Vous êtes sur la page 1sur 8

Streszczenie szczegółowe

Autor już na wstępie informuje, że zamierza zadedykować książkę Leonowi Werth, swojemu
przyjacielowi. Obawia się jednak, że dzieciom nie spodoba się dedykacja dorosłemu książki, która
jest przeznaczona dla nich. Aby się usprawiedliwić, autor podaje ważne powody swojej decyzji:
jego przyjaciel to człowiek, który „potrafi wszystko zrozumieć”, a poza tym przebywa we Francji,
gdzie szaleje wojna i trzeba dodać mu otuchy. W końcu decyduje się jednak na dedykację:
„Leonowi Werth
kiedy był małym chłopcem”.

1
Narrator jest pilotem, choć jako dziecko marzył o malarstwie. Gdy miał sześć lat, przeczytał o
wężach boa, które połykają swe ofiary w całości, a później długo śpią i trawią. Na swoim
pierwszym rysunku przedstawił takiego węża trawiącego słonia, ale dorośli sądzili, że to kapelusz.
Na drugim rysunku narrator narysował więc „węża boa otwartego” z widocznym słoniem w
środku. Jednak i to dzieło nie spotkało się ze zrozumieniem dorosłych, którzy kazali chłopcu zająć
się lepiej geografią, historią, matematyką i gramatyką. Chłopiec został więc pilotem i znajomość
geografii bardzo mu się przydała. Chcąc poznać, czy dorośli, z którymi przebywał, „naprawdę
mogą wiele zrozumieć”, poddawał ich próbie z rysunkiem numer 1. Gdy ten ktoś widział na kartce
kapelusz, narrator „zniżał się do jego poziomu” i rozmawiał z nim o brydżu, polityce i golfie, a nie
o naprawdę ważnych sprawach, jak węże boa, gwiazdy czy dziewicze puszcze.

2
Narrator był samotny, bo nie znał osoby, z którą mógłby „naprawdę porozmawiać”. Pewnego razu
zepsuł mu się samolot nad Saharą. Leciał sam, więc sam musiał naprawiać silnik. To jednak
okazało się trudne i wieczorem położył się spać na piasku, tysiące kilometrów od jakichkolwiek
osiedli ludzkich.
O świcie obudził go cichy głosik małego chłopca, który prosił, aby mu narysować baranka.
Narrator ze zdumienia przecierał oczy, bo chłopczyk wcale nie wyglądał na zagubione i
nieszczęśliwe dziecko. Poza tym prośba o rysunek w obliczu niebezpieczeństwa śmierci z
pragnienia wydała mu się zupełnie absurdalna. Narrator umiał rysować tylko „węże boa zamknięte”
i „węże boa otwarte”, więc narysował rysunek numer 1. Jakież było jego zaskoczenie, gdy
chłopczyk bezbłędnie rozpoznał, co przedstawia rysunek, i oznajmił, że on nie potrzebuje słonia w
wężu boa, bo to są niebezpieczne i zbyt duże zwierzęta. Narrator spróbował naszkicować baranka.
Chłopcu jednak zwierzątko wydało się bardzo chore i poprosił o inny rysunek. Kolejny baranek był
za dorosły, następny za stary. Zniecierpliwiony narrator narysował skrzynkę, w której miał się
znajdować odpowiedni baranek. Buzia chłopca rozpromieniła się: właśnie takiego baranka
potrzebował.

3
Tajemniczy chłopczyk okazał się Małym Księciem, który przybył z innej planety. Zaintrygował
go samolot narratora. Gdy dowiedział się, do czego to urządzenie służy, ucieszył się, że jego
rozmówca także „spadł z nieba”. W ogóle zadawał wiele pytań. Skrzynkę, w której znajdował się
narysowany baranek, przeznaczył na jego domek, ale z oburzeniem przyjął pomysł narratora, aby
uwiązywać baranka w dzień do palika. Nie wierzył, że zwierzątko mogłoby odejść, a poza tym
oznajmił pilotowi, że w jego stronach jest bardzo mało miejsca. Melancholijnie dorzucił: „idąc
prosto przed siebie, nie można zajść daleko (...)”.

