Vous êtes sur la page 1sur 6

socjologia Strona 1 z 1

Socjologia
zajęcia 1

Socjologia zakwestionowała naturę w nas samych, czyli powiedziała, że człowiek nie jest istotą
biologiczną. Dawno już odeszliśmy od człowieka determinowanego biologicznie, naturalnie żyjącego sobie
w stadach animistycznych. Tak samo zakwestionowała rolę Boga, czyli to wszystko co sobie wymyśliliśmy,
że zostało wymyślone i stworzone i dzięki temu stała się w pewnym momencie taką nauką bardzo
kontrowersyjną bo zaczęła podważać wszystkie dotychczas istniejące stałe poglądy i wyobrażenia. Zaczęła
to podważać kiedy zaczęto porównywać różne społeczności między sobą. Kiedy odkryto, że gdzieś chłopak
się cieszy gdy został wybrany do tego aby zamienić się w kobietę. Że jedni się cieszą, że mają 50 żon a inni
się cieszą, że żadnej żony nie mają. Zaczęto odkrywać tą wielką różnorodność i gdzieś prawdopodobnie za tą
różnorodnością zapadła decyzja w związku z tym, że człowiek jest stworzony przez człowieka. Czyli nas
tworzy już społeczeństwo, czyli kultura a nie natura, biologia albo Bóg. Innymi słowy socjologowie w
większości przypadków stoją na tzw stanowisku determinizmu społecznego. Determinizm społeczny, który
mówi, że większość naszych zachowań, większość naszych wyborów, większość naszych wzorców życia,
większość opinii, reakcji, uczuć jest jest zdeterminowana społecznie. Czyli tak jakby socjologia postawiła
człowieka, skonfrontowała go, przeciwstawiła życie społeczne, społeczeństwo i człowieka naturze i temu co
jest jakby ponad “meta”, czyli przeciwko Bogu.

Filozofowie osiemnastowieczni jako pierwsi zakwestionowali dotychczasowy porządek społeczny.


Ten porządek oświeceniowo-feudalny kiedy mieliśmy wybraną garstkę uprzywilejowanych, wykształconych
światłych ludzi żyjących sobie całkiem nieźle i ogromne masy ludzi traktowanych jako przybytek
gospodarczy, czyli schorowanych, zagłodzonych, biednych, których życie od urodzenia do śmierci
praktycznie się nie zmieniło. I otóż to właśnie dzięki oświeceniu przyśpieszyły się pewne fronty i zjawiska w
Europie, ponieważ oświecenie mówiło tak: “Jedynym przymiotem właściwym człowiekowi, tym co go
wyróżnia ze świata przyrody jest rozum. Dzięki rozumowi człowiek może poznawać świat, badać świat i
tworzyć świat.” Polega to na tym, że każdy człowiek ma ten przymiot, ale nie wszyscy mogą go używać, no
bo przecież kiedy człowiek jest głodny, schorowany, przypisany do ziemi i działa prawo pierwszej nocy a
pani musi urodzić trzynaścioro dzieci żeby dwoje przeżyło. A tych trzynaścioro jak już się urodzi to musi
chodzić, zbierać jagódki i grzybki i musi harować żeby się utrzymało przy życiu jak najszybciej, więc żeby
szybciej się rozwijać musimy wyzwolić ten rozum, czyli doprowadzić do sytuacji żeby jak najwięcej ludzi
mogło za pomocą tego swojego rozumu pracować. I to oświecenie w pierwszej kolejności wytyczyło
podłoże do takich ideologicznych przemian, wyzwolenia rozumu i stworzenie podstaw dla wszystkich ludzi
do posługiwania się rozumem. To jest pierwsza rzecz - oświecenie i podłoże ideologiczne.
Druga rzecz to są przemiany społeczno polityczne. I za tym idą nam wielkie rewolucje końca osiemnastego
wieku zaczynając od rewolucji francuskiej po rewolucję amerykańską czyli wyzwolenie i utworzenie Stanów
Zjednoczonych w tym również ładnie się tutaj wpisuje nasza konstytucja 3 maja tylko, że nie została
zrealizowana. Te rewolucje, zmiany w zakresie władzy społecznej doprowadziły kolejnej wielkiej
konsekwencji. Doprowadziły do czegoś takiego czego do tej pory w dziejach czy w historii życia
społecznego nie było - uwolniły nam jednostkę. Uwolniły jednostkę w bardzo szerokim rozumieniu, to
znaczy przestaliśmy funkcjonować, czy przestano nas traktować jako masę. Jako zbiorowość. Zaczęto
traktować każdego indywidualnie. Najlepiej jest to wyrażone w deklaracji praw człowieka i obywatela -
“Ludzi rodzą się i pozostają wolnymi w prawach...”. To jest pierwszy artykuł. To znaczy, że jakby z tej masy
wyłoniono jednostkę i zrównano wszystkich ludzi. Powiedziano, że od tej pory nikt nie może stanowić nad
kimś, chyba, że dobrowolnie itd. Artykuł 4 jeszcze to dopełnia. Nie czytam państwu tego wszystkiego, bo
dalej to są już jakby podstawy władzy demokratycznej. Natmiast artykuł 4 mówi, że nie tylko jesteś wolny w
prawach z innymi to twoja wolność polega na tym, że każdemu wolno czynić wszystko co tylko nie jest ze
szkodą drugiego. Toalnie powiedziano “Masz chłopie swoje życie. Masz tyle samo tego swojego życia i
swojej wolności co każdy inny i rób sobie z nim co chcesz, bylebyś tylko nie szkodził drugiemu, nie
ograniczał wolności drugiego”. I to są takie kamienie milowe które nas wystrzeliły w nowoczesne
społeczeństwo. Czyli drugą rzeczą było oświecenie, te wszystkie ruchy demokratyczno-rewolucyjne
jednostki. Oczywiście nie wszystkich, bo jeszcze mamy Prusy i zabory i Rosję, ale ten zalążek poszedł od
Francji i od Stanów Zjednoczonych. Wcześniej zresztą jeszce w XVII w. rewolucja w Anglii Cromwella też

jaceklewinski@gmail.com
socjologia Strona 2 z 2
zrównywała prawa w tym przypadku tej klasy średniej, kupiecko, mieszczańsko burżuazyjnej. Więc to był
taki trend, który szedł.
