lotniska, aczkolwiek twardy grunt
ułatwiał urządzanie lotnisk polowych, a właściwie pustynnych.
Zmorą był pył. Wdzierał się do każdego mechanizmu,
a podnoszony przez startujące samoloty nie tylko demasko-
wał lotniska, ale także utrudniał start kolejnych maszyn. Uciąż-
liwy był silny wiatr, o który na pustyni nietrudno. To właśnie
z jego powodu musiano starannie „zakotwiczać" samoloty
podczas postoju na ziemi.
Kłopoty z nawigacją wynikały z tej samej przyczyny, co
kłopoty wojsk lądowych z orientacją w terenie. Gdy z kabiny
widać tylko monotonne pustkowie, gdy brakuje punktów uła-
twiających orientację geograficzną i ulubionych przez załogi
liniowych przedmiotów terenowych, które w razie potrzeby
można było „wziąć pod pachę", lot według przyrządów nabie-
rał większego znaczenia niż gdzie indziej.
W jednym tylko, ale bardzo ważnym, wypadku Afryka była
dogodniejsza dla lotnictwa niż inne kontynenty. Brak natural-
nego pokrycia i przedmiotów terenowych ułatwiał atakowa-
nie obiektów naziemnych. Bombowce, a zwłaszcza myśliwce
bombardujące i zwykłe, szturmujące pozycje wojsk lądowych
przy użyciu broni pokładowej, miały łatwiejsze zadanie niż
tego samego typu samoloty np. w Europie. Mimo maskują-
cych kamuflaży, doświadczone załogi nie miały też większych
kłopotów z odnalezieniem kolumn samochodowych czy pan-
cernych - tumany kurzu rozciągające się za nimi wskazywały
cel z daleka. Ten sam kurz mógł jednak utrudnić atakowanie
pojedynczych małych obiektów, zasłaniając je przed okiem
myśliwca czy celownikiem bombardiera. Mimo to lotnictwo
w Afryce było bardzo skutecznym środkiem wsparcia ognio-
wego wojsk i odgrywało w bitwach lądowych istotną rolę.
Z tego powodu wielkie znaczenie miała przewaga w powietrzu.
Sądzimy, że nawet pobieżne przyjrzenie się właściwościom
teatru, na których toczyły się działania wojenne, pozwoliło
czytelnikowi poznać warunki, w jakich przyszło walczyć ar-
22

miom państw koalicji antyhitlerowskiej skupionych pod do-


wództwem Brytyjczyków i armiom niemieckiej oraz włoskiej,
a także obraz tej wojny.
Była to wojna specyficzna, niepowtarzalna gdziekolwiek
indziej. Toczona, z powodu panujących tam warunków, na
wąskim froncie nadmorskim, zawsze - z wyjątkami takimi jak
El Alamein - z jednym nieosłoniętym skrzydłem, które prze-
ciwnik mógł obejść. Płaskie pustkowie ułatwiało rozwijanie
wojsk w ugrupowania bojowe i narzucało ostre warunki strze-
lań dla czołgów i artylerii. Ale jednocześnie pustynia kryła
wiele niespodzianek. Grzbiety skalne, depresje, strome wą-
wozy i skarpy, słaba drożnia, łatwość zagubienia się - wszys-
tko to powodowało, że ruch wojsk był kanalizowany,
a swoboda manewru ograniczona. Rozciągłość i specyfika te-
atru wzmocniły rolę wojsk pancernych i zmotoryzowanych.
Tradycyjna piechota w tej wojnie mogła bronić twierdz
i fortów, umocnionych pozycji, ale z chwilą gdy operacja na-
bierała tempa, niewiele miała do powiedzenia, jeżeli nie była
podwożona. Na koniec trzeba koniecznie podkreślić, że wa-
runki żołnierskiego życia na pustyni były wyjątkowo uciążli-
we, wymagały hartu i wytrwałości, i naprawdę dobrego zdro-
wia. Pustynia nie pobłażała słabościom i nawet niewielkim
pomyłkom. Liczył się tylko twardy i wytrzymały żołnierz.
Może dlatego w pustynnych jednostkach znalazło się tak wie-
lu znakomitych dowódców i zwykłych żołnierzy.
JAKA BYŁA STAWKA ?

Opinie o tym, o co faktycznie w Afryce walczono i jakie


znaczenie miała prowadzona tam wojna, są bardzo różnorod-
ne. Na jednym biegunie są ci - przeważnie Brytyjczycy-
którzy zmaganiom na afrykańskiej pustyni przypisują wyjąt-
kowe znaczenie, widząc w nich przede wszystkim wojnę
o bliskowschodnią ropę, o Kanał Sueski oraz o wyparcie Royal
Navy z Morza Śródziemnego. Inni dopatrują się w tych wyda-
rzeniach wojny o dostęp do ropy kaspijskiej, o oskrzydlenie
Związku Sowieckiego od południa przez Kaukaz i wciągnięcie
Turcji w orbitę „Osi" i wreszcie o dotarcie do Indii. Zgodnie
z tymi opiniami była to gra o wszystko.
Na drugim biegunie mamy tych - a są to prawie wyłącznie
historycy dawnego Związku Sowieckiego - dla których Afry-
ka Północna to zdecydowanie drugorzędny, jeśli nie nawet trze-
ciorzędny teatr działań wojennych bez istotnego wpływu na
przebieg II wojny światowej. Aby to wykazać, w przeciwień-
stwie do swych adwersarzy, mniej się interesują celami wojny
afrykańskiej, w tym następstwami ewentualnej porażki Bry-
tyjczyków, natomiast skupiają się na liczbie zaangażowanych
w tej wojnie wojsk, lądowych i lotniczych, bo marynarkę jak-
by zwyczajowo pomijają. Końcowy efekt uzyskują porównu-
jąc kilkanaście, maksimum dwadzieścia kilka, dywizji wal-
czących w Egipcie i w Libii z setkami dywizji po obu stronach
na froncie wschodnim.
Oczywiście, jest i środek, o wyważonych opiniach, bez ra-
dykalnych osądów. Czytelnikowi te wszystkie opinie nie po-
24

winny być obojętne, ponieważ bezpośrednio lub pośrednio


określają znaczenie bitew pod El Alamein.
W czasy najnowsze region, dla którego w Polsce utrwaliła
się nazwa Bliski Wschód, wszedł zdominowany przez Turcję,
ale już wkrótce zainteresowały się nim dwa najsilniejsze mo-
carstwa kolonialne: Wielka Brytania i Francja. Dla obu tych
państw Bliski Wschód był pomostem, jak na razie tylko lądo-
wym, do obszarów, które zaczęto gwałtownie kolonizować,
głównie do Indii, Indochin i Afryki Wschodniej, a pośrednio
także do Chin drogami, które odkrył jeszcze Marco Polo.
Początkowo Francuzi przejawiali nawet żywsze zainteresowa-
nie tym regionem niż Brytyjczycy.
Znaczenie Bliskiego Wschodu wzrosło, gdy pod kierunkiem
inżyniera Ferdinanda M. de Fessepsa międzynarodowa spół-
ka kontrolowana przez Francuzów i Brytyjczyków za zgodą
rządu tureckiego w latach 1859-1869 wybudowała 161-kilo-
metrowy Kanał Sueski, skracający o 40% drogę z Europy do
Azji, a ściślej z Wielkiej Brytanii i Francji do Indii i Indochin.
W tym czasie słaba, o anachronicznym ustroju Turcja nie mo-
gła przeciwstawić się narastającemu zagrożeniu utraty kon-
troli nad Bliskim Wschodem na rzecz mocarstw, wśród których
w dążeniach do opanowania tego regionu na czoło wysunęła się
Wielka Brytania. Dla niej kanał był najkrótszą drogą nie tylko
do perły Korony Brytyjskiej, czyli Indii, ale także do takich do-
miniów, jak Australia i Nowa Zelandia. Od 1875 r. Brytyjczycy
zaczęli dominować w towarzystwie kanału, a w 1882 r. do stre-
fy kanału wprowadzają wojska, aby zagwarantować sobie nad
nim kontrolę. Sekundują im Francuzi, ale ich wpływy w tym
rejonie z roku na rok słabną. Francja zresztą zainteresowana była
wówczas głównie Maghrebem, Afryką Zachodnią i Równikową.
Tuż przed I wojną światową aspiracje do tego regionu po raz
pierwszy zgłosiły Włochy, zajęte w czasach budowy kanału
wojną o zjednoczenie, a później procesem jednoczenia kraju.
W krótkiej wojnie Włosi w 1912 r. zdobyli na Turcji Tripolita-
nię i Cyrenajkę, i stanęli u granic Egiptu.
25

Mapa polityczna Bliskiego Wschodu zmieniła się gwałtow-


nie po I wojnie światowej. Wielka Brytania, a także Francja
wykorzystały zaangażowanie się Turcji po stronie państw cen-
tralnych i pozbawiły ją posiadłości zamieszkanych przez lud-
ność arabską. Podczas wojny armia turecka bez powodzenia
próbowała opanować kanał. Dużą rolę w odparciu ataków tu-
reckich odegrała flota, której okręty po wprowadzeniu na wody
kanału skutecznie wspierały artylerią własne wojska lądowe.
Zwycięzcy podzielili się łupami z uwzględnieniem wzajem-
nych interesów. Wielką Brytanię najbardziej interesował Egipt,
nad którym roztoczyła ona oficjalnie protektorat w 1914 r., co
było raczej usankcjonowaniem de iure istniejącego od ponad
trzydziestu lat stanu de facto. Po wojnie, będąc zmuszoną
uwzględnić rodzący się nacjonalizm arabski, Wielka Brytania
w 1922 r. formalnie zgodziła się na niepodległość Egiptu, jako
królestwa, zachowując nadal nad nim kontrolę. Układ z 1936 r.
kończy wojskową okupację Egiptu, ale wojska brytyjskie po-
zostają w strefie kanału, a ponadto Egipt otrzymuje tylko ogra-
niczoną suwerenność w polityce zagranicznej.
Wielkiej Brytanii przypadła także Palestyna, Transjorda-
nia i Irak, nad którymi w 1920 r. otrzymała władzę mandato-
wą. Na tej samej zasadzie i w tym samym czasie Francja otrzy-
muje Liban i Syrię.
W okresie międzywojennym znaczenie Bliskiego Wschodu
gwałtownie wzrosło, można powiedzieć, że proporcjonalnie do
wzrostu znaczenia złóż ropy eksploatowanych w Iraku, Iranie
(do 1935 jako Persja), oraz w Arabii Saudyjskiej i krajach Za-
toki Perskiej przez brytyjskie i międzynarodowe towarzystwa
naftowe. Bez tej ropy funkcjonowanie gospodarki brytyjskiej
i sił zbrojnych, głównie marynarki i sił powietrznych, głównych
w tych czasach odbiorców paliwa, byłoby utrudnione. Uwaga
ta dotyczy oczywiście hipotetycznej sytuacji ekstremalnej, gdyż
„na co dzień" chodziło o krociowe zyski z ropy.
Ale nie tylko z powodu ropy Bliski Wschód zyskał na zna-
czeniu. Wzrosła także jego ranga jako regionu, w którym krzy-
26

żowały się tradycyjne szlaki morskie i lądowe oraz jako miej-


sca rozmieszczenia bardzo ważnych baz wojskowych. Kanał
Sueski był dogodną drogą morską już nie tylko do Indii, Au-
stralii i dalej do Nowej Zelandii. Wielka Brytania, przejąwszy
kontrolę nad dawnymi koloniami niemieckimi w Afryce
Wschodniej, stała się dominującym mocarstwem w tym re-
gionie. Wzrosło znaczenie Malajów dostarczających przede
wszystkim kauczuku, cyny i ropy z północnego Borneo. Ka-
nał był także drogą do Zatoki Perskiej, nad którą Wielka Bry-
tania przejęła kontrolę, podporządkowując sobie na różnych
zasadach większe i mniejsze istniejące tam państwa. Dla Fran-
cji kanał był tradycyjnie najdogodniejszym połączeniem
z Indochinami, wówczas ryżowym spichlerzem Azji i dostawcą
kauczuku, oraz różnej wielkości koloniami czy departamenta-
mi zamorskimi porozrzucanymi na Oceanie Indyjskim lub da-
lej na Pacyfiku.
Wielka Brytania chcąc utrzymać panowanie nad olbrzymim
imperium, nad którym rzeczywiście słońce nigdy nie zacho-
dziło, wybudowała cały system baz zapewniających kontrolę
nad administrowanymi terenami i, co ważne, nad szlakami do
nich prowadzącymi. Głównymi ogniwami w tym systemie
były: Gibraltar, Malta, Aleksandria i strefa Kanału Sueskiego,
Aden, Singapur i Hongkong. Wypadnięcie jakiegokolwiek
ogniwa, może z wyjątkiem Hongkongu, bardzo komplikowa-
ło położenie pozostałych. Ale, jak nietrudno zauważyć, naj-
czulszym punktem były bazy brytyjskie w Egipcie.
Dla Wielkiej Brytanii i Francji Bliski Wschód był także stra-
tegicznie ważnym rejonem, z którego można było „szachować"
przyległych do niego sąsiadów. Szło głównie o Turcję, która
po gwałtownych zmianach politycznych zainicjowanych
w 1922 r. przez Kemala Ataturku (wówczas jeszcze Mustafa
Kemal Paszy) zaczęła odzyskiwać siły, ale także o Iran, mają-
cy tendencję wymykania się spod kontroli. Ponadto Egipt
i Sudan oddzielały włoskie posiadłości położone nad Morzem
Czerwonym i Zatoką Adeńską od Libii i metropolii, a komuni-
27

kacja do nich była całkowicie uzależniona od Kanału Sueskie-


go. Wreszcie z Syrii i Iraku było stosunkowo blisko do boga-
tych złóż ropy kaspijskiej, wtedy prawie jedynego źródła tego
surowca dla Związku Sowieckiego.
Początkowo, w okresie międzywojnia, jedynym problemem
dla raczej zgodnie ze sobą współpracujących po I wojnie świa-
towej Francji i Wielkiej Brytanii były bunty miejscowej lud-
ności arabskiej i nasilający się konflikt żydowsko-arabski
w mandatowej Palestynie. Sytuacja zmieniła się w drugiej
połowie lat trzydziestych za sprawą Włoch.
Włochy, koalicyjny partner Wielkiej Brytanii i Francji,
wyszły z I wojny światowej bardzo osłabione zapaścią gospo-
darczą. Straciły także na międzynarodowym prestiżu. Armia
włoska miała poważne trudności, aby powstrzymać kolejne
natarcia armii austro-węgierskiej wspartej przez armię niemiec-
ką Jesienią 1917 r. wojska państw centralnych przełamały
włoski front pod Caporetto i zatrzymały się dopiero na rzece
Piave niemal u wrót Wenecji, w walkach tych wyróżnił się...
por. Erwin Rommel z niemieckiego Korpusu Alpejskiego, do
czego będziemy mieli jeszcze sposobność powrócić. Od osta-
tecznej klęski uratowała Włochy szybka pomoc koalicjantów.
Nie spisała się również włoska flota. Teoretycznie silniejsza,
nie mogła sobie poradzić ze słabszą, ale aktywniejszą flotą
austro-węgierską, ponosząc raz po raz porażki na Adriatyku.
W odróżnieniu od swych dawnych koalicjantów, Włochy
po i wojnie światowej zyskały niewiele. Przypadły im po
rozparcelowanej monarchii Habsburgów półwysep Istria
z Triestem i część Dalmacji (obecnie w składzie państwa chor-
wackiego) oraz wyspy Dodekanezu pozyskane kosztem Tur-
cji. Królestwo Włoch miało prawo czuć się pokrzywdzone.
Z wyjątkowo dużego i smakowitego tortu dostały się Włochom
marne resztki, aby nie powiedzieć okruchy.
Odbudowa prestiżu Włoch była jednym z ambitnych celów
Benito Mussoliniego, który po „marszu na Rzym" w 1921 r.
stał się dyktatorem, chociaż zachował monarchię. Na począ-
28

tek, w latach 1923-1931, dokończył podboju Libii, co jeszcze


nie było takie niepokojące, ale gdy w 1936 r. zaanektował Etio-
pię i podkręcił tempo zbrojeń morskich i lotniczych, stał się
bardzo groźny. Mając silną flotę i bazy w południowej części
Półwyspu Apenińskiego, na Sycylii i w Libii oraz na wyspach
Dodekanezu, mógł się pokusić o przerwanie połączeń Wysp
Brytyjskich z posiadłościami w Azji i wschodniej Afryce.
Włoskie siły zbrojne były bowiem niebezpiecznie blisko Mal-
ty, Aleksandrii i Kanału Sueskiego. Kolejnym obszarem za-
grożonym stało się Morze Czerwone i wyjście z niego na Ocean
Indyjski. Niebezpieczeństwo zawisło także nad Adenem. Trzy
bardzo ważne brytyjskie bazy strzegące najżywotniejszego dla
imperium szlaku, same znalazły się w niebezpieczeństwie.
W tej sytuacji starcie zbrojne było już tylko kwestią czasu,
stawka bowiem była zbyt wysoka, aby któraś ze stron wycofa-
ła się bez walki.
Wiemy już, dlaczego Bliski Wschód był ważny dla Wiel-
kiej Brytanii. Spróbujmy jednak odpowiedzieć na pytanie, na
ile był ważny i jak dalece Wielka Brytania była wrażliwa na
utratę Bliskiego Wschodu.
Najważniejszy dla Brytyjczyków szlak żeglugowy został,
jak wiemy, bardzo szybko zablokowany. Brytyjskie statki trans-
portowe w latach 1940-1942 pojawiały się na Morzu Śród-
ziemnym tylko pod bardzo silną eskortą, głównie po to, aby
dowieźć zaopatrzenie na osamotnioną Maltę, czasami zaś do
Egiptu. Mimo to łączność morska metropolii z koloniami
i dominiami została utrzymana. Wrócono po prostu na stary
szlak dookoła Afryki. Oczywiście czas podróży morskiej wy-
dłużył się. Przykładowo rejs frachtowca z Plymouth do Bom-
baju wydłużył się z 21 dni przez kanał do 35 dni drogą wokół
Przylądka Dobrej Nadziei, ale towary wożono w obie strony
regularnie. Jedynym realnym niebezpieczeństwem odcięcia
wysp od dostaw niezbędnych surowców i towarów okazały się
być niemieckie U-booty grasujące przede wszystkim na akwe-
nach otaczających Wielką Brytanię i na Atlantyku. Tak więc
29

faktycznie Kanał Sueski, mimo że pozostał w rękach brytyj-


skich nie spełniał swojej głównej funkcji. Tak naprawdę uła-
twiał jedynie przerzut okrętów Royal Navy między Morzem
Śródziemnym a Oceanem Indyjskim i ułatwiał zaopatrywanie
wojsk walczących w Egipcie.
Przejdźmy teraz do ropy naftowej. W interesującym nas
okresie złoża ropy w Iraku i Iranie, a także innych krajach bli-
skowschodnich wykryte i eksploatowane oraz wykryte, ale
jeszcze nie eksploatowane, stanowiły 41 % znanych wówczas
zasobów tego surowca. 45% zasobów znajdowało się na po-
lach naftowych obu Ameryk i Karaibów, 12% w Europie, głów-
nie w Rumunii i Związku Sowieckim, a 2% na Dalekim
Wschodzie, na Borneo i Sumatrze 1. Wielka Brytania blisko
95% potrzebnej ropy i produktów ropopochodnych sprowa-
dzała z kontrolowanych przez siebie złóż irańskich i irackich
oraz rejonu Zatoki Perskiej. Była to duża zależność.
Przypatrzmy się jednak, gdzie dokładnie znajdowały się pola
naftowe i jakimi drogami ropa trafiała do metropolii. Ropę
wydobywano wówczas w Iranie, Iraku, Egipcie, Arabii Sau-
dyjskiej i w rejonie Zatoki Perskiej w małych państewkach,
najczęściej emiratach, uzależnionych od Wielkiej Brytanii.
Największe i najważniejsze zasoby znajdowały się w południo-
wo-zachodniej części Iranu w czterech rejonach, takich jak:
Agha Jari, Masjid-i-Sulaiman, Haft Khel i Gach Saran. Eks-
ploatacją tych zasobów zajmowała się Brytyjsko-Irańska Kom-
pania Naftowa. Ropę do Wielkiej Brytanii przywożono drogą
morską z położonego najbliżej pól naftowych portu Chorram-
szahr. Roczne wydobycie w tym regionie w 1937 r. wynosiło
10 mln ton ropy i podczas wojny systematycznie rosło 2.
Drugim co do ważności regionem wydobycia ropy, o rocznej
produkcji 5 mln ton, były irackie pola naftowe w rejonie Kir-
kuku, kontrolowane przez Iraq Petroleum Company, w którym
1
PC. Bharucha, The North African Campaign 1940- 1943, Calcut-
ta, 1956, s. 26.
2
Ibidem.
30

to towarzystwie Brytyjczycy, Amerykanie i Francuzi mieli mniej


więcej równe udziały. Ropa iracka, aczkolwiek było jej dwu-
krotnie mniej, była bardziej dostępna, gdyż do jej transportu
wykorzystywano dwie nitki rurociągu łączącego rejon Kirkuku
z portami śródziemnomorskimi. Obie nitki biegły razem do miej-
scowości Haditha, skąd jedna z nich poprzez Syrię docierała do
Libanu do portu Tripoli, a druga zakręcała bardziej na południe
aby przez Transjordanię dotrzeć do Hajfy w Palestynie.
Trzecim ważnym roponośnym regionem był rejon Zatoki
Perskiej i Arabii Saudyjskiej. Ropę saudyjską już wów-
czas wydobywały firmy amerykańskie, podobnie jak złoża
w Bahrejnie. Natomiast najpóźniej odkryte złoża kuwejckie
wspólnie Brytyjczycy i Amerykanie. W ślad za zwiększającym
się wydobyciem znaczenie tego regionu szybko rosło. Najwięk-
szy przyrost wydobycia nastąpił już w okresie II wojny świato-
wej, kiedy doszło ono do 10 mln ton 3.
Ostatnie - stosunkowo małe - zagłębie naftowe znajdowało
się w Egipcie. Roczne wydobycie sięgało tam miliona ton,
a eksploatacja złóż była w rękach Anglo-Egyptian Oilfields Ltd.
W sumie z bliskowschodnich i irańskich pól naftowych
wydobywano rocznie ponad 25 mln ton. Współcześnie taki
poziom wydobycia ma niewielkie znaczenie, wtedy wielkość
ta oszałamiała każdego polityka i stratega wojskowego. Dla
świata nie było obojętne, której koalicji siły zbrojne ta ropa
napędzała. Opanowanie tej ropy uwolniłoby „Oś" od jakich-
kolwiek kłopotów paliwowych, Brytyjczykom zaś przysporzy-
łoby poważnych problemów, chociaż nie oznaczałoby klęski.
Duet Stany Zjednoczone i Wielka Brytania musiałby korzy-
stać wyłącznie z ropy amerykańskiej i karaibskiej.
Przejdźmy teraz do Bliskiego Wschodu i Północnej Afryki,
jako rejonu wyjściowego do operacji wojskowych. Opisali-
śmy już, jak dogodnie był on położony w stosunku do sąsie-
dnich teatrów działań wojennych, teraz tylko skonkretyzuj-

3
Ibidem. s. 27.
31

my - mając m. in. bogatą wiedzę o tym, co też faktycznie się


stało – jakie krył w sobie możliwości.
Z punktu widzenia obrony strategicznej Afryka Północna
była dla Wielkiej Brytanii tym teatrem, na którym jej główny
śródziemnomorski przeciwnik, Włochy, wykrwawił się,
i wyczerpał - jak się okazało niewielki - potencjał wojenny,
nadszarpnął morale sił zbrojnych i społeczeństwa. Klęska
w Afryce Północnej miała szybko doprowadzić do upadku
dyktatury faszystowskiej w samych Włoszech. Włoska armia
straciła w Afryce resztki prestiżu, najlepsze swoje jednostki
bojowe i chęć do dalszej walki. I takie było podstawowe, de-
fensywne, militarne znaczenie tego regionu dla aliantów. Ale
musimy uwzględnić także wpływ militarnej obecności alian-
tów na Bliskim Wschodzie na zachowanie się Turcji, która
dla „Osi" byłaby bezcennym partnerem. Turcja przylegała
bezpośrednio do Bałkanów kontrolowanych przez „Oś" i miała
stosunkowo dobre połączenie z Europą Środkową. Sama zaś
była wymarzonym rejonem wyjściowym do powietrznego
i lądowego uderzenia na roponośne tereny Kaukazu, Iraku, Ira-
nu i Zatoki Perskiej. Niemcy nie mieli dość sił - w ówczesnej
sytuacji - aby Turcję zająć, ale nie ustawali w wysiłkach, żeby
zachęcić ją do odnowienia sojuszu wojskowo-politycznego.
Wiemy, co prawda, znając meandry polityki zagranicznej Tur-
cji, że nie kwapiła się ona zbytnio do tego sojuszu, ale brytyj-
skie garnizony w Iraku i w zajętej tymczasowo Syrii miały
swoją wagę polityczną.
Gdy inicjatywa strategiczna przeszła w ręce aliantów, Afiy-
ka Północna posłużyła jako obszar, na którym przygotowano
skok na Sycylię i dalej do Włoch. Nie wdając się w bardzo skom-
plikowany i wielowątkowy spór, czy uparte trzymanie się przez
Churchilla teorii „miękkiego podbrzusza Europy" przyniosło
wlęcej pożytku, czy też szkody, skonstatujmy jedynie, że bez
zwycięstwa w Afryce Północnej operacje desantowe, które do-
prowadziły do wyeliminowania najsłabszego ogniwa „Osi",
jakim były Włochy, byłyby niemożliwe do przeprowadzenia.
32

Tematem mniej znanym jest wartość Bliskiego Wschodu


i Afryki Północnej jako bazy do operacji powietrznych prze-
ciwko państwom „Osi". Mowa jest oczywiście o operacjach
prowadzonych w ramach bombardowań strategicznych. Tym-
czasem istniały poważne projekty przeprowadzenia tego typu
bombardowań z wykorzystaniem afrykańskich i bliskowscho-
dnich baz lotniczych, które doczekały się częściowej realiza-
cji. Od samego początku brytyjscy i amerykańscy planiści
wojny powietrznej w Europie wyznaczali Bliskiemu Wscho-
dowi i Afryce Północnej bardzo ważną rolę. Oczywiście głów-
ną bazą strategicznych operacji powietrznych miała być Wiel-
ka Brytania, ale omawiany przez nas region nie miał bynaj-
mniej odegrać roli drugoplanowej, i to z dwóch powodów. Po
pierwsze - Afryka Północna i Bliski Wschód stwarzały dogo-
dniejsze warunki do zaatakowania z powietrza tak ważnych
dla potencjału wojennego „Osi" obiektów, jak np. okręg prze-
mysłowy w północnych Włoszech czy rumuńskie zagłębie
naftowe - podstawowe źródło zaopatrzenia Niemiec w ropę.
Sytuacja była nawet taka, że przy realnie posiadanych w tym
czasie ciężkich bombowcach (B-17, B-24, „Halifax"), a nie
planowanych (B-29) obiekty te mogły być zaatakowane tylko
z Afryki Północnej. Rzut oka na najprostszą nawet mapę prze-
kona nas, że do Ploeszti jest bliżej z Cyrenajki niż z Wysp
Brytyjskich. Po drugie - strategom chodziło o to, aby wojnę
powietrzną prowadzić możliwie z wielu kierunków, gdyż je-
den kierunek ułatwiałby przeciwnikowi rozwinięcie skutecz-
nego systemu obrony powietrznej. Wyprawy bombowe
z Afryki miały oskrzydlać obronę powietrzną Niemiec i wręcz
wychodzić na jej tyły, gdyż początkowo była ona ukierunko-
wana wyłącznie na zachód.
Amerykańskie początkowe mało znane intencje najlepiej
zilustruje plan wojny powietrznej przeciwko Niemcom i ich
sojusznikom oznaczony jako AWPD/1 (od Air War Plans Di-
vision), opracowany wiosną i latem 1941 r., a więc zanim Sta-
ny Zjednoczone przystąpiły do wojny. Zgodnie z tym planem
33

na 3842 ciężkie bombowce i 2080 myśliwców, z baz bliskow-


chodnich (Egipt, Palestyna, Transjordania) miało działać 816
ciężkich bombowców (planowano B-29 i B-32) i 780 myśliw-
ców 4.
Losy wojny tak się potoczyły, że potencjalne możliwości
Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu dla celów bombardo-
wań strategicznych zostały wykorzystane w niewielkim stop-
niu. Wielka Brytania nie miała wystarczających środków, aby
rozwinąć drugie - obok Bomber Command - liczące się zgru-
powanie strategicznego lotnictwa bombowego. Poprzestano na
jednej 205 grupie bombowej, której siła bojowa oscylowała
wokół liczby 100 bombowców ciężkich i średnich 5. Natomiast
Amerykanie spóźnili się z rozwinięciem głównych sił i ich stra-
tegiczna 15 Armia Lotnicza operowała dopiero z południowych
Włoch. Z operacji wcześniejszych najbardziej znana jest „Ti-
delwave", w której ramach 1 sierpnia 1943 r. bombowce ame-
rykańskiej 9 Armii Lotniczej (później przeniesionej do Wiel-
kiej Brytanii i przekształconej w armię lotnictwa taktyczne-
go), startujące z rejonu Benghazi, zbombardowały rafinerie
ropy naftowej wokół Ploeszti.
Dla Włoch, jak wiemy, opanowanie Egiptu i posiadłości
brytyjskich do niego przyległych było kluczem do spełnienia
się marzeń Mussoliniego o odtworzeniu Imperium Rzymskie-
go. Trudniej natomiast jest określić niemieckie cele wojny
w Afryce. Początkowo Niemcy były w cieniu sojusznika, cho-
ciaż nie zrezygnowały ze swoich interesów, zwłaszcza
w Turcji, Iraku i Iranie, ale ograniczały się do dyplomacji,
nacisku militarnego i działań specjalnych wywiadu organizu-
jącego, m. in. antybrytyjskie wystąpienia w Iraku i Iranie,

4
Szczegóły tego planu podaje: W.F. C r a v e n, J.L. C a t e, The Army Air
Forces in World War II, Vol. 1, Chicago 1948, s. 144-150 i wkładka mię-
dzy s. 152 i s. 153.
5
I. S. O. P l a y f a i r , The Mediterranean and Middle East, Vol. IV, Lon-
don 1966, załącznik 8.
34

a także w innych krajach arabskich. Zainteresowanie się rejo-


nem śródziemnomorskim było również na tyle ważne, na ile
zagwarantowało niemieckie interesy na Bałkanach, na których
znajdowała się arcyważna dla Niemiec rumuńska ropa.
Wzrost niemieckiego zainteresowania basenem Morza Śród-
ziemnego nastąpił po wygraniu wojny z Francją, kiedy Niemcy
stanęły przed dylematem, jak dalej prowadzić wojnę przeciwko
Wielkiej Brytanii. Zwyciężyła opcja bezpośredniego ataku na
Wielką Brytanię, co znalazło odbicie w słynnej Dyrektywie nr 16
z 16 lipca 1940 r. W tym samym czasie zaczęto jednak szukać
innego wyjścia z impasu strategicznego, w jakim znalazły się
Niemcy, gdy okazało się, że Wielka Brytania z premierem Win-
stonem Churchillem nie jest skłonna do ugody politycznej. Szu-
kając pośredniej możliwości pokonania dumnego Albionu
zwrócono uwagę na Morze Śródziemne i Bliski Wschód. Pod-
czas narady odbytej 22 lipca z udziałem najwyższych rangą
dowódców i Hitlera, jako naczelnego dowódcy sił zbrojnych,
naczelny dowódca wojsk lądowych feldmarsz. von Brauchitsch
przedstawił aż pięć propozycji przyszłych niemieckich działań
w basenie Morza Śródziemnego wymierzonych przeciwko Wiel-
kiej Brytanii. Pierwszą propozycją był atak na Gibraltar przez
terytorium Hiszpanii, drugą - wysłanie niemieckich jednostek
pancernych do Afryki Północnej, aby tam wsparły armię wło-
ską podczas ofensywy na Egipt, trzecią - wysadzenie desantu
koło Hajfy, czwartą - desant w strefie Kanału Sueskiego. Piąta
propozycja - bardzo ciekawa - zakładała nakłonienie Związku
Sowieckiego, aby zaatakował Iran i rejon Zatoki Perskiej 6. Pod-
czas narady nie podjęto żadnych ostatecznych decyzji, zaleca-
jąc dalsze studia w odpowiednich komórkach Wehrmachtu
i sztabów generalnych wszystkich rodzajów sił zbrojnych.
Zainteresowanie Niemiec Morzem Śródziemnym stało się
żywsze, gdy Hitler jeszcze przed zakończeniem bitwy powiet-
6
R. J. B e n d e r , R. D. L a w, Uniforms, Organization and History of the
Afrikakorps, Kalifornia 1973, s. 9.
35

rznej o Wielką Brytanię odłożył realizację operacji „Lew Mor-


ski" na wiosnę 1941 r. Front północnoafrykański stał się jedy-
nym wówczas czynnym lądowym frontem wojny z Wielką
Brytanią. Nie będziemy śledzić szczegółowo rozmów włosko-
-niemieckich w sprawie wspólnych działań w basenie Morza
Śródziemnego, ograniczymy się jedynie do stwierdzenia,
że stanowisko Włoch miękło wraz z niepomyślnym rozwo-
jem sytuacji na frontach w Afryce (północnoafrykańskim
i wschodnioafrykańskim) i nowo - nierozważnie - otwartym
frontem greckim. Jednocześnie Hitler i jego generałowie co-
raz wyraźniej dostrzegali, że Włochy nie są w stanie osiągnąć
poważniejszych sukcesów bez zdecydowanego wsparcia ze
strony Niemiec, z poważnym zaangażowaniem w operacje
militarne łącznie, oraz szykowali się do militarnego rozstrzyg-
nięcia problemu Bałkanów przed planowanym uderzeniem na
Związek Sowiecki wobec niepewnego stanowiska Jugosławii
i twardej obrony Greków coraz śmielej poczynających sobie
z armią Mussoliniego.
Po opanowaniu Jugosławii i Grecji wraz z Kretą Niemcy
z całą swoją potęgą lądową i powietrzną znaleźli się bardzo
blisko Egiptu, i tak dogodnego rejonu, jak Bałkany, nie wyko-
rzystali do zdecydowanego ataku na pozycje brytyjskie na Bli-
skim Wschodzie, poprzestając na raczej symbolicznym, jak
na Niemcy, „Afrika Korps". A stało się tak dlatego, że owa
potęga niemiecka poszła nie na południe, a na wschód, na Zwią-
zek Sowiecki.
Gdy wbrew planom Wehrmacht ugrzązł na rozległych prze-
strzeniach Rosji i Ukrainy, a front wschodni zaczął pochła-
niać nie tylko Hitlera w sensie emocjonalnym, ale i większość
rezerw niemieckiej armii lądowej oraz poważne siły Luftwaf-
fe, kierownictwo polityczne Niemiec stanęło przed potrzebą
zrewidowania planów strategicznych, wszelkie bowiem plany
zakładające poważne zaangażowanie się militarne w regionie
śródziemnomorskim musiały być odłożone. Jedynie, na co się
realnie Niemcy zdecydowały, to wsparcie sił włoskich w walce
36

z siłami brytyjskimi. Liczono, że niemieckie doskonałe jed-


nostki pancerne i skuteczne jednostki Luftwaffe, a więc te ka-
tegorie sił, których tak Włochom brakowało, oraz znakomity
dowódca, jakim był bez wątpienia Erwin Rommel, wystarczą,
by stworzyć przesłanki do rozstrzygnięcia zmagań w Afryce
i Bliskim Wschodzie na korzyść „Osi". Gdy tak się nie stało,
cel niemieckiego zaangażowania się w Afryce stał się bardziej
pragmatyczny. Niemieckie wojska w Afryce zaczęły być gwa-
rancją utrzymania tego frontu. Rozumowano bowiem, i całkiem
słusznie, że dopóki będzie istniał front w Afryce, jest mało
prawdopodobne, aby alianci powrócili na kontynent europej-
ski. Tak więc było to typowe trzymanie przeciwnika z dala od
własnego domu.
Przegrana pod El Alamein i lądowanie aliantów w Algierii
i Maroko zmieniło bardzo mocno sytuację strategiczną w Afryce.
Niemcy stanęły przed poważnym zadaniem utrzymania słab-
nących z miesiąca na miesiąc Włoch w obozie „Osi". Dosko-
nale wiedziano bowiem, że klęska w Afryce może tak wstrzą-
snąć sojusznikiem, że pod znakiem zapytania stanie jego dal-
szy udział w wojnie, co groziło prawdziwą katastrofą politycz-
ną i strategiczną w basenie Morza Śródziemnego. W tej
sytuacji zaangażowanie się Niemiec znacznie wzrosło. Nagle
znalazły się świeże siły, które wysłano do Afryki, a o które
zaledwie kilka miesięcy wcześniej bezskutecznie zabiegał
Rommel. Było już jednak za późno. Wojna w Afryce została
przegrana, co przyniosło bardzo negatywne następstwa dla
Niemiec, aczkolwiek mniejsze, niż można było się spodzie-
wać. Siły zbrojne Niemiec zdołały bowiem utrzymać wojnę
lądową w basenie Morza Śródziemnego do samego końca poza
obszarem ówczesnej III Rzeszy.
Wnioski końcowe nasuwają się same. Widać wyraźnie, że
Niemcy mimo posiadania dogodnych warunków do wspólne-
go z Włochami pokonania Wielkiej Brytanii na Morzu Śród-
ziemnym, w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie szan-
sy tej w najdogodniejszym do tego okresie, jakim była wiosna
37

1941 r., nie wykorzystały. Później związane na lądzie na fron-


cie wschodnim, w powietrzu na tym samym froncie i na Za-
chodzie w obronie powietrznej własnego terytorium, a na
Atlantyku nie były w stanie przystąpić do realizacji bardziej
zdecydowanych, ofensywnych celów strategicznych w basenie
Morza Śródziemnego.
Wróćmy teraz do ulubionego argumentu tych, którzy Pół-
nocnoafrykański Teatr Działań Wojennych zwykli lekceważyć.
Oczywiście liczebność wojsk na danym teatrze jest miarą jego
znaczenia. Jest to jednak jedno z możliwych kryteriów, ale nie
jedyne. Poprzestanie na suchych liczbach może prowadzić do
błędnych wniosków. Każdy, kto chociaż pobieżnie zajmował
się sztuką wojenną wie, że liczebność wojsk na danym obsza-
rze nie jest tylko prostą zależnością potrzeb i możliwości, ale
zależy także od tzw. pojemności operacyjnej tego obszaru, czy-
li liczby żołnierzy, czołgów, dział, samolotów itp., które można
rozmieścić przy zapewnieniu im odpowiednich warunków by-
towania i walki oraz właściwego zaopatrzenia. Na ogół jest tak,
że ogranicznikiem są możliwości, a nie pojemność operacyjna,
i tak też było w Afryce Północnej, ale wiele wskazuje na to, że
rezerwa pojemności samej strefy frontowej, ze względu na jej
wymiary oraz całą masę problemów logistycznych była już nie-
wielka. Trudno spekulować, ile jeszcze dywizji można byłoby
rozmieścić w tej strefie, bez upychania i narażania na poważne
kłopoty z zaopatrzeniem chociażby w wodę, ale na pewno nie
byłoby możliwe osiągnięcie takiej gęstości, jak w Europie. Na
pustyni bowiem przy jednej bitej drodze, w warunkach, gdy pra-
wie wszystko trzeba przywieźć z odległych o tysiące kilome-
trów magazynów, nie da się rozmieścić tyle samo wojsk, co na
obszarach rolniczych i zurbanizowanych. Gdyby pokusić się
o krótkie podsumowanie naszych rozważań, można byłoby po-
stawić tezę, ze działania w Afryce Północnej w rzeczywistości
miały większe znaczenie, niż wskazywałaby na to liczebność
uczestniczących w nich wojsk.
DLACZEGO ROMMEL?

W poprzednim rozdziale wspomnieliśmy już, że wzmoc-


nienie armii włoskiej w Libii niemieckimi jednostkami pan-
cernymi było rozpatrywane na naradzie odbytej niewiele po-
nad miesiąc od przystąpienia Włoch do wojny jako jedna
z pięciu możliwości przyszłych niemieckich działań w basenie
Morza Śródziemnego. Tak się złożyło, że z tych pięciu opcji
tylko ten projekt doczekał się realizacji. Spróbujmy teraz od-
powiedzieć na pytanie, jak do tego doszło i wyjaśnić dlaczego
akurat Erwin Rommel, wówczas generał porucznik, jeden
z przyszłych głównych aktorów spod El Alamein, stanął na
czele niemieckich jednostek pancernych i zmotoryzowanych
wysłanych do Afryki.
Już w lipcu 1940 r. jeden z niemieckich generałów, gen. mjr
Heinrich Kirchheim, zaproponował utworzenie specjalnego
sztabu, który na miejscu, w Afryce, zapoznałby się z teatrem
działań wojennych. Zadaniem tego sztabu, według projekto-
dawcy, miało być także określenie, jaki rodzaj wojsk Wehr-
machtu należałoby wysłać na pomoc Włochom, gdyby zaszła
taka potrzeba. A ponadto, jego zdaniem, Niemcy miałyby
w razie czego gotowy już sztab do przejęcia dowodzenia nad
przybyłymi z Europy niemieckimi jednostkami. W sierpniu
1940 r. Naczelne Dowództwo Wojsk Lądowych (Oberkom-
mando des Herres - OKH) przyjęło propozycję Kirchheima
i poleciło mu sformować tego rodzaju sztab. „Sonderstab Ly-
bien" - bo taką nazwę on otrzymał - został utworzony m.in.
z oficerów, którzy służyli w Afryce podczas I wojny świato-
39

wej w niemieckich koloniach. Wśród nich byli m.in. weterani


piechoty i artylerii górskiej, wojsk kolonialnych z Kamerunu
i słynnego „wielbłądziego korpusu", czyli kawalerii na wiel-
błądach. Ten dobry skądinąd pomysł został jednak chwilowo
storpedowany przez włoskie Naczelne Dowództwo Sił Zbroj-
nych (Comando Supremo), które datę przybycia niemieckiego
sztabu odłożyło na termin późniejszy. Sztab Kirchheima w tej
sytuacji został rozwiązany 1.
OKH nie mogło jednak podejmować jakichkolwiek istot-
nych decyzji bez znajomości realiów wojny w Afryce. Zapa-
dła więc decyzja wysłania skromniejszej niż sztab Kirchhei-
ma misji rozpoznawczej. Pod koniec sierpnia 1940 r. podjęto
decyzję, że gen. Wilhelm Ritter von Thoma, specjalista od
wojsk pancernych i weteran wojny domowej w Hiszpanii, zna-
jący Włochów, zostanie szefem tej misji, którą od jego imie-
nia nazwano „Sztab Thoma". Tym sposobem von Thoma był
pierwszym niemieckim generałem, który pojawił się w Afryce,
i pierwszym kandydatem na ewentualne objęcie dowództwa
nad wysłanymi tam niemieckimi wojskami.
Stało się jednak inaczej, aczkolwiek w przyszłości von Tho-
ma obejmie dowództwo „Afrika Korps", ale nie będzie naj-
ważniejszym niemieckim generałem w Afryce. Przyczyną
chwilowego odsunięcia von Thomy od spraw afrykańskich była
jego rezerwa do wojny w Afryce i zdecydowane rozmijanie
się jego pomysłów i opinii z tym, co zamierzał, w stosunku do
Afryki, Hitler. Już w pierwszym raporcie z 17 października
von Thoma skupił się bardziej na trudnościach niż korzyściach.
Narzekał na brak odpowiednich urządzeń portowych, na
ogromne przestrzenie i podkreślał konieczność jasnego posta-
wienia spraw dowodzenia, a ściślej jego unifikacji.
Gen. von Thoma powrócił wraz ze sztabem do Niemiec
24 października i natychmiast został przyjęty przez Hitlera. Pod-
czas spotkania raport swój także rozpoczął od piętrzenia trud-

1
Ibidem, s. 22-23.
40

ności, wskazując na bardzo niedogodne warunki terenowe


i klimatyczne, do których Wehrmacht nie był kompletnie przy-
gotowany, na przewidywane ogromne trudności z zaopatrze-
niem, i to nie tylko ze względu na pustynię, ale także z powodu
panowania Royal Navy na Morzu Śródziemnym. Przedstawia-
jąc zaś swój pomysł na wojnę w Afryce, uznał, że aby sukces
był pewny, należy wysłać do Libii nie mniej niż cztery dywi-
zje pancerne, które należałoby wesprzeć dalszymi czterema
dywizjami wysłanymi prosto przez pustynię ku delcie Nilu.
Oczywiście ten pomysł lekko zirytował Hitlera, który zwrócił
uwagę, że Niemcy chwilowo są w stanie wysłać tylko jedną
dywizję pancerną. W odpowiedzi usłyszał, że w takim razie
lepiej nikogo nie wysyłać. Ta opinia i poważna różnica zdań
między Hitlerem a von Thomą co do wartości armii włoskiej
i lojalności sojuszniczej Włochów wyprowadziły Hitlera
z równowagi. Nie tylko, że nie dał się przekonać Thomie, ale
zrezygnował z niego jako naczelnego dowódcy niemieckiego
korpusu afrykańskiego 2.
W tym samym czasie gdy „Sztab Thoma" pracował
w Afryce, w Niemczech OKH podjęło konkretne czynności
planistyczne i przygotowawcze do wysłania pierwszych jed-
nostek do Afryki. Należało się bowiem spieszyć, gdyż według
wstępnych założeń pierwsze jednostki już 1 grudnia 1940 r.
powinny być gotowe do zaokrętowania.
Tymczasem jednak 28 października Włochy, wykorzystując
terytorium zdobytej już Albanii, rozpoczęły atak na Grecję bez
konsultacji z niemieckim sojusznikiem, a ponieważ Włosi w tym
czasie mimo niemieckich nacisków nadal stali bezczynnie
w Egipcie, Hitler był autentycznie rozwścieczony. Zwołał 4 li-
stopada naradę, na której byli obecni m.in. feldmarsz. Wilhelm
Keitel i gen. Alfred Jodl z OKW, feldmarsz. Walther von Brau-
chitsch i gen. Franz Haider z OKH oraz wielki adm. Erich Rae-
der – naczelny dowódca Kriegsmarine, i zakomunikował, że
2
Ibidem, s. 12.
41

operacja wysłania wojsk do Libii została odłożona z czterech


powodów. Po pierwsze - sami Włosi nie spieszą się z ofensywą
w Egipcie, po drugie - von Thoma ma niekorzystne wrażenia
z pobytu w kwaterze głównej wojsk włoskich w Libii, po trze-
cie - Włosi komplikują sprawę zaopatrzenia, chcąc aby dosta-
wy dla wojsk niemieckich szły przez Tunis, gdyż Trypolis ich
zdaniem wystarczy tylko dla samych Włochów, i po czwarte -
on, Hitler nie chce wysłać wojsk przez morze, na którym panuje
nieprzyjaciel. Na koniec zapowiedział jednak, że należy nadal
planować użycie niemieckich jednostek lotniczych przeciwko
różnorodnym obiektom Egipcie oraz w celu zaminowania bazy
w Aleksandrii i Kanału Sueskiego.
Hitler kilkanaście dni później w Dyrektywie nr 18 (Filhrer -
Weisung nr 18) lekko zmodyfikował swoje stanowisko.
W dyrektywie tej nakazał gotowość udzielenia wsparcia lot-
niczego Włochom, gdyby ci zdobyli Mersa Matruh, a więc
gdyby wznowili ofensywę. Polecił także OKH utrzymywanie
jednej dywizji pancernej w gotowości do przerzucenia do
Afiyki Północnej.
Sytuacja uległa zmianie, gdy rozpoczęta 9 grudnia 1940 r.
pierwsza brytyjska ofensywa w Afryce Północnej doprowa-
dziła do całkowitej klęski włoskiej 10 Armii. Już na początku
operacji „Compass" w pierwszej trzydniowej bitwie pod Sidi
Barrani tzw. Siły Zachodniej Pustyni (Western Desert Force)
gen. Richarda N. O'Connora uderzyły z zaskoczenia, wyko-
rzystując doskonale teren i pogodę oraz brak ogniowego współ-
działania między poszczególnymi włoskimi zgrupowaniami
i obeszły nieprzyjacielskie pozycje. Po wyjściu na skrzydło
i tyły zniszczyły pierwszy rzut tkwiącej w obozach warownych
10 Armii, w tym rozmieszczone w obozie Nibeiwa silne zgru-
powanie z bronią pancerną gen. Malettiego, który poległ
w walce, biorąc do niewoli około 38 300 włoskich żołnierzy
i zdobywając 237 dział i 73 czołgi.
W następnych dniach siły O'Connora, mające w pierwszym
rzucie niewiele więcej niż dwie dywizje, bez specjalnych trud-
42

ności opanowały 16 grudnia - Sollum, a 4 stycznia - Bardię,


biorąc do niewoli tysiące jeńców, i zaczęły zbliżać się do To-
bruku. To poważnie zaniepokoiło Hitlera o losy włoskiego
sojusznika, któremu nie wiodło się także na froncie greckim.
Na naradzie zwołanej 9 stycznia 1941 roku w „Orlim Gnieź-
dzie" w Berghofie Hitler powiadomił zebranych o decyzji
wysłania jednostek niemieckich do Libii w celu wsparcia roz-
mieszczonych tam sił włoskich. Jako motywy swojej decyzji
podał przekonanie, że Włosi bez niemieckiego wsparcia nie
będą w stanie zatrzymać Brytyjczyków, a utrata Libii mogła-
by mieć fatalne następstwa polityczne i wojskowe. Podkreślił
zwłaszcza niebezpieczeństwo załamania się morale Włochów
i tak niezbyt entuzjastycznie nastawionych do wojny, niepew-
ność co do zachowania się władz francuskiej części Afryki
Północnej i możliwość wykorzystania Libii przez RAF do roz-
poczęcia nalotów na włoskie miasta.
Ponieważ ofensywa brytyjska nadal się rozwijała bez więk-
szych przeszkód, z konkretnymi decyzjami należało się śpie-
szyć. Na początku postanowiono przerzucić do Libii wszyst-
kie te jednostki, które były w zasięgu ręki. Należy tu przypo-
mnieć, że niemieckie wojska szybkie przechodziły w tym cza-
sie reorganizację związaną z formowaniem kolejnych dywizji
pancernych i zmotoryzowanych niezbędnych w planowanych
operacjach „Marita" (uderzenie na Grecję) i „Barbarossa" (atak
na Związek Sowiecki) i dlatego obfitość jednostek pancernych
była tylko pozorna. OKH przygotowując obie operacje, do
udziału w wojnie w Afryce postanowiło wydzielić nową dy-
wizję, zwaną 5 Dywizją Lekką, o bardzo improwizowanym
składzie, wykorzystując do tego celu istniejące jednostki i kadrę
innych dywizji, w tym przede wszystkim 3 Dywizji Pancer-
nej, kiedyś jednej z najlepszych dywizji XIX Korpusu gen.
Heinza Guderiana.
Wehrmacht miał już w swoim składzie dywizje lekkie,
w sumie cztery, które wzięły udział w wojnie z Polską. Były
to stare, trzy niemieckie (1,2,3 dywizje lekkie) i jedna austriac-
43

ka (4 Dywizja Lekka), dywizje kawalerii, które zmotoryzowa-


no i wzmocniono czołgami. Po kampanii wrześniowej uznano
jednak, że dywizje lekkie prezentują za małą siłę bojową
i w ramach przygotowań do wojny z Francją wszystkie zostały
przeformowane w dywizje pancerne, chociaż nie tak silne, jak
już istniejące. Sam powrót do idei dywizji lekkiej świadczy
o tym, że Niemcy nie liczyli się poważnie z możliwością wy-
słania większych sił pancernych do Afryki. Myślano raczej
o demonstracji zbrojnej, wzmocnieniu Włochów, a nie przeję-
ciu głównej roli w zmaganiach z Brytyjczykami w Egipcie
i Libii. Teraz, gdy front walił się dosłownie z dnia na dzień,
istniała obawa, że na jednej dywizji może się nie skończyć. Na
razie jednak należało zadbać choćby o spowolnienie brytyjskiej
ofensywy do tempa, które gwarantowałoby utrzymanie Trypo-
lisu, głównego portu w Libii, do czasu aż wylądowałyby tam
większe siły niemieckie. Zadanie to zamierzano powierzyć orga-
nizowanym ad hoc z wszystkich jednostek, które tylko przybę-
dą do Libii, tzw. siłom blokującym (Spenyerband).
Tymczasem 22 stycznia 1941 r. pada Tobruk broniony przez
włoski XXII korpus. Do niewoli poszło kolejnych 27 tysięcy
jeńców, Brytyjczycy zdobyli następnych 208 dział i 23 czołgi,
ale przede wszystkim zyskali doskonały port z pełnymi maga-
zynami, ułatwiający zaopatrzenie znajdujących się w Cyrenajce
wojsk. Z tego powodu usunąwszy poczynione przez Włochów
zniszczenia już dwa dni później przygotowano Tobruk do przy-
jęcia statków transportowych. Położenie armii włoskiej stało
się dramatyczne. Pomoc niemiecka była nakazem chwili. OKH
rozkazuje, aby jednostki 5 Dywizji Lekkiej przybyły bez-
zwłocznie do Neapolu w celu zaokrętowania.
Hitler, dostrzegając dramatyzm sytuacji, 3 lutego, trzy dni
przed upadkiem Benghazi, zwołuje w Berghofie kolejną naradę
aby przedyskutować niemieckie przedsięwzięcia, które mogły-
by wesprzeć Włochów. Narada ta miała bardzo istotne znacze-

3
P 1 a y f a i r, op. cit., Vol. I, s. 366- 367.
44

nie. Na niej to bowiem podjęto decyzję o wielkości sił niemiec-


kich w Afryce, sposobie dowodzenia nimi, większym zaanga-
żowaniu się Luftwaffe w wojnie w basenie Morza Śródziem-
nomorskiego oraz co do osoby dowódcy wojsk niemieckich
w Afryce.
Hitler po konsultacjach z generalicją Wehrmachtu, w tym
po wysłuchaniu opinii feldmarsz. von Brauchitscha, zadecy-
dował, że wojska lądowe bezzwłocznie wyślą do Trypolisu
jednostki planowanych sił blokujących, wzmocnione tak szyb-
ko, jak to możliwe, jednym pułkiem pancernym wyposażo-
nym w najnowsze czołgi, a ponadto wydzielą do działań
w Afryce jedną pełną dywizję pancerną spośród dywizji dru-
giego rzutu „Marity". W sprawach dowodzenia uznał, że nie-
mieckimi jednostkami będzie dowodził bezpośrednio niemiecki
generał, któremu zostaną też podporządkowane wszystkie szyb-
kie jednostki włoskie, wysyłane właśnie pospiesznie do Libii.
Luftwaffe natomiast otrzymała polecenie zbadania możliwo-
ści użycia w Afryce bombowców i bombowców nurkujących,
osłony konwojów z wojskami niemieckimi płynącymi do Li-
bii i wyeliminowania brytyjskiego lotnictwa bazującego na
Malcie 4. Prawie pod koniec narady Hitler osobiście wyraził
opinię, że według niego dowódcą wojsk niemieckich w Afryce
powinien być gen. por. Erwin Rommel, a szefem oddziału
operacyjnego w jego sztabie ppłk von dem Borne.
Teraz naszym zamiarem jest przedstawienie Erwina Romm-
la - pierwszego z dwóch naszych głównych bohaterów -
i wyjaśnienie motywów, jakimi kierował się Hitler podejmu-
jąc tę - niezwykle udaną, jak się miało okazać - decyzję per-
sonalną. Przedtem jednak, cofając się nieco, przedstawimy inne
mniej znane kandydatury na stanowisko dowódcy wojsk nie-
mieckich w Afryce.
Pierwszym kandydatem - nie licząc wymienionego już von
Thomy - był wspomniany już generał Kirchheim, który

4
B e n d e r, L a w, op. cit., s. 17.
45

w końcu 1940 r. wobec klęski Włochów otrzymał polecenie


ponownego sformowania swego sztabu. Kirchheim dość szyb-
ko zebrał ponownie swój sztab i po niezbędnych przygotowa-
niach, w tym medycznych, zszedł z nim 24 lutego 1941 r. na
ląd w Trypolisie. Tam jednak już od dziesięciu dni był Rom-
mel, któremu OKH dało wolną rękę w sprawie wykorzystania
sztabu Kirchheima. Rommel, mając takie uprawnienia, sztab
ten rozwiązał i wykorzystał pełniących w nim służbę ofice-
rów na innych stanowiskach według własnego uznania. Trud-
no, po latach, dokładnie zrozumieć, czym pragmatyczne za-
zwyczaj OKW i OKH kierowały się zezwalając na takie po-
traktowanie gotowego już sztabu mającego w swym składzie
oficerów znających realia wojny w Afryce. Można jedynie
domniemywać, że jedną z przyczyn był właśnie Kirchheim,
którego zdolności dowódcze i umiejętności wojskowe najwy-
raźniej ceniono niżej niż talent Rommla.
Ale Kirchheim nie był jedynym konkurentem Rommla,
który był brany pod uwagę jako niemiecki dowódca w Afryce.
Przed Rommlem pierwszym kandydatem na dowódcę sił blo-
kujących w Libii był gen. mjr Freiherr von Funk i wszystko
wskazuje na to, że to on byłby pierwszym dowódcą „Afrika
Korps" gdyby nie był swego rodzaju malkontentem. Naj-
pierw bowiem poprosił o czas na przygotowanie się do prze-
widywanej funkcji, a gdy otrzymał na to zezwolenie - udał
się 15 stycznia, drogą lotniczą, do Afryki. Pierwszy swój ra-
port do niemieckiego attache w Rzymie gen. Enno von Rin-
telena przysłał po dziewięciu dniach. Po nim wysłał następ-
ne, po czym 1 lutego powrócił do Niemiec, aby złożyć raport
Hitlerowi. Ten znał już odznaczające się pesymizmem ra-
porty pisemne von Funka, toteż gdy ich autor w meldunku
ustnym znów skupił się na trudnościach, Hitler zrezygnował
z niego i postawił na Rommla.
Erwin Rommel to jeden z najbardziej znanych niemieckich
dowódców nie tylko okresu II wojny światowej. „Lis Pusty-
ni", któremu nie dała się jednak pokonać polska Samodzielna
46

Brygada Strzelców Karpackich, fortyfikator Wału Atlantyc-


kiego, a w końcu ofiara Hitlera, to najpopularniejsze, z fun-
kcjonujących w świadomości różnych pokoleń, stereotypy.
Bardzo mało natomiast są znane jego losy przed służbą w Afryce.
Niewielu zna też szczegóły z życia osobistego Rommla, z lat
młodości, okresu I wojny światowej i okresu międzywojenne-
go. Naszym pragnieniem jest tę lukę uzupełnić.
Erwin Rommel urodził się 15 listopada - a więc pod ponoć
bardzo rzemiosłu wojennemu sprzyjającym znakiem „Skor-
piona" - 1891 r. Jego rodzinnym miastem jest Heidenheim
w Wirtembergii, a jeszcze dokładniej w Szwabii. W miejscu
urodzenia niektórzy biografowie Rommla dopatrują się przy-
czyn, jeśli nie dyskryminacji, to izolacji w czasach Republiki
Weimarskiej przez przedstawicieli pruskiej szlachty - trady-
cyjnie odgrywającej główną rolę w niemieckiej armii. Przy-
puszczenie to należy uznać za nieprawdziwe, gdyż Hans von
Seeckt, szef Reichswehry, którego najczęściej o to podejrze-
wano, wśród swoich ulubionych oficerów miał np. Rittera von
Haacka, Alberta Kesselringa czy Franza Haidera, sąsiadów
Rommla zza miedzy - Bawarczyków. Przyczyna niechęci
musiała wiec być inna, ale o tym później.
Podobnie jak jego przyszły przeciwnik Montgomery, Rom-
mel pochodził z rodziny inteligenckiej, która już od dwóch
pokoleń nie miała nic wspólnego z wojskiem. Jego dziadek
i jego ojciec, także Erwin, byli nauczycielami gimnazjalnymi,
obaj matematykami. Erwin senior od 1898 aż do 1913 r., kie-
dy zmarł, był dyrektorem Gimnazjum Realnego w Aalen, do
którego rzecz jasna uczęszczał Erwin junior. Brak tradycji ro-
dzinnych spowodował, że profesor Rommel był bardzo zasko-
czony, gdy jego drugi z kolei syn w 1910 r. oznajmił, że za-
mierza wstąpić do wojska jako kandydat na oficera (Fahnen-
junker), ale po namyśle przystał na to.
Aby łatwiej zrozumieć, czym kierował się stary profesor
wyrażając zgodę na służbę wojskową drugiego syna, nadmień-
my, że Erwin junior delikatnie mówiąc nie odnosił sukcesów
47

w nauce i miał duże kłopoty z dyscypliną. Niewiara ojca


w wartości intelektualne syna była tak dalece posunięta, że
gdy syn pierwotnie, po gimnazjum, zamierzał podjąć studia
politechniczne, aby zdobyć bardzo popłatny i prestiżowy za-
wód inżyniera, ojciec zwyczajnie odwiódł go od tego zamia-
ru 5. Natomiast podczas nauki w gimnazjum młody Rommel
przysparzał ojcu i nauczycielom sporych kłopotów wychowaw-
czych. Ściągał podczas egzaminów, czasami wagarował. Chęt-
nie też angażował się w bójki z rówieśnikami. Znając syna,
Erwin senior sądził, że służba wojskowa, nie wymagająca jego
zdaniem zbyt wielkiej inteligencji, powinna juniora zdyscy-
plinować, a obowiązkowe ćwiczenia atletyczne, szermierka
oraz wspinaczki górskie dostarczyć mu wielu okazji do wyży-
cia się fizycznego. Jednym słowem - a nie był to i nie jest
odosobniony przypadek - armia miała zrobić z synem to, co
nie udało się ani rodzicom w domu, ani nauczycielom w szkole.
Ze względów finansowych - znów podobieństwo do Mont-
gomery'ego - macierzysty pułk Rommla nie mógł być za dro-
gi, dlatego zaciągnął się on do mało prestiżowego wirtember-
skiego 6 pułku strzelców, późniejszego 124 pułku piechoty.
Tam szybko przekonał się, że wojsko jest pasjonującym zaję-
ciem dla niego, a służba wojskowa odpowiada mu całkowicie.
Wojsku zawdzięcza też Rommel spotkanie przyszłej żony
Lucie Marii Mollin, która miała okazać się wspaniałą towa-
rzyszką życia. Do spotkania doszło w 1911 r. w Gdańsku, gdzie
Rommel uczył się w tamtejszej Akademii Wojskowej. „Lu",
jak ją później nazywał, była bardzo energiczną dziewczyną
córką pruskiego junkra, potrafiącą umiejętnie i cierpliwie za-
chęcać Erwina do coraz intensywniejszej pracy nad sobą. Dzię-
ki niej Rommel już od początku osiągnął to, czego bez niej
prawdopodobnie by nie zdobył.
Mimo to przyszły feldmarszałek jako młody oficer zapo-
wiadał się tylko na dobrego dowódcę pododdziału który, jak

5
K. M a c k s e y, Rommel Battles and Campaign’s, London 1973, s. 10.
48

mu dopisze szczęście, może pewnego dnia dojść do stopnia


majora. To, że może być kiedyś oficerem Sztabu Generalne-
go, wydawało się mało realne. Przełożeni podkreślali jego sil-
ną wolę i mocny charakter, zapał, wielką energię i sprawność
fizyczną oraz duży talent dowodzenia żołnierzami w polu, ale
wielkiej kariery nikt mu nie wróżył, z wyjątkiem oczywiście
panny Mollin 6.
Zabrzmieć to może paradoksalnie, ale karierze Rommla bar-
dzo pomogła I wojna światowa. Walczył we Francji, w Rumunii,
a później na froncie włoskim, wszędzie wykazując wielki talent
dowódczy, osobistą odwagę i męstwo. Pierwsze swoje poważ-
ne odznaczenie - Żelazny Krzyż I klasy - uzyskał za dowodze-
nie 9 kompanią macierzystego pułku podczas natarcia przepro-
wadzonego na francuskie pozycje 29 stycznia 1915 r., kiedy to
jego kompania, doskonale walcząc, włamała się najdalej w głąb
obrony nieprzyjaciela. Włamanie było tak głębokie, że Rom-
mel wraz z garstką żołnierzy został odcięty podczas flankowe-
go kontrataku francuskich odwodów. Zdołał się jednak przebić
do swoich, wykazując wyjątkowe męstwo.
Wydawało się, że z takim zapałem do walki Rommel na
zachodnim froncie długo nie pożyje. Ale szczęście go nie opu-
szczało. Najpierw jego pułk został przegrupowany w Wogezy,
na spokojny wówczas odcinek frontu, a później Rommel zo-
stał przeniesiony do Wirtemberskiego Pułku Strzelców Gór-
skich i przyszło mu walczyć w górach, przez co, być może,
uniknął natarć pod Verdun czy nawał nieprzyjacielskiej arty-
lerii nad Sommą. W nowej służbie wyspecjalizował się
w dowodzeniu grupami szturmowymi udanie działającymi
m.in. dzięki umiejętnemu wykorzystaniu terenu. Początkowo
walczył w Wogezach, ale już jesienią 1916 r. wraz z pułkiem
został przerzucony na nowy Front Rumuński. Pod koniec li-
stopada dostał urlop na ślub z „Lu". Uroczystość, dość hucz-
na, odbyła się w Gdańsku, po czym nowożeniec wrócił do

6
Ibidem.
49

Rumunii i zdążył wziąć udział w niemieckim zimowym natar-


ciu w rumuńskich Karpatach, podczas którego walczył stosu-
jąc taktykę bardzo podobną do tej, jaką później stosowali ko-
mandosi podczas II wojny światowej. Taktykę tę doskonalił
bezustannie osiągając coraz lepsze rezultaty. W maju 1917 r.
powraca w Wogezy, aby w sierpniu ponownie znaleźć się
w Rumunii. Tam pod górą Cosna por. Rommla opuściło chwi-
lowo szczęście. W jednym z natarć zostaje ranny. Do swojego
batalionu powraca na początku października, ale już nie do
Rumunii, tylko do Karyntii, gdzie batalion znalazł się w zwią-
zku z przygotowaniami do wymarszu na Front Włoski.
I właśnie za wyczyny na tym froncie Rommel został odzna-
czony bardzo wysokim i bardzo prestiżowym odznaczeniem,
jakim był pruski order „Pour le Merite", porównywalny
z brytyjskim „Victoria Cross" czy też amerykańskim „Con-
gressional Medal of Honor". Na order ten zasłużył już pod-
czas wielkiej niemiecko-austriackiej ofensywy rozpoczętej
24 października 1917 r. nad rzeką Isonzo, a zakończonej, po
udanym pościgu, osiągnięciem 10 listopada rzeki Piave
w pobliżu Wenecji. W ofensywie tej wyróżnił się w walkach
niedaleko Caporetto, zdobywając m.in. górę Matajur. Jednak-
że ku rozgoryczeniu Rommla „Pour le Merite" otrzymali zdo-
bywcy dwóch sąsiednich gór: pochodzący ze Śląska ppor.
Walther Schneiber i zdobywca bardzo ważnego punktu oporu
góry Mrzli, Bawarczyk ppor. Ferdinand Schorner - także
późniejszy feldmarszałek, w 1945 r. ostatni dowódca Grupy
Armii „Mitte". Rommel nie mógł się do tego stopnia pogodzić
z ominięciem go przy dekorowaniu „Pour le Merite", że napi-
sał raport z żądaniem, aby mu ten order przyznano. Niewiele
wskórał, ale na swój order nie musiał zbyt długo czekać, zo-
stał bowiem ostatecznie nim odznaczony 18 grudnia za mę-
stwo okazane podczas prób forsowania Piave.
Tak się złożyło, że do pierwszej linii Rommel już podczas
I wojny światowej nie wrócił. Wkrótce po dekoracji „Pour le
Merite", bo 7 stycznia 1918 r., został wysłany na odpoczynek,
50

z którego trafił do sztabu wirtemberskiego LXIV Korpusu na


stanowisko oficera ordynansowego, a później trzeciego ofice-
ra sztabu w wydziale operacyjnym. Nie były to funkcje dla
takiego żołnierza, jak Rommel, podobnie jak otrzymane wkrót-
ce stanowisko pomocnika pierwszego oficera sztabu w jednym
z pułków bawarskiej Landwehry. Już pod koniec wojny Rom-
mel miał szansę powrócić na pierwszą linię, oto bowiem 25 paź-
dziernika 1918 r. jego nazwisko po raz pierwszy zostało umie-
szczone na liście oficerów przewidzianych do objęcia funkcji
dowódcy batalionu. Zabrakło jednak i czasu, i akceptacji Wiel-
kiego Sztabu Generalnego. Zawieszenie broni podpisane 11
listopada zakończyło wojnę.
Historycy są zgodni co do tego, że pozycja Rommla
w Reichswehrze nie odpowiadała jego zasługom bojowym
i umiejętnościom dowódczym. Był jednym z niewielu kawa-
lerów „Pour le Merite", których szef Reichswehry von Seeckt
nie ściągnął do tzw. Urzędu Sił Zbrojnych (Truppenamt) peł-
niącego funkcję dawnego Sztabu Generalnego. Jak już wspo-
mnieliśmy, często dopatrywano się w tym fakcie następstwa
tradycyjnej niechęci Prusaków do mieszkańców Niemiec Po-
łudniowych. Rommel, owszem był Wirtemberczykiem i mówił
z wyraźnym szwabskim (od Szwabi) akcentem, a nawet dia-
lektem rozpoznawalnym i nie lubianym przez każdego Prusa-
ka, ale nie to było przyczyną odesłania go do służby pułkowej.
Hans von Seeckt, jeden z twórców bardzo interesującej teorii
„małej, zmotoryzowanej armii zawodowej", lubił otaczać się
oficerami z talentem dowódczym, ale i o nienagannej prezen-
cji oraz szerokich zainteresowaniach intelektualnych. Rom-
mel do takiej kategorii oficerów wówczas, po prostu, nie nale-
żał. Bez wątpienia inteligentny, skupiał się jednak na proble-
mach taktycznych i to niższego szczebla. Wyglądem też nie
imponował. Był niski i raczej drobny. A ponadto znaczna część
oficerów podchodziła do niego z rezerwą lub wręcz go nie lu-
biła. Był bowiem mało towarzyski, a nawet przy bliższych
kontaktach oschły. Pamiętano mu również raport z żądaniem
51

przyznania „Pour le Merite", co jednoznacznie uznawano za


posuniecie niezręczne i niesmaczne.
Ostatecznie, w 1921 r., w zredukowanej Reichswehrze, kpt.
Erwin Rommel został dowódcą kompanii w 13 pułku piecho-
ty i był nim aż do 1 października 1929 r., kiedy to został in-
struktorem w Szkole Piechoty w Dreźnie. Nieco wcześniej
w Wigilię 1928 r. urodził się mu jedyny syn, Manfred, przez
co życie rodzinne czyniło Rommla jeszcze bardziej szczęśli-
wym niż był przedtem. W Dreźnie spędził kolejne cztery lata,
wykorzystując m.in. ten czas do gromadzenia i studiowania
fachowej literatury wojskowej z myślą o napisaniu książki,
która podsumowałaby jego bogatą wiedzę o działaniach pie-
choty. Według zgodnej opinii, w tym tak znakomitego znaw-
cy, jak Basil Liddell Hart, pobyt w Dreźnie był przełomem
i początkiem rozwoju intelektualnego Rommla 7. Ale general-
nie nic jeszcze nie wskazywało na to, że ten czterdziestoletni
kapitan za dziesięć lat zostanie feldmarszałkiem.
Truizmem jest stwierdzenie, że dalsza błyskotliwa kariera
Rommla byłaby niemożliwa, gdyby Hitler nie został kancle-
rzem Niemiec. Należy jednak zauważyć, że dojście niemiec-
kich faszystów do władzy otworzyło drogę do kariery dla wie-
lu oficerów, ale awanse Rommla odbywały się w tempie wy-
jątkowym nawet jak na warunki III Rzeszy. Mało kto mógł mu
w nich dorównać. Był bez wątpienia ulubieńcem Hitlera
i większości otaczających go partyjnych bonzów. Istnieje jed-
nak przekonanie, oparte na udziale Rommla w 1944 r. w spisku
na Hitlera i tragicznej śmierci feldmarszałka, że był on typem
niewdzięcznika, który spiskował przeciw swojemu dobroczyń-
cy i że myśl o usunięciu dyktatora była logicznym następstwem
poglądów Rommla. Tego rodzaju opinie należy uznać za nie
znajdujące pokrycia w faktach.
Pojawienie się Hitlera przyjął Rommel, jak niemal cała ka-
sta oficerska, z wielką nadzieją. Widział w nim nowego Bi-

7
B. L i d d e l l H a r t , The other Side of the Hill, London 1973, s. 77.
52

smarcka, który przywróci armii honor, prestiż i zgodne


z tradycjami bardzo wpływowe miejsce w społeczeństwie.
Wiązał z nim także osobiste nadzieje na szybki awans w no-
wej armii. Gdy działania Hitlera zaczęły iść właśnie w tym
kierunku, a Rommel w ciągu pięciu lat awansował od majora
do generała majora, jego osobisty stosunek do wodza III Rze-
szy stał się pełen entuzjazmu i uwielbienia. Był wiernym słu-
gą Hitlera i starał się jak mógł całym swym talentem oraz umie-
jętnościami odwdzięczyć za coraz nowe zaszczyty i awanse.
Nie lubiany przez starą generalicję i rówieśników, których
w karierze bardzo szybko doszedł lub przeskoczył, a jed-
nocześnie rozpropagowany szeroko wśród Niemców jako na-
rodowy bohater przez sprawny aparat ministra Josepha Geb-
belsa, stał się nawet zakładnikiem własnej sławy. Dopiero prze-
grana w Afryce, kolejne klęski na froncie wschodnim, od Sta-
lingradu poczynając, inwazja aliantów na Sycylii, a potem we
Włoszech i wypadnięcie tego kraju z obozu sojuszników Nie-
miec, zmieniły stosunek Rommla do Hitlera. Ale tak stało się
z większością niemieckiej generalicji. W miarę kolejnych klęsk
krytycyzm Rommla rósł, ale, co charakterystyczne, dotyczył
on oceny Hitlera jako wojskowego. Rommel nie potępiał go
ani za eksterminację Żydów, ani za okrutną okupację krajów
Europy Środkowej i Wschodniej, ani za niewolniczą pracę
cudzoziemskich robotników, ani za niszczenie wszelkiej opo-
zycji we własnym kraju, on go krytykował za wojskowe dyle-
tanctwo, które jego zdaniem nie pozwoliło wygrać wojny,
a teraz prowadziło nieuchronnie do klęski. Opinie, że Rom-
mel nie wiedział o zbrodniach hitlerowskiego reżimu, należy
włożyć, jeśli nie między bajki, to na pewno między mało po-
ważne stwierdzenia.
Legenda Rommla jako opozycjonisty rosła już po wojnie
i była odpowiedzią na zapotrzebowanie niemieckiego społe-
czeństwa na bohaterów pozytywnych. Niemcy poszukiwali
wśród siebie tych rodaków, których mogliby pokazać światu,
jako przeciwników Hitlera. A Rommel znany szeroko w świecie,
53

zwłaszcza zachodniej opinii publicznej i zmuszony do popeł-


nienia samobójstwa, aby uniknąć procesu za popieranie za-
machowców, doskonale się do tego nadawał.
Faktyczne zaangażowanie się Rommla w ruch wymierzo-
ny przeciwko Hitlerowi było mniejsze niż się powszechnie
uważa. Zamachowcy potrzebowali wysokiej rangi generałów,
najlepiej generałów-feldmarszałków. Byli wśród nich, co praw-
da, zasłużeni generałowie, tacy jak: Ludwig Beck, Erich Hoe-
ppner i Erwin von Witzleben, ale ich Niemcy mało znali,
a ponadto nie mieli charyzmy tak potrzebnej w chwilach prze-
łomu. Rommel tę charyzmę miał i w sytuacji gdy odmówili
tak znani niemieccy dowódcy, jak: Guderian, von Kluge i von
Manstein, był jedyną szansą dla zamachowców. Ponadto wśród
opozycji antyhitlerowskiej było sporo krajan Rommla ze Szwa-
bii, takich jak: Karl Stroelin - burmistrz Stuttgartu 8, Konstantin
von Neurath - były, przed Ribbentroppem, minister spraw za-
granicznych, czy Hans Speidel - od kwietnia 1944 r. szef sztabu
Grupy Armii „ B" dowodzonej przez Rommla. Wśród aktyw-
nych opozycjonistów byli także starzy przyjaciele Rommla
generałowie: Alexander von Falkenhausen i Karl Heinrich von
Stulpnagel oraz bardzo dobrze znany mu z Afryki, wyjątko-
wej klasy oficer ppłk Klaus von Stauffenberg, wykonawca za-
machu 20 lipca 1944 r. To musiało wywrzeć na Rommlu okre-
ślone wrażenie. Ale wydaje się, że ambitnego feldmarszałka
pociągała przede wszystkim perspektywa objęcia jednego
z najwyższych stanowisk w państwie lub siłach zbrojnych,
a zamachowcy, co jest niemal całkowicie pewne, proponowa-
li mu objęcie funkcji głowy państwa lub naczelnego dowódcy
sił zbrojnych 9.
Opozycja pierwszy kontakt, który można uznać za począ-
tek współpracy, nawiązała z Rommlem w listopadzie 1943 r.