4
Narrator zastanawia się, czy nie powinien zacząć swej opowieści jak baśni. Tęskni za Małym
Księciem, który odszedł ze swoim barankiem sześć lat temu. Kupił farby i kredki, aby narysować
swojego przyjaciela i sytuacje z nim związane. Boi się, że zapomni o nim, dlatego próbuje go
opisać. Nie pamięta już wielu szczegółów, może też mylić się w rzeczach najważniejszych. Mały
Książę niczego mu nie wyjaśniał, a on, niestety, nie widzi baranków zamkniętych w skrzyniach.
Jest podobny do innych dorosłych.
Planeta, z której pochodził Mały Książę była niewiele większa od niego samego. Oprócz dużych
planet, jak Ziemia, są też i takie, które trudno dostrzec przez teleskop. Astronomowie, którzy je
odkrywają, nie nadają im imion, lecz oznaczają je numerami. Ojczyzną Małego Księcia była
najprawdopodobniej asteroida B-612. Zauważył ją jedyny raz w roku 1909 astronom z Turcji. O
swoim odkryciu opowiedział na Międzynarodowym Kongresie Astronomów, ale nie potraktowano
go poważnie ze względu na jego śmieszny strój. Jednak, gdy w 1920 roku Turek wystąpił w
eleganckim fraku, uwierzono mu. Narrator zauważa, że dorośli zwykle tak się zachowują: żądają
konkretnych i ścisłych informacji, by móc w nie uwierzyć. Dlatego pilot stwierdza, że „dzieci
powinny być bardzo wyrozumiałe dla dorosłych”.

5
Narrator co dzień dowiadywał się czegoś nowego o ojczyźnie przyjaciela. Trzeciego dnia Mały
Książę opowiedział mu o kłopotach z baobabami. Cieszył się, że baranek pożywia się również
krzewami i będzie na jego planecie zjadał małe baobaby, które stanowią wielkie
niebezpieczeństwo: rozrastają się, przebijają korzeniami tę małą planetę i mogą ją rozsadzić.
Trzeba pamiętać, aby regularnie je wyrywać, gdy tylko można odróżnić je od innych pożytecznych
krzewów. Za radą Małego Księcia narrator narysował te olbrzymie drzewa, aby ostrzec inne dzieci.

6
Mały Książę bardzo lubił patrzeć na zachód słońca. Na swej niedużej planecie wystarczyło, by
zrobił parę kroków i mógł oglądać zachodzące słońce, gdy tylko tego zapragnął. Na Ziemi, gdy we
Francji zmierzcha, w Stanach Zjednoczonych jest południe. A do tak odległych miejsc nie można
przenieść się w ciągu chwili.
Mały Książę lubił oglądać zachód słońca, gdy był smutny. Kiedyś oglądał go aż czterdzieści trzy
razy...

7
Piątego dnia Mały Książę próbował dociec, do czego służą kwiatom kolce. Narrator akurat zajęty
był naprawianiem silnika. Martwił się, że nie zdoła usunąć usterki, a woda do picia już się
kończyła. Odpowiedział więc nieco szorstko, że kwiaty wytwarzają kolce z czystej złośliwości.
Mały Książę nie wierzył. Sądził, że kwiaty są słabe i chcą w ten sposób dodać sobie odwagi. Gdy
narrator opryskliwie odparł, że jego to nie obchodzi, bo zajmuje się poważnymi sprawami, Mały
Książę zdenerwował się. Zarzucił narratorowi, że zachowuje się jak dorosły i jak pewien
purpurowy Pan, który nigdy nie powąchał kwiatu, nigdy nikogo nie kochał, lecz całymi dniami
zajmował się dodawaniem i wciąż powtarzał, że jest poważnym człowiekiem. Mały Książę martwił
się, że baranek może, nie zdając sobie sprawy, co robi, zjeść „jedyną na świecie różę”, która
istnieje na jego planecie. A gdyby zabrakło ukochanej róży, Mały Książę czułby się tak, jakby
zgasły wszystkie gwiazdy.
Narratorowi zrobiło się wstyd. Ukołysał płaczącego Księcia i obiecał, że barankowi narysuje
kaganiec, a róży zbroję.

8
Ukochana róża Małego Księcia wykiełkowała niespodziewanie wśród zwykłych kwiatów
rosnących na jego planecie. Długo przygotowywała się do wyjścia z pąka. Chciała być
olśniewająco piękna. I była. Oczarowała Małego Księcia. Szybko spostrzegł on jednak, że róża
„nie grzeszy skromnością” i zachowuje się wyniośle. Kazała się wieczorem przykrywać kloszem,
bo bała się przeciągów i przeziębienia. Chełpiła się swoimi czterema kolcami, które miały bronić ją
przed każdym napastnikiem. Gdy Mały Książę przyłapał ją na próbie skłamania, przestał jej
ufać, choć „jego miłość była pełna dobrej woli”. Później wyrzucał sobie, że oceniał ją po słowach,
a nie po czynach i nie dostrzegł czułości kryjącej się za jej „nieporadnymi krętactwami” .

