Vous êtes sur la page 1sur 401

Copyright © by Zysk i S-ka Wydawnictwo, 2012

All rights reserved

Redaktor prowadzący
Donata Wojtkowiak

Redaktor
Karolina Kaczorowska

Projekt graficzny okładki


Krzysztof Rumowski

Opracowanie graficzne i techniczne


Barbara i Przemysław Kida

Wydanie I

ISBN 978-83-7785-041-1

Zysk i S-ka Wydawnictwo ul. Wielka 10, 61-774 Poznań tel. 61 853 27 51,
61 853 27 67
dział handlowy, tel./faks 61 855 06 90
sklep@zysk.com.pl
www.zysk.com.pl

Skład wersji elektronicznej:


Virtualo Sp. z o. o.
Spis treści

Wstęp
Powstanie państwa polskiego
CZASY PLEMIENNE
POCZĄTKI PAŃSTWA
Monarchia pierwszych Piastów
POLSKA WCHODZI DO EUROPY
WALKA O KSZTAŁT EUROPY I GODNE W NIEJ MIEJSCE
POLSKA ZA PIERWSZYCH PIASTÓW
KRYZYS PAŃSTWA PIASTOWSKIEGO
Odrodzona monarchia
ODBUDOWA PAŃSTWA
WZLOTY I UPADKI
RZĄDY WŁADYSŁAWA HERMANA
SUKCESY NA MIARĘ MOŻLIWOŚCI
SYNOWIE BOLESŁAWA KRZYWOUSTEGO
Polska dzielnicowa
POCZĄTKI ROZBICIA DZIELNICOWEGO
OSTATNIE PRÓBY UTRZYMANIA JEDNOŚCI
MONARCHIA HENRYKÓW ŚLĄSKICH
POLSKA WIELU KSIĘSTW
PRZEMIANY XIII WIEKU
POCZĄTKI ZJEDNOCZENIA
Odrodzone Królestwo
ZJEDNOCZENIE POLSKI PRZEZ WŁADYSŁAWA ŁOKIETKA
KAZIMIERZ WIELKI. POCZĄTKI PANOWANIA
ODZYSKANIE ZNACZĄCEJ POZYCJI W EUROPIE ŚRODKOWEJ
POLITYKA WEWNĘTRZNA KAZIMIERZA WIELKIEGO
OSTATNIE LATA PANOWANIA KRÓLA KAZIMIERZA
Rządy andegaweńskie
LUDWIK WĘGIERSKI
BEZKRÓLEWIE
Czasy jagiellońskie
UNIA W KREWIE
UNIA WILEŃSKO-RADOMSKA
WIELKA WOJNA Z ZAKONEM KRZYŻACKIM
DYPLOMACJA I WOJNY
OSTATNIE LATA JAGIEŁŁY. PROBLEMY SUKCESYJNE
WŁADYSŁAW WARNEŃCZYK
PIERWSZE LATA PANOWANIA KAZIMIERZA JAGIELLOŃCZYKA
WOJNA TRZYNASTOLETNIA
POLITYKA DYNASTYCZNA KAZIMIERZA JAGIELLOŃCZYKA
Zakończenie
Bibliografia
Wstęp

Historia Polski średniowiecznej to zarazem połowa całej historii naszego


kraju. Państwo polskie powstało bowiem na przełomie IX i X wieku,
a koniec średniowiecza umieszcza się w ostatnich latach XV wieku. Tak
długi okres w dziejach nie był oczywiście jednolity, w ciągu ponad
pięciuset lat trwania średniowiecza zmieniały się formy gospodarowania,
organizacja społeczna, nastąpiła zmiana religii, dwukrotnie zmieniał się
nawet klimat. Najważniejsze spośród tych zmian to powstanie państwa
i przyjęcie religii chrześcijańskiej, a wraz z nią zachodniej kultury. Wielki
wpływ na życie ludzi i organizację państwa miał następny okres przemian,
jaki się zaczął w XIII wieku. W tych czasach pojawiły się w Polsce elementy
ustroju feudalnego, wtedy zaczął się wykształcać ustrój naszego państwa
i system gospodarczo-społeczny, który przetrwał bardzo długo,
niejednokrotnie aż do XIX wieku. Bardzo ważne były też przemiany
zachodzące pod koniec średniowiecza. Nie miały one tak wielkiego
znaczenia jak te, które nastąpiły wcześniej, jednak to właśnie wtedy zaczął
powstawać ustrój demokracji szlacheckiej, kształtował się polski system
parlamentarny, tworzyła się oparta na rolnictwie i handlu gospodarka
polska. W XV wieku ostatecznie ukształtowały się podstawy gospodarcze
i ustrojowe Polski czasów nowożytnych.
Dokładne opisanie dziejów Polski w średniowieczu wymagałoby spisania
wielu tomów. W tak krótkim tekście jak ten obecnie przedstawiany można
było zaprezentować tylko zarys historii politycznej. Zarys ten został
uzupełniony krótkimi opisami rzeczywistości gospodarczej i społecznej
w różnych okresach oraz przedstawieniem najważniejszych zmian, jakie
rozpoczęły się w XIII wieku. Nie zdołałem omówić historii kultury polskiej
w średniowieczu.
O kulturze wspominam tylko tam, gdzie jest to konieczne, ukazując
najwybitniejsze osiągnięcia w tej dziedzinie. Jest jeszcze wiele kwestii,
które nie zostały uwzględnione lub powiedziano o nich zbyt mało.
Czytelników zainteresowanych dokładniejszym poznaniem historii odsyłam
do licznych szczegółowych opracowań poszczególnych okresów i różnych
zagadnień dotyczących dziejów naszego kraju i naszej części Europy.
We wstępie muszę jeszcze zwrócić uwagę na różnice w opisie początków
państwa polskiego oraz wydarzeń mających miejsce w końcu
średniowiecza.
Wraz z upływem wieków opis ten jest coraz bardziej szczegółowy,
uwzględniać zaczyna nie tylko panujących, ale też niejednego z ich
poddanych. Jest również coraz więcej rzeczy pewnych, zmniejsza się liczba
hipotez. Wynika to oczywiście z jakości źródeł. Dla czasów plemiennych
dysponujemy niemal wyłącznie źródłami archeologicznymi, które
przekazują nam mnóstwo bardzo ważnych informacji, lecz nie mogą
odpowiedzieć na pytania dotyczące wydarzeń szczegółowych. Ze źródeł
archeologicznych nie możemy poznać imion ludzi działających
w przeszłości, języka, jakim się posługiwali, niejasno rysują się ich
wierzenia. Wraz z upływem czasu źródła stają się coraz bogatsze w treści.
Przybywa tekstów pisanych, zaczynamy dysponować kronikami,
rocznikami, dokumentami. W końcu średniowiecza pojawiają się księgi
sądowe, dokumenty dyplomatyczne, z tego czasu zachowały się też
fragmenty archiwów władców, a także archiwów kościelnych i miejskich.
Dzięki tym przekazom historia zaczyna się stawać coraz pełniejsza, coraz
więcej możemy się dowiedzieć o życiu i działalności konkretnych ludzi. Nie
oznacza to, że o końcu średniowiecza wiemy wszystko. Również w tym
okresie zdarzają się liczne zagadki i sprawy niewyjaśnione. Niektóre
spośród nich rozwiążą badacze w przyszłości, inne być może nigdy nie
zostaną rozwikłane. Ale tak już jest w nauce, historia nie stanowi tu
wyjątku. Nie wszystko może być do końca wyjaśnione. Tym bardziej że
rozwiązanie jednego problemu często stawia przed nami następne. Historię
można poznawać, a stawiane przez nią zagadki rozwiązywać. Jednak
materiał, którym się ta nauka zajmuje, jest tak obszerny, że pracy starczy
dla wielu jeszcze pokoleń badaczy.
Ukazana w tej książce wizja historii naszego kraju jest opisem dziejów,
który wydaje mi się najbardziej prawdopodobny. Wierzę, że tak właśnie
wyglądał przebieg wypadków. Pogląd swój oparłem zarówno na
przekazach z dawnych wieków, jak też na licznych pracach moich
poprzedników. Im wszystkim, zarówno średniowiecznym kronikarzom, jak
i historykom nowszych czasów, jestem szczerze wdzięczny, najważniejsze
prace, na których się oparłem, znajdują się w umieszczonej na końcu
bibliografii. Czytelników natomiast chciałbym zaprosić do lektury
z nadzieją, że okaże się ona interesująca.
Powstanie państwa polskiego
CZASY PLEMIENNE

Przed tysiącem lat ziemie obecnej Polski porośnięte były ogromnymi


puszczami. Nieco jaśniej wyglądały tylko południowo-wschodnie regiony,
gdzie miejscami dominował krajobraz parkowy. Tam, pomiędzy
niewielkimi lasami, rozpościerały się otwarte przestrzenie. Niewielkie też
było zaludnienie. Ocenia się, że zamieszkiwać je mogło około półtora
miliona ludzi. Półtora miliona, a więc liczba mniejsza od liczby dzisiejszych
mieszkańców Warszawy. Istniejące wówczas osady nie były rozmieszczone
równomiernie na całym obszarze kraju. Pomiędzy lasami gdzieniegdzie
istniały nawet spore przestrzenie wolne od drzew i tam skupiały się ludzkie
siedziby. Przyjmujemy, że takie skupiska zamieszkiwane były przez
odrębne plemiona. Granicami pomiędzy terenami zaludnionymi były działy
wodne i naturalne przeszkody, takie jak góry czy bagna. Rzeki natomiast
stanowiły najczęściej oś osadnictwa, zapewniały najłatwiejszą komunikację
w zalesionym i pozbawionym dróg lądowych kraju.
Plemienna geografia ziem polskich nie jest zbyt dobrze znana. Leżały one
daleko od krajów, w których posługiwano się pismem,
wczesnośredniowieczni kronikarze nie wiedzieli, jak wygląda świat
oddalony od ich miejsc zamieszkania. Dlatego też geografię plemienną
musimy odtwarzać na podstawie nielicznych przekazów pisanych i prac
archeologów, którzy odkrywają zachowane w ziemi skupiska osad
i niewielkie grody plemienne. Dzięki źródłom pisanym z IX i X wieku
znamy żyjących na południu dzisiejszej Polski Wiślan i Lędzian, a na jej
południowym zachodzie – kilka plemion nazywanych później śląskimi.
Najprawdopodobniej w dzisiejszej północnej Wielkopolsce, w okolicach
Gniezna i Poznania, żyli Polanie, którzy przed powstaniem państwa mogli
nosić inną nazwę. Na wschód od Wisły natomiast, tam gdzie leży obecnie
Płock, żyli Mazowszanie. Nad morzem znajdowały się siedziby plemion
pomorskich. Z pewnością nie były to wszystkie plemiona, jakie
zamieszkiwały ziemie polskie, nazw tych plemion, których ślady odkrywa
tylko archeologia, nie poznamy zapewne nigdy. Nie wiemy, za kogo się
uważali ludzie mieszkający na późniejszych ziemiach sieradzkiej
i łęczyckiej, nie znamy nazwy plemienia żyjącego w okolicach
Sandomierza.
Członkami plemion byli wolni rolnicy, którzy podczas wojny byli też
wojownikami. Uprawiali oni ziemię, hodowali krowy, świnie, kozy.
Uzupełniali swój jadłospis tym, co upolowali lub znaleźli w lesie. Mieszkali
w niewielkich osadach rozrzuconych po polanach leśnych. Każdy rolnik
uprawiał tyle ziemi, ile mógł zagospodarować własną pracą przy pomocy
swej rodziny, wielkość uprawianej ziemi zależała też od tego, ile posiadał
inwentarza. W IX wieku nie stosowano jeszcze bardziej wydajnych metod
rolniczych, takich jak trójpolówka. Rolnicy brali pod uprawę ziemię i siali
na niej zboże aż do jej wyjałowienia. Potem musieli na kilka czy
kilkanaście lat pozostawić pole odłogiem, a pod uprawę wziąć nową rolę.
Wiązało się to z koniecznością wypalenia lasu, a następnie wykarczowania
korzeni i uzdatnienia pozyskanego pola. Po jakimś czasie powracano na
odłogujące kawałki gruntu. W ciągu lat odpoczynku pola te zdążyły już
porosnąć młodym lasem, który musiał być wypalany. Popiół, jaki wtedy
powstawał, użyźniał ziemię i można było przez kilka lat znowu siać na niej
zboże. Taki system uprawy ziemi zmuszał rolników do przenoszenia co
kilka lat swych siedzib w nowe miejsca. Nie były to dalekie wędrówki,
odbywały się na niewielkiej przestrzeni.
Być może każdą z osad zamieszkiwał jeden ród chłopski, być może
zespół sąsiadujących ze sobą siedzib już wtedy był nazywany opolem.
Zapewne w ramach opola regulowano podstawowe problemy dotyczące
życia zamieszkujących je rolników. Możemy przypuszczać, że lokalne
wiece rozstrzygały sąsiedzkie spory, na nich decydowano, do kogo mają
należeć wzięte pod uprawę pola oraz jak rozdzielić powinności ponoszone
na rzecz wspólnoty.
Pośród wolnych rodów chłopskich wyróżniały się rody arystokracji
plemiennej. Możni przewyższali innych plemienników ilością posiadanej
ziemi. Nie były to wielkie majątki, najwyżej takie, które zwalniały
członków możnowładczych rodów od pracy w celu zdobycia środków do
życia. Pracowali za nich nieliczni jeszcze niewolni. Pozwalało to możnym
oddawać się polowaniom, a także zajmować polityką. W owych czasach
jednak horyzonty ludzi nie były zbyt rozległe, a ówczesna polityka
dotyczyła, jak byśmy to dzisiaj powiedzieli, tylko spraw lokalnych. Na
przykład, czy zaatakować sąsiednie plemię i zdobyć łupy oraz
niewolników, czy też zawrzeć z sąsiadami pokój. Możni decydowali, czy
należy wybudować gród mający chronić wszystkich przed
niebezpieczeństwem, czy trzeba wzmocnić zasieki leśne na granicach
wspólnoty.
Niewykluczone, że niekiedy przed X wiekiem już na opolach kończyła się
organizacja społeczna naszych przodków. Z badań antropologicznych
znane są społeczeństwa, które nie tworzyły, czy też nie tworzą szerszej
organizacji poza wsią albo niewielkim związkiem rodów. Mamy jednak
dowody na to, że przed powstaniem państwa na ziemiach polskich istniały
organizacje ponadlokalne. Świadczą o tym widoczne niejednokrotnie
jeszcze dziś niewielkie grody plemienne. Ilość pracy, jaką należało włożyć
w ich budowę, przekraczała możliwości kilkunastu rodzin chłopskich
zamieszkujących niewielką osadę, czy nawet trochę większą grupę
tworzącą opole. O istnieniu większych organizacji społecznych świadczą
też odkrywane przez archeologów skupiska osad oddzielonych od innych
siedzib ludzkich gęstymi lasami. Znane jest na przykład zagęszczenie
osadnictwa w południowo-zachodniej Wielkopolsce, nad Obrą, czy też
w okolicach Sandomierza. Podobne skupiska osad istniały w pobliżu
Krakowa, a także w innych miejscach. Nieliczne źródła pisane przekazują
nam imiona książąt plemiennych, niestety nie z terenów dzisiejszej Polski.
Znani są niektórzy książęta małych plemion czeskich z IX wieku, a także
książęta z terenów połabskich, wieleckich i obodryckich. Możemy
przypuszczać, że ponadlokalne organizacje istniały na polskich ziemiach
już bardzo dawno, że na ich czele stali przywódcy zwani książętami.
Świadczy o tym także samo słowo „książę”. Pochodzi ono z bardzo
dawnych czasów, językoznawcy wywodzą je z gockiego określenia
kuningas. Podobny źródłosłów mają w wielu współczesnych językach
określenia króla. Po niemiecku król to König, po angielsku – king, a po
litewsku książę kùnigas. Jeśli więc oznaczający władcę wyraz „książę”
został przez Słowian przejęty od Gotów, to możemy przypuszczać, że już
w III wieku był on potrzebny. Już w III wieku istniały struktury, na czele
których stali jacyś przywódcy. Do podobnych wniosków musimy dojść
nawet wtedy, gdy przyjmiemy, że zarówno gocki kuningas, jak i słowiański
„książę” pochodzą od wyrazu praindoeuropejskiego oznaczającego
przywódcę. Również wtedy byłby to wyraz bardzo stary. Oczywiście
w różnych epokach książęta dysponowali różną władzą, a znaczenie
wyrazu „książę” ulegało zmianie.
Większość badaczy przyjmuje, że nasi przodkowie sprzed ponad tysiąca
lat stworzyli struktury plemienne. Historycy piszący pod koniec XX wieku
uważali, że struktury te były dwustopniowe – małe plemiona miały tworzyć
większe związki nazwane wielkimi plemionami. Tak więc Polanie mieli być
wielkim plemieniem zamieszkującym całą dzisiejszą Wielkopolskę i dzielili
się na plemiona małe. Wielkie plemiona miały być ogniwem pomiędzy
systemem plemiennym a państwowym. Do niedawna historycy
i archeolodzy widzieli w państwie ostateczny twór długiej ewolucji. Nie
wydaje się jednak, aby tak było, przeczą temu najnowsze wyniki badań
archeologicznych. Zapewne więc Polanami byli tylko mieszkańcy ziem
leżących wokół dzisiejszego Gniezna i Poznania, mieszkańcy pozostałych
części Wielkopolski nazywali się inaczej. Można też sądzić, że Polanie, tak
jak i inne związki plemienne, nie podlegali nikomu, że przed X wiekiem nie
powstały jeszcze na ziemiach polskich struktury większe od małych
plemion.
Zapewne wodzów zwanych książętami wybierano spośród plemiennej
arystokracji. Być może z czasem tylko niektóre rody arystokratyczne
zaczęły wydawać się godne tego, aby ich członkowie mogli pełnić funkcję
księcia. Prawdopodobnie ostatecznie tylko jeden ród stawał się rodem
dynastycznym. Jednak władza księcia plemiennego nie była zbyt duża. Na
podstawie wiadomości pochodzących z różnych części Słowiańszczyzny
możemy przypuszczać, że o ważnych dla plemienia sprawach decydował
nie książę, lecz wiec. Wiece plemienne gromadziły wszystkich wolnych
członków plemienia. Rozstrzygano na nich spory, wydawano wyroki
sądowe, decydowano o polityce plemienia. Uchwała wiecu musiała być
przyjęta jednogłośnie.
Jak obradowały słowiańskie wiece, wiemy ze źródeł nieco późniejszych,
przede wszystkim z napisanej na początku XI wieku Kroniki Thietmara.
Kronikarz ten opisał wiec wielecki. Decyzje zapadały na nim jednogłośnie,
w ten sposób jego uczestnicy zobowiązywali się do przestrzegania tego, co
zostało uchwalone. Thietmar przekazał także, co się działo, gdy niektórzy
z uczestników wiecu nie zgadzali się na przyjęcie decyzji większości.
Ponieważ uchwały musiały zapadać jednomyślnie, więc tych, którzy mieli
inne zdanie, tak długo bito, aż w końcu zgodzili się z większością.
Podobnie postępowały również inne ludy znajdujące się na zbliżonym
etapie rozwoju społecznego, wśród nich byli na przykład Sasi w czasach
Karola Wielkiego. Nie mamy żadnych przekazów, które informowałyby nas
o tym, jak wyglądały wiece na terenach między Odrą a Bugiem, możemy
jednak przypuszczać, że ich przebieg był podobny.
Zapewne problemy do dyskusji przedstawiał na wiecu plemienny książę
i otaczający go możni, jednak bez zgody ludu ich propozycje nie mogły być
przyjęte. Jeśli książę posiadał autorytet, mógł narzucić swą wolę
większości. Również zdanie możnych się liczyło. Natomiast uczestniczący
w wiecu pospolici członkowie plemienia na ogół nie byli w stanie
podejmować decyzji dotyczących spraw sięgających dalej niż granice
zamieszkiwanej przez nich osady. Zwykli rolnicy nie orientowali się
w układzie sił i możliwościach swego plemienia. Potrafili uprawiać ziemię,
hodować zwierzęta czy polować. Ogół wolnych mógł decydować przy
rozsądzaniu sporów. Sądownictwo opierało się na starych zwyczajach,
które znali wszyscy. Natomiast w sprawach dotyczących polityki całej
wspólnoty, konieczności budowy plemiennego grodu czy budowy zasieków
na granicach decydowali możni wraz z księciem. Oni posiadali szerszą
wiedzę na temat tego, co jest konieczne dla zapewnienia wspólnego
bezpieczeństwa. Zapewne też możni i książę ustalali daniny niezbędne dla
funkcjonowania plemienia, a zarazem pozwalające im powiększać swój
majątek i potęgę. Gdy jednak decyzje społecznych elit nie spotkały się
z aprobatą większości uczestników wiecu, wiec mógł je odrzucić, a nawet
przekształcić układ sił, doprowadzając do zmian w elicie.
Tak ukształtowana struktura plemienna nie była zdolna do stworzenia
państwa. Władzę księcia ograniczał wiec, bez jego zgody nie mógł on
podjąć żadnej decyzji. Również środki, jakie miał do dyspozycji, nie
wystarczały na zbudowanie struktur państwowych. Wprawdzie w czasie
wojny książę był niekwestionowanym wodzem, ale wojna nie mogła trwać
długo. Wojownikami byli rolnicy, którym wprawdzie zależało na łupach
wojennych, ale ważniejsze były dla nich gospodarstwa. Nie mogli ich
opuszczać na zbyt wiele dni, bo nawet najwspanialsze łupy nie
rekompensowały strat, jakie mogliby ponieść, przebywając z dala od swych
pól. Nie zapominajmy, że ówczesne wojny toczyły się w lecie, a więc
wtedy, gdy było najwięcej prac polowych. Dysponujący takim wojskiem
książę musiał zaniechać podbojów, gdyż wojsko plemienne po pokonaniu
wroga nie mogło okupować jego terytorium. Po zwycięstwie wojownicy
wracali przecież do swoich gospodarstw. Struktury plemienne nie były
więc zdolne do budowy większych tworów terytorialnych. W IX wieku
jednak sytuacja zaczęła się zmieniać.
POCZĄTKI PAŃSTWA

Prawdopodobnie pierwszą próbą stworzenia państwa na ziemiach polskich


były czyny „księcia silnego bardzo”, który w drugiej połowie IX wieku
„siedział w Wiśle” i szkodził chrześcijanom. Z tego lakonicznego przekazu
zawartego w Żywocie św. Metodego wiemy, że na południu obecnej Polski
jakiś tamtejszy wódz zaczął atakować ziemie Świętopełka morawskiego.
Zapewne widząc bogactwo południowych sąsiadów, któryś z wiślańskich
możnych zebrał wokół siebie zbrojną drużynę i na jej czele wyprawiał się
po łupy. Autor Żywota pisze przecież, że „czynił szkody chrześcijanom”.
Działalność łupieżcza tego wodza przybrała zapewne spore rozmiary, skoro
został zauważony i opisany. Jednak działalność ta, choć nie zagrażała
bytowi państwa wielkomorawskiego, była dla panującego tam Świętopełka
uciążliwa i książę ten zlikwidował tworzące się państwo wiślańskie.
Wyrządzający szkody chrześcijanom książę został pokonany i ochrzczony
na obcej ziemi, a Wiślanie stracili szansę zbudowania państwa. Twórcami
państwa polskiego stali się wodzowie, a później książęta wywodzący się
z ziem leżących pomiędzy dzisiejszym Gnieznem i Poznaniem. Tak mówi
tradycja, potwierdzają to wykopaliska archeologów.
Nie mamy świadectw pisanych ukazujących powstawanie państwa
polskiego. Najstarsza informacja na ten temat pochodzi dopiero
z początków XII wieku, zapisał ją Gall Anonim w swojej Kronice. Kronikarz,
który przybył do Polski po to, aby na zamówienie Bolesława Krzywoustego
napisać utwór sławiący księcia i jego przodków, poznawał dzieje państwa
i dynastii z relacji Polaków. Wśród nich byli najwyżsi dostojnicy kościelni
i świeccy, może nawet informował go o dziejach swego rodu sam książę
Bolesław.
Gall napisał, że ród książąt Polski wywodził się z Gniezna. Kiedyś
w grodzie tym miał panować książę Popiel. Gdy przygotowywał on ucztę
dla uświetnienia postrzyżyn swego syna, do bram grodu zapukali dwaj
wędrowcy. Ponieważ Popiel nie chciał ich przyjąć, poszli na podgrodzie
i zapukali do drzwi ubogiego oracza Piasta i jego żony Rzepki,
protoplastów panującej w Polsce dynastii. Piast również przygotowywał się
do uroczystości, gdyż także jego syn miał być postrzyżony. Zaprosił już do
siebie kilku przyjaciół, ale choć był biedny i niewiele miał jadła w domu,
gościnnie otworzył drzwi przed wędrowcami. Uczta, jaką urządził
gospodarz, miała niezwykły przebieg. Piast miał dla gości tylko jedno
prosię i jedną małą beczułkę piwa. Choć jednak goście jedli i pili, jadła
i napitku na stole nie ubywało, ale przybywało. Tymczasem w grodzie, na
uczcie u księcia Popiela, jedzenie znikało ze stołów znacznie szybciej, niż
goście jedli. W końcu zupełnie go zabrakło. Wtedy książę Popiel wraz ze
swymi gośćmi udał się do chatki Piasta. Po uczcie wędrowcy dokonali
postrzyżyn Piastowego syna i nadali mu na dobrą wróżbę imię Siemowit.
Dalej Gall napisał, że Siemowit wzrastał, lecz nie oddawał się zabawom,
ale pracy i ćwiczeniom. Gdy dorósł, to „król królów i książę książąt”, czyli
Bóg, „za powszechną zgodą” uczynił go księciem. Popiel natomiast został
wygnany z kraju, a w końcu zjadły go myszy. Dalej zwięźle podał Gall
imiona i czyny potomków Piasta. Byli nimi jego syn Siemowit, wnuk Lestek
i prawnuk Siemomysł. Wszyscy oni mieli rozszerzać królestwo i pomnażać
jego chwałę. Ten fragment Kroniki kończy się stwierdzeniem, że Siemomysł
spłodził wielkiego i sławnego Mieszka.
Zapisana przez Galla opowieść przekazuje nam świadomość historyczną
Polaków z początku XII wieku. Może nie wszystkich mieszkańców ziem
polskich, ale członków dynastii i otaczającej ich elity społecznej. Była to
legenda dynastyczna i lista kolejnych władców. Historię tę powtarzali
wszyscy późniejsi kronikarze, czasem tylko nieznacznie ją modyfikując
i wzbogacając w nowe wątki. W prawdziwość opowiedzianej przez Galla
historii zaczęli wątpić dopiero historycy, od końca XVIII wieku poczynając.
Najpierw oczywiście została odrzucona opowieść o myszach i o cudach na
uczcie u Piasta. Natomiast dalsza część Gallowej relacji sprawia historykom
do dziś dużo kłopotów. Choć prawie nikt nie wierzy w istnienie Piasta
i Rzepki, to już następni zapisani w Kronice książęta są przez jednych
uznawani za postacie historyczne, inni natomiast uważają, że oni też
należą do legendy. Według najnowszej teorii zaprezentowanej przez Jacka
Banaszkiewicza cała opowiedziana przez Galla historia jest mitem
dynastycznym. Według tego uczonego Piast pierwotnie nie był uważany za
ubogiego oracza spod Gniezna, lecz za Oracza, mitycznego protoplastę
rodu związanego z bogiem zapewniającym ludowi pomyślność materialną.
Gdy przyjmiemy tę hipotezę, to rozumiemy, dlaczego potężni już w XII
wieku Piastowie mogli się szczycić takim przodkiem. Zdumiewać tylko
może tak długie trwanie pogańskiego mitu w chrześcijańskim już od
wieków kraju. Jednak pod tym względem Polska nie była wyjątkiem.
Banaszkiewicz uznał również Siemowita, Lestka i Siemomysła za postacie
mityczne. Sądzę jednak, że należy przyjąć ich historyczność. Wydaje się, że
potwierdzają to najnowsze wyniki badań archeologicznych. Archeolodzy
potrafią, dzięki badaniu słojów drzew znajdowanych w ziemi, określać
dokładnie datę ścięcia drzewa, a drewno stanowiło rdzeń konstrukcji
grodów obronnych. Dawniej uważano, że grody polańskie były starsze i że
powstawały stopniowo. Na przykład w Gnieźnie dostrzegano pochodzącą
z VII wieku osadę otwartą, która w VIII wieku miała być ufortyfikowana.
Następnie, jak sądzono, fortyfikacje te stawały się coraz większe
i mocniejsze, aż w końcu, w X wieku, zostały zbudowane potężne wały
wieloczłonowego piastowskiego grodu znane z odkryć archeologicznych.
Obecnie wiemy, że gród w Gnieźnie powstał około 940 roku, a przedtem
na jego terenie nie było osadnictwa. Podobnie było z innymi potężnymi
grodami piastowskimi w ziemi Polan, a więc na terenach wokół Gniezna
i Poznania. Poza Gnieznem odnajduje się ich pozostałości również
w Poznaniu, na Ostrowie Lednickim, w Lądzie, Grzybowie i jeszcze w kilku
innych miejscowościach. Wszystkie te warownie zbudowano w latach 920-
970, potem je powiększano i wzmacniano. Zaznaczyć jednak należy, że
w Gnieźnie, na górze zwanej dziś Górą Lecha, odnaleziono starsze od grodu
sanktuarium pogańskie. Spośród grodów polańskich jedynie Giecz ma
starszą metrykę. Tylko tam, przed wybudowaniem wielkiego grodu
piastowskiego, istniały mniej potężne umocnienia, datowane na połowę IX
wieku. Ukazany przez archeologów obraz wyraźnie sugeruje, że w X wieku
istniała już jakaś organizacja ponadplemienna, której zwierzchnik nakazał
budowanie tych umocnień. Zastanawiają też badania nad gęstością
zaludnienia. W początkach X wieku ziemia gnieźnieńska była – obok
terenów nad Notecią – najsłabiej zaludnioną ziemią dzisiejszej
Wielkopolski. Do najgęściej zaludnionych należały natomiast tereny nad
Obrą, gęsto zaludnione były ziemie na zachód od Poznania, a także ziemie
leżące wokół Kalisza. Tymczasem w końcu X wieku ziemia gnieźnieńska
stała się najludniejszą częścią Wielkopolski. Ziemie nad Obrą zachowały
swój potencjał ludnościowy, ale go nie powiększyły, podobnie było
w okolicach Kalisza, natomiast tereny położone na zachód od Poznania
zostały wyludnione. Żadne naturalne procesy demograficzne nie mogły
doprowadzić do takiego rezultatu. Należy jeszcze dodać, że od początku X
wieku zaczynają się na terenie Wielkopolski pojawiać tzw. skarby, czyli
schowane kiedyś w ziemi wyroby ze srebra, oraz monety.
Zaobserwowane zjawiska można łączyć z istniejącym już państwem.
Tylko władza państwowa była w stanie zorganizować ludzi do budowy
potężnych fortyfikacji, tylko władza państwowa mogła dokonać
przemieszczeń ludności. Również ze zmianami ustrojowymi możemy łączyć
napływ skarbów na ziemie polańskie.
Ukazane tu zjawiska są zgodne z tym, co napisał Gall Anonim. Mieszko
I rozpoczął swe panowanie około 960 roku. Kronika wylicza trzech jego
przodków: Siemowita, Lestka i Siemomysła. Jeśli przyjmiemy około
dwudziestu pięciu lat na działalność każdego z nich, to z prostego
wyliczenia wynika, że Siemowit musiał żyć i działać w końcu IX lub na
przełomie IX i X wieku. W jaki jednak sposób doszło do zdobycia władzy
w plemieniu Polan przez protoplastę Piastów?
Jak już wspomniałem, władza książąt plemiennych była słaba, musieli
się liczyć ze zdaniem wiecu. Wprawdzie w czasie wojny książęta plemienni
byli wodzami plemiennego wojska i wtedy ich władza stawała się
silniejsza, ale po ustaniu trwających najwyżej kilka tygodni działań
wojennych powracały normalne stosunki i znowu książę musiał się liczyć
ze zdaniem możnych plemiennych, a niekiedy też całego ludu zebranego na
wiecu. W czasach pokoju książę plemienny nie mógł narzucić swej
wyłącznej władzy własnemu ludowi. Możliwości władcze księcia zależały
w dużej mierze od jego osobistego autorytetu, nie miał on bowiem
zależnego tylko od siebie wojska, przy pomocy którego mógłby narzucić
swą wolę innym. Na stworzenie takiego wojska brakowało środków. Nie
mogły ich dać łupy wojenne, jakie uzyskiwano w czasie niezbyt częstych
zapewne wojen z innymi plemionami. Zdobycze wojenne musiały być
skromne, gdyż sąsiadujące z Polanami plemiona nie były bogate. Najwyżej
stado krów, może kilku niewolników. Jednak nawet te zdobycze trudno
było księciu gromadzić. Niewolnicy wzbogacali niezbyt wielkie majątki nie
tylko wodza plemiennego, ale też innych wojowników biorących udział
w wojnie, natomiast krowy zapewne były w większości zjadane podczas
uczty, na której świętowano zwycięstwo. Aby można było zgromadzić
środki wystarczające do rozpoczęcia budowy państwa, musiały się zmienić
warunki w sąsiedztwie Polan. Sąsiednie plemiona musiały się znacznie
wzbogacić.
W IX wieku na Pomorzu zaczęły się pojawiać srebrne skarby. Jest to
dowód na to, że mieszkańcy ziem nadmorskich włączyli się w handel
bałtycki, zapewne też zaczęli parać się rozbójnictwem. Skarby świadczą
o tym, że stali się bogatsi. Dla mieszkańców ziem położonych w głębi kraju
byli atrakcyjnym celem napadów rabunkowych. Zapewne więc pojawili się
wodzowie, którzy po zebraniu wokół siebie niewielkich jeszcze drużyn
urządzali wyprawy po srebro. Wodzów takich niewątpliwie było wielu,
natomiast dowodzone przez nich drużyny nie były duże. Śladem tej
działalności są prawdopodobnie pierwsze srebrne skarby znajdowane
w Wielkopolsce.
Gwałtownie wzrastająca aktywność wojenna jakiegoś ludu poprzedza
zazwyczaj powstanie państwa. W XII wieku nasiliła się aktywność Prusów,
którzy zaczęli atakować Mazowsze i Pomorze. Do powstania państwa
pruskiego nie doszło, przeszkodził w tym zakon krzyżacki. Ale powstanie
państwa litewskiego również poprzedziły wyprawy drużyn litewskich na
sąsiadów. Od połowy XIII wieku bardzo często niepokoiły one ziemie
polskie. Po tym okresie wzmożonej aktywności łupieskiej na Litwie zostało
utworzone państwo. Podobnie musiało być także na ziemiach polskich
w końcu IX i na początku X wieku. Działalność wojenna powodowała, że
wzbogacali się uczestnicy wypraw wojennych, jednak największe łupy
zaczęły wpadać w ręce tych, którzy takie wyprawy organizowali.
Wodzami prowadzącymi drużyny byli zapewne członkowie możnych
rodów. Tylko oni, jako bogatsi od innych i znający się na rzemiośle
wojennym, mogli dowodzić wojskiem. Wokół nich gromadzili się ci, którzy
liczyli na łupy, którzy pragnęli przeżyć przygodę, pokazać swe męstwo
i sprawność, którym w końcu nudziło się spokojne życie rolnika.
Początkowo drużyny nie były liczne. Zapewne znaczniejsi członkowie
plemienia, którzy wyróżniali się zamożnością, skupiali wokół siebie po
kilku czy kilkunastu zbrojnych. Ten orszak towarzyszył możnemu panu na
wiecach. Wiemy o tym z późniejszych przekazów, z żywotów św. Ottona
z Bambergu. Czytamy tam, że niektórych Pomorzan na wiecach otaczali
uzbrojeni jeźdźcy, a ich liczba świadczyła o znaczeniu możnego. Żywoty
opisują czasy znacznie późniejsze od tych, w których powstawało państwo
polskie, dotyczą początków XII wieku. Odnoszą się jednak do
społeczeństwa na etapie tworzenia się organizacji państwowej, zapewne
więc mogą być ilustracją tego, co działo się u Polan w drugiej połowie IX
wieku.
Możni mieli tylko niewielkie stałe grupy zbrojnych wokół siebie. Na
większe nie było ich stać, musieli ich bowiem utrzymywać. Gdy jednak
stało się możliwe prowadzenie zyskownych wojen, gdy u sąsiadów Polan
pojawiło się srebro, niektórzy spośród możnych zaczęli wykorzystywać
swych drużynników do zdobywania łupów. Organizowali szybkie wypady
na ziemie pomorskie, rabowali znajdujące się tam dobra i równie szybko
wracali do siebie. Zaczęli więc działać tak, jak w drugiej połowie IX wieku
wiślański wódz. Jednak ich przeciwnikiem nie był książę Świętopełk,
potężny władca Moraw, tylko niezorganizowane w państwo liczne
plemiona pomorskie. Wyprawy rabunkowe były więc bezpieczniejsze.
Niewątpliwie Pomorzanie odpowiadali na ataki wyprawami odwetowymi.
Wtedy ci, którzy mieli pod swoimi rozkazami zbrojnych, stawali się
obrońcami swych współplemieńców.
Działalność wodzów nie zmieniała początkowo życia plemienia. Nadal
o wszystkich ważnych sprawach decydował wiec, nadal obowiązywały
dawne zwyczaje. Organizowane przez wodzów wyprawy łupieżcze były ich
prywatną działalnością.
Powstające drużyny nie były wielkie. Jednak w wyprawach na sąsiadów
zaczęli brać udział również młodzi ludzie, którzy do drużyn nie należeli,
przyłączali się tylko do jednej wyprawy. Jeśli się powiodła, oni także
przywozili ze sobą zdobycz. Największy łup należał jednak do wodza.
W wyniku takiej działalności w rękach wodzów zaczęły się gromadzić
bogactwa. Pozwalały one na utrzymanie coraz większej drużyny.
Początkowo niejeden z możnych polańskich stawał na czele zbrojnych
i wiódł ich po sławę i łupy. Podobni wodzowie istnieli z pewnością również
w innych plemionach. Koniec IX wieku był to czas bohaterski, czas
wodzów, którzy prowadzili swe hufce na wroga, którzy zdobywali dla
siebie i dla swoich ludzi bogactwa i o których zapewne śpiewano pieśni.
Ówcześni wodzowie słowiańscy przypominać musieli skandynawskich
jarlów wyprawiających się za morza dla zdobycia sławy i łupów. Mniej
jednak o nich wiemy, ich wyprawy rabunkowe nie docierały do odległych
krajów i nie znali ich władający piórem pisarze z Europy Zachodniej.
Z pewnością również przodkowie Piastów prowadzili do boju swoje
drużyny. Może śladem ich działalności jest przekaz Galla o tym, że
Siemowit oddawał się służbie rycerskiej i powiększał swoje księstwo.
Ponieważ protoplaści Mieszka I byli lepszymi wodzami od swych
konkurentów, pod ich rozkazy zaciągali się ci, którzy chcieli zaznać sławy
oraz się wzbogacić. Drużyna zwycięskiego wodza zaczęła się powiększać.
Początkowo jej skład często się zmieniał, gdyż po udanej wyprawie
większość wojowników wracała do swych domów. Ale czekali na następny
apel wodza, gotowi go wesprzeć i wraz z nim przeżyć nowe zwycięstwa.
Z czasem, wraz z sukcesami i coraz większym bogactwem skumulowanym
w rękach przywódcy, drużyna zaczynała przekształcać się w stałą siłę
zbrojną.
Niewielkie łupy, jakie można było zdobyć, wyprawiając się na sąsiadów,
nie wystarczały jeszcze do zbudowania struktur państwowych.
Zgromadzony kapitał musiał być większy, a powiększyć go można było
tylko poprzez włączenie się w handel międzynarodowy. Ówczesne ziemie
polskie mogły zaoferować innym krajom produkty pól i lasów. A więc futra
zwierząt, miód, wosk, a także owada o nazwie czerwiec, z którego
pancerzyków wytwarzano czerwoną farbę do barwienia tkanin. Jednak
towary, które interesowałyby obcych kupców, były rozproszone, każdy
z zajmujących się rolnictwem i hodowlą rolników miał do zaoferowania
tylko niewielkie ich ilości. Żadnemu obcemu kupcowi nie opłaciłoby się
przyjeżdżać i od poszczególnych producentów kupować niewielkie partie
towaru. Dopiero władca państwa, ustanawiając daniny, był zdolny zebrać
ich większą ilość. Ponieważ jednak państwo jeszcze nie powstało, obcych
kupców na razie nie interesowały produkty ziem polańskich, a tworzące się
władze państwa nie były jeszcze zainteresowane ich zbieraniem
i eksportowaniem. Nie powstał dotąd odpowiedni aparat administracyjny,
w Gnieźnie jeszcze nie wiedziano, że w ten sposób można osiągać korzyści
materialne. Pojawił się jednak towar, którego eksport dawał wielkie zyski,
którego poszukiwali obcy kupcy. Tym towarem byli niewolnicy.
Niewolnicy towarem? To brzmi strasznie! Czyżby nasi przodkowie parali
się handlem niewolnikami, tak jak w XVI i XVII wieku Anglicy i Hiszpanie
przewożący afrykańskich niewolników do Ameryki? Wszystko, niestety,
wskazuje na to, że tak istotnie było. W X wieku łacińskie słowo servus
oznaczające niewolnika zostało w Europie Zachodniej zastąpione przez
słowo sclavus. A przecież Sclavus po łacinie to Słowianin. Ta zmiana
językowa okazała się trwała. Do dziś niewolnik po niemiecku to Sklave, po
francusku – l’esclave, po angielsku – slave. W omawianych przez nas
czasach również po arabsku określenie niewolnika brzmiało saqualiba,
a więc Słowianin. Są to mocne dowody na to, że istotnie targi niewolników
w końcu IX i w X wieku zapełniali, jako towar, niewolnicy słowiańscy.
Potwierdzają to również zapisywane w tamtych czasach teksty. Z żywotów
św. Wojciecha możemy się dowiedzieć między innymi, że pod koniec X
wieku w czeskiej Pradze sprzedawano niewolników Żydom, którzy ich
dalej odsprzedawali poganom, czyli Arabom.
We wczesnym średniowieczu niewolnikami handlowali również kupcy
z Europy Zachodniej. Europa Zachodnia w owych czasach nie miała
bowiem innych towarów, które mogłaby sprzedać i uzyskać srebro
niezbędne w handlu ze Wschodem. Chrześcijańscy niewolnicy byli
porywani przez grasujące na wybrzeżach Morza Śródziemnego bandy
Arabów, ale w procederze tym brali także udział kupcy z miast włoskich,
a zapewne i kupcy z innych części monarchii karolińskiej. Również kraje
słowiańskie zaczęły uzyskiwać większe ilości srebra, angażując się
w handel niewolnikami. Nie należy sobie wyobrażać, że niewolnicy, którzy
pojawiali się na rynkach Europy Zachodniej czy państw arabskich, byli
porywani przez agresorów z zewnątrz, że Arabowie czy Frankowie
urządzali wyprawy na Słowian i porywali ludzi. Sporadycznie tak mogło
być. Jednak większość żywego towaru dostawała się na rynki niewolników
w wyniku aktywności samych Słowian. Jedni Słowianie napadali na
innych, brali jeńców i sprzedawali ich obcym kupcom. Dodajmy, że tak
samo wyglądało pozyskiwanie czarnych niewolników przez Anglików
i Hiszpanów w XVI i XVII wieku. Wtedy to jedni Afrykanie napadali na
innych, porywali ich i sprzedawali Europejczykom czekającym na towar na
okrętach przy wybrzeżach Afryki.
Niektórzy spośród licznych początkowo wodzów zaczęli się wyróżniać
sukcesami wojennymi. Przy nich gromadziło się najwięcej wojowników,
wielu młodzieńców myślało o zdobyciu sławy i majątku u boku
szczęśliwego dowódcy. Początkowo taka działalność wojenna nie
kolidowała z dawnymi strukturami społecznymi, nie wykraczała poza
ustalony porządek. Nadal zbierano się na wiece, zapewne nadal, tam gdzie
wybierano plemiennych książąt, książęta ci zajmowali pierwsze miejsce
w plemieniu. Działalność wojenna wodzów była ich sprawą prywatną. Być
może nawet znajdowała aprobatę członków plemienia, zawsze miło było
usłyszeć, że nasi odnieśli sukces, zdobyte przez nich dobra wzbogacały też
niejednego z rolników nieuczestniczących w wyprawach, gdyż łupy
zdobywali ich synowie będący członkami drużyny. Gdy natomiast
napadani sąsiedzi organizowali wyprawę odwetową, drużyny możnych
stanowiły najlepsze oddziały plemiennego wojska, ich wodzowie najlepiej
znali się na sztuce dowodzenia. W dysponujących drużynami możnych
zaczęto widzieć obrońców.
Zapewne w drugiej połowie IX wieku jeden z wyłaniających się wodzów
polańskich zdobył przewagę nad innymi. Dysponując drużyną, mógł
narzucić swą władzę całemu plemieniu. Jednak jego władza różniła się od
władzy dawnych książąt. Miał on stałe wojsko, przy jego pomocy mógł
narzucić innym swą wolę. Nie musiał się już liczyć z decyzjami wiecu.
Wiece nadal się zbierały, nadal rozstrzygano na nich spory sąsiedzkie.
Zaczynały jednak pełnić nieco inną funkcję. Na wiecach książę ogłaszał
swoje decyzje.
Księcia zaczęli otaczać poddani mu dostojnicy. Wśród nich byli najwyżsi
dowódcy drużyny, osoby czuwające nad poborem danin, być może już
wtedy zaczęli się pojawiać książęcy namiestnicy poszczególnych regionów.
Dowódcami drużyny mogli być potomkowie możnych rodów plemiennych,
ale na awans mógł liczyć również każdy wyróżniający się wojownik. Także
syn ubogiego rolnika. Stanowiska dowódcze stały początkowo otworem
nawet przed ludźmi, którzy do drużyny trafili jako niewolnicy. Musieli się
tylko wykazać sprawnością wojenną, zdolnościami i wiernością wobec
wodza. W drużynie bowiem wszyscy byli sobie równi. Drużyna przecież to
zespół druhów, czyli towarzyszy wodza. W ramach struktur plemiennych
wszystko było ustalone. Ci, którzy pochodzili z bogatych rodów, cieszyli się
bogactwem i prestiżem. Natomiast przed synami prostych rolników
otwierała się tylko perspektywa pracy na roli i zachowanie pozycji swych
przodków. Trudno było marzyć o zdobyciu majątku pozwalającego na
wejście w szeregi arystokracji plemiennej. Tymczasem poprzez służbę
w drużynie stało się to możliwe. Drużyna, poza tym, że pozwalała przeżyć
przygodę, poczuć radość z uczestnictwa w grupie rówieśniczej, stanowiła
też ścieżkę awansu społecznego, umożliwiała awans majątkowy.
Gall Anonim pisze, że „król królów i książę książąt, za powszechną
zgodą” ustanowił Siemowita księciem. Nie wiemy, jak było z tą
powszechną zgodą. Można przypuszczać, że zdobywający dzięki drużynie
władzę nowy książę polański miał jakieś poparcie w swoim plemieniu.
Odnosił przecież sukcesy wojenne, a Polanie okazywali się lepsi od ich
sąsiadów. Zapewne książę ten potrafił odpierać najazdy odwetowe, jawił
się jako obrońca wszystkich. Być może, gdy odnosił sukcesy, wielu
możnych przyłączyło się do niego. Również pozostali członkowie plemienia
dostrzegali atuty szczęśliwego wodza. Książąt plemiennych wybierano od
niepamiętnych czasów, teraz poparcie ogółu znalazł ten, który pokazał, że
potrafi dowodzić wojskiem. Niewątpliwie w zdobyciu władzy pomogło
wodzowi narzędzie nacisku, jakim była drużyna.
Plemię, którym książę władał, opierając się na drużynie, mimo
niewielkich rozmiarów było już państwem. Wydaje się, że przemiana
plemienia w państwo niewiele zmieniła w życiu podległego księciu ludu.
Choć wszyscy wolni nadal byli pełnoprawnymi uczestnikami wiecu,
zapewne już nie od nich zależały decyzje wiecowe. Dawniej, w czasach
plemiennych, na wiecach decydowali możni, teraz książę przedstawiał
ludowi problemy, a lud je akceptował. Książę miał drużynę, która mogła
być ostatecznym argumentem w dyskusji, nie wydaje się jednak, aby zbyt
często musiał się do niej odwoływać. Wiec nadal bowiem rozstrzygał spory
i wydawał wyroki, tę dziedzinę działalności mógł mu książę pozostawić.
Wśród innych spraw ważne były świadczenia materialne niezbędne dla
funkcjonowania państwa.
Świadczenia na rzecz księcia były konieczne. W przeciwieństwie do
systemu, jaki panował wcześniej, książę musiał mieć środki na utrzymanie
swych wojowników, na budowę nowych fortyfikacji, a także na potrzeby
własne i powstającej elity państwowej. Zarówno on, jak też tworzona
administracja były kosztowne. Książę, jego dwór i współpracownicy nie
produkowali żywności, a musieli przecież żyć na poziomie wyższym niż
inni mieszkańcy powstającego państwa. Na to wszystko potrzebne były
środki materialne.
Możemy przypuszczać, że przodkowie Piastów opanowali wzgórze
gnieźnieńskie, które obecnie nazywa się Górą Lecha. Tam znajdował się
pogański ośrodek kultowy. Był on sanktuarium plemienia mieszkającego
w okolicach Gniezna i Poznania. Opanowanie miejsca kultu podniosło
prestiż księcia, który tego dokonał. Potem przyszły dalsze osiągnięcia.
Zdobywca pogańskiego sanktuarium z pewnością nie zdawał sobie
sprawy, do czego prowadzi jego działalność. Również następne jego
poczynania nie były powodowane chęcią budowy państwa, to w umysłach
ówczesnych ludzi pojęcie państwa jeszcze nie istniało. Książę dążył do
osiągnięcia sławy i zdobycia jak największej władzy. W swej działalności
opierał się na drużynie, która stabilizowała jego władzę wśród własnego
ludu. Jednak powodem, dla którego młodzi ludzie gotowi byli do niej
wstąpić, była wojna. Drużynnicy oczekiwali od wodza organizowania
atrakcyjnych wypraw, na których mogliby się wykazać swoją dzielnością
oraz wzbogacić, biorąc łupy. Wódz drużyny, chcąc, aby jego wojownicy
byli mu wierni, musiał podejmować ciągle nowe działania bojowe. Dlatego
kolejne lata jego panowania to kolejne wyprawy na sąsiadów. W pewnym
momencie jednak pojawiły się nowe cele, władca i jego współpracownicy
postawili przed sobą nowe zadania. Rozpoczął się okres podbojów
i powiększania państwa.
Wolno żyjące plemiona nie były zdolne do opanowania terytorium
swoich sąsiadów. Nowe możliwości pojawiły się wraz z powstaniem
państwa. Gdy jeden z przodków Mieszka I zdobył władzę we własnym
plemieniu, miał już drużynę, która mogła zostać użyta do podboju terenów
sąsiednich i utrzymania tam jego władzy. Książę mógł bowiem na
zawojowanym terytorium pozostawić swojego namiestnika dowodzącego
wydzielonym oddziałem drużyny. Namiestnik pilnował, aby nowi poddani
księcia byli mu posłuszni, aby utrzymywali zarówno samego namiestnika,
jak też jego wojowników, aby płacili daniny, a w przypadku wojny wsparli
drużynę w walkach. W wyniku podbojów wytworzony już w plemieniu
gnieźnieńskim ustrój państwowy zaczął się rozprzestrzeniać na inne tereny.
Na miejscu niszczonych grodów plemiennych gnieźnieńscy książęta
budowali własne, potężniejsze fortyfikacje. Powstawały one tam, gdzie
znajdowały się większe skupiska ludzi. W grodach tych stacjonowała
załoga książęca, tam rezydował książęcy namiestnik. Ludność podbitego
terytorium była zmuszana do budowy wałów grodowych, a potem do ich
naprawy, a także do utrzymywania załogi grodowej i jej dowódcy.
Następowały też przesiedlenia ludzi. Najważniejszą częścią władztwa
książąt gnieźnieńskich były ich rodzinne tereny leżące wokół Gniezna
i Poznania. Tam stacjonowały największe oddziały drużyny, tam
najczęściej przebywał książę i jego otoczenie. Niezbędni więc byli ludzie do
obsługi tego centrum władzy. Dlatego w X wieku władcy gnieźnieńscy tam
zaczęli przesiedlać chłopów z terenów podbitych. Przesiedlenia tłumaczą
znaczny przyrost ludności, jaki nastąpił w X wieku wokół Gniezna
i Poznania, tłumaczą też zmniejszenie się osadnictwa na innych obszarach.
Gdy państwo już istniało, sprzedaż niewolników stawała się coraz mniej
opłacalna. Handel nimi istniał nadal, lecz bardziej zaczęło się opłacać
osadzanie brańców na ziemi w najważniejszych regionach, aby tam
pracowali na rzecz nowej władzy. Nie byli oni niewolnikami, takiej liczby
niewolników nikt w owych czasach nie zdołałby pilnować. Byli
przymusowymi osadnikami.
Ślady tych działań dadzą się zaobserwować w pozostałościach, które
bada archeologia. Archeolodzy odkrywają spalone nagle grody plemienne,
czasem nawet obserwują powstawanie nowych, potężniejszych fortyfikacji.
O przesiedleniach świadczy zwiększenie się liczby osad wokół Gniezna
i Poznania oraz wyludnienie innych terenów, co można zauważyć, badając
współczesne mapy. Na przykład w północnej Wielkopolsce, nad Narwią,
istnieje do dziś wieś o nazwie Kaliszany. Jej nazwa, mająca związek
z Kaliszem, wskazuje, że kiedyś osadzono w niej brańców przesiedlonych
z okolic tego grodu.
Powiększenie się liczby ludności na terenach, z których wywodzą się
Piastowie, pozwoliło władcom gnieźnieńskim na rozpoczęcie
fortyfikowania centrum państwa. Od lat dwudziestych X wieku między
Gnieznem a Poznaniem zaczynają powstawać wielkie, silnie
ufortyfikowane warownie. Ich budowa była kosztowna i pracochłonna.
Grody piastowskie były konstrukcjami naprawdę potężnymi, ich
imponujące pozostałości w wielu miejscach są widoczne nawet dzisiaj.
Grody te obejmowały przestrzeń od 1,5 do ponad 2 hektarów. Ich wały
wznosiły się na kilkanaście metrów ponad poziom ziemi, a u podstawy
miały do 20 metrów szerokości. Niektóre z nich od strony zewnętrznej były
obłożone kamieniami, robiąc wrażenie kamiennych murów. Szkielet
takiego wału konstruowany był z belek drewnianych, a potem obsypywany
ziemią. Istniały dwa typy konstrukcji: rusztowa i izbicowa. W konstrukcji
rusztowej belki były układane warstwami, jedna warstwa pni biegła wzdłuż
wału, kolejna, leżąca na niej, w poprzek. Następnie konstrukcję drewnianą
zasypywano ziemią. W konstrukcji izbicowej najpierw budowane były na
zrąb wielkie skrzynie, a do nich i na nie sypano ziemię. Konstrukcja
rusztowa wymagała większej ilości drewna, ale nawet przy konstrukcji
izbicowej do zbudowania jednego grodu należało, za pomocą siekier,
wyciąć cały las. Następnie trzeba było ze ściętych pni stworzyć elementy
konstrukcyjne i przetransportować je na miejsce budowy. Tam tworzono
z nich wewnętrzną konstrukcję wału. Potem na nią sypano ziemię. Do tej
pracy używano łopat, innych narzędzi nie było. Wznosząc wał, tworzono
jednocześnie fosy chroniące gród. Do wykonania tych wszystkich prac
potrzebnych było wielu robotników, bardzo więc przydawali się brańcy
przesiedlani z terenów podbitych. Osadzani byli na miejscu wyrąbanego
lasu, tam przygotowywali sobie pola, na których mieli w przyszłości żyć
i pracować. Po wybudowaniu grodu brańcy stawali się rolnikami, ich
zadaniem było oddawanie danin i wykonywanie prac niezbędnych dla
grodu oraz na rzecz księcia, jego dworu i coraz liczniejszych dostojników.
Z czasem brańcy integrowali się z dawną ludnością ziemi gnieźnieńskiej.
Ogromne inwestycje związane z budową grodów wielkopolskich
doprowadziły do wycięcia gęstych lasów, jakie pokrywały niegdyś ziemię
gnieźnieńską. W ich miejscu zaczęły powstawać pola orne, tworzone były
nowe osady. W końcu X wieku Wielkopolska miała już niewiele więcej
lasów niż obecnie. Może więc dopiero w X wieku na określenie
mieszkańców ziemi gnieźnieńskiej zaczęto używać określenia Polanie?
Nazwa ta pochodzi od pól, a pola stały się cechą charakterystyczną tej
ziemi właśnie w X wieku.
Grody broniły centrum państwa piastowskiego, strzegła go też
zgrupowana tam drużyna. Na potrzeby księcia, jego dworu, dostojników
i drużyny oraz na potrzeby grodów pracowali dawni i nowi mieszkańcy
ziemi gnieźnieńskiej i poznańskiej. Zapewne bardzo wcześnie w skład
powstającego państwa weszły Kujawy, gdzie zbudowano potężny gród we
Włocławku. Ziemie te utworzyły centrum państwa. Wokół centrum leżały
kolejno przyłączane prowincje. Nie stworzono w nich tak gęstej sieci
potężnych grodów jak w ziemi centralnej. Małe grody powstawały tam,
gdzie znajdowały się większe skupiska ludności. W każdej prowincji
wznoszony był jeden gród, w którym rezydował namiestnik, tam też
stacjonował oddział drużyny.
W połowie X wieku, gdy władzę w Gnieźnie obejmował Mieszko I, zręby
państwa polskiego już istniały. Około 966 roku Niemcy i Czechy odwiedził
żydowski podróżnik i dyplomata, Ibrahim Ibn Jakub. Przekazał on nam
między innymi opis ówczesnej Polski. Na podstawie jego relacji, a także
jeszcze kilku nieco późniejszych źródeł możemy odtworzyć zasięg władzy
Mieszka I w momencie jego wstąpienia na tron. Do Mieszka, poza centralną
ziemią gnieźnieńską, należała cała dzisiejsza Wielkopolska, Mazowsze,
wschodnia część Pomorza, ziemie lubuska i sandomierska. Tyle zdobyć
musieli jego przodkowie. W skład państwa Piastów nie wchodziła jeszcze
ziemia krakowska i Śląsk. Prowincje te podlegały wtedy władzy czeskich
Przemyślidów. Mimo to Ibrahim Ibn Jakub nazwał państwo Mieszka
największym z państw słowiańskich.
Monarchia pierwszych Piastów
POLSKA WCHODZI DO EUROPY

W najstarszym polskim roczniku czytamy: „965 Dobrawa przybywa do


Mieszka, 966 Książę Mieszko jest ochrzczony”. Te dwa zapisy są
świadectwem wielkiego wydarzenia, którego skutki trwają do dzisiaj.
Przyjmując chrzest w obrządku rzymskim, Mieszko I zdecydował, że Polska
weszła w skład Europy Zachodniej. W wyniku tego zaczęła przejmować
wartości i tradycje chrześcijańskie, a także kulturę antyczną w wersji
łacińskiej. Na tym podłożu ukształtowała się kultura polska, wnosząc do
europejskiego dziedzictwa własne wartości. Jednak Mieszko nie mógł
przewidzieć tak daleko sięgających konsekwencji chrztu Polski. Co
spowodowało więc, że odważył się podjąć tę rewolucyjną decyzję?
Dlaczego się zdecydował, mimo że zmiana religii mogła okazać się
niebezpieczna? Poganie wierzyli, że dzięki wyznawanej przez nich religii
cały ich świat zachowuje swój porządek. Byli przekonani, że dzięki
odprawianym obrzędom ziemia wydaje plon, zapewniając dostatek, dzięki
przychylności bogów rozmnaża się bydło i rodzą się dzieci. Wierzyli, że
dzięki ofiarom składanym w sanktuariach, w domach, na polach mogą żyć
dostatnio i bezpiecznie. Poddani Mieszka, a może i on sam, obawiali się
odrzucenia dawnych bogów, bali się, że gdy wyrzekną się dawnego kultu,
ich świat przestanie istnieć. Nie wiedzieli, czy Bóg chrześcijański przyjmie
ich pod swoją opiekę. Był on przecież Bogiem obcym. Książę mógł też
obawiać się buntu poddanych broniących dawnej wiary i dawnych
zwyczajów. A ponadto dawna wiara była mu znana od dziecka, była
swojska i zrozumiała. Jednak mimo tych obaw Mieszko, a z pewnością
również otaczający go doradcy zdecydowali się na przyjęcie nowej religii.
Co mogło nimi kierować?
W 966 roku ziemie polskie nie miały zbyt wielu kontaktów
z chrześcijaństwem, niemal ze wszystkich stron państwo gnieźnieńskie
otaczali jeszcze poganie. Na północnym zachodzie graniczyło ono
z Wieletami, którzy choć zależni od Niemiec, pozostawali przy pogaństwie.
Na północny wschód od państwa Mieszka żyli pogańscy Prusowie, a na
wschodzie rozciągały się ziemie podległe ruskim Rurykowiczom. W 966
roku Ruś również była pogańska. W połowie X wieku państwo Mieszka
zaczynało nawiązywać kontakty z Węgrami, z tym że w 966 roku również
Węgry były pogańskie. Tylko na południu ziemie Mieszka stykały się
z chrześcijańskim państwem Przemyślidów. Jednak podległe Przemyślidom
ziemie, z którymi graniczyło państwo Mieszka, to nie były kilkadziesiąt lat
wcześniej ochrzczone Czechy czy jeszcze wcześniej związane z wiarą
chrześcijańską Morawy, lecz niedawno podbity przez czeskiego Bolesława
I Śląsk i ziemia krakowska. Tam chrześcijaństwo dopiero było
wprowadzane. Nowa wiara nie mogła więc przenikać do państwa Mieszka
z krajów sąsiednich, wśród sąsiadów nie znajdował on wzorów ani
inspiracji. Może więc obawiał się agresji niemieckiej prowadzonej pod
hasłami chrystianizacji?
W 966 roku agresja niemiecka nie groziła jeszcze Polsce. Granice
królestwa niemieckiego dopiero w 963 roku zetknęły się z granicami
państwa Mieszka. Stało się to wtedy, gdy margrabia Marchii Wschodniej
Gero pokonał Łużyczan i podporządkował ich swemu królowi. Trudno było
jednak już wtedy przewidzieć, że stamtąd może nadejść niebezpieczeństwo.
Granica z Niemcami była krótka i oddalona od Gniezna. Od świadków
ówczesnych wydarzeń wiemy, że Gero pokonał Łużyczan po ciężkich
walkach, że w bojach sam odniósł rany, a jego bratanek zginął. Skoro tyle
trudu Niemcy musieli włożyć, aby podporządkować sobie słabsze przecież
od państwa gnieźnieńskiego Łużyce, to Mieszko nie musiał się ich obawiać.
Nie mogło też Mieszka niepokoić tworzenie przez Ottona
I arcybiskupstwa magdeburskiego, które miało chrystianizować Słowian.
W roku 966 arcybiskupstwo to jeszcze nie istniało, powstało dopiero w 968
roku.
Na decyzję Mieszka mogła wpłynąć konieczność zawarcia sojuszu
z Czechami. Księcia czeskiego łączyła przyjaźń z mieszkającymi nad
Bałtykiem Wieletami, a z Wieletami Mieszko prowadził wojny. Kilka lat
wcześniej dowodzeni przez niemieckiego banitę, hrabiego Wichmana,
Wieleci zadali ciężką klęskę Mieszkowi, w walkach zginął jego brat. Książę
polański dążył do zmiany sojuszów, chciał mieć Czechów po swojej stronie.
Jednak zawarcie sojuszu nie wymagało przyjęcia chrześcijaństwa. Wydaje
się, że inne były przyczyny, dla których władca Polan zdecydował się na
zmianę wiary.
W tzw. Legendzie Krystiana, źródle czeskim zapewne z X wieku,
znajdujemy bardzo interesującą historię. Opisana została wizyta czeskiego
księcia Borzywo ja na dworze władcy Moraw Świętopełka. Borzywoj był
poganinem, ale podporządkowanym Świętopełkowi. Gdy przybył na dwór
swego zwierzchnika, został zaproszony na ucztę. Nie dopuszczono go
jednak do stołu, lecz posadzono koło drzwi i wynoszono mu resztki, jak
psu. Po zakończeniu uczty podszedł do Borzywo ja Metody i zapytał się,
czy tak znacznemu jak on człowiekowi nie wstyd być traktowanym jak
pies. Poradził, aby się ochrzcił, to będzie ucztował przy jednym stole ze
Świętopełkiem. Następnego dnia Borzywoj zdecydował się na chrzest,
ochrzcił go sam arcybiskup Metody. A wieczorem książę czeski zasiadł do
jednego stołu ze Świętopełkiem.
Relacja Krystiana nie jest historią, która wydarzyła się naprawdę.
Podobną opowieść znajdujemy w napisanym w IX wieku tekście zwanym
Conversio Bogoariorum et Carantanorum. W utworze tym występuje
chrześcijanin o imieniu Ingo, który zapraszał na uczty możnych
słowiańskich, ale nie siadał z nimi przy jednym stole, gdyż byli poganami.
Kazał im pozostawać za drzwiami, gdzie wynoszono im resztki jak psom.
Obie opowieści nie oddają rzeczywistości, ale pokazują, jak traktowano
wtedy pogan. Nawet gdy ich pozycja była znaczna, nie uważano ich za
równych chrześcijanom. Poganie byli gorsi, nie należeli do ówczesnego
„dobrego towarzystwa”. Mieszko natomiast pragnął dorównać najwyższym.
Nie cesarzowi oczywiście, lecz książętom niemieckim czy też Bolesławowi,
księciu czeskiemu.
Być może na Mieszku zrobiły wrażenie chrześcijańskie kraje, jakie
odwiedzał. Był przecież niewątpliwie w Pradze, do której musiał
podróżować, układając sojusz z Czechami i oświadczając się o rękę córki
Bolesława czeskiego, Dobrawy. Możemy przyjąć, że Mieszko odwiedzał też
Niemcy. Wiemy, że w latach siedemdziesiątych X wieku był sojusznikiem
cesarza, że płacił władcy Niemiec trybut. Zapewne więc jeszcze przed
swoją konwersją bywał w Niemczech w celu zawarcia układu. Zarówno
w Czechach, jak i w Niemczech widział wspaniałe kamienne kościoły, mógł
być świadkiem chrześcijańskich ceremonii religijnych. Może to wywarło na
nim wrażenie i uwierzył, że Bóg chrześcijan wesprze także jego
poczynania? Choć tak mogło być, nie sprawdzimy tych przypuszczeń.
Bardziej prawdopodobne, że na decyzji zaważyła chęć dorównania wielkim
tego świata. Mieszko pragnął znaleźć się w ówczesnym cywilizowanym
świecie i zająć w nim godne miejsce. Dziś byśmy powiedzieli, że pragnął
wejść do Europy.
Być może pierwsze rozmowy na temat przyjęcia chrześcijaństwa odbyły
się, gdy książę gnieźnieński zawierał układ z cesarzem Ottonem. Mogło się
to zdarzyć około 963 roku. Zapewne zawierając sojusz z Czechami i żeniąc
się z Dobrawą, Mieszko był już zdecydowany i również z księciem Czech,
Bolesławem, rozmawiał o przyjęciu nowej wiary. Małżeństwo z Dobrawą
było jednym z kroków w tym kierunku. Z pewnością decyzja Mieszka była
dobrze przemyślana i została podjęta przed 966 rokiem. Potwierdzają to
najnowsze odkrycia, jakich dokonano w Poznaniu. Otóż w tym mieście, na
Ostrowie Tumskim, pod kościołem Najświętszej Marii Panny odkryto
pozostałości rezydencji z kaplicą. Archeolodzy takie budowle nazywają
„palatium”. W Polsce zachowało się kilka pozostałości po palatiach, jednak
te znalezione w Poznaniu zaskakują. Fundamenty pod tę budowlę zaczęto
bowiem kłaść około 965 roku, czyli jeszcze przed datą chrztu Polski.
A więc Mieszko już na rok przed swym chrztem czynił przygotowania do
godnego powitania Dobrawy i do aktu konwersji. Możemy się też
domyślać, że decyzję o zmianie wiary podjął wraz ze swymi doradcami,
z namiestnikami prowincji i dowódcami wojska. Zapewne
współdecydowali też przywódcy najsilniejszych, wspierających księcia
rodów możnowładczych. Musiał mieć ich poparcie, aby zmiana wiary
została przyjęta. Zapewne również otaczający księcia możni pragnęli
znaleźć się w kręgu chrześcijańskim. Spodziewali się, że wraz z chrztem ich
status w ówczesnym szerokim świecie ulegnie podniesieniu. Gdy bowiem
państwo gnieźnieńskie zaczęło wchodzić w relacje z Czechami i Niemcami,
możni polańscy niewątpliwie musieli odczuć, że są traktowani gorzej niż
odpowiadający im znaczeniem chrześcijanie. Chrzest miał to zmienić.
Wiadomo powszechnie, że Mieszko przyjął chrześcijaństwo z Czech.
Stwierdzenie to jest tylko częściowo prawdziwe. Niewątpliwie Dobrawa
pomagała w konwersji męża, nauczając go prawd wiary. Również
z Dobrawą przybyła do Gniezna pewna liczba księży, towarzyszyli oni
chrześcijańskiej księżniczce jadącej do pogańskiego kraju. Księża ci byli
potem bardzo pomocni w krzewieniu chrześcijaństwa nad Wisłą i Wartą.
Mimo to jednak Czechy nie mogły prowadzić misji chrystianizacyjnej.
W 966 roku państwo to nie miało jeszcze własnego biskupa, a bez biskupa
niemożliwa była misja. W tym czasie ziemie czeskie należały do biskupstwa
w Passawie podlegającego archidiecezji salzburskiej, a więc formalną
zgodę na misję w państwie Mieszka musiał wyrazić biskup z Bawarii i on
sprawował nad nią nadzór. Jednak Czechy musiały odegrać znaczną rolę
w chrystianizacji Polski, zapewne wielu misjonarzy przybyło do niej
z państwa Przemyślidów.
Możemy się tylko domyślać, jak przebiegał chrzest. Prawdopodobnie na
czele misji stał późniejszy biskup Jordan i to on ochrzcił Mieszka i jego
najbliższych. Potem misjonarze rozpoczęli podróż po kraju. Odwiedzali
większe skupiska ludności, gdzie po krótkim nauczaniu dokonywali
masowych chrztów. Nie mogli oczywiście ochrzcić wszystkich, gdyż w 966
roku przybyła do państwa gnieźnieńskiego tylko niewielka grupa
kapłanów. Nie zdołali dotrzeć do wszystkich osad ludzkich, zbyt były
rozproszone, wiele z nich od centrów państwa oddzielały puszcze
i bezdroża. Tak przeprowadzona chrystianizacja była oczywiście bardzo
powierzchowna. Najczęściej ograniczała się do krótkiego nauczania
i zanurzenia w wodzie.
Mieszko bardzo szybko po przyjęciu chrztu zdołał nadać nowy kształt
utworzonej organizacji kościelnej. Już w 968 roku w jego państwie
ustanowione zostało biskupstwo, biskupem został Jordan. Był on na razie
biskupem misyjnym, nie powstała jeszcze w tym czasie regularna polska
diecezja. Podkreślić należy, że Jordan podlegał tylko papieżowi, nie został
zaś podporządkowany utworzonemu w tym samym roku arcybiskupstwu
magdeburskiemu.
Chrzest Mieszka nie od razu zmienił wierzenia jego poddanych.
Początkowo obrzędy nowej wiary wypełniali tylko władcy i ich najbliższe
otoczenie. Zapewne też związani z Piastami możni dość szybko przyjęli
zachowania religijne dworu. Wkrótce też stali się oni prawdziwymi
wyznawcami chrześcijaństwa. Natomiast lud długo jeszcze, mimo nawet
formalnego chrztu, zachował liczne obrzędy i wierzenia pogańskie. Prości
rolnicy, zwłaszcza ci, którzy mieszkali z dala od ówczesnych centrów
państwa, wyznawali nadal dawną religię, choć wielu spośród nich brało
udział w chrześcijańskich obrzędach i nawet przyjmowało niektóre spośród
nauk głoszonych przez misjonarzy. Mimo to chrześcijańska Europa zaczęła
inaczej postrzegać poddanych książąt gnieźnieńskich. Uderzający jest
stosunek do Polski Thietmara, niemieckiego kronikarza. Thietmar pisał
w dwóch pierwszych dziesięcioleciach XI wieku, w czasie wojen polsko-
niemieckich. Zdecydowanie nie lubił Polski i jej władcy Bolesława
Chrobrego. Mimo to nigdy nie nazwał Polaków barbarzyńcami. Nazywał
tak natomiast Wieletów, których w czasie wojen polsko-niemieckich łączył
z Niemcami sojusz i liczne wspólne akcje militarne. Dla Thietmara Polacy
byli wrogami, ale jednak należącymi do tego samego świata, z którego
pochodził kronikarz, natomiast Wieleci, choć sojusznicy, byli mu obcy.
Przyjęcie chrześcijaństwa oraz sojusz z Czechami i z cesarzem Ottonem
szybko przyniosły Mieszkowi korzyści polityczne. Już w 967 roku, gdy
państwo gnieźnieńskie ponownie zaatakowali Wieleci i znów na czele ich
wojsk stanął hrabia Wichman, po stronie Mieszka walczyli czescy
wojownicy – sojusznik księcia gnieźnieńskiego, Bolesław czeski, przysłał
swemu zięciowi na pomoc dwa oddziały konnicy. W decydującej bitwie
zwyciężyły wojska polańskie. Kronikarz Widukind barwnie opisał koniec
tych zmagań. Po pokonaniu głównych sił wieleckich ich dowódca Wichman
został otoczony przez wojowników Mieszka. Widząc swą klęskę, zawołał do
otaczających go wojów, że podda się tylko samemu ich wodzowi. Kilku
spośród zwycięzców oddaliło się, aby o wszystkim powiadomić Mieszka,
pozostali natomiast nie myśleli czekać na decyzję swego księcia
i postanowili zabić Wichmana. Zagrożony Wichman poprosił atakujących,
aby jego miecz oddali Mieszkowi, a ten przekazał go cesarzowi. Prośba
jego została spełniona, Otton I otrzymał miecz Wichmana.
Poważne niebezpieczeństwo zawisło nad Mieszkiem i jego państwem
w 972 roku, gdy zaatakował go margrabia Hodon. Mieszko poradził sobie
jednak z agresją. W bitwie pod Cedynią, gdzie ważną rolę odegrał brat
księcia, Czcibor, wojska niemieckie zostały rozgromione, Hodon, a także
hrabia Zygfryd, ojciec kronikarza Thietmara, z nielicznymi niedobitkami
ledwie uratowali się od śmierci czy niewoli. Wygrana wojsk księcia
gnieźnieńskiego wywołała jednak poważny problem polityczny. Hodon
należał do najważniejszych współpracowników Ottona I. Gdy wieść o jego
klęsce dotarła do cesarza, który przebywał wtedy we Włoszech, wywołała
konsternację. Gdyby Mieszko był poganinem, nie wahano by się, jak
postąpić. Zapewne w następnym roku wyruszyłaby na państwo
gnieźnieńskie znacznie lepiej przygotowana wyprawa niemiecka i wtedy
sytuacja Mieszka mogłaby być naprawdę groźna. Jednak w 972 roku
Mieszko był już chrześcijaninem, a ponadto, jak pisze kronikarz, był
przyjacielem cesarza i płacił mu trybut „aż po rzekę Wartę”. W tej sytuacji
cesarz nakazał obu przeciwnikom powstrzymać się od działań zbrojnych,
a w następnym roku stawić się przed jego oblicze. Otton osobiście
rozsądzić miał spór pomiędzy dwoma podległymi mu książętami. Obaj
zostali potraktowani jak równi sobie.
W 973 roku na wiosnę przybyli do Kwedlinburga obaj przeciwnicy, tam
też Otton ogłosił swoją decyzję. Mieszko nie poniósł strat terytorialnych,
nie pogorszyła się jego pozycja w stosunkach z Niemcami. Cesarz nakazał
mu jednak oddać syna Bolesława na zakładnika. Liczący sobie wtedy
siedem lat Bolesław miał być gwarantem wierności Mieszka.
Nie wiemy, jak długo Bolesław przebywał w Niemczech. Już w kilka
miesięcy po zjeździe w Kwedlinburgu zmarł Otton I. Niewykluczone więc,
że zaraz po śmierci cesarza mały książę powrócił do domu. Bardziej jednak
prawdopodobne, że przebywał dłużej na dworze cesarskim, być może wiele
lat. Na pewno nie zamknięto go w więzieniu. Wszyscy przecież wiedzieli,
że Bolesław jest następcą tronu i po śmierci swego ojca obejmie władzę
w państwie gnieźnieńskim. Z pewnością starano się więc wzbudzić w nim
przyjazne uczucia do cesarza. Najprawdopodobniej, przebywając na
dworze cesarskim, mały Bolesław był traktowany, tak jak synowie
największych panów i książąt niemieckich oddawani przez rodziców na
dwór władcy w celu nabycia ogłady i zawarcia znajomości potrzebnych im
w późniejszym życiu. Brał udział w uroczystościach dworskich, bawił się
i zawierał przyjaźnie ze swymi niemieckimi rówieśnikami, miał dostęp do
cesarza i innych dostojników. Z pewnością w tym czasie nauczył się dobrze
mówić po niemiecku, a gdy nieco dorósł, mógł zaobserwować, w jaki
sposób jest zorganizowane niemieckie królestwo, poznać tamtejsze stosunki
oraz tajniki rządzenia. Ważne też były przyjaźnie, które zawierał
w niewoli. Okres ten był doskonałą szkołą, która w przyszłości ułatwiła
Bolesławowi rządzenie Polską.
W kilka miesięcy po zjeździe w Kwedlinburgu zmarł cesarz Otton I.
Mimo że jego syn Otton II był już koronowany i objął formalnie władzę,
w Niemczech wybuchła wojna domowa. Konkurentem Ottona II został jego
brat stryjeczny Henryk, książę Bawarii. Po stronie księcia bawarskiego
opowiedział się władca Czech, Bolesław II, oraz książę Mieszko. Znamy
szczegóły walk pomiędzy Ottonem II a czeskim Bolesławem, o Mieszku
wiemy tylko tyle, że w wojnie tej uczestniczył u boku swego szwagra.
W Niemczech ostatecznie wygrał Otton II, około 979 roku doszło też do
zgody pomiędzy księciem Polan a cesarzem. Mieszko wychodził z tych
zmagań z sukcesem, sojusz z Niemcami wzmacniało małżeństwo, jakie
książę gnieźnieński zawarł po śmierci Dobrawy. Nową żoną Mieszka
została Oda, córka margrabiego Teodoryka, przedstawiciela jednego
z najpotężniejszych rodów niemieckich. Niemcom musiało bardzo zależeć
na tym pokoju, skoro Teodoryk zdecydował się na zabranie córki
z klasztoru, gdzie była mniszką. Thietmar pisze, że odbyło się to bez zgody
biskupa i wywołało oburzenie, jednak sprawę prędko zatuszowano.
Kronikarz dodaje, że dzięki temu małżeństwu nastał pokój, a wielu jeńców
wróciło do ojczyzny. Mieszko natomiast wchodził w koligacje z najwyższą
niemiecką arystokracją. Przez niemieckich książąt został więc uznany za
równego.
Należy zaznaczyć, że wojna, jaką toczył Mieszko, nie była wojną polsko-
niemiecką. Książę Polan walczył bowiem ze zwolennikami Ottona II
w sojuszu z innym pretendentem do niemieckiego tronu, Henrykiem
bawarskim. Mieszko włączył się w niemiecką wojnę domową, gdy zaś
Otton wygrał, książę polański uznał ten wynik i znowu znalazł się w kręgu
sojuszników cesarza.
Bardzo szybko sytuacja się powtórzyła. W 983 roku cesarz Otton II
poniósł ogromną klęskę w wojnie z Arabami w południowych Włoszech.
Osłabiło to jego prestiż. A gdy w tym samym roku zmarł, Niemcy ponownie
stanęły przed problemem zmiany władcy. Żył wprawdzie syn zmarłego
cesarza, Otton III, lecz był jeszcze małym chłopcem. W imieniu Ottona
władzę przejęła jego matka, cesarzowa Teofano, jednak wielu wątpiło w to,
czy podoła ona zadaniu. Czasy stały się bowiem niespokojne. Ośmieleni
klęską i śmiercią cesarza Słowianie połabscy strząsnęli z siebie całkowicie
zależność od Niemiec i zaatakowali północno-wschodnie ziemie
niemieckie. Zagrozili nawet Hamburgowi. Pojawiły się też problemy
w innych częściach Niemiec. Ponownie więc wysunięto kandydaturę
Henryka bawarskiego. I znowu poparł go Bolesław czeski oraz Mieszko.
Jednak władca Polan niedługo pozostawał zwolennikiem Henryka. Wkrótce
zmienił front i już w 985 roku uznał władzę małego Ottona III. Z roczników
niemieckich wiemy, że oddał się królowi, czyli uznał jego władzę, uznał też
jego zwierzchność nad sobą. Ponadto, co z podziwem zanotowały wszystkie
niemieckie roczniki, podarował małemu Ottonowi wielbłąda. Z pewnością
egzotyczny dar zrobił wrażenie na kilkuletnim królu.
Do porozumienia się z królem niemieckim i do uznania jego
zwierzchnictwa skłoniła Mieszka sytuacja polityczna. Państwu
gnieźnieńskiemu zagrażali Wieleci. Mieszko liczył też, że wspólnie
z Niemcami będzie mógł rozszerzyć swe posiadłości w rejonie ujścia Odry,
a może dalej na zachód. Równocześnie książę gnieźnieński był pożądanym
sojusznikiem dla cesarzowej Teofano, a także dla zagrożonych przez
Słowian Sasów. Wojska Mieszka mogły poważnie wesprzeć Niemców na
Połabiu, gdzie nie dochodziło jeszcze do konfliktu interesów obu
partnerów. I rzeczywiście, w następnych latach organizowane były polsko-
niemieckie wyprawy wojenne na Połabie, brał w nich udział również książę
polański.
W połowie lat osiemdziesiątych X wieku został zawarty ścisły sojusz
pomiędzy państwem gnieźnieńskim i Niemcami. Ściślejszy od tego, jaki
istniał już dawniej. Cementowały go wspólne interesy i dlatego przetrwał
przez następne niemal dwa dziesięciolecia. Oczywiście Mieszko był
słabszym sojusznikiem, musiał więc uznawać zwierzchnictwo Niemiec nad
sobą i swoim państwem, musiał też nadal płacić trybut. Władcy
ówczesnych Niemiec, przejmując cesarską ideologię, uważali się za
władców całego świata. Mieszko, aspirując do zajmowania godnego
miejsca w Europie, musiał uznać tę teorię polityczną. Sojusz z Niemcami,
poza nadzieją na zdobycze terytorialne na Połabiu, przynosił również inne
korzyści. Podczas walk o tron niemiecki książę Czech Bolesław II do końca
pozostał wierny Henrykowi bawarskiemu. Jego postawa polityczna nie
zmieniła się nawet wtedy, gdy sam Henryk uznał w Ottonie III króla.
Władca Czech zajął bowiem Łużyce i długo nie chciał z nich ustąpić.
Spowodowało to izolację polityczną jego państwa, na czym skorzystał
polański władca.
W 989 roku Mieszko rozpoczął wojnę z Czechami. Wiemy, że nieco
wcześniej odebrał Przemyślidom Kraków wraz z ziemią krakowską, teraz
natomiast postanowił zdobyć Śląsk. W wojnie tej miał poparcie niemieckie,
cesarzowa Teofano wysłała mu na pomoc oddział doskonale uzbrojonych
rycerzy. Wojna polsko-czeska zakończyła się pełnym sukcesem Mieszka,
Śląsk stał się częścią państwa gnieźnieńskiego.
Panowanie Mieszka I pełne było sukcesów, zdołał on powiększyć swoje
państwo, zabezpieczyć je mocnymi sojuszami, jak też, co bardzo ważne,
trwale włączyć w krąg łacińskiej Europy. Mimo to w ostatnich latach
swego życia odczuwał zapewne niepokój. Obawiał się o przyszłość swoich
potomków.
Najstarszym synem Mieszka był Bolesław nazwany później Chrobrym.
Jego matką była Dobrawa. Gdy zbliżał się kres życia starego księcia,
Bolesław był dorosły, miał żonę Emnildę oraz synów. O niego ojciec nie
musiał się bać. Niepokoił go los zrodzonych z Ody młodszych synów –
Mieszka i Lamberta. Każdemu ze swych potomków pragnął zapewnić
godne książąt życie, każdemu chciał dać część swego dziedzictwa.
Ponieważ młodsi synowie byli jeszcze małymi chłopcami, Mieszko się
obawiał, że Bolesław w jakiś sposób ich skrzywdzi, może wydziedziczy,
a może posunie się jeszcze dalej. Takie były czasy, w rodzinach władców
nie zawsze panowała miłość braterska. Dlatego też w ostatnich latach
swego życia spróbował zabezpieczyć przyszłość Mieszka i Lamberta.
Wysuwano różne wyjaśnienia powodów, dla których Mieszko I kazał
sporządzić dokument zwany przez historyków Dagome iudex. Dokument ten
nie zachował się do naszych czasów, znamy go tylko ze streszczenia
uczynionego w latach siedemdziesiątych XI wieku w Rzymie. Tekst, którym
dysponujemy, pozwala jednak poznać treść oryginału. Otóż dokument ten
potwierdza nadanie Mieszka I dla papieża. Mieszko wraz ze swą żoną Odą
i synami, Mieszkiem i Lambertem, nadali św. Piotrowi państwo
gnieźnieńskie wraz z jego pertynenc jami. W tekście tym znalazł się opis
granic państwa gnieźnieńskiego. Jednak w nadaniu dla papieża zabrakło
najstarszego syna księcia, Bolesława, opis granic nie objął ziemi
krakowskiej. Wydaje się więc, że Mieszko już wcześniej osadził Bolesława
w Krakowie, a pozostałą część państwa postanowił pozostawić swym
młodszym synom. Zarazem to, co chciał im przekazać, ofiarował
papiestwu. Stary książę liczył, że dzięki temu nadaniu synowie Ody znajdą
się pod opieką najwyższej instancji kościelnej. Zapewne jednak, mimo tego
zabezpieczenia, nie umierał spokojnie.
Mieszko I zmarł w 992 roku. Jak pisze kronikarz Thietmar, umierał jako
męczony gorączką zgrzybiały starzec. Lecz czy rzeczywiście był aż tak
stary? Przecież zaledwie rok wcześniej osobiście poprowadził swych
wojowników na wojnę przeciw Wieletom. A więc jeszcze rok wcześniej był
sprawny fizycznie. Ile więc mógł mieć lat w chwili śmierci?
W owych czasach ludzie żyli znacznie krócej niż obecnie. Badania
przeprowadzane zarówno na terenie Polski, jak i innych krajów ówczesnej
Europy wskazują, że na niski średni wiek życia wpływała nie tylko duża
śmiertelność niemowląt i małych dzieci, ale też liczba lat przeżywanych
przez osoby dorosłe. Większość ówczesnych ludzi nie osiągała
czterdziestego roku życia, nieliczni tylko dożywali pięćdziesięciu lub
pięćdziesięciu kilku lat. Możemy to sprawdzić, zaglądając do tablic
genealogicznych królów i książąt. Aż do początku XIII wieku władcy nie
tylko polscy, a więc ludzie mający najlepsze warunki życia, umierali
pomiędzy czterdziestym a sześćdziesiątym rokiem życia. Na przykład
Bolesław Chrobry dożył pięćdziesięciu ośmiu lat, natomiast jego wnuk,
Kazimierz Odnowiciel, żył tylko czterdzieści dwa lata. Również Mieszko
I w chwili śmierci liczył zapewne pięćdziesiąt lub najwyżej sześćdziesiąt
lat. Starszy chyba nie był, skoro kilka lat wcześniej płodził jeszcze dzieci,
a w roku poprzedzającym zgon osobiście dowodził wojskiem.
WALKA O KSZTAŁT EUROPY I GODNE W NIEJ
MIEJSCE