Trzeci element, który się nałożył czy zbiegł razem z poprzednimi, co zaowocowało powstaniem nauki to
była Rewolucja Przemysłowa. Rewolucja przemysłowa, która z kolei spowodowała, że ci uwolnieni w
swojej masie i wyindywidualizowani ludzie ruszyli się. Ruszyli się, dlatego, że wraz z rozwojem
technologicznym mamy nadwyżkę rąk do pracy w rolnictwie, natomiast rozwijający się przemysł
potrzebował rąk do pracy. I cały osiemnasty i dziewiętnasty wiek to jest taka kolejna wędrówka ludów w
takiej skali europejskiej czyli przemieszczania się z tych swoich tradycyjnych wsi i miasteczek do nowo
rozwijających się ośrodków przemysłowych. Czyli mamy migrację, mamy rozwój nauki, mamy tą ideologię
oświeceniową - masz swój wolny rozum, żyj i idź do pracy. I w związku z tym, ponieważ tych zmian się
wtedy tyle namnożyło i to były dosyć istotne zmiany w zakresie władzy, w zakresie praw jednostki, w
zakresie sposobu jej życia, miejsca zamieszkania... W związku z tym pojawia się na arenie pan Auguste
Comte, to jest taka postać która, no prawdopodobnie w wielu naukach się pojawia, natomiast w socjologii
jest uważany za ojca socjologii dlatego, że on właśnie wprowadza po raz pierwszy jakby pojęcie socjologia
jako określenie nowej nauki. Jest to pewnie i statystyka i demografia, w jakimś stopniu może ekonomia, te
nauki mogą z tego dorobku Comte-a korzystać. Co ten Comte zrobił? Comte sobie siedział, prawda w swoim
mieszkaniu, był filozofem oświeceniowym. No i zaczął uprawiać naukę, czy filozofować zgodnie z metodą
naukowa. No i widział tych wszystkich przemieszczających się wieśniaków do miast, lecące głowy
arystokratów i księży. Krew, która lała się po bruku i widział cały ten ferment i mówi tak. No to zaraz
chwileczkę, jeżeli jesteśmy w stanie badać własciwości fizyczne materiałów, przedmiotów, ciał astralnych,
komórki, łodyżki i różne inne rzeczy, no to czy nie moglibyśmy badać ludzi? No przecież gdzieś musi być ta
przyczyna, że te głowy poleciały, że się zrobiła rewolucja, że ludzie tak migrują, że nie ma pracy na wsi, jest
praca w rozwijających się fabrykach, gdzieś to wszystko można próbować opisać. No i postuluje powołanie
nowej nauki, która właśnie zajmowałaby się gromadzeniem, opisywaniem i analizowaniem tych faktów
społecznych dotyczacych ludzi i odkrywaniem pewnych praw, no bo mamy oświecenie. Czyli jeżeli istnieją
prawa fizyczne, prawa matematyczne, prawa chemiczne, prawa naturalne, biologiczne no to być może
istnieją również jakieś prawa społeczne. Prawa które tak rządzą światem i które mówią: “Jeżeli weźmiesz
jednego i drugiego i dodasz trzeciego to poleje się krew na przykład. A jeżeli weźmiesz jednego drugiego i
trzeciego a za nimi jeszcze tysiące to może na przykład będzie kraina wiecznej szczęśliwości i będą ludzie
chodzili uśmiechnięci. A jak może wykształcisz więcej lekarzy to może więcej ludzi będzie zdrowych. Takie
proste rzeczy, ale być może istnieje właśnie sposób opisania. Oczywiście Comte jak większość tych badaczy
oświeceniowych był bardzo praktyczny. Czyli nie chodziło o to żeby opisywać dla opisywania tylko
chodziło o to żeby rozwiązywać konkretne problemy. Konkretne problemy i konkretne sytuacje i
przewidywać. Czyli on był bardzo taki instrumentalny. I ta nauka, socjologia, którą postuluje jako nauka,
która zajmowałaby się badaniem tych spraw miałaby mieć właśnie taki charakter użyteczny czyli
powodowała, że wiemy to, to, to i to i jesteśmy w stanie zdiagnozować, przewidzieć, zapobiec, rozwiązać
albo zbudować coś, jakiś lepszy wzór kooperowania czy funkcjonowania ludzi ze sobą. No oczywiście był
idealistą również, bo uważał że dzięki temu, że poznamy te prawa rządzące życiem społecznym człowieka to
