Vous êtes sur la page 1sur 435

.inston S .

Hł]BtHltl

LITERACKA NAGRODA NOBLA

TOM III KSIĘGA 2


(j ----v! \IJfim~aCD:01 ~o
" ,.. ------~-.- - - . -- - - - - - - - - ------.------.---- -h

\YlIIlITjll~~llU[LJJ
DRUGA WOJNA
ŚWIATOWA
TOM III KSIĘGA 2

Przełożył
Krzysztof Filip Rudolf

PHANTOM PRESS INTERNATIONAUREFREN


GDAŃSK 1995
o TYM, JAK BRYTYJCZYCY TOCZYLI CIĘŻKIE
ZMAGANIA DO CZASU, AŻ ROSJA SOWIECKA I STANY
ZJEDNOCZONE ZOSTAŁY UWIKŁANE W TRWAJĄCY

KONFLIKT

tom III
WIELKA KOALICJA

.......
księga 2
WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI
SPIS TREŚCI

księga 2
WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

XXI Nasz sowiecki sojusznik ............................................ 1


XXII Afrykańska przerwa. Tobruk .................................. 18
XXIII Moje spotkanie z Rooseveltem ... ... ........ ...... ........... 42
XXIV Karta Atlantycka ....................................................... 56
XXV Pomoc dla Rosji ......................................................... 74
XXVI Persja i Bliski Wschód .............................................. 98
XXVII Rosnąca siła Wielkiej Brytanii '" ..... ....... ..... .... ....... 123
XXVIII Bliższe kontakty z Rosją ........................................ 146
XXIX Droga naprzód ........................................................ 160
XXX Operacja "Crusader" na ziemi, morzu i w
powietrzu ... ............ ..... ...... ....... ...... ...... ........... ...... ... 178
XXXI Japonia ...................................................................... 201
XXXII Pearl Harbor! ........ ................ ........ ............ ............... 229
XXXIII Podróż wśród odmętów wojny............................ 249
XXXIV Zaproponowany plan wojny i jej dalszy ciąg .... 268
XXXV Waszyngton i Ottawa ............................................. 284
XXXVI Porozumienia angielsko-amerykańskie .............. 303
XXXVII Powrót do burzy .. .... ............... ............ ........... ......... 320
ZAŁĄCZNIKI
F. Osobista korespondencja Premiera ..................... 332
G. Telegramy Premiera do rządu Australii .............. 384
H. Brytyjska Komisja'iZakupów w Stanach
Zjednoczonych ........................................................ 389
L Konferencja angielsko-amerykańsko-rosyjska .. 391
J. Rozkazy dla floty na Oceanie Indyjskim ............ 396
K Sprawa czołgów dla Bliskiego Wschodu ............ 403
L. Dyrektywy dla floty oraz noty i uwagi ...... ......... 408
M. Ministrowie mianowani w 1941 roku ................. 413
MAPY
1. Niemieckie uderzenie na Rosję ...... ..................... ... 35
2. Działania w Persji ................................................... 105
3. Pozycje wroga, 18 listopada. Faza wstępna
18-19listopada ........................................................ 183
4. Pierwsza bitwa pod Sidi Rezegh ........ .................. 185
5. Wypad Romm1a, 24-26 listopada. Druga bitwa
pod Sidi Rezegh, 29-30 listopada .............. ........... 189
6. Morze Południowochińskie .................................. 217
7. Półwysep Malajski .................................................. 261
8. Cyrenajka ................... .................... .......................... 265
INDEKS .................................................................... 415
ROZDZIAŁ XXI

N ASZ SOWIECKI SOJUSZNIK

Hitlerowski plan inwazji na Rosję- Sowieckie żlJdania wobec Wielkiej


Brytanii - "Drugi front, jak najszybciej" - Desant morski słablJ stro-
nlJ wojsk rosyjskich - Moje posłanie do Stalina - Misja wojskowa
udaje się do Moskwy - Kontakty morskie - Propozycja utworzenia
sojuszu wojennego - Stalin nalega na utworzenie drugiego frontu -
Nasza wyważona odpowiedź - Próby przesłania dostaw dla armii
sowieckiej -10 tysięcy ton kauczuku - Bezowocne próby nawilJzania
przyjaznych stosunków ze Stalinem - Atak niemiecki rozwija się -
Nastawienie Rosji wobec Polski - Nasze stanowisko - Rosja z pOCZlJt-
ku poważnie nas obcilJża.

apad Hitlera na Rosję diametralnie zmienił całe obli-

N cze wojny. Sowieci, zaślepieni swoimi uprzedzeniami,


nie byli w stanie poczynić kroków dyktowanych przez
zdrowy rozsądek, dzięki którym mogliby się uratować. Jedno-
cześnie zaś obojętność na los innych pozwoliła im zyskać na
czasie, dzięki czemu w godzinie próby byli o wiele silniejsi,
aniżeli Hitler mógł się spodziewać. Choć może nie tyle on, co
jego generałowie, których zmyliło nieudolne postępowanie Ro-
sjan z Finami. Niemniej jediiak najbardziej zaskoczeni byli sa-
mi Rosjanie, na których spadło najsilniejsze uderzenie. Jedyne
co można zrobić, to przedstawić Czytelnikowi dominujące ce-
chy tej nowej, totalnej wojny między wojskami i narodami, któ-
ra w tym momencie się rozpoczęła.
Niemiecki front rozciągał się wzdłuż całej granicy od Bałtyku
do Morza Czarnego. Grupa armii "Północ" pod dowództwem
von Leeba, licząca 29 dywizji, w tym 3 pancerne i 3 zmotory-
zowane, miała uderzyć z Prus Wschodnich w kierunku Lenin-
gradu. Grupa armii "Środek" pod dowództwem von Bocka, li-
2 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

cząca 50 dywizji, w tym 9 pancernych i 6 zmotoryzowanych,


miała uderzyć z północnej Polski na Smoleńsk. Grupa armii
"Południe", którą dowodził von Rundstedt, licząca 41 dywizji,
w tym 5 pancernych i 3 zmotoryzowane, miała ruszyć z połu­
dniowej Polski w kierunku dolnego Dniepru. W rezerwie trzy-
mano 26 dywizji. Atak wspierany był przez 2 700 samolotów.
Na północy 12 dywizji fińskich, wspierając główny atak, miało
zbliżać się do Leningradu. Na południu 11 dywizji armii rumuń­
skiej czekało wzdłuż rzeki Prut, a 6 przyłączyło się do grupy
"Południe". W sumie na wschód ruszyły 164 dywizje.
Przeciwko najeźdźcom stanęło, według maksymalnych sza-
cunków, 119 dywizji sowieckich i przynajmniej 5 tysięcy sa-
molotów. Dodatkowych 67 dywizji znajdowało się w Finlandii,
na Kaukazie i w środkowej Rosji. Choć Sowieci dorównywali
liczebnie armii niemieckiej, w wyniku potężnego uderzenia
niemieckich sił pancernych zostali błyskawicznie zepchnięci,
a ich lotnictwo poniosło dotkliwe straty. Inne kraje zostały za-
skoczone i pokonane. Lecz tylko Rosja miała jedną niezwykłą
przewagę - przestrzeń. I to właśnie ona miała się okazać ocale-
niem. W ciągu pierwszego miesiąca Niemcy wgryźli się 300
mil w głąb Rosji. Po zażartej obronie wzięty został Smoleńsk.
Leningrad jeszcze był daleko, a Kijów pozostawał w dalszym
ciągu w rękach Rosjan.
......
Sowieci do chwili zaatakowania ich przez Hitlera, troszczyli
się jedynie o siebie. Później jednak ich nastawienie uległo
zmianie. Do tej pory z niewzruszonym spokojem obserwowali
upadek frontu we Francji w 1940 r. i nasze daremne wysiłki
stworzenia frontu na Bałkanach w 1941. Służyli pomocą eko-
nomiczną Niemcom hitlerowskim i wspierali je na różne sposo-
by. Teraz jednak, oszukani i zaskoczeni, sami zbierali razy pło­
nącego niemieckiego miecza. Ich pierwszą reakcją, która miała
się przerodzić w długotrwałe działanie polityczne, było zażąda­
nie wszelkiej możliwej pomocy od Wielkiej Brytanii i jej Impe-
rium, którego planowany podział między Stalina i Hitlera tak
zamydlił oczy Sowietów, że nie zauważyli postępów niemiec-
NASZ SOWIECKI SOJUSZNIK 3

kiej koncentracji na wschodzie. Nie zawahali się wystąpić wo··


bec walczącej i znękanej Wielkiej Brytanii ze stanowczym żą­
daniem wysłania im amunicji, której armia sowiecka tak bardzo
potrzebowała. Poprosili Stany Zjednoczone o skierowanie do
nich jak największej ilości dostaw, na które my tak bardzo li-
czyliśmy i na domiar tego jeszcze w lecie 1941 r. krzykliwie
domagali się brytyjskiego desantu w Europie, bez względu na
ryzyko i koszt, w celu utworzenia drugiego frontu. Komuniści
brytyjscy, którzy do tej pory szkodzili jak mogli, choć nie osiąg­
nęli wiele, i potępiali "imperialistyczną i kapitalistyczną woj-
nę", w ciągu jednej nocy zmienili kurs o 180 stopni i zaczęli
wydrapywać na ścianach slogan "Drugi front - jak najszyb-
ciej !"
Te haniebne i zarazem smutne fakty nie wpłynęły w żaden
sposób na nasze postępowanie, gdyż widzieliśmy heroiczną po-
stawę ludu rosyjskiego w obliczu nieszczęść, jakie sprowadził
nań jego własny rząd, oraz zaciętą obronę ojczystej ziemi. Ten
fakt wynagradzał wszystko .
.. - ..
Rosjanie nigdy, nawet w najmniejszym stopniu nie zrozumie-
li natury i tajników działań desantu morskiego, koniecznych do
wysadzenia i utrzymania wielkiej armii na dobrze bronionym
nieprzyjacielskiem wybrzeżu. Nawet Amerykanie nie zdawali
sobie w owym czasie sprawy z trudności takiego zadania. Prze-
de wszystkim w punkcie natarcia niezbędna była przewaga tak
morska, jak i powietrzna.gozostawał jeszcze jednak trzeci,
można by rzec, kluczowy cźynnik. Otóż podstawą każdego de-
santu w obliczu stawiającego opór wroga jest olbrzymia arma-
da jednostek desantowych, zwłaszcza przewożących czołgi. Jak
można było zaobserwować, przez długi czas robiłem, co mo-
głem, by stworzyć taką właśnie armadę. Nawet na małą skalę
mogła być gotowa nie wcześniej niż latem 1943 r., a stan pełnej
gotowości zdołałaby osiągnąć dopiero w 1944 r. W chwili obe-
cnej, jesienią 1941, nie mieliśmy przewagi powietrznej w Euro-
pie z wyjątkiem Cieśniny Kaletańskiej, gdzie istniały najsilniej-
sze umocnienia niemieckie. Okręty desantowe były dopiero bu-
4 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

dowane. Ponadto nie posiadaliśmy odpowiednio dużej, dobrze


wyszkolonej i wyposażonej armii, jaka potrzebna była do dzia-
łań na ziemi francuskiej. Tymczasem problem drugiego frontu
nadal rozpętywał burzę szalonych żądań i wierutnych kłamstw.
Nie istniała absolutnie żadna szansa przekonania rządu sowiec-
kiego ani wtedy, ani nigdy. Przy pewnej okazji Stalin stwierdził,
że jeżeli Brytyjczycy się boją, to on jest gotów wysłać trzy lub
cztery korpusy armijne, by wykonały to zadanie. Z powodu
braku okrętów oraz innych przyczyn ograniczających moje

.. - ..
działania nie byłem w stanie trzymać go za słowo .

Rząd sowiecki nie zareagował na moje wystąpienie radiowe


w dniu niemieckiego ataku. Jedynie fragmenty mojego przemó-
wienia zostały przedrukowane w Prawdzie i kilku innych pis-
mach rządowych oraz zostaliśmy poproszeni o przyjęcie so-
wieckiej misji wojskowej. To milczenie najwyższych czynni-
ków było niezwykle męczące i stwierdziłem, że do mnie należy
uczynienie pierwszego kroku. Rozumiałem ich powściągli­
wość, zwłaszcza po tym wszystkim, co wydarzyło się od wybu-
chu wojny pomiędzy Sowietami i krajami zachodnimi, a także
pomny zajść sprzed dwudziestu lat pomiędzy mną a rewolucyj-
nym rządem bolszewickim. Dlatego zwróciłem się do Stalina,
wyrażając zamiar przyjścia z pomocą ludowi rosyjskiemu.

Premier do monsieur Stalina 7 lipca 1941


Z ogromną radością przyjmujemy fakt, że wojska rosyjskie stawia-
ją opór tej zdradzieckiej i bezlitosnej inwazji nazistowskiej. Podzi-
wiamy odwagę i wytrwałość żołnierzy oraz ludu. Zrobimy wszystko,
co w naszej mocy, aby Wam pomóc. Im dłuższa będzie ta wojna, tym
większa będzie nasza pomoc. Dniem i nocą dokonujemy poważnych
nalotów na okupowane terytoria niemieckie, jak również na same
Niemcy. Wczoraj w ciągu dnia odbyło się ponad 400 lotów. W sobotę
wieczorem ponad 200 ciężkich bombowców zaatakowało niemieckie
miasta, przy czym niektóre z tych samolotów miały ponad trzy tony
bomb, a ubiegłej nocy w akcji brało udział ponad 250 bombowców.
Tak będzie nadal. W ten sposób mamy nadzieję ściągnąć część sił
powietrznych Hitlera na zachód, odciążając stopniowo Pański kraj.
Oprócz tego, zgodnie z moim pragnieniem, Admiralicja przygotowu-
NASZ SOWIECKI SOJUSZNIK 5

je znaczną operację morską w Arktyce, po której - jak sądzę - nawią­


zana zostanie współpraca pomiędzy marynarką wojenną Rosji i Wiel-
kiej Brytanii. Tymczasem, poruszając się wzdłuż wybrzeży Norwegii,
wypatrzyliśmy kilka statków dostawczych płynących w kierunku pół­
nocnym.
Z radością witamy przybycie Waszej misji wojskowej i mamy
nadzieję na skoordynowanie naszych przyszłych planów.
Musimy nieugięcie kontynuować walkę, aby wykończyć tych łaj­
daków.

Pierwszym krokiem było nawiązanie stosunków z rosyjskim


dowództwem wojskowym, oczywiście na tyle, na ile pozwoliły
na to władze sowieckie. Równocześnie po wyrażeniu zgody
przez naszych nowych sprzymierzeńców poważna misja woj-
skowa zostałaby niezwłocznie wysłana do Moskwy. Również
sprawą niezwykle pilną było nawiązanie stosunków pomiędzy
marynarkami wojennymi obydwu krajów. 10 lipca wysłałem
następującą depeszę do Admiralicji:

Premier do pierwszego lorda


i pierwszego lorda morskiego 10 lipca 1941
Za rzecz absolutnie konieczną uważam wysłanie mieszanej eskadry
okrętów brytyjskich do Arktyki w celu nawiązania współpracy z so-
wiecką marynarką wojenną. Powinno to nastąpić zanim rozpoczną się
planowane przez nas operacje. Przybycie czegoś, co można by na-
zwać flotą brytyjską w Arktyce, wywarłoby ogromny wpływ na so-
wiecką marynarkę wojenną oraz w ogóle na nastroje warmii sowiec-
kiej i oszczędziłoby sporo brytyjskiej krwi.
Byłoby dla nas rzeczą niezwykle korzystną, gdyby Rosjanie wy-
trwali i kontynuowali wojnę do nadejścia zimy. Przedwczesne zawar-
cie pokoju przez Rosję sprawiłoby ogromne rozczarowanie mieszkań­
com Wysp Brytyjskich. Na dobrą sprawę dopóki trwa walka, dopóty
nie jest ważne gdzie znajduje się front. Ci ludzie warci są tego, by ich
popierać i musimy się pogodzić z ryzykiem, nawet jeżeli to będzie dla
nas niewygodne, by podtrzymywać ich na duchu. [ ... J Eskadra nie-
wątpliwie popłynie do Archangielska.
Proszę o jak najszybszą odpowiedź .

.. - ..
6 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

Na tym wczesnym etapie mieliśmy również nadzieję na usta~


lenie pewnych ogólnych zasad dotyczących koalicji wojennej
pomiędzy naszymi krajami.

Premier do sir Stafforda Crippsa 10 lipca 1941


Proszę natychmiast przekazać następującą depeszę od premiera dla
pana Stalina:
1. Po otrzymaniu od ambasadora Crippsa sprawozdania z rozmowy
z Panem i określeniu warunków planowanej anglo-rosyjskiej deklara-
cji dotyczącej dwóch zagadnień:
a) wzajemnej pomocy bez określenia jej rodzaju oraz rozmiarów i
b) wykluczenia możliwości zawarcia przez którekolwiek z tych
dwóch państw odrębnego pokoju,
natychmiast zwołałem posiedzenie Gabinetu Wojennego, w którym
wziął również udział pan Fraser, premier Nowej Zelandii. Będziemy
zmuszeni przeprowadzić dodatkowe konsultacje z dominiami: Kana-
dą i Australią oraz Afryką Południową, lecz w chwili obecnej chciał­
bym Pana zapewnić, że całkowicie popieramy zaproponowaną przez
Pana deklarację. Sądzę, że powinna ona zostać podpisana natychmiast
po zasięgnięciu opinii dominiów, a następnie opublikowana.
2. Tylko do Pańskiej wiadomości: planujemy sporządzenie następu­
jącej deklaracji:
Rząd Jego Królewskiej Mości w Zjednoczonym Królestwie oraz
rząd ZSRR ustalają, co następuje:
a) obydwa rządy będą udzielać sobie wzajemnej pomocy w obecnej
wojnie z Niemcami,
b) zobowiązują się ponadto do zawarcia rozejmu lub traktatu poko-
jowego jedynie za obopólną zgodą.
3. W związku z tym, że dominia nie zostały jeszcze poinformowa-
ne, niewskazane byłoby pokazywanie powyższego tekstu Stalinowi.
Lecz uważam za słuszne, by Pan znał go i mógł w razie konieczności
udzielić wszelkich niezbędnych wyjaśnień.

Obydwa ministerstwa spraw zagranicznych wymieniły depe-


sze, lecz pierwsze bezpośrednie pismo od pana Stalina otrzy-
małem dopiero 19 lipca. Tego dnia ambasador sowiecki w Lon-
dynie pan Majski, zjawił się u mnie, by przekazać następującą
depeszę:
NASZ SOWIECKI SOJUSZNIK 7

Pan Stalin do premiera 18 lipca 1941


Pragnę wyrazić ogromną wdzięczność z powodu dwóch pism, które
wysłał Pan do mnie.
Zapoczątkowały one rozwój wydarzeń, który doprowadził do za-
warcia umowy pomiędzy naszymi rządami. W chwili obecnej Zwią­
zek Radziecki i Wielka Brytania stały się czynnymi sojusznikami
w walce z hitlerowskimi Niemcami. Nie wątpię, iż pomimo trudności
nasze państwa okażą się dostatecznie silne, by zgnieść wspólnego
wroga.
Powinienem chyba w tym miejscu nadmienić, że położenie na-
szych sił na froncie pozostaje niezwykle trudne. W dalszym ciągu
dają się odczuć konsekwencje nieoczekiwanego złamania przez Hitlera
paktu o nieagresji, jak również nagłego ataku na Związek Radziecki.
Łatwo sobie wyobrazić, że pozycja sił niemieckich byłaby o wiele
korzystniejsza, gdyby nasze oddziały musiały odeprzeć ich atak nie
w rejonie Kiszyniowa, Lwowa, Brześcia, Kowna i Wyborga, lecz
w okolicach Odessy, Kamieńca Podolskiego, Mińska i Leningradu.
Uważam przeto, że sytuacja militarna zarówno Związku Radziec-
kiego, jak i Wielkiej Brytanii uległaby znacznej poprawie, gdyby uda-
ło się utworzyć front przeciwko Hitlerowi na zachodzie - w północnej
Francji i na północy - w Arktyce.
Front w północnej Francji nie tylko odwróciłby uwagę Hitlera od
W schodu, lecz także uniemożliwiłby mu inwazję na Wielką Brytanię.
Stworzenie takiego frontu byłoby popularne nie tylko wśród żołnierzy
armii brytyjskiej, lecz również wśród całej ludności południowej Anglii.
W pełni zdaję sobie sprawę z trudności, jakie pociąga za sobą stwo-
rzenie takiego frontu. Wierzę jednak, że powinien on powstać na prze-
kór wszelkim trudnościom, i to nie tylko w interesie naszej wspólnej
sprawy, lecz w interesie samej Wielkiej Brytanii. Chwila jest ku temu
jak najbardziej pomyślna, gdyż siły Hitlera skierowane są na Wschód
i nie miał on jeszcze sposobności wzmocnienia tam swojej pozycji.
Rzeczą o wiele prostszą jest stworzenie frontu na północy. Tutaj od
Wielkiej Brytanii należałoby oczekiwać jedynie operacji powietrz-
nych i morskich, bez konieczności prowadzenia jakichkolwiek dzia-
łań desantowych. W operacjach tych będą brały udział nasze siły lą­
dowe, powietrzne i morskie. Bylibyśmy niezwykle wdzięczni, gdyby
Wielka Brytania mogła tutaj przysłać coś w rodzaju jednej lekkiej
dywizji ochotników norweskich, mogących zorganizować rebelię
przeciwko Niemcom.

Tak więc sowiecki nacisk na utworzenie drugiego frontu za-


czął się już na samym początku naszej korespondencji i powra-
8 WOJNA PRZYCHo"DZI DO AMERYKI

cal Z niezmordowanym uporem w trakcie naszych późniejszych


kontaktów. Ten pierwszy telegram od Stalina zawierał jedyny
ślad skruchy, jaki udało mi się dostrzec w nastawieniu Sowie-
tów. Podejmował się w nim obrony nagłej zmiany kursu przez
ZSRR oraz umowy zawartej z Hitlerem przed wybuchem woj-
ny. Równocześnie rozwodził się nad strategiczną potrzebą
utrzymania jak najdalej na zachód w Polsce dużej części od-
działów niemieckich do czasu najpełniejszego rozwoju sowiec-
kiej siły wojskowej. Nigdy nie lekceważyłem tego argumentu
i mogłem nań odpowiedzieć z pełnym zrozumieniem.
Premier do monsieur Stalina 20 lipca 1941
1. Z przyjemnością odebrałem Pańską depeszę i z równą przyje-
mnością dowiaduję się z wielu źródeł o niezwykłej odwadze i deter-
minacji, z jaką Pańskie wojska bronią swojej ojczystej ziemi. Doce-
niam korzyści jakie odniósłby Pan z faktu zmuszenia przeciwnika do
rozciągnięcia swoich sił na wysuniętym froncie zachodnim, co już na
starcie spowodowałoby ich częściowe wyczerpanie.
2. Udzielimy wszelkiej skutecznej pomocy, na jaką będzie nas stać.
Proszę jednakże zrozumieć ograniczenia wynikające ze stanu naszych
zasobów oraz położenia geograficznego. Od momentu zaatakowania
ZSRR przez Niemcy badamy możliwości atakowania okupowanej
Francji oraz Niderlandów. Szefowie sztabu nie widzą szans na uczy-
nienie czegokolwiek na taką skalę, jaka byłaby dla Pana korzystna.
Niemcy posiadają 40 dywizji w samej Francji, a całe wybrzeże zosta-
ło ufortyfikowane z niemiecką pedanterią i błyszczy od dział, drutów,
bunkrów i min. Jedynym skrawkiem, gdzie bylibyśmy w stanie zdo-
być chwilową przewagę powietrzną i zapewnić ochronę myśliwców,
jest obszar między Dunkierką i Boulogne. Jest to jedna, wielka masa
fortyfikacji z dziesiątkami ciężkich dział strzegących dojścia od stro-
ny morza, z których wiele może prowadzić ogień na drugą stronę
Cieśniny. Ciemności trwają tylko pięć godzin, a i wówczas cały ten
obszar jarzy się od reflektorów. Próba desantu zostałaby krwawo od-
parta, a drobne ataki odbywałyby się z większą dla nas szkodą niż
pożytkiem. Pokonaliby nas nie ruszając się nawet z miejsca, ani nie
wysyłając żadnej jednostki z frontu.
3. Musi Pan pamiętać, że walczymy samotnie już od ponad roku.
Choć zasoby nasze rosną i będą rosnąć coraz szybciej od tej chwili,
jesteśmy narażeni na maksymalny wysiłek zarówno w kraju, jak i na
Bliskim Wschodzie, na ziemi i w powietrzu, a bitwa o Atlantyk, od
której zależy nasze życie i działania naszych konwojów pomimo blo-
NASZ SOWIECKI SOJUSZNIK 9

kady U-bootów i focke-wulfów, jest ogromnym obciążeniem dla na-


szej marynarki wojennej.
4. W związku z tym musimy zwrócić nasze oczy ku północy, gdzie
możliwa jest szybka pomoc. Nasz sztab marynarki wojennej od trzech
tygodni przygotowuje operację w wykonaniu samolotów przewożo­
nych drogą morską, mającą polegać na zaatakowaniu okrętów nie-
mieckich na północ od Norwegii i Finlandii, co dawałoby nadzieję na
uniemożliwienie transportu oddziałów wroga mogących zaatakować
Wasze skrzydło w Arktyce. Poprosiliśmy Wasz sztab o dopilnowanie,
by między 28 lipca a 2 sierpnia, kiedy to zamierzamy uderzyć, na
obszarze tym nie było żadnych Waszych okrętów. Wysyłamy nie-
zwłocznie kilka krążowników i niszczycieli na Spitsbergen, skąd bę­
dą one w stanie atakować okręty przeciwnika, współpracując z Wa-
szymi siłami morskimi. Po trzecie wysyłamy flotyllę okrętów pod-
wodnych, mających rejestrować ruchy niemieckie na wybrzeżu
Arktyki, chociaż z powodu ciągłego światła dziennego działania te
będą niezwykle niebezpieczne. Po czwarte wreszcie wysyłamy do
Archangielska stawiacz min wraz ze sprzętem pomocniczym.
Nic więcej nie możemy w tej chwili zrobić, choć chciałbym, by to
było możliwe. Proszę zachowywać maksymalną dyskrecję do czasu,
aż poinformuję Pana, że nie jest to już konieczne.
5. Żadna lekka dywizja norweska nie istnieje, a zrzucenie oddzia-
łów, obojętnie Waszych czy naszych, przy świetle dziennym, na tery-
torium okupowane przez Niemców bez odpowiedniego wsparcia po-
wietrznego byłoby rzeczą niemożliwą. W zeszłym roku przekonali-
śmy się o tym w Namsos, a w tym roku na Krecie i mamy w związku
z tym przykre doświadczenia.
6. Rozważamy również możliwość rozwoju bazy dla dywizjonu
myśliwców brytyjskich w Murmańsku. Wymagałoby to w pierwszej
kolejności zamontowania dział przeciwlotniczych, a następnie przy-
bycia samolotów, których część wystartowałaby z lotniskowców,
a reszta znajdowałaby się w częściach. Po stworzeniu tej bazy nasz
dywizjon ze Spitsbergenu mógłby przybyć do Murmańska, by współ­
działać z Waszą marynarką. Mamy powody, by przypuszczać, że Nie-
mcy wyekspediowali tam dużą grupę bombowców nurkujących
i trzymają ją tam z myślą o nas, dlatego też musimy postępować nie-
zwykle ostrożnie. To wszystko jednak zajmie tygodnie.
7. Proszę bez wahania proponować wszystko, co przyjdzie Panu na
myśl, a my z naszej strony szukać będziemy innych sposobów ude-
rzenia na wspólnego wroga.

.. -..
10 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

Od pierwszych chwil robiłem, co w mojej mocy, by pomóc


dostawami i amunicją, zarówno wyrażając zgodę na zmianę
kierunku konwojów płynących do nas ze Stanów Zjednoczo-
nych, jak poświęcając nasze zasoby. Na początku września
HMS Argus zawiózł do Murmańska siły równe dwóm dywizjo-
nom hurricane'ów, mające chronić bazę morską i zarazem
współpracować z siłami sowieckimi na tym obszarze. 11 wrześ­
nia dywizjony te włączyły się do akcji i przez trzy miesiące
toczyły zacięte walki. Zdawałem sobie sprawę, że w pier-
wszych dniach naszej koalicji mieliśmy niewiele do zaofiaro-
wania, w związku z czym starałem się ten niedobór pokryć
uprzejmością.

Premier do monsieur Stalina 25 lipca 1941


1. Z przyjemnością chciałbym Pana poinformować, że Gabinet Wo-
jenny zdecydował się pomimo dużych trudności na wysłanie do Rosji
w najbliższym czasie dwustu samolotów myśliwskich typu Toma-
hawk. Z tej liczby 140 zostanie wysłanych stąd do Archangielska,
a pozostałych 60 przybędzie wprost ze Stanów Zjednoczonych.
Szczegóły dotyczące części zamiennych oraz obsługi amerykańskiej
mającej samoloty te uruchomić pozostają do uzgodnienia z rządem
USA.
2. Niedługo możliwe będzie wysłanie od dwóch do trzech milio-
nów par butów za kostkę, na które zgłoszono zapotrzebowanie.
W ciągu tego roku wyślemy również duże ilości kauczuku, cyny, we-
łny i materiałów wełnianych, juty, ołowiu i szelaku. Pozostałe prośby
dotyczące surowców są starannie rozpatrywane. Dostawy, które z na-
szej strony są niemożliwe, będą przedyskutowane ze Stanami Zjedno-
czonymi.
Wszelkie dane na ten temat zostaną przekazane oficjalnymi kanałami.
3. Z podziwem obserwujemy wspaniałą walkę Rosji, a wedle na-
szych informacji wróg ponosi ciężkie straty i jest poważnie zanie-
pokojony. Nasze ataki na Niemcy trwać będą ze wzmożoną siłą.

Kauczuk był bardzo cenny i nie mieliśmy go w nadmiarze.


Jednak zapotrzebowanie Rosjan na ten właśnie surowiec było naj-
większe. Postanowiłem sięgnąć do naszych skromnych rezerw.

Premier do monsieur Stalina 28 lipca 1941


Kauczuk. Dostarczymy go stąd lub ze Stanów Zjednoczonych,
w zależności od tego, która droga będzie krótsza. Proszę sprecyzo-
N ASZ SOWIECKI SOJUSZNIK 11

wać, o jaki rodzaj kauczuku Panu chodzi. Wstępne dyspozycje zosta-


ły już wydane. [... J
3. Dzielny opór armii rosyjskiej w obronie swojego kraju łączy nas
wszystkich. Niemców czeka straszliwa zima wypełniona bombar-
dowaniami. Nikt jeszcze nie przeżył tego, co ich niebawem spotka.
Trwają działania morskie, o których wspominałem w moim ostatnim
telegramie. Cieszę się, że znajdując się w tak ciężkiej sytuacji, w dal-
szym ciągu wykazuje Pan zrozumienie dla trudności, na jakie natra-
fiamy podczas wysyłania obiecanej pomocy. Zrobimy, co będzie
można.

Premier do monsieur Stalina 31 lipca 1941


Po mojej osobistej interwencji zakończone zostały przygotowania
do wysyłki 10 tysięcy ton kauczuku z Wielkiej Brytanii do jednego
z Waszych północnych portów.
Ze względu na to, że Wasze potrzeby są bardzo pilne, podejmujemy
ryzyko naruszenia naszych zapasów, które nie są zbyt duże i których
uzupełnienie zajmie trochę czasu. Statki brytyjskie wiozące ów kau-
czuk oraz inne dostawy zostaną załadowane w ciągu tygodnia i wy-
słane, gdy tylko Admiralicja zbierze niezbędny konwój. Te nowe 10
tysięcy ton jest oczywiście dodatkiem do 10 tysięcy ton pochodzą­

.. -..
cych z Malajów.

Robiłem, co mogłem, by śląc częste osobiste telegramy, stwo-


rzyć ten sam rodzaj udanego układu, jaki powstał pomiędzy
mną a Prezydentem. Moskwa traktowała mnie jednak ozięble,
niewiele było miłych słów. Bardzo często odpowiedź na tele-
gram przychodziła po wielu dniach lub też nie przychodziła
wcale.
Rząd sowiecki sprawiał wrażenie, jakby robił nam wielką ła­
skę, walcząc o swoje własne życie na terytorium własnego kra-
ju. Im dłużej walczył, tym większy stawał się nasz dług. Nie był
to wyważony pogląd na sprawę. Kilkakrotnie w czasie tej dłu­
giej korespondencji byłem zmuszony ostro protestować prze-
ciwko złemu traktowaniu naszych marynarzy, którzy narażając
się na tyle niebezpieczeństw, pływali do Murmańska i Archan-
gielska. Niezmiennie jednak znosiłem wszystkie nieuprzejmo-
ści i wyrzuty z cierpliwym wzruszeniem ramion; "cierpliwość
jest cechą tych, którzy mają cokolwiek do czynienia z Krem-
12 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

lem". Co więcej, nieustannie uginałem się pod presją żądań


Stalina i jego narodu.
a .. _ ,.

Wojska niemieckie weszły daleko w głąb kraju, lecz z koń­


cem lipca rozpoczął się spór pomiędzy Hitlerem a naczelnym
dowódcą Brauchitschem. Brauchitsch był zdania, że grupa ar-
mii Timoszenki, znajdująca się naprzeciw Moskwy, stanowi
główną siłę Rosjan i musi być w pierwszej kolejności pokona-
na. Była to doktryna bardzo tradycyjna. Następnie, jak stwier-
dził, należy zająć Moskwę jako centrum polityczne, wojskowe
i przemysłowe. Hitler gwahownie się temu sprzeciwił. Pragnął
zdobyć jak najwięcej terytoriów i pokonać armie sowieckie na
jak naj dłuższym froncie. Rozkazał zajęcie Leningradu na pół­
nocy, na południu Zagłębia Donieckiego, Krymu oraz dojścia
do sowieckich ropociągów na Kaukazie. Moskwa mogła tym-
czasem poczekać.
Po zażartych dyskusjach Hitler wygrał ze swoimi dowódca-
mi. Grupa armii "Północ", wspierana przez centrum, miała ru-
szyć w kierunku Leningradu. Grupa armii "Środek" miała
przejść do obrony. Mieli oni wysłać grupę pancerną na połud­
nie, aby oskrzydlić Rosjan ściganych wzdłuż Dniepru przez
Rundstedta. Podczas tej akcji Niemcy odnieśli wielkie sukcesy.
Na początku września ogromne ilości wojsk sowieckich zaczęły
się gromadzić w trójkącie Konotop - Krzemieńczuk - Kijów.
Podczas zaciętych walk trwających cały miesiąc zginęło lub
zostało wziętych do niewoli pół miliona ludzi. Na północy jed-
nak Niemcy nie mogli pochwalić się podobnym sukcesem. Le-
ningrad, choć otoczony, nie został zdobyty. Hitler nie miał racji.
Zmienił teraz zdanie i skupił swoją uwagę na centrum. Oblega-
jący Leningrad otrzymali rozkaz wycofania oddziałów zmo-
toryzowanych oraz części wspierających je sił powietrznych,
by wesprzeć wznowione uderzenie na Moskwę. Grupa pancer-
na wysłana na południe do von Runstedta zawróciła ponownie,
by przyłączyć się do ataku. Pod koniec września scena była
znów gotowa do uprzednio zarzuconego uderzenia, a armie po-
NASZ SOWIECKI SOJUSZNIK 13

łudniowe wędrowały na wschód, w kierunku dolnego Donu,

.. -..
gdzie leżał otworem Kaukaz .

U podstaw naszych wczesnych stosunków z Sowietami leża­


ło ich nastawienie do Polski.
Atak niemiecki na Rosję nie był zaskoczeniem dla polskich
kół za granicą. Od marca 1941 r. polskie podziemie przesyłało
swojemu rządowi w Londynie wiadomości dotyczące koncen-
tracji oddziałów niemieckich na zachodniej granicy Rosji.
W razie wybuchu wojny nieunikniona byłaby diametralna
zmiana w stosunkach pomiędzy Rosją Sowiecką a rządem pol-
skim na emigracji. Pierwszy problem polegałby na tym, w jaki
sposób dałoby się zmienić postanowienia nazistowsko-sowiec-
kiego paktu z sierpnia 1939 r. bez naruszania jedności anglo-ro-
syjskiej koalicji wojennej. Gdy po świecie rozniosła się wieść
o ataku Niemiec na Rosję, dużego znaczenia nabrało ponowne
zawiązanie stosunków dyplomatycznych pomiędzy Polską
a Rosją, zerwanych w 1939 r. Rozmowy obydwu rządów roz-
poczęły się 5 lipca w Londynie pod auspicjami brytyjskimi.
Polska była reprezentowana przez premiera rządu polskiego na
uchodźstwie, generała Sikorskiego, a Rosja przez ambasadora
sowieckiego, pana Majskiego. Polacy mieli dwa cele: unieważ­
nienie rozbioru Polski dokonanego przez Niemcy i Rosję
w 1939 r. oraz uwolnienie przez Rosję wszystkich polskich
więźniów i ludności cywilnej deportowanej do ZSRR po zaję­
ciu przezeń wschodnich połaci Polski.
Negocjacje te toczyły się przez cały lipiec w niezwykle
chłodnej atmosferze. Rosjanie uparcie odmawiali wyrażenia
zgody na polskie żądania. Uważali, że kwestia ich zachodnich
granic nie podlega dyskusji. Czy można było ufać Rosji, że
zachowa się w tej sprawie uczciwie, gdy w Europie zakończą
się wszystkie niepokoje? Był to od samego początku poważny
dylemat dla rządu brytyjskiego. Przystąpiliśmy do wojny z Nie-
mcami z powodu gwarancji, jakich udzieliliśmy Polsce,
w związku z czym czuliśmy się zobowiązaąi do popierania in-
teresów naszego pierwszego sojusznika. Na tym etapie walki
14 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

nie mogliśmy uznać legalności sowieckiej okupacji terytorium


polskiego rozpoczętej w 1939 r. Jednak tego lata 1941 c, w dwa
tygodnie po tym, jak Rosja stanęła u naszego boku jako sojusz-
nik w walce z Niemcami, nie mogliśmy jej zmuszać do wyrze-
czenia się, nawet na papierze, obszarów przygranicznych, które
od kilku pokoleń uważała za niezbędne dla swego bezpieczeń­
stwa. Nie było wyjścia. Kwestia terytorialnej przyszłości Polski
musiała zostać odłożona na nieco spokojniejsze czasy. Musieli-
śmy zalecić* generałowi Sikorskiemu, by zaufał Sowietom
w kwestii przyszłego unormowania wzajemnych stosunków
i nie naciskał w chwili obecnej na żadne pisemne gwarancje
dotyczące tej sprawy. Szczerze wierzyłem, że - wraz z pogłę­
biającym się doświadczeniem braterstwa broni w walce prze-
ciwko Hitlerowi - alianci będą w stanie rozwiązać wszelkie
kwestie pokojowo przy stole konferencyjnym. W tak istotnym
punkcie wojny wszystko musiało zostać podporządkowane jed-
nemu celowi, jakim był wspólny wysiłek militarny. A w tej sy-
tuacji wskrzeszona armia polska, składająca się z wielu tysięcy
Polaków przetrzymywanych obecnie w Rosji, mogłaby ode-
grać dużą rolę. Na to jedno Rosjanie byli w stanie się zgodzić,
choć niezwykle powściągliwie.
30 lipca, po długich i pełnych goryczy dyskusjach, rządy Pol-
ski i Rosji osiągnęły porozumienie. Wznowiono stosunki dy-
plomatyczne, a na rosyjskiej ziemi powstać miała armia polska
podporządkowana rządowi sowieckiemu. Nie wspomniano nic
o granicach, a jedynie stwierdzono, że traktaty niemiecko-so-
wieckie z 1939 r. dotyczące zmian terytorialnych "utraciły waz-
ność". W oficjalnym piśmie z 30 lipca do rządu polskiego mi-
nister spraw zagranicznych przedstawił nasz pogląd:
Przy okazji podpisania dzisiejszego porozumienia sowiecko-pol-
skiego chciałbym skorzystać ze sposobności, by poinformować, że
zgodnie z postanowieniami porozumienia o wzajemnej pomocy pod-

* Minister Eden oświadczył gen. Sikorskiemu w czasie rozmowy 14 i 15


lipca: "Czy chcecie, czy nie chcecie - umowę podpisać trzeba".
NASZ SOWIECKI SOJUSZNIK 15

pisanego przez Zjednoczone Królestwo i Polskę 25 sierpnia 1939 r.,


rząd Jego Królewskiej Mości w Zjednoczonym Królestwie nie podjął
żadnych zobowiązań w stosunku do ZSRR, które dotykałyby w jaki-
kolwiek sposób stosunków pomiędzy tym krajem a Polską. Chciał­
bym również zapewnić, że rząd Jego Królewskiej Mości nie uznaje
żadnych zmian terytorialnych, jakie miały miejsce w Polsce od sierp-
nia 1939 r.

Pan Eden przeczytał to pismo w Izbie Gmin, po czym dodał:


W paragrafie pierwszym porozumienia sowiecko-polskiego stwierdza
się, że rządsowiecki traktuje jako nieważne traktaty sowiecko-nieIniec-
kie z 1939 r. dotyczące zmian terytorialnych Polski. Opinia rządu Je-
go Królewskiej Mości w tej sprawie zosala przedstawiona przez pre-
miera w Izbie Gmin 5 września 1940 r., kiedy to stwierdził on, że rząd
Jego Królewskiej Mości nie zamierza uznać jakichkolwiek zmian te-
rytorialnych dokonanych bez zgody i dobrej woli zainteresowanych
stron. Dotyczy to również zmian terytorialnych dokonanych w Polsce
od sierpnia 1939 r., o czym rząd polski został poinformowany za po-
średnictwem oficjalnego pisma.

W odpowiedzi na pytanie pan Eden zakończył: "Pisma przed


chwilą odczytane nie stanowią w żadnym wypadku gwarancji
dotyczących kształtu granic ze strony rządu Jego Królewskiej
Mości".
I tak sprawa się zakończyła, a jesienią Polacy stanęli przed
trudnym zadaniem zebrania tej części swoich rodaków, którzy
przeżyli uwięzienie w łagrach Związku Sowieckiego .

.. - ,.

Przystąpienie Rosji do wojny, choć oczekiwane, nie było dla


nas na początku dużym wsparciem. Wojska niemieckie zdawa-
ły się być tak silne, że odnosiło się wrażenie, iż wdzierając się
coraz dalej i dalej w głąb Rosji, są jednocześnie w stanie zagra-
żać Wielkiej Brytanii dawno spodziewaną inwazją. W dodatku
wszystkie odpowiedzialne koła wojskowe utrzymywały, że ar-
mia sowiecka zostanie niebawem pokonana i w dużej części
zniszczona. Już sam początek był zły, ponieważ rząd sowiecki
pozwolił, by jego samoloty zaskoczono jeszcze na lotniskach,
a w momencie ataku same przygotowania wojskowe nadal po-
16 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

zostawiały wiele do życzenia. Wojska sowieckie wytrzymały


jednak: druzgocące ciosy. Pomimo bohaterskiego oporu, spraw-
nego prowadzenia wojny w duchu skrajnego absolutyzmu, cał­
kowitego lekceważenia życia ludzkiego i rozpoczęcia bezlitos-
nej partyzantki na tyłach wroga, cały front rosyjski na południe
od Leningradu został zepchnięty o około 400 czy 500 mil. Siła
władzy sowieckiej, odwaga ludu, niewyczerpane rezerwy ludz-
kie, olbrzymie obszary kraju i srogość rosyjskiej zimy - wszy-
stko to przyczyniło się ostatecznie do klęski armii Hitlera. Lecz
w 1941 r. nikt jeszcze nie potrafił tego przewidzieć. Za niezwy-
kle odważne uznano wystąpienie prezydenta Roosevelta we
wrześniu 1941 r., kiedy to stwierdził, że front sowiecki wytrzy-
ma i że Moskwa nie zostanie zdobyta.
Nawet w sierpniu 1942 r., po mojej wizycie w Moskwie i od-
bytych tam konferencjach, towarzyszący mi generał Brooke był
przekonany, że Niemcy przejdą przez Kaukaz i opanują basen
Morza Kaspijskiego, w związku z czym byliśmy przygotowani
do ogromnej kampanii defensywnej w Syrii i Persji. Przez cały
czas jednak: moje poglądy na możliwości sowieckiego oporu
były bardziej optymistyczne niż poglądy wyrażane przez moich
doradców wojskowych. Ufałem zapewnieniom premiera Stali-
na, że utrzyma on linię na Kaukazie, i że Niemcy w żadnym
wypadku nie dojdą do Morza Kaspijskiego. Lecz posiadaliśmy
tak: niewiele informacji na temat sowieckich zasobów oraz in-
tencji, że wszystkie formowane przez nas opinie mogły być co
najwyżej przypuszczeniami.
Prawdą jest, że przystąpienie Rosji do wojny odwróciło uwa-
gę niemieckich sił powietrznych od Wielkiej Brytanii i zmniej-
szyło ryzyko inwazji. Dało nam chwilę odpoczynku na Morzu
Śródziemnym. Jednocześnie zaś wymagało od nas poważnych
wyrzeczeń i poświęceń. Doszliśmy w końcu do etapu kiedy za-
czynaliśmy być coraz lepiej uzbrojeni. Wreszcie nasze fabryki
wypuszczały ogromne ilości tak: potrzebnych nam materiałów.
Nasze armie w Egipcie i Libii prowadziły ciężkie walki i po-
trzebowały dużych ilości najnowocześniejszej broni, przede
wszystkim zaś czołgów i samolotów. Armia brytyjska w kraju
z niecierpliwością oczekiwała długo obiecywanego sprzętu
NASZ SOWIECKI SOJUSZNIK 17

z powodu niebezpieczeństw, jakie mimo wszystko nieustannie


nam zagrażały. I właśnie w tym momencie zostaliśmy zmusze-
ni do wyrzeczenia się części nowoczesnej broni oraz zapasów
tak cennych surowców, jak kauczuk czy ropa. Na nas spadł
ciężar organizowania brytyjskich i amerykańskich konwojów
i wysyłania ich do Murmańska i Archangielska poprzez najeżo­
ne niebezpieczeństwami obszary Arktyki. Wszystkie dostawy
amerykańskie kierowane do Rosji były pierwotnie przeznaczo-
ne dla nas. Aby sprostać tym wymaganiom i wyrzec się tak
potrzebnej nam pomocy amerykańskiej, zmuszeni byliśmy do
ograniczenia naszych przygotowań do obrony Półwyspu Malaj-
skiego oraz wschodnich części Impeńum przed wciąż wzrasta-
jącym zagrożeniem japońskim.
Nie podważając w niczym oczywistej prawdy, że opór Rosji
złamał potęgę armii niemieckiej i zadał śmiertelne ciosy siłom
witalnym narodu niemieckiego, trzeba jasno stwierdzić, że
przez ponad rok po włączeniu się Rosji do wojny kraj ten był dla
nas większym ciężarem niż pomocą. Niemniej jednak cieszyli-
śmy się, że tak wielki naród włączył się do walki po naszej
stronie i wiedzieliśmy, że jeśli nawet wojska sowieckie zostaną
zepchnięte aż do Uralu, Rosja w dalszym ciągu będzie stanowi-
ła decydującą siłę w tej wojnie.
ROZDZIAŁ XXII

AFRYKAŃSKA PRZERWA. TOBRUK

Generał Auchinleck obejmuje dowództwo, 2 lipca - Konieczność ofen-


sywy na Pustyni Zachodniej - Mój telegram z 6 lipca - Żądanie Au-
chiniecka - Dywizje "brytyjskie" - Cztery i pół miesiąca zwłoki -
Nieuzasadnione obawy o północne skrzydło - Telegram szefów sztabu
z 19 lipca - Mój telegram z tego samego dnia - Powściągliwa
odpowiedź Auchinlecka, 23 lipca - Jego wizyta w Londynie - Nie
jestem przekonany, lecz wyrażam zgodf - Poglądy niemieckie na sy-
tuacjf Rommla i szanse w AfrycePółnocnej - Pan Menzies powaca do
kraju - Rozbieżności dotyczące struktury Gabinetu Wojennego -
Upadek rządu pana Menzie.sa - Mój telegram do niego - Stosunki
z rządem pana Faddena - Ządanie wycofania dywizji australijskiej
z Tobruku - Zwolnienie jednej brygady australijskiej - Australia na-
lega na wycofanie wszystkich swoich oddziałów - Mój telegram do
generała Auchinlecka z 17 września - Auchinleck grozi rezygnacją­
Kolejne prośby do pana Faddena - Odmowy - Klfska rządu pana
Faddena - Partia Pracy pana Curtina dochodzi do władzy - Nowe
prośby w związku z Tobrukiem - Kolejne odmowy - Stosujemy sif do
żądań australijskich - Duże straty podczas wycofywania - Działania
marynarki wojennej podczas obrony Tobruku.

lipca generał Auchinleck objął dowództwo na Bliskim

5 Wschodzie. Początek mojej współpracy z nowym na-


czelnym dowódcą był nacechowany optymizmem.
Premier do generała Auchinlecka 1 lipca 1941
Obejmuje Pan dowództwo w niezwykle trudnym momencie. Po
przedstawieniu Panu wszystkich faktów uważam, że w Pańskich rę­
kach spoczywa decyzja wznowienia ofensywy na Pustyni Zachod-
niej. Powinien Pan wziąć pod uwagę zwłaszcza sytuację w Tobruku,
umacnianie się nieprzyjaciela w Libii oraz chwilowe zaangażowanie
się Niemców w inwazję na Rosję. Powinien Pan także rozważyć nie-
AFRYKAŃSKA PRZERWA. TOBRUK 19

bezpieczeństwa operacji w Syrii oraz zdecydować się na działania


w jednym, bądź też obydwu kierunkach. Do Pana jednak należy de-
cyzja, jak i kiedy operacje te można sensownie skoordynować. Waga
tych operacji będzie dla Pana naj zupełniej oczywistą. Prosimy o kon-
takt przy najbliższej okazji.

I ponownie następnego dnia:


Premier do generała Auchinlecka 2 lipca 1941
Ufam, że po załatwieniu sprawy w Syrii rozważy Pan kandydaturę
Wilsona na dowódcę na Pustyni Zachodniej. Rzecz jasna, iż decyzja
ta jest całkowicie w Pańskiej gestii.

Należy żałować, iż sugestia ta, mimo że kilkakrotnie powta-


rzana, nie została jednak wzięta pod uwagę.
4 lipca generał Auchinleck odpowiedział na mój pierwszy
telegram. Zgadzał się z poglądem, że gdy tylko pozycja w Syrii
zostanie zabezpieczona, a pozycja w Iraku ustalona ponownie,
konieczne stanie się rozpatrzenie ofensywy na Pustyni Zachod-
niej. Jednak by odnieść zwycięstwo, niezbędne były dostatecz-
ne siły pancerne. Stwierdził, iż konieczne będą dwie lub trzy
dywizje pancerne wraz z jedną dywizją zmotoryzowaną. Ofen-
sywa ta, zmierzająca do wypędzenia wroga z Afryki Północnej,
z przyczyn administracyjnych będzie musiała być przeprowa-
dzana etapami. Pierwszym celem będzie ponowne zajęcie Cy-
renajki również krok po kroku. W konkluzji generał stwierdził,
że równoczesne prowadzenie walk na Pustyni Zachodniej i w
Syrii spowoduje "klęskę na obydwu frontach".
Uznałem za słuszne przedstawienie sytuacji z naszego punktu
widzenia:
Premier do generała Auchinlecka 6 lipca 1941
1. Zgadzam się na zakończenie działań w Syrii, ponieważ zawsze
byliśmy zdania, że panowanie nad tym krajem jest niezbędnym wa-
runkiem utrzymania lub ponownego zajęcia Cypru. Pozostaje nadzie-
ja, że sprawa Syrii nie potrwa długo, i że nikt nie ubiegnie Pana na
Cyprze. W pełni uznajemy pierwszeństwo tych operacji wobec dzia-
łań ofensywnych na Pustyni Zachodniej.
2. Niemniej jednak Pustynia Zachodnia pozostaje tej jesieni decy-
dującym teatrem działań wojennych dla obrony delty Nilu. Tylko
w razie zajęcia utraconych lotnisk we wschodniej Cyrenajce flota
20 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

i lotnictwo będą w stanie wznowić skuteczne działania przeciwko


transportowi nieprzyjacielskich dostaw drogą morską.
3. W swoim telegramie z 18 kwietnia generał Wavell stwierdził, że
posiada 6 pułków wyszkolonej obsługi oczekujących na przysłanie
czołgów. Wpłynęło to na decyzję o wysłaniu konwoju "Tiger".
Oprócz tego drogą dookoła Przylądka płynie obecnie obsługa trzech
dodatkowych pułków. W pełni zdajemy sobie sprawę, jak bardzo po-
trzebuje Pan obecnie pojazdów pancernych. Sądzimy, że do końca
lipca powinien Pan otrzymać 500 czołgów szybkich, czołgów piecho-
ty oraz amerykańskich czołgów szybkich, oczywiście pod warun-
kiem, że warsztaty naprawcze będą odpowiednio zorganizowane.
Oprócz tego otrzyma Pan dużą liczbę różnorodnych czołgów lekkich
i samochodów pancernych.
4. W ciągu lipca i sierpnia nic więcej nie jesteśmy w stanie zrobić -
wyjątkiem mogą tu być pewne dostawy amerykańskie lub wymiana
w kraju. Lecz nawet później musimy być nieustannie przygotowani
do odparcia inwazji, poczynając od 1 września, w związku z czym
sztab generalny niechętnie patrzy na wysyłanie kolejnej znacznej li-
czby czołgów dookoła Przylądka (obecnie jedyną możliwą drogą), co
powoduje wyłączenie ich z działań w najlepszym razie do początku
października. Z końcem października dostawy amerykańskie powin-
ny się zwiększyć, co znacznie ułatwi naszą sytuację, lecz do tego
czasu wiele może się wydarzyć. .
5. Doniesienia wywiadu świadczą o dużym wzmacnianiu się sił
włoskich w Libii, lecz nie ma ani słowa o Niemcach. Jednak upadek
Rosji może niebawem zmienić sytuację na Pańską niekorzyść, nie
zmniejszając bynajmniej zagrożenia inwazji w kraju.
6. Znane są Panu możliwości wysyłania posiłków powietrznych.
Niewykluczone jest uzyskanie przez Pana zdecydowanej przewagi
w powietrzu w lipcu, sierpniu i na początku września, lecz później
upadek Rosji może uwolnić znaczne siły niemieckie, które mogą zo-
stać skierowane do Afryki, a jeżeli wróg nie zamierza dokonać inwa-
zji na nasz kraj, lecz jedynie udaje, wówczas Niemcy z łatwością
osiągną przewagę w powietrzu na Pańskim froncie zachodnim już we
wrześniu.
7. Do tego wszstkiego dochodzi sprawa Tobruku. Z tego miejsca
nie jesteśmy w stanie ocenić ofensywnych walorów Tobruku w ciągu
najbliższych kilku miesięcy ani też przewidzieć, co się tymczasem
wydarzy. Wydaje się, że całkowite opanowanie Tobruku przez nie-
przyjaciela jest wstępnym warunkiem jego inwazji na Egipt.
8. Biorąc pod uwagę wszystkie te czynniki, trudno zrozumieć, w ja-
ki sposób Pańska sytuacja w drugiej połowie września miałaby być
AFRYKAŃSKA PRZERWA. TOBRUK 21

lepszą niż w chwili obecnej, a niewykluczone, że będzie nawet gor-


szą. Nie wątpię, iż starannie przemyśli Pan cały problem [ ... J.
11. Sprawa lotnictwa. Uważam, że w Pańskich planach sprawą
istotną powinno być wykorzystanie całości sił powietrznych na Bli-
skim Wschodzie. Należy przy tym zwrócić uwagę na fakt, że mają one
do odegrania niezwykle ważną rolę strategiczną i ich energia nie mo-
że być marnowana na dostarczanie ochrony armii na małą skalę, tak
jak to najprawdopodobniej było podczas bitwyoSolIum. W swoim
telegramie mówi Pan o samolotach wspierających armię, samolotach
wspierających marynarkę oraz o samolotach wykorzystywanych do
niezależnych działań strategicznych. Powstaje w tym momencie py-
tanie: jakie mają być proporcje? Będzie to musiało być ustalane na
bieżąco podczas konsultacji z dowódcami naczelnymi. Lecz nic w tych
działaniach nie powinno naruszyć integralności wkładu RAF-u w każdy
większy plan realizowny przez Pana. Nie można się oprzeć wrażeniu,
że w bitwie oSoIlum ["Battleaxe"J nasza przewaga powietrzna zosta-
ła zmarnowana, i że podczas gdy nieprzyjaciel wysłał wszelkie dostę­
pne mu czołgi do pokonania naszej ofensywy, siły nasze stały bez-
czynnie w Tobruku.

Na to pismo generał odpowiedział 15 lipca oznajmiając, że


jak najszybciej wyśle posiłki dla Cypru w postaci jednej dywi-
zji, że rozumie potrzebę odzyskania Cyrenajki, lecz że nie jest
pewien co do utrzymania Tobruku w październiku. Odnośnie
sześciu pułków wyszkolonej obsługi czołgów, powiedział, że
pewne cechy nowych czołgów amerykańskich zmuszają do
zmian w ich taktycznym zastosowaniu, w związku z czym na-
leży przeznaczyć nieco czasu na opanowanie wszystkich ich
tajników. Wyraził zadowolenie z obiecanych pięciuset czoł­
gów, zauważając jednocześnie, iż do jakiejkolwiek operacji ko-
nieczne jest użycie 50% rezerw czołgowych, podczas gdy 25%
znajduje się w warsztatach, a pozostałe 25% przeznaczone jest
do bieżącego uzupełniania strat wynikających z prowadzenia
walki. Było to bardzo wygórowane żądanie. Takie luksusy ge-
nerałowie mają tylko w niebie, a ci, którzy się ich domagają, nie
zawsze mają szansę tam trafić. Auchinleck podkreślał znacze-
nie tak indywidualnego, jak i zbiorowego szkolenia oraz soli-
darności grupowej, która jest niezbędna dla skuteczności dzia-
łań. Był również zdania, że to właśnie północ (tzn. Turcja, Syria
22 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

i Palestyna) bardziej niż pustynia stanie się głównym teatrem


działań wojennych.
Jak jasno widać z tych telegramów, istniały między nami du-
że rozbieżności dotyczące poglądów oraz znaczenia pewnych
spraw. Wywołało to moje głębokie rozczarowanie. Pierwsze de-
cyzje generała były również bardzo kłopotliwe. Po długich sta-
raniach udało mi się w końcu wysłać 50 dywizję brytyjską do
Egiptu. Niezwykle dawała mi się we znaki wroga propaganda,
zdaniem której polityka brytyjska polegała na używaniu do
walki wszystkich oddziałów z wyjątkiem swoich własnych, co
pozwalało uniknąć rozlewu brytyjskiej krwi. Ofiary nasze na
Bliskim Wschodzie łącznie z Grecją i Kretą były większe niż
straty naszych pozostałych sił zebranych razem, lecz używane
nazewnictwo wywoływało fałszywe wrażenie i przeinaczało
fakty. Dywizje hinduskie, w których piechocie jedną trzecią
stanowili Brytyjczycy, a w artylerii wszyscy żołnierze byli Bry-
tyjczykami, nie były określane mianem dywizji brytyjsko-hin-
duskich. Dywizje pancerne, na których spoczywał największy
ciężar w czasie tych walk, były w całości brytyjskie, choć by-
najmniej nie wynikało to z ich nazw. Ponawiane prośby o doda-
wanie przymiotnika "brytyjski" pozostawały bez skutku. Wiele
batalionów 6 dywizji brytyjskiej brało udział w ciężkich wal-
kach, lecz w nawale zdarzeń niemożliwe było stworzenie dywi-
zji jako jednej całości. Fakt, że oddziały "brytyjskie" były rzad-
ko wymieniane w jakichkolwiek sprawozdaniach, potwierdzał
jedynie zarzuty nieprzyjaciela i prowokował do niechętnych
komentarzy nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale nawet
w Australii. Dlatego uważałem przybycie 50 dywizji za dosko-
nałą okazję do zadania kłamu tym krążącym pogłoskom. Decy-
zja generała Auchinlecka o wysłaniu właśnie tej dywizji na
Cypr była bardzo niefortunna i spowodowała, że postawiono
nam szereg nieuzasadnionych zarzutów. Również szefowie
sztabu byli zaskoczeni tak dziwnym wykorzystaniem tej wspa-
niałej grupy żołnierzy. W rzeczy samej, nie dało się tego pogo-
dzić z żadną koncepcją strategiczną możliwą do wyobrażenia.
O wiele poważniejszą decyzją generała Auchinlecka było
wstrzymanie działań przeciwko siłom Rommla na Pustyni Za-
AFRYKAŃSKA PRZERWA. TOBRUK 23

chodniej najpierw na trzy, a następnie na cztery i pół miesiąca.


Na usprawiedliwienie działań Wavella z 15 czerwca, "Battle-
axe", można było powiedzieć, że chociaż ponieśliśmy porażkę
i wycofaliśmy się na pierwotne pozycje, to Niemcy byli abso-
lutnie niezdolni do ofensywy w czasie tego przeciągającego się
okresu. Wskutek utrzymania przez nas Tobruku nie mogli ko-
rzystać ze swych linii komunikacyjnych, by przekazać niezbęd­
ne posiłki w postaci broni pancernej czy nawet amunicji, bez
których Rommel utrzymywał się na swojej pozycji jedynie
dzięki sile woli i własnemu prestiżowi. Wzmocnienie jego sił
stanowiło tak poważny problem, że wzrastały one jedynie sto-
pniowo. W tych okolicznościach wojska brytyjskie powinny je
były nieustannie nękać, gdyż posiadały doskonałe linie komu-
nikacyjne i otrzymywały ciągłe posiłki zarówno w ludziach, jak
i w sprzęcie.
Generałowie często wolą, gdy tylko mają ku temu okazję,
wybrać niejako gotową bitwę, niż zamęczać nieprzyjaciela dłu­
gimi i nieefektownymi walkami. W sposób naturalny wolą
pewność od ryzyka. Zapominają, że wojna trwa nieustannie
i sroży się z dnia na dzień, czego rezultaty widoczne są nie tylko
na jednym obszarze działań, ale wszędzie. W tym czasie armie
sowieckie przechodziły śmiertelny kryzys.
Następny błąd, jak mi się wydawało, polegał na przykładaniu
zbyt małej wagi do naszej północnej flanki. Właśnie ona wyma-
gałajak największej czujności i usprawiedliwiała wiele przygo-
towań obronnych oraz budowę silnych linii obronnych w Pale-
stynie i Syrii. Jednakw czerwcu sytuacja na tym obszarze uleg-
ła widocznej poprawie. Syria została zdobyta. Bunt w Iraku
stłumiony. Nasze oddziały opanowały wszystkie kluczowe
punkty na pustyni. Lecz przede wszystkim wojna pomiędzy
Niemcami a Rosją dodała Turcji pewności siebie. Gdy sytuacja
pozostawała nie rozstrzygnięta, Niemcy nie mogli żądać prawa
przejścia dla swoich oddziałów przez terytorium Turcji. Persja,
dzięki działaniom Wielkiej Brytanii i Rosji, przyłączyła się
wkrótce do obozu aliantów. Tymczasem ogólna sytuacja na Pu-
styni Zachodniej sprzyjała zdecydowanej akcji.
24 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

.. - ..
19 lipca szefowie sztabu zatelegrafowali do generała Auchin-
lecka:
Stwierdził Pan, że ofensywa na Pustyni Zachodniej nie może być
brana pod uwagę, dopóki nie będzie Pan miał dwóch, a najlepiej
trzech odpowiednio wyszkolonych dywizji pancernych. Do chwili
ataku Niemiec na Rosję nie mogliśmy rozpatrywać wysłania większej
liczby czołgów szybkich z powodu dużego prawdopodobieństwa in-
wazji w sierpniu lub wrześniu. Nie możemy wprawdzie z całą pewno-
ścią stwierdzić, że prawdopodobieństwo to obecnie zmalało, lecz go-
towi jesteśmy podjąć ryzyko, jeżeli daje ono szansę zdobycia Cyrenajki
z wszystkimi wiążącymi się z tym korzyściami. [ ... ] W telegramie z 15
lipca wyraził Pan wątpliwości co do możliwości utrzymania Tobruku
po wrześniu. W związku z tym uważamy, że ofensywa mająca na celu
odzyskanie Cyrenajki nie może być odkładana do tego czasu. Według
naszych prognoz istnieje szansa wzmocnienia naszych sił powietrz-
nych do września, przy czym proces ten może nawet trwać dłużej, co
uzależnione jest od wyniku obecnej kampanii w Rosji.
Z rozważań tych wynika, że najlepszą, jeśli nie jedyną szansą na
ponowne opanowanie Cyrenajki jest rozpoczęcie ofensywy
najpóźniej z końcem września. Czy byłby Pan skłonny zgodzić się na
to, gdybyśmy wysłali Panu natychmiast 150 czołgów szybkich? Są­
dzimy, że dotarłyby do Suezu pomiędzy 13 a 20 września. Bylibyśmy
również gotowi wysłać Panu maksimum 40 tysięcy ludzi konwojem
"WS-ll", przy czym do Pana należałaby decyzja, w którym punkcie
są oni najbardziej potrzebni. Jeżeli jednak nie ma Pan ochoty na roz-
poczęcie ofensywy na Pustyni Zachodniej, uważamy za niecelowe
odbieranie flocie handlowej statków przewożących importowaną
żywność, rozczłonkowywanie 1 dywizji pancernej i wysyłanie Panu
150 czołgów w momencie, gdy jest niemal pewne, że do inwazji doj-
dzie jeszcze w tym roku.

Wysłałem również osobisty telegram harmonizujący z tym,


co napisali szefowie sztabu:
Premier do generała Auchinlecka 19 lipca 1941
1. Zarówno szefowie sztabu, jak i Komitet Obrony Gabinetu Wo-
jennego dokładnie rozważyli Pański telegram z 15 lipca, będący od-
powiedzią na mój telegram z 6 [lipca]. Szefowie sztabu przekazują
Panu swoje poglądy, z którymi się w pełni zgadzam.
AFRYKAŃSKA PRZERWA. TOBRUK 25

2. Wygląda na to, że w połowie września otrzyma Pan sporą liczbę


czołgów, zarówno z kraju jak i ze Stanów Zjednoczonych, wraz z in-
nymi posiłkami, których może Pan użyć albo jako rezerwy podczas
ofensywy, gdy będzie ona udana, albo też do obrony Egiptu, gdyby
zakończyła się niepowodzeniem.
3. Komitet Obrony zaniepokojony jest faktem, że 50. dywizja,jedy-
na cała świeżo sformowana dywizja brytyjska, jaką Pan posiada, zo-
stała odesłana na Cypr, gdzie spełnia funkcję czysto defensywną. Ko-
mitet zastanawia się, czy na to miejsce nie można było znaleźć żadne­
go innego oddziału.
4. Komitet nie rozumie również, w jaki sposób ofensywa niemiecka
z północy w kierunku Palestyny, Syrii i Iraku może nastąpić przed
końcem września. Komitet obawia się, że Persja jest o wiele bardziej
narażona na niemiecką infiltrację i intrygi i że w związku z tym tam
będzie trzeba podjąć zdecydowane działania. To jednak pozostaje
w gestii generała Wavella, którego chęć podjęcia działań spotyka się
tutaj z dużym zainteresowaniem.
5. Jeżeli nie wykorzystamy chwilowego uspokojenia spowodowa-
nego działaniami w Rosji, aby opanować sytuację w Cyrenajce, stra-
cimy szansę, która może się już nigdy nie powtórzyć. Od klęski pod
Sollum minął miesiąc i być może trzeba jeszcze kolejnego miesiąca,
nim będzie można się zdobyć na nowy wysiłek. Taka przerwa stanowi
doskonałą okazję do odbycia ćwiczeń. Przeprowadzenie poważnych
i zdecydowanych działań na Pustyni Zachodniej wydaje się jak naj-
bardziej usprawiedliwionym, zanim sytuacja zmieni się na naszą nie-
korzyść, a trzeba pamiętać, że wszystkie zwycięstwa są nierozerwal-
nie związane z ponoszonym równocześnie ryzykiem.
W dalszym ciągu uważamy, iż Wilson powinien objąć dowództwo
podczas następnej ofensywy, jeżeli ona nastąpi, chyba że zamierza
Pan osobiście dowodzić.

23 lipca generał Auchinleck odpowiedział na mój telegram.


Decyzja o wysłaniu 50 dywizji na Cypr została podjęta po bar-
dzo starannym przemyśleniu całej sytuacji. "Jeżeli Pan sobie
życzy, mogę przesłać opis wszystkich motywów, które mną kie-
rowały i które wydawały mi się absolutnie słuszne. Ufam, że
tego rodzaju zarządzenia pozostawi pan mojej wolnej woli".
Był zdania, że niemieckie uderzenie na Syrię przez Anatolię
może się rozpocząć w pierwszej połowie września.
26 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

Zupełnie zgadzam się ze stwierdzeniem, iż należy wykorzystać


obecne zaangażowanie nieprzyjaciela w Rosji, by uderzyć na Libię,
lecz chciałbym powtórzyć, że rozpoczęcie ofensywy w chwili, gdy
dysponujemy niewystarczającymi do tego środkami, nie jest, moim
zdaniem, działaniem usprawiedliwionym i jedynie opóźni moment,
w którym naprawdę będziemy mogli taką ofensywę rozpocząć, mając
realne szanse powodzenia. Aby osiągnąć jakikolwiek rezultat, należy
ponosić ryzyko i jestem na to przygotowany pod warunkiem, że ma to
chociaż minimalne szanse powodzenia.

I na koniec:
Oto moje najbliższe plany: Jak naj szybsze wzmocnienie naszej po-
zycji na Cyprze i w Syrii. Następnie reorganizacja, przegrupowywa-
nie i ponowne wyposażanie brygad i dywizji, które nie tylko poniosły
straty podczas walk na Krecie, w Grecji, Libii, Erytrei i Syrii, lecz
także operowały rozczłonkowane, a nie jako samodzielne jednostki.
Po trzecie, przy pomocy generalnego intendenta przeprowadzenie
reorganizacji i modernizacji służb dostawczych, transportowych i na-
prawczych znajdujących się na tyłach. Po czwarte, zapewnienie szko-
lenia i sprzętu dla naszych formacji pancernych, bez czego niemożli­
wa jest jakakolwiek ofensywa. Po piąte, zorientowanie się w sytuacji
i rozpoczęcie intensywnych przygotowań do ofensywy w Libii, która
została zapowiedziana w telegramie dowódców naczelnych do sze-
fów sztabu z dnia 19 lipca. W związku z czym będę zmuszony w nie-
dalekiej przyszłości poprosić o środki, które są niezbędne, jeśli przed-
sięwzięcie to ma się zakończyć powodzeniem .

.. - ..
Nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że wyczuwam jakąś ogólną
sztywność w nastawieniu generała Auchinlecka, która wcale
nie służyła naszym wspólnym interesom. Książki napisane po
zakończeniu wojny ukazują, w jaki sposób podrzędne, lecz
wpływowe grupy w sztabie operacyjnym w Kairze wyrażały
ubolewanie z powodu decyzji o wysłaniu armii do Grecji. Nie
wiedziano, z jaką ochotą generał Wavell zaakceptował tę poli-
tykę oraz jak drobiazgowo cała sytuacja została mu przedsta-
wiona przez Gabinet Wojenny i szefów sztabu i to w sposób,
który wprost zachęcał do powiedzenia "nie". Wavell, jak suge-
rowano, został wprowadzony w błąd przez polityków i cała se-
AFRYKAŃSKA PRZERWA. TOBRUK 27

ria klęsk była bezpośrednim wynikiem tego, że pdporządkowy­


wał się ich rozkazom. Teraz, w nagrodę za to co zrobił, po od-
niesieniu wszystkich swoich zwycięstw, został usunięty, właś­
nie w momencie niepowodzenia. Jestem pewien, że tamtejsze
koła sztabowe były zdania, iż nowy dowódca nie powinien dać
się namawiać na ryzykowne operacje, lecz powinien zachować
rozsądek i działać jedynie w sytuacjach absolutnie pewnych.
Generał Auchinleck mógł wyraźnie odczuwać te nastroje. Było
jasne, że samą korespondencją nie zdziałamy wiele.

Premier do generała Auchinlecka 23 lipca 1941


Ze wszystkich Pańskich telegramów do nas i naszych do Pana wy-
nika, że musimy porozmawiać. Tego samego zdania są szefowie szta-
bu. Jeżeli sytuacja militarna pozwala Panu na wyjazd, proszę natych-
miast przyjechać w towarzystwie jednego lub dwóch oficerów szta-
bowych. W czasie Pańskiej nieobecności, która powinna być
utrzymana w tajemnicy, Blamley będzie działał w Pana imieniu.

Auchinleck wyrażał chęć przyjazdu. Jego krótka wizyta


w Londynie była z wielu względów bardzo korzystna. Wpłynę­
ła na wytworzenie się bardziej harmonijnych stosunków pomię­
dzy nim a członkami Gabinetu Wojennego, szefami sztabu oraz
Ministerstwem Wojny. Spędził ze mną długi weekend w Che-
quers. W miarę jak lepiej poznawaliśmy tego doskonałego ofi-
cera, od którego w dużej mierze zależały obecnie nasze losy,
a jednocześnie on zapoznawał się ze sprawnym funkcjonowa-
niem tak ogromnej machiny wojennej, rosło wzajemne zaufa-
nie. Nie byliśmy jednak w stanie skłonić go do zmiany zdania
na temat zwlekania z rozpoczęciem ofensywy do 1 listopada.
Miała ona nosić nazwę "Crusader" i być największą do tej pory
operacją tego typu. Jego doskonale wyważone argumenty nie-
wątpliwie zrobiły wrażenie na moich doradcach wojskowych.
Lecz ja nie byłem przekonany. Jednakże jego niekwestionowa-
ne umiejętności, siła wyrazu oraz postawa pełna godności i sta-
nowczości sprawiły, że pogodziłem się z myślą, iż być może ma
on rację, a nawet jeśli jej nie ma, to i tak jest najlepszym czło­
wiekiem, jakiego można znaleźć na to stanowisko. W związku
z tym zgodziłem się na listopad jako termin rozpoczęcia tej
28 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

ofensywy i skierowałem całą swoją energię na udzielenie mu


jak największej pomocy. Było nam przykro, że nie chciał po-
wierzyć losów bitwy generałowi Maitlandowi Wilsonowi. Wo-
lał on na to miejsce generała Alana Cunninghama, któremu nie-
dawne zwycięstwa abisyńskie zapewniły niezwykle wysoką
pozycję. Jedynym wyjściem było wykorzystać sytuację na tyle,
na ile to było możliwe, a w takim wypadku działania połowicz­
ne są zabójcze. Zatwierdzając jego decyzje, braliśmy na siebie
część odpowiedzialności.
.. - ..
Obecnie posiadamy pełne dane na temat tego, co naczelne
dowództwo niemieckie sądziło o sytuacji Rommla. Choć wiel-
ce podziwiało jego dzielność i niezwykłe sukcesy, niemniej jed-
nak uważało, że znajduje się w wielkim niebezpieczeństwie.
Bezwzględnie zakazano mu podejmowania jakiegokolwiek
dalszego ryzyka aż do czasu przybycia znacznych posiłków.
Niewykluczone, że przy swoim prestiżu i w sytuacji, w jakiej
się znajdował, mógł blefować do czasu otrzymania pomocy.
Jego linie komunikacyjne ciągnęły się tysiąc mil do Trypolisu.
Choć Bengazi stanowiło cenny skrót dla wysyłanych dostaw
i posiłków, cena do zapłacenia za transport morski była niezwy-
kle wysoka. Siły brytyjskie, już obecnie bardzo liczne, rosły
z każdym dniem. Niemiecka przewaga w czołgach polegała te-
raz wyłącznie na jakości i organizacji. W powietrzu byli słabsi.
Brakowało im amunicji artyleryjskiej i bardzo się bali, że wy-
strzelają ją do końca. Tobruk stanowił śmiertelne niebezpie-
czeństwo dla tyłów armii Rommla, ponieważ pierwszy lepszy
atak z tego miejsca mógł odciąć jego linie komunikacyjne. Nie
potrafił przewidzieć naszych planów ofensywnych; czy będzie
to wypad z Tobruku, czy też ruch głównego trzonu naszych
wojsk. Tak więc Niemcy powinni być wdzięczni za każdy dzień
naszej bezczynności.
2 czerwca 1941 na przełęczy Brenner odbyła się konferencja,
której przewodniczyli feldmarszałek Keitel i generał Cavallero.
Keitel zgadzał się, że ofensywa na Egipt nie może się rozpocząć
wcześniej niż jesienią. Należałoby ją przeprowdzić nie przy
AFRYKAŃSKA PRZERWA. TOBRUK 29

użyciu ogromnej liczby wojsk, lecz raczej małych, specjalnie


wyszkolonych i doskonale uzbrojonych oddziałów. Siły te po-
winny liczyć cztery dywizje pancerne, w tym dwie niemieckie,
i trzy dywizje zmotoryzowane. W Afryce Północnej nie może
być żadnych zbędnych zjadaczy prowiantu, lecz jedynie taka
liczba walczących żołnierzy, dla jakiej można przesyłać dosta-
wy. Generał Cavallero stwierdził, że dywizje włoskie wspiera-
jące Afrika Korps są wyczerpane; straciły 40-60% ludzi i sprzę­
tu. Jeżeli chodzi o pojazdy, to sytuacja była bardzo niepokojąca,
a dywizja Pavia miała tylko 20 ciężarówek.
Za rzecz najważniejszą Keitel uważał dostarczenie artylerii
nadbrzeżnej i przeciwlotniczej, co miało zapewnić lepszą obro-
nę przed atakami nieprzyjaciela na porty dostawcze oraz składy
żywności i amunicji. Sprawą następną było przesłanie posiłków
artyleryjskich dla Afrika Korps, ponieważ wstępnym warun-
kiemjakichkolwiek operacji było zajęcie Tobruku, niemożliwe
bez ciężkiej artylerii. Oprócz dostaw dla walczących oddziałów
niezbędne było przygotowanie kolumn transportowych przed
planowaną ofensywą. Dostawy, jakich potrzebował niemiecki
Afrika Korps, wynosiły 40 do 50 tysięcy ton miesięcznie; spra-
wą dodatkową były dostawy dla Włochów. Mieli oni otrzymać
wszelkie pojazdy, których nie potrzebował Afrika Korps. Włosi
byli zdani na siebie w ochronie morza i transportu przybrzeżne­
go, ponieważ siły niemieckie właśnie wycofywano z Sycylii.
Silne oddziały Luftwaffe miały zostać wysłane do Afryki Pół­
nocnej do obrony wybrzeża i tamtejszego transportu.
Generał Cavallero podziękował niemieckiemu dowódcy. Za-
równo on, jak i Duce podzielali jego poglądy. Najważniejszym
zadaniem Włochów było teraz utrzymanie dotychczasowych
pozycji. Siły obronne w Afryce Północnej były zbyt małe. Od-
działy biorące udział w oblężeniu Tobruku potrzebowały pew-
nego okresu odpoczynku. Sytuacja w Sollum była nadal nie-
bezpieczna.
W sierpniu sztab operacyjny Luftwaffe donosił:
Znane są trudności zaopatrzeniowe naszych sił w Afryce Północ­
nej. [... ] Jak dotąd nabrzeże w Bengazi nie zostało jeszcze maksymal-
nie wykorzystane. Od czasu odzyskania Damy nie zrobiono nic, by
30 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

naprawić straty wyrządzone przez Brytyjczyków. [... ] Port w Bardii


również wymaga naprawy. Dlatego prosimy polecić Włochom, by
niezwłocznie rozpoczęli prace naprawcze. Niezbędne jest używanie
Bengazi, Damy i Bardii do celów zaopatrzeniowych. Odciąży to
w pewnym stopniu port w Trypolisie i zmniejszy niebezpieczny ruch
nadbrzeżny z Trypolisu do Bengazi.
Posiłki powietrzne dla obszaru Morza Śródziemnego będą możliwe
dopiero po zaprzestaniu działań na Wschodzie.

Pod koniec sierpnia, podczas konferencji odbywającej się


w kwaterze głównej Hitlera na froncie wschodnim Keitel po-
wiedział generałowi Cavallero, że sytuacja w Afryce Północnej
nie ustali się, dopóki Tobruk nie zostanie zdobyty. Jeżeli wszy-
stko ułoży się pomyślnie, siły niemieckie będą gotowe do ataku
w połowie września. Generał Cavallero odpowiedział, że Duce
nakazał przyśpieszenie przygotowań do ataku na Tobruk. Było
jednak pewne, że Włosi będą gotowi do ofensywy nie wcześ­
niej niż z końcem września.
W rzeczywistości nie byli gotowi z końcem września. Zarów-
no Niemcy, jak i Włosi nie byli też gotowi ani w październiku,
ani w listopadzie.
Sztaby niemiecki i włoski osiągnęły 29 sierpnia porozumie-
nie stwierdzające, że:
W najbliższej przyszłości nie ma możliwości rozpoczęcia ofensy-
wy z Libii w kierunku Kanału Sueskiego. Nawet w razie zajęcia To-
bruku konieczność zachowania sił nie pozwala na taki krok. Nie
wchodzą w rachubę nawet działania na małą skalę, ponieważ każdy
ruch w kierunku wschodnim nadweręża nasze zapasy, a polepsza tyl-
ko sytuację Brytyjczyków.

9 września niemiecki sztab łącznikowy w taki sposób oceniał


sytuację:

Pomimo nieustannych ataków niemieckich i włoskich sytuacja


w Tobruku nie ulega zmianie. Dotychczas udało nam się jedynie sku-
tecznie wstrzymać nocne dostawy dokonywane przez niszczyciele
i małe parowce. [ ... ] Zgodnie z doniesieniami kwatery głównej wojsk
powietrznych w Afryce obrona przeciwlotnicza w Tobruku jest tak
silna, iż nie ustępuje w niczym Malcie. [ ... ] Rozliczne silniejsze
i słabsze uderzenia dokonywane przez tamtejszy garnizon mają na
AFRYKAŃSKA PRZERWA. TOBRUK 31

celu wykrycie słabych punktów oblegających oddziałów. Są to przy-


gotowania do próby przebicia się, która nastąpi równocześnie z ofen-
sywą na froncie południowym. [ ... ]

.. - ..
Przedstawiłem całą dyskusję dotyczącą opóźnienia ofensywy
i muszę zanotować tutaj moje przekonanie, że ta czteroipół­
miesięczna zwłoka w zaatakowaniu wroga na pustyni była błę­
dem i dużym nieszczęściem.
W niniejszym rozdziale chciałbym również zawrzeć opis
trudności, jakich przysparzał nam rząd Australii, której dzielne
oddziały odegrały tak istotną rolę w obronie Egiptu .

.. -..
Premier Australii, pan Menzies, opuścił nas w maju. Jego dłu­
ga wizyta w Wielkiej Brytanii była dla nas niezwykle cenną.
W ciągu dwóch krytycznych miesięcy brał udział w posiedze-
niach Gabinetu Wojennego, uczestnicząc w podejmowaniu naj-
trudniejszych decyzji. Jednak nie zadowalała go ani organizacja
tego gabinetu, ani też zakres władzy, jaki spoczywał w moich
rękach w kwestii prowadzenia wojny. Zwracał na to uwagę przy
różnych okazjach, a ja próbowałem mu wytłumaczyć, dlaczego
się z nim nie zgadzam. Pan Menzies uważał, że powinno się
utworzyć Imperialny Gabinet Wojenny, w którym zasiadaliby
przedstawiciele każdego z czterech samorządnych dominiów.
Podczas swojej podróży powrotnej przez Kanadę przedstawił
oficjalne pisma w tej sprawie panu Mackenziemu Kingowi, ge-
nerałowi Smutsowi oraz panu Praserowi. Żaden z nich jednak
nie był zwolennikiem podobnej zmiany, a pan Mackenzie King
w szczególności. Przedstawił on niepodważalne argumenty
konstytucyjne przemawiające przeciwko zasiadaniu przedsta-
wiciela swojego kraju w Gabinecie i braniu na siebie części
odpowiedzialności za podejmowane tam decyzje.

Premier do premiera Australii 19 sierpnia 1941


Nie muszę chyba Pana zapewniać, że gdy złoży nam Pan kolejną
wizytę jako premier, z wielką przyjemnością powitamy Pana na spot-
kaniach Gabinetu, w których mógłby Pan uczestniczyć tak długo, jak
32 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

tylko byłoby to możliwe. Również z wielką radością powitamy pre-


mierów wszystkich dominiów, którzy w ten sposób zechcieliby
dźwigać razem z nami ciężar odpowiedzialności. Jednak trzeba po-
wiedzieć, że żaden minister danego dominium nie mógłby zasiadać
w Gabinecie Wojennym z wyjątkiem premiera. W przeciwnym razie
pociągałoby to za sobą trwałe i zbyt duże zmiany strukturalne, które
nie wchodzą w rachubę. Z posiadanych przeze mnie informacji wyni-
ka, że dominia nie zgadzają się, aby pojedynczy ministrowie repre-
zentowali je w Gabinecie Wojennym. Mam nadzieję, że weźmie Pan
to pod uwagę przy jakichkolwiek posunięciach. Pozdrowienia.

Wkrótce jednak nastąpiły ważne zmiany w rządzie australij-


skim. Jak można się było spodziewać, po tak wielu niepowo-
dzeniach istniały rozbieżności poglądów w łonie rządu Związ­
ku Australijskiego na temat prowadzenia wojny. Australijska
Partia Pracy sprzeciwiła się uchwale popierającej wizytę pana
Menziesa w Londynie. W związku z politycznymi manifesta-
cjami, zarówno w rządzie jak i poza rządem, pan Menzies zło­
żył rezygnację na ręce swoich współpracowników i zgodził się
na pracę w australijskim rządzie narodowym. Jednak 25 sierp-
nia australijska Partia Pracy odrzuciła i tę propozycję, domaga-
jąc się ustąpienia całego rządu. 28 sierpnia pan Menzies ustąpił
ze stanowiska, a jego miejsce zajął deputowany pan Fadden.
Rząd australijski, osłabiony przez stratę swojego naj zdolniej-
szego polityka posiadał tylko jednogłosową przewagę i w tym
ciężkim okresie stanął twarzą w twarz z opozycją partyjną żąd­
ną lokalnej władzy. Pomimo tych wszystkich różnic, o których
wspominałem, z wielką przykrością dowiedziałem się o klęsce
pana Menziesa. Choć spory nasze były bardzo poważne, jednak
nasze stosunki pozostawały przyjazne. Niezwykle przykre było
dla mnie to, że cała wiedza, jaką zdobył tutaj, biorąc udział
przez dwa miesiące w spotkaniach Gabinetu Wojennego, miała
teraz pójść na marne. Wysłałem do niego następujący telegram:

Premier do pana Menziesa 28 sierpnia 1941


Chociaż pilnuję, by absolutnie nie mieszać się w sprawy australij-
skiej polityki, muszę jednak powiedzieć, że z dużym żalem dowie-
działem się o Pańskiej rezygnacji. Podczas tych dwóch lat strasznej
burzy stał Pan cały czas w pierwszym szeregu i był Pan z nami w naj-
AFRYKAŃSKA PRZERWA. TOBRUK 33

cięższych dla Australii momentach. Jesteśmy niezwykle wdzięczni za


Pańską odwagę i okazaną nam pomoc. W naszej obopólnej przyjaźni
jestem stroną, która zyskała bardzo wiele. Przeszedłem przez podob-
ne doświadczenie, gdy usunięto mnie z Admiralicji w chwili, gdy mo-
głem zapewnić siłom Anzacs* duże szanse na zwycięstwo w Darda-
nelach. Pociechę w takich sytuacj ach może stanowić jedynie poczucie
jak najlepszego spełnienia swojego obowiązku. Moja żona i cała ro-
dzina przesyłają Panu serdeczne pozdrowienia .
.. -..
Postanowiłem szybko nawiązać stosunki z panem Faddenem
i przedstawić mu nasze poglądy na temat struktury Gabinetu
Wojennego, jak również zagrożenia ze strony Japonii.
Premier do premiera Australii 29 sierpnia 1941
Po objęciu przez Pana tego wysokiego urzędu chciałbym życzyć
Panu powodzenia oraz zapewnić, że wraz z moimi współpracownika­
mi zrobimy wszystko, by nasze działania przeniknął ten sam duch
przyjaźni, którym nacechowane były nasze kontakty z panem Men-
ziesem, pełniącym obecnie, o czym się z przyjemnością dowiaduje-
my, funkcję ministra do spraw koordynacji obrony.

Następnie przedstawiłem dogłębnie wszystkie imperialne


i konstytucyjne aspekty kwestii poruszonych przez pana Men-
ziesa. Znajdują się one w Załącznikach.**
Nasze stosunki z rządem pana Faddena, a następnie z admini-
stracją pana Curtina nie układały się tak jak z ich poprzednika-
mi, a nawet pojawiła się pewna sporna kwestia, niezwykle nie-
bezpieczna dla naszego prowadzenia wojny. Nowy rząd pod
naciskiem swoich przeciwników zaczął wyrażać niepokój
w związku z położeniem dywizji australijskiej w Tobruku.
Rząd zamierzał zgromadzić razem wszystkie oddziały znajdu-
jące się na Bliskim Wschodzie, by dać im sposobność do wypo-
czynku, zregenerowania sił i uzupełnienia braków w wyposa-

* Anzacs - Australian and New Zealand Army Corps (korpus australijsko


- nowozelandzki w latach 1914 - 1918).
** Załącznik G s. 384 (przyp.oryg.).
34 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

żeniu, ale także by zadowolić opinię publiczną w Australii. Za-


niepokojenie budził bowiem stan zdrowia i odporność oddzia-
łów przebywających w twierdzy, a także możliwość katastrofy,
którą zwiastowała niemożność odparcia zdecydowanego ataku.
Zażądano w związku z tym zluzowania Australijczyków przez
inne oddziały. Auchinleck gwałtownie zaprotestował przeciw-
ko takim zmianom, wskazując na duże trudności i zamieszanie,
jakie wprowadzi to do przygotowywanej ofensywy. Próbowa-
łem uspokoić generała.

Premier do generała Auchinlecka 6 września 1941


Jestem pewien, że Australijczycy zmienią zdanie, jeżeli przedstawi-
my im całą sprawę uczciwie. Nie chcemy, by w jakikolwiek sposób
przeszkodziło to w przesyłaniu dostaw, czy też pokrzyżowało Pańskie
plany. Jeżeli zgoda na ich żądania miałaby właśnie to oznaczać, przy-
toczymy im niezbite fakty. Australijczycy nie zaakceptują niczego, co
byłoby w jakiś sposób podejrzane. Jeżeli zaś ich żądania nie wywoła­
łyby żadnych poważniejszych perturbacji, należy oczywiście wyrazić
zgodę.

Uznałem za stosowne udzielić jak naj dokładniej szych wyjaś­


nień rządowi australijskiemu. Znajdują się one w Załączni­
kach*.
.11 _ ••

Dzięki
swoim staraniom generał Auchinleck zdołał zwolnić
jedną grupę brygadową australijskiej piechoty w Tobruku i za-
stąpić ją brygadą polską. Pociągało to za sobą bardzo duże ry-
zyko, ponieważ niemal wszystkie okręty zostały zaatakowane
przez samoloty. Dowódca naczelny przedstawił szczegółowo
przyczyny, dla których nie zakończył tej operacji, stwierdzając,
że pociągnęłaby za sobą "dalsze opóźnienie ofensywy na Pusty-
ni Zachodniej." "Dlatego proponuję-powiedział- by całkowi­
cie zarzucić plany zwalniania dużej liczby oddziałów australij-
skich z Tobruku i natychmiast wzmocnić garnizon jednym ba-

* Załącznik G s. 386-388 (przyp. oryg.).