Wkrótce spełniły się złe przeczucia Mieszka. Bolesław Chrobry bardzo


szybko pozbył się braci i macochy – wypędził ich z kraju. Dziwić może
brak reakcji ze strony niemieckiej, Oda pochodziła przecież z potężnego,
wiele znaczącego w Niemczech rodu. Mimo to Niemcy nie zareagowali.
Brak nawet wzmianki o wypędzeniu Ody z dziećmi w rocznikach
niemieckich, o wydarzeniu tym wspomniał tylko Thietmar. Zapewnie
można to tłumaczyć znaczeniem, jakie przedstawiał dla Niemiec sojusz
z Polską. Wojska polskie poważnie wsparły Niemców w walkach
z pogańskimi Słowianami połabskimi, dla rządzących królestwem
niemieckim Bolesław był lepszym sojusznikiem niż władający Polską trzej
książęta, z których dwóch było jeszcze dziećmi.
Po zdobyciu władzy w całej Polsce Bolesław udowodnił swą przydatność,
wspierając Niemców w walkach na Połabiu. Nie zakwestionował też
darowizny swego państwa dla św. Piotra, z tej racji płacił papieżowi
czynsz. Pozwoliło to na zachowanie dobrych stosunków ze Stolicą
Apostolską.
Pierwsze lata panowania Bolesława Chrobrego to kontynuacja polityki
jego ojca. Kontynuacja, ale już na innym poziomie. Mieszko I włączył swój
kraj do Europy Zachodniej i zajął w niej godne miejsce. Został uznany za
jednego z książąt tego cywilizowanego świata. Jego synowi już to nie
wystarczyło, zaczął dążyć do zajęcia jednego z pierwszych miejsc
w świecie, w którym żył. Miał szanse zrealizować swe plany, gdyż na
przełomie X i XI wieku przed nim i przed Polską otworzyły się naprawdę
szerokie perspektywy. Aby o nich opowiedzieć, musimy wyjść poza ścisłą
historię Polski.
Osobą, która odegrała bardzo ważną rolę zarówno w dziejach Polski, jak
i Europy tamtych czasów, był św. Wojciech. Urodził się on około połowy X
wieku, jego rodzicami byli Sławnik i Strzeżysława. Sławnik, pan na
Libicach, był ostatnim księciem plemiennym w Czechach, należały do
niego północno-wschodnie ziemie tego państwa. Uznawał zwierzchnictwo
władców Pragi, marzył jednak o samodzielności. Wojciech był jednym
z młodszych jego dzieci. Jako kilkuletnie dziecko ciężko zachorował
i rodzice ślubowali, że jeśli odzyska zdrowie, zostanie poświęcony Bogu.
Dlatego też, gdy nieco podrósł, oddali go do szkoły w Magdeburgu.
W drugiej połowie X wieku szkoła ta przeżywała okres swojej świetności,
nauczycielem Wojciecha został znany ze swej uczoności mistrz Otryk.
Wojciech chwalebnie zakończył edukację, lecz gdy wrócił do domu, nie
zastał tam już rodziców. Po ich śmierci rodziną i podległymi im ziemiami
zaczęli kierować jego starsi bracia z najstarszym Sobieborem na czele.
Stosunki pomiędzy synami Sławnika a księciem Pragi Bolesławem II
i wspierającym go możnym rodem Wrszowców stawały się coraz bardziej
napięte. Bracia Wojciecha dążyli do zwiększenia swej niezależności,
wybijali własne monety, utrzymywali kontakty z władcami Niemiec,
a także z Polską.
Po powrocie do Czech Wojciech został kapelanem pierwszego biskupa
praskiego Dytmara. Mogło się wydawać, że młodzieniec wybrał światowe
życie. Był wprawdzie kapłanem, ale w owych czasach kapłani mogli wieść
życie świeckie, mogli się żenić. Jednak przeżył on wstrząsające
doświadczenie, które zupełnie zmieniło jego życie. W jego obecności
umierał biskup Dytmar. Przed śmiercią męczyły biskupa wyrzuty sumienia,
obwiniał się o złe pełnienie funkcji, której się podjął. Ponieważ Wojciech
był osobą wrażliwą, przeżycie to spowodowało całkowitą zmianę jego
stosunku do świata.
Wojciech został wybrany na następcę Dytmara. Wybór ten był próbą
kompromisu pomiędzy panami na Libicach a księciem Czech, Bolesławem.
Kompromis ten jednak nie wyeliminował konfliktu. Kłopoty Wojciecha
wynikały zarówno z sytuacji politycznej, jak i sposobu sprawowania przez
niego funkcji biskupa. Chciał on bowiem realizować prawdy zawarte
w Ewangelii w sposób ścisły, chciał, aby podlegli mu, jako biskupowi,
ludzie stali się prawdziwymi chrześcijanami. Wyobrażał sobie, że tylko
w ten sposób doprowadzi ich do zbawienia, a to było przecież jego
zadaniem. Tymczasem nawróceni niedawno Czesi żyli, według Wojciecha,
jak poganie. Z pewnością w końcu X wieku przeżytki pogaństwa były
w Czechach bardzo silne. Nic w tym dziwnego, chrześcijaństwo powoli
przecież wypierało dawne wierzenia. W owych czasach oddawanie kultu
bogom pogańskim zdarzało się również w znacznie wcześniej
schrystianizowanych Niemczech. Jednak Wojciech pragnął, aby jego
owieczki odrzuciły wszystkie ślady pogaństwa i zaczęły żyć zgodnie
z czystą wiarą chrześcijańską. Zaczął od zwalczania tego, co raziło go
najbardziej. Dzięki napisanym na przełomie X i XI wieku żywotom tego
świętego wiemy, o jakie kwestie chodziło.
Wojciech protestował przeciw sprzedawaniu niewolników Żydom, od
których z kolei odkupywali ich muzułmanie. Jednak apele biskupa nie
mogły wówczas odnieść żadnego skutku. Trudno przecież było
zrezygnować z tak intratnego handlu. Innym polem konfliktu były
zwyczaje małżeńskie Czechów. Zapewne Wojciech sprzeciwiał się
małżeństwom zawieranym niezgodnie z prawem kanonicznym, a więc
pomiędzy krewnymi. Może chodziło też o rozwody, łatwe w owych
czasach.
Konflikty polityczne pomiędzy braćmi Wojciecha a księciem Bolesławem
oraz nieudane próby doprowadzenia Czechów do takiego życia, które
byłoby zgodne z zasadami wiary chrześcijańskiej, zmusiły biskupa do
wyjazdu z Pragi. Podążył do Rzymu, gdzie wstąpił do klasztoru świętych
Bonifacego i Aleksego na Awentynie. Tam spędził dwa lata. Były to chyba
najlepsze dla niego lata życia. W klasztorze znalazł spokój potrzebny mu do
modlitwy i kontemplacji, tam mógł prowadzić dysputy z podobnymi sobie
intelektualistami. Jednak te szczęśliwe lata musiały się skończyć.
W Czechach nie było biskupa, a był on bardzo potrzebny księciu. Jego
zwierzchnik kościelny, arcybiskup moguncki, domagał się powrotu
Wojciecha do Pragi. Bez niego diecezja nie mogła funkcjonować należycie,
a nie można było mianować innego biskupa za życia poprzednika.
Wojciech został więc zmuszony do powrotu.
Początkowo wydawało się, że wszystko się układa. Książę Bolesław
zgodził się na wspieranie biskupa w jego wysiłkach. Wspólnie
z Wojciechem uposażył nowy klasztor w Brzewnowie. Jednak zgoda nie
trwała długo. Znowu dały o sobie znać konflikty między braćmi Wojciecha
a księciem praskim. Bolesław nie mógł się zgodzić na samodzielność synów
Sławnika. Konflikt potęgowała też rywalizacja pomiędzy Sławnikowicami
a potężnym rodem Wrszowców, którzy dążyli do wyeliminowania
konkurentów do pierwszego miejsca w państwie.
Nie zanikły też problemy religijne – Wojciech nadal walczył
z pozostałościami pogaństwa w Czechach i niezgodnym z ideałami
ewangelicznymi życiem swoich podopiecznych. O ostatecznej decyzji
biskupa zadecydował incydent, jaki się wydarzył w Pradze. Tam jeden
z Wrszowców oskarżył swoją żonę o cudzołóstwo. Zgodnie z panującym
zwyczajem mógł żonę zabić i rzeczywiście usiłował to zrobić. Uciekająca
przed tłumem kobieta schroniła się w kościele, Wojciech usiłował ją
ratować. Stanął w drzwiach, starając się obronić ją przed pałającą żądzą
mordu gromadą. Jednak mąż niewiasty wraz ze swymi współrodowcami
odepchnęli biskupa, wyciągnęli kobietę z kościoła i zabili ją w jego
obecności. Tego było już Wojciechowi za wiele. Opuścił Czechy tym razem
na zawsze. Po wyjeździe z Czech odbył podróż po Europie. W czasie tej
podróży spotykał się z wieloma ważnymi osobistościami, między innymi
z cesarzem Ottonem III. Rozmowy cesarza z przyszłym świętym zrobiły na
Ottonie wielkie wrażenie.
Jednak znowu pojawił się problem opuszczonej katedry biskupiej.
Arcybiskup moguncki zaczął się domagać, aby Wojciech powrócił do Pragi.
Problem ten stanął nawet na synodzie rzymskim. Sprawa jednak rozwiązała
się gdzie indziej. Gdy Wojciech przebywał w Rzymie, w Czechach doszło
do tragedii. Za wiedzą księcia Bolesława, a pod przywództwem
Wrszowców, został zaatakowany gród Sławnikowiców, Libice. Gród
zdobyto i wymordowano wszystkich przebywających w nim braci
Wojciecha wraz z ich żonami i dziećmi. Spośród synów Sławnika ocaleli
tylko trzej, sam biskup, jego brat, również kapłan, Radzym Gaudenty
i senior rodu, Sobiebor, który w tym czasie brał udział w cesarskiej
wyprawie wojennej na Połabie. W tej sytuacji stało się jasne, że Wojciech
nie może wracać do Pragi. Mimo to wysłał poselstwo z pytaniem, czy jest
tam pożądany. Odpowiedź była oczywista, książę Bolesław odparł, że nie
życzy sobie Wojciecha w Czechach. Wobec tego rzymski synod
zaproponował Wojciechowi wyprawę misyjną do pogan. Decyzja ta była
zgodna z jego dążeniami.
Z Rzymu przez Niemcy Wojciech udał się do Polski. Wraz z nim znaleźli
się tam ocaleli z pogromu jego bracia. Wszyscy trzej, a zwłaszcza przyszły
męczennik zostali bardzo gościnnie powitani przez Bolesława Chrobrego.
W Polsce Wojciech wyraził chęć wyruszenia z misją do Wieletów. Znał ich
język, w owych czasach języki słowiańskie nie różniły się w sposób istotny
od siebie. Jednak misja u Wieletów z powodu toczącej się wojny była
niemożliwa. Zamiast niej Bolesław Chrobry zaproponował Wojciechowi
misję do Prus.
Misja ta wyruszyła z Gniezna wczesną wiosną 997 roku. Wojciech, wraz
ze swym bratem Radzymem Gaudentym i kapłanem Boguszą popłynęli
Wisłą do Gdańska, gdzie były biskup praski nauczał i chrzcił Pomorzan.
Następnie wszyscy trzej udali się do Prus. Misjonarzom towarzyszyli
wojownicy przydzieleni im przez Bolesława Chrobrego. Mieli oni zapewnić
bezpieczeństwo kapłanom. Gdy jednak łódź, którą płynęli, wylądowała na
ziemi pruskiej, Wojciech odprawił zbrojną eskortę. Chciał nauczać słowem,
a nie mieczem.
Pozostawieni na pruskim wybrzeżu misjonarze błąkali się przez kilka
dni. Nie mogli nawiązać kontaktu z Prusami, gdyż nie znali ich języka.
W końcu udało im się spotkać ludzi mówiących po słowiańsku, lecz nie
znajdowali u nich zrozumienia. Nikt z miejscowych nie pragnął chrztu,
poganie obawiali się, że nawet obecność misjonarzy odprawiających swoje
obrzędy może im zaszkodzić. Niepowodzenie przygnębiło Wojciecha, nie
wiedział, co robić dalej. Otrząsnął się jednak ze zwątpienia i zadecydował,
że misjonarze, zanim zaczną nauczać pogan, najpierw powinni ubrać się
tak jak oni, nauczyć się ich języka i żyć tak jak Prusowie. Plan był
rozsądny, jednak misja skończyła się szybko i tragicznie. Następnego dnia
rano misjonarze odprawili mszę w miejscu, które zapewne było miejscem
świętym dla Prusów. Obserwujący ich cały czas Prusowie zaatakowali.
Wojciecha najpierw przebili włócznią, a potem ucięli mu głowę. Dwóch
innych misjonarzy pozostawili żywych.
Bolesław dowiedział się o tragedii bardzo szybko, być może o śmierci
Wojciecha poinformowali go wypuszczeni przez Prusów towarzysze
męczennika, Radzym Gaudenty i Bogusza. Książę Polan od razu zrozumiał
znaczenie tego, co się zdarzyło. Wykupił ciało Wojciecha i pochował je
uroczyście w Gnieźnie. Jednocześnie wysłał swoich ludzi do
najważniejszych osobistości ówczesnej Europy Zachodniej, a więc do
cesarza i papieża, z zawiadomieniem o tym, co się stało. Wiadomość
o śmierci Wojciecha z pewnością zasmuciła cesarza Ottona, jednak nie od
razu pojął on jej znaczenie. W tym miejscu jednak należy wspomnieć
o planach Ottona III odnowienia cesarstwa rzymskiego oraz zwrócić uwagę
na to, jak na przełomie X i XI wieku w Europie Zachodniej kształtowała się
idea cesarstwa.
W 962 roku król państwa Franków wschodnich Otton I koronował się
w Rzymie na cesarza rzymskiego. Było to drugie, po Karolu Wielkim,
odnowienie cesarstwa. Otton I nawiązał do cesarstwa swego wielkiego
poprzednika, Karola. Jego centrum miało stanowić królestwo
wschodniofrankijskie. Z biegiem lat jednak przypomniano sobie
o starożytnym cesarstwie Konstantyna. Już Otton II zaczął się tytułować
„Imperator Romanorum”, coraz większe znaczenie w jego polityce zaczęła
odgrywać Italia. Wreszcie, w końcu X wieku, pojawiły się tęsknoty za
prawdziwym cesarstwem. Wtedy to we Francji, wokół arcybiskupa Reims
Adalberona, skupiło się grono ludzi dążących do odnowy Imperium
Romanum. Wśród nich był Gerbert z Aurillac, późniejszy papież Sylwester
II. Również w Niemczech odżyły idee rzymskie.
Gorącym ich zwolennikiem był Bruno, kuzyn Ottona II, który jako papież
przyjął imię Grzegorza V. Zwolennicy odnowy cesarstwa obecni byli też na
dworze Ottona II. Idee te niewątpliwie przyniosła ze sobą jego żona
Teofano. Pochodziła ona z rodziny cesarzy bizantyjskich kontynuujących
w sposób nieprzerwany rzymską tradycję. Przesiąknięty chęcią
przywrócenia starożytnego imperium był też panujący w Niemczech od
połowy lat dziewięćdziesiątych X wieku, a od 996 roku noszący koronę
cesarską Otton III. Czuł się on potomkiem dawnych cesarzy, pochodził
przecież z rodu Ludolfingów od kilku pokoleń władających królestwem
Franków wschodnich, a od czasów jego dziada noszących cesarską koronę.
Po kądzieli był też potomkiem Karola Wielkiego, a przez swą matkę
dziedziczył tradycje prawdziwych cesarzy rzymskich, bizantyjskich
bazyleusów.
Gdy młody Otton III zaczął samodzielnie rządzić, zapragnął zrealizować
swoją wizję cesarstwa. Dążył do tego, aby jego stolicą stał się ponownie
Rzym, uważał się za pana całego chrześcijańskiego świata. Za jedno
z najważniejszych swoich zadań uznał niesienie Ewangelii ludom
pogańskim. Jak wyobrażał sobie Otton III swoje cesarstwo, pokazuje jedna
z namalowanych wówczas miniatur. Przestawia ona cesarza na tronie, ze
wszystkimi atrybutami jego władzy, w otoczeniu dostojników duchownych
i świeckich. Cesarzowi składają dary cztery niewiasty, wszystkie
w koronach, wszystkie sobie równe. Symbolizują one cztery królestwa,
Romę, Galię, Germanię i Sclavinię. Wyobrażona na tym przedstawieniu
Sclavinia jest niewątpliwie Polską Bolesława Chrobrego. Miniatura ta
świadczy o tym, że celem cesarza było panowanie nad całym światem,
zwierzchnictwo nad wszystkimi królestwami. Jednym z głównych zadań
zarówno jego, jak i niższych mu rangą, ale równych co do charakteru
władzy królów było niesienie Ewangelii wszystkim ludom i prowadzenie
wszystkich ludzi ścieżką zbawienia.
Żyjący takimi ideałami Otton zobaczył w zamordowanym podczas misji
Wojciechu świętego patrona cesarstwa. Wojciech został kanonizowany
przez papieża już w 999 roku. Przedtem spisano jego żywot. Jednocześnie
Radzyma Gaudentego, brata i towarzysza świętego w wyprawie misyjnej
do Prus, papież wyświęcił na arcybiskupa. Ponieważ jeszcze nie była
utworzona metropolia gnieźnieńska, uzyskał on nietypowy tytuł
arcybiskupa św. Wojciecha. W działaniach tych współpracowali ze sobą
cesarz i papież, choć rola Ottona była decydująca. Postanowił on też udać
się z pielgrzymką do grobu męczennika.
Otton przybył do Polski wczesną wiosną 1000 roku. Było to
nadzwyczajne wydarzenie. Nigdy jeszcze cesarz nie podróżował tak daleko
na wschód. Jeśli jednak zdecydował się przyjechać do państwa Bolesława
Chrobrego, to z pewnością uważał je za część rzymskiego cesarstwa.
Bolesław przygotował się na to spotkanie. Zarówno Thietmar, który pisał
kilkanaście lat po tym wydarzeniu, jak i tworzący swą Kronikę sto lat
później, ale opierający się na źródłach współczesnych zjazdowi Gall
Anonim, podkreślają wspaniałość przyjęcia. Władca Polski powitał gościa
w miejscowości Iława na swej zachodniej granicy. Otaczały go wspaniale
ubrane oddziały wojska. Następnie gość został poprowadzony do Gniezna,
do grobu św. Wojciecha. Tam, u wrót kościoła, powitał go biskup Unger,
a następnie cesarz modlił się przy grobie męczennika i złożył jego szczątki
do nowego grobowca. Po uroczystościach kościelnych nastąpiły
uroczystości świeckie i wspaniałe uczty. Jak piszą obaj kronikarze,
Bolesław obdarował Ottona bardzo bogatymi darami, obdarowani też
zostali wszyscy, którzy towarzyszyli cesarzowi. Według Galla nawet
najmniej ważny sługa cesarski nie wyjechał z Polski bez podarunku.
Przyjęcie cesarza było z pewnością bardzo kosztowne, jednak opłacało
się Bolesławowi. Czym bowiem mógł zaimponować gościom z Zachodu?
Murowanych kościołów było tam więcej niż w Polsce, kraje były ludniejsze,
istniały już nawet miasta. Bolesław natomiast miał wojów i skarby. I tym
zrobił wrażenie. Dzięki bogatym darom zdobył sobie wielu przyjaciół, co
przydało się już w niedalekiej przyszłości. Najważniejsze jednak były
ustalenia zjazdu.
Dla Ottona istotną sprawą było uczczenie nowego świętego, patrona
cesarstwa. Na tym wydarzeniu skorzystał też Bolesław. Dzięki posiadaniu
relikwii św. Wojciecha wzrastał jego prestiż i znaczenie. Uzyskał także inne
korzyści. Na spotkaniu w Gnieźnie została stworzona polska prowincja
kościelna, jej arcybiskupem został brat nowego świętego, Radzym
Gaudenty. Nowej metropolii miały podlegać trzy utworzone w Gnieźnie
biskupstwa. Pierwszym z nich było biskupstwo w Krakowie z biskupem
Popponem, następnym biskupstwo we Wrocławiu, którego zwierzchnikiem
został Jan, i w końcu biskupstwo w Kołobrzegu z Reinbernem na czele.
Poza tym ustanowiono biskupstwo poznańskie, którego biskupem został
Unger, dotychczasowy misyjny biskup polski. Do swej śmierci miał on być
niezależny od metropolitów, zarówno gnieźnieńskiego, jak
i magdeburskiego. Być może decyzja ta była wynikiem protestu Ungera.
O proteście wspomina Thietmar, lecz zaznacza, że ustanowienie nowej
metropolii było zgodne z prawem. Unger pozostał niezależny, ponieważ był
jednym z najbardziej zaufanych ludzi Chrobrego. Być może wcześniej
liczył, że to on zostanie polskim arcybiskupem. Zapewne więc Bolesław
pragnął wynagrodzić mu zawód spowodowany mianowaniem Radzyma
Gaudentego. Biskupstwo poznańskie stało się sufraganią Gniezna dopiero
po śmierci Ungera.
Drugim ważnym wydarzeniem było nałożenie przez Ottona korony
cesarskiej na głowę Bolesława. Nad znaczeniem tego gestu do dziś
dyskutują historycy. Dla Galla i średniowiecznych kronikarzy było
oczywiste, że w ten sposób władca polski został koronowany na króla.
Wiemy jednak, że koronacja Chrobrego miała miejsce dopiero w 1025
roku. Czym więc był ten gest cesarski? Również dzisiaj niektórzy badacze
twierdzą, że była to koronacja. Bardziej prawdopodobne, że była to zgoda
cesarza na koronację. Otton III organizował wschodnie kresy swego
cesarstwa. Postanowił stworzyć tam nowe królestwa. Jak wiemy, jedną
z prerogatyw cesarza było kreowanie królów. Na wschodzie cesarstwa
miało znajdować się królestwo słowiańskie, na jego czele miał stać
Bolesław Chrobry. W tym samym czasie Otton zgodził się na koronację
władcy Węgier, Stefana. Jego koronacja odbyła się w 1001 roku. Stefan
miał być monarchą innego królestwa wchodzącego w skład cesarstwa.
Obaj ci władcy dostali też włócznie św. Maurycego. Włócznia św.
Maurycego była jedną z największych relikwii ówczesnego cesarstwa.
W średniowieczu włócznia miała wielkie znaczenie. Wódz rozpoczynał
bitwę od rzutu włócznią. Była więc symbolem władzy wodzowskiej. Jednak
włócznia św. Maurycego przerastała swym znaczeniem wszystkie inne.
Wierzono, że kiedyś należała do rzymskiego legionisty Maurycego, który
został ścięty, gdyż nie zgodził się na oddawanie boskiej czci posągowi
cesarza. Inna legenda była jeszcze wspanialsza. Według niej włócznia
należała do rzymskiego legionisty Longinusa, który nią właśnie przebił bok
Chrystusa na krzyżu. Dlaczego więc tak wspaniałą relikwię oddał cesarz
Bolesławowi Chrobremu? I w jaki sposób podobna relikwia znalazła się
jednocześnie w rękach władcy węgierskiego? Dwie z tych włóczni
zachowały się do naszych czasów. Jedna z nich jest przechowywana
w Wiedniu, drugą można obejrzeć w skarbcu katedry krakowskiej.
Włócznia węgierska już nie istnieje, ale znamy ją ze zrobionych kiedyś
rysunków.
Otóż włócznia polska i węgierska były kopiami niemieckiej. Zawierały
one jednak w sobie jakąś część oryginału, a więc były traktowane tak jak
ich pierwowzór. W opinii ówczesnych ludzi stanowiły tak samo
autentyczną relikwię jak włócznia cesarska. Ponadto we włóczni
przekazanej Bolesławowi znajdował się gwóźdź z krzyża Chrystusa.
Bolesław otrzymał ją, gdyż w planach, jakie snuto w 1000 roku, miał
zostać królem i podczas koronacji dostąpić namaszczenia świętymi olejami.
Miał uzyskać władzę podobną do cesarskiej, choć niższą od niej rangą.
Nie tylko to zapowiadało podniesienie Chrobrego do pozycji królewskiej,
a jego państwa do rangi królestwa. Cesarz nadał Bolesławowi i jego
następcom prawo mianowania biskupów i udzielania im inwestytury.
W tamtych czasach prawo to przysługiwało tylko królom. Można
powiedzieć, że od zjazdu w Gnieźnie Bolesław, choć jeszcze bez korony,
był już równy królom. Niestety koronacja, a więc pomazanie świętymi
olejami i nałożenie korony, nastąpiła dopiero ćwierć wieku później.
Między Polską i Niemcami panowały bardzo dobre stosunki. Trwały one
od czasów Mieszka I, cementowały je wspólne wojny na Połabiu. Od zjazdu
gnieźnieńskiego związki te stały się jeszcze ściślejsze. Bolesław Chrobry
został gorącym zwolennikiem imperialnych koncepcji Ottona III i jego
planu urządzenia chrześcijańskiego świata. Miał w nim odgrywać jedną
z głównych ról, być królem Sclavinii, wschodniej części cesarstwa.
Ottonowi natomiast Bolesław gwarantował wpływy imperium na
słowiańskim Wschodzie.
Po zakończeniu zjazdu i po odprowadzeniu cesarza do Magdeburga,
a może nawet do Akwizgranu, Bolesław rozpoczął starania o odbycie
koronacji. W tym celu wysyłał posłów do Rzymu, dokąd zresztą udał się
Otton. Starał się także wypełniać obowiązki chrześcijańskiego władcy. Nie
tylko przystąpił do budowy nowych katedr, ale pragnął też kontynuować
misje chrystianizacyjne. Poprosił więc o przysłanie do Polski misjonarzy,
dla których zbudował klasztor. Nowa placówka zakonna została
umieszczona na zachód od Poznania, może w Międzyrzeczu. W klasztorze
tym osiedli, przygotowując się do misji, dwaj włoscy zakonnicy, Jan
i Benedykt, oraz dwaj Polacy, Izaak i Mateusz. Przebywał tam z nimi
służący Krystyn, a miał dołączyć Bruno z Kwerfurtu. Nie zdążył, gdyż przed
jego przyjazdem rozeszła się po okolicy pogłoska o wielkich skarbach, jakie
mieli posiadać zakonnicy. Pogłoska ta zwabiła bandytów, którzy napadli na
mnichów i ich pozabijali. Pogrzeb pomordowanych był bardzo uroczysty,
pięciu zabitych zostało uznanych za świętych.
Nieudana misja świadczyła jednak, że Bolesław był już władcą
chrześcijańskim. Nie udało mu się natomiast uzyskać korony, choć będący
w podobnym położeniu Stefan węgierski został koronowany w 1001 roku.
Stefanowi łatwiej było zostać królem, gdyż poślubił siostrę księcia Henryka
bawarskiego, miał więc poparcie południowych Niemiec. Ponadto Węgry
nigdy dotychczas nie uznawały zwierzchnictwa niemieckiego. Inaczej było
w przypadku Polski. Książęta niemieccy mogli przyjąć, że Bolesław jest im
równy, nie zgadzali się jednak, aby jako król wyrósł ponad nich.
W realizacji planów Bolesława przeszkodziła też ogólna sytuacja
polityczna.
W 1001 roku Otton III przebywał w Rzymie i wraz z papieżem
Sylwestrem brał udział w obradach synodu. Tymczasem we Włoszech
zaczęły wybuchać przeciw niemu bunty. Otton czuł się Rzymianinem,
z Rzymu chciał zrobić stolicę świata i odbudować świetność dawnego
cesarstwa, tymczasem dla Rzymian był on obcym najeźdźcą, którego gdy
tylko mogli, starali się wyrzucić ze swego miasta i z Italii. Podczas obrad
synodu wybuchło powstanie w Tivoli. Zostało ono stłumione, lecz nie
zapobiegło to zamieszkom w całym Rzymie. Pobyt cesarza w mieście stał
się niebezpieczny i Otton, wraz z papieżem Sylwestrem, opuścili Rzym
i udali się w okolice Rawenny. Tam synod nadal toczył swoje obrady,
a Otton czekał na wojska z Niemiec, przy wsparciu których mógłby
ponownie zawładnąć Rzymem. Pomocy mogli mu udzielić tylko Niemcy,
nie mógł więc drażnić ich źle widzianymi posunięciami, takimi jak
koronacja Bolesława Chrobrego. Tym bardziej że jego popularność
w Niemczech malała. Niemcom nie podobały się nowe, cesarskie ceremonie
i zwyczaje, jakie Otton starał się wprowadzić, wzorując się na cesarzach
bizantyjskich. Jednak zanim przybyli wojownicy niemieccy, Ottona
dopadła zaraza i na początku 1002 roku zmarł w okolicach Paterno. Nie
doczekał się przybycia swej bizantyjskiej narzeczonej. Dopłynęła ona do
Bari, tam dowiedziała się o śmierci Ottona i powróciła do domu.
Śmierć cesarza wywołała walki w Niemczech. Niemcy, mimo panowania
dynastii Ludolfingów, były monarchią elekcyjną, po śmierci każdego króla
zaczynał się okres niepokojów i walk o władzę. Każda zmiana na tronie
niemieckim była też sporym wyzwaniem dla cesarstwa. Królowie
niemieccy byli zarazem cesarzami, a wiele części cesarstwa czekało tylko,
aby się wyzwolić spod ich władzy. Dla otoczenia zmarłego Ottona
problemy zaczęły się już we Włoszech. Zdawano sobie sprawę z tego, że
gdy tylko Włosi dowiedzą się o śmierci władcy, wybuchnie powstanie
w całym kraju, narażając Niemców na śmiertelne niebezpieczeństwo.
Dlatego też, dopóki zwłoki Ottona były we Włoszech, zatajono wieść o jego
śmierci. Ogłoszono ją dopiero, gdy kondukt przekroczył granice Niemiec.
Do walki o tron niemiecki wystąpili trzej konkurenci. Byli nimi Henryk
bawarski, syn tego Henryka, którego kiedyś popierał Mieszko I, Herman
książę szwabski i Ekkehard, margrabia Marchii Miśnieńskiej. Zapewne
w tym ostatnim najchętniej widziałby Bolesław Chrobry króla Niemiec,
a potem cesarza. Jednak Ekkehard prędko został zamordowany. Herman
szwabski wycofał się z walki i królem Niemiec został Henryk bawarski.
Polski władca zdecydował się go poprzeć. Jednocześnie zajął opuszczoną
Marchię Miśnieńską. Wszystko wskazuje na to, że nowy król Henryk nie
wyraził sprzeciwu.
W 1002 roku Henryk przybył do Merseburga. Po wyborze na króla i po
koronacji musiał odwiedzić wszystkie części swego królestwa i w kolejnych
prowincjach przyjąć hołdy miejscowych możnych. Na spotkanie z nowym
królem zjechali do Merseburga książęta, hrabiowie i biskupi ze wschodniej
części Niemiec. Przybył tam również Bolesław. Należał do najważniejszych
uczestników zjazdu, gdyż Thietmar, przedstawiając przybyłych spośród
świeckich uczestników zjazdu, wymienił tylko księcia Saksonii Bernarda
i właśnie Bolesława.
Niemal wszyscy obecni w Merseburgu złożyli Henrykowi hołd. Złożył go
również Bolesław. Widział bowiem w Henryku przyszłego cesarza.
Składając hołd, Bolesław pragnął utrzymania takiej formy cesarstwa, jaką
planował zmarły Otton III. Niestety, plany Henryka były inne.
W Merseburgu odbyły się trudne rozmowy między polskim władcą
a królem Henrykiem. Bolesław dążył do uzyskania zgody króla na oddanie
mu Marchii Miśnieńskiej, Henryk nie chciał się na to zgodzić. Ostatecznie
doszło do kompromisu, Bolesław uzyskał Milsko i Łużyce, natomiast Miśnia
została przekazana bratu Ekkeharda, Guncelinowi. Takie rozwiązanie
satysfakcjonowało Bolesława, Guncelin był jego przyjacielem. Wydawać by
się mogło, że strony doszły do porozumienia. Okazało się jednak, że było
inaczej. Gdy bowiem Bolesław na czele niewielkiego, lecz uzbrojonego
orszaku wyjeżdżał z Merseburga, został zaatakowany przez licznych
zbrojnych. Zapewne by zginął, gdyby nie pomoc niemieckich przyjaciół.
Uratował go Henryk ze Schweinfurtu, którego ludzie osłonili polskiego
księcia, a Bernard saski umożliwił mu ucieczkę. Thietmar gorąco
zapewniał, że król Henryk nie miał nic wspólnego z napadem. Zapewniał
tak mocno, że budzą się w nas wątpliwości, czy istotnie tak było. Bolesław
natomiast wątpliwości nie miał. Dla niego atak ten oznaczał początek
wojny. Jednak nie od razu wojna wybuchła, każdy z przeciwników miał
również inne problemy do rozwiązania.
Po zamachu w Merseburgu Bolesław, wracając do Polski, spalił jeden
z podległych Niemcom grodów. Nie podjął jednak dalszych działań
wojennych, ponieważ zaabsorbowały go sprawy czeskie. W 999 roku zmarł
czeski książę Bolesław II. Już pod koniec jego panowania państwo czeskie
zaczęło przeżywać kryzys. Bolesław II stracił dwie ważne dzielnice, ziemię
krakowską i Śląsk, nie udało mu się opanować Łużyc. Niepowodzenia te
miały skutki zewnętrzne i wewnętrzne. Gdy bowiem panujący nie
prowadził zwycięskich wojen i nie przyłączał nowych prowincji, uważano,
że jest złym władcą. Liczyły się sukcesy. Z kłopotów państwa czeskiego
starali się skorzystać sąsiedzi.
Po Bolesławie II na tronie czeskim zasiadł jego najstarszy syn, Bolesław
III Rudy. Był to władca okrutny, siłą tłumiący powstającą opozycję. Pozbył
się młodszych braci, zmuszając ich do ucieczki z kraju. Przedtem zdążył
starszego z nich, Jaromira, wykastrować. Mimo represji sytuacja
w Czechach była bardzo niestabilna. Władca popadł w konflikt z możnymi,
przede wszystkim z najpotężniejszym czeskim rodem, jakim byli Wrszowcy.
Po buncie poddanych Bolesław Rudy musiał uchodzić z kraju. Niebawem
jednak wrócił na tron dzięki poparciu Bolesława Chrobrego i Henryka ze
Schweinfurtu. Obaj oni liczyli na poparcie księcia Czech w starciu z królem
Niemiec. Ponieważ jednak władca Czech zaczął porozumiewać się z królem
Henrykiem II, Bolesław zaprosił go do siebie na „przyjacielskie rozmowy”,
a gdy ten przybył, kazał go oślepić i zamknąć w więzieniu. Następnie
Chrobry wyruszył do Pragi, aby objąć tron czeski. W Pradze został przyjęty
entuzjastycznie. Czesi radośnie witali pogromcę znienawidzonego
Bolesława Rudego. Ponadto Chrobry dla Czechów nie był kimś obcym, jego
matka pochodziła z dynastii Przemyślidów.
Opanowanie Czech przez Bolesława nie było dla króla Niemiec Henryka
pomyślną wiadomością. Nie mógł jednak od razu zareagować. Wobec
licznych kłopotów, jakie na niego spadły, na razie nie podjął żadnej akcji
poza zawarciem skierowanego przeciw Polsce sojuszu z pogańskimi
Wieletami. Od Bolesława natomiast zażądał, aby ten złożył mu hołd
z Czech. Bolesław odmówił. Po tej odmowie stało się jasne, że wojna
polsko-niemiecka musi wybuchnąć.
W 1004 roku Henryk zaatakował. Jego zamiarem było wyparcie Polaków
z Czech. Jednak w obawie przed szpiegami Bolesława cel ten był
utrzymywany w największej tajemnicy. Król ogłosił, że wyrusza
w kierunku centralnych ośrodków Polski. Wojska zebrały się nad Łabą,
zaczęto nawet gromadzić łodzie do przeprawy przez rzekę. W ostatniej
chwili Henryk zmienił kierunek marszu i ruszył na Pragę. Wraz z nim szedł
wygnany z Czech książę Jaromir. Król niemiecki pragnął uczynić go
księciem czeskim.
Bolesław nie utrzymał się w Pradze. Zdążył jednak wycofać swoje
wojska, w walce zginął tylko dowódca tylnej straży, Sobiebor, brat św.
Wojciecha. Polski władca stracił Czechy, utrzymał się jednak na Morawach.
Rok późnej miała miejsce następna wielka wyprawa niemiecka, tym razem
celem jej była Polska. Wojska niemieckie przez Łużyce skierowały się ku
centrum państwa piastowskiego. Polskie oddziały dzielnie broniły Łużyc,
wsławili się zwłaszcza łucznicy. Odznaczyli się również polscy szpiedzy,
którzy niejednokrotnie, jako przewodnicy, prowadzili niemieckich rycerzy
dalszymi i bardziej uciążliwymi drogami. Nie udało się jednak
powstrzymać Niemców. Armia Henryka doszła do Odry, do miejsca, gdzie
swoje ujście ma rzeka Bóbr. Dolina rzeczna była broniona, obsadziła ją
armia polska mająca oparcie w grodzie Krosno. Henryk nie zdecydował się
na przeprawę pod okiem nieprzyjaciela.
Przez tydzień oba wojska stały naprzeciwko siebie, w końcu Niemcy
odkryli niebroniony bród i rozpoczęli przeprawę. Pragnęli otoczyć i rozbić
wojska polskie. Bolesławowi udało się jednak wyprowadzić bez strat swe
oddziały z okrążenia. Następnie Polacy zaczęli się cofać w kierunku
Poznania. W poznańskim grodzie Bolesław zamknął się ze swymi głównymi
siłami, pozostawiając liczne oddziały na zewnątrz.
Gdy Niemcy dotarli do Poznania, ich sytuacja stała się trudna. Grodu
szturmem zdobyć nie mogli, na długie oblężenie brakowało im środków.
Nie mieli żywności. W owych czasach operujące na terenach nieprzyjaciela
armie żywiły się tym, co mogły znaleźć na miejscu, niemożliwe było
prowadzenie ze sobą taborów z zaopatrzeniem. Gdy okolica obleganego
grodu została już całkowicie splądrowana, nie było co jeść. Niemcy
próbowali wyprawiać się po żywność w dalsze strony, lecz wysyłane
oddziały były rozbijane przez pozostających na zewnątrz Poznania
wojowników Chrobrego. Ponadto zbliżała się jesień, a z nią deszcze
utrudniające przemarsze wojsk. Wobec tych trudności Henryk zdecydował
się na rozmowy pokojowe.
Nie są nam znane warunki zawartego jesienią 1005 roku pokoju polsko-
niemieckiego. Wiemy tylko, że Bolesław musiał wycofać się z Milska
i Łużyc, zachował natomiast Morawy. Prawdopodobnie w tym czasie
Polska utraciła Pomorze, zapewne tylko zachodnie. Przestało też istnieć
biskupstwo kołobrzeskie. Utrata Pomorza tylko pośrednio wiązała się
z wojną polsko-niemiecką. Pomorzanie wykorzystali trudne położenie
Chrobrego i powrócili do niezależnego bytu.
Pierwsza wojna polsko-niemiecka nie rozwiązała konfliktów pomiędzy
Bolesławem i Henrykiem. Wynikały one z odmiennych wizji ówczesnego
świata, jakie mieli obaj przeciwnicy. Bolesław chciał kontynuacji polityki
Ottona III, był gorącym zwolennikiem odnowy cesarstwa rzymskiego
w takim kształcie, w jakim go widział Otton. Cesarstwa, w którym
królestwa będą sobie równe, a on będzie monarchą jednego z nich. Henryk
II natomiast, choć też myślał o cesarstwie, pragnął, aby dominowało w nim
królestwo Franków wschodnich, to znaczy Niemcy. Nawiązywał więc
raczej do idei Karola Wielkiego, a nie do wzoru starożytnego Rzymu.
Gotów był widzieć w Chrobrym jednego z ważniejszych swoich lenników,
lecz według niego Polska powinna być zależna od Niemiec, a nie od
cesarstwa. Dlatego też powodem wieloletnich wojen nie były terytoria, lecz
to, jak ma być zorganizowana ówczesna Europa Wschodnia. Tego konfliktu
nie mógł rozwiązać pokój zawarty pod Poznaniem. Wiedzieli to obaj
przeciwnicy, lecz Henryk II na razie musiał zająć się innymi problemami.
Chrobry natomiast rozpoczął tajne rozmowy z Wieletami i Czechami, chcąc
stworzyć koalicję antyniemiecką.
Próba zbudowania koalicji nie udała się, nie chcieli jej ci, na których
liczył polski władca. Wieleci ujawnili królowi Henrykowi zamiary
Bolesława. Zagrozili zerwaniem sojuszu z Niemcami, jeśli Henryk nie
wypowie Polsce wojny. Króla Niemiec bardzo zaniepokoiła działalność
dyplomatyczna Bolesława i w 1007 roku wojnę wypowiedział.
W drugiej wojnie polsko-niemieckiej znacznie bardziej aktywny był
polski władca. Natychmiast po wybuchu wojny zajął on Milsko i Łużyce. Po
tym polskim sukcesie działania zbrojne zamarły na trzy lata. Bolesław już
nie był zainteresowany dalszą walką, Henryk natomiast nie mógł
zareagować na jego atak, gdyż miał kłopoty w innych częściach swego
państwa. Do wznowienia działań doszło dopiero w 1010 roku. Wtedy to
wyprawę wojenną na Polskę poprowadził książę saski Bernard. Wyprawa ta
niewiele dała Niemcom. Wojska niemieckie doszły do Odry, przeprawiły się
przez rzekę koło Krosna, a następnie dotarły do Głogowa. W grodzie tym
zamknął się Bolesław. Bernard nie zdecydował się na oblężenie potężnie
ufortyfikowanej twierdzy i po zniszczeniu okolicy powrócił do Niemiec.
I znowu na granicy polsko-niemieckiej zapanował spokój.
Następny niemiecki atak nastąpił dwa lata później. Wtedy na czele wojsk
króla Henryka postawiony został arcybiskup magdeburski Walterd. Była to
dziwna kampania. Walterd doprowadził swe wojska do polskiej granicy,
gdzie je zatrzymał i udał się do Bolesława na rozmowy. Został bardzo
gościnnie przyjęty, dwa dni spędził na ucztach, a następnie, hojnie
obdarowany, powrócił do swoich. Tam ogłosił, że walki zostały
zakończone, bo jego zadaniem było tylko umocnienie granicy.
Zachowanie Walterda jest podejrzane. Jeszcze bardziej podejrzane jest
to, co o Walterdzie napisał Thietmar. Kilka miesięcy po omawianych
wypadkach arcybiskup zmarł. Pisząc o tym, Thietmar wspomniał, że
niektórzy źle mówili o arcybiskupie, podejrzewali go o spiski przeciw
królowi, jednak kronikarz nie chciał wierzyć tym pogłoskom. Sprawa
musiała go jednak męczyć, bo nieco później, w następnych rozdziałach
swej Kroniki, powrócił do tematu. Napisał mianowicie, że we śnie ukazał
mu się Walterd i powiedział, że jest zbawiony. Kronikarz zapytał go, czy
knuł przeciw królowi. Zapytany zaprzeczył. Thietmarowi to wystarczyło.
Skoro zmarły przybył z zaświatów, to nie mógł przecież kłamać. Dla nas
jednak powracanie kronikarza do problemu jest bardzo zastanawiające.
O związkach Walterda z władcą Polski może też świadczyć zachowanie
Bolesława. Dopóki żył arcybiskup, Chrobry wstrzymywał się z działaniami
zbrojnymi. Zaledwie jednak Walterd zmarł, Bolesław zaatakował. Na
oczach Niemców zdobył gród Lubasz. Niemcy nie mogli przyjść swoim
z pomocą, bo oddzielała ich od grodu wezbrana Łaba.
W 1012 roku walki ustały, obu stronom konfliktu zaczęło zależeć na
zawarciu pokoju. Bolesław musiał interweniować na Rusi, gdyż jego córka,
która wyszła za mąż za Świętopełka, najstarszego syna księcia kijowskiego
Włodzimierza, została wraz z mężem uwięziona. Również Henryk II
pragnął zakończenia wojny. Planował wyprawę po koronę cesarską do
Rzymu i musiał mieć spokój na swych wschodnich granicach.
W średniowiecznych kronikach niejednokrotnie czytamy o zawieraniu
pokoju. Kronikarze piszą, że dwaj władcy spotkali się i zawarli układ.
Również obecnie, gdy dochodzi do zawarcia umowy międzynarodowej,
telewizja pokazuje nam dwóch prezydentów, którzy podpisują stosowne
dokumenty. Akt podpisania trwa kilka minut. Ani z kronik
średniowiecznych, ani ze współczesnych mediów nie dowiadujemy się, co
poprzedzało zawarcie traktatu. Tymczasem sam moment podpisania musi
być poprzedzony długimi pertraktacjami prowadzonymi przez dyplomatów
obu stron. Dyplomaci, zgodnie z życzeniami swych mocodawców,
przygotowują tekst porozumienia, milczą o tym liczni kronikarze,
nietypowa jest natomiast Kronika Thietmara, jej autor ukazał bowiem pracę
dyplomatów. Dzięki niemu wiemy, że polscy i niemieccy posłowie przez
niemal rok przygotowywali warunki planowanego pokoju. Jednym
z polskich negocjatorów był syn Bolesława, Mieszko. Kronika Thietmara
ukazuje też, jak trudne były te przygotowania, dowiadujemy się, że
w pewnym momencie omal nie doszło do zerwania rozmów i wznowienia
działań wojennych. W końcu jednak, w 1013 roku, nastąpiło spotkanie
Bolesława z Henrykiem w Merseburgu.
W Merseburgu został zawarty pokój polsko-niemiecki. Podczas tego
spotkania Bolesław złożył królowi Henrykowi hołd, a następnie – jak pisze
kronikarz – „otrzymał upragnione lenno”. Ponadto Bolesław zobowiązał się
wysłać trzystu rycerzy na wyprawę rzymską Henryka, a król niemiecki
ofiarował Chrobremu pomoc w postaci trzystu rycerzy na wojnę z Rusią.
Następnego dnia, gdy król w stroju koronacyjnym szedł uroczyście do
kościoła, Bolesław niósł przed nim miecz. Niesienie miecza przed królem
było ogromnym zaszczytem, ale zarazem ten, kto miecz niósł, uznawał nad
sobą zwierzchnictwo tego, przed kim miecz był niesiony. Jak więc należy
tłumaczyć tę ceremonię?
Prawdopodobnie Bolesław złożył Henrykowi hołd z Milska i Łużyc i tylko
z tych terenów był lennikiem króla niemieckiego. Milsko i Łużyce były tym
„upragnionym lennem”. Dlaczego jednak Henryk następnego dnia
powierzył Chrobremu swój miecz? Takie wyróżnienie nie spotykało innych
lenników króla.
Wydaje się, że w Merseburgu Chrobry potwierdził zwierzchnictwo
cesarza nad sobą. Nie króla niemieckiego, lecz cesarza. W Merseburgu
ustalono więc powrót do koncepcji Ottona III, do koncepcji
równoprawnych królestw z cesarzem ponad królami. W cesarstwie
Bolesław miał zajmować bardzo ważną pozycję, miał być władcą jednej
z jego części składowych. Chrobry nie podniósł w Merseburgu kwestii swej
koronacji. Wiedział, że zgoda na sakrę królewską dla niego jest dla
Henryka trudna do przyjęcia i nie chciał z tego powodu zrywać
zawieranego pokoju. Pozostawał jednak kimś więcej niż tylko jednym
z książąt. Miał prawo do inwestytury biskupów, dysponował znaczną
potęgą militarną zdolną do przeciwstawienia się Henrykowi. Tę pozycję
władcy Polski potwierdził Henryk. Zaszczycił polskiego władcę stworzoną
w tym celu ceremonią, pozwolił Chrobremu nieść przed sobą miecz.
Znaczenie Bolesława w ówczesnym świecie podkreśliło też małżeństwo
jego syna Mieszka. Ślub miał miejsce również w Merseburgu, żoną
polskiego następcy tronu została Rycheza, córka palatyna Erenfrieda
Ezzona i Matyldy, siostry Ottona III. Poprzez ten związek Mieszko stawał
się członkiem rodziny cesarskiej. Tylko najważniejsi władcy w Europie
dostąpili takiego zaszczytu.
Pokój w Merseburgu nie zakończył wojen polsko-niemieckich.
Wyjątkowa pozycja Bolesława nadal była nie do przyjęcia dla Henryka,
polski władca natomiast cały czas myślał o swej koronacji. Na razie jednak
Henryk wyruszył do Rzymu, gdzie koronował się na cesarza, a Bolesław
wyprawił się na Ruś w obronie swej córki i zięcia. Wspierał go oddział
niemiecki i Pieczyngowie.
Nie wiemy, jaki był efekt polskiej interwencji na Rusi, być może córka
Chrobrego wraz z mężem zostali uwolnieni. Natomiast stosunki polsko-
niemieckie znowu zaczęły się psuć. Chrobry nie udzielił pomocy zbrojnej
cesarzowi i naraził się na jego gniewne wymówki. Widząc, że szykuje się
następne starcie, Bolesław ponownie rozwinął działalność dyplomatyczną.
Chrobry wysłał swych posłów do Włoch, do walczącego z cesarzem
Henrykiem włoskiego króla Arduina. Thietmar pisze, że buntowali tam oni
przeciw Henrykowi każdego, kogo mogli. Wysłał też swego syna Mieszka
do Udalryka, księcia Czech. Bolesław pomógł Udalrykowi obalić rządy jego
brata, Jaromira, i opanować tron w Pradze. Miał więc nadzieję, że nowy
książę sprzymierzy się z nim. Tymczasem Udalryk pojmał Mieszka
i dopiero po interwencji cesarskiej przekazał go w ręce Henryka. Teraz
z kolei cesarz zaczął przetrzymywać młodego księcia. Chciał w ten sposób
wywierać naciski na jego ojca. Mieszko uzyskał wolność dopiero dzięki
pomocy książąt niemieckich, przyjaciół Chrobrego, którzy przekonali
cesarza, że należy zakładnika wypuścić. Po odzyskaniu syna Bolesław
poczuł wdzięczność do Henryka, jednak po krótkim okresie ocieplenia
stosunki polsko-niemieckie znowu się pogorszyły. Ostatecznie, w 1015
roku, wybuchła trzecia wojna między obu państwami. W wojnie tej, jak
poprzednio, cesarza wspierali Czesi i Wieleci.
Tym razem pierwszy uderzył Henryk. Działania wojenne toczyły się na
ogromnych przestrzeniach. Atakujące Polskę wojska niemieckie
i sojusznicze zostały podzielone na trzy armie. Na południu rycerze
z Bawarii ruszyli na Morawy. Dowodzona przez cesarza armia środkowa
skierowała się przez Łużyce ku centrum państwa polskiego. Armia ta miała
być wzmocniona wojskami czeskimi prowadzonymi przez księcia Udalryka.
Na północy natomiast, na czele Sasów i Wieletów, Polskę miał zaatakować
Bernard, książę saski.
Również polskie wojska zostały podzielone. Na Morawach działali
Morawianie. Nie wiemy, kto nimi dowodził, lecz czytamy w Kronice
Thietmara, że działali skutecznie. Uderzyli na Czechy, zmuszając księcia
Udalryka do powrotu i obrony swego kraju przed atakami. Środkowego
odcinka frontu bronił syn Chrobrego, Mieszko. Dowodził on wojskami
strzegącymi przepraw przez Odrę, ojciec powierzył mu więc najważniejsze
zadanie. Dowódcą polskich wojsk na północy był sam Chrobry.
Cesarzowi udało się przekroczyć Odrę. Thietmar pisze, że Niemcy
w walce z wojskami Mieszka odnieśli wielkie zwycięstwo i wzięli bogate
łupy. Zwycięstwo to jednak nie mogło być imponujące, raczej była to jakaś
drobna potyczka. Mieszko potrafił wyprowadzić swe wojska z planowanego
przez niemieckich dowódców okrążenia. Inną potyczkę wygrać musieli
Polacy, bo – jak czytamy w Kronice Thietmara – po zwycięstwie Mieszko,
idąc po pobojowisku, zobaczył zabitego wroga. Rozpoznał w nim rycerza
Hodona, swego przyjaciela. Na ten widok Mieszko zapłakał. To piękna
scena, ukazująca bliskie relacje polsko-niemieckie mimo toczącej się wojny.
Mimo tego zwycięstwa syn Chrobrego poniósł porażkę, dopuszczając do
przejścia wojsk Henryka przez Odrę. Potrafił jednak zachować zdolność
bojową swego wojska.
Bolesław dowiedział się o porażce syna, lecz nie stracił wiary w jego
zdolności dowódcze. Miał do niego zaufanie. Nie podążył mu więc
z pomocą, tylko blokował przeprawy przez rzekę. Dowodzący Sasami
i Wieletami Bernard nie mógł sforsować Odry bronionej przez wojska
polskie. Starał się szybkim marszem oderwać od nieprzyjaciela, a gdy to się
nie udało, załadował swe oddziały na łodzie i kazał podnieść żagle.
Z wiatrem i z prądem Odry zdołał oddalić się od wojsk polskich na taką
odległość, że możliwe stało się lądowanie na wschodnim brzegu. Następnie
Bernard kazał spalić jedną wieś, po czym przeprawił swe wojska
z powrotem na zachodni brzeg Odry, gdzie ogłosił koniec wojny i rozpuścił
wojowników do domu. Działania Bernarda sprawiają wrażenie
pozorowania wojny, a nie prawdziwego zaangażowania się w walkę.
Po wycofaniu się Bernarda Bolesław połączył swe oddziały z wojskami
Mieszka. Wobec tak dużych sił Niemcy poczuli się zagrożeni i rozpoczęli
odwrót. Za nimi podążyli Polacy. Na Śląsku, w ziemi Dziadoszan, sytuacja
wojsk niemieckich była już tak trudna, że cesarz zdecydował się opuścić
swych wojowników i na czele niewielkiego oddziału oddalił się do
Niemiec. Zdążył uciec w ostatniej chwili, gdyż Polacy zaatakowali. Z relacji
Thietmara wiemy, że w bitwie, która zakończyła się klęską Niemców,
wielkie zasługi położyli polscy łucznicy. Spośród trzech dowódców
niemieckich zginęli grafowie Gero i Folkmar, arcybiskup Gero i ranny
palatyn Burchard ledwie zdołali uciec. Na pobojowisku pozostało wielu
rycerzy niemieckich. Gdy wieść o klęsce dotarła do cesarza, wysłał on
biskupa Miśni Idziego na miejsce bitwy, aby pogrzebał zabitych Niemców.
Bolesław przyjął Idziego bardzo dobrze i nie tylko pozwolił mu na
zorganizowanie pogrzebu, ale nawet dał swoich ludzi do pomocy.
Następna runda walk rozegrała się w 1017 roku. Po klęsce w ziemi
Dziadoszan tym razem Henryk przygotował się bardzo starannie. Jak
zwykle wspierały go wojska czeskie i wieleckie, ponadto jeszcze zawarł
sojusz z władcą Rusi, Jarosławem Mądrym. Gdy cesarz uderzył na Polskę
od zachodu, Rusini zaatakowali od wschodu. Atak z dwóch stron był
poważnym zagrożeniem. Udało się jednak bez większych kłopotów
odeprzeć Rusinów, nie zdołali oni zdobyć grodu broniącego granic Polski
i odstąpili od walk. Tymczasem na zachodzie Henryk, jak zwykle, ruszył
w kierunku Odry. Widząc jednak polską obronę, nie próbował nawet
forsować rzeki. Zamiast skierować się do centrum państwa, zawrócił
i pomaszerował na południe. Teraz jego celem stała się Niemcza na Śląsku.
Trudno odgadnąć, dlaczego w tym kierunku poszedł atak. Niemcza była
ważnym grodem, ale jej zdobycie nic Niemcom nie dawało. Być może
cesarz chciał odwdzięczyć się Czechom i planował oddanie im Śląska po
zwycięstwie.
W celu zdobycia Niemczy Henryk wysłał pod jej wały swe doborowe
oddziały. Miały one, zanim nadejdą główne siły, uniemożliwić dostarczenie
obrońcom pomocy. Plan ten się nie udał, Bolesław zdołał uprzedzić
Niemców i Niemcza pomoc dostała. Niebawem pod gród dotarły wszystkie
siły, którymi Henryk dysponował, i rozpoczęło się szturmowanie umocnień.
Atakowali Niemcy, Czesi i Wieleci. Obrońcy od tej strony, z której widzieli
pogan, na wałach ustawiali krzyż. Odwaga i rozwaga obrońców znalazły
uznanie w oczach Thietmara. Pisał on, że nie widział jeszcze tak dzielnie
i mądrze broniącej się załogi. Według kronikarza Polacy nie rozpaczali, gdy
ponieśli porażkę, ale również w przypadku sukcesu nie wznosili głośnych
okrzyków radości. Ostatecznie Niemcza się obroniła, a cesarz wraz ze
swymi wojskami, poprzez Czechy, musiał się wycofać z Polski.
Po tych klęskach Henryk II nie widział już możliwości prowadzenia
dalszej wojny i uznał, że należy zawrzeć pokój. Również Bolesław nie miał
powodów do dalszych walk. Pokój polsko-niemiecki został podpisany
w 1018 roku w Budziszynie. Nie znamy jego warunków, wiemy jednak, że
Bolesław zachował Milsko i Łużyce wraz z Budziszynem. Od tego czasu aż
do śmierci Henryka między obu władcami panowały dobre stosunki. Można
się domyślać, że Chrobry uznał zwierzchnictwo cesarza i aby nie
zadrażniać wzajemnych stosunków, nie podniósł kwestii swej koronacji.
Henryk z kolei przyjął do wiadomości wyjątkową pozycję Bolesława,
kogoś, kto wprawdzie nie ma korony, ale zajmuje królewską pozycję.
Ponadto cesarz, wiedząc, że Chrobry planuje wojnę z Rusią, był
zainteresowany jego sukcesami. Spodziewał się, że dzięki zwycięstwom
Bolesława możliwe będzie przesunięcie wpływów zachodniego cesarstwa
daleko na wschód. Wolał więc mieć w Chrobrym sojusznika, zgadzał się na
przyjęcie jego wizji cesarstwa.
W trwających kilkanaście lat wojnach polsko-niemieckich zwycięzcą
okazał się Bolesław. W osiągnięciu sukcesu pomogła mu niewątpliwie
postawa niejednego z niemieckich książąt. Uderzająca jest bowiem niechęć
licznych poddanych Henryka do wojowania z Polską. Z Kroniki Thietmara
wynika niedwuznacznie, że niektórzy spośród książąt i hrabiów
niemieckich posuwali się wręcz do zdrady swego króla, inni wprawdzie
poddawali się rozkazom i walczyli, ale czynili to niechętnie. Być może
niektórzy spośród Niemców współpracujących z Bolesławem byli jego
przyjaciółmi od czasów, gdy jako zakładnik przebywał w Niemczech. Inni
mogli być po prostu przekupieni. Wiele cennych podarunków Chrobry dał
swym niemieckim gościom podczas zjazdu gnieźnieńskiego. Zapewne
dawał podarunki również w innych okolicznościach. Jednak to nie
tłumaczy wszystkiego. Ludzie obdarowani, a nawet przekupieni
współdziałają z przekupującym tylko wtedy, gdy widzą w tym swój interes.
Z niektórymi spośród niemieckich panów niewątpliwie łączyły Bolesława
wspólne interesy. Tak było w przypadku Henryka ze Schweinfurtu. Nie był
on zdrajcą, miał własne powody do walki z królem Henrykiem. Bolesław
był w tej walce jego sprzymierzeńcem. Z pewnością nie tylko
pokrewieństwo czy powinowactwo, ale też wspólne cele wiązały
z Bolesławem margrabiego miśnieńskiego Guncelina. Dla wielu panów
niemieckich natomiast, przede wszystkim dla możnych saskich, powodem,
który skłaniał ich do współpracy z władcą Polski, był sprzeciw wobec
przyjętego przez Henryka II kierunku politycznego. Zerwał on z polityką
swych poprzedników, którzy walczyli ze Słowianami. Tymczasem Sasi byli
zainteresowani podbojami ziem Słowian nadbałtyckich. W tych walkach
Polska była cennym sojusznikiem, interesy Mieszka, a potem Bolesława
były zbieżne z interesami możnych saskich. Obie strony pragnęły
powiększenia swoich posiadłości kosztem ziem wieleckich, ich strefy
zainteresowań nie kolidowały ze sobą. Tymczasem Henryk II całkowicie
zmienił kurs. Zawarł sojusz z pogańskimi Wieletami i rozpoczął wojnę
z Polską. Sasi nie widzieli żadnych korzyści w wojnie przeciw Bolesławowi
Chrobremu. Zaczęli więc ją sabotować, niektórzy z nich próbowali nawet
porozumieć się z Bolesławem. Natomiast ci spośród Niemców, dla których
celem nie był podbój Słowian, lecz ich chrystianizacja, widzieli zgubne
skutki wojny przeciw chrześcijanom w sojuszu z poganami. Byli świadomi
tego, że oddala ona nawrócenie Wieletów. Najwybitniejszym spośród tak
myślących był Bruno z Kwerfurtu.
Bruno był osobą wybitną i nietypową. Całe życie szedł śladami św.
Wojciecha. Skończył tę samą co Wojciech szkołę w Magdeburgu,
a następnie całe swoje życie poświęcił nawracaniu pogan. Miał być jednym
z mnichów przygotowujących się w Międzyrzeczu pod Poznaniem do misji,
ale przeróżne trudności nie pozwoliły mu tam pojechać. Dzięki temu
uniknął śmierci męczeńskiej w 1003 roku. Chrystianizował Węgrów, potem
Pieczyngów, w końcu przyjechał do Polski, skąd organizował misję
skandynawską. Oddawał się też pisarstwu. Napisał Żywot św. Wojciecha
oraz Żywot Pięciu Braci Męczenników. Braćmi tymi byli zakonnicy
zamordowani kilka lat wcześniej w Międzyrzeczu. Bardzo ciekawym
tekstem napisanym w Polsce, tekstem, który ukazuje poglądy Brunona, jest
list, jaki skierował on do Henryka II. Bruno opisał w nim swoje działania
misyjne, ale też zawarł bardzo ostrą krytykę postępowania króla. Ostrą, ale
utrzymaną w tonie pełnym szacunku. Skrytykował Henryka za wojnę
z chrześcijańską Polską w sojuszu z pogańskimi Wieletami. Wyraził też
podziw i uznanie dla Bolesława Chrobrego.
Po zawarciu pokoju w Budziszynie Bolesław rozpoczął wojnę z Rusią.
Powodem tej wojny były zmiany na tronie kijowskim. Następcą
Włodzimierza Wielkiego został zięć Chrobrego, Świętopełk. Wkrótce jednak
został on wygnany z Kijowa, a tron wielkiego księcia opanował jego
młodszy brat Jarosław Mądry. Po zakończeniu wojen polsko-niemieckich
Bolesław postanowił przywrócić tron kijowski Świętopełkowi. Pragnął on
mieć na wschodzie przyjaznego sobie władcę. Z pewnością zależało mu
również na losie własnej córki, żony Świętopełka. W wojnie z Rusią
polskiego władcę wsparł Henryk II, oddając do jego dyspozycji trzystu
rycerzy. Ponadto pod rozkazami Bolesława walczyło pięciuset Węgrów,
z Polakami byli też sprzymierzeni Pieczyngowie, którzy pierwsi
zaatakowali Kijów.
Wojska polskie wyruszyły na Ruś późną wiosną 1018 roku.
Rozstrzygająca bitwa rozegrała się nad Bugiem. Została ona opisana przez
trzech kronikarzy – Thietmara, Galla Anonima i autora kroniki ruskiej
zwanej Powieścią doroczną. Przebieg bitwy wszyscy trzej niezależni od
siebie kronikarze przedstawili podobnie, możemy więc wierzyć ich
słowom.
Po obu stronach Bugu swoje wojska ustawili Bolesław Chrobry i Jarosław
Mądry. Zanim wybuchła bitwa, wojownicy obu stron zaczęli się obrzucać
obelgami. Wreszcie doszło do walki, w której zdecydowane zwycięstwo
odnieśli Polacy. Wojska ruskie zostały rozbite, Jarosław uciekł z pola
bitwy. To pozwoliło Bolesławowi bez przeszkód poprowadzić swoich
wojów aż do Kijowa. Wydarzenia biegły tak szybko, że Jarosław nie zdążył
nawet zapewnić bezpieczeństwa własnej rodzinie. W Kijowie pozostały jego
siostry.
Oblegany wcześniej przez Pieczyngów gród kijowski otworzył swe bramy
przed Bolesławem. Zdobycie miasta barwnie opisał Gall. Według niego,
a nie ma powodu, żeby mu nie wierzyć, Chrobry, wjeżdżając do Kijowa,
wydobył miecz z pochwy i uderzył nim w bramę miasta. Gest ten zachował
się w legendzie, dał on nazwę Szczerbcowi, polskiemu mieczowi
koronacyjnemu. Nazywa się go tak, gdyż miał zostać wyszczerbiony
o kijowską Złotą Bramę. W istocie Szczerbiec jest mieczem z XIII wieku,
natomiast kijowska Złota Brama została zbudowana kilkadziesiąt lat po
1018 roku. Niemniej nie należy wątpić w opisany przez kronikarza fakt.
Chrobry uderzył mieczem w bramę zdobytego miasta.
Bardzo interesujący jest dalszy bieg wydarzeń. Według Galla bowiem,
gdy zapytano Bolesława, dlaczego to zrobił, książę odpowiedział, jak
zaznacza Gall „wcale dowcipnie”, że tak jak pod mieczem władcy padła
brama miasta, tak tej nocy księżniczka ruska legnie w łożu zwycięzcy.
Jednak nie jako małżonka, lecz nałożnica. Z ogromną satysfakcją zakonnik
Gall opowiedział, że tak się właśnie stało „ku hańbie Rusinów”. Księżniczka
Przedsława została zgwałcona przez władcę Polski.
To, co napisał Gall, robi na nas nie najlepsze wrażenie. Opisał przecież
gwałt dokonany podczas wojny. Co więcej, jest to fakt niewątpliwy.
Potwierdził go Thietmar w swej Kronice. Niemiecki kronikarz napisał, że
Jarosław pozostawił w Kijowie swoją macochę, żonę oraz „dziewięć sióstr,
z których jedną, dawniej sobie upatrzoną, ten stary wszetecznik Bolesław
uprowadził bezwstydnie, zapominając o swojej ślubnej małżonce”. Jak
więc ocenić postępowanie Bolesława?
Wydaje się, że Bolesław inaczej postąpić nie mógł. Wszyscy wiedzieli
o jego staraniach o rękę księżniczki Przedsławy i o tym, że jej brat
Jarosław odmówił mu jej ręki. Gdyby Bolesław inaczej postąpił, źle by
o nim mówiło jego wojsko. Gdy natomiast ugodził mieczem bramę
zdobytego miasta, a następnie wziął siłą Przedsławę, której mu wcześniej
odmówiono, w oczach drużyny okazał się wodzem godnym podziwu. Po
zakończeniu wyprawy kijowskiej Bolesław zabrał Przedsławę ze sobą do
Polski, gdzie prawdopodobnie zapewnił jej godne życie.
Z Kijowa polski władca wysłał dwa listy, jeden do cesarza Henryka, drugi
do cesarza bizantyjskiego Bazylego. Wschodniemu cesarzowi proponował
pokój i współpracę, a gdyby tego nie chciał, zagroził mu wojną. Po kilku
miesiącach spędzonych w Kijowie Polacy powrócili do domu. Wieźli ze
sobą bogate łupy, a wracając, Bolesław obsadził swymi załogami Grody
Czerwieńskie. Jednak wyprawa na Ruś nie przyniosła trwałych rezultatów.
Po wycofaniu się Polaków przyjazny Bolesławowi Świętopełk został przez
Jarosława wygnany z Kijowa. Władca Polski nie interweniował powtórnie,
nawiązał natomiast kontakty z Jarosławem.
Ostatnie lata panowania Bolesława Chrobrego znamy słabo, gdyż w 1018
roku zmarł nasz główny informator, kronikarz Thietmar. Wiemy tylko, że
w 1025 roku Bolesław koronował się na króla. Czekał na tę uroczystość do
śmierci Henryka II, wcześniej zapewne nie chciał psuć dobrych stosunków
polsko-niemieckich, jakie zapanowały po zawarciu pokoju w Budziszynie.
Koronacja Chrobrego odbyła się najprawdopodobniej w Gnieźnie. Było to
wspaniałe zwieńczenie jego długiego panowania. W owych czasach korona
królewska nie była równoznaczna z polityczną niezależnością, zgodnie
z ówczesną teorią polityczną zwierzchnikiem świata chrześcijańskiego był
cesarz, a królowie byli od niego zależni. To oczywiście była tylko teoria,
znamy z tamtych czasów królów, którzy byli suwerenni. Bolesław gotów
był jednak uznać zwierzchnictwo cesarza. Cesarza, a nie króla
niemieckiego. Bez względu jednak na to, jak wyglądała niezależność
Bolesława i jego państwa, dzięki koronacji stawał się on jednym
z najważniejszych postaci ówczesnej Europy, wysoko wyrastając ponad
książąt. Tę wysoką pozycję zajmował już od dawna, od czasu zjazdu
gnieźnieńskiego, koronacja tylko ją wzmocniła. Koronując się, stworzył też
Bolesław tradycję, do której odwoływały się następne pokolenia.
POLSKA ZA PIERWSZYCH PIASTÓW

Pod panowaniem Bolesława Chrobrego Polska stała się potężnym


państwem, z którym musieli się liczyć wszyscy sąsiedzi. Wzrost potęgi
budził oczywiście ich sprzeciw. Najbardziej niezadowoleni byli ci spośród
Niemców, którzy pamiętali Polskę jako państwo podległe ich królowi.
Zwierzchnictwo władcy Niemiec uznawał przecież Mieszko I, a nawet
Bolesław Chrobry w pierwszych latach swojego panowania. Dla Thietmara
Mieszko był wzorem władcy. Znał swoje miejsce w ówczesnej hierarchii
i nie starał się wynosić zbyt wysoko. Mieszko musiał przyjąć ówczesne
realia. Tylko dzięki temu wszedł do cywilizowanego świata i został przez
ten świat przyjęty. Zrównał się z książętami chrześcijańskiej Europy. Na to
Niemcy mogli się zgodzić, Mieszko przecież, tak jak oni, uznawał nad sobą
zwierzchnictwo króla niemieckiego. Jednak Bolesław postawił sobie cel
wyższy. Zaczął dążyć do osiągnięcia korony, zgadzał się na uznawanie
zwierzchnictwa nie króla niemieckiego, lecz rzymskiego cesarza. To przez
wielu panów niemieckich zostało uznane za arogancję i wielką pychę.
Podzielający te poglądy Thietmar nie szczędził Bolesławowi najgorszych
słów. Nie dbając jednak o opinie, jakie o nim wyrażano za granicą,
Bolesław dążył do celu i cel swój osiągnął. Zapewne Polska zajęłaby na
stałe godne miejsce na arenie międzynarodowej, gdyby w następnych
latach udało się kontynuować politykę Chrobrego. Stało się inaczej
i następcy pierwszego króla Polski kilkakrotnie jeszcze musieli podejmować
wysiłki zmierzające do podniesienia pozycji własnego państwa, narażając
się znowu na nieprzychylne głosy za granicą.
Bolesław dał się poznać jako wybitny dowódca i dyplomata.
W toczonych wojnach opierał się na coraz większej drużynie. Wiemy, że
pod jego rozkazami walczyli wikingowie, których ślady odkrywają
archeolodzy, zapewne władca ten miał też oddziały Pieczyngów. O ich
obecności świadczą wydobywane z ziemi fragmenty łuków refleksyjnych,
broni stosowanej wówczas wyłącznie przez konnych nomadów.
Z pewnością jednak, tak jak za czasów Mieszka I, większość drużynników
była miejscowa, do drużyny wstępowali młodzi ludzie spośród poddanych
Bolesława. Oddziały drużyny stacjonowały przede wszystkim
w gnieźnieńskim centrum państwa. Tam, pomiędzy Włocławkiem
a Poznaniem rozlokowane były główne siły. Przy wsparciu potężnych
grodów broniły one najważniejszych ziem państwa Piastów. Wydzielone
jednostki były umieszczane w prowincjach podległych księciu
gnieźnieńskiemu. Wykorzystując główny gród dzielnicy, pilnowały
lojalności prowincji, a w przypadku napadu broniły jej przed wrogami. Na
czele tych oddziałów stali dowódcy, którzy jednocześnie byli
namiestnikami księcia na powierzonych im terenach. Zależni od nich byli
naczelnicy okręgów grodowych tworzonych tam, gdzie znajdowały się
większe skupiska ludzi.
Podporządkowana panom grodowym ludność chłopska była zobowiązana
do składania danin oraz do prac, bez których grody nie mogłyby istnieć.
Zorganizowani w opola chłopi dostarczali żywności, a także innych rzeczy
niezbędnych do obrony grodu przed obcym atakiem. Ludność chłopska
utrzymywała załogi grodów, dzięki jej daninom panowie grodowi,
namiestnicy prowincji, a w końcu też władca wraz ze swoim otoczeniem
mogli żyć na poziomie odpowiadającym ich pozycji.
Drużyna była doskonałym narzędziem dokonywania podbojów. Jej
członkowie, zarówno zwykli drużynnicy, jak i dowódcy, oczekiwali od
księcia, który był ich wodzem, ciągłych walk. Mogli w nich wykazać się
męstwem, przeżyć wspaniałą przygodę oraz zdobyć łupy. Drużynnicy byli
wierni swemu wodzowi, dopóki realizował on to, czego od niego
oczekiwali. Siemowit i jego następcy wypełniali te oczekiwania. Za ich
czasów księstwo piastowskie bezustannie się powiększało, kolejni
członkowie dynastii poddawali swej władzy nowe prowincje. Na ich czele
stawiali namiestników wywodzących się z drużyny lub z plemiennej
arystokracji. Namiestnikami zostawali ci, którzy zdecydowali się
współpracować z Piastami. Zarazem drużyna stabilizowała sytuację
wewnętrzną. Książę, posiadając dyspozycyjnych wojowników, mógł tłumić
bunty, istnienie oddanych władcy wojów utrudniało wyrażanie sprzeciwu.
Drużyna zapewniała spokój wewnętrzny. Jednak wymagała ona ciągłego
zatrudnienia, stojący na czele drużyny władca musiał toczyć bezustanne
wojny. Gdyby tego nie czynił, drużynnicy mogliby go opuścić i znaleźć
innego wodza. Do pewnego czasu władcom to odpowiadało, dzięki temu
mogli powiększać swe państwo. Dopóki ziemie Piastów nie graniczyły
z innymi państwami, ciągłe podboje przynosiły chwałę księciu, nie
powodując żadnych zagrożeń. Sytuacja się zmieniła, gdy granice państwa
gnieźnieńskiego zetknęły się z granicami Czech, Niemiec i Rusi. Wtedy
drużyna zmuszająca wodza do organizowania ciągłych walk zaczęła
destabilizować sytuację międzynarodową. Zaatakowanie któregoś
z sąsiadów musiało wywołać odwet i wybuch wojny.
Nawet mocno rozbudowana drużyna nie stanowiła całej siły zbrojnej
państwa. Wystarczała do organizowania nagłych uderzeń, mogła też być
pierwszą siłą broniącą przed obcym atakiem. Gdy jednak wybuchła
poważna wojna, drużyna była zbyt mała, aby przeciwstawić się
nieprzyjacielowi. Wtedy do walki stawać musieli, jak dawniej, wolni
członkowie poddanych Piastom plemion. Oczywiście nie wszyscy, to
byłoby niemożliwe. Zapewne na wojnę powoływani byli nieco bogatsi
rolnicy, ci, którzy mogli sobie pozwolić na broń. Być może już w czasach
plemiennych ich przodkowie częściej niż inni stawali do walki.
Państwo polskie powstawało bardzo szybko. Wystarczyło kilkudziesięciu
lat dla opanowania większości ziem późniejszego Królestwa Polskiego.
Wydaje się też, że po wyeliminowaniu broniących dawnego ładu
przywódców plemiennych Piastowie nie spotykali się już z poważniejszym
oporem. Powstające państwo było atrakcyjne dla większości możnych.
Włączając się w jego budowę, wzmacniali oni swój status elity społecznej.
Otwierały się przed nimi nowe możliwości, mogli być wyznaczeni na
stanowisko namiestnika prowincji, mogli też uzyskać dostojeństwa
dworskie. Również dla wolnych chłopów państwo nie było instytucją,
z którą musieliby walczyć.
Życie wolnych rolników niewiele zmieniło się wraz z powstaniem
państwa. Zmiany następowały powoli, mogły być niedostrzegalne dla
większości ludzi z podporządkowywanych Piastom plemion. Oczywiście
poza tymi, którzy zostali przesiedleni lub dostali się do niewoli i zostali
sprzedani. Rytmem życia pozostałych nadal kierowały pory roku i prace
z nimi związane. Wprawdzie w pobliżu opola powstawał gród książęcy,
a pan grodowy domagał się danin i pracy, ale przecież już dawniej
obowiązywały ich różne powinności niezbędne dla wspólnego dobra. Teraz
powinności te zaczęły się powiększać, ale wzrastały stopniowo, można się
było do nich przyzwyczaić. Zmieniały się jednak nie tylko obowiązki. Gdy
podporządkowanym księciu plemieniem zaczął rządzić książęcy
namiestnik, plemienne wiece zmieniły swój charakter. Nie rozstrzygano już
na nich spraw większej wagi. Gdy plemię utraciło niezależność, zebrani na
wiecach plemiennicy najwyżej rozstrzygali wewnętrzne spory, mogli też
czasem zobaczyć księcia, który ogłaszał im swe decyzje. Jednak już
dawniej to nie zwykli rolnicy decydowali na wiecach, lecz możni. A więc
dla chłopów zmiana ta nie była wielka. Ważną zmianą natomiast było
przyjęcie przez księcia chrześcijaństwa. Nie od razu jednak chrześcijaństwo
zaczęło wpływać na życie ludu, nie od razu mogło przekształcić dawne
wierzenia. W pierwszych dziesięcioleciach po przyjęciu nowej wiary
niewielu było w Polsce księży, spotkać ich można było tylko w większych
grodach, gdzie budowano pierwsze kościoły. Dla większości ludzi
zamieszkujących państwo pierwszych Piastów kontakt z wiarą
chrześcijańską kończył się zaraz po przyjęciu chrztu. W owych czasach
wielu ludzi żyło w lasach, daleko od gęściej zaludnionych terenów. Nie
zdawali oni sobie sprawy z tego, że ich kraj jest już chrześcijański. Tylko ci,
którzy mieszkali w pobliżu najważniejszych grodów, mogli bywać
w kościele, dla innych świątynie chrześcijańskie znajdowały się za daleko,
aby je odwiedzać. W Polsce długo jeszcze utrzymywały się zwyczaje
i wierzenia pogańskie. Wyeliminowane zostały dopiero w XIII wieku, gdy
powstała organizacja parafialna.
Zmiany jednak postępowały, a książę coraz więcej wymagał od
poddanych mu chłopów. Lecz gdyby dla któregoś z rolników ciężary
okazały się zbyt wielkie, mógł on opuścić swoją osadę. Wobec niewielkiego
zaludnienia kraju dużo było miejsc, do których nie docierała władza
książęca. Taka decyzja nie była łatwa, niewielu było zdolnych porzucić
wszystko i zacząć życie od nowa. Jednak nawet sama możliwość ucieczki
od nowej rzeczywistości przyczyniała się do łagodzenia odruchów buntu.
Za czasów Chrobrego wzmocniła się struktura państwa, coraz więcej jego
poddanych zaczynało odczuwać wspólnotę ponadplemienną. Najwcześniej
tę wspólnotę poczuli otaczający księcia możni. Za poddanych księcia
gnieźnieńskiego zaczęli się uważać już nie tylko Polanie, ale również
możnowładcy z innych dzielnic. Wśród ludu natomiast długo jeszcze
istniała świadomość odrębności. Dla Mazowszan obcymi byli zarówno
mówiący odrębnym językiem Prusowie, jak i podobni do nich Polanie czy
Pomorzanie. Podobnie myśleli członkowie innych plemion. Odrębności te
mogły być niebezpieczne dla państwa. Jednak już opowiedzenie się
możnych plemiennych po stronie Piastów osłabiło wspólnoty lokalne.
Likwidacja pogańskich sanktuariów, które wzmacniały separatyzmy,
i zastąpienie ich kościołami chrześcijańskimi osłabiały możliwość
sprzeciwienia się nowym porządkom. Również wojny toczone z innymi
państwami przyczyniały się do zacierania odrębności. Powołani pod broń
wojownicy z różnych plemion w czasie walk byli wojownikami swego
wodza, księcia gnieźnieńskiego. Nawet gdy pochodzili z różnych plemion,
zaczęli odczuwać więź, która trwa dłużej niż sama walka.
Mieszko I wprowadził swe państwo do Europy i został uznany za
równego innym książętom. Bolesław osiągnął więcej, stał się równy
królom, w końcu sam włożył koronę na swą głowę. Za czasów panowania
Mieszka i Bolesława Polska zaczęła się upodabniać do krajów starszej
cywilizacji, zaczęto budowę kamiennych kościołów i kamiennych
rezydencji władcy. Dzięki nim zmieniał się oczywiście nie cały kraj, ale
jego najważniejsze centra, takie jak Gniezno, Poznań, Kraków czy Giecz.
Przybysz z regionów od dawna chrześcijańskich w każdym z tych grodów
nie czuł się już obco. Znajdował tam kościół, może mniejszy od tego, który
widział u siebie, ale podobny, odprawiano w nim takie same ceremonie
religijne, w tym samym czasie obchodzono takie same święta, w tym
samym czasie przestrzegano postów. Władca, jego dwór i otoczenie ubierali
się podobnie. Przybysz z Niemiec mógł niejednokrotnie osobiście
porozmawiać z mieszkańcami Polski, gdyż nie tylko książęta, ale także
niejeden z polskich możnych potrafił mówić po niemiecku. Również
niektórzy Niemcy znali języki słowiańskie, kronikarz Thietmar chwalił się
nawet przed czytelnikami tą znajomością.
Dzięki czynom Mieszka i Bolesława Polska zaczęła się stawać jednym
z państw chrześcijańskich. Od krajów zachodnich różniła się organizacją,
strukturą społeczną i zwyczajami, ale przestała różnić się wiarą. Przyjęła
wartości wspólne dla całej Europy, wniosła natomiast w wianie własną
kulturę.
KRYZYS PAŃSTWA PIASTOWSKIEGO

Bolesław zmarł w 1025 roku, kilka miesięcy po koronacji. Jego syn


Mieszko II objął tron bez najmniejszych trudności, choć miał starszego od
siebie przyrodniego brata Bezpryma. Nowy władca szedł śladami swego
ojca. Natychmiast po przejęciu władzy, jeszcze w 1025 roku, zapewne na
Boże Narodzenie, koronował się na króla.
Po śmierci Henryka II książęta niemieccy wybrali na króla księcia
Frankonii Konrada. Był on potomkiem córki Ottona I. Choć elekcja ta była
nadzwyczaj zgodna, wkrótce znaleźli się niezadowoleni, którzy wystąpili
przeciw niemu. Mimo to już w 1025 roku Konrad II opanował sytuację
w Niemczech, dał też wyraz niezadowoleniu z tego, co się wydarzyło
w Polsce.
Obie polskie koronacje, a zwłaszcza ta dokonana przez Mieszka II,
wywołały w Niemczech oburzenie. Autorzy roczników w najostrzejszych
słowach piętnowali tę, jak pisali, uzurpację. Nie wszyscy jednak książęta
niemieccy byli wrogami Mieszka. Na zachodzie Niemiec panowały nadal
nastroje nieprzychylne Konradowi, książęta z tamtej części królestwa
niemieckiego czekali na okazję, aby wystąpić przeciw nowemu królowi.
Dla nich władca Polski mógł się stać cennym sojusznikiem. Nastroje te
wyraża list, jaki około 1026 roku przesłała Mieszkowi księżna szwabska
Matylda. W liście tym księżna chwaliła polskiego króla. Pisała, że jest
dobrym chrześcijaninem, że buduje liczne kościoły, a ponadto modli się nie
tylko we własnym języku, ale również po łacinie i po grecku. Ta ostatnia
wiadomość świadczy o bardzo starannym wykształceniu, jakie Mieszko
odebrał w młodości, cały natomiast list jest wyrazem uznania dla polskiego
króla. Do listu Matylda dołączyła miniaturę, na której Mieszko został
przedstawiony na tronie, w koronie na głowie i z berłem w ręku. Książęta
zachodnioniemieccy, których przedstawicielką była księżna Matylda,
uznawali tytuł królewski Mieszka i liczyli na jego pomoc.
Gdy tylko w 1026 roku Konrad wyruszył do Rzymu po koronę cesarską,
w zachodnich Niemczech wybuchł przeciw niemu bunt. Zmusiło to
Konrada, natychmiast po koronacji cesarskiej, do powrotu i rozprawienia
się z opozycją. Cesarz pokonał buntowników w końcu 1027 roku.
Tymczasem Mieszko, nie wiedząc o tym, co się stało na zachodzie Niemiec,
ruszył na pomoc swoim sojusznikom i w styczniu 1028 roku uderzył na
Saksonię. Wyprawa ta zakończyła się ogromnym sukcesem. Znaczne
połacie Saksonii zostały spustoszone, król przyprowadził do Polski liczny
zastęp brańców. Jednak sukces ten stał się początkiem klęski, sojusznicy
polskiego władcy byli już przecież pokonani.
Cesarz Konrad nie od razu odpowiedział na polski atak. Najpierw musiał
stoczyć walki z Węgrami. Już jednak w 1031 roku uderzył na Mieszka
i pokonał go na Łużycach. Nie była to jeszcze dla polskiego króla
katastrofa. Stracił na rzecz Niemiec Milsko i Łużyce. Z trudności polskiego
władcy skorzystał następca czeskiego tronu, Brzetysław, który zajął
Morawy. Mimo to Polska, choć pokonana, zachowała trzon ziem, nad
którymi kiedyś panował Mieszko I. Utraciła jednak dwie prowincje,
a utrata prowincji była w tych czasach bardzo groźna dla władców. Strata
ta wskazywała, że Polska wkracza w okres kryzysu.
Mimo utraty Milska, Łużyc, a także Moraw Mieszko II pozostał królem,
nadal rządził wielkim jeszcze państwem. Jednak po ataku niemieckim
nastąpił atak ze wschodu. Na Polskę ruszył Jarosław Mądry, książę
kijowski, a z nim szedł starszy brat Mieszka, Bezprym. Być może przeciw
królowi zbuntował się też jego młodszy brat Otton. Tego uderzenia
Mieszko nie mógł wytrzymać. Nie próbując nawet walczyć, uciekł do
Czech. Miał nadzieję, że skłócony chwilowo z cesarzem książę praski
Udalryk udzieli mu schronienia. Srodze się jednak rozczarował. Udalryk
kazał pojmać Mieszka, a następnie go wykastrować.
Tymczasem w Polsce rozpoczął swe rządy Bezprym. Wspierany przez
księcia Rusi nie protestował oczywiście, gdy Jarosław odebrał mu Grody
Czerwieńskie. Pragnąc uregulować stosunki z cesarzem, zrezygnował też
z korony królewskiej. Polskie insygnia koronacyjne odesłał cesarzowi,
wykorzystując do tego żonę Mieszka, Rychezę. Dzięki temu królowa mogła
wraz z dziećmi, synem Kazimierzem i córką Gertrudą, opuścić Polskę.
Panowanie Bezpryma nie trwało długo, jego rządy okazały się bardzo
krwawe i okrutne. Nie znalazł on poparcia w Polsce i już po kilku
miesiącach został zamordowany. W tym samym czasie czeski Udalryk
wypuścił z więzienia Mieszka.
Już wcześniej Mieszko dał się poznać jako doskonały dyplomata
i dowódca. Jednak jego wielkość zabłysła wyraźnie dopiero teraz,
w chwilach porażki i upokorzenia. Mimo klęsk politycznych, mimo utraty
władzy i hańbiącego kalectwa nie zrezygnował z walki o tron i odbudowę
państwa. Zapewne z Pragi przyjechał do Polski i stąd został wezwany przez
cesarza do Merseburga. W Merseburgu cesarz Konrad dokonał podziału
Polski. Wyznaczył dzielnice dla młodszego brata Mieszka Ottona oraz dla
Dytryka, ich stryjecznego brata, wnuka Mieszka I i Ody. W tak
podzielonym państwie Mieszko miał być księciem zwierzchnim.
Dokonany przez cesarza podział trwał bardzo krótko. Już w 1033 roku
zmarł Otton, natomiast Dytryk zniknął nam z pola widzenia. Być może nie
zdążył nawet przybyć do wyznaczonej sobie dzielnicy. Znowu więc
Mieszko był jedynym władcą Polski. Niestety, zmarł już w 1034 roku.
Po Mieszku na tronie zasiadł jego syn Kazimierz. Wprawdzie kilka lat
wcześniej musiał wyjechać z kraju, ale gdy tylko jego ojciec odzyskał
władzę, młody książę pozostawił swą matkę w Niemczech, a sam powrócił
do ojczyzny. Nie wiemy dokładnie, jak przebiegały dalsze wydarzenia,
znamy tylko ich ogólne zarysy, bez szczegółów i z niepewną chronologią.
Wiemy, że Kazimierz po bardzo krótkim panowaniu został zmuszony do
opuszczenia kraju. Możemy się domyślać, że przyczynili się do tego możni,
którzy sądzili, że bez księcia będą mogli władać poszczególnymi
dzielnicami Polski. Być może marzył im się ustrój podobny do tego, jaki
panował u Wieletów, gdzie o ważnych sprawach decydowały wiece i możni
poszczególnych plemion wchodzących w skład ich związku. Wiemy też, że
na Mazowszu przejął władzę i ogłosił się księciem dawny piastowski
namiestnik w tej ziemi, Miecław. Zapewne podobnie postąpił namiestnik
Pomorza Wschodniego. Po wygnaniu Kazimierza Polska rozpadła się więc
na niezależne od siebie prowincje.
Kazimierz opuścił Polskę najprawdopodobniej w 1038 roku. Po jego
wyjeździe w centralnej części państwa, w ziemi gnieźnieńskiej, wybuchł
bunt pogański. Wydarzenia, jakie nastąpiły w Polsce, zostały zauważone
i opisane w krajach ościennych, wspomina o nich zarówno ruska Powieść
doroczna, jak i czeski kronikarz Kosmas, a także niemieccy rocznikarze.
Opisuje je oczywiście również Gall Anonim. Zgodnie z tymi relacjami
buntownicy atakowali kościoły, zabijali księży, a nawet biskupów. Bunt był
skierowany również przeciw możnowładcom.
Bunt ludowy wybuchł prawdopodobnie tylko w centralnej części
państwa, w okolicach Gniezna i Poznania. Tam zabijano księży i możnych,
tam niszczono kościoły. W innych dzielnicach zapewne było dość
spokojnie. Spokój panował na rządzonym przez Miecława Mazowszu,
dokąd uciekali możni z niebezpiecznej dla nich ziemi Polan. Należy jednak
dodać, że na Mazowszu chrześcijaństwo nie zapuściło głębszych korzeni,
opóźniona też była budowa struktur państwowych. Nie doszło do
zamieszek w ziemi krakowskiej. W Krakowie funkcjonowało nieprzerwanie
biskupstwo, zachowała się też tradycja kościelna sięgająca X wieku. Trudno
powiedzieć, jak było na Śląsku, wydaje się jednak, że bunt pogański nie
objął swym zasięgiem tej dzielnicy.
Trudną sytuację u swego północnego sąsiada wykorzystał książę Czech
Brzetysław. W 1039 roku najechał on na Polskę, jego wojska doszły do
Gniezna. Gród ten, a także gród poznański zostały zdobyte. Najeźdźcy
obrócili w gruzy katedry w Gnieźnie i Poznaniu, uprowadzili licznych
brańców. Polskę spotkały też inne straty. Brzetysław, chcąc zapewne
przenieść arcybiskupstwo z Gniezna do Pragi, wywiózł z Polski relikwie św.
Wojciecha, jego brata Radzyma Gaudentego oraz Pięciu Braci
Męczenników. Ciała tych świętych zostały uroczyście pochowane
w Czechach, a po latach, gdy o niektórych z nich już niewiele wiedziano,
Pięciu Braci Męczenników zaczęto nazywać Pięcioma Braćmi Czeskimi.
Najazd czeski dokończył dzieła zniszczenia rozpoczętego wygnaniem
księcia Kazimierza i buntem pogańskim. W gruzach legła centralna część
państwa, zniszczone zostały grody wielkopolskie z Gnieznem i Poznaniem
na czele.
Wiele było powodów tak prędkiego upadku potężnego jeszcze niedawno
państwa. Panowanie Bolesława Chrobrego było wspaniałe, władca ten
zdołał wejść do kręgu najważniejszych ludzi ówczesnego świata,
powiększył swe państwo o kilka nowych prowincji, w końcu podniósł je do
rangi królestwa. Jednak przyłączając do Polski Milsko i Łużyce, Morawy
i Grody Czerwieńskie, popadł w konflikt z sąsiadami. To była jedna
z przyczyn problemów jego syna. Czy jednak Mieszko I, a potem Bolesław
mogli inaczej postępować? Czy mogli nie rozszerzać państwa kosztem
sąsiadów? Naturalne było przecież dążenie do zajęcia jak najlepszego
miejsca wśród innych władców. Naturalne też w owych czasach było
podbijanie nowych terytoriów. Trudno winić Piastów za taką politykę.
Podobnie przecież postępowali władcy państw sąsiednich. Gdyby Piastowie
nie prowadzili podbojów, sąsiedzi zdobywaliby piastowskie prowincje.
Niewątpliwie do upadku Polski w latach trzydziestych XI wieku
przyczyniło się wyczerpanie kraju spowodowane długimi wojnami. Wojny
te były zwycięskie, ale stanowiły duże obciążenie dla ludności. W wyniku
wojen z Niemcami kilkakrotnie Śląsk, a raz Wielkopolska zostały
zniszczone najazdami Niemców. Chłopi byli obarczani utrzymaniem ciągle
powiększającej się drużyny. Na wojnie drużynnicy zdobywali łupy, ale
pomiędzy wyprawami żyli dzięki daninom ludności chłopskiej. Największe
ciężary spadały na centralną część państwa, tam bowiem stacjonowały
najliczniejsze oddziały wojska i tam najczęściej przebywał władca. Ponadto
żyjący w okręgach grodowych rolnicy musieli wykonywać liczne prace. Do
nich należała budowa i naprawa grodów, utrzymywanie w dobrym stanie
dróg, przewożenie towarów, jeśli tak kazali urzędnicy książęcy. Chłopi
musieli też gościć u siebie licznych książęcych funkcjonariuszy. Ciężarów,
jakie spadały na wolnych przecież rolników, było dużo, a liczba ich rosła,
gdy książę prowadził wojnę lub się do niej przygotowywał.
Mieszko I, a zwłaszcza Bolesław Chrobry i jego syn, Mieszko II, starali
się, jak byśmy to dzisiaj powiedzieli, modernizować swoje państwo. Za
czasów tych władców powiększane były grody, powstawały też coraz
liczniejsze reprezentacyjne budowle. Przed kryzysem państwa, jaki nastąpił
po śmierci Mieszka II, powstało co najmniej pięć książęcych pałaców
połączonych z kaplicami, budowane też były kamienne kościoły.
W niektórych grodach postawiono ich nawet kilka, na przykład
w Krakowie do czasów Mieszka II wzniesionych zostało co najmniej pięć
murowanych świątyń. Wszystko to kosztowało, jak również obciążało
ludność chłopską. A przecież budowano także drewniane kościoły i dwory.
Innym ciężarem, jaki spadał na ludność chłopską, był bezpośredni udział
w walkach, niejednego z wolnych rolników powołano do wojska w celu
obrony kraju. Spowodowało to znaczny wzrost chłopskich obciążeń. Gdyby
jednak pierwsi Piastowie prowadzili mniej kosztowną politykę, gdyby nie
toczyli tylu wojen, sytuacja wolnych rolników nie byłaby lepsza. Można
przypuszczać, że przy mniejszej aktywności polskich władców poszczególne
ich ziemie zostałyby podbite przez sąsiadów. W owych czasach państwa
dopiero się tworzyły, ich władcy starali się rozciągnąć swe wpływy na jak
największe terytoria. Gdyby więc Piastowie nie prowadzili tak kosztownej
polityki, to podlegli im chłopi znaleźliby się pod władzą innych
monarchów i dla nich musieliby ponosić ciężary. Los chłopów nie
zmieniłby się, inaczej tylko wyglądałaby mapa polityczna tej części Europy.
Odrodzona monarchia
ODBUDOWA PAŃSTWA

Kazimierz uciekł przed ruskim najazdem na Węgry. Zapewne tylko ta droga


ucieczki była możliwa. Nie znalazł jednak w państwie króla Stefana
gościnnego przyjęcia, został przez władcę Węgier uwięziony. Działo się to
najprawdopodobniej w 1038 roku. Niewola młodego księcia nie trwała
długo. W tym samym roku zmarł król Stefan, królem Węgier został mąż
córki zmarłego władcy, syn doży weneckiego Piotr Orseolo. Nie tylko
wypuścił on więźnia, ale dał mu eskortę rycerską i pozwolił pojechać do
Niemiec. Gall Anonim pisze, że Kazimierz odznaczył się tam czynami
rycerskimi, zapewne brał udział w wojnie króla niemieckiego Henryka III
z księciem Czech Brzetysławem. W Niemczech polski książę znalazł oparcie
w swej matce Rychezie, której pozycja była znaczna. Rycheza nie tylko
zachowała tytuł królowej, ale też posiadała wielkie majątki rodowe. Jej
bracia natomiast pełnili najwyższe godności. Jeden z wujów Kazimierza,
Herman, był arcybiskupem kolońskim, a zarazem kanclerzem Włoch, drugi
natomiast dzierżył księstwo Szwabii. Wujom zależało, aby ich
siostrzeńcowi się powiodło. Ponadto sytuacja polityczna zaczęła sprzyjać
synowi Mieszka II. Król niemiecki Henryk zaniepokoił się zwycięstwami
księcia Czech Brzetysława. Nie chciał, aby Brzetysław podbił Polskę
i stworzył duże państwo słowiańskie, które byłoby groźne dla Niemiec.
Obawiał się tego już Henryk II wtedy, gdy Bolesław Chrobry zajął
przeżywające kryzys Czechy. Wówczas król niemiecki wsparł księcia Czech,
Jaromira. Teraz, gdy sytuacja się odwróciła i wydawało się, że władca
Pragi może zostać panem zachodniej Słowiańszczyzny, Henryk III pomógł
polskiemu księciu. Aby nie dopuścić do zbytniego wzrostu potęgi czeskiej,
nie pozwolił na stworzenie arcybiskupstwa w Pradze, a następnie udzielił
Kazimierzowi pomocy militarnej. Na czele pięciuset rycerzy niemieckich,
a także tych Polaków, którzy towarzyszyli księciu na wygnaniu, Kazimierz
wyruszył do Polski. Jak pisze Gall Anonim, przybył on do grodu, w którym
czekali na niego jego zwolennicy. Grodem tym był zapewne Kraków.
Polska, do której wrócił Kazimierz, była krajem zniszczonym, w części jej
ziem przestały funkcjonować dawne struktury państwowe. Zupełnej
dewastacji uległa centralna część państwa, ziemia gnieźnieńska. Potężne
grody tej ziemi, wokół których dawniej stacjonowały największe oddziały
książęcej drużyny, uległy zniszczeniu, zanikła władza panów grodowych,
a ci spośród wolnych chłopów, którzy przetrwali i nadal mieszkali w swych
wsiach, przestali płacić daniny. Przestały też istnieć położone
w centralnych dzielnicach państwa majątki książęce. W czasach zamętu
pracujący w nich niewolni, korzystając z zamieszania, uciekli i odzyskali
wolność. Zdewastowany kraj nie mógł zaspokoić potrzeb państwa,
niemożliwe też na razie było odtworzenie mającego bazę materialną
w Wielkopolsce arcybiskupstwa gnieźnieńskiego.
Nie wiemy, jak wyglądały leżące pomiędzy Gnieznem a Krakowem
ziemie środkowej Polski. Z pewnością jednak nie mogły stanowić bazy dla
odbudowy państwa. Jedyną prowincją, której nie zniszczyły klęski lat
trzydziestych, była ziemia krakowska. Tam ostała się dawna organizacja
grodowa, tam też funkcjonowało biskupstwo.
Do zachowania spokoju w ziemi krakowskiej przyczynić się musiał
wyznaczony jeszcze przez Mieszka II nieznany nam z imienia namiestnik.
On też zapewne przyjął powracającego Kazimierza. Jednak nie wszyscy
mianowani przez Mieszka namiestnicy dochowali wierności Piastom.
Mieszko II powierzył Mazowsze swemu dawnemu cześnikowi Miecławowi.
Miecław ustrzegł tę dzielnicę od zamieszek, zachował w niej dawny ład
i porządek. Dlatego w czasach buntów ludowych na Mazowsze uciekali
z ziemi gnieźnieńskiej możni, a w czasie najazdu czeskiego chłopi.
Zapewne Miecław pozostał też chrześcijaninem, choć na Mazowszu
chrześcijaństwo w pierwszej połowie XI wieku poczyniło małe jeszcze
postępy. Jednak nie podporządkował się on powracającemu Kazimierzowi.
Pan Mazowsza zdecydował się na podjęcie próby stworzenia własnego
państwa, być może nawet dążył do odbudowy Polski pod własnym
przywództwem. Może chciał zostać protoplastą dynastii. Stał się więc
wrogiem Kazimierza.
Uznania Kazimierza odmówiło również Pomorze, które powróciło do
bytu plemiennego i do pogaństwa. Oczywiście Pomorze Wschodnie, gdyż
Pomorze Zachodnie już wcześniej odłączyło się od Polski. Także Śląsk nie
znalazł się pod władzą powracającego do Polski księcia. Ziemie śląskie
zostały w 1039 roku przyłączone przez Brzetysława do Czech. Kazimierz
zastał więc państwo swoich przodków zniszczone i pozbawione trzech
prowincji. Ich odzyskanie stało się jednym z jego celów politycznych.
Jednym z wielu, bo niezmiernie ważnych problemów wymagających
rozwiązania było znacznie więcej.
Zniszczeniu uległa polska organizacja kościelna. Arcybiskupstwo
gnieźnieńskie istniało wprawdzie formalnie, lecz nie funkcjonowało. Nie
było też arcybiskupa. Aby powołać ponownie do życia archidiecezję,
konieczne było przywrócenie jej podstaw materialnych, które opierały się
na dochodach z wielkopolskich grodów. Tymczasem grody te uległy
zniszczeniu, a mieszkający w wielkopolskich okręgach grodowych chłopi
przestali oddawać daniny. Nie było też kościołów katedralnych w Gnieźnie
i w Poznaniu. Zostały zniszczone przez wojska Brzetysława. Gall napisał,
zapewne z przesadą, że w tamtejszych katedrach dzikie zwierzęta znalazły
legowiska.
Odbudowy wymagała cała polska skarbowość. Regularne daniny płaciła
zapewne tylko ludność ziemi krakowskiej, w innych dzielnicach struktury
państwa zostały zniszczone lub poważnie naruszone. W czasach zamieszek
i najazdów również skarb książęcy uległ rozproszeniu i rabunkom.
Kazimierz musiał też odtworzyć siłę zbrojną państwa. Drużyna książęca,
potężna jeszcze za czasów Mieszka II, przestała istnieć. Drużynnicy
oczekiwali od swego wodza zwycięskich wypraw, tymczasem po
wypędzeniu Mieszka z Polski i po zamordowaniu Bezpryma wodza
zabrakło i drużyna się rozproszyła. W powrocie do Polski pomogli księciu
rycerze niemieccy. Po osadzeniu Kazimierza w Krakowie rycerze ci jednak
najprawdopodobniej powrócili do swej ojczyzny. Nieliczne resztki polskiej
drużyny pozostały pod rozkazami wyznaczonych przez Mieszka
namiestników, jednak tylko namiestnik Krakowa podporządkował się
powracającemu do Polski księciu i przekazał mu podległych sobie
wojowników. Siły te nie mogły być zbyt wielkie, brakowało natomiast
środków na zorganizowanie takiej drużyny, jaką miał w początkach swego
panowania ojciec Kazimierza.
Zadań do wykonania było wiele. Jednak sytuacja Kazimierza nie była
beznadziejna. Mimo klęsk, jakie nawiedziły Polskę, zachowała się tradycja
chwalebnych czynów przodków Kazimierza, której wierni byli tworzący
nową elitę możni ziemi krakowskiej. Pochodzili oni z plemienia Wiślan.
Mimo to państwo Kazimierza nie zmieniło swej nazwy, nadal nazywało się
Polską, czyli państwem Polan. Niewątpliwie więc możni wiślańscy uznali
się również za Polan, nazwa ta przestała już być określeniem jednego
z plemion, a stała się nazwą państwa. W świadomości społecznej zachował
się też kształt Polski odziedziczony po przodkach. Kazimierz musiał
wprawdzie zrezygnować z Moraw, Łużyc, a nawet Grodów Czerwieńskich,
jednak walczył o granice z czasów Mieszka I. Kształt państwa Mieszka
I wszedł więc już do powszechnej świadomości.
Kazimierz oczywiście uznawał zwierzchnictwo króla niemieckiego nad
sobą. Był zbyt słaby, aby podjąć próbę realizacji planów Bolesława
Chrobrego.
Przyjeżdżał na zwoływane przez cesarza zjazdy oraz wspierał Niemcy
zbrojnie. Dla Kazimierza Henryk III był nie tylko seniorem, ale też
prawdziwym sojusznikiem. Polski książę miał nadzieję, że po pokonaniu
przez cesarza księcia Czech będzie możliwe odzyskanie Śląska. Jednak
w interesie Niemiec nie leżało wspieranie wszystkich aspiracji polskiego
księcia. Dla Henryka III ważna była odbudowa państwa polskiego, ale nie
pragnął upadku Czech. Tym bardziej że w nadciągającej wojnie z Węgrami
książę czeski mógł być cennym sojusznikiem. Dlatego też Henryk nakazał
Brzetysławowi uwolnić polskich jeńców i uznać polską władzę w zajętych
przez Kazimierza ziemiach, pozwolił mu jednak zachować nie tylko
Morawy, ale i Śląsk. Dla Kazimierza stało się oczywiste, że poparcie
niemieckie nie jest bezwarunkowe. Henryk realizował własne plany, które
nie zawsze były zgodne z interesem Polski. Polski książę postanowił więc
poszerzyć krąg sprzymierzeńców.
Nowym sojusznikiem został książę ruski Jarosław Mądry. Ruś była
zainteresowana powiększaniem swego terytorium kosztem Jaćwieży.
Tymczasem z Jaćwieżą sprzymierzył się książę Mazowsza Miecław.
Wsparta wojskami mazowieckimi Jaćwież była trudna do pokonania,
wobec tego Jarosław postanowił każdego z sojuszników pokonać
oddzielnie. Ruska wyprawa wojenna na Mazowsze zakończyła się jednak
klęską. Po tym niepowodzeniu pragnący odzyskać Mazowsze Kazimierz
zaczął być przez księcia Rusi postrzegany jako cenny sprzymierzeniec. Do
zawarcia przymierza doszło na początku lat czterdziestych XI wieku,
zostało ono wzmocnione małżeństwem Kazimierza z ruską księżniczką
Dobroniegą, a nieco później również małżeństwem siostry Kazimierza
Gertrudy z najstarszym synem księcia kijowskiego, Izasławem.
Trudno było pokonać samozwańczego księcia Mazowsza, choć żaden
z sąsiadów Polski nie rościł sobie prawa do tej dzielnicy. Miecław, który
nią rządził, potrafił zachować tę część drużyny, która mu podlegała jako
namiestnikowi piastowskiemu. Mazowsze w XI wieku przeżywało rozkwit.
Źródłem wzrastającego dobrobytu Mazowsza, poświadczonego
archeologicznie przez srebrne skarby, jakie zaczęły się w XI wieku
pojawiać na jego ziemiach, był szlak handlowy biegnący wzdłuż Bugu.
Szlak ten łączył Ruś z rejonami nadbałtyckimi, a dochody, jakich
przysparzał, wzbogacały skarb Miecława. Ponadto w wyniku klęsk, jakie
spadły na środkową Polskę, w latach trzydziestych wzrosła liczba ludności
tej dzielnicy. Po wybuchu buntów ludowych liczni możni uciekali
z Wielkopolski na Mazowsze. Nieco później chłopi szukali tam schronienia
przed wojskami Brzetysława. Miecław wzmacniał również sojusz
z Jaćwieżą. Pod jego panowaniem Mazowsze stało się tak silne, że
pokonanie go było problemem nawet dla księcia kijowskiego Jarosława.
Nie zdołało się jednak obronić przed wspólnym atakiem polsko-ruskim.
W 1047 roku dwaj sprzymierzeni władcy, Kazimierz i Jarosław kijowski,
zaatakowali Miecława. Pomiędzy nimi i wojskami księcia mazowieckiego
rozegrała się bitwa, w której Mazowszanie zostali rozgromieni, a Miecław
zginął. W relacji Galla Anonima w wojnie z Mazowszem Kazimierz odegrał
decydującą rolę. Bardziej jednak wiarogodne jest to, co napisał ruski
kronikarz. Stwierdził on, że to Jarosław pokonał Miecława i oddał
Kazimierzowi Mazowsze. Możemy się domyślać, że istotnie siły ruskie były
większe od polskich i wojska Jarosława zadecydowały o zwycięstwie. Tym
bardziej jednak podziwiać musimy Kazimierza, który nie mając
dostatecznych sił, potrafił znaleźć sojuszników i dzięki nim osiągnąć swoje
cele. W następnej kampanii już samodzielnie pobił Pomorzan i przyłączył
Pomorze Wschodnie do swego państwa.
Sojusz polsko-ruski zaniepokoił cesarza Henryka. Władca Niemiec mógł
się obawiać, że jego zwierzchnictwo nad Polską osłabnie. Jednak Kazimierz
nie próbował zrywać więzów łączących go z Niemcami, mając natomiast
wsparcie ze wschodu, uzyskał większą swobodę działania. W poprzednim
pokoleniu wspólne niemiecko-ruskie uderzenie na Polskę niemal nie
spowodowało całkowitego upadku państwa Piastów, teraz dobre układy
z obu sąsiadami wzmocniły Kazimierza.
Po kilku latach panowania Kazimierz poczuł się tak silny, że w 1050
roku, lekceważąc wcześniejszą decyzję cesarza, przyłączył Śląsk do swego
państwa. Wydaje się, że pod względem militarnym odzyskanie Śląska nie
było zbyt trudne, zapewne księcia polskiego wsparli jego zwolennicy
mieszkający w tej ziemi. Jednak sukces Kazimierza wywołał
niezadowolenie Henryka III, cesarz nawet zagroził polskiemu księciu
wojną. Groźba nie była zbyt poważna, Kazimierz wiedział, że cesarz jest
zbyt mocno zajęty sprawami cesarstwa, a także wojną węgierską, aby
angażować się zbrojnie w konflikt polsko-czeski. Spór został ostatecznie
rozstrzygnięty w 1054 roku. Henryk III wezwał obu władców do
Kwedlinburga i narzucił im swoje rozwiązanie. W wyniku zawartej
wówczas ugody Śląsk pozostał przy Polsce, natomiast Kazimierz
zobowiązał się w imieniu własnym i swych następców do płacenia
Czechom corocznego trybutu ze Śląska w wysokości 500 grzywien srebra
i 30 złota. Takie rozwiązanie było wygodne dla Niemiec, trybut płacony
Czechom przez polskich władców z należącej do nich prowincji musiał
wywoływać bezustanne konflikty polsko-czeskie. Decyzja cesarska była
jednak korzystna dla Kazimierza, zachował on przecież sporną prowincję.
W ciągu kilkunastu lat Kazimierzowi udało się odzyskać ziemie, którymi
władał Mieszko I. Na wiele wieków stały się one ziemiami Piastów, tym, co
określano jako państwo polskie. Jednocześnie z odzyskiwaniem straconych
ziem musiał on odbudowywać zniszczony kraj.
Bardzo pilną sprawą było odtworzenie struktur polskiego Kościoła.
Metropolia gnieźnieńska istniała tylko formalnie. Przerwa w jej
funkcjonowaniu spowodowała zanik dawniejszej tradycji. Autorzy
roczników i katalogów biskupów pamiętali, że pierwszym arcybiskupem
gnieźnieńskim był Radzym Gaudenty, lecz nie znali imion jego
bezpośrednich następców. Ciągła historia archidiecezji zaczyna się dopiero
od czasów jej reaktywowania w drugiej połowie XI wieku. Ten stan rzeczy
mógł doprowadzić do likwidacji polskiej metropolii kościelnej. Jednak jej
odbudowa w krótkim czasie nie była możliwa. Ziemia gnieźnieńska, która
musiała utrzymywać diecezję, była bardzo zniszczona, bunty i najazd
czeski spowodowały zmniejszenie liczby jej ludności. W czasach zamętu
chłopi przestali oddawać daniny, zaniechali wykonywania przeróżnych
prac wymaganych dawniej przez książęcych urzędników. A przecież część
danin chłopskich przeznaczona była na utrzymanie Kościoła. W gruzach
leżała katedra gnieźnieńska, bez niej niemożliwe było funkcjonowanie
arcybiskupstwa. Podobnie było w diecezji poznańskiej, również zniszczonej
przez niedawne kataklizmy. Tam też doszło do zerwania tradycji.
Pamiętano tylko o najstarszym biskupie polskim Jordanie. Nie znano
jednak ani Ungera, ani jego bezpośrednich następców.
Nieco lepiej przedstawiała się sytuacja na odzyskanym Śląsku.
W dzielnicy tej zapewne nie doszło do większych buntów ludowych.
Brzetysław nie spustoszył ziem śląskich, gdyż planował przyłączenie Śląska
do Czech. Zlikwidował jednak diecezję wrocławską, a jej ziemie
podporządkował biskupowi praskiemu. Ponieważ Śląsk nie poniósł
większych zniszczeń, Kazimierzowi łatwo było przywrócić do życia
biskupstwo wrocławskie. Natychmiast po zajęciu Śląska ustanowił we
Wrocławiu biskupa, którym został Hieronim. Jednak i na Śląsku doszło do
zerwania tradycji. Autorzy katalogów biskupów wrocławskich nic nie
wiedzieli o poprzednikach Hieronima, dla nich założycielem diecezji był
Kazimierz, a wyznaczony przez niego biskup był jej pierwszym
ordynariuszem.
Wśród polskich diecezji wyróżniało się biskupstwo krakowskie. W ziemi
krakowskiej nie doszło do zamieszek, nie było obcych najazdów. Dlatego
też ordynowany jeszcze przed kryzysem biskup Rachelin sprawował
nieprzerwanie swą funkcję do 1045 roku. Gdy inne części Polski
nawiedzały kataklizmy dziejowe, w Krakowie biskup nadal wypełniał swoje
obowiązki. W 1037 roku wyświęcił on na księdza Sułę, późniejszego
biskupa krakowskiego, który na tym stanowisku przyjął imię Lambert.
W diecezji krakowskiej zachowała się też tradycja jej dziejów od roku
1000, a może nawet jeszcze wcześniejsza. Dlatego Kazimierz odbudowę
polskiego Kościoła oparł na diecezji krakowskiej. Po śmierci Rachelina
biskupem został tam przybyły nieco wcześniej do Polski mnich
benedyktyński Aron. Kazimierz uzyskał dla niego paliusz będący znakiem
metropolitów. Kraków nie został podniesiony do rangi arcybiskupstwa,
tylko Aron pełnił obowiązki arcybiskupa polskiego. Było to rozwiązanie
tymczasowe, konieczne w czasach, gdy niemożliwe było wyznaczenie
arcybiskupa w Gnieźnie.
Reaktywowanie polskiej metropolii kościelnej to również odbudowa
zniszczonych katedr. Najważniejszą była oczywiście katedra gnieźnieńska.
Prace przy jej ponownym wznoszeniu zostały rozpoczęte za Kazimierza.
Wobec spustoszenia książęcego skarbca budowa postępowała wolno,
konsekracja pierwszej części katedry nastąpiła dopiero w 1064 roku, za
panowania syna Kazimierza. Kościoły katedralne w Gnieźnie, a także
w Poznaniu zostały skromnie zaplanowane, w następnym wieku były to
najmniejsze polskie katedry.
W czasach pierwszych Piastów Kościół polski był finansowany z zasobów
książęcych. Jedna dziesiąta danin i innych dochodów była przeznaczana na
jego potrzeby. W sytuacji, jaką po powrocie do kraju zastał Kazimierz,
takie finansowanie było trudne. Dlatego też zmienił on, jak się wydaje,
sposób zaspokajania potrzeb materialnych polskich biskupstw. Wprawdzie
tam, gdzie było to możliwe, biskupi nadal pobierali dziesięciny z dochodów
grodowych, ale coraz większą część potrzeb zaczęły zaspokajać majątki
ziemskie nadawane przez władcę. Ten sposób finansowania był możliwy
wobec braków w skarbcu książęcym, a zarazem odpowiadał duchownym.
Również w krajach Europy Zachodniej instytucje kościelne utrzymywały
się z własnych majątków.
Nie mniej ważnym zadaniem, które należało wykonać, była odbudowa
siły zbrojnej. W czasach powstawania państwa i za pierwszych Piastów
najważniejszą formacją była drużyna. Nie stanowiła ona całości wojsk,
podczas wojny powoływano pod broń również wolną ludność chłopską.
Jednak pozostająca na utrzymaniu księcia drużyna była trzonem sił
zbrojnych – zawsze dyspozycyjna i zawsze gotowa do walki. Drużyna ta
przestała istnieć w czasach kryzysu, zachowały się tylko jej resztki
podporządkowane namiestnikom ziemi krakowskiej. Mogły być one
powiększone przez poczty możnych panów, lecz panowie nie dysponowali
większymi oddziałami zbrojnych. Tymczasem Kazimierz nie miał środków
materialnych wystarczających do odbudowania drużyny, musiał więc
poszukać innych rozwiązań. Zapewne obciążył obowiązkami rycerskimi
niektórych spośród wolnych chłopów. Na co dzień zajmowali się oni pracą
na roli, lecz na wezwanie księcia musieli stawać do walki. Za to zostali
zwolnieni z danin i obowiązków obciążających pozostałych rolników. Byli
mniej mobilni od dawnych drużynników, jednak sami starali się o środki
do życia dla siebie i swojej rodziny. Mobilizacja tak zorganizowanego
wojska trwała dłużej, lecz nie osłabiało to Polski w stosunku do sąsiadów,
gdyż podobny system funkcjonował również w innych krajach. Osadzeni na
ziemi wojownicy nie byli jeszcze szlachtą, ich status był równy statusowi
wolnych chłopów, a od możnych panów oddzielała ich wyraźna granica.
Zapewne jednak ci chłopscy wojowie byli trochę bogatsi od swych
niezobowiązanych do walki sąsiadów. Musieli być właścicielami nieco
większych majątków, gdyż wojny toczone były zawsze w lecie, wtedy gdy
jest najwięcej prac w polu. Dlatego też musieli mieć parobków
uprawiających ich pola, gdy sami szli na wojnę.
Osadzeni na ziemi wojownicy byli chłopami, których zadaniem była
walka. W podobny sposób zostały zaspokojone również inne potrzeby
państwa. Aby utrzymać dwór książęcy, wynagrodzić możnych pełniących
różne ważne funkcje państwowe oraz zaopatrzyć grody książęce, wolna
ludność chłopska zobowiązana była do różnych prac oraz do oddawania
danin w naturze. Niektóre z tych potrzeb były specyficzne. Ktoś musiał
hodować książęce konie, ktoś musiał doglądać stad bydła. Potrzebne były
strzały do łuków, wyroby garncarskie, tarcze. Ktoś musiał pomagać
w organizacji polowań. Podobnych potrzeb było znacznie więcej. Dla ich
zaspokojenia zostały zorganizowane tak zwane osady służebne. Były to
wsie, których mieszkańcy, choć sami żyli z rolnictwa, oddawali ściśle
określone daniny lub wykonywali ściśle określone prace. Od rodzaju tych
danin czy posług tworzone były nazwy wsi. Tak więc na przykład
mieszkańcy wsi Strzelce byli zobowiązani do wytwarzania strzał, chłopi ze
wsi Kobylniki hodowali książęce konie, a ludzie ze wsi Psary zajmowali się
książęcymi psami. Gdy spojrzymy na współczesną mapę Polski,
dostrzeżemy wokół najważniejszych kiedyś grodów wieńce osad
o podobnych nazwach. Natomiast wsie o takich nazwach jak Psary
pojawiają się wokół dawnych książęcych dworów myśliwskich.
Wsie służebne, bo tak je nazwali historycy, były tworzone już dawniej,
w czasach pierwszych Piastów. Wydaje się jednak, że dopiero w połowie XI
wieku ta organizacja ostatecznie się ukształtowała. Zapewniała ona księciu
towary, może nie najlepszej jakości, ale takie, których w inny sposób nie
mógłby uzyskać. Warto może jeszcze zwrócić uwagę na to, że podobnie
zorganizowane wsie powstały na Węgrzech i w Czechach, natomiast
w innych państwach nie występowały. Świadczy to o wspólnych
potrzebach trzech środkowoeuropejskich monarchii, a także o wspólnych
wzorach, z których korzystały. Podobieństw pomiędzy tymi trzema
państwami jest więcej. Przejawiają się one zarówno w organizacji państwa,
jak i w strukturze społecznej.
Odbudowując państwo, Kazimierz nie odtwarzał wiernie jego
przedkryzysowej struktury. W monarchii pierwszych Piastów
zdecydowanie wyróżniała się Wielkopolska, tam zostały zbudowane liczne
potężne grody. Natomiast w innych częściach państwa potężny gród był
tylko jeden, inne jemu podległe były mniejsze. Tymczasem, od połowy XI
wieku, również w Wielkopolsce odbudowano tylko dwa grody centralne,
w Gnieźnie i w Poznaniu. Inne zostały im podporządkowane i stanowiły już
tylko ośrodki mniejszych okręgów. W ten sposób Wielkopolska upodobniła
się pod względem administracyjnym do reszty kraju. Przestała też być
główną dzielnicą państwa.
Przybywając do Polski, książę Kazimierz był biedny, jego skarb świecił
pustkami. Władca potrafił jednak temu zaradzić. Pozostawił swemu
następcy środki pozwalające na prowadzenie aktywnej polityki.
Zapełnienie skarbu było możliwe, gdyż Kazimierz zdołał odbudować
administrację grodową, doprowadził do tego, że chłopi znowu zaczęli
oddawać daniny i pełnić swe powinności. Skarb książęcy zaczęły też zasilać
płacone przez obcych kupców cła. Pobierano je wzdłuż szlaków
handlowych przebiegających przez Polskę. Spośród nich dwa się
wyróżniały. Pierwszym z nich był trakt biegnący z Niemiec, ale też
i z Pragi, przez Kraków do Kijowa. Łączył on Niemcy, Czechy i Polskę ze
strefą Morza Czarnego. Drugą drogą handlową był szlak bużański.
Przemierzali go kupcy podążający z Rusi nad Bałtyk.
Wydaje się, że Polska czasów Kazimierza Odnowiciela stwarzała jej
mieszkańcom liczne możliwości kariery. Zdarzenia, jakie miały miejsce po
śmierci Mieszka II, spowodowały straty ludnościowe. Poważnemu
zmniejszeniu uległa niewątpliwie warstwa możnych. Wielu spośród jej
przedstawicieli poniosło śmierć podczas buntów ludowych, inni, którzy
uciekli na Mazowsze, wsparli Miecława. Gdy książę mazowiecki poniósł
klęskę w wojnie z Kazimierzem, ginąć musieli również ci, którzy go
wspierali, a wśród nich z pewnością niedawni uciekinierzy z Wielkopolski.
W wyniku tych strat zaczęło brakować ludzi do sprawowania wysokich
urzędów. Książę musiał tę lukę uzupełnić, a mógł to zrobić, awansując
mniej znaczne osoby na nieobsadzone stanowiska. Jeden z takich awansów
opisał Gall Anonim. Kronikarz wspomniał o prostym wojowniku, który
uratował księcia w bitwie, a w nagrodę został wyniesiony do pozycji
najwyższych w państwie i otrzymał gród. Został więc panem grodowym,
a to stanowisko uzyskiwali tylko przedstawiciele najwyższych warstw
społecznych. Ten awans był zrozumiały. Wojownik uratował księcia,
należała mu się nagroda. Wydaje się jednak, że w tych czasach awansów
było więcej, grupa możnych musiała zostać uzupełniona przez ludzi
z niższych warstw. Tak wysokie awanse spotykały nielicznych. Jednak
również mniej znaczące kariery były atrakcyjne. W zniszczonym kraju
odbudowywane były okręgi grodowe, książęcy namiestnicy musieli mieć do
pomocy różnego rodzaju funkcjonariuszy – ludzi, którzy zbieraliby daniny,
nadzorowali transporty produktów do grodu, pilnowali grodowych
magazynów. W połowie XI wieku w wielu ziemiach Polski ponownie
zaczynały funkcjonować lokalne targi, potrzebni byli strażnicy pilnujący
miru targowego oraz ci, którzy zbierali stosowne opłaty. Potrzebni byli też
ludzie do obsługi odtwarzanych komór celnych, a także liczna służba
obsługująca dwór książęcy i dwory możnych. Nie były to zbyt wysokie
stanowiska, ale dla wielu chłopów mogły być atrakcyjne. Ktoś, kto zbierał
daniny od swoich sąsiadów, dysponował władzą, mógł też liczyć na
dodatkowe dochody od rolników zainteresowanych tym, aby ich dobrze
potraktował. Monarchia Kazimierza była krajem dużej mobilności
społecznej. Otwierające się przed wieloma możliwości tłumaczą odzyskaną
stabilność państwa oraz tempo, w jakim Kazimierz dokonał odbudowy.
Książę Kazimierz żył tylko czterdzieści dwa lata. Mimo to w ciągu tak
krótkiego i burzliwego życia zdołał odzyskać utracone królestwo,
odbudować kraj i zapewnić swemu następcy możliwość prowadzenia
naprawdę wielkiej polityki. Już Gall Anonim nazwał go Odnowicielem.
WZLOTY I UPADKI

