Vous êtes sur la page 1sur 2

Dzień dobry!

Pozwolę sobie skupić się na kwestii służby cywilnej i chęci jej „zawłaszczenia” jako czynniku
decydującym o skuteczności zmian w polskiej administracji.

Służba „cywilna”, a więc nie – „polityczna”. Z założenia znakomita większość urzędników powinna na
zajmowane przez nich stanowiska być dobierana przez wzgląd na kryterium merytoryczne (by byli to
ludzie, którzy rzeczywiście znają się na rzeczy, a nie tylko spodobali się wyborcom lub
przedstawicielom tych wyborców), a na stanowisku tym utrzymywać się dłużej niż jedną lub kilka
kadencji bez względu na odbywające się cyklicznie wybory (by nabywać potrzebnego w ich pracy
doświadczenia i dzięki temu wciąż lepiej służyć społeczeństwu). Dlatego służba ta powinna być
cywilna, a nie polityczna. Kiedy zaś mowa o „zawłaszczaniu” służby cywilnej – mowa właśnie o
próbach jej upolityczniania, tj. przejmowania kontroli, maksymalizacji wpływu urzędników
pochodzących z wyboru na obsadę jak największej liczby stanowisk w urzędach państwowych,
względnie uzależniania decyzji urzędników cywilnych od ich politycznych zwierzchników. Wielu takie
działanie może wydać się niegroźne, wręcz naturalne – zwycięska partia dąży wszak do przejęcia
władzy. Wydaje mi się jednak, że niezwykle istotne jest rozróżnienie sprawowania władzy, rządzenia,
rozumianych jako realizowanie określonej polityki, zadeklarowanej w programie wyborczym i
popartej przez większość elektoratu w ostatnich wyborach oraz administrowania rozumianego jako
długofalowego, profesjonalnego zarządzania poszczególnymi dziedzinami życia społecznego, w
którym największą rolę odgrywa nie wola elektoratu wyrażona w ostatnich wyborach, a wiedza i
doświadczenie urzędników. Upolitycznienie administracji przyczynia się również do obniżenia
prestiżu, jakim cieszy się ona w społeczeństwie, a zarazem skuteczności jej działania. Jest zatem owo
„zawłaszczanie” zjawiskiem zdecydowanie niepożądanym.

Jak zaś rzecz ma się obecnie w Polsce? Czy do „zawłaszczania” dochodzi?

Pomimo deklaracji wszystkich sił politycznych w naszym państwie o zrozumieniu znaczenia oparcia
budowania administracji o idee służby cywilnej dla realizacji demokratycznego państwa prawa, w
praktyce urzędy traktowano w kategoriach politycznych, a czasem wręcz towarzyskich łupów.
Uchwalenie ustawy o służbie cywilnej zajęło aż 7 lat. Po niecałym roku zdecydowano się uchwalić
kolejną ustawę, która jednak również była łamana, instrumentalizowana, interpretowana niezgodnie
z założeniami. Świadczy to o tym, że elity rządzące nie mają wystarczającej świadomości, czym służba
cywilna być powinna i dlaczego. Ten brak zrozumienia wynikający z niskiej jakości klasy politycznej
powoduje, że polityczni przełożeni cywilnych urzędników często zwracają się do nich z poleceniami o
„załatwienie czegoś w specjalnym trybie”, a polecenie takie zazwyczaj jest, w obawie o utratę
zatrudnienia, spełniane.

Podobnie niski jest stan świadomości obywateli – o urzędnikach służby cywilnej słyszało kiedykolwiek
niewiele ponad 20% dorosłych Polaków, a elementarną wiedzę nt. struktury i zadań korpusu służby
cywilnej posiada ledwie 5%. Jednocześnie ponad 90% respondentów dostrzega problem nepotyzmu i
kumoterstwa, a jedynie 7% deklaruje wiarę w uczciwość wyższych urzędników państwowych. Można
zatem śmiało stwierdzić, że społeczeństwo problem dostrzega, wręcz widzi go wyraźnie i kompletnie
nie rozumie, w jaki sposób problem ten można byłoby rozwiązać.