/
I
\

"

U R C

NIEMIECKIE UDERZENIE NA ROSJĘ

czerwice - wrzesień ..
październik - grudzień ~

100 200 300 '100 500


, mil
36 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

talionem czołgów piechoty". Wysłałem telegram panu Padde-


nowi z następującym apelem:

Premier do premiera Australii 11 września 1941


1. Przesyłam Panu w całości prywatny telegram generała Auchinle-
cka dotyczący zluzowania oddziałów australijskich w Tobruku. Czy-
nię tak, zdając się całkowicie na Pańską dyskrecję. Telegram generała
Auchinlecka jest wynikiem długotrwałych konsultacji z dowódcami
marynarki i lotnictwa na Bliskim Wschodzie.
2. Jak Pan zauważy, z telegramu tego wynika, że fizyczną niemo-
żli wością jest wycofanie oddziałów australijskich, na co Pan nalega,
w takim terminie, aby mógł Pan to ogłosić na posiedzeniu parlamentu
Związku Australijskiego w połowie tego miesiąca. Faktycznie tylko
połowa oddziałów mogłaby zostać wycofana podczas bezksiężyco­
wych nocy we wrześniu, a druga część musiałaby poczekać aż do
końca października, czyli do czasu, kiedy wszystkie przygotowania
do ofensywy będą w pełnym toku, i gdy działania sił powietrznych
skoncentrowane będą na tyłach wroga, składach żywności i sprzętu
oraz lotniskach. Ponadto w żaden sposób nie mógłby Pan wygłosić
tego przemówienia w parlamencie, ponieważ jakakolwiek publiczna
wzmianka o wycofywaniu oddziałów spowodowałaby silne ataki po-
wietrzne na port w Tobruku oraz całe wybrzeże właśnie w tym mo-
mencie, gdy Pańskie oddziały wycofywałyby się tą drogą. Jeżeli po-
mimo wszystko nalega Pan na wycofanie oddziałów australijskich,
wydamy natychmiast odpowiednie rozkazy, bez względu na wynika-
jące z tego koszty oraz wpływ jaki wywrze to na planowane przez nas
operacje. Wierzę jednak, że weźmie Pan pod uwagę odpowiedzial-
ność, która spadnie na Pana z chwilą pozbawienia Australii chwały
wynikającej z utrzymania Tobruku. Tej chwały, którą okryłaby się
w razie zwycięstwa.
3. Czuję się zobowiązany uczulić Pana na konieczność zachowania
całkowitej dyskrecji w sprawie przyszłych działań i ruchów wojsk
związanych ze zluzowywaniem oddziałów australijskich.

Poniewaz wszelka argumentacja okazała się prózna, nie mia-


łem innego wyjścia, jak tylko odpowiedzieć:

Pemier do pana Faddena 15 września 1941


Rozkazy związane z Pańską decyzją zostaną niezwłocznie wydane.
Zachowanie tajemnicy jest sprawą o pierwszorzędnym znaczeniu.

Auchinleckowi wysłałem następujący telegram:


AFRYKAŃSKA PRZERWA. TOBRUK 37

Premier do generała Auchinlecka 17 września 1941


Martwi mnie nastawienie Australii, lecz od dawna obawiałem się
reakcji jej i świata przeciwko używaniu na Bliskim Wschodzie od-
działów należących do dominiów. W związku z tym cały czas naci-
skałem na wysłanie Panu kilku dywizji piechoty brytyjskiej. Jak Panu
wiadomo, decyzja Pańska o wysłaniu 50 dywizji brytyjskiej na Cypr
była dla nas niezwykle bolesną. Wiem, że zdecydował się Pan na takie
posunięcie, ponieważ akurat Cypr był w owej chwili bardzo zagrożo­
ny, lecz wojna w Rosji zmieniła sytuację i mam nadzieję, że przemy-
śli Pan sprawę jak najlepszego spożytkowania tej dywizji, która w tej
chwili zmuszona jest odgrywać rolę czysto defensywną. [ ... ]
Ufam, że wycofywanie oddziałów australijskich nie spowoduje ko-
lejnego opóźnienia Pańskiej ofensywy. Już w tej chwili sytuacja
wyraźnie się pogorszyła. Nieprzyjaciel posiada o wiele większe zapa-
sy paliwa. Afrika Panzer Korps nazywa się teraz Afrika Panzer Grup-
pe. Czekając na otrzymanie dodatkowej brygady, może się Pan
znaleźć w sytuacji, w której stanie Pan twarzą w twarz z dodatkową
dywizją po stronie nieprzyjaciela. Bez wątpienia zauważył on ruchy
grup transportowych oraz tworzenie nowych składów amunicji.
W grę wchodzi cała przyszłość kampanii 1942 r. na Bliskim Wscho-
dzie oraz nasze stosunki z Rosją i Turcją.

Generał Auchinleck ze swej strony czuł się tak głęboko ura-


żony postawą rządu pana Faddena, iż zamierzał się podać do
dymisji, uzasadniając ją tym, że rząd australijski najwyraźnej
nie obdarza go zaufaniem. Jednak taka sytuacja byłaby dla nas
szkodliwa pod każdym względem.
Skontaktowałem się z panem Oliverem Lytte1tonem, mini-
strem stanu, przebywającym wówczas w Kairze.
Premier do ministra stanu 18 września 1941
1. Niemożliwe, by Auchinleck mógł przypuszczać, że jesteśmy od-
miennego zdania [na temat wycofywania Australijczyków z Tobru-
ku]. Cała seria telegramów, a zwłaszcza ten z 11 września do Fadde-
na, powtórzony Auchinleckowi tak jak powtarzam go teraz Panu,
wyraźnie wskazuje, jak bardzo jesteśmy przeciwni rezygnacji Austra-
lijczyków w tej właśnie chwili. Co więcej, uczulałem Auchinlecka
podczas jego bytności w kraju, by nie narażał obrony Tobruku, niepo-
trzebnie zwalniając niektóre oddziały.
2. Zaskakuje mnie decyzja rządu australijskiego, ponieważ sądzi­
łem, że po zapoznaniu się z faktami zmieni zdanie. W pewnym sensie
trzeba zrozumieć rząd posiadający jedynie przewagę jednego głosu,
38 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

walczący z zajadłą opozycją, z której przynajmniej część wykazuje


skłonności izolacjonistyczne.
3. Nie może być mowy o rozpoczęciu żadnej publicznej dysputy
przez Wielką Brytanię i Australię. Wszystkim partykularnym intere-
som należy nadać pozór jedności. Cała sytuacja wynikła z tego, że nie
używaliśmy różnych oddziałów brytyjskich w toczących się działa­
niach wojennych, stwarzając przez to wrażenie, że prowadzimy woj-
nę jedynie przy pomocy oddziałów należących do dominiów.
4. Przesyłam telegram do Auchinlecka zapewniający go o pełnym
poparciu szefów sztabu dla jego poglądów wojskowych.

Tak więc problemy natury osobistej zostały chwilowo załago­


dzone, lecz cały czas wisiały nad nami działania związane
z wycofaniem reszty Australijczyków z Tobruku, co miało na-
stąpić w październiku.

Premier do generała Auchinlecka 29 września 1941


Wszystko teraz zależy od tej bitwy. Może się tak zdarzyć, że wróg
da Panu czas, którego Pan tak bardzo potrzebuje. Lecz patrząc na to
z szerszej perspektywy, każdy dzień drogo nas kosztuje. Tą ceną jest
Turcja, której działania uzależnione są od zwycięstwa w Cyrenajce.
Sądzę, że uda mi się przekonać rząd australijski, by nie kompliko-
wano Pańskiej sytuacji przez wycofywanie ostatnich dwóch brygad
z Tobruku podczas bezksiężycowych nocy w październiku.

Ponownie przedstawiłem całą sytuację


panu Faddenowi, po-
nawiając prośbę. Odpowiedź była odmowna, lecz w tym właś­
nie momencie rząd pana Faddena został pokonany w kwestii
podziału budżetu, w związku z czym uformowano nowy rząd
Partii Pracy z panem Curtinem na czele. Po telegramie otrzy-
manym od niego pośpieszyłem z odpowiedzią.
Premier do premiera Australii 8 października 1941
Dziękuję za Pański telegram po objęciu kierownictwa nad sprawa-
mi Związku Australijskiego oraz za pozdrowienia w nim zawarte.
Z naszej strony chciałbym zapewnić o chęci jak najbliższej współpra­
cy opartej na przyjaźni i zaufaniu.

Lecz nowy rząd, podobnie jak poprzedni, sprzeciwiał się na-


szym prośbom i sądzę, że najlepiej będzie zakończyć opis tego
nieszczęsnego epizodu. 5 października zatelegrafowałem do
generała Auchinlecka:
AFRYKAŃSKA PRZERWA. TOBRUK 39

Premier do generała Auchinlecka 5 października 1941


Niestety, nie otrzymałem pozytywnej odpowiedzi od poprzedniego
rządu australijskiego w kwestii "Supercharge" [wycofywania Austra-
lijczyków z Tobruku], a nie skontaktowałem sięjeszcze z nowym rzą­
dem. Mam jednak nadzieję, że "Crusader" nie zostanie przełożony.
.. .. ..
Odczekawszy odpowiedni okres, zwróciłem się do pana Cur-
tina w sprawie Tobruku.
Premier do premiera Australii 14 października 1941
Czuję się w obowiązku ponownie poruszyć kwestię, która znalazła
wyraz w telegramie wysłanym do Pańskiego poprzednika. Generał
Auchinleck poinformował mnie, że jego sytuacja byłaby o wiele ko-
rzystniejszą, gdyby reszta oddziałów australijskich mogła pozostać
w Tobruku do czasu, gdy znane będą rezultaty tej bitwy. Nie zamie-
rzam powtarzać argumentów raz już przeze mnie użytych, chciałbym
natomiast dodać, że gdyby zechciał Pan wyrazić zgodę, oddziały Pań­
skie nie byłyby narażone na niepotrzebne ryzyko i niebezpieczeń­
stwa. Równocześnie byłby to wyraźny znak przyjaźni i współdziała­
nia w obecnej walce.
Premier do generała Auchinlecka 14 października 1941
1. W związku z Pańskim stwierdzeniem, że przesunięcie operacji
"Supercharge" do czasu zakończenia "Crusadera" w znacznym sto-
pniu ułatwi Panu działania, wysłałem dziś rano powyższy telegram do
rządu australijskiego. Niewykluczone, że będzie on skłonny pójść Pa-
nu na rękę. Bardzo bym się cieszył, gdyby tak się stało. W ciągu
najbliższych dwóch dni będę znał ich odpowiedź i natychmiast Pana
o niej poinformuję.
2. Wieści z Rosji niewesołe. Wszystko teraz zależy od Pana.

Niestety, rząd pana Curtina był zgodny co do tego, że oddzia-


ły australijskie muszą być natychmiast wycofane. Musiałem
więc przekazać tę decyzję generałowi Auchinleckowi.

......
Przez cały czas trwania oblężenia Tobruk był wspierany
przez marynarkę wojenną pomimo ciągłych ataków powietrz-
nych. Co gorsza, port nie mógł być chroniony przez myśliwce,
ponieważ nasze lotniska znajdowały się daleko na wschodzie.
40 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

Droga morska z Egiptu stała się wkrótce niemożliwa do prze-


płynięcia dla statków handlowych i wszystko musiało być prze-
wożone przez niszczyciele i mniejsze jednostki podczas bez-
księżycowych nocy. Od lipca sytuację znacznie ułatwiło przy-
bycie dwóch szybkich stawiaczy min Abdiela i Latony. Oprócz
utrzymywania dostaw amunicji i żywności trzeba było transpo-
rtować ogromną liczbę żołnierzy do i z oblężonej twierdzy oraz
przywozić poważne zapasy broni, w tym także czołgi. Mary-
narka przywiozła w sumie 34 tysiące żołnierzy, 72 czołgi, 92
działa i 34 tysiące ton zaopatrzenia. Oprócz tego ewakuowała
taką samą liczbę żołnierzy, w tym także jeńców wojennych. Te
ciężkie, lecz konieczne działania kosztowały marynarkę jeden
stawiacz min, dwa niszczyciele i 22 inne jednostki morskie,
oprócz 18 poważnie uszkodzonych. Zatonęło również 9 stat-
ków handlowych i dwa okręty szpitalne. Dzięki tym ofiarom
garnizon w Tobruku przetrwał 242 dni nieustannych ataków. W
tym okresie twierdza stanowiła istotny oraz czynny element
planu strategicznego całej kampanii, a zwłaszcza nadchodzącej

.. -..
ofensywy.

Nocą 25 października w niezwykle niebezpiecznych warun-


kach rozpoczęto operację tak bardzo oczekiwaną przez Austra-
lijczyków. Oczywiście, nie obyło się bez poważnych strat. Zate-
legrafowałem do pana Curtina.

Premier do premiera Australii 26 października 1941


Podczas próby wywiezienia pozostałych 1 200 żołnierzy australij-
skich z Tobruku w wyniku ataku powietrznego wroga zatopiony zo-
stał szybki stawiacz min Latona, a niszczyciel Hero uszkodzony. Na
szczęście, na pokładzie nie było Pańskich ludzi. Nie znam jeszcze
dokładnej liczby ofiar. Admirał Cunningham donosi, że wywiezienie
tych ludzi będzie możliwe dopiero w listopadzie, podczas następnej
pory bezksiężycowej. Robimy wszystko, co w naszej mocy, by zasto-
sować się do Pańskich życzeń.

Premier do premiera Australii 27 października 1941


Na szczęście, HMS Latona wiózł tylko 38 osób do Tobruku, reszta
(około tysiąca) znajdowała się na trzech towarzyszących mu niszczy-
AFRYKAŃSKA PRZERWA. TOBRUK 41

cielach. Między 7.00 a 10.30 wieczorem - 15 ataków bombowych.


Ofiary: HMS Latona: czterech oficerów zginęło, jeden ranny, ofice-
rowie armii - sześciu rannych, pozostałe szarże: siedmiu zaginionych,
jeden ranny. HMS Hero - żadnych ofiar. Całe szczęście, że te ataki
nie rozpoczęły się wcześniej.
·ta _ ••

Opisywanie tego incydentu jest dla mnie niezwykle bolesne,


lecz nie do uniknięcia. Poza tym Australijczycy mieli prawo
wiedzieć, co się dzieje i dlaczego. Jednocześnie zaś trzeba pa-
miętać, że rząd australijski nie miał powodów wierzyć w słusz­
ność czynionych wówczas przez Wielką Brytanię kroków.
Ponadto ryzyko ponoszone przez oddziały australijskie w re-
zultacie załamania się naszej pustynnej flanki oraz kampanii
greckiej stanowiło poważne obciążenie. Nie można nigdy zapo-
mnieć, jak szlachetnym gestem było ze strony Australii wysła­
nie na Bliski Wschód swoich jedynych trzech dywizji, kwiatu
jej wojska, ani też nie można zapomnieć roli, jaką odegrały one
we wszystkich toczonych bitwach.
ROZDZIAŁ XXIII

MOJE SPOTKANIE Z ROOSEVELTEM

Rozbieżności dotyczące strategii - Sprawa inwazji, 1941 - Pismo sir


Johna Dilla z 6 maja - Siła i stan armii w kraju - Następne powody
do obaw - Moja odpowiedź z 13 maja - Moje zdanie przeważa -
Druga wizyta Harry'ego Hopkinsa - Obawy amerykańskie związane
z inwazją i utrzymaniem przez nas Bliskiego Wschodu - Konferencja
24 lipca - Poglądy oficerów amerykańskich - Brytyjska solidarność -
Singapur czy Kair? - Plan powołania ministra stanu rezydującego
w Singapurze - Misja pana Duffa Coopera na Dalekim Wschodzie -
Nacisk na Japonię - Plan spotkania z Prezydentem na Nowej Fund-
landii - Misja Hopkinsa w Moskwie - Przyjemna podróż - "Prince of
Wales" przybywa na spotkanie - Spotkania z Prezydentem - Niedzie-
la rano, 10 sierpnia.

prawa inwazji na Wielką Brytanię wielokrotnie powra-

S cała w tym oraz poprzednich tomach, lecz w maju


1941 r. sir John Dil1, szef sztabu imperialnego, przedsta-
wił całą rzecz na nowo i to w sposób niezwykle przekonujący.
6 maja przedłożył mi następujące pismo, którego kopie rozesłał
swoim kolegom z marynarki wojennej i lotnictwa oraz jedną
przesłał generałowi Ismayowi. Przyjęcie zawartych tam twier-
dzeń oznaczałoby całkowite przejście do defensywy. Trzeba by
niemal całkowicie zaprzestać wysyłania posiłków na Bliski
i Daleki Wschód. Występowanie z jakąkolwiek inicjatywą by-
łoby niemożliwe. Ponieważ zaś utrzymanie oddziałów pancer-
nych na Bliskim Wschodzie miało się jedynie opierać na uzu-
pełnianiu ubytków wynoszących średnio 50 czołgów miesięcz­
nie, generał Auchinleck nie tylko nie byłby w stanie
przeprowadzić żadnego ataku, lecz równie dobrze mógł zostać
pokonany.
MOJE SPOTKANIE Z ROOSEVELTEM 43

ZWIĄZEK POMIĘDZY DZIAŁANIAMI


NA BLISKIM WSCHODZIE A BEZPIECZEŃSTWEM
ZJEDNOCZONEGO KRÓLESTWA

6 maja 1941
1. Może się wydawać, że niebezpieczeństwo inwazji chwilowo mi-
nęło, lecz trzeba pamiętać, że niemieckie siły lądowe i powietrzne są
w stanie przygotować się do inwazji w ciągu 6 do 8 tygodni od mo-
mentu zakończenia działań na Bałkanach. Ponieważ pomoc amery-
kańska stale wzrasta, nieprzyjaciel bez wątpienia wypatruje sposob-
ności, by rozpocząć kampanię, dzięki której może wygrać wojnę.
2. Sukcesy niemieckie na Bałkanach i w Libii, tj. na dwóch zupeł­
nie różnych terenach, jeszcze raz udowadniają ogromną skuteczność
sił pancernych wspieranych przez potężne lotnictwo. W ciągu tej woj-
ny ten układ powtarzał się niezmiennie na każdym polu bitwy.
W związku z tym, że punkty ataku są nieznane, obrona zazwyczaj
ulega rozproszeniu i sukces jej zależy w ogromnej mierze od utrzy-
mania dużej liczby kontratakujących czołgów, broni przeciwczołgo­
wej i samolotów..
3. Po wyczerpujących badaniach szefowie sztabu oszacowali skalę
uderzenia pancernego na Wielką Brytanię na sześć dywizji pancer-
nych, w sumie niemal 2 400 czołgów. Według opinii naczelnego do-
wódcy Home Forces, z którą się w pełni zgadzam, aby zapewnić
Wielkiej Brytanii bezpieczeństwo w razie takiego ataku, potrzeba
sześciu dywizji pancernych i czterech brygad czołgów armii (tzn.
około 2 600 czołgów). Z tego dwie dywizje pancerne i dwie brygady
czołgów armii muszą być oddane do dyspozycji dowództwa wschod-
niego i południowo-wschodniego, jako niezbędne do kontrataku na
wypadek penetracji wroga przez wybrzeża wschodniej Anglii, hrab-
stwa Kent i hrabstwa Sussex. Pozostałe dwie dywizje pancerne będą
traktowane jako rezerwa, jedna przeznaczona do ewentualnego uży­
cia na północy.

Następnie przedstawił stan formacji pancernych w kraju do


czerwca 1941 wskazując, że za całą obronę służy prawie 1 250
czołgów, w tym 150 lekkich i 490 czołgów w szkołach itp.,
z czego 360 będzie zdolnych do akcji po tygodniowym wcześ­
niejszym przygotowaniu. Poruszył problem specjalnego szko-
lenia sił pancernych, a następnie kontynuował:
44 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

6. Jednostki piechoty rozmieszczone wzdłuż naszego długiego


i mającego słabe punkty wybrzeża są rozciągnięte szeregiem na bar-
dzo dużej przestrzeni, np. jedna dywi~a na długości 45 mil, w związ­
ku z czym nie sięgają daleko w głąb. Nasze obwarowania przybrzeż­
ne są dobre, lecz dywizje dysponują połową niezbędnych dział prze-
ciwpancernych, brakuje także min przeciwczołgowych. Niemieckie
siły pancerne, przewożone na specjalnych statkach, z pewnością będą
mogły wylądować. RAF czeka dużo pracy, lecz nie mamy sił powie-
trznych przygotowanych do bombardowań ściśle zsynchronizowa-
nych z działaniami armii. Luftwaffe zaryzykuje wszystko, by tylko
zdobyć przewagę na obszarze linii ataku. Nasza obrona na lądzie za-
sadza się w głównej mierze na zdolności do przeprowadzenia silnego
i szybkiego kontrataku przy użyciu jednostek pancernych. Lecz jeśli
wziąć pod uwagę ćwiczenia, to siły pancerne w czerwcu będą wyno-
siły około trzech dywizji pancernych przeciwko sześciu dywizjom
pancernym nieprzyjaciela.
7. Jest rzeczą wielce niebezpieczną lekceważyć możliwość ciężkie­
go ataku pancernego na podstawie takich argumentów jak ten, że
Niemcy nie mają przewagi na morzu, albo że nasze siły powietrzne
pokonają nieprzyjaciela jeszcze na morzu i na wybrzeżu, lub że poko-
nają niemieckie siły powietrzne wspierające działania wojsk lądo­
wych, bądź że techniczne trudności przy lądowaniu na taką skalę są
nie do przezwyciężenia. Skoncentrowanie odpowiednich sił morskich
na wodach krajowych zajęłoby nam od pięciu do siedmiu dni. Nasze
bombowce mogą skutecznie dawać sobie radę jedynie z sześcioma
portami inwazyjnymi, i to tylko przy sprzyjającej pogodzie. Nie moż­
na liczyć na to, że atak powietrzny przeszkodzi lądowaniu - może
zdziałać najwyżej tyle co w Dunkierce. Nasze myśliwce nie będą
w stanie całkowicie wyeliminować bombowców przeciwnika, ponie-
waż jest on przygotowany na poniesienie ciężkich strat, a poza tym na
pewno opracował plany zniszczenia naszych myśliwców jeszcze
w ich własnych bazach. Co się zaś tyczy technicznych trudności przy
lądowaniu, to Niemcy już wielokrotnie pokazali swoje umiejętności
oraz dokładność w zaplanowaniu i przygotowaniu specjalnego wypo-
sażenia; a mieli czas, by wszystko dokładnie przygotować. Utrzyma-
nie sprzętu nie będzie dla nich tak dużą trudnością, jak można by się
tego spodziewać. Zapasy żywności i paliwa niezbędne dla jednostek
pancernych na krótki okres są względnie małe, a to, co będzie bardzo
potrzebne, wróg może znaleźć na miejscu.
8. Nie docenialiśmy Niemców w Norwegii i w Belgii, aniedawne
wydarzenia w Libii i na Bałkanach raz jeszcze przypomniały nam
MOJE SPOTKANIE Z ROOSEVELTEM 45

o ich zdolności do pokonywania najbardziej nieprawdopodobnych


trudności.
9. Utrata Egiptu, choć mało prawdopodobna, byłaby jednak nie-
szczęściem, z którym nie pogodzilibyśmy się bez zaciekłej walki.
Lecz nie byłby to bynajmniej koniec wojny. Jedynie udana inwazja
oznaczałaby zupełną klęskę. W tej chwili przeto rzeczą najważniejszą
nie jest Egipt, lecz Zjednoczone Królestwo i jego obrona musi się
znaleźć na pierwszym miejscu. Egipt nie zajmuje nawet drugiego
miejsca, ponieważ stała zasada naszej strategii mówi, że w ostatecz-
ności, na drugie miejsce przed Egiptem wychodzi Singapur. Pomimo
to stan obronności Singapuru pozostawia bardzo wiele do życzenia.
10. Jest rzeczą bezdyskusyjną, że w czasie wojny trzeba ponosić
ryzyko, lecz musi to być ryzyko wkalkulowane. Nie możemy lekce-
ważyć zagrożenia naszych kluczowych punktów. W razie konieczno-
ści będziemy zmuszeni zminimalizować prawdopodobieństwo strat
w miejscach, gdzie nie są one konieczne, żeby nie okazało się, że jest
za późno.
11. Wydaje mi się, że znaleźliśmy się w punkcie, a może nawet
i poza nim, w którym bezpieczeństwo Wielkiej Brytanii, obrona Ir-
landii i zajęcie wysp na Atlantyku stają się nierozerwalnie z sobą
związane. Moim zdaniem w ciągu najbliższych kilku miesięcy nie
będzie wskazanym ryzyko wysyłania z kraju czegokolwiek oprócz
absolutnego minimum, niezbędnego do uzupełnienia koniecznych re-
zerw dla czołgów znajdujących się w drodze na Bliski Wschód. Na-
wet to ograniczenie przy założeniu 10% strat miesięcznie, nie uwolni
nas od przymusu comiesięcznej wysyłki około 50 czołgów.

Z wielkim zdumieniem przeczytałem ten dokument i tydzień


później wysłałemnieco kontrowersyjną odpowiedź:

Premier do szefa sztabu imperialnego 13 maja 1941


1. Zgadzam się z wieloma argumentami zawartymi w Pańskim pi-
śmie. Istnieją wszakże punkty, co do których słuszności nie jestem
w pełni przekonany. W zupełności zgadzam się z paragrafem 8, mó-
wiącym o niedocenieniu przez naszych ekspertów wojskowych Nie-
mców w Norwegii, Belgii i Libii. Zwłaszcza Belgia stanowi tutaj do-
skonały przykład. Jednak nie przypominam sobie, by choćby jeden
żołnierz brytyjski uskarżał się na słabość linii Maginota lub podważał
zasadność naszej okupacji Belgii. Ma to jedynie dowieść, że w gąsz­
czu niepewności wojennych nawet ekspert może czasami zabłądzić.
2. [ ... ] Rozumiem, że mógłby się Pan pogodzić z utratą Egiptu i de-
lty Nilu oraz z poddaniem się zgromadzonej tam półmilionowej armii
46 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

lub jej klęską,byle tylko nie stracić Singapuru. Nie podzielam tego
poglądu, ani też nie uważam, by obecnie istniała jakakolwiek alterna-
tywa. Obrona Singapuru jest operacją wymagającą jedynie ułamka
tych sił, które bronią delty Nilu przed Niemcami i Włochami. Przeka-
załem Panu polityczne przesłanki, na których opierają się przygoto-
wania militarne do obrony Singapuru, tzn. jeżeli Japonia przystąpi do
wojny, Stany Zjednoczone wedle wszelkiego prawdopodobieństwa
staną po naszej stronie. W każdym razie jest mało prawdopodobnym,
by Japonia na samym początku obległa Singapur, gdyż byłaby to dla
niej operacja o wiele niebezpieczniejsza, a dla nas znacznie mniej
szkodliwa niż rozesłanie jej krążowników na wschodnie szlaki hand-
lowe.
W tym czasie, oczywiście, Japończycy nie zadomowili się
jeszcze w Indochinach.
3. Wątpię, czy działania Niemców na Bałkanach można uważać za
dowód ich "zdolności do pokonywania najbardziej nieprawdopodob-
nych trudności". Patrząc z perspektywy historycznej, skłonny jestem
sądzić, iż było raczej na odwrót. Pozwolono im bez przeszkód zgro-
madzić ogromne siły do zaatakowania Jugosławii, zanim zdołała się
zmobilizować i gdy została zdradzona przez swój przedwojenny rząd;
Grecja była wyczerpana i związana przez armię włoską, a my, prakty-
cznie rzecz biorąc, osamotnieni, byliśmy w stanie przeciwstawić się
wrogowi przy użyciu jednej piątej naszych sił pancernych i znikomej
cząstki naszego lotnictwa. A fakt, że mimo posiadania tak dużej prze-
wagi Niemcy nie byli w stanie poważnie utrudnić uratowania i po-
nownego zaokrętowania naszych wojsk, bynajmniej nie budzi podzi-
wu dla ich siły, a raczej zaufanie do naszych możliwości.
4. Truizmy zawarte w paragrafie 10 są całkowicie uzależnione od
zastosowania ich do konkretnej sytuacji. Lecz mam nadzieję, że ostat-
nie zdanie w żaden sposób nie dotyczy obecnej sytuacji Egiptu.

Wiele znanych mi rządów spuściłoby


z tonu w obliczu tak
poważnego oświadczenia sporządzonego przez najwyższy au-
torytet wojskowy, ja jednak nie miałem trudności z przekona-
niem moich współpracowników politycznych, w czym, oczy-
wiście, popierali mnie dowódcy marynarki i lotnictwa. Tak
więc moje zdanie przeważyło i wysyłanie posiłków dla Bliskie-
go Wschodu przebiegało bez zakłóceń. Jak będzie można za-
uważyć, nie uznałem nawet za stosowne powtórzyć argumen-
MOJE SPOTKANIE Z ROOSEVELTEM 47

tów przeciwko prawdopodobieństwu pomyślnej inwazji na


Wielką Brytanię. Sir John Di11 świadom był sprzeciwu wobec
swojej teorii i po sformułowaniu wyraźnego ostrzeżenia więcej
nie wracał do tematu.
Jednakże dwa miesiące później poruszono tę kwestię ponow-
nie z zupełnie innej strony. W połowie lipca do Anglii przybył
Harry Hopkins ze swoją drugą misją od Prezydenta. Pierwszą
podniesioną przez niego sprawą była nowa sytuacja powstała
po ataku Hitlera na Rosję ijej wpływ na dostawy Lend-Lease ze
Stanów Zjednoczonych, na które liczyliśmy. Po drugie, pewien
generał amerykański, mając dostęp do wszelkich niezbędnych
danych, sporządził raport podający w wątpliwość naszą zdol-
ność do odparcia inwazji. Prezydent był bardzo tym faktem
zaniepokojony. Po trzecie, co się z tym wiąże, pogłębiły się oba-
wy Prezydenta co do sensu obrony przez nas Egiptu i Bliskiego
Wschodu. Czyż nie jest możliwe, że stracimy wszystko, stara-
jąc się osiągnąć zbyt wiele? Wreszcie pozostawał problem zor-
ganizowania spotkania pomiędzy mną a Rooseveltem, nie wia-
domo gdzie, nie wiadomo jak, w każdym razie wkrótce.
Tym razem Hopkins nie był sam. W Londynie znajdowała się
spora liczba oficerów amerykańskich, najwyraźniej zmartwio-
nych kwestią dostaw Lend-Lease, wśród których wyróżniał się
admirał Ghormley, pracujący wraz z Admiralicją nad proble-
mem atlantyckim i wkładem amerykańskim w jego rozwiąza­
nie. Odbyłem spotkanie z kręgiem Hopkinsa oraz szefami szta-
bu na Downing Street wieczorem 24 lipca. Oprócz admirała
Ghormleya Hopkins przyprowadził z sobą generała dywizji
Chaneya, tzw. specjalnego obserwatora, i generała brygady
Lee, amerykańskiego attache wojskowego. Listę zamykał Ave-
rell Harriman, prosto z podróży po Egipcie, gdzie za moją zgo-
dą miał wgląd we wszystko.
Hopkins stwierdził na wstępie, że "ludzie w Stanach Zjedno-
czonych zajmujący naczelne stanowiska i podejmujący decyzje
w sprawach obrony" są zdania, iż Bliski Wschód jest dla Impe-
rium Brytyjskiego pozycją nie do utrzymania, i że dla jego za-
chowania ponosi się ogromne ofiary. Według ich przewidywań
ostatnią, decydującą bitwą tej wojny będzie bitwa o Atlantyk
48 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

i na niej to należy skoncentrować wszystkie wysiłki. Prezydent


jednak był bardziej skłonnym wspierać wysiłki na Bliskim
W schodzie, ponieważ wroga należy zwalczać wszędzie, gdzie
to tylko możliwe. Następnie generał Chaney przedstawił cztery
najważniejsze problemy Imperium Brytyjskiego w następują­
cym porządku: obrona Zjednoczonego Królestwa i atlantyckich
szlaków morskich, obrona Singapuru oraz szlaków morskich do
Australii i Nowej Zelandii, ogólna obrona szlaków oceanicz-
nych i wreszcie obrona Bliskiego Wschodu. Wszystkie były
istotne, lecz on umieścił je właśnie w tej kolejności. Generał
Lee zgodził się z tym w zupełności. Admirała Ghormleya nie-
pokoiły linie dostawcze dla Bliskiego Wschodu w razie wysy-
łania tam w dużych ilościach amerykańskiej amunicji. Czy nie
miałoby to zanadto destrukcyjnego wpływu na losy bitwy atlan-
tyckiej?
Następnie poprosiłem brytyjskich szefów sztabu o wyrażenie
swoich poglądów. Pierwszy lord Admiralicji wyjaśnił, dlaczego
w tym roku jest bardziej pewny zniszczenia wojsk dokonują­
cych inwazji niż w roku ubiegłym. Szef sztabu lotnictwa wyka-
zał, jak bardzo RAF przewyższa lotnictwo niemieckie w po-
równaniu z wrześniem ubiegłego roku. Szef sztabu imperialne-
go przemówił w równie uspokajającym tonie i zapewnił, że ar-
mia jest obecnie nieporównanie silniejszą, aniżeli rok temu. Ja
sam przedstawiłem specjalne środki, jakie po lekcji otrzymanej
na Krecie przedsięwzięliśmy w celu obrony naszych lotnisk.
Zachęciłem również naszych gości do zwiedzenia jakiegokol-
wiek lotniska, którym byliby zainteresowani. "Nieprzyjaciel
może użyć gazów, lecz wówczas odbędzie się to ze szkodą dla
niego samego, gdyż jesteśmy przygotowani na natychmiastowy
odwet, a jego punkty oporu na wybrzeżu stanowić będą idealny
cel. Równocześnie wojna przy użyciu gazów zostanie rozpo-
częta w jego własnym kraju". Następnie poprosiłem Dilla, aby
zabrał głos na temat Bliskiego Wschodu. Bynajmniej nie od-
żegnując się od opinii wyrażonych w piśmie z maja, w sposób
jasny przedstawił powody, dla jakich nasze pozostanie tam było
koniecznością.
MOJE SPOTKANIE Z ROOSEVELTEM 49

Zdawało mi się, iż
pod koniec dyskusji nasze argumenty
przekonały amerykańskich przyjaciół, a panująca wśród nas so-
lidarność wywarła na nich duże wrażenie .

.. - ..
Tymczasem nasza pewność co do obrony kraju nie dotyczyła
bynajmniej Dalekiego Wschodu, jeśli Japonia rozpoczęłaby
z nami wojnę. Ta sprawa również niepokoiła sir Johna DiIla.
Cały czas odnosiłem wrażenie, iż w jego umyśle Singapur ma
pierwszeństwo przed Kairem. Był to w rzeczy samej tragiczny
problem, coś w rodzaju wyboru pomiędzy skazaniem na śmierć
córki albo syna. Osobiście uważałem, że cokolwiek by się wy-
darzyło na Malajach, byłoby to zaledwie jedną piątą tragedii,
jaką stanowiłaby utrata Egiptu, Kanału Sueskiego i Bliskiego
Wschodu. Nie byłbym w stanie zrezygnować z walki o Egipt,
w związku z czym gotów byłem ponieść wszelkie straty na Ma-
lajach. Pogląd ten podzielali wszyscy moi współpracownicy.
Byłem zdania, że również na Dalekim Wschodzie potrzebne
jest stanowisko ministra stanu, który pozostając w bliskim kon-
takcie z Gabinetem Wojennym, uwolniłby naczelnych dowód-
ców oraz miejscowych gubernatorów od części dźwiganych
przez nich ciężarów, a także pomógłby rozwiązywać błyskawi­
cznie narastające problemy polityczne. Człowiekiem doskonale
znającym całą tę scenę był mój przyjaciel i współpracownik pan
Duff Cooper, ówczesny minister informacji. Dzięki swojej nie-
złomności, która spowodowała, że zrezygnował ze stanowiska
pierwszego lorda Admiralicji po porozumieniu monachijskim
w 1938 r., elokwencji oraz bohaterskiej postawie jako oficer
w Grenadier Guards podczas I wojny światowej, był on dosko-
nałym kandydatem na to właśnie stanowisko. 21 lipca został
mianowany kanclerzem księstwa Lancaster, a zwolnione przez
niego stanowisko ministra informacji zajął pan Brendan Brac-
ken. Na początku sierpnia w towarzystwie swojej żony, lady
Diany, wyjechał na Daleki Wschód przez Stany Zjednoczone.
Raport z Singapuru przesłał dopiero pod koniec października .
.. - ..
50 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

Od kilku lllleslęcy rządy brytyjski i amerykański ściśle


współdziałały w sprawach dotyczącychJaponii. Z końcem li-
pca Japończycy zajęli całe Indochiny. Po tym jawnym akcie
agresji gotowi byli uderzyć na Brytyjczyków znajdujących się
na Malajach, na Amerykanów na Filipinach oraz na Holendrów
w Indiach Wschodnich. 24 lipca prezydent Roosevelt poinfor-
mował rząd japoński, że wstępem do ogólnego porozumienia
powinno być ogłoszenie neutralności Indochin i wycofanie się
wojsk japońskich. Aby propozycjom tym nadać większą wagę,
wydano rozkaz zamrożenia wszystkich aktywów japońskich
w Stanach Zjednoczonych. To unieruchomiło cały handel ja-
poński. Rząd brytyjski uczynił to samo, a w jego ślady w dwa
dni później poszedł rząd holenderski. Decyzja Holendrów oz-
naczała, że Japończycy zostali jednym ruchem pozbawieni tak
dla nich ważnych dostaw ropy.

.. - ..
Pewnego popołudnia pod koniec lipca Harry Hopkins przy-
szedł do ogrodu na Downing Street i razem usiedliśmy w słoń­
Ctb Powiedział, że Prezydent bardzo chciałby się ze mną spot-
kać w jakiejś odludnej zatoczce lub innym podobnym miejscu,
na co odparłem, że Gabinet na pewno da mi trochę wolnego.
I tak to wszystko zostało załatwione. Miejscem tym miała być
nowofundlandzka zatoka Placentia. Datę ustalono na 9 sierpnia,
po czym nasz naj nowszy pancernik Prince oj Wales otrzymał
odpowiednie rozkazy. Niezwykle pragnąłem spotkania z pa-
nem Rooseveltem, z którym korespondowałem już prawie dwa
lata. Co więcej, spotkanie takie byłoby dowodem jeszcze bliż­
szego związku Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych, wy-
wołałoby niepokój naszych wrogów, zastanowienie Japonii
oraz radość naszych przyjaciół. Oprócz tego należało przecież
przedyskutować wiele spraw, jak na przykład interwencję ame-
rykańską na Atlantyku, pomoc dla Rosji, dostawy dla nas,
a przede wszystkim rosnące niebezpieczeństwo ze strony Ja-
ponii.
MOJE SPOTKANIE Z ROOSEVELTEM 51

Były człowiek marynarki do prezydenta Roosevelta 25 lipca 1941


Gabinet wyraził zgodę na mój wyjazd. Mam w planie, jeżeli to
Panu odpowiada, wyjazd 4 sierpnia, tak aby spotkać się z Panem 8, 9
lub 10 sierpnia. Nie ma potrzeby odkładania ustaleń dotyczących
szczegółów spotkania. Admiralicja przedstawi je, używając zwykłych
kanałów. Wraz ze mną przybędą pierwszy lord Admiralicji - admirał
Pound, szef sztabu imperialnego DiU i zastępca dowódcy lotnictwa -
Freeman. Z niecierpliwością oczekuję naszych rozmów, które mogą
mieć ogromne znaczenie dla przyszłości.

Powiedziałem do Ismaya: "Ty i Portal musicie stać za mną


i pilnować wszystkiego".
Zabrałem również ze sobą sir Alexandra Cadogana z Foreign
Office, lorda Cherwella oraz pułkowników Hollisa i Jacoba
z Ministerstwa Obrony, a także mój osobisty sztab. Dochodziła
do tego pewna liczba wyższych oficerów z działów technicz-
nych i administracyjnych Wydziału Planowania. Prezydent
miał przywieźć szefów wszystkich rodzajów sił zbrojnych Sta-
nów Zjednoczonych oraz pana Sumnera Wellesa z Departa-
mentu Stanu. Utrzymanie tych przygotowań w największej ta-
jemnicy było absolutnie koniecznym ze względu na dużą liczbę
U-bootów grasującycnna"północnym Atlantyku. W ·tym cdu
Prezydent, oficjalnie biorący udział w wakacyjnym rejsie, prze-
siadł się na pełnym morzu na krążownik Augusta, pozostawia-
jąc w tyle swój jacht w celu zmylenia przeciwnika. Tymczasem
Harry Hopkins, choć nie był w najlepszym stanie, otrzymał
zgodę Roosevelta na podróż do Moskwy, długą, męczącą i nie-
bezpieczną wyprawę przez Norwegię, Szwecję i Finlandię, aby
otrzymać od Stalina jak najpełniejsze informacje dotyczące po-
łożenia Sowietów oraz ich potrzeb. Miał się zaokrętować na
Prince oj Wa/es w Scapa Flow.
Długi pociąg specjalny wiozący nas wszystkich plus cały
sztab szyfrujący zabrał mnie ze stacji niedaleko Chequers.
Przesiedliśmy się na Prince oj Wa/es z niszczyciela w Scapa.
4 sierpnia, przed zapadnięciem zmroku, Prince oj Wa/es w
towarzystwie czterech niszczycieli wyruszył na rozległe wody
Atlantyku. Harry Hopkins był niezmiernie wyczerpany długą
podróżą samolotem oraz konferencjami w Moskwie. Na dwa
52 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

dni przed wypłynięciem przybył on do Scapa w takim stanie, że


admirał natychmiast położył go do łóżka i kazał mu tam pozo-
stać. Niemniej jednak wykazywał zwykłe poczucie humoru,
powoli odzyskiwał siły podczas podróży i opowiedział mi
wszystko o swojej misji.
Były człowiek marynarki
do prezydenta Roosevelta 4-5 sierpnia 1941
Harry wrócił z Rosji śmiertelnie zmęczony, lecz powoli odzyskuje
siły. Podczas podróży doprowadzimy go do normalnego stanu. Właś­
nie wyruszyliśmy. Dzisiaj mija 27 lat od chwili, gdy Hunowie rozpo-
częli swoją ostatnią wojnę. Tym razem musimy wykonać dobrą robo-
tę. Przynajmniej dwa razy lepszą. Z niecierpliwością wyczekuję na-
szego spotkania. Pozdrowienia.

Obszerne pomieszczenia nad maszynownią, tak wygodne


podczs postoju w porcie, stają się koszmarem w czasie niepo-
myślnej pogody na morzu, głównie z powodu potężnych wibra-
cji. W związku z tym przeprowadziłem się do kabiny admirała
na mostku, gdzie mogłem spokojnie spać i pracować. Bardzo
polubiłem komandora Leacha, czarującego i wspaniałego czło­
wieka, takiego, jakim powinien być każdy brytyjski żeglarz.
Niestety! W kilka miesięcy później on i wielu z jego towarzy-
szy oraz ten wspaniały okręt na zawsze zniknęli w odmętach
morskich na Dalekim Wschodzie. Na drugi dzień pogoda stała
się tak niesprzyjająca, że musieliśmy wybierać pomiędzy zwol-
nieniem tempa a odłączeniem się od eskorty niszczycieli. Ad-
mirał Pound, pierwszy lord Admiralicji, podjął decyzję. Od tej
pory płynęliśmy sami z dużą prędkością. Otrzymaliśmy donie-
sienia o obecności kilku U-bootów i musieliśmy płynąć zygza-
kami, aby je ominąć. Konieczne było zachowanie całkowitej
ciszy w eterze. Mogliśmy przyjmować wiadomości, lecz mu-
sieliśmy ograniczyć ich wysyłanie. Wpłynęło to niezmiernie
uspokajająco na moje codzienne czynności i dało poczucie
pewnej swobody, jakiego nie zaznałem od chwili rozpoczęcia
wojny. Po raz pierwszy od kilku miesięcy mogłem czytać książ­
kę dla przyjemności. Oliver Lyttelton, minister stanu w Kairze,
wręczył mi powieść C.S. Forestera Kapitan Romb/ower, która
bardzo mi się spodobała. Gdy nadarzyła się okazja, wysłałem
MOJE SPOTKANIE Z ROOSEVELTEM 53

mu wiadomość: "Hornblower jest wspaniały". Spowodowa-


ło to pewne perturbacje w kwaterze głównej na Bliskim
W schodzie, gdzie wyobrażono sobie, że "Hornblower" to
kryptonim jakiejś specjalnej operacji, o której nie zostali
poinformowani.
Morze było wzburzone i środkowy pokład nie nadawał się do
użytku, lecz znalazłem sposób na doskonałe ćwiczenie, prze-
mierzając kilkakrotnie w ciągu dnia wszystkie kabiny w drodze
7J mostka i na mostek. Wieczorami odbywały się pokazy filmo-
we dla nas wszystkich oraz dla tych oficerów, którzy nie znaj-
dowali się na służbie. Cadogan zanotował w swoim dzienniku:
"Po obiedzie film Lady Hamilton. W spaniały. Premier, ogląda­
jący go po raz piąty, jest i tym razem wzruszony. Pod koniec
dnia zwrócił się do wszystkich tymi słowy: Panowie! Sądziłem,
że film ten was zainteresuje, gdyż ukazuje wielkie wydarzenia,
podobne do tych, w jakich bierzecie udział". Podróż ta była
przyjemnym odpoczynkiem .
. -..
~

Odpoczywając w mojej małej, lecz wygodnej kabinie na mo-


stku, zadumałem się nad przyszłą bitwą na pustyni,· do .czego
skłoniły mnie otrzymane raporty, i rozpocząłem pisanie memo-
randum dla szefów sztabu. Jego pierwsze zdanie niezwykle
przypadło mi do gustu: "Chwała temu dowódcy, który jako
pierwszy w tej wojnie przywróci artylerii jej pierwotne znacze-
nie na polu bitwy, skąd została całkowicie wyparta przez czoł­
gi". Całość memorandum pojawi się w odpowiednim momen-
cie w tej książce. *
Pan Attlee, zastępujący mnie pod moją nieobecność, bardzo
się niepokoił o moje bezpieczeństwo. Lękał się, że w razie naj-
mniejszego nawet przecieku nieprzyjaciel może wysłać Tirpit-
za, który schwyta pancernik Prince oj Wales.

* Zob. rozdział XXVI pt. Persja i Bliski Wschód (przyp.oryg.).


54 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

Premier do lorda tajnej pieczęci 6 sierpnia 1941


Nie sądzę, by przeciek mógł nam zaszkodzić. W razie zwrócenia się
wprost z zapytaniem w Izbie Gmin, pytający powinien zostać popro-
szony o powstrzymanie się od tego pytania, gdyby jednak nalegał,
odpowiedź powinna brzmieć: ,,Nie zamierzam ustosunkowywać się
do pogłosek". W kwestii Tirpitza: to mało prawdopodobne. Nie wąt­
pię, że Roosevelt odprowadzi nas na pełne morze. Zresztą posiadamy
obecnie nową eskortę niszczycieli.
.. - ..
Przed rozpoczęciem podróży stwierdziłem, że najlepiej bę­
dzie, jeżeli lord Beaverbrook zajmie się w naszym zastępstwie
sprawą amerykańskich dostaw dla Rosji. Obawiałem się utraty
tego, czego oczekiwaliśmy, a czego tak bardzo potrzebowali-
śmy. W związku z tym zostawiłem następujące instrukcje:

Premier do sir Edwarda Bridgesa,


generała lsmaya i Private Office 3 sierpnia 1941
Mniej więcej 10 sierpnia samolot wiozący lorda Beaverbrooka po-
winien wylądować na miejscu. Oprócz listów i pilnych pism musi on
przywieźć zbiór najważniejszych telegramów Foreign Office, być
może sparafrazowanych. Zajmą się tym ludzie kompetentni, a całość
winna być umieszczona w obciążonej skrzynce, tak aby zatonęła
w wypadku strącenia samolotu.
Proszę o niezwłoczne rozpoczęcie działań.

Po pewnym czasie z morza sygnalizowałem:


Premier do lorda Beaverbrooka 7 sierpnia 1941
Jeżeli zamierza Pan przybyć, co powitam z radością, proszę zjawić
się popołudniem 11 lub rankiem 12, lecz proszę wystrzegać się niepo-
trzebnego ryzyka. Lepiej będzie, jeżeli zostanie Pan trochę dłużej po
stronie amerykańskiej.
.. - ..
W sobotę, 9 sierpnia, o godzinie 9 rano, przybyliśmy do zato-
ki Placentia na Nowej Fundlandii.
Premier do Jego Królewskiej Mości 9 sierpnia 1941
Uprzejmie donoszę, że przybyłem bezpiecznie i tego ranka spoty-
kam się z Prezydentem.
MOJE SPOTKANIE Z ROOSEVELTEM 55

Po wymianie zwykłych grzeczności morskich wszedłem na


pokład Augusty i przywitałem prezydenta Roosevelta, który
przyjął mnie z wszelkimi honorami. W czasie odgrywania hy-
mnów narodowych był on podtrzymywany pod ramię przez
swego syna Elliotta, po czym powitał mnie z niezwykłą serde-
cznością. Wręczyłem mu list od króla i zapoznałem go z towa-
rzyszącymi mi osobami. Następnie pomiędzy Prezydentem
a mną, panem Sumnerem Wellesem a sir Alexandrem Cadoga-
nem i oficerami sztabowymi z obydwu stron rozpoczęły się
rozmowy, które trwały z pewnymi przerwami przez wszystkie
pozostałe dni naszego spotkania.
W niedzielę rano, 10 sierpnia, prezydent Roosevelt przybył
na pokład HMS Prince ofWales, by wraz z oficerami sztabowy-
mi oraz kilkuset reprezentantami wszystkich rang Marynarki
Wojennej Stanów Zjednoczonych wziąć udział w nabożeństwie
na środkowym pokładzie. Było ono niezwykle wzruszającym
wyrazem jedności naszych narodów i nikt, kto brał w nim
udział, nie zapomni tego obrazu, który jawił się oczom wszy-
stkich tego słonecznego ranka: pulpitu udrapowanego flagami
brytyjską i amerykańską, amerykańskich i brytyjskich kapela-
nów wspólnie czytających modlitwy, najwyższej rangi ofice-
rów obydwu państw zgrupowanych wokół Prezydenta i mnie
oraz bezładnego tłumu marynarzy brytyjskich i amerykańskich,
śpiewających z tych samych książek tak dobrze znane wszy-
stkim hymny.
Hymny wybrałem osobiście - "Za tych, co w niebezpieczeń­
stwie na morzu" i "Naprzód, chrześcijańscy żołnierze". Zakoń­
czyliśmy hymnem "Boże, ucieczko nasza w dawnych cza-
sach ", który - jak przypomina Macaulay - śpiewali niegdyś
żołnierze armii Cromwella, składając do grobu ciało Johna
Hampdena. Każde słowo znajdowało oddźwięk w sercu. Pra-
wie połowa z tych, którzy śpiewali ten hymn, miała wkrótce
umrzeć.
ROZDZIAŁ XXIV

KARTA ATLANTYCKA

Mój pierwotny projekt Karty Atlantyckiej - Zmiany zaproponowane


przez Prezydenta - Nasze dyskusje z 11 sierpnia - Potrzeba zabezpie-
czenia interesów imperialnych - Wyspy atlantyckie - Porozumienie
dotyczące postępowania wobec Japonii - Mój raport z 11 sierpnia dla
Foreign Office oraz Gabinetu - Niezwłoczna odpowiedź Gabinetu -
Końcowa wersja Karty Atlantyckiej - Wspólne angielsko-amerykań­
skie przesłanie do Stalina - Moje memorandum w sprawie dostaw
amerykańskich - Pan Purvis ginie w wypadku lotniczym - Raport
z 12 sierpnia dla Gabinetu - Gratulacje od króla i Gabinetu - Raport
dla premiera Australii - Podróż do Islandii - Wracam do Londynu, 19
sierpnia.

P odczas jednej z naszych pierwszych rozmów prezydent


Roosevelt powiedział, że dobrze by było, gdybyśmy
sporządzili wspólną deklarację ustalającą ogólne zasady
naszego postępowania w czasie toczącej się wojny. Pragnąc po-
przeć jego sugestię, wręczyłem mu następnego dnia, 10 sierp-
nia, próbny zarys takiej deklaracji w następującym brzmieniu:

WSPÓLNA ANGIELSKO-AMERYKAŃSKA
DEKLARACJA O ZASADACH
Prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki i premier, pan Chur-
chill, reprezentujący rząd JKMości w Zjednoczonym Królestwie,
spotykający się w celu przedyskutowania i skoordynowania środków
zabezpieczających interesy ich krajów w związku z nazistowską
agresją oraz niebezpieczeństwami zagrażającymi wszystkim ludom,
uznali za słuszne ogłosić pewne zasady, którymi kierować się będą
przy kształtowaniu swojej polityki, pokładając w nich nadzieję na le-
pszą przyszłość świata.
KARTA ATLANTYCKA 57

Po pierwsze, państwa te nie pragną żadnych zdobyczy terytorial-


nych, ani jakichkolwiek innych.
Po drugie, nie pragną żadnych zmian terytorialnych niezgodnych
z wolą zamieszkującej dane terytorium ludności.
Po trzecie, szanują prawo wszystkich ludzi do wyboru formy rzą­
dów w ich własnym kraju. Pragną jedynie bronić wolności słowa
i przekonań, bez której wybór taki jest czysto fikcyjny.
Po czwarte, będą podejmować wysiłki na rzecz równego i spra-
wiedliwego podziału podstawowych surowców nie tylko w obrębie
swoich własnych granic, lecz także pomiędzy narodami świata.
Po piąte, pragną zawarcia takiego pokoju, który nie tylko zniweczy
raz na zawsze nazistowską tyranię, lecz również dzięki skutecznej
organizacji międzynarodowej zapewni ludziom bezpieczeństwo
w ich własnych granicach oraz bezpieczeństwo podróży przez morza
i oceany, uwolni od lęku przed bezprawnym atakiem i od przymusu
utrzymywania niepotrzebnego uzbrojenia.

Biorąc pod uwagę opowieści o moich reakcyjnych poglądach


reprezentujących Stary Świat oraz przykrość, jaką sprawiały
one podobno Prezydentowi, cieszę się, że treść i idea tego, co
później otrzymało nazwę Karty Atlantyckiej, powstały z inspi-
racji strony brytyjskiej i wyszły właśnie spod mojego pióra.
Dzień 11 sierpnia zapowiadał się bardzo pracowicie.

Premier do Admiralicji 11 sierpnia 1941


Wszystkie telegramy przychodzące stąd w ciągu najbliższych 24
godzin powinny być rozszyfrowywane w jak naj szybszym tempie.

W czasie naszego rannego spotkania Prezydent przedstawił


mi poprawiony plan, który przyjęliśmy za podstawę dalszych
dyskusji. Różnił się od mojego jedynie w punkcie czwartym, tj.
w kwestii dostępu do surowców. Prezydent pragnął włączyć
tam słowa "bez uprzywilejowania i na równych zasadach". Za-
proponował także dwa dodatkowe paragrafy:

Po szóste, pragną, aby taki pokój zapanował na wszystkich mo-


rzach i oceanach.
Po siódme, wierzą, że wszystkie narody świata powinny być wy-
chowywane w duchu wyrzeczenia się przemocy. Ponieważ utrzyma-
nie pokoju w przyszłości będzie niemożliwe w wypadku istnienia na-
rodów, które zbrojąc się, będą zagrażały użyciem siły na zewnątrz,
58 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

przywódcy obydwu krajów uważają za rzecz konieczną rozbrojenie


takich nacji. Przyśpieszą oni wprowadzenie w życie wszelkich pra-
ktycznych środków, które pomogą narodom miłującym pokój w zrzu-
ceniu ciężaru zbrojeń.

Zanim rozpoczęliśmy dyskusję nad tym dokumentem, Prezy-


dent zażyczył sobie, by w Londynie i Waszyngtonie wydano
równocześnie krótkie oświadczenie stwierdzające, że prezydent
i premier odbyli rozmowy na morzu, w towarzystwie członków
swoich sztabów, gdzie przedyskutowali problemy pomocy dla
krajów demokratycznych według ustaleń ustawy Lend-Lease,
oraz że te wojskowe i morskie rozmowy nie wiązały się abso-
lutnie z żadnymi przyszłymi zobowiązaniami z wyjątkiem
tych, które zostały zatwierdzone przez Kongres. Komunikat ten
miał następnie stwierdzać, że premier i prezydent przedyskuto-
wali pewne zasady dotyczące urządzenia świata i postanowili
wydać na ten temat stosowne oświadczenie. Z dużą dezaprobatą
przyjąłem nacisk położony na brak jakichkolwiek zobowiązań
w obawie, że zostanie to skwapliwie wykorzystane przez Nie-
mcy, a dla krajów neutralnych i pokonanych stanowić będzie
źródło głębokiego rozczarowania. Miałem przeto nadzieję, że
Prezydent ograniczy się do części pozytywnej, mówiącej o po-
mocy dla krajów demokratycznych, zwłaszcza że zabezpieczył
się w tym momencie wzmianką o ustawie Lend-Lease. Tak też
się stało.
Następnie odbyła się szczegółowa dyskusja nad poprawioną
wersją deklaracji, podczas której bez trudu zgodziliśmy się na
wprowadzenie kilku drobnych poprawek. Główny problem sta-
nowiły punkty 4 i 7, a zwłaszcza ten ostatni. W skazałem wów-
czas, że słowa "bez uprzywilejowania" mogą zostać uznane za
próbę kwestionowania porozumień z Ottawy, w związku
z czym nie byłem w stanie ich przyjąć. Tekst ten musiałby być
przekazany rządowi w kraju, a jeśli miałby pozostać w nie
zmienionej szacie słownej, musiałyby go również otrzymać
rządy dominiów. Nie żywiłem dużych nadziei, że może on zo-
stać zaakceptowany. Jednak pan Sumner Welles wskazał, że
słowa te stanowiły sedno sprawy i ucieleśniały ideał, do które-
go Departament Stanu dążył przez ostatnie dziewięć lat. W tym
KARTA ATLANTYCKA 59

momencie nie mogłem nie wspomnieć o doświadczeniach brytyj-


skich związanych z przestrzeganiem przez 80 lat zasady wolnego
handlu, pomimo ogromnie zawyżonych amerykańskich taryf cel-
nych. Pozwoliliśmy na nieograniczony import do wszystkich na-
szych kolonii. Nawet nasze szlaki przybrzeżne były otwarte dla
międzynarodowego współzawodnictwa. W zamian otrzymywali-
śmy jedynie kolejne dawki amerykańskiego protekcjonizmu. Pan
Welles wydawał się nieco zaszokowany. Wówczas stwierdziłem,
że tylko jeżeli można będzie wstawić słowa "z odpowiednim sza-
cunkiem dla ich obecnych zobowiązań" oraz usunąć sformułowa­
nie "bez uprzywilejowania", jak również słowo "handel" zastąpić
słowem "rynki", realnym stanie się przekazanie tego tekstu rządo­
wi Jego Królewskiej Mości tudzież szansa na jego przyjęcie. Na
Prezydencie zrobiło to niewątpliwie duże wrażenie. Nie ponowił
już więcej nacisku w tej kwestii.
Co się zaś tyczy punktu 7, to wskazałem, iż pomimo mojej
akceptacji opinia publiczna w Anglii będzie rozczarowana nieoka-
zaniem jakichkolwiek zamiarów utworzenia międzynarodowej
organizacji mającej zajmować się utrzymywaniem pokoju po za-
kończeniu wojny. Obiecałem znaleźć jakieś odpowiednie rozwią­
zanie i jeszcze tego samego dnia zaproponowałem dodanie do
drugiego zdania następujących słów: "przed ustaleniem szerszego
i trwalszego systemu powszechnego bezpieczeństwa."
.. - ..
W tym samym czasie trwały również nieprzerwanie konfe-
rencje pomiędzy dowódcami marynarki wojennej i wojsk lądo­
wych, podczas których obu stronom udało się dojść do ogólne-
go porozumienia. Przedstawiłem Prezydentowi w ogólnym za-
rysie niebezpieczeństwa płynące z ewentualnego wtargnięcia
Niemiec na Półwysep Iberyjski oraz opisałem nasze plany zaję­
cia Wysp Kanaryjskich, tzw. operację "Pilgrim". Następnie
przekazałem panu Edenowi streszczenie tej dyskusji.

Premier do Foreign Office 11 sierpnia 1941


1. Prezydent otrzymał list od doktora Salazara, w którym ten ostatni
stwierdza, że w razie niemieckiej agresji na Portugalię uważa Azory
za najlepsze miejsce schronienia dla siebie i swojego rządu, przy
60 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

czym biorąc pod uwagę wieloletni sojusz z Anglią, liczy na ochronę


brytyjską podczas przymusowego pobytu na tych wyspach.
2. Jednak gdyby tak się złożyło, że Brytyjczycy byliby zbyt zajęci,
wówczas z radością przyjmie on pomoc amerykańską. Prezydent był
jak najbardziej skłonny odpowiedzieć pozytywnie na tę prośbę
i chciał, by w przewidzianych okolicznościach Brytyjczycy zapro-
ponowali doktorowi Salazarowi takie scedowanie odpowiedzialności.
Tyczyłoby się to również Wysp Zielonego Przylądka.
3. Powiedziałem Prezydentowi, że rozważamy również przeprowa-
dzenie operacji znanej pod kryptonimem "Pilgrim" i że możemy zo-
stać zmuszeni do działania jeszcze przed pogwałceniem przez Nie-
mcy suwerenności Półwyspu, co sprawi, że będziemy niezwykle za-
jęci. Podkreśliłem także, że "Pilgrim" z dużym, choć niecałkowitym
prawdopodobieństwem spowoduje kryzys na Półwyspie, po czym za-
pytałem, czy ciąg wydarzeń zapoczątkowany przez operację "Pil-
grim" nie uniemożliwi w jakiś sposób przejęcia odpowiedzialności
wspomnianego w paragrafie l. Odparł na to, że skoro ,,Pilgrim" nie
dotyczy Portugalii, nie wpływa to absolutnie na jego działania.
4. Rozpoczęcie jakichkolwiek działań byłoby usprawiedliwionym
jedynie w obliczu niebezpieczeństwa grożącego wyspom portugal-
skim. Zgodziliśmy się obydwaj, że z pewnością dojdzie do tego
w wyniku operacji "Pilgrim", ponieważ Niemcy tym bardziej będą
chcieli nas tam ubiec.
5. Niemniej jednak gotów byłby w tej sytuacji przyjść z pomocą
Portugalii na wyspach atlantyckich oraz mieć do dyspozycji siły nie-
zbędne do realizacji tego celu.
Prezydent zapoznał się z treścią tego pisma i stwierdził, że zawarte
w nim fakty przedstawiono poprawnie .
•• et ••

Jeszcze tego samego dnia zajęliśmy się sprawami Dalekiego


W schodu. Sankcje ekonomiczne nałożone 26 lipca wywołały
w Tokio ogromny szok. Nikt z nas nie zdawał sobie chyba spra-
wy z wrażenia, jakie one wywarły. Książę Konoye rozpoczął
niezwłocznie starania o wznowienie rozmów dyplomatycz-
nych, a 6 sierpnia admirał Nomura, specjalny wysłannikjapoń­
ski w Waszyngtonie, przedstawił Departamentowi Stanu propo-
zycję ogólnego porozumienia. Japonia miała powstrzymać dal-
szy marsz w głąb południowo-wschodniej Azji i zaproponowa-
ła wycofanie się z Indochin po załatwieniu spraw związanych
KARTA ATLANTYCKA 61

z "incydentem chińskim" (w taki sposób określono sześciolet­


nią wojnę z Chinami). W zamian za to Stany Zjednoczone mia-
ły wznowić wymianę handlową i pomóc Japonii w uzyskaniu
wszystkich niezbędnych surowców z obszaru południowo-za­
chodniego Pacyfiku. Z tych zgrabnie ułożonych ofert widać by-
ło od razu, że Japończycy pragnęli teraz uzyskać wszystko, nie
gwarantując niczego w przyszłości. Niewątpliwie było to najle-
psze rozwiązanie, jakie Konoye mógł wymusić na swoim rzą-
, dzie. Jednak przy naszym stole konferencyjnym na pokładzie
okrętu Augusta nie było potrzeby omawiania spraw podstawo-
wych. Całą kwestię przedstawia mój telegram wysłany do pana
Edena:

Premier do ministra spraw zagranicznych 11 sierpnia 1941


Sytuacja Japonii wygląda następująco:
1. Jakiś czas temu Prezydent zaproponował Japonii neutralizację Indo-
chin i Syjamu pod wspólną kontrolą Stanów Zjednoczonych, Japonii,
Wielkiej Brytanii, Chin oraz innych państw. W swojej odpowiedzi, którą
prześlę nieco później, Japończycy zgadzają się z zasadą nienaruszalności
granic Syjamu oraz gotowi są wycofać wojska z Indochin, lecz dołączają
kilka warunków, zasadniczo nie do przyjęcia. Zastrzegają się na przy-
kład, że wycofanie odbędzie się dopiero po zakończeniu incydentu chiń­
skiego, tzn. po zdławieniu Czang Kaj-szeka. Żądają także uznania wyjąt­
kowej pozycji Japonii na tym obszarze, jak również powstrzymania się
USA od dalszych przygotowań militarnych w tym rejonie. Oczekują
oczywiście zniesienia sankcji.
2. Prezydent zamierza wszcząć negocjacje w sprawie tychże wa-
runków - co odpowiednio uspokoi Japończyków - uzyskując morato-
rium, powiedzmy około 30 dni, podczas których możemy wzmocnić
naszą pozycję w rejonie Singapuru. Lecz postawi warunek, by po-
wstrzymali się od jakichkolwiek dalszych działań i nie używali Indo-
chin jako bazy wypadowej przeciwko Chinom. Sankcje ekonomiczne
skierowane przeciwko Japonii zostaną utrzymane w pełnym wymia-
rze. Negocjacje te nie mają dużych szans powodzenia, lecz Prezydent
sądzi, że zyskanie całego miesiąca jest sprawą wartą zachodu. Zwró-
ciłem mu uwagę, że Japończycy spróbują go przechytrzyć, atakując
Chiny lub odcinając szlaki komunikacyjne z Birmą. Mimo to należy
uznać ich racje w sprawie rozpoczęcia negocjacji na powyższych za-
sadach i trzeba się będzie pogodzić z tym faktem, biorąc pod uwagę
to, co wydarzyło się pomiędzy USA i Japonią.
62 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

3. Podczas negocjacji Prezydent ponownie przedstawi propozycje


neutralizacji zarówno Syjamu, jak i Indochin.
4. Na końcu noty, którą Prezydent wręczy ambasadorowi japoń­
skiemu po powrocie z podróży, znajdą się następujące słowa wzięte
z mojego planu:
"Każda próba dokonania podboju przez Japonię na południowo-za­
chodnim Pacyfiku będzie równoznaczna z podjęciem odpowiednich
działań przez Stany Zjednoczone, nawet jeżeli miałyby one doprowa-
dzić do wybuchu wojny pomiędzy obu państwami".
Oprócz tego miało się tam znaleźć stwierdzenie, że ze względu na
Związek Radziecki jako państwo zaprzyjaźnione, rząd Stanów Zjed-
noczonych będzie równie zainteresowany każdym podobnym konfli-
ktem na północno-zachodnim Pacyfiku.
5. Uważam to za bardzo dobry pomysł i jestem zdania, że powinni-
śmy go poprzeć oraz poczynić starania, by skłonić Holendrów do
przyłączenia się do nas, ponieważ Japończycy albo nie zgodzą się na
przyjęcie warunków przedstawionych przez Prezydenta - tzn. na
utrzymanie sankcji ekonomicznych, powstrzymanie się od wszelkich
działań oraz rezygnację z inwazji na Syjam - albo kontynuować będą
swoje działania militarne, prowadząc jednocześnie obłudną grę dy-
plomatyczną.
W tym wypadku warunki przedstawione w zacytowanym przed
chwilą fragmencie [paragraf 4] zaczną obowiązywać z całą mocą.
Należy także poinformować rząd sowiecki. Nie uważam za bezpiecz-
ne zdradzanie Chińczykom, co dla nich robimy, choć można ich bar-
dzo oględnie zapewnić, że cały czas mamy na uwadze ich bezpieczeń­
stwo.
6. Tak więc uważam, że powinniśmy zatwierdzić proponowany
plan działań, przedstawić go dominiom oraz uzmysłowić im, że jest to
ogromny krok naprzód w kierunku zdławienia agresji japońskiej przy
udziale zjednoczonych sił.
.. - ..
Pan Attlee otrzymał ode mnie obszerne streszczenie najważ­
niejszych punktów poruszonych podczas naszych rozmów.
Premier do lorda tajnej pieczęci 11 sierpnia 1941
Po pierwsze, poczyniliśmy zadowalające ustalenia w kwestii Planu
morskiego nr 4 [zajęcie przez marynarkę USA połaci Oceanu pomię­
dzy Ameryką a Islandią].
Po drugie, Prezydent gotów jest podjąć działania wspierające ope-
rację "Piigrim" lub kontynuujące jej osiągnięcia.
KARTA ATLANTYCKA 63

Po trzecie, zamierza rozpocząć negocjacje z Japończykami na pod-


stawie miesięcznego moratorium, w czasie których powstrzymają się
oni od wszelkich wrogich działań względem Indochin i Syjamu. Zgo-
dził się na zakończenie swojego pisma bardzo surowym ostrzeże­
niem, które zaproponowałem. [ ... ]
Po czwarte, Prezydent pragnie wydać, prawdopodobnie 14 lub 15
wspólną deklarację, podpisaną przez niego i przeze mnie w imieniu
rządu Jego Królewskiej Mości, ustalającą ogólne zasady postępowa­
nia Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii w tym szczególnym
czasie. Przesyłam szkic deklaracji jego autorstwa, który - jak widać­
nie jest wolny od niedociągnięć, nieuniknionych przy tego typu dekla-
racjach. Warunek czwarty będzie musiał ulec zmianie, byśmy dotrzy-
mali zobowiązań podjętych w Ottawie i nie narazili na szwank intere-
sów Imperium. Do ostatecznych ustaleń dojdzie jednak dopiero po
wojnie, w wyniku ogólnej umowy handlowej, która znacznie obniży
taryfy celne i bariery handlowe na całym świecie. Nie wątpię, iż Pre-
zydent przyjmie wszystkie proponowane przez nas poprawki, ponie-
waż pragnie jak najszybciej podpisać obecne porozumienie.
Paragraf 7 jest chyba szczególnie godny uwagi ze względu na swój
realizm. Prezydent bez wątpienia przewiduje rozbrojenie odpowie-
dzialnych za wojnę narodów, połączone z utrzymaniem przez czas
nieokreślony znacznych sił brytyjskich i amerykańskich, zarówno na
morzu jak i w powietrzu.
Mając na względzie nasze poglądy na temat Ligi Narodów lub in-
nych organizacji międzynarodowych, zaproponowałem następującą
poprawkę po słowie "nacji":
"przed ustaleniem szerszego i trwalszego systemu powszechnego
bezpieczeństwa" .
Z pewnością nie będzie mu się to zbytnio podobało, lecz przykłada
on tak dużą wagę do tej wspólnej deklaracji, mającej wpłynąć w spo-
sób zasadniczy na całą opinię publiczną w USA, że sądzę, iż wyrazi
zgodę.
Jestem zdania, że nie powinniśmy piętrzyć niepotrzebnych trudno-
ści. Deklaracja ta to jedynie tymczasowe i niepełne określenie celów
tej wojny. Jej zadaniem jest zapewnienie wszystkich krajów o słusz­
ności naszych zamierzeń i w żadnym razie nie opisuje ona całej stru-
ktury, której stworzenie planujemy po odniesieniu zwycięstwa.
Proszę o zwołanie dziś wieczorem całego Gabinetu Wojennego
oraz wszystkich innych osób, których obecność uzna Pan za koniecz-
ną, oraz o bezzwłoczne przekazanie mi Waszych poglądów. Tymcza-
sem prześlemy sprawozdania dotyczące pozostałych punktów, jak
również raport Cadogana z odbytych rozmów. Podejrzewam, że Pre-
64 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

zydent byłby bardzo niezadowolony, gdyby podpisanie wspólnego


oświadczenia okazało się niemożliwe.
Zamierzałem wyjechać dwunastego po południu, lecz obecnie oby-
dwaj przesunęliśmy termin o 24 godziny.

Dyktowanie telegramów zakończyłem o 2 po południu i tyl-


ko ogromnemu oddaniu i zaangażowaniu wszystkich zaintere-
sowanych należy zawdzięczać, że odpowiedź Gabinetu Wojen-
nego otrzymałem w ciągu 12 godzin. Później dowiedziałem się,
że telegramy te dotarły do Londynu dopiero po północy, kiedy
wielu ministrów dawno już spało. Niemniej jednak zebranie
Gabinetu Wojennego zostało zwołane na 1.45 w nocy. Zjawili
się wszyscy, łącznie z panem Peterem Praserem, premierem
Nowej Zelandii, bawiącym wówczas w Anglii. Po szczegóło­
wych dyskusjach wysłali mi o 4 rano telegram z wyrazami po-
parcia oraz zaproponowali rozszerzoną wersję punktu 4. (brak
uprzywilejowania w handlu światowym), a także wprowadze-
nie nowego paragrafu dotyczącego ubezpieczeń społecznych.
Równocześnie dowiedziałem się, że Prezydent zaakceptował
wszystkie poprawki zaproponowane przeze mnie 11 sierpnia.
.. -..
12 sierpnia w południe,
podczas spotkania z Prezydentem,
wyraziłem zgodę na ostateczną formę deklaracji. Przedstawi-
łem mu zmienioną przez Gabinet Wojenny wersję punktu 4,
lecz wolał on pozostać przy dotychczasowym sformułowaniu
i nie naciskałem w tej kwestii. Bez oporów natomiast zgodził
się na wprowadzenie nowego paragrafu o ubezpieczeniach spo-
łecznych, tak ważnego dla Gabinetu Wojennego. Po uzgodnie-
niu drobnych problemów stylistycznych deklaracja była gotowa.
WSPÓLNA DEKLARACJA PREZYDENTA STANÓW
ZJEDNOCZONYCH I PREMIERA WIELKIEJ BRYTANII

12 sierpnia 1941
Prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki i premier, pan Chur-
chill, reprezentujący rząd Jego Królewskiej Mości w Zjednoczonym
-7 .
Faksymile Karty Atlantyckiej z poprawkami Churchilla
IlOB't snq'RET
NOT1:: Th18 doclllll~t Ihould not bo lct't lylnc; obout cmd, 1f it
111 unnocolIlI017 to rotn1n. ahould be return od to tho
Prlyatp Oft'is;Q.

PROPOSED DECL~RhTION

The Pree1dent ot' the United Statell ot' Amer1ca and the
Pr1me Ji1n1Btłlr, Lir. Churchill, l'e1'rescnt1ng Rh liBjesty' B
Qovernment 1n the Uni ted 1(1ngdOr.l, belng uet together, deem 1 t
r1ght to ~lt'.ke Malin certaln cor.lmon prlnei;:>le3 in the ne.tlonBl
po11c1eB ot' the1r reapect1ve countrles on which thcy baBe the1r
ho~ea t'or B better !'utare for the world.

F1ra·t .. the1r countr1ell lIeek no aggrand1scment,


terrltor1al 01' otherj
Beeond, they dcelre to Bell no terr1torlRl chengeB
tha t do not oceaN w1 th the t'reely eXl?reased w1ahes ot' the
peoplell concern~d.
• Th1rd, they real?ect thc r1ght ot' nll l?eo~leB to chaose
~\-!be t'om ~~~"t. \m~ wh1ch they w11l live; Rnd they L._
.... ~ ,wian 'to ae~s - o ~,I!!P-l'e~tored. to thoae ~ whol!ll'ł'to- _
-"'1'-" 4.)~M been t'orcibly ....ne. 4111:. I ,. , ~
Fourth, they will endervour, vt1th due res)ect to their
exiBtlng ob11gations, to t'urther thc cnjo~cnt by all ;:>eo;:>los
ot' accesa, on cqual terma, to the trade and to the rnw

J.lro8peri ty.
Natlona 1
F h, thay
'-":'I~~
conor.lle t't";,id
.lwi'"
materialII ot' the world whieh ere needed for the1r ec<mor.:1c

ulleat coll~_borlltion bet\Veen .,1&


'th~ject ot' securing t'or ~.1l
peoploa' 1m;.lrovcd le.bour standnrd,S economic
} advMc!llllent and aoe1al Boeurity. )
Sixth, they hope to see eetab11ahcd a pecce, atter tho
t'inal doetruct10n ot' the Nazi ty ranny , Wh10h will at'rord to
all nat1tms tho rnCat'lD ot' dwel1ing in aecurity within thoir own
boundarlBB, and whieh wiLl ot';or~ assurnncc to all peo~loa

---..--- .......
that they liIIly l1ve out the1r l1vca in :freodom :from t'cor.fl( ......,.
~
Sevllllth, 01(111"
A A ...... I~ tbo hi; 8eo,s andocecma.... DnI,.... ••. la,,11-'
!!lus.... Buch a ,2.0occ le-~u~~'l:a'l1 fot
.,
E1ghth, they bolicve that ell ot' thc nntlone ot ths
world nuat be guided. ln 81'11'1 t to tho eb~.ndo:u·.lon t ot tho use
I~, ot' torco. ~ no tuturc l?c~.ce c:>n be r.lo1nt~.1ned U' land,
1100. 01' 011' arrnruaonto continuo to be cJ:1!>loyec! by nct1on~ which
thrcf\tcn , Ol' r,my thrcatcn, ::,.ggrcaa1on outsicJ.o ar thelr
t'ront1cre, ~hey bol1cvc l<hnt thc d1aan',-crncnt ot' auch nat 10na
1a ceBontiel ;pcndinrr tho catnbl1shtlCnt or o w1der nnd uoro
pcrr.mnent syatc;r. or generol eocur1ty. Thw will t'urthcr thc
o.doption ot' ('.11 othel' practicf'blc r.lcosurea rm1ch will lightcc
tor !,eCloc-lov1ng peoplce tho orush1ng burdon ot enl1CUncntB.
111 .1 ...
1~
....... r ::::::,)

Priv~to O:t't'icc.
'---
AUll"at 12, 191,2
66 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

Królestwie, spotykający się w celu przedyskutowania i skoordynowa-


nia środków mających na celu zabezpieczenie interesów ich krajów
w związku z nazistowską agresją oraz niebezpieczeństwem zagraża­
jącym wszystkim ludom, uznają za słuszne ogłosić pewne zasady, na
których opierają oni w zakresie polityki narodowej ich obu krajów
swe nadzieje lepszej przyszłości świata.
Po pierwsze, państwa ich nie dążą do żadnej ekspansji ani teryto-
rialnej, ani żadnej innej.
Po wtóre nie zgodzą się oni na żadne zmiany terytorialne, które by
nie odpowiadały swobodnie wyrażonym życzeniom ludów zaintere-
sowanych.
Po trzecie, szanują prawo wszystkich ludów do wyboru formy rzą­
dów w ich własnym kraju oraz pragną, żeby przywrócono prawa su-
werenne i autonomię tym, którym je odebrano siłą.
Po czwarte, bez uszczerbku dla swych obecnych zobowiązań, będą
oni usiłowali ułatwić wszystkim państwom, wielkim i małym, zwy-
cięzcom i zwyciężonym, korzystanie z dostępu, na stopie równości,
do handlu i surowców świata, koniecznych dla ich pomyślności go-
spodarczej.
Po piąte, pragną doprowadzić do jak najpełniejszej współpracy
ekonomicznej pomiędzy wszystkimi narodami w celu zapewnienia
wszystkim poprawy warunków pracy, postępu gospodarczego i bez-
pieczeństwa społecznego.
Po szóste, po ostatecznym zniszczeniu tyranii nazistowskiej będą
dążyć do zawarcia pokoju, który zapewni wszystkim narodom prawo
do bezpiecznego życia w swych własnych granicach, i który da rękoj­
mię, że wszyscy ludzie we wszystkich krajach będą mogli żyć wolni
od strachu i niedostatku.
Po siódme, pokój taki powinien umożliwić wszystkim przemierza-
nie mórz i oceanów bez żadnych przeszkód.
Po ósme, wierzą, że wszystkie narody świata ze względów zarówno
rzeczowych, jak i duchowych, muszą dojść do wyrzeczenia się stoso-
wania przemocy. A ponieważ żaden pokój w przyszłości nie może
być utrzymany, o ile narody, które grożą lub mogą grozić agresją poza
swymi granicami, będą w dalszym ciągu miały do dyspozycji uzbro-
jenie na lądzie, na morzu i w powietrzu, sądzą, że zanim nie zostanie
zaprowadzony stały system powszechnego bezpieczeństwa na szer-
szą skalę, rozbrojenie takich narodów jest sprawą zasadniczą. Będą
oni również popierali i zachęcali do wprowadzenia wszelkich innych
praktycznych środków, mogących zmniejszyć brzemię zbrojeń, ciążą­
cych na ludach miłujących pokój.
KARTA ATLANTYCKA 67

Dopiero po przyjęciu tego tekstu otrzymałem telegram poda-


jący rezultaty następnego spotkania Gabinetu Wojennego, które
odbyło się rankiem 12 sierpnia. Wyjaśniał on przyczyny obaw
co do punktu 4. Jednak uważałem osobiście, że słowa: "bez
uszczerbku dla swych obecnych zobowiązań" są dostateczną
rękojmią naszej pozycji.
Głębokie i daleko idące znaczenie tej wspólnej deklaracji by-
ło oczywiste. Zdumiewał fakt, że Stany Zjednoczone, teorety-
cznie nadal neutralne, podpisywały taką deklarację· wraz z mo-
carstwem walczącym. Wzmianka o "ostatecznym zniszczeniu
tyranii nazistowskiej" (oparta na określeniu zawartym w moim
pierwotnym planie) była wyzwaniem, które w normalnych cza-
sach doprowadziłoby do wojny. Wreszcie równie uderzający
swoim realizmem był ostatni paragraf, wyrażający w sposób
jasny zapowiedź, że po zakończeniu wojny Stany Zjednoczone
przyłączą się do nas w sprawowaniu nadzoru nad światem aż do
czasu ustalenia odpowiedniego porządku .
... -..
Prezydent i ja wysłaliśmy wspólne przesłanie do Stalina:
12 sierpnia 1941
Lektura raportu pana Hopkinsa pozwoliła nam ustalić sposób nie-
sienia jak najskuteczniejszej pomocy Pańskiemu krajowi w jego bo-
haterskiej walce z nazistowską agresją. W tej chwili koncentrujemy
się na wysyłce tak bardzo Panu potrzebnych dostaw. Wiele załadowa­
nych statków opuściło już nasze nabrzeża, a jeszcze więcej opuści je
w najbliższej przyszłości.
Musimy obecnie skupić naszą uwagę na bardziej dalekosiężnej po-
lityce, ponieważ czeka nas długa i trudna droga, zanim osiągniemy to
zwycięstwo, bez którego wszystkie nasze wysiłki i ofiary poszłyby na
marne.
Wojna toczy się na wielu frontach, a ich liczba będzie wciąż rosła.
Nasze zasoby, choć ogromne, nie sąjednak niewyczerpane i w związku
z tym należy się zastanowić, kiedy i gdzie powinny zostać użyte. Doty-
czy to w równym stopniu gotowych wyrobów jak i surowców.
Ustalenie, co rzeczywiście jest potrzebne Pańskim i naszym siłom
zbrojnym możliwym będzie w świetle pełnych informacji na temat
rozlicznych czynników, które należy wziąć pod uwagę przed podję-
68 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

ciem decyzji. Abyśmy wszyscy względnie szybko byli w stanie pod-


jąć decyzje dotyczące podziału naszych wspólnych zasobów, propo-
nujemy zorganizowanie spotkania w Moskwie, podczas którego nasi
przedstawiciele przedyskutują te sprawy bezpośrednio z Panem. Jeże­
li pomysł taki przemawia do Pana, to chcielibyśmy zapewnić, że
w czasie trwania tej konferencji bynajmniej nie zaprzestaniemy wy-
syłania niezbędnych dostaw.
Zdajemy sobie sprawę, jak doniosłe znaczenie ma nieugięty opór
Związku Radzieckiego dla pokonania hitleryzmu i dlatego wiemy, że
musimy działać niezwykle szybko na rzecz stworzenia programu
przyszłych dostaw naszych wspólnych zasobów.

a. _ ..
Lord Beaverbrook chętnie przyjął moje zaproszenie, które
wysłałem mu z podróży. Równocześnie potrzebny mi był pan
Purvis, który i tak wracał do Waszyngtonu. Sądziłem, że duet
Beaverbrook i Purvis, który w wielu wypadkach reprezentował
Kanadę, będzie mógł najlepiej zająć się bolesną sprawą podzia-
łu dostaw pomiędzy Wielką Brytanię i Rosję Sowiecką, co było
konieczne i nieuniknione. Miałem także nadzieję, że Beaver-
brook będzie w stanie wpłynąć na skalę amerykańskiej produ-
kcji. Oczekując ich przyjazdu, napisałem plan memorandum,
które znajduje się w Załącznikach.* Beaverbrook i Purvis wy-
startowali z Prestwick ąwoma różnymi samolotami w odstępie
kilku godzin. Prawdopodobieńswo znalezienia się na pokładzie
jednego lub drugiego samolotu przez każdego z nich było takie
samo. Beaverbrook przyleciał bezpiecznie na Nową Fundlandię
i po długiej podróży pociągiem przyłączył się do mnie 12
[sierpnia]. Purvisa i wszystkich, którzy wraz z nim znajdowali
się na pokładzie, dosięgnął jeden z tych złowieszczych ciosów
losu, który każe samolotowi uderzyć w niewielkie wzniesienie
kilka minut po starcie. Była to ogromna strata, ponieważ Purvis
trzymał w rękach wiele nici brytyjskich, amerykańskich i kana-
dyjskich, dbając zrazem o doskonałą harmonię tego układu.

* Załącznik H str. 389 (przyp. oryg.).


KARTA ATLANTYCKA 69

Gdy Max przyjechał, przekazałem mu te szokujące wieści. Mil-


czał przez chwilę, lecz nic nie powiedział. To był czas wojny.

.., -..
Następujący telegram streszcza rezultaty naszej końcowej
konferencji.

Premier do lorda tajnej pieczęci 12 sierpnia 1941


1. Proszę podziękować Gabinetowi za zdumiewająco szybką
odpowiedź. Przedstawiłem Prezydentowi Waszą alternatywną wersję
punktu 4, lecz wolał on pozostać przy pierwotnym sformułowaniu.
Osobiście nie widzę żadnej różnicy pomiędzy tymi dwiema wersjami.
Słowa o szacunku dla obecnych zobowiązań stabilizują nasze stosun-
ki z dominiami. Nie rozumiemy, w jaki sposób zagrozić nam może
napływ taniej siły roboczej, skoro wszystkie kraje zastrzegają sobie
prawo utrzymywania lub nakładania własnych taryf celnych w tra-
kcie poszukiwania lepszych rozwiązań.
2. Prezydent bez oporów zaakceptował nowy paragraf 5, lecz jak
widać, słowo "niedostatek" znajduje się tam, gdzie Prezydent tego
sobie życzył, tzn. na końcu paragrafu 6. Dodano jedynie kilka ozdob-
ników słownych, które w niczym nie zmieniają sensu tekstu.
3. Położyliśmy specjalny nacisk na sformułowanie ostrzeżenia pod
adresem Japonii, co stanowi główną część wypowiedzi Prezydenta.
Można się obawiać, że Departament Stanu będzie się domagał bar-
dziej umiarkowanego tonu, lecz Prezydent obiecał wyrazić się w spo-
sób jednoznaczny.
4. Pojawienie się Rosji jako oczekiwanego gościa przy naszym sto-
le oraz potrzeba stworzenia dodatkowych programów, zarówno dla
nas jak i dla USA, sprawiają, że konieczne staje się przeanalizowanie
i rozwój produkcji amerykańskiej. Prezydent zamierza poprosić Kon-
gres o kolejnych 5 miliardów dolarów w ramach ustawy Lend-Lease.
Z radością wita on przybycie Beaverbrooka do Waszyngtonu i jestem
pewien, że jest to bardzo potrzebny krok. Proszę przeczytać wspólne
pismo Roosevelta i Churchilla do drogiego starego wujka Joe. Spo-
dziewam się, że Amerykanie wyślą Harrimana jako swojego przedsta-
wiciela i proponuję, by Beaverbrook udał się w naszym imieniu do
Moskwy lub jakiegokolwiek miejsca pobytu rządu sowieckiego. Nie
chcemy, by konferencja w Moskwie rozpoczęła się wcześniej niż pod
koniec września, kiedy to, mam nadzieję, będziemy znali położenie
frontu rosyjskiego w zimie.
70 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

5. Amerykanie wysyłają nam bezzwłocznie 150 tysięcy dodatko-


wych karabinów i oczekuję usprawnienia przydziału ciężkich bom-
bowców i czołgów. Liczę, że przejmą oni całą obsługę promową oraz
wyznaczą do dostaw w Anglii i Afryce Zachodniej pilotów amerykań­
skich, z których wielu szkolonych jest u nas.
6. Dzięki waszej szybkości działania już dzisiaj, tj. dwunastego,
mogę rozpocząć powrót do kraju. Prezydent przydziela nam kilka
amerykańskich niszczycieli, które nie są uważane za eskortę, lecz
wkroczą do akcji w razie jakiegokolwiek niebezpieczeństwa. Fran-
klin junior, płynący na jednym z nich, został mianowany moim ofice-
rem łącznikowym w czasie pobytu na Islandii (C) *, gdzie odbędzie
się wspólny przegląd sił brytyjskich i amerykańskich.
7. Lord Beaverbrook udaje się teraz wraz z Harrimanem do Stanów
Zjednoczonych.
8. Ufam, iż moi współpracownicy uznają moją misję za owocną.
Jestem pewien, że nawiązałem bliski i żywy kontakt z naszym wiel-
kim przyjacielem.

Przed odpłynięciem do kraju otrzymałem depeszę gratulacyj-


ną od króla. Odpowiedź na ten oraz inne telegramy wysłałem
podczas podróży.

Premier do Jego Królewskiej Mości 13 sierpnia 1941


Niech Wasza Wysokość przyjmie wyrazy wdzięczności za najle-
psze życzenia. Lord tajnej pieczęci dostarczy teksty wszystkich tele-
gramów relacjonujących cały przebieg tej misji. Nawiązałem niezwy-
kle serdeczne i osobiste stosunki z Prezydentem i liczę, że Wasza Wy-
sokość uzna, iż osiągnięte rezultaty usprawiedliwiają całe to
przedsięwzięcie. Prezydent wręczył mi osobisty list, który mam
nadzieję przekazać Waszej Wysokości we wtorek, 19 sierpnia, pod-
czas lunchu.

A oto telegram do pana Attlee, występującego w imieniu Ga-


binetu Wojennego.

* Aby nie pomylić tej nazwy z Irlandią, nakazałem, aby władze brytyjskie
zawsze umieszczały przy nazwie "Islandia" literę (C). Było to, wbrew po-
zorom, bardzo istotne posunięcie (przyp.oryg.).
KARTA ATLANTYCKA 71

Premier do lorda tajnej pieczęci 13 sierpnia 1941


Dziękuję za miły telegram. Cieszę się, że zamierza Pan osobiście
nadać przez radio oświadczenie oraz odczytać deklarację. Proszę zro-
bić wyraźną pauzę pomiędzy oświadczeniem wstępnym a właściwym
tekstem mówiąc: "A teraz odczytam tekst wspólnej deklaracji". Nie
sądzę, bym musiał udzielać jakichkolwiek wyjaśnień, jako że samo
oświadczenie wystarczy, by zapełnić kolumny gazet. Mogę wystąpić
po powrocie w niedzielę wieczór, gdy znana będzie reakcja Stanów
Zjednoczonych na nasze spotkanie i powstałą wspólną deklarację.
1. Można w sekrecie udzielić prasie kilku wskazówek, lecz i bez
tego zauważy, że wspólna deklaracja przyjmująca za cel ostateczne
zniszczenie nazistowskiej potęgi oraz rozbrojenie agresywnych
państw, pod przywództwem Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczo-
nychjest wydarzeniem o pierwszorzędnym znaczeniu. Zarówno wro-
gowie, jak i przyjaciele muszą mieć czas na dogłębne tego zrozumie-
nie.
2. Tylko i wyłącznie do Pańskiej wiadomości: Prezydent zamierza
pozostać na morzu do końca tego tygodnia, by ochraniać mój powrót.
Powiedziałem mu, że nie jest to konieczne, lecz nalegał.
3. Jesteśmy niezmiernie ciekawi, jak to wszystko zostanie przyjęte.
4. Z przyjemnością przeczytałem Pańskie wspaniałe oświadczenie
pod koniec sesji.

Pan Menzies, premier Australii, otrzymał ode mnie następu­


jące pismo:

15 sierpnia 1941
1. Bez wątpienia otrzymał Pan odpowiednie telegramy dotyczące
spotkania atlantyckiego. Myślę, że popiera Pan to, co osiągnięto. Pre-
zydent obiecał ostrzec Japonię, tak jak ustalono. Będziemy wówczas
mogli stanąć w jednym szeregu i oznajmić, że jeżeli Japonia przystąpi
do wojny ze Stanami Zjednoczonymi, oznaczać to będzie automaty-
cznie wojnę z Wielką Brytanią i całą Wspólnotą Narodów. Ustalam to
z Edenem i zostanie Pan o wszystkim powiadomiony normalnymi ka-
nałami. Proszę zauważyć, że ostrzeżenie Prezydenta obejmuje rów-
nież atak na Rosję, co powinno sprawić, że Stalin stanie po naszej
stronie, no i oczywiście Holendrzy. Gdy powstanie taki front jeszcze
przy współudziale Chin, jestem pewien, że Japonia uspokoi się na
jakiś czas. Niemniej jednak konieczny jest jak naj ostrzejszy język
i najskuteczniejszy układ.
2. Marynarka amerykańska w sposób efektywny opanowuje połać
Atlantyku rozciągającą się od Ameryki do Islandii, tym samym po-
72 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

zwalając na zluzowanie 50 niszczycieli i korwet, które będą wkrótce


potrzebne na wodach krajowych i na południowym Atlantyku.