Następcą Kazimierza został jego najstarszy syn, Bolesław. Władca ten


w chwili objęcia tronu liczył zaledwie szesnaście lat, zapewne więc
w pierwszych latach swego panowania nie rządził samodzielnie. Wspierali
go niewątpliwie doradcy jego ojca. Z pewnością byli to doświadczeni
politycy. Sprzyjała też wtedy Polsce sytuacja międzynarodowa.
W 1056 roku zmarł cesarz Henryk III, jego następcą został Henryk IV.
Miał on jednak dopiero sześć lat i oczywiście nie mógł sam rządzić.
W Niemczech nastąpił okres rządów regencyjnych, a zarazem walk
o władzę. Osłabiło to oczywiście państwo. Gdy w końcu Henryk IV dorósł,
w Niemczech zaczęły wybuchać bunty, z których najpoważniejszy
wstrząsnął Saksonią. Równocześnie Henryk IV uwikłał się w wielki spór
z papieżem, spór nazwany walką o inwestyturę. Pod koniec panowania
Kazimierza doszło też do zmniejszenia aktywności Rusi i Czech. W połowie
lat pięćdziesiątych w obu tych państwach zmarli dwaj wybitni władcy, na
Rusi Jarosław, w Czechach Brzetysław. Obaj oni dokonali podziału
państwa pomiędzy synów, co spowodowało konflikty wewnętrzne. Również
Węgry były wstrząsane sporami dynastycznymi. Wszystko to pozwoliło
Bolesławowi na rozpoczęcie bardzo aktywnej działalności na arenie
międzynarodowej.
Gdy tylko Bolesław zaczął rządzić samodzielnie, interweniował na
Węgrzech, popierając księcia Belę przeciw królowi Andrzejowi, któremu
z kolei pomocy udzielili Niemcy. Interwencja polska skierowała się na
związane sojuszem z Niemcami Czechy. Choć wojska polskie nie zdołały
zdobyć obleganego Hradca, interwencja nie pozwoliła Czechom
zaatakować Węgier. Między innymi dzięki polskiej pomocy Bela mógł się
koronować na króla, a Bolesław zyskał sojusznika. Jednak wojna
w Czechach przyniosła też straty. Biorący udział w oblężeniu Hradca
Pomorzanie stali się świadkami polskiego niepowodzenia, Hradec nie został
zdobyty. Uznali to za klęskę Bolesława i przestali mu być posłuszni. W ten
sposób Pomorze Wschodnie odpadło od Polski. Bolesław próbował
przywrócić swą władzę nad Bałtykiem i zaatakował Pomorzan, niczego
jednak nie wskórał. Gall Anonim pisze, że władca wydał rycerstwu rozkaz
przeprawienia się przez rzekę bez rozpoznania możliwości przeprawy,
wskutek czego wielu rycerzy potonęło. Nie był to z pewnością jedyny
powód niepowodzeń Bolesława na Pomorzu. Wydaje się, że mając inne,
bardziej atrakcyjne możliwości, zrezygnował z opanowania nadmorskiej
krainy.
Podczas wojny węgierskiej Bolesław zaprzestał płacenia Czechom
trybutu ze Śląska. Spowodowało to zaognienie stosunków z księciem Czech
Spitygniewem. Chwilowo jednak napięcie to nie stało się dla Polski
niebezpieczne, gdyż w Czechach trwały walki dynastyczne. Książę czeski,
dążąc do przywrócenia jedności państwa, pozbawił swych braci dzielnic.
Dwóm spośród nich, Konradowi i Ottonowi, nadał wysokie urzędy
dworskie, ale trzymał ich przy sobie w Pradze, dwaj inni uciekli z kraju.
Wratysław znalazł schronienie na zaprzyjaźnionych z Bolesławem
Węgrzech, natomiast Jaromir zbiegł do Polski. Książę ten był przez ojca
przeznaczony do stanu duchownego, w przyszłości miał zostać biskupem
praskim. Stan duchowny jednak mu nie odpowiadał i dlatego przez wiele
lat pędził w Polsce życie rycerza. Dla Bolesława był cennym gościem, gdyż
mógł się stać narzędziem interwencji w Czechach.
W 1062 roku zmarł Spitygniew, tron czeski opanował Wratysław.
Bolesław wykorzystał zmianę dla poprawienia stosunków polsko-czeskich,
zawierając z księciem Czech sojusz wzmocniony małżeństwem jego siostry
Świętosławy z Wratysławem. Bardzo szybko jednak pomiędzy Polską
a Czechami znowu powróciło napięcie. Nie mogło być inaczej, oba państwa
miały odmienne interesy polityczne, racja stanu kazała im zawierać
odmienne sojusze. Czesi zachowali ścisłe związki z Niemcami, natomiast
Bolesław nadal wspierał na Węgrzech obóz wrogi Niemcom.
Bolesław uznawał zwierzchnictwo króla niemieckiego, jednak jego
działania stawały się coraz bardziej sprzeczne z interesami Niemiec.
Dopóki w Niemczech rządzili regenci i trwały walki o władzę, nie
dochodziło do konfliktów z Polską. Wojna Bolesława z księciem Czech
została potraktowana jak spór między wasalami. Rządzący Niemcami
książęta byli zbyt zajęci sobą, aby interesować się tym, co działo się
w Polsce. Sytuacja, jaka panowała w Niemczech, umożliwiała Bolesławowi
prowadzenie coraz bardziej samodzielnej polityki.
Władca Polski starał się wykorzystać każdą okazję dla wzmocnienia
siebie i swojego państwa. Okazję taką stworzył ponowny wybuch wojny
domowej na Węgrzech. Usunięty z tronu król Salomon rozpoczął przy
wsparciu Niemiec walkę o odzyskanie władzy. Panującemu na Węgrzech
Beli udzielił pomocy polski książę Bolesław. Tym razem nie osiągnął on
celu, gdyż zmarł popierany przez niego Bela, a tron odzyskał Salomon.
Jednak dzięki polskiej pomocy syn Beli Ge jza uzyskał dzielnicę książęcą.
Król Salomon utrzymał sojusz z Niemcami i Węgry przeszły do obozu
niemieckiego. Jednak dzięki uzyskaniu przez Ge jzę dzielnicy również
Bolesław zachował na Węgrzech swoje wpływy.
Także w innych państwach Bolesław wspierał czynnie swoich
stronników. Dopóki w Kijowie panował mąż jego ciotki Izasław, polski
książę mógł liczyć na współpracę z Rusią. Izasław jednak został zmuszony
do opuszczenia Kijowa. Pokonany przez swych ruskich przeciwników
uciekł do Polski. Tu znalazł poparcie i dzięki polskiej interwencji powrócił
na tron kijowski.
Dobre stosunki z Rusią były bardzo ważne, gdyż Polsce ciągle groziły
inne konflikty. Na początku lat siedemdziesiątych ponownie zaogniły się
stosunki polsko-czeskie, na granicy toczyły się walki. Król niemiecki
Henryk IV wezwał do Miśni przed swoje oblicze Wratysława czeskiego
i Bolesława. Polski książę tym razem posłuchał, uznawał jeszcze
zwierzchnictwo króla niemieckiego i przybył na wezwanie. Henryk nakazał
przeciwnikom zachowanie pokoju. Bolesław nie zastosował się jednak do
polecenia i w następnym roku zaatakował Czechy. Było to jawne
wystąpienie przeciw decyzji Henryka IV, nic więc dziwnego, że król
niemiecki ogłosił wyprawę przeciw Polsce. Sytuacja stała się groźna, lecz
nie doszło do walk. Henryk nie mógł zaatakować Polski, gdyż w Saksonii
wybuchło powstanie. Być może w Miśni Bolesław porozumiał się z saskimi
buntownikami i zawarł z nimi układ.
Na początku lat siedemdziesiątych Henryk IV został uwikłany
w poważny spór z papieżem Grzegorzem VII. Do połowy XI wieku papieże
byli zależni od cesarzy. Zresztą nie tylko papieże, również liczni inni
duchowni zależeli od ludzi świeckich. Gdy któryś z możnych wybudował
w swoich dobrach kościół, kościół ten należał do niego. Królowie
wyznaczali biskupów, możni decydowali, kto będzie kapłanem w ich
kościele. Wyznaczani przez świeckich kapłani niejednokrotnie czuli się
bardziej związani ze swymi mocodawcami niż z papiestwem. W rezultacie
Kościół stawał się coraz bardziej zeświecczony. Wielu kapłanów prowadziło
świecki żywot, żenili się, mieli rodziny. Wyżsi duchowni, a więc biskupi,
niejednokrotnie byli bardziej świeckimi urzędnikami króla niż mającymi
cele religijne duchownymi. Wyznaczani przez królów niemieckich biskupi
pełnili przede wszystkim funkcje hrabiów zarządzających oddanymi im
w zarząd regionami państwa. Zajmowali się administracją, stawali na czele
sił zbrojnych, jakie musieli wystawiać na rozkaz króla. Dla osiągających
godność cesarską królów niemieckich układ ten był bardzo dogodny. Nie
zawsze bowiem mogli polegać na wierności swoich świeckich lenników,
w XI wieku trudno już im było pozbawić kogoś księstwa, trudno było też
lenno książęce nadać komuś innemu niż synowi zmarłego lennika.
Natomiast lenna biskupie nie były dziedziczne. Po śmierci biskupa król
mógł mianować na opróżnioną katedrę swojego zaufanego stronnika. Od
połowy X wieku Kościół był podporą władców Niemiec.
Zeświecczenie Kościoła zaczęło budzić niepokój, pojawiły się hasła
powrotu do ideałów ewangelicznych. Już w X wieku z programem reformy
wystąpili benedyktyni z klasztoru w Cluny we Francji. W XI wieku podobne
idee zaczęły przyświecać również benedyktynom w Niemczech. Do ruchu
reformy Kościoła przyłączyły się klasztory w Gorze, Hirsau, Brogne.
Możliwość uwolnienia się papieży spod kurateli władców pojawiła się
w połowie XI wieku, gdy po śmierci cesarza Henryka III w Niemczech
zapanowały słabe rządy regencyjne. Wtedy to papież Mikołaj II dokonał
zmiany zasad papieskiej elekcji. Dotychczas papieża wybierał kler i lud
Rzymu. Dawało to cesarzom ogromne możliwości wprowadzania na tron
Piotrowy własnych kandydatów. Papież Mikołaj zadecydował, że do
wyboru następcy św. Piotra będą uprawnieni wyłącznie kardynałowie
zebrani na konklawe. Dzięki nowej ordynacji naciski osób świeckich na
elektorów, choć oczywiście możliwe, zostały znacznie ograniczone.
Papieże przejęli hasła głoszone przez zakonników z Cluny, a także przez
coraz liczniejsze ruchy dążące do naprawy Kościoła. Hasłami reformatorów
była walka ze świecką inwestyturą dostojników kościelnych, walka
z symonią, czyli z kupowaniem kościelnych godności, oraz celibat
duchownych. Wprowadzenie tego programu musiało spowodować
zwiększenie władzy papieża nad Kościołem. Program ten jednak był
niebezpieczny dla królów niemieckich. Gdyby stracili możliwość
mianowania biskupów i nadawania im dóbr lennych, Kościół niemiecki
stałby się niezależny, a królowie straciliby podporę, jaką dotychczas dla
nich stanowił.
Gdy w 1073 roku papieżem został wielki zwolennik reformy, Grzegorz
VII, stosunki następcy św. Piotra z cesarzem stały się bardzo napięte.
Papież ten ogłosił, że władzy duchownej należy się pierwsze miejsce
w świecie.
W uznającej kościelny prymat Rzymu Europie obowiązywała doktryna
jednego cesarstwa i jednego Kościoła. Według niej cesarz i papież mieli
zgodnie rządzić światem. Do cesarza należeć miała władza świecka, do
papieża – duchowa. Nigdy jednak takiej równowagi nie było. Odnowiciel
zachodniego cesarstwa, Karol Wielki, był zwierzchnikiem papieża.
Wzorował się na cesarzu Konstantynie i na zwyczajach panujących
w Bizancjum. W czasach upadku cesarstwa zachodniego, jaki nastąpił w IX
wieku, cesarze stracili realną władzę nad papiestwem. W X wieku nastąpił
też upadek papiestwa. Odrodzenie autorytetu zarówno cesarza, jak
i papieża miało miejsce po ponownej odnowie zachodniego cesarstwa przez
Ottona I. Wiązało się to z dominacją władzy cesarskiej nad papieską.
Cesarzom potrzebny był silny i cieszący się autorytetem Kościół,
a w ówczesnych warunkach zapewnić to mógł tylko cesarz. Przewagę
cesarstwa zakwestionował Grzegorz VII. Wystąpił on z twierdzeniem, że to
właśnie papież jest zwierzchnikiem świata i jego decyzje są najważniejsze.
Grzegorz VII głosił, że do niego należy ostateczna decyzja o tym, kto ma
być cesarzem, i że może pozbawić tronu każdego władcę. Na to nie mógł
się zgodzić Henryk IV. Żądanie likwidacji inwestytury świeckiej biskupów
i pretensje do najwyższej władzy spowodowały jego reakcję. Rozpoczął się
konflikt zwany walką o inwestyturę.
Świat zachodniego chrześcijaństwa podzielił się na zwolenników cesarza
i zwolenników papieża. Króla niemieckiego poparli przede wszystkim
niemieccy biskupi, jego najważniejszym stronnikiem spośród świeckich
książąt był władca Czech Wratysław. Natomiast władca Polski Bolesław
zgłosił akces do obozu papieża Grzegorza VII.
Wraz z wybuchem sporu o inwestyturę przed Bolesławem otworzyły się
wielkie możliwości, opowiedzenie się po stronie papieża pozwoliło mu
całkowicie zrzucić zależność od cesarza. Znalazł się w silnym obozie
politycznym wraz z licznymi niemieckimi książętami, którzy buntowali się
przeciw swemu królowi. Bardzo szybko zostały nawiązane kontakty
z Rzymem, już w 1075 roku do Polski przybyli legaci papiescy. Wznowili
oni działalność archidiecezji gnieźnieńskiej, ustanowili nową polską
diecezję w Płocku, dokonali reformy polskiego Kościoła. Była to jednak
tylko reforma administracyjna. Grzegorz VII był realistą, nie domagał się
zniesienia przewagi władzy świeckiej nad Kościołem w państwie swego
sojusznika. Nadal więc władca polski mógł mianować biskupów we
własnym państwie, a polscy księża mogli się żenić.
Bolesław z większą niż wcześniej energią mógł wesprzeć przeciwników
Henryka. W 1074 roku nadarzyła się okazja dokonania korzystnych
z punktu widzenia Polski zmian na Węgrzech. W kraju tym wybuchła
wojna domowa, sojusznik Bolesława, książę dzielnicowy Ge jza, wygnał
króla Salomona i koronował się na króla. Salomon znalazł poparcie
niemieckie, jednak w wojnie, jaka wybuchła, Niemcy niczego nie uzyskali.
Między innymi dzięki polskiej pomocy na tronie utrzymał się Gejza.
Tymczasem niekorzystna zmiana nastąpiła na Rusi. Polski sojusznik,
Izasław kijowski, został ponownie wygnany z kraju, na kijowskim tronie
zasiadł Świętosław czernihowski. Izasław, tak jak poprzednio, uciekł do
Polski i poprosił o pomoc Bolesława. Tym razem jednak władca Polski nie
poparł go, gdyż porozumiał się już ze Świętosławem. Dla Bolesława mniej
istotne było to, kto panował w Kijowie, ważne były dobre stosunki polsko-
ruskie. Nieszczęsny książę Izasław wraz ze swą żoną Gertrudą, ciotką
Bolesława, udali się po pomoc do Henryka IV. Na dworze niemieckim
zostali ciepło przyjęci, lecz również niczego nie uzyskali. Każdy z władców
miał własne problemy, mógł udzielić pomocy uchodźcy tylko wtedy, gdy
pomoc ta była dla niego korzystna. Izasław znalazł w końcu poparcie
w Rzymie. Papież Grzegorz VII przyjął Gertrudę i jej syna, wysłuchał ich
próśb, a następnie polecił Bolesławowi wesprzeć Izasława. Nie od razu
jednak Bolesław pomocy tej udzielił, nie chciał niepewną przecież
interwencją psuć dobrych stosunków z Rusią.
W połowie lat siedemdziesiątych wydawało się, że Grzegorz VII
zdecydowanie zwycięża. Obłożony klątwą Henryk IV musiał się ukorzyć
przed papieżem pod zamkiem Canossa, przeciw królowi zbuntowały się
niemal całe Niemcy. Również Bolesław mógł się czuć zwycięzcą. Należał do
triumfującego obozu papieskiego, na tronach Węgier i Rusi zasiadali
zaprzyjaźnieni z nim władcy. Władca Polski wykorzystał tę sytuację dla
podniesienia prestiżu swego państwa na arenie międzynarodowej. Niemal
jednocześnie z upokorzeniem Henryka pod Canossą, na Boże Narodzenie
1076 roku koronował się on na króla Polski.
Najbliższe lata też były pomyślne. W 1077 roku, po śmierci króla Gejzy,
dzięki interwencji Bolesława na węgierskim tronie zasiadł brat zmarłego,
wychowany w Polsce Władysław. W tym samym roku, po śmierci
Świętosława kijowskiego, polski władca zdecydował się na ponowną
interwencję na Rusi i po krótkiej kampanii wprowadził Izasława do Kijowa.
Przy okazji przyłączył do Polski Grody Czerwieńskie.
Bolesława zajmowały nie tylko problemy polityki zagranicznej,
kontynuował on również odbudowę Polski. Niewątpliwie odziedziczył
zapełniony już skarb, gdyż gospodarka polska funkcjonowała coraz lepiej,
przysparzając władcy dochodów. Świadczą o tym odkrywane monety.
Poprzednicy Bolesława Szczodrego, od Bolesława Chrobrego poczynając,
kazali wybijać denary. Jednak ich ilość wskazuje, że monety te nie miały
znaczenia handlowego. Zaspokajały tylko ambicje władców. Natomiast
wielka liczba monet wybitych za czasów Bolesława Szczodrego bez
wątpienia świadczy o rozwijającej się gospodarce ziem polskich. Monety te
są świadectwem rozwijającego się rynku wewnętrznego, potwierdzają
powstawanie nowych targów i coraz szybszej i wygodniejszej wymiany
towarów.
Bolesław kontynuował też zaczętą przez jego ojca odbudowę polskiej
organizacji kościelnej. W 1064 roku nastąpiła konsekracja katedry
w Gnieźnie. Nie całej jeszcze, tylko jej prezbiterium, które już mogło
spełniać cele liturgiczne. Trwały też prace przy odbudowie innych
zniszczonych kościołów. Również za panowania Bolesława nastąpiło
wznowienie działalności archidiecezji gnieźnieńskiej. W 1075 roku, po
przybyciu do Polski legatów papieskich, został ustanowiony nowy
arcybiskup polskiej metropolii. Jednocześnie powstała nowa diecezja
płocka. Bolesław tworzył także klasztory. Za jego rządów został
zakończony proces fundacji opactwa benedyktynów w Tyńcu, a ponadto
powstały nowe opactwa w Mogilnie, Lubiniu, a być może także w innych
miejscach. Akcja fundacyjna władcy przybrała wielkie rozmiary, choć
jeszcze odczuwalne były skutki zniszczeń z lat trzydziestych XI wieku.
Dzięki zachowanemu dokumentowi fundacyjnemu klasztoru w Mogilnie
wiemy, że w tym czasie, a więc około 1065 roku, w Wielkopolsce nie został
jeszcze w pełni przywrócony stan sprzed kryzysu. Ponieważ okolice
wielkopolskiego Mogilna nie mogły zapewnić materialnych podstaw
funkcjonowania klasztoru, Bolesław uposażył tamtejszych benedyktynów
dochodami z Mazowsza oraz cłami z komór celnych znajdujących się nad
brzegami Wisły od Mazowsza aż po Gdańsk.
Bolesław otrzymał przydomek Szczodry, tak nazywał go już Gall
Anonim. Dla ukazania tej szczodrości kronikarz przytoczył opowieść
o królu i ubogim kleryku. Pewnego razu, jak napisał, król siedział na
dziedzińcu dworu i oglądał swe skarby. Zobaczył to przechodzący tamtędy
kleryk i na widok takiego bogactwa westchnął. Król ulitował się nad jego
nędzą i pozwolił mu zabrać tyle skarbów, ile tylko będzie mógł udźwignąć.
Kleryk zdjął płaszcz i zaczął go napełniać złotem. Zapełnił go tak mocno, że
płaszcz się rozerwał. Tyle anegdota, jednak Bolesław rzeczywiście musiał
był szczodry. Wiemy, że uposażał instytucje kościelne dziesięciną
z grodów, dochodami z ceł i targów, nadawał posiadłości ziemskie
z ludnością poddaną. Zapewne też oddawał zasłużonym rycerzom ziemie,
obdarzał ich kosztownościami i cennymi szatami. Szczodrość władców była
w średniowieczu ceniona, dzięki niej zdobywali uznanie poddanych.
Do połowy lat siedemdziesiątych, a więc do koronacji królewskiej,
panowanie Bolesława było pasmem sukcesów. Nawet utrata Pomorza
mogła wydawać się nie tak ważna. Bolesław stracił wprawdzie jedną
z dzielnic państwa, lecz uczynił z Polski niemal mocarstwo. Decydował
o obsadzie tronów państw sąsiednich, współpracował ze zwycięskim
papieżem, koronował się na króla. Cóż mogła przy tym znaczyć utrata
jednej prowincji? Potem jednak nadeszły dla Bolesława lata gorsze.
W 1078 roku Izasław kijowski zginął w wojnie z Pieczyngami, a na
kijowskim tronie zasiadł jego młodszy brat Wsiewołod. Nie było wiadomo,
jak się ułożą stosunki Polski z Rusią. Na domiar złego papież Grzegorz VII
zaczął przegrywać z Henrykiem IV. Jednak nie wydarzenia
międzynarodowe stały się przyczyną upadku króla Bolesława.
W 1079 roku wybuchł konflikt pomiędzy królem a biskupem
krakowskim Stanisławem. Nie znamy jego przyczyn, nie znamy nawet
dokładnego przebiegu wydarzeń. Gall Anonim napisał o nim tylko tyle:

Jak zaś doszło do wypędzenia króla Bolesława z Polski, długo byłoby o tym mówić; tyle
wszakże można powiedzieć, że sam będąc pomazańcem [Bożym] nie powinien był [drugiego]
pomazańca za żaden grzech karać cieleśnie. Wiele mu to bowiem zaszkodziło, gdy przeciw
grzechowi grzech zastosował i za zdradę wydał biskupa na obcięcie członków. My zaś ani nie
usprawiedliwiamy biskupa – zdrajcy, ani nie zalecamy króla, który tak szpetnie dochodził

swych praw, lecz pozostawmy te sprawy, a opowiedzmy, jak przyjęto go na Węgrzech.

Bardzo mało napisał Gall, choć mógłby – jak dodał – na temat konfliktu
króla z biskupem powiedzieć więcej. Zapewne gdy na początku XII wieku
pisał swą kronikę, sprawy były zbyt świeże, ujawniając całą prawdę,
mógłby się komuś narazić. Wspomniał o wydarzeniu, lecz wolał nie
wchodzić w szczegóły.
Relacja Galla jest jedynym opisem tragedii, jaki powstał za życia jej
świadków. Piszący sto lat później Wincenty Kadłubek nie znał już zapewne
dokładnego przebiegu wypadków i przekazał nam stworzoną przez siebie
wersję wydarzeń. Jesteśmy więc skazani na wyciąganie wniosków z tego,
co napisał Gall.
Wielu historyków usiłowało rozwikłać zagadkę śmierci biskupa
Stanisława, powstały na ten temat liczne hipotezy. Cóż jeszcze można
dodać na ten temat? Otóż sądzę, że spór między królem a biskupem nie był
konfliktem państwowo-kościelnym. Na to było jeszcze za wcześnie. W XI
wieku Kościół polski był zależny od władcy, biskupi nie występowali
jeszcze z programem wolności Kościoła i reformy gregoriańskiej. Nie był to
też konflikt, jak chcą niektórzy, pomiędzy obrządkiem łacińskim
i słowiańskim. Nic nie wskazuje na to, aby w Polsce występował obrządek
słowiański. Wydaje się natomiast, że doszło do sporu między
możnowładztwem a królem. Na czele opozycji antykrólewskiej stanął
biskup krakowski. Nie reprezentował on Kościoła polskiego, lecz
występujących przeciw królowi możnych.
Przyczyną powstania opozycji była zapewne bardzo kosztowna
i obciążająca społeczeństwo polityka króla. Wiele środków materialnych
pochłaniała konieczna przecież odbudowa i rozbudowa organizacji
kościelnej. Również dużo kosztowała aktywna polityka zagraniczna
władcy. Zarówno dyplomacja, jak i ciągłe wojny. Ponadto król wyróżniał
się szczodrością, rozdawał liczne dobra, kosztowności i przedmioty zbytku.
Szczodrość była w tamtych czasach sposobem realizowania polityki
wewnętrznej, jednak to wszystko poważnie obciążało skarb. Polska nie
posiadała kopalń srebra, władcy uzyskiwali kruszec, pobierając cła oraz
sprzedając pobrane jako daniny towary interesujące obcych kupców. Coraz
większe pustki w skarbcu świadczą o tym, że król nie potrafił dostosować
swej polityki do możliwości polskiej gospodarki. O zmniejszającym się
zasobie srebra świadczą kolejne emisje monet. Starsze spośród nich to
pełnowartościowe denary, natomiast monety bite w ostatnich latach
panowania Bolesława są bardzo złej próby, zawierają niewiele srebra.
Bolesław musiał deprecjonować polską monetę, gdyż miał coraz mniej
kruszcu. Z pewnością zmusiło go to także do ograniczenia hojności.
Ograniczenie królewskiej szczodrości dotknęło rycerzy i możnych,
natomiast wysiłek militarny związany z licznymi wojnami kładł się
ciężarem na ludności chłopskiej. Chłopi musieli dostarczać żywność dla
wojska, transportować liczne towary, dzięki ich pracy powstawały i były
utrzymywane w dobrym stanie grody. Dla możnych wojna nie była
ciężarem, natomiast chłopskich wojowników rujnowały ogłaszane niemal
co rok wyprawy wojenne.
Sytuacja, w jakiej znajdowała się Polska pod koniec panowania króla
Bolesława, zaczęła budzić niepokój wśród możnych panów. Z pewnością
byli dumni z sukcesów swego władcy, niemniej dostrzegali zmęczenie kraju
prowadzoną przez króla polityką. Niewątpliwie pamiętali katastrofę, jaka
spadła na państwo za życia ich ojców czy dziadów. Wtedy też, pod rządami
Bolesława Chrobrego, Polska odnosiła ogromne sukcesy. Ale już za
panowania jego syna na wyczerpany wojnami kraj zaczęły spadać klęski.
Również sytuacja międzynarodowa mogła budzić niepokój. Bolesław
Szczodry, tak jak jego wielki imiennik, popadł w konflikt z wszystkimi
niemal sąsiadami. Nie było to niebezpieczne, gdy król niemiecki musiał
walczyć z potężną opozycją, a Bolesław był sojusznikiem zwyciężającego
papieża. Pod koniec lat siedemdziesiątych jednak sytuacja zaczęła się
zmieniać. Henryk IV stawał się coraz potężniejszy, a jego przeciwnicy byli
w defensywie. Groźny zaczynał też być najpotężniejszy sojusznik króla
Niemiec, władca Czech Wratysław. Na domiar złego papież Grzegorz VII
tracił swą przewagę. Niejasna też była sytuacja na Rusi. Dopóki żył
i panował w Kijowie Izasław, stosunki polsko-ruskie, mimo zajęcia przez
Bolesława Grodów Czerwieńskich, były bardzo dobre. Gdy jednak w 1078
roku Izasław zginął, a jego miejsce zajął Wsiewołod, można się było
spodziewać wojny o Grody. W końcu lat siedemdziesiątych jedynym
sojusznikiem Polski były rządzone przez króla Władysława Węgry.
Nic dziwnego, że wobec tych zagrożeń możni zaczęli odczuwać niepokój.
Niestety, zmiana polityki królewskiej nie była możliwa, nie pozwalał na to
charakter Bolesława. Władca ten był bardzo ambitny i miał wielkie
mniemanie o swojej wielkości. Pisze o tym Gall Anonim, przedstawiając
zachowanie króla na Rusi i na Węgrzech. Czytamy w Kronice, że Bolesław
po wprowadzeniu na tron kijowski Izasława zgodził się wprawdzie na
uroczyste spotkanie z ruskim księciem, ale kazał sobie za to zapłacić. Gdy
obaj władcy podjechali do siebie, tylko Izasław zsiadł z konia. Bolesław
natomiast, siedząc na swym rumaku, oddał Izasławowi pocałunek pokoju
dopiero po wytarganiu go za brodę. Także na Węgrzech, dokąd przybył już
jako wygnaniec, potraktował lekceważąco węgierskiego króla Władysława
i nie chciał zsiąść z konia przy powitaniu. Nie wiemy, czy opowieści te
oddają rzeczywiste wydarzenia. Jednak na początku XII wieku tak o królu
mówiono, na takie opinie musiał sobie czymś zasłużyć.
Bolesław wiedział, że w kraju pojawiła się opozycja. Wiedział też, że na
jej czele stanął biskup krakowski Stanisław. Być może, jak pisze Wincenty
Kadłubek, biskup chciał doprowadzić do zmiany postępowania króla, do
skorygowania jego polityki. Król jednak nie zamierzał słuchać dobrych rad
i postanowił siłą zlikwidować opozycję. Zaczął od ukarania jej przywódcy.
Gall Anonim napisał, że biskup został skazany za zdradę. Zdradą tą nie
było zapewne związanie się z wrogami królestwa. Nic nie wskazuje na to,
że wydarzenia, jakie w Polsce nastąpiły, były inspirowane przez Niemców
czy Czechów. Cały konflikt był sprawą wewnętrzną Polski. Biskup został
skazany na obcięcie członków. Nie było to ćwiartowanie, jak się czasem
sądzi. Obcięcie członków to było na ogół obcięcie dłoni. Prawej, tej, którą
skazany podnosił przy składaniu przysięgi królowi. Po wykonaniu tej kary
skazaniec mógł żyć, jeśli komplikacje związane z egzekucją nie
doprowadziły do jego śmierci. Możemy jednak poznać przyczyny zgonu
biskupa Stanisława, gdyż zachowała się jego czaszka. Znajduje się ona
w katedrze wawelskiej. W latach sześćdziesiątych XX wieku zbadali ją
specjaliści od medycyny sądowej i stwierdzili, że na czaszce jest dziura po
uderzeniu. Ustalili, że biskup został uderzony w głowę „narzędziem
tępokrawędziastym”. Od tego właśnie uderzenia biskup musiał umrzeć.
A więc nie zmarł po obcięciu członków, lecz został zamordowany za
pomocą czekana lub podobnego narzędzia. Coś tajemniczego kryje się za tą
śmiercią.
Uśmiercając Stanisława, król Bolesław nie opanował sytuacji, nie
zastraszył opozycji. Inicjatywę przejęli wspólnicy biskupa. Być może teraz
na jej czele stanął późniejszy wojewoda Sieciech. Wobec buntu, jaki
wybuchł w Polsce, król poczuł się bezsilny i musiał uciekać. Pojechał na
Węgry, gdzie rządził jego przyjaciel, wychowany przez niego w Polsce król
Władysław. Nawet jednak jako bezsilny wygnaniec Bolesław nie potrafił
powstrzymać swoich ambicji i przy powitaniu obraził gospodarza.
Władysław, choć nieco urażony, przyjął Bolesława serdecznie, ale Węgrzy
nie wybaczyli mu despektu, jakiego się dopuścił w stosunku do ich władcy.
Gall Anonim napisał, że przyczynili się do jego przedwczesnej śmierci.
RZĄDY WŁADYSŁAWA HERMANA

Zwycięskie ugrupowanie oddało władzę młodszemu bratu wygnanego


króla, Władysławowi Hermanowi. Książę ten uchodzi za władcę
nieudolnego, który zmarnował ogromne osiągnięcia swego brata,
a ponadto nie potrafił poradzić sobie z buntującymi się synami
i intrygującą żoną. Zarzuca mu się również, że nie rządził samodzielnie,
lecz poddawał się decyzjom swego wojewody Sieciecha. Wreszcie musiał
podzielić Polskę między swoich synów. Czy jednak rzeczywiście Władysław
Herman był tak nieudolny?
Przed nowym władcą stanęło wiele problemów. Jeśli nie chciał być tylko
marionetką w rękach możnych, musiał wzmocnić władzę książęcą
osłabioną niedawnymi wypadkami. Musiał uregulować naprężone relacje
Polski z sąsiednimi państwami. Konieczne też było napełnienie pustego
skarbu książęcego, a należało zrobić to tak, aby nie obciążać nadmiernie
ludności chłopskiej. Wydaje się, że Władysław zdołał rozwiązać pomyślnie
stojące przed nim zadania.
Najważniejszą sprawą było wzmocnienie władzy książęcej. Na początku
swego panowania Władysław był zależny od możnych, którzy go osadzili
na tronie, musiał się też liczyć ze zwolennikami wygnanego króla, jacy
z pewnością, choć pokonani, znajdowali się w Polsce. Dopóki żył Bolesław,
Władysław nie mógł się czuć bezpiecznie, jego brat mógł bowiem w każdej
chwili powrócić z pomocą węgierską. Zostałby radośnie przywitany przez
swoich zwolenników. Zapewne więc Władysław w pierwszych latach
panowania nie podkreślał zbyt mocno swego stanowiska. Znalazło to nawet
wyraz w Kronice Galla, kronikarz napisał bowiem, że zaczął on panować
„po zgonie króla Bolesława i po śmierci innych braci”. Szybko jednak nowy
władca, dzięki kilku zręcznym posunięciom, umocnił swoją pozycję.
Dopóki żył jego brat, dla wielu był tylko uzurpatorem. Zmieniło się to po
śmierci Bolesława. Gdy tylko wygnany król zmarł na Węgrzech, Władysław
sprowadził jego ciało do Polski i uroczyście pochował w Tyńcu. Po tej
uroczystości nikt już nie mógł kwestionować legalności jego panowania.
Dla Władysława problemem była korona. Zarówno on, jak i wielu jego
poddanych pamiętało uroczystą koronację Bolesława Szczodrego. Jednak
ze względu na układy międzynarodowe nie mógł się koronować, a pragnął
dostąpić podobnej uroczystości. Postarał się więc, aby jego intronizacja
wyglądała równie wspaniale. W tym celu zastosował zapewne ceremoniał
intronizacji księcia. Ceremoniał ten jest opisany w znajdującym się
w Krakowie jedenastowiecznym pontyfikale biskupim. Uroczystość
związana z intronizacją księcia przypomina koronację królewską, choć nie
ma w niej namaszczenia i nałożenia korony. Nowy książę postarał się też
o pozyskanie zwolenników swego zmarłego brata i sprowadził do Polski
wdowę po Bolesławie i jego syna Mieszka. Teraz już trudno było
kwestionować jego władzę. Był najstarszym przedstawicielem dynastii,
natomiast młody Mieszko mógł uchodzić za następcę tronu. Władysław
wzmocnił te przekonania, żeniąc Mieszka z ruską księżniczką.
Władysławowi udało się też zapełnić skarb książęcy. Świadczą o tym
emisje licznych pełnowartościowych monet. Dowodem na wzrastającą
zasobność skarbu są także liczne inwestycje. Za jego czasów została
ukończona budowa katedry gnieźnieńskiej, rozpoczęto budowę nowej
katedry w Krakowie. Znane są też jego budowle w Płocku. Zamożność
Polski w ostatnich latach XI wieku potwierdza również podjęta przez
wojewodę Sieciecha budowa kościoła św. Andrzeja w Krakowie.
Nie mniej ważne było uregulowanie napiętych stosunków
międzynarodowych. Nawiązywanie dobrych kontaktów Władysław
rozpoczął od Czech. Od razu po przejęciu władzy porozumiał się z księciem
praskim Wratysławem. Zgodził się oczywiście na wznowienie płacenia
trybutu ze Śląska. Dzięki temu ustępstwu mógł zawrzeć pokój z Czechami.
Układ ten został wzmocniony małżeństwem – Władysław ożenił się
z Judytą, córką Wratysława i księżniczki węgierskiej, drugiej żony księcia
Czech. Zawarcie tego pokoju było bardzo ważne ze względu na ścisłe
związki Wratysława z Niemcami. Pamiętajmy, że poprzednik Władysława
był wrogiem cesarza, Henryk IV odnosił się nieufnie również do jego
następcy. Dał temu wyraz już w 1085 roku, na zjeździe w Moguncji. Tam
cesarz Henryk IV nałożył księciu czeskiemu na głowę koronę i wręczył
włócznię. Wprawdzie nie św. Maurycego, ale włócznię cesarską. Polecił
następnie arcybiskupowi Trewiru pojechać do Pragi i koronować tam
Wratysława wraz z żoną Swatawą na króla i królową. Zgodnie z przekazem
czeskiego kronikarza Kosmasa panować oni mieli w Czechach i w Polsce.
Podejmując te decyzje, Henryk IV wyraźnie nawiązywał do idei Ottona III,
chciał stworzyć na wschodnich krańcach cesarstwa królestwo słowiańskie.
W roku 1000 królem takiego królestwa miał być Bolesław Chrobry,
najsilniejszy w owym czasie słowiański władca. Teraz najsilniejszym
władcą w tym regionie był Wratysław i on miał panować w podległej
cesarzowi wschodniej monarchii. Plany cesarskie były bardzo
niebezpieczne dla Polski i jej władcy. Groziły mu jeśli nawet nie utratą
władzy, to degradacją do pozycji lennika króla zależnego od Niemiec.
Wratysław nie próbował jednak realizować planów Henryka. Dla ich
urzeczywistnienia musiałby rozpocząć wojnę z Polską. Tymczasem
pomiędzy Polską a Czechami był już zawarty pokój. Wratysław wolał nie
ryzykować i nie narażać się na niebezpieczeństwa wojny. We Władysławie
miał przecież przyjaciela i zięcia, książę polski płacił mu trybut ze Śląska.
Władysław zachował więc niezależność od króla Czech, pozostając z nim
w ścisłym sojuszu.
Nowy władca Polski uznał oczywiście zwierzchnictwo króla
niemieckiego, co pomogło mu nawiązać dobre stosunki z Niemcami.
W zawarciu pokoju z zachodnim sąsiadem pomógł zapewne swemu
zięciowi król czeski. Natomiast zawarta przyjaźń polsko-niemiecka znalazła
potwierdzenie w następnym małżeństwie Władysława Hermana. Gdy
zmarła Judyta czeska, ożenił się on z siostrą Henryka IV, też Judytą,
wdową po królu węgierskim Salomonie. Wraz z zawarciem sojuszu polsko-
niemieckiego najważniejsze problemy polityki zagranicznej Polski zostały
rozwiązane. Po nawiązaniu przyjacielskich kontaktów z Rusią
i wyjaśnieniu stosunków polsko-węgierskich na wszystkich granicach
Polski zapanował pokój. Teraz książę Władysław mógł się podjąć nowych
zadań. Realizując je, brał pod uwagę możliwości kraju, którym rządził.
Władysław Herman postanowił przywrócić Polsce Pomorze. Było to
zadanie wprawdzie trudne, ale nie przekraczające polskich możliwości. Nie
prowokowało też konfliktu z żadnym z sąsiadów, przeciwnie, budziło
podziw dla księcia walczącego z poganami. Władysławowi nie udało się
jednak dotrzeć do morza. Po krótkotrwałych sukcesach i opanowaniu
części ziem nadmorskich Pomorzanie zrzucili polską władzę. Trudno
jednak winić za to Władysława, jego synowi podbój Pomorza zajął przecież
wiele lat. On natomiast wytyczył synowi drogę i wskazał kierunek,
w którym powinien podążać.
Zasługą Władysława była kontynuacja prac nad rozwojem organizacji
polskiego Kościoła. Jego brat odnowił działalność archidiecezji
gnieźnieńskiej, stworzył biskupstwo płockie i fundował klasztory.
Władysław natomiast zaczął organizować archidiakonaty. Były to kolejne
ogniwa organizacji kościelnej bardzo ułatwiające pracę biskupom. Z woli
księcia powstawały też nowe świątynie, nie tylko katedralne.
Pod panowaniem Władysława kraj się rozwijał. Możemy dostrzec
postępy w osadnictwie, wzmocniła się też polska gospodarka, o czym
świadczy coraz większa liczba wybijanych monet. Były one potrzebne dla
licznych transakcji, jakie zawierano na targach, konieczne były także
w handlu międzynarodowym. Jednak mimo tych osiągnięć panowanie
Władysława Hermana nie zakończyło się sukcesem. Być może powodem
niepowodzeń była starość i choroby. Gall Anonim pisze, że pod koniec
życia Władysław miał chore nogi, co uniemożliwiało mu dowodzenie
wojskiem. Księcia trapiły także kłopoty rodzinne, jakie zaczęły się pojawiać
od połowy lat osiemdziesiątych XI wieku.
Najstarszym synem księcia Władysława był Zbigniew. Gall pisze, że był
on zrodzony z konkubiny. Nie musimy w to wierzyć. Zapewne Władysław,
gdy nie był jeszcze władcą Polski, ożenił się ze swoją poddaną, córką
jakiegoś możnego. Mógł to zrobić, nie pretendował przecież do tronu.
Zapewne ślub ten nie został zawarty przed ołtarzem, lecz zgodnie ze starym
obyczajem.
W XI wieku Kościół nie wymagał jeszcze ślubów kościelnych, uznawane
były też związki zawarte bez udziału kapłana. Gdy Władysław został
władcą Polski, Zbigniew nadal uchodził za następcę tronu, książę nie miał
przecież innego potomka. Jednak w połowie lat osiemdziesiątych zaczęło
się to zmieniać. Władysław sprowadził do kraju swego bratanka, Mieszka,
syna Bolesława. Dla wielu, zwłaszcza dla dawnych zwolenników
wygnanego króla, Mieszko był następcą tronu. Sytuacja jeszcze bardziej się
zagmatwała, gdy Władysławowi narodził się syn, którego matką była
księżniczka czeska Judyta. Na te narodziny para książęca czekała długo. Do
odległego klasztoru św. Idziego w Burgundii posłano nawet dary z prośbą
o modlitwy w intencji narodzenia się potomka. Modlitwy okazały się
skuteczne, zanim jeszcze posłańcy powrócili, księżna była brzemienna.
Niedługo potem narodził się syn nazwany Bolesławem. Władysławowi
zaczęło zależeć na tym, aby jego następcą został syn księżniczki.
Zrodzonego z niedynastycznej matki Zbigniewa oddano więc do szkoły
z myślą o zapewnieniu mu w przyszłości kariery kościelnej. Później
wysłano Zbigniewa za granicę, do klasztoru w Kwedlinburgu. Miał
pozostawać tam w łagodnym więzieniu i kontynuować nauki.
Po wyeliminowaniu Zbigniewa pozostało już tylko dwóch kandydatów
do polskiego tronu, syn księcia Bolesław i jego bratanek Mieszko. Jednak
Mieszko zmarł nagle. Tak tę śmierć opisał Gall: „Powiadają mianowicie, że
jacyś wrogowie z obawy, by krzywdy ojca nie pomścił, trucizną zgładzili
tak pięknie zapowiadającego się chłopca; niektórzy zaś z tych, którzy z nim
pili, zaledwie uszli niebezpieczeństwu śmierci”.
Kto nakazał dokonanie zabójstwa? Pierwszym podejrzanym jest
oczywiście Władysław Herman. Mogło mu zależeć na tym, aby jego syn nie
miał konkurenta do tronu. Jednak chyba nie jego należy oskarżyć
o zabójstwo. Gall Anonim wyraźnie napisał, że księcia otruli ci, którzy
wyrządzili krzywdę jego ojcu. Wskazał więc na owych możnych, którzy
zbuntowali się przeciw Bolesławowi Szczodremu i którzy wypędzili króla
z kraju. Ich przywódcą był wojewoda Sieciech i w nim chyba należy
widzieć inspiratora zbrodni.
Po otruciu Mieszka i usunięciu z kraju Zbigniewa jedynym następcą
tronu pozostał Bolesław. Jednak mimo wyjaśnienia problemów
dynastycznych nastroje w Polsce nadal były napięte, pojawiły się dwa
stronnictwa, dzielił je stosunek do wojewody Sieciecha. Wojewoda stawał
się coraz potężniejszy, coraz częściej zastępował księcia w sprawowaniu
władzy. Dowodził wojskiem, jemu podlegała cała administracja kraju.
Wielu możnych poczuło, że są zdominowani przez potężnego palatyna.
Największe niezadowolenie budziła polityka personalna wojewody.
Sieciech mianował na ważne stanowiska ludzi ze swego rodu lub też osoby
pochodzące z niskich warstw społecznych, według ówczesnej opinii
niegodne sprawowania wysokich urzędów. W końcu XI wieku struktury
społeczne znowu się zamknęły, możni uważali, że tylko im należą się
dostojeństwa. Polityka personalna Sieciecha była dla niego bardzo
korzystna, mógł bowiem liczyć na wierność swych krewnych oraz tych,
którzy jemu zawdzięczali awans. To nie mogło się podobać jego
przeciwnikom.
Sieciech starał się zniszczyć opozycję, wielu spośród jego przeciwników
uciekało więc z kraju. Schronienie znajdowali w Czechach. W tym czasie
stosunki polsko-czeskie znowu się pogorszyły. Władysław Herman, gdy
tylko zmarł król Wratysław, a na tronie czeskim zasiadł Brzetysław II,
przestał płacić czynsz ze Śląska. Co więcej, zaczął też przyjmować czeskich
uchodźców politycznych, przeciwników czeskiego władcy. Z kolei
Brzetysław witał chętnie polskich przeciwników księcia Władysława
i Sieciecha.
Polscy uchodźcy polityczni przebywali w Pradze, czekając na zmianę
sytuacji w kraju. Rozwiązanie podsunął im czeski książę. Za jego radą
i przy jego pomocy w 1093 roku wykradli Zbigniewa z klasztoru i wraz
z młodym księciem przybyli do Wrocławia. Żądali uznania Zbigniewa za
pełnoprawnego członka dynastii, domagali się uznania jego praw do tronu.
Komes Magnus, namiestnik prowincji śląskiej, poparł postulaty stronników
Zbigniewa. On też nie należał do stronnictwa palatyna. Za Magnusem cała
prowincja śląska opowiedziała się po stronie Zbigniewa.
Bunt wrocławski zaniepokoił Władysława, a jeszcze bardziej Sieciecha
i sprzymierzoną z nim królową Judytę, żonę księcia. Władysław i Sieciech
zebrali więc wojska i ruszyli na Wrocław. Książę poprosił też o pomoc
Władysława, króla Węgier, i podobno, tak pisze Gall, księcia Czech. Jeśli to
prawda, polski władca i jego wojewoda nie orientowali się w sytuacji
międzynarodowej. Przecież to właśnie czeski Brzetysław wspomagał
zwolenników Zbigniewa i to właśnie on zasugerował użycie młodego
księcia w walce z tymi, którzy sprawowali w Polsce władzę.
Wojska dowodzone przez Władysława i Sieciecha dotarły pod Wrocław,
lecz wojownicy nie chcieli walczyć przeciwko swoim. Ponadto Węgrzy,
którzy nadal pamiętali, że to właśnie Sieciech doprowadził do wygnania
z Polski zaprzyjaźnionego z nimi króla Bolesława, postanowili uprowadzić
wojewodę. Przed Węgrami Sieciech musiał uciekać do ziemi Polan.
Nie udała się próba złamania buntu, we Wrocławiu zaczął rządzić
Zbigniew. Bardzo szybko jednak Sieciech zdołał przywrócić jedność
państwa. Gall pisze, że przekupił wielu zwolenników Zbigniewa i młody
książę poczuł się we Wrocławiu osamotniony. Uznał, że musi opuścić Śląsk,
nie zrezygnował jednak z chęci odegrania wielkiej roli. Wiedział, co się
w Polsce dzieje, on lub jego doradcy zdawali sobie sprawę z panującego
w kraju napięcia i braku popularności sprawującego faktyczną władzę
Sieciecha. W poszukiwaniu zwolenników przybył do Kruszwicy.
Możni i rycerstwo kujawskie musieli być bardzo niezadowoleni
z panujących w Polsce rządów, bo tłumnie poparli Zbigniewa. Tym razem
książę Władysław i jego wojewoda zdołali zebrać liczne wojska. Koło
Kruszwicy została stoczona bardzo krwawa bitwa, w której zwolennicy
Zbigniewa ponieśli klęskę. Sam Zbigniew dostał się do niewoli i został
oddany pod straż Sieciechowi. W więzieniu przebywał aż cztery lata, ojciec
uwolnił go na prośby możnych podczas uroczystości konsekracji katedry
gnieźnieńskiej. Książę Władysław ostatecznie uznał Zbigniewa za
pełnoprawnego księcia.
Po uroczystościach w Gnieźnie Władysław postawił obu swych synów na
czele wojska i wysłał ich na wyprawę przeciw Pomorzanom. Do wojny
jednak nie doszło, bo Zbigniew i Bolesław zaraz po opuszczeniu Gniezna
zbuntowali się przeciw ojcu. Zażądali wydzielenia dla siebie dzielnic.
Władysław natychmiast pogodził się z synami i wyznaczył Zbigniewowi
Wielkopolskę z ekspektatywą na Mazowsze, natomiast Bolesław otrzymał
Śląsk. Po śmierci ojca miał też dostać Małopolskę. Dla siebie stary książę
zatrzymał Mazowsze oraz zapewne ziemie sieradzką i łęczycką, a także
główne grody w dzielnicach synów.
Inicjatywa podziału kraju nie wyszła chyba od młodych książąt. Gdyby
jej autorem był Zbigniew, zażądałby pewnie dzielnicy tylko dla siebie,
pomijając swojego zaledwie dwunastoletniego brata. Również nie Bolesław
kierował wydarzeniami, trudno podejrzewać dwunastoletniego chłopca
o tak wielkie plany polityczne. Do wydzielenia dzielnic dążyli niechętni
rządom Sieciecha możni.
W Polsce końca XI wieku toczyła się ostra walka polityczna. Jej
przejawem były bunty młodych książąt, a także krążące po kraju
i zanotowane przez Galla pomówienia i plotki. Przeciwnicy Sieciecha
twierdzili, że palatyn dążył do przejęcia całej władzy, że organizował
zamachy na życie małego Bolesława. Trudno powiedzieć, ile było w tym
prawdy. Gall zapisał między innymi, że kiedyś, gdy Bolesław jadł śniadanie
na polowaniu, pojawił się w pobliżu ogromny dzik. Bolesław natychmiast
poderwał się i chciał go zabić, lecz pewien rycerz zaczął mu wyrywać
oszczep z rąk. Młody książę musiał stoczyć walkę i z człowiekiem, i ze
zwierzęciem. Udało mu się odzyskać broń i zabić dzika. Po tym wyczynie
siadł i zmęczony długo dochodził do sił. Natomiast rycerz zapytany
dlaczego tak się zachował, nie umiał wytłumaczyć swojego postępowania.
Potem na pewien czas utracił łaskę książęcą. Może był to więc zamach na
życie Bolesława? Zapewne jednak rycerz zaskoczony nagłością wypadków
chciał w tak niewłaściwy sposób pomóc Bolesławowi. Opowieść sugerująca
zamach na polowaniu to jedna z plotek krążących w tym czasie po kraju.
Trudno powiedzieć, jakie zamiary miał Sieciech. Niemniej podobne
opowieści wskazują na napięcie panujące wówczas w Polsce. Napięcie
wynikające z walk o władzę. Możni, nauczeni doświadczeniami kryzysu lat
trzydziestych XI wieku, wiedzieli już, że nie można obalać dynastii.
Zdawali sobie sprawę, że książę pochodzący z „panów przyrodzonych”
gwarantuje istnienie państwa oraz wysoką w nim pozycję przedstawicieli
ówczesnej elity. Walka natomiast toczyła się o to, kto będzie sprawował
najwyższą władzę przy księciu. W ostatnim dziesięcioleciu XI wieku władzę
w Polsce przejął wojewoda Sieciech. Popierał go jego własny ród oraz ci,
którzy jemu zawdzięczali stanowiska. Nie podobało się to jednak
pozostałym możnym, oni też chcieli odgrywać decydujące role. Dziełem tej
opozycji były kolejne bunty synów książęcych. Możni starali się odsunąć
Sieciecha od władzy. Gdy jednak to się nie udawało, zaczęli dążyć do
wydzielenia dzielnic dla książęcych synów. Przy ich boku przywódcy
opozycji mogliby piastować najwyższe urzędy. Na mniejszym terenie
osiągnęliby taką samą pozycję, jaką miał Sieciech w niepodzielonej Polsce.
Zbigniew i Bolesław nie stali się jednak samodzielnymi książętami.
Władysław zatrzymał dla siebie główne grody w dzielnicach synów i w ten
sposób została zachowana władza centralna. Nadal Sieciech wyznaczał
urzędników w całym państwie. Mimo więc powstania dzielnic niewiele się
w Polsce zmieniło. Brak zmiany spowodował następny konflikt
wewnętrzny.
W 1099 roku młodzi książęta wystąpili zbrojnie przeciw Sieciechowi.
Ciąg wydarzeń sprowokowała chyba intryga przeciwników wojewody. Gdy
bowiem na rozkaz swego ojca Bolesław wyruszył z wojskiem na Czechy,
ostrzeżono go przed grożącym mu niebezpieczeństwem ze strony Sieciecha.
Wojewoda miał podobno umieścić wśród wojowników ludzi, którym
nakazał zgładzenie Bolesława. Nie wiadomo, ile w tym było prawdy,
jednak przestraszony Bolesław zawrócił do Wrocławia i wezwał swego
brata na pomoc. Po przybyciu Zbigniewa ustalono na wiecu plan działania.
Potem młodzi książęta zebrali wojska i wyruszyli przeciw swemu ojcu
i przeciw Sieciechowi. Szykowała się wojna domowa, gdyż także stary
książę wraz z Sieciechem powołali pod broń swoich wojowników. Oba
wojska spotkały się pod Żarnowcem. Do bitwy jednak nie doszło, zaczęły
się pertraktacje.
Władysław zgodził się na żądania synów i przyrzekł oddalić Sieciecha.
Jednak w nocy wsiadł do małej łódki, potajemnie przeprawił się przez
Wisłę i dołączył do wojsk swego wojewody. Po ucieczce ojca w obozie
młodych książąt odbył się wiec, na którym uznano postępowanie
Władysława za nieodpowiedzialne. Postanowiono też, że Bolesław zajmie
Kraków wraz z otaczającymi gród ziemiami, natomiast Zbigniew ma zająć
Mazowsze. Bolesławowi udało się opanować Kraków, natomiast Zbigniew
nie zdążył wejść do Płocka. Groził jednak ojcu oblężeniem. W końcu, przy
pośrednictwie arcybiskupa Marcina, doszło do porozumienia między ojcem
a synami. Władysław ustąpił i Sieciech musiał udać się na wygnanie.
Powrócił później do Polski, lecz – jak pisze Gall – nie sprawował już nigdy
żadnych urzędów. Pod Płockiem Władysław potwierdził podział kraju na
wcześniejszych zasadach – Zbigniew zachował Wielkopolskę, a Bolesław
Śląsk. Natomiast stary książę rezydował w Płocku, pod jego bezpośrednią
władzą pozostawało Mazowsze. Zachował też władzę zwierzchnią w całym
państwie. Nie wyznaczył już żadnego wojewody, obowiązki tego dostojnika
wykonywał do końca jego panowania ten spośród komesów, w którego
prowincji przebywał.
Władysław Herman zmarł w Płocku w 1102 roku. Powiadomieni
o śmierci ojca synowie przybyli natychmiast, jednak od razu pokłócili się
o podział skarbca książęcego. Kłótnia ta nie pozwalała na odbycie
pogrzebu. Dopiero po mediacji arcybiskupa Marcina można było oddać
ziemi doczesne szczątki Władysława. Spoczął on w katedrze płockiej,
natomiast jego synowie powrócili do swych dzielnic.
Po śmierci Władysława Hermana Polska rozpadła się na dwie dzielnice.
Wielkopolską i Mazowszem zaczął rządzić Zbigniew, natomiast Małopolską
i Śląskiem – Bolesław. Gall pisze, że Bolesławowi przypadła ludniejsza
i bogatsza część państwa, co jest niewątpliwie prawdą. Jednak dział
Zbigniewa był większy, obejmował również ziemie sieradzką, łęczycką
i Kujawy. Władysław Herman podzielił spadek równo między synów. Nie
wyznaczył jednak księcia zwierzchniego. Jeśli wierzyć Gallowi, już przy
pierwszym podziale państwa po buncie synów otaczający księcia dostojnicy
mieli zapytać, który z potomków Władysława ma być w przyszłości
księciem zwierzchnim. Władysław podobno żadnego z nich nie wyznaczył
na to stanowisko, lecz odpowiedział, że po jego śmierci wszyscy mają być
posłuszni „roztropniejszemu i zacniejszemu w obronie kraju i gromieniu
wrogów”.
Nie wiem, czy rzeczywiście tak postanowił Władysław, jednak po śmierci
starego księcia Polską zaczęli rządzić dwaj niezależni od siebie,
równorzędni władcy.
SUKCESY NA MIARĘ MOŻLIWOŚCI

Czeski kronikarz Kosmas napisał, że niemal natychmiast po śmierci


Władysława wybuchła w Polsce wojna domowa. Dodał, że „jak mówi lud,
dwa kocury w jeden worek schwytane nie mogą być razem”. Jednak wojna
między braćmi nie wybuchła tak prędko.
Po śmierci Władysława Hermana polskie elity polityczne znowu się
podzieliły. Tym razem kryterium podziału stanowił stosunek do synów
książęcych. Każdy z braci miał w kraju swoje stronnictwo, jego członkowie,
na równi z księciem, dążyli do zdobycia przewagi w całej Polsce. Możemy
się domyślać, kto popierał Bolesława. Jednym z najpotężniejszych jego
stronników był Skarbimir z rodu Awdańców. Gdy Bolesław był chłopcem,
Skarbimir pełnił funkcję jego wychowawcy. Po uzyskaniu przez księcia
dzielnicy Skarbimir został wojewodą i to on zapewne był twórcą polityki
młodego i jeszcze niedoświadczonego władcy. Z pewnością do stronników
Bolesława należeli współrodowcy Skarbimira, a trzeba podkreślić, że
w owych czasach ród Awdańców był bardzo potężny. Do stronnictwa
Bolesława zaliczyć należy biskupa krakowskiego Baldwina, którego młody
książę w 1103 roku wyniósł na to stanowisko. Możemy się też domyślać, że
Bolesława popierali rodowcy Wszebora, który dawniej pełnił funkcję
piastuna Bolesława. Skoro zaś Wszebor był krewnym należącego do rodu
Toporczyków Sieciecha, więc zapewne za Bolesławem stanęli również inni
Toporczycy.
Przez kilka lat Zbigniew był równorzędnym konkurentem Bolesława.
Musiał więc również posiadać własne stronnictwo. O popierających go
możnych możemy powiedzieć jeszcze mniej niż o stronnikach Bolesława.
Wiemy tylko, że za Zbigniewem opowiedział się arcybiskup gnieźnieński
Marcin.
W 1102 roku mogło się wydawać, że zwycięstwo Zbigniewa jest tylko
kwestią czasu. Starszy z braci miał na początku swego panowania znacznie
więcej przyjaciół za granicą. Był z nim sprzymierzony książę praski
Borzywoj oraz książę morawski Świętopełk. Dobre kontakty z Czechami
gwarantowały przyjaźń cesarza Henryka IV. Zbigniew miał również
zapewnione poparcie Pomorzan. Natomiast Bolesław pozostawał niemal
osamotniony. Wszyscy przyjaciele Zbigniewa byli jego wrogami, od samego
początku panowania musiał walczyć z Czechami i Morawianami. Także
jego stosunki z Węgrami były napięte. Na Węgrzech bowiem panował król
Koloman, przeciw któremu nieustannie buntował się jego brat Almos.
Tymczasem Bolesław odziedziczył po ojcu sojusz z Almosem. Ponieważ
Koloman węgierski sprzymierzył się z księciem Czech Borzywo jem,
przeciwnikami Bolesława byli wszyscy jego południowi sąsiedzi. Młodszy
z synów Władysława Hermana mógł liczyć tylko na wsparcie Jarosława,
księcia Rusi Wołyńskiej.
Natychmiast po śmierci Władysława Hermana bracia zaczęli ze sobą
rywalizować. W celu osłabienia przeciwnika każdy z nich starał się
niszczyć ziemie brata przy wsparciu wojsk obcych. Dzielnicę Bolesława
zaatakował sojusznik Zbigniewa, Borzywoj czeski. Bolesław odpowiadał
w bardziej wyrafinowany sposób, prowadząc swoich wojowników na
pozostających w dobrych stosunkach z jego bratem Pomorzan. Pomorzanie
w odwecie niszczyli najbliżej nich leżące ziemie polskie, co rodziło
konflikty pomiędzy nimi i Zbigniewem. Potem przywracany był pokój,
jednak to Zbigniew cierpiał z powodu akcji brata.
Mimo złych układów politycznych Bolesław potrafił wyjść z izolacji.
Niewątpliwie pomogli mu w tym jego doradcy, którzy jeszcze za czasów
Władysława Hermana kierowali polską polityką. Po czeskim najeździe
posłał on do Pragi Skarbimira, któremu udało się zapewnić neutralność
księcia czeskiego za pomocą tysiąca grzywien srebra. Przekupiony
Borzywoj nie wspomógł więc zaatakowanego przez Bolesława Świętopełka
morawskiego. Następnie Bolesław spróbował osadzić na węgierskim tronie
zaprzyjaźnionego z nim Almosa. Zapewnił sobie pomoc Jarosława
wołyńskiego i razem wyruszyli na Węgry. Sprzymierzeńcy oblegli gród
Abau jvar, jednak tam doszło do niespodziewanego zakończenia wojny.
Almos pogodził się z bratem i jego sojusznicy musieli z niczym powrócić do
domu. Po tym niepowodzeniu politycznym Bolesław porozumiał się
z królem Węgier Kolomanem i skłonił go do interwencji w Czechach.
Wspólnie postanowili osadzić na tronie praskim Świętopełka morawskiego,
który wcześniej sprzymierzył się z Bolesławem. Gdyby plan ten się
powiódł, Krzywousty mógłby liczyć na poparcie zarówno węgierskie, jak
i morawskie.
Planowana akcja miała wszelkie szanse powodzenia. Wojska polskie,
węgierskie i morawskie górowały nad siłami Borzywo ja. Ponadto
w ostatniej chwili przed sojuszniczym atakiem na Pragę Borzywoj został
wezwany przez cesarza Henryka IV na pomoc przeciw buntującemu się
następcy tronu niemieckiego, Henrykowi V. Jednak i tym razem się nie
udało. Król Koloman przed dojściem do Pragi musiał zawrócić, gdyż jego
brat Almos ponownie wystąpił przeciw niemu. Również Bolesław został
zmuszony do odwrotu i obrony swych ziem przed atakiem Pomorzan.
Świętopełk pozostał sam. Pragi nie zdobył, ponieważ Borzywoj, na wieść
o zagrożeniu, pozostawił cesarza i powrócił bronić swej stolicy. Dodajmy,
choć nie należy to do tematu, że opuszczony przez księcia czeskiego
Henryk IV przegrał ze swym synem i został zdetronizowany.
Wprawdzie Bolesławowi nie udało się dokonać w Pradze przewrotu,
jednak Borzywoj czeski zrezygnował z popierania Zbigniewa. Ponieważ
sojusznikami Bolesława byli teraz zarówno Koloman węgierski, jak
i Świętopełk morawski, a nowy król niemiecki Henryk V był zajęty
umacnianiem swej władzy w Niemczech, Zbigniew został osamotniony.
Natychmiast wykorzystał to Bolesław. W 1106 roku uderzył na dzielnicę
Zbigniewa. Gall pisze, że uderzenie poszło w kierunku południowej
Wielkopolski, gdzie przez kilka dni bronił się tylko Kalisz. Po zdobyciu
grodu Bolesław ruszył w stronę Łęczycy, po drodze zajmując Spycimierz
i aresztując potężnego stronnika Zbigniewa, arcybiskupa Marcina.
Zbigniew uciekł na Mazowsze i schronił się w Płocku. Tam obległy go
wojska Bolesława wzmocnione posiłkami węgierskimi i ruskimi. Na czele
Rusinów przybył książę Jarosław wołyński. Nie doszło jednak do szturmu
grodu, gdyż książę Jarosław i biskup krakowski Baldwin doprowadzili do
rokowań. W ich wyniku Zbigniew nie został usunięty z Polski. Bolesław
pozostawił mu Mazowsze jako lenno.
Takie rozwiązanie niezupełnie odpowiadało Bolesławowi. Ustąpił
zapewne wobec wspólnego stanowiska księcia ruskiego i krakowskiego
biskupa, niewykluczone jest też wsparcie Zbigniewa przez jego polskich
stronników. Bolesław mógł się również obawiać, że wypędzony z Polski
Zbigniew znajdzie sobie sojuszników za granicą i wtedy wojna domowa
może się przekształcić w wojnę z potężnymi sąsiadami. Niedługo jednak
Zbigniew był księciem mazowieckim. Już w następnym roku Bolesław
odebrał mu Mazowsze i wypędził z kraju. Pretekstem było powstrzymanie
się Zbigniewa przed udziałem w wyprawie wojennej na Pomorze.
Wypędzony z Polski książę znalazł schronienie w Czechach i już niebawem
zaatakował Polskę wspólnie z rycerzami Borzywo ja czeskiego.
Zdobycie pełni władzy w Polsce nie oznaczało dla Bolesława spokoju.
Nie mógł pozostać obojętny wobec wojny, jaka w 1108 roku wybuchła
między Niemcami i Węgrami. W wojnie tej Czesi wsparli Niemców,
natomiast Bolesław zaangażował się po stronie swego sojusznika, króla
Kolomana. Gdy wojska niemieckie ruszyły na Węgry, uderzenie polskie na
Czechy nie pozwoliło ich księciu wziąć udziału w walkach po stronie
cesarza. Wojna ta nie przyniosła sukcesu Henrykowi V, Koloman się
obronił. Teraz jednak gniew cesarski skierował się przeciw Polsce.
W następnym roku Henryk V wypowiedział Bolesławowi wojnę.
Cesarz miał zażądać, aby Bolesław oddał swemu bratu połowę kraju,
a ponadto wsparł go trzystu wojownikami lub zapłacił mu trzysta grzywien
srebra. Na to żądanie Bolesław miał odpowiedzieć:

Jeżeli pieniędzy naszych lub rycerzy polskich żądasz tytułem trybutu, to mielibyśmy się za
niewiasty, a nie za mężów, gdybyśmy wolności swej nie bronili. Do przyjęcia zaś buntownika
lub podzielenia się z nim niepodzielnym królestwem nie zmusi mnie przemoc żadnej [obcej]
władzy, a chyba tylko jednomyślna rada moich [doradców] i swobodna decyzja mojej własnej

woli. Przeto jeślibyś po dobroci, a nie pogróżkami zażądał pieniędzy lub rycerzy na pomoc
Kościołowi Rzymskiemu, uzyskałbyś zapewne nie mniej pomocy i rady u nas niż twoi
przodkowie u naszych. Zatem bacz, komu grozisz: jeśli zaczniesz wojnę, znajdziesz ją!

Tak to zanotował Gall Anonim. Nie czytał on z pewnością listów


monarszych, relacjonował to, co mu w Polsce powiedziano, gdy pisał
Kronikę. Na pewno natomiast Bolesław nie uległ groźbom Henryka
i wybuchła wojna.
Aby się zabezpieczyć przed walką na dwa fronty, wczesnym latem 1109
roku Bolesław zorganizował wyprawę wojenną na Pomorze. Polskie
uderzenie było tak silne, że osłabieni Pomorzanie nie mogli od razu
zorganizować wyprawy odwetowej. Jednak zanim zostały zakończone
działania na Pomorzu, armia niemiecka pod osobistym dowództwem
cesarza Henryka V, wspierana przez oddziały czeskie, którymi dowodził
książę Świętopełk, weszła do Polski.
Henryk V podążał zwykłym szlakiem wypraw niemieckich, z Łużyc przez
Śląsk w kierunku centrum państwa polskiego. Po drodze musiał
przekroczyć linię Odry bronioną przez grody w Głogowie, Krośnie
Odrzańskim i Bytomiu. Nie mógł ich ominąć, gdyż silne załogi tych grodów
stanowiłyby zagrożenie dla szykującej się do decydującego starcia jego
armii. Rozpoczął więc oblężenie Głogowa. Przeszło ono do historii. Nie
tylko dlatego, że gród się obronił. Podczas walk pod Głogowem doszło do
nieczęsto spotykanych wydarzeń.
Dowódca załogi Głogowa obawiał się o wynik walki. Zawarł więc krótki
rozejm, w czasie którego chciał się porozumieć z Bolesławem. Posłowie
mieli zapytać księcia, czy gród ma się bronić. Zabezpieczeniem rozejmu
byli zakładnicy, których dali obrońcy. Zakładnicy mieli powrócić do grodu
bez względu na to, jaka będzie odpowiedź Bolesława. Gdy jednak Bolesław
nakazał obronę, cesarz zakładników nie oddał. Co więcej, kazał przywiązać
ich do machin oblężniczych i ruszyć do szturmu. Obrońcy, aby walczyć,
musieli narazić na śmierć własnych synów. Mimo tak brutalnej
i zdradzieckiej metody walki zastosowanej przez cesarza, gród się nie
poddał, a bitwa została przez Polaków wygrana.
Pokonany pod Głogowem Henryk skierował swe wojska pod Wrocław.
Tam doznał jeszcze jednego niepowodzenia. Pod Wrocławiem został
zamordowany książę czeski Świętopełk, jego śmierć spowodowała
wycofanie się wojsk czeskich. Siły cesarskie poważnie się zmniejszyły,
pojawiły się też problemy z wyżywieniem armii. Wojownicy niemieccy byli
coraz bardziej głodni i zmęczeni, a z wojskami Bolesława trudno im było
walczyć. Polski władca nie przyjmował walnej bitwy, natomiast niszczył
mniejsze oddziały wroga, które oddaliły się od głównych sił. Niemcy
przegrali potyczkę na Psim Polu. Nie była to wielka bitwa, nie wspomina
o niej Gall Anonim, jej znaczenie wyolbrzymiła późniejsza legenda. Ta
i inne przegrane potyczki niszczyły morale armii niemieckiej. Ponieważ
zbliżała się późna jesień i dalsze działania wojenne były niemożliwe, cesarz
nakazał odwrót.
Henryk V nie osiągnął celów, jakie sobie założył. Nie zmusił Bolesława
do oddania połowy kraju Zbigniewowi, nie uzyskał też od księcia Polski
zobowiązania do wysyłania trzystu rycerzy na każde żądanie. Zapewne
jednak do jakiegoś układu doszło, gdyż przez następne dwadzieścia lat
pomiędzy Polską a Niemcami panował pokój.
Skończyła się wojna polsko-niemiecka, natomiast stosunki polsko-czeskie
nadal pozostawały wrogie. W Pradze przebywał Zbigniew i wraz z księciem
Czech Władysławem dokonywał napadów na Śląsk. Jednocześnie Bolesław
popierał wygnanego z Czech księcia Sobiesława i wraz z nim atakował
Czechy. Bolesław żądał wydzielenia dla Sobiesława dzielnicy. Do
chwilowego rozwiązania doszło w 1111 roku, po tym jak wojska polskie
pokonały Czechów nad Trutiną. Po polskim zwycięstwie został zawarty
kompromis. Rządzący w Pradze książę Władysław wydzielił Sobiesławowi
dzielnicę, a Bolesław zgodził się na powrót do Polski Zbigniewa. Ponowne
napięcie wywołał jednak nowy konflikt między Bolesławem a Zbigniewem.
Ostatni konflikt między braćmi został opisany przez Galla Anonima.
Według niego Bolesław zgodził się na przyjęcie brata, który miał zostać
jego lennikiem. Tymczasem Zbigniew:

przybył do Bolesława nie w pokornej, lecz wyzywającej postawie, nie jak przystało na
człowieka skruszonego długotrwałym wygnaniem, znużonego tylu trudami i niepowodzeniami,
lecz owszem, jak pan, każąc miecz nieść przed sobą, z poprzedzającą go orkiestrą muzykantów
grających na bębnach i cytrach, okazując w ten sposób, że nie będzie służył, lecz panował; dając
do poznania, że nie będzie wasalem brata, lecz że bratu będzie rozkazywał.

Rozgniewany Bolesław, za radą „ludzi rozumnych”, ukarał Zbigniewa.


Gall nie napisał, co zrobił bratu, jednak postępek Bolesława nazwał
grzesznym.
O tym, co się stało, wiemy z relacji czeskiego kronikarza Kosmasa.
Według niego Bolesław przyrzekł bezpieczeństwo powracającemu do kraju
Zbigniewowi. Nie dotrzymał jednak przysięgi, brata uwięził i oślepił. W ten
sposób stał się krzywoprzysiężcą, a więc, jak dowodzą niektórzy historycy,
krzywoustym. Wyeliminował w ten sposób ostatecznie konkurenta, lecz
postępkiem tym przysporzył sobie wiele kłopotów.
Gdy Bolesław pozbył się brata, Władysław czeski wygnał z Czech
popieranego przez polskiego władcę Sobiesława. Stosunki polsko-czeskie
znowu się zaogniły. Z jeszcze trudniejszymi problemami książę polski
musiał się zmierzyć we własnym kraju. Okrutne potraktowanie brata
wywołało powszechne oburzenie, wydaje się nawet, że władza Bolesława
była zagrożona. Dla jej ratowania książę odbył ciężką pokutę,
pielgrzymował na Węgry i do Gniezna, bardzo hojne obdarował też Kościół
polski. Pokajanie się księcia załagodziło kryzys. Udało się również
uregulować stosunki z Czechami. Pomogły w tym trzy panie.
W 1115 roku owdowiały już Bolesław ożenił się z Salomeą, córką
hrabiego Bergu. Była ona siostrą Rychezy, żony księcia czeskiego
Władysława, oraz Zofii, która wyszła za mąż za księcia morawskiego
Ottona. Po ślubie Bolesław spotkał się ze swymi nowymi szwagrami
w Kłodzku i tam w miłej atmosferze zawarto pokój. Pokój ten okazał się
trwały, utrzymał się aż do śmierci Władysława w 1125 roku.
Największym sukcesem Bolesława Krzywoustego było ponowne
przyłączenie Pomorza do Polski oraz chrystianizacja tej prowincji. Walki
o Pomorze rozpoczął już Władysław Herman, Bolesław kontynuował
działania ojca. Przez pierwsze dziesięciolecie swego panowania urządzał on
na Pomorze wyprawy niezbyt licznych, ale doborowych oddziałów
konnicy. Polscy wojownicy szybkimi pochodami osiągali założone cele,
następnie wracali z łupami. Działania te nie mogły doprowadzić do
opanowania kraju, początkowo służyły głównie osłabianiu sojuszników
Zbigniewa i sianiu nieufności pomiędzy nim a Pomorzanami. Wyprawy te
zapewniały Bolesławowi sławę, jego wojownicy mogli przeżyć przygodę
rycerską. Pozwalały im poczuć się rycerzami chrześcijańskimi, którzy
walczą z poganami. Walki na Pomorzu coraz bardziej zaczynały
przypominać krucjaty.
Po wojnie z Niemcami Bolesław zmienił taktykę i zmuszał zwyciężonych
książąt plemiennych do uznania swego zwierzchnictwa. Jednak i to nie
przynosiło trwałych efektów. Podporządkowani naczelnicy po odejściu
wojsk polskich przestawali pamiętać o zaciągniętych pod przymusem
zobowiązaniach i wypowiadali Bolesławowi posłuszeństwo. W końcu polski
władca zaczął zdobyte na Pomorzu okręgi grodowe włączać do swego
państwa. Ta metoda okazała się skuteczna. W 1119 roku Pomorze
Wschodnie stało się prowincją państwa polskiego.
Podbój Pomorza Wschodniego zajął Bolesławowi kilkanaście lat. Po
następnych trzech latach Polsce zostało podporządkowane Pomorze
Zachodnie. Na Pomorzu Zachodnim nadal zachowały znaczenie wiece,
jednak władał tam już książę. Miał on drużynę, mógł też powołać pod broń
szersze masy ludzi. Pokonanie wojsk księcia pomorskiego było trudniejsze
od zwycięstw na plemiennym jeszcze Pomorzu Wschodnim. Gdyby jednak
książę uległ i uznał zwierzchnictwo polskiego władcy, nie byłoby potrzeby
zdobywania kolejnych niezależnych okręgów. Nie trzeba by też strzec
wszystkich grodów pomorskich, wystarczyło pilnować wierności księcia.
Zanim jednak Bolesław mógł rozpocząć walki na Pomorzu Zachodnim,
musiał zapewnić Polsce spokój od wschodu. W tym czasie w ruskim
księstwie przemyskim panował książę Wołodar. Był on wrogo nastawiony
do Polski. Wobec szykującej się wojny na Pomorzu i zagrożenia od
wschodu Bolesław zwołał naradę. Na niej jeden z jej uczestników, młody
wojewoda Piotr Włostowic, zaproponował zastosowanie podstępu, a książę
i jego doradcy plan przyjęli.
Zgodnie ze swoim planem Piotr pojechał do Przemyśla i oznajmił
Wołodarowi, że popadł w niełaskę u swego władcy i musiał uciekać
z Polski. Wołodar uwierzył i jak najlepiej przyjął Piotra. Przeciwnicy
władców z państw sąsiednich byli zawsze mile widziani, mogli zostać użyci
do celów politycznych. Piotr zaprzyjaźnił się z ruskim księciem, a gdy
znaleźli się sami, porwał go i przywiózł do Polski. Podstępnie uwięziony
Wołodar musiał się zgodzić na warunki Bolesława, a ponadto zapłacił
Piotrowi wielki okup za swe uwolnienie.
Dzięki podstępowi Piotra Włostowica Bolesław mógł zacząć wojnę na
Pomorzu Zachodnim. W 1122 roku pobił wojska księcia Warcisława
w bitwie pod Niekładzem i zmusił go do podporządkowania się Polsce.
Książę pomorski prędko potrafił wyciągnąć korzyści ze swego nowego
położenia. Dzięki pomocy polskiej wzmocnił swą władzę, zmniejszając
znaczenie wieców plemiennych, po wprowadzeniu chrześcijaństwa pozbył
się odgrywających wielką rolę w polityce wewnętrznej pogańskich
kapłanów. Powiększył też swe księstwo. Wspólnie z Bolesławem podbił
leżące na zachód od ujścia Odry wschodnie ziemie wieleckie.
Po podporządkowaniu sobie Pomorza Bolesław zaczął organizować misje
mające doprowadzić do schrystianizowania żyjących tam pogan. Nie było
trudności z misją na Pomorzu Wschodnim. Do tego terytorium żadne
z państw ościennych nie wysuwało pretensji. Dlatego też ziemie Pomorza
Wschodniego zostały włączone do polskich diecezji, a księża polscy
rozpoczęli tam działalność chrystianizacyjną. Natomiast chrystianizacja
Pomorza Zachodniego opóźniła się z powodu kościelnych sporów
kompetencyjnych.
Arcybiskupstwo magdeburskie rościło sobie prawo do ziem leżących na
zachód od Odry. Ponieważ Pomorze Zachodnie obejmowało tereny po
dwóch stronach tej rzeki, powstawał problem, kto ma chrystianizować
poddanych księcia Warcisława. Początkowo Bolesław Krzywousty planował
powołanie jednego biskupstwa dla całego Pomorza Zachodniego. Byłoby to
oczywiście rozwiązanie najprostsze organizacyjnie. W tym celu utworzone
zostało nawet biskupstwo w polskim Lubuszu, podporządkowane
arcybiskupstwu w Gnieźnie. Jednak arcybiskup magdeburski nie chciał się
zgodzić na objęcie przez polską organizację kościelną ziem leżących na
zachód od Odry. Nie chcąc popadać w konflikt z arcybiskupami
magdeburskimi, Bolesław poprosił o szerzenie chrześcijaństwa na Pomorzu
biskupa bamberskiego Ottona. Bamberg nie podlegał ani Gnieznu, ani
Magdeburgowi, jego biskup był więc osobą neutralną. Ponadto Otton był
człowiekiem powszechnie szanowanym, a wspomnienia młodości wiązały
go z Polską. Spędził bowiem kiedyś kilka lat w Polsce, za czasów
Władysława Hermana pracował jako nauczyciel w jednej ze szkół
katedralnych. Zapewne nauczył się wtedy języka polskiego. Był więc ze
wszech miar dobrym kandydatem na apostoła Pomorzan.
Otton wyruszył na wyprawę misyjną w 1124 roku. Misję tę zorganizował
i sfinansował Bolesław Krzywousty. Pomorzanom biskup zaprezentował się
wspaniale. Ubrany w bogate szaty biskupie, otoczony zbrojną eskortą daną
mu przez księcia Bolesława wywierał na nich wielkie wrażenie. Tak bogatą
i potężną osobę należało traktować poważnie. Dlatego też misja ta dała
wyniki. Jednak nie całe Pomorze zostało podczas tej wyprawy ochrzczone.
Choć biskup bamberski cieszył się polskim poparciem i życzliwością
wyznającego już chrześcijaństwo pomorskiego księcia Warcisława,
odwiedził tylko ziemie leżące na wschód od ujścia Odry. Do ziem tych nie
rościło sobie bowiem pretensji arcybiskupstwo magdeburskie.
Następna podróż misyjna biskupa bamberskiego była wspierana
wyłącznie przez cesarza Lotara. Tym razem chrystianizował on tereny,
które arcybiskup magdeburski uważał za swoją strefę wpływów. Choć
Otton z Bambergu nie mieszał się do polityki, jego druga misja mogła
pomóc cesarzowi Lotarowi w odebraniu Krzywoustemu Pomorza.
Niebezpieczeństwo było tym większe, że pomorski książę Warcisław starał
się strząsnąć z siebie zwierzchnictwo polskie. Dążył do nawiązania
bezpośrednich stosunków z Lotarem i do złożenia mu hołdu. Jako lennik
cesarski stałby się równy tak Bolesławowi, jak też niemieckim książętom.
Polskiemu księciu groziła więc utrata tak ciężko wywalczonej zdobyczy.
Aby temu przeciwdziałać, zawarł on antyniemiecki sojusz z Danią. Sojusz
wzmocniony małżeństwem jego córki z synem króla duńskiego Nielsa,
Magnusem.
Po uroczystościach weselnych polsko-duńska wyprawa wojenna
wyruszyła na Pomorze, pokonany Warcisław został utwierdzony
w wierności Polsce. Niestety, sojusz ten nie utrzymał się długo. W Danii
nastąpił przewrót, został zamordowany król Niels i jego syn Magnus, a do
władzy doszedł proniemiecki władca Eryk Emune. Pod jego panowaniem
Dania przeszła do obozu niemieckiego. Bolesław zareagował, wysyłając
pomorską flotę na Danię. Pomorskie okręty spustoszyły całą wschodnią
Jutlandię, zniszczona została Konungahela, nie zmieniło to jednak
orientacji politycznej króla duńskiego.
Zmieniająca się sytuacja polityczna przełomu lat dwudziestych
i trzydziestych XII wieku zmuszała wszystkich władców Europy Środkowej
do szybkich reakcji. Bolesław niestety, częściowo z konieczności, częściowo
w wyniku pomyłek, dopuścił się wtedy kilku poważnych błędów
politycznych.
W 1131 roku zmarł król węgierski Stefan II, pretendentami do tronu
zostali Borys i Bela Ślepy. Ponieważ Belę wspierał zarówno cesarz, jak
i książę czeski, Bolesław nie miał wyboru, musiał poprzeć Borysa. Polski
władca zebrał wojska i wyruszył na Węgry. Tam okazało się jednak, że
Borys ma bardzo słabe poparcie, a Bela może dysponować, poza oddziałami
węgierskimi, również poparciem z zagranicy. Polska wyprawa na Węgry
zakończyła się ogromną klęską w bitwie nad rzeką Sa jó. Po tej bitwie król
węgierski Bela stał się wrogiem Bolesława. Co prawda nie doszło do
wybuchu wojny polsko-węgierskiej, ale sojusznik Beli, sprzymierzony
z cesarzem czeski Sobiesław zaczął najeżdżać polskie ziemie. Bolesław nie
zdołał temu zapobiec.
Sytuację Polski pogorszyła również błędna decyzja Bolesława w sprawie
uznania nowego papieża. W 1130 roku obradujący na konklawe
kardynałowie nie potrafili znaleźć wspólnego rozwiązania i wybrali dwóch
papieży, Innocentego II i Anakleta II. Większość państw uznała
Innocentego, poparł go również cesarz, jednak Bolesław opowiedział się po
stronie Anakleta. Złe skutki tej decyzji nastąpiły niemal natychmiast.
Papież Innocenty, na prośbę arcybiskupa magdeburskiego Norberta
z Xanten, zakwestionował istnienie arcybiskupstwa gnieźnieńskiego.
Potraktował on Gniezno jak zwykłe biskupstwo i wraz z pozostałymi
polskimi diecezjami podporządkował je Magdeburgowi. Decyzja papieska
nie została przez Polskę przyjęta, Polska uznawała innego papieża. Sytuacja
ta jednak była niebezpieczna, groziła likwidacją polskiej metropolii
kościelnej. Była groźna tym bardziej, że antypapież Anaklet tracił poparcie.
Dla Bolesława najważniejszą teraz sprawą stało się wyjście z politycznej
izolacji. Przede wszystkim uznał papieża Innocentego II. Po zmianie
obediencji papież wydał bullę potwierdzającą istnienie arcybiskupstwa
gnieźnieńskiego. Trudniej było załagodzić konflikt z cesarzem, a także Belą
węgierskim i Sobiesławem czeskim. Król Węgier i książę Czech poprosili
cesarza Lotara o rozstrzygnięcie sporu pomiędzy nimi a Bolesławem. Polski
książę mógł się zgodzić na mediację między nim i królem Węgier, gdyż
obaj uważali się za suwerennych władców, a dwaj suwerenni władcy mogli
poprosić cesarza o rozsądzenie sporów. Nie mógł natomiast przystać na to,
by cesarz był sędzią w konflikcie pomiędzy nim a księciem Sobiesławem.
Sobiesław był lennikiem króla niemieckiego. Gdyby Bolesław poddał się
sądowi cesarskiemu, zgodziłby się na zajmowanie takiej samej pozycji jak
Sobiesław. Jednak w sytuacji, w jakiej się znajdował, nie mógł odmówić
przybycia na zjazd zwołany przez Lotara.
Zjazd ten odbył się w 1135 roku w Merseburgu. Cesarz wezwał tam
swoich lenników, wśród nich również księcia Polski. Przebieg zjazdu
znamy z relacji czeskiego kronikarza zwanego Kanonikiem Wyszehradzkim.
Pisze on, że Lotar posadził Sobiesława po swojej prawicy, przy cesarzu
siedzieli też inni książęta, natomiast Bolesław dostał krzesło naprzeciw
całego zgromadzenia. Według kronikarza książę polski został w ten sposób
upokorzony, gdyż został potraktowany jak liktor, czyli dostojnik niższej
rangi. Jednak opis Kanonika Wyszehradzkiego świadczy o czymś innym.
Rzeczywiście cesarz wyróżnił Sobiesława, sadzając go po swojej prawicy.
Było to miejsce zarezerwowane dla zasłużonego lennika. Natomiast
siedzący naprzeciwko cesarza Bolesław został potraktowany jak niezależny
władca. O wyjątkowej pozycji polskiego władcy świadczy również to, co
stało się później, o czym informują roczniki niemieckie.
Po naradzie Bolesław złożył hołd Lotarowi. A następnie, gdy cesarz
w uroczystym stroju, w koronie, podążał do kościoła, Bolesław niósł przed
nim miecz. Odbyła się więc ceremonia, jakiej nie stosowano wobec innych
lenników. Ani książęta niemieccy, ani książę czeski nie byli po złożeniu
hołdu zaszczycani niesieniem miecza przed królem. Lotar potraktował
Krzywoustego tak jak jego poprzednik Henryk II potraktował kiedyś
Bolesława Chrobrego. Ceremonia niesienia miecza została przypomniana
przez Lotara najpierw w stosunku do Magnusa duńskiego, który po niej
został koronowany, a następnie dostąpił jej Bolesław polski. Obaj zostali
wywyższeni ponad zwykłych lenników.
Choć po zjeździe w Merseburgu Bolesław Krzywousty nie uzyskał korony
królewskiej, to jednak cesarz nakazał uczcić jego wjazd do Magdeburga
uroczystością należną tylko królowi. Na powitanie polskiego władcy wyszła
uroczysta procesja z arcybiskupem na czele, a w mieście biły wszystkie
dzwony. Takie powitanie określane było w średniowieczu jako adventus
regis, co oznacza przybycie króla.
Bolesław uznał zwierzchnictwo cesarza, ale zgodnie z doktryną tamtych
lat cesarz był panem świata, podlegali mu nawet królowie. Bolesław był
jednak władcą potężnym, miał prawo do inwestytury biskupów. A prawo
takie przysługiwało tylko królom. Choć nie miał korony, pełnił królewskie
obowiązki.
Na spotkaniu w Merseburgu nie doszło też do mediacji cesarskiej między
władcą Polski a księciem Czech. Pokój polsko-czeski został zawarty w 1137
roku w Kłodzku, po dwustronnych rozmowach.
Po zjeździe w Merseburgu, po porozumieniu z papieżem Innocentym II
i zawarciu pokoju z Czechami Polska była zabezpieczona na arenie
międzynarodowej. Należało jeszcze zapewnić jej ład wewnętrzny.
Tymczasem przyszłość państwa po śmierci Bolesława nie rysowała się
najlepiej. Książę miał aż pięciu synów, każdy z nich mógł pretendować do
sprawowania najwyższej władzy. Dotychczas w Polsce nie było ścisłych
reguł określających, który z Piastów ma być monarchą. Następcę na ogół
desygnował zbliżający się do śmierci władca, lecz ważna też była
aklamacja dokonywana przez wiec. Wydarzenia XI i początku XII wieku
pokazały, że coraz większe znaczenie przy wyznaczaniu władcy zaczęli
mieć otaczający księcia możni. Bolesław obawiał się, że po jego śmierci
może dojść do powstania możnowładczych stronnictw popierających
różnych jego synów, co spowoduje wojnę domową. Postanowił więc
stworzyć prawo regulujące następstwo tronu. Za wzór posłużyły mu
regulacje, jakie od niemal stu lat obowiązywały na Rusi i w Czechach.
Początkowo spowodowały one wybuch walk wewnętrznych, jednak
w pierwszej połowie XII wieku zapewniły obu tym państwom spokój
wewnętrzny. Dzisiaj wiemy, że był to tylko spokój chwilowy, jednak
Bolesław nie mógł tego przewidzieć.
Statut sukcesyjny nie był testamentem sporządzonym na łożu śmierci.
Został on uchwalony w ostatnich latach życia Bolesława, na wiecu,
a następnie wysłany do wiadomości papieża. Postanowienia statutu
wydawały się bardzo racjonalne. Zgodnie z nimi zawsze najstarszy
z potomków Krzywoustego miał sprawować władzę zwierzchnią nad całym
krajem. Bolesław wyposażył też najwyższego księcia w dzielnicę
senioralną. Składała się ona z Krakowa i ziemi krakowskiej, a także z ziem
środkowej Polski. W skład dzielnicy senioralnej zapewne wchodziło
również Gniezno, a więc senior miał panować bezpośrednio w dwóch
głównych grodach Polski. Powierzone mu także zostało zwierzchnictwo
nad Pomorzem. Na Pomorzu Wschodnim rządzić miał przy pomocy
wyznaczanego przez siebie namiestnika, księciu zwierzchniemu miał
podlegać książę Pomorza Zachodniego. Zarówno seniorowi dynastii, jak
i jego młodszym braciom zostały przydzielone dzielnice. I tak najstarszy
z nich, Władysław, dostał Śląsk wraz z Opolszczyzną, Bolesław
Kędzierzawy – Mazowsze, Mieszko, którego później nazwano Starym –
dzielnicę poznańską, a dla będącego jeszcze dzieckiem Henryka
przeznaczona została dzielnica sandomierska. Miał ją objąć, gdy dorośnie.
Najmłodszy spośród synów Bolesława, Kazimierz, nie dostał własnej ziemi.
Zapewne był zbyt mały, aby go uposażać.
Statut Bolesława był dobrze pomyślany, można się było spodziewać, że
zagwarantuje Polsce jednolitość, a zarazem zapobiegnie walkom o władzę
między książętami. Po jego uchwaleniu zdecydowaną przewagę nad braćmi
uzyskał najstarszy Władysław. Poza Śląskiem i dzielnicą senioralną
zarządzał on również w imieniu małego Henryka dzielnicą sandomierską.
Ziemie, które mu przypadły, były większe i bardziej ludne od dzielnic obu
jego braci, Bolesława Kędzierzawego i Mieszka. Władysław był też znacznie
starszy od swych braci. W 1138 roku, gdy umierał Bolesław, miał już
trzydzieści pięć lat, kilkunastoletniego syna, a także doświadczenie
polityczne. Ponadto ojciec dobrze go ożenił. Żoną Władysława była
Agnieszka, córka margrabiego Austrii, a jednocześnie przyrodnia siostra
króla Niemiec Konrada III. Tymczasem najstarsi spośród jego braci dopiero
w chwili śmierci ojca osiągali pełnoletność. Wydawało się więc, że
Władysław, mając zdecydowaną przewagę nad braćmi, stanie się
rzeczywistym władcą Polski, natomiast młodsi synowie Krzywoustego,
wyposażeni w dzielnice, będą w spokoju czekać na osiągnięcie tronu
wielkiego księcia.
SYNOWIE BOLESŁAWA KRZYWOUSTEGO

W 1138 roku zmarł Bolesław Krzywousty. Przyjmuje się powszechnie, że


rok ten otworzył w Polsce okres rozbicia dzielnicowego. Tymczasem śmierć
Bolesława jeszcze niczego nie zmieniła. Nadal na tronie krakowskim
zasiadał władca całej Polski, nadal zwierzchnikiem ogólnopolskiej
administracji był jeden wojewoda. Młodsi bracia panującego księcia mieli
swoje dzielnice, jed – nak byli zależni od seniora. Ich władza
w wyznaczonych im ziemiach przypominała władzę namiestników
prowincji. Oczywiście znaczenie Bolesława Kędzierzawego i Mieszka było
większe niż namiestników pochodzących spoza dynastii, byli przecież
książętami, każdy z nich mógł zostać kiedyś wielkim księciem.
Dysponowali też majątkami książęcymi znajdującymi się w ich dzielnicach.
Jednak każda ich ważniejsza decyzja musiała znaleźć akceptację princepsa.
Choć jednak nadal Polska miała jednego władcę, ustawa sukcesyjna
Bolesława Krzywoustego zapoczątkowała epokę wielkich zmian.
Od początku Władysław dążył do ściślejszego uzależnienia swych braci
od siebie lub może nawet do pozbawienia ich tego, co wyznaczył im ojciec.
Dysponował poparciem możnych własnej dzielnicy śląskiej, popierali go też
panowie krakowscy. Popierali, gdyż Władysław rezydował w Krakowie,
przy nim możni krakowscy byli pierwszym panami państwa. Wielki książę
spotkał się jednak już na początku swych rządów z silną opozycją. Na jej
czele stanęła matka książąt juniorów, wdowa po Bolesławie Krzywoustym,
Salomea. Pragnęła ona swym synom zapewnić jak największą władzę. Oba
ugrupowania liczyły na pomoc zagraniczną. Salomea i młodsi synowie
Krzywoustego mogli się spodziewać wsparcia ze strony Rusi, gdyż jeszcze
Bolesław Krzywousty ożenił Bolesława Kędzierzawego z Wierzchosławą
pochodzącą z linii książąt nowogrodzkich. Również Władysław szukał
ruskiego wsparcia, żeniąc swego syna Bolesława ze Zwinisławą, córką
wielkiego księcia kijowskiego Wsiewołoda Olegowicza. Cała Ruś w owych
czasach uznawała jeszcze władzę wielkiego księcia kijowskiego, pomoc
przez niego udzielona mogła zadecydować o rozwoju sytuacji w Polsce.
Jednak niebawem na Rusi spokój się skończył i zaczęły następować zmiany
na tronie kijowskim.
Pokój w Polsce nie trwał długo. Już w 1142 roku wybuchła pierwsza
wojna domowa sprowokowana przez księżnę Salomeę. Zwołała ona do
Łęczycy wiec, na którym miano podjąć decyzję w sprawie przyszłości jej
najmłodszej córki, trzyletniej Agnieszki. Księżna wahała się, czy Agnieszkę
oddać do klasztoru, czy też wydać ją za mąż za ruskiego księcia.
Ostatecznie postanowiono, że Agnieszka wyjdzie za mąż, oczywiście po
osiągnięciu pełnoletności. Na wiec przybyli synowie Salomei, nie został
natomiast zaproszony Władysław. Bardzo go to oburzyło. On przecież, jako
senior dynastii, powinien decydować o losach siostry. Wystąpił więc
zbrojnie przeciwko Salomei i jej synom. Był silniejszy, miał też pomoc
ruską, wygrał więc tę wojnę. Nie zdołał jednak pozbawić braci ich dzielnic.
Okazało się, że młodsi synowie Krzywoustego cieszą się szerokim
poparciem, po ich stronie stanął między innymi arcybiskup gnieźnieński
Jakub ze Żnina.
Do drugiego starcia doszło w 1146 roku, wywołał je spór o dzielnicę
pozostawioną przez zmarłą Salomeę. Prawdziwym natomiast powodem
wojny była walka o władzę. Władysław chciał się pozbyć przyrodnich
braci, oni z kolei zamierzali usunąć najstarszego brata z kraju. Dążący do
niepodzielnej władzy Władysław zaczął tracić poparcie. Chcąc osłabić
opozycję, kazał oślepić swego wojewodę, Piotra Włostowica. Wydawało mu
się bowiem, że Piotr przeszedł do przeciwnego mu obozu. Jednak
egzekucja dokonana na Piotrze przyniosła skutek odwrotny od
zamierzonego i spowodowała, że również możni dzielnicy śląskiej znaleźli
się w obozie juniorów.
Początek wojny domowej był pomyślny dla Władysława. Zmusił swych
braci do defensywy, w końcu obległ Poznań. Pod Poznaniem nastąpiła
jednak gwałtowna zmiana sytuacji. Dowodzący wojskami juniorów
Mieszko potrafił skoordynować działania załogi Poznania z oddziałami
znajdującymi się poza grodem i z dwóch stron uderzył na seniora.
Jednocześnie arcybiskup Jakub rzucił na Władysława klątwę.
Bitwa pod Poznaniem przyniosła młodszym książętom zwycięstwo, lecz
nie zakończyła jeszcze wojny. Władysław wyruszył za granicę
w poszukiwaniu pomocy, ale pozostawił w kraju obsadzone swymi
załogami grody. W Krakowie broniła się jego żona, Agnieszka.
Wygnany senior szukał pomocy w Niemczech. Uzyskał tam od króla
Konrada obietnicę wsparcia, jednak pomoc niemiecka nie mogła nadejść
szybko. Tymczasem wojska juniorów obległy Wawel. Nie mogąc się
doczekać odsieczy, księżna Agnieszka kapitulowała, szwagrowie pozwolili
jej wraz z dziećmi wyjechać do przebywającego w Niemczech męża.
Król niemiecki Konrad III musiał zareagować, żoną Władysława była
przecież jego siostra. Zwołał więc wojska, wezwał do pomocy Czechów
i wyruszył na Polskę. Wyprawa ta jednak nic nie dała. Bez osiągnięcia
jakichkolwiek efektów wojska niemieckie wycofały się znad polskiej
granicy. Król Konrad nie miał czasu na zajmowanie się problemami swej
siostry i jej męża, zaczął już bowiem przygotowania do ogłoszonej na rok
1147 wyprawy krzyżowej. Pozwoliło to polskim juniorom umocnić swą
władzę w Polsce.
Mimo dokonanego przewrotu nie została obalona ustawa sukcesyjna
Bolesława Krzywoustego, uznano tylko Władysława za osobę
nieodpowiednią do sprawowania rządów. Jego następcą został najstarszy
spośród pozostałych braci, Bolesław Kędzierzawy. Znalazł on akceptację
poddanych, rządził, nie popadając w konflikty z braćmi. Z Bolesławem
współrządził Mieszko, co zostało uwidocznione na wybitych wówczas
monetach. Znalazł się na nich wizerunek dwóch władców wspólnie
trzymających symbolizujące władzę jabłko. Pozostali dwaj bracia
początkowo byli mniej widoczni. Spośród nich Henryk, który zgodnie
z decyzją Krzywoustego uzyskał dzielnicę sandomierską, nie miał ambicji
władczych. Był on rycerzem krzyżowcem. Wybrał się z pielgrzymką do
Palestyny, może brał udział w walkach z muzułmanami. Realizował ideę
krucjat przez całe życie, zginął w 1166 roku, prowadząc wojska polskie
przeciw pogańskim Prusom. Natomiast najmłodszy Kazimierz długo
pozostawał w cieniu. Bolesław Kędzierzawy nadał mu po latach wykrojoną
z księstwa sandomierskiego dzielnicę wiślicką, jednak była ona zbyt mała,
aby można było snuć dalej idące plany. Nie mając na razie widoków na
odegranie większej roli politycznej, Kazimierz zorganizował w Wiślicy
wspaniały dwór, wybudował pałac i kaplicę. Z jego inspiracji powstała
piękna płyta z wyrytą na niej sceną figuralną. Została ona odkryta pod
prezbiterium gotyckiej kolegiaty, kiedyś była posadzką krypty romańskiego
kościoła. Na wiślickim dworze Kazimierza kwitła kultura literacka,
powstawały polskie wersje pieśni rycerskich.
Bolesław Kędzierzawy i jego bracia wzięli udział w krucjacie w 1147
roku. Nie wyruszyli jednak do odległej Palestyny, lecz wraz z książętami
niemieckimi uczestniczyli w uznanych za krucjatę walkach z nadbałtyckimi
poganami. Mieszko wspólnie z Niemcami wyprawił się na Połabie,
Bolesław natomiast zaatakował Prusy. Książęta polscy nie odnieśli w tych
walkach większych sukcesów, nawiązali za to ścisłe kontakty z książętami
saskimi, przede wszystkim z twórcą Marchii Brandenburskiej Albrechtem
Niedźwiedziem. Przyjaźń ta przydała się Bolesławowi już w niedalekiej
przyszłości.
Tymczasem Władysław w nadanym mu przez króla niemieckiego zamku
w Altenburgu wiódł smutny żywot wygnańca i czekał na odmianę losu.
Ciekawsze było życie jego dzieci. Najstarszy syn Bolesław walczył w Ziemi
Świętej z niewiernymi, potem towarzyszył cesarzowi Fryderykowi
Barbarossie w walkach we Włoszech. Pod Mediolanem odznaczył się
i zdobył sławę rycerską, pokonując w pojedynku bardzo groźnego rycerza
włoskiego. Poszczęściło się również siostrze Bolesława, Ryksie. Jako
krewna cesarza została ona wydana za mąż za króla Kastylii, Alfonsa VII.
A nawet więcej niż za króla, Alfons bowiem koronował się na cesarza
Hiszpanii. Po śmierci Alfonsa wyszła za mąż za Rajmunda Berengara,
hrabiego Prowansji. Jego dwór był wówczas centrum kulturalnego świata,
zbierali się tam poeci, artyści, w otoczeniu hrabiego można było znaleźć
najbardziej znanych rycerzy owych czasów. Ostatnie małżeństwo Ryksy nie
było już tak wspaniałe. Wyszła za mąż za mało znanego hrabiego.
W 1157 roku w serce Władysława wstąpiła nadzieja na odzyskanie
utraconego tronu, cesarz Fryderyk Barbarossa rozpoczął bowiem wojnę
z Polską. Głównym celem cesarza miało być przywrócenie władzy
Władysławowi. Na Polskę ruszyła ostatnia wielka wyprawa cesarska.
Opisujący ją kronikarz niemiecki pisze z dumą, że Fryderyk zdobył grody
nad Odrą, których dotychczas nikomu nie udało się zdobyć. Była to
prawda, ale nie cała. Grody nad Odrą nie były bronione, Bolesław nakazał
je spalić. Książęta polscy obawiali się konfrontacji i cofali swe siły
w kierunku Poznania. Nie znamy szczegółów tych działań, pół wieku
później Wincenty Kadłubek pisał, że Bolesław „walczy bez wojny, zwycięża
bez bitwy”. Z kroniki niemieckiej wiemy, jak wyglądało zakończenie
konfliktu. Cesarz, na prośby książąt, wśród których zapewne był Albrecht
Niedźwiedź, zatrzymał swe wojska w Krzyszkowie pod Poznaniem. Przybył
tam Bolesław Kędzierzawy, ukorzył się przed cesarzem, a następnie złożył
mu hołd. Musiał również zapłacić znaczną kontrybucję. Pozostał jednak na
polskim tronie, a cesarz nie podniósł nawet sprawy wygnanego
Władysława. A więc rację miał Kadłubek, Bolesław zwyciężył bez bitwy.
Barbarossie zależało, aby polscy władcy uznawali jego zwierzchnictwo,
było dla niego natomiast obojętne, kto rządzi Polską. Dla Bolesława
Kędzierzawego, a później dla jego następców, zależność od cesarza nie była
ważna. Fryderyka Barbarossę angażowały niemal bez reszty sprawy
włoskie, na Polskę nie miał czasu. Zależność Bolesława od Niemiec była
więc czysto formalna, z czasem zanikła zupełnie. Jego następcy nie składali
już hołdów cesarzom.
Polska nadal pozostawała niepodzielona, choć rosło znaczenie
dysponujących dzielnicami braci książęcych. Rosła też liczba dzielnic. Po
śmierci wygnanego z Polski Władysława Bolesław Kędzierzawy pod
naciskiem cesarskim oddał Śląsk jego synom. Początkowo zachował władzę
w głównych śląskich grodach, lecz synowie Władysława bardzo szybko je
opanowali. Uznawali jednak naczelną władzę swego stryja.
Bolesław Kędzierzawy nie odnosił sukcesów na wojnie. Nie powstrzymał
Niemców w 1157 roku, w 1166 roku poniósł wielką klęskę w wojnie
z Prusami. Nawet życzliwy księciu Kadłubek napisał, że omijały go sukcesy
wojenne. Mimo to w zgodzie ze swymi poddanymi panował aż dwadzieścia
siedem lat. Tak długie panowanie świadczy o tym, że jego rządy podobały
się polskim możnym.
W 1173 roku, po śmierci Bolesława, zgodnie z zasadami dziedziczenia
ustanowionymi przez Bolesława Krzywoustego panowanie w dzielnicy
senioralnej i zwierzchnią władzę w całej Polsce uzyskał Mieszko zwany
Starym. Gdy zasiadał na tronie wielkoksiążęcym, był najstarszym spośród
potomków Krzywoustego. Z podziwem o nowym księciu pisał Wincenty
Kadłubek:

Zachwycały się nim kraje ościenne, sprzyjała mu zewsząd świetność władców, nawet
najodleglejszych, rosła wielka chwała zaszczytów, uśmiechał się cały wdzięk fortuny. Nigdy mu
nie brakło ani spełnienia się życzeń, ani wojennych triumfów […] Uczestnik wszelkich
szczęśliwości, jeżeli w ogóle [w rzeczach] doczesnych tak mówić można, wszelkie wyobrażenia
o szczęściu przerastał [ciesząc się] znakomitym i licznym potomstwem płci obojga. A przez
[swoje] męskie potomstwo był dla wszystkich groźny, zaś dzięki żeńskiemu cieszył się
wszystkich względami.