8
Obecnie, tj. jesienią 1995 r., burmistrzem Stuttgartu jest Manfred Rom-
mel – syn feldmarszałka.
9
Macksey, op. cit., Vol. I, s. 197-198.
54

Uczynił to, korzystając z pośrednictwa „Lu", jego stary towa-


rzysz z frontu I wojny światowej Karl Stroelin. W lutym 1944 r.
Rommel miał podobno wyrazić swoją wolę uczestniczenia
w schwytaniu Hitlera i zmuszenia go do ustąpienia, taka przy-
najmniej informacja dotarła do jednego z głównych, cywil-
nych spiskowców Karla Goedelera. Ale nie ma dowodu na to,
że tak dokładnie było. Natomiast jest wiadomo, że Rommel
stanowczo odrzucał plan zamachu na życie Hitlera domagając
się jego aresztowania i osądzenia jako, jedynej legalnej drogi
pozbawienia go władzy 10.
Historia tak się potoczyła, że właściwe intencje i postawa
Rommla nie zostały zweryfikowane. Po południu 17 lipca 1944 r.,
gdy Stauffenberg szykował bombę, która miała wybuchnąć trzy
dni później, Rommel wracał samochodem do sztabu Grupy
Armii „B" po wizytacji frontu na wschód od Caen. Brytyjski
myśliwiec, widząc wielki odkryty samochód, zaatakował go
bez namysłu. Seria broni pokładowej zabiła kierowcę. Samo-
chód rozbił się, ciężko raniąc Rommla. Tym sposobem naj-
większa nadzieja spiskowców ubyła z ich szeregów, a my nigdy
nie dowiemy się, jak Rommel zachowałby się 20 lipca 1944 r.
Wiemy tylko, że za udzielone wcześniej tylko werbalne po-
parcie zapłacił cenę najwyższą. Gdy torturowany Stiilpnagel
wykrzyknął imię Rommla, koniec był już tylko kwestią czasu.
Kolejną zagadką na którą nigdy już nie uzyskamy odpo-
wiedzi, jest pytanie, czym naprawdę kierował się Hitler po-
zwalając Rommlowi 14 października 1944 r. popełnić samo-
bójstwo. Czy przeważyła stara sympatia do ulubionego feld-
marszałka, czy polityczna kalkulacja nakazująca nie mieszać
bohatera narodowego z zamachem na wodza III Rzeszy.
W każdym razie Hitler pozwolił urządzić Rommlowi uroczy-
sty pogrzeb i zgodził się na pożegnalną mowę wygłoszoną
przez bezpośredniego przełożonego feldmarsz. Gerda von
Rundstedta.

10
Ibidem.
55

Wątek stosunku Rommla do Hitlera został celowo potrak-


towany szerzej. Jest bowiem na ten temat wiele stereotypo-
wych wyobrażeń i niedomówień, dlatego za celowe uznaliśmy
przedstawienie naszego jasnego stanowiska w tej sprawie.
Rommel i Hitler spotkali się po raz pierwszy w 1934 r.
w Goslar, miejscowości położonej w górach Harz w środkowych
Niemczech, w której Rommel już od roku był dowódcą tamtej-
szego 3 batalionu 17 pułku strzelców, przy okazji wizyty Hitle-
ra w tym mieście. Wydarzenie to nie przyniosło jeszcze żadnej
istotnej zmiany w życiu Rommla. Za to w następnym roku przy
takiej samej okazji Rommel został zauważony przez najwyższe
osobistości III Rzeszy. Postąpił bowiem według starej zasady,
że jeśli chcesz zrobić karierę, to za wszelką cenę musisz przy
nadarzającej się okazji zostać dostrzeżony przez tych, którzy
o czymś mogą w twoim życiu zadecydować. Tym czymś, co
zwróciło na niego uwagę, była jego postawa jako szefa wojsko-
wej eskorty Hitlera. Rommel zaprotestował bowiem, gdy poin-
struowano go, że esesmanów ze straży przybocznej należy prze-
puścić przed jego strzelców. Takie rozwiązanie uznał on za po-
niżające jego godność, jako lojalnego wobec nowych władz ofi-
cera. Swoją postawą zaimponował Hitlerowi i spodobał się
Goebbelsowi. Tak się złożyło, że ten ostatni szukał właśnie kan-
dydatów, którzy mogliby posłużyć za wzorzec oficera hitlerow-
skiej armii i po bliższym poznaniu Rommla, odkrył, że ma przed
sobą właściwego kandydata. Po pierwsze, Rommel mógł być
uważany za kogoś z „ludu", nie pochodził bowiem z zamożnej
szlachty pruskiej, a jego rodzina miała skromne dochody. Po
drugie, był z „krwi i kości" liniowcem realizującym się
w bezpośredniej walce z nieprzyjacielem, odważnym, znakomi-
tym taktykiem i, co ważne, odznaczonym niezwykle prestiżo-
wym „Pour le Merite". Od tej pory Goebbels osobiście zaczął
dbać o popularność Rommla.
A Rommel danej mu szansy nie zmarnował. Jego kolejna
nominacji wywołała wielkie zdziwienie. Oto on, oficer bez
wyższego wykształcenia wojskowego zostaje wykładowcą
56

ponownie otwartej 15 października 1935 r. w Poczdamie Wyż-


szej Szkoły Wojennej. Tylko pozornie wyglądało to na nie-
przemyślane posunięcie. W rzeczywistości było akurat odwrot-
nie. Hitler, wiedząc doskonale, że żadnej wojny bez sztabów
nie wygra, przystąpił do kształcenia oficerów sztabowych, ale
jednocześnie nie chciał dopuścić do odbudowy Wielkiego
Sztabu Generalnego jako instytucji, która mogłaby w przy-
szłości wymknąć się mu spod kontroli. Lansował więc tezę, że
w nowej armii sztabowiec będzie tylko pomocnikiem właści-
wego lidera, którym mógł być dowódca odpowiedniego szcze-
bla albo przywódca polityczny. Posyłając Rommla do Poczda-
mu chciał pokazać kandydatom na sztabowców, że nie będą
tworzyć, jak dawniej, kasty uprzywilejowanych oficerów.
We wrześniu 1936 r. Rommel wywarł na Hitlerze bardzo
silne wrażenie będąc w jego osobistej eskorcie podczas zjaz-
du partyjnego w Norymberdze. Rok później wydaje swoją
książkę Infanterie Greift an Erlebnis und Erfahrung (Piecho-
ta odnosi sukcesy i zdobywa doświadczenie), mniej sławną niż
Achtung! Panzerl (Uwaga! Czołgi!) Guderiana, ale przyjętą
z dużym zainteresowaniem przez armię i polityków. W paź-
dzierniku 1938 r. Rommel jest szefem osobistej eskorty Hitle-
ra, tzw. Fuhrerbegleit-Bataillon, podczas zajmowania Sude-
tów oddanych Niemcom na mocy Układu Monachijskiego.
Miesiąc później zostaje komendantem austriackiej (ale już
niemieckiej) Akademii Wojskowej w Wiener Neustadt, aby
w marcu 1939 r. znów towarzyszyć Hitlerowi w dawnej roli
podczas zajmowania Czechosłowacji, a ściślej Czech i Moraw.
W sierpniu tego roku Rommel zostaje oficjalnie szefem Szta-
bu Kwatery Głównej Naczelnego Dowódcy (Fuhrerhaupt-
ąuartierunterstab), czyli szefem osobistego sztabu Hitlera
z jednoczesnym awansem do stopnia generała majora i w takiej
roli odbył kampanię w Polsce.
Drogę do sławy otworzyła Rommlowi nominacja na dowód-
cę 7 Dywizji Pancernej. Dowództwo nad nią objął Rommel
15 lutego 1940 r., gdy stacjonowała w Bad Godesberg. Była
57

to dawna 2 Dywizja Lekka, którą - o czym już wspominaliśmy -


przekształcono w dywizję pancerną w ramach przygotowań do
ataku na Francję. Pod względem organizacyjnym była to niety-
powa dywizja różniąca się nawet od „siostrzanych", bo utworzo-
nych tym samym sposobem 6, 8 i 9 dywizji pancernych (dawne
1, 3 i 4 dywizje lekkie). Z ważniejszych jednostek bojowych miała
tylko jeden (25) pułk pancerny złożony z trzech batalionów czoł-
gów, dwa zmotoryzowane pułki strzelców (6 i 7), w tym jeden
(7) niepełny, i jeden (7) batalion motocykli. Gdy dodamy do
tego, że wśród 218 czołgów były maszyny aż trzech typów (PzKp-
fw IV jeszcze z 75 mm armatą z krótką lufą, PzKpfw III z działem
37 mm i czeskiej produkcji PzKpfw 38 (t)), to uzyskamy jasny
obraz, że 7 Dywizja Pancerna była związkiem taktycznym co-
kolwiek improwizowanym, co nie przeszkodziło Rommlowi
sprawnie tą dywizją dowodzić, a doświadczenia z tego rodzaju
związkiem - vide 5 Dywizja Lekka - bardzo przydały mu się
w Afryce.
Kampania we Francji i Belgii w 1940 r. to duży sukces
Rommla. Jego dywizja była podporządkowana XV Korpusowi
Pancernemu (oficjalnie zmotoryzowanemu) gen. Hermanna
Hotha wchodzącemu w skład 4 Armii gen. Günthera von Klu-
ge i działała wyjątkowo efektywnie, osiągając bardzo wysokie
tempo, dochodzące w czerwcu 1940 r. w fazie pościgu na po-
łudnie Francji, do 70 km na dobę. Szczególne efektownie roze-
grał Rommel walkę w rejonie Arras 21 maja 1940 r. z brytyjską
50 Dywizją Piechoty wzmocnioną 1 Brygadą Czołgów (4 i 7
pułki czołgów) i wspartą około 70 francuskimi czołgami kawa-
lerii zmechanizowanej. Brytyjczycy zorganizowali uderzenie
w prawe skrzydło XV Korpusu chcąc nie dopuścić Niemców
do kanału La Manche. Rommel, mimo początkowych kłopo-
tów, uderzenie to odparował, po czym zmusił przeciwnika do
odwrotu. Następnie po przegrupowaniu wznowił natarcie na
północ w kierunku Lille, aby z innymi jednostkami pancerny-
mi stworzyć barierę uniemożliwiającą przebicie się Brytyjczy-
ków i najlepszych jednostek francuskich z Belgii do Francji.
58

Rommel pokazał we Francji, co może osiągnąć właściwie


wykorzystana i dobrze dowodzona dywizja pancerna. Przeko-
nał się, że ryzyko jest opłacalne, jeżeli służy zaskoczeniu prze-
ciwnika, że zdecydowanie i szybkość działań nawet gorzej
zorganizowanych ma o wiele większą wartość niż spóźniona
realizacja dobrego pomysłu. Nauczył się Rommel działać
w głębi obrony przeciwnika, na jego tyłach, bez oglądania się
na ubezpieczenie skrzydeł. Wypróbował także wiele pomy-
słów taktycznych, które przyniosły mu później tak wiele suk-
cesów w Afryce, w tym sposobów wykorzystania 88-milime-
trowych dział przeciwlotniczych jako broni przeciwpancernej.
W sumie w Belgii i Francji od 10 maja do dnia zawieszenia
broni dywizja Rommla straciła 682 poległych, 296 zaginio-
nych i 1464 rannych oraz utraciła bezpowrotnie 42 czołgi.
Straty te były relatywnie wyższe, zwłaszcza w czołgach, niż
w innych niemieckich dywizjach pancernych. Była to cena
bardzo ryzykownych decyzji dowódcy dywizji. Ale jednocze-
śnie żadna dywizja nie była tak obciążona zadaniami i nie od-
niosła takich sukcesów. Żołnierze Rommla zniszczyli bowiem
podobno 458 czołgów i samochodów pancernych, 64 działka
przeciwpancerne i 277 dział polowych oraz 4000 ciężarówek,
i wzięli, co jest pewne, do niewoli 97 648 jeńców 11. Sukcesy
Rommla natychmiast rozpropagował aparat Goebbelsa. Sam
Rommel został utrwalony wielokrotnie na taśmie filmowej,
w tym podczas parady zwycięstwa w Paryżu, jak uśmiechnię-
ty, a wręcz wesoły, w hełmie stalowym, z „Pour le Merite"
u szyi, oczekuje przyjazdu Adolfa Hitlera.
Nie wiemy dokładnie, czym bardziej kierował się wódz
III Rzeszy wyznaczając Erwina Rommla, już w stopniu gene-
rała porucznika, na dowódcę „Afrika Korps": czy osobistą sym-
patią, czy wiarą w jego umiejętności. Jednakże jakiekolwiek
to były motywy, to nominacja ta była wyjątkowo dobrą decy-
zją kadrową Hitlera.

11
Ibidem, s. 43.
ZANIM DOSZŁO DO EL ALAMEIN

Aby mieć całościowy obraz działalności Rommla w Afryce


i aby poznać - przed rozważaniami na temat El Alamein - jego
sztukę wojenną, prześledźmy operacje w Afryce Północnej,
od lutego 1941 r. do wiosny roku następnego, czyniąc to ze
zrozumiałych powodów w bardzo dużym skrócie.
Rommel o swojej nominacji dowiedział się 6 lutego 1940 r.
od gen. von Brauchitscha. Po kilku zaledwie dniach przygoto-
wań, w tym teoretycznych, 11 lutego przybył do Rzymu i po
krótkim pobycie w ambasadzie niemieckiej udał sie do Co-
mando Supremo, gdzie spotkał się z gen. Alfredo Guzzonim,
podsekretarzem stanu w Ministerstwie Wojny i zastępcą sze-
fa Sztabu Generalnego, z którym omówił włoskie propozycje
zatrzymania ofensywy brytyjskiej w Afryce. Po południu tego
samego dnia spotkał się z gen. Mario Roattą - szefem Sztabu
Generalnego, z którym odleciał do Katanii na Sycylii. Tam
spotkał się z dowódcą niemieckiego X Korpusu Lotniczego
generałem lotnictwa Hansem Ferdinandem Geisslerem i omó-
wił sprawy wsparcia lotniczego oraz najnowsze informacje
z Afryki. Następnego dnia ze swym niewielkim tzw. sztabem
rozpoznawczym (Aujklarungsstab Rommel) oraz szefem ad-
diutantury Hitlera płk. Rudolfem Schmundtem wylądował na
lotnisku Castel Benito w Trypolisie.
W czasie gdy Rommel stawiał po raz pierwszy stopę na
afrykańskiej ziemi, sytuacja w Libii była skrajnie krytyczna,
a ogólne nastroje we włoskiej armii nie najlepsze i pogarszające
się z dnia na dzień. Brytyjczycy odnosili sukces nie tylko
60

w Libii, ale także w Afryce Wschodniej, gdzie rozpoczęta


w styczniu ofensywa zaczęła przynosić pierwsze sukcesy, naj-
pierw w Sudanie i Kenii, a potem w Erytrei, Abisynii i Somali.
W Libii wojska O'Connora odniosły kolejny sukces. Idąca
krótszą drogą przez płaskowyż jego 4 Brygada Pancerna
i zgrupowanie bojowe ppłk. J. F. B. Comba 5 lutego osiągnęły
miejscowość Antelat, zeszły z płaskowyżu i w samo południe
odcięły odwrót wycofującym się szosą nadmorską z Benghazi
w kierunku na Agedabin wojskom włoskim. Po dwudniowych
walkach pod Beda Fomm wobec niemożliwości przebicia się
włoskie zgrupowanie poddało się. Między czołowymi patro-
lami brytyjskimi a Trypolisem pozostało nie więcej niż 7 ty-
sięcy żołnierzy włoskich. Cała Cyrenajka znalazła się w rękach
Brytyjczyków.
A jednak z tak ciężkiego położenia wojska państw „Osi"
zdołały wyjść obronną ręką. Stało się to dzięki energicznym
przedsięwzięciom Rommla, odwadze i wysokiej wartości bo-
jowej nielicznych jeszcze jednostek niemieckich oraz dobrej
postawie świeżo przybyłych włoskich jednostek szybkich, ale
także, a może nawet przede wszystkim, z powodu zatrzyma-
nia własnej ofensywy przez Brytyjczyków.
Zaniechanie ofensywnych, zdecydowanych działań przez
wojska brytyjskie powszechnie uznaje się za poważny błąd
strategiczny, a za najbardziej winnego tego błędu uważa się
premiera Winstona Churchilla, który postanowił główny wy-
siłek zbrojny w basenie Morza Śródziemnego przenieść
z Afryki Północnej do Grecji, aby wspierać siły zbrojne tego
państwa w walce z armią włoską. Efektem tej decyzji było
osłabienie tempa brytyjskiej ofensywy, a następnie jej zatrzy-
manie i osłabienie sił gen. O'Connora, z których zabrano, część
jednostek, w tym z 7 Dywizji Pancernej - motoru całej opera-
cji - na front grecki. Nie poprzestając na tym część jednostek,
w tym główne siły tej dywizji, wysłano na front abisyński.
Po sukcesie O'Connora Churchill najwyraźniej zlekcewa-
żył Włochów i ocenił, że nawet z niemiecką pomocą niewiele
61

będą oni wstanie zwojować w Afryce. Brytyjski sukces był


rzeczywiście imponujący i mógł przyprawić polityków
i wojskowych o lekki zawrót głowy. Podczas dziesięciotygo-
dniowej ofensywy brytyjskie siły, które można uznać za dwu-
dywizyjny korpus, pokonały blisko 800 km, i zniszczyły dzie-
sięciodywizyjną włoską 10 Armię, zdobywając ponad 380 czoł-
gów i tankietek, 845 dział oraz 91 samolotów porzuconych na
lotniskach i biorąc do niewoli około 130 tysięcy jeńców, same
zaś straciły 500 zabitych, 1373 rannych i 55 zaginionych.
W tym samym czasie RAF zniszczył dalszych 58 samolotów
bazującej w Libii włoskiej 5 Eskadry (Sqnadra), co zreduko-
wało jej stan do mniej niż 200 maszyn 1.
Zlekceważenie przeciwnika miało się jednak już wkrótce
srodze zemścić, w czasie gdy Brytyjczycy wycofywali z frontu
cześć jednostek i zajęli się instalowaniem własnej administra-
cji w zdobytej Cyrenajce, Rommel, który od razu zdominował
włoskich generałów, najpierw ustabilizował front, a później
zaczął zbierać siły na kontrofensywę.
Chcąc ustabilizować front na linii Syrty, co omówione zo-
stało ze stroną włoską, a ściślej z gen. Alfredo Guzzonim je-
szcze w Rzymie, Rommel przyjął zasadę jak najszybszego
wysyłania przybyłych jednostek niemieckich i podporząd-
kowanych mu szybkich jednostek włoskich na front w kierunku
wschodnim nadmorską szosą Via Balbia. Było to jedyne moż-
liwe rozwiązanie, gdyż zgodnie z założeniami operacji „Son-
neblume" (Słonecznik) główne siły utworzonego oficjalnie
w dniu 19 lutego Niemieckiego Korpusu Afrykańskiego (Deut-
sches Afrikakorps) znanego w Polsce pod nazwą „Afrika
Korps" z Rommlem jako dowódcą miały przybyć dopiero
w kwietniu 1941 roku.
Gdy 14 lutego zawinął do Trypolisu statek transportowy
S.S. „Saarfeld" z 3 zmotoryzowanym batalionem rozpoznaw-
czym i 39 zmotoryzowanym dywizjonem artylerii przeciwpan-

1
P1 a y f a i r, op. cit., Vol. I, s. 362.
62

cernej2 - pierwszymi bojowymi jednostkami niemieckimi


w Afryce, Rommel uroczyście je powitał, a w dniu następnym
batalion rozpoznawczy, dowodzony przez podpułkownika ba-
rona Irnfrieta von Wechmara, wysłał na front z zadaniem osło-
ny włoskiej 17 Dywizji Piechoty „Pavia" i rozpoznania rejo-
nu En Nofilia - El Aghelia, gdzie spodziewał się czołowych
patroli brytyjskich. Właśnie ten batalion miał jako pierwszy
z „Afrika Korps" stoczyć walkę z Brytyjczykami. Do starcia
doszło 24 lutego na południowy wschód od Agedabia. Była to
niewiele znacząca potyczka dwóch patroli z samochodami
pancernymi. Przeciwnikiem był patrol brytyjskiego pułku
królewskich dragonów gwardii (Kings Dragoon Guards)
wzmocnionego Australijczykami z działkami przeciwpancer-
nymi. Zanim Brytyjczycy się zorientowali, Niemcy otworzyli
ogień niszcząc w krótkim czasie 3 samochody pancerne i jedną
ciężarówkę oraz uszkodzili kolejny samochód pancerny, co
zmusiło przeciwnika do szybkiego zawrócenia 3.
Prawie miesiąc później Rommel rozpoczął swoją pierwszą
ofensywę. Nie czekając na przybycie 15 Dywizji Pancernej,
wbrew poleceniom OKH, mając do dyspozycji niemiecką
5 Dywizję Lekką i włoską 132 Dywizję Pancerną „Ariete" („Ta-
ran") z wojsk szybkich oraz cztery włoskie dywizje piechoty,
podwożone w razie potrzeby samochodami, uderzył na woj-
ska brytyjskie w Cyrenajce, a te po ogołoceniu frontu były re-
prezentowane tylko przez niepełną 2 Dywizję Pancerną
i jeszcze nie doświadczoną australijską 9 Dywizję Piechoty
dowodzoną przez gen. Leslie J. Morsheada. Pierwszy atak pod
El Agheilą 23 marca został zatrzymany przez... burzę piasko-

2
Przy nazwach jednostek niemieckich stosowane będą odpowiedniki pol-
skie. Jedynie w załącznikach zachowano w miarę możliwości oryginalne
nazwy niemieckie, z podaniem odpowiedników polskich. Stąd Aufkldrungs-
Abteilung 3 to 3 zmotoryzowany batalion rozpoznawczy, a Panzerjadger -
Abteilung 39 to 39 zmotoryzowany dywizjon artylerii przeciwpancernej.
3
B e n d e r, L a w, op. cit., s. 20 - 21.
63

wą. Powtórny atak rozpoczęty 30 marca zapoczątkował pierw-


szy marsz Rommla w kierunku Egiptu.
Dalsze ofensywne i defensywne działanie Rommla do cza-
su rozpoczęcia w roku następnym walk pod El Alamein za-
wiera jedna z wcześniejszych pozycji niniejszej serii wydaw-
niczej 4, my skupimy się natomiast na sztuce wojennej, którą
Rommel w tych operacjach pokazał, aby móc lepiej ocenić jego
późniejsze decyzje.
Przypomnijmy, że Rommel w swojej pierwszej ofensywie
doszedł do granicy libijsko-egipskiej i 11 kwietnia zdobył le-
żące po egipskiej stronie Sollum. Następnie, blokując oba znane
nam wejścia na Płaskowyż Libijski, zajął się szturmowaniem
Tobruku, w którym zamknęła się australijska dywizja. Mimo
trzech szturmów przeprowadzonych 13 - 14 i 16 - 17 kwietnia
oraz od 30 kwietnia do 4 maja, celu swojego nie osiągnął, co
było jego pierwszą porażką, której nie osłodził nawet fakt
wzięcia do niewoli bohatera brytyjskiej ofensywy gen.
O'Connora i dowódcy brytyjskich wojsk w Cyrenajce gen. por.
Philipa Neame'a.
W maju i czerwcu Rommel dwukrotnie odpierał brytyjskie
natarcia na Sollum i przełęcz Halfaya i dalej na fort Capuzzo.
W walkach od 15 do 17 (brytyjska operacja „Brevity") utracił
tę strategicznie ważną przełęcz, ale odzyskał ją 27 maja po
gwałtownym natarciu.
Rozpoczęta dokładnie miesiąc po „Brevity" kolejna brytyj-
ska operacja „Battleaxe" zakończyła się po dwóch dniach cięż-
ką porażką Brytyjczyków po bitwie pancernej koło Sollum.
Biorącym udział w natarciu brytyjskim jednostkom, w tym
słynnej już 7 Dywizji Pancernej, ledwo udało się wycofać za-
nim „Afrika Korps" zamknął im drogi odwrotu spod Sollum
i z płaskowyżu. Pokiereszowani Brytyjczycy cofnęli się pod
Sidi Barrani, a więc prawie tam, skąd zaczęli atak w grudniu
poprzedniego roku. Nieudana operacja „Battleaxe" kosztowa-

4
Chodzi o książkę Z. K w i e t n i a, Tobruk 1941-1942, Warszawa 1993.
64

ła naczelnego dowódcę sił brytyjskich na Środkowym Wscho-


dzie, generała Archibalda Wavella utratę stanowiska. Na afry-
kańską i bliskowschodnią scenę wkroczył gen. Claude Auchin-
leck, który 5 lipca zastąpił Wavella.
Pozostałą część lata i całą jesień obie strony przeznaczyły
głównie na reorganizację i wzmocnienie sił. Oblężony Tobruk
bronił się dzielnie, w czym znaczny udział miała nasza Samo-
dzielna Brygada Strzelców Karpackich przerzucona do twier-
dzy drogą morską na pokładach okrętów Royal Navy. Auchin-
leck był zajęty ponadto opanowywaniem Syrii, tłumieniem
wywołanych przez Abwehrę niepokojów w Iraku i Iranie,
a także zajmowaniem części Iranu. Rommel tymczasem miał
coraz większe kłopoty z zaopatrzeniem i przełożonymi, którzy
zaabsorbowani letnią i jesienną kampanią w Rosji i na Ukrai-
nie wykazywali wyraźnie mniejsze zainteresowanie Afryką
Północną i byli na ogół głusi na prośby „Lisa Pustyni".
Rommel w tym czasie awansował i to podwójnie. 1 lipca
1941 r. został awansowany do stopnia generała wojsk pancer-
nych, 15 lipca zaś stanął na czele nowej Grupy Pancernej „Afri-
ka" (Panzergruppe Ąfrika) złożonej z ,,Afrika Korps", już pod
dowództwem gen. por. Ludwiga Criiwella, i wszystkich znaj-
dujących się na froncie dywizji włoskich w liczbie sześciu,
które tworzyły: XX Korpus, nazywany szybkim (oficjalna
nazwa Corpo Armata de Manovra), gdyż w jego skład wcho-
dziły 132 Dywizja Pancerna „Ariete" i 101 Dywizja Zmotory-
zowana „Trieste" oraz XXI Korpus złożony z dywizji piecho-
ty: 17 „Pavia", 25 „Bologna" i 27 „Brescia". Ostatnia dywi-
zja, Dywizja Piechoty „Savona" zachowała samodzielność. 1
października niemiecka 5 Dywizja Lekka została przekształ-
cona w 21 Dywizję Pancerną. Odtąd Rommel będzie miał dwie
niemieckie dywizje pancerne.
Po przeciwnej stronie panował także ożywiony ruch orga-
nizacyjny. Najbardziej interesującym dla nas wydarzeniem
było utworzenie 18 września brytyjskiej 8 Armii, na czele której
24 września stanął gen. por. Alan Cunningham. Armia ta od
Jeden z wjazdów na Płaskowyż Libijski w Cyrenajce. Doskonale widać iak
poważną przeszkodą terenową była skarpa płaskowyż zwłaszcza dla
nacierających od wschodu wojsk brytyjskich

Skarpa Płaskowyżu Libijskiego w kilku miejscach podchodziła blisko brzeau


morza, jak tu w okolicach Derny. Dobrze widoczne jedno z zejść z pts ko w S
Łuk Braci Fileni wzniesiony na granicy Trypolitanii i Cyrenajki. Z pogranicza
tych dwóch libijskich prowincji rozpoczął swoją pierwszą ofensywę Erwin
Rommel. Na drodze włoska kolumna zmotoryzowana podczas krótkiego
okolicznościowego postoju

W wąskim pasie wybrzeża dzięki obfitszym opadom szata roślinna byta o wiele
bogatsza niż w głębi Libii czy Egiptu. Na zdjęciu zmotoryzowana kolumna bry-
tyjska na „Via Balbia" w pobliżu Demy podczas pierwszej brytyjskiej ofensywy
generała O'Connora
Teren typowy dla Pótnocnoafrykańskiego Teatru Działań Wojennych, kilka-
dziesiąt kilometrów od wybrzeża. Na takim terenie stoczono najwięcej bitew
i walk. Widoczne pojazdy to kolumna „Afrika Korps"

Jeden z przedstawicieli fauny


Pustynnej złapany przez
niemieckiego żołnierza
Taką chmurę pyłu, jak tę widoczną za ciągnikiem z niemieckim 20 mm dział-
kiem przeciwlotniczym podnosił każdy pojazd poruszający się po pustyni

Wszechobecny pustynny pyt byt poważnym problemem także dla lotnictwa.


Startujące samoloty podnosiły tumany pyłu demaskujące lotnisko z daleka.
Na zdjęciu włoski bombowiec SM. 79 „Sparviero" startujący z jednego z pustyn-
nych lotnisk
Główną osią pościgów i dowozu zaopatrzenia dla obu stron była szosa nadmor-
ska. Niemiecko-włoska kolumna pancerno-zmotoryzowana w pościgu za wy-
cofującymi się w kierunku Tobruku i Egiptu wojskami brytyjskimi podczas pierw-
szej ofensywy Rommla

Ta sama szosa była jed-


nak utrapieniem dla łącz-
nościowców, którzy - tak
jak widoczni niemieccy
łącznościowcy - byli zmu-
szeni stosować przejścia
napowietrzne przy prze-
prowadzaniu przez nią li-
7 iłowych. Silne pu-
stynne wiatry bardzo czę-
sto niszczyły przejścia i
zrywały kable
Woda była problemem numer jeden dla Pobieranie wody z Morza Śródziem-
służb zaopatrzenia w Afryce. Cenna nego. Deficyt źródeł słodkiej wody
byta każda kropla. Niemieccy spado- powodował, że uciekano się i do ta-
chroniarze z Brygady „Ramcke" odbie- kich sposobów
rają należne im racje wody na pozycjach
obronnych pod El Alamein

Aby zapewnić wodę choćby w skrom-


nych racjach, specjalne jednostki za-
opatrzenia w wodę dokonywały od-
wiertów według wskazań specjalnych
map lub miejscowej ludności. Na zdję-
ciu żołnierze włoscy i niemieccy do-
konują odwiertu w gdzieś w Cyrenajce
Aleksandria z powietrza. Główna baza Royal Navy we wschodniej części
Morza Śródziemnego - podstawowy port i baza zaopatrzenia dla brytyjskiej
8 Armii. Była celem każdej ofensywy wojsk „Osi" w Afryce

Spotkania Rommla z Hitlerem w Go-


slar miały się okazać bardzo brzemien-
ne w skutkach dla przyszłego feldmar-
szałka. Hitler przed frontem kompanii
honorowej 3 batalionu strzelców 17 puł-
ku piechoty ustawionej na Kaiserplatz
w Goslar podczas wizyty w 1934 r.
Pierwszy z lewej ówczesny major Er-
win Rommel
Generał Major Heinrich
Kirchheim. Miał szansę
zostać pierwszym do-
wódcą wojsk niemieckich
w Północnej Afryce. Hitler
postawił jednak na Rom-
mla, a Kirchheim w Afry-
ce miał zasłynąć jedynie
jako zdobywca Derny
podczas pierwszej ofen-
sywy włosko-niemieckiej

Feldmarszałek Albert Kesselring często odwiedzał Afrykę, po której poruszał


się widocznym na zdjęciu samolotem Fi-156 „Storch". Takim samym samolo-
tem odbył swój pechowy lot generał porucznik Ludwig Cruwell
65

tej pory miała skupiać wszystkie jednostki wojsk lądowych


walczące na Pustyni Zachodniej. Z chwilą powstania 8 Armii
znane nam Siły Zachodniej Pustyni zostają w październiku
sprowadzone do XIII Korpusu, czyli do rozmiarów, które akurat
były zawsze zgodne z prawdą. 9 października dowództwo RAF
na Środkowym Wschodzie utworzyło Siły Powietrzne Zachod-
niej Pustyni (Western Desert Air Force) dowodzone przez
wicemarszałka lotnictwa Arthura Coninghama, co w przysz-
łości miało zaowocować poprawą lotniczego wsparcia wal-
czących na pustyni wojsk.
Ustabilizowany front drgnął 18 listopada, kiedy to Brytyj-
czycy rozpoczęli operację „Crusader" w celu pobicia Grupy
Pancernej „Afrika" i odblokowania Tobruku. Pierwszą próbę
dotarcia z odsieczą Rommel odparował, ale z trudem, chociaż
w bitwie pancernej stoczonej 22 - 23 listopada pod Sidi Re-
zegh znów pobił „Szczury Pustyni", czyli 7 Dywizję Pancerną
zadając przy okazji dotkliwy cios południowoafrykańskiej
5 Brygadzie Piechoty. Zmusił też 2 grudnia Brytyjczyków do
chwilowego zaniechania operacji, po serii bardzo krwawych
starć jednostek pancernych na podejściach do Tobruku,
w wyniku czego odbił Sidi Rezegh i zamknął z trudem wybi-
jany do twierdzy korytarz, odcinając przy okazji nowozelandz-
ką 4 Brygadę i dowódcę XIII Korpusu gen. por. Alfreda R.
Godwin-Austena, którzy w ten sposób nieoczekiwanie wzmoc-
nili załogę twierdzy. Ale wojska Rommla, w tym przede wszy-
stkim „Afrika Korps" zostały poważnie nadszarpnięte, a zapasy
materiałowe były bliskie wyczerpania. „Afrika Korps" wspól-
nie z szybkimi dywizjami włoskimi zniszczył przeciwnikowi
blisko 800 pojazdów pancernych, ale i sam stracił 167 czoł-
gów, co było poważnym ubytkiem, gdy się zważy, że w Afryce
Niemcy mieli w tym czasie tylko dwa pułki pancerne (5 i 8)
po jednym w każdej dywizji pancernej.
Tymczasem Brytyjczycy, lepiej przygotowani pod wzglę-
dem materiałowym, dowodzeni przez nowego od 26 listopada
dowódcę 8 Armii, ambitnego gen. por. Neila M. Ritchiego,
66

nie ustawali w nacisku na Rommla i w dążeniach do odbloko-


wania tobruckiej twierdzy, i ostatecznie cel swój osiągnęli. Po
nieudanych próbach powstrzymania w dniach 5 - 6 grudnia ko-
lejnego natarcia 8 Armii, Rommel odstąpił i zarządził odwrót.
10 grudnia Tobruk został odblokowany.
Cofał się Rommel, dodajmy od razu umiejętnie, ponad mie-
siąc, opuszczając Cyrenajkę aż po Mersa Brega, ale gdy tylko
dostał zaopatrzenie, a przeciwnik wydłużył swoje linie ko-
munikacyjne i rozproszył siły, uderzył ponownie 21 stycznia
1942 r. Jego wojska, tym razem już pod nazwą Armia Pancer-
na „Afrika", przełamały obronę brytyjską pod Mersa Brega
i w błyskawicznym natarciu odbiły większą część Cyrenajki,
z wyjątkiem jej wschodniej części Marmariki. Na więcej chwi-
lowo Rommla nie było stać. Wyczerpany nie podjął już próby
przełamania nowej linii obrony 8 Armii zorganizowanej od El
Ghazali nad Morzem Śródziemnym po Bir Hacheim w głębi
pustyni. Na początku lutego front znów zastygł. Gdy ponow-
nie się ruszył, doszło do pierwszej bitwy pod El Alamein.
Rok, który minął między objęciem przez Rommla dowództwa
„Afrika Korps" a stabilizacją frontu pod El Ghazalą to wystar-
czający okres, aby ocenić umiejętności „Lisa Pustyni" i spróbować
określić najbardziej charakterystyczne cechy sztuki wojennej,
którą uprawiał. W tym czasie dowodzone prze niego wojska pro-
wadziły bardzo różnorodne działania. Dwukrotnie nacierały da-
leko w głąb terytorium przeciwnika, raz wycofywały się, także
na dużą odległość, oblegały przez kilka miesięcy tobrucką
twierdzę szturmując ją kilkakrotnie, broniły się na pozycjach
i prowadziły manewrowe działania obronne, prowadziły pościg
i działania opóźniające i stoczyły wiele bojów spotkaniowych.
Po roku Rommel i podległe mu wojska nabrały odpowie-
dniego doświadczenia i stały się bardzo trudnym do pokona-
nia przeciwnikiem, który wiedział, co to wojna na pustyni
i jakimi rządzi się prawami.
Gdyby spróbować określić cechy dowódcze Rommla wi-
doczne w Afryce, to pierwszą, która natychmiast rzuca się
67

w oczy, jest stanowczość. Rommel, jeśli tylko był przekonany


o słuszności swojego zamiaru lub decyzji, dążył do ich reali-
zacji nie bacząc nawet na opinie przełożonych. Wbrew pisem-
nemu poleceniu OKH, które nie chciało mieć nowych kłopo-
tów przed bardzo ważnymi operacjami na Bałkanach i wojny
o wszystko ze Związkiem Sowieckim, w marcu 1941 r. po raz
pierwszy zaatakował Brytyjczyków. Na początku grudnia zaś,
gdy podjął decyzję o odwrocie na linię El Ghazali, nie pomo-
gły sprzeciwy ani jego formalnego przełożonego włoskiego
marszałka Ettore Bastico - naczelnego dowódcy i gubernatora
Libii, ani samego Benito Mussoliniego.
Dragą cechą było dążenie do zaskoczenia przeciwnika
i utrzymanie wysokiego tempa natarcia. Podczas pierwszej
ofensywy Rommel w dwa tygodnie opanował teren, który gen.
O'Connor zdobywał dziesięć tygodni, osiągając iście „fran-
cuskie" tempo 50 - 70 km na dobę. Nieco wolniej nacierał
w końcu stycznia i na początku lutego, ale i tak działał szyb-
ciej niż jego brytyjscy przeciwnicy.
Kolejnym źródłem sukcesów Rommla był manewr. Z ma-
newru połączonego w decydującym momencie z ogniem uczy-
nił on podstawę swojej sztuki wojennej. W tej dziedzinie zde-
cydowanie przeważał nad przeciwnikami. Manewr obejścia
południowego skrzydła Brytyjczyków stał się kanonem dzia-
łań „Afrika Korps", którego kolejni dowódcy Sił Zachodniej
Pustyni i 8 Armii bali się jak ognia.
W omawianym okresie wojska Rommla lepiej niż przeciw-
nicy wykorzystywały teren i wypracowały lepszą taktykę uży-
cia czołgów i artylerii. W działaniach w Cyrenajce Rommel
zawsze skracał drogę idąc przez Sidi Selah, Antelat, M'Sus,
Mechilę, starym szlakiem karawan, wskazanym mu przez
O'Connora w styczniu 1940 r., aby ominąć masyw Ibes Ach-
dar i wyjść na nadmorską szosę między Derną a Tobrukiem.
Szczególnie umiejętnie wykorzystywał skarpę Płaskowyżu
Libijskiego tam, gdzie podchodziła ona pod wybrzeże, a więc
w pobliżu Sollum i Bardii. Blokowanie wejścia na ten płasko-
68

wyż poprzez utrzymanie przełęczy Halfaya i przekopu pod


Sollum w kierunku na fort Capuzzo stosunkowo niewielkimi
siłami zasługuje na wysoką ocenę.
W taktyce najbardziej skuteczne okazało się wciąganie bry-
tyjskich czołgów i samochodów pancernych w zasadzki ognio-
we zorganizowane przez pododdziały czołgów oraz baterie
doskonałych 88 milimetrowych przeciwlotniczych dział Krup-
pa Flak 36/L/56/. Niemieckie czołgi czy pododdziały piecho-
ty zmotoryzowanej, nawet zaskoczone przez Brytyjczyków,
zawsze wycofywały się tak, aby ścigającego ich przeciwnika
nakierować wprost pod lufy czekającej w worku ogniowym
artylerii i czołgów innego oddziału.
Istotnym elementem przewagi Rommla był lepszy sprzęt
pancerny. Niemieckie czołgi PzKpfw IIIG, będące w tym cza-
sie główną siłą „Afrika Korps", wyposażone w 50-milimetro-
wą armatę, zdecydowanie górowały nad wszystkimi typami
używanych wówczas czołgów brytyjskich, poczynając od lek-
kiego czołgu Mark VI, poprzez „Cruisery", „Matildy", „Va-
lentiny" i „Crusadery", których 40-milimetrowe „dwufuntów-
ki" były mniej skuteczne 5. Ale oprócz generalnie lepszego
sprzętu - oczywiście pomijamy milczeniem włoskie czołgi
i tankietki - Rommel przede wszystkim bił przeciwnika zde-
cydowanie lepszym sposobem wykorzystania broni pancernej.
Obie niemieckie dywizje pancerne: 5 lekka (później 21) i 15
wspierane przez włoską 132 Dywizję Pancerną „Ariete", jak
„nierozłączki" tworzyły zawsze pięść pancerną, która rozstrzy-
gała o wszystkim. Tymczasem brytyjscy generałowie lubowali
się w rozpraszaniu swoich brygad pancernych bitych potem
kolejno przez dywizje Rommla.
Wojska „Osi" można pochwalić także za ryzykanckie czę-
sto, ale skuteczne użycie sił lekkich, które tworzyły bataliony
motocyklowe i bataliony rozpoznawcze. Rajdy opartych na
siłach lekkich różnego rodzaju zaimprowizowanych grup bo-

5
P 1 a y f a i r, op. cit., Vol. II, s. 342 - 345.
69

jowych wykorzystujących ważne punkty w terenie powinny


zainteresować każdego miłośnika wojny manewrowej.
Co było słabością Rommla? Przede wszystkim zaopatrze-
nie. Był to bardzo istotny czynnik hamujący ofensywne dzia-
łania i krępujący inicjatywę. Obawy sformułowane po raz
pierwszy przez gen. von Thome okazały się słuszne. Flota bry-
tyjska panowała na Morzu Śródziemnym i zadawała bolesne
straty idącym do Afryki konwojom z zaopatrzeniem. Coraz
bardziej niebezpieczna stawała się Malta z coraz silniejszym
lotnictwem i okrętami podwodnymi. Utrzymanie Malty koszto-
wało Royal Navy bardzo wiele, ale straty nie poszły na marne,
tkwiła ona bowiem niczym cierń w najżywotniejszej drodze
zaopatrzeniowej „Osi".
Kolejną słabością była swoista arogancja Rommla wobec
włoskich sojuszników, która utrudniała współdziałanie wojsk
niemieckich, zwłaszcza z mobilną częścią armii włoskiej. Sto-
nowane działanie dałoby dużo lepsze rezultaty.
Rommel nie zawsze także znosił dobrze warunki panujące
na pustyni, raz po raz zapadając na zdrowiu. Po raz pierwszy
z powodów zdrowotnych musiał opuścić Afrykę na dziesięć
dni w marcu 1942 r., przekazując dowództwo Criiwellowi.
Kłopoty te już wkrótce miały się powtórzyć.
Już ten krótki przegląd sztuki dowodzenia i wojowania
Rommla upoważnia nas do stwierdzenia, że przed decydują-
cymi bitwami pod El Alamein wojska „Osi" miały jeden nie-
zaprzeczalny atut - dowódcę, mistrza manewru, „wojny bły-
skawicznej", urodzonego pancerniaka z długoletnim stażem
w piechocie.
GORZKI SUKCES AUCHINLECKA

Po ustabilizowaniu się na początku lutego 1942 r. frontu na


linii El Ghazala - Bir Hacheim obie strony rozpoczęły przy-
gotowania do kampanii wiosenno-letniej, która, jak przypu-
szczano, mogła być rozstrzygająca. Zarówno kierownictwo
polityczno-wojskowe państw „Osi" jak i Brytyjczycy, do
których należało decydujące słowo po drugiej stronie, myśleli
przede wszystkim o ofensywie. Jednakże w trakcie planowa-
nia strategicznego, gdy przyszło do podejmowania konkret-
nych decyzji w gremiach kierowniczych, po obu stronach do-
szło do licznych kontrowersji.
Państwa „Osi" były już pod wyczuwalnym ciśnieniem wej-
ścia Stanów Zjednoczonych do wojny. Wiedziano doskonale,
że rozstrzygnięcie w Afryce musi nastąpić przed tym, zanim
Ameryka po rozkręceniu gospodarki i rozbudowie sił zbrojnych
przyjdzie z liczącą się pomocą Wielkiej Brytanii. Tymczasem
problemów nie brakowało. Niemcy byli zajęci, przede wszyst-
kim, przygotowaniem do nowej kampanii na froncie wschodnim
z zamiarem pobicia Armii Czerwonej na południowym kierun-
ku strategicznym i przecięcia lądowych połączeń środkowej
Rosji z Kaukazem i Zakaukaziem, a następnie dotarcia do kas-
pijskiej ropy, co miało zapewnić pokonanie Związku Sowiec-
kiego. W tej sytuacji nie mogli wydzielić nowych liczących się
sił do wojny w Afryce. Poza uzupełnieniem stacjonujących tam
15 i 21 dywizji pancernych oraz wzmocnieniem po reorganiza-
cji afrykańskiej 90 Lekkiej Dywizji niewiele nowych jednostek
mogło być przeznaczonych do sił Rommla.
71

Z całkiem innych powodów na niewiele więcej stać było


Włochów. Słaba włoska gospodarka nie mogła nadążyć z
uzupełnianiem strat ponoszonych przez włoską armię, mary-
narkę i lotnictwo. Klęska włoskiej 8 Armii w zimowych bo-
jach na stepach Rosji, utrata poważnej części sprzętu podczas
cofania się przez Cyrenajkę, ciężkie straty marynarki wojen-
nej i lotnictwa w kampaniach 1941 r., to wszystko poważnie
naruszyło potencjał militarny Włoch. Odtworzenie sił w Afryce
i wzmocnienie ich przez kolejną dywizję pancerną zdaniem
włoskiego Naczelnego Dowództwa wymagało czasu. Termin
gotowości włoskiej strony do nowej ofensywy określono na
nie wcześniej niż lipiec 1942 r 1.
Stronie niemieckiej, a zwłaszcza Rommlowi, zależało na
wcześniejszym rozpoczęciu ofensywy i to bynajmniej nie
z powodu planu „Orient", czyli zakładanych gigantycznych
kleszczy, których jedno ramię miałoby dotrzeć do Zakaukazia
przez Ukrainę i Rosję, a drugie przez Afrykę Północną i Bliski
Wschód. Plan ten, do którego część historyków przywiązuje
zbyt dużą wagę, nie wyszedł nigdy poza rozważania czysto
teoretyczne i mimo że alianci liczyli się z taką ewentualno-
ścią nigdy przez Niemców nie był brany poważnie pod roz-
wagę 2. Rommel spieszył się, bo nie widząc perspektyw na
wzmocnienie własnych sił bał się, że przeciwnik otrzymaw-
szy nowe posiłki może stać się bardzo groźny, zwłaszcza jeśli
uderzy pierwszy.
Najwięcej kontrowersji było wokół Malty. Co prawda dzięki
bardzo silnej osłonie na morzu i w powietrzu do Libii w lutym
i marcu doszło 40 000 ton paliwa i 67 000 ton innego zaopa-
trzenia, a między portami włoskimi i Trypolisem stracono tyl-
ko 9% wysłanych ładunków, to jednak wyspa ta nie przestała
być problemem. Aby uniknąć trudności podobnych do tych

1
P l a y f a i r , op. cit., Vol. III, s. 193; M. Carver. El Alamein, London
1962, s. 41.
2
M a c k s e y , op. cit., s. 95.
72

z jesieni 1941 r. i przełomu roku, Maltę należało zdobyć lub


zneutralizować jako bazę morską i lotniczą.
Wiele wskazuje na to, że Rommel do marca 1942 r. był
zwolennikiem zdobycia Malty przed ofensywą w Afryce. Do-
piero gdy okazało się, jak wiele problemów niesie z sobą rea-
lizacja operacji „Herkules", bo taki kryptonim otrzymała po-
wietrzno-morska kombinowana operacja desantowa, której
celem była Malta, zmienił zdanie. Uznał, że Maltę należy jak
najszybciej zneutralizować lotnictwem, potem opanować po-
zostałą część Cyrenajki, pogarszając jeszcze bardziej położe-
nie wyspy, i dopiero wtedy wylądować na niej.
W ogólnych zarysach właśnie taki plan przyjęto na wspól-
nej niemiecko-włoskiej naradzie odbytej 1 maja w Berchtes-
gaden z udziałem Hitlera i Mussoliniego. Zadecydowano
wówczas, że Rommel powinien zaatakować w końcu maja
z zadaniem zdobycia Tobruku, dojść nie dalej jak do granicy
egipskiej i tam przejść do obrony, pozostając w niej aż do cza-
su, kiedy zostanie zdobyta Malta, a dopiero potem, po wzmoc-
nieniu, ruszyć na Egipt. Pauza operacyjna zdaniem strategów
„Osi" była konieczna ze względu na przewidywane wyczer-
panie wojsk po bojach w Cyrenajce, i z powodu lotnictwa,
którego główne siły byłyby potrzebne w walkach o Maltę.
Rommel przyjął postanowienia narady w Berchtesgaden
i przystąpił do planowania nowej ofensywy.
Po przeciwnej stronie największym entuzjastą ofensywy był
Winston Churchill. Już 26 lutego w telegramie do Auchinlec-
ka wyraził przekonanie, że na podstawie posiadanych danych
ten ostatni ma znaczącą przewagę nad Rommlem, w tym
w lotnictwie i wojskach pancernych, i w związku z tym istnieje
niebezpieczeństwo, że przy bezczynności wojska „Osi" tę prze-
wagę zniwelują 3.
Optymizmu Churchilla co do możliwości pobicia Rommla
w rychłej ofensywie nie podzielali ani Auchinleck, ani jego

3
P l a y f a i r , op. cit., Vol. III, s. 199.
73

podwładny, dowódca 8 Armii gen. Neil Ritchie. Obaj do no-


wego starcia z „Lisem Pustyni" chcieli przystąpić po solid-
nym wzmocnieniu i odpowiednim przygotowaniu. Zamierza-
li broniąc dotychczasowej linii oporu i traktując wschodnią
Cyrenajkę, a zwłaszcza Tobruk jako rejon wyjściowy przy-
szłej operacji zaczepnej, wykonać szereg przedsięwzięć orga-
nizacyjnych, szkoleniowych i logistycznych, aby lepiej się do
ofensywy przygotować. Czekali też na nowe uzbrojenie i nowe
jednostki. Inaczej mówiąc zamierzali zaatakować dopiero
wówczas, gdy będą dysponować siłą gwarantującą pobicie
przeciwnika.
Trzeba przyznać, że chęci obu generałom nie brakowało,
ale zabrali się do przygotowań w iście włoskim stylu, czyli
mniej więcej tak samo, jak Graziani jesienią 1940 r. przygot-
owywał ofensywę na Egipt. Zgodnie z ich zamiarem, aby
uniknąć kłopotów z zaopatrzeniem w trzech wysuniętych
bazach zamierzano zgromadzić odpowiednie zapasy. Tymi
bazami miały być: Tobruk 10 000 ton, Belhamed 26 000 ton
i Jarabub 1000 ton. W trosce o dowóz tego i przyszłego za-
opatrzenia podjęto prace mające na celu przedłużenie linii
kolejowej, która jak wiemy biegła z Aleksandrii i kończyła
się w Misheifie. Z trudem budowana linia, mimo ciągłych na-
lotów nieprzyjacielskiego lotnictwa doszła do Belhamed,
w końcu maja, tuż przed atakiem Rommla. Do Tobruku, do-
kąd zmierzała, pozostało tylko nieco ponad 25 km. Była to
więc kopia sytuacji z Grazianim, który też budował, tyle że
drogę do Sidi Barrani, ku wygodzie Brytyjczyków, którzy
wkrótce ją opanowali. Do 25 maja w wysuniętych bazach zna-
lazło się około 45 % z zaplanowanych zapasów z wyjątkiem
paliwa, którego np. w Belhamed było tylko trzecia część za-
kładanej wielkości 4.

4
Ibidem, s. 215. Niestety, w wielu opracowaniach, w tym polskich,
planowane wielkości zapasów w wysuniętych bazach przyjmuje się jako osią-
gnięte w dniu rozpoczęcia ofensywy przez Rommla, co nie jest zgodne
z prawdą.
74

Pochłoniętych papierkową pracą generałów Churchill co-


raz ostrzej ponaglał do ofensywy, a jego natarczywość była
tym większa, im trudniejsze stawało się położenie Malty, na
którą lotnictwo niemieckie i włoskie przypuściło prawdziwy
szturm powietrzny, a flota włoska do spółki z lotnictwem pod-
jęła próbę zablokowania dostaw na wyspę. Premier był pełen
obaw o los Malty i słusznie przypuszczał, że jej upadek bar-
dzo skomplikuje przyszłe działania ofensywne oraz że zde-
cydowane natarcie, które wypędzi wojska „Osi" chociażby
tylko z Cyrenajki, doprowadzi do zelżenia nacisku na wyspę,
a lotnictwu brytyjskiemu dostarczy dogodnych baz do atako-
wania floty włoskiej i osłony własnych konwojów i zespołów
okrętowych.
Nie mogąc w żaden łagodny sposób zmusić Auchinlecka
do ofensywy, Churchill sprawę postawił ostro. Gabinet Wo-
jenny, na którego czele stał, wydał 10 maja naczelnemu do-
wódcy na Środkowym Wschodzie polecenie, będące rozka-
zem, że ofensywa musi rozpocząć się w maju. Sprawy poto-
czyły się jednak inaczej, niż życzył sobie tego Churchill.
Wśród podjętych przez Auchinlecka i Ritchiego przygoto-
wań warto nieco uwagi poświęcić tym, które później miały
związek z pierwszą bitwą pod El Alamein, a które to przedsię-
wzięcia były w większości wynikiem podpatrywania strony
przeciwnej. Nie wszystkie z tych zamierzeń doczekały się re-
alizacji, ale warto się z nimi zapoznać.
Pomysłodawcą a raczej inicjatorem zmian był Auchinleck,
który Ritchiego przewyższał intelektualnie. Głównym
przedmiotem jego troski była poprawa współdziałania trzech
broni głównych, tzn.: wojsk pancernych, artylerii i piechoty,
oraz sprawa usprawnienia dowodzenia. Podległym dowódcom
przypomniał, że podstawą sukcesów musi być współdziałanie
tych trzech rodzajów wojsk, a zwłaszcza zgranie ich działania
co do czasu i miejsca. Spostrzegł również, że brytyjskie dywi-
zje pancerne są źle zorganizowane. Chodziło o proporcje mię-
dzy czołgami a piechotą. Postulował mniej czołgów, a więcej
75

piechoty na podobieństwo dywizji niemieckich, uznając za


najlepsze rozwiązanie dywizję w składzie jednej brygady pan-
cernej i jednej brygady piechoty zmotoryzowanej, które do boju
miały przystępować jako grupy brygadowe. Właśnie grupy,
a nie brygady. To też był efekt podpatrywania Niemców, cho-
ciaż i własnych doświadczeń. Auchinleckowi chodziło o to,
aby w walce obie brygady występowały wspólnie z jednost-
kami artylerii, artylerii przeciwpancernej i przeciwlotniczej,
saperami i jednostkami logistycznymi, tworząc grupy bryga-
dowe lepiej ze sobą współpracujących wojsk i służb.
Podobne zmiany Auchinleck zaplanował dla brygad piecho-
ty, z których zamierzał utworzyć grupy brygadowe, każda
w składzie: trzy bataliony piechoty, mieszany pułk artylerii
polowej i przeciwpancernej (połączenie pułku artylerii polo-
wej z częścią dywizyjnego pułku artylerii przeciwpancernej)
i pododdziały artylerii przeciwlotniczej, saperów oraz logistyki.
Aby te zmiany usankcjonować, planował trwałe przekształce-
nie pułków artylerii polowej lub zmotoryzowanych pułków
artylerii konnej w pułki mieszane o składzie: trzy baterie, każda
po 8 polowych „dwudziestopięciofuntówek" i jedna bateria
przeciwpancerna z 16 działkami. Dywizyjne pułki artylerii
przeciwpancernej miały zostać rozwiązane.
Planowana reorganizacja miała dotknąć także szczebli pod-
stawowych. Planowany nowy batalion piechoty zmotoryzo-
wanej miał mieć trzy kompanie piechoty zmotoryzowanej
i jedną 16-działową kompanię przeciwpancerną, a nowy bata-
lion piechoty miał się składać: z trzech kompanii strzeleckich
i kompanii wsparcia złożonej z plutonu moździerzy, plutonu
lekkich transporterów opancerzonych i plutonu przeciwpan-
cernego z 8 działami. Już na pierwszy rzut oka widać, że głów-
nym kierunkiem przemian w pododdziałach piechoty było
odpowiednie ich nasycenie bronią przeciwpancerną tak aby
stały się bardziej odporne na uderzenia niemieckich czołgów.
Oprócz reorganizacji Auchinleck liczył także na nowe działa
przeciwpancerne o kalibrze 57 mm, nazywane według starych
76

zasad „sześciofuntówkami" od wagi wystrzeliwanego pociska


które zaczęto wprowadzać w miejsce coraz mniej skutecznych
„dwufuntówek" o kalibrze 40 mm.
Reorganizacja jednostek czołgów miała ścisły związek
z wprowadzaniem do uzbrojenia wyprodukowanego w Stanach
Zjednoczonych czołgu „Grant" Mk I, który był wersją dostar-
czanego armii amerykańskiej czołgu M 3 „General Lee". Była
to konstrukcja nie całkiem udana i cokolwiek dziwaczna. Jego
zasadnicza broń, 75-milimetrowa armata M2, była bowiem
umieszczona nie w wieży, a w kadłubie, w tzw. sponsonie.
W wieży zaś była zamontowana 37-milimetrowa armata prze-
ciwpancerna, taka sama jak w znanym już Brytyjczykom lek-
kim czołgu „Stuart" (amerykańskie odznaczenie M 3 „Gene-
ral Stuart"). Takie rozwiązanie powodowało, że „Grant" nie
mógł być okopany zbyt głęboko, jeżeli miał prowadzić ogień
ze swej 75-milimetrowej armaty. Ponadto był bardzo wysoki,
a przez to doskonale widoczny dla przeciwnika. Jednakże mimo
tych wad, był to wreszcie prawdziwy czołg średni, z armatą
o wiele skuteczniejszą w walce z niemieckimi czołgami niż
40-milimetrowe działa czołgów brytyjskich, a ponadto mogą-
cą strzelać pociskami burzącymi, lepiej wspierając piechotę.
Pojawienie się „Grantów" doprowadziło do utworzenia
pułku czołgów o mieszanym składzie. Chodziło o to, aby za-
nim ten typ czołgów zostanie dostarczony w odpowiedniej licz-
by, stworzyć jednostki złożone z nowych i starych czołgów
o zbliżonej wartości bojowej.
Do czasu ofensywy Rommla zdążono przeprowadzić tylko
część planowanych zmian organizacyjnych. Dywizje pancer-
ne pozostały nietknięte. Poszczególne pułki czołgów bądź pan-
cerne tworzyły mozaikę sprzętową. Część z nich miała po dwa
szwadrony „Grantów" i jednym szwadronie „Stuartów". Inne
po dwa szwadrony „Crusaderów" i po jednym „Grantów", je-
szcze inne albo przezbrojono w nowe amerykańskie czołgi,
albo pozostawiono w nich wyłącznie stare czołgi brytyjskie.
W dywizjach piechoty zmiany były bardziej zaawansowane,
77

gdyż tworzenie grup brygadowych było już w toku. Niestety,


nie dopisały dostawy „sześciofuntówek". Do 8 Armii dotarło
ich tylko 112 sztuk. Tak więc nadal podstawową przeciwpan-
cerną bronią piechoty pozostawała „dwufuntówka" a z braku
armat wiele batalionów piechoty i piechoty zmotoryzowanej
nadal pozostało bez baterii i plutonów przeciwpancernych.
W przeddzień ataku Armii Pancernej „Afrika" gen. Ritchie
miał pod swoim dowództwem: XIII Korpus gen. por. W.H.E.
Gotta składający się z 50 Dywizji Piechoty gen. mjr. W.H.C.
Ramsdena, południowoafrykańskiej 1 Dywizji Piechoty gen.
mjr. D.H. Pienaara, południowoafrykańskiej 2 Dywizji Pie-
choty gen. mjr. H.B. Kloppera oraz 1 i 32 brygadę czołgów
wsparcia piechoty; XXX Korpus gen. por. C.W.M. Noriego,
sformowany z: 1 Dywizji Pancernej gen. mjr. H. Lumsdena
i 7 Dywizji Pancernej gen. mjr. F. W. Messervy, który zastąpił
na tym stanowisku odznaczonego Krzyżem Victorii gen. mjr.
J. C. Campbella, zabitego w wypadku samochodowym oraz hin-
duskiej 29 Brygady Piechoty pochodzącej z hinduskiej 5 Dy-
wizji i 1 Brygady „Wolnych Francuzów". Bezpośrednio pod
dowódcę armii podlegały: hinduska 5 Dywizja Piechoty gen.
mjr. H.R. Briggsa, która oprócz pozostałej jednej własnej bry-
gady, miała także 2 Brygadę „Wolnych Francuzów" oraz odwo-
dy i siły specjalne utworzone z wydzielonych jednostek wszys-
tkich rodzajów wojsk. Ponadto do 8 Armii miały dołączyć
z Iraku hinduska 10 Dywizja Piechoty, a z Egiptu hinduska
11 Brygada Piechoty (z hinduskiej 4 Dywizji Piechoty) oraz
1 Brygada Pancerna, która w przeciwieństwie do wymienio-
nej już imienniczki nie była jednostką wsparcia piechoty,
ale „prawdziwą" jednostką pancerną wyposażona w czołgi
„szybkie". Łącznie 8 Armia miała dwie dywizje pancerne
i ekwiwalent trzeciej w postaci trzech samodzielnych brygad
oraz cztery dywizje piechoty i ekwiwalent dwóch dalszych.
Czołgów we wszystkich jednostkach było 849, z tego w 1 i 7
dywizjach pancernych i armijnym odwodzie 167 „Grantów",
49 „Stuartów" oraz 257 „Crusaderów", w 1 i 32 brygadach
78

czołgów wsparcie 166 „Valentinów" i 110 czołgów typu „Ma-


tilda". Oprócz tego w 1 Brygadzie Pancernej, która miała przy-
być do armii, było 75 „Grantów" i 70 „Stuartów". Pustynne
Siły Powietrzne wicemarszałka lotnictwa Conninghama, prze-
znaczone do wsparcia i osłony 8 Armii miały w tym samym
czasie około 320 samolotów, w tym 190 sprawnych technicz-
nie. Gen. Ritchie mógł ponadto liczyć na interwencję chociaż-
by części innych lotniczych związków taktycznych podporząd-
kowanych naczelnemu dowódcy RAF na Środkowym Wscho-
dzie, a które miały 739 sprawnych technicznie samolotów 5.
W sumie były to znaczne siły, nie tylko jak na afrykańskie
warunki, użyte zaś umiejętnie w obronie mogły pokonać
o wiele silniejszego przeciwnika. Niestety, opracowana przez
Ritchiego przy współudziale Auchinlecka koncepcja obrony
wywodziła się ze starej brytyjskiej szkoły z niewielkimi tyl-
ko można rzec kosmetycznymi zmianami. Kościec obrony
tworzyły tzw. boksy lub jak kto woli „jeże", które były bryga-
dowymi rejonami obrony zorganizowanej dookrężnie i opartej
na fortyfikacjach polowych lub czasami na elementach sta-
rych fortów czy nowo wybudowanych umocnień. Na szcze-
gólnie ważnych kierunkach, głównie nadmorskim, między
„boksami" istniała łączność ogniowa, oczywiście prawie wy-
łącznie oparta na artylerii. Na innych kierunkach poszczegól-
ne „boksy" mogły najczęściej liczyć tylko na siebie lub na
pomoc odwodów. „Boksy" były obsadzane przez brygady pie-
choty wsparte artylerią a czasami także czołgami wsparcia.
Dla ciągłości obrony teren między „boksami" zaminowywano
podobnie jak przedni skraj brygadowych rejonów obrony.
Elementem ruchomym obrony były jednostki pancerne
i piechoty zmotoryzowanej, które najczęściej brygadami roz-
mieszczano w głębi za „boksami" na najbardziej prawdopo-
dobnych kierunkach natarcia niemiecko-włoskich wojsk pan-
cernych.

5
Ibidem, s. 217-221; M a c k s e y , op. cit., s. 102.
79

Przyjęta koncepcja miała dwie zasadnicze wady. Po pierw-


sze po przerwaniu frontu lub obejściu linii obrony, brygady
w „boksach" mogły albo poddać się do niewoli po wyczerpa-
niu amunicji lub wody, albo przebijać się do tyłu najczęściej
bez żadnego współdziałania między sobą. Ponadto brygada
w „boksie" pozostawała bezczynna, gdy przeciwnik atakował
inny „boks" poza zasięgiem jej ognia artylerii lub w jej pobli-
żu toczył się bój spotkaniowy jednostek mobilnych. Po dru-
gie dywizje pancerne były zanadto rozproszone i przeciwnik
bardzo często miał okazję pobić je kolejno.
Pozycja pod El Ghazalą nie była łatwa do obrony. Od przed-
niego skraju obrony do Tobruku było tylko nieco ponad 75
km, co oznaczało, że jednostki „Afrika Korps" po przełama-
niu frontu mogły dotrzeć do twierdzy nawet już na drugi dzień.
Lewe skrzydło pozycji tradycyjnie „wisiało w powietrzu",
mimo że obronę zorganizowano na 80 km w głąb pustyni. Za
ostatnim „boksem" nie było żadnej istotnej przeszkody tere-
nowej. Przeciwnik mógł znów objechać skrzydło i wyjść na tyły,
aby po rozbiciu odwodów pancernych gnać do przodu nie oglą-
dając się na pozostawione w „boksach" jednostki piechoty.
„Boksy" piechoty pierwszego rzutu zostały rozbudowane
w jednej linii wzdłuż całego przedniego skraju pozycji od El
Ghazala po Bir Hacheim. Łącznie urządzono siedem brygado-
wych „boksów". Sześć z nich należało do brygad XIII Korpusu.
Były to od północy trzy rejony obrony brygad południowo-
afrykańskiej 1 Dywizji Piechoty broniące kierunku nadmor-
skiego, a zwłaszcza dostępu do nadmorskiej Via Balbia, która
prowadziła prosto do Tobruku, do samej El Ghazali oraz do
traktu pustynnego, który przez Acromę dochodził także do
Tobruku. Dywizja została wzmocniona 32 Brygadą Czołgów
wsparcia. Na południe od niej znajdowały się trzy „boksy"
50 Dywizji Piechoty. Dwa z nich zorganizowane kolejno przez
152 i 69 brygady były blisko siebie w łączności ogniowej, trzeci
obsadzony przez 150 Brygadę znajdował się od nich prawie
15 km dalej na południe. „Boks" ten, usytuowany w Got el
80

Waleb, pełnił w brytyjskiej obronie szczególnie ważną funk-


cję, gdyż wzbraniał dostępu do pustynnego szlaku Trigh Ca-
puzzo będącego osią całego systemu obrony 8 Armii, a ponadto
osłaniał położony z tyłu „boks" nazwany „Knightsbridge" (od
jednej ze stacji londyńskiego metra) oraz tzw. „Kocioł" („Caul-
dron") rejon w pobliżu Sidi Muftah od zachodu, południa
i wschodu otoczony polami minowymi. Brygady 50 Dywizji
Piechoty zostały wzmocnione czołgami wsparcia piechoty
z 1 Brygady Czołgów (nie mylić z 1 „prawdziwie" pancerną
brygadą). Ostatni, siódmy, „boks" został zorganizowany przez
1 Brygadę „Wolnych Francuzów" wokół Bir Hacheim z wyko-
rzystaniem elementów starego tureckiego fortu. Był to samot-
ny pustynny bastion położony na rozwidleniu szlaków z głębi
pustyni do El Ghazali i Acromy około 17 km na południe od
rejonu obrony 150 Brygady. Był to jednocześnie jedyny „boks"
XXX Korpusu na pierwszej linii, bowiem drugi, wspomnia-
ny już „Knightsbridge", obsadzony przez zmotoryzowaną
201 Brygadę gwardii (dawna 200 brygada po reorganizacji)
znajdował się z tyłu.
Dowódca 8 Armii, nie mogąc do końca zdecydować się
którędy pójdzie ewentualne uderzenie „pięści pancernej"
Rommla, dopuścił do rozproszenia pozostałych brygad XXX
Korpusu. 1 Dywizję Pancerną miał w zasadzie skoncentrowa-
ną brygadami w pobliżu szlaku Trigh Capuzzo i tak ustawio-
ną, że mogła ona przeciwuderzyć albo na przeciwnika, który
przerwał się w centrum i idąc szlakiem wszedł w przygotowany
„Kocioł", albo ominąwszy go próbował przerwać się do Acro-
my i dalej do Tobruku, albo wyjść na tyły pięciu północnych
„boksów", albo uderzyć w lewe skrzydło nieprzyjacielskiego
zgrupowania pancernego, gdyby przeciwnik obszedł od połu-
dnia Bir Hacheim i chciał wyjść na tyły całej pozycji El Gha-
zala. Natomiast 7 Dywizja Pancerna została rozproszona
nadmiernie. Nie licząc podporządkowanej jej 1 Brygady „Wol-
nych Francuzów", cztery powstałe brygady zostały rozmie-
szczone na przestrzeni ponad 50 km, hinduska 3 Brygada Pie-
81

choty Zmotoryzowanej poszerzała obronę jeszcze dalej na


południe poza Bir Hacheim, do którego miała około 8 km.
Rozmieszczona w rejonie Retma 7 Brygada Piechoty Zmoto-
ryzowanej była w gotowości do przeciwuderzenia w prawe
skrzydło obchodzącego pozycję przeciwnika lub ewentualnie
w jego lewe skrzydło, gdy zdecydował się na bardzo głębokie
obejście. Ostatnia brygada, 29 hinduska, czasowo tylko dywi-
zji podporządkowana, znajdowała się nieco na północ od Bir
el Gubi. Będąc głębiej za dwoma poprzednimi brygadami naj-
wyraźniej miała do odegrania rolę statyczną w razie odwrotu.
Nieodłącznym elementem systemu obrony 8 Armii była
załoga Tobruku, którą stanowiła południowoafrykańska
2 Dywizja Piechoty z przydzieloną jej hinduską 9 Brygadą Pie-
choty, której jeden batalion został wzięty do obsadzenia „bo-
ksu" pod El Adem, bardzo ważnego punktu w obronie z racji
znajdującego się tam dużego lotniska oraz skrzyżowania dróg
bitych i szlaków pustynnych, w tym Trigh Capuzzo.
Wreszcie najgłębiej w rejonie Gambut Main, w pobliżu
kwatery głównej 8 Armii, już za wysuniętą bazą zaopatrzenia
Belhamed, Ritchie rozmieścił hinduską 5 Dywizję Piechoty,
a właściwie jej 10 Brygadę.
Rommel, opracowując plan nowej ofensywy, która
otrzymała nazwę operacja „Venezia", zdecydował się na ulu-
biony manewr obejścia południowego skrzydła przeciwnika
z wyjściem na jego tyły i dalej prosto do Tobruku. Wiedział
jednak, że tym manewrem posłużył się tyle razy, iż przeciw-
nik tym razem mógł być doskonale na to przygotowany. Po-
trzebny był wybieg mylący Brytyjczyków, tak aby w decydu-
jącym momencie manewru „masą pancerną" zostali oni po-
nownie zaskoczeni. Aby to osiągnąć, Rommel zdecydował się
wykonać maskujące uderzenie na kierunku północnym, w celu
stworzenia pozorów, że tam właśnie zaatakuje „Afrika Korps",
a jednostkami pancernymi i zmotoryzowanymi, gdy przeciw-
nik pochwyci przynętę, obejść „po staremu" przez pustynię
lewe skrzydło 8 Armii.
82

Rommel dysponował siłami zbliżonymi do 8 Armii. Miał


trzy dywizje pancerne, w tym dwie niemieckie, dwie dywizje
i jedną brygadę zmotoryzowaną, z tego jedną dywizję włoską,
oraz cztery dywizje piechoty, wszystkie włoskie. Ponieważ
dywizje włoskie były dwupułkowe, w piechocie wojska „Osi"
liczebnie ustępowały Brytyjczykom. Armia Pancerna „Afri-
ka" była też wyposażona w mniejszą liczbę czołgów. Łącznie
Rommel miał 560 czołgów, z tego 332 niemieckie. Podstawo-
wym typem niemieckiego czołgu był PzKpfw III H i J uzbro-
jony w 50-milimetrowe armaty, ale jeszcze z krótką lufę. Tyl-
ko 19 czołgów PzKpfw III J miało armatę Kwk 3 9 L/60 z długą
lufą o większej sile przebicia pancerza 6. Z pozostałych czoł-
gów 50 były to lekkie PzKpfw II słabo uzbrojone, a 40 to
PzKpfw IV, ale jeszcze z krótkolufową 75-milimetrową ar-
matą. Na tyłach, głównie w warsztatach, Niemcy mieli jeszcze
77 czołgów, w tym 19 PzKpfw III J z działem z długą lufą. Z 228
włoskich czołgów prawie wszystkie to M 13/40 i M 14/41
uzbrojone w 47-milimetrowe armaty. Przeznaczone do wspie-
rania Rommla z powietrza siły lotnicze dysponowały 312 nie-
mieckimi samolotami zorganizowanymi w tzw. Fliegerfuhrer
„Afrika" i 392 włoskimi w jednostkach 5 Eskadry. W sumie
wojska „Osi" mogły liczyć na 704 samoloty, z których 497
było sprawnych technicznie. Ale podobnie jak w wypadku 8
Armii do akcji mogła wejść część sił lotniczych niemieckich
i włoskich bazujących w Grecji, na Krecie, Sycylii i innych
pomniejszych śródziemnomorskich wyspach, które dysponowa-
ły około tysiącem sprawnych technicznie samolotów 7.
Zgodnie z myślą przewodnią operacji „Venezia" Rommel
swoje siły podzielił na dwa zgrupowania. Zgrupowanie
północne, pozorujące główne natarcie, tworzyły cztery wło-
skie dywizje piechoty, kolejno od północy: 60 „Sabratha",

6
Dane taktyczno-techniczne podstawowego sprzętu można odnaleźć
w załączniku na końcu książki.
7
P 1 a y f a i r, op. cit., Vol. III, s. 220 - 221; M a c k s e y, op. cit., s. 102.
83

102 „Trento", 27 „Brescia" i 14 „Pavia", oraz niemiecka


15 Zmotoryzowana Brygada Strzelców, której pas natarcia
biegł nad samym morzem. Organizacyjnie siły te były podzie-
lone na dwa korpusy, XXI i X, w każdym po dwie dywizje,
dowództwo nad całością zgrupowania powierzył Rommel
byłemu dowódcy „Afrika Korps" gen. por. Ludwigowi
Criiwellowi. Najwyraźniej nie ufał umiejętnościom dowód-
czym włoskich generałów, skoro Niemca wyznaczył na to od-
powiedzialne stanowisko.
Zgrupowanie północne otrzymało rozkaz nacierać w pasie
od wybrzeża po „boks" 150 Brygady, a więc dość szeroko.
Aby osiągnąć spodziewany efekt, zwłaszcza dla samolotów
rozpoznawczych, starano się w tym rejonie zasymulować marsz
kolumn pancernych używając m.in. do tego celu samochodów
z urządzeniami do wznoszenia gęstych tumanów kurzu.
Zgrupowanie południowe, to rommlowska „masa pancer-
na", którą tworzyły: dwie włoskie dywizje „Ariete" - pancerna
i „Trieste" zmotoryzowana z XX Korpusu, które przy manew-
rze obejścia miały poruszać się po wewnętrznym łuku, dwie
niemieckie dywizje pancerne, 15 i 21 z „Afrika Korps", którym
w tym samym manewrze przypadła marszruta centralna, oraz
niemiecka afrykańska 90 Dywizja Lekka maszerująca przez
pustynię po zewnętrznym łuku. Zgrupowaniem dowodził oso-
biście Rommel, od 1 lutego w stopniu generała pułkownika.
Ten misterny plan nie dał początkowo spodziewanych efek-
tów, aczkolwiek manewr obejścia jeszcze raz się powiódł.
Włoskie dywizje piechoty, które rozpoczęły ofensywę 26 maja
mimo silnego wsparcia artyleryjskiego, w tym niemieckiej ar-
tylerii ciężkiej skupionej w 104 dowództwie artylerii (Arko
104), niewiele wskórały. Dobrze okopane południowoafrykań-
skie i brytyjskie brygady piechoty odpierały kolejne ataki pie-
choty włoskiej. Niewiele zdziałała także niemiecka 15 Bryga-
da Strzelców.
26 maja o 22.00 Rommel dał sygnał do wymarszu zgrupo-
wania południowego. Nocny przemarsz przez pustynię odbył
84

się w bardzo trudnych warunkach. Podniesiony przez pojazdy


pustynny pył utworzył gigantyczną chmurę. Kolumny poru-
szały się przy widoczności nie przekraczającej 10 - 15 metrów.
Raz po raz dochodziło do wypadków i kolizji, a lewoskrzy-
dłowa włoska dywizja „Trieste" zmyliła kierunek i weszła na
pola minowe na północ od Bir Hacheim. Mimo to rano całe
zgrupowanie, z wyjątkiem „Trieste", znalazło się na pozycjach
na południe od Bir Hacheim w zwartej masie.
Uderzenie jednostek pancernych i zmotoryzowanych Rommla
27 maja i ich działania w dniu następnym wydawały się zwia-
stować łatwy sukces. Skoncentrowane natarcie, można powie-
dzieć, zwyczajowo było nie do odparcia przez rozproszone bry-
gady 7 Dywizji Pancernej. Obie brygady piechoty zmotoryzo-
wanej nie dały się co prawda pobić, ale dość szybko odeszły
z pola walki. Hinduska 3 Brygada początkowo na wschód,
a potem na północ w rejon El Adem, a brytyjska 7 Brygada na
wschód, w kierunku na Bir el Gubi i hinduskiej 29 Brygady Pie-
choty 8. Nacierającym pułkom Rommla czoło stawiali „Wolni
Francuzi" w Bir Hacheim, zaatakowani przez dywizję „Arie-
te", oraz 4 Brygada Pancerna. Francuzi atak odparli, po czym
dywizja włoska ruszyła na północ wzdłuż pól minowych. Bry-
tyjczycy także początkowo dzięki „Grantom" walczyli
z powodzeniem z niemieckim 8 pułkiem pancernym z 15 Dy-
wizji, ale oskrzydleni ponieśli ciężkie straty i rozpoczęli odwrót
na El Adem. Uporawszy się z 7 Dywizją, „Afrika Korps" parł
na północ w kierunku „Knightsbridge" w długich rozciągnię-
tych kolumnach i wtedy do przeciwuderzenia poszły obie bry-
gady pancerne brytyjskiej 1 Dywizji. Moment był bardzo kry-
tyczny, zwłaszcza dla 15 Dywizji Pancernej. Po raz kolejny sy-
tuację uratowały 88-milimetrowe armaty przeciwlotnicze. Do-
wódca „Afrika Korps", gen. por. Walther K. Nehring i dowódca
135 pułku artylerii przeciwlotniczej, pułkownik Alwin Wolz,