Podróż do Islandii minęła bez większych przygód, choć w pew-


nym momencie trzeba było zmienić kurs po otrzymaniu informa-
cji o znajdujących się niedaleko U-bootach. W skład naszej eskor-
ty wchodziły dwa niszczyciele amerykańskie, a na pokładzie jed-
nego z nich znajdował się chorąży Franklin D. Roosevelt junior,
syn Prezydenta. 15 sierpnia natknęliśmy się na płynący do kraju
konwój składający się z 73 jednostek w doskonałym stanie po
udanej podróży przez Atlantyk. Był to krzepiący widok, a ze stat-
ków handlowych z przyjemnością patrzono na Prince ofWales.
Wczesnym rankiem, w sobotę 16 sierpnia, dotarliśmy do wy-
spy i zarzuciliśmy kotwicę w Hvalfjordhur, skąd udaliśmy się
do Reykjaviku na pokładzie niszczyciela. Ogromny tłum zebra-
ny na nabrzeżu zgotował nam niezwykle gorące i głośne przy-
jęcie i ten entuzjazm towarzyszył nam przez cały czas pobytu
aż do odjazdu, kiedy to rozległy się tak głośne okrzyki i oklaski,
jakie, o czym nas zapewniono, rzadko można usłyszeć na uli-
cach Reykjaviku.
Po krótkiej wizycie w Althingu, gdzie złożyliśmy wyrazy
szaunku regentowi i członkom rządu islandzkIego, udałem się
na wspólny przegląd sił brytyjskich i amerykańskich. Żołnierze
maszerowali trójkami i grano melodię "United States Marines",
która tak natrętnie wbiła mi się w pamięć, że długo nie mogłem
się jej pozbyć. Znalazłem czas, by zwiedzić budowane tam no-
we lotniska, jak również zobaczyć wspaniałe gorące źródła oraz
powstające szklarnie. Od razu pomyślałem, że mogłyby one
zostać użyte do ogrzewania Reykjaviku i starałem się zwrócić
uwagę na ten plan jeszcze w czasie wojny. Cieszę się, że został
on przyjęty. Przyjmowałem paradę wraz z synem Prezydenta
stojącym tuż obok mnie i okazała się ona jeszcze jedną demon-
stracją solidarności angielsko-amerykańskiej.
Po powrocie do Hvalfjordhur odwiedziłem okręt Ramillies i
zwróciłem się do przedstawicieli załóg okrętów brytyjskich i ame-
rykańskich, w tym również niszczycieli Hecla i Churchill.
KARTA ATLANTYCKA 73

Gdy po tych długich i męczących przeżyciach zapadł wresz··


cie zmierzch, popłynęliśmy do Scapa, gdzie przybyliśmy bez
przeszkód 18 sierpnia. Następnego dnia byłem już w Londynie.
ROZDZIAŁ XXV

POMOC DLA ROSJI

M§!stwo Rosjan i zbliżająca si§! zima - Lord Beaverbrook popiera po-


moc dla Rosji - Dostawy amunicji dla Rosji - dowód naszego poświ§!­
cenia - Misja Beaverbrooka i Harrimana - Mój list do Stalina z 29
sierpnia - Jego odpowiedź - Rozmowa z ambasadorem Majskim -
Atmosfera zagrożenia - Moja odpowiedź na pismo Stalina - Zwie-
rzam si§! ze swoich obaw Rooseveltowi - List do sir Stafforda Crippsa
z 5 września - Kolejne pismo od Stalina - Fantastyczna propozycja -
Moja odpowiedź - Lord Beaverbrook płynie do Archangielska na po-
kładzie okr§!tu "London" - Mój list do Stalina z 21 września - Misja
Beaverbrooka w Moskwie - Ponure przyj§!cie - Serdeczne kontakty
z Ameryką - Protokół w sprawie dostaw dla Rosji - Nieprzerwany
ciąg konwojów do Archangielska - Uporczywe nalegania Moskwy na
utworzenie drugiego frontu - Krytyczna sytuacja atakowanej Rosji -
Mój telegram do sir Stafforda Crippsa z 28 października - Jednozna-
czna wypowiedź - Zima tarczą dla wojsk rosyjskich - Fundusz pani
Churchill "Pomoc dla Rosji".

M
inęły dwa miesiące walk na froncie rosyjskim, na
którym wojska niemieckie zadały Rosji ciężkie cio-
sy. Zarazem jednak widoczna stała się druga strona
medalu. Pomimo poważnych strat opór Rosjan bynajmniej nie
słabł. Żołnierze gotowi byli walczyć do ostatka, zdobywając
nowe doświadczenia i umiejętności. Na tyłach frontu tworzyły
się oddziały partyzanckie, które w bezlitosnej walce nękały li-
nie komunikacyjne wroga. Przejęte przez Niemców rosyjskie
linie kolejowe nie odpowiadały ich wymogom, drogi główne
rozpadały się z powodu nasilonego ruchu, a boczne, zwłaszcza
po deszczu, były zupełnie bezużyteczne. Pojazdy transportowe
coraz bardziej się zużywały. Niespełna trzy miesiące dzieliły
POMOC DLA ROSJI 75

Niemców od zimy, której tak bardzo się obawiali. Czy uda się
w tym czasie zająć Moskwę? A jeśli tak, czy to wystarczy? To
było bardzo ważne pytanie. Choć Hitler przeżywał nadal unie-
sienie po zwycięstwie w Kijowie, generałowie niemieccy od-
czuwali, że ich początkowe obawy były w pełni usprawiedli-
wione. Nad tym decydującym obecnie frontem ciążyła czte-
rotygodniowa zwłoka. Zadanie "zniszczenia sił nieprzyjaciela
na Białorusi" przydzielone grupie armii "Środek" pozostawało
w dalszym ciągu nie wykonane.
Lecz w miarę jak zbliżał się koniec jesieni, a z nim wzrastał
kryzys na froncie rosyjskim, tym bardziej naglące stawały się
żądania Sowietów pod naszym adresem .

.. .. ..
Lord Beaverbrook powrócił ze Stanów Zjednoczonych, po-
budziwszy do czynu tamtejsze koła odpowiedzialne za oszała­
miający wzrost produkcji. Stał się on orędownikiem pomocy
dla Rosji w Gabinecie Wojennym. Była to działalność niezwy-
kle istotna. Biorąc pod uwagę wszystkie nasze trudności zwią­
zane z przygotowaniem walk na Pustyni Libijskiej, niepokój
z powodu Japonii, który kładł się cieniem na naszych interesach
na Malajach i Dalekim Wschodzie, oraz to, że wszystko co wy-
syłaliśmy dla Rosji było częścią naszych, niezwykle ważnych
zasobów - istotnym było, aby znalazł się ktoś tak bardzo zaan-
gażowany w organizowanie dla niej pomocy w tym szalenie
trudnym okresie. Usiłowałem dopilnować, by zachowane zo-
stały odpowiednie proporcje i wszelkie niepokoje dzieliłem
z moimi współpracownikami. Przetrwaliśmy jakoś nieprzyjem-
ny proces zagrożenia dla naszych najważniejszych planów spo-
wodowany działaniem na rzecz nowego sojusznika - ponurego
opryskliwego, chciwego i tak obojętnego na nasz los.
W drodze powrotnej z Islandii czułem, że gdy Beaverbrook
i Harriman powrócą z Waszyngtonu i będziemy mogli dokład­
nie przeanalizować szanse wysłania amunicji i dostaw, powinni
oni niezwłocznie udać się do Moskwy, by zaoferować wszy-
stko, na co nas stać. Rozpoczęły się długie i bolesne dyskusje na
temat szczegółów naszej wspólnej oferty z 12 sierpnia. Po-
76 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

szczególne departamenty czuły się t4, jak gdyby obdzierano je


ze skóry. Jednakże udało nam się zebrać wszystko, co było mo-
żliwe i wyraziliśmy zgodę na skierowanie do Rosji ogromnej
ilości dostaw przeznaczonych dla nas, aby tym sposobem
wzmocnić opór wojsk sowieckich. W obecności moich kole-
gów wysunąłem propozycję wysłania lorda Beaverbrooka do
Moskwy. Gabinet zgodził się, by przedstawił on całość sprawy
Stalinowi. Przedstawicielem prezydenta Roosevelta miał być
Averell Harriman.
W związku z tym wysłałem informację do lorda Beaverbrooka:

Premier do lorda Beaverbrooka 30 sierpnia 1941


Chciałbym, byś udał się do Moskwy wraz z panem Harrimanem
w celu ustalenia długoterminowych dostaw dla armii rosyjskiej. Bę­
dzie to możliwe przy wyłącznym wykorzystaniu zasobów amerykań­
skich, mimo iż posiadamy kauczuk, buty itp. Nowa dostawa zostanie
zamówiona w Stanach Zjednoczonych. Rozmiary dostaw są oczywi-
ście ograniczone z powodu liczby portów oraz niewystarczającej licz-
by statków. Gdy wiosną szerokość torów kolejki wąskotorowej zosta-
nie podwojona, stanie się ona bardzo istotnym środkiem komunika-
cyjnym. Jak największa pomoc dla Rosji stanowi nasz obowiązek,
nawet jeżeli miałoby się to odbyć kosztem ogromnych ofiar i wyrze-
czeń z naszej strony. Jednak wsparcie na większą skalę będzie możli­
we dopiero w połowie lub pod koniec 1942 r., natomiast główne plany
naszej pomocy przypa~ają na rok 1943. Twoim zadaniem będzie nie
tylko współpraca w zaplanowaniu wsparcia dla Rosji, lecz również
dopilnowanie, byśmy się całkowicie nie wykrwawili w wyniku tych-
że działań. Nawet jeżeli to, co tam zobaczysz poruszy Cię do głębi,ja
pozostanę w tym względzie absolutnie niewruszonym. Jednak, moim
zdaniem, jesteś właściwym człowiekiem na właściwym miejscu,
a opinia publiczna już to potwierdziła.
Decyzja o wysłaniu Harrimana świadczy, że Hopkins nie czuje się
na tyle dobrze, by sam się tam udać. W tej chwili nie ma chyba sensu,
by wysyłać tam Edena.
Co do dat, to wszystko w rękach Amerykanów, lecz musimy działać
w dobrej wierze, by nikt nie mógł później powiedzieć, że oszukiwali-
śmy Rosjan lub że graliśmy na zwłokę. Koniecznym będzie ustalenie
daty konferencji w ciągu najbliższych kilku dni. Nie sądzę, by różnica
dwóch tygodni w jedną czy drugą stronę była istotną, ponieważ 90%
spraw dotyczy projektów długoterminowych.
POMOC DLA ROSJI 77

Chcąc zrobić wstępny krok do tej misji, postanowiłem ogól-


nie zarysować sytuację w liście do pana Stalina.

29 sierpnia 1941
1. Szukam jakiegoś sposobu, aby wesprzeć Pana i cały naród rosyj-
ski w czasie ustalania ze Stanami Zjednoczonymi warunków długo­
terminowych porozumień, które mają stanowić temat konferencji mo-
skiewskiej. Majski poinformował mnie o dużym zapotrzebowaniu na
samoloty myśliwskie, spowodowanym poważnymi stratami. Wysyła­
my 200 tomahawków, o których wspominałem ostatnim razem. Na-
sze dwa dywizjony, liczące 40 hurricane'ów, powinny dotrzeć do
Murmańska około 6 września. Z pewnością zdaje Pan sobie sprawę,
że myśliwce stanowią podstawę naszej obrony w kraju, oraz że przy
ich użyciu staramy się osiągnąć przewagę powietrzną w Libii i prze-
ciągnąć Turcję na naszą stronę. Niemniej jednak jestem gotów wysłać
dodatkowych 200 hurricane'ów, co razem czyni 445, pod warunkiem,
że Wasi piloci będą w stanie skutecznie je wykorzystać. Będą to hur-
ricane'y wyposażone odpowiednio w 8 i 12 karabinów maszyno-
wych, które są niezwykle groźne w akcji. W chwili obecnej możemy
ich wysłać do Archangielska sto, a wkrótce potem dwa razy po 50
wraz z mechanikami, instruktorami oraz częściami zamiennymi.
Tymczasem można by rozpocząć zaznąjamianie Waszych pilotów
i mechaników z nowym typem maszyn pod warunkiem, że wyśle ich
Pan do naszych dywizjonów powietrznych do Murmańska. Jeżeli
uważa Pan, że przyniosłoby to pożytek, niezwłocznie wydamy odpo-
wiednie rozkazy, a pełna treść technicznego memorandum zostanie
przesłana przez naszą wojskową misję powietrzną.
2. Z radością witamy wieści, że Persowie zdecydowali się zaprze-
stać oporu. Poza chęcią zabezpieczenia pól naftowych, głównym po-
wodem naszego wejścia do Persji było pragnienie uzyskania nowego
szlaku prowadzącego do Waszego kraju, niemożliwego do zastąpie­
nia jakimkolwiek skrótem. W tym celu musimy stworzyć linię kolejo-
wą od Zatoki Perskiej do Morza Kaspijskiego i zapewnić jej sprawne
działanie. Minister spraw zagranicznych przekazał Panu złożone na
ręce Majskiego warunki, jakie zgodziliśmy się przyjąć w rozmowach
z rządem perskim. Chcemy mieć tam przyjaznych ludzi, by nie nara-
żać się na marnowanie kilku dywizji do pilnowania linii kolejowej.
Żywność jest wysyłana z Indii, a jeżeli Persowie ulegną, rozpocznie-
my regulowanie opłat za ropę, które winni jesteśmy szachowi. Wyda-
jemy instrukcje naszym wysuniętym oddziałom, by połączyły się
z Waszymi siłami w punkcie, który zostanie ustalony przez naszych
dowódców wojskowych. Z pewnością nastąpi to gdzieś pomiędzy
78 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

Hamadanem i Kazwinem. Świat powinien się dowiedzieć, że siły bry-


tyjskie i rosyjskie podały sobie ręce. Naszym zdaniem najlepiej by
było nie wdzierać się siłą do Teheranu, ponieważ potrzebujemy jedy-
nie drogi tranzytowej. Tworzymy dużą bazę w Basrze do przyjmowa-
nia dostaw amerykańskich, które w ten sposób będą mogły bezpiecz-
nie dochodzić do rejonu Morza Kaspijskiego i terenów nadwołżań­
skich.
3. Raz jeszcze pragnę wyrazić podziw całego narodu brytyjskiego
dla wspaniałej postawy rosyjskiej armii i ludu w walce z nazisto-
wskim najeźdźcą. Generał Macfarlane jest pod dużym wrażeniem te-
go, co zobaczył na froncie. Czekają nas trudne czasy, lecz dzięki
naszym ciągłym nalotom Hitler też nie będzie miał przyjemnej zimy.
Z uznaniem przyjąłem poważne ostrzeżenie, jakie Wasza Ekscelencja
dał Japonii w kwestii dostaw przechodzących przez Władywostok.
Gdy spotkałem się z prezydentem Rooseveltem, był on skłonny przy-
jąć zdecydowaną linię postępowania wobec japońskiej agresji, czy to
na południowym, czy też na północno-zachodnim Pacyfiku, a ja
oświadczyłem, że w razie wybuchu wojny staniemy po jego stronie.
Bardzo chciałbym zrobić coś więcej dla Czang Kaj-szeka, niż to co
mogliśmy uczynić do tej pory. Nie chcemy wojny z Japonią, ajedy-
nym sposobem jej uniknięcia jest unaocznienie temu podzielonemu
i nazbyt dufnemu narodowi naturalnych konsekwencji takiej sytuacji.

Wieczorem 4 września zjawił się u mnie pan Majski, by prze-


kazać mi odpowiedź pana Stalina. Było to jego pierwsze osobi-
ste pismo od czasu, gdy posłałem Stalinowi 7 lipca mój list po
ataku Niemiec na Rosję.

Premier Stalin do Premiera 4 września 1941


Osobiste pismo od premiera Stalina do premiera Churchilla.
Chciałbym podziękować za obietnicę sprzedaży Związkowi Ra-
dzieckiemu kolejnych 200 myśliwców, prócz 200 obiecanych uprze-
dnio. Nie wątpię w to, że lotnicy radzieccy opanują te maszyny i wy-
korzystają je z jak największym pożytkiem.
Muszę jednak powiedzieć, że te samoloty, których nie można bez-
zwłocznie wprowadzić do akcji, nie spowodują poważnych zmian na
froncie wschodnim. Przyczyną tego jest nie tyle skala, na jaką prowa-
dzona jest obecna wojna, narzucająca konieczność ciągłych ogro-
mnych dostaw samolotów, ile przede wszystkim sytuacja wojsk ra-
dzieckich, która uległa znacznemu pogorszeniu w tak ważnych rejo-
nach, jak Ukraina czy Leningrad.
POMOC DLA ROSJI 79

Stabilizacja frontu, jaką udało się nam osiągnąć trzy tygodnie temu,
została ostatnio zachwiana z powodu przesłania na front wschodni 30
do 34 nowych niemieckich dywizji piechoty i ogromnej liczby czoł­
gów oraz samolotów. Dochodzi jeszcze do tego wzmożona aktyw-
ność 20 fińskich i 26 rumuńskich dywizji. Niemcy nie biorą na serio
niebezpieczeństwa na Zachodzie i bezkarnie przesyłają na Wschód
wszystkie swoje siły, przekonani, że na Zachodzie nie istnieje żaden
drugi front i istnieć nie będzie. Uważają, że można zniszczyć wrogów
pojedyńczo: najpierw Rosję, a potem Anglię.
W rezultacie tych wydarzeń straciliśmy ponad połowę Ukrainy,
a co gorsza, nieprzyjaciel znajduje się u bram Leningradu.
To wszystko sprawiło, że straciliśmy Krzyworoskie Zagłębie rud
żelaza i sporą liczbę zakładów metalurgicznych na Ukrainie; ewakuo-
waliśmy hutę aluminium nad Dnieprem oraz dwie dalsze w Tichwi-
nie, dwa zakłady produkcji silników i samolotów na Ukrainie oraz
dwa takie same w Leningradzie. W ciągu najbliższych 7 do 8 miesię­
cy nie będziemy w stanie ich uruchomić w nowych miejscach.
Osłabiło to znacznie nasze siły obronne i spowodowało śmiertelne
zagrożenie Związku Radzieckiego. Powstaje więc pytanie, w jaki
sposób wybrnąć z tej niekorzystnej sytuacji.
Sądzę, że istnieje tylko jedno wyjście - utworzenie w tym roku
gdzieś na Bałkanach albo we Francji drugiego frontu, który odciągnie
z frontu wschodniego 30 do 40 dywizji, przy równoczesnym zapew-
nieniu Związkowi Radzieckiemu 30 tysięcy ton aluminium do przy-
szłego października oraz minimalnych miesięcznych dostaw 400 sa-
molotów i 500 czołgów (małych lub średnich).
Bez tego Związek Radziecki albo zostanie pokonany, albo osłabio­
ny do tego stopnia, że utraci na długi czas zdolność pomagania swoim
sojusznikom na frontach walki z hitleryzmem.
Zdaję sobie sprawę, że pismo niniejsze spowoduje konsternację
Waszej Ekscelencji. Lecz cóż można zrobić? Doświadczenie nauczy-
ło mnie patrzeć prawdzie w oczy bez względu na to, jak bardzo była­
by ona nieprzyjemna oraz mówić to co myślę, bez względu na to, jak
to zostanie przyjęte. Sprawa perska zakończyła się całkiem nieźle.
Przesądziły ją wspólne działania oddziałów brytyjskich i radzieckich.
Tak będzie zawsze, jeżeli nasze siły będą działać razem. Lecz Persja
stanowi jedynie epizod. Losy wojny nie rozstrzygną się w Persji.
Związek Radziecki, podobnie jak Wielka Brytania, nie pragnie
wojny z Japonią. Nie uważa za możliwe złamania istniejących umów,
w tym traktatu o neutralności z Japonią. Lecz jeżeli Japonia pogwałci
te umowy i zaatakuje ZSRR, spotka się z odpowiednią reakcją ze stro-
ny radzieckich sił zbrojnych.
80 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

Na koniec chciałbym podziękować za podziw wyrażony przez Pana


w związku z działaniami wojsk radzieckich, które toczą krwawą woj-
nę z hordami hitlerowskich bandytów o wspólną sprawę wolności .

.. - ..
Ambasador sowiecki w towarzystwie pana Edena rozmawiał
ze mną przez półtorej godziny. W gorzkich słowach stwierdził,
że przez ostatnich 11 tygodni Rosja samotnie przyjmuje na sie-
bie całą siłę niemieckiego uderzenia. Siła ta jest nieporówny-
walna z niczym innym, co miało miejsce wcześniej. Stwierdził,
że nie chce używać wielkich słów, lecz qważa tę sytuację za
punkt zwrotny w historii. Jeżeli Rosja zostanie pokonana, to
w jaki sposób chcemy wygrać wojnę? Pan Majski wzruszająco
podkreślał skrajną powagę sytuacji na froncie wschodnim, co
wzbudziło moje szczere współczucie. Lecz gdy nagle wyczu-
łem pewien ton groźby w jego słowach, uniosłem się gniewem:
"Proszę nie zapominać, że nie dalej jak cztery miesiące temu nie
byliśmy pewni, czy nie wyruszycie przeciwko nam u boku Nie-
miec. Ba, uważaliśmy to nawet za wielce prawdopodobne. Lecz
mimo to byliśmy pewni, że w końcu zwyciężymy. Nigdy nie
byliśmy zdania, że nasze przetrwanie jest uzależnione od jakich-
kolwiek waszych działań. Bez względu na to co się wydarzy,
i bez względu na to co zrobicie, nie macie żadnego prawa czy-
nić nam wyrzutów". Gdy mój gniew doszedł do szczytu, amba-
sador wykrzyknął: "Proszę się uspokoić, drogi panie Chur-
chill", lecz od tej chwili jego ton uległ wyraźnej zmianie.
Od tej pory dyskusja toczyła się wokół spraw poruszonych
w telegramach. Ambasador prosił o jak naj szybszy desant na
wybrzeżu Francji lub w Niderlandach. Wyjaśniłem przyczyny
uniemożliwiające podobną akcję oraz zwróciłem uwagę na fakt,
że w niczym nie pomogłaby ona Rosji. Powiedziałem, że właś­
nie tego dnia spędziliśmy z ekspertami pięć godzin, badając
sposoby zwiększenia nośności kolei transperskiej. Nadmieni-
łem również o misji Beaverbrooka i Harrimana oraz o naszym
postanowieniu przekazania Rosji największej ilości dostaw, ja-
kie tylko mogliśmy wygospodarować. Wreszcie wspólnie z pa-
nem Edenem poinformowaliśmy go, iż jesteśmy gotowi jasno
POMOC DLA ROSJI 81

oznajmić Finom, że wypowiemy im wojnę, jeżeli przekroczą


granicę z Rosją ustaloną w 1918 r. Pan Majski oczywiście nie
zaprzestał próśb o utworzenie drugiego frontu, lecz wszelka
dyskusja była bezcelową.
•• et ••

Skonsultowałem z rządem kwestie podniesione podczas roz-


mowy z panem Majskim oraz poruszone w piśmie od Stalina
i tego samego wieczora wysłałem odpowiedź.
Premier do monsieur Stalina 4 września 1941
1. Odpowiadam w duchu Pańskiego pisma. Choć nie powinniśmy
unikać żadnych wysiłków, muszę stwierdzić, że w chwili obecnej nie
istnieje możliwość jakichkolwiek działań brytyjskich na Zachodzie,
z wyjątkiem działań powietrznych, które prawdopodobnie odciągną
pewien procent sił niemieckich ze Wschodu przed nadejściem zimy.
Nie ma najmniej szych szans na utworzenie drugiego frontu na Bałka­
nach bez pomocy Turcji. Jeżeli Ekscelencja tego sobie życzy, gotów
jestem podać wszystkie argumenty, które zmusiły nas do wyciągnię­
cia takich, a nie innych wniosków. Zostały one dzisiaj przedyskuto-
wane z Pańskim ambasadorem podczas konferencji z ministrem
spraw zagranicznych i szefami sztabu. Działania mogące się zakoń­
czyć kosztownym fiaskiem będą stanowiły korzyść tylko·i·wyłą:czrrre
dla Hitlera.
2. Posiadane przeze mnie informacje pozwalają mi wysnuć wnio-
sek, że kulminacyjny moment niemieckiego natarcia jest już za nami,
i że zima da Waszym bohaterskim żołnierzom chwilę wytchnienia.
Jest to jednak wyłącznie moja osobista opinia.
3. Dostawy. Dobrze zdajemy sobie sprawę z ciężkich strat poniesio-
nych przez przemysł rosyjski i czynimy wszelkie wysiłki, aby wam
pomóc. Wysyłam telegram do prezydenta Roosevelta, aby przyśpie­
szyć przybycie pana Harrimana do Londynu. Nawet przed konferen-
cją moskiewską będziemy mogli Panu podać liczbę samolotów i czoł­
gów, które wspólnie podejmiemy się wysyłać w odstępach miesięcz­
nych wraz z dostawami kauczuku, aluminium, płótna itp. Ze swej
strony jesteśmy gotowi wysyłać Panu z produkcji brytyjskiej połowę
ogólnej liczby samolotów i czołgów, o które Pan prosi. Mamy nadzie-
ję, że USA będą w stanie dostarczyć drugą połowę. Zrobimy wszy-
stko, by jak najszybciej rozpocząć wysyłki. .
4. Wydaliśmy już rozkazy zaopatrzenia kolei perskiej w tabor kole-
jowy, aby z dwóch pociągów zwiększyć jej wydolność do całkowitej,
82 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

tj. dwunastu pociągów w obie strony. Stan taki powinniśmy osiągnąć


wiosną 1942 r. Lokomotywy i tabor kolejowy muszą być wysyłane
stąd dookoła Przylądka, przy czym pozostaje jeszcze kwestia zapew-
nienia wody wzdłuż linii kolejowej. Wkrótce wyruszy pierwszych 48
lokomotyw i 400 stalowych platform kolejowych.
5. Jesteśmy gotowi do opracowania razem z Wami wspólnych pla-
nów. Nie można przewidzieć, czy wojska brytyjskie będą dostatecz-
nie silne, by zaatakować kontynent europejski w 1942 r. Niewyklu-
czone, że będziemy Wam w stanie pomóc na dalekiej północy. Przed
końcem tego roku mamy zamiar zwiększyć naszą armię na Bliskim
Wschodzie do trzech czwartych miliona, a latem 1942 do miliona.
Gdy wojska niemiecko-włoskie w Libii zostaną pokonane, siły te bę­
dą mogły dołączyć do Waszego południowego skrzydła, co mamy
nadzieję - zachęci Turcję do zachowania przynajmniej uczciwej neu-
tralności. My tymczasem nękać będziemy Niemców z powietrza
z coraz większą zaciętością, aby zapewnić w ten sposób spokój na
morzach i utrzymać się przy życiu.
6. W pierwszym paragrafie użył Pan słowa "sprzedaż". Nie patrzy-
my na tę sprawę w taki sposób i nie braliśmy pod uwagę jakiejkolwiek
zapłaty. Lepiej, jeżeli wszelka pomoc, jakiej Wam udzielamy, odbywa
się na tej samej zasadzie, co dostawy Lend-Lease, które nie są rozpa-
trywane w kategoriach finansowych.
7. Zamierzamy wywrzeć jak największy nacisk na Finlandię, łącz­
nie ·z·l'l('}'informowaniem jej o wypowiedzeniu wojny, jeżeli w dal-
szym ciągu będzie naruszać ustalone dawno granice. Prosimy rów-
nież USA o wywarcie na nią nacisku w tej kwestii.

Całą sprawę uważałem za tak istotną, że niezwłocznie wysła­


łem do Prezydenta następujący telegram:

Były człowiek marynarki


do prezydenta Roosevelta 5 września 1941
Ubiegłego wieczora ambasador sowiecki przyniósł mi i Edenowi
poniższe pismo, mówiąc przy okazji o powadze sytuacji oraz o ogro-
mnym znaczeniu, jakie przywiązuje do naszej odpowiedzi. Chociaż
nic w jego słowach nie upoważnia do takich przypuszczeń, to jednak
nie możemy się oprzeć wrażeniu, że być może Sowieci myślą o od-
rębnych warunkach. Rząd uznał za słuszne wysłanie Panu poniższej
odpowiedzi. Mam nadzieję, że nie ma pan nic przeciwko naszym
wzmiankom o ewentualnej pomocy amerykańskiej. Czuję, że chwila
jest decydująca. Musimy robić, co możemy.
Pozdrowienia. [... l
POMOC DLA ROSJI 83

Prośba sowiecka została oczywiście gorąco poparta przez na-


szego ambasadora w Moskwie. W związku z tym wysłałem
odpowiedź, która miała go na przyszłość uzbroić w odpowied-
nie argumenty.

Premier do sir Stafforda Crippsa 5 września 1941


l. Gdyby możliwa była jakakolwiek akcja mogąca ściągnąć oddzia-
ły niemieckie z Rosji do Francji lub Niderlandów, przeprowadziliby-
śmy ją bez względu na koszty. Nasi generałowie są przekonani, że
każda taka próba zostałaby krwawo odparta i oddziały nasze musiały­
by się wycofać po kilku dniach. Wybrzeże Francji jest doskonale
umocnione, a Niemcy w dalszym ciągu posiadają na Zachodzie wię­
cej dywizji niż my w Wielkiej Brytanii, nie mówiąc już o wspaniałym
wsparciu powietrznym. Nie ma możliwości przetransportowania tak
ogromnej armii na kontynent, chyba że proces ten zostałby rozłożony
na wiele miesięcy. Przesłanie naszych flotylli do wykonania tej ope-
racji całkowicie sparaliżowałoby pomoc dla Bliskiego Wschodu oraz
położyłoby kres wszelkiemu ruchowi na Atlantyku. Oczywiście, spo-
wodowałoby to klęskę bitwy o Atlantyk oraz wycieńczenie i ruinę
Wysp Brytyjskich. Nie jesteśmy w stanie zrobić niczego, co wpłynę­
łoby na sytuację na froncie wschodnim. Od pierwszych dni niemiec-
kiej napaści na Rosję nieustannie naciskam szefów sztabu, by rozpa-
trywali wszelkie możliwe formy działania. Całkowicie podzielają oni
poglądy, które tutaj wypowiadam.
2. Gdy Stalin mówi o froncie na Bałkanach, musi Pan pamiętać, że
przy użyciu dostępnych nam kiedyś okrętów na Morzu Śródziemnym
zdołaliśmy w ciągu 7 tygodni umieścić w Grecji zaledwie dwie dywi-
zje i jedną brygadę pancerną, a odkąd musieliśmy się stamtąd wy-
nieść, większość tamtejszych lotnisk została zajęta przez niemieckie
i włoskie siły powietrzne i leżą one poza zasięgiem działania naszych
myśliwców. Zastanawiam się, czy straty poniesione przez nas w Gre-
cji i na Krecie zostały już zapomniane. Obecnie sytuacja jest o wiele
bardziej niekorzystna niż wówczas, a nasze siły morskie są bardzo
ograniczone.
3. Przypuszczam, że gdy mówi Pan o "nadludzkim wysiłku", ma
Pan na myśli wysiłek przerastający przestrzeń, czas i warunki geogra-
ficzne. Niestety, coś takiego nie jest nam dane.
4. Sytuacja na Zachodzie byłaby zupełnie inna, gdyby istniał front
we Francji, ponieważ wówczas inwazja na Rosję byłaby niemożliwa
z powodu perspektywy natychmiastowego kontrataku. Nie chcę czy-
nić wyrzutów, lecz to nie nasza wina, że pozwolono Hitlerowi znisz-
84 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

czyć Polskę, zanim skierował swoje siły przeciwko Francji, oraz że


zniszczył Francję przed zaatakowaniem Rosji.
5.440 myśliwców, które przeznaczyliśmy z naszych poważnie usz-
czuplonych rezerw, jest bez wątpienia drobiazgiem w porównaniu ze
stratami ponoszonymi przez lotnictwo sowieckie. Jednak z naszej
strony jest to bardzo duża ofiara. Ataki RAF-u kontynuowane są
z ogromną regularnością i siłą, a wyrównany charakter walk nad wy-
brzeżem Francji wskazuje na to, że Niemcy nadal posiadają na Zacho-
dzie znaczne siły powietrzne.
6. Nie mogliśmy i nadal nie możemy zrobić nic, co mogłoby wpły­
nąć na zacięte walki toczone nieustannie na froncie rosyjskim. Można
natomiast poczynić pewne ustalenia w związku z kampanią 1942 r.
W pełni zostanie udostępniony szlak wiodący przez Persję i będziemy
nim wysyłać wszystko, co możemy, z zasobów brytyjskich oraz to co
nadejdzie ze Stanów Zjednoczonych. Naciskam prezydenta Roose-
velta o jak naj szybsze wysłanie pana Harrimana, aby Rosjanie mogli
się dowiedzieć, czy pomoc oczekiwana w 1942 r. zrekompensuje stra-
ty poniesione przez ich przemysł zbrojeniowy, co pozwoli im poczy-
nić odpowiednie plany. Tymczasem wysyłam odpowiedź na telegram
Stalina, a niniejsze pismo jest przeznaczone wyłącznie do Pańskiej
wiadomości. Rozumiem Pańskie uczucia, jako człowieka, któremu
dane jest przyglądać się z bliska agonii Rosji, lecz ani współczucie,
ani żadne inne emocje nie są w stanie przesłonić wagi obiektywnych
faktów.····

W odpowiedzi na jedną z próśb Stalina wysłałem 9 września


następujący
telegram do naszego ambasadora w Moskwie:
Proszę przekazać panu Stalinowi informację od premiera, że orga-
nizujemy wysyłkę 5 tysięcy ton aluminium z Kanady, której sfinalizo-
wanie będzie możliwe po uzgodnieniu wszelkich szczegółów doty-
czących transportu, po czym przewidujemy comiesięczną wysyłkę 2
tysięcy ton. Pierwszy transport ruszy przez Władywostok, chyba że
rząd rosyjski woli szlak przez Persję.

15 września otrzymałem kolejny telegram od Stalina:


W moim ostatnim telegramie przedstawiłem pogląd rządu radziec-
kiego, podług którego jedyną drogą do poprawy ogólnej sytuacji jest
utworzenie drugiego frontu. W odpowiedzi na Pański telegram, pod-
kreślający niemożność utworzenia drugiego frontu w chwili obecnej,
mogę jedynie powtórzyć, iż brak tego frontu sprzyja po prostu zamia-
rom naszego wspólnego wroga.
POMOC DLA ROSJI 85

Nie wątpię, że rząd brytyjski pragnie być świadkiem zwycięstwa


ZSRR i czyni wszystko, aby cel ten został osiągnięty. Jeżeli stworze-
nie drugiego frontu na Zachodzie jest aktualnie niemożliwe, to może
da się pomyśleć o jakimś innym sposobie udzielenia ZSRR czynnej
pomocy militarnej?
Wydaje mi się, że Wielka Brytania mogłaby bez większego ryzyka
przetransportować do Archangielska od 25 do 30 dywizji lub wysłać
je przez Iran do południowych regionów ZSRR. W ten sposób doszło­
by do współpracy militarnej wojsk Wielkiej Brytanii i ZSRR na na-
szym terytorium. Podobna sytuacja istniała podczas poprzedniej woj-
ny we Francji. Układ taki byłby wielce pomocny i zarazem stanowił­
by dotkliwy cios zadany hitlerowskiej agresji.

Wydaje się rzeczą wprost niewiarygodną, by człowiek stojący


na czele rządu rosyjskiego, wspomagany przez doradców woj-
skowych mógł wypisywać podobne brednie. Dyskusja z kimś,
kto myśli w kategoriach niewiele mających wspólnego z rze-
czywistością, była sprawą beznadziejną. A oto ciąg dalszy:

Dziękuję za obiecaną pomoc w postaci dostaw aluminium, czołgów


i samolotów.
Cieszę się niezmiernie, że opierać się ona będzie nie na zasadach
handlowych, lecz na braterstwie i współpracy. Mam nadzieję, "że'bę­
dziemy w stanie udowodnić rządowi brytyjskiemu, jak bardzo ceni-
my sobie pomoc otrzymaną od naszego sojusznika.
Jedna uwaga w związku z memorandum wręczonym 12 września
panu Mołotowowi przez brytyjskiego ambasadora w Moskwie, sir
Stafforda Crippsa. Znajduje się tam następujący fragment:
,Jeżeli rząd radziecki, chcąc uniemożliwić dostanie się w ręce wro-
ga swoich jednostek morskich w Leningradzie, będzie zmuszony je
zniszczyć, wówczas rząd JKMości uzna po wojnie jego roszczenia
o częściowe odszkodowanie od rządu JKMości na odbudowę znisz-
czonych jednostek".
Rząd radziecki rozumie i docenia gotowość rządu brytyjskiego do
wypłacenia częściowego odszkodowania za straty poniesione przez
ZSRR w wyniku konieczności zniszczenia jednostek znajdujących się
w Leningradzie. Jednakże odpowiedzialność za to spadłaby nie na
Wielką Brytanię, lecz na Niemcy. Sądzę przeto, że właśnie Niemcy
powinni wynagrodzić po wojnie wszystkie powstałe szkody.

Wysłałem najlepszą odpowiedź, na jaką było mnie stać.


86 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

Premier do pana Stalina 17 września 1941


1. Bardzo dziękuję za Pańskie pismo. Harńman wraz z towarzyszą­
cymi mu osobami przybył już na miejsce i przeprowadza długie kon-
sultacje z Beaverbrookiem i jego współpracownikami. Postawili oni
sobie za zadanie zbadać gruntownie nasze zasoby, aby móc wypraco-
wać z Panem konkretny program comiesięcznych dostaw wszystkimi
możliwymi szlakami, pomagając w ten sposób w naprawie strat po-
niesionych przez Wasz przemysł zbrojeniowy. Prezydent Roosevelt
przewiduje wykonanie tego planu do końca czerwca, lecz my, natural-
nie, pragniemy go kontynuować aż do osiągnięcia ostatecznego zwy-
cięstwa. Sądzę, że konferencja może się rozpocząć 25 bieżącego mie-
siąca, lecz nie należy rozgłaszać tego faktu, póki wszyscy nie znaj-
dziemy się bezpiecznie na miejscu. O drodze i sposobach podróży
poinformujemy później.
2. Przywiązuję duże znaczenie do otwarcia drogi tranzytowej od
Zatoki Perskiej do Morza Kaspijskiego, nie tylko kolejowej, lecz rów-
nież odpowiedniej drogi samochodowej, do budowy której mamy za-
miar wciągnąć także Amerykanów. Lord Beaverbrook wyjaśni Panu
dokładnie cały schemat dostaw i transportów; pozostaje on w jak naj-
bliższej przyjaźni z Harrimanem.
3. Nasze sztaby zbadały wszystkie możliwe tereny działań, na któ-
rych moglibyśmy rozpocząć wzajemną współpracę. Obydwa skrzyd-
ła,północne i południowe, zdają się najkorzystniejsze do tego celu.
Gdybyśmy byli w stanie rozpocząć pomyślne działania w Norwegii,
nastawienie Szwecji uległoby dużej zmianie, lecz w chwili obecnej
nie posiadamy odpowiednich sił. Z kolei na południu znajduje się
bardzo ważny punkt - Turcja. W razie zdobycia jej przychylności
zyskalibyśmy jeszcze jedną potężną armię. Turcja pragnęłaby stanąć
po naszej stronie, lecz ma pewne obawy i to nie bez powodu. Być
może obietnica znacznej pomocy brytyjskiej, której Turcy bardzo po-
trzebują, będzie miała tutaj decydujące znaczenie. Przemyślimy ra-
zem z Panem wszelkie możliwe formy pomocy, jako że jedynym ce-
lem naszych działań jest użycie maksymalnych sił przeciwko nasze-
mu wspólnemu wrogowi.
4. Całkowicie zgadzam się z Panem, że pierwszym dłużnikiem, od
którego flota radziecka powinna otrzymać odszkodowanie, są Nie-
mcy. Zwycięstwo zapewni nam niewątpliwie kontrolę nad ważnymi
niemieckimi i włoskimi jednostkami morskimi i one to, naszym zda-
niem, najlepiej uzupełnią straty poniesione przez flotę radziecką .
.. -..
POMOC DLA ROSJI 87

25 października wysłałem
pismo do naszego ambasadora do-
tyczącefantastycznej propozycji wysłania 25 do 30 dywizji do
Archangielska lub Basry.

Premier do sir Stafforda Crippsa (Moskwa) 25 października 1941


1. Miał Pan rację twierdząc, że pomysł wysłania 25 do 30 dywizji
do walki na froncie wschodnim był fizyczną niemożliwością. Zgro-
madzenie 10 dywizji we Francji, przerzuconych przez Kanał, gdy
mieliśmy pod dostatkiem statków, a U-booty były bardzo nieliczne,
zajęło nam aż 8 miesięcy. W ciągu ostatnich 6 miesięcy z najwię­
kszym trudem udało się nam wysłać tylko 50 dywizję na Bliski
Wschód. Stosując nadzwyczajne środki, próbujemy obecnie wysłać
18 dywizję. W tej chwili wykorzystane są wszystkie nasze statki,
wygospodarować coś możemy jedynie kosztem naszych najważniej­
szych konwojów na Bliski Wschód oraz statków zajmujących się
przewozem dostaw dla Rosji. Z wielkim trudem utrzymujemy się na
powierzchni i produkujemy sprzęt niezbędny do prowadzenia wojny.
Wszystkie oddziały wysłane teraz do Murmańska zostaną uwięzione
w ciemnościach na całą zimę.
2. Sytuacja na południowym skrzydle przedstawia się następująco:
Rosjanie posiadają 5 dywizji w Persji, które pragniemy zluzować.
Uważam, że dywizje te powinny bronić swojego kraju, zanim jedyna
istniejąca tam linia dostawcza zostanie przeznaczona do utrzymywa-
nia naszych sił znajdujących się na północy. Przesłanie dwóch w pełni
uzbrojonych dywizji stąd na Kaukaz lub na północ od Morza Kaspij-
skiego zajmie przynajmniej trzy miesiące. Będą one jednak stanowiły
kroplę w morzu potrzeb.

.. - ,.

Tymczasem w Londynie zakończyły się rozmowy Beaver-


brooka z Harrimanem i 22 września angielsko-amerykańska
misja wyruszyła krążownikiem London ze Scapa Flow przez
Morze Arktyczne do Archangielska, a stamtąd samolotem do
Moskwy. Od wyniku tej misji zależało bardzo wiele. Zaopa-
trzyłem lorda Beaverbrooka w ogólne instrukcje, zatwierdzone
przez moich kolegów z Gabinetu Wojennego podczas posiedze-
nia Komitetu Obrony. Ten niezwykle ważny dokument znajduje
się w Załącznikach. Dodatkowo wręczyłem lordowi Beaver-
brookowi list, który miał osobiście przekazać panu Stalinowi.
88 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

Drogi Premierze Stalinie! 21 września 1941


Brytyjsko-amerykańska misja wyruszyła właśnie w drogę, a ten list
zostanie Panu osobiście wręczony przez lorda Beaverbrooka. Cieszy
się on wielkim zaufaniem rządu i jest jednym z moich najstarszych
i najbardziej zaufanych przyjaciół. Nawiązał on serdeczne stosunki
z panem Harrimanem, wyjątkowym Amerykaninem, szczerze odda-
nym zwycięstwu naszej wspólnej sprawy. Przedstawią oni Panu
wszystko to co zostało wynegocjowane pomiędzy Wielką Brytanią
a Stanami Zjednoczonymi.
Prezydent Roosevelt postanowił, że nasze propozycje będą doty-
czyć przede wszystkim comiesięcznych kontyngentów, wysyłanych
do Was przez 9 miesięcy od października 1941 do czerwca 1942 włą­
cznie. Ma Pan prawo dokładnie wiedzieć, co wysyłamy każdego mie-
siąca, tak aby mógł Pan optymalnie dysponować posiadanymi przez
siebie rezerwami.
Chwilowo propozycje amerykańskie nie wychodzą poza czerwiec
1942 włącznie, lecz nie wątpimy, że po tym terminie możliwe będzie
wysyłanie przez obydwa kraje znacznie większych kontyngentów
i zrobimy wszystko, by naprawić ogromne straty, jakie przemysł
Wasz poniósł w wyniku nazistowskiej inwazji.
Musi Pan zdawać sobie sprawę, że kontyngenty wysyłane Wam do
końca czerwca 1942 składają się.całkowicie z produkcji brytyjskiej
lub też z surowców i sprzętu zakupionego przez nas od USA albo
otrzymanego w wyniku ustawy Lend-Lease. USA zdecydowały się
przekazać nam niemal całość swojej nadwyżki nadającej się do prze-
słania, w związku z czym jest im niezwykle trudno znaleźć nowe
źródła dostaw. Jestem pewien, że produkcja w Stanach Zjednoczo-
nych ruszy wkrótce z nową siłą i dojdzie do maksimum swojej wydaj-
ności w 1943 r. My ze swej strony będziemy nie tylko zwiększać
wkład z naszej przewidywanej produkcji, lecz także będziemy starali
się skłonić nasz naród do dodatkowych wysiłków, by sprostać istnie-
jącym potrzebom. Musi Pan jednak zrozumieć, że nasza armia wraz
z przewidywanymi dla niej zapasami stanowi zaledwie jedną piątą
lub jedną szóstą armii Waszej czy niemieckiej. Naszym pierwszym
i najważniejszym zadaniem jest utrzymać porządek na morzach,
a drugim obowiązkiem jest osiągnięcie zdecydowanej przewagi
w powietrzu. Są to sprawy najważniejsze dla wszystkich 44 milionów
mieszkańców Wysp Brytyjskich. Nigdy nie będziemy posiadać armii
czy przemysłu zbrojeniowego porównywalnego z wielkimi potęgami
militarnymi na kontynencie. Niemniej jednak zrobimy wszystko, by
Panu pomóc.
POMOC DLA ROSJI 89

Generał Ismay, reprezentujący mnie w Komitecie Szefów Sztabu,


doskonale orientujący się we wszystkich sprawach naszej polityki
wojskowej, jest upoważniony do przestudiowania z Pańskimi dowód-
cami wszelkich planów wzajemnej współpracy, jakie mogą się nasu-
nąć.
Gdybyśmy mogli oczyścić z wroga nasze zachodnie skrzydło w Li-
bii, mielibyśmy do dyspozycji znaczne siły, zarówno lądowe jak i po-
wietrzne, które mogłyby współdziałać z Waszymi wojskami na połu­
dniowym skrzydle frontu rosyjskiego.
Byłoby rzeczą bardzo korzystną, gdyby udało się skłonić Turcję do
niewyrażenia zgody na przemarsz wojsk niemieckich przez jej teryto-
rium lub wpłynąć na nią, by przystąpiła do wojny po naszej stronie.
Mam nadzieję, że będzie Pan to miał na uwadze.
Zawsze podzielałem Pańskie współczucie dla narodu chińskiego,
walczącego w obronie swojej ojczystej ziemi z japońskim najeźdźcą.
Naturalnie nie chcemy, by Japonia stanęła w szeregu naszych wro-
gów, lecz nastawienie Stanów Zjednoczonych, znane mi po konferen-
cji z prezydentem Rooseveltem, zmusza do nieco trzeźwiejszego
spojrzenia na rząd japoński. Pośpieszyłem z zapewnieniem uczynio-
nym w imieniu rządu Jego Królewskiej Mości, że jeżeli Stany ~ed­
noczone przystąpią do wojny z Japonią, Wielka Brytania natychmiast
stanie u ich boku. Sądzę, że wszystkie trzy kraje powinny w miarę
możności kontynuować swą pomoc dla Chin, co może się odbywać
bez prowokowania Japonii do wypowiedzenia wojny.
Niewątpliwie narody nasze czeka obecnie długi okres walk i cier-
pień, lecz mam nadzieję, że Stany Zjednoczone koniec końców przy-
stąpią do wojny, a w takim razie nie możemy wątpić w ostateczny
wynik naszej walki.
Wierzę również, że w miarę trwania wojny ogromne rzesze obywa-
teli Imperium Brytyjskiego, ZSRR, Stanów Zjednoczonych i Chin,
gdzie mieszka dwie trzecie rasy ludzkiej, znajdą się na wspólnej dro-
dze prowadzącej do zwycięstwa.
Moje naj serdeczniejsze życzenia sukcesu dla walecznych wojsk ro-
syjskich.
Z poważaniem
WINSTON S. CHURCHILL
......
28 września
nasza misja przybyła do Moskwy. Została przy-
jęta chłodno,a rozmowy nie toczyły się bynajmniej w przyja-
znej atmosferze. Wszystko robiło takie wrażenie, jakby to była
90 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

nasza wina, że Rosjanie znajdują się w takim, a nie innym poło­


żeniu. Sowieccy generałowie nie przekazali absolutnie żadnych
informacji swoim brytyjskim i amerykańskim kolegom. Nie
poinformowali ich nawet, na jakich podstawach opierały się ich
żądania dotyczące różnych, tak przecież cennych materiałów
i surowców. Pierwsze oficjalne przyjęcie odbyło się dopiero
w ostatnim dniu wizyty, kiedy to członkowie misji zostali za-
proszeni na kolację na Kreml. Zupełnie błędne jest przekonanie,
że tego typu przyjęcia nie pomagają w załatwianiu wszelkich
interesów ludziom zajętym najpoważniejszymi sprawami.
Wprost przeciwnie, wiele prywatnych rozmów prowadzonych
podczas takich spotkań stwarza odpowiednią atmosferę dla
osiągnięcia porozumienia. Lecz nastrój panujący podczas tego
spotkania daleki był od ideału i wyglądało to zupełnie tak, jak-
by właśnie nasza misja przyjechała prosić o łaskę.
Pozwolę sobie teraz ożywić nieco tę opowieść zdarzeniem za-
notowanym przez geneała Ismaya w formie wesołej dykteryjki.
Otóż jego ordynans z Royal Navy został zaproszony na zwiedza-
nie Moskwy przez jednego z przewodników "Inturistu". "Oto -
powiedział Rosjanin - jest hotel Edena, dawniej hotel Ribbentro-
pa. Oto ulica Churchilla, dawniej ulica Hitlera. A oto stacja kole-
jowa Beaverbrooka, dawniej Goringa. Może zapalicie papierosa,
towarzyszu? - na co marynarz odpowiedział: Dziękuję, towarzy-
szu, dawniej łajdaku". Opowieść ta, choć żartobliwa, dobrze jed-
nak oddaje dziwaczną atmosferę tamtych spotkań.
at: _ ••

Dla kontrastu wszystkie moje kontakty z Ameryką stawały


się coraz
serdeczniejsze.
Były człowiek marynarki
do prezydenta Roosevelta 22 września 1941
Pański pocieszający telegram [do pana Harrimana] dotyczący czoł­
gów przyszedł w chwili, gdy byliśmy pogrążeni w smutku z powodu
tego, co musimy poświęcić dla Rosji. Perspektywa podwojenia pier-
wotnych danych niezmiernie wszystkich uradowała. Misja rozpoczę­
ła się w atmosferze przyjaźni i dobrej woli.
Najserdeczniejsze pozdrowienia.
POMOC DLA ROSJI 91

Premier do pa,na Harry'ego Hopkinsa 25 września 1941


1. Teraz, gdy nasze misje znąjdują się w drodze do Moskwy, warto
by było przyjrzeć się sprawom, które przedyskutowano w Londynie.
2. Oferty złożone przez nas obu Rosji są rzeczą niezbędną i opłacal­
ną. Nie da się jednak ukryć faktu, iż czynią one znaczną wyrwę w tym,
czego Pan potrzebuje na rozwój Waszych sił, oraz w tym, co jest
potrzebne nam do zintensyfikowania naszych działań wojennych.
Niewątpliwie dosko.nale się Pan orientuje, co najbardziej da się nam
we znaki w ciągu najbliższych dziewięciu miesięcy.
Musimy obydwaj skoncentrować wysiłki na wypełnianiu nie unik-
nionych luk. My tutaj mamy niewielkie szanse na zwiększenie na-
szych programów ponad przewidziane normy. Szczerze ufam, że uda
się Panu podnieść Pańskie, dzięki natychmiastowemu, krótkotermino-
wemu wysiłkowi.
3. Na pewno już Pan wie o postępach poczynionych w dyskusji nad
ogólnymi wymogami niezbędnymi do zwycięstwa. Sporządzono
wspólne memorandum, podające szacunkowe normy, oczywiście na
tyle, na ile możemy je przewidzieć; zostanie ono zawiezione do Wa-
szyngtonu przez generała Embicka. Dalsze prace z tym związane bę­
dą musiały być wykonane w Waszyngtonie, gdzie do obecnych wyli-
czeń trzeba będzie dodać szacunkowe dane na temat potrzeb wynika-
jących ze wsparcia rosyjskiego oporu. Czy w drugiej połowie 1942 r.
możliwe będzie osiągnięcie poziomu produkcji przewidywanego na
pierwszą połowę 1943 r.? Jeżeli taka próba zakończyłaby się powo-
dzeniem, wówczas stałaby się nie tylko podstawą programu prowa-
dzącego do zwycięstwa, lecz także pomogłaby w krótkoterminowym
zaspokojeniu potrzeb, tak istotnych dla nas obydwu. Pozwoliłoby to
także na udzielenie większej pomocy Rosjanom w drugiej połowie
1942 r.

2 października otrzymałem od Prezydenta informacje dotyczące


przyszłej produkcji czołgów i samolotów. Od lipca 1942 r. do sty-
cznia 1943 r. USA przeznaczą łącznie 1 200 czołgów miesięcznie
dla Anglii i Rosji, a w ciągu kolejnych sześciu miesięcy 2 tysiące
sztuk miesięcznie. Amerykańską misję w Moskwie poproszono
o obietnicę wysyłania 400 czołgów miesięcznie od 1 lipca i zwię­
kszoną ich liczbę w terminie późniejszym po odpowiednich dys-
kusjach z naszymi przedstawicielami.
Stany Zjednoczone będą mogły wywiązać się ze zwiększo­
nych zobowiązań, gdyż ich produkcja uległa podwojeniu, osią­
gając liczbę 2500 czołgów miesięcznie.
92 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

Prezydent poinformował mnie także, iż zamierza wysłać Ro-


sji 3 600 samolotów bojowych między l lipca 1942 a l lipca
1943 r. oprócz tych poprzednio obiecanych .
... .. ..
W końcu udało się osiągnąć w Moskwie przyjazne porozu-
mienie. Podpisano protokół wyszczególniający liczbę dostaw,
jakie Wielka Brytania i Stany Zjednoczone miały przekazać
Rosji pomiędzy październikiem 1941 a czerwcem 1942. Pocią­
gało to za sobą poważną zmianę naszych planów militarnych
i tak już częściowo nieaktualnych z powodu dokuczliwego bra-
ku amunicji. Cały ciężar spadł na nas, ponieważ nie tylko mu-
sieliśmy oddać to, co wyprodukowaliśmy, lecz także wyrzec się
najistotniejszych dostaw, które trafiłyby w nasze ręce. Ani
Amerykanie, ani my nie czyniliśmy żadnych obietnic dotyczą­
cych wysyłki tych dostaw przez trudne i niebezpieczne oceany
i szlaki Arktyki. Jedyną rzeczą, jaką zagwarantowaliśmy, miało
być to, że obiecane dostawy "zostaną udostępnione w brytyj-
skich i amerykańskich ośrodkach produkcyjnych" . Wstęp pro-
tokołu kończył się słowami: "Wielka Brytania i Stany Zjedno-
czone udzielą pomocy w transporcie tych materiałów do ZSRR
oraz w ich przekazaniu".
4 października lord Beaverbrook zatelegrafował do mnie:
Porozumienie to w ogromnym stopniu wpłynęło na wzrost morale
w Moskwie. Utrzymanie go zależeć będzie od dostaw. [... ]
Wraz z nadejściem zimy sytuacja militarna będzie tutaj nie najlepsza
i wówczas ta wstępująca otucha stanie się gwarancją bezpieczeństwa.

Oddaliśmy nasze skarby tym, którzy walczyli o swoje życie.

Premier do lorda Beaverbrooka (w Moskwie) 3 października 1941


Najszczersze gratulacje dla wszystkich. Jedność i powodzenie mają
ogromne znaczenie. Tylko Ty mogłeś to osiągnąć. Proszę teraz wracać
do domu i [fragment nie do odczytania]. Trudno ukryć panujący tutaj
optymizm.

Premier do lorda Beaverbrooka (na morzu) 6 października 1941


Nie tracimy ani chwili. Do Stalina wysłałem następujący telegram:
POMOC DLA ROSJI 93

Premier do premiera Stalina 6 października 1941


l. Z przyjemnością dowiedziałem się od lorda Beaverbrooka o su-
kcesie konferencji w Moskwie. Bis dat qui cito dat. Zamierzamy roz-
począć wysyłanie nieustannych konwojów, które wypływałyby co 10
dni. Zawartość konwoju mającego przybyć do Archangielska 12
października przedstawia się następująco:
- 20 ciężkich czołgów,
- 193 myśliwce (kontyngent sprzed października).
Zawartość konwoju wypływającego 12 października, a przybywa-
jącego 29:
- 140 ciężkich czołgów,
- 100 hurricane'ów
- 200 Bren-carrierów
- 200 rusznic przeciwpancernych wraz z amunicją,
- 50 dział 2-funtowych wraz z amunicją.
22 października wypłynie:
- 200 myśliwców,
- 120 ciężkich czołgów.
Powyższe dane stanowią całość październikowego kontyngentu sa-
molotów, a 280 czołgów przybędzie do Rosji przed 6 listopada.
Październikowy kontyngent Bren-carrierów, rusznic przeciwpan-
cernych i 2-funtowych dział przeciwpancernych przybędzie
w październiku. 20 czołgów zostało wyprawionych przez Persję, a 15
zostanie wysłanych z Kanady przez Władywostok. Ogólna liczba wy-
słanych czołgów wyniesie 315, co wskazuje, że do pełnego kontyn-
gentu brakuje 19 sztuk. Brak ten zostanie uzupełniony w listopadzie.
Powyższy wykaz nie uwzględnia dostaw ze Stanów Zjednoczonych.
2. Organizując wysyłanie regularnej serii konwojów, mamy nadzie-
ję, że port w Archangielsku jest w stanie sprawnie poradzić sobie
z rozładunkiem. Wierzę, że ta część pracy znajduje się w dobrych
rękach. Najlepsze pozdrowienia.

Chociaż generał Ismay był w pełni upoważniony do wyjaś­


nienia i przedyskutowania sytuacji militarnej z przywódcami
sowieckimi, Beaverbrook i Harriman zadecydowali, iż nie mają
sensu dodatkowe komplikacje mogące wyniknąć z poruszania
spraw, co do których i tak nie mogło być porozumienia. Ten
aspekt pominięto więc w Moskwie. W sposób nieformalny Ro-
sjanie w dalszym ciągu domagali się utworzenia drugiego fron-
tu i wyglądało na to, że wszelkie argumenty świadczące o nie-
możliwości takiego przedsięwzięcia zdawały się do nich nie do-
94 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

cierać. Ich męka stanowić może pewnego rodzaju wytłumacze­


nie. Nasz ambasador musiał się uzbroić w ogromną cierpli-
wość.
Zaczęła się późna jesień. 2 października grupa armii "Środek"
pod dowództwem von Bocka wznowiła ofensywę w kierunku
Moskwy: dwie armie kierowały się bezpośrednio na Moskwę
z południowego zachodu, a grupa pancerna rozciągała się sze-
roko na obydwu skrzydłach. 8 października zajęto Orzeł, a w
tydzień później Kalinin na drodze z Moskwy do Leningradu.
Mając zagrożone skrzydła oraz pod naciskiem centralnej ofen-
sywy niemieckiej, marszałek Timoszenko wycofał swoje od-
działy na linię biegnącą 40 mil na zachód od Moskwy, gdzie
postanowił stanąć do walki. W tym momencie położenie Ro-
sjan stało się niezwykle poważne. Rząd sowiecki, korpus dyplo-
matyczny oraz wszystko, co nadawało siędo ewakuacji, opuści­
ło miasto i udało się 500 mil na wschód do Kujbyszewa. 19
października Stalin ogłosił stan oblężenia stolicy oraz wydał
rozkaz dnia: "Moskwa będzie broniona do końca". Jego rozka-
zy zostały wysłuchane. Chociaż grupa pancerna z Orła pod do-
wództwem Guderiana doszła aż do Tuły, chociaż Moskwa była
teraz otoczona z trzech stron i bombardowana z powietrza,
z końcem października opór rosyjski wzrósł, zdecydowanie po-
wstrzymując niemiecką ofensywę .

.. - ..
Bezustannie wspierałem naszego ambasadora w jego licz-
nych trudach i przeżywanych męczarniach.

Premier do sir Stafforda Crippsa (Kujbyszew) 28 października 1941


1. W tej trudnej sytuacji przekazuję Panu i Rosji wyrazy głębokiego
współczucia. Jedno jest pewne: nie mają prawa robić nam wymówek.
Sami zgotowali sobie taki los, kiedy po pakcie z Ribbentropem oddali
Hitlerowi Polskę i tak rozpoczęła się wojna. Sami odcięli się od dru-
giego frontu, kiedy pozwolili na zniszczenie armii francuskiej. Gdyby
skonsultowali się z nami przed 22 czerwca, można by obecną pomoc
rozpocząć o wiele wcześniej. Przed najazdem Hitlera nie wiedzieli-
śmy nawet, czy Rosja będzie walczyć i po czyjej stronie. Przez cały
rok działaliśmy w pojedynkę, podczas gdy każdy komunista w Anglii
POMOC DLA ROSji 95

starał się z rozkazu Moskwy robić wszystko, by utrudnić nasze wysił­


ki. Gdybyśmy zostali najechani i zniszczeni w lipcu albo sierpniu
1940 r. lub ponieśli klęskę w bitwie o Atlantyk, pozostaliby całkowi­
cie obojętni. Wielu rzeczy dałoby się uniknąć, gdyby wkroczyli do
akcji w momencie zaatakowania Bałkanów, lecz oni pozwolili Hitle-
rowi wybierać sobie czas i nieprzyjaciela. Nie wzrusza mnie, że taki
rząd oskarża nas o dokonywanie podbojów w Afryce, o osiąganie ich
kosztem korzyści w Persji, czy też o pragnienie "walki do ostatniego
rosyjskiego żołnierza". Jeżeli Sowieci żywią jakieś podejrzenia, to
tylko dlatego, że sami czują się winni.
2. Działamy z absolutną uczciwością. Robimy wszystko, aby im
pomóc, nawet kosztem naszych własnych planów zbrojeniowych, na-
rażając się na poważne ryzyko w chwili nadejścia groźby wiosennej
inwazji. Będziemy robić wszystko, co się da, w granicach rozsądku -
głupotą bowiem byłoby wysłanie dwóch lub trzech brytyjskich albo
brytyjsko-hinduskich dywizji w samo serce Rosji, by zostały otoczo-
ne i pokrojone na kawałki w charakterze symbolicznej ofiary. Rosji
nigdy nie brakowało ludzi i w tej chwili posiada miliony wyszkolo-
nych żołnierzy, którzy potrzebują jedynie nowoczesnego sprzętu.
A ten właśnie im wysyłamy.
3. Tymczasem będziemy kontynuować walkę zgodnie z przyjętymi
planami, gdyż szaleństwem byłoby wprowadzanie jakichkolwiek
zmian. Obiecaliśmy Rosjanom zluzować pięć dywizji rosyjskich
w północnej Persji, czego można dokonać przy pomocy oddziałów
hinduskich przeznaczonych do utrzymywania wewnętrznego porząd­
ku, lecz nieodpowiednio uzbrojonych, by stawić czoło Niemcom.
Przykro mi, że Mołotow odrzuca naszą propozycję wysłania skro-
mnych sił na Kaukaz. Staramy się robić wszystko, by Turcja była
przyjaźnie neutralna i aby Niemcom nie udało się jej skusić obietnica-
mi zdobyczy terytorialnych kosztem Rosji. Oczywiście, nie oczekuje-
my słów wdzięczności od ludzi toczących tak krwawe walki, lecz
równocześnie nie potrzebujemy znosić ich ciągłych wymówek. Nie
musi Pan, rozumie się, zaogniać sytuacji, przypominając Rosjanom
powyższe prawdy, lecz liczę, że zrobi Pan, co będzie w Pańskiej mo-
cy, by przekonać ich o lojalności, jedności i odwadze narodu brytyj-
skiego.
4. Nie widzę sensu, by Pan wraz z Macfarlanem [szefem misji woj-
skowej w Rosji] wracał obecnie do kraju. Mogę tylko powtórzyć to,
co już mówiłem, i mam nadzieję, że nigdy nie będę zmuszony poru-
szać tej sprawy publicznie. Jestem pewien, iż Pańskim obowiązkiem
jest pozostać z tymi ludźmi w ich ciężkiej próbie, co do której nie ma
96 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

pewności,czy wyjdą z niej zwycięsko. Hitler może zatrzymać się na


Wschodzie w każdej chwili i zwrócić się przeciwko nam.

Tutaj rozstaniemy się na chwilę z głównymi osobami dramatu


- Hitlerem i Stalinem. Teraz zima osłoniła swoją tarczą rosyj-
skie wojska.
.. - ..
Moja żona doskonale wyczuwała, że nasza niezdolność do
udzielenia Rosji jakiejkolwiek pomocy militarnej coraz bar-
dziej niepokoi naród rosyjski w miarę posuwania się wojsk nie-
mieckich w głąb jego kraju. Powiedziałem jej, że utworzenie
drugiego frontu jest obecnie niemożliwe i że jedyne, co może­
my zrobić, to wysyłać jak największe ilości dostaw różnego
rodzaju. Pan Eden i ja zachęciliśmy ją, by zbadała możliwości
zdobycia funduszy na pomoc medyczną w drodze dobrowol-
nych składek. Działalność tego typu rozpoczęły już Brytyjski
Czerwony Krzyż oraz St. John's*. Poproszono moją żonę, by
wzięła udział w akcji "Pomoc dla Rosji" i stanęła na jej czele.
Pod koniec października ogłosiła następujący apel:
Chyba niczyje serce w tym kraju nie pozostało obojętne na przera-
żający dramat rozgrywający się obecnie w Rosji. Zdumiewa nas potę­
ga obrony rosyjskiej oraz sprawność, zjakąjest ona przeprowadzana.
Wzrusza nas wprawdzie niezmiernie męstwo, upór i poświęcenie ludu
rosyjskiego, lecz prawdziwie wstrząśnięci jesteśmy ogromem cier-
pień ludzkich. [... ]
Wśród darów wysłanych do Rosji znajdują się 53 ubrania operacyj-
ne, 30 zestawów urządzeń do transfuzji krwi, 70 tysięcy różnych igieł
chirurgicznych i milion tabletek M. iB. 693. Jest to nowy lek, który
zrewolucjonizował leczenie wielu chorób spowodowanych przez wi-
rusy. Oprócz tego wysłaliśmy pół tony fenacetyny i około 7 ton waty.
Jest to oczywiście dopiero początek. [ ... ]

* Sto John Ambulance Brigade - ochotnicza organizacja zajmująca się m.in.


udzielaniem pierwszej pomocy oraz opieką w szpitalach (od nazwy zgro-
madzenia Rycerzy Szpitalników św. Jana Jerozolimskiego) (przyp. tłum.).
POMOC DLA ROSJI 97

Nasz cel stanowi zebranie miliona funtów. Początek jest dobry, po-
nieważ minęło dopiero dwanaście dni, a na nasz fundusz wpłynęło już
370 tysięcy funtów. Miłościwie nam panujący król i królowa, przesy-
łając kolejne 3 tysiące funtów na rzecz Czerwonego Krzyża, wyrazili
prośbę, by tysiąc funtów z tej sumy przeznaczyć na pomoc dla Rosji.
Tym samym dali dobry przykład.
Wiele zależy od pracodawców i w tym momencie chciałabym po-
wiedzieć: jeżeli tylko pracodawca ułatwia stworzenie funduszu, pra-
cownicy zawsze znajdą kilka pensów, by je nań wpłacić. Tak więc
począwszy do króla i królowej, a skończywszy na najskromniejszym
pracowniku, wszyscy możemy okazać dobrą wolę i współczucie. Po-
między domkiem wiejskim a pałacem, pomiędzy tymi, którzy są
w stanie oszczędzić kilka pensów, a takimi dobrodziejami, jak lord
Nuffield, który przesłał nam czek na 50 tysięcy funtów, znajdują się
miliony ludzi pragnących mieć swój udział w tym hołdzie dla narodu
rosyjskiego.

Odzew był znaczny. Przez następne cztery lata moja żona


oddawała się temu wielkiemu i wzniosłemu celowi z poświęce­
niem i entuzjazmem. W sumie ze składek zarówno biednych,
jak i bogatych zebrano 8 milionów funtów. Wielu zamożnych
ludzi przekazało duże sumy pieniężne. lecz do końcowego efe-
ktu przyczyniły się w znacznej mierze cotygodniowe składki
całego narodu. Tak więc dzięki działaniom Czerwonego Krzyża
oraz St. John's, pomimo ciężkich strat ponoszonych przez nasze
konwoje w Arktyce, sprzęt medyczny i chirurgiczny oraz lekar-
stwa płynęły nieprzerwanie przez mroźne i niebezpieczne mo-
rza dla mężnej rosyjskiej armii i narodu.
ROZDZIAŁ XXVI

PERSJA I BLISKI WSCHÓD


Lato i jesień 1941

Angielsko-sowieckie żądania wobec Persji - Potrzeba wspólnego dzia-


łania -Zdecydowane poglądy generała Wavella - Depesza pana Ede-
na z 22 lipca - Moja rozwaga i dociekania - Raport Komitetu Lorda
Przewodniczącego - Postanawiamy działać razem z Rosją - Siły prze-
ciwne - Rozpoczęcie walk - Szach poddaje się - Warunki nałożone na
rząd perski - Abdykacja szacha i wstąpienie na tron jego syna - Poro-
zumienia angielsko-sowieckie - Utworzenie nowego szlaku dostaw-
czego do Rosji - Konwoje na Maltę - Poglądy Niemców na walki na
Morzu Śródziemnym - Konieczność wzmocnienia floty nawodnej na
Malcie - Utworzenie eskadry "Force K" - Plan dotyczący rezerwy
ruchomej - Prośba do Prezydenta - Jego bezzwłoczna odpowiedź -
Transport amerykański dla dwóch dywizji brytyjskich - Pomoc ame-
rykańska na Atlantyku - Rosnąca potęga armii "Nil" - Niepokoje
szefów sztabu - Moje pismo z 18 września - Pierwszeństwo pomocy
dla walk na pustyni - Mój telegram do generała Smutsa z 20 września
- Moje uwagi na temat taktyki - Odbudowa artylerii - Działa prze-
ciwko czołgom - Artyleria przeciwlotnicza ochrania wojska lądowe­
Kwestia zależności pomiędzy dowódcami marynarki i lotnictwa
w czasie walki.

otrzeba przekazania rządowi sowieckiemu różnego ro-

P dzaju amunicji i dostaw, ogrorrme trudności związane


z pokonaniem szlaku arktycznego oraz wzgląd na przy-
szłe możliwości strategiczne skłaniały do jak naj szybszego
otwarcia linii komunikacyjnych z Rosją prowadzących przez
Persję. Perskie pola naftowe stanowiły niezwykle istotny czyn-
nik w tej wojnie. W Teheranie działała bardzo liczna i aktywna
misja niemiecka, a prestiż Niemiec stał wówczas wysoko. Stłu-
PERSJA I BLISKI WSCHÓD 99

mienie buntu w Iraku oraz angielsko-francuska okupacja Syrii


położyły kres orientalnym planom Hitlera. Z ogromną radością
przyjęliśmy możliwość rozpoczęcia współpracy z Rosjanami
i zaproponowaliśmy im wspólną kampanię. Osobiście żywiłem
wiele obaw w związku z rozpoczynaniem wojny w Persji, lecz
argumenty przemawiające za nią były nieodparte. Ucieszyła
mnie wiadomość, że generał Wavell ma być w Indiach, by kie-
rować wszystkimi posunięciami.
11 lipca 1941 r. komitet rządowy poprosił szefów sztabu, by
rozważyli sensowność wspólnych działań militarnych w Persji,
w sytuacji gdyby rząd perski odmówił wydalenia wszystkich
Niemców zatrudnionych obecnie w tym kraju. 18 lipca zaleco-
no nieprzejednaną postawę w stosunkach z rządem perskim.
Tego samego zdania był generał Wavell, który poprzedniego
dnia przysłał do Ministerstwa Wojny następujący telegram:
Uprzejma postawa proponowana w stosunkach z Iranem jest dla
mnie absolutnie niezrozumiała. Obrona Indii wymaga, by Iran został
niezwłocznie oczyszczony z Niemców. Niedopilnowanie tego spo-
woduje powtórzenie się wypadków, którym w Iraku zapobieżono
w samą porę. Musimy rozpocząć współpracę z Rosjanami przez Iran
i jeżeli obecny rząd nie zechce nam tego ułatwić, będzie musiał ustą­
pić miejsca takiemu rządowi, który zechce. W tej sytuacji konieczne
jest wywieranie maksymalnego nacisku, póki kwestia wyniku. walk
niemiecko-rosyjskich jest nadal wątpliwa. [ ... ]

21 lipca odpowiedziałem generałowi Wavellowi:


Jutro rząd przedyskutuje sytuację w Persji. Zgadzam się z Pańskimi
poglądami i jestem za tym, by Wielka Brytania i Rosja postawiły Per-
som ultimatum, że jeżeli nie usuną Niemców bez zwłoki, będą musieli
ponieść konsekwencje. Pozostaje tylko pytanie, jakie siły mamy do
dyspozycji w razie ich odmowy.

Szefowie sztabu byli zdania, że działania powinny ograni-


czyć się do południa kraju, przy czym do ochrony pól nafto-
wych potrzebna nam będzie przynajmniej jedna dywizja wspie-
rana przez małe siły powietrzne. Oddziały te miałyby być prze-
słane z Iraku, gdzie już wówczas brakowało wojsk do utrzyma-
nia bezpieczeństwa wewnętrznego. Stwierdzili na koniec, że
100 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

jeżelijakiekolwiek siły miałyby zostać skierowane do Persji


w ciągu najbliższych trzech miesięcy, musiałyby być wysłane
z Bliskiego Wschodu.
W depeszy z 22 lipca minister spraw zagranicznych przedsta-
wił mi swoje poglądy:

Tego ranka ponownie rozważałem problem wywierania nacisku na


Iran. Im dłużej się nad tym zastanawiam, tym oczywistszym staje się
dla mnie, że wszystko zależy od naszej zdolności do skoncentrowania
w Iraku odpowiednich sił, które zapewniłyby ochronę irańskich pól
naftowych. Niebezpieczne jest wywieranie nawet ekonomicznego na-
cisku, dopóki nie ma on odpowiedniej podstawy militarnej - szach
bez wątpienia zdaje sobie sprawę z wartości, jaką przedstawiają dla
nas pola naftowe i jeżeli dostrzeże po naszej stronie jakiekolwiek kło­
poty, niewątpliwie uderzy pierwszy.
Z miarodajnych źródeł otrzymaliśmy doniesienia o koncentracji
Irańczyków na granicy rosyjskiej, irackiej oraz w rejonie pól nafto-
wych. Mam nadzieję, że uda nam sięjak najszybciej wzmocnić nasze
siły w Iraku. Jeżeli to się nam powiedzie, zanim sytuacja na południu
obróci się na niekorzyść Rosjan, istnieje szansa narzucenia naszej
woli Irańczykom bez konieczności użycia siły. Lecz posunięcia w sfe-
rze dyplomatycznej nie mogą wyprzedzać sfery militarnej, w prze-
ciwnym bowiem razie ściągniemy na siebie nieszczęście.
Jest jeszcze jeden czynnik, wskazujący na konieczność jak naj szyb-
szego wzmocnienia naszych sił w Iraku. Jeżeli Rosja zostanie poko-
nana, będziemy musieli być gotowi do zajęcia pól naftowych, gdyż
inaczej Niemcy wywarliby ogromny nacisk na Irańczyków, by sami
nas wypędzili.
.. - ..
Nie byłem osobiście zadowolony ze sposobu, w jaki operacja
perska została przygotowana i zaakceptowana. W związku
z tym 31 lipca, w przeddzień podróży do zatoki Placentia, wy-
dałem instrukcje mówiące, że sprawą tą powinien się zająć spe-
cjalny komitet, utworzony w tym celu przez lorda przewodni-
czącego.

Nie jestem przekonany, że operacja ta, zakładająca wojnę z Persją


w razie jej nieposłuszeństwa, została przemyślana z uwagą, na jaką ze
względu na swój charakter zasługuje. Zgadzając się z jej konieczno-
ścią, uważam równocześnie, że wymaga ona dokładnego zbadania,
PERSJA I BLISKI WSCHÓD 101

zharmonizowania.i skonsolidowania przez Foreign Office, Minister-


stwo Wojny, naczelne dowództwo na Bliskim Wschodzie oraz rząd
indyjski. Nie wolno nam decydować się na tak poważne kroki, jeżeli
nie mamy skonkretyzowanych planów, biorących pod uwagę każdą
ewentualność. Na przykład, co się stanie, jeżeli oddziały perskie znaj-
dujące się w pobliżu pól naftowych w Ahwazie zajmą "Anglo-Persian
Oil Company" oraz zatrzymają jej pracowników w charakterze za-
kładników? Jakiego nastawienia możemy się spodziewać od Baktrów
i lokalnych mieszkańców?
Co stanie się z Brytyjczykami zamieszkałymi w Teheranie? Czy
istnieje prawdopodobieństwo, że szyby naftowe zostaną zniszczone
tylko po to, by nie wpadły w nasze ręce? W żadnym wypadku nie
możemy zgodzić się na takie okrucieństwo, jak zbombardowanie Te-
heranu. Czy dostępne nam oddziały są dostatecznie silne, by zająć
pola naftowe w Ahwazie wbrew miejscowej i oficjalnej opozycji? Jak
daleko zamierzamy dojść na północy? Jakie posiadamy lotniska? Co
będzie z koleją, jeżeli Persowie odmówią nam pomocy?
Warto byłoby przemyśleć te i inne pytania. Również dobrze by by-
ło, gdyby lord przewodniczący wraz z ministrami spraw zagranicz-
nych, wojny oraz ds. Indii przedyskutowali dokładnie cały problem
i'przedstawili odpowiednie wnioski Gabinetowi Wojennemu na po-
czątku przyszłego tygodnia. W tym czasie podejmiemy wszelkie nie-
zbędne działania wstępne. Jestem zwolennikiem takiego rozwiązania
sytuacji; ma ona bowiem bardzo poważny charakter i nie powinno się
podejmować decyzji bez uprzedniego przemyślenia wszystkich mo-
żliwych konsekwencji i alternatyw oraz zaaprobowania szczegóło­
wych planów.

Byłem pewien, iż podobieństwo nazw "Iran" i "Irak" może


powodować nieporozumienia.

Premier do ministra spraw zagranicznych,


sir Edwarda Bridgesa i generała Ismaya 2 sierpnia 1941
Sądzę, iż w korespondencji wygodniej będzie używać nazwy ,,Per-
sja" zamiast "Iran", w przeciwnym bowiem razie nastąpić mogą nie-
bezpieczne omyłki w związku z podobieństwem słów "Iran" i "Irak".
W każdym razie po słowie ,,Persja" można podawać w nawiasie "Iran".
Oficjalna korespondencja z rządem perskim powinna się oczywi-
ście odbywać na zasadach przez nich ustalonych.

I następnie:
102 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

Premier do ministra informacji 29 sierpnia 1941


Proszę w miarę możności starać się używać nazwy ,,Persja" zamiast
"Iran".

Z przyjemnością dowiaduję się, że rząd perski teraz (1949)


przyjął oficjalnie tę nazwę·
Podczas mojej podróży komitet specjalny składał mi drogą tele-
graficzną sprawozdania z przebiegu swojej pracy, zatwierdzonej
jednocześnie przez Gabinet Wojenny. Z telegramu przesłanego 6
sierpnia jasno wynikało, że Persowie nie zastosują się do naszych
próśb dotyczących wydalenia ze swojego kraju niemieckich agen-
tów i mieszkańców oraz że będziemy musieli uciec się do użycia
siły. Teraz należało skoordynować nasze plany dyplomatyczne
i militarne z planami Rosjan. 13 sierpnia pan Eden przyjął pana
Majskiego w Foreign Office. Podczas rozmowy ustalono treść od-
powiednich not dla Teheranu. To posunięcie dyplomatyczne miało
stanowić nasze ostatnie słowo. Pan Majski poinformował ministra
spraw zagranicznych, że "po przedstawieniu memorandów rząd
radziecki będzie gotowy do podjęcia akcji zbrojnej, lecz rozpocz-
nie ją dopiero wspólnie z nami". Otrzymawszy te wiadomości,
zadepeszowałem 19 sierpnia: "Postawa Rosjan wydaje się rozsąd­
ną i jestem zdania, że powinniśmy wyruszyć razem z nimi, póki
jeszcze jest czas".
Znajdowaliśmy się w pełnej gotowości. Mając na uwadze sil-
niejszy niż przewidywano opór Persów, musieliśmy rozważyć
możliwość ściągnięcia dodatkowych oddziałów z Bliskiego
Wschodu. 24 sierpnia, w przeddzień planowanego ataku na
Persję, wysłałem następującą depeszę do szefów sztabu:

Trzeba natychmiast wysłać większe posiłki w kierunku wschod-


nim. Czy to prawda, że 10 dywizja hinduska nie posiada batalionów
brytyjskich podporządkowanych każdej brygadzie? Jeżeli tak, to na-
leży bezzwłocznie wysłać naj krótszą możliwą drogą trzy bataliony
brytyjskie, aby dołączyły do generała Quinana. Skoro generał Au-
chinleck proponuje zmniejszenie swojej aktywności na Pustyni Za-
chodniej w ciągu najbliższych kilku tygodni, powinien otrzymać po-
lecenie wysłania w kierunku wschodnim większych oddziałów, niż to
było dotychczas ustalone. Należy uruchomić przynajmniej odpowied-
nik jednej dodatkowej dywizji, która obejmuje wyżej wymienione
PERSJA I BLISKI WSCHÓD 103

trzy brytyjskie bataliony. Jeżeli wszystko dobrze pójdzie, jakie siły


będą dostępne w Egipcie? Gdzie znajduje się ostatnia brygada 50 dy-
wizji? Przecież Cypr nie jest obecnie zagrożony.

Z powodu nieustępliwości rządu perskiego generał Quinan,


dowodzący w Iraku, otrzymał 22 lipca rozkaz zajęcia rafinerii
w Abadanie oraz pól naftowych, zarówno tych leżących w jego
sąsiedztwie, jak również położonych w odległości 250 mil na
północ, niedaleko Chanakinu. Wspólna nota angielsko-sowie-
cka z 17 sierpnia spotkała się z niezadowalającą odpowiedzią,
w związku z czym datę wejścia wojsk brytyjskich i sowieckich
do Persji ustalono na 25 sierpnia. W skład wojsk imperialnych
wchodziły: w rejonie Abadanu 8 hinduska dywizja piechoty
pod dowództwem generała Harveya, w rejonie Chanakinu 9
brygada pancerna, jeden hinduski pułk czołgów, cztery batalio-
ny brytyjskie i jeden pułk brytyjskiej artylerii pod dowództwem
generała S lima. Siły wspierające składały się z jednego dywi-
zjonu współpracy z siłami lądowymi, jednego dywizjonu my-
śliwskiego i jednego bombowego. Pierwszym celem było zaję­
cie pól naftowych, drugim wejście do Persji, opanowanie -
z udziałem Rosjan - perskich linii komunikacyjnych oraz za-
bezpieczenie drogi tranzytowej do Morza Kaspijskiego. Na po-
łudniowym froncie można się było spodziewać oporu ze strony
dwóch dywizji perskich i 16 lekkich czołgów, a na północy ze
strony trzech dywizji.
Zajęcia rafinerii w Abadanie dokonała brygada piechoty, któ-
ra przypłynęła z Basry i wylądowała o świcie 25 sierpnia. Wię­
kszość żołnierzy perskich była zaskoczona, lecz mimo to udało
im się zbiec ciężarówkami. Odbyło się trochę walk ulicznych
i zajęto kilka perskich jednostek pływających. Równocześnie
inne oddziały 8 dywizji zajęły port w Chorramszahr od strony
lądu, a znaczne oddziały zostały wysłane na północ w kierunku
Ahwazu. Gdy nasze wojska zbliżały się do Ahwazu, otrzymali-
śmy wiadomości, że szach wydał rozkaz zaprzestania ognia,
w związku z czym perski generał nakazał swoim oddziałom po-
wrót do koszar. Na północy bardzo łatwo zajęto pola naftowe,
a oddziały generała Slima posunęły się 30 mil wzdłuż drogi
prowadzącej do Kermanszah. W tym momencie jednak znala-
104 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

zły się w pobliżu przełęczy


Paitak, która, odpowiednio bronio-
na, stanowiła poważną przeszkodę. Chcąc temu zaradzić, wy-
słano jedną kolumnę na północ, by okrążyła nieprzyjacielską
pozycję. Po pokonaniu niewielkiego oporu oddziały te doszły
do Szahabadu i 27 sierpnia znalazły się na tyłach wroga. Dzia-
łanie to połączone z bombardowaniem z powietrza sprawiło, że
obrońcy przełęczy pośpiesznie opuścili swoje pozycje. W zno-
wiono ofensywę na Kermanszah i 28 sierpnia napotkano nie-
przyjacielskie siły. Lecz w momencie, gdy miano wydać rozkaz
do ataku, pojawił się oficer perski z białą flagą, co oznaczało
koniec kampanii. Liczba ofiar po naszej stronie wyniosła 22
zabitych i 42 rannych.
Tak oto dobiegły końca krótkie i skuteczne zmagania przytła­
czających sił ze słabym i starożytnym państwem. Wielka Bry-
tania i Rosja walczyły o życie. Inter arma silent leg es. Możemy
być jedynie zadowoleni, że nasze zwycięstwo przyczyniło się
do zachowania niepodległości Persji.
.. - ..
Opór perski załamał się tak szybko, że nasze stosunki
z Kremlem stały się na powrót czysto polityczne. Głównym ce-
lem, który przyświecał wysunięciu propozycji wspólnej kampa-
nii w Persji, było otwarcie linii komunikacyjnej prowadzącej
z Zatoki Perskiej do Morza Kaspijskiego. Dzięki tej współpra­
cy mieliśmy także nadzieję na zacieśnienie stosunków z na-
szym nowym sprzymierzeńcem. Obydwie strony zgadzały się
oczywiście w opinii co do wydalenia z Persji lub wzięcia do
niewoli wszystkich Niemców oraz co do konieczności zlikwi-
dowania wszelkich wpływów niemieckich w Teheranie i całym
kraju. Poważne i niezwykle delikatne kwestie dotyczące ropy,
komunizmu i powojennej przyszłości Persji nieustannie tkwiły
w podświadomości, lecz nie musiały bynajmniej uniemożliwiać
braterstwa i dobrej woli.
Premier do generała Ismaya,
dla Komitetu Szefów Sztabu 27 sierpnia 1941
Teraz, gdy już wiadomo, że opór perski nie jest niczym poważnym,
chciałbym wiedzieć, jakie są plany uderzenia, w wyniku którego po-
.
..
•::.-. szyby naftowe
'

DZIAŁANIA W PERSJI
Drogi
Linie kolejowe ~~~

o
c' ==--......C:===::S,200 mil
50 100
106 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

damy sobie ręce Z Rosjanami oraz uruchomimy kolej dla naszych


celów. Przedstawiliśmy szachowi kilka propozycji, lecz może on je
odrzucić, albo też Rosjanie nie wyrażą na nie zgody. W związku
z tym: jakie są zamysły co do podania sobie rąk z Rosjanami i jakie
ruchy przewidują nasze oddziały w najbliższym tygodniu?

Premier do generałaWavella 30 sierpnia 1941


Cieszę się z sukcesuwyprawy perskiej. Nie ma powodu, by nie miał
Pan teraz powrócić do kraju, tak jak to Pan proponował. Szczególnie
interesują mnie Pańskie projekty dotyczące kolei, które tutaj są bada-
ne niezwykle szczegółowo.
Wszyscy w kraju są zachwyceni Pańskim kolejnym sukcesem.

Jednak wizyta generała Wavella w Londynie musiała zostać


przełożona ze względu na jego konieczną obecność w Tehera-
nie. Miałem również nadzieję, że Wavell, mówiący biegle po
rosyjsku, może stać się ważnym łącznikiem pomiędzy nami
a naczelnym dowództwem sowieckim.
Premier do generała Wavella 1 września 1941
Zgadzam się z szefami sztabu, że Pańska obecność w Teheranie bę­
dzie niezwykle pomocną dla Bullarda [posła brytyjskiego] podczas
rozmów na temat żądań militarnych, a zarazem pozwoli utrzymać
wpływy sowieckie w granicach zdrowego rozsądku.

Premier do sir R. Bullarda (Teheran) 3 września 1941


Trudno w tej chwili przewidzieć, jak rozstrzygnie się wojna w tych
rejonach, lecz wiadomo, że powinna powstać jak najlepsza droga
tranzytowa od Zatoki Perskiej do Morza Kaspijskiego i to w jak naj-
szybszym tempie i bez względu na koszty, aby rozpocząć wysyłanie
dostaw dla Rosji. Najprawdopodobniej w 1942 r. w Persji działać bę­
dą znaczne siły brytyjskie i z pewnością znajdą się tam potężne siły
powietrzne.
Sądzę, że wspólna, angielsko-rosyjska okupacja Teheranu nie bę­
dzie konieczną (przynajmniej na tym etapie), ale rząd perski, jeśli
chce tego uniknąć, będzie musiał okazać nam lojalność i odpowiednią
gotowość. Chwilowo nie zwróciliśmy się przeciwko szachowi, lecz
jeżeli efekty naszych działań będą niezadowalające, wówczas
weźmiemy pod uwagęjego złe rządy. Chcielibyśmy wprawdzie otrzy-
mać to, czego potrzebujemy, na mocy porozumienia z rządem per-
skim i nie pragniemy powodować otwartej wrogości, lecz nasze żąda­
nia muszą być w jakiś sposób spełniane, w związku z czym myślę, że
PERSJA I BLISKI WSCHÓD 107

powinien Pan wymóc na nich te ułatwienia, o które prosimy, krok po


kroku, używając argumentu o możliwej okupacji Teheranu przez So-
wietów. Nie należy się obawiać, że Sowieci zapragną zagarnąć zbyt
wiele, ponieważ ich głównym celem jest stworzenie drogi tranzyto-
wej dla dostaw amerykańskich.

Premier do premiera Stalina 16 września 1941


Moim najgłębszym pragnieniem jest zawarcie sojuszu z Persją, jak
również ustalenie jak najskuteczniejszych zasad współpracy z Pań­
skimi siłami w Persji. W kraju tym dają się zaobserwować oznaki
poważnych niepokojów pomiędzy członkami plemion w związku z
upadkiem władzy perskiej. Jeżeli te niepokoje się rozprzestrzenią,
spowodują marnotrawienie energii naszych wojsk, która skierować
się będzie musiała na utrzymywanie tych ludzi w ryzach, co z kolei
oznacza obciążenie dróg i szlaków kolejowych, podczas gdy my pra-
gniemy, by linie te były maksymalnie wykorzystywane do przesyła­
nia dostaw do Waszego kraju. Naszym celem powinno więc być
utrzymanie spokoju pomiędzy Persami tak długo, jak długo prowa-
dzimy wojnę. Wyraźne wskazówki Waszej Ekscelencji w tej sprawie
będą bardzo korzystnymi dla naszych interesów na tym drugorzęd­
nym obszarze działań wojennych .
•• ... 4.

Premier do lorda Beaverbrooka


(podczas misji w Rosji) 21 września 1941
Generał Wavell planuje udanie się do Tbilisi przez Bagdad w dro-
dze powrotnej do Indii. Włada on biegle językiem rosyjskim i myślę,
że mógłby kierować, a gdyby siły nasze odpowiednio wzrosły, nawet
dowodzić wojskami, które zostaną wysłane w rejon Morza Kaspij-
skiego jako pomoc dla Rosjan w nadchodzącej kampanii. W związku
z tym powinien on przeprowadzić rozmowy z rosyjskimi władzami
wojskowymi na temat sytuacji ich południowego skrzydła oraz sytu-
acji w Persji.
Proszę Cię, wspomnij o tym w swoich rozmowach i dopilnuj, by
dało się z tego wyciągnąć jak najwięcej korzyści.