uda nam się zbudować siódme niebo świadków Jechowy, czyli krainę wiecznej szczęśliwości. Że uda nam
się zbudować lepszy świat społeczny. Życie bez głodu, bez wojen, bez rewolucji, bez chorób, bez matek
porzucających dzieci i bez mężów nie wracających z wojen i tak dalej i tak dalej. Więc jemu się wydawało
tak, że to wszstko ma służyć budowaniu tego nowego lepszego społeczeństwa. Przypomnijcie sobie państwo
Tomasza Morusa i jego utopię. Taką wyspę wiecznej szczęśliwości, gdzie ludzie sobie żyją i są pozbawieni
wszelkich problemów i bolączek. Tak mniej więcej wtedy myślano. Więc po Comte oprócz tego, że została
nam socjologia jako nauka i to wytyczenie czym ma się zajmować. Ma naprawiać świat. Socjologia ma
zbawiać i naprawiać świat. Oczywiście bardzo szybko odsunięto to na bok bo się tego świata nie da
naprawić, szczególnie będąc socjologiem ale da się zepsuć. I takie przykłady psucia świata przez socjologów
są nam znane bardzo dobrze. Na przykład Polpot i Pinoczet. To są panowie, którzy studiowali socjologię na
Sorbonie. Więc tutaj być może w tą stronę zadziałało to całkiem nieźle. Więc nie daje się tego świata
naprawiać ale pamiętajcie państwo, że nikt nie ma takiej władzy żeby spowodować jakieś tam zmiany.
Bardziej się to odbywa tak krok po kroku, powolutku. Z takich ostatnich rzeczy, takich ostatnich koncepcji,
postulatów socjologicznych, które są realizowane w praktyce to jest koncepcja Ryfkina - społeczeństwa bez
pracy i ona rzeczywiście jest jakby wdrażana. Generalnie postuluje się tak, że skoro jest za mało pracy dla
wszystkich to należy tą mniejszą ilość pracy podzielić na większą liczbę osób. Czyli należy spowodować
żeby pracowali wszyscy tyle żeby trochę mniej i odchodzi się od tych ośmio godzinnych etatów.
Przynajmniej we Francji mamy skrócony dzień pracy do sześciu. W tej chwili Niemcy być może też trochę

jaceklewinski@gmail.com
socjologia Strona 3 z 3
skrócili. To jest tak, podzielmy się tym dobrem takim którym staje się powoli praca. To jest taka jedna z
niewielu koncepcji wdrożonych w życie. Co nam zostało po tym Comte poza nauką i poza ta naiwną wiarą,
że jak będziemy wiedzieć o ludziach wszystko to nam się uda ten wspaniały świat stworzyć. Otóż on
zostawił po sobie pewien sposób myślenia. Zostawił po sobie taką wizję rozwoju. Trzy stadia rozwoju
społeczeństw. Czyli on mówi, że każde społeczeństwo, jak popatrzymy na Greków na Rzymian na Franków
na Słowian czy tam na Tajów czy na Japończyków czy na jakichś Indian z Ameryki Południowej czy Inków
to każde społeczeństwo przez te trzy stadia przechodzi. Stwierdził, że jest to pewna stała. I te trzy stadia są
definiowane poprzez stopień rozwoju świadomości ludzkiej, czyli za kogo ludzie się uważają, jak sami
siebie definiują. Czyli w pierwszym stadium definiują siebie tak, a przejście następuje w chwili kiedy
zmieniają koncepcje siebie. I ten pierwszy etap Comte nazwał Etapem Teologicznym. Czyli mówi, że we
wszystkich społeczeństwach w tej pierwszej fazie rozwoju ludzie postrzegają siebie i swój świat i swoją
rzeczywistość jako stworzoną, daną, zdeterminowaną przez Boga. Czyli człowiek mówi “Jestem taki bo
takim mnie Bóg stworzył. Żyję z tymi ludźmi, bo tak Pan Bóg nakazał, że mam z nimi żyć.”. Tak żyję, to
jem, tak pracuję, tak się ubieram, tak się modlę bo Bóg mi tak kazał. Jem pomarańczę dlatego, że Bóg
stworzył dla mnie te pomarańcze żebym mógł je jeść. To jest taka filozofia Grecka, ale tak mniej więcej
ludzie myślą. To jest Etap Teologiczny. Czyli świat jest postrzegany jako emanacja Boga i ludzie siebie tak
postrzegają. Oczywiście dotyczy to przede wszystkim społeczeństw przed tardycyjnych i tradycyjnych.