8
B h a r u c h a , op. cit., s. 374-377; Afrikakorps, Alexandria, Wirginia
1990, s. 113.
85

osobiście wyszukiwali porozrzucane w kolumnach pododdzia-


ły tych armat i kierowali na zagrożone kierunki. Artylerzyści
bardzo często nie zdążyli nawet ustawić armat w położenie bo-
jowe i strzelali z platform z położenia marszowego. W ogniu
przeciwlotniczych armat i stopniowo nadciągających kolejnych
pododdziałów czołgów brytyjski kontratak się załamał.
Kontynuując natarcie 21 Dywizja wyszła głęboko na tyły bry-
tyjskiej 50 Dywizji i 1 południowoafrykańskiej, zdobywając
wzgórze 209, nazywane w nomenklaturze 8 Armii „Commonwe-
alth Keep", na zachód od Acromy, skąd załogi czołgów mogły już
podziwiać Morze Śródziemne. 15 Dywizja stanęła pod „Knights-
bridge", a 90 lekka wyszła szerokim lukiem pod El Adem. Do przed-
niego skraju obrony Tobruku zostało nie więcej niż 20 km. A jednak
Tobruk padł dopiero 21 czerwca trzy i pół tygodnia później.
Aby poszukać odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak się stało,
należy sobie uzmysłowić, że Rommel znalazł się na tyłach pozy-
cji El Ghazala pobiwszy brytyjskie brygady pancerne, ale pozycji
nie przełamał i nagle ze swoimi pancerniakami oraz piechotą
zmotoryzowaną znalazł się otoczony z trzech stron przez wojska
8 Armii i ze skromnymi zapasami. Zaopatrzenie nie mogło nadejść
po Trigh Capuzzo, gdyż „boks" 150 Brygady skutecznie bloko-
wał ten szlak. Na południu podobną funkcję spełniał boks „Wol-
nych Francuzów" w Bir Hacheim. Sytuacja stała się kryzysowa.
Początkowo Rommel nakazał przełamać front znajdującym
się po drugiej stronie „boksów" dywizjom włoskim. Gen.
Criiwell, chcąc zorientować się dobrze w sytuacji, wybrał się
29 maja na rekonesans powietrzny samolotem Fi-156 „Storch".
Na skutek niedopatrzenia ze strony niemieckiego oficera, który
z ziemi rakietą miał zasygnalizować przedni skraj pozycji
wojsk „Osi", samolot wleciał na teren zajęty przez Brytyjczy-
ków i został zestrzelony, a Criiwell trafił do niewoli 9. Rom-

9
Okoliczności wzięcia Criiwella do niewoli są wprost nieprawdopodob-
ne - „Storch" został ostrzelany z broni maszynowej. W wyniku ostrzału za-
bity został pilot. Nie pilotowany przez nikogo „Storch" sam wylądował na
pustyni, przy niewielkiej tylko kraksie.
86

mel stracił doskonałego dowódcę. Po nim tymczasowo dowo-


dzenie grupą północną, teraz już zachodnią objął sam feld-
marsz. Albert Kesselring, który przybył do Afryki, aby obser-
wować ofensywę wojsk „Osi".
Po historii z Cruwellem zniecierpliwiony Rommel sam po-
stanowił wyrąbać sobie korytarz przez pozycje „boksów" pie-
choty brytyjskiej atakując od wschodu „boks" 150 Brygady
wspieranej czołgami 1 Brygady pod Got el Waleb. „Boks"
okazał się ciężkim orzechem do zgryzienia. Wkopane w piasek
stare już „Matildy" były nad wyraz skuteczne w walce
z szarżującymi czołgami niemieckimi. Swoje robiły także pola
minowe i zasieki. Dopiero 2 czerwca, po prawdziwym sztur-
mie przy znaczącym udziale „Stukasów" z 3 pułku bombow-
ców nurkujących, idące od wschodu jednostki niemieckie do-
tarły do atakującej w przeciwną stronę piechoty włoskiej. Ale
pułki pancerne „Afrika Korps" miały już tylko 134 sprawne
czołgi.
Przez blisko następnych dziesięć dni Rommel był zajęty
zdobywaniem Bir Hacheim, w którym „Wolni Francuzi" płk.
Koeniga zaciekle odpierali kolejne ataki, aby dopiero 10 czerw-
ca opuścić pozycje i wycofać się z ciężkimi stratami ku pozy-
cjom brytyjskim.
Decydujące jednak znaczenie dla tej fazy operacji miały
wydarzenia, które rozegrały się 5 - 6 czerwca we wspomnia-
nym już „Kotle". W rejonie tym, położonym w pobliżu Sidi
Muftach, ześrodkował się „Afrika Korps" i włoska dywizja
„Ariete" po walkach o przełamanie pozycji piechoty brytyj-
skiej. Niespodziewanie położenie to dla najlepszych jedno-
stek Rommla stało się niebezpieczne. Za sobą i na południu
miały one pola minowe. Od wschodu „Kocioł" był blokowa-
ny częściowo przez pola minowe, częściowo przez „Knights-
bridge" z tkwiącą w nim 201 Brygadą gwardii. Tylko od pół-
nocy teren był wolny, chociaż nie całkiem, bo stamtąd mogły
w każdej chwili nadejść wycofujące się brygady brytyjskiej
50 Dywizji z czołgami 32 Brygady.
87

Ritchie dosyć szybko spostrzegł wyjątkową okazję do roz-


prawienia się z „Afrika Korps", ale organizując uderzenie wy-
kazał brak zdecydowania, nawet kunktatorstwo, aby nie po-
wiedzieć nieudolność. Ostatecznie do uderzenia wysłał dwie
hinduskie brygady piechoty z 5 Dywizji i 22 Brygadę Pancer-
ną które zaatakowały, bardziej kolejno niż razem, od wscho-
du, i 32 Brygadę czołgów wsparcia, która próbowała podejść
Niemców od północnego zachodu. Natrafiwszy na dywizję
„Ariete" wojska atakujące od wschodu odniosły chwilowy
sukces, ale gdy do przeciwuderzenia poszły 21 Dywizja Pan-
cerna od północy i 15 Dywizja Pancerna od południa sukces
przerodził się w klęskę. Rozbite i rozproszone oddziały hin-
duskie i brytyjskie wycofały się na wschód.
Mimo tego zwycięstwa, Rommel nadal nie mógł jeszcze
ostatecznie przechylić szali sukcesów na swoją stronę. Aby to
uczynić, musiał stoczyć jeszcze jedną bitwę pancerną tym
razem na podejściach do Tobruku w rejonie ograniczonym trze-
ma „boksami": Acromą (nie obsadzoną) na północy, „Knights-
bridgem" na południu i „boksem" hinduskiej 29 Brygady na
południe od El Adem. W dwudniowej bitwie 12 - 13 czerwca
atakują: „Afrika Korps" i „Arieta" od południa i zachodu oraz
90 Dywizją Lekką która uwolniona spod Bir Hacheim ude-
rzyła od południowego wschodu, pokonał ostatecznie pobite
wcześniej 2, 4 i 22 brygady pancerne, które jednak nadal mia-
ły jeszcze 206 czołgów. Decydujące walki rozegrały się
w rejonie „Knightsbridge", gdzie broniła się 201 Brygada oraz
2 i 4 brygady pancerne dowodzone przez gen. Franka
W. Messervy 10.
Po tej właśnie bitwie Ritchie uznał, że pozycja El Ghazala
jest nie do utrzymania i nadał 14 czerwca do tkwiących nadal

10
Historia, która przydarzyła się dowódcy 7 Dywizji Pancernej gen. F. W.
Messervy też zasługuje na scenariusz filmowy. 27 maja trafił on do niewoli, ale
udając szeregowca nie został rozpoznany. W zamieszaniu bitewnym zdołał
uciec i ponownie objąć dowództwo 7 Dywizji.
88

w boksach południowoafrykańskiej 1 Dywizji i 50 Dywizji sy-


gnał „Freeborn", który był nakazem wycofania się na wschód.
Od tego momentu wydarzenia nabrały większego tempa.
Południowoafrykańska 1 Dywizja mimo ataków lotnictwa
i jednostek „Afrika Korps", dotarła do Tobruku w dobrym sta-
nie tracąc podczas odwrotu 27 zabitych i 366 rannych oraz
zaginionych i 13 dział, ale stamtąd wycofano ją dalej na
wschód. 50 Dywizja do Tobruku nie dotarła, ale dokonała nie-
bywałego wyczynu. Najpierw przebiła się przez włoską pie-
chotę na... zachód, potem pomaszerowała na południe, aby
po obejściu Bir Hacheim, przez pustynię głęboko na południu,
wycofywać się na wschód i podobnie, jak południowoafrykań-
ska 1 Dywizja wejść w skład odwodu 8 Armii.
Do Tobruku spłynęła natomiast część pobitych 12 - 13 czerwca
jednostek, w tym 201 Brygada, która wydostała się z „Knights-
bridge". Inne, ominąwszy twierdzę od południa, przez Belha-
med pomaszerowały na wschód, ku egipskiej granicy.
Podczas gdy trwał generalny odwrót 8 Armii z linii El Gha-
zala, doszło do kontrowersji między Ritchiem a Auchinleckiem
na tle obrony Tobruku i ewentualnych dalszych działań. Do
dyskusji między tymi panami włączył się wkrótce sam Chur-
chill, dla którego Tobruk był symbolem brytyjskiego oporu
w Afryce. Spór dotyczył przede wszystkim sił przeznaczonych
do obrony twierdzy oraz sposobu utrzymania lądowego połą-
czenia z nią i wykorzystania szczęśliwie wycofanych z linii El
Ghazala dywizji oraz dwóch świeżych dywizji piechoty i jednej
brygady pancernej.
Tymczasem Rommel nie próżnował. Działając zdecydowa-
nie wpierw pomaszerował swoimi najlepszymi dywizjami szla-
kiem Trigh Capuzzo w rejon Sidi Rezegh, El Duda i Belhamed,
po czym po pobiciu interweniujących od wschodu jednostek
brytyjskich energicznie skręcił na północ i po odcięciu To-
bruku od zaplecza zdecydowanie uderzył od wschodu oraz
południowego wschodu i po zaciętych walkach 21 czerwca
zdobył twierdzę biorąc do niewoli około 30 tysięcy żołnierzy
89

głównie z południowoafrykańskiej 2 Dywizji Piechoty


i hinduskiej 11 Brygady Piechoty. Do niewoli poszli także
dumni gwardziści z 201 Brygady, czołgiści z 32 Brygady Pan-
cernej oraz 4 i 7 królewskich pułków czołgów.
Utrata Tobruku zszokowała Brytyjczyków. Wstrząśnięty był
zwłaszcza Churchill, ale także Auchinleck i Ritchie, którzy
zdawali sobie sprawę z odpowiedzialności za utratę twierdzy.
Rommel natomiast triumfował. Już następnego dnia po zdo-
byciu Tobruku Hitler promował go do stopnia generała feld-
marszałka, a w Rzeszy został uznany za bohatera narodowego.
Zmęczeni żołnierze trzech niemieckich i dwóch włoskich
dywizji sądzili, że po zdobyciu Tobruku nadejdzie czas na
odpoczynek. Ale ich główny przełożony w Afryce, świeży feld-
marszałek, miał całkowicie inne plany. Widząc przed sobą
rozbitego i załamanego przeciwnika i mając zdobyte na Bry-
tyjczykach w Tobruku i Belhamed zapasy materiałowe, zde-
cydował się na dalszą ofensywę, nie bacząc na zmęczenie
i niskie stany jednostek szybkich.
To, co wydarzyło się w następnych dwóch tygodniach, miało
kluczowe znaczenie dla obrony Egiptu i prawdopodobnie ca-
łego Bliskiego Wschodu. Dla Wielkiej Brytanii sytuacja była
najgroźniejsza od czasu rozpoczęcia wojny w Afryce, dla
Rommla zaś, jak się wydaje, była to największa szansa do-
tarcia do Nilu i Kanału Sueskiego.
Rommel nie miał problemów z przekonaniem Hitlera do
swoich nowych planów. Po zdobyciu Tobruku, argumentował,
i po pobiciu 8 Armii w polu, nadarza się wyjątkowa okazja,
aby ścigać Brytyjczyków daleko w głąb Egiptu. Wysokie mo-
rale „Afrika Korps", liczne zdobyte środki transportu
i przechwycone składy z dużymi zapasami zaopatrzenia
z jednej strony, z drugiej zaś słabość Brytyjczyków pozbawio-
nych liczących się jednostek pancernych i załamanych po utra-
cie Tobruku, to podstawowe przesłanki ku temu, aby odłożyć
zdobywanie Malty na rzecz dalszego natarcia w Afryce Pół-
nocnej. Bezzwłoczne natarcie, które Rommel i tak prowadził,
90

nie pozwoliłoby 8 Armii umocnić się gdziekolwiek, aby zała-


mać defensywę wojsk „Osi", a potem, po wzmocnieniu, przy-
gotować kontrofensywę. Tempo działań i czas miały zadecy-
dować o wszystkim. Taka argumentacja przekonała Hitlera,
który już 23 czerwca napisał stosowny list do Mussoliniego
namawiając go do opowiedzenia się za kontynuowaniem ofen-
sywy aż do kompletnego zniszczenia nieprzyjaciela i podkreś-
lając, że taka okazja może się już więcej nie powtórzyć, jeżeli
pozwoli się Brytyjczykom i Amerykanom swobodnie odbu-
dować siły zbrojne w Afryce 11.
Perspektywa zdobycia Kanału Sueskiego była dla Mussoli-
niego tak pociągająca, że wbrew opiniom doradców zgodził
się z Hitlerem. Rommel otrzymał to, o co zabiegał - zielone
światło dla kontynuowania ofensywy.
Tymczasem po drugiej stronie trwała gorączkowa wymia-
na opinii na temat miejsca i sposobu zatrzymania Rommla.
Ostatecznie zdecydowano się na propozycję dowódcy 8 Ar-
mii, gen. Ritchiego, aby prowadzić działania opóźniające od
granicy z Libią, a główne siły rozmieścić na częściowo przy-
gotowanej linii obrony pod Mersa Matruh. Z tym że Ritchie
zamierzał wszystko postawić na jedną kartę, co poważnie za-
niepokoiło gen. Auchinlecka.
Dla Auchinlecka nastały dni pełne rozterek, a jednocześnie
decydującej próby. Osobiście skłaniał się do zatrzymania
Rommla na linii El Alamein, gdzie depresja Kattara uniemoż-
liwiłaby Rommlowi obejście brytyjskich pozycji, co do tej pory
zawsze kończyło się to ciężką porażką. Jednocześnie bał się
determinacji Ritchiego, któremu najwyraźniej szczęście nie
dopisywało. Jego kolejna klęska mogła zakończyć się osta-
teczną utratą jedynej w Afryce Północnej i na Bliskim Wscho-
dzie armii polowej.
O konsekwencjach tego faktu wołał nie myśleć. Jednocze-
śnie czuł, że Gabinet Wojenny z Churchillem na czele nąjwy-

11
P l a y f a i r, op. cit., Vol. III, s. 277.
91

raźniej nie do końca rozumie powagę sytuacji. Dostrzegł rów-


nież, że on sam nie stanowi już gwarancji powodzenia w wojnie
w Afryce. Żywiąc takie przekonanie 23 czerwca w telegramie
do szefa Imperialnego Sztabu Generalnego wziął na siebie
pełną odpowiedzialność za dotychczasowe niepowodzenia
i wyraził gotowość ustąpienia z zajmowanego stanowiska,
gdyby taka była wola Sztabu Generalnego, sugerując jednocze-
śnie, że jego następcą mógłby zostać gen. Harold Alexander 12.
Dzień później podobnej treści telegram wysłał do Churchilla,
ale premier w odpowiedzi zapewnił go o pełnym poparciu.
I wtedy właśnie Auchinleck doszedł ostatecznie do wniosku,
że Ritchie musi odejść, o czym powiadomił Churchilla. Jesz-
cze tego samego dnia podjął decyzję, że nowym dowódcą
8 Armii zostanie jego szef sztabu, gen. por. T. W. Corbett, podob-
nie jak on sam związany służbą z Armią Indii. Ale myśl tę
zarzucił. Nie chciał takiego ciężaru odpowiedzialności wło-
żyć na barki podwładnego i przyjaciela. Czuł, że sam musi
objąć dowództwo 8 Armii i wziąć na siebie całą odpowiedzial-
ność za to, co się stanie.
Tymczasem gen. Ritchie, nieświadom rozterek swojego
przełożonego, wcielał w życie swój plan rozegrania rozstrzy-
gającej bitwy u bram Egiptu. Otrzymawszy do dyspozycji sztab
X Korpusu z gen. por. W.G. Holmesem na czele oraz 10 Dy-
wizję Pancerną i nowozelandzką 2 Dywizję postanowił bez-
zwłocznie użyć tych sił do zorganizowania obrony linii Mersa
Matruh. Sztab X Korpusu znajdował się już w rejonie Mersa
Matruh, dokąd przybył 21 - 22 czerwca z Egiptu, do którego
został przerzucony 14 czerwca z Syrii. Również dywizja no-
wozelandzka zbierała się pod Mersa Matruh od 19 czerwca,
przybywając prosto z garnizonów syryjskich. Ostatecznie
24 czerwca ostatnie pododdziały Nowozelandczyków dotarły
do nowego rejonu obrony. Natomiast Ritchie zrezygnował
z 10 Dywizji, która ograniczała się praktycznie do jedynej 8 Bry-

12
C. Burne 11, The Desert Generals, London 1960, s. 170.
92

gady Pancernej. Czołgi tej brygady zostały przekazane ocala-


łym załogom 1 Dywizji Pancernej, a żołnierze powrócili do
delty Nilu, aby tam oczekiwać nadejścia nowych amerykań-
skich maszyn.
W tym czasie, z przodu, w siłach opóźniających dowodzo-
nych przez gen. Gotta znajdowały się ciężko przetrzebiona
7 Dywizja Pancerna oraz 50 Dywizja i hinduska 10 Dywizja
Piechoty, a także pięć rozpoznawczych pułków samochodów
pancernych. Południowoafrykańską 1 Dywizję Ritchie zabrał
Gottowi i wysłał ją do obozu pod El Alamein w celu reorgani-
zacji i uzupełnienia. Być może jest w tym lekka przesada, ale
kto wie, czy ta decyzja nie była najlepszym pomysłem w całej
działalności Ritchiego w Afryce.
O ile położenie na lądzie wyglądało dramatycznie, o tyle
sytuacja w powietrzu kształtowała się na korzyść Brytyjczy-
ków. Co prawda potencjał bojowy Sił Powietrznych Zacho-
dniej Pustyni spadł o połowę, ale dzięki znacznym dostawom
z warsztatów remontowych dywizjony już w końcu czerwca
wróciły prawie do poprzednich stanów. Ponadto na lotniskach
w delcie Nilu i strefie kanału bazowały znaczne siły innych
lotniczych związków taktycznych, które mogły być z powodze-
niem użyte przeciwko zbliżającemu się Rommlowi. Ogółem
Siły Powietrzne Zachodniej Pustyni po wzmocnieniu miały
463 samoloty, a za nimi było 420 dalszych maszyn gotowych
do przyjścia z pomocą 8 Armii. Przeciwnik w Afryce Północ-
nej miał 183 samoloty niemieckie i 238 włoskich, czyli razem
421 maszyn. W innych rejonach basenu Morza Śródziemne-
go, bez Półwyspu Apenińskiego, bazowały dalsze 174 samo-
loty niemieckie i około 500 włoskich. Ale aby można było je
wykorzystać do wsparcia Rommla, należało wcześniej prze-
nieść je do Afryki. Tak więc w szykującej się następnej bitwie
Brytyjczycy mieli jeden poważny atut, przewagę w powietrzu.
Wczesnym wieczorem 25 czerwca gen. Auchinleck
w towarzystwie gen. mjr. E. Dormana-Smitha, którego wybrał
sobie na nowego szefa sztabu 8 Armii, po krótkim locie z Kairu
93

wylądował na pustynnym lotnisku Maaten Baggush, stąd sa-


mochodem dotarł do sztabu Ritchiego, a tam zakomunikował
zaskoczonemu dowódcy 8 Armii swoją decyzję objęcia do-
wództwa nad jego armią. Przejmując dowodzenie i całą odpo-
wiedzialność, Auchinleck uczynił to w momencie, gdy prak-
tycznie mógł już niewiele zmienić w ugrupowaniu 8 Armii.
A ta znów stanęła do walki z jednostkami Rommla, tak że każdy
jej korpus mógł walczyć zdany na własne siły. Mógł natomiast
Auchinleck zmienić cel bitwy i spróbować wprowadzić w życie
swoje pomysły taktyczne i nowy styl dowodzenia, który dałby
się streścić w trzech słowach „dowódcy bliżej wojsk".
W zbliżającym się boju pod Mersa Matruh Auchinleck
odstąpił od zamiaru Ritchiego stoczenia walnej bitwy,
której stawką byłby Egipt. Jego głównym celem stało się
niedopuszczenie do rozbicia 8 Armii i zachowanie jej pod-
stawowych elementów, po to aby po odwrocie na linię El
Alamein, tak dogodnej jego zdaniem do obrony, zastopo-
wać wreszcie Rommla. Auchinleck liczył, że siły, które uda
mu się wycofać spod Mersa Matruh i Sidi Hamza, wzmoc-
nione odwodami będą w stanie pokonać „Afrika Korps"
i włoskie dywizje szybkie, które już teraz bardzo stopnia-
ły, a po dalszych ponad 150 km nieustannych walk
i w wyniku uderzeń lotnictwa mogą podejść pod El Ala-
mein zdziesiątkowane, na resztkach paliwa i z małymi za-
pasami amunicji.
Auchinleck wiedział, że wieczorem 25 czerwca jest to wszy-
stko, co może zrobić. Nie mógł przecież w kilka godzin zmie-
nić ortodoksyjnej wręcz brytyjskiej sztuki wojennej, mógł je-
dynie uratować 8 Armię przed klęską. I z tym przekonaniem,
że chwilowo bieg wydarzeń i tak nie będzie zależny od niego,
położył się spać w śpiworze na piasku, a kiedy wstał następ-
nego dnia dosyć późnym rankiem, dywizje Rommla były już
w ruchu.
Plan Rommla rozegrania bitwy pod Mersa Matruh był pra-
wie dokładnie taki sam, jak plan O'Connora pod Sidi Barrani
94

na początku wojny na pustyni. I, jak sądził, miał mu przynieść


podobny sukces. W ciągu 48 godzin Rommel dysponując nie-
wiele więcej niż 60 czołgami i 2500 piechoty zmotoryzowa-
nej zamierzał kolejno pobić obydwa brytyjskie korpusy mają-
ce ponad 150 czołgów, następnie zadać im ostateczny cios bio-
rąc do niewoli okrążone zgrupowania i rozpędzając te, które
próbowałyby drogą nadmorską lub przez pustynię przedrzeć
się na wschód.
Realizacja planu nie była jednak taka prosta. Rozpoznanie
po stronie niemieckiej nie było najlepsze. Przede wszystkim
źle określono rejon rozmieszczenia 1 Dywizji Pancernej, co
mogło zakończyć się fatalnie, gdyby... gen. Gott, dowódca
XIII Korpusu, postąpił tak, jak mu nakazał Auchinleck. Gdy
Rommel uderzył faktycznie 21 Dywizją Pancerną i 90 Dywi-
zją Lekką w próżnię, miast w 1 Dywizję Brytyjską i znalazł
się między brytyjskimi korpusami, a następnie skierował się na
X Korpus w Mersa Matruh, nadszedł wspaniały moment dla
Gotta, aby uderzyć na rozciągnięte kolumny obu dywizji nie-
mieckich i dosłownie zmieść je z powierzchni ziemi. Taki był
zamiar Auchinlecka, ale Gott się nie ruszył. Jego nie atakowane
oddziały tkwiące koło Sidi Hamza przez cały dzień były tylko
widzami toczącego się pod Mersa Matruh boju. Czołgi 1 Dywi-
zji Pancernej cały dzień spędziły daleko na południe od Sidi
Hamza, dokąd wysłał je Gott, w rejonie gdzie nie tylko nie mo-
gły uderzyć na 21 i 90 dywizje, ale nawet spotkać się z idącą na
południe od Bir el Hukkuma 15 Dywizją Pancerną.
Następnego dnia (27 czerwca) było po bitwie. 90 Dywizja
Lekka zakręciwszy na północ pobiła jeden samotny batalion
151 Brygady, którym był 9 batalion lekkiej piechoty z pułku
„Durham", i doszła do nadmorskiej szosy biegnącej w tym
miejscu do El Daba, gdzie odcięła hinduską 10 Dywizję
w Mersa Matruh oraz 50 Dywizję i sztab X Korpusu rozmie-
szczone na południe i południowy wschód od tej miejscowo-
ści. Natomiast 21 Dywizja wspólnie z włoską 133 Dywizją
Pancerną „Littorio" nacierając przez część hinduskiej 5 Dy-
95

wizji doszły do Bir Shineina i zakręciwszy na południe okrą-


żyły prawie całą dywizję nowozelandzką, która broniła się pod
inqar Qaim oraz wysuniętą bardziej na zachód w rejonie Sidi
Hamzai wzgórza 222 hinduską 29 Brygadę Piechoty. To samo
ugrupowanie zostało też okrążone od południa przez 15 Dy
wizję Pancerną i idące za nią lekko z tyłu i na południe wło-
skie oddziały XX Korpusu. 15 Dywizja po przekroczeniu dro-
gi z Mersa Matruh do Siwy została zaatakowana przez 7 Bry-
gadę Piechoty Zmotoryzowanej i 4 Brygadę Pancerną 1 Dy-
wizji, ale mimo to kontynuowała natarcie na wschód licząc na
nadchodzących Włochów.
I w tym właśnie momencie gen. Gott doszedł do przekona-
nia, że Niemcy przepołowiwszy siły brytyjskie na dwie czę-
ści, mogą wkrótce całkowicie rozbić jego korpus, do czego
w świetle nowej koncepcji Auchinleck nie chciał dopuścić. Nie
miał także wiarygodnych informacji co do położenia nowoze-
landzkiej 2 Dywizji. W tej sytuacji zaczął rozmyślać
o odwrocie na wschód i uratowaniu tego, co można jeszcze
było uratować. Tak się jednak złożyło, że w decydującym
momencie po południu 27 czerwca już nie Gott decydował
o losach podległych mu dywizji. Dywizja nowozelandzka do-
stała się pod silny ogień artylerii niemieckiej i około 17.00 jej
dowódca, gen. Freeyberg, został ranny odłamkiem. Dowódz-
two nad dywizją objął dowódca nowozelandzkiej 4 Brygady,
brygadier L. M. Inglis, i to on właśnie wkrótce potem otrzymał
z XIII Korpusu zakodowaną informację, którą przyjął jako
rozkaz wycofania się do Bab el Kattara około 40 km na połu-
dniowy zachód od El Alamein, co oznaczało zgodnie z planem
Już drugą fazę odwrotu korpusu.
Dwie godziny później sygnały do odwrotu, ale jego pierw-
szej fazy, bo taka była faktyczna intencja dowódcy korpusu,
otrzymały 1 Dywizja Pancerna i hinduska 5 Dywizja Piecho-
ty. Obie miały wycofać się w rejon Fuka.
Zbliżała się noc, która miała zadecydować o losach dywizji
XIII Korpusu. Kwadrans po 21 dowódca 1 Dywizji przybył
96

do sztabu dywizji nowozelandzkiej, aby z brygadierem In-


glisem omówić plan odwrotu. Inglis sugerował wspólne
działania nocne, jednak Lumsden nie przystał na to, gdyż
zgodnie z rozkazem otrzymanym z korpusu miał wycofać
się po całkowicie innej marszrucie, a ponadto musiał za-
tankować czołgi w magazynach w Bir Khalda i w tym celu
powinien wpierw skręcić na południe. Zgodził się natomiast
zabrać pod swoje skrzydła nowozelandzki 21 batalion, który
pilnował właśnie wspomnianych magazynów.
Osamotnieni Nowozelandczycy przebijali się według
własnego planu. Na czele szła 4 Brygada wybijająca kory-
tarz, a za nią 5 Brygada i reszta dywizji. W zaciekłym ata-
ku na granaty i bagnety 4 Brygada przerwała ostatecznie
okrążenie i za nią poszły pozostałe jednostki dywizji, cho-
ciaż nie obeszło się bez poważnych kłopotów. W tych wal-
kach szczególną odwagą wyróżnił się kpt. C. H. Upham, za
co został wyróżniony „Victoria Cross" po raz drugi (pierw-
szy otrzymał w 1941 za Kretę), co w armii brytyjskiej jest
bardzo rzadkim wypadkiem. Mimo wysiłków Inglisa, pod-
czas przedzierania się dywizja częściowo rozproszyła się,
ale już następnej nocy ześrodkowała się po utracie ponad
800 żołnierzy w ostatnich trzech dniach.
Lumsden ze swoją dywizją wycofał się bez kłopotów.
Po zatankowaniu czołgów, obszedł 21 Dywizję od połu-
dnia i po południu 28 czerwca osiągnął rejon około 25 km
na południowy wschód od Fuka.
Z o wiele większymi kłopotami przebijał się ze swoim
X Korpusem gen. Holmes, który utrzymywał swoje pozycje
aż do końca 28 czerwca, ostatecznie jednak przebił się. Szcze-
gólnie ciężkie straty poniosła hinduska 10 Dywizja i sztab
korpusu. Po zapoznaniu się z sytuacją korpusu Auchinleck
zdecydował się odwołać Holmesa wraz ze sztabem na tyły
w celu odpoczynku i uzupełnienia, a jego obie dywizje wyko-
rzystać do obrony El Alamein, ale tylko w drugiej linii, aby
miały szansę otrzymać wzmocnienie.
97

Jak można ocenić bitwę pod Mersa Matruh? Bez wątpienia


był to kolejny sukces Rommla i jego sztuki wojennej. Szyb-
kość, zdecydowanie poparte bardzo dobrym wyszkoleniem
wojsk zaowocowały zwycięstwem nad coraz bardziej oszoło-
mionym przeciwnikiem. Uwagę zwraca szczupłość sił, który-
mi Rommel dysponował. Aby nie tracić tempa, zrezygnował
on świadomie z obu włoskich korpusów piechoty, a także zde-
cydował się rozpocząć atak bez włoskich jednostek szybkich.
Samą bitwę rozegrał popisowo. Klasycznym klinem rozdzie-
lił oba brytyjskie korpusy, a następnie okrążył je, a właściwie
odciął im drogi na wschód, stosując oskrzydlenie jednostron-
ne i kleszcze. Niemiecka szkoła „Blitzkriegu" znów święciła
triumfy.
Ale pod Mersa Matruh po niemiecko-włoskiej stronie były
także niedociągnięcia, które musiały zaniepokoić Rommla. Po
pierwsze nie było wsparcia Luftwaffe i Regia Aeronautica,
których jednostki pozostawały w tyle i nie nadciągnęły za
wojskami lądowymi. Po drugie fatalnie funkcjonowało roz-
poznanie. Uderzenie w próżnię zamiast w zgrupowanie czoł-
gów 1 Dywizji Pancernej mogło Rommla drogo kosztować,
gdyby oczywiście Gott okazał się taktykiem na miarę potrzeb
wojny manewrowej. Tu nie trzeba było być geniuszem, aby
wykorzystać taką okazję. Po trzecie przeciwnik wyrwał się
jednak z okrążenia, czemu dywizje Rommla nie potrafiły za-
pobiec.
Uratowanie 8 Armii przed całkowitym rozbiciem, zacho-
wanie jej szkieletu w postaci podstawowych jednostek
i sztabów to chyba największe osiągnięcie Auchinlecka. Dzięki
temu miał nadal kim i czym walczyć na tej linii, którą upatrzył
sobie o wiele wcześniej. Swoje męstwo wykazał także angiel-
ski, hinduski i nowozelandzki żołnierz od szeregowca po ge-
nerała. Zawiodła znów sztuka wojenna, dowodzenie
i współdziałanie, a więc to, co Auchinleck zamierzał zmienić,
ale co nie mogło nastąpić tak szybko. Na razie musiał podjąć
wstępne decyzje do bitwy, którą musiał wygrać. A wygraną
98

było zatrzymanie Rommla na linii El Alamein, zmuszenie go


do przejścia do obrony i zyskanie na czasie. Bo czas oznaczał
nowe jednostki, nowe czołgi i nowe samoloty, czyli to wszy-
stko, co było niezbędne do wyrzucenia Rommla z Egiptu.
Pierwsze, co zrobił Auchinleck, to 29 czerwca rozdzielił
swoje szczupłe siły według zadań. Dowództwu XXX Korpu-
su wycofanemu spod El Ghazali przydzielił sektor północny
i podporządkował mu 1 południowoafrykańską, 10 hinduską
i 50 Dywizję Piechoty. Sektor południowy przypadł XIII Kor-
pusowi, który otrzymał 2 nowozelandzką i hinduską 5 Dywizję
Piechoty. Obie dywizje pancerne, 1 i 7, a raczej to, co z nich zo-
stało, wydzielił do odwodu armii. Podzieliwszy siły natychmiast
ruszył do wojsk, zgodnie z lansowaną przez siebie zasadą że na-
leży być jak najbliżej walczących jednostek i ich sztabów.
Zanim doszło do pierwszych walk pod El Alamein, BBC
i prasa brytyjska zaczęły rozpowszechniać informacje, że
8 Armia wycofuje się spod Mersa Matruh na „linię El Alame-
in", dając do zrozumienia, że jest to taka pustynna „linia Ma-
ginota" ciągnąca się od brzegu Morza Śródziemnego do sło-
nej nieprzejezdnej depresji Kattara na przestrzeni około
65 km, w związku z czym Armia Pancerna „Afrika" zostanie
na niej z pewnością zatrzymana, bo nie jest zdolna linii prze-
łamać, a obejść się jej nie da. Była to oczywiście typowa czar-
na wojenna propaganda preparowana po to, aby podtrzymać
na duchu mieszkańców Wysp Brytyjskich. Ale taka propagan-
da, czasami wręcz absurdalna, sprzyja powstawaniu różnych
mitów, trudnych później do zwalczania, a nieraz potrafi wpły-
nąć na rzeczywiste pole bitwy. I tak Winston Churchill dzięki
rodzimej propagandzie uwierzył, że Tobruk to klucz do zwy-
cięstwa w Afryce i dlatego tak boleśnie odczuł jego utratę. Już
wkrótce Hitler da sobie wmówić, że wystarczy zdobyć Stalin-
grad, aby pokonać Związek Sowiecki. I tak samo było
w wypadku El Alamein, chociaż tylko przez kilka dni. Pierw-
szą ofiarą propagandy BBC byli żołnierze wycofujących się
jednostek 8 Armii, którzy ze zdumieniem przecierali oczy, gdy
99

nie ujrzeli ani śladu fortyfikacji na owej pustynnej „linii Ma-


ginota". Drugą ofiarą był sam Rommel, który otrzymawszy
informacje z nasłuchu BBC postanowił atak przełożyć o jeden
dzień z 30 czerwca na 1 lipca 13.
Czym więc była owa linia El Alamein? Był to zwyczajny
pas pustyni o szerokości i położeniu podanym przez BBC,
i była to jedyna prawdziwa informacja w audycjach radiowych
tej rozgłośni nadawanych w końcu czerwca. Reszta nie miała
już nic wspólnego z prawdą z wyjątkiem oczywiście nieprze-
jezdności depresji Kattara. Teren na tym kawałku pustyni był
generalnie płaski. Przede wszystkim nie było pod El Alamein
tak charakterystycznej dla Cyrenajki skarpy nadmorskiej, która
występowała, chociaż już w nieco innej postaci, jeszcze pod
Mersa Matruh. Tutaj teren wznosił się łagodnie od plaż do
20 - 40 m, 10 - 20 km od brzegu i dalej do 160 m na obrzeżach
Kattary. Miejscami jednak nad płaski teren wystawały poje-
dyncze niewysokie wzgórza lub pasma wzgórz przybierające
czasami formę wąskich grzbietów. Pojedyncze wzgórza usy-
tuowane były głównie w pasie nadmorskim, wśród których naj-
bardziej widoczne i najbardziej znane to Tell el Eisa i Tell el
Makh Khad położone 5 - 7 km od brzegu, bezimienne wzgórze
nazwane później przez Brytyjczyków „nerką" (Kidney), z racji
kształtu do złudzenia przypominającego ten ludzki organ oraz
bodajże najsłynniejsze Tell el Aqqaqir. Spośród pasm wzgórz
i grzbietów, usytuowanych głównie w centralnej części pasa,
do historii przeszły grzbiet Miteirya oddalony od brzegu oko-
ło 12 km i grzbiet Ruweisat o najwyższym wzgórzu mierzą-
cym 63 m, rozciągnięty na około 18 km i położony w odległości
około 20 km od morza, a także pasmo Alam el Halfa osiągają-
ce w centrum ponad 130 m, ale położone w głębi pasa, oraz
niewielki stosunkowo grzbiet Alam Nagil leżący najdalej na
Południu. Nie licząc ogromnej Kattary, w omawianym pasie,
zwłaszcza między grzbietami Miteirya i Ruweisat, występo-

13
Ibidem, s. 185.
100

wały płytkie stosunkowo, ale o stromych zboczach kotliny,


małe doliny czy wręcz zapadliny, zwane depresjami: Deir el
Dhib, Deir el Abyad oraz Deir el Shein w centrum na przed-
nim skraju oraz Deir el Hima i Deir el Munassib dalej na połu-
dnie i bardziej ku wschodowi.
Nad samym morzem w odległości od 500 m do 2 km biegła
szosa, która na wschód prowadziła do Aleksandrii, a na za-
chód do El Daba. Nieco dalej od morza w odległości 1,5 - 2,5
km, a na wschodzie i więcej, od szosy biegła linia kolejowa ze
stacją El Alamein i niewielką osadą przy niej. Poza El Alame-
in w całym pasie były jeszcze tylko dwie malutkie pustynne
osady: El Wishka na zachodzie i Alam el Onsol na wschodzie,
a poza pasem nadmorskim za całą komunikację musiały wy-
starczyć szlaki pustynne, z których cztery prowadziły na połu-
dnie, a dwa na wschód. Ważnym punktem orientacyjnym było
miejsce nazwane Naqb Abu Dweis, położone tuż przy depre-
sji Kattara, do którego wiódł szlak pustynny z północy od szo-
sy nadmorskiej.
Auchinleck postanowił rozegrać zbliżającą się bitwę
w sposób odmienny niż dotychczas, w czym, jak należy przy-
puszczać pomogła mu także szczupłość sił, jakie miał do dys-
pozycji. Postanowił obsadzić tylko najbardziej nadające się
ku temu obiekty terenowe, aby skanalizować i zdezorgani-
zować natarcie nieprzyjaciela i utrzymując cały czas „pod parą"
ruchome elementy obrony uderzyć nimi w odpowiednim mo-
mencie na skrzydła i tyły przeciwnika. Te ruchome elementy,
które nie całkiem odgrywały rolę klasycznych odwodów, to
przede wszystkim skromne już siły 4 i 7 dywizji pancernych,
ale nie tylko. Obowiązkiem wystawienia „elementów rucho-
mych" obarczeni zostali także dowódcy dywizji piechoty,
którym Auchinleck polecił utworzyć „artyleryjskie grupy bo-
jowe" (artillery battle-groups) i koordynować ich działania.
Dowódcom korpusów polecił natomiast skoncentrować mak-
simum sił w najważniejszych punktach, nawet jeśli są one
położone poza pasem obrony korpusu, a ponadto nakazał, aby
101

wszystko i każdego, kto nie był bezpośrednio przydatny


w walce, wysłać do strefy tyłowej, gdyż to właśnie zwykle
tacy żołnierze załamywali się jako pierwsi pociągając nierzadko
za sobą innych.
Na przednim skraju pasa obrony Auchinleck początkowo
zamierzał bronić trzech rejonów: El Alamein na północy, Bab
el Kattara w centrum i Naqb Abu Dweis na południu. Punkty
te były połączone ze sobą nie tylko szlakiem pustynnym, ale
także rurociągiem, którym przesyłano wodę. W rejonie El Ala-
mein przygotowano ciągłą linię okopów, częściowo osłanianą
polami minowymi i zasiekami z drutu kolczastego. Naqb Abu
Dweis był przygotowany do obrony tylko w niewielkim stop-
niu, a Bab el Kattara wcale. Jednakże po sugestii dowódcy
XXX Korpusu, gen. mjr. C. W. M. Norriego, postanowiono
bronić także rejonu Deir el Shein położonego u stóp grzbietu
Ruweisat 14.
Ostatecznie 8 Armia oczekiwała Rommla w następującym
ugrupowaniu. Na północy w pasie obrony XXX Korpusu re-
jon El Alamein był broniony przez południowoafrykańską
3 Brygadę Piechoty, a Deir el Shein przez hinduską 18 Bryga-
dę Piechoty. Z tyłu za nimi między morzem a grzbietem Ru-
weisat były rozmieszczone 4 i 22 brygady pancerne (ta ostat-
nia przy samym grzbiecie) 1 Dywizji Pancernej oraz wysta-
wione przez południowoafrykańskie 1 i 2 brygady ruchome
grupy bojowe zwane „kolumnami". Dowódca południowoa-
frykańskiej 1 Dywizji, gen. mjr. D. H. Pienaar, swoje stanowi-
sko dowodzenia rozwinął w Alam el Onsol, przy którym sta-
nęła także „kolumnami" 2 Brygada. Dowódca 1 Dywizji Pan-
cernej, znany nam gen. Lumsden, swój sztab rozmieścił za
grzbietem Ruweisat w pobliżu 22 Brygady. Około 20 km na
wschód od tej brygady na pustyni rozmieścił się wraz ze szta-
bem dowódca XXX Korpusu, a przy nim urządzono wysunię-
te stanowisko dowodzenia 8 Armii.

14
P l a y f a i r , op. cit., Vol. III, s. 332-333.
102

Na południu, w pasie obrony XIII Korpusu dowodzonego


nadal przez gen. Gotta, rejon Bab el Kattara został obsadzony
przez nowozelandzką 6 Brygadę, Naqb Abu Dweis zaś przez
hinduską 9 Brygadę, przy której rozwinął się także sztab hin-
duskiej 5 Dywizji Piechoty. Z tyłu w rejonie Deir el Munassib
rozmieszczone były pozostałe siły nowozelandzkiej 2 Dywi-
zji, przy której wraz ze sztabem przebywał Gott. Dalej przy
Qaret el Himeimat i urządzonym tam 91 polowym składzie
materiałowym znajdował się sztab 7 Dywizji Pancernej
z niewielkimi siłami. Jej zasadnicza jednostka, 7 Brygada Pie-
choty Zmotoryzowanej, została w ostatniej chwili wysłana
w rejon przedniego skraju między Bab el Kattara a Naqb Abu
Dweis, gdyż luka między tymi „boksami" była wyjątkowo duża
i wynosiła ponad 22 km.
Rommel z kolei atak na linię El Alamein, o której chwilo-
wo miał wyższe mniemanie niż na to zasługiwała, zamierzał
przeprowadzić w sposób bardzo zbliżony do natarcia pod
Mersa Matruh. Uderzeniem w pasie 6 - 8 km zamierzał wtar-
gnąć możliwie jak najgłębiej w obronę 8 Armii, a następnie
skierować część sił na północ, aby okrążyć siły okopane pod
El Alamein, pozostałymi zaś siłami zakręcić na południe
i zagonem aż pod Kattarę odciąć pierwszą linię przeciwnika
od zaplecza. W planie Rommla ważną rolę odgrywał wybór
miejsca uderzenia, chodziło o to, aby ten koncentryczny atak
został wymierzony w najczulszy punkt ugrupowania 8 Armii,
po którego opanowaniu rozbicie broniących go sił zachwiało-
by całą obroną. I znów jak pod Mersa Matruh rozpoznanie nie
potrafiło umiejscowić owego „punktu ciężkości" obrony
8 Armii, co tym razem miało przynieść poważne następstwa.
Mimo to wieczorem 30 czerwca Rommel swoim wojskom roz-
kazał „z maksymalną prędkością nacierać w kierunku Kairu".
Komplikacje zaczęły się podczas nocnego marszu do rejonów
wyjściowych do natarcia. Burza piaskowa, która się właśnie
rozpętała, opóźniła i zdezorganizowała przemarsz. Kolumny
15 i 21 dywizji pancernych wymieszały się, a dostawa amuni-
103

ji i paliwa musiała zostać przełożona. W tej sytuacji zapla-


nowany na 3.00 1 lipca atak opóźnił się blisko trzy godziny. Zgru-
powanie uderzeniowe zostało podzielone na dwie części i to
w sposób naturalny grzbietem Miteirya. Na północ od grzbie-
tu atakowała niemiecka 90 Dywizja Lekka wspomagana włos-
ką 102 Dywizją Piechoty „Trento", której zadaniem był atak
na południowoafrykańskie pozycje pod El Alamein, a na po-
łudnie od Miteirya uderzyły 15 i 21 dywizje pancerne oraz
włoskie jednostki z XX Korpusu, a na prawo od nich naciera-
ła część włoskiej 27 Dywizji Piechoty „Brescia". Rommel
w odwodzie miał jeszcze 133 Dywizję Pancerną „Littorio".
Na północy, jeszcze w nocy, kolumny 90 Dywizji pomyliły
drogę i weszły na pozycje południowoafrykańskiej 3 Brygady
pod El Alamein, które zgodnie z planem miały obejść. Dopie-
ro przy świetle dziennym udało się uporządkować szeregi nie-
mieckich grenadierów i po oderwaniu się od przeciwnika po-
wrócić na właściwy kierunek uderzenia. Natarcie zostało wzno-
wione dopiero po południu, ale załamało się w skoncentro-
wanym ogniu artylerii całej południowoafrykańskiej dywizji.
Sam Rommel i towarzyszący mu płk Bayerlein, szef sztabu
„Afrika Korps", którzy przybyli do dywizji, byli zmuszeni le-
żeć na piasku pod ogniem artylerii przez prawie dwie godzi-
ny. Do artylerii dołączyło się także lotnictwo, atakując zatrzy-
mane i doskonale widoczne pojazdy oraz niemiecką artylerię.
Wieczorem cała 90 Dywizja, która nie wykonała postawione-
go przed nią zadania, do walki w dniu następnym mogła wy-
stawić 58 oficerów oraz 1270 podoficerów i szeregowców 15.
Na południu szło nie lepiej. Od samego rana kolumny nie-
mieckie były atakowane przez samoloty Sił Powietrznych Za-
chodniej Pustyni, do których dołączyły inne jednostki RAF,
co wprowadziło kolejne zamieszanie w szeregach „Afrika
Korps". Potem ku wielkiemu zaskoczeniu Niemcy natknęli się
na „boks" hinduskiej 18 Brygady urządzony wokół depresji

15
Afrikakorps, s. 142.
104

Deir el Shein, który zagrodził im przejście między grzbietami


Miteirya i Ruweisat. Zorganizowany naprędce atak idącej na czele
21 Dywizji Pancernej załamał się. Dzielna hinduska brygada,
mimo braku doświadczenia, mizernych pól minowych i rzadkich
zasieków, a także płytkich okopów, nie ulękła się. Sikhowie
z 4/11 batalionu, Gurkhowie z 2/3 batalionu i strzelcy z 2/5
batalionu pułku „Essex" zatrzymali i czołgi, i grenadierów. Trwa-
jąc liczyli na rychłe nadejście brygad 1 Dywizji Pancernej.
W południe atak na Deir el Shein został ponowiony. Niem-
cy tym razem przełamali obronę, atakując „boks" od wschodu
i wykorzystując inną depresję położoną w pobliżu Deir el She-
in. Gdy niemieckie czołgi wdarły się do środka „boksu", hin-
duscy piechurzy, aby uniknąć rozjechania, zaczęli wycofywać
się do depresji, do której z powodu stromej skarpy i ruchomych
piasków niemieckie pojazdy pancerne nie mogły wjechać
i stamtąd próbowali nadal się bronić. Jednakże pomoc 1 Dy-
wizji Pancernej nie nadeszła. Jej czołgi początkowo miały kło-
poty z uzupełnieniem paliwa, a potem 4 Brygada Pancerna nie-
spodziewanie ugrzęzła na lotnych piaskach. W tej sytuacji,
mimo poświęcenia Hindusów, „boks" Deir el Shein zostaje
zdobyty. Do niewoli poszło prawie 2000 żołnierzy. Ale mimo
to, dowódca „Afrika Korps", gen. Nehring, który osobiście
kierował natarciem, nie miał powodów do zadowolenia. Stra-
cił czas i siły, zużył amunicję i paliwo. A na dodatek po dwóch
godzinach pojawiły się brytyjskie czołgi, które spóźniły się
z pomocą, ale teraz zdążyły związać Niemców walką do koń-
ca dnia 16.
W dniu następnym Rommlowi także nie wiodło się najle-
piej, mimo że zmienił już swój plan i postanowił całością sił
dywizji niemieckich okrążyć pozycje pod El Alamein. Jed-
nakże ataki jego dywizji zbiegały się z kontratakami Brytyj-
czyków, a do tego samoloty RAF niemal nie znikały z nieba,
podczas gdy Luftwaffe nadal była nieobecna.

16
B h a r u c h a, op. cit., s. 418-420; B a r n e 11, op. cit., s. 192 - 193.
105

Nowe natarcie 90 Dywizji Lekkiej o poranku 2 lipca znów


załamało się pod ogniem prowadzonym z trzech stron przez
żołnierzy gen. Pienaara i pod bombami RAF-u. Atakujące
w tym samym czasie od zachodu pozycje pod El Alamein dwie
dywizje włoskie „Trento" i „Sabratha" działały wyjątkowo ane-
micznie i też nie osiągnęły sukcesu. Tymczasem na południu
idące zgodnie z planem Rommla wzdłuż grzbietu Ruweisat 15
i 21 dywizje pancerne spotkały się niemal czołowo z idącymi
do kontrataku 4 i 22 brygadami pancernymi. I mimo że Brytyj-
czykom nie udało się uderzyć w skrzydło, tak jak planował Au-
chinleck, to jednak doszło do załamania się planu Rommla.
Między obiema brygadami a „Afrika Korps" rozpoczęła się bi-
twa pancerna, która trwała aż do zmroku. Wieczorem Rommlo-
wi zameldowano, że pozostało w jednostkach niemieckich za-
ledwie 26 czołgów, doniesiono także o nalotach na kolumny
zaopatrzeniowe. Feldmarszałek, aczkolwiek nie zrezygnował
jeszcze z natarcia, czuł, że w dniu następnym musi osiągnąć
sukces, inaczej będzie zmuszony przejść do obrony 17.
Jego przeciwnik Auchinleck tymczasem wciąż myślał o zma-
sowanym przeciwuderzeniu na tyły Rommla zamierzając wy-
korzystać do tego celu bezczynny jak na razie XIII Korpus.
Według jego opinii takie uderzenie mogło przynieść rozstrzy-
gnięcie i upragnione zwycięstwo. Chwilowo jednak postano-
wił użyć do kontrataku tylko siły północnego sektora, nakazu-
jąc im unikanie przewlekłych walk.
3 lipca Rommel znów uderzył używając niemieckich dywi-
zji według poprzedniego planu i włoskiej 132 Dywizji Pan-
cernej „Ariete" na południu. Niemieccy czołgiści i grenadierzy
zaatakowali z niebywałą desperacją. Byli już potwornie zmę-
czeni, ale czuli, że muszą jeszcze raz zdecydowanie uderzyć,
aby przejść te kilkadziesiąt jeszcze kilometrów i znaleźć się
w wymarzonym świecie dużych miast, antycznych zabytków,
gorącej kąpieli, czystej białej pościeli oraz egzotycznych ko-

17
B a r n e t t , op. cit., 194- 196.
106

biet Wschodu tak pozytywnie pod pewnymi względami odmień-


nych od niemieckich Frauen.
Ale desperacja po drugiej stronie była nie mniejsza
a opanowanie w tym dniu jakby większe. Nacierające 15 i 21
dywizje pancerne zostały powstrzymane przez czołgistów
1 Dywizji Pancernej broniących się na grzbiecie Ruweisat
z ciężkimi stratami dla Niemców. Na południu Nowozeland-
czycy bez trudu odparli atak „Ariete", a następnie sami sku-
tecznie zaatakowali zdobywając 44 różnego rodzaju działa
i biorąc do niewoli ponad 200 jeńców. Po południu kontratak
aliancki rozszerzył się na cały front, ale nie był już tak sku-
teczny. Wieczorem wszystko było już jasne. Rommel nakazał
swoim dowódcom przejść do obrony i umocnić się na zajmo-
wanych pozycjach, Auchinleck zaś mógł wysłać do swoich
wojsk radosny telegram: „Od naczelnego dowódcy do wszys-
tkich żołnierzy 8 Armii. Wszyscy działali dobrze. Bardzo do-
bry dzień. Tak trzymać" 18.
Dzień 4 lipca był spokojniejszy niż pozostałe. Armia pan-
cerna Rommla umacniała się, a jednostki 8 Armii próbowały
odbić zdobyty przez nią teren. Tego samego dnia wieczorem
Auchinleck przedstawił swoim dowódcom korpusów, Gotto-
wi i Norriemu, kolejny plan zniszczenia wojsk Rommla. Plan
był prosty i bazował na poprzednim zamiarze dowódcy 8 Ar-
mii. XXX Korpus miał wiązać przeciwnika, podczas gdy
XIII Korpus całością sił z 7 Brygadą Piechoty Zmotoryzowa-
nej i nowo sformułowaną 4 Lekką Brygadą Pancerną, utwo-
rzoną w miejsce rozbitej 4 Brygady Pancernej, miał uderzyć
od południowego wschodu i przebić się na tyły „Afrika Korps".
Ten śmiały plan nie mógł niestety być zrealizowany. Woj-
skom 8 Armii brakowało jeszcze wiary we własne możliwo-
ści, tkwiła w nich ciągła obawa przed nieobliczalnymi działa-
niami Rommla. Na razie to, co osiągnęli, w zupełności im wy-
starczało. Toteż natarcie nie przyniosło spodziewanych efek-

18
Ibidem, s. 197.
107

tów, chociaż wzięto pierwszych niemieckich jeńców. Ich wi-


dok szczególnie ucieszył szefa 8 Armii, gen. Dormana-Smi-
tha, który spostrzegł, że żołnierze „Afrika Korps" byli „kom-
pletnie skonani", a jako weteran wielu bitew wiedział, że każ-
dy żołnierz w takim stanie myśli już tylko o przetrwaniu
i odpoczynku. Wieczorem pierwsza bitwa pod El Alamein
dobiegła końca 19.
Zatrzymawszy Rommla gen. Auchinleck osiągnął swój pod-
stawowy cel, uchronił Aleksandrię, deltę Nilu i Kanał Sueski przed
wojskami „Osi". Ale myśl całkowitego rozbicia niemiecko-wło-
skięj amiii nie dawała mu spokoju, tym bardziej że jego przeciw-
nik też ponawiał próby wznowienia ofensywy. Z tego to właśnie
powodu, wbrew utartym przekonaniom, w lipcu pustynny front
był aktywny, tyle że z tej aktywności niewiele wynikło.
Rommel 8 - 9 lipca próbował uderzyć na południu, na dywi-
zję nowozelandzką, która jednak zgodnie z decyzją Au-
chinlecka o cofnięciu się XIII Korpusu opuściła Bab el Kattara,

19
W literaturze przedmiotu istnieją różnice co do określenia dnia zakoń-
czenia pierwszej bitwy pod El Alamein. Za ten dzień uznaje się również
3 lipca w związku z rozkazem Rommla o przejściu do obrony. Najdalej idą-
cy pogląd reprezentuje C. Barnell, który w cytowanym już dziele The
Desert Generals pierwszą bitwę dzieli na cztery fazy: pierwsza - 1 lipca,
druga 2-5 lipca, trzecia 8-11 lipca, czwarta 14-27 lipca. Najpoważniejsze
dzieła (w tym Playfair, The Mediterrenean and Middle East, Vol. III, s.
399), przyjmują 5 lipca za dzień zakończenia pierwszego starcia pod El Ala-
mein. Starcia, ponieważ nie wszyscy godzą się na uznanie walk z początku
lipca 1942 r. za bitwę, traktując je jako zakończenie bitwy po El Gha-
zala, (np. C.E.L. P h i l i p s , Alamein, London 1962, s. 49 - 50). Spór ma
swoje źródła w terminologii przyjętej w Wielkiej Brytanii, i nie tylko, w której
„bitwa" ma wyłącznie wymiar strategiczny i jest zespołem operacji i walk.
Tylko w wyjątkowych wypadkach „bitwa" może ograniczyć się do jednej
operacji. Wyjątek stanowią działania na morzu, w których bitwa jest także
decydującym starciem sil głównych zaangażowanych w operacji. Bitwa może
być także zespołem kolejnych uderzeń i bojów i może być częścią operacji.
Pięciodniowe walki pod El Alamein w zupełności zasługują na miano bi-
twy, co nie zmienia faktu, że była to ostatnia faza operacji zaczętej przez
Rommla 26 maja pod El Ghazalą.
108

zanim Niemcy zaatakowali. Na mocy tej samej decyzji


XIII Korpus ewakuował także Naqb Abu Dweis. W rezultacie
akcja niemiecka zamieniła się w demonstrację zbrojną.
Auchinleck zrewanżował się uderzeniem na kierunku
nadmorskim, gdzie dopiero co przybyła pod El Alamein au-
stralijska 9 Dywizja Piechoty zaatakowała 10 lipca włoską
dywizję „Sabratha" odbijając ważne wzgórze Tell el Eisa.
Chociaż planowane wyjście na tyły „Afrika Korps", tym cza-
sem od północnego wschodu, nie powiodło się, to 8 Armia
poprawiła znacznie swoje położenie na samym wybrzeżu.
13 lipca Rommel jeszcze raz spróbował odzyskać inicjaty-
wę i wysłał 21 Dywizję Pancerną przeciwko „boksom" pod El
Alamein, ale bez skutku. Tymczasem w nocy na 14 lipca No-
wozelandczycy i Hindusi z 5 Brygady poszli na bagnety ata-
kując grzbiet Ruweisat, odbili go z rąk włoskich dywizji „Bre-
scia" i „Pavia" biorąc przy okazji sporo jeńców.
Jeszcze dwukrotnie brytyjskie korpusy zrywały się do natar-
cia: 21 - 22 lipca atakując w rejonie depresji El Mreir położonej
przy szlaku Kattara na południe od Deir el Shein i 26 - 27 lipca
uderzając na wzgórza Miteirya i w rejonie Tell el Eisa, jednak za
każdym razem poniosły ciężkie straty od interweniujących dywi-
zji „Afrika Korps". Dopiero wówczas uparty Auchinleck dał za
wygraną i zdecydował się na dłuższą przerwę operacyjną aby
8 Armia mogła odpocząć, wzmocnić się, zreorganizować według
jego pomysłu i przygotować do generalnego natarcia.
Ale mimo oczywistego sukcesu, nad Auchinleckiem zaczę-
ły gromadzić się czarne chmury, które napędzał Winston Chur-
chill. Brytyjski premier zaszokowany upadkiem Tobruku z dnia
na dzień, mimo wspomnianego wcześniej telegramu, był co-
raz bardziej poirytowany. Za praprzyczynę wszelkich nie-
szczęść w Afryce uważał niechęć naczelnego dowódcy na
Środkowym Wschodzie, a teraz i dowódcy 8 Armii do działań
zaczepnych. Zdenerwował się także, gdy Auchinleck odrzucił
jego sugestię zatrzymania Rommla na częściowo przygoto-
wanej linii pod Mersa Matruh.
109

Jest oczywistą historyczną niesprawiedliwością fakt, że gdy


3 lipca aktywnie działające wojska 8 Armii załamały ostatnią
poważniejszą próbę Rommla przerwania się ku delcie Nilu,
tego samego dnia premier w rozmowie z szefem Imperialnego
Sztabu Generalnego, gen. Alanem Brooke'em, zaatakował ostro
Auchinlecka, dopytując się, gdzie jest właściwie 750 tysięcy
żołnierzy, marynarzy i lotników z Sił Środkowego Wschodu,
co oni właściwie robią i dlaczego nie walczą. Ten atak Brooke
jeszcze odparł, argumentując, że w obecnej napiętej sytuacji
wszelkie gwałtowne zmiany mogą tylko zaszkodzić położeniu
8 Armii. Aktywność Auchinlecka w lipcu nieco ostudziła Chur-
chilla, ale gdy front ostatecznie ustabilizował się i naczelny
dowódca w telegramie powiadomił premiera, że nie jest
w stanie rozpocząć ofensywy przez co najmniej sześć tygo-
dni, ten zdecydował się udać do Kairu, aby, jak sam twierdzi,
ustalić: „Czy generał Auchinleck lub jego sztab utracili zaufa-
nie Pustynnej Armii? Jeśli tak, czy generał powinien być zwol-
niony, i kto mógłby go zastąpić?" 20. To pachniało dymisją. Ten,
który zatrzymał Rommla, miał odejść.
Ocena Auchinlecka nie jest prosta. Był to twardy, energicz-
ny i wytrwały żołnierz, ale o życiowej filozofii typowej dla
oficera Armii Indii. Opanowany nawet w najtrudniejszych sy-
tuacjach, czym bardzo pozytywnie wpływał na podwładnych,
w tym na swojego szefa sztabu 8 Armii, bardzo wybuchowe-
go gen. Dormana-Smitha. Jednocześnie, jak się wydaje, nie
potrafił do końca wymóc na podwładnych tego, czego chciał
od nich. Był zbyt miękki. A ponieważ obaj dowódcy 8 Armii
za jego kadencji jako naczelnego dowódcy Sił Brytyjskich na
Środkowym Wschodzie byli schematyczni, czasami wręcz nie-
udolni, operacje w Afryce miały tak niekorzystny przebieg.
Jego wiosenne zwlekanie z ofensywą należy ocenić nega-
tywnie, natomiast odmowa z lipca była zwykłym przejawem
rozsądku dowódcy, który doskonale orientował się w położeniu

20
B a r n e t t, op. cit., s. 221.
110

podległych mu wojsk, w przeciwieństwie do premiera tkwią-


cego w Londynie. Nie można też nie odnieść wrażenia, że
Auchinleck był lepszym dowódcą armii niż naczelnym dowód-
cą sił na teatrze wojny.
Do pozytywów należy zaliczyć konstruktywne dążenie Au-
chinlecka do zmian w organizacji wojsk, taktyce, sztuce ope-
racyjnej, a nawet strategii pod wpływem doświadczeń wła-
snych i nieprzyjaciela. Na pochwałę zasługuje także jego styl
dowodzenia, który próbował narzucić innym. Starał się być
blisko wojsk i od innych wymagał tego samego. I w tym wzglę-
dzie był nowatorem w brytyjskiej armii, przełamującym złą
tradycję trzymania się z dala od pola bitwy. Spał na pustyn-
nym piasku, pracował i jadł w warunkach zbliżonych do wa-
runków służby jednostek liniowych. Tym akurat nie zaskarbił
sobie popularności wśród podległych mu sztabowców
i dowódców. Przyzwyczajeni do korzystania z wielu wygod-
nych wozów sztabowych tzw. karawanów i obszernych spe-
cjalnych namiotów narzekali na muchy, niewygody, brak wa-
runków do pracy itd. Taka była cena podjętej próby zmiany
stylu dowodzenia uświęconego wieloletnią tradycją.
Ostatnią poważniejszą rzeczą, którą wykonał gen. Auchin-
leck na stanowisku dowódcy 8 Armii, było wypracowanie kon-
cepcji pobicia Rommla czego Auchinleck spodziewał się
w końcu sierpnia - nowej ofensywy Armii Pancernej „Afri-
ka". Koncepcję tę zaprezentował 30 lipca na odprawie, którą
zorganizował w swoim sztabie rozmieszczonym na pustyni
z udziałem dowódcy korpusów: gen. Gotta i gen. Ramsde-
na, który zastąpił gen. Norriego na stanowisku dowódcy
XXX Korpusu oraz gen. Corbetta, który na to spotkanie przy-
był z Kairu.
Auchinleck przewidywał, że Rommel zaatakuje na połu-
dniu, ze względu na dobrze ufortyfikowany na północy rejon
El Alamein i przełamie front na południe od wzgórz Ruweisat
i Alam el Halfa. W związku z tym rejon tych wzgórz uznał za
„punkt ciężkości" obrony 8 Armii, wskazując, że zorganizo-
111

wanie linii obrony, prostopadłej do obecnego frontu i głębokiej


do 45 km, jest podstawą przyszłego sukcesu. Wskazał, że
z utworzonego tym sposobem na północy pod osłoną wspo-
mnianych wzgórz swoistego bastionu, należy wyprowadzić
przeciwuderzenie w lewe skrzydło i tyły nacierających wojsk
Rommla. Za najlepszą receptę walki z Rommlem uznał ak-
tywność, ruchliwość i maksymalne wykorzystanie artylerii oraz
działanie mas artylerii towarzyszących zmotoryzowanej pie-
chocie nacierającej wspólnie z czołgami.
Dziesięć dni później Auchinleck dowiedział się z listu pre-
miera, że już nie jest ani dowódcą 8 Armii, ani naczelnym
dowódcą Sił Brytyjskich na Środkowym Wschodzie.
MONTGOMERY PRZYBYWA DO AFRYKI

Winston Churchill przyleciał do Kairu z gen. Brookeem


3 sierpnia 1942 r. Gen. Dorman-Smith doradzał Auchinlecko-
wi, aby ten udał się na lotnisko wystrojony w akselbanty i przy
orderach, po to by przywitać premiera jako naczelny dowódca
na Środkowym Wschodzie zanim ktokolwiek zdąży naopo-
wiadać mu różnych niekorzystnych być może rzeczy. Auchin-
leck, gardzący wszelkimi intrygami, tej rady nie posłuchał
i pozostał w sztabie 8 Armii rozmieszczonym w pobliżu wzgórz
Ruweisat.
Po przylocie Churchill spotkał się wpierw z Janem Smut-
sem marszałkiem polnym, premierem Związku Południowej
Afryki. Po południu wysłuchał referatu Auchinlecka o aktualnej
sytuacji militarnej. Rano 4 sierpnia spotkał się z szefem Szta-
bu Sił Brytyjskich na Środkowym Wschodzie gen. Corbettem.
Po południu zaś, gdy z Indii przyleciał marszałek Wavell, zor-
ganizował naradę z udziałem tego ostatniego, Smutsa, Auchin-
lecka, Brookea, a także adm. Henriego Harwooda naczelne-
go dowódcy Royal Navy na Morzu Śródziemnym, marszałka
lotnictwa Arthura Teddera, naczelnego dowódcy RAF na Środ-
kowym Wschodzie oraz ministra stanu Roberta Caseya. Dys-
kutowano o różnych sprawach, ale dopóki był obecny Auchin-
leck, nie o tym, co zdaniem Churchilla było najbardziej palą-
ce, o dymisji naczelnego dowódcy na Środkowym Wschodzie
i jego następcy.
Co ciekawe, decyzję Churchill podjął zanim jeszcze odwie-
dził 8 Armię, a więc postąpił inaczej, niż zapowiadał. Pierw-
113

szym, który otrzymał propozycję objęcia funkcji naczelnego


dowódcy na Środkowym Wschodzie był Brooke, ale ten
odmówił argumentując, że Auchinleck może pomyśleć, że po
to przybył na Środkowy Wschód, aby „pracować jego sposo-
bem w jego butach" 1.
Następnego dnia rano, gdy Auchinleck witał Churchilla
i Brookea na pustynnym lotnisku w pobliżu kwatery głównej
8 Armii, obaj ani słowem nie wspomnieli o podjętej już decy-
zji, a wręcz przeciwnie serdecznie i długo, wręcz kordialnie
ściskali mu dłoń. Wśród szczegółów wizyty Churchilla w 8
Armii warto zwrócić uwagę na następujące fakty. Auchinleck,
będąc w zgodzie ze swoją naturą szczerego i prostolinijnego
człowieka, podjął premiera zwykłym śniadaniem przygotowa-
nym jak co dzień w mesie 8 Armii, tymczasem siły powietrz-
ne na pustynnym lotnisku zafundowały Churchillowi wykwint-
ny lunch zamówiony w kuchni hotelu „Shepheard" w Kairze,
aby „premier poczuł się lepiej po długim i wyczerpującym dniu
w 8 Armii". Natomiast podczas dyskusji odbytej w wozie szta-
bowym na temat ofensywy Churchill pokazywał na mapie dy-
wizje, których po prostu nie było jeszcze w terenie. I wreszcie
znamienne było to, że Churchill znalazł czas na długą prywat-
ną pogawędkę z dowódcą XIII Korpusu gen. Gottem.
Następnego dnia, uznając winę Auchinlecka i Dorman-Smi-
tha oraz innych oficerów z dowództwa Sił na Środkowym
Wschodzie, Churchill ogłosił decyzje personalne przewidujące
zwolnienie z dotychczasowych stanowisk generałów: Auchin-
lecka, Dorman-Smitha, Ramsdena i Gotta, oraz powołanie ge-
nerałów: Alexandra na stanowisko naczelnego dowódcy Sił
Brytyjskich na Środkowym Wschodzie, Gotta na stanowisko
dowódcy 8 Armii oraz Montgomeryego na miejsce gen. Ale-
xandra na stanowisko przewidziane w planach operacji „Torch".
Zgodnie z tymi decyzjami, do decydującego boju 8 Armię
miał poprowadzić stary weteran wojny na pustyni gen. Gott,

1
Ibidem, s. 222.
114

i być może on byłby później najsławniejszym brytyjskim mar-


szałkiem z okresu II wojny światowej. Stało się jednak ina-
czej. 7 sierpnia samolot lecący z Gottem do Kairu, stary bom-
bowiec „Bombay" z 216 dywizjonu używany do transportu,
został w rejonie Burg el Arab zestrzelony przez niemieckiego
myśliwca Me-109 pilotowanego przez kpr. Bemda Schineide-
ra i musiał lądować przymusowo na pustyni. Prawie natych-
miast po wylądowaniu samolot stanął w płomieniach. Urato-
wało się tylko czterech członków załogi. Pozostali, w tym do-
wódca 8 Armii, zginęli w płomieniach.
Następcą Gotta zgodnie z wolą Churchilla został przebywają-
cy wówczas w Londynie gen. Bernard L. Montgomery, o którym
na pustyni mało kto słyszał, a w tego typu wojnie był komplet-
nym nowicjuszem. Czym więc kierował się Churchill wybierając
Montgomery'ego? Są to bardzo interesujące pytania. Postarajmy
się odpowiedzieć na nie, przybliżając przy okazji sylwetkę przy-
szłego wicehrabiego Montgomery of El Alamein.
Bernard Law Montgomery, popularnie zwany „Monty",
urodził się 17 listopada 1887 r., a więc znów „Skorpion" na
przedmieściach Londynu, jako czwarte dziecko, a trzeci syn
wielebnego Henry'ego Montgomery'ego, pastora parafii św.
Marka w Kennington Oval. Zanim jeszcze ukończył dwa lata,
wraz z całą rodziną został zaokrętowany na statek, aby wyru-
szyć do dalekiej Tasmanii, gdzie ojciec otrzymał posadę bi-
skupa. Na rodzinną ziemię angielską powrócił w wieku 13 lat,
za sprawą kolejnego przeniesienia, tym razem już biskupa
Montgomery'ego, na ważne, w kościele angielskim, stanowi-
sko sekretarza Stowarzyszenia Propagowania Ewangelii za
Granicą aby opuścić ja po raz drugi dopiero po zdobyciu ofi-
cerskiego patentu.
Rodzina Bernarda, jak sam przyznaje we Wspomnieniach,
była typowa dla epoki wiktoriańskiej 2. Jedynie to, że była ona
angielsko-irlandzka, z wyraźnym odchyleniem ku matriarcha-

2
B . L . M o n t g o m e r y , Wspomnienia, Warszawa 1961, s. 28.
115

towi, odróżniało ją od innych wspólnot rodzinnych Anglii koń-


ca XIX w. Atmosfera domu rodzinnego istotnie wpłynęła na
postawę przyszłego zwycięzcy spod El Alamein, a jednocześnie
już od najmłodszych lat Bernard pokazywał swój niełatwy
charakter człowieka walki, w walce tej ciągle sprawdzają-
cego się, z dominacją takich cech, jak: skłonność do buntu
i przywództwa, odwaga, zaciętość, upartość i wytrwałość.
Maud Montgomery, matka Bernarda, była niezwykle silną
osobowością wyciskającą piętno na całej rodzinie. Henry, jej
przyszły mąż, poznał ją gdy był jeszcze skromnym wikarym
westminsterskiej parafii św. Małgorzaty, której proboszczem
był ojciec Maud, Canon Frederic Farrar, ogólnie znany, do-
skonały kaznodzieja i bardzo płodny autor książek o tematyce
religijnej. Maud miała wówczas dopiero 14 lat, gdy przyszłe-
mu biskupowi nazbierały się już 32 wiosny. Mimo to, Henry
zdecydował się poprosić ojej rękę, a gdy został zaakceptowa-
ny, 28 lipca 1881 r., po dwóch latach od momentu poznania się,
odbyła się ceremonia ślubna: panna młoda miała zaledwie 16 lat.
Do dziś biografowie Montgomery'ego próbują dociec, dla-
czego Maud Farrar zdecydowała się wyjść za mąż w tak mło-
dym wieku i dlaczego wybrała takiego, a nie innego męża.
Wiek był istotny z racji jej przyszłych obowiązków żony du-
chownego. A małżonek w dniu ślubu był już pastorem u św.
Marka, w parafii, która liczyła 16 tysięcy dusz, 3 wikarych,
250 pracowników kościelnych, 125 nauczycieli szkół niedziel-
nych i 1500 dzieci 3. Przytoczone liczby, na pewno znane Maud,
oznaczały, że w przyszłości małżonek obarczony licznymi spra-
wami parafii nie będzie mógł jej pomagać w sprawach domo-
wych, a przeciwnie, to ona będzie wspierać go, choćby
w dziedzinie nazywanej dzisiaj działalnością charytatywną
Jeśli Maud nawet nie zdawała sobie w pełni sprawy z tego, co
takie małżeństwo oznacza, jako że od 16-letniej dziewczyny

3
N. H a m i l t o n , Monthy. The Making of a General 1887-1942, Lon-
don 1981, s. 4.
116

nie można było oczekiwać aż tak wnikliwych kalkulacji, to


jej ojciec musiał orientować się, co czeka córkę i to już
w niedalekiej przyszłości.
Zastanawiające jest także to, że córka proboszcza z West-
minsteru, otoczona i podziwiana przez tłum rówieśników
z pobliskiej Szkoły Westminsterskiej, z których niejeden po-
chodził ze znakomitego rodu i był wymarzoną partią, wybrała
na męża o wiele starszego od siebie pastora z rodziny irlandz-
kiej. Odpowiedź na oba pytania nie jest prosta, gdyż wymaga-
łaby wglądu w głąb kobiecej duszy, której zakamarków do
końca nikt nie zbadał. Wydaje się jednak, że Maud Farrar
przede wszystkim dostrzegała w przyszłym mężu łagodnego,
pogodnego człowieka, którym będzie mogła kierować bez żad-
nych sprzeciwów z jego strony. I trzeba przyznać, że nie po-
myliła się. A ponadto, autentycznie kierowała się głosem ser-
ca, które podpowiadało jej, że dobrze byłoby być towarzyszką
życia wysokiego i dobrze zbudowanego pastora.
Pomiędzy rokiem 1881 a 1889 Maud urodziła kolejno cór-
kę Sibyl, synów Harolda, Donalda, Bernarda i znów córkę Unę.
Mając 25 lat i pięcioro dzieci nie mogła podołać obowiązkom,
mimo że tak bardzo tego pragnęła. Stopniowo miłość zaczęła
ustępować frustracji, gdy rzeczywistość coraz wyraźniej za-
częła rozmijać się z marzeniami o sielankowym życiu u boku
przystojnego mężczyzny. A tymczasem po siedmioletniej prze-
rwie, już na Tasmanii, urodziła się kolejna trójka, i mimo że
najstarsza córka zmarła, rodzina powracała do Londynu
z siedmiorgiem dzieci. Tam po pięciu latach urodził się naj-
młodszy i już ostatni syn państwa Montgomerych - Brian.
Maud Montgomery urodziła więc dziewięcioro dzieci,
z których siedmioro dożyło wieku dojrzałego, gdyż w 1908 r.
zmarł jeszcze jeden z młodszych braci Bernarda. Oprócz wła-
snych miała bezustannie pod dachem na wychowaniu kilkoro
innych dzieci, najczęściej dalekich kuzynów, ale zdarzało się,
że i całkiem obcych ludzi. Obarczona wychowaniem tak licz-
nego potomstwa i dodatkowych podopiecznych Pani Montgo-
117

mery nie mogła nawet marzyć o należytym wywiązywaniu się


z obowiązków żony biskupa. Odpowiedzią na frustrację była
ucieczka w surowość, oschłość, a nawet despotyzm. Wobec dzieci
i wychowanków stosowała surową dyscyplinę, której reguła po-
czątkowo z roku na rok się zaostrzała, by złagodnieć dopiero
z wiekiem. Nic więc dziwnego, że najstarsza czwórka, w tym
Bernard, nigdy nie odznaczała się specjalnymi uczuciami rodzin-
nymi. Dopiero młodsze rodzeństwo wykazywało ich więcej.
Regułom surowej dyscypliny podlegał także mąż, nad
którym górowała zdecydowanie. Mogła praktycznie robić
z nim, co chciała. Nikt chyba nie będzie w tym miejscu już
zdziwiony, gdy dowie się, że Pani Montgomery kierowała
wszystkimi sprawami finansowymi rodziny, ale zaskoczeniem
będzie prawdopodobnie to, że biskup otrzymywał od żony
dziesięć szylingów tygodniowo, z której to sumy musiał po-
krywać swoje codzienne obiady w Athenaeum, a gdy pod ko-
niec tygodnia przypadkiem potulnie prosił o jednego lub dwa
szylingi, był poddawany surowym badaniom 4.
Surowej dyscyplinie poddali się wszyscy, z wyjątkiem Ber-
narda. Ten wiecznie buntował się, chadzał własnymi drogami
i nie dał się nagiąć do regulaminu domowego wymyślonego
przez matkę. Nic więc dziwnego, że uchodził w jej oczach za
czarną owcę i był karany najsurowiej. Z czasem ich wzajem-
ne stosunki przerodziły się w niechęć, która nie tylko nie ustą-
piła, ale ze strony Bernarda systematycznie pogłębiała się.
Oskarżył on matkę m.in. o niewłaściwą opiekę nad ojcem, gdy
ten schorowany nie mógł już chodzić, co miało według Ber-
narda skrócić jemu życie. Toteż gdy w 1949 r. Maud Mont-
gomery zmarła, przeżywszy męża o 17 lat, jej najsłynniejszy
syn nie wziął udziału w uroczystościach pogrzebowych.
Stosunek przyszłego marszałka polnego do ojca można na-
zwać uwielbieniem. Nie znalazłszy ciepła i zrozumienia