Premier do premiera Stalina 12 października 1941


Persja jest dla nas ważną z dwóch powodów: po pierwsze, jako
bariera uniemożliwiająca niemiecką penetrację w kierunku wschod-
nim, a po drugie, jako droga tranzytowa dla dostaw do basenu Morza
Kaspijskiego. Jeżeli planuje Pan wycofanie 5 lub 6 dywizji rosyjskich
w celu wykorzystania ich na głównym froncie, wówczas my przej-
108 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

mierny odpowiedzialność za utrzymanie i ulepszenie drogi dostaw-


czej. Równocześnie składam uroczystą obietnicę, że Wielka Brytania
nie będzie szukać dla siebie korzyści kosztem ZSRR oraz jego intere-
sów ani podczas wojny, ani po jej zakończeniu. W każdym razie nale-
ży szybko podpisać porozumienie trójstronne, by uniknąć wewnętrz­
nych niepokojów, mogących zablokować szlak dostawczy. Generał
Wavell będzie w Tbilisi 18 października i przedyskutuje z Pańskimi
generałami wszystkie kwestie, które Pan poleci im poruszyć.
Brak nam słów, aby wyrazić, co czujemy w związku z Waszą heroi-
czną walką. Myślę, że teraz działania nasze będą mówić same za
siebie.
.. - ..
Wszystkie ustalenia z Rosjanami przeszły niezwykle gładko.
Warunki przedstawione rządowi perskiemu obejmowały ogól-
nie: zaprzestanie oporu, wydalenie Niemców, neutralność oraz
możliwość korzystania przez sprzymierzonych z perskich linii
komunikacyjnych w celu wysyłania tranzytem zaopatrzenia do
Rosji. Tak udał się kolejny krok w okupacji Persji. Siły brytyj-
skie i rosyjskie spotkały się w wielkiej przyjaźni, a Teheran zo-
stał zajęty 17 września, po abdykacji szacha na rzecz jego uta-
lentowanego, 22-letniego syna. 20 września nowy szach, idąc
za radą sprzymierzonych, przywrócił monarchię konstytucyjną,
a wkrótce potem jego ojciec udał się na wygnanie i zmarł w Jo-
hannesburgu w lipcu 1944 r. Większość naszych sił wycofała
się z kraju, zostawiając jedynie niewielkie oddziały przezna-
czone do strzeżenia linii komunikacyjnych, a ewakuację Tehe-
ranu przeprowadzono 18 października. Nieco później nasze siły
pod dowództwem generała Quinana zajęły się przygotowywa-
niem umocnień na wypadek wtargnięcia armii niemieckiej
z Turcji albo z Kaukazu oraz sprawami administracyjnymi,
związanymi z nadejściem znacznych posiłków w razie spodzie-
wanego najazdu.
Naszym głównym celem stało się stworzenie poważnego
szlaku dostawczego do Rosji przez Zatokę Perską. Dzięki przy-
chylności rządu w Teheranie rozwijano porty i wodne szlaki
komunikacyjne, budowano drogi i odbudowywano linie kolejo-
we. Poczynając od września 1941 r., przedsięwzięcie to, rozpo-
PERSJA I BLISKI WSCHÓD 109

częte i rozwijane przez armię brytyjską, a przejęte i zakończone


przez USA, pozwoliło nam na wysłanie do Rosji w ciągu czte-
rech i pół roku 5 milionów ton zaopatrzenia .
.. - ..
Możemy teraz powrócić do sytuacji na głównej scenie dzia-
łań wojennych na Morzu Śródziemnym.
Obie strony wykorzystały okres letni na wzmocnienie armii
na Pustyni Libijskiej. Dla nas wzmocnienie Malty było rzeczą
niezbędną. Utrata Krety pozbawiła flotę admirała Cunningha-
ma bazy paliwowej, znajdującej się dostatecznie blisko, by
umożliwić wprowadzenie do akcji sił morskich pełniących fun-
kcje ochronne. Wzrastała możliwość desantu morskiego na
Maltę z Włoch albo Sycylii, chociaż, co wiemy dopiero teraz,
Hitler i Mussolini zaaprobowali taki plan dopiero w 1942 r.
Nieprzyjacielskie bazy powietrzne, zarówno na Krecie jak i w
Cyrenajce, zagrażały konwojom płynącym na szlaku od Ale-
ksandrii do Malty do tego stopnia, że w kwestii transportu do-
staw musieliśmy się całkowicie zdać na zachód.
Przy wykonywaniu tego zadania wyjątkowo odznaczył się
admirał Somerville wraz z eskadrą "Force H" z Gibraltaru. Je-
dynym dostępnym szlakiem stał się ten, który Admiralicja uz-
nała za najbardziej niebezpieczny. Na szczęście jednak wyma-
gania jakie stawiała inwazja na Rosję zmusiły Hitlera do wyco-
fania swoich sił powietrznych z Sycylii, co dało Malcie chwilę
wytchnienia i umożliwiło nam odzyskanie przewagi powietrz-
nej nad Cieśniną Maltańską. Ułatwiło to nie tylko dostęp kon-
wojom płynącym z zachodu, lecz także pozwoliło uderzać na
transporty i okręty zaopatrzeniowe wiozące posiłki dla Rommla.
Dwóm dużym konwojom udało się szczęśliwie przebić. Prze-
płynięcie każdego z nich stanowiło poważną operację morską.
W lipcu przypłynął na Maltę konwój składający się z sześciu
okrętów zaopatrzeniowych. Dwa dni później Włosi przeprowa-
dzili jedyny ciężki atak na port Valetta przy użyciu 20 ścigaczy
i 8 małych okrętów podwodnych. Obrona portu zniszczyła pra-
wie wszystkie atakujące siły. We wrześniu dopłynął kolejny
konwój, składający się z 9 transportowców (z których stracono
110 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

jeden), z bardzo silną eskortą, w skład której wchodziły pancer-


niki: Prince oj Wales, Rodney i Ark Royal, 5 krążowników i 18
niszczycieli. Oprócz tych głównych konwojów również mniejsze
statki zaopatrzeniowe dotarły do wyspy. W sumie 32 z 34 dopły­
nęły bezpiecznie. Umożliwiło to nie tylko przetrwanie twierdzy,
ale także zadawanie ciosów. Podczas trzech miesięcy kończących
się we wrześniu brytyjskie samoloty, okręty podwodne i niszczy-
ciele działające z Malty zatopiły na szlaku afrykańskim 43 statki
i okręty Osi, w sumie 150 tys. ton. W październiku zatopiono 60%
dostaw płynących dla Romm1a. Niewykluczone, że wpłynęło to
decydująco na walki pustynne 1941 r.

.. -...
We wrześniu niemiecki admirał współdziałający z naczelnym
dowództwem włoskim donosił:
Obecnie, podobnie zresztą jak zawsze, flota brytyjska panuje na
Morzu Śródziemnym. [... ] Flota włoska nie była w stanie zapobiec
działaniom sił morskich wroga, lecz przy pomocy lotnictwa uniemo-
żliwiła konwojom brytyjskim regularne używanie szlaku przez Morze
Śródziemne. [ ... ]
Do naj niebezpieczniejszej broni Brytyjczyków należą okręty pod-
wodne, zwłaszcza te, które działają z Malty. W opisanym okresie do-
szło do 36 ataków okrętów podwodnych, w tym 19 skutecznych. [ ... ]
Z powodu słabości lotnictwa włoskiego na Sycylii w ciągu ostatnich
tygodni wzrosło zagrożenie niemiecko-włoskich szlaków morskich
do Afryki Północnej. [ ... ] Co więcej, z Malty dokonywane są prawie
codzienne ataki na Trypolis. W ostatnich czasach o wiele częściej niż
dawniej włoskie porty na Sycylii są odwiedzane przez samoloty bry-
tyjskie. [ ... ] Oddziały włoskich sił powietrznych stacjonujące obecnie
na Sycylii i w Afryce Północnej nie wystarczają do powstrzymania
RAF-u oraz uniemożliwienia działań morskich. [ ... ] Jeszcze raz
ostrzegam, iż nie wolno lekceważyć niebezpieczeństwa związanego
z sytuacją na Morzu Śródziemnym .
.. - ..
Powyższe sukcesy nie zmniejszyły moich obaw dotyczących
opóźnienia działańna Pustyni Libijskiej, jak również posiłków
w ludziach i sprzęcie docierających do Romm1a, w związku
PERSJA I BLISKI WSCHÓD 111

z czym zachęcałem Admiralicję do jeszcze większych wysił­


ków. Pragnąłem zwłaszcza, by na MaIcie umieszczono dodat-
kowe jednostki floty nawodnej.

Premier do pierwszego lorda Admiralicji


Do wiadomości dla generała lsmaya 22 sierpnia 1941
1. Proszę rozważyć jak naj szybsze wysłanie na Maltę flotylli, a jeśli
to możliwe, to nawet jednego lub dwóch krążowników.
2. Musimy rzucić okiem wstecz, by zbadać, jak bardzo nasze pier-
wotne cele uległy zmianie. Otóż istaniał plan, który Pan uważał za
absolutnie istotny, zablokowania portu w Trypolisie, dla którego to
celu miał być poświęcony Barham. Alternatywną i zarazem niezwy-
kle desperacką decyzję zbombardowania go przedstawił naczelny do-
wódca na Morzu Śródziemnym. Udało się tego dokonać w jakiś czas
później bez żadnych strat w ludziach i w sprzęcie. Następnie na Maltę
przybyła flotylla Mountbattena. Wszystko to wydarzyło się kilka mie-
sięcy temu. A teraz zapomnijmy o datach. Jak to się stało, że sprawa
tajuż niejest taka pilna, jaką była wtedy? Jak to jest możliwe, że teraz
z zadowoleniem obserwujemy to, co poprzednio uważaliśmy za rzecz
nie do zniesienia, choć wszystko dzieje się na przekór naszym pla-
nom, i to na znacznie większą skalę?
3. Powodem wycofania flotylli Mountbattena z Malty nie było wy-
łącznie realne niebezpieczeństwo, jakie mogło tam zaistnieć, lecz po-
trzeby i konsekwencje wynikające z naszej sytuacji na Krecie, gdzie
flotylla została praktycznie zniszczona. W ten sposób straciliśmy
z oczu cel, co do którego wszyscy, a przede wszystkim Admiralicja,
byliśmy zgodni.
4. Tymczasem wydarzyły się trzy rzeczy. Po pierwsze, lotnictwo
i działa przeciwlotnicze zwiększyły obronność naszych umocnień na
Malcie, a niemieckie siły powietrzne zostały w pewnym stopniu
ściągnięte do Rosji. Po drugie, przebieg bitwy o Atlantyk jest coraz
korzystniejszy dla nas, posiadamy coraz więcej sprzętu mogącego
walczyć z U-bootami i możemy oczekiwać znacznej ulgi w wyniku
działań amerykańskich na zachód od 26 południka. Po trzecie, generał
Auchinleck nie zamierza przeprowadzać żadnych działań wcześniej
niż w listopadzie.
5. Czy mamy więc czekać i pozwalać, by w Libii gromadziły się
nieprzebrane posiłki, złożone głównie z żołnierzy włoskich oraz na-
pływającego zaopatrzenia? Jeżeli tak, to generał Auchinleck, gdy
wreszcie uzna, że jest gotów do działań, nie będzie się znajdował
w lepszej sytuacji niż obecnie.
112 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

6. Chciałbym otrzymać jakieś wiadomości od Pana w ciągu tego


weekendu, a wszystko moglibyśmy przedyskutować na posiedzeniu
sztabu w poniedziałek wieczorem.

Polityka ta została zaakceptowana, choć trzeba było czasu, by


wprowadzić ją w życie. W październiku na Malcie uformowała
się eskadra "Force K", w której skład wchodziły krążowniki
Aurora i Penelope i dwa niszczyciele Lance i Lively. Oddała
ona niezwykle cenne usługi.
.. - ,..

Moje plany w owym czasie były znacznie bardziej rozległe.


W czasie wojny dobrze jest planować z pewnym wyprzedze-
niem, choć nie zawsze, oczywiście, jest to możliwe. Uspokoje-
nie, które nastąpiło po decyzji Auchinlecka o przesunięciu ter-
minu ofensywy oraz pomyślna kampania perska stwarzały mo-
żliwości realizacji tych zamiarów. Rzeczą podówczas najistot-
niejszą było, moim zdaniem, wysłanie drogą morską jak naj-
większych posiłków na wschód. Nie potrafiłem żadną miarą
przewidzieć, jak potoczy się bitwa na Pustyni Libijskiej, ani też
czy rosyjski front na Kaukazie zdoła się utrzymać. Oprócz tego
istniało cały czas potencjalne niebezpieczeństwo ze strony Ja-
ponii, mogącej zagrozić Australii i Nowej Zelandii. Moim pra-
gnieniem było pchnięcie na wschód kolejnych dwóch dywizji
brytyjskich. Gdyby udało się nam wysłać je dookoła Przylądka
pod koniec tego roku, wówczas mielibyśmy do dyspozycji zna-
czne siły na wypadek nieprzewidzianych ewentualności. Była­
by to ruchoma rezerwa, owa masa manewrowa, która zapewni-
łaby nam przewagę w chwili próby. Nauczono mnie tego
w twardej szkole, gdzie każda lekcja odbywa się tylko raz.
Zapragnąłem więc w miarę możności zabezpieczyć się pod-
wójnie, zasilając armię znajdującą się na Pustyni Libijskiej
dwoma dywizjami oraz zachowując ruchomą rezerwę na Bli-
skim Wschodzie w razie nieoczekiwanej sytuacji. Jednak do
realizacji tych zamiarów brakowało nam okrętów. To, co dało­
by się wygospodarować z walk na Atlantyku, zostało włączone
do konwojów statków płynących dookoła Przylądka oraz do
PERSJA I BLISKI WSCHÓD 113

konwojów z Australii lub Indii. Nawet Leathers nie był w stanie


zaoferować żadnego rozwiązania. Lecz coraz serdeczniejszy
ton mojej korespondencji z Prezydentem pozwalał mi żywić
nadzieję, iż zechce on pożyczyć nam kilka szybkich transpo-
rtowców. I - jak się okazało - nie byłem w błędzie. Było to
oczywiście możliwym dopiero po upływie wielu miesięcy, lecz
pragnąłem mieć kilka okrętów pływających po Oceanie Indyj-
skim na wypadek różnych nieprzyjemnych sytuacji.

Premier do szefa sztabu imperialnego


i ministra transportu morskiego 22 sierpnia 1941
Proszę o dostarczenie mi gotowego planu wysłania kolejnych
dwóch dywizji piechoty na Bliski Wschód, aby można go było rozpa-
trzyć w poniedziałek wieczorem. Proszę mnie poinformować, ile stat-
ków będzie potrzebnych do wykonania tej operacji. Część ciężarówek
może zostać przesłana bezpośrednio z USA. Po otrzymaniu tych da-
nych poproszę prezydenta Roosevelta o pożyczenie niezbędnych stat-
ków i mam nadzieję, że je otrzymam.
Ewentualnie można by powyższe dywizje wysłać do Halifaksu lub
Nowego Jorku i tam zaokrętować na jednostki amerykańskie. Mini-
ster transportu morskiego powinien zająć się tą sprawą i przedłożyć
mi szczegółowy raport. Jestem przekonany, że do końca listopada uda
się nam umieścić dwie dodatkowe dywizje na tym teatrze działań
wojennych, a to, czy będą one działały w Persji, Iraku czy na Bliskim
Wschodzie, zależeć będzie od okoliczności. Chciałbym także otrzy-
mać rozkład, wedle którego odbywać się będzie wysyłanie 1 dywizji
pancernej na Bliski Wschód.

Wszystkie skomplikowane szczegóły zostały przedyskuto-


wane z lordem Leathersem i szefami sztabu.

Premier do generała 1smaya 26 sierpnia 1941


Proszę o przyśpieszenie wysłania tych posiłków po ustaleniach
z lordem Leathersem i działem przemieszczeń Ministerstwa Wojny.
Należy użyć całej przemyślności i sprytu, aby zminimalizować żąda­
nia, jakie będę musiał przedstawić Prezydentowi. Prośba dotyczyć
będzie podróży pewnej liczby statków z Ameryki do Wielkiej Bryta-
nii, a stąd na Bliski Wschód i z powrotem do Ameryki. Amerykanie
powinni je mieć do dyspozycji najpóźniej w styczniu lub lutym. Jeżeli
uda się przejąć Normandie, umożliwi to przeładunek w Trynidadzie,
co z kolei zwolni wcześniej kilka mniejszych statków. W takim razie
114 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

należy poczynić przygotowania do przyjęcia tych statków na Bliskim


W schodzie, łącznie z przeładunkiem na mniejsze jednostki.
Proszę o przedstawienie najlepszego z możliwych planów oraz
o zwrócenie uwagi na sprawy najtrudniejsze, tak abym mógł przewod-
niczyć podczas ostatecznej konferencji. Możliwe cięcia w imporcie.

Teraz zwróciłem się do Prezydenta.

Były człowiek marynarki


do prezydenta Roosevelta 1 września 1941
1. Sukcesy tak gładko odniesione przez nas w Persji powodują za-
cieśnienie naszych kontaktów z Rosjanami, w związku z czym pro-
ponujemy podwojenie lub przynajmniej znaczne powiększenie linii
kolejowej prowadzącej od Zatoki Perskiej do Morza Kaspijskiego.
Stworzy to pewny szlak, którym długoterminowe dostawy będą mo-
gły docierać do pozycji rosyjskich w dorzeczu Wołgi. Oprócz tego
koniecznym staje się zachęcenie Turcji do stanowczego sprzeciwu
przeciwko przemarszowi wojsk niemieckich do Syrii i Palestyny.
W związku z obydwiema sprawami zamierzam wzmocnić armie na
Bliskim Wschodzie dwiema dywizjami brytyjskimi, w sumie 40 ty-
sięcy ludzi, oprócz 150 tysięcy żołnierzy poborowych i jednostek,
które mamy zamiar wysłać do czasu Bożego Narodzenia. Nie jeste-
śmy jednak w stanie zapewnić temu przedsięwzięciu odpowiedniej
liczby statków. Czy mógłby Pan pożyczyć nam 12 amerykańskich
transatlantyków i 20 statków handlowych obsadzonych przez amery-
kańskie załogi od października, pod taką flagą, jaką by ustalono. Je-
żeli mogłyby tutaj przybyć na początku października, dołączylibyśmy
je do naszych październikowych i listopadowych konwojów na Bliski
Wschód.
2. Po rozmowach z Panem, Panie Prezydencie, zdaję sobie sprawę,
że będzie to bardzo trudne, lecz wysłanie kolejnych oddziałów na
Bliski Wschód staje się coraz bardziej palące. Utrzymanie Turcji oraz
wsparcie dla Rosji powstrzyma Hitlera w jego marszu na wschód.
Zdaję sobie sprawę, że pożyczenie tych jednostek niezwykle utrudni
jakiekolwiek znaczniejsze wysyłki sił amerykańskich do Europy
i Afryki, lecz jak Pan wie, nigdy dotąd nie prosiłem Pana o wyświad­
czenie tego typu przysługi.
3. Do Pana należy sprecyzowanie spodziewanej rekompensaty za
statki zatopione w wyniku działań wroga. Do tej pory nasze doskona-
le strzeżone konwoje nie ponosiły niemal żadnych strat. Myślę, że
w obecnej sytuacji posunięcie takie będzie niezwykle słusznym i będę
niezmiernie wdzięczny, jeżeli wyrazi Pan zgodę.
PERSJA I BLISKI WSCHÓD 115

W rezultacie otrzymałem niezwykle wielkoduszną i przyja-


zną odpowiedź. "Jestem pewien - zakomunikował Prezydent 6
września - że możemy pomóc w realizacji Pańskiego planu
wysłania dodatkowych posiłków dla arrnii na Bliskim W scho-
dzie. W każdym razie mogę zapewnić Pana, że jesteśmy w sta-
nie dostarczyć jednostki mogące przewieźć 20 tysięcy ludzi".
Jednocześnie poinformował, że będą to transportowce amery-
kańskiej marynarki wojennej obsadzone przez własne załogi,
i że amerykański pakt o neutralności zezwala na wpływanie
wszystkich amerykańskich jednostek marynarki wojennej do
każdego portu. Amerykańska Komisja Morska zaplanuje umie-
szczenie 10 lub 12 dodatkowych jednostek na północnym At-
lantyku, aby kursowały pomiędzy portami amerykańskimi
i Wielką Brytanią, co umożliwi zluzowanie dziesięciu lub dwu-
nastu brytyjskich statków handlowych z przeznaczeniem ich do
podróży na Bliski Wschód. "Pożyczam Panu - oznajmił - nasze
najlepsze statki transportowe. Nawiasem mówiąc, jestem za-
chwycony Pańską decyzją wysłania posiłków na Bliski
Wschód".
Były człowiek marynarki
do prezydenta Roosevelta 7 września 1941
1. Jestem niezmiernie wdzięczny za Pańską szybką odpowiedź na
moją prośbę dotyczącą transportu morskiego na Bliski Wschód i cie-
szę się, że aprobuje Pan tę linię postępowania. Oprócz sił już wcześ­
niej wymienionych zamierzam wysłać tam dodatkowych 17 dywizjo-
nów myśliwskich.
2. W moim telegramie dotyczącym pomocy dla Rosji miałem za-
miar dodać: "Dopóki będą walczyć, warto im pomagać; jeżeli nato-
miast przestaną, traci to jakikolwiek sens". Ponosimy bardzo duże
ofiary jeżeli chodzi o czołgi, lecz ta myśl podtrzymuje mój zapał.
3. Z głębokim zainteresowaniem oczekujemy w poniedziałek obie-
canego przez Pana wystąpienia. We wtorek przemawiam w Izbie
Gmin.

W tym samym czasie Prezydent wprowadził w życie porozu-


mienia zawarte ze mną w zatoce Placentia, dotyczące nasilenia
bezpośredniej interwencji na Atlantyku .

.. - ..
116 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

Niezwłocznie przystąpiłem do wykorzystnia bezcennego pre-


zentu Prezydenta, jakim były transportowce.

Premier do pułkownika Hollisa,


dla Komitetu Szefów Sztabu 17 września 1941
1. Należy zrobić wszystko, aby przyśpieszyć ruch i rozładunek
szybkich tranportowców amerykańskich, co umożliwi nam maksy-
malne wykorzystanie drugiej podróży. Nie należy opóźniać daty wy-
płynięcia tych jednostek Z Ameryki jedynie z powodu przwożenia ka-
nadyjskich oddziałów pancernych. Ich przewóz jest rzeczą wygodną,
lecz niekonieczną. Nie do przyjęcia jest zwłoka w ponownym ich
załadowaniu w portach brytyjskich od 23 października do 15 listopa-
da. Na1eży w jak naj szybszym czasie umieścić na pokładzie dodatko-
wą dywizję numer 1. Jeżeli pogodzimy to wszystko z ruchami konwo-
jów, zyskamy na tym przynajmniej dwa tygodnie.
2. Stan bojowy armii ,,Nil" jest bardzo dobry. Nie stanowi to żadne­
go zaskoczenia, jeśli wziąć pod uwagę, że ma ona pięciomiesięczną
przerwę w walkach. 60 brytyjskich batalionów osiąga stan osobowy
do 880 ludzi, a 45 pułków artyleryjskich wymaga jedynie procento-
wych uzupełnień. Trudno sobie wyobrazić, że za kilka miesięcy cała
ta artyleria wciągnięta zostanie do ciężkich i nieprzerwanych walk.
W związku z tym kwestia oddziałów uzupełniających dla artylerii nie
znajduje się na pierwszym miejscu pod względem ważności. 6 kom-
panii transporterów czołgowych i 16 standardowych kompanii czoł­
gów średnich powinno znaleźć się na jednym z pierwszych miejsc.
Dotyczy to również posiłków hinduskich, posiłków morskich i artyle-
ryjskich itp. dla dwóch nowych dywizji hinduskich w Iraku. 10 do 20
tysięcy ludzi z oddziałów piechoty można będzie stopniowo wprowa-
dzać w miarę możliwości i niewykluczone, że pilnie potrzebne będą
pewne jednostki z Królewskiego Korpusu Pomocniczego [R.A.S.C. -
Royal Army Service Corps]. Trzeba jednak pamiętać, że nic nie jest
ważniejsze od operacji "Crusader". Malaje mogą poczekać, a sprawę
Afryki Zachodniej załatwimy albo nie, zależnie od okoliczności.
W tej chwili musimy określić hierarchię ważności poszczególnych
działań.
3. Głównym zadaniem jest wysłanie na Bliski Wschód dywizji bry-
tyjskich numer 1 i 2, o czym poinformowaliśmy prezydenta Roose-
velta. Jeśli uwzględnić przedłużenie działań o kolejny miesiąc lub
dwa oraz podróż powrotną okrętów amerykańskich, to powinniśmy
zrealizować wszystkie nasze zamiary. Nie można mówić, że nic się
nigdy nie udaje.
PERSJA I BLISKI WSCHÓD 117

4. Chciałbym, aby Ministerstwo Lotnictwa przyśpieszyło działania


zmierzające do zwiększenia liczby dywizjonów na Bliskim Wscho-
dzie do 62 i pół.
5. Będę niezwykle wdzięczny, jeżeli powyższe punkty zostaną
wprowadzone do poprawionego programu posiłków dla Bliskiego
Wschodu, jak również z przyjemnością przedyskutuję wszelkie po-
wstałe trudności w rozmowie z szefami sztabu dziś lub jutro wieczo-

.. - ..
rem.

Chociaż szefowie sztabu wyrazili zgodę na wysłanie dwóch


dodatkowych dywizji na wschód, mieli jednak jakieś niedobre
przeczucia. Pomimo grożących zewsząd niebezpieczeństw na-
dal uważałem ofensywę Auchinlecka za sprawę o pierwszo-
rzędnym znaczeniu.

Premier do pułkownika Hollisa,


dla Komitetu Szefów Sztabu 18 września 1941
1. Musimy przewidzieć, czy istnieje niebezpieczeństwo wybuchu
jakichś rozstrzygających walk przed przybyciem konwojów. Ryzyko
nie jest bynajmniej równomiernie rozłożone na cały ten okres i nie
należy zakładać, że w każdej chwili zmuszeni będziemy dostarczyć
maksymalną liczbę dodatkowych oddziałów. Jedyne poważniejsze
walki, jakich należy się spodziewać, wywiążą się podczas długo prze-
kładanej ofensywy na Pustyni Zachodniej, dla której obecnie nie dotrą
żadne posiłki z wyjątkiem już wysłanych. Jednakże, jeżeli ofensywa
ta się powiedzie, zmusi to służby transportowe, a w tym jednostki
specjalne, do przedsięwzięcia bardzo trudnych zadań, tj. albo utrzy-
mania zajętych obszarów, albo ambitnego skoku w kierunku zachod-
nim. W tych okolicznościach jestem skłonny spełnić żądania Króle-
wskiego Korpusu Pomocniczego, choć pierwotnie uważałem je za
wygórowane. O 13 500 wspominam w depeszy dla Komitetu Szefów
Sztabu; kolejne 4 tysiące dałoby się uzyskać, zatrzymując 5 batalio-
nów piechoty, które miały być wysłane do Indii październikowym
konwojem. Jednakowoż Pustynia Zachodnia jest znacznie mniejsza
od Indii. Indie mają niewątpliwie duże potrzeby, lecż według ostat-
nich danych otrzymają 7 900, tzn. trzy bataliony plus oddziały zasila-
jące potrzebne dla rozszerzenia walk, co stanowi dość znaczny za-
strzyk. W związku z tym chciałbym, aby 5 batalionów, w sumie 4
tysiące ludzi, zostało zatrzymanych aż do Nowego Roku. Kwatera
główna w Indiach musi otrzymać wyjaśnienie, że opóźnienie to jest
118 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

tylko chwilowe, i że plan rozszerzenia walk powinien być kontynuo-


wany.
2. Trudno obecnie przewidzieć, z której strony i w jaki sposób roz-
poczną się inne "poważne walki" w czasie podróży naszych konwo-
jów, tj. od końca 1941 r. aż do ich przybycia w lutym 1942. Jest mało
prawdopodobnym, by w czasie tych pięciu miesięcy Turcja otworzyła
drzwi dla niemieckiej inwazji na Syrię, lub też by w razie odmowy
nieprzyjaciel przebił się siłą przez Azję Mniejszą. Jeżeli Rosja nie
zostanie całkowicie pokonana, Niemcy będą niechętni angażowaniu
się. w jakąkolwiek większą wojnę z Turcją, która kosztowałaby ich
kolejny milion ludzi. W związku z tym nie sądzę, by inwazja z półno­
cy na Syrię i Palestynę nastąpiła wcześniej niż z końcem zimy - daj-
my na to w marcu. Pogląd taki występuje w wielu pismach szefów
sztabu.
3. Jedyny poważny atak może nastąpić od strony Kaukazu i Morza
Kaspijskiego. To jednak wymagałoby od nieprzyjaciela opanowania
Morza Czarnego (gdzie obecnie Rosjanie posiadają przytłaczającą
przewagę morską) oraz zajęcia Sewastopola i Noworosyjska, tudzież
przejścia przez Kaukaz z Batumi do Baku, lub też przedostania się na
północ od Morza Czarnego i przekroczenia Kaukazu z północy na
południe. Jako trzecią możliwość wymieniłbym przebicie się przez
linię Wołgi, przemarsz Niemców dookoła Morza Kaspijskiego i zni-
szczenie ostatnich rezerw armii rosyjskich. Jednak w ciągu najbliż­
szych sześciu miesięcy jest to absolutnie niewykonalne, oczywiście
jeżeli wykluczymy poddanie się albo klęskę Rosji. Jeżeli to nie nastą­
pi, Morze Kaspijskie, mocno trzymane przez rosyjskie siły morskie,
pozostanie potężną tarczą skierowaną na północ.
4. Jakiekolwiek "poważne walki" wybuchłyby jedynie w razie klę­
ski Turcji i Rosji lub w razie przebicia się Niemców przez Anatolię,
przez Kaukaz, bądź też wokół północnej części Morza Kaspijskiego.
Z punktu widzenia zdrowego rozsądku należy wykluczyć wszystkie
te możliwości przed wiosną 1942 r.
5. W związku z tym nie mogę zaakceptować teorii ciągłego ryzyka
ponoszonego każdego dnia i uważam, że słusznie robimy, powstrzy-
mując się od wszelkich "poważnych walk" na tej arenie do marca
1942 r., z wyjątkiem Pustyni Zachodniej, chyba że, oczywiście, zde-
cydujemy sięna przeprowadzenie ofensywy. W tej sytuacji dogłębnie
rozważę główne kwestie polityczno-strategiczne związane z poważną
decyzją wysłania dwóch dodatkowych dywizji wraz z planowanymi
posiłkami.
6. Cóż to są za kwestie? Otóż po pierwsze, istnieje moralna potrze-
ba posiadania przez nas na Bliskim Wschodzie znacznych i zauważal-
PERSJA I BLISKI WSCHÓD 119

nych jednostek brytyjskich, by oczyścić się z zarzutów, skądinąd nie-


słusznych, że zawsze hojnie szafujemy cudzymi wojskami i cudzą
krwią. Po drugie, dodanie dwóch dywizji do sił uprzednio wymienio-
nych w rozmowach sztabowych wywrze odpowiedni wpływ na Tur-
cję, zwiększając równocześnie szanse skłonienia jej do włączenia się
do akcji. Po trzecie, słowo dane Prezydentowi, którego chcę dotrzy-
mać. Po czwarte wreszcie, szansa, że dywizje te mogą przesunąć się
w okolice Basry, aby wesprzeć rosyjskie siły rezerwowe na północ od
Morza Kaspijskiego.
Zresztą istnieje możliwość przyjęcia innych rozwiązań tak długo,
jak tylko te dywizje będą znajdować się w drodze. [ ... ]
..... 1

Smuts był jak zwykle informowany na bieżąco.


Premier do generała Smutsa 20 września 1941
Między dniem dzisiejszym a Bożym Narodzeniem wysyłam na Bli-
ski Wschód 2 dywizje i około 80 tysięcy innych posiłków. By umożli­
wić to przedsięwzięcie, musiałem prosić Roosevelta o pożyczenie
amerykańskich transportowców, na co wyraził zgodę. Jeżeli oczyści­
my Cyrenajkę, będziemy mieć do dyspozycji znaczne siły mogące
wesprzeć Rosjan w rejonie Morza Kaspijskiego i zdolne zachęcić
Turków do konkretnych działań. Ten ostatni punkt jest niezwykle
istotnym. Ufam, iż uda nam się przynajmniej skłonić Turków do
sprzeciwienia się żądaniom niemieckim dotyczącym możliwości
przemarszu przez Anatolię. Tymczasem Beaverbrook i Harriman uda-
ją się do Moskwy. Byliśmy zmuszeni do ogromnych ofiar w postaci
czołgów, samolotów oraz innego sprzętu bojowego, którego tak bar-
dzo potrzebujemy. Jeżeli Rosjanie wytrzymają, cała sprawa wartajest
zachodu. Jeżeli zaprzestaną walki, nie musimy im nic wysyłać. Mam
nadzieję, że w ciągu roku 1942 uda się nam dojść do ogólnej liczby 25
dywizji od Morza Kaspijskiego do Nilu. Nie sądzę, by Rosjanie chcie-
li naciskać na nas, byśmy obciążali rozwijającą się w niezwykle szyb-
kim tempie kolej transperską przewiezieniem kilku dywizji, które
możemy wysłać do Rosji. Wszystkie te sprawy zostaną przedyskuto-
wane w Moskwie i przestudiowane przez nasze sztaby. Będzie Pan na
bieżąco informowany.

a .....

Wszystkie nasze myśli zaprzątała sprawa Pustyni. Chciałbym


tutaj powrócić do noty, którą na temat nieuniknionych działań
120 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

na Pustyni napisałem w czasie podróży do zatoki Placentia


w pierwszym tygodniu sierpnia. Pokazałem ją szefowi sztabu
imperialnego i generałowi Brooke'owi, naczelnemu dowódcy
Home Forces. Obydwaj byli tego samego zdania, choć wprowa-
dzili pewne drobne poprawki, dotyczące mniej istotnych szcze-
gółów.
Począwszy od 7 października 1941 r., pismo to zaczęło krą­
żyć wśród wszystkich głównych dowódców. Decyzja zawarta
w paragrafie 4, a dotycząca dowództwa wojskowego i powie-
trznego, weszła w życie w wyniku telegramów do generała Au-
chinIecka i marszałka lotnictwa Teddera, ustalając ich wzajem-
ne stosunki i potwierdzając nadrzędną władzę dowódcy wojsk
lądowych w kwestii użycia sił powietrznych zarówno w czasie
bitwy, jak i w jej fazie wstępnej. Zasada ta przeważała od tej
pory warmii brytyjskiej i niezależnie od tego przyjęto ją
później w Stanach Zjednoczonych.

NOTA MINISTRA OBRONY

1. Chwała temu dowódcy, który jako pierwszy w tej wojnie przy-


wróci artylerii należne jej miejsce na polu bitwy, z którego została
usunięta przez czołgi. W tym celu koniecznym jest przestrzeganie
następujących reguł:
a) Każde działo polowe lub ruchome działo przeciwlotnicze powin-
no być zaopatrzone w jak największy zapas pocisków przeciw-
pancernych, dzięki czemu każde ruchome działo stanie się dzia-
łem przeciwpancernym, a każda bateria posiadać będzie swoją
własną ochronę przeciwpancerną.
b) Gdy działa zostaną zaatakowane przez czołgi, muszą w pełni
wykorzystać zaistniałą sytuację.Walka powinna się toczyć aż do
końca. Dopóki czołgi nie znajdą się w bliskiej odległości, powin-
ny być gęsto ostrzeliwane pociskami burzącymi HE [High explo-
sive]. W tej fazie walki gąsienice czołgów są naj wrażliwszym
celem. Na bliską odległość należy używać pocisków przeciwpan-
cernych AP [Armour-piercing] i ten rodzaj walki musi być kon-
tynuowany tak długo, jak długo wrogie oddziały będą w stanie
przetrwać. Ostatni pocisk powinien być wystrzelony z odległości
nie większej niż 10 jardów. Obsada niektórych dział będzie się
mogła całkowicie powstrzymać od prowadzenia ognia do mo-
PERSJA I BLISKI WSCHÓD 121

mentu, gdy możliwe będzie oddawanie strzałów z jak najmniej-


szej odległości.
c) Często może się zdarzyć, że w wyniku powyższej taktyki działa
zostanąpokonane i ulegną zniszczeniu, zwłaszcza jeżeli z czoł­
gami współdziała artyleria. Jeżeli jednak walka toczyć się będzie
do końca, wówczas nie będzie to stanowić ostatecznej klęski,
a wręcz przeciwnie, ogromny zaszczyt dla danej baterii. Znisz-
czenie czołgów przeciwnika wynagradza straty w działach polo-
wych i ruchomych działach przeciwlotniczych. Niemcy nie zro-
bią użytku ze zdobytych dział, ponieważ posiadają dużo swoich,
które stawiają wyżej od naszych. Nasze dostawy są w stanie uzu-
pełnić wszystkie powstałe braki.
Królewska artyleria musi ustalić zasadę, według której nieopła­
calne będzie atakowanie prawidłowo umocnionej baterii brytyj-
skiej, nieodmiennie oczekującej ataku nieprzyjaciela, by znisz-
czyć jak największą liczbę czołgów. Na widok czołgów przeciw-
nika naszym działom nie wolno cofać się bardziej, niż robiły to
pod Waterloo czworoboki Welligtona na widok kawalerii wroga.
2. Niemcy konsekwentnie rozwijają taktykę zapoczątkowaną we
Francji, a polegającą na wysyłaniu artylerii przeciwlotniczej, zwanej
"flak", wraz z najbardziej wysuniętymi oddziałami i przemieszaniu
jej z kolumnami pancernymi i dostawczymi. Trzeba przyjąć taką sa-
mą linię postępowania. Powinno to wyglądać tak, że wszystkie forma-
cje, czy to w formie kolumn, czy to rozproszone, będą posiadały jako
ochronę pewną liczbę dział przeciwlotniczych. Zasada ta dotyczy
wszystkich rodzajów kolumn, które powinny być zaopatrzone w ka-
rabiny maszynowe, jak również działa typu Bofors, jako że ich dosta-
wy nieustannie rosną.
3.250 dział Bofors zostaje wysłanych dla generała Auchinlecka, by
użył ich tak, jak uważa za stosowne, ze wszystkimi swoimi kolumna-
mi oraz w punktach zbornych swoich oddziałów i na stacjach uzupeł­
niania paliwa, niezbędnych w czasie prowadzenia działań ofensyw-
nych.
Armii nie wolno już nigdy polegać na samolotach jedynie jako
ochronie przed atakami z powietrza. Przede wszystkim należy zarzu-
cić zwyczaj utrzymywania samolotów tylko jako patroli nad rucho-
mymi kolumnami. Takie "dysponowanie" samolotami jest bardzo
nierozsądne i w ten sposób nie uda się na długo utrzymać przewagi
w powietrzu.
4. W momencie ogłoszenia przez naczelnego dowódcę wojskowe-
go na Bliskim Wschodzie rozpoczęcia bitwy, oficer dowodzący woj-
122 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

skami lotniczymi udzieli mu wszelkiej pomocy, bez względu na jakie-


kolwiek istniejące w danej chwili cele. Zwycięstwo w tej bitwie wy-
nagrodzi wszystko i stworzy nową, niezwykle korzystną sytuację.
Naczelny dowódca wojskowy przedstawi oficerowi dowodzącemu
wojskami lotniczymi wszelkie cele i zadania, które muszą być wyko-
nane, zarówno w czasie wstępnego ataku na tylne pozycje wroga, jak
również podczas działań powietrznych we właściwej fazie bitwy. Do
zadań oficera dowodzącego wojskami lotniczymi będzie należało jak
najskuteczniejsze użycie sił oddanych do jego dyspozycji w celu re-
alizacji ustalonych planów. Dotyczy to nie tylko dywizjonów przy-
dzielonych na stałe do pomocy armii, lecz także wszystkich sił powie-
trznych dostępnych na tym teatrze działań wojennych.
5. W miarę konieczności bombowce mogą być używanejako samo-
loty transportowe lub zaopatrzeniowe dla odosobnionych kolumn
wojskowych, gdyż jedynym celem jest powodzenie operacji militar-
nej. Ponieważ cele obydwu naczelnych dowódców są identyczne, nie
sądzę, by mogły wyniknąć między nimi jakiekolwiek konflikty lub
nieporozumienia. Naturalnie, oficer dowodzący wojskami lotniczymi
odłoży na bok wszelkie działania rutynowe i skoncentruje się na bom-
bardowaniu tyłowych pozycji wroga we wstępnej fazie bitwy. Odby-
wać się to będzie nie tylko nocą, lecz także w dzień, pod osłoną my-
śliwców. Działania te stanowić będą doskonałą próbę sił, pozwalając
równocześnie osiągnąć lokalną przewagę w powietrzu. Cokolwiek
jest prawdziwe dla wstępnej fazy bitwy, stosuje się z jeszcze większą
mocą do jej fazy właściwej. Wszystkie nieprzyjacielskie punkty zbor-
ne, punkty uzupełniania paliwa oraz maszerujące kolumny powinny
być bombardowane w dzień, pod silną osłoną myśliwców, co walnie
przyczyni się do końcowego rezultatu walki.

Generał Montgomery nie należał do grona osób, którym


wówczas wysłałem to pismo, i dopiero gdy spotkałem się z nim
w Trypolisie w 1943, po zwycięstwie 8 armii pod AI-Alamajn,
miałem okazję pokazać mu egzemplarz. "Jest to tak samo pra-
wdziwe dzisiaj - powiedział - jak w chwili, gdy zostało napisa-
ne". Wtedy już niewątpliwie jemu należała się chwała za przy-
wrócenie artylerii należnego miejsca na polu bitwy.
ROZDZIAŁ XXVII

ROSNĄCA SIŁA WIELKIEJ BRYTANII

Ocena naszej sytuacji militarnej - Moja depesza z 4 października -


Potrzeba zachowania militarnej skuteczności Home Forces - Ograni-
czenia brytyjskiej obrony powietrznej - Ogromny wzrost siły naszego
lotnictwa myśliwskiego - Czynniki ograniczające ofensywę naszych
sił bombowych - Siły armii: moja dyrektywa z 9 października - Prob-
lem stanu liczebnego armi( moje memorandum z 6 listopada - Kwe-
stionuję groźbę inwazji - Plany dotyczące Home Gl/ard - Misja i ra-
port generała Embicka - Mój komentarz - Nasza atlantycka linia
życia - Prezydent wydaje rozkaz o otwieraniu ognia, 11 września -
Telegram do generała Sl1ultsa - Zwiększone bezpieczeństwo naszych
konwojów - Zatopienie "Reuben James", 31 października - Nasza
ofensywa powietrzna w Zatoce Biskajskiej - Okręt podwodny poddaje
się samolotowi - Szlaki morskie do Rosji - Nasz pierwszy konwój do
Rosji, 12 sierpnia - Focke-wulfy przestają stanowić zagrożenie - Rzu-
camy do akcji pierwszy lotniskowiec eskortowy - Nasz najlepszy ni-
szczyciel U-bootów - U-booły na Morzu Śródziemnym - Wydajemy
walkę niemieckim rajderom - Siły brytyjskie jesienią 1941 r. - Tabela
strat na morzu.

miarę zbliżania się zimy należało przeanalizować

W siły
i organizację armii w 1942 r., biorąc pod uwagę
zmienioną sytuację.Nie wiedzieliśmy, czy Niemcy
nie wyprodukowali do tej pory dużej ilości sprzętu desantowe-
go w celu przeprowadzenia inwazji. My sami robiliśmy to na
coraz większą skalę. Jednak ich potrzeby były znacznie wię­
ksze. Nie mogliśmy mieć pewności, czy Hitler, odepchnąwszy
armie rosyjskie podczas pierwszego uderzenia, nagle się nie
zatrzyma i nie okopie na czas zimy, tak jak to doradzała mu
większość generałów. Czyż więc teraz, mając wszystko odpo-
124 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

wiednio przygotowane, nie mógłby przerzucić bocznymi dro-


gami 20 czy 30 dywizji, które wiosną zaatakowałyby Wielką
Brytanię? Nie było nawet wiadomo, czy nie posiada w dalszym
ciągu na Zachodzie dostatecznie silnych oddziałów do wykona-
nia tego zadania. Wydawało się również możliwym, że Luftwaffe
zostanie raptownie przerzucona ze Wschodu na Zachód.
W każdym razie musieliśmy być przygotowani na taką nagłą
zmianę. Sir Alan Brooke, naczelny dowódca Home Forces,
miał za zadanie stawić czoło wszystkim tym niebezpieczeń­
stwom. Zupełnie słusznie poparł żądania Home Defence (obro-
ny wewnętrznej) domagającej się dużej liczby ludzi i grożącej
w razie ich nieotrzymania drastycznymi redukcjami istnieją­
cych jednostek. Na mnie, jako na ministrze obrony, oraz na
szefach sztabu spoczął obowiązek podjęcia decyzji dotyczą­
cych przydziału naszych nadwerężonych zasobów ludzkich.

Premier do ministra wojny


i szefa sztabu imperialnego 4 października 1941
1. Jestem głęboko zaniepokojony oświadczeniem naczelnego do-
wódcy Home Forces stwierdzającym, iż do wiosny będzie on zmuszo-
nym zredukować liczbę standardowych formacji dywizyjnych do 11
lekkich dywizji. Nie można się absolutnie pogodzić ze zlikwidowa-
niem prawie połowy naszej armii i uważam, że powinni Panowie po-
informować rząd znacznie wcześniej, że taka sytuacja może w ogóle
zaistnieć.
2. Nie ma potrzeby aż tak drastycznego okaleczenia naszej armii.
Wyjąwszy działania ofensywne, nasze straty podczas zimy nie powin-
ny przekroczyć 60 tysięcy ludzi, a już w tej chwili organizujemy na-
bór znacznie większej liczby. 26 dywizji standardowych, 9 dywizji
hrabstw oraz 7 dywizji pancernych, włączając w to oddziały strażni­
cze (dopiero tworzone) nie może w żadnym wypadku ulec redukcji.
Jeżeli potrzebne są kolejne jednostki, to możliwym będzie znalezienie
4 czy 5 niezależnych brygad i 12 batalionów.
3. Proszę o natychmiastowe przeanalizowanie oświadczenia na-
czelnego dowódcy i przedstawienie mi raportu na ten temat. Tymcza-
sem należy przestrzegać następującej zasady: żadna istniejąca jedno-
stka dywizyjna nie może zostać zredukowana ani przekwalifikowana
bez mojej wyraźnej zgody, uzyskiwanej każdorazowo z dużym wy-
przedzeniem. Równocześnie muszę otrzymywać wszelkie informacje
oj akichkol wiek nowych jednostkach mających zastąpić jednostki już
ROSNĄCA SIŁA WIELKIEJ BRYTANII 125

istniejące
oraz innych istotnych zmianach w obsłudze i sprzęcie. Pro-
szęo przedłożenie mi listy wszystkich planowanych i rozpoczętych
zmian.

Równocześnie robiłem wszystko, co w mOJeJ mocy, aby


utrzymać skuteczność Home Forces oraz obronić je przed po-
zornie słusznymi i uzasadnionymi żądaniami departamentów
cywilnych.
Premier do ministra wojny 5 października 1941
1. Nie podoba mi się pomysł używania armii do robót ziemnych
podczas zimy lub też do innych prac tego typu. Nie chodzi też o to, że
siły powietrzne mają podobny plan, który przewiduje wysłanie 8 ty-
sięcy techników z RAF-u w mundurach do pracy w fabrykach na
około 6 miesięcy. Sądzę, że nie można stawiać znaku równości po-
między tymi dwoma planami.
2. W swoich rozważaniach powinien się Pan kierować wyłącznie
względami militarnymi, a nie ulegać słabszym jednostkom w tym
kraju, które nie rozumieją, że jakość, sprawność, skuteczność działa­
nia i żelazna dyscyplina powinny charakteryzować siły zbrojne mają­
ce stawić czoło Niemcom.
3. W nagłych wypadkach, takich jak ciężkie naloty lub żniwa, jest
rzeczą oczywistą, że armia powinna udzielić natychmiastowej pomo-
cy. Lecz wiosną wszyscy ci ludzie będą nam potrzebni, i to w sta-
nie najwyższej gotowości bojowej. Mogą też być potrzebni przed
nadejściem wiosny. Pańskim zadaniem jest trzymanie ich w pogoto-
wiu na wzór walczących kogutów, zgodnie ze wskazaniami, które
przekazałem Panu jako minister obrony. Parady, ćwiczenia, manewry,
wszechstronny rozwój umiejętności poszczególnych grup, sekcji, plu-
tonów i kompanii, ciągłe doskonalenie biegłości oficerów, kursy
i najrozmaitsze zawody - oto co powinno zajmować wszystkich. Na-
leży organizować liczne przemarsze oddziałów wraz z orkiestrami
przez miasta i okręgi przemysłowe. Monotonię można rozproszyć
przez hojniejsze udzielanie przepustek zarówno oficerom, jak i zwy-
kłym żołnierzom. Należy zadbać o ułatwienie dojazdu do miast w ce-
lach rozrywkowych, ponieważ konieczna jest odrobina zabawy jako
przeciwwaga dla ciężkich ćwiczeń. Nie potrzebujemy zabłoconej mi-
licji, lecz regularnych, dobrze wyszkolonych oddziałów, które mają
się stawić, by odeprzeć inwazję w razie jej nadejścia. W ubiegłym
tygodniu, przemawiając w Izbie Gmin, wskazałem na niebezpieczeń­
stwo ulegania łatwym i popularnym rozwiązaniom oraz powiedzia-
łem wyraźnie, do czego takie postępowanie prowadzi.
126 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

.. -..
Jedynym rezerwuarem kadr dla ruchomych oddziałów były
oczywiście baterie przeciwlotnicze i inne jednostki obrony po-
wietrznej, którymi dowodził generał Pile. Obawa przed wzno-
wieniem ataków powietrznych na jeszcze większą skalę dopro-
wadziła do żądań zwiększenia obrony powietrznej. Opierałem
się tym tendencjom i zacząłem wysuwać argumenty przeciwko
niebezpieczeństwu inwazji, choć myśl o niej nieustannie mnie
nurtowała.

Premier do pułkownika Hollisa, dla Komitetu Szefów Sztabu

OBRONA POWIETRZNA WIELKIEJ BRYTANll


DYREKTYWA PREMIERA

8 października 1941
1. Nie jesteśmy w stanie ocenić, jak silne będą tej zimy ataki powie-
trzne, ani jak wielkie będzie wiosną niebezpieczeństwo inwazji. Te
dwa pytania jak sępy zawisną nad naszymi głowami i pozostaną tam
aż do końca wojny. Jednak musimy się pilnować, by środki zaradcze
przeciwko nim nie osłabiły niepotrzebnie naszych szybkich jednostek
liniowych oraz innych jednostek ofensywnych.
2. Można by przyjąć, że w skład Obrony Powietrznej Wielkiej Bry-
tanii [Air Defence of Great Britain - A.D.G.B.] wchodzi ogółem 280
tysięcy ludzi, nie licząc dodatkowego naboru kobiet, które zechcą się
do niej przyłączyć. To da około 30 tysięcy więcej niż w roku ubie-
głym. Proponowany dodatek pięćdziesięciotysięczny (co razem dało­
by 330 tysięcy) nie jest możliwy. Stopniowo zdobywamy coraz wię­
cej dział dalekiego i bliskiego zasięgu. Część z nich może zostać uży­
ta do utworzenia dodatkowych baterii, lecz jeżeli Obrona Powietrzna
Wielkiej Brytanii nie przyczyni się do obsadzenia ich ludźmi, pozo-
staną one niewykorzystane.
3. Mając na uwadze istniejącą równowagę sił pomiędzy lotnictwem
brytyjskim i niemieckim oraz czynnik rosyjski, trzeba stwierdzić, że
prawdopodobieństwo silnych i nieprzerwanych ataków powietrznych
na Wielką Brytanię jako preludium do inwazji jest niewielkie. Na to
muszą jeszcze trochę poczekać. [... ]
4. Obrona Powietrzna Wielkiej Brytanii musi w związku z tym wy-
kazać się maksymalną giętkością i utrzymywać statyczny element ob-
rony na poziomie niezbędnego minimum. W tym celu jak największa
ROSNĄCA SIŁA WIELKIEJ BRYTANII 127

jej część musi istnieć w formie ruchomej. Generał Pile powinien przy-
gotować plany przekazania możliwie największych posiłków rucho-
mej artylerii generałowi Brooke' owi i jego armii. Czasami trzeba bę­
dzie ją przemieścić lub też udostępnić identyczny zestaw ruchomych
dział. Pozwoli to na przerzucanie sił z jednej strony na drugą zgodnie
z potrzebami chwili. [... J
6. Przede wszystkim nie możemy w nieskończoność dodawać dzia-
ła do działa i baterii do baterii, w miarę wypuszczania ich przez fabry-
ki, gdyż w ten sposób przykuwamy coraz większą liczbę wyszkolo-
nych ludzi do statycznych i biernych jednostek obronnych.
7. Generał Pile powinien otrzymać wszelką niezbędną pomoc pod-
czas przygotowywania planów zmierzających do zwiększenia rucho-
mej artylerii oraz wzmocnienia baterii nadbrzeżnych przy równoczes-
nym utrzymywaniu niezbędnego minimum, co zdało tak dobrze egza-
min w ubiegłym roku.
8. Komitet Szefów Sztabu proszony jest o udzielenie porad i roz-
ważenie kroków, jakie należy poczynić, by wprowadzić w życie po-
wyższe zasady.

.. - ...
W tym czasie ogromnie wzrosła siła naszego lotnictwa myśli­
wskiego, co nie tylko dawało nam większe szanse w razie inwa-
zji, lecz także otwierało nowe perspektywy w planowaniu stra-
tegicznym.

Premier do szefa sztabu lotnictwa 1 września 1941


Z przyjemnością zauważyłem po powrocie, że mamy praktycznie
sto dywizjonów (99,5).
Znaczące zmiany w ogólnej sytuacji wojennej wynikłe z pojawie-
nia się Rosji jako strony walczącej oraz poprawa naszej pozycji na
Bliskim Wschodzie (w tym w Persji) sprawiają, iż skłonny jestem
wysłać zwiększone posiłki na Bliski Wschód, aby wpłynąć na Turcję
i wesprzeć Rosję na jej południowym skrzydle. Rozważam wysłanie
aż 20 pełnych dywizjonów myśliwskich do Iraku, Persji i Syrii. Nie-
wykluczone, że te dywizjony, broniąc obszarów znajdujących się pod
kontrolą naszą lub naszych sprzymierzeńców, włączą się do walk
z niemieckimi bombowcami, także bombowcami nurkującymi, i że
wtedy będziemy musieli odtworzyć sprzyjające warunki walki, które
umożliwiły zadanie Niemcom ciężkich strat w czasie bitwy o Anglię.
Może się to okazać bardziej opłacalnym przedsięwzięciem niż nie-
zwykle ciężkie walki we Francji, które oczywiście musimy kontynuo-
128 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

wać jak długo jest ku temu sposobność. Siły te musiałyby odbyć długą
podróż morską dookoła Przylądka, a do akcji weszłyby dopiero pod
koniec roku. Powinny one zabrać ze sobą jeden lub dwa efektywnie
zorganizowane ośrodki kontrolne (tak jak Grupa 11), by w pełni moż­
na było zamanifestować siłę obrony przy użyciu myśliwców. Opusz-
czą one kraj dopiero, gdy minie zagrożenie inwa~i . Jest to oczywi-
ście dodatek do tego, co już Pan posiada na wschodzie.
Będę niezwykle zobowiązany, jeżeli zbada Pan tę sytuację pod każ­
dym względem i poinformuje mnie, ile osób powinien nadal liczyć
personel, jakie są wymagania co do transportu morskiego i co Pan
sądzi o tym tak istotnym przerzuceniu naszych sił. Siły takie działają­
ce na północ i południe od Morza Kaspijskiego stanowiłyby giganty-
czny wkład w wysiłek Rosjan, a ich sprzymierzenie z jednostkami
bombowymi wstrzymałoby na długi czas niemiecką ofensywę na
Wschód. Również hinduskie siły powietrzne weszłyby do działań na
tym samym terenie.

Ani przez chwilę nie ustawałem w wysiłkach zmierzających


do zwiększenia i rozwijania produkcji bombowców, która nie
spełniała nawet najbardziej umiarkowanych wymagań jej zwo-
lenników.
Premier do lorda przewodniczącego Rady 7 września 1941
Ogromnie martwi mnie tak wolny rozwój produkcji ciężkich i śred­
nich bombowców. Aby osiągnąć stan najwyższej gotowości bojowej
na pierwszej linii (tj. 4 tysiące średnich i ciężkich bombowców), RAF
zażądał dostarczenia 22 tysięcy sztuk pomiędzy lipcem 1941 a lipcem
1943, z czego 5 500 otrzymamy z USA. Najświeższe prognozy wska-
zują, że z pozostałych 16500 otrzymamy z naszych fabryk jedynie 11
tysięcy. Jest to nie do przyjęcia, jeżeli mamy wygrać tę wojnę. Po
długich dyskusjach z ministrem przemysłu lotniczego i sir Charlesem
Cravenem wydałem polecenie opracowania planu przewidującego
wyprodukowanie w wyżej wymienionym okresie 14 500 samolotów
zamiast 11 tysięcy. Jest to możliwe do osiągnięcia jedynie kosztem
zwiększonego wysiłku i częściowego zignorowania pozostałych po-
trzeb. Materiały i narzędzia nie są nieprzezwyciężoną przeszkodą,
a co do pilotów, to jest ich dostatecznie dużo, by obsadzić wszystkie
samoloty. Kluczowym zadaniem pozostaje dostarczenie odpowied-
niej liczby wykwalifikowanych pracowników, którzy muszą złożyć
maszyny i wyszkolić ogromną grupę kobiet i mężczyzn. Taką siłę ro-
boczą można zdobyć jedynie kosztem innych planów.
ROSNĄCA SIŁA WIELKIEJ BRYTANII 129

Poprosiłem ministra przemysłu lotniczego o opracowanie tego no-


wego programu oraz o sprecyzowanie, czego będzie potrzebował do
jego zrealizowania. Zaproponowałem również, aby zasugerował,
w jaki sposób jego prośby będą mogły zostać spełnione. Poleciłem też
ministrowi lotnictwa, aby dostosował program rozwoju RAF-u do
nowego programu produkcji. Ułatwi to w dużym stopniu przygoto-
wanie lotnisk, produkcję bomb itp., ponieważ pełna gotowość bojowa
na pierwszej linii zostanie osiągnięta nieco później, niż to było plano-
wane.
Chciałbym, aby zebrał Pan wszystkich niezbędnych ministrów,
przedyskutował z nimi plan przygotowany przez ministra przemysłu
lotniczego i przedłożył mu propozycję wprowadzenia go w życie.
Przy okazji koniecznym będzie pokazanie efektów naszych pozosta-
łych działań. Być może trzeba będzie opóźnić program Admiralicji
lub zredukować dopływ sprzętu dla armii. Przede wszystkim jednak
trzeba będzie drastycznie zmniejszyć liczbę budowanych fabryk -
zarówno tych rozpoczętych jak i tych, których budowa dopiero miała
być rozpoczęta - ponieważ wymagają one ogromnej ilości siły robo-
czej oraz materiałów. Proszę sporządzić spis takich fabryk, opisać ich
przeznaczenie, podać datę rozpoczęcia budowy i stan, w jakim się
obecnie znajdują, oraz rok i miesiąc, w którym najprawdopodobniej
rozpoczęłyby działanie. Wszystkie długoterminowe plany muszą te-
raz ustąpić miejsca produkcji jak największej liczby bombowców.
Sprawę tę uważam w tej chwili za najistotniejszą i w ciągu dwóch
tygodni chciałbym otrzymać od Pana wstępne propozycje działań.
Następnie musi pan bacznie obserwować postępy w realizacji tego
planu, ja zaś ze swej strony zwoływać będę od czasu do czasu konfe-
rencje, aby przyśpieszyć omawiane procesy .

.. - ..
Równocześnie zmuszony byłem uspokajać część naszych za-
ufanych oficerów, którzy w zdenerwowaniu poczęli wysuwać
pod naszym adresem różnorodne żądania. Niezbędne cięcia
wprowadzone przez nas we wszystkich sektorach uderzyły
szczególnie mocno w dowództwo obrony wybrzeża. Moim za-
daniem byłajednoczesna walka na wszystkich frontach admini-
stracyjnych oraz znalezienie właściwego rozwiązania wśród
mnogości sprzecznych potrzeb.
130 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

Premier do szefa sztabu lotnictwa 7 października 1941


1. Mamy nadzieję, że ofensywa powietrzna przeciwko Niemcom
spełni oczekiwania sztabu sił powietrznych. Robimy wszystko, by
stworzyć jak największe siły bombowe, i nikt nie zamierza zrezygno-
wać z tych dążeń. Nie podzielam jednak pełnego zaufania, jakim wie-
le osób darzy podobny sposób przeprowadzania ataku, a tym bardziej
odżegnuję się od wyrażania zaufania w kategoriach liczbowych. Jest
to oczywiście naj skuteczniejsza obecnie metoda na zniszczenie mora-
le nieprzyjaciela. Jeżeli Stany Zjednoczone wkroczą do wojny, trzeba
je będzie wesprzeć w roku 1943 uderzeniami wojsk pancernych
w wielu krajach, które dojrzały już do buntu. Tylko w ten sposób da
się cokolwiek osiągnąć. Nawet jeżeli zamienimy wszystkie miasta
niemieckie w pustynię, nie będzie to bynajmniej oznaczać osłabienia
siły militarnej Niemiec lub też unieruchomienia ich produkcji wojen-
nej.
2. Sztab lotnictwa popełnia błąd, żądając zbyt wiele. Przed wojną
zostaliśmy w znacznej mierze omamieni obrazem zniszczeń, jakie
miały spowodować nieprzyjacielskie naloty. Dlatego właśnie prze-
znaczono dla ofiar nalotów 250 tysięcy łóżek, podczas gdy w rzeczy-
wistości nigdy nie potrzebowano ich więcej niż 6 tysięcy. Obraz zni-
szczeń spowodowanych przez lotnictwo był tak przesadzony, że stał
się ogromnym obciążeniem dla ludzi odpowiedzialnych za naszą
przedwojenną politykę oraz znacznie przyczynił się do nieudzielenia
wsparcia Czechosłowacji w sierpniu 1938 f. Tymczasem, już po roz-
poczęciu wojny, sztab lotnictwa uporczywie przekonywał nas, że je-
żeli nieprzyjaciel zajmie Niderlandy, a co gorsza Francję, nasza pozy-
cja stanie się beznadziejna ze względu na ciągłe ataki powietrzne.
Jednakże zupełnie dobrze dajemy sobie radę, mimo zignorowania
w dużej mierze powyższych prognoz.
3. Jest zupełnie możliwym, że niemieckie morale ulegnie załama­
niu oraz że w znacznej mierze spowodują to nasze ataki bombowe.
Jednakże należy pamiętać, że wszystko ciągle się zmienia i nie należy
wykluczać, że niemiecka machina wojenna umiejscowiona w róż­
nych punktach całej Europy będzie w 1943 r. w dużej mierze nieza-
leżną od budowli stojących w jej ojczyźnie.
4. Natomiast sytuacja byłaby zupełnie inna, gdyby Luftwaffe zosta-
ła tak zredukowana, że możliwe byłoby dzienne bombardowanie nie-
mieckich fabryk. Jednak zgodnie z tym, co mi obecnie wiadomo, nie
mogłoby się to odbywać poza zasięgiem ochrony samolotów myśli­
wskich. Trzeba robić, co się da, i uważam, że nierozsądnym jest ten,
kto sądzi, iż istnieje jakakolwiek pewna metoda wygrania tej wojny
lub jakiejkolwiek innej toczącej się pomiędzy równymi sobie prze-
ROSNĄCA SIŁA WIELKIEJ BRYTANII 131

ciwnikami. Jedyny możliwy sposób walki to nie ustawać w wysił­


kach. Z przyjemnością przedyskutuję z Panem osobiście wszystkie te
problemy.
.. -..
Doszedłemwreszcie do ogólnych wniosków dotyczących si-
ły i charakteru armii jako przedmiotu naszych dążeń w roku
1942. Otrzymałem zgodę odnośnych władz na poniższy pro-
gram oraz wynikające z niego konsekwencje.

SIŁA ARMII
DYREKTYWA MINISTRA OBRONY

9 października 1941
1. W Zjednoczonym Królestwie (włączając w to Irlandię Północną)
znajduje się obecnie 26 standardowych zmotoryzowanych dywizji
piechoty oraz jedna dywizja polska, w sumie 27, dobrze wyposażo­
nych w broń i środki transportu (około 15500 ludzi) oraz 10 organi-
zacji korpusowych i korpusów wojskowych (61 tysięcy ludzi). Posia-
damy 8 dywizji hrabstw mogących działać na plażach (około 10 tysię­
cy ludzi), wyposażonych jedynie w artylerię nadbrzeżną i bardzo
skromne środki transportu. Mamy 5 dywizji pancernych i 4 armijne
brygady pancerne; na całość składa się 14 brygad pancernych (z pię­
cioma jednostkami dywizyjnymi), 4 grupy brygadowe z artylerią
i transportem, 7 brygad piechoty i 12 batalionów; co więcej, mamy 8
batalionów ochrony lotnisk i około stu tysięcy ludzi w oddziałach ob-
rony wewnętrznej i w batalionach Młodych Żołnierzy.
2. Proponujemy zmienić tę organizację na 27 dywizji standardowych
(zwanych odtąd dywizjami polowymi) plus dywizja polska (z ele-
mentem pancernym), w sumie 28; zwiększyć siły pancerne do 7 dy-
wizji pancernych z ośmioma brygadami czołgów armii, co stworzy
w sumie 22 brygady pancerne (z siedmiona jednostkami dywizyjny-
mi). Cztery grupy brygadowe pozostaną bez zmian. Zamiast 8 dywizji
hrabstw oraz wymienionych wyżej jednostek powstanie 13 brygad
i odpowiednik dwóch brygad sprzymierzonych oraz 8 "luźnych bata-
lionów". Te pierwsze stworzą Krajową Armię Polową (Home Field
Army), która stanowić będzie odpowiednik 45 dywizji. Oprócz tego
nadal istnieć będzie 8 batalionów ochrony lotnisk oraz oddziały obro-
ny wewnętrznej i bataliony Młodych Żołnierzy.
3. Celem tych zmian jest zwiększenie siły armii, a zwłaszcza od-
działów pancernych, dostarczenie dodatkowej artylerii polowej
132 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

i przeciwpancernej oraz tej przeznaczonej dla pięciu dodatkowych


dywizji hinduskich mających powstać w 1942 r. W tym celu koniecz-
nym będzie dostarczenie nie mniej niż 17 batalionów brytyjskich dla
armii hinduskiej.
4. Jakiekolwiek redukcje w siłach wymienionych w paragrafie 2
nie wchodzą w rachubę ze względu na nasze potrzeby. Aby móc je
utrzymać przez najbliższe 9 miesięcy, tj. do l lipca 1942, a także aby
utrzymać oddziały dla armii na Bliskim Wschodzie i w Indiach oraz
dla naszych garnizonów w Islandii, Gibraltarze, Malcie i Hongkongu,
trzeba dostarczyć armii 278 tysięcy ludzi, biorąc przy tym pod uwagę
średnie straty, wynoszące 50 tysięcy kwartalnie. Przedsięwzięto środ­
ki, aby liczbę tę zapewnić. Armia potrzebuje również przynajmniej
142 tysięcy kobiet, oprócz tych 63 tysięcy, które już się zgłosiły.

Następnie ukazałem szczegółowo stan naszych sił w kraju


i za granicą. W konkluzji przedstawiłem siłę i rozmieszczenie
naszych zasobów militarnych przed przystąpieniem USA do
wojny. Po czym kontynuowałem:
10. Jeżeli przedstawimy naszą armię w postaci dywizji lub też ich
odpowiedników, to sytuacja przedstawia się, jak następuje:

Zjednoczone Królestwo 45
Dywizje przeciwlotnicze 12
Armia "Nil" 16
Armia hinduska w Iraku i Persji 9
Armia hinduska w kraju 8
Garnizony w twierdzach 7
Tubylcze dywizje afrykańskie 2
w sumie 99
11. Naszym zadaniem jest rozwinięcie, wyposażenie i utrzymanie
wszystkich tych jednostek w 1942 r.
.. - ..
Poważny problem stanowiły również rozwijające się fabryki
amunicji oraz rozliczne warsztaty. Jeżeli morale kraju ma stać
wysoko, to należy dbać o ludność cywilną. Pan Bevin z Mini-
sterstwa Pracy używał wszystkich swoich umiejętności i wpły­
wów, które posiadałjako doświadczony przywódca związkowy,
aby zebrać potrzebne ilości ludzi. Było rzecząjasną, że problem
ROSNĄCA SIŁA WIELKIEJ BRYTANII 133

ludzi jest sprawą zarówno militarną, jak i ekonomiczną. Pan


Bevin, jako dostawca siły roboczej oraz sir John Anderson, lord
przewodniczący Rady, stworzyli system, który służył nam aż do
końca wojny i pozwolił na zmobilizowanie w kraju większej
liczby ludzi, niż to się udało któremukolwiek innemu pańśtwu
w czasie tej lub poprzedniej wojny. Zadanie pierwsze stanowiło
przerzucenie do nowych miejsc pracy ludzi dotychczas wyko-
nujących mniej istotne zadania. Lord przewodniczący i jego
komitet nie bez trudności rozsądzali naj trudniejsze problemy.
Rezultaty przedstawiano mnie oraz Gabinetowi Wojennemu.
Pierwszy przegląd otrzymaliśmy w listopadzie. Podzieliłem
się wówczas z moimi kolegami osobistymi refleksjami na temat
głównych problemów zawartych w piśmie lorda przewodniczą­
cego. Koniecznym stało się złożenie ogromnego ciężaru na bar-
ki kobiet.

STAN LICZEBNY ARMII


MEMORANDUM PREMIERA

6 listopada 1941
Chciałbym przedstawić tutaj moje poglądy na najistotniejsze kwe-
stie, wymagające w dalszym ciągu ustalenia.
1. Uważam, że górny limit wiekowy przy obowiązkowym poborze
do służby wojskowej powinien zostać podniesiony o 10, tak aby objąć
nim wszystkich mężczyzn poniżej 51 roku życia. Chociaż posunięcie
takie nie przysporzy nam dużej liczby ludzi mogących brać aktywny
udział w walkach, to dopomoże ono ministrowi pracy w znalezieniu
ludzi do spełniania innych zadań.
Nie należy również wykluczać możliwości ponownego podniesie-
nia górnego limitu wiekowego przy poborze do służby wojskowej,
jeżeli zajdzie taka konieczność, lecz obecnie wydaje się, że podniesie-
nie go o 10 lat jest zupełnie wystarczające.
2. Powoływanie młodych ludzi w wieku 18 i pół zamiast 19 lat jest
w pełni uzasadnione. Osobiście byłbym za powoływaniem nawet
osiemnastolatków, gdyby to w jakikolwiek sposób zmieniało sytu-
ację.
3. Nie jestem natomiast zadowolony z trwającego obecnie poboru
kobiet do służb pomocniczych. Należy cały czas zachęcać do dobro-
wolnego zaciągania się do tychże służb.
134 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

4. Gdyby przypadkiem rząd zdecydował o przymusowym wciela-


niu kobiet do służb pomocniczych, to powinien on rozważyć, czy
najlepszą metodą nie byłby tutaj dobór naturalny zamiast powoływa­
nia grup wiekowych. Ten ostatni system zniechęciłby kobiety, które
zgłaszałyby się dopiero wtedy, gdy powoływana byłaby ich grupa
wiekowa.
5. Należy przyśpieszyć kampanię kierowania kobiet do prac przy
produkcji amunicji.
6. W odpowiednich wypadkach należy zachęcić pracodawców do
częstszego zatrudniania w przemyśle kobiet zamężnych. Byłaby to
oczywiście praca na pół etatu i trzeba znaleźć środki, aby ulżyć nieco
tym kobietom, które gotowe są spełniać podwójną rolę .
.. - ..
Ponowne przedyskutowanie całego problemu inwazji stawa-
ło sięnieuniknione i przystąpiłem do tego zadania z rosnącym
przekonaniem, że do niej nie dojdzie. Jak dotąd wszystko prze-
biegało sprawnie i dostępne nam siły były efektywnie wykorzy-
stywane. Dowództwo obrony kraju żądało ogromnych ilości
broni i zaczęto dawać coraz większą wiarę opowieściom o kon-
struowaniu przez Niemców potężnego sprzętu desantowego.
Bez lektury ówczesnych gazet trudno zrozumieć napięcie wte-
dy panujące, kiedy to niezwykle łatwo było podjąć decyzje
w tragiczny sposób zakwestionowane przez późniejsze wyda-
rzenia. Przypominałem wówczas dozorcę w ZOO, rozdzielają­
cego głodowe racje pomiędzy ogromne zwierzęta. Na szczęście
zwierzęta te wiedziały, że jestem starym i dobrym dozorcą.

Premier do szefa sztabu imperialnego 3 listopada 1941


l. Doświadczenie uczy, że wszyscy naczelni dowódcy niezmiennie
proszą o wszystko, co im tylko przyjdzie na myśl, prezentując równo-
cześnie swoje siły jako minimalne. [... ] Dopiero kilka miesięcy temu
dowiedziałem się, że możliwe jest zgromadzenie tysiąca czołgów nie-
zbędnych do stawienia czoła jesiennej inwazji. Teraz mamy ich ponad
dwa tysiące, a wiosną powinniśmy dostać kolejne półtora tysiąca, co
razem czyni trzy i pół tysiąca.
Gen~rał Brooke powinien użyć ich jak najlepiej, mając na uwadze,
że podczas obrony przed inwa:zJą należy rzucić największe siły na
pierwszą linię i że rezerwy wcale nie muszą dorównywać rozmiarami
rezerwom na Bliskim Wschodzie.
ROSNĄCA SIŁA WIELKIEJ BRYTANII 135

2. Chociaż wzywam do przesięwzięcia jak najskuteczniejszych


środków w celu odparcia wiosennej inwazji, muszę stwierdzić, iż
z dużą dozą sceptycyzmu traktuję opowieści na temat jej rozmiarów.
Dowody potwierdzające opowieść o 800 jednostkach rozwijających
prędkość ośmiu węzłów, z których każda wiezie 10 czołgów, opierają
się na niezwykle kruchych podstawach, tzn. jakiś agent odkrył, że
kilka takich jednostek jest budowanych w jednym miejscu i wysnuł
stąd wniosek, że podobne jednostki w liczbie ośmiuset są konstruo-
wane w wielu innych miejscach. Jeżeli istnieją jakiekolwiek inne do-
wody na poparcie tej historii, to chciałbym je poznać.
3. Dzięki ulepszeniu fotografii oraz zwiększonym siłom powietrz-
nym należy skutecznie uniemożliwić zgrupowanie się dużej liczby
jednostek u ujścia rzek w Holandii i Belgii. Teraz, gdy panujemy
w powierzu nad Cieśniną Kaletańską, trudno sobie wyobrazić, w jaki
sposób Dunkierka, Calais i Boulogne miałyby być użyte do inwazji.
Wszystkie okręty znajdujące się w tych portach mogą być zbombar-
dowane przy świetle dziennym pod osłoną myśliwców. Jeszcze
w ubiegłym roku nie byłoby to możliwym.
4. Nie może być mowy o odwoływaniu obietnic udzielonych Rosji.
Oczywiście, jeżeli Archangielsk zamarznie, trzeba będzie poszukać
innych szlaków. Lecz jest za wcześnie, by podnosić tego typu kwestie,
skoro atrament, którym podpisaliśmy nasze obietnice nie zdążył jesz-
cze wyschnąć, a my nie byliśmy w stanie zrobić nic innego, by pomóc
Rosjanom. [ ... J

Uznałem, iż koniecznie trzeba stworzyć plan umożliwiający


wykorzystanie wybranej części Home Guard w charakterze for-
macji militarnych podczas przewidywanej inwazji.

Premier do ministra wojny 23 listopada 1941


1. Panuje powszechne przekonanie, że niebezpieczeństwo inwazji
da się zauważyć stopniowo, dzięki gromadzeniu w portach i u ujść
rzek dużej liczby okrętów, sprzętu desantowego oraz dzięki odbywa-
jącym się na wielką skalę przemieszczeniom wojsk. Na pewnym eta-
pie tych przygotowań, które mogą zająć całe miesiące, a po tym
wszystkim okazać się fałszywym alarmem, powinniśmy ogłosić stan
pogotowia. Gdyby udało się nam trafić na odpowiedni moment, po-
winno to być około dwóch tygodni przed dniem zero. Nie oznacza to,
że całość Home Guard powinna wtedy porzucić swoje cywilne zaję­
cia - jedynie jej część zostałaby powołana, tak jak to dawniej bywało
w wypadku milicji.
136 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

2. Reszta Home Guard zostałaby powołana dopiero kilka dni przed


godziną zero lub w momencie, gdy najeźdźcy zaczęliby wsiadać na
okręty. Jednak zwiększyłaby ona czujność między ogłoszeniem stanu
pogotowia a faktycznym alarmem.
3. Taka sekcja specjalna, którą mam na myśli, nie składałaby się
oczywiście z osób poniżej 18 i powyżej 60 roku życia, lecz z ogro-
mnej masy silnych mężczyzn, którzy nie mogą wprawdzie zostać po-
wołani do wojska, lecz zgłosili się na ochotnika do Home Guard.
Uczęszczaliby oni na dodatkowe ćwiczenia, a za obecność na nich
otrzymywaliby wynagrodzenie pieniężne. Ćwiczenia te zaczęłyby się
odbywać na pełną skalę dopiero po ogłoszeniu stanu pogotowia. Nie
ma sensu utrudniać sytuacji, tworząc brygady uzbrojone według
standardów Ministerstwa Wojny. Zostaną oni uzbrojeni w karabiny,
karabiny maszynowe i transportery wyposażone w karabiny typu
Bren. Będą zorganizowani w bataliony. Do czasu ogłoszenia stanu
pogotowia nie zmienią statusu cywilów i ochotników.
Proszę o przedstawienie mi konkretnych propozycji dotyczących
rozmiarów naszych 4 batalionów w każdym obszarze korpusowym .

.. - ..
Z wielką radością przyjąłem zainteresowanie, jakie amery-
kańscy dowódcy wojskowi wykazali obroną naszej Wyspy, któ-
ra już wtedy uważana była za bastion amerykańskiego bezpie-
czeństwa. Zauważyliśmy ich obawy, że z powodu prób utrzy-
mania Bliskiego Wschodu możemy narazić na niebezpieczeń­
stwo nasz własny kraj. Na przełomie września i października
przebywał u nas wysłany przez generała Marshalla generał Em-
bick, którego serdecznie zaprosiłem do zwiedzenia wszystkich
naszych umocnień w kraju i na wybrzeżu, by następnie sformu-
łował wnioski, które miał przekazać zarówno mnie, jak i swo-
jemu rządowi. Generał Embick był niezwykle przenikliwym
krytykiem i dobrym przyjacielem Wielkiej Brytanii. Jednak już
na początku wyczułem, że miał skłonności do niepotrzebnego
ulegania panice. Pod koniec listopada sporządził swój raport.
Poniżej przedstawiam mój komentarz w tej formie, w jakiej
wówczas go napisałem.
ROSNĄCA SIŁA WIELKIEJ BRYTANII 137

Premier do generała Ismaya,


dla Komitetu Szefów Sztabu 23 listopada 1941
Raport generała Embicka na temat brytyjskiego systemu obronnego
zakłada taką samą siłę inwazji, jak ta, którą przyjęliśmy za podstawę
naszych przygotowań. Chciałbym tutaj powiedzieć, że dane, które
otrzymał generał Embick, można zaakceptować w celu utrzymania
naszej obrony na odpowiednim poziomie, lecz nie opierają się one na
żadnej solidnej podstawie z wyjątkiem rozważnego rozumowania.
[ ... ]
Wielki błąd tego dokumentu, podobnie jak wielu innych na temat
inwazji, polega na zignorowaniu chronologicznego następstwa wyda-
rzeń. Inwazja przeprowadzana na tak ogromną skalę po prostu nie
może pozostać niezauważoną. U ujścia rzek i w portach zgromadzo-
no by nie tylko 800 rzekomych jednostek desantowych, lecz także
wiele innych okrętów. Zdjęcia lotnicze wykryłyby takie działania,
a siły powietrzne rozpoczęłyby regularne bombardowania, trwające
dwa tygodnie lub dłużej. Posiadamy wystarczające siły powietrzne,
by przeprowadzać dzienne ataki pod osłoną myśliwców na obszarze
od Dunkierki do Dieppe. Nawet gdy nieprzyjaciel przezwycięży trud-
ności związane z zaokrętowaniem swoich znacznych sił, w dalszym
ciągu pozostanie problem przeprowadzenia tych jednostek przez mo-
rze, W tym momencie nasze siły morskie zostaną doprowadzone do
stanu najwyższej gotowości bojowej. Generał Embick twierdzi, że
inwazja rozpocznie się bez ostrzeżenia, i że nasze mniejsze jednostki
będą zaangażowane w działania na Atlantyku. Lecz założenie to sta-
nie się błędnym w momencie, gdy skala inwazji przekroczy poziom
ciężkich nalotów. Proszę o przekazanie mi (na jednej kartce papieru)
dokładnego rozkładu działań marynarki wojennej od pierwszego dnia
ogłoszenia pogotowia do 20 oraz o wyszczególnienie sił, którymi bę­
dziemy wówczas dysponować.
Cała ta wstępna, lecz niezbędna faza, nie odgrywa żadnej roli
w rozważaniach generała Embicka, mimo iż na niej zasadza się obro-
na naszej Wyspy przed inwazją. Zadaniem marynarki wojennej
i RAF-u jest rozbicie całej armady oraz atakowanie pozostałych okrę­
tów podczas przeprawy. Nie może być mowy o zwolnieniu tych
dwóch rodzajów sił zbrojnych z tego obowiązku .
.. - ..
Gdy rok 1941 zbliżał sięku końcowi, mogliśmy z dużym spo-
kojem przyjrzeć się naszemu śmiertelnemu starciu z U-boota-
mi. Korzystne zmiany, o których wspomniałem podczas tajnej
138 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

sesji Parlamentu pod koniec lipca, stawały się coraz bardziej


widoczne. Nasze zasoby rosły. W lipcu byliśmy w stanie za-
pewnić stałą, choć słabą, eskortę naszym konwojom na północ­
nym Atlantyku oraz na szlaku do Freetown. W czasie gdy Nie-
mcy czynili ogromne wysiłki, by zwiększyć liczbę U-bootów,
czynne wsparcie Stanów Zjednoczonych stawało się rzeczywi-
stością. Udoskonalaliśmy nie tylko nowe rodzaje broni, lecz
także skuteczne kombinacje taktyczne sił morskich i powietrz-
nych, ułatwiające zwalczanie U-bootów. Rozpoczęliśmy pro-
dukcję urządzeń radarowych montowanych na okrętach, od któ-
rych tak wiele zależało, choć odbywało się to nie bez ryzyka,
ponieważ trafiały one do hal produkcyjnych prosto ,z deski kre-
ślarskiej. Na morzu najskuteczniejszym sposobem obrony były
nadal uniki. Dzień, w którym moglibyśmy otwarcie zaatako-
wać, był jeszcze bardzo odległy.
4 września niszczyciel amerykański Greer został bez powo-
dzenia zaatakowany przez U-boota podczas podróży do Islan-
dii. W tydzień później, 11 września, Prezydent wydał rozkaz
"otwierania ognia". Podczas wystąpienia radiowego powie-
dział: "Od tej chwili, jeżeli niemieckie lub włoskie okręty wo-
jenne wpłyną na wody, których obrona jest niezbędna dla ame-
rykańskiego bezpieczeństwa, uczynią tak tylko i wyłącznie na
swoje własne ryzyko. Jako naczelny dowódca sił zbrojnych
USA wydałem rozkaz natychmiastowego wprowadzenia w ży­
cie tej zasady". 16 września po raz pierwszy amerykańska
eskorta zapewniła ochronę naszym statkom płynącym do Hali-
faksu. Pozwoliło to na odpoczynek naszym zmęczonym okrę­
tom. Lecz musiały upłynąć dwa miesiące, zanim Prezydent
zdołał się uwolnić od przepisów o neutralności, które zakazy-
wały okrętom amerykańskim wwożenia do Wielkiej Brytanii
jakichkolwiek towarów i nawet użycia siły w swojej własnej
obronie.
Pozostawałem w kontakcie z generałem Smutsem.

Premier do generała Smutsa 14 września 1941


Jestem niezmiernie zadowolony z postępowania Prezydenta, które
można oceniać jedynie w świetle tego, co ustaliliśmy podczas nasze-
go spotkania. Podległy mu obszar rozciąga się od bieguna północnego
ROSNĄCA SIŁA WIELKIEJ BRYTANII 139

na dół, wzdłuż 10 południka, mniej więcej do Wysp Owczych, później


na południowy zachód do 26 południka, a stąd aż do równika. Każdy
okręt należący do państw Osi, który znajdzie się na tym rozległym
obszarze, zostanie zaatakowany. Niedawno 16 U-bootów odcięło je-
den z naszych konwojów płynących z Grenlandii, który znajdował się
około tysiąca mil wewnątrz zakazanej strefy. Poprosiłem o wysłanie
na pomoc amerykańskich niszczycieli z Islandii, które niezwłocznie
przypłynęły, i gdyby U-booty nie zdołały umknąć, zostałyby zaatako-
wane przez wspólne siły anglo-amerykańskie. Przejęcie przez Stany
Zjednoczone odpowiedzialności za wszystkie szybkie konwoje bry-
tyjskie, za wyjątkiem konwojów wiozących żołnierzy, powinno po-
zwolić Admiralicji na wycofanie od 40 do 52 niszczycieli i korwet
stacjonujących w Halifaksie i umieszczenie ich na wodach krajo-
wych. Hitler będzie musiał wybrać pomiędzy przegraniem bitwy
o Atlantyk a konfliktami z amerykańskimi okrętami wojennymi. Zda-
jemy sobie sprawę, że bardziej zależy mu na zagłodzeniu nas aniżeli
na przeprowadzeniu inwazji. Amerykańska opinia publiczna przyjęła
bez zastrzeżeń deklarację o "strzelaniu na widok nieprzyjaciela", po-
nieważ nie zdawała sobie sprawy z obszaru, jakiego ten rozkaz ma
dotyczyć. W związku z tym będzie ona popierać coraz szersze stoso-
wanie tej zasady, która w każdej chwili może przerodzić się w wojnę.
Są to informacje wyłącznie do Pańskiej wiadomości .

.. - ..
Choć liczba U-bootów wzrosła pięciokrotnie w stosunku do
roku 1940, straty ponoszone przez nas były znacznie mniejsze.
W okresie od lipca do listopada nie został zatopiony ani jeden
statek handlowy płynący na szlaku Halifax. Wolne konwoje
płynące w lipcu i sierpniu z Sydney położonego na Cape Bre-
ton, za które odpowiedzialne były eskorty brytyjskie i kanadyj-
skie, również nie stały się obiektem ataków. We wrześniu, na
obszarze od Grenlandii do Islandii, doszło do siedmiodniowej
walki, o której wspominam w telegramie do generała Smutsa.
16 z 64 statków płynących w naszym konwoju zostało zatopio-
nych, a nieprzyjaciel stracił dwa U-booty. 31 października ame-
rykański niszczyciel Reuben James został storpedowany i zato-
piony wraz z liczną załogą. Była to pierwsza strata poniesiona
przez Stany Zjednoczone w tej nadal nie wypowiedzianej woj-
nie. W sierpniu zniesiono limit statków mogących płynąć
140 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

w jednym konwoju. Szybkie i wolne konwoje często łączyły się


w czasie podróży, a 9 sierpnia połączony konwój, liczący sto
jednostek, dopłynął bezpiecznie na miejsce. Przez trzy miesią­
ce, aż do końca września, tygodniowa średnia importu wynosiła
niemal milion ton, co oznaczało wzrost prawie o 80 tysięcy ton
tygodniowo.
Nasze patrole powietrzne obserwujące niemieckie krążowni­
ki w Breście zauważyły, że U-bo otY stacjonujące w portach bi-
skajskich regularnie pokonują drogę z bazy i do bazy, pfynąc na
powierzchni, wzdłuż stałych szlaków przecinających Zatokę
Biskajską. Stanowiło to doskonałą okazję dla naszego dowódz-
twa obrony wybrzeża, lecz by w pełni ją wykorzystać, należało
spełnić dwa warunki. Pierwszy to problem identyfikacji. Cho-
ciaż skonstruowany przez nas radar przynosił pewne korzyści,
to jednak nie byliśmy w stanie zidentyfikować celu w nocy, co
stało się możliwym nieco później, po wyposażeniu samolotów
w specjalne reflektory. Drugi warunek to zaopatrzenie samolo-
tu w broń, będącą w stanie zatopić U-boota. Bomby oraz bom-
by głębinowe, w które wyposażone były nasze samoloty, nie
były dość skuteczne, by odpowiednio wyzyskać nadarzającą się
sposobność. Niemniej jednak do końca listopada przeprowa-
dzono 28 ataków. W grudniu wróg był zmuszony do przepły­
wania zagrożonej części zatoki bądź to nocą, bądź też pod wo-
dą. Wobec tego czas, w którym U-boot mógł żerować, został
skrócony opięć dni.
W sierpniu samolot typu Hudson należący do dowództwa ob-
rony wybrzeża zaatakował U-boota bombami głębinowymi.
Uszkodzony U-bo ot nie mógł się zanurzyć, wobec czego załoga
próbowała użyć działa. Lecz hudson błyskawicznie otworzył
ogień ze swoich karabinów maszynowych i po raz pierwszy
w czasie wojny okręt podwodny wywiesił białą flagę, poddając
się samolotowi. Morze było wzburzone, a w pobliżu nie było
żadnej jednostki, lecz hudson bezlitośnie strzegł swojej ofiary.
Wezwano pomoc i następnego dnia U-boot został odholowany
przez trawler do Islandii. Później został on przekazany brytyj-
skiej marynarce wojennej. Przypadek ten był wyjątkowy.
.... ...
ROSNĄCA SIŁA WIELKIEJ BRYTANII 141

Nowy ciężar spoczął na barkach brytyjskiej marynarki wo-


jennej. Konieczność udzielenia pomocy Rosji zwróciła uwagę
na szlaki morskie do Archangielska i Murmańska. Pod koniec
lipca Vian - obecnie w stopniu admirała - otrzymał rozkaz, aby
przeprowadzić rozpoznanie na Spitsbergenie. Wylądował tam,
by zniszczyć składy węgla oraz uwolnić kilku Norwegów, któ-
rzy zostali zmuszeni do pracy dla Niemców. W czasie tej gład­
ko przeprowadzonej operacji zdobyto także trzy pełne niemiec-
kie węglowce. W tym samym czasie 56 samolotów z lotni-
skowców Furious i Victorious zgrabnie zaatakowało okręty
niemieckie stojące w portach Petsamo i Kirkenes. Udało się
wyrządzić pewne szkody, lecz 16 naszych samolotów zostało
strąconych i operacji już więcej nie powtórzono.
12 sierpnia pierwszy konwój "PQ" składający się z sześciu
statków wyruszył z Liverpoolu przez Islandię do Archangiel-
ska. Odtąd konwoje do północnej Rosji wypływały regularnie
raz lub dwa razy w miesiącu. Otrzymywały one każdorazowo
silną eskortę i nigdy nie były atakowane przez wroga. Gdy Ar-
changielsk zamarzł, zaczęto korzystać z Murmańska. Zbyt du-
żo było triumfu i szumu wokół pomyślnych dostaw dla armii
rosyjskiej i w roku następnym mieliśmy za to drogo zapłacić .
.. - ..
Wraz z przystąpieniem Rosjan do wojny zmalała liczba nie-
mieckich ataków powietrznych na nasze okręty. Wprawdzie
focke-wulfy działały na dużych obszarach, lecz nasze okręty
mogące katapultować specjalnie przeznaczone do tego celu sa-
moloty, odnosiły coraz większe sukcesy. Szlaki powrotne z Gi-
braltaru i Sierra Leone stały się celem ataków zarówno samolo-
tów niemieckich, jak też U-bootów, co w sierpniu i wrześniu
kosztowało nas 30 statków i 3 jednostki eskortujące. Wśród
nich znajdował się niszczyciel Cossack równie sławny jak Alt-
mark czy Bismarck. HMS Audacity, pierwszy lotniskowiec
eskortujący z prawdziwego zdarzenia, posiadający na pokła­
dzie sześć samolotów, wszedł do akcji we wrześniu i natych-
miast dowiódł, co jest w stanie zdziałać. Nie tylko mógł nisz-
czyć lub odpędzać focke-wulfy, lecz dzięki rekonesansom po-
142 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

wietrznym przy świetle dziennym potrafił zmusić U-booty do


pozostania pod wodą oraz wysyłać z dużym wyprzedzeniem
ostrzeżenia o ich obecności. Audacity był modelem, na którym
w późniejszych latach wzorowano liczne okręty budowane
w Stanach Zjednoczonych. Odegrały one kluczową rolę w woj-
nie z U-bootami i w różnych operacjach desantowych.
Kariera A uda ci ty była krótka. 21 grudnia, kiedy to eskortował
konwój płynący z Gibraltaru do kraju, został po stoczeniu
wspaniałej walki zatopiony przez U-boota. Komandor EJ. Wal-
ker, który dowodził eskortą konwoju, odznaczył się bardzo
w tych trwających kilka dni i nocy zmaganiach, kiedy to znisz-
czono cztery U-bo otY oprócz dwóch focke-wulf6w. Pewnej no-
cy jego okręt Stork ścigał U-boota i uderzył w niego w ciemno-
ściach. Obydwa okręty płynęły burta w burtę tak blisko siebie,
że 4-calowe działa Starka nie mogły zostać odpowiednio obni-
żone i doszło do tego, że obsady dział "wygrażały pięściami
i miotały przekleństwa" do czasu, aż bomby głębinowe zrobiły
swoje. Komandor Walker otrzymał awans jako nasz najlepszy
niszczyciel U-boot6w. Przed jego przedwczesną śmiercią
w 1944 r. grupy przez niego dowodzone zatopiły 20 U-bootów,
w tym 6 podczas jednej akcji.
Kolejnym zwiastunem poprawy sytuacji na Atlantyku była
dla nas decyzja Niemców o wysłaniu U-bootów na Morze
Śródziemne. Pięć z nich zostało uszkodzonych i zmuszonych
do odwrotu. Lecz 24 szczęśliwie przepłynęły wyznaczoną trasą
i - jak się p6źniej okazało - dały nam się solidnie we znaki .
.. .. ..
Wojnę z naszymi
oceanicznymi statkami handlowymi prowa-
dziły również korsarskie okręty
nieprzyjaciela. Australijski krą­
żownik Sydney natknął się na "Raidera G"* niedaleko zachod-

* Admiralicja brytyjska w miarę odkrywania okrętów korsarskich nieprzy-


jaciela określałaje kolejnymi literami alfabetu. Właściwa nazwa "Raidera
G" brzmiała Kormoran.
ROSNĄCA SIŁA WIELKIEJ BRYTANII 143

nich wybrzeży Australii. Niemcy, dzięki zamaskowaniu, dopro-


wadzili do zbliżenia obydwu okrętów na bardzo niewielką od-
ległość przed otwarciem ognia. Oba zatonęły. Później wyłowio­
no 25 Niemców, a reszta, koniec końców, wylądowała w za-
chodniej Australii. Z liczącej ponad 700 osób załogi krążowni­
ka Sydney nie przeżył nikt. Była to ponura ofiara poniesiona na
dalekich wodach.
Kilka dni później "Raider C"*, który zniszczył do tej pory 20
jednostek, w sumie 140 tysięcy ton, został złapany i zatopiony
na południowym Atlantyku przez krążownik Dorsetshire. Stra-
ty zadane przez korsarskie okręty niemieckie przedstawiają się
następująco:

Rok statki zatopione tonaż brutto


1940 54 366644
1941 44 226527
1942 30 194625
1943 6 49482
Mieliśmy przeto niezaprzeczalne powody do zadowolenia -
nawet w 1941 r. - w związku z wynikami wojny oceanicznej
wydanej naszej marynarce handlowej. W listopadzie 1941 r. na-
sze straty poniesione z powodu działań U-bootów zmniejszyły
się do najniższej liczby od maja 1940 r. Pomimo wszystkich
przechwałek Hitlera, zwiększenia liczby U-bootów oraz siły
lotnictwa, a także pomimo rosnącej liczby naszych konwojów
na morzach straty Brytyjczyków oraz sprzymierzonych
w 1941 r. były niewiele większe niż w 1940 r. Oczywiście po
obu stronach znajdowało się teraz więcej celów, lecz liczba U-
bootów zatopionych przez nas (w tym okrętów włoskich)
wzrosła z 42 w 1940 r. do 53 w 1941 r. Tabela zamieszczona na
końcu tego rozdziału zasługuje na dokładne przeanalizowanie.