Władzę Mieszka nadal uznawali inni Piastowie. Żaden z pozostałych


książąt polskich nie mógł podjąć ważnej decyzji bez jego zgody. Zachował
się dokument, w którym na prośbę księcia Wrocławia Bolesława zezwolił
on na fundację klasztoru w Lubiążu na Śląsku. Nowy wielki książę
zwoływał ogólnopolskie wiece, na które przyjeżdżał nawet książę Pomorza
Zachodniego. Mieszko pilnował swych książęcych prerogatyw, za pomocą
danin i opłat starał się napełnić swój skarb, a zarazem osłabić potężnych
możnowładców. Aby wyzwolić się spod nacisków możnych krakowskich,
przeniósł swą siedzibę z Krakowa do Gniezna. Jednak fiskalizm Mieszka
budził w Polsce opór, natomiast przeniesienie siedziby wielkiego księcia
oburzyło panów krakowskich. Od ponad wieku przecież siedziba monarchy
znajdowała się w Krakowie, a możni małopolscy stanowili otoczenie
władcy.
W 1177 roku narastające niezadowolenie doprowadziło do buntu
w ziemi krakowskiej. Tamtejsi możni zdetronizowali Mieszka, a do
Krakowa wprowadzili najmłodszego spośród synów Krzywoustego,
Kazimierza. Niedługo potem możni wielkopolscy wypędzili Mieszka
również ze swojej dzielnicy. Zaczęło się powtarzać to, co się wydarzyło pod
koniec panowania Władysława. Wydawało się, że uznanego za złego
władcę Mieszka zastąpi jego brat Kazimierz.
Nowy monarcha po swej intronizacji znalazł uznanie w całej Polsce.
W dzielnicy wielkopolskiej zatwierdził zbuntowanego przeciw ojcu syna
Mieszka, Odona, doprowadził do zakończenia wojny domowej na Śląsku,
wspierając starszego z Władysławowiców Bolesława. Uznał też w Opolu
władzę jego brata Mieszka, a na Pomorzu Wschodnim ustanowił swego
namiestnika.
Tymczasem wygnany z Polski Mieszko, tak jak jego najstarszy brat, udał
się do cesarza Fryderyka Barbarossy z prośbą o pomoc. Fryderyk jednak mu
nie pomógł, miał ważniejsze problemy do rozwiązania. Wobec tego
Mieszko zwrócił się o pomoc do swego zięcia, Sobiesława czeskiego. Ten
też go nie poparł, gdyż sam miał kłopoty, właśnie wtedy stracił tron.
Pomocy Mieszkowi udzielił inny jego zięć, książę szczeciński Bogusław.
Dzięki niemu senior dynastii powrócił do Wielkopolski, gdzie zresztą został
dobrze przyjęty. Wielkopolscy możni nie chcieli być mniej ważni od
możnych krakowskich, pragnęli mieć własnego księcia.
Po powrocie Mieszka wytworzyła się w Polsce nowa sytuacja. Panujący
w Krakowie Kazimierz twierdził, że jest wielkim księciem, zwierzchnikiem
innych polskich książąt. Dzierżył przecież Kraków od dawna uchodzący za
naczelny gród Polski, wielkim księciem został z wyboru możnych, jego
władzę uznali już inni Piastowie. Ale również Mieszko nadal uważał się za
wielkiego księcia. Był najstarszym spośród potomków Krzywoustego,
podlegało mu Gniezno, od początku państwa naczelny gród Polski. Każdy
z pretendentów do najwyższej władzy stworzył wokół siebie dwór
wielkoksiążęcy, każdy wyznaczył swego wojewodę. I oczywiście żaden
z nich nie uznawał nad sobą władzy konkurenta. Tak więc w latach
siedemdziesiątych XII wieku Polska rozpadła się na dwie części rządzone
przez dwóch konkurujących ze sobą władców. Ten podział pociągnął za
sobą dalsze następstwa. Skoro za princepsa uważali się zarówno Mieszko,
jak i Kazimierz, więc książęta śląscy, Bolesław wrocławski i Mieszko
raciborski, uznali, że nie muszą pomiędzy nimi wybierać. Uznali się za
niezależnych. Od tego momentu Polska zaczęła się rozpadać na coraz
większą liczbę faktycznie suwerennych księstw. Za przykładem Śląska
poszło Mazowsze. Wprawdzie dzielnica ta uznawała władzę księcia
krakowskiego Kazimierza, ale Mazowszanie mieli własnego księcia Leszka,
syna Bolesława Kędzierzawego. A gdy on umarł, Kazimierz uszanował
odrębność tej ziemi i wyznaczył jej wojewodę.
Wraz z wypędzeniem Mieszka Starego z Krakowa rozpoczęło się rozbicie
dzielnicowe Polski.
Polska dzielnicowa
POCZĄTKI ROZBICIA DZIELNICOWEGO

Polska zaczęła się rozpadać na dzielnice, choć w świadomości książąt


i ówczesnych elit była nadal jednym królestwem. Początkowo mogło się
wydawać, że podział jest chwilowy, jeszcze przez kilkadziesiąt lat niektórzy
spośród Piastów dążyli do uzyskania władzy wielkiego księcia
i zwierzchnictwa nad pozostałymi członkami dynastii. Polskę jednoczyła
kościelna metropolia gnieźnieńska, arcybiskupi sprawowali władzę
w całym kraju. Władzę tylko kościelną, ale za to rzeczywistą. W końcu
Polskę łączyła silna już tradycja wspólnego państwa, a także potencjalne
prawa każdego członka dynastii do dziedzictwa po Bolesławie
Krzywoustym. Mimo to w połowie XIII wieku monarchia piastowska
rozpadła się na wiele samodzielnych państewek.
Po powrocie Mieszka do kraju Kazimierz panował nad większością ziem
polskich. Nie należała do niego tylko Wielkopolska i Śląsk. Skończyło się
też zwierzchnictwo nad Pomorzem Zachodnim. Ziemie
zachodniopomorskie ostatecznie odpadły od Polski w 1181 roku, gdy
książę szczeciński Bogusław złożył hołd cesarzowi. Dla Bogusława złożenie
tego hołdu oznaczało awans w hierarchii politycznej. Jako bezpośredni
lennik cesarza stawał się równy zarówno książętom niemieckim, jak też
Piastom.
Mieszko Stary, poprzez fiskalizm i strzeżenie swych uprawnień, usiłował
wzmocnić władzę książęcą oraz osłabić coraz potężniejszych możnych.
Kazimierz zastosował inną metodę rządzenia. Zauważył to Wincenty
Kadłubek, pisząc, że Kazimierz „zrywa więc pęta niewoli, kruszy jarzmo
poborców, znosi daniny, wprowadza ulgi podatkowe; ciężary nie tyle
zmniejsza, co zupełnie usuwa, daniny o służebności znieść każe”.
Kadłubek oczywiście przesadza, książę nie mógł znieść wszystkich
ciężarów ponoszonych na rzecz państwa. Możemy jednak wierzyć, że
fiskalizm Kazimierza stał się znacznie mniej uciążliwy. Spośród ustępstw na
rzecz społecznych elit znane są nam przywileje, jakie nadał on Kościołowi.
W 1180 roku zwolnił majątki kościelne z obowiązku goszczenia dygnitarzy,
urzędników i funkcjonariuszy księcia. W zamian za to zebrani na wiecu
biskupi i możni uznali prawo potomków Kazimierza do krakowskiego
tronu. Dzięki takiej polityce wewnętrznej nadano Kazimierzowi przydomek
Sprawiedliwy.
Wydaje się, że Kazimierz lepiej od Mieszka potrafił rozpoznać tendencje
panujące w jego czasach. Nowy książę krakowski zamiast walczyć
z możnymi, potrafił się z nimi porozumieć. Czy mógł zresztą inaczej
postąpić, skoro został przez możnych wyniesiony na tron? Porozumienie
z elitami państwa pozwoliło na wznowienie aktywnej polityki zagranicznej.
Ponieważ Kazimierz panował we wschodniej części Polski, więc także jego
polityka ukierunkowana była na wschód.
W drugiej połowie XII wieku pogłębiło się rozbicie Rusi, ruscy książęta
często toczyli między sobą wojny o pograniczne tereny, o księstwa,
o panowanie w Kijowie. Po śmierci księcia halickiego Jarosława
Ośmiomysła wybuchły walki o spadek po nim. Do walk tych wmieszał się
król Węgier oraz Kazimierz, każdy z nich chciał osadzić w Haliczu
własnego kandydata. Książę polski odniósł sukces, umożliwiając
opanowanie Rusi Czerwonej i Wołynia przez Romana z dynastii
Rurykowiczów, syna Mścisława Chrobrego i Agnieszki, córki Bolesława
Krzywoustego.
Mieszko Stary długo pozostawał bierny, nie czynił nic w celu odzyskania
dzielnicy senioralnej. Dopiero w 1191 roku wykorzystał nieobecność
Kazimierza i spróbował opanować ziemię krakowską. Na Kraków ruszył syn
Mieszka, Bolesław. Zajął Wawel, ale nie utrzymał się tam długo. Kazimierz
na wieść o utracie stolicy powrócił śpiesznie z Rusi i odzyskał główny gród
swego państwa. Syna Mieszka wziął do niewoli, ale wypuścił go bez okupu.
Zaskarbił tym sobie wdzięczność brata, który za życia Kazimierza nie
ponawiał już prób odebrania mu Krakowa.
Kazimierz interweniował w sprawy księstw zachodnioruskich, dążył do
osadzania na tronach ruskich sprzymierzonych z nim książąt. Wyprawiał
się też na Jaćwingów, jednak bez większych sukcesów. Wygrywał bitwy,
lecz nie zdołał podporządkować sobie żadnej z ziem jaćwieskich. Po jednej
z takich wypraw, w 1194 roku, zorganizował w Krakowie uroczystości ku
czci św. Floriana. Pierwszego dnia odbyły się ceremonie religijne,
w następnym dniu Kazimierz wydał ucztę. Gdy już, jak pisze Kadłubek,
wszyscy bardzo się rozochocili, a ich głosy stały się tak potężne, że wzbiły
się aż do nieba, książę podczas rozmowy z biskupem wypił tylko jeden
mały kielich wina i padł martwy. Na obecnych śmierć Kazimierza spadła
jak grom z jasnego nieba, nikt nie spodziewał się takiego zakończenia
uczty. Od razu pojawiły się podejrzenia o otrucie władcy.
Śmierć księcia Kazimierza rzeczywiście wygląda dziwnie. Wypił kielich
wina i natychmiast potem umarł. Czy jednak było to otrucie? Najbardziej
podejrzanym był oczywiście starszy brat Kazimierza, Mieszko Stary. Jemu
to przecież zależało na powrocie do Krakowa. Czy jednak rzeczywiście
Mieszko polecił dosypać do kielicha trucizny? Gdyby Mieszko był sprawcą
otrucia Kazimierza, z pewnością natychmiast zareagowałby na jego śmierć.
Czekałby już z wojskami gotowymi do zajęcia Krakowa. Tymczasem
Mieszko robi wrażenie osoby zupełnie zaskoczonej. Zdobył się na działanie
dopiero po roku. Nie zareagował też nikt inny w całej Polsce. Ten brak
reakcji, to zaskoczenie każe szukać naturalnych przyczyn śmierci
Kazimierza. Mógł to być przecież nagły atak serca czy wylew krwi do
mózgu. Takie przypadki zdarzały się zawsze, one chyba lepiej tłumaczą
przyczyny śmierci księcia.
Po uroczystym pogrzebie Kazimierza panowie krakowscy wzięli sprawy
we własne ręce. Najwyżsi dostojnicy ziemi krakowskiej, wojewoda Mikołaj
i biskup krakowski Pełka, zwołali wiec. Wiec był liczny, przybyli zarówno
najwięksi możnowładcy, jak też ludzie niższej kondycji – lud, jak ich
określa Kadłubek. Najpierw wojewoda i biskup odbyli naradę z panami,
a potem wystąpili z propozycjami przed ogółem. Panowie ustalili treść
obrad, jednak nie tylko oni byli ważni. Bez zgody ludu nie można było
wprowadzić w życie proponowanych postulatów.
Przebieg wiecu znamy z Kroniki mistrza Wincentego, kronikarz zapewne
był jego uczestnikiem. Przedstawił on nie tylko przebieg obrad, ale
przytoczył też przemówienia jego uczestników. Nie są to oczywiście
stenograficzne zapisy wygłoszonych mów, kronikarz komponował je po
latach. Zapewne jednak oddał sens toczonej na wiecu dyskusji.
Obrady otworzył biskup Pełka. W wystąpieniu swym przekonywał
uczestników wiecu do wybrania następcy zmarłego księcia. Zaproponował
nawet kandydata do krakowskiego tronu – miał nim być siedmioletni syn
zmarłego Kazimierza, Leszek. Biskupowi odpowiedział „pewien znaczny
mąż”, jak go określił Kadłubek. Mąż ten zgodził się, że należy bezzwłocznie
wybrać księcia, ostrzegł jednak obecnych przed wyborem dziecka. Miał
twierdzić, że:

panujący powinien być mądry, rzetelny, ostrożny i przemyślny we wszystkim i wszędzie. Jeśli

w rzeczach najmniejszych, powiedzmy we władaniu nad rodziną, domem, okrętem, nad jednym
zagonem czy kmieciem zaniedbywanie jest niebezpieczne, o ileż niebezpieczniejsze jest
zasypianie przy władaniu rzecząpospolitą.

Kadłubek dodaje, że mówił tak, gdyż był zwolennikiem Mieszka Starego


lub młodego Mieszka, księcia raciborskiego.
Odpowiedź biskupa była natychmiastowa. Zmienił on całkowicie swą
argumentację, mówiąc, że gdyby obowiązywała zasada elekcji, to zgodziłby
się ze swym przedmówcą. Jednak, jak dowodził, statut Bolesława
Krzywoustego został zniesiony, a w Krakowie obowiązuje dziedziczność
tronu. Dlatego zebrani muszą uznać w synu Kazimierza jego następcę.
Chcąc ostatecznie rozwiać wątpliwości zebranych, przekonywał, że
przecież wszyscy są opiekunami rzeczypospolitej – tak Kadłubek nazywał
państwo – i wobec tego są zobowiązani do opieki nad nią. Twierdził, że
państwem nie rządzą książęta sami, lecz przy pomocy urzędników.
W przemówieniu swym biskup wyraźnie wskazał, kto będzie rządził
w imieniu małoletniego władcy. Zarazem w wystąpieniu tym możemy
znaleźć coś więcej. Biskup mówił, że wszyscy są odpowiedzialni za
państwo, że od decyzji wszystkich zależy pomyślność rzeczypospolitej.
Przekonywał, że państwo nie jest własnością władcy, tylko ogółu jego
mieszkańców, obywateli, jak za starożytnymi określał ich Kadłubek.
Poglądy tutaj przedstawione brzmią bardzo nowocześnie, gotowi jesteśmy
przyjąć je za własne. Są one jeszcze bardziej wymowne w zestawieniu
z treścią przemówienia „pewnego znacznego męża”, który polemizował
z biskupem. Jak pamiętamy, mąż ten uważał, że państwo jest własnością
władcy, porównywał władanie państwem z posiadaniem pola, domu czy
okrętu.
Można się zastanawiać, czy wyrażone w Kronice poglądy to tylko
przekonania Kadłubka, czy też ich zwolennicy byli w ówczesnej Polsce
liczniejsi. Nawet gdybyśmy przyjęli, że kronikarz propagował poznane na
zagranicznych studiach idee starożytnych, to poprzez swą Kronikę
popularyzował je w Polsce. Wydaje się jednak, że mistrz Wincenty ujął
w słowa to, co w Polsce było już znane. Od dawna przecież możni mieli
wpływ na politykę państwa i na to, kto nim będzie rządził. Wyrażone przez
Kadłubka poglądy najwcześniej wykształciły się wśród panów krakowskich.
Po wielu latach zostały przyjęte w całej Polsce.
Po ponownym wystąpieniu biskupa zebrani na wiecu przez aklamację
uznali Leszka za swego księcia. Mogłoby się wydawać, że zwyciężyła
podkreślana w drugim wystąpieniu biskupa Pełki zasada dziedziczenia
tronu. Tymczasem w 1194 roku w Krakowie odbyła się elekcja. Zebrał się
wiec elekcyjny, pojawiły się dwa stronnictwa i każde z nich wysunęło
swego kandydata. Biskup użył argumentów demagogicznych i dokonał
politycznej manipulacji, dzięki nim przekonał uczestników wiecu do
poparcia wskazanego przez niego i przez wojewodę Mikołaja kandydata.
Dzięki Kronice Wincentego Kadłubka widzimy, jak powstawał znany nam
ze znacznie późniejszych czasów ustrój Polski, jak kształtowała się zasada
elekcji władców. Wypowiedziano wiele słów krytyki pod adresem
polskiego ustroju w czasach nowożytnych, kiedy to w polskich
konstytucjach zagwarantowany był wybór króla i wpływ reprezentowanego
przez liczną szlachtę społeczeństwa na politykę państwa. Dla mnie (lubię
osobiste poglądy) natomiast uderzający jest demokratyczny charakter
głoszonych przez Kadłubka poglądów.
Mieszka Starego zaskoczyła śmierć brata, długo zwlekał z podjęciem
decyzji. W końcu po roku postanowił zdobyć Kraków. Zebrał wojska,
zapewnił sobie pomoc książąt śląskich i wyruszył, aby odzyskać utraconą
stolicę. Krakowianie przeciwstawili mu nie tylko swoje siły, ale też wojska
przybyłego im z pomocą księcia halickiego Romana. Do bitwy doszło
w 1195 roku nad rzeką Mozgawą. Zmaganie te opisał Wincenty Kadłubek,
który wraz z biskupem Pełką oczekiwał na wynik bitwy w klasztorze
jędrzejowskim.
Bitwa nad Mozgawą była zawzięta i bardzo krwawa. W ówczesnej Polsce
wzbudziła grozę, gdyż była to bitwa między swoimi. Jak pisze mistrz
Wincenty, syn walczył przeciw ojcu, brat przeciw bratu. Bitwa ta
obfitowała w nadzwyczajne wydarzenia. Zginął w niej syn Mieszka Starego,
Bolesław. Sam Mieszko znalazł się w wielkim niebezpieczeństwie. Został
raniony przez prostego wojownika i spadł z konia. Żołnierz chciał go dobić,
jednak Mieszko zerwał hełm z głowy i zawołał, że jest księciem. Zrobiło to
wielkie wrażenie na owym wojowniku. Przeprosił księcia i wyprowadził go
w bezpieczne miejsce.
Bitwę przegrali Krakowianie. Ponieśli ciężkie straty, a ich sojusznik,
książę Roman, sam ranny, stracił wielu rycerzy i postanowił się wycofać.
Jednak i Mieszko nie mógł czuć się zwycięzcą. Jego syn poległ, on sam
został raniony, jego wojownicy również ponieśli znaczne straty. Nie
pomogła mu druga bitwa, jaką stoczyli Sandomierzanie pod dowództwem
wojewody Goworka ze śpieszącymi na pomoc Mieszkowi Ślązakami. I tę
bitwę przegrali Małopolanie, Goworek dostał się do niewoli. Nie zmieniło
to jednak sytuacji.
Za radą księcia Romana Małopolanie wycofali się do Krakowa
i postanowili bronić Wawelu. Na zdobycie tego grodu Mieszko nie miał już
sił i wycofał się do Wielkopolski. Choć on i jego sprzymierzeńcy wygrali
dwie bitwy, główny cel wojny nie został osiągnięty, Mieszko nie zajął ziemi
krakowskiej.
W Krakowie zaczęła rządzić w imieniu swego syna księżna Helena.
Kadłubek pisze, że wszyscy okazywali jej wielki szacunek. Dodaje jednak,
że biskup Pełka i wojewoda Mikołaj „z niektórymi dostojnikami biorą na
siebie staranie o rzeczpospolitą, zarząd jej powierzając zdolnym i zaufanym
urzędnikom”. A więc panowała Helena, ale rządzili biskup Pełka
i wojewoda Mikołaj wraz z innymi panami krakowskimi.
Tymczasem Mieszko, nie mogąc zdobyć władzy w Krakowie siłą, zaczął
porozumiewać się z Heleną. Księżna Helena szybko dostrzegła, że
rzeczywista władza wymyka się jej z rąk. Zgodziła się więc na powrót
Mieszka do Krakowa w zamian za obietnicę, że przekaże on po sobie
wzmocnione rządy Leszkowi.
Mieszko Stary powrócił do Krakowa. Znowu mógł się poczuć wielkim
księciem. Jednak ponowne objęcie władzy w Krakowie wyglądało zupełnie
inaczej niż w roku 1173. Wtedy Mieszko obejmował Kraków w wyniku
prawa, jemu, jako seniorowi należał się tron wielkiego księcia. Teraz
natomiast stawał się on księciem krakowskim na mocy porozumienia
z księżną Heleną. Ponadto musiał publicznie przysiąc, że dotrzyma
warunków zawartej umowy i przekaże w przyszłości władzę jej synowi.
Stary książę przysięgał publicznie na specjalnie w tym celu zwołanym
wiecu, świadkami tego wydarzenia byli panowie i lud krakowski. Wszyscy
zobaczyli, że można obejmującemu władzę księciu stawiać warunki
i domagać się ich przestrzegania.
Mieszko umarł w 1202 roku jako wielki książę, władca większości ziem
polskich. Po jego śmierci panowie krakowscy przystąpili do powołania na
tron nowego księcia. Mogłoby się wydawać, że ta elekcja była zbędna,
Krakowianie, zgodnie z dokonanymi wcześniej wyborami, mieli już władcę.
Już przecież kiedyś intronizowali Leszka, a potem byli gwarantami układu
między Heleną i Mieszkiem. Układ ten zapewniał Leszkowi tron
w Krakowie. Mimo to dokonali elekcji. Wybrali Leszka, ale w ten sposób
zaznaczyli, że do nich należy prawo wyboru.
Następnie delegacja Krakowian, z wojewodą Mikołajem na czele,
przybyła do Sandomierza, gdzie przebywał Leszek. Przedstawiono księciu
wynik wyborów i poproszono go do Krakowa. Jednak panowie krakowscy
wiedzieli już, że elektowi można stawiać warunki, i zażądali, aby Leszek
skazał na wygnanie swego wojewodę Goworka. Nie chcieli, aby
Sandomierzanin zajął w Krakowie pierwsze miejsce. Choć Goworek gotów
był iść dobrowolnie na wygnanie, szlachetny Leszek nie przyjął tego
warunku. Wobec tego wojewoda Mikołaj wraz z resztą poselstwa powrócili
do Krakowa. Tam ponownie został zwołany wiec, na którym Krakowianie –
jak pisze Kadłubek – tak jakby wcześniej nie dokonali elekcji, wybrali na
księcia Władysława, syna Mieszka Starego. Stwierdzili, że należy mu się
tron, gdyż jego ojciec był księciem w Krakowie.
W Krakowie zaczęła faktycznie obowiązywać elekcyjność tronu, lecz
nadal jeszcze powoływano się na prawo dziedziczenia. Jednak elekcje były
konieczne. Z powodu zmian na krakowskim tronie niejeden z książąt mógł
się powołać na prawo sukcesji. W 1202 roku zarówno Leszek, jak
i Władysław byli synami książąt krakowskich. Niezbędny więc był wybór
pomiędzy nimi. Zarazem sytuacja, jaka powstała, wzmacniała pozycję
panów krakowskich.
W ówczesnej Polsce tylko Krakowianie wybierali swych książąt, gdyż
ziemia krakowska nie była dotychczas dzielnicą dziedziczną żadnej linii
piastowskiej. Kazimierz Sprawiedliwy usiłował to zmienić w 1180 roku
poprzez zapewnienie tej ziemi swoim potomkom, jednak po jego śmierci
w Krakowie zwyciężyła zasada elekcji. W innych dzielnicach obowiązywał
równy udział w spadku wszystkich synów książęcych, co sprzyjało
pogłębianiu się rozbicia dzielnicowego. Prawu dziedziczenia podlegał
nawet małopolski tron dzielnicy sandomierskiej. Od 1180 roku należał on
do potomków Kazimierza Sprawiedliwego, społeczeństwo ziemi
sandomierskiej nie próbowało wybierać swych książąt.
Władysław, który po ojcu odziedziczył Wielkopolskę, zasiadł na
krakowskim tronie w 1202 roku. W swej dziedzicznej dzielnicy starał się
utrzymać silną władzę monarszą, lecz w Krakowie musiał rządzić zupełnie
inaczej. Kadłubek pisze, że:

okazywał wszystkim tak przystępną, tak ujmującą, tak łaskawą, tak słodką i miłą, ufną
życzliwość, że – aby nie mniemano, iż ma w pogardzie błędy drugich – a jeszcze bardziej, żeby
nie zdawało się, iż jest bardzo zarozumiały dla własnych zalet, wyróżniał się uprzejmością dla
wszystkich, także i dary hojnie rozdając.

Mimo to niedługo utrzymał się na Wawelu. Gdy tylko zmarł popierający


go wojewoda krakowski Mikołaj, który – jak pisze autor Kroniki
wielkopolskiej – „dowolnie książąt usuwał, a innych na ich miejsce
wyznaczał”, pozostali możni krakowscy z biskupem Pełką na czele
odmówili mu posłuszeństwa, opowiadając się za Leszkiem.
Zmiana władcy krakowskiego nastąpiła po krótkiej walce. Dowodzącego
Krakowianami i Sandomierzanami Leszka wsparł jego brat Konrad, już
wtedy książę Mazowsza. Natomiast po stronie Władysława opowiedział się
książę halicki Roman. W 1205 roku wyruszył on do Małopolski, lecz
niewiele tam zdziałał. Oddalił się wraz z niewielkim oddziałem od reszty
swoich wojsk i poległ w walce z Leszkiem i Konradem. Śmierć Romana
oznaczała dla Władysława konieczność opuszczenia Krakowa, księciem
krakowskim został Leszek.
OSTATNIE PRÓBY UTRZYMANIA JEDNOŚCI

Na początku XIII wieku Polska składała się już z kilku niezależnych


księstw. Największym z nich rządził książę krakowski. Do panującego
w Krakowie Leszka należały ziemie krakowska i sandomierska, łęczycka
i sieradzka. Ponadto Leszek był zwierzchnikiem Pomorza Wschodniego,
zatwierdzał tam pochodzących z miejscowego możnowładztwa
namiestników. Blisko z Leszkiem związany był jego brat, książę Mazowsza
Konrad. Natomiast Wielkopolska i rozbity na dwie dzielnice Śląsk nie
uznawały władzy księcia krakowskiego. Władcą Wielkopolski był syn
Mieszka Starego, Władysław Laskonogi, Śląskiem rządzili potomkowie
Władysława Wygnańca. Panem Raciborza i Opola był syn wygnanego
księcia Mieszko Plątonogi, we Wrocławiu i na Dolnym Śląsku rządził jego
wnuk Henryk Brodaty. Mimo podziałów istniała nadal tradycja jedności
Królestwa Polskiego, wszyscy Piastowie czuli się dziedzicami Bolesława
Krzywoustego. W świadomości ówczesnych ludzi Kraków nadal był
głównym grodem Polski, pamiętano też jeszcze, że pan Krakowa powinien
być najwyższym księciem sprawującym zwierzchnią władzę. Dlatego
najambitniejsi spośród potomków dawnych Bolesławów walczyli
o opanowanie tego grodu i przywrócenie zanikającej jedności.
Na początku XIII wieku pojawiła się jeszcze jedna siła wywierająca
wpływ na polską scenę polityczną. Siłą tą stał się Kościół. W poprzedniej
epoce Kościół polski nie występował samodzielnie. Niektórzy spośród
biskupów włączali się wprawdzie w rozgrywki stronnictw, nie tworzyli
jednak oddzielnego obozu politycznego. Uczestniczący w polityce biskupi
należeli do ugrupowań możnowładczych popierających jednych książąt
przeciw innym. Zmieniło się to w 1199 roku, wraz z objęciem przez
Henryka Kietlicza archikatedry gnieźnieńskiej.
Arcybiskup Henryk Kietlicz postanowił wprowadzić do Polski reformę
gregoriańską. Walczył więc ze świecką inwestyturą biskupów, dążąc do
tego, aby byli oni wybierani przez kapituły katedralne. Ponieważ w Polsce,
wbrew zasadom reformy gregoriańskiej, aż do początków XIII wieku
księża, a nawet biskupi mogli się żenić, następnym postulatem Kietlicza był
celibat duchownych. Oba te cele udało się osiągnąć. Nie było sprzeciwu
książąt przeciw wyborom biskupów przez kapituły, zgodzili się na nie
nawet ci spośród władców, którzy najmocniej bronili swoich uprawnień.
Również celibat został wprowadzony, choć jego przeciwnikami było wielu
duchownych. Znacznie trudniejszą okazała się walka o pozostałe punkty
programu Kietlicza.
Aż do początków XIII wieku Kościół polski podlegał władcom.
W pierwszych wiekach chrześcijaństwa było to nawet dla Kościoła
korzystne, gdyż tylko dzięki świeckiemu wsparciu można było
chrystianizować pogańskie społeczeństwo. Biskupstwa były utrzymywane
przez władców, mogły funkcjonować, uczestnicząc w dochodach
książęcych. Od XI wieku sytuacja ta zaczęła się zmieniać, biskupstwa
stopniowo uzyskiwały własne majątki, stawały się coraz bardziej
niezależne gospodarczo. Jednak książęta wymagali, aby majątki kościelne
były obciążone daninami i powinnościami. Przeciw temu protestował
Kietlicz. Walczył o uniezależnienie gospodarcze dóbr kościelnych, o
zniesienie ciężarów, jakie na nich ciążyły. Walczył o immunitety.
Kościół polski był zależny nie tylko od książąt, ale i od możnych.
Możnowładcy byli właścicielami kościołów zbudowanych w ich dobrach
oraz fundowanych przez nich klasztorów. Będąc właścicielem kościoła,
możny mógł dowolnie mianować w nim kapłana. Na to, komu przypadnie
ta funkcja, biskup nie miał wpływu. Zdarzało się więc, że kapłanami byli
ludzie nienadający się do tej roli. Ponadto byli oni bardziej zależni od
swego świeckiego pana niż od biskupa. Wraz z rozwojem sieci parafialnej
niejeden z kościołów możnowładczych stawał się kościołem parafialnym.
W niewielkim jednak stopniu podlegał on władzy biskupa. Również ten
stan rzeczy Kietlicz chciał zmienić. Postanowił zastąpić prawo własności
nad kościołami prawem patronatu. Prawem, które fundatorowi kościoła
dawało prestiż, ale niewiele więcej. I to udało się zrealizować. Trudniej
było natomiast uzyskać immunitet od książąt. W walce o wolność Kościoła
i o immunitety Kietliczowi pomogła sytuacja polityczna, jaka panowała
w Polsce. Dla osiągnięcia swoich celów zaangażował się w walki książąt.
W pierwszych dziesięcioleciach XIII wieku niektórzy spośród polskich
książąt dążyli jeszcze do przywrócenia jedności Królestwa.
Najważniejszymi wśród nich byli Mieszko raciborski i Władysław
Laskonogi. Obaj za cel życia stawiali sobie uzyskanie władzy w Krakowie,
ziemię krakowską nadal traktowali jako dzielnicę senioralną, wierzyli, że
po jej opanowaniu staną się zwierzchnikami pozostałych Piastów. Inną
grupę tworzyli młodsi książęta, którzy już nie myśleli o jedności państwa.
Starali się zdobyć własną dzielnicę i panować w niej samodzielnie. Na
początku XIII wieku do tej grupy należeli Leszek Biały, który został władcą
Krakowa, Sandomierza, a także ziem sieradzkiej i łęczyckiej, Władysław
Odonic dążący do uzyskania księstwa poznańskiego, a potem nawet całej
Wielkopolski, oraz panujący na Mazowszu Konrad. Później dołączył do
nich Kazimierz raciborski, gdy po śmierci swego ojca Mieszka przejął rządy
w Opolu i Raciborzu. Natomiast książę wrocławski Henryk Brodaty
zachował neutralność.
Arcybiskup Henryk Kietlicz popierał młodych książąt. Tylko oni byli
gotowi, za pomoc w realizacji ich celów, iść na ustępstwa i nadawać
Kościołowi przywileje i majątki. Jednak katedra arcybiskupia i większość
diecezji gnieźnieńskiej znajdowały się w dzielnicy Władysława
Laskonogiego, który nie tylko dążył do przywrócenia jedności Polski pod
swoim panowaniem, ale zarazem twardo bronił prerogatyw książęcych.
Zgodził się co prawda bez walki na kanoniczne elekcje biskupów w swojej
dzielnicy, nie chciał jednak ustępować w sprawach gospodarczych.
Sprzeczne interesy księcia i arcybiskupa doprowadziły do konfliktu między
nimi. Sojusznikiem Kietlicza stał się bratanek władcy Wielkopolski,
Władysław Odonic, gdy zbuntował się przeciw stryjowi i zażądał
wydzielenia mu księstwa poznańskiego. Ponieważ arcybiskup poparł
Odonica, wraz z nim został wygnany z księstwa Władysława. Obaj znaleźli
schronienie we wrocławskiej dzielnicy Henryka Brodatego. Stamtąd
Kietlicz rzucił klątwę na Laskonogiego. Konflikt ten został rozwiązany
dzięki mediacji księcia Wrocławia. Zawarty pokój nie uspokoił jednak
sytuacji w Wielkopolsce. Wojna między stryjem i bratankiem będzie się
tam toczyć z przerwami aż do śmierci Laskonogiego.
Gdy tylko uspokoiło się nieco w Wielkopolsce, z pretensjami do władzy
pryncypackiej wystąpił Mieszko Plątonogi. Nie zapomniał on, że jest
seniorem dynastii piastowskiej, i dążył do opanowana Krakowa. Marzył
o przywróceniu władzy wielkiego księcia. W końcu zyskał bullę papieską,
w której papież uznawał ustawę sukcesyjną Bolesława Krzywoustego, co
równało się potwierdzeniu prawa Mieszka do Krakowa i najwyższej władzy
w Polsce.
Po dotarciu papieskiej bulli do Polski w obozie młodych książąt nastąpiła
konsternacja. Pogłębiła się ona, gdy Mieszko raciborski zajął Kraków
i ogłosił, że jest wielkim księciem. Aby radzić nad zaistniałą sytuacją,
arcybiskup Henryk zaprosił do Borzykowej Leszka Białego, Konrada
mazowieckiego i Władysława Odonica. Papieski wyrok nie odpowiadał
nikomu z przybyłych na zjazd, najbardziej poszkodowanym był oczywiście
panujący dotąd w Krakowie Leszek Biały. Wspierani przez arcybiskupa
książęta wydali przywilej dla Kościoła, w którym zawarto program
nadawania immunitetów. Został on później powtórzony przez młodych
książąt w 1215 roku w Wolborzu. Nie podjęto jednak żadnych działań
przeciw Mieszkowi, gdyż sytuacja rozwiązała się sama. Po kilku miesiącach
panowania w Krakowie Mieszko Plątonogi zmarł i Leszek mógł powrócić
do swej stolicy.
Po śmierci Mieszka na kilka lat wygasły wojny domowe w Polsce. Książę
Krakowa, Sandomierza, Sieradza i Łęczycy Leszek mógł się nareszcie zająć
polityką zagraniczną. Uwagę swą zwrócił na wschód, na Ruś Halicko-
Włodzimierską. Dążył do objęcia tych ziem swoimi wpływami poprzez
wspieranie dogodnych dla niego kandydatów na tamtejszy tron. Wydawało
się, że zadanie to będzie łatwe.
Syn poległego pod Zawichostem Romana, niepełnoletni jeszcze Daniel,
musiał opuścić swe dziedziczne księstwa. Pomocy szukał między innymi
u Leszka Białego, lecz nic nie wskazywało, że kiedyś zostanie panem Rusi
Halicko-Włodzimierskiej. Wykorzystując osłabienie Rusi, do walki
o wpływy w Haliczu wystąpił też król Węgier Andrzej II. Początkowo tak
król węgierski, jak i książę krakowski chcieli osadzić w Haliczu
protegowanego przez siebie Rurykowicza, bardzo szybko jednak król
Andrzej zapragnął pozyskać Ruś dla swej dynastii. Spotkał się ze
sprzeciwem Leszka. Do wojny polsko-węgierskiej nie doszło, spór toczył się
tylko na polu dyplomatycznym. Książę Krakowa, choć słabszy od króla
Węgier, był w stanie blokować plany węgierskie. W końcu, w 1214 roku
osiągnięto kompromis. Postanowiono, że królem Halicza zostanie syn
władcy Węgier Koloman, a jego żoną córka Leszka, Salomea. Następnie
został zawarty ślub i niepełnoletnia jeszcze para po koronacji zasiadła na
tronie halickim. Wydając swą córkę za księcia węgierskiego i umożliwiając
jej w ten sposób przyjęcie tytułu królowej halickiej, Leszek zachowywał
prawa do wzmocnienia swej pozycji na Rusi w przyszłości. Na razie jednak
oddawał Ruś królowi węgierskiemu. Niebawem jednak młoda para została
zmuszona do opuszczenia Halicza. Na Rusi zwyciężyły siły miejscowe,
Koloman z Salomeą zaś schronili się na Węgrzech.
Włączenie się w politykę międzynarodową pozwoliło Leszkowi dostrzec
horyzonty szersze od granic jego własnej dzielnicy. Przypomniał sobie
o ambicjach swego ojca, zrozumiał, że jest księciem Krakowa, grodu,
z którym tradycyjnie związana była władza zwierzchnia nad całą Polską.
Poczuł się więc princepsem, swe stanowisko podkreślał, używając tytułu
dux Poloniae, czyli książę Polski. Zbliżył się też do dwóch innych książąt
mających ambicje ogólnopolskie, do władającego Wielkopolską
Władysława Laskonogiego i do Henryka Brodatego, księcia Wrocławia.
Pomiędzy Leszkiem i Władysławem został nawet zawarty układ
gwarantujący temu, który będzie dłużej żył, dzielnicę wcześniej zmarłego.
Laskonogi nie miał synów, a nie chciał przekazać swego dziedzictwa
znienawidzonemu bratankowi Władysławowi Odonicowi. Wolał, aby jego
księstwo objął Leszek Biały. Układ ten oczywiście był bardzo korzystny dla
Leszka. Jako znacznie młodszy od Laskonogiego mógł się spodziewać
panowania w dwóch głównych dzielnicach polskich, w Małopolsce
i Wielkopolsce. Porozumienie pomiędzy Leszkiem i Władysławem popierał
też brat Leszka Konrad. Przewidywał, że to on obejmie kiedyś cały spadek
po bracie. Był młodszy od Leszka, a ponadto Leszek nie doczekał się jeszcze
syna. Układ ten stabilizował sytuację w Polsce, zwłaszcza po przyłączeniu
się Henryka Brodatego do sojuszu obu książąt. Ponieważ w tym czasie
wieczny malkontent, Władysław Odonic, musiał opuścić Polskę, w kraju na
kilka lat zapanował pokój, istniały też nadzieje na ponowne ustanowienie
władzy centralnej.
Po załamaniu się polityki ruskiej Leszek zwrócił uwagę na Prusy i wraz
ze swym bratem Konradem zaczął się angażować w chrystianizację tego
kraju. Jednak nie on pierwszy rzucił hasło nawrócenia jednych z ostatnich
już pogan w Europie. Pierwszym był bowiem arcybiskup Kietlicz, który na
zjeździe w Mąkolnie w 1212 roku stworzył plan misji pruskiej. Na jej czele
został postawiony zakonnik z cysterskiego klasztoru w Łeknie, Chrystian.
Kietlicza natomiast papież Innocenty III mianował legatem na Prusy.
Misja pruska przebiegała dość opornie, zarazem nasilała się wojenna
aktywność Prusów. Zaczęli oni wchodzić na drogę wiodącą do zbudowania
państwa, co wiązało się z nasileniem ataków zbrojnych na sąsiadów.
W wyniku tej działalności najbardziej cierpiało Mazowsze. Dlatego też
w celu pomocy Konradowi mazowieckiemu Leszek Biały, ale też i Henryk
Brodaty zaczęli myśleć o krucjacie pruskiej.
Papież Innocenty ciągle przypominał Leszkowi, że gdy walczył on
o zdobycie Krakowa, złożył obietnicę wyruszenia na wyprawę krzyżową.
Jednak Leszek nie śpieszył się z wypełnieniem zobowiązania, nie pozwalała
mu na to sytuacja panująca w Polsce. Postanowił więc postarać się
o zwolnienie ze złożonego zobowiązania. Prośbę swoją motywował bardzo
oryginalnie. Napisał do papieża, że nie może jechać do Palestyny, gdyż tam
nie ma piwa, a on bez piwa nie może żyć. Papież zrozumiał naszego
piwosza i zwolnił go z obowiązku wyprawy do Ziemi Świętej. Zaapelował
jednak, aby Leszek zorganizował krucjatę pruską. Jednak i to nie podobało
się naszemu księciu. Zaproponował natomiast, że stworzy na granicy
pruskiej wielki targ, na którym będą nawracani przybywający w celach
handlowych Prusowie. Trzeba przyznać, że Leszek w osobliwy sposób
podchodził do problemu chrystianizacji Prusów.
Ostatecznie jednak krucjata została zorganizowana. W 1222 i w 1223
roku, pod dowództwem Leszka Białego, Henryka Brodatego i Konrada
mazowieckiego, wyruszały wyprawy wojenne na Prusów. Oswobodzono
zajętą niedługo przedtem ziemię chełmińską, jednak Prusowie pozostali
przy pogaństwie i nadal byli uciążliwi dla Mazowsza. Aby zabezpieczyć się
przed ich napadami, postanowiono stworzyć siłę zbrojną broniącą granicy.
Plan takiej stróży powstał w głowie Henryka Brodatego. Zgodnie z nim
zorganizowano stałą załogę wojskową na granicy z Prusami, w jej skład
mieli wchodzić zmieniający się co jakiś czas polscy rycerze z różnych
dzielnic. Niestety, skuteczność tak zorganizowanej obrony załamała się
z powodu sporów, jakie wybuchły pomiędzy stacjonującymi na granicy
małopolskimi możnymi. Gdy bowiem Prusowie zaatakowali, Gryfici, którzy
wtedy byli najpotężniejszym rodem małopolskim, uciekli wraz ze swoimi
wojownikami, co naraziło pozostałych na duże straty. Mówiono wręcz
o zdradzie Gryfitów. Organizacji obrony granicy nie pomogło to, że Gryfici
stracili łaskę księcia, a wraz z nią wszystkie sprawowane urzędy i musieli
opuścić Małopolskę. Stróża okazała się nieskuteczna.
Najazdy Prusów były uciążliwe, cierpiało od nich Mazowsze. Gdy więc
próby ich powstrzymania siłami polskimi się nie udały, Konrad mazowiecki
postanowił rozwiązać problem w inny sposób. Być może za radą księcia
śląskiego Henryka podjął rozmowy z zakonem krzyżackim.
Zakon Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego
w Jerozolimie, bo tak brzmiała jego oficjalna nazwa, powstał w Palestynie
w ostatnim dziesięcioleciu XII wieku. Ponieważ w Ziemi Świętej
dominowali już joannici i templariusze, więc dla zakonu niemieckiego nie
starczyło miejsca. Mistrzowie niemieckich rycerzy zakonników zaczęli
poszukiwać ziem, na których mogliby osiąść. W 1211 roku zaprosił ich do
siebie król węgierski Andrzej. Osadził Krzyżaków w Siedmiogrodzie
i powierzył im obowiązek obrony granic Węgier przed Kumanami. Gdy się
jednak zorientował, że Krzyżacy zaczęli budować własne państwo, wyrzucił
ich ze swego kraju. W tym właśnie momencie mistrzowi krzyżackiemu
Hermanowi von Salza złożył ofertę Konrad mazowiecki. Zaproponował, że
nada zakonowi ziemię chełmińską w zamian za obronę Mazowsza przed
atakami Prusów. Nie od razu Krzyżacy przybyli do Polski, rozmowy między
księciem a wielkim mistrzem toczyły się kilka lat. Gdy czas mijał, a rycerze
w habitach nie przybywali, Konrad spróbował stworzyć własny zakon
rycerski nazwany późnej braćmi dobrzyńskimi. Próba ta się nie powiodła,
ale ostatecznie Krzyżacy przybyli do nadanych im ziem. Zanim jednak
zobaczymy, jak podbijali ziemie pruskie, musimy się nieco cofnąć
i przedstawić sytuację w Polsce po zawarciu sojuszu między
najpoważniejszymi Piastami.
W wyniku porozumienia zawartego między Władysławem Laskonogim,
Leszkiem Białym i Henrykiem Brodatym skończyły się wojny domowe
i zaświtała nadzieja na zjednoczenie kraju. Sojusz trzech książąt przetrwał
nawet podjętą przez Henryka próbę zdobycia Krakowa. Książę śląski
wycofał się na wieść, że Brandenburczycy uderzyli na ziemię lubuską.
Wobec zagrożenia na zachodzie porozumiał się z Leszkiem Białym i ruszył
bronić swych granic przed Niemcami. Większym zagrożeniem spokoju
w Polsce okazał się powrót do kraju Władysława Odonica, który podjął
znowu walkę ze swym stryjem Władysławem Laskonogim. Odonica wsparł
książę gdański Świętopełk. Był on zależny od księcia krakowskiego, zaczął
jednak dążyć do uzyskania takiej samej pozycji jak inni książęta polscy.
Przy pomocy Świętopełka Odonic zdobył Ujście i wykorzystując ten gród
rozszerzał swój stan posiadania kosztem ziem swego stryja. Udało mu się
w końcu opanować niemal całą Wielkopolskę.
Wojna Odonica z Laskonogim oraz emancypacja Świętopełka wymagały
reakcji ze strony pozostałych polskich książąt. W celu omówienia sytuacji
i podjęcia decyzji Leszek, który nadal uważał się za wielkiego księcia,
zwołał wiec do Gąsawy, miejscowości leżącej na Kujawach. Na wiec
przybył brat Leszka Konrad mazowiecki, a także Henryk Brodaty
i Władysław Odonic. Władysław Laskonogi nie mógł przyjechać, gdyż
musiał bronić swych ziem przed bratankiem.
Zjazd w Gąsawie rozpoczął się jak zwykle, książęta radzili, wydawali
wyroki w różnych sprawach, nikt nie spodziewał się tego, co miało
nastąpić następnego dnia. Nie wiedzieli, że Świętopełk pomorski
przygotował zamach na uczestników spotkania. Drugiego dnia obrad, gdy
rano Leszek Biały i Henryk Brodaty zażywali kąpieli, wojownicy
Świętopełka napadli na Gąsawę. Wpadli do łaźni i zadali rany Henrykowi.
Książę zginąłby niechybnie, gdyby nie rycerz Peregryn, który osłonił go
własnym ciałem. Peregryn zmarł, poranionego Henryka odwieziono potem
do Wrocławia. Natomiast Leszek zdołał uciec, wskoczył na konia i popędził
przed siebie. Zamachowcy dopadli go w pobliżu wsi Marcinkowo i tam go
zabili.
Śmierć Leszka postawiła wszystkich wobec nowej sytuacji, zabrakło
jednego z najważniejszych w ówczesnej Polsce książąt, a jego ziemie
pozostały bez władcy. Leszek pozostawił wprawdzie po sobie syna
Bolesława, jednak ten w chwili śmierci ojca liczył zaledwie półtora roku,
trudno było uznać za następcę tak małe dziecko. Panowie małopolscy nie
chcieli żadnych zmian, więc uznali we wdowie po Leszku, Grzymisławie,
swoją panią, księżna zaczęła nawet rządzić w Małopolsce. Zwoływała
wiece, tytułowała się ducissa Poloniae. Niedługo jednak panowała,
ponieważ do spadku po Leszku wystąpił jego brat, Konrad mazowiecki.
Miał do tego prawo, był przecież najstarszy w rodzinie, jemu przysługiwała
opieka nad bratową i bratankiem. Konradowi brakowało tylko poparcia
możnych małopolskich.
Księżna Grzymisława nie miała dość sił, aby obronić się przed Konradem,
wiedzieli to również ci, którzy ją popierali. Zgodziła się więc na panowanie
w księstwie sandomierskim, natomiast w Krakowie możni dokonali elekcji
Władysława Laskonogiego. Decyzja panów krakowskich była zgodna
z umową zawartą kiedyś przez Leszka i Władysława.
Wybór Laskonogiego wydawał się bardzo dobry. Pokonał on właśnie
Odonica, uwięził go i opanował całą Wielkopolskę. Po przyjęciu władzy
w Krakowie stał się najsilniejszym księciem polskim. Wybór ten zdawał się
więc przybliżać zjednoczenie kraju.
Korzystając z wcześniejszych doświadczeń, Krakowianie postawili
elektowi warunki, a Władysław je przyjął. W Wielkopolsce rządził on
twardo, nie zgadzając się na żadne ustępstwa na rzecz poddanych, wiedział
jednak, że w Małopolsce panują już inne zasady. Wielkopolska była jego
ziemią dziedziczną, w Krakowie natomiast został wybrany na władcę.
Musiał się więc liczyć ze swoimi wyborcami.
Z panami krakowskimi spotkał się w 1228 roku w Cieni, gdy jechał do
Krakowa objąć władzę. Tam, zapewne po naradach, wydał przywilej dla
swoich nowych poddanych. Zagwarantował w nim, że będzie ich bronił
przy pomocy wojsk nie tylko małopolskich, ale również własnych,
wielkopolskich. Przyrzekł też, że będzie utrzymywał porządek, a także, że
bez zgody małopolskich baronów nie podniesie podatków.
Wydany w Cieni przywilej został przez późniejsze pokolenia niemal
zapomniany. Tymczasem jest to bardzo ważny akt pokazujący, że już
w XIII wieku panowie małopolscy uzyskali prawo do kontrolowania
poczynań swego władcy, przede wszystkim w dziedzinie pobierania
podatków. Dokument wydany w Cieni jest jednym z kilku podobnych
przywilejów, jakie w tych czasach uzyskały społeczeństwa innych państw.
Przypomina wydaną w 1215 roku angielską Wielką Kartę Swobód, czy też
wymuszoną na królu Andrzeju przez jego węgierskich poddanych Złotą
Bullę. Zarówno na Węgrzech, jak i w Anglii dokumenty te do dzisiaj
uchodzą za fundament rodzącego się parlamentaryzmu. O przywileju
z Cieni pamiętano jeszcze w końcu XIII wieku, kiedy to obejmujący tron
małopolski król czeski Wacław wydał w Lutomyślu bardzo podobny akt.
Z czasem i o nim zapomniano. Stało się tak zapewne dlatego, że dotyczył
tylko jednej dzielnicy państwa, później zastąpiły go inne przywileje.
Laskonogi niedługo rządził w Krakowie. Panowie małopolscy uznawali
go za swego władcę aż do jego śmierci w 1231 roku, jednak książę
Władysław, niemal natychmiast po intronizacji w Krakowie, musiał wracać
do Wielkopolski. Tam bowiem Władysław Odonic uciekł z więzienia
i znowu zaczął walczyć ze stryjem. Zagrożony przez bratanka Laskonogi
poprosił więc Henryka Brodatego, aby sprawował w Małopolsce w jego
imieniu rządy namiestnicze, sam zaś wyruszył do Wielkopolski.
Z Krakowa nie zrezygnował Konrad mazowiecki. Choć granica z Prusami
nie była jeszcze zabezpieczona, rozpoczął on walkę o Kraków. Najpierw
opanował ziemię sandomierską i ustanowił w niej księciem swego syna
Bolesława. Następnie wspierany przez posiłki ruskie uderzył na
Wielkopolskę. Atak ten miał wymusić na Laskonogim wycofanie się
z Krakowa. Uderzenie mazowiecko-ruskie poważnie utrudniło
Laskonogiemu walkę z Odonicem, nie doprowadziło jednak do opanowania
Krakowa przez Konrada. Krakowa bronił Henryk Brodaty, Konrad
postanowił go unieszkodliwić. Jego ludzie porwali Henryka i doprowadzili
do Płocka. Mimo to bronionego przez Małopolan Krakowa Konrad nie
zajął.
Uwięzienie Henryka Brodatego było ciosem nie tylko dla Krakowa, ale
też dla Śląska. Do uwolnienia ojca zaczął się szykować syn Brodatego,
Henryk Pobożny, lecz zanim rozpoczął wojnę, do działania przystąpiła jego
matka, żona Brodatego – Jadwiga. Już wtedy autorytet przyszłej świętej
był w Polsce tak duży, że gdy przybyła do Płocka, po rozmowie
z Konradem doprowadziła do uwolnienia swego męża.
Tymczasem Władysław Laskonogi przegrał wojnę z bratankiem.
Władysław Odonic wypędził stryja z Wielkopolski i stał się księciem
Gniezna i Poznania. Wygnany książę schronił się na Śląsku Opolskim, przy
pomocy książąt śląskich próbował bezskutecznie odzyskać swoje władztwo.
W końcu, w 1231 roku, zmarł. O śmierci Laskonogiego napisał nawet
francuski kronikarz. Zanotował on, że w Środzie Śląskiej zabiła go
dziewczyna, którą chciał zgwałcić. Chyba jednak nie można temu wierzyć.
W chwili śmierci bowiem Władysław miał już ponad siedemdziesiąt lat.
MONARCHIA HENRYKÓW ŚLĄSKICH

Po zgonie Laskonogiego Henryk Brodaty został księciem krakowskim.


Niewątpliwie doszło do porozumienia między nim a panami krakowskimi,
gdyż dalsze lata jego rządów przebiegały bez protestów z ich strony.
Krakowianie uznawali władzę Henryka, książę natomiast pozostawił im
swobodę w prowadzeniu polityki wewnętrznej. Gdy monarchy nie było
w Krakowie, a zdarzało się to bardzo często, wojewodowie krakowski
i sandomierski z jego mandatu zwoływali wiece i wydawali wyroki mające
rangę wyroków książęcych.
Po intronizacji w Krakowie Henryk stał się najpotężniejszym spośród
polskich książąt. Był dziedzicznym władcą Śląska wrocławskiego, dzięki
elekcji sprawował władzę w ziemi krakowskiej, a ponadto w imieniu
małoletnich książąt rządził w księstwach opolskim i sandomierskim.
W połowie lat trzydziestych udało mu się zająć ponad połowę
Wielkopolski, którą oddał podporządkowanemu mu synowi, Henrykowi
Pobożnemu. Brodaty panował więc nad największym kompleksem ziem
polskich, miał szanse na zjednoczenie Królestwa.
Jedynym poważnym przeciwnikiem Brodatego w Polsce był Konrad
mazowiecki. Pod jego panowaniem pozostawało Mazowsze i Kujawy,
opanował też ziemie łęczycką i sieradzką. Choć bez przerwy myślał
o zdobyciu Krakowa, po uzyskaniu tam władzy przez Henryka Brodatego
powstrzymywał się od prób opanowania tego grodu. W 1234 roku doszło
nawet do współpracy obu książąt, gdy wspólnie wzięli udział
w organizowanej przez Krzyżaków i wspieranej przez arcybiskupa Pełkę
wyprawie krzyżowej do Prus. Wtedy to armia krzyżowców, w której
dominowali rycerze polscy, pokonała Prusów w bitwie nad Dzierzgonią.
Książę mazowiecki nie zrezygnował jednak z prób poszerzenia swego
księstwa. Krakowa nie atakował, usiłował natomiast zdobyć księstwo
sandomierskie, gdzie pod opieką Brodatego rezydowała wdowa po Leszku
Białym Grzymisława i jej syn Bolesław Wstydliwy. Aby zdobyć Sandomierz,
zaprosił swą bratową i bratanka na rozmowy, a gdy przyjechali, uwięził ich
i zamknął w klasztorze sieciechowskim. Jak podają roczniki, miał nawet
osobiście pobić Grzymisławę.
Ten gwałtowny czyn nic Konradowi nie dał, ponieważ porwanych
wykradł z więzienia młody krakowski magnat, Klemens z Ruszczy.
Grzymisława i Bolesław nie powrócili już do Sandomierza, choć Brodaty
nie odebrał im księstwa. Ich rezydencją stała się Skała koło Krakowa, gdzie
pod opieką Henryka byli znacznie bezpieczniejsi. Możemy się natomiast
domyślać, że z księciem mazowieckim Henryk zawarł jakiś układ, gdyż
dwie wnuczki Brodatego wyszły za mąż za dwóch synów Konrada.
Henryk Brodaty podporządkował sobie większą część ziem polskich,
jednak pełne prawa miał tylko do swej dziedzicznej dzielnicy wrocławskiej,
w Krakowie natomiast był władcą wybranym przez tamtejszy wiec.
Niepewna też była jego władza w Opolu i Sandomierzu, sprawował tam
tylko rządy w imieniu niepełnoletnich książąt. Po śmierci Henryka
państwo, którym rządził, mogło się rozsypać. Krakowianie mogli wybrać
nie jego syna, lecz innego spośród Piastów, Bolesław Wstydliwy i Mieszko
raciborski po dojściu do pełnoletności mogli się usamodzielnić. Należało
więc jakoś zabezpieczyć stan posiadania. Jedynym sposobem na
zabezpieczenie władzy w Polsce dla linii Piastów wrocławskich była korona
królewska. Koronowany król mógł rządzić całą Polską, nie pozbawiając
innych książąt ich księstw. Władcy innych dzielnic staliby się jego
lennikami.
Wiele wskazuje na to, że Henryk Brodaty rozpoczął starania o koronę dla
siebie, lub może raczej dla swego syna. Pozwolenie na tę ceremonię chciał
uzyskać od cesarza Fryderyka II. Cesarz, niestety, miał kłopoty, pozostawał
w ostrym sporze z papieżem Grzegorzem IX, a w Niemczech przeciw niemu
występowali liczni książęta. Opowiedzenie się po stronie cesarza
powodowało izolację polityczną Henryka na arenie międzynarodowej.
Ponadto Brodaty popadł w konflikt z biskupem wrocławskim Tomaszem I,
który tego bardzo pobożnego księcia obłożył klątwą. Brodaty nie
zareagował już na te trudności, zmarł bowiem w 1238 roku. Pozostawił
swą monarchię synowi, Henrykowi Pobożnemu.
Po śmierci Brodatego ziemie, nad którymi panował, nie rozpadły się.
Panowie krakowscy bez oporu uznali w Pobożnym swego księcia,
niewątpliwie odpowiadał im sposób sprawowania władzy przez książąt
śląskich. Pod władzą Pobożnego pozostała też zdobyta przez jego ojca część
Wielkopolski, nadal uznawali go za swego zwierzchnika książęta Opola
i Sandomierza.
Henryk Pobożny kontynuował politykę swego ojca. Bronił skutecznie
zagrożonych przez Brandenburgię granic zachodnich, pozostawił też
panom krakowskim swobodę w kształtowaniu polityki wewnętrznej. Dążył
także do uzyskania korony królewskiej. Zmienił jednak politykę
zagraniczną. Opuścił obóz cesarski i przeszedł do papieskiego. Zadowolony
z nowego sprzymierzeńca papież zdjął klątwę z jego ojca, Henryk mógł
więc pochować go w kościele trzebnickim. Zapewne to on nawiązał dobre
stosunki z Węgrami, zgadzając się na ślub swego podopiecznego Bolesława
z węgierską księżniczką Kingą. Henryk był księciem, z którym można było
wiązać wielkie nadzieje na zjednoczenie Polski. Niestety, na przeszkodzie
stanęły wydarzenia, których nikt nie mógł przewidzieć.
Na przełomie XII i XIII wieku w stepach dalekiej Azji Czyngis-chan
stworzył potężne imperium mongolskie. Podbił Chiny, kierował też
oddziały konnych koczowników na zachód. W 1227 roku wojska
mongolskie rozbiły nad rzeką Kałką armie książąt ruskich i walczących
wspólnie z Rusinami Pieczyngów. Po kilkunastu latach nastąpił ponowny
atak na Ruś. W 1240 roku Mongołowie, zwani u nas Tatarami, zdobyli
i spalili Kijów, następnie podbili wszystkie księstwa ruskie, a ich książąt
uczynili swymi poddanymi. Od tego roku niemal aż do końca XV wieku
Ruś pozostawała w niewoli tatarskiej.
W roku 1241 Mongołowie postanowili podbić dalej na zachód położone
kraje. Swój atak skierowali na Węgry i Polskę. Już w końcu zimy tego roku
zwiadowcze oddziały tatarskie napadły na Małopolskę. Ich nieznana na
zachodzie taktyka wojenna oraz bezwzględność wszędzie budziły grozę.
Główny atak nadszedł wczesną wiosną 1241 roku. Celem ataku były
Węgry, na Polskę ruszyły oddziały mające uniemożliwić Polakom
udzielenie Węgrom pomocy. W Polsce Tatarzy rozdzielili swe siły. Jedna
z ich armii pomaszerowała na północny zachód, druga na zachód. Pod
Chmielnikiem rozbili w puch Małopolan, w boju zginęło wielu rycerzy,
wśród nich ich dowódca, wojewoda krakowski Włodzimierz. Złej sytuacji
nie zmieniło drobne zwycięstwo, jakie odniósł nad Tatarami książę
raciborski Mieszko, siejący zniszczenie i śmierć napastnicy szybko posuwali
się w kierunku Wrocławia.
Książę Henryk nie od razu przyjął bitwę. Początkowo zaczął się
wycofywać, czekając na zagraniczne wsparcie. Miał zagwarantowaną
pomoc króla Czech Wacława, spodziewał się też wojsk książąt niemieckich.
Nie doczekał się jednak pomocy. Król Wacław zebrał co prawda rycerzy,
lecz zatrzymał wojsko na granicach Czech. Obawiał się wystąpić przeciw
Tatarom, postanowił tylko bronić swego królestwa. Nie nadeszły także
posiłki niemieckie, książęta niemieccy byli zbyt zajęci własnymi sprawami.
Na apel Henryka odpowiedzieli tylko Krzyżacy, których oddział wsparł
wojska polskie.
Generalna bitwa rozegrała się w kwietniu pod Legnicą. Starcie musiało
nastąpić, Henryk nie mógł się już dalej cofać. Musiał stawić czoło
najeźdźcom, choć wiedział, że dwie armie tatarskie połączyły się przed
starciem. W bitwie pod Legnicą wojska polskie zostały rozgromione. Poległ
walczący dzielnie Henryk Pobożny, wraz z nim jego kuzyn książę czeski
Bolesław i wielu innych rycerzy. W boju odznaczyli się Krzyżacy, lecz
żaden z nich nie przeżył. Po zwycięstwie Tatarzy odcięli poległemu
Henrykowi głowę i obnosili ją pod wałami obleganej Legnicy. Musiała się
temu przyglądać matka księcia, Jadwiga, i jego żona Anna. Tatarom nie
udało się jednak złamać obrońców grodu, Legnica wytrzymała oblężenie.
Po bitwie pod Legnicą Tatarzy ruszyli na Węgry, po drodze niszcząc
straszliwie Morawy. Tam połączyli się z armią Batu-chana. Wojska
węgierskie zostały rozbite, Węgry zniszczone. Płonęły wsie i miasta, ginęli
ludzie. Król Bela IV, nie mogąc się przeciwstawić, uciekł aż do Dalmacji.
Mimo zwycięstw Tatarzy nie podbili Europy Środkowej. Ich wojska tak
szybko, jak się pojawiły, opuściły Węgry. Do odwrotu skłoniły ich walki
o władzę, jakie wybuchły w chanacie.
Wraz ze śmiercią Henryka Pobożnego przepadła możliwość przywrócenia
w Polsce władzy centralnej. Książę pozostawił po sobie czterech synów,
lecz nawet najstarszy z nich, Bolesław zwany później Rogatką, dopiero
dochodził do pełnoletności. Początkowo w wielkim państwie Henryków
śląskich władzę regencyjną przejęła księżna Anna. Po roku przekazała ją
dorosłemu już synowi. Bolesław Rogatka nie potrafił sprostać zadaniom,
jakie na niego spadły, niemal natychmiast po bitwie pod Legnicą państwo
stworzone przez jego dziada i ojca zaczęło się rozpadać. Uniezależnił się
Mieszko opolski, odpadła zajęta przez Władysława Odonica południowo-
zachodnia Wielkopolska. Tylko panowie krakowscy uznali w młodym
Bolesławie swego księcia, odpowiadały im rządy jego przodków. Mimo
poparcia Bolesław nie zdołał intronizować się w Krakowie. Uprzedził go
Konrad mazowiecki. Gdy zabrakło Henryka Pobożnego, przed księciem
mazowieckim otworzyła się możliwość zrealizowania wieloletnich marzeń.
Choć mógł, nie wsparł Pobożnego w walce z Tatarami, gdy natomiast
Henryk Pobożny zginął, natychmiast wyruszył na Kraków. Panowie
krakowscy próbowali się przeciwstawić, Klemens z Ruszczy wiele miesięcy
bronił grodu w Skale, czekając na pomoc ze Śląska. Gdy pomoc ta nie
przyszła, musiał Skałę poddać. W Krakowie zapanował Konrad.
Panowanie Konrada nie przypominało rządów książąt śląskich. Władca
ten nie liczył się z możnymi krakowskimi, wielu z nich musiało uchodzić
z kraju. Schronili się na Rusi. Książę mazowiecki na najwyższe urzędy
mianował swoich ludzi, a nie jak jego poprzednicy – możnych
krakowskich. Metody stosowane przez Konrada były od początku
kontestowane przez Małopolan, w końcu panowie krakowscy zwyciężyli.
W 1243 roku znany nam już Klemens z Ruszczy zebrał przeciwników
Konrada i z pomocą węgierską pokonał go w bitwie pod Suchodołem.
Następnie na tron krakowski wprowadził Bolesława Wstydliwego.
Konrad nie zrezygnował z Krakowa. Aż do swej śmierci ponawiał ataki
na Małopolskę, jednak nie udało mu się ponownie opanować
najważniejszej polskiej stolicy. Ale też Bolesław Wstydliwy nie uzyskał
takiej władzy, jaką kiedyś miał jego ojciec. Od 1243 roku był tylko
księciem krakowskim i sandomierskim.
POLSKA WIELU KSIĘSTW

Od lat czterdziestych XIII wieku istniejące już dzielnice zaczęły się


rozpadać na coraz mniejsze księstwa. Zarazem księstwa piastowskie stały
się zupełnie niezależne od siebie, poszczególni książęta zaczęli prowadzić
samodzielną politykę, niejednokrotnie walcząc ze sobą. Zdarzało się, że
władcy dzielnic nadgranicznych byli bardziej związani zarówno
politycznie, jak nawet rodzinnie z książętami ościennymi. Na przykład
władców Mazowsza najbliższe związki pokrewieństwa łączyły z książętami
ruskimi, byli oni niejednokrotnie ich braćmi ciotecznymi, wujami czy
teściami. Jednocześnie w XIII wieku niektóre linie piastowskie stały się już
tak odległe od siebie, że możliwe były małżeństwa między ich
przedstawicielami. Małżeństwa międzypiastowskie zdarzały się coraz
częściej i przyczyniały się do zacieśnienia więzi rodzinnych.
Postępujące od drugiej połowy XII wieku rozbicie dzielnicowe nie było
początkowo dla Polski groźne, gdyż niemal wszystkie sąsiadujące z nią
państwa również były podzielone. Sytuacja zaczęła się zmieniać w XIII
wieku. Od południa Polska graniczyła z silnym królestwem węgierskim. Nie
uległo ono podziałom być może dlatego, że rządząca Węgrami dynastia
Arpadów nie była zbyt liczna. Innym południowym sąsiadem Polski były
Czechy. W drugiej połowie XII wieku przeżyły one okres największego
rozbicia i osłabienia. Jednak już na przełomie XII i XIII wieku zjednoczył je
Przemysł Ottokar I. Obie te monarchie zawdzięczały swą potęgę posiadaniu
największych w Europie kopalń srebra. Na Węgrzech wydobywano też
złoto. Dzięki posiadaniu bogactw naturalnych oba państwa mogły się
szybko odbudować po niszczącym najeździe Tatarów w 1241 roku.
Na północnym wschodzie Polski w XIII wieku zaczęło wyrastać potężne
państwo zakonu krzyżackiego. Dopóki jednak trwały walki Krzyżaków
z Prusami, państwo to nie było dla Polski groźne. Mimo opanowania przez
zakon ziemi chełmińskiej i nieuznawania tam polskiej zwierzchności, mimo
wojny Świętopełka gdańskiego z zakonem, w XIII wieku Krzyżacy nie byli
w Polsce uważani za wrogów, a książęta polscy pomagali im w walkach
z poganami.
W XIII wieku załamała się potęga królestwa niemieckiego, rozpadło się
ono na wiele licznych księstw. Jednym z nich była coraz silniejsza
Brandenburgia. Twórcą potęgi marchii był Albrecht Niedźwiedź,
początkowo margrabia leżącej na zachód od Łaby Starej Marchii. Albrecht
rozszerzył swój stan posiadania, podbijając ziemie Słowian połabskich.
Jednak zarówno Brandenburgia, jak i niezbyt aktywna w zajmowaniu ziem
polskich Marchia Miśnieńska nie mogły poważnie zagrozić polskim
księstwom. Podzielona na dzielnice Polska była wprawdzie znacznie
słabsza od monarchii Bolesława Krzywoustego, ale nie musiała się już
przeciwstawiać całym Niemcom, tylko znacznie mniejszym księstwom
niemieckim. Dzięki temu siły były wyrównane.
Również na wschodzie polskie księstwa, Małopolska i Mazowsze,
graniczyły nie z całą Rusią, tylko z księstwami zachodniej Rusi. Znowu
więc nie było dysproporcji sił. Za panowania Kazimierza Sprawiedliwego
i Leszka Białego przewagę miała Polska, w połowie XIII wieku Daniel
halicki zaczął górować nad zaprzyjaźnionym z nim Siemowitem
mazowieckim. Potem siły się wyrównały. Z takimi partnerami musieli się
mierzyć coraz liczniejsi Piastowie.
W połowie XIII wieku Polska składała się z licznych niezależnych
księstw. Zachowały się jednak więzi spajające dawne Królestwo Polskie.
Istniała polska prowincja kościelna z arcybiskupem, którego władza sięgała
wszystkich ziem dawnej, zjednoczonej jeszcze Polski. Dzięki niej
arcybiskupi niejednokrotnie wpływali na bieg wydarzeń w całym kraju.
Zachowała się też wspólna tradycja, pamiętano o dawnym Królestwie,
pamiętano, że należały do niego te ziemie, nad którymi panował kiedyś
Bolesław Krzywousty. Istniało również prawo dziedziczenia, które
obowiązywało wszystkich polskich dynastów. Nakazywało ono
umierającemu księciu dzielić swe księstwo pomiędzy wszystkich synów.
W wyniku jego stosowania powstawały w Polsce nieustannie nowe, coraz
mniejsze dzielnice. Zarazem jednak to samo prawo spadkowe nie
pozwalało na wytworzenie się księstw o stałych granicach. Gdy tylko
bowiem umierał bezdzietnie któryś z książąt, jego księstwo przechodziło
we władanie jednego z najbliżej z nim spokrewnionych Piastów lub tego,
który potrafił wywalczyć je dla siebie. W wyniku podziałów jednych
księstw, a zarazem jednoczenia się innych nie wytworzyły się w Polsce
stałe i niezmienne granice dzielące ją na niezależne państwa. W XIII wieku
wszystko było zmienne.
Polscy książęta pamiętali, że każdy z nich ma potencjalne prawo do
władzy nad całym dziedzictwem Bolesława Krzywoustego. Pamiętano też
o szczególnej roli Krakowa. W XIII wieku każdy ambitny Piast dążył do
zdobycia Wawelu i zjednoczenia Polski. Ponieważ jednak ambitnych
Piastów było wielu, przeszkadzali sobie nawzajem w osiągnięciu tego celu.
Wybuchające w XIII wieku walki o tron krakowski i władzę w całej Polsce
były czymś, co moglibyśmy nazwać konkursem na stanowisko polskiego
króla. Szanse na zdobycie władzy i zjednoczenie mieli bowiem tylko
najzdolniejsi i najbardziej energiczni książęta. Zanim jednak ponownie
pojawiły się prądy zjednoczeniowe, nastąpił kilkudziesięcioletni okres,
w którym rozbicie się pogłębiało, a księstwa stawały się coraz słabsze.
Odgrywały też coraz mniejszą rolę na arenie międzynarodowej.
Pod rządami Bolesława Wstydliwego Małopolska stała się księstwem
podobnym do pozostałych księstw dzielnicowych. Również tytulatura jej
władcy upodobniła się do tytulatury innych książąt. Bolesław nie tytułował
się już dux Poloniae, lecz dux Cracoviae et Sandomiriae. W wyniku walk
z pierwszej połowy XIII wieku panujący w Krakowie książęta stracili wiele
spośród ziem należących niegdyś do Leszka Białego. Bolesław nie władał
już Sieradzem i Łęczycą, na rzecz Mazowsza stracił ziemie położone na
północ od Pilicy. Mimo to jego księstwo pozostało jednym z największych
w Polsce.
Monarchia Henryków się nie utrzymała. Najstarszy syn Pobożnego
Bolesław stracił Małopolskę i większą część tego, co jego dziad uzyskał
w Wielkopolsce, przestał też być zwierzchnikiem Opola i Sandomierza.
Pozostał mu tylko Śląsk wrocławski. Ale nawet ta dzielnica niebawem
zaczęła się rozpadać, swojego udziału w rządach zaczął się domagać
poparty przez część możnych śląskich młodszy brat Bolesława, Henryk.
Między braćmi wybuchła wojna. Aby zapewnić sobie pomoc niemiecką,
Bolesław w 1249 roku oddał arcybiskupowi magdeburskiemu połowę ziemi
lubuskiej. Rok później cała ta ziemia znalazła się w posiadaniu margrabiów
magdeburskich. Oddał on Niemcom to, czego tak uparcie bronili jego dziad
i ojciec. Mimo pomocy niemieckiej Bolesław musiał się zgodzić na podział
Śląska. Wybrał dla siebie dzielnicę legnicką, Henryk zaczął rządzić we
Wrocławiu. Nie zakończyło to walk na Śląsku, do spadku po Henryku
Pobożnym zgłosił się jeszcze jeden kandydat, młodszy brat Bolesława
i Henryka, Konrad. Na wieść o podziałach na Śląsku przerwał on studia
w Paryżu i powrócił do kraju. Bolesław Rogatka, chcąc skierować Konrada
ku karierze duchownej, umożliwił mu objęcie biskupstwa w Pasawie,
jednak młody książę nie chciał być biskupem. Porozumiał się z księciem
Wielkopolski Przemysłem I, ożenił się z jego siostrą i dzięki pomocy
wielkopolskiej wykroił dla siebie z dzielnicy legnickiej księstwo
głogowskie. Tak więc Śląsk wrocławski rozpadł się na trzy części, połowę
dzielnicy dzierżył Henryk wrocławski, po jednej czwartej mieli Rogatka
i Konrad. Spośród synów Henryka Pobożnego tylko najmłodszy Władysław
nie domagał się nadania mu dzielnicy, a mimo to odniósł sukces.
Przykładnie ukończył studia i za wsparciem swego wuja, króla czeskiego
Przemysła Ottokara II, został najpierw kanclerzem Czech, a potem
arcybiskupem salzburskim. Po śmierci zaś swego brata Henryka
Władysław, nie rezygnując ze sprawowania obowiązków arcybiskupich,
został księciem wrocławskim, a także administratorem diecezji
wrocławskiej. Ponieważ był człowiekiem odpowiedzialnym, dobrze
sprawował zarówno urząd arcybiskupi, jak i obowiązki księcia. Chyba nie
można tego samego powiedzieć o jego funkcji administratora diecezji.
Będąc księciem i zarazem zarządzając biskupstwem, nie zgadzał się na
żadne ustępstwa w stosunku do Kościoła.
Po śmierci Konrada mazowieckiego rozpadły się też ziemie będące
w jego posiadaniu. Konrad już za swego życia nadał synom dzielnice.
Najstarszy Bolesław dostał Mazowsze, najmłodszy Kazimierz stał się
księciem Kujaw. Uznawali oni jednak nadal władzę swego ojca. Po śmierci
Konrada w 1247 roku i śmierci jego najstarszego syna w roku następnym
Mazowsze uzyskał starszy brat Kazimierza kujawskiego Siemowit,
natomiast Kazimierz rozszerzył swoje posiadłości o Sieradz, Łęczycę
i ziemię dobrzyńską.
Niemal do końca XIII wieku jedność zachowała dzielnica opolsko-
raciborska, aż do roku 1282 jedynym jej władcą pozostawał książę
Władysław. Księstwo przez niego rządzone uległo podziałom dopiero po
jego śmierci.
Dużą dzielnicą pozostała Wielkopolska zjednoczona przez Władysława
Odonica, który odzyskał większość ziem utraconych na rzecz Henryków
śląskich. Wprawdzie jego synowie również dokonali podziału dzielnicy,
lecz po rychłej śmierci Przemysła I jego brat Bolesław Pobożny został
księciem zarówno ziemi gnieźnieńskiej, jak i poznańskiej. W Poznaniu
rządził jako opiekun swego małoletniego bratanka, Przemysła II.
W skład podzielonego Królestwa Polskiego wchodziło też Pomorze
Gdańskie. Pod rządami Świętopełka uniezależniło się ono od księcia
krakowskiego. Władcy Gdańska byli jedynymi polskimi książętami
niepochodzącymi z rodu Piastów, uważali się jednak i byli uważani przez
obcych za polskich książąt. W połowie XIII wieku Pomorze było dużą
i ważną częścią Polski. Jego władca pierwszy spośród polskich dynastów
popadł w konflikt z Krzyżakami i przez wiele lat prowadził z nimi wojnę.
Po najeździe tatarskim Polska weszła w okres największego rozbicia
dzielnicowego. Składała się już z licznych, niezależnych od siebie
państewek. Istniejąca jeszcze tradycja wspólnoty nie skłaniała jednak do
podejmowania prób odbudowy jedności Królestwa. Polscy książęta walczyli
ze sobą, zawierali sojusze, sprzymierzali się też z władcami państw
sąsiednich. Książę mazowiecki Siemowit był bardzo blisko związany
z władcą Rusi Halicko-Wołyńskiej Danielem. Z kolei książęta śląscy
zawierali układy i koligacili się z książętami niemieckimi, utrzymywali też
bliskie stosunki z władcami Czech. Natomiast Bolesław Wstydliwy był
związany ze swym teściem, królem Węgier Belą IV. W połowie XIII wieku,
z powodu swej słabości i zawężenia horyzontów ich władców, księstwa
polskie zaczęły odgrywać już tylko podmiotową rolę w polityce
międzynarodowej.
W połowie XIII wieku Piastów podzielił konflikt o kasztelanię lądzką. Nie
była to duża ziemia, mimo to na kilkanaście lat stała się przyczyną wojen.
Kasztelania ta należała do Wielkopolski. Jednak gdy południowo-zachodnią
Wielkopolską zawładnął Henryk Brodaty, przekazał ją swemu synowi
Henrykowi Pobożnemu. Ten po ślubie z córką Konrada mazowieckiego
oddał Ląd Konradowi. W końcu kasztelania stała się własnością syna
Konrada, Kazimierza kujawskiego. Po dojściu do władzy książęta
wielkopolscy, Przemysł i Bolesław Pobożny, zaczęli się domagać zwrotu
utraconej ziemi. Wojna o kasztelanię wybuchła, gdy władcą całej
Wielkopolski został Bolesław Pobożny. Uzyskał on wsparcie Siemowita
mazowieckiego, po jego stronie stanął książę Krakowa i Sandomierza
Bolesław Wstydliwy, a także sprzymierzony z nim syn Kazimierza
kujawskiego Leszek Czarny. Po stronie książąt walczących z księciem
kujawskim opowiedział się też ruski Daniel halicki. Kazimierz kujawski
przegrał tę wojnę i kasztelania lądzka wróciła do Wielkopolski. Przy okazji
Leszek Czarny uzyskał dzielnicę sieradzką.
Drugim konfliktem, w który zaangażowani byli Piastowie, była wojna
czesko-węgierska o Austrię. Wojna ta nie miała żadnego znaczenia dla
Polski, polscy książęta zostali wciągnięci do walki o cudze interesy.
Konfliktu o ziemie austriackie można się było spodziewać już na początku
lat trzydziestych XIII wieku, gdyż jedyny przedstawiciel dynastii
Babenbergów, Fryderyk Bitny, nie miał następców. Do przejęcia jego
dziedzictwa szykował się cesarz Fryderyk II – aby tego dokonać, ożenił on
swego syna Henryka z siostrą ostatniego Babenberga. Gdy jednak młody
Henryk zbuntował się przeciw ojcu i został przez cesarza pokonany,
a następnie uwięziony, pojawił się znowu problem następstwa po
Fryderyku Bitnym. Spadkiem po nim pragnął zawładnąć król Węgier Bela
IV. Rozpoczął od pozyskiwania sobie sojuszników. W 1239 roku wydał swą
córkę Kingę za księcia sandomierskiego Bolesława. Ponieważ młody
Bolesław uznawał wtedy zwierzchnictwo Henryka Pobożnego, król Węgier
liczył zapewne na poparcie władcy Krakowa i Wrocławia. Bela związał też
ze sobą księcia ruskiego Daniela oraz Piasta, Władysława opolskiego.
Wojnę o Austrię rozpoczął w 1246 roku atak króla Beli na księcia Austrii
Fryderyka. Węgrzy przegrali bitwę, jaka się rozegrała, lecz w boju zginął
Fryderyk. Po jego śmierci przeciwnikiem Beli IV stał się król Czech,
Przemysł Ottokar II. W pierwszej rundzie walk Belę wsparli polscy książęta
Bolesław Wstydliwy, Leszek Czarny oraz Władysław opolski. Na pomoc
wysłał im też wojska Daniel halicki. Gdy Bela walczył na południu, książęta
polscy wraz z wojskami ruskimi uderzyli na Morawy. W wyniku działań
wojennych król węgierski zajął Styrię, natomiast Przemysł Ottokar Austrię.
Po pierwszym etapie walk król czeski Przemysł Ottokar zwrócił uwagę
na książąt polskich. Zaczął się starać o włączenie ich do obozu czeskiego.
W 1254 roku, w związku z kanonizacją św. Stanisława, poprosił biskupa
krakowskiego o przysłanie mu jego relikwii. W liście skierowanym do
Bolesława Wstydliwego sugerował zawarcie sojuszu i prosił o zwolnienie
jeńców czeskich, którzy wcześniej dostali się do polskiej niewoli. Biskup
wysłał do Pragi relikwie, książę Bolesław zwolnił czeskich jeńców, jednak
do sojuszu z królem Przemysłem nie doszło. Książę krakowski pozostał
wierny swemu teściowi Beli IV.
Król Czech nie zaprzestał starań o pozyskanie Piastów. Dzięki niemu
najmłodszy spośród synów Henryka Pobożnego, Władysław, po skończeniu
studiów został proboszczem wyszehradzkim oraz kanclerzem Czech,
a następnie arcybiskupem salzburskim. Po śmierci Henryka III
wrocławskiego król czeski zaopiekował się jego synem, Henrykiem
Probusem. Władca Czech bardzo poważnie traktował swoich sojuszników,
w 1267 roku przyjechał do Wrocławia, aby wziąć udział w uroczystościach,
jakie się tam odbyły w związku z kanonizacją św. Jadwigi, babki książąt
wrocławskich i legnickich.
W końcu Przemysłowi Ottokarowi udało się związać ze sobą większość
Piastów śląskich. Na jego stronę przeszedł nawet dawny stronnik Węgier,
Władysław opolski. Spośród śląskich Piastów nie wsparł króla Czech tylko
ekscentryczny Bolesław Rogatka. Nie znalazł się on także w obozie
węgierskim, pozostał więc nieco osamotniony.
W związku z walkami o Austrię w Polsce ukształtowały się dwa obozy
polityczne. Wcześniejszy podział, jaki powstał w czasie walk o kasztelanię
lądzką, pokrywał się z podziałami na stronników czeskich i węgierskich.
Został tylko uzupełniony przez śląskich sojuszników czeskiego króla
Przemysła Ottokara. Na polach bitew wojska polskie walczyły po obu
stronach frontu o sprawy dla nich obojętne. Polskie siły zużywały się
w walce o obce interesy.
W połowie XIII wieku aktywną politykę zagraniczną prowadzili tylko
nieliczni książęta. Należał do nich mazowiecki Siemowit, który w sojuszu
z Danielem halickim i Krzyżakami brał udział w krucjatach przeciw
Jaćwingom. Były one spowodowane zarówno chęcią zdobyczy
terytorialnych, jak i koniecznością zabezpieczenia się przed napadami
pogan. Ostatecznym wynikiem wojny z Jaćwingami było opanowanie
części ich terytorium przez księcia mazowieckiego. Jednak pokonanie
niespokojnych sąsiadów otworzyło drogę groźniejszym od nich Litwinom.
W latach sześćdziesiątych XIII wieku zaczęli oni atakować Mazowsze.
Najazd z 1262 roku zakończył się zdobyciem przez Litwinów Jazdowa,
zabiciem księcia Siemowita i wzięciem do niewoli jego syna Konrada.
Siemowit mazowiecki starał się poszerzyć swe księstwo. Natomiast książę
wielkopolski Bolesław Pobożny skutecznie bronił swych ziem przed
napierającymi z zachodu margrabiami magdeburskimi. Po opanowaniu
ziemi lubuskiej margrabiowie rozpoczęli podbój terenów leżących na
prawym brzegu Odry. Stopniowo zajmowali ziemie oddzielające Pomorze
Szczecińskie od Wielkopolski i tworzyli tam prowincję nazwaną Nową
Marchią. Podbijane ziemie pomorskie nie należały do najbogatszych, były
to przede wszystkim porośnięte lasami pustkowia, których książęta
pomorscy nie bronili zbyt mocno. Brandenburczycy próbowali też podbijać
ziemie wielkopolskie. Tu jednak spotkali się z oporem. Bolesław Pobożny
toczył z nimi ciężkie walki o gród w Santoku i leżące wokół niego terytoria.
Książę wielkopolski potrafił bronić swego stanu posiadania, a gdy trzeba
było, przyszedł nawet z pomocą władcy Pomorza Gdańskiego, Mszczujowi.
Pomógł mu odzyskać zajęty przez margrabiów brandenburskich Gdańsk.
PRZEMIANY XIII WIEKU

Walki wewnętrzne, angażowanie się książąt polskich w wojny, które nie


przynosiły im żadnych korzyści, coraz mniejsze, ale za to liczniejsze
dzielnice i zanik ambicji, a może tylko możliwości zjednoczenia kraju, to
smutny obraz. Zarazem jednak XIII wiek to w Polsce czasy ogromnego
przełomu, który umożliwił odrodzenie w przyszłości.
W XI wieku w całej Europie rozpoczął się rozwój gospodarczy, zaczęła
też rosnąć liczba ludności. Postęp był możliwy dzięki zastosowaniu nowych
narzędzi i technik uprawy roli. Wraz ze wzrostem autorytetu królów,
a także działaniem Kościoła mającym na celu zaprowadzenie pokoju, życie
ludzi zaczęło się stawać bezpieczniejsze. Niewątpliwie do podniesienia
poziomu życia przyczyniło się globalne ocieplenie klimatu. Podniesienie się
średnich rocznych temperatur umożliwiło osiąganie większych plonów.
Pozwoliło uprawiać na północy rośliny, które wcześniej były znane tylko
na południu.
Również w Polsce nastąpił przyrost ludności i spowodował on
przeludnienie. Może to się wydawać dziwne – ludność ówczesnej Polski
była wielokrotnie mniej liczna od obecnej, jak więc mogło nastąpić
przeludnienie. A jednak nastąpiło. W Polsce było bowiem bardzo dużo
przestrzeni niedostępnej dla rolników. Ówczesną Polskę pokrywały
nieprzebyte puszcze, osadnictwo skupiało się tylko w niektórych, już
dawno zagospodarowanych miejscach. I tam właśnie zabrakło ziemi, tam
zaczęli się pojawiać ludzie nieposiadający własnych gospodarstw. Każdy
z nich mógł oczywiście wyrąbać sobie w lesie polanę, zagospodarować ją
i stworzyć swoje gospodarstwo. W owych czasach lasy otwarte były dla
wszystkich, książęta nie uważali jeszcze wielkich puszcz za swoją własność.
Jednak otwarte nie oznacza dostępne dla ubogich ludzi. Wycięcie drzew,
wykarczowanie korzeni i przygotowanie ziemi do wzięcia jej pod uprawę
zajmowało kilka lat. W tym czasie trzeba było jeść, a prace związane
z tworzeniem nowego gospodarstwa uniemożliwiały zdobywanie
pożywienia. Bez pomocy kogoś, kto mógł w pierwszych latach zapewnić
osadnikowi byt, niemożliwe było wykarczowanie lasu. Gdy jednak pojawili
się ludzie szukający dla siebie ziemi, lasy stały się cenne dla księcia
i możnych posiadających kapitały pozwalające na ich zagospodarowanie.
Zaczęli oni zawierać umowy z szukającymi ziemi chłopami. Za wsparcie
w pierwszych latach osadnicy zobowiązywali się do płacenia czynszów
w przyszłości. Zachowywali wolność, ale stawali się poddanymi możnego
pana. Natomiast pola, które wydarli lasom, powiększały majątek
możnowładcy.
Panujące w XII wieku w Polsce stosunki utrudniały tworzenie nowych
osad zasiedlanych rolnikami szukającymi dla siebie miejsca życia i pracy.
Mimo swej zależności od możnego pana ludzie ci pozostawali wolni,
zobowiązani więc byli do oddawania danin i wykonywania przeróżnych
prac wymaganych przez książęcego namiestnika rezydującego
w najbliższym grodzie. Od tak obciążonych ludzi niewiele już mógł
uzyskać możny pan, którego stawali się poddanymi. Trudno też było
znaleźć osadników gotowych wypełniać obowiązki na rzecz księcia
i zarazem godzących się na płacenie czynszu właścicielowi majątku.
W podobnej sytuacji były klasztory i biskupstwa mogące prowadzić
kolonizację. Aby stało się możliwe zagospodarowanie ziem dotychczas
nietkniętych pługiem rolnika, konieczne były zwolnienia przynajmniej
z części obciążeń książęcych, a więc immunitety.
Instytucje kościelne uzyskiwały częściowe immunitety już w XI wieku,
wraz z nadaniami dóbr z poddaną ludnością. Immunitety te nie pozwalały
jednak na rozszerzanie majątków drogą kolonizacji. Kościół zaczął więc
dążyć do uzyskania pełniejszych zwolnień swych dóbr od należnych księciu
ciężarów. Walkę o immunitety rozpoczął arcybiskup Henryk Kietlicz. Nieco
później wzorem Kościoła poszli możni świeccy.
Książęta niechętnie udzielali zwolnień. Niechęć władców była
zrozumiała, każdy immunitet gospodarczy zmniejszał książęce dochody,
każdy immunitet sądowniczy uszczuplał książęcą władzę w obdarzonych
przywilejem dobrach. Zarazem jednak immunitety ułatwiały rozwój
gospodarczy Polski. Z czasem również książęta nauczyli się korzystać
z dobrodziejstw immunitetu.
W XIII wieku władcy polscy uznali dziewicze puszcze za swoją własność.
Aby skolonizować las, trzeba było dostać go od księcia. W pierwszych
dziesięcioleciach XIII wieku niektórzy spośród książąt zaczęli nadawać lasy
wraz z immunitetami. Wtedy to od Leszka Białego duże kompleksy puszcz
na Podkarpaciu uzyskali cystersi z Koprzywnicy, podkarpackimi lasami
zostali też obdarowani przedstawiciele rodu Gryfitów. Zapewne nadań
takich było więcej. Leszkowi łatwo było w ten sposób okazywać swoją
hojność. Oddając dziewicze puszcze, nic nie tracił,
z niezagospodarowanych terenów nie płynęły przecież żadne dochody.
Nadane lasy początkowo nie przynosiły też korzyści tym, którzy je od
księcia uzyskali. Pozwalały jednak mieć nadzieję na znaczne dochody
w przyszłości. Nowi właściciele rozpoczęli więc starania o sprowadzenie
osadników. Nadania połączone z immunitetami przyczyniły się do
zagospodarowania bezludnych dotąd ziem, nie wymagając od władców
wykładania na ten cel własnych środków. Organizacja osadnictwa przez
możnych i przez instytucje kościelne pozwoliła też nieposiadającym ziemi
ludziom znaleźć źródło utrzymania.
Intensyfikacja procesów osadniczych nastąpiła po dotarciu do Polski
zasad prawa niemieckiego. Prawo to wykształciło się w XII wieku
w Niemczech, niemieckim zostało nazwane w Polsce. W średniowiecznej
Europie nie było ono czymś oryginalnym, podobne prawa powstawały
wszędzie tam, gdzie postępowała kolonizacja. Zaadaptowane w Polsce
prawo niemieckie było jedną z wersji panującego na zachodzie Europy
prawa feudalnego. Dawało ono osadnikom bardzo dogodne warunki życia.
Choć stawali się poddanymi księcia czy możnego pana, pozostawali ludźmi
wolnymi, którzy po opłaceniu niezbyt wielkiego czynszu mogli
dysponować wypracowanymi przez siebie dochodami. Osadnicy mogli też
zorganizować samorządową gminę z własnym sądownictwem i własnym
kościołem parafialnym.
Pierwszym władcą, który skorzystał z nowych form prawnych, był książę
Wrocławia Henryk Brodaty. Zaczął on od przekształcenia największych
miast w swoim księstwie, przede wszystkim Wrocławia. Postanowił też
zagospodarować według nowych zasad zalesione i niemal bezludne
zachodnie i południowo-zachodnie krańce swego księstwa. Na tereny te
zaczął sprowadzać osadników. Proponował im bardzo dogodne warunki,
niewielki czynsz, własne sądownictwo, a na czas zagospodarowania – wiele
lat wolnych od wszelkich obciążeń.
Książę Henryk obawiał się, że zobowiązani do utrzymywania książęcych
grodów polscy chłopi, zachęceni dogodnymi warunkami, zaczną masowo
zasiedlać tworzone na nowych zasadach wsie. Gdyby opustoszały istniejące
już osady, zabrakłoby chłopów oddających daniny i wykonujących liczne
prace niezbędne dla funkcjonowania państwa. Nie zezwolił więc Polakom
osiedlać się we wsiach obdarzonych nowym prawem. Dla księcia
pożądanymi osadnikami byli cudzoziemcy. Dzięki nim było możliwe
rozpoczęcie przebudowy gospodarki Śląska bez narażania państwa na
przejściowy brak dochodów. Napływ obcych kolonistów przyczyniał się też
do wzrostu potencjału ludnościowego księstwa.
W owych czasach na Śląsku obcymi kolonistami mogli być tylko Niemcy.
Kraje niemieckie sąsiadowały ze Śląskiem, były gęściej zaludnione od ziem
polskich. Wielu niemieckim chłopom brakowało ziemi, inni nie dawali
sobie rady z rosnącymi obciążeniami, jakie na nich nakładano. Niektórzy
sądzą, że bajka o zaczarowanym flecie powstała w związku
z pojawiającymi się na wschodzie możliwościami kolonizacji. W bajce tej
flecista wyprowadził z miasta Hameln dzieci do krainy wiecznej
szczęśliwości. Z pewnością natomiast na nowych terenach proponowano
kolonistom znacznie bardziej dogodne warunki życia od tych, które mieli
w swej ojczyźnie.
W wyniku zarządzonej przez Henryka Brodatego akcji kolonizacyjnej na
zachodnich i południowych krańcach księstwa wrocławskiego zaczęły
powstawać miasta, wokół których tworzone były wsie. Osadnictwo
niemieckie, w pierwszej połowie XIII wieku na Śląsku nie zmieniło jeszcze
polskiego charakteru tej dzielnicy. W stosunku do liczby polskich chłopów
osadników było niewielu. Zapewne gdyby Śląsk w następnych wiekach
znalazł się w granicach Królestwa Polskiego, potomkowie kolonistów
ulegliby polonizacji. Po kilkunastu latach nowe wsie i miasta zaczęły
przynosić księciu znaczne dochody. Wtedy rozpoczął on przenoszenie na
prawo niemieckie śląskich wsi zamieszkanych przez Polaków. Działalność
Henryka Brodatego zapoczątkowała przekształcanie kraju według nowych
zasad. Jednak dopiero w drugiej połowie XIII wieku rozpoczęła się
intensywna kolonizacja i jeszcze bardziej intensywne przekształcanie
istniejących już wsi. W obu przypadkach wprowadzane było prawo
niemieckie.
Około połowy XIII wieku ze wzorów śląskich skorzystali książęta innych
dzielnic Polski. Oni też zaczynali od reformy swych najważniejszych miast.
W 1253 roku książę wielkopolski Przemysł na prawie magdeburskim
lokował Poznań, a w 1257 roku Bolesław Wstydliwy nadał prawo
niemieckie Krakowowi. W obu dzielnicach również mniejsze miasta
otrzymywały nowe prawo, po nich lokowane były wsie. Nieco później niż
w obu głównych polskich dzielnicach prawo niemieckie zaczęło się
rozprzestrzeniać w środkowej Polsce i na Pomorzu Gdańskim. Na
Mazowszu pojawiło się dopiero w XIV wieku.
Aby prześledzić, jak przebiegały przemiany związane z wprowadzaniem
nowego prawa, przyjrzyjmy się Małopolsce. Pierwszej próby skorzystania
z nowych wzorów podjął się w tej dzielnicy wojewoda krakowski Teodor.
Uzyskał on od księcia Henryka Brodatego zgodę na sprowadzenie do jego
podhalańskich puszcz osadników ze Śląska i nadanie im prawa
niemieckiego. Spodziewał się, że niebawem lasy padną pod siekierami
przybyszów i zamienią się w kwitnące pola. Nic jednak z tych planów nie
wyszło, osadnicy nie przybyli. Czas na reformy nadszedł nieco później.
W 1257 roku na wiecu w Koperni książę Krakowa i Sandomierza
Bolesław, wraz ze swą matką Grzymisławą i żoną Kingą, za zgodą baronów
księstwa i wszystkich obecnych zawarł kontrakt z trzema przedsiębiorcami,
byli to Gedko Stilvoyt, Dytmar Wolk i Jakub, niegdyś sędzia z Nysy.
Przybyli ze Śląska specjaliści zobowiązali się w Krakowie założyć miasto na
nowych prawach. Tak właśnie zostało powiedziane w spisanym z tej okazji
dokumencie. Układający się z księciem zasadźcy mieli założyć miasto
w Krakowie, a nie miasto Kraków. Kraków istniał przecież już od wieków,
był ważnym punktem na drodze handlowej z Europy Zachodniej na
Wschód. Stanowił skupisko leżących blisko siebie osad, rozciągających się
od dzisiejszego Kazimierza po Zwierzyniec. Na długo przed lokacją
w Krakowie mieszkali kupcy, znamy nawet imiona niektórych spośród
nich. Wszyscy oni podlegali kasztelanowi. Kasztelan, jako książęcy
urzędnik, był w mieście sędzią i administratorem.
Na wiecu w Koperni książę Bolesław wydzielił z aglomeracji krakowskiej
teren, wyłączył go spod działania prawa polskiego i nadał mu prawo
magdeburskie. Teren ten objął dzisiejszy Rynek i tę część miasta, którą
obecnie otaczają Planty. Zniesiona tam została władza kasztelana
krakowskiego. W zawartym kontrakcie zostały spisane warunki, które
miały obowiązywać zarówno zasadźców, jak i przyszłych mieszczan. Książę
Bolesław nadał trzem przybyszom ze Śląska dziedziczne wójtostwo
w zakładanym mieście, a wraz z nim prawo sądzenia jego mieszkańców.
Określił, że część dochodów z sądownictwa i szósta część czynszów
z działek miejskich przypadnie wójtom. Ponadto dostali oni cztery młyny
wolne od czynszów i prawo budowy następnych, uzyskali prawo budowy
karczem, jatek i sklepów, które mogli wynajmować innym, mogli także
łowić ryby w Wiśle. To jeszcze nie wszystko, książę bowiem nadał wójtom
dobra poza miastem. Liczyły one aż 30 łanów, a więc około 500 hektarów
ziemi. Wójtowie krakowscy zostali też zwolnieni z ceł w księstwach
Bolesława. Tak duże uposażenie stwarzało im nadzieje na wielkie dochody
w przyszłości, jeśliby oczywiście lokacja się udała.
Przybyszom, którzy zdecydowaliby się osiedlić w Krakowie, książę
zagwarantował dziedziczne posiadanie działek przeznaczonych na budowę
domów i zabudowań gospodarczych. Mieszczanie mogli także zakładać
własne sklepy lub wynajmować kramy od wójtów. Wolno im też było łowić
ryby w Wiśle. Nowi osadnicy mieli podlegać prawu magdeburskiemu.
Książę zagwarantował, że sędzią miejskim będzie wójt, a w sesjach
sądowych uczestniczyć będą ławnicy wybierani spośród mieszczan.
Uposażona została również gmina miejska. Miasto dostało rozległe
posiadłości ziemskie oraz las niezbędny do budowy nowych domów i do
uzyskiwania opału. Gmina dostała też prawo budowy własnych młynów.
Mieszczanie zostali zwolnieni na dziesięć lat z ceł w całym państwie księcia
Bolesława. W zamian, po sześcioletnim okresie wolnizny, zobowiązani
zostali do płacenia ściśle określonych czynszów z racji dzierżenia parcel
miejskich.
Nie wszystkie urządzenia miejskie służące handlowi miały należeć do
mieszczan. Książę zastrzegł dla siebie prawo budowy sukiennic, gdzie
kupcy mieli od niego wynajmować kramy.
Lokacja Krakowa była przedsięwzięciem bardzo drogim. Koszty jej
przeprowadzenia obciążały zarówno księcia, jak i zasadźców, a także tych,
którzy zdecydowali się przybyć pod Wawel. Aby nadać lokowanemu
miastu nowe prawo, książę musiał być wyłącznym właścicielem
przewidzianego do lokacji terenu. Tymczasem przedlokacy jny Kraków był
już zabudowany, posiadłości mieli w nim zarówno możni, jak i biskup.
Jeśli któraś z tych posiadłości znajdowała się na terenie przewidzianym do
lokacji, książę musiał ją wykupić.
Ogromne koszty ponosili zasadźcy. Pierwszym ich zadaniem było
wytyczenie planu miasta. Jeśli znali zasady sztuki mierniczej, mogli zrobić
to sami. Często jednak do tego zadania wynajmowano specjalistów. A ich
usługi nie były tanie. Musieli też sprowadzić nowych mieszczan.
Kosztowało ich wybudowanie własnej siedziby. Dom wójtowski był
okazały, zapewne przypominał mały zameczek z wieżą. Dużych nakładów
finansowych wymagało też postawienie młynów, karczem i sklepów, na
budowę których dostali książęcą zgodę.
Wyłączeni spod prawa polskiego mieszczanie podlegali znacznie
dogodniejszemu dla kupców i rzemieślników prawu magdeburskiemu.
Sędzią miejskim był wójt, który wydawał wyroki wspólnie z ławnikami
wybieranymi spośród nich. Na zachodzie Europy mieszczanie musieli
niejednokrotnie toczyć ciężkie walki o prawo do samorządu. W Polsce
książęta, a potem również inni właściciele miast od razu w momencie
lokacji zgadzali się na powstanie rady miejskiej.
Lokowany Kraków bardzo szybko się zaludnił. Większość osiedlających
się w nim kupców pochodziła ze Śląska. Zarówno zasadźcy, jak
i przybywający do Krakowa kupcy musieli zainwestować znaczne kapitały.
Konieczne były do sfinansowania budowy domów i budowli użyteczności
publicznej, bez kapitałów nie dałoby się rozwinąć działalności handlowej.
Po lokacji i zagospodarowaniu się nowi mieszkańcy Krakowa,
dysponując kontaktami międzynarodowymi, mogli rozpocząć operacje
handlowe. Kraków leżał na skrzyżowaniu dwóch ważnych dróg. Pierwszą
z nich była droga wiodąca z Niemiec, ale też i z Pragi na Ruś, a z niej dalej
na wschód. Istniała od dawna, wspomina już o niej Ibrahim Ibn Jakub w X
wieku. Na krótko, po ataku Tatarów na ziemie ruskie w 1240 roku, zamarł
handel ze Wschodem. Szybko jednak znowu się odrodził. Istnienie drogi
łączącej Wschód z Zachodem było bowiem bardzo korzystne dla
Mongołów, którzy opanowali całą Azję Środkową i z handlu czerpali
wielkie korzyści. W 1257 roku, gdy lokowany był Kraków, kupcom
wrocławskim opłacało się już przenieść do Małopolski, aby być bliżej
wschodnich kontrahentów. Kupcy krakowscy sprowadzali z Zachodu
wyroby sukiennicze, a także wytwory zachodniego rzemiosła, ze Wschodu
kupowali między innymi jedwab i korzenie.
Drugim szlakiem, jaki prowadził przez Kraków, był trakt handlowy
biegnący wzdłuż Wisły i Dunajca, a następnie, poprzez przełęcze karpackie,
na Węgry. Z Polski na południe wywożone były między innymi ołów i sól,
na północ natomiast wędrowało srebro z kopalń węgierskich.
Aktywność kupców krakowskich i tych, którzy Kraków odwiedzali,
przynosiła korzyść zarówno im, jak i księciu. Władca bowiem pobierał cła.
Jednak nie tylko handel zagraniczny zasilał skarb książęcy. Książę pobierał
od mieszczan czynsze, opłaty za wynajmowanie kramów w sukiennicach
i część dochodów z miejskiego sądownictwa. Tak duże miasto jak Kraków
posiadało liczne młyny i karczmy, one również były obciążone opłatami na
rzecz skarbu książęcego. Dochody te nie wyczerpywały wszystkich
korzyści, jakie osiągnął władca dzięki lokacji Krakowa. Gdy potrzebował
gotówki, mógł pożyczyć pieniądze od mieszczan. Władca nie zawsze
zwracał to, co pożyczył, mimo to udzielanie władcy pożyczek było dla
mieszczan korzystne. Przybysze nie byli wrośnięci w polskie społeczeństwo.
Nie mogli liczyć na pomoc i wsparcie swych rodów, nie mieli przyjaciół.
Wesprzeć mógł ich tylko książę. Za udzielane pożyczki uzyskiwali dla
swego miasta przywileje i w razie potrzeby obronę przed naciskami ze
strony możnych. Nie zapominajmy, że ufortyfikowane miasta
z mieszczanami zobowiązanymi do walki były w razie potrzeby twierdzami
wzmacniającymi obronność kraju. Już w latach osiemdziesiątych, za Leszka
Czarnego, fortyfikacje Krakowa oparły się atakowi Tatarów. Mieszczanie
wsparli też tego władcę w czasie buntu rycerstwa.
To wszystko nie wyczerpuje jeszcze korzyści, jakie dawała lokacja.
Osiedlający się w Krakowie kupcy musieli wybudować swe domy i inne
budowle miejskie. Zrobić to mogli przy pomocy miejscowych robotników,
którym za pracę trzeba było zapłacić. Przywiezione do Polski kapitały
zaczynały więc przepływać do rąk miejscowej ludności. Z miasta
przenikały na wieś, gdyż zatrudnieni na budowach robotnicy większość
swych zarobków wydawali na żywność. Nawet przepuszczone w karczmie
pieniądze wzbogacały karczmarza, który kupował za nie od rolników
produkty spożywcze. Również mieszczanie musieli nabywać produkty
spożywcze od chłopów. Wywoływali więc popyt na produkty rolne
i tworzyli warunki rozwoju tych wsi, z których transport produktów
rolnych do Krakowa był możliwy i opłacalny. Już w latach
siedemdziesiątych XIII wieku mamy potwierdzony spław zboża Dunajcem.
Zboża tego nie spławiano do Gdańska, jego odbiorcą był z pewnością
Kraków. Dzięki powstaniu bogatej gminy miejskiej ożywieniu uległa więc
gospodarka przynajmniej niektórych ziem małopolskich, a kupieckie
pieniądze zaczęły zasilać także gospodarkę wiejską.
Pokolenie później, w drugiej połowie XIII wieku, mieszczanie Krakowa
oraz innych miast, gdy zdołali już zadomowić się w Małopolsce, zaczęli
szukać możliwości lokowania swych kapitałów również na wsi.
Podejmowali się trudów lokowania osad na prawie niemieckim. Lokacje
wiejskie wymagały od zasadźcy zainwestowania niemałych pieniędzy.
Dzięki tym pieniądzom mógł postępować rozwój osadnictwa, można też
było reformować istniejące już wsie.
Na założenie nowej osady w dobrach prywatnych lub kościelnych musiał
wyrazić zgodę władca, on udzielał jej immunitetu i zezwalał na nadanie
prawa niemieckiego. Następnie właściciel ziemi porozumiewał się
z przedsiębiorcą, zwanym zasadźcą. Wspólnie uzgadniane były warunki
i spisywano dokument. Zasadźca, który sprowadził osadników lub
zreorganizował wieś, zostawał jej sołtysem. Uposażony był w ziemię,
dostawał na ogół szóstą część łanów wiejskich. Nie tworzył tam swego
folwarku, lecz pobierał płacone z nich czynsze. W większych wsiach sołtys
uzyskiwał zgodę na wybudowanie młyna i karczmy wolnych od wszelkich
opłat. Osiadający we wsi chłopi dostawali tak zwaną wolniznę, czyli okres
od kilku do dwudziestu kilku lat, kiedy to nie obowiązywały ich żadne
opłaty. Na zawsze natomiast zwolnieni byli z powinności na rzecz księcia,
jakie obowiązywały chłopów poddanych prawu polskiemu. W lokowanej
wsi każdy z kmieci dostawał po łanie ziemi, a w zamian, po upływie
wolnizny, był zobowiązany do płacenia panu gruntowemu ściśle
określonego, niezbyt wielkiego czynszu. Musiał też oczywiście oddawać
Kościołowi dziesięcinę, ale tego w dokumencie lokacyjnym nie zapisywano,
gdyż dziesięcina była obowiązkiem na rzecz Kościoła. Zarówno sołtys, jak
i chłopi mieli zapewnione dziedziczne prawo do swych majątków. Wraz
z lokacją powstawała samorządowa gmina, w której sędzią był sołtys, ale
w wydawaniu wyroków brali udział wiejscy ławnicy.
Wraz z kolonizacją na prawie niemieckim zaczęto osadom zarówno
nowym, jak i tym, które były tylko reformowane, nadawać nowe kształty.
Wsie lokowane musiały mieć wytyczone granice, pomiędzy polami nie było
nieużytków. Przez środek pól biegła droga, a wokół niej wznoszono
zabudowania mieszkalne i gospodarcze. Jeśli we wsi miał powstać kościół,
to wyznaczano dla niego miejsce w środku osady. Dawne, nieregularnie
rozplanowane wsie były zastępowane przez zwarte ulicówki. Również
lokowane w Polsce miasta uzyskały charakterystyczne plany. W centrum
lokowanego miasta wytyczany był prostokątny rynek, z każdej jego pierzei
wybiegały dwie lub trzy ulice. Przecinały się one z ulicami biegnącymi
równolegle do pierzei rynkowych. W ten sposób powstawał
charakterystyczny dla miast polskich plan szachownicowy z rynkiem
pośrodku. W pewnej odległości od przeznaczonego na prowadzenie
działalności handlowej rynku budowany był kościół parafialny. Często
kwartał, na którym wznoszono kościół, stykał się rogiem z placem
rynkowym.
Plan szachownicowy stanowił wielkie osiągnięcie średniowiecznej
urbanistyki. W tak zaplanowanych miastach niejednokrotnie do dziś
średniowieczny rynek pozostaje centrum aglomeracji. Plan ten jest
charakterystyczny niemal wyłącznie dla Polski. Poza ziemiami
piastowskimi spotkać się z nim możemy na terenach, które kiedyś należały
do zakonu krzyżackiego, a także w dawnym księstwie
zachodniopomorskim. Podobnie zaprojektowane miasta występują ponadto
we wschodnich Niemczech, w północnych Czechach i na północnej
Słowacji. W XIII i XIV wieku w różnych częściach Europy powstawały
miasta o planie regularnym i przecinających się pod kątem prostym
ulicach, jednak są one inne od miast polskich.
Regularna zabudowa była możliwa, gdy miasto lokowane było na
wolnym, niezabudowanym terenie. Ponieważ ogromna większość miast
lokowanych istniała już od dawna, rynek i ulice wytyczano tam, gdzie nie
było jeszcze zabudowy, lub tam, gdzie istniejące domy można było
rozebrać i postawić nowe według innego planu. Gdy nie było to możliwe,
nowe miasto budowano obok starego. Tak więc nową Łęczycę lokowano
w pewnej odległości od starej, leżącej tam, gdzie do dzisiaj istnieje osada
o nazwie Stara Łęczyca. Jest ona śladem miasta przedlokacy jnego.
Podobne ślady można znaleźć w pobliżu niejednego z polskich miast.
Niekiedy jednak mierniczy musiał uwzględniać starszą zabudowę. Tak stało
się w Krakowie. Dlatego przy krakowskim rynku stoi do dziś kościół
Mariacki. Został on tam umieszczony wiele lat przed lokacją, trudno było
go rozebrać i postawić zgodnie z planem lokacyjnym w innym kwartale
miasta.
Wraz z reformami miast i wsi zaczęły się zmieniać panujące w Polsce
stosunki, pojawiły się elementy ustroju feudalnego. Poddani prawu
niemieckiemu chłopi byli właścicielami łanów, które uprawiali. Mogli je
przekazać w spadku lub pod pewnymi warunkami sprzedać. Jednocześnie
właścicielem tych łanów był także pan ziemi, na której wieś leżała. Były to
jednak dwie różne własności. Pan wsi posiadał prawo zwierzchnie,
natomiast chłopi byli właścicielami prawa użytkowego. Nikt nie mógł im
tego prawa odebrać, ponieważ jednak było to tylko prawo użytkowe, mieli
w stosunku do pana gruntu pewne obowiązki. Musieli płacić mu czynsz,
a czasem również wykonywać pewne określone prace zwane pańszczyzną.
Podział własności na zwierzchnią i użytkową był charakterystyczny dla
feudalizmu. Na takich samych zasadach rycerski wasal dzierżył lenno
nadane mu przez seniora. W zamian za posiadanie prawa użytkowego
rycerz musiał służyć swemu seniorowi radą i pomocą, to znaczy
obowiązywał go udział w sądach feudalnych i uroczystościach dworskich
oraz służba rycerska w szeregach wojsk seniora. Chłop ze wsi posiadającej
prawo niemieckie nie miał obowiązków rycerskich, musiał natomiast płacić
czynsz. Również mieszczanie posiadali tylko prawo użytkowe do swych
parcel w miastach. Dlatego panu miasta płacili czynsze. Prawo zwane
w Polsce niemieckim było niemiecką wersją zachodnioeuropejskiego prawa
feudalnego. Rozpowszechniło się na wsiach i w miastach, nie objęło
natomiast szlachty. Rycerstwo pozostało przy dawnym prawie polskim,
ziemia, którą posiadali rycerze, stanowiła ich pełną własność.
Z prawem niemieckim łączył się immunitet gospodarczy i sądowy.
Książęta początkowo niechętnie zgadzali się na rezygnację ze świadczeń
ludności chłopskiej, nie chcieli też nikomu oddawać swej zwierzchności
sądowej. Zwierzchność sądowa była jednym z atrybutów władcy, poza tym
przynosiła dochody. Dość szybko jednak zmienili swe poglądy i zaczęli
czerpać korzyści ze zwolnień i z wprowadzania do kraju prawa
niemieckiego. Dostrzegli, że ułatwienia kolonizacji związane z nowym
prawem są dla nich korzystne. Rozwój osadnictwa, nawet w dobrach
możnych i Kościoła, przynosił wymierne korzyści zarówno księciu, jak
i rządzonemu przez niego księstwu. Wpływał na ożywienie gospodarcze
kraju, pomnażając dochody skarbu książęcego. Ponadto nawet
z immunizowanych dóbr książęta uzyskiwali korzyści materialne. Były one
niewielkie, jednak wzrastały wraz z rozwojem osadnictwa. Władcy
pozostali też najwyższymi sędziami ludności osad lokowanych, gdyż
w Polsce immunitet nigdy nie był pełny.
Immunitet i udogodnienia związane z prawem niemieckim ułatwiły
kolonizację nadgranicznych puszcz. Zagospodarowanie ich stało się
konieczne, gdyż do początków XIII wieku nie wykreślono jeszcze granic
liniowych, granicą była rozległa puszcza nienależąca do żadnego
z sąsiadujących ze sobą państw. Stawała się ona częścią tego królestwa,
które zdołało osadzić tam swoich chłopów. Tworzone w nadgranicznych
lasach wsie zabezpieczały panowanie polskich książąt nawet wtedy, gdy
należały do możnych lub Kościoła.
Wraz z mnożeniem się lokowanych wsi i miast rosły siły zbrojne książąt.
Sołtys każdej wsi musiał bowiem stawić się na wezwanie władcy na koniu
bojowym, w zbroi, hełmie, w towarzystwie lekko zbrojnych wojowników.
Sołtysi na wojnie nie różnili się uzbrojeniem od rycerzy, jednak książę nie
musiał płacić im żołdu. Obowiązki wojskowe spoczywały również na
mieszczanach, ich zadaniem była obrona miasta. Musieli też dostarczać na
wojnę wozy i zaopatrzenie dla wojska.
Korzyści, jakie książęta zaczęli czerpać z kolonizacji wsi i miast
lokowanych na prawie niemieckim, sięgały jeszcze dalej. Również władcy
powiększali swe dobra, kolonizując puszcze, dzięki prawu niemieckiemu
mogli rozbudowywać swą domenę w jeszcze inny sposób.
W XIII wieku ogromną większość ludności Polski stanowili wolni rolnicy.
Byli poddanymi księcia, choć bezpośrednio zarządzali nimi urzędnicy
książęcy. Daniny płacone przez chłopów pozwalały funkcjonować grodom
i przynosiły księciu dochody. Można więc powiedzieć, że wsie, w których
chłopi ci mieszkali, należały do władcy. Jednak wolnych rolników łączyły
z księciem stosunki publiczno-prawne. Płacili daniny i wykonywali
najróżniejsze prace, tak jak my obecnie płacimy podatki. Oprócz okręgów
grodowych książęta mieli też własne dobra. Były to zarówno niewielkie
osady obsługujące na przykład książęce dwory myśliwskie, jak i duże
majątki z pracującymi w nich setkami niewolnych. Wielkie majątki
książęce rosły w czasach, gdy podczas pomyślnych wypraw wojennych
można było zdobywać brańców. Jednak w XII wieku takie wyprawy
wojenne się skończyły, a majątek książęcy zaczął się zmniejszać w wyniku
nadań dla Kościoła. Dopiero wprowadzenie do Polski zasad prawa
feudalnego pozwoliło władcom nie tylko odbudować swą domenę, ale
znacznie ją powiększyć.
Od drugiej połowy XIII wieku książęta polscy zaczęli nadawać wsiom
wolnych rolników prawo niemieckie. Aby tego dokonać, musieli wyłączyć
wieś spod dotychczas w niej obowiązującego prawa, to znaczy wyjąć ją
spod sądowej władzy kasztelana i zwolnić z dotychczas obowiązujących
danin i powinności. Tylko wtedy można było wprowadzić do wsi nowe
prawo i charakterystyczne dla niego obciążenia. Jednak takie zwolnienia
przypominały nadanie wsi immunitetu. Zmieniała się też sytuacja prawna
mieszkających we wsi chłopów. Przed lokacją, gdy podlegali władzy
książęcego kasztelana, byli poddanymi księcia jako władcy państwa. Po
lokacji stawali się poddanymi księcia, który występował teraz jako
zwierzchni właściciel uprawianej przez nich ziemi. Mieszkający we wsi
chłopi zachowywali swą wolność, jednak ich związek z władcą zmieniał
swój charakter z publicznoprawnego na prywatno-prawny. Zamieszkiwane
przez nich wsie stawały się wyłączną własnością księcia. Masowe
wprowadzanie prawa niemieckiego do wsi podległych wcześniej
kasztelanom spowodowało więc znaczne powiększenie domeny monarszej.
Przyczyniło się też do zwiększenia książęcych dochodów, gdyż
administracja sołtysia była tańsza od administracji kasztelańskiej.
Niektórzy spośród książąt dzielnicowych znaleźli inne sposoby
powiększenia swych dochodów. Pod Krakowem od niepamiętnych czasów
eksploatowano słone źródła. Uzyskiwano sól poprzez odparowywanie
solanki. Wydobycie soli bardzo się zwiększyło, gdy książę Małopolski
Bolesław Wstydliwy w 1251 roku sprowadził górników, którzy w Bochni
zaczęli drążyć szyby i wydobywać sól kamienną metodą górniczą. Kilka lat
później powstała kopalnia w Wieliczce. Zintensyfikowane też zostało
wydobycie ołowiu koło Olkusza. Również książętom śląskim górnictwo
zaczęło przynosić znaczne dochody. Na Śląsku wydobywano srebro
i niewielkie ilości złota. Nawet książęta nieposiadającej bogactw
naturalnych Wielkopolski potrafili wzbogacić swój skarb poprzez
popieranie handlu. Duże znaczenie zaczął odgrywać szlak handlowy
biegnący z Niemiec przez Poznań do ziem nadbałtyckich. Dzięki nowym
źródłom dochodów książęta niektórych dzielnic, choć nadal jeszcze
niewiele znaczyli w polityce międzynarodowej, zaczęli się bogacić i zdołali
wzmocnić swą władzę.
W wyniku przemian, jakie nastąpiły w XIII wieku, w społeczeństwie
polskim rozpoczął się proces tworzenia stanów. Mieszkańcy lokowanych
miast podlegali temu samemu prawu. Było to prawo magdeburskie lub jego
odmiany. Podobnie było na wsiach. Korzystający z prawa niemieckiego
chłopi w różnych wsiach mieli podobne prawa i obowiązki, podlegali
podobnemu sądowi sołtysiemu i ławie wiejskiej. Wraz z rozwojem
gospodarki i wprowadzaniem prawa niemieckiego zanikła kategoria
niewolnych, niepotrzebne też stały się przeróżne grupy ludności służebnej.
Również w XIII wieku zaczął się kształtować stan rycerski. Za rycerzy
zaczęto uważać tych, którzy posiadali ziemię na prawie rycerskim, czyli
majątki obdarzone immunitetem, i którzy nadal podlegali prawu
polskiemu. W skład stanu rycerskiego weszli zarówno potężni
możnowładcy, jak i posiadacze niewielkich majątków. Jednak ostatecznie
stany ukształtowały się dopiero w następnym stuleciu. Nie dotyczyło to
oczywiście stanu duchownego, który zaczął się wykształcać już wcześniej,
wraz z przyjęciem przez Polskę chrześcijaństwa. Należeli do niego wszyscy
księża i zakonnicy.
Wiek XIII przyniósł Polsce zmiany w wielu innych dziedzinach. Do
najważniejszych należały przemiany polskiego chrześcijaństwa. W tym
czasie Kościół polski nie tylko stał się liczącą siłą polityczną, ale też objął
swym nauczaniem ogromną większość ludu polskiego. Wraz z powstaniem
parafii nauczanie kościelne mogło dotrzeć do najdalszych zakątków kraju,
powodując, że w Polsce zanikły ostatnie przejawy pogaństwa. Od tego
wieku lud polski stał się naprawdę chrześcijański.
W pracy misyjnej biskupom pomogły coraz liczniejsze klasztory. Już
w XII wieku sieć istniejących wcześniej klasztorów benedyktyńskich
uzupełnili cystersi, a w XIII wieku do Polski przybyli dominikanie
i franciszkanie. Mieli oni wielkie zasługi w działalności duszpasterskiej,
przyczyniając się do coraz głębszej chrystianizacji Polski.
Wraz z przybyciem do Polski nowych zakonów pojawiły się nowe formy
w sztuce. Cystersi wprowadzili pierwsze elementy gotyku. Budowane przez
nich kościoły miały jeszcze formy romańskie, ale ich konstrukcja była już
gotycka. Natomiast wraz z pojawieniem się zakonów żebraczych zaczęto
w Polsce stosować cegłę, dzięki której łatwiejsze stało się wznoszenie
budowli murowanych. W końcu, w połowie XIII wieku, nastał w Polsce
gotyk. Wznoszone wówczas murowane budynki były skromniejsze od tych,
które powstały w epoce wcześniejszej. Były też zacofane stylistycznie.
Postawiono ich jednak znacznie więcej niż wcześniej.
W XIII wieku również zwiększyła się liczba młodych ludzi
wyjeżdżających na studia zagraniczne. Nie było wśród nich tak wielkich
indywidualności jak żyjący w poprzedniej epoce Wincenty Kadłubek, ale
zaowocowało to w późniejszym okresie.
Wiek XIII, czas walk wewnętrznych i ograniczenia horyzontów
politycznych nie był czasem straconym. Działania żyjących wówczas ludzi
dały podstawy dalszego rozwoju kraju.
POCZĄTKI ZJEDNOCZENIA