4
The Memoirs of Field - Marshal The Viscount Montgomery of Alamein,
London 1958, s. 19.
118

u matki, całą dziecięcą miłość przelał na niego. Później uwa-


żał ojca za doskonałego przyjaciela i powiernika. A obserwując,
jak traktuje go matka - uznał ojca za istotę świętą za życia.
Natomiast do rodzeństwa odnosił się nasz bohater w za-
leżności od wieku. Dla dwóch starszych braci i siostry Uny
nie miał poważania z powodu uległości wobec matki. Dla młod-
szych, a zwłaszcza dla Briana, starał się być opiekuńczy, słu-
żąc różnymi cennymi według niego radami.
Po powrocie z Tasmanii zaczął się dla Bernarda okres zdo-
bywania wiedzy i umiejętności, pozycji społecznej i wreszcie
zawodu. Jego pozycja wyjściowa nie była najlepsza. Gdy
wrócił, był już młodzieńcem i „człowiekiem z kolonii" w tym
znaczeniu, jakie przywiązywała do tego ówczesna Anglia.
Uczony przez prywatnych nauczycieli zdobył niewiele wia-
domości, a w każdym razie nie tyle, ile jego rówieśnicy
z doskonałych szkół angielskich. Był także prawie komplet-
nie nie przygotowany do bywania w londyńskim społeczeń-
stwie, niewiele wiedząc o kulturze metropolii. Świetnie pły-
wał, był silny, wytrwały i dobrze zbudowany, ale gra w krykieta
i w piłkę nożną były mu całkowicie nieznane. Do kultury
i obyczajów zdołał się dość szybko dostosować, ale zaległości
w nauce nie nadrobił nigdy i w tej dziedzinie nie mógł się po-
szczycić wieloma sukcesami.
Edukację Bernard Montgomery rozpoczął w jednej z naj-
lepszych szkół londyńskich, w Szkole św. Pawła. Już od pierw-
szego dnia jego celem była Królewska Szkoła Wojskowa (Ro-
yal Military College) w Sandhurst, do której pragnął się do-
stać od dawna, od czasu kiedy odkrył, że najbardziej pociąga-
ją go bitwy, wojny i w ogóle sprawy wojskowe. Jego
początkowe postępy w nauce nie rokowały nadziei, że kie-
dykolwiek zostanie kadetem w Sandhurst. Wyżywał się
w sporcie, w potyczkach i innych fizycznych formach rywa-
lizacji, do których był świetnie przygotowany, również od
strony psychicznej. Przez kolegów w szkole był nazywany
„Monkey", czyli „Małpa", a to z racji sprytu, wyszukanych
119

i bezwzględnych sposobów walki na boisku i ogólnie „dzikich"


obyczajów. Do nauki natomiast początkowo zbytnio się nie
przykładał. Szczególnie kłopoty miał z angielskim. O wypraco-
waniach nie miał pojęcia, a gdy już cokolwiek na jakiś temat
wiedział, to pisał stosując styl, który najbardziej wyrozumia-
łych anglistów wprawiał w poważne zakłopotanie. Na szczę-
ście opamiętanie przyszło w samą porę. Bernard zrozumiał,
że jeśli chce dostać się do Sandhurst, musi przysiąść fałdów, a że
Szkoła św. Pawła była dobrą szkołą dla tych, którzy mają ochotę
się uczyć, zaległości nadrobił szybko i w 1907 r. zdał egzamin do
Królewskiej Szkoły Wojskowej ze średnią oceną dającą mu
72 lokatę na 170 kandydatów i został do niej przyjęty.
W Sandhurst Bernard Montgomery odkrył od samego po-
czątku, że szkoła stwarza mu świetne warunki do zdobycia
niezbędnej wiedzy i umiejętności wojskowych, ale także, że
jest doskonałym miejscem do wyżycia się. Niestety, progra-
mowe zajęcia nie wystarczały, aby w pełni zaspokoić potrze-
by niepokornego, niesfornego, skłonnego do nieformalnego
przywództwa, silnego i sprytnego młodzieńca. Szukał więc
dodatkowych emocji, które znalazł w swoistej wojnie
z kadetami tego samego rocznika, ale z innej kompanii. Jego
skłonności do awantur omal nie spowodowały, że Montgome-
ry mógł się nigdy pod El Alamein nie zjawić, a jeżeli już, to
w charakterze szeregowego lub co najwyżej podoficera jed-
nej z walczących tam jednostek brytyjskich. A mogło dojść
do tego po tym, gdy podczas jednej z większych awantur Mont-
gomery, z pomocą kolegów, podpalił pewnemu nie lubiane-
mu kadetowi koniec koszuli, co zakończyło się silnym popa-
rzeniem pośladków i mimo solidarnego milczenia poszkodo-
wanego, został wykryty jako sprawca. Tylko dzięki obronie
jednego z oficerów szkoły i prawdopodobnie pozycji ojca,
pozwolono mu w toku postępowania dyscyplinarnego pozo-
stać w Sandhurst i ukarano jedynie degradacją ze starszego
szeregowego do szeregowego. Niejako przy okazji stracił spo-
sobność zostania szefem kadeckiej kompanii i otrzymania szli-
120

fów oficerskich po roku nauki, co akurat po latach nasz boha-


ter ocenił w sumie za wydarzenia pozytywne 5.
Dalsza kariera wojskowa Bernarda Montgomery'ego to ty-
powa droga zawodowego oficera Brytyjskiego Imperium. Po
ukończeniu Sandhurst, w wieku 21 lat, trafił do Armii Indii.
Z powodu mizerii finansowej był to praktycznie jedyny roz-
sądny krok. W decydującym o karierze oficera momencie, ja-
kim był wybór pułku, a powinno się wiedzieć, że pułk w armii
brytyjskiej to rzecz święta dla każdego oficera, i że nie jest to
zwłaszcza w piechocie sensu stricto jednostka bojowa, a raczej
swoisty matecznik, w którym formuje się, szkoli i wysyła na
front lub do dalszej służby kolejne bataliony lub inne podod-
działy, Montgomery nie mógł sobie pozwolić ani na jakikol-
wiek pułk kawalerii, ani na jeden z prestiżowych pułków pie-
choty. Bo na to nie miał wystarczających dochodów.
I w tym miejscu należy nadmienić, że uposażenie oficera słu-
żącego w metropolii nie wystarczało na to, aby mógł się utrzy-
mać i żyć na wymaganym poziomie. Elitarne pułki stawiały spra-
wę otwarcie. Jeśli nie masz, dajmy na to rocznego dochodu co
najmniej 400 funtów, to nie masz co wśród nas szukać. A wysoki
dochód mieli tylko ci, których wspierała, odpowiednią sumą
rodzina. Montgomery, pochodzący z rodziny niezamożnej
i skłócony z matką, mógł liczyć tylko na siebie.
W przeciwieństwie do armii metropolitalnej, oficerowie
Armii Indii byli dobrze opłacani. Montgomery ponadto wziął
pod uwagę to, że w koloniach oficerowie awansowali znacz-
nie szybciej niż w Anglii, gdyż w tych czasach awans zależał
mniej od umiejętności, opinii czy innego kryterium wartości,
a bardziej od wolnego miejsca, rotacja zaś oficerów w armiach
kolonialnych była dużo większa niż w zasiedziałych pułkach
na Wyspach Brytyjskich.
Jak łatwo się domyśleć, dostanie się do Armii Indii nie było
takie proste. Konkurencja była silna, a chętnych było zawsze

5
Ibidem, s. 25.
121

więcej niż miejsc. O wszystkim decydowała więc lokata pod-


czas egzaminu końcowego. W praktyce należało się uplaso-
wać w pierwszej trzydziestce. Słabsi kandydaci, do trzydzie-
stej piątej lokaty, mogli jeszcze liczyć na przydział. Słabsi
nie mieli już żadnych szans. Montgomery, po ogłoszeniu wy-
ników, odnalazł się na liście pod 36 pozycją, z brakiem per-
spektyw na Armię Indii, a mimo to w końcu do Indii dotarł,
aczkolwiek nieco kuchennymi schodami. Tymi schodami był
królewski pułk „Warwickshire" (Royal Warwickshire Regi-
ment). Pułk prowincjonalny o pięknym emblemacie, który
miał tę właśnie zaletę, że jeden z jego batalionów stacjono-
wał w Indiach. Montgomery z mimo wszystko dość wysoką
lokatą, miał prawo wyboru pułku poza Armią Indii, pod wa-
runkiem, że pułk zechce go przyjąć. Został przyjęty i już
w grudniu 1908 r. był w Peshawarze w 1 batalionie pułku
„Warwickshire".
Do Anglii powrócił wraz z batalionem pięć lat później, aby
po roku wyruszyć na, jak ją wówczas nazywano, wielką woj-
nę do Francji. Wojna ta była ważnym etapem w karierze Mont-
gomery'ego. Wyruszył na nią jako dowódca plutonu,
a skończył jako szef sztabu 47 Dywizji Piechoty (londyńskiej).
Był ciężko ranny, a za męstwo wykazane w walce otrzymał
wysokie odznaczenie „Distinguished Service Order". Najważ-
niejsze jednak było to, że mjr Montgomery dostrzegł swoją
przyszłość, wytknął sobie cel i prostą drogę do niego.
Okres międzywojnia rozpoczął od spełnienia istotnego wa-
runku niezbędnego do osiągnięcia najwyższych szczytów ka-
riery wojskowej. Po blisko rocznym kursie w grudniu 1920 r.
Montgomery ukończył Królewską Wyższą Szkołę Wojenną
Wojsk Lądowych (Royal Army Staff College) w Camberley.
Dalej był udział w wojnie w Irlandii, która wybijała się na nie-
podległość, na stanowisku szefa sztabu 17 Brygady Piechoty,
a po jej zakończeniu w 1922 r. różne stanowiska sztabowe
w Anglii aż do stycznia 1926 r., kiedy to wrócił do Camber-
ley, aby zostać wykładowcą.
122

Rok następny okazał się przełomowy w życiu osobistym na-


szego bohatera. Mając prawie 40 lat porzucił wreszcie kawaler-
ski stan. Wybranką była Berty Carver, wdowa, matka dwóch kil-
kunastoletnich synów, poznana podczas zimowych wakacji
w Lenk, w Szwajcarii. Ślub odbył się 27 lipca 1927 r. w kościele
parafialnym w Chiswick, a 18 sierpnia 1928 r. urodził się David,
jedyny syn i jedyne dziecko Montgomery'ego. Wybiegając
w przód poinformujemy, że pożycie małżeńskie było bardzo szczę-
śliwe, ale niestety stosunkowo krótkie. Berty Montgomery zmar-
ła w ramionach męża 19 października 1937 r., na skutek zakaże-
nia, które objęło jej organizm, od ukąszenia w nogę na morskiej
plaży przez niezidentyfikowanego owada. Została pochowana tam,
gdzie spędziła feralne wakacje, w Burnham-on-Sea.
W chwili śmierci żony brygadier Montgomery był świeżo
mianowanym dowódcą 9 Brygady Piechoty stacjonującej
w Portsmouth. Wcześniej, po powrocie w 1931 r. do służby
liniowej wraz z 1 batalionem rodzimego pułku, którym dowo-
dził, odbył służbę w Palestynie, Egipcie i Indiach. W tych ostat-
nich był też dyrektorem nauk Wyższej Szkoły Wojennej
w Quetta. Do Palestyny powrócił w październiku 1938 r. na
stanowisko dowódcy 8 Dywizji Piechoty ze sztabem w Haifie,
którą miał dopiero sformować z jednostek zaangażowanych
w tłumienie buntu Arabów. Nową funkcją nie był zachwy-
cony z powodów rodzinnych (rozstanie z synem) i służbo-
wych. Jedynym zyskiem był stopień generała majora. Zimą
1938-1939 r., w czasie gdy pacyfikował Palestynę, został wy-
znaczony na dowódcę 3 Dywizji Piechoty w Anglii. Była to
dywizja armii regularnej, która w razie wojny miała wejść
w skład Brytyjskich Sił Ekspedycyjnych przewidzianych do
operacji na kontynencie europejskim, co Montgomery'ego,
żołnierza z krwi i kości, szczerze zachwyciło 6.
Chwilowe kłopoty zdrowotne i perturbacje z odejściem
poprzedniego dowódcy spowodowały, że wymarzoną dywi-

6
Ibidem, s. 47.
123

ję Montgomery objął 28 sierpnia 1939 r., gdy przeprowadzo-


no w niej już częściową mobilizację. W dniu napaści Niemiec
na Polskę, gdy zarządzono mobilizację powszechną, nowy
dowódca przystąpił bezzwłocznie do pełnego rozwinięcia dy-
wizji, aby już wkrótce wylądować z nią we Francji.
Maj 1940 r. w Belgii i Francji to bez wątpienia jedna
z najtragiczniejszych kampanii armii brytyjskiej. Dni klęski
pod ciosami niemieckiej broni pancernej i bombami Luftwa-
ffe, poczucie bezsilności i własnej słabości, gorycz odwrotu,
porzucenie sprzętu i uzbrojenia oraz pośpieszna ewakuacja na
Wyspy Brytyjskie to wszystko stało się udziałem Montgome-
ry'ego. Tę klęskę przeżył on tak mocno, że bardzo długo podob-
nie jak cała brytyjska armia, nie potrafił się uwolnić od kom-
pleksu Dunkierki. Gdzieś tam głęboko w psychice tkwiła oba-
wa przed drugą podobną klęską, często silniejsza niż chęć re-
wanżu za to, co wydarzyło się na plażach pod Dunkierką. Ten
kompleks czytelnik dostrzeże bez trudu w decyzjach Montgo-
mery'ego pod El Alamein. On sam spisał się w Belgii i Francji
bez większych zastrzeżeń. 3 Dywizją dowodził więcej niż po-
prawnie. Dobrze wywiązał się także z obowiązków dowódcy
II Korpusu, gdy niespodziewanie w ostatnich dniach maja zo-
stał wyznaczony na to stanowisko. Niemniej gdy 1 czerwca
1940 r. opuszczał w Dover pokład brytyjskiego niszczyciela,
na którym ewakuował się przez kanał, był niesłychanie przy-
gnębiony i miał poczucie osobistej porażki.
Ale już wkrótce przygnębienie minęło i Montgomery dzię-
ki energii i zdecydowaniu, jakim się wykazał latem 1940 r.
jako dowódca 3 Dywizji, a potem V Korpusu, zwrócił po raz
pierwszy na siebie uwagę Winstona Churchilla i wszedł prze-
bojem do grona generałów, kandydujących na najwyższe sta-
nowiska w brytyjskich wojskach lądowych, w miejsce tych,
którzy się nie sprawdzili w 1940 r.
Już wkrótce został szefem tzw. Południowowschodniego
Dowództwa (South Eastem Command), czyli inaczej mówiąc
dowódcą armii odpowiedzialnej za obronę południowo-wscho-
124

dniej Anglii i na tym stanowisku pozostał przez cały czas za-


ciekłych walk na Pustyni Zachodniej. Szkolił żołnierzy twardo
i według własnego uznania. Jedynym znanym epizodem
z tego okresu jest jego udział w przygotowaniu operacji ,Ju-
bilee", czyli brytyjsko-kanadyjskiego desantu pod Dieppe
który doszedł jednak do skutku (19 VIII 1942) już po obję-
ciu przez Montgomery'ego stanowiska dowódcy 8 Armii,
w czym (mowa o stanowisku) pomógł mu, jak wiemy, przy-
padek.
Życiem Montgomery'ego zajęliśmy się dość szczegółowo,
aby wzbogacić jego sylwetkę, a być może także wiedzę czy-
telnika. Mieliśmy bowiem świadomość, że jest on co prawda
postacią bardzo znaną, ale głównie z racji tego, co uczynił pod
El Alamein. Jego losy przed tą bitwą są znane w mniejszym
stopniu. Ponadto naszym zamiarem było pokazanie tych uwa-
runkowań i wydarzeń, które w istotny sposób wpłynęły na oso-
bowość naszego bohatera, a zwłaszcza na ukształtowanie się
takich cech jego charakteru, jak: skłonność do buntu przeciw
każdemu, kto myślał inaczej niż on, ciągłe poszukiwanie no-
wych wyzwań i wyżywanie się w rywalizacji, upartość
i wytrwałość, poczucie, chyba lekko nadmierne, własnej
wartości i pewność siebie granicząca z samochwalstwem
i zadufaniem oraz wielka samodzielność, a jednocześnie
ostrożność w starciach z przeciwnikiem, przed którym czuł
respekt.
O sztuce wojennej Montgomery'ego na razie nie będziemy
wypowiadać się szerzej. W tym miejscu poprzestaniemy na
stwierdzeniu, że w chwili nominacji z całą pewnością nie miał
on żadnej praktyki w prowadzeniu szybkiej, manewrowej
wojny, z dużymi ugrupowaniami pancernymi w roli głównej,
przy silnym wsparciu lotnictwa. Jego praktyka dowódcza szcze-
bla operacyjnego to wyłącznie obrona i to pozycyjna oraz sta-
cjonarna.
Dlatego więc Churchill zdecydował się na Montgomery'ego,
gdyż początkowo, co nie jest tajemnicą, po śmierci Gotta, chciał
125

na jego miejsce wyznaczyć gen. Maitlanda Wilsona 7. Na pew-


no na decyzję premiera istotny wpływ miała opinia gen. Bro-
oke zaprzyjaźnionego z Montgomerym, szczególnie blisko
po walkach w Belgii i Francji w maju 1940 r., w których obaj
uczestniczyli, a Brooke był jego przełożonym. Także Smuts
niespodziewanie opowiedział się za Montgomerym, co prze-
łamało opór premiera 8. Churchill znał już dobrze aktualnego
dowódcę południowowschodniej armii, a zwłaszcza jego upór
w dążeniu do celu, i dlatego w krytycznej chwili postawił na
niego, licząc że Montgomery wreszcie spełni jego marzenia
o rychłej i skutecznej ofensywie w Afryce.
Decyzja o nowym stanowisku dla Montgomery'ego zapa-
dła 8 sierpnia. Cztery dni później przybył on do Kairu i jeszcze
w tym samym dniu spotkał się z Auchinleckiem, który zapo-
znał go z sytuacją i planami na wypadek nowej ofensywy
Rommla. Według Montgomery'ego plany te dotyczyły tylko
wycofania się 8 Armii do delty lub nawet dalej do Palestyny 9.
W rzeczy samej Auchinleck, pochłonięty całkowicie myślą,
że 8 Armia nie może dać się zniszczyć, mówił o takich pla-
nach, ale zaprezentował też swój znany nam już plan pobicia
Rommla, o czym Montgomery nie wspomina.
13 sierpnia skoro świt nowy dowódca 8 Armii udał się na
pustynię, aby poznać się z armią. Oficjalnie miał objąć do-
wództwo dopiero 15 sierpnia, a do tego czasu tylko zoriento-
wać się w sytuacji. W kwaterze głównej 8 Armii powitał go
gen. por. Ramsden, który tylko chwilowo pełnił obowiązki do-
wódcy pod nieobecność Auchinlecka i udzielił mu niezbęd-
nych informacji. Po meldunku Ramsdena Montgomery pod-
jął decyzję objęcia dowództwa natychmiast bez czekania do

7
H a m i l t o n , op. cit., s. 582.
8
Jest to wersja zgodna ze wspomnieniami Brooke'a. Churchill w swoich
Pamiętnikach twierdzi, że po śmierci Gotta nie miał wątpliwości co do tego,
że to Montgomery powinien być kolejnym dowódcą 8 Armii.
9
M o n t g o m e r y , op. cit., s. 94-95.
126

15 sierpnia. I znów w swoich wspomnieniach Montgomery bar-


dzo udramatyzował to wydarzenie, twierdząc, że musiał tak
postąpić. Wiele jednak wskazuje na to, że była to decyzja obli-
czona raczej na efekt niż wynikła z konieczności. Na froncie
nie działo się nic takiego, co wymagałoby natychmiastowej
interwencji, a że w sztabie było trochę bezkrólewia z racji prze-
sunięć personalnych, to raczej rzecz normalna, o czym każdy
wojskowy z dłuższym stażem dobrze wie.
Jest faktem, że Montgomery zabrał się do pracy z właściwą
sobie energią i jak każdy doświadczony dowódca zaczął od
doboru podwładnych i reorganizacji wojsk według własnego
planu działania. Gdy prześledzimy losy generałów z otoczenia
Montgomery'ego w Afryce, bez trudu dostrzeżemy, że więk-
szość z tych najważniejszych, a dotyczy to Brytyjczyków,
związała się z nim na dłużej. Właśnie pod El Alamein ukształ-
towała się grupa generałów, która podążała za Montgomerym
i z którą on chętnie współpracował. Nie ulega więc wątpliwo-
ści, że generałowie ci spełniali jego wymagania i oczekiwania,
i prezentowali solidne rzemiosło wojskowe.
Ile jest wart dobry szef sztabu wiedzą najlepiej ci dowódcy,
którzy mieli zarówno złych, jak dobrych oficerów na tych sta-
nowiskach. Montgomery miał to szczęście, że trafił na bardzo
dobrego fachowca, z którym doskonale się rozumiał i który
odpowiadał mu prawie pod każdym względem. Tym człowie-
kiem był brygadier, później generał major, Francis W. de Gu-
ingand. Montgomery i de Guingand spotkawszy się pod El
Alamein, nie rozstali się już do końca wojny. Montgomery,
gdziekolwiek był przenoszony, zabierał ze sobą „Freddiego",
jak go nazwano. A oto jak go scharakteryzował we Wspomnie-
niach: „Reprezentowaliśmy dwa skrajne charaktery; on, bar-
dzo nerwowy, żył w stałym napięciu; lubił wino, grę w karty,
dobre jedzenie. Czy różnice te miały jakieś znaczenie? Szyb-
ko doszedłem do wniosku, że nie, że są one raczej korzystne.
Zawsze uważałem, iż dwaj ludzie o identycznych charakte-
rach nie stanowią pary. De Guingand był około czternastu lat
127

młodszy ode mnie, ale to nie przeszkadzało naszej przyjaźni


w przyszłości, i gdy tak patrzyłem na niego, wychudzonego
i zatroskanego, stare uczucie powróciło. Mózg jego pracował
pierwszorzędnie, był zdolny do szybkich decyzji. Poza tym de
Guingand znał mnie i mój sposób bycia, a to było ważne [...],
okazał się świetnym szefem sztabu i wątpię, czy kiedykolwiek
w armii brytyjskiej był lub będzie jemu podobny" 10.
Montgomery był tak pewny swojego wyboru, że podzielił
się z nim pełnią władzy, podnosząc kompetencje de Guingan-
da na wyższy poziom, niż to było przyjęte w armii brytyjskiej,
w której szef sztabu uchodził raczej za pomocnika dowódcy,
a nie jego zastępcę. Oczywiście nigdy nie było wątpliwości,
kto dowodzi. Montgomery był zawsze na pierwszym miejscu,
a de Guingand w cieniu.
Oddając część swoich kompetencji Montgomery miał na
względzie także, a może przede wszystkim, chociaż o to nie
należy go raczej posądzać, własną wygodę. Jak na liniowca
przystało, nie cierpiał „papierków" i siedzenia w sztabie, li-
czył więc, że szef sztabu z właściwymi kompetencjami znacz-
nie go w tym odciąży. I nie pomylił się, de Guingand zała-
twiał całą papierkową robotę, podczas bitwy siedział w sztabie,
zbierał i analizował meldunki wiedząc czasami więcej na te-
mat położenia wojsk niż jego dowódca. A ponadto miał je-
szcze jedną zaletę, na temat której obaj panowie solidarnie
w swoich książkach milczą. Potrafił mianowicie, czyniąc to
delikatnie, zmusić Montgomery'ego do podjęcia odważnej de-
cyzji, z czym jego dowódca słynący z asekuranctwa miał od
czasu do czasu poważne kłopoty.
I jeszcze jedna istotna uwaga. Brygadier de Guingand
w przeciwieństwie do swojego dowódcy nie był nowicjuszem
w wojnie na pustyni, aczkolwiek obserwował ją głównie zza
sztabowego biurka. Zanim trafił do 8 Armii, był szefem wy-
wiadu Dowództwa Sił Brytyjskich na Środkowym Wschodzie

10
Ibidem, s. 98.
128

w Kairze. Na pustynię trafił kilka tygodni wcześniej niż Mont-


gomery za sprawą gen. Auchinlecka, który także planował
uczynić z niego szefa sztabu 8 Armii.
Armia Montgomery'ego liczyła trzy korpusy, z których je-
den w takim kształcie, jakim był powstał z jego inicjatywy.
Obsada stanowisk dowódców korpusów miała dla Montgo-
mery'ego kluczowe znaczenie, podobnie jak obsada stanowi-
ska szefa sztabu. Dwóch dowódców wybrał osobiście, na trze-
ciego przystał za namową gen. Alexandra.
Dowódcą XIII Korpusu został gen. por. Brian Horrocks, który
na pustynię przybył podobnie jak jego bezpośredni przełożony
prosto z Anglii. Montgomery znał go bardzo dobrze. Horrocks
był dowódcą batalionu w jego 3 Dywizji w Belgii i Francji, później
w Wielkiej Brytanii był u Montgomery'ego dowódcą brygady
i dywizji. A ponieważ wyznawał podobną filozofię walki, co jego
„odwieczny" dowódca, należał do jego najbardziej zaufanych
ludzi. Korpus przejął od gen. Freyberga, który dowodził nim tym-
czasowo po śmierci gen. Gotta, czyniąc to mniej więcej tydzień
po objęciu przez Montgomery'ego dowództwa nad 8 Armią.
Gen. por. W.H.C. Ramsden, dowódca XXX Korpusu, był
Montgomery'emu mało znany, ale to i tak nie miało znacze-
nia, gdyż oficjalnie został zdymisjonowany i czekał tylko na
następcę. Tym nowym okazał się gen. por. Oliver Leese, także
sprowadzony z Anglii, dowódca stacjonującej tam Dywizji
Pancernej Gwardii. Później miał zastąpić Montgomery'ego na
stanowisku dowódcy 8 Armii z jego rekomendacji. Ten fakt
jest najlepszym dowodem na to, że obaj dżentelmeni potrafili
ze sobą współpracować.
Jedynym weteranem Zachodniej Pustyni wśród dowódców
korpusów był dowódca X Korpusu, odtworzonego jako kor-
pus pancerny, gen. por. Herbert Lumsden poprzednio dowo-
dzący jak wiemy 1 Dywizją Pancerną. Nie był wybrańcem
Montgomery'ego, ale Alexandra. Ten pierwszy zgodził się na
niego, bo nie wypadało odmówić przełożonemu, zwłaszcza gdy
wybrało się już dwóch dowódców korpusów.
129

Co można powiedzieć o dowódcach korpusów 8 Armii przed


jej najważniejszą bitwą? Po pierwsze byli to świeżo miano-
wani dowódcy dowodzący poprzednio dywizjami, a korpus,
w armii brytyjskiej, był związkiem taktyczno-operacyjnym,
gdy dywizja podobnie jak w innych armiach związkiem tak-
tycznym. Po drugie uderzające jest to, że dwóch dowódców
korpusów, podobnie jak Montgomery, było debiutantami na
pustynnym teatrze wojny. Tak więc Montgomery nie wybrał
wariantu niedoświadczony dowódca - podwładni starzy wy-
jadacze. Postawił na generałów bez większego doświadcze-
nia, których znał i którzy mu odpowiadali.
Szczebel niżej Montgomery nie czynił już takich roszad jak
przy korpusach. Osobiście doprowadził tylko do zmiany na
stanowisku dowódcy 7 Dywizji Pancernej, słynnych już
„Szczurów Pustyni". Jego wybrankiem był gen. mjr A.F.
„John" Harding weteran pustynnych bitew, szef sztabu jeszcze
u O'Connora, współtwórca planu operacji „Battleaxe", które-
go Auchinleck na początku 1942 r. postawił na nowo utwo-
rzone stanowisko szefa szkolenia (Director of Military Trai-
ning) w Naczelnym Dowództwie Sił Brytyjskich na Środko-
wym Wschodzie. I trzeba przyznać, że Montgomery znów miał
nosa. Harding okazał się być bardzo dobrym dowódcą dywi-
zji. Już po wojnie doszedł do stopnia marszałka polnego
i godności lorda.
Łącznie wśród jedenastu dowódców dywizji, licząc z
generałem majorem Charlesem H. Gairdnerem dowódcą, 8
Dywizji Pancernej, pozbawionej jednostek bojowych, przeważali
bardzo doświadczeni dowódcy, przywykli z wyjątkiem tych,
którzy przybyli dopiero co z Anglii do walki na pustyni.
Najważniejszą zmiana organizacyjną którą Montgomery
wprowadził, było utworzenie korpusu pancernego, czegoś na
kształt i podobieństwo „Afrika Korps", w którym zamierzał
on skupić dywizje pancerne, aby w przyszłości były one taką
samą „pancerną pięścią", jaką miał jego przeciwnik. Tą „pię-
ścią" miał być X Korpus.
ALAM EL HALFA

Po fiasku lipcowej próby dotarcia do Aleksandrii i dalej


w głąb Egiptu przed Rommlem stanął problem opracowania
planu ostatecznego rozbicia 8 Armii i osiągnięcia podstawo-
wych celów strategicznych. A sytuacja i położenie wojsk nie-
mieckich oraz włoskich w Afryce zaczęły się komplikować.
Co prawda nastąpiło uproszczenie procedur dowodzenia na
najwyższych szczeblach, ale nie miało to praktycznego zna-
czenia, bo i tak Rommel, kiedy zachodziła taka potrzeba, za-
chowywał dużą samodzielność. Tak było i teraz. Oficjalnie,
Rommel, jako dowódca niemiecko-włoskiej Armii Pancernej
„Afrika", (Panzerarmee Africa, Armata Corazzata d’Africa)
został bezpośrednio podporządkowany włoskiemu Naczelne-
mu Dowództwu Sił Zbrojnych z marszałkiem Ugo Cavallero
na czele, przy którym niemiecki attache w Rzymie, gen. von
Rintelen, funkcjonował jako reprezentant OKW, z pominię-
ciem gubernatora wojskowego Libii. Faktycznie zaś, przy naj-
ważniejszych decyzjach, rozkazy szły bezpośrednio z OKW.
Podstawowym problemem, który zaczął znów narastać, było
zaopatrzenie. Zdobyte na Brytyjczykach zapasy zaczęły gwałtow-
nie topnieć w lipcu, w całej serii znanych nam już natarć
i kontrnatarć. Linie zaopatrzenia maksymalnie rozciągnęły się.
Tobruk, mimo dogodnego położenia, nie mógł być w pełni wy-
korzystany jako port, gdyż RAF systematycznie go bombardo-
wał. Musiano nadal korzystać z Benghazi i Trypolisu, a odległości
z tych portów do frontowych magazynów były naprawdę duże.
Aby dowieźć zaopatrzenie z Trypolisu do frontu i wrócić
131

z powrotem ciężarówka musiał zużyć na to 12 dni, a z Ben-


ghazi - 7 dni. A oddziałom Rommla wciąż brakowało transpor-
tu, nie mówiąc już o zużyciu ogromnych ilości paliwa. Zaopa-
trzenie mogła ułatwić wybudowana przez Brytyjczyków kolej,
ale była ona, podobnie jak konwoje ciężarówek, zaciekle atako-
wana z powietrza.
Do tego doszły problemy z przerzutem zaopatrzenia przez
morze. W lipcu Rommel otrzymał tylko 6 tysięcy ton zao-
patrzenia, co stanowiło piątą część potrzeb. W sierpniu,
w pierwszych trzech tygodniach, mimo, że nie toczyły się
żadne gwałtowne walki, jego armia zużyła prawie dwa razy
więcej zaopatrzenia, niż dotarło w tym czasie do Afryki Północ-
nej. Przez cały sierpień z portów włoskich wysłano 30 stat-
ków transportowych, 14 dużych barek i 6 okrętów podwod-
nych użytych jako transportowce. Po drodze cztery statki
zostały zatopione przez okręty podwodne, a trzy przez sa-
moloty. 14 statków, 13 barek i 2 okręty podwodne dotarły
do Tobruku, 7 statków i 2 okręty podwodne do Benghazi,
po jednym statku, okręcie podwodnym i barce do Trypolisu,
a jeden okręt podwodny zawinął do Derny. Z 3720 ton amu-
nicji po drodze stracono 1660 ton, z 15 500 ton benzyny
i olejów przepadło 2700 ton, z 6370 ton innych środków
utracono 2120 ton. Stracono też 43 działa z 220 wysłanych
oraz 367 pojazdów z wysłanych 1147. Jedynie czołgi
w komplecie, w liczbie 39, dotarły do Afryki. Mimo że pali-
wa utracono stosunkowo mało, właśnie problem benzyny,
oleju napędowego i smarów był największym zmartwieniem
Rommla 1.
Pocieszającym dla niego zjawiskiem było otrzymanie istot-
nego wzmocnienia w postaci kilku wartościowych jednostek.
Do Afryki jeszcze w lipcu drogą lotniczą została przerzucona z Krety
niemiecka 164 Instruktorska Dywizja Piechoty (164
Lehr-Infanterie-Division), którą przemianowano na afrykań-

1
C a r v e r , op. cit., s. 42-43.
132

ską 164 Dywizję Lekką 2. Dowodził nią pułkownik, później


generał Carl Hans Lungershausen. Słabością dywizji był brak
środków transportu, które musiały przybyć dopiero drogą
morską. W sierpniu miała jedynie 60 pojazdów. Podobny pro-
blem występował w przerzuconej też drogą powietrzną w lip-
cu i sierpniu Brygadzie Spadochronowej „Ramcke" która, acz-
kolwiek była jednostką improwizowaną złożoną z batalionów
strzelców spadochronowych, stanowiła doborową brygadę
bezpośrednio podległą Rommlowi. Aby chociaż częściowo
złagodzić jej problemy z transportem, usługi w tym zakresie
miał świadczyć dla niej 135 pułk artylerii przeciwlotniczej.
Włosi z większych jednostek przysłali 185 Dywizję Spado-
chronową „Folgore" pod dowództwem gen. dyw. Enrico Fratti-
niego, która podobnie jak strzelcy Ramckego była przygotowy-
wana do desantu na Maltę, ale wobec zmiany planów przybyła
do Afryki. Drugą przysłaną większą jednostką była 16 Dywizja
Piechoty „Pistoia", dowodzona przez gen. dyw. Guglielmo Fa-
lugiego, która jednak chwilowo pozostała w rezerwie.
Bardzo poważnym problemem dla Rommla był stan zdro-
wotny jego armii. Złe warunki higieniczne uszczuplały szere-
gi „Afrika Korps" i innych podległych mu jednostek. Ale
przede wszystkim sam Rommel zaczął mieć poważne kłopoty
zdrowotne. W sierpniu omdlenia, zasłabnięcia, a nawet zapa-
ści zaczęły przydarzać się mu coraz częściej. Jego lekarz prof.
Horster, w diagnozie za przyczynę tego uznał nałożenie się
takich dolegliwości jak: katar żołądka i jelit, dyfteryt nosowy
i poważne schorzenie układu krążenia. Kłopoty mieli także inni
wyżsi oficerowie, jak choćby szef oddziału operacyjnego pik
Siegfried Westphal, który zachorował na żółtaczkę.
Najbardziej jednak obawiał się Rommel wzmocnienia prze-
ciwnika. Doskonale wiedział, że 8 Armia port i magazyny ma

2
Mimo tej nazwy i przemianowania pułków piechoty dywizji na pułk
grenadierów pancernych, była to zwykła dywizja piechoty. Stąd często uży-
wana w literaturze nazwa 164 Dywizji Piechoty.
133

dosłownie pod nosem. Wizyta Churchilla zapowiadała poważ-


ne wzmocnienie sił brytyjskich w Afryce, a wywiad niemiec-
ki doniósł, że w drodze do Egiptu znajduje się około 100 ty-
sięcy ton sprzętu i zaopatrzenia, które dotrą na miejsce we
wrześniu. Rommel zrozumiał, że musi zaatakować, zanim to
wszystko dotrze do 8 Armii.
Powodem do niepokoju były także poczynania saperów 8 Ar-
mii na linii El Alamein, którzy z dnia na dzień kładli coraz więcej
min na przednim skraju obrony. Szczególnie niepokoiła rozbu-
dowa pól minowych i wzmacnianie sił na południu, co groziło
Rommlowi, że będzie zmuszony przełamywać front uderzeniem
czołowym zamiast ulubionego obejścia i okrążenia.
Rommel zamierzał zaatakować w nocy. A ponieważ do-
świadczenie uczyło, że musi to być noc księżycowa, wybrał
noc 26 sierpnia, gdy księżyc był w pełni.
Feldmarszałek, zastanawiając się nad wyborem miejsca ude-
rzenia, od razu wykluczył grzbiet Ruweisat i teren na północ
od tych wzgórz jako najbardziej umocniony. Na południe od
grzbietu, poczynając od Qaret el Abd, 8 Armia okopywała się,
rozwijała zapory inżynieryjne i kładła pola minowe. Dalsze
prace groziły takim umocnieniem tego terenu jak na północy.
Pocieszające jednak było to, że jeszcze nie był on zbyt mocno
obsadzony. Rejon depresji południowych (nie mylić z Katta-
ra) i północna część skarpy biegnącej z Gebel Kalakh do Qa-
ret el Himeimat był pasem obrony 7 Dywizji Pancernej obsa-
dzonym przez 7 Brygadę Piechoty Zmotoryzowanej i 4 Lekką
Brygadę Pancerną. Siły te były stosunkowo niewielkie jak na
blisko 25-kilometrową szerokość pasa. Możemy więc w zasa-
dzie mówić o dozorowaniu terenu, a nie o faktycznej obronie.
I tu Rommel postanowił uderzyć.
Plan Rommla był prawie kopią początku ofensywy na linii
El Ghazala - Bir Hacheim. Na północy od nadmorskiej szosy
po grzbiet Ruweisat natarcie pozorne miały prowadzić wło-
skie dywizje piechoty i Dywizja Spadochronowa „Folgore"
wzmocnione spadochroniarzami Ramckego oraz niemiecką
134

164 Dywizją Lekką. Główne uderzenie miało zostać wykona-


ne na południu. Zasadnicze zgrupowanie uderzeniowe two-
rzył „Afrika Korps" w składzie 15 i 21 Dywizja Pancerna, który
linie obronne 8 Armii miał przerwać, jak zakładano, o północy
w godzinę po ruszeniu z podstaw wyjściowych, przy Qaret el
Himeimat, potem dojść do Samaket Gaballa, a następnie ła-
godnym łukiem wyjść o 6.00 na tyły armii Montgomery'ego
w rejonie wzgórz Alam el Halfa, aby uderzyć po raz drugi,
tym razem na północ, i po przejściu przez wschodnią część
grzbietu Ruweisat okrążyć 8 Armię i odciąć ją od zaopatrze-
nia. Lotniska, magazyny w strefie frontowej i Aleksandria zosta-
łyby opanowane wkrótce po rozbiciu odwodów pancernych. Za
osłonę prawego skrzydła „Afrika Korps" odpowiadała kombino-
wana grupa niemieckich i włoskich jednostek rozpoznawczych
z niemieckimi batalionami rozpoznawczymi w roli głównej. Na
lewym skrzydle natomiast miał nacierać włoski XX Korpus gen.
de Stefanisa, mający w swoim składzie dywizje pancerne „Arie-
te" i „Littorio" w pierwszym rzucie, Dywizję Zmotoryzowaną
„Trieste" w drugim. Lewoskrzydłową dywizją całego ugrupowa-
nia uderzeniowego była niemiecka 90 Dywizja Lekka, której za-
daniem było opanowanie depresji Deir el Munassib i zabezpie-
czenie lewego skrzydła korpusu włoskiego.
Po okrążeniu głównych sił 8 Armii, Rommel zamierzał jak
najszybciej dotrzeć do delty Nilu i dalej do Kanału Sueskie-
go. Aby to osiągnąć, nakazał gen. Nehring, żeby ze swoim
korpusem natychmiast po osiągnięciu brzegu morza zakręcił
na wschód i rozbił odwody przeciwnika stwarzając dogodne
warunki do szybkiego natarcia na wschód. Do tego natarcia
Armia Pancerna „Afrika" miała się przegrupować tworząc pięć
zgrupowań uderzeniowych, z których trzy działałyby w pierw-
szym rzucie, a dwa w rzucie drugim. Pierwsze zgrupowanie
miała stanowić Grupa Bojowa „Bismarck" (od nazwiska do-
wódcy 21 Dywizji Pancernej), którą tworzyłaby 21 Dywizja
Pancerna i 164 Dywizja Lekka. Zadaniem grupy było okrąże-
nie od południa i zdobycie Aleksandrii. W tym samym czasie
135

„Afrika Korps" w składzie 15 Dywizja Pancerna i 90 Dywizja


Lekka oraz zgrupowanie jednostek rozpoznawczych (niemiec-
kie 3, 33 i 580 bataliony rozpoznawcze i jeden z włoskich dy-
wizjonów rozpoznawczych), powinien wykonać rajd przez
pustynię i zdobyć Kair. Ostatnie pierwszorzutowe zgrupowa-
nie miał utworzyć XX Korpus gen. de Stefanisa z dywizjami
„Ariete", „Littorio" i „Trieste", który po rozbiciu ewentual-
nego przeciwnika w rejonie Wadi en Natrun miał dojść do delty
Nilu i opanować ważne leżące tam obiekty w tym lotnisko El
Fayum. W drugim rzucie powinna nacierać włoska piechota.
Korpus XXI z dywizjami „Bologna" i „Trento" oraz 7 puł-
kiem bersalierów, VI batalionem niszczycieli czołgów, XXXI
batalionem szturmowym saperów i 8 zgrupowaniem artylerii
miał maszerować za Grupą „Bismarck", aby zluzować ją
w Aleksandrii, po to by mogła nacierać dalej w głąb północ-
ną części delty Nilu. Korpus XX z dywizjonami „Brescia",
„Pavia" i „Folgore" oraz 9 pułkiem bersalierów i III dywizjo-
nem kawalerii pancernej „Nizza" miał iść za „Afrika Korps",
aby zluzować go w Kairze. Po zluzowaniu „Afrika Korps" miał
nacierać w kierunku Kanału Sueskiego na Ismailę i Suez 3.
Zgrupowanie uderzeniowe Rommla dysponowało w sumie
515 czołgami, z tym że tylko 200 z nich można było uznać za
nowoczesne. Spośród tych 200 maszyn szczególną wartość
miało 26 czołgów PzKpfw IV F2 wyposażonych w 75-mili-
metrowe armaty o długiej lufie, pierwszy raz użytych w Afry-
ce i 71 PzKpfw III J z długolufową 50-milimetrową armatą.
Pozostałe z owej dwusetki to stare wersje PzKpfw IV i PzKp-
fw III. Ponadto Niemcy mieli jeszcze 26 lekkich czołgów
i 5 czołgów dowodzenia. Korpus włoski miał 243 czołgi uzna-
wane przez Włochów za średnie i 38 czołgów lekkich 4.

3
D. B e r e 11 a, Batterie semowenti alzozero, Milano 1968, s. 79-80.
4
Ibidem, s. 49. Istnieją w źródłach różnice co do liczby czołgów. Np. P l a y-
f a i r, (op. cit., s. 383) podaje, że Niemcy w sumie mieli 203 czołgi PzKpfw III
i PzKpfw IV.
136

Powodzenie nowej ofensywy Rommla zależało przede wszys-


tkim od zaskoczenia, szybkiego tempa natarcia i zaopatrzenia.
Zaskoczenie miało być zapewnione przez skryty manewr zgru-
powania uderzeniowego w rejon wyjściowy na południe. Czoł-
gi zamierzano przetransportować w noc poprzedzającą nocny
atak, aby po zamaskowaniu przeczekały w ukryciu cały dzień.
Pojazdy kołowe miały dokonać tego jednym skokiem w nocy,
podczas której miał się rozpocząć atak. Liczono też na efekt
„dywersyjnego" natarcia na północy.
Właściwe tempo natarcia miało zapewnić jednoczesne zma-
sowane uderzenie w całym pasie obrony 7 dywizji, niewdawa-
nie się w przewlekłe walki i śmiały atak przez pole minowe,
których w tej fazie operacji Rommel obawiał się najbardziej.
Ale jeszcze większy kłopot sprawiało feldmarszałkowi zao-
patrzenie, a ściślej paliwo. Mimo pomocy Luftwaffe i wysiłku
służb logistycznych, jego armia miała rozpocząć uderzenie
z tygodniowym zapasem paliwa. Dopiero w późniejszym ter-
minie miała otrzymać paliwo z tankowców, które zdesperowa-
nemu Rommlowi gen. Cavallero obiecał wysłać 30 sierpnia.
Po drugiej stronie Montgomery szykował się do bitwy
obronnej. Nie czuł się jeszcze na siłach, aby myśleć o ofensy-
wie, chciał jednak zmierzyć się z Rommlem, i odnieść zwy-
cięstwo tak potrzebne jemu i jego armii. Wygrana podniosła-
by bardzo morale pustynnego wojska, a jego szefowi dałaby
większą pewność siebie, taką autentyczną, a nie tylko na po-
kaz dla żołnierzy i prasy.
Działalność Montgomery'ego w pierwszych dniach dowo-
dzenia 8 Armią była ukierunkowana na podniesienie ducha
bojowego podległych mu jednostek. Trzeba przyznać, że po-
trafił on dotrzeć skutecznie do dusz zarówno prostych żołnie-
rzy, jak i oficerów. 8 Armia przyjęła go początkowo nieufnie.
Pustynnych żołnierzy raził nieskazitelnie białą cerą typową dla
londyńskiego wojskowego urzędasa wojującego głównie za
pomocą papierków lub w mesie. Ale już wkrótce nowy do-
wódca został zaakceptowany. Oficerom przywrócił dawne
137

wygody ograniczone przez Auchinlecka, żołnierzom zaś pow-


tarzał stale, że są najlepsi w całym imperium i wystarczy,
aby przestali myśleć o odwrocie, a sukces nad Rommlem bę-
dzie pewny. Aby być lepiej rozpoznawalnym, paradował
w australijskim kapeluszu, do którego miał przypiętych - jak
ktoś policzył - aż 14 emblematów pułków lub korpusów, nie-
co później, podobno dla wygody, zamienił kapelusz na czarny
beret, ale aby się odróżniać od pozostałych generałów, ofice-
rów i żołnierzy, nosił go z dwoma emblematami.
Oprócz pracy nad morale armii i konsolidacją podlegają-
cych zmianom personalnym dowództw i sztabów, Montgomery
postarał się o zacieśnienie współdziałania z lotnictwem. Do
tej pory procesy dowodzenia wojskami lądowymi i siłami po-
wietrznymi biegły niezależnym torem, a procedura uzgodnie-
nia współdziałania była wielce skomplikowana i nieefektyw-
na. Montgomery wspólnie z dowódcą Sił Powietrznych Za-
chodniej Pustyni wicemarszałkiem lotnictwa Arturem Conin-
ghamem wypracowali nowy system dowodzenia lotnictwem
wsparcia. Szczegółowe rozpatrywanie tego systemu jest zbęd-
ne, wystarczy jedynie zaznaczyć, że myślą jego przewodnią
było przybliżenie sztabów obu rodzajów sił zbrojnych z utwo-
rzeniem wspólnych komórek włącznie i usytuowaniem ofice-
rów łącznikowych lotnictwa z odpowiednim sprzętem łączno-
ści w pierwszorzutowych jednostkach wojsk lądowych. Już
wkrótce ta zmiana miała przynieść bardzo dobre efekty.
Montgomery miał nad Rommlem jedną zasadniczą prze-
wagę. Jego wywiad, dzięki rozpracowaniu niemieckiej maszy-
ny kodującej „Enigma", do czego, jak wiemy, przyczynili się
polscy uczeni, uprzedzał go w miarę dokładnie o zamiarach
Rommia. Montgomery miał nawet planowany i późniejszy
faktyczny termin uderzenia Armii Pancernej „Afrika". Tak
więc jeden z atutów - zaskoczenie, na które tak bardzo liczył
Rommel, okazało się być nierealne.
Plan bitwy obronnej Montgomery'ego był bardzo podobny
do planu Auchinlecka, chociaż w swoich wspomnieniach nie
138

wspomina o tym ani słowem. Była jednak między tymi plana-


mi zasadnicza różnica. Auchinleck zamierzał - jak pamięta-
my - całkowicie rozbić Rommla, chociaż nie wykluczał od-
wrotu w razie niepowodzenia, Montgomery zaś chciał tylko
odeprzeć natarcie wojsk „Osi" zadając im maksymalnie moż-
liwe straty, ale z kolei odwrotu z linii El Alamein nie przewi-
dywał.
Montgomery miał do dyspozycji wciąż tylko dwa korpusy:
XXX i XIII. Wymarzona „pięść pancerna" - czyli X Korpus -
był dopiero w trakcie organizacji. XXX Korpusowi w sekto-
rze północnym przypadła rola drugoplanowa. Najważniejszym
zadaniem korpusu była troska o obronę ukierunkowaną głów-
nie na południe grzbietu Ruweisat, którą „na głowie" miała
hinduska 5 Dywizja, ale z pomocą mogły jej przyjść wydzie-
lone siły południowoafrykańskiej 1 Dywizji i australijskiej
9 Dywizji będące w obronie na północy od niej.
Główną rolę do odegrania miał XIII Korpus na którego czele
stanął już gen. Horrocks. Korpus ten składał się z: nowoze-
landzkiej 2 Dywizji, która oprócz swoich brygad 5 i 6 miała
brytyjską 132 Brygadę Piechoty otrzymaną w miejsce wyco-
fanej do tyłu w celu reorganizacji na jednostkę pancerną
4 Brygady; nowej 44 Dywizji Piechoty w składzie dwóch bry-
gad, 131 i 133, gdyż trzecia z brygad, 132, wzmocniła Nowo-
zelandczyków; 7 Dywizji Pancernej będącej w istocie czymś
na wzór niemieckiej dywizji lekkiej, ale nie aktualnej afry-
kańskiej, tylko „starej" 5 Dywizji z początku wojny w Afry-
ce, gdyż miała tylko dwie brygady, 4 Lekką Pancerną i 7 Pie-
choty Zmotoryzowanej, oraz 10 Dywizji Pancernej dysponu-
jącej dwoma pełnokrwistymi brygadami pancernymi: 8 - która
na dobrą sprawę debiutowała na pustyni i 22 - starą weteran-
kę pustynnych bojów.
Dywizja nowozelandzka granicząca z 5 hinduską była czymś
w rodzaju zawiasów albo, jak kto woli, angielskim „comer-
stone" (kamień narożny), który nie miał prawa drgnąć. Nowo-
Zelandczycy trzymali część Bab el Kattara i Alam Nayil two-
139

rząc „boks" otoczony polami minowymi z dwoma brygadami


(132 i 6) frontem na zachód i jedną brygadą (5) frontu na południe.
Na południe od dywizji nowozelandzkiej obronę zajmowa-
ła 7 Dywizja Pancerna z dwoma brygadami w pierwszym rzu-
cie. Trzymając się poprzedniej przenośni dywizja ta była
„drzwiami", które jednak miały za zadanie nie tyle nie dać się
wyłamać co, stawiając opór, dać się otworzyć, a potem wy-
skoczyć z zawiasów i odejść do tyłu.
Przeciwnik natomiast po stratach na polach minowych
i zakręceniu na północ miał natknąć się na „ścianę" utworzo-
ną z jednostek 10 Dywizji Pancernej i 44 Dywizji Piechoty
tkwiących w obronie wzgórz Alam el Halfa z punktem cięż-
kości w ich południowo-zachodniej części. Tej ściany, połą-
czonej z nowozelandzkim zawiasem, przeciwnik nie miał pra-
wa przejść. Jej najmocniejszym elementem był rejon obrony
22 Brygady Pancernej.
Brygada ta składała się z trzech zbiorczych pułków czoł-
gów (nie zapominajmy, że były to odpowiedniki niemieckich
batalionów). Pułki zbiorcze utworzono z sześciu innych po to,
aby była to pełnowartościowa brygada. Pierwszy pułk two-
rzyli czołgiści 1 i 6 królewskiego pułku czołgów, drugi 3 i 4
pułku pancernego „County of London", trzeci: 5 królewskie-
go pułku czołgów i 2 królewskiego pułku huzarów „Glouce-
stershire". Każdy zbiorczy pułk składał się z jednego szwa-
dronu czołgów „Stuart" lub „Crusader" oraz dwóch szwadro-
nów czołgów „Grant". Ponadto brygada dysponowała niekom-
pletnym królewskim szkockim pułkiem pancernym „Greys"
oraz dwoma zmotoryzowanymi pułkami artylerii konnej:
1 i 104. Razem brygada miała 40 „Stuartów", 34 „Crusadery"
i 92 „Granty". W obronie utworzyła klasyczny „boks" zorganizowany
na wzgórzach z okopanymi czołgami wspartymi ar-
tylerią Podobny „boks" utworzyła wokół wzgórza 87 także
8 Brygada Pancerna. Aby „ścianę" jeszcze bardziej wzmoc-
nić, już po rozpoczęciu natarcia przez Rommla, Montgomery
przesunął większość sił 23 Brygady Pancernej wyposażonej
140

w powolne czołgi wsparcia z południowego stoku Ruweisat


w lukę między 22 Brygadą i nowozelandzką 5 Brygadę. Wszys-
tkim jednostkom pancernym zakazano ruchu, gdyż atak Romm-
la miał być odparty z miejsca. Obronę ruchową mogła prowa-
dzić jedynie 7 Dywizja Pancerna.
Montgomery liczył, że okopane czołgi wspólnie z artylerią
zatrzymają i zdziesiątkują „Afrika Korps", a na drepczące
w miejscu jednostki uderzy lotnictwo dokańczając dzieła przy
współudziale artylerii. Ponadto na prawe skrzydło nieprzyja-
ciela miały uderzyć cofnięte brygady 7 Dywizji Pancernej,
Nowozelandczycy zaś mieli nacierając na południe stworzyć
zagrożenie zamknięcia luki, którą wdzierałyby się jednostki
pancerne Rommla, co zmusiłoby je do wycofania się na po-
przednie pozycje. Oprócz wymienionych już jednostek, Mont-
gomery mógł liczyć na niektóre przynajmniej jednostki z del-
ty Nilu podległe bezpośrednio gen. Alexandrowi. Ale nawet
bez nich Montgomery miał pod sobą duże zgrupowanie pan-
cerne. Łącznie w Egipcie strona brytyjska posiadała 945 czoł-
gów, z których 772 były w strefie frontowej. W bitwie miało
wziąć udział 695 czołgów, w tym: 197 „Crusaderów", 169
„Stuartów", 164 „Granty" i 163 „Valentiny" 5.
Ten scenariusz został odegrany przez obie strony z niewielkimi
poprawkami. Niewiele jednak brakowało, aby bitwa odbyła
się bez Rommla, gdyż stan zdrowia feldmarszałka gwałtow-
nie się pogorszył i 22 sierpnia poprosił Hitlera, aby
w zastępstwie pokierował ofensywą chwilowo bez przydziału
gen. Heinz Guderian. Gdy Hitler odmówił proponując
w zamian Kesselringa, Rommel zdecydował się wytrwać
i samemu poprowadzić natarcie. Przełożył jednak termin roz-
poczęcia natarcia na noc z 30 na 31 sierpnia, czyli pięć dni po
pełni księżyca. Tej nocy księżyc wschodził 20 minut przed
północą czyli mniej więcej na godzinę przed czasem osią-
gnięcia przez niemieckie i włoskie jednostki przedniej pozy-
5
C a r v e r , op. cit., s. 73.
141

cji brygad 7 Dywizji, co miało zapewnić nacierającym odpo-


wiednią widoczność.
Dwie godziny wcześniej zgrupowanie uderzeniowe ruszy-
ło z rejonów wyjściowych między Qaret el Abd i Gebel Ka-
lakh. Nietrudno sobie wyobrazić, jaki szok przeżyły będące
w ruchu niemieckie i włoskie dywizje, gdy nagle teren oświe-
tliły flary zrzucane przez samoloty i w chwilę potem pojawiły
się bombowce brytyjskie, atakujące szczególnie zajadle rejon
położony na północny zachód od Kalakh, gdzie wojska „Osi"
skoncentrowały środki transportu. Eksplodujące nocą samocho-
dy działały wyjątkowo deprymująco, a Luftwaffe za nic nie mo-
gła powstrzymać kolejnych alianckich nalotów. W tym samym
czasie na północy rozpoczęły się dywersyjne natarcia wymierzo-
ne głównie w hinduską 9 Brygadę na grzbiecie Ruweisat.
Rommel już wiedział, że zaskoczenia nie będzie. Mimo to
natarcie trwało. Około północy tuż po wschodzie księżyca
pierwsze jego jednostki dotarły do pól minowych, dwie go-
dziny później ten sam rejon osiągnęły głównie siły zgrupowa-
nia uderzeniowego. Scenariusz wszędzie był taki sam, gdy tylko
niemieckie lub włoskie czołgi wjeżdżały, a piechota wchodzi-
ła na zaminowany teren, natychmiast odzywała się artyleria
8 Armii. Piechotę dosięgał dodatkowo ogień broni maszyno-
wej i moździerzy. Nie ustawały także ataki z powietrza. Dy-
wizjony samolotów „Albacore" zrzucały flary, a „Wellingtony"
bombardowały oświetlone cele. Natarcie zaczęło się ślimaczyć,
mimo nadchodzącego dnia. Nieprzyjaciel odskakiwał i prowa-
dził ogień z nowych pozycji, a miny zbierały coraz krwawsze
żniwo. Na domiar złego w krótkim czasie Rommel stracił
dwóch głównych dowódców. Gen. Walther K. Nehring, dowód-
ca „Afrika Korps", został ranny podczas nalotu, natomiast
dowódca 21 Dywizji Pancernej, gen. Georg von Bismarck, zos-
tał zabity na polu minowym 6. Dowództwo nad „Afrika Korps"

6
Istnieją dwie wersje śmierci gen. Georga von Bismarcka. Według pierw-
szej dowódca 21 Dywizji miał zginąć od wybuchu miny moździerzowej,
zgodnie z drugą zginął od wybuchu miny przeciwpancernej.
142

obejmuje tymczasowo szef sztabu korpusu, płk Fritz Bayerle-


in, a do 21 Dywizji przybywa dowódca 164 Dywizji Lekkiej,
płk Carl Hans Lungershausen, którego z kolei zastępuje tym-
czasowo płk Hermann Hans Hecker.
Około 8.00 Rommel przybył w rejon Gebel Kalakh i, widząc,
co się dzieje, zaczął zastanawiać się bardzo poważnie, czy nie
przerwać natarcia. Ale godzinę później spotkawszy się z płk. Ba-
yerleinem przeprowadził z nim krótką naradę i zdecydował się
kontynuować natarcie. Rozkazał jednak, aby rubieże, które miały
być osiągnięte o 6.00, zostały zdobyte do 12.00, oraz aby zwrot
na północ nastąpił wcześniej niż planowano. W ten sposób, Afrika
Korps" miał wyjść tam, gdzie przedtem powinien być włoski XX
Korpus, a ten z kolei miał zająć rubież wcześniej przewidzianą
dla 90 Dywizji Lekkiej, która teraz otrzymała rozkaz uderzyć
wprost na Nowozelandczyków, a nie w lukę między nimi a 22 Bry-
gadą Trzeba przyznać, że Rommel nie mógł podjąć lepszej de-
cyzji, ale dla... Brytyjczyków. Po poprawkach jego „Afrika
Korps" szedł prosto na „boks" 22 Brygady, gdyby jednak osią-
gnął wcześniej zaplanowany rejon, miałby szansę wymanewro-
wać 8 brygadę pancerną i wyjść na wzgórza Alam el Halfa w ich
wschodniej części o wiele słabiej obsadzonej. Jedyną okoliczno-
ścią sprzyjającą natarciu wydawała się być burza piaskowa, która
maskowała ruch wojsk Rommla.
Do „boksów" 22 Brygady niemiecka 15 Dywizja Pancerna
dotarła o 13.00, a 21 Dywizja godzinę później, natknąwszy się
po drodze na jeszcze jedno pole minowe. Rozpoczęła się za-
żarta walka prowadzona początkowo w dość dziwny sposób,
przypominający nieco walkę osadników z Indianami. Niemiec-
kie czołgi będąc w ruchu poruszały się łukiem wzdłuż „bok-
sów" niczym owi Indianie, a okopane brytyjskie czołgi pie-
choty, artylerii 22 Brygady, wspomagane przez artylerię 44
Dywizji, nie ruszając się prawie z miejsca, prowadziły ogień
do manewrujących niemieckich czołgów. Te ostatnie otrzy-
mały już wkrótce wsparcie ze strony wypróbowanych „zabój-
ców czołgów" 88-milimetrowych armat przeciwlotniczych
143

Kruppa i rozpoczęła się nowa faza walki, ale mimo to próby


wdarcia się do środka „boksu" kończyły się niepowodzeniem.
W tym czasie „Afrika Korps" dowodził już gen. von Vaerst,
który zastąpił płk. Bayerleina niezbędnego w sztabie korpusu.
W tej fazie 15 Dywizja Pancerna obeszła boks od wschodu
próbując z tego kierunku przełamać obronę 22 Brygady, przez
co dodatkowo dostała się pod ogień okopanej na wzgórzu 132
brytyjskiej 133 Brygady Piechoty. 21 Dywizja Pancerna „Afri-
ka Korps" najpierw próbowała uderzyć na wprost na pozycje
zbiorczego pułku utworzonego z sił 3 i 4 pułków pancernych
„County of London", a potem po obejściu „boksu" od zacho-
du skoncentrowała się na próbie opanowania wzgórza 102 bro-
nionego przez Szkotów z pułku „Greys" i artylerzystów. Do
wieczora 31 sierpnia atakującym 100 - 120 niemieckim czoł-
gom, wspartym przez grenadierów pancernych, artylerię
i saperów, nie udało się przełamać obrony ani 22, ani 133 Bry-
gady. Przez cały czas natarcia doborowe jednostki niemieckie
były narażone nie tylko na ogień okopanych czołgów, dział
przeciwpancernych i polowych, ale także - gdy tylko pozwa-
lała na to pogoda — na ataki myśliwców bombardujących i lek-
kich bombowców. Co prawda po południu kurz na polu bitwy
był już tak gęsty, że lotnictwo nie mogło być już tak skutecz-
ne, ale czynnik alianckiej przewagi w powietrzu zaczął coraz
bardziej ciążyć na losach bitwy.
W tym czasie gdy trwały zażarte boje wokół „boksu"
22 Brygady i wzgórza 132, jej siostrzana 8 Brygada brygadiera
E.C.N. Custancea okopana w rejonie odległym około 8 km na
południowy wschód od niej spędziła 31 sierpnia bezczynnie.
Na lewo od brygady trwały walki toczone przez 4 Lekką Bry-
gadę Pancerną brygadiera W. Carra, która naciskana przez
zgrupowanie jednostek rozpoznawczych wojsk „Osi" cofała
się najpierw w kierunku Samaket Gaballa, a później do Bir
Mseilikh. W lukę między 8 i 4 brygadami wycofywała się
? Brygada Piechoty Zmotoryzowanej, także - jak pamiętamy -
wchodząca w skład 7 Dywizji Pancernej.
144

Na zachód od „boksu" 22 Brygady pojawiła się 23 Brygada


Pancerna, która zostawiwszy po jednym szwadronie z każde-
go pułku do wsparcia trzech dywizji XXX Korpusu została
przerzucona na południe do XIII Korpusu. W ten sposób oko-
ło 100 czołgów „Valentine" wzmocniło obronę Alam el Hal-
fa. A było to możliwe tylko dlatego, że włoski XX Korpus
Szybki, który nadchodził od południa na kierunku 23 Bryga-
dy, działał wyjątkowo niemrawo. Idące w pierwszym rzucie
dywizje pancerne „Ariete" i „Littorio" miały kłopoty na po-
lach minowych i z obroną 10 pułku huzarów na Deir el Mu-
nassib, a potem z trudem przeszły przez depresję Ragil i bez
pośpiechu zbliżały się, atakowane z powietrza, do rejonu za-
sadniczych walk. Idąca za nimi Dywizja Zmotoryzowana „Trie-
ste" dreptała w miejscu. Natomiast niemiecka 90 Dywizja,
wsparta przez część Dywizji „Brescia", atakowała pozycje
dywizji nowozelandzkiej, głównie od południa, ale żołnierze
gen. Freyberga odparli wszystkie natarcia.
Wieczorem 31 sierpnia Rommel był daleki od satysfakcji.
Jego dwie najlepsze dywizje straciły pół dnia na bezowoc-
nych próbach wdarcia się na wzgórze Alam el Halfa w rejonie
obrony 22 i 133 brygad. Szczególne powody do niezadowole-
nia dała mu postawa włoskiego XX Korpusu, który nacierał
w żółwim tempie i mimo że miał krótszą drogę, nie pojawił
się, kiedy to było konieczne, na lewym skrzydle „Afrika
Korps", aby wejść ewentualnie w lukę między 22 Brygadą
a dywizją nowozelandzką. Gdy wreszcie prawoskrzydłowa
dywizja „Littorio" dobrnęła na pozycje na lewo od niemiec-
kiej 21 Dywizji, luka ta już dawno była „zatkana" przez „Va-
lentiny" 23 Brygady, w zupełności wystarczające na przesta-
rzałe czołgi włoskie. Troską napawała Rommla także postawa
Luftwaffe i Regia Aeronautica. Niemcy i Włosi działali pra-
wie bez wsparcia lotniczego. „Stukasy" próbowały uderzyć
na „boks" 22 Brygady, ale zostały przepędzone przez alianc-
kie myśliwce. Za to niemieckie samoloty myśliwskie nie mo-
gły poradzić sobie z bombowcami brytyjskimi i południowo-
Podstawowym czołgiem „Afrika Korps" w bitwach 1942 roku byt PzKpfw III od
modelu G po L(Tp). Widoczny na zdjęciu to prawdopodobnie PzKpfw III Ausf. G
przyozdobiony suszącą się bielizną załogi

Przeglądy techniczne i naprawa czołgów miały istotny wpływ na gotowość bo-


jową jednostek pancernych. Na zdjęciu wieczorny przegląd i drobna naprawa
czołgu PzKpfw III z 1 plutonu 5 kompanii 8 pułku pancernego podczas walk na
tyłach pozycji El Ghazala w czerwcu 1942 r.
„Valentine" byt podstawowym brytyjskim czołgiem wsparcia piechoty w bitwach
pod El Alamein. Małej mocy silnik i nieodpowiednie działo powodowały, że
mimo wysiłków załóg nie była to broń skuteczna. Same zaś „Valentine'y" czę-
sto padały ofiarą niemieckich armat przeciwpancernych, jak ten czołg 23 Bry-
gady Pancernej rozbity w rejonie wzgórz Ruweisat podczas nieudanego na-
tarcia 22 lipca 1942 r.

„Crusader" byt najlepszym wyprodukowanym w Wielkiej Brytanii czołgiem


8 Armii. Ustępował jednak siłą ognia niemieckim PzKpfw III. Przezbrojenie części
„Crusaderów" w 57 mm armatę zmieniło sytuację, ale wtedy cały ciężar walki
z niemieckimi czołgami przejęły już czołgi produkcji amerykańskiej. Widoczny
na zdjęciu „Crusader" forsuje zasieki osłaniające przednią pozycję obrony
Brytyjska 57 mm armata przeciwpancerna popularnie nazywana „sześciofun-
tówką" była bardzo skuteczną bronią przeciwko niemieckim i włoskim czoł-
gom

Brytyjska 139,7 mm haubico-armata (5,5 calowa) podstawowe działo pułków


artylerii ciężkiej 8 Armii w bitwach pod El Alamein
Amerykańskie „Granty" dzięki 75 mm armacie umieszczonej w sponsonie po-
zwoliły jednostkom 8 Armii zniwelować przewagę ogniową niemieckich czołgów.
Użyte po raz pierwszy w obronie linii El Ghazala w końcu maja i w czerwcu
1942 r. sprawiły czołgom „Afrika Korps" wiele kłopotów. Ten na zdjęciu został
rozbity dopiero ogniem 88 mm armaty przeciwlotniczej

Najskuteczniejsza niemiecka broń przeciwpancerna w Afryce - 88 mm armata


przeciwlotnicza, która wielokrotnie ratowała wojska niemieckie z opresji, jak tu
strzelająca niemal z marszu do brytyjskich czołgów 13 czerwca 1942 r. pod-
czas krwawej bitwy w rejonie „Knightsbrigde", po wygraniu której Rommel zo-
stał zatrzymany dopiero pod El Alamein
W bitwie na linii El Ghazala włoskie dywizje piechoty bezskutecznie atakowa-
ły dobrze umocnione „boksy" piechoty południowoafrykańskiej i angielskiej.
Na zdjęciu włoska artyleria ostrzeliwuje brytyjskie pozycje na linii El Ghazala

Stosunki między wyższymi


dowódcami niemieckimi i
włoskimi nie mogły służyć
za wzór sojuszniczej współ-
pracy, mimo tak spektaku-
larnych gestów jak ten wi-
doczny na zdjęciu. Moment
dekoracji włoskim odzna-
czeniem generała porucz-
nika Ludwiga Cruwella, do-
wódcę „Afrika Korps" i za-
stępcę Rommla, przez na-
czelnego dowódcę wojsk
„Osi" w Afryce i gubernato-
ra Libii Ettore Bastico
„Ofiarami" pomyślnej ofensywy Rommla rozpoczętej na linii El Ghazala byli
generał Claude Auchinleck i generał porucznik Ritchie. Obaj utracili stanowi-
ska. Na zdjęciu Auchinleck (pierwszy z prawej) i Ritchie (w środku) w towa-
rzystwie generała Józefa Zająca - dowódcy Wojska Polskiego na Środko-
wym Wschodzie podczas wizytacji polskiego obozu szkoleniowego

Latem i jesienią 1942 r. RAF wsparty jednostkami sojuszniczymi wygrał rywa-


lizację w powietrzu z Luftwaffe i Regia Aeronautica, co byto bardzo ważnym
czynnikiem sprzyjającym zwycięstwom pod El Alamein. Głównym przeciwni-
kiem byty niemieckie Me-109, jak te widoczne na pustynnym lotnisku
Włoscy bersalierzy siedzący na polowym schronie bojowym. Jednostki bersa-
lierów należały do elity armii włoskiej w Afryce i wartością bojową nie ustępo-
wały niemieckim grenadierom pancernym

Rommel w kwaterze głównej włoskiego XXI Korpusu Armijnego, który wsparty


niemiecką 164 Dywizją Lekką i częścią Brygady „Ramcke" bronił północnego
sektora obrony wojsk „Osi" pod El Alamein. Obok Rommla (siedzi w środku)
dowódca korpusu generał Enea Navarini, z tyłu stoi niemiecki oficer łączniko-
wy pułkownik Diesener
Przez dłuższy czas niemieckie wojska pancerne przeważały nad pancerrnia-
kami brytyjskimi także dzięki lepszej taktyce. Na zdjęciu niemieckie PzKpfw III
na pustyni w bardzo skutecznym ugrupowaniu „Klin"

Hinduska piechota z determi-


nacją broniła się w rejonie
Deirel Shein podczas pierw-
szej bitwy pod El Alamein.
W decydującym starciu na
przełomie października i li-
stopada 1942 r. zajmowała
spokojniejszy odcinek frontu
w rejonie wzgórz Ruweisat.
Widoczny na zdjęciu kapral
z pułku „Punjabi" reprezen-
tował piechotę hinduską na
wielkich zawodach strzelec-
kich rozegranych 8 lipca
1937 r. w Bisley w hrabstwie
Surrey.
145

afrykańskimi, skutecznie bronionymi przez własną eskortę


myśliwską.
Bez zwykłego sobie optymizmu Rommel postanowił w nocy
natarcie zatrzymać, aby rozpocząć je rano, ale w ograniczo-
nym wymiarze z powodu kłopotów z uzupełnieniem paliwa.
Włosi i 90 Dywizja zatrzymali się tam, dokąd doszli, nato-
miast „Afrika Korps" na noc wycofał się kilka kilometrów na
południe od „boksu" 22 Brygady, poza zasięg brytyjskiej ar-
tylerii, mając 21 Dywizję na lewym, a 15 na prawym skrzy-
dle.
Montgomery i przybyły z Kairu Alexander byli w przeciwień-
stwie do Rommla raczej zadowoleni. Montgomery większe za-
strzeżenia miał jedynie do postawy 7 Brygady. Dowódca 8 Armii
postanowił teraz przegrupować swoje siły tak, aby móc zrealizo-
wać drugą fazę planu bitwy. Między dywizje 44 gen. Hughesa
i 2 nowozelandzką gen. Freyberga postanowił 1 września wpro-
wadzić całą 10 Dywizję Pancerną gen. Gatehause'a, której pod-
porządkował także 23 Brygadę Pancerną. Oznaczało to, że prak-
tycznie w rejon ten ma przybyć jedynie „bezrobotna" do tej pory
8 Brygada Pancerna. Decyzja ta daje świadectwo ostrożności
Montgomeryego. Wzmocnił on środek swojej obrony kolejną
brygadą pancerną, rezygnując z kapitalnej wprost okazji uderze-
nia w skrzydło „Afrika Korps" siłami 7 i 8 brygad. Wolał jednak
nie ryzykować otwartej walki czołgów brytyjskich z niemieckimi.
Pewnym substytutem próby wykorzystania owej okazji było po-
lecenie Montgomerego wydane gen. Rentonowi, dowódcy 7
Dywizji Pancernej (gen. Harding jeszcze do 8 Armii nie przy-
był), aby jego pułki samochodów pancernych „niepokoiły" pra-
we skrzydło Rommla w południowym sektorze.
Noc żołnierzom 8 Armii minęła spokojnie, nie licząc zwy-
czajowej „pukaniny" artylerzystów próbujących nękać prze-
ciwnika oraz alarmu podniesionego przez 133 Brygadę, która
jak na nowicjusza przystało „dopatrzyła się" 15 Dywizji Pan-
cernej „szykującej się do nocnego natarcia", natomiast Niem-
cy próbowali odpocząć przed czekającym ich rano natarciem.
146

O spokojnym odpoczynku nie mogło być jednak mowy. Do


akcji znów wszedł duet „Albacore" i „Wellington". Nocne
naloty „Wellingtonów" na obiekty oświetlone przez flary „Al-
bacorów" nie tylko powodowały wymierne straty, zwłaszcza
w środkach transportu, ale przed wszystkim bardzo deprymu-
jąco wpływały na morale jednostek niemieckich i włoskich.
Nocne „wizyty" bombowców miały powtarzać się co noc już
do końca bitwy o Alam el Halfa.
Rankiem do natarcia ruszyła 15 Dywizja Pancerna, ataku-
jąc 22 Brygadę ponownie od wschodu. Już jednak wkrótce
miała ona na głowie nowy kłopot, jakim była 8 Brygada, która
zgodnie z rozkazem Montgomeryego wyruszyła z rejonu wyj-
ściowego w okolicach wzgórza 87 do nowego rejonu koncen-
tracji. Niemcy zorganizowali silną zaporę ognia przeciwpan-
cernego uniemożliwiając 8 Brygadzie dalszy marsz po wybra-
nej trasie. Ten chwilowy sukces 15 Dywizja opłaciła brakiem
postępu w natarciu na „boks" 22 Brygady, a Rommel poważ-
nie zaniepokojony pojawieniem się blisko 90 czołgów i trzech
pułków artylerii na jego skrzydle zaczął poważnie myśleć
o obronie 7.
W tym samym czasie lewoskrzydłowa Dywizja „Afrika
Korps", a była nią 21 Dywizja, stała bezczynnie czekając na
uzupełnienie paliwa, podobnie jak dywizje włoskie. Gdy do-
łączyła do nich 15 Dywizja, główne siły Rommla faktycznie
przeszły do obrony.
W tej sytuacji Montgomery postanowił wzmocnić jeszcze
obronę i podjąć kroki zmierzające do rozpoczęcia ograniczo-
nego natarcia. Obronę wzmocnił i pogłębił nakazując przyby-
cie w rejon wzgórz Alam el Halfa jednej z brygad 50 Dywizji
Piechoty, która do tej pory broniła strefy lotnisk, wprowadza-