Kiedy świat był stały, niezmienny i dzień w dzień odtwarzany w ten sam sposób, a wiedza ludzka i ludzkie
umiejętności przetrwania w tym świecie, nie były zbyt duże. Innymi słowy uda nam się zbiór kukurydzy
jeżeli bogowie będą nam przychylni. Nie mamy wpływu na słońce na deszcz i na szarańczę w związku z tym
wszystko w rękach Boga. Przetrwamy następny rok jak Bóg da i zima nie będzie zbyt surowa. I tak dalej i
tak dalej. No bo jakby nie mieli zbyt wielkiej możliwości wpływania na tą swoją rzeczywistość jak tylko
dobrze i głęboko się modlić. Prosić i składać ofiary tym nieprzewidywalnym bóstwom. Bardzo fajnie widać
przemiany tego słuchajcie, dlatego, że w tych najstarszych społeczeństwach, tych pierwszych jakby
systemach religijnych, bardzo ładnie widać, że przede wszystkim została ubóstwiona, czyli pierwiastek boski
był przypisywany naturze. Święty kamień, święte drzewo, święta sarna, święty pstrąg, święty łosoś, święte
jabłko, itd. Właściwie we wszystkich kulturach mamy do czynienia z tym ubóstwieniem natury. To w tych
społeczeństwach takich przed tradycyjnych. W społeczeństwach tradycyjnych, które już zajmują się uprawą i
hodowlą, ponieważ uzyskały już trochę wiedzy, np. jak uprawiać, jak przechowywać zbiory, jak robić wino
z winogrona pojawia się, ponieważ jest to już dosyć duży wkład człowieka w co uzyskuje, pojawia się
uczłowieczenie tych Bogów. I w tych starych religiach mamy przejście z Boga Kamienia do Boga na
przykład wina. Bogini Demeter, która odpowiada za plony itd. itd. Bogowie zaczynają przyjmować
pierwiastki ludzkie, ale ludzie mówią, to nie ja wymysliłem, to Bóg, Demeter mi powiedziała, albo Bachus
nas uczył jak to robić albo tam jakiś inny Bóg dał mi kukurydzę i powiedział co mam z tą kukurydzą robić.
Tak to fajnie przechodzi, natomiast oczywiście w pewnym momencie następuje jakby kolejny przełom. No
bo słuchajcie to nie Bóg mi powiedział jak robić wino musujące z tego samego winogrona, tylko jakby sam
na to wpadłem, metodą prób, błędów i eksperymentów. Albo to dziadek wymyślił. Jakby w pewnym
momencie ludzie doświadczają czegoś takiego, że nie mogą już jakiegoś wynalazku, jakiejś umiejętności
przypisać Bogu tylko przypisują konkretnej osobie. No to jaki jest wpływ Boga, jaki jest wpływ dziadka,
naszych przodków? Jakby już widać, że kumulują wiedzę tą zapisaną w ludziach. No to już nie możemy
pojmować siebie jako emanacji boskiej. Następuje przejście do drugiego etapu. Ten drugi etap Comte
nazywa Etapem Metafizycznym, czyli mieszającym pierwiastki. Etap Metafizyczny to jest taki właśnie etap
przejściowy. On mówi tak. Ludzie w tym okresie myślą o sobie tak. Bogowie stworzyli ramy lub Bóg
stworzył ramy, stworzył pewien potencjał, wyposażył mnie w pewne przymioty, dał mi pewne możliwości,
ale to ja działam. Ja wykorzystuję. Czyli mogę powiedzieć tak. Bóg dał rozum mojemu dziadkowi, albo Bóg
dał pomysłowość mojej babci, ale babcia wymyśliła to sama. Innymi słowy Comte na etapie metafizycznym
stwierdził, że te pierwiastki mistyczne, pozaziemskie, meta, meta, meta, zaczynają się przeplatać razem z
tymi pierwiastkami związanymi z wiedzą, z umiejętnością, z działaniem człowieka. Właśnie następuje skok
cywilizacyjny i rozwój nauki. Ale ludzie jeszcze nie moga powiedzieć “Sami to wymyśliliśmy”. Tylko
mówią “To Bóg nas takimi stworzył, dał nam takie możliwości, dał nam ziemię a my już sobie tą ziemię
sami zagospodarowywujemy”. No i teraz według Comte-a, tego filozofa oświeceniowego musi nastąpić w
pewnym momencie przejście do trzeciego etapu. I Comte uważał, że osiemnasty wiek to jest właśnie wiek w
którym następuje to przejście. Że to jest właśnie ten moment. Że oto właśnie Comte siedząc sobie okrakiem
widzi narodziny, społeczeństwa trzeciej fazy, trzeciego stadium. On to nazywa stadium czy Etap
Poznawczy. Poznawczy, czyli taki gdzie Bogowie zostaną już sobie odstawieni jako anachronizm i ludzie
dostrzegą, że świat tworzą oni sami. Tworzą, zmieniają i przekształcają. Etap poznawczy to taki etap gdzie

jaceklewinski@gmail.com
socjologia Strona 4 z 4
ludzie będą się posługiwać swoim rozumem, gdzie prawa będą budowane na podstawie wiedzy, gdzie świat
będzie opisywany za pomocą nauki, a problemy świata będą rozwiązywane nie za pomocą modłów i
składania ofiary, ale za pomocą konkretnych rozwiązań naukowych. Czyli na gorączkę aspiryna ale nie
modlitwa. I pytanie które zadaję zawsze. Czy ten etap nastąpił? Czy jesteśmy już w stadium poznawczym?