W połowie XIII wieku każdego z książąt piastowskich interesowała tylko


jego dzielnica. Mimo to pamięć o jedności nie zamarła. Istniała nadal
wspólna polska metropolia kościelna, istniała świadomość pochodzenia
książąt polskich od mitycznego Piasta. Ze świadomością tą wiązało się
przekonanie, że do wszystkich potomków Bolesława Krzywoustego należy
piastowskie dziedzictwo. Jednak rzeczywistość XIII wieku nie pozwalała
wyciągnąć z tego żadnych praktycznych wniosków. Nawet najsilniejsi
spośród książąt polskich nie mogli marzyć o podporządkowaniu sobie ziem
należących do ich krewnych. W drugiej połowie XIII wieku najwybitniejsi
spośród nich pracowali usilnie nad podniesieniem stanu gospodarczego
swych ziem, nad zapełnieniem książęcego skarbca, nie próbowali natomiast
jednoczyć Polski.
Pierwsze ślady myśli zjednoczeniowej pojawiły się w środowisku
kapituły krakowskiej i związanych z nią duchownych. Wiązały się one
z rozwojem kultu św. Stanisława, jedenastowiecznego biskupa
krakowskiego. Stanisław został kanonizowany w 1253 roku. Krakowskie
uroczystości ku czci nowego świętego odbyły się w roku następnym, wzięło
w nich udział kilku książąt i rzesze innych osób. Kanonizacja ta
poprzedzona była napisaniem żywota Stanisława, jego autorem był
dominikanin, a wcześniej kanonik krakowski, Wincenty z Kielczy. Treść
tego żywota jest frapująca. O samym Stanisławie Wincenty niewiele już
wiedział. Odwiedził Szczepanów, skąd miał pochodzić biskup, rozmawiał
z mieszkającymi tam ubogimi rycerzami, którzy pamiętali jeszcze, że
należał on do ich rodu. Niewiele jednak potrafili mu powiedzieć. Nie
znajdując informacji u współrodowców Stanisława, Wincenty oparł się na
tradycji zawartej w Kronice Kadłubka. Wzbogacił jednak swą opowieść
o wątek historyczny. Według niego król Bolesław został ukarany za zabicie
biskupa utratą korony, a w wyniku tej zbrodni Polska została podzielona.
Tę wizję historii zamknął proroctwem. Napisał mianowicie, że po trzech
lub czterech pokoleniach znajdzie się władca, który nałoży na swą głowę
przechowywaną w katedrze wawelskiej koronę, a podzielona Polska
zjednoczy się tak, jak zrosło się pocięte przez niegodziwego króla ciało
świętego. Wizja ta prędko dotarła do licznych słuchaczy, którym Żywot św.
Stanisława był czytany. Kult św. Stanisława, a z nim idea zjednoczenia
Polski zaczęła się rozprzestrzeniać w Małopolsce, na Śląsku Opolskim, na
Kujawach, Mazowszu i na Pomorzu Gdańskim. Dla mieszkańców tych ziem
św. Stanisław stał się patronem Królestwa Polskiego, jego kult przyczynił
się do odnowienia ogólnopolskiego poczucia jedności. Kult ten objął też
ziemie Śląska wrocławskiego, jednak tam bardziej czczona była św.
Jadwiga. Nie pojawił się natomiast w Wielkopolsce. Dla Wielkopolan
patronem Królestwa Polskiego był nadal św. Wojciech.
W drugiej połowie XIII wieku trzy spośród polskich dzielnic
pretendowały do roli ośrodków zjednoczenia. Pierwszą z nich była
dzielnica krakowska. Kraków od dawna był głównym grodem w Polsce, po
śmierci Bolesława Krzywoustego z posiadaniem Krakowa łączył się tytuł
najwyższego księcia. Nawet po upadku statutu Bolesława nie stracił swego
ideowego znaczenia. Za panowania Bolesława Wstydliwego księstwo
krakowskie połączone było z księstwem sandomierskim, tworząc jedną
z większych dzielnic polskich. Była to dzielnica ludna i bogata, z żyznymi
ziemiami, z kopalniami soli i ołowiu, przez jej ziemie przechodziły ważne
szlaki handlowe. Pod rządami księcia Bolesława zagęściła się sieć miast
i wsi małopolskich, przysparzając księciu i krajowi bogactwa.
Nie mniej ważną częścią Polski była Wielkopolska. Składała się ona
z księstwa poznańskiego i gnieźnieńskiego, lecz przez niemal całą drugą
połowę XIII wieku w obu tych dzielnicach rządził jeden władca. Nie było
wprawdzie w Wielkopolsce kopalń, również szlaki handlowe, które ją
przecinały, nie były tak ważne jak te, które przebiegały przez Małopolskę,
jednak gęsta sieć miast i miasteczek z Poznaniem na czele, żywe
gospodarczo targi oraz rolnictwo przyczyniały się do wzrostu jej bogactwa.
Wielkopolanie pamiętali, że ich dzielnica była kiedyś centralną częścią
Polski, że z Gniezna wywodził się ród piastowski. Znaczenie Wielkopolski
podnosiło Gniezno, gdzie mieściła się katedra arcybiskupa i gdzie
znajdował się grób pierwszego patrona Królestwa, św. Wojciecha.
Trzecim księstwem, wokół którego Polska mogła się zjednoczyć, było
śląskie księstwo wrocławskie. Po 1270 roku, za czasów małoletności
Henryka IV Probusa, opiekę nad Wrocławiem objął potężny król czeski,
Przemysł Ottokar II. Skończyła się ona wraz z przejęciem władzy przez
Henryka IV. Książę ten nadal pozostawał w dobrych stosunkach ze swym
czeskim wujem, jednak rządził samodzielnie. Księstwo wrocławskie było
jedną z większych polskich dzielnic, Wrocław, duże i bogate miasto,
stanowił podporę swego władcy. Henryk Probus od początku
samodzielnych rządów przejawiał duże ambicje. Zdołał podporządkować
sobie kilku innych książąt śląskich i bardzo szybko zaczął myśleć o koronie
królewskiej. Zapewne miała to być korona uzyskana od rządzącego
Niemcami i mającego ambicje cesarskie Rudolfa Habsburga.
W latach siedemdziesiątych XIII wieku pojawiły się nareszcie możliwości
podjęcia prób zjednoczenia. W 1278 roku zmarł bezdzietnie książę
Krakowa i Sandomierza, Bolesław Wstydliwy. Ponieważ nie miał
potomstwa, przekazał swoje władztwo księciu sieradzkiemu Leszkowi
Czarnemu. Po intronizacji w Małopolsce Leszek został władcą Krakowa,
Sandomierza i Sieradza. Podległe mu ziemie zostały zjednoczone, jednak
nie ucierpieli na tym mieszkający w nich możni. Jedną z korzyści, jakie
uzyskali członkowie możnych rodów w wyniku podziału Polski na
dzielnice, było zwiększenie się liczby urzędów dworskich. Każdy z książąt
dzielnicowych miał swego wojewodę oraz dostojników, takich jak
podkomorzy, stolnik, cześnik, sędzia i inni. Zjednoczenie kilku księstw
groziło redukcją niepotrzebnych dostojeństw, co nie mogłoby się spotkać
z aprobatą piastujących je osób. Dlatego już Bolesław Wstydliwy, jako
książę krakowski i sandomierski, pozostawił oddzielne hierarchie
urzędnicze w każdym ze swych księstw. Podobnie uczynił Leszek Czarny.
Po zjednoczeniu Małopolski ze swą dzielnicą sieradzką zachował w każdym
z tych księstw odrębne hierarchie dostojników. W wyniku tego piastujący
je ludzie nie zostali zdegradowani, ale zarazem urzędy dworskie zmieniły
swój charakter. Wojewodowie, a także niżej postawieni urzędnicy przestali
być związanymi z władcą dostojnikami dworskimi, a stali się urzędnikami
ziemskimi, związanymi ze swą ziemią. Zaczynał się wykształcać system,
który miał panować w Polsce przez następne stulecia.
Leszek Czarny był księciem rycerskim. Dzięki doskonałej organizacji
obrony odpierał wymierzone w Małopolskę ataki Litwinów i Rusinów.
Zorganizował też wyprawę wojenną na bezustannie najeżdżających
północno-wschodnie kresy Małopolski Jaćwingów. Po klęsce, jaką im zadał,
Jaćwingowie przestali być niebezpieczni. W 1287 roku spadł na Polskę
trzeci najazd tatarski. Choć Tatarzy zniszczyli znaczną część Małopolski,
nie zdołali zdobyć ani Sandomierza, ani Krakowa, ani nawet Czorsztyna.
Nie mogąc własnymi siłami przeciwstawić się najeźdźcom, książę uzyskał
pomoc węgierską i Tatarzy zostali wyparci z jego ziem. Podziw budzą
zdolności dowódcze Leszka. Jego talent błysnął zwłaszcza w bitwie pod
Równem, gdzie przeciwnikami Małopolan były wojska litewskie. Gdy obie
wrogie armie ustawiły się naprzeciwko siebie, Leszek wydał środkowej
części swych sił rozkaz ucieczki. Za uciekającymi Polakami ruszył pościg.
Wtedy książę zatrzymał swych wojowników, a skrzydła jego wojsk
okrążyły atakujących. Zwycięstwo było całkowite. Podziw budzi
zastosowana tu taktyka, tak przecież walczyli Tatarzy. Leszek potrafił
wykorzystać doświadczenia z klęsk, jakie wcześniej ponosili Polacy
w walkach ze wschodnimi agresorami.
Mimo sukcesów militarnych władca ten nie znalazł powszechnego
uznania Małopolan. W 1285 roku wybuchł przeciw niemu bunt rycerstwa.
Zbuntowali się wszyscy najwyżsi dostojnicy ziem krakowskiej
i sandomierskiej, nieliczni tylko spośród rycerstwa pozostali wierni swemu
władcy. Buntownicy wybrali na swego księcia Konrada II mazowieckiego.
Nie doszło jednak do zmiany władcy. Leszka poparły miasta z Krakowem
i Sandomierzem na czele, książę uzyskał też posiłki węgierskie. Dzięki temu
utrzymał się przy władzy, natomiast buntownicy stracili stanowiska
i majątki. Ratowali swe głowy, uciekając do innych części Polski.
Leszek Czarny zmarł dość nagle w 1288 roku. Ponieważ on także nie
pozostawił po sobie potomków, znaczny kompleks ziem, nad którymi
panował, pozostał bez władcy. Księstwo sieradzkie, zgodnie z panującymi
wśród Piastów prawami, przejął brat Leszka, Władysław Łokietek.
Natomiast na prawo do władzy w ziemiach krakowskiej i sandomierskiej
mogło się powołać wielu Piastów.
Po śmierci księcia, zgodnie z panującym już od dawna zwyczajem,
Małopolanie dokonali wyboru nowego władcy. Na księcia Krakowa
i Sandomierza obrali jednego z książąt mazowieckich, Bolesława.
Wydawało się, że zasiądzie on na krakowskim tronie, poparł go bowiem
władca Kujaw brzeskich Władysław Łokietek. Szybszy był jednak książę
wrocławski Henryk IV Probus. Wcześniej od Bolesława znalazł się pod
Krakowem. On również miał zwolenników w Małopolsce. Byli nimi
mieszczanie krakowscy, którzy otworzyli przed nim bramy miasta, Henryka
poparł też kasztelan krakowski Sułek z Niedźwiedzia i wpuścił go na
Wawel. Nie pomogło zwycięstwo Bolesława mazowieckiego i Łokietka nad
wspierającymi księcia wrocławskiego książętami śląskimi, książę
wrocławski został władcą Krakowa.
Po opanowaniu Wawelu Henryk zaczął myśleć o koronacji królewskiej.
Tym razem nie myślał już o koronie z łaski cesarza, jego celem było
wskrzeszenie Królestwa Polskiego, dawnego Królestwa Bolesławów.
W jednej z kronik austriackich czytamy, że myśl taką podjął po
przeczytaniu w Krakowie Żywota św. Stanisława. Nie zrealizował jednak
swego planu, gdyż już w 1290 roku zmarł bezpotomnie. Śmierci tej nikt nie
mógł się spodziewać, umierający książę liczył sobie tylko trzydzieści trzy
lata.
Tak wczesna śmierć wzbudziła podejrzenia o otrucie. Autor jednej
z kronik austriackich przytoczył nawet szczegóły zbrodni. Według niego
książę Henryk miał wysłać do Rzymu posła z pieniędzmi i poleceniem
załatwienia mu korony. Poseł pieniądze zdefraudował i bojąc się
odpowiedzialności, namówił swego brata, który był lekarzem Henryka, aby
ten otruł księcia. Opowieść ta chyba nie oddaje prawdy, również ojciec
Henryka Probusa i jego stryj zmarli w wieku trzydziestu kilku lat. Możemy
podejrzewać raczej jakieś obciążenie dziedziczne. Bez względu na to, jak
było, ziemie, w których panował Henryk, pozostały bez władcy.
Probus pozostawił testament, w którym wyznaczył swych następców. Nie
mógł przekazać jednemu księciu Krakowa i Wrocławia, więc dokonał
podziału. Wrocław zapisał Henrykowi głogowskiemu, a Kraków – władcy
Wielkopolski, Przemysłowi II. Tak ustanowiony porządek trwał jednak
bardzo krótko. Henryk głogowski był we Wrocławiu przy śmierci Probusa,
a po jego zgonie zaczął nawet wykonywać czynności władcze. Nie znalazł
jednak uznania i został usunięty z księstwa wrocławskiego. Mieszczanie
wrocławscy i tamtejsze rycerstwo wybrali sobie na władcę Henryka
legnickiego. Wywołało to wieloletnią wojnę między Henrykiem
głogowskim i Henrykiem legnickim, w wyniku której księstwo wrocławskie
zostało znacznie okrojone. Również Przemysł II niedługo panował
w Krakowie. Przybył wprawdzie do Małopolski i zasiadł tam na tronie,
jednak po kilku miesiącach musiał zrezygnować z ziem przekazanych mu
przez Henryka Probusa.
Przemysł ustąpił, gdyż Małopolska znalazła się w polu zainteresowania
króla czeskiego Wacława II. W XIII wieku Czechy weszły w okres swej
świetności. Dzięki kopalniom srebra, ale też i cyny, królowie czescy byli
bogaci, mogli realizować politykę znacznie wykraczającą poza granice
swego kraju. Ojciec Wacława, Przemysł Ottokar II, starał się powiększyć
swoje królestwo przez przyłączenie do niego Austrii. Po jego śmierci, którą
poniósł w bitwie z Rudolfem Habsburgiem, na kilka lat Czechy spadły do
pozycji państwa rządzonego przez margrabiego brandenburskiego. Gdy
jednak syn Przemysła, Wacław, stał się pełnoletni i osobiście objął władzę,
powrócił do mocarstwowej polityki swego ojca. Kierunek południowy był
dla niego zamknięty, Austrię mocno już dzierżyli Habsburgowie. Zwrócił
więc swą uwagę na Polskę.
Król Wacław szukał pretekstu, który dałby mu prawo do opanowania
Małopolski. Napisana na początku XIV wieku czeska Kronika zbrasławska
podaje, że wdowa po Leszku Czarnym a ciotka Wacława Gryfina przekazała
Małopolskę swemu siostrzeńcowi. Jeśli nawet jest to prawdą, to taki zapis
nie mógł mieć mocy prawnej. Wacław nigdy się zresztą nie powoływał na
legat swej ciotki. Mocniejszą podstawą prawną do zajęcia Krakowa
i Sandomierza mogło być nadanie Rudolfa Habsburga. Władca Niemiec,
powołując się na złożony mu kiedyś przez Henryka Probusa hołd lenny,
nadał wszystkie posiadłości księcia wrocławskiego Wacławowi. Jednak
również ten tytuł prawny miał wątpliwą wartość. Henryk wycofał się
z zależności lennej od Rudolfa Habsburga, a ponadto nadanie Rudolfa
mogło dotyczyć księstwa wrocławskiego, a nie Krakowa. Wacław znalazł
inne podstawy dla realizacji swych zamierzeń. Gdy tylko Przemysł
wielkopolski zasiadł na Wawelu, zaczął wywierać na niego naciski, aby
odstąpił mu Małopolskę. Przemysłowi groziła wojna z Czechami, której nie
mógłby wygrać. Wycofał się więc z Krakowa, uwożąc do Wielkopolski
spoczywające w krakowskiej katedrze insygnia koronacyjne. Zapewne
zgodził się też na przekazanie opuszczanych przez siebie ziem Wacławowi.
Po ustąpieniu Przemysła Wacław wysunął swoją kandydaturę na księcia
Krakowa. Na jej poparcie miał silną armię i groził, że jej użyje.
Przed Małopolanami stanął trudny problem do rozwiązania. Dotychczas
żadną z ziem polskich nie rządził obcy władca. Dlatego większość możnych
i rycerstwa ziem krakowskiej i sandomierskiej poparła kandydaturę księcia
mazowieckiego Bolesława na pana Krakowa. Jednak król czeski groził
wojną. Wojny tej Małopolanie nie mogli wygrać, postanowili więc złamać
dotychczas panujące zasady i z zaistniałej sytuacji wyciągnąć dla siebie jak
najwięcej korzyści. Pod przewodnictwem biskupa krakowskiego Pawła
z Przemankowa dokonali elekcji Wacława. Postawili jednak Wacławowi
warunki, na jakich może przejąć władzę w ich księstwie. Do Lutomyśla,
gdzie przebywał Wacław, przybyła delegacja panów krakowskich, którym
przewodził biskup Paweł, i przedstawiła królowi swe postulaty. Wacław je
przyjął, elekcja była przecież najmocniejszą podstawą prawną dla jego
rządów w Krakowie. Ugoda pomiędzy panami krakowskimi a królem
czeskim została zapisana w postaci przywileju. Ten tak zwany przywilej
lutomyski w ogólnych zarysach powtarzał treści zawarte w przywileju
wydanym przez Władysława Laskonogiego w Cieni. Gwarantował
wszystkim mieszkańcom Małopolski zachowanie ich praw, nakładał na
Wacława obowiązek konsultowania się z Małopolanami, gdyby chciał
wprowadzić nowe obciążenia. W przywileju znalazły się też dodatkowe
zabezpieczenia przed niepożądanymi dla Małopolan posunięciami
królewskimi. Wacław zobowiązał się bowiem, że nie będzie mianował na
najwyższe dostojeństwa nikogo bez zgody swoich nowych poddanych.
Panowie krakowscy zabezpieczali się w ten sposób przed próbami
tworzenia przez Wacława w Małopolsce nowej elity złożonej
z obcokrajowców.
Po uzgodnieniu wszystkich warunków Wacław wysłał swe wojska do
Krakowa. Czesi zajęli ziemię krakowską, nie udało im się jednak opanować
Sandomierza. Sandomierzanie nadal popierali Bolesława mazowieckiego,
a gdy ten przestał im odpowiadać, opowiedzieli się za Władysławem
Łokietkiem.
W końcu XIII wieku nie tylko książęta rozpoczęli walkę o pierwsze
miejsce w Polsce. Zjednoczeniem kraju coraz bardziej były zainteresowane
społeczeństwa najważniejszych dzielnic. Tak więc Małopolanie
i Wielkopolanie zaczęli ze sobą rywalizować. Jednym z przejawów tej
rywalizacji było propagowanie własnych świętych. Dla Małopolan
patronem Królestwa Polskiego był św. Stanisław, Wielkopolanie za patrona
uważali św. Wojciecha. Jednak Małopolanie mieli większe doświadczenie
polityczne od swych rywali. Już od XII wieku panowie krakowscy
współdecydowali w sprawach polityki swej ziemi, mieli wpływ na wybór
książąt krakowskich. Teraz, gdy ich księciem został król czeski Wacław,
oczekiwali zjednoczenia Królestwa przy jego pomocy. Gdyby Wacławowi
udało się zjednoczyć Polskę, panowie krakowscy zajęliby w niej pierwsze
miejsce. Poparli więc swego nowego władcę w walkach z innymi polskimi
książętami.
Wacław również dążył do podporządkowania sobie reszty polskich ziem.
W latach 1291-1292 zhołdował czterech książąt górnośląskich, a w 1292
roku wyparł Władysława Łokietka z Sandomierza i Sieradza, pozostawiając
mu tylko Kujawy brzeskie i zobowiązując go bezskutecznie do złożenia
sobie hołdu lennego. Mamy podstawy do przypuszczeń, że już wtedy celem
Wacława było uzyskanie polskiej korony.
Najsilniejszym przeciwnikiem Wacława stał się teraz książę Wielkopolski
Przemysł II. Po przymusowym opuszczeniu Krakowa nie zrezygnował on
z wielkich planów. Niewątpliwie inspirowany przez największego polskiego
polityka tych czasów, arcybiskupa Jakuba Świnkę, rozciągnął swe wpływy
na rządzone przez księcia Mszczuja Pomorze Gdańskie. Już wcześniej
pomógł Mszczujowi obronić się przed agresją brandenburską, za co książę
gdański ustanowił go swym następcą. Gdy w 1294 roku Mszczuj umarł, za
zgodą możnych pomorskich książę wielkopolski został intronizowany
w Gdańsku.
Po opanowaniu Pomorza Gdańskiego Przemysł w 1295 roku koronował
się na króla Polski. Należy jednak zapytać, co w owych czasach oznaczało
pojęcie „Królestwo Polskie”. Do końca XIII wieku słowa „Polonia” używano
zarówno dla określenia całej Polski, jak i samej Wielkopolski. Ustanowione
przez Przemysła królestwo mogło więc być zaledwie królestwem
wielkopolskim. Wydaje się jednak, że taka interpretacja nie jest właściwa.
Przemysł rządził tylko w Wielkopolsce i na Pomorzu, jednak myślał
o rozszerzeniu swej władzy na resztę piastowskiego dziedzictwa. Świadczy
o tym jego pieczęć majestatyczna, jaką kazał sobie zrobić po koronacji. Na
pieczęci tej znalazł się napis: „Wszechmogący przywrócił zwycięskie znaki
Polakom”. Znakami tymi były berło i korona, które posiadali kiedyś wielcy
Bolesławowie, królowie całej Polski i przede wszystkim orzeł umieszczony
na pieczęci. Napis ten świadczy wyraźnie o ogólnopolskich ambicjach
Przemysła. Za taką interpretacją przemawia też reakcja króla Czech,
a zarazem księcia Małopolski Wacława. Wacław zaprotestował przeciw
koronacji w Gnieźnie, twierdząc, że król Polski powinien być koronowany
w Krakowie.
Królestwo Przemysła nie trwało długo. Na początku 1296 roku świętował
on zapusty w Rogoźnie. W nocy jego siedzibę zaatakowali
Brandenburczycy. Chcieli króla porwać, lecz on się bronił. Wywiązała się
walka, w której król został ranny. Napastnicy pojmali go, wsadzili na konia
i wieźli, dopóki mógł utrzymać się na koniu. Gdy stracił przytomność,
pozostawili go w lesie. Zwłoki króla znaleziono dopiero rano.
Przemysł nie pozostawił po sobie męskiego potomka. Jedynym jego
dzieckiem była kilkuletnia córka Ryksa. Wobec braku następcy tronu
Wielkopolanie musieli dokonać wyboru władcy. Do spuścizny po Przemyśle
wystąpiło dwóch konkurentów. Byli nimi Władysław Łokietek i książę
głogowski Henryk. Wielkopolanie wybrali Łokietka, jednak Henryk podjął
próbę zbrojnego przejęcia dziedzictwa po Przemyśle. Doszło do wojny,
w której Łokietek opanował większość ziem wielkopolskich. Nie zdołał
podporządkować sobie całej dzielnicy, gdyż musiał interweniować na
Pomorzu. Tę część spuścizny po Przemyśle próbował zająć bratanek
Łokietka, książę kujawski Leszek. Uważał, że ma do tego prawo, był
bowiem synem księżniczki pomorskiej. Łokietek przybył na Pomorze i objął
je w swe posiadanie, jednak musiał się pogodzić z utratą południowo-
zachodnich krańców Wielkopolski. Ponieważ jednak większość dzielnicy
znalazła się pod jego władzą, przyjął tytuł „dziedzica Królestwa Polskiego”.
Tym razem Królestwo Polskie oznaczało już tylko Wielkopolskę.
Wielkopolanie mieli nadzieję, że znany ze swej energii Łokietek
zjednoczy Polskę przy ich pomocy. Dlatego go poparli. Niestety, zawiedli
się na księciu kujawskim. Łokietek próbował walczyć zarówno
z Henrykiem głogowskim, jak i z Wacławem, jednak bez sukcesów. Ponosił
klęski w Małopolsce, a ponadto wysiłek wojenny nie pozwalał mu na
sprawne rządy w Wielkopolsce. W dzielnicy tej zaczęły się szerzyć rozboje,
którym książę nie potrafił zapobiec. Wielkopolanie zaczęli się zastanawiać,
czy Henryk głogowski nie byłby lepszym władcą od Łokietka. Widząc, że
rodzi się opozycja, Łokietek stracił zaufanie do Wielkopolan. Wyraził to,
obsadzając wielkopolskie urzędy wiernymi mu Kujawianami. W ten sposób
stracił resztki poparcia możnych i rycerstwa wielkopolskiego.
Łokietek próbował wzmocnić swą pozycję, porozumiewając się z królem
Wacławem. Doszło do układu w Klęce, gdzie zobowiązał się, za wsparcie
finansowe, złożyć królowi hołd. Tego już Wielkopolanom było za wiele.
Nie mogli się zgodzić, aby ich książę był lennikiem króla Wacława, księcia
Małopolski. Aby do tego nie dopuścić, w 1300 roku wypowiedzieli
posłuszeństwo Łokietkowi i wybrali na swego władcę Wacława.
Na wezwanie Wielkopolan Wacław wkroczył do ziem Łokietka. Kronika
zbrasławska podaje, że musiał zdobywać liczne zamki. Zapewne jednak
broniły się tylko wierne Łokietkowi grody kujawskie, Wielkopolska przyjęła
Wacława jako władcę. Łokietek został wyparty z wszystkich swoich ziem
i musiał się udać na emigrację. Uciekał z Polski tak szybko, że nie zdążył
nawet zabrać ze sobą swojej żony, Jadwigi. Zaopiekowali się nią
mieszczanie Brześcia Kujawskiego, później sowicie za to wynagrodzeni.
Po zajęciu Wielkopolski Wacław koronował się w 1300 roku w Gnieźnie
na króla Polski. Koronę na głowę włożył mu arcybiskup Jakub Świnka.
Dokonał tego chyba z mieszanymi uczuciami. Spełniły się jego marzenia
o odrodzeniu Królestwa Polskiego, jednak królem Polski został nie Piast,
tylko przedstawiciel obcej dynastii.
Zjednoczone przez Wacława Królestwo Polskie nie objęło wszystkich
ziem piastowskich. W jego skład wchodziły Małopolska, Wielkopolska,
Kujawy, Pomorze Gdańskie, a także ziemie sieradzka i łęczycka. Poza
Królestwem natomiast pozostały Mazowsze i Śląsk wrocławski, a status
księstw górnośląskich był niejasny. Książęta opolscy, cieszyńscy, raciborscy
i oświęcimscy byli lennikami króla Wacława. Wydaje się, że raczej króla
Czech niż króla Polski. Mimo to główne ziemie polskie znalazły się pod
jego władzą. Nie było to jednak zupełne zjednoczenie, Wacław nie rządził
Polską jako całością.
W wyniku rozpowszechnienia immunitetu dawna administracja
kasztelańska już nie funkcjonowała, konieczne były reformy
administracyjne. Wacław wprowadził więc do Polski urząd starosty.
Starosta był namiestnikiem króla w wyznaczonej mu prowincji.
Reprezentował w niej władcę, w jego imieniu sprawował władzę
sądowniczą. Pilnował porządku, w czasie wojny był dowódcą miejscowych
sił zbrojnych. Dzięki starostom król mógł faktycznie rządzić. Jednak ten typ
rządów nie podobał się Polakom. Król Wacław dotrzymał słowa danego
w Lutomyślu i bez zgody swoich polskich poddanych nie mianował nikogo
na stanowisko kasztelana, wojewody, a nawet niżej postawionych
dostojników. Natomiast starostów wyznaczał spośród swoich zaufanych.
Byli to Czesi lub służący królowi Niemcy. Przez pewien czas urząd ten
w Małopolsce pełnił książę Bolesław opolski. Raz nawet król Wacław
ustanowił starostą małopolskim włoskiego bankiera. W ten sposób spłacał
swe długi. Formalnie więc Wacław dotrzymywał zobowiązań, o starostach
w Lutomyślu nie było przecież mowy. Jednak polscy dostojnicy zachowali
tylko lokalne znaczenie, natomiast najwyższymi urzędnikami króla stali się
starostowie, usuwając w cień wojewodów i kasztelanów. Możni polscy
zaczęli tworzyć, w ramach państwa Wacława, elitę prowincjonalną,
niemającą wpływu na politykę króla. Nie doszło też do prawdziwego
zjednoczenia kraju, każda z dzielnic była oddzielnie zarządzana z Pragi.
W wyniku takiej polityki w Polsce zaczęło narastać niezadowolenie
z rządów Wacława, po 1300 roku do opozycji przeszła większa część
polskich możnych, rycerstwa i dostojników kościelnych. Przeciwko królowi
czeskiemu wystąpił nawet popierający go początkowo biskup poznański
Andrzej. Jedynym hierarchą kościelnym, który pozostał wierny
Wacławowi, był biskup krakowski Jan Muskata. Był on jednak
pochodzącym ze Śląska nominatem króla czeskiego, wkrótce też popadł
w konflikt z arcybiskupem Jakubem Świnką i pozostałymi polskimi
biskupami.
Odrodzone Królestwo
ZJEDNOCZENIE POLSKI PRZEZ WŁADYSŁAWA
ŁOKIETKA

Narastające w Polsce niezadowolenie dało Władysławowi Łokietkowi


możliwości działania. Po swej zdawałoby się ostatecznej klęsce w 1300
roku książę ten przez jakiś czas przebywał na Rusi Halickiej, zapewne
odwiedził Węgry, niewykluczone nawet, że pojechał do Rzymu.
Niewątpliwie zagraniczne podróże pozwoliły mu poznać realia polityki
międzynarodowej. Władysław potrafił się uczyć. Dzięki temu z nic
nieznaczącego książątka, jakim był, gdy panował tylko w miniaturowym
państewku brzesko-kujawskim, zaczął się stawać mężem stanu. Nowe
doświadczenia pozwoliły mu znaleźć sojuszników zagranicznych. Łokietka
łączyły dobre stosunki z książętami Rusi Halicko-Wołyńskiej, najpierw
Lwem, a po jego śmierci z jego synem Jerzym. W powrocie do kraju
pomogły mu wojska węgierskie. Nie były to jednak wojska króla Węgier.
W 1301 roku wygasła węgierska dynastia Arpadów i na kilka lat kraj ten
pogrążył się w walkach o koronę. Księciu Władysławowi pomógł Amadej,
jeden z możnych węgierskich, który w okresie bezkrólewia na ziemiach
obecnej Słowacji zaczął tworzyć własne państewko dzielnicowe.
W 1304 roku z pomocą węgierską Łokietek wkroczył do Małopolski
i zajął Wiślicę. Szansa na dalsze sukcesy pojawiła się bardzo szybko, gdy po
śmierci Wacława panowanie czeskie w Polsce zaczęło się walić. Ostatecznie
upadło w 1306 roku, kiedy to został zamordowany syn Wacława II,
Wacław III. Na nim skończyła się dynastia Przemyślidów i w Czechach
wybuchły walki o tron. Na kilka lat Czechy wypadły z polityki
międzynarodowej, co dało Polakom możliwość samodzielnego ułożenia
własnych spraw.
W 1305 roku Władysław Łokietek zajął Małopolskę, w następnym roku
poddał mu się nawet Kraków, którego mieszkańcy popierali wcześniej
rządy czeskie. Do końca 1306 roku Łokietek został uznany w ziemiach
sandomierskiej, sieradzkiej, łęczyckiej, a także na Kujawach i w ziemi
dobrzyńskiej. Uznało go też Pomorze Gdańskie. Nie tylko on jednak był
pretendentem do tronu w Polsce. Śmierć Wacława II uaktywniła również
Henryka głogowskiego. Książę ten zajął Wielkopolskę i zaczął się tytułować
dziedzicem Królestwa Polskiego. Wielkopolanie poparli księcia
głogowskiego, który był w owych czasach jednym z najpoważniejszych
książąt polskich. Liczyli, że jako ich władca zjednoczy kraj, co
gwarantowałoby im pierwsze miejsce w odrodzonym Królestwie. Z tego
samego powodu Małopolanie twardo opowiedzieli się za Łokietkiem. Był
on księciem kujawskim, ale w 1305 roku rozpoczynał jednoczenie Polski,
stojąc na czele Małopolan. Zwycięstwo Łokietka byłoby również
zwycięstwem panów małopolskich. Rywalizacja obu książąt była więc też
rywalizacją między Wielkopolanami i Małopolanami. Na razie jednak na
kilka lat sytuacja się ustabilizowała, Henryk rządził w Wielkopolsce
i Głogowie, Łokietek natomiast w Małopolsce, w ziemiach środkowej Polski
i na Pomorzu Gdańskim. Natomiast Mazowsze i księstwa śląskie nadal
zachowywały swą niezależność.
Wkrótce Łokietka spotkało niepowodzenie. Margrabiowie
brandenburscy, którzy od dawna pragnęli zawojować Pomorze Gdańskie,
zdążyli odkupić prawa do tej ziemi od króla Czech Wacława III. W 1308
roku zaatakowali Gdańsk, po ich stronie opowiedział się potężny magnat
pomorski Piotr z Nowego. Książę Władysław nie mógł przybyć miastu na
odsiecz, gdyż musiał się zająć rozwiązaniem problemów wschodnich. Na
Rusi Halicko-Wołyńskiej zmarł zaprzyjaźniony z nim książę Jerzy
i Łokietkowi bardzo zależało, aby jego następcami zostali synowie
zmarłego, a nie Tatarzy czy Litwini. Dlatego upoważnił obrońcę Gdańska,
Boguszę, do rozmów z Krzyżakami.
Krzyżacy, uważani w Polsce za sojuszników, bardzo chętnie zgodzili się
przyjść z pomocą Gdańskowi. Zwyciężyli Brandenburczyków i wzmocnili
załogę grodu. Gdy jednak do niego weszli, nie chcieli już go opuścić. Co
więcej, w roku następnym rozpoczęli podbój Pomorza. Wyznaczony na
starostę pomorskiego bratanek Łokietka, książę kujawski Leszek, nie miał
odpowiednich sił, aby się obronić, i całe Pomorze Gdańskie wpadło w ręce
krzyżackie. Wprawdzie Krzyżacy twierdzili, że Pomorze oddadzą, gdy tylko
Łokietek zapłaci za koszty wojny z Brandenburgią, jednak zażądali sumy,
która przekraczała zarówno wartość ziem pomorskich, jak też możliwości
płatnicze Łokietka. Książę Władysław nie pogodził się nigdy ze stratą
i przez całe swoje panowanie próbował odzyskać ziemie pomorskie, jednak
nigdy tego nie dokonał.
Trudności zaczęły się piętrzyć przed Łokietkiem także w Małopolsce.
Przeciw jego władzy występował biskup krakowski Jan Muskata. Uznał
wprawdzie Łokietka za swego pana, nie przestał jednak liczyć na
przywrócenie rządów czeskich w Krakowie. Również mieszczanie
krakowscy, którzy w 1306 roku podporządkowali się Łokietkowi, nie byli
jego zwolennikami. Nie odpowiadał im nowy książę, choć nadał miastu
nowe przywileje. Mieszczanie krakowscy obawiali się, że pod rządami
Łokietka stracą swe znaczenie. Obawiali się dominacji możnych panów
i rycerstwa. Bardziej odpowiadałyby im rządy królów czeskich. Po 1306
roku, gdy Czechy pogrążyły się w kryzysie i toczyły się tam walki o tron,
pogodzili się z nową sytuacją. Gdy jednak na tronie czeskim zasiadł Jan
Luksemburski, syn cesarza Henryka VII, uwierzyli, że może on zostać ich
władcą. Mieszczanie krakowscy byli zwolennikami zjednoczenia
Małopolski z Królestwem Czeskim. W 1311 roku, gdy nowy król czeski
przebywał na Morawach, wybuchło powstanie mieszczan krakowskich, na
jego czele stanął wójt Albert. Wystąpienie Krakowa poparły inne miasta
małopolskie.
Z opozycją Jana Muskaty Łokietek poradził sobie przy pomocy innych
hierarchów polskiego Kościoła. Biskup krakowski przegrał proces
wytoczony mu przez arcybiskupa Jakuba Świnkę, musiał oddać księciu
swoje zamki i nie czując się bezpiecznie w Małopolsce, wyjechał do
Wrocławia. Przeciw mieszczanom krakowskim Łokietek zastosował siłę. Po
krótkim oblężeniu Kraków został zdobyty, wójt Albert uciekł wraz
z wezwanym przez mieszczan na pomoc księciem Bolesławem opolskim,
a wobec miasta zostały zastosowane represje. Najważniejsi buntownicy
stracili życie, a Łokietek odebrał miastu przywileje.
Pokonanie Krakowa i odebranie mu przywilejów nie świadczy
o antymiejskiej polityce Łokietka. Nie wszystkie miasta małopolskie
opowiedziały się przeciw niemu. Zdecydowanymi zwolennikami księcia
Władysława byli mieszczanie drugiego w tych czasach miasta Małopolski,
Nowego Sącza. Sądeczanie, wraz z innymi mieszkańcami ziemi sądeckiej,
poparli Łokietka zbrojnie i finansowo. Książę odwdzięczył się, nadając
miastu przywileje, jakie wcześniej posiadał Kraków, a najbardziej zasłużeni
spośród mieszczan, Jan Gładysz i Peterman, zostali szczególnie wyróżnieni
i wynagrodzeni.
Pomorze było stracone, ale na innych frontach Łokietek odnosił sukcesy.
W 1309 roku zmarł Henryk głogowski. Pozostawił po sobie czterech synów,
z których żaden nie odegrał większej roli. Henryk był wybitnym
politykiem, lecz jego synowie nie potrafili mu dorównać. Początkowo
rządzili wspólnie, ale po kilku latach podzielili między siebie spadek po
ojcu. Podzielili nie najmądrzej. W każdym z dwóch księstw, jakie wtedy
powstały, znajdowała się połowa Wielkopolski i połowa księstwa
głogowskiego. Wielkopolanie nie mogli się zgodzić na podział stanowiącej
od dziesięcioleci jedność dzielnicy. Podzielona Wielkopolska nie mogła
liczyć na zajęcie pierwszego miejsca w odradzającym się Królestwie
Polskim. Ponadto książęta głogowscy zreformowali administrację.
Utworzyli okręgi z wyznaczanymi przez władców landwójtami.
Z administracyjnego punktu widzenia reforma ta była rozsądna, w wyniku
rozpowszechnienia się immunitetu dawna administracja kasztelańska
właściwie już nie funkcjonowała. Jednak wskutek tej reformy dawni
dostojnicy wielkopolscy, wojewodowie i kasztelanowie, zaczęli tracić swe
znaczenie. Polityczne elity z kolei spiskowały przeciw książętom
głogowskim. W 1314 roku wybuchł otwarty bunt. Interweniujące wojska
głogowskie zostały pobite, pozostał im wierny tylko Poznań zarządzany
przez wójta Przemka. Wojska wielkopolskie zdobyły jednak miasto
i przywódcy antygłogowskiego powstania oddali władzę Łokietkowi.
Od 1314 roku Władysław Łokietek był władcą dwóch najważniejszych
dzielnic polskich, Wielkopolski i Małopolski. Zaczął się tytułować
„dziedzicem Królestwa Polskiego”. Na razie jeszcze określenie „Królestwo
Polskie” oznaczało tylko Wielkopolskę, jednak wkrótce doszło do zmiany –
książę Władysław przyjął tytuł heres totius Regni Poloniae, co oznacza
„dziedzic całego Królestwa Polskiego”. Teraz już „Polonia” zaczęła
oznaczać całą Polskę. Zmiana tytulatury zapowiadała koronacyjne plany
Łokietka.
Nie tylko książę dążył do uzyskania korony, także jego poddani pragnęli,
aby odrodziło się Królestwo Polskie. W 1318 roku w Sulejowie zebrał się
ogólnopolski wiec. Wzięli w nim udział książęta kujawscy i dobrzyńscy,
najwybitniejsi możni wszystkich ziem Władysława Łokietka, biskupi, opaci
klasztorów, mieszczanie, a więc przedstawiciele wszystkich liczących się
warstw polskiego społeczeństwa. Zebrani w Sulejowie wystosowali do
papieża list, w którym prosili o zezwolenie na koronację ich władcy.
Papież Jan XXII był skłonny zgodzić się na koronację Łokietka. Władca
polski był sojusznikiem wspieranego przez papiestwo króla Węgier Karola
Roberta, był też przeciwnikiem wroga papiestwa, króla niemieckiego
Ludwika Wittelsbacha. Ponadto jako jedyny w tej części Europy płacił
papieżowi świętopietrze. Jednak zgoda na jego koronację nie była dla
papieża łatwa. Z pretensjami do tronu polskiego występował także król
Czech Jan Luksemburski, na którego poparciu papieżowi zależało. Dlatego
oficjalna odpowiedź Jana XXII nie była jednoznaczna. W wystosowanym
dokumencie papież napisał, że książę Władysław ma prawo do korony
i może się koronować, ale jego koronacja nie powinna przynieść nikomu
szkody. Zapewne w przekazanym ustnym wyjaśnieniu papież proponował,
aby koronacja odbyła się w Krakowie, a nie w Gnieźnie, tradycyjnym
miejscu koronacji królów polskich. Król czeski miał bowiem pretensje do
korony Królestwa Polskiego. Określenie to mogło oznaczać zarówno całą
Polskę, jak i samą Wielkopolskę. Przyjmując to drugie znaczenie, koronacja
krakowska nie była sprzeczna z pretensjami króla czeskiego.
Po uzyskaniu tej odpowiedzi 20 stycznia 1320 roku Władysław Łokietek
koronował się w katedrze wawelskiej. Zarówno on, jak i wszyscy jego
poddani uważali, że stał się królem całej Polski. Natomiast Jan
Luksemburski nazywał Łokietka królem krakowskim i nadal podtrzymywał
swe pretensje do korony polskiej.
Krakowska koronacja Łokietka stanowi symboliczne zakończenie okresu
rozbicia dzielnicowego. Od tego czasu, aż do upadku państwa w końcu
XVIII wieku, wszyscy polscy władcy nosili koronę. Jednak nie wszystkie
ziemie piastowskie znalazły się w odrodzonym Królestwie. Poza jego
granicami pozostało Mazowsze i liczne księstwa śląskie, poza Królestwem
pozostawała utracona w połowie XIII wieku ziemia lubuska. Król polski nie
panował też na podbitym przez Krzyżaków Pomorzu.
Łokietek nie uznał krzyżackiego podboju, nie miał jednak dostatecznych
sił na wojnę. Starał się natomiast udowodnić, że Pomorze zawsze było
częścią Królestwa Polskiego. Dowodami były nie tylko argumenty
historyczne, ale też istotne dla papiestwa argumenty prawne i materialne.
Z ziem Królestwa Polskiego płacone było świętopietrze, natomiast Krzyżacy
byli wolni od tej opłaty. Wspierany przez polski Kościół Łokietek dowodził,
że świętopietrze powinno być płacone również z podbitych przez zakon
ziem pomorskich. Mając takie argumenty, pozostając ponadto w papieskim
obozie politycznym, Łokietek zdecydował się na wytoczenie Krzyżakom
procesu przed sądem papieskim. Mógł liczyć na jego wygranie, gdyż
w kurii papieskiej zakony rycerskie nie były już dobrze widziane. Kilka lat
wcześniej odbył się sąd nad templariuszami i kasata tego zakonu.
Proces polsko-krzyżacki rozpoczął się w 1320 roku. Toczył się
w Inowrocławiu i Brześciu Kujawskim. Zachowały się zeznania świadków,
wśród których byli książęta, duchowni, rycerze. Zeznania te pokazują, jak
strona polska argumentowała swoje racje. W 1321 roku sędziowie papiescy
wydali wyrok korzystny dla króla polskiego. Nakazywał on zakonowi
oddać Pomorze i zapłacić Polsce odszkodowanie. Wyrok ten jednak niczego
nie zmienił, Krzyżacy pozostali na Pomorzu. Odwołali się od wyroku,
wskazując na stronniczość sędziów. Istotnie, sędziami byli Polacy, a proces
toczył się na terytorium Polski. Po krzyżackim odwołaniu sprawa zaczęła
się przeciągać, a Pomorze nadal pozostawało przy Krzyżakach. Za pomocą
procesów nie można było odzyskać utraconej prowincji. Aby przywrócić
polską władzę na Pomorzu, konieczna była wojna z zakonem.
Łokietek dążył do przywrócenia Królestwu wszystkich jego ziem, starał
się więc doprowadzić do uznania przez wszystkich Piastów zwierzchnictwa
króla polskiego. Udało się to na Kujawach, gdzie podporządkował mu się
książę inowrocławski, uznał jego władzę również książę dobrzyński. Na
początku lat dwudziestych pojawiła się także możliwość rozciągnięcia
wpływów króla polskiego na księstwa śląskie. Większość spośród licznych
Piastów śląskich była zbyt słaba, aby prowadzić niezależną politykę. Od
drugiej połowy XIII wieku coraz bardziej byli oni uzależniani od królów
czeskich. Jednak wtedy, gdy Łokietek został królem, władca Czech Jan
Luksemburski zaangażował się w wojnę domową w Niemczech. Tę
dogodną dla siebie sytuację spróbował wykorzystać król Polski. Okazję do
tego dała mu wojna, jaka wybuchła między księciem wrocławskim
i książętami głogowskimi. Inni śląscy władcy na ogół poparli pana
Wrocławia. Łokietek wmieszał się więc w tę wojnę i stał się arbitrem
między książętami śląskimi. Gdy jednak Jan Luksemburski powrócił do
Czech i zajął się problemami Europy Środkowej, dominująca pozycja
Łokietka na Śląsku upadła.
Do początku XIV wieku podzielona Polska nie liczyła się w polityce
europejskiej, po koronacji Łokietka jednak sytuacja zaczęła się zmieniać.
Polska, choć jeszcze słaba, znowu pojawiła się jako podmiot na arenie
międzynarodowej. Nie wzbudziło to oczywiście zachwytu jej sąsiadów.
W wyniku podboju Pomorza wrogami Polski stali się Krzyżacy, napięte
stosunki panowały też pomiędzy Polską i Czechami, których król miał
pretensje do polskiej korony. Z Czechami mogli się sprzymierzyć
wypędzeni przez Łokietka z Wielkopolski książęta głogowscy. Do
nieprzyjaznych królowi Władysławowi państw należy zaliczyć również
Brandenburgię. Jedynym sojusznikiem Łokietka spośród sąsiadów był król
Węgier Karol Robert, mąż córki króla polskiego. Łokietka popierał też
papież Jan XXII. Papież był wrogiem sprzymierzonych z królem Czech
Wittelsbachów, wspierał także króla Węgier. To jednak było mało. Sytuacja
Polski poprawiła się nieco, gdy Łokietkowi udało się zawrzeć sojusz
z księciem Litwy Giedyminem. Został on wzmocniony małżeństwem
następcy tronu polskiego Kazimierza z córką Giedymina, która w Polsce
przyjęła imię Anna. Sojusz ten zawarto, gdyż wspólnym wrogiem obu
państw był zakon krzyżacki.
Po zawarciu sojuszu z Litwą Łokietek postanowił wykorzystać konflikt
papieża z władcą Niemiec Ludwikiem Wittelsbachem. Wydawało się, że
tym razem odniesie sukces. Wittelsbach przejął bowiem Marchię
Brandenburską i na jej tronie osadził swego syna, też Ludwika. Na to nie
zgadzał się papież. Wezwał on innych władców, aby nie dopuścili do
przejęcia Brandenburgii przez Wittelsbachów. Występując jako papieski
sojusznik, Łokietek wraz z Litwinami zaatakował Brandenburgię. Odniósł
militarny sukces, jednak przeciwnicy oskarżyli go o sprowadzanie pogan na
kraj chrześcijański. Wobec takich oskarżeń papież nie mógł mu pomóc.
W następnych jednak latach zawarte sojusze uchroniły Łokietka przed
katastrofą.
W 1327 roku Jan Luksemburski, który nadal używał tytułu króla
polskiego, postanowił dochodzić swoich roszczeń. Ponieważ zabezpieczył
się, zawierając sojusz z Węgrami, sądził, że pokona Łokietka. Ruszył więc
na Kraków. Nie zdobył jednak stolicy Polski, gdyż Łokietka wsparł Karol
Robert węgierski. Działaniami dyplomatycznymi zmusił Jana do wycofania
się z Polski. Król czeski wyciągnął jednak korzyści z tej wyprawy,
doprowadzając do złożenia mu hołdu przez książąt górnośląskich. Ponadto
książę wrocławski Henryk VI, wobec braku męskich potomków, ustanowił
Jana Luksemburskiego swym następcą we Wrocławiu. Postąpił tak, gdyż
nienawidził swego brata Bolesława i nie chciał, aby to on po nim
dziedziczył.
W tym samym 1327 roku wybuchła wojna Łokietka z Krzyżakami
i z Janem Luksemburskim. Rozpoczęła się od podjętej przez króla polskiego
próby podporządkowania sobie książąt mazowieckich. Podzielone w tym
czasie na trzy dzielnice Mazowsze pozostawało nadal niezależne, jego
władcy starali się lawirować pomiędzy silniejszymi sąsiadami, czyli Polską,
zakonem krzyżackim i Litwą. Gdy jednak książę płocki Wacław został
zaatakowany przez Łokietka, z pomocą przyszli mu Krzyżacy. Król polski
zdołał odeprzeć atak i zawarto zawieszenie broni. Nie zakończyło to wojny.
Pod koniec następnego roku król czeski Jan wyruszył na Litwę, by
wspomóc Krzyżaków. Była to jedna z wielu rejz, których oficjalnym celem
była walka z poganami. Dla Łokietka natomiast był to atak na jego
sojusznika Giedymina. Wspierając go, król polski najechał na ziemię
chełmińską. Kampanię tę Władysław Łokietek wygrał militarnie, naraził się
jednak na poważne kłopoty polityczne. Ponieważ wojna z Litwą była
uważana za krucjatę, Krzyżacy ogłosili, że król Polski zaatakował
krzyżowców. Spowodowało to osamotnienie polityczne Łokietka.
Jednocześnie Jan czeski ze Żmudzi, gdzie wcześniej walczył z Litwinami,
przybył do Torunia. Tam zawarł z Krzyżakami sojusz wymierzony
w Polskę, a ponadto, występując jako król Polski, nadał zakonowi Pomorze.
Następnie wojska krzyżackie i czeskie podbiły ziemię dobrzyńską, a Jan,
już samodzielnie, zmusił Wacława płockiego do złożenia hołdu.
Wojna Łokietka z zakonem i jego sojusznikiem, królem czeskim Janem,
przybierała coraz groźniejszy dla Polski obrót. Krzyżacy zajęli ziemię
dobrzyńską, Kujawy były narażone na ich ataki, ponadto Łokietek tracił
szanse na odzyskanie dawnych granic Królestwa również na Śląsku. Jan
Luksemburski nie poprzestał na zhołdowaniu książąt górnośląskich
i zagwarantowaniu sobie dziedzictwa po Henryku wrocławskim. W latach
1329-1331 zhołdował większość Piastów śląskich. Niezależnymi od króla
czeskiego pozostali tylko książęta świdnicko-jaworscy i książę głogowski
Przemek.
Piastowie śląscy byli zbyt słabi, aby zachować niezależność.
Skonfliktowani między sobą, niejednokrotnie zadłużeni, nie byli pewni
stanu swego posiadania. Wielu spośród nich szukało możnych protektorów.
Nie mogli się spodziewać wsparcia ze strony króla Polski, gdyż Łokietek był
zbyt słaby i nie było wiadomo, czy jego królestwo przetrwa wojnę, jaką
prowadził. Dla wielu spośród śląskich władców jedynym wyjściem
z trudnej sytuacji było uznanie w królu czeskim swego seniora. Po złożeniu
hołdu lennik miał zagwarantowany stan posiadania, król Jan zobowiązywał
się też spłacać długi książąt. Hołd złożony królowi Czech stabilizował
sytuację lenników i to na ogół wystarczało do podjęcia decyzji. Janowi nie
podporządkowali się książęta świdnicko-jaworscy, gdyż byli bogaci
i władali silnym zespołem ziem. Jednak hołdu nie złożył też słaby Przemek
głogowski. Był on we Wrocławiu, widział homagia swych krewnych, mimo
to postanowił pozostać niezależny. Suwerenni książęta pozostawali
w dobrych stosunkach z Władysławem Łokietkiem, natomiast król Jan nie
próbował nawet zmusić go do złożenia hołdu, w owym czasie nie byłoby to
dla niego korzystne.
W 1331 roku wojna z Krzyżakami rozgorzała na nowo. Na Polskę
uderzyły od północy wojska krzyżackie, od południa Łokietka miał
zaatakować Jan czeski. Krzyżacy poprzez ziemie środkowej Polski doszli do
Kalisza, gdzie planowali spotkanie z Czechami. Król Jan jednak się spóźnił.
Gdy wyruszał do Polski, zmarł właśnie młody Przemek głogowski, który nie
pozostawił dzieci. Jego księstwem miała rządzić wdowa po nim Konstancja,
a najbliżsi jej krewni, książęta świdniccy, mieli sprawować nad nią i jej
ziemiami opiekę. Było to zgodne z piastowskim prawem. Mimo to Jan
czeski wbrew prawu postanowił skorzystać z okazji. Zamiast więc pod
Kalisz, pociągnął pod Głogów. Zdobył miasto i wcielił księstwo głogowskie
do Korony Czeskiej. Nie zdążył jednak spotkać się z Krzyżakami.
Armia krzyżacka, pozbawiona wsparcia sojusznika, rozpoczęła odwrót.
Za nią podążały wojska króla Władysława. Polacy nie atakowali głównych
sił krzyżackich, niszczyli tylko mniejsze, oddalające się oddziały. Gdy obie
armie wkroczyły na Kujawy, Krzyżacy przystąpili do oblężenia Brześcia
Kujawskiego. Wykorzystując znaczne oddalenie głównych sił wroga,
Łokietek pod Płowcami zaatakował tylną straż krzyżacką. Rozbił liczący
trzecią część wojska korpus, jego dowódca Dietrich von Altenburg dostał
się do niewoli. Nie zakończyło to walki. Dowódca głównych sił krzyżackich
zwinął oblężenie i powrócił pod Płowce. Rozpoczęła się druga faza bitwy.
Tym razem Krzyżacy zmusili wojska polskie do odwrotu. Pod wieczór
jednak Polacy opanowali sytuację i utrzymali pole bitwy.
Bitwa pod Płowcami właściwie pozostała nierozstrzygnięta, lecz obie
strony ogłosiły zwycięstwo. Można uznać, że zakończyła się ona korzystnie
dla Polaków, Krzyżacy zostali bowiem zmuszeni do opuszczenia Kujaw.
Mimo to Polska przegrywała wojnę. W następnym roku wojska zakonne
zajęły Kujawy, w rękach Krzyżaków pozostawała nadal ziemia dobrzyńska.
Łokietek nie miał sił, aby odzyskać straty. Ale też i Krzyżakom nie zależało
na kontynuowaniu walk. Uzyskali bardzo dużo, teraz pragnęli wzmocnić
swe prawa do dawniej zdobytych ziem. Nie zależało im na Kujawach
i ziemi dobrzyńskiej, tereny te traktowali jako kartę przetargową. Dzięki
nim pragnęli wymusić na Polsce rezygnację z Pomorza.
W 1332 roku został zawarty rozejm i ustalono, że spór polsko-krzyżacki
zostanie oddany pod arbitraż królów Jana czeskiego i Karola Roberta
węgierskiego. Zawarcie rozejmu było jedynym rozwiązaniem dla Polski,
Królestwo Polskie nie miało już sił na dalszą walkę.
Drugiego marca 1333 roku zmarł król Władysław. Zostawiał Królestwo
Polskie w złym stanie, bez Pomorza, z Kujawami i ziemią dobrzyńską pod
okupacją krzyżacką, zmęczone długą i ciężką wojną. Za jego czasów liczni
Piastowie na Śląsku, ale też na Mazowszu stali się lennikami króla
czeskiego. Nie można jednak źle oceniać jego panowania. Łokietek, który
zaczynał swą drogę jako książę malutkiego księstwa brzeskokujawskiego,
potrafił doprowadzić do odrodzenia Królestwa. Choć pod koniec jego życia
składało się ono tylko z Małopolski i Wielkopolski oraz zależnych od króla
księstw łęczyckiego i sieradzkiego, to jednak krakowska koronacja z 1320
roku stworzyła nową sytuację. Odrodzone Królestwo Polskie przetrwało
i zaczęło odgrywać coraz większą rolę w polityce europejskiej.
KAZIMIERZ WIELKI. POCZĄTKI PANOWANIA

Nikt w Polsce nie wątpił, że następcą Łokietka zostanie jego jedyny syn
Kazimierz. Zebrał się wprawdzie wiec elekcyjny, ale doszło na nim nie do
elekcji, tylko wyboru przez aklamację nowego władcy. W 1333 roku
rodzina Włady sława Łokietka wyrosła już ponad pozostałych Piastów,
w powszechnej opinii do jego potomstwa należała korona polska.
Przed nowym polskim władcą stały bardzo poważne zadania, państwo,
którym miał rządzić, znajdowało się w trudnej sytuacji. Nie było ono
wielkie. Pod bezpośrednią władzą Kazimierza znalazły się tylko dwie
główne dzielnice Królestwa Polskiego, Małopolska i Wielkopolska. Długie
lata odrębności przyczyniły się do powstania różnic ustrojowych między
nimi, w każdej z nich wytworzyły się nieco inne tradycje, społeczeństwa
każdej z tych dzielnic miały inne interesy. Zależne bezpośrednio od króla
ziemie nie graniczyły ze sobą, rozdzielały je księstwa łęczyckie i sieradzkie.
Władali w nich książęta Władysław i Przemysł. Uznali oni zwierzchnictwo
swego zasiadającego na polskim tronie stryjecznego brata, jednak ich
odrębność osłabiała jedność Polski. Pozostałe ziemie, którymi władał
kiedyś Bolesław Krzywousty, pozostawały poza odrodzonym Królestwem.
Na Mazowszu i na Śląsku liczni Piastowie rządzili wieloma dzielnicami,
niektórzy z nich uznali zwierzchnictwo króla czeskiego. Niektóre ziemie
Piastowie utracili zupełnie. Krzyżacy z nadania Konrada mazowieckiego
posiadali ziemię chełmińską, a na początku XIV wieku podbili Pomorze
Gdańskie. Margrabiowie brandenburscy w połowie XIII wieku opanowali
ziemię lubuską, a potem, również z części ziem piastowskich, utworzyli
Nową Marchię leżącą na granicy Wielkopolski i Pomorza Zachodniego.
Nawet Kujawy i ziemia dobrzyńska znajdowały się pod okupacją
krzyżacką. Ponadto ziemie, w których miał władać Kazimierz, były
wyczerpane wojną, a Wielkopolska była zniszczona niedawnymi najazdami
krzyżackimi i czeskimi.
Na początku lat trzydziestych XIV wieku Europę dzieliły liczne konflikty.
Na zachodzie narastało napięcie między Francją i Anglią, które w końcu
doprowadziło do wybuchu wojny stuletniej. Dla Polski ważniejszy był
konflikt między cesarzem Ludwikiem Wittelsbachem a papiestwem.
Ponadto na terenie Europy Środkowej rywalizowały ze sobą trzy dynastie,
Wittelsbachów, Luksemburgów i Andegawenów. Polska należała do obozu
papieskiego, natomiast jeden z jej głównych przeciwników, król czeski Jan
Luksemburski, był sprzymierzony z cesarzem. Króla Jana łączył też ścisły
sojusz z Krzyżakami, a zarówno Czechy, jak i zakon pozostawały z Polską
w stanie wojny przerwanej tylko rocznym rozejmem. Dodajmy jeszcze, że
margrabią Brandenburgii był Ludwik, syn cesarza Ludwika. Brandenburgia
nie była silnym państwem, ale należąc do obozu cesarskiego, mogła być
niebezpieczna. Tak wyglądały warunki, w których Kazimierzowi przyszło
działać.
Wśród otaczających ją państw Polska była słabym królestwem. Dopiero
podnosiła się z upadku czasów dzielnicowych. Była nowym partnerem na
arenie międzynarodowej, gdy zaczynała mówić własnym głosem,
wywoływała gniewne reakcje nieprzyzwyczajonych do jej istnienia
sąsiadów. Rządzący Polską władca miał jednak atuty, należało tylko umieć
je wykorzystać. Kazimierz okazał się władcą zdolnym, który umiał
zrekompensować słabości swego państwa zręczną grą dyplomatyczną.
Potrafił rezygnować z nierealnych celów, aby uzyskiwać to, co dało się
osiągnąć.
Dobre stosunki Polski z papiestwem nie równoważyły niebezpieczeństw
grożących ze strony najbliższych sąsiadów. Papież był daleko, nie zawsze
też chciał angażować się w obronę interesów polskiego króla. Ważniejszy
był sojusz z Węgrami, którymi rządził Karol Robert z dynastii
Andegawenów i jego żona Elżbieta, siostra Kazimierza. Zapewne już
Łokietek zaczął rozmawiać ze swym zięciem na temat ewentualnej sukcesji
andegaweńskiej w Polsce w przypadku wygaśnięcia królewskiej rodziny
piastowskiej. Oba państwa łączyło też wspólne opowiadanie się po stronie
papieża przeciw cesarzowi. Bardzo ważne były również względy wielkiej
polityki. Andegawenowie rywalizowali w Europie Środkowej
z Luksemburgami i Wittelsbachami. Jedynym ich sojusznikiem mogło być
królestwo Kazimierza. Polska sprzymierzyła się także z Giedyminem,
wielkim księciem litewskim. Żoną Kazimierza była córka Giedymina, Anna.
Przyjaźń polsko-litewska miała swoje znaczenie, oba państwa pozostawały
w konflikcie z Krzyżakami. Ponieważ jednak Litwa była nadal państwem
pogańskim, sojusz ten nie był pełnowartościowy, nie zawsze można się
było na nim oprzeć. Również dobre stosunki, jakie łączyły Polskę
z księciem Rusi Halicko-Włodzimierskiej, niewiele mogły dać. Książę Rusi,
Bolesław Jerzy Trojdenowic, miał wiele kłopotów ze swymi poddanymi
i nie mógł aktywnie włączyć się w politykę międzynarodową.
Kazimierz zdawał sobie sprawę ze słabości swego państwa i wiedział, że
nie może pozwolić, aby zostało ono wciągnięte w nowe działania zbrojne.
Dlatego pierwszym jego posunięciem było przedłużenie rozejmu
z Krzyżakami na następny rok. Uzgodniono zarazem, że spór polsko-
krzyżacki zostanie oddany do rozsądzenia przez królów Czech i Węgier.
Zawarcie rozejmu z Krzyżakami poprzedziło nawet koronację
Kazimierza. Niedopuszczenie do wybuchu wojny było najpilniejszym
zadaniem. Ale koronacja też była rzeczą pilną. Zdawał sobie z tego sprawę
Karol Robert, który wysłał nawet do Polski specjalne poselstwo z zadaniem
ponaglenia Kazimierza do odbycia tej ceremonii. Koronacja była pilna,
gdyż król czeski Jan rościł sobie pretensje do korony polskiej, od początku
swego panowania tytułował się królem Czech i Polski. Gdyby wybuchła
wojna, król czeski mógłby zająć Wielkopolskę, koronować się w Gnieźnie
i wtedy Kazimierzowi pozostałby najwyżej tytuł króla krakowskiego.
Zresztą tak go w Czechach nazywano. Taki rozwój wypadków oznaczałby
koniec Królestwa Polskiego, przynajmniej takiego Królestwa, jakie chcieli
mieć Polacy.
Kazimierz koronował się w kwietniu 1333 roku. Ceremonia odbyła się
znowu w Krakowie. Choć druga krakowska koronacja utrwalała tradycję
nowego miejsca koronacyjnego, Wielkopolanie nie protestowali. Wiedzieli,
że wobec pretensji króla czeskiego koronacja w Gnieźnie byłaby bardzo
niebezpieczna. Mieli jednak nadzieję na powtórzenie tej ceremonii
w bardziej sprzyjających czasach. Koronę Kazimierzowi nałożył arcybiskup
gnieźnieński Janisław. Tylko arcybiskup mógł dokonać takiej ceremonii.
Zarazem rola, jaką tu odegrał dostojnik wielkopolski, podnosiła znaczenie
Wielkopolski w Królestwie.
Uroczystości koronacyjne zakłócił incydent wywołany przez najmniej
o to posądzaną osobę. Zaprotestowała matka króla, wdowa po Łokietku,
Jadwiga. Uważała, że wraz z jej synem nie może się koronować jego żona
Anna, gdyż królowa Polski jeszcze żyje. Stara i wielce zasłużona pani
wyraźnie nie znała panujących w Europie zasad. Incydent ten nie był
poważny, Kazimierz wytłumaczył matce, że koronacja jego żony jest
konieczna. Jadwiga uznała argumenty, ale opuściła Kraków. Wyjechała do
Sącza, gdzie stała się panią bogatej domeny sądeckiej.
Ponieważ Kazimierz nie dysponował siłą, rozpoczął grę dyplomatyczną.
Najważniejsze dla Polski było rozluźnienie ścisłego sojuszu czesko-
krzyżackiego. W tym celu król wykorzystał rodzące się konflikty
międzynarodowe. Zaczął rozmawiać z margrabią brandenburskim.
Pomiędzy Polską i Brandenburgią został podpisany pokój na dwa lata, przy
czym mówiło się o jego przedłużeniu. Coraz bardziej intensywne rozmowy
wskazywały na chęć przejścia Kazimierza do obozu cesarskiego.
Zaproponował nawet rękę swej córki Elżbiety drugiemu synowi cesarza
Ludwika, który też nosił imię Ludwik, dla odróżnienia od brata nazywano
go Ludwikiem Rzymskim. Rozmowy były bardzo zaawansowane, ustalano
już datę ślubu i wielkość posagu.
Zbliżenie Kazimierza do Wittelsbachów bardzo zaniepokoiło Jana
czeskiego. Opowiedzenie się Polski po stronie cesarskiej mogło być dla
niego niebezpieczne, gdyż właśnie wtedy rozpadł się jego sojusz z cesarzem
Ludwikiem. Luksemburgowie stali się wrogami cesarza, ponieważ pokłócili
się z nim o Tyrol i Karyntię.
W rzeczywistości Kazimierz nie zamierzał opuścić obozu papieskiego.
Byłoby to bardzo ryzykowne posunięcie. Celem rozmów było natomiast
wywarcie nacisku na króla czeskiego. I nacisk ten się udał. Na wiosnę 1335
roku rządzący w Czechach w imieniu swego ojca Karol zaproponował
Kazimierzowi rozejm. Został on niezwłocznie podpisany. Uzyskanie
rozejmu z Czechami – i to z inicjatywy czeskiej – nie tylko zabezpieczało
Polskę przed atakiem z południa, ale też osłabiło bardzo silny sojusz
czesko-krzyżacki.
Dalsza gra dyplomatyczna polegająca na przedłużaniu rozmów
z Wittelsbachami zaczęła być ryzykowna także ze względu na poważne
wzmocnienie króla czeskiego. Janowi udało się zawrzeć sojusze z Francją
i Neapolem. Wobec tego Kazimierz, nie zrywając jeszcze pertraktacji
z cesarzem Ludwikiem, zdecydował się na rozmowy z królem Czech.
Ryzyko, jakie niosło dalsze szantażowanie Luksemburgów rozmowami
z Wittelsbachami, było widoczne dla Karola Roberta. Król węgierski
zaproponował więc, aby pertraktacje polsko-czeskie odbyły się na terenie
jego królestwa, w Trenczynie.
W 1335 roku do Trenczyna przybył Jan Luksemburski wraz ze swym
synem Karolem, król polski wysłał tam posłów wyposażonych we wszelkie
pełnomocnictwa. W Trenczynie zostały ustalone warunki przyszłego
pokoju. Król Jan miał zrezygnować z tytułu króla polskiego, natomiast
Kazimierz zobowiązał się zrzec wszystkich pretensji do księstw
piastowskich, które uznały zwierzchnictwo czeskie. Porozumienie to miało
zostać ratyfikowane przez Kazimierza. Pertraktacje polsko-czeskie
oznaczały jednocześnie zerwanie jego rozmów z cesarzem Ludwikiem.
Król Polski pamiętał też o Pomorzu. Prowadząc rozmowy z Czechami
i oczekując na czesko-węgierski arbitraż, wystosował do papieża skargę na
Krzyżaków. Oskarżył zakon o bezprawną okupację części jego państwa.
Mógł liczyć na papieską przychylność, tym bardziej że wspierał go życzliwy
Polsce nowy nuncjusz Galhard de Carceribus. Życzliwość papieską
wzmacniało to, że Polska, jako jedyne państwo w tej części Europy, płaciła
świętopietrze. Każde więc uszczuplenie jej terytorium oznaczało
zmniejszenie dochodów papieża. Sprawa świętopietrza stawiała Krzyżaków
w bardzo niezręcznej sytuacji. Nie chodziło o wysokość opłaty, nie była
ona wielka. Gdyby jednak zaczęli płacić świętopietrze z Pomorza, uznaliby
tym samym przynależność tej ziemi do Królestwa Polskiego. Gdy zaś nie
płacili, popadali w konflikty z papiestwem.
Na jesieni 1335 roku doszło wreszcie do arbitrażu w sprawie konfliktu
polsko-krzyżackiego. W tym celu Karol Robert zaprosił do Wyszehradu
króla Jana, przyjechał on tam ze swym synem Karolem, oraz Kazimierza.
Zaproszony wielki mistrz krzyżacki wprawdzie nie przybył, ale przysłał do
Wyszehradu swych przedstawicieli. Zjazd był wspaniały, królowi Węgier
zależało, aby wypaść jak najlepiej. Splendoru dodawał piękny zamek,
w którym odbywały się rozmowy.
Zanim przystąpiono do mediacji, nastąpiły bezpośrednie rozmowy
pomiędzy Janem i Kazimierzem. Dotyczyły one rezygnacji przez Jana
z pretensji do korony polskiej. Król polski odrzucił wynegocjowane
w Trenczynie ustalenia i rozpoczął rozmowy od nowa. W ich wyniku Jan
zrzekł się tytułu króla polskiego w zamian za 20 tysięcy kop groszy
praskich. O zgodzie Kazimierza na podległość królowi czeskiemu książąt
śląskich i księcia płockiego nie rozmawiano. Sprawę przynależności tych
ziem Kazimierz odsuwał na czas późniejszy, spodziewając się poprawy swej
sytuacji politycznej. Po rozwiązaniu problemu korony został podpisany
pokój polsko-czeski.
Podpisanie pokoju jeszcze bardziej osłabiło sojusz Czech z Krzyżakami.
Wydawało się, że pomiędzy Pragą a Krakowem zapanowała przyjaźń. Aby
ją wzmocnić, Kazimierz zaproponował wydanie swej córki Elżbiety za
księcia Bawarii, wnuka króla Jana. Zaledwie kilka miesięcy wcześniej
Elżbieta miała wyjść za mąż za syna cesarza Ludwika. Taki był los
księżniczek, nie one wybierały sobie towarzyszy życia.
Zbliżenie polsko-czeskie było wyraźne, ale nie aż tak mocne, aby król
Jan wsparł Kazimierza w sporze z Krzyżakami. Wyrok arbitrażu nie był
korzystny dla Polski. Karol Robert i Jan Luksemburski zadecydowali, że
Krzyżacy mają oddać Polsce Kujawy i ziemię dobrzyńską, ale mogą
zatrzymać Pomorze jako „jałmużnę” króla polskiego. Kazimierz natomiast
miał się zrzec tytułu „pana i dziedzica Pomorza”. Zgodnie z wyrokiem obu
królów Krzyżacy mogli też zachować ziemię chełmińską, gdyż ta została im
nadana przez przodków Kazimierza. Ponadto uznali, że obie strony mają
zrezygnować z odszkodowań i wypuścić jeńców. Pewną nadzieję dawały
ostatnie postanowienia. Uznano, że wyrok musi zatwierdzić papież, król
i królowa Węgier oraz panowie polscy. Ponieważ papież Polsce sprzyjał,
więc go nie zatwierdził. W ten sposób wyrok przestał obowiązywać, choć
Kazimierz go nie zakwestionował.
Mimo niesatysfakcjonującej decyzji arbitrów kongres w Wyszehradzie
był sukcesem Kazimierza. Sprawa Śląska, a nawet Pomorza nie została
ostateczne przegrana, można się było spodziewać lepszego rozwiązania
w przyszłości. Dlatego w następnych latach Kazimierz odwlekał ostateczne
rozwiązanie obu problemów. Zdawał sobie jednak sprawę z tego, że nie
uda mu się jednocześnie odzyskać i Pomorza, i Śląska. Uznał, że Pomorze
jest ważniejsze. Mógł więc nadal podtrzymywać dobre stosunki
z Luksemburgami. Po zakończeniu kongresu wyszehradzkiego na
zaproszenie Jana Luksemburskiego pojechał do Pragi, a potem wsparł
nawet zbrojnie króla czeskiego w walkach w Bawarii. Wszystko po to, aby
pozyskać sobie Luksemburgów w sporze z Krzyżakami.
Król czeski Jan, mimo okazywanej Kazimierzowi przyjaźni, realizował
swe plany kosztem Polski. Skorzystał z tego, że status Śląska był nadal
nieuregulowany, i postanowił podporządkować sobie jeszcze jednego
z tamtejszych książąt. Wybór padł na Bolka, władcę malutkiego księstwa
ziębickiego. W celu zmuszenia go do złożenia hołdu Jan wysłał przeciw
niemu wojska pod dowództwem swego syna Karola. Wynik wyprawy był
dla wszystkich oczywisty, malutkie księstwo ziębickie nie mogło się
przecież obronić przed atakiem potężnych Czech. Jednak to, co nastąpiło,
wywołało zdumienie. Książę Bolko na czele swoich wojsk, przy pomocy
mieszczan z Ziębic, pokonał armię czeską i wziął stu czeskich rycerzy do
niewoli. Zapewne Czesi zlekceważyli przeciwnika, jednak nawet sam książę
ziębicki musiał być zaskoczony wynikiem wojny. Mimo zwycięstwa zdawał
sobie sprawę, że nie jest w stanie przeciwstawić się potędze czeskiej. Mógł
się spodziewać nowego ataku i klęski. Starał się więc doprowadzić do
załagodzenia sytuacji i w tym celu wypuścił jeńców bez okupu. Ale także
sytuacja Jana czeskiego nie była najlepsza. Wojna się przeciągała,
wrogowie Luksemburgów mogli ją wykorzystać i stanąć po stronie księcia
Bolka. Lepiej było zakończyć działania wojenne.
Sposób na rozwiązanie tego konfliktu pojawił się wraz ze śmiercią
księcia wrocławskiego Henryka VI. Jak pamiętamy, nieposiadający synów
Henryk już w 1327 roku wyznaczył na swego następcę króla Jana. Gdy
zmarł, Jan wcielił Wrocław do Korony Czeskiej. Ponieważ jednak nadał
kiedyś Henrykowi w lenno ziemię kłodzką, teraz zaproponował nadanie
Kłodzka Bolkowi ziębickiemu, jeśli ten zgodzi się złożyć hołd z Ziębic. Dla
Bolka było to jedyne i z pewnością bardzo dobre rozwiązanie. Gdyby się
nie zgodził, mógłby stracić swe księstwo. Składając hołd Janowi, zyskiwał
ziemię kłodzką, większą i bogatszą od jego władztwa.
Rozszerzenie zasięgu wpływów czeskich na Śląsku musiało zaniepokoić
Kazimierza, jednak w tym czasie ważniejsze było dla niego Pomorze. Nadal
więc utrzymywał dobre stosunki z królem Janem. Nie było chyba jednak
dla niego zaskoczeniem stanowisko Jana Luksemburskiego w 1337 roku.
Król czeski, po wspólnej z Krzyżakami wyprawie na Litwę, doprowadził do
spotkania wielkiego mistrza z królem Polski. Spotkanie nastąpiło
w Inowrocławiu, gdzie Jan wraz z wielkim mistrzem naciskali na
Kazimierza, aby wystawił akt zrzeczenia się Pomorza. Przygotowali nawet
odpowiednie dokumenty do podpisania. Kazimierz zgodził się wystawić akt
rezygnacji z Pomorza, pod warunkiem że dokument taki będzie jeszcze
ratyfikowany przez Karola Roberta. Pozwoliło to znowu na odwleczenie
zakończenia sprawy, sprzymierzony z Polską król węgierski nie miał
zamiaru wyrażać swej zgody.
Kazimierz potrafił poruszać się na arenie międzynarodowej.
Wprowadzając warunki zatwierdzania układu przez papieża, a potem przez
króla Węgier, likwidował skutki prawne podpisanych przez siebie,
a niewygodnych postanowień. Prowadził bardzo zręczną grę
dyplomatyczną. Jednak nawet najzręczniejsza gra nie mogła doprowadzić
do odzyskania utraconych ziem. Mimo to raz jeszcze król Polski pozwał
Krzyżaków przed sąd papieski.
Międzynarodowa sytuacja Polski w przeddzień szykującego się procesu
z Krzyżakami nie była dobra. Polska należała do obozu papieskiego,
tymczasem w 1338 roku poważnie wzmocniła się pozycja Ludwika
Wittelsbacha na terenie Rzeszy. W związku z tym pogorszyły się stosunki
Polski z rządzoną przez syna cesarza Marchią Brandenburską, a cesarz
Ludwik ogłosił, że bierze pod swą opieką zakon krzyżacki.
Luksemburgowie nie byli już sojusznikami cesarza, doszło natomiast do
zbliżenia czesko-węgierskiego. Zostało ono wzmocnione małżeństwem
wnuczki króla Czech z królewiczem węgierskim. Przy tej okazji Karol
Robert zapewnił Luksemburgów, że nie będzie popierał ewentualnych
pretensji Kazimierza do Śląska. To wszystko jeszcze wyraźniej uświadomiło
Kazimierzowi, że nie może jednocześnie dążyć do odzyskania Pomorza
i podtrzymywać swych pretensji do Śląska. Musiał wybierać i wybrał
Pomorze.
Aby zapewnić sobie przynajmniej neutralność Czech, król Polski wydał
w końcu dokument, w którym rezygnował ze swych praw do tych księstw
piastowskich, które uznały zwierzchnictwo lenne Jana czeskiego. Były to
niemal wszystkie księstwa śląskie i mazowieckie księstwo płockie. Na
Śląsku niezależne od władzy czeskiej, a zarazem blisko związane z Polską
pozostały tylko księstwa jaworskie i świdnickie.
W 1339 roku papież pozwał Krzyżaków przed swój sąd. Proces miał się
toczyć w należącej do książąt mazowieckich neutralnej Warszawie, na
sędziów zostali wyznaczeni dwaj Francuzi, Galhard de Carceribus i Piotr,
syn Gerwazego. Tym razem Krzyżacy nie mogli twierdzić, że sąd obraduje
na terenach podległych królowi Kazimierzowi, a sędziowie są stronniczy.
Proces warszawski rozpoczął się 4 lutego 1339 roku. Do Warszawy
przybyli przedstawiciele króla polskiego, natomiast przedstawiciele
krzyżaccy, po oświadczeniu, że nie uznają kompetencji sądu, wyjechali
z Warszawy. Mimo to postępowanie się rozpoczęło, zakon był sądzony
zaocznie. Przesłuchano ponad stu świadków, wśród których byli
przedstawiciele całego polskiego społeczeństwa, książęta, rycerze,
duchowni i mieszczanie, następnie sąd wydał wyrok. Sędziowie uznali, że
Krzyżacy są winni gwałtów i najazdów na ziemie polskie, że muszą oddać
Polsce wszystkie zajęte terytoria, a więc nie tylko Kujawy i ziemię
dobrzyńską, ale też ziemię chełmińską i Pomorze. Muszą też zapłacić
królowi polskiemu wysokie odszkodowanie.
Krzyżacy zaprotestowali. Kwestionowali prawomocność procesu i złożyli
apelację. Stało się jasne, że sprawy nie da się szybko załatwić, a Pomorze
można odzyskać tylko poprzez działania wojenne. Jednak wyrok
warszawski w rozumieniu króla Polski, a także sędziów papieskich,
likwidował skutki arbitrażu wyszehradzkiego. Pozwalał przeciągać sprawę
w oczekiwaniu na lepszą sytuację międzynarodową i nie rezygnować
z pretensji do Pomorza.
Mimo pewnych sukcesów dyplomatycznych Kazimierz coraz wyraźniej
dostrzegał, że na razie nie zdoła odzyskać ani Pomorza, ani Śląska.
Wiedział, że ma poparcie papieskie, lecz Benedykt XII nie jest w stanie
narzucić swych decyzji Krzyżakom. Chcąc rozwiązać problem, papież nie
zatwierdził wyroku warszawskiego, zaproponował natomiast stworzenie
komisji, która miałaby się zająć sporem polsko-krzyżackim raz jeszcze.
Wszystko to oznaczało przeciąganie sprawy i właściwie wygraną
Krzyżaków. Aby rozwiązać polskie problemy, król Kazimierz musiał
wzmocnić znaczenie Polski na arenie międzynarodowej.
Jedynym państwem, na które Kazimierz mógł liczyć, były Węgry. Sojusz
z tym królestwem wzmacniała umowa o dziedziczeniu przez Andegawenów
tronu polskiego w przypadku śmierci Kazimierza bez męskiego potomka.
W 1338 roku doszło do sprecyzowania układów sukcesyjnych i jeszcze
mocniejszego zacieśnienia sojuszu. W tym celu Kazimierz przyjechał do
Wyszehradu. Tam ustalił z Karolem Robertem, że gdyby umarł, nie
doczekawszy się syna, na tronie polskim zasiądzie jeden z synów króla
węgierskiego. W zamian Węgrzy zobowiązywali się do wspierania Polski
przeciw Krzyżakom. Do Wyszehradu przybył też książę Rusi Halicko-
Włodzimierskiej Bolesław Jerzy Trojdenowic. Przyjechał tam, aby prosić
o pomoc, gdyż miał trudności z opanowaniem opozycji bojarskiej,
a ponadto jego państwu zaczęli zagrażać Tatarzy i Litwini. W zamian za
wsparcie bezpotomny Bolesław Jerzy ustanowił Kazimierza swoim
następcą. Choć Węgry od XIII wieku wysuwały pretensje do Rusi Halickiej,
umowę polsko-ruską poparł król Węgier Karol Robert. Uznał on Ruś za
polską strefę wpływów, gdyż był związany z Polską umową sukcesyjną.
Tron polski był dla niego ważniejszy od panowania na Rusi. Mógł się
zresztą spodziewać, że po ewentualnym osiągnięciu tronu polskiego przez
jego syna Ruś stanie się częścią władztwa Andegawenów.
ODZYSKANIE ZNACZĄCEJ POZYCJI W EUROPIE
ŚRODKOWEJ