7
8 Brygada miała wówczas 72 „Granty" i 12 „Crusaderów" w trzech
pułkach: 3 królewskim pułku czołgów, pułku pancernym „Nottinghamshi-
re" i pułku pancernym "Staffordshire". W jej skład wchodziły także 74 i 94
pułki artylerii polowej i 65 pułk artylerii przeciwpancernej.
147

jąc na jej miejsce jedną z brygad świeżo przybyłej 51 Dywizji


szkockich górali, a południowoafrykańskiej 2 Brygadzie za-
jąć obronę w rejonie grzbietu Ruweisat zamiast hinduskiej
5 Brygady na wypadek, gdyby Rommel przedarł się jednak
przez Alam el Halfa. Natomiast hinduska 5 Brygada przeszła
pod gen. Freyberga, którego dywizja otrzymała rozkaz przy-
gotowania się do natarcia z rejonu Alam Nayil na południe
w kierunku Qaret el Himeimat.
Jeszcze tego samego dnia Australijczycy rozpoczęli swoją
„małą wojnę" na północy, uderzając jednym 2/15 batalionem
przy wsparciu szwadronu „Valentinów" z 40 królewskiego
pułku czołgów (z 23 Brygady) w rejonie wzgórz Tell el Eisa.
Ale napotkali twardy opór niemieckiej 164 Dywizji i mimo
początkowego powodzenia wiele nie wskórali.
Tego dnia w dalszym ciągu w powietrzu panowało lotnic-
two alianckie. Bombowce zrzuciły na wojska Rommla około
80 ton bomb, a całe Siły Powietrzne Zachodniej Pustyni wy-
konały blisko 500 samolotolotów. Natomiast w nocy „Welling-
tony" oprócz normalnych nalotów zrzuciły na tyły „Afrika
Korps" kilka bomb 4000-funtowych, których eksplozje dały
wyjątkowy efekt psychologiczny.
Rankiem 2 września Rommel najpierw stracił kolejnego
dowódcę, tym razem 90 Dywizji, gen. mjr. Ulricha Kleeman-
na, rannego na minie, a potem wydał rozkaz do odwrotu uzna-
jąc, że jego ofensywa nie ma szans na powodzenie. Odwrót
jednak miał być powolny i kontrolowany, z zamiarem wyco-
fania się w rejon na zachód od brytyjskich pól minowych, przy
utrzymaniu dominujących w tym rejonie wydm i wzniesień.
Ta decyzja Rommla stwarzała wyjątkową okazję, aby go zaa-
takować i spróbować rozbić odcinając mu drogę odwrotu.
Ale Montgomery pozostał niewzruszony i realizował swój
ograniczony co do celu plan, jakby nic się nie wydarzyło. Tym-
czasem Rommel miał coraz większe kłopoty z paliwem i amu-
nicją a 3 września RAF dobrał się do jego wojsk całą swoją
148

mocą. W tym dniu spadło na jego jednostki 230 ton bomb,


a samoloty wykonały w sumie 957 samolotolotów 8.
Nowozelandczycy, którzy jako jedyni zgodnie z planem
Montgomery'ego zdecydowanie natarli w nocy z 3 na 4 wrze-
śnia, byli z góry skazani na niepowodzenie. Ich działanie nie
poparte uderzeniami z innych kierunków musiało się załamać.
Dywizja straciwszy 275 żołnierzy nowozelandzkich i 697 bry-
tyjskich z przydzielonej 132 Brygady zatrzymała się. W tym
samym czasie obie dywizje pancerne, 7 i 10, mające w sumie
dobrze ponad 400 czołgów „popychały" - jest to chyba najle-
piej pasujące tu słowo - wycofujące się oddziały „Afrika
Korps". A że nie ma w tym żadnej przesady najlepiej świad-
czy fakt, że dopiero 5 września wrócono mniej więcej na po-
przednie pozycje, z tym że Niemcy i Włosi zatrzymali dogod-
ne do obserwacji i obrony punkty w terenie. Gen. Horrocks
chciał je nawet odbić, ale Montgomery nie wyraził na to zgo-
dy. Bitwa o Alam el Halfa dobiegła końca.
Tygodniowe walki o wzgórza Alam el Halfa zakończyły się
sukcesem Montgomery'ego i porażką Rommla. Niemcy stra-
cili 369 zabitych, 1163 rannych i 272 zaginionych. Włosi mieli
167 zabitych, 587 rannych i 297 zaginionych. Bezpowrotne
straty w sprzęcie wyniosły w jednostkach niemieckich 36 czoł-
gów, 277 innych pojazdów i 31 działa. Natomiast Włosi utra-
cili 11 czołgów, 97 samochodów i 22 działa 9. Uszkodzonego
sprzętu było znacznie więcej, gdyż Niemcy np. ewakuowali
z pola i wyremontowali uszkodzonych wcześniej 40 czołgów.
Straty 8 Armii były zbliżone. Stracono około 1750 żołnierzy
oraz 67 czołgów i 15 dział. Natomiast straty lotnictwa obu stron
podczas bitwy wyniosły 36 samolotów niemieckich, 5 włos-
kich i 68 alianckich.
8
P l a y f a i r, op. cit., Vol. III, s. 390.
9
C a r v e r , op. cit., s. 73. Według Playfair (op. cit., Vol. 19
s. 390 - 391), Niemcy stracili w sumie 1859 zabitych, rannych i zaginionych
oraz 38 czołgów, 298 innych pojazdów i 33 działa, a Włosi 1051 żołnierzy
zabitych, rannych i zaginionych, 11 czołgów, 22 działa i 97 samolotów.
149

Poniesione straty świadczą o tym, że w bitwie tej obie stro-


ny nie postawiły wszystkiego na jedną kartę. Rommel gdy tyl-
ko zorientował się, że nie uzyskał zaskoczenia, że przeciwnik
zorganizował silną obronę w oparciu o wzgórza i że obieca-
nego paliwa prawdopodobnie nie będzie, zrezygnował
i wycofał się. Montgomery natomiast, dla którego bitwa ta była
pierwszym starciem z Rommlem, najwyraźniej był usatysfak-
cjonowany tym, co osiągnął, i nie starał się rozbić ani „Afrika
Korps", ani włoskiego XX Korpusu. A okazję miał wyjątko-
wą. Śmiały manewr dwoma dywizjami pancernymi i zdecydo-
wane uderzenie na południe mogło zakończyć się dla Rommla
fatalnie.
Po wojnie Montgomery swoją decyzje tłumaczył dwojako.
Po pierwsze - uznał wówczas, że jego 8 Armia nie jest jeszcze
gotowa do walnej bitwy z Rommlem. Po drugie - dowodził,
że nie atakując doprowadził do tego, że Armia Pancerna „Afri-
ka" pozostała pod El Alamein, przez co łatwo mógł ją rozbić
dwa miesiące później, natomiast gdyby uderzył mocno, praw-
dopodobnie Rommel... wycofałby się aż pod El Agheilę i wte-
dy trudniej byłoby go pokonać. Trzeba przyznać, że wywód
ten jest dosyć karkołomny 10.
Bitwa w rejonie wzgórz Alam el Halfa dostarczyła obu
stronom kilka pożytecznych wniosków. Rommel dostrzegł,
że w jego sposobie wojowania należy wprowadzić zmiany,
gdyż przeciwnik posiadł już sztukę organizowania obrony,
przez którą jego czołgi i grenadierzy pancerni nie potrafili
się już przebić. Bardzo groźne okazały się działa 6-funtowe
i rozległe pola minowe. Bardzo boleśnie jego wojska odczu-
ły też obecność lotnictwa przeciwnika. Co prawda czołgi
okazały się jak na razie dosyć odporne, gdyż samoloty zni-
szczyły tylko 1 czołg i 2 uszkodziły, ale straty w innych po-
jazdach były już znaczne i wynosiły 169 zniszczonych i 270
uszkodzonych. Działalność RAF poważnie zakłóciła także

10
M o n t g o m e r y , op. cit., s. 109- 110.
150

dostawy paliwa i innych materiałów oraz skutecznie podko-


pała morale wojska.
Brytyjczycy po raz kolejny przekonali się, że z ich bronią
pancerną nadal nie jest za dobrze. Nowym modelom czołgów
niemieckich PzKpfw III J i PzKpfw IV F2 z trudem dotrzymał
pola jedynie „Grant", który też gdyby nie Afryka pewnie skoń-
czyłby jako czołg szkolny. 8 Armia nie miała też dobrego czołgu
wsparcia. Stare „Matildy" były za wolne, a „Valentiny" za sła-
bo opancerzone. Ponadto ich 40-milimetrowe działa niewiele
mogły już zdziałać. Poważnym plusem były natomiast doświad-
czenia wspólnych działań broni pancernej z artylerią, zwła-
szcza przeciwpancerną, podczas odpierania ataków niemiec-
kich czołgów i współdziałanie wojsk lądowych z lotnictwem.
PRZED DECYDUJĄCYM STARCIEM

Po bitwie o Alam el Halfa dowódca 8 Armii skupił swoją


uwagę na trzech podstawowych problemach. Po pierwsze -
zadbał o umocnienie zajmowanych pozycji i zabezpieczenie
się przed ewentualnym kolejnym atakiem wojsk „Osi". Po dru-
gie - rozpoczął, wykorzystując m. in. doświadczenia z ostatniej
bitwy, intensywne szkolenie wojsk. Po trzecie - przeprowa-
dził reorganizację wojsk, tak aby odpowiadała ona ogólnemu
zamiarowi rozegrania operacji zaczepnej, a zwłaszcza jej głów-
nej fazy - przełamaniu. Ponadto Montgomery przez cały czas
opracowywał i korygował plan operacji, a także... odpierał cią-
głe ponaglenia Churchilla zirytowanego faktem, że człowiek,
na którego postawił, znów zwleka z ofensywą.
W ramach zabezpieczenia się przed ewentualnym niemiec-
ko-włoskim natarciem 8 Armia rozbudowała pola minowe,
głównie na południu, gdzie nieprzyjaciel utrzymał część zdo-
bytych terenów. Aby odtworzyć system pól minowych, poło-
żono do 11 września na południu od Bab el Kattara trzy rozle-
głe pola minowe: „Nuts", „May" i „June".
W szkoleniu główny wysiłek skupiano na przygotowaniu
X Korpusu gen. Lumsdena. Głównym poligonem dla korpusu
był obszar Wadi en Natrun, dokąd sukcesywnie przybywały
1,8, i 10 dywizje pancerne oraz nowozelandzka 2 Dywizja Pie-
choty.
Pierwszym krokiem, który rozpoczął reorganizację 8 Armii,
była wymiana dowództwa i sztabu hinduskiej 5 Dywizji na do-
wództwo i sztab hinduskiej 4 Dywizji oraz 9 Brygady na 7 Bry-
152

gadę. Inne jednostki dywizji hinduskiej, w tym 5 i 161 brygady,


artyleria, wojska inżynieryjne i służby pozostały bez zmian.
Następnym krokiem była ponowna koncentracja i przemiesz-
czenie szkockiej 51 Dywizji Piechoty dowodzonej przez gen.
mjr. Douglasa D. N. Wimberleya. Dywizja ta przybyła z Wiel-
kiej Brytanii do Egiptu w sierpniu. Podczas bitwy o wzgórza
Alam el Halfa jej dwie brygady zostały podporządkowane
8 Armii, ale nie wzięły udziału w walkach. 9 września do tych
dwóch brygad dołączył sztab i pozostałe jednostki, a dzień
później dywizja - już w komplecie - zluzowała 44 Dywizję
na Alam el Halfa, podporządkowaną operacyjnie pod XIII Kor-
pus, a szkoleniowo pod XXX Korpus.
44 Dywizja z kolei zluzowała dywizję nowozelandzką
w centrum ugrupowania obronnego 8 Armii, przy czym
jej 133 Brygada brygadiera Lee odeszła do X Korpusu
w charakterze brygady piechoty zmotoryzowanej, a dokładniej
piechoty podwożonej transportem samochodowym, zyskując
jednak 151 Brygadę brygadiera Percy'ego z 50 Dywizji i grecką
Samodzielną Brygadę przybyłą na pustynię z delty Nilu, gdzie
została sformowana z uchodźców greckich.
Dywizja nowozelandzka po zluzowaniu odpoczywała przez
tydzień na wybrzeżu w rejonie Burg el Arab, potem dołączyła
do X Korpusu i rozpoczęła szkolenie w północno-zachodniej
części Wadi en Natrun, gdzie też spotkała przyporządkowaną
jej 9 Brygadę Pancerną brygadiera Curriego.
Kolejną zreorganizowaną jednostką była najsłynniejsza
z dywizji pancernych - 7. „Szczury Pustyni" utraciły 7 Bryga-
dę Piechoty Zmotoryzowanej brygadiera J. Bosvila, która zo-
stała przeniesiona do 1 Dywizji Pancernej, w zamian jednak
otrzymała jej dawną 22 Brygadę Pancerną brygadiera G. P. B.
Robertsa. Później otrzymała także 1 Brygadę „Wolnych Fran-
cuzów", którzy zastąpili 4 Lekką Brygadę Pancerną na naj-
bardziej południowym skrzydle obrony 8 Armii.
W połowie września na poligon Wadi en Natrun do jego
zachodniej części przybyła 10 Dywizja Pancerna ze swoją 8 Bry-
153

gadą Pancerną a ponieważ przed nią do południowo-wscho-


dniej części przybyła 8 Dywizja Pancerna z 24 Brygadą Pan-
cemą brygadiera A. Kenchingtona, X Korpus w przewidzianym
składzie znalazł się na poligonie. Problemem korpusu była pie-
chota zmotoryzowana, której - w przeciwieństwie do brygad
pancernych - brakowało. 1 Dywizja Pancerna miała już taką
brygadę „zdobytą" kosztem 7 Dywizji Pancernej, nie wchodzą-
cej w skład X Korpusu. Kolejną brygadą była wspomniana już
133 Brygada 44 Dywizji, którą przystosowano do roli piechoty
zmotoryzowanej. Pierwotnie przydzielono ją do 8 Dywizji, ale
ostatecznie weszła w skład 10 Dywizji Pancernej, która miała
bogate doświadczenie bojowe. Wobec braku brygady piechoty
zmotoryzowanej dla 8 Dywizji podjęta została decyzja, mimo
protestów dowódcy dywizji gen. Charlesa H. Gairdnera, o jej
parcelacji. 24 brygadę pancerną dołączono do 10 Dywizji i tym
sposobem składała się ona z trzech brygad, jednostki dywizyj-
ne pod dowództwem szefa artylerii dywizji, brygadiera „Ham-
mer" Mathew, utworzyły tzw. Hammerforce będące odwodem
X Korpusu, a dowódcę i sztab dywizji wraz z jednostkami łącz-
ności potraktowano jako zapasową kwaterę korpusu, gdyby
właściwa była zmuszona udać się na front. Ponieważ takiej po-
trzeby nie było, od końca września cały X Korpus ćwiczył do-
koła Wadi en Natrun, ponad 150 km poza linią frontu.
Z XXX Korpusem Montgomery miał mniejsze kłopoty.
Dywizja hinduska, teraz 4, szybko odzyskała swoją siłę bojo-
wą. Dywizje: 9 australijska i 1 południowoafrykańska też były
gotowe do działań i zajmowały swoje stare rejony obrony. Je-
dynie 50 Dywizja, popularnie nazywana „Northumbrian", była
wyraźnie osłabiona. Otrzymała jednak około 2 tysięcy żołnie-
rzy uzupełnienia, co istotnie ją wzmocniło. Jej 69 Brygada
została praktycznie odtworzona. Ponadto dywizja odzyskała
151 Brygadę, a gdy zastąpiła na starej „nowozelandzkiej po-
zycji" 44 Dywizję dostała także brygadę grecką. Bardzo waż-
ną zmianą dla korpusu było objęcie dowództwa nad nim przez
gen. por. Olivera Leese, który zastąpił gen. Ramsdena.
154

Najbardziej cieszyło Montgomery'ego to, że ciągle napły-


wał nowy sprzęt bojowy, zwłaszcza czołgi, w tym amerykań-
skie M4 „General Sherman", nazywane przez Brytyjczyków
„Sherman". Były to wówczas najnowocześniejsze czołgi zarów-
no amerykańskie, jak i w całych siłach zbrojnych aliantów za-
chodnich. Dostawy tych czołgów obiecał Churchillowi i 8 Ar-
mii prezydent Roosevelt tuż po upadku Tobruku. I właśnie 3
września te obiecane czołgi w liczbie 300 dotarły do Egiptu.
Do rozpoczęcia kolejnej bitwy pod El Alamein potencjał jed-
nostek pancernych 8 Armii wzrósł do 1351 czołgów, w tym 285
„Shermanów", 246 „Grantów" 421 „Crusaderów", 167 „Stuar-
tów", 223 „Valentiny", 6 „Matild" i 3 „Churchille" - nowe bry-
tyjskie czołgi wsparcia. Z tej liczby 1136 czołgów stacjonowało
w strefie frontowej, z których 1021 było gotowych do działań
wieczorem 23 października 1. Pułki 8 i 9 brygad składały się ze
szwadronu „Shermanów", szwadronu „Grantów" i szwadronu
„Crusaderów". W brygadach 2 i 24 „Granty" zostały zastąpione
„Shermanami". 23 Brygada nadal była wyposażona w „Valen-
tiny". W pułkach 22 Brygady oba szwadrony, tzw. ciężkie, miały
„Granty", a szwadron „lekki" „Crusadery", z wyjątkiem 1 królew-
skiego pułku czołgów wyposażonego w „Stuarty". Pułk pancer-
ny „Greys" w 4 Lekkiej Brygadzie miał szwadron „Grantów"
i dwa szwadrony „Stuartów", podczas gdy 4/8 pułku huzarów
był całkowicie na „Stuartach". Kawaleria dywizyjna nowozelandz-
kiej dywizji była wyposażona w „Stuarty" podczas gdy kawale-
ria dywizji australijskiej miała i „Stuarty", i „Crusadery". Czołgi
„Churchill" na próbę otrzymała 7 Brygada Piechoty Zmotoryzo-
wanej. Przedstawiliśmy dość obszerny opis broni pancernej z racji
jej roli w nadchodzącej bitwie. Dokładna liczba czołgów w jed-
nostkach bojowych zostanie podana nieco dalej.
Wzmocniona została również artyleria 8 Armii. Przybyło
przede wszystkim „sześciofuntówek", których liczba doszła
do blisko 850 sztuk, co razem z „dwufuntówkami" dało około

1
C a r v e r, op. cit., s. 80.
155

1400 dział przeciwpancernych. W sumie pozwoliło to wypo-


sażyć każdy batalion piechoty w 8 „dwufuntówek", a każdy
batalion piechoty zmotoryzowanej w 16 „sześciofuntówek".
Jedynie w pułkach artylerii przeciwpancernej dywizji piechoty
jedna bateria w dalszym ciągu miała 40-milimetrowe armaty.
Artyleria ciężka została podwojona i liczyła teraz 52 dzia-
ła, natomiast lekka polowa, po otrzymaniu kolejnych 216 dział,
miała w sumie 832 lufy.
We wrześniu gdy 8 Armia szykowała się do nowej ofensy-
wy, w basenie Morza Śródziemnego prowadzone były opera-
cje marynarki wojennej i sił powietrznych, w większości po-
średnio lub bezpośrednio związane z przygotowaniem opera-
cji zaczepnej armii Montgomery'ego.
Przeważały operacje wymierzone w linie komunikacyjne
„Osi". Ponadto mając na uwadze utrudnienie i zakłócenie do-
staw zaopatrzenia dla armii Rommla oraz sianie zamętu na jej
tyłach, naczelni dowódcy sił brytyjskich na Środkowym
Wschodzie zadecydowali o przeprowadzeniu akcji dywersyj-
nych, w których uczestniczyły wojska wszystkich trzech ro-
dzajów sił zbrojnych, w tym jednostki specjalne.
Zdecydowano się na dwie większe akcje wymierzone prze-
ciwko urządzeniom portowym, składom i magazynom dwóch
największych portów Cyrenajki: Tobrukowi i Benghazi. Mniej-
sze rajdy zaplanowano na Barce i Jalo. Zamierzano wykonać
również pozorny atak na Siwa.
Szczegółowy opis tych akcji to temat na kolejną książkę,
dlatego ograniczymy się do stwierdzenia, że nie należały one
do udanych 2. Największy rajd pod kryptonimem „Agreement",

2
Ogólny opis rajdu na Tobruk zamieszczony jest w książce Zbigniewa
Kwietnia, Tobruk 1941-1942, Warszawa l993, s. 173 - 177. Należy tylko
dodać, że w książce tej błędnie podany jest stopień dowódcy „Force A" ze
strony marynarki wojennej. Dowodzący siłami marynarki St. John A. Mic-
klethwait był komandorem, a nie kapitanem. Przyczyną błędu jest dosłowne
przetłumaczenie angielskiego stopnia „captain", który w marynarce jest od-
powiednikiem polskiego komandora, a nie kapitana. Błąd ten jest niestety
bardzo rozpowszechniony.
156

będący kombinowaną akcją z morza i z głębi pustyni, wsparty


nalotem bombowców, został przeprowadzony na Tobruk nocą
z 13 na 14 września i zakończył się prawdziwą klęską. Oba
niszczyciele wiozące jedną z grup, tzw. „Force A": HMS
„Sikh" i HMS „Zulu", zostały zatopione jeden pod Tobrukiem,
drugi w drodze powrotnej do Aleksandrii. Zatopiony został
także bardzo zasłużony w bojach na Morzu Śródziemnym krą-
żownik przeciwlotniczy HMS „Coventry" z zespołu, który
został wysłany do osłony powracającego „Zulu". Utracono
także 4 ścigacze torpedowe i 2 artyleryjskie. Działania wszys-
tkich trzech grup: „Force A" - desantowanej z niszczycieli -
której trzon stanowili żołnierze 11 batalionu piechoty mor-
skiej, „Force B" - przybyłej z pustyni i opartej na szwadronie
D 1 pułku służb specjalnych oraz „Force C" - wysadzonej ze
ścigaczy torpedowych i artyleryjskich, a złożonej z wybranych
żołnierzy 1 batalionu pułku „Argyll and Sutherland" oraz
1 batalionu pułku królewskich fizylierów „Northumberland",
zakończyły się niepowodzeniem i dużymi stratami. Ogółem
w akcji „Agreement" zostało zabitych, rannych i wziętych do
niewoli około 280 marynarzy, 300 żołnierzy piechoty mor-
skiej i 160 żołnierzy wojsk lądowych 3.
Niepowodzeniem zakończył się także rajd tzw. „Force X",
utworzonej z grup L i K 1 brygady SAS (Special Air Service)
oraz patroli S.l i S.2 ze specjalnej Pustynnej Grupy Dalekie-
go Działania (Long Range Desert Group - LRDG), na Ben-
ghazi. Dowodzący akcją ppłk A.D. Stirling widząc własne
opóźnienie i stan wysokiej gotowości bojowej załogi wcze-
śniej zaalarmowanej nalotem odwołał atak. Z ataku zrezygno-
wała także grupa „Force Z", która nocą z 15 na 16 września
miała zdobyć Jalo. Powodem rezygnacji były zbyt duże siły
przeciwnika. Demonstracja pod Siwa nie przyniosła żadnej re-
akcji ze strony przeciwnika. Jedynie grupa dwóch patroli
LRDG dowodzona przez majora J. R. Easonsmitha z powodze-

3
P l a y f a i r, op. cit., Vol. IV, s. 22 - 23.
157

niem zaatakowała lotnisko Barce niszcząc 16 włoskich samo-


lotów i uszkadzając 7 dalszych. Jednakże straty i w tej grupie
były wysokie. Z 47 uczestników akcji, aż 21 zostało zabitych
lub rannych. Utracono też 15 z 17 użytych pojazdów. Więk-
szość strat była następstwem nalotów przeprowadzonych
w dzień po akcji podczas odwrotu przez pustynię 4.
Premier Churchill, gdy opuszczał Kair 23 sierpnia, spodzie-
wał się, że Montgomery rozpocznie ofensywę w okresie wrześ-
niowej pełni księżyca, czyli mniej więcej około 22 tego mie-
siąca. Wymagało tego ciężkie położenie Malty, osaczonej jak
nigdy dotąd, oraz interesy operacji „Torch". W tym drugim
wypadku chodziło o to, aby Montgomery odniósł wyraźny
sukces, bijąc Rommla, zanim brytyjskie i amerykańskie ze-
społy desantowe wylądują w Maroku i Algierii, gdzie stacjo-
nowały siły francuskie przyporządkowane rządowi Vichy. Li-
czono, że zwycięstwo 8 Armii pozbawi Francuzów ochoty do
wojowania przeciwko Amerykanom, a zwłaszcza Brytyjczy-
kom, którym pamiętano letnie akcje 1940 r., w tym atak floty
brytyjskiej na okręty francuskie bazujące w Mers el Kabir.
A Churchill miał nadzieję, że operacja „Torch" rozpocznie się
14 października.
Po Alam el Halfa Montgomery stanowczo wykluczał moż-
liwość rozpoczęcia generalnej ofensywy dwa tygodnie po tej
bitwie. Uważał, że 8 Armia nie będzie w stanie w tak krótkim
czasie usunąć niedostatków w wyszkoleniu, ujawnionych
w bojach z przełomu sierpnia i września, i nie osiągnie zado-
walającej przewagi materialnej nad przeciwnikiem. Za naj-
bardziej prawdopodobny termin rozpoczęcia operacji zaczep-
nej uznał następną, październikową pełnię księżyca. Pełnia była
potrzebna 8 Armii w związku z przyjętą koncepcją przełama-
nia obrony niemiecko-włoskiej, której bardzo ważnym etapem
miało być wykonanie przejść w polach minowych i wprowa-
dzenie przez te przejścia jednostek pancernych. Wykonanie

4
Ibidem, s. 23.
158

tego w dzień groziło nieobliczalnymi skutkami w razie niepo-


wodzenia. W bezksiężycową noc maskowanie było doskona-
łe, ale ruch pojazdów i oznaczenie przejść bardzo kłopotliwe.
A ponieważ należało się liczyć z tym, że przełamanie i rozwi-
nięcie sukcesu będzie niemożliwe w ciągu jednej nocy, Mont-
gomery zadecydował, że atak musi rozpocząć się przy pełni
księżyca wieczorem, tak aby najlepsze warunki były pierw-
szej nocy, ale aby następnych sześć nocy także było dogod-
nych do kontynuowania natarcia. Takie warunki spełniała noc
z 23 na 24 października i dlatego dowódca 8 Armii wybrał tę
datę i postanowił nie godzić się na żadne wcześniejsze terminy.
Już wkrótce ta jego stanowczość miała być poddana po-
ważnej próbie. Montgomery zyskał przychylność Alexandra
i znalazł zrozumienie u Brookea, ale Churchill nie był prze-
konany co do konieczności aż tak długiego oczekiwania.
W drugiej połowie września doszło do trudnych rozmów tele-
fonicznych i ostrej wymiany telegramów. Montgomery osta-
tecznie wytrwał w swoim uporze. Był gotów nawet ustąpić
z zajmowanego stanowiska, gdyby 8 Armii siłą narzucono
wcześniejszą datę rozpoczęcia ofensywy. Po wygraniu pod
Alam el Halfa mógł sobie na ten swoisty szantaż pozwolić.
Ostatecznie ustąpił Churchill, przy czym istotny wpływ na zła-
godzenie stanowiska premiera miała postawa Amerykanów,
którzy doprowadzili do opóźnienia operacji „Torch", której
dzień lądowania „D" został ustalony na 8 listopada.
Przygotowując plan ofensywy Montgomery stanął przed ko-
niecznością rozwiązania kilku niełatwych problemów. Pierw-
szy stanowiły właściwości terenu pod El Alamein, które
obróciły się przeciwko 8 Armii. Teraz Armia Pancerna „Afri-
ka" miała dogodne warunki do zorganizowania obrony,
a depresja Kattara uniemożliwiała obejście armii Rommla. Jedy-
nym wyjściem w takiej sytuacji było przełamanie, które zawsze
pod każdą szerokością i długością geograficzną wiązało się z po-
ważnymi stratami. A przeciwnik nie zasypywał gruszek w po-
piele, stawiając coraz więcej min i rozbudowując rejony obro-
159

ny. Główną kwestią był wybór odcinka przełamania i uzyska-


nie zaskoczenia. Źle wybrany odcinek i nieprzyjaciel przygo-
towany do odparcia natarcia mogły załamać ofensywę po kil-
ku godzinach.
Kolejnym problemem było wprowadzenie w wyłom zgrupo-
wania pancernego, którego zadaniem miało być rozbicie odwo-
dów pancernych przeciwnika i nadanie odpowiedniego tempa
operacji w fazie pościgu. Zgrupowanie to musiało przejść przez
wyłom, a zwłaszcza przez pola minowe, z jak najmniejszymi
stratami. Utrata znacznej liczby czołgów przed pokonaniem
głównego pasa obrony także groziła fiaskiem całej operacji.
I wreszcie Montgomery musiał znaleźć sposób na to, aby ar-
mię Rommla zniszczyć nie dopuszczając do kolejnej El Agheili,
czyli zatrzymania Brytyjczyków na pograniczu Cyrenajki
i Tripolitanii.
Od początku było widać, że Montgomery ogromną wagę
przywiązuje do uzyskania przewagi materialnej, licząc najwy-
raźniej, że najlepszym sposobem na pokonanie Rommla bę-
dzie doprowadzenie do wyczerpania i zużycia się jego sił
w typowej bitwie na wyczerpanie, w której wygrywa ten, kto
zgromadzi więcej wojsk, sprzętu i zaopatrzenia.
Pierwszy zarys planu operacji zaczepnej powstał na począt-
ku września zaraz po bitwie pod Alam el Halfa. Mózgiem pla-
nującym operację był sztab 8 Armii, a głównym pomysłodaw-
cą - Montgomery. Podczas planowania naczelny dowódca na
Środkowym Wschodzie i jego sztab spełniali głównie funkcje
doradcze.
Opracowany pod kierownictwem Montgomeryego plan
przewidywał jednoczesne natarcie na obu skrzydłach frontu
obrony Armii Pancernej „Afrika". Główne uderzenie miało
jednak nastąpić na północy, w sektorze XXX Korpusu, który
w obronie przeciwnika miał wybić dwa korytarze, przez które
przeszłyby obie dywizje X Korpusu z zadaniem wyjścia na
tyły przeciwnika. Liczono, że wobec zagrożenia linii zaopat-
rzenia, Rommel będzie zmuszony rzucić przeciwko X Korpu-
160

sowi swoją „masę pancerną", którą korpus rozbije, umoż-


liwiając tym samym przejście 8 Armii do pościgu. Przy czym
odcinek przełamania Montgomery zamierzał usytuować bli-
żej centrum obrony przeciwnika, tak aby X Korpus mógł za-
chować swobodę manewru.
Na południu, w sektorze XIII Korpusu, głównym celem
natarcia było ściągnięcie jak największej liczby wojsk prze-
ciwnika z północy, a tym samym ułatwienie wykonania zada-
nia XXX i X korpusom. XIII Korpus miał unikać ciężkich strat;
dotyczyło to zwłaszcza 7 Dywizji Pancernej, która była po-
trzebna jako silna i zwarta jednostka po przełamaniu.
W zamiarze Montgomeryego rzucają się w oczy dwie spra-
wy. Po pierwsze - odstąpił on od tradycyjnego sposobu roz-
grywania pierwszej fazy operacji, jakim było uderzenie głów-
nymi siłami na południu, przy demonstracji sił na północy
i dążenie do okrążenia przeciwnika oskrzydleniem z głębi lądu
w kierunku wybrzeża. Montgomery zamierzał demonstrację
przeprowadzić na południu, główne uderzenie zaś na północy,
ale na odcinku, gdzie powstałby wyłom, po którego przejściu
X Korpus mógłby uderzyć równie dobrze na północ, jak i na
południe, w zależności od sytuacji. Po drugie - głównym prze-
ciwnikiem, który miał być zniszczony, były jednostki szybkie
Rommla, a zwłaszcza dywizje pancerne „Afrika Korps". Mont-
gomery śmiałym uderzeniem zamierzał w otwartej bitwie sił
pancernych doprowadzić do zniszczenia czołgów przeciwni-
ka, doceniając w pełni ich rolę w wojnie w Afryce.
W tym zamiarze Montgomery nie wytrwał do końca i 6 paź-
dziernika zmienił plan bitwy. Trudno dociec z całą pewno-
ścią dlaczego tak postąpił, ale wiele wskazuje na to, że oba-
wiał się otwartego boju swoich czołgów z czołgami niemiec-
kimi. Dlatego też, pomny, w jaki sposób zatrzymał Rommla
pod wzgórzami Alam el Halfa, postanowił tak samo rozegrać
decydujący bój z „Afrika Korps".
W nowej koncepcji rozegrania bitwy czołgi Rommla miały
być tylko powstrzymywane. Natomiast głównym przedsię-
161

wzięciem było systematyczne niszczenie jego tkwiących


w obronie dywizji metodą „rozkawałkowywania", czyli prze-
łamywania obrony, oskrzydlania i uderzania od tyłu w celu
odcięcia od zaopatrzenia i eliminowania odizolowanych rejo-
nów obrony lub punktów oporu. Czołgi przeciwnika miały być
sprowokowane do ataku na okopane jednostki pancerne 8 Ar-
mii, aby zadać im maksymalne straty. Za klucz do sukcesu
Montgomery uważał szybkie przebycie X Korpusu przez wy-
bite korytarze natychmiast po przejściu przez nie czołowych
dywizji piechoty XXX Korpusu lub nawet wprowadzenie go
w celu do łamania obrony przeciwnika w wyznaczonych kory-
tarzach, gdyby piechota nie była w stanie dokonać wyłomu do
rana pierwszego dnia ofensywy.
Nowa koncepcja nie pozostawia już cienia wątpliwości co
do wyboru rodzaju bitwy. Montgomery postawił na bitwę ma-
terialną bez finezyjnych manewrów czy innych elementów ty-
powych dla szkoły wojny błyskawicznej. Walkę z bronią pan-
cerną zamierzał rozegrać w sposób bardzo asekurancki, wyraź-
nie dążąc do jej zużycia, a nie rozbicia własnymi uderzeniami.
Dywizje piechoty zaś zamierzał wyniszczyć kosztownymi na-
tarciami, z których najważniejsze miały być wykonane czoło-
wo, groziło to jednak tym, że nieprzyjaciel mógł być - w razie
opóźnień z wprowadzeniem broni pancernej - spychany, a nie
niszczony. Podobieństwo planowanego natarcia 8 Armii do na-
tarć z okresu I wojny światowej jest tu bardzo widoczne, co nie-
mal symbolicznie zostało podkreślone - i zauważyli to uczest-
niczący w szturmie żołnierze - przydzieleniem szturmującej
piechocie pewnej liczby gołębi pocztowych 5.
Ogólna koncepcja bitwy została utrzymana już do końca
i znalazła odzwierciedlenie w planie operacji, która otrzyma-
ła kryptonim „Lightfoot" (Lekka Stopa). Plan ten w szcze-
gółach poznamy nieco później, teraz przedstawimy tylko
zamiar dalszego rozwinięcia bitwy. Przewidywał on trzy fazy

5
C a r v e r, op. cit., s. 107.
162

operacji. W pierwszej miało nastąpić przełamanie pozycji prze-


ciwnika na północy przez XXX Korpus, utorowanie sobie drogi
przez X Korpus działający w pasie natarcia XXX Korpusu oraz
przełamanie obrony nieprzyjaciela na południu przez XIII Kor-
pus. W drugiej 8 Armia miała walczyć o zdobycie poszcze-
gólnych pozycji i uzyskanie przewagi w skali taktycznej.
W trzeciej przewidywano „rozkawałkowywanie" i niszczenie
dywizji piechoty i zacięte walki z bronią pancerną przeciwni-
ka aż do osiągnięcia decydującego sukcesu.
Wobec oczekującego 8 Armię zadania przełamania obrony
wojsk „Osi" jednym z najważniejszych problemów do rozwią-
zania było wykrycie pól minowych nieprzyjaciela, później
wykonanie w nich przejść o szerokości wystarczającej dla ru-
chu pojazdów i takie ich oznaczenie, aby pojazdy mogły prze-
jechać mimo ciemności i tumanów kurzu wzniesionych wy-
buchami pocisków oraz przez czołgi i inne pojazdy, wreszcie
regulowanie ruchem pojazdów, tak aby przeszły szczęśliwie
przez pola i aby po drugiej stronie znalazły się te najbardziej
potrzebne wobec niebezpieczeństwa kontrataków broni pan-
cernej przeciwnika. Na wykonanie tych czynności 8 Armia
miała 10 godzin ciemności w pierwszą noc ofensywy.
Do wykrycia min i wykonania przejść oprócz tradycyjnej,
praktykowanej metody nakłuwania gruntu bagnetami, zasto-
sowano także detektory metalu, wówczas dopiero wprowadzo-
ne do uzbrojenia jednostek wojsk inżynieryjnych. Aby zazna-
jomić wszystkich, którym było to potrzebne, z metodami wy-
krywania i usuwania min, utworzono specjalny ośrodek szkole-
niowy nazwany „Szkołą Oczyszczania Pól Minowych"
(Minefield Clearence School), którego pierwszym dowódcą był
mjr Peter Moore z Królewskiego Korpusu Wojsk Inżynieryj-
nych (Royal Engineers Corps), a później major A. R. Cume,
saper z dywizji nowozelandzkiej. Ogółem przed bitwą w ośrodku
tym przeszkolenie odbyło 56 zespołów rozminowania.
Próbowano też zastosować nowe środki. Pierwszym z nich
były czołgi „Scorpions". Były to stare poczciwe „Matildy"
163

wyposażone w urządzenie mechaniczne do wykonywania


przejść. Urządzenie to było wałem z doczepionymi łańcucha-
mi o szerokości większej niż szerokość czołgu, montowane
z przodu przed gąsienicami. Miny eksplodowały od uderzeń
szybko obracających się łańcuchów. Później tego typu czołgi
były używane przez aliantów powszechnie, ale pod El Alame-
in nie znalazły szerszego zastosowania z powodu licznych uste-
rek oraz gęstego kurzu wznoszonego przez łańcuchy co przez
dłuższy czas uniemożliwiało przejazd innym pojazdom. Sze-
rzej to urządzenie próbował stosować jedynie XIII Korpus.
Pozostałe korpusy postawiły na bagnety, sapera i detektor. Do
czasu rozpoczęcia ofensywy 8 Armia otrzymała w sumie
499 detektorów, z których 202 wysłano do XXX Korpusu,
180 do X Korpusu i 117 do XIII Korpusu. Saperzy dostali rów-
nież 88 775 lampek i 120 mil taśmy do oznaczenia przejść
w polach minowych.
Wielokrotnie mieliśmy już okazję przekonać się, jak istot-
nym warunkiem było zaskoczenie. Aby je uzyskać, należało
ukryć możliwie jak najdłużej zamiar rozpoczęcia natarcia,
potem zmylić przeciwnika co do kierunku głównego uderze-
nia i dokładnego terminu ataku.
W tym konkretnym wypadku chodziło o zamaskowanie
przygotowań do głównego uderzenia na północy i prowadze-
nie działań pozorująco-wiążącyeh na południu. Aby to osią-
gną:, opracowano i zrealizowano z pomyślnym skutkiem plan
operacyjnego zmylenia przeciwnika, co w warunkach pustyn-
nych było szczególnie trudnym przedsięwzięciem organiza-
cyjnym. Zasadniczym problemem było ukrycie koncentracji
pojazdów w rejonach wyjściowych do natarcia, zamaskowa-
nie faktu wyjścia jednostek ze strefy tyłowej w kierunku fron-
tu i demonstrowanie obecności „znacznych sił" na południu.
Zamierzony efekt został osiągnięty dzięki umiejętnemu wy-
korzystaniu makiet pojazdów oraz sprzętu bojowego i skru-
pulatnej ich podmianie - tam gdzie było to konieczne - na po-
jazdy i sprzęt bojowy. Na północy już około 1 października
164

rozmieszczono makiety samochodów, dział, skrzynek


z amunicją itd., przyzwyczajając tym samym nieprzyjaciela,
a zwłaszcza jego lotnictwo rozpoznawcze, do obecności okreś-
lonej liczby „wojsk". W przededniu natarcia makiety w trakcie
koncentracji zostały wymienione na prawdziwy sprzęt. Nato-
miast w starych rejonach koncentracji każdy odjeżdżający wóz
zastępowano makietą. Na południu zaś makiet przybywało
coraz więcej, tak aby dokonane w ten sposób „ześrodkowanie
głównych sił" mogło zasugerować przeciwnikowi, że właśnie
tutaj nastąpi decydujący atak. Aby to wrażenie pogłębić, od
końca września zaczęto budować rurociąg pozorny prowadzą-
cy od rzeczywistego zbiornika wody w Bir Sidi do punktu znaj-
dującego się około 6 km na wschód od Samaket Gaballa. Tem-
po prac nad „rurociągiem" sugerowało, że zostanie ukończo-
ny na początku listopada. Przytoczone przykłady były głów-
nymi przedsięwzięciami maskującymi ujętymi w tzw. planie
„Bertram". Oprócz tego posługiwano się innymi sposobami
mylenia drugiej strony, takimi jak np. rozpowszechnianie fał-
szywych wiadomości.
Na nic się jednak zda mylenie, jeśli nie uda się utrzymać
w tajemnicy rzeczywistych zamiarów. Montgomery posłużył
się ogólnie stosowanym sposobem sukcesywnego zapoznawa-
nia kolejnych szczebli dowodzenia z właściwymi zadaniami
oraz terminem rozpoczęcia natarcia. W tym celu wydał nawet
specjalny rozkaz, który regulował najważniejsze problemy
związane z zachowaniem tajemnicy. Rozkaz ten przewidywał,
że oficerowie, podoficerowie i szeregowi zapoznają się z od-
powiednimi fragmentami planu w następującej kolejności: do-
wódcy brygad i jednostek wojsk inżynieryjnych - 28 września;
dowódcy pozostałych jednostek - 10 października; pozostali
oficerowie, podoficerowie i szeregowi - 21 października.
W tym samym dniu miano ostatecznie wstrzymać wszelkie
urlopy i inne podróże oficerów, podoficerów i szeregowych.
Chodziło o to, aby po zapoznaniu z zadaniami nikt już nie opu-
szczał strefy frontowej. W celu utrzymania tajemnicy, zgodnie
165

z tym samym rozkazem, żołnierzy przebywających na pierw-


szej linii, narażonych na wzięcie do niewoli, postanowiono
zawiadomić o natarciu dopiero 23 października, a więc w dniu
rozpoczęcia ofensywy 6.
W okresie przygotowawczym do nowej ofensywy ważna
rola przypadła lotnictwu. W działaniach zaangażowane były
nie tylko Siły Powietrzne Zachodniej Pustyni, ale także jednos-
tki bezpośrednio podporządkowane pod Naczelne Dowódz-
two RAF na Środkowym Wschodzie. Coraz aktywniejsze było
też lotnictwo amerykańskie wkomponowane w struktury RAF,
które wyraźnie rosło w siłę.
Jednym z najważniejszych zadań stojących przed lotnic-
twem było rozpoznanie obrony wojsk „ Osi" na linii El Alamein.
Chodziło zwłaszcza o dokładne usytuowanie granic pól mino-
wych i właściwe umiejscowienie rozmieszczenia wielkich jed-
nostek. Jednocześnie wprowadzono ograniczenia aktywności
jednostek myśliwskich i bombowych dziennych Sił Powiet-
rznych Zachodniej Pustyni. Obowiązywały one aż do 19 paź-
dziernika, a ich celem było zachowanie właściwego potencja-
łu lotnictwa wsparcia na okres realizacji operacji „Lightfoot".
Ograniczeniom tym nie podlegały jednostki bombowców noc-
nych. Ich wysiłek został skupiony na bombardowaniu portów
przeciwnika w Afryce i na atakowaniu konwojów morskich.
Przyjęta zasada ograniczenia natężenia działań myśliwców
i bombowców została chwilowo zawieszona 9 października,
a to w związku z wynikami rozpoznawania fotograficznego
wysuniętych nieprzyjacielskich lotnisk. Na fotografiach stwier-
dzono, że są one, po ostatnich deszczach, podtopione, co stwa-
rzało dogodne warunki do ich zaatakowania. Bombowce
i myśliwce bombardujące pod silną osłoną myśliwców zaata-
kowały lotnisko El Daba, niszcząc na nim bądź uszkadzając
12 samolotów niemieckich i włoskich. Dalsze cztery nieprzy-
jacielskie samoloty zostały zestrzelone w powietrzu przez sa-

6
The Memoirs of Field- Marshal The Viscount Montgomery, s. 1 24 - 125.
166

moloty eskorty. Wynik ten trudno uznać jednak za sukces.


Wysiłek ogólny lotnictwa atakującego lotnisko wyniósł bo-
wiem 660 samolotolotów, straty własne 14 samolotów. Przy
takim wysiłku można było liczyć na znacznie więcej. Tego
samego dnia lekkie bombowce zniszczyły pociąg wiozący na
front działa i amunicję, w nocy zaś „Wellingtony" zaatako-
wały lotnisko, a właściwie lądowisko Fuka, niszcząc i uszka-
dzając 8 maszyn.
Po tym dniu aktywność Sił Powietrznych Zachodniej Pu-
styni znów spadła do 10 samolotolotów dziennie w lotnictwie
bombowym i myśliwsko-bombowym. Jedynie jednostki my-
śliwskie miały nieco więcej wylotów, bo do 160 dziennie. Ge-
neralnie jednak lotnictwo pustynne odpoczywało i szkoliło się,
przygotowując się do zbliżającej się ofensywy.
W tym samym czasie lotnictwo bombowe średnie i ciężkie
miało ręce pełne roboty. Głównymi obiektami nalotów były
Tobruk i Benghazi. Na Tobruk „Wellingtony", „Halifaxy"
i „Liberatory" zrzuciły około 850 ton bomb. Na Benghazi -
z powodu dużej odległości - wylatywały tylko amerykańskie
„Liberatory", które zrzuciły około 150 ton bomb. Najwięk-
szym sukcesem Amerykanów było zatopienie statku „Apua-
nia" o wyporności 7 949 BRT.
Ogółem pomiędzy 8 września a 18 października, nie licząc
wysiłku dywizjonów z Malty i dywizjonów 201 grupy ukie-
runkowanych na zwalczanie żeglugi, RAF 7 wykonał 8 606 sa-

7
Używanie określenia RAF jest pewnym przyjętym skrótem myślowym,
faktycznie bowiem wśród jednostek bazujących na Pustyni Zachodniej
i głębiej w Egipcie oraz w innych krajach Bliskiego Wschodu (w nomen-
klaturze brytyjskiej Środkowego Wschodu) były jednostki lotnicze połu-
dniowoafrykańskie (SAAF) i australijskie (RAAF) oraz pojedyncze jedno-
stki greckie i holenderskie (ta ostatnia bazowała w Afryce Wschodniej).
W strukturach organizacyjnych RAF było też kilkanaście dywizjonów lot-
nictwa marynarki wojennej (Fleet Air Arm - FAA), w tym znane nam spod
Alam el Halfa dywizjony torpedowo-bombowych „Albacorów". Skrót my-
ślowy RAF jest stosowany ze względów praktycznych.
167

molotolotów, a lotnictwo amerykańskie 444 samolotoloty. RAF


stracił w tym okresie 54 samoloty, Amerykanie 7, a lotnictwo
państw „Osi" 77 samolotów, w tym 50 niemieckich.
Gdy 8 Armia szykowała się do nadchodzącego natarcia
w atmosferze całkowitego zapału oraz rosnącego wigoru
i wiary w siebie, całkowicie odmienna atmosfera była po dru-
giej stronie barykady. Armia Pancerna „Afrika" oczekiwała
następnej rundy z rosnącymi obawami. Nie oznaczało to bez-
czynności, ale atmosfera była zgoła odmienna od tej, jaka pa-
nowała w „Afrika Korps" i innych jednostkach, gdy szyko-
wano się do ofensywy. Teraz myślano - pocieszając się, że
chwilowo – wyłącznie o obronie.
Znaczny wpływ na atmosferę panującą w Armii „Afrika",
zwłaszcza w jednostkach niemieckich, miała strata tak zna-
nych dowódców, weteranów zmagań w Afryce, jak generało-
wie Nehring, von Bismarck i Kleemann podczas bitwy o Alam
el Halfa, oraz pogorszenie się zdrowia Rommla po tej bitwie,
które ostatecznie zmusiło go do opuszczenia Afryki.
Zanim jednak Rommel opuścił Afrykę, przegrupował swoją
armię tak, aby była gotowa do odparcia natarcia 8 Armii, co wed-
ług jego szacunków z początku drugiej dekady września miało
nastąpić za 4 - 6 tygodni. Przegrupowując swoje wojska Rommel
podjął niezwykłą raczej w jego praktyce dowódczej decyzję
o rozdzieleniu głównych sił „Afrika Korps". Bezpośrednio po
Alam el Halfa 15 Dywizję Pancerną skierował na wybrzeże na
tygodniowy wypoczynek, a następnie skoncentrował ją
w północnej części pasa obrony w rejonie około 10 km na połu-
dniowy zachód od Sidi Abd el Rahman. 21 Dywizja Pancerna
została na południu, ale Rommel cofnął ją głębiej w rejon na pół-
nocny zachód od Gebel Kalakh. Co ciekawe, podzielony został
także włoski XX Korpus gen. Giuseppe de Stefanisa. Dywizja
„Littorio" dołączyła na północy do 15 Dywizji, a dywizja „Arie-
te" na południu do 21 Dywizji Pancernej. Tym sposobem po-
wstały dwa mieszane niemiecko-włoskie zgrupowania pancerne:
północne - tymczasowo dowodzone przez sztab „Afrika Korps"
168

oraz południowe - podporządkowane XX Korpusowi. Pozostałe


dywizje szybkie zostały wydzielone do odwodu armii i ześrod-
kowane: 90 Dywizja Lekka na wybrzeżu na wschód od El Daba,
Dywizja Zmotoryzowana „Trieste" na południe od niej.
Taktyczna strefa obrony została obsadzona siłami dwóch
włoskich korpusów armijnych, XXI i X, które zostały
wzmocnione jednostkami niemieckimi. Na północy bronił się
XXI Korpus gen. Enei Navarriniego. Nad samym morzem
pozycje obronne obsadzili włoscy bersalierzy z X/7 batalio-
nu. Na południe od nich od szosy nadmorskiej aż po wzgórze
„Nerka", rozciągał się wklęsłym łukiem pas obrony niemiec-
kiej 164 Dywizji Lekkiej. Najwyraźniej Rommel chciał mieć
pewność, że tędy Montgomery nie przejdzie. Dalej na połu-
dnie wzdłuż grzbietu Miteirya pozycje obronne - także wy-
gięte w łuk - miała Dywizja „Bologna", w pasie której obro-
nę zorganizowały dwa bataliony („Heydte" i „Schweiger")
Brygady „Ramek". Bataliony te były tutaj zwornikiem spinają-
cym pasy obrony XXI i X korpusów, które mniej więcej odpo-
wiadały pasom obrony brytyjskich korpusów, odpowiednio
XXX i XIII. Na lewym skrzydle włoskiego X Korpusu gen.
Orsiego obronę trzymała Dywizja „Brescia" wzmocniona ko-
lejnymi dwoma batalionami spadochroniarzy niemieckich
(„Burckhardt" i „Hubner"), dalej od Deir el Munassib po Qaret
el Himeimat bronili się spadochroniarze włoscy z Dywizji „Fol-
gore", za którymi na północny zachód od Garet el Himeimat
obronę zorganizował niemiecki 33 batalion rozpoznawczy.
Za nimi, frontem na południe i południowy zachód na płas-
kowyżu El Taqa, pozycje obronne zorganizowała włoska Dy-
wizja „Pavia". Zabezpieczenie odcinka obrony między dwo-
ma batalionami 27 pułku piechoty tej dywizji przy samej de-
presji Kattara Rommel powierzył grupie (Kampfstaffel) „Kieł".
W pierwszej chwili Rommel zamierzał pobić 8 Armię
w bitwie manewrowej, w której czuł się najlepiej i w której
odnosił największe sukcesy. Teraz jednak dostrzegł, że wobec
rosnącej przewagi materialnej przeciwnika, ten rodzaj wojo-
169

wania stał się bardzo ryzykowny, a wręcz groził katastrofą.


Chodziło zwłaszcza o włoskie dywizje piechoty i niemiecką
164 Dywizję oraz Brygadę „Ramcke", które miały tylko sym-
boliczną liczbę środków transportu, co wykluczało jakiekol-
wiek formy szybkiego manewru. Manewr wiązał się także ści-
śle z paliwem, a tego Armii „Afrika" wciąż brakowało. Po-
nadto Rommel musiał uwzględnić także niekorzystną sytua-
cję w powietrzu, o czym przekonał się boleśnie w poprzedniej
bitwie. To wszystko uwarunkowało, że mistrz manewru, ja-
kim był Rommel, zdecydował się na klasyczną obronę pozy-
cyjną z piechotą w pierwszym rzucie, osłaniany rozległymi
polami minowymi oraz jednostkami pancernymi w drugim
rzucie i mobilnym odwodem w głębi.
Rommel liczył, że 8 Armia zaatakuje na kilku odcinkach jed-
nocześnie, a następnie tam, gdzie uzyska największe powodze-
nie, będzie starała się przełamać front. Szczególny nacisk poło-
żył więc na wykonywanie natychmiastowych kontrataków tam,
gdzie nieprzyjaciel włamał się w pozycje niemiecko-włoskie.
Przede wszystkim obawiał się ataków piechoty australijskiej
i nowozelandzkiej, o których miał najwyższe zdanie.
Główny pas obrony miał wytrzymać najsilniejsze nawet
uderzenie, w tym broni pancernej, do czasu aż drugorzutowe
jednostki pancerne przyjdą z pomocą wykonując kontratak lub
przechodząc do przeciwuderzenia. Przy takim założeniu bar-
dzo ważne było zorganizowanie wszędzie jednakowo silnej
obrony, co przy licznym udziale jednostek włoskich nie było
takie łatwe do urzeczywistnienia. Aby to osiągnąć, Rommel
zaczął propagować „przekładaniec", przeplatając na przemian
rejony obrony batalionów włoskich i niemieckich, aby żołnie-
rze włoscy poczuli się pewniej w towarzystwie jednostek moc-
niejszego sojusznika. Jednocześnie stanowiska dowodzenia
wojsk obu armii przybliżono do siebie w celu zapewnienia lep-
szej współpracy i współdziałania w walce.
Koncepcja „przekładańca" spowodowała, że w pasie
XXI Korpusu bataliony Dywizji „Trento" i 164 Dywizji Lek-
170

klej zostały tak powymieniane, że dwa bataliony włoskiego


62 pułku piechoty znalazły się w pasie dywizji niemieckiej,
a jeden batalion 382 pułku grenadierów pancernych i dwa ba-
taliony 433 pułku grenadierów pancernych obsadziły rejony
obrony w pasie dywizji włoskich. Ważną rolę do odegrania
otrzymały także poszczególne bataliony Brygady Spadochro-
nowej „Ramcke".
Tuż przed opuszczeniem Afryki na leczenie do Niemiec,
a ściślej do Austrii, Rommel wydał rozkaz, w którym przed-
stawił szczegółowo koncepcję organizacji obrony głównego
pasa: według tej koncepcji wysunięte pola minowe miały być
osłaniane tylko linią czat i ubezpieczeń (gefechtsvorposten)
rozmieszczonych częściowo na polach minowych, częściowo
za nimi. Około 1000 - 1500 m za tą linią miały być położone
szerokie pasy kolejnych pól minowych, a na ich tyłach powin-
na być zorganizowana główna pozycja obrony (Hauptkampf-
feld). Pozycję tę tworzyłyby batalionowe rejony obrony. Każ-
dy z batalionów miał mieć kompanię 50-milimetrowych dział
przeciwpancernych wysuniętych na pierwszą linię, podczas gdy
główne siły artylerii przeciwpancernej powinny zostać roz-
mieszczone na tyłach rejonu.
Przeciętny batalionowy rejon obrony był szeroki na około
1500 m i głęboki do 5 km. Batalionowe rejony obrony miały
być rozciągnięte w jedną linię przy zachowaniu łączności
ogniowej. Przestrzeń między rejonami wypełniały kolejne pola
minowe. Wjazd między rejony groził silnym flankowym
ogniem artylerii przeciwpancernej. Tylko w wyjątkowych
miejscach przewidywano obsadzenie kolejnego batalionowe-
go rejonu obrony za wspomnianą linią. Generalnie za tą linią
miały być tylko jednostki pancerne.
Decydując się na taką koncepcję obrony Rommel liczył na
to, że Brytyjczycy będą tak atakować, jak... podczas I wojny
światowej, to znaczy wspierając piechotę silnym ogniem arty-
lerii w czasie ataku na pierwszą pozycję. Po zdobyciu pierw-
szej pozycji piechota w toku dalszego natarcia wychodziła poza
171

zasięg głównej masy artylerii, co czyniło ją praktycznie bez-


bronną. Rommel sądził - i jego przewidywania potwierdziły
się - że cały wysiłek artyleria skieruje na wsparcie piechoty,
gdy ta będzie dopiero na polach minowych, na których powin-
na stracić także dużo czasu, zanim dojdzie do pozycji głów-
nej. Po jej osiągnięciu miała, co było bardzo prawdopodobne,
stracić impet pierwszego uderzenia i ponieść duże straty.
W razie użycia broni pancernej Rommel liczył nie tylko na
skuteczność niemieckich dział przeciwpancernych i przeciw-
lotniczych rozmieszczonych w batalionowych rejonach obro-
ny, ale także na mewrowość i odwagę ruchomych oddziałów
przeciwpancernych. Trzeba przyznać, że nie na darmo Rom-
mel był autorem jednej z lepszych książek o piechocie.
Wkrótce potem Rommel przekazał czasowo dowodzenie
Armią Pancerną „Afrika" gen. kawalerii Georgowi Stumme.
Była to zaskakująca nominacja. Ten 56-letni generał znał się
z Rommlem dosyć dobrze. Gdy Rommel przybywał do Afryki,
Stumme objął dowództwo nad 7 Dywizją Pancerną. Później na
froncie wschodnim dowodził XL Korpusem Pancernym, do-
póki nie wydarzyła się, do dzisiaj nie w pełni wyświetlona hi-
storia, zaginięcia z planami operacji „Blau" oficera operacyjne-
go 23 Dywizji Pancernej wchodzącej w skład XL Korpusu,
w wyniku czego operacja ta nie przyniosła spodziewanych efek-
tów. Stumme został nawet skazany przez sąd wojskowy na 5 lat
twierdzy, ale karę tę po miesiącu zawieszono i dano mu okazję
do rehabilitacji. Ale z pewnością nie o takim stanowisku ma-
rzył Stumme. W Afryce był tylko tymczasowym dowódcą wła-
ściwie ubezwłasnowolnionym przez Rommla, którego decyzje
były obowiązujące i który zapowiedział, że gdyby 8 Armia roz-
poczęła ofensywę, on sam natychmiast wróci do Afryki 8.

8
Carver, op. cit., s. l0l. Niekiedy można spotkać opinie, że plan obro-
ny Armii Pancernej „Afrika" na linii El Alamein, a zwłaszcza koncepcja
rozdzielenia sił pancernych, to koncepcja gen. Stumme. Tego rodzaju twier-
dzenia nie znajdują pokrycia w faktach.
172

Stumme przybył do Afryki 19 września, a 22 zaczął pełnić


obowiązki Rommla. Nieco wcześniej, bo 17 września, stano-
wisko dowódcy „Afrika Korps" objął nasz stary znajomy gen.
wojsk pancernych Wilhelm Ritter von Thoma. Obsadzone
zostały także wakujące stanowiska dowódcy 21 Dywizji Pan-
cernej, którym 18 września został gen. mjr Heinz von Ran-
dow, pełniący od 1 września obowiązki dowódcy 15 Dywizji,
oraz dowódcy 90 Dywizji Lekkiej, które w tym samym dniu
co Stumme objął gen. por. Theodor Graf von Sponeck.
Zmiany kadrowe zawsze niosą za sobą ryzyko pomyłki,
a nowi dowódcy także zwykle muszą mieć czas na zapoznanie
się z nową jednostką. Tak było i tym razem. Jedynym pocie-
szeniem było to, że w armii „Afrika" zostało dwóch „starych"
dowódców dywizji: gen. por. Gustav von Vaerst, który po przy-
byciu von Tommy powrócił do dowodzenia 15 Dywizją Pan-
cerną i promowany 1 października do stopnia generała majo-
ra pułkownik Carl Hans Lungershausen, który też powrócił
na swoje dawne stanowisko dowódcy 164 Dywizji Lekkiej po
zdaniu dowództwa 21 Dywizji Pancernej. Nowym dowódcą
pozostał miesiąc, aby przygotować jednostki do generalnego
starcia z 8 Armią także dowodzoną przez świeżego dowódcę.
„LIGHTFOOD" I CO DALEJ

Ponad sześć tygodni, jakie minęły od zakończenia bitwy o Alam


el Halfa to okres stałego powiększania się przewagi materialnej
8 Armii nad przeciwnikiem. Rankiem 23 października stan 8 Ar-
mii wynosił 195 tysięcy żołnierzy przeciwko 108 tysiącom żoł-
nierzy, w tym około 50 tysięcy Niemców w Armii Pancernej
„Afrika'". 8 Armia miała w sumie 85 batalionów piechoty (w tym
8 batalionów ciężkich karabinów maszynowych i 2 rozpoznawcze),
jednostki niemieckie - 31 batalionów, włoskie - 40 batalionów pie-
choty i 2 bataliony szturmowe saperów (tzw. guastatori) 2.
8 Armia przeważała również nad przeciwnikiem we wszystkich
rodzajach podstawowego sprzętu. W jej jednostkach było gotowych
do działania: 1029 czołgów, 435 samochodów pancernych, 908
dział polowych i 1451 dział przeciwpancernych, podczas gdy
w jednostkach Armii „Afrika" znajdowało się tylko 496 czołgów,
192 samochody pancerne, około 480 dział polowych i 850 dział prze-
ciwpancernych, wliczając 86 armat przeciwlotniczych 88 mm 3.

1
P 1 a y f a i r, op. cit., Vol. IV, s. 30. Do kontyngentu niemieckiego wli-
czono żołnierzy 19 Dywizji Artylerii Przeciwlotniczej i Brygady Spadochro-
nowej „Ramcke", którzy byli żołnierzami Luftwaffe. Oprócz Armii Pancer-
nej „Afrika" w Afryce Północnej stacjonowało jeszcze 77 tysięcy żołnierzy
włoskich. Według Phillips (op. cit., s. 123) 8 Armia liczyła 220 476 żoł-
nierzy, w tym około 20 tysięcy w jednostkach niebojowych, a armia „Afri-
ka" 108 tysięcy, w tym 53 736 Niemców.
2
P 1 a y f a i r, op. cit., Vol. IV, s. 30; B e r e 11 a, op. cit., s. 205.
3
Ibidem. Według Phillips (op. cit., s. 123) 8 Armia miała na froncie 939
czołgów, a przeciwnik 548, w tym 249 niemieckich. B e r e t t a, (op.
174

Szczególnie niepokojąca dla wojsk „Osi" była przewaga


liczebna 8 Armii w broni pancernej. „Afrika Korps", teraz roz-
dzielony, miał tylko 218 czołgów średnich: 173 PzKpfw III F
i J, w tym 88 uzbrojonych w armaty z długą lufą 38 PzKpfw
IV F 2 i E oraz 7 czołgów dowodzenia. Ponadto jednostki nie-
mieckie dysponowały 31 czołgami lekkimi PzKpfw II C. Po-
zostałe czołgi nominalnie średnie, w liczbie 278, były to wozy
włoskie M 14/41 i M14/42 o zdecydowanie mniejszej warto-
ści niż czołgi niemieckie. 129 z nich miała Dywizja „Ariete",
115 - Dywizja „Littorio", a 34 - Dywizja „Trieste".
Pojawienie się „Shermanów" sprowadziło przewagę tech-
niczną czołgów niemieckich niemal do zera. „Sherman" - zwłasz-
cza jego pierwsze modele - nie był zbyt udaną konstrukcją.
Wysoki, z odlewanym pancerzem, a nie ze stali walcowanej,
z silnikiem benzynowym, co czyniło go podatnym na ogień,
i z racji tej wady przezywany „Ronsonem" od marki popular-
nych zapalniczek, nie pretendował nigdy do miana najlepsze-
go czołgu II wojny światowej. Jednakże jesienią 1942 r.
w Afryce był bardzo cenny z racji 75-milimetrowej armaty
umieszczonej w wieży, a nie w sponsonie, jak to było
w „Grancie". Po stronie niemieckiej jego odpowiednikiem był
tylko PzKpfw IV F2, ale takich maszyn „Afrika Korps" miał
tylko 30. Czołgi PzKpfw VI „Tiger", o które usilnie prosił
Rommel, miały dotrzeć do Afryki dopiero po bitwie pod El
Alamein.
Przewidując zmasowane użycie czołgów przez 8 Armię
i wobec mniejszej niż zakładano liczebności własnych jednos-
tek pancernych, starano się wzmocnić dywizyjną artylerię prze-
ciwpancerną. Po pierwsze, do dywizjonów artylerii przeciw-
pancernej nazywanych przez Niemców oddziałami niszczy-

cit., s. 205) podaje po stronie włosko-niemieckiej: 571 dział polowych,


450 przeciwpancernych i 1350 przeciwlotniczych wliczając 20 mm armaty,
D. Ireland (The War in the Mediterranean 1940-1943, Londyn 1993,
s. 154-160) potwierdzając większość z podanych w tekście liczb podaje
500 dział polowych po stronie wojsk „Osi".
175

cieli czołgów (Panzerjager-Abteilung) dodano po jednej bate-


rii 9 samobieżnych 47-milimetrowych dział przeciwpancer-
nych. Po drugie, zmotoryzowane bataliony rozpoznawcze
otrzymały po baterii 4 dział 88 mm 4. Liczono także na sku-
teczność znanych już 50-milimetrowych dział PAK 38 oraz
nowych 75-milimetrowych PAK 40 L/46 i zdobycznych sowiec-
kich 76,2 mm oznaczonych jako PAK 36 (R) w wersji ciągnio-
nej i samobieżnej montowanej na podwoziu PzKpfw 38 (t) oraz
na dobre miny przeciwpancerne popularnie nazywane „Teller-
mine", których postawiono do 21 października 429 tysięcy sztuk,
do których dodano 14 tysięcy min przeciwpiechotnych.
W artylerii polowej po stronie 8 Armii pewną nowością była
samobieżna 105-milimetrowa haubica montowana na podwo-
ziu „Granta", którą nazywano „Priest" („Ksiądz"). Zapewnia-
ła ona, dzięki mobilności, lepsze wsparcie artylerii dla jedno-
stek pancernych i zmotoryzowanych. Podstawowe działo lek-
kie 87,6 mm haubico-armata, tradycyjnie nazywana „dwudzie-
stopięciofuntówką", miało donośność rzędu 11 500 m, co
w praktyce oznaczało, że celny ogień można było prowadzić
do 8-9 km, a ponieważ artylerię trzeba było rozmieścić w głębi
własnych pozycji, mogła ona razić cele położone do 5-6 km
za przednim skrajem obrony przeciwnika. Aby zapewnić
wsparcie podczas walk w głębi obrony artyleria musiała zmie-
nić stanowiska ogniowe. Artyleria średnia miała większą do-
nośność, zwłaszcza 139,7-milimetrowa armato-haubica o do-
nośności 14 600 m i 114,3-milimetrowa armata o donośności
18 600 m, ale nie była ona zbyt liczna.
W lotnictwie przewaga strony brytyjskiej stawała się coraz
wyraźniejsza, aczkolwiek do późniejszej dominacji było je-
szcze daleko. Siły Powietrzne Zachodniej Pustyni w dniu roz-
poczęcia przygotowań do operacji „Lightfoot", czyli 19 paź-
dziernika, dysponowały 642 samolotami. Ale oprócz tego 8 Ar-
mia mogła liczyć na 144 średnie i ciężkie bombowce RAF

4
MiD WIH, mikrofilm, t. 78, roi. 405, ki 375117 i 374755.
176

z 205 Grupy Lotniczej oraz na 51 ciężkich bombowców z ame-


rykańskiego IX Dowództwa Bombowego oraz na co najmniej
150 dalszych maszyn z innych jednostek podległych pod Do-
wództwo RAF na Środkowym Wschodzie. W sumie więc
marsz. Tedder w decydującym momencie mógł zadysponować
do działań na korzyść 8 Armii siłami do tysiąca samolotów, co
oznaczało po uwzględnieniu współczynnika sprawności tech-
nicznej, że do działań można było użyć 700 maszyn. Lotnic-
two niemieckie i włoskie miało w Afryce około 675 samolo-
tów, z tego 275 niemieckich. Z tej liczby sprawnych technicz-
nie było 450 maszyn. Ale prawie dwie trzecie włoskich jedno-
stek myśliwskich znajdowało się w osłonie obiektów na
głębokich tyłach między Derną a Trypolisem, co wykluczało
ich udział w walkach pod El Alamein. Armia „Afrika" mogła
liczyć na pomoc ze strony niemieckich jednostek bombowych
bazujących na Krecie i w Grecji liczących około 130 maszyn,
ale to było i tak mało w porównaniu z siłami alianckimi. Pew-
nym pocieszeniem mógł być wysoki na ogół poziom wyszko-
lenia jednostek bazujących w Afryce, a zwłaszcza niemieckie-
go 27 pułku myśliwskiego (Jagdgeschwader 27). Warto też
podkreślić, że zgrupowanie niemieckich i włoskich jednostek
transportowych liczyło około 300 samolotów. I na nie mogły
wojska „Osi" liczyć w razie zakłócenia dostaw drogą morską
Rozmieszczenie wojsk Armii Pancernej „Afrika" w ostat-
nich dniach przed ofensywą 8 Armii w porównaniu do dyslo-
kacji z połowy miesiąca zadysponowanej jeszcze przez Romm-
la niewiele się zmieniło, a zmiany miały raczej charakter ko-
smetyczny. W pierwszym rzucie pasy obrony poszczególnych
dywizji nie uległy zmianie, dokończono jedynie proces „prze-
kładania" jednostek włoskich i niemieckich w pasie XXI Kor-
pusu i w pasie Dywizji „Brescia". W obu zgrupowaniach pan-
cernych znajdujących się w drugim rzucie także wymieniono
jednostki niemieckie i włoskie tworząc z nich tzw. grapy bo-
jowe. Znajdująca się odwodzie włoska Dywizja „Trieste" zo-
stała przesunięta na zachód za 90 Dywizję Lekką.
177

Ostatecznego podziału sił dokonał także Montgomery. 8 Ar-


mia miała rozpocząć natarcie posiadając: XXX Korpus gen. por.
Oliviera Leese w składzie: szkocka 51 Dywizja Piechoty gen.
mjr. Douglasa N. Wimberleya, hinduska 4 Dywizja Piechoty
dowodzona przez gen. mjr. Francisa I.S. Tukera, australijska
9 Dywizja Piechoty gen. por. Leslie Morsheada, nowozelandz-
ka 2 Dywizja Piechoty pod dowództwem gen. por. Bernarda
Freyberga z brytyjską 9 Brygadą Pancerną, Południowoafrykań-
ska 1 Dywizja Piechoty dowodzona przez gen. mjr. Dana H.
Pienaara oraz 23 Brygada Pancerna, która pułkami została roz-
dzielona między dywizje piechoty z wyjątkiem dywizji nowo-
zelandzkiej; XIII Korpus gen. por. Briana G. Horrocksa
w składzie: 7 Dywizja Pancerna dowodzona przez gen. mjr. A. F.
„Johna" Hardinga z przydzieloną jej 1 Brygadą „Wolnych Fran-
cuzów", 50 Dywizja Piechoty gen. mjr J. S. Nicholsa
z przydzielonymi grecką 1 Brygadą Piechoty i 2 Brygadą ,,Wol-
nych Francuzów" oraz 44 Dywizja Piechoty gen. mjr. Dora T. P.
Hughesa; X Korpus gen. por. Herberta Lumsdena w składzie:
1 Dywizja Pancerna pod dowództwem gen. mjr. Raymonda
Briggsa i 10 Dywizja Pancerna dowodzona przez gen. mjr. Ale-
ca H. Gatehousea oraz dowództw i sztabów z jednostkami za-
bezpieczenia 8 Dywizji Pancernej gen. mjr. Charlesa H. Gaird-
nera. Bezpośrednio pod 8 Armię podlegała m. in. 1 Brygada
Czołgów, która też szkoliła załogi do „Scorpionów", 2 i 12 bry-
gady artylerii przeciwlotniczej oraz jednostki maskowania, prze-
wozu czołgów, saperskie, łączności, medyczne. W ostatnim ty-
godniu poprzedzającym natarcie tak rozdysponowane jednost-
ki 8 Armii rozpoczęły zajmowanie rejonów wyjściowych.
Plan przerzutu X Korpusu do rejonów wyjściowych, który
zakładał przemieszczenie z poligonu wokół Wadi en Natrun:
1 Dywizji Pancernej na wybrzeże w rejon między stacjami El
Imayid i El Hammam oraz 10 Dywizji Pancernej w rejon na
północ od wzgórz Alam el Halfa, a na południe od stacji El
Imayid według ścisłego harmonogramu przy starannym ma-
skowaniu został niespodziewanie zakłócany 16 i 17 paździer-
178

nika burzami i burzami piaskowymi, które zniszczyły wiele


atrap sprzętu. Na szczęście zostały one szybko naprawione,
dzięki czemu przeciwnik nadal umiejscawiał 1 Dywizję Pan-
cerną w obozie szkoleniowym. Z kolei 10 Dywizja Pancerna
tak się przemieściła, że gdyby nawet została wykryta, nieprzy-
jaciel miał prawo pomyśleć, iż kieruje się ona na południe.
Wraz z jednostkami X Korpusu według tego samego planu do
rejonu wyjściowego udała się także 9 Brygada Pancerna, gdzie
później miała dołączyć do dywizji nowozelandzkiej.
Koncentracja XXX Korpusu była mniej skomplikowana.
Dywizje: 9 australijska, 1 południowoafrykańska i 4 hindu-
ska, znajdowały się już na pierwszej linii, na front musiały
przybyć jedynie 51 dywizja i dywizja nowozelandzka. Obie
musiały zająć podstawy do natarcia rozdzielając będące do-
tychczas w styczności dywizję australijską i południowoafry-
kańską. Pod osłoną nocy ponadto szykowano stanowiska ognio-
we dla artylerii i magazynowano przy nich amunicję. Wyko-
nywano także przejścia we własnych polach minowych, za-
znaczano linie wyjściowe do natarcia i drogi do nich. Piechota
zakończyła zajmowanie rejonów wyjściowych w nocy z 22 na
23 października. Przez cały dzień 23 października tkwiła ukryta
w okopach, czekając niecierpliwie na zachód słońca.
Zajmowanie podstaw i rejonów wyjściowych do natarcia
przez jednostki 8 Armii nie zostało wykryte ani przez Niem-
ców, ani przez Włochów. Wywiad państw „Osi" i ich lotnic-
two rozpoznawcze poniosło kolejną porażkę. Uderzenie 8 Ar-
mii było do tego stopnia zaskakujące, że nie było na miejscu
nie tylko feldmarsz. Rommla, ale także obu dowódców włos-
kich korpusów armijnych. Gdy rozpoczęła się operacja „Light-
foot" i gen. por. Edoardo Nebba nowy dowódca X Korpusu
i gen. por. Enea Navarrini dowódca XXI Korpusu przebywali
w Europie. A wieczorem ze sztabu armii do OKH wyszedł
meldunek: „Położenie nieprzyjaciela nie zmieniło się" 5. Trud-
no o lepsze dowody zaskoczenia.