Czy rzeczywiście przestaliśmy wierzyć? Czy rzeczywiście czujemy się silni. Na tyle silni, że jesteśmy w
stanie rozwiązać każdy problem bez uciekania się do wiary w cuda? Odpowiedź na to pytanie nadal
pozostaje problemem. Teraz tak. Czysty Etap Poznawczy to byłby taki, że ludzie działają na zasadzie
problem, badanie, rozwiązanie, likwidacja problemu. Boli brzuch, ubijam mąkę z płatkami owsianymi na
przykład, robię tabletkę, podaję, problem jest rozwiązany. Natomiast ok, przy jednodniowym bólu przucha,
ale teraz, przy tygodniowym bólu brzucha i przy tygodniowym podawaniau tych tabletek to i tak się nam
włancza wiara, że za siódmym albo ósmym razem ta tabletka zadziała. Więc dokładnie mamy chyba takie
samo przejście. To znaczy, że wierzymy w naukę na czystym etapie poznawczym. Wydaje nam się, czy
jesteśmy przekonani, że nauka rozwiąże każdy problem. Czyli jak pana będzie przez trzy miesiące bolał
brzuch i ja panu przepiszę super na przykład Nospę to pana uwolnię od bólu brzucha, albo jak pana rozpruję
i wytnę to ból zginie. To też jest jakaś tam wiara. Ale hihi... statystyka leczenia i nieleczenia jest właściwie
taka sama. Bez operacji tyle samo osób by przeżyło czy przetrwało. Albo stosując te metody medycyny
tradycyjnej czyli pijawki. Że takie same efekty by były jak po podaniu aspiryny. Nauka może się stać, jakby
również takim Bóstwem, które będzie powodowało, że będzemy ślepo wierzyć, że rzeczywiście mamy
rozwiązanie i że ono działa nie zauważając, że tak naprawdę ono nie działa. Ono działa w tylu samo
przypadkach ile nie działa. No oczywiśie to jest śmieszne, bo na przykład tomograf działa w każdym
przypadku. Ale czy w każdym przypadku tak samo diagnozuje? I czy zdiagnozowanie tym tomografem
powoduje taką samą skuteczność leczenia? No nie, bo albo diagnozuje, że coś jest leczalne, albo nie
leczalne. Natomiast trzeba by było popatrzeć, gdybyśmy chcieli mówić o społeczeństwie, o Polakach na
przykład. Ile osób jednak jeszcze jest na etape modlitw. Mówimy, że jesteśmy Katolikami. Czyli trzeba
policzyć ile ludzi mamy w kościele, ile ludzi się modli, ile osób pości, ile odprawia różańce, ile chodzi na
pielgrzymkę, i o co proszą i czy o coś proszą? Ja byłam w szoku jak mi tutaj dwudziesto - paroletnia
dziewczyna mówi, że idzie na pielgrzymkę do Częstochowy w intencji na przykład sesji. No ale ma jakąś
intencję, wydaje jej się, że jak przejdzie tą drogę to pójdzie lepiej :). Myslę, że lepiej jak by się pouczyła.
Skuteczność będzie taka sama jak gdyby w tym czasie czytała książkę. Cudną historię słyszałam, była
dziewczyna na stosunkach międzynarodowych, na dziennych. Mówiła, że rodzice prowadzą jakąś stajnię.
Mają konie w jakiejś tam wsi. I mówiła, że pewnego roku zaczęły im te konie padać. I padały, padały,
padały. Wezwano weterynarza. Weterynarz zbadał, zaordynował leczenie i konie dalej padały. Wezwano
weterynarza drugiego. Weterynarz zbadał, zaordynował leczenie i te konie dalej chorują i kolejne konie
padają i zdychają. Więc mama tej dziewczyny zawołała taka miejscową babuszkę żeby odczynić uroki. I ta
pani przyszła i to całe obejście im odkaziła jakimiś tam sposobami, kadzidłami, zmawianiem i czymś tam
jeszcze. Ponatykała jakieś gałązki, ale konie dalej chorują i padają. Więc po prostu tragedia i rozpacz, bo nic
nie działa. I wyobraźcie sobie, to jest po prostu najpiękniejsze, że po iluś dniach przyszła ta babuszka,
zaklinaczka czyniąca uroki i powiedziała, że jej się pomyliło. Że powinna to zrobić nie od zachodu do
wschodu, tylko od wschodu do zachodu. Obeszła więc obejście w drugą stronę. I jak ręką odjął. Konie
przestały padać. Podobno iles tam tych koni przetrwło, ale przetrwały. Więc tak to wygląda. Tak naprawdę
jesteśmy taką mieszanką. Sami lekarze mówią, że skuteczność ich terapii zależy od wiary pacjenta w
skuteczność terapii i od lekarza. Czyli zaufanie lekarzowi... Placebo działa. Więc to jest śmieszne.