Szanse na opanowanie Rusi pojawiły się nadspodziewanie szybko. Już


w 1340 roku bojarzy ruscy otruli księcia Bolesława Jerzego. Ponieważ
zmarł bezpotomnie, Kazimierz upomniał się o spadek po nim. Pojawiło się
jednak kilku pretendentów do władzy w Haliczu. Ruś Halicko-
Włodzimierska, tak jak inne księstwa ruskie, podlegała Tatarom. W XIV
wieku podległość ta była czystą formalnością, ale teraz, gdy zabrakło
księcia, chan mógł przejąć Halicz pod swoją bezpośrednią władzę. Do Rusi
zaczęła też zgłaszać pretensje Litwa. Gdyby Kazimierz zwlekał, to również
król węgierski mógłby podjąć próbę realizacji dawnych planów
opanowania tego księstwa. Dlatego musiał działać szybko.
Na wiosnę 1340 roku z niewielką liczbą rycerstwa Kazimierz wyruszył na
Ruś. Zdobył Lwów, zabrał ze sobą skarbiec i wielu kupców lwowskich
i powrócił do Krakowa. W czerwcu ponowił atak i z większą armią
doprowadził do uznania swej władzy przez Ruś Halicką. Był to początek
ciężkich walk o spadek po Bolesławie Jerzym.
Już na jesieni 1340 roku część bojarów przeciwna władzy polskiej
wezwała na pomoc Tatarów. Tatarzy uderzyli na Polskę, ich zagony dotarły
aż do Lublina. Zostali pokonani przez wojska królewskie i później nie byli
już tak groźni. Jednak opanowanie Rusi okazało się trudne. Na razie
Kazimierz zajął zachodnią część księstwa, wcielił ziemię przemyską do
Korony Polskiej i zadowolił się uznaniem swojej władzy przez resztę Rusi
Halickiej. Na swego namiestnika wyznaczył tam najpotężniejszego bojara
ruskiego, Dymitra Detko.
Niemal równocześnie z Kazimierzem do podboju dziedzictwa Bolesława
Jerzego przystąpił syn Giedymina, Lubart. Zajął on Ruś Włodzimierską,
czyli Wołyń, pragnął opanować też Ruś Halicką. Po wyeliminowaniu
Tatarów Litwa stała się głównym konkurentem Polski do zajęcia ziem
ruskich.
Włączenie się Litwy w walki na Rusi doprowadziło do nowych układów
politycznych. Dotychczas Kazimierz musiał wybierać pomiędzy staraniami
o odzyskanie Pomorza a dążeniem do zachowania swoich praw na Śląsku.
Teraz pojawiły się zupełnie nowe szanse. Mógł wzmocnić siły swego
królestwa, przyłączając do niego ziemie ruskie. Żaden z jego dawnych
przeciwników nie zgłaszał do nich roszczeń. Co więcej, Krzyżacy, z którymi
nadal Polska pozostawała w stanie wojny, nagle okazali się
sprzymierzeńcami. Walczyli przecież nieustannie z Litwą. Pokój polsko-
krzyżacki nie został jeszcze zawarty, a już rysowały się możliwości
współpracy.
Na początku lat czterdziestych XIV wieku nastąpiła wymiana zarówno
doradców króla polskiego, jak też władców większości państw Europy
Środkowej. W 1341 roku zmarł arcybiskup gnieźnieński Janisław. Był on
współpracownikiem Łokietka i zdecydowanym przeciwnikiem Krzyżaków.
Jego miejsce zajął Jarosław Bogoria ze Skotnik zdający sobie sprawę
z konieczności zmiany polskiej polityki. W 1341 roku zmarł Giedymin,
z którym przez wiele lat Polska utrzymywała doskonałe stosunki. Litwą
zaczęli rządzić jego synowie, Olgierd i Kiejstut. W następnym roku zmarł
król Węgier Karol Robert, pozostawiając tron swemu szesnastoletniemu
synowi Ludwikowi. Zmarł też przyjaźnie do Polski nastawiony papież
Benedykt XII, a jego następcą został przyjaciel Luksemburgów, Klemens VI.
Dodać należy, że choć nadal żył król Czech Jan, to jednak już od kilku lat
Czechami rządził jego syn Karol. W 1339 roku zmarła litewska żona
Kazimierza, Anna. Zmiany te miały wpływ na działania polityczne, które
wkrótce podjęto.
Początkowo, mimo zaangażowania na Rusi, Kazimierz nie rezygnował
z prób odzyskania ziem nadmorskich. Ponieważ Krzyżacy nadal panowali
na Pomorzu, a także nie ustępowali z Kujaw i ziemi dobrzyńskiej,
Kazimierz spróbował zbliżyć się do Luksemburgów. Liczył na ich pomoc
w odzyskaniu utraconych terytoriów. W 1341 roku odwiedził Pragę i zaczął
rozmowy o polsko-czeskim przymierzu. Luksemburgowie, którzy weszli
właśnie w decydującą rozgrywkę z cesarzem Ludwikiem, gotowi byli
porozumieć się z Polską. Zaproponowali więc sojusz wzmocniony
małżeństwem owdowiałego niedawno Kazimierza z Małgorzatą, córką
króla Jana. Nie mniej ważnym motywem nagłej przyjaźni władcy Czech
z Kazimierzem była chęć osłabienia sojuszu polsko-węgierskiego. Dla
Luksemburgów rysowały się też dalsze korzyści. Gdyby Kazimierz doczekał
się z Małgorzatą syna, polsko-węgierski układ sukcesyjny przestałby istnieć,
tron polski przypadłby wnukowi Jana Luksemburskiego.
Choć Małgorzata zmarła przed ślubem, sojusz polsko-czeski został
zawarty. Aby go wzmocnić, Karol Luksemburski znalazł dla Kazimierza
nową narzeczoną. Była nią Adelajda, córka landgrafa heskiego, stronnika
Luksemburgów. Ślub Kazimierza z Adelajdą odbył się jeszcze w tym samym
1341 roku w Poznaniu. Niestety, nowe małżeństwo króla nie okazało się
szczęśliwe. Niemal natychmiast po ślubie nastąpiła separacja małżonków,
trudno było liczyć na potomstwo. Co więcej, Kazimierz spotkał w Pradze
mieszczkę Krystynę Rokiczańską. Była ona tak piękna, że się w niej
zakochał, lecz Krystyna nie chciała ulec mu bez ślubu. Król gotów był się
z nią ożenić, jednak miał już żonę. Żaden biskup nie zgodziłby się
potwierdzić takiego związku. Na udzielenie ślubu zdecydował się opat
tyniecki, przyjaciel króla. Ponieważ miał on prawo do noszenia insygniów
biskupich, Krystyna wzięła go za biskupa. Ślub ten jednak był nieważny, po
jego zawarciu Kazimierz stawał się bigamistą. Obecność Krystyny przy
królu była bardzo dogodna zarówno dla Andegawenów, jak i dla
Luksemburgów. Gdyby bowiem z tego związku narodziły się dzieci, nie
miałyby one żadnych praw do polskiego tronu. Krystyna nie została
koronowana, jej związek z Kazimierzem trwał krótko. Jednak do Adelajdy
król już nie powrócił.
Zbliżenie do Luksemburgów nic Kazimierzowi nie dało. Wprawdzie
w 1341 roku następca czeskiego tronu Karol przyjechał do Torunia
i rozpoczął mediację w sporze polsko-krzyżackim, lecz robił to niezbyt
chętnie. Gdy rozmowy przerwała śmierć mistrza krzyżackiego Dietricha
von Altenburga, Karol wyjechał z Torunia i więcej nie podejmował się
mediacji. Nastąpiło ochłodzenie stosunków Polski z Czechami. Kazimierz
nie mógł też liczyć na wsparcie Węgier, gdyż nowy król węgierski Ludwik
był młody i niedoświadczony, a ponadto włączył się w konflikt o spadek
neapolitański.
Wobec coraz mocniejszego zaangażowania się Polski w walki o Ruś
konieczne było uregulowanie stosunków polsko-krzyżackich. Kazimierz
wiedział, że odzyskanie Pomorza nie jest na razie możliwe, natomiast
zdobycze na południowym wschodzie były realne. Zdecydował się więc na
podpisanie pokoju z zakonem. Zanim jednak ten pokój podpisał, postarał
się wzmocnić swoją pozycję. Zawarł mianowicie sojusz z książętami
zachodniopomorskimi, za jednego z nich, Bogusława V słupskiego, wydał
swoją córkę Elżbietę. Była to ta sama Elżbieta, którą swatano z synem
cesarza Ludwika, a potem z Janem bawarskim. W końcu księżniczka wyszła
za mąż i chyba jej małżeństwo okazało się udane.
Pokój polsko-krzyżacki został zawarty w 1343 roku w Kaliszu. Strony
zgodziły się, że Pomorze pozostanie krzyżackie, zakon natomiast musi
oddać Polsce Kujawy i ziemię dobrzyńską. Kazimierz miał zaprzestać
używania tytułu pana Pomorza, natomiast Krzyżacy zobowiązali się do
zapłacenia Polsce 10 tysięcy florenów odszkodowania. Zgodzili się również
na płacenie Polsce niewielkiej sumy z tytułu otrzymania darowizny, a także
pomocy zbrojnej, gdyby król polski jej potrzebował. Kazimierz z kolei
zobowiązał się uzyskać zgodę Andegawenów na rezygnację z Pomorza.
Pokój kaliski potwierdzili przedstawiciele polskiego rycerstwa i miast oraz
książęta mazowieccy, kujawscy, a także zięć króla, Bogusław V słupski.
Nie wszystkie warunki pokoju zostały spełnione. Andegawenowie nie
potwierdzili polskich ustępstw, wobec tego Krzyżacy wstrzymali się
z płaceniem daniny honorowej. Kazimierz natomiast zachował tytuł pana
i dziedzica Pomorza. Pokoju nie potwierdził też papież. Mimo to pokój
kaliski okazał się trwały. Pomiędzy zakonem i Polską nie było zatargów
zbrojnych aż do 1409 roku. Zdarzało się nawet, że polscy rycerze brali
udział w krzyżackich rejzach na Litwę. Wobec wojny Polski z Litwą o Ruś
nie uważano tego za niewłaściwe postępowanie.
Dotychczas Kazimierz musiał bezustannie wybierać między staraniami
o odzyskanie Pomorza a próbami zabezpieczenia swych praw na Śląsku.
Pokój z Krzyżakami uwolnił go od kłopotów na północnej granicy, pojawił
się natomiast nowy dylemat. Król znowu się wahał, tym razem pomiędzy
zaangażowaniem wszystkich sił w walki na Rusi a dalszymi próbami
przywrócenia na Śląsku wpływów polskich. Kazimierz wybrał Ruś. Walki
o ziemie ruskie nie wywoływały sprzeciwu Luksemburgów, były też dobrze
widziane przez papiestwo. Jedynym przeciwnikiem króla polskiego na Rusi
była Litwa, wojując z nią, współdziałał z Krzyżakami. Dla Krzyżaków król
polski nie był konkurentem, nie wysuwali oni żadnych pretensji do Halicza
czy Włodzimierza Wołyńskiego. Walcząc z Litwą, Kazimierz był
sojusznikiem państwa zakonnego. Jednak wybierając Ruś, nie zapominał
o piastowskich ziemiach zachodnich. W latach czterdziestych XIV wieku
przywrócenie polskich wpływów na Śląsku nie było możliwe, jednak
w rękach książąt głogowskich pozostała jeszcze wielkopolska Wschowa.
I teraz właśnie Kazimierz uznał, że można ją odzyskać. W tym celu
wykorzystał rodzący się na Śląsku spór.
Dzierżący Wschowę Henryk Żelazny żagański uwikłał się w konflikt ze
swym seniorem. Po odziedziczeniu księstwa nie złożył hołdu królowi
Czech. Zajął też Głogów, który należał do jego przodków, i przez kilka
miesięcy bronił go przed atakami czeskiego króla. Gdy Henryk odpierał
szturmy, Kazimierz zdobył Wschowę. Henryk Żelazny natychmiast pogodził
się z królem Janem, złożył mu hołd i od tego czasu pozostawał wierny
swojemu seniorowi. Wschowa natomiast już na trwałe weszła w skład
Królestwa Polskiego. Akcja zbrojna Kazimierza nie zakłóciła stosunków
między Kazimierzem i Luksemburgami, dzięki niej przecież król czeski
odzyskał wierność swojego lennika. Można się jednak zastanawiać, czy
Kazimierz słusznie postąpił, atakując Piasta próbującego wyzwolić się spod
czeskiego zwierzchnictwa. Być może należało wesprzeć Henryka w jego
walce przeciw Janowi czeskiemu, może pozwoliłoby to Kazimierzowi
rozszerzyć swoje wpływy na Śląsku. Są to jednak tylko przypuszczenia,
natomiast Wschowa w sposób realny powiększyła obszar Królestwa
Polskiego.
W połowie lat czterdziestych XIV wieku, gdy z Krzyżakami został już
zawarty pokój, a sytuacja na Rusi na razie się ustabilizowała, Kazimierz
znowu zaczął myśleć o Śląsku. Wydawało się, że sprzyja mu sytuacja
międzynarodowa, rozpoczęła się bowiem decydująca batalia między
Luksemburgami i Wittelsbachami. Sprzyjający Luksemburgom papież
Klemens VI ogłosił detronizację cesarza Ludwika. Mimo to Ludwik nadal
cieszył się sporym poparciem w Rzeszy. Wokół niego zaczęła się tworzyć
koalicja antyluksemburska. W jej skład weszła rządzona przez cesarskiego
syna Brandenburgia, zgłosił do niej akces również król Polski Kazimierz,
a wraz z nim jego śląski sojusznik, książę świdnicki Bolesław. Po stronie
cesarza opowiedziały się też Węgry. Rządzący w Czechach
Luksemburgowie znaleźli się w trudnej sytuacji, zagrożenia nie zmniejszało
poparcie udzielane im przez papieża. Dla Kazimierza powstanie koalicji
antyluksemburskiej otwierało szanse na odzyskanie Śląska. Natychmiast
skorzystał z nadarzającej się okazji.
Na wiosnę 1345 roku król Polski nakazał uwięzić powracającego z Prus
syna króla Czech, Karola. Jako powód podawał niespłacenie długów przez
czeskiego następcę tronu. Był to jednak tylko pretekst, Kazimierzowi
chodziło o wywołanie wojny. Nie zależało mu na przetrzymywaniu Karola,
więc pozwolono mu uciec z niewoli. Incydent ten doprowadził jednak do
tego, do czego dążył Kazimierz. Wybuchła wojna.
W maju tego roku Czesi zaatakowali Bolka świdnickiego i zdobyli
Kamienną Górę. Kazimierz natychmiast wystąpił w obronie swego
sojusznika i z pomocą Węgrów uderzył na księstwo opawskie.
W odpowiedzi król czeski Jan na czele swej armii doszedł aż do Krakowa,
w którym przebywał Kazimierz. Czesi oblegli miasto i gród krakowski, ale
równocześnie oddziały polskie i węgierskie pod Lelowem i Będzinem
zadały Czechom dotkliwe straty. Na Śląsku pojawiły się też sympatie
propolskie. Zmusiło to Jana do odwrotu.
Działania wojenne nie dały zwycięstwa żadnej ze stron. Jan nie mógł
pokonać współdziałających Polaków i Węgrów, Kazimierz nie zdołał
rozszerzyć swych wpływów na Śląsku. Król Polski nie osiągnął sukcesu,
gdyż zawiódł go cesarz Ludwik, który pozostał bierny wobec tego
konfliktu. Musiał więc zgodzić się na zawarcie pokoju. Na pokoju zależało
też Luksemburgom. Na razie został zawarty rozejm i obie strony zgodziły
się na papieski arbitraż. Ostatecznie losy tej wojny rozstrzygnęły się gdzie
indziej, na szerszej arenie.
W 1346 roku papież zdetronizował cesarza Ludwika, a część elektorów
wybrała na jego miejsce Karola Luksemburskiego. Ponieważ Ludwik nie
zrezygnował, w Rzeszy zaczęli konkurować ze sobą dwaj królowie.
Początkowo szanse Karola nie były duże, za Ludwikiem opowiedziała się
większość niemieckich książąt. Jednak sytuacja zmieniała się szybko, miały
na nią wpływ wydarzenia rozgrywające się poza Niemcami.
W 1346 roku Francję najechał król Anglii Edward III. Władający Francją
król Filip wezwał wszystkich swoich lenników do obrony kraju. Król Czech
Jan Luksemburski był również hrabią Luksemburga, dzierżył także lenno
nadane mu przez króla Francji. Poczuł się więc zobowiązany do stawienia
się na polu walki u boku swego seniora. Nie musiał osobiście wyruszać do
boju, kilka lat wcześniej stracił wzrok. Mógł wysłać na wojnę swoich
rycerzy. Jan był jednak dzielnym rycerzem i stawił się na wezwanie.
Pod Crécy rycerze króla francuskiego Filipa starli się z wojskami
angielskimi. Na nic zdały się szarże francuskiej konnicy, nie zdołały one
nawet dotrzeć do nieprzyjaciela. Angielscy łucznicy powstrzymali
wszystkie ataki, a gdy większość francuskiej armii przestała istnieć,
angielski następca tronu zwany Czarnym Księciem poprowadził atak na
resztki wojsk francuskich. Francuzi rzucili się do ucieczki, nie uciekł tylko
król Jan. Choć był ślepy, zawołał: „Nie daj Boże, aby król czeski uciekał
w boju”, a następnie sam zaatakował całą armię angielską. Koniec był
oczywisty – Jan poległ. Edward III uszanował dzielnego przeciwnika. Kazał
podnieść z pola walki jego ciało i uroczyście złożyć je w pobliskim kościele.
Tron czeski odziedziczył syn Jana, Karol. Rok później zmarł cesarz
Ludwik i Karol został jedynym, uznanym przez wszystkich królem
w Niemczech. Wobec takiego rozwoju sytuacji koalicja z Wittelsbachami
nie miała dla Kazimierza żadnej wartości, zaczął się więc starać o pokój
z Czechami. Zanim jednak do niego doszło, raz jeszcze zademonstrował
swoją siłę, uderzając na będące lennem Czech księstwo wrocławskie. Karol
Luksemburski natomiast dokonał inkorporacji zależnych od niego księstw
śląskich do Korony Czeskiej. Były to już ostatnie posunięcia niedawnych
przeciwników i w 1348 roku pomiędzy Polską a Czechami w Namysłowie
został podpisany pokój.
Zawarcie pokoju z Krzyżakami i Czechami pozwoliło Kazimierzowi
skoncentrować się na sprawach Rusi. Czas był po temu korzystny,
Kazimierz zawarł bowiem porozumienie z Tatarami. W 1349 roku panujący
już na Rusi Czerwonej Kazimierz podporządkował sobie Ruś
Włodzimierską. Pokonanego Lubarta pozostawił w Łucku jako zależnego od
siebie księcia. Zwycięstwo to nie zakończyło jednak wojny. Już
w następnym roku Lubart się uniezależnił i odzyskał Wołyń. Wojska
litewskie uderzyły na Polskę, niszcząc ziemie sandomierską, łukowską
i łęczycką. Zniszczeniu uległa też Ruś Halicka, oddziały Lubarta doszły aż
do Halicza i Lwowa.
Wobec straty wcześniejszych zdobyczy Kazimierz poprosił Ludwika
węgierskiego o pomoc. W 1351 roku wojska polsko-węgierskie rozpoczęły
działania przeciw Litwie. Król polski nie mógł wziąć udziału w tej
wyprawie, gdyż już w Lublinie tak ciężko zachorował, że zaczęto się
obawiać o jego życie. Wobec choroby króla zebrane na wyprawę polskie
rycerstwo złożyło przysięgę na wierność królowi węgierskiemu Ludwikowi,
jako przyszłemu władcy Polski. Następnie Ludwik objął dowództwo nad
całością wojsk i kontynuował wojnę.
Przewaga polsko-litewska była tak wielka, że dowodzący Litwinami
Kiejstut przybył do obozu węgierskiego w celu podjęcia rokowań. Wynik
rozmów był bardzo korzystny dla Węgier, lecz nie mógł zadowolić
Kazimierza. Kiejstut zobowiązał się pojechać na Węgry i tam przyjąć
chrzest. W zamian za to Ludwik obiecywał mu odrębne arcybiskupstwo
litewskie. Król węgierski starał się zapewnić sobie wpływy na Litwie.
Kazimierzowi szczególnie nie odpowiadało przejęcie inicjatywy przy
chrystianizacji Litwy przez Kościół węgierski. Choć na Rusi Polacy
i Węgrzy zawsze występowali jako sojusznicy, to jednak toczyła się między
nimi cicha rywalizacja o wpływy. Król Ludwik rok wcześniej uznał prawa
Kazimierza do Rusi, jednak ochrzczenie Litwy przez Kościół węgierski
wzmocniłoby oczywiście jego szanse na ostateczne opanowanie ziem
ruskich.
Umowa z Kiejstutem nie została zrealizowana, gdyż już następnego dnia
po jej zawarciu książę litewski uciekł z obozu węgierskiego. Zerwanie
rozmów litewsko-węgierskich było korzystne dla Polski, być może
pilnujący Kiejstuta Polacy celowo nie strzegli go zbyt pilnie. Jednak
ucieczka ta oznaczała dalsze trwanie wojny.
W 1352 roku wyruszyła następna polsko-węgierska wyprawa przeciw
Litwie. Sprzymierzone armie doszły do Bełza, lecz nie udało się zdobyć
tego grodu. Tym razem Litwinów wsparli Tatarzy, których zagony sięgnęły
ziemi lubelskiej. Na jesieni zawarto rozejm, król Kazimierz zgodził się na
pozostawienie Rusi Wołyńskiej Litwinom. Mimo to walki przeciągnęły się
do roku 1355.
Już rok wcześniej Kazimierz zaczął tworzyć koalicję antylitewską. Króla
polskiego wsparł oczywiście Ludwik węgierski, ale także margrabia
brandenburski. Udało się też ponownie porozumieć z Tatarami. Kazimierz
szukał poparcia zakonu, jednak Krzyżacy nie byli chętni go wesprzeć.
Obawiali się zbytniego wzmocnienia Polski. Gdy jednak ostatecznie
koalicja ta nie pomogła Kazimierzowi, król postanowił porozumieć się
z Litwą. W ten sposób chciał zabezpieczyć Ruś.
Dla książąt litewskich najgroźniejszym przeciwnikiem byli Krzyżacy. Gdy
czuli się wyczerpani wojnami, zaczynali sugerować, że pragną przyjąć
chrzest. To zawsze dawało im chwilę wytchnienia. Teraz też, gdy Kazimierz
wystąpił z planem chrystianizacji Litwy, zainteresowali się nim. Chrzest
jednak nie nastąpił, gdyż Kiejstut i Olgierd postawili warunki niemożliwe
do przyjęcia. Tak naprawdę nie myśleli bowiem o porzuceniu swej starej
wiary. Mimo to stosunki polsko-litewskie się poprawiły. Kiejstut zawarł
układ z książętami Mazowsza, a król polski doprowadził do małżeństwa
swego wnuka Kazimierza słupskiego zwanego Kaźkiem z córką Olgierda.
Ostatni etap walk o Ruś rozegrał się w 1366 roku. W wyniku szybkiego
ataku Kazimierz zajął większość ziem spornych, pozostawiając Lubartowi
Łuck wraz z częścią Rusi Włodzimierskiej. Wcześniej porozumiał się
z dwoma innymi książętami litewskimi, Jerzym Narymuntowiczem
i Aleksandrem Koriatowiczem. Jerzemu nadał w lenno Chełm i Bełz,
Aleksandrowi – Włodzimierz Wołyński. Doszło więc do podziału spadku po
Bolesławie Jerzym, przy czym jego większość przypadła Polsce. Zawarty
pokój zagwarantował Kazimierzowi bezpieczeństwo wschodniej granicy.
Ten stan rzeczy utrzymał się długo, choć były próby jego naruszenia ze
strony Lubarta.
Podczas wojen z Litwą rozwiązany został problem Śląska i Mazowsza.
Książęta mazowieccy Siemowit III i Kazimierz I oraz lennik Czech Bolesław
płocki bardzo zbliżyli się do króla Kazimierza. Wspierali go własnymi
wojskami w wojnie na Rusi. W walkach tych zginął bezpotomnie Bolesław
płocki. Cesarz Karol Luksemburski, zwierzchnik księstwa płockiego, chciał
opuszczone lenno nadać szwagrowi Bolesława, Henrykowi żagańskiemu.
Uprzedził go jednak Kazimierz i zajął księstwo. Wystąpił jako król Polski
obejmujący część należnego mu dziedzictwa. Płock zatrzymał dla siebie,
ziemię sochaczewską nadał w lenno stryjecznym braciom Bolesława.
Niebawem dwaj książęta mazowieccy uznali Kazimierza panem lennym
również w swych księstwach. Król Polski musiał jeszcze formalnie uzyskać
zrzeczenie się przez Karola zwierzchnictwa nad Płockiem.
Jednocześnie zaczęła się wyjaśniać sprawa Śląska. Jedynym niezależnym
księciem śląskim pozostawał już tylko blisko związany z Kazimierzem
Bolko świdnicki i jaworski. Książę ten nie miał potomstwa, Świdnicę
i Jawor miała odziedziczyć jego bratanica Anna. W 1350 roku król czeski,
cesarz Karol IV Luksemburski, zaproponował Bolkowi połączenie węzłem
małżeńskim Anny ze swoim synem Wacławem. Dla Bolka wydanie swej
bratanicy za syna cesarza było wielkim zaszczytem, więc się zgodził. Zgoda
ta była równoznaczna z przekazaniem w przyszłości Świdnicy i Jawora
Luksemburgom. Plan ten jednak upadł, gdyż syn Karola zmarł. Niedługo
potem zmarła też żona cesarza, a owdowiały Karol sam wystąpił o rękę
Anny. Oświadczyny zostały przyjęte i Anna wyszła za mąż za cesarza.
Wraz z cesarskim małżeństwem Anny rozwiały się nadzieje Kazimierza
na odzyskanie choćby części Śląska. Zachował nadal dobre stosunki
z Bolkiem świdnickim, jednak teraz książę ten przeszedł do obozu Karola
IV. Nadzieja na uzyskanie Świdnicy spowodowała ustępliwość króla Czech
w sprawie Mazowsza. Zgodził się na rezygnację ze zwierzchnictwa nad
księstwem płockim, uznał, że należy ono do króla Polski. Takie rozwiązanie
zadowalało Kazimierza. Odległa od granic jego królestwa Świdnica była
trudna do opanowania, natomiast Mazowsze tworzyło całość z resztą ziem
polskich. Istnienie niezależnego Mazowsza leżącego na styku granic Polski,
zakonu krzyżackiego i Litwy było dla Polski bardzo niebezpieczne, wraz
z jego zhołdowaniem niebezpieczeństwo to znikało. Poddanie się królowi
polskiemu wzmacniało też książąt mazowieckich. Byli oni zdecydowanie
słabsi od państw, z którymi graniczyli. Natomiast po złożeniu hołdu mogli
liczyć na opiekę Kazimierza. Formalne załatwienie spraw Śląska
i Mazowsza nastąpiło w 1356 roku w Pradze podczas spotkania władców
obu państw.
W połowie lat pięćdziesiątych bardzo pilne stało się ostateczne
uregulowanie sukcesji andegaweńskiej w Polsce. Sprawa ta była ważna,
gdyż Kazimierz nadal nie miał syna, a wobec rozpadu małżeństwa
z Adelajdą heską raczej nie mógł się go spodziewać. W tym celu król Polski
spotkał się w 1355 roku w Budzie z Ludwikiem Andegaweńskim. Ustalili
tam ostatecznie, że gdyby Kazimierzowi nie narodził się syn, jego następcą
w Polsce będzie Ludwik. Do sukcesji został również dopuszczony bratanek
Ludwika, Jan. Po nich dziedziczyć mogło tylko ich męskie potomstwo,
gdyby jednak nie doczekali się synów, Polacy zachowywali prawo do
wyboru króla. Układ ten potwierdzili Jan z Tarnowa, kasztelan wojnicki,
prepozyt i kanclerz łęczycki Florian Mokrski, wojski krakowski Piotr
Nieorza i koniuszy krakowski Pełka z Kościelca. Występowali oni
w imieniu wszystkich mieszkańców Królestwa Polskiego. Z kolei Ludwik
przyrzekł, że jeśli zostanie królem polskim, nie będzie nakładał nowych
podatków, a w przypadku wojny wynagrodzi jej uczestnikom poniesione
straty.
W Budzie ustalono też, że jeszcze tego roku przybędzie do Polski albo
sam Ludwik, albo jego matka Elżbieta, aby odebrać hołd od przedstawicieli
polskiego społeczeństwa. Elżbieta przyjechała do Polski już w kwietniu,
a więc trzy miesiące po zawarciu porozumienia, i w Nowym Sączu
odebrała hołd od stanów polskich. Złożyli go przedstawiciele kleru,
rycerstwa i miast.
POLITYKA WEWNĘTRZNA KAZIMIERZA
WIELKIEGO

Dzięki ogromnej aktywności i zręczności dyplomatycznej Kazimierz


wprowadził Polskę do grona państw liczących się w polityce
międzynarodowej. Królestwo Kazimierza musiało być brane pod uwagę
w działalności zarówno sąsiadów Polski, jak i papiestwa. Osiągnięcie tak
znaczącej pozycji nie byłoby jednak możliwe bez wzmocnienia
wewnętrznego kraju. Działania służące temu celowi stały się równie
ważnym jak polityka międzynarodowa zadaniem króla Kazimierza.
Polska, nad którą Kazimierz obejmował władzę, składała się z ziem
różniących się między sobą. Dwie najważniejsze dzielnice podległe
bezpośrednio królowi, Małopolska i Wielkopolska, po wielu
dziesięcioleciach odrębnego bytu różniły się między sobą nieco innym
prawem, innymi tradycjami, ich elity inaczej widziały priorytety
polityczne. Ponadto możni obu dzielnic rywalizowali między sobą
o pierwsze miejsce w państwie. Pomiędzy Wielkopolską i Małopolską leżały
dwa księstwa, sieradzkie i łęczyckie, w których rządzili bracia stryjeczni
Kazimierza. Uznawali oni zwierzchnictwo króla, jednak na ich ziemiach
władza króla była pośrednia. W Sieradzu i w Łęczycy książęta Przemysł
i Władysław wydawali przywileje, sądzili swych poddanych, nie prowadzili
tylko własnej polityki zagranicznej.
Celem Kazimierza było podporządkowanie ziem, które kiedyś należały
do Królestwa Polskiego, lecz teraz znajdowały się pod okupacją krzyżacką,
podlegały lennej władzy króla czeskiego lub były rządzone przez
niezależnych książąt piastowskich. To wiązało się z polityką zagraniczną
i zostało już omówione. Zajmijmy się teraz tym, czego dokonał Kazimierz
w ziemiach, które mu podlegały.
Jednym z pierwszych zadań było zaprowadzenie ładu w zniszczonej
wojnami i nękanej niepokojami wewnętrznymi Wielkopolsce. Zadanie to
było trudne, gdyż król spotkał się tam z opozycją. Wielkopolanie byli
rozczarowani rolą, jaką przyszło im odgrywać w Królestwie. Przegrali
rywalizację z Małopolanami i pragnęli teraz przynajmniej we własnej
dzielnicy odgrywać decydującą rolę. Do rządzenia w poszczególnych
częściach państwa król wyznaczał starostów. Wielkopolanom zależało na
tym, aby starostowie ci nie byli zbyt silni, chcieli, aby pochodzili oni z ich
dzielnicy. Kazimierz początkowo zgodził się na te żądania i podzielił
Wielkopolskę na starostwo poznańskie i kaliskie, wyznaczając tam
starostów Wielkopolan, Przecława z Gułtowa i Maćka Borkowica. Ci jednak
nie poradzili sobie z wykonaniem powierzonych zadań. Pod ich rządami
rozboje i walki wewnętrzne się nasiliły, co zaniepokoiło mieszczan. Miasta
wielkopolskie utworzyły nawet związek w celu zwalczania rozbojów.
Widząc to, król usunął Przecława i Maćka i mianował jednego starostę.
Został nim pochodzący ze Śląska Wierzbięta z Paniewic. Udało mu się
zaprowadzić spokój w dzielnicy, lecz możni wielkopolscy nie zrezygnowali
z wystąpień przeciw królewskiemu namiestnikowi. W 1352 roku zawiązała
się konfederacja rycerska, na czele której stanął Maciek Borkowic.
Zajęty walkami na Rusi król nie mógł od razu przeciwstawić się
malkontentom. Po przybyciu do Wielkopolski zdołał tylko rozbić jedność
konfederatów i przeciągnąć na swoją stronę niektóre rody rycerskie.
Maciek Borkowic, wraz z kilkoma innymi możnowładcami, nadal jednak
trwał w oporze. Konfederaci prowadzili działania zbrojne, korzystając
z pomocy zaprzyjaźnionych z nimi panów brandenburskich. Wreszcie
Kazimierzowi udało się opanować sytuację. W 1358 roku Maciek Borkowic
pojednał się z królem. Zrobił to jednak nieszczerze i nadal przeciw niemu
spiskował. Kazimierz zareagował bardzo stanowczo. Maciek został
uwięziony i skazany na śmierć. Od tego czasu w Wielkopolsce zapanował
spokój.
Centralizacja władzy królewskiej postępowała wraz z przejmowaniem
przez Kazimierza kolejnych księstw dzielnicowych. Po bezdzietnych
zgonach zależnych od niego książąt Przemysła i Władysława Sieradz
i Łęczyca zostały włączone do ziem królewskich. Przejmując pod swą
bezpośrednią władzę dzielnice książąt zależnych, Kazimierz postępował
bardzo delikatnie. Niczego nie odbierał siłą, korzystał tylko z prawa seniora
do ziem zmarłych bezpotomnie książąt. Po odzyskaniu Kujaw i ziemi
dobrzyńskiej oddał nawet księstwa inowrocławskie, gniewkowskie
i dobrzyńskie ich dziedzicom. Ziemię dobrzyńską wcielił do Królestwa
dopiero po bezdzietnej śmierci księcia Władysława. Podobnie traktował
książąt mazowieckich – Bolesława, Kazimierza i Siemowita. Książęta ci,
choć Bolesław był lennikiem króla czeskiego, utrzymywali z Kazimierzem
bardzo dobre stosunki, wspierali go zbrojnie w walkach na Rusi. Gdy
w 1351 roku lennik czeski, Bolesław płocki, zginął w walce z Litwinami,
Kazimierz, nie oglądając się na prawa króla czeskiego, przejął pod swą
władzę dzielnicę płocką jako opuszczoną część Królestwa Polskiego.
Jednocześnie pozostali książęta mazowieccy złożyli hołd lenny królowi
Polski. Państwo Kazimierza stawało się coraz bardziej zwarte terytorialnie.
Wraz z sukcesami na Rusi stawało się też coraz większe.
Bardzo ważne było ujednolicenie ustrojowe państwa. W chwili
obejmowania władzy przez Kazimierza każda z ziem Królestwa zachowała
dawne, dzielnicowe jeszcze instytucje. W każdej z dzielnic był odrębny
wojewoda, kanclerz, istniały nadal odrębne urzędy dworskie. Choć po
wejściu dawnych księstw w skład Królestwa urzędy dzielnicowe nie były
już potrzebne, Kazimierz ich nie likwidował. Nie chciał tego czynić, gdyż
wiązałoby się to z degradowaniem sprawujących je ludzi. Ponieważ jednak
w każdej z dawnych dzielnic wyznaczał swego starostę, dawne urzędy
straciły znaczenie, stając się urzędami ziemskimi, a ludzie je piastujący
zaczęli reprezentować miejscowe społeczeństwa. Urzędnikami ziemskimi
stali się kasztelanowie, którzy dawniej zarządzali w imieniu władcy
kasztelaniami. Zmiany dotknęły też kanclerzy dzielnicowych. Początkowo
król korzystał z usług kanclerza tej ziemi, w której aktualnie przebywał.
Ponieważ jednak najczęściej pozostawał w Małopolsce, więc kanclerz
małopolski, a wraz z nim podkanclerzy zaczęli pełnić funkcje
ogólnopolskie. Z czasem przestano mianować kanclerzy dzielnicowych
i urzędy te zanikły.
Po przyłączeniu Rusi do Polski wewnątrz państwa znalazły się ziemie
mające zupełnie inne tradycje, odrębne wyznanie prawosławne, inny
ustrój. Ludność zamieszkująca Ruś mówiła innym językiem, zrozumiałym
wprawdzie dla Polaków, ale jednak odmiennym. Na Rusi żyła też liczna
mniejszość ormiańska z własnym wyznaniem chrześcijańskim. Kazimierz
dążył do połączenia Rusi z Polską, nie starał się jednak likwidować
istniejących odrębności. Uszanował prawosławie. Choć usiłował stworzyć
biskupstwo katolickie dla polskich, a także niemieckich osadników, za cel
postawił sobie również odtworzenie prawosławnej metropolii halickiej. Nie
zdołał jednak do tego doprowadzić, zbyt wielki był opór metropolity
ruskiego rezydującego w Moskwie. Na utworzenie metropolii halickiej nie
wyraził też zgody patriarcha z Konstantynopola. Za życia Kazimierza nie
powstało katolickie biskupstwo dla Rusi. Organizacja Kościoła katolickiego
musiała się tam oprzeć na zakonach polskich dominikanów
i franciszkanów. Kazimierz stworzył natomiast ormiańskie biskupstwo we
Lwowie.
W imieniu króla Rusią zarządzał starosta, jednak Kazimierz pozostawił
dawne urzędy sprawowane na ogół przez Rusinów. Popierał natomiast
polskie osadnictwo na opanowanych ziemiach. Po przyłączeniu Rusi zaczął
nadawać majątki, i to zarówno Polakom, jak i Rusinom. W celu
ujednolicenia państwa Polacy dostawali często dobra na Rusi, a Rusini
w Polsce. W wyniku takiej polityki królowi udało się znaleźć wśród
nowych poddanych licznych i wpływowych zwolenników.
W polskiej tradycji król Kazimierz Wielki był gospodarzem, który „zastał
Polskę drewnianą, a zostawił murowaną”. W stwierdzeniu tym jest
oczywiście bardzo dużo przesady, jednak zasługi Kazimierza na polu
gospodarczym są rzeczywiście ogromne. Kronikarz Janek z Czarnkowa, po
wyliczeniu około pięćdziesięciu miast i zamków, które król Kazimierz
zbudował bądź otoczył murami, napisał: „Za czasów tego króla, w lasach,
gajach i dąbrowach tyle założono wsi i miast, ile bodaj nie powstało kiedy
indziej w Królestwie Polskim”. I chyba się kronikarz nie pomylił.
Działalność osadnicza Kazimierza i jego poddanych była kontynuacją
prac poprzednich pokoleń. Pod jego rządami procesy osadnicze, po
chwilowym zahamowaniu, jakie nastąpiło w czasach wojen, przybrały na
sile. Wtedy to sieć miejska w Małopolsce została uzupełniona do stanu
znanego nam dzisiaj. Osady wiejskie zaczęły powstawać na terenach
dotychczas niezasiedlonych, a więc w wyższych partiach Gór
Świętokrzyskich i przede wszystkim na Podhalu i Podkarpaciu. Po
przyłączeniu Rusi do Polski zaczęła padać pod siekierami osadników
dawna puszcza graniczna, polscy chłopi przekroczyli dawną granicę
polsko-ruską, posuwając się na wschód. Inny prąd osadniczy kierował się
na zachód. Wzdłuż łuku Karpat wędrowali pasterze wołoscy. Zakładali oni
w górach wsie pasterskie. Pasterze wołoscy, którzy zasiedlili całe Karpaty,
wyróżniali się specyficzną kulturą, mówili natomiast różnymi językami. Ci,
którzy przybywali do Polski, używali języka ruskiego, byli też prawosławni.
Ich przybycie zmieniło oblicze etniczne ziem leżących na wschód od
Sądecczyzny. Tam, gdzie w XIII wieku były parafie katolickie, wiek później
są już tylko prawosławni. Prawosławni osadnicy byli przodkami
mieszkających tam później Łemków. Ruskie osadnictwo pasterskie dotarło
aż do Podhala, odciskając na nim wyraźny wpływ. Na Podhalu jednak nie
doszło do zmiany języka i wyznania.
Wraz z przybywaniem osad używających prawa niemieckiego
przekształcał się ustrój wiejski. Powstawały wsie samorządowe,
z sądownictwem sprawowanym przez sołtysa i ławników, coraz większa
liczba chłopów miała ściśle określone nie tylko obowiązki, ale i prawa.
Chłopi ci po opłaceniu czynszu mogli nadwyżki sprzedać w miastach
i zakupić tam potrzebne im wyroby rzemieślnicze. Dzięki temu rozwijała
się gospodarka towarowo-pieniężna. Wraz z bogaceniem się wsi coraz
więcej pieniędzy mogło pozostać w Polsce, a zamożne wsie mogły wyżywić
niezajmującą się rolnictwem ludność miejską. Nie wszystkie jednak osady
uzyskiwały dokument lokacyjny. Właściciel jednej wsi nie mógł sobie
pozwolić na nadanie jej prawa niemieckiego. Przy lokacji musiałby zgodzić
się na kilkuletnią wolniznę dla chłopów, a więc pozbawić się na kilka lat
dochodów. Niejeden więc z takich jednowioskowych posiadaczy
wprowadzał do swojej wsi trójpolówkę, ustanawiał sołtysa i wyznaczał
chłopom stały czynsz, nie wydając stosownego dokumentu. W ten sposób
nawet bez formalnej lokacji wiele wsi funkcjonowało zgodnie z zasadami
prawa niemieckiego.
Kazimierz Wielki bardzo dbał o rozwój handlu, z którego skarb królewski
czerpał niemałe zyski. Ważne były targi lokalne, na których chłopi mogli
wymienić produkty rolne na wytwory rzemiosła. Dzięki tym targom miasta
uzyskiwały produkty żywnościowe, za które na wieś płynęło srebro. Jego
część powracała do miast w zamian za wyroby rzemieślnicze. Targi lokalne
powodowały ożywienie gospodarcze, ale także płynące z nich opłaty
zasilały skarb królewski. Dla króla jeszcze ważniejszy był handel
zagraniczny. Przybywający do Polski kupcy musieli opłacać cła
w królewskich komorach celnych, zostawiali też w Polsce pieniądze po
zakupieniu polskich towarów.
Przez Polskę przebiegało kilka ważnych szlaków handlowych.
Najstarszym i najważniejszym był szlak prowadzący z Niemiec przez
Wrocław, Kraków, Lwów na wschód, do strefy czarnomorskiej, do
nadczarnomorskich bogatych kolonii włoskich. Zachodni kupcy wieźli na
wschód sukno, metalowe wyroby z Norymbergi. Ze wschodu sprowadzany
był pieprz, szafran, gałka muszkatołowa i inne przyprawy, a także
wschodnie towary luksusowe. Mógł to być jedwab, wschodnie kobierce,
wyroby z metali szlachetnych. W XIV wieku szlak ten rozgałęził się,
niektórzy kupcy woleli ominąć Kraków i podążali na wschód przez Lublin.
Dzięki temu miasto to zaczęło się szybko rozwijać.
Inny szlak prowadził wzdłuż Wisły, przez Kraków na Węgry. Drogą tą
podróżowali kupcy wiozący z północy przywiezione morzem sukna, a także
wędrujące północnym szlakiem przyprawy korzenne. Z Polski wywożony
był między innymi ołów wydobywany w okolicach Olkusza. Ołów był
poszukiwanym metalem, ołowianą blachą przykrywane były dachy
reprezentacyjnych gmachów, niezbędny był przy wytwarzaniu witraży.
Przecinający Polskę z północy na południe trakt nie kończył się
w Krakowie, biegł dalej przez Sądecczyznę i przełęcz Tylicką na Węgry.
Tam również wywożony był ołów. Był on niezbędny do produkcji srebra
w znajdujących się na Słowacji kopalniach, bez ołowiu nie można było
wówczas wytapiać kruszcu z rudy. Na Węgry eksportowano także polską
sól z podkrakowskich kopalń. Za te towary Węgrzy płacili srebrem.
Również Poznań leżał na uczęszczanym szlaku łączącym Niemcy
z ziemiami zakonu krzyżackiego. Dzięki niemu Poznań mógł się rozwijać.
Szlak poznański poprzez Kalisz łączył się z drogą handlową przebiegającą
przez Kraków.
Kazimierzowi zależało na tym, aby jak najwięcej kupców przybywało do
Polski, dbał więc o bezpieczeństwo handlu. Wyznaczał drogi, którymi
kupcy musieli się poruszać. Na drogach tych znajdowały się komory celne,
przymus drożny nakazany przez króla nie pozwalał na ich ominięcie. Ale
zarazem drogi te były bezpieczniejsze od innych. W interesie własnym, ale
też polskich kupców król nadawał miastom przywileje. Spośród nich
najcenniejsze były te, które zapewniały miastom prawo składu. Prawo to
uzyskał Kraków, obcy kupcy musieli się teraz zatrzymywać w mieście
i wystawiać swe towary na sprzedaż. Na niektóre wyroby obowiązywało
pełne prawo składu, co oznaczało, że kupcy musieli je w całości sprzedać
Krakowianom. Inne mogli wywieźć z miasta dopiero po kilku dniach.
Odcinało to obcych kupców od bogatych rynków wschodnich, czyniąc
z mieszczan krakowskich pośredników.
Król Kazimierz dbał także o inne działy gospodarki. Ogromne dochody
przynosiły mu kopalnie soli w Wieliczce i Bochni. Należały one do króla,
wydobyciem kierowali ludzie przez niego wyznaczeni lub ci, którzy
stanowisko to wydzierżawili. Dzierżawca wpłacał królowi ustaloną sumę
pieniędzy, a następnie czerpał dochody z kopalń. Niekiedy Kazimierz
wynagradzał osoby zasłużone, powierzając im zarząd kopalń na rok.
Częściej nadzór nad kopalniami oddawany był tym, którzy wygrali
przetarg. System ten nie był najlepszy, sumy dzierżawne wpłacane królowi
często były zaniżane. W końcu wybuchł skandal. Zwycięzca przetargu
sprzedał prawo do kopalni po wyższej cenie. Nabywca też pozbył się tego
prawa z zyskiem. W ciągu tygodnia cena dzierżawy wzrosła znacznie,
osiągając wysokość 18 tysięcy kop groszy. Kazimierz przetarg unieważnił
i ustalił stałą cenę dzierżawną w wysokości tej ostatniej sumy. Nie chcąc
dopuścić do zbyt szybkiego wyczerpana się złóż, określił wysokość
produkcji. Od tego czasu podkrakowskie żupy przynosiły polskim królom
wielkie dochody, za panowania Kazimierza sięgały one czwartej części
wszystkich wpływów do skarbu.
Bardzo ważną sprawą była reforma monetarna. Gdy Kazimierz
wstępował na tron, w Polsce były w obiegu różne monety. W Małopolsce
były to denary małopolskie, Wielkopolska używała własnych, nieco innych
denarów. Jeszcze inne denary kursowały na pograniczu z zakonem
krzyżackim. Denary były monetami drobnymi, źle przystosowanymi do
większych transakcji. Dlatego w użyciu były grosze praskie, mocna waluta
XIV wieku. Nie podobało się to królowi, nie mógł on tolerować, aby obce
pieniądze były bardziej cenione od polskich. Dążył do tego, aby w całym
kraju obowiązywała jedna moneta. Jednak reforma monetarna była trudna
do przeprowadzenia. Była to bardzo skomplikowana operacja, kurs nowej
waluty musiał zostać tak dobrany, aby przeliczenia monet polskich na obce
nie sprawiały kłopotu i aby waluta ta pasowała do stosowanych w Polsce
miar. Ogromną trudność stwarzał brak srebra. W Polsce nie było kopalń
tego kruszcu, można go było zdobyć tylko dzięki handlowi zagranicznemu.
Kazimierzowi udało się zreformować monetę dopiero na dwa lata przed
śmiercią. Operację tę przeprowadzili dwaj finansowi eksperci króla,
mincerz Bartek i Żyd Lewko. Wprowadzony został wtedy do obiegu grosz
krakowski. Niestety, z powodu braków srebra w skarbie szybko nastąpił
spadek wartości grosza. Trwała reforma monetarna została w Polsce
przeprowadzona dopiero za czasów Władysława Jagiełły, jednak
osiągnięcia króla Kazimierza nie poszły na marne. Oparto się wtedy na
systemie opracowanym w jego czasach.
Ogromną zasługą Kazimierza było skodyfikowanie polskiego prawa. Dla
utrzymania porządku publicznego konieczne było stworzenie jednolitego,
jasnego zbioru praw. Na polecenie króla podjęli się tego zadania polscy
absolwenci zagranicznych uniwersytetów. Wzorem dla nich nie było prawo
rzymskie, które w Polsce było uważane za cesarskie, lecz dawne prawo
polskie. Okazało się jednak, że wobec różnic pomiędzy dzielnicami, jakie
powstały na skutek podziałów państwa, nie można wprowadzić jednolitego
prawa w całym Królestwie. Dlatego powstały dwa zbiory praw, oddzielny
dla Małopolski i oddzielny dla Wielkopolski. W obu skodyfikowane zostało
polskie prawo ziemskie. Poza nim stosowano w Polsce również prawo
magdeburskie w kilku odmianach. Obowiązywało ono w lokowanych
miastach i wsiach. Choć w dużych miastach w skład patrycjatu wchodzili
przede wszystkim Niemcy, prawo niemieckie obowiązywało też
mieszkających tam Polaków, dotyczyło ono również polskich chłopów
w lokowanych wsiach. Prawo magdeburskie zakładało, że w przypadku
wątpliwości mieszczanie mogli odwoływać się do decyzji rady miejskiej
w Magdeburgu. Król polski nie mógł jednak pozwolić, aby jego poddani
zwracali się do jakichkolwiek władz spoza jego państwa. Stworzył więc Sąd
Wyższy Prawa Niemieckiego. Tylko do tego sądu należało kierować
zapytania.
Pod rządami króla Kazimierza ustaliła się ostatecznie stanowa struktura
społeczeństwa polskiego. Stany zaczęły się wykształcać już wcześniej, teraz
w statutach znalazły prawne gwarancje swych praw i obowiązków.
Duchowieństwo już w XIII wieku tworzyło odrębny stan z własnym
sądownictwem opierającym się na prawie kanonicznym. Również inne
stany zaczęły się wyodrębniać w XIII wieku. Stan mieszczański powstawał
wraz z lokacjami kolejnych miast, przywilejami mieszczan były dokumenty
lokacyjne nadawane im wraz z lokacją. Każde miasto posiadało własny
przywilej, dlatego mieszczanie różnych miast nie zawsze odczuwali
wspólnotę swojego położenia. Dzieliły ich często rozbieżne interesy
handlowe. Niemniej oparte na prawie magdeburskim prawa i obowiązki
wszędzie były takie same, za zabicie mieszczanina obowiązywała taka
sama w całym państwie główszczyzna. Król Kazimierz ustalił też
jednakowe dla wszystkich mieszczan obowiązki wojskowe. Sprowadzały się
one do obrony własnego miasta, a także do dostarczania prowadzącemu
wojnę władcy środków transportu i wyżywienia.
Stan chłopski zaczął się wyodrębniać w XIII wieku, lecz uzyskał swój
ostateczny kształt w wyniku działalności prawodawczej króla Kazimierza.
Przywilejami chłopskimi były dokumenty lokacyjne wsi. One też opierały
się na prawie magdeburskim. Dzięki temu położenie chłopów w różnych
wsiach było podobne. Statuty Kazimierza Wielkiego uregulowały nie tylko
obowiązki, ale także i prawa chłopów. Dla wszystkich chłopów ustalały
jednakową główszczyznę.
Prawa króla Kazimierza jasno określiły, kto należy do stanu rycerskiego,
który teraz możemy już nazywać szlacheckim. Rycerze dzierżyli ziemię na
specjalnych zasadach i byli zobowiązani do służby wojskowej na każde
wezwanie króla. Podlegali usprawnionym przez Kazimierza, im tylko
właściwym sądom ziemskim. Rodzinom zamordowanych rycerzy należała
się najwyższa główszczyzna. W XIV wieku polski stan rycerski nie był
jeszcze jednolity. Za szlachtę uznawani byli tylko ci, którzy pochodzili
z rodu posiadającego herb. W grupie tej nie było różnic pomiędzy drobną
szlachtą i wielkimi panami. Ale poza szlachtą istnieli też włodycy.
Włodykami byli posiadacze niewielkich majątków, którzy na ogół sami
musieli pracować na roli, ale nie byli niczyimi poddanymi. Dzierżyli ziemię
na prawie rycerskim, obowiązywała ich służba wojskowa, ale nie mieli
herbów. Musieli się też zadowalać mniejszą główszczyzną. Z czasem ta
grupa społeczna zanikła. Silniejsi, bogatsi i bardziej przedsiębiorczy weszli
w szeregi szlachty, potomkowie uboższych i mniej zaradnych stali się
chłopami. W statutach Kazimierza Wielkiego występują jeszcze inni
rycerze. Są to chłopi, którym powierzono obowiązki rycerskie. Ich
główszczyzna była niższa od włodyczej, ale wyższa od chłopskiej.
W Polsce XIV wieku odrębne prawa mieli sołtysi, co zostało
uwzględnione w statutach króla Kazimierza. Sołtysów wsi lokowanych na
prawie niemieckim obowiązywała służba rycerska. Ponieważ byli
wojownikami, za ich zabicie obowiązywała wyższa od chłopskiej
główszczyzna. Sołtysi podlegali też odrębnym sądom. Prawnicy Kazimierza
uwzględnili w statutach te odrębności, mogło to doprowadzić do
wykształcenia się stanu sołtysiego. Jednak stan taki się nie wykształcił.
W późniejszych wiekach sołtysami zostawali zarówno szlachcice, jak
i chłopi czy mieszczanie.
Wielką troską Kazimierza Wielkiego była obronność Polski. Na jego
polecenie powstała linia fortyfikacji broniących leżącego blisko granicy
Krakowa, zostały one rozmieszczone między innymi w Jurze Krakowsko-
Częstochowskiej. Inne zamki wzniesiono na granicy znajdującego się
w rękach Krzyżaków Pomorza, a także w Wielkopolsce na granicy z Nową
Marchią. Umacniany był również środek państwa oraz przyłączone do
Polski ziemie ruskie i mazowieckie. Nie tylko zamki broniły kraju. Król
Kazimierz sfinansował budowę licznych murów miejskich. Chętnie zgadzał
się też na budowę zamków prywatnych. Budowle te podnosiły prestiż ich
właścicieli, ale zarazem przyczyniały się do podniesienia obronności kraju.
Właściciele zamków prywatnych, a także posiadający zamki biskupi
musieli na każde żądanie monarchy wpuścić do nich załogi królewskie.
Nowe murowane fortyfikacje zapewniały krajowi obronę bierną.
Reformom podległa też obrona czynna, zreorganizowano wojska polowe.
Kazimierz stworzył na wzór węgierski chorągwie ziemskie. Każdy, kto był
zobowiązany do walki, musiał na wezwanie stawać pod chorągwią swojej
ziemi. Oprócz chorągwi ziemskich były chorągwie rodowe. Przywódcy
potężnych rodów herbowych, Leliwici, Toporczycy, Nałęcze, żeby
wymienić tylko niektórych, wystawiali własne oddziały. Służyli w nich
rodowcy i klienci możnych panów. Nad tym, czy wszyscy powołani
stawiali się na wezwanie, czuwali podkomorzowie każdej z ziem.
Nowe fortyfikacje i nowa organizacja wojska spowodowały, że znacznie
wzrosła potęga Polski. Do podniesienia siły bojowej kraju przyczynił się
także wzrost zamożności. Pozwolił on rycerzom kupować lepsze
uzbrojenie, miastom budować potężniejsze fortyfikacje i zaopatrywać się
w skuteczniejsze urządzenia obronne. Dzięki coraz zasobniejszemu
skarbowi król kupował nawet najnowszą w owym czasie broń, jaką były
armaty, a także korzystał z najemnych żołnierzy.
Wraz ze wzrostem zamożności Polski zmieniał się wygląd kraju. Król
Kazimierz nie mógł oczywiście przekształcić całej Polski, ale dbał o wygląd
najważniejszych miast. Tak tę działalność ocenił kronikarz Janek
z Czarnkowa:

Tak tedy król ten ponad wszystkich monarchów polskich dzielnie rządził rzeczą pospolitą,
albowiem jak drugi Salomon podniósł do wielkości dzieła swoje – murował miasta, zamki,
domy. Naprzód ozdobił zamek krakowski podziwu godnymi domami, wieżami, rzeźbą,
malowidłami, dachami wielkiej piękności. Naprzeciw zaś zamku krakowskiego, po drugiej
stronie Wisły, koło kościoła, który się nazywa Skałką, wymurował miasto, które od imienia
swego nazwał Kazimierzem, jak również wiele innych miast […].

Król dbał o wygląd swojej stolicy. Wydał zarządzenie, że nowo


wznoszone domy muszą być piękne. Za jego rządów wyrosły w Krakowie
wspaniałe budowle, wśród których na pierwszym miejscu należy
wspomnieć o trzech wielkich świątyniach, to znaczy o kościele Mariackim,
kościele św. Katarzyny i kościele Bożego Ciała. Wspaniałe dzieła
architektury powstawały też poza stolicą. Do najpiękniejszych należą
kościoły w Wiślicy, Stopnicy i w Sandomierzu. Podziw budził zamek
królewski w Niepołomicach.
Pod panowaniem króla Kazimierza powstawały również inne dzieła
sztuki, wśród nich znajdujące się w niepołomickim kościele freski czy
dzieła złotnictwa, ich ciekawym przykładem jest relikwiarz płocki
sporządzony dla umieszczenia w nim relikwii św. Zygmunta.
Jedną z największych zasług króla Kazimierza był rozwój polskiego
szkolnictwa. Do połowy XIV wieku działały w Polsce tylko szkoły
katedralne. Chcący studiować Polacy musieli zdobywać wiedzę na
zagranicznych uniwersytetach. Wielu młodych ludzi wyjeżdżało do Włoch,
przede wszystkim do Bolonii. Przybywający z zagranicy absolwenci
uniwersytetów byli w Polsce bardzo potrzebni, niejeden z nich został
doradcą czy współpracownikiem króla. Jednak zagraniczne studia były
bardzo kosztowne, mogli sobie na nie pozwolić tylko najbogatsi. Królowi
brakowało więc uczonych doradców i specjalistów. Aby zwiększyć liczbę
ludzi wykształconych, postanowił ufundować polski uniwersytet.
Uniwersytet Krakowski został założony w 1364 roku. Był drugą, po
uniwersytecie praskim, wyższą uczelnią w Europie Środkowej.
Najliczniejsze były w nim katedry prawa cywilnego i kanonicznego.
Posiadał też katedrę sztuk wyzwolonych, nie miał natomiast wydziału
teologii. Nie umniejszało to rangi uczelni, wiele europejskich
uniwersytetów obywało się bez tej specjalności. Według planów
królewskich Akademia miała wykształcić bardzo potrzebną Polsce kadrę
prawników.
Akademia Krakowska podupadła wraz ze śmiercią swego założyciela,
przez kilka dziesięcioleci studenci mogli się kształcić tylko na wydziale
sztuk wyzwolonych. Odrodziła się wspaniale w XV wieku, dzięki królowej
Jadwidze i królowi Władysławowi Jagielle.
OSTATNIE LATA PANOWANIA KRÓLA
KAZIMIERZA

Dzięki mądrej polityce Kazimierza Polska lat sześćdziesiątych XIV wieku


była już zupełnie innym krajem niż wtedy, gdy wstępował on na tron.
Ujednolicona, powiększona terytorialnie i wzmocniona gospodarczo stała
się równorzędnym partnerem ówczesnych potęg. Znaczenie Polski na
arenie międzynarodowej uwidoczniło się zwłaszcza podczas konfliktu
andegaweńsko-luksemburskiego. Konflikt ten wywołał książę austriacki
Rudolf.
W 1356 roku cesarz Karol IV wydał tzw. Złotą Bullę, w której uregulował
zasady elekcji władcy niemieckiego zwanego wówczas królem rzymskim.
Cesarz ustanowił siedmiu elektorów, nie uwzględnił jednak wśród nich
habsburskich książąt Austrii. Książę austriacki Rudolf poczuł się tym
bardzo dotknięty i przedłożył sfałszowany dokument, z którego wynikało,
że panom Austrii cesarz Neron nadał tytuł arcyksiążąt. Absurdalność treści
tego dokumentu rzucała się w oczy nawet ludziom XIV wieku. Karol IV
oddał go przebywającemu na jego dworze Francescowi Petrarce do
zbadania, Petrarka stwierdził fałszerstwo. Mimo to książęta z rodu
Habsburgów od tego czasu używali tytułu arcyksiążąt.
Rozżalony na cesarza Rudolf zawarł sojusz z Ludwikiem węgierskim.
Układ ten mógł być groźny dla Karola Luksemburskiego. Zaproponował on
więc Rudolfowi nadanie Tyrolu. Tyrol był atrakcyjny, dlatego książę
austriacki przeszedł do obozu luksemburskiego. Zaraz potem zaatakował
ziemie patriarchy Akwilei. To z kolei było niebezpieczne dla Ludwika.
Patriarcha pozostawał w doskonałych stosunkach z Węgrami, przez jego
ziemie król węgierski mógł przemieszczać swe wojska do znajdujących się
w posiadaniu Andegawenów południowych Włoch. Przyjaźń z patriarchą
ułatwiała też komunikację z Dalmacją. Konflikt zaogniły jakieś obraźliwe
słowa, które miał wypowiedzieć Karol na temat matki króla Ludwika.
Zmienna polityka Rudolfa doprowadziła do poważnego napięcia między
wspierającym Rudolfa Karolem Luksemburskim a Ludwikiem
Andegaweńskim. W 1362 roku zaczęto szykować się do wojny.
Kazimierz Wielki nie był stroną sporu. Był sprzymierzony z Ludwikiem
węgierskim, ale nie interesowała go wojna. Na pokoju zależało natomiast
papieżowi. Nowo wybrany papież Urban V pragnął powrócić z Awinionu
do Rzymu, ale przeszkadzał mu w tym władca Mediolanu Barnaba Visconti.
Przeciwko Viscontiemu szukał on poparcia zarówno u Karola, jak
i Ludwika. Rozpoczął więc działania mediacyjne. Jednak żadnej ze stron
konfliktu nie zależało na papieskiej mediacji, skonfliktowani królowie nie
chcieli mieć wobec papieża żadnych zobowiązań. A ponieważ nikt
naprawdę nie dążył do wybuchu wojny, przeciwnicy zgodzili się na
rozmowy.
Przeprowadzenie mediacji powierzono Bolkowi świdnickiemu
i Kazimierzowi, królowi Polski. Oczywiście Kazimierz był głównym
mediatorem. Rola, jaką miał odegrać, ukazuje wyraźnie, jak bardzo wzrosło
znaczenie Polski w Europie. Trzydzieści lat wcześniej ojcowie królów Czech
i Węgier byli mediatorami w sporze Kazimierza z zakonem krzyżackim,
król Polski musiał zdać się na ich wyrok. Teraz Ludwik węgierski i Karol,
król Czech, a zarazem cesarz, zdawali się na wyrok, który wydać miał
Kazimierz.
Doprowadzenie do zgody między Luksemburgami i Andegawenami nie
było dla Kazimierza zadaniem łatwym. Neutralny wobec konfliktu, nie
chciał pogorszyć swych stosunków z żadną ze stron. Niespodziewanie
ułatwił mu zadanie sam Karol IV. Po śmierci swej żony Anny świdnickiej
poprosił o rękę wnuczki Kazimierza, Elżbiety, córki księcia słupskiego.
Prośba została przyjęta i w 1363 roku w Krakowie odbył się uroczysty ślub.
Małżeństwo to ułatwiło królowi polskiemu pełnienie roli mediatora.
Zawarcie częściowego pokoju nastąpiło jeszcze w tym samym roku
w Brnie, natomiast na rok następny Kazimierz zaprosił obie strony do
Krakowa.
W 1364 roku odbył się w Krakowie zjazd monarchów. Na zaproszenie
króla Polski przybyli Ludwik Andegaweński i Karol Luksemburski. Wraz
z nimi zjawili się w Krakowie liczni książęta, a także król Cypru Piotr de
Lusignan. Ten egzotyczny gość trafił do Polski przypadkowo. Wędrował
bowiem po Europie w celu zorganizowania krucjaty antytureckiej. Gdy
dojechał do Pragi, cesarz Karol wybierał się właśnie do Krakowa. Wziął
tam ze sobą swego gościa.
Zjazd monarchów w Krakowie był wspaniały. Spotkanie uświetniały
uczty, jedną z nich wydali rajcy krakowscy, na czele których stał wówczas
Wierzynek. Na krakowskim zjeździe Kazimierz wraz z Bolkiem świdnickim
doprowadzili do zawarcia pokoju między Luksemburgami
i Andegawenami. Tam też mógł wystąpić król Cypru z apelem o pomoc
przeciw Turkom. Wszyscy uczestnicy zjazdu wyrazili poparcie dla
zagrożonego przez Turcję gościa, później jednak nikt mu nie pomógł.
Sprawy cypryjskie były zbyt odległe od środkowoeuropejskiej
rzeczywistości. Krakowski zjazd pozwolił królowi Polski pokazać swą
potęgę i bogactwo, wystąpił on na nim jako jeden z głównych graczy na
europejskiej arenie politycznej.
Do ostatnich lat swego życia Kazimierz dążył do odzyskania utraconych
przez Królestwo Polskie prowincji. Wystarał się u papieża o unieważnienie
składanych kiedyś przysiąg, w których zgadzał się na cesje ziem polskich.
Zobowiązania te były zawierane przy okazji traktatów z Litwą, zakonem
krzyżackim i Czechami. Powodem, dla którego Kazimierz chciał je
unieważnić, była zapewne chęć opanowania całego ruskiego dziedzictwa
po Bolesławie Jerzym, a także rewindykacje na Śląsku i na Pomorzu. Król
zdawał sobie sprawę z tego, że wszystkie te cele nie są możliwe do
osiągnięcia, zaczął więc realizować je kolejno. Najpierw podporządkował
sobie większość Rusi Wołyńskiej, pozostawiając księcia Lubarta w Łucku.
Następnie zwrócił uwagę na Śląsk. Na Śląsku jednak doszło do poważnych
zmian. W 1368 roku zmarł Bolko świdnicki i cesarz Karol włączył jego
ziemie do Czech, nie licząc się z prawami wdowy po zmarłym księciu.
Plany odzyskania Śląska odsunęły się więc w bliżej nieznaną przyszłość.
Udało mu się jednak rozszerzyć granice Królestwa na zachodzie.
Wykorzystując konflikt pomiędzy margrabiami brandenburskimi a Karolem
Luksemburskim, w 1363 roku Kazimierz odzyskał Wałcz z okolicą. Dzięki
temu doprowadził do przerwania połączenia pomiędzy ziemiami zakonu
krzyżackiego a terenami Marchii. Dalsze sukcesy nastąpiły w 1365 roku.
Wtedy to panowie von der Osten dzierżący zamki w Santoku i Drezdenku
złożyli hołd królowi polskiemu. Ostatnim nabytkiem na zachodzie był
Czaplinek i Drahim, które za zgodą margrabiego Ottona przeszły w 1368
roku pod władzę króla polskiego.
Kazimierz Wielki odnosił sukcesy na arenie międzynarodowej, lecz nie
szczęściło mu się w życiu osobistym. Nie doczekał się syna ze związków
małżeńskich, co miało konsekwencje w polityce. Z pierwszą żoną, Litwinką
Anną, miał dwie córki. Wydał je dobrze za mąż, Elżbietę za księcia
słupskiego, Katarzynę za margrabiego brandenburskiego. Gdy Anna zmarła,
ożenił się za namową czeskich Luksemburgów z Adelajdą heską, zaraz
potem, bez rozwodu z poprzednią żoną, z Krystyną Rokiczańską. Z żadnego
z tych związków nie doczekał się potomka. Ostatnie małżeństwo król
zawarł w 1365 roku, jego żoną została Jadwiga, córka Henryka V, księcia
żagańskiego. Małżeństwo to było udane, jednak nadal prawnie uznawaną
żoną Kazimierza pozostawała Adelajda. Kazimierz stał się więc bigamistą.
Mimo to Jadwiga została koronowana i była w Polsce uznawana za legalną
małżonkę królewską. Dla swojego nowego związku Kazimierz nie uzyskał
papieskiej legalizacji, jednak Ludwik węgierski zobowiązał się szanować
prawa do polskiej korony jego synów zrodzonych z tego małżeństwa.
Synów król się nie doczekał, Jadwiga rodziła mu tylko córki.
Wobec braku legalnych synów Kazimierza absorbował problem
następstwa tronu. Zgodnie z dawno już zawartymi układami jego
dziedzicem miał być król węgierski Ludwik. Nikt nie kwestionował jego
praw do tronu polskiego po Kazimierzu. Nie wiadomo jednak było, kto
będzie rządził Polską po śmierci Ludwika, gdyż do roku 1369 król
węgierski nie miał dzieci. Na sukcesję polską zaczęli więc liczyć
Luksemburgowie. Cesarz Karol ożenił się bowiem z wnuczką Kazimierza
Elżbietą pomorską, jej dzieciom przysługiwałyby prawa do polskiego tronu.
Bardziej realne były plany Kazimierza. Pod koniec życia pragnął on, żeby
po Ludwiku Polską rządził jego wnuk Kaźko słupski. Aby umożliwić mu
sukcesję, usynowił wnuka. Następstwo Kazimierza słupskiego było
korzystne dla Karola Luksemburskiego. Mógłby on uzyskać wpływ na
sytuację w Polsce, gdyby jego szwagier otrzymał polską koronę. Kaźko
słupski znalazł poparcie w Polsce, jego zwolennikami byli Wielkopolanie.
Jednak w 1369 roku Ludwikowi węgierskiemu urodziła się córka. Wraz
z jej narodzinami możliwe się stały różne kombinacje dynastyczne.
Zwolennikami kandydatury Ludwika byli Małopolanie, którzy gotowi byli
również uznać jego córkę. Stronnictwo andegaweńskie w Polsce poparł
papież. Ogłosił, że prawa do tronu polskiego ma siostra Kazimierza
Elżbieta, a po niej Ludwik i nikt więcej. Mimo to Kazimierz miał nadzieję,
że po Ludwiku królem Polski zostanie Kaźko słupski.
W ostatnich latach życia Kazimierza doszło do wzrostu napięcia między
nim a cesarzem Karolem. Zapewne Kazimierz pragnął odzyskać Śląsk.
Wydawało się, że sytuacja jest nad wyraz korzystna, cesarz Karol znalazł
się w politycznym osamotnieniu, początkowo mógł liczyć tylko na wsparcie
Habsburgów. Ponieważ jednak uznał prawa książąt szczecińskich do
Marchii Wkrzańskiej, udało mu się również ich przeciągnąć na swą stronę.
Zapewne też obiecał Kaźkowi słupskiemu wsparcie w jego staraniach
o polską koronę. Cesarza nie popierał jednak żaden z książąt niemieckich.
Kazimierz natomiast zbudował koalicję antyluksemburską. Sprzymierzył się
z władcą Węgier, po jego stronie opowiedział się papież i margrabia
Brandenburgii. W 1370 roku wydawało się, że wybuchnie wojna.
Kazimierz mógł liczyć na jej pomyślne zakończenie. Plany te, niestety,
zostały gwałtownie przerwane.
Ósmego września 1370 roku król Kazimierz udał się do Przedborza. Choć
niektórzy odradzali mu polowanie, postanowił wybrać się na jelenia.
Okazało się, że odradzający mieli rację, król przewrócił się wraz z koniem
i poważnie uszkodził sobie nogę. Bardzo szybko pojawiła się gorączka
i trzeba było przewieźć Kazimierza do Krakowa. Gorączka powracała
kilkakrotnie. Groźnie wzrosła, gdy wbrew radom lekarzy zdecydował się na
kąpiel w łaźni. Podróż do Krakowa trwała długo, z powodu gorączki trzeba
się było kilkakrotnie zatrzymywać. Raz król znalazł gościnę u rycerza
Grota, kasztelana lubelskiego, następnie w klasztorze cystersów
w Koprzywnicy. Zatrzymał się jeszcze w Osieku i w Nowym Mieście
Korczynie. Tam poczuł się lepiej i postanowił jechać dalej. Niestety, po
drodze gorączka powróciła i król w złym stanie przybył do stolicy.
W Krakowie stan monarchy był już tak poważny, że Kazimierz zdecydował
się na napisanie testamentu.
W testamencie znalazły się zapisy na rzecz kościołów i zasłużonych dla
króla osób. Kazimierz nie zapomniał też o swych naturalnych synach,
zapisał im niemałe dobra. Ogromne skarby z królewskiego skarbca zostały
oddane córkom z ostatniego małżeństwa oraz żonie Jadwidze.
Najważniejsza część testamentu dotyczyła królewskiego wnuka, Kazimierza
słupskiego. Król Kazimierz zapisał mu księstwa dobrzyńskie, kujawskie,
sieradzkie i łęczyckie z zamkami w Kruszwicy, Bydgoszczy, Wielatowie
i Wałczu. Tak wielkie nadanie miało zapewnić królewskiemu wnukowi
następstwo po Ludwiku.
Dwa dni po spisaniu testamentu, 5 listopada o wschodzie słońca, król
Kazimierz zmarł. Przy śmierci towarzyszyli mu jego liczni
współpracownicy, był też obecny wysłany przez Ludwika węgierskiego
książę opolski Władysław. Pogrzeb odbył się już dwa dni później.
Uroczystości te opisał Janek z Czarnkowa:

Po odprawieniu uroczystych po zejściu króla egzekwii, był on w następny czwartek, tj.


siódmego dnia wspomnianego miesiąca, z prawej strony chóru katedry krakowskiej, przez
wiernych swoich pochowany, w obecności Jarosława, arcybiskupa świętego gnieźnieńskiego
kościoła, oraz biskupów Floriana krakowskiego i Piotra lubuskiego. Jaki był jęk, jaki płacz, jakie

głośne narzekania panów i szlachty, prałatów, kanoników, mężów kościelnych i ludu podczas
złożenia zwłok jego, tego język ludzki niełatwo wypowiedzieć zdoła.

Powszechny żal był z pewnością szczery. Kazimierz panował długo, jego


panowanie przyniosło Polsce pokój i rozwój gospodarczy. Zapewniło
spokojne życie i bogacenie się nie tylko szlachcie i duchowieństwu, ale też
mieszczanom oraz chłopom. Wraz z jego śmiercią przychodziły czasy
niepewne, obawiano się wojen i zamieszek oraz powrotu czasów rozbicia
dzielnicowego. Wielu ludzi z niepokojem zaczęło patrzeć w przyszłość.
Obawy te były uzasadnione, natychmiast po śmierci Kazimierza
Brandenburczycy opanowali Santok, a książęta litewscy zdobyli zamek we
Włodzimierzu Wołyńskim.
Rządy andegaweńskie
LUDWIK WĘGIERSKI

Ludwik Andegaweński z uwagą śledził wydarzenia w Polsce. Informacje


o chorobie Kazimierza przekazywał mu wysłany na dwór krakowski książę
Władysław opolski. Król Węgier czekał na rozwój wypadków w pobliżu
granic Polski i gdy tylko dowiedział się o śmierci Kazimierza, wyruszył do
Krakowa. Po przybyciu do stolicy natychmiast zaczął przygotowania do
koronacji. Król Ludwik się śpieszył, obawiał się działań Karola
Luksemburskiego, który mógł wysunąć kandydaturę Kaźka słupskiego.
Zagrożenie było realne, gdyż wnuk Kazimierza Wielkiego miał swych
zwolenników wśród Polaków.
Pod koniec życia Kazimierza wytworzyły się w Polsce trzy stronnictwa.
Pierwsze z nich składało się przede wszystkim z Małopolan, wśród których
należy wymienić przedstawicieli potężnych Leliwitów i Toporczyków. Do
stronnictwa tego zgłosił akces Wielkopolanin Sędziwój z Szubina, a także
Dobiesław z Kurozwęk i jego syn Zawisza. Stronnictwo to, zwane
andegaweńskim, popierało króla Ludwika i gotowe było uznać po nim
następstwo jego córek. Ludwika popierali także tak zwani legitymiści.
Zgadzali się oni na panowanie w Polsce Andegawena, ale trzymali się ściśle
postanowień układu budzińskiego z roku 1355. Członkowie tego
stronnictwa, a należał do niego kanclerz Janusz Suchywilk oraz wyższe
duchowieństwo, uważali, że córki Ludwika nie mają prawa do tronu
polskiego i po śmierci króla Polacy powinni wybrać swego władcę.
Przeciwnikami panowania Andegawenów w Polsce byli natomiast
Wielkopolanie. Ich kandydatem był wnuk króla Kazimierza, Kaźko słupski.
Dla Wielkopolan korzystniejszy był sojusz z Luksemburgami niż
z Andegawenami.
Wobec istnienia opozycji i spodziewanych działań Karola
Luksemburskiego Ludwik węgierski zażądał od arcybiskupa Jarosława
przeprowadzenia natychmiastowej koronacji w Krakowie. Popierany przez
Wielkopolan arcybiskup argumentował, że należy powrócić do dawnego
zwyczaju i koronować króla w Gnieźnie. Nie zgodził się na to Ludwik, nie
mógł odwlekać koronacji. Nie była dla niego ważna tradycja, nie chciał też
zrażać do siebie Małopolan, którzy byli jego stronnikami. Zapewnił jednak
Wielkopolan, że po koronacji krakowskiej przyjedzie do Gniezna i ukaże się
tam ludowi w stroju koronacyjnym i z insygniami królewskimi – koroną,
berłem i jabłkiem. Zobowiązał się też, że insygnia koronacyjne pozostawi
w katedrze gnieźnieńskiej.
Koronacja Ludwika odbyła się więc w Krakowie, dokonał jej arcybiskup
gnieźnieński Jarosław Bogoria ze Skotnik. Arcybiskupowi towarzyszyli
biskup krakowski Florian i biskup lubuski Piotr. W uroczystości wzięła
udział, jak pisze Janek z Czarnkowa, tylko „szczupła garstka szlachty
i tylko dwóch książąt, mianowicie Władysław opolski i Kazimierz
szczeciński”. Brak liczniejszej reprezentacji społeczeństwa wynikał
z pośpiechu. Ludwik Andegaweński obawiał się komplikacji w przypadku
zwłoki.
Po koronacji nowy król zarządził uroczyste egzekwie w intencji zmarłego
Kazimierza. Były one niemal drugim pogrzebem. Zostały odprawione we
wszystkich kościołach Krakowa, w obecności króla Ludwika, książąt,
biskupów i wielkiej liczby rycerstwa. Uroczystości krakowskie opisał Janek
z Czarnkowa:

Naprzód szły cztery wozy, każdy w cztery piękne konie, a wszystko to – tak woźnice, jak
konie i wozy – było czarnym suknem przybrane i pokryte. Potem kroczyło czterdziestu rycerzy
w pełnych zbrojach, na koniach pokrytych suknem szkarłatnym; następnie jedenastu niosło
chorągwie tyluż księstw, dwunasty zaś chorągiew Królestwa Polskiego, a każdy miał tarczę ze
znakiem, czyli herbem każdego księstwa. Za nimi jechał rycerz, odziany w złocistą szatę
królewską, na pięknym stępaku królewskim, purpurą pokrytym, osobę zmarłego króla
wyobrażający.

Za nim szło parami procesjonalnie sześciu ludzi i niosło zapalone duże świece, z których dwie
były zrobione z jednego kamienia wosku. Potem szli zakonnicy i wszystkie osoby duchowne, ile
ich było w mieście i na przedmieściach, śpiewając pieśni żałobne, a poprzedzając mary, pełne
złotogłowia, sukna różnego i innych drogich materii, które miały być między klasztory
i kościoły rozdzielone. Na końcu postępował król Ludwik, arcybiskup, biskupi, książęta,
panowie i wielka moc ludu obojga płci. Pomiędzy zaś nimi a marami szli dworzanie zmarłego

króla, w liczbie większej niż czterystu, wszyscy w czarną odzież przybrani i wszyscy z wielkim
płaczem i jękiem. Do którego zaś kościoła wstępował ten pochód z marami – jak to do braci
mniejszych, Najświętszej Panny Marii, braci kaznodziejów – tam składano dwie purpury złociste
i dwie sztuki przedniego sukna brukselskiego różnych kolorów, po szesnaście łokci każda, oraz
duże ofiary w pieniądzach i wielką ilość świec. Przed marami szedł jeden [z dworzan] i szeroko
rozrzucał pieniądze biednym i każdemu, kto by je chciał podnieść, ażeby wolniejszą zrobić
drogę idącym i aby tym goręcej za duszę zmarłego króla się modlono. Niesiono bowiem wory
pełne groszy, którymi srebrne misy, niesione przez dwu wyznaczonych do tego zacnych ludzi,
napełniano, gdy tylko się opróżniły, z których to mis każdy chcący złożyć ofiarę mógł brać ile
zechciał.
Z taką ceremonią i w takim porządku pochód doszedł do kościoła katedralnego, w którym

czcigodny ojciec, pan biskup krakowski Florian, odprawił mszę […].

Obowiązkiem nowego króla było zrealizowanie testamentu Kazimierza.


Zgodnie z testamentem Ludwik miał się zgodzić na oddanie Kaźkowi
słupskiemu niemal połowy Królestwa. Wykonanie testamentu
spowodowałoby przerwanie połączenia między Małopolską i Wielkopolską.
Król obawiał się, że mając tak wiele ziem, licznych zwolenników w Polsce
i poparcie Luksemburgów, Kaźko może wyeliminować jego córkę i zostać
królem Polski. Nie mógł jednak zakwestionować legatu zmarłego
Kazimierza, dzięki niemu przecież został królem Polski. Testament
królewski niepokoił też Polaków. Obawiano się, że znowu wraca okres
rozbicia Królestwa na dzielnice. Panowie krakowscy pomogli więc
Ludwikowi obalić postanowienia Kazimierza. Testament został oddany do
rozpatrzenia sądowi sandomierskiemu, a sąd orzekł, że nie jest on
prawomocny.
Mimo wyroku sądu wnuk królewski nie został poszkodowany. Ludwik
oddał mu po swojej koronacji księstwo dobrzyńskie oraz grody
w Kruszwicy, Bydgoszczy i Wałczu. Jednak nie na własność, lecz jako lenno
królewskie.
Ludwik Andegaweński nie mógł przebywać w Polsce, był przecież także
królem Węgier. Pozostawił więc w charakterze regentki swą matkę, siostrę
Kazimierza Wielkiego, Elżbietę. Wydawało się, że stara królowa, siostra
zmarłego władcy i potomkini Piastów, znajdzie w Polsce poparcie i będzie
nią dobrze rządziła. Jednak spotkała się z wieloma problemami i nie
poradziła sobie z powierzonym jej zadaniem. Najtrudniejsza sytuacja
panowała w Wielkopolsce. Wielkopolanie nie mogli pogodzić się z tym, że
Małopolska zajęła pierwsze miejsce w królestwie. Mieli też inne interesy od
Małopolan. Panowie krakowscy byli zainteresowani bezpieczeństwem Rusi
Czerwonej i dalszymi zdobyczami na wschodzie, interesy Wielkopolan
kierowały ich uwagę na zachód w stronę Pomorza. Ponadto
w Wielkopolsce panowało wielkie zamieszanie. Anarchii, jaka tam
wybuchła, nie potrafił uśmierzyć ani starosta Wielkopolanin Przecław
z Gułtowa, ani jego następca, wyznaczony przez Elżbietę Otton z Pilicy.
Dopiero Sędziwój z Szubina przywrócił na kilka lat porządek. Był on
Wielkopolaninem, ale związał się politycznie z panami krakowskimi.
Niepokoje w Wielkopolsce starał się wykorzystać dawny książę
gniewkowski, Władysław Biały. Kiedyś za tysiąc florenów sprzedał on
swoje księstwo Kazimierzowi Wielkiemu i wyjechał do Francji, gdzie
wstąpił do klasztoru benedyktynów w Dijon. Gdy jednak zmarł Kazimierz,
książę Władysław uznał, że ma prawa do tronu polskiego i powrócił do
Polski. Próbował zdobyć poparcie Wielkopolan, jednak niczego nie uzyskał.
Nie udało mu się również odzyskać od króla księstwa gniewkowskiego. Po
tych niepowodzeniach przez kilka następnych lat Władysław Biały nie
podejmował żadnych działań.
Przejawem niezadowolenia Wielkopolan była sprawa Janka
z Czarnkowa. Janek był za czasów króla Kazimierza podkanclerzym.
Związany z ugrupowaniami wielkopolskimi nie należał do zwolenników
panowania andegaweńskiego w Polsce. Zapewne on i jego stronnicy
chcieli, aby władcą Polski został Kaźko słupski. Być może w interesie tego
księcia usiłował wykraść z grobu króla Kazimierza pogrzebowe insygnia
władzy. Próba się nie udała, Janek został pojmany. Gdy go wypuszczono,
wolał uciekać z Polski. Powrócił do kraju po latach i zajął się pisaniem
kroniki.
Zgodnie z układem budzińskim córki króla Ludwika nie miały prawa do
korony polskiej, mimo to chciał on jednej z nich zapewnić polską sukcesję.
Rozpoczął więc starania o pozyskanie dla tego planu polskiego
społeczeństwa. Zaczął od mieszczan. W XIV wieku mieszczanie polscy mieli
jeszcze znaczne wpływy. Aby zdobyć ich poparcie, król nadawał miastom
przywileje i ułatwiał prowadzenie handlu. Doszło nawet do tego, że kupcy
polscy uzyskali na Węgrzech lepsze warunki od kupców węgierskich.
Działania króla dały rezultaty, mieszczanie stali się zwolennikami sukcesji
andegaweńskiej. Poparli go nawet mieszkańcy miast wielkopolskich.
Najważniejsze jednak było poparcie szlachty. Jednym z posunięć
mających zjednać przedstawicieli stanu szlacheckiego stała się polityka
restytucyjna. Kazimierz Wielki, pragnąc powiększyć nadszarpniętą
w czasach dzielnicowych domenę monarszą, skonfiskował wiele dóbr,
których właściciele nie potrafili udowodnić, że zostały nabyte zgodnie
z prawem. Zdarzało się, że konfiskaty obejmowały również majątki
posiadane legalnie, których właściciele nie mogli się wykazać
odpowiednimi dokumentami czy zeznaniami świadków. W owych czasach
nie istniały jeszcze księgi, w których rejestrowano transakcje
nieruchomościami.
Po śmierci Kazimierza wielu spośród tych, których dotknęły konfiskaty,
zaczęło się domagać zwrotu mienia. Aby ich pozyskać, sprawująca regencję
królowa Elżbieta powołała do życia sądy restytucyjne. W wyniku działania
sądów niektórzy spośród poszkodowanych odzyskali majątki. Królowa
z restytucji dóbr uczyniła narzędzie pozyskiwania sobie sojuszników.
Utracone posiadłości odzyskiwali ci, którzy byli gotowi uznać jedną z córek
królewskich za następczynię tronu.
Decydująca batalia o pozyskanie szlachty rozpoczęła się w 1374 roku.
Wtedy to król Ludwik zwołał zjazd do Koszyc, gdzie uzyskał zgodę
polskiego rycerstwa na sukcesję jednej ze swych córek. W zamian za to
nadał polskiej szlachcie przywilej. Zobowiązał się w nim nie tylko
zachować państwo polskie w nieumniejszonej postaci, ale także odzyskać
utracone ziemie. Ustalił też ostateczny wymiar podatku. Od wydania
przywileju koszyckiego rycerstwo obowiązywała opłata dwóch groszy
z łana chłopskiego. Król stwierdził, że rycerzom powołanym na wyprawę
wojenną za granice kraju będzie przysługiwać odszkodowanie za
poniesione straty, a wziętych w niewolę król wykupi własnym kosztem.
Ponadto zrzekł się prawa do stacji w dobrach szlacheckich. Bardzo ważne
było zobowiązanie króla do obsadzania najwyższych urzędów
w poszczególnych ziemiach wyłącznie ludźmi tam osiadłymi, natomiast
starostw grodowych tylko Polakami z wyłączeniem książąt. W zakończeniu
król przyrzekł zachować wszystkie dotychczasowe przywileje zarówno
szlachty, jak i miast.
Przywilej koszycki był pierwszym w Polsce aktem wydanym dla całej
szlachty. Bardzo wzmocnił świadomość stanową rycerstwa, potwierdził też
równość szlachty bez względu na ród i zamożność. Miasta takiego ogólnego
aktu nie miały, każde miasto powoływało się na swój przywilej.
Układ zawarty w Koszycach zagwarantował sukcesję córek królewskich,
nie ustalono jednak jeszcze, która z nich ma rządzić w Polsce. Początkowo
król myślał o przekazaniu polskiego tronu swej najstarszej córce
Katarzynie. Jednak pod koniec lat siedemdziesiątych rozpoczął starania
o wydanie Katarzyny za księcia francuskiego. Małżeństwo to miało
zabezpieczyć Andegawenowi Karolowi z Durazzo koronę neapolitańską.
Tron polski został wtedy przeznaczony Marii zaręczonej z Zygmuntem
Luksemburskim. Natomiast najmłodsza Jadwiga została zaręczona
z Wilhelmem Habsburgiem, zawarty został nawet ślub między dziećmi.
Ślub taki nie był jeszcze pełnym małżeństwem, jego uprawomocnienie
miało nastąpić, gdy młodzi dorosną. Był to jednak bardzo mocny związek.
Dla Jadwigi i Wilhelma został przeznaczony tron Węgier i panowanie
w Austrii. Najwcześniej upadł projekt mariażu francuskiego. Nie znalazł on
uznania we Francji, a ponadto Katarzyna zmarła już w 1379 roku. Dwa
pozostałe układy nadal były w mocy.
Mimo starań królewskich w Polsce nie było spokoju. W 1373 roku
z nowymi pretensjami wystąpił Władysław Biały. Przybył do Wielkopolski,
gdzie liczył na poparcie. Gdy nie poparli go Wielkopolanie, zajął zbrojnie
Inowrocław i Gniewkowo. Na polecenie króla starosta wielkopolski
Sędziwój z Szubina zebrał pospolite ruszenie i zdobył Inowrocław. Wtedy
Władysław poddał się królowi, a następnie wyjechał do Drezdenka
leżącego na terenie Marchii. Nie skończył jednak z próbami zbrojnego
opanowania polskiego tronu. Choć w istocie nie miał żadnych szans,
w 1375 roku ponownie zaatakował ziemie Królestwa. Tym razem pomagał
mu pan marchijski Ulryk von der Osten. Razem zajęli Gniewkowo
i Złotorię. Gdy jednak Ulryk von der Osten się wycofał, Władysław pozostał
sam w Złotorii bez żadnej nadziei na zwycięstwo.
Wojska królewskie rozpoczęły oblężenie Złotorii. W walkach zginął
wspierający króla Fryderyk von Wedel z Marchii, śmiertelnie raniono
Kaźka słupskiego. W końcu Władysław Biały się poddał. Ostatecznie
ponownie sprzedał królowi księstwo gniewkowskie. Tym razem uzyskał aż
10 tysięcy florenów. Powrócił do Dijon, a uzyskane pieniądze przekazał
klasztorowi w zamian za dożywotnie utrzymanie i pensję. Książę
Władysław został pochowany we Francji, do dziś w Dijon można oglądać
jego grób z kamienną tablicą przedstawiającą postać księcia z herbem
Kujaw.
W czasach panowania króla Ludwika ważyły się losy Rusi Czerwonej. Za
czasów króla Kazimierza stała się ona częścią Królestwa Polskiego, teraz
mogła zostać wcielona do Węgier. W 1372 roku Ludwik mianował swego
najwyższego dostojnika, Władysława opolskiego, namiestnikiem na Rusi.
Książę Władysław był dobrym zarządcą tego kraju, dbał o rozwój
kolonizacji, o miasta. Pod jego kierownictwem Ruś się rozwijała. Zarazem
jednak ziemie ruskie zostały włączone do Królestwa Węgierskiego.
Władysław działał z polecenia Ludwika występującego tutaj w charakterze
króla Węgier, a nie Polski. Spokój na Rusi nie trwał długo. W 1376 roku
Litwini pod dowództwem Kiejstuta i Lubarta spustoszyli jej ziemie,
wtargnęli też do Polski, siejąc zniszczenie na prawym brzegu Wisły.
Opanowali Chełm i Bełz. Już w następnym roku polsko-węgierska wyprawa
wojenna pokonała Litwinów i odebrała im zdobycze.
Wojna na wschodzie toczyła się przez dwa lata, niepokoje panowały też
w Polsce. W 1376 roku doszło do zajść antywęgierskich w Krakowie.
Chcący je uspokoić starosta krakowski Jan Kmita został przez jednego
z Węgrów zastrzelony z łuku, co sprowokowało tłum. Zaczęto mordować
Węgrów, zginęło wtedy kilkudziesięciu ludzi z otoczenia królowej Elżbiety.
Po tym incydencie królowa zdecydowała się wrócić na Węgry.
Przez następny rok Ludwik nie wyznaczył swego namiestnika, rządził
Polską z Węgier. Tymczasem niepokoje w Polsce trwały nadal. Król
dokonał zmian na najwyższych urzędach, chcąc obsadzić je swymi
zwolennikami. Nie wszędzie spotkało się to z dobrym przyjęciem.
Niespokojna była Wielkopolska, gdzie większość szlachty nie mogła
porozumieć się z nowym starostą,
Domaratem z Pierzchna. Grzymalita Domarat faworyzował swoich
współrodowców, co spotkało się z oporem większości, przede wszystkim
potężnych Nałęczów i ich stronników.
W końcu Ludwik powierzył rządy w Polsce swemu zaufanemu
współpracownikowi, Władysławowi, księciu Opola. Nadał mu też ziemię
dobrzyńską, która była opuszczonym lennem po śmierci Kaźka słupskiego.
Król miał nadzieję, że książę Władysław zaprowadzi ład w kraju.
Tymczasem rządy Władysława wywołały dalsze niepokoje. Nie zgadzali się
na nie zwłaszcza Wielkopolanie. Wprawdzie starosta wielkopolski Domarat
uznał księcia, jednak większość Wielkopolan wystąpiła przeciw niemu.
Przeciwny Władysławowi był też polski episkopat.
W Wielkopolsce dużą rolę zaczął odgrywać Bartosz z Odolanowa.
Porozumiał się on z księciem Mazowsza. Książę mazowiecki Siemowit III
po śmierci Kazimierza Wielkiego odzyskał suwerenność. Trzymał się
z daleka od króla Ludwika, zbliżył się natomiast do Litwy. Doprowadził
nawet do ślubu swego syna Janusza z córką Kiejstuta Danutą. Władysław
opolski próbował dogadać się z Mazowszem. Udało mu się doprowadzić do
zbliżenia z Siemowitem III i jego synem Januszem, natomiast drugi syn
księcia, Siemowit IV, zaczął szukać porozumienia z Wielkopolanami.
Wobec niejasnej sprawy sukcesji w Polsce miał on nadzieję na zdobycie
polskiej korony.
Stronnictwo Bartosza zdobyło w Wielkopolsce przewagę, jego przywódca
rozpoczął walkę z Władysławem opolskim. Działający w imieniu
Andegawenów starosta Domarat musiał więc walczyć przeciw
Wielkopolanom, którzy z kolei korzystali z pomocy rycerstwa
marchijskiego. Wojna domowa w Wielkopolsce stawała się coraz bardziej
zawzięta. Zarówno utworzona tam tak zwana partia ziemian, jak i Bartosz
z Odolanowa występowali wspólnie przeciw staroście.
Niechętni Władysławowi byli też Małopolanie. Wobec powszechnego
niezadowolenia król Ludwik odwołał księcia opolskiego i powierzył
namiestnictwo w Polsce Zawiszy z Kurozwęk oraz czterem wielkorządcom.
Jednakże im również nie udało się uśmierzyć wielkopolskich niepokojów.
W 1379 roku w Koszycach ustalono ostatecznie, że królową Polski
zostanie starsza z królewskich córek, Maria. Była ona zaręczona z synem
cesarza Karola Luksemburskiego Zygmuntem, margrabią brandenburskim.
Marii i Zygmuntowi złożyli nawet hołd polscy starostowie. W celu
pozyskania dla tej kandydatury polskiego Kościoła król Ludwik zgodził się,
aby z dóbr biskupich podatek wynosił dwa grosze z łana chłopskiego,
a z dóbr klasztornych cztery grosze. Pozyskanie polskich biskupów nie
zakończyło niepokojów. Interwencji wymagała zwłaszcza sytuacja
w Wielkopolsce. Dla uśmierzenia wojny domowej w 1382 roku Zygmunt
wyruszył do Polski, aby pokonać Bartosza z Odolanowa. Gdy zdobywał
jego zamki, dowiedział się o śmierci króla Ludwika.
BEZKRÓLEWIE

Gdy wieść o śmierci króla dotarła do Zygmunta, ten natychmiast przerwał


wojnę z Bartoszem z Odolanowa i przybył do Poznania. Sądząc, że zostanie
królem Polski, zaczął odbierać hołdy od miast wielkopolskich. Jednak
tamtejsza szlachta wstrzymała się ze składaniem przysięgi. Rycerze
oświadczyli, że są gotowi złożyć hołd, jeśli Maria zobowiąże się do
mieszkania w Polsce. Postawili jeszcze jeden warunek. Przedstawiciele
szlachty zażądali odebrania Domaratowi z Pierzchna urzędu starosty
wielkopolskiego. Tego warunku Zygmunt nie mógł spełnić, postanowił
więc porozumieć się z Małopolanami. Sądził, że tam znajdzie sojuszników.
Zmiana sytuacji nastąpiła, gdy nadeszła wieść o elekcji dokonanej przez
Węgrów. Wybrali oni na swą królową Marię. Gdyby Maria zasiadła również
na polskim tronie, powtórzyłaby się sytuacja znana z czasów panowania
Ludwika. Królowa rezydowałaby na Węgrzech, a w Polsce rządziliby jej
namiestnicy. Do tego Polacy nie chcieli dopuścić.
W sprawie obioru władcy Wielkopolanie postanowili porozumieć się
z Małopolanami. Na wrzesień został zwołany zjazd do Radomska.
W Radomsku zwolennicy Zygmunta, wśród których był arcybiskup
Bodzanta, byli w mniejszości. Uczestnicy zjazdu zdecydowali, że koronę
polską będzie dziedziczyć jedna z córek zmarłego króla Ludwika. Ponieważ
jednocześnie wykluczono unię z Węgrami, za następczynię tronu została
uznana Jadwiga. Zebrani w Radomsku uchwalili, że w czasie bezkrólewia
na wszystkich ciąży obowiązek obrony granic Królestwa. Zobowiązali się
też bronić dóbr kościelnych.
Uchwały zjazdu radomskiego satysfakcjonowały zwolenników sukcesji
andegaweńskiej w Polsce. Zadowoleni z nich byli także zwolennicy
Siemowita mazowieckiego. Liczyli, że książę ten ożeni się z Jadwigą
i razem będą panować w Polsce.
W grudniu postanowienia radomskie zostały potwierdzone w Wiślicy. Na
zjazd ten przybyli posłowie węgierscy. Poprzez posłów królowa Węgier
Elżbieta prosiła, aby Polacy nie składali nikomu hołdu. Nawet
Zygmuntowi. Postawiony przez królową warunek spowodował, że
wielkopolscy stronnicy Zygmunta stracili szanse na przeprowadzenie swych
planów.
Małopolanie zdecydowanie poparli Jadwigę. Bardziej skomplikowana
sytuacja zapanowała w Wielkopolsce. Powstały tam trzy stronnictwa.
Jednemu przewodził starosta Domarat z Pierzchna, popierali go jego
rodowcy Grzymalici. Pozostałe dwa to stronnicy Wincentego z Kępy oraz
zwolennicy Bartosza z Odolanowa. Oba stronnictwa walczyły przeciw
staroście, lecz różniły je plany polityczne. Stronnicy Wincentego z Kępy
zgadzali się na koronację córki zmarłego króla, natomiast Bartosz był
zwolennikiem księcia mazowieckiego Siemowita IV.
Bartosz z Odolanowa jeszcze za życia króla Ludwika przyjaźnił się
z księciem Mazowsza, Siemowitem III. Po śmierci swych braci Siemowit III
zjednoczył całe Mazowsze. Będąc władcą znacznego państwa leżącego
między Polską, Litwą i zakonem krzyżackim, mógł odgrywać ważną rolę
w polityce. Potrafił też wzmocnić Mazowsze gospodarczo i starał się
reformować jego ustrój, kodyfikując prawo. W polityce zagranicznej zbliżył
się do Litwy, natomiast w stosunku do rządzonej przez Ludwika
węgierskiego Polski zachowywał rezerwę. Dzięki temu stał się oparciem dla
powstającej w Polsce opozycji.
Siemowit III zmarł w 1381 roku, przed śmiercią podzielił Mazowsze
między dwóch synów, Janusza i Siemowita IV. Wykorzystując wakat na
polskim tronie, Siemowit IV rozpoczął walkę o koronę. Wysłał
sprzymierzonego z nim Bartosza z Odolanowa do Wielkopolski. Zadaniem
Bartosza było opanowanie zbrojne Kalisza, lecz zamach na Kalisz się nie
udał. Wobec tego Bartosz porozumiał się z Wincentym z Kępy i wspólnie
zaczęli zwalczać starostę Domarata. W Wielkopolsce rozpoczęła się wojna
zwana wojną Grzymalitów z Nałęczami.
W wojnie tej długo nie było zwycięzcy. Starosta Domarat utrzymał
najważniejsze zamki dzielnicy, natomiast jego przeciwnicy opanowali kilka
miast. Obie strony twierdziły, że walczą w sprawie księżniczki węgierskiej
Marii, choć było już wiadomo, że nie ona zostanie polską królową. Na razie
zyskiwał Siemowit mazowiecki. Miał on też stronników w Małopolsce.
Wszystko to bardzo niepokoiło panów krakowskich. Pragnęli oni osadzić
na polskim tronie Jadwigę i wybrać jej męża, który by im odpowiadał.
Z pewnością nie był to Siemowit mazowiecki. Aby jednak można było
Jadwigę popierać, konieczna była wyraźna deklaracja królowej węgierskiej
Elżbiety. Musiała ona potwierdzić, że chce, aby jej córka została królową,
i że zgadza się na jej przyjazd do Polski.
Do wyraźnych deklaracji dworu węgierskiego doszło w lutym 1383 roku
na zjeździe w Sieradzu. Wobec przede wszystkim panów krakowskich
posłowie węgierscy oświadczyli, że Polacy są zwolnieni z wszystkich
przysiąg złożonych Marii i Zygmuntowi, a korona polska należy do
Jadwigi. Ustalono też, że Jadwiga przyjedzie do Polski, tu zostanie
koronowana, a potem powróci na Węgry. Jadwiga była małą dziewczynką,
dlatego matka chciała mieć córkę przy sobie aż do osiągnięcia przez nią
pełnoletności.
Ponieważ przyjazd Jadwigi się opóźniał, jej małopolscy zwolennicy
zaczęli się obawiać, że w Wielkopolsce zwycięży popierany przez wielu
Siemowit mazowiecki. W toczącej się tam wojnie jego stronnictwo zaczęło
zdobywać przewagę. Nie mogąc zwalczyć mazowieckiego stronnictwa,
Małopolanie zaczęli dążyć do zawarcia w Wielkopolsce rozejmu między
stronami. Postanowili grać na zwłokę, licząc na zwycięstwo sprzyjającego
im starosty Domarata.
W marcu 1383 roku do Wielkopolski przybyła delegacja panów
krakowskich. Na jej czele stali Spytek z Melsztyna, Mikołaj Bogoria,
Sędziwój z Szubina i Krzesław ze Szczekocin. Panowie małopolscy zażądali
wydania zamków, lecz spotkali się z oporem. Rozmowy były bardzo
trudne. W końcu jednak Małopolanom udało się doprowadzić do
zawieszenia broni. Starosta Domarat utrzymał swój stan posiadania,
Siemowit nie mógł już opanować głównych zamków wielkopolskich. Był to
sukces Małopolan, jednak walka o tron w Polsce nie była jeszcze
zakończona. Książę mazowiecki zachował wpływy w Wielkopolsce i nadal
każde z rozwiązań było możliwe.
Konflikt, jaki rozdzierał Polskę, był konfliktem nie tylko o to, kto będzie
rządził Polską. Była to też walka elit Małopolski i Wielkopolski o pierwsze
miejsce w państwie. Gdyby królem Polski został książę mazowiecki,
wzrosłoby znaczenie Wielkopolan. Z kolei Małopolanie wiedzieli, że ich
wygrana to potwierdzenie roli panów krakowskich w państwie. Konflikt
małopolsko-wielkopolski to również walka o kierunek polskiej polityki.
Możnych wielkopolskich interesowało Pomorze i polityka skierowana na
zachód i północ. Natomiast Małopolanie byli zainteresowani ekspansją na
wschód, interesowała ich Ruś i jej zabezpieczenie było dla nich
najważniejsze. W rywalizacji tej Małopolanie przewyższali swych
wielkopolskich rywali większym doświadczeniem politycznym. Oni
narzucali reguły gry. Jednak do końca nie byli pewni zwycięstwa.
W marcu 1383 roku miał miejsce zjazd w Sieradzu. Uczestnicy zjazdu
przyjęli poselstwo węgierskie, które przywiozło odpowiedź królowej
Elżbiety na ustalenia poczynione w lutym. Na zjeździe sieradzkim
dominowali zwolennicy księcia mazowieckiego. Nie negowali oni praw
Jadwigi, zaproponowali jednak, aby wyszła ona za mąż za Siemowita.
Przewidując poparcie większości, arcybiskup Bodzanta zapytał, czy
uczestnicy zjazdu przyjmują tę propozycję. Na takie rozwiązanie nie mogli
przystać panowie krakowscy. Chcieli oni mieć zupełną swobodę w wyborze
męża dla Jadwigi, pragnęli mieć wpływ na dalszą polską politykę.
Z przemówieniem wystąpił Jan z Tęczyna i udało mu się powstrzymać
elekcję. Panowie krakowscy uświadomili sobie jednak, że dalsze zwlekanie
z przyjazdem Jadwigi do Polski może być niebezpieczne. Wyznaczono więc
Zielone Święta jako ostateczny termin przybycia królewny. Gdyby nie
przyjechała, Polacy mieli być zwolnieni z wszystkich zobowiązań
w stosunku do Andegawenów i mogli wybrać sobie innego króla. Zażądano
też włączenia do Korony wszystkich lenn dzierżonych przez Władysława
opolskiego i przyłączenia Rusi. Królowa Elżbieta przyjęła te warunki
i zgodziła się wysłać swą córkę do Polski. Choć zwolennicy Siemowita
stanowili na zjeździe sieradzkim większość, wygrali panowie krakowscy.
Okazali się lepszymi politykami i to oni nadal decydowali o obsadzie
polskiego tronu.
Książę Siemowit zrozumiał, że traci szanse na polską koronę. Postanowił
więc sięgnąć po nadzwyczajne środki: porwać Jadwigę, ożenić się z nią
i w ten sposób zostać królem. Sojusznikiem Siemowita był arcybiskup
Bodzanta. Wspólnie z księciem opracowali plan. Książę ukrył
w podążającym do Krakowa orszaku arcybiskupa pięciuset swoich rycerzy,
którzy mieli porwać Jadwigę. Nie udało się jednak zachować tego planu
w tajemnicy. Przeciwnicy księcia dowiedzieli się o nim i nie wpuścili
orszaku arcybiskupa do Krakowa. Bez możliwości wjazdu do stolicy
porwanie królewny nie było możliwe.
Próba zamachu na Jadwigę powstrzymała królową Elżbietę od wysłania
córki do Polski. Obie panie zatrzymały się w Koszycach i wysłały posłów
z wyjaśnieniem, że nie mogą dalej podróżować z powodu wylewu rzek.
Tymczasem w Sączu zaczęli gromadzić się liczni Polacy oczekujący
przybycia królewny. Elżbieta zaprosiła ich na rozmowy, podczas których
ustalono, że koronacja Jadwigi nastąpi w listopadzie.
Plany Siemowita się zawaliły. Nie zrezygnował jednak z prób zdobycia
korony. Zaczął podbijać ziemie Królestwa, rozpoczął od zajęcia Kujaw.
Miały one stanowić bazę do dalszych działań. Po tym sukcesie Siemowit
zwołał na czerwiec zjazd szlachty do Sieradza. W Sieradzu zebrali się jego
zwolennicy i okrzyknęli go królem Polski. Wydawać by się mogło, że
Siemowit wygrał batalię o polski tron. Jednak arcybiskup Bodzanta, wobec
nieobecności na zjeździe głównych przedstawicieli Małopolan, nie
zdecydował się na koronowanie Siemowita. Mimo to książę mazowiecki
spróbował zająć Wielkopolskę.
Poparty przez Bartosza z Odolanowa obległ Kalisz. Oblężenie się
przeciągało, a tymczasem panowie krakowscy wpłynęli na arcybiskupa,
aby ten wydał swój zamek w Żninie Grzymalitom, zwolennikom sukcesji
andegaweńskiej. Prowadzili też dalsze rozmowy z królową Elżbietą.
Przejście Żnina w ręce zwolenników Jadwigi osłabiło Siemowita. Książę
mazowiecki przystał więc na rozmowy z Małopolanami i zgodził się
przyjechać do Krakowa. Na czas rozmów nastąpiło zawieszenie broni.
Siemowit próbował rozmów, jednak jego stronnik, Bartosz z Odolanowa,
nie zaprzestał oblegania Kalisza. Małopolanie uznali, że jest to zerwanie
rozejmu, i zaatakowali Mazowsze. Wsparli ich Węgrzy dowodzeni przez
Zygmunta, który teraz bronił interesów Jadwigi. Wobec przewagi
przeciwników, za pośrednictwem Władysława opolskiego, Siemowit
poprosił o zawieszenie broni. Małopolanie zgodzili się na to, zostawiając
księciu Kujawy. Mieli przewagę, tym bardziej że poparł ich brat Siemowita,
Janusz.
Stronnictwo, które czekało na przybycie Jadwigi, odniosło sukces.
Niespodziewanie jednak na przeszkodzie stanęło postępowanie królowej
Elżbiety, która nadal opóźniała wysłanie swej córki do Polski. Trudno się
dziwić starej królowej, była przecież matką małej królewny. Chciała jak
najdłużej być z córką, wiedziała, że gdy ta pojedzie do Polski, może jej już
nigdy nie zobaczyć. Zamiast do Polski pojechała więc z obiema córkami do
Dalmacji.
Zwolennicy Jadwigi obawiali się, że dalsza zwłoka w przybyciu Jadwigi
może się skończyć utratą szans na jej koronację. Znowu mogła się pojawić
kandydatura Siemowita. Dlatego panowie krakowscy wysłali do Dalmacji
Sędziwoja z Szubina. Miał przekonać Elżbietę do wysłania córki do Polski.
Proponował nawet oddanie zakładników, którzy mieliby gwarantować
powrót Jadwigi do matki po koronacji. Jednak Elżbieta pozostała
niewzruszona. Zażądała wydania Węgrom Wawelu. Na to Sędziwój nie
mógł się zgodzić. W końcu został na Węgrzech zatrzymany. Udało mu się
jednak uciec i przywieźć wieści do Krakowa.
W tej trudnej sytuacji panowie krakowscy zwołali na marzec 1384 roku
zjazd do Radomska. Ustanowiono na nim władze mające pilnować w Polsce
porządku w czasie bezkrólewia. Za bezpieczeństwo kraju mieli być
odpowiedzialni starostowie. Powołano ponadto sześciu doradców spośród
szlachty i dwóch spośród mieszczan. Mieli oni pomagać w rządzeniu
państwem. Złożono przysięgę córkom Ludwika i zabroniono kontaktować
się z Węgrami. Ustalono też ostateczny przyjazd Jadwigi na maj 1384 roku.
Panowie krakowscy liczyli na przyjazd królewny. Aby jednak zmobilizować
jej matkę do działania, zasugerowali, że im na tym nie zależy. Dlatego
matka Jadwigi, Elżbieta, została poinformowana o wynikach zjazdu przez
poselstwo niskiej rangi. Informacje o postanowieniach zawiózł Elżbiecie
Przecław Wąwelski, nic nieznaczący szlachcic z Małopolski.
Nawet teraz Elżbieta nie zrozumiała, że waha się los korony jej córki.
Nadal zatrzymywała ją przy sobie, a do Polski wysłała Zygmunta jako
gubernatora. Elżbieta robiła, co mogła, aby nie rozstawać się z ukochaną
córką.
Polacy nie wpuścili Zygmunta do kraju. Zaczęli z nim pertraktować,
jednak tylko w sprawie przybycia Jadwigi do Polski. Zygmunt nie miał
prawa do podejmowania decyzji, ale w końcu zgodził się na ustalenie
ostatecznego terminu jej przybycia. Miał to być koniec maja.
W maju zaczęli się zbierać w Sączu ci, którzy chcieli Jadwigę powitać.
Jednak królewna nadal nie przyjeżdżała. Zaczęto się więc zastanawiać, co
robić. Planowano wysłanie jeszcze jednego poselstwa na Węgry, ustalono
też, że następny zjazd odbędzie się we wrześniu. Aby ratować sytuację, na
Węgry pojechał Sędziwój z Szubina. Choć nie miał żadnych
pełnomocnictw, udało mu się przekonać królową Elżbietę. Jesienią
zdecydowała się na wysłanie córki do Polski.
Jadwiga przybyła do Krakowa 13 października 1384 roku i w trzy dni
później została koronowana na króla Polski. Zakończyło się trwające dwa
lata burzliwe bezkrólewie.
Czasy jagiellońskie
UNIA W KREWIE