9
Przed swą ucieczką, która stała się możliwa dzięki przelotowi wędrownych ptaków, Mały Książę
starannie przeczyścił wulkany, które znajdowały się na jego planecie: dwa czynne i jeden wygasły.
Gdy wulkany są czyste, wtedy nie wybuchają. Wyrwał ostatnie kiełki baobabów, a gdy ostatni raz
podlał różę i trzymał klosz, aby ją przykryć, zrobiło mu się bardzo smutno. Sądził, że już tu nie
wróci. Przy pożegnaniu róża łagodnym tonem przeprosiła go za swoje zachowanie. Wyznała, że
go kocha, a to, że on o tym nie wie, jest jej winą. Ale on też był niemądry. Pragnie, żeby Mały
Książę był teraz szczęśliwy. Nie potrzebuje już klosza, bo wcale nie jest przeziębiona.
Gdy już to wszystko powiedziała, kazała Małemu Księciu szybko odejść. Nie chciała, aby
spostrzegł jej łzy: „Była bardzo dumną różą (...)”.

10
Z planetą Małego Księcia sąsiadowały asteroidy 325, 326, 327, 328, 329 i 330. Mały Książę
postanowił je odwiedzić.
Na pierwszej mieszkał Król, który jednak nie miał żadnych poddanych, choć utrzymywał, że jest
władcą absolutnym i powszechnym, i słuchają go nawet gwiazdy. Ucieszył się na widok gościa i od
razu nazwał go swym poddanym, bo „dla królów wszyscy ludzie są poddanymi”. Król wydawał
rozkazy rozsądne, to znaczy wymagał od każdego tyle, ile ten mógł z siebie dać. Gdy Mały
Książę ziewnął, Król kazał mu przestać, ale po tłumaczeniach gościa, że nie może się powstrzymać
i jest zmęczony, rozkazał, aby Mały Książę ziewał. Ale Mały Książę speszył się i teraz nie mógł się
zmusić do ziewnięcia. Król więc rozkazał, aby poddany raz ziewał, a raz nie...
Mały Książę poprosił Króla, aby rozkazał słońcu zajść. Chciał obejrzeć zachód. Władca powiedział,
że owszem, spełni życzenie swego poddanego, ale gdy będą odpowiednie warunki - wszak „władza
opiera się przede wszystkim na rozsądku”, a gdy wyda się rozkaz niemożliwy do spełnienia, dojdzie
do buntu. Odpowiednie warunki do zachodu słońca będą natomiast wieczorem.
Mały Książę zaczął się nudzić i chciał odejść, ale Król zatrzymywał go obietnicą stanowiska
ministra sprawiedliwości. Mały Książę miałby sądzić jedynego na planecie szczura: skazywać go
na śmierć i ułaskawiać. Mógłby także sądzić samego siebie. Jednak Mały Książę nie dał się skusić
ani tą propozycją, ani stanowiskiem ambasadora. Opuścił planetę Króla, myśląc, że „dorośli są
bardzo dziwni”.

11
Kolejną planetę zamieszkiwał Próżny. Brakowało mu wielbicieli, więc bardzo ucieszyła go
wizyta gościa. Poprosił, aby Mały Książę oklaskiwał go. Próżny kłaniał się wówczas swym
wyjątkowym kapeluszem. Wyjaśnił, że podziwianie polega na tym, iż uważa się kogoś za
najprzystojniejszego, najinteligentniejszego i najbogatszego na całej planecie. Nie przeszkadzało
mu, że na tej planecie jest sam. Mały Książę podziwiał go, ale szybko się znudził i odchodząc,
zastanawiał się nad osobliwością dorosłych.

12
Na następnej planecie mieszkał Pijak. Siedział przed stosem pełnych i pustych butelek.
Powiedział, że pije, aby zapomnieć, że się wstydzi. A wstydzi się tego, że pije. Te słowa wprawiły
Małego Księcia w głęboką zadumę.