* Właściwie Atlantis.
144 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

.. - ..
Tak więc w przededniu wielkiej zmiany w ogólnej sytuacji
wojennej udało nam się znacznie wzmocnić nasz potencjał mi-
litarny, a siła nasza nieustannie rosła w miarę rozwiązywania
kolejnych problemów. Czuliśmy się dostatecznie silni, by obro-
nić naszą Wyspę, a także by równocześnie wysyłać jak najwię­
kszą liczbę żołnierzy za granicę. Martwiliśmy się o przyszłość,
lecz mimo wszystko radziliśmy sobie. Inwazja nas nie przera-
żała, a nasze kluczowe linie komunikacyjne przez oceany rosły,
były coraz bezpieczniejsze i coraz liczniejsze. Z każdym mie-
siącem lepiej kontrolowaliśmy dojścia do naszej Wyspy. Dła­
wiąca pętla Luftwaffe i U-bootów została rozerwana, a nie-
przyjaciel odpędzony daleko od naszych brzegów. Żywność,
amunicja i dostawy napływały coraz szerszym strumieniem.
Produkcja w fabrykach rosła. Morze Śródziemne, Pustynia
i Bliski Wschód były w dalszym ciągu zagrożone, lecz w tych
ostatnich dniach listopada mieliśmy powody do zadowolenia
z dotychczasowego przebiegu wojny.
STRATY (BRT) STATKÓW HANDLOWYCH BRYTYJSKICH, ALIANCKICH I NEUTRALNYCH
ORAZ JEDNOSTEK RYBACKICH W WYNIKU DZIAŁAŃ WROGA
(LICZBA STATKÓW PODANA W NAWIASACH)
Poprawione w maju 1949 roku

JEDNOSTKI INNE
OKRES U-BOOTY MINY POWIERZ- SAMOLOTY NIEZNANE OGÓŁEM
CHNIOWE PRZYCZYNY
od 3 września do
423769 (116) 262697 (79) 61 337 (15) 2949 (lO) 7253 (4) 758005 (224)
31 grudnia 1939
1940 2186 158 (471) 509 889 (201) 511615 (94) 580074 (192) 202 806 (100) 3990542 (1058)
1941 2162168 (429) 229 838 (108) 495077 (113) 970481 (324) 332717 (167) 4190 281 (ll~
ROZDZIAŁ XXVIII

BLIŻSZE KONTAKTY Z ROSJĄ


Jesień i zima 1941

Stosunki angielsko-sowieckie - Brak jednomyślności w kwestiach mili-


tarnych - Nasze próby udzielenia wsparcia na Kaukazie - Problem wy-
powiedzenia wojny Finlandii, Rumunii i Węgrom - Mój telegram do
Stalina z 4 listopada - Jego odpowiedź, 8 listopada - R6zmowy pana
Edena z sowieckim ambasadorem, 20 listopada - Proponuję wysłanie pa-
na Edena do Moskwy - Stalin wyraża zgodę - Z niechęcią patrzę na
perspektywę zerwania z Finlandią, Rumuniq i Węgrami - Mój apel do
feldmarszałka Mannerheima - Misja pana Edena do Moslavy - Moja
dyrektywa z 5 grudnia - Pierwsza klęska niemieckiego Blitzkriegu.

naszych stosunkach ze Związkiem Sowieckim do-

W minowały obecnie dwie sprawy. Pierwszą stanowił


niezadowalający stan naszych konsultacji w kwe-
stiach militarnych, natomiast druga dotyczyła żądań Rosjan,
byśmy zerwali stosunki z satelitami państw Osi - Finlandią,
Węgrami i Rumunią. Jak wiemy, w sprawie pierwszej nie po-
czyniono większych postępów podczas niedawnych spotkań
w Moskwie. 1 listopada wysłałem następujące pismo do mini-
stra spraw zagranicznych:
Premier do ministra spraw zagranicznych 1 listopada 1941
Nie zdawałem sobie sprawy, że przyjęliśmy zasadę nieprowadzenia
konsultacji w kwestiach militarnych. O ile mnie pamięć nie myli, to
stwierdziliśmy stanowczo, że konsultacje na tematy militarne będą
prowadzone. Wysłałem przecież do lorda Beaverbrooka dokumenty
koncentrujące się całkowicie na sytuacji militarnej. Generał Ismay
został wysłany do Rosji, aby rozpocząć dyskusje na tematy militarne.
Choć nie ma to w sumie znaczenia, ponieważ obecnie i tak nie można
uczynić żadnego poważniejszego kroku. Posługując się faktami oraz
B LIŻSZE KONTAKTY Z ROS] Ą 147

danymi mógł wyjaśnić, że sugestia wysłania ,,25 lub 30 dywizji" na


front rosyjski była nierozsądną i fizycznie niemożliwą do zrealizowa-
nia. Mógł też wyjaśnić, że wysłanie nawet 2 lub 3 dywizji zablokowa-
łoby najważniejsze dla rosyjskich dostaw linie komunikacyjne. Jed-
nocześnie zaś nie rozutniem, dlaczego do rozmów takich nie doszło
podczas konferencji. Nie ma wątpliwości przecież, że lord Beaver-
brook i Stalin poruszali tam kwestie militarne.
Generał Wavell udał się do Tbilisi, lecz nie znalazł tam nikogo
upoważnionego do przeprowadzenia poważnych rozmów. Włada on
biegle językiem rosyjskim i niewykluczone, że powinien wybrać się
w podróż do Moskwy. Przez kilka najbliższych miesięcy możemy się
przedostać jedynie przez południowe skrzydło.
W każdym razie proszę, abyś wszystko wyjaśnił.
PS. Powinieneś przeczytać telegram Wavella, z którego wynika, że
nawet dwie dywizje na północ od Tabriz kompletnie zablokują kolej
transperską.

Sądziłem, że gdyby tylko udało się wprawić w ruch całą ma-


chinę konsultacji militarnych, dałoby się w sensowny sposób
przedyskutować problem wspólnych działań, co umożliwiłoby
uniknięcie wszelkich nieporozumień. Z poniższego telegramu
jasno wynika, że sytuacji naszej nie można było uznać za zado-
walającą.

Premier do generała Ismaya,


dla Komitetu Szefów Sztabu 5 listopada 1941
1. Nie wiemy kiedy Niemcy przybędą na Kaukaz, ani też ile czasu
upłynie, zanim dotrą do masywu górskiego. Nie wiemy, co zrobią
Rosjanie, jakich oddziałów użyją, ani też jak długo wytrzymają. Jest
jednak pewnym, że jeżeli Niemcy będą się szybko posuwać, to ani 50,
ani 18 dywizja brytyjska nie znajdą się na miejscu w odpowiednim
czasie. Powstrzymuje je zwłoka w operacji "Crusader" i obecnie ni-
czego nie można przewidzieć. Nie wierzę, że uda się zapobiec zajęciu
pól naftowych w Baku przez Niemców, jak również nie wierzę, że
Rosjanie skutecznie zniszczą te pola. Rosjanie nic nie chcą nam mó-
wić i niezwykle podejrzliwie traktują wszelkie pytania w tej sprawie.
2. Jedyne co możemy w tej chwili zrobić, to umieścić 4 do 5 dywi-
zjonów ciężkich bombowców w północnej Persji, aby pomóc Rosja-
nom w obronie Kaukazu, jeżeli to będzie możliwe, a w najgorszym
razie, by skutecznie zbombardować pola naftowe w Baku. Dywizjony
te będą, oczywiście, potrzebowały ochrony w postaci myśliwców.
Jednakże dopóki nie ocenimy skutków operacji "Crusader", nie może
148 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

być mowy o wysłaniu żadnych bombowców czy myśliwców. Należy


jednak przygotować plan oparty na dużych przerzutach powietrznych
z Libii do Persji, który na czas jak najdłuższy uniemożliwiłby nie-
przyjacielowi zajęcie pól naftowych. Proszę postarać się to załatwić
w ciągu najbliższego tygodnia, by było wiadomo, co jeszcze trzeba
zrobić. Trudno powiedzieć jak długo jeszcze Rosjanie będą panować
nad Morzem Czarnym, lecz biorąc pod uwagę siły pozostające do ich
dyspozycji, jego utrata byłaby rzeczą niewybaczalną .

..• .. ..
Sprawa zerwania z Finlandią została po raz pierwszy poru-
szona przez pana Majskiego podczas naszej rozmo}Vy 4 wrześ­
nia.
Wiedzieliśmy, że dla Rosji jest to bardzo ważne. Finowie wy-
korzystali moment niemieckiego ataku na Rosję, by wznowić
działania na froncie karelskim w lipcu 1941 r. Pragnęli odzy-
skać terytoria utracone w ubiegłym roku na mocy traktatu mo-
skiewskiego. Ich działania wojskowe jesienią 1941 r. zagrażały
nie tylko Leningradowi, lecz także liniom zaopatrzeniowym
z Murmańska i Archangielska dla frontu rosyjsko-niemieckie-
go. JilI cid sierpnia zarówno rząd amerykański, jak i nasz
ostrzegały Finów przed możliwymi konsekwencjami istniejącej
sytuacji. Finowie z kolei twierdzili, że sporna prowincja
wschodniej Karelii jest im niezbędna jako zabezpieczenie przed
Związkiem Sowieckim, a ostatnie dwa lata potwierdzały ich ar-
gumenty. Lecz teraz, gdy Rosja została wciągnięta w śmiertelne
zmagania z Niemcami, alianci nie mogli pozwolić, by Finowie,
satelici hitlerowskich Niemiec, odcinali główne północne linie
komunikacyjne Rosji z Zachodem.
Rumunia znajdowała się w podobnej sytuacji co Finlandia.
W 1940 Rosjanie zajęli rumuńską prowincję w Besarabii, zy-
skując w ten sposób kontrolę nad ujściem Dunaju. Teraz wojska
rumuńskie pod dowództwem marszałka Antonescu i w ścisłej
współpracy z Niemcami nie tylko ponownie opanowały Besa-
rabię, lecz także wbiły się głęboko w czarnomorskie prowincje
Rosji, robiąc to samo co Finowie we wschodniej Karelii. Rów-
nież Węgrzy, siedząc okrakiem na liniach komunikacyjnych ze
BLIŻSZE KONTAKTY Z ROSJĄ 149

środkowej i południowo-wschodniej Europy, bezpośrednio po-


magali hitlerowskim Niemcom.
Jednak nie uważałem, że wypowiedzenie wojny stanowić bę­
dzie skuteczne remedium. W dalszym ciągu bowiem istniała
szansa, że pod naciskiem naszym i amerykańskim Finlandia
zgodzi się na rozsądne warunki pokojowe. W wypadku Rumu-
nii wszystko wskazywało na to, że reżim Antonescu nie utrzy-
ma się długo. W związku z tym postanowiłem zwrócić się do
marszałka Stalina zarówno w kwestii współpracy militarnej,
jak też uniknięcia wypowiedzenia wojny tym trzem państwom
satelickim Osi.

Premier do premiera Stalina 4 listopada 1941


l. Aby wyjaśnić wszystkie sprawy, jestem gotów wysłać generała
Wavella, naczelnego dowódcę w Indiach, Persji i Iraku, aby spotkał
się z Panem w Moskwie, Kujbyszewie, Tbilisi lub gdziekolwiek in-
dziej. Oprócz tego razem z nim przybędzie generał Paget, nasz nowy
naczelny dowódca na Dalekim Wschodzie. Generał Paget jest dokład­
nie we wszystkim zorientowany i będzie w stanie przekazać Panu
opinie wyrażane przez najwyższe dowództwo. Oficerowie ci poinfor-
mują Pana o naszym stanowisku oraz o tym, co jest możliwe i co
uważamy za rozsądne. Mogą oni przybyć do Pana w ciągu dwóch
tygodni. Czy zechce Pan ich przyjąć?
2. W naszym piśmie z 6 września poinformowaliśmy Pana, że je-
steśmy skłonni wypowiedzieć wojnę Finlandii. Proszę jednak rozwa-
żyć, czy słuszne jest wypowiadanie przez nas wojny właśnie w tej
chwili Finlandii, Rumunii i Węgrom? Jest to przecież czysta formal-
ność, ponieważ wprowadzona przez nas blokada od dawna już działa
na ich niekorzyść. Osobiście jestem przeciwny takiemu krokowi, po-
nieważ po pierwsze, Finlandia ma wielu przyjaciół w Stanach :qed-
noczonych, a z tym należy się liczyć. Po drugie, w Rumunii i na Wę­
grzech znajduje się wielu naszych przyjaciół; zostali oni pokonani
przez Hitlera i użyci jako narzędzie, lecz jeżeli los przestanie sprzyjać
temu łajdakowi, z pewnością zwrócą się w naszą stronę. Wypowie-
dzenie wojny przez Wielką Brytanię całkowicie ich zmrozi, wywołu­
jąc ponadto wrażenie, jakoby Hitler stał na czele olbrzymiej europej-
skiej koalicji skierowanej przeciwko nam. Wszystkie nasze dominia,
z wyjątkiem Australii, patrzą z niechęcią na takie posunięcie. Nie-
mniej jednak, jeśli uważa Pan, że jest to rzeczą absolutnie konieczną,
przedstawię tę sprawę ponownie Gabinetowi Wojennemu.
150 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

3. Mam nadzieję, że nasze dostawy są odtransportowywane z Ar-


changielska z największą szybkością. Obecnie zaczyna być możliwy
przeciek przez Persję. W obu wypadkach zrobimy co w naszej mocy.
Proszę zapewnić naszym technikom podróżującym wraz z czołgami
i samolotami możność przekazania tej broni Waszym ludziom w jak
najlepszym stanie. Nasza misja w Kujbyszewie straciła kontrolę nad
tymi sprawami. Pragniemy jedynie pomocy. Wysyłanie tej broni nara-
ża nas na ogromne niebezpieczeństwo i chcielibyśmy, abyście mogli
ją w pełni wykorzystać. W tej sprawie potrzebny jest Pański rozkaz.
4. Nie mogę poinformować Pana o naszych najbliższych planach
dokładniej, niż Pan poinformował nas o swoich, lecz mogę jedynie
zapewnić, że nie zamierzamy próżnować.
5. W celu uciszenia Japończyków wysyłamy na O<;ean Indyjski
nasz naj nowszy pancernik Prince ofWales, który jest w stanie dościg­
nąć i zatopić każdy japoński okręt, jak również planujemy utworzenie
tam potężnej eskadry morskiej. Namawiam prezydenta Roosevelta na
zwiększenie nacisku na Japończyków i utrzymywanie ich w ryzach,
tak by droga do Władywostoku nie była blokowana.
6. Nie będę tracił czasu na pochwały i wyrazy uznania, ponieważ
wie Pan od Beaverbrooka i Harrimana, co sądzę o Waszej bohater-
skiej walce.
7. Oczekuję na wiadomość po otrzymaniu przez Pana tego telegra-
mu.

11 listopada otrzymałem od pana Majskiego chłodną i wy-


krętną odpowiedź Stalina na mój telegram.
Pan Stalin do Premiera 8 listopada 1941
Pański telegram otrzymałem 7 listopada.
1. W zupełności zgadzam się z Panem, iż stosunkom pomiędzy
ZSRR a Wielką Brytanią brak wyrazistości. Dwie są tego przyczyny:
a) nie ma zrozumienia pomiędzy obydwoma krajami na temat ce-
lów wojny oraz powojennej organizacji na rzecz pokoju;
b) brak zrozumienia pomiędzy ZSRR a Wielką Brytanią w kwestii
współpracy militarnej w Europie przeciwko Hitlerowi.
Dopóki nie będzie całkowitej zgody w tych dwóch kwestiach, do-
póty nie zapanuje jasność w stosunkach między naszymi krajami. Po-
wiem więcej: dopóki trwać będzie obecna sytuacja, nie może być
mowy o wzajemnym zaufaniu. Oczywiście, zgoda w kwestii dostaw
militarnych dla ZSRR jest rzeczą niezwykle istotną, lecz nie rozwią­
zuje ani nie wyczerpuje problemów stosunków pomiędzy naszymi
krajami. Jeżeli wspomniani przez Pana generałowie Wavell i Paget
BLIŻSZE KONTAKTY Z ROSJĄ 151

przybywają do Moskwy w celu osiągnięcia porozumienia w wyżej


wymienionych sprawach, to przyjmę ich z otwartymi ramionami. Je-
żeli natomiast misja ich ma się ograniczyć do przekazania pewnych
informacji oraz przedyskutowania spraw drugorzędnych, nie widzę
sensu w marnowaniu ich czasu. W takim razie byłoby mi niezwykle
trudno znaleźć czas na jakiekolwiek rozmowy.
2. Uważam, że wytworzyła się nieznośna sytuacja w kwestii wypo-
wiedzenia wojny Finlandii, Rumunii i Węgrom przez Wielką Bryta-
nię. Rząd radziecki poruszył tę sprawę, korzystając z tajnych kanałów
dyplomatycznych. Tymczasem całkiem dla nas nieoczekiwanie prob-
lem ten - którego początkiem była prośba rządu radzieckiego do rzą­
du brytyjskiego, a końcem rozważenie tej kwestii przez rząd USA-
staje się nagle sprawą publiczną. Teraz dyskutuje nad nim prasa - tak
przyjazna, jak i nieprzyjacielska. A co najważniejsze, rząd brytyjski
informuje nas o negatywnym nastawieniu do naszej prośby. Dlaczego
tak się dzieje? Czy aby zaprezentować brak jedności pomiędzy ZSRR
a Wielką Brytanią?
3. Pragnę Pana uspokoić, że przedsięwzięliśmy wszelkie niezbędne
środki, aby bezzwłocznie przesyłać w odpowiednie miejsca transpo-
rty broni przychodzące z Wielkiej Brytanii do Archangielska. To sa-
mo. będzie się działo na szlaku przez Persję. W tym momencie chciał­
bym zwrócić Pańską uwagę na fakt, być może, drugorzędny. Otóż
czołgi, samoloty i artyleria przychodzą nieodpowiednio zapakowane,
czasami części tego samego pojazdu znajdują się na różnych statkach,
a samoloty nieodpowiednio zabezpieczone, dochodzą do nas w stanie
uszkodzonym.
.. - ..
Nawet Stalin zdał sobie po pewnym czasie sprawę, że posu-
nął się trochęza daleko w swoim piśmie, na które zresztą nie
raczyłem odpowiedzieć. Ta cisza była bardzo wymowna. 20
listopada ambasador sowiecki w Londynie zgłosił się do pana
Edena w Foreign Office. Oto treść tej rozmowy przesłana tele-
graficznie do sir Stafforda Crippsa, przebywającego wówczas
w Kujbyszewie:
Ambasador sowiecki chciał zobaczyć się ze mną tego popołudnia
z powodu instrukcji otrzymanych od pana Stalina, który pragnął
stwierdzić, że wysyłając Premierowi ostatnie pismo, miał jedynie na
myśli sprawy praktyczne. Oczywiście, pan Stalin nie zamierzał obra-
zić członków rządu, a tym bardziej Pana Premiera.
152 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

Pan Stalin jest niezwykle zajęty sprawami na froncie i nie ma czasu,


aby myśleć o czymkolwiek innym. Ambasador poruszył istotne pro-
blemy dotyczące współpracy militarnej w Europie skierowanej prze-
ciwko Hitlerowi oraz sprawę powojennej organizacji na rzecz pokoju.
Sprawy te są tak ważne, że nie mogą ich komplikować jakiekolwiek
osobiste nieporozumienia czy urazy. Pan Stalin przezwyciężył także
pewne osobiste animozje, jeżeli chodzi o przyjętą przez niego linię
postępowania, ponieważ sprawa fińska napawa bólem tak jego same-
go, jak i cały Związek Radziecki. "Moja ojczyzna - powiedział pan
Stalin - znalazła się w upokarzającej sytuacji. Nasza prośba· została
przekazana w tajemnicy. Następnie całej sprawie nadano rozgłos, po-
dając równocześnie, że rząd Jego Królewskiej Mości nie uważa za
możliwe spełnienia radzieckiej prośby. Było to niezwykle upokarza-
jące dla mojego kraju i miało zły wpływ na umysły naszych obywate-
li." Pan Stalin również odczuł to niezwykle boleśnie, lecz mimo to
nadal pragnie zrealizowania tylko dwóch celów: osiągnięcia porozu-
mienia w sprawie wspólnych działań militarnych przeciwko Hitlero-
wi w Europie oraz powojennej organizacji na rzecz pokoju.

Z odpowiedzi Stalina można było jasno wywnioskować, że


przy obecnym stanie ducha przywódców sowieckich czysto mi-
litarne rozmowy nie przyniosą żadnych rezultatów. Nieomal
histeryczna nuta w kwestii Finlandii świadczyła o głębokim
nieporozumieniu pomiędzy naszymi krajami. Uczyniłem
w związku z tym następny krok, aby poprawić wzajemne sto-
sunki, proponując wysłanie z misją do Moskwy pana Edena.
W tym duchu zatelegrafowałem do pana Stalina 21 listopada:
1. Dziękuję za wiadomość od Pana. Na samym początku wojny
rozpocząłem osobistą korespondencję z prezydentem Rooseveltem,
która pozwoliła na nawiązanie wzajemnego porozumienia, co w zna-
cznym stopniu ułatwiło późniejsze załatwianie wszystkich ważnych
spraw. Niezmiernie pragnę, by coś takiego i nam się udało.
2. Finlandia. Gdy wysyłałem Panu telegram 4 września, byłem go-
tów poradzić Gabinetowi, aby wypowiedział wojnę Finlandii. Jednak
w wyniku otrzymanych później informacji doszedłem do wniosku, że
korzystniej będzie skłonić Finów do powstrzymania się od walki, niż
wypowiadając wojnę wsadzić ich do jednego worka wraz z państwa­
mi Osi, co sprawi, że będą walczyć aż do końca. Jednakże, jeżeli nie
powstrzymają się w ciągu najbliższych dwóch tygodni, a Pan nadal
będzie nalegał na wypowiedzenie im wojny, z pewnością tak uczyni-
BLIŻSZE KONTAKTY Z ROSJĄ 153

my. Zgadzam się z Panem, iż nadanie tej sprawie rozgłosu było du-
żym błędem. Nie jesteśmy jednak za to odpowiedzialni.
3. Jeżeli - na co liczymy - nasza ofensywa w Libii zakończy się
zniszczeniem znajdującej się tam armii niemiecko-włoskiej, będzie
można spojrzeć na całość wojny z szerszej niż dotychczas perspektywy.
4. W tym celu pragniemy wysłać ministra spraw zagranicznych pa-
na Edena, którego Pan już poznał, przez Morze Śródziemne do Mosk-
wy na spotkanie z Panem. Towarzyszyć mu będą najlepsi eksperci
wojskowi i będzie on w stanie przedyskutować z Panem każdy prob-
lem dotyczący działań wojennych, a w tym nie tylko kwestię wysłania
wojsk na Kaukaz, lecz także na linię walki Pańskich oddziałów na
południu. Nasze linie komunikacyjne nie pozwalają na wysłanie wiel-
kiej liczby oddziałów i będzie musiał Pan dokonać wyboru pomiędzy
oddziałami a dostawami przez Persję.
5. Pragnie Pan również przedyskutować sprawę powojennych dzia-
łań na rzecz pokoju. Chcemy walczyć w koalicji z Wami, konsultując
nieustannie wszelkie nasze posunięcia, a gdy wreszcie wojnę tę wy-
gramy, w co niezachwianie wierzę, Związek Radziecki, Wielka Bry-
tania i Stany Zjednoczone zasiądą jako zwycięzcy przy wspólnym
stole jako trzej główni partnerzy, którzy przyczynią się do zniszczenia
nazizmu. Naturalnie, pierwszym celem będzie dopilnowanie, by Nie-
mcy, a zwłaszcza Prusy, nie były w stanie napaść na nas po raz trzeci.
Fakt, że Rosja jest państwem komunistycznym, a Wielka Brytania
i Stany Zjednoczone nimi nie są, bynajmniej nie musi stanowić prze-
szkody w uczciwym zabezpieczeniu naszych wspólnych interesów.
Minister spraw zagranicznych przedyskutuje z Panem cały ten prob-
lem.
6. Niewykluczone, że Wasza obrona Moskwy i Leningradu oraz
wspaniały opór wobec najeźdźcy na całej długości frontu wpłyną na
załamanie się wewnętrznej struktury nazistowskiego reżimu. Nie mo-
żemy liczyć tylko na pomyślność losu, lecz musimy uderzać na wroga
z całą naszą siłą.

Pan Stalin odpowiedział dwa dni później w tonie o wiele spo-


kojniejszym:
23 listopada 1941
1. Dziękuję za Pańskie pismo. Z radością witam Pańskie pragnienie
współpracy opartej na przyjaźni i zaufaniu. Myślę, że przyczyni się to
w dużym stopniu do sukcesu naszej wspólnej sprawy.
2. W sprawie Finlandii ZSRR nigdy nie proponował nic innego -
a przynajmniej za pierwszym razem - jak tylko zaprzestanie operacji
154 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

militarnych oraz de facto wycofanie się Finlandii z wojny. Gdyby


jednak Finlandia nie zgodziła się na te warunki, wówczas uważam, że
wypowiedzenie wojny przez Wielką Brytanię będzie krokiem konie-
cznym i jak najbardziej rozsądnym. W przeciwnym razie powstanie
wrażenie, iż nie ma między naszymi krajami jedności w kwestii zwal-
czania Hitlera i jego popleczników, i że ci poplecznicy mogą postępo­
wać bezkarnie. Co się tyczy Rumunii i Węgier, to można jeszcze tro-
chę poczekać. .
3. Jak najbardziej popieram propozycję wizyty w ZSRR ministra
spraw zagranicznych pana Edena. Myślę, że wspólne dyskusje, jak
również przyjęcie porozumienia dotyczącego wspólnych operacji mi-
litarnych wojsk radzieckich i brytyjskich na naszym froncie oraz
szybka realizacja takiego porozumienia będą miały bardzo dużą war-
tość. Zgadzam się że stwierdzeniem, że przyjęcie planu dotyczącego
powojennych działań na rzecz pokoju powinno się opierać na uniemo-
żliwieniu Niemcom, a przede wszystkim Prusom, ponownego pogwał­
cenia pokoju i spowodowania tak ogromnej rzezi wszystkich ludów.
4. Również zgadzam się z Panem, że różnice ustrojowe pomiędzy
ZSRR a Wielką Brytanią i Stanami Zjednoczonymi nie powinny
utrudnić pomyślnego rozwiązania wszystkich istotnych problemów
dotyczących wzajemnego bezpieczeństwa i żywotnych interesów. Je-
żeli byłyby w tej kwestii jakiekolwiek punkty sporne, to sądzę, że da
się to wszystko rozwiązać w drodze rozmów z panem Edenem:
5. Proszę przyjąć gratulacje z powodu pomyślnego rozpoczęcia
brytyjskiej ofensywy w Libii.
6. Nasza walka z wojskami Hitlerajest bardzo ciężka. Jednak mimo
trudności siły nasze będą wciąż rosły. Całą mocą pragniemy odnieść
zwycięstwo nad wrogiem.

.. -...
W związku z prośbami Stalina zdecydowaliśmy się rozpo-
cząć przygotowania do wysłania ultimatum Finlandii, jak rów-
nież RlImunii i Węgrom. Uczyniłem to z ogromną niechęcią, na
co wskazują poniższe depesze:
Premier do ministra spraw zagranicznych 28 listopada 1941
Przyjmujesz za oczywiste, że 3 grudnia wypowiemy wojnę trzem
państwom [Finlandii, Rumunii i Węgrom]. Nie chcę jednak podejmo-
wać takiej decyzji, dopóki nie będę wiedział, co zrobi Finlandia.
Ponadto 3 grudnia to zbyt wcześnie. Piątego miną dwa tygodnie od
mojego telegramu do Stalina. Dopiero dzisiaj wysyłam telegram do
BLIŻSZE KONTAKTY Z ROSJĄ 155

Mannerheima. W związku z tym musimy mu dać jakiś rozsądny czas


na odpowiedź.
Bynajmniej nie zmieniam poglądu na tę kwestię i cały czas mam
nadzieję, że Finowie się wycofają. Nie zdawałem sobie sprawy, że
krok ten trzeba będzie uczynić w takim momencie.

Premier do ministra spraw zagranicznych 29 listopada 1941


Finlandia i spółka. Nie chcę być popędzany, jeżeli istnieje szansa
wycofania się Finlandii z tej wojny. Spójrz na mój telegram do Stalina
[z 21 listopada], w którym piszę: ,,Jeżeli nie powstrzymają się w ciągu
najbliższych dwóch tygodni, a Pan nadal będzie nalegał na wypowie-
dzenie im wojny ... " Należy więc postępować w sposób następujący.
Jeżeli do 5 grudnia nie dowiemy się, że Finowie zamierzają się wyco-
fać, albo usłyszymy, że są oporni, wówczas zatelegrafujemy do Stali-
na z zapewnieniem, że "jeżeli w dalszym ciągu nalega", bezzwłocz­
nie wypowiemy wojnę. Następnie zrobimy to samo z Rumunią i Wę­
grami, również starając się mieć na względzie jego wszystkie
życzenia.

.. - ..
Tymczasem uznałem za stosowne zwrócić się osobiście - za
wiedzą i zgodą rządu sowieckiego - do fińskiego przywódcy
feldmarszałka Mannerheima.

Premier do feldmarszałka Mannerheima 29 listopada 1941


Niezwykle martwi mnie fakt, że w ciągu najbliższych kilku dni,
powodowani lojalnością wobec naszego sojusznika, Rosji, będziemy
zmuszeni wypowiedzieć wojnę Finlandii. Gdy to się stanie, rozpo-
czniemy w razie możliwości działania wojenne. Bez wątpienia Pań­
skie oddziały posunęły się dostatecznie daleko, by zapewnić bezpie-
czeństwo Pańskiemu krajowi, i mogłyby się teraz zatrzymać i zaprze-
stać walki. Nie sądzę, by były tu konieczne jakieś publiczne
deklaracje, wystarczy jedynie zaprzestanie działań militarnych, co
w zupełności usprawiedliwia surowa zima, oraz de facto wycofanie
się z wojny. Chciałbym przekonać Waszą Ekscelencję, że zamierza-
my pokonać nazistów. Jestem tego bardziej pewien niż w roku 1917
czy 1918. Byłoby to niezwykle bolesne, gdyby Finlandia znalazła się
w tym samym położeniu co pokonani naziści. Wspomnienia naszych
przyjaznych rozmów i korespondencji na temat tamtej wojny skłania­
ją mnie do wysłania tego prywatnego i osobistego listu, aby mógł Pan
rozważyć całą sytuację, zanim będzie za późno.
156 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

2 grudnia otrzymałem odpowiedź od feldmarszałka Manner-


heima.
Feldmarszałek Mannerheim
do premiera Churchilla 2 grudnia 1941
Przez posła amerykańskiego w Helsinkach miałem wczoraj za-
szczyt otrzymać Pański list z 29 listopada 1941 i chciałbym zań ser-
decznie podziękować. Sądzę, iż zdaje Pan sobie sprawę, że niemożli­
wością jest zaprzestanie trwających obecnie działań militarnych, do-
póki moje oddziały nie staną na pozycjach, które w moim
przekonaniu zagwarantują nam wymagane bezpieczeństwo. Wielce
ubolewam, iż działania te, których jedynym celem jest zabezpiecze-
nie Finlandii, sprowadzą na nią konflikt z Wielką Bry,tanią i z żalem
przyjmę Pańską decyzję o wypowiedzeniu wojny. Bardzo to miło
z Pańskiej strony, że zdecydował się Pan wysłać mi osobistą depeszę
w tych trudnych dniach i w pełni doceniam ten gest.

Z odpowiedzi tej jasno wynikało, że Finlandia nie zamierza


wycofać swoich oddziałów na granice z roku 1939. Rząd bry-
tyjski rozpoczął więc przygotowania do wypowiedzenia wojny.
Podobne kroki przedsięwzięto w stosunku do Rumunii i Węgier.
.. - ..
W takich to okolicznościach przygotowywana była misja pa-
na Edena, z którą miał udać się do Moskwy. Towarzyszyć mu
miał generał Nye, zastępca szefa sztabu imperialnego. Podczas
rozmów w Moskwie mieli dókonać ogólnego przeglądu całej
sytuacji wojennej oraz przedyskutować jej poszczególne aspe-
kty. Równocześnie w miarę możliwości sprawa koalicji miała
być przedstawiona na piśmie, w formie oficjalnego traktatu.
5 grudnia sporządziłem ogólną dyrektywę dla ministra spraw
zagranicznych, dokonując przeglądu poszczególnych aspektów
sytuacji militarnej z naszego punktu widzenia. Bitwa na Pustyni
była właśnie w toku.

5 grudnia 1941
1. Przedłużająca się wojna w Libii, pochłaniająca tyle zasobów
państw Osi, prawdopodobnie zmusi nas do użycia zarówno 50 jak i 18
dywizji pancernej, które - jak sądziliśmy - mogłyby być użyte do
obrony Kaukazu lub w działaniach na froncie rosyjskim. Tak więc
BLItSZE KONTAKTY Z ROSJĄ 157

wykorzystanie ich w najbliższej przyszłości jest wykluczone. Najle-


pszą formą pomocy, jakiej możemy udzielić (oprócz dostaw), będzie
wysłanie znacznych sił powietrznych, powiedzmy 10 dywizjonów, na
południowe skrzydło armii rosyjskich, gdzie między innymi mogą
one pomóc w obronie rosyjskich baz morskich na Morzu Czarnym.
Dywizjony te zostaną wycofane z Libii w momencie osiągnięcia pier-
wszego sukcesu. Wysłanie personelu naziemnego i zapasów nie za-
blokuje linii komunikacyjnych przez Persję, tak jak to by się stało
w razie wysłania dywizji piechoty. Dowództwo na Bliskim Wscho-
dzie otrzymało rozkazy zaplanowania tych posunięć.
2. Coraz ważniejsze staje się nastawienie Turcji, zarówno wobec
Rosji jak i Wielkiej Brytanii. Armia turecka licząca 50 dywizji potrze-
buje odpowiedniego wsparcia powietrznego. Obiecaliśmy Turcji mi-
nimum 4 a maksimum 12 dywizjonów myśliwskich w razie jej zaata-
kowania. Wówczas bylibyśmy zmuszeni do wycofania części dywi-
zjonów, które miały być wysłane do Rosji. W rozmowach między
sztabami brytyjskim i rosyjskim powinno się ustalić najlepsze wyko-
rzystanie naszych samolotów na obydwu brzegach Morza Czarnego
oraz użycie odpowiednich ich typów.
.. - ..
Tymczasem kryzys na froncie rosyjskim został przełamany.
Hitler zdecydował się na jeszcze jeden ogromny wysiłek i 13
listopada wydał rozkazy, by podczas "kampanii jesiennej"
przed końcem tego roku zajęto Moskwę. Planowi temu sprzeci-
wili się Bock i Guderian, którzy zaproponowali, by wojska oko-
pały się na zimę. Jednak Hitler nie dał się przekonać. W drugiej
połowie listopada poczyniono pewien postęp na skrzydłach,
lecz główny atak rozpoczęty 4 grudnia załamał się zupełnie, nie
tylko dzięki zaciętej walce garnizonu oraz mieszkańców mia-
sta, lecz także w wyniku straszliwego zimna, które właśnie na-
deszło. Broń automatyczna przestała działać, silniki czołgów
i samolotów nie chciały zapalać. Nie posiadając odpowiednich
ubrań, żołnierze niemieccy byli na wpół zamarznięci.
Podobnie jak wielki geniusz militarny, który przemierzał te
drogi ponad 100 lat wcześniej, Hitler zrozumiał, co znaczy ro-
syjska zima. Musiał się ugiąć w obliczu bezlitosnych faktów.
Wojska otrzymały rozkaz wycofania się, choć jednocześnie
musiały odpierać ataki rosyjskie. A te były bardzo liczne. Nie-
158 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

mcy byli nieustannie spychani, aż 31 grudnia front ustabilizo-


wał się na linii biegnącej na północ i południe w odległości 60
mil od miasta. Na północy Niemcom nie wiodło się lepiej.
Wprawdzie Leningrad został całkowicie odcięty przez wojska
niemieckie od południa, a od północy przez Finów, lecz wszy-
stkie ataki odparto. Jedynie na południu sytuacja wyglądała nie-
co lepiej. Rundstedt dotarł do Rostowa i na skraj Kaukazu. Tam
jednak nieco się przeliczył i został zepchnięty o 40 mil. Nie-
mniej jednak w sumie i tak posunął się naprzód o 500 mil. Prze-
mysłowe rejony Rosji na południu oraz przebogate pola pszeni-
cy na Ukrainie leżały za nim. Teraz należało zniszczyć Rosjan
na Krymie. /
Tak więc podczas sześciomiesięcznej kampanii Niemcy
osiągnęli niezwykłe sukcesy, zadając swojemu przeciwnikowi
straty, jakich nie przeżyłby żaden inny naród. Jednakże trzy
główne cele: Moskwa, Leningrad i dolny Don w dalszym ciągu
znajdowały się w rękach rosyjskich. Kaukaz, Wołga, Archan-
gielsk były jeszcze bardzo daleko. Armia rosyjska, bynajmniej
nie pokonana, walczyła lepiej niż kiedykolwiek, a siły jej miały
wzrosnąć w następnym roku. Rozpoczęła się zima. Nie było
wątpliwości, że wojna potrwa jeszcze długo.
W szystkie narody walczące z nazistami, wielkie i małe, rado-
wały się, widząc pierwszą klęskę niemieckiego Blitzkriegu.
Niebezpieczeństwo inwazji na naszą Wyspę było odsunięte na
tak długo, jak długo Niemcy toczyli na Wschodzie walkę na
śmierć i życie. Trudno było powiedzieć, ile czasu to potrwa.
Ty lko Hitler był pełen optymizmu co do przyszłości. Liczne
kłótnie, jakie zdarzały się jesienią pomiędzy nim a jego genera-
łami, którzy nie byli go w stanie zadowolić, doprowadziły do
usunięcia naczelnego dowódcy Brauchitscha. Rundstedt był na-
stępnym. Odtąd Hitler osobiście objął dowództwo nad wojska-
mi na Wschodzie, ufny w swoje zdolności i liczący na szybki
upadek Rosji w 1942 r.
.. - ..
Nasze rozmowy z Sowietami, które w późniejszych fazach
zdawały się przebiegać całkiem pomyślnie, miały się odbyć tuż
BLIŻSZE KONTAKTY Z ROSJĄ 159

przed rozpoczęciem ofensywy przez generała Auchinlecka. Za-


równo jednak rozmowy, jak i ofensywa zostały przesunięte na
dalszy plan po japońskim ataku na Pearl Harbor 7 grudnia.
Wkrótce zajmiemy się tymi wszystkimi wydarzeniami, których
skutkiem była poważna zmiana układu sił na świecie.
ROZDZIAŁ XXIX

DROGA NAPRZÓD

Plany brytyjskie na jesień 1941 - Nadzieje na ostateczne zwycięstwo


na Pustyni Zachodniej - Jedyna możliwość utworzenia "drugiego
frontu" - Lord Louis Mountbatten zastępuje sir Rogera Keyesa -
Auchinleck domaga się dalszego opóźnienia - Wizyta pana Attlee
w Waszyngtonie - Mój list do Prezydenta z 20 października -
Przedstawienie moich pogądów na temat wojny - Sugestie dla oddzia-
łów amerykańskich w Irlandii Północnej - Dalekosiężne efekty zwy-
cięstwa na Pustyni - Barki desantowe przewożące czołgi nieodzowne
dla desantu w Europie - Mój telegram z 25 października do ministra
stanu na Bliskim Wschodzie - Reakcje naczelnych dowódców na Bli-
skim Wschodzie - Porzucamy plany związane z Sycylią - Moja depe-
sza z 28 października - Niemieckie plany działania w przypadku klę­
ski Rosji - Miesiące niemieckiej słabości na Morzu Sródziemnym -
Na scenie pojawiają się U-booty - Przesłanie dla bitwy na Pustyni.

arówno względy taktyczne, jak również osobista

Z sympatia skłaniały mnie do częstej i serdecznej kore-


spondencji z Prezydentem. Co tydzień, a czasem na-
wet codziennie, donosiłem mu o wszystkim, co wiedziałem na
temat naszych myśli i zamiarów oraz sytuacji ogólnej. Bez wąt­
pienia wzbudzało to jego sympatię i żywe zainteresowanie. Je-
go odpowiedzi charakteryzowała oczywiście znacznie większa
oszczędność, lecz teraz już znałem jego stanowisko i zamiary.
Kierował krajem otoczonym przez śmiertelnych wrogów. Stał
wysoko na czele wielkiego neutralnego mocarstwa, które chciał
włączyć do walki o wolność. Lecz chwilowo jeszcze nie wie-
dział, jak to uczynić. Tymczasem Anglia musiała opracować
swój własny plan walki; jak walczyć z Hitlerem, aby nasze od-
działy były w stanie znieść niezwykle długie zmagania, jak po-
DROGA NAPRZÓD 161

móc Rosjanom wysyłając im dostawy oraz przede wszystkim:


jak przeżyć?
Niemniej jednak w dalszym ciągu aktualny był plan na resztę
1941 i cały 1942 r., który został w dużej mierze zaakceptowany
przez szefów sztabu. W owym czasie plan ten, rzecz jasna,
opierał się na założeniu, że Stany Zjednoczone nadal nie przy-
stępują do wojny, równocześnie udzielając nam największej po-
mocy, na jaką tylko Kongres wyrazi zgodę. Korespondencja
z Prezydentem uświadomiła mi, że zwraca on szczególną uwa-
gę na sprawy morskie, oraz że ze specjalnym zainteresowaniem
traktuje Francuską Afrykę Północną, w tym Dakar, oraz atlan-
tyckie wybrzeże Hiszpanii i Portugalii - nie tylko z powodów
taktycznych, ale i z przyczyn osobistych. Wszystko to współ­
grało z moimi poglądami, a także - i tu chyba się nie mylę - ze
strategią określającą maksimum, na które mogliśmy się zdecy-
dować w pojedynkę, a także zrealizować wraz ze Stanami Zjed-
noczonymi, gdyby przystąpiły do wojny.
Miałem nadzieję, że uda się nam odnieść decydujące zwycię­
stwo na Pustyni Zachodniej i zmusić Rommla do odwrotu przez
Libię i Trypolitanię. Gdyby wszystko poszło po naszej myśli,
być może spowodowałoby to odzyskanie od Vichy Tunisu, Al-
gierii i Maroka. Była to jednak tylko płonna nadzieja. Trzyma-
liśmy wszakże w pogotowiu w Zjednoczonym Królestwie jed-
ną dywizję pancerną i trzy dywizje polowe, wraz ze znacznymi
siłami morskimi, aby w dogodnym momencie, korzystając ze
skupienia się Luftwaffe na Rosji, przerzucić je w dowolny
punkt na Morzu Śródziemnym. Gdyby po zajęciu Trypolisu
Francja nie zareagowała, nasze panowanie nad Maltą umożli­
wiłoby nam zajęcie Sycylii, co tym samym pozwoliłoby na
stworzenie jedynego "drugiego frontu", jaki był możliwy w Eu-
ropie, dopóki walczyliśmy samotnie. Plan inwazji na Sycylię
został starannie opracowany przez Komitet Szefów Sztabu
i Komitet Planowania. Nazwaliśmy go "Whipcord".
Po pokonaniu Rommla, zniszczeniu jego małej, lecz walecz-
nej armii i zajęciu Trypolisu nie było - jak sądziliśmy - żad­
nych przeszkód, by cztery nasze najlepsze dywizje - około 80
tysięcy żołnierzy - mogły zająć Sycylię. Niemieckie siły po-
162 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

wietrzne, które zadały nam tyle bolesnych ciosów z sycylij-


skich lotnisk, zostały wysłane do Rosji i na wyspie nie było
żadnych niemieckich oddziałów. Nasza ekspedycja zostałaby,
oczywiście, zauważona w momencie pojawienia się na Morzu
Śródziemnym. Lecz nieprzyjaciel nie mógłby wiedzieć, czy
płyniemy do Francuskiej Afryki Północnej - Bizerty, Algieru,
Oranu - czy na Sycylię lub Sardynię. Jak widać, siły morskie
mają do wyboru różne korzystne możliwości. Lecz jakie inne
możliwości miała samotnie walcząca Wielka Brytania i Impe-
rium Brytyjskie w 1942 r.? Jak mogliśmy wciągnąć Niemców
do walki na większą skalę? Jaki plan mógł nam zapewnić tę
różnorodność wyboru, konieczną podczas niepewftości każdej
wojny? Było to zadanie ponad nasze siły. Mogło nam się nie
udać. W każdym razie nasze najważniejsze linie komunikacyj-
ne przez Atlantyk nie były zagrożone, a my sarni dysponowali-
śmy wystarczającymi środkami do odparcia niemieckiej inwazji.
Nie wystarczy widzieć biegnącej przed nami ścieżki, trzeba
jeszcze umieć nią podążać. Lecz lepiej jest mieć ambitny plan,
niż nie posiadać go wcale. W pierwszej kolejności wszystko
zależało od długo przygotowywanej ofensywy generała Au-
chiniecka na Pustyni Zachodniej. Sytuację należało rozpatry-
wać w związku z nieznanymi niebezpieczeństwami, na jakie
mogliśmy być narażeni w wyniku niemieckiej penetracji obsza-
ru Morza Kaspijskiego lub możliwych ruchów przez Turcję
w
w tym samym kierunku, lub też kierunku Bliskiego Wschodu
- Syrii, Palestyny, Persji i Iraku. Zawsze jednak uważałem taki
rozwój sytuacji za mało prawdopodobny. I jak się okazało, mia-
łem rację. Starając się wprowadzić w życie wszystkie te plany,
miałem cały czas poparcie szefów sztabu oraz moich ministe-
rialnych kolegów z Komitetu Obrony i Gabinetu Wojennego.
Koniec końców, wszystko potoczyło się dokładnie tak, jak to
zostało zaplanowane, choć doszło do tego dopiero w latach
1942 i 1943, w innych i bardziej sprzyjających okolicznościach
niż te, które byliśmy w stanie przewidzieć w październiku
1941 r.
.. - ..
DROGA NAPRZÓD 163

Choć wszystkie te rozważania wpłynęły w pewien sposób na


opinie w naszych tajnych kręgach, byłem przekonany, że nie
należy zaniedbywać przygotowań do planowanej inwazji na
kontynent. W tym czasie sir Roger Keyes ukończył 70 lat. Od-
dał on nieocenione usługi podczas tworzenia oddziałów ko-
mandosów oraz w trakcie budowy sprzętu desantowego. Jego
wysoka ranga jako admirała floty oraz silna osobowość powo-
dowały niejakie tarcia w poszczególnych departamentach i do-
szedłem do wniosku, nie bez żalu, że w publicznym interesie
leży powołanie kogoś nowego i młodszego na to stanowisko.
Lord Louis Mountbatten był jedynie komandorem w marynarce
wojennej, lecz jego osiągnięcia i zdolności predysponowały go
w dużym stopniu na wakujące stanowisko. W owym czasie brał
udział w specjalnej misji do Stanów Zjednoczonych, gdzie zo-
stał przyjęty z wielkim szacunkiem. Odbył kilka rejsów z Flotą
Pacyfiku, a po powrocie do Waszyngtonu prowadził długie roz-
mowy z Prezydentem, podczas których wyjawił mu szczegóły
naszych planów inwazji na kontynent. Prezydent obdarzył go
ogromnym zaufaniem i zaprosił do Białego Domu. Lecz zanim
ta wizyta mogła dojść do skutku, musiałem wezwać go do kra-
ju.

Premier do lorda Louisa Mountbattena 10 października 1941


Chcielibyśmy, by natychmiast wrócił Pan do kraju w związku
z czymś niezwykle interesującym. .

Premier do pana Harry'ego Hopkinsa 10 października 1941


Chcemy, by Mountbatten zjawił się tutaj w bardzo pilnej sprawie.
Proszę zapewnić Prezydenta o rozczarowaniu, które przyniosła z sobą
niemożność skorzystania z tak wielkiego zaszczytu, jakim było za~
proszenie do Białego Domu. Przed wyjazdem lord Mountbatten
chciałby prosić o możliwość audiencji .

.. - ..
Niezwykle rozdrażniło mnie żądanie generała Auchinlecka
dotyczące dwutygodniowego opóźnienia przygotowywanej
ofensywy, związane z koniecznością zapięcia wszystkiego na
ostatni guzik.
164 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

Premier do generała Auchinlecka 18 października 1941


Pański telegram potwierdza moje obawy. Pomimo niebezpiecznej
sytuacji data podana przez Pana Komitetowi Obrony została zaakcep-
towana i staraliśmy się ją wmontować w nasze szersze plany. Jak Pan
sobie wyobraża wytłumaczenie Parlamentowi i narodowi, że nasze
armie na Bliskim Wschodzie stoją bezczynnie przez cztery i pół mie-
siąca, podczas gdy Rosja jest rozbijana w pył? Jak do tej pory, stara-
łem się unikać wszelkich publicznych dyskusji na ten temat, lecz spra-
wa może w każdej chwili być wyciągnięta na światło dzienne. Co
gorsza, mijają cenne tygodnie, które możemy odpowiednio wykorzy-
stać. Nie otrzymałem żadnego ostrzeżenia, ani nie przytoczono żad­
nych powodów usprawiedliwiających Pańską kolejną zwłokę. Muszę
poinformować w poniedziałek Gabinet Wojenny, ilu dni Pan żąda.
Co więcej, lord tajnej pieczęci wyjeżdża w poniedziałek do USA,
wioząc osobisty list do Prezydenta. W liście tym, który zostanie odda-
ny panu Rooseveltowi do rąk własnych, poinformowałem Prezyden-
ta, że zamierza Pan zaatakować z początkiem listopada. Chciałbym
okazać Prezydentowi duże zaufanie, wywołując tym samym przyja-
zną reakcję. W związku z planem "Whipcord"* proszę go w tym li-
ście o wysłanie 3 lub 4 dywizji amerykańskich do Irlandii Północnej,
jako zabezpieczenie na wypadek wiosennej inwazji. Datę misji lorda
tajnej pieczęci ustalono, biorąc pod uwagę datę podaną przez Pana.
Oczywiście, nie ma problemu, jeżeli w grę wchodzą dwa lub trzy dni.
Jednakże nie jestem w stanie skoordynować wszystkich działań wo-
jennych, jeżeli bez ostrzeżenia wprowadza się drastyczne zmiany do
dawno ustalonych planów. Proszę o szybką odpowiedź.

W końcu - zgodnie z życzeniem generała Auchinlecka - wy-


znaczono datę na 18 listopada.
Domyślając się, co musiał czuć Prezydent, postanowiłem
przedstawić mu moje zapatrywania jeszcze przed rozpoczę­
ciem ryzykownej ofensywy Auchinlecka na Pustyni Zachod-
niej. Pan Attlee, ogólnie traktowany jako zastępca premiera,
miał udać się do Waszyngtonu, by wziąć udział w Międzynaro­
dowej Konferencji Pracy i przez niego przesłałem Prezydento-
wi poniższy list. Jak się okazało, treści w nim zawarte były
zgodne z przekonaniami Prezydenta.

* Inwazja na Sycylię (przyp.oryg.).


DROGA NAPRZÓD 165

PREMIER DO PREZYDENTA
Część I

20 października 1941
Drogi Panie Prezydencie!
1. Jeszcze tej jesieni generał Auchinleck zaatakuje wszystkimi siła­
mi niemieckie i włoskie armie stacjonujące w Cyrenajce. * Ma on nie-
zaprzeczalną przewagę nad nieprzyjacielem pod względem artylerii,
samolotów, a przede wszystkim czołgów. Jego zadaniem będzie znisz-
czenie sił pancernych przeciwnika oraz jak naj szybsze zajęcie Bengazi.
2. Jeżeli operacja ta się powiedzie, wówczas możliwym będzie
wprowadzenie w życie kolejnych planów, przewidujących natarcie na
Trypolis.
3. Niewykluczone, że bieg wydarzeń skłoni generała Weyganda do
włączenia się do wojny, lub też że Niemcy zażądają od niego (albo od
Vichy) udostępnienia Francuskiej Afryki Północnej, co może z kolei
zmusić go do przystąpienia do wojny.
4. Aby wyzyskać każdą sposobność, utrzymujemy w gotowości bo-
jowej siły równe jednej pancernej i trzem dywizjom polowym wraz
z niezbędnym transportem morskim. Mogą one wkroczyć przez Ca-
sablankę do Maroka na zaproszenie Francuzów lub pomóc w zebraniu
owoców zwycięstwa w Libii.
5. Aby skutecznie zataić te przygotowania, zaplanowaliśmy poważ­
ny desant na wybrzeżu norweskim, jak również posiłki dla Rosjan
w Murmańsku. Wszystko to ma swoje dobre i złe strony.
6. Jest zupełnie prawdopodobnym, że będziemy musieli odesłać
z Wielkiej Brytanii 4 lub nawet 5 dywizji oprócz 18 dywizji, która przy-
płynie do Halifaksu 7 listopada w okrężnej drodze wokół Przylądka do
Suezu. Musimy być przygotowani na to, że po ustabilizowaniu się frontu
rosyjskiego Hitler spróbuje zebrać na Zachodzie około 50 do 60 dywizji
w celu zaatakowania Wysp Brytyjskich. Otrzymaliśmy doniesienia (któ-
re mogą być przesadzone) o budowie 800 jednostek, z których każda jest
w stanie przewieźć przez Morze Północne od 8 do 10 czołgów i wylądo­
wać w dowolnym miejscu na wybrzeżu. Oprócz tego doszłyby do tego
jeszcze oddziały spadochronowe i inne przewożone drogą lotniczą na

* Data i kryptonim operacji "Crusader" podane zostały w odrębnym piśmie


(przyp.oryg.).
166 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

nieobliczalną skalę. Można by sobie wyobrazić, że plany jego przed-


stawiają się następująco: 1939 - Polska; 1940 - Francja; 1941 - Ro-
sja; 1942-Anglia; 1943 -(?). W każdym razie od marca musimy być
przygotowani na silne uderzenie.
7. Podejmujemy duże ryzyko, przemieszczając w tej sytuacji wspo-
mniane 4 czy 5 dywizji. Jeżeli wszystko potoczy się tak, jak przewiduję
w poprzednich paragrafach tego listu i jeżeli faktycznie zmniejszymy na-
sze siły w kraju do planowanych rozmiarów, wówczas niezwykle korzy-
stnym i zarazem uspokajającym byłoby umieszczenie przez Pana korpu-
su armijnego Stanów Zjednoczonych oraz dywizji pancernej na północy
Irlandii (oczywiście zarówno za zgodą rządu irlandzkiego, jak też rządu
Jego Królewskiej Mości), co umożliwiłoby nam wycofanie trzech dywi-
zji, przeznaczonych obecnie do obrony Wielkiej Brytanii, oprócz oddzia-
łów przebywających na Islandii, właśnie luzowanych.
8. Gdybyśmy tylko wiedzieli, że taki krok z Pańskiej strony jest
możliwym, moglibyśmy ze znacznie większą swobodą działać w wy-
żej nakreślonych ramach. Co więcej, przybycie oddziałów amerykań­
skich do Irlandii Północnej wywołałoby duże wrażenie w tym kraju
i pociągnęłoby za sobą konsekwencje, których nie można w tej chwili
przeceniać. Byłby to zarazem czynnik zniechęcający, jeśli chodzi
o niemieckie plany inwazyjne. Mam nadzieję, że przemyśli Pan to
wszystko bardzo dokładnie. Oczywiście, nie proponuję podejmowania
żadnych decyzji, dopóki nie znamy rezultatów nadchodzącej bitwy.

Poświęciwszykilka paragrafów problemom dowództwa oraz


stosunków pomiędzy lotnictwem i marynarką a wojskami lądo­
wymi, kontynuowałem:
Część II

13. Posiadane przeze mnie informacje wskazują, że zwycięstwo sił


brytyjskich nad Niemcami w Cyrenajce zmieni cały układ sił w base-
nie Morza Śródziemnego. Doda ono sił Hiszpanii w jej walce o neu-
tralność. Wywrze również głęboki wpływ na zdemoralizowane Wło­
chy. A co najistotniejsze, wzmocni Turcję w jej oporze wobec Hitlera.
Nie wymagamy od Turcji, by obecnie włączyła się czynnie do walki,
lecz pragniemy, by twardo i nieugięcie reagowała na wszystkie nie-
mieckie groźby i pochlebstwa. Dopóki Turcja jest niedostępna dla
Niemiec, dopóty ten podługowaty gościniec słabo rozwiniętego tery-
torium stanowić będzie doskonałą ochronę wschodniego skrzydła ar-
mii "Nil". Gdyby Turcja została zmuszona do włączenia się do wojny,
będziemy oczywiście musieli udzielić jej pomocy, którą można by
z powodzeniem wykorzystać gdzie indziej (np. we Francuskiej Afry-
DROGA NAPRZÓD 167

ce Północnej lub na Kaukazie). Obiecujemy Turcji wsparcie w postaci


4 lub 6 dywizji i 20 lub 30 dywizjonów powietrznych oraz wspólnie
przygotowujemy niezbędne lotniska w Anatolii. Lecz Turcy potrze-
bują nade wszystko jednej rzeczy: brytyjskiego zwycięstwa nad Niemca-
mi, które sprawi, że wszystkie obietnice staną się najzupełniej realne.
14. W związku z tym, co przedstawiłem do tej pory, nie będziemy
w stanie w ciągu najbliiszych sześciu miesięcy udzielić jakiejkolwiek
poważniejszej pomocy Rosjanom na Kaukazie oraz w basenie Morza
Kaspijskiego. Jedyne, co możemy zrobić, to zluzować 5 dywizji ro-
syjskich, stłoczonych obecnie w północnej Persji. Obiecałem'Stalino­
wi, że jeżeli zostaną one wycofane i użyte do walk w kraju, to nie ucier-
pią na tym żadne interesy rosyjskie, oraz że nie będziemy próbowali
wykorzystać sytuacji w Persji na ich niekorzyść. Persom nie podoba się
obecność Rosjan w ich kraju - ani ich teorie, ani ich zachowanie -
i wybuch niepokojów na tym terenie zmusiłby nas do użycia 3 lub 4
dywizji brytyjsko-hinduskich do utrzymania drożności szlaków
komunikacyjnych od Zatoki Perskiej do Morza Kaspijskiego. Te linie
komunikacyjne, mające kluczowe znaczenie w planach naszej pomo-
cy dla Rosji, zostałyby w dużym stopniu zablokowane z powodu ko-
nieczności dostarczania dodatkowych oddziałów. Starałem się wytłu­
maczyć to Rosjanom w sposób jak najbadziej przekonujący.
15. W moim telegramie z 25 lipca 1941, który wysłałem Panu przed
naszym spotkaniem atlantyckim, pisałem o długofalowym projekcie
na rok 1943, przewidującym jednoczesny desant, powiedzmy 15 ty-
sięcy czołgów z setek specjalnie dostosowanych do tego celu statków
oceanicznych, na plażach trzech lub czterech państw, w których sytu-
acja dojrzała do buntu. Nadmieniłem wówczas, iż na tym etapie mo-
żliwym jest wprowadzenie niezbędnych poprawek do programu bu-
dowy statków handlowych, rozpoczętego na tak wielką skalę. Przesy-
łam Panu rysunki przygotowane przez Admiralicję, które ilustrują
proces przygotowania tych jednostek. Jak Pan zauważy, wymaga to
jedynie dodania 50 tysięcy funtów szterlingów do ich kosztu oraz
uwzględnienia odpowiedniej zwłoki. Wydaje mi się, że można by
w ten sposób wyposażyć nie mniej niż 200 jednostek. Czasu mamy
dużo, ponieważ plan ten możemy wprowadzić w życie dopiero
w 1943 r. Lecz sprawą równie ważną jak produkcja czołgów jest mo-
żliwość przetransportowania ich przez oceany i umieszczenia na nie-
ufortyfikowanych plażach wzdłuż ogromnego wybrzeża, którego Hitler
będzie zmuszony bronić. Myślę, że wszystko to mówi samo za siebie.
16. Wysyłam Panu również krótki komentarz na temat użycia arty-
lerii, zarówno polowej jak i przeciwlotniczej. Ma to wpływ na zbliża­
jącą się ofensywę, opisaną w części I, jak również na organizację Ho-
168 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

me Army w razie spodziewanej inwazji. * Władze zaakceptowały


przedstawione tam zasady i jeżeli uważa je Pan za godne uwagi, pro-
szę pokazać je swoim oficerom.
17. Przesyłam Panu także (jedynie do Pańskiej wiadomości) notatki
na temat obecnej i przyszłej struktury annii brytyjskich i imperial-
nych, które usiłujemy stworzyć do 1942 r.** Oczywiście, liczba stu
dywizji, jak to wyjaśniono, nie oznacza stu standardowych dywizji
polowych. Niektóre z nich stanowią garnizony, a niektóre to ekwiwa-
lent w grupach brygadowych. Jednakowoż stanowi to siłę znacznie
większą od tej, jaką planowaliśmy w momencie wybuchu wojny. Jest
to możliwe dzięki temu, że od czasu Dunkierki nie ponieśliśmy żad­
nych aż tak poważnych strat oraz gromadziliśmy amunicję i rezerwy
zamiast przeznaczać je do działań na wielką skalę.
18. Nie wspominam o zagrożeniu japońskim, które ~daje się wzra-
stać w ciągu ostatnich kilku dni, ani o wspaniałej pomocy, jakiej
udziela nam Pan na Atlantyku, ponieważ wyczerpująco omówiliśmy
te sprawy podczas naszego spotkania. W tej chwili wydarzenia mó-
wią same za siebie, zgodnie z naszymi przewidywaniami. Niemniej
jednak w dalszym ciągu myślę, że im bardziej zdecydowane działania
podejmą Stany Zjednoczone w stosunku do Japonii, tym większe są
szanse na utrzymanie pokoju. Jeżeli jednak będzie to niemożliwym
i Stany Zjednoczone będą musiały przystąpić do wojny z Japonią,
wówczas Wielka Brytania wypowie jej wojnę w ciągu godziny. Mam
nadzieję, że do Bożego Narodzenia będziemy mogli dostarczyć zna-
czącą eskadrę bojową dla Oceanu Indyjskiego i Pacyfiku.
19. Chciałbym, żeby Pan wiedział, Panie Prezydencie, jak bardzo
zazdroszczę lordowi tajnej pieczęci, że może udać się do Stanów
Zjednoczonych i odbyć z Panem rpzmowę. Moje miejsce jest tutaj i w
związku z tym pozwoliłem sobie na napisanie tak długiego listu.
Chciałbym Pana prosić o zachowanie w najściślejszej tajemnicy
wszystkich informacji dotyczących planowanych przez nas działań.
W tym celu oddzieliłem pierwszą część listu [zawierającą faktyczną
datę rozpoczęcia ofensywy] od reszty, by po jej przeczytaniu z tym
większą łatwością był ją Pan w stanie powierzyć płomieniom.
Przesyłam najserdeczniejsze pozdrowienia,
Szczery przyjaciel
WINSTON S. CHURCHILL

* Zobacz s. 124 (przyp.oryg.).


** Zobacz s. 131 (przyp.oryg.).
DROGA NAPRZÓD 169

.. - ..
Przedstawiłem te plany także dowódcom naczelnym na Bli-
skim Wschodzie, by mogli zdać sobie sprawę, że "Crusader", tj.
walka, którą właśnie mieli rozpocząć, może nas zaprowadzić na
krętą ścieżkę, a poza tym chciałem podkreślić raz jeszcze nie-
zwykłe znaczenie tej ofensywy. W porównaniu z listem prze-
znaczonym dla Prezydenta pismo to przedstawia inne aspekty
tej samej koncepcji.
Premier do ministra stanu 25 października 1941
1. Nie można liczyć na to, że tej zimy Niemcy będą całkowicie
zaangażowani w walkę z Rosją. Najprawdopodobniej w ciągu naj-
bliższego miesiąca ustali się front w Rosji, może z wyjątkiem połud­
nia. Rosja w wyniku poniesionych strat stanie się chwilowo drugo-
rzędną siłą militarną, nawet jeżeli Moskwa i Leningrad zostaną utrzy-
mane. Hitler może w każdej chwili zostawić w Rosji jedną trzecią
swojej armii, nadal dysponując siłami mogącymi zagrozić Wielkiej
Brytanii, może wywrzeć nacisk na Hiszpanię oraz dostarczyć posił­
ków, aby uspokoić Włochy, równocześnie nacierając cały czas na
Wschód.
2. Nie można więc przypuszczać, że w przyszłym roku już na wios-
nę sytuacja nasza będzie lepsza. Wprost przeciwnie, jeżeli chodzi
o "Whipcord", to jest to prawdopodobnie sprawa typu "teraz albo
nigdy". Moim zdaniem z nadejściem grudnia stracimy wszelkie szanse.
3. Hitler jest słaby w powietrzu. Brytyjskie siły powietrzne są zna-
cznie silniejsze od niemieckich, a z pomocą amerykańską ich siła bę­
dzie w dalszym ciągu wzrastać. Lotnictwo rosyjskie odpowiada
dwóm trzecim niemieckiego, jest dobrze zorganizowane i całkiem
niezłe. Nawet biorąc pod uwagę lotnictwo włoskie, Hitler nie posiada
dostatecznych sił, by wspierać równocześnie wszystkie działania
swoich armii. Niestety, duża część brytyjskich sił powietrznych musi
pozostać w kraju na wypadek inwazji, w związku z czym nie może
być brana pod uwagę.
4. Istotnym jest przeto szukanie okazji do nawiązania kontaktu bo-
jowego z nieprzyjacielem w korzystnych okolicznościach na kilku
obszarach równocześnie. Operacja "Whipcord" spełnia tego typu wa-
runki.
5. Jeżeli do stycznia będziemy w stanie zabezpieczyć następujący
układ lotnisk: Trypolis, Malta, Sycylia i Sardynia i jednocześnie zain-
stalować się na nich, wówczas będziemy mogli przeprowadzić potęż-
170 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

ny i decydujący atak na Włochy - słabsze ogniwo Osi - przy użyciu


bombowców, które startowałyby z wyżej wymienionych lotnisk.
Umożliwi to brak lotnisk we Włoszech na północ od Sycylii. Do dzia-
łań na tym teatrze wojennym nieprzyjaciel będzie zmuszony ściągnąć
samoloty biorące normalnie udział w walce z Wielką Brytanią,
w walkach w dolinie Nilu oraz wspierające ofensywę na południo­
wym wschodzie.
6. Można także wyciągnąć inne korzyści z faktu brytyjskiego pano-
wania w powietrzu na obszarze Morza Śródziemnego. W związku
z tym, co powiedziano w paragrafie 9., szlak morski od Morza Śród­
ziemnego stałby otworem dla silnie chronionych konwojów, co przy-
niosłoby nie tylko duże oszczędności, lecz także stanowiłoby wspar-
cie dla działań na Wschodzie.
7. W rezultacie tych osiągnięć, z dojściem sił brytyjskich do grani-
cy tunezyjskiej włącznie, Weygand mógłby przystąpić do działania,
co byłoby dla nas niezwykle korzystnym.
8. Oczywiście podstawą wszystkiego jest zwycięstwo operacji
"Crusader". Należy z radością powitać poważny uszczerbek sił nie-
przyjaciela, a zwłaszcza sił lotniczych, który spowoduje "Whipcord",
pod warunkiem przeprowadzenia go równolegle z operacją "Acro-
bat" [brytyjski podbój Trypolitanii). Nic nie zapewnia nam większego
bezpieczeństwa oraz nie wprawia przeciwnika w większe pomiesza-
nie niż jednoczesne przeżycie różnorodnych niespodzianek. Dotyczy
to zwłaszcza kilku tygodni, podczas których nieprzyjacie1 ściąga
z Rosji nadwyżki sił lotniczych i przygotowuje je do działań w in-
nych rejonach. Jestem pewien, że zdaje Pan sobie sprawę, iż powolna,
stopniowa ofensywa w Libii zapewnia maksymalny opór i daje czas
na zorganizowanie wszystkiego. Takie postępowanie pozwoliłoby
Niemcom na wysłanie posiłków na Sycylię i ponowne opanowanie
Włoch. Mam nadzieję, że wyczuwa Pan ulotny charakternadarzającej
się okazji i zdaje sobie sprawę, jak krótka chwila dzieli nas od mo-
mentu, kiedy Niemcy, zabezpieczywszy front w Rosji, będą w stanie
rzucić swoje siły na inne obszary. Jest to tylko i wyłączne "kwestia
czasu".
9. Jaka będzie reakcja nieprzyjaciela na naszą próbę utworzenia
strefy przewagi powietrznej w centralnej części basenu Morza Śród­
ziemnego? Sprowadzenie poważnych sił powietrznych zajmie mu
trochę czasu w związku z liczbą lotnisk, jakie ma do dyspozycji we
Włoszech. Dlatego będziemy zmuszeni wywrzeć nacisk na Hiszpa-
nię, by zablokowała Cieśninę Gibraltarską. Jesteśmy skłonni wierzyć,
że Hiszpanie sprzeciwią się każdej próbie pogwałcenia suwerenności
ich kraju, w którym Niemcy są powszechnie znienawidzeni. W związku
DROGA NAPRZÓD 171

z tym brytyjskie zwycięstwo w operacji "Crusader" zdecydowanie


wpłynie na nastrój rządu hiszpańskiego. Niewątpliwie Hitler jest
w stanie przebić się przez Hiszpanię, tak samo jak jest w stanie opa-
nować Włochy. Tutaj jednak czynnik odstraszający tkwi w sferze po-
litycznej. Celem Hitlera jest ustanowienie Stanów Zjednoczonych
Europy pod hegemonią Niemiec. Powodzenie tego przedsięwzięcia
uzależnione jest nie tylko od podboju, lecz przede wszystkim od
współpracy wszystkich narodów. Nic bardziej nie zniweczy tych nad-
ziei aniżeli ciąg morderstw i represji, likwidowania zakładników itp.,
co dzieje się na wielką skalę w tak wielu krajach. Tak więc poważnym
błędem byłoby dodanie Hiszpanii i Włoch do liczby krajów podbi-
tych, których tak wiele bez przerwy buntuje się pod panowaniem nie-
mieckim.
1O. Z powyższych przyczyn wysoce pożądane jest ścisłe zsynchro-
nizowanie operacji "Crusader" i "Whipcord". Jednocześnie musimy
sobie zdawać jednak sprawę, że nie możemy skoncentrować się wyłą­
cznie na działaniach w Libii. Rosjanie żądają, by siły brytyjskie zajęły
miejsce na rosyjskim lewym skrzydle. Biorąc pod uwagę rosnącą nie-
cierpliwość Brytyjczyków spowodowaną tym, co uznają za naszą bez-
czynność, nie będzie można w nieskończoność ignorować tych żądań.
W związku z tym, jeżeli trzeba będzie porzucić operację "Whipcord" lub
alternatywną akcję we Francuskiej Afryce Północnej na zaproszenie
Francuzów, wówczas należałoby rozpocząć przygotowania do jak
naj szybszego wysłania do Rosji znacznych sił.
11. Wszelkie uwagi i komentarze powinny dotrzeć tutaj nie później
niż w poniedziałekwieczorem, kiedy to odbędzie się spotkanie Komi-

.. -..
tetu Obrony.

.Naczelni dowódcy w Kairze byli odmiennego zdania. Dla


nich podstawą była obrona Delty i Kanału, Basry i Kaukazu.
Nie uważali zajęcia Sycylii ani za rzecz praktyczną, ani też
konieczną. Dla nich najważniejszy był wschód i nawet gdyby
postanowiono wyruszyć na zachód, i gdyby przyniosło to duże
korzyści, to woleliby okupację Bizerty od jakichkolwiek prób
zajęcia Sycylii. Rozumiałem ich tok myślenia i wysuwane ar-
gumenty, które popierał z Indii generał Wavell. W telegramie
z 27 października przedstawili swoje poglądy, biorąc pod uwa-
gę moje argumenty.
172 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

W związku z powyższym porzuciłem pomysł ataku na Sycy-


lię ("Whipcord").

Premier do generała Ismaya,


dla Komitetu Szefów Sztabu 28 października 1941
1. W związku z ostatnim telegramem z Bliskiego Wschodu oraz
z odrzuceniem przez Ciebie projektu "Whipcord", którego byłeś pier-
wotnie zwolennikiem (w czym Cię poparłem), uważam pomysł ten za
sprawę zakończoną.
2. Niemniej jednak siły odpowiadające dwóm dywizjom i jednej
dywizji pancernej powinny trwać w gotowości, aby wykorzystać
ewentualne powodzenie operacji "Crusader" i ,,Acrobat". Nie ma
podstaw do oczekiwania (chyba że nadzieja może być m;nana za do-
stateczną podstawę), że generał Weygand zaprosi nas do Bizerty lub
Casablanki na skutek naszych zamierzonych działań. Jeżeliby do tego
doszło, to musimy być przygotowani, by móc wyzyskać tak wielkie
szczęście. Dowódcy powinni bezzwłocznie przestudiować całą spra-
wę i uzgodnić ją z naczelnym dowództwem na Bliskim Wschodzie,
a zwłaszcza z admirałem Cunninghamem.
3. Nowa sytuacja może się wytworzyć albo w wyniku wrażenia,
jakie na świadomości Francuzów wywrze ewentualne zwycięstwo
brytyjskie, albo też, czego nie należy wykluczać, w wyniku niemiec-
kich żądań pod adresem Petaina co do możli wości skorzystania z jego
terenu w związku z faktyczną lub prawdopodobną utratą Trypolisu.
4. Operacja ta będzie nosić nazwę "Gymnast".
5. Ważna jest znajomość rozkazów,~które zostaną wydane w celu
takiego przekształcenia operacji "Whipcord" w operację "Gymnast",
aby uniknąć nadwerężenia naszego transportu morskiego. Równie
ważna jest znajomość zadań stojących przed tym transportem.
6. Otrzymałem wiadomości z Ameryki, że nasi przyjaciele są nie-
zwykle zainteresowani pomysłem interwencji amerykańskiej w Ma-
roku i że pułkownik Knox rozmawiał z lordem Halifaxem o oddzia-
łach amerykańskich w sile 150 tysięcy, które miałyby tam wylądo­
wać. Musimy więc być gotowi do złożenia podobnej oferty ze strony
brytyjskiej, co może przechylić szalę na naszą korzyść. Oferta powin-
na być przeto niezwykle atrakcyjna. Do Prezydenta zwrócę się w tej
sprawie dopiero wtedy, gdy znane będą wyniki operacji "Crusader".
7. Właśnie otrzymałem od niego list przekazany przez lorda Louisa
Mountbattena, z którego wynika, że jest on żywo zainteresowany
Tangerem. Sprawę tę należałoby zbadać, choć zarazem spowoduje
ona niewątpliwie pewne komplikacje w stosunkach z Hiszpanami
DROGA NAPRZÓD 173

i Francuzami, a błędem byłoby poświęcanie szansy na współpracę


z Francuzami nawet dla takiej sprawy.

Z wyjątkiem porzucenia projektu ataku na Sycylię wszyscy


trzymaliśmy się ściśle tego, co zostało uprzednio ustalone,
w związku z czym nie było trudności z podjęciem jednomyśl­
nej decyzji.
Premier do generała Ismaya,
dla Komitetu Szefów Sztabu
oraz do szefa sztabu imperialnego 2 listopada 1941
Choć w pełni rozumiemy poglądy generałaWavella, postanowili-
śmy nieodwołalnie przeprowadzić następujący plan operacyjny:
"Crusader", "Acrobat", "Gymnast". Od tej decyzji nie ma odwołania.

Zakładając, że wszystko poszłoby po naszej myśli, nasz plan


przedstawiał się, jak następuje: oczyszczenie Cyrenajki przt:z
rozbicie armii Rommla; ofensywa na Trypolis; wejście do Fran-
cuskiej Afryki Północno-Zachodniej przy pomocy Francuzów
i po ich zaproszeniu, jeżelibyśmy takowe otrzymali. Plan doty-
czący Sycylii uzależniony był od pomyślnego wyniku pier-
wszych dwóch i stanowił alternatywę trzeciego. Jednak były to
tylko spekulacje i nie chciałem w związku z tym kontynuować
dyskusji na tematy strategiczne z naczelnym dowództwem na
Bliskim Wschodzie.
Premier do ministra spraw zagranicznych 11 listopada 1941
Nie mogłem postąpić inaczej, jak tylko zamilknąć w odpowiedzi na
telegramy generała Auchinlecka dotyczące operacji "Crusader". Nie
można niczego rozstrzygać, póki nie wiemy, jak wszystko się potoczy.
Bitwa stanowi zasłonę, przez którą niemądrze jest zerkać.
a. _ ..
Warto spojrzeć z perspektywy czasu na to, co działo SIę
w umyśle przeciwnika.
W lipcu 1941 r. niemiecki sztab planowania stworzył plan przy-
szłych działań, oznaczony kryptonimem "Orient", który miał za
zadanie obalenie panowania Brytyjczyków na Bliskim Wscho-
dzie. Jego głównym założeniem było przeświadczenie, że wojna
rosyjska skończy się już jesienią. Gdyby tak się stało - bardzo
174 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

duże "gdyby" - wówczas korpus pancerny z Kaukazu ruszyłby


na południe przez Persję. Odbyłoby się to zimą 1941-1942.
Z Bułgarii, jeżeli Turcja wyraziłaby zgodę, wyruszyłyby siły
w liczbie 10 dywizji, z których połowa byłaby pancerna i zmo-
toryzowana, i przeszłyby przez Anatolię do Syrii i Iraku. Gdyby
Turcja stawiła opór, potrzebne byłyby siły dwukrotnie większe,
w związku z czym z realizacją planu musiano by poczekać do
1942 r. Siły niemieckie i włoskie w Afryce znalazły się na trze-
cim miejscu. Ich rola latem i jesienią 1941 r. miała być defen-
sywna, jeśli nie brać pod uwagę konieczności zajęcia Tobruku.
Przed zimą ich straty w ludziach i sprzęcie miałyby być uzupeł­
nione, następnie miano rozpocząć generalne uderzenie na Per-
sję i Irak, by po odwróceniu uwagi naszych sił armie państw Osi
w Libii mogły się zbliżyć do Kairu.
Naczelne dowództwo niemieckie nigdy nie odnosiło się z wiel-
kim entuzjazmem do tego afrykańskiego przedsięwzięcia. Podróż
przez Morze Śródziemne, podczas której trzeba się było wystrze-
gać zarówno ataków ze strony okrętów podwodnych, jak i samo-
lotów stacjonujących na Malcie, nie przypadła Niemcom do gustu.
Afryka Północna nigdy nie była przez nich uważana za ważny
obszar w związku z trudnościami w wysyłaniu posiłków - wię­
kszymi dla państw Osi niż dla aliantów. Również perspektywa
współpracy z Włochami nie była dla Niemców specjalnie kuszą­
ca. Wszystkie prośby Rommla spełniano bardzo niechętnie. Teraz
można zrozumieć dlaczego Malta, ich główna przeszkoda, nie zo-
stała nigdy zaatakowana. Niewątpliwie ciężkie straty poniesione
na Krecie stanowiły skuteczny środek odstraszający.
.. - ..
Oto fragment listu wysłanego na początku sierpnia 1941 r.
przez niemiecki sztab generalny do dowódców grup: "Zachód",
"Północ" i "Południe", zarysowujący zadania w przeddzień
klęski Rosjan.

a) Wzmocnienie sił zbrojnych w Afryce Północnej, co pozwoli na


zajęcie Tobruku. Aby umożliwić przepłynięcie koniecznych
transportów, należy wznowić ataki Luftwaffe na Maltę.
DROGA NAPRZÓD 175

Jeżeli warunki atmosferyczne nie spowodują żadnej zwłoki,


a transporty odbywać się będą zgodnie z planem, można przyjąć, że
kampania przeciwko Tobrukowi rozpocznie się w połowie września.
b) Plan "Feli x" [zajęcie Gibraltaru przy czynnym współudziale Hi-
szpanii] musi zostać zrealizowany w 1941 r.
c) Jeżeli po zakończeniu kampanii na Wschodzie Turcja stanie po
naszej stronie, wówczas należy rozważyć atak na Syrię i Palesty-
nę w kierunku Egiptu, przeznaczając przynajmniej 85 dni na

.. -..
przygotowanie. [ ... ]

Zatem miesiące jesienne i zimowe stanowiły dla nas jedyną


okazję. Luftwaffe zniknęła z Sycylii. Front rosyjski pochłonął
całe paliwo niezbędne dla fIoty włoskiej. W sierpniu przepadło
33% dostaw i posiłków przeznaczonych dla Rommla.
W październiku liczba ta wzrosła do 63%. Włosi zostali zmu-
szeni do przesyłania dostaw drogą powietrzną. Pod koniec
września Mussolini postanowił przerzucać drogą powietrzną do
Trypolisu posiłki w liczbie 15 tysięcy żołnierzy miesięcznie,
jednak pod koniec października na miejscu znalazło się jedynie
9 tysięcy. Równocześnie transport morski do Trypolisu utknął
w martwym punkcie i tylko kilku konwojom udało się ominąć
naszą blokadę i dotrzeć do Bengazi. Wreszcie straty poniesione
w październiku zmusiły naczelne dowództwo niemieckie do
wysłania paliwa dla włoskiej marynarki wojennej. Zdecydowa-
ło się ono również na dużo śmielsze przedsięwzięcie. Admi-
rał Donitz niechętnie zgodził się na wysłanie 25 niemieckich
U-bootów z Atlantyku na Morze Śródziemne. Był to poważny
cios, na którego rezultaty nie trzeba było długo czekać.
My tymczasem skutecznie kontrolowaliśmy całą sytuację
z Malty, a działania eskadry "Force K", którą Admiralicja stwo-
rzyła na moją prośbę, przynosiły oczekiwane rezultaty. Nocą 8
listopada nasze okręty wpadły na pierwszy od czasu wznowie-
nia ruchu konwój włoski, składający się z siedmiu statków
handlowych, eskortowanych przez sześć niszczycieli, dwa krą­
żowniki, którym towarzyszyły cztery inne niszczyciele. Wszy-
stkie statki handlowe zostały błyskawicznie zlikwidowane. Na-
sze krążowniki zatopiły jeden niszczyciel i uszkodziły drugi.
176 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

Krążowniki włoskie nie wzięły udziału w zajściu. Poinformo-


wałem Prezydenta o tym pomyślnym wydarzeniu.
Były człowiek marynarki
do prezydenta Roosevelta 9 listopada 1941
Zniszczenie pomiędzy Włochami i Grecją konwoju Osi zmierzają­
cego do Bengazijest niezwykle ważne samo w sobie oraz ze względu
na wynikające z tego konsekwencje. Warto zauważyć, że dwa ciężkie
krążowniki nie chciały stawić czoła naszym dwóm lekkim krążowni­
kom, wyposażonym w działa 6-calowe. Również ich cztery [jak się
później okazało dwa] niszczyciele nie podjęły walki z naszymi dwo-
ma.
Mam dobre mniemanie o froncie moskiewskim.

Po raz kolejny konwoje zostały wstrzymane i Romme1 miał


znów powody, by uskarżać się naczelnemu dowództwu nie-
mieckiemu.
Generał Rommel do naczelnego
dowództwa Wehrmachtu* 9 listopada 1941
1. Po raz kolejny zmniejszone zostało tempo transportu oddziałów
i dostaw do Afryki Północnej. Do końca października z obiecanych
przez Włoch.ów 60 tysięcy ton do Bengazidotarły zaledwie 8 093
tony. Oddziały mające pierwotnie zaatakować Tobruk nie otrzymają
1/3 niezbędnej artylerii oraz różnych jednostek łączności nawet do 20
listopada. Co więcej, nie ma nawet pewności, czy 15,5-cm działa
zakupione w Tunisie od Francuzów w ogóle dotrą na miejsce. [ ... J
Z wymaganych trzech dywizji włoskich, mających wziąć udział w li-
stopadowym ataku, dostępna będzie tylko jedna, i to też w nie najle-
pszym stanie.
... - ..
Niestety, pomyślny
okres dobiegł szybko końca. Na scenie
pojawiły się U-booty. 12 listopada Ark Royal, powracający z Gi-
braltaru po wysłaniu kolejnej porcji samolotów na Maltę, został
trafiony przez torpedę wystrzeloną z niemieckiego U-boota.

* Oberkommando des Wehrmacht, sztab generalny niemieckich sił zbrojnych


(przyp.oryg.).
DROGA NAPRZÓD 177

W szystkie próby uratowania okrętu zawiodły i słynny weteran,


który odegrał tak znaczącą rolę w wielu walkach, zatonął w od-
ległości zaledwie 25 mil od Gibraltaru. Był to początek ciężkich
strat, jakie zaczęła ponosić nasza flota na Morzu Śródziemnym
oraz początek słabości, jakiej dotychczas nie znaliśmy. Teraz
jednak wszystko było gotowe do rozpoczęcia długo odwlekanej

.. - ..
ofensywy i do niej to musimy powrócić .