Królowa Jadwiga była we wczesnym dzieciństwie zaślubiona Wilhelmowi


Habsburgowi. Nie było to jeszcze małżeństwo, trwały związek mógł
powstać dopiero po osiągnięciu przez Jadwigę i Wilhelma pełnoletności
i po dopełnieniu małżeństwa poprzez odbycie nocy poślubnej. Jednak
nawet małżeństwo między dziećmi spowodowało, że powstały silne związki
łączące Jadwigę z Wilhelmem. Wilhelm Habsburg dla kierujących polską
polityką panów małopolskich nie był jednak odpowiednim kandydatem na
króla Polski. Znacznie lepszym był wielki książę litewski Jagiełło.
W XIV wieku Litwa podporządkowała sobie ogromne tereny – w skład
Wielkiego Księstwa, poza Litwą i Żmudzią, wchodziły liczne księstwa
ruskie podbite przez Giedymina i jego synów. W granicach Wielkiego
Księstwa Litewskiego znalazła się pierwsza stolica Rusi, Kijów,
Giedyminowicze władali ziemiami graniczącymi z księstwem
moskiewskim. W XIV wieku celem Giedymina i jego następców stało się
zjednoczenie pod swą władzą wszystkich ziem ruskich. Ten sam cel
postawił sobie książę moskiewski Iwan Kalita, a po nim jego potomkowie.
Pomiędzy Litwą i Moskwą doszło do rywalizacji o pierwsze miejsce na
Rusi.
Litwa stała się potężna, nie była jednak państwem jednolitym.
W zawojowanych księstwach ruskich Giedymin, a po nim Olgierd i Kiejstut
osadzali synów i braci. Uznawali zwierzchnictwo wielkiego księcia, ale
zachowywali znaczną niezależność. Litwa była też państwem
zróżnicowanym religijnie. Wielki książę pozostawał przy pogaństwie,
pogańskie były ziemie zamieszkane przez Litwinów, natomiast ludność
podbitych księstw ruskich wyznawała chrześcijaństwo w obrządku
wschodnim. Chrzcili się też książęta litewscy po objęciu tam władzy.
Po śmierci Giedymina wielkim księciem Litwy został jego syn Olgierd.
Pod jego władzą znalazła się wschodnia część Księstwa. Większość ziem
bezpośrednio podległych Olgierdowi zamieszkiwali chrześcijanie obrządku
wschodniego. Brat Olgierda, Kiejstut, władał w zachodniej części państwa
litewskiego. Obaj mieli udziały w zamieszkiwanych przez pogańskich
Litwinów rdzennych ziemiach litewskich, jednak celem Olgierda był dalszy
podbój ziem ruskich. Kiejstut natomiast, posiadając Żmudź, Troki, Grodno
i Brześć, musiał walczyć z atakującym ziemie litewskie zakonem
krzyżackim.
W 1377 roku zmarł Olgierd, a wielkim księciem litewskim został jego
syn Jagiełło. Nowy monarcha był zainteresowany zdobyczami na
wschodzie. Zależało mu więc na jak najlepszych stosunkach z zakonem
krzyżackim. Gotów był do ustępstw na jego rzecz. Krzyżacy dążyli do
opanowania Żmudzi, chcieli bowiem uzyskać połączenie z inflancką gałęzią
zakonu. Natomiast Kiejstut nadal bronił ziem litewskich przed agresją
krzyżacką.
W 1380 roku Jagiełło zawarł z Krzyżakami zatajony przed Kiejstutem
układ. Aby móc rozszerzyć stan swego posiadania na wschodzie, godził się
na oddanie zakonowi Żmudzi. Wielki książę gotów był na tę stratę, gdyż
zawarł układ z chanem tatarskim Mamajem, z którym wspólnie pragnął
pokonać Moskwę. Zanim jednak wojska Jagiełły zdołały połączyć się
z oddziałami sojusznika, książę moskiewski Dymitr Doński pokonał
Tatarów na Kulikowym Polu. Zwycięstwo Dymitra rozwiało plany Jagiełły.
Sytuację jego utrudniło też postępowanie Krzyżaków. Dążąc do podboju
ziem litewskich, politycy kierujący państwem krzyżackim starali się skłócić
między sobą litewskich książąt. W tym celu ujawnili treść układów
zawartych pomiędzy nimi i Jagiełłą. Kiejstut dowiedział się więc, że jego
bratanek knuł z Krzyżakami przeciw niemu. Natychmiast zajął Wilno
i uwięził Jagiełłę. Stary książę nie dążył jednak do zupełnego
wyeliminowania bratanka. Wypuścił go z więzienia i nadał mu dzielnicę
witebską. Sam natomiast przejął władzę nad całym Wielkim Księstwem
Litewskim.
Rządy Kiejstuta nie trwały długo. Mieszczanie wileńscy opanowali
miasto i przekazali je Jagielle. Znowu syn Olgierda zdobył naczelną władzę
na Litwie. Aresztował Kiejstuta oraz jego syna Witolda. Kiejstut zmarł
w więzieniu w podejrzanych okolicznościach, natomiast Witoldowi udało
się uciec i schronił się u Krzyżaków.
Wielkim księciem Litwy był znowu Jagiełło. Jego sytuacja się poprawiła,
bo Tatarzy pod wodzą Tochtamysza pokonali Dymitra Dońskiego i spalili
Moskwę. To zabezpieczało Litwę od wschodu. Jednak przed Jagiełłą stanął
problem granicy zachodniej.
Od zachodu Litwie zagrażali sprzymierzeni z Witoldem Krzyżacy.
Obiecywali oni litewskiemu księciu pomoc w odzyskaniu ojcowizny,
a może nawet w uzyskaniu najwyższej władzy na Litwie. Aby wzmocnić
sojusz z Krzyżakami,
Witold przyjął chrzest, a następnie kilkakrotnie wraz z nimi brał udział
w wyprawach na ziemie litewskie.
Zagrożony od zachodu Jagiełło zawarł w 1382 roku układ z Krzyżakami.
Zgadzał się na przyjęcie chrztu i odstępował zakonowi połowę Żmudzi.
Ponieważ jednak nie wywiązywał się z podjętych zobowiązań, Krzyżacy
znowu uderzyli. Oficjalnie walczyli o osadzenie Witolda na
wielkoksiążęcym tronie. Nie odnosili jednak sukcesów. Widząc to, Witold
zwątpił w odzyskanie swego litewskiego dziedzictwa przy pomocy rycerzy
zakonnych i porozumiał się z Jagiełłą.
Jagiełło wiedział, że musi dojść do porozumienia z Witoldem. Gdyby
tego nie zrobił, groziłyby mu bezustanne ataki krzyżackie podejmowane
w interesie jego stryjecznego brata. Rozumiał, że lepiej mieć Witolda po
swojej stronie i wraz z nim stawiać czoło niebezpieczeństwom. Między
braćmi doszło więc do zgody, Jagiełło nadał Witoldowi Grodno, Podlasie
i Brześć. Następnie w 1384 roku bracia wspólnie uderzyli na Krzyżaków.
W wojnie tej odnieśli sukces.
Teraz Jagiełło poczuł się mocny. Zdawał sobie jednak sprawę z tego, że
Litwa nie może nadal pozostawać pogańska. Dlatego w 1383 roku
rozpoczął rozmowy z księciem moskiewskim Dymitrem Dońskim.
Planowane było małżeństwo Jagiełły z córką Dymitra Zofią i chrzest
w obrządku prawosławnym. Chrzest przyjęty z Moskwy nie rozwiązywałby
jednak wszystkich problemów Litwy. Krzyżacy mogliby nadal atakować to
państwo, twierdząc, że walczą ze schizmatykami. Znacznie korzystniej było
przyjąć katolicyzm.
O chrzest w obrządku katolickim Litwa mogła poprosić Krzyżaków, lecz
nie było to najlepsze rozwiązanie. Z Krzyżakami toczyła przecież walki od
niemal wieku. Znacznie lepiej było na ten temat rozmawiać z Polską.
W stosunkach z Polską nie było tak wielkich konfliktów, niejednokrotnie
przecież oba państwa pozostawały ze sobą w przyjaźni. Związek z Polską
był realny, gdyż pragnęli go także Polacy. Dla Jagiełły związek taki niósł
same korzyści. Uzyskanie korony polskiej wzmocniłoby znacznie jego
pozycję na Litwie. Jagiełło był tam wielkim księciem, lecz jego władza nad
zależnymi od niego, rządzonymi przez Giedyminowiczów księstwami była
słaba. Mógł się też obawiać wzmocnienia i emancypacji Witolda, a nawet
swoich braci. Spodziewał się, że dzięki koronacji będzie mógł zostać
prawdziwym panem Litwy. Związek z Polską wzmocniłby także Litwę w jej
walkach z Moskwą, Pskowem i Nowogrodem Wielkim. A co ważniejsze,
połączone Litwa i Polska stałyby się silniejsze od zakonu krzyżackiego.
Również wywierający największy wpływ na kierunek polskiej polityki
panowie małopolscy spodziewali się, że związek Królestwa Polskiego
z Litwą będzie korzystny dla ich kraju. Dla panów krakowskich decydujące
były dwie sprawy. Zawierając unię z Litwą, zabezpieczali prawa Polski do
Rusi Czerwonej. Nie mniej ważny był problem krzyżacki. Pomiędzy Polską
a zakonem panował wprawdzie od 1343 roku pokój, ale Polacy pamiętali,
że Krzyżacy podbili polskie Pomorze. Sama Polska nie mogła upomnieć się
zbrojnie o zwrot tej ziemi, natomiast połączone siły polsko-litewskie
równoważyły potęgę krzyżacką. Chęć odzyskania Pomorza jednoczyła
możnych małopolskich z wielkopolskimi. Jednym z ważniejszych
powodów, dla których Polacy dążyli do unii z Litwą, była nadzieja na
przeprowadzenie jej chrystianizacji. Gdyby się to udało, wzrósłby autorytet
Polski na arenie międzynarodowej, wzmocniłby się też Kościół polski.
W 1385 roku, po wstępnych rozmowach podczas koronacji Jadwigi, do
Krakowa przybyło poselstwo litewskie. Na jego czele stał brat Jagiełły,
Skirgiełło, członkami delegacji byli książę Borys i wójt Wilna Hanko.
Posłowie, w imieniu wielkiego księcia Litwy, Jagiełły, wystąpili oficjalnie
o rękę królowej Jadwigi.
Rozmawiający z Litwinami panowie krakowscy pragnęli wydać swą
królową za mąż za wielkiego księcia, lecz najpierw musieli się porozumieć
z matką Jadwigi, królową Węgier Elżbietą. Wobec tego na Węgry zostało
wysłane poselstwo. Elżbieta Bośniaczka pozostawiła decyzję Polakom.
Starała się bowiem o wydanie swej drugiej córki, Marii, za francuskiego
księcia. Współpraca Węgier z Luksemburgami się rozpadała, Elżbieta
szukała innych układów międzynarodowych. Nie zależało jej też w tym
momencie na sojuszu z Habsburgami.
Tworzący unię polsko-litewską polscy politycy spotkali się w 1385 roku
z Jagiełłą w Krewie, gdzie zawarto układ. Wielki książę zobowiązał się, że
przed ślubem z Jadwigą przyjmie chrzest, a następnie rozpocznie
chrystianizację swoich litewskich poddanych. Ponadto obiecał, że wypłaci
Wilhelmowi Habsburgowi odszkodowanie za zerwane zaręczyny, odzyska
straty terytorialne poniesione przez Królestwo Polskie, a także uwolni
polskich jeńców. Postanowiono też, że oba państwa, Polska i Litwa, połączą
się w jeden związek. Dla określenia tego związku użyto łacińskiego słowa
applicare. Oznacza ono włączenie Litwy do Polski. Tak słowo to rozumieli
Polacy. Z pewnością jednak Litwini nie myśleli o całkowitym połączeniu się
z Polską. Zawarty w Krewie układ jest określany jako pierwsza unia polsko-
litewska. Niebawem po jej zawarciu panowie polscy wystawili
odpowiednie akty w Wołkowysku, a następnie dokonali elekcji Jagiełły na
króla Polski.
Na porozumienie polsko-litewskie pierwszy zareagował książę Siemowit
mazowiecki. Jeszcze przed ostatecznym porozumieniem w Wołkowysku
rozpoczął rozmowy z Małopolanami i zgodził się na oddanie Kujaw za
odszkodowaniem. Nie myśleli natomiast rezygnować Habsburgowie. Książę
Austrii Leopold przyjechał do Budy i zaczął naciskać na Elżbietę, aby ta
dotrzymała pierwotnego układu i oddała rękę swej córki jego synowi
Wilhelmowi. Królowa znalazła się w trudnej sytuacji. Nie powiodła się
próba mariażu jej drugiej córki Marii z księciem francuskim i Węgry
znalazły się pod presją zarówno Luksemburgów, jak i Habsburgów. Obu
naciskom królowa uległa. Znowu powrócił plan ożenienia Marii
z Zygmuntem Luksemburskim, Elżbieta potwierdziła też aktualność układu
z Habsburgami. Uznała więc, że Jadwiga ma wyjść za mąż za Wilhelma.
Po oświadczeniu Elżbiety Wilhelm przyjechał do Krakowa w celu
dopełnienia małżeństwa z Jadwigą. Przez młodą królową został bardzo
dobrze przyjęty. Wolała ona wyjść za mąż za księcia Austrii niż za znacznie
od siebie starszego poganina Jagiełłę. Młodzi spotkali się nawet
w krakowskim klasztorze franciszkanów, gdzie odbyły się tańce. Jednak to
nie Jadwiga decydowała, kto zostanie jej mężem. Na jej małżeństwo
z księciem austriackim nie było w Krakowie zgody. Wilhelm nie został
wpuszczony na Wawel, nie doszło więc do spełnienia małżeństwa i nocy
poślubnej. Choć Jadwiga była zrozpaczona, jej były narzeczony musiał
wyjechać z Polski.
Po wyjeździe Wilhelma do Krakowa przyjechał Jagiełło i wydarzenia
potoczyły się szybko. 15 lutego Jagiełło wraz ze swymi braćmi został
ochrzczony i otrzymał imię Władysław, 18 lutego wziął ślub z Jadwigą, a 4
marca nastąpiła koronacja litewskiego księcia. Koronował go arcybiskup
Bodzanta w asyście biskupów krakowskiego Jana Radlicy i poznańskiego
Dobrogosta.
Z okazji koronacji nowy król potwierdził wszystkie przywileje, a po
uroczystościach pojechał na Litwę, gdzie pomagał w chrystianizacji
litewskich poddanych. W następnym zaś roku królowa Jadwiga z wojskiem
i panami koronnymi pojechała na Ruś, aby ponownie przyłączyć ją do
Polski. Wyznaczeni przez węgierskich namiestników starostowie poddawali
się woli królowej Polski, a zarazem córki króla Ludwika. Nawet próba
oporu, z jaką spotkano się w Haliczu, nie trwała długo. Od tego czasu Ruś
na wiele wieków została połączona z Królestwem Polskim.
Unia polsko-litewska, a następnie chrzest Litwy uderzyły w zakon
krzyżacki. Wraz z nawróceniem się ostatniego pogańskiego kraju w Europie
państwo zakonne traciło rację bytu. Krzyżacy zaczęli więc podważać
autentyczność chrztu Litwy, starali się też osłabić związek polsko-litewski.
W tym celu znowu zaczęli wykorzystywać konflikty pomiędzy książętami
litewskimi, wzmogli również najazdy na Litwę. Wiedzieli, że nadszedł
ostatni moment, w którym można jeszcze włączyć do ich państwa leżącą
nad morzem Żmudź.
Propaganda krzyżacka spowodowała, że w Europie nieufnie patrzono na
chrystianizację Litwy. Nieufność była wzmocniona tym, że Litwa
w przeszłości kilkakrotnie już deklarowała chęć przyjęcia chrztu. Również
książę Austrii Leopold informował dwory europejskie, że ślub Jadwigi
z Jagiełłą jest nieważny, gdyż polska królowa była już poślubiona jego
synowi Wilhelmowi. Antypolska polityka Habsburgów skończyła się
w 1386 roku wraz ze śmiercią Leopolda. Zginął on pod Sempach, walcząc
ze Szwajcarami. Nieufnie do wydarzeń w Polsce i na Litwie podszedł też
papież Bonifacy. Szybko się jednak przekonał, że Jadwiga mogła zawrzeć
legalny ślub i że chrzest Litwy był prawdziwy. Zgodził się więc, aby
powstało podległe Gnieznu biskupstwo w Wilnie. Pierwszym biskupem
wileńskim został Polak, Andrzej Jastrzębiec.
Początkowo Jagiełło traktował Litwę jak kraj włączony do Polski. Do
Krakowa przyjechali liczni książęta litewscy i złożyli parze królewskiej
hołdy ze swych księstw. Namiestnikiem w Wilnie król ustanowił swego
brata Skirgiełłę. Nie można było jednak Litwy włączyć do Polski, zbyt silne
było na jej ziemiach poczucie odrębności. Od momentu unii w Krewie
zaczął się więc kształtować związek dwóch równorzędnych państw.
Związek, który w przyszłości stworzy Rzeczpospolitą Obojga Narodów.
Z rozwoju wypadków niezadowolony był Witold. Dostał on od Jagiełły
Grodzieńszczyznę, Brześć i Podlasie, jednak nie otrzymał Trok. Tymczasem
Troki były ojcowizną Witolda. Wiedziony jeszcze dalej idącymi ambicjami
spróbował zająć Wilno. Czuł się silny, gdyż miał swych zwolenników na
Litwie, wzmocnił go też sojusz z Moskwą. Witold porozumiał się z księciem
moskiewskim Dymitrem Dońskim i wydał swą córkę Zofię za syna Dymitra,
Wasyla. Na próbę zajęcia Wilna Jagiełło zareagował natychmiast, zajmując
część ziem swego stryjecznego brata. Wobec nadciągających wojsk
królewskich Witold schronił się u Krzyżaków.
Krzyżacy natychmiast wykorzystali ten konflikt. Wiedzieli, że Witold ma
na Litwie stronników, że popierają go Żmudzini. Udzielili mu więc
poparcia i zorganizowali wyprawę na Litwę. Oficjalnie występowali
w interesie litewskiego księcia i znowu obiecywali, że pomogą mu
w odzyskaniu jego ojcowizny. W rzeczywistości mieli nadzieję na
opanowanie Żmudzi.
Wojska krzyżackie wraz z Witoldem i jego stronnikami doszły do Wilna.
Nie udało im się jednak zdobyć zamku bronionego przez polską załogę pod
dowództwem Klemensa z Moskorzewa. Podczas oblężenia nadeszła wieść
o śmierci wielkiego mistrza, co spowodowało odwrót wojsk krzyżackich.
Nie zakończyło to wojny. W następnym, 1391 roku na Litwę ruszyła
kolejna wyprawa krzyżacka dowodzona przez nowego mistrza, Konrada
Wallenroda. Ponownie Krzyżakom towarzyszył Witold. Znowu zostało
oblężone Wilno i znowu Krzyżacy nie mogli go zdobyć. Do odwrotu
zmusiły ich także działania zbrojne podjęte przez Jagiełłę na terenie ziemi
dobrzyńskiej. Jednak dzięki tej wyprawie Witold odzyskał Grodno
i znaczną część ziemi trockiej. Od zakonu dostał też kilka nadgranicznych
zamków. Zaczął jednak zdawać sobie sprawę, że w sojuszu z Krzyżakami
nie osiągnie niczego więcej.
Ponieważ przymierze Witolda z zakonem krzyżackim było bardzo
niebezpieczne dla Jagiełły, król postanowił ponownie porozumieć się ze
swym bratem stryjecznym. W celu zakończenia sporu wysłał do Witolda
młodego biskupa elekta płockiego, bardzo zdolnego mazowieckiego księcia
Henryka.
Pozostawmy na chwilę wielką politykę, by opowiedzieć o młodym
księciu biskupie. Był on synem Siemowita III mazowieckiego. Po śmierci
swej pierwszej żony Eufemii, z którą miał wiele dzieci, a wśród nich synów
Janusza i Siemowita, Siemowit III ożenił się z piękną Ludmiłą, córką
księcia ziębickiego. Gdy księżna spodziewała się dziecka, mąż zaczął
podejrzewać ją o zdradę małżeńską. Pozwolił żonie urodzić syna, nadać mu
imię Henryk, a następnie kazał ją włóczyć końmi. Księżna tego nie
wytrzymała i zmarła. Siemowit nie uznał dziecka za swoje i oddał
niemowlę na wychowanie jakiejś ubogiej rodzinie. Losem chłopca
zainteresowała się jego siostra, księżna słupska. Wzięła go na swój dwór
i wychowała. Wraz z upływem lat chłopiec robił się coraz bardziej podobny
do Siemowita. W końcu, wobec uderzającego podobieństwa, książę uznał
go za swojego syna. Nie mógł jednak wydzielić mu dzielnicy, gdyż
Mazowsze było już podzielone między starszych synów. Uzyskał więc dla
niego stanowisko biskupa płockiego.
Henryk pojechał na dwór Witolda i wykonał powierzoną mu misję.
Doprowadził do porozumienia Jagiełły i Witolda. Ale podczas rozmów
dyplomatycznych na dworze księcia litewskiego spotkał jego piękną siostrę
Ryngałłę i zakochał się w niej. Nie bacząc na to, że jest biskupem, ożenił
się z urodziwą księżniczką. Niestety, małżeństwo to nie trwało długo. Już
rok później Henryk zmarł. Niektórzy mówili, że to kara boska za
porzucenie biskupstwa.
Jagiełło oddał Witoldowi księstwo trockie i ustanowił go swoim
namiestnikiem na Litwie. Doprowadził też do porozumienia między
Witoldem i Skirgiełłą. Z kolei Witold złożył hołd Jagielle i Jadwidze.
Na porozumienie książąt litewskich Krzyżacy zareagowali, urządzając
wielką wyprawę na Litwę. W następnych latach ataki krzyżackie się
powtarzały. Krzyżackie rejzy pozostawiały po sobie zniszczenia, lecz nie
przynosiły zakonowi korzyści.
Tymczasem Witold zaczął usuwać licznych książąt z ich księstw,
niektórym z nich dawał w zamian księstwa peryferyjne. Największemu
spośród swoich konkurentów, Skirgielle, nadał Kijów. Po rychłej śmierci
Skirgiełły również Kijów wszedł do domeny Witolda. W ten sposób udało
mu się scentralizować większość ziem litewskich. Następnie Witold
skierował swą uwagę na wschód. Podjął plany swych poprzedników,
Olgierda i Jagiełły, i zapragnął zdominować Ruś. Aby to osiągnąć, musiał
zapewnić sobie spokój na granicy krzyżackiej. Również zakonowi zaczęło
zależeć na porozumieniu się z Witoldem. Jednym z głównych celów
Krzyżaków było wówczas rozbicie unii polsko-litewskiej. Zaczęli więc
traktować Witolda jak suwerennego władcę, gotowi byli pomóc mu
w realizacji planów wschodnich. Przed Witoldem pojawił się trudny
problem. Myślał on o suwerenności Litwy, zarazem jednak zdawał sobie
sprawę z korzyści, jakie daje unia. Wiedział, że bez poparcia Polski
księstwo litewskie nie zdoła przeprowadzić swych planów na Rusi, może
natomiast ulec przewadze krzyżackiej.
Wschodnie plany Witolda i jego usamodzielnienie nie znajdowały
w Polsce pełnego poparcia. Sprzyjał im Jagiełło, przeciwna była królowa
Jadwiga i większość panów krakowskich. Większość, ponieważ jeden
z najpotężniejszych małopolskich magnatów, Spytek z Melsztyna, gdy
został panem lennym Podola, poparł Witolda.
W ostatnich latach XIV wieku wydawało się, że plany Witolda zostaną
zrealizowane. O pomoc zwrócił się do niego pozbawiony przez potężnego
Timura władzy w Złotej Ordzie, ale mający tam wielu zwolenników chan
tatarski Tochtamysz. Witold postanowił pokonać Timura i przywrócić
Tochtamyszowi Złotą Ordę. W zamian za to chan zgadzał się przekazać mu
zwierzchnictwo nad Rusią. Aby tego dokonać, należało zapewnić sobie
poparcie krzyżackie.
W 1398 roku Witold zawarł z Krzyżakami pokój na niemeńskiej wyspie
Salin. Występował tu jako udzielny władca. Zgadzał się na oddanie
zakonowi Żmudzi w zamian za pomoc w walkach na wschodzie. Dokonał
też z Krzyżakami podziału stref wpływów na Rusi. Zrezygnował z Pskowa,
uzyskał natomiast zapewnienie krzyżackiej pomocy przy
podporządkowywaniu sobie Nowogrodu.
W 1399 roku Witold poprowadził przeciw Timurowi ogromną armię.
W wyprawie wsparli go silnymi posiłkami Krzyżacy, w jego wojskach
znalazło się również wielu Polaków. Poza ochotnikami z ziem polskich
podążył z Witoldem również pan Podola, Spytek z Melsztyna. Bitwa
z Timurem rozegrała się nad rzeką Worsklą na lewym brzegu Dniepru,
Witold poniósł w niej klęskę. Straty były ogromne. Zginęli dwaj bracia
Jagiełły, poległ Spytek z Melsztyna. Sam Witold z niedobitkami uciekł
z pola walki.
W wyniku unii z Litwą uwaga Polaków coraz bardziej kierowała się na
wschód, jednak i gdzie indziej nie brakowało poważnych problemów.
Przyłączenie Rusi Czerwonej przez Jadwigę spowodowało napięcia
z Węgrami. Jeszcze większe niezadowolenie króla węgierskiego Zygmunta
wywołało zhołdowanie przez Jagiełłę Mołdawii. Zygmunt Luksemburski
był jednak zbyt słaby, aby upomnieć się o prawa Węgier do Rusi czy
o wzmocnienie swej pozycji w Mołdawii. W celu osłabienia Królestwa
Polskiego zaczął wiązać się z zakonem krzyżackim, wykorzystywał także do
tego Władysława opolskiego.
Książę Władysław był z nadania Ludwika panem lennym ziemi
dobrzyńskiej, w jego rękach znajdowały się niektóre grody kujawskie.
Stosunki między Władysławem opolskim a Jagiełłą były złe. Pogorszyły się
jeszcze, gdy król polski nie zgodził się, aby bratanek księcia Władysława,
Jan Kropidło, został arcybiskupem gnieźnieńskim. W 1391 roku książę
Władysław zastawił Krzyżakom Złotorię. Uważał, że ma do tego prawo,
gdyż dostał ją jako lenno z rąk króla Ludwika. W Polsce natomiast
uważano, że był to gród koronny i Władysław nie mógł dysponować nim
bez zgody króla polskiego. Jagiełło próbował zbrojnie odzyskać straty, zajął
kilka grodów księcia Władysława, lecz Złotoria pozostała nadal jako zastaw
w rękach krzyżackich. Wtedy Opolczyk wystąpił z planem rozbioru Polski
pomiędzy Krzyżaków, Luksemburgów i Marchię Brandenburską. Mistrz
krzyżacki i król Węgier byli zbyt poważnymi politykami, aby realizować
tak nierealne plany. Krzyżacy skorzystali jednak z okazji i przyjęli od
Władysława jako zastaw resztę ziemi dobrzyńskiej oraz jego posiadłości
kujawskie. Znowu Jagiełło musiał użyć siły. Udało mu się odzyskać
większość Kujaw, lecz ziemia dobrzyńska pozostała w rękach zakonu.
Polska znalazła się w okrążeniu, bo Zygmunt Luksemburski zawarł
z Krzyżakami sojusz. W odpowiedzi na to Jagiełło zbliżył się do Wacława,
króla czeskiego i cesarza zarazem. Układ ten opierał się na wspólnocie
interesów, Wacław bowiem popadł w konflikt z Krzyżakami z powodu
różnicy zdań na temat obsady arcybiskupstwa ryskiego. Do koalicji
antykrzyżackiej udało się ponadto skłonić książąt pomorskich i miasta
hanzeatyckie, przystąpił do niej również Witold.
Tymczasem pozycja Zygmunta osłabła. W 1395 roku zmarła jego żona,
siostra Jadwigi Maria. Ponieważ Zygmunt był królem węgierskim dzięki
małżeństwu z Marią, na Węgrzech podniosły się głosy odmawiające mu
prawa do tronu. Z pretensjami do korony węgierskiej wystąpiła także
Jadwiga. Zygmunt utrzymał się na tronie, lecz nie był już tak silny jak
przed śmiercią Marii. Nie odniósł też sukcesu na południu. W 1396 roku
zorganizował wielką wyprawę antyturecką, lecz przegrał bitwę pod
Nikopolis. Osłabiony Zygmunt przestał popierać Władysława opolskiego.
Jagiełło zareagował natychmiast. Jego wojska uderzyły zarówno na
zastawione Krzyżakom posiadłości Opolczyka, jak i na jego śląskie
księstwo. Odzyskał całe Kujawy i doprowadził do poddania się bratanków
Władysława opolskiego. Zawarli oni pokój z królem Polski. Jagiełło nie
zdołał jednak opanować ziemi dobrzyńskiej, która pozostała nadal pod
panowaniem krzyżackim.
Pod wpływem niepowodzeń Zygmunt Luksemburski zaczął szukać
porozumienia z Polską. Spotkał się z Jadwigą i Jagiełłą i zawarł z nimi
pokój. Dzięki temu Polska miała zapewnione bezpieczeństwo na
południowej granicy, zerwany też został sojusz Zygmunta z zakonem
krzyżackim. Wydawało się, że nadeszła odpowiednia chwila na odzyskanie
ziemi dobrzyńskiej. Krzyżacy twierdzili, że dzierżą ją jako zastaw od
Władysława opolskiego, strona polska uważała, że Władysław był
lennikiem króla polskiego i bez jego zgody nie mógł jej zastawiać.
Pertraktacji podjęła się królowa Jadwiga. Była ona córką Ludwika
Andegaweńskiego i dziedziczką Królestwa Polskiego, mogła więc
występować jako pani spornego terytorium. Nie udało się jednak odzyskać
ziemi dobrzyńskiej drogą dyplomatyczną. Krzyżacy godzili się oddać
Dobrzyń po zwrocie przez Władysława opolskiego pożyczonej sumy, lecz
Władysław nie mógł i nie chciał uregulować długu. Zatrzymali więc
zastawioną ziemię, nie zdołali natomiast osiągnąć głównego celu. Nadal
traktowali Polskę i Litwę jak dwa oddzielne państwa. Starali się zachować
z Polską pokój i dalej prowadzić wojnę z Litwą. Tymczasem Polska i Litwa
nie pozwoliły na prowadzenie odrębnej polityki w stosunku do każdego
z tych państw. Nastąpiło nawet ściślejsze ich zespolenie.
Nadzieje na zerwanie unii polsko-litewskiej przyniosła Krzyżakom śmierć
królowej Jadwigi. Jadwiga była dziedziczką Królestwa Polskiego, Jagiełło
został królem Polski dzięki zawartemu z nią małżeństwu. Następcą tronu
miał być ich wspólny, pochodzący od Kazimierza Wielkiego potomek. Gdy
więc w 1399 roku królowa spodziewała się dziecka, wydawało się, że losy
Korony Polskiej są zabezpieczone. Jadwiga urodziła córkę, która miała
panować w Polsce. Niestety, córka ta zmarła zaraz po urodzeniu, a w kilka
dni później zmarła również królowa. Zdążyła jeszcze zapisać swe skarby
odnawianej Akademii Krakowskiej.
Po śmierci Jadwigi prawa Jagiełły do tronu polskiego znacznie osłabły.
Zaczął on nawet mówić o wycofaniu się na Litwę. Jednak polscy politycy
byli zainteresowani dalszym trwaniem związku polsko-litewskiego, nadal
uznawali Jagiełłę za swego króla. Dokonali przecież jego elekcji. Chcieli
jednak, aby dzieci Jagiełły miały piastowskie pochodzenie. Dlatego
postanowili ożenić go z potomkinią Kazimierza Wielkiego.
Jedyną panną, która pochodziła po kądzieli od króla Kazimierza, była
Anna, córka hrabiego Cylii. Hrabia ten nie był wielkim władcą, Cylia była
niedużym hrabstwem leżącym na pograniczu obecnej Austrii i Słowenii.
Propozycja wydania córki za króla wielkiego państwa była dla hrabiego
bardzo zaszczytna. Dla Jagiełły natomiast małżeństwo to oznaczało
wzmocnienie jego praw do tronu polskiego. Podobno sama Jadwiga przed
śmiercią sugerowała takie rozwiązanie. W 1402 roku zawarte więc zostało
małżeństwo Jagiełły z Anną, a z nim wzmocnienie unii i nadzieja na
panowanie w Polsce potomków Piastów.
UNIA WILEŃSKO-RADOMSKA

Na początku XV wieku doszło do zmian w stosunkach polsko-litewskich. Do


zawarcia nowego układu najbardziej przyczyniły się wydarzenia na
wschodzie. Będąc namiestnikiem na Litwie, Witold skonsolidował Wielkie
Księstwo i stał się jego rzeczywistym władcą. Zaczął nawet realizować
własną politykę bez oglądania się na Polskę. Jednak klęska, jaką poniósł
nad rzeką Worsklą, ukazała mu wyraźnie konieczność wzmocnienia
związków Litwy z Polską. Bez oparcia w Polsce Litwa nie mogła realizować
swych wschodnich planów, była też słabsza od zagrażającego jej bytowi
zakonu krzyżackiego. Również Polacy uświadomili sobie, że postanowienia
zawarte w Krewie nie są możliwe do spełnienia. Litwa była zbyt potężna,
a rządzące nią elity za bardzo świadome swej odrębności, aby można było
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego wcielić do Polski.
Nowy układ zwany unią wileńsko-radomską został zawarty w 1401 roku.
Układającymi się stronami byli nie tylko władcy, głos zabrali również
panowie polscy i bojarzy litewscy. Jagiełło, a z nim strona polska zgodzili
się, aby Wielkie Księstwo Litewskie wraz z wszystkimi księstwami ruskimi
wchodzącymi w jego skład do śmierci Witolda pozostało pod jego władzą.
Od tego momentu Witold zaczął tytułować się wielkim księciem. Złożył
jednak hołd Jagielle, który przyjął tytuł najwyższego księcia Litwy. Po
śmierci Witolda Litwa miała zostać inkorporowana do Polski. Warunki te
przyjął nie tylko Witold, ale też bojarzy Wielkiego Księstwa. Litwinom
natomiast zagwarantowano, że w przypadku wcześniejszej śmierci Jagiełły
będą współdecydować o obsadzeniu tronu polskiego.
W wyniku zobowiązań podjętych wzajemnie w 1401 roku Polacy uznali
odrębność państwową Litwy, zarazem obie strony potwierdziły związek
wzajemny obu narodów. Układ ten naruszał interesy zarówno Krzyżaków,
którzy nadal starali się negować unię polsko-litewską, jak i Zygmunta
Luksemburskiego. Widział on, że wyrasta nowe mocarstwo europejskie,
z którym coraz bardziej należało się liczyć. Wraz z Krzyżakami dążył więc
do osłabienia Polski i Litwy. Musiało minąć wiele lat, aby sąsiedzi
przyzwyczaili się do nowej sytuacji i przyjęli nowe realia. Póki to nie
nastąpiło, starali się rozbić unię oraz przedstawiać w najgorszym świetle
zarówno króla Polski, jak i wielkiego księcia Litwy.
WIELKA WOJNA Z ZAKONEM KRZYŻACKIM

Po klęsce na wschodzie i nowej umowie z Polską uwaga Witolda zwróciła


się na zachód. Tymczasem na pozostającej pod władzą zakonu Żmudzi
wzrastało napięcie. Żmudzini nie godzili się na twarde rządy krzyżackie,
szukali kontaktów z Litwą i zaczynali buntować się przeciw swym
zakonnym panom. Wielki książę litewski nie pozostał obojętny.
Ufortyfikował ponownie granicę z państwem krzyżackim i zaczął pomagać
Żmudzinom. Gdy zaś na Żmudzi wybuchło powstanie, pośpieszył im ze
zbrojną pomocą.
Włączenie się księcia litewskiego w walki zostało przez Krzyżaków
potraktowane jako zerwanie pokoju salińskiego z 1398 roku. Wybuchła
wojna, Krzyżacy zaczęli najeżdżać Litwę. W 1402 roku zagrożone było
nawet Wilno. Krzyżakom udało się wykorzystać konflikty pomiędzy
Giedyminowiczami, pozyskali sobie Świdrygiełłę.
Brat Jagiełły Świdrygiełło był panem Podola. Nie odpowiadało to jego
ambicjom, marzył o zajęciu na Litwie takiej pozycji, jaką miał Witold.
Pragnął zostać wielkim księciem. Porozumiał się więc z Krzyżakami i zbiegł
do Malborka. Miał nadzieję, że z pomocą krzyżacką opanuje Wilno.
Tytułując się wielkim księciem, zawarł sojusz z wielkim mistrzem.
W zamian za pomoc oddawał Krzyżakom Żmudź. Zapewne wzorował się na
Witoldzie, który kiedyś w podobny sposób uzyskał najwyższą godność na
Litwie. Plany Świdrygiełły mogły być realne, miał przecież na Litwie swych
stronników. Popierali go prawosławni bojarzy niezadowoleni z lepszej
pozycji litewskich katolików. Zbuntowany książę mógł też liczyć na ruskich
książąt ze wschodnich krańców Wielkiego Księstwa. Miał wpływy
w Smoleńsku.
Bunt Świdrygiełły stanowił zagrożenie zarówno dla Witolda, jak i dla
dalszego trwania unii polsko-litewskiej. Gdyby udało mu się zająć Wilno,
on dyktowałby warunki. Krzyżacy wsparli litewskiego księcia i wspólnie
z nim ruszyli na Wilno. Stolica Litwy zdołała się jednak obronić.
W odpowiedzi na agresję Witold zaczął atakować Inflanty.
Wielki książę mógł czuć się pewnie, miał bowiem zdecydowane poparcie
Jagiełły. Król Polski nie angażował się jeszcze zbrojnie, ale rozwinął
skuteczną akcję dyplomatyczną. Udało mu się przekonać do swych racji
papieża Bonifacego IX, który wydał bullę potępiającą krzyżackie ataki na
Litwę. Nakazał obu stronom czekać na wyrok trybunału papieskiego.
Wobec stanowiska papieskiego Krzyżacy musieli przystąpić do
pertraktacji pokojowych. Ponieważ nadal ignorowali unię polsko-litewską,
starali się rozmawiać tylko z Witoldem. Takiego rozwoju sytuacji obawiał
się Jagiełło. Obawy te nie miały podstaw, również Witold nie chciał
osłabienia unii. Wielki książę zobowiązał się, że nie zawrze z Krzyżakami
odrębnego pokoju. Na razie, za pośrednictwem papieskim, został zawarty
rozejm. W czasie jego trwania udało się oderwać Świdrygiełłę od sojuszu
z Krzyżakami, brat Jagiełły odzyskał łaskę króla. Nie odzyskał jednak
swych księstw.
Pokój z Krzyżakami został zawarty w 1404 roku w Raciążu. Przyjechał
tam król Polski Jagiełło i wielki mistrz krzyżacki Konrad von Jungingen,
Witolda reprezentował biskup wileński. Krzyżacy chcieli rozmawiać
o Żmudzi, stronie polskiej udało się wnieść pod obrady również problem
ziemi dobrzyńskiej. Najpierw został zawarty pokój litewsko-krzyżacki.
Zgodzono się wrócić do ustaleń poczynionych w 1398 roku na wyspie
Salin, co oznaczało, że Żmudź pozostaje pod rządami krzyżackimi.
W traktacie zaznaczono, że Polska nie może pomagać Witoldowi, gdyby
znowu wybuchła wojna o Żmudź. Odrębny pokój Krzyżacy zawarli
z Polską. Uzgodniono, że Polska wykupi ziemię dobrzyńską, ale za sumę
niższą niż ta, którą kiedyś pożyczył Władysław opolski. Suma ta została
zapłacona i już w następnym roku Krzyżacy zwrócili ziemię dobrzyńską.
Pokój w Raciążu rozwiązał niektóre problemy pomiędzy Polską
i zakonem krzyżackim, nie doprowadził jednak do odzyskania Żmudzi
przez Litwę.
Mimo to wzmocniona została pozycja Witolda. Jego konkurent
Świdrygiełło został osłabiony. Okazało się zarazem, że Polska i Litwa
tworzą silny związek. Krzyżakom znowu nie udało się osłabić unii.
Po zawarciu pokoju w Raciążu Witold wyruszył na Ruś. Jego celem było
podporządkowanie sobie księstw ruskich leżących na wschód od
dotychczasowych granic Wielkiego Księstwa. Wywołało to konflikt
z Moskwą. Ponieważ jednak Polska wsparła wielkiego księcia, udało się
rozciągnąć jego władzę na Smoleńsk i inne księstwa pograniczne. Musiał to
uznać Wasyl moskiewski. W 1408 roku został podpisany litewsko-
moskiewski układ i nastąpił podział wpływów pomiędzy oba państwa.
Pokój w Raciążu nie doprowadził do zlikwidowania wszystkich
problemów, jakie dzieliły Polskę i zakon krzyżacki. Gdy rozwiązana została
sprawa ziemi dobrzyńskiej, zrodził się konflikt o Drezdenko. Panowie von
der Osten od czasów Kazimierza Wielkiego byli lennikami Polski
z Drezdenka i Santoka. Gdy jednak w 1402 roku Krzyżacy kupili od
Zygmunta Luksemburskiego Nową Marchię, przeszli na ich stronę.
W wyniku tego Polska straciła zwierzchnictwo nad obu grodami. W innych
okolicznościach sprawa ta wywołałaby tylko niewielki, łatwy do
rozwiązania konflikt. Jednak pomiędzy Polską i zakonem istniało znacznie
więcej spornych kwestii. Polacy pamiętali o utracie Pomorza, czuli się też
zobowiązani do pomocy Litwie na Żmudzi. Również Krzyżacy rościli do
Polski wiele pretensji. Nadający kształt krzyżackiej polityce ludzie nie
godzili się na unię polsko-litewską, pamiętali też, że Polska jest gotowa
wesprzeć Litwę w jej konflikcie z zakonem. Dlatego drobna sprawa
Drezdenka i Santoka stała się problemem nie do rozwiązania.
Po pokoju w Raciążu Krzyżacy ustanowili wójta żmudzkiego, budowali
zamki. Działalność ta była tak absorbująca, że nie prowadzili akcji
chrystianizacyjnej. Żmudź nadal pozostawała przy pogaństwie. Choć
panowie zakonni tolerowali pogaństwo, Żmudzini byli narażeni na ich
ucisk. W końcu nie wytrzymali i powstali przeciw krzyżackim rządom.
Opanowali zamki i poddali się wielkiemu księciu Litwy. Witold ustanowił
na Żmudzi swego starostę i uznał, że jest panem tej ziemi. Dla zakonu kraj
ten był więc stracony.
Krzyżacy nie godzili się oczywiście na utratę tak ważnej dla nich ziemi,
planowali nową wojnę z Litwą. Nie chcieli jednak, aby do tej wojny
włączyła się Polska. Mistrz krzyżacki Ulrich von Jungingen gotów był na
daleko idące ustępstwa względem Polski, proponował powołanie sądu
polubownego, który rozwiązałby wszystkie problemy. Nadal chciał
traktować Polskę i Litwę jako dwa odrębne państwa i dążył do tego, aby
problemy polsko-krzyżackie rozwiązywać tylko z Polakami, a problemy
litewsko-krzyżackie tylko z Litwinami. Nie udało się to jednak. W 1409
roku w Łęczycy zebrał się zjazd generalny Polaków i uchwalono na nim
pomoc dla Litwy w wojnie, którą prowadziła z Krzyżakami. Z Polski zostało
też wysłane poselstwo do Malborka, posłowie oświadczyli, że król Polski
zgodzi się na sąd polubowny dla rozwiązania polsko-krzyżackich sporów,
jeśli Krzyżacy nie zaatakują Żmudzi. Gdyby jednak atak taki nastąpił,
Polska wesprze Litwę w walce z zakonem.
Dla Krzyżaków stało się oczywiste, że jeśli chcą opanować Żmudź, muszą
się zmierzyć z Polską. Wypowiedzieli więc wojnę i niemal natychmiast
zajęli ziemię dobrzyńską. Król Jagiełło zorganizował kontrofensywę,
polskie działania wojenne doprowadziły do odzyskania części strat.
Ponieważ jednak była już jesień, a więc czas nie najlepszy do prowadzenia
działań wojennych, zawarto rozejm do czerwca 1410 roku. Strony zgodziły
się na ostatnią próbę przywrócenia pokoju, to znaczy na sąd polubowny
z królem Czech Wacławem jako sędzią.
Czas rozejmu obie strony wykorzystały na przygotowania wojenne. Król
Jagiełło zarządził wielkie łowy, które miały zapewnić armii żywność. Obie
strony rozwinęły też intensywne działania dyplomatyczne. Krzyżakom
udało się ponownie nawiązać kontakt ze Świdrygiełłą. Przebywający na
dworze Witolda, pozbawiony własnych księstw brat Jagiełły gotów był
znowu sprzymierzyć się z Krzyżakami, którzy gwarantowali mu władzę na
Litwie. Witoldowi udało się jednak zapobiec niebezpieczeństwu,
Świdrygiełło został pojmany i wiele lat spędził w więzieniu. Po nieudanej
próbie wywołania buntu na Litwie Krzyżacy pozyskali Luksemburgów. Po
stronie krzyżackiej opowiedział się zarówno król Węgier Zygmunt, jak
i król Czech Wacław. Zakon poparli także książęta pomorscy. Polska
dyplomacja nie mogła poszczycić się takimi sukcesami.
Po przejściu na stronę krzyżacką Wacław czeski wydał na początku 1410
roku wyrok korzystny dla zakonu. Orzekł, że obowiązywać będą warunki
pokoju z 1343 roku, natomiast ziemia dobrzyńska ma powrócić pod władzę
króla Polski. Jednak ma się to stać dopiero wtedy, gdy Witold zwróci
Krzyżakom Żmudź. Ponadto sentencja wyroku zakazywała Jagielle
popierania Witolda w wojnie z zakonem.
Zgoda króla polskiego na pozostawienie Litwy samej byłaby
równoznaczna z upadkiem unii. Na to Jagiełło nie mógł przystać, odrzucił
więc wyrok. Teraz Zygmunt Luksemburski podjął próbę mediacji.
Rozmawiał z Witoldem, którego chciał odwieść od związku z Polską. Kusił
wielkiego księcia propozycją korony, jednak Witold odmówił. Zygmuntowi
nie udało się więc doprowadzić do rozbicia unii polsko-litewskiej. Wobec
tego, po upływie terminu rozejmu, król Węgier wypowiedział Polsce wojnę.
Do decydującego starcia obie strony przygotowały się bardzo starannie.
Jagiełło zwołał pospolite ruszenie i zebrał polskie wojska pod Wolborzem.
W składzie jego armii znaleźli się rycerze zagraniczni, przede wszystkim
Czesi, przybyli też rycerze ze Śląska. Stworzyli oni chorągiew św. Jerzego.
Na pomoc Jagielle ruszyli także książęta mazowieccy. Janusz czerski
przybył na czele swych oddziałów osobiście, Siemowit płocki wysłał
rycerzy pod dowództwem swego syna. W armii polskiej bardzo ważną rolę
odegrały wojska inżynieryjne, których dziełem był przygotowany wcześniej
most pontonowy. Koncentracja wojsk Witolda nastąpiła na Litwie. Na
wezwanie wielkiego księcia stawili się wojownicy z Litwy oraz księstw
ruskich podległych Witoldowi. Wojska litewskie wsparły też oddziały
Tatarów. Historycy oceniają, że armia polsko-litewska liczyła około 20
tysięcy wojsk polskich i 10 tysięcy litewskich.
Równie imponująco wyglądała armia krzyżacka. Nie należy wyobrażać
sobie wojsk krzyżackich jako zastępów rycerzy odzianych w białe płaszcze
z czarnymi krzyżami. Krzyżaków było niewielu, pełnili oni tylko funkcje
dowódcze. Większość armii to oddziały rycerzy powołane na zasadzie
pospolitego ruszenia. Byli wśród nich także Polacy z Pomorza i ziemi
chełmińskiej. Na wezwanie wielkiego mistrza przybyli wojownicy pruscy.
Były to formacje lekkozbrojne, podobne do większości wojsk litewskich.
Liczne chorągwie wystawiły miasta krzyżackie. Znaleźli się w nich rycerze
zwerbowani jako najemnicy. Krzyżaków wsparli też rycerze zagraniczni.
Byli to głównie Niemcy, którzy jak dawniej pragnęli walczyć w obronie
zakonu i chrześcijaństwa. Propaganda krzyżacka jeszcze działała,
przedstawiając tę wojnę jako wojnę z niewiernymi. Rycerze zagraniczni
służyli pod chorągwią św. Jerzego. Obie armie dysponowały też artylerią,
jednak nie odegrała ona w walkach większej roli.
Wojskami krzyżackimi dowodził wielki mistrz Ulrich von Jungingen.
Historycy natomiast długo toczyli spory o to, kto naprawdę dowodził armią
polsko-litewską. Wielu z nich uważało, że twórcą planów wojennych był
Witold, niektórzy dowódcę widzieli w mieczniku krakowskim Zyndramie
z Maszkowic. Obecnie jednak nie ulega już wątpliwości, że prawdziwym
wodzem sił polsko-litewskich był król Władysław Jagiełło.
Dowódcy krzyżaccy sądzili, że król zaatakuje Pomorze. Skoncentrowali
więc swą armię w miejscu umożliwiającym obronę tej ziemi. Tymczasem
Jagiełło postanowił uderzyć w centrum państwa krzyżackiego. Zebrane
koło Wolborza wojska polskie ruszyły w stronę Czerwińska. Tam 30
czerwca po spławionym Wisłą i zmontowanym moście pontonowym
przeprawiły się na wschodni brzeg rzeki. Pod Czerwińsk przybyli też
Litwini oraz chorągwie mazowieckie. Po połączeniu wojsk Jagiełło nakazał
marsz na północ. Granicę pruską przekroczono 9 lipca.
Ruchy wojsk Jagiełły były obserwowane przez dowódców krzyżackich.
Widząc, dokąd zmierza armia polsko-litewska, mistrz Ulrich skierował swe
wojska na jej spotkanie. Obie armie stanęły naprzeciwko siebie po obu
stronach Drwęcy w okolicach Kurzętnika. Przeprawa przez rzekę pod
okiem nieprzyjaciela była bardzo ryzykowna, więc Jagiełło wydał wojskom
rozkaz dalszego marszu. Postanowił obejść rzekę u jej źródeł. Armia
polsko-litewska szerokim łukiem zaczęła obchodzić Drwęcę, Ulrich von
Jungingen podążył w tym samym kierunku. Jego wojska maszerowały
wzdłuż cięciwy łuku, jaki tworzyła rzeka. Do spotkania obu armii doszło 15
lipca w okolicach wsi Grunwald.
Bitwę tę opisał Henryk Sienkiewicz w powieści Krzyżacy. Na jej kartach
rycerze Jagiełły ustawili się przed bitwą w wielkim lesie. Tymczasem
w pobliżu Grunwaldu już w XV wieku lasów nie było. Nieporozumienie
wynikło z błędnego oddania nazwy wsi przez Polaków. Nazwa Grunwald
pojawiła się już w listach króla wysłanych do Krakowa po bitwie. Oznacza
ona zielony las. Tymczasem po niemiecku wieś nazywa się Grünfelde, a to
znaczy zielone pole. A więc bitwa rozegrała się na polach, a nie na skraju
lasu.
Pierwsi przyjęli szyk bojowy Krzyżacy, przed chorągwiami rycerstwa
ustawili artylerię. Tymczasem Jagiełło, gdy jego wojska ustawiały się do
bitwy, słuchał kolejnych mszy. Zwlekanie strony polskiej zaniepokoiło
Krzyżaków, nie wiedzieli, co zamierza naczelny wódz ich przeciwników.
Wysłali więc heroldów z dwoma mieczami i wyzwaniem do walki. Jagiełło
przyjął wyzwanie i bitwa się rozpoczęła.
Dowódcy obu armii nie brali udziału w bitwie, dowodzili swymi
wojskami z miejsc pozwalających im obserwować przebieg wydarzeń.
Walkę rozpoczęła strona polsko-litewska. Król wysłał do boju lżej
uzbrojone chorągwie litewskie. Ich zadaniem było rozpoznanie
i wprowadzenie zamętu w wojskach krzyżackich.
Litwini uderzyli, lecz szybko ulegli lepiej uzbrojonym przeciwnikom.
Pokonani rzucili się do ucieczki, za nimi ruszyły w pościg niektóre oddziały
krzyżackie. Jedynie trzy pułki smoleńskie nie poddały się panice i dzielnie
walcząc, dołączyły do sił polskich. Mimo to Litwini wypełnili postawione
przed nimi zadanie. Doprowadzili do częściowej dezintegracji wojsk
nieprzyjacielskich.
Teraz przyszła kolej na Polaków. Nieustępujące uzbrojeniem siłom
krzyżackim oddziały rycerzy polskich ruszyły do ataku. Na czele każdego
z nich, wokół niesionej przez chorążego chorągwi, walczyli najlepiej
uzbrojeni rycerze. W dalszych szeregach do walki szli wojownicy lżej
zbrojni. Przed zwarciem, gdy chorągiew pędziła na spotkanie
z nieprzyjacielem, lżej zbrojni wojownicy ponad głowami tych, którzy byli
przed nimi, strzelali z kusz i z łuków w kierunku nieprzyjaciela. Gdy doszło
do zwarcia, wszyscy walczyli za pomocą broni ręcznej.
Bitwa się przeciągała. W jej początkowej fazie Krzyżacy zdobyli
przewagę, na ziemię padła chorągiew Królestwa Polskiego. Szybko jednak
opanowano zamieszanie, chorągiew została podniesiona i rycerze polscy ze
zdwojoną energią ruszyli do boju. Jednak dopiero po kilku godzinach walki
Polacy zaczęli odnosić zwycięstwo. Widząc, że wojska krzyżackie ustępują,
Ulrich von Jungingen postanowił użyć rezerw. Na czele dwudziestu
chorągwi, jakimi jeszcze dysponował, sam ruszył do boju. Nacierające
nowe oddziały krzyżackie zagroziły Jagielle. Król stał w otoczeniu niewielu
rycerzy na wzgórzu z dala od pola głównych zmagań. Gdy rezerwowe siły
Krzyżaków ruszyły do boju, znalazł się w niebezpieczeństwie. Tymczasem
Krzyżacy nie zwrócili uwagi na niewielką grupkę polskich rycerzy, nie
wiedzieli, że między nimi znajduje się wódz naczelny, sam Władysław
Jagiełło. Jednak od sił krzyżackich odłączył się jeden rycerz i zaatakował
króla. Jagiełło chciał mu stawić czoło, lecz uprzedził go młody Zbigniew
Oleśnicki. Choć był on duchownym, zachował się jak rycerz i uratował
króla, strącając napastnika z konia.
Użycie rezerw nie uratowało Krzyżaków. Uderzenie nie było tak mocne,
jak się tego spodziewał mistrz Ulrich. We wprowadzonych do walki
chorągwiach służyło wielu rycerzy polskich z ziemi chełmińskiej
i Pomorza, nie przejawiali oni zbytniej chęci do walki ze swymi rodakami.
Część z nich poddała się, niemal nie walcząc. Użycie rezerw nie przeważyło
szali również dlatego, że Jagiełło także miał rezerwy. Zachował je dłużej
niż mistrz krzyżacki i użył ich w ostatniej, decydującej fazie walki.
Pod wieczór bitwa zakończyła się całkowitym zwycięstwem wojsk
polsko-litewskich. Na polu walki padł wielki mistrz Ulrich von Jungingen
i wielu krzyżackich komturów, armia krzyżacka została rozbita. Wojska
Jagiełły wzięły do niewoli bardzo wielu jeńców, zdobyty też został
krzyżacki obóz. Po jego opanowaniu Jagiełło nakazał roztrzaskać beczki
z winem przygotowanym przez Krzyżaków na świętowanie zwycięstwa.
Król nie chciał, aby jego wojownicy po wypiciu wina stracili na jakiś czas
swe siły bojowe.
Po zwycięstwie król ogłosił trzydniowy odpoczynek dla swej armii.
Zarzuca się czasem Jagielle, że zamiast natychmiast ruszyć w kierunku
Malborka, zmarnował całe trzy dni. Jednak taki odpoczynek był konieczny.
Wojska polsko-litewskie po forsownych marszach i po morderczej bitwie
były bardzo zmęczone, bez odpoczynku nie mogły prowadzić dalszej
wojny. Mimo to pod Malborkiem znalazły się szybko, oblężenie zaczęło się
dziesięć dni po Grunwaldzie.
Po ogromnym sukcesie Jagiełły wydawało się, że dni zakonu są już
policzone. Królowi polskiemu poddawały się krzyżackie zamki, mieszczanie
wielu miast pruskich gotowi byli złożyć mu hołd. Nawet pruscy biskupi
wyrazili chęć podporządkowania się Polsce. Zakon uratował komtur
Świecia Henryk von Plauen. Nie brał on udziału w bitwie pod
Grunwaldem, jego zadaniem była obrona Pomorza. Na wieść o klęsce
krzyżackiej ruszył wraz z dowodzonym przez siebie wojskiem do Malborka.
Udało mu się tam dotrzeć przed armią królewską i zdążył przygotować
zamek do obrony.
Malbork był jedną z najpotężniejszych twierdz europejskich, zaopatrzono
go w żywność i środki obrony. Zdobycie Malborka szturmem było
właściwie niemożliwe, oblężenie musiałoby być bardzo długie. Król
Jagiełło liczył zapewne na upadek ducha obrońców. Uważał, że Krzyżacy,
widząc powszechne niemal poddawanie się miast i zamków, zwątpią
w możliwość przeciwstawienia się jego wojskom. Henryk von Plauen
jednak się nie poddawał. Nie załamał się nawet wtedy, gdy Polacy pod
Koronowem rozbili śpieszących na pomoc Krzyżakom rycerzy z Niemiec.
Obrońcom Malborka zaczynała też sprzyjać sytuacja międzynarodowa.
Nie miały większego znaczenia militarnego działania zbrojne
krzyżackiego sojusznika, króla Węgier Zygmunta. Na jego rozkaz wojska
węgierskie pod dowództwem Polaka, Ścibora ze Ściborzyc, wkroczyły na
Sądecczyznę. Bez większych trudności zostały odparte przez pozostawione
do obrony południowych granic rycerstwo polskie. Po tej klęsce król
węgierski nie próbował już akcji zbrojnych, natomiast pomagał Krzyżakom
poprzez działania dyplomatyczne.
Zygmunt był groźnym przeciwnikiem, bo w 1410 roku został wybrany na
króla Niemiec. Wspierając zakon postępował zgodnie z nastrojami, jakie
panowały w Niemczech. Tam Krzyżacy mieli dobrą opinię, ich walka
z Polską i Litwą była przedstawiana jako walka z poganami
i schizmatykami. Nawet przychylne wcześniej Polsce papiestwo było teraz
gotowe wziąć zakon w obronę. To wszystko musiał brać pod uwagę
Jagiełło w swoich poczynaniach.
Oblężenie Malborka się przeciągało. Spod murów zamkowych pierwszy
odstąpił Witold wraz ze swymi oddziałami. Musiał to zrobić, gdyż Litwie
zagrażali Krzyżacy z Inflant. Następnie wycofały się wojska książąt
mazowieckich. W końcu Jagiełło zdecydował się na zwinięcie oblężenia.
Zamek malborski był nie do zdobycia, a zbliżała się zima. Dalej oblężenia
nie dało się prowadzić.
Gdy wojska polskie odstąpiły spod Malborka, rozpoczęto rozmowy
pokojowe. Po ustaleniu wstępnych porozumień przez dyplomatów obu
stron Jagiełło spotkał się z nowym mistrzem krzyżackim Henrykiem von
Plauenem. Rozmowy trwały długo, w końcu 1 lutego 1411 roku podpisano
pokój.
Warunki pokoju toruńskiego nie odpowiadały polsko-litewskiemu
zwycięstwu. Polska nie odzyskiwała żadnych terytoriów, Krzyżacy zgadzali
się tylko na pozostawienie Litwie Żmudzi, ale czasowo, do śmierci Witolda.
Zgadzali się też na wypłacenie 100 tysięcy kop groszy praskich za
wypuszczenie jeńców. Bez rozstrzygnięcia pozostawiono sprawę Santoka
i Drezdenka. Uzgodniono, że o ich losie zadecyduje późniejszy sąd
arbitrażowy. Wydaje się, że w ówczesnej sytuacji politycznej, bez zdobycia
Malborka, lepsze warunki pokoju nie były możliwe do uzyskania. Należy
jednak zauważyć, że przegrana wojna wyczerpała siły zakonu. Ogromny
wysiłek związany z wystawieniem wojsk i kontrybucją zapłaconą Polsce
podkopał zakonne finanse. Nigdy już nie wróciły one do stanu równowagi.
Bez Grunwaldu niemożliwe byłyby późniejsze polskie sukcesy
w następnych walkach z Krzyżakami.
Pokój z zakonem został zawarty, teraz należało porozumieć się
z Węgrami. Społeczeństwa obu państw pragnęły pokoju, natomiast
Polakom trudno było porozumieć się z królem Zygmuntem Luksemburskim,
który nadal był sojusznikiem zakonu. Jednak teraz pozycja
międzynarodowa Jagiełły znacznie się wzmocniła. Król polski znalazł
poparcie w Wenecji, która prowadziła z Węgrami spór o Dalmację, do
Polski przybył poseł wenecki, proponując wspólne działania. Jagielle udało
się też porozumieć z Habsburgami, książę Austrii Ernest Żelazny poślubił
Cymbarkę, córkę polskiego lennika, księcia mazowieckiego Siemowita IV.
Jagiełło mógł również liczyć na innego swego lennika, wojewodę
mołdawskiego, ponadto Polska nawiązała sojusz z wojewodą wołoskim.
W tej sytuacji Zygmunt Luksemburski poczuł się osaczony, zgodził się więc
na rozmowy. Na pokoju z Zygmuntem zależało nie tylko Jagielle, ale także
Witoldowi. Pragnął on rozerwać przymierze krzyżacko-luksemburskie, gdyż
znowu postawił sobie za cel zdobycie dominacji na wschodzie.
Pokój polsko-węgierski został podpisany w 1412 roku w Lubowli,
podczas spotkania Jagiełły z Zygmuntem Luksemburskim. Poza
przymierzem przeciwko wszystkim wrogom ustalono, że Ruś pozostanie
polska do śmierci Jagiełły, a po następnych piętnastu latach sąd polubowny
rozstrzygnie, do którego z państw ma należeć. Dokonano też rozgraniczenia
stref wpływów. Królowie zgodzili się, aby Mołdawia pozostała lennem
Polski, natomiast Wołoszczyzna miała podlegać Węgrom. Na zjeździe
w Lubowli Jagiełło dokonał też mistrzowskiego posunięcia. Pożyczył stale
potrzebującemu pieniędzy Zygmuntowi 37 tysięcy kop groszy, które mu się
jeszcze należały jako odszkodowanie od Krzyżaków. Teraz już nie on, lecz
Zygmunt zaczął naciskać na ich oddanie. W zamian Polska dostawała
w zastaw szesnaście miast spiskich. Ponieważ Węgry nigdy tych pieniędzy
nie oddały, miasta spiskie pozostały przy Polsce aż do rozbiorów. Pokój
między Polską i Węgrami rozbijał sojusz Zygmunta z zakonem. W jego
wyniku pozycja Krzyżaków zdecydowanie osłabła.
DYPLOMACJA I WOJNY

Po zakończeniu wojny z zakonem krzyżackim konieczne się stało ponowne


ustalenie zasad unii polsko-litewskiej. Choć Polacy przypominali, że Litwa
miała zostać włączona do Królestwa Polskiego, nikt już nie myślał
o wypełnieniu tego postanowienia unii krewskiej. Polakom zależało jednak
na trwałości związku, gotowi więc byli ponownie zdefiniować zasady
wspólnoty. Gwarantem odrębności Wielkiego Księstwa był Witold. Zdawał
on sobie jednak sprawę z tego, że Litwie potrzebne jest wsparcie Polski.
Było ono konieczne ze względu na Krzyżaków, którzy nawoływali do
krucjaty przeciwko pogańskiej, jak twierdzili, Litwie. Krzyżacy ciągle
jeszcze się łudzili, że można unię rozbić, i starali się traktować Polskę
i Litwę jak dwa niezależne państwa. Witoldowi zależało na trwałości unii,
gdyż miał daleko idące plany wschodnie, które nie były możliwe do
zrealizowania bez pomocy Polski.
W 1413 roku Jagiełło z Witoldem spotkali się w Horodle nad Bugiem.
Przyjechali tam również przedstawiciele Polski i Litwy i ustanowiono nową
unię. W wyniku zawartej umowy Witold miał nadal sprawować na Litwie
władzę wielkiego księcia. Choć w akcie wydanym przez polską delegację
znalazł się zwrot mówiący o inkorporacji Litwy do Polski, to jednak nikt
już nie myślał o jego zrealizowaniu. W uzgodnionym traktacie nie
wspomniano, że po śmierci Witolda Litwa zostanie wcielona do Królestwa
Polskiego, lecz że jego następca zostanie wyznaczony za zgodą króla
i Polaków. A więc strona polska uznawała istnienie odrębnego od Polski,
choć z nią połączonego państwa litewskiego. Polacy zgodzili się też, aby po
śmierci polskiego króla w wyborze jego następcy brali udział Litwini. Unia
polsko-litewska miała trwać nawet po ewentualnym wygaśnięciu rodu
króla Władysława. W Horodle nastąpiło też przyjęcie 47 rodów litewskich
do wspólnoty herbowej z polskimi rodami.
Mogłoby się wydawać, że po zagwarantowaniu odrębności państwowej
Litwy unia uległa osłabieniu. Jednak dzięki zbrataniu się szlachty polskiej
i litewskiej związek ten się wzmocnił. Wzmocnienie to wynikało też
z postanowień przewidujących głos szlachty polskiej przy wyborze
następnego wielkiego księcia Litwy i głos Litwinów przy elekcji następnego
króla Polski. Ponadto nastąpiło upodobnienie administracji litewskiej do
polskiej, na Litwie zostały utworzone województwa. Przewidziano również
wspólne polsko-litewskie zjazdy dla podejmowania zasadniczych decyzji
politycznych.
Zawarcie unii horodelskiej uświadomiło Krzyżakom dobitnie, że nie uda
im się rozbić unii. Mimo to pod rządami Henryka von Plauena Krzyżacy nie
byli gotowi do ustępstw na rzecz Polski. Nad stosunkami obu państw
ciążyła sprawa Santoka i Drezdenka, ale też na całej niemal granicy Polacy
nie mogli dojść do porozumienia z zakonem w sprawie delimitacji. Henryk
von Plauen nie godził się na postulaty polskie. Popierany przez radę
koronną Jagiełło oskarżał Krzyżaków o niechęć do zawarcia pokoju.
Przyznać trzeba, że postulaty polskie szły coraz dalej, Polacy zaczęli
powoływać się na wyrok sądu papieskiego z 1339 roku, który nakazywał
zakonowi oddać Polsce Pomorze. Wysuwając tak daleko idące roszczenia,
Polacy liczyli na przychylność Zygmunta Luksemburskiego, który miał być
mediatorem w sporze. Wszystko wskazywało na to, że się nie zawiodą.
Przysłany do Polski poseł węgierski Benedykt Makray, który miał na
miejscu zbadać, która ze stron ma rację, opowiedział się po stronie Polski.
Stwierdził, że to Krzyżacy naruszają warunki pokoju. Jednak Zygmunt
zwlekał z rozpoczęciem mediacji.
Pomiędzy Polską i zakonem znowu więc zaczęło wzrastać napięcie.
Obawiający się wojny dostojnicy krzyżaccy obalili bezkompromisowego
mistrza Henryka von Plauena i na jego miejsce wybrali bardziej
ugodowego Michala Küchmeistra. Jednak nawet z nim nie udało się
Jagielle dojść do porozumienia. W końcu król polski wypowiedział
zakonowi wojnę.
Następna wojna polsko-krzyżacka wybuchła w 1414 roku. Tym razem
państwo zakonne nie mogło przeciwstawić się przeważającym siłom
polskim. Dowódcy krzyżaccy przed wkroczeniem polskiej armii zniszczyli
wszystkie zapasy żywności, aby uniemożliwić jej aprowizację. Sami zaś
zamknęli się w zamkach. Była to skuteczna forma obrony. Wojska polskie
doszły aż do Elbląga, nie zdołały jednak zdobyć żadnego zamku. Taktyka ta
nie mogła jednak dać Krzyżakom zwycięstwa. Była też samobójcza.
Wskutek zniszczenia zapasów na ziemiach zakonnych wybuchł głód.
W wojnie tej Polacy zdecydowanie przeważali. Jednak z powodu
niemożności zdobycia zamków krzyżackich konieczne stało się zakończenie
działań.
Do zawarcia rozejmu przyczynił się legat papieski, przy jego
pośrednictwie zgodzono się rozstrzygnąć spór na forum
międzynarodowym. Forum tym miał być zwołany właśnie do Konstancji
sobór powszechny.
Sobór miał rozstrzygnąć problemy, jakie stanęły przed Kościołem
katolickim. Od 1378 roku Europę Zachodnią rozdzierała schizma papieska,
dwóch papieży, rzymski i awinioński, walczyło między sobą o prymat
w Kościele. Do jedności miał doprowadzić obradujący w 1409 roku sobór
pizański. W Pizie złożono z urzędu obu konkurujących ze sobą papieży i na
ich miejsce wybrano nowego następcę św. Piotra. Nie zlikwidowało to
schizmy. Żaden ze zdetronizowanych papieży nie zrezygnował, za głowę
Kościoła uważał się też papież wybrany w Pizie. Schizmę papieską miał
ostatecznie zlikwidować sobór zwołany w 1414 roku do Konstancji. Kościół
tamtych czasów nurtowały także inne problemy, toczyła się dyskusja nad
tym, czy ważniejsza jest władza papieża czy soboru. Hierarchowie kościelni
musieli się również ustosunkować do czeskiego ruchu husyckiego. Wobec
tych problemów dla większości uczestników soboru konflikt polsko-
krzyżacki był sprawą drugorzędną. Był on jednak bardzo ważny zarówno
dla Krzyżaków, jak i dla Polski i Litwy.
Do Konstancji pojechała bardzo silna polska delegacja. Na jej czele stanął
arcybiskup Mikołaj Trąba, towarzyszyli mu biskupi kujawski Jan Kropidło
i płocki Jakub, w jej składzie znaleźli się uczeni z Akademii Krakowskiej,
Andrzej Laskarz i Paweł Włodkowic. Hierarchom kościelnym i uczonym
towarzyszyli świeccy delegaci, kasztelan kaliski Janusz z Tuliszkowa
i najwybitniejszy polski rycerz, Zawisza Czarny z Garbowa. Na soborze
Andrzej Laskarz, który był zwolennikiem przewagi soboru nad papieżem,
zajął się problemami Kościoła. Ostatecznie poparł wybór papieża
soborowego, Marcina V. Paweł Włodkowic natomiast zaangażował się
w spór polsko-krzyżacki.
Delegacja polska przyjechała do Konstancji wraz z kilkoma ochrzczonymi
Żmudzinami. Ich obecność zrobiła na uczestnikach soboru duże wrażenie.
Krzyżacy przez wiele lat panowania nad Żmudzią nie schrystianizowali tej
ziemi, Polacy natomiast udowodnili, że pod władzą Witolda
chrześcijaństwo zaczyna się tam rozwijać. Już trzy lata później powstało
żmudzkie biskupstwo w Miednikach.
W Konstancji miała miejsce dyskusja polsko-krzyżacka. Z uczonym
referatem wystąpił profesor Akademii Krakowskiej, prawnik Paweł
Włodkowic. Nie wdawał się on w szczegółowe dowodzenie polskich
i litewskich praw do poszczególnych ziem. Takie dowodzenie nie miało
sensu, uczestnicy soboru nie znali problemu, zagadnienia szczegółowe
zapewne by ich znudziły. Wygłosił natomiast uczony wykład na temat
prawa pogan do posiadania własnych państw. Dowodził, że gdy nie atakują
chrześcijan, to wojna z nimi nie jest wojną sprawiedliwą. Było to zupełnie
nowe postawienie problemu, dotychczas w państwach chrześcijańskich
istniało przekonanie, że pogan należy nawracać nawet siłą. Polski uczony
zakwestionował też prawo cesarza do dysponowania ziemiami pogan.
Traktat Włodkowica jest bardzo ważnym polskim wkładem do teorii prawa
międzynarodowego.
Odpowiedź przedstawiciela Krzyżaków, Jana Falkenberga, nie
dorównywała poziomem wystąpieniu Polaka. Falkenberg wygłosił paszkwil
wymierzony w króla polskiego. Wystąpienie Falkenberga spotkało się
z potępieniem, został on zmuszony do jego odwołania.
W dyskusji z Krzyżakami delegacja polska wygrała. Dzięki wystąpieniom
polskich delegatów europejska opinia publiczna powoli zaczynała rozumieć
racje polskie. Poparcie dla zakonu stawało się coraz słabsze, coraz mniej
rycerzy było gotowych wyruszyć do Prus i walczyć w szeregach wojsk
zakonnych.
Sobór w Konstancji trwał do 1418 roku. Arcybiskup Mikołaj Trąba
powrócił z niego z tytułem prymasa Polski. Polscy delegaci, biorąc żywy
udział w obradach, dali się poznać jako równoprawni uczestnicy
ówczesnych dyskusji. Polacy próbowali też doprowadzić do unii Kościołów
katolickiego i prawosławnego. Jednak sobór nie zajął się tą sprawą.
Na soborze nie został rozwiązany spór polsko-krzyżacki. Powodem sporu
nie były drobne zatargi graniczne, lecz ziemie polskie, które kiedyś zakon
opanował. Krzyżacy starali się podważyć pokój toruński zawarty w 1411
roku po wielkiej wojnie. Ponieważ szybko się okazało, jak słaba jest ich
pozycja, zmienili zdanie i zaczęli bronić zawartych w Toruniu
postanowień. Strona polska natomiast zaczęła wysuwać coraz dalej idące
żądania. Teraz Polacy skłonni byli odrzucić pokój toruński i zaczęli
domagać się zwrotu Pomorza, ziem chełmińskiej i michałowskiej.
Przypominali wyrok sądu papieskiego z 1339 roku.
Król Jagiełło oraz wspierające go w tej sprawie stronnictwo z kanclerzem
Wojciechem Jastrzębcem na czele, popierane przez Witolda, dążyło do
poddania sporu z zakonem pod sąd arbitrażowy Zygmunta
Luksemburskiego. Po pokoju w Lubowli Zygmunt zdawał się popierać
stronę polską. Krzyżacy natomiast starali się o mediację papieską.
Ostatecznie jednak, po polskiej groźbie wszczęcia wojny, zgodzili się na
arbitraż Zygmunta. Czuli się zagrożeni, gdyż Jagiełło zawarł sojusz
z Erykiem Pomorskim, królem Danii, Szwecji i Norwegii.
W Polsce oczekiwano korzystnego wyroku, nastroje te wzmacniał
Zygmunt, jednak zmieniła się sytuacja polityczna. W 1419 roku zmarł
bezpotomnie król czeski Wacław IV. Zygmunt Luksemburski był prawnym
następcą swego brata. Nie zgadzali się jednak na niego Czesi, gdyż
Zygmunt doprowadził w Konstancji do potępienia i spalenia na stosie Jana
Husa. Stało się oczywiste, że koronę czeską może on zdobyć tylko siłą.
Spodziewając się wojny, nie mógł zrażać do siebie opinii niemieckiej,
a w Rzeszy zakon krzyżacki nadal cieszył się poparciem. Dlatego we
Wrocławiu w 1420 roku Zygmunt wydał wyrok korzystny dla zakonu.
W jego sentencji było potwierdzenie pokoju z 1411 roku.
Wyrok wrocławski wywołał w Polsce oburzenie. Na zjeździe w Łęczycy
zaatakowano jednego z twórców polskiej polityki, Wojciecha Jastrzębca.
Zarzucono mu błędy polityczne. Wyrosło też nowe ugrupowanie, do
którego weszli tacy politycy, jak Jan z Tarnowa, Piotr Szafraniec czy
Mikołaj Michałowski. Politycy ci domagali się zerwania z Zygmuntem
i oddania sporu pod sąd papieski. Również Witold zmienił swą politykę.
Poprzednio był zwolennikiem sojuszu z Zygmuntem, teraz stał się jego
przeciwnikiem.
Po wyroku wrocławskim sytuacja Polski stała się trudna. Znowu król
węgierski, a zarazem niemiecki, popierał Krzyżaków. Na ich stronę
przeszedł również niedawny polski sprzymierzeniec, Eryk Pomorski.
Zmusiło to Jagiełłę i radę królewską do podjęcia energicznych działań
dyplomatycznych. W 1421 roku został zawarty antykrzyżacki sojusz
z margrabią brandenburskim, Fryderykiem Hohenzollernem. Uzgodniono,
że syn margrabiego, również Fryderyk, gdy dorośnie, zostanie mężem
Jadwigi, córki Jagiełły. Ponieważ Jadwiga była następczynią tronu, dawało
to Fryderykowi nadzieję na polską koronę. Jagiełło wysłał także poselstwo
do papieża z prośbą o mediację.
Papież Marcin V skierował do Prus legata, którym został przychylny
Polsce Antoni Zeno. Legat papieski doprowadził do rozpoczęcia procesu
polsko-krzyżackiego. Zostali przesłuchani liczni polscy świadkowie, jednak
papież nie zdecydował się ostatecznie na wydanie wyroku.
Wraz ze zwycięstwem husytów w Czechach skomplikowała się sytuacja
międzynarodowa. Zygmunt Luksemburski prowadził na Czechów kolejne
krucjaty, za każdym razem ponosząc klęski. Ale sytuacja czeskich husytów
nie była łatwa. Czechom zagrażały ataki z Niemiec i Węgier, nie znaleźli
oni poparcia na Śląsku. Dostrzegając konflikt pomiędzy Polską
i Zygmuntem, zaproponowali koronę czeską królowi polskiemu. Ani
Jagiełło, ani Witold, nie przyjęli propozycji, ale też jej nie odrzucili. Króla
i księcia wspierali ci z doradców, którzy uważali, że należy zerwać
z Zygmuntem i zbliżyć się do papieża. Okazało się to nierealne, papież
bardzo ostro potraktował husytów i wezwał do krucjaty antyhusyckiej.
Rozmowy Czechów z Jagiełłą bardzo zaniepokoiły Zygmunta. Mógł czuć
się niepewnie, gdyż Polska była już sprzymierzona z Brandenburgią.
Zareagował więc natychmiast, proponując owdowiałemu niedawno Jagielle
małżeństwo z wdową po jego bracie Wacławie, Ofką. Miała ona w posagu
wnieść Śląsk. Dla Polski była to korzystna propozycja, mocno popierał ją
rozpoczynający swoją wielką karierę Zbigniew Oleśnicki, któremu bardzo
zależało na odzyskaniu tej ziemi. Propozycja Zygmunta została przyjęta
przez Polaków na zjeździe w Niepołomicach, nie doczekała się jednak
realizacji. Przeciwny jej był Witold, który wkrótce doprowadził do
małżeństwa Jagiełły z siedemnastoletnią księżniczką ruską, swą
siostrzenicą Zofią Holszańską. Nowe małżeństwo króla nie spotkało się
z poparciem w Polsce. W wyniku jego zawarcia porozumienie
z Zygmuntem stało się trudniejsze, a ostatecznie uniemożliwił je Witold,
który przyjął koronę ofiarowaną mu przez czeskich husytów. Ponieważ
jednak sam nie mógł wyjechać do Czech, wysłał tam Zygmunta
Korybutowicza jako swego namiestnika. Pojawienie się namiestnika
Witolda w Czechach natychmiast wywołało reakcję zarówno papieża, jak
i Zygmunta Luksemburskiego. Papież wezwał do odwołania z Czech księcia
litewskiego, Zygmunt natomiast zaapelował do Krzyżaków, aby uderzyli na
Polskę.
Krzyżacy nie stanowili dla Polski zagrożenia, byli na to zbyt słabi.
Jednak w sojuszu z Zygmuntem Luksemburskim mogli być groźni. Dlatego
Jagiełło, uprzedzając dalsze wydarzenia, sam rozpoczął wojnę z zakonem.
Polskie wojska zebrały się pod Czerwińskiem, a potem wkroczyły do Prus.
Krzyżacy nie zdecydowali się na stawienie oporu w polu i zamknęli się
w zamkach. Wojskom polskim udało się zdobyć kilka twierdz, zdobywanie
następnych wymagałoby wiele czasu. Obie strony zaczęły dążyć do
zawarcia pokoju. Na pokoju bardziej zależało Krzyżakom, bo to na ich
terytorium toczyła się wojna.
We wrześniu 1422 roku nad jeziorem Melno został podpisany pokój
polsko-krzyżacki. W myśl ustalonych tam warunków Polska odzyskiwała
niektóre krzyżackie posiadłości na Kujawach. Postanowiono też, że Żmudź
na zawsze już będzie częścią Litwy. Wraz z zawarciem pokoju przekreślono
wrocławski wyrok Zygmunta Luksemburskiego. Pozwalało to Polakom
liczyć na dalsze sukcesy. Na życzenie strony polskiej gwarantami pokoju
uczyniono społeczeństwa zarówno Polski, jak i państwa zakonnego.
Gwarantując pokój, poddani zakonu uzyskiwali status podmiotu
politycznego, ważnego czynnika tak w stosunkach polsko-krzyżackich, jak
i wewnątrz państwa zakonnego.
W pierwszych dziesięcioleciach XV wieku wpływy husytyzmu zaczęły
przenikać również do Polski. Stały się silniejsze po wybuchu wojen
husyckich. Polaków nie interesowały na ogół podnoszone przez
zwolenników Husa problemy doktrynalne, dawali natomiast posłuch
hasłom nawołującym do stworzenia ubogiego Kościoła. Głównym
powodem konfliktów, jakie wybuchały pomiędzy częścią polskiej szlachty
a hierarchami kościelnymi, były spory o dziesięcinę. Zgodnie ze starym
zwyczajem szlachta miała prawo do płacenia dziesięciny dowolnej parafii,
biskupi starali się prawo to ograniczyć lub zupełnie zlikwidować.
Z powodu sporów o dziesięcinę wiele osób pozywano przed trybunały
kościelne, a nawet przed sąd papieski. Budziło to opór. Dlatego hasła
stworzenia ubogiego Kościoła trafiały w niektórych częściach Polski na
podatny grunt. Stosunek do husytyzmu stał się też jednym z czynników
powodujących podział polskiej elity politycznej na przeciwstawne
stronnictwa.
Hierarchia duchowna była przeciwna husytyzmowi, biskupi wydawali na
synodach statuty nakazujące zwalczać wszelkie jego przejawy. Jednym
z głównych przeciwników przenikającej z Czech doktryny był Zbigniew
Oleśnicki. Natomiast część szlachty, a także należących do rady królewskiej
magnatów była znacznie bardziej przychylnie nastawiona do haseł
husyckich. Stosunek do husytyzmu nie był najważniejszym problemem
dzielącym Polaków, nałożył się on jednak na inne kontrowersje polityczne.
Wszyscy ci, którzy przychylnie patrzyli na nauki Husa, uważali, że Jagiełło
lub Witold powinni przyjąć koronę czeską. Ich przeciwnicy dążyli do
odrzucenia husyckiej propozycji.
W końcu XIV i na początku XV wieku wielkie znaczenie w Polsce miała
rada królewska, w której najważniejszą rolę odgrywali panowie
małopolscy. Oni zadecydowali o małżeństwie królowej Jadwigi i unii
polsko-litewskiej. Za panowania Jagiełły, zwłaszcza w późniejszych latach,
znaczenie rady królewskiej, a także zwoływanych czasem zjazdów
poważnie wzrosło. Nie zawsze jednak głos najwyższej elity możnowładczej
był zgodny, wśród polityków kierujących państwem pojawiały się różnice
zdań. W latach dwudziestych XV wieku przewagę zaczęło zdobywać
stronnictwo kierowane przez nowego biskupa krakowskiego, Zbigniewa
Oleśnickiego, zmniejszyły się natomiast wpływy Witolda, związanego z nim
arcybiskupa Wojciecha Jastrzębca i ich zwolenników. Oleśnicki dążył do
zmiany polskiej polityki. Uważał, że należy skończyć z popieraniem
husytów i doprowadzić do zawarcia porozumienia z Zygmuntem
Luksemburskim. Do jego zdania przychylił się król Jagiełło i w 1423 roku
spotkał się z królem Niemiec i Węgier w Kieżmarku. Odnowiono tam
porozumienie z Lubowli. Jagiełło zobowiązał się również, że nie będzie
popierał husytów, Zygmunt natomiast uznał warunki zawartego nad
jeziorem Melno pokoju polsko-krzyżackiego. Był to duży polski sukces,
gdyż ponownie został zerwany sojusz Zygmunta z zakonem krzyżackim.
W wyniku porozumienia Jagiełło odwołał z Czech Zygmunta
Korybutowicza.
OSTATNIE LATA JAGIEŁŁY. PROBLEMY
SUKCESYJNE

W latach dwudziestych XV wieku króla i opinię publiczną w Polsce zaczął


nurtować problem następstwa tronu. Jagiełło był czterokrotnie żonaty. Po
raz pierwszy ożenił się z Jadwigą i dzięki temu małżeństwu został królem
Polski. Niestety, córka Jadwigi i Jagiełły zmarła zaraz po porodzie, w kilka
dni później zmarła jej matka. Z drugą swą żoną, również potomkinią
Piastów, Anną, Jagiełło miał córkę Jadwigę. W niej powszechnie widziano
następczynię tronu. W 1421 roku, po układzie z Brandenburgią,
postanowiono, że jej mężem będzie Fryderyk, syn margrabiego
brandenburskiego. Mały Fryderyk przyjechał nawet do Polski, aby uczyć
się języka i obyczajów swych przyszłych poddanych. Po śmierci Anny
Jagiełło ożenił się po raz trzeci. Jego wybranką była córka Ottona z Pilicy,
Elżbieta Granowska. Musiała to być wielka miłość króla. Ożenił się z nią,
choć była już niemłodą wdową. Zrobił to wbrew polskiej opinii publicznej,
w Polsce nie było bowiem zgody na małżeństwo króla z własną poddaną.
Mimo powszechnego oporu Jagiełło doprowadził do koronacji swej nowej
żony. Małżeństwo to nie trwało długo, Elżbieta zmarła, nie rodząc królowi
potomka. Po jej śmierci, za namową Witolda Jagiełło poprosił o rękę
mającej siedemnaście lat ruskiej księżniczki Zofii Holszańskiej. I tym razem
panowie polscy byli przeciwni, jednak mimo ich oporu doszło do ślubu
i Zofia została koronowana. Po ślubie z Zofią zaczęli się rodzić synowie
królewscy. W 1424 roku przyszedł na świat Władysław, dwa lata później
Kazimierz, a gdy ten niebawem zmarł, narodził się następny syn również
nazwany Kazimierzem. Synowie Jagiełły mieli niekwestionowane przez
nikogo prawo do tronu litewskiego, nie mieli natomiast praw do korony
polskiej. Ani Jagiełło, ani Zofia nie pochodzili z rodu Piastów. Polakom
jednak zależało na utrzymaniu unii z Litwą. Unia mogła być zachowana
tylko wtedy, gdy synowie Jagiełły będą panować w Polsce.
Pierwsi gotowi byli uznać sukcesję synów królewskich mieszczanie.
Jagiełło pozyskał ich, nadając ponad dwudziestu miastom przywileje.
Najważniejsza była jednak szlachta. Potrafiła ona już wcześniej wymóc na
królu dogodne dla siebie prawa. W 1422 roku, w obozie wojskowym pod
Czerwińskiem, król musiał ulec żądaniom rycerstwa i wydał przywilej,
w którym zagwarantował szlachcie sądy według pisanego prawa,
zobowiązał się, że nie będzie konfiskował majątków dziedzicznych bez
prawomocnego wyroku i uznał za nielegalne łączenie urzędów starosty
z urzędem sędziego. Rok później w Warcie ogłosił statut, w którym został
uściślony zakres sądownictwa starościńskiego, a także znalazło się w nim
postanowienie o przymusowym wykupie sołectw z rąk sołtysów
„krnąbrnych i nieużytecznych”.
Po przyjściu na świat królewskich synów przed szlachtą otworzyły się
nowe możliwości. Ponieważ było oczywiste, że królowi zależy na polskiej
sukcesji jego synów, można mu było stawiać warunki. Przedstawiciele
szlachty szantażowali króla, wysuwając kandydaturę Fryderyka
brandenburskiego. Nikomu jednak nie zależało na odsunięciu potomków
królewskich od tronu, chodziło tylko o przywileje.
W 1425 roku, na zjeździe w Brześciu, król wystąpił o uznanie swego syna
jego następcą. Dla szlachty był to moment do rozpoczęcia walki o nowe
prawa. Akcją kierował Zbigniew Oleśnicki. Zebrane na zjeździe rycerstwo
postanowiło uznać jednego z królewskich synów za następcę tronu, ale pod
warunkiem, że potwierdzi on w przyszłości przywileje szlacheckie. Jagiełło
nie chciał się zgodzić na ten warunek, więc uczestnicy zjazdu spisany już
akt uznania złożyli w ręce Oleśnickiego. Akt ten został ponownie
przedłożony królowi na następnym zjeździe zwołanym w 1426 roku do
Łęczycy. Tam znowu Jagiełło nie chciał uznać postulatów rycerstwa. Wtedy
Oleśnicki oddał akt z Brześcia szlachcie, a ta pocięła dokument mieczami.
W tej napiętej sytuacji doszło do konfliktu z książętami mazowieckimi.
Pretekstem do rozpoczęcia sporu był podatek nałożony przez papieża na
duchowieństwo, a przeznaczony na walkę z husytami. Na synodzie
zwołanym do Łęczycy przedstawiciel biskupa płockiego stwierdził, że
duchowni z Mazowsza nie będą płacić, gdyż Mazowsze ma własnych
książąt i tam gdzie oni władają, nie obowiązują rozporządzenia dotyczące
ziem Korony Polskiej. Było to wyraźne zakwestionowanie podległości
Mazowsza Polsce. Jagiełło wezwał więc książąt mazowieckich do
ponownego złożenia mu hołdu lennego. Siemowit i Janusz zwlekali
z odpowiedzią, uzyskali natomiast od Zygmunta Luksemburskiego
potwierdzenie dokumentu Jana czeskiego z 1329 roku, w którym Wacław
płocki złożył królowi czeskiemu hołd. Bardzo to zaniepokoiło Jagiełłę,
który zażądał natychmiastowego podporządkowania się mu książąt
mazowieckich. Choć niechętnie, musieli się w końcu ukorzyć.
W latach dwudziestych XV wieku Jagiełłę zaprzątały sprawy polskie.
W tym czasie Witold był już niekwestionowanym władcą Litwy. Stosunki
pomiędzy Polską i Litwą układały się zgodnie z unią w Horodle,
społeczeństwa obu państw były sobie coraz bliższe. Mimo to Wielkie
Księstwo było odrębnym państwem, którego władca prowadził własną
politykę. Witold był potężny, postanowił więc rozszerzyć swe wpływy na
następne księstwa ruskie. Sytuacja była bardzo dogodna, gdyż zmarł książę
moskiewski Wasyl I, mąż Zofii, córki Witolda, a wielki książę litewski
został opiekunem swego wnuka, małego księcia moskiewskiego Wasyla II.
Teraz nie musiał się obawiać przeciwdziałania Moskwy. Jednak przed akcją
na wschodzie postarał się o zabezpieczenie swej zachodniej granicy
i porozumiał się z Krzyżakami. Zrobił to, choć w tym czasie stosunki
polsko-krzyżackie były bardzo złe. Mimo to miał on poparcie Jagiełły,
który popadł w spór z panami koronnymi i polską szlachtą. Nie będąc
pewnym sukcesji swoich synów w Polsce, pragnął wzmocnienia Litwy.
W latach 1425-1428 Witold zorganizował kilka wypraw na wschód,
podporządkował sobie liczne ruskie księstwa, także Psków i Nowogród.
Wzmacniał też swoje wpływy na południu, nad wybrzeżami Morza
Czarnego, gdyż udało mu się ułożyć stosunki z Tatarami. Sukcesy na
wschodzie były tak wielkie, że Witold przypomniał sobie o koronie, którą
kiedyś proponował mu Zygmunt Luksemburski, a której ze względu na
sytuację polityczną nie przyjął.
Zygmunt Luksemburski nadal miał kłopoty z husytami. Nie mógł ich
pokonać, a bez tego koronacja na króla Czech była niemożliwa. Ponosił też
klęski w wojnie z Turcją. Obawiał się ponadto, że popierany przez papieża
Jagiełło odbierze mu Śląsk. Postanowił więc doprowadzić do
wewnętrznych sporów w Polsce poprzez skłócenie króla ze szlachtą. Chciał
też wywołać konflikt polsko-litewski. W tym celu zaczął dążyć do spotkania
z Jagiełłą i Witoldem. Spotkanie to nastąpiło w Łucku w 1429 roku.
Do Łucka przyjechali król Polski Jagiełło i wielki książę litewski Witold.
Każdego z nich otaczali najwyżsi dostojnicy obu państw. Ostatni przybył
Zygmunt Luksemburski. Pretekstem do zwołania zjazdu były sprawy
mołdawskie. Zygmunt chciał także porozmawiać na temat stosunku Polski
i Litwy do husytyzmu, na temat zbliżającego się soboru i ewentualnej unii
kościelnej. Jednak zasadniczym jego celem było doprowadzenie do
osłabienia unii polsko-litewskiej. W tym celu zaproponował Witoldowi
koronę litewską. Książę litewski propozycję przyjął, pragnął bowiem
uwieńczyć swoje sukcesy koroną. Również panowie litewscy zdecydowanie
popierali ten projekt. Zygmuntowi udało się też przekonać do tego planu
Jagiełłę. Król Polski gotów był się zgodzić na koronację Witolda, gdyż
nadal nie był pewny, czy Polacy uznają jednego z jego synów za swego
władcę. Gdyby do tego nie doszło, dziedziczyliby po Witoldzie już nie
Wielkie Księstwo, a Królestwo Litewskie. Propozycja Zygmunta spotkała się
natomiast ze zdecydowanym sprzeciwem polskich dostojników. Polacy
wiedzieli, że tak wielkie wyróżnienie Witolda doprowadzi do poważnego
osłabienia unii, a może nawet do jej zerwania. Zdawali sobie sprawę, że
gdyby do takiej koronacji doszło, Litwa mogłaby się sprzymierzyć
z Zygmuntem i z zakonem krzyżackim. Wtedy Polskę otoczyłyby
nieprzyjazne potęgi.
Po oficjalnej propozycji Zygmunta Witold zwrócił się do polskich panów
koronnych o akceptację i spotkał się ze zdecydowanym sprzeciwem
Oleśnickiego. Biskupa krakowskiego poparli pozostali Polacy uczestniczący
w zjeździe. Zaczęli naciskać na Jagiełłę, a nacisk ten był tak silny, że król
odwołał swą zgodę na koronację Witolda. W tym momencie dalsze trwanie
zjazdu było bezcelowe, król wraz z Polakami opuścił Łuck.
Mimo niedopuszczenia do koronacji Witolda Oleśnicki pragnął zachować
dobre stosunki z księciem Litwy. Wiedział, że konieczne jest oderwanie
Witolda od związku z Zygmuntem Luksemburskim, dlatego starał się
zapewnić mu polską koronę po śmierci Jagiełły. Plan ten jednak nie został
zaakceptowany przez Witolda, książę Litwy nadal dążył do uzyskania
korony litewskiej. Popierał go w tym Zygmunt.
Przebieg zjazdu w Łucku i upadek litewskich planów koronacyjnych
spowodowały osamotnienie Jagiełły. Ostatecznie poparł Polaków, ale
wszyscy wiedzieli, że wcześniej się zgodził na koronację swego brata
stryjecznego. Zarazem Polacy zdawali sobie sprawę, że coraz pilniejsze
staje się rozwiązanie problemu następstwa po starzejącym się królu.
Wiedzieli, że muszą uznać królewskiego syna, lecz dążyli do uzyskania
czegoś w zamian. Zarówno król, jak i panowie koronni gotowi byli do
ustępstw, jednak pozycja króla była słabsza. Zgodził się więc na wydanie
szlachcie polskiej nowego przywileju.
W 1430 roku na zjeździe w Jedlni król Jagiełło wydał przywilej,
w którym powtórzył i rozszerzył to, co zawierał anulowany przywilej
brzeski. Najważniejszym jednak postanowieniem, jakie wtedy zapadło, było
stwierdzenie, że żaden szlachcic nie może być karany bez wyroku
sądowego. Neminem captivabimus nisi iure victum głosił wydany dokument.
Nam może się to wydawać rzeczą oczywistą, dzisiaj nikt nie może być
karany bez wyroku. Wtedy jednak było to wielkie osiągnięcie. Na zjeździe
postanowiono też, że przywileje szlachty Królestwa Polskiego będą
obowiązywać nie tylko na całej Rusi Czerwonej, ale także na pozostającym
pod władzą litewską Podolu. W zamian Polacy zgodzili się, aby jeden
z synów królewskich został po śmierci Jagiełły królem Polski. Zastrzegli
sobie jednak prawo do wyboru pomiędzy nimi. W wydanym dokumencie
znalazło się zastrzeżenie, że następny władca musi zatwierdzić wszystkie
przywileje. Warunek ten został jednak wyrażony w znacznie łagodniejszej
formie niż w akcie brzeskim. Wydany w Jedlni przywilej wyraźnie ukazał
przewagę polskiej szlachty nad królem. Od jego wydania polska monarchia
stawała się monarchią elekcyjną. Zachowane natomiast zostały zasady unii
horodelskiej mówiące, że przy wyborze władcy Polacy powinni wziąć pod
uwagę „radę i wolę” Witolda.
Mimo niepowodzenia w Łucku Witold wciąż myślał o koronie. Nadal
miał poparcie Zygmunta, natomiast papież sprzeciwiał się temu
wyróżnieniu. Również w Polsce starano się do tego nie dopuścić. Uczeni
Uniwersytetu Krakowskiego udowodnili, że cesarz nie ma prawa
nadawania koron. Zygmunt postanowił jednak doprowadzić do koronacji
w Wilnie i w tym celu wysłał nawet Witoldowi korony, jedną dla niego,
drugą dla jego żony. Korony nie dotarły na Litwę, ponieważ sprzeciwili się
temu Polacy. W obawie przed zatrzymaniem posłowie wiozący korony
musieli zawrócić. Mimo to Witold przygotowywał się do koronacji, do
Wilna zaczęły nawet przybywać zagraniczne delegacje. Gdyby koronacja
nastąpiła, zapewne unia polsko-litewska uległaby rozbiciu, powstałoby
natomiast niezależne królestwo litewskie. Zanim się jednak sytuacja
wyjaśniła, w październiku 1430 roku Witold zmarł.
Po śmierci Witolda Polacy spodziewali się, że Jagiełło dotrzyma
dawniejszych postanowień i rozciągnie swą bezpośrednią władzę na ziemie
Księstwa Litewskiego. Spodziewali się więc inkorporacji Księstwa.
Tymczasem Jagiełło nadał godność wielkiego księcia swemu bratu
Świdrygielle. Wywołało to w Polsce rozgoryczenie, a przyszłość pokazała,
że król polski zawiódł się na swoim bracie.
Po uzyskaniu Księstwa Świdrygiełło zaczął realizować program
uniezależnienia się od króla polskiego. Był to program znacznie dalej idący
od tego, jaki reprezentował Witold. Zmarły książę litewski dążył do
uzyskania przez Litwę jak największego znaczenia, do utrzymania jej
odrębności, ale wiedział, że w interesie jego i jego kraju jest utrzymanie
związku z Polską. Tymczasem Świdrygiełło postanowił uniezależnić się
całkowicie. Pragnął stanąć na czele odrębnego od Polski państwa. W tym
celu nadal starał się o uzyskanie korony królewskiej, utrzymywał związki
z Zygmuntem Luksemburskim i zawarł sojusz z Krzyżakami.
Głównym przeciwnikiem Świdrygiełły była Polska, rozpoczął więc z nią
wojnę. Wojska litewskie najechały na Ruś Czerwoną i Podole. Zostały
wprawdzie pobite, a Polacy rozpoczęli oblężenie Łucka, nie zakończyło to
jednak wojny.
Świdrygiełło miał silnych sojuszników. Wspierał go dyplomatycznie
Zygmunt Luksemburski, miał poparcie Tatarów oraz hospodara
mołdawskiego, który atakował Ruś i Podole. Najważniejszy dla niego był
jednak sojusz z Krzyżakami. Zakon, do ostatniej chwili utrzymując pozory
pokoju, uderzył niespodziewanie na Kujawy, Wielkopolskę i ziemię
dobrzyńską. Uderzenie to było dotkliwe, gdyż zaatakowanych ziem nie
miał kto bronić. Polskie wojska znajdowały się w tym czasie na Wołyniu.
W planach sojuszników było doprowadzenie do wycofania się Polaków
z Rusi w celu obrony ziem koronnych. Wtedy Polska mogłaby być
zaatakowana z dwóch stron, przez Świdrygiełłę i Krzyżaków. Wojska
polskie pozostały jednak na Wołyniu, a zebrane pośpiesznie siły podjęły
walkę w Wielkopolsce. Zmusiło to Świdrygiełłę do zawarcia rozejmu.
Rozpoczęły się rokowania. Jagiełło i jego polscy doradcy byli gotowi do
przyznania Świdrygielle pozycji takiej, jaką miał Witold. Żądali jednak
odstąpienia od sojuszu z zakonem. Świdrygiełło nie przystał na to. Nie
chciał się zgodzić na rozmowy bez udziału przedstawicieli Krzyżaków,
wiedział, że sojusz z nimi wzmacnia jego pozycję. Na udział w rozmowach
przedstawicieli zakonu nie mogła natomiast przystać strona polska.
Dla Jagiełły najważniejsze było stłumienie buntu Świdrygiełły.
Porozumiał się więc z tymi spośród panów litewskich, którzy pragnęli
zachowania unii z Polską. Na ich czele stał Zygmunt Kiejstutowicz. Pokonał
on wojska Świdrygiełły i zajął Wilno oraz Troki. Jednak na południu
Wielkiego Księstwa wciąż utrzymywał się Świdrygiełło popierany przez
prawosławnych bojarów. Wojna na Litwie toczyła się więc nadal.
W czasie jej trwania w Grodnie rozpoczęły się rozmowy z Zygmuntem
Kiejstutowiczem i jego litewskimi zwolennikami na temat nowego ułożenia
stosunków polsko-litewskich. Jagiełło nadał tam Zygmuntowi godność
wielkiego księcia Litwy, ustalono też, że po jego śmierci Litwa wróci do rąk
Jagiełły lub jego synów, a następnie Polacy i Litwini wybiorą nowego
wielkiego księcia. Zagwarantowana więc została odrębność Wielkiego
Księstwa, ale też i jego trwały związek z Polską. Akt nowej unii wydał
Zygmunt Kiejstutowicz w Grodnie w 1432 roku. Potwierdzili go panowie
litewscy. Następnie został zatwierdzony przez Jagiełłę i potwierdzony przez
panów polskich. Również w Grodnie przedstawiciele Polski wydali
dokument gwarantujący prawosławnym bojarom prawa takie, jakie mieli
katolicy. Niestety, aktu tego nie potwierdził Jagiełło. Wobec tego sam
Zygmunt Kiejstutowicz nadał bojarom prawosławnym prawa dotychczas
przysługujące katolikom. Nadanie to, wobec niechęci króla, nie odegrało
takiej roli, jaką miało odegrać. Nie spowodowało porzucenia przez
prawosławnych bojarów Świdrygiełły.
Po uchwaleniu unii grodzieńskiej problem litewski został częściowo
rozwiązany. Teraz Jagiełło przystąpił do rozprawy z Krzyżakami. Aby
mocniej związać ze sobą polską szlachtę, w 1433 roku król wydał
w Krakowie przywilej, który był powtórzeniem warunków ustalonych
w Jedlni. Jednocześnie przysługujące polskiej szlachcie prawa zostały
nadane szlachcie całej Rusi.
Przygotowując się do wojny z zakonem, Jagiełło i jego doradcy
porozumieli się z husytami. Do pomocy Polsce został zwerbowany Jan
Czapek, przywódca odłamu husytów zwanych Sierotkami. Przyprowadził
on kilka tysięcy wojowników. Królowi udało się też zapewnić neutralność
Węgrów. Pertraktacje z nimi były prowadzone z pominięciem węgierskiego
króla Zygmunta Luksemburskiego. Można się było spodziewać pomocy
także ze Śląska. Katolicki Śląsk był niszczony przez husytów, a ponieważ
Zygmunt Luksemburski nie potrafił dać sobie z nimi rady, na Śląsku
zaczęły rosnąć wpływy polskie. Ułatwiło to Jagielle werbunek śląskich
żołnierzy, zarazem książęta śląscy uniemożliwiali Krzyżakom pozyskiwanie
najemników ze swoich ziem.
W 1433 roku wojska polskie wkroczyły na ziemie krzyżackie. Dowodzili
nimi Sędziwój Ostroróg i Mikołaj Michałowski, na czele Czechów stał Jan
Czapek. Polskim celem było zniszczenie kraju i wymuszenie pokoju, który
umożliwiłby ostateczną rozprawę ze Świdrygiełłą. Polacy spalili Tczew
i doszli do morza. Krzyżacy byli zbyt słabi, aby się przeciwstawić. Poprosili
więc o zawieszenie broni.
Po zaprzestaniu działań wojennych nastąpiły rokowania w Brześciu
Kujawskim. Strona polska żądała od Krzyżaków zerwania sojuszu ze
Świdrygiełłą oraz oddania Nieszawy. Ponieważ strona krzyżacka nie
chciała się na to zgodzić, Jagiełło zagroził wznowieniem wojny. Teraz
zaprotestowali poddani zakonu. Przedstawiciele stanów pruskich oznajmili
wielkiemu mistrzowi, że jeśli nie podpisze pokoju, to poszukają sobie
innego pana. Wystąpienie poddanych zaniepokoiło wielkiego mistrza
i wysłał on poselstwo do polskiego króla. W jego skład weszli zarówno
Krzyżacy, jak i przedstawiciele stanów. Poselstwo wyraziło gotowość do
zawarcia pokoju na nieco zmienionych warunkach polskich. Nieszawa
pozostała w rękach krzyżackich, natomiast Polacy zachowali zdobyte
w czasie wojny zamki znajdujące się w Nowej Marchii.
W tej sytuacji Świdrygiełło pozostał osamotniony. Miał jednak poparcie
prawosławnych bojarów z południowych ziem Wielkiego Księstwa,
wzmacniał go też sojusz z inflancką gałęzią zakonu krzyżackiego. Na Litwie
nadal trwała więc wojna domowa. I wtedy właśnie zmarł król Władysław
Jagiełło. Zmarł, gdyż przebywając w Medyce, postanowił posłuchać śpiewu
słowików. Wyszedł rano z domu i zaziębił się. Choroby tej nie zdołał już
przezwyciężyć.
WŁADYSŁAW WARNEŃCZYK