Prawdopodobnie jest to czysty postulat oświeceniowy, że gdzieś taka rzeczywistość jest możliwa, ale dopuki
będzie nieznane przed człowiekiem, czyli coś na co nie ma wpływu, coś czego nie potrafi wytłumaczyć, a
zawsze takie coś będzie. no bo nie możemy sobie wyobrazić sytuacji w której wiemy wszystko. Nawet
gdybyśmy wiedzieli wszystko, nowe rzeczywistości będą mnożyły nowe problemy. Jednym z przykładów
może być Hikimori. Też się skądś wziął, więz zawsze gdzieś będzie istniała jakaś niewiadoma. Dopuki
będzie istniała niewiadoma, doputy ludzie będą próbowali w różny sposób sobie z tą niewiadomą poradzić.
Albo poprzez naukę, albo poprzez wiarę. Innej mozliwości nie ma. Jeżeli czegoś nie wiem a zakładam, że
wiem to przechodzi to na czystą wiarę. Więc tak wygląda Comte i ten mit, ten ideał, że socjologia bada,
opisuje i naprawia. Bada, opisuje i rozwiązuje. Bada, opisuje i pozwala konstruować te nowe, lepsze światy.
I ten Comte sobie umarł i potem długo po Comte nie było socjologa. Dlatego że Comte umarł w 1857 roku a
pierwszy taki socjolog już rasowy, czyli osoba uznana za socjologa a nie za ojca nauk współczesnych
pojawił się nam pan Émile Durkheim, który urodził się w 1858 roku. Być może była to reinkarnacja Comte-
a :). Comte umarł i się reinkarnował w kolejnym Francuzie. I ten Émile Durkheim żył sobie w latach 1858 -
1917 czyli w bardzo ciekawym czasie. Całą drugą połowę XIX w. i okrakiem wszedł nam w XX wiek i

jaceklewinski@gmail.com
socjologia Strona 5 z 5
próbował, o ile Comte próbował to wyjasniać w taki sposób postulatów i wskazywania jakby kierunków o
tyle Émile Durkheim stał się takim rasowym badaczem. Czyli on próbował diagnozować co się zmienia i
dawać na to swoje własne określenia i wyjaśnienia. Émile Durkheim wydaje mi się, że jest fajny. O ile
Comte-a można traktować jako swego rodzaju ciekawostkę historyczną i dinozaura o tyle to co zostało nam
po Durkheimie obowiązuje nas do tej pory i słowa i pojęcia które wprowadził obowiązują nas do tej pory i
sposób jakby myślenia i patrzenia na rzeczywistość społeczną. Więc co po pierwsze z tego Durkheima nam
zostało? Po pierwsze postulat obiektywizmu. Wiecie państwo, że ten obiektywizm w naukach jest rzecza
trudną i szczególnie trudną jest w naukach społecznych. Oczywiście to jest postulat metodologiczny. Żeby
się z tym uporać Durkheim postuluje traktować zjawiska społeczne jako fakty i abstrahować od emocji, od
jakichśtam założeń apriori, które przypisujemy pewnym faktom. Po prostu analizujemy fakty i na podstawie
dopiero faktów próbujemy coś tam opisywać, ale nie sądzić. Czyli taki rasowy socjolog powie, że na
wykładzie z socjologii o ósmej rano było 13 studentów i koniec i kropka. I nie będzie mówił, że było
trzynastu zainteresowanych albo niezainteresowanych, albo śpiących, no chyba, że dobierze sobie wskaźniki.
Czyli pani się mnie zapyta, skąd wie, że byli śpiący? No to jeśli powiemy, że oznaką śpiącego studenta jest
ziewanie, opadająca głowa i przymykające się często oczy to zrobimy kolejna powtórkę badania i będziemy
wtedy kolejno patrzeć na wasze buzie i na wasze oczy i dopiero wtedy. Czyli nie ma sądów jest jakby czysty
opis. I to powoduje, że... ale to was nie interesuje. Jeżeli chodzi o jego zainteresowania to oni wszyscy byli
wtedy w super sytuacji bo mogli się interesować wszystkim. Durkheim się interesował i religią i dewiacją i
przestępczością i pracą i życiem gospodarczym. I teraz co nam z tego Durkheim-a zostało? Z tego
Durkheim-a zostało nam kilka rzeczy. Pierwsza rzecz to pojęcie więzi mechanicznej, czy
mechanicystycznej i więzi organicznej. I to bym chciała żebyście pamiętali dlatego, że Durkheim
pamiętamy żyje okrakiem. Żyje pomiędzy XIX a XX wiekiem i jest świadkiem przechodzenia
społeczeństwa tradycyjnego do społeczeństwa przemysłowego czy nowoczesnego. I teraz Durkheim zadaje
sobie takie pytanie. Zresztą oni wszyscy zadawali to samo pytanie. Jeżeli mamy takie zmiany, takie masy
nam się przenoszą, migrują, Ze wsi do Lionu, z lionu do nowego Jorku. Jeżeli władza nam ewoluuje, raz
mamy parlament, raz jest dyrektoriat, raz znowu jakiś cesarz Napoleon, za chwilę znowu mamy parlament.