15 listopada wysłałem generałowi Auchinleckowi przesłanie


od króla, które miał wyzyskać tak, jak to uzna za stosowne.
Premier do generała Auchinlecka 15 listopada 1941
Jego Królewska Wysokość upoważnił mnie, abym wyraził w Jego
imieniu nadzieję, że wszyscy żołnierze walczący warmii i w RAF-ie
spełnią swój obowiązek z przykładnym oddaniem podczas szczegól-
nieważnej bitwy, jaka ich czeka. Po raz pierwszy oddziały brytyjskie
i imperialne staną twarzą w twarz z Niemcami, używając najnowo-
cześniejszej broni różnego rodzaju. Bitwa ta wpłynie na cały bieg
wojny. Nadszedł czas na zadanie najpotężniejszego jak dotąd ciosu za
ostateczne zwycięstwo, kraj i wolność. Armia Pustynna zapisze w hi-
storii kartę równą tej z Blenheimi Waterloo. Wzrok wszystkich naro-
dów spoczywa na Was. Nasze serca są z Wami. Niech Bóg sprzyja
słusznej sprawie!
ROZDZIAŁ XXX

OPERACJA "CRUSADER" NA ZIEMI,


MORZU I W POWIETRZU

Brak dramatyzmu we współczesnych bitwach - Walczą.ce ze sobą annie


i ich plany - 8 annia atakuje - Efekt zaskoczenia - Pierwsze trzy dni -13
korpus przerywa linię grqniczną - Sprawozdanie generała Auchinlecka
po zakończeniu bitwy - Smiałe uderzenie Rommla - Zmienny przebieg
bitwy - Auchinleck leci do kwatery głównej - Jego rozkazy dla generała
Cunninghama ratują bitwę - Jego decyzja o zastąpieniu generała Cun-
ninghama - Mój list do Prezydenta z 20 listopada - Niebezpieczeństwo
ze strony Vichy - Ataki morskie na konwoje nieprzyjaciela - Odważne
podejście dywizji nowozelandzkiej do Sidi Rezegh - Rommel wycofuje się
porzucając swoje garnizony graniczne - Tobruk uwolniony - Straty
w bitwie - Smutek w Rzymie - Klęski morskie - "Ark Royal" i "Bar-
ham" zatopione - Atak żywych torped na port w Aleksandrii - "Queen
Elizabeth" i "Valiant" poważnie uszkodzone - Eskadra "Force K" otrzy-
muje cios - Utrata "Neptune" - Niemal całkowite wyeliminowanie bry-
tyjskiej floty śródziemnomorskiej - Hitler ściqga siły powietrzne z Rosji
na Sycylię - Morze Sródziemne: sięgamy dna upadku.

pisy współ~zesnych bitew pozbawione są zazwyczaj

O należnego 1m dramatyzmu ze względu na to, że do


zmagań bitewnych dochodzi na ogromnych obsza-
rach, a ich rozstrzygnięcie trwa całe tygodnie, podczas gdy na
sławnych polach bitewnych przeszłości los narodów i impe-
riów rozstrzygał się na kilku milach kwadratowych w ciągu pa-
ru godzin. Skrajnym przykładem tego typu kontrastu mogą być
starcia szybko przemieszczających się sił pancernych i zmo-
toryzowanych podczas walk na pustyni.
Kawaleria, tak aktywna w czasie dawnych wojen, została za-
stąpiona przez czołgi, posiadające potężniejszą i bardziej dale-
OPERACJA "CRUSADER" NA ZIEMI, MORZU I W POWIETRZU 179

kosiężną broń, których manewry przypominały pod wieloma


względami wojnę morską, z morzami piasku zamiast słonej wo-
dy. Czynnik decydujący stanowiła jakość danej kolumny pan-
cernej, a nie pozycja, na której spotkała ona wroga, czy też kie-
runek, z jakiego wróg nadszedł. Dywizje pancerne, brygady,
a nawet mniejsze formacje mogły tworzyć fronty w dowolnym
kierunku z taką szybkością, że niemal zupełnie malało niebez-
pieczeństwo oskrzydlenia lub zajścia od tyłu. Jednocześnie jed-
nak wszystko zależało nieustannie od paliwa i amunicji, a ich
dostawy dla sił pancernych były znacznie trudniejsze niż dla
samodzielnych okrętów i eskadr morskich. Tak więc zasady, na
których opierała się obecna wojna, kryły w sobie zupełnie nowe
pojęcia, a każda potyczka stanowiła coś w rodzaju niepowta-
rzalnej lekcji.
Nie można lekceważyć wysiłku, jaki wiązał się z tymi pustyn-
nymi walkami. Chociaż każda z armii liczyła tylko od 90 do 100
tysięcy walczących żołnierzy, to potrzebowała ona dwu lub trzy-
krotnie więcej ludzi, aby wytrzymać tę próbę sił. Gdyby całościo­
wo ocenić gwałtowne starcia w Sidi Rezegh otwierąjące ofensywę
generała Auchinlecką., t(Ul1()żIla w nich zauważyć wiele cech
charakterystycznych dla każdej wojny. Osobiste interWencje oby-
dwu naczelnych dowódców były tak samo decydujące i śmiałe jak
w dawnych czasach, a stawka bynajmniej nie mniejsza .
.. - ..
Generał Auchinleck miał za zadanie po pierwsze, ponownie
zająć Cyrenajkę, niszcząc przy tym broń pancerną nieprzyjacie-
la, a po drugie, gdyby wszystko poszło gładko, opanować Try-
politanię. W tym celu generał Cunningham, który został posta-
wiony na czele nowo utworzonej 8 armii, otrzymał dodatkowo
korpusy 13 i 30, w skład których wchodziło wraz z garnizonem
w Tobruku sześć dywizji i trzy brygady rezerwowe *. Do dys-

* Skład 8. armii przedstawia! się następująco:


13 korpus (Godwin-Austen): 4 dywizja hinduska, dywizja nowozelandzka,
180 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

pozycji Brytyjczyków pozostawały 724 czołgi, w tym 367 czoł­


gów szybkich i 200 sztuk w rezerwie. RAF już od miesiąca pro-
wadził intensywne działania nękające linie komunikacyjne
wroga i mające ustalić panowanie w powietrzu na czas bitwy.
Pod dowództwem wicemarszałka lotnictwa Coninghama siły
powietrzne na Pustyni Zachodniej składały się z 16 dywizjo-
nów myśliwskich, 12 dywizjonów średnich bombowców, 5 dy-
wizjonów ciężkich oraz 3 dywizjonów wspomagających.
Z ogólnej liczby 1311 nowoczesnych samolotów bojowych je-
dynie 1072 były zdatne do użytku, oprócz dziesięciu dywizjo-
riów działających z Malty.
Siedemdziesiąt mil za frontem Rommla trwał garnizon Tobru-
ku, składający się z pięciu grup brygadowych i jednej brygady
pancernej. Twierdza ta zaprzątała cały czas myśli Rommla, ponie-
waż dzięki swojemu strategicznemu położeniu zapobiegła, jak do
tej pory, wszelkim próbom ofensywy w kierunku Egiptu. Likwi-
dacja Tobruku stanowiła główny cel dowództwa niemieckiego,
które atak na ten punkt planowało na 23 listopada. W skład armii
Rommla wchodził osławiony Afrika Korps, składający się z 15
i 21 dywizji pancernych i 90 dywizji lekkiej oraz siedem dywizji
włośkich, z których jedna była dywizją pancerną. Wedle naszych
szacunków nieprzyjaciel dysponował liczbą 388 czołgów, lecz
w rzeczywistości - jak nam teraz wiądomo - było ich 558. Wśród
średnich i ciężkich czołgów 2/3 stanowiły czołgi niemieckie, posia-
dające potężniejsze działa niż nasze czołgi. Natomiast słabe było
wyposażenie wroga w broń przeciwpancerną. Nieprzyjacielskie si-
ły powietrzne składały się ze 190 samolotów niemieckich, z któ-
rych tylko 120 było sprawnych w momencie ataku, oraz z ponad
300 samolotów włoskich, z których sprawnych było około 200 .
.. - ,..
1 brygada czołgów armii.
30 korpus (Norrie): 7 dywizja pancerna (7 i 22 brygady pancerne), 4 pan-
cerna grupa brygadowa, 1 dywizja południowo afrykańska (dwie brygady),
22 grupa brygadowa Gwardii.
OPERACJA "CRUSADER" NA ZIEMI, MORZU I W POWIETRZU 181

8 armia pod dowództwem generała Cunninghama miała prze-


prowadzić atak przy pomocy swoich dwóch korpusów i posuwać
się na zachód i północ w kierunku Tobruku, którego garnizon wi-
nien równocześnie dokonać śmiałego wypadu w ich kierunku.
W tym celu 13 korpus miał za zadanie zaatakować nadgraniczne
umocnienia obronne nieprzyjaciela od Halfaya do Sidi Omar,
oskrzydlić i otoczyć znajdujące się tam oddziały, a następnie ru-
szyć w kierunku Tobruku. Równocześnie 30 korpus, w którego
skład wchodziły prawie wszystkie oddziały pancerne, miał sięroz­
proszyć dla prowadzenia działań oskrzydlających, znajdując
i zwalczając oddziały pancerne Romm1a, a przynajmniej wciąga­
jąc je do walk, aby w ten sposób ochronić 13 korpus .

.. -..
Pomimo rozległych przygotowań udało się osiągnąćefekt
całkowitego zaskoczenia taktycznego. Armie państw Osi były
w trakcie ustawiania się na nowych pozycjach przed zaatako-
waniem Tobruku, co miało nastąpić 23 listopada. Aby móc ude-
rzyć w krytycznym mOIll~ncie w najczulsze i najważniejsze
miejsce armii nieprzyjacielskiej, 50 szkockich komandosów
pod dowództwem pułkownika Laycocka zostało przewiezio-
nych okrętem podwodnym i wysadzonych na wybrzeżu, około
200 mil za linią umocnień wroga. Trzydziestoosobowa grupa,
wysadzona na wzburzonym morzu, była podzielona na dwie
podgrupy, z których pierwsza otrzymała zadanie odcięcia linii
telefonicznych i telegraficznych, a druga, pod dowództwem
podpułkownika Keyesa (syna admirała Keyesa) miała zaatako-
wać kwaterę Romm1a. O północy 17 listopada komandosi
wdarli się do kwatery, zabijając wielu Niemców, lecz Rommla
tam nie było. Podczas walki wręcz w absolutnych ciemno-
ściach zginął podpułkownik Keyes. Przyznany mu pośmiertnie
Victoria Cross stanowił hołd dla jego bohaterstwa. *

* Morze było zbyt wzburzone, by zaokrętować pozostałych przy życiu człon­


ków obydwu grup i w niezwykle ciężkiej sytuacji pułkownik Laycock roz-
182 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

.. - ..
Rankiem 18 listopada, w ulewnym deszczu, 8 armia ruszyła
naprzód. 13 korpus zgodnie z planem, otoczył pozycje nieprzy-
jaciela na granicy, podczas gdy 30 korpus, nie napotykając po-
czątkowo żadnego oporu, posuwał się w górę od południa
w kierunku Sidi Rezegh. Ten grzbiet, wysoki na ponad sto stóp,
od strony północnej kończy się urwiskiem, dominującym nad
całym szlakiem Capuzzo, który stanowił główną linię komuni-
kacyjną Rommla z zachodu na wschód. Niedaleko znajduje się
duże lotnisko. Rozciąga się stamtąd bardzo dobry widok na fa-
listą pustynię. Obie strony uważały to miejsce za najistotniejsze
dla odsieczy pod Tobrukiem.
Przez pierwsze trzy dni wszystko szło dobrze. 19 listopada
większość niemieckich oddziałów pancernych ruszyła na po-
łudnie ze strefy nadbrzeżnej, by następnego dnia napotkać na-
szą 4 i 22 brygadę pancerną piętnaście mil na zachód od Sidi
Omar. 7 dywizja pancerna pozwoliła sobie na pewne rozprosze-
nie w poszukiwaniu nieprzyjaciela. Jedna z jej brygad (siódma)
i grupa wspomagająca zajęły Sidi Rezegh. Te oraz inne jedno-
stki były regularnie atakowane przez Afrika Korps, którego od-
działy pancerne były cały czas odpowiednio skoncentrowane.
Ciężkie walki toczyły się 21 i 22 listopada, zwłaszcza na lotni-
sku i w jego pobliżu. Do walki została wciągnięta praktycznie
cała broń pancerna, jaką dysponowały obydwie strony. Nie-
mcom udało się osiągnąć pewną przewagę dzięki zgromadzeniu
na tym obszarze większej liczby lepiej uzbrojonych czołgów.
Pomimo heroicznych wysiłków generała Jocka Campbella nie-
przyjaciel był górą, w wyniku czego ponieśliśmy duże straty.
Nocą 22 Niemcy odbili Sidi Rezegh. Generał Norrie dowodzą­
cy 30 korpusem, straciwszy 2/3 czołgów, wydał rozkaz wy co-

kazał im rozproszyć się


i ukryć W okolicy. Z nich jedynie pułkownik Lay-
cock i sierżant
rerry, który odznaczył się podczas ataku na niemiecką kwa-
terę główną, powrócili do nas po pięciu tygodniach trudów i niebezpiecznych
przygód (przyp.oryg.).
-EI-Gazab 20 mil

Akroma

·Gambut
- ';h";;;,,;;;,.,, s z 1a k '-::!Plilk A ~:::::.
SidrReze-;h''''''''''''"'''"',,;;; - :~S
ł5DYW.~ -- C
PANCERNA ~
- - - _. p u z z
BirHakeim ~7 BRY G 19 XI ~IDYJl;'--~
[Bir ~acheim] .... P.\i\CEH~i\ "" PANC. '
-I" . _.
1
GRUP.-\. , , Capuzzo
KORPUSLOTNY .1l Le!Gobl ~'SPI[H,\L \C:7\ 19 XI ,,'"
' ~
""~~/ ' ,. , ,,"
\1 /t ...... ~
....~T. ; ' t'19XI >t
,,"
1 ~~ ... - - ~'- J_l_ Sidi ,,"
, /' Gabr , - - _ Omar •
,, "" Saleh '--1.." ~ r1l)YWIZJ;\HI:\
, '\ .... ~ ;. ~
" +Bi heferzen ·, ) 'r •
'1 P;\:\c. : DY'lYIZ1(\., Li K(JH ł LS
Siły brytyjskie
f'!IIJł) .\ + ,~O\\OZ}.L
Siły wroga 'Ci> -" , • +
~ BRYG. f ..
--
o, 5 10 15 20 25 30 mil ".. II'

.........
"'"......".
POZYCJE WROGA 18 LISTOPADA. ~~.
FAZA WSTĘPNA 18-19 LISTOPADA ~ Fort Maddalena
+
184 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

fania się na odległość około dwudziestu mil, aby zreorganizo-


wać swoje dowództwo na obszarze znajdującym się na północ
od drogi El Abd. Było to poważne niepowodzenie .
.. - ..
Nocą 19 listopada Auchinleck wysłał do mnie następujący
telegram: "Jest niemal pewne, że wróg został zaskoczony, i że
nie zdawał sobie sprawy z grożącego mu niebezpieczeństwa.
Istnieją poszlaki, choć trzeba je sprawdzić, że próbuje się teraz
wycofać z rejonu Bardia-Sollum. Jednak dopóki nie dotrą tam
nasze oddziały pancerne, nie można niczego planować. Osobi-
ście jestem zadowolony z przebiegu wydarzeń [ ... ]".
Tedder donosił: "Obecna faza bitwy przebiega w sposób
zadowalający. Niespodziewane burze z 17 na 18 pokrzyżowały
nieco nasze plany zneutralizowania myśliwców niemieckich,
lecz zarazem ograniczyły działania powietrzne nieprzyjaciela
w ciągu pierwszych dwóch dni. Wczoraj zniszczono na ziemi
kolejnych 14 Ju-87. W ciągu nocy wykonano 56 ataków bom-
bowych. Malta włączyła Bengazi do listy swoich celów. Wysła­
no 10 ton amunicji dla 4 brygady pancernej."
.. - ..
Tymczasem 21 listopada, gdy wróg rzucił do walki całą swą
broń pancerną, generał Cunningham wydał 13 korpusowi roz-
kaz rozpoczęcia natarcia. 4 dywizja hinduska już otoczyła Sidi
Omar. Po jej lewej stronie dywizja nowozelandzka pod dowó-
dztwem generała Freyberga skierowała się na północ i doszła
do przedmieść Bardii, przecinając w ten sposób wszystkie linie
komunikacyjne garnizonów granicznych. Zajęła ona kwaterę
główną Afrika Korps, a 23 listopada o mały włos odzyskała Si-
di Rezegh, skąd właśnie zostali wypędzeni jej koledzy z 7 dy-
wizji pancernej. 24 listopada Freyberg skoncentrował wię­
kszość Nowozelandczyków pięć mil na wschód od lotniska.
Tego bowiem dnia reorganizowały się nasze siły wypędzone
z Sidi Rezegh. Część garnizonu z Tobruku podjęła próbę prze-
bicia się, lecz bez rezultatu. Po triumfalnym marszu dywizja
nowozelandzka stanęła przed Sidi Rezegh. Przygraniczne gar-
-El-Gaza Ja 20 mi1-r---...

Bir Hakcim •
[Bir Hachcim]

siły brytyjskic +
+
siły wroga +'"
+ ..
-- .... '"
o 5 10 15 20 25 30 mil +,...
i ......
~
....
~...
PIERWSZA BITWA POD SlDI REZEGH
~ Fort Maddalcna
..
186 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

nizony nieprzyjacielskie zostały odcięte, a ich oddziały pancer-


ne po zwycięskiej walce z 30 korpusem znajdowały się na pół­
noc od Bir el-Gobi. Obie strony zadały bardzo dotkliwe ciosy,
a bitwa w dalszym ciągu pozostawała nie rozstrzygnięta.
.. .. ..
Trudno o lepszy opis tej bitwy od tego, który zawarty jest
w komunikacie końcowym generała Auchinlecka, opublikowa-
nym w Gazette w 1948 r.
. Ponieważ nieprzyjacielskie dywizje pancerne były całkowicie
zaangażowane w bitwę oraz - jak donoszono - traciły.dużo czołgów,
generał Cunningham polecił dać sygnał garnizonowi w Tobruku i wy-
dał rozkaz 13 korpusowi, by rozpoczął działania. Jednak 21 listopada
zaczęły się trudności. Jak się tego spodziewaliśmy, wróg błyskawicz­
nie zareagował na zagrożenie Sidi Rezegh, a jego dywizje pancerne
zgrabnie ominęły 4 i 22 brygadę pancerną. Następnie, używając
wszystkich swoich sił pancernych, nieprzyjaciel wypędził nas z tego
kluczowego rejonu, uniemożliwiając nam połączenie się z grupami
wspomagającymi oraz z 7 brygadą pancerną, które w ten sposób zo-
stały odcięte. Żadna z tych formacji nie była przygotowana do odpie-
rania długotrwałych ataków i tylko dzięki własnemu męstwu wytrzy-
mały bez żadnej pomocy przez cały dzień 21 listopada. 5 południowo­
afrykańska brygada piechoty, która miała pojawić się na scenie
jeszcze przed pełnym rozwinięciem ataku nieprzyjaciela, zawiodła,
częściowo z powodu oporu dywizji pancernej "Ariete", a częściowo
z powodu braku doświadczenia w operowaniu dużą liczbą pojazdów,
jakie otrzymała.
Następnego dnia wszystkie trzy brygady pancerne włączyły się do
obrony tego obszaru. Niestety nasze czołgi i broń przeciwpancerna
nie dorównywały niemieckiej i mimo wspaniałej walki w dniu 22 li-
stopada 30 korpus został zmuszony do odwrotu, po stracie 2/3 czoł­
gów.
Nieprzyjaciel spektakularnie zakończył pasmo swoich sukcesów.
Podczas nocnego ataku wróg całkowicie zaskoczył i zdezorganizował
4 brygadę pancerną, której sto czołgów stanowiło 2/3 sił pancernych,
jakie pozostały nam do dyspozycji. 23 listopada niemal zlikwidował
5 południowoafrykańską brygadę piechoty, jedną z dwóch brygad
piechoty znajdujących się pod dowództwem generała Norriego, a 24
listopada przy udziale sił pancernych przeprowadził kontratak w kie-
runku granicy. Tymczasem stało się jasnym, że pierwsze doniesienia
OPERACJA "CRUSADER" NA ZIEMI, MORZU I W POWIETRZU 187

mówiące o stratach czołgów przez nieprzyjaciela były mocno przesa-


dzone,ponieważ posiadał on przynajmniej tyle czołgów co my, a co
więcej, mógł sporo odzyskać z pola bitwy, które znajdowało się w je-
go rękach.
Owo zachwianie równowagi istniejącej między siłami pancernymi
obu walczących stron stworzyło niezwykle krytyczną sytuację. [ ... ]
.11 _ ••

Nastąpił teraz dramatyczny epizod przypominający wypad,


jakiego "Jeb" Stuart dokonał w roku 1862 okrążając McClella-
na na półwyspie Yorktown podczas amerykańskiej wojny do-
mowej. Tym razem były to jednak siły pancerne, które same
w sobie stanowiły armię i których zniszczenie przesądziłoby
o losie pozostałej części armii państw Osi. Rommel postanowił
przejąć inicjatywę i wraz ze swoimi wojskami pancernymi
przebić się na wschód w kierunku granicy, mając nadzieję, że
spowoduje to taki chaos i zamieszanie, iż dowództwo nasze za-
przestanie walki i rozpocznie odwrót. Być może miał w pamię­
ci wydarzenia poprzedzające bitwę pustynną, tj. dzień 15
czerwca, kiedy to atakjego wojsk pancernych, przeprowadzony
w przełomowym momencie, zmusił generała Messervy' ego do
odwrotu. W miarę rozwoju tej opowieści można będzie zauwa-
żyć, jak i tym razem niemal mu się to udało.
Zebrał większość Afrika Korps, który stanowił w dalszym
ciągu najlepszy oddział na tym teatrze działań wojennych,
i pchnął go wzdłuż drogi El Abd, tuż obok kwatery głównej 30
korpusu i dwóch składów dostawczych, bez których nie byliby-
śmy w stanie kontynuować walki. Po dojściu do granicy roz-
dzielił swoje siły na kilka kolumn, z których część wyruszyła na
północ i południe, a reszta poszła dalej i wdarła się 20 mil
w głąb terytorium Egiptu, siejąc spustoszenie na naszych tyłach
i biorąc licznych jeńców. Jednak kolumny te nie zrobiły żadne­
go wrażenia na 4 dywizji hinduskiej. Ścigały je oddziały po-
śpiesznie stworzone z 7 brygady pancernej, grup wspomagają­
cych oraz brygad Gwardii. Przede wszystkim jednak były one
nękane przez nasze lotnictwo, które panowało wówczas w po-
wietrzu. Kolumny Rornmla, nie mające prawie wcale wsparcia
188 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

ze strony własnych sił powietrznych, znosiły takie same ciosy


jak nasze oddziały, kiedy to Niemcy panowali zdecydowanie
w powietrzu. 26 listopada wszystkie siły pancerne wroga skie-
rowały się na północ, szukając schronienia w Bardii i okoli-
cach. Następnego dnia ruszyły pośpiesznie na zachód, z powro-
tem do Sidi Rezegh, dokąd zostały pilnie wezwane. Śmiałe ude-
rzenie Rommla zawiodło, lecz powstrzymał je - jak się okaże -
tylko jeden człowiek: naczelny dowódca wojsk brytyjskich.
l' _ ,.
Myślę, że niezwykle ciekawe będzie zacytowanie fragmen-
tów niektórych telegramów, jakie w owym czasie otrzymywa-
łem dzień w dzień od Auchinlecka i Teddera. 211istopada Au-
chinleck przysłał pomyślne wieści: "Przy odrobinie szczęścia
zatrzymamy ziemię oraz rozpędzoną sforę ogarów". I później
tego samego dnia: "Starcia 18 listopada w Bir el-Gobi pomię­
dzy 22 brygadą pancerną i siłami pancernymi nieprzyjaciela
były poważniejsze, niż wskazywały wcześniejsze doniesienia
i straciliśmy w ich rezultacie około 40 czołgów szybkich przy
stratach wroga szacowanych na 55. Grupa wspierająca 7 dywi-
zji pancernej oraz 5 południowo afrykańska brygada piechoty
trzymają Sidi Rezegh. Garnizon w Tobruku uczynił jeden wy-
pad tego ranka. [ ... ] Trudno jest dokładnie obliczyć straty nie-
przyjaciela w czołgach, ponieważ bitwa toczy się z tak wielką
prędkością. [ ... ] Obecne działania charakteryzuje opanowanie
przez nas powietrza oraz doskonała współpraca pomiędzy zie-
mią i powietrzem".
22 listopada tak podsumował swój raport: "Istnieją duże
szanse na osiągnięcie naszego najważniejszego celu, czyli zni-
szczenia niemieckich sił pancernych". I dalej: "Odwaga i za-
wziętość okazywane przez dowódców i żołnierzy są doprawdy
wspaniałe. Moim zdaniem Cunningham wykazuje wielką zrę­
czność i odwagę w czasie tej trudnej bitwy. [ ... ] Sądzę, że dużo
zależy od tego, czy znaczna część czołgów wchodzących
w skład 15 niemieckiej dywizji pancernej wzięła udział wraz
z 21 dywizją pancerną w walkach ostatnich czterech dni, czy
też dywizja ta pozostała w zasadzie nietknięta. Osobiście był-
--El-Gazala 20 mil

Bir Hakcim •
[Bir Hachcim]

Siły brytyjski c
+
siły wroga _ 25 XI ~,.
+ ..
...
o, 5 10 15 20 25 30 mil ... '"
- ~~.
+"
...... .,:-
WYPAD ROMMLA 24-26 LISTOPADA_ ~~.
DRUGA BITWA POD SIOI REZEGH 29-30 LISTOPADA ~ Fort Maddalcni
...
190 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

bym za tym pierwszym rozwiązaniem, ale nigdy nic nie wiado-


mo". 23 listopada sytuację odmalował w nieco ciemniejszych
barwach: "Wygląda na to, że bitwa zbliża się do punktu kul-
minacyjnego. Część czołgów niemieckich na północ od Bir
el-Gobi zdołała się przebić. Nasze oddziały w SidiRezegh były
wczoraj zaciekle atakowane od wschodu i zachodu. Według do-
niesień wróg rzucił tam do akcji około stu czołgów."
Te urywki dają pewien obraz nastrojów panujących w naczel-
nym dowództwie i są oczywiście jedynie skromnym fragmen-
tem tego, co napływało do mnie każdego dnia .
.. - .1
Ciężkie ciosy, jakie otrzymaliśmy, oraz wrażenie chaosu na
tyłach naszego frontu spowodowane atakiem Rommla sprawi-
ły, że generał Cunningham poinformował naczelnego dowódcę,
iż kontynuowanie tej ofensywy może się skończyć całkowitą
eliminacją naszych sił pancernych, co tym samym zagrozi bez-
pieczeństwu Egiptu. Takie postawienie sprawy oznaczało przy-
znanie się do klęski oraz fiasko całej operacji. W tym decydują­
cym momencie generał Auchinleck postanowił interweniować
osobiście. N a prośbę Cunninghama 23 listopada przy leciał wraz
z Tedderem do kwatery pustynnej i w pełni zdając sobie sprawę
z niebezpieczeństwa rozkazał generałowi Cunninghamowi
"kontynuować działania ofensywne przeciwko nieprzyjacielo-
wi". Dzięki temu Auchinleck uratował sytuację oraz jako na-
czelny dowódca dał dowód swoich talentów na polu bitwy.
24 listopada wysłał do mnie następujący telegram:
Po przybyciu stwierdziłem, że Cunninghamjest zaniepokojony sy-
tuacją z powodu bardzo małej liczby naszych czołgów, które byłyby
obecnie zdolne do walki. Najwidoczniej nieprzerwane pięciodniowe
boje spowodowały znaczną dezorganizację oraz straty wśród naszych
sił pancernych. Nie stało się tak bez powodu, lecz nie ma to w tej
chwili znaczenia. [ ... ] Podczas swojego wczorajszego ataku nieprzy-
jaciel użył włoskich czołgów, co stanowi dla mnie dowód, że brakuje
mu własnych. Wróg rozwinął już wszystkie swoje siły, więc tym bez-
litośniej musimy go naciskać. Być może w trakcie tych działań nie-
mal unieruchomimy wszystkie nasze czołgi, lecz nie ma to większego
OPERACJA "CRUSADER" NA ZIEMI, MORZU I W POWIETRZU 191

znaczenia, jeżeli zniszczymy przy tym wszystkie czołgi wroga. Wiele


mówi fakt, że wróg pozostawił swojemu losowi garnizony w Sidi
Omar i Sollum oraz że udało się nam wziąć do niewoli ponad 3 tysiące
jeńców, w tym około tysiąca Niemców. [ ... ] W związku z tym poleci-
łem generałowi Cunninghamowi zaatakować wszelkimi dostępnymi
siłami, odzyskać Sidi Rezegh i nawiązać współpracę z garnizonem
w Tobruku, który tymczasem atakuje przeciwnika od tyłu. Dowódcy
i żołnierze są dobrej myśli, a dywizja nowozelandzka stoi skoncentro-
wana przed Sidi Rezegh. Wróg walczy desperacko, lecz byliśmy na to
przygotowani.

Wysłałem natychmiastową odpowiedź:

Premier do generała Auchinlecka 25 listopada 1941


1. Dziękuję za telegram z 24. Zgadzam się z Pańskimi poglądami
i chciałbym poinformować, że rząd Jego Królewskiej Mości zamierza
dzielić wraz z Panem odpowiedzialność za walkę do ostatka, bez
względu na rezultat. Wszystko albo nic, choć jestem pewien, że jeste-
śmy silniejsi i zwyciężymy.
2. Chyba otrzymał już Pan moją wiadomość o dzisiejszym lądowa­
niu w Suezie pozostałej części 1 dywizji pancernej. Jeżeli trzeba, pro-
szę rzucić ją do walki, nie bacząc zupełnie na przyszłość. Tylko sil-
nym chwytem, używając wszystkich jednostek, jesteśmy w stanie
zdusić wroga.
3. Jestem pełen podziwu dla Pańskiego ducha i siły woli. Brawa dla
Teddera i RAF-u za opanowanie powietrza.

... - ..
Po powrocie do Kairu 25 listopada Auchinleck zatelegrafo-
wał: "Postanowiłem czasowo zastąpić generała Cunninghama
generałem Ritchiem, obecnym zastępcą szefa sztabu. Nie wyni-
kało to z obaw o obecną sytuację, lecz z powodu wniosku, do
którego niechętnie doszedłem, że generał Cunningham spisują­
cy się jak dotychczas bez zarzutu, zaczął ostatnio myśleć defen-
sywnie, mając na względzie duże straty w czołgach. Przed
uczynieniem tego drastycznego kroku dokładnie przemyślałem
całą sprawę i przedyskutowałem wszystko tego popołudnia
z ministrem stanu. Jestem pewien, że mam rację, choć wiem, że
z powodów ogólniejszych krok taki jest w chwili obecnej bar-
192 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

dzo niepożądany. Postaram się maksymalnie zmniejszyć roz-


głos wokół tej sprawy".
W oficjalnym liście do generała Cunninghama Auchinleck pi-
sał: ,,Doszedłem do wniosku [ ... ], że w chwili obecnej myśli Pan
bardziej w kategońach defensywnych niż ofensywnych, w związ­
ku z czym straciłem ufność w Pańskie możliwości doprowadzenia
do końca ofensywy, której kontynuację właśnie rozkazałem".
Minister stanu, Oliver Lyttelton, tłumaczył i gorąco popierał
decyzję naczelnego dowódcy. Zatelegrafowałem do niego bez-
zwłocznie.

Premier do ministra stanu 25 listopada 1941


Generał Auchinleck sprawuje władzę nad wszystkimi dowódcami
i wszystkie decyzje podjęte przez niego w czasie bitwy będą przez
nas zatwierdzane. Popieramy Pańskie działania i opinię. Proszę to
przekazać generałowi Auchinleckowi.

Zostawiam w tym momencie ten incydent tak bolesny dla te-


go dzielnego oficera i dla jego brata, będącego naczelnym do-
wódcą marynarki wojennej oraz dla generała Auchinlecka, oso-
bistego przyjaciela obydwu. Szczególnie podziwiałem postawę
generała Auchinlecka, który umiał wznieść się ponad wszystkie
uczucia osobiste oraz ustrzegł się pokusy pójścia na kompromis .
.. - ..
W tym punkcie muszę zwrócić się ku innym, choć bardzo
zbliżonym sprawom. 20 listopada, gdy dochodzące wieści były
w dalszym ciągu dobre, wysłałem list do Prezydenta, prosząc
go, by zrobił wszystko co w jego mocy, aby zapobiec jakimkol-
wiek działaniom Vichy w tych ważnych dniach.

Były człowiek marynarki


do prezydenta Roosevelta 20 listopada 1941
l. Doprowadzenie i rozmieszczenie naszych sił w Libii odbyło się
sprawnie i nieprzyjaciel został wzięty przez zaskoczenie. Dopiero te-
raz uświadomił sobie skalę naszych działań. Prawdopodobnie już dzi-
siaj rozpoczną się ciężkie walki pomiędzy siłami pancernymi. Wyda-
ne przez nas rozkazy mówią o walce do końca i za każdą cenę. Szanse
zdają się być duże.
OPERACJA "CRUSADER" NA ZIEMI, MORZU I W POWIETRZU 193

2. Zastąpienie Weyganda przez jakiegoś proniemieckiego oficera


akurat w momencie, gdy mamy szansę wpłynąć na bieg wydarzeń
w Afryce Północnej, stanowiłoby prawdziwą klęskę. Ufam, że zrobi Pan
wszystko, by przekonać Vichy o konieczności utrzymania Weyganda
na dotychczasowym stanowisku. Jeżeli to się nie powiedzie, wówczas
można by się zgodzić na jakąś przyjazną, emerytowaną figurę, np. na
generała Georgesa. Nie widziałem się z nim od czasu klęski, lecz
sądzę, iż znajduje się w dobrej formie. Znam go bardzo dobrze.
W każdym razie, Panie Prezydencie, Tunis i cała Francuska Afryka
Północna staną przed nami otworem pod warunkiem, że osiągniemy
zwycięstwo w Libii i będziemy umieli je wykorzystać. Jednocześnie
jednak obawiam się, aby Hitler nie zdecydował się na okupację Bizer-
ty w związku z możliwym zagrożeniem dla Trypolisu. Vichy ma w tej
chwili ostatnią szansę okupienia swoich grzechów - teraz albo nigdy.
... - ..
W tym momencie bardzo ważną sprawą było odcięcie dostaw
paliwa dla wojsk Rommla, w związku z czym zatelegrafowa-
łem do generała Auchinlecka oraz do naczelnego dowódcy ma-
rynarki wojennej, by przeprowadzili uderzenie na linie komuni-
kacyjne wroga.
Premier do generała Auchinlecka 23 listopada 1941
Gdy przyjrzymy się bezcennym ładunkom paliwa kierowanym obe-
cnie do Bengazi, jak również nieprzyjacielskiej koncentracji powie-
trznej w Beninie, wówczas świta myśl, że warto byłoby ponieść nawet
bardzo duże ryzyko, aby "wyjałowić" te miejsca, choćby tylko na
trzy, cztery dni. Wróg nie bez powodu ma lękać się tej operacji. Nale-
ży wykorzystać chwilę, gdy znajdować się on będzie w ogniu walki.
Szanse na zwycięstwo zmaleją w momencie, gdy będzie mógł otrzy-
mać posiłki w postaci oddziałów wycofujących się lub uciekających
z terenu walki. Teraz można łatwo zebrać duże żniwo, zarówno
w Bengazi jak i na zachód od EI-Agejla, którego cena podskoczy za-
raz po zakończeniu głównej bitwy. Jestem pewien, że weźmie to Pan
pod uwagę. Proszę pamiętać o tym, jak dużo osiągnęli Niemcy śmia­
łością i blagą podczas klęski Francji. Na czym ma polegać misja Gru-
py Oasis?

Premier do admirała
Cunninghama 23 listopada 1941
Poprosiłem pierwszego lorda Admiralicji, by przekazał Panu infor~
macje na temat ogromnego znaczenia, jakie przywiązujemy do prze-
194 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

chwytywania okrętów wiozących posiłki, dostawy, a nade wszystko


paliwo do Bengazi. Posiadamy informacje o dużej liczbie jednostek
będących w drodze, bądź też mających dopiero wyruszyć. Nieprzyja-
ciel poprosił o ochronę powietrzną, lecz obecnie jest to niemożliwe
z powodu zaangażowania sił lotniczych w toczące się walki. Chętnie
się dowiem, jakie działania proponuje Pan podjąć. Zatrzymując te
okręty, ocalimy tysiące ludzi oraz przyczynimy się do zwycięstwa
mającego ogromne znaczenie.

Admirał odpowiedział niezwłocznie:

Odpowiedź na telegram z 23. Naturalnie zdaję sobie sprawę ze zna-


czenia szlaku dostawczego do Bengazi i pierwszy lord Admiralicji
z pewnością przekazał już Panu dyspozycje, jakie wydałem w związ­
ku z istniejącą sytuacją. Naszym pierwszym krokiem zmierzającym
do wstrzymania nieprzyjacielskich konwojów było stworzenie zagro-
żenia ze strony naszych sił ustawionych na obu krańcach Morza Śród­
ziemnego. Posunięcie to przyniosło oczekiwane rezultaty. Teraz, gdy
konwoje te wznowiły żeglugę, będą one atakowane przez lotnictwo
i okręty podwodne. Niestety, wspomniane przez Pana informacje o
zaangażowaniu Luftwaffe w walkach toczących się na lądzie nie znaj-
dują potwierdzenia w faktach, a nieprzyjaciel jest żywo zainteresowa-
ny wszystkimi naszymi posunięciami. Na odwrót, naszym najsłab­
szym punktem, jeśli chodzi o wojska rozpoznawcze, jest wystawienie
na poważne ryzyko wojsk lekkich, gdyż chcąc wykorzystać ich szyb-
kość, musimy jednocześnie pozbawić je bliskiego wsparcia.

Robił co mógł, jednak najskuteczniejszy cios przyszedł


z Malty. Nocą 24 listopada krążowniki i niszczyciele z eskadry
"Force K" przechwyciły dwa transportowce z paliwem, na któ-
re nieprzyjaciel bardzo liczył. Przesłałem Auchinleckowi te do-
bre wieści.
25 listopada 1941
Wczorajszej nocy wysłaliśmy z Malty Aurorę i Penelope, które
zgrabnie zatopiły dwa transportowce z paliwem, Procidę i Maritzę.
Admirał zajmuje się resztą.
a. _ •.
Podczas gdy Romme1 wraz z Afrika Korps kontynuował
śmiałą, lecz kosztowną eskapadę przez linie komunikacyjne na
tyłach armii brytyjskiej, Freyberg na czele swoich Nowoze-
OPERACJA "CRUSADER" NA ZIEMI, MORZU I W POWIETRZU 195

landczyków, wspierany przez 1 brygadę czołgów armii, naci-


skał na Sidi Rezegh, które zostało na powrót zdobyte po dwóch
dniach ciężkich walk. Równocześnie garnizon z Tobruku pod-
czas jednego ze swoich wypadów zajął Ed Duda. Nocą 26 gar-
nizon z Tobruku nawiązał kontakt z Nowozelandczykami. Kil-
ka jednostek dywizji nowozelandzkiej oraz kwatera główna 13
korpusu weszły do obleganego Tobruku. Krok ten sprawił, iż
Rommel zdecydował się na odwrót z Bardii. Przebił się do Sidi
Rezegh, atakowany na skrzydłach przez zreorganizowaną 7 dy-
wizję pancerną, dysponującą w tej chwili 120 czołgami. Mimo
wszystko odbił Sidi Rezegh, a następnie zmusił do odwrotu 6
brygadę nowozelandzką, zadając jej ciężkie straty. Jednostka ta
oraz 4 brygada, oprócz dwóch batalionów, które przyłączyły się
do garnizonu w Tobruku, zostały wycofane na granicę, w kie-
runku południowo-wschodnim, gdzie ta bohaterska dywiija zo-
stała zreorganizowana po stracie prawie trzech tysięcy ludzi.
Garnizon w Tobruku, ponownie odosobniony, postanowił mi-
mo wszystko wytrwać.
Generał Ritchie przegrupował teraz swoją armię tak, aby
przydzielić garnizon w Tobruku 13 korpusowi, a dywizję
nowozelandzką odstawić do rezerwy. Obecnym celem było El
Adem, położone w dolinie znajdującej się 15 mil na zachód od
Sidi Rezegh i mieszczące się na głównej linii komunikacyjnej
ze wschodu na zachód. Do akcji zostały użyte obydwa nasze
korpusy; 13 zbliżał się od Ed Duda, a 30 od południa. Podczas
tych przygotowań Rommel przeprowdził ostatnią próbę urato-
wania swoich garnizonów granicznych. Jego atak został odpar-
ty. Rozpoczął się generalny odwrót wojsk Osi na linię EI-Gazala.
.. - ..
Tymczasem napływały telegramy. 26 listopada Auchinleck
donosił: "Dzisiejsze wieści są skąpe, ale dobre. Dziś rano garni-
zon z Tobruku znajdował się w zasięgu wzroku Nowozeland-
czyków, którzy - jak się właśnie dowiedziałem - ponownie
zajęli Sidi Rezegh. Trwają zacięte walki. Siły pancerne i zmo-
toryzowane nieprzyjaciela naj widoczniej w dalszym ciągu
znajdują się na naszych tyłach, między Bardią, Sheferzen i Hal-
196 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

faya, lecz osiągają znikome rezultaty. Teraz jesteśmy już pewni,


że ten zmotoryzowany i pancerny atak miał odwrócić naszą
uwagę od Tobruku. Lecz to się nie powiodło".
W kwestii zastąpienia generała Cunninghama dodał: "Jestem
niezwykle wdzięczny za poparcie. Nie potrafię nawet powie-
dzieć, jak wiele ono dla nas znaczy. Nie można go mierzyć
w kategoriach dywizji pancernych, ani czegokolwiek innego.
Rommel nie jest jeszcze załatwiony, lecz znów przejęliśmy ini-
cjatywę i chyba już nie wypuścimy jej z rąk".

Premier do generała Auchinlecka 26 listopada 1941


Myślę, że nieustannie rozważa Pan przemieszczenie rezerw w kie-
runku linii działań. Zdaję sobie sprawę, że jest to uzależnione od
transportu i wiem, jak ważne jest dla Pana wykonanie tego zadania
z jak najmniejszą liczbą ludzi do wykarmienia. Chciałbym jednak się
dowiedzieć, co posiada Pan w rezerwie. A gdyby potrzebował Pan
jeszcze jednej dywizji lub dwóch albo trzech brygad, to skąd Pan je
weźmie? W razie konieczności mógłby Pan sprowadzić jedną brygadę
wchodzącą w skład pięćdziesiątej dywizji znajdującej się w Bagdadzie.
Proszę o informacje na temat Pańskich rezerw oraz planów.

Auchinleck odparł, że w związku z trudnościami utrzymania


wojsk na Pustyni problem polegał bardziej na zastąpieniu zmę­
czonych oddziałów świeżymi siłami niż na dodawaniu nowych
jednostek, choć oczywiście życz~iwie potraktowałby zwiększe­
nie liczby oddziałów w celu zapewninia skuteczniejszego ude-
rzenia. Zamierzał ściągnąć jedną· grupę brygadową piechoty
z 50 dywizji do kwatery głównej, lecz nie uważał za konieczne
wzywania dwóch pozostałych grup brygadowych, które znaj-
dowały się w drodze do Iraku.
Chociaż akceptowałem wszystko to, co działo się w kwaterze
głównej, to jednak trochę żałowałem, że Auchinleck nie zajął
się wszystkim sam, lecz polecił prowadzenie sprawy jednemu
ze swoich oficerów sztabowych, dotychczas nie sprawdzonemu.
Premier do generała Auchinlecka 27 listopada 1941
Szef sztabu imperialnego i ja sądzimy, że skoro raz już uratował
Pan bitwę, to mógłby Pan udać się na miejsce i zrobić to samo po raz
drugi. Pańska obecność na polu bitwy natchnie wszystkich wytężoną
wolą walki. Oczywiście, decyzja należy wyłącznie do Pana.
OPERACJA "CRUSADER" NA ZIEMI, MORZU I W POWIETRZU 197

Generał Auchinleck odparł:


Długo myślałem, czy nie powinienem zająć osobiście miejsca Cun-
ninghama jako dowódcy 8 armii. Zdaję sobie sprawę ze znaczenia
obecnej bitwy, lecz doszedłem do wniosku, że będę bardziej użytecz­
ny tutaj, w kwaterze głównej, skąd będę mógł obserwować całość
bitwy i zachować odpowiednie wyczucie proporcji. [ ... ] W razie ko-
nieczności udam się, oczywiście, odwiedzić Ritchiego.

Ani ja, ani szef sztabu imperialnego nie uważaliśmy tych ar-
gumentów za przekonujące, lecz dłużej nie naciskaliśmy.
Telegram Auchinlecka z 30 listopada kończył się następująco:
"Nasza kolumna dostawcza dotarła do Tobruku rankiem 29. Ży­
czenia urodzinowe dla Pana od dowódcy 13 korpusu [generała
Godwina-Austena] brzmią następująco: «Korytarz do Tobruku
wolny i bezpieczny. Tobruk przyjął to z taką samą ulgą, jak ja.»".
1 grudnia Auchinleck udał się osobiście do wysuniętej kwate-
ry głównej, gdzie przebywał dziesięć dni razem z generałem
Ritchiem. Sam nie przejął komendy, lecz ściśle kontrolował
swego podwładnego. Moim zdaniem, nie był to dobry układ dla
żadnego z nich. Jednakże 8 armia była teraz górą i 10 grudnia
naczelny dowódca mógł mi donieść: "Nieprzyjaciel wycofuje
się na zachód. El Adem zajęte. Oddziały południowoafrykań­
skie i hinduskie połączyły się z Brytyjczykami w Tobruku i są­
dzę, że można powiedzieć, iż oblężenie Tobruku zostało zakoń­
czone. * Posuwamy się szybko naprzód, ściśle współpracując
z RAF-em."
.. - ..
* W dniu 1 sierpnia 1941 r. władze brytyjskie podjęły decyzję, po uzyskaniu
zgody Naczelnego Wodza gen. Sikorskiego, o wysłaniu do oblężonego od
kwietnia przez wojska Osi Tobruku Samodzielnej Brygady Strzelców Kar-
packich, dowodzonej przez gen. Kopańskiego. Pierwsze oddziały brygady,
przetransportowane z Aleksandrii do Tobruku drogą morską, dotarły tam
19 sierpnia. Żołnierze SBSK (pełniąc służbę na m~jtrudniejszym odcinku)
razem z 70 brytyjską dywizją piechoty, batalionem czechosłowackim i II/13
batalionem australijskim bronili Tobruku do 12 grudnia - tj. nadejścia od-
sieczy i złamania oporu oblegających twierdzę sił nieprzyjaciela.
198 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

Wiemy obecnie na podstawie dokumentów niemieckich, że


straty nieprzyjaciela podczas operacji "Crusader" łącznie z gar-
nizonami odciętymi w Bardii, Sollum i Halfaya wyniosły 13
tysięcy Niemców i 20 tysięcy Włochów, w sumie 33 tysiące
ludzi oraz 300 czołgów. Straty brytyjskie w tymże okresie wy-
nosiły: 2908 oficerów i żołnierzy zabitych, 7339 rannych
i 7457 zaginionych, w sumie 17 704 osoby oraz 278 czołgów.
9110 tych strat powstało w pierwszym miesiącu ofensywy.
a. _ ..
Nadszedł moment pewnej ulgi, a nawet radości, w wojnie na
Pustyni. Natomiast dokumenty niemieckie mówią o smutku, ja-
ki zapanował w kołach militarnych w Rzymie.
2 grudnia 1941
Sytuacja w Afryce Północnej wymaga podjęcia jak: największych
wysiłków w celu przesłania dostaw dla sił niemieckich oraz uzupeł­
nienia znacznych strat i dostarczenia pierwszorzędnych posiłków.
W związku z obecną sytuacją na morzu należy uznać drogę powietrz-
ną za jedyny dostępny szlak transportowy.

I ponownie 4 grudnia:
Duce uważa, że jedynym sposobem przezwyciężenia trudności
transportowych jest uwolnienie Bizerty. Zajęcie Malty nie wchodzi
w grę. Nie wierzy, że uda się utrzymać Libię bez wysyłania dostaw
przez Tunezję. Sytuacja państw Osi na Morzu Śródziemnym i w Afry-
ce Północnej jest krytyczna, ponieważ szlaki dostawcze nie zostały
otwarte dostatecznie wcześnie. Kampania w Rosji miała duży wpływ
na podejmowanie ówczesnych decyzji.

Flota była decydującym czynnikiem w wojnie na Pustyni. Ni-


szcząc dostawy państw Osi i wspomagając 8 armię w jej ofen-
sywie, marynarka wojenna, podobnie jak RAF, pomogła dopro-
wadzić armię Rommla do niemal całkowitej ruiny. Lecz w tym
przełomowym momencie nasze siły morskie we wschodnim
basenie Morza Śródziemnego zostały prawie całkowicie znisz-
czone w wyniku serii katastrof.
l' _ •.
OPERACJA "CRUSADER" NA ZIEMI, MORZU I W POWIETRZU 199

Obecność U-bootów na Morzu Śródziemnym natychmiast


dała się we znaki. Ark Royal został zatopiony. Dwa tygodnie
później Barham, trafiony przez trzy torpedy, błyskawicznie za-
tonął z pięciuset ludźmi na pokładzie. Lecz to nie był koniec.
Nocą 18 grudnia włoski okręt podwodny zbliżył się do Aleksan-
drii i wypuścił trzy żywe torpedy, z których każda była kiero-
wana przez dwóch ludzi. Spenetrowały one port, podczas gdy
brama zaporowa była otwarta dla okrętów. Podłożyły bomby
zegarowe, które wybuchły rankiem dziewiętnastego pod pan-
cernikami Queen Elizabeth i Valiant. Obydwa ciężko uszko-
dzone okręty stały się dla nas na długie miesiące niepotrzebnym
balastem. Tak oto w ciągu kilku tygodni nasza wschodnia flota
została niemal wyeliminowana jako licząca się siła. Pozostaje
jeszcze opowieść o utracie na innym obszarze jednostek Prince
oj Wales i Repulse. Szczęściem, na pewien czas udało nam się
zataić wieści o zniszczeniu naszej floty. W jakiś czas później
powiedziałem następujące słowa podczas tajnej sesji Izby
Gmin: "W ciągu kilku tygodni straciliśmy lub musieliśmy wy-
łączyć z działań siedem wielkich okrętów, ponad 1/3 naszych
pancerników i krążowników".
Eskadra "Force K" również poniosła straty. W dniu katastro-
fy pod Aleksandrią na Maltę dotarły wieści o ważnym konwoju
nieprzyjacielskim płynącym do Trypolisu. Krążowniki Neptu-
ne, Aurora i Penelope wraz z czterema niszczycielami wyru-
szyły natychmiast na jego spotkanie. Zbliżając się do Trypolisu,
wpłynęły na nowe pole minowe. Neptune został ciężko uszko-
dzony, podobnie jak obydwa pozostałe krążowniki, lecz był
w stanie płynąć. W tym momencie na miejscu pojawił się nisz-
czyciel Kandahar, który usiłował uratować załogę N eptune' a,
lecz sam natrafił na minę. Tymczasem Neptune, dryfujący po
polu minowym, natrafił na dwie kolejne miny i zatonął. Z jego
700-osobowej załogi ocalał tylko jeden człowiek, i to jako je-
niec wojenny, wyratowany po czterech dniach pobytu na tra-
twie, na której zginął jego dowódca R.C. O'Connor i trzynastu
innych. Kandahar utrzymał się na powierzchni i w końcu wy-
płynął z pola minowego, a następnej nocy odnalazł go niszczy-
ciel Jaguar i uratował większość jego załogi.
200 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

Komentarz sztabu niemieckiego na temat tego wydarzenia


jest pouczający: "Zatopienie Neptune'a może mieć decydujące
znaczenie dla utrzymania Trypolitanii. Bez tego siły brytyjskie
z pewnością zniszczyłyby włoski konwój. Nie ulega wątpliwo­
ści, że utrata tych dostaw w momencie największego kryzysu
miałaby daleko idące konsekwencje".
W taki sposób zniszczono eskadrę "Force K". Również krą­
żownik Galatea został zatopiony przez niemieckiego U-boota.
Z całej brytyjskiej floty śródziemnomorskiej pozostało jedynie
kilka niszczycieli i trzy krążowniki z eskadry admirała Viana.
Do końca listopada nasze wysiłki na ziemi, morzu i w powie-
trzu skoncentrowane były przeważnie wokół obszaru Morza
Śródziemnego. Obecnie ponieśliśmy przerażające straty mor-
skie. A 5 grudnia Hitler, który zdał sobie sprawę, że Rommel
znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie, nakazał wysła­
nie całego korpusu powietrznego z Rosji na Sycylię i do Afryki
Północnej. Pod dowództwem generała Kesselringa rozpoczęła
się nowa ofensywa powietrzna przeciwko Malcie. Naloty na
wyspę osiągnęły swoje apogeum i Malta mogła jedynie wal-
czyć o życie. Pod koniec tego roku Luftwaffe niepodzielnie pa-
nowała w powietrzu ponad szlakami morskimi do Trypolisu, co
umożliwiło uzupełnienie armii Romm1a po poniesionej poraż­
ce. Rzadko kiedy można znaleźć tak doskonałą ilustrację połą­
czenia działań w powietrzu, na ziemi i na morzu.
Lecz wszystko to bladło wobec rozwoju wydarzeń na świecie.
ROZDZIAŁ XXXI

JAPONIA

Japonia i XIX wiek - Cud adaptacji - Stara Japonia skryta za zasłonq


- Nieodgadniona - Charakter hierarchii warmii japońskiej - I mary-
narce - Niemieccy i brytyjscy nauczyciele - Sfery handlowe - Konsty-
tucja japońska z 1889 r. - "Nowe Genro" - Pakt Antykominterno-
wski, 1936 - Pakt o nieagresji z sierpnia 1939 pomifdzy Hitlerem
a Stalinem - Napifcie w Japonii po upadku Francji - Ksiqżf Konoye
u steru - Pakt Trzech - Rozmyślania na temat brytyjskiego oporu -
Ferment sif wzmaga - Cesarz i ksiqżfła - Skutki angielsko-amerykań­
skich sankcji ekonomicznych z 26 lipca 1941 - Ciqgłe obawy Brytyj-
czyków - Niebezpieczna perspektywa samotnej walki z Japoniq - Mo-
je noty z 25 i 29 sierpnia - Dyspozycje dla marynarki - Mój raport dla
Australii, Nowej Zelandii i Afryki Południowej - Rezygnacja ksifcia
Konoye, październik 1941 - Generał Tojo dowódcq - Wezwanie
Czang Kaj-szeka - Mój telegram od prezydenta Roosevelta z 5 listo-
pada - Jego odpowiedź - Mój telegram do generała Smutsa z 9 listo-
pada - Przemówienie w Guildhallu, 10 listopada - Moja nota do mi-
nistra spraw zagranicznych, 23 listopada - Sprawozdanie Prezydenta
z przeprowadzonych negocjacji - Modus vivendi i nota ID-punktowa
- Decyzja pana Hulla - Ograniczona wiedza Brytyjczyków - Amery-
kanie czytajq szyfr japoński; "Magics" - Mój telegram z 30 listopada
1941 - Kości zostały rzucone, 1 grudnia - Moja notatka z 2 grudnia
1941 r. - Zagrożenie przesmyku Kra - Przerażajqcy epizod w historii
amerykańskiej - Zgodne stanowisko przywódców amerykańskich -
"Sam Bóg oddał ich w rfce nasze!" - Wina Japonii - Podstawowa
zaleta szaleństwa.

N
adszedł moment, gdy Japonia, mająca za sobą długą
i pełną romantyzmu historię, miała zdecydować się na
najbardziej przerażający krok, podobny temu, jaki
uczynił wielki wojownik Hideyoshi, gdy w 1592 r. postanowił
202 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

wejść w śmiertelny
konflikt z Chinami i użył sił morskich, by
najechać Koreę. Przez stulecia ciągłość tradycji i obyczajów
kierowała tymi nieustraszonymi wyspiarzami Dalekiego
W schodu. Męstwo, dyscyplina i duch narodowy - bynajmniej
nie wolny od pewnego mistycyzmu - podtrzymywały wigor
tego surowego i wytrzymałego narodu. Europa po raz pierwszy
dowiedziała się o jego istnieniu od Marco Polo ok. roku 1300.
Religia wyznawana przez Japończyków była formą buddyzmu.
Późniejsze wtargnięcie chrześcijańskich misjonarzy, poboż­
ność nawróconych oraz ich okrutna eksterminacja przeszły
w Europie bez echa. Bezlitosne mordowanie japońskich chrze-
ścijan, liczących niemal ćwierć miliona, trwało prawie 24 lata
i zostało zakończone około 1638 r. Po tym wydarzeniu Japonia
pogrążyła się w ścisłej izolacji i pozostała niemal zupełnie nie
znana przez wiele pokoleń do czasu, aż na scenę wkroczył wiek
XIX wraz ze swoimi głośnymi wyzwaniami. W tym okresie
całkowitego odosobnienia japońska sztuka, kultura i wiara pod-
trzymywały sztywną strukturę społeczną. Nauka, maszyny i za-
chodnie filozofie nie istniały dla Japończyków.
Lecz wynalazek maszyny parowej zmienił w dużym stopniu
proporcje globu i około stu lat temu z ogromnych przestrzeni
oceanicznych przybyły pod solidnie zabarykadowane bramy
feudalnej Japonii okręty, przywożąc pomysły i broń. Przez pe-
wien czas po niepożądanej wizycie amerykańskiej eskadry ko-
mandora Perry' ego w 1853 r. brytyjska lub amerykańska kano-
nierka była w stanie wymusić na państwie japońskim takie,
a nie inne stanowisko. Cudzoziemskie okręty wojenne przy-
wiozły ze sobą wszystko, co stanowiło rezultat niezwykłych
odkryć białego człowieka, który gotów był zarówno przekazać
swą wiedzę, jak i sprzedać swoje wytwory. Ponura i pełna po-
wagi cywilizacja XIII w. stanęła twarzą w twarz z cywilizacją
XIX-wieczną - wykrzywioną w uśmiechu - zasobną i dobrze
uzbrojoną.

., -..
Wujek Sam i Brytania zostali rodzicami chrzestnymi nowej
Japonii. W niespełna dwa pokolenia, nie mając żadnych pod-
JAPONIA 203

staw prócz odległej przeszłości, Japończycy zamienili oburęcz­


ny miecz samurajski na okręt pancerny, gwintowane działo, tor-
pedę i karabin maszynowy typu Maxim. Podobna rewolucja do-
konała się w przemyśle. Przejście Japonii - pod opieką brytyj-
ską i amerykańską - od średniowiecza do współczesności było
szybkie i gwałtowne. Dlatego z niebywałym zdumieniem świat
oglądał klęskę carskiej Rosji w 1905 r. - nie tylko na morzu,
lecz także na lądzie - zadaną przez ogromne armie wysyłane do
Mandżurii. Japonia zajęła miejsce w szeregu wielkich mo-
carstw. Sami Japończycy byli zdumieni szacunkiem, z jakim
ich traktowano. "Gdy wysyłaliśmy Wam wytwory naszej pra-
dawnej sztuki i kultury, szydziliście z nas, a teraz, gdy posiada-
my nowoczesną marynarkę i armię, jesteśmy uważani za wyso-
ce cywilizowany naród". Wszystko to jednak było niezwykle
powierzchowne. Pod cienką powłoką trwała stara Japonia. Pa-
miętam, jak w dniach mojej młodości brytyjscy karykaturzyści
zwykli przedstawiać Japonię jako eleganckiego, wymuskanego
i ubranego w uniform chłopca na posyłki. Pewnego razu zoba-
czyłem jednak amerykański rysunek w nieco innym stylu: sta-
ry, szlachetny wojownik, ogromny, dostojny i wspaniały, z ręką
spoczywającą na sztylecie.
Nie chciałbym sprawiać wrażenia, że studiowałem dawną
i współczesną historię Japonii, znam ją jedynie z gazet i kilku
książek oraz oficjalnych dokumentów, jakie miałem okazję
przejrzeć, pracując w różnych departamentach państwowych.
W czasie wojny rosyjsko-japońskiej stałem po stronie Japonii.
Byłem zwolennikiem traktatu angielsko-japońskiego, który ją
poprzedził. Będąc w Admiralicji podczas pierwszej wojny
światowej, szczerze cieszyłem się z przystąpienia Japonii do
obozu sprzymierzonych oraz z wypędzenia Niemiec z Dalekie-
go Wschodu. W roku 1921 z wielkim żalem musiałem zakoń­
czyć brytyjską koalicję z Japonią, która była dla nas niezwykle
korzystną. Lecz wówczas trzeba było wybierać między związ­
kiem z Japonią a Stanami Zjednoczonymi i nie miałem wątpli­
wości, którą drogę należy obrać .

.. - ..
204 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

Prowadząc wojnę i uprawiając politykę, należy zawsze wejść


w położenie - jak mówił Bismarck - "tego drugiego człowie­
ka." Im lepiej dany minister jest w stanie to zrobić, tym większe
są szanse, że będzie mieć rację. Im lepiej zna punkt widzenia
przeciwnika, tym łatwiej jest mu podejmować pewne decyzje.
Lecz sama wyobraźnia pozbawiona głębokiej i rzetelnej wie-
dzy stanowi pułapkę i niewielu naszych ekspertów było w sta-
nie powiedzieć coś konkretnego na temat japońskiej mentalno-
ści. Była ona w rzeczy samej nieprzenikniona. Stara i nowa ge-
neracja, oddzielone od siebie przepaścią wieków, były zmiesza-
ne jedna z drugą, oddziałując na siebie w sposób, którego żaden
cudzoziemiec nie był w stanie pojąć. Tak naprawdę, to szczerze
wątpię, czy sami Japończycy znali swoją własną mentalność
i chyba nie byli w stanie przewidzieć, jakie siły w ich naturze
wezmą górę, gdy nadejdzie godzina próby.
Hierarchię armii japońskiej tworzył zbiór koncentrycznych
kół, zjednoczonych przez tradycję samurajską, która sprawiała,
że wszyscy jak jeden mąż gotowi byli zginąć w imię honoru
wojskowego Japonii, by pełni spokoju i ufności stanąć przed
sądem przodków. Lecz gdy Japonia wyszła ze swej samotni na
wielki świat, który beztrosko włożył w ręce jej wojowników
śmiertelną broń o niewyobrażalnej do tej pory sile, powoli
i chłodno począł kiełkować plan opanowania Azji, po czym
można by było przejść do próby opanowania całego świata.
Mówiono nawet o "planie stuletnim", lecz stanowiło to jedynie
tło dla ciągle zmieniających się warunków i wydarzeń.
Tuż po wybuchu drugiej wojny światowej potęga i ambicja
armii zostały w dużym stopniu ukrócone przez marynarkę.
W XIX w. armia japońska była szkolona przez instruktorów
niemieckich, a marynarka - przez brytyjskich. Spowodowało to
trwałe różnice w mentalności obydwu służb. Oficerowie armii
rzadko kiedy wyjeżdżali za granicę - z wyjątkiem okresów, kie-
dy prowadzono wojnę - co spowodowało ciasnotę poglądów
i arogancję w duchu nacjonalizmu, cechującego ich w stopniu
o wiele większym niż oficerów marynarki, którzy często od-
wiedzali zagraniczne porty i wiedzieli co nieco o otaczającym
ich świecie. Podczas gdy armia trwała w przeświadczeniu, że
JAPONIA 205

jest w stanie pokonać każdego przeciwnika znajdującego się na


Dalekim Wschodzie lub tego, który próbowałby tam się dostać,
marynarka zdawała sobie sprawę ze swojej słabości w porów-
naniu z potęgą floty brytyjskiej i amerykańskiej, zwłaszcza po-
za obszarem japońskich wód terytorialnych. W związku z tym
marynarka była o wiele bardziej opanowana i stonowana
w swoich reakcjach niż armia.
Sfery handlowe nie miały nigdy żadnej oficjalnej reprezenta-
cji, takiej jak armia czy marynarka. Nie prowadziły również
wspólnej polityki, wyrażającej różnorakie interesy finansowe,
przemysłowe i handlowe. Mogły wywierać pewien wpływ po
części przez partie polityczne, po części przez związki z kołami
dworskimi. Ogólnie rzecz biorąc, interesy handlowe nie szły
w parze z przedsięwzięciami wojennymi, chociaż w niektórych
wypadkach, zwłaszcza jeżeli chodzi o inwestycje w Chinach,
były one zgodne z ekspansjonistyczną polityką armii. W mó-
mentach kryzysu ludność Japonii stawała raczej po stronie ar-
mii, aniżeli liberalnych przywódców burżuazyjnych, czego po-
wodem był tradycyjny prestiż otaczający armię oraz przekona-
nie, że stoi ona na straży narodowych interesów przeciwko za-

.. - ..
kusom prywatnych kapitalistów .

Zgodnie z japońską konstytucją z 1889 r. zawieranie trakta-


tów, wypowiadanie wojny oraz podpisywanie pokoju należało
do kompetencji cesarza i parlament nie miał na to najmniejsze-
go wpływu. Cesarz był również najwyższym dowódcą sił zbroj-
nych. Niemniej jednak miał on obowiązek słuchać rad szefów
sztabów armii i marynarki oraz prowadzić politykę zagraniczną
w porozumieniu z rządem. Wedle konstytucji japońskiej rząd
nie odpowiadał przed parlamentem, chociaż potrzebował wię­
kszości w obydwu izbach dla wprowadzenia danego ustawo-
dawstwa. Cesarz dokonywał wyboru oraz mianował premiera.
Zgodnie z obyczajem zasięgał wówczas rady grupy "doświad­
czonych mężów stanu", czyli tzw. Genro. Na początku tego
stulecia Genro liczyło kilku członków, którzy kolejno umierali,
a ich następcy nie byli wyznaczani. W roku 1940 żył ostatni
206 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

z nich, książę Saionji. Po jego śmierci nominacji dokonywało


zgromadzenie byłych premierów, tzw. Nowe Genro. Liczyło
ono w roku 1940 osiem osób.
Funkcje ministrów armii i marynarki w rządzie sprawować
mogli odpowiednio generał i admirał w służbie czynnej. Jeżeli
premier nie był w stanie znaleźć generała i admirała na te stano-
wiska, nie mógł stworzyć ani utrzymać rządu, a solidarność
w wojsku była tak duża, że żaden oficer nie zgodziłby się na
objęcie tych stanowisk, jeżeli jego formacja nie popierała poli-
tyki danego rządu. Tak więc sztaby armii i marynarki wywiera-
ły stały, a czasami decydujący wpływ na prowadzoną politykę,
wycofując lub grożąc wycofaniem z rządu odpowiednich mini-
strów.
.. - ..
W 1936 r. Japonia podpisała z Niemcami Pakt Antykominter-
nowski, pierwotnie wynegocjowany przez japońskie Minister-
stwo Wojny i Ribbentropa reprezentującego partię nazistowską,
co oczywiście odbyło się za plecami odpowiednich ministrów
spraw zagranicznych. Nie ustanawiał on wprawdzie koalicji,
lecz stwarzał dobre podstawy do jej powstania. Wiosną 1939 r.
minister armii w rządzie japońskim baron Hiranuma próbował
utworzyć pełną koalicję militarną z Niemcami. Plan jego się nie
powiódł, głównie z powodu sprzeciwu ministra marynarki ad-
mirała Yonai. W sierpniu 1939 r. Japonia była nie tylko zaanga-
żowana w wojnę z Chinami, rozpoczętą w lipcu 1937 r., lecz
także w lokalne walki z Rosją w związku z granicą pomiędzy
nowo utworzonym państwem Mandżukuo a Mongolią. Za tym
płonącym frontem czekały potężne armie. Gdy w przededniu
wojny europejskiej Niemcy zawarły pakt o nieagresji z Rosją,
nie informując o tym swojego antykominternowskiego partne-
ra, Japonia poczuła się słusznie urażoną. Konflikt z Rosją
zszedł na dalszy plan, wzrosła natomiast niechęć do Niemiec.
Nasza pomoc dla Chin odsunęła nas w dużym stopniu od nasze-
go dawnego sprzymierzeńca i w pierwszych miesiącach wojny
wzajemne stosunki były już dalekie od przyjacielskich. Trzeba
JAPONIA 207

jednak stwierdzić, że Japonia nie wykazywała specjalnego en-


tuzjazmu wobec Niemiec.
Rząd Hiranumy stracił twarz z powodu paktu niemiecko-so-
wieckiego i musiał ustąpić. W jego miejsce powstał rząd gene-
rała Abe, który choć służył warmii (obecnie na emeryturze),
uważany był za człowieka o umiarkowanych poglądach.
W 1940 r. jego miejsce zajął admirał Yonai, który będąc w rzą­
dzie Hiranumy, sprzeciwił się utworzeniu koalicji z Niemcami.
Pod rządami Abe i Yonai Japonia prowadziła w Europie polity-
kę neutralności, kontynuując jednocześnie działania w Chi-
nach. Lecz wkrótce potężne wstrząsy poruszyły cały świat.
W wyniku upadku Francji i Niderlandów oraz groźby inwazji
i zniszczenia Wielkiej Brytanii jesienią 1940 r. hołubione i da-
lekosiężne plany japońskie przestały być snem i zaczęły nabie-
rać realnych kształtów. Czyż Japonia nie miała zyskać niczego
w wyniku upadku Francji, Belgii, Holandii i Luksemburga,
a być może i Anglii, posiadającej przecież rozległe terytoria we
wschodniej Azji? Czyż nie nadeszła historyczna chwila? Głę­
bokie namiętności opanowały armię i nacjonalistyczne koła po-
lityczne. Żądano, by Japonia natychmiast ruszyła na południe
i zajęła francuskie Indochiny, Malaje oraz Holenderskie Indie
W schodnie. Aby przeforsować tę politykę, minister armii gene-
rał Hata wycofał się z rządu, zmuszając tym samym admirała
Yonai do ustąpienia ze stanowiska premiera.
Trzeźwe i rozsądne umysły, których nigdy w Japonii nie bra-
kowało, przeżywały ciężkie chwile, usiłując rozciągnąć jaką
taką kontrolę nad sytuacją. Na miejsce Yonai Genro mianowało
księcia Konoye, arystokratę w kwiecie wieku, mającego bliskie
powiązania z dworem cesarskim, lecz pozostającego również
na dobrej stopie z dowódcami armii. Książę Konoye pełnił swój
urząd od lipca 1940 do października 1941 r. Był ogólnie szano-
wanym i niezwykle zręcznym politykiem, którego metody po-
stępowania polegały na symbolicznym zaspokajaniu żądań ar-
mii przy równoczesnym uniemożliwianiu wciągania kraju
w poważną wojnę. Latem 1940 r. książę Konoye zdołał po-
wstrzymać armię przed zaatakowaniem posiadłości brytyjskich
i holenderskich. Jednocześnie jednak zgodził się wywrzeć na-
208 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

cisk na Vichy w kwestii baz lotniczych w półocnych Indochi-


nach, a we wrześniu podpisał Pakt Trzech z Niemcami i Wło­
chami. Zmuszało to Japonię do przystąpienia do wojny w Euro-
pie po stronie państw Osi w momencie włączenia się Stanów
Zjednoczonych do walki po stronie Wielkiej Brytanii. W okre-
sie tym miały miejsce inne ważne wydarzenia. Pod koniec listo-
pada 1940 r. wynik bitwy o Anglię oraz koniec chełpliwych wy-
powiedzi Hitlera dotyczących inwazji przyjęto w Japonii jako
fakty o pierwszorzędnym znaczeniu. Pomyślny brytyjski atak
powietrzny na flotę włoską w Tarencie, który unieszkodliwił na
wiele miesięcy sporo nowoczesnych pancerników, wywarł
ogromne wrażenie na japońskiej marynarce wojennej, objawia-
jąc potęgę oraz nieograniczone możliwości lotnictwa, zwłasz­
cza wtedy, gdy działania przeprowadzano z zaskoczenia. Ja-
pończycy zrozumieli, że Wielka Brytania nie jest bynajmniej
skończona. Wprost przeciwnie - cały czas rośnie w siłę. Zaczę­
to nawet uważać, że podpisanie Paktu Trzech było dużym błę­
dem. Wciąż lękano się wspólnej akcji Imperium Brytyjskiego
i Stanów Zjednoczonych, z powodu posiadania przez te kraje
najpotężniejszych flot-wojennych na świecie oraz niemal nie-
wyczerpanych zasobów. To niebezpieczeństwo zdawało się co-
raz realniejsze. Wiosną 1941 r. Konoye otrzymał zgodę swoje-
go rządu na rozpoczęcie rozmów ze Stanami Zjednoczonymi na
temat podstawowych kwestii spomychpomiędzy tymi krajami.
Warto przy tej okazji zauważyć, że minister armii generał Tojo
popierał politykę księcia Konoye wbrew ministrowi spraw za-
granicznych Matsuoce, którego protesty, wskazujące niesto-
sowność rozmów z Ameryką w obliczu koalicji z Niemcami
zostały w ten sposób odrzucone .

... - ..
Niemniej jednak ferment panujący w umysłach Japończyków
rósłz dnia na dzień. Tysiące oficerów oraz osób piastujących
odpowiedzialne i podrzędne stanowiska zdawało się słyszeć
dochodzące spod powierzchni normalnych procesów nowo-
czesnego życia politycznego
Głosy przodków zwiastujące wojnę.
JAPONIA 209

Czy mają okazać się niegodni swoich ojców, którzy zapłacili


z nawiązką XIII-wiecznym Mongołom, reprezentowanym
w ich mniemaniu przez carską Rosję? Cud pokolenia ojców
zachęcił teraz ich synów do równie wielkiego męstwa. Teraz na
całym świecie szalały burze i wszystko ulegało ciągłym prze-
mianom. Pojawiały się nowe siły i nowi tytani. W Europie miał
nastać "nowy porządek". Czyż nie nadszedł czas na "nowy po-
rządek" w Azji? Tak powstawały plany, realizowane dokładnie
i cierpliwie przy każdej nadarzającej się okazji. Dowódcy armii
twierdzili, że to oni powinni dać sygnał do rozpoczęcia walki.
Uważali, że szansa uderzenia w najlepszym momencie, tj. po
upadku Francji, została i tak zmarnowana przez ostrożnych
i kunktatorskich polityków.
Cesarz oraz zgromadzeni wokół niego książęta i najwyższa
arystokracja byli przeciwni wszelkim agresywnym poczyna-
niom. Po prostu mieli zbyt dużo do stracenia w tych burzliwych
czasach. Wielu z nich odbyło dalekie podróże, odwiedzając
równych sobie na zagranicznych dworach. Podziwiali oni życie
w Europie, jej potęgę oraz siłę Stanów Zjednoczonych. Podzi-
wiali bezpieczne położenie monarchii brytyjskiej. Opierali się
na swoim naskórkowym parlamentaryzmie i mieli nadzieję, że
będą mogli rządzić w spokoju. Lecz jak postąpi armia? Ani pa-
triarchat, ani cesarz, ani cała dynastia nie są w stanie uniezależ­
nić się od tych spraw. Rzecz oczywistwa, że cesarz i książęta
optują za rozsądkiem i pokojem i nie zamierzają ginąć w imię

.. -..
jakiejkolwiek sprawy.

Zastosowanie drastycznych sankcji ekonomicznych w lipcu


1941 r. spowodowało poważny kryzys wewnętrzny w polityce
japońskiej. Elementy konserwatywne były zaszokowane,
a umiarkowani przywódcy po prostu przerażeni. W tej chwili
wszedł w grę prestiż armii japońskiej jako czynnika konstytu-
cyjnego w kształtowaniu politykijaporiskiej. Do tej pory mary-
narka była siłą hamującą. Jednak embargo nałożone przez Sta-
ny Zjednoczone, Wielką Brytanię i Holandię odcięło wszystkie
zapasy ropy, od których uzależniona była nie tylko marynarka,
210 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

ale i cała japońska machina wojenna. Od tej pory marynarka


musiała sięgać do posiadanych rezerw, przy czym na początku
wojny na Pacyfiku zużyła ona czteromiesięczne zapasy z posia-
danych osiemnastomiesięcznych. Jasnym było, że Japonia zo-
stała złapana w szpony śmierci i nie pozostaje jej nic innego,
jak tylko zawrzeć układ ze Stanami Zjednoczonymi lub przy-
stąpić do wojny. Żądania amerykańskie obejmowały wycofanie
się Japonii nie tylko z Indochin, ale i z samych Chin, gdzie wal-
ki toczono już tak długo. Było to słuszne, lecz uciążliwe żąda­
nie. W tych okolicznościach marynarka sprzymierzyła się z ar-
mią i gotowa była zgodzić się na rozpoczęcie wojny, jeżeli nie
uda się zawrzeć żadnego sensownego porozumienia. Na decy-
zję tę wpłynął bez wątpienia fakt, że marynarka doprowadziła
swoje lotnictwo do stanu niemal pełnej gotowości bojowej.
Napięta debata w japońskich kręgach rządowych przeciągała
się przez lato i jesień. Dziś już wiemy, że podstawowe pytanie
dotyczące wojny ze Stanami Zjednoczonymi było dyskutowane
31 lipca, tuż po wprowadzeniu embarga. Przywódcy japońscy
zdawali sobie sprawę, że niewiele mają czasu. Niemcy mogą
wygrać wojnę w Europie, zanim Japonia zrealizuje którykol-
wiek ze swoich planów. W tym czasie trwały rozmowy pomię­
dzy rządem japońskim i amerykańskim. Konserwatywni polity-
cy japońscy oraz dwór cesarski liczyli na uzyskanie warunków,
które pozwoliłyby im na kontrolowanie sytuacji w kraju. De-
partament Stanu w Waszyngtonie wierzył, podobnie zresztą jak

.. - ,.
i my, że Japończycy ugną się przed przeważającą potęgą USA.

Czytelnik niewątpliwie dostrzegł, jak wielką wagę przykłada­


liśmy do sprawy Japonii od pierwszych chwil tej wojny. Jej
zamiary oraz możliwości były równie oczywiste. Często zasta-
nawialiśmy się, dlaczego nie uderzyła ona w momencie upadku
Francji. Wprawdzie później odetchnęliśmy z pewną ulgą, cały
czas jednak skupieni byl.iśmy na obronie Wysp Brytyjskich oraz
prowadzeniu wojny na Pustyni Zachodniej. Muszę wyznać, że
dla mnie osobiście cała sprawa Japonii znajdowała się na dru-
gim planie w porównaniu z pozostałymi naszymi potrzebami.
JAPONIA 211

Czułem, że jeżeli Japonia nas zaatakuje, Stany Zjednoczone


przyłączą się do wojny. Gdyby tak się nie stało, nie mielibyśmy
SZans na obronę Holenderskich Indii Wschodnich ani naszego
Imperium na wschodzie. Gdyby jednak agresja Japonii miała
spowodować przystąpienie Ameryki do wojny, nie miałbym nic
przeciwko temu. Na tym poprzestałem. W 1941 r. hierarchia
spraw przedstawiała się następująco: po pierwsze; obrona Wy-
spy, do czego dochodziła groźba inwazji i wojna z U-bootami;
po drugie, walki na Bliskim Wschodzie i na Morzu Śródzie­
mnym; po trzecie, od lipca dostawy dla Rosji Sowieckiej i na
samym końcu sprawa Japonii. Nigdy jednak nie ulegało wątpli­
wości, że w razie ataku Japonii na Australię lub Nową Zelandię
walki na Bliskim Wschodzie zostaną zaniechane na rzecz obro-
ny tych dominiów. Jednak prawdopodobieństwo powstania ta-
kiej sytuacji było bardzo znikome, ponieważ Japonia miała do
wyboru bliższe i bardziej atrakcyjne cele, jak np. Malaje, Syjam
czy przede wszystkim Holenderskie Indie Wschodnie. Pewien
jestem, że nic nie moglibyśmy zrobić, by zmienić los Malajów,
nawet kosztem zrujnowania kampanii na Bliskim Wschodzie,
czy też odcięcia dostaw dla Sowietów. Niemniej jednak włącze­
nie się USA do wojny wynagrodziłoby wszystko.
Trzeba zdawać sobie sprawę, że te poważne decyzje zostały
podjęte przez Gabinet Wojenny po głębokim namyśle i długich
dyskusjach.
.. - ..
W miarę upływu czasu zacząłem zdawać sobie sprawę ze zna-
czenia embarga, wprowadzonego przez Prezydenta 26 lipca, do
którego przyłączyliśmy się wraz z Holendrami. Zapragnąłem
wówczas przeciwstawić Japończykom na PacyfIku i Oceanie In-
dyjskimjak największe siły morskie brytyjskie i amerykańskie.
25 sierpnia wysłałem do pierwszego lorda Admiralicji depe-
szę dotyczącą utrzymania floty wschodniej oraz precyzującą
moje poglądy na temat jej składu. Czułem, iż w najbliższej
przyszłości powstanie możliwość umieszczenia eskadry odstra-
szającej na Oceanie Indyjskim, która będzie się składać z nie-
wielkiej liczby najlepszych okrętów. Pierwszy lord Admiralicji
212 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

odpowiedział, że Admiralicja planuje utworzenie na początku


1942 r. na Cejlonie sił, w skład których wchodzić będą pancer-
niki Nelson i Rodney, krążownik liniowy Renown oraz mały
lotniskowiec Hermes. Później miał do nich dołączyć Ark Royal,
nie wcześniej jednak niż w kwietniu. Ponadto cztery pancerniki
klasy "R" zostaną wysłane na Ocean Indyjski w charakterze
eskorty dla konwojów. W swoim memorandum pierwszy lord
rozwodził się nad ogromnym znaczeniem teatru atlantyckiego
i podkreślał konieczność pozostawienia tam wszystkich trzech
najnowszych krążowników klasy King George V na wypadek
nieoczekiwanego ataku Tirpitza.
Nie podobały mi się te decyzje. Użycie starych pancerników
klasy "R" do ochrony konwojów dobre było do walki przeciw-
ko krążownikom wyposażonym w zaledwie 8-calowe działa,
lecz w starciu z szybkim i nowoczesnym pancernikiem zarów-
no one, jak i chronione przez nie konwoje staną się łatwym
łupem. W obecnym stanie okręty te zamienią się w pływające
trumny. W tej sytuacji niezbędne było posiadanie przynajmniej
dwóch szybkich pancerników, mogących podziałać odstrasza-
jąco na Japończyków.
Moją korespondencję z Admiralicją zakończyłem w sposób
następujący:

29 sierpnia 1941
[... J Nie jestem pewien, czy Japonia stawi czoło
zjednoczonym
siłom USA, Wielkiej Brytanii i Rosji w momencie, gdy jest zajęta
w Chinach. Najprawdopodobniej wynegocjuje ze Stanami Zjedno-
czonymi kolejne trzy miesiące, nie czyniąc żadnych agresywnych
kroków, ani też nie włączając się czynnie do walki po stronie państw
Osi. Nic nie wywrze na niej takiego wrażenia, jak pojawienie się
wymienionych przeze mnie sił, a przede wszystkim KGV, To napra-
wdę będzie najlepszy krok. *

* Osoby głębiej zainteresowane tą sprawą odsyłam do mojej korespondencji


z pierwszym lordem Admiralicji zamieszczonej w Załącznikach. Z przy-
czyn, które trudno w tej chwili zgłębić, w miejsce Nelsona lub Rodneya,
wysłany został Prince of Wales (przyp.oryg.).
JAPONIA 213

.. - ..
W pierwszym rzucie postanowiono wysłać zarówno Prince
oj Wales, jak i Repulse w towarzystwie czterech niszczycieli
oraz nowoczesny opancerzony lotniskowiec Indomitable. Tak
się jednak nieszczęśliwie złożyło, że Indomitable został unieru-
chomiony z powodu wypadku. Pomimo to zdecydowano się
wysłać obydwa pancerniki naprzód w nadziei ustabilizowania
japońskiej sytuacji politycznej, a także nawiązania kontaktu
z amerykańską flotą na Pacyfiku. Naszym dalekosiężnym pla-
nem było utworzenie pod osłoną floty amerykańskiej na Pacy-
fiku wschodniej floty brytyjskiej bazującej w Singapurze, która
wiosną 1942 r. miała się składać z siedmiu pancerników różnej
klasy, jednego lotniskowca, 10 krążowników i 24 niszczycieli.
Na stanowisko dowódcy wybrany został dotychczasowy zastę­
pca szefa sztabu marynarki, admirał sir Tom Phillips, którego
flaga załopotała w Greenock 24 października .
.. - ..
Z końcem października wysłałem telegramy do premierów
Australii, Nowej Zelandii i Afryki Południowej, przekazując im
szczegóły dotyczące naszych planów morskich na Dalekim
Wschodzie.
1. W dalszym ciągu jestem zdania, że Japonia nie zdecyduje się na
wojnę z A.B.Ch.H. [Amerykanie - Brytyjczycy - Chińczycy - Holen-
drzy] do czasu całkowitego upadku Rosji. Choć niewykluczone, że
i wtedy będą wyczekiwać na obiecywaną wiosenną inwazję na Wyspy
Brytyjskie. Rosjanie nadal stawiają dzielny opór, a i zima coraz bliżej.
2. Admiralicja wydała dyspozycje co do utworzenia do końca tego
roku sił, na które składać się będą: Rodney, Nelson i cztery okręty typu
"R" z bazą w Singapurze. Plany te zostały pokrzyżowane przez nie-
dawną awarię Nelsona, którego naprawa potrwa od trzech do czterech
miesięcy.
3. Tymczasem w celu dalszego powstrzymania Japonii wysyłamy
niezwłocznie nasz najnowszy pancernik Prince oj Wales, aby przyłą­
czył się do Repulse na Oceanie Indyjskim. Dzieje się tak pomimo
protestów naczelnego dowódcy Home F1eet i stanowi to dla nas
ogromne ryzyko. Prince oj Wales pojawi się niebawem w Kapszta-
214 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

dzie. Oprócz tego cztery pancerniki typu "R" są przygotowywane do


wyruszenia na wschodnie wody. W późniejszym terminie Repulse zo-
stanie zastąpiony przez Renowna.
4. Moim zdaniem wysłanie Prince oJWales stanowić będzie dosko-
nały środek odstraszający. Równocześnie chciałbym stwierdzić, że
posunięcia Prince oj Wales muszą zostać skorygowane podczas po-
stoju w Kapsztadzie z powodu niebezpieczeństwa, jakie stanowi Tir-
pitz oraz ze względu na inne możliwości operacyjne, zanim Duke oj

.. - ..
York będzie gotowy w grudniu .

w październiku książęKonoye złożył swój ciężar władzy.


Poprosił o osobiste spotkanie z prezydentem Rooseveltem
w Honolulu, gdzie zamierzał zabrać dowódców wojska i mary-
narki. Jednakże jego propozycja została odrzucona przez Prezy-
denta, a armia coraz krytyczniej zaczęła się wyrażać o tym mą­
drym polityku. Jego miejsce zajął generał Tojo, pełniący rów-
nocześnie funkcje premiera, ministra wojny i ministra spraw
wewnętrznych. Generał Tojo, który po zakończeniu wojny
zgodnie z nowoczesnym zwyczajem został powieszony przez
zwycięzców, powiedział podczas procesu, że objął stanowisko
ministra spraw wewnętrznych, ponieważ "stanął w kraju wobec
przerażających tendencji wróżących niepokoje wewnętrzne
w razie powzięcia decyzji o pokoju zamiast o wojnie". Na roz-
kaz cesarza wznowił negocjacje dyplomatyczne ze Stanami
Zjednoczonymi. Gdy w listopadzie 1941 Tojo i szefowie sztabu
generalnego poinformowali cesarza o konieczności rozpoczę­
cia wojny, suweren wyraził nadzieję, iż dalsze wysiłki mogą
zapobiec takiemu nieszczęściu, lecz równocześnie powiedział
generałowi Tojo: "Jeżeli sytuacja naprawdę wygląda tak, jak
Pan ją opisuje, nie pozostaje nic innego, jak tylko rozpocząć
niezbędne przygotowania" .

.. - ..
Na początku listopada otrzymałem kolejne ostrzeżenia doty-
czące dalszych działań Japończyków w Chinach. Generalissi-
mus Czang Kaj-szek, który mije przysłał, był zdania, że Japoń­
czycy zamierzają uderzyć od strony Indochin, aby zająć Kun-
JAPONIA 215

ming i odciąć drogę do Birmy. Poprosił o pomoc brytyjską na


Malajach. Zakończył następująco:
W pierwszej chwili może się Panu wydawać, że wciągnie to Pana
do wojny z Japonią w momencie, gdy toczy Pan tak bohaterskie walki
w Europie i na Bliskim Wschodzie. Ja widzę sprawy inaczej. Nie wie-
rzę, że Japonia ma dość sił, by zaatakować Was, póki trwa opór
w Chinach, lecz gdy ten ustanie, zaatakują Was w najdogodniejszej
chwili. [... l Chiny weszły w najbardziej krytyczny moment oporu.
Ich zdolność do utrzymania przejść prowadzących do Singapuru
i Birmy uzależniona jest od gotowości Brytyjczyków i Amerykanów
do udzielenia pomocy przy obronie prowincji Jiinnan. Jeżeli Japoń­
czycy przebiją się przez tamtejszy front, zostaniemy odcięci od Was,
co zagrozi Waszym wspólnym działaniom powietrznym i morskim
z Ameryką i Holenderskimi Indiami Wschodnimi. Chciałbym pod-
kreślić z całą mocą przekonanie, że mądrość oraz roztropność naka-
zują, by udzielić Chinom pomocy, tak jak to powyżej opisałem. Nic
nie może w większym stopniu przyśpieszyć klęski Japonii oraz zwy-
cięstwa krajów stawiających dzielny opór. Oczekuję z niecierpliwo-
ścią na Pańską odpowiedź.

Nie pozostawało nic innego, jak tylko przekazać to pismo


Prezydentowi.

Były człowiek marynarki


do prezydenta Roosevelta 5 listopada 1941
1. Otrzymałem zaadresowane do nas obydwu wezwanie Czang
Kaj-szeka z prośbą o pomoc. Wie Pan, jak wygląda sytuacja naszych
sił powietrznych w Singapurze. Niemniej jednak gotów jestem wy-
słać pilotów, a nawet kilka maszyn, jeżeli przybędą na czas.
2. Potrzebujemy obecnie jak naj skuteczniejszego środka odstrasza-
jącego. Japończycy nie powzięli do tej pory ostatecznej decyzji, a ce-
sarz zdaje się ćwiczyć powściągliwość. Gdy rozmawialiśmy na ten
temat w zatoce Placentia, mówił Pan o zyskiwaniu na czasie i jak do
tej pory takie postępowanie przyniosło wspaniałe rezultaty. Lecz na-
sze wspólne embargo powoli zmusza Japończyków do podjęcia decy-
zji o pokoju albo o wojnie.
3. Wygląda na to, że wejdą do prowincji Jtinnan, odcinając Drogę
Birmańską, co będzie mieć katastrofalne konsekwencje dla Czang
Kaj-szeka. Gdy jego opór zostanie przełamany, będzie to nie tylko
tragedią dla całego świata - po prostu pozwoli Japończykom na zaata-
kowanie północy lub południa przy użyciu dużych sił.
216 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

4. Chińczycy zwrócili się do nas, podobnie zresztąjak do Pana, aby


ostrzec Japończyków przed atakiem na prowincję Jiinnan. Sądzę, że
ma Pan jak największe prawo przypomnieć im, że atak na Chiny
z terytorium, na którym według nas nigdy nie mieli prawa utrzymy-
wać żadnych sił, pozostaje w jawnej sprzeczności z jednoznacznie
przedstawionymi poglądami rządu USA. Oczywiście jesteśmy goto-
wi wysłać podobną informację.
5. Żadne indywidualne działania same w sobie nie powstrzymają
Japończyków, ponieważ jesteśmy tak bardzo skrępowani w wielu
punktach. Lecz oczywiście wesprzemy Pana we wszystkich Pańskich
działaniach. Osobiście uważam, że Japonia zostanie raczej wciągnięta
do wojny, niż sama się na nią zdecyduje. Proszę powiedzieć, co Pan
o tym sądzi.