13
Czwartą planetę zamieszkiwał Bankier, który nieustannie przeliczał należące do niego gwiazdy.
Nie miał czasu na nic innego. Uważał, że podchodzi do życia poważnie i nie zajmuje się
głupstwami. Mieszkał tu od pięćdziesięciu czterech lat i tylko trzy razy pozwolił się oderwać od
pracy: dwadzieścia dwa lata temu, gdy spadający chrabąszcz narobił wielkiego hałasu, jedenaście
lat temu, gdy dostał ataku reumatyzmu (nie ma czasu na ruch) i teraz, gdy przeszkodził mu Mały
Książę. Gwiazdy należały do Bankiera, bo to on wpadł na pomysł, że można je mieć. To tak samo,
jak z innymi rzeczami: z pomysłem, który się opatentuje, z odkrytą wyspą, która staje się
własnością odkrywcy czy jak ze znalezionym diamentem.
Mały Książę nie mógł zrozumieć, jakie korzyści czerpie Bankier z posiadania ponad pięciuset
milionów gwiazd. Ten tłumaczył, że po prostu jest bogaty i to wystarczy. Może kupować nowe
gwiazdy i umieszczać je w banku. Mały Książę znów zastanawiał się nad dziwnością dorosłych.
Powiedział, że jego wulkany, które czyści systematycznie, mają z niego pożytek; jego róża, którą
podlewa, także ma z niego pociechę. Bankier nie wiedział, co na to odpowiedzieć. Mały Książę
powędrował dalej.
14
Następna planeta była najmniejsza ze wszystkich. Znajdowała się tutaj tylko latarnia uliczna i
Latarnik. Mały Książę pomyślał, że choć nie ma tu domów i innych ludzi zajęcie Latarnika nie jest
absurdalne, bo jest ładne. Kiedy zapala latarnię, to tak, jakby świeciła jeszcze jedna gwiazda. A
kiedy gasi, to tak, jakby gwiazda szła spać.
Latarnik narzekał, że planeta z roku na rok obraca się coraz szybciej, a on, zgodnie z zarządzeniem,
musi zapalać latarnię wieczorem, a gasić rano. Teraz planeta robi jeden obrót na minutę. Latarnik
nie ma kiedy odpocząć.
W czasie rozmowy z Małym Księciem mężczyzna wciąż gasił i zapalał latarnię. Nie przydała mu
się rada gościa, aby powolutku okrążał swoją planetę: pozostanie wtedy cały czas w słońcu i będzie
mógł odpoczywać. Latarnik najbardziej lubił bowiem spać. Mały Książę darzył go sympatią i z
żalem opuszczał jego planetę. Pomyślał, że Latarnika wyśmiałby i Król, i Próżny, i Pijak, i Bankier.
Ale jemu ten człowiek nie wydawał się śmieszny - nie zajmował się wyłącznie sobą.

15
Na szóstej, największej planecie, mieszkał Geograf. Wyjaśnił, że jest uczonym, który wie, gdzie
znajdują się góry, morza, rzeki i pustynie. Nie potrafił jednak odpowiedzieć Małemu Księciu, czy w
jego ojczyźnie są te wytwory przyrody. Geograf był zbyt ważną osobą, by sprawdzić to osobiście.
On tylko zapisywał w księgach to, o czym donieśli mu badacze. A u niego brakowało ich, dlatego
chciał, by Mały Książę został takim badaczem. Wielcy geografowie zadają pytania badaczom,
notują wspomnienia i każą im udowodnić swoje odkrycia, na przykład przynieść wielkie kamienie z
odkrytej wielkiej góry. Sprawdzają również moralność badaczy: ci nie mogą być kłamcami ani
pijakami (widząc podwójnie, mogliby składać mylące sprawozdania).
Geograf prosił, aby Mały Książę opisał swoją planetę. W opowiadaniu Mały Książę wspomniał o
swej róży, ale Geograf przerwał mu, mówiąc, iż geografia nie zajmuje się tak efemerycznymi
zjawiskami. Mały Książę żądał wyjaśnienia tego terminu. Geograf wytłumaczył, że „efemeryczny”
znaczy „zagrożony rychłym zniknięciem”. To wprawiło Małego Księcia w zdumienie i wywołało w
nim poczucie winy, że zostawił swą bezbronną różę samą.