5
P l a y f a i r, op. cit., Vol. IV, s. 31.
179

Zanim jednak 8 Armia rozpoczęła natarcie, pięć pracowitych


dni i nocy miało lotnictwo alianckie. Po pierwsze: zaatakowano
lotnictwo przeciwnika, aby na czas operacji wywalczyć prze-
wagę w powietrzu na obszarem bitwy. Głównymi obiektami
uderzeń były lotniska: El Daba, na którym bazowało niemiec-
kie lotnictwo myśliwskie z 27 pułkiem na czele, Fuka z włoskimi
myśliwcami, Sidi Haneish zajęte m.in. przez niemiecki 2 pułk
bombowców nurkujących i Mersa Matruh, gdzie bazowały wło-
skie myśliwce. Lotniska te atakowano na przemian w dzień
i w nocy. Przy czym najzacieklej atakowano El Dabę. Niemcy
i Włosi zajęci obroną własnych lotnisk znacznie ograniczyli loty
nad teren przeciwnika, co było jedną z przyczyn niewykrycia
przygotowań 8 Armii. Ponadto lotnictwo bombardowało To-
bruk i mniejsze porty w Cyrenajce. Atakowało także konwoje
ciężarówek z zaopatrzeniem i wszelkie wykryte obiekty
w bliskiej strefie frontu. Ogółem od 19 października do wie-
czoru 23 października lotnictwo alianckie wykonało 2 406 sa-
molotolotów i zrzuciło 300 ton bomb. Stracono 18 maszyn.
Wieczorem 23 października tuż przed natarciem Siły Po-
wietrzne Zachodniej Pustyni zakończyły przebazowanie do
operacji i stacjonowały: dwa skrzydła myśliwskie na wysu-
niętych lądowiskach w pobliżu stacji El Hamman, jednostki
lotnictwa rozpoznawczego na lotnisku Burg el Arab, główne
zgrupowanie myśliwców i bombowców dziennych na lotni-
skach dokoła Amiriyi. Samoloty 205 Grupy bazowały w Kairze
i w strefie Kanału Sueskiego.
Plan użycia lotnictwa w pierwszej dobie operacji przewi-
dywał w nocy z 23 na 24 października oświetlanie i bombar-
dowanie stanowisk ogniowych artylerii i rejonów ześrodko-
wania jednostek pancernych, nękanie nieprzyjaciela lotami
szturmowymi na małej wysokości przez myśliwce nocne, za-
kłócanie systemu łączności radiowej przeciwnika, w szczegól-
ności jednostek pancernych przez samoloty „Wellington"
wyposażone w specjalne do tego celu urządzenie, zrzut mane-
kinów udających spadochroniarzy oraz stawianie zasłon dym-
180

nych. Od świtu 24 października znaczna część sił miała dyżu-


rować w gotowości do startu, aby na wezwanie z pola walki
atakować wyznaczone cele, ponadto przewidywano użycie
myśliwców bombardujących do samodzielnego wykrywania
i atakowania celów. Lotnictwo myśliwskie miało skoncentro-
wać się na osłonie wojsk własnych, zwłaszcza wysuniętych
do przodu jednostek pancernych, oraz lotnictwa bombowego.
Przewidywano także rozpoznanie i wyprawy bombowe na cele
komunikacyjne poza strefą frontową.
Zgodnie z decyzją gen. Montgomeryego o 22.00 23 paździer-
nika miały rozpocząć się trzy natarcia. Pierwsze, zasadnicze -
w pasie XXX Korpusu, podczas którego zgrupowanie uderze-
niowe korpusu w składzie kolejno od północy: australijskiej
9 Dywizji, 51 szkockiej, 2 nowozelandzkiej i 1 południowoa-
frykańskiej, miało uderzyć na odcinku od wzgórza i stacji Tell
el Eisa na północy, po południowo-wschodnią krawędź wzgórz
Miteirya na południu, i do świtu opanować teren do linii
o kodowej nazwie „Oxalic" położonej za lub w połowie bata-
lionowych rejonów obrony pozycji głównej, a następnie pomóc
X Korpusowi przejść przez tę linię. Drugie - miało nastąpić
W pasie XIII Korpusu, na południe od depresji Deir el Munas-
sib. Celem tego natarcia było wtargnięcie w głąb obrony prze-
ciwnika siłami 44 Dywizji i stworzenie dogodnych warunków
do przejścia 7 Dywizji Pancernej przez obronę przeciwnika.
Zakładano jednak oszczędzenie tej dywizji i nieangażowanie jej
w przewlekłe walki. Trzecie - siły 1 Brygady „Wolnych Fran-
cuzów" podporządkowanej 7 Dywizji, mającej uderzyć na po-
łudniowej flance frontu w rejonie Qaret el Himeimat i El Taqa,
aby związać przeciwnika znajdującego się w tym rejonie.
X Korpus początkowo miał posuwać się za nacierającymi
jednostkami XXX Korpusu, a następnie po osiągnięciu „Oxa-
lic" przejść w wyznaczonych miejscach przez jego linie i wyjść
o świcie 24 października na rubież „Pierson" na zachód od
„Oxalic" trzema brygadami pancernymi w gotowości do po-
wstrzymania z miejsca kontratakujących jednostek pancernych
181

przeciwnika. Gdyby tutaj kontratak lub przeciwdziałanie nie


nastąpiło, jednostki pancerne miały przyjść z pomocą dywi-
zjom XXX Korpusu niszczącym piechotę niemiecką i włoską.
Następnie korpus miał się ześrodkować w rejonie „Skinflint"
na południe od wzgórza Tell el Aqqaqir.
XXX Korpus był odpowiedzialny za wykonanie i oznacze-
nie przejść w brytyjskich polach minowych. Przejścia w po-
lach niemieckich i włoskich każdy korpus miał wykonać dla
siebie. Dowództwo X Korpusu wyznaczyło dwa korytarze
przez pola minowe przeciwnika, każdy o szerokości około mili,
po jednym dla dywizji. Korytarz 1 Dywizji Pancernej miał
przebiegać na styku dywizji australijskiej i szkockiej i wycho-
dził wprost na „Nerkę". Korytarz 10 Dywizji Pancernej prze-
chodził przez pas natarcia dywizji nowozelandzkiej.
Zgodnie z planem obie dywizje pancerne miały oczekiwać na
otwarcie korytarzy i oczyszczenie ich z min na linii szlaku nazy-
wanego „Springbok", wiodącego generalnie z Qaret el Himeimat
do El Alamein, a dokładnie na jego odcinku od wzgórz Ruweisat
do stacji El Alamein. Gdyby do 2.00 korytarze nie zostały otwar-
te, czołowe brygady miały przełamać obronę i otworzyć drogę dla
pozostałych sił obu dywizji. To zadanie zostało narzucone przez
Montgomery'ego, chociaż gen. Lumsden sprzeciwiał się takie-
mu rozwiązaniu obawiając się dużych strat od ognia artylerii prze-
ciwpancernej i min podczas ataku na bardzo wąskim odcinku.
Na kierunku głównego uderzenia w pasie XXX Korpusu
skoncentrowano w sumie 456 dział, 336 z nich było z artylerii
XXX Korpusu, 72 działa pochodziły z artylerii X Korpusu,
a 48 dział było z pułków artylerii ciężkiej. Amunicji do dział
było pod dostatkiem 6. Całością artylerii dowodził szef artyle-
rii XXX Korpusu brygadier M. E. Denis. Przeciwnik w tym

6
W dwunastodniowej bitwie 834 działa „dwudziestopięciofuntowe"
wystrzelały ponad milion pocisków. Przeciętnie każdego dnia jedno działo
wystrzeliło 102 pociski. Średnia dzienna na działo w artylerii ciężkiej wy-
niosła 133 pociski dla armat 114,3 mm i 157 pocisków dla armato-haubic
139,7 mm.
182

samym pasie miał około 250 dział, w tym 14 armat 170 mm.
W pasie XIII Korpusu na stanowiskach ogniowych znajdowa-
ło się mniej, bo tylko 136 dział.
Pierwszym zadaniem artylerii obu korpusów było obezwła-
dnienie artylerii przeciwnika. I właśnie w tym celu brytyjscy
artylerzyści otworzyli ogień rozpoczynając operację „Light-
foot" i drugą bitwę pod El Alamein. Jako pierwsza odezwała się
o 21.25 artyleria XIII Korpusu ostrzeliwując nieprzyjacielskie
baterie do 21.55. O 21.40 huknęło 456 dział w pasie XXX Kor-
pusu aby skończyć walkę z artylerią niemiecką i włoską o tej
samej porze, co artyleria XIII Korpusu. Do walki przeciwko
artylerii włączyło się także lotnictwo, które tej nocy zrzuciło
na nieprzyjacielskie baterie 125 ton bomb, stosując wypróbo-
waną metodą nalotu, w której „Wellingtony" bombardowały
stanowiska ogniowe, a „Albacory" marynarki oświetlały cele
„zawieszając" odpowiednio wcześniej bomby oświetlające
popularnie nazywane „flarami".
Trudno jest jednoznacznie określić, jak skuteczny był ogień
artylerii alianckiej. Faktem jest, że artyleria niemiecka i wło-
ska nie ostrzelała szykującej się do natarcia piechoty, co uła-
twiło piechurom sam początek natarcia. Ale prawdopodobnie
były także inne przyczyny milczenia artylerii wojsk „Osi".
Jedną z nich na pewno były kłopoty z dostawami amunicji,
której brakowało. Gen. Stumme wielokrotnie przypominał
z naciskiem artylerzystom, że w związku z trudną sytuacją za-
opatrzeniową ogień powinni otwierać tylko do celów wykry-
tych i nie za wcześnie. Ponadto na sprawność działania artyle-
rii mogły mieć wpływ „Wellingtony" krążące nad polem wal-
ki i zakłócające łączność.
Gdy artyleria umilkła, aby przygotować się do ponownego
otwarcia ognia, piechota i saperzy pierwszego rzutu wyruszy-
li na pozycje wyjściowe do natarcia. Pogoda była wspaniała,
księżyc dobrze oświetlał pustynię. Ale już wtedy można było
zauważyć, że unoszący się po nawale artylerii pustynny pył
może bardzo ograniczyć widoczność.
183

Punktualnie o 22.00 artyleria odezwała się ponownie, aby


przez siedem minut ostrzeliwać pierwszą pozycję. Potem prze-
szła od artyleryjskiego przygotowania ataku do artyleryjskie-
go wsparcia, zgodnie z planem walki poszczególnych dywi-
zji. W tej fazie działania artylerii najważniejszy był wał ognio-
wy, za którym, podobnie jak w I wojnie światowej, nacierała
piechota. Wał ten był przenoszony co trzy minuty po 100 m.
Przy tej metodzie bardzo ważną rzeczą było to, aby piechurzy
nie odstawali bardzo od wału, gdyż zbyt duża odległość grozi-
ła „ożywieniem się" nieprzyjacielskich punktów oporu po
obezwładniającym ogniu, zanim piechurzy zdążą je zdobyć.
W sumie artylerię czekało pięć i pół godziny ciężkiej pracy,
gdyż prócz wału musiała być gotowa także do stawiania ognia
zaporowego gdyby przeciwnik wyruszył do kontrataku.
W tym samym czasie zaatakowały cztery dywizje XXX Kor-
pusu, z których każda w pierwszym rzucie miała dwie brygady
piechoty. Szerokość całego odcinka przełamania wynosiła blisko
10 km na podstawach wyjściowych i 13 km na rubieży „Oxalic".
Odległość od przedniego skraju pozycji XXX Korpusu do „Oxa-
lic" była różna i wahała się od 8 km na prawym skrzydle, w pasie
dywizji australijskiej, do 5 km na skrzydle lewym, w pasie dywizji
południowoafrykańskiej. Natarcie piechoty australijskiej, szkockiej
i południowoafrykańskiej było wspierane przez 194 „Valentiny"
23 Brygady Pancernej. Dywizja nowozelandzka miała własną
9 Brygadę wyposażoną w 142 czołgi, w tym 37 „Grantów",
36 „Shermanów" i 49 „Crusaderów". Oprócz tego Nowozeland-
czycy mogli wykorzystać 29 „Stuartów", a Australijczycy 15 „Cru-
saderów" i 4 „Stuarty" własnych kawalerii dywizyjnych.
Aby koordynować natarcie, wyznaczono rubieże i obiekty
pośrednie, które należało osiągnąć w określonym czasie. Na
ostatniej rubieży, położonej około 1800 m przed „Oxalic",
przewidziano przerwę niezbędną piechocie, aby właściwie
mogła się przygotować do ostatniego skoku. Na czele natarcia
szły saperskie zespoły rozminowania poprzedzone oficerem
kierunkowym, a za nim piechota w kolumnach plutonowych.
184

Każda z ośmiu nacierających brygad nie miała większych


kłopotów z przejściem przez linię czat i ubezpieczeń. Później
szło już coraz gorzej. Pole walki dosłownie tonęło w chmurze
pyłu i piasku poruszanego tysiącami wybuchów pocisków
i bomb. W tych warunkach samo utrzymanie kierunku natar-
cia było już nie lada wyczynem. Raz po raz tracono orientację,
mimo że pasy natarcia dywizji i brygad były systematyczne
„oznaczane" pociskami oświetlającymi lekkich dział przeciw-
lotniczych. W czołowych kompaniach kierunki natarcia utrzy-
mywali oficerowie kierunkowi za pomocą busol i liczenia kro-
ków. Za nimi rozciągano, wspomnianą już, białą taśmę oświe-
tloną lampkami. Razem z czołowym rzutem piechoty każdej
brygady posuwali się saperzy dywizyjni, których zadaniem było
wykonanie w pasie natarcia każdej dywizji piechoty po 5 - 6
przejść w polach minowych dla ciężkiej broni piechoty,
a przede wszystkim dla wspierających piechotę czołgów i dział
przeciwpancernych, tak niezbędnych o świcie.
Prawdziwe kłopoty zaczęły się, gdy rzut czołowy wkroczył
na drugi pas pól minowych. Opór nieprzyjaciela zaczął wzra-
stać. Piechota w warunkach kiepskiej widoczności odstała od
wału artylerii. Odezwały się moździerze i gniazda karabinów
maszynowych, „ożyła" także artyleria. Straty czołowych
pododdziałów zaczęły gwałtownie wzrastać. Najczęściej gi-
nęli oficerowie kierunkowi i saperzy, co potęgowało zamie-
szanie. Na godzinę przed świtem, a więc po ponad blisko sied-
miu godzinach natarcia bataliony pierwszego rzutu, zgodnie
z otrzymanym rozkazem, zatrzymały się i zaczęły organizo-
wać obronę bez względu na to, czy dotarły do rubieży „Oxa-
lic", czy nie.
W pasie 9 Dywizji do tej rubieży dotarła prawoskrzydłowa
26 Brygada, ale 20 Brygada nacierająca na lewym skrzydle
trafiła na zacięty opór niemieckiego 1 batalionu 382 pułku gre-
nadierów pancernych i zaległa kilometr przed nakazaną rubie-
żą. Ze zmiennym szczęściem nacierały również 153 i 154 bry-
gady dywizji szkockiej. Mimo zaciętości szkockich górali, na
185

prawym skrzydle natarcie załamało się prawie natychmiast


po przejściu drugiej linii pól minowych w ogniu 3 batalionu
382 pułku i włoskiego 3 batalionu 62 pułku piechoty Dywizji
„Trento". Rubież „Oxalic" osiągnęły jedynie lewoskrzydłowe
pododdziały 154 Brygady, które zdobyły najbardziej na pół-
noc wysunięte wzgórze 30, grzbietu Miteirya, wyrzuciwszy
z niego włoskich piechurów 2 batalionu 62 pułku.
Największy sukces stał się udziałem dywizji nowozelandz-
kiej, która doszła, z wyjątkiem niewielkiego odcinka na le-
wym skrzydle, do „Oxalic", opanowując północną i środkową
część grzbietu Miteirya, zdobywając ją na nie byle kim, bo na
2 batalionie 382 pułku grenadierów. Nacierająca na lewo od
Nowozelandczyków południowoafrykańska 1 Dywizja miała
mniej szczęścia. Jej prawoskrzydłowa 2 Brygada została za-
trzymana przed grzbietem Miteirya, mimo że nacierająca na
lewym skrzydle 3 Brygada zdobyła ostatnie na południu
wzgórze 33 tego samego grzbietu, osiągając „Oxalic".
Ale nawet dojście do „Oxalic" nie oznaczało przełamania
głównej pozycji obrony przeciwnika. Nieprzyjacielska piechota
nadal broniła się w batalionowych rejonach, wycofawszy się
tylko do tyłu. Realne zagrożenie pojawiło się jedynie na pra-
wym skrzydle, gdzie Australijczycy dochodząc do „Oxalic"
mieli przed sobą już drugi rzut, a ściślej jednostki grupy bojo-
wej „Mitte" utworzonej z jednostek dwóch dywizji pancer-
nych: niemieckiej 15 i włoskiej 133 „Littorio".
W toku natarcia zasadniczym problemem stało się nie tylko
dotarcie do „Oxalic", ale także wykonanie w odpowiednim cza-
sie przejść przez pas pola minowego dla ciężkiego sprzętu każdej
dywizji. Wszędzie praca nad przejściami była opóźniona. Uży-
wane gdzieniegdzie „Scorpiony" na ogół zawiodły, a wyszuki-
wanie min, głównie przeciwpancernych, za pomocą detektorów
i bagnetów, oraz ich rozbrajanie odbywało się powoli, mimo
wcześniejszych licznych treningów. Realne zaczęło być niebez-
pieczeństwo, że piechota na przednim skraju do świtu może nie
otrzymać tak potrzebnych jej środków wsparcia.
186

Kłopoty miały również grupy rozminowania w korytarzach


1 i 10 dywizji pancernych. W każdym korytarzu wydzielone
siły obu dywizji wykonywały po cztery przejścia, których sze-
rokość miała wynosić około 15 m na początku pól minowych
i blisko 30 m na ich końcu. W praktyce spieszący się saperzy
zaczęli zwężać przejścia do 5 - 8 m, z zamiarem ich później-
szego poszerzania. Do świtu saperzy 1 Dywizji Pancernej zdą-
żyli przygotować tylko jedno przejście na całej długości do
rubieży, którą osiągnęła australijska 20 Brygada. Pozostałe trzy
przejścia były gotowe zaledwie w połowie, głównie z powodu
nasilającego się ognia przeciwnika. Lepiej powiodło się sape-
rom 10 Dywizji w południowym korytarzu, którzy doszli
w pasie dywizji nowozelandzkiej do wzgórz Miteirya, mimo
rozlicznych trudności i kłopotów z przeciwnikiem ostrzeliwu-
jącym grupy rozminowania.
Obie dywizje X Korpusu marsz z rejonów wyjściowych
położonych około 25 - 30 km na wschód od szlaku „Spring-
bok" rozpoczęły 23 października natychmiast po zapadnię-
ciu zmroku. Korpus stanowił potężną siłę uderzeniową. Jego
451 czołgów, w tym 62 „Granty", 216 „Shermanów" i 173
„Crusadery" w wersjach z armatą 40 mm i 57 mm oraz 76 mi-
limetrową haubicą, tworzyło masę pancerną zdolną rozstrzy-
gnąć losy każdej bitwy. Ale jednocześnie z racji posiadania -
razem z czołgami - około 5000 różnego rodzaju pojazdów, jego
marsz nie należał do łatwych przedsięwzięć.
Początkowo każda dywizja maszerowała po trzech równo-
ległych, wcześniej przygotowanych, traktach i korpus bez pro-
blemów dotarł do szlaku i tam zajął się uzupełnianiem paliwa
oczekując do 2.00 24 października na sygnał o gotowości ko-
rytarzy. Od szlaku do pozycji opanowanych przez XXX Kor-
pus było od 10 do 15 km. Do 2.00 ani jeden z korytarzy nie
został otwarty przez piechotę XXX Korpusu, a tym bardziej
rozminowany. Mimo to, Montgomery zadecydował, że nie
należy czekać. Wiedział bowiem, jak ważne dla losów opera-
cji „Lightfoot" było to, aby jednostki pancerne dotarły do
187

„Oxalic" tak szybko, jak to było możliwe. Inaczej o świcie


piechota mogłaby pozostać bezbronna wobec zmasowanego
uderzenia czołgów niemieckich i włoskich.
Punktualnie o 2.00 czołowe brygady obu dywizji przeszły
szlak „Springbok" i ruszyły w wyznaczone korytarze. Zamia-
rem obu dowódców było przejść przez „Oxalic" i zatrzymać
się głównymi siłami na rubieży „Pierson" wysyłając jedno-
cześnie po jednym pułku samochodów pancernych na rozpo-
znanie w kierunku prawdopodobnego rejonu ześrodkowania
15 Dywizji Pancernej i Dywizji „Littorio" w celu rozpozna-
nia ich dyslokacji oraz na południe, aby mogły śledzić ruchy
pancernego zgrupowania południowego, złożonego z 21 Dy-
wizji i Dywizji „Ariete". Na czele 1 Dywizji maszerowała 2
Brygada Pancerna brygadiera A. F. Fishera, ugrupowana w trzy
pułki pancerne, każdy z dywizjonem artylerii polowej uzbrojo-
nym w działa samobieżne, dywizjonem armat przeciwpancer-
nych, baterią artylerii przeciwlotniczej, kompanią piechoty
zmotoryzowanej oraz kolumną tyłów wioząca paliwo, wodę
i amunicję. Za nią maszerowała 7 Brygada Piechoty Zmoto-
ryzowanej z resztą artylerii dywizyjnej. Zgodnie z planem,
po osiągnięciu „Pierson" miała wyjść na prawo od 2 Bryga-
dy, aby ją osłonić. W korytarzu południowym dywizji gen.
Gatehousa w pierwszym rzucie szła 8 Brygada ugrupowana
podobnie jak 2 Brygada, za nią maszerowała 24 Brygada
Pancerna, a na końcu 133 Brygada Piechoty z resztą artylerii
dywizyjnej. Na rubieży „Pierson" 24 Brygada miała wyjść
na lewo 8 Brygady, a 133 z podobnym zadaniem jak 7 Bry-
gada w 1 Dywizji miała znaleźć się na lewej flance i 10 Dy-
wizji i całego X Korpusu. 7
Te ambitne zamiary bardzo szybko okazały się nieaktualne.
Obawy dowódcy X Korpusu potwierdziły się. W ciągu ośmiu
godzin, a właściwie czterech, nie dało się „przeciągnąć" całe-
go korpusu przez dwa wąskie korytarze, które na dodatek nie
7
P h i l l i p s , op. cit., s. 192-193.
188

były jeszcze gotowe. Przemarsz kolumn pancernych i zmoto-


ryzowanych odbywał się w arcytrudnych warunkach. Kolum-
ny wlokły się z prędkością rzędu 5 km/h ze względu na gęstą
chmurę pustynnego kurzu. Była ona tak gęsta, że niekiedy
tkwiący w wieży dowódca nie widział przodu własnego czoł-
gu. Pojazdy najeżdżały na siebie, blokując dodatkowo wąskie
przejścia.
O świcie położenie X Korpusu było dalekie od tego, co za-
mierzano zrobić.
W korytarzu 1 Dywizji 2 Brygada doszła, głównie jego pół-
nocną częścią, prawie tak daleko jak Australijczycy i Szkoci,
i znalazła się między liniami „Turner" i „Bitters" na drugim
pasie pól minowych około 2,5 km od wzgórza „Nerka" trzy-
manego przez grenadierów 382 pułku niemieckiego. Nie wi-
dząc lepszego wyjścia brygadier Fisher postanowił rozwinąć
brygadę tam dokąd doszła, i nawiązać współdziałanie
z pododdziałami 9 i 51 dywizji. Natomiast pozostała część
1 Dywizji nadal tkwiła na podstawach wyjściowych, gdyż
7 Brygada blokowana przez poprzednika nie zdążyła wejść do
korytarza.
Niewiele lepiej poradziła sobie 10 Dywizja Pancerna. Jej
czołowa 8 Brygada dotarła wprawdzie do grzbietu Miteirya
w pasie dywizji nowozelandzkiej, ale pozostałe dwie brygady
nadal tkwiły na podstawach wyjściowych. Oprócz 8 Brygady
razem z Nowozelandczykami nacierała 9 Brygada Pancerna,
która również dotarła do grzbietu. Jeden z pułków 8 Brygady,
pułk pancerny „Nottinghamshire", nazwany popularnie „Sher-
wood Rangers" opuścił grzbiet Miteirya i dostał się pod celny
ogień niemieckich dział przeciwpancernych i w krótkim cza-
sie utracił 16 czołgów 8 Ciężkie straty poniosła także 9 Bryga-
da brygadiera Johna Curriego, której wszystkie trzy pułki pan-
cerne: królewski pułk pancerny „Wiltshire", pułk pancerny
„Warwickshire" i 3 pułk huzarów, ofiarnie wspierały 5 i 6 bry-

8
Ibidem, s.187.
189

gady nowozelandzkie. Pułk „Wiltshire" po osiągnięciu grzbietu


spróbował kontynuować natarcie, ale szybko utracił 9 czoł-
gów na polach minowych, a pozostałe znalazły się pod sku-
tecznym ogniem około 30 - 40 czołgów z grupy bojowej „Sud".
15 ocalałych czołgów z 37, jakie miał pułk przed natarciem,
pośpiesznie schroniło się za wzgórzami 9. A w rejonie wzgórz
były już pozostałe cztery pułki pancerne i inne pododdziały
z obu brygad pancernych.
Wiążące natarcie XIII Korpusu przebiegało w mniej dra-
matycznych okolicznościach, gdyż korpus ten nie był pod tak
silną presją zadań, jak oba korpusy na północy. Mimo to wy-
nik natarcia był równie daleki od planowanego. W natarciu
korpusu główną rolę miała odegrać 7 Dywizja Pancerna. Plan
zakładał domarsz obu brygad pancernych z rejonu oddalo-
nego o około 21 km od rubieży styczności, przejście przez
trzy brytyjskie pola minowe po specjalnie przygotowanych
drogach, następnie idąca na czele 22 Brygada brygadiera
G. P. B. Robertsa miała przejść przez nieprzyjacielskie pola mi-
nowe wykorzystując cztery przejścia przygotowane wcześniej
przez podobne - jak w X korpusie - zespoły rozminowania i na-
cierając włamać się w obronę przeciwnika na głębokość około
5,5 km. Za nią miała posuwać się 4 Brygada Lekka. Przejścia
przez nieprzyjacielskie pola i odcinek przełamania znajdowały
się między Deir el Munassib na północy a Qaret el Himeimat na
południu. Początek natarcia wyznaczono podobnie jak na pół-
nocy na 22.00. Prawe skrzydło 7 Dywizji miała osłaniać 131 Bry-
gada 44 Dywizji nacierająca wspólnie z pułkami pancernymi.
Lewe skrzydło miało być osłaniane tylko przez zasłony dymne
stawiane przez samoloty RAF i artylerię. Na południu - jak pa-
miętamy - do wiążącego natarcia miał wyruszyć 1 Brygada
„Wolnych Francuzów". Jej czas natarcia był skorygowany
z czasem prawdopodobnego ataku 22 Brygady na główną po-
zycję obrony i został określony na 2.30 24 października.

9
C a r v e r , op. cit., s. 116- 117.
190

Po o wiele skromniejszych niż na północy artyleryjskich przy-


gotowaniach do ataku ruszyła 131 Brygada, a wraz z nią zespo-
ły przygotowujące przejścia dla 7 Dywizji Pancernej, osłaniane
przez batalion zmotoryzowany 1 Brygady Strzelców organiza-
cyjnie wchodzący w skład 22 Brygady Pancernej. Przeciwnik,
a byli nim spadochroniarze dywizji „Folgore" wsparci VIII ba-
talionem szturmowym saperów i 2 batalionem 27 pułku Dywi-
zji „Pavia", ocknął się dosyć szybko prowadząc intensywny
ogień głównie z moździerzy i karabinów maszynowych. Mimo
to 131 Brygada przeszła przez linię ubezpieczeń i pierwsze pole
minowe. Próba dalszego natarcia zakończyła się jednak fiaskiem.
Przy podchodzeniu pod drugi pas pól minowych Włosi wyko-
nali kontratak i biorąc jeńców zmusili Brytyjczyków do zatrzy-
mania się. Okazało się, że odcinek natarcia wybrano niezbyt
fortunnie. Przeciwnikiem była bowiem grupa bojowa „Ruspo-
li", którą tworzył VII batalion spadochronowy 186 pułku i VIII
batalion szturmowy saperów. Grupą dowodził bardzo popular-
ny wśród Włochów charyzmatyczny ppłk książę Marescotti Ru-
spoli da Poggia Suasa. Pod jego dowództwem spadochroniarze,
a także elitami guastatorzy, czyli szturmowi saperzy, bronili się
zaciekle zwłaszcza w rejonie wzgórza 103.
Wykonywanie przejść dla 7 Dywizji szło również bardzo
wolno, mimo że zespoły były wyposażone w czołgi typu „Scor-
pion". Zostały one dosyć szybko obezwładnione przez artyle-
rię przeciwnika i dalej musiano rozminowywać tradycyjnymi
metodami. Dwa południowe przejścia zostały wykonane do
2.30, ale były pod silnym ogniem przeciwnika. Mimo to o 4.00
ruszyły przez nie 5 królewski pułk czołgów i pułk pancerny
„Greys" wsparte dwoma kompaniami piechoty zmotoryzowa-
nej. Wkrótce potem, mniej więcej koło 5.00, zespoły rozmi-
nowania przystąpiły do wykonania dwóch kolejnych przejść
w polu nazywanym „February", ale z powodu znacznych strat
nie były już w stanie ich wykonać. Świt zastał 22 Brygadę
między dwoma pasami pól minowych na tej samej głębokości
w obronie przeciwnika co 131 Brygada. Niepowodzeniem za-
191

kończył się także atak „Wolnych Francuzów". Włoscy spado-


chroniarze z V batalionu 186 pułku okazali się nie tylko czuj-
ni, ale i znakomicie wstrzeleni w teren. W ich ogniu atak fran-
cuskich batalionów załamał się bardzo szybko.
Przez pierwszą noc jednostki Armii Pancernej „Afrika" spisa-
ły się dobrze, mimo huraganowego ognia artylerii i udziału znacz-
nych sił pancernych przeciwnika w pierwszym atakującym rzu-
cie. Na północy tylko część włoskiego 62 pułku piechoty,
a zwłaszcza jego 1 batalion zajmujący obronę w pasie natarcia
australijskiej 26 Brygady, załamała się, wycofując się pośpiesznie.
Szczególnie dobrze broniły się bataliony niemieckiego 382 pułku
grenadierów pancernych. To przede wszystkim dzięki temu puł-
kowi pozycja główna nie została przełamana. Idea „przekładań-
ca" zdała egzamin. Dzięki rozmieszczeniu trzech batalionów tego
pułku na przemian z batalionami 62 włoskiego pułku obrona
wytrwała. Na południu postawa włoskich spadochroniarzy nie
budziła żadnych obaw. Potwierdzili oni klasę elity armii włoskiej.
Ale właśnie tej nocy Armia Pancerna ,Afrika" straciła swoje-
go dowódcę. Tuż przed świtem gen. Stumme chcąc poznać oso-
biście sytuację w pasie obrony 164 Dywizji i Dywizji „Trento"
wyruszył jedynie w towarzystwie płk. Buechtinga ze sztabu ar-
mii i z kierowcą kpr. Wolfem w kierunku frontu. Gdy jego samo-
chód zbliżał się od wybrzeża w kierunku wzgórza 29 blisko od-
cinka przełamania, dostał się pod ogień prawdopodobnie Austra-
lijczyków. Buechting otrzymał śmiertelną ranę w głowę, nato-
miast Stumme doznał udaru serca i wypadł z samochodu, gdy
kierowca zorientowawszy się, co się dzieje, na pełnym gazie gwał-
townie zawrócił. Ciało dowódcy w niecały kwadrans potem zna-
leźli dwaj podoficerowie z 2 kompaniami 382 pułku 10.

10
Okoliczności śmierci gen. Stumme nie są do dzisiaj w pełni wyjaśnione.
Oprócz tej wersji istnieje jeszcze inna głosząca, że śmierć nastąpiła wskutek
uderzenia głową o kamień po wypadnięciu z samochodu. Jest ona jednak mniej
prawdopodobna. Przedmiotem swoistych spekulacji są także okoliczności zna-
lezienia zwłok gen. Stumme, ale wersja o znalezieniu martwego generała dopie-
ro po 24 godzinach, w świetle najnowszych publikacji, nie jest prawdziwa.
192

Śmierć dowódcy armii nastąpiła w chwili, gdy należało pod-


jąć zdecydowane kroki w celu przygotowania i wykonania prze-
ciwuderzenia obydwoma mieszanymi zgrupowaniami pancer-
nymi. Nowy dowódca, którym czasowo został gen. von Thoma,
musiał się wpierw zorientować w położeniu, a ponadto nie był
zdecydowany, co robić, wiedząc, że Rommel wkrótce przybę-
dzie do Afryki, aby go zastąpić. Dlatego też śmierć gen. Stumme
wprowadziła chwilowy zastój w procesie decyzyjnym.
W godzinach rannych Montgomery, który znajdował się na
wysuniętym stanowisku dowodzenia na wybrzeżu na północ
od El Alamein, nie ukrywał niezadowolenia. Na północy, na
najważniejszym odcinku frontu, wszystkie cztery dywizje prze-
szły wprawdzie przez oba pasy nieprzyjacielskich pól mino-
wych, ale nie przełamały pozycji głównej. Z powodu fiaska
natarcia X Korpusu nie opanowano tak ważnych punktów te-
renowych, jak wzgórze 33 w pasie natarcia dywizji australij-
skiej (nie mylić ze wzgórzem 33 w pasie dywizji południowo-
afrykańskiej) i wzgórze „Nerka" na styku między 9 i 51 dywi-
zjami. W rękach przeciwnika pozostała też oaza El Wishka, którą
miała zdobyć 10 Dywizja „po drodze" do rubieży „Pierson".
Położenie X Korpusu było fatalne. Główne jego siły tkwiły
nadal przed nieprzyjacielskimi polami minowymi. A dwie
wysunięte brygady nie były przed piechotą XXX Korpusu, lecz
za nią bądź w najlepszym wypadku razem z nią.
W pasie XIII Korpusu nacierające brygady nie przebrnęły
nawet przez drugi pas pól minowych i wiążące natarcie zwią-
zało raczej główne siły korpusu brytyjskiego, a nie przeciwni-
ka. Jedynym pocieszeniem dla dowódcy 8 Armii były mel-
dunki z samolotów rozpoznawczych 208 dywizjonu, które nie
odnotowały ważniejszych zmian w rozmieszczeniu jednostek
niemieckich i włoskich.
O 9.15, a więc mniej więcej godzinę przed czasem,
w którym gen. Alexander miał zwyczaj odwiedzać kwaterę
główną 8 Armii, Montgomery podjął decyzję o dalszych dzia-
łaniach i przesłał podległym dowódcom w formie rozkazu da-
193

towanego na 9.45 24 października. Gen. Leese otrzymał pole-


cenie skupienia się na oczyszczeniu korytarza 1 Dywizji Pan-
cernej, a ponadto jego nowozelandzka dywizja miała wyko-
rzystać swój sukces i wyjść poza wzgórza Miteirya, jej lewy są-
siad, Szkoci gen. Wimberleya, miał dorównać do Nowozeland-
czyków, a 9 Dywizja miała szykować się do nocnego kruszenia -
„Crumbling" w żargonie Brytyjczyków - obrony przeciwnika.
Akcje 2 i 51 dywizji były planowane na godziny popołudniowe.
Zadanie X Korpusu pozostało niezmienione. Montgomery
powtórzył rozkaz o osiągnięciu za wszelką cenę rubieży „Pier-
son", z tym że główny wysiłek korpusu, jak i całej armii wy-
raźnie się przesunął w rejon grzbietu Miteirya.
Po drugiej stronie von Thoma oceniając rano położenie
swojej armii sytuację uznał za korzystną i nie wprowadził na
razie żadnych zmian w ugrupowaniu wojsk pancernych. Od-
działom pierwszorzutowym polecił dalszą uporczywą obronę,
a trzecią pozycję na najbardziej zagrożonych kierunkach
wzmocnił artylerią przeciwpancerną i częścią czołgów, które
miały po okopaniu się prowadzić ogień z miejsca.
Do południa na polu bitwy pod El Alamein aktywne było
tylko alianckie lotnictwo, które główny wysiłek skierowało na
wszystkie trzy grupy bojowe utworzone przez 15 Dywizję
Pancerną i Dywizję „Littorio". Po południu do natarcia mszy-
ła brygada pancerna Fishera wspomagana przez piechotę szkoc-
ką wspieraną przez „Valentiny" 50 królewskiego pułku czoł-
gów. Dzięki saperom brygada przeszła przez pozostałą część
drogiego pasa pól minowych i o 16.00 ruszyła na wzgórze
„Nerka". W tej sytuacji von Thoma polecił mjr. Schemmelo-
wi dowódcy grupy bojowej „Mitte" wykonać kontratak. Głów-
na rola w tym kontrataku przypadła niemieckiemu 2 batalio-
nowi czołgów 8 pułku pancernego i włoskiemu IV bataliono-
wi 133 pułku pancernego. W wyniku kontrataku wywiązała
się ostra walka, w której po obu stronach uczestniczyło około
200 czołgów. Zakończyła się ona utrzymaniem przez 2 Bryga-
dę zajmowanej pozycji kosztem około 30 czołgów. Kontrata-
194

kujący Niemcy i Włosi pozostawili na przedpolu tyle samo


dymiących wraków.
Natarcie ze wzgórz Miteirya w biały dzień groziło katastrofą.
Albowiem zejście ze wzgórz było pod silnym, wręcz morder-
czym ogniem dział przeciwpancernych, o czym już przekona-
li się czołgiści 8 i 9 brygad. Gen. Lumsden nakazał wiec gen.
Gatehouse'owi przeprowadzenie nocnego natarcia przy silnym
wsparciu artylerii i lotnictwa. W dzień 10 Dywizja miała tylko
podciągnąć resztą swoich sił pod wzgórza Miteirya. Godzinę
natarcia ustalono na 22.00. Późnym popołudniem Montgome-
ry pod wpływem częściowego sukcesu 2 Brygady Pancernej
zmienił kierunek uderzenia 24 Brygady z południowo-zachod-
niego na zachodni, tak aby współdziałała ona z 2 Brygadą.
Decyzja ta wprowadziła dodatkowe zamieszanie z powodu
konieczności wykonania nowych przejść dla 24 Brygady.
Rozkazy Lumsdena i Montgomery'ego spowodowały, że za
wzgórzami, na niewielkim stosunkowo skrawku terenu, znalazły
się aż trzy brygady pancerne: 24 Brygada na północy, 8 w środku,
a 9 na południu, liczące w sumie około 400 czołgów.
Na południu przez cały dzień oddziały 131 i 22 brygad utrzy-
mywały zajmowane pozycje, ale nie były one atakowane,
a jedynie intensywnie ostrzeliwane zwłaszcza ze wzgórza Qaret
el Himeimat. Montgomery polecił Horrocksowi kontynuować
natarcie w nocy, z tym że główną rolę miała - w razie koniecz-
ności - przejąć 131 Brygada.
Nocne natarcie X Korpusu zakończyło się niepowodzeniem.
Stosunkowo najlepiej powiodło się 24 Brygadzie, która do-
czekawszy się oczyszczenia nowych przejść z min rozpoczęła
natarcie o 3.45 i w ciągu nocy wyszła na nakazaną rubież na
północ od El Wishka, w pasie natarcia 51 Dywizji, i nawiąza-
ła styczność z 2 Brygadą Fishera.
Znacznie gorzej wiodło się zgrupowaniu atakującemu zza
wzgórz Miteirya w kierunku południowo-zachodnim. Już
w ciągu dnia przeciwnik dostrzegł koncentrację czołgów w re-
jonie wzgórz i nie marnując okazji wykonał skuteczny nocny
195

nalot rozpoczęty w chwili gdy wszystkie trzy brygady pancer-


ne ustawiały się w kolumny bojowe do natarcia. Działano,
można rzec, według wypróbowanego przez Brytyjczyków spo-
sobu. Część samolotów oświetlała teren, pozostałe atakowały
kolumny. Czołgi ucierpiały stosunkowo najmniej, ale musiały
się rozproszyć. Bardziej ucierpiały samochody. Największe
straty poniosły kolumny z zaopatrzeniem. Eksplodujące cy-
sterny i samochody z amunicją wywołały trudny do opanowa-
nia chaos. W efekcie natarcie w kierunku południowo-zachod-
nim poważnie się opóźniło. Znajdująca się na północy 24 Bry-
gada ucierpiała stosunkowo niewiele, dzięki czemu mogła roz-
począć wspomniane wyżej natarcie.
Ze znajdującej się w centrum 8 Brygady najszybciej po-
zbierał się pułk pancerny „Staffordshire" i rozpoczął natarcie
w kierunku rubieży „Pierson". Dwa pozostałe pułki brygady
zbierały się dłużej, ale i one w końcu ruszyły do przodu pod
osłoną artylerii i o 5.00 zbliżały się już do El Wishka, ale wów-
czas... otrzymały rozkaz powrotu na wzgórza Miteirya, i go
wykonały. Ten dziwny rozkaz był wynikiem całej serii niepo-
rozumień między dowódcą 10 Dywizji gen. Gatehousem, wpro-
wadzonym także częściowo w błąd przez brygadiera Custan-
ce'a dowodzącego 8 Brygadą, a gen. Lumsdenem oraz szefem
sztabu 8 Armii de Guingandem i samym Montgomerym. Ga-
tehouse obawiał się, że dzień zastanie jego brygadę w polu,
do tego rozsypaną i częściowo zdezorganizowaną i usiłował
temu zapobiec. Gdy więc otrzymał rozkaz, że jednym pułkiem
ma osłaniać prawe skrzydło 9 Brygady, pozostałe dwa pułki
skwapliwie wycofał.
Świt zastał samotny pułk „Staffordshire" w „szczerym polu"
na południe od El Wishka i gdy tylko stało się to możliwe ogień
otworzyły do niego niemieckie działa przeciwpancerne i 88 mm
Kruppa. Aby uchronić pułk przed całkowitym zniszczeniem
został on wycofany za wzgórza. Tak więc rankiem 25 września
8 Brygada była dokładnie w tym samym miejscu co poprzed-
niego dnia, tyle że już „odchudzona" o kilkadziesiąt czołgów.
196

9 Brygada Pancerna brygadiera Curriego podlegająca w dalszym


ciągu gen. Freybergowi podczas nocnego natarcia doszła do „Pier-
son". O świcie jej dowódca, widząc, że jest osamotniony, poprosił
dowódcę dywizji nowozelandzkiej o pozwolenie na odwrót za
Miteiryę, ale Freyberg polecił mu pozostać tam, gdzie jest. Pozwo-
lenie na wycofanie się nadeszło dopiero wieczorem.
Tej nocy w pasie korpusu Horrocksa zacięty bój toczyła
131 Brygada Piechoty brygadiera Stamera i 22 Brygada Pan-
cerna brygadiera Robertsa. Ta pierwsza zdobyła w swoim pa-
sie pole minowe „February", przez które saperzy przygotowa-
li dwa przejścia. Nacierająca przez nie 22 Brygada dostała się
jednak pod silny ogień artylerii, głównie niemieckich armat
88 mm, które przyszły z pomocą włoskim spadochroniarzom.
Idący północnym przejściem 4 pułk pancerny „County of Lon-
don" na minach i od ognia artylerii stracił 26 czołgów. Zginęli
dowódca pułku, jego zastępca i adiutant pułku (szef sztabu)
oraz jeden z dowódców szwadronu 11.
Nacierający południowym przejściem 1 królewski pułk czoł-
gów miał co prawda mniejsze straty, ale wobec sytuacji na
północnym przejściu natarcie przerwano. Rankiem 131 Bry-
gada została sama i po włamaniu się w głąb obrony dywizji
włoskiej otoczona z trzech stron. Trwała tak przez cały dzień
ponosząc znaczne straty. Wieczorem wycofano ją a jej miej-
sce, ale na pozycji zdobytej w pierwszym nocnym natarciu,
zajęła 132 Brygada z tej samej 44 Dywizji Piechoty.
Tej nocy do tyłu odeszła 7 Dywizja Pancerna. Aby ułatwić
jej odejście i luzowanie 131 Brygady dowódca XIII Korpusu
nakazał 69 Brygadzie z 50 Dywizji wykonać uderzenie na rejon
obrony zorganizowany przez włoskich spadochroniarzy 187 puł-
ku Dywizji „Folgore" w depresji Deir el Munassib, z którego
prowadzono dokuczliwy ogień na prawe skrzydło 131 Bryga-
dy. Spadochroniarze 187 pułku okazali się nie gorsi od swych
kolegów ze 186 i odparli 69 Brygadę zadając jej znaczne straty.

11
C a r v e r , op. cit., s. 138.
197

Wróćmy jednak na północ i cofnijmy się do godzin poran-


nych 25 października, gdzie po dwóch ciężkich nocnych na-
tarciach, zarówno XXX Korpus, jak i X Korpus nie wykonały
podstawowego zadania, jakim było przełamanie głównej po-
zycji obrony przeciwnika. Mało tego, jak na razie poza popo-
łudniem 24 października, włosko-niemieckie zgrupowania
pancerne nie były poważnie angażowane w walkę z przeciw-
nikiem. Natomiast jednostki pancerne 8 Armii zdążyły się już
znacznie wykrwawić. Fiasko operacji „Lightfoot" stało się
widoczne. Wszystko to na razie nie wpłynęło na postawę Mont-
gomery'ego. Był zdecydowany kontynuować bitwę „na zuży-
cie" przeciwnika. Na następną noc nakazał przygotować na-
tarcie na kierunku zachodnim, tam gdzie wiodło mu się najle-
piej. Zadanie to otrzymała 1 Dywizja Pancerna, której Mont-
gomery polecił dodatkowo podporządkować 24 Brygadę
Pancerną oraz szkoccy górale z 51 Dywizji. Prawemu zaś są-
siadowi Szkotów, czyli Australijczykom, przydzielił Montgo-
mery zadanie zdobycia wzgórza 29, przy którym zginął Stum-
me, uderzeniem w kierunku północnym z podstaw wyjścio-
wych rozmieszczonych w dotychczasowym pasie natarcia.
Poturbowana 10 Dywizja Pancerna otrzymała rozkaz wycofa-
nia się w celu przegrupowania.
Trzecie z kolei nocne natarcie można byłoby skwitować
jednym zwrotem „nic nowego", gdyby nie natarcie Australij-
czyków na wzgórze 29. 1 Dywizja i Szkoci zostali odparci po
całonocnych walkach, w których przeciwnik bardzo często
kontratakował, zadając im poważne straty. Natomiast natarcie
Australijczyków zakończyło się sukcesem tym większym, że
wzgórze było bronione przez dobry niemiecki 2 batalion 125 puł-
ku grenadierów pancernych. W natarciu brał udział 26 Bryga-
da brygadiera D. Whiteheada wsparta czołgami 40 królew-
skiego pułku czołgów (ok. 30 „Valentinów") oraz aż 7 pułka-
mi artylerii, w tym dwoma artylerii ciężkiej. Australijczycy
natarli z furią a na samym wzgórzu doszło do walki wręcz,
której Niemcy nie wytrzymali. W walce tej wyróżnił się sze-
198

regowy P. E. Gratwick, który jako pierwszy Australijczyk w tej


bitwie został odznaczony „Victoria Cross". Otrzymał go jed-
nak pośmiertnie, gdyż zginął w samotnym ataku na gniazdo
karabinów maszynowych, wkrótce po tym jak również samot-
nie wybił do nogi cały działon niemieckiego moździerza.
Sukces Australijczyków miał się okazać przysłowiową „de-
ską ratunku" dla Montgomery'ego, który 26 października po
trzech nocach i dwóch dniach operacji „Lightfoot" stanął przed
dylematem: co dalej?
Sytuacja wyglądała na poważną. Montgomery mógł dalej pro-
wadzić bitwę na wyczerpanie licząc, że początkowa przewaga,
jaką miał nad przeciwnikiem, prędzej czy później przyniesie mu
sukces. Ale dotychczasowe straty Armii Pancernej ,Afrika" nie
wydawały się być zbyt duże. Do niewoli dostało się 628 Niem-
ców i 1534 Włochów, co nie było liczbą wskazującą na ewentu-
alny kryzys po stronie przeciwnika. Straty w czołgach, oceniane
na około 100 maszyn, też nie były wysokie. Straty własne od
wieczora 23 października do świtu 26 października wynosiły 6140
zabitych, rannych i zaginionych, z tego 4640 w XXX Korpusie,
1014 w XIII, a 460 w X Korpusie. Najbardziej wykrwawiła się
do tej pory 51 Dywizja, która utraciła około 2 tysięcy żołnierzy.
Niepokojące, i to bardzo, były natomiast straty jednostek pancer-
nych. Utracono do tej pory około 300 czołgów, i chociaż należa-
ło się liczyć z tym, że większość z nich uda się wyremontować, to
kłopoty mogły być z załogami do nich 12.
Po głębokim namyśle i konsultacjach z szefem sztabu oraz
podległymi dowódcami korpusów i dywizji Montgomery
uznał, że w aktualnej sytuacji najważniejsze są: utrzymanie
inicjatywy w bitwie i odtworzenie odwodu.
Zanim jednak przedstawimy nowy plan bitwy Montgome-
ry'ego, musimy poznać sytuację po drugiej stronie linii frontu

12
Z owych 300 czołgów, wyremontowano i z powrotem wysłano do jed-
nostek 127 „Grantów" i „Shermanów", 28 „Crusaderów" Mk III i 77 pozo-
stałych „Crusaderów", 39 „Valentinów" i 31 „Stuartów".
199

i cofnąć się do godzin popołudniowych 25 października. O tej


porze właśnie do Afryki powrócił feldmarsz. Rommel, aby
ponownie objąć dowództwo nad wojskami „Osi", które z tą
chwilą zostały przemianowane z Armii Pancernej „Afrika" na
Niemiecko-Włoską Armię Pancerną (Deutsch-Italienische
Panzerarmee) przez Włochów nazywaną Włosko-Niemiecką
Armią Pancerną (Armata Corazza Italo-Tedesca). Hitler o po-
wrocie Rommla zadecydował już 24 października i jeszcze tego
samego dnia feldmarszałek opuścił sanatorium w Austrii, aby
następnego dnia rano odlecieć do Rzymu. Tu Rommel odwie-
dził Naczelne Dowództwo, aby jeszcze raz zabiegać o zwiększenie
dostaw, zwłaszcza paliwa i amunicji.
Wczesnym popołudniem odleciał do Afryki.
Zdający obowiązki dowódcy armii von Thoma przedstawił
Rommlowi sytuację, która okazała się bardziej poważna, gdy feld-
marszałek przeczytał meldunek sytuacyjny wieczorem 25 paź-
dziernika. Straty na północy były poważne. Dywizja „Trento"
straciła połowę piechoty i większość artylerii. W 164 Dywizji
Lekkiej dwa bataliony były tymi jednostkami tylko z nazwy.
Stracono także kilkanaście dział. Lokalne kontrataki wspól-
nymi siłami 15 Dywizji Pancernej i Dywizji Pancernej „Litto-
rio" też okazały się kosztowne. Mimo to Rommel postanowił
zaatakować.
Zgodnie z jego decyzją 26 października do przeciwnatar-
cia, którego zadaniem było odzyskanie utraconych wcześniej
ważnych pozycji, w tym zwłaszcza świeżo straconego wzgó-
rza 29, ruszyły jednostki 15 Dywizji Pancernej, 164 Dywizji
Lekkiej i północnego zgrupowania jednostek włoskiego XX Kor-
pusu. Natarcie to zakończyło się jednak generalną klęską.
Najpierw RAF wypatrzył szykujące się do uderzenia jednos-
tki, a następnie zaatakował, używając głównie bombowców
„Baltimore" oraz amerykańskich „Mitchell". Do uderzenia
z powietrza dołączyła artyleria skoncentrowana w tym miej-
scu w związku z nocnym natarciem Australijczyków. Nieustan-
nie bombardowane i ostrzeliwane wojska „Osi" musiały zre-
200

zygnować już po pierwszym boju z 9 Dywizją w rejonie


wzgórza 29 i 1 Dywizją Pancerną w rejonie „Nerki".
Mimo niepowodzenia w dniu następnym Rommel postano-
wił zaatakować ponownie w tym samym prawie miejscu, ale
świeżymi siłami. Najpierw zadecydował o przesunięciu dwóch
odwodowych dywizji zmotoryzowanych. Niemieckiej 90 Dy-
wizji Lekkiej wydał rozkaz przerzucenia większości sił z re-
jonu El Daba w rejon na południe od Sidi el Rahman, a włoska
Dywizja „Trieste" miała zająć jej miejsce, w związku z czym
rozpoczęła przemarsz z Fuka do nowego rejonu.
Mając dylemat, czy ściągnąć południowe zgrupowania 21 Dy-
wizji i „Ariete" na północ, czy nie, obawiał się bowiem, że
w wypadku ataku 8 Armii w południowym sektorze, może zabrak-
nąć paliwa aby obie dywizje mogły tam powrócić, Rommel zde-
cydował ostatecznie, że na północ skieruje tylko 21 Dywizję.
O 21.00 26 października dywizja ta otrzymała rozkaz marszu do
rejonu w pobliżu punktu ciężkości bitwy, który w niemieckiej
sztuce wojennej nazywany jest „Schwerpunkt".
Wróćmy do sztabu 8 Armii, w której w tym samym mniej wię-
cej czasie, gdy 21 Dywizja rozpoczęła marsz na północ Montgo-
mery podjął decyzję o nowym planie bitwy, przy zachowaniu
w zasadzie jego koncepcji bitwy w stylu I wojny światowej.
Pamiętamy, że Montgomery za wszelką cenę nie chciał od-
dać przeciwnikowi inicjatywy. Po kontratakach wojsk Rommla
przeprowadzonych 26 października taka groźby była już cał-
kiem realna. Aby tego uniknąć, trzeba było zaatakować. Tym
razem punkt ciężkości natarcia 8 Armii został przeniesiony na
północ na samo prawie wybrzeże. Montgomery bowiem po-
stanowił wykorzystać sukces Australijczyków i uderzyć naj-
pierw ze wzgórza 29 w kierunku morza, aby odciąć niemiecki
125 pułk grenadierów i włoski X/7 batalion bersalierów,
a następnie uderzyć na północny zachód wzdłuż toru kolejo-
wego i pobliskiej szosy nadmorskiej. Zadanie to Montgomery
powierzył ponownie Australijczykom, którzy mieli otrzymać
odpowiednie wsparcie.
201

Aby odtworzyć odwód tak potrzebny przy rysującej się gdzie-


kolwiek szansie na przełamanie, Montgomery postanowił wy-
cofać z pierwszej linii nowozelandzką 2 Dywizję z 9 Brygadą
pancerną, i skierować 7 Dywizję Pancerną na północ bliżej
rejonu decydujących walk zabrawszy ją XIII Korpusowi. Mógł
liczyć także na próbującą się cofać 10 Dywizję Pancerną i na
1 Dywizję, którą też zamierzał wycofać.
Realizacja tych zamiarów pociągnęła za sobą przegrupo-
wanie 8 Armii. Na południu XIII Korpus otrzymał rozkaz
wstrzymania natarcia, a następnie otrzymał nowy pas działa-
nia, w którego zasięgu znalazł się niemal cały grzbiet Mitei-
rya. Aby tak szeroki pas terenu mógł być przez korpus obsa-
dzony, Horrocks dostał hinduską 4 Dywizję, która musiała jed-
nak zluzować południowoafrykańską 1 Dywizję. Oprócz 7 Dy-
wizji, korpus utracił również 151 Brygadę, która z 50 Dywizji
przeszła pod bezpośrednie dowództwo gen. Leese.
Gen. Leese i jego sztab miał nie mniej pracy niż Horrocks na
południu. Przede wszystkim musiał przygotować natarcie dywizji
australijskiej, którą należało zluzować z większości dotychczas
zajmowanych pozycji, aby mogła swój front obrócić z kierunku
zachodniego na północny. To zadanie otrzymała 51 szkocka Dy-
wizja. Z kolei pas Szkotów przejęła 151 Brygada wzmocniona ar-
tylerią skierowanej do odwodu dywizji nowozelandzkiej. W miejsce
Nowozelandczyków miała wejść dywizja południowoafrykańska
zluzowana wcześniej przez Hindusów z 4 dywizji.
Całość przegrupowań powinna być zakończona do świtu
28 października.
Ale Rommel nie myślał czekać, aż jego przeciwnik przegru-
puje siły i rozkazał, aby przeciwuderzenie z udziałem 21 Dy-
wizji Pancernej z połową artylerii ściągniętą z południowego
sektora rozpoczęło się o 16.00 27 października. Czas uderze-
nia został tak dobrany, aby oddziały Rommla miały słońce za
sobą przeciwnikowi natomiast świecące prosto w oczy.
Nim Rommel uderzył, wiedziony jakby intuicją dowódca
1 Dywizji Pancernej gen. Briggs postanowił poprawić własne
202

położenie i nakazał, aby w nocnym natarciu 7 Brygada Pie-


choty Zmotoryzowanej zdobyła zachodnią część grzbietu „Ner-
ka", a zwłaszcza umocnione punkty, które otrzymały kodowe
nazwy „Woodcock" i „Snipe", co miało polepszyć osłonę obu
brygad pancernych: 2 i 24.
Do rana strzelcy 7 Brygady zadanie wykonali. 2 batalion
własnych królewskich strzelców znany bardziej jako „60 ba-
talion strzelców", którego dowódcą był ppłk William Heath-
coat-Amony opanował „Woodcock" położony z przodu na
prawo od wzgórza „Nerka", centralnego punktu grzbietu o tej
samej nazwie. Położony z przodu w lewo od „Nerki" „Snipe"
opanował 2 batalion strzelców dowodzony przez ppłk. Victo-
ra Turnera. Oba bataliony były wzmocnione bateriami 76 puł-
ku artylerii przeciwpancernej i saperami 7 szwadronu. Już
o świcie strzelcy spostrzegli, że za pobliskim wzgórzem 37
koncentrują się niemieckie czołgi. Wkrótce potem oba bata-
liony rozpoczęły bój, który aczkolwiek realny, stał się legendą
nie tylko 8 Armii, ale całej armii brytyjskiej.
W boju tym na pierwszym planie byli obrońcy „Snipe'a" -
strzelcy 2 batalionu Turnera, który później za tę obronę otrzymał
„Victoria Cross". W tym punkcie oporu na stanowiskach ognio-
wych było 19 armat przeciwpancernych, w tym 6 z 239 baterii
76 pułku, a pozostałe z batalionowej baterii przeciwpancernej.
Przez cały dzień 27 października działa te zniszczyły 35 czoł-
gów i dział samobieżnych, w tym 29 najgroźniejszych niemiec-
kich Pzkpfw III J i PzKpfw IV F2, oraz uszkodziły 20 dal-
szych. Strzelcy zaś odparli wszystkie ataki piechoty niemiec-
kiej i włoskiej 13. Szczególnie gorące chwile obrońcy „Snipe'a"
przeżyli po południu, gdy o 16.00 ruszyło natarcie 21 Dywizji
Pancernej. Równie dzielnie bronili się strzelcy królewscy

13
P h i l l i p s , op. cit., s. 278. Oficjalnie załodze „Snipe" uznano zni-
szczenie 22 czołgów niemieckich i 10 włoskich. Podane w tekście liczby
pochodzą od obrońców „Snipe". W nocy nieprzyjaciel ściągnął z pola część
maszyn i trudno jest jednoznacznie określić, ile faktycznie czołgów zostało
w pobliżu tej reduty zniszczonych.
203

w „Woodcocku". Generalny sukces był jednak możliwy dzię-


ki pancerniakom 1 Dywizji. 2 i 24 brygady nacierały w kierunku
redut 7 Brygady i chociaż nie uzyskały postępu to stoczyły
bój z czołgami przeciwnika, co przesądziło o bolesnej poraż-
ce „Afrika Korps" i części włoskiego XX Korpusu na „Ner-
ce".
Kielich goryczy Rommla dopełniło niepowodzenie 90 Dy-
wizji Lekkiej, która nie zdołała odbić wzgórza 29. Grenadie-
rzy gen. Grafa von Sponecka dostawszy się pod silny ogień
artylerii i lotnictwa zostali zdziesiątkowani i nie wyprowadziw-
szy zorganizowanego natarcia byli zmuszeni się wycofać.
Ale jak to czasami na wojnie bywa do brytyjskiej beczki
miodu z sukcesem już wkrótce dostała się łyżka dziegciu. Tę
łyżkę dorzuciła 133 Brygada brygadiera Lee, chociaż nie bez
winy wydają się być czołgiści 2 Brygady. Brygada Lee otrzy-
mała polecenia zluzowania w nocy na 28 października wycień-
czonych walką obrońców „Snipe'a" i „Woodcocka", gdy oka-
zało się, że obie reduty pozostały w brytyjskich rękach. Wy-
konawstwo tego rozkazu było fatalne. 133 Brygada - jak pa-
miętamy - była na pustyni stosunkowo od niedawna. Przybyła
bowiem do Egiptu wraz z resztą 44 Dywizji w sierpniu i w jej
składzie całkiem nieźle spisała się podczas obrony wzgórz
Alam el Halfa. Potem brygada „awansowała" do roli piechoty
zmotoryzowanej 10 Dywizji Pancernej i w tej roli uczestni-
czyła w drugim El Alamein, ale dotychczas nie była w nią zbyt-
nio zaangażowana. Teraz nadszedł jej bardzo zły czas. Na zlu-
zowanie obrońców „Woodcocka" nocą o 22.30 wyruszył 4 kró-
lewski batalion pułku „Sussex", który zaledwie kilka dni wcze-
śniej otrzymał nowego dowódcę ppłk. Ronalda Murphiego.
Wkrótce potem doszło do pomyłkowej wymiany ognia z 1 ba-
talionem pułku „Gordon Highlanders" 51 Dywizji, zakoń-
czonej poważnymi stratami. Po wyjaśnieniu pomyłki około
1.30 dowódca uznał, że batalion osiągnął „Woodcock" i roz-
kazał umocnić się, co nie było takie proste z powodu skaliste-
go gruntu. Faktycznie zaś batalion pomylił drogę i znalazł się
204

w pobliżu wschodniego końca pustynnej reduty, do której zdą-


żał w otoczeniu jednostek włoskich i niemieckich. O 6.00
Murphy, który do tej pory nie miał łączności ani z dowódz-
twem brygady, ani z szefostwem artylerii, zdążył powiadomić
przełożonych przez radio, że słyszy pracę czołgowych silni-
ków. Wkrótce batalion znalazł się w okrążeniu. 2 Brygada
Pancerna miała o świcie rozpocząć marsz w kierunku prawe-
go, północnego skrzydła dywizyjnego pasa i jej dwa pułki były
wcześniej w pobliżu miejsca, gdzie 4 batalion został okrążony
i po krótkiej walce, w której zginęło lub zostało rannych 47 żoł-
nierzy, w tym dowódca batalionu, został wzięty do niewoli 14.
Znajdujący się w pobliżu patrol z 10 pułku huzarów mógł
z odległości około 3 km jedynie obserwować, jak żołnierze
batalionu maszerują w długich kolumnach do niewoli. Trud-
no jednoznacznie określić, na ile postawa pułków pancernych
była wynikiem animozji między czołgistami a piechurami, a na
ile niezawinionej pomyłki i przypadku.
Więcej szczęścia miał 5 królewski batalion tego samego
pułku „Sussex", który też zmylił drogę i nie doszedł do „Sni-
pe'a", zatrzymał się jednak w porę i zorganizował obronę.
Ocalałych obrońców reduty, którzy nie doczekali się zluzo-
wania, trzeba było wycofać w ciągu dnia.
Aby zakończyć przypadek 133 Brygady nadmienimy, że jej
trzeci batalion, 2 królewski batalion pułku „Sussex", również
nie osiągnął nakazanej rubieży, ale podobnie jak batalion 5 za-
trzymał się przed grzbietem „Nerka" i uniknął kłopotów.
Obie niemieckie dywizje pancerne wspomagane jednostka-
mi włoskimi 28 października ponownie uderzyły na jednostki
X Korpusu, który nie mógł z powodu powtarzających się ata-
ków wycofać się i przekazać zajętych pozycji dywizjom pie-
choty. Przedpołudniowe natarcie niemieckie załamało się
w ogniu artylerii dział przeciwpancernych i czołgów. Wczes-
nym popołudniem, gdy „Afrika Korps" przegrupowywał się

14
Ibidem, s. 300.
205

do kolejnego natarcia, został zaatakowany z powietrza. Przez


dwie i pół godziny trwały naloty bombowców „Boston" i „Bal-
timore", tak że „Afrika Korps" nie zdołał nawet właściwie
uszykować się do natarcia 15.
Istnieje powszechna opinia, że niepowodzenie kolejnych
przeciwuderzeń organizowanych przez Rommla od 26 do 28
października było zapowiedzią przyszłej klęski.
Jego armia ponosiła w tych dniach straty, na które nie mo-
gła sobie pozwolić. Stan czołgów w „Afrika Korps" zdatnych
do walki spadł z 148 do 77. Towarzysząca Niemcom dywizja
„Littorio" straciła też w tych dniach dalszych 27 czołgów. Rom-
mel atakując niewiele polepszył położenie własnych wojsk,
natomiast doprowadził do osłabienia ich trzonu, którym był
„Afrika Korps", „wyręczając" tym samym Montgomery'ego,
nie mogącego wcześniej przedostać się ku niemu z własnymi
jednostkami pancernymi. Po południu 28 sierpnia dowódca
8 Armii zawiesił wszelkie działania zaczepne w rejonie „Ner-
ki", i nakazał skupić się na wykorzystaniu sukcesu Australij-
czyków.
Jak łatwo się domyśleć, przeciwuderzenia Rommla zakłóciły
cały, zaplanowany jeszcze 26 sierpnia, proces przygotowania
8 Armii. Wymiana i wycofanie jednostek z frontu do odwodu
opóźniły się. Ostatecznie do 31 października hinduska 4 Dy-
wizja przejęła pas obrony południowoafrykańskiej 1 Dywizji,
a ta z kolei zluzowała dywizję nowozelandzką, która wraz
z 9 Brygadą Pancerną przeszła do odwodu. Zasłużona w do-
tychczasowych walkach 1 dywizja pancerna także zdołała się
wycofać. 10 Dywizja została tymczasowo podporządkowana
XXX Korpusowi, co uprościło dowodzenie jednostkami
w rejonie „Nerki" dotychczas dowodzonymi przez dwóch do-
wódców korpusów. 7 Dywizja bez 4 Lekkiej Brygady Pancer-
nej, ale za to z przydzieloną jej tymczasowo 131 Brygadą roz-
poczęła marsz na północ, aby przejść do odwodu armii.

15
P 1 a y f a i r, op. cit., s. 57.
206

28 sierpnia Montgomery trwał jeszcze przy zamiarze wyko-


nania decydującego natarcia wzdłuż wybrzeża, do którego oprócz
Australijczyków zamierzał użyć dywizji Freyberga. Liczył, że
najlepsza w jego armii piechota z antypodów otworzy mu wresz-
cie drogę na zachód. Ale ponieważ piechoty u Freyberga było
jego zdaniem, po stratach w pierwszych dniach operacji „Light-
foot" za mało, do 2 Dywizji przydzielił 151 Brygadę z 50 Dy-
wizji i 152 Brygadę z 51 Dywizji. Ta ostatnia brygada przejęła
część frontu dywizji australijskiej od 20 Brygady. Zgodnie też
z poprzednią decyzją gen. Horrocks przejął hinduską 4 Dywi-
zję od gen. Leese, sąsiada z północy.
W nocy z 28 na 29 października dywizja australijska ude-
rzyła po raz kolejny, tym razem w kierunku północno-wschod-
nim, z zamiarem opanowania toru kolejowego i szosy, aby
potem po zmianie kierunku uderzyć wzdłuż linii kolejowej,
odcinając siły nieprzyjaciela broniące się w wąskim pasie
wybrzeża. Ostatnim akordem miał być atak na odcięte oddzia-
ły przeciwnika wykonany z południowego wschodu.
Dywizja australijska była już jednak mocno osłabiona, po-
nieważ w pierwszej linii, i to tu na północy, była bez przerwy
od lipca. Poprzednie natarcia też odbiły się ujemnie na sile
bojowej dywizji. Przeciwnik także nie ułatwiał zadania, wi-
dząc jak na dłoni niebezpieczeństwo odcięcia części 164 Dy-
wizji i bersalierów oraz przebicia się wzdłuż wybrzeża. Dlate-
go właśnie w ten rejon wybrzeża przyszła 90 Dywizja Lekka
ustawiona frontem na wschód w stosunku do dawnego pasa
obrony Australijczyków.
Mimo opisanych trudności, ambitni Australijczycy robili
wszystko, aby zadanie wykonać. „Szczury Tobruku" - jak ich
nazywano z racji długotrwałej obrony twierdzy w drugiej po-
łowie 1941 r. - chcieli udowodnić nielubianym przez nich
Anglikom, że są najlepszą piechotą imperium.
Rozpoczęte o 22.00 natarcie początkowo rozwijało się dość
pomyślnie. Idąca w pierwszym rzucie 20 Brygada wsparta
„Valentinami" 40 królewskiego pułku czołgów mimo dużych
207

strat na polach minowych i od ognia niemieckiej piechoty zdo-


była pośredni przedmiot terenowy, leżący w połowie drogi do
linii kolejowej. Natarcie 26 Brygady nie miało już takiego
powodzenia. Dowódca brygady z powodu znacznej odległo-
ści do podstawy natarcia i chęci uzyskania zaskoczenia posa-
dził część 2/23 batalionu piechoty na wspierające brygadę
„Valentiny" 46 królewskiego pułku czołgów, a część na trans-
portery opancerzone popularnie nazywane „Carrierami". Ten
w sumie niezły pomysł nie przyniósł powodzenia. Pojazdy
Australijczyków niemal natychmiast po wyruszeniu z podstaw
wyjściowych dostały się pod ogień dział przeciwpancernych
i karabinów maszynowych. Piechota musiała się spieszyć
a czołgi zająć się walką z artylerią. Wkrótce obie formacje
walczyły osobno. Australijski 2/23 batalion chcąc uniknąć strat
zaczął się okopywać około 800 m na północny wschód od
wzgórza 29 będącego kluczem do sukcesu w tym rejonie
i trzymanego przez Niemców. Razem z nim znalazło się 7 oca-
lałych czołgów 46 pułku, z 22 sztuk, które wyruszyły do na-
tarcia. Pozostałe dwa bataliony 26 Brygady podczas walki sio-
strzanego batalionu zajęły podstawy do natarcia, ale dowódca
brygady ocenił, że jest już zbyt późno, by do rana uzyskać
znaczny sukces, i natarcie zostało odwołane. Gen. Morshead
ani myślał jednak zrezygnować z pobicia przeciwnika. Jego
dywizja wbiła solidny klin między 2 batalion 125 pułku gre-
nadierów z 164 Dywizji a grupę bojową opartą na 155 pułku
grenadierów pancernych 90 Dywizji Lekkiej poważnie zagra-
żając obu jednostkom. Zagrożony był także batalion bersalie-
rów mający pozycje obronne nad samym morzem. Dlatego
zaplanowano kolejne natarcie, mimo że o świcie w rejon walk
podeszła część 15 Dywizji i Dywizji „Littorio" z wyraźnym
zamiarem wykonania kontrataku w kierunku wzgórza 29.
Rankiem Australijczycy i ich dowódca planujący kolejne
natarcie nie przypuszczali, że tego dnia dowódca ich armii gen.
Montgomery po raz drugi zmieni plan bitwy, którą toczył już
szósty dzień.
„SUPERCHARGE" I POŚCIG

Nocne natarcie 9 Dywizji wywarło mocne wrażenie na obu


dowódcach armii. Rommel był coraz bardziej zaniepokojony
i zaczynał poważnie myśleć o generalnym odwrocie. Ale per-
spektywa takiego odwrotu nie rysowała się bynajmniej w różo-
wych kolorach. Skromne zapasy paliwa i szczupły park samo-
chodowy groziły, że odwrót mógł się przerodzić w katastrofę.
Zdecydowaną większość jego armii stanowiła piechota. Oprócz
czterech włoskich dywizji piechoty: „Trento", „Bologna", „Bres-
cia", i „Pavia", oraz bardzo dobrej włoskiej Dywizji Spadochro-
nowej „Folgore", w tej większości były także dwie wielkie jed-
nostki niemieckie: 164 Dywizja Lekka i Brygada Spadochro-
nowa „Ramcke", którą Rommel zamierzał ściągnąć na północ.
Przy tak zmotoryzowanym i opancerzonym przeciwniku, jakim
była 8 Armia, w razie odwrotu tych siedem związków taktycz-
nych mogło być bardzo łatwo utraconych. Ale nawet pozostałe
dywizje: 4 pancerne i 2 zmotoryzowane, nie mogły w razie od-
wrotu być pewne swego. Paliwa było tak mało, że gdyby zaist-
niała konieczność stoczenia manewrowych bojów opóźniają-
cych pościg przeciwnika mogło, go nie starczyć na długo.
Rano do Rommla dotarła bardzo niepomyślna wieść, że
zbiornikowiec „Luisiano" przewożący 1459 ton paliwa, na
które feldmarszałek tak bardzo liczył, został zatopiony wie-
czorem 28 października w pobliżu zachodnich wybrzeży Gre-
cji torpedą zrzuconą z „Wellingtona".'
1
Ibidem, s.63. Z tego samego konwoju lotnictwo zatopi jeszcze dwa statki:
„Ostię" i „Tripolino". Ten ostatni wiozący 1464 tony paliwa i amunicji
Na tych samych zawodach piechotę australijską reprezentował starszy sier-
żant sztabowy Patrick Lee. Piechocie australijskiej należy się palma pierw-
szeństwa wśród jednostek piechoty 8 Armii

Rommel podobnie jak Montgomery miał Żołnierz włoski wymachuje rado-


szczęście do dobrych sztabowców. Jed- śnie flagą narodową w zdobytym
nym z nich byt pułkownik Siegfried West- Mersa Matruh. Generał Auchin-
phal (późniejszy generał) szef oddziału leck decydując się na zatrzyma-
operacyjnego Armii Pancernej „Afrika" nie wojsk Rommla pod El Alame-
w okresie bitew pod El Alamein. Westphal in, a nie pod Mersa Matruh praw-
na pierwszym planie. Z tyłu Rommel dopodobnie uratował Egipt
Generał major Georg von Bismarck dowódca 21 Dywizji Pancernej udziela
wskazówek siedząc na wozie dowodzenia. Jego śmierć już na początku bitwy
pod Alam el Halfa byta poważnym ciosem dla „Afrika Korps"

Obejmując dowództwo 8 Armii Montgomery byt nowicjuszem wojny toczonej


na pustyni, mimo że wcześniej służyt już w Egipcie. Na zdjęciu Montgomery
(na koniu) na czele 1 batalionu królewskiego pułku „Warwickshire" w obozie
pod piramidami w pobliżu Kairu w 1933 r.
Montgomery lubił być roz-
poznawalny z daleka i sły-
nął z różnorodnych drob-
nych dziwactw. W pierw-
szych tygodniach dowodze-
nia 8 Armią nosił australijski
kapelusz z emblematami
bywało, że nawet kilkunastu
pułków. Na zdjęciu Mont-
gomery podczas powitania
z brygadierem Katsotasem
dowódcą greckiej Brygady
Piechoty

Jednostki włoskie obsadzały większość


pierwszorzutowych pozycji obronnych Armii
Pancernej „Afrika" pod El Alamein. Obser-
wator włoskiej artylerii na przednim skraju
obrony

Czołg Pzkpfw IV Ausf. F2 byt


najlepszym czołgiem, jakim
dysponowały dywizje pancerne
„Afrika Korps" podczas jesien-
nej bitwy pod El Alamein
Lekki schron włoskiej piechoty na pozycji obronnej pod El Alamein. Chronił
tylko przed ogniem broni strzeleckiej i odłamkami pocisków artyleryjskich

Włoskie bataliony szturmowe saperów (guastatori) byty często używane do


torowania drogi dla włoskich i niemieckich jednostek pancernych przez pola
minowe i zasieki osłaniające brytyjskie pozycje obronne. Szturm włoskich
saperów na pozycje obronne w południowym sektorze frontu pod El Alamein

W przerwach między wielkimi natarciami wypady po jeńca byty najpoważniejszym


zadaniem piechoty obu stron. Włoscy piechurzy prowadzą wziętych do niewoli
brytyjskich obserwatorów z wysuniętego posterunku na linii pod El Alamein
Maskowanie operacyjne było jed-
nym z istotnych elementów przy-
gotowań do brytyjskiego natarcia
pod El Alamein. Na zdjęciu atra-
pa stacji paliw z „żołnierzem" na-
pełniającym „kanistry"

Włoscy żołnierze ustawiają miny na przedpolu własnej głównej pozycji obrony


na 10 dni przed rozpoczęciem operacji „Lightfoot". Pola minowe przysporzyły
żołnierzom 8 Armii wiele problemów, a ich pokonanie było skomplikowanym
przedsięwzięciem organizacyjnym
Niedostatek środków transportu byt poważną bolączką niemieckich wojsk
w Afryce. Niemieccy grenadierzy wycofują się na nowe pozycje obronne pod-
czas jednego z licznych lipcowych starć pod El Alamein latem 1942 r.

Rommel w otoczeniu oficerów


niemieckich i włoskich na linii
El Alamein 27 października,
a więc w dniu, w którym mimo
trudności udawało się powstrzy-
mywać natarcie Montgome-
ry'ego
Ten sam dzień nie byt najlep-
szym dniem jego przeciwnika
Montgomery'ego. Montgomery
podczas tradycyjnej herbatki
z załogą własnego czołgu. Na
prawo jeden z adiutantów kapi-
tan John Poston

W ostatnim decydującym natarciu w nocy z 3 na 4 listopada 1942 r. wyróżnili


się szkoccy górale z 51 Dywizji. Na zdjęciu żołnierze 2 batalionu pułku „Sea-
forth" podczas uroczystego przeglądu dokonywanego przez Księcia Walii pia-
stującego funkcję szefa pułku, z okazji uroczystości wręczenia pułkowi no-
wych sztandarów w 1937 r.