W ostatnich latach panowania Jagiełły rządząca oligarchia nie dopuszczała


do urzędów nikogo spoza swojego grona. Wywoływało to rozgoryczenie
wśród panów nienależących do obozu rządzącego, zaczęli więc tworzyć
opozycję. Jednym z głównych opozycjonistów był Spytek z Melsztyna, syn
poległego nad rzeką Worsklą Spytka, jednego z pierwszych dygnitarzy
koronnych, pana lennego Podola. Młody Melsztyński nie uzyskał żadnego
urzędu, nienawidził też dzierżących stery władzy Oleśnickich.
Niezadowoleni z istniejącego stanu rzeczy byli również możni z północnych
części kraju, przede wszystkim Wielkopolanie. Wśród nich
najpoważniejszym politykiem był Abraham Zbąski.
Opozycja magnacka przyjęła hasła husyckie. Dla wielkich panów
nieistotna była ideologia, interesowały ich możliwości polityczne, jakie ona
dawała. Husytyzm zaczął się natomiast rozpowszechniać na północy Polski,
gdzie szlachta była skłócona z Kościołem z powodu sporów o dziesięciny.
Szlachta ta mogła się stać podstawową siłą w walce o władzę w Polsce.
Jednak szlacheckich zwolenników husytyzmu niewiele łączyło z możnymi
panami. Spytkowi i jego stronnikom zależało na odsunięciu Oleśnickiego
i zajęciu jego miejsca. Do obozu Spytka zgłosili też akces zwykli
awanturnicy, tacy jak wróg Oleśnickich i Tęczyńskich, Mikołaj Kornicz
Siestrzeniec czy Jan Strasz z Kościelnik. Dopuszczali się oni napadów
i rabunków. Dopiero śmierć króla zmusiła ten niejednolity obóz do
wysunięcia postulatów politycznych.
Wiadomość o śmierci Jagiełły zastała Oleśnickiego w Poznaniu, gdy
przygotowywał się do wyjazdu na sobór w Bazylei. Oczywiście odłożył
wyjazd i zwołał do Poznania wiec Wielkopolan. Zależało mu na jak
najszybszej koronacji syna królewskiego Władysława. Choć nikt w Polsce
nie był przeciwny panowaniu starszego z synów Jagiełły, jednak sprawa
jego koronacji podzieliła istniejące w Polsce ugrupowania. Zgodnie
z postanowieniami zawartymi w Jedlni koronę polską miał uzyskać dorosły
władca. Musiał być pełnoletni, aby móc potwierdzić przywileje.
Tymczasem Władysław miał zaledwie dziesięć lat. Oleśnicki uważał, że
każda zwłoka w koronowaniu Władysława daje szanse opozycji na
zdobycie przewagi. Obawiał się też możliwych komplikacji dla dynastii
jagiellońskiej. Miał nadzieję, że przy niepełnoletnim królu on będzie nadal
rządził. Tego właśnie bali się opozycjoniści. Chcieli opóźnić koronację
i w czasie małoletności następcy tronu zdobyć przewagę w kraju.
Oleśnicki na zwołanym zjeździe nakłonił Wielkopolan do zgody na
rychłą koronację królewską. Wywołało to niezadowolenie nie tylko
skupionej przy Spytku z Melsztyna opozycji, ale również małopolskich
zwolenników Oleśnickiego. Nie podobało się, że on sam podjął decyzję, ich
także niepokoiła wszechwładza krakowskiego biskupa. Oleśnicki miał
natomiast poparcie Zofii, matki Władysława.
Biskupowi krakowskiemu udało się porozumieć ze swymi małopolskimi
sojusznikami, nie zdołał jednak powstrzymać działań opozycji. Na
zwołanym do Opatowa wiecu Spytek z Melsztyna i Dziersław z Rytwian
przekonali zebraną szlachtę do odłożenia koronacji do czasu uzyskania
przez Władysława pełnoletności. Wydawało się, że Oleśnicki przegrał tę
rundę. Jednak biskup krakowski był odważnym politykiem. Przybył do
Opatowa i zdołał przekonać do swych racji dużą część nieprzychylnej mu
początkowo szlachty.
Po sukcesie odniesionym w Opatowie Oleśnicki zwołał zjazd
koronacyjny. Na zjeździe Spytek z Melsztyna, Abraham Zbąski i Jan Strasz
starali się przekonać zebranych do odłożenia uroczystości koronacyjnych.
Przewagę jednak uzyskało stronnictwo Oleśnickiego wspierane przez
królową Zofię i Władysław został koronowany. Królowa zagwarantowała,
że gdy tylko nowy król osiągnie piętnaście lat, zatwierdzi wszystkie
przywileje.
Ponowny spór wybuchł przy wyznaczaniu regenta. Pierwszym
kandydatem na to stanowisko był książę mazowiecki Siemowit.
Kandydatura ta jednak szybko upadła. Regentem nie został też Oleśnicki,
choć miał ochotę na to stanowisko. Rządzić miała składająca się z panów
krakowskich rada koronna. Oleśnicki miał w niej przewagę, jednak jego
rola została nieco ograniczona.
Po rozwiązaniu sporu o koronację konieczne stało się rozwiązanie
problemów Litwy. W Wielkim Księstwie nadal trwała wojna między
zwolennikami Zygmunta Kiejstutowicza i Świdrygiełły. Polska popierała
Zygmunta, Świdrygiełło miał poparcie Krzyżaków. Zwłaszcza inflancka
gałąź zakonu wspierała separatystyczne poczynania brata Jagiełły.
Niepewne było stanowisko Zygmunta Luksemburskiego. Cesarz przysłał
delegację na uroczystości koronacyjne, lecz zachowywał także bardzo
dobre kontakty z Krzyżakami.
Aby osłabić Świdrygiełłę, zebrani na zjeździe koronacyjnym panowie
polscy nadali w imieniu króla polskie prawo wraz ze wszystkimi
przywilejami całej szlachcie Rusi Czerwonej i Podola. W ziemiach tych
wprowadzono też polską administrację, powstały dwa województwa, ruskie
i podolskie. Ustanowiono tam również takie same jak w Polsce sądy.
Postanowienie to objęło zarówno katolików, jak i prawosławnych.
W efekcie wielu zwolenników Świdrygiełły przeszło do obozu Zygmunta
Kiejstutowicza. Po jego stronie opowiedział się nawet prawosławny
metropolita Harasym. Choć został on pojmany przez zwolenników
Świdrygiełły i spalony na stosie, Zygmuntowi poddały się ziemie
krzemieniecka i bracławska, jego władzę uznał też Łuck.
Świdrygiełło nadal miał wsparcie krzyżackie. Rycerze zakonni z Inflant
bezustannie napadali na wojska Zygmunta Kiejstutowicza, Krzyżacy pruscy
nie chcieli wypełniać warunków zawartego z Polską rozejmu, zerwali także
prowadzone rozmowy pokojowe.
W 1435 roku Świdrygiełło postanowił ostatecznie rozstrzygnąć konflikt.
Uzyskał pomoc Tatarów, miał zapewnione posiłki z Inflant. Na czele tych
sił wyruszył na ziemie rządzone przez Zygmunta Kiejstutowicza. Walna
bitwa rozegrała się pod Wiłkomierzem. Wygrał ją dysponujący dużą polską
pomocą wojskową Zygmunt. Na polu walki zginął dowodzący wojskami
Świdrygiełły Zygmunt Korybutowicz oraz mistrz Krzyżaków inflanckich
Franke von Kerskorf. Sam Świdrygiełło uciekł.
Od tego momentu Zygmunt Kiejstutowicz panował nad większą częścią
ziem Księstwa, Świdrygiełło utrzymywał się tylko na ziemiach południowej
Rusi. Natomiast Polska mogła wreszcie podpisać pokój z Krzyżakami.
Został on zawarty 31 grudnia w Brześciu Kujawskim. Objął zarówno
Polskę, jak i Litwę, Mazowsze oraz Pomorze słupskie. Krzyżacy musieli się
zgodzić na wszystkie polskie warunki. Powtórzone zostały uzgodnienia
poczynione w Łęczycy, z tym że Nieszawa przechodziła pod panowanie
polskie. Bardzo ważnym postanowieniem była zgoda Krzyżaków na wyjęcie
zakonu spod władzy cesarza. Podpisany traktat poparły stany pruskie.
W ciągu kilku następnych lat rozwiązany też został problem litewski.
Wyparty na południe Świdrygiełło próbował rozmawiać z Polakami.
Zaniepokojony tym Zygmunt Kiejstutowicz podpisał z Polską
porozumienie. W imieniu króla polskiego zagwarantowano mu dożywotnie
rządy w Księstwie, potem Księstwo miało uznać władzę króla Władysława.
Polacy zobowiązali się też nie popierać Świdrygiełły. Pewny swej władzy
Zygmunt w 1438 roku opanował wszystkie ziemie Wielkiego Księstwa,
a Świdrygiełło musiał uciekać na Wołoszczyznę.
Koronacja Władysława nie doprowadziła do zakończenia polskich
konfliktów wewnętrznych. Przeciwnicy Oleśnickiego chcieli dla króla
Władysława uzyskać koronę czeską. Wielkim przeciwnikiem takiego
rozwiązania był biskup Oleśnicki. Sądził on, że sojusz z husytami będzie
dla Polski niebezpieczny, dążył natomiast do porozumienia z cesarzem
Zygmuntem. Na Węgrzech i w Czechach następcą nieposiadającego synów
Zygmunta miał zostać jego zięć, Albrecht Habsburg. Ponieważ miał on
tylko córki, Oleśnicki zamierzał ożenić króla polskiego Władysława z jedną
z nich, Anną. Dzięki temu małżeństwu Jagiellonowie mogliby w przyszłości
przejąć trony Czech i Węgier. Jednak rozmowy na ten temat szły opornie,
na takie rozwiązanie nie zgadzał się Zygmunt Luksemburski. Zanim
pertraktacje się zakończyły, zmarł cesarz Zygmunt. Zbigniew Oleśnicki
nadal liczył na małżeństwo króla Władysława z Anną i spadek po jej ojcu.
Rozwiązanie takie popierał papież, również na Węgrzech miało ono
licznych zwolenników. W przeprowadzeniu tego planu przeszkodzili jednak
przywódcy polskiej opozycji.
Wszechwładza Oleśnickiego budziła w Polsce silne opory, poważnie
wzmocnił się obóz Spytka z Melsztyna. W jego obozie, poza
niezadowolonymi z polityki Oleśnickiego wielkimi panami, znaleźli się
liczni przedstawiciele szlachty wielkopolskiej. Zwolennikami husytyzmu
było też wielu mieszczan, a także ubogich księży. Ideologia husycka
szerzyła się zwłaszcza w Wielkopolsce i na Kujawach. Na polskich husytów
mógł liczyć Spytek.
Wraz ze wzrostem napięcia w Polsce zaczęły się wystąpienia zbrojne
husytów. Atakowane były dobra biskupie, w Małopolsce i na granicy ze
Śląskiem husyci dopuszczali się grabieży dóbr swych przeciwników
i majątków klasztornych. Poza walką o władzę stronnictwa dzielił stosunek
do Czech. Część Czechów uznała za króla Albrechta Habsburga, lecz miał
on też wielu przeciwników. Radykalne ugrupowanie pragnęło dać czeską
koronę jednemu z Jagiellonów. Kandydatem był młodszy z braci,
Kazimierz. Propozycję czeską popierali polscy zwolennicy husytyzmu,
z radością przyjęli oni czeską delegację. Przeciwnikiem tej koncepcji był
natomiast Zbigniew Oleśnicki.
Tym razem jednak Oleśnicki przegrał. Na zjeździe w Nowym Mieście
Korczynie postanowiono przyjąć czeską propozycję. Rozwiązanie to poparli
nawet niedawni zwolennicy Oleśnickiego, wśród nich Jan Tarnowski.
Wszystkim zaczynała już ciążyć przewaga Oleśnickiego. Aby się
przeciwstawić opozycji, Oleśnicki zawiązał w Korczynie antyhusycką
konfederację. Przystąpili do niej nie tylko zwolennicy biskupa, ale nawet ci
spośród jego przeciwników, którzy bali się zbytniego radykalizmu partii
husyckiej.
Kontrakcja Oleśnickiego nie powstrzymała od działania zwolenników
przyjęcia ofiarowanej Kazimierzowi korony. Choć królewicz został
wybrany tylko przez część Czechów, pod dowództwem Sędziwoja
Ostroroga i Jana Tęczyńskiego do Czech wyruszyła polska wyprawa
wojenna. Nie była ona zbyt dobrze przygotowana i nic nie dała. Albrecht
uprzedził Polaków, przybył do Czech i koronował się w Pradze.
Pomimo niepowodzenia zwolennicy osadzenia Kazimierza na tronie
czeskim nadal mieli w Polsce przewagę. Pod ich naciskiem jesienią 1438
roku formalnie dowodzona przez króla Władysława armia polska ponownie
ruszyła na Czechy. Tym razem wojska polskie wkroczyły na Śląsk.
Niedawno jeszcze liczni książęta śląscy byli zwolennikami Polski
i wydawało się, że przyłączenie tej ziemi do Korony jest bliskie. Teraz
jednak Polacy spotkali się na Śląsku z nieufnością. Ślązacy wiedzieli, że nie
mogą się spodziewać ze strony Polski obrony przed husytami. Co więcej,
Kazimierz był kandydatem zwalczanej na Śląsku strony husyckiej. Dlatego
polska akcja zakończyła się tylko spustoszeniem ziem śląskich, a Kazimierz
musiał zrezygnować z czeskich planów.
Niepowodzenie wyprawy czeskiej było klęską Spytka z Melsztyna.
Okazało się, że próba wprowadzenia polskiego kandydata na tron czeski
w porozumieniu z husytami jest nierealna. Spytkowi groziła zupełna utrata
znaczenia, postanowił więc siłą zdobyć przewagę. W 1439 roku na zjeździe
w Nowym Mieście Korczynie zawiązał konfederację. Zwykło się ją określać
jako husycką, jednak trudno Spytka nazywać husytą. Walczył on o władzę
w Polsce, doktryna husytów nie była dla niego ważna. Niewątpliwie jednak
w swych szeregach skupił wielu zwolenników husytyzmu.
Po zawiązaniu konfederacji jej przywódca zebrał popierające go wojska
i okopał się w obozie pod Grotnikami w Małopolsce. Siły miał znaczne,
więc początkowo stronnicy Oleśnickiego obawiali się z nim walczyć.
W końcu jednak doszło do bitwy. Obóz Spytka został zdobyty, sam
przywódca zginął. Zwycięstwo to oddało pełnię władzy Oleśnickiemu. Był
to zarazem koniec wpływów husytyzmu w Polsce.
Władzę w Polsce opanowało jedno stronnictwo. Pojawiły się jednak
znowu problemy w stosunkach z Litwą. Gdy tylko Zygmunt Kiejstutowicz
stał się panem wszystkich ziem Wielkiego Księstwa, spróbował realizować
politykę swoich poprzedników i doprowadzić do niezależności Litwy
i zaczął się porozumiewać z Krzyżakami, Albrechtem Habsburgiem
i Tatarami. Ponieważ jednak nie znalazł poparcia na Litwie, musiał
potwierdzić warunki unii grodzieńskiej z 1432 roku. Porozumienie z Polską
nie uratowało wielkiego księcia, jego rządy stały się na Litwie bardzo
niepopularne. W końcu w 1440 roku został on zamordowany. Pozostający
pod wpływem rady królewskiej Władysław wysłał na Litwę swego brata
Kazimierza, który miał być tam jego namiestnikiem. Panowie litewscy nie
chcieli jednak inkorporacji ich kraju do Polski i wybrali Kazimierza na
wielkiego księcia. Stało się to bez zgody króla i wbrew stanowisku
Polaków, doszło więc do zerwania unii polsko-litewskiej.
Po opanowaniu władzy w Polsce Oleśnicki postanowił osadzić króla
Władysława na tronie węgierskim. Było to możliwe, gdyż Albrecht
Habsburg zmarł i tron ten był pusty, a na Węgrzech istniało silne
stronnictwo gotowe się na to zgodzić. Polityczne plany Oleśnickiego były
bardzo szerokie. Pragnął nie tylko zdobyć dla króla polskiego koronę
węgierską, ale też postawić Polskę na czele państw walczących z Turcją.
Miał również nadzieję, że po planowanym przez niego ślubie Władysława
z córką Albrechta Anną będzie możliwe odzyskanie Śląska.
Podporządkowanie Polsce tej ziemi było jednym z celów Oleśnickiego.
Większość Węgrów popierała kandydaturę Władysława, istniały jednak
siły dążące do wyniesienia na tron narodzonego w 1440 roku syna
Albrechta i Elżbiety, Władysława nazwanego Pogrobowcem. Kandydaturę
tę popierał arcybiskup Ostrzyhomia. Zwolennikom Habsburgów udało się
nawet koronować niemowlę. Nie zdołali jednak opanować Budy, dokąd
przybył Władysław Jagiellończyk i też się koronował. Na Węgrzech
wybuchła wojna domowa. Większość kraju znalazła się w rękach
Jagiellona, jednak Górne Węgry, czyli Słowację, opanował zwolennik
Elżbiety i jej małego syna, Jan Giskra. Elżbietę poparł też ban Maczwy,
Władysław Garai.
Wojna o tron węgierski trwała dwa lata i zakończyła się zwycięstwem
Władysława syna Jagiełły. Bardzo pomogły mu starania dyplomatyczne
biskupa Oleśnickiego i pośrednictwo przedstawiciela papieża Eugeniusza,
kardynała Giuliana Cesariniego. Celem papieża było skierowanie sił
węgierskich na wojnę z Turkami, którzy podbijali kolejne państwa na
Bałkanach.
Wprawdzie w 1443 roku węgierski wódz Janos Hunyady skutecznie
odparł ataki tureckie i Węgrom nie zagrażało niebezpieczeństwo, lecz
papieski wysłannik Cesarini przekonał króla Władysława i jego doradców
do rozpoczęcia wojny z Turcją. W wojnie tej wzięli udział tylko nieliczni
polscy ochotnicy, Polska natomiast pozostała neutralna. Choć
Habsburgowie nie udzielili pomocy, a Wenecja nie nadesłała obiecanej
floty, wojska węgierskie przekroczyły Dunaj i weszły na ziemie
kontrolowane przez Turków. Na czele armii stanął sam król Władysław,
jednak rzeczywistym dowódcą był Hunyady. Jedynym sojusznikiem
Węgrów w tej wojnie był władca Serbii Jerzy Brankowicz.
Armia węgierska zdobyła Sofię i ruszyła w kierunku tureckiej stolicy,
Adrianopola (Edirne). Hunyady zwyciężał Turków w kolejnych starciach.
Ponieważ jednak nadchodziła już zima, armia węgierska nie mogła dotrzeć
do stolicy tureckiej. Zarządzono więc odwrót. Ogólny wynik kampanii był
nadzwyczaj korzystny. Z wielu ziem bałkańskich Turcy zostali wyparci,
wzmocniona została niezależność tamtejszych państw chrześcijańskich.
Władysław powrócił do Budy jako triumfator, jego zwycięstwa odbiły się
echem w całej Europie.
Polacy niewątpliwie byli dumni z sukcesów swojego władcy. Jednak
bardzo brakowało króla w kraju. Doszło do rozbieżności wśród panów
koronnych, nie zawsze też wydawane z zagranicy decyzje królewskie były
zgodne ze zdaniem rady. Ponadto pojawiły się problemy finansowe.
Władysław opłacał wojnę na Węgrzech z dochodów uzyskiwanych z dóbr
królewskich. Ponieważ szybko się one wyczerpały, zaczął zastawiać
królewszczyzny. To wszystko budziło niepokój. Był on tym większy, że
wdowa po Albrechcie Elżbieta pozyskała sobie Śląsk i na granicy polsko-
śląskiej zaczęły wybuchać walki. Do tego doszły konflikty pomiędzy
księciem mazowieckim Bolesławem a Litwą, na Litwie znowu pojawiły się
ruchy odśrodkowe, a na Ruś i Podole napadli Tatarzy. Zaczęto więc
oczekiwać na przyjazd króla do Polski.
Nie było też w Polsce jednomyślności w sprawach soboru bazylejskiego.
Na soborze pojawił się konflikt pomiędzy zwolennikami władzy papieża
i tymi, którzy opowiadali się za wyższością soboru. Polska oficjalnie
pozostawała w tym sporze neutralna, ale rosły w niej wpływy soboru.
Biskup krakowski Zbigniew Oleśnicki coraz bardziej przechylał się do opcji
soborowej, zwolennikami wyższości soboru byli też profesorowie
Uniwersytetu Krakowskiego. Podobne zapatrywania miał arcybiskup
lwowski Jan Odrowąż, a nawet arcybiskup gnieźnieński, prymas Wincenty
Kot. Również Litwa uznała wyższość soboru. Natomiast biskup poznański
Andrzej Bniński stał twardo po stronie papieża Eugeniusza IV.
Zwycięska wyprawa wojenna na Turcję z 1443 roku osłabiła stanowisko
przeciwników papieża. Również król Władysław pozostawał pod silnym
wpływem kardynała Cesariniego i skłaniał się do dalszych walk z Turkami.
W Polsce natomiast kontynuowanie wojny z Turcją nie budziło entuzjazmu,
przeciwny temu był także Oleśnicki. Zależało mu na powrocie Władysława
do Polski, miał nadzieję, że jako doradca monarchy odzyska pełnię władzy.
Powrotu króla chcieli niemal wszyscy. Rządy możnowładców doprowadziły
do walk politycznych, żywiono nadzieję, że Władysław uporządkuje sprawy
krajowe i załagodzi nieporozumienia z Litwą.
Decyzja w sprawie dalszej wojny z Turcją leżała w rękach Węgrów.
Przeważyła chęć zawarcia pokoju, gdyż Węgry były już wyczerpane wojną.
Zawarto więc bardzo korzystny dla Węgier pokój w Segedynie, Turcy
musieli uznać utratę znacznych terytoriów na Bałkanach. Pokój ten został
z radością przyjęty przez władcę Serbii Jerzego Brankowicza, gwarantował
mu on zabezpieczenie przed agresywną polityką Turcji.
Zdawało się, że dzięki zwycięskiej wojnie granice Węgier są
zabezpieczone, a Serbia i inne państwa bałkańskie przynajmniej przez
następne dziesięć lat mogą żyć bezpiecznie. Niestety, pokój węgiersko-
turecki spotkał się ze złym przyjęciem przez papieża. Eugeniusz IV poprzez
swego wysłannika, kardynała Cesariniego, zaczął montować nową koalicję
antyturecką. Cesarini przekonywał króla Władysława do zerwania
podpisanej umowy, twierdząc, że przysięgi złożone muzułmanom nie są
ważne. W wyniku presji Cesariniego przewagę na Węgrzech zdobyli
zwolennicy wojny i przekonali oni króla do nowej wyprawy. Jednym
z argumentów było wciągnięcie do koalicji antytureckiej Wenecji, która
miała zapewnić silną flotę.
Polacy z niezadowoleniem przyjęli decyzję o wznowieniu wojny. W jej
wyniku odwlekał się przyjazd króla do Polski, nie wierzono też
w możliwość pełnego zwycięstwa nad Turcją i wyzwolenia ziem
europejskich spod władzy sułtana. Polskich rad Władysław już nie
posłuchał, wyruszył bowiem na wojnę.
Celem Władysława było dotarcie do Konstantynopola. Jednak wobec
słabego przygotowania wyprawy plan ten był mało realny. Upadł zupełnie
po wycofaniu się Wenecji z koalicji. Republika nie przysłała floty, co
pozwoliło sułtanowi przeprawić przez Bosfor swe główne siły. Dowodzący
wojskami węgierskimi Janos Hunyady zdecydował się na odwrót. Manewr
ten się nie powiódł i 10 listopada pod Warną na wojska węgierskie uderzyli
Turcy. Początkowo walczący na lewym skrzydle Hunyady uzyskał
przewagę. Jednak załamało się poprowadzone przez króla uderzenie na
główne siły nieprzyjaciela. Król Władysław zginął, Hunyadyemu udało się
wyprowadzić z matni tylko niewielką część wojsk.
Po klęsce warneńskiej położenie bałkańskich państw chrześcijańskich
stało się beznadziejne. W ciągu najbliższych lat wszystkie zostały podbite
przez Turków. W 1453 roku padł też Konstantynopol, a wraz z nim
cesarstwo wschodniorzymskie. Patriarcha konstantynopolitański znalazł się
pod władzą muzułmańskiego sułtana.
PIERWSZE LATA PANOWANIA KAZIMIERZA
JAGIELLOŃCZYKA

W Polsce nie od razu uwierzono w wieści o śmierci króla. Powszechne były


nadzieje, że Władysław dostał się do niewoli lub że przebywa gdzieś z dala
od kraju. Jednak wkrótce zrozumiano, że król nie wróci. Należało jak
najszybciej dokonać wyboru nowego władcy. Było to tym bardziej
konieczne, że sytuacja wewnętrzna Polski nie była najlepsza. Po nowym
monarsze oczekiwano też, że przywróci on unię z Litwą.
W kwietniu 1445 roku został zwołany zjazd do Sieradza, gdzie na
wniosek Oleśnickiego zdecydowano, że polska korona będzie przekazana
bratu poległego Władysława, wielkiemu księciu Litwy Kazimierzowi.
Oleśnicki przekonywał, że gdyby Władysław jednak powrócił, decyzja ta
nie umniejszy jego praw do tronu. Nie doszło jeszcze do formalnej elekcji,
tej miano dokonać na następnym zjeździe. Z Sieradza natomiast zostali
wysłani posłowie do Kazimierza z propozycją oddania mu korony polskiej.
Wiadomość o śmierci brata dotarła do Kazimierza, gdy prowadził wojnę
przeciw Moskwie. Ze względu na jej wagę działania wojenne zostały
przerwane.
Kandydaturę Kazimierza popierał kardynał Zbigniew Oleśnicki, królowa
Zofia oraz związana z nią grupą możnych. Również większość szlachty
widziała w nim swego przyszłego władcę. Oczekiwano jednak, że
Kazimierz potwierdzi wszystkie wcześniej wydane przywileje, dokona
inkorporacji Litwy do Polski i przyzna Koronie sporne ziemie. Tymczasem
na Litwie część panów litewskich, na których czele stał wojewoda wileński
Jan Gasztołd, była przeciwna polskiej koronacji wielkiego księcia. Obawiali
się oni, że po uzyskaniu tronu polskiego Kazimierz może inkorporować
Litwę do Polski i ustanowić wielkim księciem nielubianego na Litwie
Michała, syna Zygmunta Kiejstutowicza. Panowie litewscy podejrzewali go
o chęć wprowadzenia rządów twardej ręki i ograniczenia praw, jakie
bojarzy litewscy już uzyskali. Problem następstwa po Kazimierzu
komplikowały też spory terytorialne, jakie dzieliły Polskę i Litwę. Oba
państwa pragnęły zatrzymać w swych granicach Wołyń i Podole.
Przed Kazimierzem stanęło trudne zadanie. Pragnął zostać królem Polski,
w związku z tym nie mógł zrazić do siebie Polaków, ale musiał także
uwzględniać aspiracje Litwinów. Ponieważ dążenia elit obu państw były
niejednokrotnie ze sobą sprzeczne, zwlekał z podjęciem ostatecznej decyzji,
czekając na lepszy moment. Jednocześnie starał się o pozyskiwanie
sojuszników. W Polsce pozycja Kazimierza była mocna. Panowie polscy
pragnęli bowiem utrzymać unię z Litwą, a było to możliwe tylko wtedy,
gdy wybiorą go na króla.
Mimo zaproszenia Kazimierz nie przyjechał na zjazd do Piotrkowa.
Tłumaczył, że nie może przyjmować korony, bo nie wiadomo, czy jego brat
rzeczywiście zginął. W rzeczywistości nie chciał jej przyjąć na warunkach
polskich, nie mógł się przecież zgodzić na inkorporację Litwy do Korony,
gdyż zraziłby do siebie Litwinów. Zaczął nawet podkreślać swe dziedziczne
prawa do tronu litewskiego i odrębność obu państw. Nie mógł też
rozwiązać problemu Wołynia i Podola bez wywołania niezadowolenia na
Litwie lub w Polsce. Mimo to uczestnicy zjazdu piotrkowskiego nadal
nalegali, aby zgodził się zostać królem Polski. Do Kazimierza wysłali więc
poselstwo z ponowną propozycją.
Polskie poselstwo spotkało wielkiego księcia w Grodnie. Tym razem
przedstawione mu propozycje były nieco bardziej ugodowe. Polacy uznali
odrębność Wielkiego Księstwa, domagali się tylko utrzymania unii
i wpływu na wybór wielkiego księcia. Żądali też, aby wielki książę podlegał
królowi polskiemu.
Kazimierz nie od razu odpowiedział. Stwierdził, że ustosunkuje się do
propozycji na przyszłym zjeździe w Piotrkowie. W oporze wspierali go
panowie litewscy. Aby utrzymać Litwinów w wierności, wielki książę
oznajmił, że nie opuści Litwy i że uważa się za dziedzicznego wielkiego
księcia. Natomiast rozmowy z Polakami nadal przeciągał. Na zjazd
piotrkowski znowu nie przyjechał, wysłał tam tylko swoich posłów. Na
razie też nie przyjął ofiarowanej mu korony. Zaznaczył równocześnie, że to
jemu się ona należy i nie będzie tolerował na tronie polskim nikogo innego.
Dla wszystkich było oczywiste, że Kazimierzowi zależy na koronie, ale chce
ją uzyskać na swoich warunkach.
Polacy postanowili zaszantażować Kazimierza i wybrać innego króla.
Miała to być tylko warunkowa elekcja, jej celem było zmobilizowanie go
do zgody na polskie warunki. Oleśnicki zaproponował wybór Fryderyka
brandenburskiego. Był on kiedyś narzeczonym Jadwigi, córki Jagiełły,
widziano już w nim przyszłego władcę. Jednak kandydatura Fryderyka nie
przeszła. Wbrew Oleśnickiemu wybrano warunkowo Bolesława, księcia
mazowieckiego. Spodziewano się, że gdy jednak Kazimierz koronę
przyjmie, to rezygnacja Bolesława nie stworzy problemów
międzynarodowych.
Wybór Bolesława zaniepokoił Kazimierza i wzbudził nadzieję na
przełamanie jego oporów w Polakach. Syn Jagiełły miał w Polsce licznych
zwolenników. Wśród nich była oczywiście jego matka, królowa Zofia, ale
też Wielkopolanie. Również w Małopolsce mógł liczyć na poparcie.
Jesienią 1446 roku Polacy wysłali na Litwę oficjalne poselstwo z prośbą
o przybycie Kazimierza na zjazd do Parczewa w celu ostatecznych rozmów.
Jednak Kazimierz do Parczewa nie przyjechał, zatrzymał się w Brześciu.
Dalsze pertraktacje toczyły się za pośrednictwem posłów. Litwini domagali
się, aby oba państwa łączyło przymierze bez inkorporacji. Żądali też
Wołynia i Podola. Polacy te warunki odrzucili, jednak nie podjęli
ostatecznej decyzji. Jej brak oznaczał milczącą zgodę Polaków na warunki
litewskie. W końcu nastąpiło porozumienie i Kazimierz przyjął polską
koronę. Zobowiązał się, że po koronacji potwierdzi Polakom przywileje,
zarazem stwierdził, że Litwę i Polskę łączy „braterski związek”. Nie
wspominając o inkorporacji, uznawał odrębność Litwy. Polacy zgodzili się
na te warunki, gdyż zależało im na dalszym trwaniu unii. Widzieli też, że
pozycja Kazimierza na Litwie stawała się coraz mocniejsza. Jego władzę
uznali wszyscy książęta litewscy, poddał mu się nawet władający Łuckiem
Świdrygiełło.
Przed wyjazdem na uroczystości koronacyjne do Krakowa Kazimierz
nadał bojarom litewskim przywileje, jakie miała polska szlachta. Znalazł
się tam zapis mówiący o niekaraniu bez wyroku sądowego. Wielki książę
zagwarantował też wszystkie litewskie urzędy wyłącznie Litwinom oraz
potwierdził integralność Litwy w takich granicach, jakie były za panowania
Witolda.
Koronacja Kazimierza odbyła się w Krakowie 25 czerwca 1447 roku.
Zakończyła ona trwające niemal trzy lata bezkrólewie. Była wielkim
zwycięstwem Kazimierza, gdyż Polacy zgodzili się na nią bez żadnych
zobowiązań ze strony kandydata. Nowy król nie potwierdził więc polskich
przywilejów, odłożył to na późniejsze czasy. Nie mógł jednak lekceważyć
polskich żądań, to groziłoby detronizacją. Mógł tylko grać na zwłokę.
Po koronacji Kazimierza nie ustały spory pomiędzy Polską i Litwą,
w Polsce natomiast wyrósł konflikt pomiędzy główną postacią polskiej
polityki, Zbigniewem Oleśnickim, a królem. Jako król Polski Kazimierz
uznał nowego papieża, Mikołaja V. Zrobił to wbrew stanowisku biskupa
Oleśnickiego, który wobec konfliktu papieża z soborem stał po stronie
soboru. Stanowisko króla zmusiło Oleśnickiego do uznania Mikołaja V.
Nowy papież potwierdził kardynalski tytuł biskupa krakowskiego, nie miał
chyba jednak do niego pełnego zaufania, gdyż długo zwlekał z przysłaniem
mu kardynalskiego kapelusza. Osłabiało to oczywiście pozycję
Oleśnickiego, co było korzystne dla Kazimierza. Król bowiem postanowił
złamać opozycję małopolską i zaczął tworzyć nową elitę polityczną,
opierając się na Wielkopolanach, a także budując spośród niechętnych
Oleśnickiemu Małopolan własne stronnictwo.
Jednym z etapów walki o wpływy była próba wypchnięcia kardynała
Oleśnickiego ze stolicy. Możliwość taka zarysowała się, gdy zmarł
arcybiskup gnieźnieński Wincenty Kot. Po jego śmierci król zaproponował
kardynałowi awans na katedrę gnieźnieńską. Byłby to awans pozorny,
naprawdę oznaczałby odsunięcie go od wpływu na politykę państwa.
Oleśnicki nie przyjął arcybiskupstwa, pozostał nadal biskupem
krakowskim. Ponieważ jednak był on kardynałem, zaczął się domagać
pierwszego miejsca w Kościele polskim.
Mimo swych wpływów nie osiągnął tego. Nowemu arcybiskupowi
Władysławowi Oporowskiemu potwierdzono pierwsze miejsce wśród
polskich hierarchów oraz wyłączne prawo koronacji króla. Kardynał nie
wywalczył też sobie pierwszeństwa w radzie królewskiej. Miał jej bowiem
przewodniczyć na zmianę z arcybiskupem, w zależności od tego, którego
z nich król powoła.
Oleśnicki domagał się wypełnienia wszystkich dawniejszych układów
polsko-litewskich, a więc przede wszystkim inkorporacji Litwy do Korony
oraz przyłączenia do Polski Wołynia i Podola. Popierali go możni
małopolscy. Król nie mógł tego zrobić ze względu na Litwinów. Gdy jednak
w 1452 roku zmarł dzierżący księstwo łuckie Świdrygiełło, Kazimierz nie
powstrzymał włączenia tej dzielnicy do Wielkiego Księstwa Litewskiego.
Wywołało to oburzenie w Polsce, niezadowoleni byli zwłaszcza
Małopolanie. Zarazem jednak król nie chciał poddać się presji możnych
litewskich i zmienić zawartych układów polsko-litewskich. W związku
z tym na Litwie powstała występująca przeciw niemu opozycja, na której
czele stanął Gasztołd. Opozycjoniści dążyli do zmiany wielkiego księcia
i w tym celu zaczęli szykować zamach na Kazimierza.
Ponieważ dążenia Polaków i Litwinów były sprzeczne, a król nie mógł
spełnić oczekiwań żadnej ze stron, zwlekał więc z podjęciem decyzji.
Konsekwentnie też budował w Koronie swe stronnictwo. Prokrólewskie
ugrupowanie wkrótce stało się tak silne, że pozbawiło opozycję znaczenia.
Również na Litwie, po próbie odsunięcia go od władzy, a nawet zamachu
na jego życie, przewagę zdobyli wierni stronnicy Kazimierza.
Najtrudniejszy do rozwiązania był problem Wołynia i Podola. Kazimierz
nie podjął w tej sprawie żadnych decyzji, zgodził się natomiast milcząco na
zajęcie Wołynia przez Litwę i pozostawienia Podola Polsce. Nie
satysfakcjonowało to Polaków, jednak po potwierdzeniu przywilejów
szlachty polskiej o sprawie przestało się mówić.
W pierwszych latach panowania Kazimierza uregulowane zostały
stosunki z Moskwą. Zaabsorbowany innymi problemami wobec ataku
Tatarów na Podole król nie mógł kontynuować zaczętej przed śmiercią
swego brata wojny i w 1449 roku zawarł pokój ze wschodnim sąsiadem.
Zapewne odłożył próbę narzucenia Moskwie swego zwierzchnictwa na
dogodniejsze czasy, jednak czasy takie nigdy nie nadeszły. Pokój z 1449
roku kończył okres ekspansji Litwy na ziemie ruskie.
Pewne sukcesy natomiast odnotowała Polska na zachodzie. Odniesione
zostały zarówno dzięki królowi, jak i kardynałowi Oleśnickiemu. W 1443
roku Oleśnicki nabył dla swego biskupstwa księstwo siewierskie. W ten
sposób realizował własne ambicje, kupno księstwa pozwalało biskupowi
krakowskiemu używać tytułu księcia, i odzyskiwał dla Polski część ziem
śląskich. Król Kazimierz natomiast kupił księstwo oświęcimskie i zhołdował
księstwo zatorskie. Po latach ono także zostało kupione przez polskiego
władcę i włączone do Korony. Jednak najważniejsze wydarzenia miały
dopiero nastąpić.
WOJNA TRZYNASTOLETNIA

Po zawarciu pokoju polsko-krzyżackiego w Brześciu przez niemal dwa


dziesięciolecia żadnej ze stron nie zależało na rozpoczynaniu nowej wojny.
Polityków polskich absorbowały sprawy węgierskie i czeskie, zwracano
uwagę na konflikt węgiersko-turecki. Trwały walki o władzę pomiędzy
stronnictwami, uwagę zajmowały komplikacje związane z koronacją
Kazimierza oraz spory z Litwą. Również Krzyżacy nie mieli ochoty na
wojnę. Byli wyczerpani klęskami ponoszonymi w kolejnych starciach
z Polską i Litwą, państwo zakonne borykało się z nieustannym po klęsce
grunwaldzkiej brakiem pieniędzy. Najbardziej niezadowolonymi
z istniejącego stanu rzeczy byli poddani krzyżaccy.
Krzyżackie miasta odczuwały mocno kryzys finansowy, jaki dotknął
zakon. Państwo zakonne musiało zapłacić Polsce duże sumy po przegranej
wojnie w 1411 roku, toczone w następnych latach wojny powodowały
zniszczenie kraju, ich prowadzenie kosztowało, nie przynosiły natomiast
żadnych korzyści. Dążąc do odbudowania skarbu, władze krzyżackie
zaczęły pobierać coraz większe podatki, spośród nich najbardziej dotkliwe
było tak zwane cło funtowe, które musieli płacić gdańszczanie. Ponadto
wojny i napięte stosunki polsko-krzyżackie przeszkadzały w prowadzeniu
handlu. Tymczasem w XV wieku dla miast nadwiślańskich, zwłaszcza dla
Gdańska i Torunia, handel z ziemiami polskimi nabierał coraz większego
znaczenia.
Mieszczanie bogatych miast pruskich widzieli, że miasta polskie uzyskują
od swych władców liczne przywileje. Takich przywilejów nie udzielali
pruskim mieszczanom panowie zakonni. Również znaczenie polityczne
mieszczan polskich było większe niż mieszkańców miast pruskich. W XV
wieku mieszczanie polscy stanowili siłę polityczną, natomiast Krzyżacy nie
liczyli się z głosem swych poddanych. Mieszkańcy pruskich miast zaczęli
dążyć do uzyskania tego, co mieli Polacy.
Także szlachta pruska nie była zadowolona z rządów krzyżackich. Stan
rycerski w państwie zakonnym nie był jednolity pod względem
narodowościowym. Na terenie Prus właściwych mieli swe majątki rycerze
niemieccy, którzy przybyli wraz z Krzyżakami. Do grona zamożniejszej
szlachty weszli też nieliczni Prusowie. Ale można tam było spotkać również
ubogich wojowników pochodzenia pruskiego, tak zwanych wolnych
pruskich. Natomiast na ziemi chełmińskiej i na Pomorzu stan rycerski
składał się wyłącznie z Polaków, niektórzy spośród nich mieli nawet duże
majątki. Jednak bez względu na pochodzenie rycerscy poddani Krzyżaków
nie byli zadowoleni ze swego położenia.
Szlachta pruska widziała, że w Polsce rycerstwo obdarowywane przez
królów przywilejami ma wpływ na decyzje króla. Przedstawiciele polskiej
szlachty mogli uzyskiwać urzędy państwowe, mogli należeć do rady
królewskiej. Tymczasem w Prusach wszystkie urzędy były zarezerwowane
dla Krzyżaków. Tylko Krzyżacy pełnili funkcje komturów, wójtów czy
innych dostojników. Dla pruskiej szlachty dostępne były jedynie
stanowiska dworzan wielkiego mistrza. Choć łączył się z tym prestiż, nie
miały one znaczenia w państwie. Ponadto rycerze pruscy, bez względu na
to czy byli Polakami, Prusami, czy też Niemcami, nie mogli zostać
członkami zakonu krzyżackiego, Krzyżacy rekrutowali się wyłącznie
z rycerstwa niemieckiego. Dla szlacheckich poddanych pruskich kariera
polityczna była zamknięta, wobec coraz większego fiskalizmu trudno było
o karierę majątkową. Kontrast, jaki zaczął się wytwarzać pomiędzy
stosunkami panującymi w Polsce a tym, co było w państwie krzyżackim,
powodował, że szlachta pruska zapragnęła osiągnąć to, co miała szlachta
polska. Polski ustrój okazał się dla pruskich rycerzy bardzo atrakcyjny.
W celu walki o podobne do polskich przywileje i w obronie przed
krzyżackim fiskalizmem krzyżaccy poddani zawiązali w 1440 roku Związek
Pruski. Najważniejszą rolę w Związku odgrywali mieszczanie, zwłaszcza ci
z Gdańska i Torunia. Na czele Związku stanął jednak rycerz, Johann von
Baysen, który później występował pod nazwiskiem Jan Bażyński. Niektórzy
historycy twierdzą, że tworząc Związek, mieszkańcy Prus wzorowali się na
polskich konfederacjach. Wydaje się to jednak mało prawdopodobne,
w zawiązaniu tej organizacji pomogły raczej polskie żądania gwarancji
stanów dla zawieranych przez zakon kolejnych traktatów pokojowych.
Wielki mistrz krzyżacki Ludwik von Erlichshausen prędko zrozumiał, jak
niebezpieczna dla zakonu jest ta organizacja. Próbował dojść do
porozumienia ze stanami przy pośrednictwie cesarza, co tylko
przyśpieszyło bieg wypadków.
W 1454 roku do Krakowa przybyli posłowie stanów pruskich, wyrażając
gotowość poddania się królowi polskiemu. Kazimierz dał do zrozumienia,
że przyjmuje tę propozycję. Gdy wiadomość ta dotarła do Prus, wybuchło
tam powstanie. Pierwsi wystąpili mieszczanie toruńscy, usunęli krzyżacką
załogę z miasta, a potem zdobyli i zburzyli zamek. Następnie od załóg
krzyżackich uwolniły się Gdańsk, Elbląg, Królewiec, a z nimi kilkadziesiąt
innych miast. Przy Krzyżakach pozostały tylko Chojnice, Sztum i Malbork.
Sztum bardzo szybko został zdobyty przez powstańców. Krzyżacy zostali
niemal usunięci z Prus.
Po tych sukcesach stany pruskie wysłały do króla Kazimierza delegację
z Janem Bażyńskim na czele. Delegacja przybyła do Krakowa podczas
uroczystości ślubnych, kiedy Kazimierz żenił się z Elżbietą Habsburżanką.
Znalazł oczywiście czas dla posłów i przyjął ofiarowane mu Prusy. Poparła
go w tej decyzji rada królewska.
Po przyjęciu pruskiej propozycji Kazimierz wypowiedział wojnę
zakonowi, a następnie wydał dokument inkorporacyjny oraz dokument,
w którym zrównał mieszkańców ziem pruskich z Polakami, po czym nie
tylko potwierdził ich przywileje, ale nawet je rozszerzył. Zgodził się na
zwolnienie z niektórych ceł i podatków, zobowiązał się wyznaczać na
urzędy pruskie tylko tych, którzy w Prusach mieszkali.
Wypowiedzenie wojny Krzyżakom zmieniło sytuację wewnętrzną
w Koronie, konflikty z Litwą przestały być najważniejsze. Ponadto
zaangażowanie Polski w sprawę Prus podnosiło znaczenie Wielkopolan
i ułatwiało królowi złamanie przewagi możnych małopolskich.
W Wielkopolsce, obok tamtejszych możnych, duże znaczenie miała
szlachta. Oparcie się króla na szlachcie zaczęło zmieniać stosunki
wewnętrzne w całym kraju.
Po wypowiedzeniu wojny zakonowi Kazimierz przybył do Prus i objął je
w posiadanie. Był w Toruniu, Gdańsku, Elblągu, Królewcu. Wszędzie
nadawał przywileje, najbardziej uprzywilejowany został Gdańsk.
Wydawało się, że uda się pokonać Krzyżaków przy pomocy tylko wojsk
nadwornych króla. Oblegany był Malbork, spodziewano się jego rychłej
kapitulacji. Należało też zdobyć Chojnice.
Malbork oblegały oddziały wojsk nadwornych, Chojnice miało zdobyć
pospolite ruszenie z Kujaw i Wielkopolski. Król wyznaczył Cerekwicę na
Kujawach na miejsce zbiórki. Od lat jednak szlachta nie brała już udziału
w wojnach, zebrane oddziały nie stanowiły najlepszej armii. Były niekarne,
a w dodatku natychmiast po przybyciu króla wystąpiły z żądaniami.
Wielkopolanie i Kujawianie domagali się od Kazimierza nadania im
nowych przywilejów, bez nich nie chcieli wojować. Król musiał ustąpić.
Zobowiązał się, że na Kujawach i w Wielkopolsce nie będzie powierzał
starostw wyższym urzędnikom, a także nie będzie wydawał nowych
zarządzeń i zwoływał pospolitego ruszenia bez zgody sejmików ziemskich.
Przyrzekł także uwzględniać Wielkopolan przy awansach na urzędy
centralne i dworskie. Ponadto uściślił sposób funkcjonowania sądów
ziemskich.
Przywileje cerekwickie były ustępstwem króla. Ale powodowały też
zmniejszenie przewagi możnych w ziemiach, w których miały
obowiązywać. To z kolei było dla króla korzystne. Wprawdzie wystąpienie
szlachty pod Cerekwicą utrudniało prowadzenie wojny, ale ustępstwa
Kazimierza na rzecz poddanych potwierdzały zalety ustroju polskiego.
Stany pruskie przekonały się o jego atrakcyjności, ich przedstawiciele
mogli liczyć na uzyskanie podobnego wpływu na ustrój państwa po
włączeniu ich ziem do Polski.
Zakon krzyżacki jednak jeszcze nie upadł, wojna z Krzyżakami dopiero
się zaczynała. Wielki mistrz Ludwik von Erlichshausen rozpoczął werbunek
wojsk w Niemczech, w Czechach, na Śląsku. Na jego ofertę odpowiedziało
wielu rycerzy. Zachęciły ich do walki nie dawne hasła wojny
z niewiernymi, niewiernych nie było już nad Bałtykiem. Odpowiedzieli na
apel wielkiego mistrza, gdyż proponował on atrakcyjne warunki finansowe.
Na czele zwerbowanych wojsk stanęli Rudolf, książę żagański, i Czech
Bernard Szumborski. Złożył on ofertę obu stronom, lepszą zapłatę
zaproponowali jednak Krzyżacy i dlatego zgodził się walczyć w ich
sprawie. Wojna w tych czasach była również działalnością zarobkową
i zapewne dlatego krewny Szumborskiego, Mikołaj Skalski, przyjął ofertę
Związku Pruskiego i jako najemnik walczył po stronie polskiej.
Po wydaniu przywilejów w Cerekwicy król nakazał zebranym wojskom
ruszyć pod Chojnice. Rozpoczęło się oblężenie. Siły krzyżackie były
lekceważone, wydawało się, że będzie można zdobyć to miasto bez
ściągnięcia wojsk królewskich spod Malborka. Tymczasem zwerbowane
przez wielkiego mistrza wojska pod dowództwem księcia Rudolfa
i Bernarda Szumborskego ruszyły na pomoc zakonowi. O pochodzie wojsk
krzyżackich dowódcy polscy dowiedzieli się dość wcześnie i postanowili
rozbić je pod Chojnicami. Oblężenie zostało zwinięte i polska armia zaczęła
się szykować do zagrodzenia drogi przeciwnikom.
18 września rano oddziały polskie zajęły stanowiska bojowe.
Ukształtowanie terenu sprzyjało Polakom. Polskie chorągwie ustawiły się
na wschód od głębokiego obniżenia terenu, w którym drogę wojskom
krzyżackim zagradzały dwa jeziora. Przejście na drugą stronę rozpadliny
było możliwe tylko przez wąską groblę. Gdyby zaciężni krzyżaccy
zdecydowali się na atak, musieliby uformować długą, wąską kolumnę
i następnie przypuścić szarżę pod górę. Łatwo byłoby ich pokonać.
Polski plan bitwy wydawał się bardzo dobry. Niestety, wojska krzyżackie
przybyły w pobliże Chojnic dopiero po południu. Polscy rycerze cały dzień
musieli stać w słońcu, czekając na przeciwnika. Po południu byli już
zmęczeni, zmęczone były też konie. Polski plan załamał się ostatecznie po
przybyciu wrogów. Bernard Szumborski, rzeczywisty dowódca wojsk
krzyżackich, był bardzo doświadczonym wojownikiem i wiedział, że atak
może się zakończyć niepowodzeniem. Zatrzymał więc swoje oddziały
i postanowił czekać.
Polscy dowódcy, widząc wahanie swych przeciwników, wydali rozkaz do
szarży. Z góry ruszyła masa rycerstwa. Polska kolumna musiała się
wydłużyć i zwęzić, aby przejść przez wąską drogę między jeziorami,
a następnie zaatakować stojących wyżej najemników krzyżackich. Choć
wydawało się to niemal niemożliwe, uderzenie wojsk polskich było tak
gwałtowne, że szeregi ich przeciwników zostały złamane, a wojska
krzyżackie rozbite. W tej pierwszej fazie bitwy zginął dowodzący
Krzyżakami książę Rudolf, a Bernard Szumborski dostał się do niewoli. Do
zdobycia pozostał tylko obóz krzyżacki. Jednak zdobycie go nie było łatwe.
Żołnierze krzyżaccy sformowali z połączonych łańcuchami wozów zaporę,
zza której strzelali do atakujących. Zapewne w końcu ulegliby polskim
atakom, gdyby nie Henryk von Plauen.
Henryk von Plauen, krzyżacki dowódca załogi Chojnic, pochodzący z tej
samej rodziny co obrońca Malborka w 1410 roku, wyprowadził wszystkich
swoich żołnierzy z miasta i zaatakował Polaków od tyłu. Atak von Plauena
wywołał panikę w polskich szeregach. Cała polska armia się rozpierzchła
i rzuciła do ucieczki. Zginął jeden z polskich dowódców, Piotr ze
Szczekocin, dwaj inni, Łukasz Górka i Mikołaj Szarlejski, dostali się do
niewoli. W ręce krzyżackie wpadła chorągiew królewska, sam król o mało
nie został pojmany.
Bitwa pod Chojnicami została przegrana, choć Szumborski wpadł
w polskie ręce w pierwszej fazie bitwy. Rycerz, który go pojmał, wziął od
swojego jeńca słowo honoru, że nie ucieknie, a następnie puścił go i sam
ruszył do dalszej walki. Po bitwie Szumborski nie mógł znaleźć swojego
zwycięzcy, gdyż ten uciekł po ataku von Plauena. Czech był jednak
honorowym rycerzem i pojechał do Krakowa, aby się wykupić z niewoli.
Potem wrócił do Prus i znowu dowodził wojskami krzyżackimi.
Klęska chojnicka rozwiała polskie nadzieje na szybkie zakończenie
wojny. Na wieść o niej część miast, które wcześniej poddały się Polsce,
uznała ponownie władzę krzyżacką. Przy Polsce opowiadała się nadal
większość ziem leżących po prawej stronie Wisły oraz Gdańsk, Toruń
i Elbląg. Krzyżacy natomiast utrzymali Chojnice, krzyżacki pozostał zamek
w Malborku, choć miasto zdobyły wojska Związku Pruskiego. Po stronie
krzyżackiej zaczęło się też opowiadać drobne rycerstwo ze wschodniej
części ziem zakonnych.
Aby dalej prowadzić wojnę, król zwołał pospolite ruszenie z ziem całej
niemal Korony. Zwolnieni zostali tylko rycerze z Rusi i Podola, ich
zadaniem była obrona południowo-wschodnich kresów. Jeszcze w tym
samym roku pod Nieszawą zebrały się nowe wojska. I znowu powtórzyło
się to, co miało miejsce pod Cerekwicą. Szlachta z ziem małopolskich
stwierdziła, że wyruszy na wojnę tylko wtedy, gdy król nada jej nowe
przywileje. Żądania Małopolan były podobne do tych, z jakimi niedawno
wystąpili Wielkopolanie. Kazimierz ponownie musiał ustąpić. Dla
poszczególnych ziem polskich wydał przywilej, w którym zobowiązał się
nie zwoływać pospolitego ruszenia ani nie nakładać nowych podatków bez
zgody szlachty zebranej na sejmikach ziemskich.
W wyniku nadania nowych przywilejów zaczęła się łamać przewaga
możnowładztwa, a rosło znaczenie szlachty. Wysuwając przeciw dawnym
opozycjonistom nowe siły społeczne, król uzyskał możliwość gry
politycznej. Zarazem wraz ze wzrostem znaczenia sejmików ziemskich
zaczął się kształtować polski parlamentaryzm.
Po uzyskaniu przywileju szlachta zgodziła się iść na wojnę. Jednak
kolejne wyprawy pospolitego ruszenia nie przynosiły rozstrzygnięcia
zmagań. W połowie XV wieku szlachcic był już bardziej ziemianinem niż
rycerzem, nie potrafił walczyć tak jak jego przodkowie. Złożone
z pospolitego ruszenia wojsko nie mogło sprostać wyszkolonym oddziałom
najemnym. W polskiej armii brakowało też dobrego dowódcy. Król
Kazimierz był wspaniałym politykiem, ale nie potrafił prowadzić wojska do
boju. Kilkakrotnie próbował przy pomocy jazdy rycerskiej zdobywać zamki
i obwarowane miasta, lecz próby te kończyły się fiaskiem. Lepiej walczyły
najemne wojska stanów pruskich, sukcesy odnosiła też flota gdańska na
Bałtyku. Nie zmieniało to jednak na razie wyników wojny.
Innego typu trudności zaczęli odczuwać Krzyżacy. Brakowało im
pieniędzy na opłacanie wojsk. Mimo przychylności papieża, który już
w 1455 roku obłożył interdyktem Prusy, a także cesarza, który skazał na
banicję członków Związku Pruskiego, nie mogli wygrać tej wojny.
Również król polski odczuwał brak pieniędzy. Wraz z upływem lat coraz
trudniej mu było uchwalać nowe podatki, przed finansowaniem wojny
broniła się szlachta i duchowieństwo. Tylko stany pruskie, wśród nich
przede wszystkim mieszczanie Gdańska i Torunia, utrzymywały regularnie
walczące oddziały. Dzięki ich ofiarności król mógł nadal prowadzić
działania wojenne.
W 1457 roku dowódca załogi zamku malborskiego, Czech Ulryk
Czerwonka, zażądał od wielkiego mistrza zapłaty zaległego żołdu dla siebie
i swoich żołnierzy. Zagroził, że jeśli pieniądze nie zostaną wypłacone do
określonego terminu, odda on zamek temu, kto zapłaci. Mimo usilnych
starań Krzyżakom nie udało się zebrać odpowiedniej sumy. Zdołał to zrobić
król Polski. Szlachta i duchowieństwo zapłacili nadzwyczajne podatki,
część sumy wyłożyły miasta pruskie i Ulryk Czerwonka przekazał Malbork
Kazimierzowi. Sukces był ogromny, odtąd Malbork stał się polskim
zamkiem, natomiast wielki mistrz musiał przenieść swą rezydencję do
Królewca.
Przejęcie Malborka nie przyśpieszyło zakończenia wojny. Już w 1460
roku wojska krzyżackie zdobyły miasto Malbork i zaczęły blokować polską
załogę broniącą zamku. Krzyżacy odnieśli też kilka zwycięstw na
północnym Pomorzu, w ich ręce dostał się Puck. Również na Warmii
odnotowali sukcesy. Nadal jednak nie mieli środków na finansowanie
przeciągającej się wojny. Nieopłacani krzyżaccy najemnicy zaczęli działać
na własną rękę. Ich dowódcy, dzierżąc zamki, ściągali daniny od ludności.
Jednocześnie walczyli z oddziałami polskimi.
Kazimierz kilkakrotnie zwoływał pospolite ruszenie. Ostatni raz zrobił to
w 1461 roku. Ponieważ jednak wojna prowadzona przy pomocy powołanej
pod broń szlachty nie dawała zwycięstwa, zdecydował się na zmianę
sposobu prowadzenia walk. Po ściągnięciu nadzwyczajnych podatków
skierował do Prus oddziały wojsk najemnych, na których czele postawił
zdolnego dowódcę, Piotra Dunina. Walki od razu zaczęły przybierać inny
obrót.
Poprawiła się też międzynarodowa sytuacja Polski. W 1457 roku zmarł
król Czech Władysław Pogrobowiec, a na tronie w Pradze zasiadł
przywódca umiarkowanego skrzydła husytów, Jerzy z Podiebradów.
Kazimierzowi udało się z nim porozumieć, Jerzy zabronił Krzyżakom
rekrutować najemników w Czechach. Nadal jednak zakon znajdował silne
poparcie w Rzymie, zwłaszcza gdy papieżem został Eneasz Silvio
Piccolomini, który przyjął imię Pius II. Jednak poparcie papieskie
i cesarskie nie mogło poprawić złej sytuacji zakonu. Krzyżacy bezustannie
odczuwali trudności finansowe, materialnie nie pomógł im ani cesarz, ani
papież.
Wojsko, z którym wyruszył do Prus Piotr Dunin, było mniejsze od wojsk
pospolitego ruszenia. Mniejsze, ale znacznie bardziej sprawne. W 1462
roku polskiemu dowódcy udało się rozbić siły krzyżackie pod Świecinem.
Po tym zwycięstwie zaczął on wypierać Krzyżaków z Pomorza. Rok później
flota gdańska pokonała krzyżacką eskadrę na Zalewie Wiślanym. Następnie
gdańszczanie zdobyli Puck, a wojska polskie zajęły Działdowo. W 1465
roku w ręce polskie wpadło Nowe, udało się też wyprzeć Krzyżaków
z południowej Warmii, w wyniku czego biskup warmiński przeszedł na
stronę polską. W 1466 roku Polacy zdobyli Starogard i Chojnice.
Polskie sukcesy zmusiły Krzyżaków do podjęcia rozmów pokojowych.
Pośrednictwa próbował podjąć się papież. Na tronie Piotrowym nie
zasiadał już niechętny Polsce Pius II, lecz Paweł II. W tym czasie stosunki
papiestwa z królem Czech, Jerzym z Podiebradów, bardzo się pogorszyły
i papież starał się husyckiego króla pozbawić tronu. Liczył na pomoc króla
Polski Kazimierza. Dlatego nie był on już tak bardzo prokrzyżacki jak jego
poprzednicy. Mimo oferty papieskiej rokowania polsko-krzyżackie odbyły
się bez pośredników.
W pierwszej fazie rozmów rozbieżności pomiędzy stronami były wielkie.
Początkowo Krzyżacy skłonni byli oddać tylko ziemie chełmińską
i michałowską. Potem zgadzali się też na zwrot Pomorza. Natomiast Polacy
dążyli do usunięcia zakonu z Prus. Strona polska proponowała
przeniesienie Krzyżaków na Podole do walki z Tatarami. W następnej fazie
rozmów Polacy żądali oddania Pomorza, ziemi chełmińskiej,
michałowskiej, Malborka i Elbląga. Ostateczne rozmowy rozpoczęły się 19
października 1466 roku w Toruniu. Ich wynikiem było podpisanie pokoju.
Zgodnie z wynegocjowanym układem Krzyżacy oddawali Polsce Pomorze,
ziemie chełmińską i michałowską, a także Malbork, Elbląg i Sztum.
Wycofywali się też z Warmii. Ziemia ta uzyskała rangę księstwa, jej
księciem miał być biskup warmiński podległy królowi polskiemu. Przy
zakonie pozostała więc tylko Pomezania z Kwidzynem oraz ziemie pruskie
leżące na wschód od Warmii wraz z Sambią. Stolicą państwa krzyżackiego
został Królewiec.
Zakon nie tylko stracił połowę posiadanych wcześniej terytoriów, ale też
suwerenność. Od podpisania pokoju toruńskiego pozostające pod władzą
krzyżacką terytoria podlegały jako lenno królowi polskiemu. Każdy mistrz
krzyżacki w ciągu sześciu miesięcy od swego wyboru miał składać królowi
przysięgę wierności, zakon miał również wspierać Polskę zbrojnie
w przypadku wojny.
Wynik wojny trzynastoletniej był skromniejszy od nadziei, jakie
towarzyszyły jej rozpoczęciu. Nie udało się zlikwidować państwa
zakonnego. Mimo to bardzo wiele osiągnięto. Zakon krzyżacki stracił
dawne znaczenie i został podporządkowany królowi. Polska odzyskiwała
swe ziemie, z których najważniejsze było Pomorze. Posiadanie ujścia Wisły
ułatwiło polskim kupcom prowadzenie handlu zagranicznego. Od połowy
XV wieku Polska zaczęła eksportować przez Gdańsk do krajów Europy
Zachodniej najpierw drewno, a następnie zboże. Korzystało z tego całe
dorzecze Wisły, od połowy XV wieku zaczęli się bogacić producenci zboża,
szlachta, ale także chłopi oraz pośredniczące w handlu miasta. Najwięcej
na połączeniu Pomorza z Polską zyskał Gdańsk, który wniósł ogromne
sumy do walki z Krzyżakami. Dzięki handlowi bogaciły się też inne miasta
Prus i Pomorza, Toruń, Elbląg, Grudziądz.
Zwycięskie zakończenie wojny podniosło autorytet Kazimierza
Jagiellończyka. Wyraźnym tego dowodem była batalia o obsadę biskupstwa
krakowskiego. Kazimierz nie pozwolił, aby o obsadzie tej katedry
decydował ktokolwiek poza nim. Nie uległ nawet papieżowi. Po
wprowadzeniu na katedry w Krakowie, Gnieźnie i Włocławku własnych
kandydatów, uzyskał faktyczne prawo do mianowania biskupów w swoim
państwie. Było to bardzo ważne, gdyż biskupi pełnili nie tylko funkcje
kościelne, ale byli też członkami rady królewskiej. W latach wojny
trzynastoletniej król stworzył ostatecznie popierające go stronnictwo,
a przewaga panów krakowskich została złamana. Teraz mógł przystąpić do
realizacji swej polityki dynastycznej.
POLITYKA DYNASTYCZNA KAZIMIERZA
JAGIELLOŃCZYKA

Po zwycięskim zakończeniu wojny trzynastoletniej głównym celem króla


Kazimierza stało się zapewnienie jego licznym synom tronów królewskich.
Polityka tego Jagiellona różniła się zdecydowanie od polityki jego
poprzedników. Dla niego najważniejszy był sukces dynastii. Tak zresztą
pojmowało swe zadania wielu innych monarchów. Polityką dynastyczną
kierowali się zwłaszcza Habsburgowie, zapewne wielki wpływ na działania
Kazimierza miała jego żona, Elżbieta Habsburżanka. Politykę dynastyczną
oparł on na prawach dziedzicznych swej żony do tronów Czech i Węgier.
W 1457 roku zmarł król Węgier i Czech, brat Elżbiety, Władysław
Pogrobowiec. Kazimierz zaakcentował prawa swego najstarszego syna,
niedawno urodzonego Władysława, do dziedzictwa po nim. Nie mógł
jednak zaspokoić tych pretensji ze względu na trwającą wojnę pruską.
Tymczasem na Węgrzech i w Czechach zwyciężyły stronnictwa narodowe.
Czesi wybrali na swego króla Jerzego z Podiebradów, a Węgrzy oddali
koronę Maciejowi Korwinowi. Nowy król węgierski uzyskał
międzynarodowe uznanie, trudności natomiast miał król czeski. Jerzy
z Podiebradów był husytą, przywódcą umiarkowanego skrzydła tego ruchu,
tak zwanych kalikstynów. Ten odłam husytów porozumiał się
z uczestnikami soboru bazylejskiego. Początkowo Jerzy, po osiągnięciu
korony, zyskał uznanie w oczach papieża, gdyż Pius II miał nadzieję, że
nowy król czeski weźmie udział w krucjacie antytureckiej. Jednak następny
papież, Paweł II, nie chciał już rozmawiać z królem husytą. Rozpoczął
działania mające na celu usunięcie go z tronu. Liczył na poparcie
katolickich poddanych Jerzego oraz na innych monarchów. W 1466 roku
rzucił na Jerzego klątwę.
Nie wszyscy poddani króla czeskiego byli zwolennikami husytyzmu.
Silna partia katolicka istniała na Morawach, antyhusycki i coraz bardziej
antyczeski był też Śląsk. Liczni śląscy książęta zaczęli z nadzieją patrzeć na
króla polskiego, sympatie propolskie były największe we Wrocławiu.
Wrocławianie hucznie świętowali polskie zwycięstwo w wojnie z zakonem
krzyżackim, mieli nadzieję na przyłączenie Śląska do Polski. Spodziewali
się przybycia na Śląsk syna króla Kazimierza i szykowali się do wojny
z Jerzym z Podiebradów. Również papież Paweł II liczył na polskiego
króla, miał nadzieję, że usunie on z tronu Jerzego. Papież uznawał
dziedziczne prawa syna Elżbiety, wzywał Kazimierza do wysłania go na
Śląsk. Gotów był uznać prawa Polski do Śląska i Łużyc.
Realizacja wezwań papieskich była równoznaczna z nową wojną. Tym
razem byłaby to wojna z królem czeskim Jerzym. Na nową wojnę nie miał
ochoty ani Kazimierz, ani jego poddani. Polska była zmęczona
i wyczerpana wojną trzynastoletnią, a ponadto do wojny z husyckim
królem nie paliła się szlachta wielkopolska. W Wielkopolsce żywe jeszcze
były sympatie prohusyckie. Nie było też celem króla Kazimierza
przyłączenie do Polski Śląska. Mógł to wówczas zrobić, gdyż Ślązacy
pragnęli połączyć się z Polską. Jednak przyłączenie Śląska do Polski, a więc
oderwanie tej ziemi od związku z Czechami, przekreślałoby szanse
Jagiellona na uzyskanie korony czeskiej, a dla króla Kazimierza
najważniejszy był tron czeski dla jego syna.
Tymczasem w Czechach wybuchła wojna domowa między zwolennikami
husyckiego króla i stronnictwem katolickim. Jerzy z Podiebradów trzymał
mocno Czechy, lecz stracił Śląsk, a jego pozycja na Morawach była słaba.
Stronnictwo katolickie wezwało Kazimierza do przyjęcia korony czeskiej.
Kazimierz nie spieszył się z odpowiedzią na te wezwania, nie odpowiadał
też na apele papieskie. Miał nadzieję, że w ten sposób doprowadzi do
zaaprobowania pokoju toruńskiego przez papieża, a zarazem zmusi Jerzego
z Podiebradów do uznania następstwa swego syna w Czechach. Jednak
zwlekanie nie dało spodziewanych rezultatów.
Zawiedzeni brakiem odpowiedzi króla polskiego katoliccy magnaci
czescy zaproponowali koronę czeską Maciejowi Korwinowi. Król węgierski
się zgodził i ogłosił, że będzie bronił czeskich katolików przed husytą
Jerzym z Podiebradów. Zaangażowanie się Macieja Korwina w konflikt
czeski spowodowało naprężenie stosunków polsko-węgierskich. Innym
powodem tego napięcia były pretensje Kazimierza Jagiellończyka do tronu
węgierskiego dla jednego z jego synów. Na razie Kazimierz nie wysuwał
ich zbyt mocno, nie chcąc komplikować sytuacji, zarazem jednak ich nie
ukrywał.
Król Maciej nie chciał wojny z Polską i dlatego próbował porozumieć się
z Kazimierzem. Zaproponował małżeństwo z jedną z jego córek.
Odpowiedź polska była negatywna. Wobec tego Maciej opanował Morawy,
a następnie Śląsk i Łużyce. Królowi czeskiemu pozostały tylko same
Czechy. Jerzy z Podiebradów nie miał sił zdolnych usunąć Macieja z ziem
Korony Czeskiej. Zrezygnował więc z planów założenia własnej dynastii
i zgodził się na sukcesję jagiellońską w Czechach.
Tymczasem katolicy czescy w 1469 roku uznali Macieja za króla Czech.
Miesiąc później sejm w Pradze dokonał wyboru Władysława, syna
Kazimierza Jagiellończyka. Władysław miał zostać koronowany po śmierci
Jerzego, Polacy zobowiązali się doprowadzić do pogodzenia stronnictwa
husyckiego w Czechach z kurią papieską.
Polska próba porozumienia się z papieżem nie przyniosła rezultatów.
Papież nie chciał uznać pokoju toruńskiego, nie zgadzał się też na uznanie
polsko-czeskiego porozumienia, do którego niedawno doszło w Pradze.
Starał się zmontować sojusz polsko-węgierski. Pragnął, aby husycki król
Czech został zdetronizowany, a koronę czeską dostał Władysław
Jagiellończyk.
W 1471 roku zmarł król Jerzy z Podiebradów. Po jego śmierci Czesi
musieli dokonać nowej elekcji. Zebrał się więc sejm, jednak wobec braku
porozumienia panowie katoliccy opuścili obrady. Wtedy zwolennicy
husytyzmu wybrali na króla Władysława Jagiellończyka. Po potwierdzeniu
czeskich przywilejów, zgodzie na utrzymanie tak zwanych kompaktatów,
czyli zasad husyckich, i zobowiązaniu się przez elekta do porozumienia
z papieżem, Władysław został koronowany. Niedługo potem cesarz uznał
Władysława za króla Czech i udzielił mu inwestytury. Natomiast panowie
katoliccy, którzy opuścili obrady praskie, dokonali w Ihlawie elekcji
Macieja Korwina. Czechy miały więc dwóch królów. Władysław panował
w samych Czechach, Maciej dzierżył Morawy, Śląsk i Łużyce.
W celu osłabienia Macieja król Polski porozumiał się z węgierską
opozycją. Maciej Korwin tracił popularność na Węgrzech, licznym
węgierskim magnatom nie podobały się jego twarde rządy. Zarzucano mu
też, że walcząc o czeską koronę, zaniedbał zabezpieczenie Węgier przed
niebezpieczeństwem tureckim. Była to prawda. Maciej Korwin widział
tylko problemy pojawiające się na zachodzie, myślał o zdobyciu całych
Czech, a może nawet o koronie cesarskiej. W 1471 roku został na Węgrzech
zawiązany spisek antykrólewski, na którego czele stanął prymas Węgier.
Spiskowcy chcieli na tronie węgierskim osadzić Kazimierza, jednego
z synów Kazimierza Jagiellończyka. Król polski przyjął propozycję, na
Węgry wyruszyła polska wyprawa wojenna. Na jej czele stanął młody,
kilkunastoletni Kazimierz. Rozpoczął swe działania od wypowiedzenia
wojny Maciejowi Korwinowi. Niewiele jednak zdziałał na Węgrzech.
Maciej Korwin zdołał stłumić opozycję i młody Kazimierz musiał się
wycofać.
Niepowodzenia w Czechach i nieudana wyprawa węgierska zniechęciły
polską szlachtę do króla. Polacy nie chcieli już płacić na przedsięwzięcia
mające na celu interesy dynastii nie zawsze korzystne dla Polski.
Przedstawiciele szlachty pragnęli doprowadzić do pogodzenia się
z Maciejem Korwinem. W tym samym kierunku popychał Kazimierza
Jagiellończyka papież zaniepokojony sukcesami Turków. Do porozumienia
jednak nie doszło.
Sytuacja króla skomplikowała się jeszcze bardziej w wyniku wydarzeń na
Warmii. W 1467 roku zmarł biskup warmiński Paweł Legendorf i kapituła
wybrała na jego następcę Mikołaja Tungena. Tymczasem król forsował
kandydaturę Wincentego Kiełbasy. Tungena zatwierdził papież, jednak król
nie chciał go dopuścić do objęcia diecezji. Aby zakończyć konflikt, papież
zgodził się na innego kandydata królewskiego, Andrzeja Oporowskiego.
Kapituła warmińska nie ustąpiła jednak i twardo stała za Tungenem.
Kapitułę poparły stany pruskie, powołując się na zasadę autonomii. Dzięki
temu poparciu w 1474 roku Tungen zdołał opanować całą Warmię. Aby
wzmocnić swoją pozycję, porozumiał się z Maciejem Korwinem. Konflikt
warmiński zaczął zataczać coraz szersze kręgi, stał się konfliktem
międzynarodowym. Ponadto Tungena wsparł wielki mistrz krzyżacki.
Polsce zagroziło unieważnienie pokoju toruńskiego.
Poparcie węgierskie dla biskupa warmińskiego wyraziło się w konflikcie
zbrojnym na granicy polsko-węgierskiej. Nie trwał on długo, społeczeństwa
obu państw nie chciały wojny i doprowadziły do zawarcia pokoju. Był to
pokój między narodami, królowie obu państw nadal byli sobie niechętni.
Ponieważ duża część ziem Korony Czeskiej pozostawała pod władzą
króla Węgier, Kazimierz Jagiellończyk postanowił przyjść synowi z pomocą
zbrojną. Miał poparcie cesarza. Jednak szlachta polska nie miała już ochoty
na finansowanie królewskich poczynań, zjazd piotrkowski odmówił
podatków na nową wojnę. Wobec tego król zwołał pospolite ruszenie. Do
wojny szykował się też jego syn, czeski Władysław. W 1474 roku wojska
polskie ruszyły na Śląsk. Po zdobyciu Byczyny, Kluczborka i Olesna Polacy
przeprawili się przez Odrę i połączyli z Czechami króla Władysława.
Następnie rozpoczęli oblężenie Wrocławia.
Również Maciej Korwin przybył na Śląsk. Przyprowadził ze sobą
niewielką, ale bardzo sprawną armię najemną, tak zwane czarne wojsko.
Miał poparcie książąt śląskich. Ślązacy rozczarowali się bowiem
Kazimierzem.
Wojna śląska nie trwała długo, Polacy nie byli w stanie zdobyć
Wrocławia. Nie mieli artylerii, pospolite ruszenie nie nadawało się do
działań oblężniczych. Mniej liczna, ale doborowa armia Macieja Korwina
była nie do pokonania dla polskiego rycerstwa. Dlatego już po tygodniu
Kazimierz rozpoczął rozmowy z Maciejem i zawarto rozejm. Król czeski
Władysław pozostał przy Czechach, drugi król czeski, Maciej, panował
nadal na Morawach, Śląsku i Łużycach. Jagiellonowie nie uzyskali niczego,
natomiast warunki rozejmu mogły stać się niebezpieczne. Maciej Korwin
włączył do układu, jako jego gwaranta, biskupa warmińskiego Tungena.
Król Kazimierz nadal pragnął pomóc swemu synowi i zwrócił się do
zebranych w Piotrkowie przedstawicieli szlachty z prośbą o pieniądze na
sfinansowanie dalszych działań. Nie uzyskał wsparcia, szlachta nie chciała
ponosić kosztów dynastycznej polityki króla. Tym razem niewątpliwie
przedstawiciele polskiego społeczeństwa mieli rację, gdyż znowu pojawiły
się poważne problemy w Prusach.
W 1477 roku Maciej Korwin zawarł układ z wielkim mistrzem
krzyżackim Henrykiem von Richtenbergiem. Król węgierski zobowiązywał
się do pomocy zakonowi, oznajmiał, że jest opiekunem i obrońcą
Krzyżaków. Przed Krzyżakami pojawiły się możliwości przynajmniej
częściowego zlikwidowania klęski poniesionej w wojnie trzynastoletniej,
dla wielkiego mistrza najważniejsze było uwolnienie się od polskiej
zależności. Do przymierza krzyżacko-węgierskiego przystąpił biskup
warmiński Mikołaj Tungen. Polsce zaczęła grozić rewizja pokoju
toruńskiego i ponowne wzmocnienie się Krzyżaków. W 1478 roku został
wybrany nowy mistrz, Martin Truchsess von Wetzhausen. Oficjalnie
oświadczył on, że nie uznaje pokoju toruńskiego i nie zamierza składać
polskiemu królowi hołdu. Co więcej, rozpoczął werbunek najemników,
a potem podstępnie zajął Brodnice, Chełmno i Starogard.
Na to Polacy nie mogli pozwolić. Wojska polskie wkroczyły do Prus
i odzyskały straty. Sprzymierzony z wielkim mistrzem biskup warmiński
Tungen musiał uciekać do Królewca. Okazało się, że przewaga polska nie
pozwala Krzyżakom na zmianę stanu rzeczy. Nie pomógł im też król
węgierski, Maciej Korwin. Widząc polską przewagę w Prusach, zarazem
mając silną pozycję na Śląsku, zawarł z królem Kazimierzem traktat
pokojowy. Zapewnił tylko wielkiemu mistrzowi i biskupowi warmińskiemu
odzyskanie łaski królewskiej. Najpierw jednak zarówno wielki mistrz, jak
i biskup warmiński musieli ukorzyć się przed królem Polski. Obaj złożyli
przysięgę, Martin Truchsess von Wetzhausen uznał warunki pokoju
toruńskiego. W ten sposób zakończyła się wojna nazwana przez Polaków
„wojną popią”.
Pokój zawarty pomiędzy Kazimierzem Jagiellończykiem a Maciejem
Korwinem potwierdzał posiadanie Śląska przez króla Węgier. Była to klęska
Kazimierza. Okazał się on bardzo słabym dowódcą, poniósł też wiele
porażek dyplomatycznych. Autorytet królewski w Polsce, tak przecież
wysoki po zwycięskiej wojnie z zakonem, ponownie uległ osłabieniu.
W latach wojny trzynastoletniej, a także starań o tron czeski i węgierski
Kazimierz przebywał niemal cały czas w Polsce. Na Litwie, gdzie pełnił
funkcję wielkiego księcia, bywał krótko i nieczęsto. Spowodowało to
niezadowolenie jego litewskich poddanych. Rozwiązanie wielu problemów
wymagało decyzji władcy, tymczasem wobec zaabsorbowania Kazimierza
niemal wyłącznie sprawami Korony i dynastii problemy te były
rozwiązywane źle lub tylko połowicznie. Litwini byli coraz bardziej
rozczarowani działalnością swego władcy.
Wschodnim granicom Wielkiego Księstwa Litewskiego zagrażało coraz
silniejsze księstwo moskiewskie. W 1462 roku księciem Moskwy został
Iwan III, który za cel postawił sobie zjednoczenie ziem ruskich, nawet tych,
które wchodziły w skład Księstwa Litewskiego. Podbił Psków, a w 1478
roku podporządkował Moskwie Nowogród Wielki. Były to terytoria, które
władcy Litwy uważali za swoją strefę wpływów. W 1472 roku Iwan
moskiewski poślubił księżniczkę bizantyjską Zofię i wraz z jej ręką przejął
imperialną ideologię. Przyjął tytuł cara oraz bizantyjski herb, dwugłowego
orła. Wtedy to pojawiła się w państwie moskiewskim idea Moskwy –
trzeciego Rzymu.
Kazimierz dostrzegał niebezpieczeństwo grożące od wschodu, lecz
dopóki był zajęty na zachodzie, nie robił niemal nic, aby mu się
przeciwstawić. Zaczął jednak konsolidować ziemie państwa litewskiego,
włączając do swej domeny niektóre zależne od niego księstwa. W 1471
roku został odsunięty od władzy w Kijowie kniaź Michał Olelkowicz,
Kazimierz osadził tam swego namiestnika. Posunięcie to wzmogło niechęć
innych kniaziów do wielkiego księcia.
W 1479 roku, po zakończeniu konfliktu w Prusach, Kazimierz przybył na
Litwę i pozostał w Księstwie przez następne cztery lata. Starał się zawiązać
koalicję dla odebrania Iwanowi moskiewskiemu tego, co zdobył on
w ostatnich latach. W skład koalicji, obok Litwy i Polski, miała wejść
Szwecja, Krzyżacy z Inflant oraz Tatarzy ze Złotej Ordy. Nic z tego nie
wyszło, na Moskwę ruszyli tylko Tatarzy. Zostali pokonani, w walce zginął
chan Ahmed. Odtąd Złota Orda przestała być groźna dla Moskwy.
Kazimierz nie wsparł swego tatarskiego sojusznika, gdyż sytuacja
w Wielkim Księstwie stała się bardzo napięta. Zagrożeni w swych
dziedzinach kniaziowie uknuli spisek, na jego czele stanęli Michał
Olelkowicz, Fiodor Bielski i Iwan Holszański. Poparło ich wielu możnych
litewskich. Spiskowcy planowali zabicie Kazimierza i osadzenie na tronie
wielkoksiążęcym Michała Olelkowicza. Król dowiedział się w porę o spisku
i zarządził aresztowania. Kniaź Bielski zbiegł do Moskwy, natomiast
Holszański i Olelkowicz zostali aresztowani i ścięci. Od tego momentu na
Litwie nie było już opozycji.
Tymczasem Iwan III moskiewski porozumiał się z Tatarami krymskimi
i sprowokował ich atak na ziemie ruskie Korony i Wielkiego Księstwa.
Szykowała się wojna z Moskwą. Nie wybuchła jednak, gdyż Kazimierz,
wobec wzrastającego zagrożenia tureckiego, zaczął szukać porozumienia
z Iwanem moskiewskim. Do porozumienia nie doszło, Iwan natomiast,
wykorzystując kłopoty Kazimierza, przeciągnął na swoją stronę kilku
pogranicznych kniaziów dotychczas podlegających Litwie.
Konflikt z Moskwą nie mógł zakończyć się pomyślnie, gdyż
posiadłościom Korony Polskiej zaczęli zagrażać Turcy. W 1475 roku
zdobyli oni Kaffę, włoską kolonię na Krymie, a w 1484 roku zagarnęli
mołdawskie porty, Kilię i Białogród. Straty te uderzyły mocno w polski
handel ze Wschodem.
Ekspansja turecka spowodowała zbliżenie do Polski hospodara
mołdawskiego Stefana. Planowano wspólną walkę w celu powstrzymania
dalszych postępów Turków. Niebezpieczeństwo tureckie dostrzegała też
szlachta, sejm w Piotrkowie uchwalił podatki na wojnę. Po uzyskaniu
środków król zebrał wojska i ruszył w kierunku Mołdawii. Zagrożony przez
Turków, spodziewający się polskiego wsparcia hospodar Stefan złożył
Kazimierzowi hołd. Armia polska nie wzięła jednak udziału w wojnie
z Turcją, Kazimierz pozostawił tylko hospodarowi kilkutysięczny oddział
swych wojsk. Przy pomocy Polaków Stefan zaczął odnosić zwycięstwa nad
Turkami. Polska nie mogła wziąć udziału w tej wojnie, ponieważ jej
południowe kresy zostały spustoszone przez Tatarów krymskich. Przeciw
nim Kazimierz wysłał wojska pod dowództwem Jana Olbrachta. Syn
królewski odniósł kilka zwycięstw, co na dłuższy czas zniechęciło Tatarów
do atakowania Polski. Jednak swymi wcześniejszymi najazdami
uniemożliwili oni przeciwstawienie się Turkom i oswobodzenie portów
czarnomorskich.
Do ostatnich lat życia nie opuszczała Kazimierza troska o dzieci. Miał
pięciu synów i każdemu z nich chciał zapewnić stanowisko godne syna
królewskiego. Gdy więc w 1489 roku zmarł biskup warmiński Tungen, król
postanowił osadzić na biskupstwie, z którym łączył się tytuł książęcy,
swego najmłodszego syna Fryderyka. Jednak kapituła warmińska dokonała
wyboru Łukasza Watzenrodego. Kanonicy twierdzili, że stanowisko to jest
zarezerwowane tylko dla krajowców. Choć Watzenrodego uznał papież,
król nie ustępował. Sprawa ta nie została rozwiązana do śmierci
Kazimierza, wybrańca kapituły uznał dopiero jego następca Jan Olbracht.
Tymczasem w 1490 roku zmarł król węgierski Maciej Korwin. Pozwoliło
to królowi Czech Władysławowi Jagiellończykowi objąć swym
panowaniem również Morawy, Śląsk i Łużyce. Przeciw temu nikt nie
protestował, wybuchł jednak spór o koronę węgierską. Kazimierz chciał
osadzić na tronie węgierskim Jana Olbrachta, tymczasem z pretensją do
węgierskiej korony wystąpił jego starszy brat, król Czech Władysław.
Pomiędzy braćmi wybuchła wojna, Olbracht wyruszył ze swym wojskiem
na Węgry. Władysław za rezygnację z Węgier ofiarowywał Olbrachtowi
znaczną część ziem śląskich i tytuł najwyższego księcia Śląska, jednak
Olbracht kontynuował wojnę. Wycofał się z Węgier dopiero w 1492 roku.
Od tego roku nikt już nie kwestionował królewskiej władzy w Czechach
i na Węgrzech najstarszego spośród synów Kazimierza, Władysława
Jagiellończyka.
Kazimierz ponosił klęski, ale wygrywał wojny, doświadczył niepowodzeń
w swej polityce dynastycznej, ale potrafił zrealizować wszystkie swoje
plany. Powiększył terytorium Korony Polskiej, przyłączając do niej
Pomorze, zapewnił też trony swoim synom. Po 1490 roku przedstawiciele
dynastii jagiellońskiej rządzili w Polsce, na Litwie, w Czechach i na
Węgrzech. Dynastia ta stała się jedną z najpotężniejszych w Europie.
W czasach króla Kazimierza Jagiellończyka rozpoczął się pomyślny okres
dla polskiej gospodarki. W drugiej połowie XV wieku zintensyfikował się
handel wiślany, rzeką do morza spławiano zboże i drewno. Po przyłączeniu
do Polski Gdańska nikt już nie przeszkadzał w spławie produktów rolnych.
Pomyślna koniunktura, jaka wtedy się pojawiła, miała poważny wpływ na
procesy gospodarcze i społeczne zachodzące w Polsce. Przyczyniła się do
wzrostu znaczenia szlachty, ale doprowadziła też do bogacenia się miast
i chłopstwa.
Rozwój kraju i wzrost zamożności jego mieszkańców pozwoliły na
rozwój polskiej kultury. W ostatnich latach XV wieku działał i tworzył
w Polsce jeden z najwybitniejszych rzeźbiarzy późnego średniowiecza, Wit
Stwosz. Jego dziełem jest wspaniały ołtarz w kościele Mariackim
w Krakowie oraz nagrobek króla Kazimierza Jagiellończyka w katedrze
wawelskiej. Za czasów króla Kazimierza pisał Jan Długosz. Jego największe
dzieło, Roczniki, czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego, to już nie kronika
średniowieczna, lecz nowożytna historia Polski. W końcu XV wieku,
studiując na Uniwersytecie Krakowskim, przygotowywał się do wielkich
odkryć Mikołaj Kopernik. Czasy Kazimierza Jagiellończyka należy uznać za
wstęp do wspaniałego rozwoju polskiej kultury w wieku następnym.
Kazimierz Jagiellończyk zmarł w 1492 roku. Przed śmiercią dokonał
podziału ziem, nad którymi panował. Na króla Polski wyznaczył Jana
Olbrachta, wielkim księciem Litwy ustanowił następnego swojego syna,
Aleksandra. Doszło więc do krótkiego rozejścia się dróg obu państw, jednak
unia polsko-litewska nie została zerwana. Po śmierci Olbrachta oba
państwa zjednoczył pod swym panowaniem Aleksander. Nie rezygnując
z litewskiego tronu, koronował się na króla Polski.
Historię Polski średniowiecznej kończymy w ostatnich latach XV wieku.
Koniec XV wieku to powszechnie przyjęta granica między średniowieczem
a czasami odrodzenia. Można by powiedzieć, że przyjęta, ale słabo
uzasadniona. W latach tych nie doszło przecież do żadnego zasadniczego
przełomu. Niektórzy uzasadniają cezurę umieszczoną w tym okresie
odkryciami geograficznymi. W 1492 roku Krzysztof Kolumb odkrył
Amerykę. Inni wskazują na przemiany w widzeniu świata, na przełom
w sztuce. Jednak wyprawy geograficzne zaczęły się wcześniej, a odkrycie
Ameryki dopiero później zostało docenione. Również znaczenie przełomu
w sztuce w tamtych czasach można zakwestionować. Renesans narodził się
we Włoszech znacznie wcześniej, na Węgrzech pojawił się już w połowie
XV wieku, jednak do większości krajów europejskich jego wpływy dotarły
później. Tylko w Polsce początek renesansu pokrywa się z tradycyjnym
końcem średniowiecza. Początek nowej epoki wiąże się niekiedy
z wystąpieniem Marcina Lutra i protestantyzmem. Luter jednak ogłosił
swoje tezy dopiero w XVI wieku, zapowiedzią nowych nurtów religijnych
był piętnastowieczny husytyzm w Czechach, a wcześniej nauki głoszone
przez Jana Wiklifa w Anglii. Również zastosowanie broni palnej i zmiana
w sposobie prowadzenia wojen nie nastąpiła z końcem XV wieku. Broń
palna była znana już w XIV wieku, wtedy też zaczęły się rozpowszechniać
wojska zaciężne, które zastąpiły w walkach feudalnych rycerzy. Można by
jeszcze wspomnieć o zmianach w produkcji rzemieślniczej oraz
dochodzeniu do głosu nowych grup społecznych, lecz przemiany w tych
dziedzinach to także wieki wcześniejsze. Wydaje się jednak, że koniec XV
i początek XVI wieku mimo wszystko był przełomem. Pojawiające się
wcześniej prądy właśnie wtedy uzyskały przewagę i umożliwiły zmiany
w wielu dziedzinach życia.
Również w Polsce koniec XV wieku nie rozpoczął nowej epoki. Zmiany
społeczne i gospodarcze, jakie zaczęły się pojawiać w XV wieku, dopiero na
początku następnego stulecia zdominowały życie mieszkańców Polski. Od
końca XV wieku możliwości eksportu polskiego zboża nadają ton polskiej
gospodarce i prowadzą do ogromnych zmian w życiu gospodarczym,
społecznym, a nawet politycznym. W pierwszych latach XVI wieku będąca
producentem głównego polskiego towaru eksportowego polska szlachta
zdobywa przewagę w kraju, wtedy też ostatecznie krystalizuje się polski
sejm, a wraz z nim ustrój zwany demokracją szlachecką. Widocznym
znakiem następujących przemian było zwycięstwo sztuki renesansowej nad
gotykiem. Biorąc to wszystko pod uwagę i zdając sobie jednocześnie
sprawę z tego, że procesy historyczne toczą się na ogół w sposób ciągły,
możemy przyjąć śmierć Kazimierza Jagiellończyka za koniec pewnej epoki.
Zakończenie

Obejmująca pół tysiąclecia historia Polski w średniowieczu dzieli się na


kilka okresów. Można wyróżnić w niej czasy piastowskie, a następnie
początek epoki jagiellońskiej. Inaczej należałoby ją podzielić, biorąc pod
uwagę rozwój gospodarczy czy społeczny. Oba podziały są ważne, każdy
z nich ukazuje inne aspekty rzeczywistości.
Państwo polskie stworzyli Piastowie i nieznani nam ludzie z nimi
współpracujący. Dzięki powstaniu państwa zaczął się kształtować naród
polski. Zasługą Piastów i ich współpracowników było wprowadzenie Polski
do grona państw Europy Zachodniej. Stało się to w wyniku przyjęcia
chrześcijaństwa, a wraz z nim zachodniej kultury bazującej na tradycjach
starożytnych. Od momentu chrztu Polska stała się częścią świata
zachodniego, wnosząc do niego również własne tradycje i wartości. Pierwsi
chrześcijańscy władcy Polski potrafili wejść do Europy i zająć w niej godne
miejsce.
Czasy Piastów to nie tylko znaczące sukcesy, ale też upadki. Największy
nastąpił w XI wieku, kiedy to rządzone przez nich państwo niemal
przestało istnieć. W XIII wieku z kolei państwo polskie rozpadło się na
dzielnice i straciło znaczenie międzynarodowe. Jednak w owym czasie, na
początku drugiego tysiąclecia, większość państw średniowiecznych ulegała
podziałom. Rozbicie dzielnicowe w Polsce zostało wykorzystane do
przekształcenia gospodarki i struktur społecznych. Nie był to więc wiek
stracony, może właśnie dzięki osłabieniu władzy centralnej możliwe stały
się reformy. W czasach rozbicia przestali być anonimowi przedstawiciele
polskiego społeczeństwa.
Rządzeni przez Piastów Polacy potrafili przywrócić jedność państwa
i jego znaczenie. Ogromna w tym zasługa Władysława Łokietka i jego syna
Kazimierza Wielkiego. Jednak dopiero zaplanowana przez elitę polityczną
Polski unia z Litwą oraz rządy Jagiellonów stworzyły z ich monarchii
państwo naprawdę potężne, a dynastia jagiellońska stała się jedną
z ważniejszych rodzin królewskich w Europie. Pod rządami Jagiellonów,
wykorzystując dogodną koniunkturę gospodarczą, bogacić się zaczęli
mieszkańcy Polski. Przede wszystkim szlachta, która wytwarzała zboże,
główny produkt eksportowy kraju, ale też mieszczanie, zwłaszcza ci
z Gdańska, a nawet chłopi. Prężny rozwój gospodarczy trwał aż do kryzysu
w XVII wieku.
Wzrost znaczenia szlachty doprowadził do przemiany ustroju polskiego,
do rozwoju parlamentaryzmu. W obradach brali udział szlacheccy posłowie
i oni decydowali w najważniejszych sprawach. Opierając się na
doświadczeniach wieków wcześniejszych, doprowadzili nawet do tego, że
od nich zaczął zależeć wybór króla. Ten kierunek rozwoju politycznego był
wprawdzie jednostronny, dawał przewagę jednemu ze stanów. Ponieważ
jednak szlachta stanowiła w Polsce niemal dziesięć procent społeczeństwa,
stworzony ustrój był w owych czasach bardzo demokratyczny.
Wzrost zamożności kraju pozwolił na bujny rozwój kultury polskiej.
Zaczął się on już w XV wieku, by znaleźć się w rozkwicie w wieku
następnym. Należy jednak pamiętać, że fundamenty Polski budowali
Piastowie wraz ze swymi anonimowymi często współpracownikami.
Następnie wpływający na losy kraju polscy politycy, opierając się na
osiągnięciach swych poprzedników, zdołali pchnąć Polskę na tory wiodące
ku potędze, a królowie z dynastii Jagiellonów potrafili twórczo
wykorzystać panujące wówczas tendencje i rozwinąć je z pożytkiem dla
kraju i społeczeństwa.
Bibliografia

Abraham W., Organizacja Kościoła w Polsce do połowy wieku XII, Poznań


1962 (wyd. 1 1893).
Baczkowski K., Walka Jagiellonów z Maciejem Korwinem o koronę czeską
w latach 1471-1479, Kraków 1980.
Balzer O., Królestwo Polskie 1295-1370, t. 1-3, Lwów 1919-1920.
Banaszkiewicz J., Podanie o Piaście i Popielu. Studium porównawcze nad
wczesnośredniowiecznymi tradycjami dynastycznymi, Warszawa 1986.
Barański M.K., Dynastia Piastów w Polsce, Warszawa 2006.
Barciak A., Czechy a ziemie południowej Polski w XIII oraz w początkach
XIV w. Polityczno-ideologiczne problemy ekspansji czeskiej na ziemie
południowej Polski, Katowice 1992.
Berdecka A., Lokacje i zagospodarowanie miast królewskich w Małopolsce za
Kazimierza Wielkiego (1333-1370), Wrocław 1982.
Bieniak J., Państwo Miecława, Warszawa 1963.
Biskup M., Trzynastoletnia wojna z Zakonem Krzyżackim 1454-1466,
Warszawa 1967.
Bitwa legnicka. Historia i tradycja, pod red. W. Korty, Wrocław-Warszawa
1994.
Bogucka M., Kazimierz Jagiellończyk i jego czasy, Warszawa 1981.
Buczek K., Książęca ludność służebna w Polsce wczesnofeudalnej, Wrocław
1958.
Buczek K., Targi i miasta na prawie polskim (okres wczesnośredniowieczny),
Wrocław 1964.
Dąbrowski J., Korona Królestwa Polskiego w XIV wieku. Studium z dziejów
rozwoju polskiej monarchii stanowej, Wrocław-Kraków 1956.
Dąbrowski J., Ostatnie lata Ludwika Wielkiego 1370-1382, Kraków 1918.
Dąbrowski J., Władysław I Jagiellończyk na Węgrzech, Warszawa 1922.
Długopolski E., Bunt wójta Alberta, „Rocznik Krakowski”, 1905, R. 7.
Długopolski E., Władysław Łokietek na tle swoich czasów, Wrocław 1951.
Dowiat J., Polska – państwem średniowiecznej Europy, Warszawa 1968.
Dworatschek M., Władysław II Wygnaniec, Wrocław 1998.
Dzieje Mazowsza do 1526 roku, pod red. H. Samsonowicza, A. Gieysztora,
Warszawa 1994.
Dzieje Wielkopolski, t. 1, Do roku 1793, pod red. J. Topolskiego, Poznań
1969.
Fałkowski W., Elita władzy w Polsce za panowania Kazimierza
Jagiellończyka (1447-1492), Warszawa 1992.
Gawęda S., Możnowładztwo małopolskie w XIV i w pierwszej połowie XV
wieku, Kraków 1966.
Gąsiorowski A., Ze studiów nad szerzeniem się tzw. prawa niemieckiego we
wsiach ziemi krakowskiej i sandomierskiej (do roku 1333), „Roczniki
Historyczne”, 1960, R. 26.
Grabski A.F., Bolesław Chrobry. Zarys dziejów politycznych i wojskowych,
Warszawa 1966.
Grodecki R., Kongres krakowski 1364, Warszawa 1939.
Grodecki R., Polska piastowska, Warszawa 1969.
Grodecki R., Rozstanie się Śląska z Polską w XIV w., Katowice 1938.
Grodecki R., Zachorowski S., Dąbrowski J., Dzieje Polski średniowiecznej,
t. 1-2, Kraków 1926.
Grudziński T., Bolesław Szczodry. Zarys dziejów panowania, Toruń 1963.
Grzybowski K., „Corona Regni” a „Corona Regni Poloniae”, „Czasopismo
Prawno-Historyczne”, 1957, t. 9.
Guerquin B., Zamki w Polsce, Warszawa 1984.
Gzella J., Małopolska elita władzy w okresie rządów Ludwika Węgierskiego
w Polsce w latach 1370-1382, Toruń 1994.
Halecki O., Dzieje unii jagiellońskiej, t. 1, W wiekach średnich, Kraków
1919.
Historia dyplomacji polskiej, t. 1, Połowa X w. – 1572, pod red. M. Biskupa,
Warszawa 1982.
Historia Śląska od najdawniejszych czasów do roku 1400, t. 1, pod red. S.
Kutrzeby, Kraków 1933.
Jasiński K. Rodowód Piastów śląskich, t. 1-3, Wrocław 1973-1977.
Jasiński K., Rodowód pierwszych Piastów, Warszawa-Wrocław 1994.
Jasiński K., Rola polityczna możnowładztwa wielkopolskiego w latach 1284-
1314, „Roczniki Historyczne”, 1963, R. 29.
Jasiński K., Zajęcie Pomorza Gdańskiego przez Krzyżaków w latach 1308-
1309, „Zapiski Historyczne”, 1966, t. 31.
Jurek T., Dziedzic Królestwa Polskiego. Książę głogowski Henryk (1274-
1309), Poznań 1993.
Jurek T., Testament Henryka Probusa, „Studia Źródłoznawcze”, 1994, t.
35.
Jurek T., Uwagi o bitwie pod Płowcami, „Ziemia Kujawska”, 1993, R. 9.
Kaczmarczyk Z., Kolonizacja niemiecka na wschód od Odry, Poznań 1945.
Kaczmarczyk Z., Monarchia Kazimierza Wielkiego, t. 1, Organizacja
państwa, t. 2, Organizacja Kościoła, sztuka i nauka, Poznań 1939-1946.
Kaczmarczyk Z., Weyman S., Reformy wojskowe i organizacja siły zbrojnej
za Kazimierza Wielkiego, Warszawa 1958.
Karasiewicz W., Jakub II Świnka, arcybiskup gnieźnieński (1283-1314),
Poznań 1948.
Kębłowski J., Polska sztuka gotycka, Warszawa 1976.
Kętrzyński S., Polska X-XI wieku, Warszawa 1961.
Kiersnowski R., Początki pieniądza polskiego, Warszawa 1962.
Kiersnowski R., Wielka reforma monetarna XIII-XIV w., Warszawa 1969.
Kłodziński A., Stosunki Laskonogiego z Odoniczem 1202-1231, w: Księga
pamiątkowa uczniów Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 1900.
Koczerska M., Rodzina szlachecka w Polsce późnego średniowiecza,
Warszawa 1975.
Kolankowski L., Dzieje Wielkiego Księstwa Litewskiego za Jagiellonów, t. 1,
1377-1499, Warszawa 1930.
Kościół w Polsce, t. 1, Średniowiecze, pod red. J. Kłoczowskiego, Kraków
1966.
Kozłowska-Budkowa Z., Odnowienie Jagiellońskie Uniwersytetu
Krakowskiego (1390-1414), w: Dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego w latach
1364-1764, t. 1, pod red. K. Lepszego, Kraków 1964.
Kultura Polski średniowiecznej X-XIII w., pod red. J. Dowiata, Warszawa
1985.
Kultura Polski średniowiecznej XIV-XV w., pod red. B. Geremka, Warszawa
1997.
Kürbis B., Dziejopisarstwo wielkopolskie XIII i XIV wieku, Warszawa 1959.
Kurnatowska Z., Początki Polski, Poznań 2002.
Kurtyka J., Odrodzone Królestwo. Monarchia Władysława Łokietka
i Kazimierza Wielkiego w świetle nowszych badań, Kraków 2001.
Kutrzeba S., Handel Krakowa w wiekach średnich na tle stosunków
handlowych Polski, Rozprawy Akademii Umiejętności, Wydział Historyczno-
Filozoficzny, t. 19, Kraków 1903.
Kutrzeba S., Historia ustroju Polski w zarysie, t. 1, Korona, wyd.
8,Warszawa 1949.
Kutrzeba S., Przywilej jedlneński z r. 1430 i nadanie prawa polskiego Rusi,
w: Księga pamiątkowa ku czci Bolesława Ulanowskiego, Kraków 1911.
Labuda G., Główne linie rozwoju rocznikarstwa polskiego w wiekach
średnich, „Kwartalnik Historyczny”, 1971, R. 78.
Labuda G., Jakimi drogami przyszło do Polski chrześcijaństwo, „Nasza
Przeszłość”, 1988, t. 68.
Labuda G., Mieszko I, Wrocław 2002.
Labuda G., Mieszko II król polski (1025-1034). Czasy przełomu w dziejach
państwa polskiego, Kraków 1992.
Labuda G., Przeniesienie koronacji królewskich z Gniezna do Krakowa w XIV
wieku, w: Cracovia – Polonia – Europa. Studia z dziejów średniowiecza
ofiarowane Jerzemu Wyrozumskiemu w sześćdziesiątą piątą rocznicę urodzin
i czterdziestolecie pracy naukowej, Kraków 1995.
Labuda G., Studia nad początkami państwa polskiego, t. 1-2, Poznań 1987-
1988.
Labuda G., Śmierć Leszka Białego, „Roczniki Historyczne”, 1995, R. 62.
Labuda G., Święty Stanisław biskup krakowski, patron Polski, Poznań 2000.
Labuda G., Święty Wojciech. Biskup – męczennik, patron Polski, Czech
i Węgier, Wrocław 2000.
Labuda G., Testament Bolesława Krzywoustego, w: Opuscula Casimiro
Tymieniecki septuagenario dedicata, Poznań 1959.
Labuda G., Zabiegi o utrzymanie jedności państwa polskiego w latach 1138-
1146, „Kwartalnik Historyczny”, 1959, R. 66.
Lalik T., Organizacja grodowo-prowincjonalna w Polsce XI i początków XII
wieku, „Studia z Dziejów Osadnictwa”, 1967, t. 5.
Łowmiański H., Początki Polski, t. 1-6, Warszawa 1963-1985.
Maleczyński K., Bolesław III Krzywousty, Wrocław 1975.
Małowist M., Wschód a Zachód Europy w XIII-XVI wieku. Konfrontacja
struktur społeczno-gospodarczych, Warszawa 1973.
Matuszewski J., Przywileje i polityka podatkowa Ludwika Węgierskiego
w Polsce, Łódź 1983.
Michałowska T., Średniowiecze, Warszawa 2000.
Modzelewski K., Chłopi w monarchii wczesnopiastowskiej, Wrocław 1987.
Modzelewski K., Organizacja gospodarcza państwa piastowskiego X-XIII
wieku, Wrocław 1975.
Moszczeńska W., Rola polityczna rycerstwa wielkopolskiego w czasie
bezkrólewia po Ludwiku Węgierskim, „Przegląd Historyczny”, 1925, t. 25.
Mroczko T., Polska sztuka przedromańska i romańska, Warszawa 1978.
Myśliński K., Rola miast małopolskich w handlu międzynarodowym późnego
średniowiecza, w: Czas, przestrzeń, praca w dawnych miastach. Studia
ofiarowane Henrykowi Samsonowiczowi w sześćdziesiątą rocznicę urodzin,
pod… red. A. Wyrobisza, M. Tymowskiego, Warszawa 1991.
Nowacki B., Przemysł II1257-1296. Odnowiciel Korony Polskiej, Poznań
1997.
Nowakowski T., Małopolska elita władzy wobec rywalizacji o tron
krakowski w latach 1288-1306, Bydgoszcz 1992.
Olejnik K., Władysław III Warneńczyk, Szczecin 1996.
Osadnictwo i architektura ziem polskich w dobie Zjazdu Gnieźnieńskiego, pod
red. A. Buko, Z. Świechowskiego, Warszawa 2000.
Ożóg K., Intelektualiści w służbie Królestwa Polskiego w latach 1306-1382,
Kraków 1995.
Papée F., Polska i Litwa na przełomie wieków średnich, t. 1, Ostatnie
dwunastolecie rządów Kazimierza Jagiellończyka, Kraków 1904.
Papée F., Studia i szkice z czasów Kazimierza Jagiellończyka, Warszawa
1907. Paszkiewicz H., Polityka ruska Kazimierza Wielkiego, Warszawa 1925.
Paszkiewicz H., Z życia politycznego Mazowsza w XIII w. (Rządy Ziemowita
Konradowica), w: Księga pamiątkowa ku czci Oskara Haleckiego, Warszawa
1935.
Piastowie. Leksykon biograficzny, pod red. S. Szczura, K. Ożoga, Kraków
1999.
Plezia M., Dookoła sprawy św. Stanisława. Studium źródłoznawcze,
„Analecta Cracoviensia”, 1979, t. 11.
Plezia M., Kronika Galla na tle historiografii XII wieku, Kraków 1947.
Plezia M., Kronika Kadłubka na tle renesansu XII w., „Znak”, 1962, t. 14,
nr 7-8 (97-98). Początki państwa polskiego. Księga Tysiąclecia, pod red. K.
Tymienieckiego, t. 1-2, Poznań 1962.
Poczet królów i książąt polskich, pod red. A. Garlickiego, Warszawa 1978.
Polska dzielnicowa i zjednoczona, pod… red. A. Gieysztora, Warszawa
1972.
Polska pierwszych Piastów, pod red. T. Manteuffla, Warszawa 1970.
Potkański K., Kraków przed Piastami, Kraków 1897.
Potkański K., Lechici, Polanie, Polska, opr. G. Labuda, Warszawa 1965.
Potkowski E., Warna 1444, Warszawa 1990.
Powierski J., Kryzys rządów Bolesława Śmiałego. Polityka i jej
odzwierciedlenie w literaturze średniowiecznej, Gdańsk 1992.
Powierski J., Prusowie, Mazowsze i sprowadzenie Krzyżaków do Prus, t. 1,
Malbork 1996.
Przemysł II. Odnowienie Królestwa Polskiego, pod… red. J. Krzyżaniakowej,
Poznań 1997.
Przybył M., Władysław Laskonogi, książę Wielkopolski 1202-1231, Poznań
1998.
Ptaśnik J., Denar św. Piotra obrońcą jedności politycznej i kościelnej
w Polsce, Rozprawy Akademii Umiejętności, Wydział Historyczno-
Filozoficzny, t. 26, Kraków 1908. Ptaśnik J., Miasta i mieszczaństwo
w dawnej Polsce, Kraków 1934.
Rutkowski J., Historia gospodarcza Polski, t. 1, Czasy przedrozbiorowe,
Poznań 1946. Samsonowicz H., Szlak bałtycko-czarnomorski w XIII-XIV
wieku, w: Balticum. Studia z dziejów polityki, gospodarki i kultury XII-XVII
wieku ofiarowane Marianowi Biskupowi w siedemdziesiątą rocznicę urodzin,
pod red. Z.H. Nowaka, Toruń 1992. Silnicki T., Arcybiskup Mikołaj Trąba,
Warszawa 1954.
Silnicki T., Prawo elekcyi królów w dobie Jagiellońskiej, Lwów 1913.
Silnicki T., Sobory powszechne a Polska, Warszawa 1962.
Silnicki T., Z dziejów Kościoła w Polsce, Warszawa 1960.
Smolka S., Mieszko Stary i jego wiek, Kraków 1881 (przedruk Warszawa
1959).
Sobaniec S., Zabiegi Henryka IV wrocławskiego o Kraków i jego usiłowania
odnowienia królestwa, w: Księga pamiątkowa ku czci Oskara Haleckiego
wydana w XXV-lecie jego pracy naukowej, Warszawa 1935.
Sochacka A., Konfederacja Spytka z Melsztyna z 1439 r. Rozgrywka
polityczna czy ruch ideologiczny, „Rocznik Lubelski”, 1973, t. 16.
Spors J., Podział dzielnicowy Polski według statutu Bolesława Krzywoustego
ze szczególnym uwzględnieniem dzielnicy seniorackiej, Słupsk 1978.
Strzelczyk J., Bolesław Chrobry, Poznań 1999.
Strzelczyk J., Mieszko Pierwszy, Poznań 1992.
Strzelczyk J., Zjazd gnieźnieński, Poznań 2000.
Sztuka i ideologia XIII wieku, pod red. P. Skubiszewskiego, Warszawa
1974.
Sztuka i ideologia XIV wieku, pod red. P. Skubiszewskiego, Warszawa
1975.
Sztuka i ideologia XV wieku, pod red. P. Skubiszewskiego, Warszawa
1978.
Śliwiński J., Kongres monarchów w Krakowie z września 1364 roku,
Olsztyn 1997.
Tęgowski J., Bezkrólewie po śmierci Ludwika Węgierskiego a geneza unii
Polski z Litwą, w: Studia historyczne zXIII-XV w., Olsztyn 1995.
Tyc T., Początki kolonizacji wiejskiej na prawie niemieckim w Wielkopolsce
(1200-1333), Poznań 1924.
Tyc T., Polska a Pomorze za Krzywoustego, „Roczniki Historyczne”, 1926,
R. 2.
Tyc T., Zbigniew i Bolesław, Poznań 1927.
Tymieniecki K., Lenna chłopskie czy prawo niemieckie?, „Roczniki
Historyczne”, 1951, t. 20.
Tymieniecki K., Polska w średniowieczu, Warszawa 1961.
Tymieniecki K., Studia nad XIV wiekiem. Proces polsko-krzyżacki z lat
1320-1321, „Przegląd Historyczny”, 1918, t. 21.
Umiński J., Henryk arcybiskup gnieźnieński zwany Kietliczem (1199-1219),
Lublin 1926.
Wdowiszewski Z., Genealogia Jagiellonów, Warszawa 1968.
Wida jewicz J., Państwo Wiślan, Kraków 1947.
Włodarski B., Polityczne plany Konrada I księcia mazowieckiego, Toruń
1971.
Włodarski B., Polityka Jana Luksemburczyka wobec Polski za czasów
Władysława Łokietka, Lwów 1933.
Włodarski B., Polityka ruska Leszka Białego, Lwów 1925.
Włodarski B., Polska i Czechy w drugiej połowie XIII i początkach XIV wieku
(1250-1306), Lwów 1931.
Włodarski B., Polska i Ruś 1194-1340, Warszawa 1966.
Włodarski B., Rola polityczna biskupów krakowskich w XIII w., „Nasza
Przeszłość”, 1967, t. 27.
Włodarski B., Rywalizacja o ziemie pruskie w połowie XIII w., Toruń 1958.
Włodarski B., Sąsiedztwo polsko-ruskie w czasach Kazimierza
Sprawiedliwego, „Kwartalnik Historyczny”, 1969, R. 76.
Włodarski B., Sojusz dwóch seniorów, w: Europa – Słowiańszczyzna –
Polska. Studia ku uczczeniu profesora Kazimierza Tymienieckiego, pod red. Cz.
Łuczaka, Poznań 1970.
Wojciechowski T., Szkice historyczne jedenastego wieku, wyd. 4, Warszawa
1970.
Wojciechowski Z., Państwo polskie w wiekach średnich. Dzieje ustroju,
Poznań 1949.
Wojciechowski Z., Prawo rycerskie w Polsce przed statutami Kazimierza
Wielkiego, Poznań 1928.
Wyrozumski J., Kazimierz Wielki, Wrocław 1982.
W