16
Mały Książę zawędrował na Ziemię. Na naszej planecie żyje około dwóch miliardów dorosłych
(kilkuset królów, kilka tysięcy geografów, kilkaset tysięcy bankierów, kilka milionów pijaków,
kilkaset milionów próżnych). Zanim wynaleziono elektryczność, cała rzesza latarników zapalała
wieczorami latarnie. Świetlna łuna sprawiała niesamowite wrażenie. Tylko dwóch latarników, jeden
na biegunie północnym i jeden na południowym, pracowało zaledwie dwa razy do roku.

17
Tak naprawdę, to ludzie zajmują na Ziemi bardzo mało miejsca. Wszyscy zmieściliby się na
najmniejszej wysepce na Pacyfiku. Ale dorosłym wydaje się, że są najważniejsi i najwięksi.
Mały Książę znalazł się na pustyni w Afryce. Był zdziwiony, że na Ziemi nie ma ludzi. Jeszcze
bardziej zadziwił go wąż, którego spotkał. Wąż wyjaśnił Małemu Księciu, że na pustyni ludzie nie
mieszkają. Mały Książę zauważył, że w tym miejscu dokucza trochę samotność, ale wąż
odpowiedział, iż dokucza ona także wśród ludzi. Mały Książę nie rozumiał słów węża, który
twierdził, że „każdego, kogo dotknie, oddaje ziemi, z której pochodzi” i jeżeli Mały Książę zatęskni
kiedyś za swoją planetą, on mu pomoże.

18, 19
Na pustyni Mały Książę spotkał jedynie kwiatek. Zapytał o ludzi. Kwiatek widział kiedyś
karawanę i przypomniał sobie, że ludzi było sześciu lub siedmiu. Ale oni nie mają korzeni, więc
wiatr przenosi ich z miejsca na miejsce. Małego Księcia dziwiła wysokość ziemskich gór. Na
swojej planecie miał tylko trzy wulkany, które sięgały mu do kolan. Wspiął się na szczyt stromizny
i krzyknął: „Dzień dobry!”, odpowiedziało mu tylko echo.

20
Mały Książę zaszedł do ogrodu pełnego róż. Gdy dowiedział się, że te kwiaty nazywają się tak
samo, jak jego ukochana, zdumiał się: wszak ona twierdziła, że jest jedyna na świecie. A potem
pomyślał, że gdyby jego róża zobaczyła ten ogród, zdenerwowałaby się i udawałaby, że umiera. A
on musiałby udawać, iż wierzy w jej chorobę. Doszedł do wniosku, że nie jest prawdziwym
wielkim księciem, bo posiada jedynie najzwyklejszą różę i trzy malutkie wulkany, w tym jeden
wygasły. Zasmucił się i rozpłakał.

21
Mały Książę spotkał lisa, który prosił, aby go oswoić. Wyjaśnił, że „oswoić” to znaczy stworzyć
więzy, być sobie nawzajem potrzebnym. Oswajać trzeba powoli, cierpliwie. Mały Książę chętnie
oswoił lisa. Dzięki lisowi zrozumiał też, że jego róża jest dla niego najważniejsza, bo to jej
właśnie poświęcił tak wiele czasu. I, choć wygląda ona jak setki innych róż, jest wyjątkowa, bo „to,
co najważniejsze, jest niewidoczne dla oczu”. Należy „patrzeć sercem” i czuć się
odpowiedzialnym za tego, kogo się oswoiło. Lis zwrócił także uwagę Małego Księcia na
konieczność zachowania rytuału, czyli tego, co „sprawia, że jakiś dzień lub godzina różnią się od
pozostałych dni i godzin” .

22
Następną osobą, którą zobaczył Mały Książę, był Zwrotniczy. Obaj dziwili się podróżującym bez
celu ludziom i zazdrościli dzieciom, które, jako jedyne, wiedzą, czego chcą i z zadowoleniem
oglądają przez okna pociągów krajobraz.