Kolumna włoskich czołgów z przydzieloną niemiecką baterią artylerii masze-


ruje przez rozminowane pole minowe wycofując się z linii El Alamein. Już wkrót-
ce miała wziąć udział w ostatniej swojej walce w Egipcie
Ten dzień triumfu byt możliwy dzięki zwycięstwu pod El Alamein. Premier Churchill
inspekcjonuje jednostki 8 Armii w zdobytym Trypolisie. W samochodzie z przodu
z lewej kapitan Poston, z prawej Montgomery. Z tytu obok Churchilla generał
Leese

Brytyjski cmentarz pod El Alamein. Na dalekim planie wzgórza Miteirya. Spo-


czywają tu żołnierze niemal z wszystkich zakątków Imperium Korony Brytyjskiej

Zwycięski Montgomery u schyłku życia w swojej posiadłości w Isington Mili


209

Sytuacja z paliwem stawała się bardzo krytyczna. Jedynym


pewnym, ale mało wydajnym, sposobem dostarczania benzy-
ny i oleju napędowego był most powietrzny z Krety, chociaż
i on na skutek zbombardowania nocą na 27 października lot-
niska Maleme, gdzie bazowały samoloty transportowe Ju-52,
tymczasowo zmniejszył przepustowość.
Sposobem mogącym w razie odwrotu złagodzić skutki nie-
doboru środków transportu było wcześniejsze obsadzenie
znacznymi siłami wybranej rubieży na tyłach. Ale takiej decy-
zji Rommel nie mógł podjąć sam. Próbował zaś przewidzieć,
co zrobi jego przeciwnik i doszedł do wniosku, że 8 Armia
bez przerwy operacyjnej będzie nadal starała się przerwać
w kierunku na Sidi Abd el Rahman pierwszą stację kolejową
po stronie „Osi", nacierając okrakiem wzdłuż toru kolejowe-
go. W związku z tym, a także z wyborem linii Fuka na następ-
ną rubież obrony podjął kilka decyzji, które miały doprowa-
dzić do opóźnienia brytyjskiego natarcia.
Przede wszystkim 21 Dywizja Pancerna, mająca około 60
czołgów, przewidziana była do wycofania z frontu i ześrod-
kowania w rejonie na północ od wzgórza Tell el Aqqaqir jako
odwód armii. Jej miejsce powinna zająć Dywizja „Trieste".
Grupa bojowa 155 pułku i to co pozostało jeszcze z 2 batalionu
125 pułku grenadierów, miała być wycofana wieczorem 29 paź-
dziernika do rejonu na południowy wschód od Sidi Abd el Rah-
man. Pozostałe siły 125 pułku grenadierów pancernych utrzy-
mywały dotychczasowe pozycje do nocy z 30 na 31 październi-
ka. Cały nadmorski odcinek miała przejąć 90 Dywizja Lekka.
Rommel w czwartkowy poranek 29 października prawidło-
wo ocenił zamiary dowódcy 8 Armii, ale nie przewidział, że już
wkrótce Montgomery ten zamiar zmieni. A ten ostatni od rana
nie był w najlepszym nastroju. Powodem była kolejna presja
Churchilla, który poprzedniego dnia zapoznawszy się położe-

zostanie zatopiony 1 listopada przez kolejny „Wellington" na północny za-


chód od Tobruku.
210

niem 8 Armii, a zwłaszcza z trwającym przegrupowaniem, za-


czął żywić obawy, że szumnie zapowiedziana ofensywa zamie-
ni się w końcu w lokalną akcję, co wobec planowanej na 8 li-
stopada operacji „Torch" nie było zachęcającą perspektywą.
Swoimi obawami podzielił się z Alanem Brooke'em, a następnie
polecił Alexandrowi i swojemu ministrowi do spraw Środko-
wego Wschodu Caseyowi udać się do Montgomery'ego
i wywrzeć na niego presję, aby podjął bardziej energiczne działa-
nia. I właśnie obaj ci panowie przybyli przed południem 29 paź-
dziernika na wysunięte stanowisko dowódcy 8 Armii.
Jeżeli uwierzymy Montgomery'emu, to ta wizyta nie miała
wpływu na podjętą później decyzję. Wydaje się jednak, że
przybycie zwłaszcza Caseya do kwatery 8 Armii i przekazana
przez niego ocena sytuacji dokonana przez Churchilla nie
mogły nie zrobić wrażenia na Montgomerym. On zbyt dobrze
znał kulisy polityki premiera i jego obyczaje oraz pamiętał los
Auchinlecka, aby to wydarzenie zlekceważyć.
Jednakże człowiekiem, który tego dnia miał bodajże najwięk-
szy wpływ na Montgomery'ego był mjr E. T. Williams z oddziału
rozpoznawczego 8 Armii. Williams - po wojnie należący
do ścisłego grona przyjaciół „Monty'ego" - już wcześniej, jesz-
cze na etapie planowania operacji „Lightfoot" zapłodnił Mont-
gomeryego myślą, że gdyby udało się w jakikolwiek sposób
doprowadzić do tego, że zamiast „przeplatańca", po drugiej stro-
nie jednostki niemieckie i włoskie rozdzieliłyby się, to front
włoski można byłoby szybko i bez większych trudności przeła-
mać. I właśnie 29 października taka szansa zaczęła się rysować.
Analizując nocne meldunki poszczególnych dywizji, a zwłasz-
cza australijskiej, oraz poranne RAF, oddział rozpoznawczy 8 Ar-
mii ocenił, że 90 Dywizja Lekka zajęła pas obrony pomiędzy
wzgórzem 29 a wybrzeżem. Mogło to oznaczać, że Rommel,
po pierwsze - ocenił, iż główne uderzenie pójdzie wzdłuż
wybrzeża na Sidi Abd el Rahman, a po drugie - wyczerpał już
swoje niemieckie odwody. Spostrzeżono również, że Rommel
skupiając na północy jednostki niemieckie ogołocił z nich front
211

nie tylko na południu, ale także w centrum i oddzielił je od


jednostek włoskich.
Opierając się na takiej ocenie Montgomery'ego podjął decy-
zję, gorąco popartą przez jego szefa sztabu, aby kierunek głów-
nego uderzenia znów zmienić i przenieść bardziej na południe.
Ostatecznego przełamania miała dokonać wzmocniona dywi-
zja nowozelandzka, uderzając na bardzo wąskim odcinku, ze
wzgórzem 29 na skraju prawego skrzydła, gdzie jak sądzono
natrafiłaby wyłącznie na włoskie jednostki. Przez wyłom miały
przejść dywizje pancerne X Korpusu, które w otwartym boju
powinny rozbić odwody pancerne Rommla. Wykonanie ude-
rzenia planowano na trzecią noc z soboty 31 października na
niedzielę 1 listopada. Aby jednak Niemcy nie zmienili swoich
poglądów co do planów 8 Armii, Montgomery rozkazał, aby
w noc poprzedzającą atak 2 Dywizji Australijczycy ponownie
uderzyli w „starym" miejscu. Nowy plan przełamania otrzymał
kodową nazwę „Supercharge" (Wielka Szarża), która brzmiała
nieco lepiej niż poprzednia „Lightfoot".
Decyzja Montgomery'ego puszczona w tryby sztabowej
machiny została rozwinięta i opracowana w formie rozkazu
wydanego z datą 30 października 1942 r. i tytułem: Operacja
„Supercharge". Plan 8Armii 2.
Ujawnione już na początku planu cele operacji nie powin-
ny umknąć naszej uwadze. Zgodnie z rozkazem, finalnym ce-
lem był rozpad armii Rommla, który powinien nastąpić po
osiągnięciu takich celów cząstkowych, jak: zniszczenie sił
pancernych, zmuszenie armii do walki w otwartym polu, tak
aby stale i ciągle będąc w ruchu zużyła swoje materiały pęd-
ne, zajęcie okrakiem dróg zaopatrzenia i uniemożliwienie do-
staw oraz wypchnięcie lotnictwa niemieckiego i włoskiego
z wysuniętych lądowisk i lotnisk 3.
2
Dokładną treść tego rozkazu można znaleźć: w wersji polskiej
B. Montgomery, (Wspomnienia, s. 130-131), w wersji angielskiej The
Memoris of Field-Marshal The Viscount Montgomery of Alamein, 133-136.
3
M o n t g o m e r y, op. cit., s. 130.
212

Wszystkie te cele ukazują istotę różnicy między operacjami


„Lightfoot" a „Supercharge", które na pozór wyglądały podob-
nie. Rzeczywiście, na pierwszy rzut oka „Supercharge" może
wydawać się powtórzeniem poprzedniej operacji w nieco mniej-
szej skali. I można byłoby zgodzić się z tym, gdyby nie jej cele
oraz zakładany sposób ich osiągnięcia. Nietrudno zauważyć, że
pierwszą zasadniczą różnicą są zamiary co do nieprzyjacielskiej
broni pancernej. W „Lightfoot" czołgi Rommla miały być po-
wstrzymywane i niszczone przez własną okopaną broń pancer-
ną w „Supercharge" zaś miały być zniszczone i to w otwartym
polu. Po drugie - zniszczenie broni pancernej było celem pierw-
szoplanowym nowej operacji, w „Lightfoot" tym celem było
„rozkawałkowanie" i zniszczenie piechoty.
Porównajmy teraz sposoby prowadzenia obu operacji. Zgod-
nie z planem operacji „Supercharge", w fazie przełamania pie-
chota XXX Korpusu miała, przy wsparciu artylerii i czołgów,
w nocnym natarciu dokonać wyłomu na głębokość około 3650 m
(4000 yardów) i ubezpieczyć jego wyjście oraz skrzydła, a także
zapewnić swobodę poruszania się po nim, tak aby wyłom stał się
mocną podstawą do dalszych działań zaczepnych. W tej samej
fazie jednostki X Korpusu miały posuwać się przez wyłom doko-
nany przez XXX Korpus, aby osiągnąć podstawy do dalszego
natarcia wyznaczone na końcu korytarza, a w razie konieczności
walką utorować sobie do nich drogę.
Jak na razie w sposobie działania w pierwszej fazie obie
operacje są podobne. Zasadnicza różnica jest za to widoczna
w fazie drugiej, w której własne jednostki pancerne miały pro-
wadzić śmiałe działania manewrowe w celu zniszczenia sił
pancernych nieprzyjaciela, a później działania rajdowe w celu
doprowadzenia do całkowitego rozpadu tyłów armii Rommla.
I wreszcie ostatnia z najważniejszych różnic między obiema
operacjami. W „Supercharge" Montgomery utworzył silny
i mobilny odwód armii. Stanowiła go 7 Dywizja Pancerna, bez
4 Lekkiej Brygady Pancernej i 131 Brygady Piechoty, które
miały być użyte zależnie od rozwijającej się sytuacji.
213

Przełamania miała dokonać nowozelandzka 2 Dywizja Pie-


choty gen. Freyberga, ale poprawniej byłoby powiedzieć zgru-
powanie 2 Dywizji Piechoty, gdyż pod generała podlegały
cztery brygady piechoty: 151, 152 oraz nowozelandzkie 5 i 6,
każda wsparta jedną baterią artylerii przeciwpancernej oraz
co najmniej 1 kompanią karabinów maszynowych i dwie:
9 i 23 brygady pancerne 4. Przełamanie miało nastąpić na od-
cinku około 3800 m położonym między wzgórzem „Nerka" na
południu a wzgórzem 29 na północy. W pierwszym rzucie prze-
widziano użycie dwóch brygad: 151 i 152, każda z nich miała
otrzymać wsparcie jednego pułku „Valentinów" z 23 Bryga-
dy Pancernej. Za nimi miała podążyć 9 Brygada Pancerna, z za-
daniem przejścia do natarcia po opanowaniu przez piechotę
końcowego obiektu położonego około 3650 m od podstawy
i pogłębienie wyłomu o dalsze 1800 m do Szlaku Rahman, skąd
pałeczkę pierwszego rzutu powinny przejąć jednostki pancer-
ne X Korpusu, i przejść przez wyłom.
X Korpus ostatecznie miała reprezentować 1 Dywizja
Pancerna gen. Briggsa wzmocniona 8 Brygadą Pancerną z 10 Dy-
wizji, która po dotarciu lub po przebiciu się do szlaku Rahman
i opanowaniu bardzo ważnego wzgórza Tell el Aqqaqir
o wysokości 44 m, powinna rozwinąć się i przygotować do
otwartej bitwy z bronią pancerną Rommla.
Jednak zanim huknęły pierwsze salwy „Supercharge", swoje
ostatnie, trzecie już, natarcie przeprowadzili Australijczycy.
W ciągu 30 października na ich korzyść intensywnie działało
lotnictwo, co miało z jednej strony pomóc 9 Dywizji, a z dru-
giej - utwierdzić Niemców w przekonaniu, że kierunek głów-
nego uderzenia pozostał bez zmian. Natarcie rozpoczęło się,
można rzec zwyczajowo, o 22.00 30 października. Uczestni-
czyły w nim 2/32, 2/24 i 2/48 bataliony piechoty 26 Brygady
oraz użyty w charakterze piechoty australijski 2/3 batalion pio-
nierów. Znajdujący się w niezłym jeszcze stanie 2/32 batalion

4
P h i l l i p s , op. cit., s.408.
214

przełamał opór 1 batalionu 125 pułku grenadierów pancernych


i zdobył najpierw tor, a potem szosę. Mniej szczęścia miały
pozostałe bataliony, które zaatakowały wzdłuż toru. Zatrzy-
mał je silny ogień ze wzgórza 25, wciąż trzymanego przez
Niemców. Pionierzy natomiast, którzy ruszyli do szturmu
o 4.25 31 października i doszli do połowy drogi dzielącej ich
od brzegu morza, ale w wyniku silnych kontrataków musieli
się cofnąć za tor kolejowy. W dzień 26 Brygada była w po-
ważnych opałach. Kontratakowała 90 Dywizja Lekka wsparta
czołgami z 21 Dywizji Pancernej. Kontrataki zostały jednak
odparte. W nocy wyczerpana 26 Brygada została zluzowana
przez australijską 24 Brygadę Piechoty, która przez cały na-
stępny dzień (1 listopada) znów odpierała kontrataki z pomocą
czołgów 42 królewskiego pułku i armat rodezyjskiego pułku ar-
tylerii przeciwpancernej. W walkach tych zginął dowódca bry-
gady brygadier Arthur Godfrey, ale jego żołnierze wytrwali.
9 Dywizja, mimo że nie zdobyła przewidywanych w planie
obiektów, wykonała kawał dobrej roboty. Australijczycy potwier-
dzili w każdym z trzech samodzielnych natarć swoje walory bo-
jowe. Ambitni, odważni i nieustępliwi, a przy tym doskonale
wyszkoleni i bardzo doświadczeni, sprawili przeciwnikowi nie
lada kłopoty. Związali odwodową 90 Dywizję Lekką i zadali jej
poważne straty. Nacierając z uporem zmuszali przeciwnika do
ściągnięcia na wybrzeże znacznych sił i do końca odwracali uwa-
gę od kierunku natarcia przewidzianego w „Supercharge".
Wielka szarża miała rozpocząć się wieczorem 31 paździer-
nika, dobę po ostatnim natarciu Australijczyków. Ale rankiem
tego samego dnia gen. Freyberg zwrócił się z prośbą do Mont-
gomery'ego, aby natarcie jego dywizji odłożyć na 24 godziny,
motywując swoją prośbę koniecznością skorzystania z chociaż-
by krótkiego odpoczynku przez zmęczonych żołnierzy oraz
potrzeby dokonania rozpoznania. Widocznie prosił przekony-
wająco, bo Montgomery zgodził się na zwłokę.
0 21.15 1 listopada 68 „Wellingtonów" i 19 „Albacorów"
rozpoczęło, znane nam z poprzednich natarć, nocne bombar-
215

dowanie, które tym razem trwało siedem godzin. Obiektami


szczególnego zainteresowania lotników RAF i ich kolegów
z lotnictwa marynarki wojennej były rejony wzgórza Tell el
Aqqaqir oraz stacji kolejowych: Sidi Abd el Rahman i Ghazala.
Ale ich największym sukcesem było - jak się później okazało -
zbombardowanie wysuniętego stanowiska dowodzenia „Afrika
Korps" i zniszczenie znacznej części znajdującego się tam sprzę-
tu łączności. Jednocześnie, aby osłonić własne wojska nad po-
lem walki patrolowały nocne myśliwce „Hurricane", które rów-
nież pilnowały lotniska „Stukasów" w Sidi Haneish 5.
Natomiast, aby postraszyć Niemców desantem morskim na
ich tyłach w rejonie zatoczek koło Ras el Daba i Ras Gibeish
pojawiły się ścigacze torpedowe, które pozorowały desant
odpalając flary i zrzucając tratwy.
Atak nowozelandzkie dywizje rozpoczęły o 1.05 2 listopa-
da po pięciominutowym przygotowaniu artyleryjskim. Na pra-
wym skrzydle nacierała 151, a na lewym 152 Brygada. Każda
z nich miała w pierwszym rzucie dwa bataliony i atakowała
na odcinku o szerokości około 1800 m (2000 yardów). Za nimi
w bardzo bliskiej odległości w pasie każdej brygady posuwa-
ło się 38 czołgów wsparcia „Valentine", za batalionami 151 Bry-
gady z 8 królewskiego pułku czołgów, za batalionami 152 Bryga-
dy z 40 królewskiego pułku czołgów. W tym samym czasie na
prawo od podstawy wyjściowej do ataku ruszył nowozelandzki
28 batalion Maorysów z zadaniem rozszerzenia wyłomu
u podstawy i zabezpieczenia prawego skrzydła oraz 133 Bryga-
da Piechoty, oczywiście bez wziętego do niewoli 4 batalionu
„Sussex", z takim samym zadaniem na lewym skrzydle.
Piechota nacierała, podobnie jak poprzednio, zawałem
ogniowym 360 ciężkich i lekkich dział, przesuwanym syste-
5
Wzmiankowany gdzieniegdzie w okolicznościowych artykułach
w polskiej prasie i czasopismach naukowych udział w nocnym bombardo-
waniu ciężkich bombowców „Lancaster" jest zwykłym nieporozumieniem
i to całkowicie niezrozumiałym, gdyż w całym basenie Morza Śródziemne-
go nie było w tym czasie ani jednego „Lancastera".
216

matycznie co 2,5 minuty o 100 m w głąb obrony przeciwnika.


Wbrew oczekiwaniom na odcinku przełamania natrafiono na
dobre jednostki. Broniły się tam bowiem pododdziały 1 ba-
talionu 115 pułku grenadierów pancernych z 15 Dywizji Pancer-
nej, 1 batalionu 200 pułku grenadierów pancernych z 90 Dy-
wizji Lekkiej oraz bersalierzy z XXIII/12 batalionu Dywizji
„Littorio" i część 1 batalionu 65 pułku piechoty Dywizji Zmo-
toryzowanej „Trieste". Mimo to obie brygady, biorąc jeńców
niemieckich i włoskich, osiągnęły końcowy przedmiot natar-
cia nawet przed wyznaczonym na 3.45 czasem i bez większych
start. Za piechotą posuwali się saperzy z dwóch nowozelandz-
kich kompanii polowych, którzy tym razem nie mieli tak wie-
le roboty, jak podczas pierwszej nocy „Lightfoot".
Ponieważ natarcie szło dobrze, wysłano dwa pułki samo-
chodów pancernych, aby spróbowały przerwać się przez linię
frontu z zamiarem rozpoczęcia działań rajdowych. Jeden z tych
pułków, pułk królewskich dragonów, mimo niepowodzenia
w pierwszej próbie w pobliżu wzgórza Tell el Aqqaqir, w dru-
giej, przeprowadzonej bardziej na południe częścią sił, a były
to dwa pełne szwadrony, przerwał się przez front i w ciągu
dnia poczynił spore zamieszanie na tyłach, a następną noc był
już pod El Daba 6.
Za piechotą obu brygad posuwała się zgodnie z planem 9 Bry-
gada Pancerna. Na rozkaz Montgomery'ego została ona
w ostatnich dniach poważnie wzmocniona i w sumie miała 132
czołgi, w tym 79 typu „Sherman" i „Grant". Rejon wyjściowy
opuściła o 20.00 1 listopada. Marsz na pozycje wyjściowe
odbył się z kłopotami. Ciemności, chmury pyłu pustynnego,
miny i kłopoty z silnikami utrudniały marsz. Pododdziały pie-
choty i armat przeciwpancernych przydzielone do 3 pułku hu-
zarów poniosły liczące się straty, a liczba czołgów gotowych
do walki na podstawie wyjściowej spadła do 94. Dowódca
brygady brygadier Currie, widząc, co się dzieje, poprosił

6
P l ay f a i r, op. cit., Vol. IV, s. 66.
217

o przesunięcie czasu przejścia przez linię piechoty o pół go-


dziny z 5.45 na 6.15. Jego prośba została uwzględniona
i punktualnie o 6.15 wszystkie trzy pułki czołgów przeszły
przez pozycje piechoty i ruszyły w kierunku bliskiego już szla-
ku Rahman. Na prawym skrzydle nacierał 3 pułk huzarów,
w środku królewski pułk pancerny „Wiltshire", na lewym
skrzydle pułk pancerny „Warwickshire".
Rozpędzający swe stalowe rumaki czołgiści 9 Brygady nie
wiedzieli, że właśnie przy szlaku Rahman czekały na nich nie-
mieckie i włoskie armaty przeciwpancerne półkoliście roz-
stawione w kierunku wybijanego od kilku godzin korytarza.
Jako pierwsze pod silny ogień tych dział dostały się czołgi
pułku „Warwickshire", wkrótce potem ten sam los spotkał
czołgi pozostałych dwóch pułków. W ciągu kilkunastu minut
brygada została praktycznie rozbita.. Spod ognia uciekło jedy-
nie 19 czołgów, które dołączyły do nadchodzącej właśnie 2 Bry-
gady Pancernej. „Nowocześni" kawalerzyści po raz kolejny
mogli się przekonać, że bez własnej piechoty i artylerii nie-
wiele mogą osiągnąć.
1 Dywizja Pancerna z linii szlaku „Springbok" wyruszyła
o 3.00. Jej siłą bojową stanowiło 271 czołgów, w tym: 113 „Sher-
manów", 39 „Grantów", 46 „Crusaderów" Mk III i 73 „Crusa-
dery" Mk II 7. Zgodnie z planem, po przejściu przez korytarz
i przez linię zdobytego przez 9 Brygadę szlaku Rahman, 2 Bry-
gada miała nacierać na północny zachód od wzgórza Tell el
Aqqaqir, 8 Brygada na zachód przez to wzgórze, a 7 Brygada
Piechoty Zmotoryzowanej pomiędzy brygadami pancernymi.
Idąca na czele 2 Brygada Pancerna brygadiera Fishera pode-
szła mniej więcej o świcie, czyli kwadrans przed 6.00, pod
szlak Rahman, akurat wtedy gdy niemieccy i włoscy artyle-
rzyści dobijali 9 Brygadę. Zrozpaczony Curie przywitał Fi-
shera w słowach nie mieszczących się w literackim języku, ma-
jąc uzasadnione pretensje do niego, że się spóźnił, po czym

7
Ibidem, s. 65.
218

doradził wykorzystać moment zaskoczenia i uderzyć na nie-


mieckie pozycje.
Fisher zdecydował się na atak rozwijając brygadę w linię
trzech pułków pancernych: pułk pancerny „Qeen's Bays" na
północy, 9 pułków ułanów w środku i 10 pułk huzarów na po-
łudniu. Ale mimo że czołgiści Curriego wyszczerbili już nieco
wcześniej przeciwpancerną zaporę, brygada Fishera dostała
się pod bardzo silny ogień i nie ryzykując dużych strat była
zmuszona się wycofać. W tym samym czasie dowódca 2 Bry-
gady otrzymał ostrzeżenie od dowódcy dywizji, gen. Briggsa,
że pod osłoną dział przeciwpancernych do kontrataku szykują
się nieprzyjacielskie czołgi. W tej sytuacji należało zachować
szczególną ostrożność.
O 10.15 na lewo od 2 Brygady pojawiły się pierwsze czołgi
8 Brygady, wkrótce potem około południa rozgorzał zacięty
bój, gdyż w rejon włamania Rommel rzucił do kontrataku wszys-
tkie dostępne mu czołgi, które prowadził przeciwko Brytyj-
czykom sam dowódca „Afrika Korps". Walki w rejonie
wzgórza Tell el Aqqaqir i szlaku Rahman toczyły się cały dzień.
Czołgiści obu niemieckich pułków pancernych: 5 i 8, oraz
włoskiego 133 pułku atakowali zajadle, cały czas wykorzy-
stując osłonę własnych dział przeciwpancernych i samobież-
nych z północnego zachodu, z zachodu i z południowego za-
chodu. Raz byli nawet bliscy sukcesu, kiedy to omal nie wy-
szli na tyły pułku „Qeen's Bays", ale interwencja pułku „Staf-
fordshire" zażegnała niebezpieczeństwo. Brytyjczycy walczyli
umiejętnie. Nie szarżowali, a przede wszystkim zaczęły współ-
pracować z sobą czołgi, piechota i artyleria. Pułki „Qeen's
Bays" i 9 ułanów nie zawahały się cofnąć do pozycji piecho-
ty, gdy niemieckie działa przeciwpancerne zaczęły dobierać
się do nich. Współdziałanie to było widoczne zwłaszcza po
południu, kiedy na równej linii z pułkami pancernymi stanęła
piechota 7 Brygady, batalion dragonów „Yorkshire" z 2 Bry-
gady, bataliony pułku lekkiej piechoty „Durham" z 151 Bry-
gady oraz bataliony pułków „Seaforth" i „Cameron" szkoc-
219

klej 152 Brygady 8. Po południu z pomocą przyszło lotnictwo.


Na skoncentrowane w rejonie wzgórza i przy szlaku wojska
przeciwnika spadły do wieczora 163 tony bomb. Naloty miały
charakter ciągły i nie licząc wymiernych rezultatów w postaci
zniszczonych bądź uszkodzonych pojazdów bardzo absorbo-
wały uwagę nieprzyjaciela. Natomiast „Stukasy" dosyć łatwo
zostały przepędzone znad pozycji brytyjskich.
Po całodziennym boju Rommlowi w północnym sektorze,
tam, gdzie rozstrzygały się losy bitwy, pozostało 117 czołgów,
w tym 77 niemieckich. Von Thoma utracił w ciągu dnia około
70 czołgów, jego przeciwnik Briggs 54 czołgi, z których do
linii nie wróciło już nigdy 14.
Montgomery śledził przebieg bitwy bardzo uważnie. Do-
skonale wiedział, że jej losy decydują się pod wzgórzem Tell
el Aqqaqir wzdłuż szlaku Rahman. Liczył bardzo na umiejęt-
ności żołnierzy obu zgrupowań uderzeniowych oraz ich do-
wódców Freyberga i Briggsa. Wieczorem 2 listopada był
w dobrym humorze, czuł, że zaczyna zwyciężać. 2 Brygadzie
nakazał przekroczyć szlak Rahman i kontynuować natarcie
w kierunku zachodnim. Jednocześnie na lewo od korytarza
przełamania 51 Dywizji powinna zdobyć w rejonie „Nerki"
rejony „Skinfilt" i „Snipe". Dwie południowoafrykańskie jed-
nostki samochodów pancernych miały natomiast podjąć po-
nowną próbę przedostania się w wolną przestrzeń operacyjną,
aby prowadzić działania rajdowe.
7 Dywizja Pancerna miała podejść pod wzgórze Tell el Eisa
na północy i przejść z odwodu pod X Korpus. 4 Lekka Bryga-
da Pancerna także miała opuścić XIII Korpus, aby znaleźć się
w X Korpusie. Jednocześnie Montgomery nakazał stworzyć
odwód XXX Korpusu w sile czterech brygad piechoty. Za-
miar na następną dobę był jasny: utrzymać nacisk na Rommla
i czekać aż front pęknie.
Z równą co Montgomery uwagą śledził bitwę Rommel.
Dowódca jego „Afrika Korps" von Thoma systematycznie

8
P h i l l i p s , op. cit., s. 367 - 370.
220

raportował o sytuacji podkreślając rosnącą przewagę przeciw-


nika w czołgach, artylerii i piechocie. Po południu zameldo-
wał, że chociaż natarcie brytyjskie zostało powstrzymane, na-
leży się liczyć z tym, że po jego wznowieniu obrona może się
załamać. Dodał także, że liczebność niemieckiej piechoty
i artylerii w rejonie walki spadła do trzeciej części stanu wyj-
ściowego, a „Shermany" i „Granty" okazały się być bardzo trud-
ne do zniszczenia. Niemieckie działa 50 mm mogły przebić
pancerz tych czołgów tylko z bliższej odległości i przez to
ponoszą znaczne straty. Włoska artyleria przeciwpancerna
okazała się wobec tych czołgów niemal bezradna. Jedyną
skuteczną włoską bronią były samobieżne działa M 40 75/18,
M 41 75/18 i artyleria polowa. Wskazał również na coraz więk-
szą przewagę przeciwnika w powietrzu.
Wieczorem Rommel zdał sobie sprawę z tego, ze jego siły
nie wytrzymają dłużej naporu 8 Armii i że wybiła ostatnia
godzina podjęcia wysiłków uratowania choćby części podle-
głej mu armii. I decyzję taką podjął, a o 19.50 wieczorem 2 li-
stopada wysłał stosowny telegram do OKW. Treść tego tele-
gramu musiała wstrząsnąć Hitlerem. Rommel bowiem zawia-
damia, że dalszy opór na linii El Alamein jest niemożliwy.
Niemożliwy jest także jego zdaniem zorganizowany odwrót
sześciu włoskich i dwóch niemieckich dywizji i brygad pozba-
wionych środków transportu. W związku z tym należy się li-
czyć, że większość z nich w trakcie odwrotu zostanie zniszczo-
na. Z powodu braku amunicji i paliwa to samo może spotkać
dywizje pancerne i zmotoryzowane. W związku z tym, kon-
kludował Rommel, osobiście spodziewa się stopniowego zni-
szczenia armii, mimo heroicznego oporu i wysokiego morale
podległych mu wojsk 9.
Mimo tak hiobowych wieści, Rommel podjął próbę zorgani-
zowanego odwrotu na linię Fuka. Zgodnie z planem 132 Dywi-
zja Pancerna „Ariete", stająca do tej pory na południu, miała
9
P 1 a y f a i r, op. cit., Vol. IV, s. 475.
221

podejść pod Tell el Aqqaqir, aby wzmocnić pozostałe dywizje


jej macierzystego XX Korpusu. XXI Korpus miał odskoczyć
i odejść na prawo od XX Korpusu. Tej samej nocy X Korpus
włoski powinien wycofać się za zachodni pas pól minowych
ciągnących się od El Taqa w kierunku na zachód od Bab el
Kattara. Brygada „Ramcke" miała nadal utrzymać rubież pól
minowych Qutumi. Odległość, na jaką powinny wycofać się
nie zmotoryzowane jednostki armii, wynosiła 15 - 16 km, ale
Rommel liczył, że do wieczora 3 listopada uda mu się dostar-
czyć tym jednostkom dodatkowe środki transportu.
Swoje nadzieje opierał na tym, że poprowadzi z pomocą XX
Korpusu i „Afrika Korps", 90 Dywizji Lekkiej i 19 Dywizji Ar-
tylerii Przeciwlotniczej skuteczne działania opóźniające, tak aby
wieczorem 3 listopada mógł wciąż powstrzymywać 8 Armię na
północ i południe od stacji kolejowej Ghazala. W tej koncepcji
„Afrika Korps" i korpus de Stefanisa miały wycofywać się na
południe od linii kolejowej. 90 Dywizja Lekka zaś, która miała
zabrać na swoje środki transportu 125 pułk grenadierów pancer-
nych, 164 Dywizji, okrakiem wzdłuż tej linii. Natomiast pozosta-
łość 164 Dywizji Lekkiej miała także być zabrana z pola, praw-
dopodobnie przez pojazdy 15 Dywizji Pancernej. Odwód armii
tworzyły 33 i 580 zmotoryzowany batalion rozpoznawczy oraz
Kampstaffel „Kieł".
Jeszcze tej samej nocy, tak pracowitej i ciężkiej dla Rommla,
51 Dywizja zgodnie z poleceniem Montgomery'ego atakiem
rozpoczętym o 18.15 zdobyła oba ufortyfikowane rejony na
zachód od „Nerki". „Skinflint" po huraganowym ostrzale ośmiu
pułków artylerii polowej i dwóch pułków artylerii ciężkiej
został opanowany przez szkocki 2 batalion pułku „Seaforth"
wsparty czołgami 50 pułku królewskiego. Do niewoli wzięto
około setki włoskich żołnierzy z Dywizji „Trieste". W chwilę
potem, także przy silnym wsparciu czołgów, 5 batalion Bry-
gady „Sussex" zdobył „Snipe", biorąc 60 jeńców z tej samej
dywizji. Tym samym kierunek natarcia na południowy zachód
został otwarty.
222

Dowódca X Korpusu otrzymawszy od Montgomery'ego


dokładne polecenie, jak jego jednostki powinny działać, był
skłonny opowiedzieć się raczej za zdecydowanym natarciem
całą 1 Dywizją Pancerną w zachodnim kierunku. Według nie-
go stanowiska armat przeciwpancernych rozmieszczone wzdłuż
szlaku Rahman były jedyną przeszkodą ku temu, aby prze-
rwać się całą masą pancerną korpusu na zachód. O 20.30 Lums-
den zdecydował się użyć jeszcze raz mocno już wykrwawio-
nej 7 Brygady, która atakując pozycje jednostek przeciwpan-
cernych miała otworzyć drogę dla czołgów. Za piechotą zmo-
toryzowaną miały posuwać się 2 i 8 brygady pancerne
w gotowości do ataku po pokonaniu zapory przeciwpancer-
nej. Rano 3 listopada przez linie 1 Dywizji miała przejść 7 Bry-
gada i rozpocząć natarcie w kierunku na stację Ghazala.
Niestety z tego misternego planu nic nie wyszło. Mimo sil-
nego wsparcia artylerii, trzy osłabione już bataliony 7 Bryga-
dy, których natarcie na dodatek zostało fatalnie zorganizowa-
ne, nie uzyskały zamierzonego powodzenia. W natarciu roz-
poczętym o 1.15 3 listopada największy postęp uzyskał idący
w centrum 2 zmotoryzowany własny królewski batalion strzel-
ców, który tak dzielnie się spisał podczas obrony „Woodcoc-
ka". Meldunek dowódcy tego batalionu został jednak źle od-
czytany przez sztab X Korpusu, a być może mapy były takie
niedokładne, gdyż zrozumiano, jakoby strzelcy opanowali Tell
el Aqqaqir. Ofiarą tej pomyłki padł południowoafrykański 4/6
pułk samochodów pancernych, który wyruszył z nadzieją że
otworzono mu bramę do swobodnego przerwania się przez li-
nię frontu. Wybuchające miny i silny ogień przeciwpancerny
bardzo szybko przekonał pancerniaków tego pułku, że tak nie
jest. Obie brygady pancerne wcześniej zostały zatrzymane
przez własnych dowódców.
Zmodyfikowany plan działania 1 Dywizji, wprowadzony po
nieudanym natarciu 7 Brygady, przewidywał, że 2 brygada Pan-
cerna wesprze 2 własny królewski batalion strzelców, a 8 Bry-
gada uderzy na południowy zachód. Nie doceniono jednak de-
223

terminacji obrońców i wzgórza i szlaku. Pozycje te w centrum


były trzymane przez dosłownie resztki pułków pancernych:
niemieckich 5 i 8 oraz włoskiego 133. Samo wzgórze utrzy-
mywali czołgiści 8 pułku pancernego. Czołgi były wspierane
z prawego skrzydła przez 33 i 605 dywizjony artylerii prze-
ciwpancernej, a raczej przez resztki tych dwóch dobrych nie-
mieckich jednostek przeciwpancernych wzmocnionych dzia-
łonami 88-milimetrowych armat przeciwlotniczych, a później
przez czołgi i działa samobieżne nadchodzącej z południa
Dywizji „Ariete". Na lewym skrzydle bronił się 1 batalion
104 pułku grenadierów pancernych.
Po południu 3 listopada pojedyncze czołgi pułku „Nottin-
ghamshire" dotarły do szlaku, ale to było wszystko, na co było
stać tego dnia 1 Dywizję. Obie brygady pancerne znów po-
ważnie poturbowane wycofano wieczorem na tyły.
Montgomery w przeciwieństwie do dnia poprzedniego tym
razem denerwował się niepowodzeniem natarcia na rejon
wzgórza Tell el Aqqaqir. Jeszcze w nocy Australijczycy do-
nieśli mu, że w ich sektorze można zauważyć przygotowania
przeciwnika do odwrotu. Podobny meldunek tuż przed 10.00
otrzymał z XIII Korpusu. Tym razem Horrocks wprost mel-
dował, że w jego sektorze przeciwnik już się wycofuje. Dlate-
go dowódca 8 Armii niepokoił się, że Rommel zdoła przejść
do zorganizowanego odwrotu i wycofa część jednostek na
nowe pozycje, zanim 1 Dywizja Pancerna wreszcie otworzy
front. Zniecierpliwiony polecił w południe 51 Dywizji, pod
której skrzydła przeszła część wspomnianych już odwodowych
brygad piechoty, aby natarciem rozpoczętym o 16.45 zdobyła
szlak Rahman na odcinku na zachód od „Skinflint", a następnie
kontynuując natarcie do wczesnych godzin 4 listopada opano-
wała feralne wzgórze Tell el Aqqaqir i cały szlak na południe
od niego na długość do 12 km. Jednocześnie południowoafry-
kańskie pułki otrzymały rozkaz ponownego przeniknięcia przez
front. Montgomery polecił także X Korpusowi i dywizji no-
wozelandzkiej przygotować się do zdecydowanego natarcia,
224

a właściwie pościgu, w celu niedopuszczenia do obsadzenia


przez Rommla dogodnych pozycji pod Fuka i Mersa Matruh.
Tymczasem Rommel po ciężkiej nocy przeżywał sądny dzień.
Jego cały plan wycofania się stał się nieaktualny, jednak nie
z winy podwładnych, ale przełożonych. Podwładni czynili - trze-
ba przyznać - co mogli. Do 15.00 plan odwrotu na linii Fuka
był realizowany przez cały południowy sektor obrony i przez
90 Dywizję na północy. Włoskie XX i XXI korpusy przegrupo-
wywały się na nowe pozycje na południe od „Afrika Korps".
Pewne kłopoty pojawiły się jedynie w 164 Dywizji, która nie
mając transportu musiała tkwić na zajmowanych pozycjach.
Rommla niepokoiła słaba - jego zdaniem - aktywność 8 Ar-
mii. Podejrzewał, że Montgomery jest zajęty przegrupowa-
niem wojsk i po jego zakończeniu przejdzie do zdecydowane-
go natarcia, którego nie będzie miał już kto zatrzymać. Polecił
więc, aby włoski X Korpus jak najszybciej maszerował na
północny zachód w rejon depresji Deir el Harra, a Brygada
Spadochronowa „Ramcke" wykonała marsz przez pustynię
w rejon około 40 km na południe od El Daba, natomiast włoski
XXI Korpus pomaszerował na pozycje pod Fuka.
O 15.30 nadeszła do Rommla depesza od Hitlera. Wódz III Rze-
szy nie pozostawił żadnej wątpliwości co do zamiarów OKW.
Rommel otrzymał wyraźny rozkaz „ani kroku wstecz". Wkrótce
potem podobny telegram nadszedł od kolejnego przełożone-
go, gen. Ugo Cavallero 10.
O niewykonaniu rozkazu Hitlera mowy być nie mogło. Rom-
mel w porozumieniu z von Thomą podjął nową decyzję, do
dzisiaj bardzo różnie ocenianą. Jedni rozgrzeszają z niej
Rommla zgodnie ze znaną maksymą, że „wszystkiemu winien
Hitler", który nie orientując się w położeniu wojsk w Afryce
wydał tak fatalny rozkaz, drudzy posądzają „Lisa Pustyni"
o przebiegłość, albowiem ich zdaniem, widząc nieuchronną
klęskę, postanowił on uratować Niemców wykorzystując do

10
Ibidem, s. 475 - 476.
225

tego celu Włochów i zostawiając ich później na pastwę losu.


My ocenę pozostawiamy czytelnikowi.
Zgodnie z tą kontrowersyjną decyzją, włoski X i XXI kor-
pusy oraz 90 Dywizja Lekka otrzymały rozkaz przerwać od-
wrót i zająć pozycje tam, gdzie się aktualnie znajdują. „Afrika
Korps" miał wycofać się na rubież położoną około 10 km na
zachód od Tell el Aqqaqir, natomiast włoski XX Korpus już
wraz z przybyłą z południa dywizją „Ariete" powinien zająć
rubież na prawo od dywizji „Afrika Korps". Odwrót oba kor-
pusy miały rozpocząć o zmierzchu 3 listopada. Po podjęciu
tej decyzji Rommel wysłał telegram do Hitlera, w którym po
przedstawieniu ciężkich strat jednostek niemieckich i włoskich
zapewnił go, że dołoży wszelkich starań, aby utrzymać zajmo-
wane pozycje.
Ale zapewnienie to nie miało pokrycia w rzeczywistości.
Armia Rommla nie była już w stanie powstrzymać szykujące-
go się do kolejnego natarcia przeciwnika. Ponadto raz urucho-
miony odwrót, gdy brak jest sił, nie tak łatwo zatrzymać.
W psychice żołnierzy jest bowiem taki moment, że gdy nadej-
dzie chwila zwątpienia, czasami wystarczy jedno niepowodze-
nie, aby dotychczas bardzo wysokie morale zaczęło gwałtow-
nie spadać. I wszystko wskazuje na to, że 3 listopada takie zwąt-
pienie ogarnęło armię Rommla. Dotychczasowa twarda obro-
na zaczęła mięknąć. Raz zaszczepiona myśl o odwrocie na
bezpieczną pozycję trudna była do wykorzenienia. Każdy więk-
szy sukces 8 Armii mógł spowodować łańcuch niepowodzeń
doprowadzających do klęski.
Tak się złożyło, że decydujące natarcie, mające przechylić
szalę, a później doprowadzić wojska Rommla do klęski, stało
się udziałem tych jednostek, którym do tej pory nie wiodło się
najlepiej lub nie były zbytnio zaangażowane dotychczas
w walkach. To one miały uczynić środę 4 listopada dniem zwy-
cięstwa.
Jednakże, zanim rozpoczęły się boje na lądzie, świtem 3 li-
stopada nastąpił prawdziwy szturm z powietrza wymierzony
226

przede wszystkim w nieprzyjacielskie jednostki w rejonie


wzgórza Tell el Aqqaqir i na szlaku Rahman. Tylko do połu-
dnia w nalotach w tym rejonie bombowce i myśliwce bom-
bardujące zrzuciły 93 tony bomb. Po południu, w związku
z coraz wyraźniejszym odwrotem wojsk „Osi", główny wysi-
łek lotnictwa bombowego został przeniesiony na nadmorską
szosę. Bombowce atakowały kolumny zmotoryzowane i do
wieczora zrzuciły dalszych ponad 100 ton bomb. Naloty bom-
bowców były uzupełniane atakami myśliwców. Na południo-
wym odcinku frontu dywizjony „Hurricanów" dostały wolną
rękę i „polowały" na wszystkie wykryte pojazdy. Tego dnia
lotnictwo wspierające 8 Armię wykonało 1094 samolotoloty
i zrzuciło 199 ton bomb, a łącznie z nalotami nocnymi ogólny
wysiłek RAF wyniósł 1208 samolotolotów i 396 ton bomb.
Od początku ofensywy był to największy wysiłek lotnictwa
w ciągu doby.
Luftwaffe próbowała przyjść z pomocą kolegom na lądzie.
Zorganizowano dwa naloty „Stukasów" w silnej osłonie my-
śliwców, ale zarówno nalot o świcie, jak i w połowie dnia za-
kończył się niepowodzeniem. Myśliwce RAF były czujne
i atakując zmusiły niemieckie bombowce do wcześniejszego
zrzucenia bomb.
Gdy RAF atakował niemieckie i włoskie wojska lądowe,
gen. Wimberley szykował swoich Szkotów i podporządkowa-
nych mu Hindusów do decydującego natarcia. Jego dywizja
miała przeprowadzić trzy natarcia. Jako pierwsi mieli pójść
w bój o 17.45 strzelcy z 5/7 batalionu pułku „Gordon" z 153 Bry-
gady, którzy korzystając ze wsparcia czołgów 8 królewskiego
pułku powinni opanować odcinek szlaku Rahman położony oko-
ło 3 km na południe od wzgórza 44, znanego lepiej jako Tell el
Aqqaqir. O 1.30 już 4 listopada miało ruszyć natarcie Hindu-
sów z 5 Brygady z czołgami 50 królewskiego pułku z zadaniem
opanowania odcinka szlaku położonego około 6,5 km na połu-
dnie od tego samego wzgórza. I wreszcie o 6.15 7 batalion puł-
ku „Argyll and Sutherland" z 154 Brygady miał uderzyć na
227

Tell el Aqqaqir i zdobyć wzgórze. W wypadku zdobycia wszy-


stkich trzech nakazanych obiektów terenowych Montgomery
spodziewał się, że „otworzy mu się brama" w głąb nieprzyja-
cielskiej obrony, brama bardzo szeroka, bo licząca w sumie
ponad 11 kilometrów.
Pierwsze natarcie nie zapowiadało jeszcze sukcesu, a wręcz
odwrotnie. Batalion z pułku „Gordon" wraz z czołgami natknął
się niespodziewanie na silnie broniony punkt oporu. W ogniu
broni maszynowej i armat natarcie szybko się załamało. Na
nic zdały się wysiłki dowódcy batalionu ppłk. Hugha Saun-
dersa. Ogień był zbyt silny, a własna artyleria nie przyszła
z pomocą, gdyż łączność z nią została przerwana po tym, jak
nieprzyjacielski pocisk rozerwał rozwijany kabel polowy.
Szkoccy górale zalegli i zaczęli się okopywać. Stracono 94 żoł-
nierzy, w tym 16 oficerów. W 8 pułku z 32 uczestniczących
w natarciu „Valentinów" 9 zostało zniszczonych, a 11 uszko-
dzonych".
Znacznie lepiej powiodło się hinduskiej 5 Brygadzie Pie-
choty dowodzonej przez brygadiera D. Russella, nazywanego
powszechnie „Paszą". Brygada do tej pory przebywała na dość
spokojnym odcinku frontu zajmowanym przez hinduską 4 Dy-
wizję Piechoty. Teraz miała wyjść na pierwszy plan. Natarcie
mimo znacznej odległości, którą brygada musiała pokonać,
a było to prawie 7,5 km, i mimo ugrzęźnięcia jednego
z batalionów, 3/10 batalionu „Baluch", w miękkim piasku je-
szcze w drodze na podstawy wyjściowe, powiodło się. Dzięki
wysokiej dyscyplinie i sprawnemu dowodzeniu przez dowód-
cę brygady dwa pozostałe bataliony: 1/4 pułku „Essex" i 4/6
strzelców „Rajputana", wsparte czołgami 50 pułku i silnym
ogniem artylerii doszły o świcie do szlaku Rahman, biorąc po
drodze 351 jeńców i tracąc 80 własnych żołnierzy.
Całkiem gładko poszło 7 batalionowi „Argyll and Suther-
land". Wsparci aż przez siedem pułków artylerii, które strze-
11
P h i l l i p s , op. cit., %. 386.
228

lały pociskami burzącymi i dymnymi, Szkoci złamawszy sła-


by opór przeciwnika wdarli się przed 6.45 na Tell el Aqqaqir,
symbol oporu armii Rommla, tracąc 32 żołnierzy. Na wzgórzu
zdobyli porzucony pospiesznie węzeł łączności dywizyjnego sta-
nowiska dowodzenia zainstalowany tam jeszcze przez 164 Dy-
wizję Lekką, pomieszczenia wydziału operacyjnego z bardzo
ważnymi dokumentami operacyjnymi łączności oraz... spory
zapas szampana i włoskiego chianti, a także Krzyży Żelaznych.
Niedoszłym zdobywcom Aleksandrii i Kairu wyraźnie spie-
szyło się tym razem w przeciwną stronę.
Widok ze wzgórza był wprost wstrząsający, dokoła stały wraki
ponad 200 czołgów, brytyjskich, niemieckich i włoskich, a obok
nich leżały zwęglone ciała czołgistów. Taki był przerażający
bilans trzech nocy i dwóch dni walk o Tell el Aqqaqir.
Odwrót grenadierów 2 batalionu 115 pułku i resztek 605 dy-
wizjonu przeciwpancernego, bo to oni zatrzymali żołnierzy
z pułku „Gordon", umożliwił 5/7 batalionowi opanowanie
nakazanego odcinka szlaku. Rano 4 listopada „brama była
otwarta". Po dwunastu dobach ciężkich walk front armii pan-
cernej Rommla wreszcie pękł.
Dojście żołnierzy brygad szkockich i brygady hinduskiej do
szlaku Rahman oraz zdobycie wzgórza Tell el Aqqaqir uznaje
się za koniec drugiej bitwy pod El Alamein, a wszystko to, co
działo się później, za pościg za wycofującym się Rommlem 12.
Jest to na pewno sprawa dyskusyjna, jak w wypadku każdego
wydarzenia, w którym trudno jednoznacznie wskazać granicę
czasową. Pewne jest jednak, że pojawienie się żołnierzy Mont-
gomery'ego na szlaku i wzgórzu było sygnałem dla dowódcy
8 Armii do wprowadzenia jednostek pancernych w szeroki
wyłom i rozpoczęcia działań pościgowych, dla Rommla zaś
był to sygnał do odwrotu bez oglądania się na rozkazy Hitlera
i Mussoliniego.

12
Ibidem, s. 388; Montgomery, op. cit., s. 133; P l a y f a i r , op. cit.,
Vol. IV. s. 75-76.
229

W powstałą lukę weszły najpierw dwa mniejsze zgrupowa-


nia rajdowe. Był to południowoafrykański 4/6 pułk samocho-
dów pancernych oraz sztab i pozostały przy sztabie szwadron
pułku królewskich dragonów, którego dwa szwadrony działa-
ły już na tyłach wroga, także będącego jednostką samocho-
dów pancernych. Za nimi weszły dwa duże zgrupowania i to
one miały rozstrzygnąć ostatecznie losy bitwy. Na południe
od wzgórza Tell el Aqqaqir rozpoczęła natarcie w kierunku
południowo-zachodnim 7 Dywizja Pancerna wspólnie z po-
dążającą za nią nowozelandzką 2 Dywizją. Na północ od tego
samego wzgórza uderzyły 1 i 10 dywizje pancerne.
„Szczury Pustyni" do natarcia prowadził osobiście gen.
Harding, który zdecydował się iść naprzód, mimo że miał do
dyspozycji tylko 22 Brygadę Pancerną. Przydzielona mu
i wsadzona na samochody 131 Brygada miała kłopoty na sta-
rych polach minowych i była jeszcze daleko z tyłu, a 4 Lekka
Brygada przeszła pod dowództwo gen. Freyberga. Harding
ruszył z 22 Brygadą natychmiast, gdy hinduska 5 Brygada
opanowała szlak Rahman i pokonując słaby opór przeciwnika
dotarł do wzgórz położonych około 15 km na południowy za-
chód od Tell el Aqqaqir. Wzgórz tych - zgodnie z decyzją
Rommla - miał bronić włoski XX Korpus organizując na nich
tyłową rubież obronną armii. Śmiały atak 7 Dywizji, a właści-
wie jej jednej brygady wspartej jednostkami dywizyjnymi,
zaskoczył korpus de Stefanisa. W korpusie tym najsilniejszym
elementem była Dywizja Pancerna „Ariete", która dopiero
3 listopada weszła do walki w rejonie na południe od Tell el
Aqqaqir i była nadal w dobrej kondycji bojowej. Pozostałe
dywizje „Trieste" i „Littorio" były już, zwłaszcza ta ostatnia,
mocno nadszarpnięte. Mimo początkowego zaskoczenia, do-
wódca korpusu dość sprawnie rozwinął podległe mu jednostki
tworząc linie armat przeciwpancernych osłanianych przez pie-
chotę i wspartych artylerią polową i samobieżną. Z czołgów
zaś utworzył drugą linię obrony. Wywiązała się zacięta walka.
230

W walce tej stopniowo górę zaczęła brać przewaga tech-


niczna Brytyjczyków. „Granty" 22 Brygady nie były łatwe do
zniszczenia dla włoskich czołgów i działek przeciwpancernych.
Ich pancerz mógł być przebity tylko z bardzo małej odległo-
ści, toteż brytyjskie czołgi niemal bezkarnie ostrzeliwałyby
pozycje włoskie, zanim same nie zostałyby trafione. Tylko dzia-
ła samobieżne 75 mm i artyleria polowa dawała sobie z nimi
radę. De Stefanis rzucił do boju czołgi Dywizji „Ariete",
których była jeszcze dobra setka. Ale i to nie zmieniło losów
bitwy. Słabiutkie M14/41 nie mogły dotrzymać pola „Gran-
tom" i zapalały się jeden po drugim. Do tego doszedł celny
ogień brytyjskiej artylerii położony na linię piechoty, armat
przeciwpancernych i baterie włoskiej artylerii polowej.
Z pomocą Włochom próbował jeszcze przyjść niemiecki 3 zmo-
toryzowany batalion rozpoznawczy mjr. von Lucka, ale i on
nie dał rady „Szczurom Pustyni". W twardym, ale krótkim
boju dopełnił się los bodaj najlepszej dywizji włoskiej
i włoskiego korpusu. Dywizja „Ariete" została zgnieciona,
a XX Korpus przestał praktycznie istnieć. Jego resztki po-
śpiesznie wycofały się na zachód. Z resztek tych jeszcze raz
pobitych, po tygodniu utworzono tzw. grupę bojową XX Kor-
pusu Armijnego (Gruppo di combattimento del XX corpo
d’armata) złożoną ze szwadronu samochodów pancernych,
dwóch kompanii bersalierów, dwóch batalionów piechoty
(z 66 pułku) i baterii 4 dział polowych.
Klęska XX Korpusu zaskoczyła, mimo wszystko, Rommla.
Teraz nie pozostało mu już nic innego, jak pomyśleć o urato-
waniu tego, co się tylko da. Odwrót został zarządzony jeszcze
przed południem 4 listopada. O fakcie tym Rommel powiado-
mił Hitlera depeszą z godziny 11.15. Jako przyczynę podał
przełamanie frontu w sektorze północnym na odcinku 15 km
i głębokości 10 km, masą około 400-500 czołgów wspartych
piechotą, brak świeżych sił niemieckich, porzucanie pozycji
przez niektóre jednostki włoskie i zdecydowaną przewagę prze-
ciwnika w powietrzu. W tej sytuacji poprosił Hitlera o zaa-
231

próbowanie odwrotu i manewrowych działań opóźniających,


zmuszających przeciwnika do walki o każdą ważniejszą ru-
bież i miejscowość, „o każdy kawałek ziemi" aż do wyczerpa-
nia jego sił dodając, że w chwili obecnej tylko tak można za-
pobiec utracie Afryki Północnej. Za najbliższą rubież obronną
podał linię Fuka.
Tym razem obaj dyktatorzy nie mieli innego wyjścia, jak
zgodzić się z decyzjami Rommla. Mussolini na zakończenie
przypomniał tylko, że jednostki zwykłej piechoty muszą być
także wycofane. Odpowiedź Hiltera była z godziny 20.50,
a Mussoliniego z 20.45 13.
Odwrót tymczasem trwał już od godzin wieczornych 3 li-
stopada. O tej bowiem porze marsz do tyłu na nową pozycję
rozpoczęły 15 i 21 dywizje pancerne, którym łącznie pozosta-
ło już tylko 35 sprawnych czołgów. Po zdobyciu Tell el Aqqa-
qir za uchodzącym „Afrika Korps" ruszyła 1 Dywizja Pancer-
na, a za nią pozostałe siły X Korpusu gen. Lumsdena. Brytyj-
czycy nacierali na zachód, co powodowało, że oba zgrupowa-
nia pościgowe rozchodziły się w miarę posuwania się do
przodu. Jednym z czołowych oddziałów 1 Dywizji był 10 pułk
huzarów z 2 Brygady Pancernej. I huzarom właśnie po połu-
dniu 4 listopada poddał się dowódca „Afrika Korps" gen.
Wilhelm Ritter von Thoma.
Historia wzięcia do niewoli von Thoma jest znana głównie
z przekazów płk. Fritza Bayerleina, szefa sztabu „Afrika
Korps", który później tymczasowo objął dowodzenie korpu-
sem po von Thomie oraz ppłk. Jacka Archeer-Shee dowódcy
10 pułku huzarów i kpt. Granta Washingtona Singera dowo-
dzącego pododdziałem rozpoznawczym. Według Beyerleina,
von Thoma będąc w fatalnym nastroju po ostatnich walkach

13
P l a y f a i r , op. cit., Vol. V, s. 476-477. Niestety w wielu polskich
popularnych opracowaniach 5 listopada podawany jest jako data udzielenia
zezwolenia na odwrót. Faktycznie depesze zostały wysłane i nadeszły wie-
czorem 4 listopada.
232

i po trudnych rozmowach telefonicznych z Rommlem, który


nie chciał uwierzyć w meldunki dowódcy „Afrika Korps" o po-
stępującym oskrzydleniu jego wojsk od południa, udał się
w milczeniu w nieznane, z podręcznym bagażem i adiutantem
z radiostacją, po czym po chwili zwolnił adiutanta i nakazał
mu powrót do sztabu. Bayerlein, który rozpoczął poszukiwa-
nia von Thomy, wkrótce sam znalazł się w opałach i musiał
się wycofać. Nie jest do końca jasne, co chciał uczynić do-
wódca „Afrika Korps". Do niewoli dostał się, gdy pojedynczy
czołg PzKpfw III, w którym znajdował się, został trafiony i za-
palony przez czołgi Archeera-Shee, a załoga po opuszczeniu
wozu została przygwożdżona ogniem dział 11 zmotoryzowa-
nego pułku artylerii konnej, ostrzeliwującego pobliskie obsa-
dzone przez Niemców okopy. Von Thoma poddał się Singero-
wi, który zabrawszy go do swojego rozpoznawczego „Dingo"
podwiózł go do dowódcy 10 pułku huzarów. Dowódca „Afri-
ka Korps" przedstawił się jemu po angielsku: „Jestem generał
Ritter von Thoma". Singer zginął już następnego dnia. Do-
wiedziawszy się o tym, von Thoma wysłał do rodziców kapi-
tana list z wyrazami współczucia 14.
Wzięcie do niewoli gen. von Thomy może być uznane za
symboliczny koniec drugiej bitwy pod El Alamein. W ciągu
dwunastu dni zmagań Montgomery przełamał obronę armii
Rommla, zniszczył prawie doszczętnie jego siły pancerne
i zmusił ją do pospiesznego odwrotu, który się właśnie na do-
bre rozpoczął. 8 Armia straciła łącznie 13 560 oficerów, podo-
ficerowi szeregowych, z których 2350 zostało zabitych, 8050
było rannych, a 2260 uznano za zaginionych. Ci ostatni to
w większości także zabici, tyle że ich ciała nie zostały ziden-
tyfikowane. Spośród ogólnej liczby 13 560 straconych żołnie-
rzy, 58% pochodziło z terenów Zjednoczonego Królestwa,
22% z Australii (wyjątkowo duża danina krwi), 10% z Nowej
Zelandii, 6% z Afryki Południowej, 1% z Indii, a 3% stano-

14
P h i l l i p s, op. cit., s. 392-394.
233

wili żołnierze spoza terenów Korony Brytyjskiej. Stracono


także około 500 czołgów, z których 300 po remoncie wróciło
do służby, a także 111 różnego rodzaju dział i 97 samolotów,
w tym 20 amerykańskich. Straty Rommla nie zostały dokła-
dnie ustalone. Wiadomo jedynie, że rano 4 listopada jego ar-
mia miała 36 czołgów niemieckich i około 130 - 140 włoskich,
które jednak wkrótce - mowa jest o czołgach włoskich - zo-
stały niemal w komplecie wybite w starciu z 7 Dywizją Pan-
cerną lub porzucone z braku paliwa. Do 5 listopada 8 Armia
wzięła do niewoli 2 922 Niemców i 4 148 Włochów, ale już
wkrótce, bo do 11 listopada, liczba ta wzrosła do 7 802 Niem-
ców i 22 071 Włochów. Ogólne straty wojsk „Osi" we wszyst-
kich kategoriach są szacowane na 40 - 50 tysięcy żołnierzy.
Lotnictwo niemieckie straciło w bitwie 64 samoloty, włoskie
około 20 maszyn 15. Niektóre źródła brytyjskie podają liczbę
20 tysięcy zabitych i rannych Niemców i Włochów. Niemcy
przyznają się do około 1 100 zabitych i 3 900 rannych, Włosi
zaś do 1 200 zabitych i 1 600 rannych, ale można spotkać także
inne dane 16.
Straty osobowe 8 Armii można ocenić jako niezbyt wyso-
kie. W sumie utracono w granicach 6 % stanu wyjściowego,
z tym że zabici i zaginieni stanowili nie więcej niż 2,5 %. Straty
przeciwnika, które do 11 listopada doszły na pewno do trze-
ciej części stanu wyjściowego, należy uznać za bardzo wyso-
kie. Prawdziwą klęską była natomiast utrata przez oba korpu-
sy pancerne „Osi" zdecydowanej większości czołgów, których
15
Ibidem, s. 394-395; P l a y f a i r, op. cit., Vol. IV, s. 78- 79; I r e l a n d,
op. cit., s. 167. H. G. von Esebeck (Das Deutsche Afrika-Korps, Wies-
baden 1975 s. 164) podaje, że od 23 do 30 października Niemcy utracili
1122 zabitych, 3886 rannych i 8050 zaginionych, a Włosi 971 zabitych, 933
rannych i 15 938 zaginionych. Według A. Bongiovanni (Battaglie del
Deserto, Milano 1978, s. 263) do 20-21 listopada włoskie jednostki straciły
około 29 000 żołnierzy (zabitych, rannych i zaginionych) 500 czołgów (w
tym dział samobieżnych), 380 dział i 200 moździerzy.
16
C a r v e r , op. cit., s. 195.
234

liczbę należy ocenić na około 450 - 500 maszyn. Straty 8 Ar-


mii w jednostkach pancernych były także wysokie. Gdy 4 li-
stopada armia przeszła do pościgu, w jej trzech dywizjach pan-
cernych, które miały być motorem tych działań, było łącznie
już tylko 270 czołgów, w tym 151 „Grantów" i „Shermanów",
41 „Crusaderów" Mk III i 78 czołgów pozostałych typów. Resz-
tę, ponad 300 maszyn, stanowiły czołgi wsparcia lub maszyny
uszkodzone i chwilowo niezdolne do akcji 17. Pancerniacy obu
stron zapłacili najwyższą cenę w tej bitwie.
Pościg 8 Armii za wycofującym się Rommlem od początku
nie był prowadzony w należyty sposób. Na południu w pierw-
szym dniu odniesiono wprawdzie sukces, ale na północy było
już inaczej. 7 Dywizja Pancerna i idąca za nią nowozelandzka
2 Dywizja 4 listopada dały z siebie dużo. Po pobiciu XX Kor-
pusu „Szczury Pustyni" wraz z Nowozelandczykami podzie-
lili całą armię Rommla na dwie części, a dywizja Freyberga
odcięła pozostawione bez transportu zgrupowanie południo-
we. Tempo natarcia i pościgu niektórych brygad było zado-
walające. Najszybciej działała 4 Lekka Brygada Pancerna,
której samochody pancerne tego dnia przejechały ponad 55 km.
Nowozelandzka 5 Brygada także radziła sobie nieźle pokonu-
jąc dystans 45 km. Pozostałe brygady takiego tempa już nie
osiągnęły, przebywając 19 km - 9 Brygada Pancerna i... 4 km -
nowozelandzka 6 Brygada. W sumie jednak w sektorze połu-
dniowym osiągnięto sukces. Nowozelandczycy i XIII Korpus
wzięli do niewoli większość żołnierzy, których okrążyli.
Z południowego zgrupowania z większych jednostek zdołała
zachować zdolność bojową i siłę tylko niemiecka Brygada
Spadochronowa „Ramcke". Strzelcy spadochronowi odwrót
przez pustynię zaczęli pieszo i mimo poważnych strat zakoń-
czyli go jako jednostka całkowicie zmotoryzowana. Cały trans-
port został zdobyty przez nich na Brytyjczykach. A uczyniono
to podczas nocnego ataku w pobliżu Fuka na biwakującą bry-

17
P l a y f a i r , op. cit., Vol. IV, s. 84.
235

tyjską kolumnę zaopatrzeniową, której samochody zdobyto bez


jednego wystrzału. Na samochodach tych Ramcke ze swoimi
spadochroniarzami dołączył 7 listopada do Rommla. Później
jego żołnierze, wraz z innymi jednostkami spadochronowymi
zostali rzuceni przeciwko armii Montgomery'ego jeszcze raz
na granicy Tunezji i Libii, a potem przeciwko nowemu prze-
ciwnikowi, tym razem nadchodzącemu z zachodu - z Algierii
i Maroka. A sam Ramcke przybył do Niemiec, aby 15 listopa-
da otrzymać Liście Dębowe do Rycerskiego Krzyża Żelazne-
go 18.
Drogo skórę sprzedali spadochroniarze Dywizji „Folgore"
i przydzieleni do nich - już raz wychwalani - guastatorzy VIII ba-
talionu mjr. Paolo Caccia Dominiom, do których przyłączyły
się także niektóre pododdziały dywizji „Pavia". Mimo okrą-
żenia nie chcieli poddać się i bronili się zaciekle na obrzeżach
depresji Kattara jeszcze długo po tym jak 8 Armia przełamała
obronę przeciwnika na północy i rozpoczęła odwrót. Działa-
jąc w rozproszeniu niektóre grupy spadochroniarzy walczy-
ły - co podało BBC 3 grudnia - jeszcze ponad miesiąc.
Przykład Brygady „Ramcke" i Dywizji „Folgore" świad-
czy o tym, że właściwie wyszkolony i dobrze dowodzony żoł-
nierz, mający ochotę walczyć, mógł wyrwać się nawet z tak
beznadziejnego położenia lub bronić się w okrążeniu sprawia-
jąc poważne kłopoty Brytyjczykom. Szkopuł w tym, że więk-
szość żołnierzy X Korpusu miała już dość wojny.
Na północy szansę okrążenia i rozbicia do końca jednostek
niemieckich uchodzących na zachód stracono 4, 5 i 6 listopa-
da. W tych dniach Montgomery prowadził pościg czołowy,
spychając właściwie Niemców, a nie goniąc ich, natomiast
próby odcięcia od dróg odwrotu były bardzo nieudolne. Do tego
doszły kłopoty z paliwem. Po zwycięskim 4 listopada 8 Armia
przez całą noc zachowała się biernie i właściwy pościg zaczął
się dopiero 5 listopada. Ta nocna zwłoka pozwoliła Rommlo-

18
B e n d e r , L a w , op. cit., s. 153-154.
236

wi oderwać się i uporządkować szeregi. 8 Brygada Pancerna


zdołała co prawda dopaść cofającego się przeciwnika i pobić
go pod Galal, ale były to wspomniane już resztki włoskiego
XX Korpusu. 7 Dywizja Pancerna i nowozelandzka 2 Dywi-
zja dały się najpierw zatrzymać przez ubezpieczenia cofają-
cych się Niemców, przez miny-pułapki i pozorne pola mino-
we, a potem z braku paliwa zatrzymały się na południe od Fuka.
1 Dywizja Pancerna z różnych przyczyn przebyła tego dnia
zaledwie około 30 km i minęła swoją czołową brygadą Ro-
bertsa ledwie El Dabę. W tym samym czasie Rommel rezy-
gnuje z linii Fuka i obrony na przebiegającej w pobliżu skar-
pie znanego nam płaskowyżu i ucieka w kierunku Mersa Ma-
truh. W dniu następnym (6 listopada) po raz trzeci Rommel
umyka przed pułapką odcięcia dróg odwrotu pod Muaten Bug-
gush (poprzednie próby to El Daba i Fuka). Do pościgu rano
przystąpiła ponownie 7 Dywizja Pancerna, która dopada pod
Quasaba stojącą z braku paliwa niemiecką 21 Dywizję, ale
Niemcy wiążą czołgi 22 Brygady walką i mimo utraty 16 z 27
posiadanych jeszcze czołgów, doczekawszy się paliwa, ponow-
nie oderwali się od Brytyjczyków. 1 Dywizja Pancerna staje
natomiast z braku paliwa. A potem spadł deszcz, który
w krótkim czasie zamienił pustynię w grząską maź. Ruch po-
jazdów mógł się odbywać wyłącznie drogą nadmorską.
Deszcz ten był cudem dla wojsk Rommla ale także jedną
z dobrych wymówek na przyszłość dla Montgomery'ego. Po-
zostaje jednak faktem, że po ustaniu deszczu niemieckie jed-
nostki Rommla jeszcze tylko raz poważnie zostały zagrożone
okrążeniem, gdy między Benghazi a El Agheilą próbowano
uderzeniem na skróty odciąć go od Tripolitanii. Tymczasem
jeszcze podczas deszczu Rommel rezygnuje i z Mersa Matruh
i z Sidi Barrani i pierwszą poważną próbę zatrzymania 8 Ar-
mii podejmuje dopiero na granicy Libii i Egiptu, gdzie - jak
pamiętamy - istnieją ku temu wyjątkowo dogodne warunki
z powodu skarpy Płaskowyżu Libijskiego schodzącego pra-
wie do morza i kanalizującej ruch. Strategiczna przełęcz Halfa-
237

ya została obsadzona przez ściągniętą z Tobruku włoską 16 Dy-


wizję Piechoty „Pistoia", ale w nocy z 10 na 11 Nowozeland-
czycy wspólnie z 4 Lekką Brygadą zdobyli przełęcz, a 7 Dy-
wizja wjechała na płaskowyż południowym przekopem w re-
jonie fortu Maddalena.
Ale Rommel zdążył już ewakuować zapasy nagromadzone
w Bardii i Tobruku, po czym umiejętnie osłaniając się arier-
gardami po potyczkach z depczącą mu po piętach 7 Dywizją
Pancerną wycofał się przez Cyrenajkę na stare pozycje pod El
Agheilą, dokąd jego siły główne przybyły w nocy z 23 na 24 li-
stopada. W ten sposób wciągu 18 dni zmotoryzowane woj-
ska Rommla przebyły blisko 1200 kilometrów.
8 Armia aż tak bardzo jak Rommel się nie spieszyła, świę-
tując po drodze zwycięstwa przy każdej rubieży i miejscowo-
ści. 13 listopada południowoafrykański 4/6 pułk samochodów
pancernych i dragoni królewscy, również na samochodach
pancernych, podporządkowani pod idącą w awangardzie 4 Lek-
ką Brygadę Pancerną okrążają, idąc przez Acromę, a następ-
nie odzyskują porzucony Tobruk. 20 listopada 11 pułk huza-
rów wkracza do Benghazi. 26 listopada, po nieudanej próbie
odcięcia drogi dla „Afrika Korps", siły główne 7 Dywizji Pan-
cernej osiągnęły rejon Antelet i Agedabia w miejscu, gdzie
półtora roku wcześniej doszło do pierwszej potyczki z „Afrika
Korps". Do walki o przełamanie linii El Agheilą - Marsa el
Brega doszło jednak dopiero 13 - 17 grudnia 1942 r. i 8 Ar-
mia wreszcie po trzeciej próbie przekroczyła tę magiczną do
tej pory rubież, aby ruszyć w głąb Trypolitanii.
ZAKOŃCZENIE

Walki w Afryce miały trwać jeszcze dokładnie pięć mie-


sięcy licząc od pierwszego dnia zmagań o przełamanie obro-
ny Rommla, tym razem pod El Agheilą 13 maja 1943 r. skapi-
tulowała w Tunezji niemiecko-włoska Grupa Armii „Afrika"
dowodzona od 9 marca przez gen. płk. Jurgena von Arnima,
a wcześniej przez feldmarsz. Rommla, który z powodu choro-
by tym razem już na zawsze opuścił Afrykę.
W ten sposób po prawie trzyletniej wojnie zakończyły się
kampanie wojenne na północnych obrzeżach Czarnego Lądu.
El Alamein zajmuje wyjątkowe miejsce w historii kampa-
nii afrykańskich. W pierwszej bitwie z początku lipca gen.
Auchinleck, po klęsce na linii El Ghazala - Bir Hacheim i utra-
cie Tobruku, stosunkowo szczupłymi siłami zatrzymał osta-
tecznie wyczerpane ponad miesięcznymi walkami i szaleńczym
pościgiem wojska Rommla niemal u wrót Aleksandrii. Była
to bitwa, której znaczenia nie sposób przeceniać. Uratowany
został Egipt z Kanałem Sueskim.
W drugim starciu, w bitwie pod Alam el Halfa, Rommel po raz
ostatni był stroną atakującą ale jego rozpaczliwa próba przełama-
nia obrony 8 Armii niemal od początku, od pierwszej nocy, gdy
jego , Afrika Korps" dopadło brytyjskie lotnictwo już w rejonach
wyjściowych do natarcia była skazana na niepowodzenie. Prze-
ciwnik był już za mocny, a Rommel za słaby, aby powtórzony po
raz kolejny manewr oskrzydlenia od południa mógł się powieść.
I wreszcie ostatnia bitwa z przełomu października i listopa-
da 1942 r., której poświęciliśmy najwięcej uwagi. W niej po
239

dwunastodniowych zaciętych walkach 8 Armia przełamała


obronę niemiecko-włoskiej armii Rommla, zniszczyła jej trzon,
jednostki czołgów, i w pierwszych dniach pościgu rozbiła cał-
kowicie dywizje włoskie. Po tej bitwie Rommel w Afryce nigdy
już nie był tak groźny, jak przedtem, a ostatecznie pobicie
wojsk niemieckich i włoskich w Afryce było już tylko kwe-
stią czasu. I dlatego druga bitwa pod El Alamein była przeło-
mem w Afryce.
Nie brakuje opinii wątpiących w celowość przełamywania
obrony pod El Alamein przez wojska Montgomery'ego w koń-
cu października 1942 r., ledwie trzy tygodnie przed operacją
„Torch". Zwolennicy tej opinii wychodzą z założenia, że Rom-
mel, mając za plecami w Algierii armię brytyjską wspartą bar-
dzo silnym korpusem amerykańskim, w końcu sam musiałby
wycofać się spod El Alamein, a z takimi znacznymi siłami pan-
cernymi jak Montgomeryego można było pokusić się o pobicie
go właśnie podczas odwrotu. Pomijając zasadę, ze historia nie
powinna opierać się na „gdybaniu", a jedynie na faktach, zasy-
gnalizujmy nasze wątpliwości co do zasadności takiego twier-
dzenia. Po pierwsze - silna i niepobita armia Rommla byłaby
bardzo niebezpieczna i na wschód od Tunezji i na zachód od
niej. Po drugie - oddziały francuskie znając wartość niepobitej
armii Rommla mogły kontynuować opór przeciw alianckim
desantom znacznie dłużej niż to czyniły. I po trzecie - wcale
nie jest takie pewne, czy podczas ewentualnego odwrotu Rom-
mel dałby się pobić mając do dyspozycji silne jednostki pancer-
ne. Jest natomiast pewne, że operacja „Torch" ułatwiła Mont-
gomeryemu opanowanie Cyrenajki, a przede wszystkim Tri-
polinii, 8 Armia zaś walcząc pod El Alamein odwróciła uwagę
„Osi" od zespołów desantowych operacji „Torch" i tym samym
ułatwiła lądowanie w Maroku i Algierii.
Czynione przez wiele lat próby swoistego „przeciwstawie-
nia" sobie bitew pod Stalingradem i El Alamein (chodzi o de-
cydującą bitwę) poprzez licytowanie, która z nich była waż-
niejsza, należy uznać za nieporozumienie. Każda z tych bitew
240

była przełomem na całkowicie odmiennym teatrze wojny


i z tego względu nie mogą one ze sobą konkurować. Nikt nie
powinien mieć wątpliwości do tego, że Stalingrad załamał potę-
gę Wehrmachtu na froncie wschodnim, na którym zginęło naj-
więcej żołnierzy niemieckich wojsk lądowych podczas II woj-
ny światowej. Ale także nikt nie powinien kwestionować fak-
tu, że po El Alamein pobita została elita niemieckich i włoskich
wojsk pancernych, które już nigdy w Afryce nie odzyskały
swojego wigoru, i że klęska armii Rommla była początkiem
końca wojsk „Osi" na afrykańskim teatrze wojny, a w przy-
szłości także włosko-niemieckiego sojuszu.
Każda z trzech opisanych bitew w rejonie El Alamein mia-
ła inny charakter.
Pierwsza bitwa Auchinlecka została stoczona w warunkach
słabego nasycenia terenu wojskami obu stron. Dlatego też była
to bitwa, w której obie strony miały prawie pełną swobodę
manewru, ale i stosunkowo słabe siły. Ponadto ruch w terenie
nie był jeszcze skrępowany rozległymi polami minowymi.
W bitwie o Alam el Halfa także nie było jeszcze konieczno-
ści przełamywania obrony przeciwnika. Odcinek, na którym
uderzył Rommel, był bardziej dozorowany niż broniony, nato-
miast w decydującym boju, gdyby dowódca armii „Afrika" miał
wystarczające zapasy paliwa i był lepiej osłaniany z powietrza,
mógł podjąć ryzyko głębszego obejścia pozycji 8 Armii.
W trzeciej bitwie atakujący, czyli Montgomery, musiał roz-
począć od przełamywania obrony, gdyż przeciwnik obsadził
już cały pas terenu od depresji Kattara po Morze Śródziemne
i nie było innego wyjścia. Można mieć oczywiście wątpliwo-
ści, czy sposób przełamania obrony przyjęty przez Montgo-
mery'ego był najlepszy z możliwych, należy jednak zauwa-
żyć, że specyfika terenu w pobliżu El Alamein spowodowała,
iż doszło do długotrwałej bitwy o przełamanie obrony, toczo-
nej w stylu I wojny światowej.
W świetle liczb trzecia bitwa była pod każdym względem
największa. Siły zaangażowane w niej są godne uwagi. Po obu
241

stronach tego niespełna 80-kilometrowego frontu stanęło na-


przeciw siebie ponad 300 tysięcy żołnierzy uzbrojonych
w ponad 1600 czołgów, 1400 dział polowych, 2700 dział prze-
ciwpancernych i korzystających ze wsparcia co najmniej ty-
siąca samolotów. Osiągnięte w tej bitwie przez 8 Armię wska-
źniki, ponad 1 batalion piechoty na kilometr frontu oraz 13,5
czołgu i 11,5 działa do ognia pośredniego, liczyły się w skali
całej II wojny światowej. Warto tu nadmienić, że np. na fron-
cie wschodnim większe nasycenie, jeżeli chodzi o czołgi, Ar-
mia Czerwona osiągnęła dopiero w operacjach przeprowadzo-
nych w 1945 roku.
Skala wykorzystania jednostek pancernych w bitwach pod
El Alamein, zwłaszcza w ostatniej z nich, była naprawdę duża
i to nie tylko jak na realia roku 1942. Takie zgrupowanie, jakim
był X Korpus Lumsdena, w Armii Czerwonej miało się poja-
wić w postaci armii pancernych dopiero po bitwie pod Stalin-
gradem, w której sowiecka 5 Armia Pancerna była jeszcze mie-
szanką jednostek pancernych i zwykłej piechoty. Natomiast ta-
kie boje czołgów, jak 31 sierpnia na wzgórzach Alam el Halfa,
czy 2 listopada w pobliżu wzgórza Tell el Aqqaqir, należały do
największych bitew pancernych nie tylko w Afryce Północnej.
Gen. Auchinleck w pierwszej bitwie pod El Alamein poka-
zał, że 8 Armię stać na prowadzenie nowoczesnej, manewro-
wej obrony i na zerwanie z tradycyjnym, wyniosłym i sztyw-
nym stylem dowodzenia. Zwycięzca dwóch następnych bitew,
gen. Montgomery, wojował znów po staremu, tak jak go uczono
w okresie międzywojennym i tak jak wojować potrafił.
W pierwszej bitwie pod Alam el Halfa postawił Montgo-
mery na twardą stacjonarną obronę. Okopał wszystko, łącz-
nie z czołgami, i dzięki znacznym siłom oraz nowym czołgom
i armatom przeciwpancernym odparł natarcie Rommla, ale go
nie pobił, marnując doskonałą okazję, aby „Lisa Pustyni" zam-
knąć w saku i przyprzeć do depresji Kattara. Skończyło się na
wypchnięciu „Afrika Korps" i włoskiego XX Korpusu
z większości zdobytego przez nie terenu.
242

W swojej drugiej bitwie Montgomery postawił wyraźnie na


przewagę materialną. Tak długo atakował na różnych kierun-
kach, aż wyczerpał odwody i zasoby Rommla. Kiedy już po-
zbawił go prawie wszystkich czołgów i związał całą niemiecką
piechotę, zaatakował, aby wreszcie przełamać front przeciwni-
ka. Po przerwaniu zaś frontu pozwolił Rommlowi wycofać się
z pozostałościami niemieckich jednostek, zadowalając się wzię-
ciem do niewoli tysięcy opuszczonych przez Rommla Włochów
oraz wyzwoleniem Egiptu i zdobyciem Cyrenajki.
W drugiej decydującej o ostatecznym sukcesie w Afryce
bitwie Montgomery dopuścił się kilku poważnych błędów.
W operacji „Lightfoot", z trudnych do wyjaśnienia powodów,
głębokość natarcia piechoty XXX Korpusu została tak wy-
znaczona, że nawet gdyby wszystkie cztery dywizje zdobyły
nakazaną rubież „Oxalic", to i tak główna pozycja obrony po-
zostawałaby nie przełamana. Dowódca 8 Armii wyraźnie kie-
rował się możliwościami piechoty i ograniczeniem głęboko-
ści jej natarcia do godzin nocnych, a nie rzeczywistymi po-
trzebami operacji. Zadanie postawione piechocie było wyra-
źnie za bliskie.
Ten sam błąd popełnił Montgomery w „Supercharge". Tam
również obie pierwszorzutowe brygady piechoty kończyły
natarcie przed zaporą przeciwpancernych armat, o której prze-
cież co nie co już wiedziano.
Drugim „grzechem" Montgomery'ego było niewłaściwe
współdziałanie czołgów, piechoty i artylerii. W obronie pod
tym względem nie można mieć do 8 Armii większych zastrze-
żeń, ale w natarciu można dostrzec wiele przykładów niepra-
widłowości. Szarże czołgów bez osłony piechoty i wsparcia
artylerii na przygotowane pozycje obronne miały w sobie wiele
z fantazji kawaleryjskiej, ale nic z rozsądku. Czym taka szarża
musiała się skończyć, najlepiej świadczy los, jaki spotkał 9 Bry-
gadę o świecie 2 listopada pod Tell el Aqqaqir. A przecież
wystarczyło nacierać wspólnie czołgami i piechotą pod osłoną
ognia artylerii.
243