Prezydent odpowiedział 9 listopada, że choć poważnym błę­


dem byłoby niedocenianie zagrożenia, to jednak wątpi, czy
przygotowania Japończyków do kampanii lądowej przeciwko
Kunmingowi pociągną za sobą natychmiastową ofensywę ja-
pońską w najbliższej przyszłości. Należy raczej skoncentrować
się na pomocy dla Chin w ramach ustawy Lend-Lease oraz na
tworzeniu tam Amerykańskich Ochotniczych Sił Lotniczych.
Stwierdził również, że ze względu na obecne nastroje w Japonii
jakiekolwiek "formalne ostrzeżenie słowne lub upomnienie"
może wywołać skutek odwrotny od zamierzonego. "Problem
ten będzie nieustannie zajmował moją uwagę".
Uczyniłem, co mogłem, by przekazać Generalissimusowi
treść tej powściągliwej odpowiedzi.
Nie pozostawało nam nic innego, jak tylko kontynuować na-
sze plany morskie na Dalekim Wschodzie i pozostawić Stanom
Zjednoczonym zadanie uspokojenia Japonii środkami dyplomaty-
cznymi i jak najdłuższego utrzymania spokoju na PacyfIku .
.. .. ..
Napisałem do generała Smutsa, który poruszył bardzo istotne
problemy.
9 listopada 1941
Nie ma sensu, abym na tym etapie wojny osobiście apelował do
Roosevelta, by przystąpił do wojny. Podczas spotkania atlantyckiego
powiedziałem, że wolałbym natychmiastową deklarację amerykańską
218 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

o przystąpieniu do wojny zamiast półrocznych dostaw niż podwójne


dostawy i brak deklaracji. Prezydent uznał to za bardzo stanowcze
stwierdzenie. Koniec końców nie możemy lekceważyć jego kłopotów
konstytucyjnych. Może podjąć pewne działania jako zwierzchnik sił
zbrojnych, lecz tylko Kongres może wypowiedzieć wojnę. Powie-
dział mi nawet coś takiego: ,,Być może nigdy nie wypowiem wojny,
choć niewykluczone, że ją rozpocznę· Jeżeli poproszę Kongres o wy-
powiedzenie wojny, będzie nad tym debatował przez trzy miesiące".
Ustawa o poborze, bez której cała armia amerykańska rozsypałaby się
w proch, przeszła tylko jednym głosem. Niewielką większością gło­
sów udało mu się teraz uzyskać zgodę Senatu na unieważnienie aktu
o neutralności. Jeżeli zatwierdzi go druga izba, oznaczać to będzie
ciągłą walkę na Atlantyku pomiędzy niemieckimi a amerykańskimi
okrętami. Opinia publiczna w Stanach Zjednoczonych jest obecnie
znacznie przychylniejsza, ale o ile chodzi o Kongres wszystko będzie
kwestią liczenia głów. Naturalnie, gdybym znał jakieś wyjście z tej
sytuacji, zrobiłym wszystko, co w mojej mocy. Tymczasem musimy
być cierpliwi i ufać biegowi wydarzeń, które toczą się w dobrym kie-
runku.
......
10 listopada, podczas dorocznego bankietu w Guildhallu,
w którym premierzy tradycyjnie biorą udział, powiedziałem
między innymi:

Muszę przyznać, że głosując za japońską koalicją prawie 40 lat


temu, w 1902 t., i starając się zawsze zapewnić jak najlepsze stosunki
z wyspiarskim imperium Japonii, jak również będąc Japończykom
niezwykle życzliwym i podziwiając ich liczne talenty oraz uzdolnie-
nia, z przykrością i bólem przyjmuję początek konfliktu pomiędzy Ja-
ponią i światem anglojęzycznym.
Wszyscy zdajemy sobie sprawę z wagi interesów amerykańskich
na Dalekim Wschodzie. USA robią, co mogą, by zachować spokój na
Pacyfiku. Nie wiemy, czy ich wysiłki zakończą się powodzeniem,
lecz pewne jest, że jeżeli im się nie powiedzie i jeżeli zostaną wciąg­
nięte do wojny, to jest moim obowiązkiem powiedzieć, iż Wielka
Brytania wypowie wojnę Japonii w ciągu godziny.
Próbując możliwie obojętnie przyglądać się tej ogromnej i ponurej
scenie, musimy się zgodzić, że rozpoczęcie wojny stanowi niezwykle
ryzykowne przedsięwzięcie dla Japończyków, gdyż na Pacyfiku sta-
wią im czoło państwa, których ludność odpowiada trzem czwartym
JAPONIA 219

rasy ludzkiej. Jeżeli przyjmiemy, że podstawę nowoczesnej wojny


stanowi stal, to sprawą bardzo niebezpieczną dla takiego państwa jak
Japonia, która produkuje tylko 7 milionów ton tego surowca rocznie,
jest pochopne prowokowanie Stanów Zjednoczonych, których roczna
produkcja dochodzi niemal do 90 milionów. Do tego dodać należy
ogromny wkład Imperium Brytyjskiego w obecną walkę. Mam
w związku z tym nadzieję, że utrzymanie pokoju na Pacyfiku jest mo-
żliwym i zgodnym ze znanymi wszystkim życzeniami najrozsądniej­
szych polityków japońskich. Niemniej jednak czyniliśmy i nadal bę­
dziemy czynić wszelkie przygotowania mające na celu obronę intere-
sów brytyjskich na Dalekim Wschodzie oraz obronę zagrożonej
obecnie wspólnej sprawy.
.. - ..
20 listopada Japonia przekazała Stanom Zjednoczonym swo-
je ostatnie słowo. Choć z propozycji tych jasno wynikało, że
Japończycy pragną jedynie owoców zwycięstwa bez faktyczne-
go prowadzenia wojny, rząd amerykański poczuł się zobowią­
zany do uczynienia jeszcze jednego dyplomatycznego wysiłku.
Zostaliśmy poinformowani o treści noty japońskiej i poprosze-
ni o wyrażenie naszych poglądów. 23 listopada wysłałem nastę­
pującą notę do ministra spraw zagranicznych:

Premier do ministra spraw zagranicznych 23 listopada 1941


Nasze cele przedstawiają się następująco: żadnych dalszych naru-
szeń cudzego terytorium i żadnej wojny, jako że tej ostatniej mamy
w nadmiarze. Stany Zjednoczone nie zdradzą sprawy chińskiej i my
również nie zamierzamy tego uczynić. Jednak nie zgodzimy się na
układ, w ramach którego Japonia będzie mogła zaatakować Rosję na
Syberii. Osobiście wątpię, by w chwili obecnej było to możliwym.
Pamiętam, jak Prezydent podczas konferencji atlantyckiej stwierdził:
"Nie może być mowy o jakichkolwiek naruszeniach terytorialnych na
północy". Sądzę, że kwestia ta powinna zostać uzgodniona [z Amery-
kanami]. Formalne wystąpienie z Osi nie jest - moim zdaniem - ko-
niecznym, ponieważ samo wycofanie się Japonii z wojny będzie do-
statecznym ciosem dla Niemiec. Nie możemy zgodzić się na żadne
veto w związku z brytyjską czy amerykańską pomocą dla Chin.
Dlatego uważam, że powinniśmy ulżyć Japonii pod względem eko-
nomicznym do tego stopnia, by była ona w stanie jako tako dawać
sobie radę - nawet jeżeli pozostąją nam tylko następne trzy miesiące.
Są to jednakże tylko wstępne wrażenia.
220 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

Muszę powiedzieć, że z przyjemnością dowiedziałbym się o podpi-


saniu amerykańsko-japońskiego porozumienia, w wyniku którego na-
sza sytuacja na Dalekim Wschodzie nie byłaby gorsza za trzy miesią­
ce, aniżeli jest teraz.
.. - ..
25 listopada Prezydent przesłał mi sprawozdanie z odbytych
negocjacji. Rząd japoński zaproponował ewakuację południo­
wych Indochin do czasu zawarcia ogólnego porozumienia
z Chinami lub przywrócenia pokoju na Pacyfiku, kiedy to Japo-
nia będzie mogła całkowicie wycofać się z Indochin. W zamian
za to Stany Zjednoczone miały dostarczać Japonii ropę nafto-
wą, nie ingerować w jej wysiłki zmierzające do przywrócenia
pokoju w Chinach, udzielić pomocy w uzyskaniu produktów
z Holenderskich Indii Wschodnich oraz przywrócić normalne
stosunki handlowe pomiędzy Japonią a Stanami Zjednoczony-
mi. Obie strony zgodziły się nie czynić żadnych kroków wojen-
nych w północno-wschodniej Azji i na południowym Pacyfiku.
Z kolei rząd amerykański planował wysunięcie kontrpropo-
zycji, która przyjmując w ogólnych zarysach treść japońskiej
noty, obwarowywałaby pewnymi zastrzeżeniami wycofywanie
się Japończyków z południowych Indochin i nie wspominałaby
o sytuacji w Chinach. USA były gotowe na przyjęcie pewnych
ustaleń ekonomicznych, mających' złagodzić pierwotne dyre-
ktywy dotyczące embarga. Na przykład ropa naftowa na potrze-
by ludności cywilnej mogłaby być wysyłana co miesiąc. Umo-
wa taka byłaby ważna przez trzy miesiące, pod warunkiem że
w tym czasie toczyłyby się rozmowy dotyczące ogólnego poro-
zumienia na całym obszarze Pacyfiku.
Gdy przeczytałem szkic odpowiedzi, który był i nadal jest
zwany modus vivendi, uznałem, że jest on niewystarczający. To
zdanie podzielały rządy Holandii i Australii, a nade wszystko
Czang Kaj-szek, który wysłał szalony protest do Waszyngtonu.
Cały czas uświadamiałem sobie, że musimy zachować umiar,
wyrażając swoją opinię na temat sprawy będącej całkowicie
w gestii Stanów Zjednoczonych. Rozumiałem niebezpieczeń­
stwo posądzenia nas o to, że pragniemy wciągnąć Amerykę do
JAPONIA 221

wojny. Tak więc oddawszy całą sprawę we właściwe ręce, tj.


ręcePrezydenta, i napomknąwszy tylko o kwestii chińskiej,
wysłałem następujący telegram:

Były człowiek marynarki


do prezydenta Roosevelta 26 listopada 1941
Otrzymałem dziś wieczór Pańskie pismo w sprawie Japonii, jak
również pełne sprawozdanie od lorda Halifaxa z odbytych dyskusji
oraz szczegóły dotyczące Pańskiego kontrprojektu.
[ ... ] Rozstrzygnięcie tej sprawy należy, rzecz jasna, do Pana, a my
sami nie pragniemy dodatkowej wojny. Istnieje tylko jeden problem,
który nas niepokoi. Co z Czang Kaj-szekiem? Czy nie zostawiliśmy
go na zbyt ścisłej diecie? Martwimy się o Chiny. W razie ich klęski
znacznie wzrośnie nasze wspólne niebezpieczeństwo. Jesteśmy pew-
ni, że przy podejmowaniu ostatecznej decyzji Stany Zjednoczone bę­
dą miały na uwadze Chińczyków. Odnosimy wrażenie, że Japończycy
nie są zbyt pewni siebie.

Wiadomość ta dotarła do Waszyngtonu tego samego dnia


o świcie. Pan HuB notuje w swoich pamiętnikach:
Tej nocy przyszedł telegram dla Prezydenta od pana Churchilla,
komentujący nasz modus vivendi. Niewątpliwie pod wpływem tele-
gramu od Czang Kaj-szeka Premier zastanawiał się, czy przypadkiem
Generalissimus nie otrzymuje "raczej skromnych racji" w ramach
modus vivendi. Sytuacja Chin, jak stwierdził, wielce go niepokoi,
a ich upadek ogromnie zwiększyłby wspólne niebezpieczeństwo. Po
wielokrotnym przedyskutowaniu tej sprawy z ekspertami od proble-
mów dalekowschodnich w Departamencie Stanu doszedłem do wnio-
sku, że powiniśmy anulować nasz modus vivendi. W zamian za to
powinniśmy przedstawić Japończykom tylko i wyłącznie lO-punkto-
wą propozycję jako podstawę ogólnego porozumienia, przy czym mo-
dus vivendi miał służyć jedynie jako rodzaj wstępu. Chociaż przewi-
dywał coś na kształt "diety dla kurcząt" w postaci bawełny, ropy i kil-
ku innych towarów w niewielkich ilościach (w porównaniu z tym,
czego Japończycy żądali), było rzeczą jasną, że amerykańska opinia
publiczna zaprotestuje przeciwko zaopatrywaniu Japonii nawet w mi-
nimaltte ilości ropy. Chińczycy wyrazili sprzeciw, pozostałe rządy
były albo nieprzychylne, albo obojętne. [ ... ] Niewielkie szanse na
przyjęcie przez Japonię modus vivendi nie usprawiedliwiały podejmo-
wania ryzyka wiążącego się zjego wprowadzaniem, a zwłaszcza ry-
222 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

zyka upadku ducha i oporu Chińczyków, a nawet całkowitego rozpa-


du Chin.
... - ..
Do tej pory nie wiedzieliśmy nic na temat "noty lO-punkto-
wej", która nie tylko spełniała zarówno nasze oczekiwania jak
i sprzymierzonych rządów, lecz nawet przychylała się do próśb,
których nie śmieliśmy sformułować. Tego samego dnia, 26 li-
stopada, pan Hull przyjął w Departamencie Stanu wysłanników
japońskich. W rozmowie nawet nie wspomniał o modus viven-
di, o którym Prezydent poinformował mnie w telegramie z 23
listopada. Wprost przeciwnie, wręczył im "notę lO-punktową".
Dwa z punktów w niej zawartych brzmiały następująco:
Rząd japoński wycofa z Indochin i Chin wszystkie siły wojskowe,
morskie, lotnicze i policyjne.
Rządy Stanów Zjednoczonych i Japonii nie będą popierać militar-
nie, politycznie czy ekonomicznie żadnego innego rządu czy reżimu
w Chinach oprócz rządu narodowego Republiki Chińskiej, rezydują­
cego w tymczasowej stolicy Czungcing.

Wysłannicy "oniemieli" i powrócili do siebie w największym


pomieszaniu. Najprawdopodobniej była to całkowicie sponta-
niczna reakcja. Zostali oni wybrani do tej misji jako ludzie po-
kojowi i niezwykle umiarkowani," którzy wprowadzą USA
w stan beztroskiej błogości do czasu, aż wszystko zostanie po-
stanowione i przygotowane. Niewiele wiedzieli na temat cało­
ściowych planów swojego rządu. Nawet im się nie śniło, że
w tej kwestii pan Hull jest poinformowany o wiele lepiej od
nich samych. Pod koniec 1940 r. Amerykanie złamali najważ­
niejsze szyfry japońskie i odczytywali wiele ich telegramów
wojskowych i dyplomatycznych. W tajnych kręgach amerykań­
skich nosiły one nazwę ,,Magics". Otrzymywaliśmy ich treść,
choć zawsze z nieuniknionym opóźnieniem dwóch do trzech dni.
Tak więc nigdy w danej chwili nie wiedzieliśmy dokładnie tego
samego co Prezydent i pan Hull. Lecz nie uskarżałem się na to.
Tego popołudnia Prezydent wysłał następujące pismo do naj-
wyższego komisarza Filipin:
JAPONIA 223

Oczywiste stają się przygotowania [ ... ] do wrogich poczynań, choć


chwilowo nie posiadamy żadnych dokładniejszych danych na temat
siły oraz tego, czy zostaną one skierowane na Drogę Birmańską, Taj-
landię, Półwysep Malajski, do Holenderskich Indii Wschodnich czy
na Filipiny. Najprawdopodobniejsza wydaje się ofensywa przeciwko
Tajlandii. Obawiam się, że ta następna agresj a japońska może wywo-
łać wybuch wrogości pomiędzy USA i Japonią. [ ... ]

.. - ..
Kiedy 29 listopada nasz ambasador, lord Halifax, odwiedził
Departament Stanu, pan Hull poinformował go, że niebezpie-
czeństwo ze strony Japonii "zawisło tuż nad naszymi głowami.
Stronę dyplomatyczną naszych stosunków mamy już za sobą.
Reszta pozostaje w rękach dowódców armii i marynarki, z któ-
rymi już rozmawiałem. [ ... ] Japonia może zadziałać gwałtow­
nie i z zaskoczenia. [ ... ] Według mojej teorii Japończycy, któ-
rzy uznali, że rozpoczęta przez nich na całego polityka nieogra-
niczonych podboj ów stanowi desperacką grę, postanowili dzia-
łać niezwykle śmiało i z chęcią poważnego ryzyka." Następnie
dodał: "Gdy Churchill otrzymał głośny protest Czang Kaj-sze-
ka dotyczący modus vivendi, powinien był wysłać mu zdecydo-
wany telegram, by wziął się w garść i walczył z zapałem wyka-
zywanym przez Japończyków i Amerykanów. Zamiast tego
przekazał nam protest bez wyrażenia jakichkolwiek zastrzeżeń
ze swojej strony [ ... ]".
Nie wiedziałem, że kości zostały już rzucone przez Japonię,
ani też, jak przedstawiały się zamierzenia Prezydenta.

Były człowiek marynarki


do prezydenta Roosevelta 30 listopada 1941
Wydaje mi się, że istnieje jeszcze jeden sposób, do tej pory zresztą
nie wykorzystany, uniknięcia wojny pomiędzy Japonią a naszymi
dwoma krajami, polegający na wyraźnym oznajmieniu, tajnym lub
publicznym, w zależności od okoliczności, że jakikolwiek wrogi krok
ze strony Japonii będzie mieć jak najdalej idące konsekwencje. Zdaję
sobie sprawę z Pańskich trudności konstytucyjnych, lecz byłoby do-
prawdy tragedią, gdyby Japonia uwikłała się w wojnę na skutek zaję­
cia cudzego terytorium, nie uprzedzona wcześniej o dalszych konse-
kwencjach tego posunięcia. Proszę rozważyć, czy w momencie, który
224 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

Pan uzna za słuszny, a który może być bardzo blisko, nie powinien
Pan powiedzieć czegoś w rodzaju: "Kolejna agresja japońska zmusi
mnie do przedstawienia Kongresowi problemów najwyższej wagi".
Złożymy, rzecz jasna, podobne oświadczenie, bądź też przyłączymy
się do wspólnego oświadczenia i w razie konieczności zharmonizuje-
my nasze działania z Waszymi. Niech mi Pan wybaczy, Drogi Przyja-
cielu, że naciskam na przyjęcie przez Pana takiej właśnie linii postę­
powania, lecz jestem przekonany, że ma to duże znaczenie oraz że
zapobiegnie to dalszemu rozprzestrzenianiu się wojny.

Zarówno jednak on, jak i Tojo wysunęli się daleko do przodu.


Wypadki też.
.. - ..
30 listopada, tuż po południu (czasu amerykańskiego), pan
HuB odwiedził Prezydenta, na którego biurku spoczywał właś­
nie mój telegram wysłany poprzedniej nocy, z tą samą datą*.
Nie podobała im się moja propozycja udzielenia Japonii
wspólnego ostrzeżenia. Ale też nie ma się czemu dziwić, skoro
mieli przed sobą treść pisma z Tokio do Berlina z datą 30 listo-
pada, istruującego ambasadora japońskiego, by zwrócił się do
Hitlera i Ribbentropa w sposób następujący:
Proszę ich poinformować w największej tajemnicy, że istnieje nie-
bezpieczeństwo nagłego wybuchu wojny pomiędzy narodami anglo-
saskimi a Japonią w wyniku starcia zbrojnego, oraz proszę dodać, że
wybuch ten może nastąpić szybciej, niż to się komukolwiek śni.

Treść
tego telegramu otrzymałem 2 grudnia. Nie wymagał on
żadnych specjalnych działań ze strony Wielkiej Brytanii. Po
prostu musieliśmy czekać. W rzeczywistości flota japońskich

* Daty telegramów nie powinny kłopotać czytelnika, dopóki są ułożone


w odpowiedniej kolejności. Pracowałem do 2.00 lub 3.00 rano (czasu bry-
tyjskiego), a zaszyfrowanie i odszyfrowanie każdej depeszy trwało od
dwóch do trzech godzin. Niemniej wszystkie pisma, które wysyłałem do
Prezydenta przed pójściem spać, dochodziły do niego natychmiast. Z przy-
czyn praktycznych otrzymywał je albo po obudzeniu, albo - kiedy nie spał
- bezpośrednio po ich nadejściu (przyp. oryg.).
JAPONIA 225

lotniskowców wraz z całymi siłami morskimi mającymi zaata-


kować Pearl Harbor wyruszyła w drogę już 25 listopada. Oczy-
wiście rozkazy z Tokio mogły jeszcze wszystko zmienić .

.. - ..
1 grudnia, podczas konferencji cesarskiej w Tokio, podjęto
decyzję o rozpoczęciu wojny ze Stanami Zjednoczonymi.
Zgodnie z zeznaniami generała Tojo złożonymi podczas proce-
su, cesarz nie odezwał się ani słowem. Przez następny tydzień
na Pacyfiku panowała śmiertelna cisza. Wszystkie możliwości
działań dyplomatycznych zostały wyczerpane. Jednak nie po-
czyniono jeszcze żadnych wrogich kroków. Najbardziej oba-
wiałem się tego, że Japończycy zaatakują Holendrów albo nas,
a trudności konstytucyjne uniemożliwą Stanom Zjednoczonym
wypowiedzenie wojny. Po długim posiedzeniu rządu 2 grudnia
wysłałem notatkę do ministra spraw zagranicznych, zawierają­
cą nasze wnioski:

Premier do ministra spraw zagranicznych 2 grudnia 1941


Nasza polityka polega na niepodejmowaniu żadnych działań, za-
nim Stany Zjednoczone nie uczynią pierwszego kroku. Jeśli nie liczyć
próby zajęcia przez Japończyków przesmyku Kra, USA będą miały
dość czasu, by stanąć twarzą w twarz z nowym aktem japońskiej
agresji. Jeżeli Amerykanie uczynią krok, my zrobimy to samo. Jeżeli
natomiast nie zareagują, będziemy zmuszeni rozważyć naszą sytuację
na nowo. [ ... ]
Atak Japończyków na posiadłości holenderskie może nastąpić
w każdej chwili. Byłby to niezwykły afront dla Stanów Zjednoczo-
nych w związku z ich niedawnymi negocjacjami z Japonią. Powinni-
śmy powiedzieć Holendrom, że należy pozwolić, aby agresja tajawiła
się amerykańskim oczom jako sprawa dotycząca bezpośrednio ich
samych i Japonii. Jeżeli USA wypowiedzą wojnę Japonii, my zrobi-
my to samo w ciągu godziny. Jeżeli po upływie pewnego czasu USA
stwierdzą, że nie są w stanie podjąć żadnych zdecydowanych działań,
nawet z naszym bezpośrednim wsparciem, my chociaż sami, przyłą­
czymy się do walki u boku Holendrów.
Rzecz jasna, każdy atak na posiadłości brytyjskie pociągnie za sobą
wojnę z Wielką Brytanią.

.. - ..
226 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

Czujny wywiad brytyjski oraz lotnictwo rozpoznawcze nie-


bawem wykryły ruchy i działania wskazujące na to, że "Japonia
zamierza wkrótce zaatakować Syjam, oraz że ten atak zakłada
ekspedycję morską mającą na celu zajęcie głównych punktów
strategicznych w przesmyku Kra". Przekazaliśmy te wiadomo-
ści do Waszyngtonu. Wymieniliśmy całą serię długich telegra-
mów z naczelnym dowódcą na Dalekim Wschodzie oraz z rzą­
dami australijskim i amerykańskim na temat podjęcia przez nas
działań zmierzających do zabezpieczenia przesmyku Kra. Słu­
sznie jednak postanowiono, że nie ma sensu komplikować bie-
gu wydarzeń w wyniku działań na obszarze o drugorzędnym
znaczeniu. 6 grudnia wiedziano zarówno w Londynie, jak i w
Waszyngtonie, że z kierunku Indochin przez Zatokę Syjamską
płynie japońska flota w sile 35 transportowców, 8 krążowników
i 20 niszczycieli. Pozostałe floty japońskie znajdowały się rów-
nież na morzu, wykonując inne zadania.
a. _ •.
W 1946 r. opublikowano wyniki zakrojonego na ogromną
skalę śledztwa kongresowego, gdzie ujawniono wszystkie
szczegóły wydarzeń prowadzących do wojny pomiędzy USA
i Japonią oraz przyczyny, dla których nie zdołano wysłać na
czas odpowiednich rozkazów do zagrożonych flot i garnizo-
nów. Czterdzieści tomów dokumentÓw zawierało wszystkie da-
ne, włączając w to sposób rozszyfrowania tajnych telegramów
japońskich oraz ich treść.
Nie zamierzam podejmować się na tych stronach próby osądu
tego straszliwego epizodu w historii Stanów Zjednoczonych.
Wiemy, że wszyscy wielcy Amerykanie znajdujący się w oto-
czeniu Prezydenta zdawali sobie sprawę tak samo wyraźnie jak
my, że Japończycy mogą zaatakować brytyjskie lub holender-
skie posiadłości na Dalekim Wschodzie, starannie unikając Sta-
nów Zjednoczonych, co w konsekwencji spowoduje, że Kon-
gres nie wyrazi zgody na wypowiedzenie wojny przez Amery-
kę. Przywódcy amerykańscy orientowali się, iż pociągnie to za
sobą rozległe podboje japońskie, które połączone z niemieckim
zwycięstwem nad Rosją i późniejszą inwazją na Wielką Bry ta-
JAPONIA 227

nię mogą spowodować, że Ameryka zostanie sama na polu bi-


twy przeciwko przytłaczającym siłom triumfujących agreso-
rów. Prezydent i jego zaufani przyjaciele od dawna zdawali so-
bie sprawę z ogromnego niebezpieczeństwa, jakie pociąga za
sobą neutralność USA w wojnie przeciwko Hitlerowi i temu
wszystkiemu, co sobą reprezentował. Roosevelt wił się pod na-
ciskiem ograniczeń Kongresu, którego Izba Reprezentantów
kilka miesięcy wcześniej zatwierdziła większością tylko jedne-
go głosu ustawę o ponownym wprowadzeniu obowiązkowej
służby wojskowej, bez której armia amerykańska zostałaby pra-
wdopodobnie rozbita w samym środku światowych zmagań.
Roosevelt, Hull, Stimson, Knox, generał Marshall, admirał
Stark i jako pośrednik pomiędzy nimi wszystkimi Harry Hop-
kin s - wszyscy byli tego samego zdania. Przyszłe pokolenia
Amerykanów oraz ludzi wolnych powinny dziękować Bogu za
ich roztropność.
Atak Japończyków na Stany Zjednoczone ogromnie ułatwiał
rozwiązanie wszystkich istniejących problemów. Jak można się
dziwić, że Amerykanie uważali sam atak, a nawet jego rozmia-
ry, za o wiele mniej istotny od niebywałego dotąd zjednoczenia
całego narodu amerykańskiego w walce o swoje bezpieczeń­
stwo? Zarówno oni, jak i ja byliśmy zdania, że atak na USA
oznacza ni mniej ni więcej, tylko samobójstwo. Poza tym, Ame-
rykanie wcześniej od nas znali cele, jakie postawił przed sobą
nieprzyjaciel. Pamiętaliśmy okrzyk Cromwella obserwującego
armie szkockie schodzące ze wzgórz nad Dunbarem: "Sam Bóg
oddał ich w ręce nasze". Nie możemy również pozwolić na to,
by korespondencja dyplomatyczna wykreowała obraz Japonii
niewinnej, skrzywdzonej, starającej się osiągnąć jakieś rozsąd­
ne korzyści w wyniku europejskiej wojny, nagle zmuszonej
przez Stany Zjednoczone do przyjęcia warunków, na które pod
żadnym pozorem nie mogła się zgodzić. Przez długie lata Japo-
nia nękała Chiny ciągłymi najazdami. Teraz, zajmując Indochi-
ny, jak również formalnie przystępując do Paktu Trzech, rzuciła
swój los na szalę razem z państwami Osi. W związku z tym
musiała ponieść wszelkie konsekwencje tego kroku.
228 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

Wydawało mi się niemożliwością, by Japonia zechciała nara-


zić się na zniszczenie w wojnie z Wielką Brytanią i Stanami
Zjednoczonymi, a koniec końców także i z Rosją. Wypowie-
dzenie wojny przez Japonię było sprzeczne ze zdrowym rozsąd­
kiem. Byłem pewien, że taki krok ściągnie na nią nieodwracal-
ną klęskę i nie myliłem się. Lecz trzeba pamiętać, że rządy i na-
rody nie zawsze podejmują rozsądne decyzje. Czasami podej-
mują szaleńcze decyzje, lub też pewna grupa ludzi przejmuje
kontrolę nad resztą i zmusza ją do udziału w szaleństwie. Wie-
lokrotnie powtarzałem, iż nie wierzę, że Japonia może stracić
rozsądek. Jednak bez względu na to, jak bardzo staralibyśmy się
wejść w położenie drugiego człowieka, nie jesteśmy w stanie
przewidzieć tych procesów, do których rozum nie oferuje klu-
cza.
Jednak szaleństwo jest przypadłością, która w czasie wojny
ma jedną podstawową zaletę: zaskoczenie.
ROZDZIAŁ XXXII

PEARL HARBOR!

Niedziela, 7 grudnia, w Chequers - Moi amerykańscy goście - Wia-


domości radiowe o godzinie 9.00 - Japonia atakuje Stany Zjednoczone
- Telefonuk do Prezydenta - Moje przesłanie do pana de Valery -
Moja radość - Pelvność zwycif?stwa - Postanawiam udać si{? do Wa-
szyngtonu - List do króla - Obawy Prezydenta o moje bezpieczeństwo
w podróży powrotnej - Wielka Brytania wypowiada wojn{? Japonii -
Mój list do ambasadora japońskiego - Parlament jednogłośnie za-
twierdza deklaracj{? o wypowiedzeniu wojny - Mianowanie na nowe
stanowisko pana Duffa Coopera - Rozmiary amerykańskiej klf?ski -
Cios na Filipinach - Zdumienie Hitlera - Rozważamy włączenie do
działań "Prince of Wales" i "Repulse" - Śmiały plan admirała Philli-
psa - Brak wsparcia powietrznego - Admirał wycofuje si{? - Ponowna
próba - Śmiertelny atak japoński - "Wszystkich przykryły fale" -
Ranek przynosi przerażające wieści - Moje przygotowania do wyjaz-
du - Moje oświadczenie w Izbie Gmin, 12 grudnia - Pan Eden zaczy-
na misjf? w Moskwie - Przekazujf? Mu kilka wieści.

B
ył to niedzielny wieczór 7 grudnia 1941 roku. Winant
i Averell Harriman siedzieli razem ze mną przy stoliku
w Chequers. Włączyłem moje małe radyjko tuż po roz-
poczęciu wiadomości o godzinie 9.00. Mówiono dużo o wal-
kach na froncie rosyjskim i na brytyjskim froncie w Libii, po
czym padło kilka zdań na temat japońskiego ataku na amery-
kańskie okręty na Hawajach oraz ataku japońskiego na brytyj-
skie jednostki w Holenderskich Indiach Wschodnich. A później
ktoś powiedział, że po wiadomościach pan Iksiński wygłosi ko-
mentarz, po którym rozpocznie się program Brains Trust, czy
coś w tym rodzaju. Nic szczególnego mnie w tej audycji nie
uderzyło, lecz Averell powiedział, że było tam coś o zaatakowa-
230 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

niu Amerykanów przez Japończykó~ i pomimo zmęczenia


wszyscy poderwaliśmy się z miejsc. W tym momencie lokaj
Sawyers, który usłyszał, co się stało, wszedł do pokoju ze sło­
wami: "To prawda. Myśmy też to słyszeli. Japończycy zaatako-
wali Amerykanów". Zapadła cisza. Podczas lunchu w Mansion
House 11 listopada powiedziałem, że jeżeli Japonia zaatakuje
Stany Zjednoczone, brytyjska deklaracja o wypowiedzeniu
wojny Japonii zostanie ogłoszona "w ciągu godziny". Wstałem
więc od stołu i ruszyłem przez hall w kierunku biura, które było
czynne bez przerwy, i poprosiłem o połączenie mnie z Prezy-
dentem. Ambasador wybiegł za mną i myśląc, że chcę podjąć
jakąś nieodwołalną decyzję, zapytał: "Czy nie uważa Pan, że
lepiej byłoby najpierw uzyskać potwierdzenie?"
W ciągu dwóch lub trzech minut połączyłem się z Prezydentem.
"Panie Prezydencie, czy to prawda z Japonią?" "Tak - odparł­
Zaatakowali nas w Pearl Harbor. Jesteśmy teraz w jednakowym
położeniu". Oddałem słuchawkę Winantowi, który zamienił z Pre-
zydentem kilka zdań mówiąc: "Dobrze, dobrze", a potem nieco
poważniejszym tonem: ,,Ach!". Później znów ja przejąłem słucha­
wkę i powiedziałem: "To znacznie ułatwia sprawy. Bóg z wami"
lub coś w tym rodzaju. Następnie powróciliśmy do hallu, by dojść
do siebie po usłyszeniu tych wiadomości, które były dla każdego
z nas niezwykle szokujące. Obydwaj moi amerykańscy przyjacie-
le przyjęli je bardzo dzielnie, przy ~zym nie zdawaliśmy sobie
sprawy z faktu, że marynarka amerykańska poniosła jakieś po-
ważniejsze straty. Nie rozpaczali z tego powodu, że kraj ich przy-
stępuje do wojny. Nie marnowali słów. Można było nawet sądzić,

.. -,..
że zrzucili z siebie jakiś wielki ciężar.

Parlament miał się zebrać dopiero we wtorek, a jego członko­


wie byli rozproszeni po całej Wyspie. Pomimo istniejących
trudności komunikacyjnych usiłowałem dodzwonić się do prze-
wodniczącego Izby oraz innych zainteresowanych, aby nastę­
pnego dnia móc zebrać obydwie Izby. Następnie zatelefonowa-
łem do Foreign Office, aby bez zwłoki przygotowano wypowie-
dzenie wojny Japonii, z czym wiązały się pewne formalności.
PEARL HARBOR! 231

Równocześnie poprosiłem o poinformowanie wszystkich


członków Gabinetu Wojennego o zaistniałej sytuacji, a także
szefów sztabu i ministrów poszczególnych rodzajów wojsk,
którzy - jak słusznie przypuszczałem - byli już zorientowani
w sytuacji.
Po dopilnowaniu tego wszystkiego natychmiast zająłem się
tym, co zawsze bliskie było mojemu sercu. Przede wszystkim
zatelegrafowałem do pana de Valery:

8 grudnia 1941
Przed Panem wielka szansa. Teraz albo nigdy! Spotkam się z Pa-
nem, gdziekolwiek Pan zechce.

Pomyślałem także o walczących Chinach i zatelegrafowałem


do Czang Kaj-szeka:
8 grudnia 1941
Imperium Brytyjskie i Stany Zjednoczone zostały zaatakowane
przez Japonię. Zawsze byliśmy przyjaciółmi - teraz mamy wspólnego
wroga.

Przesłałem również następujący telegram:


Premier do pana Harry' ego Hopkinsa 8 grudnia 1941
Wiele o Tobie myślimy w tej historycznej chwili. - WINSTON
IAVERELL.
.1. _ ._.

Chyba żaden Amerykanin nie pomyśli o mnie nic złego, jeże­


li powiem otwarcie, że fakt przystąpienia USA do wojny przy
naszym boku powitałem z ogromną radością. Trudno było prze-
widzieć bieg wydarzeń. Nigdy dokładnie nie znałem militarnej
siły Japonii, lecz teraz wiedziałem jedno: Stany Zjednoczone
przystąpiły do wojny i walczyć będą aż do końca. Tak więc
mimo wszystko wygraliśmy!
Tak, po Dunkierce, po upadku Francji, po straszliwym epizo-
dzie w Oranie, po groźbie inwazji, kiedy to z wyjątkiem mary-
narki i lotnictwa, byliśmy niemal całkowicie bezbronni, po
śmiertelnej wojnie z U-bootami - pierwszej bitwie o Atlantyk,
którą ledwo udało się nam wygrać, po 17 miesiącach samotnej
232 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

walki i 19 miesiącach moich osobistych zmagań. Wygraliśmy


wojnę. Anglia przeżyje; Wielka Brytania przeżyje; Wspólnota
Narodów i całe Imperium również żyć będą. Nikt nie mógł
przewidzieć, jak długo jeszcze potrwa ta wojna, ani też w jaki
sposób się zakończy, lecz te sprawy mnie wówczas nie obcho-
dziły. Po raz kolejny w długiej historii naszej Wyspy, choć
zmaltretowani i okaleczeni, mieliśmy jednak wyjść bezpieczni
i zwycięscy. Nie zostaniemy wymazani z mapy świata. Nasza
historia się nie zakończy. Nawet nie wyginiemy jako jednostki.
Los Hitlera był przypieczętowany. Los Mussoliniego również.
Co do Japończyków, to zostaną oni starci na proch. Wszystko
było tylko kwestią odpowiedniego użycia potężnych sił. Wedle
moich szacunków Imperium Brytyjskie, Związek Radziecki
i teraz Stany Zjednoczone, nierozerwalnie ze sobą związane,
były dwu, a nawet trzykrotnie silniejsze od swoich przeciwni-
ków. Bez wątpienia walka trwać będzie długo. Spodziewałem
się poważnych strat na Wschodzie, lecz wiedziałem, że nie bę­
dzie to trwać wiecznie. Zjednoczeni, jesteśmy w stanie pokonać
absolutnie wszystkich. Przed nami było wiele klęsk, ofiar i cier-
pień, lecz nie istniały żadne wątpliwości co do pomyślnego
końca.
Tylko głupcy, a było ich wielu i to nie tylko w krajach nie-
przyjacielskich, mogli kwestionować potęgę Stanów Zjedno-
czonych. Niektórzy mówili, że Amerykanie są zbyt miękkiego
charakteru, inni, że nigdy się nie zjednoczą. Że będą tylko ma-
mić z oddali. Nigdy nie wezmą się w garść. Nie zniosą przele-
wu krwi. Ich demokracja i system ciągłych wyborów sparaliżu­
ją wszelkie skuteczne kroki. Zarówno dla wrogów, jak i dla
przyjaciół stanowić będą jedynie rozmazaną plamę na horyzon-
cie. Teraz dopiero zobaczymy słabość tych licznych, dalekich,
zamożnych i gadatliwych ludzi. Lecz ja miałem za sobą studia
nad amerykańską wojną secesyjną, toczoną o każdą piędź zie-
mi. W moich żyłach płynęła amerykańska krew. Przypomniało
mi się wtedy to, co prawie 30 lat wcześniej powiedział mi Ed-
ward Grey: Stany Zjednoczone są "ogromnym kotłem. Gdy raz
rozpali się pod nim ogień, nie ma granic dla mocy, jaką z siebie
PEARL HARBOR! 233

wytworzy." Nasycony emocjami i wrażeniami udałem się do


łóżka
i zasnąłem przepełniony radością i wdzięcznością .
.. - ..
Po przebudzeniu postanowiłem, że udam się na osobiste spot-
kanie z Rooseveltem. Podczas południowego posiedzenia
przedstawiłem moją propozycję rządowi. Po otrzymaniu zgody
napisałem do króla.

8 grudnia 1941
Wasza Wysokość!
Doszedłem do przekonania, że moim obowiązkiem jest niezwło­
czna wizyta w Waszyngtonie, oczywiście pod warunkiem, że plan
ten odpowiada prezydentowi Rooseveltowi, w co - nawiasem mó-
wiąc - nie wątpię. Cały plan angielsko-amerykańskiej obrony
i ataku musi zostać dopracowany w świetle istniejących faktów.
Musimy także zadbać o to, byśmy nie ponieśli szkody większej niż
to jest, niestety, konieczne, jeśli chodzi o przypadający nam sprzęt
i w ogóle pomoc otrzymywaną ze Stanów Zjednoczonych. Fakt
wizyty pana Edena w Moskwie w czasie mojego pobytu w Wa-
szyngtonie znacznie ułatwi ustalenie problemów istniejących po-
między trzema mocarstwami.
Moi koledzy w rządzie jednogłośnie zaakceptowali moje stanowi-
sko i chciałbym w związku z tym poprosić Waszą Wysokość o zgodę
na opuszczenie kraju. Planuję wyruszyć jak najszybciej na pokładzie
okrętu wojennego i zamierzam powrócić po upływie mniej więcej
trzech tygodni. Liczba osób, które mam zamiar zabrać z sobą, nie
przekroczy tej, która wzięła udział w spotkaniu na Atlantyku.
W czasie nieobecności obowiązki moje przejmie lord tajnej pieczę­
ci, którego wspomagać będą: lord przewodniczący Rady, minister
skarbu oraz inni członkowie Gabinetu Wojennego. Proponuję, by
w tym czasie ministrowie trzech rodzajów wojsk zasiedli w Gabine-
cie Wojennym. Foreign Office będzie przekazywać wszystkie donie-
sienia lordowi przewodniczącemu, Komitetowi Obrony i lordowi taj-
nej pieczęci. Oczywiście cały czas będę ze wszystkimi w kontakcie
i w razie konieczności podejmę niezbędne decyzje. Ponieważ ustale-
nie wszystkich szczegółów z Amerykanami jest sprawą najwyższej
wagi, chciałbym zabrać ze sobą pierwszego lorda Admiralicji oraz
szefa sztabu sił powietrznych.
Liczę, że Wasza Wysokość zaaprobuje mój plan. Oczywiście,
wszystkie moje zamiary otoczone są ścisłą tajemnicą.
234 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

Najgorliwszy i najwierniejszy sługa Waszej Królewskiej Mości

WINSTON S. CHURCHILL

PS Spodziewam się, że zarówno Niemcy jak i Włochy wypowiedzą


wojnę Stanom Zjednoczonym, ponieważ zmuszają ich do tego zobo-
wiązania traktatowe. Chciałbym odłożyć moją wizytę do czasu, aż sy-
tuacja ta się wyjaśni.

Król wyraził zgodę.

Były człowiek marynarki


do prezydenta Roosevelta 9 grudnia 1941
1. Dziękuję za Pański telegram z 8 grudnia. Czy teraz, gdy
znaleźliśmy się - jak Pan powiedział - "w takim samym położeniu",
nie warto byłoby zwołać kolejnej konferencji? Można by przedysku-
tować całościowy plan prowadzenia tej wojny w świetle istniejących
faktów. Pozostają także sprawy produkcji i jej podziału. Budzą one
mój duży niepokój i uważam, że można je ustalić jedynie na najwy-
ższym szczeblu. Również z wielką przyjemnością spotkam się po-
nownie z Panem, a im wcześniej się to stanie, tym lepiej.
2. Mógłbym wyruszyć stąd za dzień lub dwa i przybyć na pokładzie
okrętu wojennego do Baltimore lub Annapolis. Podróż zajęłaby około
ośmiu dni i mógłbym zostać na miejscu przez tydzień, podczas które-
go bylibyśmy w stanie przedyskutować wszystkie najważniejsze
sprawy. Wraz ze mną przyjechaliby: Pound, Portal, Dill i Beaverbrook
wraz z towarzyszącymi im sztabami.
3. Proszę o odpowiedź, co sądzi Pan na ten temat.

Prezydent obawiał się, że podróż powrotna może być bardzo


niebezpieczna. Uspokoiłem go.

Były człowiek marynarki


do prezydenta Roosevelta 10 grudnia 1941
Nie sądzimy, że podróż powrotna przedstawia jakiekolwiek poważ­
ne niebezpieczeńswo. Prawdziwym niebezpieczeństwem byłoby nie-
przedyskutowanie ważnych spraw morskich oraz kwestii produkcji
i podziału produktów. Gotów jestem spotkać się z Panem na Bermu-
dach lub też polecieć stamtąd do Waszyngtonu. Czekanie przez kolej-
ny miesiąc w związku z nową sytuacją byłoby posunięciem katastro-
falnym. Planowałem wyruszenie jutro wieczorem, lecz poczekam do
czasu otrzymania Pańskiej odpowiedzi. Nigdy jeszcze nie byłem tak
PEARL HARBOR! 235

pewien ostatecznego zwycięstwa, lecz przynieść je może tylko wspól-


na akcja. Łączę pozdrowienia.

Następnego dnia otrzymałem kolejną odpowiedź od Prezy-


denta. Pisał, żez radością przyjmie mnie w Białym Domu.
Równocześnie wyjaśniał, że sam nie może sobie pozwolić na
opuszczenie kraju. Trwała mobilizacja, a sytuacja na Pacyfiku
była niepewna. Prezydent był przekonany, że dopracujemy
wszystkie szczegóły związane z produkcją i dostawami. Po-
nownie podkreślił niebezpieczeńswo związane z moją podróżą,
którą - jak twierdził - należało gruntownie przemyśleć .

.. - ..
Gabinet Wojenny zatwierdził deklarację o wypowiedzeniu
wojny Japonii, w związku z którą poczyniono wszelkie formal-
ne ustalenia. Ponieważ Eden był w drodze do Moskwy, zajmu-
jąc Jego miejsce w Foreign Office, wysłałem ambasadorowi ja-
pońskiemu następujący telegram:

Foreign Office, 8 grudnia 1941


Ekscelencjo!
Wieczorem 7 grudnia Rząd Jego Królewskiej Mości w Zjednoczo-
nym Królestwie otrzymał informację, że siły japońskie bez uprzed-
niego ostrzeżenia w formie deklaracji o wypowiedzeniu wojny, bądź
też w formie ultimatum zawierającego warunkowe wypowiedzenie
wojny, podjęły próbę wylądowania na wybrzeżu malajskim oraz
zbombardowały Singapur i Hongkong.
W związku z tym niczym nie usprawiedliwionym aktem agresji,
popełnionym z jawnym pogwałceniem prawa międzynarodowego,
a zwłaszcza artykułu 1 trzeciej konwencji haskiej, dotyczącego roz-
poczęcia wrogich działań, którą to konwencję podpisały zarówno Ja-
ponia, jak i Zjednoczone Królestwo, ambasador Jego Królewskiej
Mości w Tokio został upoważniony do poinformowaia cesarskiego
rządu japońskiego w imieniu Rządu Jego Królewskiej Mości w Zjed-
noczonym Królestwie, że między naszymi krajami trwa stan wojny.
Łączę wyrazy szacunku,
sługa uniżony,

W1NSTON S. CHURCH1LL
236 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

Wielu osobom nie podoba się taki uroczysty styl. Lecz gdy za-
mierza się kogoś zabić, odrobina uprzejmości nic nie kosztuje .
.. .. ..
Parlament zebrał się o 3.00 po południu i pomimo pośpiechu
z jakim go zwołano, stawił się w komplecie. Wedle konstytucji
brytyjskiej Korona wypowiada wojnę za pośrednictwem Rady
Ministrów i Parlament staje przed faktem dokonanym. Byliśmy
w związku z tym w lepszej sytuacji niż Amerykanie i faktycz-
nie wypowiedzieliśmy wojnę Japonii, zanim Kongres mógł za-
cząć działać. Rząd Królestwa Holandii postąpił tak samo.
W przemówieniu powiedziałem:
Jest rzeczą niezwykle istotną, abyśmy nie lekceważyli ani tu, ani
w Stanach Zjednoczonych czyhającego na nas niebezpieczeństwa.
Wróg zaatakował ze śmiałością, która może być następstwem nieroz-
wagi, lecz może także płynąć z przekonania o własnej sile. Próba,
jaką przechodzi obecnie cały świat anglojęzyczny oraz nasz heroiczny
rosyjski sojusznik, będzie ciężka, zwłaszcza na początku, i długa, jed-
nak gdy spojrzymy wokół nas na ponurą panoramę świata, nie może­
my wątpić, że sprawiedliwość jest po naszej stronie i że dysponując
dostępną nam siłą, zwyciężymy.
Po naszej stronie znajdują się cztery piąte populacji całego globu.
Jesteśmy odpowiedzialni za ich bezpieczeństwo i przyszłość. Kiedyś
świeciło nam małe migotliwe światełko, dzjś mamy światło błyskające
równym płomieniem, który w przyszłości rozgorzeje nad lądami
i morzami.

Obie Izby jednogłośnie zaaprobowały decyzję o wypowie-

.. -..
dzeniu wojny.

W tym momencie uznałem za konieczne, by pan Duff Cooper,


który właśnie powrócił z Singapuru, został natychmiast miano-
wany stałym ministrem ds. dalekowschodnich.
Premier do pana Duffa Coopera 9 grudnia 1941
1. Zostaje Pan mianowany stałym ministrem w Singapurze do
spraw dalekowschodnich. Będzie Pan podlegał bezpośrednio Gabine-
towi Wojennemu poprzez jego sekretarza. Jest Pan upoważniony do
PEARL HARBOR! 237

sformowania Rady Wojennej oraz wcześniejszego podania jej" składu


i zakresu działalności. Będzie się on prawdopodobnie pokrywał ze
sferą działania naczelnego dowódcy. Pańskim głównym zadaniem bę­
dzie zapewnienie pomyślnego przeprowadzania operacji na Dalekim
Wschodzie przez: a) ewentualne uwalnianie naczelnego dowódcy od
wielu ubocznych obowiązków, którymi był do tej pory obciążony, b)
udzielanie pomocy i porad w kwestiach politycznych.
2. Do zadań Pańskich będzie również należało załatwianie na miej-
scu wszelkich pilnych spraw, nie pozwalających na kontakt z krajem.
Zorganizuje Pan coś w rodzaju lokalnej izby rozrachunkowej, gdzie
załatwiane będą drobne sprawy rutynowe, które normalnie znajdują
się w gestii odrębnych departamentów w kraju. W pozostałych sytu-
acjach będzie się Pan komunikował z krajem.
3. Kiedy kapitan Oliver Lyttelton został mianowany ministrem sta-
nu w Kairze, ustalono, że nie wpływa to na dotychczasowe obowiązki
przedstawicieli Jego Królewskiej Mości na Bliskim Wschodzie oraz
na ich stosunki z odpowiednimi departamentami w kraju. To samo
dotyczy Dalekiego Wschodu. Sprawne zorganizowanie tej całej ma-
chiny zależy przede wszystkim od Pana.
4. Przy Pańskiej znajomości działania różnych służb publicznych
oraz trybu prac rządowych powinien Pan sprawnie skoordynować
wszystkie działania na Dalekim Wschodzie. Proszę o bezzwłoczne
przesłanie mi konkretnych propozycji w sprawie formy, w jakiej mam
opublikować wiadomość o Pańskiej nominacji oraz sprecyzowania
zakresu Pańskich obowiązków. Powodzenia. Musimy walczyć o na-
szą Sprawę wszyscy do końca.

Duff Cooper oddał się sprawie z ogromną werwą i jasnością


umysłu, lecz ustalenia, jakie zapadły w Waszyngtonie w kwe-
stii najwyższego dowódcy na Dalekim Wschodzie sprawiły, że
funkcja jego stała się po prostu zbędną. Dwa tygodnie później
z wielkim żalem poinstruowałem go, by powrócił do kraju .
.... - ..
Przez pewien czas nie znaliśmy szczegółów tego, co wyda-
rzyło się wPearl Harbor, lecz historia ta została w wyczerpują­
cy sposób opisana.
Do roku 1941 japoński plan rozpoczęcia wojny morskiej ze
Stanami Zjednoczonymi przedstawiał się następująco: główna
flota japońska miała rozpocząć działania niedaleko Filipin,
238 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

podczas gdy Amerykanie, jak się tego spodziewano, przebijali-


by się przez Pacyfik na odsiecz znajdującemu się na Filipinach
garnizonowi. Pomysł nieoczekiwanego ataku na Pearl Harbor
zrodził się w głowie admirała Yamamoto, naczelnego dowódcy
floty. Przygotowania do tego zdradzieckiego uderzenia przed
ogłoszeniem deklaracji o wypowiedzeniu wojny przebiegały
w największej tajemnicy i 22 listopada siły uderzeniowe, skła­
dające się z sześciu lotniskowców oraz dużej liczby pancerni-
ków i niszczycieli, zebrały się w nie uczęszczanym porcie na
Wyspach Kurylskich, na północ od właściwej Japonii. Już wte-
dy datę ataku ustalono na 7 grudnia, a 26 listopada (czasu miej-
scowego) siły te wypłynęły pod dowództwem admirała Nagu-
mo. Płynąc na północ od Hawajów, wśród mgieł i sztormów
tych północnych szerokości, Nagumo zbliżył się niepostrzeże­
nie do swojego celu. Atak rozpoczął się tego nieszczęsnego dnia
tuż przed świtem, a przeprowadzono go z odległości 275 mil na
północ od Pearl Harbor. Wzięło w nim udział 360 samolotów-
różnego typu bombowców i eskortujących je myśliwców.
O 7.55 rano spadły pierwsze bomby. W porcie znajdowały się
94 jednostki amerykańskie. Wśród nich główny cel stanowiło 8
pancerników należących do Floty Pacyfiku. Na szczęście, lotni-
skowce wraz z silną eskortą krążowników zostały wcześniej
wysłane z jakąś ważną misją.
Atak ten był często opisywany niezwykle barwnie. Wystar-
czy jednak podać tutaj suche fakty, by przekonać się o bezlitos-
nej skuteczności pilotów japońskich. O 8.25 pierwsze fale sa-
molotów torpedowych i bombowców nurkujących wykonały
swoje zadanie. O 10.00 bitwa była zakończona i nieprzyjaciel
się wycofał. Zostawił za sobą zdruzgotaną flotę w chmurach
dymu i ognia. Pancernik Arizona został wysadzony w powie-
trze, Oklahoma przewróciła się do góry dnem, West Virginia
i California zatonęły, a wszystkie pozostałe pancerniki, z wy-
jątkiem Pennsylvanii, która znajdowała się w suchym doku, zo-
stały poważnie uszkodzone. Ponad dwa tysiące Amerykanów
straciło życie i tyle samo było rannych. Panowanie na Pacyfiku
przeszło w ręce Japończyków, a światowa równowaga strategi-
czna została poważnie zachwiana.
PEARL HARBOR! 239

.. - ..
Jednak nie byłto koniec nieszczęść, jakie czekały naszego
amerykańskiego sojusznika.
Na Filipinach, gdzie wojskami dowodził generał MacArthur,
otrzymano 20 listopada ostrzeżenie, które wskazywało na nagłą
zmianę w stosunkach dyplomatycznych. Admirał Hart, dowo-
dzący skromną amerykańską flotą azjatycką, prowadził już
wówczas rozmowy ze znajdującymi się w pobliżu dowódcami
marynarki brytyjskiej i holenderskiej i zgodnie z planem zaczął
kierować swoje jednostki na południe, na wody holenderskie,
gdzie zamierzał zgromadzić siły uderzeniowe powiększone
o przyszłych sojuszników. Dysponował zaledwie jednym cięż­
kim i dwoma lekkimi krążownikami, tuzinem starych niszczy-
cieli oraz różnymi jednostkami pomocniczymi. Jego siła leżała
głównie w okrętach podwodnych, których miał 28 sztuk. 8
grudnia o 3.00 rano przechwycił szokującą wiadomość o ataku
na Pearl Harbor. Nie. czekając na potwierdzenie z Waszyngto-
nu, bezzwłocznie poinformował wszystkich zainteresowanych,
że walki się rozpoczęły. O świcie japońskie bombowce nurkują­
ce przypuściły atak. Przez kilka następnych dni naloty powta-
rzały się na coraz większą skalę. 10 grudnia ogień całkowicie
zniszczył bazę morską w Cavite, a tego samego dnia Japończy­
cy wylądowali na północy wyspy Luzon. Klęski spadały jedna
za drugą. Większość amerykańskich sił powietrznych została
zniszczona w powietrzu lub na ziemi, a 20 grudnia resztki zo-
stały wycofane do portu Darwin w Australii. Okręty admirała
Harta wyruszyły w drogę kilka dni wcześniej i pozostały tylko
okręty podwodne, by toczyć walkę z wrogiem. 21 grudnia głów­
ne japońskie siły inwazyjne wylądowały w zatoce Lingayen, za-
grażając samej Manili. Dalszy przebieg wypadków zbliżony
był do tego, co działo się na Malajach z tą różnicą, że obrona
trwała nieco dłużej.
Tak oto długo szlifowane plany japońskie zalśniły, skrząc się
blaskiem triumfu. Lecz to jeszcze nie był koniec .
., -..
240 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

Depesza japońskiego ambasadora w Berlinie opowiada o je-


go wizycie u Ribbentropa.
W dzień po ataku na Pearl Harbor o godzinie 1.00, zatelefonowa-
łem do ministra spraw zagranicznych Ribbentropa i powiedziałem
mu, że naszym życzeniem jest, aby Niemcy i Włochy niezwłocznie
wypowiedziały wojnę Ameryce. Ribbentrop odparł, że Hitler znajduje
się obecnie na konferencji w kwaterze głównej [w Prusach Wschod-
nich], gdzie dyskutuje nad takim sposobem wypowiedzenia wojny,
który zrobiłby jak najlepsze wrażenie na wszystkich Niemcach oraz
że przekaże mu niezwłocznie moje życzenie i uczyni wszystko co
w jego mocy, aby zostało ono odpowiednio spełnione.

Hitler i jego sztab byli zdziwieni. Jodl opowiadał podczas


procesu jak to Hitler "wszedł w środku nocy do mojego pokoju
z mapami, by przekazać te wieści felmarszałkowi Keitlowi
i mnie. Był absolutnie zaskoczony". Jednak rankiem 8 grudnia
wydał niemieckiej marynarce wojennej rozkaz atakowania
wszystkich napotkanych okrętów amerykańskich. Było to trzy
dni przed oficjalnym wypowiedzeniem wojny Stanom Zjedno-
czonym.
......
9 grudnia o 10.00 wieczorem zwoła~em zebranie Admiralicji,
by przedyskutować sytuację na morzu. Zebrało się nas dwuna-
stu. Staraliśmy się ocenić konsekwencje tej gruntownej zmiany,
która zaszła w naszym stosunku do Japonii. Straciliśmy pano-
wanie na wszystkich oceanach z wyjątkiem Atlantyku. Austra-
lia, Nowa Zelandia oraz znajdujące się w ich pobliżu wyspy
były wystawione na każdy atak. W naszym ręku pozostawała
tylko jedna broń: były to Prince oJWales i Repulse, które przy-
były do Singapuru. Zostały one wysłane na te wody, aby wywo-
łać nastrój niejasnego zagrożenia, dzięki czemu dwa najwy-
ższej klasy pancerniki, których miejsce pobytu nie jest dokład­
nie znane, mogą pomieszać wszystkie plany morskie nieprzyja-
ciela. W jaki sposób mieliśmy ich użyć? Bez wątpienia muszą
one wyruszyć na morze i zniknąć w gąszczu nieprzeliczonych
wysepek. Co do tego wszyscy byliśmy zgodni.
PEARL HARBOR! 241

Osobiście byłem zdania, że powinny udać się na Pacyfik, by


połączyć się z resztkami floty amerykańskiej. Byłby to piękny
gest, jeszcze ściślej wiążący ze sobą świat anglojęzyczny. Rów-
nocześnie wyraziliśmy zgodę na wycofywanie przez amerykań­
ski departament marynarki pancerników z rejonu Atlantyku.
W ten sposób w ciągu kilku miesięcy mogłaby powstać flota na
zachodnim wybrzeżu Ameryki, zdolna w razie potrzeby do
przeprowadzenia decydującej bitwy. Istnienie takiej floty stano-
wiłoby najlepszą możliwą tarczę dla naszych braci w Oceanii.
Ta myśl przypadła wszystkim do gustu, lecz ponieważ było już
późno, postanowiliśmy tę sprawę jeszcze przemyśleć i dopiero
następnego ranka ustalić, co należy zrobić z Prince oj Wales
i Repulse.
Kilka godzin później obydwa leżały już na dnie morza .
.. ..
~

Czas teraz opowiedziećo tragedii tych okrętów, w której tak


nieszczęsną rolę odegrali Chińczycy.
Prince oJWales i Repulse dopłynęły 2 grudnia do Singapuru.
5 grudnia admirał Tom Phillips przybył do Manili drogą powie-
trzną, aby rozważyć wspólne działania z generałem MacArthu-
rem i admirałem Hartem. Admirał Hart zgodził się, że cztery
amerykańskie niszczyciele powinny przyłączyć się do grupy
Phillipsa. Obaj admirałowie byli zdania, że w chwili obecnej
ani Singapur, ani Manila nie nadają się na bazę dla sprzymierzo-
nej floty. Następnego dnia przyszła wiadomość, że znaczna ja-
pońska ekspedycja morska wpłynęła do Zatoki Syjamskiej. By-
ło jasnym, że nadchodzą decydujące wydarzenia. Rankiem 7
grudnia Phillips powrócił do Singapuru. Tuż po północy 8 grud-
nia przyszły informacje o nieprzyjacielskim lądowaniu w Kota
Baru, a później także blisko Songkhla i Pattani. Rozpoczęła się
inwazja na Malaje*.

* Ataki Japończyków na Malaje i Pearl Harbor nastąpiły w odstępie kilku


godzin, co niełatwo zauważyć z powodu różnicy w czasie. Oto spis wy-
242 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

Admirał Phillips uważał za swój obowiązek uderzenie na


wroga w chwili, gdy schodził on na ląd. W czasie spotkania
wyższych oficerów wszyscy byli zgodni, że w tym krytycznym
momencie marynarka nie może stać z dala od bitwy. Admirał
Phillips przekazał swoje zamiary Admiralicji, po czym poprosił
dowództwo powietrzne Singapuru o przemieszczenie samolo-
tów na północne lotniska, jak również o udzielenie mu jak naj-
większej pomocy. Chodziło mu o rekonesans sto mil na północ
od jego eskadry w dniu 9 grudnia, rekonesans niedaleko Songk-
hla od świtu 10 grudnia oraz o ochronę myśliwców nad tą miej-
scowością tego samego dnia. Niestety, było to niemożliwe
w związku ze spodziewanym atakiem na Singapur oraz z uwagi
na to, że północne lotniska były nie do utrzymania. Admirał
wyruszył 8 grudnia o 5.35 po południu z Prince oj Wales, Re-
pulse i niszczycielami: Electra, Express, Vampire i Tenedos,
kiedy to otrzymał ten sygnał. Równocześnie zawierał on ostrze-
żenie o dużej liczbie bombowców japońskich w bazach połu­
dniowych Indochin. Ponieważ liczne nawałnice i nisko wiszące
chmury nie sprzyjały działaniom powietrznym, Phillips posta-
nowił nie ustępować. 9 grudnia wieczorem niebo się przejaśniło
i admirał zaczął podejrzewać, że. jest śledzony przez nieprzyja-
cielskie samoloty. Rozwiała się nadzieja na zaskoczenie i nastę­
pnego ranka należało się spodziewać ,poważnych ataków po-
wietrznych niedaleko Songkhla. W tej sytuacji admirał Phillips
niechętnie porzucił swój plan i krótko po północy zawrócił.
Niewątpliwie wybrał najlepsze wyjście i wszystko jeszcze
mogło potoczyć się inaczej. Jednak około północy z powodu
poważnej omyłki doniesiono o przybyciu nieprzyjaciela do Ku-
antanu, ponad 150 mil na południe od Kota Baru. Admirał Phil-

darzeń w odniesieniu do czasu Greenwich (GMT):


czas lokalny czas GMT
Pierwsze lądowanie na Malajach 0.25, 8 grudnia 16,55,7 grudnia
Atak na Pearl Harbor 8.00, 7 grudnia 18.30, 7 grudnia
Pierwszy nalot na Filipiny świt, 8 grudnia 21.00,7 grudnia
Pierwszy nalot na Hongkong 8,00, 8 grudnia 23,30, 7 grudnia
PEARL HARBOR! 243

lips pomyślał, żejest mało prawdopodobnym, by jego siły, do-


strzeżone ostatnio przez nieprzyjaciela na kursie północnym,
mogły być spodziewane daleko na południu 10 grudnia o świ­
cie. Ten ruch mógł być dużym zaskoczeniem. Podjął więc ryzy-
ko i skierował swoje okręty w kierunku Kuantanu.
9 grudnia lotnictwo japońskie nie dostrzegło brytyjskiej eska-
dry, lecz jeden z okrętów podwodnych doniósł o 2.00 po połud­
niu, że eskadra ta płynie w kierunku północnym. 22 Japońska
Flotylla Powietrzna, stacjonująca niedaleko Sajgonu, właśnie
ładowała bomby do ataku na Singapur. Błyskawicznie wymie-
niono bomby na torpedy i postanowiono wykonać nocny atak
na okręty brytyjskie. Jednak okrętów nie znaleziono i przed
północą samoloty powróciły do bazy. Przed świtem 10 grudnia
kolejny okręt podwodny doniósł, że Brytyjczycy płyną na po-
łudnie i o 6.00 rano wysłano naprzód 9 samolotów, po których
wystartowały 84 bombowce oraz bombowce z torpedami, lecą­
ce falami po 9 bombowców w każdej.
Raport o lądowaniu w Kuantanie okazał się fałszywy, lecz
ponieważ nie został on skorygowany z Singapuru, admirał o ni-
czym nie wiedział aż do następnego dnia, kiedy to o świcie
niszczyciel Express dopłynął do portu i nie natrafił tam na ślad
nieprzyjaciela. Przed skierowaniem się ponownie na kurs połu­
dniowy eskadra poszukiwała przez jakiś czas kilku pomniej-
szych jednostek spostrzeżonych wcześniej. Tymczasem samo-
loty japońskie doleciały do Singapuru nie spostrzegając nicze-
go. W czasie powrotu do bazy zupełnie przypadkowo natknęły
się na swój łup.
O 10.20 z pokładu Prince oJWales dostrzeżono pierwszy nie-
przyjacielski samolot, a po godzinie 11.00 pojawiła się pier-
wsza fala bombowców. Wróg atakował falami. Podczas pier-
wszego uderzenia Repulse został trafiony przez bombę, która
spowodowała pożar. Został on jednak wkrótce opanowany,
a szybkość okrętu nie uległa zmianie. W czasie drugiego ude-
rzenia Prince oj Wales został trafiony równocześnie przez dwie
torpedy, co spowodowało bardzo poważne uszkodzenia. Obie
śruby na lewej burcie przestały działać. W tym ataku Repulse
nie poniósł żadnych strat. W kilka minut później kolejna fala
244 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

zaatakowała Repulse, lecz bez powodzenia. Oba okręty trochę


się rozdzieliłyi komandor Tennant, nadawszy sygnał alarmowy
do Singapuru: "Nieprzyjaciel bombarduje", skierował Repulse
w stronę admirała.
Kolejny atak, przypuszczony o 12.22, okazał się śmiertelny.
Po uniknięciu kilku torped Repulse został trafiony w śródokrę­
cie. Podczas następnego ataku torpeda zdruzgotała urządzenia
sterowe, a wkrótce potem trzy kolejne torpedy trafiły w cel.
Komandor Tennant zrozumiał, że to już koniec. Natychmiast
rozkazał wszystkim wyjść na pokład i niewątpliwie ta decyzja
uratowała wiele istnień ludzkich. O 12.33 Repulse obrócił się
i zatonął. Natomiast o 12.23 Prince oJWales otrzymał dwie tor-
pedy, a w chwilę później trzecią. Jego prędkość zmniejszyła się
do ośmiu węzłów i zaczynał już powoli tonąć. Po następnym
ataku i kolejnych trafieniach okręt przewrócił się do góry dnem
i zatonął. Była godzina 13.20. Z około 3 tysięcy ludzi niszczy-
ciele uratowały około 2 tysiące. Naczelny dowódca admirał
Tom Phillips oraz dowódca okrętu flagowego John Leach uto-
nęli.

.• - l.

W odpowiedzi na zapytania szefów sztabu, dlaczego z Singa-


puru nie wysłano żadnych dywizjonów myśliwców na pomoc
okrętom, powiedziano, że 9 grudnia adńrirał Phillips nie zasyg-
nalizował zmiany planu, ponieważ utrzymywał ciszę radiową.
W związku z tym Singapur nie znał jego położenia do czasu
nadania sygnału przez komandora Tennanta, otrzymanego
w południe. Myśliwce wysłano bezzwłocznie. Przybyły one
w momencie, gdy Prince oj Wales tonął.
Oceniając działania admirała Phillipsa w tych trudnych
dniach, należy podkreślić, iż miał on rację sądząc, że jego za-
mierzony atak na Kuantan odbędzie się poza zasięgiem stacjo-
nujących na wybrzeżu bombowców, których tak bardzo się oba-
wiał. Odległość z lotnisk w Sajgonie do Kuantanu wynosiła
400 mil i w tym zasięgu nie stwierdzono żadnych prób ataków
przypuszczanych przez bombowce. Nie docenialiśmy wówczas
skuteczności Japończyków w działaniach powietrznych.
PEARL HARBOR! 245

.. - ..
10 grudnia leżałem w łóżku, gdy zadzwonił telefon. Był to
pierwszy lord Admiralicji. Jego głos brzmiał dość dziwnie. Tro-
chę pokaszliwał i przełykał ślinę i z początku nie mogłem do-
kładnie zrozumieć, o co mu chodzi. "Panie Premierze, chciał­
bym donieść, że Prince oj Wales i Repulse zostały zatopione
przez Japończyków - najprawdopodobniej przez samoloty.
Tom Phillips utonął". "Jest Pan pewien, że to prawda?" "Nie ma
co do tego najmniejszej wątpliwości". Odłożyłem słuchawkę,
dziękując Bogu, że jestem sam. Był to największy szok, jaki
przeżyłem w tej wojnie. Czytając te strony uświadamiam sobie,
ile wysiłków, nadziei i planów poszło na dno razem z tymi
dwoma okrętami. Gdy przewracałem się w łóżku z boku na
bok, zdałem sobie sprawę z tragedii, jaka się wydarzyła. Na
Oceanie Indyjskim i Pacyfiku nie było żadnych brytyjskich czy
też amerykańskich pancerników z wyjątkiem tych, które prze-
trwały Pearl Harbor i które znajdowały się w drodze powrotnej
do Kalifornii. Na tych ogromnych obszarach panowała teraz
Japonia, a my byliśmy bezbronni.
Udałem się do Izby Gmin, by osobiście opowiedzieć, co się
stało.

Mam Izbie do przekazania bardzo złe wiadomości. Otrzymaliśmy


właśnie raport z Singapuru, że HMS Prince oj Wales i HMS Repulse
zostały zatopione w czasie prowadzenia działań przeciwko Japończy­
kom na Malajach. Nie posiadamy na ten temat żadnych szczegóło­
wych danych poza infonnacjami zawartymi w oficjalnym komunika-
cie japońskim, wedle którego obydwa okręty zostały zatopione w wy-
niku ataku powietrznego.
Chciałbym dodać, że w czasie kolejnego posiedzenia Izby skorzy-
stam ze sposobności, by przedstawić krótkie oświadczenie na temat
ogólnej sytuacji, która w czasie ostatnich dni uległa istotnym zmia-
nom.
l. _..
Trwały przygotowania do mojego wyjazdu do Stanów Zjed-
noczonych, planowanego na 14 grudnia. 96 godzin, jakie dzie-
246 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

lilo mnie od tej chwili, było pełne wydarzeń. 11 grudnia miałem


przedstawić Izbie Gmin pełne oświadczenie dotyczące obecnej
sytuacji wojennej. Panował niepokój, a nawet coś w rodzaju
niezadowolenia w związku z przedłużającą się kampanią w Li-
bii, jak dotąd nie rozstrzygniętą. Nie chciałem ukrywać, że gro-
zi nam poważne niebezpieczeństwo ze strony Japonii. Zarazem
jednak rosyjskie zwycięstwa ujawniały fatalny błąd wschodniej
kampanii Hitlera, podczas której nadchodząca zima miała do-
piero pokazać, co potrafi. Wojna z U-bootami była pod kontro-
lą, a nasze straty znacznie zmalały. Wreszcie cztery piąte świata
walczyło teraz po naszej stronie. Ostateczne zwycięstwo było
rzeczą pewną. I w tym też tonie przemawiałem.
Starałem się przekazać wszystko w formie chłodnej narracji,
unikając wszelkich obietnic szybkiego zwycięstwa. Zakończy­
łem w sposób następujący:

Naturalnie, nie jestem przygotowany, by dyskutować na temat obe-


cnej sytuacji na Dalekim Wschodzie i Pacyfiku oraz na temat środ­
ków, jakie musimy w związku z nią przedsięwziąć. Prawdopodobnie
grozi nam poważne niebezpieczeństwo, lecz będziemy się mężnie
bronić wspólnie ze Stanami Zjednoczonymi i Holandią. Siły morskie
Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych są nadal większe od połą­
czonych sił wszystkich państw Osi. Lecz nie można lekceważyć stra-
ty, jaką ponieśliśmy na Malajach i Hawajach, ani też sił nowego prze-
ciwnika. Musimy się liczyć z tym, że przygotowanie i zebranie wiel-
kich sił na Dalekim Wschodzie, niezbędnych do osiągnięcia ostatecznego
zwycięstwa, zajmie dużo czasu.
Czeka nas bardzo trudny okres i wszyscy będą musieli aktywnie
włączyć się w podejmowane działania. Musimy, jak już powiedzia-
łem, dotrzymać umów związanych z wysyłką dostaw do Rosji i trze-
ba się spodziewać, że przynajmniej przez kilka miesięcy pomoc
udzielana nam przez Stany Zjednoczone znacznie zmaleje. Ta luka
musi zostać zapełniona, a możliwym to jest tylko w wyniku naszych
wspólnych wysiłków. Nie można wątpić, że teraz, gdy 130 milionów
ludzi w Stanach Zjednoczonych włączyło się do wojny, która od tej
chwili staje się ich celem życiowym, napływ broni oraz pomoc wszel-
kiego rodzaju przewyższą wszystko, czego można się było spodzie-
wać dotychczas w czasie pokoju. W tej chwili nie tylko Imperium Bry-
tyjskie walczy o życie -tak samo walczą o nie Stany Zjednoczone, Rosja
i Chiny. Za tymi czterema walczącymi potęgami stoją nadzieje wszy-
PEARL HARBOR! 247

stkich podbitych państw europejskich, jęczących pod jarzmem wroga.


Wczoraj powiedziałem, że po naszej stronie znajduje się cztery piąte
rasy ludzkiej. Być może był to zbyt niski szacunek. To tylko małym
bandom i szajkom niegodziwców oraz ich organizacjom partyjnym
i militarnym udało się ściągnąć na ludzkość wszystkie te nieszczęścia.
Okrylibyśmy się niesławą, gdybyśmy nie dali im nauczki, która nie
zostanie zapomniana przez najbliższe tysiąc lat.

Cała Izba milczała, powstrzymując się od wszelkich komen-


tarzy. O nic innego mi nie chodziło .
.. - ..
Wieści o wydarzeniach w Pearl Harbor zaczęły do nas docho-
dzić w chwili, gdy pan Eden wyruszył nocą z 7 na 8 grudnia ze
Scapa Flow w podróż do Moskwy. Był jeszcze czas, by kazać
mu zawrócić, lecz żywiłem przekonanie, że w związku ze
zmienioną sytuacją jego misja nabiera jeszcze większej wagi.
Stosunki pomiędzy Rosją i Japonią oraz zmiany związane
z wysyłką amerykańskich dostaw do Rosji i Wielkiej Brytanii
stanowiły ważkie problemy, które należało poruszyć. Eden
kontynuował więc swoją podróż, a ja informowałem go na bie-
żąco. A było o czym pisać.

Premier do pana Edena (na morzu) 10 grudnia 1941


1. Wiele się wydarzyło od czasu Twojego wyjazdu. Po pierwsze,
Amerykanie ponieśli ogromne straty na Hawajach i mają w chwili
obecnej na Pacyfiku tylko dwa pancerniki mogące przeciwstawić się
Japończykom. Ściągają oni wszystkie swoje pancerniki z Atlantyku.
Po drugie, według źródeł amerykańskich, będziemy zaciekle atako-
wani na Malajach i na całym Dalekim Wschodzie przez przeważające
na morzu siły japońskie. Po trzecie, jest rzeczą pewną, że Włochy
i Niemcy wypowiedzą wojnę Stanom Zjednoczonym. Po czwarte,
Rosjanie odnoszą wspaniałe sukcesy w Leningradzie, pod Moskwą,
w Kursku i na południu. Armie niemieckie znajdują się w defensywie,
znosząc ciężkie warunki zimowe i wzmagające się kontrataki wojsk
rosyjskich. Po piąte, Auchinleck donosi, że coś drgnęło w Libii, lecz
w tym rejonie czekają nas jeszcze długie walki. Po szóste, należy
niezwłocznie wzmocnić Malaje samolotami z Bliskiego Wschodu.
2. W związku z powyższym nie powinieneś obecnie proponować
dziesięciu dywizjonów samolotów. Kwestia dostaw amerykańskich
jest bardzo płynna i nic nie mogę powiedzieć, póki tam nie dotrę.
248 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

3. Myślę, że czujesz się lepiej. Wesoło [sic!] tutaj spędzamy czas.

I kolejny telegram, już po moim zaokrętowaniu:


Premier do pana Edena (na morzu) 12 grudnia 1941
Po utraceniu Prince oj Wales i Repulse oraz po stracie okrętów
amerykańskich w Pearl Harbor japońska flota wojenna panuje na Pa-
cyfiku. Japończycy mogą w każdej chwili zaatakować dowolny
punkt. Szczęściem, obszar jest tak ogromny, że w jakiś sposób ogra-
nicza to ich możliwości. Sądzimy, że ruszą na Filipiny, Singapur
i Drogę Birmańską. Minie wiele miesięcy, zanim uda się nam odzy-
skać przewagę morską. W obecnej sytuacji nie możemy czynić żad­
nych obietnic w kwestii dostaw oprócz tego, co już ustalono. Potrze-
bujemy teraz zwiększonej liczby myśliwców w związku z konieczno-
ścią wysłania ich na wschód. Zarazem jednak przyłączenie się USA
do wojny wynagradza wszystko i z czasem osiągniemy pewne zwy-
cięstwo. [... ]
Wyjeżdżam.
ROZDZIAŁ XXXIII

PODRÓŻ WŚRÓD ODMĘTÓW WOJNY

Podróż na pokładzie "Duke of York" - Osoby towarzyszące - Nasze


kontakty z krajem - Czy powinniśmy naciskać Sowietów, by wypo-
wiedzieli wojnę Japonii? - Rozmowy pana Edena ze Stalinem i Moło­
towem, 16-18 grudnia - Poglądy Stalina na sytuację powojenną -
Żądania sowieckie w kwestii państw nadbałtyckich - Rząd popiera
mój protest - Dalsze rozmowy w Moskwie - Rosja i Japonia - Przy-
jazne rozstanie - Nasze stosunki z Vichy: błogosławieństwo czy prze-
kleństwo - Japończycy atakują Hongkong - Pełen poświęcenia opór
garnizonu - Kapitulacja - Japończycy lądują na Malajach - Mój tele-
gram do Wavella, 12 grudnia - Poważny problem strategiczny - Ra-
dy Duffa Coopera i moje przekonania - Postępy ofensywy na Pustyni
- Rommel wycofuje się do EI-Agejla - Luftwaffe powraca nad Morze
Śródziemne - Zaniepokojenie polityką USA - Optymizm lorda Be-
averbrooka - Bezpodstawne obawy.

iele przemawiało za moją obecnością w Londynie

W w tym momencie, gdy rozgrywało się tak dużo


spraw. Jednakże nigdy nie wątpiłem, że zupełne
zrozumienie pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Wielką Bry-
tanią jest rzeczą pierwszorzędnej wagi, i że muszę niezwłocznie
udać się do Waszyngtonu z jak najsilniejszą ekipą najlepszych
doradców. Droga powietrzna została uznana za zbyt ryzykowną
w tym okresie, więc 12 grudnia pojechaliśmy do Clyde. Prince
oj Wales już nie istniał. King George V obserwował Tirpitza.
Zabrać nas mógł jedynie Duke oj York. Głównymi członkami
mojej ekipy byli: lord Beaverbrook - członek Gabinetu Wojen-
nego, admirał Pound - pierwszy lord Admiralicji, marszałek
lotnictwa Portal - szef sztabu lotnictwa i marszałek Dill, które-
go na stanowisku szefa sztabu imperialnego zastąpił generał
250 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

Brooke. Chciałem, by Brooke pozostał w Londynie, gdyż pro-


blemów do rozwiązania było mnóstwo. W jego miejsce popro-
siłem Dilla, który znajdował się w samym centrum spraw, aby
udał się z nami do Waszyngtonu. Teraz otwierały się przed nami
nowe horyzonty.
Ponadto płynął z nami sir Charles Wilson, który stał się
w 1941 r. moim stałym doradcą medycznym. Była to jego pier-
wsza podróż wraz ze mną, po której już się nie rozstawaliśmy.
Jego nieprzerwanej trosce w dużej mierze zawdzięczam to, że
żyję. Chociaż nie za~sze mogłem go przekonać, by słuchał
moich rad, gdy sam był chory, ani on nie mógł liczyć na moje
ścisłe stosowanie się do jego instrukcji, pozostaliśmy mimo to
oddanymi przyjaciółmi. Co więcej, obaj przeżyliśmy.
Planowaliśmy płynąć przez siedem dni z prędkością około 20
węzłów, robiąc zygzaki i uniki w związku z rozmieszczonymi
gęsto U-bootami. Admiralicja skierowała nas przez Morze Ir-
landzkie do Zatoki Biskajskiej. Pogoda była niesprzyjająca,
wiały silne wiatry i morze było wzburzone. Na niebie kłębiły się
strzępiaste obłoki. Musieliśmy przepłynąć przez pas U-bootów od
portów zachodniej Francji, aż do ich terenów łowieckich na
Atlantyku. Było ich tak wiele, że nasz dowódca otrzymał roz-
kaz od Admiralicji, by nie pozostawiać naszej flotylli w tyle.
Niestety, flotylla mogła płynąć jedynie z prędkością sześciu
węzłów na tych wzburzonych wodach, w związku z czym brnę­
liśmy z tą prędkością dookoła południowej Irlandii przez 48
godzin. Przepłynęliśmy w odległości około 400 mil od Brestu
i nie mogłem nie pamiętać, w jaki sposób Prince oj Wales i Re-
pulse zostały niespełna tydzień temu zatopione przez stacjonu-
jące na wybrzeżu bombowce. Niebo pokryte było gęsto chmu-
rami, w wyniku czego tylko od czasu do czasu jakiś pojedynczy
samolot z naszej eskorty mógł się do nas przyłączyć, lecz gdy
wyszedłem na mostek, skonstatowałem z niezadowoleniem, iż
pojawiać się zaczynają coraz większe połacie błękitnego nieba.
Jednakże nic złego się nie wydarzyło. Wielki okręt wraz z towa-
rzyszącymi mu niszczycielami płynął naprzód. Lecz wolne
tempo podróży zaczęło nas powoli wyprowadzać z równowagi.
Drugiej nocy zbliżyliśmy się do strefy U-bootów. Admirał Po-
PODRÓŻ WŚRÓD ODMĘTÓW WOJNY 251

und, który podjął decyzję, stwierdził, żemamy większe szanse


staranować jakiegoś U-boota, niż sami zostać przez niego stor-
pedowani. Panowały nieprzeniknione ciemności, w związku
z czym odłączyliśmy się od naszej eskorty niszczycieli i ruszy-
liśmy naprzód z maksymalną szybkością, na jaką mogliśmy so-
bie pozwolić na tych wzburzonych wodach. Pale przetaczały się
nad nami, co chwilę zalewając pokład. Lord Beaverbrook skar-
żył się, że równie dobrze mógłby podróżować okrętem pod-
wodnym.
Nasz ogromny sztab rozszyfrowujący otrzymywał oczywi-
ście sporo informacji drogą radiową. Jednak komunikacja była
dość ograniczona. Kiedy przejęła nas nowa eskorta z Azorów,
mogła odbierać od nas zakodowane sygnały alfabetem Morse'a,
by oddaliwszy się o około stu mil przekazać je, nie zdradzając
jednocześnie naszej pozycji. Niemniej jednak odczuwaliśmy
coś na kształt radiowej klaustrofobii - bądź co bądź podróżowa­
liśmy wśród odmętów wojny światowej.

e. _ ..
Żaden problem nie opuścił nas w podróży i myślami byłem
z ministrem spraw zagranicznych, który również znajdował się
na morzu, płynąc w przeciwnym kierunku. Najpilniejszą spra-
wą było nakłonienie Rosjan do wypowiedzenia wojny Japonii.
Wysłałem uprzednio panu Edenowi następujący telegram:

12 grudnia 1941
Przed Twoim wyjazdem poprosiłem szefów sztabu, aby wyrazili
swoje zdanie na temat ewentualnych korzyści płynących z wypowie-
dzenia przez Rosję wojny Japonii. Oto ich odpowiedź:
"Wypowiedzenie przez Rosję wojny Japonii byłoby dla nas nie-
zwykle-korzystne, lecz jedynie pod warunkiem, że nie wpłynęłoby to
ujemnie na rosyjski front zachodni ani teraz, ani na wiosnę".

Następnie przedstawili w szczegółach wszystkie za i przeciw.


Przede wszystkim podkreślali wagę utrzymania frontu na za-
chodzie.
Pisałem do ministra spraw zagranicznych:
252 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

Jeżeli w wyniku dyskusji dojdziesz do wniosku, że Rosjanie są go-


towi wypowiedzieć wojnę Japonii, wówczas należy rozważyć czy od-
powiedni nacisk w tej sprawie powinniśmy wywrzeć my sami, czy też
Amery kanie.

Następujące słowa skreśliłem po jego przybyciu do Moskwy:


W związku z tym, że zarówno Stany Zjednoczone, Chiny, jak i Au-
stralia pragną, by Rosja przystąpiła do wojny z Japonią, nie powinie-
neś robić niczego, co mogłoby wpłynąć na zmianę decyzji Stalina
w tej kwestii, gdyby postanowił postąpić zgodnie z ogólnymi oczeki-
waniami. Jednak nie powinniśmy wywierać na niego żadnego naci-
sku.

I następnego dnia:
Niewykluczone, że w wyniku niedawnych sukcesów na froncie ro-
syjskim Stalin może być skłonny do stawienia czoła Japonii. Sytuacja
zmienia się na naszą korzyść z dnia na dzień i musisz sam wyczuć, jak
daleko można się w danej chwili posunąć.

W czasie podróży otrzymałem od pana Edena, który tymcza-


sem przybył do Moskwy, serię telegramów o poglądach so-
wieckich na różne problemy, z którymi zetknął się po
przyjeździe.
Ich esencja zawarta jest w pełnym sprawozdaniu z datą 5 sty-
cznia 1942 r., napisanym tuż po jego powrocie:
[ ... Podczas mojej pierwszej rozmowy 16 grudnia z messieurs Sta-
linem i Mołotowem, Stalin przedstawił mi szczegółowo poglądy na
kwestię powojennych granic w Europie, a zwłaszcza wypowiedział
się na temat traktowania Niemiec. Zaproponował rekonstrukcję Au-
strii jako niepodległego państwa, oddzielenie Nadrenii od Prus jako
niepodległego państwa i prawdopodobne utworzenie niepodległej
Bawarii. Mówił także o konieczności zwrotu Polsce Prus Wschod-
nich, a Czechosłowacji Sudetów. Zapropował rekonstrukcję Jugosła­
wii, która otrzymałaby nawet jakieś dodatkowe tereny od Włoch,
stworzenie Albanii jako niepodległego państwa, oddanie Turcji wysp
Dodekanezu z możliwymi dopasowaniami na korzyść Grecji w kwe-
stii ważnych dla niej wysp na Morzu Egejskim. Turcja może również
otrzymać pewne obszary w Bułgarii, a może nawet i w północnej Sy-
rii. Generalnie wszystkie kraje okupowane, łącznie z Czechosłowacją
i Grecją, powinny powrócić do swoich granic sprzed wojny i monsie-
PODRÓŻ WŚRÓD ODMĘTÓW WOJNY 253

Uf Stalin gotów był poprzeć wszelkie przygotowania baz wojskowych


itd. dla Wielkiej Brytanii w krajach Europy Zachodniej, np. we Fran-
cji, Belgii, Holandii, Norwegii i Danii. Jeżeli chodzi o interesy Rosji,
to miała ona powrócić do stanu z 1941 r., przed napaścią niemiecką,
z prawem do państw nadbałtyckich, Finlandii i Besarabii. Linia Cu-
rzona miała na przyszłość wytyczyć granicę polsko-sowiecką, a Ru-
munia miała umożliwić Rosji stworzenie specjalnych baz, otrzyma-
wszy rekompensatę w postaci terytorium okupowanego w tej chwili
przez Węgry.
W czasie tej pierwszej rozmowy Stalin zgodził sięz zasadąodszko­
dowań niemieckich dla krajów okupowanych, zwłaszcza w kwestii
sprzętu, natomiast wykluczył odszkodowania pieniężne jako niepożą­
dane. Wykazywał zainteresowanie powojenną koalicją militarną
"krajów demokratycznych" i stwierdził, że Związek Radziecki nie ma
nic przeciwko temu, by pewne kraje europejskie tworzyły związki
federacyjne, jeżeli tego pragną.
W czasie drugiej rozmowy, w dniu 17 grudnia, monsieur Stalin
przynaglał do natychmiastowego uznania przez rząd nCMości przy-
szłych granic ZSRR, zwłaszcza w kwestii włączenia do ZSRR krajów
nadbałtyckich i odtworzenia graniey fińsko-sowieckiej z roku 1941.
Powiedział na koniec, że od zgody na ten punkt zależy podpisanie
jakiegokolwiek porozumienia angielsko-sowieckiego. Ze swojej stro-
ny wyjaśniłem monsieur Stalinowi, że w związku z uprzednimi zobo-
wiązaniami wobec rządu Stanów Zjednoczonych~ rząd JKMości nie
może na tym etapie prowadzić konkretnych rozmów na temat powo-
jennych granic Europy, choć obiecuję skonsultować się w tej sprawie
z rządem JKMości w Zjednoczonym Królestwie, rządem amerykań­
skim oraz rządami JKMości w dominiach. Problem ten, do którego
Stalin przykłada dużą wagę, był również dyskutowany na trzecim
spotkaniu w dniu 18 grudnia.

Na czele listy rosyjskich żądań znajdował się warunek, by


państwa nadbałtyckie, wcielone do Rosji na początku tej wojny,
stały się koniec końców integralną częścią Związku Sowieckie-
go. Było tam także wiele innych warunków w duchu rosyjskiej
ekspansji imperialnej, do których dołączono gwałtowne żąda­
nia nieograniczonych dostaw i niemożliwych działań militar-
nych. Gdy tylko przeczytałem te telegramy, zareagowałem
gwałtownie przeciwko wchłonięciu państw nadbałtyckich.
254 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

Premier do lorda tajnej pieczęci 20 grudnia 1941


1. Żądania Stalina dotyczące Finlandii, państw nadbałtyckich oraz
Rumunii są absolutnie niezgodne z artykułami l, 2 i 3 Karty Atlantyc-
kiej, którą Stalin podpisał. Nie możemy się zgodzić na taki warunek
ani oficjalnie, ani nieoficjalnie bez uprzednich uzgodnień ze Stanami
Zjednoczonymi. Nie czas teraz na ustalanie granic, przyjdzie na to
pora podczas konferencji pokojowej, gdy wygramy wojnę.
2. Samo tylko pragnienie podpisania porozumienia, które może zo-
stać opublikowane, nie powinno nas skłaniać do czynienia krzywdzą­
cych obietnic. Minister spraw zagranicznych spisał się doskonale i nie
powinien popadać w przygnębienie, jeżeli będzie musiał opuścić Mo-
skwę bez fanfar i kwiatów. Rosjanie muszą i tak walczyć o życie i są
zależni od nas z tytułu ogromnych dostaw, które z wielkim trudem
zebraliśmy, i które im zgodnie z umową dostarczymy.
3. Ufam, że rząd przekaże powyższe informacje ministrowi spraw
zagranicznych. Nie wątpię, że będzie on działał z koniecznym taktem
i dyskrecją, lecz mimo to powinien dokładnie znać nasze stanowisko.

Rząd był
tego samego zdania i wysłał odpowiedni telegram.
Tymczasem nadałem do pana Edena kolejną depeszę:

Premier (na morzu)


do pana Edena (w Moskwie) 20 grudnia 1941
1. Naturalnie, nie możesz być szorstki w stosunku do Stalina. Obie-
caliśmy Stanom Zjednoczonym nie przystępować do żadnych tajnych
paktów. Próba zbliżenia się do prezydenta Roosevelta z tymi propozy-
cjami zakończyłaby się fiaskiem i zdecydowaną odmową, psując har-
monię naszych dotychczasowych stosunków.
2. Strategiczne bezpieczeństwo Rosji na jej zachodniej granicy bę­
dzie stanowiło jeden z tematów konferencji pokojowej. Szczególnie
niebezpieczna jest w chwili obecnej pozycja Leningradu, w związku
z czym główny cel stanowi teraz zapobieżenie nowemu atakowi nie-
mieckiemu. Oddzielenie Prus od południowych Niemiec i faktyczna
definicja samych Prus będzie jednym z największych problemów, ja-
kie przyjdzie nam rozstrzygnąć. Lecz są to sprawy przyszłości, która
jest niepewna i prawdopodobnie odległa. Teraz musimy wygrać tę
wojnę, co nie odbędzie się bez ogromnego i długiego wysiłku. Publi-
czne podnoszenie tego typu kwestii zjednoczy tylko wszystkich Nie-
mców pod egidą Hitlera.
3. Nawet nieformalne poruszanie tych spraw z prezydentem Roose-
veltem jest rzeczą niewskazaną. Nie bądź rozczarowany, jeżeli nie
uda Ci się przywieźć do kraju wspólnej deklaracji w kwestiach przed-
PODRÓŻ WŚRÓD ODMĘTÓW WOJNY 255

stawionych Ci w piśmie wysłanym przez rząd. Jestem zdania, że pod-


czas tej wizyty zrobiłeś wszystko co można, i że wszystkie Twoje
kroki zostały zaaprobowane.
Ta podróż trwa strasznie długo.

Sprawozdanie pana Edena opisuje nam zakończenie rozmów


w Moskwie:
Rozstaliśmy się w niezwykle przyjacielskiej atmosferze. Monsieur
Stalin zdawał się w pełni rozumieć moje wyjaśnienia odnoszące się do
naszej niezdolności utworzenia w Europie drugiego frontu. Był żywo
zainteresowany postępami naszej ofensywy w Libii i uznał za rzecz
konieczną wyeliminowanie Włoch, wychodząc z zasady, że Oś się
rozpadnie, gdy zostanie zniszczony jej naj słabszy łącznik.
Oprócz tego uważa, że nie jest jeszcze dostatecznie silny, by konty-
nuować wojnę z Niemcami i równocześnie prowokować starcia z Ja-
ponią. Ma nadzieję, że do przyszłej wiosny doprowadzi armię na Da-
lekim Wschodzie do jej dawnego stanu. Nie oznacza to, że przyszłej
wiosny zamierza wypowiedzieć wojnę Japonii, obiecuje tylko rozwa-
żyć wówczas sprawę ponownie, chociaż wolałby, żeby starcie rozpo-
częła Japonia, co zresztą przewiduje.

a. _ ,.
W owym czasie problemem numer jeden w stosunkach mię­
dzynarodowych była Francja. Jak zareaguje Vichy na wypowie-
dzenie wojny Niemcom przez Stany Zjednoczone? Wielka Bry-
tania miała swoje stosunki z de Gaulle'em. Rząd Stanów Zjed-
noczonych - a zwłaszcza Departament Stanu - pozostawał
w bliskim kontakcie z Vichy. Petain, przyciśnięty przez Nie-
mców, cierpiał. Chodziły słuchy, że będzie musiał przejść ope-
rację prostaty. Weygand został odwołany z Afryki Północnej do
Vichy i pozbawiony dowództwa. Admirał Darlan, jak się wyda-
wało, wzniósł się na sam szczyt. Co więcej, sukcesy Auchinle-
cka w Libii i poza jej granicami dotykały najistotniejszych pro-
blemów Francuskiej Afryki Północnej. Czy Hitler, odparty na
Pustyni i zatrzymany w Rosji, zechce wysłać swoje siły, pomi-
jając terytorium Hiszpanii, drogą morską i powietrzną do Tuni-
su, Algierii, Maroka i Dakaru? Czy będzie to jego odpowiedź
na przystąpienie USA do wojny?
256 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

Istniały obawy, że admirał Darlan może zająć miejsce Petaina


i do Foreign Office napływały poufne zapytania, o stanowisko
jakie w takim wypadku zająłby on wobec nas i naszego wiel-
kiego sojusznika. Te kłopotliwe pytania miały związek z ogó-
łem naszych spraw morskich - flotą w Tulonie, dwoma nie do-
kończonymi pancernikami w Casablance i Dakarze, blokadą
itp. Podczas podróży pociągiem z Chequers do Clyde sprządzi­
lem notatkę dotyczącą różnych aspektów sytuacji morskiej
i przesłałem ją pierwszemu lordowi Admiralicji, jadącemu
w przedziale obok.
13 grudnia 1941
Nie możemy przewidzieć, w jaki sposób przystąpienie Ameryka-
nów do wojny dotknie Francję. Są szanse na korzystne reakcje po
zwycięstwie w Libii. Lecz wszystko to jest tylko tłem dla zarysowu-
jącej się coraz wyraźniej klęski armii niemieckich w Rosji. Być może
amerykańska oferta wysłania korpusu ekspedycyjnego do Casablan-
ki, połączona z pomocą, jakiej możemy udzielić w ramach operacji
"Gymnast", spowoduje, że również Francuska Afryka Północna przy-
stąpi do działań. W każdym razie warto próbować; Nie chcę żadnych
zmian w dyspozycjach dotyczących operacji "Gymnast" lub "Trun-
cheon", dopóki nie dowiemy się, jaka będzie odpowiedź Vichy.
Trzeba pamiętać, że Stany Zjednoczone będą za wyborem Afryki
Północnej lub Zachodniej jako głównego terenu przeprowadzania an-
glo-amerykańskich operacji militarnych;

Do generała Smutsa:
20 grudnia 1941
Uznałem za mój obowiązek przemierzyć ponownie Atlantyk i mam
nadzieję, że za kilka dni będę omawiał z prezydentem Rooseveltem
kwestie dotyczące przebiegu tej wojny. Myślę, że zapewnię sobie jego
pomoc w realizacji naszej polityki w Afryce Zachodniej i we Francu-
skiej Afryce Północnej. Jest ona zgodna z amerykańską linią postępo­
wania, lecz Amerykanie mogą być w tym momencie bardzo zajęci

.. -...
wojną z Japonią. Będę Pana informował na bieżąco .