23
Kolejną spotkaną osobą był Sprzedawca pigułek gaszących pragnienie. Jedna połknięta tabletka
powodowała, że przez tydzień nie chciało się pić. Sprzedawca wyjaśnił, że to daje oszczędność
rzędu pięćdziesięciu trzech minut tygodniowo. Mały Książę pomyślał, iż on wolałby przez owe
minuty przespacerować się do źródła.
24
Minął tydzień, odkąd narrator spotkał Małego Księcia. Samolot nie był jeszcze naprawiony, a cały
zapas wody się skończył. Mały Książę zaproponował, aby poszukali studni. Narratorowi pomysł
szukania studni na pustyni wydał się absurdalny, ale zgodził się. Mały Książę zauważył
melancholijnie, że pustynia właśnie dlatego jest piękna, że kryje w sobie studnię. Te słowa
przypomniały narratorowi dom, w którym kiedyś mieszkał. Mówiono, iż w domu znajduje się
ukryty skarb. Ta legenda nadawała domowi niezwykłą tajemniczość i piękno.
Podczas poszukiwań studni Mały Książę poczuł senność. Narrator wziął go na ręce i wyczuł jego
kruchość. Wzruszony, szedł dalej, myśląc, że najpiękniejsze w Małym Księciu jest jego
przywiązanie do ukochanej róży, które „promieniuje z niego niczym światło lampy” .

25
Wkrótce narrator i Mały Książę znaleźli studnię. Wyglądała ona nie jak typowa studnia
saharyjska, ale jak ocembrowana studnia wiejska. Mały Książę pił i było widać, że dla niego jest to
„cicha radość świątecznego dnia”. Ta woda „zrodziła się z marszu pod gwiazdami” i „była
dobrodziejstwem dla serca, zupełnie jak upominek” .
Mały Książę ubolewał nad ludźmi, którzy miotają się po świecie bez celu, hodują tysiące róż i
nie znajdują w nich tego, czego szukają.
Mijała właśnie rocznica, gdy Mały Książę znalazł się na Ziemi. Tęsknił już bardzo za swą ojczyzną
i wracał na miejsce, w którym spadł. Narrator ze smutkiem dotrzymał obietnicy (narysował
kaganiec dla baranka, aby uchronić różę Małego Księcia). Później Mały Książę kazał mu iść
naprawiać samolot i prosił, aby wrócił wieczorem następnego dnia.

26
Gdy narrator przyszedł wieczorem, usłyszał rozmowę Małego Księcia z jadowitym wężem,
który kiedyś zaoferował mu pomoc w powrocie na jego planetę. Mały Książę upewniał się, czy wąż
ma skuteczny jad i umawiał się z nim na dzisiejszą noc w miejscu, od którego zaczął swą ziemską
wędrówkę. Przerażonemu narratorowi powiedział, że to tylko będzie wyglądało tak, jakby umierał,
ale naprawdę wcale się tak nie stanie: on zrzuci tylko zbyt ciężkie ciało i wróci na swą odległą
gwiazdę. A dziś w nocy gwiazda znajdzie się dokładnie nad miejscem, gdzie Mały Książę spadł rok
temu. Pocieszał zasmuconego narratora, mówiąc, że na zawsze pozostanie jego przyjacielem.
Kiedy ten będzie patrzył w rozgwieżdżone niebo, będzie mu się wydawało, że wszystkie gwiazdy
śmieją się do niego, bo Mały Książę będzie mieszkał i śmiał się na jednej z nich. Wzruszony
narrator wyznał, że bardzo lubi słuchać śmiechu przyjaciela.
Mały Książę nie chciał, aby narrator był w nocy świadkiem jego spotkania z wężem. Narrator
jednak nie zostawił go samego. Przypomniał sobie słowa lisa: „Jeżeli ktoś pozwolił się oswoić,
będzie być może trochę płakał”. Gdy doszli na wyznaczone miejsce, wąż owinął się dookoła
kostki Małego Księcia, który po chwili upadł bezszelestnie na piasek.
27
Narrator naprawił samolot i wrócił do swoich. Smutek wytłumaczył zmęczeniem. Od tamtej
chwili minęło sześć lat. Narrator wciąż lubi patrzeć na gwiazdy i słuchać ich „śmiechu”. Wierzy, że
Mały Książę powrócił na swą planetę, bo nie znalazł ciała chłopca. Czasem martwi się, bo
zapomniał przy kagańcu dla baranka dorysować skórzany pasek. Kaganiec jest więc nieprzydatny.
Częściej jednak myśli, że Mały Książę tak kocha swoją różę, że nigdy nie spuści baranka z oczu i
będzie chronił ukochaną przed niebezpieczeństwem. Czuje się przecież za nią odpowiedzialny.
Dla narratora, podobnie jak dla dzieci kochających Małego Księcia, poczynania baranka i los róży
są istotne. „Lecz żaden dorosły nie zrozumie, jakie to jest niezmiernie ważne!”