Co chwila nowe wzorce. Jakby wszystko płynie, nie wiadomo gdzie się kończy i gdzie się zaczyna ta
zmiana. No to pytanie pozostaje bardzo proste. Jak w tym procesie tych zmian które trwają już od końca
osiemnastego wieku, jak to jest możliwe, że społeczeństwo francuskie, naród francuski, cały czas pozostaje
tym samym społeczeństwem i narodem. Innymi słowy, że to się wszystko jeszcze trzyma kupy, że ci ludzie
nie pożegnali się i nie poszli sobie. Nie powiedzieli “Dobra, wszyscy emigrujemy sobie na przykład do
Argentyny. Jak to jest możliwe, że przy takich falach, ruchach, zmianachcały czas wszystko się nam
przekształca wewnątrz społeczeństwa. Układy relacje, zależności, rozwiązania, wzorce pracy, karier,
miłości, małżeństw i rodzin ale mimo wszystko dalej jesteśmy Francuzami, dalej tworzymy jakiś system
społeczny gdzie możemy określić granice, z którym się identyfikujemy, mówimy, że wszyscy jesteśmy
Framcuzami, mimo, że jeden zdycha z głodu na ulicy a drugi ma jak pączek w maśle. Że jeden wierzy a
drugi nie wierzy. Jak to jest możliwe? I Durkheim uważa, że właśnie to przejście ze społeczeństwa
tradycyjnego do społeczeństwa przemysłowego czy nowoczesnego związane jest ze zmianą typu więzi
społecznej. Innymi słowy, my jesteśmy razem ze sobą bo jesteśmy ze sobą związani. Tyle tylko, że w
społeczeństwie tradycyjnym coś innego nas wiązało a w społeczeństwie nowoczesnym wiąże nas coś innego.
Innymi słowy tu nas wiążą sznurki i sznurówki a tu nas wiążą nity i zatrzaski. Zmieniło się wiązanie, to co
powoduje, że musimy być razem ze sobą i chcemy, natomiast nie zmienia się sam fakt tego uwiązania,
uzależnienia. I teraz Durkheim mówi, że w społeczeństwie tradycyjnym czy społeczeństwa tradycyjne te
wspólnoty terytorialne, Lipce Reymontowskie, Zielona Góra w XVIII wieku, mieszczaństwo jakiegoś miasta
i wspólnoty tworzące całe narody i państwa byli... Czy to na podstawie czego oni tworzyli tą jedność czyli
społeczeństwo to była ta więź mechanicystyczna czy mechaniczna. On to w ogóle nazywał solidarnością
mechaniczną. Czyli nawet nie używał słowa więź tylko solidarność. I na czym ona polegała? Polegała ona na
tym, że wiązała czy solidaryzowały się ze sobą, czy miały poczucie wspónoty jednostki podobne, oparte na
podobieństwie. Czyli im bardziej byliśmy podobni do siebie tym większe mieliśmy poczucie przynależności
do wspólnoty, do tworzenia jedności. Przypomnijcie sobie taki dowcip. Za siedmioma górami, za siedmioma
lasami, za siedmioma rzekami, za siedmioma dolinami mieszkał sobie krasnoludek. Pewnego dnia otworzył
drzwi wyszedł przed próg, rozejrzał się i powiedział o kur.... ale ja mam wszędzie daleko :). Więc to jest
dokładnie tak samo jak w tym dowcipie tylko on wychodzi przed izbę i mówi, o kurcze jaki ja jestem do
wszystkich podobny. Czyli w Lipcach Reymontowskich jak sobie wyszedł przed próg to zobaczył, chałpa
taka sama jak u sąsiada, zdobienia takie same jak u sąsiada, w zagrodzie dwie krowy jak u sąsiada, parciane
portki jak u sąsiada, wozy jak u sąsiada, te same problemy bo upał taki sam u mnie jak u sąsiada cztery ule w

jaceklewinski@gmail.com
socjologia Strona 6 z 6
sadzie jak usąsiada jedna żona jak u sąsiada, chora matka jak u sąsiada, trzech komorników, dwóch synów z
czego jeden nieudany, wszystko jak u sąsiada. Innymi słowy, mówimy tak samo, myślimy tak samo, jemy to
samo, tak samo tańczymy, tak samo się bawimy, takie same są nasze życia. I to powodowało, że ci ludzie
czuli się ze sobą związani. Tworzyli społeczeństwo. To jest wieź mechanicystyczna i tyle człowieka jest ile
jest podobny do innych. I to powodowało, że te zbiorowości, te społeczeństwa były bardzo zwarte dlatego,
że one odrzucały wszystko co inne. I ten obcy przybysz był od razu traktowany jako intruz, jako nie swój.
Łatwo było odróżnić, kto swój a kto nie swój. To były zbiorowości tradycyjne. Natomiast właśnie rewolucja,
ale przede wszystkim rewolucja przemysłowa zadziałała troszeczkę jak bomba. Rozerwała te tradycyjne
wspólnoty, rozerwała tą więź mechanicystyczną. I przejdźcie się państwo gdzieś, mamy XIX w ul
Kilińskiego np 98 i mamy co? W suterenie mieszka szewc razem z pięciorgiem dzieci który przywędrował
tutaj z Nowosolnej, W prawej oficynie jest kuśnierz, pijak bezdzietny, który przywędrował tutaj z Kowar
Śląskich na przykład, po drugiej stronie mieszka wozak, pierwsze piętro dyrektor banku, drugie piętro
profesor historii w gimnazjum, na trzecim piętrze wdowa po urzędniku bankowym wynajmująca mieszkanie
studentom. Każdy wstaje o innej godzinie, ubiera się w co innego, ma inne zasoby finansowe, mówi innym
językiem co innego czyta, inaczej spędza wolny czas. No to on może sobie wyjść przed próg i spytać sam
siebie “Kurcze, co mnie łączy z tymi ludźmi?”, każdy jest inny. Więc przejście, rozerwanie, wyrzucenie
ludzi z tych tradycyjnych zbiorowości spowodowało rozerwanie tej więzi opartej na podobieństwie.