Tymczasem trwała walka na wszystkich frontach starych


i nowych. Nie miałem żadnych złudzeń co do losu Hongkongu,
zaatakowanego przez przeważające siły japońskie. Lecz im sil-
PODRÓŻ WŚRÓD ODMĘTÓW WOJNY 257

niejszy opór Brytyjczyków, tym lepiej dla wszystkich. Hong-


kong został zaatakowany prawie w tym samym czasie co Pearl
Harbor. Garnizon pod dowództwem generała majora Ma1tby' ego
już od początku stanął przed zadaniem przerastającym jego siły.
Japończycy użyli tam trzech dywizji, przeciwko którym mogli-
śmy wystawić sześć batalionów, w tym dwa kanadyjskie.
Oprócz tego mieliśmy trochę artylerii, dysponowaliśmy ochot-
niczym korpusem obronnym składającym się z cywilów w licz-
bie 2 tysięcy oraz działami nadbrzeżnymi i przeciwlotniczymi
broniącymi portu. Podczas oblężenia Japończycy osiągnęli nie-
kwestionowaną przewagę w powietrzu. Dodatkowo pomagała
przeciwnikowi aktywna piąta kolumna, działająca wśród lud-
ności miejscowej.
Trzy bataliony wchodzące w skład garnizonu, uzbrojone
w 16 dział, rozmieszczono w kilku miejscach, aby opóźnić
marsz napastników do czasu całkowitego zniszczenia urządzeń
w porcie Koulun. Grupy te zostały gwałtownie zaatakowane
i 11 grudnia otrzymały rozkaz wycofania się w głąb wyspy. Od-
wrót odbył się sprawnie pomimo niezwykle trudnych warun-
ków.
Premier do gubernatora
i obrońców Hongkongu 12 grudnia 1941
Każdego dnia i każdej godziny śledzimy Waszą zaciekłą obronę
portu i twierdzy w Hongkongu. Miejsce to stanowi łącznik pomiędzy
Dalekim Wschodem i Europą. Jesteśmy pewni, że obrona Hongkongu
przed tym barbarzyńskim atakiem zapisze się złotymi zgłoskami
w brytyjskich annałach wojennych.
Całym sercem jesteśmy z Wami w czas Waszej próby. Każdy dzień
Waszego oporu przybliża ostateczne zwycięstwo.

Przygotowania nieprzyjaciela do przekroczenia szerokiego


na milę pasa wody pomiędzy lądem a wyspą zajęły kilka dni,
w czasie których nasze pozycje były systematycznie ostrzeli-
wane przez artylerię oraz bombardowane i ostrzeliwane
z moździerzy. Nocą 18 grudnia nieprzyjaciel przeprowadził
pierwszy desant i od tej pory kolejne posiłki były systematycz-
nie wysyłane w głąb lądu. Obrońcy byli spychani krok po kroku
z potężną siłą, a ich szeregi topniały w zastraszającym tempie.
258 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

Nie mieli szans na otrzymanie posiłków lub jakiejkolwiek po-


mocy, lecz mimo to walczyli.
Premier do gubernatora Hongkongu 21 grudnia 1941
Z wielkim zaniepokojeniem dowiedzieliśmy się o desancie Japoń­
czyków w Hongkongu. Trudno nam na odległość ocenić, co go umo-
żliwiło oraz co uczyniło skuteczny kontratak niemożliwym. O podda-
niu się jednak nie może być mowy. Należy bronić każdej piędzi wy-
spy z najwyższym poświęceniem.
Nieprzyjaciel powinien zostać zmuszony do rzucenia jak najwię­
kszej liczby ludzi i sprzętu. Każdy kolejny dzień Waszego oporu
przyczynia się do zwycięstwa sprawy sprzymierzonych na całym
świecie, a Wasza uparta walka przyniesie Wam zaszczyt, którego bez
wątpienia jesteście godni.

Rozkazy te zostały wprowadzone w życie z największym po-


święceniem. Spośród wielu przykładów oddania chciałbym za-
notować tutaj jeden. 19 grudnia kanadyjski dowódca brygady
Lawson doniósł, że jego kwatera została otoczona; trwała nie-
omal walka wręcz i zamierzał wyjść na zewnątrz, by się do niej
przyłączyć. Tak też uczynił i zginął wraz ze swoimi żołnierza­
mi. Garnizon bronił się przez tydzień. Kto mógł, chwytał za
broń, żołnierze marynarki wojennej i RAF-u. Brytyjska lud-
ność cywilna bynajmniej nie ustępowała w dzielności wojsku.
W dzień Bożego Narodzenia obroń~y doszli do kresu wytrzy-
małości i kapitulacja stała się nieunikniona. Pod kierunkiem
swego gubernatora, sir Marka Younga kolonia stoczyła wspa-
niałą walkę, przynoszącą wieczną chwałę. Wówczas to wywal-
czyła sobie owo "dobre imię", na które w pełni zasługuje .
.., ~ ..
Kolejne klęski czekały nas na Malajach. Japońskiemu desan-
towi na półwyspie 8 grudnia towarzyszyły niszczące naloty na
nasze lotniska. Spowodowały one poważne straty w naszych
i tak już słabych siłach i wkrótce sprawiły, że nasze północne
lotniska stały się bezużyteczne. W Kota Baru, gdzie pozycje
obrony nadbrzeżnej zostały obsadzone przez brygadę piechoty
wzdłuż frontu ciągnącego się przez trzydzieści mil, Japończy­
kom udało się wysadzić większą część jednej ze swoich dywi-
PODRÓŻ WŚRÓD ODMĘTÓW WOJNY 259

zji, choć nie bez strat spowodowanych działaniami naszego lot-


nictwa i oddziałów lądowych. Po trzydniowych walkach wróg
umocnił się na wybranych pozycjach, pobliskie lotniska znala-
zły się w jego rękach, a brygada piechoty, znacznie przerzedzo-
na, otrzymała rozkaz wycofania się na południe.
Dalej na północ tego samego 8 grudnia Japończycy, nie napo-
tkawszyoporu, wylądowali w Pattani i Songkhla. Holenderskie
okręty podwodne dzielnie dowodzone zatopiły kilka okrętów
japońskich. Do 12 grudnia nie było żadnych ciężkich walk.
Wtedy to przy użyciu swojej najlepszej dywizji nieprzyjaciel
z powodzeniem zaatakował 11 dywizję hinduską na północ od
Alor Setar, zadając jej dotkliwe straty .
.. - ..
Przed wyjazdem zatelegrafowałem do generała Wavella, na-
czelnego dowódcy w Indiach:
12 grudnia 1941
1. Teraz musi Pan patrzeć na wschód. Birma znajduje się pod Pań­
skim dowództwem. Musi Pan powstrzymać natarcie Japończyków na
Birmę i Indie i spróbować przeciąć ich linie komunikacyjne na Pół­
wyspie Malajskim. Wokół Przylądka kierujemy do Bombaju 18 dywi-
zję wraz z czterema dywizjonami myśliwskimi RAF-u, znajdującymi
się obecnie w drodze na Kaukaz i Morze Kaspijskie. Wysyłamy także
trochę dział przeciwlotniczych i przeciwpancernych, których część
znajduje się już w drodze. Powinien Pan utrzymać 17 dywizję hindu-
ską dla obrony przed Japończykami. Proszę użyć tych sił wedle swo-
jego uznania i wkomponować je w działania ogólne toczone na tym
obszarze.
2. Planujemy, by w odpowiednim momencie w niedalekiej przy-
szłości, po porozumieniu między Panem a Auchinleckiem, oddać Irak
i Persję pod kontrolę dowództwa w Kairze. Zwycięstwa Rosjan oraz
libijska ofensywa Auchinlecka odsunęły na pewien czas niebezpie-
czeństwo wtargnięcia Niemców do Syrii, Iraku i Persji. Niebezpie-
czeństwo to może w każdej chwili powrócić, lecz w tej chwili mamy
ważniejsze sprawy do załatwienia.
3. Mam nadzieję, że te nowe dyspozycje, wynikające ze zmienionej
sytuacji międzynarodowej podczas ostatnich czterech dni, zostaną
przez Pana dokładnie przemyślane. Będę się starał wysyłać Panu jak
260 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

najwięcej broni, samolotów i ludzi. Chciałbym poznać Pańskie poglą­


dy i potrzeby.

I kolejny telegram:
Premier do lorda tajnej pieczęci
oraz do generała Ismaya,
dla Komitetu Szef6w Sztabu 13 grudnia 1941
Proszę zrobić wszystko, co w Waszej mocy, by wysłać ludzi i sprzęt
do Indii, a także pchnąć posiłki powietrzne z Bliskiego Wschodu, gdy
tylko bitwa w Libii rozstrzygnie się na naszą korzyść. Należy również
jak najszybciej wysłać tam pojazdy pancerne.

Premier do gubernatora Birmy 13 grudnia 1941


Wavell stanął na czele lądowej i powietrznej obrony Birmy. Odda-
jemy do jego dyspozycji 18 dywizję, cztery dywizjony myśliwskie
oraz działa przeciwlotnicze i przeciwpancerne. Walki w Libii toczą
się pomyślnie, lecz nie mogę wysłać stamtąd żadnych posiłków po-
wietrznych, dopóki sprawa nie zostanie ostatecznie rozstrzygnięta.
Wszystko przygotowano, by w chwili wygrania tej bitwy można było
wysłać do Pana 6 dywizjonów bombowych.
Najlepsze życzenia.
.. - ..
Z taktyczną obroną Półwyspu Malajskiego wiązał się bardzo
poważny problem. Miałem pewien pomysł, którego niestety nie
mogłem wprowadzić w życie ze środka Oceanu.

Premier do generała Ismaya,


dla Komitetu Szef6w Sztabu 15 grudnia 1941
Trzeba się strzec, by oddziały potrzebne do ostatecznej obrony Sin-
gapuru i twierdzy nie zostały użyte lub odcięte na Półwyspie Malaj-
skim. Nic nie dorównuje znaczeniu tej twierdzy. Czy jesteś pewien, że
posiadamy dostateczną liczbę ludzi do długiej obrony? Rozważ wraz
z Auchinleckiem oraz rządem Związku Australijskiego wysłanie 1
dywizji australijskiej z Palestyny do Singapuru.

Z przyjemnością stwierdziłem, że nasz minister stanu, pan


Duff Cooper, doszedł niezależnie ode mnie do tego samego
wniosku.
s y J A M

H N Y

ZATOKA
SYJAMSKA

MORZE
paŁ UDNIO WOCHIŃSKIE

Oc.==50 15..
_ _1-=00==:::50 _ ..
200 mil

PÓŁWYSEP MALAJSKI
262 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

Premier do generała Ismaya,


dla Komitetu Szefów Sztabu 19 grudnia 1941
1. Duff Cooper wyraża te same niepokoje, które przekazałem w te-
legramie rozpoczynającym się od słów: "Trzeba się strzec". Propozy-
cja Coopera, by skoncentrować się na obronie Johor w celu utrzyma-
nia Singapuru, zgadza się co do joty z poglądem wyrażanym przez
DiIla.
2. Po amerykańskich i brytyjskich klęskach morskich na Pacyfiku
i na Oceanie Indyjskim nie jesteśmy w stanie zapobiec lądowaniom
dużych sił japońskich w Syjamie oraz na Półwyspie Malajskim.
W związku z tym jedyną obroną pozostaje niszczenie poszczegól-
nych punktów oraz akcje opóźniające na północ od linii obronnej
w Johor, która może być broniona jedynie w ramach ostatecznej ob-
rony twierdzy w Singapurze oraz bazy morskiej.
3. Naczelny dowódca powinien skupić się teraz na obronie Johor
i Singapuru i tych spraw nic innego nie może w chwili obecnej prze-
słonić. Nie wyklucza to stosowania taktyk opóźniających w drodze na
północ oraz przeprowadzenia sprawnego odwrotu.
4. Nie piszesz, kto jest obecnie naczelnym dowódcą na Dalekim
Wschodzie. Czy Pownall już tam dotarł? Jeżeli nie, powinien tam
niezwłocznie polecieć.
5. Zawsze było naszym zamiarem, by wszystkie posiłki wysyłane
do Indii z Przylądka były używane przez WaveIla do obrony Birmy
lub w razie konieczności wysyłane do dyspozycji dowództwa na Da-
lekim Wschodzie. W pełni aprobujemy wysłanie dział przeciwlotni-
czych i dywizjonów myśliwskich. ,
6. Podobnie 18 dywizja może być użyta przez Wavella na własne
potrzeby, jak również może pomóc dowództwu na Dalekim Wscho-
dzie. Lecz skoro 18 dywizja jest wysyłana na wschód, to słusznie
byłoby wysłać choć jedną dywizję australijską do Indii, by ją tam
zastąpiła.
7. Proszę o informacje na temat Twoich działań, a także o tym, co
proponujesz, by przezwyciężyć rosnące trudności związane z wysyła­
niem posiłków do Singapuru. Co zrobiono, by zmniejszyć liczbę
zbędnych osób w Singapurze? Jaka była odpowiedź w kwestii do-
staw?
... -..
Niemożliwe jest w tym tomie opisanie całej tej histońi aż do
końca. Tragedia Singapuru musi stopniowo wychodzić na jaw.
Wystarczy tylko powiedzieć, że przez pozostałą część miesiąca
PODRÓŻ WŚRÓD ODMĘTÓW WOJNY 263

dywizja hinduska dzielnie odpierała główne uderzenie wroga


wzdłuż zachodniego wybrzeża półwyspu. 17 grudnia wróg za-
jął Pinang, gdzie mimo uprzednich zniszczeń w jego ręce
wpadła znaczna liczba nie uszkodzonych pojazdów. Umożliwi­
ły one później nieprzyjacielowi wykonanie serii ataków ze
skrzydeł przy udziale sił desantowych. Pod koniec miesiąca od-
działy nasze po kilku ciężkich walkach znalazły się niedaleko
Ipoh, całe 150 mil od pozycji, którą pierwotnie zajmowały. Do
tego czasu na półwyspie wylądowały trzy całe dywizje japoń­
skie, w tym Gwardia Cesarska. Również w powietrzu wróg
umocnił swoje panowanie. Jakość jego samolotów, błyskawicz­
nie rozmieszczanych na zdobytych lotniskach, przeszła wszel-
kie oczekiwania. Zostaliśmy zepchnięci do defensywy, a nasze
straty były ciężkie. 16 grudnia zaatakowana została północna
część Borneo, a wkrótce potem zdobyta. Na szczęście udało się
nam wcześniej zniszczyć ogromne i cenne instalacje naftowe.
W sumie holenderskie okręty podwodne zatopiły jednostki
wroga tuż na rogatkach.
.. - ..
Gdy płynęliśmy przez morza, bitwa generała Auchinlecka na
Pustyni przebiegała pomyślnie. Armie Osi, zgrabnie unikając
wszystkich manewrów oskrzydlających, wycofywały się ha li-
nię biegnącą w kierunku południowym od EI-Gazala. 13 grud-
nia punkt ten został zaatakowany przez 8 armię. Składała się
ona z 7 dywizji pancernej wraz z 4 brygadą pancerną i grupą
wspomagającą, 4 dywizji brytyjsko-hinduskiej, brygady Gwar-
dii (zmotoryzowanej), brygady nowozelandzkiej, brygady pol-
skiej i 32 brygady armijnej. Wszystkie te oddziały podlegały
dowództwu 13 korpusu. 30 korpus miał zająć się garnizonami
nieprzyjacielskimi, odciętymi i porzuconymi wSolIum, Halfa-
ya i Bardii, które uparcie się broniły. Wróg walczył dzielnie
w EI-Gazala, lecz jego skrzydło zostało zaatakowane przez na-
sze oddziały pancerne i Rommel rozpoczął odwrót przez Darnę
do Adżdabiji i EI-Agejla. Całą drogę był on ścigany przez od-
działy, które byliśmy w stanie utrzymać na tych ogromnych ob-
szarach.
264 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

W pierwszym tygodniu grudnia znacznie wzrosły siły powie-


trzne nieprzyjaciela. 1 niemiecki korpus powietrzny, wycofany
z Rosji, przybył na Morze Śródziemne. Dokumenty niemieckie
mówią o wzroście siły od 400 jednostek (206 nadających się do
użytku) w dniu 15 listopada do 637 (339 sprawnych) w miesiąc
później. Większość z nich poleciała na Sycylię, by chronić
szlak morski do Afryki Północnej, lecz nad pustynią zaczęły
pojawiać się bombowce nurkujące, eskortowane przez niezwy-
kle skuteczne Me-109. Przewaga powietrzna osiągnięta przez
RAF w pierwszym tygodniu bitwy należała do przeszłości.
Wkrótce zobaczymy, jak ponowne zapanowanie nieprzyjaciela
w powietrzu w grudniu i styczniu oraz kilkumiesięczna utrata
panowania na morzach pozbawiły Auchinlecka owoców zwy-
cięstwa, o które walczył tak ciężko i na które czekał zbyt długo .

.., - .-
Cała ekipa pracowała bez wytchnienia, podczas gdy Duke oj
York mknął przez ocean, a wszystkie nasze myśli były skupione
na problemach, które musieliśmy rozwiązać. Z niecierpliwo-
ścią, lecz także z odrobiną niepokoju, oczekiwaliśmy pierwsze-
go spotkania z Prezydentem i jego doradcami w charakterze
naszych sojuszników. Już przed wypłynięciem wiedzieliśmy, że
klęska w Pearl Harbor poruszyła do głębi wszystkich Ameryka-
nów. Oficjalne doniesienia oraz notatki prasowe sprawiały wra-
żenie, jakoby cała nienawiść tego narodu zwrócona była prze-
ciwko Japonii. Obawialiśmy się, by ten przypływ negatywnych
uczuć nie zniekształcił właściwych proporcji tej wojny. Zdawa-
liśmy sobie sprawę z niebezpieczeństwa, jakie by nam groziło,
gdyby Stany Zjednoczone postanowiły skoncentrować się jedy-
nie na walce z Japonią na Pacyfiku i zrzuciły na nas cały ciężar
zmagań z Niemcami w Europie, Afryce i na Bliskim Wscho-
dzie.
W jednym z poprzednich rozdziałów opisałem stały i sto-
pniowy wzrost siły Wielkiej Brytanii. Pierwsza bitwa o Atlan-
tyk z U-bootami zakończyła się dla nas korzystnie. Nie wątpili­
śmy w nasze możliwości utrzymania zdobytej pozycji na oce-
anach. Byliśmy pewni, że pokonamy Hitlera, jeżeli tylko odwa-
::: .. -
--_ ... -
c y R E N ~-A J ,'-" -
\ /' ':'-
,h.Suluk ,','~
, \"~------- o . . -~=: __ . . , ",-'--- ... ' " I

'. - Msus ',~


\ ,,' 'O,
\
\
\
Bir el-Gobi ", __ , ,
/~\lo.
)'Antelat /,'i>\
, /\~
,, \
, " ,,'1-
\
,
,, ~ Fort Maddalt:na
, ,,
"'!
" I
.....
~ I
CYRENAJKA <,
. .E
p
q,,/. ' G T
I
Drogi
\
Szlaki - - - - - - - . Al-Dżaghbub \
O ~ ~ ~~ [Giarabub] !
O
266 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

ży się zaatakować Wyspę. Siła oporu rosyjskiego podtrzymy-


wała nas na duchu. Pokładaliśmy zbyt duże nadzieje w kampa-
nii libijskiej. Lecz realizacja wszystkich naszych przyszłych
planów uzależniona była od ogromnego napływu różnych do-
staw amerykańskich, które dotąd przemierzały Atlantyk. Liczy-
liśmy zwłaszcza na czołgi i samoloty, jak również na amery-
kańską zawrotną produkcję statków handlowych. Do tej pory
Prezydent, stojąc na czele państwa nie wojującego, chętnie kie-
rował dużo dostaw i sprzętu z amerykańskich sił zbrojnych,
które nie brały udziału w żadnych walkach. Jednak nie mogli-
śmy teraz liczyć na kontynuację tej polityki, jako że Stany Zjed-
noczone prowadziły obecnie wojnę nie tylko z Niemcami, ale
i z Japonią. W związku z tym potrzeby krajowe musiały nie-
wątpliwie wysunąć się na pierwszy plan. Po ataku na Rosję
poświęciliśmy dla wojsk sowieckich znaczne ilości sprzętu,
który dopiero teraz zaczynał napływać z naszych własnych fa-
bryk. Amerykanie wysłali do Rosji nawet większe dostawy niż
te, które my sami byśmy otrzymali. Akceptowaliśmy ten stan
rzeczy z uwagi na wspaniały opór, jaki Rosjanie stawiali nazi-
stowskiemu najeźdźcy.
Niemniej jednak ciężko nam było opóźniać dostawy sprzętu
dla naszych własnych sił, a zwłaszcza odmawiać niezbędnego
wyposażenia naszym wojskom walczącym zaciekle w Libii.
Musieliśmy się pogodzić z faktem, że w rozmowach z amery-
kańskim sojusznikiem dominować będzie hasło: "Ameryka
przede wszystkim". Obawialiśmy się, że upłynie sporo czasu,
nim siły amerykańskie rozpoczną działania na wielką skalę, i że
w tym okresie przygotowawczym znajdziemy się W trudniej-
szej sytuacji. A była ona już wówczas niełatwa: musieliśmy to-
czyć walki z nieprzyjacielem na Malajach, Oceanie Indyjskim,
w Birmie i w Indiach. Można się było spodziewać, że problem
podziału dostaw wymagać będzie szczególnej uwagi i najeżony
będzie najrozmaitszymi trudnościami. Już wtedy zostaliśmy
powiadomieni, że wszystkie plany dostaw przewidzianych
ustawą Lend-Lease zostają zawieszone do czasu dokonania po-
prawek. Szczęściem produkcja brytyjska zaczynała osiągać od-
powiedni poziom i miała niebawem znacznie wzrosnąć. Lecz
PODRÓŻ WŚRÓD ODMĘTÓW WOJNY 267

perspektywa długofalowych zatorów oraz odmowy wysłania


najważniejszych pozycji, co mogło ujemnie wpłynąć na całość
naszej produkcji, jawiła się przed naszymi oczami, podczas gdy
Duke oj York zmagał się z nieustannymi wichurami. Beaver-
brook, jak zwykle w trudnych momentach, był pełen optymi-
zmu. Oświadczył, że zasoby amerykańskie nie zostały jeszcze
nawet naruszone; były one nieprzebrane i gdy tylko naród ame-
rykański włączy się do walki, osiągnięte rezultaty przerosną
wszelkie wyobrażenia i oczekiwania. Co więcej, sądził, że
Amerykanie nie zdają sobie sprawy ze swoich możliwości na
polu produkcji. Wysiłek Amerykanów przekroczy i zmiecie
z powierzchni wszelkie statystyki. I w tym względzie miał ra-
cję.
Lecz wszystkie te rozważania bladły w obliczu głównego
problemu strategicznego. Czy uda się przekonać Prezydenta, że
pokonanie Japonii nie spowoduje upadku Hitlera, ale pokona-
nie Hitlera sprawi, iż zniszczenie Japonii będzie tylko kwestią
czasu? Spędziliśmy wiele długich godzin rozważając ten prob-
lem. Obydwaj szefowie sztabu oraz generał Di11 wraz z Holli-
sem i jego oficerami przygotowali kilka dokumentów poświę­
conych temu problemowi, podkreślających, że wojna jest jedna.
Jak się miało okazać, te wysiłki i obawy były niepotrzebne.
ROZDZIAŁ XXXIV

ZAPROPONOWANY PLAN WOJNY I JEJ


DALSZY CIĄG

Moje trzy dokumenty dla Prezydenta - CZfŚĆ I: Front na Atlantyku -


Klfska i straty Hitlera w Rosji - Moje bezpodstawne nadzieje na zwy-
cifstwo generała Auchinlecka w Cyrenajce - Możliwość niemieckiego
uderzenia przez Kaukaz - Pilna potrzeba pozyskania Francuskiej
Afryki Północnej - Brytyjskie i amerykańskie posiłki dla Afryki Pół­
nocnej - Prośby o wysłanie oddziałów amerykańskich do Irlandii Pół­
nocnej - Prośby o zaatakowanie Niemiec przez bombowce amerykań­
skie z terytorium Wielkiej Brytanii - Możliwość odmowy przez Vichy
współpracy w Afryce Północnej - Kampania angielsko-amerykańska
w 1942 - Nasze stosunki z generałem de Gaulle'em - Problem hisz-
pański - Nasze główne cele w roku 1942 - CZfŚĆ II: Front na Pacyfiku
- Przewaga morska Japonii - Konieczność odzyskania przez nas prze-
wagi na morzu - Brytyjska oferta dla Ameryki w postaci "Nelsona"
i "Rodneya" - Wojna lotniskowców - Musimy improwizować - Nie-
bezpieczeństwo stworzenia zbyt licznej armii amertjkańskiej - Moje
przekonanie o potrzebie przeprowadzenia szeroko zakrojonych opera-
cji na kontynencie - CZfŚĆ III: Kampania 1943 - Domniemana sytu-
acja na poczqtku 1943 - Afryka Zachodnia i Północna pod wspólng
kontrolq angielsko-amerykańską - Aktywna rola Turcji we wspólnym
froncie - Uzyskanie punktów oparcia na Półwyspie Apenińskim i na
Sycylii - Potrzeba przygotowania lą:dowisk w zachodniej i południo­
wej Europie - Główne uderzenie roku 1943 - Nieprzerwane bombar-
dowanie Niemiec i Włoch - Szanse na zakończenie wojny w 1943 lub
1944 - Sztab zgadza sif z moimi poglqdami - Ostateczne osiqgnifcie
wszystkich celów - SZCzfśliwe opóźnienie ostatecznego ataku.

O
śmiodniowa podróż, wiążąca się ze zmniejszeniem po-
rcji codziennych zajęć, wolna od posiedzeń rządo­
wych i przyjmowania interesantów, umożliwiła mi do-
ZAPROPONOWANY PLAN WOJNY I JEJ DALSZY CIĄG 269

konanie przeglądu całej wojny, tak jak przedstawiała mi się


w świetle rozgrywających się ostatnio wydarzeń. Przyszła mi na
myśl uwaga Napoleona o tym, jak cenna jest umiejętność dłu­
gotrwałego skupienia się bez wysiłku na jakimś temacie - "ji-
xer fes objets longtemps sans etre jatigue". Zabrałem się do
tego, dyktując jak zwykle swoje myśli sekretarzowi. Aby przy-
gotować się odpowiednio do spotkania z Prezydentem oraz do
mających się odbyć dyskusji z Amerykanami, dla których za-
brałem ze sobą dwóch szefów sztabu, Pounda i Portala, a także
generała Dilla, i aby generał Hollis i jego sekretariat mógł od-
powiednio wcześnie wszystko sprawdzić, przedstawiłem trzy
dokumenty dotyczące przyszłego przebiegu wojny, tak jak to
sobie wyobrażałem. Praca nad każdym z nich trwała od 4 do 5
godzin, rozłożonych na dwa lub trzy dni. Ponieważ miałem
w głowie dokładny obraz całości, praca nie była trudna, ale za-
jęła trochę czasu. Choć, prawdę mówiąc, w tym samym czasie
można było napisać te teksty ręcznie dwa lub trzy razy. Po
korekcie wysłałem je do współpracowników jako wyraz moich
przekonań. W tym samym czasie przygotowywali oni swoje
własne dokumenty na wspólne konferencje sztabowe. Z zado-
woleniem stwierdziłem, że choć temat poruszony przeze mnie
był bardzo ogólny, a ich tematy niezwykle szczegółowe, pano-
wała zwykła zgoda co do zasad i wartości. Nie znalazło się tam
nic, co mogłoby doprowadzić do jakichkolwiek sporów, ajedy-
nie kilka faktów wymagało poprawek. Tak więc, choć nikt nie
był skrępowany żadnymi ograniczeniami, wszyscy niezależnie
od siebie stworzyliśmy konstruktywny plan, który zjednoczył
nas we wspólnym działaniu.
Pierwszy dokument przedstawiał przyczyny, dla których
głównym celem naszej kampanii w 1942 r. powinna być okupa-
cja całego wybrzeża Afryki oraz Lewantu od Dakaru aż do gra-
nicy tureckiej. Drugi dokument dotyczył środków, jakie należy
przedsięwziąć, aby odzyskać panowanie na Pacyfiku i precyzo-
wał datę: maj 1942 jako moment zrealizowania tego celu. Zaj-
mował się on między innymi problemem zwiększenia liczby lot-
niskowców. Trzeci mówił o ostatecznym celu, jaki stanowiło wy-
zwolenie Europy przez desant ogromnych armii angielsko-amery-
270 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

kańskich na wybranym terytorium okupowanym przez Nie-


mców oraz wyznaczał datę desantu na rok 1943.
Przed świętami Bożego Narodzenia wręczyłem te dokumenty
Prezydentowi. Równocześnie wyjaśniłem mu, że zawierają wy-
łącznie moje osobiste poglądy i nie poprzedzają jakichkolwiek
formalnych rozmów pomiędzy sztabami. Dla brytyjskiego Ko-
mitetu Szefów Sztabu dokumenty te ująłem w formę memoran-
dów. Ponadto powiedziałem Prezydentowi, że nie pisałem spe-
cjalnie z myślą o nim, lecz po prostu sądziłem, że dobrze by
było, gdyby poznał moje plany i wiedział, co ze swej strony
Wielka Brytania będzie się starała wprowadzić w życie. Prze-
czytał je zaraz po ich otrzymaniu, a następnego dnia zapytał,
czy może je sobie zatrzymać. Rzecz jasna, wyraziłem zgodę.
Pomimo iż nie otrzymałem żadnej oficjalnej odpowiedzi na
list, który przekazałem za pośrednictwem pana Attlee 20
października (i bynajmniej jej nie oczekiwałem), to jednak czu-
łem, że Prezydent ma podobne plany co do Francuskiej Afryki
Północno-Zachodniej. Plany przedstawione w paździemikowym
liście dotyczyły Anglii walczącej samotnie, lecz teraz byliśmy
sojusznikami, mogliśmy i musieliśmy działać na większą skalę.
Ufałem, że dojdziemy do porozumienia i byłem w dobrym na-
stroju.

Część I
FRONT NA ATLANTYKU

16 grudnia 1941
1. Klęska Hitlera i straty poniesione przez niego w Rosji są najistot-
niejszym wydarzeniem w chwili obecnej. Trudno ocenić, jak wielka
będzie to klęska dla armii niemieckiej i nazistowskiego reżimu. Do tej
pory opierał się on na łatwych zwycięstwach. Teraz, zamiast łatwego
sukcesu, stoi przed nim widmo zimy, śmierci, utraty sprzętu i paliwa
na niespotykaną dotychczas skalę·
Ani Wielka Brytania, ani Stany Zjednoczone nie mogą wziąć udzia-
łu w tych zmaganiach inaczej, jak tylko systematycznie wysyłając
obiecane dostawy. W ten sposób będziemy mieli pewien wpływ na
Stalina oraz zdołamy wpleść ogromny wysiłek Rosjan w ogół zmagań
tej wojny.
ZAPROPONOWANY PLAN WOJNY I JEJ DALSZY CIĄG 271

2. Również w pewnym stopniu nieuniknione zwycięstwo generała


Auchinlecka w Cyrenajce będzie ciosem dla Niemców. Można się
spodziewać, że całkowite zniszczenie sił nieprzyjacielskich w Libii
dokona się przed końcem tego roku. Oprócz poważnego nadweręże­
nia sił wroga uwolni to także siły zgromadzone w delcie Nilu od za-
grożenia inwazją z zachodu, której od dłuższego czasu się spodziewa-
ją. Naturalnie, generał Auchinleck postara się o jak najrychlejszą re-
alizację planu "Acrobat", dzięki któremu powinien on opanować
Trypolis i doprowadzić swoje oddziały pancerne do granicy francu-
skiego Tunisu. Być może przekaże nam naj świeższe informacje jesz-
cze przed naszym rozstaniem w Waszyngtonie.
3. Klęska Niemców w Rosji oraz wypędzenie ich z Libii mogą
sprawić, że wiosną podejmą wysiłek rozbicia pierścienia, który ich
otacza, potężnym uderzeniem na południowy wschód albo przez Kau-
kaz, albo do Anatolii, albo też w obydwu kierunkach. Jednak nie mo-
żemy zakładać, że będą oni mieli dość energii do wykonania tego
zadania. Wojska rosyjskie po zimowym odpoczynku uderzą na nich
od Leningradu aż po Krym, a niewykluczone, że w tym czasie rosyj-
ska marynarka wojenna zapanuje na Morzu Czarnym. Równocześnie
nie należy przypuszczać, że siły, którymi dysponują Niemcy, pozwolą
im w obecnej sytuacji na takie przedsięwzięcie, jak atak na Turcję lub
przemarsz przez Anatolię. Turcy mają 50 dywizji, a ich wartość bojo-
wa, jak również fizyczne przeszkody wynikające z ukształtowania ich
kraju są wszystkim znane. Choć jak do tej pory Turcja starała się
zapewnić sobie bezpieczeństwo, to jednak panowanie Rosjan na Mo-
rzu Czarnym oraz brytyjskie sukcesy w Lewancie i na wybrzeżu
Afryki Północnej, przy niezaprzeczalnej słabości floty włoskiej,
usprawiedliwią każdy wysiłek z naszej strony zmierzający do wciąg­
nięcia Turcji do wojny, co skutecznie utrudni wtargnięcie Niemców.
Choć bardzo nierozsądnym byłoby przekonanie, że niebezpieczeństwo
ataku niemieckiego nafront persko-iracko-syryjski nie istnieje, to jed-
nak w chwili obecnej jest ono mniej prawdopodobne aniżeli uprze-
dnio.
4. Powinniśmy przeto czynić wszystko, by pozyskać sobie Francu-
ską Afrykę Północną i nadszedł czas, by użyć każdej dostępnej nam
formy perswazji czy nacisku na rząd w Vichy i władze francuskie
w Afryce Północnej. Niemiecka porażka w Rosji, sukcesy brytyjskie
w Libii, moralny i militarny upadek Włoch, a nade wszystko wzajem-
ne wypowiedzenie sobie wojny przez Niemcy i Stany Zjednoczone -
wszystko to wywarło niewątpliwie ogromne wrażenie na Francji i ca-
łym Imperium Francuskim. Nadszedł czas, by obdarzyć Vichy i Fran-
cuską AfrykęPółnocną błogosławieństwem albo przekleństwem. Bło-
272 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

gosławieństwo polegałoby na tym, że Stany Zjednoczone i Wielka


Brytania obiecają odtworzenie Francji jako mocarstwa o nie uszczu-
plonej powierzchni. Powinno ono być zarazem ofertą aktywnej po-
mocy brytyjskich i amerykańskich sił ekspedycyjnych zarówno z at-
lantyckiego wybrzeża Maroka i dogodnych lądowisk w Algierii i Tu-
nisie, jak i pomocy ze strony oddziałów generała Auchinlecka
nacierających ze wschodu. Należałoby wówczas udostępnić dostawy
tak Francuzom, jak i lojalnym Marokańczykom. Powinno się popro-
sić Vichy o wysłanie floty z Tulonu do Oranu i Bizerty, po czym Fran-
cja weszłaby do wojny jako jeden z głównych uczestników.
To by oznaczało, że Niemcy przejęliby cały obszar Francji, traktu-
jąc jąjako terytorium okupowane. Z dotychczasowych obserwacji nie
wynika, by warunki w strefie okupowanej i nie okupowanej znacznie
się różniły. Cokolwiek się wydarzy, europejska Francja zostanie pod-
dana całkowitej blokadzie. Oczywiście zawsze istnieje możliwość, że
Niemcy zajęci w Rosji nie zadadzą sobie trudu zajmowania nie oku-
powanej części Francji, pomimo iż Francuska Afryka Północna toczy
z nimi wojnę.
5. Jeżeli nawet Vichy przymknie oko na fakt, że Francuska Afryka
Północna przystępuje do wojny po naszej stronie, to i tak będziemy
musieli być przygotowani do niezwłocznego wysłania tam znacznych
sił. Oprócz sił, które generał Auchinleck może w razie odniesienia
sukcesu w Trypolitanii sprowadzić ze wschodu, trzymamy w pogoto-
wiu w Wielkiej Brytanii (operacja " Gymnast") około 55 tysięcy żoł­
nierzy, tworzących dwie dywizje i jedną jednostkę pancerną wraz
Z transportem. Siły te mogą wkroczyć do Francuskiej Afryki Wschod-
niej - na wyraźne zaproszenie - trzydziestego trzeciego dnia po wyda-
niu rozkazu o zaokrętowaniu. Siły powietrzne mogą dotrzeć z Malty
w bardzo krótkim czasie. Byłoby pożądanym, gdyby Stany Zjednoczo-
ne obiecały w tym samym czasie przysłać przez Casablankę i inne
porty afrykańskie nie mniej niż 150 tysięcy żołnierzy podczas najbliż­
szych sześciu miesięcy. Ważne jest, by natychmiast po uzyskaniu zgo-
dy Francuzów, czy to z Vichy, czy też z Francuskiej Afryki Północnej,
Amerykanie wysłali na miejsce przynajmniej około 25 tysięcy ludzi.
6. Prosimy także, by Stany Zjednoczone wysłały do Irlandii Pół­
nocnej ekwiwalent trzech dywizji i jednej dywizji pancernej. W razie
konieczności dywizje te będą mogły dokończyć szkolenie na miejscu.
Wróg dowie się o obecności sił amerykańskich na tym terenie, nato-
miast nie będzie posiadał danych na temat ich dokładnej liczby. Obe-
cność oddziałów amerykańskich na Wyspach Brytyjskich będzie sta-
nowić poważny czynnik odstraszający na wypadek próby przepro-
wadzenia inwazji przez Niemcy. Umożliwi nam to wzmocnienie
ZAPROPONOWANY PLAN WOJNY I JEJ DALSZY CIĄG 273

kampanii we Francuskiej Afryce Północnej kolejnymi dwiema dywi-


zjami i jedną całą dywizją pancerną. Jeżeli dodamy te siły do armii
francuskiej znajdującej się obecnie w Afryce Północnej, to okaże się,
że drogo będzie kosztować Niemców próba opanowania tych rejo-
nów. Afryka Północno-Zachodnia stanowi doskonały teren działań
dla operacji angielsko-amerykańskich z powodu bezpośredniego do-
stępu przez Atlantyk, podczas gdy wróg ma do pokonania najeżoną
trudnościami drogę przez Morze Sródziemne.
7. Jest również naszym pragnieniem, aby amerykańskie dywizjony
bombowe rozpoczęły działania przeciwko Niemcom z obszaru Wysp
Brytyjskich. Nasz plan produkcji bombowców, niestety, poważnie za-
wiódł. Przywiązujemy duże znaczenie do zniszczenia niemieckiej
produkcji oraz niemieckiego morale przez coraz częstsze i skutecz-
niejsze bombardowanie ich miast i portów. W połączeniu z niepowo-
dzeniami w Rosji wywrze to istotny wpływ na wolę walki narodu
niemieckiego, co bez wątpienia wpłynie na rząd niemiecki. Przyby-
cie, powiedzmy, 20 dywizjonów bombowych do Wielkiej Brytanii
znacznie przyśpieszyłoby ten proces oraz byłoby najbardziej bezpo-
średnią i naj skuteczniejszą odpowiedzią na wypowiedzenie Stanom
Zjednoczonym wojny przez Niemcy.
8. Jednakże musimy się liczyć z tym, że Vichy nie zechce działać
zgodnie z naszymi prośbami, podburzając nawet Francuską Afrykę
Północną do czynnego oporu. Ponadto może ułatwić Niemcom wkro-
czenie do Afryki Północnej; Niemcy mogą przebić się siłą przez Hisz-
panię lub też otrzymać pozwolenie na przemarsz; francuska flota
w Tulonie może dostać się pod kontrolę Niemców i Francja wraz
z Imperium Francuskim może zostać zmuszona przez Vichy do
współpracy z Niemcami, choć to chyba nie poszłoby tak łatwo. Wię­
kszość Francuzów znajduje się po stronie Wielkiej Brytanii, a teraz
również Stanów Zjednoczonych. Jest niemal pewne, że admirał Dar-
lan jest w stanie doprowdzić flotę z Tulonu do Niemiec. Jednak jest
mało prawdopodobnym, by francuscy żołnierze i marynarze skutecz-
nie walczyli przeciwko Amerykanom i Brytyjczykom. Niemniej jed-
nak nie można wykluczać luźnego związku z Niemcami elementów
defetystycznych we Francji i w Afryce Północnej. W tym wypadku
nasze zadanie będzie znacznie trudniejsze.
W 1942 r. należy rozpocząć kampanię, w wyniku której zajmiemy
całe wybrzeże Afryki Północnej z atlantyckimi portami w Maroku
włącznie. Przed końcem roku należy opanować Dakar i pozostałe po-
rty Francuskiej Afryki Zachodniej. Podczas gdy wkroczenie do Fran-
cuskiej Afryki Północnej jest sprawą pilną ze względu na konieczność
powstrzymania niemieckich wpływów, to na opanowanie Dakaru i in-
274 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

nych portów Afryki Zachodniej można przeznaczyć od 8 do 9 miesięcy.


Plany należy opracować niezwłocznie. Jeżeli na przygotowania prze-
znaczy się odpowiednią ilość czasu, wszystko powinno się udać bez
większych trudności.
9. Należy ponownie rozważyć nasze stosunki z generałem de Gaul-
le' em i Wolną Francją. Jak do tej pory Stany Zjednoczone nie czyniły
mu żadnych obietnic podobnych do tych, które znajdują się w moich
listach do niego. Absolutnie nie dając do tego powodu, ruch ten stał
się mimowolną przyczyną nowych antagonizmów między Francuza-
mi. Wszelkie kroki, jakie Stany Zjednoczone zechciałyby ze względu
nań przedsięwziąć, powinny się między innymi przyczynić do swoi-
stej modyfikacji obietnic udzielonych przez nas Francji, tak aby obiet-
nice te były ściślej uzależnione od końcowego wysiłku samego ruchu
i narodu francuskiego, co pozwoli na swego rodzaju rehabilitację
Francuzów. Jeżeli Vichy skłoni się do naszych żądań w kwestii Fran-
cuskiej Afryki Północnej, wówczas Stany Zjednoczone i Wielka Bry-
tania będą musiały podjąć starania w celu pogodzenia gaullistów i po-
zostałych Francuzów, którzy raz jeszcze chwycą za broń przeciwko
Niemcom. Jeżeli jednak Vichy nadal będzie współpracować z Nie-
mcami, a my sami będziemy zmuszeni do przebijania się przez Fran-
cuską Afrykę Północną i Zachodnią, wtedy należy udzielić maksy-
malnego wsparcia gaullistorn i wyzyskać ich do ostatka.
10. Trudno przewidzieć, co wydarzy się w Hiszpanii. ZLlaje się, że
Hiszpanie nie zezwolą Niemcom na przemarsz przez swój kraj w celu
zaatakowania Gibraltaru i Afryki Północnej. Infiltracja do pewnego
stopnia będzie istniała, lecz formalne żądania dotyczące przemarszu
wojsk zostaną odrzucone. Jeżeli tak się stanie, to zima będzie dla
Niemców naj gorszą porą na podjęcie próby przebicia się przez Hisz-
panię. Co więcej, Hitler, który musi trzymać żelazną ręką niemal pół
Europy, stojąc przed perspektywą klęski i głodu, może nie mieć chęci
na zajmowanie nie okupowanej części Francji i narażanie się na dłu­
gotrwałą i wyczerpującą walkę z miejscową partyzantką. Musimy
zrobić wszystko, by wzmocnić ich chęć oporu. Należy więc konty-
nuować dotychczasową politykę ograniczonych dostaw.
. Port w Gibraltarze i znajdująca się tam baza przedstawiają dla nas
tak wielką wartość, że nie planujemy żadnych działań na wyspach
atlantyckich, dopóki półwysep nie zostanie zaatakowany lub dopóki
Hiszpanie nie zezwolą Niemcom na przemarsz przez ich terytorium.
11. Podsumowując wszystko stwierdzić można, te wojna na zacho-
dzie w 1942 r. wymaga: zajęcia i kontrolowania przez Stany Zjedno-
czone i Wielką Brytanię wszystkich posiadłości francuskich w Afryce
Zachodniej i Północnej oraz dalszej kontroli Anglii, sprawowanej nad
ZAPROPONOWANY PLAN WOJNY I JEJ DALSZY CIĄG 275

całym wybrzeżem Afryki Północnej od Tunisu do Egiptu, co umożliwi


swobodną drogę przez Morze Śródziemne na Lewant i do Kanału Sue-
skiego. Cele te mogą zostać osiągnięte jedynie wtedy, gdy utrzymana
zostanie przewaga morska Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii
na Atlantyku, jeżeli dostawy odbywać się będą nieprzerwanie oraz
jeżeli \-lyspy Brytyjskie będą odpowiednio zabezpieczone przed inwa-

.. -..
zją.

Drugi dokument zakończyłem dopiero po wylądowaniu.

Część 2
FRONT NA PACYFIKU
20 grudnia 1941
l. Japończycy mają przewagę morską, dzięki której mogą transpo-
rtować oddziały w dowolne miejsce, by opanować je, czyniąc zeń
powietrzno-morską bazę uzupełniania zapasów paliwa. Alianci nie
mogą sobie przez pewien czas pozwolić na żadne walki morskie pro-
wadzone na większą skalę. Możliwości wysyłania przez nich konwo-
jów uzależnione są w dużej mierze od obszaru mórz, i to takiego, na
którym szanse na przechwycenie są mniejsze. Lecz nawet nie mając
przewagi na morzu, jesteśmy w stanie sprawić od czasu do czasu ja-
kąś niespodziankę. W żadnym jednak razie nie możemy mieć nadziei
na prowadzenie jakichkolwiek długotrwałych działań. Musimy się
więc liczyć z tym, że będziemy tracić jedną po drugiej nasze pozycje
na Pacyfiku, a wróg będzie je po kolei zajmował, likwidując miejsco-
we garnizony.
2. W tym przejściowym okresie naszym zadaniem jest zacięty opór
w każdym punkcie oraz przesyłanie dostaw i posiłków przy każdej
możliwej okazji. Jeżeli nasze siły będą stawiały opór i jeżeli będzie­
my wysyłać im posiłki, wróg będzie wówczas zmuszony do zintensy-
fikowania swego wysiłku z dala od kraju, co nadweręży jego zasoby,
odsłaniając jednocześnie słabe punkty w jego liniach komunikacyj-
nych, na których skupić się muszą wszystkie działania naszych sił
powietrznych i morskich, a zwłaszcza okrętów podwodnych. Nie
można pozwolić nieprzyjacielowi na osiąganie łatwych zdobyczy;
powinien on tracić energię na utrzymywanie opanowanych obszarów
i nieustannie zużywać posiadane zasoby.
3. Zasoby Japonii nie są niewyczerpane. Kraj już od dawna był
nadmiernie obciążony w związku z niszczącą wojną z Chinami. Siły
276 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

japońskie osiągnęły swoje apogeum w momencie ataku na Pearl Har-


bor. Jeżeli prawdą jest to, co mówi Stalin, że Japończycy posiadają
oprócz własnych sił powietrznych l 500 niemieckich samolotów (a
miał możność dowiedzieć się, jak się tam dostały), to w tej chwili
jedynym źródłem, z którego mogą uzupełnić zapas, jest skromna pro-
dukcja krajowa, wynosząca 300 do 500 samolotów miesięcznie. Dla-
tego też powinniśmy zmusić ich do wysyłaniajak największych sił na
zagraniczne podboje. Jeżeli będziemy leniwi i damy im spokój, wów-
czas osiągną bez trudu jeszcze większe zdobycze przy minimum wy-
siłku. W związku z tym musimy ich zwalczać wszędzie tam, gdzie to
tylko możliwe.
4. Musimy jednak starać się jak najszybciej odzyskać panowanie na
morzu. Możemy to osiągnąć dwoma sposobami. Jednym z nich jest
wzmocnienie naszych pancerników. Dwa nowe pancerniki japońskie,
budowane bez uwzględniania ograniczeń traktatowych, stanowią nie-
zwykle istotny czynnik, mający wpływ na całą sytuację na Pacyfiku.
Rozumiemy, że w maju dwa nowe pancerniki amerykańskie będą go-
towe do działania. Rzecz jasna, w czasie wojny wszystkie przedsię­
wzięcia są uzależnione od działań nieprzyjaciela, przypadków i nie-
szczęść, lecz jeżeli liczba posiadanych przez nas pancerników nie
ulegnie dalszemu zmniejszeniu i jeżeli nie wynikną żadne nowe nie-
przewidziane sytuacje, wówczas mamy zamiar umieścić Nelsona
i Rodneya u boku obydwu nowych pancerników amerykańskich. Po
dodaniu kilku pancerników amerykańskich starszego typu powstanie
eskadra zdolna do przeprowadzenia poważnej akcji morskiej. Odbu-
dowa przewagi morskiej na Pacyfiku zabezpieczy całe zachodnie wy-
brzeże kontynentu amerykańskiego.
W związku z tym za nasz główny cel musimy uznać stworzenie sku-
tecznej floty pancerników na Pacyfiku oraz winniśmy przyjąć maj
jako datę osiągnięcia tego celu.
5. Równocześnie należy się zająć sprawą lotniskowców. Jesteśmy
właśnie na etapie tworzenia eskadry trzech lotniskowców, które mają
działać na wodach pomiędzy Afryką Południową, Indiami i Australią.
Stany Zjednoczone posiadają obecnie siedem lotniskowców w po-
równaniu z japońskimi dziesięcioma, z tym że jednostki amerykań­
skie są znacznie większe. Do tej liczby lotniskowców dodać należy
pewną liczbę zaimprowizowanych lotniskowców, dużych i małych.
Tylko w ten sposób możemy gwałtownie powiększyć nasze siły mor-
skie. Nawet jeżeli te lotniskowce będą w stanie zabrać tylko tuzin sa-
molotów, to i tak spełnią swoje zadanie w połączeniu z resztą eskadry.
Jeżeli nie zdobędziemy definitywnej przewagi w powietrzu, to nawet
posiadanie w miarę silnej floty niewiele nam pomoże. Nie jesteśmy
ZAPROPONOWANY PLAN WOJNY I JEJ DALSZY CIAG 277

w stanie dostarczyć większej liczby pancernik6w, niż jest to przewi-


dziane na rok 1942, lecz możemy zwiększyć liczbę lotniskowc6w. Bu-
dowa pancernika trwa pięć lat; lotniskowiec może być zaimprowizo-
wany w sześć miesięcy. Jest to okazja do wykazania się pomysłowo­
ścią r6wną tej, dzięki kt6rej powstały floty i flotylle walczących na
Missisipi podczas wojny secesyjnej. Trzeba się pogodzić z faktem, że
przyznanie priorytetu tego typu działaniom zmusza do opóźnienia
ofensywy bombowej na pełną skalę, którą uznaliśmy za zasadniczą
metodę prowadzenia tej wojny. Jest to jednak kwestia czasu. Realiza-
cja naszych wspólnych projektów może się nieco przeciągnąć, ale
wreszcie wszystko zostanie doprowadzone do pomyślnego końca.
Przecież tymczasem niemieckie miasta i inne cele nie znikną z powie-
rzchni ziemi. Choć należy uczynić wszystko, by zrealizować plan
nalotów na Niemcy, trzeba się jednak liczyć z możliwością pewnych
opóźnień w przyjętych zamierzeniach.

Sądzę, że nie ma konieczności przedrukowywania tutaj nastę­


pnych paragrafów mówiących o zajęciu baz powietrznych,
o interwencji rosyjskiej i o wykorzystaniu Singapuru. Zakoń­
czyłem w sposób następujący:

12. Nie należy się obawiać, że wojna na Pacyfiku zwiąże zbyt duże
siły amerykańskie. Liczba oddziałów, których chcielibyśmy, by Ame-
rykanie użyli w Europie w 1942 r., nie będzie tak duża, by uniemożli­
wić działania na Pacyfiku. Jedyny problem stanowi kwestia mającej
powstać lO-milionowej armii amerykańskiej, kt6ra w trakcie dw6ch
lat formowania się i szkolenia wykorzystywać będzie wszystkie możli­
we dostawy, stojąc biernie i nie biorąc udziału w żadnych walkach.
Można by temu zapobiec, umożliwiając Amerykanom odzyskanie
przewagi morskiej oraz zachęcając ich do przeprowadzenia operacji
zamorskich, które, być może, planują .

.. - ...
Powstało tyle opowieści na temat mojej rzekomo wrodzonej
awersji do zakrojonych na dużą skalę operacji na kontynencie,
że chciałbym tutaj poczynić sprostowanie. Zawsze uważałem,
że jedynie zmasowany atak na wielką skalę na terytoria okupo-
wane przez Niemców może przynieść zwycięstwo w tej wojnie
i przy tych okazjach nieodmiennie wskazywałem na lato 1943
roku jako moment docelowy rozpoczęcia tego typu działań. Jak
278 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

się będzie można dalej przekonać, już w 1941 r. przewidywa-


łem skalę takiej operacji na około 40 dywizji pancernych i mi-
lion żołnierzy. Gdy zauważyłem, jak wiele książek mylnie oce-
nia moje nastawienie w tej kwestii, poczułem się w obowiązku
zwrócić uwagę Czytelnika na autentyczny dokument napisany
w owym czaSle.

Część 3

KAMPANIA 1943
18 grudnia 1941
1. Jeżeli w 1942 r. operacje zarysowane w części 1 i 2 zakończą się
powodzeniem, wówczas sytuacja na początku 1943 r. przestawiać się
będzie następująco:
a) Stany Zjednoczone i Wielka Brytania odzyskają przewagę mor-
ską na Pacyfiku, a wszystkie zamorskie przedsięwzięcia Japonii
będą zagrożone z powodu nękania jej linii komunikacyjnych, jak
również ze względu na brytyjskie i amerykańskie ekspedycje
wysyłane w celu odzyskania utraconych pozycji.
b) Wyspy Brytyjskie pozostaną nienaruszone i będą lepiej przygo-
towane do odparcia inwazji niż kiedykolwiek wcześniej.
c) Całe wybrzeże Afryki Zachodniej i Północnej od Dakaru do Ka-
nału Sueskiego oraz od Lewantu do granicy tureckiej znajdować
się będzie w angielsko-amerykańskich rękach.
Turcja, choć niekoniecznie biorąca udział w wojnie, zostanie
prawdopodobnie włączona w działania frontu amerykańsko-bry­
tyjsko-rosyjskiego. Pozycja Rosjan będzie, być może, ustaloną, ado-
stawy obiecanych materiałów zrekompensują chwilową utratę zdol-
ności produkcyjnych. Być może już wtedy zajmiemy pozycję na Sy-
cylii, spotykając się z całkiem przyjazną reakcją Włochów.
2. Lecz to wszystko nie doprowadzi wojny do końca. Wojna nie
skończy się wraz ze wskazaniem Japonii należnego jej miejsca i po-
konaniem jej sił zamorskich. Wojna zakończy się jedynie w wyniku
klęski armii niemieckiej w Europie lub na skutek wstrząsów wewnę­
trznych w Niemczech, spowodowanych niekorzystnym obrotem wy-
darzeń, ciężką sytuacją obywateli itp. oraz ciągłymi bombardowania-
mi. Im większe są siły Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii
i Rosji, tym większe szanse ma wewnętrzne załamanie Niemiec
w wyniku uświadomienia grożącego im niebezpieczeństwa, choć nie
można do końca na to liczyć. Nasze plany muszą opierać się na zało­
żeniu, że opór wojsk niemieckich i lotnictwa nie zmieni natężenia,
ZAPROPONOWANY PLAN WOJNY I JEJ DALSZY CIĄG 279

a wojna U-bootów będzie się odbywać przy udziale zwiększonych


flotylli.
3. Musimy się przeto przygotować do uwolnienia ujarzmionych
państw zachodniej i południowej Europy w wyniku desantu w odpo-
wiednich punktach przez armie brytyjskie lub amerykańskie, dostate-
cznie silne, by umożliwić bunt podbitym narodom. Same z siebie kra-
je te nigdy się nie zbuntują z powodu bezlitosnych represji, które by
na siebie ściągnęły. Gdyby jednak odpowiednio wyposażone siły zor-
ganizowały desant w takich krajach, jak Norwegia, Dania, Holandia,
Belgia oraz na wybrzeżu francuskim od strony kanału La Manche
i atlantyckim wybrzeżu francuskim, jak również we Włoszech i może
jeszcze na Bałkanach, wówczas garnizony niemieckie mogłyby się
załamać w obliczu ataku sił wyzwoleńczych oraz gniewu zbuntowa-
nej ludności. Pewne jest, że Niemcy nie będą w stanie zgromadzić
w każdym z tych krajów dostatecznej liczby oddziałów, umożliwiają­
cych stawianie skutecznego oporu. Co naj istotniejsze, to nie są oni
w stanie swobodnie przemieszczać swojej artylerii z północy na po-
łudnie oraz ze wschodu na zachód, lecz muszą podzielić ją pomiędzy
podbite kraje (co w znacznej mierze rozprasza ich siły) lub też zatrzy-
mać w Niemczech, skąd będą w stanie przybyć na miejsce dopiero po
pewnym czasie.
4. Musimy się pogodzić z faktem, że długofalowe zamierzenia kłó­
cą się zawsze z krótkofalowymi. Wojna jest nieustanną walką i toczy
się z dnia na dzień, stąd też w bardzo małym stopniu możliwym jest
przewidzenie przyszłych wydarzeń. Doświadczenie uczy, że progno-
zy zwykle są błędne, a przygotowania nigdy nie nadążają za biegiem
wydarzeń. Niemniej jednak, konieczny jest plan szybkiego i zwycię­
skiego zakończenia tej wojny. Jest to tym bardziej konieczne, że
w obecnych warunkach niemożliwością jest przeprowadzenie jakiej-
kolwiek większej ofensywy bez żmudnych i długotrwałych przygoto-
wań technicznych.
5. W związku z tym stoi teraz przed nami nie tylko problem zepch-
nięcia Japończyków na teren ich własnego kraju i odzyskania niekwe-
stionowanego panowania na Pacyfiku, lecz także uwolnienia podbitej
Europy w wyniku desantu zorganizowanego latem 1943. Należy więc
przygotować niezbędne plany, zostawiwszy na ostatnią chwilę wybór
pierwszych trzech lub czterech państw, od których desant się rozpocz-
nie, aby jak najlepiej dostosować się do biegu wydarzeń oraz wyzy-
skać element zaskoczenia.
6. Desant ten powinny przeprowadzić siły pancerne i zmotoryzo-
wane, będące w stanie wylądować nie tyle w portach, co na wybrze-
żu. Operacji tej dokona się przy użyciu sprzętu desantowego oraz
280 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

specjalnie przystosowanych okrętów. Potencjalna linia frontu, wzdłuż


której przypuszczony zostanie atak, będzie tak długa, że siły niemiec-
kie utrzymywane w różnych krajach nie będą w stanie stawić skute-
cznego oporu we wszystkich jej punktach. Wiosną 1943 r. część od-
działów brytyjskich i amerykańskich mających wziąć udział w desan-
cie powinna zostać umieszczona w Islandii, na Wyspach Brytyjskich
oraz w miarę możliwości we francuskim Maroku i w Egipcie. Nato-
miast główne siły przybędą drogą morską.
7. Do tej operacji nie potrzeba wcale wielkiej liczby żołnierzy. Je-
żeli wtargnięcie oddziałów pancernych okaże się skuteczne, wówczas
samo powstanie miejscowej ludności, której należy tylko dostarczyć
odpowiednią broń, stanowić będzie główną siłę ofensywną. 40 dywi-
zji pancernych po 15 tysięcy ludzi każda lub ich odpowiednik w bry-
gadach czołgów, których Wielka Brytania dostarczy połowę, stano-
wić będzie w sumie 600 tysięcy ludzi. Oprócz tego kolejny milion
wystarczy, aby wyrwać pozostałe terytoria spod władzy Hitlera. Lecz
kampanie te, gdy się rozpoczną na pełną skalę, wymagać będą ogro-
mnej ilości dostaw. W 1942 r. nasz przemysł i ośrodki szkoleniowe
powinny być w stanie sprostać tym wymaganiom.
8. Oprócz zdobycia przewagi na morzu, bez której nic nie jest mo-
żliwe, koniecznym jest zdobycie przewagi powietrznej oraz zapew-
nienie dostatecznej liczby lotniskowców. Jest to zresztą warunek pro-
wadzenia jakichkolwiek działań w 1942 r. Aby zmęczyć nieprzyjacie-
la oraz utrudnić mu zastosowanie środków zaradczych, należy
maksymalnie zintensyfikować ofensywę bombową, prowadzoną
z Anglii i Malty oraz ewentualnie Trypolisu i Tunisu. Biorąc pod
uwagę, że brytyjskie samoloty bojowe zaczynają powoli zdobywać
przewagę nad niemieckimi, że lotnictwo rosyjskie panuje nad ogro-
mnymi obszarami rosyjskiego frontu oraz dodając do tego rozwój sił
amerykańskich, można przypuszczać, że zdobycie niekwestionowa-
nej przewagi w powietrzu możliwe jest wcześniej niż latem 1943 r.
Uwzględniając fakt, że skuteczność ofensywy bombowej zależy jedy-
nie od stopnia jej nasilenia oraz że jej cele są zazwyczaj nieruchome,
należy skupić się na samolotach myśliwskich i torpedowych, mają­
cych startować z lotniskowców.
9. Gdy teraz przedstawimy sobie wszystkie te zadania bacząc, by
ich realizacja nie wpłynęła ujemnie na nasze bieżące potrzeby, może­
my żywić nadzieję, że nawet jeżeli potęga Niemiec nie załamie się
znacznie wcześniej, to powinniśmy wygrać tę wojnę z końcem 1943
roku. Duże korzyści mogłoby przynieść ogłoszenie naszego zamia-
ru wysłania wyzwoleńczych armii do Europy w 1943 r. Ożywi to
nadzieje wśród podbitych narodów, a także zapobiegnie nawiązaniu
ZAPROPONOWANY PLAN WOJNY I JEJ DALSZY CIĄG 281

jakichkolwiek stosunków pomiędzy nimi a najeźdźcami. Uzmysło­


wienie i właściwe przedstawienie naszych planów dziesiątkom milio-
nów ludzi jest samo w sobie potężnym czynnikiem wpływającym na
atmosferę w całej Europie.

Przeczytałem ten dokument szefom sztabu w dniu jego napi-


sania. Oto notatka z naszej konferencji:
Premier chciałby, aby szefowie sztabu przeanalizowali całość tego
dokumentu, którym ma zamiar się posłużyć w swoich rozmowach
z Prezydentem. Jako cel w roku 1943 zamierza on przedstawić naro-
dom Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych ogromną inwazję na
kontynent europejski. W rezultacie trzy fazy wojny przedstawiałyby
się następująco:
a) zaciśnięcie pierścienia,
b) oswobodzenie narodów,
c) ostateczny atak na niemiecką twierdzę.

Okazało się, żemoi koledzy całkowicie zgadzają się z poglą­


dami wyrażonymi
w tym oraz poprzednich dokumentach, bę­
dących podsumowaniem naszych wspólnych rozmów i dysku-
sji.
.. - ..
Przeglądając wszystkie trzy dokumenty, z których - ocenia-
jąc je z perspektywy lat - jestem bardzo zadowolony, stwierdzi-
łem, że odpowiadają one bardzo dokładnie temu, czego doko-
nały Wielka Brytania i Stany Zjednoczone w kampaniach
1942-1943. W końcu otrzymałem zgodę Prezydenta na wysła­
nie sił ekspedycyjnych do Afryki Północno-Zachodniej (opera-
cja "Torch"), co stanowić miało naszą pierwszą wspólną ofen-
sywę z zastosowaniem desantu morskiego. Moim ogromnym
pragnieniem było, aby przebycie Kanału i oswobodzenie Fran-
cji (operacja "Round-up", którą później przemianowano na
"Overlord") odbyły się latem 1943 r.
Choć warto jest sporządzać plany na przyszłość, którą można
do pewnego stopnia przewidzieć, to jednak zdarza się, że dzia-
łania nieprzyjaciela je pokrzyżują. Wszystkie cele przedstawio-
ne w tych dokumentach zostały zrealizowane przez siły bryty}
282 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

skie i amerykańskie w zaplanowanym porządku. Zawiodły je-


dynie moje nadzieje, że generał Auchinleck odniesie zwycię­
stwo w Libii w roku 1942. Hitler, najwyraźniej zachęcony roz-
wojem sytuacji, postanowił zdobyć się na wzmożony wysiłek
w walce o Tunis i ściągnął tutaj około 200 tysięcy świeżych
wojsk z Włoch i z rejonu Morza Śródziemnego. W związku
z tym armie brytyjskie i amerykańskie w Afryce Północnej sta-
nęły przed znacznie trudniejszym zadaniem, niż się tego spo-
dziewaliśmy. W efekcie plany musiały zostać przesunięte
o cztery miesiące. Nasze wojska nie zdobyły kontroli nad
"wszystkimi posiadłościami francuskimi w Afryce Północnej
i Zachodniej, jak również nad całym wybrzeżem Afryki Pół­
nocnej od Tunisu do Egiptu" do końca 1942 r. Udało się dopiero
w maju 1943. Plan oswobodzenia Francji po przekroczeniu Ka-
nału, nad którym tak usilnie pracowałem, .nie mógł zostać zre-
alizowany tego lata i został przesunięty o cały rok, aż do lata
1944.
Późniejsze przemyślenia oraz wiedza, którą obecnie dyspo-
nuję, przekonały mnie, że te wszystkie" rozczarowania stanowi-
ły szczęście w nieszczęściu. Przesunięcie terminu ekspedycji
o cały rok uratowało nas przed niezmiernie ryzykownym przed-
sięwzięciem, które mogło się zakończyć całkowitą klęską. Gdy-
by Hitler był sprytny, udałoby się mu stawić nam czoło we
Francji przy użyciu dwukrotnie większych sił od tych, którymi
dysponował w 1944 r.,jeszcze zanim świeżo sformowane armie
i sztaby amerykańskie doszłyby do pełni formy i zanim ukoń­
czono budowę ogromnych ilości sprzętu desantowego, a także
sztucznych portów (Mulberries). Jestem teraz pewien, że gdyby
nawet operacja "Torch" zakończyła się w 1942 r., jak to zapla-
nowano, lub nie została w ogóle rozpoczęta, próba przekrocze-
nia Kanału w 1943 r. spowodowałaby naszą klęskę, co w spo-
sób trudny do przewidzenia wpłynęłoby na dalszy ciąg wojny.
Zdałem sobie z tego sprawę i w związku z tym uznałem przesu-
nięcie operacji "Overlord" za konieczne, choć równocześnie
w pełni rozumiałem gniew i niepokój naszego sowieckiego so-
jusznika.
ZAPROPONOWANY PLAN WOJNY I JEJ DALSZY CIĄG 283

Gdy jasnym się stało, że nie będziemy przekraczać Kanału


wcześniej niż w 1944 r., koniecznym okazało się przyśpieszenie
kampanii na Morzu Śródziemnym. Tyłko desant na Sycylii i we
Włoszech był w stanie wciągnąć wroga do walki, która znisz-
czyłaby to naj słabsze ogniwo państw Osi. Dlatego też starałem
się o zgodę Prezydenta na podróż generała Marshalla do Algie-
ru w 1943 r. Wszystko to zostanie dokładnie opisane w miarę
rozwoju wypadków.
ROZDZIAŁ XXXV

WASZYNGTON I OTTAWA

Przybycie do Białego Domu - Serdeczne powitanie - Wir spraw -


Interwencja angielsko-amerykańska we Francuskiej Afryce Północnej
- Moje sprawozdanie dla Gabinetu Wojennego z pierwszej dyskusji -
Plan Wielkiej Koalicji - Pan Hull i Wolna Francja - Pan Knox i wy-
spa Wake - Niepokoje Australijczyków - Moje sprawozdanie dla pana
Curtina, 25 grudnia - Boże Narodzenie w Białym Domu - Moje wy-
stąpienie przed Kongresem - Niezwykłe doświadczenie w dniu 26
grudnia - Dowództwo południowo-zachodniego Pacyfiku - Nomina-
cja Wavella - Niewdzif'czne zadanie - Przedłużam mój pobyt - Po-
dróż do Ottawy - Moje przemówienie w parlamencie kanadyjskim, 30
grudnia - Sir Harry Lauder - Wojenne prognozy - Sylwester spf'dzo-
ny w pociągu.

Z godnie z planem mieliśmy popłynąć statkiem parowym


w górę rzeki Potomac, a następnie udać się samocho-
dem do Białego Domu, lecz po dziesięciodniowej po-
dróży byliśmy wszyscy bardzo zniecierpliwieni i chcieliśmy
jak najszybciej znaleźć się na miejscu. W związku z tym posta-
nowiliśmy z Hampton Roads polecieć samolotem i po zapad-
nięciu zmroku wylądowaliśmy na lotnisku w Waszyngtonie.
Był 22 grudnia. Prezydent czekał w swoim samochodzie. Z ul-
gą i zarazem z wielką przyjemnością uścisnąłem jego silną
dłoń. Niebawem przybyliśmy do Białego Domu, który w każ­
dym względzie miał się stać moim domem przez najbliższe trzy
tygodnie. Tutaj przywitała nas pani Roosevelt, która zrobiła
wszystko, by uprzyjemnić nasz pobyt.
Muszę wyznać, że tak bardzo wciągnął mnie wir wydarzeń
oraz wszystkie zadania, które miałem wykonać, że w pamięci
mojej pozostały jedynie zamglone wspomnienia tamtych dni.
WASZYNGTON I OTTAWA 285

Najlepiej zapamiętałem oczywiście wszystkie spotkania z Pre-


zydentem. Widywaliśmy się codziennie po kilka godzin i jada-
liśmy razem lunch, wraz z Harrym Hopkinsemjako trzecią oso-
bą. Rozmawialiśmy wyłącznie o polityce i doszliśmy do poro-
zumienia w wielu kwestiach, dużych i małych. Kolacja była
okazją do bardziej towarzyskich spotkań i przebiegała w rów-
nie przyjaznej atmosferze. Prezydent sam przyrządzał wstępne
koktajle, a ja często na znak szacunku pchałem go na wózku
z salonu do windy. Wówczas przypominał mi się sir Walter Ra-
leigh, rozkładający płaszcz przed królową Elżbietą. Nawiązała
się między nami szczera przyjaźń, która utrwalała się przez lata.
Ponieważ obydwaj, z konieczności lub z przyzwyczajenia, pra-
cowaliśmy w łóżku, Prezydent odwiedzał mój pokój, gdy tylko
miał na to ochotę, i zachęcał mnie, bym robił to samo. Hopkins
zajmował pokój naprzeciwko mojej sypialni, a tuż obok mnie
zainstalowano mój przenośny pokój z mapami. Prezydenta nie-
zwykle zainteresował ten pomysł, doprowadzony do perfekcji
przez kapitana Pima. Chętnie się tam zjawiał i z uwagą studio-
wał ogromne mapy wszystkich teatrów działań wojennych, któ-
re niebawem pokryły ściany i gdzie bezzwłocznie zaznaczano
wszystkie posunięcia flot i armii. Wkrótce potem Prezydent
urządził taki pokój u siebie.
Mijały dni liczone w godzinach. Niebawem zdałem sobie
sprawę, że tuż po Bożym Narodzeniu będę musiał zwrócić się
do Kongresu Stanów Zjednoczonych, a wkrótce potem do par-
lamentu kanadyjskiego w Ottawie. Stanowiło to dodatkowy
ciężar w tych i tak niezwykle ciężkich dniach. Faktycznie
spraw było tyle, że nie wiem, jak mi się to wszystko udało
pogodzić.

.. - ..
Zachował się zapis naszej pierwszej dyskusji z nocy 22 grud-
nia. Natychmiast przystąpiłem do sprawy, namawiając Prezy-
denta oraz wszystkich zaproszonych do przyłączenia się do pla-
nowanej przez nas interwencji we Francuskiej Afryce Północ­
nej. Wówczas jeszcze Prezydent nie znał dokumentów napisa-
nych przeze mnie na pokładzie okrętu, ponieważ wręczyłem
286 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

mu je dopiero następnego dnia. Najwyraźniej jednak dużo my-


ślał o moim liście z 20 października. Tak więc okazało się, że
wszyscy mamy podobne poglądy. Mój raport wysłany do kraju
pokazuje, że już w dniu przyjazdu zabraliśmy się ostro do pra-
cy.
Premier do Gabinetu Wojennego
i Komitetu Szefów Sztabu 23 grudnia 1941
1. Wraz z Prezydentem przedyskutowaliśmy wczorajszej nocy (22
grudnia) sytuację w Afryce Północnej. W dyskusji wzięli także udział
panowie Hull, Welles, Hopkins, lord Beaverbrook i lord Halifax.
2. Powszechnie zgadzano się, że jeżeli Hitler zostanie powstrzyma-
ny w Rosji, będzie musiał spróbować czegoś innego i że tym czymś
będzie prawdopodobnie Hiszpania i Portugalia w drodze do Afryki
Północnej. Nasze sukcesy w Libii oraz szansa nawiązania przez nas
współpracy z Francuską Afryką Północną mogą spowodować, że Hit-
ler zapragnie jak najszybciej opanować Maroko. Równocześnie jed-
nak z doniesień nie wynika, by zagrożenie to było w tej chwili realne,
być może z uwagi na to, że Hitler jest i tak bardzo zajęty.
3. Zgadzano się również, że koniecznym jest ubiegnięcie Niemców
w Afryce Północno-Zachodniej i na wyspach atlantyckich. Poza
wszystkim innym dwa pancerniki francuskie Jean Bart i Richelieu
stanowiłyby cenną nagrodę dla każdego, komu udałoby się je zdobyć.
W związku z tym podczas dyskusji rozważano problemjak, a nie cZ)'.
4. Poczyniono różne sugestie:
a) Rząd Stanów Zjednoczonych zwróci się w sposób poważny
i zdecydowany do rządu w Vichy wskazując, iż jest to jego ostat-
nia szansa na przemyślenie swojego położenia i opowiedzenie się
po stronie planującej odtworzenie Francji w jej pierwotnym
kształcie. Na znak zgody P6tain mógłby wysłać Weyganda, jako
swojego przedstawiciela, na konferencję sprzymierzonych
w Waszyngtonie.
b) Należy wybadać Weyganda co do sytuacji w Afryce Północnej,
która uległa ogromnej zmianie w wyniku ofensywy brytyjskiej
i przystąpienia Stanów Zjednoczonych do wojny.
5. Zasugerowano jednak, że w efekcie tych działań P6tain i Weygand
zbędą nas pięknie brzmiącymi obietnicami, a w tym czasie Niemcy
otrzymają informację na temat naszych planów. W związku z tym,
jeżeli cokolwiek ma się udać, należałoby mieć w pogotowniu wszy-
stkie plany wkroczenia do Afryki Północnej, z zaproszeniem lub bez.
Podkreśliłem wrażenie, jakie wywrze na Francuzach i oddziałach
WASZYNGTON I OTTAWA 287

francuskich w Afryce Północnej przyłączenie się Stanów Zjednoczo-


nych do tych działań. Pan Hull zasugerował nawet, że w miarę rozwo-
ju wydarzeń może się wyłonić nowy przywódca w Afryce Północnej.
Prezydent był za tym, by amerykańskie siły lądowe jak najszybciej
udzieliły wsparcia tam, gdzie mogą być najbardziej użyteczne oraz
w pełni akceptował plan wkroczenia do Afryki Pónocnej z zaprosze-
niem lub bez.
6. Szczegółowe przedyskutowanie tego planu pozostawiono szta-
bom, opierając się na założeniu, że problemem najwyższej wagi jest
wyprzedzenie Niemców na tym terenie i że kampania libijska zakoń­
czy się powodzeniem. Stwierdzono również, że najważniejszy czyn-
nik w tej grze stanowi transport morski.
7. Przedstawiłem postępy walk w Libii, co bez wątpienia wywarło
duże wrażenie na Prezydencie oraz najego otoczeniu.
8. W czasie tych rozmów Prezydent wspomniał, że zamierza zapro-
ponować podczas nadchodzącej konferencji, by Stany Zjednoczone
zluzowały nasze oddziały w Irlandii Północnej przez wysłanie tam
3-4 dywizji. Przyjąłem to z ogromną radością, mówiąc przy tym, że
mam nadzieję, iż jedna z tych dywizji będzie dywizją pancerną. Uwa-
żano, że nie powinno to zakłócić przygotowań sił amerykańskich do
działań w Afryce Północnej .

.. - ..
Pierwszą ważną propozycją, jaką Prezydent zrobił mi dzień
czy dwa później, było ułożenie uroczystej deklaracji, która mia-
ła być podpisana przez wszystkie narody walczące z Hitlerem
oraz z Włochami i Japonią. Stosując metodę przyjętą podczas
układania Karty Atlantyckiej, Prezydent i ja przygotowaliśmy
oddzielne szkice tej deklaracji, które później zostały scalone.
Byliśmy, jak się okazało, absolutnie zgodni co do zasad, odczuć
ijęzyka. W kraju Gabinet Wojenny był wstrząśnięty skalą przy-
gotowań do Wielkiej Koalicji. Nastąpiła gwałtowna wymiana
korespondencji omawiającej, które rządy i jakie władze powin-
ny podpisać tę deklarację oraz jaką należy przyjąć kolejność
przy składaniu podpisów. Z przyjemnością przyznaliśmy pier-
wsze miejsce Stanom Zjednoczonym. Gabinet Wojenny postą­
pił słusznie, nie planując włączenia Indii jako oddzielnego pań­
stwa. Pan Hull sprzeciwiał się użyciu słowa "władze", co miało
288 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

w moim zamiarze oznaczać Wolną Francję, podówczas w nie-


łasce u Departamentu Stanu.
Wtedy właśnie po raz pierwszy spotkałem pana Cordella Hul-
la, z którym odbyłem kilka rozmów. Odniosłem wrażenie, iż
w owym czasie nie miał łatwego przystępu do Prezydenta.
W czasie naszych rozmów uderzyło mnie zwłaszcza, że pośród
tych wszystkich gigantycznych wydarzeń jeden mały fakt do-
minował w jego myślach. Otóż, zanim opuściłem Anglię, gene-
rał de Gaulle poinformował nas, że pragnie oswobodzić wyspy
St.Pierre i Miquelon, którymi rządził gubernator Vichy, admirał
Robert. Siły morskie Wolnej Francji były dostatecznie duże, by
wykonać to zadanie i Foreign Office nie miało nic przeciwko
temu. Jednak jak się później okazało, amerykański Departa-
ment Stanu pragnął, by zadanie to wykonała ekspedycja kana-
dyjska. W związku z tym poprosiliśmy de Gaulle'a o powstrzy-
manie się i obiecał, że tak uczyni. Niemniej jednak rozkazał
admirałowi Muselierowi, by zajął wyspy. Marynarze Wolnej
Francji zostali przyjęci z ogromnym entuzjazmem przez lud-
ność wysp, a w plebiscycie 90% głosowało przeciwko Vichy.
Jednak nie wywarło to żadnego wrażenia na panu Hullu, któ-
ry był zdania, że obrażono przez to amerykański Departament
Stanu. W dzień Bożego Narodzenia wydał oświadczenie,
w którym czytamy: "Nasze wstępne doniesienia wskazują, że
działania podjęte przez okręty tak zwanej* Wolnej Francji były
samowolnym gestem, stojącym w sprzeczności z porozumie-
niami zainteresowanych stron, bez wiedzy i zgody rządu Sta-
nów Zjednoczonych". Pragnął on usunięcia Wolnej Francji
z wysp, które uwolniła ona od Vichy. Lecz amerykańska opinia
publiczna była odmiennego zdania. Wyrażano zadowolenie, że
w tej ciężkiej chwili wyspy zostały wyzwolone, a znienawidzo-
na stacja radiowa Vichy, ziejąca jadem na cały świat i najpra-
wdopodobniej nadająca tajne sygnały U-bootom tropiącym

* Podkreślenie autora (przyp.oryg.).


WASZYNGTON I OTTAWA 289

amerykańskie okręty, zostanie nareszcie zniszczona. Sformuło­


wanie "tak zwana Wolna Francja" wywołało ogólne oburzenie.
Moim zdaniem pan Hull, którego zalety charakteru były mi
znane i dla którego miałem jak największy szacunek, rozdmu-
chał ponad wszelką miarę ów problem, nie interesujący nikogo
poza sferami ministerialnymi. Prezydent osobiście wzruszał ra-
mionami na całą tę sprawę. Mimo wszystko mieliśmy na głowie
wiele innych zmartwień. Ponaglany przez nasze Foreign Office,
wyraziłem gorące poparcie dla generała de Gaulle' a i "tak zwa-
nej" Wolnej Francji. W różnych amerykańskich i francuskich
książkach incydentowi temu poświęcono wiele stron, lecz nie
wpłynął on w żaden sposób na toczone przez nas rozmowy .

.. - ..
Pewnego popołudnia wszedł do mojego pokoju sekretarz do
spraw marynarki, pan Knox. Był bardzo zdenerwowany. Po-
wiedział: "Przeżył Pan wiele niepowodzeń. Proszę mi powie-
dzieć, co Pan o tym myśli. Otóż wydaliśmy rozkaz naszej flo-
cie, by popłynęła na odsiecz zaatakowanej przez Japończyków
wyspie Wake. Jednak w kilka godzin po wypłynięciu admirał
postanowił zawrócić. Co się robi w podobnej sytuacji z takimi
admirałami?" Odparłem: "Niebezpiecznie jest wtrącać się do
decyzji admirałów, kiedy mówią, że nie mogą czegoś zrobić.
Zawsze znajdą coś na swoje wytłumaczenie: albo pogodę, albo
paliwo, albo coś zupełnie innego."
Wyspa Wake padła tego samego dnia, po desperackiej obro-
nie garstki amerykańskich marynarzy, którzy zadali Japończy­

.. -..
kom ogromne straty, nim zostali zabici lub wzięci do niewoli .

Należy zrozumieć sytuację rządu australijskiego, do której


doprowadziła przerażająca skuteczność japońskiej machiny
wojennej. Australijczycy utracili panowanie na Pacyfiku, a ich
trzy najlepsze dywizje znajdowały się w Egipcie, zaś czwarta
w Singapurze. Zdawano sobie sprawę, że Singapur jest
w śmiertelnym niebezpieczeństwie i obawiano się inwazji na
Australię. Wszystkie wielkie miasta, w których żyła ponad po-
290 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

łowa całej ludności tego kontynentu, znajdowały się na wybrze-


żu. W oczy zaglądało widmo masowego exodusu w głąb kraju
i organizowanie partyzantki bez niezbędnych do tego celu środ­
ków. Pomoc z kraju macierzystego była daleko, a siły Stanów
Zjednoczonych mogły być wprowadzane na wody Oceanii sto-
pniowo. Osobiście nie wierzyłem, by Japończycy podjęli próbę
inwazji na Australię, co wymagało przepłynięcia 3 tysięcy mil
przez ocean, skoro w Holenderskich Indiach Wschodnich i na
Malajach znajdowało się tyle kuszących zdobyczy. Jednak rząd
australijski widział tę sprawę w odmiennym świetle. Co wszak-
że dziwne to to, że nawet w tej trudnej sytuacji zachowały się
tam sztywne podziały partyjne. Rząd laburzystowski miał prze-
wagę tylko dwóch głosów. Jego członkowie sprzeciwiali się
wprowadzeniu obowiązku powszechnej służby wojskowej na-
wet w formacjach obrony kraju. Chociaż do Rady Wojennej
dopuszczono opozycję, żaden rząd narodowy nie został sformo-
wany.
Wysłałem następujący telegram do pana Curtina:

Premier do premiera Australii 25 grudnia 1941


1. W momencie przystąpienia Japonii do wojny natychmiast - ma-
jąc zezwolenie Prezydenta - skierowaliśmy do Bombaju i na Cejlon
18 dywizję brytyjską, płynącą dookoła Przylądka na amerykańskich
transportowcach, a obecnie pan Roosevelt wyraził zgodę na to, by
najlepsza brygada znajdująca się na pokładzie transportowca Mount
Vernon wyruszyła bezpośrednio do Singapuru. Zrezygnowaliśmy
z wysłania 17 dywizji hinduskiej z Indii do Persji - jednostka ta zosta-
nie teraz skierowana na Malaje. Tydzień temu wysłałem do Londynu
propozycję, by odwołał Pan jedną dywizję australijską z Palestyny
i skierował ją albo do Indii, albo - jeżeli to możliwe - prosto do
Singapuru. Zwróciłem uwagę władz wojskowych, aby nie zużyły
wszystkich oddziałów potrzebnych do obrony Singapuru i Johor, pró-
bując bronić północnej części Półwyspu Malajskiego. Wojska te po-
winny powoli się wycofywać, prowadząc działania opóźniające i ni-
szcząc linie komunikacyjne.
2. Dotkliwe straty na morzu poniesione przez Stany Zjednoczone
i Wielką Brytanię pozwalają Japończykom na przesyłanie znacznych
posiłków, lecz mimo to nie podzielamy poglądu wyrażonego przez
Pana w telegramie do pana Caseya z 24 grudnia co do niebezpieczeń-
WASZYNGTON I OTTAWA 291

stwa szybkiego pokonania twierdzy w Singapurze, której obrońcy go-


towi są do upadłego odpierać ataki wroga.
3. Zapewne otrzymał Pan informacje o wysłanym wsparciu powie-
trznym. Nierozsądnym byłoby luzowanie zaciskającej się na Rommlu
pętli oraz zmniejszanie liczby wojsk generała Auchinlecka wbrew
jego woli, zwłaszcza że zwycięstwo jest teraz tak bliskie. Wydaliśmy
polecenie naczelnym dowódcom na Bliskim Wschodzie, by natych-
miast, gdy tylko sytuacja pozwoli, sporządzili plan wysłania myśliw­
ców i czołgów do Singapuru.
4. Razem z szefami sztabu odbywam szczegółowe konsultacje
z Prezydentem i jego doradcami. Przykładają oni ogromną wagę do
utrzymania Singapuru, lecz jednocześnie pragną wysyłać przez Au-
stralię wojska i samoloty potrzebne do obrony Filipin. Jeżeli Filipiny
upadną, Prezydent jest gotów skierować wszystkie te oddziały do Sin-
gapuru. Równocześnie planuje on wysłanie znacznych sił amerykań­
skich do Australii, gdzie Amerykanie pragną założyć ważne bazy,
niezbędne do prowadzenia skutecznej wojny z Japonią. Generał Wa-
vell został mianowany dowódcą zarówno Birmy, jak i Indii i otrzymał
instrukcje, by wspomagać posiłki na front malajski i birmański przy-
bywające do Indii. Podobnie jak wszyscy, przywiązuje on bardzo du-
żą wagę do utrzymania Singapuru. Generał Pownall jest już na miej-
scu. Jest on doskonałym i kompetentnym oficerem.
5. Może Pan wierzyć, że zrobię wszystko, co w mojej mocy, by
wzmocnić front z Rangunu do portu Darwin. Nasi amerykańscy soju-
sznicy wykazują w tym względzie należyte zrozumienie. W ciągu na-

.. -..
stępnych dwóch dni prześlę konkretniejsze informacje .

Święta Bożego Narodzenia były niezwykle skromne.


W ogrodzie przed Białym Domem stanęło tradycyjne świątecz­
ne drzewko, a Prezydent i ja wygłosiliśmy z balkonu krótkie
przemówienia do ogromnych tłumów zebranych w ciemno-
ściach. Ośmielam się przedrukować tutaj słowa, których wów-
czas użyłem, ponieważ pojawiły się niejako naturalnie w mojej
głowie w związku z nastrojem i sytuacją.

Spędzam te święta z dala od mojego kraju, z dala od mojej rodziny,


choć po prawdzie nie mogę powiedzieć, że z dala od domu. Może są
to więzy krwi ze strony mojej matki, może przyjaźnie zrodzone tutaj
w ciągu wielu lat mojej działalności, może poczucie wspólnoty z wiel-
kim narodem mówiącym tym samym językiem, klęczącym przed tymi
292 WOJNA PRZYCHODZI DO AMERYKI

samymi ołtarzami i wyznającym te same ideały, lecz nie potrafię czuć


się obco tutaj - w samym sercu Stanów Zjednoczonych. Wyczuwam
poczucie jedności i braterskiej wspólnoty, które, połączone z serdecz-
nością Waszego powitania, przekonuje mnie, iż mam prawo zasiąść
wraz z Wami przy ogniu i dzielić wszystkie radości trwających świąt.
Dziwna to Wigilia. Narody zwarły się w śmiertelnych zmaganiach
i używając naj straszliwszych rodzajów broni wymyślonych przez na-
ukę, niszczą się wzajemnie. Źle by o nas świadczyło w ten świąteczny
czas, gdybyśmy nie byli pewni, że ani żądza ~iemi i bogactwa należą­
cego do innego narodu, ani niskie ambicje, ani chorobliwe pragnienie
zdobyczy materialnych kosztem innych, nie zmusiły nas do prowa-
dzenia tej wojny. Oto w jej odmętach, wojny szalejącej i przewalają­
cej się nad lądami i morzami, skradającej się coraz bliżej naszych
domowych ognisk, wśród tego zamętu, mamy spokój ducha w każ­
dym wiejskim domku i w każdym hojnym sercu. Odrzućmy przeto na
tę jedną noc gnębiące nas lęki i obawy i stwórzmy dzieciom wieczór
pełen radości pośród srożącej się dookoła burzy. Niech chociaż przez
tę jedną noc każdy dom anglojęzycznego świata zamieni się w roz-
świetloną wyspę szczęścia i pokoju.
Pozwólmy dzieciom śmiać się i radować. Niech świąteczne prezen-
ty rozjaśnią tę noc. I my, dorośli, weźmy udział w ich zabawach, nim
powrócimy myślą do ponurych zadań i ciężkich lat, jakie nas czekają,
z silnym postanowieniem, że dzięki naszym ofiarom i poświęceniom
te same dzieci nie będą pozbawione swojego dziedzictwa ani prawa
do życia w wolnym i spokojnym świecie.
Tak więc, z pomocą Bożą, życzę wszystkim wesołych świąt.

W dzień Bożego Narodzenia udałem się wraz z Prezydentem


do kościoła, gdzie podczas cichego nabożeństwa odnalazłem
spokój ducha, śpiewając znane hymny oraz jeden - O little town
oj Bethlehem - który usłyszałem po raz pierwszy. Bez wątpie­
nia było to w stanie umocnić tych, którzy wierzą w moralny
porządek tego świata.

.., - ..
Z bijącym sercem przyjąłem zaproszenie do wygłoszenia prze-
mówienia przed Kongresem Stanów Zjednoczonych. Był to waż­
ny moment dla przyszłej koalicji ludów anglojęzycznych. Nigdy
wcześniej nie przemawiałem przed zagranicznym parlamentem,
a jednak czułem, że pochodzenie w prostej linii ze strony matki od
WASZYNGTON I OTTAWA 293

porucznika, służącego warmii George'a Waszyngtona, daje mi


prawo do przemawiania we wspólnej sprawie wobec przedstawi-
cieli tej wielkiej Republiki. Co dziwne, po raz drugi odnosiłem
wrażenie, iż posłużono się mną, choć nie byłem tego godny, do
realizacji jakiegoś z góry nakreślonego planu.
Dzień Bożego Narodzenia spędziłem pracowicie, przygoto-
wując przemówienie. Prezydent życzył mi powodzenia, gdy 26
grudnia w asyście członków Senatu i Izby Reprezentantów wy-
ruszyłem z Białego Domu na Kapitol. Wzdłuż drogi zebrały się
ogromne tłumy, lecz w związku ze środkami ostrożności, które
przewyższają wszystko