Za ten stan rzeczy możemy oczywiście obwiniać wciąż obecne w mentalności elit politycznych i
społeczeństwa przekonania ukształtowane w czasach komunistycznych, kiedy o apolityczności
urzędników nie mogło być mowy – przynależność do partii lub przynajmniej dyspozycyjność wobec
niej była bowiem warunkiem jakiegokolwiek awansu w strukturach urzędniczych. Jednocześnie
państwo totalitarne ze swej natury dążące do kontrolowania niemal wszystkich przejawów życia
obywateli, do celu tego chętnie wykorzystywało również administrację – tworząc niezliczone i
opresyjne przepisy (np. obowiązek meldunkowy) lub powierzając urzędnikom kontrolę nad
reglamentowanymi dobrami niedoborowymi (idea równości szans zamieniała się w ten sposób w
kolejną formę upadlania i kontroli społeczeństwa). Tym sposobem system słusznie miniony wypaczał
nie tylko cywilny charakter służby publicznej, ale ideę służby jako takiej – z urzędnika czyniąc pana i
władcę, wroga obywatela. Nie ma więc III RP, jej obywatele i elity polityczne najlepszych
doświadczeń, z których można by czerpać. Niemniej jednak wkrótce minie 30 lat od transformacji
ustrojowej – to ponad pokolenie, które żyje w innej już Polsce. Choć zmiany mentalności zachodzą
wolno, chyba jednak najwyższa już na nie pora.

Co rodzi nadzieję? Stworzenie i funkcjonowanie Krajowej Szkoły Administracji Publicznej (choć jak się
okazało, kolejne ekipy rządzące nie dość chętnie sięgają po jej absolwentów podczas obsadzania
stanowisk, a środowisko urzędnicze niechętnie odnosi się do takich „przeszczepów” na wysokie
stanowiska); istnienie możliwości zatrudniania urzędników na podstawie mianowania (niestety wciąż
nie dość często stosowane); istnienie podstaw prawnych funkcjonowania służby cywilnej,
uwzględniających sporo słusznych założeń (notorycznie jednak obchodzonych i łamanych przez
kolejne ekipy rządzące); skuteczne interwencje Rzecznika Praw Obywatelskich w Trybunale
Konstytucyjnym dotyczące niekonstytucyjności tych zapisów ustawy, które umożliwiały nadużycia
(stanowisko RPO czy TK świadczy o tym, że idea służby cywilnej ma w III RP potężnych zwolenników i
promotorów; niestety elity polityczne pozostają na ten głos głuche).

Co wciąż niepokoi? Stale rozrastająca się warstwa urzędnicza (każda kolejna ekipa rządząca, pomimo
przedwyborczych deklaracji o odchudzeniu administracji, ostatecznie zwiększa liczbę urzędników,
najczęściej w związku z fundowaniem ciepłych posadek zasłużonym dla partii; działanie takie jest w
sposób bezpośredni patologiczne, jednak ma również pośredni negatywny skutek – w nadmiernie
rozrośniętym aparacie administracyjnym pensje urzędników nie mogą być zbyt wysokie, co niestety
zniechęca wartościowych pracowników do wiązania się z taką karierą zawodową na dłużej lub w
ogóle); łamanie i naginanie prawa dotyczącego służby cywilnej, a także podjęte niedawno pod
pretekstem jego uzdrowienia dążenia do całkowitego wypaczenia idei apolityczności służby cywilnej,
również na gruncie ustawowym.

Przygotowując swoją wypowiedź korzystałam z raportu „Służba Cywilna w III RP: punkty krytyczne”
autorstwa Krzysztofa Burnetko, który serdecznie polecam w całości:
http://www.batory.org.pl/ftp/program/przeciw-korupcji/publikacje/sluzba_cywilna.pdf Można tam
zapoznać się z historią idei służby cywilnej na świecie i w Polsce, przyjrzeć się bardzo szczegółowo
przedstawionym dziejom służby cywilnej w PRL i III RP, zapoznać z sugestiami autora odnośnie
możliwości poprawy sytuacji.