Prawdopodobnie gdyby Montgomery był mniej zadufany,


wykorzystałby doświadczenia Auchinlecka, który wyraźnie
dążył do wyważenia organizacji i działań połączonych jednos-
tek czołgów i piechoty zmotoryzowanej. Gdyby tak zrobił,
pewnie oszczędziłby gen. Lumsdenowi atakowania czołgami
nie przełamanej pozycji podczas drugiej nocy operacji „Light-
foot". Dopuszczenie do znacznych strat w broni pancernej ob-
ciąża zdecydowanie konto dowódcy 8 Armii.
I wreszcie ostatnia słabość Montgomery'ego, jaką była
ostrożność wtedy, gdy trzeba było działać zdecydowanie oraz
brak szybkiej reakcji na osiągnięty sukces. Cechę tę najlepiej
można dostrzec w dowodzeniu armią w nocy z 3 na 4 listopa-
da, w ciągu dnia i następnej nocy. Dowódca 8 Armii wydał się
być zaskoczony tak „nagłym" przełamaniem, i nie wykazał tak
potrzebnej stanowczości, aby zdyscyplinować podległych mu
dowódców i rzucić natychmiast czołowe jednostki w udany
pościg za uciekającym Rommlem.
Nie chcielibyśmy pozostać jedynie przy krytyce dowódcy
8 Armii. Jego sztuka wojenna i styl dowodzenia miały też wiele
zalet.
Po pierwsze - Montgomery okazał się dowódcą który po-
trafił skonsolidować wokół siebie całą armię i przekonać ją,
że jest lepsza od przeciwnika. Był urodzonym dowódcą z ka-
tegorii tych, za którymi żołnierze pójdą w najtrudniejszy bój.
Po drugie - potrafił swoją armię zreorganizować, wyszko-
lić i przygotować do oczekującej ją trudnej bitwy. Utworze-
nie „rasowego" korpusu pancernego, owej „pięści pancernej",
było jego osobistą zasługą. On ten korpus zorganizował
i stworzył mu dobre warunki, aby jego jednostki mogły nale-
życie się szkolić. Doprowadził także na wyższy poziom wy-
szkolenie artylerii, zwłaszcza przeciwpancernej.
Kolejną zasługą Montgomery'ego była poprawa współdzia-
łania z lotnictwem. Pomysł przybliżenia punktów obu rodza-
jów sił zbrojnych nie był czymś nowym, ale u Niemców.
W siłach zbrojnych Wielkiej Brytanii właśnie od Montgome-
244

ry'ego system ten zaczął się sprawdzać i zdał dobrze egzamin


w późniejszych bitwach i operacjach.
Montgomery potrafił zaskoczyć przeciwnika i kilkakrotnie
zrobił to bardzo skutecznie, a przecież jego przeciwnik nie był
nowicjuszem, lecz weteranem wojny pustynnej. Udało się
Montgomery’emu zaskoczyć Rommla pod Alam el Halfa, od-
czytując prawie bezbłędnie jego zamiary. Udało się także za-
skoczenie w „Lightfoot" i „Supercharge". Jest to naprawdę nie
lada sztuka, o czym każdy miłośnik historii wojskowości wie
doskonale.
I wreszcie, co istotne, dowódca 8 Armii był skuteczny. Mimo
całej w gruncie rzeczy przestarzałej szkoły wojowania, jaką
reprezentował, osiągnął cel główny. Najpierw powstrzymał
Rommla, a potem go pobił. Do szczęścia zabrakło tylko uda-
nego pościgu. Ponadto potrafił w decydującej bitwie utrzymać
przez cały czas inicjatywę. Fakt, że dopomógł mu w tym przy-
padek i szczęście, ale to ostatnie podobno sprzyja lepszym.
W podsumowaniu kilka zdań należy też poświęcić sprawie
uzbrojenia i sprzętu. Montgomery był pod tym względem
w o wiele lepszej sytuacji niż jego poprzednicy. Dzięki no-
wym egzemplarzom uzbrojenia zniwelowana została przewa-
ga techniczna Niemców nad wojskami 8 Armii. Trudno nawet
sobie wyobrazić wygranie bitwy pod Alam el Halfa i drugiej
bitwy pod El Alamein bez amerykańskich „Shermanów"
i „Grantów" oraz brytyjskich przeciwpancernych „sześciofun-
tówek", których Auchinleck albo nie miał, albo w niewystar-
czającej liczbie.
Aby ocenić pobitego Rommla, należy koniecznie uwzglę-
dnić sprawę zaopatrzenia. O ile Montgomery miał wszystkie-
go pod dostatkiem i na miejscu, to Rommel cały czas musiał
w swych decyzjach postępować jak przysłowiowy krawiec
z materiałem. Zaopatrzenie, otrzymane w skąpych ilościach
i nieregularne, oraz bardzo rozciągnięte linie zaopatrzenia krę-
powały feldmarszałka w wielu sytuacjach. Natarcie na Alam
el Halfa upadło ostatecznie, gdy Rommel zorientował się, że
245

obiecanego paliwa nie będzie. W ostatniej bitwie pod El Ala-


mein musiał liczyć się z każdym litrem benzyny i oleju napę-
dowego. Brak paliwa wiązał mu zawsze ręce.
Rommlowi też jednak można wytknąć błędy. Latem i jesie-
nią 1942 r. wyraźnie popadł w rutynę, przez co przeciwnicy
mogli odgadnąć jego zamiary. W pierwszej bitwie pod El Ala-
mein zaatakował dokładnie tak samo jak pod Mersa Matruh,
co przewidział Auchinleck, natomiast w bitwie pod Alam el
Halfa postąpił dokładnie tak jak cztery i pół miesiąca wcześ-
niej pod El Ghazalą. Mimo rysującej się zdecydowanie prze-
wagi RAF w powietrzu, kontratakował i atakował głównie
w dzień, wystawiając swoje jednostki na ataki lotnictwa prze-
ciwnika. W decydującej bitwie dopuścił do użycia „masy pan-
cernej" częściami, a nie całością sił, co wcześniej przynosiło
mu tak wiele sukcesów. I wreszcie - nie wytrzymuje krytyki
jego stosunek do sojusznika, którego zwykł był traktować jak
ubogiego krewnego i „zapchajdziurę".
Na zakończenie słów kilka o zwykłych bohaterach wszyst-
kich bitew - żołnierzach obu walczących wojsk. Przyszło im
walczyć w bardzo trudnych pustynnych warunkach i to w naj-
gorszym bo letnio-jesiennym okresie, tak więc choćby z tego
względu należą im się słowa uznania. 8 Armia była konglome-
ratem, zwartym jak się okazało, jednostek z niemal wszystkich,
oprócz Kanady, zakątków Korony Brytyjskiej oraz jednostek
sojuszniczych państw lub rządów koalicji antyhitlerowskiej.
Rodziło to określone problemy. Dowódcy 8 Armii musieli
uwzględniać różnice religijne, kulturowe, odmienną kuchnię,
a nawet medycynę. Tych problemów nie miał Rommel, a mimo
to 8 Armia potwierdziła swoją wysoką wartość bojową. Szcze-
gólnie wyróżniły się jednostki australijskie i nowozelandzkie,
a wśród dywizji pancernych najwyższa nota należy się 1 Dywi-
zji Pancernej, która mogłaby być jeszcze wyższa, gdyby nie
opieszałość w początkowej fazie pościgu za Rommlem.
W Armii Pancernej „Afrika" powszechnie znane walory jed-
nostek niemieckich zostały potwierdzone. Nie chodzi tu bynaj-
246

mniej o próbę wychwalania hitlerowskiej armii, tylko o spra-


wiedliwą ocenę przeciwnika, który prezentował bardzo wysoką
klasę. Nie wolno bowiem nie doceniać wartości Wehrmachtu,
który był prawie do końca sprawną machiną wojenną.
W zwyczaju natomiast jest lekceważenie wartości jednos-
tek włoskich, zwłaszcza na tle „Afrika Korps". Nie budzi wąt-
pliwości, że były to jednostki słabsze od niemieckich, bardziej
skłonne do rezygnowania z działań, ale każdy, kto chce być
uważany za obiektywnego, musi uwzględnić podstawową
rzecz - wyposażenie włoskich jednostek. Sam Rommel w swo-
ich listach wspomina, że „włosy mu dęba stanęły", gdy zoba-
czył, z czym Mussolini wysłał swoich żołnierzy na wojnę. Przy-
kład czołgu M 14/41, którego włoscy pancerniacy okładali,
gdzie mogli, workami z piasku, aby powiększyć jego odpor-
ność na ogień artylerii, świadczy najlepiej o problemach,
z jakimi musieli radzić sobie włoscy żołnierze.
Cichymi bohaterami bitew pod El Alamein i to po obu stro-
nach byli saperzy. Wiele się mówi o pancerniakach, o szar-
żach różnych pułków o wspaniale brzmiących nazwach, o ar-
tylerzystach konnych, polowych, przeciwlotniczych i przeciw-
pancernych. O saperach wspomina się najczęściej wówczas,
gdy nie zdążyli wykonać na czas swojej roboty. Tymczasem
pod El Alamein obie strony postawiły rozległe i gęsto usiane
minami pola, które musiał ktoś rozminować używając do tego
celu głównie bagnetu. Dlatego też nie wolno o wysiłku sape-
rów zapominać.
Dziś El Alamein nie jest już zapyziałą stacyjką kolejową,
ale sporą miejscowością i portem naftowym nad Morzem Śród-
ziemnym. Świadectwem bitew tu rozegranych są szczątki
sprzętu i uzbrojenia, które jeszcze można znaleźć na pobojo-
wisku, ale przede wszystkim pustynne cmentarze urządzone
na południe od El Alamein, za którymi widać dobrze wzgórza
Miteirya. Leżą tam szkoccy górale, farmerzy i robotnicy ze
środkowej Anglii, mieszkańcy londyńskich przedmieść, Mao-
rysi z dalekiej Nowej Zelandii i Sikhowie z Pendżabu, a także
247

bardzo wielu Australijczyków i Afrykanerów z Afryki Połu-


dniowej. Pomiędzy nimi można spotkać groby greckie, fran-
cuskie i amerykańskie. Na cmentarzach armii Rommla leżą
Włosi pochodzący z Alp, Wenecji, Rzymu, Mediolanu aż po
Sycylijczyków, a na płytach grobów niemieckich można spo-
strzec sporo bardzo swojsko brzmiących dla Polaka nazwisk.
Jest to widomy znak, że nie każdy żołnierz „Afrika Korps"
znalazł się pod El Alamein wyłącznie z własnej woli.
BIBLIOGRAFIA

A d a i r Robin, British Eighth Army in North Africa 1940-43, London


1974.
B a r n e t t Correlli, The Battle of El Alamein, New York 1965.
B a r n e t t Correlli, The Desert Generals, Londyn 1960.
B h a r u c h a P., The North African Campaign 1940-1943, Calcutta
1956.
B e n d e r Roger James, Law Richard D., Uniforms, Organization
and History of the Afrikakorps, Califomia 1973.
B e r e 11 a Davide, Batterie semoventi alzo zero, Milano 1968.
B o n g i o v a n n i Alberta, Battaglie nel Deserto, Milano 1979.
C a r v e r Michael, El Alamein, London 1962.
E s e b e c k Hans - Gert von, Das Deutsche Afrika-Korps, Wiesba-
den 1975.
I r e 1 a n d Bernard, The War in the Mediterranean 1940-1943, Lon-
don 1993.
H e c k m a n n Wolf, Rommels Krieg in Afrika, Koblenz 1976.
J a c k s o n William, The North African Campaign 1940-43, London
1975.
K i n g h o r m Alan, The Dynamie War, New York 1967.
K t i h n Volkmar, Mit Rommel in der Wiiste, Stuttgart 1975.
L u c a s James, Panzer Army Africa, London 1977.
L e w i n Ronald, Rommel on Military Commander, London 1968.
L i d d e l - H a r t Basil, The Rommel Papers, London 1953.
Lessom from operations Oct. and Nov. 1942, Great Britain 1943.
M a c k s e y Kenneth, Rommel Battles and Campaignes, London
1979.
M t i n n i c k Ralf, Panzer in Nord-Afrika 1941-43, Munchen 1965.
249

M o n t g o m e r y Bernard, A Concise History of Warfare Field -


Marshal Viscount Montgomery of Alamein, London 1972.
[M o n t g o m e r y Bernard], From El Alamein to the River Sangrio,
London 1971.
M o n t g o m e r y Bernard, The Memoirs of Field - Marshall the Vi-
scount Montgomery of Alamein K.G., London 1958.
M o n t g o m e r y Bernard, Wspomnienia, Warszawa 1961.
P h i l l i p s Lucas (FE., Alamein, London 1962.
P l a y f a i r I.S.O., The Mediterranean and Middle East, London
1954-1962.
W i l k i n s o n - L a t h a m John, Montgomery's Desert Army, Lon-
don 1977.
T u k e r Francis, Approach to Battle, London 1963.
ZAŁĄCZNIKI

1. Kalendarium najważniejszych wydarzeń mających związek z


walkami pod El Alamein (10 V - 8 XI 1942)
2.0 de B brytyjskiej 8 Armii i niemiecko-włoskiej Armii
Pancernej „Afrika" 23 października 1942.
3.0 de B Sił Powietrznych Zachodniej Pustyni 27 paździer-
nika 1942.
4. Organizacja brytyjskiej 10 Dywizji Pancernej wraz z jed-
nostkami przydzielonymi w okresie drugiej bitwy pod El Ala-
mein (koniec października 1942).
5. Organizacja szkockiej 51 Dywizji Piechoty (górskiej)
w okresie drugiej bitwy pod El Alamein (koniec października
1942).
6. Organizacja niemieckiej 21 dywizji pancernej w okresie
drugiej bitwy pod El Alamein (koniec października 1942 roku).
7. Organizacja włoskiej 132 Dywizji Pancernej „Ariete"
w okresie drugiej bitwy pod El Alamein (koniec października
1942)
8. Organizacja włoskiej 101 Dywizji Zmotoryzowanej „Trie-
ste" w okresie drugiej bitwy pod El Alamein (koniec paździer-
nika 1942)
9. Dane techniczno-taktyczne podstawowego sprzętu bojowego
wykorzystywanego w bitwach w rejonie El Alamein
Załącznik nr 1

KALENDARIUM NAJWAŻNIEJSZYCH WYDARZEŃ MAJĄCYCH


ZWIĄZEK Z WALKAMI POD EL ALAMEIN (10 V - 8 XI 1942)

10 maja - Brytyjski Gabinet Wojenny nakazuje naczelnemu


dowódcy Sił Brytyjskich na Środkowym Wscho-
dzie gen. Claude J. E. Auchinleckowi rozpocząć
ofensywę jeszcze w maju.
26 maja - Wojska „Osi" atakiem na pozycje brytyjskie na
linii El Ghazala - Bir Hacheim rozpoczynają
kolejną ofensywę.
5-6 czerwca - Nieudana brytyjska próba zniszczenia „Afrika
Korps" ześrodkowanego w rejonie Sidi Muftah
(w tzw. „Kotle").
10 czerwca - Ewakuacja Bir Hacheim.
12-13 czerwca - Przegrana przez Brytyjczyków bitwa pancerna w
rejonie na południe od Acromy i na wschód od El
Adem.
14 czerwca - Decyzja o opuszczeniu przez wojska brytyjskie
pozycji pod El Ghazalą.
21 czerwca - Zdobycie Tobruku przez wojska „Osi".
25 czerwca - Gen. Claude J. E. Auchinleck decyduje się osobiście
objąć dowództwo nad 8 Armią w miejsce gen. por. Neila
M. Ritchiego.
1-5 lipca - Pierwsza bitwa pod El Alamein zainicjowana
niemiecko-włoskim natarciem.
14-15 lipca - Pierwsza potyczka na wzgórzach Ruweisat.
21-22 lipca - Druga potyczka w rejonie wzgórz Ruweisat.
3 sierpnia - Premier Winston Churchill i szef Imperialnego Sztabu
Generalnego gen. Alan Brooke przylatują do Kairu.
6 sierpnia - Zapada decyzja o wyznaczeniu gen. Harolda
Alexandra na stanowisko naczelnego dowódcy Sił
Brytyjskich na Środkowym Wschodzie i gen. por.
W. H. E. Gotta na stanowisko dowódcy 8 Armii.
252

7 sierpnia - Śmierć gen. Gotta. Wyznaczenie na jego miejsce


na stanowisko dowódcy 8 Armii gen. por. Bernarda
L. Montgomery'ego.
9 sierpnia - gen. Alexander przybywa do Kairu.
12 sierpnia - gen. Montgomery przylatuje do Kairu i spotyka się
z gen. Auchinleckiem.
13 sierpnia - gen. Montgomery udaje się na rekonesans na front
i w trakcie wizyty obejmuje dowództwo nad
8 Armią dwa dni wcześniej niż planowano.
15 sierpnia - gen. Alexander przejmuje funkcję naczelnego
dowódcy Sił Brytyjskich na Bliskim Wschodzie.
19 sierpnia - Wizyta Winstona Churchilla i gen. Alana Brooke'a
w 8 Armii.
30 sierpnia - Nocne natarcie Armii Pancernej „Afrika" rozpo-
czynające bitwę pod Alam el Halfa.
31 sierpnia - Walki wokół Alam el Halfa.
1 września - Przeciwnatarcie brytyjskiej 8 Brygady Pancernej w
rejonie Alam el Halfa. Skoncentrowane naloty RAF.
2 września - Feldmarsz. Erwin Rommel podejmuje decyzję
o wycofaniu się na poprzednio zajmowane pozycje.
3-4 września - Nieudane nocne natarcie nowozelandzkiej
2 Dywizji Piechoty.
5 września - Wycofanie się wojsk „Osi" na poprzednie pozycje.
Koniec bitwy pod Alam el Halfa.
19 września - Gen. kaw. Georg Stumme przybywa do Afryki, aby
pełnić obowiązki dowódcy Armii Pancernej ,Afri-
ka" w miejsce chorego feldmarszałka Rommla.
23 września - Feldmarszałek Rommel opuszcza Afrykę.
23 października - Nocne natarcie 8 Armii rozpoczynające drugą bitwę
pod El Alamein.
24 października - Dywizje 8 Armii walczą o przełamanie głównego
pasa obrony wojsk „Osi". Śmierć gen. Georga
Stumme. Nocna nieudana próba wprowadzenia do
bitwy 10 Dywizji Pancernej w pasie natarcia
nowozelandzkiej 2 Dywizji Piechoty i 7 Dywizji
Pancernej poprzez oczyszczone pola minowe
w pobliżu Qaret el Himeimat.
253

25 października - Gen. Montgomery decyduje się zatrzymać natarcie


7 i 10 dywizji pancernych i rozkazuje australijskiej
9 Dywizji Piechoty „kruszyć" obronę przeciwnika
na północ od wzgórza „Nerka", a 1 Dywizji
Pancernej nacierać na zachód od tego wzgórza.
Feldmarsz. Rommel wraca do Afryki i przejmuje
dowództwo nad Armią Pancerną,, Afrika". Nocne
natarcie 9 i 1 dywizji, zakończone częściowym
sukcesem tylko w pasie 9 Dywizji.
26 października - Przeciwuderzenie wojsk Rommla koncentrujące
się na rejonie wzgórza „Nerka". Nocne natarcie
brytyjskiej 1 Dywizji Pancernej w rejonie wzgórza
„Nerka".
27 października - Brytyjskie natarcie na „Snipe" i „Woodcock".
Przeciwnatarcie wojsk „Osi".
28 października - Gen. Montgomery rezygnuje z natarcia w rejonie
„Nerki". Kierunek głównego uderzenia zamierza
przenieść na północ wykorzystując powodzenie
australijskiej 9 Dywizji Piechoty. Nieudane nocne
natarcie Australijczyków.
29 października - gen. Harold Alexander wizytuje 8 Armię. Gen.
Montgomery ostatecznie rezygnuje z przełamania
na kierunku nadmorskim i planuje „Supercharge"
w rejonie na północ od „Nerki".
30 października - Ponowne nocne natarcie dywizji australijskiej.
Prośba gen. mjr. Bernarda C. Freyberga dowódcy
nowozelandzkiej 2 Dywizji Piechoty o przełożenie
„Superszarży".
31 października - Przełożenie „Supercharge" na noc 1/2 listopada.
Niemieckie ataki na australijską 26 Brygadę
Piechoty. Przerzut 7 Dywizji Pancernej z południa
na północny odcinek frontu.
1 listopada - Ponowne ataki na dywizję australijską.
2 listopada - Rusza „Supercharge". Uczestniczące w niej wojska
podchodzą pod szlak Rahman. Zacięte kontrataki
wojsk „Osi". Gen. Montgomery planuje przeła-
manie frontu na południe od „Nerki". Feldmarsz.
254

Rommel decyduje się na odwrót i informuje o tym


Hitlera.
3 listopada - Próba przełamania frontu przez brytyjski X Korpus
zakończona niepowodzeniem. Ciągły nacisk
wyczerpuje ostatecznie odwody i rezerwy Nie-
miecko-Włoskiej Armii Pancernej, która zaczyna
się wycofywać. Rozkaz Hitlera zabraniający
odwrotu. W nocy nieznaczne cofnięcie się „Afrika
Korps".
4 listopada - Nocne natarcie 51 Dywizji z hinduską 5 Brygadą
Piechoty zakończone zdobyciem Tell el Aqqaqir
i przełamaniem frontu. 7 Dywizja Pancerna
i nowozelandzka 2 Dywizja wchodzą w wytwo-
rzoną lukę. 7 Dywizja rozbija włoski XX Korpus.
Feldmarsz. Rommel w obawie przed oskrzyd-
leniem zarządza generalny odwrót na linię Fuka.
- Początek pościgu. 8 Brygada Pancerna prze-
5 listopada
chwytuje resztki XX Korpusu w pobliżu Galal.
Dywizja nowozelandzka i 7 Dywizja Pancerna
zostają zatrzymane na pozornych polach mino-
wych i z powodu braku paliwa. Rommel wycofuje
się z Fuka.
- Z braku paliwa ustaje natarcie 1 Dywizji Pancernej.
6 listopada
7 Dywizja po wznowieniu natarcia nawiązuje
kontakt bojowy z niemiecką21 Dywizją Pancerną,
której zabrakło paliwa. Spada ulewny deszcz.
- Z powodu deszczu spada tempo pościgu. 10 Dy-
7 listopada wizja Pancerna otrzymuje rozkaz kontynuowania
pościgu nadmorską szosą w kierunku Mersa
Matruh. W nocy Rommel wycofuje się do Sollum.
- Początek operacji „Torch". Wojska brytyjskie i
8 listopada amerykańskie lądują w Maroku i Algierii. Otwarcie
nowego frontu na tyłach wojsk „Osi".
255

Załącznik nr 2

O de B BRYTYJSKIEJ 8 ARMII I NIEMIECKO-WŁOSKIEJ ARMII


PANCERNEJ „AFRIKA" 23 PAŹDZIERNIKA 1942

8 ARMIA (dca: gen. por. Bernard L Montgomery, szef sztabu:


brygadier Francis W. de Guingand.
Jednostki bezpośrednio podporządkowane pod dowództwo armii:
1 armijna brygada czołgów: 42 i 44 królewskie pułki czołgów.
2 i 12 brygady artylerii przeciwlotniczej.
Jednostki armijne: pułk przewozu czołgów, 1 kompania masko-
wania, 566 i 588 armijne kompanie wojsk inżynieryjnych.

X KORPUS (dca: gen. por. Herbert Lumsden, szef sztabu: bryga-


dier Ralph Cooney).
1 Dywizja Pancerna (gen. mjr. Raymond Briggs):
2 Brygada Pancerna (brygadier A. F. Fisher): pułk pancerny „Qu-
een's Bays", 9 pancerny pułk ułanów, 10 pancerny pułk huzarów,
zmotoryzowany batalion dragonów „Yorkshire".
7 Brygada Piechoty Zmotoryzowanej (brygadier T. J. B. Bosvi-
le): 2 i 7 zmotoryzowane bataliony brygady strzelców, 2 zmotoryzo-
wany własny królewski batalion strzelców (60 zmotoryzowany bata-
lion strzelców).
12 rozpoznawczy pułk ułanów (samochodów pancernych)
Dwie kompanie pułku królewskich fizylierów „Northumberland".
Artyleria dywizyjna (brygadier B. J. Fowler)
2 zmotoryzowany pułk artylerii konnej, 78 pułk artylerii polowej,
76 pułk artylerii przeciwpancernej, 42 pułk lekkiej artylerii
przeciwlotniczej.
Dywizyjne wojska inżynieryjne: 1, 7 szwadron polowy, 1 szwa-
dron parku polowego.
Przydzielone: 9 szwadron połowy, 572 kompania parku polowego.
Jednostka przydzielona: improwizowane zgrupowanie „Hammer-
force" (samochody pancerne i artyleria 8 dywizji pancernej).
10 Dywizja Pancerna (gen. mjr. Alec H. Gatehouse):
8 Brygada Pancerna (brygadier E. C. N. Custance): 3 królewski
pułk czołgów, pułk pancerny „Nottinghamshire", pułk pancerny „Staf-
fordshire", 1 zmotoryzowany batalion strzelców „Buffs".
256

24 Brygada Pancerna (brygadier A G. Kenchigton): 41, 45 i 47


królewskie pułki czołgów, 11 zmotoryzowany własny królewski ba-
talion strzelców.
133 Brygada Piechoty (brygadier A. W. Lee) przydzielona
z 44 Dywizji Piechoty: 2, 4, 5 królewskie bataliony piechoty „Sus-
sex", jedna kompania pułku królewskich fizylierów „Northumberland".
1 pułk królewskich dragonów (rozpoznawczy pułk samochodów
pancernych).
Artyleria dywizyjna (brygadier W. A. Ebbels): 1 i 5 zmotoryzo-
wane pułki artylerii konnej, 104 zmotoryzowany pułk artylerii kon-
nej „Essex", 98 pułk artylerii polowej „Surrey and Sussex", 84 pułk
artylerii przeciwpancernej, 53 pułk lekkiej artylerii przeciwlotniczej.
Dywizyjne wojska inżynieryjne: 2 i 3 szwadrony polowe „Che-
shire", 141 szwadron parku polowego, przydzielone: 6 szwadron po-
lowy, 571 i 573 armijne kompanie polowe.
8 Dywizja Pancerna (gen. mjr Charles El. Gairdner): tylko do-
wództwo i sztab oraz jednostki niebojowe.
Jednostki X Korpusu: 570 korpuśna kompania polowa wojsk
inżynieryjnych.

XIII KORPUS (dca: gen. por. Brian G. Horrocks, szef sztabu:


brygadier George Erskine).
7 Dywizja Pancerna (gen. mjr „John" A. F. Harding):
4 Lekka Brygada Pancerna (brygadier M. G. Roddick): 4/8 pan-
cerny pułk huzarów, pułk pancerny „Greys", 1 zmotoryzowany wła-
sny królewski batalion strzelców.
22 Brygada Pancerna (brygadier G. P. B. Roberts): 1 i 5 królew-
skie pułki czołgów, pułk pancerny „City of London", 1 zmotoryzo-
wany batalion brygady strzelców, pułk kawalerii pancernej „House-
hold" (pułk samochodów pancernych).
11 pancerny pułk huzarów (pułk samochodów pancernych).
2 pułk pancerny „Derbyshire" (pułk samochodów pancernych).
Artyleria dywizyjna (brygadier Roy Mews): 3 zmotoryzowany pułk
artylerii konnej, 4 pułk artylerii polowej, 97 pułk artylerii polowej
„Kent", 65 pułk artylerii przeciwpancernej, 15 pułk lekkiej artylerii
przeciwlotniczej.
Dywizyjne wojska inżynieryjne: 4 i 21 szwadrony polowe,
143 szwadron parku polowego.
257

Jednostki przydzielone: 1 Brygada „Wolnych Francuzów": 1, 2, 3


i 4 bataliony piechoty; 2 Brygada „Wolnych Francuzów": 5, 6 i 7
bataliony piechoty, lotna kolumna „Wolnych Francuzów" z Dywizji
„Wolnych Francuzów" gen. bryg. M. P. Koeniga, 44 pułk rozpo-
znawczy z 44 Dywizji Piechoty.
44 Dywizja Piechoty (gen. mjr Ivor T. P. Hughes):
131 Brygada Piechoty (brygadier W. D. Stamer): 1/5, 1/6 i 1/7
królewskie bataliony piechoty „Qeen's". 1 listopada przydzielona do
7 Dywizji Pancernej.
132 Brygada Piechoty (brygadier L. G. Whistler): 2 batalion pie-
choty „Buffs", 4 i 5 królewskie bataliony piechoty „West Kent".
133 Brygada Piechoty przydzielona do 10 Dywizji Pancernej.
6 batalion ciężkich karabinów maszynowych „Cheshire"
44 pułk rozpoznawczy przydzielony do 7 Dywizji Pancernej.
Artyleria dywizyjna (brygadier H. R. Hall): 57, 58, 65 i 53 pułki
artylerii polowej, 57 pułk artylerii przeciwpancernej, 30 pułk lekkiej
artylerii przeciwlotniczej.
Dywizyjne wojska inżynieryjne: 11, 209, 210 kompanie polowe,
211 kompania parku polowego, przydzielona 577 armijna kompania
parku polowego.
50 Dywizja Piechoty (gen. mjr J. S. Nichols):
69 Brygada Piechoty (brygadier E. C. Cooke-Collis): 5 batalion
piechoty „East Yorkshire", 6 i 7 bataliony piechoty „Green Howards".
151 Brygada Piechoty (brygadier J. E. S. Percy): 6, 8, 9 bataliony
lekkiej piechoty "Durham".
Grecka 1 Brygada Piechoty (płk Katsotas): 1, 2, 3 bataliony pie-
choty, 1 pułk artylerii polowej, 1 kompania ciężkich karabinów ma-
szynowych, 1 polowa kompania inżynieryjna.
2 batalion ciężkich karabinów maszynowych „Cheshire".
Artyleria dywizyjna (brygadier Claude Eastman): 74, 111, 124
i 154 pułki artylerii polowej, 102 pułk artylerii przeciwpancernej
huzarów „Northumberland",
34 pułk lekkiej artylerii przeciwlotniczej.
Dywizyjne wojska inżynieryjne: 233 i 505 kompanie polowe,
235 kompania parku polowego.
Jednostki XIII Korpusu: 118 i 124 pułki atrap czołgowych, część
4 pułku pomiarowego artylerii, 578 armijna kompania polowa wojsk
inżynieryjnych, 576 korpuśna kompania parku polowego.
258

XXX KORPUS (dca: gen. por. Oliver Leese, szef sztabu: bryga-
dier G. P. Walsh):
51 Dywizja Piechoty (górskiej) (gen. mjr. Douglas N. Wimberley):
152 Brygada Piechoty (brygadier G. Murray): 2 i 5 bataliony pie-
choty „Seaforth Highlanders", 5 batalion piechoty „Cameron High-
landers".
153 Brygada Piechoty (brygadier D. A. H. Graham): 5 batalion
piechoty „Black Watch", 1 i 5/7 bataliony „Gordon Highlanders".
154 Brygada Piechoty (brygadier H. W. Houldsworth): 1 i 7 bata-
liony piechoty „Black Watch", 7 batalion piechoty „Argyll and Su-
therland Highlanders".
1/7 batalion ciężkich karabinów maszynowych „Middlesex".
51 pułk rozpoznawczy.
Artyleria dywizyjna: 126, 127 i 128 pułki artylerii polowej, 61 pułk
artylerii przeciwpancernej, 40 pułk lekkiej artylerii przeciwlotniczej.
Dywizyjne wojska inżynieryjne: 274, 275, 276 kompanie polo-
we, 239 kompania parku polowego.
Nowozelandzka 2 Dywizja Piechoty (gen. mjr Bernard C. Freyberg)
Nowozelandzka 5 Brygada Piechoty (brygadier Howard Kippen-
berger): nowozelandzkie 21, 22 i 23 bataliony piechoty, 28 batalion
piechoty „Maori".
Nowozelandzka 5 Brygada Piechoty (brygadier William Gentry):
nowozelandzkie 24, 25, 26 bataliony piechoty.
9 Brygada Pancerna (brygadier John Curre) przydzielona: 3 pan-
cerny pułk huzarów, królewski pułk pancerny „ Wiltshire", pułk pan-
cerny „Warwickshire", 14 zmotoryzowany batalion piechoty „Sher-
wood Foresters".
Nowozelandzki pułk kawalerii pancernej (rozpoznawczy pułk lek-
kich czołgów).
Nowozelandzki 27 batalion ciężkich karabinów maszynowych.
Artyleria dywizyjna (brygadier C. E. Weir): nowozelandzkie 4, 5
i 6 pułki artylerii polowej, nowozelandzki 7 pułk artylerii przeciw-
pancernej, nowozelandzki 14 pułk lekkiej artylerii przeciwlotniczej.
Dywizyjne wojska inżynieryjne: nowozelandzkie 6, 7, 8 kompa-
nie polowe, nowozelandzka 5 kompania parku polowego.
Australijska 9 Dywizja Piechoty (gen. mjr Leslie J. Morshead):
Australijska 20 Brygada Piechoty (brygadier W. J. V. Windeyer):
australijskie 2/13, 2/15 i 2/17 bataliony piechoty.
259

Australijska 24 Brygada Piechoty (brygadier Arthur Godfrey): au-


stralijskie 2/28, 2/32 i 2/43 bataliony piechoty.
Australijska 26 Brygada Piechoty (brygadier D. A. Whithead):
australijskie 2/23, 2/24 i 2/48 bataliony piechoty.
Australijski 2/2 batalion ciężkich karabinów maszynowych.
Artyleria dywizyjna (brygadier A. H. Ramsay): australijskie 2/7,
2/8, 2/12 pułki artylerii polowej, australijski 3 pułk artylerii przeciw-
pancernej, australijski 4 pułk lekkiej artylerii przeciwlotniczej.
Dywizyjne wojska inżynieryjne: australijskie 2/3, 2/7, 2/13 kom-
panie polowe, australijska 2/4 kompania parku polowego, australij-
ski 2/3 batalion pionierów.
Hinduska 4 Dywizja Piechoty (gen. mjr Francis I. S. Tuker):
Hinduska 5 Brygada Piechoty (brygadier D. Russel): 1/4 batalion
piechoty „Essex", 4/6 batalion strzelców „Rajputana", 3/10 batalion
piechoty „Baluch".
Hinduska 7 Brygada Piechoty (brygadier A. W. W. Holworthy):
1 królewski batalion piechoty „Sussex", 4/16 batalion piechoty „Pun-
jabi", 1/2 batalion strzelców „Ghurka".
Hinduska 161 Brygada Piechoty (brygadier F. E. C. Hughes):
I batalion piechoty „Argyll and Sutherland Highlanders", 1/1 bata-
lion piechoty „Punjabi", 4/7 batalion piechoty „Rajputs".
6 batalion ciężkich karabinów maszynowych „Rajputana".
Artyleria dywizyjna (brygadier H. K. Dimoline): 1, 11 i 32 pułki
artylerii polowej, 149 pułk artylerii przeciwpancernej, 57 pułk lek-
kiej artylerii przeciwlotniczej.
Dywizyjne wojska inżynieryjne: 2, 4 i 16 kompanie polowe,
II kompania parku polowego.
Południowoafrykańska 1 Dywizja Piechoty (gen. mjr Dan H.
Pienaar):
Południowoafrykańska 1 Brygada Piechoty (brygadier C. L. de
W. du. Toit): 1 królewski batalion „Natal Carabiniers", 1 własny ba-
talion strzelców Księcia Edynburga („Duke of Edinburgh's Own Ri-
fles"), 1 batalion piechoty „Transvaal Scottish".
Południowoafrykańska 2 Brygada Piechoty (brygadier W. H. E.
Poole): 1/2 batalion „Field Force", 1 batalion strzelców górskich
„Natal", batalion piechoty „Cape Town Highlanders".
Południowoafrykańska 3 Brygada Piechoty (brygadier R. J. Pal-
mer): 1 pułk lekkiej kawalerii „Imperial", 1 batalion lekkiej piechoty
260

„Durban", 1 batalion lekkiej piechoty „Rand", rozpoznawczy pułk


„President Steyn" (pułk samochodów pancernych), kompania bata-
lionu ciężkich karabinów maszynowych „Die Middelandse".
Dywizyjna grupa zapasowa: 2 pułk „Botha" i bataliony zapaso-
we, rozwiązana 30 października.
Artyleria dywizyjna (brygadier F. Theron): południowoafrykań-
skie 1, 4 i 7 pułki artylerii polowej, południowoafrykański 1 pułk
artylerii przeciwpancernej, południowoafrykański 1 pułk lekkiej ar-
tylerii przeciwlotniczej.
Jednostki XXX Korpusu i jednostki odwodu XXX Korpusu:
23 Brygada Pancerna (brygadier G. W. Richards): 8, 40, 46 i 50
królewskie pułki czołgów.
Południowoafrykańskie 4/6 pułki samochodów pancernych, 7, 64
i 69 pułk artylerii ciężkiej, 121 pułk artylerii polowej, 168 pułk arty-
lerii przeciwlotniczej, 66 kompania moździerzy, 295 armijna kom-
pania polowa wojsk inżynieryjnych.

ARMIA PANCERNA „AFRIKA" (dca: gen. kawalerii Georg


Stumme, od 24 X gen. por. Wilhelm Ritter von Thoma, od 25 X feld-
marsz. Erwin Rommel. Szef sztabu: gen. por. Alfred Gause).
Jednostki bezpośrednio podporządkowane pod dowództwo armii:
Sztab 15 Zmotoryzowanej Brygady Strzelców,
Grupa bojowa (Kampfstąffel) „Kieł".
288 siły specjalne (Sonderverband): wzmocniony batalion wydzie-
lony głównie z dywizji specjalnej „Brandenburg", formalnie od
6 sierpnia w trakcie przeformowania na pułk grenadierów pancer-
nych, „Afrika", ale w dalszym ciągu pod starą nazwą do 31 paździer-
nika, znany także jako Grupa Bojowa „Menton". Przydzielony do
90 Dywizji Lekkiej.
33 zmotoryzowany oddział (batalion) rozpoznawczy, wydzielony
z 15 Dywizji Pancernej, 580 zmotoryzowany oddział (batalion) roz-
poznawczy wydzielony z 90 Dywizji Lekkiej.
1 kompania 278 batalionu ochrony
104 dowództwo artylerii (płk Johann Mick):
Sztab 221 pułku artylerii,
Sztab 408 oddziału (dywizjonu) artylerii ciężkiej,
2 i 3 baterie 408 oddziału (dywizjonu) artylerii ciężkiej,
364 oddział (dywizjon) artylerii,
261

5 bateria 115 pułku artylerii,


sztab II dywizjonu 115 pułku artylerii,
4 i 6 baterie 115 pułku artylerii,
4 bateria 149 dywizjonu artylerii nabrzeżnej wojsk lądowych,
sztab oraz 2 i 3 baterie 528 oddziału (dywizjonu) artylerii ciężkiej,
362, 533, 902 baterie artylerii,
11 zmotoryzowany oddział (dywizjon) pomiarowy artylerii.
19 Dywizja Artylerii Przeciwlotniczej Luftwaffe (gen. por. Burek -
hardt):
66, 102 i 135 pułki artylerii przeciwlotniczej Luftwaffe,
606, 612, 617 oddziały (dywizjony) artylerii przeciwlotniczej Luft-
waffe.
Jednostki odwodu ogólnego armii:
90 Lekka Dywizja Afrykańska (gen. por. Theodor Graf von Spo-
neck):
155, 200, 361 pułki grenadierów pancernych, 580 zmotoryzowa-
ny oddział (batalion) rozpoznawczy podporządkowany dowództwu
armii, 190 zmotoryzowany oddział niszczycieli czołgów (dywizjon
artylerii przeciwlotniczej), 190 zmotoryzowany pułk artylerii,
900 zmotoryzowany batalion pionierów pancernych.
Włoska 101 Dywizja Zmotoryzowana „Trieste" (gen. bryg.
Francesco La Ferla), 65 i 66 pułki piechoty zmotoryzowanej, XI ba-
talion czołgów, VIII batalion bersalierów, 21 pułk artylerii zmotory-
zowanej, III batalion saperów.
Brygada Spadochronowa „Ramcke" (gen. mjr. Bernhard Her-
mann Ramcke) użyta do wzmocnienia włoskich X i XXI korpusów
i styku między nimi: cztery bataliony strzelców spadochronowych
(„Schweiger", „Heydte", „Hubner", „Burckhardt") wzmocnione dy-
wizjonem artylerii i kompanią pionierów.
NIEMIECKI KORPUS AFRYKAŃSKI „DEUTCHES AFRIKA
KORPS" (gen. wojsk pancernych Wilhelm Ritter von Thoma):
15 Dywizja Pancerna (gen. por. Gustav von Vaerst): 8 pułk pan-
cerny, 115 pułk grenadierów pancernych, 15 batalion motocyklowy,
33 zmotoryzowany oddział (batalion) rozpoznawczy podporządko-
wany dowództwu armii, 33 zmotoryzowany oddział niszczycieli czoł-
gów (dywizjon artylerii przeciwpancernej), 33 zmotoryzowany pułk
artylerii, 33 batalion pionierów pancernych, 33 polowy batalion za-
pasowy.
262

Włoska 133 Dywizja Pancerna „Littorio" (gen. dyw. G. Bitos-


si) wydzielona z XX Korpusu: 133 pułk pancerny (IV, XII i LI ba-
taliony czołgów), 12 pułk bersalierów, (XXIII, XXXVI i XXI bata-
liony), III pancerny dywizjon ułanów „Novarra", 3 zmotoryzowany
pułk artylerii konnej „Duca d'Aosta".
Jednostki korpusu: 3 zmotoryzowany oddział (batalion) rozpo-
znawczy wydzielony z 21 Dywizji Pancernej, 605 zmotoryzowany
oddział niszczycieli czołgów (dywizjon artylerii przeciwpancernej),
dywizjon 18 zmotoryzowanego pułku artylerii przeciwlotniczej, dy-
wizjon 33 zmotoryzowanego pułku artylerii przeciwlotniczej, 598
i 599 polowe bataliony zapasowe.

WŁOSKI XX KORPUS (gen. dyw. Giuseppe de Stefanis):


132 Dywizja Pancerna „Ariete" (gen. bryg. Francesco Arena):
132 pułk pancerny (IX, X i XIII bataliony czołgów) 8 pułk bersalie-
rów, (V, XII i III bataliony) 132 pułk artylerii zmotoryzowanej,
III dywizjon kawalerii pancernej „Nizza", XXXII batalion saperów.
21 Dywizja Pancerna (gen. mjr Heinz von Randow) przydzielo-
na z Niemieckiego Korpusu Afrykańskiego:
5 pułk pancerny, 104 pułk grenadierów pancernych, 8 zmotory-
zowany batalion ciężkich karabinów maszynowych, 39 zmotoryzo-
wany oddział niszczycieli czołgów (dywizjon artylerii przeciwpan-
cernej), 155 zmotoryzowany pułk artylerii, 3 zmotoryzowany oddział
(batalion) rozpoznawczy przydzielony do Niemieckiego Korpusu
Afrykańskiego, 200 batalion pionierów pancernych, 200 polowy ba-
talion zapasowy.
Jednostki XX Korpusu: 90 zmotoryzowana kompania saperów.

WŁOSKI X KORPUS (gen. korpusu Eduardo Nebbia pobyt we Wło-


szech do 26 X, pełniący obowiązki dowódcy gen. dyw. Enrico Frattini):
27 Dywizja Piechoty „Brescia" (gen. dyw. Bmnetto Brunetti):
19 i 20 pułki piechoty, 1 zmotoryzowany pułk artylerii konnej „Eu-
genio di Savoia", XXVII batalion saperów.
17 Dywizja Piechoty „Pavia" (gen. bryg. N. Scattaglia):
27 i 28 pułk piechoty, 26 pułk artylerii, XVII batalion saperów.
185 Dywizja Spadochronowa „Folgore" (gen. dyw. Enrico Frat-
tini): 186 i 187 pułki piechoty spadochronowej, 185 pułk artylerii,
VII batalion szturmowy saperów.
263

Jednostki X Korpusu: 9 pułk bersalierów (XXVIII i LVII bata-


lion), XLIX dywizjon artylerii, CXLVII dywizjon artylerii 8 zgrupo-
wania artylerii, 1/21 dywizjon artylerii, XXXI batalion szturmowy
saperów.

WŁOSKI XXI KORPUS (gen. korpusu Enea Navarrini do 26 X


we Włoszech, pełniący obowiązki dowódcy gen. dyw. Alessandro
Gloria):
25 Dywizja Piechoty „Bologna" (gen. dyw. Alessandro Gloria):
39 i 40 pułki piechoty, 205 pułk artylerii, XXV batalion saperów.
102 Dywizja Piechoty „Trento" (gen. bryg. Giorgio Masina):
61 i 62 pułki piechoty, 46 pułk artylerii, IV dywizjon artylerii samo-
bieżnej, CCCLV dywizjon artylerii, LI batalion saperów
Afrykańska 164 Dywizja Lekka (gen. mjr Carl-Hans Lunger-
shansen) przydzielona: 125, 382, 433 pułki grenadierów pancernych,
220 zmotoryzowany oddział (batalion) rozpoznawczy, 220 zmoto-
ryzowany pułk artylerii, 609 zmotoryzowany oddział artylerii prze-
ciwlotniczej (w roli dywizjonu artylerii przeciwpancernej), 707 i 708
kompania ciężkich dział piechoty, 220 batalion pionierów pancer-
nych.
Jednostki XXI Korpusu: 7 pułk bersalierów (X i XI batalion), 8
zgrupowanie artylerii, LXV batalion saperów, IV batalion niszczy-
cieli czołgów.
Jednostki armijne poza strefą frontu: włoska 16 Dywizja Pie-
choty „Pistoia" (gen. dyw. Guglielmo Falugi): 35 i 36 pułki piecho-
ty, 3 pułk artylerii zmotoryzowanej, LVII batalion bersalierów, XVI
batalion saperów; dywizja „Giovani Fascisti" (3 bataliony).
264

Załącznik 3

O de B SIŁ POWIETRZNYCH ZACHODNIEJ PUSTYNI (WE-


STERN DESERT AIR FORCE) 27 PAŹDZIERNIKA 1942
Kwatera Główna Sił Powietrznych Zachodniej Pustyni.
Wysunięta Kwatera Główna Sił Powietrznych Zachodniej Pusty-
ni z Kwaterą Główną Zgrupowania Amerykańskich Sił Powietrznych
Sił Lądowych.

1 Skrzydło Bombowe (SAAF)


12 dywizjon bombowy (SAAF) 24 „Boston" Mk III 1
21 dywizjon bombowy (SAAF) 24 „Baltimore" Mk l, Mk lI, Mk III
24 dywizjon bombowy (SAAF) 24 „Boston" Mk III

232 Skrzydło Bombowe (RAF)


55 dywizjon bombowy (RAF) 24 „Baltimore" Mk I, Mk II, Mk III
223 dywizjon bombowy (RAF) 24 „Baltimore" Mk I, Mk II, Mk III

12 Grupa Bombowa (USAAF)


82 dywizjon bombowy (USAAF) 13 „Mitchell" Mk II
83 dywizjon bombowy (USAAF) 13 „Mitchell" Mk II
434 dywizjon bombowy (USAAF) 13 „Mitchell" Mk II

285 Skrzydło Rozpoznawcze (RAF)


Wydzielone siły 2 jednostki (dywizjonu) rozpoznania fotograficz-
nego
12 „Spitfire" PRMkVB
40 dywizjon rozpoznania taktycznego (SAAF) 18 „Hurricane" Mk I,
Mk IIA, Mk IIB
60 dywizjon korygowania (SAAF) 12 „Maryland"
208 dywizjon rozpoznania taktycznego (RAF) 18 "Hurricane" Mk
II A, Mk lIB
1437 eskadra rozpoznania strategicznego (RAF) 8 „Baltimore" Mk I,
Mk II, Mk lII

211 GRUPA LOTNICZA (RAF)


6 dywizjon niszczycieli czołgów (SAAF) 24 „Hurricane" Mk II D eska-
dra 7 dywizjonu niszczycieli czołgów (SAAF) 8 „Hurricane" Mk IID
265

57 Grupa Myśliwska (USAAF)


64 dywizjon myśliwsko-homhowy (USAAF) 25, Kittyhawk" Mk II, Mk
III
65 dywizjon myśliwsko-bombowy (USAAF) 25 „Kittyhawk" Mk II

233 Skrzydło Myśliwskie (RAF)


2 dywizjon myśliwsko-bombowy (SAAF) 16 „Kittyhawk" Mk II, Mk III
4 dywizjon myśliwsko-bombowy (SAAF) 16 „Kittyhawk" Mk II
5 dywizjon myśliwski (SAAF) 16 „Tomahawk"
260 dywizjon myśliwsko-bombowy (RAF) 16 „Kittyhawk" Mk I, Mk II

239 Skrzydło Myśliwskie (RAF)


3 dywizjon myśliwsko-bombowy (SAAF) 16 „Kittyhawk" Mk I, Mk II
112 dywizjon myśliwsko-bombowy (RAF) 16 „Kittyhawk" Mk II, Mk III
250 dywizjon myśliwsko-bombowy (RAF) 16 „Kittyhawk" Mk II,
Mk III
450 dywizjon myśliwsko-bombowy (RAAF) 16 „Kittyhawk" Mk I, Mk lI
66 dywizjon myśliwsko-bombowy (USAAF) 3 25 „Kittyhawk" Mk II

244 Skrzydło Myśliwskie (RAF)


73 dywizjon myśliwski nocny (RAF) 16 „Hurricane" Mk IIC
92 dywizjon myśliwski (RAF) 16 „Spitfire" Mk VB, Mk VC
145 dywizjon myśliwski (RAF) 16 „Spitfire" Mk VB
601 dywizjon myśliwski (RAF) 16 „Spitfire" Mk VB

212 GRUPA LOTNICZA (RAF)


5 Skrzydło Myśliwskie (SAAF)
80 dywizjon myśliwski (RAF) 16 „Hurricane" Mk lIC
127 dywizjon myśliwski (RAF) 16 „Hurricane" Mk IIB
274 dywizjon myśliwsko-bombowy (RAF) 16 „Hurricane" Mk lI E
335 dywizjon myśliwski (RAF, grecki) 16 „Hurricane" Mk IIB

243 Skrzydło Myśliwskie (RAF)


1 dywizjon myśliwski (SAAF) 16 „Hurricane" Mk lI C
35 dywizjon myśliwski (RAF) 16 „Hurricane" Mk IIC
213 dywizjon myśliwski (RAF) 16 „Hurricane" Mk lI C
238 dywizjon myśliwski (RAF) 16 „Hurricane" Mk IIC
266

Objaśnienia:
RAF - Królewskie Siły Powietrzne
RAF grecki - grecki dywizjon Królewskich Sił Powietrznych
RAAF - Królewskie Australijskie Siły Powietrzne
SAAF - Południowoafrykańskie Siły Powietrzne
USAAF - Siły Powietrzne Sił Lądowych Stanów Zjednoczonych

Uwagi:
1
Samoloty amerykańskie zostały oznaczone według nazw przy-
jętych w RAF.
2
Dywizjony grupy operacyjnie były podporządkowane 232 skrzy-
dłu bombowemu.
3
Dywizjon 57 grupy myśliwskiej przydzielony do 239 skrzydła
myśliwskiego.
Załącznik nr 4

ORGANIZACJA BRYTYJSKIEJ 10 DYWIZJI PANCERNEJ WRAZ Z JED-


NOSTKAMI PRZYDZIELONYMI W OKRESIE DRUGIEJ BITW/ POD ELALA-
MEIN (KONIEC PAŹDZIERNIKA 1942)

Objaśnienia:
b - batalion
bp - batalion piechoty
k - kompania
p - pułk
pa - pułk artylerii
papanc- pułk artylerii przeciwpancernej
pcz - pułk czołgów
ppanc - pułk pancerny
plaplot - pułk lekkiej artylerii przeciwlotniczej
rpspanc - rozpoznawczy pułk samochodów
pancernych
Załącznik nr 9

DANE TAKTYCZNO-TECHNICZNE PODSTAWOWEGO SPRZĘTU BOJOWEGO


WYKORZYSTYWANEGO W BITWACH W REJONIE EL ALAMEIN

I. CZOŁGI

Typ i Broń Grubość Prędkość w terenie


Waga Załoga Działo Moc silnika
Kraj producenta maszynowa pancerza pustynnym
1 2 3 4 5 6 7 8

„Valentine" Mk II 1 x 40 mm
16 t 3 /dwufuntowe/ 1 x 7,92 mm do 65 mm 131 kM do 13 km/h
W. Brytania
„Crusader" Mk II 1 x 40 mm
W. Brytania 19 t 4 dwufuntowe 1 x 7,92 mm do 49 mm 340 kM do 20 km h

„Crusader” Mk III 1 x 57 mm
19.75 t 3 /sześciofuntowe/ 1 x 7,92 mm do 51 mm 340 kM do 20 km/h
W. Brytania
„Stuart" Mk 1 /M3
„General
12.5 t 4 1 x 37 mm 2 x 7,62 mm do 44 mm 250 kM do 24 km/h
Stuart"/ St. Zjednoczone

„Grant" Mk I /wersja M3 1 x 75 mm
w kadłubie
„General Lee”/
28.5 t 6 1 x 37 mm 2-3 x 7,62 mm do 57 mm 340 kM do 16 km/h
St. Zjednoczone
w wieży
„Sherman" Mk II /M4
„General Sherman”/
30 t 5 1 x 75 mm 2 x 7,62 mm do 76 mm 400 kM do 20 km/h
St. Zjednoczone

PzKpfw III H 1 x 50 mm
20 t 5 2 x 7,92 mm do 62 mm 300 kM do 18 km/h
Niemcy KwK 38 L/42

PzKpfw III J 1 x 50 mm
22 t 5 KwK 39 L/60 2 x 7,92 mm do 50 mm 300 kM do 20 km/h
Niemcy

PzKpfw IV E 1 x 75 mm
21 t 5 KwK 37 L/24 2 x 7,92 mm do 60 mm 300 kM do 16 km/h
Niemcy

PzKpfw III F 2 1 x 75 mm
23,6 t 5 KwK 40 L/48 2 x 7,92 mm do 50 mm 300 kM do 16 km/h
Niemcy
M 13/40
Włochy 13,5 t 4 1 x 47 mm 3 x 8 mm do 40 mm 105 kM do 13 km/h

M 14/41
14.7 t 4 1 x 47 mm 3 x 8 mm do 40 mm 105 kM do 13 km/h
Włochy
II. ARMATY CZOŁGOWE I PRZECIWPANCERNE

(POLOWE STRZELAJĄCE POCISKAMI PRZECIWPANCERNYMI)

Przebijalność pancerza z poniższych odległości


Typ i kraj Waga Prędkość
Rodzaj
producenta pocisku początkowa
275 m 350 m 450 m 700 m 900 m 1400 m 1800 m

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11

40 mm dwufuntowa ciągniona lub montowana


na czołgach „Crusader" 0,91 kg 793 m/s 58 … 52 46 40 … …
W. Brytania
„Matilda" i „Valentine"

57 mm sześciofuntowa ciągniona lub montowana


2,83 kg 815 m/s … … 79 72 65 52 ...
W. Brytania na czołgach .Crusader"

87,6 mm 25-funtowa
ciągniona 9,1 kg 472 m/s … … 63 58 54 … …
W. Brytania

37 mm montowana ru czołgach
0, 87 kg 884 m/s 58 … 53 48 47 ... …
St. Zjednoczone „Grant" (wieża) i „Stuart"

75 mm M2 montowana na czołgu
6,35 kg 588 m/s ... … 61 ... 53 46 38
St. Zjednoczone „Grant”

75 mm M3 montowana na czołgu
6.8 kg 619 m/s ... ... 66 ... 61 56 51
St. Zjednoczone „Sherman”

37 mm PAK 35/36 0,68 kg


ciągniona i instalowana na 762 m/s 32 29 28 ... … … …
0,35 kg
Niemcy transporterach 1030 m/s 40 32 28 … … … …
Pzgr 40

montowane na czołgach 2,05 kg 53 46


50 mm KwK 38 L/42 683 m/s 56 … 40 … …
PzKpfw III H i wcześniei- 0,87 kg
Niemcy 1048 m/s 83 … 60 42 … … …
szych wersjach PzKpfw III J Pzgr 40

50 mm PAK 38 2,05 kg
ciągnione na czołgach 823 m/s 67 … 61 56 … …
50 mm KwK 39 L/60 0,87 kg 50
PzKpfw III J i L 1200 m/s 109 … … …
Niemcy Pz.gr 40 77 46 …

75 mm KwK 37 L/60 na czołgach PzKpfw IV E


6,75 kg 415 m/s … … 46 42 41 … …
Niemcy i F1

75 mm KwK 40 L/43
na czołgach PzKpfw IV F2 6,8 kg 740 m/s … … 89 ... 79 70 62
Niemcy

76,2 mm PAK (R) 6,72 kg 660 m/s … … ~ 79 ~ 70 ~ 61 ~ 53


zdobyczna sowiecka ...
Związek Sowiecki 4.2 kg 850 m/s … … ~ 84 ~ 68 … …
Pzgr 40
88 mm Flak 36 L/56
ciągniona 9,52 kg 795 m/s … … 112 ... 103 92 83
Niemcy

20 mm M/35 Breda
ciągniona 0,14 kg 838 m/s 29 27 24 … … … …
Włochy

ciągniona i montowana na
47 mm Model 37 1,47 kg 628 m/s … 48 … 38 32 … …
czołgach M 13/40, M 14/41
III. SAMOLOTY

Zasięg przy
prędkości Prędkość Prędkość
Typ i kraj producenta Rodzaj Załoga Uzbrojenie
maksymalna ekonomiczna
ekonomlcznej
1 2 3 4 5 6 7
„Hurricane" Mk II A i B myśliwski 8 x 7,7 mm lub
770 km 332 km/h
1 12 x 7,7 mm 550 km/h
W. Brytania myśliwsko-bombowy 225 kg bomb
1560 ze zb. dod. na 4500 m
„Hurricne" Mk II D 2 x 40 mm 285 km/h
niszczyciel czołgów 1 800 km 510 km/h
W. Brytania 2 x 7,7 mm na 650 m
„Spitfire" Mk VB 2 x 20 mm 335 km/h
myśliwski 1 775 km 610 km/h
W. Brytania 2 x 7,7 mm na 6000 m
„Kittyhawk" Mk II 4 - 6 x 12,7 mm 1300 km 385 km/h
myśliwsko-bombowy 1 555 km/h
St. Zjednoczone 225 kg bomb 1700 km ze zb. dod. na 6000 m
10 x 7,62 i 4 x 1530 km przy
„Baltimore" Mk III 305 km/h
lekki bombowy 3 7,7 ładunku 485 km/h
St. Zjednoczone mm 900 kg bomb na 4500 m
1640 km przy
„Boston"" Mk III 8 x 7.62 mm 320 km/h
ładunku
St. Zjednoczone lekki bombowy 4 900 kg bomb 490 km/h na 4000 m
900 kg bomb

3120 km przy
„Liberator” Mk II 5 x 12.7 mm ładunku 3650 kg 290 km/h
8 4 x 7,62 mm bomb
St. Zjednoczone ciężki bombowy 1650 kg bomb
420 km/h na 4000 m
4400 km przy
ładunku 2050 kg

2250 km przy
„Wellington" Mk II 6 x 7.62 mm ładunku 2000 kg 280 km/h
średni bombowy 6 397 km/h
W. Brytania 2000 kg bomb 3950 km przy na 5200 m
ładunku 550 kg
1850 km przy
„Mitchell" Mk II 4 x 12,7 mm 338 km/h
średni bombowy 5 1 x 7,62 mm ładunku 475 km/h
St. Zjednoczone 1360 kg na 4000 m
1360 kg bomb
Bf - 109 F 3 x 20 mm 320 km/h
myśliwski 1 1050 km 620 km/h
Niemcy 2 x 7.9 mm na 5200 m
Bf - 110 myśliwski 2 x 20 mm 320 km/h
2 6 x 7,9 mm 1500 km 550 km/h
Niemcy myśliwsko-bombowy 500 kg bomb na 5500 m
2 x 20 mm 2430 km przy
He - 111 290 km/h
średni bombowy 5-6 7 x 7,9 mm ładunku 395 km/h
Niemcy 2000 kg bomb na 5200 m
1000 kg
Ju - 87 D 4 x 7,9 mm 1150 km 260 km/h
bombowiec nurkujący 2 410 km/h
Niemcy 900 kg bomb przy 900 kg na 4500 m
1 x 20 mm 2100 km przy
Ju-88 310 km/h
7 x 7,9 mm ładunku
Niemcy średni bombowy 4 480 km/h na 5000 m
1000 kg bomb 1000 kg
MC. 202 „Folgore" 305 km/h
myśliwski 1 2 x 12,7 mm 720 km 550 km/h
Włochy na 5500 m
G. 50 280 km/h
myśliwski 1 2 x 12,7 mm 850 km 480 km/h
Włochy na 4500 m
3 x 12,7 mm 1920 km przy
SM. 79 „Sparviero" 250 km/h
2 x 7,7 mm ładunku
Włochy średni bombowy 4-5 410 km/h na 4000 m
1250 kg 250 kg bomb
SPIS ILUSTRACJI

Jeden z wjazdów na Płaskowyż libijski w Cyrenajce. Doskonale


widać, jak poważną przeszkodą terenową była skarpa płaskowyżu, zwła-
szcza dla nacierających od wschodu wojsk brytyjskich. Ze zbiorów CAW.

Skarpa Płaskowyżu Libijskiego w kilku miejscach podchodziła bli-


sko brzegu morza, jak tu w okolicach Derny. Dobrze widoczne jedno
z zejść z płaskowyżu do Derny. Kolekcja Waldemara Wójcika.

Łuk Braci Fileni wzniesiony na granicy Trypolitanii i Cyrenajki.


Z pogranicza tych dwóch libijskich prowincji rozpoczął swoją pierw-
szą ofensywę Erwin Rommel. Na drodze włoska kolumna zmotoryzo-
wana podczas krótkiego okolicznościowego postoju. Ze zbiorów CAW.

W wąskim pasie wybrzeża dzięki obfitszym opadom szata roślinna


była o wiele bogatsza niż w głębi Libii czy Egiptu. Na zdjęciu zmoto-
ryzowana kolumna brytyjska na Via Balbia w pobliżu Demy podczas
pierwszej brytyjskiej ofensywy generała O'Connora. Tamże.

Teren typowy dla Północnoafrykańskiego Teatru Działań Wojen-


nych, kilkadziesiąt kilometrów od wybrzeża. Na takim terenie sto-
czono najwięcej bitew i walk. Widoczne pojazdy to kolumna ,Afri-
ka Korps". Tamże.

Jeden z przedstawicieli fauny pustynnej złapany przez niemiec-


kiego żołnierza. Tamże.

Taką chmurę pyłu, jak tę widoczną za ciągnikiem z niemieckim


20 mm działkiem przeciwlotniczym, podnosił każdy pojazd poru-
szający się po pustyni. Kolekcja Waldemara Wójcika.

Wszechobecny pustynny pył był poważnym problemem także dla


lotnictwa. Startujące samoloty podnosiły tumany pyłu demaskujące
lotnisko z daleka. Na zdjęciu włoski bombowiec SM.79 „Sparvie-
ro" startujący z jednego z pustynnych lotnisk. Ze zbiorów CAW.
279

Główną osią pościgów i dowozu zaopatrzenia dla obu stron była


szosa nadmorska. Niemiecko-włoska kolumna pancerno-zmotoryzo-
wana w pościgu za wycofującymi się w kierunku Tobruku i Egiptu
wojskami brytyjskimi podczas pierwszej ofensywy Rommla. Tamże.
Ta sama szosa była jednak utrapieniem dla łącznościowców, którzy
- tak jak widoczni niemieccy łącznościowcy - byli zmuszeni stoso-
wać przejścia napowietrzne przy przeprowadzaniu przez nią linii ka-
blowych. Silne pustynne wiatry bardzo często niszczyły przejścia i
zrywały kable. Tamże.
Woda była problemem numer jeden dla służb zaopatrzenia w Afry-
ce. Cenna była każda kropla. Niemieccy spadochroniarze z Brygady
„Ramcke" odbierają należne im racje wody na pozycjach obronnych
pod El Alamein. Tamże.
Pobieranie wody z Morza Śródziemnego. Deficyt źródeł słodkiej
wody powodował, że uciekano się i do takich sposobów. Tamże.
Aby zapewnić wodę choćby w skromnych racjach, specjalne jed-
nostki zaopatrzenia w wodę dokonywały odwiertów według wskazań
specjalnych map lub miejscowej ludności. Na zdjęciu żołnierze wło-
scy i niemieccy dokonują odwiertu „gdzieś w Cyrenajce". Tamże.
Aleksandria z powietrza. Główna baza Royal Navy we wschod-
niej części Morza Śródziemnego - podstawowy port i baza zaopa-
trzenia dla brytyjskiej 8 Armii. Była celem każdej ofensywy wojsk
„Osi" w Afryce. Tamże.
Spotkania Rommla z Hitlerem w Goslar miały się okazać bardzo
brzemienne w skutkach dla przyszłego feldmarszałka. Hitler przed
frontem kompanii honorowej 3 batalionu strzelców 17 pułku piecho-
ty ustawionej na Kaiserplatz w Goslar podczas wizyty w 1934 r. Pierw-
szy z lewej ówczesny major Erwin Rommel. Tamże.
Generał major Eleinrich Kirchheim. Miał szansę zostać pierwszym
dowódcą wojsk niemieckich w Północnej Afryce. Hitler postawił jednak
na Rommla, a Kirchheim w Afryce miał zasłynąć jedynie jako zdobyw-
ca Derny podczas pierwszej ofensywy włosko-niemieckiej. Tamże.
Feldmarszałek Albert Kesselring często odwiedzał Afrykę, po
której poruszał się widocznym na zdjęciu samolotem Fi-156 „Storch".
Takim samym samolotem odbył swój pechowy lot generał porucznik
Ludwig Cruwell. Tamże.
280

Podstawowym czołgiem „Afrika Korps" w bitwach 1942 r. był


PzKpfw III od modelu G po L(Tp). Widoczny na zdjęciu to prawdo-
podobnie PzKpfw III Ausf. G przyozdobiony suszącą się bielizną
załogi. Tamże.
Przeglądy techniczne i naprawa czołgów miały istotny wpływ na
gotowość bojową jednostek pancernych. Na zdjęciu wieczorny prze-
gląd i drobna naprawa czołgu PzKpfw III z 1 plutonu 5 kompanii
8 pułku pancernego podczas walk na tyłach pozycji El Ghazala w
czerwcu 1942 r. Tamże.
Czołg „Valentine" był podstawowym brytyjskim czołgiem wspar-
cia piechoty w bitwach pod El Alamein. Małej mocy silnik i nieod-
powiednie działo powodowały, że mimo wysiłków załóg nie była to
broń skuteczna. Same zaś „Valentine'y" często padały ofiarą nie-
mieckich armat przeciwpancernych, jak ten czołg 23 Brygady Pan-
cernej rozbity w rejonie wzgórz Ruweisat podczas nieudanego na-
tarcia 22 lipca 1942 r. Tamże.
„Crusader" był najlepszym wyprodukowanym w Wielkiej Bryta-
nii czołgiem 8 Armii. Ustępował jednak siłą ognia niemieckim
PzKpw III. Przezbrojenie części „Crusaderów" w 57 mm armatę zmie-
niło sytuację, ale wtedy cały ciężar walki z niemieckimi czołgami
przejęły już czołgi produkcji amerykańskiej. Widoczny na zdjęciu
„Crusader" forsuje zasieki osłaniające przednią pozycję obrony. Ko-
lekcja Waldemara Wójcika.
Brytyjska 57 mm armata przeciwpancerna popularnie nazywana
„sześciofuntówką" była bardzo skuteczną bronią przeciwko niemiec-
kim i włoskim czołgom. Ze zbiorów WIH.
Brytyjska 139,7 mm haubico-armata (5,5 calowa) podstawowe
działo pułków artylerii ciężkiej 8 Armii w bitwach pod El Alamein.
Tamże.
Amerykańskie „Granty" dzięki 75 mm armacie umieszczonej
w sponsonie pozwoliły jednostkom 8 Armii zniwelować przewagę
ogniową niemieckich czołgów. Użyte po raz pierwszy w obronie li-
nii El Ghazala w końcu maja i w czerwcu 1942 r. sprawiły czołgom
„Afrika Korps" wiele kłopotów. Ten na zdjęciu został rozbity dopie-
ro ogniem 88 mm armaty przeciwlotniczej. Ze zbiorów CAW.
281

Najskuteczniejsza niemiecka broń przeciwpancerna w Afryce -


88 mm armata przeciwlotnicza, która wielokrotnie ratowała wojska
niemieckie z opresji, jak tu strzelająca niemal z marszu do brytyj-
skich czołgów 13 czerwca 1942 r. podczas krwawej bitwy w rejonie
„Knightsbridge", po wygraniu której Rommel został zatrzymany do-
piero pod El Alamein. Tamże.
W bitwie na linii El Ghazala włoskie dywizje piechoty bezsku-
tecznie atakowały dobrze umocnione „boksy" piechoty południowo-
afrykańskiej i angielskiej. Na zdjęciu włoska artyleria ostrzeliwuje
brytyjskie pozycje na linii El Ghazala. Tamże.
Stosunki między wyższymi dowódcami niemieckimi i włoskimi
nie mogły służyć za wzór sojuszniczej współpracy, mimo tak spekta-
kularnych gestów jak ten widoczny na zdjęciu. Moment dekoracji
włoskim odznaczeniem generała porucznika Ludwiga Criiwella, do-
wódcę „Afrika Korps" i zastępcę Rommla przez naczelnego dowód-
cę wojsk „Osi" w Afryce i gubernatora Libii marszałka Ettore Basti-
co. Tamże.
„Ofiarami" pomyślnej ofensywy Rommla rozpoczętej na linii El
Ghazala byli Naczelny Dowódca Sił Brytyjskich na Środkowym
Wschodzie generał Claude Auchinleck i dowódca 8 Armii generał
porucznik Ritchie. Temu pierwszemu nie pomogło nawet zatrzyma-
nie Rommla pod El Alamein. Obaj utracili stanowiska. Na zdjęciu
Auchinleck (pierwszy z prawej) i Ritchie (w środku) w towarzystwie
generała Józefa Zająca - dowódcy Wojska Polskiego na Środkowym
Wschodzie podczas wizytacji polskiego obozu szkoleniowego. Ze
zbiorów WIH.
Latem i jesienią 1942 r. RAF wsparty jednostkami sojuszniczymi
wygrał rywalizację w powietrzu z Luftwaffe i Regia Aeronautica, co
było bardzo ważnym czynnikiem sprzyjającym zwycięstwom pod El
Alamein. Głównym przeciwnikiem były niemieckie Me-109, jak ten
widoczny na pustynnym lotnisku. Ze zbiorów CAW.
Włoscy bersalierzy siedzący na polowym schronie bojowym. Jed-
nostki bersalierów należały do elity armii włoskiej w Afryce i warto-
ścią bojową nie ustępowały niemieckim grenadierom pancernym.
Tamże.
282

Rommel w kwaterze głównego włoskiego XXI Korpusu Armijne-


go, który wsparty niemiecką 164 Dywizją Lekką i częścią Brygady
„Ramcke" bronił północnego sektora obrony wojsk „Osi" pod ElAla-
mein. Obok Rommla (siedzi w środku) dowódca Korpusu generał
korpusu Enea Navarini, z tyłu stoi niemiecki oficer łącznikowy puł-
kownik Diesener. Tamże.
Przez dłuższy czas niemieckie wojska pancerne przeważały nad
pancemiakami brytyjskimi także dzięki lepszej taktyce. Na zdjęciu
niemieckie PzKpfw III na pustyni w bardzo skutecznym ugrupowa-
niu „Klin". Kolekcja Waldemara Wójcika.
Hinduska piechota z determinacją broniła się w rejonie Deir el
Shein podczas pierwszej bitwy pod El Alamein. W decydującym star-
ciu na przełomie października i listopada 1942 r. zajmowała spokoj-
niejszy odcinek frontu w rejonie wzgórz Ruweisat. Widoczny na zdję-
ciu kapral z pułku „Punjabi" reprezentował piechotę hinduską na wiel-
kich zawodach strzeleckich rozegranych 8 lipca 1937 r. w Bisley
w hrabstwie Surrey. Ze zbiorów CAW.
Na tych samych zawodach piechotę australijską reprezentował star-
szy sierżant sztabowy Patrich Lee. Piechocie australijskiej należy się
palma pierwszeństwa wśród jednostek piechoty 8 Armii. Tamże.
Żołnierz włoski wymachuje radośnie flagą narodową w zdobytym
Mersa Matruh. Generał Auchinleck decydując się na zatrzymanie
wojsk Rommla pod El Alamein, a nie pod Mersa Matruh prawdopo-
dobnie uratował Egipt. Tamże.
Rommel podobnie jak Montgomery miał szczęście do dobrych
sztabowców. Jednym z nich był pułkownik Siegfried Westphal
(późniejszy generał) szef oddziału operacyjnego Armii Pancernej
„Afrika" w okresie bitew pod El Alamein. Westphal na pierwszym
planie. Z tyłu Rommel. Kolekcja Waldemara Wójcika.
Generał major Georg von Bismarck dowódca 21 Dywizji Pancer-
nej udziela wskazówek siedząc na wozie dowodzenia. Jego śmierć
już na początku bitwy pod Alam el Halfa była poważnym ciosem dla
„Afrika Korps". Ze zbiorów CAW.
Obejmując dowództwo 8 Armii Montgomery był nowicjuszem
wojny toczonej na pustyni, mimo że wcześniej służył już w Egipcie.
Na zdjęciu Montgomery (na koniu) na czele 1 batalionu królewskie-
go pułku „ Warwickshire" w obozie pod piramidami w pobliżu Kairu
w 1933 r. B.L. Montgomery, Wspomnienia, Warszawa 1961.
283

Montgomery lubił być rozpoznawalny z daleka i słynął z różno-


rodnych drobnych dziwactw. W pierwszych tygodniach dowodzenia
8 Armią nosił australijski kapelusz z emblematami, bywało, że na-
wet kilkunastu pułków. Na zdjęciu Montgomery podczas powitania z
brygadierem Katsotasem dowódcą greckiej brygady piechoty. Tamże.
Czołg PzKpfw IV Ausf. F2 był najlepszym czołgiem, jakim dys-
ponowały dywizje pancerne „Afrika Korps" podczas jesiennej bitwy
pod El Alamein. Ze zbiorów WIH.
Jednostki włoskie obsadzały większość pierwszorzutowych po-
zycji obronnych Armii Pancernej „Afrika" pod El Alamein. Obser-
wator włoskiej artylerii na przednim skraju obrony. Ze zbiorów CAW.
Lekki schron włoskiej piechoty na pozycji obronnej pod El Ala-
mein. Chronił tylko przed ogniem broni strzeleckiej i odłamkami
pocisków artyleryjskich. Tamże.
Włoskie bataliony szturmowe saperów (guastatori) były często uży-
wane do torowania drogi dla włoskich i niemieckich jednostek pan-
cernych przez pola minowe i zasieki osłaniające brytyjskie pozycje
obronne. Szturm włoskich saperów na pozycje obronne w południo-
wym sektorze frontu pod El Alamein. Tamże.
W przerwach między wielkimi natarciami wypady po jeńca były
najpoważniejszym zadaniem piechoty obu stron. Włoscy piechurzy
prowadzą wziętych do niewoli brytyjskich obserwatorów z wysunię-
tego posterunku na linii pod El Alamein. Tamże.
Maskowanie operacyjne było jednym z istotnych elementów przygo-
towań do brytyjskiego natarcia pod El Alamein. Na zdjęciu atrapa stacji
paliw z „żołnierzem" napełniającym „kanistry". Montgomery, op. cit.
Włoscy żołnierze ustawiają miny na przedpolu własnej głównej
pozycji obrony na 10 dni przed rozpoczęciem operacji „Lightfoot".
Pola minowe przysporzyły żołnierzom 8 Armii wiele problemów, a
ich pokonanie było skomplikowanym przedsięwzięciem organiza-
cyjnym. Ze zbiorów CAW.
Niedostatek środków transportu był poważną bolączką niemiec-
kich wojsk w Afryce. Niemieccy grenadierzy wycofują się na nowe
pozycje obronne podczas jednego z licznych lipcowych starć pod El
Alamein latem 1942 r. Tamże.
Rommel w otoczeniu oficerów niemieckich i włoskich na linii El
Alamein 27 października, a więc w dniu, w którym mimo trudności
udawało się powstrzymywać natarcie Montgomery'ego. Tamże.
284

Ten sam dzień nie był najlepszym dniem przeciwnika Mont-


gomery'ego. Montgomery podczas tradycyjnej herbatki z załogą
własnego czołgu. Na prawo jeden z adiutantów kapitan John Poston.
Montgomery, op. cit.
W ostatnim decydującym natarciu w nocy z 3 na 4 listopada 1942 r.
wyróżnili się szkoccy górale z 51 Dywizji. Na zdjęciu żołnierze 2 ba-
talionu pułku „Seaforth" podczas uroczystego przeglądu dokonywa-
nego przez księcia Walii piastującego funkcję szefa pułku, z okazji
uroczystości przydziału nowych sztandarów w 1937 r. Ze zbiorów
CAW.
Kolumna włoskich czołgów z przydzieloną niemiecką baterią ar-
tylerii maszeruje przez zaminowane pole minowe wycofując się z
linii El Alamein. Już wkrótce miały wziąć udział w ostatniej swojej
walce w Egipcie. Tamże.
Ten dzień triumfu był możliwy dzięki zwycięstwu pod El Alame-
in. Premier Churchill inspekcjonuje jednostki 8 Armii w zdobytym
Trypolisie. W samochodzie z przodu z lewej kapitan Poston, z pra-
wej Montgomery. Z tyłu obok Churchilla generał Leese. Montgo-
mery, op. cit.
Brytyjski cmentarz pod El Alamein. Na dalekim planie wzgórza
Miteirya. Spoczywają tu żołnierze niemal z wszystkich zakątków
Imperium Korony Brytyjskiej. Ze zbiorów WIH.
Zwycięski Montgomery u schyłku życia w swojej posiadłości w
Isington Mili. Montgomery, op. cit.
SPIS MAP

Pierwsze natarcie Armii Pancernej „Afrika" pod El Alamein.


1-2 lipca 1942 r.

Bitwa pod Alam el Elalfa. Nocne natarcie Armii Pancernej „Afri-


ka" z 30 na 31 sierpnia 1942 r.

Bitwa pod El Alamein. Położenie stron 23 października 1942 r.

Operacja „Lightfoot". Plan działania X i XXX Korpusu w nocy


z 23 na 24 października 1942 r.

Operacja „Lightfoot". Położenie stron rano 24 października 1942 r.

Plan operacji „Supercharge". Noc z 1 na 2 listopada 1942 r.

Ostateczne przełamanie obrony niemiecko-włoskiej przez 8 Ar-


mię. Noc z 3 na 4 listopada 1942 r.
SPIS TREŚCI

Wstęp ....................................................................................................... 3
Teatr działań wojennych ............................................................................ 9
Jaka była stawka?..................................................................................... 23
Dlaczego Rommel? .................................................................................. 38
Zanim doszło do El Alamein ................................................................... 59
Gorzki sukces Auchinlecka ...................................................................... 70
Montgomery przybywa do Afryki………………………………… ...112
Alamel Elalfa ......................................................................................... 130
Przed decydującym starciem .................................................................. 151
„Lightfoot" i co dalej ............................................................................. 173
„Supercharge" i pościg........................................................................... 208
Zakończenie ........................................................................................... 238
Bibliografia ............................................................................................ 248
Załączniki .............................................................................................. 250
Spis ilustracji ......................................................................................... 278
Spis map. ............................................................................................... 285