Powstają nam nowe typy społeczności. I teraz to co Durkheim mówi to mówi tak. Oczywiście tamto pękło,
powstała bańka pod tytułem kamienica gdzie każdy jest inny, ale dalej nas coś łączy ze sobą. No łączy nas ze
sobą to, że profesor pójdzie do kuśnierza jak będzie sobie chciał pelisę podbić futerkiem. Kuśnierz pójdzie
do szewca jak mu się zrobi dziura w bucie. Z kolei szewc będzie zbierał pieniądze żeby wychować swoje
dziecko, żeby chodziło do gimnazjum gdzie będzie go uczył profesor. A z kolei jak już pójdzie na studia to
pojedzie i będzie wynajmował mieszkanie u wdowy. To znaczy, że ta więź organiczna, solidarność
organiczna jest taka funkcjonalna. Czyli nie zależymy od siebie bezpośrednio, tak jak w lipcach
Reymontowskich w tych wspólnotach tradycyjnych, tylko zależymy od siebie dzięki społecznemu
podziałowi pracy i efektom naszej pracy. To jest takie... Utylitaryzm zapożyczony. Jesteśmy ze sobą
pośrednio. Potrzebujemy się pośrednio poprzez efekty naszej pracy. Na tym dzisiaj skończymy. Powiem
wam tylko jeszcze dlaczego jak bomba. Bo w tych tradycyjnych społeczeństwach ja musiałam dobrze żyć
przynajmniej z dziesięcioma są siadami. Z jedenastym to mogłam się na śmierć i życie tłuc nawet przez
cztery pokolenia. Ale z większością musiałam żyć dobrze, bo jak się stodoła paliła to przyszli mi pomóc i
gasić. Bo jak były żniwa to razem jedno pole drugie pole, trzecie pole i jakos sobie razem obrobiliśmy. Jak
było wesele to przyjechali jako goście i musiałem ich ugościć. Natomiast tutaj tego nie potrzebujemy. Czyli
profesor historii nie zaprosi nikogo z kamienicy na wesele swojej córki i podobnie kuśnierz. Owszem mogą
wypić kieliszek wódki, ale na pewno się wspólnie bawić nie będą. To co to znaczy. To znaczy, że inaczej
kształtowaliśmy swoje relacje twarzą w twarz jak ja wiedziałam, że ja potrzebuję pana. Nie kogośtam
jakiegoś kuśnierza, tylko pana. A inaczej kształtujemy relacje oparte na więzi organicznej. Tak szczerze
powiedziawszy to ja pana nie potrzebuję do życia i do szczęścia. I pan mnie też nie potrzebuje do życia i do
szczęścia. A jednak jesteśmy razem i gdzieś tam pośrednio zależymy. Pana dobrostan i mój dobrostan od
siebie zależą. Więc to powoduje, że inaczej troszeczkę te relacje sa między sobą układane. Ale z szerszej
perspektywy kiedy popatrzymy na zjawiska, które się wydarzyły właśnie w wielkich miastach to powiemy,
że to rozerwanie dalej działa. Czyli coraz mniej potrzebujemy siebie bezpośrednio. Tracimy relacje
sąsiedzkie, koleżeńskie, przyjacielskie i rodzinne. No nie wiem jak u was, ale kiedy ja pamiętam były
imieniny dziadka, to przychodzili sąsiedzi, koledzy z pracy, cała rodzina i to był tłum przy stole. Nie było
możliwości żeby dziadek czy babcia nie wyprawili imienin. Mojaj mama już zapraszała wybrane osoby z
rodziny i czasami wybranych znajomych. Ja nie urządzam imienin w ogóle. To jest przykład, bo nie
potrzebujemy się. Bo nie jesteśmy na siebie skazani, bo nie zależymy od siebie w związku z tym tracimy się
po prostu z oczu. I się tak powoli, powoli, powoli oddalamy aż do hikimori, który może sobie funkcjonować
sam jako taka bańka mydlana w swoim malutkim mieszkaniu, zarabia pieniądze, kupuje jedzenie w
hipermarkecie i nikogo nie potrzebuje do szczęścia. To w roku 1956 ukazała się taka książka pana Lebom pt.
“Samotny Tłum” opisująca doświadczenia, przeżycia mieszkańców wielkich miast. My siebie w tym mieście
potrzebujemy, bo jeden jest taksówkarzem, jeden pracuje w banku, jeden produkuje chleb, jeden go
sprzedaje a wszyscy go jedzą. Natomiast nie potrzebujemy siebie jako osób. Przestajemy w związku z
tym postrzegać siebie jako osoby.

Koniec wykładu

jaceklewinski@gmail.com